background image

KOŚCIELNE „ZASŁUGI” DLA POLSKI

Od zarania dziejów Kościół dążył do supremacji władzy religijnej nad świecką. Cel był prosty: 
podporządkować władzę świecką Kościołowi by objąć niepodzielnie rządy dusz i wyłudzać 
kasę. Kościół zawsze będzie zwalczał silną władzę, bo od słabych, zmuszonych do szukania 
poparcia z ambony da się wyłudzić więcej. Polska była areną, poligonem tej walki. Niestety, 
w naszym przypadku wygrał ten Kościół. Za osłabienie państwa i podporządkowanie go temu 
Kościołowi zapłaciliśmy cenę straszliwą, najwyższą w Europie.

W roku 1079 Bolesław Śmiały odbudował potęgę Chrobrego. Z powodzeniem interweniował 
na Węgrzech i na Rusi, zdobył Kijów, koronował się na króla. Był sojusznikiem papieża, 
skutecznie bił Niemca. Ale duchowieństwo było wtedy w 80% niemieckie. Śmiały nie walczył 
z Kościołem, wręcz przeciwnie – umacniał go. Jego władza była jednak dla Kościoła zbyt silna. 
Gal Anonim, przecież zakonnik, w swojej kronice nazywa biskupa traditor – zdrajca. Oto 
fragment:

„Jako król Bolesław był z Polski wyrzucony długo byłoby o tym mówić tyle jednak ujdzie 
powiedzieć, że nie godziło się pomazańcowi karać pomazańca cieleśnie, za jaki bądź grzech. 
To, bowiem zaszkodziło mu wielce, że gdy biskupa za zdradę skazał na obcięcie członków, 
więc do grzechu dodał grzech My jednak ani biskupa zdrajcę uniewinniamy,ani brzydką 
zemstę królewską pochwalajmy, lecz ostawmy te sprawę i opowiedzmy, jak przyjęto króla 
Bolesława na Węgrach.”

Tak, więc krótko mówiąc przywrócenie tytułu królewskiego i wzmocnienie władzy Bolesława 
musiało budzić niezadowolenie u przywódców państw ościennych, przede wszystkim 
Niemiec i Czech, oni to za pomocą niektórych polskich rodów możnowładczych starali się 
zbudować opozycję przeciwko Królowi. Uczestniczył w tym Biskup Krakowski Stanisław, Gall 
uczynek Stanisława nazywa grzechem i zdradą, albowiem biskup złamał przysięgę wierności, 
którą ślubował Bolesławowi, kiedy brał od niego inwestyturę.

Wbrew kłamstwom Kościoła – zdrajca w sutannie nie został zamordowany, tylko zgodnie z 
prawem skazany przez sąd za zdradę i stracony. Gdyby było inaczej, to natychmiast w glorii 
męczennika zostałby świętym – wszak każdy kult jest złotodajny dla kleru. Taki św. Wojciech 
został kanonizowany zaledwie dwa lata po śmierci! W przypadku Stanisława okazji 
zwyczajnie nie było, bo ludzie zdrajcę pamiętali. Wymazywanie zdrady z pamięci narodu 
zajęło oszustom w sutannach aż 174 lata. Wydatnie pomógł najazd tatarski w 1241 r., który 
spustoszył Polskę.

1

background image

Podczas rozbicia dzielnicowego. Kościół wszelkimi sposobami osłabiał państwo, szczuł na 
siebie książąt dzielnicowych. Za poparcie jednych przeciw drugim wyłudzał kolejne nadania i 
przywileje. W ten sposób zupełnie zanarchizował Polskę i stała się ona areną nieustannej 
wojny domowej. Osłabiona, straciła Śląsk, Pomorze, Ziemię Lubuską, płaciła Niemcom 
daninę lenną. Nie była w stanie uporać się z najazdami Prusów i ściągnęła sobie na kark 
zakon krzyżacki.

Spośród plejady zdrajców w sutannach, wymienić trzeba takich jak arcybiskupi gnieźnieńscy: 
Jakub ze Żnina, Janik, Henryk Kietlicz; biskupi krakowscy: Gedko, Paweł z Przemankowa i 
Muskata; wrocławscy: Wawrzyniec, Tomasz I i Tomasz II oraz biskup poznański Andrzej. 
Posługiwali się zdradą, fałszerstwem i klątwą. Wyklęli m.in. Władysława Wygnańca, Mieszka 
Starego, Henryka Brodatego, Konrada Mazowieckiego, Leszka Czarnego, Henryka Probusa, 
Władysława Łokietka, potem Kazimierza Wielkiego, pomijając pomniejszych książąt. Klątwa 
oznaczała faktyczną utratę władzy, gdyż poddanych władcy zwalniano z posłuszeństwa 
wobec niego. O zdjęcie klątwy trzeba było zabiegać w Rzymie, a trwało to długo i kosztowało 
słono. Jak w tych warunkach Polska mogła normalnie funkcjonować?

Na zjazdach w Łęczycy (1180 r.) w Borzykowej (1210 r.) i w Wolborzu (1215 r.) Kościół, 
wygrywając książąt przeciw sobie, wyłudził przywileje osłabiające cały kraj i całkowicie 
uniezależniając się od polskiego państwa. Kiedy Łokietek jednoczył Polskę i potrzebował 
złota na wojsko i zabiegi dyplomatyczne, papież zmusił go do… zwiększenia „świętopietrza”.

W r. 1515 w czasie zjazdu wiedeńskiego. Zawarto wtedy układ, na mocy którego Zygmunt 
Stary i Kazimierz Jagiellończyk, król Czech i Węgier, oddali Habsburgom Czechy i Węgry. Za 
darmo! Tylko za zerwanie przez Habsburgów sojuszu z Moskwą.

W polskiej dyplomacji rej wówczas wodzili biskupi Drzewiecki i Tomicki, papiescy niemieccy 
agenci. Kościół popierał wtedy Niemców, bo Polska słusznie nie kwapiła się do planowanej 
przez papieża wojny z Turcją. Dwa lata później Marcin Luter ogłosił swoje tezy. Niemców 
czekał wstrząs reformacyjny i wojny domowe…

W 1582 roku, kiedy pobita przez Batorego Moskwa prosiła o pokój. Car Iwan Groźny w 
obliczu całkowitej klęski w toczonej od czterech lat wojnie zaczął mamić papieża obietnicami 
zawarcia unii prawosławia z Rzymem i swego udziału w wojnie z Turcją. Papież wysłał do 
Moskwy swego legata, jezuitę Possevina, który pośredniczył w rokowaniach pokojowych. 
Ten działał ze szkodą dla Polski i zmarnował Batoremu owoce wielkiego zwycięstwa. Można 
było uzyskać znaczne lepsze warunki pokoju.

2

background image

Po zawarciu rozejmu w Jamie Zapolskim car zaczął grać na zwłokę. Gdy Kościół zrozumiał że 
został wystawiony do wiatru, zaczął namawiać Batorego do kolejnej wojny obiecując 25 tys. 
dukatów subsydiów miesięcznie. Jednak plany wojenne pokrzyżowała śmierć króla Stefana.

Kolejny raz Kościół katolicki „zasłużył” się dla Polski w 1596 r., zawiązując unię brzeską. Unia 
ostatecznie zburzyła w Rzeczypospolitej pokój religijny, który był podstawą jej potęgi. 
Gwarantowała go konfederacja warszawska, uchwalona przez sejm w 1573 r. Ten pokój 
religijny był solą w oku Kościoła katolickiego, gdyż zbory protestanckie rozwijały się o wiele 
prężniej niż katolickie parafie. Toteż biskupi na synodzie w Piotrkowie w 1577 r. rzucili na akt 
konfederacji klątwę. Papież potwierdził tę klątwę bullą z 1578 r.

Konfederacja warszawska, akt bezprzykładnej tolerancji religijnej w ówczesnej Europie, 
został przez UNESCO wciągnięty na listę Pamięć Świata. Tomasz Jefferson przyznawał, że 
pisząc konstytucję amerykańską, wzorował się na konfederacji warszawskiej. Smaczku temu 
dodaje, że jest to akt przez Kościół nadal wyklęty, co daje obraz „tolerancyjnego i 
miłosiernego” Kościoła.

Kościół dążył do podporządkowania prawosławia. W 1589 r., wykorzystując utworzenie 
patriarchatu moskiewskiego, Kościół przy pomocy jezuitów przekonał Zygmunta III do 
zawiązania unii i uznania jej za jedyną reprezentację „religii greckiej” w Rzeczypospolitej. 
Skutki, dokładając do tego wyjątkowo partackie wykonanie, były dla Polski straszliwe.

W czasie synodu w Brześciu, w którym brało udział aż 44 jezuitów, hierarchowie uniccy i 
prawosławni obrzucili się nawzajem klątwami. Dzięki uznaniu unii przez Wazę – „króla 
jezuitów” – i faktycznej delegalizacji prawosławia, unici, korzystając ze wsparcia władzy 
państwowej, siłą odbierali prawosławnym cerkwie, klasztory i majątki. Dochodziło do 
najazdów, morderstw, regularnych bitew. Nienawiść ludu ruskiego do Polski i Kościoła rosła, 
aż wybuchła w okrucieństwie słynnych rzezi w czasie powstań kozackich. Kozacy ogłosili się 
obrońcami prawosławia, a stałym punktem ich żądań była likwidacja unii. Ich powstania z 
czasem przekształciły się w wojny religijne. Zaczęli przy tym szukać poparcia w Moskwie.

Unia brzeska dała Moskwie pretekst do ingerencji w sprawy polskie. Powstanie 
Chmielnickiego wykrwawiło Polskę i złamało jej potęgę, a wykorzystały to Rosja i Szwecja. To 
Kościołowi Polska zawdzięcza wszystkie swoje klęski w XVII wieku, które były przyczyną 
późniejszej utraty niepodległości. Wszystkie wojny w XVII wieku Polska toczyła z państwami 
innych wyznań. Kolejną okazję podporządkowania prawosławia Kościół dostrzegł po 
pojawieniu się Dymitra Samozwańca.

3

background image

To nuncjusz papieski Rangoni w 1604 r. osobiście wprowadził Samozwańca do „króla 
jezuitów” i zapewnił jego poparcie dla moskiewskiej awantury. Włączyli się biskupi i jezuici, 
tym bardziej że oszust potajemnie przyjął katolicyzm i obiecał go krzewić w Rosji. Wyprawę 
w 1609 roku papież Paweł V ogłosił krucjatą, nawet pobłogosławił dla Zygmunta III miecz i 
kapelusz – atrybuty „rycerza Kościoła”.

Skończyło się katastrofą. Polacy zostali z Moskwy przegnani, Wielka Smuta do dziś jest dla 
Rosji pretekstem do poczynań nieprzyjaznych wobec Polski, a rocznica wygnania polskich 
interwentów jest świętem narodowym Rosji. Wojsko po powrocie zażądało zapłaty żołdu w 
wysokości… 20 milionów złotych! Zawiązało konfederację i zanim sejm uchwalił podatki, 
zaczęło łupić kraj. Kler katolicki dał na krucjatę aż… 300 tys. zł! Straszliwy to rachunek za 
chodzenie na pasku Kościoła.

Na sejmie w 1605 r. Zygmunt III chciał wzmocnić władzę królewską, wprowadzić stałe 
podatki, powiększyć armię. Wszystko upadło, ponieważ król, będąc pod przemożnym 
wpływem jezuitów, nuncjusza i biskupów, odmówił podpisania uchwał sejmu, w tym 
potwierdzenia konfederacji warszawskiej.

Oburzona szlachta, jasno widząc dążenie do rządów absolutnych, pełnej katolicyzacji kraju i 
ograniczenia uprawnień sejmu, podjęła program obrony tolerancji religijnej, niezbędnej w 
państwie wielowyznaniowym. Na sejmie w 1606 r. stanął projekt „konstytucji przeciw 
tumultom”. Chodziło o ukrócenie inicjowanych przez jezuitów pogromów religijnych poprzez 
karanie ich sprawców. Dotychczas zbrodniarze, osłaniani przez kler, byli bezkarni. 
Uzgodniony już projekt król dał do oceny… jezuitom – Skardze i Bartschowi. Ci uznali, że jest 
szkodliwy dla wiary katolickiej. Po ich nocnej akcji biskupi, z urzędu senatorowie, mimo 
uprzedniej zgody, zablokowali ustawę w senacie. Przepadły także uchwały o podatkach na 
wojsko.

Osobistym, specjalnym listem za pobożność i obronę wiary katolickiej dziękował „królowi 
jezuitów” papież. Wybuchł bunt – rokosz kierowany przez katolika Zebrzydowskiego. Wojska 
królewskie zwyciężyły rokoszan w bratobójczej bitwie pod Guzowem. Program reform i 
wzmocnienia władzy królewskiej jednak upadł. Zwyciężyła idea „złotej wolności” której 
piewcami stali się jezuici, wychowawcy młodzieży. Kościołowi słabe państwo i anarchia 
zawsze najbardziej odpowiadały.

Kolejny raz Kościół katolicki „zasłużył” się dla Polski w roku 1619, sprowadzając na kraj najazd 

4

background image

turecki i szwedzki. Węgrzy powstali przeciw katolickiemu terrorowi Habsburgów, wsparł ich 
książę Siedmiogrodu, lennik turecki Bethlen i obległ Wiedeń. Czesi zdetronizowali 
Habsburgów i przysłali mu posiłki. Rozpalała się wojna 30-letnia.

„Król jezuitów” Zygmunt III wysłał „braciom katolikom” Niemcom na pomoc korpus 10 tys. 
lisowczyków. Bez zgody sejmu, wbrew protestom kanclerza i hetmana Stanisława 
Żółkiewskiego! Za darmo! Naciskał na króla Kościół: nuncjusz papieski Ruini, prymas 
Gembicki – przewodniczący senatu – i podkanclerzy biskup Lipski. Lisowczycy rozbili Węgrów 
pod Humiennem. Pobity Bethlen zdał relację sułtanowi Osmanowi II. Jak ostrzegał hetman, 
na Polskę spadł najazd turecki. Ale właśnie o wplątanie Polski w wojnę z Turcją chodziło 
Kościołowi. Cel osiągnęli.

Szczupłe siły polskie przegrały pod Cecorą w 1620 r. Głowa Żółkiewskiego zawisła na bramie 
w Stambule, a hetman polny Koniecpolski dostał się do niewoli. Tatarzy spustoszyli Podole aż 
po Lwów. Nie było komu bronić… Miesiąc po Cecorze wojska Habsburgów pobiły Czechów 
pod Białą Górą. Czechy na 300 lat straciły niepodległość. Główną rolę w bitwie odegrali 
lisowczycy – ci, których zabrakło w Polsce.

W następnym roku, przewidując ponowny najazd, sejm uchwalił podatki aż osiem razy 
większe! Połowę wojska mieli stanowić prawosławni Kozacy prześladowani przez unię 
brzeską. Ani trochę nie otrzeźwiło to katolickich fanatyków. Obrona Chocimia zatrzymała 
najazd, ale Polska straciła Mołdawię. Czyli wojna przegrana. Najgorsze, że został zerwany 
pokój z Turcją trwający od ponad 100 lat. Polska stała się celem ataku tureckiego.

Okazji nie przepuścili Szwedzi i uderzyli na osłabioną Polskę. Nie miał jej kto bronić, bo 
wojska poszły na Turków. „Bracia katolicy” Niemcy na pomoc nie przyszli. Na domiar złego 
ludność miała już dość katolickiego terroru jezuitów i otworzyła Szwedom bramy Rygi. Wojna 
była niepotrzebna, bo Szwedzi gotowi byli zawrzeć pokój, byle król zrezygnował z pretensji 
do ich tronu. Ale była w interesie Kościoła i katolickich Habsburgów, którzy chcieli, aby 
Szwedzi bili się w Polsce, z dala od teatru wojny 30-letniej.

W czasie powstania Chmielnickiego w 1648 r. po klęsce pod Korsuniem do niewoli dostali się 
hetmani. Mimo krytycznej sytuacji interrex prymas Łubieński (trwało bezkrólewie po śmierci 
Władysława IV) i podkanclerzy biskup Andrzej Leszczyński (ten miłosierny po katolicku 
biskup, przywódca partii wojennej, chciał utopić powstanie kozackie we krwi), sterowani 
przez nuncjusza papieskiego de Torres, nie dopuścili do oddania dowództwa wojsk wybitnym 
wodzom Radziwiłłowi i Firlejowi, bo… byli oni ewangelikami. Bali się wzrostu znaczenia 
ewangelików po zwycięstwie ewangelickiego wodza. Złamali zasadę, że pod nieobecność 

5

background image

hetmanów koronnych dowodzą litewscy. Kalwin Radziwiłł był polnym litewskim. Kościół jest 
zatem pośrednim sprawcą haniebnej klęski pod Piławcami i rozpalenia powstania na całej 
Ukrainie.

Potem Kościół rękoma nuncjusza, biskupów (z urzędu senatorów) i jezuitów nie dopuszczał 
do wejścia w życie zawartych z Kozakami ugód zborowskiej i białocerkiewskiej. W efekcie po 
każdej wybuchała kolejna wojna. Nienawiść tak narastała, że w kolejną ugodę hadziacką nikt 
już nie wierzył. Kościół szkodził Polsce, by nie dopuścić do uszczuplenia swoich przywilejów –
do wejścia hierarchów prawosławnych do senatu i przywrócenia praw prawosławiu. Z 
osłabiania Polski przez Kościół skorzystała Rosja.

W roku 1660 na sejmie stanęła sprawa reformy państwa, w tym wyplenienia liberum veto. 
Po tragedii potopu była powszechna zgoda posłów na reformę. Zniesienie liberum veto było 
krokiem najważniejszym, jak pokazała przyszłość. Sprzeciwili się tej uchwale biskup 
krakowski Trzebicki i prymas Wacław Leszczyński wraz z bratem Janem, agenci habsburscy. 
Sterował nimi poseł habsburski de Lisola.

Dla Kościoła i obcych mocarstw liberum veto było instrumentem bardzo wygodnym –
łapówki brali pojedynczy posłowie, zamiast całych stronnictw. Jezuici, wychowawcy 
szlacheckiej młodzieży, wpajali jej, iż jest to fundament szlacheckiej wolności. Wkrótce 
liberum veto zupełnie zanarchizowało Polskę, pozostało symbolem polskiej głupoty i 
warcholstwa. Między innymi dzięki niemu szczuci przez Kościół katoliccy fanatycy w roku 
1658 odstępstwo od katolicyzmu zaczęli karać banicją z kraju (wygnanie Braci Polskich), a w 
1733 r. odebrali ewangelikom i prawosławnym prawa publiczne. Ta nietolerancja dała 
pretekst ościennym, innowierczym mocarstwom do ingerencji w sprawy Polski.

Po raz kolejny Kościół katolicki zabłysnął na sejmie niemym w 1717 r. Zdetronizowanemu 
Augustowi II w roku 1709 pomogły powrócić na tron Rosja i Kościół. Dążąc do zaprowadzenia 
rządów absolutnych, Niemiec w roku 1713 wprowadził do Polski wojska saskie, które 
poczynały sobie jak w kraju okupowanym. Gdy Sasi zamordowali kilku szlachciców, wybuchła 
wojna domowa – szlachta zawiązała konfederację tarnogrodzką przeciw królowi.

Konfederaci nie zgodzili się na mediację nuncjusza papieskiego, pamiętając, kto Niemca 
posadził na tronie i popierał nawet po detronizacji. Wobec tego biskup Szaniawski i hetman 
Pociej wystąpili z propozycją mediacji… cara Piotra I. Poszło łatwo, bo kanclerzem był 
wówczas Jan Szembek, płatny agent Rosji, senatowi przewodniczył jego brat prymas 
Krzysztof.

6

background image

Rosja, oczywiście, wprowadziła swoje wojska do Polski, a gen. Dołgoruki narzucił 
porozumienie. Pod rosyjskimi bagnetami odbył się sejm, na którym nikogo nie dopuszczono 
do głosu, stąd nazwa: sejm niemy. Głosowano wcześniej uzgodnione ustawy. Kościół w 
porozumieniu z Rosją uzyskał, co tylko chciał. Przede wszystkim innowiercom zakazano 
publicznego odprawiania nabożeństw ewangelickich i prawosławnych. Wymusiło to 
zamykanie kościołów ewangelickich, a cerkwie przejmowali unici. Rosja i Niemcy godziły się 
na szykany względem własnych braci w wierze, gdyż był to zawsze konieczny wymóg 
Kościoła w zamian za zdradę i osłabienie Polski – utrzymanie silnego katolicyzmu było 
priorytetem, skutkiem zaś – zawsze słabe państwo.

Rosja poczuła się zwolniona z zobowiązania oddania Polsce zdobytych na Szwedach Inflant, 
co zagwarantowała w traktacie narewskim. Czyli na udziale w III wojnie północnej, i to w 
zwycięskiej koalicji, Polska nie zyskała nic, poza ruiną kraju i utratą suwerenności.

Na sejmie biskup Łubieński spowodował ograniczenie liczebności wojska polskiego 
maksymalnie do 18 tys. w Koronie i 6 tys. na Litwie. Uchwalono jednak tak niskie porcje 
żołnierskie, że starczało zaledwie dla 12 tys. wojska. Jak to się miało do ponadstutysięcznych 
armii sąsiadów, przyszłych zaborców? W ten sposób ukrócono żądania szlachty, by Kościół 
płacił podatki na obronę Polski. Kraj był zniszczony licznymi wojnami i zarazami. Kwitły 
jedynie ogromne majątki biskupie i zakonne. Zdrajcy w sutannach rozwiązali problem wraz z 
polskim wojskiem. Polska zastała przez nich rozbrojona i rzucona na łup zaborcom.

Gwarantem ustaw sejmowych uchwalonych na życzenie biskupów została Rosja i w ten 
sposób z Polski zrobiono rosyjski protektorat. Tak Kościół przyczynił się do utraty przez 
Polskę suwerenności i rzucenia jej w szpony Rosji.

Dołgoruki został pierwszym ambasadorem, a właściwie wielkorządcą Rosji w Polsce. 
„Osiągnięcia” sejmu niemego są porównywalne w skutkach do sejmów rozbiorowych.

Kolejny raz nieocenioną rolę w naszej historii Kościół katolicki odegrał w roku 1767, 
pomagając Rosji zmontować konfederację radomską, aby obalić reformy Stanisława Augusta. 
Dążąc do powstrzymania reformatorskich poczynań króla, ambasador Repnin postanowił 
wykorzystać tępotę katolickich fanatyków, kołtunów szlacheckich wychowanych przez 
jezuitów. Wywołał sprawę równouprawnienia innowierczej szlachty.

Trafił w dziesiątkę. Za rosyjskie pieniądze zawiązano dwie konfederacje innowierców. Ten 
sam Repnin podpuścił zdrajców nuncjusza i biskupów. Ci użyli księży oraz jezuitów do 
poszczucia z ambon katolickich fanatyków, którzy „w odpowiedzi” na te konfederacje, 

7

background image

zawiązali katolicką konfederację radomską. Znowu krążyło rosyjskie złoto. Skaczące sobie do 
oczu konfederacje, katolicka i innowiercze, kotłowały się w… przedpokojach ambasady 
rosyjskiej. Ogłupienie zapierające dech w piersiach.

Oszalałych z nienawiści katolickich fanatyków Kościół podszczuwał poparciem samego 
papieża poprzez nuncjusza Duriniego oraz propagandą z ambon. Przywódcami fanatyków 
byli biskupi: niebywały warchoł Sołtyk (na sejmie komenderował tłumem rozwścieczonej 
szlachty), Załuski i Krasiński. Repnin obiecywał im detronizację króla i… niedopuszczenie do 
równouprawnienia innowierców. W tej iście makiawelistycznej intrydze pomagał Repninowi 
ksiądz Podoski.

Na czele konfederacji radomskiej Repnin postawił księcia Karola Radziwiłła „Panie 
Kochanku”. Francuz, gen. Dumouriez tak określił tego katolickiego fanatyka, wychowanka 
jezuitów: „Najbogatszy pan w Polsce, ale głupie bydlę”. Toteż nietrudno było Repninowi 
wystawić całą tę zgraję oczadziałych kadzidłem wychowanków jezuitów, kołtunów 
szlacheckich, do wiatru.

Na „sejmie repninowskim” w 1768 roku podpisano traktat z Rosją. Szlachcie prawosławnej i 
ewangelickiej przyznano pełnię praw politycznych, Rosja ponownie stała się gwarantem 
„praw kardynalnych”, w tym liberum veto i wolnej elekcji. Przywrócono rosyjski protektorat 
nad Polską. Podoskiemu za zdradę zapłacono nie tylko złotem, ale i godnością prymasa Polski 
– na prośbę Rosji obdarzył go nią papież, wbrew protestom króla Polski.

Zdrajca biskup Sołtyk żalił się w czasie sejmu w liście do kumpla w sutannie Podoskiego: 
„Zawiedzeni zostaliśmy, jak ptaszęta na lep wzięte. Chcieliśmy wzmocnić wolność, a staliśmy 
się niewolnikami.” Wkrótce pojechał kibitką do Kaługi, gdzie na zesłaniu spędził pięć lat. 
Prorok?…

Tak to kolejny raz Kościół uniemożliwił reformy w Polsce, pomagając przy tym prawosławnej 
Rosji.

Kolejny raz Kościół katolicki zasłużył się Polsce, doprowadzając do wybuchu konfederacji 
barskiej w 1768 roku. Po równouprawnieniu innowierców kler przystąpił do kontrataku, 
chcąc je cofnąć. Papież Klemens XIV polecił nuncjuszowi Duriniemu napomnieć biskupów, „
(…) że są w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami”. Nuncjusz użył 
jezuitów i ambon do zaciekłej akcji propagandowej, skierowanej przeciwko Rosji, która 
równouprawnienie przeforsowała. Wykorzystał powszechne oburzenie wywiezieniem przez 
Repnina do Kaługi czterech senatorów, w tym biskupów Sołtyka i Załuskiego. Prawą ręką 

8

background image

Duriniego był biskup Krasiński, który został przywódcą konfederacji barskiej. Duchowym jej 
patronem był „ksiądz Marek” Jandołowicz.

Ta nieprzytomna ruchawka katolickich fanatyków w ciągu pięciu lat zrujnowała i wykrwawiła 
kraj, stała się bezpośrednią przyczyną I rozbioru i pozbawiła Polskę możliwości oporu. Chaos 
był taki, że przez pięć lat nie mógł zebrać się sejm! Powstanie chłopskie („koliszczyzna”) 
spustoszyło Ukrainę. Powstańcy wyrżnęli ok. 200 tys. Polaków i Żydów, nikt nie liczył ofiar 
odwetowego ludobójstwa. Durini został z Polski odwołany na żądanie Rosji. Jak pisze prof. 
Łukasz Kurdybacha, rola nuncjusza papieskiego Duriniego w rozpętaniu tej wojny domowej 
nie została do końca odkryta. Następca Duriniego, Garampi, nawiązał ponownie bliską 
współpracę z Rosją. Oczywiście, przeciwko Polsce, a raczej tego, co z niej zostało…

W czasie sejmu rozbiorowego w 1773 r. po stłumieniu konfederacji barskiej, idiotycznej 
ultrakatolickiej ruchawki, zaborcy przystąpili do rozbioru Polski. Zrujnowana i wykrwawiona 
nie miała szans się przeciwstawić. Król Stanisław August Poniatowski błagał o pomoc Kościół, 
który miał świetne układy ze wszystkimi sąsiadami Rzeczypospolitej. Nuncjusz Garampi 
odpowiedział mu: „Gdybym zaprotestował, rozgniewałbym i obraził dwór wiedeński”.

Gdy cesarzowa Maria Teresa zwróciła się do papieża Klemensa XIV z wątpliwościami 
moralnymi co do rozbioru, „Ojciec Święty, któremu Polacy zawsze ślepo wierzyli, pospieszył 
jej odpowiedzieć, w imieniu nieba i ziemi, że inwazja i rozbiór były nie tylko właściwe 
politycznie, ale i w interesie religii; że w Polsce Moskale mnożą się niebywale; że 
wprowadzają tam po kryjomu religię schizmatycką; i że dla duchowego dobra Kościoła było 
konieczne, ażeby dwór wiedeński rozciągnął swe panowanie możliwie daleko” (wg 
Lelewela). Jeśli Kościół, potężna siła w Europie, moralny autorytet przynajmniej dla państw 
katolickich, nie zaprotestował, to kto miał zaprotestować? Po za Turkami – nikt w Europie… 
Nic więc dziwnego, że głównymi sprawcami ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski 
sejm byli biskupi: Młodziejowski – jako kanclerz – był organizatorem sejmu, Ostrowski 
przewodniczył senatowi i delegacji podpisującej traktaty rozbiorowe, Massalski płomiennymi 
mowami za rozbiorem zyskał dla Kościoła miano „czwartej potencji rozbiorowej”. Za „zasługi 
dla Polski” biskupowi Ostrowskiemu papież na prośbę Rosji i Austrii zapłacił złotodajną 
godnością prymasa Polski i Litwy.

Historia pokazała, jak obca była Polakom narzucona przez Kościół nietolerancja. Już w kilka 
lat po wymuszonym przez Rosję równouprawnieniu prawosławnych i ewangelików nikt ich w 
Polsce nie dyskryminował. Gdyby nie prawne ramy kontrreformacji – nietolerancji i 
prześladowań narzuconych Polakom przez kler – Polska pozostałaby potęgą, a z pewnością 
nie byłoby rozbiorów.

9

background image

Kolejny raz Kościół zasłużył się Polsce – i to po wielokroć – po I rozbiorze, kolaborując z 
zaborcami w zabranych prowincjach. Zaraz po rozbiorze biskupi złożyli przysięgę nowym 
władcom, podjęli z zaborcami aktywną współpracę i wezwali lud do posłuszeństwa: 
„Przysięgamy Jego Mości królowi Prus i jego prawnym następcom w rządach, jako nam 
najłaskawszemu królowi i władcy kraju być poddanym i wiernym, posłusznym i oddanym. 
Dbać o uczucia wierności dla króla, o miłość ojczyzny, posłuszeństwo wobec praw”. To 
fragment roty przysięgi biskupów polskich (?) królowi Prus po I rozbiorze.

Wymienić tu trzeba szczególne „zasłużonych”: arcybiskupa Sierakowskiego, biskupów 
Sołtyka (pochowany w katedrze wawelskiej!), Massalskiego, Ostrowskiego, a nawet 
Krasickiego. Toteż oporu nie było żadnego, kler nie ustawał w ukłonach dla nowych władców 
i w przekonywaniu Polaków, że muszą teraz służyć nowym panom. Upewniło to zaborców, że 
dalsze rozbiory też zakończą się sukcesem. Byle głaskać purpurowe i czarne suknie…

Zaborcy zagarnęli część wielu diecezji, reszta ich obszaru pozostała w okrojonej Polsce. 
Zupełną katastrofą było, że większość z tych zdrajców biskupów nadal zasiadała w polskim 
senacie, będąc jednocześnie poddanymi zaborców i im się wysługując.

Kiedy Katarzyna II zaczęła tworzyć nową strukturę Kościoła katolickiego na terenach I 
rozbioru, i to bez zgody papieża, nie natrafiła na opór, a wręcz przeciwnie. Kler kolaborował 
masowo z urzędasami carskimi, a zdrajcy Siestrzeńcewicz, Benisławski, Sierakowski i inni 
mianowani przez carycę „biskupami” ochoczo przyjęli sakry biskupie i pensje. Wkrótce 
wsparł ich i papież Pius VI – przysłał nuncjusza Archettiego, zatwierdził nową rosyjską 
strukturę Kościoła katolickiego, całkowicie niezależną od polskiej, i sam wyświęcił 
„biskupów” Katarzyny.

Karty szczególnej zdrady i hańby zapisali jezuici. Mimo kasaty zakonu przez papieża w 1773 
r., Prusacy i Rosjanie pozwolili im działać i nadal wychować młodzież. Warunek był prosty: 
wychowywać polską młodzież w duchu posłuszeństwa zaborcom. Jezuici gorliwie to 
wypełniali. Komisja Edukacji Narodowej nie objęła swym działaniem terenów I rozbioru. To 
powinno nam uświadomić, jakie „zasługi” Kościół i jezuici wyrządzili Polsce.

Następnym przyczynkiem dla „wzmacniania” naszej niepodległości przez Kościół katolicki 
było obalenie Kodeksu Zamojskiego w 1780 roku. Kolejny raz Kościół uniemożliwił naprawę 
państwa. Po wstrząsie wywołanym przez I rozbiór panowała zgoda co do konieczności 
reform i ratowania pomniejszonego kraju. Zadanie opracowania zbioru praw sejm pod 
wpływem króla Stanisława Augusta powierzył w 1776 r. byłemu kanclerzowi koronnemu 
Andrzejowi Zamojskiemu. Wśród twórców Kodeksu był m.in. Józef Wybicki. Nuncjusz 

10

background image

papieski Archetti nasłał swego agenta biskupa sufragana płockiego Krzysztofa Szembeka, by 
go o wszystkim informował. Po dwóch latach pracy, w roku 1778 Kodeks był gotowy do 
przedstawienia sejmowi.

Kodeks Zamojskiego miał umocnić państwo, przede wszystkim więc ograniczał przywileje 
Kościoła. Wprowadzał też pewne zmiany polityczne i ujednolicał prawo. Biskupi nie chcieli 
jednak zgodzić się na jakiekolwiek ograniczenie swoich przywilejów. Nuncjusz Archetti na 
polecenie papieża przystąpił do kontrakcji. Szukał sojusznika nawet w rosyjskim 
ambasadorze Stackelbergu. Kardynał Pallavicini w imieniu papieża zalecał szczególną 
ostrożność: „Porozumienie i współpraca nasza z państwem heretyckim nie powinna tam 
wyjść na jaw, gdyż to przyniosłoby nam szkodę, jakkolwiek Opatrzność posługuje się nieraz 
takimi środkami celem pokrzyżowania ludzkiej polityki dla dobra Kościoła i jego głowy”. Ale 
nawet naciskany przez nuncjusza Stackelberg odmówił bezpośredniego poparcia.

Król usiłował przekonać Kościół do konieczności reform – pytał o powody sprzeciwu, skoro 
proponowane rozwiązania były od dawna stosowane w innych krajach katolickich: „Dlaczego 
Polska ma być niżej ceniona? Czyż nie zasługuje ona na te same łaski i względy?”. –
Naiwniak… Przypominał też, że nasz kraj był przez wieki przedmurzem chrześcijaństwa… Król 
nie zaniedbał nawet wysłania do Rzymu do papieża swego posła, zaufanego księdza, Włocha 
Ghigiottiego. Bezskutecznie. Widząc, że nuncjusz zamierza użyć liberum veto i zerwać sejm, 
aby obalić Kodeks, król – chcąc ratować reformy – wycofał projekt spod obrad i przeniósł na 
sejm 1780 r.

Archetti działał zza kulis „przy pomocy wrzawy, intryg, gróźb i złota”. Na sejmiki ruszyli 
zakonnicy, sączyć jad do uszu pijanej szlachty, swoje robili kapelani i spowiednicy magnatów. 
Urzędnikom tłumaczyli, że Kodeks wprowadzi ich odpowiedzialność karną; magnatom, że 
pozbawi ich tytułów książąt i hrabiów; szlachcie, że ograniczy jej władzę nad chłopami; 
hołocie szlacheckiej, że straci prawa polityczne. Na sejmiku w Środzie przygotowano zamach 
na życie Wybickiego. W ogóle nie podnoszono najważniejszej sprawy – ograniczenia 
przywilejów Kościoła – z obawy, że szlachta mogłaby to poprzeć. Ponieważ nikt nie czytał 
Kodeksu, ta intryga Kościoła trafiła na podatny grunt.

W tej sytuacji król postanowił powołać komisję sejmową do zbadania Kodeksu i 
wprowadzenia jakichś zmian. Zgodził się na to nawet… Stackelberg, ale… nie Kościół! 
Pallavicini pisał do Archettiego: „Ojciec Święty ufa Waszej Przewielebności i wierzy, że W.P. 
użyje wszelkich środków dla obalenia kodeksu”.

Na sejmie przekupieni przez nuncjusza posłowie wśród wrzawy zaczęli demonstracyjnie 

11

background image

Kodeks drzeć i rzucać na ziemię. Sejm podjął uchwałę: „(…) tenże Zbiór Praw na zawsze 
uchylamy i na żadnym sejmie aby nie był wskrzeszany, mieć chcemy”. Wspaniałą okazję 
naprawy państwa 13 lat przed Konstytucją 3 maja zmarnował Polsce Kościół. Takie to są 
„zasługi Kościoła dla Polski”.

Chyba jednak największym udziałem Kościoła katolickiego w zachowaniu naszej 
niepodległości i przetrwaniu jako narodu dokonał popierając targowicę i wskazując drogę do 
drugiego rozbioru. Dużo obszerniej pisałem już o tym w osobnym wątku – „Konstytucja 3 
maja a Kościół katolicki”, więc tylko w wielkim skrócie bo nijak pominąć takiej „zasługi” nie 
można.

Kler aktywnie popierał targowickich zdrajców, bo nie mógł się pogodzić z „bezbożnym, 
jakobińskim dziełem Konstytucji 3 maja”, postępowymi hasłami oraz utratą majątków, które 
Sejm Wielki przeznaczył na odbudowę wojska. Intrygował nuncjusz Saluzzo, który w listach 
do Rzymu przedstawiał Kołłątaja i Staszica jako jakobinów.

To papież Pius VI dał Rosji zielone światło do wojny z Polską i jej rozbioru, kierując 
24.02.1792 r. brewe dziękczynne do Katarzyny II, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił 
jej podboje. Wśród nich wymienił I rozbiór Polski. Wszak było tuż po uchwaleniu Konstytucji 
3 maja, którą Kościół zwalczał jako jakobińską. Papież dążył też do wciągnięcia Rosji do wojny 
z rewolucją francuską. Nikt nie idzie na wojnę bez nadziei zdobyczy, najlepiej terytorialnych. 
Papież dał carycy jasny sygnał, że zapłaty należy szukać w Polsce. Toteż za trzy miesiące 
Rosja, pewna swego, uderzyła na Polskę.

To wróg Polski papież Pius VI pobłogosławił targowicę, „aby stworzenie konfederacji stało się 
początkiem spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej”. Wspomniany nuncjusz Saluzzo 
namawiał króla do przystąpienia do targowicy. Nic dziwnego, że wielu biskupów aktywnie 
działało wśród targowickich zdrajców. Ich kapelanem był biskup Sierakowski; przywódcą na 
Litwie – Kossakowski; Skarszewski zwolnił Polaków z przysięgi na wierność Konstytucji 3 
maja; biskup Okęcki listem pasterskim zarządził modły o powodzenie targowicy i został 
cenzorem wydawnictw; działali bp. Massalski i Adam Naruszewicz.

Wdzięczna targowica przywróciła Kościołowi majątki, cenzurę wydawnictw i zwróciła 
oświatę. Tenże nuncjusz Saluzzo czynił starania o wysłanie polskiej kawalerii narodowej na 
wojnę z… rewolucyjną Francją!

Kolejny raz pomocną dłoń Kościół katolicki podał Polsce na „sejmie hańby” w Grodnie w 
1793 r., pomagając Rosji i Prusom zalegalizować II rozbiór.

12

background image

Po klęsce Polski w wojnie w 1792 r. i zaprowadzeniu rządów targowicy Rosja przysłała do 
Warszawy ambasadora Sieversa z zadaniem doprowadzenia do II rozbioru i ratyfikacji 
traktatów rozbiorowych przez polski sejm. Koszty, czyli łapówki, pokrywała do spółki z 
Prusami. Kościół był wdzięczny targowicy i Rosji za obalenie jakobińskiej Konstytucji 3 maja, 
przywrócenie mu edukacji młodzieży i majątków zabranych przez Sejm Wielki na odbudowę 
wojska polskiego. Toteż wśród głównych aktorów „sejmu hańby” byli biskupi:

-Skarszewski, targowicki podkanclerzy, ten sejm organizował.

-Kossakowski rosyjskim złotem przekupywał i dobierał posłów (67 dukatów od głowy)

-Massalski wygłaszał prorosyjskie mowy „o nieograniczonej ufności we wspaniałomyślność 
cesarzowej.”

W kościołach warszawskich czytano list pasterski bpa Okęckiego z 2.09.1792 r., w którym 
wzywał do modłów, „ażeby Bóg błogosławił pracom konfederacji generalnej dla dobra 
ojczyzny podjętym.”

Kiedy już po II rozbiorze uproszony przez króla Stanisława Augusta kardynał protektor Polski 
Antici błagał papieża Piusa VI o interwencję na rzecz Polski, papież odpowiedział, że uważa ją 
za nieodpowiednią w obecnych okolicznościach, i radził kapitulację przed zaborcami. 
Ważniejsze dla Kościoła było utopienie we krwi rewolucji francuskiej.

Przedstawiłem tylko te największe klęski w naszej historii do czasu rozbiorów. Ja już pomijam 
takie drobnostki historyczne, które nie miały żadnego, bądź większego znaczenia dla historii 
Polski, takich choćby jak np. to, że w słynnym strajku dzieci we Wrześni przeciw nauczaniu 
modlitwy „Ojcze Nasz” po niemiecku zaprotestowali rodzice poprzez swoje dzieci a nie 
Kościół poprzez swoich funkcjonariuszy. Temat ich nie interesował i nie byli stroną w sporze 
– skąd my to znamy…

Do doprowadzenia do rozbiorów walnie przyczynił się Kościół katolicki. Fałszerze historii w 
sutannach czynią wszystko, by wymazać z pamięci narodu rolę Kościoła w rozbiorach. 
Wymazać, że katolicki kler sterował polską polityką i podporządkowywał ją interesom 
obcego państwa – Państwa Kościelnego. Przecież kanclerzem lub podkanclerzym zawsze był 
duchowny, prymas przewodniczył senatowi i był interreksem, a kościelne awanse zależały od 
wysługiwania się interesom Kościoła i cesarzy niemieckich.

13

background image

Wychowawcami dzieci władców (także magnatów) byli prawie zawsze duchowni. Do tego 
Kościół dzierżył oświatę i jedyne wówczas masowe medium – ambonę. Kościół przez wieki 
miał monopol w edukacji Polaków, tylko na krótko przerwany epizodem wspaniałych szkół 
ewangelickich doby reformacji. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” 
– proroczo napisał Jan Zamojski w akcie fundacyjnym swojej Akademii. To Kościół był piewcą 
złotej wolności, obrońcą wolnej elekcji i liberum veto. Potrzebował ich, aby utrzymać Polskę 
w stanie anarchii, by móc ją grabić bez przeszkód.

To Kościół katolicki wychowywał polską młodzież, zaszczepiał jej fanatyzm katolicki, 
kołtuństwo i anarchię. To Kościół katolicki zamordował Polskę. Najwięksi zdrajcy w naszej 
historii to m.in. kardynał Radziejowski, biskupi: św. Stanisław, Kossakowski, Massalski, 
Młodziejowski, Ostrowski, Trzebicki. Cywilni zdrajcy: Hieronim Radziejowski, Adam Poniński, 
Ksawery Branicki, Szczęsny Potocki i inni byli wychowankami szkół katolickich, w ogromnej 
większości jezuickich. To Kościół siał nietolerancję, pogardę. Efekt tego katolickiego 
ogłupiania był taki, że Polska od połowy XVII wieku nie wniosła do kultury europejskiej NIC! 
Nie mówiąc o nauce, zlikwidowanej zupełnie, wyciętej równo z trawą.

Wydarto Kościołowi edukację właściwie przypadkiem: papież w 1773 roku skasował zakon 
jezuitów. Z dnia na dzień w polskiej oświacie powstała pustka. Wykorzystał to król Stanisław 
August i doprowadził do powołania przez sejm Komisji Edukacji Narodowej. Dzieło KEN 
cofnęła targowica, która w 1792 roku zwróciła edukację Kościołowi. Trochę tego ziarna 
jednak wykiełkowało, mimo wysiłków kleru, by wszelką wolną myśl wytępić.

Odrębna kwestia to oświata ludu. Nawet KEN nie zrobiła tu wiele, bo nie zajmowali się nią 
jezuici, ale proboszczowie, a w praktyce organiści, często niepiśmienni. Katolicki program 
nauczania dla ludu to wkuwanie na pamięć katechizmu i śpiew kościelny. Jedynym awansem 
społecznym dla przywiązanego do ziemi pańszczyźnianego chłopa była ministrantura, potem 
stanowisko kościelnego lub organisty. Polski robotnik potrafił wykonać tylko prace proste, a 
na stanowiska techniczne sprowadzano Niemców, Czechów, nawet Holendrów, niemal 
zawsze ewangelików. Zaś o edukacji dziewcząt nie było w ogóle mowy! Trudno się dziwić, że 
polscy emigranci do USA w XIX w., ogłupieni przez Kościół analfabeci, zapracowali na słynne 
„Polish jokes”.

Dlatego budzi przerażenie, że mimo tych doświadczeń ponownie wpuszczono Kościół do 
szkół. Jest nadzieja (choć mała), że katolicki kamień u szyi, który topił polską oświatę przez 
wieki i opóźniał rozwój kraju, będzie w końcu odcięty.

Równocześnie Kościół praktycznie nie płacił podatków, nawet na obronę Polski. Wysilał się 

14

background image

tylko czasem na subsidium charitativum, czyli podatek dobrowolny. Zawsze były to ochłapy. 
W roku 1775 (już po I rozbiorze) Kościół zaczął płacić 600 tys. zł rocznie. Zmusił ich do tego… 
rosyjski ambasador Stackelberg!

Tu ukazała się bezmyślność Kościoła. Pazerność odjęła mu rozum: skarby jakie sobie 
nagromadził zagrabili mu w czasie potopu Szwedzi. Owo doświadczenie niczego go nie 
nauczyło. Nachapał się ponownie, ale nadal nie chciał płacić podatków na obronę Polski i… 
znów Kościół został obrabowany podczas III wojny północnej przez Szwedów, Rosjan i Sasów.

Kler znowu zabrał się do wyłudzania pieniędzy od ogłupionych Polaków, nachapał się i… –
dwie lekcje powinny wystarczyć – pewnie płacił wreszcie podatki? Ale przecież toż to Kościół 
katolicki, to i trzeci raz go oskubali – tym razem zaborcy. Potem jeszcze bolszewicy i 
hitlerowcy. Kościół przywilejami podatkowymi cieszy się nadal. Mało tego – Kościół jest 
jedynym podmiotem na który można przekazać darowiznę w nielimitowanej kwocie! Czy 
mam wyjaśniać jakie to niesie za sobą podatkowe nadużycia? Może w osobnym wątku…

Powyższe „zasługi” pomniejszyłem o wszelkie kościelne manipulacje przy obieraniu króli 
elekcyjnych, oraz związaną z tym stronniczością polityczną i konsekwencjami tych działań na 
dalsze losy naszego kraju, ponieważ opisałem już to w osobnym wątku:

http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=13557

O tym jak Kościół zwalczał Konstytucję 3 maja, aktywnie popierał Targowicę – za co kilku 
biskupów zawisło też już pisałem:

http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=13374

A o tym jak Kościół pozbawiał nas szans na odzyskanie Prus Książęcych jeszcze napiszę. W 
sumie od dawna mam już to gotowe ale muszę zweryfikować jeden dość bardzo istotny 
aczkolwiek na pierwszy rzut oka niewiarygodny szczegół. Dlatego muszę się upewnić o czym 
piszę aby móc odpierać ewentualne ataki. Na które mam nadzieję, że będę miał czas.

Mam ogromny żal do tzw. komuny, że przez choćby część okresu swoich rządów (np. na 
początku kiedy była jawnie wroga Kościołowi) nie nauczała w szkołach o powyższych jego 
„ZASŁUGACH”. Nijak nie mogę tego zrozumieć. Po co zabiegać o poparcie Kościoła w 
systemie totalitarnym mającego wszelkie atrybuty siły, którego nie wybrało i nie popiera 
społeczeństwo? A może właśnie to tu jest pies pogrzebany…?

15

background image

Kardynał Dziwisz niedawno powiedział, że „Kościół nie zasłużył na to aby czuć się w Polsce 
obco” – czyżby? „

16