background image

CAROLINE ANDERSON 

Mężczyzna bez 

skazy 

Harlequin 

Toronto • Nowy Jork • Londyn 

Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg 

Madryt • Mediolan • Paryż • Praga • Sofia • Sydney 

Sztokholm • Tokio • Warszawa 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

- Cóż za nieznośni smarkacze! 

Zirytowana Clare zamknęła za sobą drzwi od 

dyżurki pielęgniarek i opadła na krzesło. 

- Aż tak źle ? 

Podniosła wzrok i ujrzała wpatrującego się w nią 

mężczyznę. Miał jasne włosy, które swobodnymi 

kosmykami opadały na wysokie, opalone czoło, 

a z całej postaci emanowała energia i siła. Był tak 

przystojny, że od razu wzbudziło to podejrzenia Clare. 

- Przepraszam... Nie wiedziałam, że ktoś jest 

w pokoju. Zwykle nie mówię sama do siebie, ale dziś 

rano... 

- Zawsze traci pani zimną krew tak wcześnie? 

- Spojrzał na zegarek i ze zdziwieniem uniósł jedną 

brew. - Jest dopiero dziesięć po dziewiątej! 

- Cóż, zrozumiałby mnie pan, gdyby sam miał do 

czynienia z Dannym Drew i jego kolegami. 

- Nie mogę się tego doczekać. - Leniwym ruchem 

podał jej rękę przez stół. - Nazywam się Michael 

Barrington. Od mniej więcej dziesięciu minut jestem 

asystentem Tima Mayhew w tutejszym szpitalu. A pani 

to zapewne Clare Stevens ? - zapytał ujmując jej dłoń. 

Pod wpływem tego dotknięcia ciało Clare przeszedł 

dreszcz. Szybko cofnęła rękę i nieświadomie prowo­

kującym gestem wygładziła na biodrach sukienkę. 

- Skąd pan to wie? 

Doktor Barrington dotknął palcem przypiętej na 

jej piersi plakietki z nazwiskiem. 

- Och, jaka ze mnie gapa! - spróbowała się zaśmiać, 

background image

6 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

ale wypadło to nienaturalnie. Mężczyzna uśmiechnął 

się do niej drwiąco. 

- Czekaliśmy na pana. Siostra 0'Brien zaczyna 

pracę dopiero o dwunastej, więc może ja pokażę 

panu doktorowi oddział? 

- Zgoda, ale bez żadnej pompy. Nie potrzebuję 

nadwornej świty ani oznajmiających moje przybycie 

heroldów! 

Roześmiała się głośno, czując, że opuszcza ją 

napięcie. 

- Nie musimy tego ogłaszać w całym szpitalu! 

A teraz chodźmy. Nie mamy dzisiaj ostrego dyżuru, 

ale przyjęliśmy kilku pacjentów do wszczepienia protezy 

stawu biodrowego. Poza tym na sali intensywnej 

terapii leży dwóch chorych z wypadków samochodo­

wych. Jak tylko poczują się lepiej, zostaną przeniesieni 

na oddział. 

- Pójdę wszędzie, gdzie tylko pani rozkaże - zażar­

tował, a Clare poczuła, jak serce zamiera jej w piersiach. 

- Proszę. 

Podszedł do niej i otworzył drzwi. Jego bliskość 

podziałała na nią jak narkotyk. Delikatny aromat 

drogiej wody kolońskiej podkreślał naturalny, męski 

zapach jego ciała, który przyciągał Clare jak ma­

gnes. 

Starając się, by jej głos brzmiał naturalnie, po­

dziękowała za uprzejmość i wyszła z dyżurki. Pokazała 

doktorowi oddział, a potem zaprowadziła go do 

pierwszej z czterech sal chorych. 

- Czy chce pan kogoś zbadać? 

- Nie sądzę, aby to było konieczne. Chyba że jest 

ktoś, kogo pani zdaniem powinienem zobaczyć. 

Przyszedłem dziś tylko po to, żeby się trochę rozejrzeć. 

Później chcę pójść do doktora Mayhew na blok 

operacyjny. 

Doktor Barrington miał wspaniałe podejście do 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

chorych. Uśmiechał się do nich i żartował, oczaro-

wując wszystkie pacjentki. Z uwagą słuchał wyjaś­

nień Clare dotyczących szczegółów kuracji Tiny 

White, która spadła z konia, łamiąc sobie kręgosłup 

w odcinku piersiowym. Leżała na specjalnym łóżku 

Strykera, które co dwie godziny obracano o kilka 

stopni. 

- To nasza wzorowa pacjentka, prawda? - powie­

działa Clare z uśmiechem do Tiny. 

- Każdy może uchodzić za wzorowego pacjenta 

w porównaniu z nimi. - Tina wskazała ręką na 

pozostałych chorych leżących na sali. 

- Problem polega na tym, że zapomnieli już co to 

znaczy ból. - Clare uśmiechnęła się. 

- Chyba nie chciałaby pani, żeby cierpieli? - Michael 

Barrington uniósł ze zdziwieniem brwi. 

- Oczywiście, że nie! Po prostu nie mogę się 

doczekać, kiedy wyzdrowieją i znajdą się w domach. 

Tina zachichotała. 

- Nie są tacy źli. Naprawdę można oszaleć leżąc tu 

tyle czasu. Przynajmniej się nie nudzę ! 

- Jest jakiś postęp? - zapytał cicho, kiedy się oddalili. 

- Niespecjalnie. Na początku byliśmy pełni nadziei, 

ale teraz nie wygląda to najlepiej. Zaraz panu wszystko 

opowiem. 

Otworzyli drzwi do kolejnego pokoju i w ostatniej 

chwili zdążyli uchylić się przed rzuconym w ich 

stronę ogromnym grejpfrutem. 

- Danny Drew? - zapytał doktor Barrington. 

- Pan mnie zna, doktorze? 

Clare podniosła z ziemi owoc i stancja tyłem do 

pacjenta. 

- Ma złamane obie kości udowe, więc jest kom­

pletnie unieruchomiony. Żadną miarą nie można go 

nazwać idealnym pacjentem! Oba złamania nastawiał 

doktor Mayhew, ale myślę, że musiałby jeszcze 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

zdrutować mu szczęki, żeby w jego stanie nastąpiła 

jakaś poprawa... 

- Cześć, skarbie! Przyprowadziłaś swojego chło­

paka? 

Clare zignorowała tę i kilka następnych uwag 

Danny'ego. 

- Rozumiem teraz, co pani miała na myśli ! Rze­

czywiście jest wyjątkowo dowcipny! 

Clare podeszła do następnego chorego. 

- Peter Sawyer. Spadł z motocykla i złamał sobie 

nadgarstek, przedramię i miednicę. Ręka źle się goi 

i prawdopodobnie trzeba ją będzie jeszcze raz na­

stawiać. Cała reszta wygląda znacznie lepiej, więc 

chyba niedługo wypuścimy go do domu. 

- Nie wygląda pani na zadowoloną z tego faktu 

- powiedział, kiedy wyszli z sali. 

- Z czego tu się cieszyć? Za kilka dni trafi tu 

kolejny motocyklista w podobnym stanie. Na tej sali 

leżą tylko chorzy z wypadków i po kontuzjach 

sportowych. 

Kiedy wrócili do dyżurki, doktor Barrington usiadł 

na krześle wyciągając przed siebie długie nogi. 

- Proszę opowiedzieć mi o Tinie. 

- Dobrze. Napije się pan kawy? 

Napełniła dwie filiżanki, postawiła je na biurku 

i otworzyła książkę przyjęć. 

- Spadła z konia w sobotę... dziewięć dni temu. 

Jeździła na stadionie. Koń wystraszył się czegoś i zrzucił 

ją przez barierkę. Wylądowała na plecach. Sam rdzeń 

kręgowy nie został uszkodzony, ale przemieszczone 

kręgi wywierają na niego ucisk. Doktor Mayhew 

wciąż ma nadzieję, że powrócą jej chociaż niektóre 

funkcje, ale jak dotąd nic na to nie wskazuje. Jeśli nie 

nastąpi poprawa, będzie ją operował, żeby szybciej 

zacząć rehabilitację. Na razie obracamy ją co dwie 

godziny i czekamy na cud. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Małe szanse. 

- Wiem. Peter Sawyer też nie rokuje najlepiej. 

Myślę, że doktor Mayhew zdecyduje się na operacyjne 

nastawienie kości przedramienia. Były całkiem po­

gruchotane. 

- Kiedy to się stało? 

- Sześć tygodni temu. Już dawno złamanie powinno 

zacząć się goić, a jakoś nic na to nie wskazuje. 

- Miał robione zdjęcia rentgenowskie? 

- Tak. Są w historii choroby. - Odnalazła je 

i powiesiła na negatoskopie. 

- Paskudnie to wygląda! Miał szczęście, że nie 

stracił całej ręki! 

- Na szczęście obrażenia tkanek miękkich nie były 

zbyt rozległe. To go ocaliło od amputacji. Dla takiego 

młodego człowieka byłaby to tragedia. 

- Tak, tragedia - powtórzył w zamyśleniu. - Za­

pomina pani jednak o tym, że zranienie może być 

jeszcze większym problemem. Czasami dla dobra 

pacjenta lepiej jest usunąć chorą kończynę, niż się 

z nią męczyć. 

- Nie mogę w to uwierzyć. Czy może być coś 

gorszego niż utrata ręki, albo nogi? 

- Na pewno zdrowa kończyna jest nie do za­

stąpienia, ale często prawidłowo amputowana ręka 

czy noga, odpowiednio dobrana proteza i właściwa 

rehabilitacja zapewniają pacjentowi większy komfort. 

- A aspekty moralne? - Clare nie dawała za 

wygraną. - Kontakty z najbliższymi, życie osobiste, 

seksualne? 

- Hola, hola - delikatnie musnął palcami jej 

policzek. - Niech się pani tak nie przejmuje. Oczywiście 

problemów jest wiele. Chorzy po amputacji potrzebują 

dużego wsparcia i opieki. Ja twierdzę jedynie, że 

kiedy udzieli im się potrzebnej pomocy, mogą funk­

cjonować zupełnie normalnie. 

background image

1 0 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Chciała przedstawić mu kolejne argumenty, ale 

wspomnienie dotyku, który ciągle czuła na twarzy, 

nie pozwalało jej zebrać myśli. Doktor Barrington 

był zbyt męski, zbyt silny, zbyt... po prostu był zbyt 

blisko niej! Patrzył z taką intensywnością, że prawie 

fizycznie czuła na sobie siłę tego spojrzenia. 

- Doktorze Barrington... 

- Mam na imię Michael. 

- Michael, skończmy już. Nie mogę jasno myśleć. 

- Na szczęście! Gdyby było inaczej, z pewnością 

chciałabyś kłócić się ze mną dalej, a tego bym nie 

zniósł. 

Była pewna, że chce ją pocałować. Pełne, pięknie 

wykrojone usta były już tak blisko... 

Dźwięk telefonu zabrzmiał ostro i przenikliwie. 

Clare drgnęła i z niechęcią podniosła słuchawkę. 

- Do ciebie. - Podała ją Michaelowi i usiadła za 

biurkiem. 

Co się z nią, do diabła, działo? Odkąd pamięta, 

zawsze ciągnął się za nią sznur wielbicieli, w tym 

także lekarzy. Wszyscy uważali ją za pięknego, 

seksownego kociaka, marzącego jedynie o tym, by 

być przez nich adorowanym. Nic bardziej błędnego! 

Tak pragnęła, by ktoś zwrócił uwagę nie tylko na jej 

figurę czy twarz, ale także na nią samą! Na jej umysł, 

osobowość, czy poczucie humoru. 

Potrafiła trzymać mężczyzn na dystans, gdyż zwykle 

to oni tracili dla niej głowę. W tym przypadku było 

inaczej. Wystarczył jeden dotyk tego człowieka, a świat 

zawirował jej przed oczami! Roztkliwiasz się nad 

sobą - pomyślała z niezadowoleniem. 

- Bogowie przemówili. Muszę iść teraz na salę 

operacyjną, żeby udowodnić im, co jestem wart. 

Jesteś zajęta dziś wieczorem? 

- Tak, będę myła włosy. 

- Kłamczucha - powiedział uśmiechając się lekko. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 1 

- Zapraszam cię na kolację. Będziesz miała okazję 

dokładnie opowiedzieć mi o tutejszych zwyczajach. 

Chciałbym je trochę poznać, zanim zacznę tu pracować! 

Pokusa była wielka. Przez chwilę wahała się, 

z niepewnością spoglądając w błękitne oczy, które 

zdawały się przeszywać ją na wylot. 

- Masz jakieś powody, żeby mi odmówić? 

- Skąd ci to przyszło do głowy? - zapytała z nagłym 

rozdrażnieniem. 

- Po prostu zastanawiałem się, czy w twoim życiu 

istnieje jakaś Ważna Osoba. 

- Jaka osoba? 

- No wiesz, mąż, narzeczony, kochanek czy ktoś 

taki. 

- Nie, nie ma nikogo takiego. 

- Doprawdy? - w jego głosie było słychać niedo­

wierzanie. 

- Doprawdy! Nie mam chłopaka, a co ważniejsze, 

wcale go nie szukam. 

- Wielka szkoda. 

- Tak myślisz? Ja jestem z tego zadowolona. 

- Zadowolona? Do diabła, Clare. Taka kobieta 

jak ty powinna osiągnąć znacznie więcej niż tylko 

zadowolenie... 

Zmroziła go wzrokiem. 

- Jeśli ma pan ochotę zająć się uatrakcyjnianiem 

mojego życia erotycznego, panie Barrmgton, to nic 

z tego! Odpowiedź brzmi „nie"! 

Roześmiał się głośno, swobodnie, co wprawiło Clare 

w jeszcze większe zakłopotanie. Po chwili odezwał się 

z rozbrajającym uśmiechem: 

- Należałoby chyba poczekać na zaproszenie, 

nieprawdaż? Mówiąc szczerze, niczego ci nie propo­

nowałem... jak dotąd. Choć, być może, do tego 

właśnie zmierzałem. 

- Prędzej czy później okazuje się, że wszyscy 

background image

12 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

zmierzacie do tego samego... - powiedziała z nagłą 

goryczą w głosie. - Moja odpowiedź zawsze jest taka 

sama. Dzięki, ale nie. Czy nie powinieneś już iść? 

Kiedy została sama, nie mogła uporządkować myśli. 

Ładnie rozpoczęła pracę z nowym lekarzem! Może 

zareagowała zbyt gwałtownie, ale trudno było nie 

zrozumieć jego intencji. Clare miała dwadzieścia pięć 

lat i już dość dobrze nauczyła się oceniać reakge 

mężczyzn. Na tym z pewnością zrobiła wrażenie. 

Cóż, wkrótce okaże się, że nie jest taką dziewczyną, 

za jaką ją uważa. Jeśli chodzi mu tylko o przelotną 

znajomość, to w szpitalu nie będzie miał z tym problemu. 

Westchnęła i wróciła do pracy. 

Jej spokój nie trwał długo. Michael wrócił za kilka 

minut z doktorem Mayhew i młodszym asystentem, 

Davidem Blakiem. Siostra 0'Brien od razu wzięła go 

pod swoje opiekuńcze skrzydła i zaprowadziła na 

salę. Clare z niekłamanym podziwem przyglądała się, 

jak doktor Barrington bada dwóch pacjentów, którym 

tego ranka wszczepiono protezy stawu biodrowego. 

- Wygląda to nieźle - uśmiechnął się, kończąc 

badanie drugiego chorego i podał Clare sporządzone 

zapiski. 

- Dziękuję, siostro, to wszystko. - Zniżył głos. 

- Co robisz, kiedy skończysz myć włosy? 

- Nic - odpowiedziała zgodnie z prawdą, starając 

się stłumić śmiech. 

- A zatem zjedz ze mną kolację. Ulituj się nad 

nowicjuszem, Clare. Nic cię nie obchodzi, że nie 

znam tu nikogo, że muszę wracać do pustego domu 

i spędzić samotnie wieczór? Nie mam nikogo, z kim 

mógłbym porozmawiać. Może z wyjątkiem mojego 

kota, ale on mówi raczej niewiele. Zgadzasz się? 

- W porządku - powiedziała ze śmiechem. - Gdzie 

i kiedy? 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 3 

- Mieszkasz w szpitalu? 

Przytaknęła. 

- Umówmy się przy głównym wejściu o siódmej. 

Przyjadę po ciebie. Zgoda? 

- OK. Co mam założyć? 

- Cokolwiek. Mogą być dżinsy. Koło mnie jest 

mały pub z ogródkiem, gdzie możemy posiedzieć. 

Teraz muszę już iść. Spotkamy się o siódmej. 

Kiedy wyszedł, zdała sobie sprawę, że siostra 0'Brien 

bacznie ich obserwowała. 

- Miły chłopak. Wygląda na to, że dobrze się 

nawzajem rozumiecie. 

- Po prostu poprosił mnie, żebym poświęciła mu 

dziś wieczorem trochę czasu i wyjaśniła kilka spraw 

związanych z funkcjonowaniem naszego oddziału. Wie 

pani, jak to jest, gdy przychodzi się do nowej pracy. 

Clare starała się, żeby zabrzmiało to przekonywu­

jąco. Za nic na świecie nie przyznałaby się, jak waliło 

jej serce, kiedy dotknął jej ręki biorąc notatnik 

z zapiskami. 

Siostra 0'Brien uśmiechnęła się do siebie. 

- Mam nadzieję, że miło spędzisz czas. Dobrze ci 

zrobi wieczór na mieście. A wracając do naszych spraw, 

sądzę, że doktor Mayhew chce, żeby pan Barrington 

jeszcze raz nastawił przedramię Pete'a Sawyera. Chyba 

zrobią mu przeszczep kostny. Teraz, kiedy miednica 

zrosła się prawidłowo, mogą pobrać kość z talerza 

biodrowego. Mam nadzieję, że to mu pomoże. 

Przynajmniej do czasu, aż doktor Barrington nie 

zdecyduje się na amputację, pomyślała przypominając 

sobie niedawną rozmowę. 

Dzień pracy zdawał się nie mieć końca. Nawet 

sama przed sobą nie przyznałaby się, jaka była 

przyczyna tej niecierpliwości. Dopiero kiedy po 

powrocie do domu przewracała szafę do góry nogami 

background image

14 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego do ubrania, 

zdała sobie sprawę, że męczące ją od rana uczucie 

niepokoju miało tylko jedną przyczynę. Był nią Michael 

Barrington. 

- Cholera! - zaklęła pod nosem, nie mogąc uciszyć 

niepokoju, jaki nie opuszczał jej od chwili, w której 

ujrzała tego mężczyznę. Nie miała zamiaru rezygnować 

ze swoich zasad tylko dlatego, że jakiś playboy 

przyprawił ją o zawrót głowy! 

Kiedy była już gotowa, stanęła przed lustrem, by 

ocenić swój wygląd. Świeżo umyte, uwolnione spod 

sztywnego czepka włosy miękko okalały twarz, luźno 

opadając na kołnierz. Delikatny makijaż podkreślał 

jej duże, piękne oczy. Ubrała się w lekki szaro-zielony 

sweter i szeroką spódnicę w pomarańczowo-zielone 

wzory. Na nogach miała tylko sandały. 

Zastanawiała się, czy jej strój nie jest zbyt mało 

elegancki, ale było już za późno, żeby cokolwiek 

w nim zmieniać. 

Za pięć siódma zeszła do głównego wejścia, starając 

się opanować narastające zdenerwowanie. 

Ujrzała go na parkingu, pogrążonego w rozmowie 

z dwoma lekarzami. Nie chciała, żeby łączono ich 

nazwiska, ale było już za późno, aby się wycofać. 

Michael dostrzegł ją i, przepraszając kolegów, zwrócił 

się w jej kierunku. 

- Clare, jesteś punktualna! 

- Dlaczego tak cię to dziwi? 

- Sądziłem, że spóźniasz się na spotkania, podobnie 

jak większość dziewczyn. 

- Clare Stevens to nie to samo, co „większość 

dziewczyn" - powiedziała z naciskiem. 

- Zaczynam sobie z tego zdawać sprawę. Chodźmy. 

Umieram z głodu. - Wziął ją pod rękę i poszli na 

parking. 

- Aha, muszę ci coś powiedzieć. Okazało się, że 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 15 

w tej knajpce nie podają gorących posiłków w ponie­

działki. Może więc przyjmiesz moją propozycję 

i pozwolisz, żebym coś dla nas przygotował? 

Tu cię mam, pomyślała i stanęła. 

- U ciebie w mieszkaniu? 

- W moim domu. Nie martw się, jestem całkiem 

dobrym kucharzem. Przez te kilka dni zdążyłem 

odkryć tylko ten pub, o którym ci mówiłem, więc nie 

wiem, gdzie indziej moglibyśmy pójść. I możesz się 

nie obawiać, nie zamierzam cię napastować. 

Spojrzała ze zdziwieniem i lekko się uśmiechnęła. 

- Tak to po mnie widać? 

- Rano byłaś bojowa jak lwica. Obiecuję, że cię 

nie dotknę, zanim sama nie zaczniesz. 

- Ja? Co masz na myśli? 

- Naprawdę sądzisz, że tylko ty wzbudzasz żywe 

zainteresowanie płci przeciwnej? Uwierz mi, to praw­

dziwa przyjemność spotkać nareszcie kobietę, która 

nie mdleje na mój widok w minutę po tym, jak mnie 

poznała! 

Nie ma co się temu dziwić - pomyślała. Gdyby nie 

fakt, że z zasady mówiła „nie", sama mogłaby odczuć 

taką pokusę! 

- W porządku. Ty będziesz gotował, ja będę mówić, 

a potem razem pozmywamy. Zgoda? 

- Świetnie. Zaraz będziemy na miejscu. Wskakuj. 

- No, no! 

Uśmiechnął się siadając za kierownicą. 

- To samochód mojego brata. Ja mam stare volvo, 

ale ponieważ brat wyjechał w interesach do Niemiec, 

pożyczyłem od niego ten wóz, żeby trochę podnieść 

swój prestiż! 

- Całkiem nieźle ci to wychodzi. Co to za marka? 

- Porsche. Chcesz, żebym otworzył dach? 

- Dlaczego nie? Nie zaszkodzi to chyba mojemu 

prestiżowi? 

background image

16 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Roześmieli się i Michael nacisnął przycisk. Nad ich 

głowami rozpostarło się czerwcowe niebo. 

- Ruszajmy! 

Zapalił silnik i wyprowadził samochód z parkingu. 

Clare wygodnie usadowiła się w miękkim fotelu 

i westchnęła z błogością. 

Kiedy wyjechali na szosę, Michael przyspieszył 

i wkrótce wiatr rozwiewał włosy Clare, smagając 

policzki. 

- Michael, to jest wspaniałe! 

- Nieźle, prawda? Szczęściarz z mojego brata. 

Zastanawiam się, czy zechce mi go sprzedać. 

Po krótkiej chwili skręcili w jedną z przecznic, 

z której wjechali na piaszczystą drogę. 

- Dokąd jedziemy? - zapytała Clare, którą nagle 

zaniepokoił fakt, że znaleźli się w tak odludnym 

miejscu. 

- Widzisz przed nami ten mały różowy dom? To 

tutaj. 

Ujrzała domek z niskim dachem, który prawie 

w całości przykrywał okna na pięterku. Ciepłorożowy 

kolor ścian rozjaśniały herbaciane róże, które okalały 

drzwi i rosły wokół okien. 

- Nie mów mi tylko, że ten dom nazywa się 

Różowa Chata! 

- Jak się tego domyśliłaś? Chodź do środka. Witam 

cię w moich skromnych progach. 

Skłonił się przed nią robiąc gest, jakby zdejmował 

z głowy czapkę i otworzył drzwi. 

Wnętrze było równie czarujące jak to, co widziała 

na zewnątrz. Pełno w nim było małych schowków 

i zakątków, a meble w większości zrobione zostały 

z sosnowego drewna. W kuchni podłoga była ce­

glana, a na poddasze prowadziły strome drewniane 

schody. 

- Och, Michael, tu jest cudownie! 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 7 

- Dziękuję - powiedział z uśmiechem. - Jesteś 

moim pierwszym gościem. Pozwól, że cię oprowadzę. 

Podążyła za nim, z zachwytem oglądając wystrój 

domu. 

- Uważaj na głowę - ostrzegł, gdy weszli na schody. 

- Sądzę, że zostały zbudowane z myślą o niższych 

ludziach niż my. Łazienka jest tam, a sypialnie są po 

obu stronach. W tej chwili nie są jeszcze umeblowane, 

ale wkrótce się tym zajmę. Kupiłem tę posesję dopiero 

w czwartek. Miałem to zrobić wcześniej, ale złapał 

mnie sztorm u wybrzeży Sycylii. 

- Masz na myśli tę wyspę? 

- Tak. Zabrałem tam „Henriettę" na kilka dni 

i nie zdążyłem wrócić na czas. 

Mój Boże, pomyślała. Stoimy na środku jego 

sypialni, a on opowiada mi o kłopotach z jakąś 

Henriettą! 

- Kiedyś ci ją pokażę. Jest bardzo piękna i łatwo 

jest nią sterować, o ile tylko wiatr nie jest zbyt silny, 

bo wtedy może sprawić trochę kłopotu. Na pewno ją 

polubisz. Cierpisz na chorobę morską? 

Uśmiechnęła się z ulgą, gdy zrozumiała, że „Hen­

rietta" to jego jacht. Ale po chwili z przerażeniem 

uświadomiła sobie, że chyba jest zazdrosna o Michaela! 

Co prawda nie miała całkowitej pewności, czy to było 

właśnie to uczucie, gdyż nigdy przedtem nie była 

o nikogo zazdrosna. A jeśli to zazdrość, to dlaczego 

o Michaela? Jak widać, życie jest pełne różnych 

niespodzianek... 

- Nie. Nigdy dotąd nie miałam choroby morskiej. 

Wprawdzie ostatni raz żeglowałam w wieku lat 

trzynastu, ale przedtem dużo pływałam z bratem. 

- Najpierw mieliśmy „Mirror", potem „Fireball", 

a w końcu dziadek kupił „Henriettę". Jako chłopak 

spędzałem na niej wiele czasu. 

Ich roześmiane oczy spotkały się i Clare pomyślała 

background image

18 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

nagle o ogromnym metalowym łożu, które stało za 

nimi. 

- Może zejdziesz na dół i zrobisz sobie coś do 

picia. W lodówce jest białe i czerwone wino, i różne 

napoje. Ja chciałbym zdjąć wreszcie z siebie ten 

garnitur i chwilę się zrelaksować. 

- Świetnie. 

Odwróciła się i zaczęła schodzić po schodach. 

Usłyszała, jak zrzucił buty, które z hałasem upadły 

na podłogę. W kuchni rozejrzała się bezradnie 

w poszukiwaniu lodówki. 

Michael zbiegł na dół ubrany tylko w stare obcisłe 

dżinsy. Wciągał jeszcze koszulkę i Clare przez chwilę 

widziała jego opalony tors. 

Jej dłonie same wyciągały się, żeby go dotknąć, ale 

powstrzymała się, zaciskając ręce w kieszeniach. 

- Gdzie jest lodówka? - zapytała nienaturalnie 

wysokim głosem. 

- Tutaj. 

Otworzył jedną z kilku identycznych szafek zrobio­

nych ręcznie z ciemnego dębu. W środku była 

wbudowana lodówka. 

- Bardzo sprytne. 

- Tak. Dom należał do dekoratora wnętrz. Napijesz 

się wina czy czegoś bezalkoholowego? 

- Proszę o białe wino z lodem. 

- Dobry pomysł. 

Wyjął z lodówki butelkę, odkorkował ją i napełnił 

dwa kieliszki. 

- Na zdrowie! 

- Na zdrowie! Witaj w Audley. 

- Dzięki, Clare. A teraz usiądź i zdradź mi wszystkie 

szpitalne sekrety. Kto się z kim kłóci, do kogo nie 

powinienem się odzywać, kto przewodzi w towarzystwie 

i tak dalej. 

- Nic z tych rzeczy. Audley to przyzwoity szpital 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 9 

i panują w nim bardzo zdrowe stosunki. W końcu 

wszyscy mamy wspólny cel. 

- Dzięki Bogu! W szpitalu, w którym ostatnio 

pracowałem, trzeba było bardzo uważać, żeby nie 

nadepnąć komuś na odcisk. 

Ułożył umytą sałatę w salaterce i postawił ją przed 

Clare. 

- Na co masz ochotę? Możemy zjeść świeżego 

okonia albo stek, jeśli wolisz. 

- Sam go złowiłeś? 

- Nie tym razem. Kupiłem od faceta z sąsiedniej 

łódki. Prosto z wody. 

- Brzmi zachęcająco. 

Clare robiła sałatę, a on w tym czasie umył ryby, 

otoczył je w maśle i koprze, a potem pospinał 

wykałaczkami. 

- Wystarczy im pół godziny w piekarniku. Akurat 

tyle, żebym zdążył pokazać ci ogród. 

W świetle promieni zachodzącego słońca ogród 

wyglądał wspaniale. Powietrze przesycone było zapa­

chem kwiatów ,a bogactwo barw rosnących tu roślin 

musiało olśnić każdego. 

Entuzjazm Michaela był zaraźliwy. Z dumą od­

krywał przed nią wszystkie tajemnice tego miejsca. 

Na samym końcu, pod drzewem, wisiała stara huś­

tawka. Zaproponował Clare, żeby ją wypróbowała. 

- Nigdy nie potrafiłam rozbujać się wystarczająco 

wysoko, żeby poczuć prawdziwą przyjemność. 

Jeszcze nie dokończyła mówić, kiedy ujął ją w pasie 

i posadził sobie na kolanach. Rozhuśtał się wysoko, 

nie bacząc na piski i śmiech Clare. Wiatr targał im 

włosy, a ziemia uciekała spod nóg. 

W końcu zwolnił pozwalając, żeby huśtawka się 

zatrzymała. Zanim wypuścił Clare z objęć, ich usta 

spotkały się na krótki moment. 

Kiedy wstała, poczuła, że drżą jej kolana. Nie 

background image

2 0 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

wiedziała, czy był to skutek huśtania, czy pocałunku 

Michaela. Nie był to namiętny pocałunek kochanków, 

ale wystarczył, by rozbudzić w niej pożądanie. Ciągle 

czuła dotyk jego mocnych ud i ciepło piersi, o którą 

się opierała. 

- Ryba - powiedział nagle i podążył w stronę domu. 

Patrzyła, jak rozwija folię aluminiową i ze wszystkich 

sił starała się opanować. 

- Masz jakiś sos do sałaty? 

- Jest w małym słoiczku, chyba na drzwiach 

lodówki. Sam robiłem. 

Zasiedli do posiłku przy dużym dębowym stole 

i Clare, ku swemu zdziwieniu, zupełnie się rozluźniła. 

Jedzenie było wyborne, a Michael niezwykle miły. 

Zdawał się nie pamiętać o incydencie w ogrodzie 

i Clare sama zaczynała myśleć, że wszystko jej się 

przyśniło. 

Kawę wypili przed domem, na ławce stojącej pośród 

róż. Siedzieli zachowując należyty dystans. Kiedy 

skończył mówić, spojrzała na niego i dostrzegła, że 

z uwagą się jej przygląda. 

Zarumieniła się. A może jednak to nie był sen? 

Ręka Michaela, która do tej pory swobodnie spoczy­

wała na oparciu, dotknęła nagle policzka Clare. 

Zerwała się na równe nogi. 

- Powinnam już pójść, Michael. 

Wstał również i ujął ją za przegub. 

- Czuję twoje tętno. Jest przyspieszone. Nie wiesz 

przypadkiem dlaczego? 

Była jak zahipnotyzowana. Przyciągnął ją do siebie 

i delikatnie ujął w dłonie jej twarz. 

- Czy mówiłem ci już, że ślicznie dziś wyglądasz? 

- Ja nie... wcale tak nie uważam... 

- Co za niedopatrzenie z mojej strony. Jesteś piękna. 

Po prostu olśniewająca. 

Zniewolona spojrzeniem błękitnych oczu nawet nie 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

21 

drgnęła, gdy pochylił nad nią twarz i pocałował tak 

czule i delikatnie, iż pomyślała, że jednak śni. 

Cicho westchnęła i przytuliła się do szerokiej piersi 

Michaela. Lekko rozchyliła wargi pozwalając, by 

jego język wsunął się między nie, była niepomna 

niczego z wyjątkiem jego bliskości, dotyku rąk 

i intymności pocałunku. 

Podniósł głowę i wtulił policzek we włosy Clare. 

Czuła bicie jego serca i delikatne drżenie obejmujących 

ją ramion. 

- Myślę, że powinienem chyba odwieźć cię do 

domu - powiedział po chwili. 

Clare przytaknęła. 

Podczas całej drogi nie odzywali się do siebie, ale 

kiedy stanęli pod drzwiami jej mieszkania, położyła 

rękę na ramieniu Michaela. 

- Dziękuję za wspaniały wieczór - odezwała się 

miękko. 

- Cała przyjemność po mojej stronie. 

Clare uśmiechnęła się i potrząsnęła głową. 

- Nie cała - odparła cicho. Wspięła się na palce 

i lekko pocałowała go w policzek. - Dobranoc. 

- Dobranoc, Clare. Do zobaczenia jutro. 

Do zobaczenia, pomyślała, a serce zabiło jej mocniej. 

Po raz pierwszy od dłuższego czasu z niecierpliwością 

czekała na spotkanie z jakimś mężczyzną. Nawet 

kiedy usypiała, uśmiech wciąż rozjaśniał jej twarz. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

To był bardzo ciężki tydzień i Clare rzadko widywała 

Michaela. Spotykali się tylko podczas wspólnych 

dyżurów. 

Dwaj pacjenci po wypadkach zostali zwolnieni do 

domu, a na ich miejsce przyszedł jeden chory z oddziału 

intensywnej terapii. Drugi został przywieziony ze 

szpitala w Stoke Mandeville. Przyjęto także kolejnego 

nastolatka z wypadku drogowego ze złamaną kością 

udową. Leżał teraz z nogą na wyciągu i już zdążył się 

zaprzyjaźnić z pozostałymi pacjentami. 

Peterowi Sawyrowi wykonano przeszczep kostny, 

który połączył końce złamanej kości przedramienia. 

Rana goiła się dobrze. 

Tylko stan Tiny nie polepszał się, toteż w czwartek 

doktor Mayhew zaproponował jej operacyjne na­

stawienie kręgosłupa, co umożliwiłoby rozpoczęcie 

rehabilitacji. 

Przyjęła tę wiadomość ze stoickim spokojem, ale 

Gare wyczuwała, że był to spokój pozorny. Matka 

Tiny nie wykazała się takim hartem ducha i w pią­

tek Gare musiała niemal siłą odciągać ją od łóżka 

córki. 

Zaprosiła panią Wbite do pokoju lekarskiego, gdzie 

zastały doktora Barringtona. Już wcześniej odbył 

rozmowę z rodzicami Tiny. Clare z ulgą więc zostawiła 

roztrzęsioną kobietę pod jego opieką, a sama wróciła 

do chorej. 

Dziewczyna miała łzy w oczach. Clare zasłoniła 

okno i usiadła obok Tiny, biorąc ją za rękę. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 23 

- Nie chcę jeździć na wózku przez resztę życia 

- wyszeptała Tina i rozpłakała się na dobre. 

Clare nie wiedziała, co powiedzieć, więc po prostu 

siedziała przy niej. 

- Wolałabym nie oglądać mamy przez chwilę 

- powiedziała wreszcie. 

- Czy mam jej powiedzieć, żeby poszła się przejść 

i wróciła za kilka minut ? 

- Bardzo proszę. Nie starczy mi sił, żeby z nią 

teraz rozmawiać. 

Clare uścisnęła jej rękę i wróciła do pokoju 

lekarskiego. 

- Jak ona się czuje? Nie chciałam jej denerwować, 

ale jest taka młoda! Ma dopiero siedemnaście lat! 

Pani White ukryła twarz w dłoniach i zaczęła 

ponownie płakać. 

- Przyniosę pani filiżankę kawy. Proszę chwilę 

zaczekać - odezwał się Michael. 

Clare wyszła razem z nim. 

- Co z Tiną? - zapytał, jak tylko znaleźli się sami. 

- Nie chce teraz widzieć się z matką. 

- Wcale się nie dziwię. Takie zachowanie tylko 

pogarsza sytuację. Tim Mayhew chce przenieść Tinę 

na oddział urazów kręgosłupa w Stoke Mandeville. 

Mają tam odpowiednich rehabilitantów i psychologów. 

- Z ciężkim westchnieniem przejechał ręką po włosach. 

- Co robisz dziś wieczorem? 

Zaskoczyło ją to pytanie. Przez cały tydzień w ogóle 

nie rozmawiali o prywatnych sprawach. Oboje byli 

bardzo zajęci i nie mieli czasu na spotkania. Zbyt 

mało ich łączyło, jeśli w ogóle można było mówić 

o jakiejś więzi. Clare szczerze w to wątpiła, choć 

musiała przyznać, że bardzo by tego chciała. Podniosła 

wzrok. 

- Masz zamiar policzyć mi kości? - zapytała mrużąc 

oczy. 

background image

24 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- To całkiem niezły pomysł! - przytaknął ochoczo. 

Zaczerwieniła się. 

- Miałam co innego na myśli - żachnęła się. 

Pogłaskał ją po policzku. 

- Powinnaś się wstydzić - zażartował, lekko się 

uśmiechając. - Zostałem zaproszony na przyjęcie do 

jednego z lekarzy. Prawie nikogo tam nie znam 

i z pewnością będę czuł się samotny. 

- U Hamiltonów? 

- Tak. Niedawno się pobrali. Mieli cichy ślub 

i teraz chcą to jakoś wynagrodzić znajomym. Pójdziesz 

ze mną? 

- I tak tam będę. Lizzi dawno mnie zaprosiła. 

Przyjaźnimy się, jeśli można w ogóle użyć tego 

określenia w stosunku do niej. Zawsze była bardzo 

skryta. Aż trudno uwierzyć, jaka zmiana zaszła w jej 

zachowaniu, odkąd poznała Rossa. 

- Ludzie nie potrafią zmieniać innych. Mogą jedynie 

dodać komuś pewności siebie albo wręcz przeciwnie, 

zabrać wiarę we własne możliwości. A teraz powiedz, 

pójdziesz ze mną? 

- Z przyjemnością. Ja również nie znam wielu 

spośród zaproszonych gości. Większość tych ludzi 

zajmuje wysokie stanowiska. 

- Mówiłaś przecież, że nie obowiązują tu żadne 

formalne zależności. 

- W zasadzie nie, ale prawie wszyscy będą ode 

mnie dużo starsi, albo żonaci... 

- Chcesz powiedzieć, że nie do wzięcia? 

- Michael, ja nie jestem „do wzięcia" -powiedziała 

z wyrzutem w głosie. 

- Oczywiście, że nie. Nie masz kochanka i, co 

gorsza, nie chcesz go mieć. 

- Żartujesz sobie ze mnie? 

- Gdzieżbym śmiał! - odpowiedział ze śmiertelną 

powagą. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

2 5 

- Sądzę, że byłbyś do tego zdolny! 

- No, może troszkę -jego twarz rozjaśnił uśmiech. 

- O której mam po ciebie przyjechać? 

- Mam dyżur. Będę gotowa dopiero na dziewiątą. 

Nie za późno? 

- W porządku. Zresztą i tak zabawa dopiero zacznie 

się rozkręcać. Wiesz co? Pojadę po pracy się przebrać, 

a potem zaczekam u ciebie w domu. Jak ci się 

podoba mój pomysł? 

Zbyt śmiały, chciała powiedzieć, ale właśnie weszła 

siostra O'Brien radośnie się do nich uśmiechając. 

- Robicie kawę dla tej biednej kobiety? 

Clare zaczerwieniła się z poczucia winy. 

- Tak, właśnie skończyłam. 

Michael spojrzał na Clare ponad głową siostry 

0'Brien. 

- A zatem, siostro, tak jak ustaliliśmy. 

Nie czekając na odpowiedź wyszedł z kuchni. 

Właśnie kończyła się malować, kiedy rozległo się 

pukanie do drzwi. Było pięć po dziewiątej. 

- Proszę - krzyknęła nie przerywając makijażu. 

W lustrze zobaczyła wchodzącego Michaela. Miał 

na sobie kremowe spodnie i jedwabną koszulę w ko­

lorze oczu. Wyglądał niezwykle męsko i pociągająco. 

Przymknęła oczy i pomalowała tuszem rzęsy. 

- Cholera! - sięgnęła szybko po chusteczkę i starła 

tusz, który niechcący dostał się na powiekę. 

- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć - po­

witał ją z uśmiechem. 

Musiała bardzo się starać, żeby powstrzymać drżenie 

ręki. 

Wreszcie skończyła. Wstała wygładzając batystową 

suknię w ciepłych pastelowych kolorach, które pod­

kreślały jej delikatną cerę i złoty odcień włosów. 

- Jak ci się podobam? - spytała, obracając się do 

background image

26 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Michaela. Wyraz uznania w jego oczach wystarczył 

jej za odpowiedź. 

- Całkiem nieźle. Moje ciśnienie podskoczyło co 

najmniej do dwustu. Chodźmy stąd, zanim zrobię 

coś, czego będę potem żałować. 

- Tak jest! 

- To lubię... kobieta, która zna swoje miejsce! 

Zeszli do samochodu. Przez całą drogę Clare nie 

mogła skupić na niczym myśli. Jak zawsze, obecność 

Michaela zupełnie ją rozpraszała. 

- To wspaniałe miejsce! - wykrzyknęła, kiedy stanęli 

przed domem Hamiltonów. 

- Piękne, prawda? Musi być nieprzyzwoicie bogaty. 

- Jest dość stary, ma trzydzieści osiem czy dziewięć 

lat. 

- Cóż za starzec! - roześmiał się Michael. - Mogę 

cię zapewnić, że ja za pięć lat nie będę miał tyle forsy. 

- A jakbyś rozpoczął prywatną praktykę? 

- Zbyt wiele czasu pochłania mi łódź. Może za 

kilka lat. 

Weszli do środka, gdzie powitali ich gospodarze. 

Pani domu wyglądała kwitnąco. Tworzyli z Rossem 

bardzo piękną parę. 

Clare uściskała Lizzi. 

- Moje serdeczne gratulacje, pani Hamilton - po­

zdrowiła ją pełnym emocji głosem. 

- Dziękuję, Clare. Cieszę się, że mogłaś przyjść. 

Ross, poznałeś już Clare Stevens? Pracuje z siostrą 

0'Brien. 

Ross ujął jej dłoń, a Clare zdziwiło, ile ciepła 

i dobroci dostrzegła w jego oczach. 

- Proszę o nią dbać. To dobra dziewczyna - ode­

zwała się pierwsza. 

- Och, mam zamiar tak się nią zająć, że aż będzie 

błagać o chwilę wytchnienia - powiedział z uśmiechem, 

posyłając żonie pełne miłości spojrzenie. - Witaj, 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

2 7 

Michael. Miło, że przyszedłeś. Wejdźcie dalej i czujcie 

się jak u siebie. Drinki są w kuchni, Callum was 

obsłuży. 

- Kto to jest Callum? - spytał Michael, kiedy 

znaleźli się sami. 

- Starszy syn Rossa z poprzedniego małżeństwa. 

Z drinkami w dłoniach wyszli do ogrodu. 

- Mój Boże, basen! 

- Tak. Za parę godzin z pewnością ktoś w nim 

wyląduje. Ostatnim razem to była sama Lizzi! 

Michael zachichotał. 

- Pilnuj, żebym nie podchodził zbyt blisko. Moje 

buty rozpadłyby się pod wpływem wody. A teraz 

- objął ją w talii i skierował w nieco odludniejsze 

miejsce - powiedz mi, dlaczego taka urocza istota jak 

ty chodzi na przyjęcia samotnie? 

- Nie jestem przecież sama. 

- Tak, ale byłabyś, gdybym nie zjawił się w porę. 

No więc? Nie powiesz mi chyba, że nikt nie oferował 

ci towarzystwa? 

- Nie chciałam robić nikomu próżnych nadziei. 

- To znaczy? 

- To znaczy, że jeśli idę z kimś na przyjęcie, to 

czasem ten ktoś wyobraża sobie zbyt dużo... 

- Ale przecież jesteś tu ze mną. Nie boisz się, że 

zacznę wyobrażać sobie Bóg wie co? 

- Nie. - Spojrzała mu prosto w oczy. - Masz ten 

sam problem co ja. Ponieważ wyglądasz tak, jak 

wyglądasz, nikt nie bierze poważnie twoich słów. 

Wiem, że rozumiesz o co mi chodzi. 

- Być może, ale wcale nie czyni mnie to odporniej­

szym na twój urok - powiedział miękko. 

- Michael, nie zaczynaj... 

- OK, OK! - podniósł ręce w obronnym geście. 

- Zrozumiałem aluzję. A teraz powiedz mi, kim są ci 

wszyscy goście. 

background image

28 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Obeszli znajomych i Clare przedstawiła im swego 

towarzysza. Sama także została przedstawiona wielu 

ludziom, których do tej pory znała tylko z widzenia. 

Czas mijał szybko. O dziesiątej trzydzieści muzyka 

umilkła i 01iver Henderson stanął na szczycie schodów 

prosząc wszystkich obecnych o uwagę. 

- Panie i panowie - rozpoczął. - Nie chciałbym 

zanudzać was długimi przemówieniami, ale myślę, 

że zgodzicie się ze mną, jeśli w imieniu nas wszyst­

kich wyrażę ogromną wdzięczność państwu Hamil­

ton, którzy goszczą nas dziś u siebie. Niech we 

wspólnym życiu czekają ich same radosne i szczęś­

liwe chwile! Panie i panowie, oddaję głos Rossowi 

i Lizzi! 

Małżonkowie nie mieli wyjścia, musieli powiedzieć 

kilka słów zgromadzonym gościom. Ross wysunął się 

do przodu i uciszył wrzawę, jaka zapanowała po 

wystąpieniu 01ivera. 

- Nie będę mówił wiele... nienawidzę wszelkich 

przemówień niemal tak bardzo jak 01iver. Chcielibyśmy 

podziękować za wasze życzenia i ciepłe przywitanie, 

jakie zgotowaliście mi, kiedy zaczynałem pracę w szpi­

talu. Od tego czasu wydarzyło się tak wiele, że trudno 

uwierzyć, iż minęło dopiero dziesięć tygodni. Ponieważ 

wszystkie zmiany były dla mnie bardzo pomyślne, nie 

będę zadawał wam żadnych pytań! 

Jego słowa wywołały wybuch śmiechu, który na 

chwilę przerwał przemówienie. 

- W każdym razie raz jeszcze za wszystko dziękuję 

i życzę dobrej zabawy! 

Rozległy się brawa i obok Rossa stanęło kilku 

mężczyzn. Był wśród nich jego asystent, Mitch Baker, 

a także Callum. Chłopak uśmiechnął się do ojca 

i podniósł rękę. 

- Panie i panowie, a oto moment, na który wszyscy 

czekaliśmy! 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

2 9 

Złapał Rossa za ramię i pociągnął go z dzikim 

wrzaskiem w stronę basenu. 

- Wielkie nieba! - mruknął Michael. 

Clare zwijała się ze śmiechu. 

- Należy mu się - zdołała wreszcie wykrztusić. 

- Podczas ostatniego przyjęcia wrzucił Lizzi do wody 

w samej bieliźnie! 

- Dlaczego? 

- Nikt tego nie wie, choć wszyscy mają pewne 

podejrzenia! 

Ross wyszedł z basenu ociekając wodą i ze śmiechem 

zaczął się droczyć z synem. 

Michael objął Clare. 

- Zatańcz ze mną - szepnął jej w ucho. 

- Ale to przecież szybki taniec! - roześmiała się. 

- Więc go zwolnij! Gdzie się podziała pani wyo­

braźnia, siostro Stevens? 

Orkiestra grała teraz spokojny kawałek. Clare objęła 

Michaela za szyję, a on ukrył twarz w jej włosach. Ich 

ciała poddały się zniewalającemu rytmowi nastrojowej 

melodii. 

Clare nie była pewna, czy dobrze zrobiła pozwalając 

Michae'owi tak się do siebie zbliżyć. Ale cóż może 

być złef > w tym, że pozwoliła zaprosić się na przyjęcie, 

lub w tym, że teraz z nim tańczy? Wyraźnie mu 

przecież powiedziała, jaki jest jej stosunek do mężczyzn. 

Jednocześnie coś jej mówiło, że tym razem będzie 

musiała zrezygnować ze swoich niewzruszonych zasad. 

Przez sukienkę czuła ciepło dłoni, które głaskały jej 

plecy. Michael podniósł głowę i spojrzał Clare prosto 

w oczy, przyciągając ją lekko do siebie. 

- Chyba zwariuję, muszę zaraz cię pocałować 

- usłyszała jego szept. 

- Tutaj? - zapytała. 

- Chodźmy stąd. 

Przytaknęła czując, jak serce zaczyna jej mocniej bić. 

background image

30 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Pożegnamy się z gospodarzami? - zapytał drżącym 

z podniecenia głosem. 

- Po prostu chodźmy. Niczego nie zauważą. Po­

dziękujemy im przy najbliższej okazji. 

Zostawiła torebkę w samochodzie, więc nie musieli 

wchodzić do domu. Bez zwracania niczyjej uwagi 

opuścili przyjęcie. 

Przez całą drogę serce Clare waliło jak oszalałe 

i zanim wysiadła z samochodu musiała wziąć kilka 

głębokich oddechów. 

Michael otworzył frontowe drzwi, wpuścił ją do 

środka i od razu przyciągnął do siebie. 

- Boję się - wyszeptała. 

- Nie ma czego - zapewnił ją. - Nie zrobię nic, 

czego byś nie chciała. Po prostu musiałem zostać 

z tobą sam na sam, bez tych wszystkich gapiów, 

którzy nieustannie śledzili każdy nasz ruch. - Puścił 

ją i poszedł do kuchni nastawić czajnik. 

- Napijesz się kawy? - zapytał, wychylając głowę 

zza kuchennych drzwi. Kiedy zobaczył, w jakim jest 

stanie, podszedł do niej z zatroskanym wyrazem 

twarzy. 

- Clare, wszystko jest w porządku. Chcesz jechać 

do domu? 

Zaprzeczyła. 

- Obejmij mnie - powiedziała niepewnym głosem 

i przytuliła się do szerokiej piersi Michaela. Po 

chwili napięcie opadło i dała się zaprowadzić do 

salonu. 

- Usiądź i poczekaj na kawę. Jaką pijesz? 

- Z mleczkiem, bez cukru - odpowiedziała mecha­

nicznie. 

Przyszedł po kilku minutach niosąc dwie filiżanki. 

Usiadł na kanapie i odsunął poduszkę. 

- Chodź, usiądź obok mnie. 

Mówił cichym, niskim głosem, który wzbudzał 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

3 1 

w Clare zaufanie. Posłuchała go i przysiadła na 

brzeżku, w każdej chwili gotowa uciec. 

Sięgnął ręką i delikatnie pogłaskał ją po szyi. 

- Nie bój się mnie - powiedział cicho. 

- Ja... ja się nie boję. Myślę, że obawiam się raczej 

samej siebie. 

- Nie masz się czego obawiać. Zaopiekuję się tobą. 

Chodź, przysuń się bliżej. - Ujął Clare za ramiona 

i wolno położył sobie na kolanach. Jedną ręką 

podtrzymywał jej głowę, drugą lekko kołysał przycis­

kając do piersi. Westchnął z zadowolenia. 

Kiedy zrozumiała, że nie ma zamiaru zmuszać 

jej do niczego, poczuła się pewniej. Zsunęła buty 

i położyła nogi na kanapie, przysuwając się bliżej 

niego. 

- Wygodnie? 

- Aha... - Oparła policzek o pierś Michaela. Jego 

serce biło wolno i równo. - Musisz mieć bardzo 

dobrą kondycję - powiedziała. 

- Dlaczego? 

- Serce bije ci bardzo wolno... około pięćdziesięciu 

pięciu na minutę. Jak u atlety. 

- Trochę biegam i uprawiam surfing. Latem gram 

w tenisa. Albo żegluję. Chyba dzięki temu utrzymuję 

niezłą formę. A ty? 

- Ja? Ja jestem na to zbyt leniwa - powiedziała 

wzdychając z błogością. 

- Jak kot. 

- A propos, gdzie jest twój kot? 

- Gdzieś w okolicy. Wokół jest przecież tyle 

ciekawych miejsc. Pewnie wpadnie do domu na jakiś 

czas, a potem znów wyruszy na polowanie. To kot, 

który chodzi własnymi drogami. W głębi duszy jest 

jednak starym piecuchem. Ma na imię O'Malley, tak 

jak ten z „Arystokotów". 

W tym momencie usłyszła głośne miauknięcie i coś 

background image

3 2 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

ciężkiego wskoczyło jej na brzuch. Zobaczyła wpa­

trujące się w nią niebieskie oczy. 

- To syjamczyk! 

- Tak. Nie mówiłem ci? 

0'Malley przeciągnął się, wskoczył na ramiona 

Clare i owinął się wokół szyi swego pana. 

- Sądzi, że jest kołnierzem - powiedział z rezygnacją 

Michael. 

Clare roześmiała się i spuściła nogi na podłogę. 

- Jest piękny. 

- Ma duszę włóczęgi - powiedział Michael, drapiąc 

kota za uszami. 

O'Malley ponownie przeciągnął się i zaczął głośno 

mruczeć. Po krótkiej chwili zeskoczył na ziemię i z dum­

nie uniesionym ogonem skierował się w stronę drzwi. 

- Znów idzie się powłóczyć. Chcesz jeszcze kawy? 

Zaprzeczyła. Po wyjściu kota poczuła się dziwnie 

nieswojo. 

- Chcesz, żebym cię odwiózł do domu? - zapytał 

Michael, patrząc jej prosto w oczy. 

Spojrzała na niego lekko zdziwiona. 

- Myślałam, że... 

- Że co? 

- Nic - odpowiedziała krótko. 

Delikatnie przesunął palcami po twarzy Clare 

i wsunął rękę pod jej włosy. Zaczął delikatnie masować 

napięte mięśnie karku. 

- Pragnę cię, Clare, ale to, co nas łączy, to coś 

więcej niż tylko pożądanie. 

Z niedowierzaniem podniosła wzrok. 

- Naprawdę tak sądzisz? 

- Tak. - Delikatnie pociągnął ją do tyłu i oparł 

sobie o pierś. - Tak, kochanie. Myślę, że między 

nami jest coś wyjątkowego, co jednak potrzebuje 

czasu, by w pełni rozkwitnąć. - Lekko ją pocałował 

i z westchnieniem odsunął od siebie. - Lepiej będzie, 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

3 3 

jeśli odwiozę cię do domu, zanim zrobię coś, co 

podważyłoby moje zapewnienia! 

- Nie miałbyś odwagi. - Cicho zachichotała. 

- Chcesz się przekonać? - Choć mówił żartobliwym 

tonem, w oczach dostrzegła śmiertelną powagę. 

- Nie. Zabierz mnie do domu. 

Z tajemniczym uśmiechem na ustach pomógł jej 

wstać i zaprowadził do samochodu. Kiedy usiedli, 

położyła rękę na udzie Michaela. Nie zdejmowała jej, 

aż dojechali na miejsce. 

- Co byś powiedziała, gdybym zaproponował ci 

spędzenie jutrzejszego dnia na łódce? 

- A jeśli mam dyżur? - zażartowała. 

- Nie masz. Sprawdziłem na grafiku. Jeśli nie 

chcesz, możesz po prostu powiedzieć „nie". - Usłyszała 

w jego głosie nutkę niepewności. 

- Oczywiście, że chcę. To świetny pomysł. 

- Możesz być gotowa na ósmą? 

- Jasne. W co mam się ubrać? 

- Załóż coś starego i ciepłego. Nie zapomnij 

o szortach i kostiumie kąpielowym. - Pochylił głowę 

i szybko ją pocałował, a potem otworzył drzwi. - Nie 

będę wchodził do środka. Nie wiem, czy zdołałbym 

się oprzeć pokusie. Do zobaczenia jutro. Dobrej 

nocy, kochanie. 

- Tobie również. I dziękuję za uroczy wieczór. 

- Dotknęła policzka Michaela i wysiadła. Patrzyła, 

jak odjeżdża, czekając, aż tylne światła samochodu 

roztopią się w ciemności. 

Potem szybko weszła na górę i wzięła prysznic. 

Obawiała się, że tej nocy trudno jej będzie zasnąć. 

Nie mogła zapomnieć tego, co Michael jej dzisiaj 

powiedział. Więc uważał, że łączy ich coś wyjątkowego, 

co potrzebuje czasu, aby rozkwitnąć. Jaki będzie 

koniec tej znajomości - tragiczny czy szczęśliwy? 

A może ani taki, ani taki? 

background image

34 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Nie przestając myśleć o Michaelu, z rozkoszą zwinęła 

się w kłębek. Niedługo potem już spała. 

- Och, Michael, ona jest cudowna! - Clare nie mogła 

oderwać zachwyconego wzroku od zgrabnej małej 

żaglówki. Łódka, choć stara, była tak lśniąca i pełna 

gracji, że zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. 

- Czyż nie jest wspaniała? - Michael stał obok 

Clare, nie potrafiąc ukryć rozpierającej go dumy. 

- Znam na pamięć każdy jej centymetr. Gdy miałem 

dziesięć lat, pomagałem dziadkowi w budowie. Jest 

bardzo sterowna. Dziadek znał się na rzeczy. Załadu­

jemy te bety i wypływamy. 

Zaprowadził Clare na pomost, przy którym stały 

przycumowane w równych odstępach łódki. 

- Może jestem stronnicza, ale uważam, że jest 

najładniejsza ze wszystkich - powiedziała, kiedy 

zatrzymali się już przy „Henrietcie". 

- W pełni się z tobą zgadzam! - uśmiechnął się 

łobuzersko. - A teraz potrzymaj to. 

Podał Clare kilka toreb i zręcznie wskoczył na 

pokład. Odkrył kokpit, starannie złożył plandekę 

i umieścił w schowku na rufie. Potem wziął od niej 

paczki, wrzucił je do środka i rozłożył ręce. 

- Witaj na pokładzie! 

Wziął Clare na ręce i przeniósł na pokład. Kiedy 

podniosła ze śmiechem głowę, złożył na jej ustach 

gorący, długi pocałunek. 

- Dzień dobry - powiedział cicho. 

- Dzień dobry - odpowiedziała, czując, że nagle 

braknie jej w piersiach tchu. - Co mam teraz robić? 

- Zanieś te torby do kabiny i wróć, będziesz 

dotrzymywać mi towarzystwa. 

Trochę niezręcznie przekroczyła wysoki próg i zeszła 

po schodkach na dół. Kiedy się wyprostowała, głęboko 

wciągnęła w nozdrza powietrze. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 35 

Tak, to jest to! Świeży lakier, morska woda, wiatr 

i ten niezapomniany zapach dna łodzi. Znów poczuła 

się małą dziewczynką, którą brat zabierał na krótkie 

rejsy. Rozejrzała się dookoła. 

Na prawo znajdował się pulpit z przyrządami do 

nawigacji i radiem, a z drugiej strony mała kuchen­

ka z przymocowanym na stałe gazowym palnikiem. 

Wzdłuż obu burt ciągnęły się ławki, z których na 

noc robiło się koje. Naprzeciw jednej z nich do­

strzegła stół, który po opuszczeniu łączył obie 

ławki. 

Dokładnie przed sobą miała drzwi, które, jak sądziła, 

prowadziły do mniejszej kabiny i znajdującej się na 

samym dziobie toalety. 

Ta łódka to cały Michael - pomyślała z lekkim 

rozbawieniem. Trochę książek, kilka butelek wina 

i brandy, dwa słoiki kawy, mleko w proszku i parę 

konserw - to wszystko, czego taki mężczyzna jak on 

mógłby potrzebować, gdyby chciał na jakiś czas 

oderwać się od świata. 

Usłyszała za sobą szmer i odwróciła się. 

- Jesteś samotnikiem? 

Przez chwilę sprawiał wrażenie zaskoczonego tym 

pytaniem. 

- Raczej nie, choć czasem lubię pobyć trochę sam. 

Czy będziesz miała coś przeciw temu? 

- Nie, na pewno nie. Każdy od czasu do czasu 

potrzebuje samotności. 

W odpowiedzi lekko ją uścisnął. 

- Co o niej sądzisz? - zapytał i powiódł wzrokiem 

po kabinie. 

- Jest wspaniała. Zupełnie inna niż nowoczesne 

jachty. Te drewniane dodatki i inne drobiazgi spra­

wiają, że „Henrietta" ma swój niepowtarzalny styl. 

- Nie zabrzmiało to zbyt pochlebnie dla nowo­

czesnych łódek! - roześmiał się. 

background image

36 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Cóż, też są fajne, ale w porównaniu z „Henriettą" 

wydają się być pozbawione własnego charakteru. 

- Dziękuję - powiedział po prostu i ponownie 

objął Clare. - Musimy ruszać, jeśli chcemy złapać 

przypływ koło Deben. Przy ujściu rzeki jest piaszczysta 

łacha, która zamyka drogę, jeśli poziom wody jest 

zbyt niski. Powinniśmy już płynąć. 

Clare schowała w kokpicie torby z jedzeniem 

i ubraniami i wyjrzała na pokład. 

- Zrywa się wiatr. W sam raz dla nas. - Zapalił 

silnik i zręcznie zeskoczył na pokład. Stanął za kołem 

sterowym i ostrożnie popłynął w stronę śluzy. - Przy­

pływ dopiero się zaczął, a my mamy kawałek drogi 

do zrobienia. Boisz się? 

Potrząsnęła przecząco głową. 

- Co będzie, jeśli wrócimy za późno? Trzeba będzie 

szukać jakiegoś miejsca do zacumowania na noc? 

- Ależ skąd! Na tej przystani pora nie ma znaczenia. 

Możesz wpływać i wypływać o której tylko chcesz. 

Jak wróciłem z Sycylii, była prawie północ. 

- To musiało być okropne, tak płynąć po ciemnku 

po nieznanych wodach! 

Roześmiał się. 

- Wcale nie! Cumujemy tu „Henriettę" od piętnastu 

lat. Mój dziadek mieszka w Hoibrook. Znam to 

wybrzeże jak własną kieszeń. 

Zapora została otwarta i Michael wpłynął w ujście 

rzeki. Clare nie miała nic do roboty, więc rozsiadła 

się wygodnie i obserwowała go. Miał na sobie tylko 

stare szorty, gdyż koszulkę dawno już zrzucił. Przy­

glądała się grze jego mięśni, które napinały się pod 

skórą, gdy stawiał grot i rozwijał foka. 

- W porządku? 

- Świetnie! Już zapomniałam, jak bardzo to lubię! 

- Nieźle, prawda? Umarłbym, gdybm nie mógł 

żeglować! 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

3 7 

Pozwolił jej posterować „Henriettą". Stanął za nią, 

układając ręce na dłoniach Clare. Oparła się o niego, 

odchylając do tyłu głowę. Czuła się jak w niebie. 

- Szczęśliwa? 

- Och, Michael, nie masz pojęcia, jak bardzo... 

Musnął wargami jej szyję. 

- Pięknie pachniesz. Uważaj na prom! 

- Jaki prom? 

- Nic, po prostu sprawdzam, czy masz otwarte 

oczy. Chcesz zrobić zwrot? 

- Ja... Spróbuję. Tylko nie odchodź! 

- Będę przy tobie. Bądź spokojna. 

Odetchnęła głęboko, poluzowała lewy szot, zakręciła 

kołem sterowym i szybko wybrała żagle z prawej 

burty. „Henrietta" ostro skręciła, a łopoczące żagle 

gwałtownie wypełniły się wiatrem. Płynęli nowym 

kursem. 

- Dobra robota. 

Roześmiała się uszczęśliwiona. 

- Nie... Było okropnie! 

Objął ją przyciągając do siebie. 

- Nie na piątkę, ale zupełnie do przyjęcia. Z czasem 

nabierzesz praktyki. 

- Pod pana komendą, kapitanie, z całą pewnością. 

Przeszła pod ramieniem Michaela i usiadła w kok-

picie wystawiając twarz do słońca. Po kilku minutach 

poczuła, że robi się gorąco, więc zeszła na dół, żeby 

założyć szorty i podkoszulkę. Od morza wiał chłodny 

wiatr, ale zapowiadał się piękny, upalny dzień. 

Kiedy wyszła, Michael z uznaniem spojrzał na jej 

długie nogi i głośno westchnął. 

- Jak, do diabła, mam trzymać ręce z dala od 

ciebie, kiedy jesteś taka pociągająca! 

- Zwyczajnie! 

Ich spojrzenia spotkały się. 

- Na Boga, Clare, pragnę cię - usłyszała jego szept. 

background image

38 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY | 

Z trudem przełknęła ślinę przez zaciśnięte gardło, 

- Czy możemy później o tym porozmawiać? Jeśli 

się nie skoncentrujesz, władujemy się na tę łachę! 

Zaklął pod nosem, ale się uśmiechnął. 

- Umowa stoi. Tylko usiądź na pupie i nie kręć mi 

się przed nosem, bo nie wytrzymam! 

To był cudowny dzień. Popłynęli w górę rzeki, aż 

do Woodbridge, zjedli swoje zapasy koło Tide Mill 

i wrócili z przypływem, docierając do Felixstowe 

o czwartej. Przed piątą dopłynęli na przystań, sklaro­

wali „Henriettę" i zabrali rzeczy. 

Przez cały czas Clare była bardzo spięta. Każdy 

dotyk jego dłoni, muśnięcie ciała podczas poruszania 

się po ciasnym pokładzie na nowo pobudzało jej 

zmysły. 

W ciszy dojechali do domu Michaela, lecz gdy 

chciała zabrać się do rozpakowywania bagaży, przy­

trzymał jej rękę. 

- Zostaw to teraz. Chcę się z tobą kochać. Zbyt 

długo patrzyłem, jak paradujesz przede mną w tych 

obcisłych, krótkich spodenkach. Już dłużej nie wy­

trzymam. 

Bez słowa poszła za nim. Gdy byli na górze, 

odwrócił się i ujął Clare za ramiona. Spojrzał na nią 

z powagą. 

- Chcesz tego? 

Przytaknęła. 

- Jesteś pewna? 

- Boję się. Nigdy przedtem tego nie robiłam 

i zupełnie nie wiem, czego się spodziewać. Na pewno 

głęboko cię rozczaruję, ale tak, chcę tego. 

- Moje kochanie... 

Jego ręce czule ją pieściły, głos szeptał uspokajające 

słowa, a usta całowały rozpraszając strach. Był 

delikatny i ostrożny. Wszystko okazało się takie 

proste - dużo prostsze, niż sobie wyobrażała i dużo 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 39 

piękniejsze niż słowo, które to określa. Kiedy osiągnęła 

szczyt, w jej wnętrzu pękło coś i nagle poczuła się 

wolna jak nigdy dotąd. 

Wielki Boże, ja go kocham! - pomyślała obejmując 

ciaśniej Michaela, który w zapamiętaniu powtarzał 

jej imię. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

- Myślałam, że nasza znajomość potrzebuje czasu, 

żeby w pełni rozkwitnąć - powiedziała przekornie Clare. 

Pierś Michaela, na której oparła głowę, zadrżała 

od śmiechu. 

- Cóż, wszystko stało się znacznie szybciej, niż się 

spodziewałem. 

Podparł się na łokciu i spojrzał z czułością na Clare. 

- Jak się czujesz? 

- Doskonale. Jak nigdy dotąd. 

- Zupełnie jak ja. 

- Daj spokój - zaśmiała się wstydliwie. - Nie 

wiedziałam, co robię i... 

- Oczywiście, że wiedziałaś. Kochałaś się ze mną. 

Do tego, skarbie, nie potrzeba żadnego wykształcenia. 

Byłaś cudowna... ciepła, szczodra i czuła. Kocham 

cię, Clare. 

Jej oczy wypełniły się łzami. 

- Och, Michael, ja też cię kocham. 

Przytuliła się do niego, nie wiedząc jak inaczej 

wyrazić swą radość. Zupełnie nie rozumiała, jak 

wszystko mogło stać się tak szybko, ale nie było już 

od tego odwrotu. Miłość do niego była czymś tak 

naturalnym, jakby całe jej dotychczasowe życie było 

jedynie oczekiwaniem na jego przyjście, które wypełniło 

ją radością i szczęściem. 

- Tak jest dobrze - zamruczał, delikatnie wodząc 

palcami po skórze Clare. 

- Czy ja też mogę cię dotykać? - zapytała z waha­

niem w głosie. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 41 

Przewrócił się na plecy i szeroko rozłożył ramiona. 

- Rób ze mną, co chcesz. Jestem twój! 

Jego śmiech przerodził się w jęk rozkoszy, gdy 

tylko zaczęła wolno głaskać jego ciało. Przymknął 

oczy i leżał nieruchomo, poddając się pieszczocie. 

Clare przesuwała dłonią po smukłych mięśniach, 

rozkoszując się dotykiem szorstkich włosów i jed­

wabistej skóry. Fascynował ją kontrast pomiędzy siłą 

a delikatnością męskiego ciała. Michael miał silne 

długie nogi, pokryte jasnymi włosami, odcinającymi 

się od opalonej skóry. 

Uklękła u jego stóp i wolno ogarnęła wzrokiem 

całą postać. 

- Jesteś taki piękny -powiedziała drżącym głosem. 

- Taki doskonały. Mężczyzna bez skazy! 

Uśmiechnął się uszczęśliwiony i przyciągnął Clare 

do siebie. 

- Mam podrapane kolana - wyznał. 

- Doprawdy? Wszyscy chłopcy mają zawsze po­

drapane kolana. Zresztą pewnie moje nie są lepsze. 

- Pocałuj mnie - poprosił miękko. 

- Kocham cię - powiedziała pochylając się nad nim. 

O północy zeszli do kuchni, ogołocili lodówkę ze 

wszystkich zapasów i w sypialni urządzili sobie piknik. 

Kochali się jeszcze raz, aż w końcu zasnęli wyczerpani, 

kiedy świt zaczął zaglądać do okien. O ósmej Michael 

obudził się, gotowy rozpocząć nowy dzień. 

- Umiesz pływać na desce? - zapytał Clare. 

Na wpół śpiąca potrząsnęła głową, nie zadając 

sobie nawet trudu, żeby otworzyć oczy. 

- To fajny sport - wymruczała sennie. 

- Czy to znaczy, że chcesz, abym cię nauczył? 

Otworzyła jedno oko. 

- Teraz? 

- No, może za chwilkę - przyznał ze śmiechem. 

background image

4 2 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Mała chwilka przerodziła się w godzinę. Kiedy 

powrócili do rzeczywistości, Michael kazał Clare 

wykąpać się i ubrać. 

- Dlaczego mnie dręczysz? - zapytała zbolałym 

głosem. 

- Muszę cię dręczyć, bo inaczej padnę z wyczerpania! 

To tylko samoobrona. 

- W takim razie wychodzimy! - Zachichotała. 

Wkrótce potem Michael załadował deskę na dach 

samochodu i pojechali. 

- To jest trudniejsze, niż myślałam! - poskarżyła 

się, kiedy po raz kolejny skąpała się w wodzie. 

- Trochę za duży wiatr na naukę. Chcesz spróbować 

jeszcze raz? 

- Wolę posiedzieć na brzegu i patrzeć na ciebie. 

To przynosi mniejszą ujmę na honorze! 

Gdy skończył i podszedł do niej, ciągle się uśmie­

chała. 

- - Jak ci się podobało? 

- Robi wrażenie. Mogę zapisać się do twojego fan 

klubu? 

Usiadł obok niej i wytarł włosy ręcznikiem. 

- To bardzo ekskluzywny klub. Jak na razie ma 

tylko jednego członka. 

- Czy ona będzie miała coś przeciw temu, żebym 

się przyłączyła? - zapytała, ze zdziwieniem stwierdzając, 

że jest zazdrosna. 

- On. To jest O'Malley. Nikomu innemu nie 

zaproponowano członkostwa. Nie sądzę, żeby miał 

coś przeciw temu, chociaż może być trochę zazdrosny, 

że wyrzucam go z łóżka na całą noc. 

- Nie chcę dzielić się tobą nawet z kotem - zażar­

towała. 

- Zaborcza, tak? 

- Masz coś przeciwko temu? - Poczuła się trochę 

urażona. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

4 3 

- Nie, kochanie - zaprzeczył. - Ja też nie mam 

zamiaru z nikim dzielić się tobą. Chcę, byś była moja 

na zawsze. 

- Na zawsze? - Spojrzała mu głęboko w oczy. 

Skinął głową. 

- Tak właśnie mi się wydaje. 

Ujęła Michaela za nadgarstek i ucałowała wnętrze 

jego dłoni. 

- Ja mam podobne odczucia. Nie mogę znieść 

myśli o tym, że mogłabym cię utracić. Ciągle mi się 

wydaje, że znam cię od wieków, a nie dopiero od 

kilku dni. 

- Przecież znasz mnie od lat... jestem twoją drugą 

połową. Tyle tylko, że dopiero teraz się spotkaliśmy. 

- Spojrzał głęboko w jej oczy. Dostrzegła w nich 

tyle miłości, że starczyłoby dla tysiąca takich kobiet, 

jak ona. 

- Wyjdź za mnie, Clare. Zostań ze mną na zawsze. 

- Och tak, Michael... tak! - Zarzuciła mu ręce na 

szyję i przytuliła się do jego piersi. 

- Chodź, odwiedzimy dziadka i powiemy mu 

nowinę. Od lat męczy mnie, żebym się wreszcie 

ustatkował. 

Starszy pan był zachwycony nieoczekiwaną wizytą 

wnuczka. Przywitali się z sobą bardzo serdecznie, 

a Clare, wzruszona, patrzyła na tę scenę z boku. 

- Dziadku, przywiozłem ze sobą kogoś bardzo 

szczególnego. Ma na imię Clare. Clare, to jest dziadek. 

Mężczyzna zwrócił w jej kierunku wzrok i Clare 

z przerażeniem zdała sobie sprawę, że jest niewidomy. 

Wyciągnął ręce, które silnie uścisnęła. Przez jakiś czas 

miał twarz zwróconą ku niej, a po chwili przytaknął, 

jakby o czymś się przekonał. 

- Jakiego koloru są twoje włosy? 

- Blond. 

- Oczy? 

background image

44 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Szare... 

- Są koloru porannej mgły unoszącej się nad 

nieruchomym lustrem wody - wtrącił Michael. 

- Mój wnuk zawsze był niepoprawnym roman­

tykiem. Czy mogę dotknąć twojej twarzy? 

- Oczywiście - uśmiechnęła się. 

Delikatnie badał jej rysy, po czym mruknął z zado­

woleniem. 

- Masz silny podbródek. To dobrze. Przyda ci się, 

żeby wytrzymać z tym nicponiem. Kochasz go? 

- Bardzo. 

Odwrócił się gwałtownie w stronę Michaela. 

- Wypływałeś gdzieś ostatnio,.Henriettą", chłopcze? 

- Tak, pływaliśmy wczoraj. 

- Zabrałeś ze sobą Clare? 

Michael puścił do niej oko. 

- Tak, byliśmy razem. Ma zadatki na dobrego 

żeglarza. 

- Hmm. Chyba cię kocha. Żadna z jego poprzednich 

kobiet nie dostąpiła tego zaszczytu. 

Podreptał do ulubionego fotela i usiadł w nim 

z wyraźnym zadowoleniem. 

- Napijmy się więc herbaty. Michael, idź i nastaw 

czajnik. 

- Tak jest, kapitanie! - ponownie puścił oko do 

Clare i wyszedł z pokoju. 

- Więc jak poznałaś mojego wnuka? 

- Pracujemy w tym samym szpitalu. Poznaliśmy 

się w poniedziałek. - Mniej niż tydzień temu, zdała 

sobie nagle sprawę. 

- A zatem całkiem niedawno. Jeśli się kochacie, 

nie ma to dla mnie znaczenia. Sam pamiętam moment, 

kiedy po raz pierwszy ujrzałem Lottie. Od razu 

wiedziałem, że to dziewczyna dla mnie. Michael jest 

taki sam. Pewnie już prosił cię o rękę? 

- Mówiąc szczerze, tak - odpowiedział za nią 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

4 5 

Michael, wchodząc do pokoju. - I Clare rozsądnie 

przyjęła oświadczyny. 

Dziadek prychnął. 

- To się jeszcze okaże. Więc, moja mała, chcesz 

być dla niego dobrą żoną? Potrafisz gotować ? Dbać 

o dom, prać i tak dalej? Wiesz, mężczyzna potrzebuje 

kogoś, kto będzie o niego dbał. Byłoby cholernie źle, 

gdyby okazało się, że nie chce wracać do domu, do 

własnego łóżka, rozumiesz? Nie chcę, żeby gdzieś się 

włóczył tylko dlatego, że go zaniedbujesz. 

- Oczywiście, że potrafię gotować i sprzątać... prawie 

tak dobrze, jak Michael. - Clare zarumieniła się. 

- Mam zamiar o niego dbać i dobrze prowadzić dom. 

A jeśli zacząłby się gdzieś włóczyć, to tylko dlatego, 

że w naszym małżeństwie coś byłoby nie tak. Wtedy 

oboje musielibyśmy starać się jakoś to naprawić. 

Starszy pan zachichotał i klepnął się w kolano. 

- Dobrze powiedziane, młoda damo, bardzo dobrze. 

Dasz sobie radę. Michael, pokaż jej, gdzie jest kuchnia. 

Chcę z tobą przez chwilę porozmawiać. 

Z ulgą wyszła z pokoju. 

- Przepraszam cię - powiedział ze skruchą Michael. 

- Chciałem cię ostrzec przed jego żartami, ale byłaś 

tak zapatrzona, że w ogóle nie widziałaś, co się wokół 

ciebie dzieje. 

- Myślałam, że mówi poważnie. Michael, jakie 

małżeństwo masz na myśli? - spytała zaniepokojona. 

Przecież tak mało o nim wiedziała. 

- Partnerskie -powiedział, przytulając ją do siebie. 

- Wspólne dzielenie obowiązków, odpowiedzialności 

za dom, omawianie razem problemów, wzajemne 

wspieranie się w ciężkich chwilach. Czy to jest 

odpowiedź na twoje pytanie? 

- Jak ważna jest dla ciebie sprawa wierności? 

- To podstawa, Clare. Dopóki jesteśmy razem, 

nigdy cię nie zdradzę. 

background image

46 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Dziękuję. - Uściskała go. - To właśnie chciałam 

usłyszeć. A teraz idź z nim porozmawiać i powiedz, 

żeby więcej ze mnie nie żartował. Ja zabawię się 

w panią domu i przygotuję herbatę. - Lekko pchnęła 

go w stronę drzwi i sięgnęła po czajnik. 

Reszta popołudnia minęła spokojnie. Herbatę wypili 

w ogrodzie, gdzie mogła podziwiać piękne róże 

dziadka. Wysłuchała jego opowieści o Lottie i dzie­

ciach, które chowały się w tym domu. 

- Teraz jest dla mnie za duży, ale nie chcę się stąd 

ruszać. Tu dożyję swoich dni, a potem niech robią 

z nim, co zechcą. Mnie już to nie będzie obchodziło. 

- Zamyślił się na chwilę, a potem wstał. - Czas na 

moją drzemkę. Wy, młodzi, cieszcie się sobą i pamiętaj, 

Michael, co ci powiedziałem. 

- Będę pamiętał, dziadku. Nie chciałbyś popływać 

trochę w przyszły weekend? 

- Zobaczę, jak się będę czuł. Zadzwoń do mnie, 

chłopcze. Dzwonisz tak rzadko, jakbyś nie wiedział, 

jak się używa tego cholernego telefonu! 

Michael odprowadził go do domu i odjechali. 

- Czy on naprawdę daje sobie radę sam? - zapytała 

z troską w głosie Clare. 

- Nie bardzo - westchnął Michael - ale nie chce 

się stąd ruszyć. Jest uparty jak muł, ale bardzo go 

kocham. 

- Widzę to. A twój ojciec? Utrzymujesz z nim 

bliskie stosunki? 

- Raczej nie. Przynajmniej nie w ten sposób. To 

zawsze do dziadka zwracałem się o radę. Był na 

emeryturze, miał więc dla mnie więcej czasu. Zawsze 

spędzałem u niego wakacje, a kiedy umarła babcia, 

wiedziałem, że bardzo mnie potrzebuje. Najgorzej 

było w czasie roku szkolnego i studiów. Jednak mimo 

tego co mówi, rozmawiamy co kilka dni. Czasami 

chyba zapomina, że do niego dzwoniłem. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

4 7 

Wrócili do domu Michaela, zjedli szybki posiłek 

i rozmawiali do północy. Clare kilka razy ziewnęła. 

- Przepraszam - uśmiechnęła się przepraszająco. 

- Nie spałam zbyt wiele ostatniej nocy. 

- Chyba odwiozę cię do domu. Nie dlatego, że 

mam dosyć twego towarzystwa, ale żeby zachować 

pewne pozory. Szczególnie ze względu na ciebie. Ale 

zanim pojedziemy, chciałbym ci coś dać. 

Sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe skórzane 

pudełeczko. Otworzył je i oczom Clare ukazał się 

leżący na błękitnym atłasowym dnie pierścionek. Miał 

perłowe oczko otoczone wianuszkiem akwamaryn 

osadzonych w prostej oprawie ze starego złota. 

Wyciągnęła rękę i z wahaniem dotknęła go palcem. 

- Och, Michael, jest... - przerwała nie znajdując 

słów, by go opisać. 

- Jeśli ci się nie podoba - powiedział szybko 

- z radością kupię ci inny. Jaki tylko zechcesz. 

- Nie! Nie, ten jest śliczny! Musi być bardzo stary. 

Skąd go masz? 

- Należał do babci. Dziadek uważa, że powinienem 

ci go dać. Powiedział, że ci się spodoba. 

- Do Lottie? - poczuła, jak łzy napływają jej do 

oczu. - Michael, jesteś tego pewien? 

- Jasne, że tak. A co, ty masz jakieś wątpliwości? 

- Ależ skąd! Nie mam żadnych. Po prostu nie 

mogę w to uwierzyć. Chyba się uszczypnę. 

Ujął jej lewą rękę i wsunął pierścionek na palec. 

- Pasuje jak ulał! Dziadek powiedział, że na 

pewno będzie dobry. W pracy oczywiście będzie ci 

przeszkadzał, ale zawsze możesz nosić go na łań­

cuszku. 

- Albo na nosie - zażartowała. 

Spojrzał na nią z powagą. 

- To nie jest kolczyk, Clare. To zaproszenie, by 

dzielić ze mną życie na dobre i na złe. Może czasem 

background image

48 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

będzie trochę ciężko, ale zapewniam cię, że nie będziesz 

się nudzić. 

- Przyjmuję zaproszenie - odparła z lekkim uśmie­

chem i objęła go. 

Spędzili ze sobą jeszcze kilka godzin, zanim Mi-

chael odwiózł ją do szpitala. Kiedy wreszcie znala­

zła się we własnym łóżku, musiała ciągle dotykać 

pierścionka, by się upewnić, że nie był to tylko 

piękny sen. 

Rano prawie spóźniła się do pracy. Mary 0'Brien 

przyszła razem z nią i Clare była pewna, że ta 

spostrzegawcza kobieta zauważyła radość, która 

odbijała się w jej oczach. Jakby na dowód tego 

pielęgniarka uśmiechnęła się do niej porozumiewawczo. 

- Miałaś dobry weekend? Trochę się opaliłaś. 

- Dobry, dziękuję. A pani? 

- Raczej pracowity. Była u mnie córka z dzieckiem. 

Już zapomniałam, ile to jest roboty. Bóg raczy wiedzieć, 

jak dałam sobie radę z czwórką! 

Roześmiały się i weszły do pokoju, gdzie siostra 

miała zdać raport z nocnego dyżuru. 

- Dzień dobry wszystkim - powitała zebranych 

O'Brien. - Siostro Prince, czy coś się działo w nocy? 

- Jedna z pacjentek z wszczepioną protezą stawu 

biodrowego miała zator tętnicy płucnej i otrzymywała 

ciągły wlew z heparyny - recytowała siostra Prince. 

- Podanie środka przeciwkrzepliwego było w tej 

sytuacji niezbędne. Innej, na skutek długiego leżenia 

w łóżku, zrobiły się na skórze odleżyny. Trzeba ją 

było co jakiś czas podnosić i często zmieniać pozycję. 

Pracował z nią rehabilitant, by jak najszybciej zaczęła 

chodzić. 

Tina Wbite została przetransportowana helikopterem 

do Stoke Mandeville, a ręka Petera Sawyera goiła się 

coraz lepiej, choć było jeszcze zbyt wcześnie, żeby 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 49 

osądzić, czy przeszczep kostny będzie prawidłowo 

spełniał swoją rolę. 

- Były także dwa przyjęcia. Pani Wright, to 

zoperowana przez doktora Mayhew pacjentka z po­

wypadkowym złamaniem szyjki kości udowej, i pan 

Jones. Ma czterdzieści dwa lata i został przywieziony 

z powodu pęknięcia żeber i izolowanego złamania 

kości promieniowej. Założono mu gips i dziś praw­

dopodobnie wyjdzie do domu. Uff. To już chyba 

wszystko. Idę spać. Życzę wam miłego dnia! Na 

razie. 

Siostra 0'Brien poleciła Clare, żeby przeszkoliła 

dwie nowe pielęgniarki, które miały pracować z pac­

jentami na wyciągach. Właśnie tłumaczyła starszym 

pacjentom konieczność skrupulatnego dbania o obszary 

ciała narażone na długotrwały ucisk, kiedy na salę 

chorych wszedł Michael. 

- Czy wszystko w porządku, siostro? - zapytał, 

uśmiechając się do niej promiennie. 

- Oczywiście. Dziękuję, doktorze Barrington - sta­

rała się, by jej głos zabrzmiał w miarę normalnie. 

- To dobrze. Skontaktuję się z panią później. 

Chciałbym przedyskutować pewne zagadnienia doty­

czące pielęgnacji chorych. Może znalazłaby pani chwilę 

czasu po lunchu? 

Starała się nie zarumienić, ale nic z tego nie wyszło. 

- Sądzę, że będzie to możliwe. 

- Świetnie. Będę na panie czekał o pierwszej 

w kawiarni na dole. 

Odwrócił się, by porozmawiać z jedną z pacjentek, 

a Clare dostrzegła zachwycone spojrzenia wpatrzonych 

w niego pielęgniarek. Poczuła ukłucie zazdrości. Do 

diabła! Wyglądały, jakby zaraz miały się na niego 

rzucić! 

- Czy mogłyby panie skupić się na tym, co mówię? 

- spytała, nie mogąc ukryć dezaprobaty. Od razu 

background image

50 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

przeprosiły i zwróciły się w jej stronę. Rozproszona 

tym nagłym spotkaniem nie mogła sobie przypo­

mnieć na czym stanęła. 

- Sue, może powtórzyłaby pani, o czym do tej pory 

mówiłyśmy? - olśniła ją nagła myśl. 

Ranek dłużył się w nieskończoność. W końcu zeszła 

do kawiarni i po kilku minutach ujrzała Michaela 

wchodzącego z doktorem Mayhew. Żywo nad czymś 

dyskutowali, ale kiedy ją zobaczył, przeprosił swego 

towarzysza i podszedł do niej. 

- Cześć - powiedział miękko. - Przepraszam za 

spóźnienie. Jadłaś już coś? 

Potrząsnęła przecząco głową. 

- No to chodź, weźmiemy coś do jedzenia. 

Kiedy usiedli, rozpoczęła rozmowę. 

- No więc o jakie zagadnienia panu chodzi? 

- Myślałem, że porozmawiamy o nich po kolacji, 

którą zjedlibyśmy u mnie. 

Zarumieniła się, kiedy zrozumiała, o co mu chodzi. 

- Michael, musiałam sporo kombinować, żeby móc 

przyjść tu o tej porze! 

Sięgnął przez stół i wziął ją za rękę, ignorując 

ciekawskie spojrzenia. 

- Nie chciałaś zjeść ze mną lunchu? 

- Co ty wyprawiasz? Cały szpital będzie zaraz 

wiedział, że trzymałeś mnie za rękę! 

- No i co? Wstydzisz się ze mną pokazywać? 

- Nie, oczywiście, że nie - westchnęła i uśmiechnęła 

się z rezygnacją. 

- To dobrze. Słuchaj, będę operował dziś do 

szóstej... Masz samochód? 

- Tylko małego forda, ale całkiem mi wystarcza. 

A dlaczego pytasz? 

- Pamiętasz drogę do mojego domu? 

- Jasne, że tak! 

- Pojedź do mnie i zacznij robić kolację. Będę koło 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

5 1 

siódmej. OK? - Sięgnął do kieszeni i wyciągnął komplet 

kluczy. Odpiął jeden i podał jej. 

Przytaknęła i wsunęła klucz do kieszeni. 

- Masz jakieś specjalne życzenia? 

Uśmiechnął się znacząco, co znów wywołało ru­

mieniec na twarzy Clare. 

- Mieliśmy chyba porozmawiać o tym później 

- powiedział rozbawiony jej zmieszaniem. - Muszę 

teraz iść. Oprócz operacji mam jeszcze trochę papier­

kowej roboty. Do zobaczenia wieczorem. - Wstał od 

stołu i krótko ją pocałował. 

- No, no! Co ja tu widzę! 

- Och! Cześć, Lizzi. Jak się masz? Doszłaś już do 

siebie? 

- Aaa, mówisz o przyjęciu. Tak. Powoli zaczynam 

się do tego przyzwyczajać. Mogę się do ciebie 

przyłączyć? Ross jeszcze operuje. 

Usiadła obok Clare, nie spuszczając z niej wzroku. 

- Wyglądasz jakoś inaczej - powiedziała w końcu 

i Clare po raz kolejny poczuła, jak rumieniec oblewa 

jej policzki. 

- Przepraszam - powiedziała Lizzi ze skruchą. 

- To dlatego, że nigdy takiej cię nie widziałam. 

Wyglądasz tak radośnie i promiennie. 

- Ty także. 

- Miłość mi służy - roześmiała się. - Więc spotykasz 

się z Michaelem? 

Clare poczuła nagłą potrzebę podzielenia się z kimś 

radosnymi wydarzeniami, jakie zaistniały w jej życiu. 

Dopiero gdy powie to na głos, będzie mogła sama 

uwierzyć, że to prawda. 

- Spędziłam z nim weekend - wyznała. 

- Wielki Boże, Clare, przecież prawie go nie 

znasz! 

- To fakt. Wszystko odbyło się tak nagle. Poprosił 

mnie o rękę. 

background image

52 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Co zrobił? - Widelec Lizzi zatrzymał się w połowie 

drogi. 

- Spytał, czy za niego wyjdę. Zgodziłam się. 

Widzisz? - Odsłoniła brzeg fartucha i pokazała jej 

wiszący na złotym łańcuszku pierścionek. 

- Och, Clare, jaki piękny! Kochanie, tak się cieszę! 

- Nie mów na razie nikomu. Nie wiem, czy chce, 

żeby wiedziało o tym dużo ludzi. 

- Mogę powiedzieć Rossowi? 

- A co mu chcesz powiedzieć? - Ross, ciągle } 

jeszcze ubrany w zielony strój z bloku operacyjnego, 

odsunął talerz Michaela i przysiadł się do ich stolika. 

- Cześć, kochanie. Nic specjalnego. Niedługo i tak 

się dowiesz - odpowiedziała wymijająco Lizzi. 

- No cóż, poczekam. Tęskniłaś za mną? 

- Przez te cztery godziny? Okropnie - roześmiała się. 

Clare stwierdziła, że nie jest tym dwojgu potrzebna 

i podziękowała tłumacząc się koniecznością powrotu 

na oddział. 

Jak tylko skończyła pracę, pobiegła do mieszkania, 

wzięła prysznic, przebrała się i zapakowała do torby 

świeżą sukienkę na rano - tak na wszelki wypadek. Do 

domu Michaela dotarła kilka minut po piątej i od razu 

nakarmiła kota. Potem przygotowała spaghetti i usiadła 

z herbatą w ogrodzie, żeby poczekać na Michaela. 

Przyjechał przed siódmą i zastał ją pielącą chwasty 

między krzewami. 

- Cześć! Wcześniej wróciłeś! 

- Poszło szybciej, niż myślałem. Jak się ma dzisiaj 

moja dziewczynka? 

Podniosła się, otarła pobrudzone ręce o dżinsy 

i pocałowała go. 

- Świetnie. Jesteś głodny? W piekarniku jest spa­

ghetti. 

- Cudownie. Zaraz zejdę do kuchni, tylko wezmę 

prysznic. Może otworzyłabyś butelkę czerwonego wina? 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

5 3 

Po kolacji zapytał ją, czy rozmawiała już z rodzicami. 

- Jeszcze nie. Nie wiedziałam, czy sobie życzysz, 

żebym komuś o tym mówiła. 

- Jeśli chcesz, możemy oficjalnie ogłosić nasze 

zaręczyny, kochanie. Możemy nawet dać ogłoszenie 

w gazecie. 

- Jesteś pewien? 

- Ciągle mnie o to pytasz. - Odłożył sztućce 

i spojrzał na nią z uwagą. - Jeśli sama masz jakieś 

wątpliwości, to mi o nich powiedz. 

- Och, nie! Po prostu nie mogę uwierzyć we własne 

szczęście! 

- Znam to uczucie. Jest wspaniałe! 

Z biegiem czasu ustalił się pewien porządek. Kto 

pierwszy wrócił do domu, ten robił kolację, a potem 

oboje po niej sprzątali. Początkowo Clare wracała na 

noc do siebie, ale potem stwierdzili, że to śmieszne. 

Pewnej soboty zadzwoniła do rodziców i powiedziała 

im, że przeprowadziła się na stałe do Michaela. Byli 

trochę zdziwieni, ale tak uradowani faktem, że ich 

ukochana córka wreszcie jest szczęśliwa, że nic nie 

powiedzieli. Clare poznała ich z Michaelem w następny 

weekend i, zgodnie z jej przewidywaniami, rodzice 

byli nim zauroczeni. 

W niedzielę Michael zabrał dziadka na łódkę, a Clare 

poszła do pracy. Następnego dnia on miał dyżur, a ona 

zajęła się sprzątaniem domu. Michael operował bardzo 

długo i kiedy wrócił, była już noc. Z zadowoleniem 

wsunął się do łóżka rozgrzanego przez Clare. 

We wtorek musiała wstać wcześnie, gdyż rano 

zaczynała pracę. Danny Drew znów rozrabiał całą 

noc, przeszkadzając innym spać. Peter Sawyer czuł 

się znacznie lepiej, choć ciągle bolało go przedramię. 

Pani Wright również miała za sobą bezsenną noc 

i Clare zapisała sobie, żeby zamówić dla niej konsultację 

psychologa. 

background image

54 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Mieliśmy jedno ciekawe przyjęcie - powiedziała 

siostra Prince. - Barry Warner. To młody, dwudzie­

stoczteroletni człowiek, który uległ wypadkowi podczas 

latania na lotni. Ma rozległe złamania prawie wszyst­

kich kości i wymaga niezwykle troskliwej opieki. 

Każdy, kto będzie się nim zajmował, powinien przejrzeć 

najpierw jego zdjęcia rentgenowskie. Chłopak bardzo 

się nad sobą rozczula, ale trudno go za to winić. 

- Miał szczęście, że wyszedł z tego cało - skomen­

towała tę wypowiedź Clare. 

- Akurat w tym momencie pewnie by się z panią 

nie zgodził - roześmiała się siostra Prince. - Doktor 

Barrington nieźle się wczoraj namęczył, żeby złożyć 

go do kupy. Operował do późnej nocy. 

- Wiem - odparła nie myśląc o tym, co mówi, ale 

szybko się poprawiła. - Rozmawiałam z nim dziś rano. 

Zaczerwieniła się, a siostra Prince uniosła ze 

zdziwieniem brwi. 

- Nie wiedziałam, że już przyszedł do pracy. Są 

jakieś pytania? Nie? No to miłej pracy. Do zobaczenia 

jutro. 

Clare była na siebie wściekła. Inne pielęgniarki 

wymieniły między sobą porozumiewawcze spojrzenia 

i Clare szybko zagoniła je do pracy. Kilka minut 

później Michael wsunął głowę do ich pokoju i przesłał 

jej całusa. 

- Witaj, skarbie. Dzięki, że zostawiłaś mi kawę. 

- Nie ma za co. Siostra Prince uważa, że jesteś 

wspaniały. 

- Oczywiście! Co innego można o mnie myśleć! 

- A w dodatku skromny - uśmiechnęła się. - Podob­

no dokonałeś cudów operując tego lotniarza. 

- Mówisz o Barrym Warnerze? Boże, przypominał 

jeden wielki befsztyk. Widziałaś go już? 

- Nie, właśnie miałam do niego iść. 

Kiedy szli do jego pokoju, opowiedziała o tym, jak 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 55 

się wydała przed siostrą Prince. Michael roześmiał się 

głośno. 

- Nie rozumiem dlaczego po prostu im nie powiesz? 

Może ustalimy jakąś konkretną datę. Co powiesz 

o końcu lipca? Wystarczy ci miesiąc? 

- Mówisz poważnie? - Clare przystanęła. 

- Oczywiście, że tak! Chcę, żebyś została moją 

żoną. Ile razy mam jeszcze to powtarzać? 

- Cii, nie krzycz tak! Chciałabym tu jeszcze jakiś 

czas popracować. Ich wszystkich zżera ciekawość. 

- Więc oświeć ich wreszcie! Powiedz, że pobieramy 

się pierwszego sierpnia, mniej więcej za sześć tygodni. 

- Naprawdę? 

- A dlaczego nie? 

- W zasadzie masz rację - roześmiała się. - Chodź­

my, panie B. Czeka na nas pacjent. 

Michael miał rację. Barry Warner był w bardzo 

ciężkim stanie. Prawa noga tkwiła na wyciągu, aby 

odciążyć staw biodrowy, a lewe ramię było przymo­

cowane bandażem do klatki piersiowej. 

Kiedy weszli, patrzył nieruchomo w okno. 

- Cześć, Barry. Jak się czujesz? - zapytał Michael, 

biorąc do ręki kartę gorączkową. 

- Wszystko mnie boli. 

- Obawiam się, że na razie nic na to nie możemy 

poradzić. W pewnym sensie to dobra wiadomość, bo 

oznacza, że nerwy nie zostały uszkodzone. Dam ci 

silniejszy środek przeciwbólowy. A teraz obejrzyjmy 

twoje nogi. 

Odsłonił koc i przez chwilę patrzył na okaleczone 

kończyny. Kości lewego podudzia zestawiono za 

pomocą metalowych prętów. Na nogę założono luźny 

gips, aby zostawić miejsce na opuchliznę. 

Prawej nogi nie można było nastawić operacyjnie. 

Odłamki kości były utrzymywane w jednej linii przez 

metalowe pręty połączone na zewnątrz płytką. Wy-

background image

56 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

glądało to dość makabrycznie, ale Clare wiedziała, 

że większość pacjentów dobrze znosiła ten sposób 

leczenia. 

- Wygląda nieźle - odezwał się Michael. - Mógłbyś 

poruszać palcami? 

Twarz Barry'ego wykrzywiła się z wysiłku i palce 

lekko drgnęły. 

- Dobra robota. Wkrótce zjawi się u ciebie rehabi­

litant, żeby jak najszybciej zacząć ćwiczenia. Miałeś 

szczęście, że nie uszkodziłeś pięt. W takich wypadkach 

zdarza się to bardzo często. 

Barry odwrócił głowę i nie odpowiedział. 

- Przyjdę do ciebie później. Na razie idę zapisać 

w zleceniach zwiększoną dawkę środka przeciwbólo­

wego. 

Poszli do dyżurki dyskutując o Barrym. Po drodze 

spotkali Tima Mayhew. 

- Ach, więc to jest ta młoda dama! Wygląda na to, 

że całkiem zawładnęła pani moim asystentem! 

- Na to wygląda. - Clare uśmiechnęła się z za­

kłopotaniem. 

- No, to życzę wam obojgu wiele szczęścia. A teraz 

powiedzcie mi, jak się ma nasz młody pacjent. Z tego, 

co mówi David Blake wnioskuję, że jesteś lepszym 

chirurgiem ode mnie. 

- Chciałbym, żeby tak było - roześmiał się Michael. 

- David nie jest tak bystrym obserwatorem, za jakiego 

się uważa, doktorze. 

Tim Mayhew potrząsnął głową. 

- Chyba się mylisz, Michael. Cholernie dobrze 

dajesz sobie radę. Potrzeba ci tylko czasu i doświad­

czenia, żeby osiągnąć światowy poziom. Nie jesteś 

tak konserwatywny, jak ja. Sam z pewnością założył­

bym na prawą nogę wyciąg, ale miejmy nadzieję, że 

twoja metoda jest równie skuteczna. Myślisz, że kości 

dobrze się zrosną? Zrobiłeś zdjęcia rentgenowskie? 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 57 

Weszli do dyżurki i Michael zapisał Barry'emu 

zwiększoną dawkę petydyny - narkotycznego leku 

przeciwbólowego. Clare zostawiła ich zajętych oglą­

daniem zdjęć i poszła poprosić Deborah Lewis, by 

przygotowała pompę infuzyjną. 

- O co w tym wszystkim chodzi? - zapytała 

Deborah, nie mogąc powstrzymać ciekawości. 

- W czym? - Clare udawała zaskoczoną jej pyta­

niem. 

- Daj spokój! Dobre wieści szybko się rozchodzą. 

Wyprowadziłaś się ze szpitala, Michael nie spuszcza 

z ciebie rozanielonych oczu, a teraz jeszcze stary 

Mayhew robi jakieś uwagi. Powiedz nam wreszcie! 

Clare roześmiała się i dała za wygraną. 

- No dobrze. Michael i ja mamy się pobrać. 

- Coś podobnego! - wykrzyknąła Deborah. - Kie­

dy? 

- Jeszcze dokładnie nie ustaliliśmy. Pewnie na 

początku sierpnia. 

- Tak szybko? Niezła z ciebie zawodniczka. Nie 

wiedziałyśmy, że znałaś go wcześniej! 

- Bo go nie znałam. Po prostu jakoś od razu 

przypadliśmy sobie do gustu. 

- Czasem tak bywa - powiedziała sucho Deborah. 

- Niektórzy to mają szczęście! Cóż, zawsze jeszcze 

zostaje David Blake. 

- Powinnaś coś wreszcie z nim zrobić. Chodzi za 

tobą od dobrych kilku miesięcy. 

- Hmm - Deborah zmarszczyła nos. - Czy to nie 

Groucho Marx powiedział, żeby nigdy nie należeć do 

klubu, w którym można być tylko jedynym członkiem? 

Chodźmy sprawdzić pompę. 

Dni mijały szybko. Cieszyli się każdą wspólnie 

spędzoną chwilą, tym bardziej, że rzadko się widywali. 

Tylko krótkie, ale za to pełne namiętności noce 

background image

58 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

w pełni należały do nich. Clare nigdy dotąd nie była 

tak szczęśliwa. 

W czwartek wieczorem Michael znów zabrał ją na 

surfing. Tym razem udało jej się utrzymać na desce 

wystarczająco długo, żeby poczuć, czym jest ten sport. 

- Michael, to jest wspaniałe! Koniecznie musimy 

przyjechać jeszcze raz. 

- Może w sobotę? Jesteś wolna w ten weekend? 

- Idę do pracy dopiero po południu. Moglibyśmy 

wypłynąć „Henriettą"? 

- Chciałabyś mieć wszystko naraz, prawda? - Roze­

śmiał się. 

- Tak, chciałabym - przyznała. Odrzuciła do tyłu 

włosy, wystawiając twarz do słońca. - Jest w tym coś 

złego? 

- Nie. - Michael przyciągnął ją do siebie. - Ja też 

pragnę wszystkiego naraz. Zastanawiam się tylko, 

czy nie jesteśmy zbyt zachłanni. 

Później zastanawiała się, czy już wtedy przeczuwali 

to, co miało wkrótce nadejść. Tamtej nocy kochali się 

z zapamiętaniem, jakiego nigdy w ich miłości nie 

było. Zasnęli ciasno objęci, jakby tym uściskiem 

chcieli ochronić się przed czyhającym w ciemności złem. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Piątek już od rana zaczął się fatalnie. Kilku pacjentów 

wychodziło do domu na weekend i trzeba było dla 

nich zamówić z apteki lekarstwa i sporządzić recepty. 

Barry Warner miał za sobą koszmarną noc, po 

której popadł w depresję. Clare ze wszystkich sił 

starała się go jakoś pocieszyć, ale pozostawał głuchy 

na jej zapewnienia, że przy odrobinie wysiłku z jego 

strony wszystko zakończy się szczęśliwe. Nie chciał 

współpracować z fizjoterapeutką i nawet Michael, 

który próbował mu wyjaśnić, jakie będą kolejne 

etapy jego leczenia, poddał się w końcu. 

- Powiedział, że powinien był sobie skręcić kark 

i prawie byłem skłonny zgodzić się z nim - przyznał 

z rezygnacją. - Co za niewdzięczny głupiec! Nawet 

nie wie, ile miał szczęścia. Ma wszelkie szanse, żeby 

wyzdrowieć. Z przyjemnością dałbym mu w tyłek! 

- Może zdążysz jeszcze napić się kawy? - spytała 

Clare. 

- Nie, już powinienem być na bloku operacyjnym. 

Bóg raczy wiedzieć, kiedy skończę. Planowałem wolne 

popołudnie, ale chyba nic z tego nie będzie. Do 

zobaczenia wieczorem, kochanie. - Pocałował ją 

w policzek i wyszedł. 

- Więc tak sprawy się mają - powiedziała Mary 

O'Brien. 

- Niedługo się pobieramy. - Twarz Clare rozjaśnił 

uśmiech. 

- To cudownie, Clare! - Mary uściskała ją jak 

własną córkę. - Tak się cieszę! To wspaniały człowiek 

background image

6 0 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

i doskonały chirurg. Będzie z was śliczna para. Mam 

nadzieję, że będziecie szczęśliwi. 

- Dziękuję, siostro. - Spojrzała na zegarek. - Zdążę 

jeszcze porozmawiać z dziewczętami z trzeciego roku? 

Myślę, że mogłyby wiele nauczyć się opatrując rany 

Barry'ego Warnera. 

- Dobry pomysł, Clare. Myślę, że to pomoże mu 

wyrwać się z odrętwienia. Ja zajmę się wypisami. 

Ani się obejrzała, jak nadeszła pora lunchu. Właśnie 

kończyła rozdawać leki, kiedy wrócił Michael. 

- Już skończyłeś? 

- Przerwaliśmy na lunch. O której kończysz? 

- O czwartej. Spróbujesz się urwać? Mieliśmy 

wstąpić po drodze do supermarketu - przypomniała 

mu Clare. 

- Uroki domowego ogniska! Dobrze, spróbuję. 

Jest jakaś szansa na herbatę? 

- Pod warunkiem, że ją sobie sam zrobisz. Ja nie 

mam czasu. 

Za dziesięć czwarta zajrzała do dyżurki. Michael 

siedział z nogami opartymi o krzesło i śmiał się 

głośno razem z Mary. 

- Jak widzę, dobrze się bawicie - uśmiechnęła się 

wchodząc do pokoju. 

Zadzwonił telefon i twarz Mary gwałtownie spoważ­

niała. 

- Wielki Boże! Co jeszcze może się dziś przydarzyć? 

Michael opuścił nogi na ziemię i odstawił filiżankę. 

- Tak, doktor Barrington i siostra Stevens są tutaj. 

Oboje po dyżurze. Tak, zaraz ich zapytam. - Zakryła 

dłonią słuchawkę i podniosła wzrok. 

- Wykoleił się pociąg. Podobno straszna masakra. 

Parę osób dostało się pod przewrócone wagony. 

Potrzebują lekarzy do wykonania na miejscu kilku 

amputacji i unieruchomienia ofiar z urazami kręgo­

słupa. Możecie pojechać? 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

6 1 

Przytaknęli. 

- Zejdźcie do Izby Przyjęć. Tam jest Jim Harris, 

który organizuje akcję ratowniczą. Potrzebują tyle 

łóżek, ile się tylko da. Przeniosę kilku pacjentów na 

inne oddziały. No, idźcie już i powodzenia! 

Na dole pełno było ludzi. Lekko chorym radzono, 

żeby skontaktowali się z lekarzami domowymi, 

a poważniejsze przypadki załatwiano w trybie pilnym. 

Do szpitala przywieziono już pierwsze ofiary wypadku. 

Jima Harrisa znaleźli w pokoju lekarskim. Rysował 

wszystkim, gdzie powinni się znaleźć, by akcja 

przebiegała sprawnie. 

Clare i Michaela przydzielono do grupy, w której 

znajdowali się jeszcze anestezjolog, pielęgniarka 

i chirurg ogólny. Mieli jako pierwsi pojechać na 

miejsce katastrofy i pozostawać w łączności z oficerem 

medycznym i policją. 

To, co ujrzeli na miejscu, było przerażające. Nawet 

najbardziej doświadczeni sanitariusze i strażacy byli 

zaszokowani. Pociąg wykoleił się i zsunął z nasypu, 

a jeden z wagonów wylądował na dachu poprzedniego. 

Właśnie w dolnym wagonie znajdowała się większość 

rannych i zabitych. Uwięzionym w przedziałach 

ludziom groziło nowe niebezpieczeństwo, gdyż znaj­

dujący się na górze wagon mógł w każdej chwili 

runąć na dół przygniatając ich swym ciężarem. Musieli 

czekać, aż strażacy zamontują stalowe podpory, które 

zabezpieczą część pociągu znajdującą się na nasypie. 

Lżej ranni zostali uwolnieni przez strażaków i na 

miejscu poddani badaniu lekarskiemu. Oprócz kilku 

złamań, zadrapań i siniaków nic im się nie stało. 

Prawie wszyscy byli w szoku, czemu trudno się było 

dziwić. W wagonie zostało tylko dwoje ciężko rannych 

ludzi. 

Starając się pokonać strach, Clare poszła z Michae-

lem, by ich zbadać. Najpierw zajęli się starszą kobietą 

background image

6 2 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

przyciśniętą do podłogi przez tylną ścianę wagonu. 

Miała zmiażdżoną klatkę piersiową, istniało bardzo 

małe prawdopodobieństwo, że przeżyje. Na szczęście 

dla niej była nieprzytomna. Drugą ofiarą był mniej 

więcej trzydziestoletni mężczyzna, którego noga utkwiła 

między metalowymi prętami. Jego twarz wykrzywiał 

grymas bólu. 

Złapał Clare za rękę i uczepił się jej, jak ostatniej 

deski ratunku. 

- Wyciągnijcie mnie stąd - jęczał. - Zabierzcie 

mnie! Już dłużej tego nie zniosę! 

Michael klęknął koło jego głowy. 

- Posłuchaj mnie teraz. Jak się nazywasz? 

- Alan - powiedział chrapliwym głosem. - Alan 

Beedale. 

- W porządku, Alan. Ja mam na imię Michael. 

Jestem ortopedą. Obejrzałem twoją stopę i z tego, co się 

zdążyłem zorientować, jest w bardzo kiepskim stanie. 

- Czy ją stracę? - zapytał z przerażeniem. 

- Myślę, że to bardzo prawdopodobne. Zapytam 

strażaków, czy uda im się wyciągnąć cię stąd w całości, 

ale nawet gdyby tak było, wątpię, czy w twojej stopie 

powróci krążenie. Zbyt długo była przyciśnięta. Pójdę 

po anestezjologa, żeby cię obejrzał. Musisz być uśpiony, 

żeby cię stąd wydobyć. 

Mężczyzna lekko skinął głową. 

- Nie martw się, Alan. Wkrótce cię stąd wyciągną 

- pocieszała go Clare. 

Po chwili zjawił się anestezjolog. 

- Witaj, chłopcze. Mógłbym przez moment po­

słuchać twego serca? Świetnie. Co dzisiaj jadłeś7 

- Tylko lunch o dwunastej. 

- Doskonale. Za chwilę poczujesz się dużo lepiej. 

Siostro, czy może pani założyć stazę? 

Nabrał do strzykawki środek usypiający i wkłuł się 

do żyły. Po kilku sekundach mężczyzna już spał. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

6 3 

- Niech pani mierzy ciśnienie, dobrze? Ja go 

zaintubuję. 

Zjawił się Michael w towarzystwie strażaka. 

- Nic z tego - powiedział mężczyzna. - Na jego 

stopie opiera się cały górny wagon. Nie podniesiemy 

go bez dźwigu, a to zajmie kilka godzin. Jej też nie 

możemy już wiele pomóc - dodał wskazując na 

nieprzytomną kobietę. 

Michael przytaknął. 

- Rozumiem. Tak właśnie myślałem. W każdym 

razie, dziękuję. W porządku, Peter, mogę zaczynać? 

- Masz zamiar amputować mu nogę? - spytała 

cicho Clare. 

- Nie mam wyboru. 

- Boże, to okropne! Jest taki młody, będzie miał 

zrujnowane całe życie! Nie można zrobić nic innego? 

- Clare, słyszałaś, co powiedział strażak. Upłyną 

godziny, zanim podniosą ten wagon dźwigiem, a do 

tego czasu stopa i tak będzie martwa, a z nią może 

całe podudzie! 

- Ale on będzie kaleką - wyszeptała. 

- Przestań narzekać. Masz zamiar mi pomóc czy 

będziesz dalej tak marudzić? - zapytał z irytacją. 

- Przepraszam. - Nabrała głęboko powietrza. 

- Oczywiście, że ci pomogę. 

Michael szybko rozciął spodnie mężczyzny, przykrył 

pole operacji sterylnymi serwetami i otworzył zestaw 

chirurgiczny. Potem umyli ręce spirytusem i założyli 

jałowe rękawiczki. 

- Można zaczynać, Peter? 

- Jasne. 

- Mam zamiar zrobić prostą amputację... dostęp 

jest bardzo trudny. Później, w szpitalu, mogą się 

z nim bawić. Poproszę skalpel. 

Clare starała się skoncentrować na pracy i nie 

myśleć o niczym więcej. Patrzyła, jak Michael sys-

background image

64 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

tematycznie przecinał miękkie tkanki, ale kiedy sięgnął 

po piłę, zamknęła oczy. W końcu było po wszystkim. 

Mężczyzna był wolny i karetka zabrała go do szpitala. 

Pozostała tylko stara kobieta ze zmiażdżoną klatką 

piersiową. 

Gwałtowny podmuch wiatru poruszył wrakiem 

pociągu. Jeden ze strażaków wetknął głowę przez 

dziurę w ścianie wagonu. 

- Lepiej się stąd zabierajcie. Stemple nie trzymają 

i za chwilę wszystko runie wam na łeb. 

- Nie mogę zostawić tej kobiety - powiedział 

Michael. 

- Niech pan nie będzie głupcem. Jak wagon się 

zawali, nie będzie co po was zbierać. Ona zresztą 

nikogo już nie potrzebuje. 

Clare szarpnęła go za ramię, czując jak ciarki 

przechodzą jej po plecach. 

- Michael, proszę cię. Przecież i tak nic dla niej nie 

możesz zrobić! 

- Mogę. Zostanę z nią, aż umrze. To nie potrwa 

długo. Zrobię jej zastrzyk, jeśli odzyska przytomność. 

Idź, kochanie. Nie chcę, żebyś tu została. 

- Nie zostawię cię tu. 

- Rób, co ci każę, Clare. Nie mam teraz czasu 

martwić się o ciebie. 

- Poczekam tutaj - odeszła w drugi koniec wagonu 

i usiadła w kącie. Nie spuszczała z niego wzroku, 

słuchając pokrzepiających słów, jakimi przemawiał 

do nieprzytomnej kobiety. 

Za każdym razem, kiedy wiatr silniej zawiał, serce 

przestawało jej bić. 

W pewnym momencie zdawało jej się, że kobieta 

powraca do świadomości, gdyż zaczął głośniej do niej 

mówić i zrobił zastrzyk. 

Po chwili, która wydawała się wiecznością, podniósł 

głowę i spojrzał w jej kierunku. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

6 5 

- Zmarła. Chodź, Clare, zabierajmy się stąd. 

Właśnie w tym momencie silny podmuch poruszył 

wagonem, który ze zgrzytem zaczął osuwać się na ziemię. 

- Clare, uciekaj! - Jego krzyk urwał się gwałtownie. 

Z przerażeniem ujrzała, jak dach wagonu składa się 

niczym papierowa harmonijka. 

- Michael! 

W odpowiedzi usłyszała tylko jęk. Michael leżał pod 

jakąś blachą, spod której wystawała nienaturalnie 

wykręcona stopa. Próbował się wydostać, ale bez skutku. 

- Jesteś cały? - zapytała z rozpaczą w głosie. 

- Moja noga -jęknął. - Chyba jest czymś przywa­

lona. Clare, uciekaj stąd. 

- Nic z tego - oznajmiła i przysunęła się bliżej. 

Złapała go za rękę, jakby chwytała koniec liny 

ratunkowej i zajrzała przez ramię. Omal nie krzyknęła. 

Tam, gdzie zawsze była jego lewa stopa teraz zobaczyła 

tylko kupę pogiętego metalu. 

- Widzisz coś? - szepnął. 

Przytaknęła. 

- Strażacy będą musieli uwolnić ci nogę - powie­

działa zaskakująco spokojnym głosem. - Zaraz ich 

sprowadzę. 

Nie musiała nigdzie iść. Stali tuż za nią, wymieniając 

między sobą jakieś uwagi. 

Słyszała, co mówili. W żaden sposób nie było 

można usunąć metalowej ramy, która przygniatała 

nogę Michaela. Stanowiła część podwozia górnego 

wagonu. Był tylko jeden sposób, aby go uwolnić. 

Obok niej stał Peter, oceniając całą sytuację 

badawczym wzrokiem. 

- Jak to wygląda? - spytał Michael z twarzą 

wykrzywioną bólem. 

- Nie najlepiej, stary. Twoja lewa stopa... 

- Wiem, co się stało z moją stopą. Czuję ten 

cholerny ciężar na sobie. Trzeba amputować? 

background image

66 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Mój Boże, nie! - krzyknęła Clare. 

- Sądzę, że jest to konieczne - zawyrokował Peter. 

- Nie! - krzyknęła. - Nie możesz tego zrobić! 

- Zabierzcie stąd Clare - powiedział Michael przez 

zaciśnięte zęby. 

Peter przygotował już środek usypiający. W tym 

samym momencie, jak za dotknięciem czarodziejskiej 

różdżki, pojawił się Ross Hamilton. 

- Clare, idź stąd. Nie chcę, żebyś na to patrzyła 

- powiedział Peter. 

- Nie mogę go zostawić - wyszeptała. 

- Jak chcesz - odparł z rezygnacją. - Ross, możesz 

zaczynać - zwrócił się do chirurga. 

Clare patrzyła, jak rozcinał nogawkę, by odsłonić 

miejsce amputacji. Kiedy zobaczył, w jakim stanie 

była noga, zaklął pod nosem. 

- I tak nie udałoby się jej uratować. Bierzmy się 

do roboty, żeby jak najszybciej trafił do szpitala. 

Mayhew opatrzy mu kikut. 

Odciął tkanki miękkie i sięgnął po piłę. Clare 

odwróciła wzrok. 

Minęły trzy godziny, zanim przywieziono go do 

szpitala. Siostra 0'Brien ciągle miała dyżur i gdy 

tylko zobaczyła Clare, od razu odesłała ją do domu, 

żeby wzięła prysznic i zmieniła ubranie. 

Dom bez Michaela sprawiał wrażenie opuszczonego. 

Nakarmiła O'Malley'a i poszła do łazienki. Kiedy 

wchodziła do sypialni, potknęła się o leżące w przejściu 

kapcie Michaela. 

Nagle w pełni zdała sobie sprawę z tego, co się 

stało. Płacząc, rzuciła się na łóżko, którego pościel 

wciąż jeszcze przesiąknięta była zapachem jego ciała. 

Jakby leżał tuż obok - przemknęło jej przez myśl. Nie 

mogła powstrzymać szlochu, który ściskał jej gardło. 

Płakała tak długo, że w końcu poczuła pewną ulgę. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 67 

Wreszcie wstała i przebrała się. Wiedziała, że 

w szpitalu przyda się każda para rąk. Sam Michael 

będzie potrzebował stałej opieki przez najbliższą dobę, 

a przecież oprócz niego są jeszcze inni. 

Przybyła na oddział jeszcze przed Michaelem i zajęła 

się chorymi. Kiedy go wreszcie przywieziono, był 

blady jak ściana. Nie po raz pierwszy widziała pacjenta 

po amputacji, ale nigdy dotąd nie był to człowiek, 

którego kochała. Obok łóżka szedł Tim Mayhew. 

Przywołał ją do siebie skinięciem ręki. 

- Jak on się czuje? - z trudem wydobyła z siebie głos. 

- Wyzdrowieje. Dolna połowa była strasznie po­

haratana, ale udało mi się ocalić kawałek podudzia. 

Niedługo będzie chodzić. 

- Do końca swoich dni... - powiedziała z goryczą. 

Tim poklepał ją po ramieniu. 

- Wiem, że to dla was ogromny cios. Teraz będzie 

wymagał ogromnej cierpliwości. Jeśli czujesz, że nie 

podołasz, nie bierz tego ciężaru na swoje barki. 

- Kocham go - powiedziała bezgłośnie. - Musi 

nam się udać. 

Podeszła do nich Mary. 

- Nie potrzebuję cię na oddziale. I tak byłabyś 

myślami przy nim. Bardziej przydasz się tutaj. 

Podniosła pedałem dolną część łóżka, żeby ułatwić 

odpływ krwi z kikuta i wyszła. 

Clare nie usiadła ani na moment. Co piętnaście 

minut mierzyła mu temperaturę, puls i ciśnienie krwi. 

Kiedy skończyła się kroplówka z krwią, podłączyła 

sól fozjologiczną. Co kilka chwil sprawdzała pompę, 

która podawała środek przeciwbólowy. Cały czas 

czuwała. 

Kiedy się wreszcie obudził, nie wiedział, gdzie jest 

i co się stało. Ponieważ uporczywie próbował wyrwać 

sobie z ręki wenflon, Clare musiała zawołać na pomoc 

lekarza. David Blake podał Michaelowi środek 

background image

68 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

uspokajający, który pozwolił mu na jakiś czas zasnąć. 

W środku nocy lek przestał działać i Michael znów 

zaczął się ruszać. 

Clare odezwała się uspokajającym głosem, przeko­

nana, że za chwilę znowu zaśnie, ale ku swemu 

zdziwieniu ujrzała, że otwiera oczy. 

- Boże, co się stało? - usłyszała szept. 

- A co pamiętasz? - spytała ostrożnie. 

- Gdzieś byliśmy. W pociągu? Aha, wykoleił się. 

Starsza pani umierała i... o Boże! 

Nie spuszczała wzroku z jego twarzy, której wyraz 

zmieniał się w miarę, jak przypominał sobie zdarzenia 

minionego wieczora. 

- Odcięli mi nogę? 

- T a k . 

Zaklął dosadnie. 

- Gdzie? 

- Poniżej kolana - odpowiedziała cicho. - Michael, 

nie mieli wyboru. 

- Kto operował? 

- Ross Hamilton. Był wspaniały. Tu, w szpitalu, 

zajął się tobą Tim Mayhew - urwała, nie mogąc 

mówić dalej. 

Michael wyciągnął rękę w poszukiwaniu jej dłoni. 

Ich palce ciasno się splotły. 

- Przykro mi - wyszeptał. - Nie mogłem zostawić 

jej samej. Nikt nie powinien umierać w samotności. 

Przepraszam, Clare. 

Przygryzła wargi i ze wszystkich sił starała się 

powstrzymać łzy. Po kilku chwilach zasnął ponownie, 

więc puściła jego rękę i wypełniła kartę gorączkową. 

Zmusiła się do spojrzenia na kikut, aby stwierdzić, 

czy rana nie krwawi. Opatrunek był suchy, a w drenie 

było tylko kilka kropel wydzieliny. 

Oparła czoło o chłodną szybę. Jak sobie z tym 

poradzą? Jak on to zniesie? 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

6 9 

Clare przypomniała sobie ich pierwszą sprzeczkę. 

Zawsze był zwolennikiem szybkiego uruchamiania 

chorych po amputacjach. Teraz sam przekona się, jak 

to jest żyć z jedną nogą. 

Zacisnęła powieki. Boże, była taka zmęczona! Usły­

szała, że ktoś otwiera drzwi i cicho do niej podchodzi. 

- Jak on się czuje? - doszło do jej uszu pytanie 

Rossa. Ciągle miał na sobie ubranie z bloku operacyjnego. 

- Klinicznie... bez zarzutu - odparła siląc się na 

spokój. 

- Biedne maleństwo - powiedział ze współczuciem 

i przytulił ją do siebie. 

- Nie zniosę tego, Ross! Nie mogę na niego patrzeć. 

Jest taki silny, taki wysportowany, jak on to wytrzyma? 

Czuję się taka bezradna, w niczym nie mogę mu 

pomóc! 

- Oczywiście, że możesz, ale nie w ten sposób. Idź, 

napij się herbaty i zdrzemnij przez chwilę, a ja tu przy 

nim posiedzę. To ci dobrze zrobi. 

- Ale on może się obudzić, będzie mnie wtedy 

potrzebował. Muszę też notować obserwacje... 

- Uważasz, że sam nie dam sobie z tym rady? Idź 

się położyć. W takim stanie na nic mu się nie przydasz. 

Wypiła filiżankę mocnej herbaty i położyła się na 

kozetce w dyżurce. Była pewna, że nie uda jej się 

zasnąć, ale po kilku chwilach już spała. Dwie godziny 

później zbudziła ją Judith Price. 

- Obudził się i pyta o panią - powiedziała cicho. 

- Och, która godzina? O nie! Miałam przy nim 

czuwać i... 

- Proszę się nie martwić. Dyżurna pielęgniarka 

była z nim przez cały czas. Doktor Hamilton, zanim 

poszedł do domu, powiedział, żeby pani nie prze­

szkadzać. Nie ma się czego obawiać. Michael spał 

bardzo dobrze i teraz jest całkiem przytomny. Niech 

się pani trochę umyje i przyjdzie do jego pokoju. 

background image

70 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Szybko doprowadziła się do porządku i wybiegła 

na korytarz. Szpital powoli budził się do życia. Minęła 

niosącą termometry pielęgniarkę i skierowała się do 

pokoju, w którym leżał Michael. 

Kiedy weszła, obrócił twarz w jej stronę i wyciągnął 

rękę. 

- Przepraszam! Powinnam tu być, kiedy się obu­

dziłeś. 

- Nic się nie stało. Moje biedne kochanie, to 

musiała być dla ciebie koszmarna noc. 

- Nie gorsza niż dla ciebie. Jak się czujesz? 

- Jestem wykończony. Noga boli mnie jak jasny 

piorun, ale trudno się temu dziwić - spróbował się 

uśmiechnąć. - Jeszcze jej nie oglądałem. 

Clare wiedziała, że to będzie najtrudniejsze. Potem 

nie będzie już mógł udawać przed samym sobą, że to 

tylko zły sen. 

- Pomóż mi - poprosił. 

- Słucham? - zapytała z niedowierzaniem, jakby 

wątpiąc w jego intencje. 

- Powiedziałem, żebyś mi pomogła. Chcę ją zo­

baczyć. 

- Michael! 

Spojrzał tak, że bez słowa podtrzymała go, gdy 

siadał. 

Nie powiedział nic, tylko w milczeniu przyglądał 

się przez chwilę kikutowi, a potem skinął głową. 

- Musiałem się upewnić. Cały czas czułem się tak, 

jakbym śnił tylko zły sen. -Opadł na poduszki i zamknął 

oczy. Clare wydawało się, że zapadł w krótką drzemkę. 

Tuż przed ósmą znów przyszedł Tim Mayhew 

i Clare na chwilę zostawiła ich samych. Kiedy Mary 

0'Brien przyszła do pracy, zastała Clare pijącą kawę 

i wyglądającą przez okno. 

- Wielkie nieba, dziecko, ciągle tu jesteś? Jak się 

czuje doktor Barrington? 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

7 1 

- Tak, jak się pani tego spodziewała. Jest z nim 

teraz doktor Mayhew. To była ciężka noc... 

- Wszyscy byli bardzo poruszeni wypadkiem Micha­

ela. Wygląda na to, że tylko mężatki i starsze panie nie 

są w nim zakochane. A i one czasem zapominają, że 

powinny być bardziej odporne na jego urok. Koledzy 

też byli wstrząśnięci. Okazuje się, że w tym krótkim 

czasie zdobył sobie wśród nich wielkie poważanie. 

Clare poczuła, jak coś ściska ją za gardło. 

- Kochanie, powinnaś teraz pójść do łóżka. To by 

ci dobrze zrobiło. 

Do jego łóżka? Żeby czuć wszędzie zapach Michaela 

i potykać się o jego buty? Nigdy! 

- Nie, nie jestem śpiąca. Zdrzemnęłam się trochę 

w nocy. Zresztą Michael może mnie potrzebować. 

- Doktor Mayhew chciałby zamienić z panią kilka 

słów w pokoju doktora Barringtona - powiedziała, 

wchodząc do pokoju, siostra Price. 

- Dziękuję. 

Odstawiła filiżankę z kawą, założyła buty i wyszła. 

Tim Mayhew uśmiechnął się na jej widok. 

- Witam ponownie. Nasz pacjent dobrze się spra­

wuje? Miał dobrą noc ? 

- Myślę, że tak. Koło dziesiątej był trochę nie­

spokojny, ale dostał środek uspakajający i za­

snął. 

- Świetnie. Myślę, że można go już odłączyć od 

monitora i robić obserwacje co trzydzieści minut, 

a po południu co godzinę. Można też zacząć podawać 

płyny -wodę, soki owocowe, słabą herbatę. Zobaczy­

my, jak będzie to znosił. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, 

wieczorem może zjeść lekką kolację. 

- Okropność - zaoponował Michael. 

- Nic na to nie poradzę. Są w domu jakieś soki? 

- Tak, jest ich cała lodówka. Mogłabyś przy okazji 

nakarmić O'Malley'a? 

background image

72 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Dałam mu jeść dzisiaj w nocy. 

- Dzięki - przymknął oczy i opuścił głowę na 

poduszkę. 

Doktor Mayhew dał znak do wyjścia. 

- Rana goi się bardzo dobrze. Myślę, że już dziś 

możemy poprosić do niego fizjoterapeutę. Po południu 

pojedzie na salę gimnastyczną, gdzie będzie mógł 

pochodzić na pneumatycznej protezie. Nie może 

zapomnieć, jak się chodzi. Jeśli wszystko będzie dobrze, 

to we wtorek zamówimy odlew protezy. 

Przytaknęła. 

- Jak się czuje Alan Beedale? 

- Ten pacjent po amputacji? Całkiem nieźle. Leży 

na sali pooperacyjnej. Może jutro przeniesiemy go na 

oddział. Stracił dużo krwi i przez dłuższy czas był 

w szoku. Odniósł też kilka innych obrażeń. Doktor 

Barrington miał więcej szczęścia. 

- Tak pan myśli? Ja ciągle mam przed oczami 

Michaela pędzącego na surfingu... silnego, sprawnego 

i wolnego. Utracił to wszystko i naprawdę nie wiem, 

czy uda mu się z tym pogodzić. 

- Cóż, pływanie na desce może będzie trochę trudne, 

ale słyszałem o ludziach, którzy po amputacji uprawiali 

ten sport. Potrzebna jest tylko specjalna proteza. 

Natomiast jeśli chodzi o żeglowanie, to z tym nie będzie 

miał żadnych problemów. Myślę, że trzeba go będzie 

raczej powstrzymywać, niż namawiać do uprawiania 

sportów. Sama pani zobaczy. Na razie mamy jednak 

przed sobą inne zadania i to wcale nie łatwiejsze. 

Z dyżurki wyszła Deborah Lewis, Clare napotkała 

jej pełne współczucia spojrzenie. 

- Co z nim? - zapytała. 

- Nic. - Clare wzruszyła ramionami. - Ma się 

dobrze. Właśnie przed chwilą zasnął. 

- Mam dzisiaj dyżur. Zajmę się nim, a ty w tym 

czasie może pojechałabyś do domu i trochę się przespała? 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

7 3 

- Dlaczego wszyscy mówią mi, żebym pojechała 

do domu? - zapytała podniesionym głosem. - Nie 

chcę być teraz w domu. Chcę być tutaj, gdzie mogę 

sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. 

- A on może zobaczyć, że z tobą coś jest nie 

w porządku - wtrąciła sucho przechodząca właśnie 

Mary O'Brien. Stanowczym ruchem ujęła ją za łokieć 

i poprowadziła do pokoju pielęgniarek. - Musisz 

pojechać do domu, wziąć gorącą kąpiel, przespać się 

kilka godzin i wrócić tu, kiedy rzeczywiście będziesz 

mogła mu pomóc. W takim stanie nie jesteś nikomu 

potrzebna. Pojedziesz sama czy chcesz, żeby ktoś cię 

odwiózł? 

- Nie, dam sobie radę sama. Przepraszam. Wiem, 

że ma pani rację. Pójdę tylko i powiem mu, że nie 

będzie mnie kilka godzin. 

Michael spał. Stała przez chwilę, patrząc na niego 

i mimochodem zauważyła, że wróciły mu kolory, że 

oddycha spokojnie i że tętno jest rytmiczne i wolne. 

Gdyby nie spojrzała na nogę, mogłaby pomyśleć, że... 

- Nie wzdychaj tak - usłyszała głos Deborah. 

- Idź już. Zaopiekuję się twoim wspaniałym mężczyzną. 

Pewnie i tak będzie spał jeszcze kilka godzin. 

Prawie nie myśląc o tym, co robi, zeszła na dół 

i wsiadła do samochodu. W domu O'Malley powitał 

ją entuzjastycznie, łasząc się do nóg i głośno miaucząc. 

Podniosła go i owinęła sobie wokół szyi. Potem 

zrobiła drinka i poszła do ogrodu. Usiadła na ławce 

i wystawiła twarz do słońca, starając się nie myśleć 

o koszmarze minionego dnia. O'Malley zsunął się na 

kolana i mrucząc z zadowolenia, oparł przednie łapy 

o piersi Clare. 

Kiedy wypiła drinka, wzięła gorącą kąpiel i poszła 

spać. Obudził ją ostry dzwonek telefonu. Dzwoniła mama. 

- Cześć, kochanie. Dzwoniłam do was wieczorem, 

ale chyba gdzieś poszliście. Dobrze się bawiliście? 

background image

74 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Och, mamo! - powiedziała łamiącym się głosem. 

Przez kilka chwil nie była w stanie wydobyć głosu, 

a potem wszystko opowiedziała, cały czas szlochając. 

Mama pozwoliła jej się wypłakać, a następnie 

miękko spytała: 

- Chcesz, skarbie, żebym przyjechała? 

- Zaraz jadę do szpitala. Mogłybyśmy tam się 

zobaczyć. Nie jestem pewna, czy Michael będzie 

w nastroju do przyjmowania wizyt. Och, mamo, 

muszę powiedzieć jego dziadkowi i rodzicom. Nie 

wiem, czy starczy mi sił. 

- Clare, posłuchaj mnie. Postaraj się uspokoić, 

pojedź do szpitala i czekaj tam na nas. Powinniśmy 

być za jakąś godzinę. I nie martw się na razie niczym 

innym. Wszystko w swoim czasie, dobrze? 

Clare poszła za radą matki. Szybko się ubrała, 

wzięła z lodówki wszystkie napoje, jakie znalazła 

i zaniosła je do bagażnika. Spakowała też trochę 

bielizny Michaela, koszulki, krótkie spodenki i kos-

metyki. 

Kiedy przyjechała, Michael już nie spał. Siedział j 

oparty o poduszkę i patrzył w okno. Gdy ją zobaczył, 

jego oczy ożyły. 

- Clare, coś się stało? 

- Nie, nic mi nie jest. Jak się czujesz? - Odwróciła 

wzrok, żeby nie dostrzegł w jej oczach rozpaczy. 

- Dobrze. Co jest w tej torbie? 

- Trochę ciuchów, kosmetyki i napoje. Nie mogłam 

znaleźć pidżamy. Nie masz żadnej? 

- A po co mi pidżama? - Uśmiechnął się lekko. 

- Chodź, usiądź obok mnie. 

Clare przysiadła na brzegu łóżka. 

- Przyniosłam ci też kilka książek. 

- Clare? 

- Może chcesz się czegoś napić? Naleję ci. 

- Clare! Daj temu wreszcie spokój i spójrz na 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 75 

mnie! - Wyciągnął rękę i obrócił jej twarz do siebie. 

- Tak już lepiej - powiedział cicho. - Co powiesz na 

małego całusa? 

- Och, Michael. - Odwróciła głowę, a łzy ciurkiem 

popłynęły jej po policzkach. 

- Boże, tylko nie płacz, błagam. Nie wiem, czy 

starczy mi sił za nas dwoje. 

- Przepraszam. - Sięgnęła po chusteczkę i głośno 

wytarła nos. 

- Uśmiechnij się do mnie. 

Zdobyła się na słaby uśmiech. 

- Wiesz co? Nie obraziłbym się, gdybyś mnie objęła. 

Zrobiła to i położyła głowę na piersi Michaela, 

wsłuchując się w spokojne bicie jego serca. Wszystko 

w swoim czasie, jak powiedziała mama. Wielki Boże, 

to będzie trudniejsze, znacznie trudniejsze, niż myślała. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Kiedy w drzwiach pojawiła się Deborah, Clare 

podniosła głowę i wyswobodziła się z ramion Michaela. 

Znów zasnął, więc po cichu wstała z łóżka. 

Deborah zmierzyła mu puls i oddech, wsunęła pod 

język termometr. Nie poruszył się nawet, kiedy 

napompowała mankiet ciśnieniomierza. 

- W porządku? - spytała Clare. 

Deborah przytaknęła. 

Otworzyły się drzwi i wszedł doktor Mayhew. 

- Witaj, Clare. Nareszcie bez fartucha. Jak się ma 

nasz pacjent? - powitał ją, biorąc do ręki kartę 

gorączkową Michaela. 

- Dużo śpi. Myślę, że to forma ucieczki od 

rzeczywistości. 

Przytaknął z namysłem. 

-

 Tak, to się często zdarza u pacjentów po rozległych 

uszkodzeniach ciała. Następny trudny etap to zmu­

szenie go do patrzenia na nagi kikut. Mam właśnie 

zamiar to zrobić. Wychodzisz czy zostajesz? 

- Mogę zostać? - Popatrzyła w jego pełne współ­

czucia oczy. 

- Oczywiście. Ponieważ będziesz pielęgnować go 

przez natępnych kilka tygodni i tak, prędziej czy 

później, to zobaczysz. Lepiej mieć to już za sobą. 

Mary 0'Brien wtoczyła na salę wózek opatrunkowy 

i zajęła się odbandażowywaniem kikuta. 

Clare zebrała się na odwagę i spojrzała na ranę. 

Musiała przyznać, że doktor Mayhew wykonał niezłą 

robotę. Linia cięcia przebiegała dokładnie w poprzek 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 77 

kikuta, a szwy zaklejono specjalnymi plastrami, które 

miały zapewnić prawidłowe gojenie. 

- Wykonałem skośną amputację z plastyką mięśni, 

którą, jak sądzę, sam by sobie wybrał. Daje najlepsze 

efekty i stosunkowo krótko trwa gojenie. Wiedziałem, 

że Michael będzie chciał wstać najszybciej jak tylko 

się da. Rana wygląda bardzo dobrze. Mieliśmy dobre 

warunki, gdyż na tej wysokości tkanki były mało 

uszkodzone. Pacjent młody, kończyna nie zabrudzona, 

szybkie rozpoczęcie operacji... o nic więcej nie można 

by prosić. Ten drugi chory nie miał tyle szczęścia. 

Sprawdził ilość wydzieliny z drenu asekurującego 

i poprosił siostrę 0'Brien o założenie opatrunku. 

- Nie skarży się, że go boli? 

- Był trochę niespokojny. Nie mówi nic, ale sądzę, 

że odczuwa ból. 

- Hmm. Na razie niech zostanie tak jak jest, ale 

zapiszę mu coś silniejszego na wypadek, gdyby uznała 

to pani za konieczne. Nie ma potrzeby, żeby niepo­

trzebnie cierpiał. Dobrze. Dziękuję paniom na razie. 

Zajrzę do niego później. 

Kiedy wyszedł, Mary przerwała na chwilę ban­

dażowanie. 

- Dobrze się czujesz? - spojrzała ze współczuciem 

na Clare. 

- Jestem trochę zaszokowana. To wszystko tak 

szybko się stało. 

- Nie dziwię się. - Mary uśmiechnęła się ze 

zrozumieniem. - Kochanie, są tu twoi rodzice. Może 

poczęstujesz ich kawą? Czekają w pokoju telewizyjnym. 

Clare poszła się z nimi przywitać. Opowiedziała 

o wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 

kilkunastu godzin. Okazali dużo zrozumienia, choć 

nie mogli ukryć troski o córkę. 

- Tak krótko się znacie, skarbie - powiedziała 

mama. - Zastanawiam się, czy wasz związek okaże 

background image

78 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

się wystarczająco trwały, aby przetrwać taką próbę. 

Może byłoby lepiej, gdyby okazało się... 

- Mamo, ja go kocham! Jak mogłoby być lepiej? 

Ojciec poklepał Clare po ramieniu uspokajającym 

gestem. 

- Sądzę, że mamie chodzi tylko o to, że powinnaś 

kontrolować swoje uczucia. Nie możesz okazywać 

mu współczucia. Nie jest chyba mężczyzną, który 

lubi, by się nad nim litowano. 

- Postaram się o tym pamiętać. Wiem, że będę 

musiała ukrywać to, co czuję, jeśli mam mu pomóc. 

Muszę teraz wracać. Dziękuję, że przyjechaliście. 

Czuję się znacznie lepiej. Zadzwonię do was wieczorem. 

Odprowadziła ich do wyjścia i wróciła na oddział. 

Michael właśnie się obudził. 

- Jak się czujesz? - zapytała, uśmiechając się 

promiennie. 

- Kiepsko. Deborah podwyższyła mi dawkę pety-

dyny. Czy naprawdę koniecznie trzeba talkować skórę 

na plecach? 

- Niektórzy ludzie nie wiedzą, co to wdzięczność 

- powiedziała ze śmiechem. - No, kładź się na boku. 

Równo rozprowadziła talk po plecach Michaela, 

który z rezygnacją poddał się kuraq'i. Kiedy skończyła 

talkować ramiona i łokcie, przeszła do lewej pięty. 

- Tu przynajmniej oszczędzę ci czasu - powiedział 

sucho. 

- Och, Boże. Michael! 

- Przepraszam, to był głupi dowcip - przeprosił ze 

skruchą. - Dziękuję. Tak jest dużo lepiej. 

- Nie miałbyś ochoty trochę się umyć i ogolić? 

- Z chęcią. Czuję się bardzo brudny. 

Pomogła mu wykonać toaletę, poprawiła poduszkę 

i zmieniła poszwę na koc. 

- Jutro chyba wyrzucą cię z łóżka - powiedziała 

radosnym tonem. - To coś, na co warto czekać. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

7 9 

- Clare, jedyną rzeczą, na którą naprawdę czekam, 

jest chwila, kiedy wreszcie wyniosę się stąd i stanę na 

własnych nogach... O, do diabła! Wiesz dobrze, o co 

mi chodzi. 

Przytaknęła, nie mogąc wydobyć głosu przez ściśnięte 

gardło. 

- Nie mogę się tego doczekać! 

- Już niedługo. Na razie musimy przeżyć dzisiejszy 

dzień. Piłeś już kompot? 

- Nie, choć bardzo bym chciał. Problem polega na 

tym, że im więcej piję, tym bardziej chce mi się siusiu. 

- To dobrze - podała mu wodę mineralną. - To 

znaczy, że nerki działają. Dziękuj Bogu, że nie masz 

cewnika! 

- To żadna pociecha. 

- Możesz używać kaczki. 

- Nigdy w życiu! Poczekam na kule, albo umrę. 

Clare, nigdy sobie nie wyobrażałem, jakie to upoka­

rzające, kiedy musisz prosić innych o pomoc, żeby 

załatwić fizjologiczne potrzeby! To okropne! 

- Ale Michael, to przecież tylko ja! 

- Tym gorzej. Nie powinnaś patrzeć na to wszystko. 

To nieuczciwe. 

Przez dłuższą chwilę nie odpowiadała, a potem 

odezwała się cicho: 

Trudno. Tylko spróbuj się mnie pozbyć. 

Wyszła, żeby wynieść brudną bieliznę, po czym 

wróciła i spojrzała na Michaela. Wyglądał, jakby spał. 

- Jesteś dobrą dziewczyną - powiedział cicho. 

- Przepraszam, że tak się stało. 

Wzruszyła ramionami i westchnęła. 

- Tylko wyzdrowiej, dobrze? 

Rana goiła się bardzo dobrze. W poniedziałek rano 

usunięto dren i Michael zaczął chodzić o kulach. 

W południe ćwiczył na protezie pneumatycznej cho-

background image

80 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

dzenie między poręczami. Miękkie poduszki umoco­

wane na metalowym stelażu umożliwiały pacjentom 

wczesne rozpoczęcie terapii, zanim jeszcze zapomną, 

jak się chodzi. Miało to niebagatelne znaczenie 

w zapobieganiu przykurczy mięśni, których anatomia 

zmieniła się po amputacji. No i podnosiło ich na duchu. 

Michael nie sprawiał wrażenia załamanego nową 

sytuacją. Przez cały wtorek ćwiczył chodzenie o kulach. 

Ale w środę rano Clare zauważyła, że nastrój Michaela 

nie był taki dobry, jak się mogło wydawać. 

Akurat kiedy stali na korytarzu, pojawił się Danny 

Drew. 

- A kogóż my tu mamy? Co się stało z twoją nogą, 

kochasiu? Trochę się za bardzo poszalało, co? - zawołali 

przez cały korytarz. 

Michael podniósł na powitanie jedną kulę. 

- Cześć, Danny. Jak widzę, ciągle pełen energii. 

Nie martw się, niedługo wezmą cię na salę gimnas­

tyczną. Spodoba ci się. Odrobina bólu i kilka 

niepowodzeń zrobią z ciebie mężczyznę. - A potem 

odwrócił się na pięcie i pokuśtykał do' pokoju. 

- Jak śmiesz mówić do niego w ten sposób? 

- wykrzyknęła Clare do Danny'ego, nie mogąc ukryć 

oburzenia. - Mam ci powiedzieć, jak stracił nogę? 

Nie chciał zostawić umierającej kobiety i zwaliła się 

na niego część wagonu. Podejrzewam, że tobie nie 

starczyłoby odwagi, żeby tak postąpić! 

Odwróciła się i poszła do pokoju Michaela. 

- Co za gnojek. Mogłabym go zabić! 

Stał przy oknie, spoglądając na rozciągający się za 

szpitalem las. 

- Dam sobie radę - powiedział gorzko. - Clare, 

jeśli nie masz nic przeciwko temu, wolałbym zostać 

teraz sam. 

Wciągnęła głęboko powietrze, nie wiedząc, co 

powiedzieć. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 81 

-Ja... Oczywiście. Przepraszam. 

Poszła do dyżurki i usiadła przy biurku. Już od 

jakiegoś czasu czuła, że się od niej oddala, ale po raz 

pierwszy wyraźnie poprosił ją, żeby zostawiła go samego. 

Starała się stłumić rozgoryczenie i zmusić do 

przepisywania zleceń. 

Nie mogła jednak na niczym się skoncentrować. 

Myślała o tym, że musi zadzwonić do dziadka 

Michaela. Rodzice Michaela byli na urlopie za granicą 

i mieli wrócić za kilka tygodni. Uznała, że nie ma 

sensu psuć im wakacji. Michael poinformował o wy­

padku tylko brata. Zabronił mu przyjeżdżać, choć 

powtarzała mu, że to czysta głupota. Teraz i ją 

odrzucił, a przecież powinien mieć przy sobie kogoś 

bliskiego, na kim mógłby się wesprzeć. 

Jak można pomóc człowiekowi, który nie pozwala 

zbliżyć się do siebie? - pomyślała z rozgoryczeniem. 

Będzie po prostu musiała wyciągnąć go z tego siłą. 

Po południu zaproponowała mu, żeby zjadł lunch 

w pokoju telewizyjnym, gdzie siedzieli inni pacjenci. 

- Nie, dziękuję. Wolę zjeść tutaj. 

- Michael, myślałam... 

- Clare, daj mi spokój! Nie chcę tam iść i udawać, 

że dobrze się bawię! 

- Wcale cię do tego nie zmuszam. Myślałam tylko, 

że towarzystwo innych dobrze ci zrobi - powiedziała 

cicho. 

- Nie zależy mi na ich towarzystwie. Nie potrzebuję 

współczucia, ani gadek o zafajdanych hemoroidach! 

- To może zjesz z Barrym Warnerem? Nie wstaje 

jeszcze z łóżka i jest bardzo przygnębiony. 

- Jak on się czuje? Nawet nie zapytałem. - W oczach 

Michaela pojawił się cień zainteresowania. 

- Fizycznie bez zarzutu, ale jest ciągle w depresji. 

Strasznie trudno się z nim dogadać. Nie interesują go 

książki ani telewizja. 

background image

82 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Nic dziwnego. Dobrze, zjem z nim dzisiaj lunch. 

- Odwrócił się i poszedł w kierunku sali, na której 

leżał Barry. Lekko zapukał do drzwi i wszedł. - Jak 

się ma dzisiaj nasz pacjent? - zapytał radośnie. 

- Beznadziejnie. Do diabła, co się panu stało? 

Clare zostawiła ich samych i poszła powiedzieć 

w kuchni, żeby zaniesiono lunch Michaela do pokoju 

Barry'ego. 

Kiedy po dyżurze znów poszła go odwiedzić, leżał 

na łóżku gapiąc się bezmyślnie w okno. Spojrzał na 

nią, po czym znów zapatrzył się w to samo miejsce. 

- Nie powinnaś teraz rozdawać leków, albo zająć 

się obserwacją? - spytał niechętnie. 

- Właśnie skończyłam dyżur. Myślałam, że ucieszysz 

się z mojej wizyty. 

- Jedyną osobą, którą chciałbym teraz widzieć jest 

dziadek. Ale nie mam siły, żeby mu o tym wszystkim 

powiedzieć. - Jego głos załamał się i Michael odwrócił 

głowę. 

- Och, kochanie - szepnęła ujmując go za rękę. 

Nie odwzajemnił jej uścisku, więc zwolniła swój 

i wstała. 

- Chcesz, żebym mu powiedziała? 

- Mogłabyś? - Spojrzał na nią pełnymi bólu 

oczami. - Wiem, że to trudne. Chciałbym go zo­

baczyć. 

- Pojadę po niego. 

- Dziękuję. 

Pochyliła się, żeby go pocałować, ale w ostatniej 

chwili rozmyśliła się i tylko lekko musnęła ustami 

policzek. 

- Do zobaczenia - pożegnała go tak spokojnie, jak 

tylko było ją na to stać i szybko wyszła, żeby nie 

zauważył, że płacze. 

Dziadek przyjął tę wiadomość spokojnie. Przez 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

8 3 

kilka chwil nieruchomo wpatrywał się w dal, a potem 

z ciężkim westchnieniem zwrócił twarz w jej stronę. 

- Już kiedy do mnie zadzwonił, wiedziałem, że coś 

jest nie w porządku. Poznałem to po głosie. Niewidomi 

ludzie mają badzo wyczulony słuch. O nic nie pytałem, 

nigdy tego nie robię. Zawsze mówi mi wszystko, gdy 

nadejdzie odpowiedni moment. Nauczyłem się po­

wstrzymywać ciekawość. Ale tym razem... - Na chwilę 

zawiesił głos. - Jak on się teraz czuje? 

- Noga goi się doskonale. Chodzi o kulach i za 

pomocą protezy pneumatycznej. Nic go już nie boli. 

Wszystko jest świetnie, ale... 

Starszy pan czekał cierpliwie. 

- Jest bardzo zamknięty w sobie. Myślę, że stara 

się oszczędzić mi bólu i zupełnie ignoruje moje starania, 

żeby mu pomóc. Teraz ty, dziadku, jesteś mu po­

trzebny. - Clare ujęła jego wyciągniętą dłoń. 

- Ty również, choć za nic w świecie nie przyznałby 

się do tego. Daj mu trochę czasu, Clare. To dumny 

mężczyzna. Zobaczysz, że jeszcze do ciebie wróci. 

- Wstał i z trudem się wyprostował. - Chyba 

powinniśmy jechać. Zaczekasz na mnie chwilę? 

- Oczywiście. 

Po kilku minutach ukazał się w drzwiach. Pomogła 

mu wsiąść do samochodu i pojechali. 

Na miejscu przywitała ich Mary 0'Brien, która 

wychodziła właśnie z pokoju Michaela. 

- Masz gości! - oznajmiła mu radośnie. 

- Dziadek! - wykrzyknął Michael i ruszył w ich 

stronę. - Jak to dobrze cię widzieć! Czekałem, aż 

przyjedziesz. 

- Witaj, stary. Słyszałem, że znów coś narozrabiałeś. 

Michael usiadł na łóżku i spojrzał na Clare. 

- Mogłabyś zostawić nas samych? 

- Oczywiście. Niech dziadek usiądzie na tym krześle. 

O, tak. Przynieść wam herbaty? 

background image

84 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Nie, dziękujemy - powiedział Michael. 

Prawie godzinę czekała w dyżurce, aż wreszcie 

drzwi uchyliły się i Michael wystawił głowę. 

- Dziadek chce już jechać - oznajmił i szybko 

wrócił do swojego pokoju. 

Kiedy weszła, dziadek wciąż siedział na tym samym 

krześle. Wyraz jego twarzy był nieprzenikniony. 

- Możemy jechać? - spytała. 

- Podaj mi rękę - rozkazał. 

Spojrzała na Michaela, ale odwrócił wzrok. Z lekkim 

wzruszeniem ramion podeszła do staruszka i podała 

mu ramię. 

Przy drzwiach dziadek zatrzymał się na chwilę. 

- Jesteś cholernym głupcem, synu. 

- Możliwe, ale tu chodzi o moją przyszłość i sam 

będę o niej decydował. 

- Myślę, że popełniasz ogromny błąd. 

- Być może, choć ja myślę inaczej - powiedział 

stanowczym głosem i odwrócił się. 

- Dobranoc - szepnęła Clare, ale Michael nie 

odpowiedział. 

Powrotną drogę odbyli w milczeniu. Każdy zajęty 

był swoimi myślami. Clare zastanawiała się, dlaczego 

tak nagle wytworzyła się między nimi przepaść. Co 

mu takiego zrobiła? Dlaczego traktował ją jak obcą 

osobę? A może to siebie miał dosyć? Bóg raczy 

wiedzieć - myślała. I dlaczego dziadek pożegnał go 

taki zagniewany? O co w tym wszystkim chodzi? 

Dziadek był wyraźnie przygnębiony wizytą u Mi­

chaela, ale Clare wiedziała dobrze, że nie powinna 

zadawać żadnych pytań. Używając jego własnych 

słów, musiała nauczyć się powstrzymywać cie­

kawość. 

Nie została u dziadka, żeby wypić drinka, tylko 

wyruszyła w drogę powrotną. Robiło się późno, a do 

domu było daleko. Kiedy dotarła na miejsce, było już 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

8 5 

całkiem ciemno. Ze zdziwieniem zobaczyła, że w ku­

chennym oknie pali się światło. 

- Dziwne - powiedziała do siebie. - Widocznie 

wczoraj w nocy zapomniałam go zgasić. 

Otworzyła drzwi i poszła prosto do kuchni. W po­

łowie drogi stanęła jak wryta. 

Przy stole siedział ubrany w krótkie spodenki 

Michael. Na jej widok podniósł się i z uśmiechem 

wyciągnął rękę. 

- Michael...? 

- Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem. Nie mieliśmy 

jeszcze okazji się poznać. Jestem Andrew, brat 

Michaela. A ty z pewnością jesteś Clare. 

Nie mogła oderwać wzroku od jego opalonych 

nóg. Były identyczne jak nogi Michaela. Z wyjątkiem 

jednego szczegółu. Były całe. 

Nawet nie zdawała sobie sprawy, że płacze. Andrew 

ujął ją za pobródek i otarł łzy miękką chusteczką. 

- Hej, chyba się mnie nie boisz? Nie wiedziałem, że 

tu mieszkasz. Przepraszam. 

- Ja... To nie tak - pociągnęła bezradnie nosem. 

- No, nie płacz już - powiedział podając jej 

chusteczkę. 

Po kilku chwilach udało się jej stłumić szloch. 

Głośno wytarła nos i schowała chusteczkę do kieszeni. 

- Przepraszam. To dlatego, że nie wiedziałam, jak 

bardzo jesteście do siebie podobni. Poczułam się 

zupełnie zaskoczona. Nie mówił mi... 

- Że jesteśmy bliźniakami? To normalne. Nigdy 

się tym nie lubił chwalić. Całe życie starał się być 

inny, a ja we wszystkim go naśladowałem. Robiłem 

to z czystej złośliwości. Tym razem chyba mi się to 

nie uda - powiedział z ironią. - Napijesz się czegoś? 

Zauważyła, że na stole stała prawie pusta butelka wina. 

- Nie bądź taka zgorszona. Jestem pewien, że twój 

ukochany nie będzie miał mi tego za złe. 

background image

86 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Na pewno nie. Po prostu wydaje mi się, że masz 

już dosyć. Musisz jeszcze pojechać do hotelu. 

- Do jakiego hotelu? Przecież jest tu wolna sypialnia. 

Chyba nie masz nic przeciwko temu? 

Clare westchnęła. W końcu był to brat Michaela. 

Nie mogła go wyrzucić. 

- Nie, nie mam nic przeciwko temu. A drinka się 

napiję. 

Wszedł O'Malley i zaczął się łasić do nóg. 

- Cześć, łobuzie - powiedziała i opadła na fotel. 

- Nieźle się tu urządził - powiedział Andrew, 

robiąc szeroki gest ręką. Zahaczył o kieliszek i wylał 

na podłogę trochę wina. 

Clare wstała i starła je z podłogi. 

- Widzę, że dobrze cię sobie wychował. 

- Tak myślisz? - spytała z kpiną w głosie. - Po 

prostu czerwone wino zostawia na cegle ślady. 

Spojrzał na podłogę, a potem przeniósł wzrok na nią. 

- Przepraszam. Powiedz mi, Clare, jak się ma mój 

braciszek. 

- Mówiąc szczerze, sama nie wiem. Fizycznie 

całkiem nieźle, ale psychicznie chyba nie daje sobie 

rady. Odciął się ode mnie... 

- A więc witam w klubie! Mnie w ogóle nie chce 

widzieć. Tylko dlatego jeszcze tam nie pojechałem. 

Zawsze był samotnikiem. Dlatego tak dobrze rozumieją 

się z tym cholernym kotem... Obaj liżą swoje rany 

w odosobnieniu. 

- Tym razem nie za bardzo może. 

- Zrobi to, jak tylko będzie mógł. Ja, w przeci­

wieństwie do niego, lubię każde towarzystwo. 

Clare nie mogła powstrzymać uśmiechu. Andrew 

był w gruncie rzeczy sympatyczny. Nie mogła obarczać 

go winą za to, że wyglądał jak Michael, przy czym 

było to chyba tylko fizyczne podobieństwo. 

- Miałbyś coś przeciwko temu, żebym zostawiła 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 87 

cię teraz samego? To był wyjątkowo ciężki dzień, 

a jutro idę na ósmą do pracy. 

- Twoje zdrowie. - Podniósł kieliszek. - Dobranoc, 

słodka Clare. Śpij dobrze. I nie hałasuj rano za 

bardzo, dobrze? 

- Możesz się nie obawiać. 

- To cudownie. Adieu, piękna... 

Zostawiła go siedzącego przy stole nad kieliszkiem 

wina. Pewnie jutro będzie miał niezłego kaca. 

Andrew wstał koło siódmej i nie wyglądał na 

człowieka, który dużo wypił minionej nocy. 

- Nie wiesz, gdzie jest mój porsche? - przywitał 

Clare, wchodząc do holu tylnymi drzwiami. 

- Dzień dobry, Andrew. Nie, chyba Michel zostawił 

go w piątek w szpitalu. A dlaczego pytasz? 

- Cóż, pomyślałem, że skoro nie będzie mu już 

potrzebny, to mógłbym go zabrać - powiedział 

wzruszając ramionami. 

- Nie ma sprawy. A przy okazji, jak dostałeś się tu 

wczoraj? 

- Taksówką - odpowiedział lakonicznie. 

- Aha. Mogę podrzucić cię do szpitala. Zrobiłeś 

kawę? 

- Jak dotąd zdążyłem tylko nastawić wodę. Myślisz, 

że muszę czekać na godziny wizyt, czy pozwolą mi 

wejść rano? 

Clare przygotowała dwie filiżanki i spojrzała 

na Andrew. Ciągle jeszcze jego widok sprawiał 

jej ból. 

- Możesz przyjść, kiedy chcesz. Nie mamy ustalo­

nych godzin wizyt. Jedziesz ze mną? 

- Tak. Zrobiłaś mi kawę? 

- Jest na stole. Andrew, czy mogę ci coś powiedzieć? 

Spojrzał na nią z zainteresowaniem. 

- Jasne. O co chodzi? 

background image

88 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Clare wzięła głęboki wdech. 

- Mógłbyś zakryć nogi? 

Zaśmiał się krótko i zmierzył ją wzrokiem z nie­

kłamanym zainteresowaniem. 

- Dlaczego? Masz im coś do zarzucenia, skarbie? 

Boże, pomyślała. Nawet tak samo mnie nazywa. 

- Ja nie, ale mogą denerwować Michaela. 

W jednej chwili spoważniał. 

- Cholera, nie pomyślałem o tym. Masz rację, 

założę jakieś spodnie. Zdążę jeszcze zjeść śniadanie? 

- Tak. Idź się przebierz, a ja coś ci zrobię. 

Pobiegł na górę, a Clare popatrzyła za nim ze łzami 

w oczach. Był taki silny, taki energiczny. Zupełnie jak 

Michael jeszcze tydzień temu. Po co przyjechał akurat 

teraz? Mam nadzieję, że w stosunku do Michaela będzie 

delikatny - pomyślała z obawą. 

Wrócił po chwili w jasnych cienkich spodniach. 

- No i jak? 

- Dużo lepiej - powiedziała cicho. - Chodź, 

zrobiłam śniadanie. 

Zjedli w milczeniu, a potem pojechali do szpitala. 

Kiedy przybyli na miejsce, pokazała mu, gdzie Michael 

zaparkował jego samochód. 

- Masz kluczyki? - zapytała. 

- Tak, znalazłem je na nocnym stoliku. Chodźmy, 

chcę to mieć za sobą. 

Zaprowadziła go na oddział i zostawiła w pokoju 

telewizyjnym. Sama poszła na odprawę. 

Ku zdziwieniu wszystkich Danny był znacznie 

spokojniejszy niż zwykle. Peter Sawyer usnął bez 

problemów, a Barry Warner, choć ciągle pogrążony 

w depresji, także spał znacznie lepiej. 

- W zasadzie wszyscy mają za sobą spokojną noc, 

tylko doktor Barrington budził się kilkakrotnie. Pewnie 

dlatego, że nie dostaje już środków przeciwbólowych. 

- Żadnych? - zdziwiła się Clare. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 89 

Judith Price wzruszyła ramionami. 

- Nie chce nic przyjmować. Powiedział, że ma tylko 

bóle fantomowe i że przecież nie boi się duchów! 

Dobrze, moi drodzy. Idę do domu. Do zobaczenia 

jutro! 

Clare poczekała, aż wszyscy wyjdą i zapytała siostrę 

0'Brien, czy brat Michaela może go odwiedzić. 

- Oczywiście. Myślę, że dobrze mu to zrobi. 

Przyprowadź go. Akurat teraz ma wolną chwilę. 

Clare poszła po Andrew i znalazła go pogrążonego 

w rozmowie z Timem Mayhew. 

- Chodź, zaprowadzę cię do jego pokoju. 

Otworzyła drzwi. Michael stał o kulach, wyglądając 

przez okno. Miał na sobie spodnie od dresu i baweł­

nianą koszulkę. 

- Clare, chciałbym z tobą porozmawiać o ostatniej 

nocy. 

- Później. Teraz masz gościa. 

Andrew otworzył szerzej drzwi i wszedł do środka. 

Długo patrzył na brata w milczeniu. Kiedy się odezwał, 

jego głos brzmiał nienaturalnie. 

- Nie mogłem w to uwierzyć... 

- To uwierz, Andy. To prawda. 

- Och, Boże, Mike... 

Zanim Michael zdążył się poruszyć, Andrew był 

przy nim. Objął go. Clare usłyszała krótki szloch. 

Wycofała się i cicho zamknęła za sobą drzwi. 

Jakieś pół godziny później do Michaela przyszedł 

doktor Mayhew. Andrew wyszedł na korytarz. Miał 

zaczerwienione oczy i sprawiał wrażenie poruszonego. 

- Nie wyglądasz na faceta, który przepada za 

szpitalami - zażartowała Clare. 

- Nienawidzę ich. Nigdy nie mogłem zrozumieć, 

jak Michael może spędzać w nich pół życia. 

- Wydaje mi się, że większość pacjentów zgodziłaby 

się z tobą - powiedziała ze śmiechem. 

background image

90 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Po wyjściu Tima Andrew pożegnał się z Michaelem. 

Powiedział, że „pójdzie rozejrzeć się trochę po tej 

metropolii". 

Clare chciała wypić kawę w pokoju Michaela, ale 

poszedł już na salę gimnastyczną. Po lunchu, który 

zjadł z Barrym Warnerem, i krótkim odpoczynku, 

znów poszedł ćwiczyć. 

O czwartej, kiedy skończyła pracę, ciągle go nie 

było, a kiedy zadzwoniła wieczorem, powiedziano jej, 

że u Michaela jest brat. 

Zajęła się sprzątaniem domu, ale wszystko leciało 

jej z rąk. Wreszcie zadzwoniła do mamy i opowiedziała 

jej o zachowaniu Michaela. 

- Wydaje mi się, że to normalna reakcja na stres, 

kochanie. 

- Możliwe - zgodziła się Clare, ale wcale to jej nie 

uspokoiło. 

Kiedy Andrew wrócił, leżała już w łóżku, a kiedy 

wychodziła rano, on jeszcze spał. Tego dnia historia 

się powtórzyła. Tym razem Michael zajęty był rozmową 

z kimś innym. Gdy wyszedł z pokoju na korytarz, 

zawołał go Danny. 

- Przepraszam, doktorze. Nie powinienem wtedy 

tak się do pana odezwać - powiedział cicho. 

- Nie ma sprawy, Danny. Rozumiem. Co byś 

powiedział na partyjkę kart? 

- Z przyjemnością. Pete, pożyczysz nam talię? 

- Jasne. Siostro, mogłaby pani im podać? 

Clare wzięła karty do ręki i podeszła do Michaela. 

- Będziesz stawiał pasjansa? 

- Tak. Czy mnie spotka szczęście w życiu. 

Kiedy Tim Mayhew przyszedł na oddział, gra 

w karty przekształciła się w ogólne zamieszanie. 

Michael pokazywał karciane sztuczki, a Danny starał 

się go przelicytowć. 

- Dzień dobry, doktorze Barrington! 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

9 1 

Michael podniósł wzrok na szefa i usta wykrzywił 

mu gorzki uśmiech. 

- Aaa, cześć Tim! - odparł. Wziął kule i pokuśtykał 

za nim. 

Doktor Mayhew był zadowolony z postępów 

Michaela. Uważał, że jego stan psychiczny znacznie 

się poprawił. 

Czy oni wszyscy są ślepi? - myślała Clare. - Czy 

naprawdę nie widzą, że jest pogrążony w rozpaczy? 

- Doktorze Mayhew, czy jest jakaś szansa, żebym 

mogła zabrać go na weekend do domu? Myślę, że 

czas najwyższy, żeby zaczął żyć dniem codziennym. 

Potrafię się nim sama zaopiekować. 

Tim Mayhew spojrzał na nią uważnie. 

- Masz inne zdanie niż ja, prawda? 

- Myślę, że jest w głębokiej depresji. Uważam też, 

że robi wszystko, aby to ukryć. Naprawdę sądzę, że 

powinien pobyć w domu, żeby jakoś dojść do siebie 

po tym, co się stało. 

- Może masz rację. Ale musisz go doglądać. Kiedy 

chciałabyś go zabrać? 

- Jutro po pracy. Przywiozłabym go w sobotę po 

południu. 

Doktor Mayhew skinął głową. 

- Brzmi rozsądnie. Zgadzam się. Wpadnę jutro, 

żeby zobaczyć, czy nic się nie dzieje. 

Wszystko było w porządku. Zawiozła go na wózku 

na parking i otworzyła drzwi samochodu. Z typowym 

dla niego uporem sam podniósł się z wózka i z wysił­

kiem usiadł na przednim siedzeniu. 

- Dobrze się czujesz? 

- Tak. Zawieź mnie do domu. 

Kiedy dojechali na miejsce, okazało się, że And­

rew po nich nie wyszedł. Clare wysiadła z samo­

chodu. 

- Poczekaj, poszukam Andrew, żeby ci pomógł. 

background image

92 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Znalazła go w kuchni, mielącego kawę. Podeszła 

i dotknęła jego ramienia. 

- O rany! Wystraszyłaś mnie na śmierć! - Wyłączył 

młynek. - Co z nim? 

- Myślę, że wszystko dobrze. Słuchaj, Andrew, nie 

pomyślałam o jednej rzeczy. Nie mogę z nim spać po 

tym, co się stało, ale muszę tu być przez ten weekend. 

- Zawsze możesz spać ze mną. 

- Nie sądzę, żeby Michael to właściwie zrozumiał 

- powiedziała z lekkim uśmiechem. 

- Nie ma sprawy. Jutro zabiorę swoje rzeczy 

z twojego pokoju. 

- Zrób to - powiedział Michael, który w tej chwili 

pojawił się w drzwiach. 

Clare odwróciła się i dostrzegła w jego oczach złość. 

- Michael, co się stało? 

- Myślałem, że już z tego wyrosłeś - kontynuował 

zimnym tonem, patrząc na Andrew ponad głową 

Clare. - Jak widać, myliłem się. Możesz robić, co 

chcesz. Między mną a Clare wszystko skończone. 

Tylko bądź tak miły i nie rób tego w moim domu. 

- Odwrócił się na pięcie i pokuśtykał do ogrodu, 

zatrzaskując za sobą drzwi. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Zanim Andrew ochłonął ze zdumienia, minęło kilka 

sekund. Po chwili wybiegł za bratem, a Clare osunęła 

się na krzesło. Była tak zaskoczona, że nie wiedziała 

co robić. Z przerażeniem nasłuchiwała dobiegających 

zza drzwi głosów. 

- Za kogo ty mnie, do diabła, uważasz? 

- Robiłeś to już w przeszłości. Dlaczego nagle 

miałbyś się tak zmienić? 

- Dziękuj Bogu, że jesteś w takim stanie. Inczej 

nauczyłbym cię rozumu! 

- Nie masz odwagi uderzyć kaleki? No, śmiało, 

bohaterze! 

- Michael, nie przeciągaj struny! 

- Słuchaj, Andrew, wyjedź stąd, dobrze? Dostaję 

mdłości na sam dźwięk twojego głosu. I zabierz ze 

sobą Clare. Jej też nie chcę oglądać! 

- Clare nic nie zrobiła. Ja zresztą też nie. O co ci 

w ogóle chodzi? Zazdrość odjęła ci rozum! 

- Wynoś się. 

- Słuchaj, Michael... 

- Powiedziałem: wynoś się' 

Na krótką chwilę zapadła cisza, a potem do uszu 

Clare dobiegł trzask zamykanych drzwi i odgłos 

zapalanego silnika. Andrew odjechał. 

Wzięła głęboki oddech i wyszła do ogrodu. 

- Chodź, połóż się. Jesteś zmęczony - powiedziała 

cicho. 

- Zostaw mnie. 

- Michael, powinienieś odpocząć, wyglądasz okropnie. 

background image

9 4 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- A czyja to wina? - Spojrzał na nią pełnymi 

nienawiści oczami. 

Nie odpowiedziała. Dopiero po dłuższej chwili 

zdołała z siebie wykrztusić kilka słów. 

- Chodź, pomogę ci. 

- Dam sobie radę. 

- Jak sobie życzysz. 

Odwróciła się i poszła do domu. 

- Przygotuję ci pokój - rzuciła przez ramię. 

Poszła do sypialni, usiadła na brzegu łóżka, na 

którym kiedyś spali i rozpłakała się. 

Kiedy wreszcie trochę się uspokoiła, zebrała swoje 

rzeczy i zaniosła je do pokoju, który zajmował Andrew. 

Potem zmieniła na obu łóżkach pościel i rozpakowała 

w łazience kosmetyki Michaela. 

W końcu, kiedy nic więcej nie zostało już do 

zrobienia, zeszła na dół do ogrodu. Michael spał pod 

wierzbą, a na jego piersi spoczywał wygodnie rozparty 

O'Malley. Kiedy ją zobaczył, wstał, przeciągnął się 

i zszedł na ziemię. 

Michael poruszył się i otworzył oczy. 

- Cholerny kot - mruknął do siebie, a potem 

zobaczył Clare. 

- Ciągle tu jesteś? Myślałem, że już dawno poszłaś. 

Potrząsnęła głową. 

- Bardzo mi przykro, ale nigdzie nie pójdę. Przynaj­

mniej dopóki nie porozmawiamy, albo ty nie wyjaśnisz 

mi kilku rzeczy. 

Zdobyła się na odwagę i spojrzała mu prosto w oczy. 

- Co miałeś na myśli mówiąc Andrew, że między 

nami wszystko skończone? 

Michael patrzył w dal. 

- Tylko to, że zbytnio się pośpieszyliśmy. Zdawało 

nam się, że się kochamy, ale to nieprawda. Dobrze, 

że zdarzył się ten wypadek. Miałem wiele czasu do 

namysłu. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

9 5 

- Uważasz, że cię nie kocham? 

- Nie wiem - wolno odwrócił głowę w jej stronę. 

- Wiem natomiast, że ja cię nie kochani, Clare. 

Chciałbym założyć rodzinę, ale tym razem się pomy­

liłem. Spójrzmy prawdzie w oczy. Jesteś piękna, a kiedy 

piękna kobieta rzuca się mężczyźnie do stóp, niełatwo 

mu ją odrzucić. 

Przełknęła tę obrazę, instynktownie starając się nie 

zgłębiać znaczenia jego słów. 

- Mimo to - ciągnął dalej - boli mnie fakt, że tak 

szybko znalazłaś sobie następcę. Nie winię go za to, 

wiem, jak trudno ci się oprzeć. - W tym miejscu 

załamał mu się głos, ale po chwili podjął na nowo. 

- Powiedz mi, Clare, czy Andrew jest dobry w łóżku? 

Jej rozpacz zamieniła się w złość. Jak śmiał? Jak 

w ogóle mógł o tym pomyśleć? 

- Świetny - powiedziała bez wahania. - W każdym 

razie lepszy niż ty. 

Kiedy zobaczyła, jak zmienił się na twarzy, zro­

zumiała, że posunęła się za daleko. Dostrzegła w jego 

oczach ból. 

- Nie po raz pierwszy słyszę taką opinię i myślę, że 

nie ostatni. Mam ochotę czegoś się napić. 

- Soku? 

- Ginu z tonikiem. 

- Nie. 

- Tak, do diabła! 

- Ale tylko trochę - zgodziła się i poszła do kuchni. 

Dzień wydawał się nie mieć końca. Michael nie 

zwracał na nią najmniejszej uwagi i Clare nie wiedziała, 

jak zacząć rozmowę. Wiedziała, że źle zrobiła kłamiąc, 

ale teraz było już za późno. Słowo się rzekło i nic nie 

mogło zmienić tego faktu. 

Pomogła mu położyć się spać i leżała kilka godzin 

nasłuchując dźwięków z jego pokoju. Przecież nie 

mógł tak naprawdę myśleć! Na pewno ją kochał! Byli 

background image

96 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

ze sobą tak blisko, tak dobrze się rozumieli, dlaczego 

nagle wszystko się skończyło? Boże, spraw, żeby to 

nie była prawda! 

Zasypiając, kurczowo trzymała w ręku pierścionek 

Lottie. Nawet kiedy wreszcie usnęła, policzki miała 

mokre od łez. 

Obudziła się wcześnie rano z dziwnym niepokojem. 

Przez chwilę nasłuchiwała, po czym wyskoczyła z łóżka 

i pobiegła do sypialni Michaela. 

- Clare, uciekaj! Uciekaj! - krzyczał rozpaczliwie. 

Delikatnie potrząsnęła go za ramię. 

- Michael? Michael, obudź się, to tylko sen. Już 

dobrze, uspokój się, kochanie. Cicho, cii... - Powoli, 

aby nie urazić operowanej nogi, położyła się obok 

i objęła go. 

- Clare? - zapytał zduszonym głosem. 

- Cii... Już dobrze. Już po wszystkim. 

Westchnął i z ulgą oparł głowę na jej ramieniu. 

- Miałem koszmarny sen. Byliśmy w jakimś wyko­

lejonym pociągu i... och, nie! To była prawda! -mówił 

urywanym głosem. - O, nie, Clare, ja... 

Przytuliła go do siebie, kołysząc delikatnie jak 

małe dziecko. 

W końcu zasnął i dopiero zaglądające do pokoju 

słońce przerwało jego sen. 

Uniósł się na łokciu i z bezgranicznym zdumieniem 

spojrzał na leżącą obok Clare. 

- Co tu robisz? - zapytał nieprzyjaźnie. 

- Miałeś koszmary. Wołałeś mnie i nie chciałam 

cię zostawić samego. 

Podniósł rękę i dotknął jej policzka. 

- Płakałaś. 

Spojrzał na rysujące się pod cienkim materiałem 

piersi i przygryzł wargę. 

- Och, Boże, jesteś taka piękna. Pragnę cię, Clare. 

- Michael, nie myślisz, że... 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

9 7 

- Nie chcę teraz nic myśleć. Chcę ciebie. Tylko 

śmierć mogłaby uwolnić mnie od pożądania. 

Chodź... 

Była tak spragniona jego dotyku, bliskości, ciepła, 

że bez wahania uległa wezwaniu. Posiadł ją z pasją 

i gwałtownością, która głęboko nią wstrząsnęła. 

Krzyknęła, gdy w końcu osiągnął szczyt i opadł na 

nią całym ciałem. 

Przez chwilę oddychał ciężko, a potem zsunął się 

z Clare i opadł na poduszkę, łapiąc z trudnością 

oddech. Był blady jak ściana, a czoło pokrywał mu 

perlisty pot. 

- Michael? 

- Przepraszam - wystękał. - Nie miałem prawa 

zrobić ci tego. Nie mogłem znieść myśli, że ty 

i Andrew... - Odwrócił głowę, zaciskając silnie szczęki. 

- Kochanie... 

- Clare, proszę cię, zostaw mnie samego. 

- Michael, jeśli chodzi o mnie i Andrew... 

- Nie! Nie chcę tego słuchać. Zostaw mnie! 

- Ale Michael! 

- Clare, na litość Boską, nie rozumiesz, że chcę 

być teraz sam? - krzyknął. - Czego ty ode mnie 

chcesz? Zostaw mi choć odrobinę godności! Mam 

uciekać od ciebie na kolanach? Chcę zostać sam! 

- Przepraszam, Boże, przepraszam, Michael... 

Widok jego zmienionej twarzy do końca wyprowa­

dził ją z równowagi. Wybiegła z pokoju zatrzaskując 

za sobą drzwi. 

Nawet na dole słyszała jego łkanie. Stała na środku 

sypialni nie wiedząc, co ma zrobić. Nie chciał jej 

pomocy, ale nie mogła przecież bezczynnie przyglądać 

się, jak cierpi. Wybiegła z domu i z pasją zabrała się 

do pielenia chwastów, aż podrapała ręce do krwi. 

Spojrzała na nie ze zdumieniem. Dopiero teraz 

background image

98 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

poczuła ból, który i tak był niczym w porównaniu 

z tym, który wypełniał jej serce. 

Wolno poszła do kuchni. Wchodząc przystanęła ze 

zdumienia. Przy stole stał Michael. Miał na sobie 

szorty i koszulkę, a wilgotne włosy wskazywały, że 

przed chwilą wziął prysznic. Sprawiał wrażenie spokoj­

nego i opanowanego. 

- Trzeba było mnie zawołać, pomogłabym ci. 

- Nie potrzebowałem cię - odparł opryskliwie. 

- Mogłabyś zmienić mi opatrunek? Trudno mi tam 

sięgnąć. 

- Ja... Oczywiście, zaraz to zrobię. Usiądź. 

- Nie ma pośpiechu. Przygotowałem ci kawę, 

napijesz... Clare, na Boga, co się stało z twoimi rękoma? 

Spojrzała na nie i wytarła o spodnie, starając się 

nie pokazywać, że ją bolą. 

- Nic. Po prostu pieliłam chwasty. Widocznie się 

skaleczyłam. Zaraz je przemyję jakimś odkażającym 

środkiem. 

Michael nie spuszczał z niej wzroku. 

- Clare, strasznie je sobie poraniłaś! Daj, założę ci 

opatrunki. 

- Nie, ty jesteś... 

- Co jestem? Kaleka, tak? To chciałaś powiedzieć? 

- Nie mów tak! 

- Dlaczego nie? To przecież prawda. Na szczęście 

ręce mam zdrowe i ciągle jeszcze jestem lekarzem. 

Mówiąc szczerze, im wcześniej wrócę do pracy, tym 

lepiej. A teraz podaj mi apteczkę i usiądź tutaj. 

W rzeczywistości tylko dwa nacięcia były głębokie. 

Michael opatrzył je z wprawą i delikatnością, sprawiając 

Clare rozkosz swym dotykiem. Kiedy skończył, uniósł 

jej dłonie, żeby sprawdzić, czy nie było ran na wierzchu 

i nie wypuszczając ich, spojrzał Clare prosto w oczy. 

- Przepraszam, że zadałem ci tyle bólu. Kiedyś 

myślałem, że tyle nas łączy. Wybacz mi. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

9 9 

Wytrzymała jego wzrok, a duże, gorące łzy zaczęły 

spływać jej po policzkach. Zamknęła oczy i wysunęła 

dłonie z jego uścisku. 

- Nie ma czego wybaczać - szepnęła. - To nie 

twoja wina. 

- Wykorzystałem cię dziś rano. To było podłe. 

- Ja także wykorzystałam cię w pewien sposób. 

- Roześmiała się krótkim, urywanym śmiechem. 

-Potrzebowałeś mnie, a ja zostałam do końca. Chodź, 

zmienię ci opatrunek. 

Nie odpowiedział, tylko usiadł i wystawił nogę. 

Rana goiła się dobrze i Clare z ulgą stwierdziła, że ich 

miłosne szaleństwa nic jej nie zaszkodziły. 

- Wydaje mi się, że jutro Tim będzie chciał zdjąć ci 

część szwów - powiedziała spokojnym głosem. - Na 

pewno od razu poczujesz się lepiej. 

- Już teraz czuję się dobrze. Dziękuję. 

- Nie ma za co - wyszeptała. 

Odsunęła się od niego, próbując opanować drżenie, 

jakie wywołała w niej bliskość gorącego ciała Michaela. 

Ciała, którego miała już nigdy w życiu nie dotykać. 

- Pójdę się przygotować - powiedziała zduszonym 

głosem i pobiegła na górę. 

Kiedy wróciła, Michael ciągle siedział w tym samym 

miejscu. Na jego ramionach spoczywał wygodnie 

rozparty O'Malley. Wyciągnęła otwartą dłoń, w której 

trzymała pudełeczko z pierścionkiem Lottie. 

- Chciałam ci go oddać. Pewnego dnia ty, albo 

Andrew zechcecie się ożenić. Mam nadzieję, że ta 

dziewczyna będzie miała więcej szczęścia niż ja. 

Drżącymi rękami odebrał z jej rąk pudełko. 

- Gdybyś poślubiła Andrew, mógłby ciągle należeć 

do ciebie. Miałabyś wtedy wszystko... pierścionek 

i swojego mężczyznę bez skazy. Wprawdzie nie jest 

lekarzem, ale nie cierpi na brak pieniędzy... 

Z całej siły uderzyła go otwartą dłonią w twarz. 

background image

100 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Jak śmiesz! Andrew nic dla mnie nie znaczy, nic! 

Nie zależało mi na nim ani przez chwilę. Kocham 

ciebie. 

- Nie, Clare, nie kochasz mnie. Zresztą to nie ma 

większego znaczenia, ponieważ i tak ja cię nie kocham. 

Jeśli nie chcesz się spóźnić, powinniśmy już jechać. 

- Nigdzie nie jadę, dopóki sobie wszystkiego nie 

wytłumaczymy! 

Złapał ją za rękę i gwałtownie przyciągnął do siebie. 

- Posłuchaj mnie uważnie, ponieważ nie mam 

zamiaru się powtarzać. Między nami wszystko skoń­

czone. To prawda, że pragnę twojego ciała, ale kto by 

go nie pożądał? Jesteś piękna i potrafisz się kochać 

jak nikt inny, ale dla mnie to już nie ma znaczenia. 

Jeszcze kilka dni będę w szpitalu, ale kiedy tu wrócę, 

chcę, żebyś się wyprowadziła. Rozumiesz? 

- Przecież sam sobie nie poradzisz! - sprzeciwiła 

się. - Jak będziesz gotował, robił zakupy, dojeżdżał 

na salę gimnastyczną i tak dalej? Musisz zrobić nowe 

prawo jazdy. Jak masz zamiar dać sobie z tym 

wszystkim radę? 

- Taksówki, towary dostarczane do domu, szpitalne 

samochody - powiedział krótko. - Mam też telefon, 

Clare. Wszystko, co potrzebuję... 

- A kto ci pomoże wstać, jak upadniesz? 

- Sam sobie dam radę. 

- Jesteś szalony. 

- Nie - zaprzeczył zwalniając nieco uścisk. - Nie, 

Clare, jeszcze nie. Ale jeśli przez jakiś czas nie pobędę 

sam, to na pewno wkrótce zwariuję. Muszę nauczyć 

się dawać sobie radę. 

Osunęła się na kolana i oparła dłoń o kolano 

Michaela. 

- Rozumiem to i przyrzekam, że będę schodzić ci 

z drogi, ale błagam cię, pozwól mi zostać z tobą przez 

kilka dni. Przynajmniej dopóki nie dostaniesz protezy 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY  1 0 1 

i nie nauczysz się na niej chodzić. To nie powinno 

potrwać dłużej niż tydzień. Tylko siedem dni, proszę! 

Mogę siedzieć cały czas w swoim pokoju, ale pozwól 

mi sobie pomóc! Potem się wyprowadzę, obiecuję. 

Spojrzał na nią uważnie. 

- Dobrze. 

Podniosła się z klęczek. 

- Nie dziękuj mi, robię to z czysto egoistycznych 

pobudek. Jesteś gotowy? 

- Tak - odparł z westchnieniem. - Jestem gotów. 

- Więc jedźmy. 

Podczas drogi nie odzywali się do siebie, ale nie 

była to cisza wynikająca z zagniewania. Oboje musieli 

przemyśleć zmiany, które zaszły w ich życiu. 

Clare bardzo fachowo opiekowała się Michaelem, 

ale z biegiem czasu stawała mu się coraz mniej 

potrzebna. Więcej czasu spędzał teraz na sali gimnas­

tycznej i w szpitalu, gdzie zaczął interesować się 

pacjentami. 

W czwartek zastała go w pokoju lekarskim, po­

grążonego w dyskusji i pochylonego nad zdjęciami 

rentgenowskimi Barry'ego Warnera. Zauważyła, że 

na wierzchu leżała także historia choroby Petera 

Sawyera. Ze zdziwieniem spojrzała na Tima Mayhew. 

Lekarz przez chwilę popatrzył na nią, a potem 

wrócił do przerwanej dyskusji. 

- Mogę spokojnie powiedzieć, że wykonałeś kawał 

dobrej roboty. Piszczel wyraźnie zaczyna się goić. 

Widzisz tutaj tworzącą się kostninę? Doskonale. 

Również przedramię młodego Sawyera wygląda 

zadowalająco. A co z tobą? 

- Chciałbym wyjść jutro do domu. 

Clare chrząknęła i Michael spojrzał na nią pytająco. 

- Myślałam... Chciałam wziąć trochę wolnego, 

żebym mogła być w tym czasie w domu... 

background image

102 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Nie ma takiej potrzeby. Dam sobie radę. I tak 

wystarczająco dużo mi pomagasz. Kiedy masz wolne? 

Spojrzała na wiszący na ścianie grafik. 

- W przyszły weekend. Nie mógłbyś zaczekać? 

- Mówiąc szczerze, Clare, wolałbym nie. Naprawdę 

dam sobie radę. Mógłbym przyjechać z tobą we 

wtorek rano, żeby poćwiczyć, a potem razem wrócili­

byśmy do domu. 

- Żebyś został sam aż do piątku wieczorem? Już ja 

cię znam. Zacząłbyś robić coś, czego ci nie wolno, 

przewróciłbyś się, a może nawet zranił... 

- Clare - wtrącił się Tim, kładąc rękę uspokajającym 

gestem na jej ramieniu. - Michael jest rozsądnym 

człowiekiem i wie, co mu wolno, a czego nie. Pobyt 

na oddziale ze złamaną kością udową jest ostatnią 

rzeczą, jakiej by pragnął, prawda? 

- Z pewnością tak - przytaknął z uśmiechem 

Michael. 

- W porządku. A zatem jutro. Jak dostaniesz się 

do domu? - zapytał Tim. 

- Jutro mam dyżur popołudniowy. Przyjadę po 

ciebie rano - powiedziała Clare, wzdychając ciężko. 

- Doskonale. Przygotuję ci wypis. A teraz chciał­

bym, Clare, abyś poszła ze mną obejrzeć Dan-

ny'ego. 

Doktor Mayhew wydawał się być bardzo zadowo­

lony z jego stanu. 

- Świetnie, Danny. Zaczniesz uczęszczać na salę 

gimnastyczną, żebyś znów nauczył się chodzić. Pani 

Matthews pokaże ci, jakie ćwiczenia powinieneś 

wykonywać. Zgoda? 

Danny uśmiechnął się uradowany. 

- Nareszcie. Nawet pan sobie nie wyobraża, jaka 

to będzie radość znów poczuć pod stopami ziemię. 

A przy okazji, jak się czuje doktor Barrington? 

- Bardzo dobrze, Danny. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 0 3 

- Co za głupi traf - powiedział cicho Danny. - To 

bardzo dzielny człowiek. Czy będzie mógł pracować? 

- Oczywiście! Za kilka tygodni wraca na oddział, 

nic się nie martw. Nie stać mnie na to, żeby go stracić! 

Danny spojrzał na Clare. 

- Niemała w tym pani zasługa. Cały czas nie 

odstępuje go pani na krok. 

- Jesteśmy po prostu dobrymi przyjaciółmi - zdo­

była się na uśmiech. 

- Ale była pani bardzo przygnębiona. 

- Oczywiście, że tak. Byłam wstrząśnięta tym 

wypadkiem, jak wszyscy... Jest naszym bliskim współ­

pracownikiem. 

Tim ze zdziwieniem podniósł brwi. 

- Odczep się, Danny - odezwał się Peter ze swojego 

łóżka. - To nie twoja sprawa. 

Clare poczuła się zmieszana. 

- Naprawdę, my tylko jesteśmy... 

- Dobrymi przyjaciółmi. Wiem. Przepraszam. 

Clare była zaskoczona zrozumieniem i powagą, 

jakie dostrzegła w oczach Danny'ego. 

- Dziękuję - powiedziała cicho i wyszła z pokoju. 

Tim podążył za nią. 

- Danny się zmienił, prawda? 

- Najwyższy czas - odparła, pragnąc, żeby w końcu 

zostawiono ją samą. 

- Clare. Tak mi przykro. Cały czas się obawiałem, 

że może się to stać. 

Odwróciła wzrok. 

- Jakoś to przeżyję. Może z czasem... Czy jeszcze 

kogoś mamy zobaczyć? 

Zajęła się pracą, starając się nie myśleć o dręczących 

ją wątpliwościach. 

Po pracy pojechała do supermarketu i kupiła sporo 

produktów do jedzenia, takich, które Michael mógłby 

sobie sam przygotować podczas jej nieobecności. 

background image

104 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Pościeliła też łóżko w salonie, żeby mógł od razu 

położyć się, jeśli będzie potrzebował odpocząć. 

Kiedy przyjechała po niego rano, był już gotowy. 

Bardziej gotowy niż ona. Nie chciał zjechać na wózku, 

postanowił zejść o kulach. Co chwila spoglądał 

z niepokojem na swoją walizkę. 

- To ja powinienem ją nieść. 

- Daj spokój. Dlaczego koniecznie chcesz uchodzić 

za supermana? 

- Wiesz, to jest pomysł. Gdybym mógł latać... 

Clare roześmiała się. 

- Chodź, kowboju, zawiozę cię do domu. 

Wszyscy pacjenci, którzy mogli chodzić, zebrali się, 

żeby go pożegnać i Clare widziała, że był poruszony 

ich życzeniami. 

- Podlizują się na wypadek, gdyby jeszcze tu byli, 

kiedy wrócę - żartował, aby pokryć wzruszenie. 

Mary O'Brien odprowadziła ich do drzwi. 

- Do zobaczenia wkrótce - powiedziała i ku 

zdumieniu wszystkich zebranych uściskała go jak syna. 

- Uważaj na siebie. Teraz już nie jesteś supermanem! 

Michael nie mógł powstrzymać uśmiechu. 

- Czy powiedziałam coś zabawnego? - spytała. 

- Nie, tylko przed chwilą Clare powiedziała mi to 

samo. Będę uważał. Dziękuję za wszystko, Mary. 

Byłaś wspaniała. Jeśli kiedyś zdecydujesz się otworzyć 

pensjonat, daj mi znać. Zostanę stałym rezydentem. 

Spojrzał na Clare. 

- Jedziemy? - spytała. 

Przytaknął. 

- Tak. Czas zacząć żyć od nowa. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Clare była w pracy cały piątkowy wieczór i sobotnie 

przedpołudnie. Niewiele czasu mogła więc poświęcić 

Michaelowi. 

Początkowo był tak zmęczony, że spał przez 

większość czasu w salonie, albo w ogrodzie pod 

drzewem. Kiedy się budził, nie miał zbyt wielkiej 

ochoty na rozmowy. 

Pierwszego wieczoru wyraźnie dał jej do zrozu­

mienia, że przywykł już do nocnych koszmarów 

i nie życzy sobie, aby przychodziła do niego, gdy 

usłyszy, że krzyczy. Dlatego też, gdy późno w nocy 

obudził ją płacz Michaela, nie poszła do niego, 

tylko leżała w łóżku nasłuchując. Po chwili usłysza­

ła jego kroki. Uchyliła drzwi i zobaczyła, jak pod­

szedł do lodówki i zrobił sobie drinka. Cicho się 

cofnęła i wróciła do łóżka. Usnęła dopiero wtedy, 

gdy nabrała pewności, że Michael również spokoj­

nie śpi. 

Wreszcie nadszedł sobotni wieczór. Michael zjadł 

kolację, prawie się nie odzywając. Ziewnął kilka razy 

i nie protestował, kiedy zaproponowała, żeby poszedł 

wcześniej spać. 

Nie było jeszcze dziesiątej, więc Clare została na 

dole i obejrzała film, który wprawił ją w bardzo 

smutny nastrój. Idąc na górę zauważyła, że u Michaela 

wciąż pali się światło. 

- Wszystko w porządku? - Być może za sprawą 

oświetlenia czy też obejrzanego przed chwilą filmu, 

Michael wydał jej się bardzo smutny, kiedy tak leżał 

background image

106 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

wsparty o poduszki z książką w dłoniach i grobowym 

wyrazem twarzy. 

- Podejdź do mnie - powiedział cicho. 

Zbliżyła się powoli i usiadła na brzegu łóżka. 

- Zastanawiałem się, czy dobrze się czujesz. Ostatnio 

wyglądasz na bardzo zmęczoną. Powiesz mi, kiedy 

będziesz miała dosyć, dobrze? 

- Oczywiście, że tak. Znam swoje możliwości. 

Westchnął. 

- Dziękuję za wszystko co dla mnie robisz. Wiem, 

że bywają łatwiejsi ode mnie pacjenci, ale naprawdę 

jestem ci bardzo wdzięczny. 

- Och, Michael, dobrze wiesz, dlaczego to robię. 

Nie musisz mi dziękować. 

- Muszę. Każdy inny dawno by już zrezygnował. 

Jak na przykład Andrew - pomyślała. Kilka razy 

dzwonił do szpitala, raz przywiózł dziadka, ale sam 

nie wszedł na oddział. Od dnia, w którym się 

posprzeczali, nie odezwał się do Michaela słowem. 

Clare ostatni raz widziała go, kiedy przyjechał zabrać 

swoje rzeczy, ale słyszała od dziadka, że zatrzymał się 

na kilka dni w Londynie przed wyjazdem do Niemiec. 

- Chciałbyś zobaczyć się jutro z dziadkiem? 

- Jest na mnie trochę zły. Nie zniósłbym kolejnego 

kazania. Powiem ci, co zrobiłbym najchętniej. 

- Co? 

Przez moment z uwagą obserwował własne dłonie. 

- Popływałbym na desce. 

Clare przełknęła ślinę. 

- Nie powinieneś z tym zaczekać, aż dostaniesz 

odpowiednią protezę? 

- Daj spokój! Nigdy już nie będzie tak samo! 

- To fakt. Będzie marzła ci tylko jedna stopa. Ale 

to chyba lepiej, nie uważasz? - Nie mogła uwierzyć, 

że to powiedziała. Zacisnęła powieki czekając na 

najgorsze, kiedy z drugiego końca łóżka dobiegł ją 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 0 7 

zduszony śmiech. Michael zaczął się tak głośno śmiać, 

że z oczu popłynęły mu łzy. 

- Och, Clare - powiedział w końcu, ocierając je 

ręką - naprawdę masz na mnie zbawienny wpływ! 

Ich spojrzenia spotkały się i Michael spoważniał. 

- Będzie mi ciebie brakowało, kiedy odejdziesz 

- powiedział cicho. 

- Nie będzie. - Wstała, nie wiedząc, czy uciekać, 

czy rzucić mu się w ramiona. Podeszła do drzwi. 

- Pewnie w końcu i tak sam mnie wyrzucisz. 

- Pewnie tak - zgodził się. - Ale mimo to będę 

tęsknił. 

- Nie muszę odchodzić - powiedziała bez większej 

nadziei. 

- Musisz - westchnął ciężko. - Dobranoc, Clare. 

- Dobranoc. Zawołaj, jeśli będziesz mnie po­

trzebował. 

Coś mruknął pod nosem, więc zgasiła światło 

i wyszła. Położyła się do łóżka, czując się w nim 

bardzo, bardzo samotnie. 

Cały poniedziałek Michael spędził na sali gimnas­

tycznej, a we wtorek zabrała go do szpitala. 

To był wielki dzień. Dzień, w którym miał odebrać 

przepustkę do wolności - protezę podkolanową. 

Razem przyszli na oddział i Michael przywitał się ze 

wszystkimi. Z jego powrotu najbardziej chyba ucieszył 

się Barry Warner. Stan chłopca bardzo się poprawił 

i wkrótce miał rozpocząć ćwiczenia usprawniające. 

Prawą nogę miał już zdjętą z wyciągu i mięśnie także 

goiły się dobrze. Czekało go jeszcze kilka skórnych 

przeszczepów, ale w sumie czuł się znacznie lepiej. 

Danny, jak zwykle wesoły, chodził o kulach 

i zabawiał wszystkich pacjentów na oddziale. Jego 

kolega, Peter Sawyer, został wypisany. Miednica 

i rzepka zrosły się prawidłowo, tylko przedramię 

ciągle jeszcze było w gipsie. 

background image

108 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Nowym pacjentem był Alan Beedale, któremu 

Michael amputował stopę. Do niedawna leżał na 

intensywnej terapii, a po przejściu na oddział, jak na 

ironię dostał pokój, w którym przedtem leżał Michael. 

Clare z zainteresowaniem przyglądała się ich spotkaniu. 

- Cześć, stary. Co słychać? 

Alan Beedale spojrzał na Michaela, a w jego oczach 

znać było zdziwienie. 

- Czy ja pana skądś znam? 

- Tak. - Michael uśmiechnął się krzywo. - To ja 

cię operowałem w pociągu. 

- Rzeczywiście! Pytałem o pana, chciałem podzię­

kować, ale powiedziano mi, że jest pan chory. 

Kiedy przyszedłem na oddział, usłyszałem te wszystkie 

plotki i... 

- To żadne plotki - Michael podniósł wysoko 

lewą nogę. 

Alan głęboko nabrał powietrza i podniósł wzrok 

na Michaela. 

- Do diabła, nie wiem, co powiedzieć! 

- Nie musisz nic mówić. To nie była twoja wina. 

Wagon zawalił się długo po tym, jak ciebie wyciągnięto. 

- A ta staruszka? Co się z nią stało? 

- Zmarła. Byłem przy niej. - Michael spojrzał na 

swoje ręce. 

- Tak mi mówili, ale nie wierzyłem. Opowiadają, 

że został pan z nią, mimo że strażacy kazali uciekać 

stamtąd, bo wiedzieli, że to cholerstwo się zawali. 

- Na szczęście wszystko już za nami. - Michael 

wstał i uśmiechnął się. - Cieszę się, że lepiej się 

czujesz. Muszę już iść, odbieram dziś protezę. 

- Taak, niedługo mają robić mój odlew. Proszę 

wpaść i powiedzieć mi, jak daje sobie pan radę. 

- Dobrze. Dbaj o siebie i słuchaj sióstr. Bywają 

groźne, gdy ktoś nie spełnia ich poleceń! 

Kiedy się odwrócił, Clare dostrzegła, że jest bardzo 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 0 9 

spięty. No tak - pomyślała. Upłynęło jeszcze zbyt 

mało czasu. Podeszła do niego i w milczeniu wyszli 

z pokoju. 

- Spotkamy się w czasie lunchu? - spytała. 

- Nie wiem. Zobaczymy, jak się ułoży, dobrze? 

- Jak chcesz. - Spróbowała się uśmiechnąć, ale nie 

potrafiła ukryć rozczarowania. - Powodzenia. Mam 

nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. 

- Ja myślę! - Uniósł jedną brew i parsknął urywa­

nym śmiechem. - Od tego wszystko zależy. Dzięki za 

podwiezienie. 

Patrzyła, aż skręcił na klatkę schodową, a potem 

poszła do pracy, by zająć się czymś do czasu, gdy 

znów będzie mogła go zobaczyć. 

Przyszedł o trzeciej. Był ubrany w dżinsy i bluzę od 

dresu i choć ciągle miał ze sobą kule, szedł prawie 

normalnie. 

- Cześć - powiedział roześmiany. - Jest jakaś 

nadzieja na filiżankę herbaty? 

- Może dałoby się coś zrobić - odparła Clare. 

- Jadłeś już lunch? 

- Nie, byłem zbyt zajęty. Są jeszcze jakieś tosty? 

- Jak przygotuję, to będą - uśmiechnęła się. 

- Zrobisz to dla mnie, skarbie? 

- Ty stary obłudniku! - wykrzyknęła czując, że 

krew zaczyna jej żywiej krążyć. To było wspaniałe, 

widzieć jak znów chodzi, jak powraca mu radość 

życia i pewność siebie. Do diabła, jeszcze trochę, 

a pęknie z dumy! 

- Chodź do kuchni, robimy tu za duże zamieszanie. 

Zajęła się parzeniem kawy i przygotowywaniem 

tostów, a Michael oparł się o ścianę z założonymi 

rękami i przyglądał się Clare z uśmiechem. 

- Wyglądasz na bardzo z siebie zadowolonego. 

Jak ci poszło? 

- Doskonale. Chodzenie z protezą jest trudniejsze, 

background image

1 1 0 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

niż myślałem, ale nie jest niemożliwe. Bez kul wpadam 

w panikę, ale po kilku dniach z pewnością będę mógł 

obejść się bez nich. 

- Jakie to uczucie? 

- Mieć protezę czy stanąć wreszcie jak człowiek? 

- Michael, przecież ani przez chwilę nie przestałeś 

być człowiekiem - powiedziała cicho. 

- Yhm. 

- Czasami trudno mi było w to uwierzyć, Clare. 

- Na moment jego twarz straciła nieprzystępny 

i arogancki wyraz. - Były momenty... a zresztą 

nieważne. Jeśli chodzi o nogę, to czuję się trochę 

dziwnie. Nie jest mi niewygodnie, ale jakoś nienatural­

nie. Trudno jest iść w określonym kierunku, ale 

myślę, że kiedy trochę przywyknę, będzie mi łatwiej. 

- Cóż, niepełnosprawni biegacze wydają się nie 

mieć problemu z kierowaniem swoimi protezami! 

- Daj mi trochę czasu, kochanie - powiedział 

z gorzkim uśmiechem. - Jeszcze nie jestem gotowy na 

takie imprezy. 

Odwróciła się, by nie dostrzegł jej zmieszania i zajęła 

się smarowaniem grzanek. Kochanie... Skarbie... To 

był tylko taki sposób mówienia - myślała z roz­

goryczeniem. Andrew też się w ten sposób do niej 

zwracał. Widocznie tak ich nauczono. To były puste 

słowa. W milczeniu podała Michaelowi grzanki, 

starając się nie patrzyć mu w oczy. Jadł z wielkim 

apetytem, a Clare w tym czasie robiła herbatę. 

Michael właśnie kończył, kiedy do kuchni zajrzał 

Ross Hamilton. 

- Cześć. Słyszałem, że to był wielki dzień. Jak idzie? 

- Cześć, Ross! Doskonale! Zobacz, mam nową 

nogę - Michael zaczął wymachiwać w powietrzu 

protezą. 

- A zatem nic już nie stoi na przeszkodzie, żebyś 

wrócił do pracy - powiedział ze śmiechem Ross 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY  1 1 1 

i zwrócił się do Clare. - Mam dla was zaproszenie. 

Lizzi pyta, czy nie przyszlibyście do nas na coś 

z grilla w ten weekend. Najlepsza byłaby sobota, ale 

jeśli pracujesz, możemy to przenieść na inny termin. 

- Nie, sobotę mam wolną. Przyjdziemy, jeśli tylko 

Michael nie ma innych planów. 

Spojrzała na niego niepewna, jak zareaguje na 

zaproszenie. Przecież zerwali już zaręczyny. Czy Ross 

o tym wiedział? Coś jej mówiło, że nie. Może powinna 

znaleźć w tygodniu Lizzi i powiedzieć jej o wszystkim? 

- Czemu nie - wzruszył ramionami Michael. 

- Przynieście kostiumy, to trochę popływamy. 

Muszę teraz iść do pacjentów. Więc widzimy się 

w sobotę, tak? O jedenastej. Do zobaczenia. 

- Ja też muszę iść. Zejdę na salę gimnastyczną. 

Dzięki za herbatę i tosty. Mogłabyś podwieźć mnie 

potem do domu? 

- Jasne, że tak. O której? 

- Jak skończysz. O wpół do piątej? 

- Dobrze. Do zobaczenia. 

- Zaczekam przy samochodzie - powiedział i od­

szedł powoli, ale pewnie, pogwizdując sobie pod nosem. 

Jeśli Michael wyobrażał sobie, że będzie chodził 

bez żadnych problemów, to bardzo się pomylił. Właśnie 

uczył się w ogrodzie chodzić bez kul. Na prostej 

drodze nie miał problemów, ale kiedy musiał skręcać, 

zwłaszcza w lewo, tracił równowagę. Po raz kolejny 

przewrócił się na trawę i głośno zaklął. 

Clare była zadowolona, że z tej odległości nie 

słyszy słów, bo sądząc po tonie, Michael używał 

raczej mało wybrednych wyrazów. 

W pewnym momencie tak się zdenerwował, że odpiął 

protezę i cisnął nią w krzaki. Nie wiedziała, czy się 

śmiać czy płakać. Przyglądała się tylko, jak poszedł po 

nią o kulach i niezdarnie przypiął z powrotem do nogi. 

background image

1 1 2 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Tym razem udało mu się wykonać manewr prawid­

łowo. 

- Widzisz, udało ci się! - krzyknęła wychodząc do 

ogrodu. 

- W końcu wystarczająco długo to ćwiczyłem. 

Cholerna noga! Mam zamiar załatwić sobie amerykań­

ską protezę z ruchomą stopą. Są bardziej skompliko­

wane i... 

- Michael, przecież bardzo dobrze ci idzie. To 

dopiero trzy dni. Musisz uważać, żeby nie forsować 

zanadto kikuta, bo zrobią ci się na skórze odleżyny. 

Chodzisz już dwie godziny! Odpocznij trochę. Usiądź 

i napij się czegoś. 

Z ulgą jej posłuchał. Był cały spocony i z głośnym 

westchnieniem opadł na ławkę. 

Podała mu szklankę zimnego białego wina, a Mi­

chael przystawił ją sobie do czoła. 

- Ach -jęknął. - Cudownie! 

- Masz to wypić! - powiedziała z uśmiechem. 

- Wszystko w swoim czasie - powiedział dotykając 

szklanką do piersi. - Mój Boże, tak się spociłem. 

Całkiem straciłem kondycję. 

Clare nie mogła oderwać wzroku od rozchylonej 

koszuli, która odkrywała kawałek owłosionej piersi 

Michaela. Zapragnęła poczuć na skórze dotyk jego 

rąk, twardych mięśni i ramion. Zwilżyła językiem 

usta i przesunęła się w dalszy koniec ławki. 

- Przepraszam, pewnie czuć ode mnie potem 

- powiedział. 

- Skąd - odparła, przypominając sobie nagle, jak 

pachniał, kiedy po kąpieli przychodził do łóżka. 

- Po prostu chciałam zrobić ci więcej miejsca. 

- Spojrzała na niego i zrozumiała, że nie uda jej się 

go oszukać. 

Michael zacisnął szczęki. Odwrócił głowę i jednym 

haustem opróżnił szklankę. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY  1 1 3 

- Idę wziąć prysznic, a potem chyba trochę się 

zdrzemnę - oznajmił nienaturalnym głosem. 

Patrzyła, jak odchodzi, a potem skryła twarz 

w dłoniach. Tak bardzo go potrzebowała! Dłużej 

tego nie zniesie. Nie może mieszkać z nim pod 

jednym dachem, kochać go, pożądać i jednocześnie 

nic z tego nie mieć. Zresztą wcale już jej tak bardzo 

nie potrzebował. Westchnęła. Jutro idą do Lizzi, ale 

pojutrze zacznie rozglądać się za jakimś mieszkaniem. 

Połykając łzy poszła do kuchni, żeby przygotować 

kolację. 

Sobotni poranek był rześki i słoneczny. O dziewiątej 

zaczęło się robić gorąco, a w ciągu dnia miało być 

upalnie i sucho. Clare zsunęła z łóżka nogi, założyła 

koszulkę i zeszła do kuchni. 

Michael siedział już przy stole czytając poranną 

gazetę. 

- Och - powiedziała czerwieniąc się. - Myślałam, 

że jeszcze śpisz. 

Spojrzał na nią z uwagą, a potem z powrotem zajął 

się czytaniem gazety. 

- Wstałem jakiś czas temu. Na kuchni jest wrzątek. 

- Zapowiada się upalny dzień. W sam raz na 

pływanie. 

- Yhm. 

- Co się stało? - Clare uważnie popatrzyła na 

Michaela. 

- Dlaczego miałoby się coś stać? 

- Nie wydajesz się uszczęśliwiony tym pomysłem. 

- Bo nie jestem. - Westchnął i odłożył gazetę na 

bok. - Nie wiem, kto tam będzie. Dzieci Rossa, 

przyjaciele... Chyba jeszcze nie jestem gotowy na 

takie towarzyskie spotkania. 

Clare podniosła słuchawkę telefonu i wykręciła 

numer. 

background image

1 1 4 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Co robisz? - zapytał ostro. 

- Badam sytuację. Cześć, Lizzi, tu Clare. Zastana­

wiam się właśnie, czy mamy coś ze sobą przynieść. 

Sałatkę, wino czy coś takiego. Nie wiem, ile ma być 

osób. 

- Tylko nasza czwórka. Dzieci są u ich matki. 

Zabierz ze sobą tylko Michaela. A przy okazji, jak on 

się czuje? 

- Uczy się chodzić z protezą. Od razu chciałby na 

niej biegać. Myślę, że z czasem doskonale da sobie 

radę. Więc nie chcesz, żebym wzięła ze sobą sałatkę 

ryżową? 

- Nie, nie ma po co. Po prostu przyjedźcie, kiedy 

będziecie gotowi. 

- Dobrze. Niedługo będziemy. 

Odłożyła słuchawkę i spojrzała na Michaela. 

- Spokojnie, tylko my czworo. 

- No dobrze, poddaję się. Pójdę się przygotować, 

zabiera mi to strasznie dużo czasu. 

Wyjechali tuż przed jedenastą i przez całą drogę 

Michael był spięty. Pomimo upału założył dżinsy, 

choć w domu chodził tylko w krótkich spodenkach. 

Clare z niepokojem myślała, jak Michael zareaguje, 

kiedy będzie musiał je zdjąć, żeby popływać. Nie 

mogła mu pomóc. Sam musi poradzić sobie z tym 

problemem. 

Ross przywitał ich przed domem i razem poszli do 

ogrodu. Pod drzewem leżała Lizzi czytając książkę. 

- Cześć - krzyknęła na ich widok. - Weźcie sobie 

leżaki i siadajcie gdzie chcecie. 

Wszyscy usiedli w cieniu, a Ross przyniósł z kuchni 

sok owocowy. 

Robiło się coraz goręcej. Przy pomocy Michaela 

Ross rozpalił grilla. Dziewczyny gawędziły o książce, 

którą czytała Lizzi. Po jakimś czasie pan domu 

zaproponował kąpiel. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY  1 1 5 

- Chodź, Michael, popływamy trochę, a one niech 

zajmą się robieniem sałatki. 

Od razu zrozumiały, o co chodzi i poszły do kuchni. 

- Zastanawiałam się, jak przez to przejdzie - po­

wiedziała Clare. - Powinnam się była domyśleć, że 

Ross wymyśli jakieś rozsądne wyjście. 

- Bardzo się tego wstydzi? 

- Nie wiem. Nie rozmawia ze mną na ten temat. 

Miałam ci wcześniej powiedzieć, Lizzi. Nie jesteśmy 

już zaręczeni. 

- Co!? - wykrzyknęła Lizzi, odkładając sałatę, 

którą właśnie myła. - Och, Clare, tak mi przykro. Co 

się stało? 

- Sama chciałabym wiedzieć - westchnęła Clare. 

- Od czasu wypadku coraz bardziej oddalał się ode 

mnie. Na początku myślałam, że jest w depresji, ale 

w końcu zdałam sobie sprawę, że nie chce, żebym 

koło niego była. Usłyszał, jak rozmawiałam z jego 

bratem i... 

- I co? - zapytała twardo Lizzi i wskazała Clare 

krzesło. 

Clare usiadła i z płaczem opowiedziała jej o wszyst­

kich zdarzeniach minionych tygodni. 

- I tyle - zakończyła opowieść. - Już mnie nie 

kocha i jak tylko przestanę mu być potrzebna, będę 

musiała się wyprowadzić. 

- W szpitalu ma zwolnić się mieszkanie. Jedna 

z moich pielęgniarek przeprowadza się do Mitcha 

Bakera, więc jeśli chcesz, mogę ją spytać, co chce 

zrobić ze swoim mieszkaniem. 

- Mogłabyś? Byłabym ci bardzo wdzięczna. 

Dopiero miesiąc mieszkała poza szpitalem. Dlaczego 

tak się spieszyli? Chyba Michael rzeczywiście miał rację. 

Usłyszały kroki i w drzwiach pojawił się mokry Ross. 

- Jak było? - spytała Lizzi, krzywiąc się, gdy 

pocałował ją mokrymi ustami. 

background image

1 1 6 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Cudownie! - uśmiechnął się. - Przyszedłem po 

kurczaka i kiełbaski. 

- Są w lodówce. A gdzie jest Michael? 

- Jeszcze pływa. Chce zrobić osiemset metrów. 

- Wykończy się - powiedziała Clare z westchnie­

niem. 

- Ależ skąd - zaprzeczył Ross. - Jest bardzo 

wysportowany, tylko dawno nie pływał. Koniecznie 

chce coś udowodnić sobie samemu. Da sobie radę. 

To wszystko? 

Machnął Lizzi przed nosem talerzem pełnym 

kurczaka i kiełbasek. 

- Och, Ross, przestań - odchyliła głowę, odsuwając 

ręką talerz. - Tak, to wszystko. Sałatę weźmiemy ze 

sobą. Czy możemy pojawić się tam za chwilę? 

- Tak sądzę. Michael nie jest już spięty i doskonale 

się bawi. Jeśli go zignorujemy, będzie czuł się normalnie. 

- Nie miałam najmniejszego zamiaru przyglądać 

się jego nodze! - roześmiała się Lizzi. 

- Przepraszam, kochanie - Ross uśmiechnął się po 

chłopięcemu i objął żonę wolną ręką. 

- Jesteś cały mokry! Uciekaj! 

Wzięła salaterkę z sałatą i skierowała się w stronę 

wyjścia. 

- Clare, mogłabyś wziąć tę tacę? - krzyknęła przez 

ramię. 

Clare wyszła za nimi, z zazdrością patrząc, jak 

czule objęci szli do ogrodu. 

Gospodarze zajęli się przygotowywaniem jedzenia, 

zapominając o obecności Clare. 

Po kilku chwilach podszedł do niej Ross. 

- Może się wykąpiesz? 

- Nie, jeszcze nie. 

- Patrzyłaś na wodę z taką tęsknotą, że pomyślałem, 

iż chętnie byś sobie popływała. 

Lizzi ujęła go pod rękę. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY  1 1 7 

- Sądzę, że to nie na wodę tak patrzyła - powie­

działa i odciągnęła męża. 

Clare przymknęła oczy. A więc to aż tak było po 

niej widać? Z ciężkim westchnieniem usiadła na leżaku 

pod drzewem, jednak cień nie dawał wiele chłodu. 

- Może się trochę rozbierzesz? - zapytała Lizzi. 

- Musi ci być strasznie gorąco w tych ciuchach. 

- Chyba masz rację. Jak Michael skończy swój 

maraton, wskoczę do wody i trochę się ochłodzę. 

Zdjęła szorty, koszulkę, zrzuciła z nóg sandały 

i zanurzyła stopy w chłodnej trawie. 

- Wyglądasz znacznie lepiej - powiedział Ross, nie 

kryjąc podziwu. 

- Hej, Ross, nie popadaj w zbytnie uwielbienie! 

- roześmiała się Lizzi. 

- Przecież tylko patrzę. To czysto estetyczne 

doznanie. 

Clare z zakłopotaniem przygryzła dolną wargę. 

- Widzisz, speszyłeś dziewczynę. Idź, Clare, po­

pływaj sobie trochę. 

- Wyraziłem tylko swe uznanie, nie pożądanie. 

Jak dla mnie jest ciut za pulchna. Wolę raczej 

szczupłe dziewczyny - odparł, patrząc ze śmiechem 

na żonę. 

- Co to za liczba mnoga? - Lizzi nie dawała za 

wygraną. - „Dziewczyny"! Jesteś trochę za stary na 

te rzeczy! 

- Z pewnością nie - powiedział, głaszcząc czule jej 

brzuch. 

Lizzi zaczerwieniła się i strąciła jego rękę. 

- Idź i przewróć kurczaka na drugą stronę! 

- Co za kobieta! 

- Lizzi? - Clare spojrzała pytająco na przyjaciółkę. 

- Jestem w ciąży. W lutym będziemy mieli dziecko. 

- Och, skarbie, to fantastycznie. Tak się cieszę... 

- Clare wyciągnęła ręce i uściskała Lizzi. 

background image

1 1 8 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Zamknęła oczy, z których popłynęły łzy kapiąc na 

jej gołe nogi. 

- Och, Clare, przepraszam. Nie powinnam tego 

mówić teraz, kiedy ty i Michael... 

- Co Clare i Michael? - spytał Ross podchodząc 

do nich. 

- Nic. To prywatna sprawa. 

- Nie, Lizzi. Powiedz mu. Ja pójdę trochę się przejść. 

Ze wszystkich sił starała się powstrzymać łzy. Może 

powinna raz na zawsze opuścić szpital? Przecież teraz 

nie była już Michaelowi potrzebna. 

W końcu ogrodu znalazła małą ławeczkę i usiadła 

na niej. Myślała o swoim życiu, które miała spędzić 

bez Michaela. O tym, jakie będzie puste i bezbarwne. 

Na trawę padł cień. Podniosła wzrok i zobaczyła j 

wspartego na kulach Michaela. Był mokry, a woda 

spływała cienkimi strumyczkami po jego ciele. 

- Lunch jest gotowy - powiedział zatroskanym 

głosem. 

- Nie jestem głodna. 

- Ja też niespecjalnie - wyznał. - Myślę jednak, że 

powinniśmy zjeść. Ross i Lizzi zadali sobie dużo 

trudu, żeby to przygotować. Chodź, kochanie. Nie 

musimy długo zostawać. 

- Już idę - odpowiedziała, starając się ukryć łzy. 

Wbrew temu, co mówili, zjedli obiad z apetytem, 

a potem wszyscy rozłożyli się w cieniu. Michael 

zdrzemnął się chwilę, zasłaniając ramieniem oczy, 

a kiedy się obudził, poszli do wody i grali w piłkę 

wodną. 

W pewnym momencie Clare chwyciła piłkę, a Michael 

ze śmiechem objął ją od tyłu, starając się wyrwać piłkę. 

Po tym zdarzeniu zupełnie nie mogła się skoncentrować 

na grze i w końcu to właśnie ona przegrała. 

Do domu wyruszyli późnym popołudniem. 

- To bardzo mili ludzie - stwierdził Michael 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY  1 1 9 

w powrotnej drodze. - Powiedzieli, że jeśli będę 

chciał popływać, mogę wpaść w każdej chwili. 

- Mogłabym cię podwozić do nich - zapropono­

wała. 

Nie odpowiedział, ale zauważyła, jak zacisnął ręce 

na kulach. Nie wiedziała, czy chodzi mu o nią, czy 

o fakt, że jest zależny od innego człowieka. 

W domu zjedli lekką kolację i Michael wcześnie 

położył się spać. Clare właśnie zmywała naczynia, 

kiedy usłyszała nad głową głośny rumor. 

Rzuciła wszystko i pobiegła do sypialni Michaela. 

Właśnie podnosił się z podłogi, klnąc nieprzyzwoicie. 

- Nic ci się nie stało? 

- A co mi się miało stać?! Do jasnej cholery, Clare, 

przestań wreszcie za mną łazić! 

- Nie krzycz na mnie! - zawołała. - Nic na to nie 

poradzę, że muszę się tobą opiekować! 

Tego było już za wiele. Zakryła twarz rękami, 

a z oczu popłynęły jej łzy. 

- Och, Boże, Clare, nie płacz. Przepraszam cię, 

kochanie. Chodź do mnie. 

Nie wiedziała, jak to się stało, ale nagle znalazła się 

w jego ramionach. Pociągnął ją na łóżko, kołysząc 

czule jak dziecko i szepcząc uspokajające słowa. Po 

chwili podniósł jej głowę i spojrzał głęboko w oczy. 

- Clare, wybacz mi - szepnął błagalnie. - Bóg mi 

świadkiem, że próbowałem, ale nie mogę, nie potrafię 

się tobie oprzeć... 

Kochał ją, na początku czule, delikatnie, a potem 

z narastającą pasją. Na koniec przyciągnął ją do 

siebie tak mocno, jakby nigdy nie miał jej już puścić. 

Usnęli przytuleni do siebie, a potem obudzili się 

w środku nocy, by raz jeszcze się kochać. 

Obudziła się taka szczęśliwa, jaką nie była od kilku 

tygodni. Otworzyła oczy i wspierając się na łokciu 

przyglądała się Michaelowi. 

background image

1 2 0 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Cześć - szepnęła i wyciągnęła rękę, żeby go 

dotknąć. 

Złapał ją za nadgarstek i wolno przycisnął do łóżka. 

- Nie - powiedział cicho. - To nie powinno się 

było zdarzyć. Nie mam zamiaru cię przepraszać. 

Ostrzegałem cię przecież i nie będę mówił, że żałuję, 

bo tak nie jest. Nie możemy jednak dopuścić do tego 

nigdy więcej. 

Zamknęła oczy i odsunęła się od niego. Myślała, że 

ostatnia noc zmieni wszystko, ale najwidoczniej była 

w błędzie. 

- Wyprowadzę się pod koniec tygodnia. W szpitalu 

zwalnia się mieszkanie, więc może uda mi się je dostać. 

- Tak będzie lepiej - odezwał się i Clare ze 

zdumieniem usłyszała, że jego głos drży. 

Wstała, pozbierała z podłogi swoje ubrania i wyszła, 

cicho zamykając za sobą drzwi. 

Przez resztę dnia unikali się nawzajem. Zadzwoniła 

Lizzi z wiadomością, że mieszkanie po Lucy Hallett 

jest wolne. 

A więc stało się. Popołudnie Clare spędziła w swoim 

pokoju pisząc rezygnację, którą następnego dnia złożyła 

w kadrach. Nie zdziwiła się, kiedy po kilku godzinach 

wezwała ją do siebie przełożona pielęgniarek. 

- Dlaczego? Jest pani jedną z naszych najlepszych 

pielęgniarek i wydawało mi się, że do tej pory nie 

miała pani żadnych zażaleń. 

- To sprawa osobista - odpowiedziała Clare. 

Przełożona podniosła na nią wzrok. 

- Wiele słyszałam o pani i doktorze Barringtonie. 

- Nic z tego nie wyszło. 

- Jego strata. 

- Być może. Przepraszam, ale wolałabym nie 

rozmawiać na ten temat... 

- A jeśli przenieślibyśmy panią na inny oddział? 

Jest kilka wolnych miejsc. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 2 1 

Clare podniosła głowę. 

- Nie mogę pracować tak blisko niego. 

- Nie uda ci się zatrzeć wspomnień, Clare - starsza 

kobieta podeszła do niej, kładąc rękę na jej ramieniu 

- niezależnie od tego, jak daleko uciekniesz. 

- Wiem o tym, ale jeśli wyjadę, może uda mi się 

szybciej o nim zapomnieć... 

Na biurko upadła łza, potem druga. Przełożona 

podała jej chusteczkę i wyszła z pokoju. Po pewnym 

czasie Clare doprowadziła się do porządku i poszła 

na oddział. Czekała na nią Mary O'Brien. 

- Będzie mi ciebie brakowało - powiedziała wprost. 

-Myślę jednak, że masz rację. Gdybyś została, byłoby 

wam obojgu bardzo trudno. Idź teraz do domu. Dam 

sobie radę sama, a tobie przyda się chwila samotności. 

- Mary, pozwól mi zostać. Nie mam dokąd pójść. 

- Jesteś pewna? 

- Tak. 

- Dobrze. Wiec pomóż Deborah na sali pooperacyj­

nej. Leży tam dwóch pacjentów po artroskopii i kobieta 

po nastawieniu zwichniętego stawu biodrowego. 

- Dobrze, pójdę. I Mary... dziękuję ci za wszystko. 

- Nie ma za co - O'Brien uśmiechnęła się po­

krzepiająco. 

Dzień mijał szybko. Złożenie rezygnacji przyniosło jej 

pewną ulgę, ale wciąż bała się, że nie będzie w stanie 

spojrzeć Michaelowi w oczy po powrocie do domu. 

Niepotrzebnie się obawiała. Na kuchennym stole 

znalazła krótką wiadomość. 

„Droga Clare. To nie ma sensu. Gdybyś mnie 

potrzebowała, jestem na „Henrietcie". Nakarm 

O'Malley'a i daj mi znać, kiedy się wyprowadzisz. 

Michael". 

Odszedł. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Clare wprowadziła się do mieszkania Lucy Hallet 

w sobotę rano. Musiała zrobić kilka kursów samo­

chodem, żeby zabrać od Michaela wszystkie swoje 

rzeczy. 

Właśnie zabrała ostatnią partię i rozglądała się po 

opustoszałej kuchni, kiedy przed drzwiami z piskiem 

zahamował jakiś samochód. Po chwili ujrzała Andrew. 

- Cześć. Jak leci? 

- Właśnie się wyprowadzam. Dostałam mieszkanie 

i zbieram swoje manatki. 

Andrew szpetnie zaklął. 

- Chyba Michael nie myśli, że między nami coś 

było? 

- Andrew, ja nie wiem, co on myśli - westchnęła 

ciężko. - Nie rozmawia ze mną o tym, co czuje. 

Usłyszałam tylko, że już mnie nie kocha. 

- Więc dlaczego ciągle tu jesteś? 

- Przecież ktoś musiał się nim zająć! 

- Cholerny świat! - zaklął i usiadł naprzeciw niej. 

- Clare, przepraszam cię. Powinienem był wtedy 

zostać, ale strasznie mnie wkurzył. Zawsze uważał, że 

zabieram jego kobiety. 

- A nie było tak? 

Był na tyle przyzwoity, że przybrał skruszoną minę. 

- Zdarzało się, ale robiłem to tylko po to, żeby 

udowodnić sobie, że jestem lepszy. Zresztą nie tylko 

ja wykręcałem takie numery. Często walczyliśmy 

o kobiety. Czasami nawet zamienialiśmy się, żeby 

sprawdzić, czy zauważą. Raz poderwałem dziewczynę, 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 123 

na której naprawdę mu zależało i od tamtej pory 

więcej tego nie robiłem. Nigdy nie ośmieliłbym się 

odebrać mu ciebie, nawet gdyby nie miał tego 

wypadku. Michael potrzebuje kogoś takiego, jak ty. 

Nie lubi samotności, a niewiele osób potrafiłoby 

z nim wytrzymać. 

Nie musiał jej o tym przekonywać. 

- Mógłbyś wyświadczyć mi pewną przysługę? 

- zapytała go Clare. - Michael mieszka teraz na 

„Henrietcie". Chciałabym, żebyś pojechał na przystań 

i powiedział mu, że się wyprowadziłam. 

- Nie ma sprawy. Mam pojechać dzisiaj? 

- Byłoby dobrze. Martwię się, że jest tam sam. 

I Andrew... 

- T a k ? 

- Spróbuj się z nim pogodzić. Po twoim wyjeździe 

był bardzo przygnębiony i wiem, że chętnie by z tobą 

pogadał. Dziadek też ma do niego jakieś pretensje, 

więc jest teraz bardzo samotny. 

- Postaram się. Po to zresztą tu przyjechałem. 

Jadę od razu. 

Clare wstała. 

- Nakarmiłam kota dziś rano, a w lodówce jest 

sporo zapasów. Zmieniłam wszędzie pościel i od­

kurzyłam pokoje. - Przerwała i przygryzła wargę. 

- Chcesz zostawić mu jakąś wiadomość? 

- Nie. Nie mam mu nic do powiedzenia. Mógłbyś 

przekazać, że bardzo go kocham, ale to nie ma sensu. 

No, zbieram się. Zajmij się nim, Andrew. -Pocałowała 

go w policzek i odwróciła się. Podszedł do niej 

O'Malley i zaczął łasić się do nóg. 

- Żegnaj, stary draniu - powiedziała i wyszła nie 

oglądając się za siebie. 

Nie widziała Michaela przez dwa tygodnie, choć 

dużo o nim słyszała od Rossa i Lizzi. Andrew został 

background image

124 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

z nim przez kilka dni i codziennie woził go do nich na 

basen. Kilka razy wypływali też „Henriettą". 

Michael nie chodził już na salę gimnastyczną. Jak 

dowiedziała się od Tima, postanowił od poniedziałku 

zacząć pracę, choć od wypadku minęło niecałe sześć 

tygodni. Przez kilka dni miał pracować z doktorem 

Mayhew, a później całkiem sam, gdyż Tim wybierał 

się na urlop. 

Wszyscy twierdzili, że wygląda doskonale i szybko 

przyzwyczaja się do nowej sytuacji. 

Clare nie potrafiła tak szybko przyzwyczaić się. 

Dnie zdawały się nie mieć końca, ale najgorsze były 

noce. Długie, samotne noce wypełnione wspomnieniami 

i marzeniami o jego silnych, kochających ramionach. 

Podczas któregoś z dyżurów podeszła do niej 

Deborah Lewis. 

- Wyglądasz okropnie - powiedziała. - Idę dziś na 

przyjęcie, a ponieważ David wyjechał, pomyślałam, 

że mogłabyś wybrać się ze mną. Dobrze by ci to 

zrobiło. Co ty na to? 

- Och, Deborah, nie sądzę, żebyś dobrze bawiła 

się w moim towarzystwie. 

- Daj spokój! Nawet nie chcę tego słuchać. Spo­

tkamy się o wpół do dziewiątej przed wejściem, 

dobrze? 

- Dobrze, ale ostrzegam cię, że będziesz tego 

żałowała. - Clare westchnęła z rezygnacją. 

- Bzdura. Potrzebujesz jakiejś rozrywki. Będzie 

tam wielu przystojnych mężczyzn, może nawet któryś 

przypadnie ci do gustu - roześmiała się robiąc oko. 

- Deborah! Powiedziałam już, że pójdę i nie mówmy 

o tym więcej. 

Tak więc znalazła się na przyjęciu razem z Deborah. 

Odprawiała wszystkich kręcących się wokół niej 

mężczyzn, rozmyślając tylko o tym, jak się stąd 

wyrwać. W pewnej chwili w drzwiach ukazał się 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 2 5 

Michael. Wszedł lekko, utykając, w towarzystwie 

jakiejś rudowłosej piękności. 

Ich spojrzenia spotkały się. Rzeczywiście wyglądał 

wspaniale. Był przystojny i opalony, lecz Clare 

brakowało w nim jakiejś iskierki, która kiedyś 

rozjaśniała jego twarz. Przez kilka sekund nie spuszczał 

z niej wzroku, a potem zwrócił się do swej towarzyszki. 

Przez cały wieczór kompletnie ignorował Clare. 

Nie sprawiło mu to trudności, skoro jej nie kochał. 

Ale ona obserwowała każdy jego ruch, każdy krok, 

nie spuszczając wzroku także z pięknej nieznajomej. 

- Masz, Clare, to ci dobrze zrobi. - Deborah 

podeszła do niej z kieliszkiem brandy. 

- Kim jest ta kobieta? - spytała ją Clare. 

- Ta ruda? To Jo Harding, ginekolog położnik. 

Niezła, prawda? 

- Nienawidzę jej - powiedziała przez zaciśnięte zęby. 

- Posłuchaj, Clare. Prędzej czy później to musiało 

się stać. Michael jest diablo przystojnym mężczyzną 

i to, że stracił kawałek nogi, niewiele zmienia. Mógł 

stracić coś innego. 

Clare zaczerwieniła się. 

- Przepraszam, to nie było zabawne. Chcesz iść do 

domu? 

Zaprzeczyła. 

- Wiem, że to głupie, ale jeśli popatrzę na nich 

jeszcze trochę, to może znienawidzę Michaela na zawsze. 

- Niezły pomysł. Może brandy trochę ci w tym 

pomoże? - Deborah podała jej pełen kieliszek. 

Clare przez pół godziny męczyła się z jego zawar­

tością i w końcu wylała brandy do doniczki z kwiat­

kiem. Michael i Jo zniknęli gdzieś, podobnie jak 

Deborah. Postanowiła, że poszuka jej na górze, aby 

powiedzieć, że jedzie do domu. Na schodach było 

pełno ludzi, którzy schronili się tu, by w ciszy 

porozmawiać i poplotkować. Przecisnęła się między 

background image

1 2 6 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

nimi i weszła na półpiętro, gdzie ustawiła się kolejka 

czekających do toalety. 

- Czy ktoś widział Deborah Lewis? - spytała. 

W tym momencie otworzyły się za nią drzwi 

i z ciemnego pokoju wyszedł Michael z Jo. Miał 

potargane włosy, niestarannie zapiętą koszulę i wy­

glądał... Jak zwykle wyglądał niewiarygodnie pocią­

gająco. 

Jo uśmiechała się spoglądając na niego z czułością. 

- Lepiej się czujesz? - spytała niskim, przyjemnym 

głosem. 

- Wprost cudownie. Dzięki, Jo. 

- Zawsze do usług. To czysta rozkosz dotykać 

takiego ciała, jak twoje! 

Roześmiał się w sposób, który Clare tak dobrze 

znała i zwrócił się w stronę schodów. 

Nie było ucieczki. Zobaczył ją i otworzył usta, 

jakby chciał coś powiedzieć, po czym rozmyślił się 

i przeszedł obok. Za nim przesunęła się wysoka, 

smukła Jo. Clare musiała zacisnąć pięści, żeby nie 

wydrapać jej oczu. 

Poczekała kilka chwil, a potem zbiegła na dół 

i szybko skierowała się do wyjścia. 

W drzwiach natknęła się na Rossa i Lizzi, którzy 

właśnie przyjechali. Jej wzburzenie było tak widoczne, 

że Lizzi od razu odciągnęła ją na bok. Próbowała 

uspokoić Clare, a kiedy wreszcie jej się to udało, 

zmusiła ją, żeby opowiedziała, co się stało. 

- To gnojek! - wykrzyknęła, kiedy Clare skoń­

czyła mówić. - Jak śmiał? Może spotykać się z dzie­

wczynami, ale nie musi tego robić tak otwarcie! 

Naprawdę, miałam o nim lepsze zdanie. Wiesz co? 

Odwieziemy cię do domu. Tak będzie chyba naj­

lepiej! 

Clare z wdzięcznością przyjęła tę propozycję. Usiadła 

na tylnym siedzeniu, nie słuchając zupełnie, co do niej 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 2 7 

mówią. Kiedy dojechali na miejsce, Ross wysiadł 

z samochodu i otworzył jej drzwi. 

- Pani pozwoli - powiedział żartobliwie. 

Clare zdobyła się na uśmiech. Podziękowała za 

podwiezienie i po chwili zastanowienia zaprosiła ich 

na kawę. 

- Wprawdzie mam tylko rozpuszczalną, ale mogę 

was też poczęstować herbatą, albo sokiem owocowym. 

- Clare, mówisz to z grzeczności czy naprawdę 

potrzebujesz naszego towarzystwa? - zapytała cicho 

Lizzi. 

- Mówiąc szczerze, to najchętniej zaszyłabym się 

teraz w jakimś kącie i płakała przez całą noc - wyznała. 

- Rozumiem. Jedziemy do domu. Jeśli będziesz 

chciała nas odwiedzić, możesz to zrobić w każdej 

chwili. Nie zamykaj się w mieszkaniu na całe dni, bo 

oszalejesz. 

Clare podziękowała im i poszła do domu. Weszła 

do przedpokoju i oparła się o drzwi. Do diabła 

- pomyślała. Jak ten przeklęty rudzielec śmiał dotykać 

Michaela? 

- On jest mój! - krzyknęła. - Mój! Nigdy go nie 

zdobędziesz! 

Już jej się to udało - szeptał Clare jakiś wewnętrzny 

głos. Chwyciła stojący w pobliżu wazon i z rozmachem 

cisnęła nim o ścianę. Potem usiadła skulona na progu 

i głośno się rozpłakała. 

W niedzielę wyjechała na przejażdżkę samochodem. 

Wkrótce zorientowała się, że zajechała prawie pod 

dom Michaela. Zaparkowała w miejscu, z którego 

samochód był niewidoczny i zaczęła skradać się 

w stronę domu, w każdej chwili gotowa uciec. 

Kiedy podeszła bliżej, zobaczyła samochód Rossa 

zaparkowany obok starego volvo. Usłyszała na ścieżce 

kroki i pospiesznie skryła się za wysokim krzakiem. 

background image

128 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Kiedy kroki zbliżyły się, rozpoznała głos Rossa. 

- Myślę, że jesteś głupcem. To oczywiste, że ją 

kochasz. Dlaczego nie chcesz jej tego powie­

dzieć? 

- Och, Ross, nie mogę ryzykować. Ona nie może 

mnie kochać, zbyt krótko się znamy. Gdybym poznał 

ją po wypadku, miałbym większą pewność, że chce ze 

mną być. Wszystko stało się zbyt nagle. Jednego dnia 

jeszcze jej nie znałem, a następnego już się zaręczyliśmy. 

Nie mieliśmy czasu, żeby się dobrze poznać, ale 

wiem, że zostałaby ze mną bez względu na to, co by 

do mnie czuła. Ona należy do tych kobiet, Ross, 

które traktują te sprawy bardzo poważnie. Właśnie 

dlatego musiałem pozwolić jej odejść. 

- Ale może ona tego nie chciała? Myślę, Michael, 

że Clare naprawdę cię kocha. Wyrządzasz jej dużą 

krzywdę twierdząc, że nie jest szczera. 

Michael zaśmiał się krótkim, urywanym śmiechem. 

- Powinieneś ją słyszeć, jak błagała mnie w pociągu, 

żebym nie amputował stopy temu facetowi. Nie mogła 

znieść myśli, że zostanie kaleką. Jedyne, co wtedy 

słyszałem, to jej głos powtarzający: będzie kaleką, 

kaleką, kaleką. Och, Ross, nie wyobrażasz sobie, 

przez co przeszedłem. Strata nogi była niczym 

w porównaniu z utratą Clare. 

- Ale przecież była z tobą przez cały czas. Czy 

kiedykolwiek powiedziała, że nie chce cię znać po 

tym, co się stało? 

Zapadła długa chwila ciszy, podczas której Clare 

przypomniała sobie, ile razy musiała chować ręce 

w kieszeniach, żeby go nie dotykać. 

- Nie wiem - odezwał się w końcu Michael. - Clare 

nie chce urazić moich uczuć. Udaje miłość, ale 

w gruncie rzeczy chyba nie czuje do mnie nic, poza 

współczuciem. 

- Nie sądzę. Myślę, że cię kocha, niezależnie od 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 129 

tego, ile masz nóg! Oczywiście jest jej przykro z powodu 

tego, co się stało, ale to przecież normalne ludzkie 

uczucie. Nie możesz mieć jej tego za złe. Jeśli chcesz, 

powiem ci, jakie jest moje zdanie. Uważam, że użalasz 

się nad sobą i że się boisz. Sam wyznaczyłeś sobie 

karę za to, że zostałeś w wagonie, kiedy błagała cię, 

żebyś wyszedł. Robisz z siebie cierpiętnika, wmawiasz 

sobie, że jesteś inny, a ponad wszystko jesteś głupcem, 

który odrzuca miłość kochającej kobiety w imię 

własnej, źle pojętej dumy! 

- To bzdura! 

- Czyżby? Zastanów się dobrze nad tym, co ci 

powiedziałem. Chodźmy już, Lizzi będzie na mnie 

czekać. 

Usłyszała trzask zamykanych drzwi i odgłos zbliża­

jącego się samochodu. Schowała się głębiej i poczekała, 

aż Ross i Lizzi odjadą. Potem wstała i wzięła na ręce 

O'Malley'a, który nagle zjawił się obok niej. 

- Powiedz mi coś, stary draniu. Jeśli twój pan 

mnie kocha, to dlaczego prowadza się z tą rudowłosą 

pięknością? 

O'Malley przeciągnął się i potarł głową o jej policzek. 

- Też tak myślę. Do diabła, przecież zna go dopiero 

parę tygodni! - wykrzyknęła zgorszona, ale potem 

przypomniała sobie, po jakim czasie sama znalazła 

się w jego ramionach. 

- Zastanawiam się, czy wciska jej te same kawałki 

o swojej drugiej połowie. 

O'Malley nie wyraził swej opinii na ten temat, 

więc postawiła go na ziemi i wolno poszła do 

samochodu. 

- Joanno Harding, nienawidzę cię! - powiedziała 

głośno. Zapaliła silnik i włączyła wsteczny bieg. 

Jutro Michael wraca do pracy. Jutro znów go 

zobaczy. Jutro, być może, czegoś się dowie. Jutro. 

Boże, jakże nienawidziła jutra! 

background image

130 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Michael pojawił się w pracy punktualnie o ósmej 

rano. Szedł o lasce, ale Clare widziała, że potrzebo­

wał jej raczej jako wsparcia moralnego niż fizycz­

nego. 

- Dzień dobry, siostro - przywitał ją oficjalnie. 

- Dzień dobry - odpowiedziała sztywno, zastana­

wiając się, jak przeżyje kilka następnych minut, nie 

mówiąc już o tygodniach, które pozostały do jej 

odejścia. - Miło znów widzieć cię na oddziale. 

- Dobrze być z powrotem w pracy. - Po raz 

pierwszy spojrzał jej w oczy i lekko się uśmiechnął. 

- Może zechciałabyś oprowadzić mnie po oddziale? 

- Oczywiście. Od czego chciałby pan zacząć? 

Spojrzał na zegarek. 

- Myślę, że zdążę wszystkich zobaczyć, ale wolałbym 

zacząć od tych, którzy czekają na operację. 

- Świetnie. 

Zaprowadziła go na salę, na której leżeli pacjenci 

przygotowywani do zabiegu. 

- To jest pani Green, która czeka na artroskopię. 

Trzeba zajrzeć do środka stawu, gdyż podejrzewamy 

naderwanie panewki stawowej. 

- Tak, pamiętam panią. Spotkaliśmy się kilka 

tygodni temu. Jak się ma pani kolano? - Rozmawiał 

z pacjentką przez chwilę, wyjaśnił, na czym będzie 

polegał zabieg i narysował na skórze linie pomocnicze. 

- Nie chciałbym pomylić nóg - roześmiał się i przeszedł 

do następnego łóżka. 

Był spokojny i opanowany. Badał kolejnych pa­

cjentów, każdemu poświęcając chwilę, ale jednoczenie 

nie tracąc czasu na zbędne pogaduszki. Przeszli potem 

na salę pooperacyjną, a na końcu odwiedzili Barry'ego 

Warnera. 

- Michael, wróciłeś jednak do tego piekła! Jak się 

masz, chłopie? 

Dopiero teraz Clare dostrzegła lekki skurcz, który 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY  1 3 1 

szybko przebiegł po jego twarzy i równie szybko 

zniknął. 

- Świetnie. A ty? Widziałem twoje zdjęcia. Wy­

gląda na to, że nogi dobrze się goją. - Zbadał go 

delikatnie i z powrotem nakrył kocem. - Przeszcze­

py skórne przyjęły się i myślę, że zaczniemy już 

ćwiczenia w odciążeniu. Nie możemy dopuścić, 

żebyś zapomniał, jak się chodzi - powiedział 

z uśmiechem. 

Kiedy wyszli, zapytał Clare o stan Danny'ego Drew. 

- Och, czuje się doskonale. Wyszedł kilka tygo­

dni temu i przyjeżdża teraz na salę gimnastyczną. 

Często wpada na oddział, żeby pogadać z nami 

i z kolegami. 

- A Pete Sawyer? 

- Powinieneś spotkać go w przychodni. Doskonale 

daje sobie radę. 

- Świetnie. Miejmy nadzieję, że zacznie wkrótce 

poruszać ręką. Dobrze, muszę iść teraz na blok 

operacyjny. Dziękuję, siostro. 

- Nie ma za co - odparła sucho i poszła do 

dyżurki. Musiała rozdać leki pacjentom czekającym 

na operację. 

Kiedy rozkładała na wózku tabletki, podeszła do 

niej Deborah. 

- Clare, co się z tobą stało w piątek? Nigdzie nie 

mogłam cię znaleźć! 

- Później ci wytłumaczę. Teraz nie mam czasu. 

- Mam nadzieję. Chodźmy do pacjentów. 

Clare działała zupełnie jak robot. Nie myślała nad 

tym, co robi i tylko długoletnia praktyka sprawiła, że 

nie popełniła żadnego błędu. 

O dwunastej przyszła Mary 0'Brien. Clare z ulgą 

przekazała jej dyżur i poszła na lunch. 

Pierwsze, co zobaczyła, to Michaela siedzącego 

przy stoliku ze swoją rudą Jo. 

background image

132 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Wzięła talerz i usiadła kilka stolików dalej. 

- Hej, złośnico, mogę się przysiąść? 

Odróciła głowę i ujrzała Rossa trzymającego nad 

głową tacę. 

- Oczywiście, że nie - zaprzeczyła. 

Roześmiał się i usiadł obok Clare. Kiedy podniósł 

wzrok, zobaczył Michaela i Jo. 

Zaklął pod nosem. 

- Sam widzisz - powiedziała gorzko Clare. - Są 

jak papużki nierozłączki. 

- Tak to wygląda. Przykro mi, Clare. Próbowałem 

z nim rozmawiać, ale mnie nie słuchał. Myślę jednak, 

że nie traktuje jej poważnie. 

- Pewnie chodzi mu tylko o seks - powiedziała, 

patrząc w sos pomidorowy. - Nie byłabym zdziwiona, 

bardzo to lubił. 

Ross chrząknął. 

- Przepraszam, nie powinnam tego mówić. To 

jego prywatna sprawa. 

- Z pewnością. Clare, wszystko z tobą w porządku? 

Robisz się trochę zgorzkniała. 

- Chyba masz rację. Ross, naprawdę myślisz, że 

on chce się ukarać za ten wypadek? 

Spojrzał na nią z uwagą. 

- Skąd ci to przyszło do głowy? 

- Słyszałam waszą rozmowę. Chciałam go wczoraj 

zobaczyć, nie wiem zupełnie po co. W każdym razie, 

kiedy podjechałam pod jego dom, usłyszałam, co 

mówiliście. 

- Gdzie byłaś? 

- Za krzakiem. 

- I co słyszałaś? 

- Wystarczająco dużo, żeby nie wiedzieć, co o tym 

myśleć. Jeśli naprawdę mnie kocha, to dlaczego 

prowadza się z tym cholernym rudzielcem? 

- Przecież tylko je z nią lunch. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 3 3 

- Ale w piątek robił coś innego! 

Ross skończył jeść i odsunął talerz. 

- Clare, dlaczego go sama o to nie spytasz? 

- Nie mogę, Ross. Już raz dałam mu szansę. Nie 

będę się przed nim czołagać na kolanach, żeby mnie 

przyjął z powrotem. Jeśli woli zadawać się z tą 

dziwką, to jego sprawa. 

- Hej, Clare, to już za dużo. Jo jest przyzwoitą 

dziewczyną i... 

- Nie wygląda na taką! 

- Mówiąc szczerze, ty też nie. - Ross uśmiechnął 

się. - Ale przecież masz rozum i zasady moralne. Nie 

możesz jej osądzać tylko na podstawie wyglądu. Ona 

jest w porządku. 

- Tak, a w dodatku jest samotna i szuka faceta. 

- Nie będę się z tobą kłócił, ale uważam, że 

wyciągasz zbyt pochopne wnioski - westchnął z rezyg­

nacją. 

W tej chwili Michael wstał i lekko pocałował Jo 

w policzek. 

- Tak sądzisz? Dla mnie to był wystarczający 

dowód. Napijesz się kawy? 

- Nie, dziękuję. - Ross wstał i podążył za Mi-

chaelem. 

Clare westchnęła. Nie miała ochoty na resztę sałatki. 

Patrzyła, jak Jo podeszła do termosu i nabierała 

sobie kawy. Wysoka, smukła, poruszała się z gracją 

i wdziękiem rzadko spotykanym u tak wysokich 

kobiet. Kiedy się odwróciła, ich oczy spotkały się. 

Clare dostrzegła w jej spojrzaniu współczucie i jeszcze 

coś. Może to była zazdrość? 

Bóg raczy wiedzieć, co w jej oczach zobaczyła Jo. 

Zawahała się i przez moment Clare odniosła wrażenie, 

że chciała podejść do jej stolika. Tego nie mogłaby 

znieść. Zerwała się z krzesła i prawie wybiegła ze 

stołówki. 

background image

134 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Miehael zjawił się na oddziale po południu. Obejrzał 

pacjentów i wszedł do dyżurki, w której siedziały 

pielęgniarki. 

- Kiedy wypada twój ostatni dzień? - spytała 

Deborah. 

Miehael zamarł. 

- Clare? 

Zmusiła się, żeby spojrzeć mu w oczy. Były pełne 

bólu. 

- Odchodzę - powiedziała cicho. 

- Boże, przeze mnie? 

Mary i Deborah dyskretnie wyszły z pokoju, 

zostawiając ich samych. 

- Nie mogłabym pracować z tobą po tym wszyst­

kim, co się stało. Obojgu nam byłoby ciężko. 

- Ale odchodzić! Clare, to... Nie chciałem, żeby 

tak się stało. - Wyglądał na naprawdę zmartwionego 

i Clare z trudem powstrzymała w sobie chęć pocieszenia 

go-

- Dam sobie radę. Pojadę do Cambridge. Jakiś 

czas pomieszkam z rodzicami. Może dostanę pracę 

w Addenbrookes. 

- Czuję się, jakbym to ja cię stąd wygonił. 

- Nie musisz się winić. Nic na to nie poradzisz, że 

mnie nie kochasz. Zresztą, nie ma o czym mówić. 

Wyjeżdżam pod koniec przyszłego tygodnia. 

Stanął za nią i ciężko westchnął. 

- Clare, tak bardzo jest mi przykro. Gdybym 

tylko mógł cofnąć czas! 

- To byłoby zbyt proste - powiedziała cicho. 

- Tak, chyba masz rację. 

Wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. Boże, 

jeszcze dziewięć dni! To dłużej niż wieczność. 

Kiedy skończyła pracę, poszła do kiosku, żeby 

kupić gazetę. Przy wyjściu siedział Miehael. Wzięła 

głęboki oddech i podeszła do niego. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 135 

- Chcesz, żebym cię podwiozła do domu? 

Podniósł na nią wzrok. 

- Dziękuję, nie trzeba. 

- Mamy taksówkę! - zawołał ktoś radośnie. Clare 

poczuła, że zamiera jej serce. Odwróciła się. 

W drzwiach stała Jo Harding. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Jakoś udało jej się przetrwać do końca tygodnia. 

Kontakty z Michaelem ograniczały się do spraw 

ściśle związanych z pracą. Nie widziała go więcej 

z Jo. Być może wynikało to z tego, że unikali miejsc 

publicznych, a może z faktu, że po prostu nie 

spotykali się już ze sobą. Wcale nie polepszało to 

nastroju Clare, której wyobraźnia podpowiadała 

najbardziej nieprawdopodobne historie dotyczące 

tych dwojga. 

Już widziała, jak razem żeglują, pływają, chodzą na 

spacery, jedzą kolacyjki we dwoje, a przede wszystkim, 

widziała ich splecionych miłosnym uściskiem, słyszała 

gorące słowa, czuła pieszczoty, jakimi obdarzał Jo. 

Nie miała do Michaela żalu, zbyt mocno go kochała. 

Nienawidziła za to Jo, a przede wszystkim siebie 

samej, za to, że nie potrafiła przezwyciężyć zazdrości. 

Nadszedł czwartek. Weszła właśnie do pokoju 

pielęgniarek w poszukiwaniu Deborah, gdy zobaczyła 

leżącego na łóżku Michaela. Miał szarą, ściągniętą 

bólem twarz i podkrążone oczy. W jednej chwili 

zniknęła gdzieś jej złość. 

- Michael, co się stało? 

- Boli mnie cała noga, nawet ta amputowana 

część. I plecy. Chyba dlatego, że nie umiejąc jeszcze 

dobrze chodzić, forsuję nogę na bloku operacyjnym. 

Zresztą, nieważnie dlaczego. Mam ochotę schować 

się w jakiś kąt i przespać cały tydzień. Sądzę, że nie 

stanie się nic, z czym David nie dałby sobie rady. 

- Nie zaoferuję ci kąta, ale może napiłbyś się 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 3 7 

herbaty, zanim pojedziesz do domu? Mógłbyś też 

zjeść kolację, mam jedną wolną porcję. 

- Brzmi nieźle. Dzięki. 

Przyniosła z kuchni kurczaka z ryżem i surówką 

oraz dzbanek herbaty. 

- Muszę teraz poroznosić leki. Zostaw mi trochę 

herbaty. 

Kiedy wróciła po pół godzinie, zastała Michaela 

śpiącego nad pustym talerzem. Lewą nogę miał opartą 

o krzesło. 

Napełniła sobie filiżankę i usiadła naprzeciw. Biedny 

Michael, był całkiem wyczerpany. Wiedziała, że wrócił 

do szpitala wcześniej, żeby popracować trochę z Ti-

mem, ale najwidoczniej nie był jeszcze na to przygo­

towany. 

Nagle rozległ się dźwięk telefonu. 

- Słucham? 

- Szukam doktora Barringtona. Jest potrzebny na 

izbie przyjęć. 

Do diabła - pomyślała. Delikatnie obudziła Michaela 

i powiedziała, co się stało. 

- Halo? Tu Barrington. W czym mogę pomóc? 

Widziała, jak prawie nadludzkim wysiłkiem wy­

prostował się i głęboko nabrał powietrza. 

- Tak, już schodzę. Proszę na wszelki wypadek 

zadzwonić na oddział intensywnej terapii. Tutaj mamy 

jeszcze kilka miejsc. Tak, tak. Dziękuję. 

- Młoda kobieta ze zmiażdżonymi nogami. Może 

trzeba je będzie amputować. Tylko tego mi potrzeba. 

Możesz powiadomić mój zespół operacyjny? I za­

dzwoń do Tima. Nie wiem, czy sam sobie z tym 

poradzę. 

Tima Mayhew nie było jednak w domu. Miał się 

zjawić dopiero przed dziesiątą. 

Kiedy Michael wrócił, powiedziała mu, jak stoją 

sprawy. 

background image

1 3 8 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Dobrze. Zadzwoń po Davida Blake'a, będzie mi 

asystował. 

- Co z dziewczyną? 

- Wygląda strasznie. Ma strzaskane obie nogi 

poniżej kolan i połamane zebra. Zupełnie jakby po jej 

samochodzie przejechał walec. Jedyne obrażenie, jakie 

odniósł ten drugi kierowca, to lekkie zadrapanie na 

głowie! Był tak pijany, że nie musieli go znieczulać do 

szycia! 

- Uda ci się ocalić jej nogi? 

- Jak nie umrę ze zmęczenia, to może tak. Przygotuj 

dla niej łóżko. Może się przyda. 

Po kilku minutach Clare odebrała na górze telefon 

od Michaela. 

- Clare, musisz mi asystować. Moja instrumentariu-

szka zemdlała, jak tylko zobaczyła nogi tej dziewczyny. 

Poczuła, że serce zamiera jej w piersiach. Nie 

cierpiała operacji ortopedycznych, uważała je za 

najbardziej brutalne ze wszystkich. Jednak w tej 

sytuacji nie mogła odmówić. 

- Dobrze. Przekażę dyżur Deborah i zaraz będę. 

Na której sali operujesz? 

- Na czwartej. 

- Czekaj na mnie. 

Rzuciła słuchawkę i pobiegła szukać Deborah. 

W krótkich słowach opowiedziała jej, co się stało 

i poszła na blok. Tam szybko przebrała się w sterylne 

ubranie i stanęła za Michaelem. Spojrzała mu przez 

ramię na nogi pacjentki. Od razu zrozumiała, dlaczego 

nerwy instrumentariuszki nie wytrzymały. Widok był 

potworny. Szybko podniosła wzrok i napotkała 

spojrzenie Michaela. 

- Proszę stanąć obok mnie, siostro - poinstruował 

ją. - Jestem zmęczony i boli mnie noga, dlatego 

proszę nie zwracać uwagi, jeśli podniosę głos, dobrze? 

I proszę pytać, jeśli czegoś nie zrozumiesz. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 3 9 

- Tak jest!. - stanęła na baczność, uśmiechając się 

pod chirurgiczną maską. 

- Świetnie. Zaczniemy od prawej nogi. Wygląda 

gorzej niż lewa, ale jest w miarę czysta. - Usunął 

odłamki kości i oczyścił ranę antyseptycznym płynem. 

- Dobrze. Teraz musimy zająć się plastyką naczyń. 

Inaczej dziewczyna straci nogę. 

Pracował szybko, ale jednocześnie dokładnie. Po­

zszywał rozerwane tętnice i żyły i zatamował krwa­

wienie. Po kilku długich, pełnych napięcia chwilach 

okazało się, że stopa powoli zaczęła przybierać różową 

barwę. Wszyscy odetchnęli z ulgą i napięcie na sali 

znacznie zelżało. 

- Dobra robota - pochwaliła go cicho Clare. 

Spojrzał na nią z wdzięcznością i zmrużył oczy 

w uśmiechu. 

Nerwy nie były bardzo uszkodzone i z pomocą 

mikroskopu udało się zrekonstruować większość z nich. 

W pewnym momencie Michael przerwał na chwilę 

i jęknął cicho, zamykając oczy. Clare natychmiast 

poprosiła salową, żeby postawiła za nim wysoki 

stołek. Usiadł z westchnieniem ulgi i dalej kontynuo­

wał pracę. 

Następnym krokiem była rekonstrukcja zmiażdżonej 

kości. Luźne odłamki połączył metalowymi gwoź­

dziami, a wolne przestrzenie wypełnił pobranymi 

z innego miejsca przeszczepami. Potem zszył ranę, 

starając się jak najbardziej zbliżyć do siebie brzegi 

opiętej na spuchniętej nodze skóry. 

- No! To na razie wszystko, co mogę zrobić z tej 

strony. Jak zejdzie opuchlizna, zamkniemy ranę na 

głucho. Teraz obejrzyjmy drugą. Mogę, Pete? 

Clare ze zdziwieniem podniosła wzrok. Anestez­

jologiem był Pete Graham - ten sam lekarz, który był 

przy nich podczas wypadku i który usypiał Michaela 

do operacji. Nie zauważyła go do tej pory. Za-

background image

1 4 0 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

stanawiała się, czy pamiętał, jak histerycznie się wtedy 

zachowała. Przynajmniej teraz była spokojna. 

- Tak. U mnie wszystko w porządku. Tnij. 

Michael przeszedł na drugą stronę stołu, a salowa 

przeniosła za nim stołek. Podziękował jej niewyraźnym 

mruknięciem i usiadł z westchnieniem. 

Operacja tej nogi wyglądała podobnie. Wykonał 

tylko inny rodzaj zespolenia złamanych kości. 

- Nie będę w nią ładował więcej żelastwa. I tak ma 

w nogach więcej metalu niż kości. Myślę, że zrobiłem 

wszystko, co w mojej mocy. Teraz pozostaje nam 

jedynie modlitwa. Dziękuję wszystkim za współpracę. 

- Wstał, przeciągnął się i zdjął rękawiczki. - Proszę 

podać jej jakiś środek przeciwbólowy. I ostrożnie, ma 

złamanych kilka żeber. - Idę wziąć szybki prysznic. 

Zaczekasz na mnie? - Zwrócił się do Clare. 

- Jasne. 

Kiedy poszła do śluzy, żeby się przebrać, stwierdziła 

z przerażeniem, że jest po pierwszej. Operowali ponad 

pięć godzin. Biedny Michael! Musiał być skonany. 

Zabrała swoje rzeczy i wyszła na korytarz, żeby na 

niego poczekać. 

Pojawił się po kilku chwilach, kulejąc bardziej niż 

zwykle. 

- Gdzie chcesz spędzić resztę tak pięknie rozpoczętej 

nocy? - zapytała. 

- Jeszcze nie wiem. A dlaczego pytasz? 

- Możesz pojechać do mnie. Dam ci coś gorącego 

do picia, zaaplikuję jakiś środek przeciwbólowy i położę 

do łóżka. 

- Nawet nie wiesz, jak zachęcająco to brzmi. 

- Oczywiście, że wiem. Chodźmy, żołnierzu. 

Kiedy wchodzili do mieszkania, Michael potknął 

się i poleciał do przodu. Zaklął cicho i skrzywił się 

z bólu. 

- Na litość boską, odepnij tę protezę, zanim ją 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 4 1 

całkiem połamiesz! Ściągaj ubranie i wskakuj do 

łóżka. Nastawię wodę i pomasuję ci plecy. 

Kiedy wróciła z kuchni, Michael leżał na brzuchu 

i spał z lekka pochrapując. Przewróciła go na wznak 

i przykryła kocem. Środki przeciwbólowe i gorące 

napoje mogły zaczekać. Teraz najważniejszy był sen. 

Zrobiła sobie drinka i usiadła w fotelu. Włączyła 

telewizor, żeby zająć czymś myśli. 

Musiała chyba przysnąć, gdyż po pewnym czasie 

zbudziły ją jakieś dźwięki. Michael kręcił się na 

łóżku, mówiąc coś do siebie pod nosem, ale tym 

razem chyba nie był to koszmarny sen. Przez chwilę 

jeszcze mamrotał coś niewyraźnie, a potem odezwał 

się całkiem przytomnie. 

- Clare, śpisz? 

- Nie. - Wstała i wolnym krokiem przeszła do 

sypialni. - Jak się czujesz? 

- Samotnie, a ty? - usłyszała w odpowiedzi. 

- Ja też. 

Wiedziała, że to szaleństwo, że będzie tego rano 

żałować, ale nie mogła oprzeć się pokusie. Musiała 

jeszcze choć raz trzymać go w ramionach, czuć jego 

dotyk i gorący oddech. Zsunęła szybko sukienkę 

i wślizgnęła się pod koc. 

- Boże, Clare. Tak bardzo za tobą tęskniłem! 

- Michael objął ją i westchnął z zadowoleniem. 

- Śpij teraz, kochanie. - Pocałowała go w ramię 

i lekko uścisnęła. 

- Yhmm. 

Zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, już spał. 

Kiedy się rano obudziła, Michaela nie było. Zerwała 

się z łóżka i pobiegła do dużego pokoju, choć wiedziała, 

że go tam nie zastanie. Na stole leżała karteczka. 

„Dziękuję za wszystko. Michael". 

Ubrała się w pośpiechu, żeby jak najszybciej znaleźć 

background image

1 4 2 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

się w szpitalu. Wiedziała, że Michael przyjdzie tam, 

żeby zobaczyć, jak czuje się jego pacjentka. Ostatniej 

nocy zachowywał się zupełnie inaczej niż przez 

ostatnie tygodnie. Może teraz uda im się jakoś 

porozumieć? Ross miał rację, Michael ją kocha. Nie 

mogła wprawdzie zrozumieć, jaką rolę pełni w tym 

wszystkim Jo, ale w tej chwili była gotowa wszystko 

mu wybaczyć. W końcu, każdy ma prawo popełnić 

błąd, nieprawdaż? 

Kiedy przyszła do pracy, dowiedziała się, że Michael 

już był, a teraz pojechał przebrać się do domu. 

Poczuła się głęboko zawiedziona. 

Cóż, musiała jakoś przeżyć ten dzień bez niego. 

W pokoju przywitała ją Judith. 

- Cześć, Clare! Myślałam, że dziś nie przyjdziesz. 

Michael mówił, że pół nocy asystowałaś do operacji. 

- O której tu był? 

- Koło szóstej. Chciał sprawdzić, jak wyglądają 

nogi tej małej. 

- No i co? 

- W porządku. Był z siebie bardzo zadowolony. 

Rzeczywiście, odwalił kawał dobrej roboty. Czuwałam 

przy niej kilka godzin. Byłam pewna, że zakrwawi, 

albo że stopa zsinieje. Nic takiego się nie stało. 

Robimy co kwadrans obserwacje. W poczekalni jest 

jej narzeczony, ale na razie nie pozwalamy mu się 

z nią zobaczyć. 

Reszta dnia minęła spokojnie. Większość dyżuru 

Clare spędziła w pokoju Sally Pierce. Dziewczyna 

była bardzo blada i prawie cały czas spała. Clare 

spojrzała na kartę gorączkową. Miała dwadzieścia 

dwa lata. Sprawdziła kroplówkę i zbadała jej tętno. 

Zastanawiała się, czy Michael przyjedzie, aby ją jeszcze 

zobaczyć. Może wtedy... 

- Dzień dobry - usłyszała za plecami jego głos. 

Skoczyła jak oparzona. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 4 3 

- Dzień dobry. Przestraszyłeś mnie! Jesteś dziś 

w lepszej kondycji? 

- W znacznie lepszej. Dziękuję ci. Myślę, Clare, że... 

Nigdy nie dowiedziała się, co wtedy myślał, gdyż 

w pokoju rozległ się cichy jęk i dziewczyna poruszyła 

się na łóżku. 

- Sally? Wszystko w porządku. Jesteś w szpitalu. 

Możesz otworzyć oczy? - Michael delikatnie ujął ją 

za rękę. 

Powieki lekko się uniosły i Sally spojrzała na niego 

błędnym wzrokiem. 

- Coś cię boli? 

- Wszystko. Bolą mnie piersi i nogi. Są jakieś 

dziwne. Co się ze mną stało? 

- Miałaś wypadek samochodowy. Zoperowaliśmy 

ci nogi, a poza tym masz połamanych kilka żeber. 

Nic poważnego. 

- Złamałam nogi? 

- Tak, ale nie powinnaś się o to martwić, zagoją 

się. Dam ci coś przeciwbólowego, a ty spróbuj zasnąć, 

dobrze? 

- Czy mogę zobaczyć się ze Stevem? 

- Najpierw muszę z nim chwilę porozmawiać. To 

nie potrwa długo. 

Sally zwróciła się do Clare. 

- Jak ja wyglądam? Pewnie rozmazał mi się cały 

makijaż. 

- Wyglądasz świetnie - zapewniła ją. Wielki Boże, 

co ona powie, jak zobaczy swoje nogi! 

Po chwili wszedł Michael z wysokim młodzieńcem. 

- Cześć, Sal. Jak się czujesz? - odezwał się Steve. 

- Nie najlepiej. Muszę koszmarnie wyglądać, prze­

praszam... 

- Och, Sal, przecież to nie ma żadnego znaczenia 

- urwał i usiadł na brzegu łóżka. 

Ujęła go za rękę, a Steve podniósł ją do ust. 

background image

1 4 4 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Musisz teraz odpocząć, a potem szybko wy­

zdrowieć. I pamiętaj, że cię kocham. 

- Ja ciebie też... - westchnęła. Zamknęła oczy, 

a głowa opadła jej na poduszkę. Steve podniósł oczy. 

- Ona umarła! - szepnął z przerażeniem. 

- Nie, tylko zasnęła - uspokoił go Michael. - Będzie 

spała przez dłuższy czas. Jeszcze całkiem nie ustąpiło 

działanie narkozy, a poza tym dostaje silne leki 

przeciwbólowe. 

Przyszedł Tim Mayhew i Clare wyprowadziła 

Steve'a. Obiecała, że będzie go o wszystkim infor­

mować. 

Kiedy wróciła, obaj lekarze stali pochyleni nad 

łóżkiem Sally. 

- A ja myślałem, że operując Barry'ego Warnera 

dokonałeś cudu! 

- Nie mogłem pozwolić, żeby straciła stopę. - Mi­

chael słabo się uśmiechnął. 

- Oczywiście. Myślę, że postąpiłeś słusznie. Obie 

nogi są różowe i ciepłe, a jeśli chodzi o nerwy, to 

mają dużo czasu, żeby się w pełni zregenerować. 

Wygląda to nie najgorzej. Dobra robota, Michael. 

Kiedy wyszli, Clare zmierzyła Sally ciśnienie i tętno, 

a potem usiadła obok łóżka. Pacjentka spała całe 

przedpołudnie i obudziła się dopiero po dwunastej, 

kiedy przyszedł Michael. Zadawała mu mnóstwo 

pytań, więc Clare znów nie miała możliwości, żeby 

z nim porozmawiać. 

- W jakim stanie są moje nogi? - spytała Sally. 

Michael usiadł na krześle i ujął ją za rękę. 

- Mieliśmy z nimi sporo kłopotu. Nie były złamane, 

tylko zmiażdżone, a naczynia i mięśnie rozlegle 

uszkodzone. Obawiam się, że długo potrwa ich gojenie. 

- Czy będę mogła chodzić? - Patrzyła na niego 

bardzo przytomnie. 

- Lewa noga jest w porządku. - Michael zawahał 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 4 5 

się, nie chcąc wzbudzać próżnych nadziei. - Prawa 

wygląda znacznie gorzej. Jeśli proces gojenia będzie 

przebiegał prawidłowo i odłamki kości zrosną się jak 

należy, wówczas masz duże szanse, żeby chodzić. 

- A jeśli nie? 

- Wtedy być może trzeba będzie ją amputować 

poniżej kolana. 

Sally pobladła. 

- Steve chyba nie byłby zadowolony. 

Michael zaśmiał się krótkim, urywanym śmiechem. 

- To dla nikogo nie jest przyjemne. Ale zapewniam 

cię, że można to jakoś przeżyć. - W tej chwili 

zabrzęczał jego aparat wywoławczy. Michael wyłączył 

go i wstał. - Muszę teraz wyjść. Wrócę, jak tylko 

znajdę wolną chwilę. 

Sally popatrzyła za nim. 

- Czy on ma sztuczną nogę? - zapytała szeptem. 

- Tak, ma - odparła Clare. 

- Coś potwornego! Miał wypadek? 

Clare usiadła na krześle, które przed chwilą zajmował 

Michael. 

- Tak. Dziś minęło sześć tygodni. 

- Dopiero? - Sally ze zdumieniem podniosła wzrok. 

- Dopiero. Przeszedł piekło, ale teraz doskonale 

daje sobie radę. Bardzo jesteśmy z niego dumni. 

- Boże! Mam nadzieję, że mi się to nie przydarzy. 

Steve nie zniósłby tego. Z pewnością by mnie zostawił. 

- Niekoniecznie. Są ważniejsze sprawy w życiu niż 

to, ile się ma nóg. 

Potrząsnęła głową. 

- Zawsze powtarza, że mam takie piękne nogi. 

Uwielbia je całować. Och, nie! 

- Sally, uspokój się. Na razie nic się jeszcze nie 

stało. Zresztą, gdyby cię zostawił, toby znaczyło, że 

wcale cię nie kocha. 

- A jak zniosła to żona tego doktora? 

background image

1 4 6 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- On... On nie ma żony - zawahała się, czy może 

rozmawiać z pacjentką o prywatnym życiu lekarza. 

Stwierdziła jednak, że musi ją uspokoić. - Zaręczyliśmy 

się dwa tygodnie przed wypadkiem. Było cudownie. 

Nigdy przedtem nie byłam szczęśliwsza. A potem 

nagle wszystko się skończyło. Michael był bardzo 

dzielny. Włożył wiele wysiłku, żeby w pełni powrócić 

do zdrowia i dzięki temu może teraz normalnie 

pracować. 

- A pani? Może pani na niego patrzeć po tym, co 

się stało? 

- Oczywiście, że tak! Mam żal do losu, ale nie do 

niego. Nic nie jest w stanie zmienić faktu, że go 

kocham. 

- Jak to się stało? 

Clare przymknęła oczy. Ciągle jeszcze nie mogła 

spokojnie myśleć o tamtym dniu. 

- Wykoleił się pociąg. Ratowaliśmy ludzi zamknię­

tych w jednym z wagonów. Michael nie chciał opuścić 

umierającej kobiety, chociaż wiedział, że wagon 

w każdej chwili może się przewrócić. I tak się stało. 

Całe to żelastwo runęło. Wiał silny wiatr i wagon 

przygniótł mu nogę. To było okropne, ale przecież 

mógł stracić życie! 

- Ja wolałabym umrzeć. - Sally zamknęła oczy. 

- Nie wolno ci tak mówić! Za parę dni poczujesz 

się lepiej i wtedy okaże się, czy noga została urato­

wana. 

- A jeśli nie? 

- Wtedy będziesz musiała być taka dzielna, jak 

Michael. Steve będzie przy tobie i przekonasz się, że 

są ważniejsze rzeczy w życiu, niż to, jak się wygląda. 

- Ale on nawet na mnie nie spojrzy! 

- Nieprawda. Ja wcale nie przestałam pragnąć 

Michaela. Wręcz przeciwnie. Jego odwaga i silna 

wola sprawiły, że moje uczucie do niego pogłębiło się. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 4 7 

- Musi go pani bardzo kochać - powiedziała cicho 

Sally. 

- Jest dla mnie całym światem. Nie wyobrażam 

sobie życia bez niego. 

- A oto i ten szczęściarz we własnej osobie. - Sally 

uśmiechnęła się smutno i spojrzała na drzwi. - Chcia­

łabym mieć pewność, że Steve mnie tak kocha. 

Clare odwróciła się i ujrzała Michaela. Patrzył na 

nią z uwagą, a jego twarz miała nieodgadniony wyraz. 

- Czy mógłbym zamienić z siostrą kilka słów? 

- Oczywiście. - Z drżącym sercem wyszła za nim 

z pokoju. - Michael, przepraszam. Nie chciałam jej 

powiedzieć zbyt wiele, ale była taka przerażona... 

- Po co narobiłaś jej tyle nadziei? 

- Powiedziałam jej tylko prawdę - odpowiedziała 

ze zdziwieniem w głosie. 

Popatrzył na nią tak, jakby bał się uwierzyć jej 

słowom. 

- O której godzinie kończysz? 

- O czwartej. A dlaczego pytasz? 

- Sądzę, że nadszedł czas, żebyśmy ze sobą uczciwie 

porozmawiali. Mam nadzieję, że nie jest jeszcze za 

późno. 

Serce waliło jej tak głośno, że ledwo słyszała własny 

głos. 

- Zbyt późno na co? 

- Na naszą miłość. Muszę teraz iść. Spotkamy się 

o czwartej przy głównym wejściu. - Odszedł, zo­

stawiając ją na środku korytarza. Minęło kilka chwil, 

zanim w pełni doszła do siebie. 

Wróciła do pokoju Sally. 

- Wyglądasz lepiej. Chcesz, żebym poprosiła Steve'a, 

jeśli go znajdę? 

- Myśli pani, że chciałby mnie widzieć? 

- Siedział tu przez całą noc, pytając o twój stan 

każdą przechodzącą pielęgniarkę. Nie wychodził ze 

background image

148 MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

szpitala odkąd cię przywieziono. Jestem pewna, że 

zobaczenie ciebie jest w tej chwili jego jedynym 

marzeniem! 

- Może ma pani rację. - Sally lekko się uśmiechnęła. 

-Jeśli można, to chciałabym, żeby na chwilę przyszedł. 

Clare znalazła go drzemiącego na krześle w koryta­

rzu. Delikatnie potrząsnęła nim za ramię. 

- Steve? Sally czuje się lepiej. Chciałaby się z tobą 

zobaczyć. 

Wstał szybko, próbując się uśmiechnąć, lecz po 

chwili ukrył twarz w dłoniach. 

- Myślałem, że się z tego nie wygrzebie. Bałem się, 

że utraciłem ją na zawsze. Żeby pani widziała ten 

samochód... - Z jego piersi wydobył się gwałtowny 

szloch. 

Clare objęła go uspakajającym gestem i lekko 

poklepała po ramieniu. 

- Wszystko będzie dobrze. Może nie wygląda teraz 

najlepiej, ale żyje. Co więcej, jest przekonana, że nie 

chcesz jej już widzieć. 

- Co? - Podniósł mokrą od łez twarz i spojrzał na 

Clare z niedowierzaniem. - Czy ona całkiem postradała 

zmysły? Pewnie, że chcę ją widzieć! 

- No to chodź, bo pomyśli, że musiałam cię do 

tego namawiać. Tylko najpierw obmyj sobie twarz. 

Steve spędził u Sally pół godziny. Clare zostawiła 

ich sam na sam, ale pozostała wystarczająco blisko, 

żeby być pod ręką, gdyby coś się działo. Kiedy 

słyszała ich radosne okrzyki, modliła się w duszy, 

żeby uniknęli piekła, przez które ona i Michael musieli 

przejść. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Clare nie była osobą żyjącą z zegarkiem w ręku, ale 

tego popołudnia nie mogła oderwać wzroku od 

cyferblatu. Wskazówki zdawały się stać w miejscu. 

Wreszcie nadeszła upragniona godzina. Drżącymi 

rękami poprawiła makijaż i zeszła na dół. 

Michael już na nią czekał. 

- Jestem - oznajmiła głosem, po którym można 

było odgadnąć, że jest bardzo spięta. 

- Pomyślałem, że pójdziemy do mnie. Jesteś gotowa? 

- Zaraz podjadę po ciebie samochodem. 

- Nie, chcę iść pieszo. 

- Myślałam, że dla twojej nogi... 

- Powiedziałem, że pójdziemy! - zganił ją ostro. 

Clare zamarła. Nic z tego nie będzie - pomyślała. 

Bez słowa poszli na parking i wsiedli do samochodu 

Clare. Również po drodze milczeli oboje. Kiedy 

dojechali, Michael wysiadł, otworzył drzwi od domu 

i przytrzymał je, aż weszła. 

Poszli do kuchni i Michael nastawił czajnik. 

- Zrobię herbatę - powiedział z ciężkim westchnie­

niem. Zupełnie, jakby to zadanie przerastało jego siły. 

- Może ci pomóc? 

- Przestań mi wreszcie matkować! - krzyknął. - Sam 

sobie dam radę! 

- Przepraszam... - Odwróciła się, przygryzając 

wargi, żeby nie wybuchnąć płaczem. 

- Nie, to ja przepraszam. Nie powinienem krzyczeć. 

To dlatego, że chciałbym ci tyle powiedzieć, a nie 

wiem od czego zacząć... 

background image

1 5 0 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Kochasz mnie? - spytała cicho. 

- Co? 

- Pytam, czy mnie kochasz? 

- Tak - wydusił z siebie. - Tak, do diabła. Ani na 

moment nie przestałem cię kochać! 

- To dlaczego... 

- Bo myślałem, że znamy się zbyt krótko. Że nasza 

miłość jest zbyt delikatna, by oprzeć się takiej próbie. 

Nie wiedziałem, że będę musiał zapłacić tak wysoką 

cenę. Kiedy uciekłem, żeby zamieszkać na łodzi, 

sądziłem, że tam łatwiej będzie mi o tobie zapomnieć 

- westchnął. - Nie miałem racji. Okazało się to 

zupełnie niemożliwe. Myślałem o tobie cały czas. 

- A jednak zwątpiłeś w moją miłość. Myślałeś, że 

jestem z tobą z litości. Nawet mnie nie spytałeś, czy 

nadal cię kocham, a kiedy sama ci to powiedziałam, 

uznałeś, że się mylę. 

- Nie wierzyłem, że mnie jeszcze kochasz. Nie po 

tym, co się stało. 

- Ale dlaczego? Czy kiedykolwiek powiedziałam 

coś... 

- W pociągu - przerwał jej. - Kiedy chciałem 

amputować Beedale'owi stopę, błagałaś mnie, żebym 

tego nie robił. Powiedziałaś, że będzie kaleką. Już 

w dniu, w którym się poznaliśmy, wyraźnie dałaś mi 

do zrozumienia, co sądzisz o takich ludziach. A kiedy 

się kochaliśmy, nazwałaś mnie mężczyzną bez skazy... 

- Spojrzał na nią, a Clare aż zadrżała, widząc, ile 

cierpienia jest w jego spojrzeniu. 

- Och, najdroższy. Tak bardzo cię skrzywdziłam! 

Nigdy nie myślałam, że uznasz moje uczucie za tak 

powierzchowne. Kocham cię i zawsze będę cię kochała. 

Nie chciałam cię zranić... - Gorące łzy popłynęły jej 

po policzkach. Michael przyciągnął ją do siebie. 

- Nie płacz. Nie chcę, żebyś kiedykolwiek płakała. 

Zbyt dużo łez już przelałaś. Kocham cię, Clare. 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

1 5 1 

- Ja też cię kocham. 

- Udowodnij mi to - przekornie przechylił głowę 

w jej stronę. 

Odsunęła się i wzięła go za rękę. Wciąż jej nie 

wierzył! Pociągnęła go za sobą i poszli na górę. 

W sypialni puściła go i wolno rozpięła sukienkę. 

Ułożyła ją starannie na krześle, zrzuciła pantofle 

i zdjęła z siebie resztę ubrań. Potem stanęła przed nim 

i w milczeniu rozpięła mu koszulę. 

- Schudłeś - powiedziała smutnym głosem. 

- Ty też. 

Rozpięła suwak spodni i kazała Michaleowi usiąść. 

Zdjęła mu buty i zsunęła spodnie. Położyła je obok 

sukienki i uklękła, żeby odpiąć protezę. 

Michael cofnął nogę, ale stanowczym gestem 

przyciągnęła ją z powrotem i delikatnie odpięła 

sztuczną nogę. Zagojona rana była czerwona i lekko 

obrzmiała. Pochyliła się i lekko ją ucałowała. 

- Trochę za bardzo ją forsujesz. Powinieneś jutro 

odpocząć. Myślę, że dzień w łóżku dobrze ci zrobi. 

Michael złapał ją za ramiona i pociągnął do góry. 

- Kochaj mnie, Clare. 

- Jeszcze nie. Najpierw zrobię ci masaż pleców. 

Tylko nie uśnij. 

- Nie ma obawy - roześmiał się i przewrócił na 

brzuch. 

Clare nasmarowała mu plecy olejkiem, powoli 

rozprowadzając go po gładkiej skórze, a potem 

zaczęła dokładnie rozmasowywać twarde mięśnie. 

Michael mruczał z rozkoszy, rozluźniając się zupełnie, 

aż znikło gdzieś napięcie, które nie opuszczało 

go przez ostatnie dni. 

Ruchy Clare nabrały innego charakteru i czuła pod 

palcami, jak ciało Michaela poddaje się im z coraz 

większą uległością. 

- Odwróć się - poleciła lekko drżącym głosem. 

background image

1 5 2 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

Posłuchał jej i przewrócił się na plecy. 

- Jesteś taka piękna - szepnął. 

Clare usiadła na nim i pochyliła się. 

- Och, Clare, nie wytrzymam dłużej'! - Z jękiem 

chwycił ją w ramiona i przyciągnął ku sobie. 

- I bardzo dobrze. W końcu zawsze jest następny 

raz. 

Zaczął ją gorączkowo całować i pieścić, aż poczuła 

jak wypełnił sobą jej wnętrze. 

- Michael! - krzyknęła, a świat ponad jej głową 

rozpadł się na kawałki. 

Dopiero po dłuższej chwili przyszli do siebie. Clare 

otworzyła oczy i lekko uniosła głowę. 

- Wierzysz mi teraz? 

- Tak, teraz tak. Przepraszam, że zwątpiłem. Sam 

nie wiem, dlaczego tak się stało. 

- A ja wiem. Gdybym przeszła mastektomię, na 

pewno nie uwierzyłabym, że chcesz mnie bez jednej 

piersi. 

- Clare, nie bądź śmieszna! Oczywiście, że bym cię 

chciał. Byłoby mi przykro, bardzo przykro, ale nie 

zmieniłoby to mojego uczucia do ciebie. 

- To dlaczego nie chciałeś mi uwierzyć? 

- Chyba obawiałem się, że kochasz mnie zbyt mało. 

Boże, jak ja za tobą tęskniłem! Byłem taki samotny! 

- Czy to dlatego spałeś z Jo Harding? - zapytała 

cicho. 

- Co? - Usiadł na łóżku i spojrzał na nią ze 

zdziwieniem. - Nigdy nie spałem z Jo. Skąd ci to 

przyszło do głowy? 

- Michael, proszę cię, nie kłam. Widziałam was na 

przyjęciu w zeszłym tygodniu. Wychodziliście z sypialni, 

a ona zapytała, czy czujesz się lepiej. Powiedziałeś, że 

było cudownie, a ona odparła, że nie ma większej 

background image

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 153 

przyjemności, niż dotykanie takiego wspaniałego ciała, 

jak twoje. Miałam ochotę wydrapać jej oczy! 

- Clare, spójrz na mnie, proszę. Ona po prostu 

zrobiła mi masaż pleców. Wiesz, że ostatnio miałem 

z nimi problemy. 

- Michael! Widziałam was razem nie tylko tam... 

- Jo jest fantastyczną dziewczyną. Wygląda jak 

wamp, ale ma serce ze złota. Godzinami wysłuchiwała, 

jak o tobie opowiadałem, robiła mi hektolitry kawy 

i ocierała łzy. 

-Łzy? 

- Tak, łzy. Umierałem bez ciebie, Clare. Nie 

mógłbym być z kimś innym, uwierz mi. Nic między 

nami nie było. 

- Wyglądało to zupełnie inaczej - Clare nie dawała 

się przekonać. 

- Clare, przysięgam ci! 

- Pamiętasz, jak powiedziałeś, że kiedy ładna 

kobieta rzuca się mężczyźnie do stóp, trzeba być 

herosem, żeby się jej oprzeć. A przecież Jo jest piękna. 

- Och, Clare. Starałem się zapomnieć o tobie. 

Myślałem, że znienawidzisz mnie i łatwiej będzie mi 

wyrzucić cię z mego życia. 

Dotknęła jego policzka. 

- Zasłużyłam na to. Pamiętasz, jak powiedziałam 

ci, że Andrew jest lepszy od ciebie w łóżku? Chciałam 

się na tobie odegrać. Byłam tak wściekła, że pomyślałeś, 

iż spaliśmy ze sobą, że chciałam, abyś naprawdę w to 

uwierzył. 

Roześmiał się i mocniej przytulił ją do siebie. 

- Pozbycie się go zajęło mi całe czterdzieści osiem 

godzin. Nawet ja nie uwierzyłem, że mogłabyś to 

zrobić. 

Pocałowała go. 

- Powiedz mi, dlaczego dziadek jest na ciebie 

obrażony? 

background image

1 5 4 

MĘŻCZYZNA BEZ SKAZY 

- Nie mógł pogodzić się z faktem, że zerwałem 

zaręczyny. Powiedział mi, że jeśli nie potrafię wierzyć 

w to, że mnie kochasz, to widocznie nie zasługuję na 

ciebie. I jeszcze, że nie chce mnie widzieć, dopóki się 

z tobą nie pogodzę. Powinienem był przewidzieć, że 

ma rację. 

- Och, Michael! Jestem taka szczęśliwa. Czym 

byłoby moje życie bez ciebie? - Połaskotała go po 

bokach. - A jeśli w przyszłości będziesz potrzebował 

masażysty, to zgłoś się do mnie. 

- Obiecuję, obiecuję! - roześmiał się. 

Clare usiadła i zapytała z przewrotnym uśmiechem. 

- Powiedz mi, która z nas jest lepsza? 

- Zdecydowanie Jo... aj! Chociaż nie. Ona doskonale 

masuje, ale ty masz lepsze zakończenie. 

- No, to rozumiem! - Clare roześmiała się głośno 

i położyła z powrotem obok niego. 

- Michael, kocham cię. Proszę, pamiętaj o tym 

zawsze. 

- Przyrzekam - odpowiedział niskim, wibrującym 

głosem. - Nigdy więcej w ciebie nie zwątpię, nawet 

gdybym miał to udowadniać przez całe życie. 

Odsunął się od niej i oparł głowę na łokciu. 

- Czy wspominałaś coś o herbacie? 

- Czyżbyś chciał wyrzucić mnie z łóżka? 

- Mogłabyś przynieść tacę na górę - zaproponował. 

- Herbatka po tym, to całkiem miła rzecz - powie­

działa, bawiąc się włosami na jego piersi. 

Michael zrobił zagadkową minę i przyciągnął ją do 

siebie. 

- Zapomnij o herbacie - szepnął. - Mam lepszy 

pomysł...