background image

Rozdział 7 – Spotkanie 

 

 

 

 
Nie poszłam na zakończenie roku szkolnego, moje 

ś

wiadectwo odebrał Charlie. Biedna Alice z rozpaczą musiała 

zadzwonić do wszystkich zaproszonych na ślub osób i je odwołać, a 
przychodziło jej to z trudem. Przed niektórymi musiała się tłumaczyć 
na przykład przed moją mamą i ojcem. Charlie nie bardzo się tym 
przejął cały czas miał nadzieję na to, Ŝe w końcu zostawię Edwarda 
lecz stało się odwrotnie. Rene natomiast wybuchnęła płaczem do 
telefonu i wampirzyca musiała dobre pół godziny ją uspokajać. Ach 
biedna mama tak się cieszyła, Ŝe w końcu wyjdę za mąŜ i nie mogła 
pojąć co się stało. Nie chciałam z nią rozmawiać mimo iŜ nalegała. 
Byłam na granicy wytrzymałości i rozpaczy, miałam tylko nadzieję, 
Ŝ

e Edward nie pojedzie powtórnie do Włoch aby ponownie 

sprowokować Volturi. Tego bym nie przeŜyła. Dzwoniłam chyba 
setki razy do niego lecz nie odbierał telefonu. Setki razy wysyłałam 
mu wiadomości i nagrywałam się na pocztę głosową, wszystko na 
próŜno. Dzwoniłam takŜe do Jacoba, który jak widać zrozumiał to co 
zrobił i takŜe nie odbierał telefonu. Nie miałam zamiaru tego tak 

background image

zostawić o nie! Chciałam pójść do jego gównianego rezerwatu i 
powiedzieć mu to co o nim myślę. Ale teraz największym 
zmartwieniem był dla mnie mój Edward. Nie miałam zielonego 
pojęcia co robić. Carlise razem z Esme uspokajali mnie  na wszelkie 
moŜliwe sposoby lecz nic mi nie pomagało. 

- Proszę Bello – powiedziała Esme podając mi tace ze 

ś

niadaniem. 

- Chyba nie jestem głodna. 
- Musisz coś zjeść nie chcemy byś nam znowu zemdlała. – 

Zabrałam się na jedzenie jajecznicy z lekko przysmaŜonym bekonem. 
Cullenowie zawsze o mnie dbali jak o własną córkę. Mimo, Ŝe oni 
Ŝ

ywili się krwią, Esme nauczyła się specjalnie dla mnie gotować 

moje ulubione potrawy. Byłam im za to taka wdzięczna.  

Od mojego przebudzenia minęło chyba z pięć godzin a Alice 

dopiero teraz skończyła odwoływać zaproszenia ślubne. Schodząc po 
schodach o mało co a nie potknęła by się ale szybko złapała ręką za 
poręcz. Trwała w tej pozycji dobre kilkanaście sekund, poczym się 
ocknęła i odwróciła głowę. Wszyscy z niecierpliwieniem patrzyliśmy 
na nią i oczekiwaliśmy jakiej doznała wizji. 

- Edward, - zaczęła – on, on… 
- Mów proszę mów co się z nim dzieje – błagałam 
- On jest w Europie! – powiedziała Alice zestresowanym 

tonem. – Czegoś poszukuje, coś jakby tropi – nie umiała odnaleźć 
właściwych słów. 

- Jak to?! – krzyknęłam – w Europie? PrzecieŜ to tysiące 

kilometrów stąd! – byłam w ogromnym szoku zresztą jak pozostali w 
salonie. Emmet tylko potrząsnął głową z niedowierzaniem a Rosalie 
aŜ usiadła z wraŜenia. 

- To nie moŜliwe przecieŜ nigdy się tak daleko nie zapuszczał 

– powiedziała Esme. 

- Wiesz, Ŝe dla Edwarda nie ma rzeczy niemoŜliwych – 

odparł Jasper. 

background image

- Tak wiem, ale dlaczego akurat Europa? Widziałaś w jakim 

dokładnie państwie teraz przebywa? – Zapytała Rosalie. 

- Poczekajcie spróbuję coś wyczytać, połączyć się jakoś. – 

Alice usiadła na kanapie, na której poprzedniego wieczoru siedział 
mój kochany Edward. Jasper natychmiast podał jej białą kartkę i coś 
do pisania. Wszyscy spoglądaliśmy na wampirzycę z narastającym 
oczekiwaniem. Alice tak mocno próbowała się skupić, zaciskała 
silnie powieki i dłonie, aŜ złamała pióro którego atrament wylał się 
na stół i poplamił seledynowy obrus. 

- Przykro mi nic nie widzę, chyba specjalnie mnie blokuje. 
- Błagam spróbuj jeszcze raz – prosiłam ją z łzami w oczach 
- Okay, spróbuję ale nie wiem czy mi się uda. – ponownie 

zacisnęła powieki lecz tym razem lŜej, kolejne wiekowe pióro 
wylądowało w jej ręku podane przez jej narzeczonego. Nastało kilka 
minut ciszy, ten czas niemiłosiernie mi się dłuŜył czułam jakby była 
to cała wieczność, wieczność, którą miałam spędzić bez Edwarda. 
Nagle Alice otworzyła szeroko oczy i patrząc błędnym wzrokiem 
przed siebie zaczęła rysować na kartce jakieś bazgroły, które powoli 
układały się w jedną całość. Kiedy wampirzyca skończyła zabrałam 
jej szybko kartkę Ŝeby zobaczyć co dokładnie narysowała. Patrząc na 
nią mimowolnie przyłoŜyłam rękę do ust w niemym krzyku. Kartka 
powoli wypadła mi z dłoni spadając na ziemię lecz Emmet jednym 
zwinnym ruchem zdąŜył ja podnieść i po przyjrzeniu się jej jego oczy 
stanęły w słup. Usiadłam powoli na kanapie obok Alice, byłam w 
amoku z którego Carlise próbował mnie otrząsnąć targając moje 
ramiona . 

- ParyŜ – powiedziałam cichutko ale i tak wszyscy mnie 

słyszeli. Na kartce wampirzyca narysowała wysoką aŜ do nieba więŜę 
Eiffla. Długo nie mogłam się otrząsnąć ze zdumienia i przeraŜenia. 
Co on tam robił? Dlaczego mój ukochany pojechał aŜ do ParyŜa? To 
wszystko nie trzymało się kupy. Pozostali takŜe byli w szoku. W 
pewnym momencie wstałam prawie tak szybko jak nie jeden wampir 
by się powstydził. 

background image

- Lecę tam – oznajmiłam krótko 
- Co? Nie ma mowy – powiedziała Alice 
- Nic nie zmieni mojego zdania 
- W takim razie lecę z Tobą – spojrzałam się na nią jak na 

wariatkę ale ulŜyło mi, Ŝe przyjaciółka będzie towarzyszyła mi w 
podróŜy po ukochanego. 

- Emmet czy mógłbyś sprawdzić mi w Internecie rozkłady 

lotów? 

- Nie ma sprawy. 
- Alice dziękuję Ci za to poświęcenie ale muszę załatwić 

jeszcze jedną sprawę zanim wyjedziemy. Spotkamy się pod moim 
domem okay? Tylko dajcie mi jak najszybciej znać o której będzie 
odlot ze Seattle. – powiedziałam i szybko wybiegłam z domu 
Cullenów. Odpaliwszy silnik swojego czerwonego pickupa 
pojechałam prosto do rezerwatu Indian.  

JuŜ z daleka zobaczyłam jego umięśnioną sylwetkę i 

kruczoczarne włosy. Na mój widok jego mina trochę zrzedła ale nie 
zatrzymując się szedł w moją stronę. Wyskoczyłam z samochodu  i 
szybkim krokiem szłam w stronę Jacoba Blacka.  

- Cześć Bells! – krzyknął do mnie jakby nic się nie stało. Nic 

nie odpowiedziałam i kiedy tylko znalazłam się naprzeciwko niego 
spoglądając mu z pogardą w oczy wymierzyłam mu silny policzek. 
Wilkołak tylko spojrzał się na mnie i poruszył szczęka jakby chciał 
wstawić ja sobie na miejsce. 

- Ty obłudny, kłamliwy psie! – zaczęłam krzyczeć na 

Indianina – czy ty wiesz co w ogóle zrobiłeś? 

- Tak teraz moŜemy Ŝyć razem długo i szczęśliwie – zaśmiał 

się Quillet, a ja w porywie napadu szału zaczęłam okładać go 
pięściami po twarzy i piersi. Jacob stał tylko i czekał na zakończenie 
mojego gniewu co jeszcze bardziej mnie rozłościło. W pewnym 
momencie przypomniało mi się, Ŝe mam w kieszeni zapalniczkę 
którą Mike Newton dał mi na przechowanie. Spojrzałam w oczy Jaka 
dyskretnie sięgając do kieszeni spodni. 

background image

- JuŜ skończyłaś Bello? – w tym momencie dostał ode mnie 

silny cios w twarz. Zapalniczka którą trzymałam ściśnięta w pięści 
rozcięła mu kawałek policzka i zahaczyła silnie o nos. W tym 
momencie Jacob złapał mnie mocno za rękę i wykręcił ja tak, Ŝe 
zapiszczałam z bólu. 

- Dziewczyno uspokój się w końcu! – krzyknął widocznie 

rozwścieczony. Nagle zobaczyłam, Ŝe po twarzy płynie mu krew. 
BoŜe nie potrzebnie tak się na nim wyŜyłam, źle postąpił ale w końcu 
bądź co bądź był moim przyjacielem. 

- Jake ja, ja nie chciałam tak mocno. – powiedziałam ze 

skruszoną miną. 

- O czym ty w ogóle mówisz, złamałaś mi nos kobieto! – 

krzyczał wilkołak puszczając moją rękę i po przyłoŜeniu jej sobie do 
twarzy zobaczył, Ŝe cała jest we krwi.  

- Jeśli mi się źle zrośnie to będzie to Twoja wina – powiedział 

i szybko pobiegł w kierunku domu. Z tego wszystkiego zapomniałam, 
Ŝ

e wilkołakom wszystkie rany i złamania goją się w zastraszającym 

tempie, pobiegłam więc za nim. Kiedy weszłam do środka ujrzałam 
wpół leŜącego na wersalce Jacoba i Jareda siedzącego przed nim. 

- Auł to boli – syknął młody Quillet i w tym momencie 

usłyszałam trzask przestawianych kości. Jared który nastawiał mu 
złamany nos popatrzył się na mnie z uśmiechem. 

- Nieźle go załatwiłaś Bello. 
- W gruncie rzeczy zasłuŜył sobie na to, choć mimo wszystko 

przepraszam, Ŝe mnie tak poniosło. 

- Spoko serio zasłuŜyłem – przynajmniej umiał się do tego 

przyznać. 

- Jared moŜesz nas zostawić samych na chwilę? Chyba 

musimy pogadać. 

- Nie ma sprawy i nie dziękuj mi za nastawienie ci kości to 

była dla mnie czysta przyjemność. – roześmiał się chłopak i wyszedł 
z domu. Gdy spojrzałam na Jacoba jego nos był juŜ na swoim stałym 
miejscu a ślad po zapalniczce na jego policzku juŜ zniknął. 

background image

- Jak mogłeś mi to zrobić Jake? – spytałam tym razem juŜ 

normalnym tonem. 

- Chodź za mną przejedzmy się po lesie – powiedział i wstał z 

sofy a ja poszłam za nim. Zaczynało się ściemniać a ja ciągle 
czekałam na wiadomość od Emmeta, która nie nadchodziła.  

- Słuchaj Bello, - zaczął mówić – zarŜnąłbym cały świat Ŝeby 

tylko zdobyć Twoją miłość. 

- Jacob ale ty juŜ ją masz tylko nie w takim samym stopniu 

jak Edward. 

- Wiem, Ŝe źle zrobiłem ale to działo się tak szybko, tak 

spontanicznie, wyczułem go Ŝe stoi za drzewem i nas obserwuje i 
zrobiłem pierwsze to co mi przyszło do głowy. Bello gdyby na kimś 
Ci tak bardzo zaleŜało czy nie zrobiłabyś wszystkiego, Ŝeby tylko 
odwrócić los? – Patrzyłam się na niego i nic nie mówiłam bo 
obydwoje znaliśmy na to retoryczne pytanie odpowiedź. 

- Bello, najdroŜsza tylko jeden uścisk kiedy przytulasz mnie 

do Swojej duszy jest dla mnie jak słońce. Błagam nie odbieraj mi 
tego. 

- Wiesz gdzie on teraz jest? – spytałam 
- Nie i wybacz, ale raczej mnie to nie obchodzi 
- W Europie, a dokładniej w ParyŜu i to wszystko przez 

Ciebie! – zacisnęłam oczy by nie pociekły mi łzy. Jacob spojrzał się 
na mnie z miną niedowiarka. 

- No to dosyć daleką wybrał się podróŜ – drwił z 

wypowiadanych prze zemnie z Ŝalem słów. 

- Podobno czegoś szuka, coś tropi ale Alice nie wie dokładnie 

co to jest, jej wizje są zakłócane. 

- Nie wiem po co tam pojechał, ale gdybym ja tam był razem 

z Tobą to zabrałbym Cię w najpiękniejsze miejsca. Karmilibyśmy 
dzikie łabędzie nad brzegiem Sekwany i wpatrywalibyśmy się w 
jaśniejący nad naszymi głowami tak jak teraz księŜyc. – spojrzałam 
w górę. KsięŜyc był rzeczywiście przepiękny, nagle zaczęłam sobie 
wyobraŜać tę wymarzoną przez Jacoba scenerię. 

background image

- Jake – powiedziałam – Ja tam dzisiaj lecę tylko czekam na 

wiadomość od Emmeta o której mam samolot. – wilkołak posmutniał 
nie domyślał się takiego obrotu sprawy. 

- Błagam Bello nie jedź, nie odchodź ode mnie. 
- Muszę Jacob ja bez niego umieram, nie mogę bez niego Ŝyć, 

czy ty tego nie rozumiesz? 

- Ja bez Ciebie teŜ nie mogę, ale to się dla Ciebie nie liczy. 

Widać przeraŜającym snem jest Ŝycie. 

- Nie mów tak, wiesz Ŝe takŜe Cię kocham 
- To czemu wybierasz jego zamiast mnie? W czym ta pijawka 

jest lepsza? W tym, Ŝe jest martwy? To cię w nim pociąga? A moŜe 
to, Ŝe morduje z zimną krwią? Ja tego nie robię, ja taki nie jestem 
Bello. – spojrzałam się przyjacielowi głęboko w oczy i przytuliłam 
się do niego. 

- To nie jest tak jak myślisz, on, on jest po prostu inny, 

wyjątkowy.  

- A ja nie jestem? Dobrze wiesz, Ŝe zrobię dla Ciebie 

wszystko, choćbym miał przewrócić niebo i ziemię. 

- Ach Jake kocham Cię tak bardzo, jesteś moim aniołem, 

moją bratnią duszą ale ja juŜ wybrałam i niech tak pozostanie. – nie 
gniewałam się juŜ na przyjaciela, cała moja złość po prostu 
wyparowała, przysnęła jak bańka mydlana. W tym momencie Jake 
uklęknął przede mną na kolana i powiedział coś czego w Ŝyciu bym 
się po nim nie spodziewała… 

- Bello wyjdź za mnie – byłam zszokowana tym wyznaniem 
- Jake wiesz, Ŝe nie mogę – cienkie stróŜki łez popłynęły po 

moim policzku, kochała go bardzo ale nie mogłam zostawić Edwarda, 
nie mogłam złamać mu serca tak jak łamałam je w tej chwili 
Jacobowi. 

- Błagam Cię Bells, będziemy szczęśliwi zobaczysz, ja mogę 

Ci dać to czego on Ci w Ŝyciu nie zapewni. – w tym momencie ja 
równieŜ upadłam na kolana i tuląc się w ramionach Quilleta płakałam 
nie kryjąc łez. Dobrze wiedziałam o co chodziło. Edward był 

background image

wampirem, nie Ŝył juŜ od ponad stu lat, a Jacob był Ŝywy i tylko 
dlatego mógł mi zapewnić jedyną rzecz którą tak bardzo pragnęłam, 
a której Edward nie był mi w stanie ofiarować.  

- Ach Jake nawet nie wiesz ile bym dała Ŝeby mieć normalną 

rodzinę.  

- To zgódź się Bello, i wyjdź za mnie. – patrzyłam się w jego 

przepełnione smutkiem oczy, widziałam w nich nasze roześmiane 
postacie trzymające się za ręce i … małe dziecko radośnie biegające 
wokół nas. Tak to była jedyna rzecz, której nie mogłam mieć będąc 
wampirem, choć tak bardzo jej pragnęłam. Jacob uderzył w mój 
najczulszy punkt. Płakałam juŜ rzewnymi łzami wtulona w jego 
ramiona i nawet nie czułam wibrującego w kieszeni od dobrych paru 
minut telefonu. Ujęłam twarz Jacoba w swoje dłonie. 

- Ja nie mogę uwierz mi – mówiłam 
- Zrozum Bello będziemy mieli razem gromadkę bawiących 

się i śmiejących dzieci, i nie będą one martwe. 

- Ale, ale co z Edwardem? – zaczęłam się bezmyślnie 

zastanawiać. 

- Zrobimy tak jak Ci powiedziałem, moŜemy razem uciec, 

gdzie tylko zechcesz. Jest jeszcze jedna moŜliwość. Pamiętam jak rok 
temu Cullen  powiedział mi, Ŝe nie opuści Cię dopóki ty sam go nie 
odprawisz. 

- O nie tego bym nie była w stanie zrobić, on zabił by się 

przez to. – byłam w rozterce nie wiedziałam co mam zrobić. Z jednej 
strony kochałam Edwarda nad Ŝycie, z drugiej zaś z Jacobem 
mogłabym mieć normalne Ŝycie i dzieci. Jeszcze raz spojrzałam mu 
w oczy. 

- Kocham Cię Jake… 
- Czyli to oznacza, Ŝe… 
- Tak, zostanę Twoją Ŝoną. – w tym momencie Jacob 

pocałował mnie tak namiętnie i z miłością, której nigdy w takim 
stopniu od niego nie doznałam. Poczułam narastające szczęście ale i 
jednocześnie smutek spowodowany zdradą Edwarda. 

background image

- Ach jaka piękna z was para brawo! -  w tym samym 

momencie obydwoje odwróciliśmy się i z przeraŜeniem patrzyłam na 
stojącą przed nami kobietę. Poderwałam się z ziemi i spojrzałam o 
oczy niskiej blondynki. Jacob równie jak ja był przeraŜony.. 

- Jane. – powiedziałam półszeptem 
- Tak to ja we własnej osobie jak widzisz. Aro wysłał mnie, 

Ŝ

ebym zobaczyła czy dotrzymaliście z Cullenami naszej umowy ale 

jak widać będzie bardzo rozczarowany. CóŜ to się stało, Ŝe 
obściskujesz się z tym śmierdzącym wilkołakiem? 

- Nie mów tak do niego! – krzyknęłam ale nie zrobiło to na 

niej Ŝadnego wraŜenia. 

- Kim ona jest Bells? 
- Nie miło mi Cię poznać, ale wypada się przedstawić. 

Nazywam się Jane słuŜę w straŜy przybocznej rodziny Volturich o, 
których zapewne juŜ słyszałeś. – w tym miejscu spojrzała na mnie 
wymownie. 

- Po co przyszłaś i czego od nas chcesz? 
- JuŜ powiedziałam, przybyłam sprawdzić czy ona jest nadal 

człowiekiem, ale jak widać jest więc nie mam wielu moŜliwości do 
wyboru.  

- Zostaw mnie w spokoju, przecieŜ wiesz, Ŝe nikomu o was 

nie powiem, a poza tym, - tu wstrzymałam na moment oddech. – nie 
jestem juŜ z Edwardem Cullenem. – złapałam Jacoba za rękę, był 
gorący jak nigdy przedtem widać bardzo się denerwował bo 
poczułam, Ŝe się trzęsie. 

- Właśnie widzę i cięŜko jest mi podjąć jakąś decyzję, ale 

niestety umowa to umowa.  

W tym momencie jednym szybkim ruchem doskoczyła do nas 

odpychając mnie od Jacoba. Uderzyłam o drzewo i przeturlałam się 
w krzaki. Jacob naszykował się do ataku lecz nim się obejrzał Jane 
była juŜ przy mnie i uderzyła mnie w twarz z całej siły. Indianin 
doskoczył do nas i złapał wampirzycę zrywając z niej płaszcz. Jane 
wyszczerzyła swoje kły i kopnęła wilkołaka w brzuch tak, Ŝe ten 

background image

znalazł się kilkanaście metrów za mną. ZdąŜyłam tylko zobaczyć jak 
przemienia się w duŜego rudego wilka i usłyszałam jego głośne 
przeraźliwe wycie. Zrozumiałam, Ŝe wzywał do pomocy sforę. Jane 
ś

cisnęła mnie za ramię tak mono, Ŝe usłyszałam trzask łamanych 

kości, krzyczałam w rozpaczliwym bólu. Nagle wampirzyca uniosła 
się ponad ziemię i ujrzałam Jacoba który zdąŜył schwytać ją w swoje 
zęby i targał ją za nogi waląc ją o ziemię. Mój ból przeszywał kaŜdą 
cząstkę mego ciała, ledwo zdołałam dostrzec cztery potęŜne wilki 
biegnące w naszą stronę. Kiedy Jake puścił młodą blondynkę, ta 
zwinnym ruchem pobiegła do drzewa od którego odbiła się i skoczyła 
rudemu wilkowi na grzbiet  i wgryzając się mu w kark. Ujrzałam jak 
jeden z wilków, domniemałam, Ŝe to był Paul uderzył swoją potęŜną 
łapą Jane która ze świstem powietrza znalazła się leŜąca tuŜ koło 
mnie. Spojrzała mi złowieszczo w oczy i chwyciła moją rękę 
przystawiając ją sobie do ust. Próbowałam się wyrywać lecz ona była 
silniejsza. Wgryzła się w mój nadgarstek z ogromną siła i zaczęła pić 
moją krew. Jeden z wilków głośno zawył, a następny doskoczył do 
mnie i mojego śmiertelnego przeznaczenia, powalając je na ziemię. 
Zaczęłam wić się w agonii, czułam jad przenikający przez całe moje 
ciało. Krew w mych Ŝyłam paliła się Ŝywym ogniem. Spojrzałam na 
Jacoba który zmienił się w człowieka i biegł w moją stronę.  

- Zajmijcie się nią, musi zginąć - wskazał na Jane która 

toczyła walkę z jednym z wilkołaków. Podbiegł do mnie i z łatwością 
wziął mnie na ręce. Zaczął biec w kierunku samochodu. Ledwo juŜ 
kontaktując ujrzałam krwawiąca ranę  na karku kochanka. Jacob 
wsadził mnie na siedzenie mojej furgonetki i odpalił silnik. W tym 
momencie straciłam przytomność. 

Kiedy się ocknęłam wciąŜ czułam palący ból w całym ciele, 

który nie chciał ustępować. Cała płonęłam i wiłam się w śmiertelnej 
agonii. Jacob zaparkował samochód, wziął mnie na ręce i nie pukając 
wszedł do czyjegoś domu. Na początku nie wiedziałam gdzie jestem. 

background image

- Błagam zróbcie coś Bella umiera! – krzyczał zrozpaczony 

Jacob. Ledwo zorientowałam się, Ŝe jestem w domu Cullenów. Nagle 
dostałam drgawek. Prawie nie rozpoznawałam twarzy. 

- Szybko połóŜcie ją w salonie – usłyszałam czyjś głos, chyba 

naleŜał do Carlisa. 

- Co się stało? 
- Została ugryziona przez wampira. 
- Chcesz Ŝeby się przemieniła? – ledwo co słyszałam głosy 

ból był tak straszny, Ŝe przyćmiewał wszystko wokół  

- Nie! – krzyczał Jacob 
- Ale ona i tak tego chciała 
- JuŜ nie chce wiem co mówię, później to wam wyjaśnię. 

Teraz błagam ratujcie ją, wiem Ŝe potraficie. 

- Trzeba wyssać jad. Ja to zrobię jestem najsilniejszy z wasz 

wszystkich.  – poczułam czyjeś usta na moim ręku, z lekko 
przymkniętymi oczyma rozpoznałam twarz Carlisa. Ciało ciągle mi 
płonęło, czułam Ŝe umieram nie chciałam się poddać mimo, Ŝe ciało 
odmawiało mi posłuszeństwa. Nagle zrobiło mi się przeraźliwie 
zimno. Zobaczyłam przed oczyma mojego Edwarda, który wyciągał 
ku mnie swoją dłoń w rozpaczy lecz nie mogłam jej dosięgnąć, 
byłam taka słaba. Potem ujrzałam cale swoje Ŝycie przelatujące mi 
przed zamkniętymi juŜ oczami. Widziałam moją mamę, która się do 
mnie uśmiechała, Charliego wołającego o obiad, szkolę i przyjaciół z 
Forks. Słyszałam jak przez mgłę „ Tylko mi nie umieraj Bello, 
błagam Cię najdroŜsza. Nie mogę Cię stracić nie w tej chwili, nie 
teraz.” Uchyliłam lekko oczy i widziałam zalanego łzami Jacoba. 
Potem był tylko ból i przepaść w którą zaczęłam powoli spadać.