background image

              

    

 

 

 

 

 

 

          

background image

             Adam Doboszyński 

  Konspiracje 

  Wstęp i opracowanie dr Norbert Wojtowicz 

bom Wydawniczy "Ostoja"

Dom Wydawniczy "Ostoja" ul. Targowa 29/12 32-065 Krzeszowice tel. (0-12) 

282-63-01, fax (0-12) 258-14-81 e-mail

ostoja@ostoja.pl

 

www.ostoja.pl

 

Krzeszowice 2004 

background image

ISBN 83-88020-79-X 

Masoneria w myśli Adama Doboszyńskiego 

„Donoszą mi z Polski, że chcą wystawić nagrobek Adamowi Dobo- szyńskiemu i radzą się, co na nim wyryć. I rzeczywiście co? 

Ostatni romantyk? Inżynier, ekonomista, powieściopisarz, dramaturg? Polityk nieokiełznany? Katolik, nacjonalista, rewolucjonista? 
Realistyczny fantasta? Człowiek nie znający trwogi i kompromisu? Najwybitniejsza z ofiar terroru bierutowskiego?" — zanotował w 
swoich wspomnieniach o nim Wojciech Wasiutyński

1

. Ten dylemat to nie jakaś tam wydumana figura retoryczna, lecz autentyczna 

rozterka człowieka próbującego w kilku słowach przedstawić tę niezwykle barwną postać. 

Osoba Adama Doboszyńskiego znana jest w Polsce głównie za sprawą dwóch (trzech) głośnych procesów — w 1937 i 1947 roku. 

Pierwszy  z  nich  to  efekt  głośnego  „Marszu  na  Myślenice",  w  wyniku  którego  „zajął"  miasteczko,  splądrował  sklepy  żydowskie  a 
znajdujące się w nich towary spalił. Stanisław Cat-Mackiewicz podkreślał później, iż marszem na Myślenice Doboszyński „poszedł 
na czyn rozpaczliwy"". Mimo odżegnywania się endecji od samej akcji, jej zaaprobowanie wzmacniało tylko poglądy socjalistów, że 
była  to  „robota  endecji  i  sprzymierzonych  z  nią  grupek"

3

.  W  wyniku  pierwszego  procesu  26  czerwca  1937  roku  przed  Sądem 

Okręgowym w Krakowie ława przysięgłych powiedziała jednogłośnie „niewinny" na wszystkie stawiane mu zarzuty. Sąd Najwyższy 
uchylił ten wyrok i przekazał sprawę do rozpoznania Sądowi Okręgowemu we Lwowie. Tu przysięgli uniewinnili go z dziewięciu na 
dziesięć  zarzutów.  Niezależnie  jednak  od  tego  jak  oceniano  działanie  Doboszyńskiego  sprawa  ta  wstrząsnęła  społeczeństwem  i  w 
zasadzie  wszyscy  zgadzali  się  z  tym,  że  „Myślenice  zrobiły  ogromne  wrażenie.  Myślenice  dały  wszystkim  dużo  do  myślenia". 
Sprawa ta ciągnęła się za nim jeszcze na długo później. Gdy w październiku 1946 roku zdecydował się na nielegalny powrót do kraju, 
wkrótce został aresztowany przez służbę bezpieczeństwa. Powojenne władze podważając na każdym niemal kroku autorytet i decyzję 
rządów  sanacyjnych  nie  wahały  się  oskarżać  Doboszyńskiego  m.in.  o  skierowaną  właśnie  przeciw  tym  rządom  działalność, 
akcentując  sprawę  myślenicką.  W  wyniku  „procesu"  11  lipca  1947  roku  Sąd  Rejonowy  w  Warszawie  skazał  go  na  karę  śmierci. 
Prezydent nie skorzystał z prawa łaski i wyrok wykonano. 26 kwietnia 1989 roku na wniosek Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego 
Doboszyński został uniewinniony z zarzutów przestępstwa i pośmiertnie zrehabilitowany. 

Znany za sprawą wspomnianych procesów Adam Doboszyński to jednak przede wszystkim główny ideolog gospodarczy młodej 

endecji, o którym Jan Rembieliński wspominał mówiąc: „Stronnictwo Narodowe stoi na stanowisku: katolickim, nacjonalistycznym, 
bezwzględnie antysemickim, a w kwestiach ekonomicznych jest mniej więcej zgodne z zasadniczymi tezami, wypowiedzianymi w 
książce «Gospodarka Narodowa» Adama Doboszyńskiego". Praca ta ukazała się jesienią 1934 roku i wywołała w obozie narodowym 
żywe zainteresowanie osobą autora. W obozie tym istniała w tym okresie potrzeba stworzenia nowej koncepcji gospodarczej, bo jak 
pisał Andrzej Micewski „Dmowski grzebiąc masoński kapitalizm niewiele ma w tym zakresie do zaofiarowania". W swej niechęci do 
ekonomii  klasycznej  Doboszyński  nie  oszczędzał  nawet  ekonomistów  starej  szkoły  związanych  z  ruchem  narodowym.  Z  drugiej 
strony  w  następstwie  wielkiego  kryzysu  istniejący  system  gospodarczy  w  coraz  szerszych  kręgach  zdecydowanie  stracił  na 
atrakcyjności.  „Młodzi  ludzie  z  lat  trzydziestych  przyjmowali  za  pewnik,  że  kapitalizm  się  kończy"  —  wspominał  Wojciech 
Wasiutyński. Zaproponowana w „Gospodarce Narodowej" alternatywna wizja gospodarcza dla wielu zdawała się być wyjściem z tej 
sytuacji. Nic więc dziwnego, że praca ta miała w okresie międzywojennym aż cztery wydania wpływając na popularność autora. 

Tadeusz Hołówko wskazywał w latach dwudziestych, iż „obecne pokolenie inteligencji polskiej jest bezgranicznie obojętne pod 

względem  religijnym".  Nie  jest  to  zresztą  opinia  odosobniona,  gdyż  głosy  podobne  dawały  się  słyszeć  ze  wszystkich  stron. 
Tymczasem  Zbigniew Stypułkowski podkreślał, że „Dobo- szyński wyrósł w pokoleniu  młodzieży, które żywiołowo przyjmowało 
światopogląd  narodowy  i  katolicki".  Nie  polemizując  z  prawdziwością  tej  wypowiedzi  należy  jednak  zauważyć,  że  religijność 
środowiska, w którym człowiek wzrasta, nie musi jeszcze stanowić o jego osobistym stosunku do religii. Bardzo często kończy się na 
tym co August Hlond określał mianem powierzchownego, płytkiego i niepraktykującego katolicyzmu. Katolicyzmu, którego nie stać 
na  żaden  aktywny  czyn  religijny,  „katolicyzmu  zwyczajowego",  „katolicyzmu  modnego"  i  „katolicyzmu  okolicznościowego".  W 
przypadku Doboszyńskiego jego „zdecydowany nawrót do katolicyzmu"" następuje dopiero w wyniku pobytu w Anglii wiosną 1933 
roku.  Nawrót  ten  jest  jednak  tak  wyrazisty,  że  pisząc  kilka  lat  później  wspomnienie  poświęcone  Chester-  tonowi  wskazywał,  że 
„człowiek  inteligentny  może  być  tylko  katolikiem".  Podejście  takie  ma  bardzo  wyraźny  związek  z  nacjonalizmem,  gdyż  chcąc 
zachować więzi ogólnoludzkie „nacjonalista współczesny ma do wyboru dwie takie więzi: katolicką i masońską, i musi na jedną z 
nich się decydować". Zdawał się on w to głęboko wierzyć, toteż pisząc „Gospodarkę Narodową" przeznaczył ją dla osób chcących 
doprowadzić do „ulepszenia tego świata na drodze chrystianizmu". 

Owo  ulepszanie  świata  musiało  zdaniem  Doboszyńskiego  przebiegać  równolegle  ma  wielu  różnych  płaszczyznach.  Wśród 

podejmowanych przez niego różnorodnych tematów pojawia się również masoneria i problem płynącego z jej strony zagrożenia. Jest 
to w publicystyce Doboszyńskiego temat stosunkowo częsty, lecz nie łatwo wskazać w sposób jednoznaczny na źródło jego niechęci 
do masonerii. 

Szukając przyczyn tego negatywnego stosunku Bernadetta Nitschke sugeruje, że może to wynikać z faktu, iż „wychowywał się w 

środowisku przesiąkniętym ideami demokratycznymi i związanym z wolnomularstwem (ojciec Doboszyńskiego najprawdopodobniej 
należał  do  loży  masońskiej).  Opozycja  do  idei  głoszonych  przez  to  środowisko,  stała  się  podstawą  tego  programu"

15

.  Choć  samo 

background image

wychowywanie w atmosferze ideałów demokratycznych może nie wzbudzać większych wątpliwości, to jednak problem pojawia się 
już w przypadku powiązań z masonerią i sugestii dotyczących ojca Adama Doboszyńskiego. Musielibyśmy przyjąć te insynuacje „na 
wiarę",  gdyż  asekurująca  się  zastrzeżeniem  „najprawdopodobniej"  autorka  nigdzie  nie  podaje  jakichkolwiek  argumentów  na  ich 
potwierdzenie.  Również  niezwykle  skrupulatny  Ludwik  Hass  z  braku  podstaw  źródłowych  nie  umieścił  Adama  Doboszyńskiego 
seniora  w  najnowszym  „Słowniku  biograficznym"  polskich  wolnomularzy'

6

.  Sam  zaś  problem  wychowania  się  w  „środowisku 

przesiąkniętym ideami demokratycznymi" nie musi wywoływać tego typu awersji. 

Na inną przyczynę przyjęcia postawy antymasońskiej mogłaby wskazywać sugestia obrońcy Adama Doboszyńskiego wygłoszona 

podczas  procesu  7  lipca  1949  roku.  W  swym  przemówieniu  adwokat  Maślanko  zauważył:  „Oskarżony  Doboszyński  jest 
nieprzejednanym  wrogiem  masonerii.  A  może  właśnie  wywiad  niemiecki  dał  mu  taką  receptę,  ażeby  włożył  maskę  masonerii"

17

Dość  dziwny  to  sposób  obrony,  lecz  próba  pokazania  absurdu  rozumowania  oskarżenia  odwołuje  się  w  tym  miejscu  do  zeznań 
złożonych przez Doboszyńskiego w trakcie śledztwa 12 września 1947 roku. Czytamy tam m.in.: „Całe drugie półrocze 1933 roku i 
pierwsze  półrocze  1934  roku  zajęty  byłem  wykańczaniem  mej  «Gospodarki  narodowej»  i  szerszej  działalności  politycznej  nie 
rozwijałem, odkładając ją do chwili wydania tej książki, o czym wywiad niemiecki wiedział i z czym się godził. Czułem jednak, że 
nie  należąc  do  żadnej  organizacji  nie  mam  dostatecznego  zasięgu  działania  i  na  jesieni  1933  roku  zwróciłem  się  do  Niemców  z 
zapytaniem, czy mam przystąpić do SN i wstąpić do masonerii. 

I5)

 B. Nitschke, dz. cyt., s. 111. 

Por. L. Hass, Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821-1999. Słownik biograficzny. Warszawa 1999, s. 105. 

1 T)

 Proces Adama Doboszyńskiego. Stenogram rozprawy sądowej, Warszawa 1949, s. 532. 

W  odpowiedzi  wywiad  niemiecki  powiedział  mi,  bym  do  masonerii  nie  wstępował,  tylko  działał  w  środowisku  katolickim,  z 
przystąpieniem zaś do jakiejś organizacji narodowej poczekał aż do wyjaśnienia zarysowujących się wówczas w ruchu narodowym 
tendencji  rozłamowych".  Związanie  się  na  polecenie  wywiadu  niemieckiego  ze  środowiskiem  katolickim  w  sposób  naturalny 
oznaczałoby  rozpoczęcie  działalności  antymasońskiej.  Zeznania  te  odczytano  w  trakcie  trzeciego  dnia  procesu  (21  czerwca  1949 
roku)  i  zostały  one  z  miejsca  zakwestionowane  przez  oskarżonego.  Wskazywał  on,  iż  wynikały  one  wyłącznie  z  metod  śledztwa, 
które  prowadził  por.  Roman  Laszkiewicz,  opisywany  przez  więźniów  jako  „sadysta  o  twarzy  cherubina,  małych  usteczkach  w 
kształcie  serca,  niebieskich  dużych  oczach,  jasnej  czuprynie  i  bardzo  długich  rękach".  Stosowane  przez  tego  oficera  śledczego 
metody  badania  podejrzanych  to  chociażby  „codzienne  bicie  kablem  w  gumowej  powłoce  po  całym  ciele  i  w  pięty,  deptanie 
obcasami po paznokciach u nóg, wyrywanie włosów z głowy, stosowanie przysiadów aż do utraty przytomności, skoki po pokoju ze 
związanymi nogami i podniesionymi do góry rękami, świecenie przez całą noc w oczy silnymi reflektorami". Śledztwo nadzorował 
osławiony  Adam  Humer,  który  jak  wspominał  ponadto  „stale  przychodził  na  przesłuchania  i  sam  osobiście  Doboszyńskiego 
przesłuchiwał".1  właśnie  owe  przesłuchania  i  stosowane  tam  metody  sprawiły,  że  oskarżony  „przyznał  się"  do  stawianych  mu 
zarzutów. W trakcie publicznej rozprawy podkreślał on z naciskiem: „większość moich zeznań potwierdzam, z wyjątkiem tych, w 
których  jest  mowa  o  mojej  rzekomej  służbie  w  wywiadzie  zagranicznym".  Przy  tak  sformułowanym  zastrzeżeniu  cała  misterna 
konstrukcja rozpada się więc z hukiem. 

Pozostaje zatem jeszcze trzecia możliwość. Zamiast doszukiwać się jakichś spektakularnych przyczyn przyjmijmy, że chodzi tu o 

proste odwołania do myśli głównego ideologa obozu politycznego, z którym Doboszyński związał swoje życie. Rola Dmowskiego w 
działalności  obozu  narodowego  wiąże  się  koncepcją,  na  której  bazowały  systemy  autorytarne,  z  koncepcją  wodzostwa  jednostki. 
Było to aktualne zwłaszcza w przypadku młodego pokolenia, gdyż jak pisał Wojciech Wasiutyński to właśnie „młodzież chciała w 
nim widzieć wodza przez duże W". Niektórzy uważali, że był on stworzony do tej roli, gdyż „wśród młodszych o lat wiele mówi on z 
Katedry  i  oni  mogą  w  nim  widzieć  przywódcę".  Bardzo  wyraźnie  widać  to  w  wypowiedzi  Stanisława  Pigonia,  który  podkreślał 
„gdziekolwiek sięgniemy: w budownictwie typu psychicznego Polaka, w organizowaniu woli patriotycznego oporu i zdobywczości, 
w  formacji  religijnej  ducha  narodowego  —  wszędzie  stwierdzić  nam  wypadnie  decydujący  wkład  stalowej  woli,  genialnej  myśli, 
słowem, niezwykłą rolę przetwórczą zwycięskiego wodzostwa Romana Dmowskiego". 

Jak wyglądał stosunek Doboszyńskiego do Romana Dmowskiego? W aktach powojennego procesu możemy wyczytać m.in., że 

„ambicją  jego  było  zająć  miejsce  Dmowskiego,  leadera  Stronnictwa  Narodowego.  Ażeby  zająć  miejsce  Dmowskiego,  trzeba  go 
naśladować".  Do  czego  miałoby  się  sprowadzać  to  naśladowanie?  Czy  mogło  być  ono  wybiórcze?  Czy  nie  należy  tu  raczej 
powtórzyć  stwierdzenia  zamieszczonego  przez  Doboszyńskiego  we  wspomnieniu  poświęconym  osobie  Gilbertha  Keitha 
Chestertona:  „wielkich  ludzi  należy  brać  takimi  jakimi  są,  z  dobrodziejstwem  inwentarza  ich  zalet".  Wierny  temu  przekonaniu 
Doboszyński należał do grona tych, którzy „ulegając przekonaniom swego mistrza i jego spiskowej teorii historii, która mówiła, iż 
głównymi sprężynami procesów historycznych są: masoneria oraz zorganizowani w skali światowej Żydzi, stawiali sobie za zadanie 
zrewidowania dotychczasowych poglądów na dzieje Polski w ostatnich trzystu latach". 

Dopatrywanie się w działalności wszelkich przeciwników politycznych niewidzialnej ręki sterującej tymi poczynaniami nie jest 

niczym  nowym.  Jedną  ze  swych  sztuk  teatralnych,  noszącą  znaczący  tytuł  „Bóg",  Woody  Allen  rozpoczyna  od  sceny  rozmowy 

background image

dwóch starożytnych Greków. Po chwili jednak dowiadujemy, że nie jest to autentyczny dialog lecz jedynie sztuka wykonywana w 
starożytnej Grecji przez dwóch tamtejszych aktorów. Kilka kolejnych zdań wystarcza by uświadomić nam, że tak naprawdę postacie 
na  scenie  nie  są  również  Grekami  lecz  aktorami  w  jednym  z  teatrów  na  Brooklynie  grającymi  aktorów  w  starożytnej  Grecji 
grającymi  z  kolei  rozmawiających  starożytnych  Greków.  Na tym  nie  kończy  się  ten  absurd,  gdyż  w  dalszej  części  sztuki  Woody 
Allen  wskazuje  widzowi,  iż  on  również  nie  jest  tylko  i  wyłącznie  widzem  i  odbiorcą  przedstawienia.  Widownia,  na  której  się 
znajdujemy jest bowiem częścią następnej sceny na której z kolei my występujemy nieświadomi faktu, że tworzymy kolejne fikcyjne 
postacie.  Nasze  dialogi,  nasze  zachowania  i  wszelkie  nasze  reakcje  zostały  już  zaplanowane  i  wpisane  do  scenariusza,  według 
którego  toczy  się  nasze  życie.  Woody  Allen  zdaje  się  pytać  w  tej  części  sztuki  „kto  i  jakim  prawem  bawi  się  w  ten  sposób  z 
człowiekiem?" Wskazana przez niego perspektywa dość dobrze odzwierciedla to, co niejednokrotnie określa isię mianem „spiskowej 
teorii  dziejów".  Zwolennicy  tej  koncepcji  starają  się  sprowadzić  wszystko  co  zaobserwują  do  podstawowego  pytania  brzmiącego 
„kto  pociąga  za  sznurki?"  W  tym  ujęciu  życie  staje  się  teatrem,  zaś  ci,  których  widzimy  na  scenie  politycznej,  sąjedynie 
marionetkami. Prawdziwi aktorzy poruszający lalkami zawsze pozostają w ukryciu. I chciałoby się w takich chwilach powtórzyć za 
„Coningsbym"  Benjamina  Disraeliego  „świat  jest  rządzony  przez  całkiem  inne  osobistości  niż  wyobrażają  sobie  ci,  którzy  nie 
znajdują się za kulisami". 

Pisząc o działalności sił politycznych w II Rzeczypospolitej Eugeniusz Kwiatkowski podkreślał, iż „przeciwnik polityczny stał się 

u  nas  synonimem  skończonego  szubrawca.  Ten  pokarm  podajemy  ustawicznie  niewyrobionemu  politycznie  społeczeństwu, 
podsycamy przejaskrawioną i bez tego nieufność". Tego rodzaju działania ułatwia bardzo wyraźne doprecyzowanie zagrożenia, przed 
którym należy się bronić. Sformułowana przez J. Dollarda teoria agresji i frustracji wskazuje, iż brak zaspokojenia potrzeb wywołuje 
stany  frustracyjne,  będące  przedmiotem  agresji  przeciw  obiektom  stanowiącym  przeszkodę.  Gdy  nie  ma  możliwości  takiego  ataku 
wówczas  agresja  zostaje  skierowana  na  inne  słabsze  lub  nie  mogące  się  bronić  obiekty.  „Prostym  zabiegiem  demagogicznym 
środowisk  nacjonalistycznych  było  straszenie  niebezpieczeństwem  masonerii  oraz  «żydokomuny»"  —  wskazywał  Jerzy 
Tomaszewski. 

W  przypadku  Romana  Dmowskiego  dostrzeganie  działań  niewidzialnej  ręki  masonerii  po  raz  pierwszy  miało  miejsce  w  1904 

roku,  po  ukazaniu  się  pracy  „Myśli  nowoczesnego  Polaka".  „Gwałtowna  reakcja,  z  którą  ta  książka  się  spotkała  u  niektórych 
publicystów zmusiła mnie — pisał — do poważnego zastanowienia się nad źródłami ich skrajnie wrogiego do mych myśli stosunku i 
nad tym, co ich między sobą łączyło. W jednym wypadku dwaj politycy, należący do przeciwnych stronnictw, pozornie nie mający ze 
sobą nic wspólnego, w zwalczaniu mej książki, wyraźnie dokonali między sobą podziału pracy. Doszedłem do wniosku, że muszą ich 
łączyć  jakieś  tajne  węzły,  że  podziału  pracy  dokonano  w  jakiejś  organizacji.  Tym  sposobem  pierwszy  raz  w  życiu,  mając  już  lat 
czterdzieści, zainteresowałem się masonerią". 

Zainteresowanie to przebiegało  jednak w kierunku zgoła  nietypowym. Sztandarowym przykładem  tego są słowa, które w 1933 

roku zanotował na kartach „Przewrotu": „Żydostwo, komunizm, prostytucja, masoneria  — wszystko to są potęgi międzynarodowe". 
Stawianie  w  jednym  szeregu  masonerii  i  prostytucji  to  pomysł  dość  oryginalny  i  świadczący  o  pewnym  braku  poczucia 
rzeczywistości.  W  1919  roku  Dmowski  postrzegał  siebie  jako  „człowieka  nienawidzonego  i  oszkalowanego  przez  Żydów  całego 
świata i przez tajne organizacje". Czy były to obawy uzasadnione? Wprawdzie jako „antysemita i zajadły przeciwnik demonizowanej 
przez  siebie  masonerii"  spotykał  się  on  z  krytyką  mniejszości  narodowych,  kół  liberalnych  i  radykalnej  inteligencji,  lecz  bez 
wątpienia to jednak nie to samo. Czym innym bowiem byłoby dostrzeganie krytyki, a zupełnie czym innym irracjonalny lęk przed 
wrogiem  czyhającym  za  każdym  węgłem.  W  przypadku  Dmowskiego  poszło  to  chyba  za  daleko  skoro  nie  oszczędzał  nawet 
najbliższych  współpracowników.  Jacek  M.  Majchrowski  wskazywał,  że  podejrzewał  on  o  przynależność  do  masonerii  i  próby 
telepatycznego nań wpływania nawet swego sekretarza Henryka Rossmana. Andrzej Micewski prezentował pogląd, iż choć stosunek 
Dmowskiego  do  kwestii  masońskiej  miał  wyraźne  cechy  obsesji  to  „nie  był  [on]  w  tym  odosobniony  i  raczej  wyrażał  na  terenie 
Polski pewną tendencję, ujawniającą się w kołach nacjonalistycznych i totalitarnych w wielu krajach". Podobnie ks. Dariusz Sawicki 
pisząc o problematyce związanej ze stosunkiem Dmowskiego do wolnomularstwa zauważał: „Dmowski w swoich poglądach nie był 
odosobniony. Przeciwnie, miał wielu zwolenników". Do grona tych zwolenników należał m.in. Adam Doboszyński, który podkreślał: 
„Dmowskiemu  nie udało  się oczyścić  szeregów SN całkowicie z  masonów, o to winić go nie  można ponieważ  masoneria  jest  jak 
hydra, głowy urastają jej po ucięciu". 

Okres  w  którym  Adam  Doboszyński  zaczynał  pisać,  to,  jak  zauważał  Andrzej  Micewski,  szczytowy  moment  antysemicko-

masońskiej obsesj i Dmowskiego. Doboszyński był konsekwentny w swoich poglądach, toteż mówiąc o jego stosunku do masonerii 
można  z  równym  powodzeniem  odwoływać  się  do  wszystkich  jego  prac  niezależnie  od  daty  ich  powstania.  Przejawiająca  się  na 
kartach  tych  prac  niezwykle  wyrazista  antymasońskość  czasem  zjednywała  mu  zwolenników,  ale  też  wielu  do  niego  zrażała. 
Wątpliwości  miewali  tu  zresztą  nie  tylko  sympatycy  wolnomularstwa.  Doboszyński  wspominał,  iż  pomagający  mu  w  końcowych 
pracach  nad  „Gospodarką  narodową"  ks.  Piwowarczyk  „do  narodowych  teorii  miał  swoje  zastrzeżenia,  a  w  szczególności  nie 
podzielał tendencji ustępów, w których  jest mowa o masonerii  i o sprawach żydowskich". Podobnie przyglądając się powojennym 
perypetiom  Doboszyńskiego  warto  wskazać  m.in.  na  jego  spotkanie  z  delegatem  Rządu  Londyńskiego  na  okręg  krakowski, 

background image

Mieczysławem Pszonem. Rozmowa ta nie przyniosła wymiernych  efektów  jako, że Pszon uznał,  iż  „dyskusje z Doboszyńskim  są 
bezcelowe". Pytany w trakcie procesu o istotne punkty dzielące ich poglądy podkreślał, że przede wszystkim chodziło tu właśnie o 
spojrzenie  na  kwestie  związane  z  masonerią.  Bernadetta  Nitschke  podkreśla  wręcz,  że  „Pszon  był  całkowicie  przekonany,  że 
owładnęła Doboszyńskim obsesja antymasońska". 
Nie da się ukryć, że „poważne niebezpieczeństwo stanowi według Dobo- szyńskiego możliwość przejęcia roli elity przez masonerię. 
Obawy te najwyraźniej świadczą o jego wierze w żydowsko-masońskie rządy nad światem, a nadto i obsesyjne dążenie masonów do 
zniszczenia Polski". 

Zdaniem  Doboszyńskiego  nieustannie  dążąc  do  owego  zniszczenia  Polski  wolnomularze  wykazywali  niezwykłą  perfidię. 

Wynikało to zresztą z podkreślanego przez Kazimierza  Mariana  Morawskiego relatywizmu  masonerii postrzegającej  „konieczność 
asymilowania  taktycznego  haseł  swoich  do  wymagań  chwili  i  środowiska.  Potrafi  być  liberalna  i  dyktatorialna,  nacjonalistyczna  i 
kosmopolityczna,  kapitalistyczna  i  socjalistyczna.  Te  jej  zaś  «wolty»  i  przemiany  w  wielkie  nieraz  zakłopotanie  wprowadzają  nie 
dość bystrych  jej obserwatorów" . W ocenie  Doboszyńskiego to asymilowanie doprowadziło do ukazania działań  skierowanych w 
istocie przeciw Polsce  jako działań podejmowanych dla  jej  dobra. Z  jednej strony to działalność  Naczelnika Tadeusza  Kościuszki 
poczynając od „deistycznej formuły przysięgi na krakowskim Rynku" czy Jakobińskiej mowy na ratuszu". Z drugiej to działania o 
kilka  lat  wcześniejsze.  „Przed  150  laty  z  Sejmu  Czteroletniego  i  z  Konstytucji  3-go  Maja  tworzono  pewien  symbol.  Cel  był 
podwójny: Jeden był cel, który przyświecał ludziom dobrej woli, aby naród w swej walce o niepodległość miał siłę motoryczną, która 
by zagrzewała serca  i wyobraźnię. Drugi był cel  jeszcze wyraźniejszy, cel  masoński. Sejm Czteroletni  i  Konstytucja 3-go Maja to 
typowe osiągnięcia masonerii, to nie tylko tryumf masonerii jako takiej, ale tryumf ducha masońskiego i metod masońskich w życiu 
polskim. Jest rzeczą jasną iż masoneria, która rządzi Polską od lat dwustu, była zainteresowana w tym, by ten mit podsycać — i jest 
nadal  zainteresowana.  I  ostrzegam  państwa  przed  wszelkimi  próbami  czynionymi  już  od  wielu  lat  podważenia,  podrywania  i 
ośmieszenia, wszelkich usiłowań dążących do rzucenia światła na kulisy 3-go Maja. Powtarzam jeszcze raz: jest w Polsce dużo ludzi, 
którzy  w  dobrej  wierze  starają  się  ten  mit  galwanizować  i  utrzymywać.  Ale  mit  ten  stał  się  zupełnie  wyraźnie  określoną  bronią  i 
jednym  z  narzędzi  masonerii  dla  utrzymania  jej  wpływów  w  Polsce.  W  tym  sensie  mit  ten  jest  narzędziem  bieżącej  polityki  i 
narzędzie to musi być z rąk masonerii wytrącone (oklaski)"  — można było usłyszeć podczas odczytu wygłoszonego 24 maja 1939 
roku w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie staraniem redakcji „Prosto z mostu". 

Istotnie,  aktywność  wolnomularzy  w  opisywanych  tu  wydarzeniach  była  ogromna.  Po  roku  1787  wolnomularstwo  polskie 

przeżywa okres bardzo wyraźnego zastoju  stąd też w okólniku  Wielkiego Wschodu z 5 sierpnia 1787 roku czytamy  „nie  możemy 
zataić, że prace masońskie osłabły niesłychanie na tym wschodzie; najusilniej więc prosimy was, abyście polecili waszym deputatom, 
większą  pilność  w  uczęszczaniu  na  sesje  wielkiego  warsztatu  i  W[ielkiego]  Wschodu".  Działalność  Sejmu  Czteroletniego  to 
wydarzenie, które sprawia, że zaprzątnięci polityką bracia mieli coraz mniej czasu na prace lożowe. Nie bez kozery mówiąc o tym 
okresie  można  powtórzyć,  że  „wszyscy,  którzy  teraz  w  Polsce  rzeczywiście  robiąhistorię  należądo  masonów".  Na  177  posłów 
wybranych w 178 8 roku do sej mu było conaj mniej 38 masonów, a gdy dwa lata później uzupełniło go 182 nowych posłów weszło 
do  niego  3  5  kolejnych  wolnomularzy.  Wolnomularze  stanowili  więc  około  22%  posłów  oraz  ponad  19%  dobranych  później 
deputowanych. Stanisław Wotowski uważał, że „braćmi byli prawie wszyscy zwolennicy reformy w Sejmie Czteroletnim". Efekt tych 
reform stanowiła Konstytucja 3-go Maja, toteż Adam Doboszyński wskazywał: „Konstytucję tę stworzyło — jak wiemy — pokolenie 
wychowane w duchu masońskim, ludzie ujęci w karby konspiracji masońskiej, kierowani przez masońskich przybłędów, którzy robią 
przymierze z królem pruskim, nie tyle w przeświadczeniu, iż król pruski jest rzeczywiście przyjacielem Polski, ale dlatego, iż król 
pruski był masonem i że obowiązuje ich solidarność masońska. Fryderyk II, zwany Wielkim, był jak wiemy, jednym z najwyższych 
członków  Zakonu  Iluminatów;  masoni  całego  świata  byli  do  jego  dyspozycji.  Nic  dziwnego,  masoni  polscy  byli  również  do  jego 
dyspozycji". 

Konstytucja 3-go Maja to zdaniem Doboszyńskiego „tryumf ducha masońskiego i metod masońskich". Stanowisko takie wiązało 

się z tym, że był on przeciwnikiem „tzw. demokracji" uważając ją za ustrój kierowany przez masonerię. Doboszyński mówił o „tzw. 
demokracji", gdyż jak podkreślał „żadnym państwem nie rządziły nigdy masy,  choćby etykieta była jak najbardziej demokratyczna. 
Rządził zawsze pewien zespół ludzi. [...] W państwie demoliberalnym zespołem tym zawsze była masoneria". Ustrój demokratyczny 
rodzi,  zdaniem  Doboszyńskiego,  anonimowość  i  brak  odpowiedzialności.  Tymczasem  w  „Gospodarce  narodowej"  wskazywał,  że 
„anonimowość  w  polityce  (której  wyrazem  są  zakonspirowane  rządy  masonerii  w  tzw.  ustrojach  demokratycznych)  oraz 
anonimowość  w  gospodarce  —  to  nie  są  konieczności,  wypływające  z  naturalnych  praw  współżycia  ludzi.  To  jest  po  prostu 
narzucona  społeczeństwom aryjskim przez  Żydów  ich  mania tajnego działania, straszna  broń, służąca do opanowania świata przez 
Naród Wybrany". 

Adam  Doboszyński  przyznawał,  że  „pociąg  do  konspiracji  stanowi  niewątpliwie  jedną  z  zasadniczych  namiętności  człowieka" 

lecz  sam  czuł  szczególną  niechęć  do  wszelkiego  typu  konspiracjonizmów.  Tworząc  koncepcję  Organizacji  Politycznej  Narodu 
Doboszyński  wskazywał,  iż  powinna  ona  być  jawna,  gdyż  „za  jawnością  przemawiają  argumenty  natury  zarówno  religijnej 
(chrześcijaństwo jako jedna z wielkich religii świata nie mająca nauki ezoterycznej, a katolicyzm był zawsze wrogiem konspiracji), 

background image

jak socjologicznej (konspiracja jest instytucją cechującą ludy prymitywne), psychologicznej i narodowej". Problematyce tej poświęcił 
w  przededniu  wojny  fragment  przygotowywanej  przez  siebie  pracy  „Ustrój  narodowy".  Wolnomularstwo  było  więc  przez  niego 
zwalczane w dużej mierze za tajność działania. 

Prezes  powiatowy  Stronnictwa  Narodowego  w  Nowym  Targu  dr  Władysław  Mech  zeznający  jako  świadek  w  trakcie 

krakowskiego procesu Adama Doboszyńskiego po wyprawie myślenickiej zeznał: „W roku zeszłym, w czerwcu odwiedził mnie inż. 
Doboszyński.  Wówczas  rozmawialiśmy  o  szeregu  aktualnych  sprawach.  Doboszyński  mówił  o  przeniesieniu  tajnego,  międzynaro-
dowego rządu żydowskiego do Krakowa, który stał się Mekkądla żydów. Mówił także o rozwijających się wpływach masońskich". 
Sam  oskarżony  „przemawiając  w  trakcie  posiedzenia  sądu,  podkreślił,  że  decydując  się  na  zorganizowanie  wyprawy  miał  przed 
oczyma  Hiszpanię,  i  że  Kraków  w  zamysłach  żydokomuny  miał  stać  się  «czerwoną  pochodnią»".  W  wypowiedziach  tych  obok 
„zagrożenia  żydowskiego"  pojawia  się  też  problem  wolnomularstwa.  Nie  jest  to  przypadkowy  zbieg  okoliczności,  gdyż  w 
wielonarodowościowej Rzeczypospolitej istotny problem stanowiło wszelkie manifestowanie swej odrębności przez mniejszości. Na 
tym  tle  wyraźnie  odznaczała  się  mniejszość  żydowska  jako  że  tym  razem  to  masoni  ukazywani  byli  jako  narzędzie  w  rękach 
„światowego żydostwa". Charakterystyczne jest tu dość silne społeczne przenikanie się stereotypów masona i Żyda. Jest to element 
szczególnie  wyraźny  w  polskich  realiach,  ale  nie  element  wyłącznie  polski,  gdyż  „związkom  między  masonerią  a  Żydami 
nieodłącznie  towarzyszy  zagadnienie  funkcjonowania  stereotypu  żydo-masonerii,  jakże  często  wykorzystywanego  w  «kampaniach 
nienawiści»"'.  Maksymilian  Maria  Kolbe  podkreślał  w  swych  pismach,  że  Żydzi  „kierują  lożami  masońskimi"  i  „konspirująz 
masonerią".  Szczególnie  istotne  jest  tu  pierwsze  z  tych  oskarżeń,  gdyż  to  właśnie  organizacjom  żydowskim  wielu  autorów 
przypisywało rolę kierowniczą w strukturach wol- nomularskich. 

Mówiąc  podczas  procesu  o  motywach  akcji  myślenickiej  Adam  Dobo-  szyński  wskazywał,  iż  chodziło  o  specyficzne  warunki 

utrudniające pracę  narodowcom. „Dlaczego  Kraków był  specjalnie  «uprzywilejowany»?  —  mówił  —  Przyczynę tego upatrywałem 
nie w całym systemie rządzenia w Polsce, ale w specjalnych warunkach krakowskich. Kto wówczas rządził w Krakowie? Na forum 
życia publicznego w Krakowie występowali w głównych rolach dr Kapellner, Mond, dr Drobner i bł. Pamięci radny Ozjasz Thon, 
wielki mistrz loży B'nei B'rith". 

Wspominane tu stowarzyszenie B'nei B'rith zasługuje na szczególną uwagę, jako że jest ono niejednokrotnie określane mianem 

organizacji masońskiej. Stosunkowo często można znaleźć wypowiedzi, których autorzy wskazują że „zakon «B'nei B'rith» stanowi 
przykład  specyficznej  formacji  w  ramach  masonerii.  Wyróżnia  się  on  odrębną  strukturą  organizacyjną  mimo,  iż  podstawową 
jednostką  jest  w  nim  także  loża".  W  przeszłości  szczególnie  widoczne  było  to  w  przypadku  badaczy  sympatyzujących  z  hasłami 
endeckimi. Określenia takie nie  były  jednak domeną wyłącznie osób z tych kręgów. W podobny  sposób stowarzyszenie to zostało 
potraktowane przez władze państwowe po wprowadzeniu w życie „Dekretu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 22 listopada 
1938  roku  o  rozwiązaniu  zrzeszeń  wolnomularskich".  W  następstwie  wydania  tego  dokumentu  w  tym  samym  miesiącu  rząd 
przystąpił  do  likwidacji  istniejących  jeszcze  na  terenach  dawnego  zaboru  pruskiego  niemieckich  lóż  masońskich  oraz  placówek 
parawolnomularskich. W wyniku tych akcji zamknięto również placówki żydowskiego B'nei B'rith i jego warszawskiego odłamu pod 
nazwą  Achdut.  Zajęte  w  siedzibach  tych  organizacji  dokumenty  tj.  statuty,  rytuały  oraz  spisy  członków  zostały  niezwłocznie 
udostępnione dziennikarzom co umożliwiło im publikację licznych artykułów na ten temat. 

Po wojnie w zaprotokołowanych podczas śledztwa „zeznaniach" Adam Doboszyński powiedział o swej działalności:  „zacząłem 

się  szeroko  posługiwać  zarówno  w  propagandzie  organizacyjnej  jak  i  w  przemówieniach  publicznych  tezą  hitlerowską,  że 
międzynarodowy kapitał żydowski dopomógł komunistom w dojściu do władzy. Na użytek Polski włączyłem jeszcze do tego frontu 
sanację,  twierdząc,  że  kieruje  nią  masoneria".  Miał  rację  Jędrzej  Giertych  gdy  wskazywał,  że  proces  ten  stanowił  „mieszaninę 
obfitego zestawienia faktów całkowicie prawdziwych, ale nie mających żadnego związku ze sprawą, oraz drobnej  ilości przymieszki 
bezczelnego  kłamstwa  dotyczącego  właśnie  meritum  procesu".1  właśnie  wśród  owych  faktów  bez  wątpienia  prawdziwych  należy 
podkreślić wytrwałą krytykę władzy. Doboszyński ostro występował przeciw rządom przedwrześniowym, lecz również później nie 
zaprzestał krytyki. Szczególnie ostro atakował zwłaszcza fakt zawarcia układu Sikorski-Majski. 

Już we Francji „młodzi" narodowcy występowali z wyraźną krytyką rządu Sikorskiego zarzucając premierowi, że „opiera się na 

masonerii  i  Żydach".  Oskarżenia  te  nie  były  całkowicie  bezpodstawne  jako,  że  kontakty  generała  w  kręgach  wolnomularskich 
stanowiły tajemnicę poliszynela. Tadeusz Katel- bach dość mocno akcentuje związki generała z wolnomularzami pisząc, iż ludzie z 
którymi utrzymywał stosunki polityczne  i osobiste byli powiązani z Wielkim Wschodem. Mówił on głównie o kontaktach z okresu 
międzywojennego, lecz wiele z nich przetrwało i nierzadko można zetknąć się z opinią, że „od chwili wybuchu wojny i rejterady do 
Francji,  gen  Sikorski  był  otoczony  ciasnym  wianuszkiem  masonów,  na  czele  z  miłośnikiem  lewicy,  związków  zawodowych, 
rewolucji, strajków itp. rozrywek, czyli Józefem Retingerem". 

Adam  Doboszyński  był przeciwny udziałowi Stronnictwa Narodowego w rządzie Sikorskiego,  lecz  —jak zauważał  —  niestety 

narodowcy  „poddali  się  masońskiemu  kierownictwu  Sikorskiego".  Rozgoryczony  zarzucał  w  swych  pismach  niektórym  liderom 
Stronnictwa  Narodowego  (m.in.  Władysławowi  Folkierskiemu  i  Adamowi  Żółtowskiemu)  masoński  rodowód.  Wojciech  Wa- 
siutyński wspominając rozmowy z  nim podkreślał przy tym  brak  logiki tych oskarżeń. Mając swoją wizję  świata Doboszyński  nie 

background image

przyjmował  do  wiadomości  argumentu  „przecież  to  narodowiec,  prononsowany  katolik".  Równocześ-  nic  jednak,  jak  pisze 
Wasiutyński „po wojnie w Niemczech, zachwycał się Doboszyński Rusinkiem (ludowcem). Zapytałem go złośliwie, czy nie obawia 
się,  że  to  może  mason.  Odpowiedział  oburzony:  skądże,  przecież  to  praktykujący  katolik".Bernadetta  Nitsche  podkreśla,  iż  „we 
wszystkich jego działaniach widział Doboszyński «rękę» masonerii, uważając zresztą samego Sikorskiego za masona". Sam Sikorski 
wskazywany był zresztą przez Leona Kozłowskiego w jego głośnym artykule „demaskatorskim" na łamach „Polityki". Spór na temat 
lożowej przynależności generała nie jest niczym nowym, gdyż polscy historycy niejednokrotnie kruszyli już o to kopie. Wprawdzie 
Ludwik  Hass  pisze  o  nieudanych  próbach  wciągnięcia  go  do  masonerii  i  nie  umieszcza  go  na  łamach  opracowanego  przez  siebie 
słownika  biograficznego,  ale  nie  brak  też  opinii  przeciwnych.  Tadeusz  Katelbach  podkreśla,  że  „powiązania  Sikorskiego  z 
radykalnym odłamem masonerii francuskiej, którego ośrodkiem był Grand Orient ze swą główną kwaterą przy rue Cadet, zdają się nie 
ulegać wątpliwości. [...] Faktem jest, że w czasie wojny odwiedzał gmach przy rue Cadet. Czy bywał tam w charakterze czynnego lub 
uśpionego brata, trudno jest powiedzieć. W każdym razie i ten szczegół potwierdza opinię, że łączyły Sikorskiego bliskie powiązania 
z  Grand  Orientem".  Idąc  tropem  rozmaitych  poszlak  o  możliwości  tego  typu  związków  wspominał  również  Leon  Chajn,  choć 
zaznaczał „brak jednak miarodajnych dowodów, że Sikorski był masonem". Tym niemniej Doboszyński podkreślał z przekonaniem, 
że „wierny swemu powołaniu Sikorski przez całe życie krzewić będzie dookoła siebie konspiracje, których nici wiodą do masonerii". 
Krytyka  ta  mimo,  iż  bardzo  ostra  w  słowach  nie  była  skierowana  przeciw  intencjom  premiera.  „Sikorskiego  uważałem  i  uważam 
nadal  za  człowieka  słabego,  nie  kwestionując  jego  dobrego  charakteru.  Sikorski  całą  swoją  karierę  życiową  oparł  na  czynnikach 
zagranicznych; nie kwestionuję jego patriotyzmu, ale to była jego postawa życiowa" — mówił zeznając w trakcie procesu 18 czerwca 
1949 roku. Krytyka Sikorskiego to nie tylko krytyka jego osoby, to również krytyka „przesiąkniętych masonerią" londyńskich kręgów 
władzy.  W  tej  sytuacji  Adam  Doboszyński  zdecydował  się  na  powrót  do  kraju.  Zdecydował  się  na  ten  powrót  w  przekonaniu,  że 
„tylko w Polsce, w ramach jej granic zorganizować można siłę przeciwstawiającą się obcej dominacji, na emigracji bowiem wszyscy 
przesiąknięci są masonerią". 

Podsumowując należałoby stwierdzić, że zdaniem Doboszyńskiego dla Polski i dla Polaków masoneria jest bez wątpienia złem. 

Czy jednak jest ona czymś złym niezależnie od okoliczności i w każdych warunkach? Mimo zarzucanej mu „obsesji antymasońskiej" 
Doboszyński operując przykładem Anglii zdaje się wskazywać, że nie musi ono być z gruntu złe. W opublikowanym w 1941 roku 
„Liście otwartym do p[ana] A[ntoniego] Słonimskiego" zauważał: „nacjonalizmy zawsze były i będą. Jest nas wielu, którzy staramy 
się i starać będziemy o jak najwyższą kulturę polskiego nacjonalizmu. Dużo da  nam pobyt w Anglii, która tak pięknie zmontowała 
nowoczesny  naród,  wytworzyła  własny  odcień  religii,  własny  system  elitarny  pod  postacią  masonerii,  własny  ustrój  gospodarczy, 
polityczny i wojskowy. Wielkość Anglii polega na tym, że stworzyła ustrój całkowicie narodowy. Najbliższy jej sąsiad, Francja, spró-
bowała przejąć od Anglii jej instytucje narodowe, masonerię, parlamentaryzm o typie anglosaskim, kapitalizm. Te same instytucje, 
które  zrobiły  wielkość  Anglii,  zgubiły  Francję.  Bo  każdy  naród  musi  sam  sobie  posłać,  chcąc  się  dobrze  wyspać.  Toteż  my  nie 
przejmiemy  od  Anglików  ani  ich  kapitalizmu,  ani  ich  masonerii,  ani  ich  typu  parlamentaryzmu,  ani  ich  sporów  z  Watykanem. 
Stworzymy własny ustrój polityczny, jawny". Tak więc wolnomularstwo nie musi być złe, co więcej widzimy wyraźnie że jest ono 
określone  mianem  jednej  z tych  instytucji,  „które zrobiły wielkość Anglii". Pozornie wygląda to na pochwałę  masonerii, ale tylko 
pozornie, gdyż zaraz pojawia się zastrzeżenie: „historia ostatnich dwu wieków uczy, że masoneria doprowadziła narody protestanckie 
do rozkwitu, a katolickie do upadku". 

Wolnomularstwo zawsze  starało się  by w  jego szeregach działały elity, choć  na przestrzeni dziejów zakres tego pojęcia ulegał 

pewnym  zmianom.  Początkowo  była  to  arystokracja,  potem  zaczęli  przeważać  ludzie  nauki.  Doboszyński  doskonale  zdawał  sobie 
sprawę z tego, że samo wyeliminowanie masonerii to nie wszystko, gdyż natura nie znosi próżni i powstałą w ten sposób lukę trzeba 
czymś  zastąpić.  Stąd  też  w  „Reginem  commixtum"  pisał:  „każde  społeczeństwo,  które  pragnie  wyzbyć  się  masonerii,  musi  w  jej 
miejsce wytworzyć jakąś organizację elity, odpowiadającą potrzebom danego narodu i dostosowaną do charakteru jej członków". W 
związku z tym  „chcąc dać Polsce ustrój zdrowy  musimy więc przede wszystkim  stworzyć organizację (instytucję)  moral-  no-pol  i 
tyczną, wychowującą nasze jednostki przywódcze, podobnie jak to czyni masoneria w krajach protestanckich". 

Norbert Wojtowicz 

O „konspiracjach" 

Wznowiony tu tekst Doboszyńskiego „Konspiracje" stanowi, zgodnie z umieszczoną na stronie tytułowej informacją fragmenty 

pracy  pt.  „Ustrój  Narodowy".  Jej  pisanie  zapoczątkował  autor  jeszcze  w  więziennym  zaciszu,  lecz  ze  względu  na  wybuch  wojny 
praca ta nigdy nie została ukończona. 

Podejmując się tak kontrowersyjnego tematu Doboszyński od samego początku musiał liczyć się z mogącą pojawić się krytyką. 

Nie przerażało go to jednak, gdyż uważał problem za na tyle ważki by zaryzykować. Na pierwszy rzut oka autor pisał w swej pracy o 
pewnym ogólnym mechanizmie funkcjonowania konspiracji. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w istocie przedstawiał on na tym 
tle  własne  poglądy  na  działalność  masonerii.  Ostrzegał  przy  tym  przed  przenikaniem  zaczerpniętego  od  tych  struktur 
konspiracyjnego sposobu działania do innych, często nie związanych z masonerią w sposób bezpośredni, organizacji. 

background image

W  zaprezentowanym  poniżej  tekście  obok  23  przypisów  autorskich,  które  znalazły  się  w  pierwotnej  wersji,  dodano  przypisy 

redakcyjne.  Stosując  przyjętą  powszechnie  praktykę  edytorską  starano  się  unikać  w  przypisach  opinii  polemicznych  z  poglądami 
wyrażonymi w tekście, ograniczając się do uściśleń natury faktograficznej. Redaktor nie ingerował też w styl oryginału właściwy dla 
epoki powstania dokumentu. Jedynie w paru miejscach uwspółcześniono nie stosowany już dzisiaj sposób zapisu końcówek. 

NorW

        

          Adam Doboszyński 

Konspiracje 

Fragmenty z pracy pt. „Ustrój Narodowy" 

 

Postawienie problemu 

Z góry jedno zastrzeżenie: mówić będę o konspiracji dobrowolnej, stosowanej w warunkach, w których krycie się nie stanowi 

konieczności,  jak  w  wypadku  np.  spisku,  lecz  jest  formą  organizacyjną  obraną  świadomie  ze  względu  na  wrodzoną  ludziom 
skłonność  do  otaczania  się  atmosferą  tajemniczości.  Spiski,  sprzysiężenia,  konspiracje  zawiązywane  celem  obalenia  władzy, 
względnie przeprowadzenia jakiejś akcji wbrew woli czynników rządzących, zawsze na świecie były i będą; bywają w życiu często 
sytuacje, w których tajemnica  stanowi  nieodzowny  warunek działania.  Konspiracje tego rodzaju  mogą  być etycznie dodatnie lub 
ujemne,
 zależnie od celu, który sobie stawiają. Spisek zawiązany celem obalenia wybitnie krzywdzącej władzy należy nieraz oceniać 
bardzo wysoko pod względem moralnym. 

Tego rodzaju spiski stanowią jeden z ustrojowych wentylów bezpieczeństwa; dają one ludziom możliwość działania, wprawdzie 

pozalegalną ale tym nie mniej w niektórych wypadkach nieodzowną. 

Przeciwieństwem  sprzysiężenia,  w  którym  tajemnica  stanowi  warunek  życia  i  śmierci,  jest  konspiracja  dobrowolna  (którą  w 

dalszych  mych rozważaniach  nazywać będę krótko  konspiracją).  Przykład:  Francja; w której wszystkie  sprężyny władzy, a przede 
wszystkim policja (słynna Sûreté Générait) i administracja polityczna, są w stu procentach oddane masonerii, zachowuje konspiracje 
nadal jako bazę ustroju. To samo Anglia, w której Wielkim Mistrzem masonerii jest zawsze członek rodziny królewskiej

1

, a do loży 

należy 

'' Od 1721 roku, kiedy to książę Montagu został wielkim mistrzem loży wolnomularskicj, przyjął się w Anglii zwyczaj obdarzania tą godnością jedynie lordów lub 

członków  rodziny  królewskiej.  Nawiązując  do  powstałej  wówczas  zasady  Gcraskow  podkreśla,  żc  John  Thcophilus  Dcsagulicrs  i  Gcorgc  Paync  byli  ostatnimi  nic 
utytułowanymi wielkimi mistrzami Wielkiej Loży Londynu, po nich następowali już wyłącznie książęta, hrabiowie i lordowie przejmujący ten urząd jeden po drugim 
nieprzerwanie  aż  po  dzień  dzisiejszy.  Aktualnie  urząd  Wielkiego  Mistrza  Wielkiej  Zjednoczonej  Anglii  sprawuje  Michał,  książę  Kentu:  zob.  H.  M.  XepacKOB. 
npoHcxo>K

.AeHHe  MaeoHCTBa

  h

  ero

  pa3BHTwe  b  AHraHH  XVIII  h  XIX

  BeKa

  [w:]  Tafiiibie

  opaeHa. 

MacoHbi,  red.  A.  H.

  fonanenKO,

 

Xapi

>K0B-KHeB-P0CT0B na

 floHy 1997, s. 28 (przyp. red.). 

każdy  prawie  sklepikarz  i  podoficer.  Konspiracja  wydaje  się  tu  chyba  zbyteczna,  a  jednak  podniesiona  jest  do  godności 
niewzruszalnej  zasady.  To  samo  w  Stanach  Zjednoczonych"  itd.  Jeśli  chodzi  np.  o  polskie  stosunki,  to  nie  tylko  tzw.  Obóz 
Niepodległościowy  zachował  po  odzyskaniu  niepodległości  swą  strukturę  konspiracyjną  (co  jest  zrozumiałe  ze  względu  na  silne 
kontakty  tego  obozu  z  masonerią),  ale  tą  samą  drogą  poszła  również  Liga  Narodowa,  której  działalność  nastawiona  była 
zdecydowanie antymasońsko. Jak wiadomo Liga Narodowa była organizacją tajną; jej jawną ekspozyturą była przed Wielką Wojną i 
w  czasie  tej  wojny  Narodowa  Demokracja.  Rzecz  zrozumiała,  że  póki  Polska  nie  odzyskała  Niepodległości,  Liga  Narodowa 
działać  musiała  tajnie.  
Ale  powstała  Polska,  Liga  Narodowa  wyłoniła  jawny  Związek  Ludowo-Narodowy,  który  przeprowadził 
ponad  stu  posłów  do  Sejmu.  Zdawałoby  się,  że  tajna  organizacja  stała  się  już  zbyteczna  i  powinna  się  była  zaraz  rozwiązać. 

background image

Tymczasem  rozwiązała  się  dopiero  w  r.  1928!  Aż  do  tego  czasu  decyzja  utrzymała  się  po  staremu  przy  konspiracyjnej  Lidze,  a 
Zw[iązek] Lud[owo]- Narfodowy] trwał w roli jawnej fasady maskującej kulisy konspiracyjne. 

O tym typie konspiracji dobrowolnej, nie narzuconej żadną zewnętrzną koniecznością, obecnie pomówimy. 

Konspiracja jako problem etyczny 

Czy konspiracja ma jakiś związek z etyką? 
Rozpatrzmy  sprawę  na  chłopski  rozum.  Przeciętny  człowiek  należący  do  konspiracji  jest  uwikłany  stale  w  sieci  kłamstw. 

Opowiada żonie, że był na brydżu — a był w loży. Głosi jakiś pogląd jako własny  — a kazano mu go głosić. Popierając jakiegoś 
człowieka twierdzi, że czyni to dla jego zdolności — w rzeczywistości popiera go jako „brata". Kłamstwo jest niewątpliwie grzechem 
— członek  konspiracj  i  zupełnie  na  ten  grzech  tępieje.  Rychło  i  ósme  przykazanie  traci  u  niego  walor,  podporządkowuje  się 
zleceniom konspiracji. Szczerość, otwartość, prawdomówność  — to cechy prawdziwie męskie, cenione wysoko w ciągu tysiącleci. 
Co więcej — są to niewątpliwie cnoty. Z cnót tych konspirator rezygnuje. Wręcz przeciwnie wytwarza się u niego z biegiem czasu, 
poprzez ciągłe drobne kłamstewka i wybiegi, obłuda. Każdy konspirator jest obłudnikiem. Nie uważam bynajmniej za przypadkowy 
zbieg  okoliczności  faktu,  że  obłuda  uważana  jest  przez  cały  świat  za  typową  cechę  anglosaską.  To  nie  przypadek.  Przecież  to 
społeczeństwa anglosaskie wykształciły nowoczesny system masoński, i u nich doszedł ten system do największej potęgi. Anglik — z 
warstw wykształconych — od dwustu lat żyje w konspiracji. To niewątpliwie 
—  obok purytanizmu — źródło jego obłudy. 

A  więc  konspiracja  jest  źródłem  stałych  potknięć  przeciw  prawdzie.  Niejeden  zauważy,  że  to  raczej  grzeszki  niż  grzechy. 

Możliwe. Ale konspiracja ma drugą znacznie poważniejszą wadę. Wytwarza mroki, w których mogą się lęgnąć już nie tylko grzechy, 
ale  nawet  zbrodnie.  Jeśli  uprzejmy  gospodarz  zostawi  obok  sali  balowej  kilka  gościnnych  pokoi  otwartych,  lecz  nieoświetlonych, 
skutki nie dadzą długo na siebie czekać. Konspiracja stwarza sposobność do korzystania z mroku, i człowiek nie byłby człowiekiem, 
gdyby się nie rzucał na taką okazję. Konspiracja staje się w tych warunkach pułapką na słabe charaktery. Niejeden grzech, niejedna 
zbrodnia, które w świetle dziennym nie byłyby doszły do skutku, dojrzewają w mroku. 

Ale konspiracja jest przede wszystkim czymś jeszcze innym. Jest namiętnością. Tragicy greccy, i ich naśladowcy w późniejszych 

wiekach, wprowadzili do literatury pewną ilość zasadniczych namiętności ludzkich: miłość, zazdrość, chciwość, fanatyzm polityczny 
i  religijny,  mściwość,  ambicję,  potrzebę  poświęcenia  się  dla  innych  i  sadyzm,  hedonizm  i  ascetyzm,  żądzę  sławy  i  żądzę  krwi. 
Wprowadzili również na deski teatru typ konspiratora, który przychodzi w czarnej masce na zebranie spiskowców i rzuca losy o  to, 
czyj  sztylet  zgładzi  tyrana.  Banalny  to  typ,  którego  wstydzi  się  szanujący  się  autor  współczesny.  Ale  typ  konspiratora 
nowoczesnego, konspirującego z namiętności do tajnego działania,
 czeka jeszcze na swego Szekspira. Może dlatego "nie znalazł 
się jeszcze w literaturze, że mówić o nim nie jest bezpiecznie, a dyrektorzy teatrów i wydawcy nie są bohaterami. Może i dlatego, że 
dopiero jego tak szerokie rozpowszechnienie w naszej epoce daje dostateczny materiał do jego obserwacji, do uchwycenia jego cech 
istotnych, jego profilu i klimatu. 

Pociąg  do  konspiracji  stanowi  niewątpliwie  jedną  z  zasadniczych  namiętności  człowieka.  Wchodzącego  w  życie  chłopca 

czekają różne silne emocje: pierwszy papieros, pierwszy kieliszek, pierwszy pocałunek, pierwsza mowa  — ale i pierwsze zebranie 
konspiracyjne. Spróbuj, czytelniku,  zebrać kilkunastu jałowych „szarych ludzi" i nakłonić ich, by się schodzili raz czy dwa razy w 
miesiącu  i  pletli  trzy  po  trzy.  Przyjdą  raz  i  drugi,  ale  rychło  im  się  to  znudzi:  Zrób  żywcem  to  samo,  ale  zwiąż  ich  węzłem 
konspiracji, przysięgą i tajemnicą. Będą ci przychodzili latami całymi, i będziesz mógł obserwować zachodzące w nich przemiany. 
Konspiracja stanie się  nieodzowną koniecznością  ich  życia,  jak opium czy  morfina,  jak dobrze dopasowana kobieta,  jak tytoń dla 
palacza,  jak  wódka  dla  alkoholika.  Oczywiście,  że  niejeden  będzie  szukał  w  konspiracji  możności  do  ukrycia  swych  brudnych 
zamierzeń  i  brudnych  postępków,  będzie  szukał  protekcji  i  kariery.  Od  takich  ludzi  roi  się  w  masonerii.  Ale  jest  dużym  błędem 
przypuszczenie,  że  są  tam  tylko  tacy.  Główny  trzon  konspiratorów  stanowią  niewątpliwie  ci,  którzy  w  ten  sposób  dają  folgę 
wrodzonej  im  namiętności  do  konspirowania.  Jest  wśród  nich  wielu  takich,  którzy  by  się  tej  namiętności  oparli,  gdyby  im  kto 
wytłumaczył jej szkodliwość. Lecz nikt im tego nie tłumaczy. Ludzie wierzący dostosowaliby się do wskazań Kościoła. Lecz Kościół 
nie tylko że w tej sprawie milczy, ale sami księża tworzą konspiracje i wiernych do nich kierują. Przeto nic nie stoi na przeszkodzie, 
by  konspirator  z  upodobania  nie  hołdował  swej  skłonności.  Bez  przesady  można  powiedzieć,  że  dla  milionów  ludzi  życie 
pozbawione  konspiracji  straciłoby  na  zainteresowaniu.  Jedni  czująsię  dobrze  z  wędką  nad  rzeką  inni  w  kawiarni,  inni  w  domu 
publicznym. Konspirator potrzebuje dokoła siebie atmosfery tajemniczości, choćby konspiracji do żadnych celów nie potrzebował i 
żadnych korzyści z niej nie ciągnął. 

Takich  bezinteresownych konspiratorów jest sporo. Wśród nich wyodrębnia się grupa  ludzi, dla których konspiracja staje  się z 

biegiem lat czymś więcej niż narkotykiem, którzy zaczynają wkładać w nią nie tylko upodobania, ale i umiłowanie, a w końcu całą 
duszę. Od konspiracji krok tylko  jeden do  mistyki, związanej zawsze z elementem tajemniczości.  A  mistyka sprowadza  nas  już w 
kompleksy psychologiczne, w których z tajemnicą łączy się wiara. Toteż nie zdziwi nikogo, rozumiejącego wewnętrzny mechanizm 
człowieka,  fakt,  że  każdy  żarliwy  konspirator  nabiera  z  biegiem  lat  cech  mistyczno-religijnych.  Sto  razy  już  to  powiedziano  i 

background image

napisano, że masoneria  jest  religią. Konspirator nie  może  być katolikiem takim samym,  jak katolicy  nie  należący do konspiracji. 
Przypuśćmy nawet, że byłby to członek loży pro-katolickiej. W praktyce zdarza się to rzadko. Ale przypuśćmy, że w pewnej epoce 
stałoby się to nawet regułą: Jeśli ten człowiek będzie dobrym konspiratorem, jeśli całą duszą da się ponieść konspiracyjnej mistyce, 
katolicyzm jego będzie na pewno daleki od ortodoksji. 

1  tu  wyłania  się  pytanie:  czy  jakakolwiek  działalność  konspiracyjna,  choćby  jak  najdalsza  od  masonerii,  da  się  pogodzić  z 

katolicyzmem? 

Oto pytanie naszej epoki. 

Konspiracja a katolicyzm 

Trudny  to  temat.  Trzeba  by  do  niego  wielkiego  teologa  i  ogromnej  erudycji  Trzeba  by  prześledzić  element  tajemniczości  w 

historii wierzeń religijnych, poprzez misteria eleuzyjskie i kult Mitry, którego wierni utworzyli w II. i III. wieku po Chrystusie coś w 
rodzaju masonerii rządzącej imperium rzymskim. Niewątpliwie miała większość religii — a może wszystkie poza chrześcijaństwem 
—  swe  zakamarki  tajemnicze.  Falliczne  pierwiastki,  tak  częste  w  religiach  starożytności,  łączyły  się  z  zasady  z  elementem 
konspiracji. Nie wątpię, że z biegiem czasu nauka, wyzwoliwszy się z dzisiejszej kurateli masońskiej, rzeczy te przestudiuje  i opisze. 
Dojdziemy  wtedy  zapewne  do  wniosku,  że  konspiracja  zdarzała  się  we  wszystkich  epokach  i  u  wszystkich  ras.  Dowiemy  się 
ciekawych  rzeczy  o  przemożnej  roli  konspiracji  u  wszystkich  szczepów  murzyńskich,  u  Chińczyków,  u  ludów  Ameryki  sprzed 
Kolumba,  u  mieszkańców  Australii  i  Polinezji.  Dowiemy  się  zapewne,  że  konspiracja  nie  jest  dowodem  kultury,  ale 
prymitywizmu, może nawet zacofania

lu

. Uwypukli się wówczas niesłychana predylekcja narodu żydowskiego do wszelkich form 

konspiracji. Stanie się jasne, dlaczego wbrew prawom tego świata jeden jedyny naród żydowski potrafił zachować w rozproszeniu 
swą więź i swą odrębność narodową. Uwypukli się żydowski geniusz do konspiracji. Ale okaże się przede wszystkim, że w świat 
starożytny,  przetkany  tysiącem  wierzeń  i  związanych  z  nimi  konspiracji,  wkroczył  chrystianizm  jako  pierwsza  może  religia, 
stawiająca na ołtarzu tajemnice, ale wykluczająca ze swych obrzędów tajemniczość. I jeśli będziemy obserwować w ciągu wieków 
zmagania chrystianizmu z podmywającymi go wciąż falami herezji, judaizmu i odszczepieństwa, to będziemy u wszystkich wrogów 
katolicyzmu  niezmiennie  widzieli  element  konspiracji,  aż  ujrzymy  wreszcie  w  czasach  nowych  jak  największa  schizma, 
protestantyzm, wyda największą konspirację — masonerię. 

Nie tylko wyda, ale się z nią zidentyfikuje do tego stopnia, że kraje protestanckie, będące kolebką masonerii (Anglia, Holandia, 

Szwajcaria,  Niemcy13  zdają  się  już  dzisiaj  przekształcać  swój  zniekształcony  chrystianizm  w  zupełnie  nową  religię  —  w  deizm 
masoński'

4

. W Anglii można tę ewolucję uważać za fakt już dokonany, choć nie nazwany jeszcze po imieniu. Piewca tego wyznania 

—  Rudyard  Kipling  —  doskonale  uwydatnił  cechy  mistyczno-reli-  gijne  masonerii  angielskiej,  będącej  przy  tym  doskonałym 
narzędziem  nie  tylko  do  trzymania  w  kupie  imperium,  ale  i  do  tworzenia  „Anglików  kolorowych".  Odpowiednikiem  Galla  czy 
Syryjczyka, obdarzonego zaszczytnym tytułem civis romanus, jest Hindus lub Malajczyk przyjmowany do loży brytyjskiej. Daleko 
idący upadek protestantyzmu w Anglii jest jasny dla każdego uważnego obserwatora. Ale gmach oficjalny protestantyzmu stoi silnie, 
dzięki intymnemu związaniu się z masonerią i z niesłabnącą siłą odpiera ponawiane od stu lat (kard. Maning, kard. Newman) ataki 
katolicyzmu. Nie odważyłbym się prorokować rychłego triumfu katolicyzmu w Anglii. Na miejsce protestantyzmu weszła tam już 
masoneria jako religia. Ewolucja ta będzie się zapewne rozwijała dalej. Może Kościół katolicki potrafi jej zadać cios śmiertelny. A 
może  za  tysiąc  lat  historycy  będą  konstatowali  wytworzenie  się  w  Anglii  pod  koniec  drugiego  tysiąclecia  po  Chrystusie  nowego 
systemu  moralno-religijnego,  pośredniego  między  chrystianizmem  a  judaizmem,  czegoś  analogicznego  do  Konfucjanizmu,  którego 
cechą fundamentalną będzie konspiracja. 

Religia ta przeciwstawia się już dziś religii katolickiej, której zasadniczą cechą są tajemnice wiary przy jawności obrzędów. 

Istota masonerii 

W  tym  miejscu  musimy  zrobić  pewną  dygresję  i  zastanowić  się  nad  pytaniem,  po  czym  poznajemy,  czy  dana  konspiracja  ma 

charakter  masoński?  Jakie  są  cechy  charakterystyczne  masonerii?  Jakie  sąznaki  rozpoznawcze  takiej  konspiracji,  do  której  pasuje 
etykieta „masonerii"? 

Utarło się, że znakami takimi są: wrogi stosunek do katolicyzmu, kierownictwo żydowskie i działanie zbieżne z interesem Żydów, 

organizacja lożowa i tradycyjny rytuał. 

Wszelkie bardziej precyzyjne lub dalej idące definicje rozbijają się o to, że wśród rozlicznych form masonerii znajdzie się zawsze 

ta lub owa, do której dana definicja  nie pasuje.  A  nawet  i wyżej wymienione  bardzo ogólnikowe znaki rozpoznawcze w praktyce 
nieraz zawodzą. Np. szeroko rozpowszechnione zdanie, że Żydzi kierują masonerią budzi w każdym Angliku uśmiech politowania. 
Znając dumę Anglików nie można wątpić, że przemożny (niewątpliwie) wpływ Żydów na politykę angielską nie odbywa się w tej 
prymitywnej formie, by w najwyższym stopniu hierarchii masońskiej po prostu komenderowali Żydzi. Wpływ żydowski zaznacza się 
w  sposób  o  wiele  subtel-  niejszy,  zapewne  przez  to,  że  w  kierujących  ośrodkach  znajdują  się  jednostki  żydowskie,  górujące  nad 
swymi aryjskimi kolegami rasowymi zdolnościami do konspiracyjnego działania, jak również tym, że otrzymująinstrukcje z zewnątrz 
i skutkiem tego konsekwentnie dążąw pewnym kierunku, zbieżnym z interesem narodowym żydowskim. To samo można powiedzieć 

background image

i o lożach staropruskich, silnie wprawdzie zażydzonych, ale kierowanych przez Żydów tylko bardzo pośrednio, i wyłamujących się 
nieraz spod ich wpływu, jak to się stało np. wtedy, gdy loże te zdecydowały się poprzeć Hitlera. 

Podobnie ostrożnie  należy rozumować gdy  się chce wnioskować o stosunku pewnej konspiracji  do masonerii  na podstawie  jej 

stosunku  do  religii.  Twierdzenie,  że  masoneria  zwalcza  katolicyzm,  rzadko  daje  praktyczne  kryteria  rozpoznawcze.  Mówiąc  z 
grubsza, Wielki Wschód i afiliowane do niego loże reprezentują ateizm, loże anglosaskie deizm. Stąd krok już tylko do masonów-
praktykujących  katolików,  których  sporą  ilość  obserwujemy  w  Polsce.
  Jest  między  nimi  niewątpliwie  część,  która  robi  to 
cynicznie,  ale  są  również  i  ludzie,  którzy  rozgrzeszają  się  na  tym  punkcie  sami  od  bulli  papieskich,  grożących  ekskomuniką  za 
przynależność do masonerii, i szczerze łączą w sobie tak sprzeczne pojęcia jak katolicyzm i masoneria. Pamiętając o tym, do jakich 
wewnętrznych kompromisów zdolna jest natura ludzka, musimy się więc liczyć i z tym, że nawet kryterium działalności antyka-
tolickiej,  o  ile  je  stosować  powierzchownie,  również  nieraz  w  praktyce  zawodzi  i  nie  pozwala  zdemaskować  masońskiego 
charakteru danej konspiracji.
 

Podobnie możemy zejść na manowce, o ile pojęcie masonerii łączymy z pojęciem „loży". System lożowy, wraz z przynależnądo 

niego  obrzędowością,  nie  stanowi  bynajmniej  nieodzownego  atrybutu  wszelkiej  masonerii.  System  lożowy,  to  forma  konspiracji 
powiedziałbym  burżuazyjna,  dobra  tam,  gdzie  masoneria  nie  potrzebuje  się  kryć  i  opiera  się  na  warstwach  zamożnych.  Ale  obok 
systemu lożowego istniejąo wiele poufniejsze formy konspiracji, o obrzędowości mocno uproszczonej, lub w ogóle tej obrzędowości 
pozbawione. W szczególności odnosi się to do wyższych stopni masońskich. Poza tym istnieją przeróżne formy poufnych organizacji 
operujących „na przedpolu" masonerii, mających na celu. ułatwiać kierowanie społeczeństwem, a zarazem przygotowywać narybek 
masoński. W takich poufnych ugrupowaniach kryteria antykatolickie i prożydowskie ustępują nieraz miejsca pozornym tendencjom 
wprost nawet przeciwnym. Wytyczenie granicy między konspiracją „masońską" a niemasońską jest niesłychanie trudne i w praktyce 
życia całkowicie zawodne. 

Jedyną cechą niezmienną wszystkich masońskich form organizacyjnych jest ich konspiracyjność. Jak napisał trafnie Bernard 

Fay' „masoneria, pogardzająca dogmatami, niezależna od królów i religii, lecz spowita w swój sekret, który ją opromienia jak aureola, 
z najwyższą zręcznością w miejsce tajemnicy Bóstwa ustanawia bóstwo Tajemnicy". 

Tajemnica podniesiona do godności bóstwa — oto istotna cecha rozpoznawcza masonerii. Wszelka konspiracja, bez względu 

na jej cele i założenia, przygotowuje wyznawców bóstwa Tajemnicy. 

Wnioski 

Nie  wątpię, że epoka  nasza otrzyma kiedyś w  historii  miano „epoki konspiracji". Niemało  się  napocą uczeni, zanim oczyszczą 

dzieje naszych czasów z naiwnych bajeczek i dojdą da tego, jak się to działo naprawdę  — za kulisami. Ich punktem wyjścia będzie 
niewątpliwy  fakt,  że  w  roku,  powiedzmy,  1920  cała  ludzkość  kierowana  była  metodą  konspiracji,  nawet  Japonia,  nawet  Sowiety. 
Pierwszą reakcją antykonspiracyjną był faszyzm, którego program, słabo sprecyzowany jeszcze w epoce marszu na Rzym, miał jeden 
tylko wyraźny punkt: walkę z masonerią. Punkt ten został wykonany, Wielka Loża włoska rezyduje od r. 1922 w Londynie. O  wiele 
mętniej przedstawia się sprawa z antykonspiracyjną postawą hitleryzmu, skoro mimo głoszonych haseł antyma- sońskich jeszcze w 
trzecim i czwartym roku rządów Hitlera czytaliśmy o rozwiązywaniu lóż w III—ej Rzeszy, i nigdy nie dodano, że rozwiązana loża 
była ostatnią. Pokrywa się to z poglądem, że jeśli nie genezy hitleryzmu, to w każdym razie inicjatorów dopuszczenia go do władzy 
należy szukać w staro- pruskich lożach junkierskich, które, jak się zdaje, istniejądalej i potrafiły nawet narzucić Hitlerowi walkę z 
katolicyzmem,  stanowiącą  przecież  główny  postulat  każdego  masona.  Zabójstwo  Róhma  i  tow.  miało  również  typowe  cechy 
zniszczenia konspiracji. Porównując dzieje faszyzmu i hitleryzmu spostrzegamy od razu zasadniczą różnicę, dzielącą naród katolicki 
—  a  więc  z  natury  antykonspiracyjny  —  od  narodu  protestanckiego,  współtwórcy  nowożytnych  form  masońskich.  Ten  trójlistek 
koniczyny  — protestantyzm-antykatoli-  cyzm-masoneria, wydaje się  nierozdzielny,  i dlatego to, co tak stosunkowo łatwo udało się 
Mussoliniemu, wydaje się zadaniem ponad siły narodu niemieckiego. 

I tu wracamy do postawionego uprzednio pytania: czy konspiracja niema- sońska da się pogodzić z katolicyzmem? Albo, mówiąc 

inaczej, czy konspiracja może być w ogóle pozbawiona cech masońskich? 

Z tego, co powiedzieliśmy dotychczas, wypływa podwójna odpowiedź: 

1) najistotniejszą cechą wszelkiej masonerii jest konspiracja; 

2)  konspirowanie  wyzwala  mistykę,  współzawodniczącą  w  duszy  katolika  z  religią  przeto  każda  konspiracja  stanowi 

przygotowanie do masonerii. 

Wniosek: udział we wszelkiej konspiracji jest zasadniczo sprzeczny z obowiązkami katolika. 
W tym wniosku leży niewątpliwie jeden z kluczy do zrozumienia naszych czasów. Przyjęcie zasady, że bez konspiracji nie może 

się obyć żadna działalność organizacyjna  — prowadzi automatycznie do zmasonizowania społeczeństwa.  Wszelka konspiracja, to 
swoista  masoneria.
  Nie  róbmy  kierownikom  świata  masońskiego  przyjemności,  wdając  się  w  pożądane  przez  nich  rozważania  na 

temat różnych odłamów masonerii, ich mniejszego lub większego zażydzenia, mniejszej lub większej pointy antykatolickiej. Każdy 
praktyczny polityk staje co chwila wobec dylematu: czy ta lub owa konspiracja jest rzeczywiście antymasońska, czy też z ukrycia jest 

background image

kierowana  przez  masonerię?  Odpowiedź  bywa  niezmienna:  Jeśli  nawet  jakaś  konspiracja  jest  szczerze  antymasońska,  to  jednak 
wychowując ludzi przy pomocy metod konspiracyjnych przygotowuje grunt pod masonerię. 

Nie ma pod tym względem bardziej pouczających dziejów, niż historia Ligi Narodowej w Polsce. Od lat trzydziestu, regularnie co 

kilka lat, odłamuje się jakiś fragment od konspiracji narodowych i rzuca się w objęcia masonerii. Tragiczny błąd, polegający  na tym, 
że O.W.P. (tak już manifestacyjnie antymasoński) utworzono również według tego samego szablonu konspiracyjnego, doprowadził 
do  utraty  większości  przywódców tej  organizacji  na  rzecz  kół  obracających  się  w  orbicie  wpływów  masońskich.  Trudno  o  lepszy 
przykład,  jak  dalece  forma  organizacji  łączy  się  z  treścią  ideową.  Organizacje  oparte  na  kośćcu  konspiracyjnym  będą  stale 
wychowywały przyszłych masonów, choćby akcentowały Bóg wie jak silnie hasła katolickie i antymasońskie. 
Demoralizujące skutki konspiracji wezmą zawsze górę nad najbardziej nawet wzniosłą ideologią. 

Luka w nauczaniu Kościoła 

Niestety nie zrozumiał tego jeszcze — jak się zdaje — Kościół katolicki, i przez najtrudniejszy okres swego istnienia, od XV po 

XIX wiek, tolerował w świecie swych wyznawców istnienie konspiracji, które miały się stać dźwignią Kościoła, a na skutek zawartej 
w nich contradictio in adiecto — konspiracji jako narzędzi prawdy i światła — przyniosły bodajże więcej szkody niż pożytku, mimo 
olbrzymich zasług indywidualnych i najlepszych chęci ich uczestników. W szczególności zasadniczym błędem taktycznym wydaje 
się oparcie życia katolickiego w Anglii i Stanach Zjednfoczonych] na „masonerii katolickiej". Są to niewątpliwie pewne ustępstwa, 
na które poszedł  Kościół, podobne do ustępstwa w sprawie pobierania odsetek, o czym pisałem  w  mej  „Gospodarce Narodowej". 
Jestem  głęboko  przekonany,  że  włączenie  przez  Kościół  do  swego  nauczania  zasady,  iż  konspiracja  jako  stała  forma 
organizacyjna (a nie dla celów ściśle doraźnych) jest sprzeczna z etyką katolicką,
 stałoby się początkiem wielkiej akcji, z której 
masoneria  wyszłaby  ostatecznie  pokonana.  Przeprowadzenie  tej  zasady  w  Polsce  pozwoliłoby  nam  przełamać  wreszcie  ten 
zaczarowany  krąg,  w  którym  bezwładnie  kręcą  się  czynniki  katolickie  i  narodowe,  oddając  masonerii  co  chwila  wartościowe 
jednostki, wychowane w tych konspiracjach, które, mając  być sztabami akcji anty  masońskiej, są w rzeczywistości przedsionkami 
Świątyni Hirama, przedszkolami dla przyszłych „dzieci Wdowy". 

Fragment z rozdziału „Katolicka koncepcja ustroju" 

Zasada ustroju bez konspiracji nie znalazła do tej pory uwzględnienia w nauce Kościoła. Znajdzie się wielu sceptyków, którzy 

wysnują stąd wniosek, że Kościół nie zdecyduje się nigdy na wysunięcie takiej zasady. Nie podzielam tego zdania, lecz rozumiem, że 
będzie jeszcze trzeba pewnego czasu przygotowawczej pracy myśli, nim Kościół zdecyduje się poprzeć tę zasadę całą powagą swego 
autorytetu.  Podobnie  było  z  zasadami  społecznymi,  sformułowanymi  w  Encyklice  „Rerum  Novarum",  których  ogłoszenie 
poprzedziło kilkadziesiąt lat solidnej pracy intelektualnej myślicieli katolickich» 

Konspiracja jako narzędzie selekcji 

We wszystkich społeczeństwach, w których u podstawy wszelkich zbiorowych poczynań leżą konspiracje (jak np. w Polsce do 

ostatnich czasów), awans społeczny prowadzi z konieczności poprzez konspirację. Przez to sito przedostają się w górę: 

1) urodzeni konspiratorzy, 

2)  karierowicze i hochsztaplerzy, 

3)  ludzie mniej podatni do konspiracji, którzy się jednak do niej naginają inaczej mówiąc, którzy pozwalają konspiracji  przerobić 

się na jej kopyto. 

Sito eliminuje najwartościowsze jednostki, nie chcące iść na kompromis ze swym sumieniem. 
Tak zrekrutowana elita wyciska na życiu społecznym specyficzne piętno. Przede wszystkim narzuca swe obyczaje organizacyjne. 

W  społeczeństwach  antykatolickich,  gdzie  wszystkie  konspiracje  są  jednokierunkowe,  łączą  się  one  rychło  w  jeden  schemat,  co 
ułatwia zadanie rządzących. Natomiast w społeczeństwie katolickim, istnienie równoległe konspiracji prokatolickich i antykatolickich 
oraz  form  pośrednich  prowadzi  do  praktycznego  uniemożliwienia  konsolidacji  całego  Narodu,  do  rozbicia  go  na  kliki  i  mafie,  do 
wytworzenia  nieprzebytych  zapór  (pod  postacią  przysiąg  i  tajemnic)  między  ludźmi,  którzy  skądinąd  mogliby  się  łatwo  z  sobą 
porozumieć. Pisząc te słowa miałem lat trzydzieści trzy, a zdążyłem już stracić szereg kolegów i przyjaciół przez to, że z chwilą ich 
wstąpienia do takiej czy innej konspiracji z naszych stosunków wzajemnych znikała od razu nuta szczerości, bez której nie ma mowy 
o prawdziwej przyjaźni  i owocnej współpracy. Jeśli  mimo szybkiego rozszerzania się  idei  narodowej w Polsce rozbicie Narodu nie 
maleje, to zawdzięczamy to tej uranii konspiracyjnej, skutkiem której przypominamy Czerwonoskórych tropiących się nawzajem na 
ścieżce wojennej i polujących — w żydowskim interesie — na skalpy swych najbliższych. 

Drugi skutek tej selekcji konspiracyjnej, to sztuczny rozdźwięk między elitą narodu a głębiej pojętym katolicyzmem, i chroniczna 

niemożność wyprowadzenia katolicyzmu w życie społeczne i gospodarcze poza tradycyjną ambonę. Człowiek, który uformował się w 
łonie konspiracji i przez jej sito przedostał się do hierarchii rządzącej, nie nadaje się na lidera katolickiego społeczeństwa, choćby 
był nawet żarliwym katolikiem. Jest spaczony, instynkty jego grają inaczej, zawodzi intuicja. Społeczeństwo kierowane przez takich 
ludzi nie /.najdzie w sobie siły do oporu przeciw ukrytym siłom, podgryzającym jego korzenie. 

background image

Owocem konspiracyjnej selekcji jest osobliwy typ działacza społecznego, którego zasługi są niewidoczne dla ogółu, który może 

kroczyć od gafy do niepowodzenia, od niepowodzenia do wpadki, od wpadki do skandalu, a mimo to awansuje: w hierarchii jawnej z 
tajnej, w nagrodę za ślepe wykonywanie poleceń otrzymywanych od nieznanych zwierzchników. Jeśli widzimy kogoś, kto fatalnie 
nie dorasta do powierzonych mu funkcji, a mimo to wydaje się nieusuwalny ze stanowiska w oczywisty sposób przerastającego jego 
zdolności,  to  możemy  być  pewni,  że  jest  to  człowiek,  którego  talenty  konspiracyjne  równoważą  jego  ujawnione  braki.  W 
społeczeństwie  opanowanym  przez  konspiracje  odwraca  się  hierarchia  zdolności:  jawne  uzdolnienia  ważą  mało  wobec  tajnych 
znakomitości:  Zupełnie inni  ludzie wybijają się, inne są kryteria  zasługi  u geniuszu. Możliwe, że za sto lat nasi prawnukowie 
dowiedzą  się  o  rządzących  światem  w  naszej  epoce  znakomitościach,  nieznanych  swym  współczesnym  nawet  z  nazwiska.  Świat 
konspiracji ma swych wodzów i proroków, swych Mahometów i swych Napoleonów; oni to piszą naszą historię. Zbyteczne dodać, że 
historia ta pisze się na naszej skórze. 

Jednorodność konspiracyjna 

Istnienie  i  działalność  konspiracji  wyciska  piętno  na  naszej  epoce.  Był  moment  (przed  rewolucją  faszystowską)  kiedy  dogmat 

tajnego  organizowania  ludzi,  który  uznaliśmy  za  istotę  masonerii,  zatriumfował  już  był  na  całej  kuli  ziemskiej.  Wszelka 
zorganizowana  działalność  ludzka  miała,  bezpośrednio  po  Wielkiej  Wojnie,  swą  podszewkę  konspiracyjną.
  Dlatego  nie  ma 
bardziej  uciesznej  lektury,  niż  grube  tomy,  traktujące  o  ustrojach  liberalno-parlamen-  tarnych  naszych  czasów,  w  których  słowo 
konspiracja  nawet  nie  figuruje.  Jest  to  zwykłe  „bujanie  gości",  sport,  któremu  oddaje  się  wielu  mądrych  ludzi,  dla  celów  łatwo 
zrozumiałych.  Jeśli  ktoś  zachwala  czysty  system  parlamentarny  w  tej  formie,  w  jakiej  funkcjonuje  np.  jeszcze  w  Anglii,  Francji, 
krajach  skandynawskich  itd.,  a  nie  dodaje,  że  system  taki  nie  doprowadza  automatycznie  do  rozbicia  społeczeństwa  tylko  dzięki 
silnej podbudowie masońskiej — ten albo jest niezmiernie naiwny, albo świadomie wprowadza ludzi w błąd. Każda konstytucja tego 
typu, jak chociażby polska z roku 1921, ma tylko wówczas jakiś sens, jeśli założyć istnienie wspólnoty masońskiej, na której podłożu 
mogą się rozgrywać bezkarnie walki partyjne, przyjęte już niejako malum necessa- rium, ale jako alfa i omega ustroju. 

W oparach frazeologii, przesłaniającej sprawy ustrojowe, można łatwo zbłądzić, o ile nie mieć stale na uwadze pewnych prawd 

zasadniczych. Do takich prawd należy zasada — komunał, że społeczeństwo oparte jest przede wszystkim na współdziałaniu. Rzecz 
prosta, że współdziałanie to nie powinno nabierać cech wzajemnej adoracji ani mechanicznego posłuchu, i z tego względu ścieranie 
się  z  sobą  ludzi  i  opinii  jest  wskazane;  lecz  walka  taka  powinna  przebiegać  na  podobieństwo  fal,  tworzących  się  jedynie  na 
powierzchni morza, ale nie wprowadzających w ruch całej masy jego wód, jak się to na przykład dzieje, gdy zaczniemy huśtać wodę 
w miednicy, co może się rychło skończyć katastrofą — wylania tej wody. Walki ideowe w społeczeństwie nie mogą przekraczać 
granic  takiej  właśnie  powierzchniowej  fali  na  zasadniczym  podłożu  współdziałania,  bo  inaczej  społeczeństwo  po  prostu  się 
rozleci

31

. 

Rozumieją  to  społeczeństwa  anglosaskie,  Anglia  i  Stany  Zjednoczone,  oparte  w  zasadzie  na  dwupartyjnym  parlamentaryzmie. 

System  ten  funkcjonuje  (przynajmniej  w  Anglii)  świetnie,  lecz  po  prostu  dlatego,  że  zarówno  wszyscy  Anglicy,  jak  wszyscy 
Amerykanie, są jednomyślni co do — powiedzmy 95% problemów życia zbiorowego, i jednomyślność ta wyraża się we wspólnym 
należeniu  do  masonerii  ludzi  obu  partii.  Dlatego  jest  typowo  „żydowskim  kawałem"  przeciwstawianie  społeczeństwa  jawnie 
jednopartyjnego,
 ale za to bezmasońskiego (faszyzmu, hitleryzmu, bolszewizmu)  — społeczeństwom jakoby wielopartyjnym, a w 
rzeczywistości również jednopartyjnym, tylko że tajnie. Fakt przynależności przywódców konserwatywnych i laburzystów do tej 
samej konspiracji umożliwia  Anglikom rozgrywkę  jawną o dzielące  ich poglądy  na sprawy podrzędnej  wagi. Gdyby  nie  zasiadali 
przy
 sobie w loży, a jedynie tylko naprzeciw siebie w parlamencie, Połączone Królestwo

32

 (wzgl. Zjednoczone Stany) rozleciałyby 

się w szybkim czasie. 

Stwierdzenie,  że  społeczeństwo  nie  może  istnieć  bez  dużego  stopnia  jednorodności  organizacyjnej  i  ideowej,  odnosi  się  do 

wszystkich  krajów  i  wszelkich  epok.  Np.  Polska  przedrozbiorowa.  Jakże  ciekawe  śledzić  żmudne  wysiłki  królów,  dążących  do 
absolutum dominium", od Zygmunta III po  Augusta II;  jak usiłują stale tworzyć swą partię  i oprzeć się  na  niej, przeciw reszcie 
Narodu,  i  jak  kończy  się  zawsze  na  tym,  że  w  gruncie  rzeczy  i  regaliści  i  rokoszanie,  Żółkiewski  i  Zebrzydowski,  Sobieski  i 
Lubomirski zapatrują się jednakowo na konstytucję narodową i nie udaje się Narodu skłócić dalej w głąb poza różnice taktyczne  i 
personalne.  Jednorodność  ówczesnego  Narodu  polskiego  (tzn.  szlachty)  była  rzeczywiście  tak  przemożna,  że  najdziksza  swawola 
właściwie w niczym tej jednorodności nie osłabiała. Dopiero gdy udało się tę 

Patrz rozdział „Monoidea". United Kingdom (przyp. red.). 

jednorodność  zerwać  —  a  to  przez  zmasonizowanie  części  elity  w  epoce  króla  Stasia  —  Polska  upadła.  Ale  o  tym  pomówmy  w 
innym miejscu. 

Nie  ma  nic  ciekawszego,  jak  obserwacja  niesłychanych  perturbacji,  jakie  w  społeczeństwach  opartych  na  jednorodności 

masońskiej wprowadza zjawienie się jakiejś grupy antymasońskiej. Zdawałoby się, że to partia jak każda inna; tymczasem okazuje 
się, że  można rządzić przy  istnieniu dwudziestu  innych partii (kontrolowanych przez  masonerię)  — a z tą jedną ani  rusz.  Nie ma 
spokoju,  póki  się  jej  albo  nie  usunie  poza  nawias  ustroju,  albo  ona  nie  połknie  całego  społeczeństwa.
  Pierwszy  wypadek 

background image

usunięcia  poza  nawias  ustroju  przydarzył  się  we  Francji  Action  Française,  w  Belgii  reksistom;  natomiast  faszyści  i  hitlerowcy 
połknęli  całe  społeczeństwo.  Nawet  bolszewicy  mieli  swój  okres  walki  w  ramach  ustroju  masońsko-parlamentarnego,  w  okresie 
marzec-listopad  1917,  podobnie  jak  hitlerowcy  przed  rokiem  1933,  jak  faszyści  przed  marszem  na  Rzym;  wszystkie  te  ruchy 
paraliżowały całkowicie funkcjonowanie systemu masońsko-parlamentarnego. We Francji tzw. prawica jest tak samo masońska jak i 
tzw. lewica, przeto ustrój  funkcjonuje  nieźle. Action Française  nie  mogła się w tym zaczarowanym kręgu pomieścić  —  ze  swym 
antymasoństwem i nie umiejąc zwyciężyć musiała ustąpić. 

Wielką jednorodność — tyle że nie ściśle masońską lecz konspiracyjną — obserwujemy dziś w Polsce. Wszystkie bez wyjątku 

organizacje ideowo-po- lityczne oparte były u nas do niedawna na zrębie konspiracji. Już w ostatnich klasach gimnazjalnych dostaje 
się przeciętny uczeń do konspiracji. W ramach konspiracji przechodzi studia wyższe, wchodzi do organizacji ideowo-polity- cznej 
partii czy kliki, i zostaje w niej do grobowej deski (awansując po drodze z niektórych konspiracji do oficjalnej masonerii). Działacz 
robotniczy czy rzemieślniczy; nawet lokalny lider chłopski ląduje rychło w konspiracji. Oczywiście stan to przejściowy; wprawdzie 
wspólność  struktury  konspiracyjnej  całego  życia  w  Polsce  wytwarza  pewien  surogat  jednorodności  organizacyjnej,  dostatecznie 
wiążący,  by  społeczeństwo  się  nie  rozsypało,  lecz  w  braku  monoidei  społeczeństwo  nie  może  harmonijnie  żyć.  Ten  stopień 
jednorodności, który by pozwolił społeczeństwu normalnie funkcjonować, możemy — w teorii — osiągnąć na dwa sposoby: albo 1) 
wlewając w jednorodność konspiracyjną jednolitą odpowiadającą jej treść ideową, mówiąc inaczej masonizując całe społeczeństwo; 
albo 2) stwarzając jednorodność antykonspiracyjną organizacyjnie i ideowo (patrz ustęp następny). Stan obecny może trwać jeszcze 
długo (ze względu na swą — mimo wszystkich różnic ideowych — jednorodność konspiracyjną) i, o ile rzeczywiście dłużej potrwa, 
doprowadzi  niechybnie  Polskę  do  monoidei  masońskiej.
  O  ile  natomiast  któreś  z  większych  działających  u  nas  ugrupowań 
zdecyduje  się  stanąć  na  platformie  antykonspi-  racyjnej,  wówczas  będzie  musiała  rychło  zapaść  decyzja,  gdyż  nastąpi  stan 
niejednorodności, w którym Naród ani żyć, ani działać nie może. 

Czym zastqpić konspiracje? 

Czym zastąpić masonerię? Czym zastąpić konspiracje? 
Chcąc odpowiedzieć na te pytania należałoby im poświęcić grubą książkę. Nie mogąc tego uczynić, muszę się ograniczyć do paru 

zdań, których celem będzie zorientowanie czytelnika, w jakim kierunku należy — moim zdaniem — szukać odpowiedzi. 

Czym zastąpić masonerię? Oczywiście katolicyzmem. Masoneria jest religią (w której cieniu żeruje wielu karierowiczów, ale 

dzieje się to w cieniu każdej religii). Masoneria jest religią może być przeto zastąpiona tylko przez innąreligię. W odwiecznej walce 
— masoneria contra katolicyzm, Izrael contra Rzym — decyzja musi zapaść na korzyść Rzymu. 

Czym  zastąpić  konspiracje?  Tu  musimy  rozróżnić  dwoistą  funkcję  konspiracji:  jako  praktycznej  metody  organizowania  ludzi, 

oraz jako dostarczycielki wzruszeń  i dreszczów, swoistej  mistyki. Jeśli chodzi o to pierwsze zadanie, to /.nam wielu  ludzi, którzy 
uważają  formy  konspiracyjne  za  niezastąpione.  Nie  podzielam  ich  zdania:  przecież  Średniowiecze  potrafiło  dojść  do  swych 
wspaniałych wyników właśnie w ramach form organizacji jawnych. Natomiast nie ulega wątpliwości, że metody organizowania ludzi 
muszą być inne, jeśli ograniczamy się do form jawnych, niż przy użyciu form tajnych. 

A więc, po pierwsze: organizacja bez podszewki konspiracyjnej musi być rządzona bardziej autorytatywnie, musi w niej panować 

większa dyscyplina, obyczaje muszą być mniej „parlamentarne", głosowania mniej „mechaniczne" (patrz rozdział „Wola zbiorowa"). 
W niektórych wypadkach odda tu dobre usługi „Fuhrer-prinzip" (zasada przywództwa jednostkowego), w innych nieliczny, a silnie 
związany zespół kierowniczy. 

Po  drugie:  koniec  z  tłumnymi  organizacjami,  które  trzyma  w  ryzach  zręcznie  zarzucona  „siatka"  konspiracyjna.  W  jej  braku 

należy  liczniejsze  organizacje  rozczłonkowywać  na  mniejsze  grupy  i  zespoły,  budować  piramidę  tam,  gdzie  była  dotąd  „równa" 
masa, zastąpić konspirację nową i jawną hierarchią 

Po  trzecie:  organizator  mający  przed  sobą  zadanie  zorganizowania  pewnego  odcinka  społecznego  (np.  gminy,  miasta, 

województwa)  w  formy  jawne,  powinien  położyć  wielki  nacisk  na  dostosowanie  swej  organizacji  do  naturalnych  linii  podziału 
społecznego, a więc przede wszystkim do istniejących podziałów regionalnych i korporacyjnych. Sztucznie wycięty region potrzebuje 
kierownictwa  konspiracyjnego;  naturalnemu  wystarczy  hierarchia  jawna.  Niezmierną  wagę  ma  organizacja  korporatywna  (patrz 
rozdział  „Korporacjonizm").  W  pewnej  mierze  można  powiedzieć,  że  o  ile  w  płaszczyźnie  metafizycznej  przeciwieństwem 
masonerii jest katolicyzm, to w płaszczyźnie organizacyjnej przeciwieństwem masonerii jest korporacjonizm.
 Nic dziwnego, że 
rozrost masonerii szedł w parze z zanikiem korporacji; vice versa, wzrost korporacji ułatwi wypieranie konspiracji. 

Cenną bardzo formą organizacji „antykonspiracyjnej" jest ród (oparty na licznych rodzinach); w społeczeństwie katolickim musi 

się  odrodzić  znaczenie  rodu,  dając  jednostce  to  oparcie,  którego  szuka  dziś  nieraz  w  loży.  Trudno  mi  tu  wymienić  wszystkie 
płaszczyzny organizacyjne, zdolne wiązać ludzi w sposób naturalny i odciągać ich tym samym od konspiracji; mogą tu oddać duże 
usługi i korporacje studenckie z ich związkami filistrów, i organizacje koleżeńskie b[yłych] wojskowych, i związki sportowe, i kluby 
towarzyskie itd. 

Po  czwarte:  spotkałem  się  nieraz  z  takim  zdaniem:  „Moja  organizacja  funkcjonuje  sprawnie,  bo  poza  oficjalnymi  imprezami 

poświęcam trzy wieczory tygodniowo na poufne zespoły. Co będzie, jak te zespoły zlikwiduję? Wszystko się rozprzęgnie..." 

background image

Odpowiedź: „Jeśli po zlikwidowaniu konspiracj i poświęcisz te trzy wieczory na chodzenie do kina, to organizacja ci się rozlezie 

w  palcach;  ale  jeśli  umiejętnie  organizację  swą  rozczłonkujesz,  powołasz  w  niej  do  życia  nowe  działy,  nowe  hierarchie  i  nowe 
zespoły, i będziesz w nie wkładał tę samą sumę wysiłku osobistego, którą wkładałeś uprzednio w organizację jawną plus tajną to 
organizacja na pewno się utrzyma, i w ogólnym bilansie (trzeba tu mierzyć na lata) da ci rezultaty o wiele bardziej wartościowe". 

Uwaga: Istnieją rzeczywiście organizacje, które się nie utrzymają bez konspiracyjnej podszewki: to organizacje nieszczere. Np. 

organizacje  afiszujące  głośno  swój  katolicyzm,  a  faktycznie  kierowane  przez  ludzi  wrogich  katolicyzmowi.  Albo  organizacje  z 
oblicza  i  haseł  „narodowe",  a  sterowane  ku  celom  sprzecznym  z  interesem  Narodu.  Takie  organizacje  nie  mogą  się  obyć  bez 

konspiracyjnego kierownictwa. 

Wreszcie ostatnie pytanie: czym zastąpić tę specyficzną „atmosferę", ten „klimat" konspiracji, tę swoistą mistykę, ten „smaczek", 

ten narkotyk, bez którego pewni ludzie po pewnym czasie już żyć nie mogą? Średniowiecze wytwarzało ten „klimat", nieodzowny 
dla  niektórych  jednostek  ze  względu  na  ich  psychofizyczną  strukturę,  w  Trzecich  Zakonach  (Franciszkanów  i  Dominikanów)  i  w 
Bractwach  religijnych,  związanych  często  z  korporacjami  zawodowymi.  Nie  wątpię,  że  i  nasza  epoka  wytworzy  odpowiednie 
organizacje, gdy tylko wyłoni się  ich potrzeba, z chwilą wyzwolenia  się społeczeństwa z więzów konspiracyjnych. Potrzeba rodzi 
zaspokojenie.  Lecz  póki  to  nie  nastąpi  (a  tym  bardziej  skoro  już  nastąpi)  musi  ludzkość  zrezygnować  z  niezdrowej  rozkoszy 
konspirowania w myśl nakazu etycznego.  Tak jak zrezygnowała z  mężo-  bójstwa, z wielożeństwa, z ludożerstwa, z kazirodztwa i 

tylu  innych  drogich  wielu  ludziom  zboczeń,  które  w  każdym  pokoleniu  zwalczane  sąw  imię  starych,  nudnych,  ale  nieuniknionych 
zawołań moralności. 

Czytałem  w  pewnej  powieści  francuskiej  opis  spowiedzi  jakiegoś  poczciwego  starowiny,  notariusza  z  zapadłej  prowincji.  Z 

czasów młodości został mu nałóg, niezmiernie szeroko rozpowszechniony na prowincji francuskiej, chodzenia na karty i plotki do 
miejscowego domu publicznego. O niczym więcej nie ma mowy: wiek kazał mu już dawno zrezygnować z właściwych przyjemności 
udzielanych w tej instytucji. Spowiednik zna jego tryb życia i nalega na niego, by się przeniósł ze swą partią „belotki" do kawiarni. A 
nasz staruszek tłumaczy się, że przyzwyczaił się do tego „klimatu"; ze jak wchodzi do owego zakładu, to odczuwa zawsze pewien 
specyficzny dreszczyk; że karty nie będą mu w kawiarni ani przez pół tak smakowały. Lecz spowiednik jest nieugięty i żąda od niego  
wyrzeczenia się dla wyższych celów.
 

Tego samego musimy i my żądać od konspiratorów z zamiłowania i nałogu. 

Fragment z końcowego rozdziału 

Taki stan rzeczy, w którym wielki Naród uzależniony był całkowicie od zagranicznego kierownictwa, nie mógł się utrzymywać w 

nieskończoność.  Toteż  w  r.  1893  następuje  pierwsza  —  od  czasów  Baru  —  poważna  próba  wyłonienia  organizacji  zdolnej  do 
kierowania  Narodem  niezależnie  od  jakichkolwiek  wpływów  postronnych.  Próbą  tą  było  wyłamanie  się  pewnej  ilości  osób  —  z 
Balickim, Popławskim i Dmowskim na czele — z Ligi Polskiej, i założenie Ligi Narodowej. 

Czym  była  Liga  Polska?  Była  to  organizacja  konspiracyjna,  założona  w  1886  r.  w  Szwajcarii  przez  Zygmunta  Miłkowskiego, 

„pułkownika" z 1863 roku, wysoko wtajemniczonego masona. Miłkowski, po długoletniej burzliwej włóczędze po Bałkanach, której 
perypetii  nie  zrozumie  nikt,  kto  spuści  z  oka  konspiracyjne  związki  karbonariusza  Miłkowskiego  z  podziemnym  światem 
rewolucjonistów bałkańskich, osiadł w Szwajcarii, będącej  wówczas,  jak  i dzisiaj, centralą  masońską na światową skalę. Działając 
niewątpliwie  na  polecenie  wyższych  władz  masońskich  założył  Miłkowski  w  r.  1886  Ligę  Polską  mającą  ująć  w  karby  i  poddać 
komendzie  masońskiej tę część  młodego, popowstaniowego pokolenia polskiego, która nie  chciała  iść do konspiracji  „czerwonej", 
związanej z narastającym w tym czasie ruchem socjalistycznym. Stara to i wypróbowana metoda „braci w fartuszkach": prowadzić 
stale robotę swą dwutorowo, by obejmować zasięgiem swych wpływów prawe  i  lewe, czyli  mówiąc ówczesnym stylem,  „białe"  i 
„czerwone" skrzydło społeczeństwa. W roku 1830 masonami byli zarówno Czartoryski jak i Mochnacki. 
W r. 1863 Wielopolski i Mierosławski na równi słuchają komendy lóż. W dwadzieścia lat po powstaniu styczniowym, gdy naród już 
ochłonął  po  niedawnej  klęsce  i  podrosło  nowe  pokolenie,  zdecydowane  ponowić  zbrojny  wysiłek  o  niepodległość,  powołuje 
masoneria do życia nowy dwutorowy schemat konspiracyjny. Zgodnie z duchem czasu: tor międzynarodowy i tor „narodowy".  

I  oto  staje  się  rzecz  niespodziewana:  w  r.  1893  następuje  w  Lidze  Polskiej  rozłam,  i  secesjoniści  zakładają  Ligę  Narodową. 

Okoliczności tego rozłamu pozostają do dziś niewyjaśnione, zapewne ze względu na dawne przysięgi masońskie, wiążące niektórych 
secesjonistów, wśród których nie tylko Balicki — co do którego poszlaki są bardzo poważne — był masonem; byli masonami może i 
inni. Nie wiemy również, czy bezpośrednim powodem rozłamu była chęć wyzwolenia się spod wpływów masonerii; może działały 
początkowo motywy inne. Tak czy owak staje się Liga Narodowa w niedługim czasie organizacją świadomie stawiającą sobie dobro 
Narodu  za  wyłączny  cel,  z  wykluczeniem  ingerencji  zagranicznej  w  sprawy  tyczące  Narodu  polskiego.  Nie  wiemy  również,  czy 
początkowo nie przyświecała twórcom Ligi Narodowej myśl stworzenia masonerii „narodowej", tzn. niezależnej od zagranicy, lecz 
zachowującej zasadniczą antykatolicką i „postępową" ideologię masońską. Na takie właśnie początkowe nastawienie twórców Ligi 
Naród [owej] zdawałoby się wskazywać choćby sztandarowe dzieło Balickiego pt. „Egoizm narodowy", którego toku rozumowania 
nie powstydziłby się najprawowierniejszy mason. Możliwe zresztą że Balicki już w chwili tworzenia Ligi Narodowej definitywnie 
zerwał z masonerią i że po prostu przy pisaniu „Egoizmu narodowego" odezwały się w nim jeszcze te resztki ideologii masońskiej, 

background image

którymi zakaził gasnący wiek XIX wskrzesicieli narodowego sposobu myślenia w Polsce. Tak czy owak, już na długo przed wojną 
światową stała się Liga Narodowa, według świadomej woli jej kierowników, polską antymasonerią.
 

Walkę z lożami o rząd dusz nad Polakami postanowiono prowadzić własną metodą masonerii, tj. ścisłą konspiracją. W tak obranej 

metodzie  walki  leżał  zarodek  wielu  niepowodzeń  Ligi  Narodowej.  Przypominam  twierdzenie,  znane  czytelnikom  z  poprzednich 
naszych  rozważań,  że  wszelka  konspiracja,  choćby  w  swym  założeniu  antymasońska,  stanowi  sprzyjające  podłoże  dla  rozwoju 
bakcyli masońskich. Tak było i z Ligą Narodową. Aż do chwili odzyskania niepodległości, wałka z masonerią przypominała u 
nas  błędne  koło:  walka  ta  musiała  się  toczyć  konspiracyjnie,  jak  wszelka  w  ogóle  poważniejsza  akcja  polityczna  podbitego 
Narodu; w konspiracji „antymasońskiej" zagnieżdżała się z niesłychaną łatwością masoneria,
 bijąc „antymasonów", przeważnie 
aryjczyków, na głowę w zdolności do konspirowania, będącej atrybutem rasowym kierujących masonerią Żydów. 

Twórcy Ligi Narodowej, w szczególności Dmowski, strawili życie całe na tropieniu masonów w szeregach swej konspiracji i na 

ich usuwaniu. Mimo to wpływy masonerii w Lidze były zawsze silne, chwilami (jak np. w 1926 roku) przemożne, a ciągłe rozłamy, 
wywoływane  za  poduszczeniem  masonerii,  stanowią  namacalny  dowód,  jak  dalece  podkopy  te  były  skuteczne.  Co  gorzej:  wielu 
ludzi, wychowanych przez Ligę Narodową z biegiem czasu znalazło się w masonerii. Nie zdziwi nas to, skoro zważymy, że niejeden, 
przyzwyczaiwszy  się  żyć  w  konspiracji,  szedł  potem  po  prostu  do  tego  sklepu,  w  którym  sprzedawano  ten  tajemniczy  towar  w 
lepszym gatunku. A gdzież znaleźć lepszą reżyserię jak w konspiracji sterowanej przez Żydów? 

Heroiczne zmagania twórców Ligi Narodowej wewnątrz własnej organizacji  dały  jednak  ten rezultat, że w przełomowych dla 

Narodu polskiego latach wojny światowej istniał wreszcie — po raz pierwszy od półtora wieku — niezależny od zagranicy ośrodek 
polskiej myśli politycznej.
 Znaczenie tego faktu było ogromne, bezpośrednio i pośrednio, gdyż musiała się z nim liczyć i masoneria, 
dając zależnym od siebie konspiracjom „niepodległościowym", stojącym w ostrej walce z Ligą Narodową, z konieczności również 
dyrektywy  zgodne  przeważnie  z  interesem  narodowym  polskim.  Udaremnienie  powstania  antyrosyjskiego  w  Królestwie  w  latach 
1905  i  1914,  Komitet  Narodowy  we  Francji,  armia  Hallera  oraz  odzyskanie  Pomorza  i  części  Śląska  w  traktacie  wersalskim,  to 
wielkie sukcesy Ligi Narodowej, których dalszym ciągiem będą pierwsze wybory do Sejmu w r. 1919, dające trzecią część głosów 
narodowych,  oraz  wybory  z  r.  1922,  dające  glosom  narodowym  większość  w  Sejmie.  Na  wiosnę  1923  r.  dochodzi  wreszcie  do 
rządów gabinet narodowy (tzw. Chjeno- Piasta) pod wodzą Witosa, którego to gabinetu członkiem jest przez krótki czas i Dmowski. 
Wydaje  się,  że  Liga  Narodowa,  narzuciwszy  Polsce  granice  i  strukturę  państwa  według  koncepcji  własnej,  potrafi  obecnie 
definitywnie usunąć masonerię od wpływów na życie wewnętrzne Polski. 

Niestety stało się inaczej. Dlaczego? Przyczyna leży w grzechu pierworodnym, którym obciążona była polska „antymasoneria" — 

w jej konspiracyjnej strukturze, tak podatnej na penetrację masońską Z początkiem XX stulecia wyłoniła Liga Narodowa jako swą 
jawną  ekspozyturę  Stronnictwo  Naro-  dowo-Demokratyczne,  mając  również  swych  ludzi  w  Narodowej  Partii  Robotniczej,  w 
ugrupowaniach  chrześcijańsko-społecznych  i  w  niektórych  konserwatywnych.  W  czasie  wojny  wciągnięto  do  Ligi  Witosa.  Tego 
rodzaju schemat — konspiracja, kierująca szeregiem ugrupowań jawnych  — był oczywiście zapożyczony od masonerii. Po wojnie, 
kiedy  powstało  niepodległe  państwo  polskie,  odpada  potrzeba  konspirowania  się.  Mimo  to  kierownicy  Ligi  Narodowej  utrzymują 
konspirację nadal, w przeświadczeniu, że walka z masonerią wymaga w dalszym ciągu istnienia tajnej antymasonerii. Rezultat był 
łatwy do przewidzenia: wpływy masońskie w Lidze Narodowej wzrastają gwałtownie, kierownictwo jej obejmuje Stanisław Grabski, 
zacięty  wróg  Dmowskiego.  Nowe  kierownictwo  Ligi  Narodowej  dopuszcza  do  upadku  „Rozwoju",  co  staje  się  symbolem 
faktycznego zawieszenia  walki antyżydowskiej.  Zakulisowa rola prof. Stan[isława] Grabskiego w epoce przygotowań do zamachu 
majowego czeka jeszcze na swego historyka. W rezultacie misternych zabiegów, w pamiętnych dniach maja 1926 roku wszystkie siły 
narodowe  w  Polsce  zostały  jak  najdokładniej  sparaliżowane  przez  masonerię,  zagnieżdżoną  wewnątrz  Ligi  Narodowej  i 
inspirowanych  przez  Ligę  jawnych  organizacji  politycznych,  jak  Związku  Ludowo-Narodowego  (utworzonego  w  miejsce  dawnej 
Narodowej — Demokracji), N[arodowej] P[artii] R[obotniczej], Chrześcijańskiej]- Demokracji], Piasta itp. oraz organizacji bojowej 
zwanej „Straż Narodowa". Maj 1926 r. to klasyczne Hasko idei zwalczania masonerii — konspiracją. 

I wówczas to popełniono poważny błąd, gdy, zamiast wykorzystać doświadczenia ostatniego czterdziestolecia i porzucić wreszcie 

formy konspiracyjne, zakładając na jesieni 1926 r. O.W.P. dano mu z góry tradycyjną formę organizacji jawnej, opartej o podszewkę 
konspiracyjną. 

Po wypadkach majowych udało się wreszcie Dmowskiemu odsunąć od wpływów Stanfisława] Grabskiego. W r. 1928 rozwiązano 

Ligę Narodową (w której walka z  masonerią  była  już zupełnie  beznadziejna) oraz  jawną ekspozyturę Ligi  —  Zw[iązek] Ludowo-
Narodowy,  i  utworzono  na  ich  miejsce  nowąkonspiracjęzjawnąfasadąochrzczonąmianemStronnictwaNarodowego.  W  ten  sposób 
młode pokolenie narodowe, wychowane już w niepodległej Polsce i powołane do budowy nowego państwa (które to zadanie okazało 
się ponad siły pokolenia wychowanego w niewoli), otrzymuje  nadal, poczynając od ławy gimnazjalnej, ortodoksyjne przeszkolenie 
konspiracyjne. Rezultat nie dał długo na siebie czekać: w osiem lat po założeniu O.W.P. katastrofalny rozłam usuwa spod komendy 
Dmowskiego elitę narodowej konspiracji we Lwowie, Warszawie i Poznaniu

5

'. Od tej chwili konspiracja ta nie wraca już do dawnej 

świetności.  Przez  chwilę  wydaje  się,  że  O.N.R.  położy  główny  nacisk  na  robotę  jawną.  Jednak  masoneria  rozgrywa  partię  po 

background image

mistrzowsku, uniemożliwiając O.N.R.-owi  jawne działanie,  lecz tolerując dobrotliwie  jego tajne  istnienie  i zmuszając tym  samym 
jego członków do „masonizowania się" w kręgu organizacji wyłącznie tylko konspiracyjnych. 

W roku 1939 masoneria może być spokojna o przyszłe losy Polski, skoro poczynając od ławy gimnazjalnej wszystko, co bardziej 

w  Polsce  rozgarnięte,  należy  do  konspiracji.  Po  staremu  nie  ma  u  nas  organizacji  ideowej  bez  podszewki  konspiracyjnej. 
Konspiracyjną podbudowę otrzymało w ostatnich latach nawet harcerstwo (starsze), nawet robotnicze związki zawodowe. 

W  tych  warunkach  masoneria,  mimo  pozornych  sukcesów  jej  przeciwników,  nie  ma  powodu  do  poważniejszych  obaw  o 

przyszłość, gdyż wie, że młode pokolenie polskie, wychowane w całości w szkole konspiracyjnej, musi z biegiem czasu przyjść 
na jej podwórko.
 

Centralnym problemem polityki wewnętrznej Polski  jest od szeregu lat dziwna  impotencja Obozu Narodowego do uchwycenia 

władzy. Póki w tym Obozie nie weźmie góry zrozumienie, że zasadniczym powodem tej impotencji jest konspiracyjne wychowanie 
elity narodowej, póty Mędrcy Syjonu mogąspać spokojnie. 

 
Przypisy:

11

 W. Wasiutyński, Czwarte pokolenie. Szkice z dziejów nacjonalizmu polskiego, Londyn 1982, s. 65. 

21

 Cyt. za: J. Jaruzelski, Stanislaw Cat-Mackiewicz 1896-1966, Wilno-Londyn-Warszawa, Warszawa 1987, s. 248. 

Cyt.  za:  A.  Trzaska-Chrząszczewski,  Przypływy  i  odpływy  demokracji,  Warszawa  1939,  s.  205;  W  podobnych  słowach  Jan  Rembieliński  charakteryzował 

program oenerowców związanych z „ABC", którzy również nawiązywali w kwestiach ekonomicznych "do wytycznych zawartych w pracy Adama Doboszyńskiego. 

n)

 Wspomnienia Jadwigi Malkiewiczowej — cyt. za: B. Nitschke, Adam Doboszyński — publicysta i polityk, Kraków 1993, s. 54. 

46

' K. M. Morawski, Co to jest Masoneria, [w:] K. M. Morawski, W. Moszćzński, Co to jest masoneria, Poznań 1997, s. 46. 

W  liczącej  ponad  dwa  stulecia  historii  Stanów  Zjednoczonych  około  1/3  amerykańskich  prezydentów  było  członkami  lóż  masońskich.  Rola  Zakonu 

Wolnomularskiego w tym kraju jest olbrzymia skoro dla przykładu w 1960 obecność wolnomularzy szacowano tam na około 4 miliony członków. „The Encyclopedia 
Americana" podaje, że w 1959 roku 6 spośród 11 członków gabinetu było masonami, na 96 senatorów masonami było 54, spośród 49  gubernatorów — 29 to masoni. 
Dziś są to dane nieco zdezaktualizowane, leczzpewnościąnadal oddająogólną tendencję istniejącą w tym państwie; Zob. też: N. Wojtowicz, Sztuka królewska głów nie 
koronowanych, „Rojalista — Pro Patria", R. 2000, nr 1 (30), s. 12-14 (przyp. red.). 

Potępienie tajności i bezwzględnego zachowania sekretu w sprawach organizacji wolno- mularskich pojawiło się już w bulli „ln eminenti Apostolatus Speculo" 

papieża Klemensa XII z 1838. Wynikało stąd, że sekret ten mógł pociągać za sobą ukrywanie przed spowiednikiem wszelkich faktów związanych z ich działalnością. 
Podobnie  Benedykt  XIV  wskazywał,  iż  przy-  czynąpotępienia  jest  „przysięga  składana  na  bezwzględne  zachowanie  owej  tajemnicy,  tak  jakby  było  dozwolone 
komukolwiek zasłaniać się pretekstem obietnicy lub przysięgi, aby nie dopełnić obowiązku, w przypadku badania przez prawowitą władzę"; N. Wojtowicz, Kościół i 
masoni, „Rojalista — Pro Patria", R. 1999, nr 1 (27), s. 10-14; G. Virebeau, Papieże wobec masonerii, Komorów 1997 (przyp. red.). 

13

'  Jędrzej  Giertych  wskazywał,  że  „masoneria  wcale  nie  jest  czynnikiem  jednakowo  zwalczającym  wszystkie  narody,  wszystkie  tradycje,  wszystkie  państwa, 

wszystkie Kościoły. Masoneria jest czynnikiem, politycznie bardzo dojrzałym, doświadczonym i realnym  — i rozumie, żc  chcąc  osiągnąć polityczne sukcesy, musi 
mieć sojuszników. Toteż zwalcza ona jednych — ale popiera innych. Zwalcza Kościół Katolicki, ale na ogół popiera protestantyzm"; J. Giertych, Hiszpania bohaterska, 
Warszawa 1937, s. 226 (przyp. red.). 

I4)

 Zob. szerzej: N. Wojtowicz, Wielki Architekt Wszechświata. Teologiczna krytyka masońskich wizji Boga, Wrocław 1999, ss.141 (przyp. red.). 

5 I )

 Szczególnie jeśli chodzi o Warszawę, to nie ulega wątpliwości, że istnienie konspiracji dopomogło 

walnie rozłamowcom w ich zamierzeniach. Po prostu oderwał się w Warszawie najwyższy człon 
konspiracji lokalnej, pociągając za sobącałąpodległąmu piramidę hierarchiczną. Taka była geneza 

 

 

 

 

background image