background image

 

Leopold Staff, Wybór poezji BN I 181 

Wyboru dokonał i wstępem poprzedził Mieczysław Jastrun 
Przypisy opracowała Maria Bojarska (+ objaśnienia Janiny Kamionkowej z Poezji Młodej Polski

 
 

Teksty i analizy najważniejszych wierszy: 

1. Sny o potędze (1901): 

• Kowal 
Wiersz  opublikowany  w  «Tece»  1900,  nr  10,  a  następnie  zamieszczony  na  czele 

debiutanckiego  tomiku  Sny  o  potędze,  Warszawa  1901,  s.  3,  przyjęty  został  jako  manifest 
programowy, wypływający z inspiracji nietzscheanizmu; współczesna krytyka osłabia te związki 
wskazując na odmienność koncepcji Staffa. 

 

Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych, 
Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą, 
Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych 
I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło. 
 
Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze, 
Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne, 
Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę, 
Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne. 
 
Lecz gdy ulegniesz, serce, pod młota żelazem, 
Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne: 
W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne! 
 
Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym

1

 razem, 

Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte, 
Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte. 

 
 

• Zabite drzewo 

 

• Modlitwa 

 

• Bogowie zmarli 

 

• Studnia 

 

• Echo 

 

Z cyklu Wiersze różne

 

Wśród swawolnej gonitwy w boru gęstwie starej  
Usłyszał faun

2

 rozkoszne słowo obietnicy  

Z gorących ust rusałki nagiej, śniadolicej  
I pobiegł swą radością huknąć w mroczne jary.  
I tchnął z swej piersi szczęścia szaleństwo ucieszne  
W fletnię, a dźwięk wylata szklaną, barwną kulą,  

                                                           

1

  Cyklopowy  –  tu:  potężny.  W  greckiej  mitologii  cyklopi  to  ród jednookich  olbrzymów  o  nadludzkiej  sile;  według 

niektórych  mitów  byli  oni  pomocnikami  boga  ognia,  Hefajstosa,  i  we  wnętrzu  wulkanów  wykuwali  pioruny  dla 
Zeusa. 

2

 Według mitologii starożytnej faunowie (utożsamiani z satyrami) to bóstwa leśne i polne, przedstawiane w postaci 

mężczyzn o koźlich nogach i rożkach. 

background image

 

Spada w jar, gdzie do stromych ścian karły się tulą  
I patrzą długobrode, zadziwieniem śmieszne.  
 
Chwytają bujające dziwo, cud tęczowy  
I jeden go drugiemu niby piłkę ciska...  
Kula grzmi echem, tłukąc się o skał urwiska,  
 
I łoskotem rozbudza uśpione parowy...  
A faun wziął się pod boki, porwany zachwytem,  
I hucząc śmiechem, w ziemię uderza kopytem... 

 

 

• Puchar mojego serca 

 

• Czekałem myśli życia 

 

• Dziwaczny tum

3

 

 

W męczarni twórczej, w bólu natężonej mocy  
Trawiony dzikim ogniem, z obłąkanym czołem,  
W jeden kolos zlać chciałem nadludzkim mozołem  
Kształty, barwy i dźwięki mych bezsennych nocy.  
 
I niebywały jakiś kościół zbudowałem,  
Przygniatający groźną potęgą ogromu!  
Wewnątrz wzniosłem cyklopie

4

 posągi, ze złomu  

Olbrzymich brył wydarte mego dłuta szałem!  
 
Na ścianach pędzlem snów swych wypisałem dzieje.  
Tam męka ma w dziwacznych orgiach barw jaśnieje,  
A z organów głos płynie moich pieśni ciemnych. 
 
Kto tu wejdzie, nie pojmie tych dziwów tajemnych,  
A ja, co znaczą, odkryć nikomu nie umiem,  
Bo - twórca - mowy własnej duszy nie rozumiem! 

 
 

• Sen nieurodzony 

 

• Rzeźbiarz 

 

• Ja – wyśniony 

 

• Poczucie pełni 

 
2. Dzień duszy (1903): 
 

• Męka 

 

W wierszu tym jest szereg aluzji do momentów opisanych w Ewangelii, jak nakarmienie 

rzeszy  ludzi  ułomkami  pięciu  chlebów,  uzdrowienie  paralityka,  Pascha  –  uroczyste  święto 
żydowskie, związane pierwotnie z wiosennym strzyżeniem owiec i ofiarowaniem jagnięcia Bogu 
(stąd  płaczące  jagnię).  Chrystus  wspomina  swych  uczniów:  głęboko  sobie  oddanego  Jana
Judasza, który sprzedał Go za 30 srebrników, i Piotra, który zaparł się swego mistrza w obawie o 
własne  bezpieczeństwo,  a  w  chwilę  potem  –  usłyszawszy  pianie  koguta  –  uświadomił  sobie  z 
rozpaczą własne odstępstwo. 

                                                           

3

 Tum – z niem. katedra, świątynia  

4

 Cyklopi (cyklopowy) – tu: ogromny.  Por. przyp. 1. 

background image

 

 

Pusto... Czemu nie przyszedł, kto strudzon i pragnie? 
Ułomków z pięciu chlebów już sprzątnięte kosze... 
Tknięty bezwładem odszedł... wziął na bary nosze... 
Czy dziś Pascha?... Oddalcie to płaczące jagnię... 
Pożywajcie... To moja krew, a to me ciało... 
O, nie móc, znużonemu, umrzeć w ciszy!... Prochu 
Bezsilny!... O, konanie, wśród wrzasków motłochu!... 
Kur zapiał... Jak głos rani... Gdzie Piotr?... Czasu mało... 
Przebaczam winy łotrom i wszetecznej dziewce... 
Patrz! Zbiry lśniące ostrza wtykają na drzewce... 
Więc już?... Jam gotów... Wiedźcie mnie... Pobladłeś, Janie? 
Matko... Otrzyj mi czoło... Ściszcie zgrai krzyki... 
Uczniu mój... rozsypujesz w ucieczce srebrniki... 
Trzeba... A moc wytrwania słabnie... Ojcze... Panie... 

 
 

• Bladej dziewczynie 

 

• W przededniu 

 

• Deszcz jesienny 

 

Wiersz  ten  należy  do  utworów  najbardziej  typowych  dla  nastrojowej  poezji  Młodej 

Polski;  olbrzymią  w  swoim  czasie  popularność  tego  utworu  tłumaczy  wspomnienie  Marii 
Dąbrowskiej  (Księga  pamiątkowa  L.  Staffa,  1949,  s.  274):  Pamiętam,  jak  do  maniactwa 
powtarzało się jego przejmujący wiersz: „O szyby deszcz dzwoni...”. Wiersz tak dobrze oddający 
„nastrój poetycki” co był – w literaturze – istotą tamtych czasów. 
 
 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny 
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 
 
Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze 
Na próżno czekały na słońca oblicze... 
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą, 
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą... 
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby 
Szukają ustronia na ciche swe groby, 
A smutek cień kładzie na licu ich miodem... 
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem 
W dal idą na smutek i życie tułacze, 
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze... 
 
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny 
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 
 

background image

 

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny... 
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny... 
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię... 
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie... 
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło. 
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło, 
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno... 
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną... 
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą... 
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą... 
 
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny 
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 
 
Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie 
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię... 
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem 
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem, 
Trawniki zarzucił bryłami kamienia 
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia... 
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu 
Położył się na tym kamiennym pustkowiu, 
By w piersi łkające przytłumić rozpacze, 
I smutków potwornych płomienne łzy płacze... 
 
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny 
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 

 
 

• Drogowskazy 

 

• Życie bez zdarzeń 

 

Przyszedłem z pieśnią — pójdę bez słów 

I długo milczeć będę… 

Odejdę od was, by wrócić znów, 

I przy was już osiędę… 
 

Zwyczajna będzie ma noc i mój dzień, 

Bez zdarzeń tygodnie, miesiące; 

Czasem z chmur padnie przelotny cień, 

A czasem blask rzuci słońce… 
 

Będę do pracy szedł w ranny świt 

I wracał o wieczorze, 

Nic mnie nie będzie gnębić zbyt, 

Gdy do snu się położę… 

background image

 

 

W święto na pola zwrócę krok 

Patrzeć, jak sad dojrzewa, 

Jak w gronach winnych wzbiera sok, 

I słuchać jak ptak śpiewa… 
 

A gdy mi myśli w smutku mgle 

Rozprószą się w rozsypce, 

Grać będę stare piosnki swe 

Na swojej dobrej skrzypce. 
 

Ludzie niejeden zbiorą plon, 

Niejedni pojmą się młodzi, 

Niejeden starzec pójdzie w zgon, 

Niejedno się dziecie urodzi… 
 

Aż szlakiem swych wiosennych dróg 

Młodość jak ptak uleci… 

Nieznacznie żal się wciśnie w mój próg, 

Że nie mam żony ni dzieci… 
 

Z czasem, jak ojciec mój i mój dziad, 

Będę miał siwe włosy… 

Zbytnich rozkoszy nie da mi świat 

Ni twarde zbyt dotkną mnie losy. 
 

Gdy stary będę, poznam, że mnie 

Nie różni nic od braci… 

Nie było dobrze, ani źle, 

Nikt mną nie zyskał, ni traci… 
 

Żaden mym oczom nie błysnął cud, 

Nic z mroku się nie wyłania, 

Nici splątane w węzłach złud 

Nie mają rozwiązania… 
 

A jednak poznam, gdy śmierć do snu 

Gasić mi będzie blask powiek, 

Żem widział rzeczy, których tu 

Nie widział żaden człowiek… 

 
 
 

• Tajemnica 

 

• Wahadło 

 

• Odjazd w marzenie 

 

• Dzień pracy I i II 

 

• Nienazwany 

 
3. Ptakom niebieskim (1905): 
 

• Dzieciństwo 

 

Z cyklu Pieśni i śpiewki

background image

 

 

Utwór uznany za arcydzieło liryki Staffa; Tuwim sparafrazował go w Kwiatach polskich 

składając hołd mistrzowi młodości. 
 

Poezja starych studni, zepsutych zegarów, 
Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka, 
Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka 
Drzemie — były dzieciństwu memu lasem czarów... 
 
Zbierałem zardzewiałe, stare klucze... Bajka 
Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów, 
Ze otworzy mi zamki skryte w tajny parów, 
Gdzie wejdę - blady książę z obrazu Van Dycka

5

 
Motyle-m potem zbierał, magicznej latarki

6

 

Cuda wywoływałem na ściennej tapecie 
I gromadziłem długi czas pocztowe marki... 
 
Bo było to jak podróż szalona po świecie, 
Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście... 
Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście... jak szczęście... 

 

 
 

• Pokój wsi 

 

• Piosnka uliczna 

 

Z domu wygnali, żem leń, urwipołeć. 
Słodki mój grzech był, słodką i pokuta... 
Gołe mam łokcie, ale też wesołe-ć 
Życie, choć palce wyłażą mi z buta. 
 
Ubiór ten dał mi strach na wróble w polu, 
Który przyswoił ptasią głupią młodzież... 
Przysiągł, że wróble nie jedzą kąkolu, 
Więc niepotrzebna mu ta pyszna odzież. 
 
Owocnych sadów rząd zdobi gościńce... 
Latem je chwalę z ptakami do spółki. 
Zimą zachodzą ptaki na dziedzińce, 
Czasem też ze mną dzielą okruch bułki. 
 
Zresztą się gwiżdże, śni... Któż dziś już jada! 
Brama ogrodów zamiejskich nie strzeże... 
Dzień tam beztroski i słodka noc blada, 
Słońce na obiad, księżyc na wieczerzę. 

 
 
 

                                                           

5

  Anthonis  Van  Dyck  (1599-1641)  –  malarz  flamandzki,  uczeń  Rubensa,  mistrz  portretu;  twórca  wizerunków 

angielskiej rodziny królewskiej oraz arystokratów i sławnych ludzi współczesnych. 

6

  Magiczna  latarka  -  tu:  mały  dziecinny  projektor  filmowy,  zabawka  dla  dzieci  do  wyświetlania  obrazów,  

np. ilustrator bajek. 

background image

 

 

• Przyjście 

 

• Pieśń jesienna 

(z Verlaine’a)

 

 

• Cień 

 

• Pogoda 

 

• List jesieni 

 

• Zabawa z winem 

 

• Sojusz miłości i wina 

 

• Odkrywca złotych światów 

(Pamięci Pawła Verlaine’a) 

 

Z cyklu Pochwała wina

 

Dedykacja: Paul Verlaine (1844-1896) – wybitny poeta francuski schyłku XIX w., twórca 

subtelnej,  nastrojowej  liryki,  otaczany  szczególnym  kultem  przez  cyganerię  młodopolską,  na 
którą wywierał  wpływ również legendą swojego życia. Staff zaznajomił się z jego twórczością 
podczas  pobytu  w  Paryżu  w  1902  r.,  tłumaczył  też  szereg  wierszy  Verlaine’a,  m.  in.  sławną 
Chanson d’automne (Pieśń jesienna). 

 
 

Z duszą dobrą jak zboże, dziecinną jak kwiaty, 
Żył poeta, bezdomny ptak nieoswojony... 
Kochał miłość, ocean i odjazdów dzwony 
I tęsknił w złote światy, w nieodkryte światy... 
 
Był czysty, choć nawiedzeń złych trunków nałogiem, 
Wiele przewinił... Spłacił losów nieprzyjaźni 
Dług — latami szpitala i więziennej kaźni, 
Skąd wyszedł pojednany z złoczyńcą i z Bogiem. 
 
Aż postarzał się... Tęskniąc jako łódź w przystani, 
Począł malować w izbie swej pyłem pozłótki 
Drzwi, łóżko, krzesło, w którym na pieśń zmieniał smutki, 
Okno i papierową umbrę lampy taniej... 
 
I znalazł świat swój złoty — dziecinny odkrywca. — 
W okręcie izby swojej płynął snów głębiną... 
Falą marzeń wśród złotych wysp niosło szczęśliwca 
Kołyszące jak morze, dobroczynne wino... 

 
 
 

• Sonet szalony 

 

• Dzień dzisiejszy 

 

• O sprzyjanie nie znającym cnoty 

 

• Jęk wyklętych zaułków 

 

• Więzień zwierciadeł 

 

• O radosnej ojczyźnie 

 

• O miłości wroga 

 

• O dobrej nocy 

 

• O słodyczy cierpienia 

 

• O nauczaniu cnoty 

 

• O dorobku pielgrzymki 

background image

 

 
4. Gałąź kwitnąca (1908): 
 

• Przedśpiew 

 

Czciciel gwiazd i mądrości, miłośnik ogrodów, 
Wyznawca snów i piękna i uczestnik godów, 
Na które swych wybrańców sprasza sztuka boska: 
Znam gorycz i zawody, wiem, co ból i troska, 
Złuda miłości, zwątpień mrok, tęsknot rozbicia, 
A jednak śpiewać będę wam pochwałę życia - 
Bo żyłem długo w górach i mieszkałem w lasach. 
Pamięcią swe dni chmurne i dni w słońca krasach 
Przechodzę, jakby jakieś wielkie, dziwne miasta, 
Z myślą ciężką, jak z dzbanem na głowie niewiasta, 
A dzban wino ukrywa i łzy w swojej cieśni. 
Kochałem i wiem teraz, skąd się rodzą pieśni; 
Widziałem konających w nadziejnej otusze 
I kobiety przy studniach brzemienne, jak grusze; 
Szedłem przez pola żniwne i mogilne kopce, 
Żyłem i z rzeczy ludzkich nic nie jest mi obce.

7

 

Przeto myśli me, które stoją przy mnie w radzie, 
Choć smutne, są pogodne jako starcy w sadzie. 
I uczę miłowania, radości w uśmiechu, 
W łzach widzieć słodycz smutną, dobroć chorą w grzechu, 
I pochwalam tajń życia w pieśni i w milczeniu, 
Pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu. 

 
 
 

• W ruinach świątyni 

 

• Hora tańcząca 

 

Z cyklu Echa italo-greckie

 

Tytuł:  Hory  –  łac.  w  rzymskiej  mitologii  uosobienie  pór  roku,  dni  i  pogodnych  godzin. 

Starożytni wyobrażali je w postaci tancerek; z czasów antycznych zachowała się znaczna liczba 
tańczących Hor, do najsławniejszych należą utożsamiane z Horami postacie tancerek znalezione 
w teatrze Dionizosa w Atenach. 
 
 

Dzięki za tę godzinę, gdyś, mych ócz tęsknicą 
Uproszona, tańczyła dla mnie, tanecznico, 
Rozwiewając w krąg barwne swe szaty i wstążki. 
Piękna! Snadź podpatrzyłaś brązowe posążki, 
Rozpieszczając w przegięciach swoje członki smagłe 
W ruchy mdlejąco-żądne, ociągliwie-nągłe. 

                                                           

7

  w. 16. Jest to prawie dosłowne przytoczenie zdania z utworu Samodręk rzymskiego komediopisarza Terencjusza 

(Publius Terentius Afer, ok. 195-159 p. n. e.): Homo sum, humani nihil a me alienum puto. 

background image

 

Lekko tykając ziemi drobną stopą bosą, 
Zdawałaś się, że wichry jako mgłę cię niosą; 
Szum twych szat, w którym szeptał szmer całunków słodki, 
Owiewał cię, jak brzękiem pszczoły brzęczyzłotki 
Ścigające wieśniaczkę biegnącą wśród uli; 
Podrzucane, trzaskały na białej koszuli 
Paciorki naszyjnika, a za każdym zwrotem 
Jak kwiat się rozwijała suknia twoja lotem; 
Gdyś przechylała głowę, w uszach twych pierścienie 
Dzwoniły o naszyte u ramion kamienie 
I woniał ciężar włosów twych ujętych w węzły, 
Jakby w nich dusze wszystkich ogrodów uwięzły. — 
Tan giął cię: tak się las gnie wonny, dziki, młody, 
Jako twe ciało gibkiej i leśnej urody; 
Tańczyły w tobie morza niecierpliwe fale, 
Gatunki pian na czoło wieszające skale; 
Tańczyły w tobie ognie w wichrach rozkochane, 
Szały krwi, parne noce w pragnieniach niespane; 
Tańczyły niezrodzonych uścisków oploty, 
Rozdrgane pożądaniem obłędnej pieszczoty. 
Kołys twych biódr, twych członków kręgi nieprzytomne 
Łkały prośbą o noce rozkoszą ogromne; 
Niósł cię zawrót, przeczucie odurzeń, zachwytów, 
A lot pętała rozpacz wszystkich niedosytów 
I tan opadał w ruchy gniewne, mściwe, harde... 
Piersi twe, krzepkie, jędrne, wyniosłe i twarde, 
Wznosiły się w zielonej uwięzi stanika 
Jak bunt nieposkromiony i tęsknota dzika... 
Szalało ciało twoje drapieżne i gibkie 
W ruchach, co, jak grzech słodki, gorące i szybkie; 
Wyciągałaś wabiące, zachłanne ramiona, 
Chwytałaś sen i próżnię cisnęłaś do łona; 
Nieprzytomna, zdyszana, ogniem rozgorzała, 
Stałaś się wirem szat swych i młodego ciała — — 
— — I nagle z barw i kręgów wykwitłaś jak z burzy 
Cisza, jak perła rosy z serca krwawej róży 
I stanęłaś spokojna jak piękno, co święci 
Zwycięstwo swe! I taka żyjesz w mej pamięci: 
Posąg zakrzepły w krasę najwyższą, jedyną, 
Trwasz w rozkwicie szat lotnych, tańcząca godzino, 
Coś zachwycona sobą, jak dziełem nad dzieła, 
Nie chciała, piękna, minąć i — w locie stanęła! 

 

 
 

• Twój cichy gaj laurowy... 

 

• Zmarszczka 

 

• Przyjaciółce 

 

• Na ruinie 

 

• Wspomnienie 

 

Z cyklu Niegdyś

 
 

background image

10 

 

Było mi dobrze niegdyś w słodkiej wsi dalekiej... 
Jakże niedawne czasy — a zda się, że wieki. 
Sadyba wiejska czarem starości owiana 
Jak książka przez nikogo od lat nie czytana. 
Pod lipą stół kamienny i ławy z kamienia, 
Które mchy obrastają jak moje wspomnienia. 
Starych świerków aleje ciemne, w krzyż biegnące, 
W które echami złota zakrada się słońce. 
Za dworem chłopskie chaty budowane krzywo, 
Spracowane jak ręce i marzące żniwo. 
A na strzesze pan bocian, co pierś dumnie oduł, 
Postrach grających bagien i opiekun stodół. 
Dwór jak święto — w pogodę, przytulny w dnie słotne., 
Jak dalekie to wszystko i już niepowrotne. 
Tęsknotą serce wzbiera, gdy w zachód lipcowy 
Widzę ciężkie, do obór wracające krowy 
Lub słyszę gdzieś wśród nocy gwiazdami zasnutej, 
Jak psy szczekają w dali i pieją koguty. 

 

 
 

• Humoreska 

 

Po dżdżach jesiennych cudny, złoty dzień, 
Jak gdyby jeszcze z łaski darowany. 
Zda się, że nawet poweselał cień 
I w miłe ciepło pełznie spopod ściany. 
 
Okna, papierem i pożółkłym mchem 
Pozatykane już na zimę szczelnie, 
Raz otworzyły się jeszcze przed snem. 
Dzieci zdobyły znów przedproża dzielnie. 
 
Wróble na rynnach czynią wielki ruch, 
Zmylone w swojej rachubie pór roku. 
Na widok w słońcu zmartwychwstałych much 
Rzuciły resztki przed stajnią obroku. 
 
Drzewa odarte z liści, nagie już, 
Zdają się w słońcu z zawstydzenia mniejsze, 
Nieśmiało patrzą w liście spadłe w kurz, 
Zakłopotane, jakby nietutejsze. 
 
A szczyt kościelny wznosząc złoty krzyż, 
Lśniący wspaniale złocistymi smugi, 
Pnąc się, w uznaniu za piękny dzień, wzwyż, 
Zawiesza niebu złoty krzyż zasługi. 

 
 
 

• Twe złote włosy 

 

Z cyklu Pokłonne

 
 

• Zaparcie 

background image

11 

 

 

• Dziewicze brzozy 

 

Z cyklu Piosenki

 

• Powiew w sadzie 

 

• Radość zatruta 

 

• W moim sercu... 

 

• Po latach 

 

• Krzyk 

 

• Spotkanie 

 

Całowałem usta twoje,  
Białe piersi, włosów zwoje —  
Dzisiaj serce twe nie moje.  
 
Lecz nie wołam, żeś ty winną,  
Patrząc w ócz twych toń głębinną  
Już nie ciebie widzę. Inną.  
 
I nie jam jest, który byłem.  
Czy po drodze się zgubiłem?  
Czy wiatr przywiał ślady pyłem?  
 
Ach, szukaniem niepoprawni,  
Patrzym, czy ślad nie ujawni,  
Gdzie my dawni, ach, my dawni.  
 
Czyśmy w różne poszli kraje?  
Rozdzieliły nas rozstaje?  
Ciebie, siebie nie poznaję.  
 
Czyśmy moze zmarli? Jeźli  
Zmarlim, kędyż nas wywieźli,  
Żeśmy siebie nie znaleźli?  
 
Niechże klękniem choć na grobie.  
Gdzie w brzóz cichych śpią żałobie  
Nasze dawne dusze obie.  
 
I pytamy zapłakani:  
"W jakiej leżymże otchłani?  
Gdzieśmy, gdzieśmy pogrzebani? 

 

 
 

• Radość i smutek szczęścia i chwili (V, X) 

 

Czemu patrzycie, oczy moje, zza mgły łez  
Na ostatniego słońca konanie?  
Czemu was tak przykuwa jego krew i kres,  
Chociaż w źrenicach boli jak ostry jad w ranie?  
Czy wam nie dość, że długi słoneczny był dzień,  
Nie dość skryć go radośnie wśród pamięci schronu,  

background image

12 

 

Zasłonić dłonią oczy, nim zapadnie cień?  
Czy wszelką radość płaci się smutkiem jej zgonu? 
  
Nie całujcie, me wargi, na rozstanie ust,  
Z których nigdy ostatnich nie piło się miodów.  
Dreszcz rozkoszy się stanie dwojgiem cierpkich bruzd  
I ciepłą pamięć czoła zetnie w smutek chłodów.  
Czy tak bezdennie wielką jest tęsknoty głąb,  
Aby niedosyt życia pełnić z śmierci plonu?  
Iść ścieżką, aż zawiedzie nad przepaści zrąb,  
Czy wszelką radość płaci się smutkiem jej zgonu? 
 
Między pieśnią przerwaną a zbudzonym echem,  
Falą i nagą stopą, co wnet się zanurzy,  
Przyjściem listu i zdjęciem pieczęci z pośpiechem,  
Pomiędzy zaproszeniem i rankiem podróży,  
Między wzniesioną dłonią a owocem drzew  
Śpi szczęście, co najsłodsze dreszcze daje łonu,  
Między wargą a czarą, gdzie wina lśni krew...  
Lecz wszelką radość płaci się smutkiem jej zgonu. 

 
 
 

• Ja 

 

• Kto miłość zna? 

 

• Przedwiośnie 

 

• Upojenie 

 
5. Uśmiechy godzin (1910): 
 

• Ogród przedziwny 

 

• Niewinność 

 

Z cyklu Uśmiechy godzin, z tomu Uśmiechy godzin

 
 

Obłoki pachną wiosną, 
Wonieje ziemia świętem. 
W powietrzu rannie, rośno... 
Śpiew w sercu wniebowziętem... 
 
Soczysta, mokra trawa 
Źdźbeł czułe ciałka suszy. 
Wiatr zdrowy jak zabawa... 
Śmiech w zachwyconej duszy... 
 
Kochane słońce wkoło 
Rozlewa złoto płynne. 
Hen, w mgle tak modre sioło 
Jak miejsce snów rodzinne. 
 
Skowronek, ranka serce, 
W błękitach szczęściem bije. 
Kwieciste łąk kobierce 

background image

13 

 

Są boże i niczyje. 
 
Precz z głowy myśli żeną

8

Jak dziecko, gdzieś przed laty, 
Oczyma myślę jeno: 
...Niebiosa, słońce, kwiaty... 

 
 
 

• Południe 

 

• Duszy tęsknica 

 

• Czemu... 

 

• Yama i Yami 

(Motyw z Rigwedy X 10)

 

 

• Kiedy spotkałem Cię... 

 

• Zmrok 

 

• Pszczoła 

 

• Gra w piłkę 

 

W grodzie, gdzie drzew szczyty złoci słońca schyłek 
Różowiąc nienaganny, czysty błękit włoski, 
Dziewczęta w białych szatach, wśród śmiechów beztroski, 
Rozbawione rzucają krągłe śnieżki piłek. 
 
Białe kule szybują bez wahań i myłek, 
A letni wiatr, dziewczęcych kształtów rzeźbiarz boski, 
Grę ciał ujawnia, którym, jak nimfom z pogłoski 
Zamierzchłych bajek znanym, obcy jest wysiłek. 
 
Zda się, że marmurowych dryjad

9

 lud wesoły 

Ożył nagle, rzuciwszy kamienne cokoły, 
I wskrzesił na chwil kilka cudowny sen grecki. 
 
A lubieżny, zbudzony z snu sylen zdradziecki 
Oklaskuje je, skryty w poplątane bluszcze, 
Gdzie fontanna, spadając, jak oklaski pluszcze. 

 
 
 

• Smutek twórcy 

 

• Poszukiwacz tajemnicy 

 

• Krysta spod płota 

 

• Ruiny palatynu 

 

Ten utwór i następny z cyklu Śladem stopy antycznej

 
 

• Chcesz upominku ode mnie... 

 

Chcesz upominku ode mnie,  

dziś kiedy żegnać się mamy,  

By przypominał mnie tobie,  

                                                           

8

 w. 17. żeną – stpol. gnają, wyganiają. 

9

 w. 9. driady – w greckiej mitologii boginki leśne, mieszkające w drzewach. 

background image

14 

 

bracie i sztuki wybrańcze.  

Daję-ć kamień: bo świat ci  

także nic nie da innego.  

Jeno ja cię obdarzam  

złomem marmuru bez skazy,  

Białym jako step śnieżny,  

co go krok nie tknął wędrowca.  

Znam twe serce płomienne  

i mądre, zimne twe dłuto.  

Kuj w tej bryle sny swoje,  

czyste, szlachetne jak ogień,  

Uwieczniając je kształtem  

w chłodnym, nieczułym kamieniu.  

I nie zważaj, jeżeli  

oko ciekawe przechodnia,  

Żaru duszy nie czując, 

uczuje jeno chłód głazu.  

Bowiem kiedyś nagrodą  

będzie ci boską, gdy nad nim,  

Wzruszonymi palcami  
po zimnym błądząć marmurze,  
Skrytą łzę Michał Anioł 

jakiś oślepły uroni. 

 
 
6. W cieniu miecza (1911): 
 

• Jak wiersze czytać 

 
 

Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej, 
W której ogród odbija się i błękit czysty, 
Połóż przy sobie uschły kwiat, pożółkłe listy, 
Wstążkę i mandolinę, instrument piosenny. 
 
I kiedy słońce kończyć będzie bieg swój dzienny, 
Najsłodszy ranek szczęścia przypomnij świetlisty 
I wieczór najsmutniejszych łez, gdy ametysty 
Niebios zlewały na cię zmierzch bólem brzemienny. 
 
I gdy dwie łzy upadną na kwiat, listy, wstążkę, 
Oparłszy skroń na dłoni, otwórz cicho książkę, 
A zrozumiesz, co znaczą słowa: zmierzch, żal, smutki. 
 
I gdy podniesiesz czoło po zadumie długiej, 
Zaznacz tę stronę modrym kwiatem niezabudki 
I nigdy już nie czytaj jej w życiu raz drugi. 

 
 
 

• Curriculum vitae 

 

Z tomu W cieniu miecza; pierwodruk w «Museionie» 1911, nr 4, s. 73. 

 

Dzieciństwa mego blady, niezaradny kwiat 

background image

15 

 

Osłaniały pieszczące, cieplarniane cienie. 
Nieśmiałe i lękliwe było me spojrzenie 
I stawiając krok cudzych czepiałem się szat. 
 
Młodość ma pierwsze skrzydła swe wysłała w świat, 
Kiedy nad wiosnę milsze zdały się jesienie. 
Więc kochałem milczenie, wspomnienie, westchnienie 
I plotłem chmurom wieńce z swych kwietniowych lat. 
 
Dopiero od posągów, od drzew i od trawy, 
Z którymi żyłem długo wśród dalekich dróg, 
Nauczyłem się prostej, pogodnej postawy. 
 
I kiedym, stary smutku dom zburzywszy w gruzy, 
Uczynił z siebie jeno wschodom słońca próg, 
Rozumie mnie me serce i kochają Muzy. 

 
 
 

• Estetyka 

 

Pierwodruk w «Museionie» 1911, nr 4, s. 77. 

 

Im wyżej arcydzieło ścigasz tajemnicze, 
Widzisz, że kroczysz w wyższe li swej duszy ślady, 
Która na olimpijski szczyt wdziera się blady, 
By bogi stroić w swoje człowiecze zdobycze. 
 
Im bardziej uszlachetniasz serce, tym oblicze 
Sztuki twej bardziej prawe. Nie kuszą-ć bezłady. 
Rzetelność gardzi gestem kłamstwa i przesady, 
A smak twój w prawdzie jeno znajduje słodycze. 
 
Uczucie powściągliwe przed snu jasnowidem 
Jest jeno duszy twojej pięknym, męskim wstydem, 
Zwartość dumą, prostota twej siły spokojem. 
 
I oczy twe już zdrady złud się nie ulękną: 
Wiesz, że rzecz jest prawdziwa wtedy, gdy jest piękną, 
A piękna szukasz w mądrem, dobrem sercu swojem.

 

 
 
 

• Janus 

 

Z cyklu Tańce liści

 

Tytuł:  Janus  –  bóstwo  staroitalskie,  przedstawiane  z  głową  o  dwóch  twarzach,  co 

symbolizowało jego wiedzę zarówno o przeszłości, jak i przyszłości. 

 

Wczoraj jeszcze jak gdyby z uczuciem zawodu 
A tęsknoty mówiłaś o minionej wiośnie, 
Gdy z ziemi pierwsze trawy strzelały radośnie 
W słońcu słabym, co jeszcze nie przemaga chłodu. 
 
Patrz: znów wiosna w zbudzonych alejach ogrodu, 
Na brunatnych zagonach już świeża ruń rośnie. 

background image

16 

 

Lecz nie cieszysz się życiem tkanym na pól krośnie.. 
Ach, osłody ci trzeba nawet i do miodu. 
 
Ledwo tarń osypała się śnieżystym kwiatem, 
Myśl twa już dalej leci i tęskni za latem: 
Roisz lipcowe czary, kłos źrały w snach zrywasz. 
 
Czy nie wiesz, że to minie, co jest teraz wkoło? 
Że dwakroć jedna chwila nie całuje w czoło? 
Że przywołując przyszłość i przeszłość przyzywasz? 

 
 
 

• Źdźbła słomy 

 

O, czemuż nas, miłością w wiosennej szczodrocie 
Ogrodu uwięzionych, pokusiło wyjście! 
Park nasz kąpał się wtedy w dni słonecznych złocie, 
Roztapiając swą słodycz w zmierzchów ametyście. 
 
Jakże inne dziś wszystko po naszym powrocie! 
Przywitały nas zeschłe pod stopami liście 
I piosnka o goryczy, żalu i zgryzocie, 
Łkająca w nagich drzewach, w jesiennym poświście. 
 
Odwróciliśmy oczy ku wrótni z westchnieniem. 
Tuż drogą wóz przejeżdżał ze słomy brzemieniem, 
Minął nas i odsłonił pól pustkę bez końca. 
 
Jeno na drzew gałęziach, co się on otarły, 
Zostało kilka chwiejnych źdźbeł słomy umarłej, 

 

Niby zgasłe promienie straconego słońca.

 

 
 
 

• W ogrodzie leżę... 

 

• Marzec 

 

• Po wschodzie słońca 

 

• Tryptyk sztuki włoskiej 

 

• Capri 

 

Z cyklu Gra świateł

 

Tytuł: Capri – skalista wyspa w Zatoce Neapolitańskiej. 

 

Na morzu wyspa górska: miniatura Tatr,  
Jeno że Morskie Oko, miast w środku, jest wkoło  
I miast smreczków, tyrsami

10

 winnic wstrząsa wiatr,  

Jak niewidzialny tancerz, co pląsa wesoło.  
 
Musiał spocząć pod drzewem, bo wachlarze palm  
Chłodzą go; snadź zarzucił za nimfą pościgi.  

                                                           

10  w.  3.  tyrs  –  z  gr.  opleciona  bluszczem  i  winogradem  laska  Dionizosa  boga  wina,  radości  i  odradzającej  się 
przyrody. 

background image

17 

 

Pojednawcze oliwki

11

 w sen nucą mu psalm,  

A nagość swych owoców odsłania liść figi.  
 
Łyskliwy, wonny cytryn i pomarańcz sad,  
Które się przeplatają z sobą na przemiany,  
W liściach swych jednocześnie chowa śnieżny kwiat  
I owoc: cytryn złoty, pomarańcz miedziany.  
 
Pinia niby parasol roztacza swój szczyt,  
Janowce jak poduszki złote lśnią wśród trawy.  
Kaktusy, do zielonych placków na swój wstyd  
Podobne, między siwe kryją się agawy.  
 
Jak pełen cudnych kwiatów i zieleni kosz,  
Gdzie łańcuch domów niby kostki cukru skrzy się,  
Leży wyspa, ujęta pod niebiosów klosz,  
Na morzu jak na gładkiej, szafirowej misie.  
 
I cudnie jest, gdy w morzu tonie słońca krąg  
I jaskółki w nieb cichym świegocą błękicie,  
Zupełnie jak nad senną równią naszych łąk,  
A w trawie świerszcz tak samo gra jak w polskim życie. 

 
 
 

• Cień 

 

• Południe upalne 

 

• Zmiany 

 

• Mali ludzie 

 

• Posąg 

 

• Ocalenie 

 

• Bieguny 

 

• Orędzie 

 
7. Łabędź i lira (1914): 
 

• Zacisze 

 

• Wierna 

 

• Wonie 

 

• Mur 

 

• Dusza kwiatu 

 

• Nad wodą 

 

• Zwiastowanie 

 

• Lubię parowóz chyży... 

 

• Kochać i tracić... 

 

Z cyklu Ślady na piasku i kręgi na wodzie

 

Kochać i tracić, pragnąc i żałować, 
Padać boleśnie i znów się podnosić, 

                                                           

11 w. 7. Gałązki drzewa oliwnego były w starożytności symbolem pokoju, pojednania, łaski. 

background image

18 

 

Krzyczeć tęsknocie "precz!" i błagać "prowadź!" 
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć... 
 
Zbiegać za jednym klejnotem pustynie, 
Iść w toń za perłą o cudu urodzie, 
Ażeby po nas zostały jedynie 
Siady na piasku i kręgi na wodzie.

 

 
 

• Nic mi, świecie... 

 
8. Tęcza łez i krwi (1918): 
 

• Gniew sprawiedliwy 

 

Ten cykl trzech sonetów powstał pod wpływem wydarzeń rewolucji 1905 r. 

 
9. Ścieżki polne (1919): 
 

• Pokłośnice 

 

• Zwózka 

 

• Chleb 

 

Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta, 
Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży, 
Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży 
Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta. 
 
Gdy, wedle doświadczenia niechybnych probierzy, 
Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta, 
Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta, 
Kędy cierpliwie pory wypieku doleży. 
 
I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki, 
W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie

12

Skąd roztaczając zapach kuszący i miły 
 
Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki, 
Brunatne i okrągłe — ku piekarki chlubie — 
Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły.

 

 
 
 

• Sąd o przedwiośniu 

 

• Pochwała pasterstwa 

 

• Podój 

 

• Gęsiarka 
 

Z czteroletnią powagą, w spódniczce po bose 
Stopki i w kaftaniku na wyrost, to wąską 
Drepce miedzą, to znowu brodzi młaką grząską, 
Z rannym świtem, nim słońce traw osuszy rosę. 
 

                                                           

12

 w. 10. kociuba – drewniany przyrząd do wkładania i wyciągania chlebów z pieca piekarskiego. 

background image

19 

 

Krasą krajką przeplótłszy lnianowłosą kosę, 
Z kromką chleba w chusteczce za pasa przewiązką, 
Dłoń prawą uzbroiwszy wierzbiny gałązką, 
W lewej wlecze za sobą źdźbło złocistokłose. 
 
Sznur gęsi, z których każda jak łódka się słania, 
Sunie jak szereg białych znaków zapytania: 
Czy dziecko ich pilnuje, czy one je wiodą 
 
Jak na śnieżnym łańcuchu, by ustrzec przed szkodą, 
I odwracają szyję u każdego skręta, 
Czy nie zgubiło z dłoni pastuszego pręta. 

 

 
 

• Kogut 

 

• Drób 

 

• Wieprz 

 

• Gnój 

 

• Bocian 

 

• Pies w słońcu 

(Ostapowi Ortwinowi, przyjacielowi psów i mojemu) 

Dedykacja: Ostap Ortwin (właśc. Oksar Katzenellenbogen, 1877-1942) – przyjaciel Staffa 

od lat młodzieńczych, krytyk literacki, autor recenzji i studiów (wiele z nich zebrano w książce 
Próby  przekrojów,  1900-1935,  Lwów  1936);  twórca  terminu  „staffizm”.  Zabity  przez 
hitlerowców we Lwowie. 

 
 

Dzień cały na żelaznym upięty łańcuchu,  
Przepędza czas niechętnie, w niecierpliwej nudzie,  
To zębcami białymi kłapnie się po udzie,  
Tępiąc muchy pasące się w sierści kożuchu.  
 
Aż w noc, gdy mu nad mieniem pieczę zdadzą ludzie,  
Przykład wierności czujnej, areywzór posłuchu,  
Skupiwszy cała duszę w swym węszącym cuchu  
Zbiega zagrodę, snowi wróg i słomie w budzie.  
 
Nie by był nagrodzony sutym strawy kąskiem,  
Lecz że sam jest wcielonym, żywym obowiązkiem...  
I gdy w niedzielę wiejscy świętują prostacy,  
 
On wyciągnięty w słońcu, dysząc na kształt miecha,  
Z wywieszonym Jęzorem dumnie się uśmiecha:  
Spokojne wsi sumienie po spełnionej pracy.

 

 
 
• Kartoflisko 
• Głóg i tarnina 
(motto z Ozeasza, II, 18.) 
Utwór pisany w czasie I wojny światowej. 
Ozeasz – jeden z tzw. mniejszych proroków żydowskich. 

 

background image

20 

 

Pod niebem, co jesiennym siąpi kapuśniakiem, 
Na sejm zlatują wrony w żałobnym zespole 
I z krzykiem krążą nisko nad kobiet orszakiem, 
Rozpinając swych skrzydeł czarne parasole. 
 
A robotnice w twardym, cierpliwym mozole, 
Okryte — każda innym — barwistym wełniakiem, 
Dziobią pilnie motyką ziemniaczane pole, 
W miękkiej ziemi stopami zaparte okrakiem. 
 
Pośród mgły i szarugi, przemokłe do nitki, 
Grudy grzęd rozgarniają schylone najmitki 
I spod zeschłych badyli i płytkich korzeni 
 
Zbierają krągłe bulwy, jak jaja spod kwoki, 
I rzucają je w wiadro lub ceber głęboki, 
Co głucho grzmią jak bębny na odmarsz jesieni. 

 

 
10. Sowim piórem (1921): 
 

• Czytelnicy 

 

• Vita nuova 

 

Tytuł: Vita nuova (Życie nowe) – tytuł cyklu poezji Dantego Alighieri (1265-1321), o jego 

miłości do Beatrycze. 
 

• Północ 
• Światy 
• Gdzie się podziała 
• Gdy czytać będziesz... 
 

Gdy czytać będziesz wieczorem te słowa 
I skroń pochylisz nad zadumą zwrotki, 
Wiedz, że w ich szarej prostocie się chowa 
Czar tobie obcy, dla mnie dziwnie słodki. 
Jak echa zgłuchłe, cienie chłodem skrzepłe, 
Biorą na siebie wspomnień płaszcz żebraczy 
Me łzy wstydliwe, mej krwi krople ciepłe, 
Lecz wyglądały inaczej, inaczej...

 

 
 
11.  Żywiąc się w locie (1921): 
 

• Hymn do barw 

 
12. Ucho igielne (1927): 
 

• Odchodzącego dnia chwała... 

 

• Chorzy w poczekalni 

 

Podobnie jak uliczni przechodnie banalni, 
Jednacy w modzie, stroju, pozie i zwyczaju, 
Niby pasażerowie codzienni tramwaju, 

background image

21 

 

Siedzą chorzy w lekarza niemej poczekalni. 
 
Na wrogo-nieznajome ścian patrząc obrazy, 
Obojętni z pozoru, a trwożnie niepewni, 
Obcy dla siebie zawsze, dzisiaj bliscy krewni, 
Opanowują z trudem swych twarzy wyrazy. 
 
I gdy zegar poważnie, aż grobowo, tyka, 
Oni, siedząc wokoło uroczystym wianem, 
Jak gdyby na śmiertelnym swym cenzurowanem, 
Odgadują pierwszego w gronie nieboszczyka. 
 
Tajemnych, groźnych chorób przerozliczne szczeble, 
Jedni z twarzą jak z wosku, drudzy jak z papieru, 
Wdychają chloroformu zapach i eteru, 
Zazdroszcząc, że nie cierpią tutaj tylko meble. 
 
Topiąc wzrok w Asklepiosie

13

, marmurowym bożku, 

Stojącym w ciemnym kącie, w gorączki wypieku 
Marzą o dobroczynnym jakimś, zbawczym leku 
W błogosławionych kroplach lub w cudownym proszku. 
 
Myślą o swoim stopniu w termometru rurce — 
I ci, u których wiary szczep był bezowocnym, 
Roją dziś o lekarzu jako o wszechmocnym, 
Wierzą w niego rozpacznie jako w cudotwórcę. 
 
W pragnieniu życia przysiąc nań każdy jest skory... 
Czuje dlań z góry wdzięczność, przyrzeka majątek, 
Jeśli zśród tych skazańców wyjdzie jak wyjątek... 
Wtem znów wpuszczają kogoś i znów wchodzi chory. 
 
Zwrócili się, by wzrokiem ciekawym go dosiąc, 
I gdy siadł, znowu wszyscy w bezruchu, w bezczynie, 
W drzwi obojętnie białe patrzą jak w pustynię 
Mroźną, gdzie jak nadziei blask lśni klamki mosiądz. 
 
I wchodzi znowu jeden, którego tu władza 
Drżącej nadziei wiedzie i zdrowia marzenie — 
I rozrasta się głucho w tej izbie cierpienie, 
I mury milczącego pokoju rozsadza.

 

 

Rozpiera się ból w twardych granicach komnaty, 
Jak smok, który opiły po padliny próchnie, 
Tyje z wolna, nabrzmiewa, rozdyma się, puchnie 
I z cieśni się rozpręża na zewnątrz, na światy. 
 
Zda się, że pęknie pokój ten... I nagle — pęka! 
Z hałasem, hukiem, grzmotem!... I ściany, i kąty 
Lecą jak wysadzone prochowymi lonty,

 

Tak je rozmiotła dzika, zbyt przewzbrana męka. 
 

                                                           

13

 w. 17.  Asklepios (Eskulap) – w starożytnej mitologii bóg sztuki lekarskiej. 

background image

22 

 

I z wolnych już stron czterech wali się i tłoczy 
Tłum chorych, który gniecie się, a ciągle wzrasta, 
Jakby już nie ulica, nie miasto, lecz miasta 
I kraje, i świat cały zbiegły się z otoczy. 
 
Najdawniej czekający, porwawszy się w trwodze, 
Wraz z wrzaskiem napastników rozdzierają ciszę 
I krzyczą, jęczą, wyją dawni i przybysze, 
Czołgając się na klęczkach po twardej podłodze. 
 
Błagalnie wznoszą ręce do swych tęsknot celu 
I z szaleńczą rozpaczą, co zgrozą przeraża, 
Łomocą w drzwi, jedynie nietknięte, lekarza, 
Wołając: "Zbawicielu! Otwórz, zbawicielu!" 
 
Cały świat ze skowytem szaleje cierpienia, 
On, Wielki Niewierzący, co zmienił glob stary 
W poczekalnię cierpiących, pełnych dzikiej wiary, 
Wzywających zwierzęcym skomleniem zbawienia! 
 
Aż od ich wściekłych miotań zadrżały posady! 
Cały gmach, zbudowany z kamienia i stali, 
W nicość, w proch, w zatracenie z gruchotem się wali, 
W nieuniknioną przepaść wieczystej zagłady. 
 
I gdy wszystko runęło z łomotem i trzaskiem, 
Nad kurzem rumowiska, który świat zadymia, 
Zawisła w górze jeno klepsydra olbrzymia, 
Trupy pobitych szarym zasypując piaskiem. 

 
 
 

• Próżno, zaiste...  
• Kto szuka Cię, już znalazł Ciebie... 

 

• Pomnicie? 

 

• Nie ma na ziemi... 

 

• Nie jako róże... 

 

• Ani jednej... 

 

• Wróbel 

 

• Znów wiosna 

 

• S. Ż. 

 

Tytuł: inicjały Stefana Żeromskiego (1864-1925), po którego śmierci powstał ten wiersz. 

 
 

Wyszedł z niewoli, wolności łakomy, 
Wolności świetnej, wspaniałej ojczyzny. 
Brał w piersi wszystkie pioruny i gromy, 
By nie zasnuły pamięci ran — blizny. 
 
Toczył obłędnym rozpaczy spojrzeniem, 
Spalał się sercem jak wieczna pochodnia 
I dookoła patrzył z przerażeniem 

background image

23 

 

Na małość, nędzę, brud i podłość co dnia. 
 
Marzył o cudach potęgi i siły 
Na suchych piaskach i spalonej glinie, 
Spragnion szkarłatnej krwi z wielkości żyły, 
Królewski głodny lew, co jadł pustynię.

 

 
 
 

• J. K. 

 

Tytuł:  inicjały  Jana  Kasprowicza  (1860-1956),  którego  pamięci  poświęcił  Staff  ten 

wiersz. 
 

Runęła góra, runął dąb, 
Dąb twardy, góra wzniosła. 
O grób się pogłębiła głąb, 
A wzwyż wyżyna wzrosła. 
 
Zawarły się spiżowe drzwi, 
Zapadły wieczne wrota, 
A śmierć, niszcząca żywot dni, 
Zwiększyła skarb Żywota.

 

 
 
13. Wysokie drzewa (1932): 
 

• Wysokie drzewa 

 

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa, 
W brązie zachodu kute wieczornym promieniem, 
Nad wodą, co się pawich barw blaskiem rozlewa, 
Pogłębiona odbitych konarów sklepieniem. 
 
Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu, 
W bezwietrzu sennym ledwo miesza się, kołysze, 
Gdy z łąk koniki polne w sierpniowym gorącu 
Tysiącem srebrnych nożyc szybko strzygą ciszę. 
 
Z wolna wszystko umilka, zapada w krąg głusza 
I zmierzch ciemnością smukłe korony odziewa, 
Z których widmami rośnie wyzwolona dusza... 
O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa!

 

 
 
 

• Lipy 

 

Utwór pełen reminiscencji z wierszy Jana Kochanowskiego; m. in. pisany (tzn. ozdobiony 

wzorami) dzban – Pieśni III
 
 

Odkąd dla Muz i własnej poważnej igraszki, 
W chłodnym cieniu ochronnej lipy czarnoleskiej, 
Wyśpiewałeś na lutni swej pieśni i fraszki,

 

background image

24 

 

Pogodną sztuką z rymem wiążąc rym królewski: 
 
Od czterech wdzięcznych wieków i dla wiecznej chwały, 
Złotej jak miód natchniony w twym pisanym dzbanie, 
Wszystkie kwitnące słodko lipy w Polsce całej 
Pachną imieniem twoim, Kochanowski Janie! 

 
 
 

• Wolność 

 

Ciasno mi, Panie, na kolumnie 
Pychy samotnej, gdzie choć stoję, 
Trwam sztywny, jakbym leżał w trumnie, 
I są spętane ruchy moje. 
 
Wolności pragnę ponad wszystko! 
Daj mi szerokie pole kołem, 
Bym mógł przed Tobą klękać nisko 
I jeszcze niżej hołd bić czołem. 

 
 
 

• Noc 

 

• Czar 

 

• Mimo lat... 

 

• Łachmany 

 

• Popołudnie biednej niedzieli 

 

• Któż wie, co warte me siewy... 

 

• Widok ze wzgórza 

 

• Powroty 

 

• Massa-Caarrara 

 

Tytuł: Massa Carrara – prowincja w płn. Włoszech, słynna z kamieniołomów marmuru. 

 
 

• Ta noc jest inna niż zwykle o nowiu... 

(Julianowi Tuwimowi)

  

 

• Jabłoń 

 

• Bonaccia 

(Władysławowi Kozickiemu) 

 

Tytuł: bonaccia – wł. cisza morska. 

 

Dedykacja:  Władysław  Kozicki  (1879-1936)  –  pisarz,  krytyk  i  historyk  sztuki,  później 

profesor uniwersytetu we Lwowie. 
 

 

• Gołębie 

 

• Zegar słoneczny 

(Ninie i Ludwikowi Morstinom) 

 

Dedykacja: Poeta i dramaturg Ludwik Hieronim Morstin (1886-1966) należał wraz ze swą 

żoną  do  kręgu  przyjaciół  Staffa,  który  często  bywał  w  ich  domu  w  Pławowicach  niedaleko 
Krakowa. O parku otaczającym ów dom jest mowa w tym wierszu. 
 
 

• Święcone 

 

• Oszczędny 

background image

25 

 

 

• Murarz 

 

• Żebrak 

 

• Staw w parku jesienią 

 

• Rzeczywistość 

 
14. Barwa miodu (1936): 
 

• Zachód jesienny 

 

Przeszłość jak ogród zaczarowany, 
Przyszłość jak pełna owoców misa. 
Liści opadłych złote dywany, 
Winograd ognia strzępami zwisa. 
 
Zmierzch, jak dzieciństwo, roztacza cudy. 
Barwne muzyki miast myśli przędzie. 
Nie ma pamięci i nie ma złudy. 
Wszystko jest prawdą. Wszystko jest wszędzie. 
 
Sok purpurowe rozpiera grono 
Na dni jesiennych wino wyborne. 
Wszystko dziś piękne było. Niech płoną 
Rudoczerwone lasy wieczorne.

 

 
 
 

• Dary życia 

 

• Złe przekazania 

 

• Płótno żywota 

 

• Harmonia 

 

Miałem wielkie pogody i chmurne niewczasy. 
Krok mój, zdobywczy niegdyś, zmienia się w obrończy, 
Nie wróżą mi zwycięstwa me z czasem zapasy. 
Zostaje prosta prawda, że wszystko się kończy. 
 
Lecz chociaż zgasło lato i jesień wnet minie, 
Zmierzch mi się nie uśmiecha w rozdźwięku udręce. 
W sobie zestrajam sprzeczny ten świat, Apollinie, 
Boś chyba po to tylko dał mi lutnię w ręce.

 

 
 
 

• Ars poetica 

 

Tytuł: ars poetica – łac. sztuka poetycka. 

 
 

Echo z dna serca, nieuchwytne, 
Woła mi: "Schwyć mnie, nim przepadnę, 
Nim zblednę, stanę się błękitne, 
Srebrzyste, przezroczyste, żadne!" 
 
Łowię je spiesznie jak motyla, 

background image

26 

 

Nie, abym świat dziwnością zdumiał, 
Lecz by się kształtem stała chwila 
I abyś, bracie, mnie zrozumiał. 
 
I niech wiersz, co ze strun się toczy, 
Będzie, przybrawszy rytm i dźwięki, 
Tak jasny jak spojrzenie w oczy 
I prosty jak podanie ręki.

 

 
 
 

• W drodze 

 

• Śpiew 

 

• Do muzy 

 

Tytuł: muzy – w mitologii dziewięć córek Zeusa i Mnemozyny (Pamięci); opiekowały się 

naukami i sztukami, a przewodnikiem ich był Apollo. 
 
 

Mam pewność niezachwianą, wierzę uroczyście, 
Muzo, com ci nie przestał służyć i hołdować, 
Że mi się kiedyś, cudna, zjawisz osobiście,. 
Ażeby mi za trudy moje podziękować. 
 
Lub może twa uraza skargę mi wytoczy, 
Żem nie był ciekaw ciebie, natchnień mych przyczyno, 
Albowiem nie widziałem cię nigdy na oczy 
I nie wiem, czy brunetką jesteś, czy blondyną. 
 
Powód jest, ale — przebacz! — nie lubię się smucić. 
Chociaż bez ciebie, boska, lecz dla ciebie żyję. 
Więc przybądź i jeżeli chcesz mi co zarzucić, 
Zarzuć mi ręce na szyję.

 

 
 
 

• Świat 

 

• Most 

 

• Sprzeczność 

 

• Ostatnie drogi 

 

• Pokora 

 

• Prawda 

 

• Głos 

 

• Powrót 

 

• Fontanna 

 

• Nad stawem  

 

• Nad ranem 

 

• Rozkaz i gwiazdy 

 

• Kelner idealny 

 

• Mieszczuch 

 

• Otium 

background image

27 

 

 

Tytuł: otium – łac. odpoczynek 

 
 

• Klasyk 

 

Walka o duszę i gardło 
Wśród gniewu, smutku i śmiechu, 
O myśl, o jadło, o tarło, 
O śpiew, o wolność oddechu. 
 
Złoto i błoto, porywy, 
Upadki, wino i lura, 
Ból, radość, mozół cierpliwy, 
Chaos i bigos... Mikstura! 
 
Aż gdy ostatnim udarem 
Zastuka w trumny gwóźdź młotek, 
Co było warem i żarem, 
Wędruje w kurze bibliotek. 
 
Giną doczesne naloty 
Sympatii oraz niechęci, 
Nikną przywary i cnoty, 
Blednie się z wolna w pamięci. 
 
Mat wszelki na dnie osiada, 
Moszcz przeistacza się w massyk

14

Z prawdy powstaje ballada, 
Z człowieka robi się klasyk. 
 
Co było siewne i żniwne, 
Wzloty aniele, ariele, 
W tomy zamienia się sztywne, 
Oprawne w świnię lub cielę. 
 
Na grzbiecie imię, nazwisko: 
Litery grubo złocone... 
A wewnątrz czcionek mrowisko, 
Czarne, ruchliwe, szalone! 
 
Rogate potworki biesie, 
Wściekłe ciasnoty katuszą, 
Zamknięte w kart marginesie, 
Roją się, tłoczą i duszą!

 

 

Dłoń z nich nie zdejmie niczyja 
Zapiętej klamry, co gniecie! 
Nikt nie chce wetknąć w nie kija, 
By je rozpędzić po świecie! 
 
Gdy tam walk wiry i burze, 
Zgiełk, życie, pęd i wichura, 

                                                           

14

 w. 18. massyk – wysoki gatunek wina, pochodzącego z winnic na górze Massicus na granicy Lacjum i Kampanii. 

background image

28 

 

Tu w drogiej swej kompaturze 
Dostojna śpi kompatura.

 

 
 
 

• Bunt jesienny 

 
15. Martwa pogoda (1946): 
 

• ff

15

 

 

• Znad ciemnej rzeki... 

 

• Zatarty fresk 

 

• Zmierzch 

 

• Przemiana 

 

• B. L. 

 

Tytuł:  B.  L.  to  inicjały  Bolesława  Leśmiana  (1878?-1937).  Staff  zmienił  wcześniejszy 

tytuł  tego  wiersza,  Niema  pieśń,  na  obecny.  –  Staff  cenił  wysoko  twórczość  tego  wielkiego, 
samotnego poety. Świadczy o tym choćby krótki szkic Staffa o poezji Leśmiana, poprzedzający 
powojenny  wybór  jego  wierszy.  W  rozmowie  Staffa  z  Natansonem,  Staff  wspomniał  o  swoim 
zaginionym podczas wojny eseju o tym fascynującym poecie. 
 
 

 

Podnieść ramiona ciężkie do modlitwy 

 

Trudno, bo zorza zachodnia jest gorzka, 

 

Nie zostawiając na jutro nadziei. 

 

Na pustej drodze leży dzban rozbity, 

 

Z którego napój cenny wsiąka w ziemię, 

 

A nigdzie choćby jednych ust spragnionych. 

 

Odchodzi niema pieść i widać w mroku 

 

Jedynie długie, rozpuszczone włosy. 

 

 

 

 

• Ciężka noc 

 

• Noc księżycowa 

 

• W starym ogrodzie 

 

• Zwłoka 

 

 Natchnienie 

 

• Nike z Samotraki 

 

Tytuł:  Nike  –  w  greckiej  mitologii  skrzydlata  bogini  zwycięstwa.  Nike  z  Samotraki  to 

ogromnych  rozmiarów  posąg  tej  bogini,  który  odkopano  w  XIX  w.  na  jednej  z  wysp  Morza 
Egejskiego, Samotrace, mocno uszkodzony (bez głowy). Obecnie posąg znajduje się w Luwrze. 
 
 

• Noc zimowa 

 

• Musica prohibita 

 

Tytuł: musica prohibita – łac. muzyka zakazana. 

 

• Przymierze 

 

• Dwoistość 

                                                           

15

 Tak, to jest tytuł ;) 

background image

29 

 

 

Wiersz pisany jest w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej. 

 
 

• Martwa pogoda 

 

• Głazy leżące... 

 

• Nad ziemią noc... 

 

Wiersz napisany w czasie okupacji hitlerowskiej; krążył po Polsce w odpisach, podobnie 

jak kilka innych z tego cyklu. 
 
 

• Zniszczenie pomnika Chopina w Warszawie 

 

Tytuł:  W  czasie  okupacji  Niemcy  zniszczyli,  jak  wiele  innych  pomników,  także 

warszawski pomnik Chopina, dłuta rzeźbiarza i malarza Wacława Szymanowskiego (1885-1930). 
 
 

• Pierwsza przechadzka 

(Żonie) 

 

• Rzut w przyszłość 

 
16. Wiklina (1954): 
 

• Astrolog 

 

• Kręgi 

 

• Rzęsa 

(Janowi Parandowskiemu) 

 

• Nadzieja 

 

• Marzenie 

 

• Ciężar 

 

• Podwaliny 

 

• Most 

 

• Niedziela 

 

• Dymy 

(Julianowi Tuwimowi) 

 

• Piosenka 

 

• Gwiazda 

 

• Wiosna 

 

• Wiatr koczowniczy 

 

• Opóźnionemu 

 

• Wyprzedzającemu 

 

• W starym domu 

 

• Serce  

 

• Woń zmierzchu 

(Jadwidze Bandrowskiej)

 

 

Dedykacja: Jadwiga Bandrowska – przybrana córka Staffa. 

 
 

• Słowik 

 

• Nonsens 

 

• Niebo w nocy 

 

• Żywa Nike z Akropolu 

 

Tytuł:  Ogrodzenie  świątyni  Ateny  Żwycięskiej  na  Akropolu  zdobiła  płaskorzeźba 

przedstawiająca boginię zwycięstwa, Nike, w chwili, gdy poprawia rozluźniony rzemyk sandała; 
płaskorzeźba ta obecnie znajduje się w muzeum ateńskim. 
 

background image

30 

 

 

• Quandoque bonus dormitat homerus 

 

Tytuł: Cytat z Ars poetica Horacego (Quintus Horatius Flaccus, 65-8 p. n. e.). 

 

Przekład: Czasami zasypia dobry Homer. 

 

Sens: Nawet Homerowi zdarzają się gorsze wiersza. U Staffa zresztą znaczenie zupełnie 

inne. 
 
 

• Co pewien czas... 

(Mieczysławowi Jastrunowi) 

 

• Matka 

 

• Pomnik Mickiewicza 

 

• Chciałem już zamknąć dzień... 

 

• Ogrodnicy 

 

• Trzy miasta 

 

• Nów 

 

• Spokojne myśli... 

 

• Każdy dzień 

 

• Giordano Bruno 

 
17. Dziewięć muz (1958): 
 

• Pean 

 

Tytuł: pean – gr. uroczysta, wzniosła pieść. 

 

• List 

 

• Paganini 

 

Tytuł: Niccolo Paganini (1782-1840) – włoski kompozytor i skrzypek-wirtuoz światowej 

sławy; wśród krążących o nim fantastycznych opowieści była też taka, że gdy w czasie koncertu 
pękły mu w skrzypcach trzy struny, potrafił grać równie pięknie na jednej pozostałej. 
 
 

• Tołstoj 

 

• Mowa 

 

• Scherzo 

 

Tytuł:  scherzo  –  wł.  żart  –  utwór  muzyczny  o  lekkim,  żartobliwym  nastroju  (scherza 

Chopina mają inny charakter). 
 
 

• Przebudzenie 

 

• Czas 

 

• Dzikie wino 

 

• Czterdziestolecie 

 

• Ludwika Wawrzyńska 
Bohaterskie  uratowanie  dzieci  przez  nauczycielkę  L.  Wawrzyńską,  za  cenę  własnego 

życia, jest faktem autentycznym. 

 
• Mickiewicz 
Wiersz  zawiera  łatwo  czytelne  aluzje  do  poszczególnych  utworów  i  biografii 

Mickiewicza;  w  w.  11-12  mowa  o  czasie,  kiedy  Mickiewicz  by  pod  wpływem  Andrzeja 
Towiańskiego. 

 

background image

31 

 

• Wielka oda do gwiazd 
• Gałczyński 
• Oddech nocy 

 

• Stojąc sam... 

 

• Człowiek 
• Wiosna 
• Alea iacta est 
Tytuł: Alea iacta est – łac. kości zostały rzucone. Są to słowa Cezara wypowiedziane w 

49 r. p. n. e. w chwili, gdy zdecydowawszy się na wojnę domową, przekroczył rzekę Rubikon na 
czele swego wojska. 

 
• Wieczór 
• Powrót 
• Krzywda 
• Rób coś 

 

• Cień 

 

• Zdarzenie 
• Ostatni z mego pokolenia... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

32 

 

 
Irena Maciejewska, Wiersze Leopolda Staffa 

Przypisy stanowią własność autorki studium (rzadko kiedy są moim dopowiedzeniem). 

 
I. WSTĘP 
 
Typ  muzycznego  czy,  ściślej,  nastrojowego  czytania  wierszy  dla  ich  piękności  dźwiękowo-
emocjonalnych  ma  u  nas  także  określoną  tradycję  literacką:  tradycję  najogólniej  mówiąc 
młodopolską,  w  której  –  zwłaszcza  w  pewnym  jej  nurcie  -  nade  wszystko  ceniono  w  wierszu 
muzyczność  i  związany  z  nią  intuicyjno-emocjonalny  sposób  jej  odbioru.  Na  schyłku  tamtej 
właśnie epoki Leopold Staff w sonecie o znamiennym tytule Jak wiersze czytać pisał: 
 
 

 

Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej, 

 

 

W której ogród odbija się i błękit czysty, 

 

 

Połóż przy sobie uschły kwiat, pożółkłe listy, 

 

 

Wstążkę i mandolinę, instrument piosenny. 

 
 

 

I kiedy słońce kończyć będzie bieg swój dzienny, 
Najsłodszy ranek szczęścia przypomnij świetlisty 
I wieczór najsmutniejszych łez, gdy ametysty 
Niebios zlewały na cię zmierzch bólem brzemienny. 
 
I gdy dwie łzy upadną na kwiat, listy, wstążkę, 
Oparłszy skroń na dłoni, otwórz cicho książkę, 
A zrozumiesz, co znaczą słowa: zmierzch, żal, smutki. 
 
I gdy podniesiesz czoło po zadumie długiej, 
Zaznacz tę stronę modrym kwiatem niezabudki 
I nigdy już nie czytaj jej w życiu raz drugi. 

 

II. PROGRAM AKTYWIZMU I HEROIZMU ETYCZNEGO. 
 

Kowal 

(tekst: patrz s. 1.)

 

 

Tak  dobrze  znamy  te  słowa  i  ich  uniwersalny,  ciągle  aktualny  sens  metaforyczny, 

mówiący o konieczności „wykuwania” własnego serca, kształtowania własnej osobowości, że nie 
zastanawiamy się na ogół nad ich szczegółową eksplikacją

16

  ani  uwarunkowaniami.  A  przecież 

postulatowi kształtowania siebie i wierze w ogrom drogocennych, ale nie skrystalizowanych, nie 
ukształtowanych możliwości tkwiących w człowieku  (wyrażonych w dwu pierwszych strofach 
sonetu,  w  których  mowa  o  bezkształtnej  masie  kruszców  drogocennych)  towarzyszy  w  Kowalu 
także świadomość innej, „złej” możliwości, przeciwko której formułowany jest program utworu. 

Oto w ostatniej strofie, przeznaczonej w sonecie do formułowania końcowych refleksji

17

słyszymy w apostrofie do własnego serca skierowane słowa Kowala

 

 

Bo lepiej giń [...] 

                                                           

16

 Eksplikacja – wyjaśnienie, wytłumaczenie. 

17

 Por. budowa sonetu. 

background image

33 

 

  Nieżbyś żyć miało własną słabością przeklęte, 
  Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte. 

 
 

A więc słabość i niemoc, przywołane zostają jako ewentualność, jako perspektywa, przed 

którą przestrzega i której kategorycznie pod groźbą zniszczenia zakazuje własnemu sercu bohater 
utworu: 
 
 

 

Lecz gdy ulegniesz [...] 

 

  Gdy pękniesz przeciw ciosom stali nieodporne: 

 

  W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne! 

 
 

Perspektywa  słabości  musi  być  realna  i  groźna,  skoro  tak  ostro  przeciwstawia  się  jej 

bohater, skoro mobilizuje przeciw niej wszystkie swoje potężne siły. 
 

Żeby  się  przekonać  o  groźbie  tej  perspektywy,  wystarczy,  skończywszy  lekturę  wiersza 

zajrzeć do utworów po nim następujących (w tomie Sny o potędze). Nie kruszce drogocenne i nie 
skarby,  lecz  zgoła  inne  ingrediencje  zalegają  tam  na  ogół  głąb  nieodgadłą  wnętrz  bohaterów. 
Głębie  te,  tak  jak  w  Kowalu,  są  tam  nieodgadłe,  tajemne,  ciche,  tajemnicze

18

  lub  przynajmniej 

„nienazwane”.  (Wszystkie  przymiotniki  pochodzą  z  tomu  Sny  o  potędze).  Są  one  z  reguły 
zaludnione  przez  bladych  mar  roje  (w  wierszu  W  noce  bezsenne),  przez  złe  ciemne  sny  (w 
utworze Zła chwila) i najrozmaiciej, z dużą inwencją artystyczną przedstawione ciemności. Raz 
po raz czytamy tam: 
 
 

 

Męczą mnie jakieś mary pełne c i e m n e j złości, 

 

 

Mącą mi ciszę, w m r o k i zapada ma dusza. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Zła chwila

 
 

 

Jest w głębiach moich c z a r n e, p o s ę p n e  p o d z i e m i e, 

 

 

Krypta pełna ś m i e r t e l n e j, ogłuchłej powagi, 

 

 

Kędy w zakrzepłen ciszy, co snem m r o k ó w drzemie, 

 

 

Ciągną soę marmurowe, ciężkie sarkofagi [...] 

 
 

 

Przed walką w kryptę dusza ,a uchodzi blada, 

 

 

Lęk życia niosąc w piersi drżącej, zniewieściałej. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Sarkofagi

 
 

 

Widziałem gród boleści c i e m n y  i  p o n u r y : 

 

 

Żałobą c z a r n e j nocy m r o k i nad nim płaczą. 

 

 

W twardy pierścień go skuły szare, zimne mury, 

 

 

Oblane wód umarłych bezbrzeżną rozpaczą [...] 

 
 

 

Czasem patrzę w ten męki gród, śpiący w p o m r o c z y, 

 

 

Długo, nieporuszenie i wtedy tajemne 

 

 

Ściskam pięść i mam wtedy obłąkane oczy, 

 

 

Bo t e n  g r ó d  b u n t o w n i k ó w  j a r z m i o n y c h  

[jest... we mnie. 

(Cittá dolente

)

19

 

                                                           

18

 Por. J. Kwiatkowski: Tajemnica Leopolda Staffa. [w:] U podstaw liryki Leopolda Staffa, Warszawa 1966. 

19

 Wszystkie podkreślenia - Ireny Maciejewskiej. 

background image

34 

 

 
 

Fascynacja  mrokiem,  ciemnością,  owym  eksponowanym  przez  epokę  modernizmu  mare 

tenebrarum

20

  ludzkiego  wnętrza,  analiza  jego  złożoności  była  jednym  z  istotnych  wyróżników 

literatury  epoki,  znaczonej  nazwiskami  Przybyszewskiego  i  Berenta,  a  w  skali  światowej  – 
Strindberga czy Freuda. 
 

Młody  Staff  wiele  uwagi  poświęcił  owym  zainteresowaniom  epoki.  Pisał  wiele  o 

znużeniu, niemocy, o ciemnościach i otchłaniach tkwiących w głębi ludzkiego wnętrza

21

 

W  pierwszej  strofie  Kowala  także  jest  mowa  o  otchłani  i  głębi  nieodgadłej  wnętrza.  A 

same  te  określenia  opatrzone  w  dodatku  typowymi  dla  epoki  epitetami:  otchłań  –  bezdenna,  a 
głąb – nieodgadła, wywołującymi ich nieskończoność, ogrom i nieprzenikalność wskazują, że – 
jak  epoka  Freuda  i  Bergsona  w  ogóle  –  pisarz  zdaje  sobie  sprawę  z  istotności,  z  ważności,  z 
motorycznego  charakteru  tych  głębin  „nieświadomego”  w  życiu  człowieka.  Wskazuje  na  to 
zwłaszcza  określenie  zawartości  owych  głębin,  fakt,  że  –  jak  pisze  poeta  –  mieszczą  się  nich 
ogromne  złoża  kruszców  drogocennych.  Nie  są  to  Baudelaire’owskie  Kwiaty  zła  ani 
Verlaine’owskie  smutki,  długimi  korowodami  snujące  się  po  polskiej  poezji  tego  czasu,  lecz 
właśnie  masa  kruszców  drogocennych.  Istotne  jest  towarzyszące  określenie  bezkształtna
umieszczone na pierwszym planie. 
 

Ta bezkształtność ludzkiego wnętrza, to jego nieuformowanie eksponowane w pierwszej 

fazie sonetu jest dla Staffa – tak samo jak słabość i niemoc (podkreślone w zamknięciu wiersza) – 
wyznaniem.  Jest  stanem  do  przezwyciężeni.  Toteż  stwierdzeniu  o  naturalnej,  niejako 
„wyjściowej”  bezkształtności  wnętrza  towarzyszy  sformułowany  w  pierwszej  strofie  utworu 
nakaz pracy, trudu nad przekształceniem go w określoną wartość, nad „wykuwaniem” własnego 
serca tak, aby  – jak to  zostaje precyzyjnie określone w zamknięciu  drugiej strofy sonetu  –  było 
ono: hartowne, mężne [...] dumne, silne
 

Wiersz  nie  prezentuje  spraw  załatwionych,  dokonanych,  gotowych.  Bohater 

przedstawiony jest w działaniu: „wyrzuca” i „ciska” owe ogromne a bezkształtne masy kruszców, 
„wali”  w  nie,  aby  je  w  określony  sposób  ukształtować.  Operuje  formami  czasownikowymi, 
akcentującymi  ów  skierowany  na  samego  siebie  nakaz:  „wykonać  mi  trzeba”,  „muszę”.  Nie 
interesuje  go  świat,  który  ten  człowiek  stworzy,  w  starciu  z  jakościami  zastanymi,  z  własną 
„naturą”. 
 

Utwór  zbudowany  jest  na  zasadzie  antynomii  i  przeciwstawienia  dwu  możliwości:  siły, 

męstwa,  hartu  proponowanych  w  pierwszej  części  utworu  i  niemocy  oraz  słabości 
przeciwstawionych im w części drugiej, przy czym te ostatnie jakości opatrzone są zdecydowanie 
ujemnymi  znakami  wartości:  słabość  niesie  z  sobą  przekleństwo,  niemoc  –  chorobę,  skażenie, 
pęknięcie.  Jak  Stanisław  Brzozowski

22

,  propagator  „filozofii  pracy”,  walczył  przeciwko 

marazmowi  „gotowego  świata”,  w  który  się  wchodzi  biernie  i  bez  wysiłku  w  myśleniu 
społecznym, tak Staff odrzucał taki „świat zastany” własnego wnętrza, świadomości. P r o p a g o 

                                                           

20

 Mare tenebrarum – łac. morze ciemności 

21

 Por.: I. Maciejewska: Leopold Staff. Lwowski okres twórczości. Warszawa 1965. 

22

 S. Brzozowski operując podobną do Staffa metaforyką, pisał: Ten tylko ma prawo mówić o sobie «ja», kto swój 

irracjonalny pęd ku sobie umie przeprowadzić przez mroczny świat siły, wykuć zeń zwycięski posąg swej duszy. 
(Legenda Młodej Polski, Warszawa 1937, s. 169). 
W podobny sposób zagadnienie osobowości człowieka ujmował K. Irzykowski, kiedy w wydanej w 1903 r. Pałubie 
opisywał odlew rzeźby, który przedstawiał człowieka wykuwającego samego siebie w kamieniu. (K. Irzykowski, 
Pałuba. Sny o Marii Dunin. Warszawa 1957, s. 123). 

background image

35 

 

w a ł  p o s t a w ę  a k t y w n o ś c i,  p r a c y,  w a l k i. Stwierdzał, że człowiek będzie takim, 
jakim siebie uczyni: wybór należy do niego, bo jak powiada w wierszu Brzemię godzinBom sam 
rodzic mej doli i jej syn ubogi

 

Bohater  Staffa  –  tak  jak  go  poznajemy  w  Kowalu  poprzez  jego  działania  –  jest 

człowiekiem  twardym,  silnym.  Poeta  na  różnorakie  sposoby  akcentuje  jego  siłę  i  wielkość. 
Wyrzuca  on  i  ciska  bez  trudu  „jak  wulkan”  owe  masy  kruszców,  o  których  była  mowa  w 
pierwszym wersie utworu, wali w nie „grzmotem młota”, pięść jego rozdaje „cyklopowe razy”. 
Wszystkie  te  określenia,  zestawiające  bohatera  z  żywiołami  natury  (wulkan)  i  jednocześnie  z 
mitologicznymi  bogami  i  olbrzymami  (tenże  wulkan  oraz  cyklopi,  którzy  Wulkanowi-
Hefajstosowi  pomagali  kuć  pioruny  dla  Zeusa)  wskazują,  że  jest  to  istota  o  olbrzymich, 
nadludzkich możliwościach. Na te same cechy wskazują także zastosowane czasowniki: brutalne, 
wzięte spoza słownictwa literackiego epoki,  wyrażające  gniew i  siłę („wyrzucam”, „ciskam”, a 
zwłaszcza „walę”). 
 

Tak  przedstawiony  bohater  to  nieznany  przed  Kowalem  „mocarz”  (słowo  to  zresztą  w 

Kowalu nie pada) – to współtowarzysz mocarzy z cyklu Sny o potędze, tyle że charakteryzowany 
pośrednio, przez działanie, podczas gdy tamci raz po raz mówili o sobie: 
 

 

W y o l b r z y m i a ł e m  w bezmiar! M o c  pierś mi przenika! 

 

 

Stopy wsparłem o ziemię, co wobec mnie małą, 

 

 

Drobną się zdaje kulą. O g r o m n e  me ciało 

 

 

Równowagę wciąż chwyta gibkim ruchem żbika. 

 

 

Stoję w i e l k i, o l b r z y m i, nagi, c y k l o p o w y, 

 

 

Jak posąg na cokole... [...] 

 

 

Sprawia mi radość przeciw wytyczonym drogom 

 

 

Ciskać światy na przekór starczym, dawnym bogom! 

 

 

 

 

 

 

 

 

(Ja – wyśniony)

23

 

 
 

Bohater  ten  to  człowiek  wielki,  to  mocarz  charakteryzowany  często  na  wzór  bohaterów 

głośnego na przełomie wieków Fryderyka Nietzschego

24

. To zarazem człowiek samotny. Kowal 

– tak jak i inni tego typu bohaterowie, jak modernistyczni indywidualiści w ogóle – jest sam na 
ziemskim niżu 
(jak to zostanie sformułowane w utworze Orka). Poeta nie kontaktuje go z innymi 
ludźmi, ze społeczeństwem ani Bogiem. Potęgę swoją, swoją siłę bohater tworzy sam. Przez cały 
ciąg  utworu  występuje  we  własnym  tylko  imieniu.  Działanie  bohatera  skierowane  jest  bowiem 
nie na zewnątrz, nie ku światu, lecz do wewnątrz, na siebie samego. 
 

Jeśli  bohater  Mickiewiczowskiej  Ody  do  młodości  wzywał  do  „łamania  słabości”,  to 

czynił to w imię celów stojących poza człowiekiem, w imię interesów wspólnoty. W imieniu tej 
wspólnoty też, w liczbie mnogiej, formułował swój program wołając: a ze słabością łamać uczmy 
się za młodu

 

A k t y w i z m  K o w a l a  m a  c h a r a k t e r  zdecydowanie  i n d y w i d u a l i s t

 

y c 

z n y. Propozycja Staffa to propozycja tworzenia e t y k i  i n d y w i d u a l i s t y c z n e j, to 
propozycja  p r z e b u d o w y  n i e  ś w i a t a, lecz w n ę t r z a  l u d z k i e g o, siebie samego. 
To  próba  artystycznej  kreacji  człowieka,  który  z  „gliny  ludzkiej”,  ze  słabości  i  lęku 

                                                           

23

 Por. przyp. 19. 

24

 Fryderyk Nietzsche (1844-1900) – wybitny filozof niemiecki, który koncepcjami swoimi oddziaływał na znaczną 

część pisarzy XX-wiecznych, m. in. na T. Manna, A. Camusa, a z pisarzy polskich na S. Brzozowskiego, S. 
Żeromskiego, L. Staffa. Krytyk dekadenckiej kultury mieszczańskiej, głoszący kult siły (stworzył m. in. koncepcję 
nadczłowieka), życia oraz konieczność przewartościowania wszystkich wartości

background image

36 

 

(akcentowanego  w  filozofii  fin  de  siècle’u,  ale  także  szerzej,  w  filozofii  chrześcijańskiej),  chce 
stworzyć  wartości:  chce  stworzyć  człowieka  wyposażonego  w  hart  i  męstwo,  siłę  i  dumę. 
Przeciwstawiając fatalizmowi i determinizmowi epoki wiarę w możliwości ludzkie tworzy model 
człowieka  silnego,  twórczego,  człowieka,  który  zdolny  jest  zmieniać  naturę,  zmieniać  samego 
siebie, który z „prochu” zdolny jest tworzyć „potęgę”. 
 

W  tak  pojętym  indywidualizmie  i  woluntaryzmie  przy  niewątpliwych  próbach 

przeciwstawienia  się  modernizmowi  –  zwłaszcza  jego  pesymizmowi  –  tkwi  istotny,  głęboki 
związek  tych  koncepcji  z  epoką  i  jej  filozofią  człowieka.  Pesymistyczny  indywidualizm  czasu 
(wyrażający  m.  in.  w  fascynacji  słabością  i  lękiem  akcentowanym  u  Schopenhauera, 
Kierkegaarda)  przezwyciężony  jest  tutaj  indywidualizmem  o  zabarwieniu  optymistycznym, 
pokazującym  możliwość  kreowania,  tworzenia  osobowości  człowieka.  Trawestując  znane 
powiedzenie można stwierdzić, że o ile pisarze dotąd odsłaniali wnętrze człowieka i poznawali 
je, o tyle Staffowi chodzi o to, aby je zmieniać, aby je własnym wysiłkiem kształtować. 
 

Te próby zarówno przezwyciężania modernizmu, jak i  zakorzenienia w nim prześledzić 

można  także  w  warstwie  kompozycyjno-stylistycznej  utworu.  Powszechnie  wiadomo,  że  w  w 
poezji  to,  „co  się  mówi”,  określone  i  uwarunkowane  jest,  w  większym  stopniu  niż  w 
jakiejkolwiek  innej  formie  wypowiedzi,  przez  to,  „jak  się  mówi”,  jaki  jest  kształt  poetyckiej 
wypowiedzi.  Kształt  Kowala,  a  w  nim  już  samo  sięgnięcie  po  formę  sonetu,  miało  charakter 
wyboru.  Wyboru  zdyscyplinowania,  nawet  cyzelatury

25

,  przeciw  rozlewności,  nastrojowości  i 

metryczno-syntaktycznej  „wolności”  realizowanej  w  propagowanym  wtedy  wierszu  wolnym. 
Poeta,  sięgając  po  formę  sonetu,  a  więc  utworu,  który  narzuca  dyscyplinę  samym  swoim 
kształtem,  przyjął  nadto  rygory  dodatkowe,  mianowicie  zasadę  odpowiedniości  strofy  i  zdania. 
Każda strofa stanowi u niego oddzielne zdanie, a każdy wers wyodrębniony syntaktycznie człon 
zdania. W efekcie – jak to wynika ze struktury sonetu – dwa pierwsze zdania są dłuższe, bardziej 
rozbudowane, są to zdania oznajmujące, informujące o sytuacji podmiotu. Dwie ostatnie zwrotki 
są  bardziej  zwarte  z  natury,  bardziej  dynamiczne,  a  dynamikę  ich  dodatkowo  potęguje  typ 
konstrukcji składniowych. 
 

Utwór  zaczyna  się  w  tempie  powolnej  eksplikacji.  Na  początek  wysunięte  zostaną 

statyczne części zdania, mianowicie dwa (w dwóch kolejnych wersach pierwszej zwrotki) zdania 
przydawkowe, określające orzeczenie umieszczone dopiero pod sam koniec wersu trzeciego. W 
strofie drugiej obserwujemy już pewne przyspieszenie tempa przez wysunięcie czasowników na 
początek  strofy  i  umieszczenie  dopełnień  na  jej  końcu  oraz  przez  zwiększenie  liczny 
czasowników (w zwrotce drugiej są trzy, podczas gdy w pierwszej tylko dwa). 
 

Dynamikę  dwóch  ostatnich  strof  potęguje  wprowadzenie  czasowników  w  trybie 

rozkazującym,  który  to  tryb  z  samej  swej  natury  wyraża  sytuacje  wzmożonej  aktywności. 
Dodatkowo działa charakter użytych rozkazów: a więc przede wszystkim przywołanie i zarazem 
trawestacja  alternatywno-bitewnego,  rycerskiego  wezwania:  „giń  lub  zwyciężaj”.  I  choć  drugi 
człon  tego  zwrotu  zastąpiony  jest  tutaj  przez  zdanie  o  innym  charakterze,  to  przecież  aura 
emocjonalna  tamtego  zwrotu  działa  i  strofa  stanowi  formę  crescendo,  rodzaj  najwyższego 
wzniesienia intonacyjnego i emocjonalnego utworu.  
 

Odpowiedniość  składniowo-stroficzna  odgrywa  rolę  tym  istotniejszą,  że  bardzo  mocno 

podkreślony jest w utworze także ów wewnętrzny podział sonetu na dwie części: część pierwszą, 

                                                           

25

 Cyzelatura - «praca cyzelatora; wynik tej pracy»; cyzelator - «człowiek zajmujący się cyzelowaniem, rzeźbiący w 

metalu; cyzeler» 

background image

37 

 

zawierającą opis, i drugą, poświęconą refleksji. W dwóch pierwszych strofach bohater przemawia 
w  pierwszej  osobie,  informując  o  swojej  sytuacji,  o  owych  zalegających  jego  pierś  „kruszcach 
drogocennych”,  dwie  końcowe  strofy  są  rodzajem  rozmowy  przeprowadzonej  w  trybie 
rozkazującym.    Bohater  utworu,  dotąd  przemawiający  w  pierwszej  osobie,  teraz  nadaje  swemu 
monologowi  formę  dialogu  z  własnym  sercem,  do  którego  skierowane  są  w  drugiej  osobie 
formułowanie zdania warunkowe i rozkazujące. 
 

Inna już sprawa, że w warstwie treściowej ten podział na monolog właściwy i monolog o 

narzuconej strukturze dialogu informuje nas o swoistej „stratyfikacji”

26

 i rozszczepieniu wnętrza 

człowieka, o  – posługując się językiem  Z.  Freuda

27

  -  podziale  tego  wnętrza  na  „ja”  świadome, 

formułujące pewne cele, racjonalizujące osobowość i  „ja” podświadome  (id), zwane w sonecie 
sercem, a więc uosobienie sił pozaracjonalnych, do którego w dwóch ostatnich strofach zwraca 
się  owo  „ja”  świadome.  Zauważmy,  że  działanie  Staffowskiego  Kowala  jest  dokładnie 
zaprogramowane,  że  nie  jest  to  aktywność  bezkierunkowa,  sławione  przez  epokę  „życie  jako 
przeżycie”, lecz działalność i aktywność zmierzające do uformowania osobowości wyposażonej 
w  określone  cechy,  które  formułuje  podmiot  w  zamknięciu  pierwszej  części  utworu,  w  owej 
wieloprzymiotnikowej formule: 
 
 

 

... z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę, 

 

 

Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne. 

 
 

W  deklaracji  tej  znać  pewne  bardzo  wyraźne  ślady  stylistyki  młodopolskiej,  konkretnie, 

skłonność  do  powtarzalności  i  uzyskiwanej  dzięki  niej  rytmizacji  tekstu.  W  cytowanym 
fragmencie będzie to powtórzenie dopełnienia, które zostaje wymienione dwukrotnie, za każdym 
razem  w  towarzystwie  tej  samej,  symetrycznie  rozmieszczonej  liczbie  przymiotników:  serce 
hartowne, mężne, serce dume, silne

 

Ta tendencja do określeń przymiotnikowych, do swoistej, a charakterystycznej w tamtym 

okresie  wieloprzymiotnikowości  uwidacznia  się  zresztą  także  w  innych  partiach  tekstu 
(większość  rzeczowników  jest  tu  opatrywana  przymiotnikami,  a  często  występują  one  w 
układach  dwójkowych,  wzmagających  element  powtarzalności;  mamy  m.  in.  całą,  bezkształtną 
masę
twarde stalowe kowadłodzieło, wielkie, pilne; skażone, pęknięte). 
 

Wszystko  to  sprawia,  że  sonet  ten  uznać  można  za  utwór  bardzo  typowy, 

charakterystyczny dla młodego Staffa i czasu, w którym powstał (drukowany był w czasopiśmie 
Teka w roku 1900 i w tomiku Sny o potędze w roku 1901). Na jego przykładzie oglądać można 
wyraźnie  sformułowane  tendencje  do  przezwyciężenia  koncepcji  myślowych  dekadentyzmu 
epoki i zakorzenienie w jej stylistyce. 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

oprac. M. Czajka 

                                                           

26

 Stratyfikacja – uwarstwienie. 

27

 Zygmunt Freud (1856-1939) – lekarz wiedeński, twórca psychoanalizy. Początkowo zajmował się neuropatologią, 

następnie  tworzył  teorię  struktury  i  funkcjonowania  psychiki  ludzkiej.  Wyróżnił  trzy  poziomy  organizacji  życia 
psychicznego:  id  (sfera  popędów),  ego  (jaźń,  świadoma  część  osobowości)  i  superego  (nadjaźń  przechowująca 
normy  i  wzory  kulturowe  społeczeństwa).  Poświęcił  wiele  uwagi  rozmaitym  zastosowaniom  psychoanalizy  do 
zagadnień  socjologii,  teorii  kultury,  religii  i  sztuki.  Za  pomocą  teorii  sublimacji  wyjaśnił  mechanizmy  psychiczne 
leżące u podstaw twórczości kulturowej.