background image

Miłość ci wszystko wypaczy

ZWIERZENIA GEORGII NICOLSON 8

Louise Rennison

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Książkę tę dedykują tym co zwykle.

Nie pomyślcie tylko, że się Wami znudziłam

albo że jesteście zwykli!

No dobra, możemy przejść do rzeczy?

PS Dzięki dla pana urrrrr.

EGMONT 2009

background image

Słówko od Georgii

Najdroższe i najlepsiejsze kumpele na całym świecie!

Tak,   po   raz   kolejny   oddaję   w   wasze   ręce   swój 

pamiętnik(ojoj).   Jego   tytuł   brzmi   „Miłość   ci   wszystko 

wypaczy”. Wierzcie mi, to szczera prawda.

Początkowo chciałam go zatytułować „Wężykowe szaleństwo”, 

ale   dorośli   stwierdzili,   że   brzmi   zbyt   ordynarnie.   Podobny 

problem   miałam   z   „Jak   oswoić   włoskiego   rumaka”.   Wtedy   też 

uznano, że to obsceniczne.

Spytałam   „Jak   to?   Waszym   zdaniem   w   podtekście   chodzi   o 

coś, co chłopcy mają w spodniach?”. Odparli „Tak”.

Ja   na   to   „Ale   w   takim   razie   nie   napisałabym   śmiesznej 

książki, tylko artykuł medyczny”.

Sami   widzicie.   Pisanie   bywa   bardzo,   bardzo   trudne.   Ale 

znów podźwignęłam się z łoża boleści - tylko, dlatego, że Was 

kosiam.

Buziaczki (ale nie lesbijskie).

Pa, pa,

Georgia

PS Zwróćcie uwagę, że Jas dodała do skali całowania się 

pieszczoty  górnej  połowy  ciała.  Niestety  z  takimi  ludźmi  jak 

ona musze obcować na co dzień.

PPS   Jeśli   kiedykolwiek   spotkacie   Jas,   ZJEDZCIE   JĄ   -   to 

jedyne wyjście.

PPPS   Co  prawda   jestem  zmordowana,   ale  nie   umknęło  mojej 

uwadze, że niektórzy nie czytali moich poprzednich pamiętników 

i   ciągle   mnie   pytają   o   Drużynę   Asów,   skalę   całowania   się   i 

piekielne   disco.   Dla   tych   megaleni   dodałam   na   końcu   książki 

parę wyjaśnień.

background image

Podjarkaaaaaaaaaa!!!

Sobota, 16lipca

23.45 

Uciekać, uciekać!!!

Puff, puff, puff.
Ja cię kręcę.
O matko z córką, jak to się stało, że o północy biegnę sama ulicą?
Powiem wam jak.
Człowiek czeka całą wieczność na Boga Seksu, a tu ni z tego, ni z owego pojawiają 

się   dwaj   naraz.   Gdzie   sens,   gdzie   logika?   Jeśli   to   część   boskiego   planu   Pana   B.,   to 
powiem jedno: „Panie, wyluzuj trochę. Zsyłaj mi po jednym chłopaku naraz. Kiedy już 
nasycę się jednym, chętnie spróbuję następnego. Wielkie dzięki i buziaczki dla Dzieciątka 
Jezus”.

Tyle mam do powiedzenia. Oczywiście, tylko w myślach. Na gadanie na głos nie 

mam siły, bo od biegania w szpilkach zaraz ducha wyzionę. Może na chwilkę położę się w 
jakimś rowie?

23.50  

Chyba za szybko biegłam. Dostałam zadyszki. Musiałam się zatrzymać i 

usiąść koło żywopłotu. No i teraz siedzę tu sama jak ten kołek w płocie.

Trzy minuty później

Puff, puff. Oto krótkie streszczenie tego, co właśnie przeżył kołek w płocie:

Scena I

Czadowa   impra   na   koncercie   Sztywnych   Dylanów.   Odtańczyłyśmy   wikińskie 

piekielne disco na cześć nadchodzącego, (czyli mającego nastąpić za jakieś osiemnaście 
lat) ślubu Rosie i Svena oraz futrzanych szortów tego ostatniego.

Potem   mój   ukochany   Masimo,   wokalista   zespołu   i   Bóg   Miłości,   do   którego 

wzdychałam od dawna, poprosił, żebyśmy  wyszli na zewnątrz, i powiedział „Signorina 
Georgia. Jestem już wolnym mężczyzną. Czy nadal chciałbyś się ze mną spotykać?”.

Powiedział   to   z   boskim   akcentem   z   Krainy   Pizzy.   I   patrzył   na   mnie   jak   na 

seksbombę.

Scena II

Właśnie, kiedy myślałam, że zemdleję ze szczęścia albo co najmniej przemienię 

się w roztrzęsioną galaretę, podjechał samochód i wysiadł z niego Robbie, oryginalny Bóg 

background image

Seksu.

Ten, który mnie zostawił i wyjechał do Krainy Kangurów, żeby do końca życia 

całować się z torbaczami i tak dalej.

No i kicha.

Scena III

Po chwili ciszy rzuciłam niby od niechcenia: „O, cześć Robbie, sorki, ale śpieszę się 

na pociąg, muszę już lecieć”. I szybko się zmyłam, a potem ruszyłam truchtem. W końcu 
puściłam się galopem i wylądowałam koło żywopłotu, przy którym właśnie siedzę.

Wniosek nasuwa się sam: po staniu w długiej kolejce, po ciacho dostałam aż dwa.
I co ja na to? Siedzę jak ta głupia w krzaczorach.

23.56  

Nie, no super. Tępaki łażą po parku. Pewnie podpalają się nawzajem i 

ćwiczą bycie kretynami. Niepotrzebnie, bo opanowały tę sztukę do perfekcji.

Lada   chwila   wyczują   moją   obecność   i   przyjdą   po   mnie.   Tępaki   mają   radary 

rejestrujące obecność dziewczyn w promieniu kilometra.

Pół minuty później

Mark Wielka Japa, który mieszka przy mojej ulicy, z którym raz się przypadkiem 

całowałam   (porażka)   i   który   ma   największe   usta   na   świecie,   wyłonił   się   z   mroku   i 
zobaczył mnie dyszącą w krzakach. Gapił się na moje dyndaki, które poruszały się w górę 
i w dół.

Przestańcie falować i natychmiast wracajcie do dyndakonosza!
- Dziewczęta, widzę, że się cieszycie na mój widok - powiedział Mark.
Ale oblech. Zignorowałam go i wstałam z godnością.
Kiedy przechodziłam koło niego, mruknął:
- Wyluzuj, mała, nabiłabyś mi guza jednym z nich.
Reszta kretynów też się pojawiła. Rechotali i palili pety, krztusząc się dymem. I 

bardzo dobrze. Palenie hamuje wzrost, więc przy odrobinie szczęścia większość z nich nie 
przekroczy metra pięćdziesięciu.

Mark Wielka Japa powiedział:
- Widzę, że jesteś nieźle podjadana. To przeze mnie?
Odbiło   mu   czy   jak?   Sugeruje,   że   się   na   niego   napaliłam?   Wolałbym   zanurzyć 

głowę   w   wiadrze   pełnym   robaków,   niż   się   zbliżyć   do   Marka.   Nie   do   wary,   że   kiedyś 
położył dłoń na moim dyndaku. I że nieomal wessał mi całą głowę swoją wielką japą. 
Blee. Wywołał u mnie antypodjarkę.

background image

Niestety, wtedy sobie uświadomiłam, że właściwie miał rację. Czułam podjarkę. 

Ogólną i kosmiczną jednocześnie. Ale co w tym aż tak dziwnego?

Pięć minut późnie

  

j

  

W sumie to dość dziwne, jak się nad tym zastanowić.
Ale ja nie zamierzam się teraz zastanawiać.
Och, merde do kwadratu, ordure

 i kicha.

0.15 

Już jestem na swojej ulicy. Stopy mi chyba zaraz odpadną. W salonie pali 

się światło. O nie! To znaczy, że nieuleczalnie chorzy psychicznie, (czyli moich rodzice) 
jeszcze nie śpią.

Za nic nie mogę się teraz z nimi spotkać. Nie mogę z nimi rozmawiać. Nie teraz. 

Właściwie gdyby się udało, to najchętniej już nigdy w życiu bym się do nich nie odezwała.

Cichutko wślizgnęłam się do środka i ukryłam swoje rogi w skrytce, której nikt 

nigdy nie odkryje, (czyli w koszu z rzeczami do prasowania).

Ufffff…  Wreszcie  bezpieczna.   A teraz  myk,   myk,  myk  po schodach  do swojego 

pokoju. Cichuteńko jak myszka. Myszka otwiera drzwi. Ćśśś… Ćśśś… Już prawie jestem 
na   miejscu.   Na   paluszkach   jak   baletnica   wchodzę   do   pokoju.   Dzięki   Bogu,   ani   śladu 
Futrzanych Świrów, czyli moich kotów: Angusa i jego zezowatego syna Gordona.

Gdy tylko otworzyłam drzwi swojego pokoju, pysk Gordona pojawił się nade mną, 

zaledwie jakieś dwa centymetry od mojej grzywki. Spojrzałam w jego szalone zezowate 
oczy.

Dlaczego on to robi? Dlaczego czai się na drzwiach jak nietoperz? Zaskrzeczał i 

polizał mnie po twarzy swoim obrzydliwym szorstkim językiem. Udało mi się nie krzyknąć 
i nie zwymiotować.

0.25

 Na mojej poduszce leży nadjedzona mysz.

0.30 

O Boże, to znaczy, że Gordy polizał mnie po twarzy, po tym, jak odgryzł łeb 

myszy. Na pewno zachoruję na dżumę.

Nie ma nic przyjemniejszego niż twarz pokryta pulsującymi wrzodami, kiedy na 

horyzoncie czeka dwóch chłopaków.

Minutę później

Zakradłam się na dół, żeby pozbyć się myszy. Położyłam ją na kawałku tektury. 

Mówiąc „mysz” mam na myśli dwoje uszu i ogon. Pewnie za twarde dla delikatnej japy 

 Merde(fr.) - gówno, cholera; ordure(fr.) - świństwo

background image

Gordy’ego.

Kiedy wracałam na górę, mama zawołała z salonu:
- Gee, to ty?
- Nie - odparłam i wróciłam do swojego przytulnego łoża boleści.

W łóżku pod kołdrą

Minutę później

Nie chce mi się rozbierać, bo jestem skołowana jak kołowrotek.

Pięć minut później

Chyba jednak podejmę ten straszliwy wysiłek i przynajmniej zdejmę buty. Od tego 

biegania stopy mi pewnie spuchły, a wolałabym, żeby znowu chirurg nie musiał mi ich 
usuwać.

Oczywiście butów, nie stóp.
W każdym razie, krótko mówiąc, przypadkowo mam dwóch Bogów Miłości.
Myślę, że już nigdy w życiu nie zasnę.

Minutę później

Jeśli będę miała dwóch chłopaków, to zabraknie mi czasu na sen, He, He, He … 

Chrrrrrr …

Niedziela, 17lipca

7.00 

Śniło mi się, że Doktor Clooney oglądał moją głowę i mówił: „Jeszcze nigdy 

nie wiedziałem czegoś podobnego! Ta głowa to jeden wielki wrzód!”. Po przebudzeniu się 
przez chwilę nie pamiętałam, że mam dwóch chłopaków.

Przejrzałam   się   w   lustrze   i   nie   odnotowałam   obecności   wrzodów,   więc   pewnie 

jednak nie zaraziłam się dżumą od mysiej przekąski Gordy’ego. Moje włosy wyglądają 
jednak, jakby piorun strzelił w miotłę. Chyba będę musiała je wyprasować.

7.35 

Po cichutku zeszłam na dół i zrobiłam sobie parę tostów i herbatę. Muszę 

mieć siłę na to, co mnie czeka.

Z   każdego   pokoju   dochodzi   chrapanie.   Mama   kazała   tacie   spać   w   pokoju 

gościnnym,   a  chrapie   głośniej   niż  on!   Ale  będę  wyrozumiała:  pewnie  ma   problemy  z 
oddychaniem z powodu wagi swych olbrzymich melonów. Jeśli kiedyś urosną mi równie 
duże, oddam je na cele charytatywne.

Jaki   ładny   dzień.   Ptaszki   bzyczą,   pszczółki   ćwierkają   a   Seksmaszyna   Angus 

baraszkuje   w   porannym   słońcu   z   Naomi.   Jeśli   lizanie   nawzajem   swoich   odbytów   jest 

background image

wyznacznikiem miłości, to oni muszą się naprawdę ogromnie kochać.

Z powrotem w łóżku z przekąskami

Pięć minut później

Muszę zajrzeć do swojej mądrej księgi.

Pięć minut później

W książce mamy  Jak rozkochać w sobie każdego idiotę  nic nie piszą o wyborze 

między dwoma chłopakami.

Trzy minuty później

Może   Robbie   i   Masimo   umówią   się   na   pojedynek,   żeby   ustalić,   który   mnie 

zdobędzie? Może tak nakazuje etykieta?

Minutę później

Jedno   jest   pewne:   nie   zaproszę   na   ten   pojemnych   Dave’a   Jajcarza,   mojego 

Mistrza Podjarki i chłopaka, z którym czasami się całuję. Stwierdzi, że to niezłe jaja, i 
będzie wołał coś w stylu: „Masimo! Walnij go torebką!” albo: „Kochany,  tylko się nie 
potargaj!”. Zresztą ostatni Dave jest zbyt zajęty, żeby mi pomagać. Ciągle się spotyka ze 
swoją „dziewczyną”. Ciekawe, do którego punktu na skali całowania się dotarli?

Mózgu,   zamknij   się!   Nie   chcę   myśleć   o   Davie   -   to   mój   były  całowacz.   I   tylko 

kumpel. I bez niego mam dość kłopotów.

7.55  

Ta   sytuacja   oznacza,   że   cały   czas   będę   musiała   wyglądać   pięknie   i 

olśniewająco. Kto wie? Może jeden z moich chłopaków marzył o mnie przez całą noc i 
przybiegnie tu z samego rana? Muszę być gotowa. Ale tak, żeby nikt nic nie zauważył. 
Mam wyglądać bosko, ale tak naturalnie, jakbym właśnie wstała z łóżka.

Odrobinka   podkładu,   muśniecie   pudrem   brązującym,   szminka,   tusz   do   rzęs   i 

eyeliner. Styl sugerujący domieszkę egipskiej krwi w moich genach.

W każdym razie mam nadzieję, że tak to wygląda.

8.00  

Jak się ubrać? Strój nocny czy dzienny? Co dziewczyna powinna mieć na 

sobie, jeśli obudzi ją dzwonek do drzwi i nie wiadomo, kto za nimi stoi: Bóg Miłości czy 
Bóg Seksu?

8.10 

Na pewno nie piżamę w Teletubisie.

background image

8.11 

Dżinsową spódniczkę i T - shirt?

Zdecydowanie tak.

8.12 

Ukradkiem wyjrzałam przez okno. Ani śladu Bogów Seksu i Miłości. Za to z 

przerażeniem ujrzałam pana Z Naprzeciwka w krótkim szlafroczku, w jego ogrodzie przed 
domem. Mam nadzieję, że na starość nie postanowił zostać homoseksualistą. Po chwili w 
obszernej piżamie wyszła pani Z Naprzeciwka. Czy dobrze widzę? Czy rzeczywiście na 
górnej wardze sypnął jej się wąsik? Może wszystkie małżeństwa tak kończą: mąż i żona 
zamieniają się płciami. Mój tata z pewnością zmierza w tym kierunku, ale aż tak wielkich 
dyndaków, jak ma moja mama, na pewno nigdy sobie nie wyhoduje.

8.30 

Dlaczego Jas nie dzwoni?

Wydawało mi się, że powinna być żądna wiedzy o tym, co mi się przydarzyło, oraz 

zdać relację z tego, co się działo po moim wyjściu z koncertu. Chyba jednak poczekam, 
aż ona albo inna z dziewczyn się obudzi i mnie oświeci. Muszę narzucić sobie żelazną 
dyscyplinę, z której słynę.

8.35 

Dosyć tego. Już dłużej nie wytrzymam.

Ukradkiem wyszłam z domu. Nie zostawiłam żadnej wiadomości, bo i tak przez 

parę godzin nikt nie zauważy mojej nieobecności. Brakuje mi tylko tego, żeby tata mnie 
wziął na przesłuchanie. Albo żeby mam „się zainteresowała”.

Na podjeździe

Angus nadal leży na plecach na murku, a Naomi liże go po pyszczku. O, przeniosła 

się w stronę tyłka. Ohyda. Koci seks od samego rana.

Poza tym oboje upaprani są czymś, co wygląda jak gile z nosa.
O w mordkę jeża, to nie gile, tylko żabi skrzek.
Wałęsali się w pobliżu oczka wodnego Państwa Sąsiadów, które normalnie ludzie 

nazywają po  prostu  dołem,  w  którym roi  się  od obrzydliwych  kijanek  i  mułu.  Owego 
oczka wodnego strzegli Durni Bracia, znani również jako wkurzające i bezużyteczne pudle 
pana Sąsiada. Angus musiał im trochę przetrzepać skórę i zagonić do kojca, a potem 
przez całą noc radośnie pluskał się w kuble.

Państwo Sąsiedzi pewnie nieźle się zagotują. Zawsze denerwują się o byle co. Pan 

Sąsiad   przez   cały   ubiegły   rok   był   na   krawędzi   załamania   nerwowego,   więc   to   może 
okazać się jego ostatnim gwoździem do trumny. Z napięcia pewnie mu szorty eksplodują. 
I bardzo fajnie, chociaż wolałabym nie być przy tym i nie musieć oglądać jego wielkiego 

background image

tyłka.

- Niegrzeczny   kotek   -   powiedziałam   do   Angusa.   -   Nieźle   sobie   nagrabiłeś.   Au 

revoir

, już nie żyjesz.

Jestem pewna, że Angus zrozumiał każde moje słowo, bo leniwie się podniósł, 

przeciągnął i zepchnął Naomi z murku. Podle traktuje swoje laski.

Naomi wskoczyła z powrotem na murek, wygięła grzbiet w łuk i zjeżyła sierść, 

wydając z siebie potwornie głośne i szalone miauczenie, do jakiego zdolne są tylko koty 
birmańskie. Zaczęła pluć na Angusa i cofać się, by po chwili znowu wyskoczyć do przodu. 
Poważnie jej odbiło.

Angus się wystraszył. Nie, żartuję. Kiedy się do niego zbliżyła, pacnął ją łapą i 

Naomi znowu spadła z murku. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.

Nie śmiałam się długo, bo zaraz potem zeskoczył na trawnik, żeby strząsnąć z 

siebie kijanki, i zaczął mnie napastować.

O nie, nie dzisiaj, mój kudłaty przyjacielu. Nie zamierzałam przez cały dzień ciągać 

go za sobą jak kulę u nogi i patrzeć, jak zjada wszystko, co się rusza.

- Spadaj Angus. Na miejsce. Siad. Siad. - powiedziałam.
Nawet  rzuciłam mu patyk, a on  zanim  pobiegł  w podskokach,  ale natychmiast 

wrócił.

Zaczęłam uciekać.
Pobiegł za mną.
Schowałam się za murkiem.
W końcu, żeby pojął aluzję, zaczęłam rzucać w niego kamykami. Niektóre były 

całkiem spore.

Pięć minut później

Beznadziejna sprawa. Angus w ogóle się nie boi tych kamieni. Jest bezsensownie 

odważny.

Minutę później

Próbuje je łapać w pyszczek.

Kolejną minutę później

Trafiłam go w głowę i trochę go zamroczyło.

W ogrodzie Jas
9.00  

Nic nie wskazuje na to, żeby Jas już wstała. Zasłony w oknie jej pokoju 

 Au revoir(fr.) - do widzenia.

background image

wciąż są zaciągnięte. Kurczę. Co za leń. Jak można spać do południa? Nie zadzwonię do 
drzwi, bo nie chcę wzbudzać niezdrowej ciekawości jej starych. Chociaż i tak są o niebo 
lepsi   od   większości   rodziców.   Kiedy   ktoś   przychodzi   do  Jas,   często   przynoszą   coś   do 
jedzenia, a tata Jas właściwie się nie odzywa. No, ale i tak należą do kategorii szalonych 
starców.

Trzy minuty później

Jak mam się dostać do Jas, nie dzwoniąc do drzwi?

Minutę później

O, już wiem! W szopie stoi drabina. Mogę wykorzystać swoje umiejętności skautki 

(których nie mam i nigdy będę miała) i podpalić drabinę, żeby wysłać Jas sygnał dymny! 
Mózgu, zamknij się!

Pięć minut później

To chyba drabina dla dziecka, bo sięga tylko do okna na parterze. Musiałabym 

mieć ręce jak orangutan, żeby dosięgnąć do okna Jas.

Kicha i merde.

Dwie minuty później

Kiedy patrzyłam w górę, zastanawiając się, jak sobie rozciągnąć ręce, coś mocno 

ugryzło mnie w kostkę. Za mną na drabinę wdrapał się Angus i dla zabawy kąsał mnie po 
nogach. Auuu, to boli!

Wyciągnęłam   rękę,   żeby   go   udusić,   i   właśnie   zaczęłam   mówić:   „Ty   namolny, 

kudłaty świrze, zabiję cię, jak tylko stąd zejdę…”, kiedy zobaczyłam, że na ogrodowej 
ścieżce, z gazetą i niezapaloną fajką w dłoni, stoi ojciec Jas. Patrzył na mnie z zerowym 
zdziwieniem.

- Hekhem… - odchrząknęłam - Chciałam zobaczyć, jak państwa ogród wygląda z 

tej perspektywy. No cóż, przyznaję, że całkiem, całkiem. Dużo roślin. Rosną i w ogóle.

Co ja chrzanię?

Pięć minut później

Tata   Jas   jest   albo   wyjątkowo   uprzejmy,   albo   chory   psychicznie.   Trudno   orzec. 

Pozwolił Angusowi wnieść gazetę to domu i nawet się nie wkurzył, kiedy Angus ją zjadł.

W pokoju Jas

Udało mi się wygrzebać Jas spod pluszowych sów. Ile pluszaków może uzbierać 

background image

jedna osoba? DUŻO. Odbiło jej czy jak? Poza tym okropnie się wściekła, kiedy obudziłam 
ją   pocałunkiem.   Zupełnie   niewinnym,   w   policzek,   ale   zareagowała   tak,   jakby   została 
zaatakowana przez bandę lesbijek w kowbojskich strojach.

O kurczę. Rano Jas naprawdę dziwnie wygląda, a jej grzywka sterczy na wszystkie 

strony. Wyrwana ze snu Jas przypomina przestraszonego wróbla w piżamie.

- No i? No i? - spytałam. - Jak było?
Spojrzała na mnie i jak co rano zaczęła przygładzać sobie grzywkę. Strasznie mnie 

to irytuje.

- Wybiegłaś jak idiotka - powiedziała.
- Tak, wiem, byłam przy tym.
- Tak, ale potem cię nie było i na tym polega problem. Wszyscy mnie pytali: „Co 

tej Georgii się stało? Zwariowała czy jak?”.

- Jas, jeśli przyniosę ci herbatkę i coś na ząb, postarasz się zachowywać normalnie 

i opowiesz mi, co się działo po moim wyjściu? To kwestia życia i śmierci. TWOJEGO życia 
i TWOJEJ śmierci.

Dziesięć minut później

Całkiem przyjemnie mi się leży z Jas pod kołdrą i z talerzem przekąsek. Gdyby nie 

to, że dziób sowy wbija mi się w tyłek.

Jas mamrotała w pełnymi ustami:
- Po pierwsze, kiedy uciekałaś jak tchórz - nawiasem mówiąc, w tych szpilkach 

bardzo dziwnie biegasz. Wyglądałaś jak Okropna P. Green, kiedy gra w hokeja. Nogi jej 
się wykrzywiają i …

Z całej siły walnęłam ją sową śnieżną. Prawie udławiła się tostem.
- Jas, do rzeczy. Zostało mi jeszcze tylko pięćdziesiąt lat życia.
- No, przede wszystkim chłopcy zrobili z Robbie to, co w takich sytuacjach faceci 

zawsze robią.

- To znaczy co?
- No wiesz, klepali się po ramionach, ściskali sobie dłonie i tak dalej.
- Aha.
- Robbie  przywitał   się  z  wieloma  osobami,  a  Masimo  włożył  kurtkę.  Wtedy  już 

zbliżałaś się do parku, jeszcze cię widzieliśmy. Masimo powiedział do Toma: „Spytała 
mnie o wynik mecz, a potem uciekła. Czy ona jest normalna?”.

O matko z córką.
- I co Tom na to?
- Oczywiście wstawił się za tobą.
- Wiesz, bardzo go kocham.
- Tak,   powiedział,   że   całkiem   często   zachowujesz   się   normalnie.   Raz   czy   dwa 

background image

widział to na własne oczy. I że zdarza ci się to zazwyczaj, kiedy śpisz.

No, cudownie.
Okazało się, że kiedy wybiegłam, żeby „złapać pociąg”, Masimo wrócił do domu z 

zespołem, a zaraz potem przyszła Nudna Lindsay i zaczęła go szukać. Podobno strasznie 
marszczyła nieistniejące czoło i jak wariatka machała na wszystkie strony przedłużonymi 
włosami. Potem zauważyła Robbiego i przyczepiła się do niego jak rzep do psiego ogona. 
Wyszli razem.

Co?? Co??
- Nudna Lindsay wyszła z Bogiem Seksu? - spytałam z niedowierzaniem.
- Przecież kiedyś chodzili ze sobą, nie?
- Tak, Jas, wiem. Robbie złamał mi wtedy serce. Pamiętasz?
- Może ona nadal mu się podoba? Nie wiem, może ma do niej słabość? Niektórzy 

faceci lubią chude dziewczyny.

- Jas, w tej chwili się zamknij.
- Mówię tylko, że rozstanie wzmaga apetyt i tak dalej. Nie ma tego złego…
- Jas, nie zamknęłaś się, tylko dalej bredzisz bez sensu.
Jadła ciastko z miną stare, mądrej Indianki. Miałam wielką ochotę wepchnąć jej to 

ciastko to gardła, ale wiedziałam, że wtedy już nigdy nie dokończy tej historii, więc tylko 
powiedziałam:

- Jas, pamiętasz jak w kółko powtarzałaś, że „może coś dobrego się wydarzy”, a ja 

nie chciałam iść na ten koncert, ale mnie namówiłaś. Wiedziałaś, że Robbie tam będzie?

- Przypuszczałam. Wiedziałam, że wraca do domu, bo dzwonił do Toma i mówił, że 

zarezerwował sobie bilet na samolot. I że zdąży na koncert.

- Ale czy powiedział, dlaczego wraca?
- Yyy…nie, właściwie nie.
O nieeeeeee. Wyszłam z cukierni przekonana, że fartem dostałam dwa ciastka, a 

tu się okazuje, że mam tylko jedno. Które już zjadłam. Może nie mam już ani jednego 
ciastka?

- Musimy zwołać walne zebranie Drużyny Asów - oświadczyłam.
- Myślałam, że wybiorę się z Tomem nad rzekę i …
- No to źle myślałaś.

W parku
Południe  

Angus   dalej   za   mną   łazi   jak   porucznik   Columbio   w   futrze   (i   na 

czterech łapach)

Na huśtawkach

-

  

 

  

Mam nadzieję, że to naprawdę coś ważnego - powiedziała Rosie. - Sven i ja 

background image

zamierzaliśmy poćwiczyć sobie sztuczne oddychanie na wypadek, gdyby ktoś na naszym 
weselu zadławił się kawałem mięcha. Ostatnio nawet dziewczyny z Drużyny Asów straciły 
poczucie więzi. Jas ciągle marudzi, że tęskni za Tomem, Jools wolałaby popatrzeć, jak 
Rollo gra w piłkę nożną, Rosie bredzi o Svenie - pól reniferze, pół kretynie - a Ellen…no 
cóż, Ellen po prostu jest sobą.

Pięć minut później

Bujamy się na huśtawkach. Nie w przód i w tył jak normalni  ludzie w piękny, 

słoneczny dzień, tylko na boki, żeby Tępaki nie zobaczyły naszych majtek. Życie jest 
takie trudne. Tępaki podglądają nas z krzaków. Myślą, że ich nie widzimy. Żałosne.

Pięć minut później

Teraz   wszyscy   położyli   się   na   ziemi   z   nadzieją,   że   zajrzą   nam   pod   spódnice. 

Widzę,   jak   ich   kaprawe   oczka   błyskają   w   krzakach.   Jeśli   mimo   wszystko   uda   im   się 
zobaczyć nasze majtki, pomyślą, że celowo się przed nimi popisujemy. Boże kochany.

Minutę później

Nagle koło nas przebiegł pekińczyk ciągnący za sobą smycz. Gonił go Angus. O 

nie. On uwielbia pekińczyki. PASJAMI. Mam nadzieję, że ten pies potrafi szybko biegać.

Zresztą co ja się martwię? Jeśli ktoś puszcza a parku małego pieska samopas, to 

zwyczajnie prosi się o kłopoty. Życie to jest dżungla, koty pożerają psy.

Dwadzieścia minut później

Dziewczyny gremialnie uznały, że powinnam zachowywać się na luzie, dopóki nie 

zorientuję się, o co właściwie biega. Nie mam pojęcia, co Ellen rozumie przez „na luzie”. 
Dosłownie wpadła w histerię, opowiadając, jak po koncercie Dave Jajcarz powiedział jej 
„dobranoc”. Ellen jak zwykle mówiła o tym z właściwą sobie swadą:

- Yyy…i   wtedy   on…eee…nie   wiem,   o   co   mu   chodziło,   ale   tego...   powiedział… 

powiedział, że ten..

- CO? - krzyknęłam. - Ellen, na miłość boską, co? CO POWIEDZIAŁ?
Zresztą wcale mnie to nie obchodziło. Chciałam tylko się dowiedzieć, co się działo 

po moim wyjściu, co o mnie gadali i tak dalej. Ale wiecie, jak to jest z ludźmi: nic tylko 
ja, ja i ja.

Ellen mówiła dalej, bredząc jeszcze bardziej niż zwykle. Matko kochana.
- Powiedział: „No to dobranoc, Ellen. Pamiętaj, nigdy nie jedz nic większego, niż 

twoja głowa”.

Nie wiedziałam, jak na to zareagować.
Żadna z nas nie wiedziała.

background image

Piętnaście minut później

W każdym razie w wielkim  skrócie sytuacja wygląda tak, że Drużyna Asów do 

niczego mi się nie przydała i wie nie więcej niż ja. Popatrzyły, jak wybiegam jak wariatka 
(żeby złapać pociąg), i poszły do domu. Bez sensu.

Postanowiłam jednak im wybaczyć. W końcu to moje najlepsiejsze przyjaciółki.
Poza   tym   jeśli   im   nie   wybaczę,   to   już   nigdy   się   niczego   nie   dowiem.   I   będę 

siedziała w domu z rodzicami. Tak więc złapałam byka za coś tam i powiedziałam:

- Aby   podjąć   właściwą   i   uczciwą   decyzję   w   sprawie   moich   chłopaków,   muszę 

poznać intencje innych potencjalnych całowaczy.

- Eee…że co? - wybełkotała Ellen. - Kto to są ci, no, całowacze?
- Ellen, skup się. Potencjalni całowacze to Masimo i Robbie. Masimo powiedział, że 

jest wolny i chce się ze mną spotykać, ale z drugiej strony nie pobiegł za mną i nie 
zatrzymał mnie, żebym nie wsiadła do pociągu. A Robbie zdążył tylko się przywitać, a 
potem wyszedł z Nudną Lindsay. Pytam więc: czy  Robbie  przyszedł na koncert,  żeby 
zobaczyć się ze mną, czy chce tylko się ze mną kumplować? Dlaczego wrócił do domu?

- Ktoś powinien to dyskretnie wybadać - powiedziała Rosie. - Mam poprosić o to 

Svena? Mógłby założyć swoje spodnie w panterkę.

- Nie - odparłam krótko.
- No to może spytać Dave’a Jajcarza - zaproponowała Jools.
Ellen z radości o mało nie spadła z huśtawki.
- O, tak, to znaczy…tego…może ja bym, no, spotkała się z nim… czy jak? Została 

jego… no… asystentką? Jak myślicie… co?

- Nie, Ellen, musimy to załatwić jeszcze a tym roku - odparła Jas.
Jas wpadła w swoja fazę. Zaczęła bawić się swoją grzywką i widziałam, że myśli 

tylko o Tomie i nornikach.

- Któraś z nas dobrze zna brata Robbiego i na przykład mogłaby go subtelnie i 

dyskretnie wypytać go o parę rzeczy. Prawda, Jas?

Podniosła głowę jak pies, który usłyszał swoje imię.
- To znaczy? Co miałabym robić?
- Zadaj na luzie Tomowi parę pytań na temat Robbiego.
- Aha, dobra. Możemy już iść?
- Jas, kluczowe słowa to „na luzie”. Na luzie. Potrafisz to powtórzyć?
Jak zwykle się nabzdyczyła.
- Wiem, co to znaczy być na luzie.
- Szczerze wątpię.

W łóżku

background image

17.00  

Jestem wyczerpana jak zwykła bateria. Czy bycia na luzie to naprawdę 

taki problem? Przez  parę  godzin  dawałyśmy  Jas korepetycje.  Czułam  się tak, jakbym 
mówiła do osła w spódnicy.

Najpierw wysłuchałyśmy jej wersji. Moim skromnym (ale słusznym) zdaniem to 

zawsze   wielki   błąd.   Dla   niej   pytanie   na   luzie   oznacza,   że   spyta:   „Tom,   słuchaj,   czy 
Georgia podoba się Robbiemu? Czy też raczej jest normalny?”.

Musiałam wykrzesać z siebie całą mądrość, żeby w końcu wytłumaczyć Jas, o co 

mi chodzi.

- Mam pomysł - zwróciłam się do niej. - Wiemy, jak świetnie wypadłaś w roli lady 

McPalant…

- Tak, dałam z siebie wszystko. Pamiętacie tę scenę, w której wyciągam sztylet i …
O nie, miną trzy miliony lat, zanim Jas przestanie to przeżywać.
Przerwałam   jej,   przytulając   ją   tak   mocno,   że   jej   głowa   znalazła   się   pod   moją 

pachą, i powiedziałam:

- Tak, tak, właśnie o to mi chodzi.
Poprosiłam   ją,   żeby   zachowywała   się   tak,   jakby   grała   w   sztuce,   i   żeby   teraz 

zrobiła próbę. Uwielbia takie akcje, kiedy może się popisywać.

Rosie zgłosiła się do roli Toma.
- Mam odpowiednie nogi - oznajmiła.
Nagle się zlękłam, że wyjmie z plecaka swoją sztuczną brodę.
- Rosie, czy ty zawsze nosisz przy sobie sztuczną brodę? - spytałam.
- Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać - odparła.
Narzeczonej   wikinga   z   dnia   na   dzień   coraz   bardziej   odbija.   Nieuchronnie 

wkraczamy w Dolinę Psychicznych.

Jas zaczęła dreptać po pokoju, rozgrzewała  się coraz bardziej i machała swoją 

idiotyczną grzywką  w  stronę Toma (czyli Rosie  z brodą). Nieprawdopodobnie  mnie to 
irytowało. Byłam już na granicy załamanie nerwowego, więc spytałam:

- Jas, w mordkę jeża, co ty wyprawiasz?
Znowu się nabzdyczyła.
- Wczuwam się w rolę.
- Przecież zachowujesz się tak jak zwykle.
Spojrzała na mnie jak na śmiecia.
- Szukam swojego wewnętrznego ja.
Matko kochana. Jej wewnętrzne na to pewnie sowa.
W końcu je odnalazła i zaczęła szczebiotać do Rosie:
- Tom, znalazłam nornika koło lasu.
Tom/Rosie powiedział (z jakiegoś powodu z francuskim akcentem, pewnie przez tę 

brodę):

background image

- Doprawdy,   koteczku?   Czy   chciałabyś…   jak   to   się   mówi…pocałować   mnie   w 

brodę?

Jas normalnie się zaczerwieniła i odparła:
- Tom, wiesz, że bym chciała, ale… może na osobności, nie przy wszystkich?
Musiałam zakończyć tę szopkę. Czułam się tak, jakbym oglądała jakiś zboczony 

film pod tytułem Dwie psychiczne idiotki w krainie brodatych lesbijek.

Dalej, dalej - zażądałam.
Zupełnie wytrąciłam Jas z rytmu.
- Wczuwałam się w nastrój - powiedziała. - Poza tym to głupie ćwiczyć bycie na 

luzie. Umiem zachowywać się jak luzak.

- No to dlaczego tak się nie zachowujesz?
Zgromiła mnie spojrzeniem, ale kiedy Mabs dała jej żelka, znów wczuła się w rolę.
- Mysiu - Pysiu? - zwróciła się do Rosie, która teraz trzymała fajkę w ustach.
Oui

?

- Wiesz, tak sobie myślę o Robbiem. Fajnie, że przyjechał, prawda?
- Mais Oui - très, très magnifique

.

Nie   było   sensu   kazać   im,   żeby   przestały   mówić   językiem   Żabojadów   -   tym 

bardziej że Ro Ro właśnie zaczęła zaplatać sobie warkoczyki na brodzie.

- Dlaczego wrócił? - spytała Jas. - Tęsknił za Anglią i kumplami? Jak myślisz, znów 

będzie grał ze Sztywnymi Dylanami?

Spojrzałam na nią ze zdumieniem. Zadała prawie odpowiednie pytanie, całkiem 

dyskretnie, i ani słowem się o mnie nie zająknęła. O kurczę.

Ta męka trwała zaledwie cztery i pół godziny. Musiałyśmy przerwać, bo przyszedł 

Sven, jodłując.

17.30  

Kiedy   zadzwonić   do   Jas?   Chyba   już   zdążyła   pogadać   z   Tomem?   Ale 

oczywiście powinnam ćwiczyć żelazną dyscyplinę i cierpliwość.

17.31 

Zadzwoniłam.

- Jas.
- Co?
- To ja.
- Nie zaczynaj.
- Wcale nie zaczynam.
- No i dobrze.
- Sama widzisz.

 Oui(fr.) - Tak;

 Mais oui…(fr.) - o tak, to bardzo, bardzo wspaniale

background image

- Widzę.
I odłożyłam słuchawkę. Ale jej nagadałam!

Dwie minuty później

-

  

 

  

Jas, czego się dowiedziałaś?

- Dowiedziałam się, że na podwieczorek będzie jajecznica. Paaaa!
I odłożyła słuchawkę.
Kurczę.
Na szczęście mam swoją dumę i nikt mi jej nie odbierze. Nie będę już zawracać 

głowy mojej przyjaciółce Jas, skoro jest taka zajęta pożeraniem jajecznicy.

18.00 

Co za męka! Ale dzielnie ją zniosę. Nie poddam się. Nigdy w życiu. Panna 

Jajecznica nie będzie miała nade mną przewagi.

18.10  

Zadzwonię   do   Rosie.   Poproszę   ją,   żeby   zadyndała   do   Jajecznicy   i 

dyskretnie ją o wszystko wypytałam ale nie w moim imieniu.

18.20 

Rosie poszła ze Svenem „do kina”, jak tu ujęła jej mama. Jasne. Chyba 

na film Numer siedem na skali całowania się.

Nie śmiem poprosić Ellen, Jools czy Mabs,  żeby zadzwoniły do Jas, bo one na 

pewno się wygadają. To straszne, one w ogóle nie umieją kłamać. Paskudna przypadłość.

19.30  

Jak ona mnie wkurza! Jeśli się nabzdyczyła, to na pewno pierwsza nie 

zadzwoni.

19.35  

Masimo też nie dzwoni. Może rzeczywiście myśli, że jestem psychiczna? 

Albo, że złapałam tamten pociąg i wyjechałam na parę dni. W takim razie to no jest 
psychiczny.

Skoro   już   i   tak   dziś   nie   wychodzę   z   domu,   to   zrobię   sobie   babskie   wieczór   - 

oczyszczę   skórę   i   położę   maseczkę   -   na   wypadek   gdybym   jutro   w   drodze   do   szkoły 
spotkała jednego z moich licznych potencjalnych chłopaków.

20.15 

O kurczę, wyglądam jakby miała dwa i pół roku. Buzia aż mi się błyszczy i 

jest gładziutka jak pupcia niemowlaka. Poza tym dokładnie się wszędzie wydepilowałam - 
oczywiście poza głową. Nie chcę mieć „fryzury” jak wujek Eddie.

background image

A skoro już o włosach mowa, to moje mają taki nudny kolor. Zupełnie im brakuje 

je ne sais quoi

.

W łazience

Pięć minut później

Super, znalazłam jakąś farbę do włosów. Ciepła czekolada. Ładny odcień. Zrobię 

sobie kilka pasemek z przodu. Jak to się właściwie mówi? „Pasemek” czy „pasemków”? 
Dobra, niech będzie „pasków”.

Wzięłam farbę i poszłam do salonu. Błąd! Mama i tata siedzieli na kanapie, wtuleni 

w siebie, i oglądali jakiś stary film z facetami w rajtuzach. Jeden aktor wyglądał zupełnie 
jak wujek Eddie w kubraku. Mama powiedziała:

- Obejrzyj z nami Robin Hooda. Doskonały film.
- Mamo, czy mogę pożyczyć trochę twojej farby do włosów?
- Nie.
- Ale…
- Nie.
- Spójrz na moje włosy! Beznadzieja. Wyglądam jak szara myszka!
- Nie.
- Ale…
Wtedy włączył się Vati.
- Georgio, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie i kropka.
- Vati, nie pytałam ciebie, tylko swoją kochaną mamusię.
- Ale to moja farba.
Co???   Na   litość   boską!!!   To   jego   farba   do   włosów?   Nie   wystarczy   mu   to,   że 

zapuścił sobie kozią bródkę, nosi skórzane spodnie i jeździ cyrkowym samochodzikiem. 
Teraz jeszcze próbuje się przemienić w panią Cliff Richard? Albo w panią Paul McCartney?

- Błagam, powiedz, że żartujesz.
- Mówię śmiertelnie poważnie. Bardzo dbam o siebie, co może potwierdzić twoja 

mama - odparł i zrobił coś obrzydliwego: złapał mamę za melona, lekko go ścisnął i 
zawołał: - Biip - biiip!!!

Mama nie walnęła go w łeb, tylko zachichotała.
- Przestań, chłopczyku.
Ale tata nadal zachowywał się jak wariat.
- Przeżywam drugą młodość - ciągnął. - Farbuję sobie włosy, noszę ster skórzane 

spodnie i chętnie bym zaliczył parę klubów. Georgia, które polecasz?

Myślałam, że zemdleję. Wyobraziłem sobie, jak wpadam w klubie na tatę i jego 

żałosnych kumpli. Przy moim pechu pewnie byłabym w towarzystwie Boga Seksu albo 

 je ne… (fr.) - nie wiem czego.

background image

Boga Miłości. Kiedy mój tata próbuje naśladować taniec Micka Jaggera, doprowadza ludzi 
do łez - i bynajmniej nie płaczą z zachwytu.

W kuchni
21.00 

Muszę zjeść tosta, żeby się uspokoić.

Właśnie smarowałam go masłem, kiedy nagle z kredensu wytknęła głowę moja 

młodsza siostrzyczka Libby.

- Cieść, Ginger. Chodź do mojego gniazdka. I to już.
Spojrzałam na nią.
- Libbs, jestem za duża.
- Nie.
- A właśnie, że tak.
Zmarszczyła   czoło   i   zaczęła   prychać   i   cmokać   z   niezadowoleniem,   co   pewnie 

podpatrzyła   u   mamy.   Wcale   mi   się   to   nie   podobało.   Zmarszczone   czoło   u   Libbs 
przeważnie oznaczało, że za parę sekund przeżyję koszmarny ból.

Ale tym razem to nie ja miałam cierpieć. Libby zniknęła w swoim „gniazdku”, z 

którego po chwili wyleciała Barbie nurek, a za nią Pan Ziemniak, bobasem (to znaczy 
sama   głowa)   i   na   koniec,   po   odgłosach   dyszenia,   sapania   i   piszczenia,   w   powietrzu 
poszybował   Gordy.   Zahamował   gwałtownie   na   suszarce   do   naczyń,   otrząsnął   się   i 
czmychnął przez klapkę w drzwiach.

Libby znowu wytknęła głowę z kredensu i uśmiechnęła się przerażająco.
- No chodź, Ginger… tu jest faaaaaaaajnie.
Matko kochana. A zresztą tego pięknego wieczora i tak nie miałam nic do roboty, 

więc równie dobrze mogłam wcisnąć się do kredensu z moją psychiczną siostrzyczką. 
Libby spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała:

- Kosiam cię najbardziej na świecie.
Ojeeeej. Ona przynajmniej mnie „kosia” w przeciwieństwie do mojej tak zwanej 

przyjaciółki Jas, która dla mnie już umarła, skoro nie potrafi wyświadczyć mi drobnej 
przysługi.

Pięć minut później

Siedzę   w   ciasnym,   ciemnym   kredensie.   Musiałam   złożyć   się   jak   scyzoryk. 

Kolanami prawie dotykam nosa. Libby naznosiła jedzenia, co byłoby całkiem fajne, gdyby 
nie to, że poczęstowała mnie bananem oblepionym kocią sierścią.

23.00 

Dopiero mama zdołała namówić Libby do wyjścia z „gniazdka”, obiecując 

jej, że może spać w moim łóżku. Dzięki, mamo.

Libby jak na małą dziewczynkę puszcza potwornie śmierdzące wiatry. Jej bąki są 

background image

jak wystrzały z pistoletu i koszmarnie cuchną. Gdyby ktoś zapaliłby wtedy zapałkę, cały 
dom wyleciałby w powietrze. I zostałoby jeszcze wystarczająco dużo gazu, żeby na nim 
gotować do końca roku.

23.20 

A do tego chrapie jak stary chłop. Byłoby to bardzo śmieszne, gdyby nie 

fakt, że wcale mi nie do śmiechu.

23.25  

Próbowałam ją przewrócić na bok, żeby nie chrapała, za co dostałam w 

łeb. Ona nawet przez sen stosuje przemoc fizyczną.

23.30  

Ciekawe,  dlaczego Robbie wrócił do Anglii.  Nie  wierzę,  że po to, żeby 

spotkać się z Nudną Lindsay. Tom na pewno by mi powiedział, że Lindsay podoba się 
Rabbiemu. Jestem przekonana, że pisała do niego i udawała miłą dziewczynę. Jak ona 
może mu się podobać? Ale cóż, taka jest prawda: chodził z nią, zanim zaczął spotykać się 
ze mną. I coś musieli w tym czasie robić, a przecież nie rozmawiali o jej nieistniejącym 
czole. Na pewno się całowali. Skoro chodzili ze sobą przez trzy miesiące, to mieli do tego 
dużo okazji. Lindsay jasno daje to wszystkim do zrozumienia, bo nie ma za grosz dumy. 
Ciekawe, do którego punktu dotarli…

Pięć minut później

To oczywiste, że nie do punktu siódmego(pieszczoty górnej połowy ciała), inaczej 

Robbie zorientowałby się, że Lindsay wypycha sobie stanik. Może tak właśnie się stało?!

Bardzo bym chciała.
No, ale wolę już nie myśleć o jej dyndakach. Wynocha z mojej głowy.

Dwie minuty później

Podobam mu się czy nie?

Minutę później

On mi się podoba czy nie?

23.40 

Moment. Właśnie coś sobie uświadomiłam. Znowu cierpię z miłości. Jak to 

możliwe?

Nie zamierzam tego przeżywać po raz kolejny. Mówię stanowcze nie złamanemu 

sercu.   Jestem   wolną   kobietą.   Taka   jedna   Emily   Plankton   przykuła   się   do   policjanta   i 
rzuciła się pod konia, żebym mogła głosować w wyborach. Nie wolno mi jej zawieść.

background image

23.50 

Chociaż to lekka przesada, rzucać się pod konia żeby móc zagłosować.

Minutę później

Tym   bardziej,   że   zginęła   pod   kopytami,   więc   i  tak   nie   mogła   wziąć   udziału   w 

wyborach.

Dwie minuty później

Ja zresztą też nie mogę.
Jak zawsze powtarzam, historia to badziewie.

Północ 

Z drugiej strony Masimo powiedział: „Jestem już wolnym mężczyzną”, a 

to znaczy, że chce ze mną chodzić. I już. Poszłam do cukierni i dostałam włoskie ciacho.

Pięć minut później

Ale   mogę   tez   dostać   eklerka   o   imieniu   Robbie,   jeśli   będę   wybredna   i   włoskie 

ciacho okaże się za mało smaczne.

Kolejne pięć minut później

Niektórzy (nie będę tu wymieniać nikogo po imieniu, ale chodzi mi o Jas) uznaliby, 

że jestem zachłanna.  To nieprawda. Po prostu mam wybór. Nie zachowuję się jak ta 
żałosna Jas, która spotyka się tylko z jednym chłopakiem, bo brak jej charyzmy. Ona 
umie   wyłącznie   szukać   sów   i   wypatrywać   norników   z   odległości   stu   metrów.   I   ma 
największe gacie na półkuli północnej. I jest największą i najbardziej wkurzającą pacanką 
na naszej planecie.

Dwie minuty później

Tak, mnie Bóg obdarzył paroma talentami.

Minutę później

O   kurczę,   ale   się   przestraszyłam.   Kiedy   pomyślałam   „paroma   talentami”, 

usłyszałam w głowie głos Dave’a Jajcarza: „I parą fajnych dyndaków”. On jest arogancki 
nawet wtedy, kiedy tylko o nim myślę. A to znaczy, że bardzo arogancki.

Arogancki In absentia jak to mówimy na łacinie.
Za   każdym   razem   kiedy   o   nim   myślę,   chce   mi   się   śmiać.   Właśnie   mi   się 

background image

przypomniało, jak - oczywiście niechcący - zgasił wszystkie światła, kiedy wystawialiśmy 
McPalanta i cały Las Dunzynański spadł ze sceny. Boże, jakie to było śmieszne.

Minutę później

I   ten   jego   boski   tekst   z   gaciami:   „Naprzód,   rycerze   Gandalfa,   maszerujcie   na 

wojnę, z jego figami na sztandarach.

Dwie minuty później

Albo   jak   postawił   na   dachu   szkoły   tablicę   z   napisem   „NA   SPRZEDAŻ”. 

Buachachachacha.

Minutę później

No już, zamknij się mózgu! Dave Jajcarz nie ma tu wstępu!

Pięć minut później

Jeśli zdecyduję się na Boga Miłości, Robbie dostanie zasłużoną nauczkę. Będzie 

cierpiał z miłości - tak samo jak ja, kiedy mnie rzucił.

0.30 

Przez Boga Miłości nigdy nie cierpiał. No, może tylko wtedy, gdy powiedział, 

że za tydzień da mi znać, czy chce się ze mną spotykać.

0.40  

Ale   to   było   kiedyś,   a   teraz   spytał:   „Czy   nadal   chciałabyś   się   ze   mną 

spotykać?”. To chyba dobrze?

0.45 

Dobranoc, Boże Miłości.

0.50  

Mam   nadzieję,   że   nie   zdziwił   się,   kiedy   próbowałam   złapać   pociąg   z 

najbliższego centrum handlowego.

O północy.
A tam przecież nie ma dworca.

1.00 

Szczerze mówiąc, nie dałam szansy Robbiemu. Może powinnam chociaż z 

nim pogadać, zanim wybiorę ciacho?

1.10 

Bo chyba nie chcieliby spotykać się ze mną na zmianę?

background image

Chrrrrrr…

background image

Gilowe Disco

Poniedziałek, 18lipca

8.00 

Dziś jest pierwszy dzień reszty mojego życia. Dlaczego więc włosy sterczą 

mi na wszystkie strony, jakby piorun we mnie strzelił?

8.10  

Mama   przyłapała   mnie,   jak   prasowała   sobie   włosy.   No   i   wielkie   halo. 

Zupełnie jakby pierwszy raz w życiu widziała żelazko. Boże, ale zaczęła marudzić. A do 
tego zrobiła się czerwona na twarzy.

- Zanim skończysz dwadzieścia pięć lat, twoje włosy będą wyglądały jak z nylonu!
- Mamo, co mnie to obchodzi, jak będę wyglądać w wieku dwudziestu pięciu lat? 

Wtedy już i tak kompletnie zeświruję, jak ty.

Gdybym   nie   wykazała   się   refleksem   i   nie   wykorzystała   swoich   akrobatycznych 

umiejętności, odniosłabym poważne rany od szczotki do włosów, którą we mnie rzuciła. 
Ona jest strasznie rozchwiana emocjonalnie.

8.20  

Szukam   w   kuchni   czegoś   do   jedzenia.   Na   szczęście   z   tostera   wystaje 

grzanka.   Oj,   jak   dobrze.   Posmarowałam   ją   masłem   i   zjadłam.   Bycie   Boginią   Seksu 
niesamowicie zaostrza apetyt.

Do kuchni wtoczył się Vati. Nawet się nie przywitał, tylko od razu wrzasnął:
- Dlaczego jesz mojego tosta?!
- Tato, spójrzmy prawdzie prosto w oczy. Zjadłeś już wystarczająco dużo tostów w 

swoim życiu. Część zatrzymała ci się nad spodniami.

Jak zwykle kiedy ktoś (czyli ja) próbuje potraktować temat lekko i z poczuciem 

humoru, tata zaczyna się wpieniać.

Mama usiłowała włożyć Libby ogrodniczki, ale moja siostrzyczka trzymała w ręce 

garść lizaków i nie chciała ich puścić.

- Connie, skąd u naszej córki tyle agresji? Jesteś dla niej zbyt pobłażliwa.
- Wiem   -   powiedziała   mama.   -   Georgia   właśnie   próbowała   wyprasować   sobie 

włosy.

Tata zapomniał o toście i zaczął się mądrzyć na temat pielęgnacji urody. Tak się 

składa, że to ostatnia osoba, która powinna się wypowiadać w tej kwestii.

- Georgia, odbiło ci czy jak? Zobaczysz, skończysz jak wujek Eddie.
- Jasne.   Przemienię   się   w   łysego   wariata   na   motorowerze,   bo   chciałam 

wyprostować sobie włosy. Trzeba ostrzec wszystkie kobiety.

background image

8.30 

Nie cierpię swoich rodziców. Zachowują się jak dzieci.

8.35 

I są tacy egocentryczni. Nie rozumieją, że ich życie już się skończyło, a ja 

mam aż dwa ciacha do wyboru.

8.36  

Już   prawie   jestem   pod   domem   Jas.   Muszę   emanować   spokojem   i 

serdecznością. Zapomnę o incydencie z jajecznicą i będę dla niej miła - wtedy na pewno 
powie mi wszystko, czego się dowiedziała.

8.40 

Kiedy dotarłam pod jej furtkę, tylko mignęła mi w oddali. Sama poszła do 

szkoły. Nadal jest nabzdyczona. Oczaruję ją swoim wdziękiem.

Przyśpieszyłam kroku, aż ją dogoniłam. Uśmiechnęłam się słodko i wzięłam ją pod 

pachę.

- Cześć, Jas, złotko ty moje.
Strząsnęła moją rękę.
- Nie wieszaj się na mnie. Nie wciągnę cię na wzgórze tylko dlatego, że jesteś 

zmęczona.

- Nie   jestem   zmęczona,   tylko   się   cieszę,   że   cię   widzę,   świrnięta   laseczko   w 

wielkich gaciach.

Połaskotałam ją pod brodą, ale wszystko na nic. Zatrzymałam się więc, stanęłam 

przed nią i spojrzałam jej prosto w oczy.

- Jas, wiesz, że cię kocham.
Zrobiła   się   czerwona   jak   burak.   Jacyś   chłopcy   z   liceum   Foxwooda,   którzy   jak 

zwykle leźli za nami, zaczęli wołać:

- Hej, laski, może się pocałujecie?
A któryś dodał:
- Czy mogłybyście nam pokazać piersi?
Matko kochana.
Jas zaczęła jak jakaś głupia machać grzywką.
- Wszystko przez ciebie.
Resztę drogi do szkoły pokonałyśmy w bezpiecznej odległości od siebie. Przez cały 

ten czas przepraszałam ją - tak wzruszająco, jak tylko potrafię.

- Jas,   błagam   wybacz   mi.   Dowiedziałaś   się   czegoś?   Wiem,   że   tak,   bo   jesteś 

bardzo, bardzo mądra. I masz same szóstki z biologii i … i w ogóle.

Kiedy szłyśmy do szatni, zaczęła się łamać.
- Rzeczywiście rozmawiałam z Tomem. Na luzie, chociaż ty oczywiście uważasz, że 

tego nie potrafię.

background image

- Jas, zawsze uważałam, że jesteś mistrzynią luzu. Nie zapominaj, że wiedziałam 

cię w gaciach od piżamy. Byłaś wtedy bardzo zrelaksowana i na luzie.

Kiedy rozległ się dzwonek na apel, zobaczyłam, że idą do nas dyżurne, napuszone 

jak paw.

- Błagam się na wszystkie świętości, zdradź mi, co powiedział Tom.
- No cóż, powiedział, że …
- Tak?
- Powiedział, że … że nic nie wie.
- Słucham?
- Robbie zrobił sobie przerwę w podglądaniu torbaczy a Kranie Kangurów, ale nie 

wiadomo, jak długo zostanie w Anglii.

I to wszystko? Tylko tyle dowiedziała się Inspektor Jas ze Scotland Yardu? Miałam 

ochotę   kopnąć   ją   w   nogę,   ale   w   ostatniej   chwili   przypomniałam   sobie,   że   to   moja 
najlepsza przyjaciółka, więc uśmiechnęłam się z „zainteresowaniem”.

- Tak więc nie wiem, czy mu się podobasz, czy nie… - zaczęła Jas.
W tej chwili koło mnie stanęła Nudna Lindsay i jej pomagiera, czyli Zdumiewająco 

Tępa Monica. Lindsay ufarbowała sobie odrosty. Boże, jaka ona kiczowata i durna. Długie 
włosy tylko przyciągają wzrok do jej nieistniejącego czoła i ogólnej patykowatości.

Zmusiłam się do wesołego śmiechu i spojrzałam na czoło Lindsay tak, jakby Jas 

właśnie opowiedziała mi jakiś świetny dowcip.

- Z czego się śmiejesz, Nicolson? - spytała Lindsay. - Czyżbyś właśnie przejrzała 

się w lustrze?

Ale beka! Myślałam,  że pęknę ze śmiechu.  Cha, cha, cha. Zdumiewająco Tępą 

Monicę jednak rozbawił ten żart, bo chichotała i rżała jak koń.

- Lindsay,   twoje   włosy   wyglądają   niesamowicie   naturalnie   -   zauważyłam.   - 

Naprawdę bardzo ci do twarzy w tej fryzurze. Podkreśla zwłaszcza twoje kolana.

Lekko zaczerwieniła się w okolicach uszu i mruknęła:
- Świrusa.
Urocze. Absolutnie urocze. Kiedy szłyśmy do klasy, powiedziałam do Jas:
- Urocze. Absolutnie urocze. Jak chłopak chciałby się z nią spotykać?

W Kwaterze głównej Drużyny Asów

Na przerwie

Rosie zrobiła z gumy do żucia wielkiego balona, który pękł i rozklapciał się jej na 

nosie. Ale jaja! Wyglądała, jakby z nosa zwisał jej ogromny gil.

- Patrzcie,   jak   fajnie   się   buja   -   powiedziała.   -   Mogłabym   nim   kołysać   w   rytm 

jakiejś piosenki. Takie gilowe disco. Zaśpiewajcie coś skocznego, to zrobię próbę.

background image

Pięć minut później

Pomimo złamanego serca myślałam, że umrę ze śmiechu. Właśnie powstał nowy 

gatunek tańca: gilowe disco. Tańczy się je w rytm melodii z serialu EastEnders: gil na 
lewo, gil na prawo, pełny obrót, ramiona w górę, gil do przodu, mach - mach - mach, 
dłonie na ramiona, wyrzut nogi w lewo, mach - mach - mach, pełny obrót i opadnięcie na 
ziemię.

Idealne pod każdym względem.
Kiedy wlokłyśmy się na parę godzin nudy i depresji, powiedziałam do dziewczyn:
- Myślę, że Herr Kamyer w ogóle nie zauważy, że przez cały niemiecki gile zwisają 

nam z nosa aż do pasa. A jeśli zauważy, możemy udawać, że mamy straszny katar. 
Dziewczyny, gumy do buzi i żujemy!

Na niemieckim

Ludzie, to był normalnie czad! Na niemieckim tłumaczyłyśmy teksty z podręcznika. 

Rodzina   Kochów   znowu   pojechała   na   wycieczkę   i   jak   zwykle   zabrała   ze   sobą   tony 
jedzenia. Ilustracje robił chyba jakiś ślepy. Pani Koch wygląda zupełnie jak Herr Kamyer 
w sukience. Nigdy nie mam ich dosyć. Zamierzam wręcz napisać do autora podręcznika 
(pana   A.Schmidta,   poważnie,   nie   żartuję)   i   spytać,   gdzie   naprawdę   mieszkają   ci 
Kochowie. Podziękowałabym im w liście za tę wspaniałą rozrywkę, którą nam zapewniają.

Podniosłam rękę, żeby zadać pytanie na ich temat.
Herr Kamyer powiedział:
Jah

, Georgia?

- Herr  Kamyer,  na  jednej z ilustracji  przedstawiającej   Kochów  zauważyłam  coś 

dziwnego. Wygląda to jak mała kupa na talerzu. Coś mi tu nie gra.

Herr Kamyer zamrugał za szkłami grubymi jak denko butelki.
- Georgia, przynieś, proszę podręcznik und

 wszyscy to zobaczymy.

Udałam, że kicham w chusteczkę, i szybko przykleiłam sobie do nosa gila z gumy 

do żucia. Podeszłam do jego biurka z gumowym gilem rozklapcianym na całym nosie.

Herr Kamyer nic nie zauważył. Jego tak bardzo obchodzi nauczanie, że aż żal. 

Chyba naprawdę wierzy, ze chcemy się uczyć.

Położyłam przed nim podręcznik otwarty na stronie z rysunkiem przedstawiającym 

rodzinę Kochów i pokazałam mu kupę na talerzu.

- Ach, Georgia, przecież to der Spanferkel



 … och ja … kiedy byłem młody, często 

jeździliśmy do lasu i śpiewaliśmy piosenki przy ognisku. Wspaniała zabawa. Wam też na 
pewno by się spodobała.

Nadal trzymałam chusteczkę przy nosie. Herr Kamyer nagle zaczął nucić:

 Jah, ja(niem.) - tak.

 Und(niem) - i.

∗∗

 Der Spanferkel(niem.) - pieczone prosię.

background image

- Podaj mi zapałki und komt mit mną nad der liebe Rhein



.

Zdjął zaparowane okulary i zaczął je starannie przecierać. Płakał czy jak? Kto wie? 

Zresztą kogo to obchodzi? W każdym razie skorzystałam z okazji i na dobre rozbujałam 
gila.   I   nawet   odtańczyłam   za   plecami   Herr   Kamyera   krótkie   gilowe   disco,   a   zanim 
skończył wycierać okulary, szybko znów przyłożyłam chusteczkę do nosa.

Kiedy   wróciłam   do   swojej   ławki,   wszystkie   dziewczyn   zaczęły   spontanicznie 

klaskać. Herr Kamyer myślał, że to brawa dla jego durnej piosenki o ognisku, i ukłonił 
się. Chyba tylko Niemcy są kompletnie pozbawieni poczucia humoru.

Pięć minut później

Niestety, on naprawdę uwierzył, że uwielbiamy, jak wspomina swoje wycieczki. 

Chyba z milion lat opowiadał nam o nich. Jak to śpiewali o gotowali nad ogniskiem.

Dwadzieścia minut później

Wymieniamy między sobą liściki. Rosie napisała:

Kochane wariatki!

Musimy opracowa  punktacje dla numerów z gilami. Gee dostaje 5 punktów za dyndanie

ć

 

gilem tuz nad głowa Herr Kamyera. Podobne akty odwagi b d  równie  warte 5 punktów. Ta,

ę ą

ż

 

która pierwsza uzbiera 20 punktów, dostanie za friko 20 ciastek z galaretka.

Buziaki,

Ro Ro - stylistka gwiazd

Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto musi zepsuć całą zabawę. Jas stwierdziła, 

ze   to   głupie   i   dziecinne.   Ciekawe,   że   uważa   tak   osoba,   która   dosłownie   całuje   się   z 
sowami.

Ellen jak zwykle bredziła jak potłuczona. Nawet w listach. Napisała:

Czesc dziewczyny, to ja!

Yyy… jesli chodzi o gilowe disco, to wiecie, sama nie wiem. Bo co jesli, bedziemy mialy przez to 

klopoty?

Jak myslicie, e?

∗∗∗

 Und komt…(niem) - i chodź ze mną nad kochany Ren.

background image

Yyy… to pisalam ja, Ellen.

Buziaki.

W drodze na francuski

Jas i Ellen utworzyły obóz opozycyjny o bojkotują gilowe disco! Jak słowo daję! 

Mogłyby wreszcie dorosnąć!

Na Francuskim

O, w mordkę jeża! Rosie zwycięża, bo zakołysała gilem nad głową Madame Slack, 

która sprawdzała jej pracę domową. Starałyśmy się nie śmiać, ale Madame Slack chyba 
coś wyczuła, bo nagle podniosła głowę i nieomal dostała sztucznym gilem w oko Wtedy 
Rosie wciągnęła gila do ust i zaczęła go żuć. Madame Slack się wkurzyła i Rosie musi za 
karę zostać po lekcjach.

16.10 

Kiedy szłam korytarzem, zobaczyłam twarz Rosie w oknie. Przycisnęła nos 

do szyby, który się rozpłaszczył i wyglądał jak świński ryjek. Przezabawne. Wymówiła 
bezgłośnie „Kocham was” i zniknęła mi z oczu.

W moim pokoju
18.00 

Leżę w łóżku. Nie dzwoni żaden z moich potencjalnych chłopaków. Siedzę 

tu   sama   jak   ten   palec.   Ostatnio   nawet   Dave   do   mnie   nie   dzwoni,   żeby   pogadać   jak 
kumpel z kumpelką. Rodzina Wariatów poszła na jakieś żałosne przyjęcie i teraz pewnie 
doprowadzają ludzi do szału swoimi dziwnymi przemyśleniami i ogromnym tyłkiem taty.

18.30 

Może pójdę wcześniej spać? Porządny sen dodaje urody. Muszę o siebie 

dbać, bo w każdej chwili mogą przyjść wszyscy moi chłopcy.

Ciekawe, co teraz robią.
A może wszystko sobie ubzdurałam? Może Masimo wcale nie chce ze mną chodzić? 

Może tylko chce się ze mną całować? Albo myśli, że nadal jestem zakochana w Robbie, i 
to go zniechęca? Może ma rację, a ja nadal kocham się w Robbie? Może… powinnam do 
niego zadzwonić?

18.40 

Łubudu! Aaaaaa! Matko, co znowu tam się dzieje?

Usłyszałam uroczy głos mojego ojca:
- Cholera jasna, ten przeklęty kot znowu wbił pazury w mój tyłek!

background image

Życie w moim domu to czysta rozkosz. Panuje to tak dystyngowana atmosfera jak 

Dumie i uprzedzeniu Jane Austen. Będę udawała, że śpię. Ale oczywiście nikt się tym 
nie przejmie. Prosiłam, żeby szanowali moją prywatność, ale na pewno…

Oczywiście. Drzwi mojego pokoju otworzyły się z hukiem.
- Mamo, śpię - mruknęłam.
- To znaczy, że nie chcesz tego listu?
Usiadłam na łóżku.
- Jakiego listu?
Podała mi kopertę.
- Tego.   Leżał   na   wycieraczce.   Schowałam   go   do   torebki   i   zupełnie   o   nim 

zapomniałam. Pewnie ktoś przyniósł go osobiście bo na kopercie jest twoje imię.

- Dawaj! Nie wolno przetrzymywać listów Jej Wysokości, czyli moich.
- Jak myślisz, kto go przyniósł?
- Pewnie Święty Mikołaj. Albo ktoś z zaświatów. Mamo, nie mam pojęcia, bo ciągle 

go trzymasz.

Dziesięć minut później

Wreszcie sobie poszła. Ociągała się trochę, mając nadzieję, że dowie się, od kogo 

dostałam list. Rozglądała się po pokoju i plotła bzdury w stylu: „A co moja skórzana 
kurtka robi w twojej szafie? I moja torebka od Chanel?” Zupełnie od czapy. Cmokała z 
niezadowoleniem   jak   jakiś   cmoczak   w   ataku   cmokania.   Ale   byłam   twarda.   Patrzyłam 
tylko na nią bez słowa, więc w końcu się zmyła.

Pięć minut później

Tak   się   denerwuję,   że   aż   boję   się   otworzyć   ten   list.   Moje   imię   jest   napisane 

drukowanymi literami, więc nie rozpoznaje charakteru pisma.

A   jeżeli   to   Masimo   pisze,   że   widział,   jak   uciekam   jak   jakiś   świr,   i   doszedł   do 

wniosku, że jednak woli pozostać wolnym mężczyzną?

A   jeżeli   to   Robbie   pisze,   że   zawsze   mnie   kochał,   i   pyta,   czy   zostanę   jego 

ukochaną?

A   jeżeli   to   Oscar,   kandydat   na   Tępaka,   chce   mnie   zaprosić   na   randkę   na   tor 

wrotkarski?

A jeżeli to… och, zamknij się, mózgu!

Dwie minuty później

Ksiądz z naszej parafii Mówcie - Mi - Arnold zawsze powtarza, że jeśli ktoś ma 

kompletny mętlik w głowie, powinien zadać sobie pytanie: „Co na moim miejscu zrobiłoby 
Dzieciątko Jezus?”.

background image

Dwie minuty później

Nie wiem, jak to ma sens, bo przecież tata Dzieciątka Jezus to potężny ktoś, kto 

wie   wszystko   o   wszystkich   i   widzi   nas   nawet   wtedy,   kiedy   siedzimy   na   kiblu.   Skoro 
Wszechmocny nad wszystkim panuje, to wie też, kto napisał ten list i jak brzmi jego 
treść,   i   wcale   nie   musi   go   otwierać.   Jaki   jest   więc   sens   pytać,   co   na   moim   miejscu 
zrobiłoby Dzieciątko Jezus?

W sumie całe życie to jedna wielka zagadka i ryzykowna gra w ruletkę. Dlaczego 

ciągle musimy się czegoś domyślać? Dlaczego Pan B. nie może nam od razu wszystkiego 
powiedzieć, żebyśmy nie musieli siedzieć i główkować?

Pięć minut później

A jeżeli w liście znajduje się tylko jedno słowo od Masimo: Arrivederci

?

Albo  wyjaśnienie  od   Robbiego:   „Cześć,   Georgia.  Przestań   za  mną   łazić,   bo  się 

ośmieszasz. Zakochałem się w pewnej torbaczce, którą poznałem w Krainie Kangurów, i 
tylko dla niej gram na gitarze, stojąc w rzece. Skomponowałem dla Gayleen (tak ma na 
imię moja ukochana) piosenkę, której tekst dołączam. Jej tytuł: Jesteś moją torbaczką, 
włochatą całowaczką, dla ciebie chcę żyć i o tobie śnić, o ma piękna kangurzyco, niech 
ucałuję twe kosmate lico”.

Dziesięć minut później

Właściwie nigdy nie dostałam od Robbiego listu miłosnego. W pierwszym napisał, 

że mnie rzuca i żebym się zainteresowała Dave’em Jajcarzem.

Dwie minut później

Mam wielką ochotę  zadzwonić  teraz do Mistrza Podjarki. Potrzebuję jego  rady! 

Niestety, odkąd zaczął się spotykać z Emmą, coś się między nami popsuło. Emma jest 
taka miła, że aż mnie przeraża.

Może właśnie dlatego z nią chodzi? Bo jest taka miła, że Dave boi się ją rzucić?
A może po prostu lubi miłe dziewczyny? W sumie to ona ma całkiem ładne włosy. 

I nos. Okropnie mnie to irytuje.

I jest dla mnie bardzo miła.
Co mnie wkurza na maksa.

Dziesięć minut później

 Arrivederci (wł.) - żegnaj.

background image

A może powinnam intensywnie wpatrywać się w kopertę, użyć swych potężnych 

telepatycznych mocy i wyczuć, co jest napisane w liście? Kiedyś w telewizji widziałam 
takiego świra w koszuli z falbankami, który powiedział, że każdy z nas posiada moc, 
którą może uwolnić.

Wpatruję się w kopertę i koncentruję.

Pięć minut później

Już   mi   oczy   łzawią.   No   super,   pewnie   zaraz   oślepnę.   Teraz,   jeśli   otworzę   list, 

nawet nie będę wiedziała, kto go napisał.

Minutę później

No, już trochę lepiej. To ważna nauczka dla nas wszystkich: nigdy nie ufaj ludziom 

w koszulach z falbankami, którzy ubierają się tak wcale nie dla jaj.

Minutę później

Dobra, wymięłam. Otwieram kopertę.

Pięć minut później

List brzmiał następująco:

Cześć, Georgia!

Ponieważ  w sobotę  śpieszyłaś  się  na… hmmm… pociąg, nie zdążyliśmy pogadać. Skoczyłabyś 

jutro ze mną na kawę? Będę czekał o 19.30 na końcu East Street. Pogadamy, powspominamy. Obiecuję, 

ż

e nie przyniosę zdjęć owiec. Jas mi mówiła, że masz alergię na dziką naturę.

Robbie.

O kurczę. Nadal nie wiem, co o tym myśleć. To dobrze czy źle? Cieszę się, że to 

list od Robbiego? Dlaczego Masimo się ze mną nie skontaktował? Co Robbie rozumie 
przez „skoczenie na kawę?”? W języku chłopców to prawie to samo co „nara”.

Minutę później

Czy „skoczenie na kawę” oznacza „napijemy się kawusi”, czy „zaczniemy od kawy, 

a skończymy na punkcie siódmym”?

Muszę zadzwonić do Jas.
Odebrał   jej   tata.   Kurczę.   Jeszcze   nigdy   nie   rozmawiałam   z   nim   przez   telefon. 

background image

Zawsze tylko widziałam, jak pali fajkę i czyta gazetę, albo wychodzi w swoich porządnie 
wypastowanych butach. Tak właśnie powinien się zachowywać każdy ojciec - palić fajkę, 
siedzieć cicho i często wychodzić z domu. Czy mój tata odpowiada temu ideałowi? No 
raczej nie.

W końcu do telefonu podeszła Jas.
- Czego?
- Dlaczego się tak do mnie odnosisz?
- Niby jak?
- Jas, nie zaczynaj. Dostałam list od Robbiego.
- O. Rzucił cię?
- Nie.
- Naprawdę?   O   kurczę.   Byłam   pewna,   że   tamta   twoja   ucieczka   zupełnie   go 

zniechęciła. Naprawdę bardzo dziwne.

- Zaprosił mnie na kawę.
- O kurczę.
- Jas, znasz jakieś inne słowa oprócz „o kurczę”?
- Tak.
- Na przykład jakie?
- Słucha,  muszę   kończyć,  bo Tom  właśnie  wychodzi i  nie zobaczymy  się przez 

siedemnaście i pół godziny.

Matko kochana.

Cztery minuty później

Leżę w łóżku i próbuję skupić się na wartościach wyższych.
Ciekawe,   do   którego   punktu   na   skali   całowania   się   dotarli   Jas   i   Tom.   Jakoś 

wcześniej mnie to nie interesowało.

Dla  dobra nauki przesłucham  dziewczyny  z Drużyny  Asów i zorientuję  się, czy 

trzeba dodać nowy punkt powyżej całowania ucha.

Dziesięć minut później

Właściwie to nie wiem, dlaczego się tak przejmuje. Jeśli chodzi o mnie, to mogłoby 

nie być tej całej skali całowania się. Ja tam się z nikim nie całuję, co brzmi dość dziwnie, 
zważywszy,   że   wszyscy   chłopcy   na   mnie   lecę   i   mam   dwóch,   a   może   i   więcej 
potencjalnych Bogów Miłości.

W sumie to kiedy ostatnio się całowałam? (Nie licząc przypadkowych pocałunków z 

języczkiem z moją siostrzyczką). Może już zapomniałam, jak to się robi? Lepiej sobie 
przypomnieć, bo powinnam być zawsze zwarta i gotowa.

Jak   leciało   to   durne   ćwiczenie,   które   polecała   Jazzy?   Aha,   już   wiem.   Wydąć, 

background image

rozluźnić, wydąć, rozluźnić.

Pięć minut później

To szalenie wyczerpujące.

Dwie minuty później

Mam nadzieję, że od tych ćwiczeń  nie zacznę wyglądać jak Mark Wielka Japa. 

Lepiej nie przedobrzyć. Który chłopak chciałby się umawiać z wielorybem?

Kiedy   ostatnio   całowałam   się   z   Bogiem   Seksu?   I   gdzie   jest   jego   ostatni   list   z 

Krainy Kangurów?

Minutę później

O, już wiem, położyłam go na szafie, bo to jedyne bezpieczne miejsce w moim 

pokoju.

Minutę póź

  

niej

  

Dlaczego   kot   zjadł   ten   list?   No   dlaczego?   Przecież   nie   z   głodu.   Od   zadawania 

takich pytań można szybko wylądować w wariatkowie. Dlaczego kto jedzą pająki? O, to 
kolejne z takich pytań. Przecież pająki nie są chyba zbyt pożywne, co? Poza tym Angus 
właściwie ich nie zjada, tylko trzyma je w mordce, a w jej kąciku dyndają pajęcze nóżki. 
Ohyda.

Dwie minuty później

Udało   mi   się   odczytać   strzępki   przeżutego   listu.   Poza   tym   znalazłam   swoje 

zaginione pióro. Również dokładnie przeżute.

Może Angus i Gordy piszą książkę pod tytułem Jak wkurzyć swojego właściciela?
1. Chowaj jego rzeczy i je przeżuwaj.
2. Jeśli przemokłeś na deszczu do suchej nitki, wskocz właścicielowi na kolana i 

wytrzyj się do sucha o jego spodnie.

3. Siedź nieruchomo na murku i wgapiaj się w niego bez mrugnięcia okiem.

Pięć minut później

Z listu Rabbiego udało mi się odczytać tylko tyle:  

„Tom mi opowiedział o Twoim 

wspaniałym tańcu do melodii YMCA… jesteś bardzo sympatyczną skończoną świruską”.

Spodziewałam się większego wyrafinowania.

20.20 

Puszczę sobie płytę, którą nagrał specjalnie dla mnie przed wyjazdem do 

background image

Krainy Kangurów.

20.45 

O nie, nie mam zamiaru leżeć z głową na jego kolanach i słuchać, jak mi 

śpiewa   „Nie   ma   mnie   tam”.   Przypomniała   mi   się   taka   scenka   z   parku   przed   jego 
wyjazdem. Mogłabym mu zajrzeć głęboko do nosa. Gdybym patrzyła. A nie patrzyłam, bo 
przez cały czas miałam zamknięte oczy i kiwałam głową w rytm muzyki.

Dwie minuty później

O, przypomniało mi się coś jeszcze. Wtedy wyskoczył mi wielki pryszcz na brodzie. 

No super, zawsze kiedy myślę o pryszczach, chwilę potem mi jakiś wyskakuje.

Minutę później

Nie   powinnam   się   tak   napinać:   pryszcze   tylko   na   to   czyhają.   Spokojnie, 

spokojnie… Ommmm…

Trzy minuty później

Mój   kudłaty   zjadacz   listów   Angus   i   jego   dojrzewający   syn   Gordy   postanowili 

dotrzymać mi towarzystwa w łóżku. To miłe, kiedy tak leżą, przytulone do mnie, i słodko 
mruczą. Wyjątkowo są rozespane i spokojne.

No to dobranoc, Wasz Kociak się odmeldowuje.

Dziesięć minut później

Już sobie pospałam. Inni ludzie mają kochane zwierzątka, a ja mam kudłate świry. 

Zaczęły   sobie   mościć   legowisko   na   łóżku,   a   potem   ugniatać   mnie   przednimi   łapami, 
jakbym była ciastem drożdżowym.

Jeśli szybko nie zasnę, rano będę wyglądała jak śmierć na chorągwi. Musze kilka 

razy powtórzyć mantrę uspokajającą. Ommmm… Ommmm…

O Boże. Do mojej świątyni dumania wtargnęła mama, trzymając na ręku pomiot 

szatana w nocnej pieluszce i w opasce z puchatymi uszami na głowie.

- Co znowu - spytałam. - Czego wy ciągle ode mnie chcecie?
Bosko. Libby wylądowała w moim łóżku, bo beze mnie nie chce zasnąć.
- Mamo,   z   pewnością   istnieje   jakaś   ustawa   zabraniająca   takiego   zagęszczenia 

osób na metr kwadratowy. Założę się, że nawet w krajach Trzeciego Świata nie śpi aż 
tyle osób w jednym łóżku.

- Nie wygłupiaj się, tylko poczytaj jej coś przed snem.
Libby z czułością walnęła mnie w nos jakąś wielką księgą, przytuliła się do mnie i 

zepchnęła Gordy’ego z łóżka, który z hukiem spadł na podłogę. Wkurzył się na maksa. 

background image

Zaczął się drzeć, jeżyć i zaatakował nocną lampkę, a potem wskoczył z powrotem na 
łóżko i wczołgał się pod kołdrę. Wystawił głowę między mną a książką i splunął mi prosto 
w twarz. Matko kochana.

- Jaaaak wygodnie - Libby aż zamruczała. - No, citaj, citaj. O Ciuszku. Szybko.
Jestem niewolnicą w tej rodzinie świrów i kudłatych kotopatów.

Dziesięć minut później

O kurczę, myślałam, że Heidi jest nudna - jak okiem sięgnąć nic tylko ser, kozy i 

zrzędliwe dziady - ale Kopciuszek bije ją na głowę. Oto jej historia: Kopciuszek mieszka z 
brzydkimi przyrodnimi siostrami, które jej nienawidzą, bo jest ładna. W sumie trudno im 
się dziwić. Jak tak patrzę na tego ślicznego Kopciucha, to sama miałabym ochotę zrobić 
jej kocówę.

Przeczytałam bajkę jak najszybciej, żeby mieć już to z głowy. „Kopciuch sprząta. 

Jakiś przystojniak w peruce zaprasza brzydkie siostry na bal. Kopciuszek nie może iść, bo 
łazi w szmatach, ale pojawia się jakaś szurnięta kobita za skrzydłami i przemienia jej 
łachy   w   suknię   balową,   a   koty,   myszy   i   dynię,   w   karetę   i   konie.   Męczydusza   (czyli 
Kopciuszek) tańczy z jakimś przystojniakiem w peruce (nie tym pierwszym), wychodzi o 
północy, przymierza pantofelek i wychodzi za Księcia Perukę. Koniec bajki”.

Libby przez cały czas śmiała się, jakby jej kompletnie odbiło. Nie wiem z czego i 

nawet  nie  chcę  wiedzieć.   Nieodpowiedzialni   ludzie  (jak  moja  mama)   czytają   dzieciom 
takie rzeczy, a potem się dziwią, że ich dzieci są szalone i upaprane w kociej karmie - jak 
moja siostra.

Oczywiście potem musiało dojść do aktów przemocy, bo Libby zapragnęła nagle 

przemienić   Angusa   w   konia   i   zaczęła   go   tłuc   „czarodziejską   różdżką”,   czyli   moją 
tenisówką.

No   cóż,   wazon   w   dzierganym   futerale,   który   dostałam   od   Maisie,   dziewczyny 

mojego dziadka, już należy do przeszłości. Angus wskoczył na parapet (niezupełnie jak 
koń) i zaczął tam świrować. Porozrzucałam po całym pokoju moje płyty, zdjęcia i właśnie 
ten wazon.

Jak mam stworzyć zdrową relację z chłopakiem, skoro w moim domu panuje taki 

chaos?

Wtorek, 19 lipca

W stalagu

Rano dosłownie musiałam wyprasować sobie twarz. Spałam z twarzą w poduszce, 

bo  bardzo   mnie  wyczerpały  te   nocne   zajścia.   Nos   mi  się   rozpłaszczył  jak   rozdeptana 
meduza.   Musiałam   zrobić   sobie   ciepły   okład,   żeby   odzyskał   mniej   więcej   normalny 

background image

kształt. Dobrze chociaż, że dziś mamy niemiecki, to będę mogła spokojnie zrobić sobie 
wstępny makijaż.

W szatni

Powiedziałam Jas o liście od Robbiego.
- Dlaczego mu nagadałaś, że nie cierpię dzikiej natury?
- Bo nie cierpisz.
- Nieważne. Trzeba my było wskazać moje liczne zalety, a nie gadać bzdury.
- A jakie ty masz zalety?
Chyba będę musiała ją zamordować, ale nie na apelu, bo dzisiaj na posterunku 

stoi   Sokole   Oko.   Ona   się   żywo   nienawiścią   do   nas.   Na   pewno   co   rano   wstaje   w 
okrzykiem:

„Nienawidzę   tych   dziewuch,   nienawidzę!   Nic   na   to   nie   poradzę.   Po   prostu   ich 

NIENAWIDZĘ!!!”.

Piętnaście minut później

Na miłość boską, co ta Chuda znowu bredzi? O co jej biega? Nie wystarczy, że 

musimy wstawać skoro świt, czyli o ósmej rano, ubrać się, przyjść do szkoły, przez cały 
dzień się nudzić, dołować, a potem jeszcze często zostawać za karę po lekcjach? Nie, ona 
nas musi jeszcze dobić tym ględzeniem. Dlaczego? Co nas to obchodzi, że …

I wtedy usłyszałam przerażające słowa:
- W ostatnim tygodniu semestru klasa dziesiąta A jedzie na wspaniałą wycieczkę 

edukacyjną.

Co? Co???
Ze zgrozą spojrzałam na dziewczyny, a one spojrzały na mnie.
Chuda   z   podekscytowania   cała   się   trzęsła   jak   galareta.   Jej   dyndali   dosłownie 

tańczyły charlestona. Osobno.

- Na tej wspaniałej wycieczce poznacie tradycję, którą krzewimy u nas w szkole. 

Herr Kamyer wpadł na świetny pomysł, kiedy klasa dziesiąta A zainteresowała się jego 
wyprawami do niemieckich lasów. Jestem pewna, że ta niespodzianka sprawi wam wiele 
radości. W następny poniedziałek nie macie lekcji. Pojedziecie szkolnym autobusem do 
pięknej  doliny Cow   and Calf  i  przenocujecie  tam  pod  namiotami.  Zaraz  rozdam  wam 
dokładne informacje, które macie przekazać swoim rodzicom. Wieczorami panna Wilson, 
która zgodziła się asystować Herr Kamyerowi, będzie uczyła was różnych gier i piosenek, 
które śpiewała w młodości. Prawda, że zapowiada się na wspaniałą przygodę? Żałuję, że 
sama nie mogę pojechać.

Normalnie odebrało nam mowę. Rosie udała, ze mdleje, co wyglądało strasznie 

śmiesznie. Nudna Lindsay od razu do nas podbiegła i powiedziała:

background image

- Wstawaj, pajacu.
- Ojej, gdzie ja jestem? - jęknęła Rosie. - W niebie? Czy jesteś aniołem?
- Na pewno bardzo się ucieszysz, kiedy po lekcjach będziesz musiała popracować 

w przyszkolnym ogródku.

Rosie w cudowny sposób natychmiast ozdrowiała.
- Troszkę sobie poleżałam i już czuję się o wiele lepiej.
Lindsay się zmyła. Jak ja jej nie cierpię. Nienawiść do niej dodaje mi energii.

W Kwaterze głównej Drużyny Asów

Na przerwie

Postanowiłam: za żadne skarby nie pojadę na tę wycieczkę. Nie, nie i jeszcze raz 

nie.

Poinformowałam o tym dziewczyny.
- A ja myślę, że może być fajnie - odezwała się Jas.
Spojrzałam na nią bez słowa.
- Powiedziałam Herr Kamyerowi, że w tym czasie wypada mi okres - oznajmiła 

Rosie. - bo on na sam dźwięk tego słowa zawsze wpada w panikę i robi się czerwony jak 
burak. Ale tym razem odparł tylko: „Ach, uprzedź o tym pannę Wilson. Ona zajmuje się 
kobiecymi sprawami”. A jej wolałam tego nie mówić, bo pewnie zaczęłaby mi opowiadać, 
co ona robi w takich wypadkach, a wtedy bym umarła.

- Musimy opracować jakiś plan - mruknęłam. - Może powinnyśmy mieć wypadek?
- Jaki wypadek? - spytała Mabs.
- Mogłybyśmy wpaść do dołu.
- Jakiego dołu? - zdziwiła się Jools.
- No, możemy same go wykopać.
- Wykopać dół i potem do niego wpaść?
- Tak.
- Świetny pomysł - przyznała Rosie. - Kompletnie szurnięty, nawet jak na ciebie.
- A może wiecie… no… tego… będzie całkiem… yyy… - wydukała Ellen.
- Dennie? - dokończyłam.
- Nie, może… eee… będzie całkiem fajnie?
O zgrozo, perspektywa wyjazdu na wycieczkę wcale ich nie przeraża. One myślą, 

że tam może być „fajnie”!

Pięć minut później

Omówiłyśmy scenariusz „kawy z Robbie”.
- Czyli chce z tobą „pogadać’ - powiedziała Rosie. - ale przysłał ci list, więc to 

poważna sprawa, bo inaczej po prostu by zadzwonił, prawda?

background image

Pokiwałam głową.
- Aha… aha…
- Kiedy się spotkacie, pozwól mu się wygadać - doradziła mi Jools. - Nie zasypuj 

go od razu swoimi sprawami.

- Aha… aha… - Znowu pokiwałam głową.
- Georgia, dlaczego kiwasz głową jak piesek w samochodzie? - spytała Jas.

Pięć minut później

To niesłychane, jaką ulgę przynosi mi zrobienie Jas pokrzywki.

15.00  

Udało   mi   się   przestać   myśleć   o   „kawie”   z   Robbie,   bo   zajęłam   się 

malowaniem   paznokci,   a   potem   zaczęłam   kolorować   litery   „o”   w  Durnych   Nadziejach 
Karolka Dickensa.

16.20  

Kiedy   popędziłam   do   domu,   cała   Drużyna   Asów   zasalutowała   mi   na 

szczęście.

- Czyli jednak to Robbie ci się podoba? - spytała Jools.
- Jest na mojej liście - odparłam z wielką godnością.
Zdaje   się,   że   Jas   mruknęła   pod   nosem   „zdzira”.   Zupełnie   niepotrzebnie.   Przy 

okazji   za   karę   wepchnę   ją   do   rowu.   Jeśli   jednak   zostanę   zmuszona   pojechać   na   tę 
idiotyczną   wycieczkę,   wymyślę   jakąś   fajną   zemstę.   Coś   z   kłującym   gałązkami   i   jej 
majtkami.

W domu

Muszę przestać myśleć o tej wycieczce i skupić się na swoim życiu uczuciowym.
Ciekawe, dlaczego Masimo jeszcze się nie odezwał. Minęły już trzy dni. I nikt go w 

tym czasie nie widział.

Dwie minuty później

Zobaczymy, co na ten temat mówi książka Jak rozkochać w sobie każdego idiotę? 

Otworzę na chybił trafił i sprawdzę.

Minutę później

„Chłopcy żyją w świecie swoich umysłów”. A co to niby ma znaczyć? Ja nie żyję w 

świecie swojego umysłu, za duży tam bałagan.

background image

Minutę później

Mogę myśleć tylko o jednym ciachu naraz. Mam ręce pełne roboty (u - ła).

18.00  

Co jest z moimi rodzicami? W ogóle mi nie pomagają. Poprosiłam tatę, 

żeby napisał list do szkoły z usprawiedliwieniem, że nie mogę jechać na tę wycieczkę, bo 
nasza rodzina ma na ten weekend inne plany.

- Ale my nie mamy żadnych planów - powiedział.
- Wiem, Vati, to tylko sprytny wybieg - wyjaśniłam.
- To znaczy kłamstwo.
- Tak… chociaż hmmm… no niezupełnie. Widzisz, chodzi o to, że mam alergię na 

wieś.

Tata, jak zwykle kiedy brakuje mu argumentów, użył bardzo ordynarnego języka:
- Georgio, przywaliłaś jak łysy grzywką o parapet.
Jak można się tak zwracać do wrażliwej, dojrzewającej nastolatki? Nic dziwnego, 

że włosy źle mi się układają i za karę ciągle muszę zostawać po lekcjach.

Potem po prostu wyszedł z pokoju. Poszłam za nim. Włożył zbyt obcisłe dżinsy czy 

pupa mu urosła? Wolałam nie pytać.

- Tato...
- Georgio,   pojedziesz   na   tę   wycieczkę   i   koniec   dyskusji.   Zawieziemy   Libby   do 

dziadka i trochę sobie z mamą odpoczniemy.

- Mama z tobą nie odpocznie, bo ty ciągle bredzisz bez sensu, podpalasz własne 

bąki i tak dalej. Błagam, nie każ mi jechać. Norniki pożrą mnie w tym lesie.

- I bardzo dobrze.

18.30  

O   Boże,   jaka   jestem   spięta.   Zamiast   się   umalować,   próbowałam 

przemówić   tacie   do   rozumu   i   teraz   została   mi   tylko   godzina   do   spotkania   z   Bogiem 
Seksu. Muszę się skupić.

18.32 

Co czuję w związku ze spotkaniem z Robbiem? Dałam sobie z nim spokój. 

Niestety, on nie daje mi spokoju. Spokojnie mogłabym o nim zapomnieć, gdyby nie to, że 
on zakłóca mój spokój.

No super, mój mózg znowu udał się na wakacje do wariatkowa.

18.35 

Bardzo głośno nastawiłam muzykę, żeby zagłuszyć mózg, i zaczęłam się 

malować. Ciekawe, czy Robbie mówi z akcentem z Krainy Kangurów. Pewnie będzie co 
chwila wtrącał: „Ja cię kręcę” albo coś w tym stylu.

Mam taki specjalny lakier, którym smaruje się umalowane usta i wtedy szminka 

background image

nie zmazuje się nawet podczas pocałunku. Przeprowadziłam bardzo namiętną próbę na 
własnej ręce i na skórze nie został nawet najmniejszy ślad. To działa!

Minutę później

Właściwie to niepotrzebnie przejmuję się pocałunkami, bo przecież umówiliśmy się 

tylko na kawę.

Ciekawe,  czy  jeśli  umoczę pędzelek  od eyeliner  w tym lakierze,  to i kreski  na 

powiekach mi się nie rozmażą. Czasami kiedy w dyskotece idę do kibla, wyglądam jak 
panda.

19.10  

O   nieeeeeee…   Piecze,   jakbym   nalała   sobie   do   oczu   zmywacza   do 

paznokci.

Auuu.
Pewnie teraz mi oczy spuchną. Muszę je bardzo szeroko otwierać.

19.15 

Włożyłam niebieską skórzaną spódniczkę, czarny top i botki do kostek. Na 

wszelki wypadek wezmę kurtkę, gdyby Robbie chciał… yyy… pospacerować po lesie. Ręce 
tak mi się trzęsą, że nie mogę zapiąć guzików.

Tylko   spokój   może   mnie   uratować.   Pod   żadnym   pozorem   nie   wolno   mi   się 

przemieniać w roztrzęsioną galaretę i przypominać Robbiemu o tym, ze jestem od niego 
o wiele młodsza. Musze wytworzyć wokół sobie atmosferę wyrafinowania.

Tak bardzo starałam się nie mrugać oczami, że prawie spadłam ze schodów.
Z kuchni wyszła mama.
- Dokąd idziesz?
- Do Jas.
- Z toną makijażu i w najkrótszej spódnicy, jaką masz?
- Mamo,   odpuść.   Zapomniałaś   jak   sama   byłaś   młoda?   Na   pewno   w   jakichś 

papirusach przeczytasz, jak wtedy było.

- Georgio, w ten sposób niczego na mnie nie wymusisz.
Postanowiłam zaryzykować.
- Tamten list był od Rabbiego. Niespodziewanie wrócił i nie wiem dlaczego, ale 

poprosił, żebym dzisiaj się z nim spotkała. Proszę, nie rujnuj mojego życia.

Ku mojemu zdumieniu odparła:
- No dobrze, ale wróć o rozsądnej porze, inaczej twój tata się wścieknie, a tego 

nikt z nas by nie chciał.

Co??? Żadnego sprzeciwu?
Wracając do kuchni, rzuciła przez ramię:
- Wyglądasz ślicznie. Na pewno chce z tobą chodzić. Tylko nie denerwuj się tak i 

background image

nie rób głupot. I dlaczego tak wytrzeszczasz oczy?

Szybko cmoknęłam ją w policzek i wybiegłam z domu.

Za dziesięć minut musze być na East Street

Puf - puf - puf.

Pięć minut później

Już   prawie   jestem   na   miejscu.   Muszę   teraz   przestać   wytrzeszczać   gały   i 

przygotować   się   do   akcji   „lepkie   oczy”   opisanej   w   poradniku  Jak   rozkochać   w   sobie 
każdego idiotę
. Aha, i rozkołysać biodra. Buju - buju biodrami, machu - machu włosami, 
oblizać usta, buju - bu…

Jest!   Bóg   Seksu   Robbie!   Ileż   to   godzin   czekałam   na   tę   chwilę!   Ileż   to   razy 

zasypiałam cała we łzach, marząc o nim!

Wyglądał bosko o był bardzo opalony. Nie tak jak Anglicy, którzy po wakacjach 

przypominają usmażony bekon z odrobiną sosu pomidorowego. Był złotobrązowy i cały 
ubrany na czarno. Marynarka i czarna koszula bez kołnierzyka. Serce zaczęło mi bić jak 
szalone, a mózg oniemiał. Wróciła dziewczyna z galarety!

Podałam mu rękę. Właściwie dlaczego? Jestem jakąś księżną czy jak? Uśmiechnął 

się, lekko zaskoczony i uścisnął mi dłoń.

- Co u ciebie? Mam nadzieję, że się nie śpieszysz na pociąg?
Zrobiłam się czerwona jak burak.
- Nie… wtedy to było nieporozumienie.
- Dlatego, że w okolicy nie było żadnego dworca?
- Tak, właśnie dlatego.
Roześmiał się.
- Już zapomniałem, jak w twojej obecności świat nabiera barw.
To było naprawdę miłe.
- Hmmmmmm… - mruknęłam szalenie inteligentnie.
Spojrzał na mnie.
- Spróbujmy   się   wyluzować   i   dobrze   bawić,   co?   Strasznie   długo   się   nie 

widzieliśmy.

Dwie minuty później

Wygląda tak, ze mogłabym go schrupać. Nogi zaczęły się pode mną uginać, ale 

usłyszałam  w  głowie głos Jas:  „Zdzira”.  Nie  wiem,  dlaczego  tak  powiedziała,  przecież 
jestem wolną kobietą. Jeszcze nie dogadałam się z Masimem. Nie miałam szansy, bo nie 
chciało mu się ze mną skontaktować. Oficjalnie jestem singielką.

Robbie zaproponował, żebyśmy poszli do La Strady - odlotowej włoskiej kafejki z 

background image

wielkimi   sofami.   Bywa   tam   cała   elita,   więc   to   na   idealne   miejsce   na   to,   żeby   się 
polansować.

Trzy kwadranse później

Robbie opowiedział mi o Krainie Kangurów. Bardzo mnie rozśmieszał, ale muszę 

przyznać,  że czułam się mocno  spięta. Zachowywał się jak zwykły kumpel, nawijał  o 
torbaczach,   owcach   i   innych   takich.   Nie   powiedział:   „Kociaku,   bądź   moja”.   Omijanie 
niebezpiecznych  tematów to naprawdę  ciężka  sprawa. Nie mogła spytać  o Sztywnych 
Dywanów, bo wtedy padłoby imię Masima. Nie wiem, czy Robbie wiedział, że Masimo jest 
moim   potencjalnym   chłopakiem.  Ale   jedno  jest   pewne:  jeśli  ktoś   mu  to   wypaplał,   to 
oczywiście Nudna Lindsay.

Z właściwą sobie subtelnością muszę się dowiedzieć, co mu nagadała.
- Słyszałam,   że   Nudna…   yyy…   to   znaczy   Lindsay…   była   na   koncercie,   kiedy 

przyjechałeś. Miała dla ciebie jakieś… eee… wiadomości?

Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Nie wiedziałem, że się kumplujecie.
- Kto by się chciał z nią kumplować?
Na szczęście się roześmiał.
Nie do wiary, ale właśnie w tej chwili do kawiarnia weszła panna Ośmiornica we 

własnej osobie, ze swoją durną i żałosną kumpelką, czyli Zdumiewająco Tępą Monicą. 
Lindsay machała włosami na wszystkie strony i szła rozkołysanym krokiem jak hippiska, 
co wygląda naprawdę pospolicie (chyba że ja tak chodzę). Stanęła przy barze, odwróciła 
się, żeby powiedzieć coś do ZTM, i wtedy nas zobaczyła. Zrobiła taką minę, jak by jej 
ktoś wsadził w tyłek rozżarzony pręt.

Odwróciła się znów do baru, zamówiła coś do picia, a potem podeszła do naszego 

stolika. Normalnie się bałam, że  mi wyleje  colę na głowę. Ona jednak  zupełnie mnie 
zignorowała i odezwała się do Robbiego:

- Cześć, Robbie. Fajnie było w sobotę. Pewnie się spotkamy w przyszłym tygodniu 

na imprezie po koncercie. Już nie mogę się doczekać. - Potem spojrzała na mnie takim 
wzrokiem, jakby zobaczyła jakiegoś obrzydliwego robala pijącego kawę, i powiedziała - 
Georgia, nie powinnaś już wracać do domu? Na pewno się cieszysz na tę wycieczkę z 
koleżankami. Będziecie mogły siedzieć do późna, nauczycie się różnych gier. Kiedy byłam 
w twoim wieku, uwielbiałam jeździć pod namiot. Pa. - I się zmyła.

Jak ja jej nienawidzę!
Robbie spojrzał na mnie.
- Chyba jednak się nie kumplujecie… O jakiej wycieczce mówiła Lindsay?
- Och, Herr Kamyer wymyślił jakąś durną wyprawę na łono natury. Żałuję, że go 

w ogóle pytałam o rodzinę Kochów.

background image

No   super,   mózgu,   kawał   dobrej   roboty.   Czy   mógłbyś   się   wreszcie   zamknąć   i 

przestać bredzić? Wielkie dzięki. Dobranoc.

Lindsay mówiła coś z ożywieniem do ZTM, machała przedłużonymi włosami i co 

chwila spoglądała w naszą stronę. Już jestem trupem. Lindsay zrobi wszystko, żeby mi 
zatruć życie albo nawet mnie zamordować. W najlepszym razie tylko odrąbie mi jedną 
rękę.

Kiedy   mój   mózg   radośnie   gadał   sam   do   siebie,   Robbie   spojrzał   ponad   moim 

ramieniem stronę wejścia.

- Widzę, że wszyscy tu bywają - zauważył.
Obejrzałam się. No bosko. Kiedy człowiek myśli, że nic gorszego już go nie może 

spotkać, okazuje się, jak bardzo się mylił. W drzwiach stali Masimo i Dom ze Sztywnych 
Dywanów. Koszmar. Robbie i Masimo skinęli do siebie głowami, jak to chłopcy. Masimo 
dziwnie na mnie popatrzył. Nie mogłam się zorientować, co sobie pomyślał. Doskonale 
jednak wiedziałam, co ja sobie pomyślałam: trzeba przyznać, że Masimo to pyszne ciacho 
z kremem. I posypane wiórkami czekoladowymi.

Podeszli do naszego stolika i zaczęła się męska gadka.
- Cześć, jak tam?
- Spoko.
- Tak.
- No. A u ciebie?
- Też spoko.
Co za brednie! Nie wiem, dlaczego się uważa, że to dziewczyny są powierzchowne 

i rozmawiają tylko o kosmetykach. Chłopcy są o niebo gorsi! Nigdy nie mówią wprost. 
Nawet jeśli się pobiją i pourywają sobie głowy, potem powiedzą (z pewnym trudem z 
powodu pourywanych głów): „Nie, słuchajcie, jest spoko. Szacuj”.

Ciao

, Georgia, co u ciebie? - Masimo zwrócił się do mnie.

- Och, wszystko w porządku… najlepszym… w porządeczku.
Och, zamknij się, zamknij.
Chłopaki pogadali trochę o zespole, a ja siedziałam jak ten wsiowy głupek. Potem 

Dom spytał:

- Robbie, może byś zagrał z nami na koncercie?
I znowu zaczęła się spoko - gadka!
- Tak, spoko, jeśli Masimowi to pasi - powiedział Robbie.
- Mnie pasi - odparł Masimo. - Naprawdę spoko, mógłbyś z nami zaśpiewać parę 

swoich kawałków.

Mówił do Robbiego, ale patrzył na mnie. A ja gapiłam się na niego jak pacan w 

spódnicy. Po głowie błąkały mi się ostatnie słowa, jakie do niego skierowałam, zanim 

 Ciao (wł.) - cześć.

background image

pobiegłam na nieistniejący pociąg: „Znasz wynik ostatniego mecz?”.

Super. Możecie sobie wyobrazić coś bardziej dennego? Bo ja nie.
Jak przez mgłę dotarł do mnie głos Doma:
- No to nara, stary. Pa, Georgia.
I poszli do innego stolika.
Dosiadło się do nich parę dziewczyn z college’u St Mary, na powitanie cmokając 

ich w oba policzki (idiotyczny zwyczaj). Dlaczego do nich podeszły? Jedna szeptała coś 
Masimowi do ucha i machała na wszystkie strony włosami. Co tu się dzieje?

- Spadamy stąd? - spytał Robbie. - Masz ochotę się przejść?
Udało mi się tak kiwnąć głową, żeby mi nie odpadła.
Lindsay spiorunowała mnie wzrokiem, kiedy ją mijaliśmy. Nie wiem, co Masimo 

zrobiło   po   naszym   wyjściu.   Nie   obejrzałam   się,   nie   zniosłabym   tego   widoku.   Jeszcze 
nigdy nie miałam aż tak wielkiego mętliku w głowie.

Robbie   był   dość   milczący.   Trzymał   ręce   w   kieszeniach,   więc   przynajmniej   nie 

musiałam się przejmować perspektywą nachalnych łap.

Kiedy doszliśmy do North Street, zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- Georgia, wiem, że bardzo cierpiałaś, kiedy od ciebie odszedłem. Przepraszam, że 

tak cię skrzywdziłem. Po prostu uważałem, że jesteś dla mnie za młoda, ale… - Urwał i 
zapatrzył się w dal.

Ale co? CO? „Ale się myliłem. Jesteś dojrzałą kobietą i mam ochotę zacałować cię 

na śmierć”. O to mu chodziło?

Nagle poczułam jakieś niepokojące wibracje.
Jakby za mną stał jakiś szaleniec. I rzeczywiście - stał.
- Oooooooo, czeeeeeeeeeeeeeść! Idę sobie, a tu… cześć, Gee… cześć, Robbie.
Ellen. Co ona tu robi? Czai się na ulicy jak Czajkowski przy fortepianie. I jakoś 

dziwnie ubrana. Odstawiona na maksa. Śledziła nas? Miała ochotę na trójkącik? Jakie to 
dziwne i francuskie.

Ale nie, okazało się, że nas nie śledziła, bo po chwili zobaczyłam Dave’a Jajcarza z 

jego paczką. O nieeee! Muszę natychmiast się schować. Szkoda, że nie umiem zmieniać 
koloru jak kameleon - wtedy mogłabym się wtopić w drzewa… Zaraz, zaraz, o czym ja 
mówię?   Jakie   drzewa?   Tu   są   same   sklepy.   No   to   w   takim   razie   zrobiłabym   się 
pomarańczowa jak tamta markiza nad wejściem do sklepu i… OCH, ZAMKNIJ SIĘ JUŻ!!!

Dave nas namierzył, podszedł tym swoim luzackim krokiem i mrugnął do mnie.
- Hejka! O, cześć, Ellen. Co kombinujecie?
Ellen   zrobiła   się cała   czerwona   i  zaczęła   otwierać  i   zamykać   usta  jak  karp.   W 

końcu wydusiła z siebie:

- O, Dave… łał… yyy… cześć. Fajnie, że wpadłeś w tych… no…
- W spodniach?

background image

- Eee, nie, nie w spodniach… to znaczy tak, bo tego… masz je na sobie… ale… no 

muszę już lecieć. - I się zmyła.

Pewnie śledziła Dave’a. O kurczę. Ktoś to jest jeszcze bardziej stuknięty niż ja.
- Ellen, już za tobą tęsknię! - zawołał za nią Dave.
Ale kanał. Teraz Ellen będzie przez miesiąc analizować, czy mówił to poważnie i co 

rozumiał przez „tęsknie”. Irytowała mnie, ale zrobiło mi się jej żal, bo ona naprawdę się 
zakochała w Davie. Nigdy nie zapomniała o tych ośmiu i pół minuty, które kiedyś spędzili 
sam na sam.

Dave   wyglądał   bosko   i   jak   zwykle   zachowywał   się   arogancko,   ale   w   bardzo 

pociągający sposób. Moje usta same zaczęły układać się w dziobek, a głowa latała mi na 
boki, machając włosami. Stęskniłam się za nim.

W ogóle się nie przejął tym, że szłam z Robbiem. Nie przeszkadzało mu to, że się 

spotkaliśmy?   Już   chyba   zapomniał   o   swojej   gadce   w   stylu:   „Co   byś   zrobiła,   gdybyś 
straciła kogoś, kto bardzo ci się podoba?”.

Ale to oczywiście dobrze. Znakomicie. Cieszę się, bo teraz możemy po prostu się 

kumplować. To mi pasuje. Jak powszechnie wiadomo, kumple są bardzo ważni w życiu.

- Georgia, fajna spódnica - powiedział. - Czy dziewczyna twojego dziadka ostatnio 

zrobiła coś na drutach? Wczoraj widziałem, jak jechała na bagażniku jego roweru. Miała 
na sobie  jakiś jednoczęściowy  strój, który  wyglądał jak kostium kąpielowy w włóczki. 
Niezła zadymiara, co?

- Można to tak ująć - mruknęłam.
- Nie wiedziałem, że twój dziadek ma dziewczynę. - odezwał się Robbie. - Ostatnio 

Tom mi mówił, że go aresztowano za jazdę rowerem po pijaku.

Obaj wybuchnęli śmiechem. Przestańcie się nabijać z mojego stukniętego dziadka! 

Rywale nie powinni się tak zachowywać.

Dwie minuty później

Kiedy  doszliśmy  do klubu  Buddha  Lounge,  kumpel   Dave’a   powiedział „narka”   i 

zniknął w środku.

- Robbie, skoczysz z nami na bilard? - zaproponował Dave. - Czy masz inne plany?
Zrobiłam się czerwona jak burak. Zaczęłam udawać, że szukam czegoś w torbie.
- Może później - odparł Robbie.

U bram piekieł (czyli pod moim domem)
22.00 

Kiedy stanęliśmy pod moim domem, Robbie spojrzał mi prosto w oczy. O 

Boże,   zaraz   mnie   pocałuje!   Wyjął   ręce   z   kieszeni,   a   ja   zastosowałam   swoja   starą 
sztuczkę: spuściłam wzrok, a potem znowu go podniosłam. I wtedy minęli nas państwo 
Sąsiedzi   ze   swoimi   Idiotycznymi   Pudlami.   Co   się   dzieje   w   tym   mieście?   Czyżby   ktoś 

background image

ogłosił przez radio: „Alarm! Alarm! Georgia zaraz będzie się całować z jednym ze swych 
licznych chłopaków! Chodźmy jej trochę poprzeszkadzać!”?

Na mój widok pan Sąsiad cały się nadął.
- Jeszcze mi tylko tego brakowało - warknął.
- Kochanie, nie denerwuj się - powiedziała jego żona.
- Jak mam się nie denerwować? Czy wiesz - zwrócił się do mnie - co zrobił ten 

twój bandzior, którego nazywasz kotkiem? Wiesz?!

Szczerze mówiąc, coś podejrzewałam, ale nie odezwałam się słowem.
Pan Sąsiad pienił się dalej.
- Kompletnie   zrujnował   nasze   oczko   wodne.   Zrujnował!   Cały   skalniak   był   w 

kijankach. Co za bezczelność! Zamierzam zgłosić to odpowiednim władzom i wasz kot 
zostanie umieszczony w miejscu, gdzie już nie będzie stwarzał zagrożenia dla porządku 
publicznego.

Myślałam, że eksploduje, więc dodałam pojednawczym tonem:
- Po prostu taki ma temperament. Myślał, że kijanki machają ogonkami, żeby go 

sprowokować. Taka jest jego natura. To myśliwy, lubi zabijać.

- Nie musisz mi tego mówić.
W końcu sobie poszedł, marudząc i narzekając,  a Idiotyczne Pudle pobiegły za 

nim, jazgocząc na całą ulicę. Zupełnie zepsuli mi nastrój na przytulanki.

- Georgia, muszę już iść - powiedział Robbie. - Miło było się z tobą spotkać. - Miał 

taką minę, jakby chciał coś jeszcze dodać, ale rzucił tylko: - Do zobaczenia na koncercie.

I już. Cmoknął mnie w policzek, ale to się przecież nie liczy.

Dwie minuty później

Przez chwilę patrzyłam za nim. Chodzi takim luzackim krokiem. Dotarł do końca 

ulicy i skręcił, nawet się nie obejrzawszy.

22.15  

Całkiem   przypadkiem   wróciłam   do   domu   punktualnie.   Kiedy   weszłam, 

mama spojrzała na mnie ze zdumieniem.

- Wróciłaś - powiedziała.
Po czym poszła do kuchni i przyniosła mi miskę płatków kukurydzianych.
- O kurczę, mam, od kiedy to gotujesz? - spytałam.

Pięć minut później

Leżę w łóżku i myślę.

Minutę później

background image

Dziwne to wszystko, nie?

Pięć minut później

Moje życie jest po prostu cudowne. Najpierw nie wiem co to znaczy „skoczmy na 

kawę”, a teraz - co Robbie rozumiał przez „do zobaczenia na koncercie”. „Do zobaczenia 
na   koncercie,   moja   nowa   dziewczyno”   czy   „do   zobaczenia   na   koncercie,   moja   stara 
kumpelko”?

Nie wiem, czy mam dwóch chłopaków, czy nie, i oni chyba też nie wiedzą, czy 

jestem ich dziewczyną. A jeśli nawet, to teraz mam chyba tylko jednego, bo Masimo 
pewnie pomyślał, że chodzę z Robbiem, a przecież nie chodzę. Czy może jednak?

Matko, znowu cierpię z miłości i mam złamane serce.
Wtedy usłyszałam, jak dwa łysole chichoczą na korytarzu pod drzwiami mojego 

pokoju. O  Boże,  co  znowu? Chyba  napili się wody  ognistej, bo  usłyszałam  jak wujek 
Eddie mówi z beznadziejnym chińskim akcentem:

- Psiesiłka!
I wsunął pod drzwi jakąś pocztówkę. Tata zachrumkał jak prosiak.
Jak   dzieci,   jak   dzieci…   Muszę   wziąć   tę   pocztówkę,   inaczej   będę   sterczeli   pod 

drzwiami przez całą noc.

Minutę później

Baaardzo   zabawne.   Na   pocztówce   było   napisane:  

MASZ   DOSYĆ  SWOICH 

NAMOLNYCH RODZICÓW

WYPROWADŹ SIĘ, ZNAJDŹ PRACĘ I ŻYJ NA WŁASNY 

RACHUNEK. ZRÓB TO, DOPÓKI JESZCZE JESTEŚ NAJMĄDRZEJSZA NA CAŁYM 

Ś

WIECIE.

- Doskonałe - mruknęłam. - Dobranoc, świry.

Poszli sobie, parskając śmiechem. Matko kochana.

Dwie minut później

Na czym to ja skończyłam? Aha, cierpię z miłości i mam złamane serce. A może 

wstać z łoża boleści i ryknąć: „Ej chłopaki, znowu jestem wolna!”?

Czerwonotyłkowatości mówię stanowcze nie!

Minutę później

A może powiedzieć po prostu: „Dokonałam wyboru. Poproszę włoskie ciacho”?

Następną minutę później

background image

„Albo australijskiego eklerka z bitą śmietaną!”.

I jeszcze jedną minutę później

„Po   namyśle…  poproszę   jednak…”.  Och,   sacrebleu

,  teraz   będę  się  zastanawiać 

przez całą noc!

Chrrrr….

Wraca Mistrz Podjarki, a za nim truchcikiem 

biegnie Bóg Miłości

Środa, 20lipca

W drodze do szkoły

Postanowiłam   wziąć   się  w  garść,   chwycić  byka   za   rogi   i   tak   dalej.  Zamierzam 

myśleć pozytywnie. Dzisiejszy dzień zaczął się po prostu bosko. Najpierw Angus podpalił 
sobie   własny   ogon,   no   usiadł   tuż   koło   piekarnika.   Szczerze   mówiąc,   bardzo   mnie   to 
rozbawiło.   Libby   śmiała   się   tak,   że   aż   się   zakrztusiła,   i   myślałam,   że   będę   musiała 
zastosować chwyt Heimlicha. To chyba dobry znak, jeśli chodzi o moje życie uczuciowe.

Podbiegłam do Jas czekającej na mnie przed swoim domem i mocno uścisnęłam 

jej dłoń.

- Jas, to pierwszy dzień reszty naszego życia.
- Nie rozumiem.
- Ja też, ale zatańczmy.
I   rozpoczęłyśmy   dzikie,   wikińskie  disco,  czyli  dźganie   powietrza   nieistniejącymi 

mieczami   i   kopanie   nogami.   Jas   nie   wykonała   pełnego   układu,   bo   nie   chciała   sobie 
potargać grzywki.

Opowiedziałam   jej   z   grubsza   o   wczorajszym   wieczorze,   ale   zostawiłam   aurę 

tajemniczości.

Generalnie nagadałam jej samych kłamstw.

Na apelu

Chuda stękała jak zwykle.
- Czy   ja   naprawdę   ciągle   musze   wam   przypominać   że   szkielet   w   pracowni 

biologicznej   to   nie   zabawka?   Ten,   kto   go   przebrał   w   kombinezon   pana   Attwooda   i 

 Sacrebleu (fr.) - do diabła, psiakość.

background image

posadził z butelką w ręce w pomieszczeniu dozorcy, postąpił wyjątkowo dziecinnie. Pan 
Attwood bardzo się zdenerwował…

I tak dalej, i tak dalej.
Potem   zabrzmiała   muzyka   (to   znaczy   panna   Wilson   zaczęła   bębnić   w   klawisze 

rozstrojonego pianina) i popłynęły dźwięki naszego ulubionego psalmu. Nie Jeruzalem, a 
szkoda,   bo   tam   jest   słynny   refren:   „Jeruzalem   powstało   wśród   tych   mrocznych, 
szatańskich   gaci”.   Ale   ubawiłyśmy   się   jeszcze   bardziej,   bo   panna   Wilson   wybrała  
radością dźwigam swój krzyż
, czyli w naszej wersji  Z radością kotek zjadł mysz. Cała 
Drużyna Asów zaczęła salutować.

Sokole   Oko   spojrzała   na   nas   podejrzliwie,   bo   zwykle   nie   śpiewamy,   tylko 

poruszamy ustami. Dziś jednak rozśpiewałyśmy się na całego.

A   potem   nastąpił   gwóźdź   programu:   kiedy   po   apelu   szliśmy   korytarzem,   Elvis 

Attwood potknął się o mopa, wpadł w histerię i zaczął go kopać jak wariat. Myślę, ż jest 
na skraju załamania nerwowego.

Biologia

Pani Finnigan nie przyszła do szkoły - pewnie wyczerpało ją dźwiganie ogromnych 

dyndaków. Są naprawdę olbrzymie i niemal tak obsceniczne jak melony mojej mamy. Na 
zastępstwo przysłano panią Wilson. O, radości!

Kiedy usiadłyśmy w ławkach, pani Wilson zaczęła gmerać przy telewizorze.
- Ojej, pani profesor, możemy obejrzeć Gladiatora? - poprosiła Rosie.
Pani Wilson zupełnie się pogubiła i prawie powiesiła się na kablu od telewizora. 

Zrobiła się cała czerwona.

- Nie, nie obejrzymy Gladiatora, bo…
Ale Rosie jeszcze nie skończyła.
- W   środy   zawsze   puszczano   nam   ten   film.   Ponieważ   dotyczy   starożytności,   w 

trakcie pozwalano nam również ćwiczyć słynny taniec wikingów. Pokazać pani?

Pani Wilson zaczęła nerwowo przygładzać perukę i odparła:
- Nie, Rosie, teraz jest biologia, więc obejrzymy film związany z tym przedmiotem. 

Dziewczęta, proszę o spokój… Julio, nie podpalaj roślin palnikiem bunsenowskim, palniki 
do tego nie służą.

- A do czego służą? - spytała Jools. - Myślałam, że palniki służą do podpalania.
Nie sądzę, by pani Wilson do końca lekcji zachowała zdrowe zmysły.

Pięć minut później

Pani   Wilson   szarpała   się   z   kablem,   czerwona   jak   burak.   Rosie   zaoferowała   jej 

pomoc i niechcący włączyła wentylator, który nieomal zwiał pani Wilson perukę z łowy. 
Ostatnio nasza ukochana nauczycielka szalenie dba o to, żeby nadążać za modą. I nie 

background image

mówię tego tylko z uprzejmości. Chyba znalazła jedyny na świecie sklep ze sztruksową 
odzieżą.   Dziś   włożyła   bezrękawnik   i   podkolanówki.   Właściwie   nie   są   ze   sztruksu,   a 
szkoda.

Mruknęłam do Mabs:
- Jeśli   to   film   o   rozmnażaniu   się   jakichkolwiek   stworzeń   z   naszej   planety,   to 

zatkam sobie uszy gumą do żucia.

Dwie minuty później

Film był o pszczołach i ich obyczajach. Co mnie to obchodzi?

Godzinę później

Lepszego filmu dawno nie wiedziałam. Poprosiłyśmy panią Wilson o powtórkę tego 

fragmentu, w którym dwie królowe się biją. Nie miałam pojęcia, że pszczoły są takie 
fajne, mądre i że tyle można się od nich nauczyć. Na przykład tego, że kiedy jest już po 
wszystkim,   królowa   zabija   swojego   partnera   seksualnego,   odrywając   mu   narządy 
rozrodcze (czyli pszczelego wężyka).

- To by rozwiązało moje problemy z chłopakami - mruknęłam do Jas.
- Popraw   mnie,   jeśli   się   mylę   -   powiedziała   -   ale   jeden   z   twoich   tak   zwanych 

chłopaków   zabrał   cię   na   kawę,   a   potem   nawet   nie   pocałował,   a   drugi   w   ogóle   nie 
zadzwonił. O jakich problemach z chłopakami ty mówisz?

Kopnęłam ją w nogę.
- Jas, nienawidzę cię.
- Cóż, ja tylko mówię prawdę. Od tego są przyjaciele.
- Tak? Ja ci nie mówię, że masz idiotyczną grzywkę.
- Właśnie, że mówisz.
Jest naprawdę nierozsądna i poważnie szurnięta. I strasznie zarozumiała - tylko 

dlatego, że ma jakiegoś głupiego, nudnego chłopaka. Nie przejęłam się jednak, bo tego 
dnia   wiele   się   nauczyłam.   Zastanawiam   się,   kim   zostać   w   przyszłości.   Pszczelarzem, 
modelką czy piosenkarką w chórkach?

Wiecie, że małe pszczółki, są karmione pszczelim chlebem? Poważnie!
A kiedy żądlą, odpadają im tyłki.

W drodze na angielski

Pani Wilson już się nie może doczekać tej głupiej wycieczki. Kiedy wychodziłyśmy 

z pracowni biologicznej, powiedziała:

- Dziewczęta, będziemy się świetnie bawić!
Mruknęłam do dziewczyn:
- Coś wam powiem. Wcale nie zamierzam brać udziału w tych durnych zabawach. 

background image

Koniec, kropka.

Na angielskim

Matko   kochana,   ile   sztuk   spłodził   ten   cały   Szekspir?   Pewnie   w   ogólne   nie 

wychodził   z   domu.   Większość   przekleństw,   jakie   znamy,   pochodzi   z   jego   sztuk,   nie 
rozumiem   więc,   dlaczego   nauczyciele   nas   upominają,   kiedy   ich   używamy.   Poza   tym 
przemoc i upijanie się w trupa to wcale nie współczesny wynalazek - Billy i jego kumple w 
rajtuzach   nie   należeli   do   niewiniątek.   Dla   hecy   zakuwali   ludzi   w   dyby   i   tak   dalej. 
Właściwie to była ich największa rozrywka - no i jeszcze polowania na niedźwiedzie.

Dla przykładu oto rozmowa między kumplami z czasów elżbietańskich:
- Rzeknij, panie mój, jakimż to hulankom się dziś oddamy?
- Nadobny kawalerze, chodźmyż wypić kwartę albo i dwie ginu, a potem ubijmy 

jakowego niedźwiedzia.

- Zaprawdę, powiadam ci. Pójdźmyż do dybów i porzucajmy pomidorami w tego 

świra, któren tam zakutym jest.

Na francuskim

Będę   musiała   zamordować   Rosie,   która   dostała   przeweekendowej   głupawki. 

Zupełnie jej odbiło na punkcie Svena. Przed chwilą przysłała mi dowcip.

Bonjour, mon petit  wirze!

ś

Czym si  ró ni wróbelek?

ę ż

Odpisałam: Nie wiem i w ogóle mnie to nie obchodzi.

Ale tak długo unosiła brwi i kiwała głową, aż musiałam powiedzieć:
- No mów.
Odpisała: Tym,  e ma jedn  nó k  bardziej.

ż

ą ż ę

W drodze do domu
16.15 

Tępaki wloką się za nami, dowcipkując po swojemu. Jeden z nich zawołał 

za nami:

- Hej, maleńka, możesz się położyć? Chciałem zaparkować swój rower.
O co im chodzi? Pewnie sami nie wiedzą.
Po jakichś dziesięciu minutach odwróciłam się i warknęłam:
- Możecie się od nas odwalić? I to już!
O dziwo, spłoszyli się. Myślę, że nie zrozumieli tego prostego polecenia. Podobno 

chłopcy i psy mają wiele wspólnych cech. Tak mi kiedyś powiedział Mistrz Podjarki.

background image

W tej samej chwili, jak na zawołanie, na horyzoncie pojawił się Mistrz Podjarki z 

dwoma kumplami. Pędem rzucił się w naszą stronę, szeroko rozkładając ramiona, jakby 
nie widział nas ze sto lat.

- Witajcie,   moje   drogie,   tatuś   wrócił!   Niechaj   zabrzmią   gacie   Anglii!!!   Niechaj 

rozlegnie się muzyka Kosmicznej i Ogólnej Podjarki! Kto jest waszym tatusiem?

Ellen wydukała:
- Yyy… ty… jesteś naszym… tym… tatusiem?
Spojrzałyśmy na nią z rezygnacją.
- O,  cześć,   Dave   -   odezwałam   się  jak   zwykle   z  wielką   godnością.  -   chyba   nie 

zaczniesz znowu rapować i nie spadniesz z murku, co?

Zerknął na mnie i się oblizał.
Matko kochana.
- Georgia, wiem, że w ten sposób chcesz powiedzieć: „Hej, przystojniaku, trzymaj 

mnie, bo tak mnie podniecasz, że zaraz padnę!”.

Spojrzałam   na   niego   bez   słowa.   Nie   zamierzałam   się   uśmiechać.   Był   taki 

zarozumiały   i   napalony!   Ale   przy   nim   trudno   się   opanować…   O,   kurcze,   niechcący 
uśmiechnęłam się do ucha do ucha, aż mi się nos rozpłaszczył na całą twarz! Ale kanał.

Wziął   nas   pod   ręce,   jego   kumple   zrobili   to   samo   i   powstał   rządek   na   całą 

szerokość ulicy. Mam nadzieję, że nie wpadniemy na latarnię albo jakiegoś starego świra.

- Dziewczyny, podobają wam się moje nowe trampki? Czuję się w nich naprawdę 

bajerancko.

Szczerze mówiąc, trampki były całkiem fajne.
Jeden z jego kumpli, Declan, który trzymał Ellen pod rękę, powiedział:
- Ale dzisiaj były jaja. Mieliśmy dzisiaj w stołówce mała przepychankę, bo Phil i 

jego kumple chcieli wejść bez kolejki. Phil musiał więc dostać kosza.

Wiedziałam, że nie powinnam pytać, ale jednak to zrobiłam.
- Co to znaczy „dostać kosza”?

W moim pokoju

Wiem, że powtarzałam to już wiele, wiele razy, ale powiem raz jeszcze: chłopcy to 

największa zagadka wszechświata. Okazuje się, że z nudów wsadzają siebie nawzajem 
do koszy na śmieci. Kumple złapali Phil i wepchnęli tyłkiem do śmietnika, a ledwie się z 
niego   wygramolił,   wepchnęli   go   znowu.   A   kiedy   po   raz   drugi   się   z   niego   wydostał, 
przyszedł Dave z kolegami i Phil znowu wylądował w śmietniku. I tak w kółko przez całą 
przerwę. Jaki to ma sens?

17.30  

Dave Jajcarz jest przecież tylko moim kumplem, więc trudno mi się do 

tego przyznać, ale za każdym razem na jego widok cała przemieniam się w galaretę. Przy 

background image

nim czuję się zupełnie na luzie, a poza tym ciągle mnie rozśmiesza, ale… och, zamknij 
się, mózgu!

Kumple się nie całują, nawet o tym nie myślą! Już i tak mam wystarczająco wielu 

potencjalnych chłopaków, żeby jeszcze się zastanawiać nad tym, jak Dave Jajcarz się 
całuje. Nawet nie zamierzam o tym myśleć.

Dwie minuty później

Właśnie mi się przypomniał nasz pierwszy pocałunek na rybnej imprezie. Wtedy 

zaczęła   się   u   mnie   faza   czerwonotyłkowatości.   To   wszystko   jego   wina.   To   on   mnie 
wpędził w obsesję, ucząc mnie technik skubania warg i tak dalej. Odpuszczę go sobie, bo 
nie   znajduje   się   na   mojej   liście   potencjalnych   chłopaków.   To   tylko   kumpel.   I   bardzo 
dobrze.

Minutę później

Ciekawe, do którego punktu doszedł z tą swoją „dziewczyną”. Nigdy o niej nie 

wspomina. Zresztą ja też nigdy o niej nie wspominam.

Ciekawe, czy ona sama o sobie wspomina.
Ciekawe, czy kiedykolwiek spytała Dave’a o mnie.
Chyba rzadko się spotykają. Pewnie ją rzucił.

Dziesięć minut później

Tupot na schodach.
- Kici, kici, kociaku, gdzie jesteś? No chodź do mnie, kiciusiu, choooodź! Cha, cha, 

cha, cha!

Drzwi   mojego   pokoju   otworzyły   się   z   hukiem   i   weszła   moja   siostrzyczka,   cała 

czerwona na buzi. Trzymała za kark Gordy’ego, który walczył jak wściekły. Powodzenia, 
futrzaku. Drugą pulchną rączką Libby obejmowała za szyję swojego „chłopaka” Josha. 
Libby kosia Josha. Traktuje go jak resztę swoich zabawek - bobasa, Angusa i Gordy’ego, 
Barbie nurka, Jezusa/Sandrę i mnie - czyli bardzo, bardzo źle. Jedyna różnica polega na 
tym, że Libby  jeszcze nie pourywała  Joshowi  różnych  części  ciała. Z  bobaska została 
właściwie już tylko głowa.

- Cieść, Ginie, kosiam cię. Pociałuj Josha.
- Nie, Libby, myślę, że Josh wcale by tego nie chciał, a poza tym ciut za mocno go 

ściskasz. Zaraz mu urwiesz głowę, prawda, Joshie?

Libby uśmiechnęła się przerażająco. Ostatnio, gdy się uśmiecha, bardzo szeroko 

otwiera oczy i unosi górną wargę. Wygląda wtedy jak chomik, który zobaczył ogromną 
marchewkę.

background image

- Ale on to luuubi.
I   zaciągnęła   go   do   swojego   pokoju.   Zainterweniuję,   kiedy   usłyszę   odgłosy 

piłowania.   Chociaż   właściwie   nie   wiem,   dlaczego   to   akurat   ja   powinnam   się   tym 
przejmować. Co robią moi „rodzice”? Skoro nie interesują się własnymi dziećmi, to po co 
je rodzili? Chyba im to powiem. Nie, zaraz, wiem, co się wtedy stanie - zaczną się mną 
interesować, tylko po to, żeby mi uprzykrzyć życie.

Zeszłam na dół do łazienki żeby zrobić sobie kąpiel.
Mijając drzwi pokoju Libby, usłyszałam jej głos:
- A teraz troseckę sminki. Oo, jak ślicnie.
Josh   będzie   wyglądał   jak   transwestyta,   kiedy   mama   po   niego   przyjdzie.   Jeśli 

zabroni mu odwiedzać Libby, to może go uchronić przed czymś, o wiele gorszym.

Kiedy wchodziłam do łazienki, zobaczyłam Vatiego, w czymś co nazywa „luźnym 

strojem”, czyli w dżinsach i T - shircie z napisem „Jestem dorosły, więc wszystko mi 
wolno”. Żałosne. Nie odezwałam się jednak ani słowem.

Zaczął stękać i marudzić. W mojej obecności zawsze się tak zachowuje.
- Georgia, mam nadzieję, że nie spędzisz całego wieczoru w łazience? Wiesz, nie 

mieszkasz tu sama.

- No właśnie, mnie też to przeszkadza.
- Nie bądź taka bezczelna. Zobaczymy, jak ci mina zrzednie, kiedy zaczniesz płacić 

rachunki za wodę.

Bredź do woli. Wielki Tyłek może się mnie czepiać tylko dlatego, że jeszcze nie 

jestem   dziewczyną   słynnego   rockmana,   pszczelarzem   -   miliarderem,   piosenkarką   w 
chórkach i tak dalej. Moja zasada brzmi: Żyj i daj żyć innym.

Gdyby   moi   rodzice   byli   pszczołami,   tata   już   od   dawna   by   nie   żył.   Taka   jest 

prawda, choć z trudem przechodzi mi to przez gardło.

Jeszcze nie skończył.
- I nakarm tego swojego cholernego kota. Atakuje moje spodnie.
„A  kogo  by nie  wkurzały  twoje  spodnie”  - pomyślałam,  ale nie odezwałam  się 

słowem.

Napuściłam wody do wanny i poszłam do kuchni. Na mój widok Angus czmychnął 

przez klapkę w drzwiach do ogrodu. Po chwili wrócił tyłem, miaucząc, jakby od paru dni 
nic nie jadł.

Od   sąsiadów   wiem,   że   to   nieprawda.   Jeden   z   sąsiadów   powiedział,   że   kiedyś 

Angus  zjadł  słoninkę   wyłożoną  dla  ptaków.   Idiotyczne  Pudle   muszą  jeść w   domu,  bo 
Angus potrafi się zakraść i w ciągu paru sekund wyżreć im karmę z misek. Jest jak koci 
James Bond. Wszyscy go szukają i nikt nie może go złapać.

Wiele razy widziałam, jak nagle zeskoczył z parapetu prosto w miskę Idiotycznych 

Pudli. Albo z dachu. Albo ze śmietnika. Naprawdę trudno go nie podziwiać.

background image

Auuuu! Chyba właśnie zjadł moją kostkę.
Nałożyłam mu jedzenia do miski, a on zaczął mruczeć i ocierać się o moje nogi. 

Mmmmm… Potem usiadł na stole i wlepił we mnie wzrok.

- Nie chcesz jeść? - spytałam.
Zamknął oczy.
Wróciłam   do   łazienki   i   wlałam   do   wanny   trochę   potwornie   drogiego   olejku   do 

kąpieli, którego mam zabroniła mi używać.

Słowo   daję,   w   tym   domu   człowiek   musi   się  nieźle   nagimnastykować,   żeby   się 

wykąpać.

Gdy znowu poszłam do kuchni, Angus siedział w misce, z której nawet nie ruszył 

jedzenia.

Normalnie odebrało mi mowę.
Kiedy tak patrzyliśmy na siebie, do kuchni wszedł  Gordy. Zrobiony na bóstwo. 

Mogłabym przysiąc, że miał sztuczne rzęsy. Był cały usmarowany pudrem w kremie i 
różem, wokół oczu miał narysowane wielkie czarne koła z dodatkiem niebieskich cieni. Z 
uszu zwisały mu klipsy, a na ogonie tkwiła kokarda.

Poszedł do łazienki.
To bardzo dziwne, ale wyglądał na całkiem zadowolonego.
Może to transwestyta?
Angus pewnie się go wyrzeknie.

W łazience

Aaach, wreszcie mogę się odprężyć i spokojnie pomyśleć.
To niesamowite, jak dyndaki unoszą się na wodzie. Ciekawe, dlaczego. Może tak 

to obmyślono, by w razie powodzi, dziewczyny, które oczywiście są najważniejszą płcią, 
mogły   bezpiecznie   unosić   się   na   wodzie?   Pewnie   ma   to   jakiś   związek   z   genetyczną 
umiejętnością przetrwania.

Dwie minuty później

Nie   chciałabym   krytykować   Pana   B.,   ale   to   chyba   zupełnie   niepotrzebny 

wynalazek. Tak samo jak nadmierne owłosienie. Na przykład, po co komu sztywne włosy 
rosnące na kolanie? Albo jeden kręcony włos, który znalazłam w swojej brwi? Niby jak to 
by miało pomóc w przetrwaniu ludzkiej rasy? Chyba, że kiedyś zwierzęta bardzo bały się 
brwi…

Wracając jednak do dyndaków… (Słyszę głos Dave’a Jajcarza: „Tak, tak, wróćmy 

do dyndaków!!!”. Zamknij się, nieistniejący głosie Dave’a! Wynocha z mojej wanny! No 
już!).

Na czym to ja skończyłam? A tak. Jeśli chodzi o wyporność, to Nudna Lindsay w 

background image

jednej chwile opadłaby na dno, bo nie ma prawdziwych dyndaków, tylko musi wypychać 
sobie  stanik.  I bardzo  dobrze.  Z kolei  Melanie  Griffiths  podczas  powodzi  z  pewnością 
dotrzymałaby mi towarzystwa. Jest spoko i w ogóle, ale do mądrych to ona nie należy. 
Nie chciałabym po wielkiej powodzi razem z nią przedłużać ludzkiego gatunku.

Piętnaście minut później

Ktoś dzwoni do drzwi. Błagam, żeby tylko to nie był dziadek w swoich rowerowych 

szortach i Maisie, jego dziewczyna. Całe szczęście, że się zabarykadowałam w łazience.

Maseczka na twarz przytłumia wszystkie odgłosy. Aaach, pierwszy raz od dawna 

czuję się tak zrelaksowana… no, od czasu drzemki na matmie. Trygonometria działa na 
mnie bardzo, bardzo uspokajająco.

Dwie minuty później

-

  

 

  

Georgia, jeszcze siedzisz w wannie? - zawołał tata przez drzwi.

Aaaa, odezwał się do mnie, kiedy byłam na golasa! Ohyda. Zasłoniłam dyndaki 

flanelową ściereczką.

- Tato, idź sobie.
- Ktoś przyszedł do ciebie.
Co? Dziewczyny z Drużyny Asów zwykle dzwonią, zanim do mnie wpadną. To na 

pewno   pan   Sąsiad   przyszedł   ze   skargą   na   Angusa.   Nie   słyszałam   jednak   żadnych 
wrzasków.

- Kto? - spytałam.
I wtedy usłyszałam jego głos.
- Georgia… ciao, to ja, Masimo. Co słychać?
Nie wierzyłam własnym uszom. Masimo mówił do mnie na golasa! To znaczy ja 

byłam na golasa, nie on. Chyba że to taka włoska tradycja przychodzić na golasa do 
domu dziewczyny. Kto wie, kto wie, ale… zamknij się, zamknij!!!

Muszę   się   zachować   jak   wyrafinowana   dama.   Może   udawać,   że   nie   siedzę   w 

wannie, tylko po prostu… no, stoję sobie w łazience? Nie, nie, jeszcze gorzej, bo skoro się 
nie kąpię, to co mogę tu robić? Jeszcze pomyśli, że siedzę na kiblu. Bo to jest kibel. O 
nie, nie, nie. Dlaczego mój durny ojciec pozwolił mu zbliżyć się do łazienki?

Usłyszałam głos taty:
- Wiem, że tam jest, bo rozmawiałem z nią tuż przed twoim przyjściem. Kto wie, 

co dziewczyny robią w łazience? Masimo, skąd dokładnie pochodzisz?

Masimo odparł z tym swoim boskim akcentem z Krainy Pizzy:
- Z małego miasteczka koło Rzymu.
Po cichutku wyszłam z wanny. Starałam się nie chlupać wodą, ćśśś…
Niepotrzebnie się starałam, bo tata gadał jak najęty.

background image

- O, jak miło, kiedyś pojechałem w kumplami na mecz do Rzymu, wypiliśmy dużo 

vino tinto. Muchos

 miło.

Masimo się roześmiał.
- Ja też lubię piłkę nożną. We Włoszech często gram, jak to się mówi… w lidze.
- Ja też bardzo dbam o kondycję. Napijesz się czegoś?
- Dziękuję, chętnie, proszę pana.
- Mów mi „Bob”.

I poszli do kuchni.
Mów mi „Bob”? A może lepiej „gruby świrze”? Jak to możliwe? Mogłabym utonąć w 

tej   wannie,   a   oni   nawet   by   się   nie   zorientowali.   Wytarłam   się   i   zmyłam   maseczkę   z 
twarzy.

Nadal jednak byłam uwięziona w łazience, bo nie miałam przy sobie kosmetyków, 

a Bóg Miłości znajdował się tuż obok. O Boże, co zrobić? Czym zastąpić kosmetyki? Mama 
mi kiedyś powiedziała, że w młodości Maisie używała pasty do butów jako eyeliner, bo u 
niej w domu się nie przelewało. I przygryzała usta, żeby się zaczerwieniły. Teraz wygląda 
jak narzeczona Draculi, pewnie od tego wiecznego przygryzania ust. Dziadkowi widocznie 
podoba się taki styl „na zombi”.

Przyłożyłam   ucho   do   drzwi   i   usłyszałam,   że   tata   bredzi   o   swojej   „karierze” 

piłkarskiej, czyli o tym, że jest wielkim, leniwym połciem słoniny na nogach. Potem z 
salonu wyszła mama i od razu pobiegła na górę.

- Libby, Josh, dlaczego u was tak cicho? Co tam robicie?
Rozległy się dziwne odgłosy, jakby przepychanki, a potem odezwała się Libby:
- Nic, mamusiu.
Wydawało   mi   się,   że   Josh   krzyknął:   „Ratunku!”,   ale   nie   miałam   czasu   na 

ratowanie jakichś dzieciaków. Sama byłam w niebezpieczeństwie.

Szepnęłam tak głośno, jak tylko mogłam.
- Mamo…! Mamo…!!!
Podeszła do drzwi.
- Co?   Dlaczego   jeszcze   tam   siedzisz?   Masimo   przyszedł.   Boże,   jaki   on   śliczny, 

prawda?

- Mamo,   utknęłam   tutaj   w   badziewnym   T   -   shircie,   spodnich   od   dresu   i   bez 

kosmetyków. Jeśli mi nie pomożesz, zostanę tu do końca życia.

- Powiedz „proszę”.
- Mamo, PROSZĘ, pomóż mi. Inaczej cię zabiję.
W końcu się zlitowała i przemyciła do łazienki moją kosmetyczkę i dżinsy.
Ręce mi się trzęsły, a moja twarz przybrała atrakcyjny czerwony odcień, w sam 

 Vino tinto (wł.) - czerwone wino; muchos (hiszp.) - bardzo.

background image

raz   na   wymarzoną   wizytę   Boga   Miłości.   Zrobiłam,   co   mogłam.   Zdecydowałam   się   na 
scenariusz   „ojej,   właśnie   myłam   głowę”.   Tak   więc   tusz   to   rzęs,   eyeliner,   szminka, 
błyszczyk   i   ręcznik   na   głowę   (żeby   ukryć   fakt,   że   moje   włosy   wyglądały,   jakby   słoń 
właśnie zrobił w nie kupę).

Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi.

W kuchni

Ale żena. Vati próbował rozmawiać z nami po kumpelsku. Nie mógłby sobie po 

prostu pójść? Na zawsze?

Z jedną nogą na krześle popijał piwo i mówił do Masima:
- Mas, a więc masz motor?
Mas? O Boże, on mówi do niego „Mas”!!!
Masimo zerknął na mnie i odpowiedział:
- Nie, skuter.
- Masz ochotę trochę się przejść i pogadać? - zaproponowałam.
Wtedy weszła mama, ciągnąc za sobą Josha i Libby. Spełniły się wszystkie moje 

najgorsze obawy. Josh wyglądał jak drag queen. I to z irokezem.

Mam była wpieniona.
- Co   powie   jego   mamusia?   Ty   niegrzeczna   dziewczyno!   Przecież   zabroniłam   ci 

bawić się nożyczkami.

Libby też się rozzłościła.
- Jestem już duża i wszystko mi wolno.
- Nie tym tonem, moja panno - odezwał się tata.
Libby oparła dłonie na biodrach i wrzasnęła:
- To ty nie tym tonem, moja panno!!!
Korzystając   z   reakcji   taty,   zdumionego   tym,   że   został   nazwany   panną, 

powiedziałam do Masima:

- Szybko, spadajmy stąd!
Wyszliśmy przed dom i usiedliśmy na murku. Wybrałam miejsce za drzewem, tak 

żeby rodzice nas nie podglądali.

Nadal miałam ręcznik na głowie, ale może wyglądałam w nim chociaż trochę jak 

tajska panna młoda?

Przez parę chwil siedzieliśmy w milczeniu. Nie wiedziałam, co robić. W końcu się 

odezwałam:

- Przepraszam za tamten numer z pociągiem. Robbie wyskoczył jak filip z konopi, 

ty powiedziałeś, że jesteś wolny, a ja miałam na głowie rogi… i trochę mi odbiło.

Masimo milczał. O nie. Nagle poczułam na twarzy jego ręce. Odwrócił moją głowę 

do siebie i spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Galareta! Galareeetaaa!!!

background image

- Georgia, u mnie nic się nie zmieniło. Nie wiem, jak u ciebie. Widziałem cię w 

kawiarni z Robbiem. To fajny chłopak, a kiedyś chodziliście ze sobą. Więc już sam nie 
wiem.

Ty też być fajny i ja cię lubić. Na szczęście nie powiedziałam tego. Zamurowało 

mnie. Patrzyłam mu w oczy, w te piękne, kocie oczy… a potem Masimo pocałował mnie 
prosto w usta. Bardzo delikatnie. A potem znowu. Moje niegrzeczne usta rozpaliły się do 
czerwoności.

Drugą rękę objął mnie za szyję i przyciągnął do siebie. Miałam nadzieję, że ręcznik 

mi nie spadnie i nie odsłoni moich włosów w kształcie słoniowej kupy. Tym razem Masimo 
pocałował mnie długo i mocno. Było tak cudownie i namiętnie, że nie wiedziałam, gdzie 
kończą się jego usta, a zaczynają moje, i wtedy… jakiś skończony pacan krzyknął:

- Hej, czy jego chłopak wie, że się z nim całujesz?
Podnieśliśmy głowy, ale nikogo nie było widać. Po chwili usłyszałam jakiś szelest 

za   żywopłotem   państwa   Z   Naprzeciwka.   Podbiegałam   tam,   spojrzałam   za   żywopłot   i 
zobaczyłam   Oscara   w   tej   jego   durnej   sportowej   czapeczce,   znanego   również   jako 
kandydat na Tępaka i zboczek.

Przeskoczyłam   za   żywopłot,   szybko   kopnęłam   Oscara   w   nery   i   wróciłam   do 

Masima.

Roześmiał się.
- Tutaj nic się nie ukryje. Straszny tu.. jak to się mówi? Tłok.
Uśmiechnął się do mnie, wstał i wsiadł na skuter.
Spojrzałam na niego.
On spojrzał na mnie.
- No, panno Georgio, to jak będzie? Ja jestem wolny. A ty?
No właśnie. Dobre pytanie. Ale jak brzmi odpowiedź?
Przez chwile chciałam mu wspomnieć o swoim niezdecydowaniu, ale jak to komuś 

wytłumaczyć, tym bardziej Włochowi? Wzięłam głęboki wdech i odparłam:

- Naprawdę, bardzo cię lubię, uważam, że jesteś odlotowy i w ogóle…
- Odlotowy? To znaczy, że mam odlecieć?
- Nie, nie, po prostu… Myślę, że najpierw muszę poważnie porozmawiać z Robbie.
Uśmiechnął się lekko.
- Ja też tak myślę. Tak będzie uczciwie.
Patrzyłam za nim, jak oddala się na skuterze. Och, co ja najlepszego zrobiłam? 

Właściwie to go spławiłam. Chyba coś ze mną nie teges.

Kiedy   był  już  na  końcu  ulicy,   wrzucił  lewy   kierunkowskaz,   a  potem…   zawrócił, 

pędem podjechał do mnie i zatrzymał się z piskiem opon.

- Georgia, zapomniałem, po co do ciebie przyszedłem. Po koncercie wyjeżdżam na 

miesiąc do mojej rodziny we Włoszech. Jeśli się zdecydujesz ze mną chodzić, to może 

background image

pojechałabyś ze mną na trochę?

O rany. Właściwie wzięliśmy ślub!!! A ja jak ta głupia stałam w ręczniku na głowie 

i nie potrafiłam wykrztusić słowa.

- Zastanów się nad tym, cara

, byłoby super - dodał.

I odjechał.
W podskokach minęłam Króla Bufona (czyli tatę), który mył samochód, i nawet się 

nie roześmiałam, kiedy spytał:

- Pomogłabyś mi?

W kuchni

Mama próbowała doprowadzić Josha do porządku, ale z jego włosami nic nie dało 

się zrobić. Jego mama na pewno zgłosi to na policję. Ale co tam! Idąc do swojego pokoju, 
zawołałam:

- Mamo, nie rezerwuj dla mnie biletu na samolot do Irlandii. Te wakacje spędzę w 

okolicach Rzymu.

Nawet jej się nie chciało odpowiedzieć, co uznałam za dość aroganckie. No, ale to 

cała ona. Skupiona na sobie egoistka.

Czwartek, 21 lipca

8.30 

Idę z Jas do szkoły. Opowiedziałam jej o spotkaniu i pocałunku z Masimem.

- Do którego numeru doszliście? - spytała.
- Oficjalnie do czwartego, ale myślę, że mentalnie doszedł do ósmego.
- Czyli mentalnie pieścił górną część twojego ciała?
- Tak.
- Ale przecież siedzieliście na murku przed domem.
- No, oficjalnie tak, ale…
- I trzymał dłoń na twoim karku, a to nie jest górna część ciała.
- Oczywiście, że jest.
Jas z wkurzającym zamyśleniem żuła gumę. Nie cierpię tej miny. Bredziła dalej 

jak czarownica na mękach:

- No dobrze, ale skoro górna część ciała nie oznacza po prostu piersi, to dotyczy 

wszystkiego od pasa w górę,  czyli punkt siódmy i ósmy obejmują również pieszczoty 
nosa czy podbródka.

Bożeeee, jak ona mnie wkurza! I ma taką idiotyczną grzywkę.
- Jas, próbuję ci tylko opisać, co się wydarzyło. Nie zachowuj się jak inkwizytor.
Wtedy się nabzdyczyła.

 Cara (wł.) - kochana, droga.

background image

- Georgia, to ty wymyśliłaś tę skalę całowania się.
Właśnie mijałyśmy śmietnik i przez ułamek sekundy miałam wielką ochotę ja tam 

wepchnąć,   tak   jak   Dave   i   jego   kumple   wepchnęli   Phila.   Ponieważ   jednak   Jas   nosi 
ogromne gacie, mogłaby tam utknąć na dobre i wtedy musiałbym wzywać straż pożarną, 
żeby ją wyciągnięto. Poza tym chciałam u niej przenocować w sobotę po koncercie, bo 
liczyłam   na   nocną   randkę.   Dlatego   zamiast   ją   walnąć   albo   zrobić   coś   w   tym   stylu, 
uśmiechnęłam się czarująco i zwróciłam się do niej łagodnie:

- Jas, wiesz, że jesteś moją najlepsiejszą psiapsiółką i Mądrą Kobietą z Lasu. Czy 

mogę więc po prostu opowiedzieć ci, co się wydarzyło?

Irytująco machnęła grzywką, ale odparła:
- No to mów.
Opowiedziałam   jej   o   pomyśle   z   wakacjami   we   Włoszech.   Nawet   ona   była   pod 

wrażeniem.

- O rany, czyli jesteś prawie jego oficjalną dziewczyną, tak? Musisz szybko się 

zdecydować. W sumie to nie wiesz, czy podobasz się Robbiemu. Lubi cię jako kumpelkę, 
ale czy uważa cię za materiał na dziewczynę? Nie chciałbym być na twoim miejscu, to 
znaczy nie wiedzieć, kto jest moim chłopakiem i w ogóle. Wczoraj wieczorem spotkałam 
się z Tomem. Ustawialiśmy moją kolekcję sów według wielkości, no i… było bardzo… no 
sama nie wiem…

W szkole
9.30

  Nudna Lindsay się na mnie uwzięła. Kiedy ją mijałam w drodze na wuef, 

powiedziała:

- Nie możesz normalnie chodzić?
O co jej biega?

Na kortach tenisowych

Grałam   singla   z   Melanie   Griffiths.   Słowo   daję,   to   powinno   być   zabronione.   Jej 

dyndaki   to   zagrożenie   dla   zdrowia.   Założę   się,   że   przez   nie   w   ogóle   nie   widzi   piłki. 
Wygrywałam jakieś osiem milionów do zera. Najbardziej niebezpiecznie się robiło, kiedy 
Melanie   musiała   schylić   się   po   piłkę.   Za   każdym   razem   myślałam,   że   upadnie   pod 
ciężarem melonów.

Potem przywlokły się Nudna Lindsay i Zdumiewająco Tępa Monica. Weszły na kort 

i usiadły na krzesełkach przy siatce. Nudna Lindsay gapiła się na mnie, a gdyby wzrok 
mógł zabijać, już bym była truposzem.

Patrzyła na mnie a jednocześnie cały czas głośna rozmawiała z ZTM.
- Duży   nos   chyba   strasznie   trudni   zatuszować,   prawda?   Nie   da   się   go   ukryć. 

Ludzie   mówią,   że   Barbara   Streisand   świetnie   śpiewa,   ale   najpierw   zawsze   zwracają 

background image

uwagę na jej wielki nos.

Serwując,   odruchowo   ściągnęłam   nozdrza.   Może   „niechcący”   trafić   Lindsay 

piłeczką i zwalić z krzesła? Nie odważyłam się jednak, bo na pewno nakablowałaby na 
mnie pani  Wilson  albo Sokolemu  Oku,  a wtedy do końca  życia musiałbym  polerować 
kolekcję łopat pana Attwooda.

Ale Ośmiornica jeszcze nie skończyła.
- Nie   wiem,   co   zrobić   z   Masimem   i   Robbiem.   Obaj   są   super,   prawda?   Nie 

chciałbym zranić niczyich uczuć, ale…

Biegając   po   korcie   i   czekając,   aż   Melanie   odzyska   równowagę,   kątem   oka 

widziałam, że ZTM kiwa głową jak piesek na tylnej półce samochodu. Lindsay bredziła 
dalej,   machając   tymi   swoimi   idiotycznymi   przedłużonymi   włosami   i   zakładając   jedną 
kościstą nogę na drugą. Boże, jak ja jej nienawidzę.

- Mam wrażenie, że Robbie, schrzanił sprawę - ciągnęła. - Wyjechał akurat wtedy, 

kiedy związaliśmy  się na poważnie. Nie lubię, kiedy facet stawia pracę na pierwszym 
miejscu. Ale wiem, że bardzo mu na mnie zależy. No a Masimo ma ten włoski wdzięk i… - 
podniosła głos - … i doskonale całuje. Włosi znają się narzeczy, prawda?

Dzwonek rozległ się w chwili, kiedy Melanie dosięgnęła piłki i wpadła na siatkę. 

Podbiegłam, żeby pomóc jej się pozbierać, a wtedy Nudna Lindsay i ZTM zeszły z kortu.

- Nicolson,   masz   słabiutki   bekhend   -   powiedziała   Lindsay.   -   Może   kiedy 

podrośniesz, nauczysz się czegoś od prawdziwych graczy.

Niby mówiła o tenisie, ale doskonale wiedziałam, do czego pije.

W Kwaterze Głównej Drużyny Asów

Duża przerwa

Jestem wkurzona na Lindsay. Czy cokolwiek z tego, co powiedziała, było prawdę? 

Czy rzeczywiście całowała się z Masimem, chociaż to ja prawie wyszłam za niego za mąż.

Zdałam dziewczynom dokładną relację z ostatnich wydarzeń.
- A więc Masimo całował się z tobą i zaprosił cię do Krainy Pizzy - podsumowała Ro 

Ro. - Ale jak myślisz, czy on jednocześnie spotyka się z Nudna Lindsay?

- Który bardziej ci się podoba: Robbie czy Masimo? - spytała Jools.
- Sama nie wiem - mruknęłam.
- Od tego masz przyjaciół - pocieszyła mnie Ro Ro. - Podzielimy się z tobą nasza 

mądrością. Podajcie mi moją brodę.

Założyła   sztuczną   brodę   i   wykonała   solowy   taniec   wikingów.   Nawet   dla   mnie, 

chociaż   mieszkam   w   domu   chaosu,   przy   ulicy   Chaosu   i   w   dzielnicy   Chaosu,   było   to 
bardzo, bardzo zabawne.

W końcu usiadła, dysząc ciężko i powiedziała:
- Szkoda,   że   nie   mam   fajki.   Sven   wziął   ja   na   zajęcia,   bo   chce   ją   na   sobotę 

background image

przemalować. Mówiłam wam, że w weekendy zaczął pracować jako didżej?

Matko kochana.
- Powinnyśmy pamiętać, że chłopcy to niezgłębiona tajemnica - ciągnęła - i że 

należy trzymać  ich  na elastycznej gumce.  Puścić wolno, a sami  wrócą  w te pędy. W 
każdym   razie   Sven   zawsze   wraca   bardzo   napalony.   Na   dowód   mogę   wam   pokazać 
malinki.

- Plan jest taki - pośpiesznie przerwała jej Jools. - W sobotę na koncercie Dylanów 

musimy być czujne. Wiecie, przyuważyć, czy Masimo okazuje Lindsay zainteresowanie i 
czy Robbie traktuje cię jak swoją dziewczynę.

- Dlaczego miałby to robić? - zdziwiła się Jas. - Jeszcze nie zwariował.
Spiorunowałam ją wzrokiem. Załapałam strasznego doła.
- Nawet nie wiem, który podoba mi się bardziej. Najpierw spodobał się Bóg Seksu. 

Z nim pierwszym się całowałam.

Jas, czyli Człowiek - Pamięć Operacyjna, sprostowała:
- Nieprawda. Pierwszym chłopakiem z którym się całowałaś, był Chłopak Robal, a 

potem śliniłaś się z Markiem Wielką Japą i na pierwszej randce pozwoliłaś, żeby położył ci 
rękę na melonach. Masimo pewnie słyszał o twojej reputacji. Kobieta powinna dbać o 
swój honor.

Dosyć tego. Przy najbliższej okazji założę jej na głowę te wielkie gacie i zamknę ją 

w szatni przy sali gimnastycznej.

- Dziewczyny, a jak tam u was z całowaniem? Jakieś nowe osiągnięcia? - spytała 

Rose. - Ja powiem tylko tyle: zaliczyłam numer ósmy!

Pół godziny później

Po naszych relacjach wyszło na to, że Ro Ro i Sven prowadzą. Doszli do ósmego 

punktu,   czyli   pieszczot   górnej   części   ciała,   w   domu.   Ellen   zatrzymała   się  na   czwórce 
„Chyba… sama nie wiem… hmmm…”. Pozostałe na piątce.

Jas,   czerwona   jak   burak,   w   końcu   wydukała,   że   „tak   jakby”   zaliczyła   punkt 

siódmy. Ja oznajmiłam, że oficjalnie doszłam do siódmego, chociaż emocjonalnie był to 
raczej ósmy.

- To znaczy, że ósemkę zaliczyłaś tylko wirtualnie - rzuciła złośliwie Jas.
Spojrzałam na nią krzywo, ale udawała, że się opala.
Po chwili spytałam Jools:
- A co u ciebie i Rolla?
Jools zadziwiła nas wszystkie oświadczeniem, że zaliczyła punkt dziewiąty.
- CO??? - wykrzyknęłam. - PDCC? Pieszczoty dolnej części ciała????
- No, tak jakby.
- Tak jakby???

background image

Gapiłyśmy się na nią ze zdumieniem. Nieprawdopodobne.
Okazało się, że bawili się w „całus, prawda czy wyzwanie” i w końcu Jools musiała 

na ulicy pokazać mu majtki.

- I to wszystko? - spytałam.
- Trochę pokręciłam biodrami. Myślę, że mu się podobało.
Chyba już dłużej tego nie zniosę. Zostanę lesbijką i zacznę hodować pszczoły.

W łóżku

Zakręciłam włosy na wałki, żeby nadać im większą objętość. Chłopcy nie muszą 

się tak męczyć. Nie wyobrażam sobie, żeby jakiś facet wytrzymał w łóżku z kłującymi 
wałkami na głowie.

Dwie minuty później

Wiem jednak, że i chłopcy starają się być bardziej atrakcyjni dla dziewczyn. Na 

przykład   zapuszczają   długie   grzywki,   chodzą   kowbojskim   krokiem,   z   dłońmi   w 
kieszeniach.   Oblewają   się   śmierdzącymi   wodami   toaletowymi,   którym   niby   nie   może 
oprzeć się żadna kobieta, i każda od razu chce dojść do punktu szóstego.

Dziś wieczorem na ulicy minęłam Oscara - kandydata na Tępaka - i o mało nie 

zemdlałam. Wylał na siebie chyba całą butelkę wody toaletowej. Myślałam, że się uduszę. 
Gdyby zapalił papierosa, na pewno doszłoby do eksplozji.

Minutę później

Mogłam go poczęstować fajką i odsunąć się na bezpieczną odległość.

Piątek, 22 lipca

Wstałam   skoro   świt,  czyli  o   ósmej  rano.  Przejrzałam   się  w  lustrze.   Czyżby   na 

brodzie   robił   mi   się   pryszcz?   O   nieeee!   Szybko   spryskałam   go   perfumami.   Żadnemu 
chłopakowi nie spodobałaby się dziewczyna z dwiema brodami. No, chyba że Chuda ma 
chłopaka, co by oznaczało, że na naszej planecie żyje człowiek, któremu podobają się 
kobiety z osiemnastoma czy dziewiętnastoma podbródkami. Z których część nie znajduje 
się na szyi. Cha, cha, cha, cha. O Boże. Przez te wszystkie dylematy z wyborem chłopaka 
chyba wpadłam w histerię.

8.20  

Moja   urocza,   lecz   nienormalna   siostrzyczka   rozmawia   przez   telefon.   Nie 

przeszkadza jej fakt, że trzyma słuchawkę odwrotnie, a po drugiej stronie kabla nikogo 
nie ma.

- Tak, wiem, tak - mówi. - Pan Bum Bum przyjdzie dziś do szkoły w zasikanych 

background image

gaciach! He, He, He, cha, cha, cha, lalalala. - Potem zaczęła parskać i w końcu krzyknęła: 
- Pa, pa, głupku! - I trzasnęła słuchawką.

Kiedy mnie zobaczyła, podeszła i zażądała, żebym ją wzięła na ręce. Jest już spora 

i   dość   ciężka.   Musiałam   się   oprzeć   o   drzwi,   żeby   się   nie   przewrócić.   Kiedy   już   ją 
trzymałam na rękach, zaczęła mnie całować po całej twarzy.

- Kosiam cię, kosiam cię moja włochata siostrzyczko, baaaardzo cię kosiam.
Włochata   siostrzyczko?   Zobaczyła   coś,   czego   ja   nie   zauważyłam?   Czyżby   gen 

orangutanizmu postanowił dotrzymać towarzystwa pryszczowi? Postawiłam ją na ziemi i 
powiedziałam:

- Zobacz, Bibs, Angus robi kupę w szufladzie taty.
Wcale nie kłamałam.
Potem pognałam do łazienki.

Minutę później

Ufff,   pod   względem   włochatości   wszystko   w   porządku.   Jestem   gładziutka   jak 

pupcia niemowlęcia, ale na szczęście nie tak śmierdząca.

W moim pokoju
18.00 

W końcu wybrałam strój na sobotę. Nowa skórzana spódniczka, botki do 

kostek i top z ramiączkami krzyżującymi się na plecach. Dobra jest. Dzięki Bogu, że tak 
szybko podjęłam decyzję. Teraz mogę się skupić już tylko na makijażu i fryzurze.

Pięć minut później

Botki do kostek czy różowe sandałki?

Dwie minuty później

Nie cierpię tej skórzanej spódniczki, straszny kicz.

Trzy minuty później

No to niebieska sukienka. O, właśnie.

Pięć minut później

Czy naprawdę chcę wyglądać jak wieśniaka?

18.30  

Wyszłam   z   domu   i   usiadłam   na   murku.   Było   jeszcze   całkiem   ciepło. 

Państwo Sąsiedzi jedli w ogrodzie kolację, którą nazywają „śródziemnomorską”. Ciekawe, 

background image

ilu Włochów robi na kolacje tosty z jajecznicą. I z ostrymi kiełbaskami.

Piorunują mnie wzrokiem. Włosi nie patrzą z taką wściekłością, tylko śpiewają i 

grają na gitarze.

Ich sprawa. Dobrze się bawią i to najważniejsze. Oto moja nowa filozofia: cieszyć 

się życiem i spokojnie czekać na to, co przyniesie los.

Jak mawia Jas, kiedy jej na to pozwalam: „Que sera, sera, co ma być, to będzie”.
Bo „nie mam czasu na fachy i kłótnie”, jak kiedyś oświadczyła pewna gwiazda 

rocka.   Chyba   ta   sama   gwiazda   powiedziała   również:   „Potrzebujesz   tylko   miłości. 
Nananananananana”.   W   życiu   liczy   się   tylko   miłość.   Na   pewno   nie   to,   co   psychiczni 
sąsiedzi   z   wielkimi   tyłkami   jedzą   na   kolację.   Ani   to   jak   ma   się   ubrać   dziewczyna 
potencjalnie kochana przez kilku Bogów Miłości.

Nieważny strój, ważne serce, które pod nim bije.

Pięć minut później

Zadzwoniłam do Jas.
- Jas, jak mam się jutro ubrać?
- Co?
- Jak   mam   się   jutro   ubrać   na   ten   koncert,   najważniejsze   wydarzenie   w   moim 

życiu?

- Powiem ci, jak się nie ubierać. Nie wkładaj szpilek, bo może będziesz musiała 

nagle wybiec, żeby złapać pociąg, tak jak ostatnio!

I   zaczęła   się   śmiać,   chrząkając   jak   jakaś   szurnięta   świnia.   W   tle   usłyszałam 

jeszcze śmiech kogoś innego.

- Jas, to taka z ciebie przyjaciółka? I kto tam jest u ciebie?
- Tom. Pomaga mi się spakować na wycieczkę.
Miałam wielką ochotę ją walnąć. Musiałam jednak zachować spokój, bo w sobotę 

po koncercie chciałam u niej przenocować. Wysłuchałam więc listy koszmarnie nudnych 
zabaw, których już nie może się doczekać, kiedy pojedziemy na tę durną wycieczkę. Co 
jest interesującego w budowie „kryjówki”, żeby można nocą podglądać fretki, borsuki i 
inne głupie zwierzęta, które robią same nudne rzeczy? Głównie ryją w ziemi i walą kupy.

Jas to kręci.
- Tom mówi, że jeśli szczęście nam dopisze, może zobaczymy nawet lisy!
- Hurra! - mruknęłam z ironią, ale przypomniało mi się, że mam u niej nocować, 

więc zmieniłam swoja wypowiedź na: - Hurra, mam nadzieję, że zobaczymy lisy, a może 
nawet jakieś… te… kozy.

- Kozy? Kozy nie żyją w lesie, tylko na farmach.
- Może im się znudzi spokojne życie na farmach i przyjdą do lasu, żeby zawrzeć 

nowe przyjaźnie.

background image

- Nabijasz się ze mnie.
- Jas, stwierdzam tylko fakt, że to niesprawiedliwe, że lisy, borsuki i inne dzikie 

zwierzęta,   które   nie   kiwną   palcem   w   bucie,   żeby   pomóc   innym,   mogą   sobie   chodzić 
luzem po lesie, a biedne stare  kozy, które dają  mleko  i tak dalej, muszą siedzieć  w 
zamknięciu. Tylko tyle chciałam powiedzieć.

- Musze już kończyć.
I odłożyła słuchawkę.

Minutę później

Jas okrooooopnie mnie denerwuje, ale musze pamiętać, że po koncercie chce u 

niej przenocować. Zadzwoniłam znowu.

- Jas?
- Co?
- Nie obrażaj się o te kozy.
- Nabijałaś się ze mnie.
- Tak, ale tylko dlatego, że jestem podekscytowana i strasznie się denerwuję. No 

nie gniewaj się na mnie. Zgoda?

- Hmmm…
- Obiecuję, że się ucieszę, jeśli zobaczymy lisy.
Przez jakieś dziesięć minut byłam grzeczna i Jas w końcu mi wybaczyła. Ufff. Całe 

szczęście.   Przyjaźń   to   najważniejsza   rzecz   na   świecie.   Bogowie   Miłości   przychodzą   i 
odchodzą, a przyjaciele zostają.

Poza tym zgodziła się, żebym u niej przenocowała.
Hurra!

W kuchni

Mama robiła coś do jedzenia.
- No to dokąd się jutro wybierasz? - spytała.
O Boże. Lepiej powiedzieć, bo inaczej nie pożyczy mi swojej torebki od Chanel. 

Chociaż to i tak wątpliwe, bo kiedyś niechcący oblałam ją gorącą czekoladą.

- Idę na koncert i przenocuję u Jas, bo do niej jest bliżej.
- Przecież tata może po ciebie przyjechać.
- Tak, ale nie przyjedzie.
- Dlaczego? Pytałaś go?
- Nie. Nie przyjedzie, bo nie i już.
- Nie przypominam sobie, żebym pozwoliła ci przenocować u Jas.
- W zeszłym tygodniu powiedziałaś, że mogę iść na ten koncert.
- Tak, ale jaki to ma związek z nocowaniem u Jas?

background image

- Po koncertach ZAWSZE u niej nocuję.
- Nieprawda.
- Dlatego, ze próbujesz zniszczyć mi życie.
- Co takiego?
- Wiesz, jaki ważny jest dla mnie ten koncert. Mówiłam ci o Robbie. Potem Masimo 

przyszedł,   kiedy   się   kąpałam   i   tak   dalej.   Nie   pozwalasz   mi   ufarbować   włosów,   więc 
wyglądam jak stara nudziara i będę na tym koncercie taką szarą myszką, bo WSZYTSKIE 
dziewczyny ufarbują sobie włosy. A teraz mówisz, że nie wolno mi przenocować u Jas, 
chociaż wcześniej się zgodziłaś. Poddaję się. Wiesz co? Już nigdy więcej nie wyjdę ze 
swojego pokoju? No? Jesteś ZADOWOLONA?

Dziesięć minut później

Tak   ją   skołowałam,   że   w   końcu   się   zgodziła!   Taaak!   I   pożyczyła   mi   swoją 

torebkę!!!

A więc co prawda pójdę na koncert na golasa, bo nie wiem, jak się ubrać, ale za to 

będę miała odjazdową torebkę.

W cieplutkim łóżeczku

Jeśli wcześniej zasnę, to czas szybciej minie i za chwilę będzie jutro. Rozumiecie?
No to idę spać.
Dobranoc.

21.00  

Zrobię listę wad i zalet Boga Seksu i Boga Miłości. Zacznę od tego, co 

najważniejsze, czyli od wyglądu.

Dwadzieścia minut później

Gotowe.

Masimo

Wygląd: zdecydowanie 10 punktów.

Wybitne zalety: kocie oczy, charyzma rodem z Krainy Pizzy.

Talent do całowania się: muchos buenos

Poczucie humoru:  chyba ma. Trudno orzec. Jeszcze mi nie opowiedział ani 

jednego włoskiego dowcipu. A może opowiedział, tylko ja nie zrozumiałam.

Osobowość: super.

Troskliwość: jest. Kiedy zrywał ze swoją eks, był bardzo miły i w ogóle. Poza 

 Muchos buenos (hiszp.) - bardzo dobry.

background image

tym (co prawda wcale mi się to nie podobało) szczerze powiedział, że musi się 
zastanowić, czy chce ze mną chodzić.

Wady:  Hmmm…   Może   zachowanie   w   stylu:   „Ojej,   uważaj   na   moje   włosy! 

Podoba ci się moja torebka?”. Chociaż właściwie to ja takiego zachowania u 
niego  nie  zauważyłam.  To  Dave   Jajcarz  się  z  niego  nabijał.   I  to bardzo.   A 
kandydat na Tępaka kiedyś zawołał: „Czy jego chłopak wie, że się całujecie? 
Czy to aluzja, że Masimo może być homoseksualistą?

Podejście   do   Nudnej   Lindsay:  chyba   nie   ma   zielonego   pojęcia,   że   to 

skończona idiotka. Muszę jednak przyznać, że spędził z nią nie więcej niż jeden 
czy dwa wieczory. O ile wiem. I chyba się z nią nie całował. Chociaż Lindsay 
twierdzi co innego.

A teraz następny.

Robbie

Wygląd:  ciacho z kremem. Uczciwie jednak musze odjąć mu pół punktu, bo 

wolę jasnobrązowe oczy od niebieskich. Tak więc: dziewięć i pół.

Wybitne talenty: wytrzymuje ze mną nawet wtedy, gdy mój mózg udaje się 

na krótkie wakacje. Jest miły dla Angusa, chociaż Angus kiedyś podarł mu na 
strzępy  nogawki   spodni.   No  i   nie  zadzwonił   na  policję,   tylko   się  roześmiał, 
kiedy   przeczesałam   sobie   palcami   włosy   i   w   dłoni   zostało   mi   rozjaśnione 
pasemko.

Talent do całowania się:  nie mam pojęcia, bo całowaliśmy się tak dawno 

temu, że już prawie zapomniałam. Pamiętam, że mile mnie zaskoczyła jego 
technika   skubania   ustami   mojego   ucha.   A   może   to   była   technika   Dave’a 
Jajcarza? Dave, spadaj z tej listy, tu nie ma miejsca dla ciebie. To nie lista 
„dobrych kumpli”.

Poczucie   humoru:  ogólnie   spore,   chociaż   nie   zauważyłam   go   w   tekstach 

piosenek Robbiego. O nie, to znowu ja, kawałek o van Goghu, który uciął sobie 
ucho,   to   najbardziej   dołujący   utwór,   jaki   słyszałam   w   życiu.   A   mam 
porównanie. Mój Vati tak często puszcza ABBĘ, że wiem, co to znaczy dołująca 
muza.

Osobowość: chyba na plus. Chociaż jak mówi Dave Jajcarz, nie można w pełni 

ufać komuś, kto nosi gumowe buty, bo jest z przekonania ekologiem.

Wady:  hmmm… wyżej wspomniana obsesja na punkcie stanu naszej planety, 

przyszłości torbaczy i tak dalej. Robbie ma w sobie coś z Jas. No i - szczerze 
mówiąc - już kiedyś przedłożył torbacze nade mnie, a kto raz się sparzył, ten 

background image

na zimne dmucha.

Podejście   do   Nudnej   Lindsay:  Nie   mogę   zignorować   faktu,   że   jego   usta 

miały kontakt z różnymi częściami ciała Starej Nudziary. Oficjalnie byli parą. 
Tego nic nie usprawiedliwia. I nawet teraz jej nie olał, na co Lindsay zasługuje. 
Ale   co   najgorsze,   nie   wiem,   czy   traktuje   mnie   jak   kumpelkę,   czy   jako 
potencjalną dziewczynę.

Mam wielką potrzebę pogadania z kimś o swoim problemie. Gdyby między mną a 

Dave’em   Jajarzem   wszystko   się   układało,   z   pewnością   zasięgnęłabym   rady   u   Mistrza 
Podjarki.

Minutę później

Ale właściwie wszystko między nami jest wporzo. Nie zmartwił się, kiedy zobaczył 

mnie   z   Robbie.   Nawet   zaproponował   mu   partyjkę   bilarda.   Co   oznacza,   że   jest   moim 
kumplem, a nie potencjalnym całowacze, więc chyba mogę z nim pogadać? Tak właśnie 
zrobię.

Minutę później

Chyba jednak nie mogę tak po prostu zadzwonić do niego i zacząć gadać o swoich 

intymnych   sprawach,  bo  może   być  akurat  ze  swoją   dziewczyną.  Porozmawiam   z  nim 
jutro po koncercie.

Dobry plan.
Tak się rozemocjonowałam, że z pewnością nie usnę do rana…
…chrrr…

background image

W siusialni życia

Sobota, 23 lipca

9.00 

Czy jest za wcześnie, żeby już zacząć się szykować na koncert?

Zadzwoniłam do Jas.
Jeszcze nawet nie wstała.

9.30 

Cała Drużyna Asów jeszcze śpi. Co za lenie! Pobiegam trochę po łąkach za 

domem, żeby sobie poprawić krążenie.

10.15  

Bardzo przyjemnie tak pobyć na łonie natury. Pasiaste pszczółki bzyczą 

wśród kwiatków. Może w tej chwili w jakimś ulu królowa odgryza trutniowi wężyka? Co za 
cudowna myśl. A może dwie królowe się biją? Albo wszystkie siedzą sobie zgodnie, nucąc 
jakąś wesołą piosenkę i robiąc na drutach pasiaste sweterki?

Tup, tup, tup, nie podskakiwać za bardzo, żeby nie walnąć się dyndaniem w oko. 

Truchcikiem, tup, tup, tup.

O, państwo Sąsiedzi wyprowadzili na spacer swoje Idiotyczne Pudle. Rzucają im 

patyki, a psy z ujadaniem po nie biegną. Tylko zajmują mi miejsce… pudle zresztą też! 
Cha, cha, cha, wymyśliłam  dowcip. Dziś wieczorem powinnam jednak zapanować nad 
swoim poczuciem humoru, bo już się przekonałam, że lepiej trzymać mózg na wodzy. 
Inaczej mogę palnąć jakąś głupotę.

Minęłam   państwa   Sąsiadów   i   wesoło   do   nich   pomachałam.   Wyglądali   na 

przerażonych. Co jest? Przecież nie zrobię im krzywdy.

11.00  

Dobiegnę do skraju lasu i wracam do domu. Już jest około jedenastej, 

więc powinnam zrobić sobie parówkę i czyszczenie skóry. Jednocześnie położę odżywkę 
na włosy.  A  potem zjem  pyszny  lunch przygotowany  przez  moją  troskliwą  matkę  (o, 
przypadkiem znowu wyszedł mi dowcip). Potem poleżę z plasterkami ogórka i maseczką 
na twarzy, żeby się nieco zrelaksować i wyglądać jeszcze piękniej, a w tym czasie mój 
lunch będą trawić miliardy bakterii i innych enzymów szwendających się w moim ciele. 
Mogłyby czasami okazać mi wdzięczność za to, że stale dostarczam im pokarmu.

Około wpół do trzeciej zrobię sobie długą, luksusową kąpiel z olejkami, których 

mama zabrania mi używać, a potem dokładnie obejrzę się w lustrze, żeby sprawdzić, czy 
gdzieś   na   moim   ciele   nie   czai   się   gen   orangutanizmu.   Przedwczoraj   dokładnie 

background image

wyskubałam   sobie   brwi,   więc   nie   zanosi   się   na   dużo   roboty,   chociaż   czasami   takie 
twarde, sztywne włoski wyrastają dosłownie w ciągu paru minut.

O   piątej   wyskoczę   z   wanny   i   do   wpół   do   siódmej   zrobię   sobie   błyskawiczny 

makijaż.

Minutę później

Tup, tup. Może na wszelki wypadek skrócę kąpiel, żeby zostało więcej czasu na 

makijaż. Wiecie, czasami człowiek rozmaże sobie eyeliner albo dźgnie się szczoteczką z 
tuszem w oko… Tak, muszę mieć trochę czasu w zapasie.

W wannie
16.00 

Mmmm… jak przyjemne… To znaczy byłoby przyjemnie, gdyby tata przez 

dziurkę   od   klucza   nie   darł   się   jak   opętany:   „Czy   ja   jeszcze   za   życia   dostanę   się   do 
łazienki?!!”.

Jestem pewna, że on tylko czyha na okazję, żeby mi poprzeszkadzać. Ostatnio 

zajmuje  się   majsterkowaniem,   więc   jeśli  szczęście  mi   dopisze,   wkrótce  trafi   na   ostry 
dyżur i wreszcie będę miała święty spokój.

Dlaczego on się zawsze upiera, żeby robić rzeczy, na których kompletnie się nie 

zna? Kiedy mama chciała przemalować kuchnię, zaproponował, że zrobi to z wujkiem 
Eddiem. Nie minęło półtorej minuty, jak niechcący zamalował deskę do krojenia.

W kuchni

16.15  

Tata   i   wujek   Eddie   są   żółci   jak   żółtko.   Wyglądają,   jakby   nawzajem 

oblewali się farbą.

Dwie minuty później

Kuchnia wygląda jakby przeszło przez nią tornado. Mama spojrzała na mnie bez 

słowa.

I ja na nią spojrzałam.
- Sama go sobie wybrałaś - powiedziałam tylko i poszłam do swojego buduaru.
To   przykład   jak   bardzo,   bardzo   trzeba   uważać   przy   wyborze   partnera.   Mama 

powinna była najpierw kazać tacie wypełnić formularz z pytaniami w stylu: „Czy jesteś 
zdrowy psychicznie? Czy znasz się na majsterkowaniu? Na przykład czy umiesz zmienić 
koło u roweru tak, żeby nie ucięło ci ręki i nie trzeba było wieźć cię na pogotowie?”. 
Gdyby tata odpowiedział przecząco, powinna uciekać, gdzie pieprz rośnie.

Chociaż ja na jej miejscu nie zawracałbym sobie głowy takim formularzem. Jeden 

rzut oka na jego ogromny kinol byłby dla mnie czynnikiem decydującym.

background image

W moim pokoju

Prawie udało mi się zapomnieć o moim nosie, dopóki Panna Ośmiornica o nim nie 

wspomniała. No cóż, sprawdźmy.

Przeglądam się w lustrze

Trzeba   przyznać,   że   do   małych   nie   należy.   Ale   jeśli   tylko   nie   uśmiecham   się 

spontanicznie   i   nie   zapominam   o   wciąganiu   nozdrzy,   to   od   biedy   może   uchodzić   za 
normalny.

19.10 

Jestem gotowa. No, o tyle o ile.

Makijaż   mi   się   udał.   Usta   pomalowałam   sobie   trwałym   błyszczykiem,   ale   tym 

razem oczy oszczędziłam. Ostatecznie zdecydowałam się na krótką niebieską sukienkę i 
botki do kostek. Włosy wyglądają nieźle, są puszyste i w ogóle och i ach.

19.15 

Zadzwoniłam do Jas.

- Jas, jesteś już gotowa?
- Tak, a ty? Tom ma po mnie przyjść z Robbiem, więc jeśli chcesz, możemy się z 

całą resztą spotkać pod wieżą zegarową.

- Okej.   Trochę   się   denerwuję.   Mam   nadzieję,   ze   po   drodze   nie   dostanę   ataku 

histerii.

- Błagam, nie. Kiedy ostatnio histeryzowałaś, wpadłyśmy na latarnie i podarłam 

sobie rajstopy.

Pod wieżą zegarową
19.40 

Drużyna Asów znowu w akcji!!!

Rosie   ubrała   się   na   czarno,   tak   samo   Sven,   który   ponadto   założył   kowbojski 

kapelusz.

- Ciao, maleńka - powiedział. - Hasta la vista

.

Co on bredzi?
- Mój narzeczony jest boski, prawda? - Rosie westchnęła z rozczuleniem.
- Yyy… oczywiście - mruknęłam.
Ellen, Jools, Mabs, Honor i Soph (potencjalne członkinie Drużyny Asów), Jas i ja 

poszłyśmy przodem, gadając, a Sven i Rosie ciągnęli się z tyłu.

Przed  Old Market zobaczyłyśmy  ogromną  kolejkę,  ale Sven przepchnął  się pod 

drzwi   i   zaczął   gadać   z   bramkarzem.   No   super,   pewnie   nas   wyrzucą,   zanim   w   ogóle 

 Hasta la vista (hiszp.) - do zobaczenia.

background image

wejdziemy.

Ale ku mojemu zdumieniu bramkarz powiedział:
- Dziewczęta, zapraszam do środka.
Weszłyśmy, mijając Nudną Lindsay i jej kumpele.

Taaak! Z zazdrości dosłownie zzieleniała na twarzy.

Na koncercie Sztywnych Dylanów

Sala pękała w szwach. Zespół miał naprawdę mnóstwo fanów. Kiedy już zostanę 

dziewczyną   Masima,   będę   musiała   z   nim   chodzić   na   wszystkie   imprezy.   Strasznie 
męczące. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Wiecie, jak wtedy, kiedy człowiek długo o czymś 
marzy i potem to się spełnia.

Minutę później

Może   się   spełni,   jeśli   wybiorę   Masima,   a   nie   Rabbiego.   Chyba   że   Masimo 

jednocześnie kreci z Lindsay, a dla Rabbiego jestem tylko kumpelką. W takim wypadku 
wyjdę na idiotkę i ofiarę losu.

21.30 

Jestem cała rozpalona i spięta. Masimo uśmiechnął się do mnie ze sceny, 

ale jeszcze z nim nie rozmawiałam. Poza tym uśmiechał się do wielu dziewczyn. Dobrze 
się bawiłam, ale jednocześnie miałam kompletny mętlik w głowie.

Podeszła do mnie Ro Ro.
- No,   dziewczyny,   leci   szybko   kawałek.   Mogłybyśmy   poćwiczyć   wikińskie   disco. 

Wzięłyście ze sobą rogi?

- O kurczę, zapomniałam. Nie szkodzi, tańczcie beze mnie - powiedziałam.
Ro Ro spojrzała na mnie spode łba.
- Nie kochasz wikińskiego disco? Nie chcesz, żebym miała udane wesele?
- Chcę,   ale   do   twojego   wesela   zostało   jeszcze   z   osiemnaście   lat.   Nie   muszę 

ćwiczyć już teraz.

- Jak uważasz. Nie mogę stać tu całą noc i gadać z tobą. Wolę się całować ze 

swoim narzeczonym.

Poszła, rzuciła się Svenowi na szyję i zaczęła się z nim całować przy wszystkich. 

Jednocześnie podjadając orzeszki.

Czterdziesta piąta wizyta w siusialni

Szminka   nadal   wygląda   ładnie,   jest   różowiutka   i   błyszcząca.   Nic   dziwnego, 

zważywszy na to, że jeszcze się z nikim nie całowałam.

background image

Właśnie   poprawiałam   sobie   dyndakonosza   i   ćwiczyłam   wydymanie   ust,   kiedy 

zobaczyłam za sobą czyjąś głowę. Dołączyła  do niej druga, ruda. Dwie dziewczynki z 
naszej szkoły. Co one tu robią? Wymalowane jak na odpust. Wyglądały jak młodociane 
wampiry z jakiegoś komediowego horroru.

Odwróciłam się i spytałam:
- Co wy tu robicie?
Dziewczynka Numer Jeden odparła:
- W soboty lubimy się zabawić.
Zwariowały? Mają chyba pod dwanaście lat.
Wtedy zauważyłam uch miniowy. Wyglądały jak paski od spodni.
- Chyba zapomniałyście założyć spódnice - mruknęłam. - Wiecie, to nie wuef.
Zaczęły przestępować z nogo na nogę.
- Teraz taka moda, proszę pani.
Moda? Proszę pani? Zaraz, zaraz, przemieniłam się we własnego ojca!!!

Dziesięć minut później

Urządziłam im krótką pogadankę na temat ptaszków i pszczółek. Opowiedziałam o 

niebezpieczeństwach, jakie na nie czyhają w nocnym klubie. Dodałam, że na Sali jest 
Nudna Lindsay i jeśli je zobaczy, z całą pewnością wytarga je za uszy, a następnego dnia 
trafią na dywanik do słoniarni, czyli do gabinetu Chudej.

Lekko się wystraszyły.
- Chciałyśmy  tylko  trochę  się zabawić  - wyjaśniła  jedna.  - Nic nam nie wolno. 

Czujemy się jak w więzieniu.

Tata na mnie krzyczy, kiedy rozmawiam przez telefon, za długo siedzę w łazience, 

używam jego maszynki do golenia i tak dalej.

- Wiem, wiem, wiem… - Pokiwałam głową.
Są jeszcze za młode, nie znają życia. Powiedziałam, że mogą stanąć w ciemnym 

kącie przy barze i zostać jeszcze pół godziny na koncercie, ale potem mają wracać do 
domu.

Co dziwne, natychmiast mnie posłuchały. Zupełnie jak wytresowane psy w pełnym 

makijażu.

Z powrotem na koncercie

Zaprowadziłam smarkule do ciemnego kąta przy barze i zostawiłam je tam, całe 

rozchichotane. Nudna Lindsay i jej kumpelki lansowały się na całego (czyli robiły z siebie 
idiotki)   na   drugim   końcu   sali   pod   sceną.   Masimo   w   ogólne   nie   zwracał   uwagi   na 
Ośmiornicę. No, ale na mnie też, tylko czasami posyłał mi uśmiech.

background image

Piętnaście minut później

Zespół zagrał jeden set. Robbiego nadal nie było. Masimo świetnie śpiewa i jest 

bogiem tańca. Wszystkie dziewczyny pod sceną wpadły w histerię. Nie zdziwiłabym się, 
gdyby zaczęły rzucać na scenę swoje majtki. Ale żenada. Za grosz dumy.

Odwróciłam się do Jas i spytałam:
- Jazzy, ty byś chyba nie rzuciła majtek na scenę, co?
- No, w każdym razie nie te spod spodu.
Czy   jej   kompletnie   odbiło?   Nosi   dwie   pary   majtek?   Spodnie   i   wierzchnie?   Już 

chciałam się naocznie o tym przekonać, kiedy zauważyłam, że przy barze usiadły jakieś 
pacany.   No   super.   Mogłam   się   tego   spodziewać.   Tępaki   przyszły   na   koncert,   a   Mark 
Wielka Japa właśnie próbował poderwać jakąś dziewczynę.

Ellen   i   reszta   Drużyny   Asów   chciała   sprawdzić,   co   tam   się   dzieje,   więc 

podeszłyśmy do baru.

Minutę później

O kurczaki pieczone! Akcja jak z filmu. Dave Jajcarz i jego kumple rzucili się na 

Tępaków.   Podobno   jeden   z   nich   zaczepiał   obie   smarkule,   ciągnął   je   za   ramiączka 
staników i próbował je pocałować. Dave to zauważył i zainterweniował.

Mark Wielka Japa powiedział:
- Może wyjdziemy na solo?
Chwile później Dave siedział na jego głowie.

Dwie minuty później

Bramkarze wywalili Tępaków, które krzyczały za Dave’em:
- Uważaj, stary, wiemy, gdzie mieszkasz!
Żałosne.
- A pamiętasz, gdzie sam mieszkasz, pacanie? - rzucił Dave.
Wychodząc,  Mark przyłożył dwa palce do oczu, a potem skierował  je w stronę 

Dave’a, udając, że podrzyna mu gardło. Żenada do kwadratu.

Smarkule zaczęły łasić się do Dave’a.
- Dziewczyny, do domu, i to już - nakazał.
- Dobrze, Dave - powiedziały i grzecznie wyszły.
I kurczę.
- Chyba się w tobie zakochały - mruknęłam.
- No cóż, niezłe ze mnie ciacho. - Wydął usta i zaczął szaleć na parkiecie. Wołał 

przy tym: - Mówcie mi Szefuniu!!!

W pewnej chwili podeszła do niego Emma ze szklanką. Rzuciła „cześć” w moją 

stronę, a potem cmoknęła Dave’a w policzek i go uściskała. Dziwne. To znaczy pocałunek 

background image

i uściski nie były dziwne, ale ja się dziwnie poczułam.

Powlokłam się z powrotem do Drużyny Asów.

Przerwa

W   końcu   przyszedł   Robbie.   Nudna   Lindsay   ma   chyba   radar   zainstalowany   w 

głowie, bo kiedy tylko stanął w drzwiach, rzuciła się na niego i zaciągnęła go do baru. 
Boże, jak ja jej nienawidzę. Muszę jednak przyznać, że nie był zbyt zachwycony i cały 
czas się rozglądał. Może mnie szukał? Nagle wpadłam w histerię i poprosiłam Jas:

- Jas, nie ruszaj się, schowam się za tobą. Chcę zobaczyć, co się będzie działo.
Jas jako kamuflaż okazała się beznadziejna. Ciągle zapominała o swojej roli, co 

chwila się odwracała, żeby coś mi powiedzieć, i odsłaniała mnie, przykucniętą z tyłu. I po 
co to wszystko?

Lindsay była bardzo ożywiona, jeśli w przypadku ośmiornicy w ogóle można mówić 

o jakimkolwiek ożywieniu. Robbie traktował ją uprzejmie, ale wyraźnie był rozkojarzony. 
Kiedy  zobaczył,   że  zespół   schodzi  ze  sceny,  powiedział  coś   do Lindsay   i  podszedł  do 
chłopaków. Ledwie się od niej odwrócił, zaczęła sobie poprawiać stanik. Cha, cha, cha 
pewnie sztuczne melony postanowiły wyrwać się na wolność. I bardzo dobrze.

Chłopaki z zespołu usiedli przy stoliku i natychmiast otoczyły ich rozszczebiotane 

dziewczyny.

- Idę z Tomem do baru - oznajmiła Jas - Musisz radzić sobie sama.
- Jazzy, nie zostawiaj mnie, idź powolutku do baru, a ja będę czaić się za tobą.
I poczłapałyśmy razem.
Kiedy jednak mijałyśmy stolik Dylanów, Jas wpadła na Svena. O nie. Sven nie 

zauważył, że chowam się za nią i powiedział:

- Maleńka, zatańczmy!!! Sven lubi tańczyć!
Złapał   mnie   na   ręce   i   zaczął   tak   wywijać,   że   stopami   nie   dotykałam   podłogi. 

Koszmar.  Na  pewno było  mi widać majtki  i rajstopy,  co  musiało wyglądać…  hmmm… 
dennie.

- Sven, proszę cię, postaw mnie - wysapałam.
W   końcu   przestał   się   mną   interesować,   bo   podeszła   Rosie   w   rogach   bizona   i 

powiedziała:

- Czuje zew podjarki.
I wtedy Sven postawił mnie na stoliku.
Na stoliku Dylanów.
Na stoliku, przy którym siedzieli Masimo i Robbie.
Bosko.
Mój tyłek znalazł się parę centymetrów od twarzy Boga Seksu i Boga Miłości.
Jak na moim miejscu zachowałaby się dojrzała i wyrafinowana kobieta?

background image

- Znacie może wynik ostatniego meczu? - spytałam.
O nie, to chyba déjá vu. Zsunęłam się ze stołu. Wszyscy się na mnie gapili.
Masimo lekko się uśmiechnął i powiedział:
- Panno Georgio, mam nadzieję, że dziś nie śpieszy się pani na pociąg.
Cała grupa ryknęła śmiechem, a ja oczywiście zrobiłam się czerwona jak burak. 

Dzięki Bogu, że było tak ciemno. Powlokłam się do siusialni.

Kiedy mijałam Nudną Lindsay, przybliżyła twarz do mojej i syknęła cicho:
- Czyżby   mała   dziewczynka   zbłaźniła   się   przed   dużymi   chłopcami?   Och,   jaka 

szkoda.

W siusialni

Przyszła cała Drużyna Asów.
Mabs spytała:
- Usiadłaś na ich stole?
Jools spytała:
- Spytałaś ich o wynik meczu? Znowu?
Rosie spytała:
- Powiedziałaś, że śpieszysz się na pociąg?
Ellen wydukała:
- Było ci widać te, no… majtki.
Jas powiedziała:
- Teraz pewnie żałujesz, że nie założyłaś wielkich gaci.

Z powrotem na Sali

Wracając do sali wpadłam na Dave’a. Uśmiechnął się do mnie cudownie i spytał:
- Ach, seksowny kociaku, byłaś w siusialni?
Odparłam z wielką godnością:
- Ależ skąd.
- Aha… więc chodziło o grubszą sprawę?
Od  razu  się  wyluzowałam.   Zaczęliśmy  się  śmiać.  Przez  chwilę   patrzył  na  mnie 

spod tych swoich długich rzęs. Ma bardzo ładne oczy, takie uśmiechnięte i jednocześnie 
seksowne. A może by tak…

Wtedy powiedział:
- Idę odcedzić kartofelki.
- Dave, czy mogę cię spytać o coś jako Mistrza Podjarki? Jak sądzisz, co Robbie o 

mnie myśli? Wiesz coś w ogóle? No rozumiesz, chodzi mi o sygnały, których mogłam nie 
zauważyć.

Znowu na mnie spojrzał, a potem przeniósł wzrok na swoją dziewczynę, która 

background image

rozmawiała z kumpelkami. Pomachała do niego, a on odwzajemnił jej gest.

- Sądzę, że mu się podobasz - powiedział - ale nie jest pewien, na czym stoi, i nie 

wiem, co czujesz do Masima, więc udaje, że mu nie zależy.

Po prostu uwielbiam Dave’a.
Ale oczywiście tylko jako kumpla.
Wtedy zobaczyliśmy, że w naszą stronę idzie Masimo. Kiedy przepychał się prze 

tłum, co chwila zatrzymywały go jakieś dziewczyny.

- O, idzie włoski rumak - mruknął Dave. - Mam nadzieję, że nie walnie mnie swoją 

torebką, za to, że z tobą rozmawiam.

- Dave, on nie nosi torebki.
Ale on nie odpuszczał.
- W takim razie mam nadzieję, że nie walnie mnie swoim sportowym stanikiem.
Dave bywa okropnie irytujący.
Kiedy Masimo do nas podszedł, Dave powiedział:
- Koncert super. Muszę lecieć do odcedzalni. - I się zmył.
- Do odcedzalni? - powtórzył Masimo. - A co to takiego?
O matko kochana.
- No wiesz… yy… siusialnia dla chłopców… zresztą nieważne. Po prostu poszedł do 

kibla.

Masimo się uśmiechnął.
- Mój angielskie jest jeszcze… jak to się mówi?
- Do kitu? - podsunęłam usłużnie.

Piętnaście minut później

Czuję się jak w niebie. Masimo wcześnie rano leci do Włoch, więc musiał od razu 

po koncercie wyjść, żeby się spakować, ale zaproponował, żebym skoczyła do niego i mu 
pomogła.   Oczywiście   się   zgodziłam,   ale   muszę   coś   wykombinować.   Jas   wpadnie   w 
histerię, jeśli nie wrócę razem z nią, jak się umawiałyśmy. Uknułam chytry plan: pojadę z 
Jas, udam, że kładę się spać, a kiedy wszyscy już usną, wymknę się z domu, używając 
klucza,   który   Jas   mi   pożyczy,   i   na   parę   godzin   skoczę   do   Masima,   a   on   rano   mnie 
odwiezie, jeszcze zanim ktokolwiek wstanie.

Teraz musze tylko uzmysłowić Jas genialność tego planu.
A może po prostu walnąć ją w łeb wypchaną sową i wymknąć się niepostrzeżenie.

23.45 

Ale czad!!! Robbie zagrał z zespołem ostatnie dwa kawałki. Tańczyłyśmy 

jak   wariatki.   Ale   oczywiście   wyrafinowanie   i   z   klasą.   Dwóch   wokalistów   to   świetna 
sprawa. Genialnie razem śpiewali. A może by tak zrobić ménage è trois…? W la belle

∗ 

 Mènage é trois (fr.) - trójkąt małżeński; a la belle Francji - w pięknej Francji.

background image

Francji to na porządku dziennym.

Północ 

Kiedy odbierałyśmy kurtki z szatni, podszedł do nas Robbie i spytał:

- Jak   tam,   dziewczyny?   Wszystko   spoko?   -   Potem   uśmiechnął   się   do   mnie.   - 

Georgia, nie zdążyliśmy pogadać. Odwieźć cię do domu?

O kurczaki pieczone. Robbie ma takie rozmarzone niebieskie oczy, granatowe jak 

morze albo jak… zaraz, zaraz, usta bez mojego pozwolenia zaczęły mi się układać do 
pocałunku. Stop, stop!!!

- Miałam przenocować u Jas, ale…
Wtedy, w chwili nawet jak na nią wyjątkowo nieodpowiedniej, przylazła do nas 

Nudna Lindsay. Kompletnie mnie ignorując, wzięła Robbiego pod rękę i spytała:

- Co z tym drinkiem, którego mi proponowałeś?
Robbie i ja spojrzeliśmy na siebie. Teraz powinnam powiedzieć: „Chyba musimy 

porozmawiać”. Tak. Tak by było najlepiej, ale niestety ja nigdy nie potrafię się właściwie 
zachować.

- Pa, pa - rzuciła Lindsay w moja stronę. - Nie wracaj zbyt późno do domu. - I 

pociągnęła Robbiego do baru.

Stałam jak kołek.
Robbie się odwrócił i powiedział:
- Może innym razem?
Nudna   Lindsay   też   się   odwróciła   i   spojrzała   na   mnie   triumfująco.   Co   za 

zarozumiałą krowa.

Pięć minut później

-

  

 

  

Co   za   obrzydliwa   krowa!   -   Nie   mogłam   się   opanować.   -   Kazała   Robbiemu 

zaprosić się na drinka. Zaproponował, że mnie odwiezie do domu, a wtedy ona przylazła.

- Musisz ja pożreć - orzekła Rosie - To jedyne wyjście.
Kiedy opuszczałyśmy klub, Masimo właśnie pakował sprzęt.
- Ciao, Georgia, no to nara! - zawołał za mną.
Wszystkie   dziewczyny,   który   się   wokół   niego   tłoczyły,   spiorunowały   mnie 

wzrokiem. Poczułam się jak laleczka wudu cała pokłuta szpilkami.

Pomachałam do niego po luzacku. Och, już sama nie wiem, co o tym wszystkim 

myśleć.

Ellen znowu zaczęła bredzić jak potłuczona:
- Ale dlaczego on… yyy… no… dlaczego powiedział „nara”?
- Zaraz się spotykamy u niego.
- Przecież miałaś przenocować u Jas - zdziwiła się Rosie.
- Zasadniczo   tak,   ale   zamierzam   wymknąć   się   z   domu   Jas,   a   rano   Masimo 

background image

odwiezie mnie tam z powrotem.

- O kurczę - mruknęła Jools.
- No. Zanosi  się na romantyczną  noc. Dam wam znać, jeśli nauczę  się  czegoś 

nowego.

- Ale jak Jas wyjaśniła to swoim rodzicom? - spytała Mabs. - Mnie by za żadne 

skarby nie wypuścili samej w nocy.

- Och, oni są spoko.
Dziewczyny spojrzały na mnie podejrzliwie.
- Nic nie powiedziałaś Jas, prawda?
- No, nie wszystko.
- Bardzo się zdenerwuje i może nawet wyląduje w wariatkowie - zauważyła Rosie.
Boże, jakie to życie jest skomplikowane.
- Ładne dziewczyny nie mają lekko - westchnęłam.
- Kogo masz na myśli?
- Oczywiście siebie.
Udała, że mnie policzkuje, i powiedziała:
- Nie świruj.

Wracam z dziewczynami do domu

Kazałam im się zamknąć, bo podeszli do nas Jas i Tom i ruszyliśmy do domu.

Cztery minuty później

Jestem w całkiem niezłym nastroju. Lepszy Bóg Miłości w garści niż Bóg Seksu na 

dachu, choć co prawda na razie nie siedzi na dachu, ale… no, na pewno wiecie, o co mi 
biega.

Tak się cieszyłam, że nawet Jas mnie nie wkurzała. Przez całą drogę przytulała się 

do Toma, a co jakiś czas przystawali, żeby się pocałować. Nie tak na poważnie, tylko 
cmokali się w usta. Bardzo słodkie. Jeśli ktoś lubi słodycze.

W   pewnej   chwili   rozległ   się   dzwonek   roweru   i   podjechał   Sven   na   dziecięcym 

rowerku.

- Czadu, dziewczyny!!! - Przejechał kawałek na tylnym kole i wpadł na drzewo. 

Zostawił rower na ziemi, złapał Rosie i posadził ją sobie na barana. Widać jej była majtki. 
- Jestem dziki!!! - wydarł się na całe gardło.

W sumie mówił prawdę. Rosie dodała z góry:
- No to papatki! Idziemy się trochę poprzytulać.
I Sven pobiegł do parku z garbem w kształcie dziewczyny.
Tata Mab odwiózł do domu Ellen, Jools i Honor. Mab kazała mu zaparkować dwie 

ulice dalej, żeby nikt go nie zobaczył. Na wszelki wypadek kazała mu też udawać, że 

background image

czyta gazetę, żeby żaden z jej znajomych nie zobaczył jego głowy. Wszyscy trąbią, że 
nastolatkom brakuje inicjatywy, a sami widzicie - cały czas musimy nieźle główkować. To 
bardzo, bardzo męczące.

Kiedy już się z nimi pożegnaliśmy, poszliśmy we trójkę do domu Jas.
- Dobry koncert, nie? - zagaił Tom. - Ten Masimo to spoko gość. Prawda, Gee?
Trochę   się   krępowałam   rozmawiać   z   Tomem   o   Masimie,   który   jest   bratem 

Robbiego, i tylko coś wymamrotałam.

- Podoba ci się, Georgia? - spytała Jas, spoglądając na mnie znacząco.
Nie odpowiedziałam, więc wytrzeszczyła oczy i uniosła brwi. Ja zrobiłam to samo.
Mogłybyśmy to ciągnąć prze całą noc, gdyby nie Tom, który spytał:
- To jak? Pogadałaś z moim bratem?
- Właściwie to nie. Poszedł sobie z Lindsay.
- Hmmm… inaczej bym to ujął. Zmusiła go, żeby ją zaprosił na drinka - nie zrobił 

tego z własnej woli.

Postanowiłam   złapać   byka   za   rogi   i   trochę   go   potarmosić…   och,   zamknij   się, 

mózgu! Zdecydowałam, że wybadam Toma, co sądzi o tym wszystkim.

- Czy Robbie ci mówił, co o mnie myśli? - spytałam.
Tom niespokojnie przestąpił z nogi na nogę i w końcu odparł:
- Często powtarza, że bardzo cię lubi i przykro mu, że wam nie wyszło, bo… no 

mniej więcej chodziło o to, że byłaś dla niego trochę za młoda.

- Bo jest dla niego za młoda - wtrąciła Jas. - Szczerze mówiąc, jest za młoda dla 

każdego chłopaka.

Spojrzałam na nią spode łba.
- Dzięki, najdroższa przyjaciółko.
Wpadła w fazę wymądrzania się. Powinna zaopatrzyć się w kostur i zapuścić sobie 

brodę. Bredziła jak potłuczona.

- Gee,   po   prostu   oceniam   sytuację   realistycznie.   Jesteś   zupełnie   niepoważna. 

Ciągle chichoczesz, tańczysz z gilem zwisającym z nosa i tak dalej. Nie jesteś gotowa na 
poważny związek, kieruje tobą zwykła podjarka. Takie są fakty.

Nie wiedziałam, jak na to zareagować. Może miała rację? Może jestem zwykłym 

pustakiem i powinnam w ogóle nie wychodzić ze swojego pokoju? Albo razem z panią 
Wilson otworzyć sklep ze sztruksową odzieżą?

Wpadłam w dołek.
Który pogłębił się jeszcze bardziej, kiedy dziesięć minut później musiałam sterczeć 

przy garażu jak ten kołek w płocie i patrzeć, jak Jas i Tom całują się na pożegnanie. Nie 
mogłam wejść do domu, bo Jas powiedziała, że mamy wejść razem. Starałam się na nich 
nie   patrzeć,   ale   słyszałam,   jak   się   całują.   Odgłosy   mlaskania,   oddychania   i   jakieś 
szelesty.  Czułam się jak zboczeniec. Właściwie to stałam się żeńskim odpowiednikiem 

background image

Elvisa Attwooda. Ale żena.

Cztery lata później

W końcu Jas oderwała się od Toma, z dziewięćdziesiąt pięć lat się z nim żegnała, a 

potem jeszcze pobiegła za nim, żeby dać mu ostatniego buziaka. Wreszcie udało mi się 
wciągnąć ją do domu.

W domu Jas

Mama   Jas   weszła   do   kuchni   w   bardzo   przyzwoitej   koszuli   nocnej.   Żadnych 

melonów próbujących wyrwać się na wolność.

- Dziewczynki, dobrze się bawiłyście? - spytała. - Zostawiłam wam coś na ząb, na 

pewno umieracie z głodu. Idę spać. Posłałam wam łóżka. Dobranoc, miłych snów. - I 
wyszła.

Niesamowite.
Żadnych pytań w stylu: „Z kim tańczyłaś? Całowałaś się? Albo: „O której to się 

wraca?! To nie hotel!”. Coś na ząb i dobranoc. Naprawdę niesamowite.

Na górze

Jas milion lat siedziała w łazience. Co ona tam robi? Spytałam przez drzwi:
- Co ty tam robisz?
- Smaruję się kremem nawilżającym na noc.
Matko kochana. Przez tyle czasu zużyła chyba całe wiadro.

W łóżku

Siedzę na łóżku kompletnie ubrana.
- Georgia, jesteś kompletnie ubrana - powiedziała Jas.
- Wiem. Zaraz wychodzę.
- CO???
- Mówiłam ci. O pierwszej Masimo ma po mnie przyjechać. O trzeciej w nocy leci 

do Włoch, a w drodze na lotnisko podrzuci mnie tutaj.

- Nie mówiłaś, że masz się spotkać z Masimem, ale to nie ma znaczenia, no nie 

pójdziesz na żadną randkę. Koniec, kropka.

- Jazzy.
- Poza   tym   co   z   Robbie?   Co   mu   powiedziałaś?   Co   on   sobie   o   tobie   pomyśli? 

Zresztą nic sobie nie pomyśli, bo żadnej randki nie będzie.

- Jazzy.
- Nie pójdziesz, inaczej dostanę szlaban na pięćdziesiąt lat.

background image

- Przecież   nikt   się   nie   dowie.   Dasz   mi   swoje   klucze,   po   cichutku   wymknę   się 

tylnymi drzwiami, szybciutko wybiegnę na ulicę, gdzie już będzie na mnie czekał mój 
cudowny Bóg Miłości. Buzi - buzi, gadu - gadu, może uronię łezkę, kiedy będziemy się 
żegnać.   Ale   tylko   jedną,   żeby   sobie   makijażu   nie   rozmazać.   Zresztą   niedługo   się 
spotkamy na wakacjach w Rzymie…

Jas okropnie się nabzdyczył, nawet jak na nią.
- Cała ty. Jeśli ktoś będzie miał kłopoty, to ja, bo z całą pewnością nie wymkniesz 

się po cichu, tylko o coś się potkniesz i wszystkich obudzisz, a nawet jeśli ci się uda, to 
po powrocie przez pomyłkę wejdziesz do sypialni rodziców.

Mocno ją przytuliłam.
- Jazzy, nie pragniesz mego szczęścia?
- Nie.
Milutka, co?
- Słuchaj, trochę poćwiczę wymykanie się po cichutku. Zakradnę się do kuchni. 

Zobaczymy, czy mnie usłyszysz.

0.40 

Nie do wiary. Jas tyle się nagadała o moim hałasowaniu, a kiedy wróciłam z 

kuchni, spała jak zabita!!!

Naszych rodziców coś łączy - jej mama i tata przeraźliwie chrapią. Doskonale, bo 

to znaczy, że śpią.

0.50 

Ciekawe, jak uda się ta randka. Całe dwie godziny! Sam na sam z Bogiem 

Miłości. A może będzie u niego Dom i nie będziemy mogli się całować? Sacrebleu!

W łazience

Wyglądam   dobrze.   Nie   wiem   tylko,   czy   musnąć   usta   błyszczykiem,   bo   może 

będziemy się całować, czy umalować je nieścieralną szminką.

Ojej, co za dylemat.

0.55  

Czas  wziąć   się  w  garść  i  chwycić   byka  za   rogi.   Zakradłam   się  na  dół  i 

weszłam do kuchni. Wcześniej otworzyłam tylne drzwi, żeby teraz nie narobić hałasu. Na 
paluszkach wyszłam do ogrodu. Na niebie iskrzyły się gwiazdy, mrugały do mnie jak… no, 
jak jakieś mrugacze.

Wiem, że na nie psioczyłam, porównywałam to latarek z wyczerpującą się baterią, 

ale teraz widzę, że są całkiem fajne. Takie maleńkie, wesoło mrugające iskierki, które 
oświetlają mi drogę ku miłości. Byłam w doskonałym nastroju. Supermegaczadowym.

background image

1.05  

Siedzę na murku na końcu ulicy. Brr, ale lodówa, chociaż mamy środek 

lata. Cicho i trochę strasznie.

Może Masimo w ogóle nie przyjedzie? Może pogadał o mnie z resztą Sztywnych 

Dylanów,   którzy   powiedzieli:   „Stary,   zwariowałeś?!”.   Albo   zadzwoniła   jego   była 
dziewczyna i postanowili do siebie wrócić, albo…

I wtedy usłyszałam jego skuter.
Wstałam. Znowu usiadłam. Jak na moim miejscu zachowywałaby się prawdziwa 

luzaczka?   Wstałaby   czy   usiadła   w   luzackiej   pozie?   Szkoda,   że   nie   palę   papierosów   - 
przynajmniej   miałabym   czym   zająć   ręce.   Ale   przy   moim   pechu   pewnie   podpaliłabym 
sobie włosy. Już wiem! Zacznę udawać, że szukam czegoś w torebce, a kiedy Masimo 
podjedzie, podniosę głowę.

Zaczęłam grzebać a torebce, a skuter zbliżał się coraz bardziej.
Masimo stanął przede mną. Podniosłam głowę. Zdjął kask i potrząsnął włosami. 

Matko kochana, w jednej sekundzie  przemieniłam się w galaretę. Wyglądał po prostu 
bosko. Taki przystojniak umówił się ze mną na randkę! Jakie szczęście, że wybrał właśnie 
mnie! Kocham cały świat. Tak, nawet Jazzy. Cały, caluteńki świat - oczywiście oprócz 
Nudnej Lindsay.

Masimo uśmiechnął się, powiedział: „Ciao, caro” i posłał mu buziaka w powietrzu. 

Potem wziął zapasowy kask i poklepał tylne siodełko.

- Przejedźmy się.
Czułam   się   jak   w   filmie.   Masimo   założył   mi   kask,   zapiął   pasek   pod   brodą   i 

pocałował mnie w usta. Mało nie spadłam ze skutera. Potem spytał:

- Wszystko w porządku? Trzymaj się mocno.
Objęłam go w talii. Kiedy go dotknęłam, miałam wrażenie, że poraził mnie prąd. 

Jakby   została   ugodzona   laserowym   mieczem,   których   używają   w   lelku   filmach 
fantastycznych. Dlaczego chłopcy lubią takie dziwne stwory: hobbisty, elfy, roboty i tak 
dalej?

Nie wiem i nic mnie to nie obchodzi, bo właśnie obejmowałam Boga Seksu, który z 

całą pewnością nie wyglądał jak hobbit. I któremu się podobałam. Taaak!!! Cały świat 
wokół mnie śpiewał o miłości.

Jechaliśmy   przez   ciemne   ulice   i   było   absolutnie   fantastycznie.   Gdzieniegdzie 

grupki imprezowiczów wracały z pubów, śpiewając i tańcząc. Stanęliśmy na światłach i 
wtedy Masimo powiedział:

- Może   wpadniemy   do   mnie?   Poczęstowałbym   cię   prawdziwą   włoską   kawą   i… 

innymi włoskimi rzeczami.

O, w mordkę jeża! Teraz już się kompletnie rozpuściłam i chyba spłynę ze skutera.

1.30 

Mieszkanie Masima jest zupełnie odlotowe. Wynajmuje je razem z Domem i 

background image

jego kumplami. Panuje tu porządek, nigdzie nie walają się sterty bielizny jak w sypialnie 
moich   rodziców.   Ciekawe,   jaką   bieliznę   Masimo   nosi.   Na   pewno   włoską.   Może   jego 
eleganckie   majtki   grają  Arrivederci   Roma  albo  Nessun   Dorma?   Nie,   nie,   Masimo   na 
pewno nie włożyłby takiej zgrywnej bielizny… A właściwie to dlaczego nagle zaczęłam 
myśleć o majtkach?

Zaparzył mi kawę z ekspresu i podał maleńkie ciasteczka z migdałami. Czuję się 

très po europejsku.

Kiedy sączyłam kawę, on kończył się pakować. Ma bardzo fajne koszule. Skończył, 

zamknął walizkę i spojrzał na mnie.

- Panno Georgio, czy Robbie wie o nas?
- Hmmm… on… ja…
Objął mnie.
- Może ci pomóc, caro…?

2.30 

O kurczę. Czuję się nabuzowana jak butelka oranżady. Żaden chłopak nie 

całuje tak jak Masimo. Całował mnie bardzo długo bez przerwy. To nie był nawet punkt 
czwarty (pocałunek trwający ponad trzy minuty bez przerwy), raczej punkt czwarty razy 
cztery (pocałunek trwający co najmniej kwadrans).

Masimo lubi mówić… oczywiście nie w trakcie całowania, bo wtedy wyszłoby takie 

„hmmmooouummmm”. Mam na myśli krótkie przerwy, kiedy odrywał usta od moich ust, 
spoglądał mi głęboko w oczy, głaskał mnie po głowie i szyi, mrucząc: „Bellissima

„.

Mmm… ale bosko! Dziewczyny mają chyba dwieście tysięcy milionów zakończeń 

nerwowych więcej niż chłopcy. Jesteśmy maszynami do odczuwana rozkoszy! Masimo był 
tak samo zachwycony jak ja.

2.50 

Nagle spojrzał na zegarek.

- O Boże, mój samolot! Georgia, nie chcę cię opuszczać, wolałbym zostać z tobą 

przez całą noc. Bardzo cię lubię. Odwiedzisz mnie? Nie wytrzymam miesiąca bez ciebie. 
Postarasz się przyjechać?

Próbowałam odzyskać kontrolę nad ustami. Miałam wrażenie, że spuchły i zrobiły 

się   z   czternaście   razy   większe   niż   zwykle.   Masimo   mówił   cos   po   włosku,   szukając 
paszportu i biletu. Mmm… cudownie to brzmiało. Nie szkodzi, że mamrotał pewnie coś w 
stylu: „Kurde, gdzie ja posiałem te spodnie?”, bo mówił językiem miłości.

Nie był to jakiś tam zwykły obcy język, na przykład niemiecki. Te same słowa w 

języku Krainy Skórzanych Szortów brzmiałyby zupełnie inaczej. „Chyba du bis tein guten 
Fraulein. Du bist wunderbar jak za wielkie Spanferkel. Chcę cię knutschen!!! Oh, ja, oh, 

 Bellissima (wł.) - najpiękniejsza

background image

ja!!!

„.

W   czasie   gdy   mój   mózg   udał   się   na   krótkie   wakacje,   Masimo   dokończył 

pakowanie. Złapał kurtkę, a potem, wkładając ją, przyciągnął  mnie do siebie. Pięknie 
pachniał - sobą i jakąś woda toaletową. Długo i mocno całował mnie w usta, a potem ujął 
moja głowę w dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.

- Lubimy się, panno Georgio, wszystko będzie dobrze.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Przyjechała taksówka. Wsiedliśmy i całowaliśmy się 

dalej.   Minęło   zaledwie   parę   chwil,   a   już   znaleźliśmy   się   pod   domem   Jas   i   musiałam 
wysiąść i opuścić Masima. O nieeeeee… byłam taka zakochana!

Pocałował mnie znowu o zrobił smutną minę.
- Będę za tobą tęsknił.
Wysiadła, zupełnie oszołomiona, i pomachałam za odjeżdżającą taksówką.
Wtedy uświadomiłam sobie, że płaczę. Naprawdę. Nie udawałam. Było mi tęskno i 

smutno.   To   wszystko   wydawało   się   snem.   Wciąż   jeszcze   czułam   na   wargach   jego 
pocałunki.

Dziś już na pewno nie usnę. Zresztą nie chcę. Chciałbym zapamiętać to spotkanie 

na całe życie.

Poszłam do tylnego wejścia. Noc była piękna, niebo poczerniało, w gdzieś w oddali 

pohukiwała   sowa.   W   innych   okolicznościach   tylko   by   mnie   to   zirytowało,   ale   teraz 
pomyślałam: „Dobranoc, panie Sowo, mam nadzieję, że tej nocy pani Sowa dotrzyma ci 
towarzystwa… chyba że to ty jesteś panią Sową, a skoro tak, to życzę ci miłych chwil 
spędzonych z panem Sową. A jeśli jesteś samotna, zawsze możesz się przespać w łóżku 
Jas. Jeśli lubisz wypchane sowy, czeka cię odlotowa zabawa!”.

Tak, to już koniec. Opowiadam żarty sowom. To znak, że jestem zakochana.
Weszłam do domu i na paluszkach zakradłam się na górę do pokoju Jas. Leżała 

zwinięta w kłębek, ze śnieżną sową w objęciach. Hmm… Żyj i pozwól żyć innym - tak 
brzmi moje motto.

Rozebrałam się i umościłam między moimi przyjaciółkami sowami.

 Chyba du bist… (niem.) - chyba jesteś dobra dziewczyna. Jesteś cudowna jak za wielkie pieczone 

prosię. Chcę cię całować. O tak, o tak.

background image

Bla, bla, bla, ple, ple, ple

Niedziela, 24 lipca

Obudziłam   się   skoro   świt,   czyli   o   wpół   do   dziesiątej.   Jas   jeszcze   chrapała   po 

swojej stronie łóżka. Przez chwile nie wiedziałam, gdzie jestem, ale szybko wszystko mi 
się przypomniało.

Oooooch, Masimo… Już za nim tęskniłam. Pewnie jest teraz w Rzymie. Ciekawe, 

czy myśli o mnie.

Kocham cały świat, więc pójdę i do kuchni i spytam mamę Jas, czy mogę zanieść 

herbatę mojej grzywiastej przyjaciółce.

Zeszłam na dół. Pusto. Na stole w kuchni leżał liścik:

Kochana Jas!

Pojechalismy na mala wycieczke. Byc może  wrocimy dopiero wieczorem. 

Na sniadnie macie jajka i reszte. Może pozniej będziecie mialy ochote na pizze, 

wiec zostawiam troche pieniędzy. Bawcie sie dobrze.

Buziaki,

Mama

O   rany.   To   się   nazywa   właściwa   opieka   nad   dzieckiem!   Jedzenie,   kasa,   brak 

rodziców w domu. Czad.

Zrobiłam herbatę i nawet ugotowałam jajeczko dla Jas, bo wiem, że ona przepada 

za jajkami. Umieściłam wszystko na tacy i poszłam do jej pokoju.

Postawiłam tace na stoliku i pochyliłam się nad moją przyjaciółka. Wzięłam jedną 

z mniejszych sów i przyłożyłam jej dziobek do ust Jas.

Gwałtownie   usiadła   na   łóżku,   cała   nabzdyczona,   a   grzywka   jej   sterczała   na 

wszystkie strony jak miotła, w którą strzelił piorun.

- Co robiłaś? Czy jesteś pewna, że nikt cię nie widział, jak wracałaś?
Odparłam, że jej rodzice pojechali na wycieczkę, a potem dodałam:
- Nie chcesz wiedzieć co zaszło między mną a moim nowym chłopakiem, Bogiem 

Miłości?

- Nie.
Na pewno chciała. To jasne.

W moim pokoju

background image

16.00 

A więc tak. To już oficjalna wiadomość, bo powiedziałam Jas, że Masimo 

jest   moim   nowym   chłopakiem.   Poszłam   do   cukierni,   pogrymasiłam   trochę   i   w   końcu 
wybrałam włoskie ciacho.

Ile godzin minęło od naszego ostatniego pocałunku? Już mam objawy abstynencji.
Zadzwoniłam do Rosie:
- Ro Ro, czy Sven głaskał cię kiedyś po szyi?
- Tylko wtedy, kiedy miał na sobie rękawice do prac w ogrodzie. Bo co?
- Bo wczoraj w nocy Masimo właśnie to robił. Było bosko. I doszliśmy do punktu 

czwartego, ale cztery razy.

W tym samym momencie do pokoju nieoczekiwanie wszedł mój Vati i spytał:
- Co to jest punkt czwarty?
Wdarł się w moją intymną sferę. Blee. Spojrzałam na niego i odparłam:
- Tato, to prywatna rozmowa.

17.30 

Przyjechał wujek Eddie. Uciekłam na górę zanim zdążył opowiedzieć jakiś 

„dowcip”.

Muszę przestać w kółko myśleć o Masimie. Zajmę się czymś, co mnie całkowicie 

pochłonie.

18.30  

Przydałaby   mi   się   zalotka   do   rzęs.   Wszystkie   modelki   z   „Como”   jej 

używają.

19.00 

Dzwonek do drzwi.

Przyszła jakaś kumpelka mamy z aerobiku. Ciekawe po co. Jej koleżanki wpadają 

do nas zwykle tylko wtedy, kiedy przyjeżdżają strażacy.

19.30 

O nie, tylko nie ABBA.

20.00 

Libby śpiewa Tańczącą krowę.

20.30  

Co one tam robią? Słyszę tylko śmiech mamy i Libby. I bardzo głośną 

muzykę. I co jakiś czas huk, jakby ktoś się przewrócił.

21.30 

Jest coraz gorzej. Nigdy nie słyszałam takich śmiechów i pisków. Co one 

tam wyprawiają?

background image

21.40 

Dosyć tego. Puściły piosenkę z filmu Goło i wesoło. Tę z końcówki, kiedy 

faceci się rozbierają i tańczą na golasa. Jej tytuł to chyba You Can Leave Your Hat On
Mama i jej kumpelka piszczą i drą się: „Zdejmuj ciuchy!”. Chyba zejdę na dół i poproszę 
o ciszę.

21.45 

Kiedy otworzyłam drzwi salonu, wujek Eddie kołysał pupą w rytm muzyki. 

Był w samych gaciach.

Północ  

Chyba   muszę   iść   na   psychoterapię.   Wujek   Eddie   chce   zostać 

striptizerem. Wiecie, jak ci faceci, których można zamówić na wieczór panieński i którzy 
przychodzą przebrani za policjanta, strażaka albo Jamesa Bonda. Nie wyobrażam sobie, 
jaka   kobieta   chciałaby   oglądać   jego   striptiz.   Jeśli   jednak   istnieje   zapotrzebowanie   na 
grubych i łysych golasów, to wujek Eddie je zaspokoi.

Dorośli mają obsesję na punkcie seksu. Koszmar.

0.35 

Libby zobaczyła łysego faceta w samych gaciach. Z pewnością śmiertelnie 

się przeraziła i do końca życia zostanie jej uraz.

Wszystko się zgadza. Tata farbuje włosy, nosi skórzane spodnie i lansuje się na 

całego. Przeżywa kryzys wieku średniego, chociaż moim zdaniem ma już za sobą dwie 
trzecie życia.

0.40  

Skoro   Vati   nie   potrafi   sprostać   zadania,   jakim   jest   bycie   ojcem,   muszę 

sama być odpowiedzialna za siebie.

0.45

 Co nie oznacza, że zapuszczę sobie bródkę.

Poniedziałek, 25 lipca

Rano

Napisałam „Księgę zasad dla taty” i przyczepiłam ją do drzwi sypialni rodziców. 

Oto ona:

Zasady dla taty:

Nie pytaj, z kim się spotykam.

Jeśli pozwolę,  żebyś  mnie dokądś  podwiózł swoim „samochodem”, nigdy w  życiu 

nie opuszczaj szyby w oknie i nie krzycz za mną. Co prawda ja i tak będę udawała, 

background image

ż

e Cię nie słyszę, ale moi znajomi mogą usłyszeć.

Nie dawaj mi pieniędzy przy ludziach.

Nigdy nie wchodź do mojego pokoju bez zaproszenia (zresztą i tak nigdy Cię nie 

zaproszę).

Nie całuj się przy mnie, przy Libby ani przy moich znajomych, a najlepiej to w ogóle 

się nie całuj. W Twoim wieku nie ma takiej potrzeby.

Noś porządne spodnie, jak przystało na prawdziwego ojca.

Wygoń  z naszego domu tego łysego grubasa, czyli wujka Eddiego. Do grobu ze 

sobą zabiorę jego widok w samych gaciach.

Dziękuję,

Georgia

8.10  

Wymknęłam się z domu, zanim jeszcze wszyscy się pobudzili. Z sypialni 

rodziców dochodził jakieś jęki. I bardzo im tak dobrze. Któryś z bardzo mądrych filozofów 
powiedział: „Nie ma zabawy bez cierpienia”.

Starzy ludzie powinni się powstrzymywać przed nadużywaniem vino tinto i przede 

wszystkim nie ściągać spodni.

Pogadanka o naszej przyszłości zawodowej
10.30  

Pani   Wilson   wzięła   zastępstwo   za   Sokole   Oko,   która   wybrała   się   na 

polowanie na dziewczyny (ona twierdzi, że zaproszono ją na konferencję, ale my wiemy 
swoje).

Pogadanka o naszej przyszłości zawodowej, która zwykle jest przerażająco nudna, 

tym razem może nam dostarczyć wiele okazji do pośmiania się.

Zaczęła Rosie:
- Pani profesor, w jakim zawodzie może pracować narzeczona wikinga? Interesuje 

mnie zwłaszcza praca z reniferami i kadziami na wino.

- Rosie, zachowuj się poważnie.
- Ale ja zupełnie poważnie pytam - odparła Rosie z zaskoczoną miną.
To smutne, ale rzeczywiście nie żartowała.
Ellen   wydukała,   że   interesuje   ją   praca   pielęgniarki.   Pierwsze   słyszę.   Coś   wam 

powiem:   nie   chciałabym   trafić   na   izbę   przyjęć,   której   pracowałaby   Ellen.   Wyobraźcie 
sobie: przychodzicie z ręką wiszącą na kawałku skóry, a Ellen pyta: „Yyy… chodzi o lewą 
rękę, czy… hmmm… coś się stało w prawą?”.

background image

Dziesięć minut później

Pani Wilson puściła nam film o pszczółkach. Czy ona naprawdę ma nas za takie 

święte?

16.20 

Kiedy razem z Jools i Rosie wlokłyśmy się do domu, podbiegły do nas te 

dwie rude smarkule z klubu, całe rozchichotane i zarumienione.

- Proszę   pani,   na   koncercie   było   czadersko,   prawda?   Podoba   się   pani   ten 

wokalista? Jest normalnie…

- Czaderski? - dokończyłam.
Obie wrzasnęły: „Taaaak!!!” jak dwie szajbnięte bliźniaczki.
Potem Ruda Numer Jeden powiedziała:
- Ale   wie   pani   co?   Myślę,   że   najfajniejszy   jest   Dave.   Wiem,   że   to   nie   żadna 

gwiazda, ale i tak jest śliczny.

I zaczerwieniła się jak burak.
Druga dodała:
- Kochamy go.
Po czym uciekły.
O kurczę. Dave Jajcarz ma swój fanklub.

Podwieczorek ze 

  

ś  

wirami

  

Przyszli dziadek i Maisie. Rodzice nie pozwolili mi pójść do swojego pokoju, tylko 

musiałam godzinami siedzieć z nimi i wysłuchiwać tych głupot.

- Chciałbym   coś   ogłosić   -   odezwał   się   dziadek.   -   Dzięki   Maisie   stałem   się 

najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Na   końcu   języka   miałam   słowa:   „Dlaczego?   Wydziergała   sobie   stryczek?”.   Na 

szczęście nie powiedziałam tego. Dziadek wziął Maisie za rękę (przez wełnę, bo założyła 
wielokolorowe rękawiczki. W lipcu).

- Zgodziła się wyjść za mnie za mąż.

W kuchni

22.00 

Dziadek i Maisie już wyszli. Mama właśnie robiła kawę.

- Widzisz?   Warto   przez   całe   życie   szukać   miłości   -   powiedziała.   -   Czasami 

przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie.

- Mamo, to takie żałosne i dziwaczne.
- A ja uważam, że cudowne i romantyczne.
- Nie   uważałabyś   tak,   gdybyś   musiała   na   własny   ślub   założyć   kombinezon   z 

włóczki.

background image

Mama jednak cały czas przebywała w Świecie Starych Świrów, bo odparła:
- Wiek   nie   jest   najważniejszy.   Dziadek   mówi,   że   pod   całą   tą   wełną   kryje   się 

całkiem niezłe ciałko.

Fuj, fuj, fuuuuj!
Zresztą   kogo   to   wszystko   obchodzi?   Czy   to   odpowiednia   pora,   żebym   spytała 

mamę, czy mogę pojechać do Krainy Pizzy? Od wyjazdu Boga Miłości mam silne objawy 
odstawienia.

Wczoraj miałam sen, który mnie trochę przestraszył. Masimo głaskał mnie po szyi, 

która nagle zaczęła się wyciągać jak zrobiona z gliny. Wiecie, jak kawał glina na kole 
garncarskim. Wyciągała się i wyciągała, aż w końcu głowa mi odpadła.

Freud pewnie by powiedział, że nie powinnam tracić głowy. Zwłaszcza, że w tym 

śnie moja głowa potoczyła się do kąta, gdzie Angus zaczął się nią bawić jak piłką.

Ale   na   czym   to   ja   skończyłam?   A   tak.   Miałam   spytać   mamę,   czy   pozwoli   mi 

pojechać do Krainy Pizzy.

- Mamo, jak myślisz? Kiedy powinnam polecieć do Rzymu? W przyszłym tygodniu 

kończy się semestr, potem jedziemy na tę durną wycieczkę, ale kolejny weekend mam 
wolny.

- A co to znowu za bzdury?
Roześmiałam się beztrosko.
- Och, mamo, figlareczko! Wiesz, o czym mówię! Zgodziłaś się, żebym odwiedziła 

Masima w Rzymie.

- Zgodziłam się?
- Tak.
- A gdzie ja wtedy byłam?
- No, stałaś tuż koło mnie.
- Georgio, po pierwsze, na nic takiego się nie godziłam, a po drugie, nic mnie do 

tego nie zmusi. Koniec dyskusji.

Pięć minut później

NIENAWIDZĘ swojej rodziny. Dlaczego mam murem siedzieć w domu? Dlaczego 

oni sami nie chcą się zabawić? Tym razem im pokażę. Jeśli nie dadzą kasy na wyjazd do 
mojego chłopaka, to sama ją zdobędę. Coś sprzedam.

Dziesięć minut później

Przeglądam zawartość swojej szafy.
Ile   by  dostała  za  te  lekko   znoszone  skórzane  botki?   Gdzie   się  sprzedaje   takie 

rzeczy? Nie mam pojęcia. W sklepach z używaną odzieżą?

Chociaż nie, bardzo je lubię, a poza tym przydadzą się na wypady do włoskich 

background image

dyskotek.

Jestem bardzo, bardzo zmęczona. Semestr się kończy, powinnam wkuwać, a nie 

mam nawet siły zarobić paru groszy.

Północ 

Nie będę się odzywać do rodziców, dopóki nie zgodzą się na ten wyjazd.

Wtorek, 26 lipca

Na śniadaniu

Mama spytała, czy mam ochotę na tosta, ale ją zignorowałam. Niedługo ustąpi.
Kiedy wychodziłam z domu, mama oznajmiła:
- Skoro   przestałaś   się   do   nas   odzywać,   po   prostu   będę   zgadywać,   co   chcesz 

powiedzieć.   Właściwie   jest   mi   to   na   rękę,   bo   chciałabym,   żebyś   dziś   wieczorem 
zaopiekowała  się Libby. Rozumiem, że się zgadzasz.  Tak, widzę to po twoich oczach. 
Doskonale. Pa, pa.

Kurczę!!!

14.00 

Nie wierzę, że muszę jechać na tę wycieczkę. Herr Kamyer pokazał nam 

wiele   sztuczek,   które   można   zrobić   przy   użyciu   szwajcarskiego   scyzoryka.   Wszystkie 
durne i niepotrzebne.

Mruknęłam do Ro Ro:
- Jeśli koniowi kamień utknie w podkowie, to jego wina. Dlaczego mam targać ze 

sobą wielki nóż, żeby wydłubać ten kamień?

Ro Ro mi zasalutowała.
- Georgia, masz wielkie serce. Poćwiczysz ze mną robienie węzła skrótowego?
Spojrzałam na nią bez słowa.
Jas   uwielbia   węzły   sercowe.   Błagam,   niech   coś   się   stanie,   żebym   nie   musiała 

jechać, błagam.

16.15 

Muszę zostać po lekcjach! Nie wierzę!!! Sokole Oko z pięć minut wróciła z 

polowania na dziewczyny i dała mi karę.

Spóźniłam się trzy minuty na jej lekcję, bo po niemieckim poszłam do siusiali, 

gdzie zauważyłam, że wyskoczył mi pryszcz, więc musiałam go szybko wycisnąć przy 
świetle   dziennym,   a   potem   posmarować   mydłem.   Wtedy   wydawało   mi   się,   że   to 
doskonały pomysł. W każdym razie kiedy wbiegłam do klasy, Sokole Oko powiedziała:

- Powinnaś tu być o trzeciej.
- Dlaczego? Co się stało? - spytałam z zainteresowaniem.
Chwilę   później   w   moim   dzienniczku   pojawiła   się   uwaga:   „Arogancja   po 

background image

płaszczykiem błyskotliwości równa się siedzenie w kozie.

Nie do wiary.

W moim pokoju
18.30 

Wciąż się zastanawiam, jak dotrzeć do swojego ukochanego. Ciekawe, czy 

zadzwoni   do   mnie   z   Krainy   Pizzy.   Na   jego   miejscu   bym   zadzwoniła.   Wiecie,   o   czym 
mówię. Zadzwoniłabym do siebie w poniedziałek.

Pięć minut później

Dlaczego dotąd się nie odezwał?
Zadzwoniłam do Jas, żeby spytać, co o tym sądzi, ale ona myślami jest już na tej 

durnej   wycieczce.   Poza   tym   wkurzyłam   się,   bo   Jas   nie   zaprosiła   mnie   do   swojego 
namiotu. Umówiła się z Ellen i Mabs, twierdząc, że „na nich można bardziej polegać”. A 
cóż to ma znaczyć? Zresztą nieważne. Ja mam nocować w namiocie z Rosie i Ellen i z 
nimi na pewno będzie fajniej. Jas ma te swoje głupie „zasady namiotowe”, na przykład: 
„Szczoteczki do zębów trzymamy w specjalnym słoiku” albo: „Zanim położysz się spać, 
sprawdź, czy pod twoim namiotem nie ukryło się jakieś rzadkie leśne żyjątko”. Takie tam 
farmazony.

Jakie ciuchy się zabiera na wyjazd pod namiot? Pani Wilson dała nam listę. Gdzie 

ja ją mam?

Dwie minuty później

Ciepłe ubranie na wieczór

Kurtka nieprzemakalna

Wygodne buty

Swobodny strój na dzień

O Boże kochany, a to jest najgorsze:

Dziewczęta, weźcie kostiumy kąpielowe, bo nieopodal jest rzeka. Jeśli któraś gra na gitarze, 

niech koniecznie zabierze ją ze sobą, bo nie ma to, jak pośpiewać wieczorami przy dźwiękach gitary.

Zanosi się na krzyżówkę gitarowego szaleństwa w stylu pastora Mówcie - Mi - 

Arnold z obozem skautowskim. Założę się, że w końcu trzeba będzie wezwać ratowników 
górskich. Pewnie Melanie Griffiths pod ciężarem dyndaków wpadnie do wody. Albo Herr 
Kamyer zastanie zaatakowany przez owcę (jeśli szczęście mu dopisze).

background image

19.00 

Zadzwoniła Rosie.

- Biorę ze sobą rogi.
- Po co?
- Poćwiczymy wikińskie disco, a poza tym przydadzą się na wypadek, gdyby nas 

zaatakowały wściekłe krowy.

Matko kochana.

Dziesięć minut później

Może dzięki tej upiornej wycieczce czas mi szybciej zleci, a potem już na pewno 

wymyślę, jak pojechać do Masima.

Dwie minuty później

Ciekawe, co u Robbiego. Za każdym razem kiedy natykam się na Nudną Lindsay, 

słyszę, jak głośno mówi do jednej ze swoich beznadziejnych kumpelek, że niby „chodzi” z 
Robbiem. Może i tak. Jeśli to prawda, szybko się z niego wyleczę. Chłopak, który wybrał 
taką dziewczynę, nie może być normalny.

Minutę później

Ale jednak spytał, czy mnie podwieźć do domu, zanim oplotła go swoimi mackami.

Minutę później

A Dave Jajcarz powiedział, że podobam się Robbiemu, chociaż z powodu Masima 

Robbie udaje, że go nie obchodzę.

Minutę później

O nie, znowu pomyślałam o Davie Jajcarzu. Ciągle sam mi wskakuje do głowy. 

Zawsze kiedy pomyślę o czymś śmiesznym, od razu mam ochotę mu o tym powiedzieć. 
Nie   robię   tego,   bo   trochę   dziwnie   się   czuję,   będąc   tylko   jego   kumpelką.   Fajnie   się 
zachował w sobotę na koncercie, kiedy stanął w obronie tych rudych smarkul.

Ciekawe, czy śmieje się ze swoją dziewczyną Emmą tak często jak ze mną.
Ciekawe, do którego punktu doszli. Och, zamknij się mózgu!
Zadzwonił telefon.
Może to Masimo! Zbiegłam na dół. W domu jest pusto, bo mama jednak uznała, 

że nie można mi zaufać, i zawiozła Libby do dziadka i jego włóczkowej dziewczyny, którzy 
żyją na kocią łapę. Oni z pewnością są bardziej godni zaufania. Chciałam to powiedzieć 
mamie, ale ciężko mi rozmawiać z kimś, do kogo się nie odzywam. Dlaczego nie mogę 

background image

mieć normalnych rodziców? Rodzice poszli na pierwszy striptiz wujka Eddiego, co trudno 
zaliczyć do normalnych zachowań.

Odebrałam telefon.
Robbie.
O kurczę.

Trzy minuty później

Umówiliśmy się na czwartek na „rozmowę”.
Cokolwiek to znaczy.
W moim przypadku to znaczy: „Bla, bla, bla, ple, ple, ple”.

Czwartek, 28 lipca

Ostatni dzień semestru

Chuda wygłosiła przemówienie na temat wycieczki i zakończyła je hasłem: „Dajcie 

dobry przykład całej szkole”. A potem dodała:

- Czekamy na ciekawe historie i obserwacje, które klasa dziesiąta A przywiezie z 

wycieczki.

Och, zapewne z wielkim przejęciem będzie opowiadać, jak zobaczyłyśmy borsuka, 

który drapał się po tyłku. I ile kiełbasek zjadłyśmy.

Kiedy wlokłyśmy się na łacinę, spytałam Rosie:
- A właściwie to dlaczego Chuda z nami nie jedzie? Sporo bym zapłaciła,  żeby 

zobaczyć ją w namiocie.

- Przecież dzisiaj miała na sobie namiot - odparła Rosie.
Jas jest cała rozgorączkowana.
- Gee, spakowałaś się już?
- Nie.
- A ja tak.
- Ile par gaci zabierasz?
- Pomyślałam, że na wszelki wypadek, gdyby się ochłodziło, wezmę te grube z 

długimi nogawkami…

- Jas, nie pytałam poważnie.
Nabzdyczyła się.
Ma taką obsesję na punkcie samej siebie, że normalnie szok. Nic tylko ja, ja, ja, 

Tom, ja, wypchane sowy, gacie i… ja. No chyba mam rację?

Dziś rano w drodze do szkoły powiedziałam jej, że chyba znowu będę musiała 

dokonać wyboru między dwoma chłopakami. Bardzo dziwnie się czuje przed dzisiejszym 
spotkaniem z Robbiem.

background image

Jak zwykle wygłosiła jeden ze swoich wykładów.
- Musisz wybrać jednego i trzymać się tej decyzji. Nie możesz przez całe życie 

zachowywać się jak zdzira i zmieniać chłopców jak rękawiczki.

Ja zmieniam chłopców jak rękawiczki? O czym ona bredzi? I zachowuję się jak 

zdzira? Miłe, co?

- Jas, nie jestem żadną zdzirą, tylko normalną nastolatką. Nie masz prawa tak 

mówić tylko dlatego, że wyrzekłaś się czerwonotyłkowatości i zaprenumerowałaś „Głos 
Nornika”.

- A właśnie że tak, mam prawo.
- A właśnie że nie.
- A właśnie że tak.
- Jas, dyskusja nie polega na tym, że jedna z osób bez przerwy powtarza: „A 

właśnie że tak”.

To na ułamek sekundy zamknęło jej usta, ale po chwili powiedziała.
- A właśnie że tak.
Jak ona mnie wkuuuuuurza!

W moim pokoju

Pora podwieczorku

Za chwilę przyjdzie Robbie. Mam nadzieję, że nie zacznie padać. Niebo trochę się 

zachmurzyło.

To   mi   przypomniało,   jak   pierwszy   raz   poszłam   do   domu   Robbiego.   To   było 

zaledwie parę miesięcy temu. Od tamtej pory stałam się kobietą. Kochałam i cierpiałam.

Minutę później

Cierpiałam i dyndaki bardzo mi urosły.

Dwie minuty później

Kiedy go poznałam, jeszcze nawet nie nosiłam stanika. Dziwne, prawda? I głupie, 

bo deszcz zmoczył mi T - shirt i weszłam do domu przemoczona do suchej nitki. Kiedy 
spojrzałam na koszulkę, zobaczyłam dwie sterczące kuleczki. Moje sutki. Nie mogłam ich 
wepchnąć z powrotem. Przez cały czas musiałam trzymać ręce splecione na piersi. Potem 
Robbie zagrał mi jedną ze swoich piosenek, a ja nie wiedziała, co zrobić, więc zaczęłam 
się atrakcyjnie (tak mi się wtedy wydawało) uśmiechać. Niestety piosenka była długa i 
pod koniec rozbolała mnie cała twarz, bo jednocześnie starałam się wciągać nozdrza. Do 
domu wróciłam ze strasznymi skurczami.

I  po tych  wszystkich  wysiłkach   Bóg Seksu  mnie  rzucił,   bo byłam dla  niego  za 

młoda. Dodał, że zna kogoś, kto mógłby mi się spodobać. Tym kimś okazał się Dave 

background image

Jajcarz. Wtedy Dave Jajcarz pojawił się scenie, a ja próbowałam go wykorzystać, żeby 
wzbudzić zazdrość Robbiego.

Z tego powodu jest mi nadal trochę głupio, tym bardziej że Dave mnie rozgryzł. 

To niesamowite, że mimo wszystko wciąż się kumplujemy.

Dwie minuty później

Jesteśmy naprawdę świetnymi kumplami. I bardzo dobrze. Tak powinni być. Nie 

moglibyśmy   chodzić   ze   sobą,   bo…   hmmm…   bo   Dave   nie   jest   ani   Bogiem   Seksu,   ani 
Bogiem Miłości. Jest Bogiem Dave’em. A takiego boga nie ma na liście bogów.

Dwie minuty później

Ale za to jest zabawny.
Za dziesięć minut Robbie zadzwoni do moich drzwi. Zrobiłam się na bóstwo. Nie 

wytrzymam dłużej w domu. Usiądę na murku i tam na niego poczekam. Nie wyjdę na 
zdesperowaną?   Wyjdę.   Cóż,   w   takim   razie   zostanę   w   domu   i   poćwiczę   dyscyplinę 
wewnętrzną i lodowaty chłód.

Na murku

Co mam mu powiedzieć? No i co zrobić, jeśli będzie chciał mnie pocałować? Nie 

mogę się z nim całować, bo prawie oficjalnie jestem potencjalną dziewczyną Boga Miłości. 
Przydałaby   się   skala   całowania   dla   byłych   chłopaków.   Dla   pocałunków   „w   imię   starej 
przyjaźni”.

Z Dave’em Jajarzem całowałam się kilka razy po tym, jak już przestaliśmy ze sobą 

chodzić. Tak więc zasada „w imię starej przyjaźni” powinna brzmieć: „Tak, tak i jeszcze 
raz tak”.

Ale od tamtej pory nic się między nami nie wydarzyło. Nie wiem dlaczego. Może 

naprawdę   lubi   swoją   „dziewczynę”?   Może   podoba   mu   się   bardziej   niż   ja?   A   może 
rzeczywiście jest ładniejsza ode mnie? Ale to nie moja wina: spójrzcie tylko na moich 
rodziców.

Ale  teraz  już  koniec   z  Dave’em!   W  jaki  sposób   on  znowu   dostał  się  do  mojej 

głowy?

Dwie minuty później

Wreszcie   pojawił   się   Robbie.   Wyglądał   super   i   jakoś   tak   dorośle.   Przez   tyle 

miesięcy śledziłam go i marzyłam o nim, poszłam nawet na koncert Sztywnych Dylanów z 
nadzieją, że na niego wpadnę. Potem mnie pocałował i powiedział, że powinniśmy się 
spotykać. Przez parę dni czułam się jak w niebie. Nagle stałam się superlaską. A potem 

background image

mnie rzucił! Wolał wyjechać do Krainy Kangurów i grać na gitarze dla torbaczy.

Już   miałam   zejść   z   murku   i   powiedzieć   coś   normalnego,   ale   kompletnie   mnie 

zaskoczył, bo pochylił się i pocałował mnie w usta. Nie lekko i po przyjacielsku. To był 
prawdziwy, mocny pocałunek, który trwał co najmniej pół minuty.

Mój mózg zaczął się zastanawiać: „Oooch, skąd tu wziąć zegarek? Jas na pewno 

mnie   spyta,   jak   długo   moim   zdaniem   trwa   prawdziwy   pocałunek   i   skąd   wiem,   że 
całowaliśmy się akurat pół minuty, może obliczyłam to na podstawie położenia słońca i 
tak dalej…”. Och, zamknij się, mózgu!

Mój mózg zamknął się na moment, a ja zaczęłam się napawać tą chwilą.
Robbie przestał mnie całować i powiedział:
- Cześć.
A ja odparłam jak prawie normalny człowiek:
- Cześć.
Usiadł koło mnie na murku. Spojrzałam na niego, a on się uśmiechnął.
- Pójdziemy do parku jak kiedyś? - spytał.

W parku

W parku było cudownie. Promienie słońca prześwitywały między gałęziami drzew, 

rzucając   na   ziemię   cienie   w   kształcie   liści.   Wokół   rozlegał   się   śmiech   dzieci.   Bardzo 
przyjemny   śmiech,   a nie  taki  rechot,   jaki uskutecznia  moja  siostra.   Dzieci   bawiły się 
radośnie, zakochani trzymali się za ręce, spacerowali alejkami albo siedzieli na trawie.

Nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Wcale mi to nie przeszkadzało, bo szczerze mówiąc, 

miałam kompletną pustkę w głowie. Na przykład dzisiaj na historii dowiedziałam się, że 
Shackleton, tak zwany bohater i odkrywca, utknął w lodzie na swojej łodzi, więc zastrzelił 
swojego kota Mr Chippy’ego, żeby zrobić więcej miejsca albo żeby łódź była lżejsza czy 
coś   w   tym   rodzaju,   a   wkrótce   potem   i   tak   ich   uratowano!   A   Mr   Chippy   od   lat   był 
maskotką na tej łodzi. Dlaczego Shackleton nie zastrzelił siebie, żeby zrobić miejsce? 
Znane   postacie   z   historii   są   naprawdę   bardzo,   bardzo   dziwne.   Koniecznie   muszę 
opowiedzieć tę historię Dave’owi.

Z zamyślenia wyrwał mnie głos Robbiego:
- Pamiętasz to drzewo? To chyba pod nim zaśpiewałem piosenkę, którą napisałem 

specjalnie dla ciebie. Pamiętasz?

Pamiętałam, ale szczerze mówiąc, nie było to zbyt przyjemne wspomnienie, bo 

Robbie wtedy zaproponował, żebym położyła głowę na jego kolanach i…

- Usiądźmy na chwilę - dodał. - Chyba mniej więcej pamiętam słowa.
O nie. Tylko nie to. Tym razem na pewno nie położę głowy na jego kolanach.

Minutę później

background image

O Boże, jednak wylądowałam z głową na jego kolanach i musiałam patrzeć na 

dziurki od nosa Robbiego, który śpiewał o delfinie.

W łó

  

ż  

ku

  

23.00 

Płaczę w poduszkę.

Myślałam, ze zgłębiłam już tajemniczy świat chłopców, ale się myliłam. Sama nie 

wiem, dlaczego się tak mażę, po prostu to takie smutne. Robbie był moim pierwszym i 
jedynym   Bogiem   Seksu   i   wciąż   nim   jest,   ale…   och,   sama   nie   wiem.   Zaśpiewał   mi 
piosenkę, a ja starałam się nie patrzeć mu w nozdrza i jednocześnie musiałam uważać na 
to, żeby dyndaki za bardzo mi się nie rozdyndały i żeby mózg nie wyrwał mi się spod 
kontroli.   W   rezultacie   byłam   okropnie   spięta   i   czułam   się   jak   nie   ja.   Oczywiście   Jas 
stwierdziłaby, że to bardzo dobrze.

Potem się całowaliśmy i nawet doszliśmy do punktu szóstego. Robbie jest bardzo 

dobry w te klocki. Nie da się zaprzeczyć, że to wyjątkowy przystojniak. Fajnie się ubiera 
(nie   licząc   gumowych   butów   ze   sklepu   dla   wegetarian)   i   oznajmił,   że   absolutnie   nie 
zamierza chodzić z Lindsay.

Odprowadził mnie do domu, cały czas trzymając za rękę, a pod furtką pocałował 

mnie bardzo mocno i długo. Raczej nie doszło do wirtualnego punkt siódmego, ale kto 
wie?

Potem długo na mnie patrzył w świetle księżyca (patrzyło na mnie jeszcze pięcioro 

innych   oczu,   dopóki   nie   rzuciłam   butem   w   murek,   przeganiając   Angusa,   Naomi   i 
Gordy’ego). Robbie ma naprawdę piękną twarz. Cały jest piękny. Ale… och, sama nie 
wiem. Nagle moje oczy wypełniły się łzami. Nie mogłam się opanować. Wszystko wydało 
mi się smutne i zupełnie bez sensu. Spuściłam głowę, żeby nie zauważył, że beczę.

Pogłaskał mnie po głowie i spytał:
- Gee, o czym myślisz?
O nie. O czym myślałam? Wyrzuciłam z siebie:
- Zostawiłeś mnie, nie było cię tak długo, wolałeś torbacze i w ogóle, a potem 

Masimo zaczął mi się podobać i…

Posmutniał i w milczeniu usiadł koło mnie na murku. Ja też nic nie mówiłam.
- A więc on naprawdę ci się podoba? - spytał po chwili.
Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa więc tylko kiwnęłam głową.
Robbie milczał. Zerknęłam na niego z ukosa. Patrzył prosto przed siebie. Nagle z 

jego oko popłynęła malutka łza i potoczyła się po policzku. O nieeee, to nie do zniesienia!

Już   miałam   zawołać:   „Proszę   cię,   nie   płacz,   zostanę   twoją   dziewczyną.   Zrobię 

wszystko tylko nie płacz…”, ale siedziałam jak oniemiała.

Robbie odchrząknął i powiedział:
- Georgia, nie miej poczucia winy. Nikt nie chce ranić innych, a wyznać prawdę 

background image

jest bardzo trudno. Dobrze o tym wiem. Jesteś cudowną dziewczyną. Trochę stukniętą, 
ale… cudowną. Zawsze będę cię lubił. Nie martw się.

Znowu na chwilę zapadła cisza. Potem Robbie wstał i dodał:
- No, muszę już lecieć, a ty pewnie śpieszysz się na pociąg.
Przynajmniej powiedział to z uśmiechem, bo czułam, że jeszcze chwila, wybuchnę 

płaczem.

Północ  

Krótko   mówiąc,   okazało   się,   że   Robbie   zamierza   wrócić   do   Nowej 

Zelandii. Ma tam dziewczynę, która się w nim kocha. W porę ugryzłam się w język i nie 
spytałam: „Czy to jakaś ładniutka kangurzyca”. Mimo wszystko dziwnie się poczułam na 
myśl, że będzie chłopakiem innej. I do tego znowu wyjeżdża. Och, już sama nie wiem. 
Czy chciałbym się z nim spotykać, gdyby został?

Łatwo pisać książki w stylu Jak rozkochać w sobie każdego pacana, ale co zrobić, 

kiedy taki problem pojawi się w rzeczywistości? Ktoś powinien napisać drugą część:  Co 
zrobić   z   kolekcją   pacanów,   których   rozkochałaś   w   sobie   dzięki   radom   pacana,   który 
napisał pierwszą część, i którzy teraz nie chcą się do ciebie odczepić?

O.05 

Rosie i Sven są chyba szczęśliwi. I planują ślub za jakieś osiemnaście lat. 

Ale   czy   rzeczywiście   się   pobiorą?   Nie   łączy   ich   nic   poza   pocałunkami,   jedzeniem   i 
szalonymi tańcami. Ale może to i dobry związek? Kto wie?

Są jeszcze Jas i Tom. Ich łączy o wiele, wiele więcej i też sprawiają wrażenie 

szczęśliwych.

Minutę później

Problem   polega   na   tym,   że   gdybym   chciała   być   tak   szczęśliwa   jak   Jas, 

musiałabym się w nią przemienić.

Nie, wykluczone. Muszę pozostać sobą.
Muszę   też   stawić   czoła   faktowi,   że   zadęłam   w   Kosmiczny   Róg,   a   gen 

czerwonotyłkowatości złamał mi serce i powalił na łoże boleści.

Auuu.
Cóż, podjęłam decyzję. Teraz muszę się z nią przespać.

background image

Namiotowa moda

Piątek, 29 lipca

Mama obudziła mnie bladym świtem, czyli w pól do dziewiątej rano.
- Gee,   mogę   pożyczyć   twoją   skórzaną   spódniczkę?   Chyba   jej   nie   zabierasz   na 

wycieczkę, co?

Mrugałam   oczami   w   oślepiającym   świetle,   bo   brutalnie   rozsunęła   zasłony   w 

pokoju.

Grzebała w mojej szafie.
- Mamo,   dlaczego   miałabym   ci   pożyczyć   swoją   miniówę   i   komu   ty   chcesz   ją 

pożyczyć? Absolutnie się nie zgadzam.

Kurczę! Odezwałam się do niej. Złamałam śluby milczenia!!!
- Nikomu jej nie pożyczam. W sobotę razem z dziewczynami idziemy na kolejny 

występ wujka Eddiego. Ma być pokaz różnych postaci: będzie łysy, wiking, listonosz…

- Mamo, zamilcz, proszę. Wiesz, że mam artystyczną duszę i taki kicz mnie boli. 

Zamierasz  włożyć moją skórzaną  miniówę i iść  na  występy jakichś świrów w  samych 
gaciach?

- Och nie… gacie też zdejmą!
Fuuuj!!!

Pół godziny później

W końcu pożyczyłam mamie tę spódnicę. Obiecała, że kiedy wrócę z wycieczki, 

porozmawiamy o moim wyjeździe do Krainy Pizzy. Hurra!!!

Niechcący opowiedziałam jej o Robbiem. Jak na siebie zareagowała bardzo miło. 

Znowu się rozbeczałam. Wyznałam jej, że czuję się podle.

- Cóż, to prawda, że przeważnie  jesteś nieznośna jak wrzód na tyłku,  no ale… 

takie prawo nastolatki. Zanim dorosłam, chyba byłam taka sama.

Nie skomentowałam: „Zwariowałaś czy jak?”.
Ciągnęła dalej:
- Jestem z ciebie bardzo dumna - mówiła dalej. - Czasami trudno wyznać prawdę, 

zwłaszcza kiedy nie chcesz kogoś zranić. Ty jednak to zrobiłaś - powiedziałaś co czujesz. 
Rób to, co jest dla ciebie dobre, a nie to, co narzucają ci inni.

Mocno   mnie   przytuliła,   a   ja   -   ku   własnemu   zdumieniu   -   spontanicznie   ją 

ucałowałam. Obie byłyśmy zaskoczone.

11.00 

W szkole mamy stawić się o trzeciej. Ciekawe, czy pojechaliby beze mnie, 

gdybym po prostu nie przyszła? Wątpię. Pewnie wysłaliby bojówkę a panem Attwoodem i 

background image

Nudną Lindsay na czele. Nie do wiary, że muszę jechać na tę durną wycieczkę.

Nie ma sensu brać kosmetyków, bo o ile mi nie odbije i nie zakocham się nagle w 

Herr Kamerze, to na obozie nie będzie ani jednego mężczyzny, nie licząc pani Wilson. 
Wrzucę do torby tylko parę swetrów, dżinsy i coś do jedzenia. Mam wielką nadzieję, że 
uda mi się po prostu przespać najbliższe dwa dni. Może poprosić którąś z dziewczyn, 
żeby uderzyła mnie w głowę czymś twardym? Straciłabym przytomność i z uśmiechem na 
twarzy obudziła się dopiero w niedzielę.

Ciekawe, czy Nudna Lindsay wie, że Robbie wraca do Krainy Kangurów. Pewnie 

wkurzy się na maksa. Za chmurami zawsze świeci słońce.

14.00  

Dźwigam torbę na wzgórze, na którym stoi nasza szkoła. Jas pobiegła 

przodem, bo Tom niesie jej bagaże. Dzwoniła do mnie tylko cztery razy, żeby powiedzieć, 
jak się cieszy. W przebłysku inteligencji spytałam ją:

- Jas, wzięłaś swój specjalny kubek do mycia zębów?
- Oczywiście. Jak każda.

W szkole

Koszmar już się zaczął. Herr Kamyer włożył szorty. To powinno być zabronione. 

Starałam się nie patrzeć na jego nogi. Są nieprawdopodobnie blade i porośnięte rudymi 
kłakami. Fuj!

Wgramoliłyśmy się do autokaru i zajęłyśmy miejsca z tyłu. Rosie powiedziała:
- Możemy podrywać kierowców jadących za nami.
Jaka ona wyrafinowana.
Tom  pomachał  nam  na  pożegnanie,  a Jas  się rozbeczała   i zaczęła   mu posyłać 

całusy w powietrzu. Czego ona się maże? Przecież nie cierpi z miłości tak jak ja.

Pani   Wilson   zupełnie   odbiło   ze   szczęścia.   Zaraz   jej   peruka   spadnie.   Ledwo 

ruszyliśmy, wstała i zwróciła się do nas:

- Dziewczęta,   może   pośpiewamy,   żeby   wprawić   się   w   odpowiedni   nastrój? 

Proponuję Płonie ognisko w lesie.

Zwariowała czy jak?
Wtedy   jednak   okazało   się,   że   kierowca   jest   w   stylu   pana   Attwooda,   bo   się 

odezwał:

- Bez zgody spedytora śpiewanie w autokarze jest zabronione, proszę pani.
- Hmmm… a kto jest spedytorem tego autokaru?
- Ja - burknął pan Mruk.
- Czy jednak nie mogłybyśmy zaśpiewać paru piosenek… - zaczęła.
- Nie   -   uciął   i   przyśpieszył   tak   gwałtownie,   że   pani   Wilson   poleciała   do   tyłu   i 

usiadła na kolanach Herr Kamyera.

background image

- Brawo!!! - zawołałyśmy wszystkie.

Godzinę później

Powiedziałam   dziewczynom   z   Drużyny   Asów   o   spotkaniu   z   Robbiem.   W   kółko 

wzdychały: „Ojej, jakie to smutne…” i tak dalej. Nawet Jas mnie objęła. Uśmiechnęłam 
się   do   niej   dzielnie.   Bycie   Boginią   Seksu   bardzo   męczy.   Bardziej,   niż   możecie   sobie 
wyobrazić.

- Mam nadzieję, że postąpiłaś właściwie - odezwała się. - Jeśli Masimo uzna, że 

jesteś za głupia na jego dziewczynę, znowu wylądujesz na lodzie.

Nawet nie chciało mi się jej odpowiadać, więc tylko naciągnęłam jej na oczy tę 

durną czapkę z daszkiem.

Pół godziny później

Znaleźliśmy   się   na   kompletnym   pustkowiu.   Po   co   to   wszystko?   Jas   z   radości 

dosłownie   wyłazi   ze   skóry.   Od   razu   poszła   „odkrywać”   las,   czyli   „Gałązkowy   Raj”.   Ja 
wolałam sprawdzić toaletę.

Dziesięć minut później

-

  

 

  

Przez najbliższe dwa dni nie zamierzam korzystać z toalety - powiedziałam do 

dziewczyn.

Tutejsza „toaleta” to kilka wychodków i kran na suficie a jakiejś nędznej szopie, 

mający służyć za prysznic. Nie zdziwiłabym się, gdybym w tej toalecie spotkam jakąś 
świnię. Oczywiście nie spotkam, bo w ogóle nie zamierzam tam wchodzić.

- To   nieludzkie   warunki   -   oznajmiłam   pani   Wilson.   -   Złoże   skargę   przed 

Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Zaraz do nich zadzwonię.

- To prawda, tutejsze warunki są dość skromne - przyznała - ale na tym właśnie 

polega cała  zabawa. Kiedy w młodości jeździłam  pod namiot, w ogólnie nie mieliśmy 
toalet.   Jeśli   któraś   z   nas   chciała   załatwić   grubszą   potrzebę,   musiała   wziąć   saperkę   i 
wykopać dołek w lesie.

O   nie!!!   Pani   Wilson   powiedziała   mi   o   swoich   wypróżnieniach.   Poczułam   się 

molestowana i brudna.

Godzinę później

Rosie, Jools i ja próbujemy rozbić ten durnowaty namiot. Spytałam Herr Kamyera 

(siedział na leżaku przed swoim namiotem, który nad wejściem ma nawet coś w rodzaju 
daszku):

- Herr Kamyer, skoro jest pan taki gut w rozstawianiu namiotów, to może by nam 

background image

pan pomógł?

- Myślę, że samodzielne rozstawienie namiotu sprawi wam większa satysfakcję - 

odparł. - To bardzo gut dla rozwoju osobowości.

Bardzo,   bardzo   się   myli,   sądząc,   że   rozstawianie   namiotu   rozwija   osobowość. 

Ludzie, którzy to potrafią, to pani Wilson i Jas. To mówi samo za siebie.

Jas zachowuje się wyjątkowo wkurzająco. Uwija się jak jakaś głupia i okropnie 

podlizuje się nauczycielom.

- Panie profesorze, czy mogę pójść do lasu po drewno na ognisko? - spytała Herr 

Kamyera.

- Doskonały pomysł, Jas. Wiesz, jakiego drewna szukać?
- Oo, tak, Herr Kamyer. Tom… to mój chłopak… często na wycieczka robimy sobie 

ognisko. Skończyliśmy specjalny kurs rozpalania ognisk, więc umiem to zrobić nawet bez 
zapałek.

Miałam   ochotę   krzyknąć:   „I   CO   Z   TEGO???   PO   PROSTU   ROZSTAW   NAM   TEN 

DURNY NAMIOT!!!”.

Pół godziny później

Wreszcie nasz namiot stoi, a my w nim siedzimy. I to wszystko? Tyle hałasu o nic? 

Mam siedzieć pod jakąś szmatą i gapić się na pole?

Dziesięć minut później

Boże, co za nuda. Kiedy będzie podwieczorek?
Poszłam do namiotu Jas i zapukałam w płótno. Uważam, ze to bardzo zabawne. 

Jas wystawiła głowę.

- Czego chcesz? Wasz namiot ma jakiś taki dziwny kształt.
- Jas, jeśli chcesz, mogę wymienić parę innych rzeczy, które mają dziwny kształt. 

Co robicie? Co właściwie się robi w namiocie? Pokaż.

- Tylko uważaj, bo u nas jest porządek.
O kurczę. One naprawdę wzięły kubki do mycia zębów.
- W sadzawce koło rzeki znalazłam wielką grzebieniastą salamandrę - powiedziała.
Rzuciłam   jej   ironiczne   spojrzenie,   ale   nie   załapała.   Trajkotała   dalej   jak 

nawiedzona.

- Pani Wilson przyniosła mikroskop nad rzekę i znalazłyśmy przy brzegu stułbię i…
- Jas - przerwałam jej - chyba już wspominałam, że nie interesują mnie wielkie 

grzywiaste salamandry.

- Grzebieniaste.
- Wszystko   jedno.   Grzebieniaste,   szczotkowane,   nie   interesują   mnie   żadne 

salamandry. Masz coś do jedzenia? Umieram z głodu.

background image

Zmusiłam ją, żeby mi dała jedno z ciastek, które schowała w saszetce na piżamę. 

Matko kochana.

Zmrok zapada nad obozem Dno i Pięć Metrów Mułu

Kiedy   zapadł   zmrok,   Herr   Kamyer   i   pani   Wilson   zaczęli   gorączkowo   wyciągać 

garnki i rozpalać ognisko.

- Dziewczęta, zwróćcie uwagę na to, że Herr Kamyer rozpalił ognisko na łące, w 

pewnej odległości od drzew. Trzeba zawsze uważać, żeby nie zaprószyć ognia w lesie.

Jasne, w tej chwili najbardziej przejmuję się tym, żeby nie podpalić lasu. Czy ona 

ma pojecie, jak wygląda moje życie uczuciowe?

Pół godziny później

Przykro mi to mówić, ale muszę przyznać, że całkiem przyjemnie siedzi się przy 

ognisku, jedząc Spanferkel i fasolkę z papierowych talerzyków.

Nie wiem dlaczego, ale nagle poczułam kowbojską fantazje.
- Chyba przemieniam się w kowboja - mruknęłam do Rosie i Jools.
- Może   po   kolacji   poganiamy   trochę   bydło,   żeby   zapełnić   czymś   czas   przed 

powrotem do cywilizacji i naszych chłopaków?

- W porzo.
Po babeczkach z owocami idziemy poszukać jakichś krów.

Piętnaście minut później

My, prawdziwe obozowiczki, siedzimy przy ognisku, a parę nadgorliwych poszło 

zmywać   naczynia   w   rzece.   Oczywiście   wśród   nich   znalazła   się   tez   Jas   -   śmiała   się, 
chichotała i co chwila bredziła w stylu: „Ojej, czy to wojak?”, „O, chyba znalazłam ślady 
borsuka. Ale byłoby fajnie, gdybyśmy poobserwowały je w nocy”. Po prostu żal. I czego 
ona się tak cieszy? Pewnie ma w sobie gen dzikiej świni.

Kiedy już skończyły, Herr Kamyer powiedział:
- Dziewczęta, a teraz czas na zabawę.
- O, właśnie! - zawołałam. - Ciekawe, gdzie podłączymy telewizor.
- Nein, przygotowaliśmy dla was coś sehr lepszego, a poza tym nie mam żadnego 

sprzętu.

Myślałam,   że   pękniemy   ze   śmiechu.   Chyba   nałykałam   się   za   dużo   świeżego 

powietrza, bo ryczałam tak z pięć godzin. Herr Kamyer spojrzał na nas ze zdumieniem.

- O co chodzi? Co was tak śmiesz w tym, że nie mam sprzętu? Pani Wilson zabrała 

puszki po kakao. Nasypiemy do nich surowego ryżu i w taki oto prosty sposób powstaną 
instrumenty muzyczne.

Wziął puszkę i zaczął ją napełniać ryżem, a pani Wilson zrobiła to samo. I wtedy 

background image

wydarzyło się coś przerażającego. Oboje zaczęli potrząsać puszkami jak marakasami i 
śpiewać piosenki ABBY.

To   było   straszne.   Próbowali   nas   zachęcić   do   wspólnego   muzykowania,   ale 

odparłam:

- Skoczę zobaczyć, co robią krowy w ten piękny wieczór.
Rosie i Jools zerwały się na równe nogi, mamrocząc:
- Idziemy z tobą.

Dziesięć minut później

Nie   znalazłyśmy   ani   jednej   krowy.   No,   coś   tam   mignęło   nam   w   oddali,   ale 

pastwisko znajdowało się jakieś sto kilometrów dalej. Zresztą w ogóle nie miałam ochoty 
oglądać krów, chciałam tylko je ukraść.

W pobliżu zobaczyłyśmy parę przysypiających owiec, więc do nich podeszłyśmy. O 

kurczę, ile łajna. Wygląda jak żwir. Angus byłby zachwycony. Mógłby tu wszystko gonić i 
wszystkich wkurzać, kraść kiełbaski i maltretować niewinne norniki. Koci raj.

Rosie postanowiła „usprawnić” kradzież bydła, używając owiec i ślubnych rogów.

Osiem minut później

Rosie rajstopami przywiązała bizonie rogi do łba owcy i spróbowała jej dosiąść jak 

mustanga.   Owca   się   przesunęła,   więc   Rosie   zaszła   ją   od  tyłu,  przez   sekundę   zdołała 
utrzymać   się   na   jej   grzbiecie,   po   czym   spadła   prosto   w   owczą   kupę.   Zabawa   jak   w 
remizie.

21.30 

Chyba trzeba już iść spać. Owce to straszna nuda. W końcu zbiły się w 

stado   na   skraju   łąki.   Głupie   jakieś.   Nie   miałyśmy   tam   nic   więcej   do   roboty,   więc 
skierowałyśmy się z powrotem do obozowiska.  Najbliższa wioska znajduje się godzinę 
drogi stąd i pewnie mieszkają tam same stare świry.

21.42 

Po „ekscytującym” występie muzycznym atmosfera nieco się ożywiła, bo 

Herr   Kamyer,   używając   latarki,   zaczął   rzucać   na   ścianę   namiotu   cienie   w   kształcie 
zwierząt. Powiedział, że kiedy jeździł na wycieczki do Schwarzlandu, jego koledzy nigdy 
nie   mieli   dość   tej   atrakcji.   A   tak   przy   okazji:   znacie   jakiegoś   dobrego   aktora 
komediowego? Nie musicie się zastanawiać, odpowiedź brzmi: nie.

No, ale moje motto brzmi: żyj i pozwól żyć innym. Herr Kamyer rzucał cień, a my 

musiałyśmy odgadnąć, co to za zwierze. Jas okropnie się napaliła: odgadła królika, orła i 
tak dalej. Ciągnęło się to z milion godzin. Nie wiem, skąd miałyśmy się domyślić, co to za 
zwierzęta, skoro widziałyśmy tylko dłonie Herr Kamyera.

background image

21.50 

W końcu powiedział ze swojego namiotu:

- No, dziewczęta, chyba już dosyć na dzisiaj. Włożył rękę do plecaka, żeby cos 

wyjąć. Wciąż było widać zarys jego sylwetki na tle oświetlonej ściany namiotu.

- Słoń! - zawołałam.
- Ach, nie, już skończyłem - odparł. - Już nie robię zwierząt. - I wyszedł z namiotu 

ze szczoteczką do zębów.

- Lama na wakacjach - powiedziała Rosie.
Herr Kamyer ruszył do „toalety”.
- Nein, Nein, koniec zabawy.
Krzyknęłyśmy za nim:
- Ktoś z rodziny Kochów!
On jednak nie usłyszał.
Ale za to Jas usłyszała. Jas, reprezentantka Klubu Miłośników Przyrody Wielkiej 

Brytanii, odezwała się:

- Georgia, przestań się wygłupiać. Idę do kryjówki, żeby wypatrzyć jakieś borsuki. 

Ktoś idzie ze mną?

Zwariowała czy jak?

Dwie minuty później

Niesamowite. Parę osób jednak z nią poszło.
Nie powinnyśmy już kłaść się spać?
Rosie, Jools i ja wgramoliłyśmy się do śpiworów. Nasz namiot trochę się zapada. 

Nie widzę Rosie, bo leży pośrodku, pod uginającym się płótnem. Tuż koło mnie.

Nie zasnę parz to pohukiwanie i tupanie. I pomyśleć, że tylko Jas robi tyle hałasu…
…chrrrr…

Północ  

Namiot się zapadł. Obudziłam się, przywalona jakby wielką kołdrą, nic 

nie widząc. Słyszałam tylko przytłumione głowy i pisk Rosie:

- Oślepłam! Oślepłam!!!
W końcu udało nam się uwolnić spod płótna i stanęłyśmy, drżąc zimna, w samych 

piżamach. Wszystkie inne namioty były pogrążone w ciemności, a z namiotu pani Wilson 
dobiegało potężne chrapanie. Ciekawe, w czym śpi. Może w piżamie ze sztruksu?

- Nie   zamierzam   znowu   szarpać   się   z   tym   namiotem.   Musimy   się   wprosić   do 

dziewczyn.

Dziesięć minut później

background image

Jas   jest  naprawdę   bardzo   nierozsądna.   Wczołgałyśmy   się do  jej  namiotu,   a ja 

próbowałam wpełznąć do jej śpiwora, ale mi nie pozwoliła. Potem Rosie nadepnęła na 
kubek do mycia zębów i rozpętało się piekło.

0.30  

W końcu panna  Nabzdyczona  i jej kumpelki z powrotem  postawiły  nasz 

namiot, żeby się nas pozbyć. Tym razem trzymał się mocno.

- Wbiłyście główny maszt w niewłaściwym miejscu - powiedziała Jas.
I co z tego? Co to w ogóle ma znaczyć?

1.00 

Strasznie mi się chce siusiać. Poprosiłam Rosie, żeby ze mną poszła.

Buuu. Siedzę na drewnianej skrzynce w śmierdzącym namiocie. Okropność. Już 

lepiej bym się czuła w kuwecie Gordy’ego.

Sobota, 30 lipca

Rano  

Ale hałas! Ptaki ćwierkają, krowy muczą, owce beczą. Ludzie uprawiają 

jogging. A do tego… o, tak, balsam na moje oczy. Pani Wilson i Herr Kamyer w szortach. 
Matko kochana.

Przejrzałam się w lusterku. Taaa… namiotowa moda. Nie szkodzi, żadnego Boga 

Seksu tu na pewno nie spotkam.

Po południu 

Wstałyśmy, zjadłyśmy kiełbaski i zaczęłyśmy grać w baseball.

Muszę przyznać, że całkiem nieźle się bawiłam. Rzuciłam piłkę w kałuże błota i Jas 

musiała po nią pobiec.

- Zrobiłaś to celowo - powiedziała.
- Jas, nie wygłupiaj się.
Parę chwil później posłałam piłkę dokładnie w to samo miejsce.
Herr   Kamyer   pokazał   nam,   jak   zrobić   hamak,   a   pani   Wilson   wyjaśniła,   jak 

rozpoznać trujące owoce leśne.

- Jeśli chodzi o mnie, to cały las może być trujący - mruknęłam do Ellen i reszty 

Drużyny Asów. - I tak już nigdy w życiu nie przyjadę na łono natury.

Razem z Rosie próbowałyśmy się wymigać od obowiązkowego marszu nad staw z 

salamandrami.   Znalazłyśmy   odpowiednie   drzewo,   wspięłyśmy   się   na   nie   i 
obserwowałyśmy   z   góry   „wesołych   letników”,   którzy   szukali   różnych   obrzydlistw   i   je 
rysowali. Co może być interesującego w rysowaniu ameby? Dla mnie to wielka tajemnica. 
Po co wchodzić w sam środek lasu za siedmioma górami, za siedmioma morzami, skoro 
można uzyskać podobny efekt, rysując w domu gila zwisającego z nosa?

background image

15.00 

Na drzewie było milutko i przyjemnie. Słońce grzało, więc wyciągnęłyśmy 

się na gałęzi. Postanowiłam się trochę poopalać, żeby całkowicie nie zmarnować tego 
weekendu. Rosie zaplatała sobie cieniutkie warkoczyki.

- Wyglądasz w nich jak przygłup - powiedziałam.
- Naprawdę? Aż tak ładnie?
Potem przypomniało jej się, że tęskni za Svenem.
- Czy usta już mi się zaczęły kurczyć?
- Nie.
- Mam wrażenie,  że się  kurczą.  Od paru miesięcy codziennie  całowałam  się ze 

Svenem.

- Tylko tyle?
Spojrzała na mnie.
- Oczywiście, że nie.
- Na przykład co?
- Słucham?
- No, co jeszcze robiliście?
- Różne   rzeczy.   Nosiliśmy   futrzane   szorty,  wikińskie   buty   i   tak   dalej.   Życie 

przyszłej żony wikinga nie jest łatwe. - Po czym wyłowiła z plecaka sztuczną brodę i ją 
założyła.

W tej chwili usłyszałyśmy jakieś głosy i musiałyśmy się zamknąć, żeby nikt nas nie 

znalazł. Spojrzałam w dół przez liście. To pani Wilson i Herr Kamyer. Oboje w szortach. 
Matko kochana. Herr Kamyer powiedział:

- Jak ciepło, nich var

?

Pani Wilson próbowała zasłonić się ręcznikiem.
- Tak, chyba przyda mi się odświeżający prysznic - rzekła i popędziła do „toalety”.
Herr Kamyer zaczął coś kombinować ze szkłem powiększającym. Chyba próbował 

wkrzesać ogień. Bez sensu.

- Mam nadzieję, że podpali sobie szorty - szepnęła Rosie.

Pięć minut później

Część wesołych letników wróciła znad stawu i gra w baseball. Okropna P.Green, 

która  na szczęście   w  ten weekend  niczym  się  nie skompromitowała,   została  graczem 
drużyny atakującej.

- Nie chcę być złośliwa, ale Okropna P.Green wygląda nadzwyczaj niezwykle.  - 

szepnęłam do Rosie.

Rosie na chwilę przestała zaplatać warkoczyki i spojrzała w dół.

 Nich wahr (niem.) - prawda?

background image

- Błagam, niech się wywali. Pękam ze śmiechu, kiedy gramoli się z ziemi.
W  tej  chwili  Melanie  Griffiths   z wielką  siłą  cisnęła  piłkę prosto  w  O.P.  Greek  i 

pobiegła do pierwszej bazy. Wtedy nawet Herr Kamyer oderwał się od krzesania ognia, 
żeby popatrzeć. Chyba już wcześniej wspominałam, że kiedy Melanie biegnie, jej dyndaki 
zaczynają żyć własnym życiem.

- Zaraz nas minie i wpadanie do lasu - mruknęłam.
Wszyscy krzyczeli do O.P. Greek:
- Łap piłkę, ty ślepoku!
- Przecież ona nawet jej nie widzi - powiedziałam. - Piłka musiałyby być wielkości 

jej tyłka, żeby P.Green ją zobaczyła.

I wtedy wydarzyła się chyba najśmieszniejsza rzecz w historii świata. Okropna 

P.Green biegła tyłem, próbując złapać piłkę, i wpadła na toaletę. Połowa namiotu runęła. 
Odsłaniając panią Wilson pod prysznicem.

Rosie i ja mało nie spadłyśmy z drzewa.

Trzy minuty później

Żebra bolały mnie od śmiechu.
Pani Wilson na golasa, nie licząc czepka kąpielowego, to chyba najśmieszniejszy 

widok na świecie. Stała, mrugając oczami ze zdumienia i trzymając mydło na łańcuszku.

- O jacieprzepraszam! - zawołała Rosie.

Dziesięć minut później

Pani   Wilson   w   końcu   zdołała   się   wczołgać   pod   zapadnięty   namiot   i   po   jakimś 

czasie wyszła spod niego już ubrana.

Herr Kamyer szybko oddalił się w głąb lasu.

Pięć minut później

-

  

 

  

Wyobraź sobie Chudą na jej miejscu - mruknęłam do Rosie.

- Lepiej nie.

Dziesięć minut później

Pani   Wilson   krząta   się   przy   kuchni,   a   Herr   Kamyer   właśnie   wyszedł   z   lasu, 

pogwizdując. Pani Wilson wskazała na zawalony namiot. Herr Kamyer zdejmuje okulary, 
wymownie nimi potrząsa i wzrusz ramionami. Czuję się, jakbym oglądała pantomimę.

Nagle zrozumiałam.
- O rany! On udaje, że nie widział pani Wilson na golasa!

background image

Minutę później

Bardzo to zabawne, ale czas wracać do poważnych życiowych spraw.
- Ciekawe,   czy   dokonałam   dobrego   wyboru   -   powiedziałam   do   Rosie.   -   Może 

jednak Masimo podoba mi się bardziej niż Robbie?

- W życiu zawsze trzeba kierować się priorytetami - odparła.
O kurczę, mówi całkiem mądrze jak na osobę z milionem warkoczyków na głowie i 

doczepioną sztuczną brodą.

- To znaczy? - spytałam.
- To znaczy: który z nich całuje lepiej?
Hmmmmmmmmm…

Dwie minuty później

Masimo dostał ode mnie dziewięć punktów na dziesięć, a Robbie osiem.
- No i problem z głowy - podsumowała Rosie.
Cóż, można to tak ująć.
- A   z   kim   całowało   ci   się   najlepiej?   -   spytała.   -   Nie   zastanawiaj   się,   powiedz 

pierwsze imię, które ci przyjdzie do głowy.

- Najfajniej było, kiedy Dave Jajcarz skubał mi wargi.
O kurczę. Właśnie powiedziałam coś, co zaskoczyło mnie samą.
Rosie wytrzeszczyła oczy i skonsternowana podrapała się po brodzie.
- Skąd tu się wziął Dave Jajcarz?
No właśnie. Dobre pytanie.

W naszym namiocie
21.00 

Niedługo wracamy do cywilizacji. Słyszę głosy przy ognisku. Rosie, Jools i 

ja leżymy w śpiworach. Ssiemy po kawałku czekolady - ciekawe, której z nas starczy na 
dłużej. Właśnie tak ekscytująca wygląda teraz moje życie.

Nagle   usłyszałyśmy   ciche   skrobanie   w   ścianę   namiotu,   a   potem   spod   płótna 

wychynęła czyjaś głowa. To napad! Pewnie okoliczni farmerzy.

- Wynocha stąd! - wrzasnęłam. - Mam broń!
- A jakie majteczki masz na sobie?
Niemożliwe…
A jednak! Byli to Dave Jajcarz, Tom, Sven, Rollo, Dec i jeszcze jakiś ich kumpel 

Edward. Nie miałam  pojęcia, ze wszyscy  przyjadą do nas samochodem Toma. Rozbili 
swoje namioty koło drogi nad rzeką.

Tak, tak, taaaak!!!
Zaczęłyśmy cicho rozmawiać z nimi przez ścianę namiotu. Dave miał już dla nas 

gotowy plan.

background image

- Idźcie niby do toalety i wracając, powiedzcie nauczycielom dobranoc, a potem 

wymknijcie się z namiotu i przyjdźcie do nas. Damy czadu. Na pewno tego chcecie!

Co za tupeciarz! Ale niesamowity.
- Weźcie ze sobą Jas - szepnął Tom.
- Tak i jeszcze ze dwie inne - dodał Dec.
- Co dwie inne?
- No jakieś dziewczyny.
Chłopcy są niepojęci. Mabs i Ellen na pewno nie pójdą z nim do chłopaków, którzy 

wyrazili się o nich per „jakieś dziewczyny”. Nawet Ellen ma w sobie odrobinę dumy.

Wytłumaczyli   nam,   jak   dojść   do   ich   namiotu.   Mieli   tam   na   nas   czekać. 

Wskoczyłyśmy   w   ciuchu,   a   na   wierzch   zarzuciłyśmy   szlafroki.   Pomaszerowałyśmy   do 
odbudowanej   toalety,   mijając   ognisko,   gdzie   grupka   świrów   śpiewała   skautowskie 
piosenki.

Na   szczęście   Rosie   pomyślała   o   tym,   żeby   na   wszelki   wypadek   wziąć   ze   sobą 

kosmetyki. W „toalecie” (fuj) szybko przejrzałam się lusterku. W ciągu dnia moje włosy 
trochę   doszły   do   siebie.   Lekko   umalowałam   tuszem   rzęsy,   uszminkowałam   usta   i 
pociągnęłam je błyszczykiem. Rosie gorączkowo rozplatała warkoczyki i ćwiczyła układnie 
ust w dziobek. Jools spytała:

- No to co teraz?
- Ziewając, wrócimy do namiotu i będziemy udawać, że leśne rozrywki tak nas 

zmęczyły, że chcemy wcześniej położyć się spać. Potem przeczołgamy się pod namiotem 
i pobiegniemy do chłopaków na wygłupy i chipsy.

- I na buziaki - dodała Rosie.
- Co zrobić, żeby ci przy ognisku się nie zorientowali? - spytała Jools.
- Musimy zachowywać się przebiegle.
Kiedy   wracałyśmy   koło   ogniska,   „impreza”   jeszcze   trwała.   Herr   Kamyer 

pokazywał, jak zrobić skomplikowane węzły. Po co? Kiedy ktoś ostatnio musiał zrobić 
skomplikowany węzeł? Pewnie admirał Nelson.

Mijając   imprezowiczów,   ziewnęłam   szeroko   jak   hipopotam   i   rzuciłam   od 

niechcenia:

- Aha, Jas, Ellen, Mabs… zupełnie zapomniałam… chciałam wam coś pokazać w 

namiocie.

Jas spojrzała na mnie bez słowa. Ellen wydukała:
- No… dobrze… to znaczy… może…eee.
Wymownie spojrzałam na Jas, ale ona zupełnie nie załapała, o co mi chodzi.
- Znalazłyśmy to dziś po południu - dodałam. - Myślę, że przyda się do twojej 

kolekcji salamander.

- Grzebieniasta czy grzywiasta? - spytała, i to wcale nie sympatycznym tonem.

background image

Już miałam jej odpowiedzieć, żeby się wypchała, ale uświadomiłam sobie, że do 

końca życie będę musiała wysłuchiwać jej marudzenia i zrzędzenia, jeśli jej nie powiem, 
że Tom przyjechał, więc powiedziałam:

- Och, niezły z niej PYSIO, jeśli wiesz, co mam na myśli.
To ją w końcu zainteresowało. Zerwała się z ziemi jak na sprężynach.
Spojrzałam na nią, znacząco wytrzeszczając oczy.
- Wpadnij do nas przed snem, OK?
I wróciłyśmy do namiotu. Pani Wilson zawołała za nami:
- Dziewczynki,  tylko  nie   gadajcie  całą   noc!   Mamy   za  sobą   męczący   dzień   i  na 

pewno jesteście bardzo podekscytowane. W każdym razie ja jestem.

Spojrzałyśmy po sobie, tłumiąc śmiech.
Pani Wilson kompromitowała się dalej:
- Herr Kamyer, a czy pan miał ekscytujący dzień?
Herr Kamyer spojrzał na nią i odparł:
- Ja, rzeczywiście był bardzo ekscytujący.
O matko kochana, czyżby się napalił na panią Wilson?
Życie jest naprawdę przedziwne, a przecież żyję na tej planecie tak krótko.

W naszym namiocie

Zrobił   się   okropny   tłok.   Zdjęłam   szlafrok,   a   Jas,   Ellen   i   Mabs   rzuciły   się   na 

kosmetyczkę   Rosie.   Gdy   w   końcu   odstawiły   się   na   maksa,   zaczęłyśmy   opracowywać 
taktykę wykradania się. Było już ciemno, ale musiałyśmy zgasić latarki, żeby nikt nas nie 
zobaczył.   Tak   więc   nasz   plan   ograniczał   się   do   wyczołgania   się   pod   namiotem   na 
wolność!!!

Przekradłyśmy się na tyły obozowiska, trzymając się linii drzew.

W namiocie chłopców

Mają   wielki   zielony   namiot.   Całkiem   fajny,   chociaż   to   tylko   namiot.   Kiedy 

zajrzałyśmy do środka, chłopcy zaczęli bić brawo i od razu poczęstowali nas pizza, którą 
przywieźli   ze   wsi.   Mniam,   mniam.   Sven   prawie   zjadł   Rosie,   a   potem   usiadł   jej   na 
kolanach. Dec przytulił się do Ellen, która od razu zrobiła się czerwona jak burak (co było 
widać nawet w ciemności), a Edward przedstawił się Mabs. Ucieszyła się, bo jej randka w 
ciemno okazała się wcale nie ciemna, tylko bardzo przystojna. Tom i Jas poszli nad rzekę, 
bo   zdaniem   Jas   „Tom   chciał   zobaczyć   borsuczą   norę,   podobno   jest   niesamowita”. 
Zaśmiałam się ironicznie, ale tylko spojrzała na mnie bez słowa i wyszła z Pysiem.

Dave poklepał miejsce koło siebie.
- Usiądź koło mnie, kociaku. Tutejsze rozrywki pewnie się wykończyły.

background image

Pół godziny później

Ale beka. Dave naprawdę umie mnie rozśmieszyć. Już zapomniałam, jaki z niego 

Jajcarz. Ellen, Dec, Mabs i Edward chyba też całkiem nieźle się ze sobą bawią. Fajnie, że 
Ellen w końcu nie wgapia się w Dave’a jak sroka w gnat.

Dwadzieścia minut później

Oczywiście Sven w końcu przewrócił namiot, bo zaczął tańczyć pogo. Ze śmiechu 

aż rozbolał mnie brzuch.

Chłopaki z powrotem postawili namiot, a ja usiadłam z Dave’em koło krzaków.
- Masz ochotę wykąpać się na golasa? - spytał nagle.
- Zwariowałeś?
- To ty jesteś zwariowana.
- Nie, ty.
Popchnął mnie na krzak. Podniosłam się i powiedziałam:
- Nie wolno tak robić. To napad z użyciem przemocy.
- Mylisz się, kociaku, dopiero teraz będzie napad z użyciem przemocy. - I znowu 

wepchnął mnie w krzaczory!!! A potem dodał: - Policzę do dziesięciu i cię łapię.

- Dave, nie idę nad żadną rzekę.
- Na   twoim   miejscu   bym   poszedł.   Poza   tym   jeśli   nie   pójdziesz,   jak   mam   cię 

dorwać?

Nie   wiem,   dlaczego,   ale   zabrzmiało   to   sensownie,   więc   biegiem   ruszyłam   prze 

siebie. Co ja robię? Jak zwykle dowiem się ostatnia. Ale na pewno przegonię Dave’a.

Pięć minut później

Błąd. Dogonił mnie nad rzeką. Tak się zgrzałam, że usiadłam i włożyłam nogi do 

wody. Dave zrobił to samo. Była piękna, bezksiężycowa noc, ciepła i spokojna. Czułam 
się szczęśliwa i zupełnie wyluzowana.

Wiem, że źle zrobiłam, ale czasami człowiek nie może się powstrzymać.
- Jak ci się układa z… z dziewczyną? - spytałam.
Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
Wtedy wypaliłam:
- Robbie   wyznał,   że   mu   się   podobam,   ale   powiedziałam,   że   mnie   podoba   się 

Masimo. Masimo chce, żebym przyjechała do niego do Krainy Pizzy, może być bardzo 
fajnie i w ogóle, ale sama nie wiem.

- Czego nie wiesz, kociaku?
Och, chciałam po prostu położyć głowę na jego ramieniu. Zawsze mam ochotę 

zwierzyć mu się ze wszystkiego. Ale spytałam tylko:

- Jak brzmi twoja rada, Mistrzu Podjarki?

background image

Zaczął udawać, że gładzi się po długiej brodzie niczym jakiś mędrzec, aż wreszcie 

odparł:

- Cóż, miłość ci wszystko wypaczy…
A cóż to niby miało znaczy?
- Miłość ci wszystko wypaczy? - powtórzyłam. - To ma być ta twoja mądra rada?
- Ujmijmy to inaczej. Miłość zaślepia. Może podoba ci się Masimo, a może ktoś 

inny…

Do czego on właściwie zmierza?
- Na przykład mnie podoba się Emma, ale może i ktoś jeszcze.
Nie   mogłam   się   powstrzymać,   chociaż   wiedziałam,   że   wkraczam   na   niepewny 

grunt.

- Kto jeszcze ci się podoba?
- Królowa - odrzekł po chwili i wstał.
Spojrzałam na niego.
- Podoba ci się królowa? Ta, która niedawno obchodziła osiemdziesiąte urodziny? 

Ta królowa? Ta, która ma protezę stawu biodrowego?

- Mówisz o jej matce. Nie wyrażaj się tak o mojej dziewczynie.
Wstałam, ale było tak ciemno, że potknęłam się o jakąś przeklętą borsuczą norę 

albo pułapkę z gałązek, którą zrobiła pani Wilson, i stoczyłam się tyłem z nabrzeża.

Dave się roześmiał, ale pomógł mi się pozbierać.
- Niezła   z   ciebie   aparatka,   Georgia.   Właściwie   można   by   ci   przyznać   tytuł 

honorowego chłopaka. I dlatego tak cię kocham.

Czy… czy ja się nie przesłyszałam?
Objął   mnie   w   talii   i   podniósł   do   góry.   Miałam   nadzieję,   że   nie   poczuje   moich 

mokrych majtek i nie pomyśli, że popuściłam z emocji.

- Gee, zmoczyłaś się? Masz kompletnie mokre majtki.
- Nie, ale pewnie pełno w nich kijanek, a do tego pupa mnie boli.
Kiedy wciągnął mnie na górę, powiedziałam:
- Chyba złamałam sobie pupę.
Spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
- Kociaku, kiedy będziesz wolna? - A po chwili dodał: - Och, niech się dzieje, co 

chce.

I mnie pocałował.

Pięć minut później

O nie. Zupełnie przypadkowo znowu weszłam do cukierni. Nie odłożyłam na półkę 

włoskiego ciastka, ale nagle nabrałam apetytu na pączusia Dave’a…

background image

Drużyna Asów

Georgia - 

to ja. Kociak, Bogini Seksu i tak dalej.

Jas -  

podobno moja najlepsza przyjaciółka. Uwielbia gadać bez sensu i nosi 

wielkie gacie.

Rosie   -  

przyszła   żona   wikinga.   Znana   z   zamiłowania   do   sztucznych   bród   i 

ekscentrycznego tańca.

Jools -  

przydatna  w nagłych przypadkach, na przykład kiedy którejś z nas 

zabraknie błyszczyka.

Ellen   -  

Królowa   Histerii   na   naszej   planecie   i   we   wszystkich   światach 

równoległych.

Mabs - 

ogólnie rzecz biorąc, jest w porzo. Lubi się całować i jeść słodycze.

Honorowi członkowie Drużyny Asów

Dave   Jajcarz   -  

słynie   z   tego,   że   kiedyś   powiedział,   że   chciałby   być 

dziewczyną, bo wtedy mógłby całymi dniami gapić się na swoje dyndaki. Znany również 
jako Mistrz Podjarki.

Tom - 

brat Boga Seksu i chłopak Jas. W przeciwieństwie do innych chłopców jest 

prawie normalny.

Sven - 

pochodzi z Krainy Reniferów (prawdopodobnie). Wyjątkowo odjechany. 

Nosi spodnie z lampkami na szwach.

Kandydatki

Honor i Soph -  

pasują do nas. Wzięły udział w gilowym disco i pomagały 

przy przemyceniu do kanciapy dozorcy szkieletu przebranego za pana Attwooda.

background image

Nowa, ulepszona skala całowania się

½.   Lepkie   oczy.  

(Uwaga:   po   zastosowaniu   tej   techniki   dorobiłam   się 

namolnego adoratora, który wszędzie za mną łazi jak pies).

1. Trzymanie się za ręce.

2. Obejmowanie się.

3. Buziak na dobranoc.

4.  Pocałunek trwający ponad  trzy minuty  bez przerwy.  

(Tu 

potrzebna jest kumpelka bez chłopaka, ale za to z zegarkiem).

5. Pocałunek z otwartymi ustami.

6. Pocałunek z języczkiem.

6 ½. Całowanie ucha.

6 ¾. Całowanie szyi.

7. Pieszczoty górnej części ciała - poza domem.

8. Pieszczoty górnej części ciała - w domu.

Wirtualny punkt 8.  

(Zaliczasz go wtedy, kiedy nie dochodzi do pieszczot 

górnej części ciała, ale wiesz, że twój chłopak o tym marzy).

9. Aktywność poniżej talii. 

(Czyli APT. Oznacza to pokazanie majtek. Z 

wszelkimi pytaniami proszę się kierować do Jools).

10. Na całość. (

Kiedyś Jas i ja razem z moim tatą oglądaliśmy wiadomości i 

w pewnym momencie prezenter powiedział: „Dziś wieczorem premier doszedł di punkt 
dziesiątego”. Myślałyśmy, że pękniemy ze śmiechu).

background image

Czadu!

Jeśli   jeszcze   nie   zauważyliście,   to   śpieszę   donieść,   że   ja   i   reszta   dziewczyn   z 

Drużyny Asów stworzyłyśmy kilka wybitnych gatunków tańca. Odtańczenie piekielnego 
disco to idealny sposób na pozbycie się napięcia i frustracji wynikającej z braku chłopaka. 
Ponieważ bardzo was kocha, spisałam kroki wszystkich naszych tańców, żebyście i wy 
mogły dać czadu.

Wikińskie piekielne disco

Wciąż jeszcze udoskonalamy je przed przyszłym ślubem Rosie (który odbędzie się 

za   jakieś   osiemnaście   lat).   Tańczy   się   je   do   melodii   Jingle   Wells,   bo   nawet   Rosie, 
światowy autorytet, jeśli idzie o kraj, z którego pochodzi Sven nie zna żadnych wikińskich 
piosenek. Poza Rudolfem, czerwononosym reniferem. Co w ogólne nie jest piosenką.

Do   tego   tańca   potrzebne   wam   będą   bizonie   rogi.   Jeśli   nie   znajdziecie   ich   w 

najbliższym sklepie, zróbcie je własnoręcznie: na przykład ze starej opaski na głowę i 
dwóch gałązek. Och, nie wiem, same wymyślcie, jestem bardzo zmęczona.

Kroki:

Tup, tup na lewo,

Kopu - kopu lewą nogą,

Ręce do góry,

Machu - mach rękami na lewo,

Tup, tup na prawo,

Szybko obrót z rękami wzniesionymi do boga Thora,

Wznieść ku lewej stronie (nieistniejący) róg z winem,

Róg na prawo,

Róg ku niebu,

Trzęsu - trzęsu całym ciałem,

Buju - buju tyłkiem

I paść na kolana z triumfalnym okrzykiem:

„RÓÓÓÓÓG!!!”.

PS   W   jednym   z   rzadkich   przebłysków   poczucia   humoru   Jas,   która   w 

poprzednim wcieleniu była chyba bizonem, dodała własny fragment: wciągnie powietrza. 

background image

Tak, jak mógłby to zrobić wikiński bizon węszący za ofiarą. Gdyby istniało coś takiego jak 
Wikińskie bizon.

Machu - machu rękami na lewo,
Niuch - niuch.

Cha, cha, cha!

background image

Gilowe piekielne disco

W tym tańcu niezbędnym rekwizytem jest wielki kawał gumy do żucia zwisający z nosa 
jak   ogromny   gil.   Musi   być   na   tyle   długi,   żeby   kołysał   się   w   rytm   muzyki.   Taniec 
wykonajcie do swojej ulubionej melodii. Oto kroki:

Gil na lewo,

Gil na prawo,

Pełny obrót,

Ramiona w górę,

Gil do przodu,

Mach - mach - mach,

Dłonie na ramiona,

Wyrzut nogi w prawo,

Mach - mach - mach,

Wyrzut nogi w lewo,

Mach - mach - mach,

Pełny obrót

I opadnięcie na ziemię.

Taniec doskonały na każdą okazję!