background image

Brzmienie Jego głosu

(The Sound of His Voice)

Moje

 

    dokumenty

 

 

 

+ 

Indeks

 

    polskich

 

    kazań

 

 

 

+ 

Kaplica

 

+ 

Subscribe

 

+ 

Copyright

 

David Wilkerson 
4 marca 2002
__________

Jezus przeżył swoje dni na ziemi całkowicie polegając na Ojcu 
Niebiańskim. Nasz Zbawiciel nic nie czynił i nie mówił, zanim nie 
porozumiał się ze swoim Ojcem przebywającym w chwale. Nie dokonał 
żadnych cudów oprócz tych, które polecił Mu Ojciec. Ogłosił: "...tak 
mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył. A Ten... nie zostawił mnie samego, bo 
Ja zawsze czynię to, co się jemu podoba" (J 8,28-29).

Chrystus powiedział to bardzo wyraźnie, że był codziennie prowadzony 
przez swego Ojca. Częścią Jego codziennego życia była całkowita zależność 
od Ojca i słuchanie zawsze Jego głosu. Widać to w scenie z Ewangelii Jana. 
Pewnego sabatu Jezus przechodził koło sadzawki Betezda, kiedy to ujrzał 
chromego leżącego na macie. Zwrócił się do niego i rozkazał mu podnieść 
swe łoże i iść. Natychmiast człowiek ten został uzdrowiony i odszedł.

To rozwścieczyło przywódców żydowskich. W ich mniemaniu Jezus złamał 
prawo sabatu, uzdrawiając tego człowieka. Ale Chrystus odpowiedział: 
"Zrobiłem tylko to, co rozkazał mi mój Ojciec". Wyjaśniał: "...Mój Ojciec 
aż dotąd działa i Ja działam... nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko 
to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni. 
Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje mu wszystko, co sam czyni..." (J 
5,17-20).

Jezus stwierdził bardzo jasno: "Mój Ojciec nauczył mnie wszystkiego, co 
mam robić". Możecie się zastanawiać: kiedy dokładnie Bóg Ojciec pokazał 
Chrystusowi, co robić? Kiedy Jezus widział Boga czyniącego cuda? Kiedy 
Ojciec oznajmił Mu o wszystkim, co miał mówić i robić?

Czy to wszystko wydarzyło się w chwale, zanim Jezus stał się ciałem? Czy 
zasiedli obydwaj razem z Ojcem, zanim jeszcze cokolwiek zostało 
stworzone i zaplanowali w szczegółach każdy dzień życia Jezusa? Czy 
Ojciec powiedział Synowi: "Drugiego sabatu, szóstego miesiąca 
żydowskiego kalendarza będziesz przechodził obok sadzawki Betezda. 
Spotkasz tam chromego. Rozkaż mu wstać i iść".

Gdyby tak było, nikt z nas nie mógłby mieć z tym nic wspólnego. Takie 
postawienie sprawy nie miałoby żadnego związku z naszą codzienną 
społecznością z Panem. Wiemy jednak, że Jezus przyszedł, aby ustanowić 
dla nas wzorzec do naśladowania. Przyszedł On wszak na ziemię, aby 
doświadczyć wszystkiego, przez co przechodzimy, odczuwając przy tym to 
wszystko, co i my odczuwamy, jak i będąc dotykanym naszym bólem i 

background image

słabościami. My z kolei mamy żyć w taki sam sposób, jak On.

Faktem jest, że Jezus będąc w ciele musiał polegać na codziennym działaniu 
głosu swego Ojca w swoim wnętrzu. Przez cały czas musiał być zależny od 
Niego, aby słyszeć Jego głos udzielający Mu wskazówek. W przeciwnym 
razie nie byłby w stanie dokonać tych wszystkich rzeczy. Jezus musiał 
słyszeć głos swego Ojca z godziny na godzinę, od cudu do cudu, na bieżąco.

W jaki sposób Jezus był w stanie słyszeć ten łagodny, cichy głos Ojca? 
Biblia mówi, że działo się to przez modlitwę. Jezus konsekwentnie udawał 
się na odosobnione miejsce, by się tam modlić. Uczył się słuchać głosu Ojca 
na kolanach, a Jego Ojciec wiernie pokazywał Mu wszystko, co robić i 
mówić.

Wyobraź sobie Jezusa stającego przez ważną decyzją - np. wyborem swych 
uczniów. W jaki sposób Pan wybrał dwunastu apostołów z tych licznych 
tłumów, jakie za Nim chodziły? To była z pewnością kluczowa decyzja. W 
końcu to ci uczniowie mieli stanowić filary Jego nowotestamentowego 
Kościoła. Czy Ojciec podał Mu dwanaście imion, kiedy jeszcze przebywał z 
Nim w chwale? Jeżeli tak, to dlaczego Jezus spędził całą noc na modlitwie, 
zanim wywołał tych dwunastu?

Łukasz podaje: "...wyszedł na górę, aby się modlić, i spędził noc na 
modlitwie do Boga" (Łk 6,12). Następnego ranka Jezus wywołał tych 
dwunastu. Skąd wiedział, którzy to są? Ojciec objawił Mu to poprzedniej 
nocy.

Co więcej, tej samej nocy Ojciec przekazał Synowi błogosławieństwa z 
kazania na górze: "Błogosławieni ubodzy... Błogosławieni wszyscy, którzy 
płaczą... Biada wam, jeśli osądzacie..." (patrz Mt 5-7). Jezus otrzymał je 
prosto z serca Ojca.

Jezus spędzał codziennie czas z Ojcem.

To właśnie podczas tych godzin, kiedy był z sam na sam z Ojcem, Jezus 
słyszał Jego głos. Otrzymał każde słowo zachęty, każde prorocze 
ostrzeżenie trwając w modlitwie. Prosił Ojca, chwalił Go i poddawał się 
Jego woli. Po każdym cudzie, nauczaniu czy starciu z faryzeuszem Jezus 
spieszył z powrotem do społeczności z Ojcem.

Widzimy tego rodzaju oddanie w 14 rozdziale Ewangelii Mateusza. Jezus 
otrzymał właśnie wieść o śmierci Jana Chrzciciela: "Gdy Jezus o tym 
usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce puste, na osobność..." (Mt 
14,13). (Zastanawiam się, czy udał się na tę samą pustynię, gdzie Jan 
spędził całe lata na rozmyślaniu i przygotowywaniu się do posługi.)

Jezus był tam sam, modląc się i gorzko opłakując śmierć Jana. Jan był 
umiłowanym przyjacielem i poważanym prorokiem Bożym. Teraz, kiedy 
Chrystus miał społeczność z Ojcem, poprosił o łaskę i otrzymał ją. Tam, na 

background image

pustyni, będąc jedynie z Ojcem, otrzymał wskazówki na następny dzień.

Natychmiast po opuszczeniu tego miejsca zaczął czynić cuda: "I 
wyszedłszy, ujrzał mnóstwo ludu i zlitował się nad nimi, i uzdrowił chorych 
spośród nich" (Mt 14,14). Tego samego dnia nakarmił pięciotysięczny tłum 
pięcioma bochenkami chleba i dwiema rybami. Wyobraźcie sobie jak zajęty 
i ciężki był to dla Niego dzień. Wieczorem odesłał tłumy. 

Co zatem zrobił Jezus w tamtym momencie? Można by pomyśleć, że 
szukałby odpoczynku lub chciałby zjeść w spokoju posiłek. Być może 
zebrałby kilku najbliższych uczniów i opowiedziałby im o wydarzeniach 
tego dnia, bądź też chciałby pójść do Betanii, aby odzyskać siły dzięki 
gościnności rodziny Marii i Marty.

Jezus nie zrobił żadnej z tych rzeczy. Pismo mówi: "...wstąpił na górę, aby 
samemu się modlić. A gdy nastał wieczór, był tam sam" (Mt 14,23). Raz 
jeszcze Jezus pospieszył z powrotem do Ojca. Wiedział, że jedyne miejsce, 
gdzie odzyska siły, to przebywanie w obecności Ojca.

Jezus był w pełni świadomy dzieł, jakich przyszedł dokonać na ziemi. 
Wszystkie zostały zarysowane w Piśmie: miał uzdrawiać chorych i 
uciśnionych, otwierać oczy ślepym, pocieszać tych, którzy mieli złamane 
serca, otwierać drzwi więzień, uwalniać jeńców, zaspokajać łaknienie i 
pragnienie całych tłumów. Ale mimo to w swej codziennej posłudze nie 
czynił żadnej z tych rzeczy, zanim nie poddał się Ojcu. Nawet mimo tego, 
że wykonanie wszystkich tych dzieł zostało Mu już powierzone, szukał 
prowadzenia Ojca w każdej chwili.

Pismo naucza, że pewnego razu Jezus uzdrowił "wszystkich, którzy się go 
dotknęli". Ale innym razem nie uzdrawiał z powodu ludzkiej niewiary. Skąd 
Jezus wiedział, kiedy uzdrawiać, a kiedy nie? Musiał słyszeć ten cichy, 
łagodny głos Ojca przekazujący Mu słowo, które Go prowadziło i 
niezwykle się z tego radował.

To samo funkcjonuje w odniesieniu do naszego powołania. Wiemy o 
wszystkim, czego Pismo od nas wymaga: mamy wzajemnie się kochać, 
modlić się bezustannie, iść na cały świat i czynić uczniów, starać się usilnie 
o to, by stanąć jako wypróbowani, chodzić w sprawiedliwości, posługiwać 
biednym, chorym, potrzebującym i tym, którzy są w więzieniu. Mamy 
jednak robić też inne rzeczy, które nie są wspomniane w Piśmie. Stajemy 
wobec pewnych potrzeb w naszym codziennym życiu: sytuacji 
kryzysowych czy też innych nie cierpiących zwłoki spraw. W takich 
momentach potrzebujemy, aby głos naszego Ojca poprowadził nas i mówił 
nam o rzeczach nie zarysowanych w ramach Jego przykazań. Musimy po 
prostu słyszeć ten sam głos Ojca, który słyszał Jezus, gdy chodził po ziemi.

Wiemy, że Jezus prowadził tego rodzaju dialog ze swym Ojcem. Powiedział 
swoim uczniom: "...wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem 
wam" (J 15,15). Powiedział też przywódcom religijnym: "...[Jam] wam 
mówił prawdę, którą usłyszałem od Boga; Abraham tego nie czynił" (J 
8,40). Co Jezus miał przez to na myśli? Mówił izraelskim nauczycielom: 
"Przekazałem wam prawdę pochodzącą prosto z Bożego serca. Abraham 

background image

tego nie potrafił".

Chrystus mówił: "Żyjecie martwą teologią. Badacie przeszłość, czcicie 
waszego ojca Abrahama, uczycie się zasad i nakazów tyczących się 
waszego życia. Ale to, o czym wam mówię, nie pochodzi z odległej 
przeszłości. Właśnie rozmawiałem z Ojcem, który przekazał mi to, o czym 
was nauczam. Objawił mi, co potrzebujecie usłyszeć".

Jan Chrzciciel zaświadczał przeciwko tym samym religijnym przywódcom: 
"Świadczy o tym, co widział i słyszał, lecz nikt nie przyjmuje jego 
świadectwa" (J 3,32). Dzisiaj Jezus mówi nam to samo: "Wystarcza wam 
słuchanie kazań zaczerpniętych z jakichś komentarzy biblijnych. Ale słowo, 
które chcę wam przekazać, jest świeże".

Pozwólcie, że podzielę się tym, 

w jakim punkcie znajduję się ja sam, 

jeśli chodzi o moje życie i posługę.

Pytałem Pana, czy jest możliwe, aby w obecnych czasach łaski żyć w taki 
sposób jak On. Czy możemy całkowicie polegać na głosie naszego Ojca 
przebywającego w chwale? Czy jest możliwe, aby słyszeć Jego wskazówki 
dla naszego życia dzień po dniu, chwila za chwilą? Czy jest dla nas 
osiągalny taki rodzaj chodzenia z Panem, kiedy możemy także powiedzieć: 
"Mówię tylko to, co słyszę od Pana i robię tylko to, co widzę, że i On robi"?

Znam radość, która pochodzi z tego, że przebywamy sam na sam z Panem. 
Pochodzi ona z uwielbiania Go, usługiwania Mu, oczekiwania na to, aby 
objawił nam swoje serce. Nazywam to czasem karmienia Jezusa. Siedzę w 
Jego obecności, słuchając Jego łagodnego, cichego głosu, a On przemawia 
do mnie, nauczając mnie i posługując mi przez Ducha Świętego, pokazując 
mi rzeczy, których nie nauczyłaby mnie żadna osoba ani książka. Jego 
prawda ożywa w moim duchu, a moje serce bije z radości w mym wnętrzu.

Oczywiście jeszcze nie osiągnąłem tego. Tego rodzaju sporadyczne 
doświadczenie nie stało się jeszcze dla mnie stylem życia. Pytam więc Pana: 
"Czy możliwe jest życie w całkowitej zależności od Boga? Czy to tylko 
pobożne życzenie? Czy marzę o czymś niemożliwym do spełnienia?".

Wierzę, iż większość z nas jest bardzo daleka od korzystania z pełni 
przywilejów, które zostały nam dane jako dzieciom Bożym. Przykładowo 
czytam o Eliaszu, stojącym przed Panem i słyszącym Jego głos. Czytam o 
Jeremiaszu, stojącym w Bożej obecności, słyszącym Boże poselstwo. Woła: 
"Kto... stał w radzie Pana, widział i słyszał Jego słowo? Kto nadsłuchiwał 
Jego słowa i usłyszał je?" (Jr 23,18 BT). Czytam o podobnym wołaniu u 
Izajasza: "A gdy będziecie chcieli iść w prawo albo w lewo, twoje uszy 
usłyszą słowo odzywające się do ciebie z tyłu: To jest droga, którą macie 
chodzić!" (Iz 30,21).

Dlaczego Bóg nie miałby przemawiać w naszym pokoleniu, kiedy jest tak 

background image

wiele lęku i niepewności? Świat znajduje się w zamieszaniu, poszukuje 
odpowiedzi. Dlaczego Pan miałby teraz milczeć, kiedy bardziej niż 
kiedykolwiek potrzebujemy słyszeć Jego głos? Tragiczne jest to, że wielu 
posługujących głosi dzisiaj martwe kazania. Ich przesłanie nie przekonuje o 
grzechu ani nie odpowiada na głębokie wołanie serc. To zbrodnia. Puste 
filozofie recytowane w czasie wielkiego głodu spowodują tylko większy 
smutek w sercach słuchających.

Jan Chrzciciel nauczał: "Kto ma oblubienicę, ten jest oblubieńcem; a 
przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, raduje się niezmiernie, słysząc 
głos oblubieńca. Tej właśnie radości doznaję w całej pełni" (J 3,29). 
Dosłowny przekład z greki podaje: "Przyjaciel oblubieńca, który przebywa i 
pozostaje 
z nim". Jan mówił swoim uczniom: "Usłyszałem głos oblubieńca. 
Stał się on moją największą radością. Jego brzmienie wypełnia moją duszę. 
W jaki sposób mogłem usłyszeć Jego głos? Stojąc blisko Niego, słuchając, 
kiedy wylewał On swoje serce".

Możecie się zastanawiać: w jaki sposób Jan nauczył się rozpoznawać 
brzmienia głosu Jezusa? Z tego, co wiemy, ci dwaj spotkali się twarzą w 
twarz tylko przy chrzcie Jezusa, a była to krótka wymiana zdań, opierająca 
się na kilku słowach. 

Jan nauczył się słuchać głosu Pana dokładnie tak jak Jezus: przebywając 
sam na pustyni. Ten człowiek izolował się na pustkowiu od najmłodszych 
lat życia. Nie pozwalał sobie na żadne światowe przyjemności, włączając w 
to smakowite potrawy, miękkie łoże, a nawet wygodne ubranie. Nie miał 
nauczycieli, wychowawców ani książek. Przez te lata spędzone w 
samotności miał społeczność z Panem i przez cały czas był uczony przez 
Ducha słuchania łagodnego, cichego głosu Bożego. Tak, Chrystus 
przemawiał do Jana jeszcze zanim przyszedł w ciele.

Jeżeli oddamy samych siebie

tego rodzaju codziennej społeczności, 

Pan będzie wiernie prowadził nasze życie, 

nawet w szczegółowych wskazówkach. 

Jan nauczył się wszystkiego, co wiedział, trwając w nieustannej 
społeczności z Panem. W taki właśnie sposób otrzymał przesłanie o 
pokucie, rozpoznał nadejście Baranka, dostrzegł własną potrzebę stawania 
się coraz mniejszym, podczas gdy wzrastał Mesjasz. Jan nauczył się tego 
wszystkiego od Pana, a brzmienie Bożego głosu było jego radością.

Widzimy tego rodzaju życie nakreślone w Piśmie. Nie mówię tu tylko o 
odizolowanym życiu jakiegoś proroka. Po pierwsze, mamy przykład Jezusa. 
Jego życie było zajęte często do ostatniej godziny dnia. Ale serce Chrystusa 
było skoncentrowane na codziennym szukaniu Ojca. Poświęcał Bogu cenny, 
jakościowo dobry czas, przesiadując u Jego stóp, usługując Mu i słuchając 
Jego głosu. Był pouczany i prowadzony przez swego Ojca każdego dnia.

background image

Możecie zapytać: "Ale co z nami? Jezus był dosłownie Synem Bożym, 
zrodzonym z Ojca. Nikt nie zdoła Mu dorównać". 

Rozważmy przykład setnika Korneliusza. Ten człowiek nie był kaznodzieją 
ani żadnym posługującym. W zasadzie, będąc poganinem, nie był nawet 
zaliczany do ludu Bożego. Ale Pismo mówi, że ten żołnierz był: "pobożny i 
bogobojny wraz z całym domem swoim, dający hojne jałmużny ludowi i 
nieustannie modlący się do Boga" (Dz 10,2).

Oto zajęty człowiek. Korneliusz miał stu ludzi pod swoim bezpośrednim 
dowództwem. Ale mimo to modlił się w każdej wolnej chwili. Pewnego 
dnia, podczas modlitwy, Pan przemówił do niego. Pojawił się anioł 
wzywający Korneliusza po imieniu. Setnik rozpoznał go jako głos Boży. 
Odpowiedział: "Co jest, Panie?" (Dz 10,4).

Pan przemówił bezpośrednio do Korneliusza, mówiąc mu, aby odnalazł 
apostoła Piotra. Podał mu szczegółowe wskazówki, włączając w to imiona, 
adres, a nawet to, co ma powiedzieć. W tym czasie Piotr modlił się na 
dachu, kiedy to "odezwał się do niego głos" (Dz 10,13). Duch Święty dał 
mu znowu szczegółowe instrukcje: "Piotrze, wkrótce usłyszysz pewnych 
mężów stojących u drzwi. Idź z nimi, gdyż to ja ich posłałem" (patrz Dz 
10,19-20).

Piotr udał się z tymi mężami do domu Korneliusza, na spotkanie 
prawdziwie przygotowane przez Boga. To, co się tam stało wstrząsnęło 
całym żydowskim Kościołem zielonoświątkowym. Pan otworzył drzwi 
ewangelii poganom. Jednak najtrudniejsze do zaakceptowania dla 
wierzących Żydów było to, że Bóg przemówił do zwykłego, 
niewyszkolonego poganina. Nie mogli pojąć, w jaki sposób Korneliusz tak 
wyraźnie usłyszał Boży głos, przemawiający z tak wielką mocą. To było 
wyzwanie dla każdego wierzącego, który tam przebywał.

Paweł również otrzymał objawienie Jezusa prosto z nieba. Zaświadczał, że 
rzeczy, które wiedział o Chrystusie, nie nauczył go żaden człowiek, lecz że 
słyszał głos samego Jezusa, kiedy modlił się na kolanach. "A oznajmiam 
wam, bracia, że ewangelia, którą ja zwiastowałem, nie jest pochodzenia 
ludzkiego; albowiem nie otrzymałem jej od człowieka, ani mnie jej nie 
nauczono, lecz otrzymałem ją przez objawienie Jezusa Chrystusa" (Ga 1,11-
12). "Ale... się upodobało Bogu... żeby objawić... [we mnie - BG] Syna 
swego, abym go zwiastował między poganami; ani przez chwilę nie 
radziłem się ciała i krwi" (Ga 1,15-16).

W czasach Pawła żyli wielcy nauczyciele, przywódcy mocni w Słowie 
Bożym, tacy jak Apollos i Gamaliel. Byli także apostołowie, którzy chodzili 
z Jezusem i rozmawiali z Nim. Ale Paweł wiedział, że objawienie Chrystusa 
z drugiej ręki nie wystarczy. Musiał mieć stale narastające objawienie 
Jezusa od samego Pana.

Paweł oczywiście nie był przeciwny nauczycielom. Był przecież jednym z 
nich. Nauczał: "[Bóg] ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, 
innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami" (Ef 4,11). Ale 
Paweł widział, że będzie musiał stawić czoła bezbożnemu światu pogan. 

background image

Potrzebował osobistego objawienia Jezusa, by móc wytrwać. Doprawdy, 
mówił, że każdy wierzący potrzebuje być uczony przez Pana: "Jeśliście [go 
- BG] tylko słyszeli [i przez niego - KJV] pouczeni zostali, gdyż prawda jest 
w Jezusie" (Ef 4,21).

Dlaczego dzisiaj głosi się tak mało

na podstawie objawienia od Jezusa Chrystusa?

Mamy dzisiaj dziesiątki doskonale wyszkolonych posługujących - ludzi 
wielce poważanych i wspaniale wykształconych. Spędzili całe lata w 
seminarium, studiując teologię, filozofię oraz etykę. Zostali wykształceni 
przez utalentowanych nauczycieli, poważanych ludzi, którzy są ekspertami 
w swoich dziedzinach.

Ale kiedy wielu z tych wyszkolonych posługujących staje za kazalnicą, aby 
głosić, wypowiadają jedynie puste słowa. Mogą ci powiedzieć mnóstwo 
ciekawych rzeczy o życiu i posłudze Chrystusa. Ale to, co mówią, 
pozostawia twego ducha zimnym. Dlaczego? Nie mają objawienia Jezusa, 
żadnego osobistego doświadczenia relacji z Nim. Wszystko, co wiedzą o 
Chrystusie, zostało przefiltrowane przez umysły innych ludzi. Ich 
spostrzeżenia są tylko zapożyczonymi naukami.

Tak naprawdę to Paweł pytał Efezjan: "W jaki sposób nauczyliście się 
Chrystusa?". Innymi słowy: kto nauczył cię tego, co wiesz o Jezusie? Czy 
przyszło to dzięki wysłuchaniu wielu kazań lub uczestniczeniu w szkółce 
niedzielnej? Jeżeli tak, to dobrze. Ale czy to jest wszystko, co wiesz o 
Chrystusie? Nie ma znaczenia, z jaką mocą może głosić twój pastor albo jak 
namaszczeni mogą być twoi nauczyciele. Potrzebujesz Jezusa w większej 
mierze niż zawiera to wiedza intelektualna.

Wielu wierzących zadowala się tym, co nazywam wstępnym, 
jednorazowym objawieniem zbawczej mocy i łaski Chrystusa. Jest to jedyne 
objawienie Jezusa, jakie otrzymali w całym swoim życiu. Zaświadczają: 
"Jezus jest Mesjaszem, Zbawicielem. On jest Panem, Synem Bożym". 
Każdy prawdziwy wierzący doświadcza tego wspaniałego, 
przemieniającego życie objawienia. Ale to tylko pierwszy krok. Przed nami 
jest życie pełne głębszych, bardziej chwalebnych objawień Chrystusa.

Paweł o tym wiedział. Otrzymał niezwykłe objawienie Jezusa na drodze do 
Damaszku. Został dosłownie zrzucony ze swego konia i przemówił do niego 
głos z nieba. Nikt nie miał bardziej osobistego objawienia Chrystusa. Ale 
mimo to Paweł wiedział, że to tylko początek. Stwierdza on, że od tamtej 
chwili uznał "za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko 
Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego" (1Kor 2,2).

Mateusz podaje wymowny przykład jednorazowego objawienia Jezusa. 
Jezus właśnie dokończył twardego nauczania tłumów i wielu ludzi odeszło. 
Tak więc zwołał swoich uczniów i zapytał: "...A wy za kogo mnie 
uważacie? A odpowiadając Szymon Piotr rzekł: Tyś jest Chrystus, Syn Boga 

background image

żywego" (Mt 16,15-16).

Jezus powiedział: "...Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie 
ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt 16,17). 
Chrystus mówił: "Nie otrzymałeś tego objawienia jedynie dzięki chodzeniu 
za Mną, Piotrze. Mój Ojciec objawił ci to z nieba". Krótko mówiąc, Piotr 
otrzymał pełne chwały wstępne objawienie, które przychodzi do każdego, 
kto uwierzy. Zaczęła mu być objawiana chwała Chrystusowego zbawienia. 

Ale dalsza część tego fragmentu brzmi: "Wtedy przykazał uczniom swoim, 
aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem" (Mt 16,20). Dlaczego Jezus 
to powiedział? Czyż to nie samo niebo już ogłosiło, że był Barankiem 
Bożym, który przyszedł zbawić świat?

Faktem jest, że uczniowie nie byli gotowi do składania świadectwa o Nim 
jako o Mesjaszu. Ich objawienie w tej kwestii było jeszcze niepełne. Nic nie 
wiedzieli o krzyżu, drodze pełnej cierpienia, głębi ofiary ich Mistrza. Tak, 
uzdrawiali już chorych, wyrzucali złe duchy i świadczyli wielu osobom. Ale 
mimo tego, że byli z Jezusem przez te wszystkie lata, nadal nie posiadali 
głębokiego, osobistego objawienia tego, kim On jest.

Kolejny werset to potwierdza: "Od tej pory zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć 
uczniom swoim..." (Mt 16,21). Innymi słowy, Chrystus zaczął objawiać im 
samego siebie, ukazując im głębsze rzeczy o sobie. Pozostała część tego 
wersetu brzmi: "...że musi pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od 
starszych arcykapłanów i uczonych w Piśmie, że musi być zabity i trzeciego 
dnia wzbudzony z martwych" (Mt 16,21). 

Czy zabiegasz o to, by znać głos Jezusa?

Czy jesteś pouczany przez Jezusa w swojej komorze modlitewnej? Czy 
szukasz Go w sprawach, których rozwiązania nie można znaleźć w żadnych 
książkach ani usłyszeć od jakichś nauczycieli? Czy siedzisz w milczeniu w 
Jego obecności, oczekując na to, by usłyszeć Jego głos? Biblia mówi, że 
wszelka prawda jest w Chrystusie. To jedynie On może ci jej udzielić przez 
swego błogosławionego Ducha Świętego.

W twym umyśle może się teraz pojawić pytanie: "Czy nie jest to 
niebezpieczne otworzyć swój umysł na jakiś łagodny, cichy głos? Czy nie 
dlatego właśnie tak wielu chrześcijan wpada w tarapaty? Przychodzi wróg i 
naśladuje głos Boży, mówiąc im, aby zrobili coś niedorzecznego lub 
wierzyli w coś takiego. I tacy chrześcijanie kończą zwiedzieni. Czy Biblia 
nie jest jedynym głosem, na jaki mamy zważać? Czy Duch Święty nie ma 
być naszym jedynym nauczycielem?".

Jeżeli o to idzie wierzę, że:

1. Tak jak Ojciec i Syn, Duch Święty jest oddzielną, żywą, pełną mocy, 
inteligentną, Boską osobą sam w sobie. Nie jest osobą z ciała, ale z ducha, 

background image

jest odrębną osobowością. On rządzi Kościołem. Przynosi Boży porządek, 
pociesza zranionych, umacnia słabych i poucza nas o bogactwach 
Chrystusowych.

2. Pismo określa Ducha Świętego mianem Ducha Syna: "...Bóg zesłał 
Ducha Syna swego do serc waszych..." (Ga 4,6). Jest też znany jako Duch 
Chrystusowy: "...na który albo na jaki to czas wskazywał działający w nich 
Duch Chrystusowy..." (1P 1,11). "...Jeśli zaś kto nie ma Ducha 
Chrystusowego, ten nie jest jego" (Rz 8,9). Jasne jest, że Duch Boży i Duch 
Chrystusowy to jedno i to samo. Chrystus jest Bogiem i z obojga emanuje 
ten sam Duch. Duch Święty jest sednem zarówno Ojca, jak i Syna, jest 
zsyłany przez nich obydwu.

3. Istnieje sposób, w jaki możemy być ochronieni od zwiedzenia podczas 
głębokiej modlitwy, w której szukamy Pana. Nasza ochrona zawarta jest w 
czekaniu. Głos ciała zawsze się spieszy. Chce natychmiastowego 
zaspokojenia, więc nie ma cierpliwości. Jest zawsze skoncentrowany na 
sobie, a nie na Panu, zawsze chce pospiesznie wyrwać nas z Bożej 
obecności.

Natomiast głos wroga jest cierpliwy, ale tylko do pewnego momentu. Może 
być delikatny, słodki, przekonujący i logiczny. Ale jeżeli poddamy go próbie 
po prostu czekając - tzn. nie podejmując od razu kroków na jego podstawie, 
ale czekając i sprawdzając, czy to głos Pana - zrobi się niecierpliwy i sam 
się zdemaskuje. Nagle stanie się nieprzyjemny i żądający, gromiący i 
potępiający nas. Wtedy możemy być pewni, że nie jest to głos Boży.

Właśnie dlatego Biblia powtarza bez przerwy: "Czekaj na Pana... czekaj na 
Niego... czekaj". To podczas naszego czekania demaskowane są te inne 
głosy, bądź też nużą się i odchodzą. Mamy czekać, czekać i jeszcze raz 
czekać, aby zarówno niebiosa, jak i piekło wiedziały, że nie damy za 
wygraną zanim Pan nie przejmie kontroli.

Widzimy to w 42 rozdziale Księgi Jeremiasza. Resztka ludu Bożego 
przyszła do Jeremiasza, szukając słowa od Pana dającego prowadzenie, 
więc prorok poszedł się modlić. Następnie "po upływie dziesięciu dni 
doszło Jeremiasza słowo Pana" (Jr 42,7). Dziesiątego dnia Bóg wreszcie 
przemówił do Jeremiasza. Prorok cierpliwie czekał, zanim nie był pewien, 
że słyszy Boży głos.

Jesteśmy chronieni także w inny sposób: wszystko, co słyszymy mamy 
konfrontować z Biblią. Nie możemy zaakceptować niczego, co nie jest 
zgodne ze Słowem Bożym.

Tak, kochani święci, taki rodzaj chodzenia z Panem jest możliwy. Powinien 
stać się naszą świętą obsesją.

---
Wykorzystano za zgodą World Challenge, P. O. Box 260, Lindale, TX 
75771, USA. 

background image

Moje

 

    dokumenty

 

 

 

+ 

Indeks

 

    polskich

 

    kazań

 

 

 

+ 

Kaplica

 

+ 

Subscribe

 

+ 

Copyright

 

Times

 

    Square

 

    Church

 

    Information

 

 

 | 

New

 

    Reader

 

    Information

 

 

 

COPYRIGHT/OGRANICZENIA WYNIKAJĄCE Z PRAW AUTORSKICH:

 

Plik ten jest wyłączną własnością World Challenge. Nie może być zmieniany i poprawiany w żaden sposób. Może być 
powielany jedynie w całości i wprowadzany do obiegu jako "freeware", za darmo. Każde powielanie tego pliku musi 
zawierać wzmiankę na temat praw autorskich (np. "Copyright (c) 2002 by World Challenge"). Plik ten nie może być 
odsprzedawany lub używany do wzbogacania innych sprzedawanych produktów bez pozwolenia World Challenge. 
Dotyczy to całej zawartości, z wyjątkiem kilu krótkich cytatów. W każdym przypadku należy powoływać się na 
Copyright (c) 2002 by World Challenge, Lindale, Texas, USA.


Document Outline