background image

 

background image

WPROWADZENIE 

Tom ten powinien być przeczytany w połączeniu z moją poprzednią książką: "Życie po 
życiu", ponieważ stanowi rozszerzenie niektórych idei i odkryć tam opisanych. 

Od czasu wydania "Życia po życiu" przesłuchałem inne osoby, które miały przeżycia po 
śmierci klinicznej. Odkryłem nowe przypadki tego zjawiska i to w takiej ilości, że nie 
pamiętam już dokładnie ich liczby. 

W mojej poprzedniej pracy, kilka z tych osób przeżyło śmierć kliniczną, a inne otarły się 
tylko o śmierć na skutek poważnych ran lub w wypadkach. W relacjach, które później 
usłyszałem, piętnaście pospolitych przypadków, omówionych w książce "Życie po życiu", 
powtarzało się. Dlaczego więc jeśli te przeżycia były tak liczne jak stwierdziłem, inni ludzie 
nie zbierali relacji o nich. Po pewnym czasie przekonałem się, że kilka innych osób, 
najbardziej zaś godna szacunku dr Elisabeth Kubler-Ross przeprowadzała takie same badania 
i miała identyczne wyniki. 

Kiedy dr Kubler-Ross otrzymała strony korekty przed wydaniem mojej pierwszej książki, 
stwierdziła, że mogłaby napisać taką samą pracę na podstawie swoich badań. Wielu lekarzy i 
duchownych także potwierdziło, że już dawno notowali podobne przypadki tego zjawiska i 
przypuszczali, że mogły one być powszechne. Przychodzili do mnie ludzie; z którymi dawniej 
rozmawiałem o ich przeżyciach związanych z życiem po śmierci klinicznej. Niektórzy mówią 
teraz o swych przeżyciach publicznie w czasie dyskusji następujących po moich wykładach. 
W ten sposób inne osoby usłyszały o tych "przeżyciach" bezpośrednio od ludzi, którzy 
zetknęli się ze śmiercią. 

Mogę teraz powiedzieć z całym przeświadczeniem, że zjawisko to, cokolwiek ostatecznie by 
ono znaczyło – jest powszechne. W rzeczywistości jest ono tak szeroko rozpowszechnione, że 
myślę iż wkrótce nie będzie wątpliwości, że istnieje naprawdę. 

Jednym z założeń książki "Życie po życiu" była chęć wprowadzenia tego zjawiska na forum 
publiczne i pragnienie zainteresowania nim innych. 

Na początku tej książki, pozwolę sobie wprowadzić teoretyczny, kompletny model 
"przeżycia", który po raz pierwszy zbudowałem w książce "Życie po życiu". 

Obejmuje on pospolite przypadki typowych przeżyć u "progu śmierci", 

"Człowiek umiera i kiedy osiąga punkt najwyższego fizycznego utrapienia, słyszy jak lekarz 
stwierdza jego śmierć". 

Docierają do niego nieprzyjemny hałas, głośne dzwonienie albo buczenie i zarazem czuje 
jakby szybko mknął przez długi ciemny tunel. Potem nagle znajduje się poza swoim ciałem, 
ale w tym samym otoczeniu jak dotąd i widzi swoje ciało z odległości, jakby był widzem, 
obserwuje wysiłki mające przywrócić go do życia. Przeżywa stan emocjonalnego wstrząsu. 
Po chwili opanowuje się i staje się bardziej przystosowany do swoich nowych warunków. 
Zauważa że ma jeszcze "ciało", ale ciało inne i z innymi siłami, niż ciało fizyczne, które 
pozostawił poza sobą. Wkrótce nadchodzą inni "ludzie", aby go spotkać i pomóc mu. W 
przelocie widzi duchy swych krewnych i przyjaciół, którzy już umarli oraz Ducha, którego 
nie potrafi określić... Jest to istota ze światła emanująca ciepłem i dobrocią. 

background image

Ten Duch zadaje mu pytanie, bez słów, które ma ocenić jego życie. Pomaga mu w tym przez 
panoramiczne ukazywanie najważniejszych wypadków z jego życia. 

W tej samej chwili osoba w tym przedziwnym stanie stwierdza, że zbliża się do jakiegoś 
rodzaju bariery, prawdopodobnie przedstawiającej granicę między ziemskim życiem, a 
życiem następnym. Teraz przekonuje się, że musi wracać na Ziemię, że czas jego śmierci 
jeszcze nie nadszedł. W tym momencie waha się, ponieważ teraz jest pochłonięty doznaniami 
w jego życiu pozagrobowym i nie chce wracać. Jest ogarnięty intensywnymi uczuciami 
radości, miłości i spokoju. Nie wiedząc jak to się dzieje, łączy się ponownie ze swoim 
fizycznym ciałem i ryje dalej. Później próbuje zwierzyć się ze swych przeżyć, ale natrafia na 
wiele trudności. Nie może znaleźć żadnych ludzkich słów odpowiednich do opisania tych 
pozaziemskich wydarzeń. Stwierdza jedynie, że życie pozagrobowe wstrząsnęło nim do głębi, 
zmieniając jego pogląd na śmierć i stosunek do życia". 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

WIZJA WSZECHWIEDZY 

Kilka osób opowiedziało mi, że podczas zetknięcia się ze śmiercią mieli krótki obraz całej 
egzystencji innego świata, w którym całkowite poznanie, czy to przeszłości, teraźniejszości, 
czy przyszłości wydawało się współistnieć w jakimś "bezczasie". 

Opisywano to, jako moment oświecenia, w którym wszechwiedza dawała kompletne 
poznanie wszystkiego. Wszyscy podawali, że jest to przeżycie nieopisane. 

Wszyscy też zgadzali się, że wrażenie kompletnego poznania się trwało dalej po powrocie do 
życia, lecz że nie . przynieśli żadnego rodzaju wszechwiedzy ze sobą. 

Zgodnie przyznawali również że ta wizja nie zniechęciła ich do nauki w ich ziemskim życiu, 
a przeciwnie raczej ich zachęcała do dalszej pracy. 

Powyższe przeżycie było porównywane w różnych opowiadaniach do błysku widzenia całego 
wszechświata, jakby instytucji wyższego nauczania, "szkoły" i "biblioteki". Każdy podkreślał 
jednak, że słowa, których używają do opisania tego przeżycia, są w najlepszym razie tylko 
mglistymi odbiciami zaistniałego stanu jaki starają się opisać. 

Odnoszę wrażenie, że we wszystkich tych opowiadaniach pojawia się nowy, nieznany rodzaj 
świadomości. Jednak kobieta "umarła" podała, co następuje z obszernego przeprowadzonego 
z nią wywiadu. 

Czy pani mogłaby opowiedzieć o swojej "wizji wszechświata", o której pani wspomniała? 

- Zdaje się, że stało się to potem, jak zobaczyłam obraz mojego życia przed sobą. Miałam 
wrażenie jakby wszystko stawało się nagle: całe uświadomienie sobie wszystkiego od samego 
początku życia, aż do końca. 

I w jednej sekundzie wiedziałam o wszystkich tajemnicach swego życia i znaczeniu kosmosu, 
gwiazd, księżyca... słowem wszystkiego. Ale potem, gdy wybrałam powrót do życia, ta 
świadomość uciekła i nie mogłam sobie przypomnieć niczego. Miałam wrażenie, że kiedy 
podjęłam decyzję powrotu do ciała fizycznego, oznajmiono mi, że nie będę mogła zatrzymać 
tej "świadomości pozaziemskiej"; ale byłam wzywana przez moje dzieci. 

Ta Wszechmocna Nadświadomość objawiła mi się. Zdawało mi się, że będę chorować jakiś 
czas i że zostanę jeszcze wezwana. Miałam potem wezwania bliskich memu sercu. 
Powiedziano mi, że część z tych przeżyć zastanie wymazana z tej "świadomości kosmicznej". 

Będzie mi dane poznać tajemnice wszechświata, ale potem zapomnę o nich. Pamiętam jedno; 
miałam świadomość wszystkiego po śmierci, co zdarzyło się w moim życiu, ale nie było mi 
dane zatrzymanie tego w pamięci po powrocie do życia. Wybrałam jednak powrót do moich 
dzieci... Pamięć wszystkich tych rzeczy, które zdarzyły się; była jasna, ale przelotna, jak wizja 
wszechwiedzy". I uczucie Wszechmocnej Nadświadomości zniknęło, kiedy powróciłam do 
mego ciała fizycznego. Brzmi to głupio gdy się o tym mówi na głos. Może dlatego nigdy nie 
miałam odwagi zwierzać się z tego nikomu. Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale ja wiem... że to jak 
w Biblii: 

background image

"Wszystkie rzeczy będą tobie objawione": Potem nie było już nic: ani pytań, ani odpowiedzi. 
Jak to długo trwało nie mogę powiedzieć, bo to jednak nie był "ziemski czas". 

- W jakiej formie ta Wszechmocna Nadświadomość objawiła się pani? Czy w słowach, czy w 
obrazach? 

- Odbierałam ją wzrokiem, słuchem, myślami. Ona była Czymś, była Wszystkim. To tak, 
jakby nie było nic, co by było niewiadome. Tam była cała wszechwiedza, nie jedna jakaś 
dziedzina, ale cała. 

- Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Spędziłem wiele lat mego życia na poszukiwaniu wiedzy, 
nauki. Jeśli tak to się przedstawia, to może nie ma sensu w poszukiwaniu wiedzy? 

- Nie!... Jeszcze wciąż chce się szukać wiedzy, nawet po powrocie stamtąd. Ja nadal 
poszukuję wiedzy... i łatwo odpowiedzieć na to tutaj. Poszukiwanie wiedzy jest częścią 
naszego życia... i nie jest to cel dla jednej osoby, ale jest to przeznaczeniem całej ludzkości. 

To, co wiemy, zawsze zawdzięczamy innym". 

Jest jedna rzecz, którą chciałbym zaznaczyć w tej relacji. Ta kobieta miała całkowite 
przeświadczenie, że przeznaczony czas na jej długą rekonwalescencję, przyczynił się do 
zapomnienia prawie wszystkiego z jej "wszechwiedzy". To nasuwa przypuszczenie, że działa 
jakiś mechanizm mający za zadanie zablokować przyjście tajemnic "wszechwiedzy" do stanu 
jej ziemskiej egzystencji. Kobieta ta nie potrafiła przenieść "pozaziemskiej świadomości" do 
"świadomości ziemskiej". 

Jestem pod wrażeniem podobieństwa pomiędzy tym przypuszczeniem, a myślą wyrażoną w 
metaforyczny i poetyczny sposób przez Platona w jego opowiadaniu o Erze, wojowniku, 
który powrócił do życia, będąc już na stosie całopalnym, jak zmarły. Er miał widzieć wiele 
rzeczy w życiu pośmiertnym, ale powiedziano mu, że powróci do życia na Ziemi, aby 
powiedzieć innym, co to znaczy "śmierć". 

Zanim jednak wrócił ujrzał dusze przygotowane do narodzin. Wszystkie one dążyły do 
Doliny Zapomnienia przez straszliwe i duszące gorąco, pozbawione drzew i roślin. 
Obozowały one tam nad brzegami Rzeki Zapomnienia, której żadna łódź nie mogła 
przepłynąć. Wszystkie chciały wypić bezmiar tej wody, a te którym nie miało być dane 
ocalenie przez swe dobre uczucia, piły wodę ponad miarę. Każdej zaś z dusz wypita woda 
przynosiła zapomnienie. Gdy o północy zapadły w sen rozległy się grzmoty i nastąpiło 
trzęsienie ziemi. 

Dusze uniosły się nagle jak wystrzelone gwiazdy, aby w ten sposób narodzić się. Lecz Eremu 
nie pozwolono napić się wody i musiał powrócić do fizycznego ciała. Zobaczył nagle samego 
siebie leżącego na stosie całopalnym. Główna treść tych dwóch wypadków jest podobna. 
Przed powróceniem do życia, pojawił się pewien rodzaj "zapomnienia" tego, o czym 
wiedziało się v stanie wiekuistym. 

Podczas innego wywiadu, młody człowiek powiedział mi tak: 

- "Otóż byłem w szkole... i to było naprawdę. To nie była fantazja, bo gdybym nie był tego 
zupełnie pewny, to powiedziałbym: – "czyż jest to możliwe, że ja tam byłem?", ale to było 

background image

naprawdę. To miejsce było podobne do szkoły, ale nie było w niej nikogo..., gdy się skupiło 
uwagę, to wyczuwało się, że były tam obecne jakieś istoty... odbywały się tam lekcje dla 
mnie, ciągle trwające pouczania mnie". 

Inny mężczyzna rzekł mi, że wszedł do czegoś, co nazwaliby "biblioteką" lub "akademią". 

- Czy spróbowałby pan opowiedzieć mi to? 

- Oczywiście, choć w tym wypadku nie jest to takie proste. Zwykle, gdy człowiek opowiada o 
jakim wydarzeniu, można je sobie dokładnie wyobrazić. A tutaj nie ma słów właściwych, są 
uboższe i za pomocą języka werbalnego nie można tego opowiedzieć. Stan ten nie jest 
porównywalny do niczego na ziemi., 

Terminy, których używam do opisania odbiegają daleko od rzeczywistości, ale to wszystko co 
mogę zrobić. Odczuwam to jakby miejsce wszechwiedzy, czyli wiedzy i informacji. Dzięki 
wchłoniętej wiedzy zna się odpowiedź na wszystko. To jakby umysłowe źródło oświecenia w 
owej szkole. Zaznaczam, że to "wszechwiedza" płynie przez człowieka z tego źródła 
automatycznie. Jakby się w pośpiechu przeszło dwanaście kursów nauczania. I wiem 
dosłownie o czym mam mówić, ale rozumie pan; że ja sam teraz mam już "świadomość" 
ziemską i używam słów innych, niż tamte... 

Idę na poszukiwanie wiedzy, szukam i znajdę ją. Można zdobyć wiedzę samemu. Modlę się o 
mądrość, mądrość ponad wszystko..." 

Kobieta w średnim wieku opisała to w ten sposób: – "Była to chwila wszechwiedzy, którą 
trudno opisać, ale była to jak gdyby świadomość o wszystkich. rzeczach... Przez chwilę 
wydawało się, że nie potrzebna jest wszelka łączność. Znałam odpowiedzi na wszystkie 
pytania i problemy". 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

MIASTA ZE ŚWIATŁA 

Zaznaczyłem w "Życie po życiu", że nie spotkałem się z wypadkiem, gdzie "niebiosa", a 
przynajmniej pewien tradycyjny opis tego miejsca, zostałby mi podany. Jednakże 
rozmawiałem z wieloma osobami, które z uderzającą logiką opisywały inne królestwo 
egzystencji, które mogłoby być określone, jako "niebiańskie". Dla mnie jest to dziwne, że w 
kilku opowiadaniach powtarzało się jedno zdanie "miasto ze światła". 

W tych i kilku innych określeniach, obrazy w których te sceny są opisane, zdają się być 
reminiscencją tego, co znajduje się w Biblii. Mężczyzna w średnim wieku po przebytym 
zawale serca, podał mi co następuje: 

- "Miałem zapaść i kliniczną śmierć... Lecz pamiętam wszystko dokładnie. Nagle poczułem, 
że drętwieję. Dźwięki zaczęły dochodzić mnie z bliska... Cały ten czas byłem zupełnie 
świadomy wszystkiego, co się działo. Usłyszałem, jak aparatura do badania serca zamilkła. 
Zobaczyłem pielęgniarkę wchodzącą do pokoju i potem telefonującą. Widziałem 
wchodzących lekarzy, siostry i salowe. Kiedy wszystko dookoła mnie zbladło, zaczął 
docierać do mnie dźwięk podobny do bicia w bęben, lub strumienia pośpiesznie wpadającego 
do wąwozu. I wtedy wstałem i znalazłem się kilka stóp w górze, patrząc na dół na moje 
własne ciało. Leżałem tam, a ludzie usiłowali mnie ratować. Nie obawiałem się, nie 
odczuwałem bólu. Jedynie spokój. Po kilku chwilach miałem wrażenie, że wykonuję obrót 
unosząc się do góry. Było tak ciemno, jak w dziurze lub tunelu i wreszcie ukazało się Światło. 
Stawało się coraz jaśniejsze i miałem wrażenie przechodzenia przez nie. Nagle znalazłem się 
gdzie indziej. Piękne złote światło wszędzie. Nie mogłem znaleźć nigdzie źródła tego światła. 
Było wokół, przychodzące zewsząd. I była muzyka. Wrażenie takie, jakbym był na wsi, gdzie 
znajdują się strumienie, trawa, drzewa i góry. Ale kiedy rozejrzałem się dokoła, jeśli można 
by użyć tego słowa, to wszystkie te rzeczy i drzewa nie były takie, jakie my znamy na Ziemi. 
A najdziwniejszą sprawą dla mnie było to, że tam znajdowali się ludzie, ale nie w formie 
fizycznej, jaką znamy... Zaznałem uczucia kompletnego spokoju, zadowolenia i miłości. 
Jakbym był częścią tego wszystkiego. To przeżycie mogło trwać całą noc lub sekundę... Nie 
wiem..." 

Inna z kolei kobieta opisuje: 

- "Ogarnęła mnie pewnego rodzaju wibracja. I to wibrowanie otaczało mnie, całe moje ciało. 
Tak to było, jakby ciało wibrowało, ale dlaczego, nie wiem. W trakcie tej wibracji nastąpiło 
oddzielenie od mego ciała fizycznego. Mogłam teraz zobaczyć swoje ciało... Zatrzymałam się 
chwilę i obserwowałam, jak lekarz i pielęgniarki usiłowali przywrócić mnie do życia, no i 
myślałam o tym co się stało. 

Stałam u wezgłowia łóżka patrząc na nich i na moje ciało. W .pewnej chwili pielęgniarka 
sięgnęła po zawieszoną nad łóżkiem maskę tlenową i wykonała ten ruch przeze mnie, przez 
moją szyję, bo przecież stałam przy łóżku. A potem pofrunęłam do góry, przeszłam przez 
ciemny tunel... tak, przeszłam przez ciemny tunel i doszłam do jasnego Światła... Wzniosłam 
się jeszcze troszeczkę dalej i znalazłam się wśród swoich najbliższych, którzy już zmarli. 
Dookoła mnie było najcudowniejsze, najjaśniejsze Światło... Jasne kolory, ale nie takie, hak 
tu na Ziemi, inne, nie do opisania. I wszędzie tam byli szczęśliwi ludzie. Niektórzy zebrali się 
w grupy, inni uczyli się... W oddali mogłam zobaczyć miasto. Były tam budynki jasne i 
świecące. Ludzie w nich byli szczęśliwi. Ach i była tam woda rozpryskująca się, kaskada i 
fontanny... To było miasto ze Światła i przypuszczam, że to jest najlepsze określenie. Ono 

background image

było cudowne. I muzyka była tam piękna. Wszystko promieniało i było urocze. Ale 
pomyślałam sobie, że gdybym weszła do tego miasta, nigdy bym nie wróciła. Właściwie to 
tak mi powiedziano, że gdy wejdę tam, to nie mogę wrócić na Ziemię i że ta decyzja należy 
do mnie". 

Starszy zaś pan tak zeznał: 

- "Siedziałem na krześle. Chciałem wstać i coś mnie uderzyło prosto w pierś... Oparłem się o 
ścianę. Usiadłem znowu i ponownie doznałem uderzenia w pierś, jak młotem kowalskim... 

Potem byłem w szpitalu i powiedziano mi, że mam zawał serca... 

- A co pan przypomina sobie z chwili owego zawału serca? 

- Miejsce... rzeczywiście piękne, ale nie do opisania, choć byłem tam naprawdę. Nie można 
go nawet sobie wyobrazić. A po drugiej stronie... znajdowała się rzeka, jak w Biblii "A tam 
była rzeka..." Miała gładką powierzchnię, jak szkło... I można było przedostać się na drugi 
brzeg rzeki i ja to uczyniłem. 

- Co pan odczuł, jak przepłynął przez tę rzekę? 

- Szedłem... tak właśnie szedłem... Ale to było tak ładne, piękne! . Nie można tego opisać. Nie 
ma dwóch zdań... tutaj mamy również piękno, ale nie takie. Jak piękne są tam kwiaty, 
wszystko... Nie ma porównania. I jaka tam cisza i spokój. Można tam odpocząć. I nie było 
tam żadnej ciemności. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KRÓLESTWO OTĘPIAŁYCH DUCHÓW 

U kilku osób powtórzyły się opowiadania dotyczące zjaw, które sprawiały wrażenie 
"przeniesionych" w krytycznym momencie swej (psychicznej) egzystencji. 

Stan tych istot sugerował niemożność wyrzeczenia się przywiązania do ziemskiego życia. 
Jeden mężczyzna powiedział, że duchy, które zobaczył widoczne "nie potrafiły przejść do 
nowego życia, ponieważ ich bóg został jeszcze na Ziemi". Zdawały się tęsknić do jakiejś 
szczególnej rzeczy czy osoby. Posiadały jakby niższy poziom świadomości, Były otępiałe i 
smutne. Stan ten miał trwać aż do momentu rozwiązania przez nie swoich problemów. 

A oto rozmowa z kobietą, która przeżyła 15-minutową śmierć kliniczną: 

- Wspomniała Pani o ludziach-duchach, którzy zdawali się być zakłopotani. Czy może pani 
powiedzieć mi coś więcej o nich? 

- Nie potrafię uświadomić sobie dokładnie gdzie ich widziałam. Kiedy przechodziłam przez 
miejsca tonące w jasnym świetle wśród zjaw różniących się nieco od ziemskich ludzi 
ujrzałam "szare miejsce". Widma tam wyglądały na smutne, przygnębione". Niewyraźne ich 
kształty miały pospuszczane głowy, powłóczyły nogami jakby spętane łańcuchami. Nie 
wiadomo dlaczego tak mówię, bo nie przypominam sobie, żebym widziała nogi. Nie wiem 
kim oni byli, ale wyglądali na opuszczonych i szarych. Ciągle powłóczyli nogami i kręcili się 
wokoło, bez celu i żadnej nadziei. 

Gdy przechodziłam obok nich, oni nawet nie podnieśli głów, byli obojętni. Zdawali się 
myśleć: "Wszystko się skończyło. Co teraz? Co mam robić teraz?" Uderzała bezcelowość 
kompletne załamanie. Byli w ciągłym beznadziejnym powolnym ruchu. 

- Czy zdawali się być świadomi świata fizycznego? – Raczej nie, ani ziemskiego, ani 
duchowego świata. Sprawiali wrażenie "uwięzionych" pomiędzy światem ziemskim a 
duchowym. Jest tam gdzieś taka przestrzeń pomiędzy tymi dwoma światami. Możliwe, że 
istoty te miały kontakt z ziemskim światem. Były pochylone jakby zapatrzone w swe życie, 
postępki i to co powinny były zrobić. Brakowało im odwagi w podjęciu decyzji. Ich twarze 
wyrażały najwyższe przygnębienie tak jakby nie było w nich życia. Nie wiem kim oni byli. 
To wyglądało jakby oni sami stracili świadomość i nie bardzo wiedzieli kim są ani kim byli. 
Tacy bezimienni. 

- Czy mogłaby pani opisać ten świat między światem fizycznym, a duchowym? 

- O ile sobie przypominam, zobaczyłam tę "szarą" przestrzeń między ziemskim światem, a 
duchowym, jak opuściłam swoje ciało fizyczne. Gdy poczułam, że unoszę się w górę 
zaczęłam przemieszczać się w ciemnym tunelu. 

A potem byłam już w tym świecie, gdzie było takie jasne Światło. Jasność była silniejsza niż 
słoneczna, ale światło nie raziło i nie oślepiało, a było takie przyjemne. Jedynie przestrzeń 
między światem ziemskim, a duchowym miała kolor szary. Mam przyjaciela, który cierpi na 
daltonizm i słyszałam, jak kiedyś mówił, że świat dla niego jest tylko cieniem i kolorem 
szarym. Ja jestem wrażliwa na barwy, więc ta przestrzeń była czymś podobnym do czarno-
białego filmu. Różne odcienie szarości: smutne, wyblakłe. Ci ludzie nie zdawali sobie sprawy 
z mojej obecności. Nie wykazywali żadnej oznaki zainteresowania mną. Byli pogrążeni w 

background image

kompletnej depresji. Miałam wrażenie, że chcą się zdobyć na decyzję, że patrzą wstecz, że nie 
wiedzą, gdzie iść, w którą stronę się obrócić: I tak jakby nie wiedzieli gdzie są. Zdawali się 
krążyć i wciąż patrzyli w dół. Nie mieli odwagi iść -na przód, aby zobaczyć, co ich czeka. 
Przypominali mi opisy duchów, o których czytałam, że musiały jakąś rzecz doprowadzić do 
końca. I zdawało mi się, że tych istot dookoła była cała chmara. 

Niektórzy widząc ten fenomen, zauważyli, że czasami istoty z "szarej przestrzeni" próbowały, 
chociaż bezskutecznie, skomunikować się z osobami, posiadającymi jeszcze ciało fizyczne. 
Jeden mężczyzna podał wiele przykładów, które zaobserwował będąc "umarłym" przez 
dłuższy okres czasu. Na przykład opowiedział, jak zobaczył pewnego pana idącego ulicą, 
nieświadomego, że nad nim krąży jedna z tych "otępiałych" istot. Odniósł takie wrażenie, 
jakby ten duch był za życia, matką przechodnia, nie mogącą w dalszym, ciągu zrzec się swej 
ziemskiej roli i próbując powiedzieć swemu synowi, co ma robić. 

A oto kolejny urywek opowiadania przebadanej kobiety, która taki podaje opis przeżyć po 
śmierci klinicznej: 

- A więc... można ich było zobaczyć, jak próbowali nawiązać kontakt. Nikt jednak nie zdawał 
sobie sprawy, że te duchy są wokół nich. Próbowały one skomunikować się, ale nie mogły 
przełamać owej bariery. Ludzie bowiem kompletnie nie uświadamiają sobie ich obecności. 

- Czy pani mogłaby powiedzieć co oni próbowali mówić? 

- Jeden duch zdawał się być kobietą próbującą usilnie dotrzeć do dzieci i do starszej niewiasty 
w domu. Myślałam, że może to jest matka tych dzieci i córka tej starszej pani. Dzieci jednak 
spokojnie bawiły się, a starsza kobieta krzątała się po kuchni, nie przeczuwając obecności tak 
bliskiej osoby. 

- Czy była jakaś szczególna rzecz, którą ona chciała im powiedzieć? 

- Tak. Próbowała wrócić do nich i powiedzieć im, aby postępowali inaczej, niż dotychczas i 
zmienili styl swego dotychczasowego życia. Teraz to brzmi, jak coś zmyślonego, ale oni 
naprawdę usiłowała-wrócić do nich i powiedzieć im, aby postępowali dobrze i żeby zmienili 
się, jeśli nie chcą być pozostawieni tam, gdzie ona jest. Ta matka mówiła: "nie róbcie tak, jak 
ja, a nie zdarzy się wam, to co mnie. Czyńcie wiele dla bliźnich, żeby nie być tam, gdzie ja 
jestem". Może w owym domu nie było miłości... Zdawało mi się, że ona próbowała 
odpokutować za swe złe czyny. To było przeżycie, którego nigdy nie zapomnę. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

NADZIEMSCY WYBAWCY 

W kilku raportach, które zebrałem, opowiadający twierdzą, że ocaleli przed śmiercią dzięki 
wstawiennictwu jakiegoś duchowego wysłannika, albo istoty pozaziemskiej. Wszystkie 
uratowane osoby znajdowały się najczęściej w beznadziejnym stanie zdrowia. Często 
zrezygnowane i przygotowane na śmierć. Jednak w krytycznym momencie pojawiło się 
światło lub głos i ocaliło te osoby od niechybnej śmierci. Ludzie ci po powrocie do życia 
potrafili inaczej patrzeć na doczesność. Ich wiara religijna została wzmocniona. Jedno 
przeżycie tego rodzaju, stało się głośne dzięki książce Catherine Marshall pt. "Człowiek 
wzywa Piotra". Opisuje tam jak Peter Marshall został w dzieciństwie ocalony przed śmiercią 
przez głos wołający z dala we mgle. To przeżycie sprawiło, że postanowił zostać księdzem. 
Pewien mężczyzna opowiedział mi jak został uratowany z ogromnej cysterny, do której 
wpompowywany był pod wysokim ciśnieniem strumień gorącego kwasu i .pary. 

A oto jego relacja: 

- Przerażające było gorąco. Ryczałem: "Wypuśćcie mnie stąd! Jestem, jak w pułapce". 
Przywarłem do jak najdalszego kąta cysterny i przyłożyłem tam swą twarz, ale cysterna była 
tak gorąca, że parzyła mnie przez ubranie. I w tym momencie zrozumiałem, że umrę. 
Przypuszczam, że z osłabienia, zrezygnowałem z walki o życie mówiąc do siebie: "To śmierć. 
Ja odchodzę". Nic nie widziałem, bo gorąco było tak straszliwe, że nie mogłem otworzyć 
oczu. Cały czas miałem oczy zamknięte, ale zdawało mi się; że cała przestrzeń płonie 
blaskiem. Zdeterminowany poszedłem za tym światłem podświadomie wyczuwając szansę na 
uratowanie życia. To tajemnicze światło "zawiodło" mnie do wyjścia. 

- Czy to zmieniło pana życie w jakiś sposób? 

- Po powrocie do pracy niektórzy robotnicy, którzy pracowali ze mną, dziwili się że jestem po 
wypadku taki spokojny. Nie byłem odważnym mężczyzną. Ale fakt, że zostałem 
wyprowadzony przez Niewidzialną Rękę z niebezpieczeństwa, był źródłem mojej odwagi. 
Głos, który mnie wyprowadził, był tym samym głosem, który dał mi odwagę i spokój. Wiem; 
że pomoc Jezusa Chrystusa pozwoliła pozostać mi przy życiu. Sądzę, że to nie jest sprawa 
rozumu, a sprawa podświadomości, że to była wola Boska ocalić mnie, ale czym sobie 
zasłużyłem, tego nie wiem. Przedtem nie żyłem tak blisko z Bogiem, jak powinienem, ale to 
zdarzenie sprawiło, że zbliżyłem się do Niego. 

- Kiedy pan usłyszał głos, czy to był normalny ziemski głos? 

- Nie. Był silniejszy, donioślejszy. Nie mam wątpliwości, że usłyszałem go i nie mam 
wątpliwości skąd dochodził. Jakby szedł z prawej i lewej strony, a gdybym nie poszedł za 
nim, to zostałbym natychmiast zabity. Nigdy bym z tamtego żaru sam nie wyszedł. 
Wiedziałem, że nie mam sposobu wydostania się. 

- Jak długo to trwało? 

- Zdawało się, że wieczność. Jeśli człowiek pełza czterdzieści, albo pięćdziesiąt stóp przez 
gorący kwas, każda chwila, zda się trwać nieskończenie długo. Prawdopodobnie wszystko 
trwało 2 lub 3 minuty, ale dla mnie wtedy była to wieczność. 

- Jakby pan określił to Światło? 

background image

- Nigdy przedtem nie widziałem niczego podobnego do tego Światła. To było takie Światło; 
jakby się patrzyło w słońce. A tam przecież gdzie zostałem złapany jak w pułapkę było 
zupełnie ciemno. To było wielkie jasne Światło i wyraźny głos. Nie widziałem postaci, ani nic 
podobnego, ale cały czas postępowałem za Światłem. 

- Czy to Światło raziło pana oczy? Czy sprawiało ból, gdy się patrzyło na to Światło? 

- Nie, absolutnie nie! – Oczy miałem cały czas zamknięte i nie potrafię powiedzieć jakimi 
zmysłami odbierałem tę Jasność. 

- Czy światło miało jakiś osobliwy kolor? 

- Nie, żadnego koloru oprócz jasno-białego. To było, jak słońce, jak patrzenie w słońce. 

Inny mężczyzna opowiedział: 

- Było to podczas II wojny światowej. Służyłem w piechocie w Europie. Miałem przeżycie, 
którego nigdy nie zapomnę... Zobaczyłem nieprzyjacielski samolot nurkujący w kierunku 
budynku, w którym kwaterowaliśmy i lotnik otworzył ogień prosto na nas. Wpadłem w 
przerażenie. Pomyślałem, że będziemy wszyscy zabici. Nagle poczułem cudowną dobrą 
obecność Kogoś obok mnie i jakiś łagodny głos: "Jestem tutaj z tobą, Reid. Twój czas nie 
nadszedł jeszcze... I w tej chwili uspokoiłem się i poczułem się dobrze... Od tego dnia nie 
boję się śmierci. 

Oto opowiadanie kobiety, która była ciężko chora po zastrzyku. Zauważcie, że w tym 
wypadku pacjentka została powiadomiona, co czynić i otoczona opieką, aż do przywrócenia 
jej do życia. 

- Lekarze zrezygnowali z ratowania mnie. Stwierdzili, że umarłam. Doszłam do stanu, w 
którym człowiek czuje zbliżającą się śmierć:.. Mogłam jeszcze słyszeć co kto mówi, chociaż 
nie widziałam już nic. Chciałam jeszcze żyć, wychowywać moje dzieci i cieszyć się z ich 
istnienia. Wtedy usłyszałam, że Bóg przemówił do mnie, najbardziej łagodnym głosem. 
Wiem, że nie zwariowałam, jak to niektórzy ludzie myślą... Mogłam słyszeć głosy innych w 
pokoju, nieco dalej, mogłam rozumieć co mówią. To było strasznie dziwne. 

Boski głos powiedział mi, że jeśli chcę żyć, to powinnam oddychać. Tak też zrobiłam. Kiedy 
wzięłam jeden oddech, to zaczęłam powracać do życia. Bóg powiedział mi znowu, abym 
oddychała i mogłam zaczerpnąć oddechu jeszcze raz i życie ożywiło moje ciało. Lekarze byli 
zdumieni. Wszyscy bowiem zrezygnowali z przywrócenia mi życia i nie słyszeli żadnego 
głosu, który ja słyszałam tak wyraźnie. Nie mogli więc zrozumieć, co się stało, że ożyłam." 

Zamknę ten rozdział, zwracając uwagę czytelnikom na to; że nie są to bynajmniej 
powszechne przeżycia u progu śmierci. Jednak zdarzały się one dość często, a każde z nich 
jest od strony merytorycznej podobne. 

Na przykład w pierwszym przypadku zacytowanym w rozdziale "Wizja Wszechwiedzy", 
pacjent również opisywał odejście od swojego ciała fizycznego, przejście przez ciemny tunel, 
widzenie retrospektywne całego swego życia. Podobne relacje zawarte są w rozdziale "Miasta 
ze Światła". 

background image

Zdarzenia te opisywali zwykli ludzie, którzy nigdy przedtem nie interesowali się tymi 
zagadnieniami ani ich podstawami naukowymi. A jednak potem nie wątpili w prawdziwość 
tego, co zobaczyli. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

SĄD 

W czasie dyskusji prowadzonych przeze mnie wśród osób, które przeżyły śmierć kliniczną 
pojawiły się głosy przypuszczające, że duchowieństwo nie zaakceptuje tych nowych odkryć, 
bo nie potwierdzają one teorii katolickiej o karze i nagrodzie za uczynki w życiu doczesnym. 
Niezgodne są z tradycyjnym modelem głoszonym przez kościół. 

Wiele osób poruszyło ten temat, więc zdaje się być właściwe, przestudiowanie .relacji między 
przeżyciami u "progu śmierci", a teologiczną teorią "Sądu Ostatecznego". Ponownie moi 
pacjenci opisali mi panoramiczny, otaczający ich kolorowy, przegląd zdarzeń ze swego życia. 
Niektórzy mówili, że podczas tej wizji, widzieli tylko ważne wydarzenia ze swego życia. Inni 
opowiadali nawet, że podczas tej retrospekcji każda rzecz, którą dokonali lub pomyśleli, była 
tam przedstawiona. Panorama wydarzeń z ich życia odbywała się w obecności "Istoty ze 
Światła", którą Chrześcijanie identyfikowali z Chrystusem i to ona zadawała pytania: "Co 
zrobiłeś ze swoim życiem?". 

Moi rozmówcy zmuszeni do dokładnego wyjaśnienia treści tych słów w większości 
wypadków mówili, że chodziło 0 określenie pobudek jakimi kierowali się oni, postępując w 
ten a nie inny sposób. Przy projekcji czynów egoistycznych czuli żal i skruchę, natomiast 
przy postępowaniu świadczącym o ich dobroci i miłości bliźniego doznawali uczucia 
satysfakcji. 

Wszystko to był pewnego rodzaju sąd. 

Trzeba zauważyć, że sąd w przypadkach, które przestudiowałem, nie jest sprawowany przez 
Istotę ze Światła, kochającą i przyjmującą tych ludzi, ale przez zewnętrzne osądzenia siebie 
samego. 

W Ewangelii św. Mateusza samosądzenie ma duże znaczenie. Interpretacja Biblii przez króla 
James'a tak przedstawia przetłumaczony ten rozdział (św. Mateusz 7 : 1-2) "Nie sądźcie, 
abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzić będziecie, takim was osądzą i jaką 
miarą mierzyć będziecie, domierzą was": 

Jednak w Dzisiejszej Angielskiej Interpretacji Nowego Testamentu jest podane następujące 
tłumaczenie: "Nie sądźcie innych, abyście nie byli sądzeni przez Boga, ponieważ Bóg będzie 
was sądził w ten sam sposób, w jaki wy sądzicie innych i zastosuje do was te same prawa, 
które wy stosujecie do innych". 

Nie jestem biegły w Biblii, nie mogę więc wskazać, które z tych tłumaczeń jest bardziej 
dokładne, jednak sądzę i to na podstawie tego, co mi moi pacjenci donosili o swych 
przeżyciach, że pierwsze tłumaczenie nie może być zastosowane. Sąd dokonany został przez 
nich samych. W tym stanie wyższej świadomości zdawali się widzieć siebie samych i zgodnie 
z tym sami siebie osądzali. 

Z rozważań nad tymi wszystkimi opowiadaniami wynika, że w stanie tym ludzie wyzbywają 
się wszelkich póz i masek oraz że jedynie otwartość i szczerość jest tu możliwa. Szukamy 
wewnętrznego bezpieczeństwa za pomocą pieniędzy lub władzy; wytwarzamy w sobie 
przeświadczenie, że jesteśmy lepsi od innych, szczycąc się naszymi społecznymi pozycjami, 
stopniami naszej edukacji; kolorem skóry, pięknością naszego ciała, czy rolą, jako kobiety lub 

background image

mężczyzny itd. Stroimy nasze ciała w ubrania a i chowamy najskrytsze myśli i pewne nasze 
czyny przed obcymi spojrzeniami. w 

Jednak w chwili śmierci wszystkie takie maski są ostatecznie zrzucone. Nagle człowiek 
stwierdza, że każda jego myśli czyn zostają mu przedstawione w trzech wymiarach, w pełnej 
kolorowej panoramie. Jeśli spotka inne istoty, to stwierdza, że wiedzą one o każdej jego 
myśli. Przekonuje się, że w tym stanie porozumienie odbywa się za pomocą myśli. , 

Piękno fizycznego ciała lub kolor skóry przestaje być istotne. W rzeczywistości ludzie nie 
mają tam w ogóle ciał fizycznych. Piękno, które pojawia się po śmierci, nie ma nic wspólnego 
z ciałem fizycznym, może to być tylko piękno duszy. Sex jest wykluczony. Wielu ludzi po 
śmierci klinicznej nie odczuwało swej płci. Jest więc naturalne, że wtedy w chwili śmierci 
liczą się dwie wartości: miłość i wiedza. One stoją bezwzględnie na pierwszym miejscu. 

Jednym z przeżyć u "progu śmierci" jest możliwość zobaczenia plastycznego obrazu czynów, 
których konsekwencje dotyczą innych. Mówi jeden z pacjentów: 

Najpierw wyszedłem z mego ciała i uniosłem się w górę, skąd widziałem swoje ciało. Miałem 
świadomość, że otacza mnie Światło. Potem odniosłem wrażenie, że wokoło mnie odbywa się 
pokaz całego mojego życia. Byłem naprawdę bardzo zawstydzony wieloma sprawami, które 
uczyniłem, bo zdawało mi się, że oceniałem to z innego punktu widzenia i że Światło ukazało 
mi, co było błędem, co zrobiłem złego. I tak było rzeczywiście. Wyglądało to, jak slajd z 
przeszłości, który pokazywał moje postępowanie mające na celu jedynie zaspokojenie moich 
potrzeb i zapewnienie mi dobrobytu. 

Było to podobne do Sądu, a potem nagle Światło stało się bardziej mgliste i nastąpiła 
rozmowa za pomocą myśli. Przeżywałem każde przeszłe wydarzenie ze swego życia, jakbym 
oglądał oczami wszechwiedzy kierującymi mną i pomagającymi ujrzeć to wszystko. Uderzyło 
mnie podczas tego przeglądu, że Światło pokazało mi nie tylko, co uczyniłem, ale nawet, 
jakie były konsekwencje tego, co zrobiłem. Nie było to patrzenie, jak w kinie, gdyż mogłem 
odczuć te swoje czyny ponownie i bardzo głęboko doznawałem silnych uczuć, szczególnie od 
chwili, gdy ogarnęła mnie "wszechwiedza" do tego stopnia, że nawet żadna myśl, którą wtedy 
pomyślałem, nie była stracona... Każdą myśl z życia na Ziemi pamiętałem... Czułem tak jakby 
myśli były najważniejsze i miały przetrwać. 

Ta sytuacja może być uważana za najbardziej nieprzyjemną oczywiście i nie trzeba się 
dziwić, że często ludzie powróciwszy do życia, pragną zmienić swoje życie. Zastanówmy się 
nad opowiadaniami dwóch mężczyzn o ich przeżyciach. 

(1) – Nie mówiłem nikomu o swoich przeżyciach, lecz gdy wróciłem do życia, byłem 
ogarnięty żarliwym nie dającym mi spokoju życzeniem zrobienia czegoś dla innych ludzi... 
Byłem tak zawstydzony wszystkim, co czyniłem dotychczas w moim życiu. Poczułem, że 
muszę zmienić swoje postępowanie i nie mogę zwlekać. 

(2) – Gdy wróciłem z powrotem do życia, zdecydowałem zmienić się i być lepszym 
człowiekiem. Nie byłem zadowolony z życia, które prowadziłem dotychczas i zamierzałem 
poprawić się. 

Chociaż wiele osób, stale zapytuje mnie, czy ktoś z kim rozmawiałem opowiadał mi o piekle, 
muszę stwierdzić że nikt nigdy nie opisał stereotypowego piekła. Nie wykluczam jednak 

background image

możliwości istnienia piekła. Niektórzy ludzie wydają się być zakłopotani faktem, że istota ze 
Światła przedstawia im się w przeżyciach u "progu śmierci", jako Miłość i zupełne 
Przebaczenie oraz ukochanie ich wad, które są im ujawnione tak obrazowo w obecności tego 
Światła. 

Co do mnie, mogę, tylko powiedzieć, że ja kocham moje dzieci mimo ich błędów i jestem 
pewien, że nadal będę je kochał niezależnie od tego co mogłyby zrobić. 

Niektórzy zdają się być niezadowoleni, gdyż widocznie myślą, że te przeżycia-są sprzeczne z 
pojęciem Sądu Ostatecznego. Nie widzę tutaj żadnej sprzeczności. Oczywiście, jeśli ktoś 
powróciwszy do życia miałby powiedzieć; że przeszedł przez Sąd Ostateczny, to myliłby się. 

W żadnym raporcie ludzi, którzy byli u "progu śmierci" nie mam nic podanego o końcu 
świata, który jeszcze nie nadszedł, a nie ma wątpliwości co do prawdziwości tych przeżyć. 
Przeżycia tych ludzi nie mają nic wspólnego z Sądem Ostatecznym i wcale mu nie 
zaprzeczają. Faktem jest, że wiele wierzących osób, które przesłuchałem, było przekonanych 
że koniec świata nadejdzie i że będzie Sąd Ostateczny. Należy dodać, że twierdzą. oni tak 
jedynie na podstawie autorytetu biblijnego, a nie doznanych przeżyć. 

Wyobrażenie nieba i piekła, osądzania, Sądu Ostatecznego, końca świata i Łaski Boskiej są 
eschatologicznymi (dotyczącymi "rzeczy ostatecznych") koncepcjami, których podstawy są 
roztrząsane przez teologów. Wszystkie są tak krańcowe, tak kosmiczne w swej ważności, że 
jest bardzo trudno nam, ludziom mówić o nich w sposób prosty. Dlatego też czasami ludzie 
przedstawiają te symbole w bardzo kolorowych metaforycznych określeniach. Jeżeli się 
przejrzy historię malarstwa europejskiego, to idea Sądu Ostatecznego jest przedstawiona za 
pomocą różnych symboli: księgi kronik lub księgi rachunkowej, księgi praw lub wagi 
(ważenie naszych dusz): 

Platon w swym micie o Erze mówi o "znakach", które noszą dusze przed sądem. W 
"Tybetańskiej Księdze Śmierci" pojęcie Sądu jest przedstawione, jako "Zwierciadło Karmy". 

Przypominam, że wszyscy moi pacjenci, którzy znajdowali się u "progu śmierci" powiedzieli 
mi że słowa których używają do opisania swych przeżyć są tylko porównywaniem lub 
metaforą, a prawdziwe doznanie tych przeżyć nie 

da się wyrazić żadnym ludzkim językiem: Nic więc dziwnego, że niektóre słowa noszą jakby 
piętno współczesnej cywilizacji i nauki. Przypomnę tu kilka z najfantastyczniejszych 
osiągnięć nauki, jak fotografia albo technologia telewizji, trójwymiarowy hologram, czy 
komputer. 

Nurtuje mnie uporczywa myśl. Co mogłoby się zdarzyć podczas takiej panoramy tym co 
ponoszą odpowiedzialność za nieszczęścia, cierpienia i śmierć wielu istnień ludzkich. Ci, 
którzy zaplanowali nazistowskie okrucieństwa zdają się być ludźmi kompletnie 
pozbawionymi uczuć miłości do bliźniego, co pociągnęło za sobą masowe tragedie, 
oddzielenia rodziców od dzieci męża od żony, przyjaciół od przyjaciół. Ich czyny 
spowodowały niezliczone długie, przeciągające się konania i gwałtowne brutalne zgony. Ich 
czyny doprowadziły do straszliwych poniżeń w latach głodu, łez i męczarni ich ofiar. Ci 
ludzie również zobaczyliby prawdopodobnie panoramiczną ilustrację swego życia jak moi 
dotychczasowi pacjenci. W mej najfantastyczniejszej wyobraźni, nie jestem w stanie 
wyobrazić sobie piekła bardziej straszliwego, jak spojrzenie na takie swoje życie. 

background image

SAMOBÓJSTWO 

Określenie "samobójstwo" jest użyte w związku z możliwościami zniszczenia samego siebie, 
których podstawa tkwi w wielu różnych widocznych motywach. Możliwości te objawiają się 
pod szeroko zróżnicowanymi okolicznościami. Od dawna ludzie starali się przeciwdziałać 
postępowaniu samobójców. Najpierw podchodzono do tego zagadnienia od "strony 
teologicznej, etycznej i filozoficznej. W ostatnich czasach doszły badania socjologiczne i 
psychologiczne. Pomimo tych długich badań wiele pozostało zagadkowych problemów w tej 
dziedzinie. Faktem jest, że wielu ludzi zostało przywróconych do życia z pogranicza śmierci i 
samobójcy mieli również duchowe przeżycia. Raporty o przeżyciach u "progu śmierci" nie 
dają nam końcowej odpowiedzi na wiele różnych zagadek dotyczących samobójstwa. 
Możemy zastanowić się nad dwoma pytaniami: czy osoby, które miały przeżycia po śmierci 
klinicznej z przypadków innych niż usiłowania samobójstwa, :powróciły ze szczególnym 
nastawieniem do samobójstwa? I drugie pytanie: czy doznane przeżycia po śmierci klinicznej, 
które wynikały z powodu usiłowania samobójstwa, różnią się w jakiś sposób od tych, które 
nastąpiły po śmierci klinicznej wywołanej innymi przyczynami? Chociaż ludzie, którzy 
referowali mi przeżycia u "progu śmierci" twierdzili bardzo często, że nie chcieli powrotu ze 
"śmierci". Tym niemniej wszyscy oni wyrzekali się samobójstwa, jako środka powrotu do 
tego stanu. Mówili, że dostrzegli podczas swych przeżyć cel jaki mają do wypełnienia tutaj w 
życiu. Wrócili z pozytywnym nastawieniem do życia. 

Absolutnie nikt z tych, których przesłuchałem nie chciał powtórzenia swoich przeżyć. Wielu 
ludzi, którzy "umarli" niesamobójczą śmiercią powiedziało mi, że gdy byli w tamtym stanie, 
było im oznajmione, iż samobójstwo jest bardzo nieszczęsnym aktem podlegającym ciężkiej 
karze. Jeden mężczyzna, który ;,umarł" po wypadku, powiedział mi tak: 

"Podczas gdy byłem po drugiej stronie życia, miałem uczucie, że dwie rzeczy są kompletnie 
mi zabronione: zabić siebie lub zabić kogoś... Gdybym miał popełnić samobójstwo, to 
odrzuciłbym dar Boga... Zabijając kogoś innego, mieszałbym się do planów Boga". 

Inny mężczyzna, który wrócił do życia po śmierci klinicznej trwającej dłuższy czas, 
powiedział, że gdy był w "innym życiu", to miał wrażenie, iż za samobójstwo płaci się karę i 
że część jej spada na tych, którzy przyczynili się do samobójstwa. W czasie kompletowania 
rękopisu pierwszej książki, spotkałem się z wieloma poważnymi przypadkami usiłowania 
samobójstwa. Jest zrozumiałe, że osoby mające takie przeżycia, nie chciały o tym opowiadać 
ze względu na poczucie winy. Od tego czasu poinformowano mnie jednak o innych 
wypadkach. Wszyscy ci ludzie zgadzają się w jednym punkcie: odczuli, że ich próby 
samobójstwa nie rozwiązały niczego. Stwierdzili, że byli zaplątani tam w takie same 
problemy, od których próbowali uciec. Każda trudność którą próbowali przezwyciężyć była 
po drugiej stronie nadal nierozwiązana. Jedna z osób wspominała, że była w sytuacji-pułapce 
i to spowodowało, że popełniła samobójstwo. A stan spraw, które miała przed "śmiercią" 
ciągle powtarzał się, jak jakiś cykl tej sytuacji. 

"Problem, o którym panu powiedziałam, patrząc z dystansu czasu, nie jest tak ważny. Ale w 
owym czasie, gdy miałam tamte lata, zdawał się bardzo ważny... Istniał on w dalszym ciągu 
nawet kiedy "umarłam". Stale się powtarzał. Chciałam raz już przejść to do końca, 
myślałam... i powiedzieć sobie: – och, jestem szczęśliwa, że to już się skończyło, ale 
gdzież!... Znowu zaczynało się od początku i myślałam tylko: – och nie, nie, żeby to nie było 
od początku!" 

background image

Wszyscy przywróceni do życia zaznaczyli, że po przeżyciach po tamtej stronie, nigdy nie 
będą usiłowali popełnić znowu samobójstwa. Łączy je jedno – zdają` sobie sprawę z 
popełnionego błędu i są bardzo zadowoleni, że nie chcą tego powtarzać. Na przykład, gdy 
zapytałem jednego mężczyzny, czy w świetle tego, co przeżył, spróbowałby kiedyś zabić się, 
on odpowiedział: 

"Nie, nie zrobiłbym tego znowu.. Umrę śmiercią naturalną, po "drugiej stronie życia" 
zrozumiałem, że nasze życie tutaj na Ziemi jest tak krótkie, a tyle jest jeszcze do dokonania, 
gdy się żyje. Kiedy się umrze, to tam już jest Wieczność". 

Ciekawe, że te poglądy i przeżycia wykazują zbieżność z uczuciami wyrażonymi w 
starodawnym teologicznym zakazie samobójstwa. Teologowie i filozofowie w ciągu wieków 
byli przeciwni samobójstwu, jako ucieczce od rzeczywistości. Twierdzili, że życie jest "darem 
Boga" i nie do nas należy rozporządzanie nim. W "Phaedo" Platon nawiązuje do doktryny 
podającej, że jesteśmy na Ziemi, jakby na posterunku i nie wolno nam z niego uciekać. 
Twierdzi, że w istocie jesteśmy pod opieką Boga i nie możemy uwalniać się sami spod tej 
opieki. W Średniowieczu Tomasz z Akwinu wysunął wniosek, że skoro życie jest darem 
danym nam od Boga, to tylko On sam może osądzić kiedy życie człowieka powinno się 
skończyć 

W XVII wieku John Locke, filozof brytyjski, któremu Amerykanie zawdzięczają ideę 
Deklaracji Niepodległości i Konstytucji, oświadczył również, że jesteśmy własnością Boga, i 
że. umieścił On nas na Ziemi w sobie wiadomym celu, nie po to abyśmy opuszczali nasze 
stanowiska samowolnie. Podobnie niemiecki filozof Immanuel Kant, który różnił się wielce 
swymi poglądami od innych, napisał: "... rozpatrując samobójstwo z punktu widzenia 
religijnego, widzimy od razu ten czyn w jasnym świetle. 

Zostaliśmy umieszczeni na tym świecie pod pewnymi warunkami i przeznaczeni do 
specjalnych celów. Ale samobójstwo sprzeciwia się celowi naszego Stworzyciela. Człowiek, 
który popełnił samobójstwo jest w innym świecie, ponieważ opuścił swoje stanowisko i 
traktowany musi być, jako buntownik przeciw Bogu... Bóg jest naszym panem, my jesteśmy 
Jego poddanymi. Jego opatrznościowe prace są dla naszego dobra". 

Zawsze myślę, czy tym celem Boga jest pomóc Bogu w utrzymaniu równowagi świata. Wola 
– to jest suma Dobra i Zła. Jeśli tego Zła zaczyna być zbyt wiele, to równowaga świata zostaje 
zagrożona. Dając ludziom własną wolę: sumę dobra i zła, wraz z duszą, jest to jakby 
rozdzielenie nadmiaru Zła na poszczególnych ludzi, którzy powoli przez miliony stuleci mają 
to Zło z Woli usunąć lub zmniejszyć. Odbierając sobie życie, ludzie samowolnie przestają być 
istotami współpracującymi z Bogiem nad zniszczeniem Zła. Ale to tylko moje 
przypuszczenie. 

"Niezbadane są wyroki Boskie". 

Nikt nie chce być poddanym, najmniej chce być poddanym Polak, ale każdy chce być w 
domu Boga, choćby najpokorniejszym sługą. A przecież sługa ma swego pana, któremu musi 
być posłuszny. Trzeba więc już na Ziemi być bardziej pokornym i uznać swego Pana. Ale 
jakże jest to trudne dla ludzi-istot obdarzonych własną wolą: sumą Dobra i Zła. 

Nie przedstawiam powyższych argumentów, aby popierać ich słuszność albo przeprowadzać 
etyczny, czy moralny sąd nad samobójcami. Chcę zaznaczyć takie same opinie co do 

background image

celowości życia człowieka i jego samobójstwa użyte w teologicznych argumentach, jak w 
słowach ludzi, którzy byli u "progu śmierci". Przypuszczam, że przeżycia, które zacytowałem 
w tym rozdziale, wywołają wiele pytań. Niektórzy wykażą, że pewne samobójstwa nie są 
moralnie potępione, jak np. w Japonii w czasach samurajów kiedy był to czyn bohaterski. 

Niektórzy będą sugerowali, że my wszyscy jesteśmy w jakiś sposób "zaangażowani" w 
samobójstwo. To znaczy, gros z nas wykonuje pewnego rodzaju czynności, które mogą nas 
zranić, albo nawet przyczynić się do naszej śmierci. Na przykład palenie papierosów, 
spożywanie żywności o wysokiej zawartości cholesterolu i jeżdżenie samochodami w stanie 
nietrzeźwym. Ludzie czynią tak mimo że zdają sobie sprawę z ryzyka. 

Jaka jest więc różnica między takim zachowaniem a ,,prawdziwym" samobójstwem?... W 
jakim punkcie widmo potencjalnego samounicestwienia będzie zasługiwało na karę. 
Niektórzy ludzie popełniają samobójstwo z altruistycznych pobudek (na przykład, aby 
ratować innych). Co będą przeżywać po śmierci ludzie ponoszący taką heroiczną śmierć? -I 
jakie będą przeżycia tych ludzi, którzy doznają straszliwych cierpień w psychicznej depresji 
lub po jakiejś okropnej stracie np. bliskiego człowieka? 

Wiadome jest, że wiele osób decydowało się na zamaskowanie samobójstwa w celu 
zwrócenia uwag: otoczenia na siebie i swoje problemy. W psychiatrii znane jest również 
zjawisko odwrotne; istnieją ludzie z podświadomymi inklinacjami do samobójstw. Jednak nie 
miałem okazji rozmawiać z żadnym z wyżej wymienionych typów samobójców. 

Jeden z moich przyjaciół psychiatrą, który miał nieco inny świat przeżyć w czasie śmierci 
klinicznej powiedział mi, że Bóg w swej Istocie jest o wiele bardziej przebaczającym i 
rozumiejącym wszystko, czego właśnie my ludzie nie możemy pojąć i że Bóg ma w opiece te 
wszystkie istoty zgodnie z miłością swą i mądrością. Osoba popełniająca samobójstwo 
potrzebuje od nas ludzi nie sądu, ale miłości i zrozumienia. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

REAKCJE KSIĘŻY (PASTORÓW) 

W swej przedmowie do "Życie po życiu" dr Elizabeth Kubler-Ross wyraziła obawę, że ten 
typ studium spowoduje krytykę niektórych członków duchowieństwa. Do pewnego stopnia to 
jest prawda. Jednak wielu chrześcijańskich księży różnych sekt, powiedziało mi o swym 
entuzjazmie i zainteresowaniu do tego rodzaju badań i zaprosiło mnie do rozmowy na ten 
temat z ich parafianami. 

Wielu księży wspominało mi, że mają wiernych, którzy opowiedzieli im o przeżyciach u 
"progu śmierci". Zdawali się być zadowoleni, że mogą poznać kogoś, kto zawodowych badań 
nie łączy z teologiczną doktryną. Kilku księży stwierdziło, Że te przeżycia umocniły w nich 
wiarę w prawdy o życiu i śmierci głoszone w Biblii. Czasopismo "Drogowskazy", które w 
swej orientacji i poglądach jest przeważnie chrześcijańskie, publikuje takie, jak te, 
opowiadania. 

Poglądy pewnego metodysty na sprawę przeżyć u "progu śmierci" były tak zbieżne z moimi, 
że część badań przeprowadziliśmy wspólnie. A oto część naszego dialogu: 

Pastor: – Ta pani była śmiertelnie chora. Starałem się ją pocieszyć rozmowami o życiu po 
śmierci: Powiedziałem jej, że jednym z argumentów, które mnie w tym umocniły były 
badania przeprowadzone przez lekarzy z ludźmi, którzy umarli i ponownie zostali 
przywróceni życiu. 

Bardzo ją to zainteresowało. Na jej pogrzebie wygłosiłem mowę pożegnalną, wspominając 
rozmowy, które prowadziłem z nią na temat życia po śmierci. 

Mowa ta podziałała niezwykle silnie na uczestników pogrzebu, którzy, choć to nie jest w 
zwyczaju podchodzili do mnie po uroczystości chcąc pochwalić mnie za sposób w jaki ją 
poprowadziłem. 

jedną z rzeczy, które próbuję osiągnąć przez kazania, to poprowadzić swych parafian do 
miłości bliźniego. I jeśli mówię im, że w czasie śmierci Chrystus przychodzi i pyta ich: – Jak 
ukochałeś ludzi? – to znaczy, że miłość jest tą sprawą, na którą wskazuje Chrystus, nie w 
Biblii dwa tysiące lat temu, ale teraz gdy ludzie "powracają" ze śmierci, a przeżycie to jest 
pozytywnym sensem Sądu, o czym zapewnia nas wiara. Owa miłość bliźniego to było 
"narzędzie", którym posługiwałem się w kazaniach dla wzmocnienia wiary, dla 
poprowadzenia ludzi, aby zobaczyli znaczenie wiary i miłości. 

Dr Moody: – Wspomniałeś pastorze wcześniej, że podobnie; jak ja, myślisz, że dowód na to, 
że istnieje życie po śmierci, w sensie naukowym nie nastanie. 

Pastom – Gdybyśmy mogli udowodnić, że istnieje życie po śmierci; to tak samo moglibyśmy 
udowodnić istnienie Boga. 

Nie możemy udowodnić żadnych rzeczy ostatecznych w życiu. Życie w niebie musi być 
przyjęte przez wiarę, a gdybyśmy mogli udowodnić, że życie nie istnieje po śmierci, to ludzie 
nie mogliby mieć wiary wżycie pozagrobowe. Życie jest tajemnicą. Życie po życiu – jest więc 
też tajemnicą. 

background image

A gdybyśmy kiedyś rozszyfrowali tę tajemnicę, wtedy nie musielibyśmy. posługiwać się 
wiarą, aby zrozumieć Boga. Ale do tej pory trzeba opierać się na wiarze. To, co ludzie mówią 
po powrocie do życia umacnia naszą wiarę i podbudowuje ją siłą zrozumienia. Wzmacnia też 
moją wiarę, skoro jestem człowiekiem wierzącym. 

Taka była opinia jednego z pastorów, ale nie spodziewam się, aby wszyscy zgadzali się z tym. 
Kilku podeszło do tego z konkretnymi zarzutami. Dość oryginalny pogląd reprezentowała 
pewna grupa księży, którzy widzą funkcję kościoła, jako rodzaj etycznego działania, 
mającego na celu zgłębienie społecznych reform i jako pomoc w warunkowaniu się 
społecznej sprawiedliwości dla wszystkich. Ze swego teologicznego punktu widzenia księża 
ci doszli do wniosku, że zwracanie uwagi na życie pozagrobowe jest przeżytkiem. Słyszałem, 
jak kilku z nich zaznaczało, że zwracanie uwagi na życie po śmierci jest daremne. W obronie 
tego punktu widzenia wystąpił pewien biskup: – "Czy nie powinniśmy myśleć o tym świecie, 
a nie o przyszłym? Czy nie ma tutaj wiele problemów, które nie zostały rozwiązane? 

W przeszłości przywódcy różnych krajów próbowali odciągnąć uwagę podległych narodów 
od ich sytuacji społecznej nakazując im posłuszeństwo i oddanie w zamian za co miała ich 
czekać w życiu pozagrobowym nagroda w postaci nieba. Innymi słowy jego antagonizm do 
nauki o zjawisku u .;progu śmierci" zdawał się opierać na idei, że doktryny życia 
pozagrobowego czasami przedstawiają zamaskowane próby stłumienia buntu społecznego. 

Do pewnego stopnia zgadzam się z kilkoma opiniami wyrażonymi przez tych przedstawicieli 
kleru. Moja opinia jest taka: znajduje się wiele niesprawiedliwości społecznych w świecie i 
chciałbym pomóc w polepszeniu tego stanu. Czuję, że nakaz "kochaj bliźniego swego, jak 
siebie samegu" jest ważny i oznacza, że powinniśmy starać się pomóc naszym bliźnim, 
którym gorzej się powodzi niż nam samym. W świetle mojego własnego doświadczenia, 
byłem zdumiony, że kilku księży uważa zwrócenie uwagi na tę kwestię za przestarzałe, albo 
nie warte zastanowienia. 

Moje obserwacje są krańcowo inne. Uważam, że naprawdę wiele osób jest bardzo 
zainteresowanych tą sprawą. Przyznam także, że nie mogę zrozumieć, jak społeczna uwaga i 
zainteresowanie życiem po śmierci, mogą się wzajemnie wykluczać. Z pewnością można by 
patrzeć na to zagadnienie z punktu dobra innych, niezależnie, czy człowiek miałby pełną 
świadomość, że jest lepsze życie po śmierci. Oczywiście wielu przesłuchanych pacjentów, z 
którymi rozmawiałem przykładało dużą wagę do dobra innych. Bardzo wysoko cenią sposób 
życia. Poza tym wiara w życie pozagrobowe może dać nam raczej bodziec do próbowania 
polepszenia swego postępowania, niż stawania się obojętnymi na krzywdę ludzką. Nie 
zgadzam się również, że szerzenie doktryny życia po śmierci, miałoby odciągać ludzi od ich 
egzystencji; Wiele osób powiedziało mi o ich obawach przed śmiercią. Oni boją się, że ich 
świadomość może być unicestwieniem przez śmierć. Inni chcą mieć nadzieję, że odejście 
przyjaciół i krewnych w śmierć nie jest ostateczne. Te uwagi daleko bardziej poruszają 
sprawy nieszczęść ludzkich i klasowych buntów. A jeśli chodzi o moje własne podejście do 
tych przeżyć u "progu śmierci", to leży ono w zakresie moich medycznych zainteresowań. 
Ludzie mówią mi, jako lekarzowi o swych przeżyciach pozagrobowych, które miały wielkie 
znaczenie w ich życiu. Chciałbym zrozumieć owe przeżycia pozagrobowe moich pacjentów 
będących pod opieką lekarską. Nie próbuję podkreślać tutaj, że to co robię jest lepsze, niż 
działalność księży-liberałów, o których wspomniałem, tylko że moja działalność jest inna. W 
ten sposób ich pogląd, że kierowanie uwagi na życie po śmierci nikogo nie interesuje, jest 
odbiciem jedynie ich własnego niezrozumienia zainteresowań społeczeństwa, gdyż według 

background image

mnie zainteresowanie tymi sprawami jest wręcz spontaniczne. Przy czym nie chodzi mi o to, 
ku której stronie przechyla się większość opinii chrześcijańskich: 

Druga grupa księży, którzy wystąpili z krytyką przeżyć u "progu śmierci", reprezentuje 
konserwatywny punkt widzenia. Odnosi się to do tych, którzy mówią, że przeżycia u "progu 
śmierci" są kierowane przez diabelskie siły. Nie mam formalnego rozeznania w dziedzinie 
teologii. Moja lektura na ten temat ogranicza się jedynie do wielkich teologów takich, jak: św. 
Augustyn, Tomasz z Akwinu, Jan Kalwin, którzy są także uważani za wielkich i 
wpływowych filozofów: 

Zapytani moi przyjaciele-księża co myślą o przeżyciach u "progu śmierci" odpowiedzieli, że 
wizje brane są pod uwagę i mają z pewnością znaczenie skoro wpływają pozytywnie na 
zmianę życia ludzkiego i powodują zbliżenie człowieka do Boga. Jak widzieliśmy wcześniej 
przeżycia u "progu śmierci" osób, które przebadałem, faktycznie prowadziły je dokładnie 
tymi samymi drogami do polepszenia swego życia. Inni księża zwracali uwagę na zbieżność 
wizji z niektórymi urywkami z Biblii. 

Niepokoją mnie zarzuty, że wizje te są spowodowane za sprawą diabła. Moje religijne 
wierzenia są dla mnie niesłychanie ważne i doprawdy nie wiem, jak się bronić przed takim 
oskarżeniem, jak satanizm. Poczułem do pewnego stopnia ulgę po rozmowie z pastorem-
metodystą reprezentantem konserwatyzmu teologicznego. Zapewnił mnie, że był również 
oskarżony przez członków sekty, że jego własna osobowość jest ukształtowana z pomocą 
szatana. W tym ogromnymi, dziwnym świecie, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie 
kwestionował czyjeś przekonania i ich pobudki. Biorąc pod uwagę te cechy człowieka, 
przypuszczam, że i do mnie przyjdzie ktoś aby sprowadzać mnie z "błędnej drogi". 

Wśród moich rozmówców znajduje się również trzecia grupa księży, o których należy 
wspomnieć. 

Stanowili oni grupę "nieśmiałych". Przeżycie u "progu śmierci" skomentowali, jako problem 
leżący w gestii medycyny, zjawisko, które powinno pozostać ważne dla lekarzy. Ich zdaniem 
można by nie brać pod uwagę takich zjawisk i nazywać je jedynie halucynacjami, mimo 
faktu, że osoby mające przeżycia pozagrobowe opowiadały im o ich religijnym życiu i 
wierze, a nie o ich stanie zdrowia i przewidzeniach halucynacyjnych. 

Jest jeszcze inny aspekt tego zagadnienia, a mianowicie konflikt między zawodami. 
Przedstawiciele każdego zawodu są względem siebie solidarni szczególnie w sytuacji 
"zagrożenia z zewnątrz" i bardzo nie lubią ingerencji w ich własną zawodową domenę. 
Trzeba stać na straży przeciwko upraszczaniu złożonych problemów, co wypływa z pewnego 
rodzaju zawodowej wyłączności. Takie nastawienie zdaje się najbardziej ograniczać 
intelektualne podejście do zagadnienia. Wygląda to na zamykanie przez laików drogi 
zrozumienia przeżyć u "progu śmierci" z punktu widzenia medycyny. Przy tym takie 
nastawienie zdaje się nasuwać bardzo problematyczne przypuszczenie, że obecny podział 
pracy między zawodami i polami nauki redukuje w pewnym sensie możliwość ich 
przenikania. Omawiane przez nas zjawiska są zawieszone pomiędzy kompetencjami dwóch 
zawodów. 

Tak więc spotkałem duchownych, którzy nie dyskutują nad przeżyciami u "progu śmierci", 
ponieważ twierdzą, że jest to tylko medyczne zjawisko. Z drugiej strony kilku lekarzy 
powiedziało mi, że oni nie będą o takich przeżyciach mówić ze swymi pacjentami, ponieważ 

background image

przypuszczają, że takie przeżycia są na tle religijnego nastawienia pacjentów. Jednym słowem 
wydaje się, że dla niektórych osób owo zjawisko jest raczej niepopularne i leży na granicy 
dwóch światów: materialnego i duchowego. Muszę jednak stwierdzić, że wielu duchownych, 
których poznałem w ciągu mych badań nad tym zjawiskiem, interesowało się i popierało moją 
pracę. Zauważali, że nie wyciągam wniosków i nie próbuję siłą wmówić innym moich 
własnych teorii na ten temat, dając każdemu prawo do własnej decyzji, komentarzy i szukania 
informacji z innych źródeł. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PRZYKŁADY HISTORYCZNE 

Kilka lat temu nie znałem przykładów z historii o zjawiskach u "progu śmierci". Obecnie 
wiem, że znajdują się one w piśmiennictwie z bardzo wczesnych czasów. Sądzę, że warto 
zacytować tutaj te, które są zaczerpnięte z rozmaitych źródeł z różnych kultur i wieków. 
Będzie to tylko część materiału, który zebrałem dotychczas. 

W dziejach apostolskich 7 : 54-59 podane jest, że zanim św. Szczepan został ukamienowany 
przez rozjuszony tłum... (być może przed śmiercią został zraniony i doznał śmierci klinicznej) 
miał widzenie. To co powiedział uderzyło ludzi prosto w serce tak, że zgrzytali zębami z 
wściekłości. Ale on, będąc pełen Ducha Świętego, patrzył wciąż w niebo i zobaczył Boga w 
chwale i Jezusa stojącego po prawej Jego ręce. I rzekł – Patrzcie, oto widzę niebiosa otwarte i 
Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga. – Wtedy tłum zakrzyczał głośno. Zatkano 
sobie ,uszy i jednocześnie rzucono się na niego aby wypędzić go poza miasto i ukamienować 
(...). 

Czcigodny Bede był mnichem angielskim, który żył od 675 do 735 r. Zebrał "Historię 
Angielskiego Kościoła i Ludzi" w 731 r. Wśród wielu cudów; Bede opowiada o "powrocie ze 
śmierci, a mimo różnic w idiomach, opowiadanie w wielu punktach przypomina to, co 
słyszymy dzisiaj. 

"-  W owym czasie osobliwy cud, taki, jakie były dawniej, zdarzył się w Wielkiej Brytanii. 
Otóż człowiek już zmarły powrócił do życia w ciele fizycznym ze swego życia duchowego po 
śmierci i opowiadał wiele walnych rzeczy, które widział tam. 

Żył w kraju Northumbrians, naczelnik rodu zwany Cunningham, który był pobożny i żył w 
zgodzie ze wszystkimi domownikami. Zachorował i choroba stawała się coraz groźniejsza, aż 
nastąpił kryzys i śmierć. Ale o świtaniu wrócił do życia i nagle usiadł ku wielkiemu 
przerażeniu tych, którzy go opłakiwali. Wszyscy uciekli i pozostała tylko jego żona, 
kochająca go szczerze, lecz drżąca i pełna trwogi. Mąż rozproszył jej wątpliwości tymi słowy: 

- Nie bój się, ja naprawdę .powstałem ze śmierci i pozwolono mi żyć wśród ludzi znowu, ale 
muszę nauczyć się żyć inaczej. 

Niedługo po tym porzucił wszystkie światowe zaszczyty i wstąpił do klasztoru Melrose... 

A oto inna historia o podobnym przeżyciu: "Urodziwy mężczyzna w jaśniejącej szacie był 
moim Aniołem Stróżem. Szliśmy w milczeniu jakby w kierunku północno-wschodnim, i 
przybyliśmy do bardzo rozległej i ciemnej doliny nieskończonej długości. To właśnie mój 
przewodnik wkrótce wyprowadził mnie z ciemności w atmosferę promienistego światła, a 
gdy mnie wiódł dalej w. tej jasności, zobaczyłem przed nami ogromny mur, który zdawał się 
być bardzo długi i wysoki. Ponieważ nie widziałem żadnej bramy, okna albo przejścia, więc 
zacząłem zastanawiać się, jak go przebyć. Nie wiem jakim sposobem, w jednej chwili 
dostaliśmy się na wierzch tego muru. Poza nim rozciągała się szeroka piękna łąka... Całe to 
miejsce przepojone było światłem, i miało się wrażenie, że jest to jasność większa., niż o 
poranku, albo że są to promienie słońca w samo południe. 

Mój przewodnik rzekł: – Musisz teraz wrócić do swego ciała i żyć jeszcze wśród ludzi, ale 
jeśli spełnisz swoje zadania z większą starannością i będziesz ćwiczył się, aby słowa twoje 
były prawdziwe, a życie pełne cnoty i prostoty, to gdy umrzesz znajdziesz swoje miejsce 

background image

wśród tych szczęśliwych duchów, które tu widzisz. Za chwilę odejdę, a to wszystko 
pokazałem ci abyś wiedział jaka może być twoja przyszłość. 

Gdy mi to rzekł, nie chciałem wracać do mego ciała fizycznego, ponieważ przeszedłem przez 
miejsce Piękna i Zachwytu i widziałem to wszystko uczestnicząc w tym życiu. Ale nie 
ośmieliłem się zadawać pytań memu Przewodnikowi. W pewnym momencie, nagle znalazłem 
się wśród ludzi": 

O swoich przeżyciach, i o tym co widział, człowiek ten nie będzie mówił z ludźmi obojętnymi 
i dbającymi o swą dumę, ale tylko z tymi, którzy obawiają się kary albo cieszą się nadzieją 
wiecznego szczęścia i są chętnymi przyjąć jego słowa do serca i żyć w świętości. Rysem 
szczególnie interesującym jest to, jak bardzo zmieniło się życie człowieka i jego poglądy. 

Dwa interesujące opowiadania nieznanych Irlandczyków z X i IX wieku, znajdują się w 
bogatym zbiorze celtyckiej literatury: – "Zbiór Celtyckiej Literatury'', tłumaczonej przez 
Kenneth H. Jackson'a. 

"Mali chłopcy, którzy poszli do nieba" 

...Donnám syn Liath'a a jeden z uczniów Senan'a, był świadkiem śmierci dwóch małych 
chłopców. 

Dzieci utopiły się przy skale, a następnego dnia morze wyrzuciło ich ciała. 

Przyszli rodzice i błagali swych synów, żeby powrócili do życia. Senán rzekł do Donnan'a: 

- Powiedz chłopcom, żeby powstali i rozmówili się ze mną. 

Donnan rzekł: – Wstańcie i odezwijcie się do waszych rodziców, ponieważ tak nakazał 
Senán. Chłopcy natychmiast wstali na rozkaz Senán'a i powiedzieli swoim rodzicom: 

- Zrobiliście źle, żeście nas ściągnęli na Ziemię. 

- Jak to – powiedziała ich matka – woleliście zostać gdzie indziej, w innym świecie, niż 
wrócić do nas? 

- Mamo – odparli – choćbyś mogła dać nam moc całego świata i wszelkie jego uciechy i 
radości, to myślelibyśmy, że nie ma różnicy między więzieniem, a życiem na Ziemi, w 
porównaniu ze -światem, z którego wróciliśmy. Nie zatrzymuj nas, ponieważ nadszedł czas 
abyśmy odeszli. Bóg da wam łaskę, abyście nie zamartwiali się po utracie nas. I tak rodzice 
dali im pozwolenie na odejście i poszli razem z Senánem do jego kaplicy i przyjęli sakrament, 
a potem poszli do nieba, a ich ciała były pogrzebane przed probostwem, gdzie mieszkał 
Senán. I to byli pierwsi ludzie, którzy zostali pogrzebani na Wyspie Scattery". 

"Opowiadanie o duchu" 

Dwaj studenci znający się od dziecka prowadzili pewnego razu rozmowę w małej chatce: 
Smutna jest droga, w którą udali się nasi najbliżsi i nasi przyjaciele i nigdy stamtąd nie 
powrócą aby powiadomić nas o świecie, do którego' się udali. Umówimy się, że jeżeli któryś 
z nas umrze, powróci z wieściami do drugiego w przeciągu miesiąca. 

background image

Niedługo po tym, jeden z nich zmarł i został pochowany. Drugi oczekiwał zmarłego przez 
miesiąc, ale ten nie dawał znaku. Poirytowany przeklinał jego i Trójcę Św. błagając Ją 
jednocześnie aby pozwoliła mu porozumieć się ze zmarłym. Mijały dni i żyjący student 
znalazł się w skrajnym wyczerpaniu. Gdy pewnego dnia niechcący uderzył głową o belkę w 
chatce, poczuł, że umiera i jego dusza oddziela się. od ciała, które jednocześnie i widział i 
czuł. W pewnym momencie zobaczył, że znalazł się w kościele i usłyszał: 

- Spowodował to twój brat w Chrystusie, który przyprowadził cię tutaj. 

Dusza jego wyszła z kościoła. Jeden z duchownych uderzył w dzwon. – To nie jest w 
porządku – powiedziała Dusza – żeby ksiądz przyprowadzał mnie do zmarłego. Ksiądz nie 
odpowiedział. Dusza zwracała się do każdego, ale nikt jej nie słyszał. Była zrozpaczona. 
Przenosząc się dalej zwróciła się do żniwiarzy: – Tutaj jestem rzekła, ale nikt jej nie słyszał. 
Wróciła znów do kościoła, gdzie właśnie pobrano opłatę za pochówek i można było 
zobaczyć, jak ciało przewożono na cmentarz. Kiedy Dusza weszła do kościoła, zobaczyła 
swego przyjaciela przed sobą: 

- Dlaczego nie dotrzymałeś obietnicy? 

- Nie wymawiaj mi – rzekł przyjaciel – Przychodziłem nieraz i byłem obok twojej poduszki, 
błagając ciebie, ale ty nie słyszałeś, ponieważ twoje fizyczne ciało nie słyszy lekkiej 
eterycznej duszy. 

- Słyszę cię teraz – odparła Dusza. 

- Nie – rzekł przyjaciel to tylko twoja dusza, która jest tutaj. Ona wyszła z twego ciała 
fizycznego. Ponieważ błagałeś mnie, żebym się spotkał z tobą. Nieszczęściem jest, jeśli ona 
postępowała źle, a szczęściem jeśli czyniła dobrze. Idź odnaleźć twoje ciało fizyczne zanim 
złożą je do grobu. 

- Nie chcę wracać do niego – czuję strach i wstręt. Musisz wracać i żyć jeszcze rok. Powtarzaj 
codziennie "Anioł Pański" za moją duszę. 

Dusza pożegnała się z nim i poszła do swego ciała, a kiedy wchodziła w nie, wydała okrzyk i 
powróciła do życia, a po roku poszła do nieba. 

W tych dwóch opowiadaniach znajdują się elementy podobne do wielu współczesnych relacji, 
w obydwóch tych opowiadaniach występuje znana "niechęć do powrotu". 

W drugim zostało podane uczucie duszy oddzielonej od ciała. Student spostrzega swoje ciało, 
którego początkowo nie rozpoznaje (uwaga, którą wiele osób czyniło., opisując mi swoje 
przeżycia). Człowiek uważa własne ciało fizyczne za odbicie, jak w zwierciadle i dlatego 
mole słyszeć i widzieć innych, ale sam jest niewidzialny i niesłyszalny dla nich. Student jest 
witany przez swego zmarłego przyjaciela. 

Interesujące opowiadanie z innej kultury jest podane w książce Sir Edwarda Burnett'a Tylor'a, 
antropologa z IX wieku. W książce pt. "Pierwotna Kultura" przytacza on następujące 
opowiadanie polinezyjskie. 

background image

"-  Ta historia została opowiedziana Mr Shortland'owi przez służącego, który nazywał się Te 
Wharewera. Ciotka jego zmarła w samotnej chatce nad brzegiem jeziora Rotoura. Ponieważ 
była kobietą starą, pozostawiono ją w samotnej chatce z solidnymi drzwiami i oknami. Ale 
dzień albo dwa po jej śmierci wczesnym rankiem, Te Wharewera z innymi kolegami; płynąc 
w canoe, blisko tej chaty, zobaczył postać na brzegu jeziora kiwającą na nich. To była słaba., 
zimna i umierająca z głodu ciotka, która powróciła do życia. Kiedy po jakimś czasie doszła do 
siebie, opowiedziała, co się z nią stało. Opuszczając swoje ciało, jej dusza poleciała w 
kierunku Północnego Przylądka i przybyła do ujścia Reigny. Tam, trzymając się gałęzi 
pełzającej rośliny "ake ake" zeszła do przepaści i znalazła się na piaszczystym brzegu rzeki. 

Oglądając się wokoło, spostrzegła w oddali ogromnego ptaka, wyższego niż człowiek, 
idącego do niej szybkimi krokami. To straszliwe ptaszysko tak ją przeraziło, że jej pierwszą 
myślą była spróbować powrócić po skalnych występach tej przepaści, ale widząc starego 
człowieka, płynącego w canoe w kierunku niej, pobiegła do niego uciekając jednocześnie 
przed ptakiem. Kiedy została bezpiecznie przewieziona na drugi brzeg, poprosiła starego 
Charona, aby powiedział, gdzie mieszkały dusze jej krewnych. Idąc ścieżką, którą jej stary 
człowiek wskazał spostrzegła zdumiona, że była to ścieżka, po której chodziła na Ziemi. 
Poznawała znajomy krajobraz wsi, drzewa, krzewy i rośliny. Poszła tam i wśród tłumu tam 
zebranego, spotkała swego ojca i wielu swych bliskich krewnych. Rodzina powitała ją 
lamentującym psalmem, którym zawsze tubylcy zwracają się do ludzi, spotykając ich po 
długiej nieobecności. 

Ale kiedy ojciec zapytał o żyjących krewnych, a specjalnie o jej własne dziecko, stwierdził, 
że musi wrócić na Ziemię, aby zaopiekować się jego wnukiem. Na jego rozkaz odmówiła 
więc dotknięcia pożywienia, które zmarli ofiarowywali jej i mimo prób zatrzymania jej, 
ojciec doprowadził ją szczęśliwie do łodzi, popłynął z nią i podzieliwszy, dał jej spod swego 
płaszcza, dwa ogromne słodkie ziemniaki do zasadzenia w swym kraju, aby były 
pożywieniem dla jego wnuka. Ale gdy znowu zaczęła się wdrapywać na ścianę przepaści, 
dwie ścigające ją dusze noworodków, zepchnęły ją z powrotem. 

Uciekając cisnęła w nie ziemniakami. 

Weszła pośpiesznie na skałę i za pomocą pnia "ake ake" doszła do Ziemi i odleciała tam, 
gdzie zostawiła swoje fizyczne ciało. 

Powróciwszy do życia, znalazła się w ciemności, a te przeżycia zdawały się być snem. 

Kiedy ranek zaświtał, słabe światło przenikające przez szpary zaryglowanego domu oświetliło 
kalabasę częściowo wypełnioną ochrą zmieszaną z wodą. Gorliwie wypiła tę wodę i gdy 
poczuła się trochę mocniejsza, spróbowała otworzyć drzwi i przyczołgać się nad brzeg 
jeziora, gdzie jej przyjaciele wkrótce ją znaleźli. 

Ci, którzy słuchali jej opowiadania, mocno wierzyli w rzeczywistość tych przygód, ale 
żałowali, że nie przyniosła z powrotem chociaż jednego z olbrzymich słodkich ziemniaków 
na świadectwo jej bytności w kraju duchów". 

Nie mogłem znaleźć książki pt. "Tradycje i Zabobony Nowozelandczyków" napisanej przez 
Edwarda Shortland'a, o streszczonej przez Tylor'a. 

background image

Jednakże nawet biorąc pod uwagę kulturowe różnice w wyrażaniu się, symbole i ewentualne 
przekręcania, co prawdopodobnie miała miejsce, kiedy opowiadanie przechodziło z ust do 
ust, poznaje się kilka wspólnych cech z przeżyciami u "progu śmierci". 

Kobieta, która "umarła", opuściła swoje ciało, przepłynęła- w canoe rzekę, spotkała się ze 
zmarłymi, swymi krewnymi i powiedziano jej, aby wróciła na Ziemię zaopiekować się swoim 
synem. 

Angielski pisarz Thomas De Quincey (1785-1859) miał również przeżycia u "progu śmierci". 
W książce pt. "Wyznania Angielskiego Palacza Opium"; opisuje swoje własne przeżycia w 
czasie palenia opium, nawyku, który był w owych czasach szeroko rozpowszechniony ze 
względu na łatwość nabycia opium i wolną, legalną sprzedaż tego narkotyku. Opisuje on 
powracające sceny z jego przeszłości, które przypomniały mu pewne opowiadanie jego 
krewnej, która jak twierdzili uczeni... była jego matką. 

W swoim pierwszym wydaniu tej książki w r. 1821 pisze on: 

"-  Pewnego razu jedna z moich bliskich krewnych opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem 
wpadła do wody i była bliska śmierci. W tej krytycznej sytuacji miała przez chwilę wizję 
swego całego życia widzianą jakby w zwierciadle. Obrazom tym towarzyszyła zdolność 
niezwykle jasnego i trafnego oceniania tej panoramy życia". W dalszym ciągu de Quincey 
pisze tak o tym wypadku zwracając uwagę na sceptycyzm niektórych czytelników. 

"-  Ta kobieta żyje jeszcze, chociaż jest bardzo stara i mogę powiedzieć, że życie jej było 
pozbawione grzechu i lekkomyślności, a obfitowało w prawdomówność i szczerość. Była 
nawet przesadnie skromna w niczym sobie nie pobłażając. Prowadzila życie niemalże 
ascetyczne. Gdy się to zdarzyło, mogła mieć ukończone dziewięć lat. Bawiła się na brzegu 
strumienia i wpadła do najgłębszej wody. Prawdopodobnie nikt nie wiedział, że została 
uratowana przez gospodarza, który przejeżdżał drogą. 

Lecz ona zeszła już w otchłań śmierci i poznała sekrety życia pozagrobowego tak, jak je 
kiedyś znał człowiek, któremu została dana obietnica powrotu w zaświaty. W pewnym 
stadium tego zejścia do krainy pośmiertnej, miała wrażenie, jakby w nią uderzył jakiś 
powiew, fosforyczny blask bił ją w oczy i natychmiast zdolność poznania całego swego życia 
powstała w jej mózgu. W mgnieniu oka każdy czyn jej przeszłego życia, ożył na nowo, stając 
w kolejności, nie jako sukces jej życia, ale jako część egzystencji. Może takie światło, które 
pokazało całą drogę jej życia, ze smutkami i radościami dzieciństwa oświetliło również 
przeznaczonego na apostoła, Pawła, w czasie jego drogi do Damaszku. Ale tamto Światło 
oślepiło na pewien czas Pawła, a to wypełniało cały umysł niebiańską wizją, tak że jej 
świadomość stała się w jednej chwili świadomością wszechwiedzącą tej nieskończonej 
panoramy życia". 

Opowieść ta została przyjęta sceptycznie przez kilku krytyków. Ale od tego czasu została 
potwierdzona przez przeżycia innych ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o sobie nawzajem. 
Zdumiewającym punktem jest jednak panorama wydarzeń, widzenie minionych wypadków 
życia przez wszystkich relacjonujących, co w znacznym stopniu dopomogło w uformowaniu 
epokowego odkrycia. Widzenie po śmierci klinicznej ma głębszy sens – pewność, że jest 
możliwość wskrzeszenia tego, co tak długo spało w napomnieniu. Każdy ślad tych przeżyć 
mówi nam o zerwaniu zasłony Wielkiej Tajemnicy Życia Pozagrobowego. Nagle, w 

background image

milczącym rozkazie, na sygnał wysłany z umysłu, zasłona ta uniosła się w górę i cała głębia 
Tajemnicy Życia poza życiem, została pokazana. 

Jest godne uwagi, że członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa i Apostołów (Mormoni) byli już 
w dawnych czasach pouczeni o przeżyciach u "progu śmierci" i te pouczenia krążyły wśród 
nich. Również jest interesujący fakt, że sławny psychiatra Carl Gustaw Jung miał przeżycie u 
"progu śmierci". które podaje w rozdziale zatytułowanym "Wizje" w książce pt. 
"Wspomnienia, Sny i Refleksje". Oscar Levis, współczesny antropolog napisał fascynujące 
dzieło: "Dzieci Sándhez'a" oparte na badaniu życia rodziny meksykańskiej. Jeden z członków 
rodziny, opowiedział mu o przeżyciu u "progu śmierci". 

W literaturze znajdują się podobne opisy. Choćby tylko te dwa: "Pożegnanie z bronią" 
Ernesta Hemingway'a, gdzie narrator opisuje jakich doznawał uczuć, będąc poza swym 
ciałem fizycznym w czasie śmierci klinicznej. Należy podkreślić, że powieść ta posiada wątki 
autobiograficzne. 

Również w książce Lwa Tołstoja pt. "Śmierć Iwana Iliicza" opisane są sceny śmierci 
tytułowego bohatera, który miał wrażenie że przebywa w ciasnej jaskini, gdzie widział jakby 
projekcję swego minionego życia zakończoną ukazaniem się jasnego światła. Wiele jest 
podobnych opisów. Zanim powstało pojęcie u "progu śmierci", dawno stan ten był znany 
ludziom. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

PYTANIA 

Po opublikowaniu "Życia po życiu" otrzymałem wiele pytań od czytelników tej książki: 
lekarzy, studentów i innych ludzi. Przypuszczam, że odpowiedzi na te pytania zainteresują 
wiele osób. 

Pytanie 1. Czy publiczne omawianie szczegółów tego zjawiska nie stanie na przeszkodzie w 
przyszłym naukowym zbadaniu tej dziedziny?  

To pytanie jest rzeczywiście trudne. Omawianie publiczne szczegółów tego zjawiska będzie 
miało wpływ nie tylko na opowiadanie nowych przeżyć, ale także stworzy możliwość osobom 
bez skrupułów fałszowania relacji z interesującej nas dziedziny, w celu przyciągnięcia uwagi, 
zdobycia popularności, czy osiągnięcia innych korzyści. Chociaż moje studium może 
skomplikować problem odłączenia plew od ziarna, twierdzę, że aby zjawisko zostało 
potraktowane naukowo, musi być najpierw ujawnione. Problem jest czy należy zatrzymać 
wiadomość o tym fenomenie, jako zawodową tajemnicę, a jeśli tak, czy zatrzymanie w 
tajemnicy tak wielkiego odkrycia nie wzbudzi całego szeregu zastrzeżeń i nie wprowadzi 
chaosu. Przez wiele lat pytano mnie najczęściej jeśli takie zjawiska są pospolitymi 
przeżyciami, dlaczego nie zostały szeroko publikowane? Teraz nadszedł czas, że doszliśmy 
do stwierdzenia "jeśli takie zjawiska są szeroko publikowane, to czemu się dziwić, że są one 
tak rozpowszechnione?". 

Pytanie 2. Dlaczego pan nie podaje nazwisk osób przesłuchiwanych w sprawie ich przeżyć 
"pozagrobowych"? Czy nie przyczyniłoby się to do większej wiarygodności? 

Nie podawanie nazwisk jest z mojej strony uprzejmością która ma szersze podłoże. Ludzie 
przychodzący do mnie, mają gwarancję, że nie zrobię użytku z ich nazwisk. W dalszym ciągu 
będę tak postępował i w ten sposób zbiorę znów wiele opowiadań, których ludzie nie mogliby 
podać, gdyby wiedzieli, że ujawnię ich nazwiska. Gdybym podał obraz osoby, jej nazwisko i 
adres, jak podaje się w artykule w gazecie, to czytanie książki mogłoby się stać nudne. Jednak 
i takie postępowanie nie przydałoby dziełu mojemu większej wiarygodności z naukowego 
punktu widzenia. Ostatecznie te zjawiska staną się bardziej realnymi, jeśli inni potwierdzą, że 
mieli również takie same przypadki. W mojej książce nie podałem żadnych wniosków, a tylko 
przepowiedziałem, że inni ludzie, którzy obserwują to "zjawisko " życzliwie i pilnie, będą 
mogli znaleźć przykłady doświadczeń u "progu śmierci" ujawniające stany, o których 
pisałem. 

Pytanie 3. Czy cała koncepcja życia po śmierci nie jest po prostu "pobożnym życzeniem"?  

Niektórzy mogliby dowodzić, że prawie wszyscy albo przynajmniej wielu z nas, chciałoby 
żyć po śmierci i nic nie powinno powstrzymywać badań nad tym, czy jest możliwe życie po 
śmierci. Takie argumenty zdarzają się w wielu stronach świata, ale mógłbym wykazać, że 
można przedstawić to winny sposób. Fakt, że gdzieś jest coś, czego prawie każdy z nas życzy 
sobie, nie przesądza sprawy, że to "coś" nie istnieje. 

Wiliam James powiedział, że odnosząc się z całym szacunkiem do spraw religijnych, które 
nie dopuszczają do empirycznych dowodów, że w religii nie znajdzie się innej niewiary, jak 
tylko tę powstałą z obawy, aby się nie pomylić i wiarę opartą na nadziei, że, ma się rację. 

background image

Pytanie 4. Czy może cale te przeżycia u "progu śmierci" są dlatego interesujące, że są 
dziwactwem? 

Wątpię w to. To zjawisko u ludzi z Zachodu przetrwało przez całą ich historię. Prawie 
wszyscy wielcy filozofowie zajmowali się przeżyciami pozagrobowymi, są one głównym 
tematem wielu pisarzy. i mają na nich wpływ. Po drugie szybki postęp w przywracaniu ludzi 
do życia gwarantuje, że coraz częściej w przyszłości będziemy spotykać się ze zjawiskami 
przeżyć "pozagrobowych". Wreszcie wielu lekarzy od swoich pacjentów na rekonwalescencji 
słyszy bolesną wymówkę: – "Czy mógłby ktoś odpowiedzieć mi dlaczego ja chcę umrzeć? – 
Nie zważając, czy ktoś wyobraża sobie przeżycia u "progu śmierci", jako dowód na 
nieśmiertelność, czy jedynie jako wynik wypadków fizjologicznych, sądzę, że jest korzystne, 
iż zaczynamy uchylać rąbka tajemnicy. 

Pytanie 5. Czy ludzie, z którymi pan rozmawiał, interesowali się okultyzmem przed lub po 
przeżyciach u "progu śmierci"? 

Rozmawiałem już z ponad trzystoma osobami, które znalazły się u "progu śmierci". Nie 
byłoby w tym nic dziwnego, gdyby w tej grupie znalazło się kilka osób, które interesowałyby 
się reinkarnacją, porozumiewaniem z duchami przez medium, astrologią i innymi sprawami 
okultystycznymi. Jednakże jest interesujące, że poza grupą moich pacjentów, tylko sześć, albo 
siedem osób oznajmiło, że interesowali się tymi sprawami przed lub po przeżyciach u "progu 
śmierci". Żadna z tych osób nie doniosła mi, że miała więcej niż jedno tajemnicze albo 
niezwykłe przeżycie w ciągu swego życia. W ogóle ludzie, z którymi rozmawiałem nie byli 
tymi, którym często zdarzały się "przeżycia pozagrobowe", albo którzy wykazywaliby 
większe zainteresowanie okultyzmem, , . ' 

Pytanie 6. Czy przeprowadził pan wywiad z jakimiś ateistami, którzy mieli takie przeżycia? 

Każdy, z kim rozmawiałem wyrósł w tradycjach żydowsko-chrześcijańskich. W tym pytaniu 
słowo "ateista" jest co najmniej częściowo 'terminem z góry przesądzającym, co do 
osobowości, uczuć i wiary. "Ateista" może być w niektórych wypadkach słownym 
zamaskowaniem uczuć osobistych,. które mogą być bardzo różne, może nawet głęboko 
religyne. Sądzę, że jest prawie niemożliwe określić stopień wiary w tych wypadkach, 
ponieważ każdy w naszym społeczeństwie jest pod wpływem pojęć religijnych. W związku z 
tym zawsze powstanie pytanie do jakiego stopnia, nawet podświadomie, jest on pod 
wpływem idei religijnej. Osoby; które przesłuchiwałem, twierdzące że przed ich przeżyciami 
"pozagrobowymi" nie mieli szczególnego nastawienia religijnego, konstatują, że po 
przeżyciach u "progu śmierci" przyjęli prawdę doktryn religijnych. 

Pytanie 7. Ile lat mają osoby przesłuchiwane przez pana? 

Rozmawiałem z wieloma dorosłymi, którzy opowiadali mi o swoich przeżyciach u "progu 
śmierci" jeszcze za czasów swego dzieciństwa. Relacje o najwcześniejszych przeżyciach 
pochodziły od osoby, która doświadczyła tego mając trzy lata. Rozmawiałem jednak z 
jednym dzieckiem, które powiedziało mi o swoim przeżyciu "pozagrobowym" i to 
przypadkowo. Miało to miejsce w klinice pediatrycznej wówczas, gdy pomagałem dziecku w 
kuracji. Najstarszą osobą był mężczyzna około 75 lat, który zgłosił się zaraz po swym 
przeżyciu u "progu śmierci". Powiedział mi o tym zaledwie dwa miesiące później. Sądzę, że 
wiek osób trochę przyczynia się do treści przeżycia. Oczywiście, myśli które przebiegają w 
umyśle dziecka w czasie kryzysu, są inne od tych, które zdarzają się dorosłym. 

background image

Pytanie 8. Czy wyniki z tych badań nie gloryfikują śmierci? 

Nie, absolutnie nie. Sądzę, że wszyscy wiemy o złych skutkach śmierci. Śmierć jest straszna 
na skutek separacji od tych, których kochaliśmy, jak również z powodu cierpienia przed 
śmiercią. Śmierć jest straszna, gdyż ludzie mogą umrzeć wcześniej zanim mogliby mieć 
szansę wykonania zadań, które chcieliby zrealizować w swym życiu.  

Pytanie 9. "Umarłem", zostałem przywrócony do życia i nie przypominam sobie nic z tego? 

Kilka osób wyraziło coś w rodzaju zmartwienia, a ja chciałem mieć szansę wyciągnąć z ich 
opowiadań pewne wnioski. Jak podkreśliłem w "Życiu po życiu" nie każdy, kto przeżył 
kliniczną śmierć, pamięta to, co przeżył. Rozmawiałem z wieloma osobami, które nie 
pamiętają nic. Nie potrafią wyjaśnić na czym polega to, że jedni pamiętają swe przeżycia 
podczas śmierci klinicznej, a drudzy nie. Czy mato podłoże w ich nastawieniu religijnym 
osobowości, okolicznościach, przyczynie ich śmierci, czy też zależy od czegoś innego...? 

Można zastanawiać się, czy pewna grupa ludzi, którzy nie przypominają sobie nic, nie 
mogłaby być tak wstrząśnięta "przeżyciem pozagrobowym", że podświadomość zmuszała 
świadomość do zapomnienia. 

Aby uniknąć pomyłek, chcę oprzeć się na liście przypadków już ustalonych, aby podać 
dokładny model do czego musi być podobne przeżycie u "progu śmierci": Ogromna skala 
przeżyć dana jest osobom, które doznały jednego lub dwóch wypadków "przeżyć 
pozagrobowych". Spodziewam się, że lista, którą zebrałem będzie poprawiona i 
usystematyzowana. .Jest ona prostym teoretycznym modelem i powinno się unikać czynienia 
z przeżyć u "progu śmierci" idealnie ustalonego modelu. 

Pytanie 10. Pan powiedział, że nie każdy, kto przechodzi przez śmierć kliniczną ma 
przeżycia? Jaka jest ilość takich przypadków? 

Rodzaj studiów, które przeprowadziłem nie dał mi podstawy do zrobienia takiego obliczenia. 
Mój model wypadków opiera się na relacjach tych, którzy mieli takie przeżycia. Dzięki temu, 
że nakreśliłem taki właśnie model przeżyć, ci którzy ich doznali, mogli mi więcej 
opowiedzieć, niż ci, którzy przeszli przez śmierć kliniczną i nic nie pamiętają. Podobne 
pytania często stawiano o indywidualnych wypadkach przeżyć u "progu śmierci". Ludzie 
pytają na przykład, jaki procent osób relacjonuje mi o "przejściu przez tunel" albo o widzeniu 
"Światła" itd. Nie próbowałem prowadzić statystyki. 

Po pierwsze nie można być pewnym, że brak relacji jest równoznaczny z brakiem tego 
rodzaju przeżycia (tunel, światło itp.). Może to być spowodowane zapomnieniem lub inną 
przyczyną. Po drugie – nie trudziłem się obliczeniami ze względu na obawę przed pseudo-
naukowymi liczbami. Może lepiej by było, abym obie moje książki wzbogacił graficznymi 
wykresami pokazującymi takie liczby i procenty. Chociaż mój wzór przypadków nie jest ad 
hoc zbieranym materiałem nie był również gromadzony według pewnych sprawdzianów, 
więc takie rysunki i wykresy nie miałyby naukowego potwierdzenia. 

Spróbuję dać bardziej szczegółową odpowiedź na to pytanie w załączniku do tej książki. 
Następne 250 przypadków walki o życie mogłoby być na przykład przebadanych przy 
pomocy aparatury kardiologicznej i sztucznego oddychania. Oczywiście w określonym 
szpitalu i w określonych kontrolowanych warunkach, aby można było podać test 

background image

eksperymentalnej hipotezy. Pomimo braku statystycznej ewidencji, sądzę, że przeżycia u 
"progu śmierci" takiego rodzaju, jaki opisałem, są częste u osób, które zostały przywrócone 
do życia po śmierci klinicznej. 

Jestem pewny, że badacz, który zainteresuje się tym problemem stwierdzi, że znalazł 
obszerny materiał dowodowy. 

Pytanie 11. Czy pan pytał kiedyś o przeżycia u "progu śmierci" osobę wprowadzoną w stan 
hipnozy? 

Myślałem, o tym, że za zgodą pacjentów metoda ta byłaby niezwykle przydatna. Poczyniłem 
nawet w tym kierunku przygotowania z doświadczonym lekarzem-hipnotyzerem. Jednak 
doszliśmy do wnioski, że cofnięcie któregoś z pacjentów do momentu jego klinicznej śmierci, 
mogłoby być dla niego bardzo niebezpieczne. Umysł w podświadomości przyjmuje bardzo 
dokładnie sugestie hipnotyzera. 

W dodatku hipnoza może mieć wpływ na psychikę człowieka i funkcje organizmu. 

Faktem jest, że może powstać bąbel na skórze zahipnotyzowanego człowieka jedynie na 
skutek sugestii. Biorąc to pod uwagę, sądziliśmy, że osoba posłuszna w hipnozie, mając w 
swym umyśle nakaz powrotu do momentu klinicznej śmierci, mogłaby istotnie przejść przez 
wszystkie wydarzenia tego zgonu. Wobec tego nie próbowaliśmy nigdy tego eksperymentu. 
Ale ostatnio dowiedziałem się o doświadczeniu tego rodzaju, podczas którego naprawdę 
pacjent dostał zapaści serca i zmarł. 

Pytanie 12. Czy powinno się mówić pacjentom o takich badaniach? 

Pytało mnie o to kilku lekarzy. Nigdy nie potrafiłem dać odpowiedzi na to pytanie choć 
miałem wielu pacjentów. Bowiem taka wiadomość zaniepokoiłaby ludzi wierzących, z 
których jedni twierdzą, że życie po śmierci jest bardzo bogate w wydarzenia, drudzy 
natomiast, że nie obfituje w żadne. 

Argumentować by można, że wobec tego nie należy mówić pacjentom ó takich przeżyciach, 
ponieważ to tylko wprowadziłoby niepokój u chorych. A szczególnie u tych pacjentów, 
którzy już sobie wytłumaczyli, co to jest śmierć. 

Z drugiej strony słyszałem, że niektórym osobom powinno się o tym powiedzieć. Jeśli te 
raporty nie są prawdziwe i nie ma żadnego życia po śmierci, to wobec tego nie zrobią nikomu 
krzywdy. Ale jeśli są prawdziwe, to ludzie byliby bardziej przygotowani do tego, co ich czeka 
TAM. 

Możliwe, że "Tybetańska księga śmierci" została napisana w tym celu. Ukrywana jest w niej 
sugestia, że powinna być czytana ludziom w godzinie śmierci, aby umierający człowiek _ był 
mniej zaskoczony stanami, które przeżyje. Sądzę, że ostatnia odpowiedź na to pytanie zależy 
od osób, które znalazły się u "progu śmierci". Lekarze musieliby polegać na swoich 
klinicznych obserwacjach i znajomości swych pacjentów. W każdym razie to pytanie może 
być wkrótce szeroko dyskutowane ze względu na coraz większą popularność tego 
zagadnienia. Jedna z lekarek pediatrów przypuszcza, że ludzie, którzy mieli przeżycia 
"pozagrobowe" opowiadają o nich innym chorym, co spotyka się z wielkim zainteresowaniem 
słuchaczy. 

background image

Pytanie 13. Jak się powinno zareagować, jeśli ktoś znajomy, albo pacjent bez proszenia go 0 
to, opowiada o takim przeżyciu "pozagrobowym"? 

To pytanie dotyczy mnie osobiście. Otóż dziwne, ale nigdy nie przeprowadziłem wywiadu z 
pacjentem, którego uratowałem od śmierci klinicznej. W ciągu mych studiów medycznych, 
miałem dwóch pacjentów, którzy sami spontanicznie opisali mi swoje przeżycia u "progu 
śmierci": W obydwóch tych wypadkach, przeżycia tych osób miały miejsce o jakiś miesiąc 
wcześniej i w żadnym z tych wypadków nie pytałem pacjenta o nic, co byłoby związane z 
tym tematem. Oni po prostu opowiedzieli mi o tych przeżyciach podczas zwykłej rozmowy, 
jaka przeważnie toczy się między lekarzem a pacjentem. 

Te dwa opowiadania potwierdziły moje przypuszczenia, że dla jakiejś przyczyny lekarze 
dotychczas nie zwracali większej uwagi na to zjawisko, a może po prostu nie słuchali tego, co 
im pacjenci mówili. Jeden z tych pacjentów był starszym mężczyzną z jakąś chorobą skórną, 
a drugi był opóźnionym w rozwoju 12-letnim chłopcem, który miał od urodzenia chorobę 
związaną z gruczołem wydzielania wewnętrznego. Żaden z nich nie wiedział, że zajmuję się 
badaniem przeżyć ludzi u "progu śmierci". 

Byłem zaskoczony nieoczekiwanym wyjawieniem przez nich ich tajemnic. Rzucałem tylko 
luźne uwagi w rodzaju"To interesujące" w celu podtrzymania kontaktu i nie starałem się 
nakłaniać ich do mówienia dalej. Przypuszczam, że ci pacjenci potrzebowali wtedy pomocy, 
ale klinika nie była odpowiednim miejscem do kontynuowania tej rozmowy. 

Nie dałem poznać żadnemu z tych pacjentów, że słyszałem już przed tym o takich 
przeżyciach "pozagrobowych". Gdy cofam się myślą wstecz, to mam poczucie winy, że nie 
podzieliłem się z nimi moimi wiadomościami o przeżyciach u "progu śmierci". Może słysząc, 
że takie przeżycia zdarzały się również innym, podniosło to by ich na duchu. 

Sądzę, że wszystko to zależy od poszczególnych osób, które miały takie przeżycia i można 
było to podać im w następującym stwierdzeniu: "Takie przeżycia zdarzają się i wiele osób o 
tym donosi, chociaż z punktu widzenia medycyny i nauki nie można stwierdzić, co one 
przedstawiają. Niemniej miały one Wielkie znaczenie dla was samych. I w końcu takie 
przeżycie jest zrozumiałe tylko wam i ono ma wpływ na wasze życie. Możecie poszerzyć 
wiedzę na ten temat sięgając do wielkich religijnych zapisów, rozmawiając z innymi ludźmi, 
którzy znają te zagadnienia z autopsji, albo z tymi którzy badają te sprawy". 

Pytanie 14. Czy wiedza o takich przeżyciach ma wpływ na leczenie umierającego pacjenta? 

To jest bardzo skomplikowane zagadnienie. Jedna rzecz, która mi się zdarzyła nauczyła mnie, 
że powinno się być bardzo ostrożnym w tym, co się mówi podczas ratowania kogoś z 
klinicznej śmierci. Nawet gdy wydaje się, że nie ma ratunku dla pacjenta. Wielu lekarzy było 
zaskoczonych kiedy pacjenci wróciwszy do życia, przytoczyli im ich własne uwagi. Znam 
jednego lekarza, który w swej praktyce miał do czynienia z wieloma pacjentami, chorymi na 
różne choroby. Wiedział o wielu przeżyciach, które opisałem, jeszcze przed przeczytaniem 
moich rozpraw. Stosował on metodę pozostawania z pacjentami przez chwilę po ich śmierci 
klinicznej i mówienia do nich. A przecież, wierzył, że przeżycia po śmierci klinicznej nie są 
niczym więcej, niż fizjologicznymi procesami, które zachodzą w mózgu przez chwilę po tym, 
gdy serce przestało bić. 

background image

Pytanie 15. Jakie znaczenie mają studia nad zjawiskiem przeżyć u "progu śmierci" dla 
etycznego problemu sztucznego podtrzymania życia, nawet gdy funkcje mózgu nieodwołalnie 
ustały? 

Znaczenie tych studiów może być bardzo ważne w przypadkach, gdy życie jest 
podtrzymywane sztucznie. Jednak stan badań w tej dziedzinie jest jeszcze tak znikomy, że 
żadne wnioski nie mogą być wyciągane. Nawet, jeśli zjawisko przeżyć "pozagrobowych" 
będzie rozpatrywane jako fakt naukowo stwierdzony i nie będzie już dziedziną anegdoty i 
spekulacji, to wciąż będzie istniał etyczny dylemat. Ze względu na szczególne problemy 
dotyczące tak zwanego "zabicia z litości", moim zdaniem będzie on bardziej dogmatyczny." 

Jestem przeciwny eutanazji ze względów etycznych i nie polecałbym tego pod żadnymi 
warunkami. 

Pytanie 16. Jestem członkiem zespołu medycznego Pogotowia Ratunkowego i często zdarza 
mi się, że muszę przywracać do życia ludzi pozornie już martwych. Mam więc kłopot z 
dowiedzeniem się od nich; co się dzieje, dlaczego są tak oburzeni, gdy czyni się wysiłki w 
celu przywrócenia ich do życia. Czy brać ` udział emocjonalny w ich przeżyciach? 

Słyszałem relacje i od lekarzy i od pacjentów o takich wydarzeniach. Jednak niechęć 
pacjentów do powrotu do życia była chwilowa. Mogli oburzać się na wysiłki lekarzy, gdy 
trzeba było ich ratować, ale po upływie kilku godzin, dni czy tygodni, ich zachowanie 
zmieniało się, Ogólnie mówiąc stają się wdzięczni, że dano im "powtórną szansę'' życia. 

Pytanie 17. Niektórzy z pana pacjentów mówili, że doszli do przekonania, że umiejętność 
miłowania innych i poszerzania wiedzy, były najważniejszymi celami w ich życiu. Czy 
mógłby pan szerzej omówić ten rodzaj miłości i wiedzy? 

Obydwa te słowa "miłość" i "wiedza" są w języku angielskim bardzo niejasnymi słowami. 
Greckie słowa, jak "philos", "eros" i "agape", mimo że wyrażają one bardzo różne pojęcia, 
mogłyby być wszystkie przetłumaczone w języku angielskim, jako "love". Sądzę z tonu osób, 
które składają raporty o swych przeżyciach "pozagrobowych", że ten rodzaj miłości, który oni 
zachowali we wspomnieniach, jest prawdopodobnie bliższy pojęciu "agapé" (zrozumienie). 
Może być ono scharakteryzomane jako "nadmiar", spontaniczny nieumotywowany niczym 
rodzaj miłości, który jest okazywany innym niezależnie od ich błędów. Podobnie słowa 
greckie "epistemé" i "techné" znowu o bardzo różnych znaczeniach mogą być przetłumaczone 
jako "wiedza". "Techné" jest zastosowane w języku angielskim w pokrewnym słowie 
"technology" (technologia) i w "technique" (technika) i częściowo wyjaśnia zastosowanie tej 
"wiedzy" w praktycznym działaniu. "Epistemé ma związek bardziej z teoretycznymi i 
naocznymi rodzajami wiedzy. Wrażenie, jakie odniosłem przy wywiadach o przeżyciu u 
"progu śmierci" jest takie, że ten rodzaj "wiedzy" jest świadomością w jaki sposób można 
używać teoretycznych i praktycznie dających się przetwarzać rzeczy. Ale na przykład, nikt 
nie wrócił do życia z namiętnym życzeniem nauczenia się jeździć na rowerze mimo, że w 
angielskim języku "knowing" = "poznanie" = "nauczenie się" stosuje się do "knowing how to 
ride a bicycle" = "uczyć się, jak jeździć na rowerze". Ostatnio ludzie, którzy mieli przeżycia 
po śmierci klinicznej, prosili mnie o wyjaśnienie jaki to rodzaj miłości czy wiedzy jest tak 
ważny. Pewien czterdziestoletni pacjent miał ciężki wypadek samochodowy. Zabrano go do 
szpitala, gdzie stwierdzono, że stan był beznadziejny, ale przywrócono go do życia. W 
wywiadzie w miesiąc później powiedział tak: 

background image

"– O miłości... Światło zapytało mnie o miłość. Czy wiem coś na temat miłości?... To, o co 
mnie pytało stało się jasne potem, dla jak trudno było wytłumaczyć Mu to. Ono chciało, 
żebym zrozumiał, że "tam" jest rodzaj Miłości, która nie ma nic wspólnego z miłością ludzi tu 
na Ziemi. Czy mógłbym pokochać ludzi, niezależnie czy byli oni dobrzy, czy też źli, pełni 
wad i błędów? 

...Pytało mnie o to, czy znam taką Miłość?... O wiedzy... Wiedzę, którą zdobyłem. Jaki to był 
rodzaj wiedzy? 

Ach, jak trudno mówić o tym. Jest Wszechwiedza oparli na kosmicznej świadomości 
początku i końca i przyczyn wszystkich rzeczy, oparta na tym, co stanowi cały Kosmos... i na 
świadomości tego, co jest ważniejsze ponad wszystko; co jest ważniejsze od Kosmosu". 

– Przykłady poniższe pochodzą z przesłuchania 30 kilkuletniej gospodyni domowej, która 
miała komplikacje pooperacyjne a także zawały serca. 

"– O miłości... On. Istota ze Światła, pokazała mi wszystko czego dokonałam w życiu, a 
potem zapytała mnie, czy jestem zadowolona ze swego życia... Interesowała się moją 
miłością. Tak. Miłością... I zaznaczyła, jaki to rodzaj miłości. Oto, żebym się zatroszczyła; 
czy sąsiadka ma co jeść i ma w co się ubrać i żebym jej pomogła, jeśli ona tego potrzebuje. O 
wiedzy... Rodzaj tej wiedzy jest specyficzny, to głębsza wiedza, mogłabym rzec, że to jest 
tak, jakbym spowiadała się przed własną duszą, przed własnym zrozumieniem moich 
błędów". 

Jasne więc, że Miłość była celem ukazania panoramy życia tych dwojga ludzi, z którymi 
rozmawiałem. 

Natomiast "wiedza" była wymieniona przez Istotę ze Światła, często jako dodatkowy cel. 
Istota ze Światła zaznaczała, że nauka nie zatrzymuje się po śmierci ludzi, ale w dalszym 
ciągu trwa. Zapamiętanie rozmowy z Istotą że Światła jest trudne, gdyż jak mówią 
przesłuchiwani, są przytłoczeni wrażeniem całego przeżycia i musieliby posiadać zdolność 
"nieziemską", aby to wszystko wyjaśnić. Słowa, których mogą użyć nie są w stanie wyjaśnić 
niczego. W rzeczywistości rzeczy, które tam zachodzą nie dadzą się zamknąć w słowach. 

Istnieje inne słowo greckie "Sophia", które również może mieć związek z "wiedzą". "Sophia" 
w języku angielskim może być przetłumaczona jako "wisdom" = "mądrość" i dokładnie 
odpowiada znaczeniu wyżej przytoczonego greckiego słowa. "Sophia" i "wisdom" = 
"mądrość" mają ten sam "wymiar" jeśli można tak określić i jednakowy element nasilenia 
wiedzy. Mądry człowiek nie tylko posiada wiedzę, ale może tę wiedzę używać w moralnie 
odpowiedni sposób. I dlatego tyle jest przykładów moralnych aspektów nagromadzonych 
przy określeniu "Wiedza". 

Pytanie 18. Czy podobne przeżycia "pozagrobowe" jakie pan opisywał mają ludzie, którzy 
nie ulegli śmierci klinicznej, ani nie zetknęli się ze śmiercią? 

Tak, oczywiście, że mają. Wiele osób opowiedziało mi o przeżyciach wyjścia z ciała 
fizycznego, które nastąpiło nagle. Osoby przeżywające to, nie były "umarłe", ani nawet nie 
były chore, ani nie były w niebezpieczeństwie. Co więcej, w wielu wypadkach te przeżycia 
nie były w jakiś sposób obmyślone. Nastąpiły ku kompletnemu zdziwieniu tych ludzi. 

background image

Przeżycia u "progu śmierci" są podobne pod wieloma względami do mistycyzmu i wizji na tle 
religijnym, opisywanych przez wielkich proroków w przeszłości. Wiele takich historii można 
byłoby zacytować. Jednak nie szukałem takich opowiadań, ani nie interesowałem się takimi 
raportami, bowiem miałem aż zbyt dużą ilość materiału, zmuszającą mnie do 
skoncentrowania się na raportach zaistniałych u "progu śmierci". 

Skoro jednak zapytano mnie o te podobieństwa to mógłbym przypomnieć sobie o wielu tego 
rodzaju. Na przykład weźmy taką hipotezę, że jest rzeczywiście życie po śmierci. Jeśli tak 
jest, to musi być jakiś "mechanizm" może fizyczny, może duchowy, lub taki i taki razem, 
który uwalnia "psyche – duszę" lub coś, jakimkolwiek mianem to nazwalibyśmy – z ciała 
fizycznego, po śmierci. Obecnie nie możemy stwierdzić, że ten nasz "cielesny mechanizm" 
zawsze działa dobrze. Narządy naszego ciała czasami źle funkcjonują i nasza świadomość, 
postrzeganie lub myśli mogą prowadzić nas na manowce. 

Analogicznie nie mamy żadnej podstawy do twierdzenia, że ten hipotetyczny "mechanizm" w 
celu uwolnienia duszy z ciała zawsze będzie działał doskonale. Może to nie tylko zależy od 
rodzaju sytuacji, stresów itp., może on zacząć działać przedwcześnie?... Gdyby to wszystko 
było prawdą, mogłoby to wytłumaczyć podobieństwo między przeżyciami u "progu śmierci" 
a innymi rodzajami, takimi jak przeżycie wyjścia z ciała fizycznego. To mogłoby także 
wyjaśnić fakt, że zjawisko zarejestrowane przez tych, którzy znaleźli się w sytuacji grożącej 
życiu, może być identyczne z przeżyciami tych, którzy są przywróceni do życia po śmierci 
klinicznej. 

Pytanie 19. – Powiedział pan, że mistyczne wizje są podobne pod wieloma względami do 
przeżyć u "progu śmierci". Jakie są to podobieństwa? 

Obecnie wielu ludzi traktuje "mistycyzm", jako synonim "Wschodniego mistycyzmu". Jest 
jednak długa i różna droga tradycji mistycznych wizji Zachodu, św. Augustyna, św. 
Franciszka z Asyżu, Teresy z Avili, Mistrza Eckhardt'a czy Jana z Arc. Wszyscy oni mogliby 
być nazwani mistykami. W swej sławnej pracy pt. "Różnorodność przeżyć religijnych" – 
William James podaje następujący opis cech mistycznych wizji: 

1 – Niewysłowioność 

Najbardziej pospolite znaki, według których klasyfikuję stan umysłu, jako mistyczny – są 
negatywne: Cechy właściwą mistycyzmowi jest niemożność wyrażenia go w słowach, a więc 
tym samym żaden raport nie może oddać mistycznych przeżyć. 

2 – Niepospolita cecha 

Stany mistyczne dla tych, którzy je przeżywają, są jakby stanami wszechwiedzy. To stany, 
kiedy można wejrzeć w głąb Prawdy Nadprzyrodzonej dzięki dyskursywnemu, opartemu na 
logicznym rozumowaniu umysłowi. Te dwie cechy podkreślają, że dany stan można nazwać 
mistycznym, używając tylko takiego słowa. Dwie inne mniej charakterystyczne cechy należy 
również wymienić: 

3 – Przelotność = Efemeryczność 

Stany mistyczne nie trwają długo. W rzadkich jedynie wypadkach – pół godziny, godzinę lub 
dwie. 

background image

4 – Bierność = Bezwolność = Nieaktywność 

Chociaż nadejście stanów mistycznych może być wywołane specyficznymi działaniami, jak 
np. skupieniem uwagi albo przez ćwiczenia cielesne lub w inny sposób, który opisują 
podręczniki mistycyzmu, jednakże kiedy charakterystyczny stan świadomości wystąpi, 
mistyk odczuwa jakby jego własna wola była zawieszona i jakby przechwycona i trzymana 
przez Wyższą Moc. Ta właściwość poddawania się Mocy Nadprzyrodzonej, nadaje stanom 
mistycznym cechy wynikające z całkiem innej osobowości lub jakiś innych dodatkowych 
zdolności: owe prorocze słowa, twórcze dzieła lub transy medialne. Później można nie 
przypominać sobie nic z tego stanu i może on potem nie mieć żadnego wpływu na 
wewnętrzne życie człowieka, jakby wydarzenie to miało miejsce w przerwie życia. 

Stany mistyczne nigdy nie są całkowicie przejściowe. Pozostaje jakieś wspomnienie tego 
przeżycia i głębokie przekonanie o jego ważności. Stany mistyczne wpływają dodatnio na 
wewnętrzne życie człowieka. 

Zdecydowane sklasyfikowanie stanów mistycznych jest bardzo trudne, gdyż występują w 
różnym stopniu i pomieszaniu. Inni wskazali dodatkowe cechy tego stanu. 

Przykłady mówią o zjawisku zmiany poczucia Czasu i Przestrzeni i wpływu wizji na 
osobowość i przyszłe życie człowieka. 

Wszystkie te przytoczenia można oczywiście porównać do przeżyć u "progu śmierci". Ale są 
inne bardzo pospolite cechy przeżyć u "progu śmierci", których nie spotyka się w przeżyciach 
wielkich mistyków. Przykładem takim jest panoramiczny przegląd całego życia człowieka. 

Pytanie 20. Czy ludzie mówią, że Czas zmienił się w trakcie ich przeżyć u "progu śmierci"? 

Stale są raporty o tym, że podczas przeżyć ludzi u "progu śmierci" czas się zmienił. Np. u 
pewnej kobiety, która podczas klinicznej śmierci znalazła się "Gdzieś". Kiedy zapytałem, jak 
długo to trwało, rzekła mi: 

– Można by powiedzieć, że minutę lub że tysiące lat. Nie byłoby w tym żadnej różnicy. 

Mężczyzna, który na skutek eksplozji znalazł się w ogniu miał wrażenie, że wypłynął ze 
swego ciała i widział innych, gdy biegli mu na ratunek. Twierdził, że w jednej chwili jego 
fizyczne otoczenie zniknęło całkowicie, a obrazy jego życia stanęły przed nim i rozmyślał nad 
tym, co uczynił w życiu w obecności Chrystusa. Kiedy zapytałem go jak długo trwał ten 
"pokaz", rzekł, że gdyby chciał określić czas w ziemskich określeniach, to musiałby 
powiedzieć, że godzinę, albo mniej. Ale kiedy powiedziano mu, że musi wracać na Ziemię 
zobaczył znowu swoje ziemskie otoczenie. Osoby biegnące mu na pomoc, zdawały się być 
zamrożone w tych samych pozycjach, gdy oglądał pokaz swego całego życia. Kiedy wrócił do 
swego ciała fizycznego, akcja znowu ożyła. 

Te i inne przykłady ilustrują jakie słowa są używane podczas przeżyć u "progu śmierci". Czas 
ten nie jest podobny do czasu ziemskiego. Ktoś mógłby wskazać na podobieństwo 
mistycznych wizji do pewnych cech wizji u "progu śmierci". 

Pytanie 21. Czy ludzie, którzy opuszczają swoje ciało fizyczne podczas śmierci klinicznej, 
odczuwają ból? 

background image

Wiele osób opowiadało mi, że podczas gdy opuszczali swe ciało fizyczne na skutek śmierci 
fizycznej, nie odczuwali żadnego bólu, nawet jeśli przedtem im towarzyszył. Niektórzy 
donieśli mi o swoim zdumieniu na widok lekarzy i personelu szpitalnego uciskających im 
pierś albo wbijających im igły w celu zrobienia zastrzyków itp. Jednak gdy wyszli ze swego 
ciała fizycznego, to nie odczuwali w ogóle żadnego bólu spowodowanego tymi czynnościami. 
Ludzie opowiadali mi również, że kiedy znów wrócili do swych ciał fizycznych po 
odratowaniu ich ze śmierci klinicznej, to natychmiast odczuwali ból. 

Pytanie 22. Wspomniał pan o przypadkach przeżyć u "progu śmierci" po długotrwałym 
"zgonie". Jak to jest możliwe, żeby ci ludzie byli wróceni do życia bez uszkodzenia mózgu? 

Kilka faktów mogłoby być tutaj przedstawionych. Przede wszystkim, podczas procedury 
przywracania człowieka do życia, mózg jest zasilany krwią, która wraz z tlenem i środkami 
odżywczymi, opływa organizm. Dzieje się to na skutek masażu serca w celu utrzymania 
krwioobiegu, nawet gdy serce przestaje bić. Po drugie warunki takie, jak różnice temperatur, 
powstrzymują uszkodzenie mózgu. Mózg człowieka którego temperatura wynosi 105°F przed 
śmiercią, mógłby być zniszczony szybciej, niż mózg człowieka o obniżonej temperaturze 
ciała. Co prawda podczas takich operacji, jak chirurgiczne otwarcie serca, serce zostaje 
zatrzymane na długi okres czasu i nie zasila mózgu, a jednak nie towarzyszy temu jego 
uszkodzenie. Jest to możliwe dzięki aparaturze dotleniającej, ogrzewającej i wymuszającej 
obieg krwi w ciele pacjenta poddanego operacji. A zatem, chociaż wiele się słyszy, że po. 
pięciu minutach bez tlenu, wskrzeszenie człowieka bez uszkodzenia mózgu jest niemożliwe, 
to jednak jest to uproszczona definicja. Wszystkie rodzaje czynników muszą być brane w 
rachubę z uwagi na skomplikowane okoliczności przy przywracaniu człowieka do życia., 
Istotnie ciężkie uszkodzenie mózgu nie było zanotowane wśród moich pacjentów, którzy 
powrócili do życia po zawale serca. 

Pytanie 23. Pan powiedział, że przeżycia u "progu śmierci" stają się coraz popularniejsze w 
ostatnich latach, dzięki rozwojowi techniki pomagającej w przywracaniu człowieka do życia. 
Czy zdarzały się wskrzeszenia ludzi, zanim poznano nowoczesną medycynę? 

Samo wskrzeszenie, w tej lub innej formie, jest dawno znane. Fenickie medyczne tabliczki 
sprzed tysięcy lat podają wskrzeszenie za pomocą oddechu usta usta. Również znajdujemy w 
Biblii w II Księdze Królów 4 : 18-37 następujące opowiadanie: 

"A kiedy dziecko urosło, ono upadło w dniu, gdy poszło do swego ojca, do żniwiarzy i 
powiedziało do ojca. 

– "Moja głowa, moja głowa!" – A on rzekł do chłopca obok, aby zaniósł syna do matki. A 
gdy młodzieniec go wziął i zaniósł do matki, dziecko siedziało na jej kolanach aż do południa, 
a potem umarło. A ona powstała i położyła go na łóżku "męża Bożego" i zamknęła drzwi i 
odeszła... 

...Ruszyła i przybyła do "męża Bożego" (Elizeusza) na górę Karmel... Wstał więc i poszedł z 
nią... Elizeusz wszedł do domu... zamknął drzwi... i modlił się do Jahwe. Podszedł i położył 
się na chłopcu. Przyłożył swoje usta do jego ust, swoje oczy do jego oczu, swoje dłonie do 
jego dłoni... Ciało chłopca się rozgrzało... Zaczął chodzić po domu to w tę to w tamtą stronę... 
podszedł i znów położył się na nim: Chłopiec kichnął aż siedem razy i otworzył oczy... A 
kiedy matka dziecka przyszła on rzekł: – Weź syna swego! – Więc ona weszła i padła na 
kolana i pokłoniła się nisko do ziemi, a potem wzięła swego syna i wyszła". 

background image

Podobne, ale bardziej szczegółowe opowiadanie jest w I Księdze Królów 17. Ciekawy też jest 
szczegół zacytowany z rozdziału z II Księgi Królów, że chłopiec kichnął po przywróceniu go 
do życia. Jest takie ludowe wierzenie i to u wielu ludzi, że kichnięcie jest oznaką, że dusza 
powróciła do ciała, które opuściła na krótki okres czasu. Ten skądinąd zagadkowy mały 
szczegół jest prawdopodobnie odbiciem tej wiary. 

W śród wielu znanych sposobów przywrócenia do życia ludzi, używanych w dawnych 
czasach, było przykładanie gorących okładów do brzucha ofiary. Inny sposób to biczowanie, 
ból zadawany umierającej osobie przez chłostanie jej pokrzywami, w nadziei przywrócenia 
jej do życia. Niewątpliwie inne metody były również używane, ale dużego kroku w 
medycynie średniowiecza dokonał lekarz Paracelsus, żyjący w latach 1493-1541. 

Zastosował on procedurę wskrzeszania ludzi istotnie, zmarłych lub znajdujących się u "progu 
śmierci" przez wtłaczanie powietrza do ich płuc za pomocą zwykłych miechów, używanych 
w kominkach. 

Vesalius (1514-1564) inny wybitny lekarz owych czasów, także używał miechów do 
wskrzeszania "umarłych" i robił doświadczenia ze sztucznym oddychaniem. Metoda 
używania miechów przyjęła się na przestrzeni wieków w Europie. Wiele innych technik, 
włącznie z przetaczaniem topielców przez beczkę i kładzeniem osoby zmarłej na grzbiet 
konia, pędzącego kłusem, było stosowane przez wiele wieków i w różnych krajach. 

Metoda pobudzania serca za pomocą zastrzyków adrenaliny została wprowadzona przez 
Wintem dopiero w roku 1905. 

Techniki wskrzeszania mają długą historię nie tylko na Zachodzie i w krajach Judeo-
chrześcijańskich, ale także w krajach o prymitywnej kulturze. Na przykład niektórzy Indianie 
z Północnej Ameryki używali metody w której dym, zawarty w podobnej do instrumentu do 
grania syryndze, był wpychany zmarłej osobie przez kiszkę stolcową. Mimo, że ta metoda 
wygląda na niewiarygodną, jednak przypuszczalnie była przez jakiś czas używana z 
powodzeniem w amerykańskich koloniach i została wprowadzona w Wielkiej Brytanii pod 
koniec XVIII wieku. 

Wyżej wymienione metody były znane i stosowane w każdym kraju. Zastanawiam się, czy 
występowanie przeżyć u "progu śmierci" częściowo nie mogłoby tłumaczyć pewnego bardzo 
starego i szeroko rozpowszechnionego poglądu o pewnych chorobach. Na całym świecie 
wiele ludzi wierzyło, że pewne choroby były spowodowane opuszczeniem ciała przez duszę. 
Gdzie taka wiara została przyjęta, leczenie postępowało w kierunku, aby perswazją i 
zmuszaniem pacjenta wrócić duszę jego ciału. 

Można wskazać na inne tego rodzaju wierzenia, na przykład wśród mieszkańców środkowej 
części Celebes, wyspy Wschodniej Indonezji. Wierzą tam, że dusza może opuścić ciało, kiedy 
osoba jest nagle i nieoczekiwanie czymś przerażona. Prawdopodobnie wierzenia te 
przychodziły stopniowo, jak stopniowo przychodzą wieści o doświadczeniach u "progu 
śmierci", takie, jak te Q których się dowiedziałem. 

Pytanie 24. Czy stwierdził pan przychylne ustosunkowanie się lekarzy do tego zjawiska? 

Tak jak w przypadku z duchownymi, i lekarze stanowią ogromnie różnorodne ugrupowanie. 
Składają się z osobników o różnych podłożach warunków, interesów i osobowości, toteż 

background image

odpowiedzi ich będą również się różnić. Niemniej można ich podzielić na cztery kategorie, 
które ułatwią zadanie zaszeregowania. Pierwsza grupa składa się z lekarzy, którzy sami mieli 
przeżycia u "progu śmierci". Ich stosunek do "przeżyć" jest taki sam, jak innych ludzi, którzy 
mieli takie przeżycia. 

Relacje jakie usłyszałem od dwóch lekarzy nie były oparte na naukowym, medycznym 
podłożu, lecz opisywały one w sposób spontaniczny odczucia i przeżycia stanu śmierci 
klinicznej. Kiedy zapytałem jednego z tych lekarzy o zdanie na temat jego przeżycia, 
stwierdził: = Jako naukowiec myślałem, że naprawdę takie wydarzenie nie miało miejsca. Ale 
ono jednak było. 

Inna grupa składa się z lekarzy, którzy nawiązali ze mną kontakt, aby opowiedzieć o swoich 
pacjentach, raportujących o swoich przeżyciach. Kilku lekarzy zaznaczyło, że oni również 
zebrali tego rodzaju opowiadania i byli zaszokowani, wobec tego z zadowoleniem przyjęli 
wiadomość, że ktoś inny zajmuje się studiami o przeżyciach u "progu śmierci". Jeszcze inna 
grupa wyraziła religijny stosunek do tego zjawiska. Wyczuwali, że-zdarzenia u "progu 
śmierci" utwierdzają ich własną wiarę w to, że jest Życie, po śmierci ciała fizycznego. 

Czwarta grupa składa się z lekarzy, którzy sądzą, że przeżycia u "progu śmierci" są 
następstwem medycznego zjawiska, które jest już znane. 

Sądzą, że potrafię wytłumaczyć takie przeżycia u "progu śmierci" naukowo, w oparciu o 
fizjologię i psychologię.  

Pytanie 25. Czy są jakieś przykłady znanych już w medycynie zjawisk, które mogłyby być 
użyte w celu wyjaśnienia powstania przeżyć "pozagrobowych"? 

Znajduje się niemal niekończąca się lista przyczyn znanych w medycynie, wytwarzających 
przeżycia, które przypominają zjawiska raportowane w opowiadaniach o "progu śmierci". 

W "Życiu po życiu" omawiałem pewne farmakologiczne, fizjologiczne, neurologiczne i 
psychologiczne przyczyny przeżyć u "progu śmierci". Mogłoby być nudne rozpatrywanie 
każdej osobno, ale uważam, że dwie dziedziny z medycyny zdają się być najbardziej 
sprzyjające w stwarzaniu u pacjentów zjawisk podobnych do przeżyć u "progu śmierci". Są 
to: anestezjologia i neurologia. Jestem pewny, że sensacje, jak przechodzenie przez ciemny 
tunel są często doznawane przez osoby po anestezji, a specjalnie pod narkozą eterem. Jednak 
nie sądzę, żeby anestetyczne aspekty dały solidne i kompletne wytłumaczenie przeżyć u 
"progu śmierci". Niewielu moich pacjentów poddanych było anestezji w czasie, gdy mieli 
przeżycia "pozagrobowe". Kilka lat temu zwrócili mi uwagę, że wiele przeżyć u "progu 
śmierci" nosiło cechy pewnego podobieństwa do wszelkiego rodzaju blokad w organizmie, a 
w szczególności w chwilowej blokadzie płata mózgu. Oto wyraźne podobieństwa: 

1) – Ludzie z chwilowymi blokadami mózgu mogą potem poda, że "hałas" zwiastuje im 
początek jakiegoś napadu. 

2) – Chwilowa blokada części płata mózgu odbija się na pamięci pacjentów i osoby, które 
zaczynają w tym czasie umierać mogą potem mówić, że zapamiętały "panoramę" swego 
życia. Można podać prawie nieskończoną ilość takich domysłów. Na przykład można 
twierdzić, że wrażenie intensywnego światła, o którym mówili pacjenci, jest rezultatem 
zbiegu wypadków, spowodowanych przez napływ większej ilości tlenu do potylicy mózgu – 

background image

przestrzeni mózgu, która jest siedliskiem wszelkiej wizji. Chciałbym dodać do tej listy 
domysłów, poza autoskopią (samorodnym działaniem), wymienioną w "Życiu po życiu", 
doniesione mi przez znanego chirurga-neurologa doktora W. Penfield'a przeżycie jednego z 
jego pacjentów. 

W klasycznych seriach swych doświadczeń, dr Penfield przeprowadzał badania nad 
podrażnieniem pewnej części płatu mózgowego swych pacjentów podczas operacji mózgu. Po 
dokonaniu tych doświadczeń stwierdził; że mózg zachował żywe wspomnienia, jakby 
obudzenia na nowo przeszłych wydarzeń, przepływających w świadomości pacjenta. 
Sprecyzowane, kompletne szczegóły wydarzeń, które zaszły przed laty. 

W dalszym ciągu nie jestem przekonany, że te znane neurologiczne fenomeny wyjaśniają 
przeżycia u "progu śmierci". Co do wyjaśnień na przykład na podstawie blokad mózgu, to 
usiłowanie wyjaśnienia prawie niezmiennie opiera się na przesłance o aneksji w mózgu, czyli 
utraty tlenu, co jest specyficzną przyczyną blokady mózgu. 

Jednak powyższe twierdzenie jest sprzeczne ze wszystkimi zjawiskami: hałasu, panoramy 
wspomnień i Światła, gdzie nastąpiło przecież odcięcie dopływu krwi do mózgu. Proszę 
zwrócić uwagę, że przedstawiłem przeżycia "pozagrobowe ludzi"; którzy nie doznali śmierci 
klinicznej, i że te przeżycia zawierały wiele rysów takich samych, jak u osób, które doznały 
śmierci klinicznej. Prosty przegląd tych przypadków, które mogłem przedstawić, potwierdził 
to jasno. Można posunąć się dalej i próbować wyjaśnić przeżycia u "progu śmierci", w 
których Światło, panorama całego życia człowieka i inne zjawiska zachodziły niezależnie od 
zaopatrzenia mózgu w tlen, że były to jakieś "stresy" na tle rozważań o śmierci człowieka 
powiązane z rzekomymi przewidzeniami umysłowymi. 

Według mojej opinii, wprowadzono tu słowo "stres", gdyż słowo to jest często używane bez 
znajomości jego znaczenia. Jaki rodzaj stresu? – nasuwa się pytanie. Zupełnie łatwo jest 
formułować bez końca wyjaśnienia tego typu. 

Jednak jest również łatwo przyjąć jakieś takie wyjaśnienia, jako zupełnie oczywiste, bez 
zwrócenia należytej uwagi na elementy przeżycia "pozagrobowego", które nie stoją właściwie 
w zasięgu żadnych wyjaśnień. Niektórzy lekarze mówili mi. że nie mogą zupełnie zrozumieć, 
jak ich pacjenci potrafili . opisać czynności towarzyszące ich przywracaniu do życia nawet 
gdyby .naprawdę unosili się do sufitu i mogli patrzeć stamtąd. Wielu pacjentów referowało 
mi, że gdy wyszli ze swych ciał podczas śmierci klinicznej, to stali się świadkami wydarzeń z 
pewnej odległości, nawet spoza szpitala i te zeznania były potwierdzone przez nie mających z 
tym nic wspólnego obserwatorów. 

Sądzę, że powinniśmy wreszcie spojrzeć rozsądnie na te nienaukowe potwierdzenia, które 
pewnego' dnia będą opracowywane w warunkach eksperymentalnych badań. 

W końcu zaobserwowałem, że takie wyjaśnienia nie przygnębiają osób, które same przeżyły 
zjawiska "pozagrobowe". 

Jeden młody mężczyzna, przywrócony do życia po widocznych oznakach śmierci klinicznej, 
zastanawia się: 

– "Zabawne. Jest coś, co w istocie nie może istnieć, a tymczasem nie ma się najmniejszej 
wątpliwości, że takie "coś" zdarzyło się. Teraz orientuję się, że wiele osób nie wierzy w to... 

background image

Ludzie wychodzą ze stanowiska, że rzeczy nie potwierdzone naukowo, nie mogą istnieć... Ale 
czy ludzie wiedzą "co" nie może istnieć?... Ich niewiara nie zmienia postaci rzeczy, że to 
"coś" istnieje... Jest całkiem pewne, że w tej chwili siedzę tutaj, ale gdybym umarł dziś 
powtórnie to istotnie to samo by mi się wydarzyło, z wyjątkiem, że mógłbym zaobserwować 
to "coś" – lepiej. Ale ludzie mówią mi, że to "coś" nie istnieje, mało tego, oni przysięgają, że 
takie "coś" nie istnieje i pokazują mi naukowe podstawy, że takiego "czegoś" nie ma... No i 
co mogę na to odpowiedzieć?... Tylko tyle: – "Ale ja wiem, gdzie byłem". 

Pytanie 26. Jakie jest pana własne nastawienie do tych badań? Czy ono wpłynęło na pana 
życie w jakiś sposób? 

Sądzę, że nawet po stwierdzeniu, że nie miałem zamiaru udowadniać, że jest życie po śmierci 
i po dokonaniu wszystkich moich odpowiednich uwag ludzie, z którymi rozmawiałem, nie są 
jeszcze zadowoleni. Chcieliby się dowiedzieć, co ja – Raymond Moody czuję. 

Sądzę, że jest to słuszne pytanie, jeśli się rozumie, że chodzi tu o sprawy psychologiczne, a 
nie o sprawę logicznego wniosku na ten temat. Tych, którzy interesują się moją biografią 
informuję: – patrzę na to zagadnienie przez pryzmat mojego nastawienia religijnego, że jest 
życie po śmierci i wierzę, że zjawisko któremu poświęcam moje badania jest 
zamanifestowaniem mojego stosunku do życia po śmierci. 

Jednak mimo ciągłego obsesyjnego może omawiania wydarzeń "pozagrobowych" ja chcę żyć. 
Osoby, z którymi przeprowadziłem wywiady zgadzają się z tym, że i one pragną dalej żyć. 
Ognisko ich uwagi po tym co przeżyli u "progu śmierci" jest skierowane na życiu na Ziemi. 
Wszyscy bowiem jesteśmy już w tym Życiu. W tym "Życiu" mam nadzieję, że będę mógł 
zrobić użytek z tego, czego się uczę na Ziemi. 

Chcę w miarę swych możliwości iść dalej w odkrywaniu tych zjawisk w dziedzinie 
miłowania bliźnich i szukania wiedzy i zrozumienia. Szczególnie zwracam uwagę na 
przeżycia u "progu śmierci", ale nie w celu wprowadzenia jakiejś nowej formy kultu. 
Zjawiska te nie mogą być utożsamiane z moją osobą, albo z kimś innym, kto przeprowadza 
badania nad nimi. Przeżycia z "progu śmierci" są bardzo rozpowszechnione i trzeba wiele 
pracy włożyć, aby je wszystkie zebrać i skompletować. Wreszcie doszedłem do przekonania, 
że moje długie badania na ten temat w jakiś sposób wyróżniły mnie. Duży procent moich 
przyjaciół "zmarło". Po rozmowie z tymi ludźmi, zacząłem rozumieć, jak blisko śmierci 
jesteśmy wszyscy w naszym codziennym życiu. Bardziej niż kiedyś staram się pozwolić 
każdej osobie odczuć moją miłość taką, jaką ja teraz rozumiem i odczuwam. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


Document Outline