background image

Derek Prince

Bóg jest swatem

background image

Spis treści
O autorze
Wstęp
Szkoła życia

1. Głosy oblubienicy i oblubieńca
2. Lydia
3. Ruth

Boża ścieżka wiodąca do małżeństwa

4. Brama
5. Cztery postawy, które trzeba w sobie rozwijać
6. Osiem wskazówek
7. Przygotowania mężczyzny do małżeństwa
8. Przygotowania kobiety do małżeństwa
9. Rola rodziców i pastorów

Szczególne sytuacje

10. Rozwód i ponowne małżeństwo
11. Celibat

Historia Ruth

12. „Spotkajmy się w Hotelu Króla Dawida”

background image

O autorze

Derek Prince urodził się w Indiach. Jego rodzice byli Brytyjczykami. Kształcił się w dwóch 

najbardziej prestiżowych brytyjskich instytucjach naukowych: Eton College i Cambridge University. 
W   bardzo   młodym   wieku   został   profesorem   filozofii   na   Uniwersytecie   Cambridge.   Powołany   do 
Armii Brytyjskiej podczas II wojny światowej zabrał ze sobą Biblię, aby studiować ją jako „książkę 
filozoficzną”.   Pewnej   nocy,   gdy   był   sam   w   pokoju   w   baraku,   stanął   w   rzeczywistości   Jezusa 
Chrystusa, a kierunek jego życia całkowicie się zmienił.

Od tego czasu – obecnie już od ponad 40 lat – Derek Prince usługiwał jako pastor, doradca, 

pedagog i nauczyciel biblijny na czterech kontynentach. Intensywnie pracował z młodymi ludźmi z 
różnym rasowym pochodzeniem. Dzięki jego osobistej posłudze w kościołach i na konferencjach, 
tysiące ludzi zostało uzdrowionych i uwolnionych ze złych duchów.

Derek Prince jest uznawany na polu międzynarodowym  jako jeden z wiodących nauczycieli 

biblijnych naszych czasów. Jego program radiowy „Today with Derek Prince” jest nadawany w ponad 
60   stacjach   w   Stanach   Zjednoczonych,   Chinach,   Indiach,   Środkowej   i   Południowej   Ameryce,   na 
Bliskim Wschodzie  i w niektórych częściach Afryki, Australii, Nowej Zelandii oraz na wyspach na 
Pacyfiku i na Karaibach. Jest autorem ponad 20 książek, z których większość została przetłumaczona 
na kilkanaście języków. Setki jego nauczań nagranych  na kasetach audio dociera w każdy region 
ziemi, włącznie z krajami komunistycznymi i muzułmańskimi.

W tej książce Derek Prince opowiada historie swoich dwóch małżeństw. Biorąc małżeństwo ze 

swoją   pierwszą   żoną   Lydią,   w   Jerozolimie   na   końcu   II   wojny   światowej,   stał   się   ojcem   ośmiu 
dziewczynek  w swoim domu  dziecka.  Sześć z nich to Żydówki,  jedna Arabka i jedna Angielka. 
Później w Kenii adoptowali afrykańską dziewczynkę.

W 1978 roku trzy lata po śmierci Lydii, Derek Prince ożenił się z obecną żoną Ruth. Jej trzy 

adoptowane żydowskie dzieci powiększyły rodzinę do 12 dzieci, z wieloma wnukami i prawnukami. 
W rozdziałach 8 i 12 Ruth opowiada swoją własną historię.

Dzisiaj Derek i Ruth Prince mają dwa domy: jeden z Fort Lauderdale na Florydzie, a drugi w 

Jerozolimie w Izraelu.

background image

Wstęp

Najlepiej przedstawię tę książkę wyjaśniając, czym ona nie jest.
Po pierwsze nie jest to książka zawierająca tylko teorię czy teologię. Nie dzielę się tutaj tylko 

abstrakcyjną   prawdą,   ale   wręcz   przeciwnie,   jest   ona   bezpośrednio   i   mocno   zakorzeniona   w 
doświadczeniach mojego własnego życia.

Ogólnie rzecz biorąc przez ponad 40 lat była to ścieżka, na której dokonałem najważniejszych 

odkryć w świecie duchowym, które nigdy do mnie by nie przyszły,  gdybym  siedział za biurkiem 
snując   abstrakcyjne   rozważania.   W   większości   przypadków   były   one   zarówno   wywołane,   jak   i 
potwierdzone przez przeżywane przeze mnie sytuacje. Dopiero później, gdy nad nimi rozmyślałem w 
świetle Biblii, dostrzegałem podłoże duchowych zasad, których Bóg mnie uczył.

W   drugim   i   trzecim   rozdziale   tej   książki   opisuję  drogę,   po   której   Bóg   prowadził   mnie   do 

małżeństwa – najpierw z Lydią, później z Ruth. W każdym przypadku ścieżka, po której Bóg mnie 
prowadził, zgadza się dokładnie z podstawowym biblijnym wzorem wchodzenia w małżeństwo.

Za   pierwszy   razem   nie   rozumiałem,   co  tak   naprawdę   Bóg   zrobił.   Kiedy   jednak   wzór   się 

powtórzył w drugim małżeństwie, zacząłem uświadamiać sobie, że w przypadku każdego małżeństwa 
Bóg działał według tego samego wzoru, który sam ustanowił na początku ludzkiej historii – wzoru, 
który On nakazał, aby pozostał niezmieniony dopóki ludzka historia nie osiągnie swojego końca. To 
jest boski cel wchodzenia w małżeństwo, który jest głównym tematem tej książki.

Muszę też  powiedzieć, że ta książka nie próbuje położyć planu zakładania rodziny, czy życia 

rodzinnego. Obecnie jest dostępnych wiele doskonałych książek na te tematy. Moim celem jest raczej 
przedstawienie kroków, które prowadzą do powodzenia w małżeństwie. Mężczyzna i kobieta, którzy 
szukają Bożego kierownictwa dopiero po zawarciu małżeństwa w kościele, są podobni do człowieka, 
którego Jezus określił jako budującego swój dom na piasku. Bardzo często takie małżeństwo nie 
przetrzyma testów i presji, których z pewnością doświadczy.

Ta książka pomoże ci odpowiedzieć na niektóre z najważniejszych pytań, naprzeciw których 

stawia cię życie: Skąd mogę wiedzieć, czy Bożą wolą dla mnie jest małżeństwo? Jeśli jest to Bożą 
wolą, to jak mogę się przygotować do małżeństwa? I jak mogę znaleźć współmałżonka, którego Bóg 
mi przeznaczył?

W rozdziale 8 Ruth daje sugestie szczególnie dla kobiet, jak przygotować się do małżeństwa. 

Ponownie w ostatnim rozdziale Ruth dzieli się osobistymi szczegółami jej własnych przygotowań do 
małżeństwa ze mną.

Rozdział 9 daje szczególne rady dla rodziców, które pomogą im przeprowadzić dzieci przez ten 

trudny i niebezpieczny okres w życiu, w którym będą się zmagać z emocjonalnymi  i duchowymi 
problemami związanymi z wyborem przyszłego współmałżonka.

Ten sam rozdział daje twórczy materiał pastorom, doradcom, nauczycielom czy usługującym 

młodzieży   i   wszystkim   innym   sługom   Bożym,   którzy   chcą   wprowadzić   Jego   lud   w   życie   pełne 
spełnienia i owocności. Nie ma żadnej innej dziedziny, w której byłyby bardziej potrzebne zdrowe, 
biblijne wskazówki niż w stosowaniu Bożego wzoru małżeństwa we współczesnym życiu.

Rozdziały   10   i   11   oferują   bardzo   potrzebną   pomoc   wielu   milionom,   którzy   są   postawieni 

naprzeciw szczególnym, krytycznym problemom w całej dziedzinie małżeństwa: tym, którzy przeszli 
przez agonię rozwodu oraz tym, którzy zostali przeznaczeni do życia bez małżeństwa.

Jest jeszcze jedna kategoria ludzi, do których ta książka może przemówić: tym, którzy cieszą się 

prawdziwym życiowym romansem z elementem niepewności! Ruth i ja mamy nadzieję, że będziesz 
zadowolony z tej części naszej historii. I pamiętaj, że ta niepewność nie zostanie rozwiązana dopóki 
nie osiągniesz ostatniego rozdziału napisanego przez Ruth: „Spotkajmy się w hotelu Króla Dawida”!

Derek Prince
Jerozolima

background image

Szkoła życia

background image

1.

Głosy oblubienicy i oblubieńca

A z żebra, które wyjął z człowieka, ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do 
człowieka.

(1 Moj 2,22)

Na scenie ludzkiej historii Bóg pojawił się najpierw w roli swata. Cóż za głębokie i ekscytujące 

objawienie!

Czy będzie to zbyt wiele zasugerować, że Ewa przyszła do Adama prowadzona pod rękę przez 

samego Pana, podobnie jak dzisiaj oblubienica jest prowadzona przez ojca pod rękę główną nawą 
kościoła? Czy ludzki umysł może poznać głębię miłości i radości, która wypełniała serce wielkiego 
Stwórcy, jak  jednoczył mężczyznę i kobietę podczas pierwszej ślubnej ceremonii?

Z pewnością to wyjaśnienie jest jedną z niezliczonych wskazówek, że Biblia nie jest dziełem 

tylko ludzkiego autorstwa. Mojżesz jest ogólnie akceptowany jako autor zapisu stworzenia. Jednak 
bez   ponadnaturalnej   inspiracji,   nigdy   nie   odważyłby   się   otworzyć   ludzkiej   historii   sceną   tak 
zdumiewającej intymności – pomiędzy Bogiem a człowiekiem, a później między mężczyzną i kobietą.

Portret Boga, który maluje tutaj Mojżesz, jest zupełnie innego typu niż religijna sztuka, którą 

kojarzymy z kościołami i katedrami. Bardzo wątpię, aby portret Mojżesza mógł znaleźć miejsce na ich 
murach czy witrażach.

Ludzka historia nie tylko zaczyna się od małżeństwa, ale również zostało przeznaczone, aby 

osiągnęła   punkt   kulminacyjny   także   w   małżeństwie.   Jan   na   Patmos   namalował   nam   tą   scenę   w 
Księdze Objawienia 19,6-9:

I usłyszałem jakby głos licznego tłumu i jakby szum wielu wód, i jakby huk potężnych 
grzmotów, które mówiły: Alleluja! Oto Pan, Bóg nasz, Wszechmogący, objął panowanie. 
Weselmy   się   i   radujmy   się,   i   oddajmy   mu   chwałę,   gdyż   nastało   wesele   Baranka,   i 
oblubienica jego przygotowała się; i dano jej przyoblec się w czysty, lśniący bisior, a bisior 
oznacza sprawiedliwe uczynki świętych. I rzecze do mnie: Napisz: Błogosławieni, którzy 
są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

(Obj 19,6-9)

Widowisko,   które   krótko   przedstawia   nam   Jan,   jest   pełne   triumfu,   chwały   i   uwielbienia, 

świętowania i wspaniałości, prawie nieopanowanej radości. Najcudowniejsze jest to, że sam Bóg, 
Stwórca   i   Władca   wszechświata   kieruje   całą   ceremonią   zaślubin   swego   własnego   Syna.   Jak   ona 
upływa, niebo i ziemia mieszają się razem w symfonii uwielbienia i chwały, jakiej wszechświat nigdy 
wcześniej nie słyszał.

Jest   to   charakterystyczne   dla   ograniczeń   Biblii,   że   nie   próbuje   opisać   uczuć   niebiańskiej 

Oblubienicy i Jej Oblubieńca, ponieważ żaden ludzki język nie posiada słów potrzebnych do opisania 
tego.   Jest   to   święta   tajemnica,   zarezerwowana   dla   samego   Pana   i   dla   tych,   którzy   pilnie   „się 
przygotowali”.

Od   1   Księgi   Mojżeszowej   do   Objawienia,   od   pierwszego   wydarzenia   w   ogrodzie   Eden   do 

ostatniego wydarzenia na niebiosach, centralnym tematem ludzkiej historii jest małżeństwo. Podczas 
tego   trwającego   przedstawienia,   sam   Bóg   nie   pozostaje   tylko   odległym   widzem.   To   On   inicjuje 
działanie i to właśnie w Nim dochodzi do punktu kulminacyjnego. Od początku do końca On jest 
całkowicie i osobiście zaangażowany.

Kiedy   Jezus   przyszedł   na   ziemię,   aby   człowiek   mógł   poznać   Boga,   Jego   postawa   wobec 

małżeństwa doskonale zgadzała się z postawą Ojca. Podobnie jak Ojciec otworzył ludzką historię 
małżeństwem,   tak  samo   Jezus rozpoczął   swoją publiczną  służbę  na  weselu  w  Kanie  Galilejskiej. 

background image

Kiedy skończyło się wino w środku zabawy, Maria zwróciła się do Jezusa o pomoc. On odpowiedział 
zmieniając około 150 galonów (ok. 570 litrów – przyp. tłum.) wody w wino.

Było to również niezwykłe wino! Gospodarz wesela po spróbowaniu go, wziął pana młodego na 

bok i powiedział: „Każdy człowiek podaje najpierw dobre wino, a gdy sobie podpiją, wtedy gorsze; a 
tyś dobre wino zachował aż do tej chwili” (J 2,10).

Co sprawiło, że Jezus uczynił swój pierwszy cud w takich warunkach? Jaką ważną prawdę w ten 

sposób zademonstrował? Odpowiedź jest bardzo prosta: pokazał w ten sposób, jak bardzo troszczy się 
o sukces małżeństwa. Wino skończyło się, oblubieniec i oblubienica byliby publicznie upokorzeni, a 
wesele skończyłoby się w smutku. Aby zapobiec takiemu nieszczęściu, Jezus po raz pierwszy na ziemi 
uwolnił swoją działającą cuda moc.

Co więcej Jezus był tak ostrożny, aby nikt z gości nie wiedział, co się stało. Nie zwrócił na siebie 

uwagi.   Pokazał,   że   w   każdym   małżeństwie   jest   tylko   jedno   prawdziwe   miejsce,   na   które   należy 
zwrócić   uwagę:   oblubienica   i   pan   młody.   Chociaż   to   Jezus   uczynił   cud,   to   publiczne   uznanie 
skierowało się na pana młodego.

W   późniejszej   publicznej   służbie   nauczania,   Jezus   konsekwentnie   podtrzymywał   plan 

małżeństwa  ustanowiony w dziele  stworzenia  przez  Ojca  i dlatego  odrzucał  standard  małżeństwa 
obecny w Jego czasach. Kiedy został zapytany przez niektórych faryzeuszy o rozwód, odpowiedział: 
„Czyż nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści 
człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną swoją, i będą ci dwoje jednym ciałem. A tak już nie są  
dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza” (Mt 19,4-6).

W   hebrajskim   Starym   Testamencie   tytuł   księgi,   którą   nazywamy   Genesis   (1   Księga 

Mojżeszowa), jest wzięty z początkowych jej słów: „Na początku”. Odpowiadając faryzeuszom w ten 
sposób, Jezus celowo skierował ich do księgi Genesis, a w szczególności do sposobu, w jaki Bóg 
połączył Ewę z Adamem. Innymi słowy podtrzymał plan małżeństwa ustanowiony tam przez Ojca 
jako   ciągle   prawomocny   w   tamtych   czasach   i   jako   jedyny   ustanowiony   przez   Boga   standard 
małżeństwa. Nie zgodził się i nie dał pozwolenia na jakikolwiek niższy standard.

Faryzeusze   przeciwstawili   się   cytując   rozporządzenie   dane   w   Prawie   Mojżeszowym,   które 

pozwalało   na   rozwód   z  innych   powodów  niż   niewierność   małżeńska.   Jezus   wtedy  odpowiedział: 
„Mojżesz pozwolił wam odprawiać swoje żony ze względu na zatwardziałość serc waszych, ale od 
początku   tak   nie   było”   (Mt   19,8).   Ponownie   Jezus   skierował   ich   do   początku   –   czyli   do   wzoru 
ustanowionego   na   początku   1   Księgi   Mojżeszowej.   Był   to   jedyny   wzór,   który   akceptował. 
Jakiekolwiek odejście od tego wzoru nie było wolą Ojca, ale zaledwie ustępstwem dla zatwardziałego 
serca nieodrodzonego człowieka.

Ta rozmowa Jezusa z faryzeuszami daje nam, chrześcijanom, ważne wnioski. Boski standard 

małżeństwa, ustanowiony przez Boga w dziele stworzenia, jest dla nas wciąż prawomocny. Każde 
umniejszenie   tego   standardu   jest   tylko   ustępstwem   dla   zatwardziałego   serca   nieodrodzonego 
człowieka.

Chrześcijanie, którzy narodzili się na nowo z Ducha Bożego, są „nowym stworzeniem” i już 

dłużej nie podlegają temu, co narzuca im stara, nieodrodzona natura. Więc dla dzisiejszych chrześcijan 
boski standard małżeństwa to ten, który Bóg ustanowił w dziele stworzenia i który został podtrzymany 
przez Jezusa w całej Jego służbie.

Opis z 1 Księgi Mojżeszowej objawia cztery bardzo ważne prawdy o małżeństwie, które do tej 

pory mają zastosowanie. Po pierwsze idea małżeństwa pochodzi całkowicie od Boga. Adam nie miał 
w tym swego udziału, to nie on stworzył cały plan, a nawet nie prosił o takie zaopatrzenie. To Bóg, nie 
Adam, zdecydował, że Adam potrzebuje żony. Adam nie był świadomy swojej potrzeby. Po drugie to 
Bóg stworzył Ewę dla Adama. Tylko Bóg wiedział, jakiego współtowarzysza potrzebował Adam. Po 
trzecie to Bóg przyprowadził Ewę do Adama. Adam nie musiał iść jej szukać. I po czwarte, to Bóg 
określił sposób, w jaki Adam i Ewa mieli się ze sobą połączyć. Ostatecznym celem ich związku była 
doskonała jedność: „Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną 
się jednym ciałem” (1 Moj 2,24).

background image

Jeśli,   jak   pokazywał   Jezus,   Boży   wzór   małżeństwa   pozostał   niezmieniony   dla   dzisiejszych 

chrześcijan, to czwarta przedstawiona powyżej prawda ciągle stosuje się w naszym życiu. Co tak 
naprawdę pociąga to za sobą? 

Mówi ona o tym, że  chrześcijanin ma wchodzić w związek małżeński nie w wyniku swojej 

decyzji, ale w wyniku Bożej decyzji. 

Mówi ona też o tym, że chrześcijanin ma zaufać Bogu zarówno w wyborze jak i przygotowaniu 

dla niego żony, jakiej potrzebuje. Z drugiej strony chrześcijanka będzie ufała Bogu, że przygotuje ją 
mężowi, którego Bóg jej przeznaczył.

Mówi ona o tym, że chrześcijanin, chodząc w Bożej woli, ma wiedzieć, że Bóg przyprowadzi do 

niego kobietę, którą wybrał i przygotował dla niego. Z drugiej strony chrześcijanka ma pozwolić Bogu 
poprowadzić ją do męża, dla którego On ją przygotowywał.

Oznacza również to, że ostateczny cel dzisiejszego małżeństwa jest wciąż taki sam, jak był dla 

Adama   i   Ewy   –   doskonała   jedność.   Tylko   ci,   którzy   spełnią   pierwsze   trzy   wymagania,   mogą 
oczekiwać również radości wypełniania się ostatecznego celu.

Niektórzy   mogą   być   skuszeni   do   odrzucenia   tych   zasad   jako   staromodnych   lub   „zbyt 

duchowych”. W Królestwie Bożym nigdy nie będzie jakiejkolwiek dewaluacji waluty, tak samo jak 
nie ma żadnej „erozji” wartości i standardów. Dla tych, którzy naprawdę idą za Jezusem, wymagania 
są dokładnie takie same, jak były za czasów Jezusa. Ale – dzięki Bogu – są również nagrody!

Dla mnie te zasady nie są tylko abstrakcyjnymi teoriami. W obu moich małżeństwach sprawdziły 

się bardzo dokładnie, co przedstawię w dwóch następnych rozdziałach. W każdym przypadku decyzja 
małżeństwa pochodziła od Boga, nie ode mnie. Osobiście nawet nie szukałem małżeństwa. W każdym 
przypadku Bóg wybrał mi żonę, przygotował ją dla mnie i przyprowadził ją do mnie. Najważniejsze w 
tym wszystkim jest to, że w każdym z tych małżeństw był wyprodukowany taki stopień jedności, 
jakim cieszy się niewiele współczesnych par.

To wszystko nie jest wynikiem podążania za pewnymi wyrafinowanymi teologicznymi teoriami 

np.   jak   mężczyzna   powinien   wchodzić   w   małżeństwo.   Stało   się   to   raczej   przez   suwerenne 
prowadzenie i panowanie Ducha Świętego w moim życiu. Wielokrotnie nie byłem nawet świadom 
tego, że Duch Święty to sprawiał. Stopniowo, jak rozmyślałem nad kierunkiem swojego życia  w 
świetle Pisma, zobaczyłem w każdym z moich małżeństw, jak Bóg działał całkowicie w zgodzie ze 
wzorem,   jaki   sam   ustanowił   „na   początku”.   Dzielę   się   teraz   tymi   zasadami,   ponieważ   wiem,   że 
działają. Nie mogę życzyć moim znajomym wierzącym większej radości, jaką one sprawiły we mnie. 

Krótka   analiza   biblijnego   wzoru   małżeństwa   stoi   w   ostrym   kontraście   ze   standardami 

współczesnego   świata   –   a   nawet   z   tymi   akceptowanymi   przez   wiele   odłamów   w   Kościele. 
Powszechny pogląd odnośnie małżeństwa w każdej kulturze i cywilizacji jest zazwyczaj dokładnym 
barometrem   pokazującym   jej   moralny   i   duchowy   klimat.   Upadek   kultury   jest   wyznaczony   przez 
upadek   jej   szacunku   dla   małżeństwa.   I   na   odwrót   odnowienie   kultury   jest   wyznaczone   przez 
odpowiednie odnowienie biblijnych wartości małżeństwa.

Jest wiele różnych fragmentów w Biblii, które przedstawiają, jak na małżeństwo wpływa czas 

upadku i czas odnowienia. W Księdze Jeremiasza 25,10-11 Bóg ostrzega Judę przed spustoszeniem, 
jakie zostanie sprowadzone przez zbliżającą się inwazję Nebukadnezara: „I sprawię, że zamilknie u 
nich   głos   radości   i   głos   wesela,   głos   oblubieńca   i   głos   oblubienicy,   ustanie   turkot   żaren   i   blask 
pochodni. I cała ta ziemia stanie się rumowiskiem i pustkowiem…”

Apostoł Jan maluje podobny obraz spustoszenia w czasach ostatecznych spowodowanego przez 

antychrześcijański system znany jako „Wielki Babilon”:

I już nie rozbrzmi w tobie gra harfiarzy ani muzyków, ani flecistów, ani trębaczy, już też 
nie będzie u ciebie mistrza jakiegokolwiek rzemiosła, ani już nie usłyszy się u ciebie huku 
młyna: I nie zabłyśnie już w tobie blask świecy, i nie usłyszy się w tobie głosu oblubieńca 
ani oblubienicy.

(Obj 18,22-23)

background image

Jedna  widoczna cecha w centrum obu powyższych  opisów upadku i spustoszenia to ustanie 

głosu oblubienicy i oblubieńca. Kultura, która nie czyni radosnego świętowania małżeństwa centrum 
swojego sposobu życia, została już skazana na zatracenie lub jest na drodze do zatracenia.

W równej mierze prawdą jest także odwrotna sytuacja. Odnowienie kultury będzie naznaczone 

przez odnowienie małżeństwa jako źródła radości i przyczyny świętowania. W Księdze Jeremiasza 
33,10-11 Bóg obiecuje odnowienie Judy i Izraela przy końcu czasów:

Tak mówi Pan: Na tym miejscu, o którym wy mówicie: To pustkowie bez ludzi i bez 
bydła, w miastach judzkich i na ulicach Jeruzalemu, które są spustoszone, bez ludzi, bez 
mieszkańców   i   bez   bydła,  słychać   będzie   jeszcze   głos   wesela   i   głos   radości,   głos 
oblubieńca  i   głos  oblubienicy,  głos  tych,   którzy  przy składaniu  dziękczynnej  ofiary  w 
domu Pana mówią: Dziękujcie Panu Zastępów, gdyż Pan jest dobry, gdyż jego łaska trwa 
na wieki! Odwrócę bowiem los kraju jak niegdyś - mówi Pan.

(Jr 33,10-11)

Również w tym obrazie – zarówno spustoszenia jak i odnowienia – oblubienica i oblubieniec są 

w centrum. Według biblijnych standardów odnowienie ludu jest niekompletne, dopóki nie zabrzmi 
„głos oblubienicy i oblubieńca”.

Różne   siły   mogą   podminowywać   biblijne   fundamenty   małżeństwa.   Na   przykład   świecki 

humanizm prezentuje małżeństwo jako rodzaj społecznego kontraktu, w którym obie strony są wolne 
do dyktowania swoich własnych warunków oraz mogą je modyfikować lub unieważniać zgodnie ze 
swoją wolą i nastawieniem. Ludzie w ten sposób podchodzący do małżeństwa nigdy nie doświadczą 
ani fizycznego, ani duchowego spełnienia obiecanego w Biblii tym, którzy pójdą za jej wzorem.

Z drugiej jednak strony formalna religia bez Bożej łaski może mieć prawie tak samo szkodliwy 

wpływ   na   małżeństwo.   Biblia   objawia,   że   zarówno   romans   jak   i   pasja   są   integralną   częścią 
małżeństwa. Pięknie i żywo zostało to wymalowane w Pieśni nad Pieśniami. Małżeństwo, które mija 
się z tymi  cechami, jest według biblijnych standardów poważnie niekompletne. Romans bez pasji 
kończy się frustracją. Pasja bez romansu jest czymś niewiele większym niż żądza, jest lekko zakrytą 
żądzą.

Przez wieki Kościół często nie pokazywał biblijnego obrazu pełnego małżeństwa, obejmującego 

każdą dziedzinę ludzkiej osobowości – duchową, emocjonalną i fizyczną. Seks był traktowany jako 
niefortunna   konieczność,   prawie  odejściem   od   Stwórcy,   który   wymaga   za   to   pewnego   rodzaju 
przeprosin. Jednak tak naprawdę nie jest to punkt widzenia Stwórcy. On stworzył mężczyznę i kobietę 
jako istoty płciowe, a później, po dokładnym zbadaniu, stwierdził, że wszystko jest „bardzo dobre” – 
włączając ich płciowość.

Dzisiaj   na   całej   ziemi   Bóg   odwiedza   i   odnawia   swój   Kościół   przez   Ducha   Świętego.   To 

odnowienie musi być ogłaszane, jak zawsze to było z boskim odnowieniem, przez „głos oblubienicy i 
oblubieńca”.   Kościół   nie   może   doświadczyć   pełnego   i   przekonywującego   odnowienia,   dopóki 
ponownie   nie   przyjmie   biblijnego   wzoru   małżeństwa.   Nie   może   to   obejmować   tylko   ceremonii 
małżeńskiej i życia po ślubie. Musi zacząć się tam, gdzie małżeństwo zawsze się zaczyna – od kroków 
wiodących do ślubu.

Zasada   ta   odnosi   się   do   prawie   każdej   formy   ludzkich   działań.   Proces   przygotowań   jest 

zazwyczaj bardzo istotnym czynnikiem do udanego zakończenia. Na przykład para, która decyduje się 
budować   dom,  musi   przejść  przez  miesiące   przygotowań,  zanim  otrzymają  klucz  i  przejdą  przez 
frontowe drzwi. Muszą oni wybrać miejsce, zatrudnić architekta i wykonawcę, przedyskutować plany 
różnego rodzaju i podjąć niezliczoną ilość decyzji dotyczących każdego szczegółu stylu czy wystroju. 
Para, która nie interesuje się swoim domem aż do czasu odebrania klucza, jest skazana na frustrację i 
rozczarowania po zamieszkaniu tam.

background image

Jeśli odnosi się to do domu budowanego z cegły, z kamienia czy z drewna, to o ileż bardziej 

odnosi się to do domu budowanego z żywych kamieni – ludzi, stworzeń o niezmierzonej złożoności, 
ale również o niezmierzonym potencjale?

Nie, szczęśliwe małżeństwo nie zaczyna się od ceremonii zaślubin. Jego fundamenty są położone 

znacznie wcześniej – po pierwsze w starannym przygotowaniu charakteru i później we właściwym 
dobraniu mężczyzny i kobiety, których Bóg przeznaczył do siebie nawzajem.

Para,   wchodząc   w   małżeństwo   nieprzygotowana   i   źle   dobrana,   jest   skazana   w   najlepszym 

przypadku   na   ciągłą   frustrację   i   częściej   niż   rzadziej   na   całkowitą   porażkę.   Z   drugiej   strony 
chrześcijanin   i   chrześcijanka,   którzy   pozwalają   Duchowi   Świętemu   kształtować   się   i   prowadzić 
biblijną   ścieżką   prowadzącą   do   małżeństwa,   mogą   spoglądać   naprzód   z   pewnością,   że   ich   życie 
małżeńskie będzie pełne spełnienia i wzajemnej radości.

background image

2.

Lydia

Na samym początku ludzkiej historii Bóg ustanowił pewną zasadę: „Niedobrze jest człowiekowi, 

gdy jest sam. Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego” (1 Moj 2,18).

Żaden mężczyzna sam w sobie nie jest kompletny. Każdy mężczyzna potrzebuje towarzystwa. 

Aby zaspokoić tę potrzebę, Bóg ustanowił małżeństwo i dał Adamowi żonę. Małżeństwo to najbliższa 
i najintymniejsza forma związku, jaką może mieć dwoje ludzi. Jest ona tak bliska, że prawdziwie 
dwóch staje się jednym.

W Liście  do Efezjan 5 Paweł nazywam  małżeństwo „tajemnicą”,  a w Pieśni nad Pieśniami 

Salomon przyrównuje je do „zamkniętego ogrodu”. Żadna dziedzina nauki, czy to psychologia, czy 
teologia, nie może ani odkryć tej tajemnicy, ani otworzyć zamkniętego ogrodu. Klucz ma sam Bóg i 
daje go tylko tym, którzy idą za Nim ścieżką wiary i posłuszeństwa.

Nieżonata   czy   niezamężna   osoba   może   otrzymywać   najlepsze   rady;   może   czytać   wszystkie 

najbardziej rekomendowane książki; może łączyć się z parami małżeńskimi; może uprawiać seks poza 
małżeństwem, ciągle jednak pozostaje na zewnątrz – niewtajemniczona. Jest coś w małżeństwie, co 
nie może zostać wytłumaczone, można tego jedynie doświadczyć.

Z tego powodu chciałbym podzielić się bardzo osobistą historią swojego małżeństwa z Lydią. 

Bóg suwerennie i ponadnaturalnie poprowadził mnie do żony, którą wybrał i w ten sposób umieścił w 
mojej ręce klucz do otwarcia drzwi tej tajemnicy. Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszą szkołą na 
świecie jest szkoła życia – ale jest ona również najdroższa!

Do   roku   1940   po   wielu   latach   studiów   miałem   bezpieczną   posadę   profesora   filozofii   na 

Cambridge University. Wtedy bezwzględnie zostałem wyrwany z mojego akademickiego środowiska i 
zanurzony w wir II wojny światowej. Zostałem  powołany do armii  brytyjskiej  jako pomocnik  w 
szpitalu   wojskowym.   Wziąłem   ze   sobą   Biblię,   którą   miałem   zamiar   przeczytać   jako   „książkę 
filozoficzną”. Wtedy zupełnie odrzucałem wszelkie teorie o boskim natchnieniu.

Pewnej nocy około dziewięciu miesięcy później w pokoju w baraku wojskowym, otrzymałem 

bezpośrednie, osobiste objawienie Jezusa Chrystusa. W następnym tygodniu w tym samym pokoju 
doświadczyłem czegoś, co wiedziałem, że musi być napełnieniem Ducha Świętego. Zanim miałem 
czas, aby przeanalizować to, co się działo, usłyszałem sylaby jakiegoś dziwnego języka wychodzące z 
moich ust. Brzmiały orientalnie – coś jakby język chiński lub japoński.

Choć nie miałem pojęcia, co mówiłem, w jakiś sposób zdawałem sobie sprawę, że komunikuję 

się bezpośrednio z Bogiem. Wewnętrznie miałem cudowne uczucie uwolnienia od strachu i presji, o 
których istnieniu nawet nie zdawałem sobie wcześniej sprawy. Nagle zrozumiałem, że przeszedłem 
przez próg do całkowicie nowego świata.

Następnej   nocy  leżąc   na   swoim   słomianym   materacu   (według   armii   na   łóżku),   zacząłem 

ponownie wypowiadać dziwne słowa w nieznanym języku. Tym razem uderzył mnie ich rytm, który 
brzmiał poetycko.  Po tym,  jak ustały,  nastąpiła krótka przerwa, a następnie zacząłem jeszcze raz 
mówić po angielsku. Nie wybierałem jednak słów, ale w swoich słowach zauważyłem powtarzanie się 
rytmu słów, które wypowiadałem w nieznanym języku. Zauważyłem, że mówię  do siebie w drugiej 
osobie, ale słowa nie pochodziły ode mnie. W postawie bojaźni zauważyłem, że Bóg używał moich 
własnych ust, aby do mnie mówić.

W pięknym poetyckim języku Pan malował obraz, przez który kładł przede mną swoje cele. Ten 

obraz zawierał sceny i wizerunki, które nigdy nie mogłyby powstać w mojej własnej wyobraźni. Moja 
pamięć nie mogła też ich  wszystkich zatrzymać. Jednak w moim umyśle pozostały na stałe wyryte 
słowa: „To będzie jak mały strumień. Mały strumień stanie się rzeką, rzeka stanie się wielką rzeką; 
wielka rzeka stanie się morzem; a morze stanie się wielkim oceanem…” W jakiś sposób wiedziałem, 
że te słowa zawierają w sobie klucz do Bożego celu w moim życiu.

W  następne   dni  rozmyślałem   nad  tymi   doświadczeniami   i  dziwiłem   się  z  powodu  tego,  co 

powstało w mojej głowie. Bardzo mocno w moim umyśle została też wypisana nazwa:  Palestyna – 

background image

wtedy   nazwa   części   Bliskiego   Wschodu,   obecnie   podzielona   pomiędzy   Izrael   i   Jordanię.   Nie 
rozumiałem wszystkiego, co Bóg mówił mi o swoim planie odnośnie mojego życia, ale miałem silne, 
stałe przekonanie, że było to w jakiś sposób połączone z Palestyną i Palestyńczykami.

Kilka tygodni później moja jednostka została wysłana za morze na Bliski Wschód. Domyślałem 

się, że naszym celem była Palestyna. Jednak kolejne trzy lata spędziłem na pustyniach Egiptu, Libii i 
Sudanu.   Zostałem   otoczony   przez   pustkowia,   zarówno   naturalne   jak   i   duchowe.   Jedynym 
niezawodnym źródłem siły była Biblia, którą przeczytałem kilkanaście razy. Ale mimo otaczającego 
mnie wszędzie pustkowia odczułem, że Bóg zaczął realizować swój plan dla mojego życia i że będzie 
on w jakiś sposób związany z Palestyną.

W Sudanie spotkałem znajomego żołnierza, który był chrześcijaninem i spędził jakiś czas w 

Palestynie.   Podczas   wspólnej   rozmowy   powiedział   mi:   „Jeśli   chcesz   prawdziwego   duchowego 
błogosławieństwa,   jest   mały   dom   dziecka   w   Palestynie   na   północ   od   Jerozolimy,   który   musisz 
odwiedzić. Został on założony przez Dunkę. Jeżdżą tam żołnierze z całego Bliskiego Wschodu, a Bóg 
spotyka się z nimi w cudowny sposób.”

Uznałem to za dziwne, że żołnierz musi iść do domu dziecka, aby otrzymać błogosławieństwo. 

Jednak   zapamiętałem   tę   informację.   Wspomnienie   Palestyny   coś   we   mnie   poruszyło.   Byłem   już 
również zmęczony pustyniami i tęskniłem do zmiany otoczenia.

Pewnego   dnia,   niespodziewanie   otrzymałem   słowo,   że   zostanę   przeniesiony   do   Palestyny. 

Miesiąc później znalazłem się w małym magazynku zaopatrzeniowym w Kiriat Motzkin na północ od 
Hajfy. Miałem niewiele obowiązków, dzięki czemu mogłem spędzać wiele czasu na modlitwie.

Przy pierwszej okazji odwiedziłem dom dziecka i szybko zrozumiałem, czemu żołnierze z tak 

wielu miejsc tutaj przyjeżdżali. Atmosfera była przesiąknięta niewidzialną obecnością, która osiadała 
jak rosa na zmęczonych przez stres i monotonię pustynnej wojny mężczyznach. Odczułem, jak mój 
duch został obmyty z kurzu trzyletniego przebywania na pustyni.

Kobieta kierująca  domem przedstawiła się jako Lydia Christansen i gorąco mnie przywitała. 

Była   typową   Skandynawką   –   blondynką   i   miała   niebieskie   oczy.   Przy   filiżance   kawy   krótko 
opowiedziała,   jak przyjechała  do  Jerozolimy   z Danii  szesnaście   lat  wcześniej  i  rozpoczęła  swoją 
służbę biorąc jedno umierające żydowskie dziecko z sutereny.

1

 Od tego skromnego początku do tego 

momentu urosła wielka „rodzina” złożona z dzieci różnych ras.

„Nigdy  nie   przyjechałam   szukać   dzieci”   –   powiedziała   mi   Lydia.   „Wzięłam   tylko   te,   które 

wiedziałam, że Pan przysłał do mnie.”

W odpowiedzi zacząłem dzielić się z nią, jak Pan objawił mi się w pokoju w baraku i napełnił 

mnie Duchem Świętym. Następnie opisałem kolejne trzy lata, które spędziłem na pustyni z Biblią jako 
jedynym źródłem siły i kierownictwa.

„Nie jestem w pełni świadomy, co mnie czeka w przyszłości”, podsumowałem, „ale czuję, że 

Bóg ma plan dla mojego życia i że ten plan związany jest z czymś do zrobienia w Palestynie.”

Lydia zasugerowała, że powinniśmy pomodlić się o to, na co tak długo czekałem. Szybko się z 

tym   zgodziłem.   Ku   mojemu   zdziwieniu   Lydia   zawołała   niektóre   z   małych   dziewczynek,   aby 
przyłączyły się do nas w modlitwie. Cztery lub pięć z nich przyszło szybko do pokoju i zajęło swoje 
miejsca.  Lydia  powiedziała   kilka   słów  po  arabsku   –  wyjaśniając,   jak  założyłem,  o  co   mamy   się 
modlić.   Wtedy   każda   dziewczynka   uklękła   naprzeciw   swojego   krzesła.   Lydia   i   ja   również 
uklęknęliśmy.

Jak tylko zaczęliśmy się modlić, odczułem, że przychodzę na spotkanie z Bogiem. W pewnym 

momencie usłyszałem obok siebie jedną z dziewczynek śpiewającą czysto i melodyjnie. Z początku 
myślałem, że są to słowa arabskie, ale później zdałem sobie sprawę, że były w innym języku. Po 
chwili inna dziewczynka przyłączyła się do niej również w innym języku. Odczułem, że mój duch 
został   wzniesiony   pod   wpływem   tego   ponadnaturalnego   uwielbienia   na   nowy   poziom   jedności   z 
Panem.   Choć   nie   rozumiałem,   o   co   się   modliły,   wiedziałem,   że   cała   moja   przyszłość   została 
bezpiecznie złożona w Bożych rękach.

1

 Lydia opowiada swoją historię w książce Spotkanie w Jerozolimie (1975), wydanej przez Chosen/Zondervan.

background image

Po powrocie do medycznego magazynku zdałem sobie sprawę, że moje myśli często wracały do 

tego małego domku w Ramallah. Gdzieś w moim umyśle ciągle słyszałem czyste dziecięce głosy 
wzniesione w uwielbieniu. Zdecydowałem się regularnie modlić o Lydię. W ciągu kilku godzin, które 
spędziłem w jej domu, zauważyłem, jak wielkie ciężary musiała nosić, nie mając żadnej pomocy z 
wyjątkiem jednaj arabskiej pokojówki. Poza tym skąd miała pieniądze, aby wyżywić i ubrać wszystkie 
te dzieci? Wspomniała przecież, że nie została wysłana przez żadną misyjną organizację.

Pewnego   dnia,   będąc   sam   pośród   długich   rzędów   pojemników   zawierających   lekarstwa, 

poczułem  szczególne  pobudzenie  do modlitwy o Lydię.  Przez chwilę modliłem  się po angielsku, 
później Duch Święty przejął inicjatywę i dał mi jasną silną modlitwę w nieznanym języku. Po krótkiej 
przerwie przyszło tłumaczenie na angielski. Ponownie, jak pierwszej nocy, to Bóg mówił do mnie 
przez moje własne usta: „Połączyłem was… pod tym samym jarzmem i zaprzęgiem…”

Przyszło więcej, ale były  to słowa, które  się mnie uchwyciły.  Co one oznaczały?  Te słowa 

musiały się odnosić do Lydii, bo o nią się właśnie modliłem. Czy Bóg połączył nas oboje razem? Jeśli  
tak, to w jaki sposób i w jakim celu?

Kilka miesięcy później armia przeniosła mnie jeszcze raz – tym razem do prawdziwego szpitala 

w hospicjum Augusta Victoria na Górze Oliwnej, na wschód od Jerozolimy. Stąd bardzo łatwo można 
było dojechać do Ramallah autobusem. Moje wizyty w domu dziecka stały się częste, a moja przyjaźń  
zarówno z Lydią, jak i z dziećmi stała się głębsza.

Do końca mojej służby w armii pozostał już tylko niecały rok. Zacząłem być coraz bardziej i 

bardziej   przekonany,   że   Bóg   kierował   mnie   do   zakończenia   służby   wojskowej   w   Palestynie   i 
rozpoczęcia tutaj służby dla Niego na pełen etat. Ale jakiego typu służby – i z kim?

Były dwa kościoły Pełnej Ewangelii w Jerozolimie, z których przywódcami się zaprzyjaźniłem. 

Czy powinienem zaoferować któremuś z nich swoją służbę? Oczywiście był jeszcze dom dziecka w 
Ramallah. Tam właśnie miałem najbliższe relacje. Ale kim miałbym być w domu dziecka?

Oprócz   tego   było   jeszcze   pytanie   dotyczące   mojego   zaopatrzenia   finansowego.   W   Wielkiej 

Brytanii, zanim poznałem Pana, nawet nie chodziłem  do kościoła,  tym  bardziej  nie usługiwałem. 
Chrześcijanie mnie tam nie znali, więc z jakiego powodu mieliby mnie zaopatrywać?

Miałem przyjaciela-chrześcijanina o imieniu Goeffrey, pracującego w jednostce medycznej w 

Jerozolimie, o którego pomoc zabiegałem w modlitwie. Wiedziałem, że Goeffrey jest czuły na głos 
Pana. Był również zaprzyjaźniony zarówno z oboma kościołami Pełnej Ewangelii, jak i z domem 
dziecka.   „Potrzebuję   wiedzieć,   do   którego   z   tych   kościołów   Pan   chce,   abym   się   przyłączył”   – 
powiedziałem mu.

Goeffrey sam pracował blisko z jednym z kościołów Pełnej Ewangelii i oczywistym dla niego 

było to, że będzie to również dobre miejsce dla mnie. Był jednak gotów modlić się ze mną i po tym, 
jak modlił się o każdy z kościołów Pełnej Ewagnelii, zaczął modlić się o Lydię i dom dziecka.

„Panie”, powiedział, „pokazałeś mi, że ten mały dom będzie jak mały strumień, a ten strumień 

stanie się rzeką, a ta rzeka stanie się wielką rzeką, a ta wielka rzeka stanie się morzem…”

Nie   słyszałem   już   kolejnego   słowa,   którym   modlił   się   Goeffrey!   Byłem   obezwładniony 

ekscytacją i bojaźnią. Goeffrey powtórzył dokładnie słowo w słowo to, co Bóg powiedział mi o mojej 
przyszłości  tamtej  nocy w baraku w Wielkiej  Brytanii, ale on odniósł te słowa do Lydii  i domu 
dziecka. Przez te wszystkie lata nie dzieliłem się tymi słowami z nikim innym. Goeffrey mógł je 
dostać tylko od Boga.

„Dziękuję ci”, powiedziałem do Goeffrey’a, kiedy skończył się modlić. „Wierzę, że wiem, co 

Bóg chce, abym uczynił.” Ale nigdy nie powiedziałem mu, skąd wiem!

Miałem wiele do rozważenia. Jeszcze w Wielkiej Brytanii Bóg przemówił do mnie o mojej 

przyszłości i dał mi obraz małego strumienia ciągle się powiększającego. Później w magazynie w 
Kiriat Motzkin, gdy modliłem się o Lydię, Bóg powiedział, że On „połączył  nas razem pod tym 
samym jarzmem i tym samym zaprzęgiem”. Teraz odkryłem, że Bóg dał Goeffrey’owi dokładnie ten 
sam obraz o powiększającym się strumieniu, jaki dał mi Bóg, tylko że odnoszące się do Lydii i domu 
dziecka.

background image

Przypomniałem sobie o dwóch powiązanych wyrażeniach, których Bóg użył w Kiriat Motzkin: 

Pod tym samym jarzmem i tym samym zaprzęgiem. Zaprzęg obrazuje dwa zwierzęta pracujące razem 
w bliskiej relacji. Ale co z jarzmem? Nagle uświadomiłem sobie, że jest to obraz używany w Biblii 
regularnie do opisu dwóch ludzi zjednoczonych w małżeństwie. Czy to właśnie Bóg miał na myśli?

Zacząłem rozmyślać o różnicach i trudnościach. Lydia pochodziła z całkiem odmiennej kultury. 

Miała   silny   charakter,   była   naturalnym   przywódcą.   Stając   twarzą   w   twarz   z   niekończącymi   się 
trudnościami,  zbudowała dzieło,  którym  zarobiła  sobie  na szacunek chrześcijańskiej  społeczności. 
Została   już   użyta   w   wielu   własnych   bitwach.   Czy   będzie   chciała   się   poddać   głowie   w   domu, 
mężczyźnie znacznie młodszemu i mniej doświadczonemu niż ona? Czy będzie to dla niej praktyczne?

Między nami była ponadto różnica wieku. Ja miałem nieco ponad 30 lat, a Lydia, niesamowicie 

żywa   i   aktywna   osoba,   była   w   średnim   wieku.   Małżeństwo   dwóch   ludzi   o   takiej   różnicy   wieku 
nieuchronnie postawi nas przed niezwykłą presją.

Musiałem rozpatrzyć jeszcze jedną rzecz. Byłem jedynakiem. Moja edukacja była całkowicie 

intelektualna. Chociaż mogłem budować filozoficzne teorie o ludzkości, to niewiele wiedziałem o 
dzieleniu   życia   z   prawdziwymi   osobami.   Czy   mógłbym   stać   się   ojcem   dziewczęcej   rodziny   – 
dziewczynek, których rasowe i kulturowe środowiska tak bardzo różniły się od mojego? Czy będzie to 
w porządku narzucać tym dziewczynkom takiego ojca?

To wszystko leżało po negatywnej stronie. Pozytywna strona mogła być podsumowana jednym 

krótkim stwierdzeniem: Bóg powiedział. Jasno, ponadnaturalnie odkrył swój plan – najpierw wszystko 
mnie   samemu,   a   później   przez   znajomego   chrześcijanina   potwierdził   tak   samo   jasno   i   tak   samo 
nadnaturalnie. Nie przyszło to w wyniku moich modlitw czy nawet moich pragnień. Całe objawienie 
miało   swoje   źródło   wyłącznie   w  suwerennej   woli   Bożej.  Jeśli   odrzuciłbym   Boża   wolę   tak   jasno 
objawioną, to jak mógłbym oczekiwać Jego błogosławieństwa w przyszłości?

Byłem rozdarty pomiędzy ekscytacją i strachem: ekscytacją na myśl,  że Bóg miał tak jasno 

wyznaczony plan dla mojego życia; strachem, że to zadanie może okazać się tak trudne. Ostatecznie 
zdałem sobie sprawę, że nie będę mógł zrozumieć tego z wyprzedzeniem. To nie było tym, o co Bóg 
mnie   prosił.   Prosił   mnie,   abym   zobowiązał   się   w   wierze   do   planu,   który   On   objawił,   a   później 
pozwolił Mu zrobić rzeczy, których sam nie mógłbym zrobić.

Ostatecznie doszedłem do miejsca zobowiązania. Jak dotąd obejmowałem to tak, jak rozumiałem 

Boży plan dla mojego życia. Zaufałem Bogu, że mi objawi w Jego czasie i na Jego sposób wszystko, 
czego jeszcze nie rozumiałem.

Od tego momentu moja relacja z Lydią układała się coraz lepiej. Nasza przyjaźń była już bliska i 

ubogacająca nas obu. Ale teraz weszła w nową intymność i ciepło, które były coraz mocniejsze za 
każdym   razem,   gdy   ją   odwiedzałem.   Również   względem   dzieci   zaczynałem   czuć   pewien   rodzaj 
rodzicielskiej troski, której nigdy wcześniej nie znałem. Ostatecznie musiałem sam sobie przyznać: 
byłem zakochany w Lydii i zakochany w jej ósemce dzieci.

Kilka miesięcy później było już dla mnie oczywiste i normalne zapytać Lydię, czy ożeni się ze 

mną, a dla niej równie normalne odpowiedzieć tak. Pobraliśmy się na początku 1946 roku, około 
miesiąc przed moim opuszczeniem armii.

W tym  samym  roku przeprowadziliśmy  się z Ramallah  do Jerozolimy,  gdzie  pochłonął  nas 

burzliwy ciąg  wydarzeń,  które okazały się  bólami  porodowymi  państwa Izrael.  Nasze życie  było 
często w niebezpieczeństwie. Musieliśmy przeprowadzać się cztery razy – dwa z nich w nocy. Wojna i 
głód były ciągle wokół nas. Jednak Bóg chronił i zaopatrywał nas na takie sposoby, które ciągle nas 
zadziwiały. Dzielenie tych wszystkich doświadczeń jako rodzina związało nas więzami bliższymi niż 
te, które są w wielu typowych rodzinach – więzami, które do dzisiaj trzymają.

Z Jerozolimy przeprowadziliśmy się do Londynu, gdzie przez osiem lat pracowałem jako pastor 

zboru. Pod koniec tego okresu jedna ze starszych dziewczynek dorosła i opuściła dom. Wszystkie 
oprócz jednej wyszły za mąż. Z dwoma najmłodszymi dziewczynkami Lydia i ja przenieśliśmy się do 
Kenii, gdzie usługiwałem przez pięć lat jako dyrektor Teacher Training College for Africans (College 
Szkolący Afrykańskich Nauczycieli). W Kenii dwie wcześniej wymienione dziewczynki opuściły nas, 

background image

aby rozpocząć swoje kariery i wyjść za mąż. Również w Kenii adoptowaliśmy Jesikę, sześcioletnie 
dziecko afrykańskie, która została naszą dziewiątą córką.

W  1962 roku  Lydia,   Jesika  i ja  przeprowadziliśmy   się do  Ameryki  Północnej, najpierw  do 

Kanady, a później do Stanów Zjednoczonych, gdzie ostatecznie  się osiedliliśmy. Tutaj właśnie Bóg 
otworzył przed nami możliwość służby w każdej części kraju, a później w wielu innych narodach.

W   międzyczasie   rodzina   stale   rosła   w   liczbę   i   rozprzestrzeniła   się  na   wiele   części   świata: 

Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Australii. „Słońce nigdy nie gaśnie nad naszą 
rodziną” – czasami komentowała to Lydia. Mały strumień, który wypłynął w Ramallah stawał się 
otaczającą cały świat rzeką.

Przez   te   wszystkie   lata   Lydia   i   ja   mieliśmy   jedno   główne   źródło   siły,   które   nigdy   nas   nie 

zawiodło: naszą jedność. W naszym osobistym życiu modlitewnym  ciągle byliśmy upoważnieni do 
domagania się spełnienia obietnicy z Ewangelii Mateusza 18,19: „Nadto powiadam wam, że jeśliby 
dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który 
jest w niebie.” Nie ma możliwości, aby policzyć konkretne modlitwy, które spełniały się na podstawie 
tej obietnicy.

Również w naszej publicznej  służbie, gdy modliliśmy się przez długie godziny o chorych  i 

strapionych, nasza jedność doprowadzała nas do zwycięstw, których żadne z nas nie mogłoby odnieść 
samemu.  Znajomy   usługujący   razem   z   nami   kiedyś   to   skomentował:   „Oboje   pracujecie   razem, 
jakbyście byli jedną osobą.”

W 1975 roku po prawie 30 latach Bóg zabrał Lydię do domu. Oddała Mu ponad 50 lat żmudnej, 

bezinteresownej   służby.   Odpowiednie   wyrazy   uznania   względem   niej   są   zawarte   w   Księdze 
Przypowieści Salomona 31,28-29: 

Jej synowie nazywają ją szczęśliwą, jej mąż sławi ją, mówiąc:
Jest wiele dzielnych kobiet, lecz ty przewyższasz wszystkie!

Im więcej rozmyślam o swoim małżeństwie z Lydią,  tym bardziej zdumiewam się nad Bożą 

nieskazitelną mądrością. W momencie, gdy braliśmy ślub, nie miałem pojęcia o sposobie życia, jaki 
nas   czekał.   Nie   miałem   więc   podstawy   do   wybierania   sobie   żony,   ponieważ   nie   miałem 
podstawowych   informacji,   na   podstawie   których   sam   mogłem   dokonać   inteligentnego   wyboru.   Z 
drugiej strony patrząc wstecz na dzieła, próby i bitwy, które miały miejsce w ciągu tych trzydziestu 
lat, jestem przekonany, że Lydia była jedyną kobietą na świecie, która w tym wszystkim mogła być 
wystarczającym dla mnie pomocnikiem. 

Jak cudowne było to, że Bóg dokładnie wiedział, jakiego rodzaju żony będę potrzebował; że 

przez tak wiele lat przygotowywał ją dla mnie; że umieścił ją na ścieżce, na której celowo mnie 
prowadził i że wyznaczył ją dla mnie jako pomocnika, którego dla mnie wybrał. Za każdym razem, 
gdy o tym myślę, skłaniam swoją głowę w uwielbieniu i mówię z Pawłem:

O głębokości bogactwa i mądrości, i poznania Boga! Jakże niezbadane są wyroki jego i nie 
wyśledzone drogi jego!

(Rz 11,33)

background image

3.

Ruth

Po śmierci Lydii doświadczyłem takiej samotności, jakiej nigdy sobie nawet nie wyobrażałem. 

Strata bliskiej osoby jest czymś, czego od czasu do czasu doświadcza prawie każdy z nas. Jednak tak 
niewielu ludzi, nawet chrześcijan jest tak naprawdę na to przygotowanych. Przez ten czas poznałem 
nową miarę mojej potrzeby Ciała Chrystusa.

Przez   te   lata   zostałem   przyciągnięty   do   bliskiej   relacji   z   czterema   innymi   nauczycielami 

biblijnymi:   Donem   Bashamem,   Ernem   Baxterem,   Bobem   Mumfordem   i   Charlesem   Simpsonem. 
Wspólnie   zobowiązaliśmy   się   dzielić   modlitwą,   radą   i   przyjaźnią.   W   ten   sposób  wzajemnie   się 
wspieraliśmy i wzmacnialiśmy.

Pociecha, jaką otrzymałem od braci w tych godzinach samotności, pomogła mi zamienić smutek 

w wielką radość i zwycięstwo. Nadszedł dzień, w którym mogłem powiedzieć razem z Dawidem: 
„Zmieniłeś skargę moją w taniec. Rozwiązałeś mój wór pokutny i przepasałeś mię radością…” (Ps 
30,12).

Latem   1977   roku  cała   piątka   weszła   w   skład   międzynarodowej   grupy   charyzmatycznych 

liderów, zarówno katolickich jak i protestanckich, którzy pojechali na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. 
W Jerozolimie miałem przywilej przyłączyć się do świętowania pięćdziesięciolecia kapłaństwa przez 
belgijskiego kardynała Suenensa. Kiedy reszta grupy wyjechała, zdecydowałem się zostać w Izraelu 
przez jeszcze jeden tydzień. Ten czas przeznaczyłem na szukanie Pana, czy już nadszedł dla mnie 
czas, aby zwrócić ponownie swoje oblicze na Jerozlimę. Wiedziałem, że moja służba tutaj jeszcze nie 
została zakończona.

Wykorzystałem również okazję odwiedzenia biura organizacji, która tłumaczyła i sprzedawała 

moje książki w Izraelu i nie tylko. Będąc tam przypomniałem sobie o liście, który otrzymałem od nich 
jakiś czas wcześniej, zakończony ręcznie napisaną notką: „Chcę podziękować Ci za twoją służbę. 
Przez całe lata wiele ona dla mnie znaczyła. Ruth Baker.”

Czułem,   że   powinienem   skorzystać   z   okazji   i   wyrazić   swoją   wdzięczność.   Recepcjonistka 

powiedziała mi jednak, że Ruth Baker  od dwóch miesięcy ma poważnie uszkodzony kręgosłup, a 
przez to nie może pracować i cały czas jest w domu.

Bóg dał mi szczególny dar wiary do usługiwania ludziom z problemami kręgosłupa. Większość z 

osób,   o   które   się   modliłem,   była   uzdrawiana   –   niektórzy   natychmiastowo,   inni   stopniowo.   Nie 
przyjechałem   do   Jerozolimy,   aby   chodzić   do   chorych,   ale   czułem,   że   byłbym   ze   swojej   strony 
niewdzięczny, gdybym chociaż nie zaoferował swojej pomocy.

„Czy myślicie, że chciałaby ona, abym się o nią pomodlił?” – zapytałem w biurze. Cały zespół 

odpowiedział jednomyślnie i entuzjastycznie, że tak i wyjaśnił, jak do niej trafić.

Młody mężczyzna o imieniu David oddał do mojej dyspozycji samochód i zawiózł mnie na drugi 

koniec Jerozolimy pod wskazany adres. Po tym, jak przez czterdzieści minut jeździliśmy po wąskich i 
niedostatecznie   oznaczonych   uliczkach   nie   znajdując   jej   mieszkania,   powiedziałem   do   Davida: 
„Musimy być poza Bożą wolą. Wracajmy do domu.”

W momencie, w którym  David zawracał, spojrzałem jeszcze raz na numer domu po drugiej 

stronie ulicy. To był właśnie ten budynek, którego szukaliśmy!

Znaleźliśmy kobietę leżącą na dywanie w saloniku. Ujrzałem na jej twarzy napięte spojrzenie 

bólu tak powszechne u ludzi z bólami pleców. Po przekazaniu kilku instrukcji, jak uwolnić wiarę, 
położyłem swoją rękę na jej głowie i zacząłem się modlić. Wtedy nieoczekiwanie Pan dał mi dla niej 
słowo   prorocze,   które   zawierało   zarówno   zachętę,   jak   i   kierunek.   Na   podstawie   światła,   które 
zobaczyłem na jej rysach twarzy, mogę powiedzieć, że zostało ono powiedziane do jej wewnętrznych 
potrzeb. Rozmawialiśmy przez kilka minut i zacząłem zbierać się do wyjścia z poczuciem spełnionego 
obowiązku.

Przez   resztę   tygodnia   wychodziłem   bardzo   rzadko,   koncentrując   się   na   szukaniu   Bożej 

odpowiedzi dotyczącej mojej przyszłości. Jednak nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nadszedł ostatni 

background image

dzień mojego pobytu w Jerozolimie, a jeszcze nic nie usłyszałem od Boga. Następnego dnia wcześnie 
rano miałem wyjechać z lotniska Ben Gurion.

Ten nocy położyłem się spać około 23.00, ale nie mogłem spać. Nagle zdałem sobie sprawę, że 

bariery opadły i znalazłem  się w bezpośrednim kontakcie  z Bogiem.  Więcej  nie myślałem  już o 
spaniu. Przez resztę nocy Bóg do mnie mówił. W większości słyszałem Jego głos mówiący w moim 
duchu w cichym autorytecie, który nie mógł pochodzić z jakiegokolwiek innego źródła, tylko od 
samego Boga.

Przypomniał mi kierunek, jaki moje życie miało do tego momentu. Przez mój umysł przeszło 

wiele   przypadków   i   zbiegów   okoliczności,   w   których   Bóg   interweniował,   aby   mnie   chronić   i 
prowadzić.   Przypomniał   mi   również   różne   obietnice,   które   dał   mi   przez   lata   –   te   które   już   się 
wypełniły,  jak i te, które jeszcze pozostawały niewypełnione. Zapewnił mnie, że jeśli nadal będę 
chodził w posłuszeństwie, wszystkie zostaną wypełnione.

We wczesnych godzinach rannych dziwny ale żywy obraz pojawił się przed moimi oczyma. 

Zobaczyłem   wzgórze   stromo   wznoszące   się   przede   mną,   wzgórze,   które   przypominało   mi   jedno 
zbocze na górę Syjon w południowo-zachodniej części Starego Miasta w Jerozolimie. Zygzakowata 
ścieżka wiła się na wzgórze z samego dołu na sam szczyt.

Instynktownie wiedziałem, że reprezentuje to mój powrót do Jerozolimy. Przez całą drogę będzie 

się ona stopniowo wspinać w górę. Będzie wiele ostrych zwrotów, najpierw jedna droga, a później 
inna. Jeśli jednak ukierunkuję swoją głowę i wytrwam, to dojdę do miejsca, które Bóg wyznaczył mi 
w Jerozolimie.

W tym obrazie najbardziej uderzył mnie widok postaci kobiety, siedzącej przede mną na ziemi w 

miejscu, w którym ta ścieżka zaczynała się wspinać w górę. Rysy jej twarzy były europejskie, miała 
blond  włosy.   Była   jednak  ubrana  w strój  orientalny  w kolorze   trudnym   do zdefiniowania,   ale  w 
przeważającej mierze zielony. Najbardziej uderzyła mnie jej niezwykła postura. Jej plecy były wygięte 
do przodu w nienaturalnej, nadwerężonej pozycji, sugerującej ból. Nagle rozpoznałem ją. To była 
Ruth Baker.

Dlaczego Bóg przyprowadził tę kobietę przede mnie i w tak dziwnym kontekście? Zanim jeszcze 

sformułowałem to pytanie, znałem już odpowiedź. Nie przyszło to do mnie przez jakikolwiek proces 
rozumowania, nie było to nawet słowo od Boga. To było gdzieś tam, umieszczone w takim miejscu 
mojego umysłu, do którego wątpliwości nie mają dostępu. Bóg zamierzył, aby ta kobieta została moją  
żoną
.

Z   taką   samą   pewnością   wiedziałem,   dlaczego   kobieta   siedziała   dokładnie   w   miejscu,   gdzie 

ścieżka zaczynała się piąć w górę. Nie było żadnej innej drogi, aby wejść na tę ścieżkę. Poślubienie jej 
miało być pierwszym krokiem  w stronę mojego powrotu do Izraela. Bóg nie pozostawił mi żadnej 
innej możliwości.

Cała seria emocji zalała mojego wewnętrznego człowieka – zdumienie, strach, ekscytacja. Przez 

chwilę byłem nawet kuszony złością na Boga. Jak On mógł mnie postawić przed taką sytuacją? Czy 
On   naprawdę   prosi   mnie,   abym   poślubił   kobietę,   którą   tylko   raz   spotkałem,   o   której   nic   nie 
wiedziałem?   Czekałem,   aby   sprawdzić,   czy   Bóg   ma   coś   do   dodania   w   tej   kwestii   –   np.   jakieś 
wyjaśnienie. Ale nie przyszło nic więcej.

Zauważyłem, że muszę działać z nadzwyczajną uwagą. Byłem dobrze znaną osobą w pewnych 

kręgach chrześcijańskich. Jeśli zrobiłbym  teraz jakieś głupie posunięcie, szczególnie w dziedzinie 
małżeństwa, przyniósłbym hańbę Panu i stał się przeszkodą dla Jego ludu. Zdecydowałem się nikomu 
nie mówić, co się stało. Chciałem po prostu nosić tę sprawę przed Panem w modlitwie i szukać 
dalszych wskazówek od Niego.

Po powrocie  do  Stanów Zjednoczonych  przez  miesiąc  modliłem   się  – szczerze,   poważnie   i 

ciągle. Nic się nie zmieniło. Ta wizja nie odeszła z mojego umysłu. Jeśli coś w ogóle się stało, to stała 
się   ona   jeszcze   żywsza.   Pod   koniec   miesiąca   nadal   czułem,   że   Bóg   nie   pozostawił   mi   żadnej 
alternatywy – chciał, abym poślubił Ruth Baker.

background image

Ostatecznie powiedziałem sobie: „Wiara bez uczynków jest martwa. Jeśli naprawdę wierzę, że to 

Bóg objawił mi swoją wolę, to lepiej zacznę działać.” Usiadłem więc i napisałem krótką wiadomość 
do Ruth Baker do Jerozolimy, sugerując jej, że jeśli kiedykolwiek wróci do Stanów Zjednoczonych, to 
może być zainteresowana odwiedzeniem społeczności chrześcijańskiej w Kansas City. Ludzie w tym 
miejscu mają szczególną miłość do Izraela i są również głęboko ze mną związani.

Chwilę po tym, jak wysłałem maila, otrzymałem odpowiedź. Ruth ze swoją córką miała właśnie 

zamiar   wyjechać   na   jakiś   czas   z   Izraela   do   Stanów   Zjednoczonych.   Była   wdzięczna   za   moje 
zainteresowanie i że istotnie chciałaby odwiedzić społeczność chrześcijańską w Kansas City. Podała 
kilka terminów, które by pasowały w jej planach oraz numer telefonu, pod którym będzie osiągalna w 
Maryland.

Natychmiast do niej zadzwoniłem i ustaliłem datę jej wizyty w Kansas City. Osobiście miałem 

wkrótce usługiwać w Południowej Afryce, ale tak wszystko ustawiłem, żeby być w Kansas City przez 
pierwsze dwa dni pobytu Ruth, a następnie bezpośrednio stąd pojechać do Południowej Afryki.

Liderem   społeczności   w   Kansas   City   był   David,   młody   człowiek,   który   woził   mnie   w 

Jerozolimie. Ruth ze swoją córką oraz ja nocowaliśmy w jego przestronnym domu. Drugiego dnia 
Ruth zorganizowała ze mną spotkanie dotyczące problemu, który ostatnio powstał w Jerozolimie.

Kiedy weszła, powiedziałem jej komplement odnośnie sukienki, którą miała na sobie założoną. 

„Jest w arabskim stylu”, odpowiedziała. „Kupiłam ją w Starym Mieście.” Następnie wyjaśniła, że uraz 
jej pleców sprawia, że odczuwa mocny ból, gdy siedzi przez dłuższy czas na zwykłym krześle. Za 
moją zgodą usiadła na podłodze, z plecami opartymi o ścianę i z kolanami skierowanymi w jedną 
stronę.

Nieświadomie mój umysł skierował się na kobietę, którą widziałem tamtej nocy, siedzącą na 

początku ścieżki na wzgórze. Nie tylko przede mną znajdowała się ta sama kobieta; ale miała ubraną 
taką samą sukienkę w niezwykłym stylu i kolorze oraz siedziała dokładnie w takiej samej pozycji, 
która była cichym świadectwem bólu. Każdy szczegół się zgadzał!

Nie mogłem mówić. Mogłem jedynie pełen szacunku wpatrywać się w nią. Wtedy gorący prąd 

ponadnaturalnej mocy przelał się przez moje ciało i zostałem napełniony niewyrażalną miłością do 
kobiety,   która   pozornie   była   dla   mnie   ciągle   nieznajomą   osobą.   Przez   kilka   krótkich   chwil 
siedzieliśmy w ciszy. Później, wysiłkiem woli, rozkazałem swoim emocjom i zacząłem pytać się o 
problemy, które spowodowały, że chciała szukać mojej rady.

Przez resztę naszej rozmowy, mój umysł działał jednocześnie na dwóch poziomach. Z jednej 

strony   zaoferowałem   swoją   poradę   względem   problemów   Ruth,   a   z   drugiej   strony   próbowałem 
zrozumieć to, co działo się w moim wnętrzu.

Zanim następnego dnia wyjechałem do Południowej Afryki, krótko zapytałem się Ruth o jej 

przyszłość. Zaplanowała, aby wrócić do Jerozolimy na żydowski Nowy Rok i Yom Kippur (Dzień 
Odkupienia), który w tym  roku przypadał na koniec września. Zbiegiem okoliczności miałem już 
zorganizowany   powrót   z   Południowej   Afryki   przez   Izrael,   planując   zatrzymać   się   kilka   dni   w 
Jerozolimie. Zapragnąłem, aby być tam w święto Yom Kippur.

Przez   cały  czas   swojej   służby   w  Południowej   Afryce   zastanawiałem   się,   co   dalej   zrobić   w 

sprawie Ruth. Dwie rzeczy były dla mnie teraz jasne: Bóg zamierzył, abym się z nią ożenił oraz to, że 
byłem w niej zakochany. Miałem teraz do zrobienia następny krok. Zdecydowałem się wysłać Ruth 
telegram, prosząc ją o spotkanie na śniadaniu o 9.00 w hotelu Króla Dawida w Jerozolimie dzień 
przed Yom Kippur.

Moja służba w Południowej Afryce zakończyła się weekendem w kościele w Pretorii, gdzie 

otrzymałem hojny dar miłości w południowoafrykańskich randach. Prawo walutowe nie pozwalało mi 
wywieźć tych pieniędzy z kraju. Aby wymienić taką kwotę w dolary, musiałbym stracić wiele czasu. 
Wtedy przypomniałem sobie, że Afryka Południowa jest znana ze swoich diamentów. Pod wpływem 
chwilowego impulsu zdecydowałem się na zakup jednego z nich.

Zostałem   skierowany   do   sklepu   jubilerskiego   w   Pretorii,   którego   właścicielem   był   członek 

kościoła.  Pokazał  mi  pełen asortyment  diamentów,  omawiając cechy każdego z nich. Ostatecznie 

background image

wybrałem jeden, który wydawało mi się, że błyszczy bardziej brylantowymi odcieniami niż pozostałe. 
Sprzedawca opakował go bardzo ostrożnie w kawałek papieru, składając go kilka razy i powiedział 
mi, abym niósł go w kieszeni.  Wyglądało   to   na   zwyczajną   uwagę,   jak   nosić   diamenty,   więc 
wykonałem jego instrukcje.

Gdy  miałem   wychodzić   ze   sklepu   zauważyłem   piękną   złotą   broszkę   z   podwójnymi   oczami 

tygrysa.  Sprzedawca podał mi cenę i policzyłem  randy,  które mi jeszcze zostały.  Okazało się, że 
akurat mi wystarczy, więc kupiłem również tę broszkę i zapakowałem ją jak prezent.

Dwa dni później o godzinie 8.45 zająłem miejsce w lobby hotelu Króla Dawida w Jerozolimie. 

Wybrałem miejsce na wprost obrotowych drzwi wejściowych. Jedno pytanie wypełniało mój umysł: 
Czy Ruth przyjdzie na spotkanie?

Dokładnie   o   9.00   weszła   przez   drzwi   obrotowe.   Wstałem   i   przywitałem   ją,   następnie 

poprowadziłem ją do dużego pokoju jadalnego, gdzie wyszukane śniadanie było przy bufecie.

Zdziwiłem się, że nasza rozmowa płynęła w wolności od samego początku. Opisałem różne 

spotkania,   które   prowadziłem   w   Afryce   Południowej.   Później   włożyłem   rękę   do   kieszeni   i 
wyciągnąłem ładnie opakowaną broszkę z oczami tygrysa. „Przywiozłem Ci pamiątkę z Południowej 
Afryki” – powiedziałem.

Ruth otworzyła  paczkę i wyciągnęła  broszkę. „Jest piękna!”  – wykrzyknęła. „Naprawdę nie 

wiem,   jak   Ci   dziękować.”   Jej   oczy   rozbłysły   i   lekki   rumieniec   pojawił   się   na   jej   policzkach. 
Przypomniały mi się klejnoty, które Izaak przesłał Rebece przez sługę Abrahama – i wszystko, co się 
stało po ich przyjęciu.

Po śniadaniu poszliśmy do głównej synagogi na King George Avenue, aby dostać bilety na 

nabożeństwa Yom Kippur. Kiedy wracaliśmy do hotelu, zaproponowałem, abyśmy spędzili resztę 
poranka na leżakach przy basenie oraz poprosiłem Ruth, aby opowiedziała mi o niej samej i łańcuchu 
wydarzeń, który przywiódł ją do Jerozolimy. Jak przypuszczałem, nić cierpienia przebiegała przez jej 
opowieść, osiągając swój punkt kulminacyjny w miłosierdziu i łasce Boga, który przyprowadził ją do 
siebie i powołał do służenia Mu w Izraelu.

Byłem   szczególnie   zainteresowany   odpowiedzią   na   jedno   pytanie:   Jak   skończyło   się   jej 

małżeństwo? Jeśli rozwodem, jak przypuszczałem, to z jakiego powodu? Wcześniej w swojej służbie 
zrobiłem   uważne   studium   biblijne   na   temat   rozwodu   i   ponownego   małżeństwa.   Doszedłem   do 
wniosku, że osoba, która oddala małżonka na podstawie udowodnionej niewierności ma oczywiste, 
biblijne prawo do ponownego małżeństwa bez jakiegokolwiek znamienia winy czy poczucia niższości. 
Teraz, gdy słuchałem historii Ruth, byłem zadowolony, że jej przypadek zalicza się do tej kategorii.

Naturalnie przedłużyła się nam ta rozmowa aż do lunchu. Ale jak przypuszczałem, siła Ruth 

ostatecznie kończyła się. Nie mogła już więcej mówić. Nadeszła moja kolej!

Po chwili  wahania  opowiedziałem  jej  tak  jasno jak tylko  mogłem  o wizji, którą  miałem,  o 

ścieżce na górę z nią siedzącą na jej początku.

„To właśnie dlatego zaprosiłem cię na spotkanie w Kansas City”, kontynuowałem, „dlatego też 

zaprosiłem cię na dzisiejsze spotkanie. Wierzę, że Bożym celem dla nas jest małżeństwo i wspólna 
służba.” Po krótkiej chwili dodałem: „Nie możesz jednak decydować na podstawie objawienia, które 
Bóg mi dał, sama musisz to usłyszeć od Niego.”

Prosto i spokojnie Ruth odpowiedziała, że Bóg już wcześniej mówił jej o tym.  „Po naszym 

spotkaniu w Kansas City”, powiedziała, „powiedziałam Panu, że jeśli poprosisz mnie, abym za ciebie 
wyszła, to powiem ‘Tak’.” Od tej chwili wiedzieliśmy, że zobowiązaliśmy się względem siebie.

Wieczorem po nabożeństwie w synagodze powiedziałem Ruth o mojej relacji z czterema innymi 

nauczycielami.   „Zdecydowaliśmy   się   nie   podejmować   żadnych   ważnych   osobistych   decyzji   bez 
wzajemnej   konsultacji”,   wyjaśniłem.   „Z   tego   też   powodu   nie   mogę   pójść   dalej   w   zobowiązaniu 
względem ciebie, dopóki nie porozmawiam ze swoimi braćmi. Jednak wierzę, że Bóg objawił swój 
plan prosto i doprowadzi go do końca.”

background image

Podczas   kolejnego   dnia   postu,   spędziliśmy   z   Ruth   wiele   czasu   razem,   czekając   na   Boga   i 

ponownie oddając swoje życie Jemu, dla Jego celów. Im bliżej podchodziliśmy do Pana, tym bliżej 
czuliśmy się również względem siebie.

Wczesnym   rankiem   następnego   dnia   opuściłem   Jerozolimę.   W   samolocie   miałem   czas,   aby 

pomyśleć   o   wszystkim,   co   się   stało.   Jakie   to   cudowne,   pomyślałem,   że   Bóg   tak   zaaranżował 
ustanowienie   naszej   relacji   w   największe   święto   żydowskiego   kalendarza   i   zapieczętował   to   w 
modlitwie i poście!

Zaraz po powrocie do Stanów Zjednoczonych podzieliłem się nowym zdarzeniem z Charlesem 

Simpsonem,   chociaż   minął   ponad   miesiąc   zanim   mogłem   spotkać   się   z   wszystkimi   czterema 
przyjaciółmi-nauczycielami.  Spędziliśmy  pół dnia rozmawiając  o moim  małżeństwie  z Ruth. Gdy 
opowiedziałem historię o tym, jak Bóg prowadził mnie, uświadomiłem sobie jak wiele z tego było 
subiektywne i ponadnaturalne. Dla mnie to wszystko było tak realne i żywe. Dla innych mogło to po 
prostu wyglądać nierealne i dziwne.

Były jeszcze inne problemy. Przez złamanie małżeństwa – jak ja to widziałem – zgrzeszono 

przeciwko Ruth, ale ona nie zgrzeszyła. Pomimo to w kręgach chrześcijańskich słowo rozwód prawie 
zawsze wiąże się z negatywną reakcją, która niekoniecznie przyjmuje właściwe spojrzenie na biblijną 
interpretację.   Dla   mnie,   jako   znanego   nauczyciela   biblijnego,   poślubienie   rozwiedzionej   kobiety 
mogło stać się obrażeniem niektórych ludzi.

Dodatkowo  Ruth   była   częściową   inwalidką.   W   takim   razie   byłaby   zdecydowanie   bardziej 

ciężarem niż błogosławieństwem dla mojego aktywnego stylu służby. Osobiście byłem przekonany, że 
proces   uzdrowienia   w   życiu   Ruth   już   się   rozpoczął.   Muszę   jednak   dodać,   że   nie   było   żadnego 
widocznego dowodu popierającego moje przekonanie.

Moi bracia oczywiście bardziej troszczyli się o mnie niż o Ruth. Obawiali się, że nieodpowiednie 

małżeństwo na tym etapie mogło skompromitować całą moją służbę i udaremnić cały Boży cel na 
resztę mojego życia.  Po długiej  dyskusji  powiedzieli  mi,  że w tym  momencie  nie mogą  poprzeć 
mojego małżeństwa z Ruth. Na moją prośbę dali mi list, podpisany przez nich wszystkich, który 
krótko, lecz delikatnie, przedstawiał ich punkt widzenia.

W tym momencie zostałem postawiony przed niektórymi z najcięższych decyzji w swoim życiu. 

Moja relacja ze znajomymi nauczycielami nie miała znaczenia legalnego kontraktu i nie była w swojej 
strukturze denominacyjna. Każdy z nas mógł wycofać się w każdym momencie, jeśli uważał, że to jest 
słuszne. Czy powinienem skorzystać z tej możliwości? Rozważając to nie martwiłem się zbytnio o to, 
co   mogą   powiedzieć   moi   bracia,   ale   o   to   co   sam   Bóg   na   to   powie.   Według   mnie   nie   ma   nic 
ważniejszego w życiu niż Boża przychylność.

Przypomniałem   sobie   Psalm   15   i   obraz   człowieka,   który   znalazł   Bożą   przychylność,   a   w 

szczególności zdanie, że taki człowiek: „choćby złożył przysięgę na własną szkodę, nie zmieni jej” (w. 
4).   Zobowiązanie,   od   którego   człowiek   odstępuje,   jeśli   przestaje   mu   się   podobać,   wcale   nie   jest 
zobowiązaniem. Oprócz tego w godzinie straty bliskiej osoby przyjąłem wsparcie, które dali mi moi 
bracia. Czy mogłem przyjąć ich pociechę, gdy była mi na rękę, a odrzucić ich radę, kiedy sprzeciwiała 
się ona moim pragnieniom?

Nic nie zmieniło się w moich uczuciach do Ruth. Ciągle byłem przekonany, że jest ona dla mnie 

cennym darem od Boga. Czy Bóg mógłby prosić mnie, abym z niej zrezygnował? Pamiętam, jak Bóg 
dał Abrahamowi Izaaka, następnie prosił, aby Abraham oddał go z powrotem w ofierze na Górze 
Moria. Dopiero po tym, jak Abaraham udowodnił, że był gotów ponieść ofiarę, Bóg uwolnił swoje 
pełne błogosławieństwo zarówno na Abrahama – składającego ofiarę, jak i na Izaaka – samą ofiarę.

Napisałem kiedyś książkę na ten temat zatytułowaną: The Grace of Yielding

2

 (Łaska poddania  

się). Jeśli sam nie poddałbym się temu nauczaniu, zostałbym potępiony w swoim własnym sercu jako 
ten, kto głosi innym to, do czego sam nie został przygotowany w praktyce. Zauważyłem, że moje 

2

 Wydana przez Derek Prince Ministries, Fort Lauderdale, Florida (1977). W języku polskim książka ta została wydana 

przez Instytut Dereka Prince’a (przyp. tłum.).

background image

przekonania nie pozostawiły mi wyboru. Musiałem poddać się decyzji moich braci i powiedzieć o tym 
Ruth.

Z ciężkim  sercem  zadzwoniłem  do Ruth,  aby jej  to zakomunikować.  Jedyną  pociechą,  jaką 

mogłem jej zaoferować, był mój przyjazd do Jerozolimy w ciągu dwóch tygodni, ponieważ musiałem 
spotkać   się   z   kilkoma   przywódcami   w   związku   z   planowanym   wyjazdem.   Obiecałem   dokładniej 
wyjaśnić jej całą sprawę osobiście. Dwa tygodnie później ponownie spotkaliśmy się na śniadaniu w 
hotelu Króla Dawida. Z pozoru nasze spotkanie było zaskakująco bez emocji. Powiedziałem Ruth o 
wszystkim, co wiedziałem i pokazałem jej list od swoich braci.

„Czuję,   że   powinniśmy   zerwać   ze   sobą   wszelkie   kontakty,”   powiedziałem,   „z   wyjątkiem 

kontaktu, jaki możemy mieć przez modlitwę.” Ruth zapewniła mnie, że rozumie moją decyzję i że się 
ze mną zgadza. Nie potrzebowaliśmy jakichkolwiek słów, aby pokazać, że nasze uczucia względem 
siebie się nie zmieniły. Śniadanie się skończyło, odprowadziłem Ruth do taxi i patrzyłem na samochód 
aż nie zniknął mi w ruchu ulicznym.

W następnych dniach ponura zima osiadła na mojej duszy. Życie było tak puste, każde zadanie 

było harówką. Wydawało się, że moi najbliżsi przyjaciele byli daleko ode mnie.

Później niespodziewanie pewne słowa uformowały się w moim umyśle i osiadły tam: Co umiera 

jesienią, zostanie wzbudzone do życia wiosną. Nie rozumiałem tego w pełni, ale rozpaliło to w mojej 
duszy nową iskrę nadziei.

Pod   koniec   roku   jechałem   do   Australii,   aby   tam   usługiwać.   W   samolocie,   wysoko   nad 

Pacyfikiem, moje oczy spoczęły na wersecie Biblii, która leżała na moich kolanach: „Z krańców ziemi 
wołam do ciebie w słabości serca: Wprowadź mnie na skałę wyższą ode mnie!” (Ps 61,3). Wywarło to 
na mnie wrażenie, gdyż względem Izraela Australia jest najdalszym, zamieszkiwanym krańcem ziemi.

Kraniec ziemi, rozmyślałem.  To właśnie tam zmierzam!  Przeczytałem raz jeszcze te słowa. „Z 

krańców ziemi wołam do ciebie…” Czy właśnie dlatego Bóg zabiera mnie do Australii? Nie, aby 
usługiwać innym, ale szukać Boga w modlitwie w swoim życiu?

W   ciągu   tygodni   spędzonych   w   Australii   modlitwa   przybrała   dla   mnie   nowy   wymiar. 

Wypełniłem wszystkie swoje zobowiązania względem służby, ale resztę swojego czasu poświęciłem 
na   modlitwę.   Punkt   kulminacyjny   nadszedł,   gdy   spędzałem   tydzień   w   Adelajdzie,   kiedy   miałem 
usługiwać tylko wieczorami. Każdego dnia zamknięty w małym klimatyzowanym pokoju gościnnym 
pastorskiego budynku, cały oddałem się modlitwie. Wiele czasu spędziłem leżąc przed Bogiem twarzą 
ku ziemi.

Miałem   wrażenie,   że   miałem   przedrzeć   się   przez   długi   ciemny   tunel.   Miejsce   uwolnienia   i 

wypełnienia było przygotowane dla mnie na dalekim końcu, ale nie mogłem się tam dostać inaczej, 
jak tylko przejść przez tunel. Mój postęp mógł być mierzony godzinami spędzonymi na modlitwie. W 
końcu ostatniego dnia tygodnia, nadeszło wspaniałe uwolnienie. Odczułem, że doszedłem do światła 
na końcu tunelu.

Od tego momentu wiedziałem, że moja przyszłość z Ruth jest pewna. Nie było już więcej walki, 

zmagania  się  i strapienia.  W  duchowej  rzeczywistości  sprawa została  zakończona.  Mogłem tylko 
czekać z cichym zaufaniem, że zacznie to pracować w naturalnej rzeczywistości.

W kolejnych miesiącach czułem się, jakbym oglądał żywą szachownicę, na której ręka mistrza 

układała jeden pionek po drugim na właściwym miejscu. Pozostawiłem Ruth opowiedzenie tej części 
naszej historii z jej perspektywy, co robi na końcu tej książki. Wystarczy powiedzieć, że Bóg działał 
bardzo   potężnie   w   sercach   moich   przyjaciół   nauczycieli   tak   samo   jak   w   moim.   Zagwarantował 
również Ruth całkowite uzdrowienie, co do którego Mu ufaliśmy.

W kwietniu 1978 roku Ruth i ja ogłosiliśmy nasze zaręczyny, a w październiku wzięliśmy ślub. 

Charles Simpson prowadził ceremonię i wraz z innymi nauczycielami oddał nas Panu. Jakże potężnie 
odczuliśmy Bożą przychylność nad nami!

Z   Ruth   obok   mnie   moja   służba   wkroczyła   w   nową   fazę.   W   wieku   63   lat   mogłem   łatwo 

oczekiwać na stopniowe zmniejszanie moich sił i zasięgu. Jednak okazało się, że cała moja służba 
zaczęła  rozrastać się na sposoby,  których  nie oczekiwałem.  Przez kilka lat – przy pomocy radio, 

background image

książek, kaset i osobistej usługi – dosięgłem większości planety. Najbardziej ekscytujące było to, że 
mój program radiowy dotykał miliony ludzi, którzy nie usłyszeliby o Bożym Słowie w jakikolwiek 
inny sposób.

Niezawodna miłość Ruth i całkowita zgoda dały mi siłę i pewność do wzięcia nowych wyzwań, 

które   Bóg   ciągle   stawiał   przede   mną.   Jednak   podstawą   naszego   sukcesu   w   służbie   było 
wstawiennictwo.  W tym  osiągnęliśmy  całkowitą  „zgodę” – harmonię  w duchu, która  wytworzyła 
modlitwę nie do pokonania.

Gdy  Ruth i ja wspólnie działaliśmy,  Bóg nadawał nowy wymiar  mojej służbie uzdrawiania. 

Często teraz nauczam ponad godzinę, później oboje usługujemy chorym przez cztery czy pięć godzin, 
kiedy to Bóg podtrzymuje prawdziwość świadectwa prawdy słowa, które wcześniej głosiłem. Zanim 
kończyła się taka sesja, Ruth i ja czasami kładliśmy ręce na innych parach i przekazywaliśmy im taki 
sam rodzaj ponadnaturalnej służby, którą Bóg nam dał.

Rozwój naszej służby powodował konieczność długich i żmudnych podróży do coraz większej 

ilości krajów. Byliśmy wystawiani na problemy spowodowane przez ciągłe zmiany klimatu, jedzenia i 
kultury. W takich sytuacjach Ruth przewidywała moje potrzeby szybciej niż ja i niezmiennie wpadała 
na zadziwiające pomysły, aby je zaopatrzyć.

Również w innych dziedzinach takich jak zarządzanie i twórcze pisanie, Bóg wyposażył Ruth 

umiejętnościami, które zaspokajały potrzeby, z których nawet nie zdawałem sobie sprawy, że mogą 
powstać. Coraz bardziej i bardziej dziwiłem się, jak jej możliwości uzupełniały moje, dokładnie jak 
rękawiczka pasuje do ręki. Podobnie jak w pierwszym małżeństwie Bóg ponownie dał mi „pomocnika 
odpowiedniego dla mnie”. W ciągu tych lat pomiędzy moimi małżeństwami, natura moich potrzeb 
zmieniła się. Ale sposób, w jaki Bóg je zaspokoił w drugim małżeństwie był dla mnie tak bezbłędny 
jak w pierwszym.

W każdym przypadku Bóg pracował zgodnie ze swoim planem małżeństwa, ustanowionym na 

początku ludzkości. Tak jak było z Lydią, tak samo było z Ruth. Bóg przewidział dokładnie taką żonę, 
jakiej   potrzebowałem;   ostrożnie   ją   dla   mnie   przygotowywał;   umieścił   ją   na   ścieżce,   którą   mnie 
prowadził; i wskazał mi ją jako pomocnika, którego dla mnie wybrał.

Również w każdym przypadku działanie Bożego planu sprawiło zjednoczenie dwóch w jedno, 

czyli w Jego ostateczny cel dla małżeństwa.

background image

Boża ścieżka wiodąca do małżeństwa

background image

4.

Brama

W pierwszym rozdziale krótko naszkicowałem biblijne zasady wchodzenia w małżeństwo. W 

kolejnych dwóch rozdziałach opisałem, jak moje osobiste doświadczenie małżeńskie – najpierw z 
Lydią, a później z Ruth – było zadziwiająco zgodne z biblijnym wzorem. Ponieważ zrozumienie tych 
zasad   jest   podstawą   do   wszystkiego,   o   czym   będziemy   dalej   mówić,   przedstawię   je   bardziej 
szczegółowo:

1. Sam Bóg zapoczątkował małżeństwo na początku ludzkości. Mężczyzna nie ma swojej części 

w planowaniu małżeństwa. Bez Boskiego objawienia, mężczyzna nie może  tego zrozumieć, 
więc tym mniej może stać się częścią tego doświadczenia.

2. Decyzja, że mężczyzna miał się ożenić, pochodziła od Boga, nie od człowieka.
3. Bóg wiedział, jakiego rodzaju pomocy potrzebuje mężczyzna. Mężczyzna tego nie wiedział.
4. Bóg przygotował dla mężczyzny kobietę.
5. Bóg przedstawił kobietę mężczyźnie. Mężczyzna nie musiał chodzić i jej szukać.
6. Bóg uświęcił naturę ich wspólnego życia. Jego ostatecznym celem była jedność.
7. Jezus podtrzymał pierwotny Boży plan dla małżeństwa jako obowiązujący wszystkich, którzy 

stają się Jego uczniami. Do dzisiaj jest to ważne.

Standard małżeństwa, jaki Bóg w ten sposób ustanowił, jest wysoki, ale nie nieosiągalny. Na 

całym świecie są chrześcijanie pochodzący z różnych ras i kultur, którzy mogą zaświadczyć, że Boży 
plan działa. Każdy gotowy spełnić warunki chrześcijanin może doświadczyć działania tych zasad w 
swoim własnym życiu.

Co więc trzeba spełnić?  Jest jeden bardzo ważny warunek, który jest jakby bramą na progu 

życia, który Bóg przygotował dla swojego ludu. Wszyscy, którzy chcą wejść w Jego plan, muszą 
przejść przez tę bramę.  Stosuje się to szczególnie  do Bożego planu dla małżeństwa,  ale  również 
dotyczy każdej innej dziedziny życia chrześcijańskiego.

W Liście do Rzymian 12,1 Paweł stawia nas twarzą w twarz z tą bramą: „Wzywam was tedy, 

bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo 
taka winna być duchowa służba wasza.” W jedenastym rozdziale Listu do Rzymian Paweł naucza o 
bezgranicznym   miłosierdziu   Bożym   względem   ludzkości   i   pełnym   Jego   zaopatrzeniu,   które   dał 
wszystkim   ludziom,   Żydom   i   poganom,   poprzez   śmierć   Jezusa   Chrystusa.   Teraz   dochodzi   do 
odpowiedzi, której Bóg wymaga od każdego z nas. To jest proste i przyziemne: oddać swoje ciało 
Bogu jako ofiarę żywą.

Jest to ofiara, której Bóg od nas wymaga,  aby wykonać  Jego plan. Dlaczego  jednak Paweł 

podkreśla,   że   jest   to  żywa  ofiara?   Ponieważ   w   ten   sposób   chce   pokazać   kontrast   ze 
starotestamentowymi ofiarami, które najpierw były uśmiercane, a dopiero później martwe kładzione 
na ołtarzu. W Nowym Testamencie Bóg wymaga, aby każdy wierzący oddał swoje ciało jako całość 
na Jego ołtarzu – ma to być jednak  żywe  ciało, które jest aktywne i oddane w służbie dla Niego. 
Jednak   w   Nowym   Testamencie,   podobnie   jak   w   Starym,   Bóg   wymaga   całkowitego   i   szczerego 
poddania się.

Oddać swoje ciało Bogu oznacza, że już dłużej nie rościsz sobie praw do jego posiadania i 

kontrolowania, już dłużej nie decydujesz, dokąd ma ono iść, co ma jeść i w co masz się ubierać, czy 
jaki rodzaj usługiwania ma być prowadzony. O tym wszystkim ma decydować teraz Ten, któremu 
poddałeś się w całkowitą i ostateczną kontrolę. Ponieważ jest On twoim Stwórcą, wie lepiej niż ty, co 
może osiągnąć w twoim poddanym ciele i przez nie.

Pierwszy wynik tego poddania się jest taki, że On uświęca twoje ciało. W Ewangelii Mateusza 

23,19   Jezus   przypomina   faryzeuszom,   że   to   ołtarz   uświęca   (czy   czyni   świętą)   ofiarę   na   nim 
umieszczoną, a nie odwrotnie. Odnosi się to do twojego ciała, gdy jest ono umieszczone na Bożym 
ołtarzu. Przez ten akt zostaje ono uświęcone, uczynione świętym, oddzielonym dla Boga.

background image

Ma to szczególne znaczenie dla rozważań o małżeństwie, ponieważ jest ono jednością, w której 

dwa  ciała  stają się jednym. Od samego początku Bóg mówił: „Ci dwoje staną się jednym  ciałem”. 
Jakiż bezcenny przywilej doprowadzić do takiej jedności ciało, które zostało uczynione świętym!

Niestety wielu młodych ludzi dzisiaj nadużywało, hańbiło i zanieczyszczało swoje ciało przez 

narkotyki, zakazany i nienaturalny seks lub przez wiele innych niszczących praktyk. Czy tacy ludzie 
mogą jeszcze wnieść w małżeńską jedność ciało, które zostało uczynione świętym, które już nie jest 
źródłem hańby? Tak. Przez ołtarz dany w śmierci Jezusa na krzyżu, Bóg oferuje święte ciało nawet 
tym ludziom, ponieważ krew Jezusa przelana na ołtarzu „oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” (1 J 
1,7). 

Paweł ostrzega chrześcijan w Koryncie, że w niebie nie ma miejsca dla „wszeteczników, ani 

bałwochwalców, ani cudzołożników, … ani chciwców, ani pijaków…” (1 Kor 6,9-10). Kończy tą listę 
stwierdzeniem:   „A  takimi   niektórzy  z  was  byli;   aleście   obmyci,   uświęceni,   i  usprawiedliwieni  w 
imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego” (w. 11).

Później Paweł pisze do tych samych ludzi: „albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby 

stawić przed Chrystusem  dziewicę czystą” (2 Kor 11,2; kurysywa dodana). Paweł przedstawia tutaj 
niewiarygodną przemianę – z głębi upadku do nieskazitelnej sprawiedliwości i świętości! Taka jest 
moc krwi Jezusa względem tych, którzy złożyli swoje ciała na Jego ołtarzu.

W Liście do Rzymian 12,2 Paweł opisuje drugi wynik ofiarowania swojego ciała na Bożym 

ołtarzu: „A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, 
abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe.”

W odpowiedzi na twoje poddanie, Bóg uczyni dla ciebie coś, czego nie możesz osiągnąć żadnym 

wysiłkiem swojej woli: On odnowi twój umysł, On zmieni sposób twojego myślenia, czyli twoje cele, 
wartości, postawy i priorytety. Wszystko będzie przyprowadzone do miejsca Bożej woli.

Ta   wewnętrzna   zmiana  zostanie   wyrażona   w   twoim   zewnętrznym   postępowaniu.   Już   nie 

będziesz „dostosowany”, działając jak nieodrodzeni ludzie wokół ciebie. Będziesz „przemieniony” i 
zaczniesz demonstrować w swoim zachowaniu naturę i charakter Boga.

Do momentu, gdy zaczniesz doświadczać odnowienia swojego umysłu, jest wiele cudownych 

rzeczy, które Bóg zaplanował dla ciebie, których nie możesz odkryć. W Liście do Rzymian 8,7 Paweł 
nazywa stare, nieodnowione umysły cielesnymi (w polskich tłumaczeniach Biblii mowa jest o zamyśle 
ciała – przyp. tłum.), czyli jest „wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie 
może.” Bóg nie objawi swoich tajemnic czy nie otworzy swoich skarbów przed wrogim umysłem. 
Kiedy jednak twoje ciało zostaje odnowione, zaczniesz odkrywać wszystko, co Bóg zaplanował dla 
twojego życia.

Rozwijanie Bożego planu przed twoim umysłem będzie stopniowe. Paweł do opisu używa trzech 

słów: dobre, miłe i doskonałe.

Twoim pierwszym odkryciem będzie to, że Boży plan względem ciebie zawsze jest dobry. Bóg 

nigdy   nie   planuje   czegoś   złego   czy   szkodliwego   dla   swoich   dzieci.   Gdy   to   odkryjesz,   będziesz 
prawdopodobnie musiał odrzucić kłamstwa diabła. Diabeł będzie bardzo konsekwentny i stanowczy w 
pokazywaniu   ci,   że   pełne   poddanie   Bogu   będzie   kosztowało   cię   wszystko,   co   cię   interesuje   i 
ekscytuje. On będzie szeptał negatywne myśli do twego umysłu: „Będziesz musiał odrzucić wszystko, 
co ci się podoba… Nie będziesz lepszy od niewolnika… Ten sposób życia nie pozostawia miejsca na 
zabawę… Stracisz wszystkich swoich przyjaciół… Twoja osobowość nigdy się nie rozwinie…” itd.

W rzeczywistości  prawda jest zupełnie inna. Boży plan nie jest tylko  dobry, ale jest również 

miły. Pełne poddanie się Bogu jest bramą do życia wypełnionego wyzwaniami i przyjemnościami, 
które nie mogą być poznane w żaden inny sposób. Przez lata spotkałem wielu chrześcijan, którzy 
poddali się właśnie w taki sposób. Jeszcze nie spotkałem nikogo, kto by tego żałował. Z drugiej strony 
znam chrześcijan, przed którymi  postawiono wyzwanie poddania się, ale je odrzucili. Prawie bez 
wyjątku skończyli we frustracji i niespełnieniu.

background image

Gdy będziesz dalej szedł w odkrywaniu Bożego planu,  wyjdziesz ponad  dobre  i  miłe  aż do 

doskonałego. W całości Boży plan jest doskonały i kompletny. Nie ma w nim żadnych niedopatrzeń. 
Dotyczy on każdej dziedziny twojego życia, zaspokaja każdą potrzebę, zaspokaja każde pragnienie.

Jeśli małżeństwo jest częścią Bożego planu dla ciebie, to możesz Mu ufać, że On wypracuje 

każdy szczegół, zarówno w tobie, jak i w przeznaczonej ci osobie. On połączy cię z osobą, która 
dokładnie   pasuje   do   ciebie,   abyście   razem   mogli   doświadczyć   takiego   małżeństwa,   jakie   Bóg 
pierwotnie zaprojektował. To będzie na wyższym poziomie niż największe marzenie świata.

Prawdopodobnie nigdy nie poddałeś się Bogu całkowicie. Nigdy nie „ofiarowałeś swojego ciała 

jako żywej ofiary”. Możliwe, że nigdy nie wiedziałeś o tym, że Bóg tego od ciebie wymaga. Teraz 
jednak widzisz, że stoisz przed tą bramą – bramą całkowitego poddania. Pragniesz poznać to, co leży 
po drugiej stronie, ale ciągle się obawiasz. Zacząłeś już słyszeć w swoim umyśle szept diabła.

Rozumiem, co czujesz. Ponad 40 lat temu stałem przed tą samą bramą, doświadczyłem tych 

samych  wewnętrznych  rozterek – pragnienia poznawania wszystkiego,  co leży po drugiej stronie; 
strachu   tego,   co   może   mnie   to   kosztować.   Mój   umysł   był   zalany   pytaniami:   Co   powiedzą   moi 
przyjaciele?   A   moja   rodzina?   Co   się   stanie   z   moją   karierą   uniwersytecką?   Ostatecznie   podjąłem 
decyzję. Oddałem całe swoje życie Bogu.

Od tego czasu nigdy nie żałowałem tej decyzji czy bycia kuszonym, aby ją porzucić. Otwarło to 

drogę   do   życia,   które   okazało   się   bogatsze,   pełniejsze,   bardziej   ekscytujące   niż   kiedykolwiek 
marzyłem, że jest to możliwe. Włączone w to były żony, które Bóg dla mnie przygotował w dwóch 
szczęśliwych małżeństwach. Jedno mogę powiedzieć z pełną gwarancją: Boży plan działa!

Nie mogę zmusić cię do przejścia przez tę bramę. Nawet Bóg nie może tego zrobić. Mogę ci 

jednak pokazać, jak przez nią wejść. Wszystko, co jest potrzebne to decyzja i podążająca za nią prosta 
modlitwa. Jeśli jesteś gotów podjąć decyzję, możesz pomodlić się następująca modlitwą:

Panie Jezu, dziękuję Ci, że na krzyżu oddałeś samego siebie jako ofiarę za moje grzechy,  
aby zostało mi przebaczone i abym miał życie wieczne. Ze swojej strony oddaję Ci teraz  
siebie. Składam swoje ciało jako żywą ofiarę na Twoim ołtarzu.
Od   teraz   należę   całkowicie   do   Ciebie.   Uczyń   mnie   takim,   jakim   chcesz,   abym   był;  
zaprowadź mnie tam, dokąd chcesz, abym poszedł. Otwórz swój plan dla mojego życia.

Teraz zapieczętuj swoją decyzję przez podziękowanie Panu. Dziękuj Mu, że usłyszał i przyjął 

cię. Dziękuj Mu za to, że całe życie teraz należy do Niego. Jesteś Jego odpowiedzialnością. On dla 
ciebie otworzy każde drzwi Jego woli. On wypełni każdy plan i cel, jaki przygotował dla twojego 
życia.

Wszystkim tym, którzy uczynili to całkowite zobowiązanie względem Boga – zarówno tym, 

którzy zrobili to przez czytanie powyższego tekstu, czy zrobili to wcześniej – mogę zagwarantować: 
Jeśli   będziecie   czytać   dalej   tę   książkę   i   podążać   za   radą,   którą   oferuje   odnośnie   małżeństwa, 
odkryjecie, co Bóg zaplanował dla tej dziedziny w twoim życiu, a Jego plan wypełni się. Pamiętaj 
jednak od teraz nie podejmujesz własnych decyzji. Szukasz Bożych decyzji i czynisz je swoimi.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą musicie zapamiętać: Bóg daje najlepsze tym, którzy pozostawili 

Jemu wybór.

background image

5.

Cztery postawy, które trzeba w sobie rozwijać

Teraz, gdy twój umysł został odnowiony przez Ducha Świętego, możesz przejść do następnych 

dwóch dziedzin, w których będziesz potrzebował doprowadzić swoje życie do Bożych wymagań – 
twoje postawy i twoje uczynki. Ten rozdział skupi się na postawach, a następny na uczynkach.

Ważne jest to, aby ustawić je w odpowiednim porządku: najpierw postawy, później działanie. W 

całym   ludzkim   zachowaniu   postawy   poprzedzają   i  określają  działanie.   Ignorowanie   postaw   i 
skupienie się na uczynkach jest podobne do stawiania wozu przed koniem.

Jezus w kazaniu na górze kładł na to największy nacisk. Prawo Mojżesza skupiało się głównie na 

zewnętrznych uczynkach takich jak morderstwo czy cudzołóstwo, podczas gdy Jezus kładł nacisk na 
wewnętrzne postawy: złość, nienawiść lub pożądliwość serca. Właściwe uczynki będą nieuchronnie 
podążać za właściwymi postawami, podobnie jak złe postawy nie mogą przynieść dobrych uczynków.

Wierzę, że są postawy w czterech konkretnych dziedzinach, które musisz w sobie rozwijać, jeśli 

chcesz   wejść   w   Boży   plan   dla   twojego   małżeństwa:   po   pierwsze   twoja   postawa   względem 
małżeństwa; po drugie twoja postawa względem siebie; po trzecie twoja postawa względem innych 
ludzi i po czwarte bardziej szczegółowo twoja postawa względem rodziców.

Trzecia   z   wymienionych   kategorii,   czyli   twoja   postawa   względem   innych   ludzi   będzie 

oczywiście głównym czynnikiem wyznaczającym twoją postawę względem współmałżonka, którego 
Bóg ci przeznaczył.

Najpierw  przyjrzyjmy   się  postawie   względem  małżeństwa.   Są tutaj  wymagane  dwie  rzeczy: 

szacunek i pokora.

Czy jesteś przygotowany, aby podejść do małżeństwa z szacunkiem, którego ono wymaga? Czy 

widzisz je jako świętą tajemnicę, uformowaną w wieczności w umyśle Boga i objawioną człowiekowi 
dla jego niezmierzonej korzyści i błogosławieństwa?

Każdy chrześcijanin, który chce rozmyślać o małżeństwie, powinien wielokrotnie czytać słowa 

Pawła do Efezjan (5,25-32):

Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, 
aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną przez Słowo, aby sam sobie przysposobić 
Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i 
niepokalany. Tak też mężowie powinni miłować żony swoje, jak własne ciała. Kto miłuje 
żonę swoją, samego siebie miłuje. Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, 
ale   je   żywi   i   pielęgnuje,   jak   i   Chrystus   Kościół,   gdyż   członkami   ciała   jego   jesteśmy. 
Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie 
jednym ciałem. Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła.

Czy widzicie, co mówi tutaj Paweł? Ludzkie małżeństwo jest ziemskim odpowiednikiem relacji 

pomiędzy   Chrystusem   a   Jego   Kościołem.   Jedność,   którą   ma   mężczyzna   ze   swoją   żoną,  jest 
zapowiedzią jedności pomiędzy Chrystusem i Jego Kościołem – jedności, w której Bóg – Stwórca i 
człowiek – stworzenie zostaną złączeni w intymną, doskonałą, wieczną jedność. Tylko ponadnaturalna 
łaska   Boża   może   wprowadzić   mężczyznę   i   kobietę   we   wzajemną   relację,   które   jest   zapowiedzią 
czegoś tak wielkiego i tak świętego.

Pełne   czci   rozmyślanie   nad  tą   tajemnicą   musi   nieuchronnie   doprowadzić   każdego   z   nas  do 

miejsca, w którym przyznajemy: „Panie, nie mogę nawet pojąć wszystkiego, co przygotowałeś dla 
mnie w małżeństwie. Tym bardziej nie mogę tego osiągnąć swoimi własnymi wysiłkami. Więc w 
pokorze wkładam swoje ręce w Twoje i proszę Cię, abyś mnie nauczał i prowadził.”

Jeśli uczynisz to swoją postawą, możesz odpocząć w zapewnieniu zawartym w Psalmie 25,9: 

„[Bóg] prowadzi pokornych drogą prawa I uczy ich drogi swojej.” Na Jego ścieżce i w Jego czasie 
Bóg sam umieści klucz w twoim ręku.

background image

Być może w tym miejscu chcesz powiedzieć: „To jest dla mnie zbyt wzniosłe, zbyt trudne. Nie 

jestem ani godny ani zdolny do osiągnięcia tego.”

Taka   reakcja  nie   musi   być  koniecznie   zła.   Jest   wiele  nieszczęśliwych   małżeństw,   ponieważ 

biorąc ślub nie zwrócili swojej uwagi na wszystko, czego będzie się od nich wymagać. Niestety nie 
jest to prawda tylko względem niewierzących, ale również i wielu chrześcijan.

W tym miejscu jesteś postawiony naprzeciw drugiej ważnej rzeczy: swojej postawy względem 

siebie. Poczucie  własnej wartości jest jednym  z najważniejszych  elementów tworzenia sukcesu w 
twoim   życiu,   nie   wykluczając   małżeństwa.   Jest   to   również   jedna   z   wielu   bezcennych   korzyści 
dostępnych dla nas przez wiarę w Chrystusa. Ale być może jeszcze jej nie odkryłeś.

Wiele   osobistych   problemów   może   wchodzić   do   twojego   umysłu:   „Miałem   nieszczęśliwe 

małżeństwo”. „Moi rodzicie się rozwiedli.” „Nigdy w niczym nie odniosłem sukcesu.” „Nie czuję się 
bezpiecznie z innymi ludźmi, szczególnie względem płci przeciwnej.” „Naprawdę nie widzę, co ma 
dla mnie życie.” I tak dalej.

To wszystko może być prawdą, ale jeśli jesteś chrześcijaninem, to już to nie  ma znaczenia. 

Posłuchaj, co mówi Paweł: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare 
przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,17).

Przez nowonarodzenie stałeś się nowym stworzeniem. Bóg nie bierze cię takiego, jakim jesteś i 

nie robi paru poprawek i ulepszeń.  On uczynił  cię zupełnie  nowym,  zarówno wewnątrz jak i na 
zewnątrz.   Tak   mocno,   jak   Bóg   się   o   ciebie   troszczy,   twoje   stare   grzechy   i   upadki   nie   są   tylko 
przebaczone; ich zapis został całkowicie wykasowany. Dostałeś zupełnie nowy początek. Powinieneś 
przyjąć to przez wiarę i działać zgodnie z tym.

Naturalną rzeczą jest to, że osoba, która od początku wzrasta w samoakceptacji i wartości siebie, 

opiera swoje życie na miłości, trosce i dyscyplinie otrzymanej od rodziców. Z takim pochodzeniem 
jest bezpieczna w swojej tożsamości, wie, kim jest i skąd przyszła. Od czasu drugiej wojny światowej 
wiele się jednak zmieniło z powodu słabości i winy ojców. Również matki ponoszą winę, choć czasem 
bez powodzenia starają się wypełnić rolę zarówno brakującego ojca jak i matki. Jako rezultat takiego 
stanu rzeczy mamy do czynienia z pokoleniem osieroconych dzieci, które dorastały nosząc na sobie 
paraliżujące poczucie niedoskonałości i braku bezpieczeństwa.

To jest jeden z głównych powodów rozpadu wielu małżeństw i innych bliskich relacji. Trudno 

jest żyć  z ludźmi  nie  czującymi  się  bezpiecznie,  którzy nie  mogą  odpocząć  w relacji,  ale  ciągle 
potrzebują czegoś do podbudowania ich poczucia własnej wartości. Ale nic nie wystarczy na długo. 
Tacy ludzie nie wiedzą, jak przyjąć miłość, zatem też nie potrafią jej dać. Drugie z Największych 
Przykazań zobowiązuje nas do kochania swojego bliźniego tak, jak kochamy samych siebie. Jeśli nie 
nauczyliśmy się kochać samych siebie, nie mamy nic do zaoferowania swojemu bliźniemu.

Przez wiarę w Chrystusa Bóg zaopatrzył nas w swoje lekarstwo na tak w dzisiejszym świecie  

powszechny stan. On dał nam Ojca niebieskiego, On adoptował każdego z nas osobno jako Jego 
dziecko. On „zaakceptował nas w umiłowanym”, czyli w Jezusie. Już dłużej nie jesteśmy sierotami ani 
porzuconymi  dziećmi,  ale  jesteśmy częścią  najlepszej  rodziny we wszechświecie  – częścią  Bożej 
rodziny. I ponieważ Bóg nas zaakceptował, możemy również zaakceptować samych siebie. Cokolwiek 
mniej oznacza po prostu niewiarę.

Prawnie   to   wszystko   jest   prawdą   od   momentu   narodzenia   się   na   nowo.   Musimy   jednak 

praktycznie rozwijać w sobie to, kim staliśmy się w Bożej rodzinie. Aby to osiągnąć, musimy spędzić 
długie godziny wpatrując się w lustro Bożego Słowa. To właśnie w ten sposób zaczynamy stopniowo 
widzieć siebie, szczegół po szczególe, co oznacza być dzieckiem Boga. Gdy wpatrujemy się w to 
boskie lustro, Duch Boży pracuje w nas, przemieniając nas na podobieństwo tego, na co patrzymy.

Jest   to   proces,   który   Paweł   opisuje   w   2   Liście   do   Koryntian   3,18:   „My   wszyscy   tedy,   z 

odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam 
obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem.”

Gdy będziesz miał  już właściwą postawę względem siebie, opartą na relacji z Bogiem jako 

Ojcem, jesteś gotowy, aby rozważyć trzecią główną sprawę: swoją relację z innymi ludźmi.

background image

Na   początku   ludzkiej   historii   bunt   przeciwko   Bogu   i   wynikający   z   tego   upadek   zamknął 

człowieka   w   ciasnym   więzieniu  ego.   Od   tego   czasu   skupianie   się   na   sobie   stało   się   jednym   z 
najbardziej oczywistych skutków wpływu diabła na ludzkie życie. Służąc uwolnieniem tym, których 
dręczyły złe duchy, zauważyłem, że tacy ludzie są prawie zawsze skupieni na sobie. Oni lubią siedzieć 
godzinami   na   sesjach   doradczych   i   rozwodzić   się   aż   do   znudzenia   nad   każdym   szczegółem   ich 
problemów. Oni nie wiedzą, że im więcej mówią o sobie, tym mocniejsze stają się kraty ich więzienia.

Jeden wielki skutek odkupienia w Chrystusie jest naszym uwolnieniem z więzienia własnego 

ego. Identyfikowanie się z Chrystusem pozwala nawiązać kontakt z innymi ludźmi tak, jak On to 
robił. W prostym ziemskim języku Paweł wyjaśnia, jak to działa: „Niechaj każdy baczy nie tylko na 
to, co jego, lecz i na to, co cudze. Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w 
Chrystusie Jezusie…” (Flp 2,4-5).

Są dwa główne powody zerwanych i nieszczęśliwych małżeństw: brak uznania i brak czułości z 

jednej lub obu stron. To z kolei prowadzi do zerwania komunikacji.

Te podstawowe problemy mogą  doprowadzić do różnego rodzaju konsekwencji, zależnie od 

temperamentów   tych   ludzi.   Jeden   z   najbardziej   oczywistych   objawów   to   seksualna   niewierność; 
kłótnie i sprzeczki; każda ze stron idzie swoją własną drogą i buduje odizolowane i odseparowane 
życie.   Wszystkie   to   objawy   mają   jedną   wspólną   cechę:   udaremniają   Boży   ostateczny   cel   dla 
małżeństwa, czyli jedność.

Boża łaska w odkupieniu daje nam dwa pozytywne lekarstwa: uznanie i wdzięczność. Uznanie 

jest wewnętrzną reakcją, a wdzięczność zewnętrzną. Razem działają jako smar, który może utrzymać 
dwoje ludzi płynących ze sobą w zgodzie.

Wykonuj więc obie! Podchodź do każdej sytuacji i relacji z pozytywnym nastawieniem. Patrz na 

wszystko, co jest dobre, małe czy wielkie. Kiedy znajdziesz coś dobrego, upewnij się, że wyraziłeś 
swoje uznanie. Sprawi to, że staniesz się osobą, z którą łatwo się żyje. Praktykuj to w każdej swojej 
relacji, jaką będziesz miał w życiu, a robiąc tak, będziesz zbierał owoce zgodnego małżeństwa.

Załóżmy, że szczerze modliłeś się o współmałżonka, a twój Ojciec niebieski wysłuchał twojej 

modlitwy.   Możesz   Mu   zaufać,   że   przygotuje   ci   dokładnie   takiego   współmałżonka,   jakiego 
potrzebujesz, właściwego w każdym szczególe. Ale ponieważ On jest tak kochającym Ojcem, nie 
odda jednego ze swoich drogich dzieci tobie jako współmałżonka, dopóki nie będzie miał pewności, 
że będziesz ją (lub jego) traktował tak, jak zasługuje na to każde Boże dziecko.

Pozostaje   do   omówienia   jeszcze   jedna   ważna   postawa:   twoja   postawa   względem  swoich 

rodziców. Możesz być zdziwiony, że znalazło się to jako jedno z wymagań udanego małżeństwa.

Apostoł Paweł cytuje piąte przykazanie i komentuje jak następująco:

Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu, bo to rzecz słuszna. Czcij ojca swego i 
matkę, to jest pierwsze przykazanie z obietnicą: aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na 
ziemi. 

(Ef 6,1-3)

Paweł  wskazuje, że pierwsze cztery przykazania  nie są związane  z żadną obietnicą.  Ale do 

piątego  przykazania, mówiącego o stosunku względem rodziców, Bóg dodał szczególną obietnicę: 
„aby ci się dobrze działo…” Obietnica jednak posiada warunek: jeśli chcesz, aby ci się dobrze działo, 
musisz   czcić   swoich   rodziców.   Jeśli   jednak   nie   będziesz   czcił   swoich   rodziców,   nie   możesz 
oczekiwać, że będzie ci się dobrze działo.

Noś w swoim umyśle, że można czcić swoich rodziców, nie zgadzając się z nimi we wszystkich 

punktach lub nie popierając wszystkiego, co robią. Możesz mocno nie zgadzać się z nimi w niektórych 
kwestiach,  a jednak mieć względem nich  postawę pełną szacunku. Czcić swoich rodziców w ten 
sposób oznacza również czcić samego Boga, który dał to przykazanie.

Jestem   przekonany,   że   właściwa   postawa   względem   rodziców   jest   zasadniczym   wymogiem 

otrzymania Bożego błogosławieństwa w życiu osobistym. Przez wszystkie lata, w których dzieliłem 

background image

się z chrześcijanami nauczaniem, pasterzowaniem, doradztwem itd., nigdy nie spotkałem osoby, która 
miałaby  złą  postawę  względem  swoich  rodziców   i  cieszyła  się   Bożym  błogosławieństwem.  Taka 
osoba może być gorliwa w wielu dziedzinach chrześcijańskiego życia, aktywna w kościele, energiczna 
w   służbie.   W   niebie   może   czekać   na   nią   miejsce.   Jednak   ciągle   czegoś   brakuje   w   jej   życiu: 
błogosławieństwa i przychylności Bożej.

Z drugiej strony widziałem wielu chrześcijan, których życie diametralnie się zmieniało, kiedy 

rozpoznawali  złą  postawę względem rodziców,  pokutowali  z tego i  dokonali  koniecznych  zmian. 
Pamiętam pewnego mężczyznę, który przez całe życie żywił gorycz i nienawiść do swojego ojca. 
Chociaż jego ojciec już nie żył, ten człowiek pojechał setki mil na cmentarz, gdzie był pogrzebany 
jego   ojciec.   Klęcząc   przy   grobie,   wylewał   swoje   serce   przed   Bogiem   w   głębokiej   skrusze   i 
upamiętaniu. Nie wstał z kolan, dopóki nie był pewien, że jego grzech został przebaczony i że został 
uwolniony od jego skutków. Od tego momentu całe jego życie zmieniło się od frustracji i porażki do 
zwycięstwa i spełnienia.

Wiele młodych par zmaga się z problemami w swoim małżeństwie, których źródła nie mogą 

znaleźć.   Oddali   swoje   życie   Panu   i   sobie   nawzajem.   Pomiędzy   nimi   panuje   szczera,   prawdziwa 
miłość.  Jest  jednak  coś, czego   im  brakuje  – Bożej   przychylności.  W  takich   przypadkach  zawsze 
proponuję, aby sprawdzili postawę względem swoich rodziców i uczynili wszystkie zmiany, o jakich 
mówi Biblia. Często zmienia to małżeństwo pełne zmagania w pełne sukcesu.

W obecnym czasie, kiedy to jest tylu złych rodziców, trzeba przyznać, że wielu młodych ludzi 

ma   uzasadnione   żale.   Często   wychowywali   się   w   podzielonych,   targanych   sporami   domach,   bez 
miłości,   troski   czy   dyscypliny,   których   oczekuje   każde   dziecko   od   swoich   rodziców.   Jednak   nie 
usprawiedliwia to złych postaw uraz i buntu. Co więcej takie postawy są wyjątkowo szkodliwe dla 
tych, którzy je pielęgnują – na dłuższą metę bardziej śmiertelne niż fizyczne dolegliwości jak np. rak.

Pewnego razu doradzałem młodemu mężczyźnie, który zaręczył  się ze śliczną chrześcijanką. 

Szczerze kochał swoją narzeczoną, ale czasami ta postawa zmieniała się w nienawiść i wściekłość, 
granicząc nawet z przemocą. Zdziwił się, gdy zacząłem pytać się go o postawę względem jego ojca, a 
nie względem jego narzeczonej.  Przyznał,  że nienawidził  swojego ojca  i buntował  się przeciwko 
niemu od dzieciństwa. Przekonałem go, aby wyznał to jako grzech, odłożył swój bunt i przebaczył 
ojcu. Od tego czasu nie miał problemu w relacji ze swoją narzeczoną. Gdyby nie został uwolniony ze 
złej postawy względem swojego ojca, to ostatecznie zrujnowałoby to jego małżeństwo. 

Podsumowując chcę powiedzieć, że rozwijanie w sobie właściwej postawy względem rodziców 

nie oznacza od razu wskazywania wysokiego poziomu duchowości. To tylko wskazanie własnego 
interesu.

„Przypuśćmy, że rodzice prosiliby mnie o zrobienie czegoś złego, czegoś niezgodnego z Biblią”, 

może zapytać ktoś młody. „Czy oznacza to, że muszę im być posłuszny?”

Odpowiedź   to   zdecydowane  nie.   Jeśli   naprawdę   jest   jasno   postawiony   wybór   pomiędzy 

posłuszeństwem Bogu, a posłuszeństwem rodzicom, to nasza odpowiedź musi być taka sama, jak 
Piotra przed Sanhedrynem:  „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29)! Z drugiej strony 
jednak, jeśli jest to tylko prośba, aby młoda osoba odłożyła własną wolę w jakiejś sprawie, w której 
nie ma mowy o nieposłuszeństwie względem Boga, to posłuszeństwo rodzicom jest wymagane.

Główną kwestią nie jest posłuszeństwo, ale uległość. Posłuszeństwo to uczynek, ale poddanie to 

postawa. Nawet w sytuacji, w której młody chrześcijanin widzi, że posłuszeństwo rodzicom oznacza 
nieposłuszeństwo względem Boga, ciągle może  mieć  postawę uległości.  Może powiedzieć  swoim 
rodzicom: „W tej sprawie moje sumienie nie pozwala mi zrobić tego, o co mnie prosicie, ale ciągle 
szanuję was i czczę.”

Często bywa tak, że postawa szacunku i uległości u młodej osoby powoduje zmianę postawy 

jego   rodziców.   Poddaństwo   toruje   Bogu   ścieżkę   do   interwencji,   podczas   gdy   niesubordynacja   ją 
zamyka.

Na zakończenie pamiętajcie ostrzeżenie Jezusa zawarte w Ewangelii Marka 4,24: „Jaką miarą 

mierzycie, taką wam odmierzą, a nawet wam przydadzą.” Sposób, w jaki odnosisz się do innych – 

background image

rodziców, rodziny, przyjaciół i znajomych chrześcijan – określi sposób, w jaki oni będą odnosić się 
względem ciebie. Co więcej określi to sposób, w jaki Bóg będzie odnosił się do ciebie. Taka sama 
miara, jaką mierzysz, będzie zastosowana względem ciebie.

background image

6.

Osiem wskazówek

Czy  bacznie   przyjrzałeś   się   na   fundamentalne  postawy,   które   pozwolą   ci   budować   udane 

małżeństwo? Jeśli tak, to czas już rozważyć pewne  uczynki, które musisz praktykować na co dzień, 
jeśli chcesz znaleźć i podążać ścieżką, która prowadzi do takiego małżeństwa, jakiego pragniesz. 

Ten rozdział mówi o ośmiu, bazujących na Biblii, uczynkach. Jednak zanim zaczniesz o nich 

czytać, musisz zrozumieć, że nie stanowią one żelaznych reguł. Sukces w chrześcijańskim życiu nie 
zależy tylko  od stawiania i wykonywania reguł. Tak naprawdę ludzie, którzy żyją  w ten sposób, 
zazwyczaj   spotykają   się   z   frustracją.   Dzieje   się   tak   z   powodu   niezrozumienia   różnicy   pomiędzy 
prawem i łaską.

Prawo działa przez zewnętrzne zasady, wygrawerowane na kamiennych tablicach. Łaska działa 

na podstawie prawa wypisanego przez Ducha Świętego w ludzkim sercu. Tylko Duch Święty, który 
jest nazwany „palcem Bożym” może dotrzeć do zakamarków ludzkiego serca i wypisać tam prawo 
życia.   Bez   Ducha   Świętego   łaska   nie   może   działać   i   chrześcijaństwo   staje   się   tylko   systemem 
moralności, czymś zbyt wzniosłym, aby ludzie mogli temu sprostać o własnych siłach.

Moje myśli wracają do domu w Ramallah, gdzie Lydia i ja żyliśmy zaraz po ślubie. W jednym  

kącie salonu stała pnąca roślina doniczkowa z delikatnymi, lśniącymi liśćmi. Po arabsku nazywała się 
ona  dahabiya  – „złota roślina”. Przez lata zarastała ścianę w kącie, w którym została zasadzona i 
zarosła sufit aż do przeciwnego rogu.

Lydia bardzo prosto sprawiła, żeby roślina w ten sposób rosła. Na ścieżce, po której chciała, aby 

rosła ta roślina – najpierw na ścianie, później na suficie – wbijała małe gwoździe ze swoimi główkami 
wystającymi   o ułamek   cala.  Z  powodu jakiegoś  instynktu,   danego  przez  Stwórcę,  roślina  sięgała 
łodygą do każdego kolejnego gwoździka, owijając się wokół niego, a następnie szła do następnego. W 
ten sposób gwoździki wyznaczały ścieżkę, po której rozrastała się roślina.

Chciałbym, abyście użyli dalszej części nauczania w tym rozdziale tak, jak ta roślina używała 

gwoździków wbitych w ścianę i sufit. Patrz na nie nie jak na zasady, ale jak na wskazówki. Przez 
zachętę i moc Ducha Świętego w sobie sięgaj do każdej kolejnej wskazówki. Praktykuj ją w swoim 
codziennym życiu dopóki nie będziesz pewien, że ją chwyciłeś. Wtedy zwróć się i chwyć kolejną 
wskazówkę. Pamiętaj, że będzie to wymagało wiele wytrwałej modlitwy. 

W   Księdze   Kaznodziei   Salomona   12,11   autor   używa   podobnego   obrazu   odnośnie   rodzaju 

nauczania, jaki przygotował do ludu Bożego: „Słowa mędrców są jak kolce, a zebrane przypowieści są 
jak mocno wbite gwoździe; dał je jeden pasterz.”

Jeśli   się   teraz   zwrócisz   do   tych   wskazówek,   patrz   na   nie   jak   na   kolce   zachęty   w   twoim 

chrześcijańskim   życiu   i   jak   gwoździe,   do   których   możesz   dotrzeć   i   których   możesz   się   trzymać 
łodygami swojej wiary. Pamiętaj też, że wszystkie one dane są przez jednego Pasterza twojej duszy, 
który ciebie kocha i dał ci pełne zaopatrzenie dla twojego dobrego samopoczucia. 

Wskazówka nr 1:  „Słowo twoje jest pochodnią nogom moim i światłością ścieżkom moim” (Ps 
119,105).

Paweł opisuje tutaj, jak możemy znaleźć Bożą ścieżkę dla naszego życia. Światłem, którego 

potrzebujemy, jest Boże Słowo. Tak długo, jak jesteśmy posłuszni Słowu w każdej sytuacji, nigdy nie 
zbłądzimy   ze   ścieżki,   którą   Bóg   nam   wyznaczył.   Możemy   nie   widzieć,   dokąd   ta   ścieżka   nas 
doprowadzi, ale możemy odpocząć w pewności, że w Bożym czasie zawiedzie nas do wypełnienia 
Jego planu dla naszego życia.

W innym miejscu napisałem:

Będą takie momenty, kiedy świat wokół nas będzie w całkowitej ciemności. Nie będziemy 

mogli widzieć dalej niż na kilka stóp. Przed nami będą nierozwiązane problemy, a za rogiem 
będzie   mogło   czyhać   na   nas   niebezpieczeństwo.   Jednak   pośród   tego   wszystkiego   mamy 

background image

gwarancję:   jeśli   szczerze   słuchamy   Bożego   Słowa   tak,   jak   jest   nam   objawione   w   każdej 
sytuacji, to nigdy nie będziemy chodzić w ciemności. Nigdy nie postawimy naszych stóp na 
zdradzieckim miejscu, które spowoduje potknięcie się i upadek w zranieniu i nieszczęściu.

Ta gwarancja jednak odnosi się tylko do jednej szczególnej dziedziny: miejsca, na którym 

mamy postawić następny krok. Bóg nie obiecuje nam, że będziemy mogli widzieć dalej, niż na 
jeden krok. Dalej możemy nie wiedzieć, co nas czeka – ale to nie jest nasze zmartwienie. 
Wszystko,   czego   Bóg   od   nas   wymaga,   to   zrobienie   następnego   kroku   w   prostym 
posłuszeństwie Jego Słowu.

Nasze największe niebezpieczeństwo to przyglądanie się zbyt daleko w ciemności. Robiąc 

tak   możemy   ominąć   miejsce   naszego   następnego   kroku,   które   jest   jedynym   oświetlonym 
miejscem.

3

Możesz więc odpocząć w pewności, że posłuszeństwo Bożemu Słowu utrzyma cię na ścieżce, 

która prowadzi do małżeństwa zaplanowanego dla ciebie przez Niego.

Wskazówka nr 2: „Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy 
z sobą...” (1 J 1,7).

Ta wskazówka naturalnie następuje po poprzedniej, która mówiła o chodzeniu w świetle Bożego 

Słowa.  Tutaj   z   kolei   mamy   konsekwencję   chodzenia   w   świetle:   „Mamy   społeczność   z   sobą”. 
Posłuszeństwo Bożemu Słowu automatycznie gromadzi chrześcijan razem i umożliwia im wzajemną 
społeczność.

Odwrotna   sytuacja  też   jest   prawdą.   Chrześcijanie,   którzy   nie   mają   przyjaźni   z   innymi 

chrześcijanami nie chodzą w świetle. Jest jakaś dziedzina w ich życiu, w której nie są posłuszni 
Bożemu   Słowu.   Jedynym   wyjątkiem   są   ci   chrześcijanie,   którzy   w   wyniku   okoliczności   od   nich 
niezależnych   są   odcięci   od   społeczności   z   innymi   chrześcijanami.   Tak   działo   się   ze   mną   przez 
miesiące pod koniec mojej służby na pustyni w Północnej Afryce. Innym przykładem są chrześcijanie 
uwięzieni za wiarę.

Jednak wyjąwszy te przypadki, społeczność z innymi wierzącymi jest niezbędna do odnoszenia 

sukcesu i wzrostu w życiu chrześcijańskim. Jest to zarówno test jak i wynik chodzenia w świetle 
Bożego Słowa.

Jeśli nie zabiegamy o społeczność z innymi wierzącymi, z kim mamy ją mieć? Jest tylko jedna 

alternatywa: z niewierzącymi. Biblia mocno nas przed tym ostrzega:

Nie chodźcie w obcym  jarzmie z niewiernymi;  bo co ma wspólnego sprawiedliwość z 
nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda 
między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym?

(2 Kor 6,14-15)

Paweł nie mówi nam, że mamy być chłodni i wrogo usposobieni względem naszych sąsiadów 

niechrześcijan.   On   po   prostu   ostrzega   nas,   że   nie   możemy   pozwalać   sobie   na   ustanawianie   z 
niewierzącymi bliskich relacji, które powinniśmy mieć z wierzącymi. Oczywiście ma na myśli różne 
rodzaje relacji. Ale pierwsze słowo, którego używa –  jarzmo  – jest regularnie używane do relacji 
małżeńskiej. Przede wszystkim Paweł ostrzega nas, że zawsze będzie źle dla chrześcijanina wychodzić  
za mąż lub żenić się z niechrześcijaninem.

Nie   mogę   powiedzieć   tego   wystarczająco   stanowczo   wszystkim   nieżonatym   i   niezamężnym 

chrześcijanom. Nie jesteś wolny do poślubiania niechrześcijanina. Nie wolno ci nawet brać tego pod 
uwagę. Zdecyduj się od tego momentu, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, że małżeństwo z niewierzącym 
jest poza Bożym planem dla twojego życia.

3

 Cytat z Chords of David’s Harp (Akordy z harfy Dawida), 1983, wydanej przez Chosen/Zondervan.

background image

Najlepsza   ochrona   przed   złymi   relacjami   to   dobre   relacje.  Ostrożnie   pielęgnuj   relacje   i 

przyjaźnie z wierzącymi. W większości przypadków małżeństwo wynika z istniejących relacji. Jeśli 
zbudowałeś   silną   relację   z   innymi   chrześcijanami,   to   prawdopodobnie   nie   bierzesz   pod   uwagę 
małżeństwa z niechrześcijaninem.

Twoim najbezpieczniejszym kierunkiem jest podjęcie teraz dobrej decyzji o rodzajach relacji, 

które chcesz pielęgnować. Następnie potwierdź swoją decyzję przed Panem używając słów psalmisty: 
„Jestem przyjacielem wszystkich, którzy się ciebie boją I przestrzegają ustaw twoich” (Ps 119,63).

Wskazówka nr 3: „… ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi” (Rz 8,14).

Nowy   Testament   pokazuje   nam   dwa   różne   sposoby,   przez   które   Duch   Święty   czyni   nas 

członkami Bożej rodziny. Po pierwsze, aby stać się dziećmi Bożymi, musimy być narodzeni na nowo 
z Jego Ducha. Aby stać się dojrzałymi dziećmi Bożymi, musimy być prowadzeni przez Jego Ducha. 
Wielu   chrześcijan,   którzy   narodzili   się   na   nowo   z   Ducha   Świętego,   nigdy   nie   nauczyło   się   być 
prowadzonymi przez Niego. Wynika z tego, że nigdy nie doszli do duchowej dojrzałości ani nie 
znaleźli pełni Bożego planu dla swojego życia.

Sprawdź,   jak   to   odnosi   się   do   twojej   potrzeby   znalezienia   właściwego   współmałżonka. 

Powiedzmy, że żyjesz w Stanach Zjednoczonych, prawie 300-milionowym narodzie. Albo mieszkasz 
w Wielkiej Brytanii, w której żyje 56 milionów ludzi. Pośród tych milionów, Bóg przygotowuje ci 
konkretną osobę, aby była twoim współmałżonkiem. Może to być osoba, której jeszcze nie spotkałeś, 
której imienia jeszcze nawet nie znasz. Dodaj do tego jeszcze możliwość, że może nie mieszkać w tym 
samym kraju (co było prawdą w obu moich małżeństwach). Jak znajdziesz taką osobę? Przysłowiowe 
szukanie igły w stogu siana ledwie oddaje złożoność problemu.

Boże Słowo daje odpowiedź: bądź prowadzonym przez Ducha Świętego. Tylko On wie, kim i 

gdzie  jest osoba, którą  Bóg ci przeznaczył.  Musisz  nauczyć  się, jak dać się prowadzić  Duchowi 
Świętemu.

Są tutaj dwa kluczowe słowa: zależność i wrażliwość. Po pierwsze uznaj całkowitą zależność od 

Ducha Świętego. Jeśli On nie będzie cię prowadził, to nie wypełnisz Bożego celu. Wyrób sobie nawyk 
szukania Jego kierownictwa w każdej sytuacji i przy podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji, małej czy 
wielkiej. Czasami decyzje, które uważasz za mało istotne, są najważniejsze i na odwrót. Szukanie 
kierownictwa Ducha Świętego nie oznacza koniecznie angażowania wielkich religijnych słów. Często 
oznacza po prostu zwrócenie się na chwilę do Niego w wewnętrznych myślach.

Po drugie trenuj w sobie wrażliwość na Ducha Świętego. On nie jest sierżantem prowadzącym 

musztrę. On nie będzie wydawał ci rozkazów. Jego kierownictwo jest zazwyczaj bardzo delikatne, On 
mówi „cichym głosem”. Jeśli twoje uszy nie są na to nastawione, nie usłyszysz Go.

Pozwólcie,   że   zaproponuję   wam   konkretną   modlitwę,   którą   Ruth   i   ja   modlimy   się   prawie 

każdego   dnia:   „Panie,   pomóż   nam   być   zawsze   we   właściwym   miejscu   we   właściwym   czasie.” 
Modlimy się w ten sposób, wiedząc, że tylko Duch Święty może sprawić, aby tak się działo.

Wyniki są często bardzo interesujące! Jednego popołudnia, kiedy nasza córka Jesika mieszkała 

w Jerozolimie, Ruth i ja poszliśmy do centrum miasta, aby zrobić zakupy. Kiedy szliśmy wzdłuż 
głównej   ulicy,   powiedziałem   do   Ruth:   „Czuję,   że   powinniśmy   przejść   na   drugą   stronę   ulicy.” 
Zrobiliśmy to i szliśmy dalej. W ciągu minuty weszliśmy na zaprzyjaźnione z Jesiką małżeństwo. Byli 
w Jerozolimie dopiero pół dnia i chcieli spotkać się z nią, ale nie znali ani adresu, ani numeru telefonu. 
W tym czasie Jesika była w domu, czując potrzebę przebywania z chrześcijanami.

Przez   to   spotkanie   przyjaciele   Jesiki   mogli   spotkać   się   z   nią   i   spędzili   razem   wieczór.   To 

spotkanie nie miałoby miejsca, jeśli Ruth i ja nie przeszlibyśmy ulicy we właściwym momencie. Kto 
nas pokierował w ten sposób? Oczywiście Duch Święty!

Wyobraź siebie w podobnej sytuacji. Jedziesz ulicą szukając miejsca, aby zjeść hamburgera. Są 

dwa miejsca po przeciwnych stronach ulicy. W jednym z miejsc obsługuje młoda osoba, której jeszcze 
nigdy nie spotkałeś, ale którą Bóg przygotowuje, aby była twoją żoną. „Coś” szturcha twoją rękę i 
skręca kierownicą i  zjeżdżasz na parking po lewej stronie. Wewnątrz zawierasz znajomość z młodą 

background image

osobą, która podobnie jak ty modliła się o wybór małżonka. W swoim czasie odkrywacie, że dla was 
obojga było to spotkanie od Boga.

Kto   „szturchnął”   twoją   ręką?   Duch   Święty.   Ale   jeśli   nie   odpowiadasz   na   to   szturchnięcie, 

możesz minąć się z Bożym planem dla twojego życia. Nie wystarczy się tylko modlić. Musisz również 
pozwolić Duchowi Świętemu prowadzić cię do odpowiedzi na modlitwę.

Czasami  Duch Święty prowadzi  nas w sposób dramatyczny  i ponadnaturalny.  Innym  razem 

prowadzi nas przez szturchnięcie czy szept. Musimy być otwarci na oba sposoby działania. Jeśli nie 
będziemy otwarci na działanie ponadnaturalne, to ustanawiamy ograniczenia na Boży plan dla naszego 
życia. On mógł zaplanować dla nas coś tak daleko wybiegającego ponad nasze naturalne oczekiwania, 
że mogło to zostać objawione nam tylko ponadnaturalnie – np. przez wizje lub przez proroctwo. Jeśli 
jednak szukamy tylko dramatycznych i nadnaturalnych przeżyć, to z drugiej strony możemy minąć się 
z  delikatnym   szturchnięciem   czy  szeptem.  To  nie  my  decydujemy,   jak  Duch Święty ma  działać. 
Musimy być wrażliwi na Niego bez względu na to, jak nas prowadzi.

Wskazówka nr 4:  „Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło 
życia!” (Przyp 4,23).

Jest pewne główne miejsce  ludzkiej  osobowości decydujące  o ludzkim przeznaczeniu, które 

Biblia nazywa  sercem. To, co rządzi twoim sercem, określi kierunek twojego życia. Musisz strzec 
swego serca czujniej niż wszystkiego innego. Odnosi się to w szczególności do tych, którzy czują coś 
więcej do osoby płci przeciwnej.

Ciągle   bądź   czujny   szczególnie   względem   tego,   co   wchodzi  do  twojego   serca.   W   naszej 

współczesnej   kulturze,   szczególnie   młodzi   ludzie   są   bombardowani   ciągłym   wpływami,   które 
podkopują biblijne standardy seksu i małżeństwa. Działają przez nauczanie w szkołach, przez media, 
presję rówieśników i na wiele innych, trudnych do wychwycenia, sposobów. Jeśli chcesz znaleźć 
Boży plan dla twojego małżeństwa, musisz ustawić straż wokół swojego serca, która zabroni dostępu 
wszystkim niebiblijnym i niechrześcijańskim standardom.

Innym  wpływem,  przed   którym   musimy  strzec   swoje  serca,  jest  fantazjowanie.  W   pewnym 

szczególnym okresie dojrzewania normalne jest mocne oddawanie się fantazjom. Ale nie pozwól, aby 
rozwinęło   się   to   w   nałóg   fantazjowania.   Jeśli   masz   do   tego   skłonności,   stanowczo   się   temu 
przeciwstaw i zmuś się do stanięcia naprzeciw rzeczywistości. W przeciwnym wypadku dojdziesz do 
miejsca,   w   którym   ciężko   jest   rozróżniać   pomiędzy   fantazją   a   rzeczywistością.   Kiedy   w   takim 
przypadku dojdzie do małżeństwa, będziesz miał stworzony w sobie nierealny, subiektywny obraz 
osoby, która ma być twoim współmałżonkiem.

Może   to   wpłynąć   na   ciebie   w   jeden   z   dwóch   sposobów.   Po   pierwsze   osoba,   którą   Bóg   ci 

przeznaczył może nie odpowiadać obrazowi twojej fantazji i możesz nie chcieć zaakceptować Jego 
wyboru. Możesz również przyłożyć obraz swojej fantazji do prawdziwej osoby i ją poślubić – tylko po 
to, by po ślubie odkryć, że prawdziwa osoba jest zupełnie inna od tej, jaką sobie wyobraziłeś i nie jest 
osobą, którą Bóg ci przeznaczył.

Nie bądź mniej czujny względem rzeczy, które wypuszczasz  na zewnątrz  swojego serca. Nie 

oddawaj się flirtom lub powierzchownym relacjom z osobami płci przeciwnej. Może być ekscytujące 
poruszyć czyjeś emocje i pozwolić, aby twoje emocje były również poruszone. Pewnego dnia jednak 
może   się   okazać,   że   twoje   emocje   wymknęły   się   spod   twojej   kontroli.   Podobnie,   jak   uczeń 
czarnoksiężnika, który odkrył zaklęcie do uwalniania wody w powódź, ale nie zna zaklęcia, aby to 
odwrócić, możesz odkryć, że uwolniłeś emocje, których nie możesz odwołać. Wynikiem może być 
emocjonalne wplątanie się relację z osobą, której Bóg w żaden sposób nie przewidział na twojego 
współmałżonka.

Musimy   więc   podążać   za   bezpieczną   zasadą:   najpierw   odkryj   osobę,   którą   Bóg   dla   ciebie 

wybrał,   następnie  uwolnij  swoje  emocje   względem  tej   osoby.   W  ten  sposób nie   będziesz  musiał 
odwoływać powodzi.

background image

Wskazówka nr 5: „Czego od wieków nie słyszano, czego ucho nie słyszało i oko nie widziało oprócz 
ciebie, Boga działającego dla tego, który go oczekuje” (Iz 64,4).

Może to być najtrudniejsza wskazówka: Bądź przygotowany na czekanie! Izajasz mówi nam w 

tym fragmencie, że we wszechświecie jest tylko jeden prawdziwy Bóg i jedną z Jego wyróżniających 
się cech jest to, że On „działa dla tego, który Go oczekuje”.

Nie zawsze Bóg wymaga od wszystkich swoich dzieci, aby długo czekały na małżonka. Są tacy, 

którzy   znajdują   swojego   wybranka   bardzo   szybko   i   bez   oczekiwania   wchodzą   w   szczęśliwe 
małżeństwo, które trwa przez całe życie. Jest to jedna z tych dziedzin, w której każdy z nas musi 
uniżyć się przed suwerennością Boga. Jeśli On połączy nas z wybraną osobą szybko, oddaj Mu za to 
chwałę. Jeśli jednak wymaga od nas czekania, oddaj Mu taką samą chwałę. Bóg dzieli się z każdym z 
nas zgodnie z tym, jak nas zna i zgodnie z Jego szczególnym zamysłem dla życia każdego z nas.

Jeśli nie jesteś jednym z tych, od których Bóg wymaga, aby czekali, bądź świadom tego, że Bóg 

wymaga od wielu swoich wybranych sług, aby długo czekali na wypełnienie Jego obietnicy lub celu. 
Abraham czekał aż do wieku 100 lat na narodziny Izaaka, swojego obiecanego syna. Mojżesz czekał 
80 lat,  w tym  40 na pustyni,  aby stać się wyzwolicielem  Izraela.  Dawid czekał  około 15 lat od 
momentu namaszczenia na króla do objęcia władzy. Izrael czekał wiele stuleci na Mesjasza. Kościół 
czekał prawie dwa tysiąclecia na powrót Jezusa – i jeszcze ciągle czeka.

Bóg używa oczekiwania  na wykonanie wielu celów w naszym  życiu.  Po pierwsze czekanie 

sprawdza naszą wiarę. Tylko ci, którzy naprawdę wierzą w Boże zaopatrzenie są przygotowani na 
czekanie na nie. Apostoł Piotr ostrzega nas, że jak złoto jest oczyszczone przez ogień, tak samo wiara 
musi być oczyszczona przez próby (zob. 1 P 1,6-7). Tylko wiara zaliczająca testy jest uznawana przez 
Boga jako prawdziwa.

Po drugie czekanie oczyszcza nasze motywy. Jeśli Bóg wymaga od nas czekania na małżonka, 

musisz zapytać sam siebie: Czemu chcę się ożenić czy wyjść za mąż? Czy dlatego, że Bóg tego chce 
czy dlatego, że ja chcę tego dla siebie? Czy jestem pobudzony przez Bożą czy przez swoją wolę? 
Czekanie da ci odpowiedź na twoje pytanie.

Po  trzecie   oczekiwanie   buduje  nasz   charakter   i   czyni   go   dojrzałym.   Jakub   nam   mówi:   „… 

doświadczenie   wiary   waszej   sprawia   wytrwałość,   wytrwałość   zaś   niech   prowadzi   do   dzieła 
doskonałego, abyście byli doskonali (ang. dojrzali) i nienaganni…” (Jk 1,3-4). Osoba, która nauczyła 
się   czekać,   nie   jest   już   na   łasce   zmiennych   nastrojów   i   emocji.   On   lub   ona   posiedli   zaufanie   i 
stabilność. W Bożym  czasie te cechy okażą się niesamowicie wartościowe w budowaniu silnego, 
szczęśliwego małżeństwa.

Wskazówka nr 6: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do 
ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje” (J 12,24).

Jezus poszerza zasadę, która działa w całej przyrodzie, również na życie Bożego ludu. Krótko 

mówiąc ostrzega nas: Bądź przygotowany na śmierć i zmartwychwstanie.

Podobnie jak poprzednia wskazówka, ta nie odnosi się do wszystkich, którzy znaleźli Boży plan 

dla swojego małżeństwa. W moim przypadku miało to miejsce przy drugim małżeństwie, ale nie przy 
pierwszym. Zamieściłem ją tutaj, ponieważ nauczyłem się na własnej skórze, jaka jest ona ważna. Po 
poznaniu   Ruth   wiedziałem,   że   Bóg   umieścił   w   moim   sercu   „ziarno”   miłości   do   niej,   a   jednak 
patrzyłem, jak wpada ono w ziemię i umiera. Jeśli nie zrozumiałbym i nie zaakceptował tej zasady, 
mógłbym nigdy nie mieć wiary, aby przejść przez to do momentu zmartwychwstania, które Bóg dla 
mnie przygotował.

Zmagając się w tym czasie z Bożym postępowaniem, wołałem: „Panie, czemu dajesz nam coś i 

później   prosisz,   abyśmy   Ci   to   z   powrotem   oddali?   Dlaczego   tak   wiele   z   tych   rzeczy,   które 
błogosławisz, musi przejść przez śmierć i zmartwychwstanie?”

Czuję, że Bóg dał mi następującą odpowiedź:  Ponieważ gdy coś wzbudzam, wzbudzam to na  

sposób taki, jaki chcę, żeby było, a nie tak, jak to było początkowo.

background image

Tak właśnie było w relacji pomiędzy Ruth i mną. Przejście przez śmierć i zmartwychwstanie 

dało mi głębię i bezpieczeństwo, jakiej w innym przypadku nigdy bym nie miał. Jeśli Bóg będzie 
chciał   przeprowadzić  cię   przez  podobne  doświadczenie,   ufam,   że  nasze  świadectwo  może   dać  ci 
zachętę, jakiej potrzebujesz.

Wskazówka nr 7: „Droga głupiego wydaje mu się właściwa, lecz kto słucha rady, jest mądry” (Przyp 
12,15).   „Głupiec   gardzi   karceniem   swojego   ojca,   lecz   kto   zważa   na   napomnienia,   postępuje 
roztropnie” (Przyp 15,5).

Wspominałem już w poprzednim rozdziale na temat rozwijania właściwych postaw ważność 

błogosławienia rodziców. Daje to fundament  do budowania sukcesu w każdej dziedzinie  życia, a 
szczególnie   w  małżeństwie.   Jeśli   nawet   ty   i   twoi  rodzice   nie   zgadzacie   się   całkowicie   w   każdej 
dziedzinie, warto okazać wiele cierpliwości i samo-powściągliwości, aby budować na fundamencie ich 
błogosławieństwa.

Ponad   szczególnym   błogosławieństwem   rodziców,   ważne   jest   dla   ciebie   szukanie   rady 

pobożnych ludzi takich jak pastorzy lub inni liderzy w kościele, którzy są starsi od ciebie w latach i w 
wierze. Tacy ludzie przeszli już drogę, która leży przed tobą i znają jej sidła i niebezpieczeństwa. 
Mieli   również   możliwość   wdrapać   się   na   góry   i   stąd   mieli   szerszy   punkt   widzenia   na   krajobraz 
dookoła. Możesz bardzo skorzystać z ich perspektywy.

Panuje tendencja pośród młodych ludzi, aby zwracać się po radę tylko do swoich rówieśników. 

Jednak rada rówieśników zazwyczaj bazuje tylko na teorii lub w najlepszym przypadku rozumie. Oni 
ciągle   muszą   jeszcze  sprawdzać,  czy ich  teorie  działają   w  prawdziwym   życiu.  Szukanie  rady od 
starszych  ludzi, którzy osiągnęli sukces w dziedzinach życia, w których  potrzebujesz porady,  jest 
oznaką mądrości i pokory. Jeśli zaczniesz czynić to regularnie, pomoże ci to zachować swoje stopy na 
ścieżce wiodącej do wypełnienia Bożego planu w twoim życiu.

Wskazówka nr 8: „…roztropna żona jest darem Pana” (Przyp 19,14).  „Kto znalazł żonę, znalazł coś 
dobrego i zyskał upodobanie u Pana” (Przyp 18,22).

W tych przypowieściach przeplatają się dwie prawdy: pierwsza to Pan obdarza roztropną żoną i 

druga   jest   taka,   że   dar   jest   znakiem   Jego   specjalnego   upodobania   względem   tego,   który   ma   go 
otrzymać. Salomon prezentuje te prawdy z perspektywy mężczyzny, ale jest oczywiste, że te wnioski 
są również prawdą dla kobiety. Również dla niej dar właściwego małżonka przychodzi od Pana i jest 
oznaką Jego upodobania.

Prowadzi to do ważnego, praktycznego wniosku zarówno dla mężczyzny jak i kobiety. Jeśli 

chcesz, aby Pan dał ci takiego współmałżonka, jakiego potrzebujesz, jedną rzecz musisz zrobić ponad 
wszystkimi  innymi  – musisz  pilnie szukać Bożej  przychylności.  Jego satysfakcja  musi  być  twoją 
najwyższą ambicją. Podchodź do każdej sytuacji i każdej decyzji zadając sobie jedno główne pytanie: 
Co będzie się podobało Panu? Jeśli pilnie będziesz szukał tego, w czym Bóg ma upodobanie, On z 
kolei da ci to, co sprawi przyjemność tobie.

Paweł opisuje takie podejście do życia i Bożą odpowiedź na nie: „Rozkoszuj się Panem, a da ci, 

czego życzy sobie serce twoje!” (Ps 37,4). Jeśli będziesz miał największą satysfakcję w samym Bogu, 
On odpowie na dwa sposoby. Najpierw wszczepi w twoje serce te pragnienia, które zgadzają się z 
Jego najlepszą wolą dla ciebie. Później poprowadzi cię do ich wypełniania.

Wszystkie wcześniejsze wskazówki mogą być podsumowane w tej jednej ostatniej: Uczyń Boże 

upodobanie najważniejszą rzeczą w swoim życiu, a będziesz mógł w ufności pozostawić Mu wybór, 
przygotowanie i zaopatrzenie w małżonka.

background image

7.

Przygotowania mężczyzny do małżeństwa.

Przejście   do   stanu   małżeńskiego   jest   jedną   z   najważniejszych   i   stawiających   największe 

wymagania   zmian   w   życiu   człowieka.   Każdy,   kto   chce   odnieść   w   tym   sukces,   zrobi   ostrożne   i 
gruntowne   przygotowanie.   Próba   przejścia   tego   bez   odpowiednich   przygotowań   jest   podobna   do 
skakania w głęboką wodę bez nauczenia się najpierw pływania. Wyniki są zwykle katastrofalne!

Każdy, kto przygotowuje się do handlu lub zawodu takiego jak stolarz czy lekarz, potrzebuje 

jasnego obrazu tego, kim ma się stać zanim zacznie przygotowania. Tak samo jest z małżeństwem. 
Osoba przygotowująca się do ślubu musi mieć jasny obraz roli, którą będzie musiała wypełnić.

Z   oczywistych   powodów   przygotowanie   mężczyzny   będzie   się   różniło   od   przygotowania 

kobiety.   W   tym   rozdziale   przedstawię   główne   przygotowania,   które   wierzę,   że   musi   podjąć 
mężczyzna. W następnym rozdziale Ruth uczyni to samo dla kobiet. Każde z nas będzie mówiło na 
podstawie doświadczenia dwóch małżeństw.

Jaka jest rola mężczyzny w małżeństwie?  Naturalną koleją rzeczy jest to, że początkowa rola 

męża jest krokiem do drugiej równie wyzywającej roli – ojcostwa. Obie role można opisać pojedynczą 
frazą – głowa rodziny.

Paweł   prezentuje  pojęcie   głowy przez  przyrównanie   go do  natury  samego   Boga i  relacji   w 

Trójcy: „A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego męża jest Chrystus, a głową żony mąż, a głową 
Chrystusa Bóg” (1 Kor 11,3).

Paweł opisuje schodzący łańcuch bycia głową, który zaczyna się w niebie i kończy w rodzinie: 

Bóg Ojciec jest głową Chrystusa; Chrystus jest głową mężczyzny (męża); i mężczyzna (mąż) jest 
głową kobiety (żony).

W tym łańcuchu Chrystus i mąż mają podwójną relację – względem kogoś ponad i poniżej. W 

ten   sposób   Chrystus   reprezentuje   Boga   Ojca   (ponad   Nim)   przed   mężczyzną   (poniżej   Niego);   a 
mężczyzna z kolei reprezentuje Chrystusa (ponad nim) przed swoją żoną (poniżej niego).

Mamy tutaj jasny biblijny obraz roli mężczyzny, który stał się również ojcem: on reprezentuje 

Chrystusa przed swoją żoną i rodziną. Jakaż to olbrzymia odpowiedzialność – i jaki święty przywilej!

Jak możesz przygotować siebie na takie budzące respekt wyzwanie?
Kluczem w życiu Jezusa była Jego relacja z Ojcem. On wyrażał ją na różne sposoby: „nie może  

Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn 
czyni” (J 5,19). „Kto mnie widział, widział Ojca… Słowa, które do was mówię, nie od siebie mówię, 
ale Ojciec, który jest we mnie, wykonuje dzieła swoje” (J 14,9-10).

W podobny sposób twój sukces jako głowy rodziny będzie zależał od twojej relacji z Jezusem. 

Uczyń Go źródłem swoich słów i uczynków. Polegaj na Jego sile i mądrości w tobie, a nie w swoich 
własnych. Pozwól Mu żyć Jego życiem przez ciebie.

Jakie są niektóre z aspektów Jego życia, które najbardziej będą objawione w tobie jako mężu i 

ojcu?

Po pierwsze  Jezus jest Kochankiem  i  Oblubieńcem   swojego Kościoła.  Wszystkie  Jego  inne 

służby wypływają z głębokiej, czystej fontanny Jego miłości. Pozwól Mu otworzyć tą fontannę w 
twoim sercu. Nie bój się być  czułym.  Jest to oznaka siły, a nie słabości. „Miłość jest mocna jak 
śmierć”   (Pnp   8,6).   „[Miłość]   wszystko   zakrywa   (ang.   zawsze   chroni),   wszystkiemu   wierzy, 
wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje (ang. nigdy nie zawodzi)…” (1 
Kor 13,7-8).

Popatrz na czułość, z jaką Pan mówi do Izraela w Księdze Jeremiasza 31,3: „Miłością wieczną 

umiłowałem   cię,   dlatego   tak   długo   okazywałem   ci   łaskę”.   To   właśnie   przez   tę   czułość   Jezus 
przyciągał do siebie swój lud. Pozwól Mu włożyć miarę tego w ciebie. Przez to On przyciągnie do 
ciebie twoją oblubienicę dokładnie tak samo, jak On przyciąga Kościół do siebie.

background image

W naszym  współczesnym,  dynamicznym,  cynicznym  społeczeństwie zostało bardzo niewiele 

prawdziwej czułości. Stało się to prawie zapomnianą cechą. W każdej kobiecie ciągle jest coś, co 
pragnie czułości. Ona odpowie na to tak jak kwiat otwiera swoje płatki na słońce.

Czułość idzie ręka w rękę z romansem. Jeśli chcesz obraz obu tych cech powiązanych ze sobą, 

przestudiuj księgę Pieśni nad Pieśniami. Ta piękna, często odrzucana księga wiele może nauczyć Boży 
lud na temat  miłości,  zarówno Bożej  jak i ludzkiej. Pamiętam,  jak Lydia  kiedyś  zauważyła:  „Za 
każdym razem, gdy czuję się blisko Pieśni nad Pieśniami, wiem, że jestem na wysokim poziomie w 
swoim duchowym życiu.”

Przez   kilka   tygodni   przed   poślubieniem   Ruth   czytałem   Pieśń   nad   Pieśniami   kilkakrotnie. 

Studiowałem   jej   różne   części   –   kochanek,   Szulamitka,   przyjaciele.   Wierzę,   że   to   pomogło   mi 
zbudować taki rodzaj relacji, która cieszy Ruth i mnie.

Romans   sam   w   sobie   nie   jest   jakimś   szczególnym   rodzajem   działalności.   Jest   on   cechą 

sprawiającą,   że   inne   czynności   stają   się   bardziej   ekscytujące   i   przyjemniejsze.   Może   to   być 
zilustrowane czymś tak prostym, jak jedzenie. Romans nie jest jakimś szczególnym daniem dodanym 
na koniec posiłku. Jest on przyprawą dodaną do każdego dania. Może on dodać szczególnego smaku 
ekscytacji do tak  zwykłych czynności jak robienie zakupów, podróży do kościoła czy wieczornego 
spaceru.

Pozwólcie, że powiem coś z własnego doświadczenia. Pomagałem rosnąć dziewięciu córkom z 

różnych rasowych środowisk, byłem dwa razy żonaty, znam kultury i style życia z wielu różnych  
części świata. Nie wierzę, że jest gdziekolwiek na świecie kobieta, która nie doceniałaby romansu i 
czułości. Czemu masz mieć monotonne małżeństwo? Podążaj za celem Jezusa i dąż do małżeństwa, 
które będzie podobne do tego, jakie On planuje mieć ze swoim Kościołem.

Inną cechą miłości Jezusa jest oddanie samego siebie: „…Chrystus umiłował kościół i wydał zań 

samego siebie” (Ef 5,25). Udane małżeństwo musi podążać za tym standardem. Składa się ono z 
dwóch żyć położonych za siebie nawzajem. Najpierw mąż, podobnie jak Jezus, kładzie swoje życie za 
żonę. Później z kolei żona, podobnie jak Kościół, kładzie swoje życie za męża. Od tego momentu 
każde znajduje swoje spełnienie w życiu drugiego. Kluczem do takiej relacji jest zrozumienie tego, że 
biblijne małżeństwo bazuje na przymierzu.

4

Oddanie siebie nie jest jednak naturalne dla upadłej ludzkiej natury, ale musi być rozwinięte. 

Najpierw jest potrzebna decyzja, później trzeba to wypracować w swoim codziennym życiu, dopóki 
nie stanie się to częścią twojego charakteru. Nie czekaj z oddawaniem siebie do momentu małżeństwa. 
Może to sprowadzić wiele niepotrzebnych cierpień na ciebie i twoją żonę.

Kiedy poślubiłem Lydię miałem niewiele doświadczenia wzajemnych ustępstw w bliskiej relacji, 

ponieważ   nie   miałem   żadnych   braci   i   sióstr.   Patrząc   wstecz   widzę,   że   sprawiło   to   niepotrzebne 
problemy Lydii i dzieciom. Dzięki Bogu za łaskę, którą dał nam wszystkim, abyśmy przeszli przez te 
problemy. Trzydzieści trzy lata później, kiedy ożeniłem się z Ruth, powiedziałem jej, że wychodzi za 
bardziej przygotowanego męża niż na początku Lydia!

Dostaniesz wielki zwrot ze swojego małżeństwa, jeśli  już teraz nauczysz się dawać siebie w 

relacjach, które masz z tymi, którzy cię otaczają. Jeśli ciągle żyjesz w domu, poświęć się w małych 
uczynkach. Wynieś śmieci, nawet jeśli nie jest jeszcze twoja kolej, pomóż przy zmywaniu, aby twoja 
siostra mogła wyjść ze swoim przyjacielem, opiekuj się młodszym bratem, aby twoi rodzice mogli 
spędzić ze sobą wieczór.

Również w kościele jest wiele możliwości służby. Odwiedzaj chorych, umyj samochód pastora, 

zgłoś   się   do   sprzątania   miejsca   spotkań   w   soboty   wieczorem,   pomagaj   wdowom   czy   osobom 
niepełnosprawnym zrobić zakupy.  Wszystkie te zewnętrznie małe uczynki pomogą ci budować w 
sobie   dającą   siebie   naturę   Jezusa,   która   pewnego   dnia   wzbogaci   twoje   małżeństwo   i   uczyni   cię 
wzorem dla twoich dzieci.

4

 Wyjaśniłem, jak to działa w książce The Marriage Covenant (Przymierze małżeństwa), wydanej przez Derek Prince 

Ministries, Fort Laudardale, Florida (1978).

background image

Obraz Jezusa jako Oblubieńca zawarty w Liście do Efezjan 5,25-26 pokazuje inny aspekt Jego 

służby – Nauczyciela. On wydał samego siebie za Kościół, „aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą 
wodną przez Słowo”. Nauczanie Bożego Słowa musi uczynić Kościół czystym i świętym, pasującym 
do Oblubienicy Chrystusa.

Mamy   tu   kolejny   sposób,   w   jaki   będziesz   mógł   reprezentować   Jezusa   przed   swoją   żoną   i 

dziećmi:   Daj   im   ten   rodzaj   nauczania   Biblijnego,   który   dopasuje   ich   do   bycia   częścią   Jego 
Oblubienicy.  Jeśli Bóg pobłogosławi twój dom dziećmi, to nauczanie ich będzie twoim jednym z 
najważniejszych zadań. „A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz napominajcie i 
wychowujcie je w karności, dla Pana” (Ef 6,4).

W   wielu   dzisiejszych   rodzinach   nauczanie   biblijne   jest   często   zrzucane   na   matkę.   Jest   to 

sprzeczne   z   Bożym   porządkiem.   Matka   ma   oczywiście   swoją   rolę   do   spełnienia,   ale   główna 
odpowiedzialność spoczywa na ojcu. W domu, gdzie tylko matka daje duchowe instrukcje, chłopcy 
mogą dojść do wniosku, że „Biblia jest książką dla kobiet”. Kiedy osiągną okres dojrzewania, mogą 
łatwo stwierdzić, że nie ma im nic więcej do zaoferowania.

Jak możesz przygotować się do odegrania roli nauczyciela w swoim domu?
Najważniejsze jest to, abyś nabył ogólną wiedzę biblijną. Jeśli jest to możliwe, uczęszczaj do 

kościoła, w którym jest nauczane zdrowe Słowo Boże. Może ono być uzupełniane w różny sposób: 
książki, kasety, kursy korespondencyjne, seminaria, konferencje, programy radiowe itd.

Z tego miejsca idź do systematycznego zgłębiania studium na temat podstawowych wielkich 

doktryn   wiary   chrześcijańskiej.   Potrzebujesz   zbudować   solidny   fundament.   Skup  się   na   takich 
księgach jak List do Rzymian, Galacjan, Efezjan, Hebrajczyków. Różne rodzaje materiału dostępne są 
z tych samych powyżej przedstawionych źródeł. Przygotuj się na ciężką pracę!

W tym samym czasie proś Boga, aby otworzył ci drzwi do sytuacji, w których będziesz mógł 

zacząć dzielić się z innymi wiedzą, którą zdobywasz. Jest wiele możliwości: grupy domowe, grupa 
studentów, szkoła niedzielna, służba wśród ubogich. Nauczanie innych jest najlepszym sposobem do 
ocenienia, jak wiele już się nauczyłeś.

To   wszystko   przygotuje   cię   do   wypełnienia   roli   nauczyciela   w   swoim   domu.   Już   teraz 

powinieneś   być   wykwalifikowany   do   nauczania   podstawowych   prawd.   Poza   tym   poprzez   swoje 
własne studium będziesz musiał odkryć inne źródła nauczania, takie jak wymienione powyżej. Sięgnij 
po podstawy biblijne w takiej kolejności, w jakiej będziesz musiał wyłożyć je w życiu swojej rodziny

Służba   Jezusa   jako   Nauczyciela   jest   blisko   związana   z   kapłańską   służbą   Jezusa   jako 

Wstawiennika. Autor Listu do Hebrajczyków mówi nam, że po Jego wniebowstąpieniu, Jezus wszedł 
do miejsca najświętszego, za drugą zasłonę, aby objawić się jako Najwyższy Kapłan wstawiający się 
za nami: „Dlatego też może zbawić na zawsze tych, którzy przez niego przystępują do Boga, bo żyje 
zawsze, aby się wstawiać za nimi” (Hbr 7,25).

W   reprezentowaniu   Jezusa   przed   swoją   żoną   i   rodziną   musisz   nauczyć   się   łączyć   role 

kapłańskiego wstawiennika i nauczyciela. Jako nauczyciel będziesz reprezentował Boga przed swoją 
rodziną. Jako wstawiennik będziesz reprezentował rodzinę przed Bogiem. Nie ma większej służby, w 
jakiej możesz się znaleźć. Poniżej jest kilka dróg do przygotowania się na to.

Po   pierwsze   starannie   studiuj   biblijne   wzory   tego   rodzaju   służby   wstawienniczej.   Odkryj 

rezultaty,   jakie   są   przez   nią   produkowane   w   każdej   sytuacji.   Podam   kilka   znanych   przykładów: 
Abraham wstawiał się za swojego bratanka Lota i Sodomę (1 Moj 18,16-33); Mojżesz wstawiał się za 
Izraelem po tym, jak zrobili i uwielbiali złotego cielca (2 Moj 32,1-14); Mojżesz i Aaron wstawiali się 
za Izraelitami umierającymi z powodu plagi (IV Moj 16,41-50).

Rozmyślaj nad tym, co Bóg powiedział odnośnie Izraela w Księdze Ezechiela 22,30: „Szukałem 

wśród nich męża, który by potrafił wznieść mur i przed moim obliczem stanąć w wyłomie, wstawiając 
się za krajem, abym go nie zniszczył, lecz nie znalazłem.” Gdziekolwiek Bóg cię umieści, możesz 
nauczyć się być „mężem, który stoi w wyłomie” za innych.

Stwierdzisz, że jest to porywające nauczyć się kapłańskiego błogosławieństwa, które Aaron i 

jego synowie mieli ogłaszać nad Izraelitami (4 Moj 6,24-27). Kiedy staniesz się kapłanem dla całej 

background image

rodziny,   będziesz   miał   wzór   błogosławienia   ich,   który   będzie   jednym   z   największych   twoich 
przywilejów!

Drugi   sposób,   aby   przygotować   się   do   roli   kapłańskiego   wstawiennika   jest   praktykowanie 

regularnego osobistego życia  modlitewnego  (jeśli jeszcze tego nie  zrobiłeś). Bądź systematyczny, 
poświęć na to swój najlepszy czas. Proś Boga, aby wkładał w twoje serce ludzi, za których chce, abyś 
się modlił. Mogą to być członkowie twojej rodziny czy kościoła, współpracownicy lub inni znajomi. 
Powinieneś również wliczyć w to osoby usługujące Bogu, którzy pomogli tobie i podobnie pomagają 
innym. Często dobrze jest  zrobić listę ludzi, o których będziesz się regularnie modlił. Weź za nich 
osobistą odpowiedzialność przed Bogiem.

Po   trzecie   regularnie   bierz   udział   w   spotkaniach   modlitewnych.   Nauka   modlitwy   z   innymi 

pomoże ci przezwyciężyć skrępowanie i lepiej cię wyposaży do modlitwy we właściwym czasie z 
twoją żoną i dziećmi. Modlitwa powinna stać się tak naturalna w życiu twojej rodziny jak jedzenie czy 
zabawa.

Jest   jeden   ważny,   przynoszący   duże   korzyści   efekt   uczenia   się   służby   kapłańskiego 

wstawiennika: bardzo ci to pomoże w innych rolach, w których będziesz reprezentował Jezusa. Tak 
naprawdę twój sukces w służbie modlitewnej będzie najprawdopodobniej określał rozmiary twojego 
sukcesu właśnie w tych innych dziedzinach.

Najlepszym  podsumowaniem   twojej  odpowiedzialności  reprezentowania   Jezusa  w domu  jest 

pojęcie przedstawione na początku tego rozdziału: być głową. Co to praktycznie mówi o twojej roli?

Pozwólcie, że odpowiem pytaniem na pytanie: Jaka jest funkcja  fizycznej  głowy w relacji z 

resztą ciała? Przyjmuje trzy formy:  przyjmowanie informacji z każdej części ciała, podejmowanie 
decyzji i dawanie poleceń. Każda część ciała ma prawo do komunikowania się z głową, ale głowa jest 
odpowiedzialna za przyswajanie informacji, które otrzymuje, i następnie podejmowanie właściwych 
działań.

Wskażę ci teraz prostą ilustrację roli, jaką będziesz miał do wypełnienia jako głowa domu. Po 

pierwsze musisz być otwarty na komunikację z każdym członkiem swojej rodziny – każda potrzeba, 
każde zranienie,  każda presja, każdy twórczy i budujący pomysł.  Po drugie musisz być  w stanie 
połączyć  wszystkie te informacje i zdecydować się na właściwe działanie, które musi podjąć cała 
rodzina. Chociaż przyjmujesz decyzje od pojedynczych osób, twoja decyzja musi być najlepsza dla 
rodziny jako całości. Po trzecie po podjęciu decyzji musisz zainicjować odpowiednie działanie, które 
członkowie rodziny mają spełnić.

Czego to wymaga od ciebie? Po pierwsze wrażliwości – zdolności zauważania potrzeb i uczuć 

innych, aby przewidzieć problemy i niebezpieczeństwa, aby przyjąć i zatwierdzić budujące pomysły. 
Po drugie mądrości do podejmowania decyzji, które dotyczą nie tylko twojego życia, ale również 
życia innych. Po trzecie siły charakteru i widzenia celu, który twoje decyzje mają osiągnąć, dodając do 
tego współpracę innych, jeśli to konieczne.

W 1 Liście do Tymoteusza 3,4-5 Paweł przyrównuje odpowiedzialność starszych kościoła do 

odpowiedzialności   męża   i   ojca   w   swoim   domu:   „[Człowiek,]   który   by   własnym   domem   dobrze 
zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym 
domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?” Czasownik przetłumaczony jako 
zarządzać  oznacza  „stać na czele  czy przed”. Jest to pozycja  męża  i ojca. On idzie  na początku 
rodziny, on przewodzi. Również kiedy zło lub niebezpieczeństwo zagraża rodzinie, on staje naprzeciw 
niemu, stając pomiędzy nimi a tym zagrożeniem. To wszystko może być podsumowane w jednym, 
kluczowym słowie: liderstwo, przywództwo

Obecnie w prawie każdej grupie społecznej brakuje skutecznych przywódców. Są również złe 

siły   –   zarówno   naturalne   jak   i   nadnaturalne   –   które   przeciwstawiają   się   takiemu   przywództwu   i 
szukają sposobów podkopania go tam, gdzie może powstać. Główną konsekwencją jest rozłam życia 
rodzinnego   w   strachu.   Boży   plan   dla   małżeństwa   i   domu   zależy   od   odnowienia   przywództwa 
przedstawionego w Biblii.

background image

Jeśli postanowisz być takim przywódcą w domu, musisz  już wcześniej się uzbroić, aby umieć 

zwyciężyć   przeciwności.   Będziesz   płynął   pod   prąd   współczesnej   kultury.   Ale   w   końcu   taka   jest 
różnica pomiędzy rybą żyjącą i martwą: żywa ryba może płynąć pod prąd, a martwa może jedynie 
unosić się z prądem.

Są   dwa   fundamenty,   na   których   takie   przywództwo   musi   się   opierać:   odpowiedzialność   i 

wierność. Normalnie są  one z początku nabywane w pozornie małych i nieważnych funkcjach. Raz 
nabyte mogą zapewnić podstawę sukcesu w każdej dziedzinie życia. Bez nich prawdziwy sukces nie 
jest możliwy. Jezus powiedział: „Kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny, a 
kto w najmniejszej jest niesprawiedliwy i w wielkiej jest niesprawiedliwy” (Łk 16,10).

Pamiętam młodego mężczyznę (będę nazywał go Arturem), który głęboko wpadł w uzależnienie 

narkotykowe. Później cudownie spotkał Jezusa i został uwolniony. Jednak moce jego umysłu i woli 
były prawie całkowicie zniszczone przez narkotyki. Pastor zaprosił Artura do swojego domu i zaczął 
proces rehabilitacji. Pastor położył nacisk na pewną instrukcję: we wszystkim, o co będziemy cię 
prosić, abyś zrobił, szukaj pomocy Jezusa i bądź wierny.

Po około dwóch latach Artur otrzymał pracę w firmie handlowej. Jego odpowiedzialności były 

najprostsze i najbardziej służebne: mycie podłogi, opróżnianie koszy na śmieci itp. Do każdej z nich 
Artur   stosował   zasadę   swojego   pastora:   szukaj   pomocy   Jezusa   i   bądź   wierny.   Stopniowo   jego 
wierność   przynosiła   mu   awanse,   a   każde   kolejne   stanowisko   było   bardziej   odpowiedzialne   od 
poprzedniego. Ponownie stawał się normalnym członkiem społeczeństwa.

Po   kilku   kolejnych   latach   w   firmie   Artur   stwierdził,   że   potrzebuje   opuścić   firmę   i   zacząć 

praktykować bardziej wyspecjalizowane powołanie. Kiedy zaczął wyjaśniać swojemu szefowi, o co 
prosi, szef bardzo krótko uciął jego wypowiedź. „Nie możesz odejść! Jesteś jedyną osobą w firmie, 
której mogę zaufać. Zostań ze mną, a nauczę cię wszystkiego, abyś przejął cały interes, kiedy odejdę.”

Artur zbierał żniwo z ziarna, które zasiał przez swoją wytrwałą wierność.
Obserwacje Salomona na temat wierności są bardzo pouczające. W Przypowieściach Salomona 

28,20 mówi on: „Człowiek spolegliwy (ang. wierny) ma obfite błogosławieństwo”, a w rozdziale 20, 
werset   6   pyta:   „kto   znajdzie   człowieka   niezawodnego   (ang.   wiernego)?”   W   zarządzaniu   swoim 
wielkim królestwem, Salomon przyznał się do potrzeby wiernych ludzi. Nawet z najlepszymi ludźmi 
w Izraelu do swojej dyspozycji, on musiał szukać tego, który spełni jego wymagania.

Dokładnie taki sam opis odpowiedzialności i wierności może być rozwijany w prawie każdej 

sytuacji. Józef był wierny najpierw w domu Potyfara, a później w więzieniu. Wynikiem był awans. 
Tak będzie prawie zawsze!

Ludzie   pytają   się   mnie,   gdzie   otrzymałem   szkolenie   przygotowujące   do   służby.   Czasami 

odpowiadam:   „Jako   pielęgniarz   w   Armii   Brytyjskiej   stacjonującej   w   Północnej   Afryce”.   Miałem 
akademickie   szkolenie   zanim   poznałem   Pana.   Tak   naprawdę   traciłem   intelektualną   równowagę. 
Potrzebowałem doświadczenia w stawaniu naprzeciw trudności w sytuacjach z prawdziwego życia i w 
przyjmowaniu odpowiedzialności za potrzeby innych.

Przez cały rok na pustyni  byłem  przywódcą  tego, co Armia  Brytyjska  nazywa  „oddziałem” 

ośmiu noszowych. Naszym domem była trzytonowa ciężarówka, którą dzieliliśmy z jeszcze dwoma 
kierowcami. Nasza jedenastka – żyjąc, jedząc, śpiąc i dzieląc wspólnie trudności – była znana jako 
„Pionierzy Prince’a”.

Przez cały ten czas miałem jednego stałego towarzysza: moją Biblię. Wszędzie nosiłem ze sobą 

wydanie   kieszonkowe.  Zawsze,  gdy nie  byłem   czymś   zajęty,   czytałem  ją. Byłem   zdumiony,   gdy 
odkryłem, jak bardzo jest praktyczna. Opisywała wszystkie sytuacje, w których się znajdowałem oraz 
wszystkie   problemy,   które  przeżywałem.  Zawsze  też  pokazywała  mi   Bożą  odpowiedź.   Do  końca 
mojego   pobytu   na   pustyni   miałem   dobrą,   całkowitą   wiedzę   biblijną,   która   zapewniła   solidny 
fundament dla każdej późniejszej fazy mojego duchowego rozwoju.

Przez   pięć   lat   spędzonych   w   armii,   po   tym   jak   poznałem   Pana,   utrzymywałem   spójne 

chrześcijańskie świadectwo. W sprawie sumienia stawałem często przeciw innym żołnierzom a nawet 
oficerom nade mną. Kiedy zakończyłem swoją służbę, ocena charakteru w moich dokumentach była 

background image

najwyższa, jaką może przyznać Armia Brytyjska:  Wzorowy. Miało to chyba większe znaczenie niż 
jakikolwiek dyplom teologiczny, jaki mógłbym kiedykolwiek otrzymać.

Oczywiście   twoje   życie   nie   będzie   miało   dokładnie   takiego   samego   wzoru,   jak   moje.   Bóg 

traktuje każdego z nas indywidualnie. Dzięki Bogu, że tak robi! Ani Kościół, ani świat nie potrzebuje 
„masowo-produkowanych”   chrześcijan.   Z   drugiej   strony   są   pewne   ogólne   zasady,   które   dotyczą 
prawie wszystkich.

Ponad wszystko oddaj się całkowicie Bogu (dzieliłem się tym w rozdziale 4). Następnie ufaj Mu, 

że będzie cię prowadził ścieżką, która wypełni Jego szczególny plan dla twojego życia. Werset, który 
zawsze sprawdzał się w moim życiu, to Księga Przypowieści Salomona 3,6: „Pamiętaj  o nim na 
wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki!”

Po drugie patrz na każdą sytuację, w której się znajdujesz jako specjalnie zaaranżowaną przez 

Boga, aby wyćwiczyć cię i rozwinąć w tobie pewne aspekty twojego charakteru i osobowości. Możesz 
znaleźć się w różnych nieoczekiwanych i nieprzyjemnych okolicznościach, ale nie narzekaj. Pamiętaj 
Józefa w więzieniu! Muszę powiedzieć, że nie miałem radości przez większość czasu spędzonego na 
pustyni,   ale   dziękuję   Bogu   za   to,   że   w   ten   sposób   wyposażył   mnie   we   wszystko   potrzebne   do 
późniejszego życia.

Po trzecie uczyń Biblię największym priorytetem do studiów. Nigdy nie pozwól, aby cokolwiek 

innego wyszło ponad to. Szukaj interpretacji każdego etapu swojego doświadczenia w świetle Biblii. 
Będziesz zdziwiony, jak wiele światła to wnosi.

W   dziedzinie   edukacji   polecam   szukania   takich   studiów,   które   będą   zgodne   z   drogą,   którą 

wierzysz,   że   Bóg   przeznaczył   dla   ciebie.   Osobiście   nie   jestem   zwolennikiem   edukacji   dla   samej 
edukacji.   „Wieczny   student”   jest   często   żałosną   postacią.   Najmądrzejszy   człowiek   na   świecie 
powiedział o takim stylu życia: „Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca, a nadmierne rozmyślanie męczy 
ciało” (Kazn 12,12). Czasami również wydaje się, że nie ma końca zdobywania stopni naukowych!

Normalnie   twój   duchowy   rozwój   powinien   znaleźć   pełen   wyraz   w   uporządkowanym   życiu 

społeczności   zapewnianej   przez   kościół   lokalny.   Tutaj   pod   właściwym   prowadzeniem   pastora, 
doświadczysz ciągłego rozwoju w trzech powiązanych ze sobą dziedzinach: w twoim zrozumieniu 
Słowa Bożego, twoich ćwiczeniach do Bożej służby oraz w oczyszczeniu i wzmocnieniu twojego 
chrześcijańskiego charakteru. Ten sam proces, który czyni cię mężem Bożym przez przygotowanie do 
wszelkiego dobrego dzieła (2 Tym 3,17), również przygotuje cię do bycia głową w swoim domu.

background image

8.

Przygotowania kobiety do małżeństwa

Z perspektywy Ruth

Jak mogę się przygotować do małżeństwa?... Nie wiem, czy ktokolwiek  i kiedykolwiek  mnie  

poprosi!...   Nie   wiem,   jakiego   typu   mężczyznę   mogę   poślubić…   Każda   relacja,   jaką   kiedykolwiek  
miałam,   nie   powiodła   się…   Nie   ma   żadnego   chrześcijańskiego   kawalera,   który   spełnia   moje  
oczekiwania… Wzięcie ślubu to ryzyko. Nie widzę zbyt wielu udanych małżeństw, nawet w Kościele…  
Czy warto próbować przygotować się, jeśli może się to nigdy nie wydarzyć?... Nie chcę marnować  
swojego życia na czekanie i zastanawianie się…

Wiele niezamężnych kobiet mówiło mi tego typu rzeczy. Wszystkie obiekcje są uzasadnione. 

Młode kobiety stają obecnie naprzeciw okoliczności i problemów specyficznych dla tego tysiąclecia. 
Od   czasów   Ewy   do   obecnych   czasów   przeznaczenie   kobiet   było   jasne:   albo   wyjdzie   za   mąż   i 
wychowuje dzieci, albo jeśli nikt jej nie wybrał, zostaje w domu w powiększonej rodzinie i pomaga 
tym,   którzy   jej   potrzebują.   Bardzo   się   to   zmieniło   za   ludzkiej   pamięci,   a   szczególnie   od   czasu 
„wyzwolenia” kobiet.

Bez wątpienia wyzwolenie kobiet przyniosło wiele korzyści. Wiele kobiet zostało wyzwolonych 

z   wyzysku   czy   niewoli,   które   w   niektórych   przypadkach   mogłyby   być   zakwalifikowane   jako 
niewolnictwo.   Niestety   ogólny   bilans   wykazuje   tyle   samo   pasywów,   co   i   aktywów.   Wskaźnik 
rozwodów gwałtownie wzrósł, liczba małżeństw obniżyła się, miliony dzieci zostało usuniętych, inne 
dzieci   są   niechciane   lub   niekochane,   życie   rodzinne   pogorszyło   się,   a   wiele   kobiet   jest 
niezadowolonych i niespełnionych.

W obliczu tego wszystkiego ciężko jest dzisiaj młodej kobiecie zrozumieć, jak przygotować się 

do   małżeństwa.   We   wcześniejszych   pokoleniach   córki   były   uczone   przez   mamy   i   babcie   w 
codziennym życiu. Dzisiaj jednak rzadko się to zdarza. Kobieta, która miała nieudane małżeństwo nie 
może nauczyć swojej córki przez danie przykładu. Często sama matka nie była uczona, ponieważ 
małżeństwo jej matki również było nieudane. Co więcej kobieta, która ciężko pracowała cały dzień, 
aby   zarobić   na   życie,   często   ma   mało   czasu   i   sił,   aby   poświęcić   się   uczeniu   swojej   córki   robót 
domowych.

Część naturalnych  przygotowań do małżeństwa jest wynikiem obserwacji rodziców, np. role 

każdej z płci oraz wzajemny stosunek pomiędzy ojcem i matką. Dziewczynka, która dojrzewa w 
rozbitym   domu,   nie   może   obserwować   swojej   matki   w   roli   żony.   Jeśli   nie   ma   ona   ciągle 
mieszkającego   z   nią   ojca,   zostaje   pozbawiona   możliwości   bliskiej   naturalnej   więzi   z   mężczyzną. 
Dziewczynka   potrzebuje   docenienia   ze   strony   swojego   ojca,   gdy   zaczyna   podejmować   kroki   w 
kierunku dojrzałości, zarówno dla poczucia własnej wartości, jak i do przygotowania do relacji ze 
swoim mężem.

Zamiast przyjmować  praktyczne  przygotowanie do małżeństwa  współczesna  dziewczyna  jest 

bombardowana przez humanistyczne i feministyczne filozofie w szkole, w telewizji, w czasopismach. 
Jest uczona, jak uczynić się atrakcyjną. Oczekuje się od niej zrobienia kariery i oferuje się jej wiele 
możliwości do nauki – ale nikt jej nie uczy, jak odnieść sukces jako żona.

Możemy zapytać: Czy jest możliwe dla młodej kobiety, aby współcześnie przygotować się do 

małżeństwa?   Czy   w   społeczeństwie,   które   tak   bardzo   się   zmieniło,   warto   nawet   próbować   się 
przygotować? Czy nie powinna po prostu zaryzykować?

Moja   odpowiedź   jest   następująca:   Dla   tych,   którzy   chcą   spędzić   czas   i   spróbować,   chcą 

„zapłacić cenę”, przygotowanie do małżeństwa przyniesie niezliczone korzyści. Bez względu na to, 
czy kobieta w końcu wyjdzie za mąż  czy nie, przygotowanie do małżeństwa może umożliwić jej 
znalezienie spełniania w życiu.

Ponadto   wyniki   nie   są   ograniczone   do   życia   na   ziemi.   Bóg   miał   już   plan   przygotowania 

Oblubienicy dla swojego Syna, Pana Jezusa, jeszcze zanim stworzył świat. Biblia daje żywy obraz 
punktu kulminacyjnego obecnego wieku: wesela Baranka.

background image

Na długo przed jakimkolwiek pomysłem poślubienia Dereka stwierdzenie zawarte w Objawieniu 

Jana 19,7: „i oblubienica jego przygotowała  się” stało się dla mnie wyzwaniem i inspiracją. Pan 
objawił   mi   samego   siebie,   kiedy   byłam   czterdziestoletnią,   rozwiedzioną   kobietą   i   napełnił   mnie 
niesamowitą miłością do Niego. Byłam zadziwiona, że On może mnie tak mocno ukochać, że On 
zaakceptował mnie taką, jaka byłam i że ma szczególny plan do mojego życia.

W tym fragmencie jednak zauważyłam, że Jego plan nie daje mi tylko tymczasowego szczęścia. 

On   chce   ze   mną   dzielić   wieczność!   Moja   odpowiedzialnością   było   uczynić   się   gotową,   aby   być 
częścią Jego oblubienicy.

Dało mi to zupełnie nowe spojrzenie na mój stan niezamężny. Odkrywanie swojego charakteru i 

uczenie   się   życia   pełnego   satysfakcji,   które   na   tym   się   nie   kończy,   ale   prowadzi   do   czegoś 
zdecydowanie   większego.   Od   tego   momentu   znalazłam   pełne   spełnienie   w   służeniu   swojemu 
ukochanemu Panu z całego serca.

Kilka lat później niespodziewanie i w niesamowity sposób On wprowadził do mojego życia 

Dereka   i   wkrótce   zauważyłam,   że   jestem   przygotowana   do   poślubienia   swojego   ziemskiego 
oblubieńca. (Dzielę się tą historią w rozdziale 12.) Później odkryłam i nadal jeszcze odkrywam, że te 
same wartości, które czynią kobietę podobającą się Panu, czynią ją również podobającą się mężowi.

Jeśli zaczniesz przygotowywać się do małżeństwa na ziemskim poziomie z sercem zwróconym 

do Pana Jezusa, pamiętając,  że twoim ostatecznym  przeznaczeniem  jest być  częścią  Jego pięknej 
oblubienicy, wtedy będziesz doświadczać nie tylko tymczasowego szczęścia, ale wiecznej rozkoszy. 
Przygotowanie do małżeństwa przygotuje cię również dla Jezusa.

Moim głównym  celem w tym  rozdziale,  skierowanym  szczególnie  do kobiet,  jest pomoc  w 

wyraźniejszym   zobaczeniu   celu   i   skierowaniu   cię,   abyś   stała   się   typem   kobiety,   która   będzie 
uzupełniać   czy   czynić   pełnym   mężczyznę,   dla   którego   Bóg   cię   stworzył.   Zaoferuję   sprawdzone, 
praktyczne sugestie, wzięte z Biblii, z własnego doświadczenia i z doświadczeń innych kobiet.

Te sugestie powinny poprawić jakość twojego życia jako kobiety niezamężnej, bez względu na 

to   czy   uczysz   się   jeszcze   w   szkole,   żyjesz   w   domu   czy   sama   się   utrzymujesz.   Mogą   one   być 
zastosowane do twojej sytuacji bez względu na to, czy jesteś panną, wdową czy rozwódką oraz bez 
względu na to czy masz 14 czy 54 lata. Cechy charakteru są wieczne.

W moim przypadku rozpoczęłam przygotowania w czasie, w którym  aktywnie realizowałam 

karierę zawodową i wychowywałam dzieci. Później służyłam Bogu na pełen etat w Jerozolimie, ale 
zawsze   miały   zastosowanie   te   same   zasady.   Mam   nadzieję,   że   moje   wskazówki   pobudzą   cię   do 
szukania   sposobów   budowania   swojego   charakteru   i   poprawieniu   swojej   własnej   osobowości   w 
sposób   odpowiedni   tylko   dla   ciebie.   Dwanaście   poniżej   przedstawionych   przeze   mnie   sugestii   w 
żadnym wypadku nie wyczerpują tego tematu!

Przede wszystkim musimy zobaczyć, jak Bóg patrzy na kobietę. Zanim ją stworzył, opisał ją w 

następujący sposób: „Uczynię mu  pomoc  odpowiednią dla niego” (1 Moj 2,18; kursywa dodana). 
Natura kobiety wyraża się i ma swoje spełnienie w pomaganiu.

Przez całą Biblię  Bóg ciągle wypełnia  swój obraz kobiety.  Ze swoich notatek opracowałam 

dwudziestosześcio punktową „Charakterystykę pomocnika”. Wiele kobiet myśli, że Biblia jest książką 
męską,   o   mężczyznach   i   dla   mężczyzn.   Ja   jednak   widzę,   że   jest   wypełniona   praktycznymi 
wskazówkami i zachętami dla każdej osoby i dla każdej dziedziny życia.

Charakterystyka pomocnika

Ogólne

W domu

Kobiece

Duchowe

mądra
miła
wierna
lojalna
spokojna

pracowita
rozważna
silna
troskliwa (dla domu i rodziny)
zdolna

skromna
czysta
cicha i pokornego serca
bezcenna
ufna

pełna modlitwy
prorocza
usługująca
pobożna
bojąca się Pana

background image

honorowa
godna zaufania
łaskawa
odważna
hojna

dobra

Warto zauważyć, że tylko sześć z dwudziestu sześciu cech odnosi się w szczególności do domu, 

a tylko jedna (troskliwość o dom i rodzinę) jest ograniczona do domu. Innymi słowy możesz rozwijać 
je zanim będziesz miała swój własny dom i stosować je będąc zarówno gospodynią domową, jak i 
prowadząc aktywne życie zawodowe.

Poproś Ducha Świętego, aby pokazywał ci, które z tych cech są obecnie dla ciebie najważniejsze 

i zacznij szukać sposobów do ukształtowania ich w swoim charakterze.

Teraz przejdę do moich dwudziestu sugestii:

1. Przygotuj się do roli pomocnika.  Kiedy Bóg stworzył kobietę, miał w tym konkretny cel. 

Bóg stworzył kobietę jako osobę inną niż mężczyzna, ponieważ ma ona do spełnienia inne funkcje. 
Nie są one mniej ważne, lecz inne. On stworzył kobietę, aby była „pomocą odpowiednią dla niego 
[mężczyzny]”   (1   Moj   2,18).   Według   mnie   niektóre   z   głównych   problemów   dwudziestego   wieku 
odnoszą się bezpośrednio do sfrustrowanej kobiecości. Miliony kobiet nie mogą wypełnić celu, do 
którego zostały stworzone.

Mogę o tym zaświadczyć z własnego życia. Odnosiłam sukcesy jako kobieta czynna zawodowo. 

Zarówno przed  jak i po uzyskaniu stopnia naukowego po ukończeniu studiów, każda zmiana pracy 
była   dla   mnie   awansem.   Byłam   sekretarką,   kierowniczką,   nauczycielką,   asystentką   kierownika   i 
administratorką w Stanie Maryland, odpowiedzialną za dwa miliony rocznego budżetu. Nigdy jednak 
nie   byłam   w   pełni   usatysfakcjonowana.   Dopiero   gdy   wyszłam   za   Dereka   znalazłam   głęboką 
satysfakcję, która przyszła przez pomaganie, ponieważ do tego stworzył mnie Bóg.

Jednak patrząc wstecz stało się dla mnie jasne, że potrzebowałam wszystkich tych doświadczeń, 

aby być pomocnikiem Dereka. Nie były to stracone lata, ale były to lata przygotowania.

Jeśli   chcesz   być   dobrą   żoną,   musisz   stanąć   naprzeciw   faktu,   że   Bóg   nie   zmienił   swoich 

standardów ani swoich zamiarów. Musisz w swoim sercu zdecydować, że chcesz być tym, kim Bóg 
cię stworzył. Dopiero wtedy możesz zacząć myśleć, jak to osiągnąć. Nie zaczynaj  od znalezienia 
właściwego mężczyzny; zacznij od samej siebie.

Dopóki   nie   wyjdziesz   za   mąż,   nie   możesz   dokładnie   poznać,   jakiego   rodzaju  pomocnikiem 

będziesz musiała być. Określi to powołanie i temperament twojego męża. Jednakże normalnie główną 
rolą żony w pomaganiu swojemu mężowi jest tworzenie dla niego domu. To jest prawdą bez względu 
na powołanie męża oraz bez względu na pracę żony. Ogólnie żona robi zakupy, przynosi jedzenie do 
domu, gotuje je i podaje do stołu. Robi pranie i utrzymuje dom w czystości, jest odpowiedzialna za 
odpowiedni jego wystrój. Gdy dzieci są małe, wiele z jej czynności koncentruje się w domu. Kobieta 
jest odpowiedzialna względem Boga i swojego męża za kształtowanie oraz formowanie charakterów 
dzieci, które są jej powierzone.

To   właśnie   z   jej   domu   mąż   wyjeżdża   w   świat,   aby   odnieść   sukces   lub   przegrać,   aby   być 

spełnionym lub sfrustrowanym. Żona, która tworzy atmosferę miłości i zachęty, pokoju i stabilności, 
może   oczekiwać   dzielenia   się   w   błogosławieństwach   i   nagrodach   wypływających   z   powodzenia 
swojego męża.

To, czy zajmowanie się domem jest interesujące i wyzywające czy nudne i ponure zależy od jej 

postawy. Współczesne urządzenia i wyposażenie kuchni może zarówno „wyzwolić” ją od domu czy 
rzucić jej wyzwanie nowego wyższego poziomu kreatywności. Jeśli przygotujesz swoją postawę już 
teraz i zobaczysz swój przyszły dom jako miejsce wyrażania swojej miłości i wdzięczności względem 
Boga i swojego męża, zrobisz pierwszy krok w kierunku szczęśliwej, pełnej sukcesu i spełnienia żony. 

background image

Inne strony twojej roli jako pomocnika będą się rozwijać, gdy nauczysz się funkcjonować ze swoim 
mężem jako zespół.

Żona, która realizuje swoją własną karierę albo pracuje, aby pomóc zaopatrzyć rodzinę, zawsze 

znajdzie się w stanie napięcia pomiędzy swoją główną rolą jako pomocnika a swoją drugorzędną rolą. 
Żonglowanie dwoma rolami jest niekończącym się wyzwaniem. Najbardziej znaczącą radę, jaką mogę 
dać, to abyś jasno widziała swoje priorytety i zrobiła, co w twojej mocy, aby zachować swoją główną 
rolę na pierwszym miejscu.

Żona   w   Przypowieści   Salomona   31,10-31   daje   przykład   kobiety,   która   wzięła   wizję   bycia 

pomocnikiem. Mamy tu kobietę biznesu, która zarządza sprawami rodzinnymi tak dobrze, że jej mąż 
może   zasiąść   w   przywództwie   miasta.   Ona   kupuje   i   sprzedaje.   Wyciąga   współczujące   ręce   do 
biednych. Mówi z mądrością. A jej mąż ma w niej pełne zaufanie (wers 11).

2. Rozwijaj swoją relację z Panem. Twój Ojciec niebieski ma plan dla twojego życia, który jest 

„dobry, miły i doskonały” (Rz 12,2). Możesz poruszać się szybciej w kierunku tego planu poprzez 
świadomy wybór zbliżania się do Boga i słuchania, co osobiście do ciebie mówi dzień po dniu. Jeśli 
jednak nie masz jeszcze bogatej relacji z Panem, potrzebujesz nauczyć się, jak zbliżyć się do Niego w 
swoim codziennym cichym czasie.

Chcę podkreślić, że nie ma dokładnego wzoru, który działa dla każdego. Wszyscy się różnimy; 

każdy z nas odnosi się do Boga według swoich własnych osobowości. Chcę jednak podzielić się 
bardzo osobistymi doświadczeniami z okresu przed poślubieniem Dereka. Być może któryś z moich 
przykładów wskaże ci właściwy kierunek.

Zakładam, że jesteś osobą nowonarodzoną, która całkowicie i szczerze oddała swoje życie Panu. 

Jeśli  nie zrobiłaś tego pierwszego zasadniczego  kroku, a naprawdę chcesz być  przygotowana  dla 
swojego   męża,   sugeruję,   abyś   przerwała   dalsze   czytanie   tego   rozdziału   i   wróciła   do   rozdziału 
czwartego „Brama”.

Podam teraz siedem szczególnych wskazówek:

a.  Pamiętaj, że relacja wymaga czasu. Musimy chcieć spędzać czas z Panem, uwielbiać Go, czytać 
Jego Słowo, modlić się, czekać na Niego. Bez tego nigdy w pełni się nie rozwiniemy. Jest zbyt wielu 
„opóźnionych   w  rozwoju  chrześcijan”   –  cennych  dusz,  które   żyją   nowym   życiem  korzystając  ze 
wszystkich Bożych, dostępnych dla nich źródeł, ale którzy nigdy się nie zdyscyplinowali, aby być 
częścią tego bogactwa.

Pamiętaj, że żadna kobieta nie może dać swojemu mężowi więcej, niż jest w niej. Pełnia piękna i 

potencjału w kobiecie nigdy nie będzie wykorzystana, jeśli nie jest ona rozwinięta duchowo. Teraz jest 
czas, aby położyć trwały fundament, na którym będziesz budować przez całe swoje życie bez względu 
na to, czy będziesz zamężna, czy nie.

b.  Daj   Bogu   swój   najlepszy   czas.   Dla   większości   z   nas   jest   to   wczesny   ranek,   zanim   staniemy 
naprzeciw świata. Niezamężne kobiety mogą nauczyć się skupiać na Jezusie, naszym niebiańskim 
Oblubieńcu. Jeśli raz poznamy Go w ten sposób, nie będziemy mogły robić nic mniej niż wyrażać 
swoją miłość do Niego jako najważniejszą rzecz w swoim życiu. Prawie każdego dnia od momentu, w 
którym  poznałam  Jezusa w 1970 roku, nie mówię  do nikogo innego,  zanim  nie porozmawiam  z 
Panem. On pomaga mi przygotować się na cały dzień. Nawet jeśli musiałam wyjść z domu do pracy o  
7.30, wstawałam o 5 rano, ponieważ nie mogłam oszukać Pana.

c.  Zacznij od dziękczynienia i uwielbienia. Każdy dzień zaczynam od podziękowania Mu za Jego 
miłość, za krew Jezusa, za piękno stworzenia, za przywilej służenia Mu. Zwracam swoją twarz ku 
Niemu, otwieram swoje usta i śpiewam. On mówi: „Daj mi oglądać swoje oblicze, daj mi usłyszeć 
swój głos, gdyż słodki jest twój głos i pełna wdzięku twoja postać” (PnP 2,14).

background image

Mamy   bardzo   osobistą   relację.   Nie   jestem   wielką   śpiewaczką,   ale   Panu   podoba   się,   kiedy 

śpiewam   dla   Niego.   Przypominam   sobie   pieśni   z   kaset   uwielbieniowych.   Noszę   ze   sobą   cienki 
śpiewnik do łazienki i przypominam sobie stare hymny, kiedy myję swoje zęby i robię makijaż. Mam 
zróżnicowany repertuar i używam go, jak Duch Święty mnie prowadzi.

d. Zanim zaczniesz się modlić, czytaj Biblię. Uszanujemy Boga, jeśli pozwolimy Mu mówić zanim my 
zaczniemy   mówić   do   Niego.   Wiele   zyskałam   trzymając   zakładki   w   dwóch   miejscach:   czytaniem 
Nowego Testamentu od rana i Starego Testamentu wieczorem. Przez pewien czas czytam po kawałku 
z ksiąg historycznych,  z Psalmów i ksiąg prorockich i Nowy Testament (na każde z tych  miejsc 
potrzebuję trzy zakładki).

e.  Zachowuj   listę   modlitewną,   szczególnie   gdy   modlisz   się   sama.   Mnie   osobiście   pomogło   to   w 
skupieniu swojego umysłu i pozostaniu w skupieniu na celu. Uczyniłam prostą listę imion i sytuacji, 
pogrupowanych   w   kategorie   –   np.   o   zbawienie,   o   uzdrowienie,   o   kierownictwo,   o   duchowych 
przywódców, o szczególne części Kościoła, o narody. Jedna ważna wskazówka: Nie poświęcaj całej 
swojej modlitwy na ludzi z problemami. Módl się również o tych, którzy mają wpływ na Królestwo 
Boże. Derek i ja polegamy na codziennych modlitwach zanoszonych o nas przez inne osoby w Ciele 
Chrystusa; błogosławimy ich każdego dnia w naszych osobistych modlitwach.

Kiedy modlę się sama, mam również mały notatnik z wersetami, które zostały mi powiedziany w 

szczególnych  sytuacjach i ze słowami  proroczymi  od Pana. Całymi  dniami  przez wiele miesięcy, 
kiedy byłam półkaleką, były one dla mnie źródłem zachęty. Inna rzecz: nie wahaj się modlić o samą 
siebie. Nie grzęźnij w bagnie własnych problemów, ale proś Boga, aby pomógł ci zwyciężyć w tych 
dziedzinach. On jest gotowy do słuchania i odpowiadania, ponieważ On chce uczynić nas na obraz i 
podobieństwo swojego Syna.

f.  Nie ograniczaj Boga do cichego czasu. Ciągle mam relację z Panem – ciągle mam otwartą linię 
komunikacyjną z Panem. Kiedy byłam sama, miałam Pismo lub kasety z nauczaniem biblijnym ciągle 
przy sobie, a więc nigdy nie byłam samotna. W wolnych chwilach napełniałam swój umysł wersetami 
biblijnymi lub czytałam o Bogu. Szczególnie nauczyłam się komunikować z Panem, gdy moje ręce 
były zajęte, ale mój umysł był stosunkowo wolny – zmywanie naczyń, prasowanie, ubieranie się, 
jechanie samochodem. Wszystkie te nawyki z życia przed ślubem wzbogaciły (i ciągle ubogacają) 
moje małżeństwo.

g. Sprawdź i upewnij się, że Bóg jest na pierwszym miejscu. Bóg nienawidzi letniości. „A tak, żeś letni, 
a   nie   gorący   ani   zimny,   wypluję   cię   z   ust   moich”   (Obj   3,16).   Ktoś   kiedyś   powiedział:   „Jeśli 
kiedykolwiek byłeś bliżej Jezusa, niż jesteś obecnie, zszedłeś na złą drogę”. Ludzie schodzą na złą 
drogę malutkimi, prawie niezauważalnymi krokami. Sprawdzaj siebie zanim coś takiego się stanie. 
Jest długa, twarda droga powrotna, a tylko kilku ją przeszło. Nie strać tego, co masz!

3. Rozwijaj wierność i lojalność. Nie możesz zacząć praktykować wierności i lojalności w dniu, 

w którym wychodzisz za mąż. Jeśli najpierw z całego serca nie oddałaś się Panu, a później jakiejś 
osobie lub sprawie, nie będziesz przygotowana, aby oddać się swojemu mężowi.

Jeśli   jesteś   zatrudniona,   to   czy   jesteś   wierna   względem   swojego   pracodawcy?   Czy   jesteś 

najemnikiem, który liczy godziny i szuka wymówek do wzięcia wolnego? Jeśli żyjesz w rodzinie, to 
czy bierzesz odpowiedzialność za swoje obowiązki, czy zawsze trzeba tobie przypominać? Czy jesteś 
lojalna względem swojej rodziny? Kiedy składasz obietnicę, to czy jej dotrzymujesz, czy znajdujesz 
wymówki, aby od niej odstąpić?

Czy jesteś wierna swojemu zborowi lub grupie modlitewnej? Czy możesz być zależna, działając 

w różnych projektach, do których się zgłosiłaś?

background image

Przeczytaj przypowieść o siewcy w Ewangelii Mateusza 13 i spraw, aby twój umysł był glebą, 

na której dobre nasienie przyniesie dobre żniwo.

4. Rozwijaj  w  sobie  poczucie   własnej  wartości.  Wiele   kobiet  wychodzi  za  niewłaściwego 

mężczyznę lub zawodzi w swoich małżeństwach z powodu zbyt niskiej samooceny. Jesteś dzieckiem 
Boga. Jezus uczynił cię bardzo wartościową osobą i tak bardzo cię ukochał, że umarł za ciebie! Nowy 
Testament i Psalmy są wypełnione wersetami, które zachęcają wierzących, aby patrzyli na siebie tak, 
jak Bóg na nich patrzy. Poświęć czas na ich zapamiętanie, aby móc w każdej chwili mieć do nich 
dostęp, bez względu na to, czy masz Biblię przy sobie, czy nie. Oto kilka z nich:

„My wszyscy tedy, z odsłoniętym  obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, 
zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest 
Duchem.”

(2 Kor 3,18)

„Gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości i macie pełnię w nim; On jest głową 
wszelkiej nadziemskiej władzy i zwierzchności.”

(Kol 2,9-10)

„Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie.”

(Flp 2,13)

„Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do 
których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.”

(Ef 2,10)

Głównym   działaniem   szatana   przeciwko   wierzącym   jest   oskarżenie,   a   innym   zniechęcenie. 

Naszą najlepszą odpowiedzią, podobnie jak w przypadku Jezusa, jest Boże Słowo. Gdy czytasz i 
modlisz   się,   Duch   Święty   może   pokazać   ci   dziedziny,   w   których   potrzebujesz   się   zmienić   czy 
udoskonalić. Kiedy tak się dzieje, nie poddawaj się potępieniu czy rozczulaniu nad sobą. Proś raczej 
Pana, aby ci pomógł i wyćwiczył twoją wolę i abyś mógł doprowadzić te sprawy do końca. Jeśli 
potrzebujesz uwolnienia od złych duchów lub jeśli jest przekleństwo nad twoim życiem, które nigdy 
nie zostało złamane, szukaj duchowej porady. Ten, kogo Syn uwolnił jest prawdziwie wolny!

Ważnym rezultatem rozwijania poczucia własnej wartości jest możliwość dania większej zachęty 

i zbudowania mężowi. W ten sposób będziesz mogła pomóc mu rozwinąć w pełni jego potencjał. 
Rzadko kiedy spotyka się mężczyznę, który potrafi rozwinąć się ponad oczekiwania swojej żony. Jej 
opinia o nim jest zasadnicza do odniesienia sukcesu przez niego.

Żona,   która   widzi   cały   potencjał   swojego   męża,   może   zachęcić   go,   modlić   się   o   niego,   a 

następnie ekscytować się oglądaniem, jak Bóg prowadzi go do spełniania.

5. Chciej się uczyć. Ponowne spojrzenie na Przypowieści Salomona 31 powinno zachęcić cię do 

rozwijania się w tak wielu dziedzinach, w ilu tylko możesz. Jeśli jeszcze się uczysz (zarówno w szkole 
średniej jak i na studiach), to upewnij się, że poświęcasz czas również na praktyczne umiejętności: 
szycie,   gotowanie   i   odżywianie,   opieka   na   dziećmi,   zarządzanie   gospodarstwem   domowym, 
urządzanie domu, układanie kwiatów, robótki ręczne. Pozwól Duchowi Świętemu, aby cię prowadził 
w szczególne dziedziny: taniec, muzyka, fotografia, garncarstwo, wyroby z drewna. On dokładnie wie, 
co   będziesz   musiała   umieć,   aby   pomagać   swojemu   mężowi.   (Możesz   nawet   spotkać   swojego 
przyszłego męża na jakimś kursie!) Doceń wartość sportu i sprawności fizycznej.

Jeśli już pracujesz a nigdy nie miałaś możliwości zdobyć tych praktycznych umiejętności, uczyń 

to swoim priorytetem. Sprawdź lokalne szkoły dla dorosłych, znajdź gospodynię domową, u której 
mogłabyś praktykować lub której mogłabyś pomagać jeden czy dwa wieczory w tygodniu, użyj swojej 
inicjatywy!  Jeśli będziesz zwlekać,  sama możesz  być  powodem do opóźnienia  spotkania  swojego 
małżonka. Bóg chce cię przygotować!

Dopóki większość twojej odpowiedzialności nie będzie pociągać za sobą opieki nad dziećmi, 

powinnaś nauczyć się tak dużo, jak tylko możesz z wyprzedzeniem. Większość młodych kobiet ma 
możliwość opiekowania się dziećmi, ale niektóre kursy odkrywania wczesnego dzieciństwa czy nawet 
psychologii młodych uzupełnią twoje praktyczne umiejętności. Pilnie unikaj pasywnych zajęć, które 

background image

pozostawią cię pustą, a twoje zmysły znudzone, a szczególnie oglądania telewizji. Jesteś pięknym 
stworzeniem z życiem Bożym umieszczonym w tobie. Możesz nigdy nie odzyskać straconego dnia – 
czy   straconej   godziny.   Jak   najbardziej   odpoczywaj,   ale   odpoczywaj   w   sposób,   który   będzie   cię 
budował. Używaj już teraz swojego czasu mądrze. Gdy zwiększy się liczba twoich odpowiedzialności, 
twój wolny czas się skurczy. Teraz masz możliwość zainwestować swój czas w działania, które będą 
przynosić ci korzyści przez całe życie, bez względu na to czy będziesz żoną czy nie.

6. Chciej usługiwać. Nie ma lepszego sposobu dla kobiety w wyrażaniu swojej miłości do męża 

niż usługiwanie mu. To jak ona mu usługuje będzie zależało od jej osobowości i kariery, ale kochająca 
żona będzie  poznawać  swojego męża  i uczyć  się zaspokajać  jego potrzeby zanim o nie  poprosi. 
Utrzymywanie waszego domu jako wyraz swojej miłości do swojego męża i jako usługiwanie mu 
sprawi, że nie będzie to harówką.

Jak   możesz   się   z   wyprzedzeniem   przygotować   do   usługiwania   swojemu   mężowi?   Przez 

usługiwanie innym z zadowoleniem w sercu! Derek i ja byliśmy pobłogosławieni przez lata naszego 
małżeństwa  przez  wiele  młodych  kobiet,  które usługiwały nam w naszym  domu.  Oglądałam,  jak 
rozkwitały,   gdy  ich   pewność  siebie  we  własne  możliwości  wzrastała.  Słowa  Jezusa   w Ewangelii 
Łukasza 16,10-12 są tak odpowiednie dla niezamężnych kobiet. Jeśli jesteś gotowa usługiwać innym, 
być wierną w małych rzeczach i nad czyjąś własnością, Bóg we właściwym czasie da ci twoje własne.

Nie ograniczaj siebie do oczywistych dziedzin służby – odwiedzania chorych i wykonywania 

prac wolontariuszki w szpitalu czy w kościele. One są ważne, ale szukaj również sposobów, przy 
których będziesz mogła podnosić swoje umiejętności.

Proś Pana, aby pokazał ci te umiejętności, które przygotują cię do pomagania mężowi. One 

oczywiście nie będą ograniczone do prac domowych. Jedna z najszczęśliwszych żon, jakie znam, 
cieszyła się, gdy mogła stać się księgową swojego męża, gdy zaczynał prowadzić interes, a do tego 
czasu miała już trening. Inny przykład, żona pastora projektuje i ubiera siebie i ich dziewczęcą część 
rodziny. Ze swoimi wykwalifikowanymi  palcami może kopiować pomysły, które widzi w drogich 
salonach mody. Jej mąż zbiera komplementy za swój piękny dom oraz rodzinę i błogosławi je w 
zamian.

Kilka   lat   temu   Derek   i   ja   podjęliśmy   się   budowy   domu   w   Jerozolimie.   Mieliśmy   bardzo 

aktywne, zajęte życie przez służbę i irytowałam się z powodu czasu i energii, które zabierało nam 
planowanie, kupowanie i wyposażanie domu 6000 mil od nas. Zebrałam konieczne umiejętności wiele 
lat wcześniej, ale uważałam je za mniej istotne niż pewne inne rzeczy. Moja postawa zmieniła się 
przez jedno zdanie, które wypowiedział Derek: „Być może jest to część twojego przygotowania do 
wieczności; być może Pan będzie chciał, abyś umeblowała galaktykę w wieczności!” Teraz, kiedy już 
w   nim   mieszkamy,   ciągle   dziękuję   Bogu,   że   miałam   przywilej   urządzać   piękną,   pełną   pokoju 
świątynię,   w   której   możemy   się   modlić   i   pisać.   Kiedy   zaczniesz   widzieć   swoją   służbę   jako 
przygotowanie do wieczności, cała twoja perspektywa się zmieni!

W codziennym życiu ucz się traktować ludzi tak, jakbyś chciała być traktowana. Duża część 

sztuki usługiwania polega na staromodnych dobrych manierach – liczenia się z innymi i myślenia o 
innych.  Niektórzy z najbardziej kochających  młodych  kobiet i mężczyzn,  jakich spotkałam,  to ci 
którzy pracowali jako kelnerzy czy kelnerki.

Mogę szczerze powiedzieć, że zadanie, które najbardziej mnie satysfakcjonuje, to usługiwanie 

Derekowi. Zanim jeszcze się pobraliśmy, zaczęłam szukać sposobów do zdjęcia z niego ciężarów. Od 
czasu ślubu nauczyłam się brać odpowiedzialność za wszystkie praktyczne detale codziennego życia. 
Staram się utrzymać życie maksymalnie nieskomplikowane dla niego, bez względu na to czy jesteśmy 
w domu, czy usługujemy i jesteśmy w podróży. Kiedy podróżujemy, mam w swojej walizce różne 
urządzenia i zapasy, aby dać Derekowi maksymalny komfort w każdej sytuacji.

Ciągle śmiejemy się, kiedy przypomnimy sobie incydent na lotnisku w Londynie kilka lat temu. 

Byliśmy w podróży do Belfastu i robiono gruntowne przeszukanie wszystkich naszych bagaży. Oficer 
ochrony   potrząsnął   głową   w   zdziwieniu   nad   urządzeniem   do   zamykania   drzwi   (mieliśmy   kilka 

background image

sytuacji, kiedy grupa dzieci wpadła przez nasze drzwi bez pukania) i korek do wanny (jeden z naszych 
czterech hoteli miał zły korek do wanny).

Kiedy   oficer   ochrony   zobaczył   czajniczek   do   herbaty,   zaczął   się   nami   coraz   bardziej 

interesować.   Wyjaśniłam,   że   poza   Wielką   Brytanią   większość   hoteli   nie   zapewnia   możliwości 
przygotowania herbaty w pokojach i zawsze wożę go ze sobą, aby móc zapewnić swojemu mężowi 
poranną herbatę.

Na końcu otworzył  małe torebki z bawełny,  zawierające suszone owoce, orzeszki i zapytał: 

„Proszę   Pani,   czemu   Pani   wozi   to   ze   sobą?”   Wyjaśniłam,   że   czasami   obsługa   hotelowa   nie   jest 
dostępna, i zawsze staram się mieć coś przy sobie na wypadek, gdyby mój mąż był głodny. Zamknął 
moją   walizkę,   spojrzał   na   mnie   i   powiedział:   „Jesteś   najlepiej   przygotowaną   kobietą,   jaką 
kiedykolwiek widziałem!”

Staram się pilnie robić tylko te rzeczy dla Dereka, których nikt inny nie mógłby zrobić. Całą 

resztę powierzam komuś innemu. Jeśli staję się zbyt zajęta taką ilością szczegółów, nie mogę być 
wystarczająco elastyczna, aby być pomocna natychmiast. Jedną z moich głównych odpowiedzialności 
jest chronienie go przed niepotrzebnymi  przerwami i przed ludźmi, którzy bez wyraźnej potrzeby 
żądają, aby się z nim widzieć. 

7. Chciej dostosowywać się do priorytetów swojego męża. Biblia mówi o „dawnych świętych 

niewiastach, które ufały Bogu i dopasowywały się do planów swoich mężów” (1 P 3,5 – tłumaczenie z 
języka   angielskiego   z   Living   Bible).   Obowiązkiem   żony   jest   być   elastyczną,   gotową   do 
przystosowania się do pragnień męża, ponieważ on jest głową (1 Kor 11,3) i nadaje kierunek, w jakim 
ich wspólne życie popłynie. Żona powinna być królową w domu, ale mąż jest królem!

Podziwiam Rebekę, która opuściła swój dom, rodzinę i kulturę, aby pójść ze sługami w nieznaną 

przyszłość   i   poślubić   mężczyznę,   którego   jeszcze   nie   poznała.   Okazała   ona   wiarę   i   zdolności 
przystosowawcze. Podziwiam również Sarę, która pozostawiła bezpieczeństwo Ur i podróżowała ze 
swoim mężem przez większość swojego życia. Urodzenie dziecka w wieku 90 lat musiało wymagać 
od niej znaczących zmian w jej stylu życia!

Elastyczność   jest   potrzebna   nie   tylko   przy   wielkich  posunięciach,   ale   również   w   małych 

rzeczach codziennego życia. Byłam „rannym ptaszkiem”, a Derek jest osobą siedząca w nocy. Ale 
dzięki łasce  Bożej zmieniłam  się, abyśmy  mogli  zachować ten sam rozkład  dnia. Nauczyłam  się 
również drzemać z nim po południu; mamy więc dwa dni każdej doby.

Mamy również trzy różne style życia – jeden w domu w Jerozolimie, gdzie żyjemy spokojnie, 

spędzamy   większość   czasu   na   wstawiennictwie   i   pisaniu;  drugi   na   Florydzie,   gdzie   jesteśmy 
zaangażowani w wiele czynności organizacji Derek Prince Ministries i w kościele, w którym Derek 
jest starszym; i kolejny, kiedy podróżujemy kilka miesięcy każdego roku, aby usługiwać. Dziękuję 
Bogu za każdy dzień, w którym uczyłam się być elastyczną zanim poznałam Dereka! Byłoby zbyt 
późno, gdybym czekała z tym, aż wezmę ślub. 

Przypatrywałam się wielu młodym kobietom, które zmieniały swoje uczesanie i styl ubierania 

się, sposób w jaki gotowały i sposób zabawy, aż się dopasowały do pragnień ich mężów. Sprawianie 
przyjemności   swojemu   mężowi   przyniesie   ci   znacznie   więcej   błogosławieństw   niż   sprawianie 
przyjemności sobie samej.

8. Ucz się modlić i wstawiać za innych.  „W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym 

czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych i za 
mnie…” (Ef 6,18-19).

Bóg szuka wstawienników. Gdy spędzasz codziennie czas z Bogiem, proś Go, aby pokazał ci, co 

jest w Jego sercu, aby móc się o to modlić.  Gdy będziesz uczyć się wstawiennictwa, nie będzie ci 
brakowało rzeczy, o które będziesz mogła się modlić. Bóg przypomni ci ludzi i sytuacje w twoim 
umyśle, a ludzie będą prosić cię twoje modlitwę.

background image

Są dwie różne korzyści dla niezamężnej kobiety, która jest wstawienniczką. Po pierwsze odciąga 

to jej umysł od niej samej, jej problemów i niezamężnego stanu (jeśli jest to dla niej problemem). Po 
drugie   przygotuje   to   ją   do   wstawiania   się   o   swojego   męża.   Znam   dwie   młode   kobiety,   których 
mężowie byli dobrymi, ale nie nadzwyczajnymi mężczyznami, które zaczęły się modlić i wstawiać o 
swoich mężów dwie-trzy godziny każdego dnia. Dwa lata później obaj mężczyźni odnosili wybitne 
sukcesy,   osiągnęli   powodzenie   duchowe   i   w   swoich   karierach.   Duża   część   sukcesu   męża   będzie 
zależała od twoich możliwości wstawiennictwa.

Proś Boga, aby połączył  cię z innymi,  podobnie myślącymi  o modlitwie kobietami.  „Nadto 

powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają 
ją od Ojca mojego, który jest w niebie” (Mt 18,19). Modlitwa z inną osobą przygotuję cię do modlitwy 
w jedności z twoim mężem.

Mam wielki dług względem dwóch holenderek, które poznałam w Jerozolimie, które wstawiały 

się razem w wielkiej jedności. Pewnego dnia podczas miesięcy mojego inwalidztwa, gdy odwiedziły 
mnie, modliły się spontanicznie do Boga, aby dał mi partnera modlitewnego. Nieco ponad rok później 
wyszłam za mąż za Dereka. Ich modlitwa została wysłuchana w sposób, jakiego żadna z nas nie 
oczekiwała!

9. Naucz się właściwie troszczyć o swoje ciało.  Większość młodych kobiet zaniedbuje swoje 

ciało.   Jeśli   nie   mają   dużych   problemów   zdrowotnych,   wkładają   ogromny   wysiłek,   aby   sprostać 
wymaganiom życiowym. Miałam 32 lata, kiedy moja macocha upomniała mnie: „Musisz nauczyć się 
oszczędzać swoją siłę. Nie zawsze będziesz ją miała.” Zaśmiałam się. Byłam taka silna. Sześć lat 
później żałowałam, że nie posłuchałam. Z każdym dziesięcioleciem jest coraz trudniej odnowić swoją 
siłę. Bóg uczynił kilka cudów względem mnie od 1968 roku, ale ciągle muszę przykładać szczególną 
uwagę do odżywiania się i ćwiczyć, aby móc odpowiedzieć na wymagania Bożego powołania.

Bóg powiedział Derekowi ponad dwadzieścia lat temu: „Jeśli chcesz wypełnić służbę, którą dla 

ciebie mam, będziesz musiał mieć silne, zdrowe ciało, a ty masz nadwagę”. Nie każdy otrzymuje tak 
osobiste kierownictwo, ale nie jest to mniej trafne dla ciebie i dla mnie. Potrzebujemy mocnych, 
zdrowych ciał, aby wypełnić Boży plan dla naszego życia.

Wiemy dzisiaj, że nie jest  miłością dawanie swoim mężom i dzieciom słodyczy oraz dużych 

deserów – czy nawet wielkich soczystych steków. W ciągu ostatnich piętnastu lat sposób odżywiania 
mocno skierował się ku naturalnemu jedzeniu i odejściu od białego cukru, białej mąki, czerwonego 
mięsa i tłuszczów. Wielu mężczyzn i kobiet w średnim wieku, którzy cierpieli na choroby serca lub 
inne kardiologiczne problemy, znajdują pomoc w diecie i ćwiczeniach.

Młodsi ludzie mogą korzystać z tego, co już jest wiadome i w ten sposób uniknąć błędów i 

chorób poprzednich pokoleń. American Institute for Cancer Research (Amerykański Instytut Badań 
nad Rakiem) donosi, że często można zapobiec rakowi przez właściwą dietę i używanie konkretnych 
witamin i minerałów.

Karmienie   rodziny   i   odkrywanie   dobrych   nawyków   żywieniowych   jest   odpowiedzialnością 

żony. Im więcej możesz się nauczyć przed ślubem i im więcej przepisów wydoskonalisz, tym bardziej 
będziesz gotowa, aby utrzymać męża oraz dzieci w sile i dobrej kondycji.

Teraz jest również czas na rozwijanie swojego ciała przez ćwiczenia fizyczne czy uprawianie 

sportu. Jednym z najlepszych sposobów na zwyciężenie nudy i frustracji jest aktywność fizyczna. 
Później   odkryjesz,   że   wspólne   uprawianie   sportu   jest   jednym   z   najbardziej   satysfakcjonujących 
sposobów wspólnego odpoczynku męża i żony. Przygotuj się już teraz i rozwijaj różne umiejętności 
sportowe: pływanie, jazdę na nartach, windsurfing, nurkowanie, jogging, badminton, tenis.

W   naszym   wieku   Derek   i   ja  spacery   i   piesze   wycieczki   uznajemy   jako   najlepszą   formę 

aktywności fizycznej. Chodzenie za rękę, jak to robimy,  jest prawdziwą tajemnicą do utrzymania 
jedności, zarówno fizycznej jak i duchowej. „Czy idzie dwóch razem, jeżeli się nie umówili (ang. 
zgodzili)?” (Am 3,3).

background image

Jest wiele dobrych książek na temat odżywiania się i uprawiania sportu. Wymienię tylko dwie z 

nich:  Aerobic for Women  autorstwa Betty Cooper oraz  The Pritkin Program for Diet and Exercise 
autorstwa Nathana Pritkina.

Super  korzyść:   sprawne   fizycznie   i   odpowiednio   się  odżywiające   młode   kobiety  mają   dużo 

łatwiej podczas bycia w ciąży i pracy oraz mają zdrowsze dzieci.

10.   Obserwuj   postawę   żon   w   przykładnych   małżeństwach.  Jednym   z   moich   pierwszych 

odkryć   po nawróceniu  były  pewne  chrześcijanki,  które  miały  postawę  względem  swoich  mężów, 
jakiej nigdy wcześniej nie widziałam. Byłam pod wrażeniem i uznałam za wyzwanie ich kobiecość i 
oddanie swoim mężom. Wyglądały na całkowicie usatysfakcjonowane swoimi rolami i spełnione w 
swoim sposobie życia.

Nawet   chociaż   nie   myślałam   wtedy   o   ponownym   zamążpójściu,   nie   mogłam   przestać 

obserwować ich postawy. Zauważyłam wtedy, że potrzebuję tych samych cech, jakie widziałam w 
nich, aby przygotować się dla Jezusa, mojego Oblubieńca.

Poszukaj zamężnych kobiet, poproś Ducha Świętego, aby pokazał ci cechy odpowiednie dla 

ciebie (i rzeczy do uniknięcia!). Nie staraj się być kopią którejś z nich. Jeśli masz swoją osobowość, 
możesz   posiąść   cichego   i   spokojnego   ducha   bez   stawania   się   myszką.   Niektóre   naturalnie   ciche 
kobiety są po prostu znudzone – albo mogą być całkiem zgorzkniałe lub mieć ostry język. Cichy i 
spokojny duch to postawa.

Wiedz, że pewnego dnia możesz być wzorem dla innej kobiety, jeśli pilnie przygotowujesz się i 

dalej się rozwijasz po ślubie. Chcesz móc powiedzieć: „Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja jestem 
naśladowcą Chrystusa” (1 Kor 11,1).

11.   Ufaj   Bogu,   bądź   gotowa   czekać.  Derek   mówił   już   o   tym   w   rozdziale   6:   „Osiem 

wskazówek”. Wspominam o tym jeszcze raz, ponieważ zaufanie jest jedną ze szczególnie kobiecych 
cech wymienionych na początku tego rozdziału. Bóg cię kocha. „Nie odmawia tego, co dobre, tym, 
którzy żyją w niewinności” (Ps 84,11). Jeśli spełnisz Jego warunki, On będzie się troszczył o ciebie 
bez względu na to, czy jesteś zamężna, czy nie.

Zbyt często kobiety wychodzą za mąż z powodu strachu, że nigdy nie będą miały innej szansy. 

Później dopiero dowiadują się, że lepiej pozostać niezamężną niż poślubić niewłaściwego mężczyznę. 
Ich życie zaczyna stawać się katastrofą, a często również życie ich dzieci i wnuków.

Znam kobiety,  które doszły do spełnienia w swoim życiu osobistym  i karierach zanim Bóg 

przyprowadził je do ich doskonałego małżonka. Jedna droga mi przyjaciółka miała 39 lat, gdy wzięła 
ślub, spotkałam ją, gdy miała 69 lat, doskonała żona swojego męża. Inna kobieta, rozwódka, była 
przez 21 lat sama, gdy później w wieku 58 lat spotkała wdowca. Rzadko widziałam doskonalszą parę! 
Każda   z   tych   kobiet   minęłaby   się   z   Bożą   wolą,   jeśli   poślubiłaby   niewłaściwego   mężczyznę   lub 
pozostała w całkowicie samotnym życiu. Bóg miał je w swojej opiece, ponieważ zaufały Mu.

12. Ustal sobie cele; ustanów sobie priorytety.  Twoje cele i priorytety nie będą dokładnie 

takie same jak moje. Bóg przygotowywał mnie do wyjścia za Dereka, a ciebie będzie przygotowały do 
tego, abyś stała się doskonałą pomocą dla kogoś, kto może być zupełnie inny. Musisz ustalić swoje 
własne, osobiste cele. Jednak niezależnie od celów, zasady pozostają te same.

Wróć do „Charakterystyki pomocnika”, następnie przejrzyj powyższe punkty od 1 do 11. Proś 

Pana, aby pomógł ci znaleźć te, które są odpowiednie dla ciebie, dziedziny, w których nie spełniasz 
oczekiwań   lub   cech,   których   nigdy   wcześniej   nie   rozpatrywałaś.   Najpierw   zrób   listę   tych 
długoterminowych celów.

Z tej listy wybierz  kilka  krótkoterminowych  celów, które mogłabyś  spokojnie osiągnąć w 

ciągu najbliższych trzech miesięcy, sześciu miesięcy i następnego roku. Bądź realistką. Rozważ swoje 
obecne możliwości. Nie próbuj przebiec maratonu w następnym tygodniu, jeśli nigdy nie biegałaś 
dalej niż od lodówki do telewizora. Weź pod uwagę swoje obecne odpowiedzialności: studia, pracę, 

background image

któregoś z rodziców, o którego jesteś odpowiedzialna czy dzieci z poprzedniego małżeństwa. Jeśli 
byłaś chora lub przestałaś dbać o zdrowie i dobre odżywianie, powinnaś uczynić dbanie o swoje ciało 
wysokim priorytetem.

Później, jak już ustalisz swoje cele, powinnaś ustanowić swoje priorytety, które będą cię do 

nich prowadzić. Nie próbuj zrobić wszystkiego od razu. Z drugiej strony jednak Duch Święty może 
poprowadzić cię do pracowania nad więcej niż jedną dziedziną w tym samym czasie.

Rzeczą, która może pomóc, jest zapisywanie, jak korzystasz ze swojego czasu. Bądź szczera. 

Później przejrzyj ją i ustal, co jest najważniejsze (1, 2, 3, itd.). Zacznij wykorzystywać czas zgodnie z 
tym   porządkiem   ważności.   Dodaj   swoje   nowe   cele   we   właściwe   miejsca.   Jeśli   zmienisz   swoje 
priorytety, twoje życie zacznie się zmieniać.

Kiedy   to   zrobiłam   wiele   lat   temu,   dwie   z   pierwszych   rzeczy,   które   musiały   zająć   niższe 

pozycje,   to  były   puste   rozmowy  (nawet   te  o  duchowych  sprawach)  i   bezowocne  sesje   doradcze. 
Często wiele godzin doradzałam ludziom, którzy nie spełnili warunków wzrostu duchowego.

Jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem z tego, jak wykorzystujemy swój czas i z każdego 

bezużytecznego słowa, jakie wypowiadamy. Nie chcę stać przed Bogiem i słyszeć, jak mówi: „Mogłaś 
to robić lepiej.”

background image

9.

Rola rodziców i pastorów

Normalne jest to, że rodzice interesują się, za kogo wychodzą ich dzieci. W różnych kulturach i 

okresach historii  było  to wyrażane  na różne sposoby.  W niektórych  formach  judaizmu  za  wybór 
współmałżonka byli odpowiedzialni rodzice. Wśród niektórych kultur arabskich i azjatyckich ma to 
miejsce do tej pory.

Większości   ludzi   naszej   Zachodniej   kultury   taki   zwyczaj   wydaje   się   średniowiecznym   i 

śmiesznym  autokratyzmem.  Zanim jednak zaakceptujemy taki osąd, powinniśmy poświęcić trochę 
czasu na ocenę jego rezultatów. Na podstawie efektów Zachodnia kultura nie może wskazać na żaden 
inny system, ponieważ żadna inna kultura w ludzkiej historii nie wyprodukowała tak dużego odsetka 
nieszczęśliwych i rozbitych małżeństw, z całą listą ich złych społecznych konsekwencji.

Czy jest jakiś jeden sposób ustanawiania związków małżeńskich, który jest lepszy od innych? 

Skłaniam   się   do   odpowiedzi,   że   nie.   Są   jednak   pewne   konkretne   zasady,   które   zawsze   mają 
zastosowanie  i mogą dobrze stosować się w różnych kulturach i systemach społecznych.  Rodzice 
mogą postępować według tych zasad na korzyść swoich dzieci, a dzieci mogą stosować je w swoim 
własnym życiu. W obu przypadkach wynik będzie zależał raczej od zasad, które są stosowane, a nie 
od ludzi, którzy je stosują.

Podstawa sukcesu może być podsumowana jednym słowem: szacunek. Ma to trzy różne aspekty: 

szacunek   względem   Boga   i   Jego   Słowa;   szacunek  względem   małżeństwa;   i   szacunek   względem 
ludzkiej osobowości. Dzieliłem się każdym z tych aspektów w poprzednich rozdziałach tej książki. 
Gdzie tego typu szacunek jest zastąpiony przez złe postawy i motywy (takie jak pożądliwości, żądzę, 
pychę czy egoistyczne ambicje), tam żaden system nie będzie dawał udanych małżeństw.

Biblia   pokazuje   znaczny   stopień   elastyczności   w   sposobie  wejścia   w   małżeństwo   przez   jej 

główne postaci. Na przykład Abraham zaakceptował odpowiedzialność za znalezienie oblubienicy dla 
swojego syna Izaaka i w tym celu posłał swojego sługę do Mezopotamii. Sługa otrzymał szczegółowe 
warunki wyboru, ale koniec końców polegał na modlitwie o objawienie kobiety, którą Bóg wybrał 
(zobacz 1 Moj 24,12-14). W pełni się to zgadza z zasadami przedstawionymi dalej w tej książce.

Dwaj synowie  Izaaka, Ezaw i Jakub, sami  wybrali sobie żony,  a Ezaw wbrew pragnieniom 

swoich   rodziców.   Jakub   zrobił   zgodnie   ze   wskazówkami   swoich   rodziców,   ale   w   rzeczywistości 
dokonał swojego własnego wyboru i negocjował warunki swoich dwóch małżeństw ze swoim wujem 
Labanem. Znamienne jest to, że syn, który zaaprobował wskazówki swoich rodziców, odniósł większy 
sukces niż ten, który za nimi nie poszedł.

W okresie Sędziów, Samson sam wybrał za żonę Filistynkę, przeciwnie do pragnień swoich 

rodziców.  Samson  przekonywał  swoich   rodziców,  aby  to  oni  ustalili   warunki  małżeńskie   w  jego 
imieniu. Jego wybór żony był sprzeczny zarówno z Prawem Mojżeszowym  jak i radą rodziców. To 
naprowadziło go na kurs, w którym ostatecznie poniósł porażkę.

Bez względu na szczególny system zawierania małżeństw, jasne jest, że rodzice mają zarówno 

głęboką troskę jak i ważną odpowiedzialność, aby widzieć, że ich dzieci mają udane małżeństwa. Jak 
rodzice   w   naszej   współczesnej   kulturze   powinni   przystąpić   do   osiągnięcia   tego   celu?  Poniżej 
przedstawiam   pięć   szczególnych   sposobów,   w   jaki   rodzice   mogą   przyczynić   się   do   sukcesu   w 
małżeństwach swoich dzieci.

1. Modlitwa. Dniem, w którym rozpoczynamy się modlić, aby Bóg wyznaczył małżonków dla 

twoich dzieci, jest dzień ich narodzin. Taka modlitwa jest inwestycją długoterminową, ale przynosi 
ogromne zyski. Znacznie lepiej jest modlić się z wyprzedzeniem, niż czekać, aż nastąpi jakiś kryzys i 
wtedy   zacząć   się   modlić   w   desperacji.   Często   może   to   nie   przynieść   większych   korzyści   niż 
zamknięcie drzwi stajni po tym, jak koń już zdążył ponieść.

Pewna para, którą znam, zaczęła modlić się o małżonków dla każdego ze swoich dzieci w dniu, 

w którym się urodzili. Dzisiaj, po ponad trzydziestu latach, cała piątka ich dzieci to chrześcijanie, a ich 

background image

współmałżonkowie również są chrześcijanami. Co więcej droga do ich małżeństw nie była naznaczona 
wieloma presjami czy bolesnymi przeżyciami, przez które przechodzi obecnie wielu młodych ludzi.

2. Przykład. Jeśli chcesz, aby twoje dzieci szukały najlepszych Bożych rzeczy dla małżeństwa, 

spraw, aby widziały taki standard. Nie ma efektywniejszego sposobu niż danie przykładu. Oferowanie 
im   samych   zasad,   których   nigdy   nie   widzą   w   praktyce   jest   bardziej   podobne   do   produkowania 
negatywnych rezultatów niż pozytywnych. Tragicznym jest fakt, że wielu młodych ludzi nie widziało 
szczęśliwego małżeństwa. W efekcie podchodzą do małżeństwa z cynizmem i rozczarowaniem. Każde 
małżeństwo, które rozwija taką postawę, jest praktycznie skazane na porażkę jeszcze zanim przysięga 
zostanie złożona.

W rozmowach  z młodymi  ludźmi  o ich problemach  i w obserwowaniu małżeństw,  które są 

udane,   doszedłem   do   wniosku,   że   jest   pewien   element,   którego  dzieci   pragną   bardziej   niż 
czegokolwiek   innego,   choć   mogą   nawet   nie   być   tego   świadome.   Tą   rzeczą   jest  harmonia.   Jeśli 
harmonia zaczyna się u rodziców, to naturalnie popłynie z nich na charakter i zachowanie dzieci. Jeśli 
jednak rodzice nie mogą osiągnąć pomiędzy sobą harmonii, to jest mała nadzieja dla ich dzieci.

Atmosfera harmonii w domu robi więcej w zaspokajaniu potrzeb dzieci, niż wiele materialnych 

korzyści, które dzisiaj są uważane wręcz za nieodzowne. Przez lata mojego pastorstwa w Londynie, 
razem z Lydią  często mieliśmy niewiele pieniędzy.  Pamiętam, że kupowałem żyletki pojedynczo, 
ponieważ nie mogłem pozwolić sobie na nabycie całej paczki! Wiele lat później zapytałem jedną ze 
swoich córek, co czuła, gdy byliśmy biedni. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem i powiedziała: „Nigdy 
nawet nie pomyślałam, że ty i mama jesteście biedni!”

Jest jeszcze jedna korzyść płynąca z harmonii pomiędzy rodzicami: umożliwia im modlitwę o 

swoje dzieci takim rodzajem modlitwy, na który Bóg zobowiązał się odpowiedzieć. Jego obietnica jest 
zawarta   w   Ewangelii   Mateusza   18,19:   „Nadto   powiadam   wam,   że   jeśliby   dwaj   z   was   na   ziemi 
uzgodnili (dosłownie: zharmonizowali) swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, 
który jest w niebie.”

3. Trening. W Liście do Efezjan 6,4 (zacytowanym już w rozdziale 7) Bóg wkłada na ojców w 

swoich   domach   odpowiedzialność   za   ćwiczenie   dzieci   na   Bożych   drogach:   „A   wy,   ojcowie,   nie 
pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz napominajcie i wychowujcie (ang. trenujcie i instruujcie) je 
w karności, dla Pana.”

Nie chcę przez to powiedzieć, że ojciec musi nieść tą odpowiedzialność sam i że matka nie ma w 

tym swego udziału. Ojciec ma główną odpowiedzialność, aby zainicjować proces trenowania dzieci i 
ustanawiania ogólnych wzorów i celów. Ale w tej strukturze również matka ma niezwykle ważny 
wkład   do  wykonania.   Przecież   w  większości   dzisiejszych   rodzin   to   ona  jest   osobą,   która   spędza 
większość czasu z dziećmi – szczególnie gdy są jeszcze małe i łatwowierne. Każdego dnia ma ona 
niezliczone możliwości do potwierdzania i wprowadzania w życie zasad ustanowionych przez ojca. 
Jeśli patrzy ona na siebie jako biblijnego pomocnika, to nie ma innej dziedziny, w której jej pomoc 
byłaby ważniejsza, niż w trenowaniu dzieci.

Główny   nacisk   powinien   być   kładziony   na   trening   a   nie   tylko   na   nauczanie.   Nauczanie   to 

przekazywanie dzieciom prawd, które potrzebują  wiedzieć. Trening to oglądanie, że one stosują te 
prawdy w codziennym życiu. Dzieci mogą otrzymywać nauczanie w różnych miejscach: kościele, 
szkółce   niedzielnej   a   nawet   w  świeckiej   szkole.   Jednak   dom   jest   głównym   miejscem,   w   którym 
powinny przyjmować trening.

W   rozdziałach   od   5   do   8   Ruth   i   ja   wyjaśniliśmy   różne   aspekty   postaw   i   zachowań,   które 

umożliwią młodej osobie znaleźć właściwego małżonka i zbudować udane małżeństwo. Ale żadna z 
nich nie pojawi się nagle przez jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności w życiu młodej osoby w chwili, w 
której on lub ona jest postawiona przed faktem małżeństwa. Takie postawy i zachowania mogą być 
jedynie zdobyte przez lata starannego treningu. Rodzice, którzy prowadzą swoje dzieci w tego typu 
treningu pomagają im położyć fundament do szczęścia w życiu małżeńskim.

background image

4. Związek.  Tego typu trening nie ma miejsca w szkole, nie może też być ukończony przez 

szczególnie przygotowany wykład. Szkoła czy wykład są zbyt teoretyczne i pozostawia to u młodych 
ludzi wrażenie,  że przekazane  im rzeczy nijak mają  się do codziennego  życia.  Tego typu  rzeczy 
przekazuje się najlepiej  przez niezobowiązującą,  codzienną  relację w sytuacjach, które nie  są ani 
„religijne” ani „akademickie”.

W V Księdze Mojżeszowej autor radzi rodzicom w Izraelu, jak przekazywać swoim dzieciom 

przykazania Pana: „Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w 
swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając.” Rada ta jest powtórzona prawie dokładnie tak samo w 
V   Księdze   Mojżeszowej   11,19.   Wprowadzanie   w   życie   zaleceń   Mojżesza   to   proste,   codzienne 
działania w życiu rodzinnym.

Jakie będą tego odpowiedniki w naszej dzisiejszej kulturze? Syn  pomagający swojemu ojcu 

kosić trawę czy wykonywać drobne naprawy przy samochodzie. Matka w kuchni ze swoją córką, 
pokazująca jej, jak piec ciasteczka, czy w saloniku pokazująca jej, jak wywabić plamę z dywanu. Inne 
działania angażujące całą rodzinę to wakacje na campingu czy odwiedzanie miejsc ważnych w historii 
narodu. Być może najbardziej oczywistym miejscem do przyjaźni i treningu jest jedzenie przy stole – 
to jeden z powodów, dlaczego ważne jest wspólne jadanie posiłków.

W jakiejkolwiek lub we wszystkich tych sytuacjach rodzice mają nieograniczone możliwości do 

wpajania   swoim   dzieciom   zasad   dobrego   zachowania,   łącząc   to   z   praktycznymi   zasadami 
skrupulatności i porządku w pracy. W międzyczasie rodzice mogą przeplatać podstawowe prawdy 
Bożego Słowa w sposób, który poprowadzi dzieci do zrozumienia obowiązków w życiu.

Jakakolwiek by nie była to sytuacja, jest jedno podstawowe, niezmienne wymaganie. Jest nim 

czas – czas, kiedy rodzice są razem ze swoimi dziećmi w naturalnej, luźnej atmosferze. Czas mądrze 
inwestowany w dzieci w ich najbardziej ufnym etapie rozwoju da rezultaty, które będą trwały przez 
resztę ich życia i do samej wieczności.

5.   Rada.  Gdy   dzieci   przechodzą   z   okresu   dojrzewania   w   dorosłość,   ciągle   mają   potrzebę 

przyjaźni z rodzicami, choć może stać się to bardziej nieregularne z powodu prawa do nauki czy 
pracy. Młodzi dorośli szukając swojej własnej ścieżki przez świat, kształtując swój własny styl życia, 
podejmując  swoje własne decyzje  są prawdopodobnie mniej  świadomi  swojej potrzeby rodziców, 
choć tak naprawdę może ona być dużo większa.

Na tym etapie możliwości treningu znacznie się zmniejszą. Pojawi się tutaj jednak inna potrzeba: 

rada.   Przejście   z   treningu   do   rady   wymaga   od   rodziców   innej   postawy.   Trening   może   być 
wprowadzany w życie; rada może być jedynie oferowana. (Rodzicom często jest trudniej uczynić tą 
zmianę niż dzieciom!)

Wiele zależy od relacji, jaką dotychczas  zbudowali rodzice  ze swoimi dziećmi.  Jeśli jest to 

relacja wzajemnej miłości, zaufania i szacunku, wtedy dzieci naturalnie będą przychodzić do swoich 
rodziców po poradę, gdy spotkają się z problemami  albo będą mieli  do podjęcia ważne decyzje. 
Wcześniej czy później najbardziej krytyczną decyzją będzie wybór małżonka.

Jak rodzice mogą się przygotować do dania właściwej porady? Po pierwsze muszą być uzbrojeni 

w   jasne   biblijne   zrozumienie   Bożego   planu   względem   małżeństwa.   Tylko   to   może   dać   siłę   i 
stabilność, której potrzebują ich dzieci.

Jeśli plany dziecka są zgodne z Bożym wzorcem, zadanie rodziców jest proste: zaoferowanie 

ciągłego kierownictwa i zachęty. Kiedy jednak dziecko myśli o małżeństwie niezgodnym z zasadami 
biblijnymi, rodzice muszą oczekiwać od Pana szczególnej łaski i siły.

Łaska pozwoli im dzielić zmaganie i udrękę, przez które w tym czasie przechodzi młoda osoba. 

Siła   pozwoli   im   kontynuować   podtrzymywanie   Bożego   standardu   w   obliczu   silnej   presji,   aby 
zaakceptowali   mniej   niż   najlepsze   dla   ich   dzieci.   Cała   sprawa   będzie   najprawdopodobniej 
rozstrzygnięta przez modlitwę i rodzaj duchowego fundamentu położonego w życiu ich dziecka we 
wcześniejszym życiu.

background image

Główna   odpowiedzialność   za   pokierowanie   młodych   ludzi   do   udanego   małżeństwa   w 

normalnych warunkach spoczywa na rodzicach. Kiedy jednak członkowie rodziny chodzą do kościoła, 
prawdopodobnie pastorskie przywództwo również w to będzie zaangażowane. Jaką odpowiedzialność 
noszą w takiej sytuacji pastorzy? I jak mogą ją wypełnić?

Przede wszystkim pastorzy muszą być ostrożni, aby nie wchodzić pomiędzy rodziców a ich 

dzieci.  Dopóki   rodzice   są   gotowi   akceptować   odpowiedzialność   za   swoje   dzieci,   rola   pastora 
ogranicza się do kierowania i wzmacniania rodziców, ale nie do przejęcia ich funkcji. Małżeństwo lub 
droga do małżeństwa jednego z dzieci  czasem powoduje silne napięcia w rodzinie. Kiedy jest to 
możliwe, rodzina powinna radzić sobie z nimi razem, jako jedno. Wzmocni to więzy pomiędzy nimi 
na lata, które nadejdą.

Może się jednak zdarzyć, że rodzice nie będą potrafili sami poradzić sobie z sytuacją i zwrócą 

się do swojego pastora o pomoc. Jeśli tak się zdarzy, to niezmiernie istotną rzeczą jest to, aby pastor i 
rodzice stali razem. Z drugiej strony rodzice powinni szanować i podążać za radami swojego pastora, 
chyba że zaprzecza to ich głębokim przekonaniom. Z drugiej strony pastor powinien zrobić wszystko, 
co w jego mocy, aby uszanować i podtrzymywać pozycję rodziców w rodzinie.

Rodzice   i   pastor,   stojąc   razem   w   ten   sposób,   mogą   ochraniać   drogocenne   młode   życie   od 

starannie   zaplanowanych   sideł   diabelskich.   Jeśli   diabeł   może   insynuować   podział   i   brak   zgody 
pomiędzy nimi, to może też odnieść sukces w zdobywaniu owiec z owczarni Pańskiej.

Niestety w wieku złamanych więzów rodzinnych wielu młodych ludzi nie może oczekiwać od 

swoich rodziców efektywnego kierownictwa czy instrukcji odnośnie małżeństwa. Dokąd powinni się 
oni zwrócić? Przede wszystkim do Pana! On słyszy wołanie każdej duszy, która szczerze Go szuka.

Ci, którzy zwracają się do Boga i oddają Mu swoje życie, prawdopodobnie zostaną pokierowani 

przez   Niego   do   miejsca   społeczności   chrześcijańskiej,   pod   pewnego   rodzaju   efektywną   opiekę 
pastorską. W tym miejscu naturalnie będą szukać pastorskiego prowadzenia w poradach i instrukcjach, 
które powinni przyjąć od rodziców. Pastor może znaleźć się w miejscu przyjęcia odpowiedzialności 
rodzicielskiej natury dla młodych ludzi, które nie są jego naturalnymi  dziećmi. Będzie sprawował 
względem nich zarówno rolę pastora i rodzica.

Każdy Boży sługa, który jest gotowy do zaakceptowania tej odpowiedzialności, będzie mocno 

chwalony. Doświadczy niezwykłych  obciążeń, ale również niezwykłego błogosławieństwa! Jednak 
zanim zdecyduje się na zajęcie tej pozycji, musi być pewien dwóch ważnych rzeczy. Po pierwsze, że 
rodzice oddali możliwość zaakceptowania ich odpowiedzialności i okazało się, że nie są w stanie lub 
nie chcą tego zrobić. Po drugie, że młoda osoba zrobiła wszystko, co mogła, aby ustanowić właściwą 
relację z rodzicami. (Mówiłem o tym w rozdziale 5 przy omawianiu właściwej postawy.)

Odpowiedzialność   spoczywająca   na   pastorach   polega   na   zaopatrzeniu   swojego   ludu   w 

gruntowne, biblijne wskazówki dotyczące małżeństwa i wszystkich jego aspektów. Powinno ono objąć 
wspólne   odpowiedzialności   obu   rodziców   i   dzieci.   Bardzo   korzystne   może   być   przeprowadzanie 
każdego roku seminariów dla młodych ludzi w kościele, którzy przechodzą z okresu dojrzewania w 
dorosłość,   zatytułowane   mniej   więcej   jako:   „Twarzą   w   twarz   z   małżeństwem”   czy   „Jak   znaleźć 
współmałżonka”.   Przewiduję,   że   znalazłoby   ono   entuzjastyczną   odpowiedź,   a   ponadto   mogłoby 
pomóc   w   rozwiązaniu   wielu   szczególnych   problemów,   z   którymi   stykają   się   młodzi   ludzie.   Z 
pewnością lepiej jest zamknąć drzwi stajni zanim konie uciekną!

Ten rodzaj służby pasuje do obrazu światowej sytuacji, gdy obecny wiek dobiega końca. W 

końcowych wersach Starego Testamentu Bóg czyni deklarację: 

Oto Ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana, i zwróci 
serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi 
klątwą.

(Mal 3,23-24)

background image

Bóg stawia nas naprzeciw trzech spraw o ogromnej pilności. Po pierwsze krytycznym socjalnym 

problemem końca okresu będzie spór pomiędzy rodzicami i dziećmi, kończący się rozbitymi domami. 
Po drugie dopóki ten problem nie zostanie rozwiązany przyniesie to przekleństwo na ziemię. I po 
trzecie Bóg wzbudzi specjalną służbę, aby dać swoje rozwiązanie tego problemu.

Oczywiście odpowiedzialnością Kościoła jest to, aby być częścią tego rozwiązania!

background image

Szczególne sytuacje

background image

10.

Rozwód i ponowne małżeństwo.

Rozwód   jest   jednym   z   głównych   współczesnych   problemów   społecznych.   Jego   szkodliwy 

wpływ   wychodzi   daleko   poza   samo   małżeństwo.   Jeśli   mają   oni   dzieci,   przeżywają   one   wielki 
emocjonalny  stres. Często  w ten sposób pozostawia  się  je z wypaczonym,  negatywnym  obrazem 
małżeństwa i rodziny.

Ponad   indywidualnymi,   bezpośrednimi   wpływami   rozwód   jest   głównym   środkiem   nacisku 

używanym przez siły zła, aby złamać życie rodzinne i przez to zagrozić całej społecznej strukturze. 
Każda kultura i cywilizacja, która otwarła drogę na rozwiązłe, niekontrolowane rozwody,  wykuła 
narzędzie na swoją własną zgubę. Jak został przez to zasiany wiatr, tak też z pewnością będzie zebrana 
trąba powietrzna.

Tragiczne jest to, że rozwody stały się prawie tak samo pospolite w chrześcijańskich kościołach 

jak w świecie niechrześcijańskim.  Również tutaj  ostateczną  konsekwencją musi  być  nieuchronnie 
rozpad Kościoła.

Co sprawiło, że rozwody stały się tak powszechne pośród chrześcijan? Można przytoczyć dwa 

powody. Po pierwsze niewłaściwe spojrzenie na małżeństwo, dla którego Kościół porzucił standardy 
Boże zawarte w Biblii, a w ich miejsce przyjął standardy światowe. Ktoś opisał to przy pomocy 
następującego „podobieństwa”: Statek na morzu jest w porządku; morze w statku jest złe. Kościół w 
świecie jest w porządku; świat w Kościele jest zły.

Drugi   główny   powód   napływu   rozwodów   pomiędzy   chrześcijanami   jest   taki,   że   wielu   w 

najlepszym przypadku otrzymało niedostateczne przygotowanie do małżeństwa. Weszli w małżeństwo 
z brakiem czystego zrozumienia jego natury czy obowiązków. Również bardzo często nie otrzymali 
wskazówek i treningu, które umożliwiłyby im wypełnienie tych warunków. Wynik jest podobny do 
pary na morzu w łodzi, która nie wie, jak wiosłować ani sterować.

Moim   szczerym   pragnieniem   i   modlitwą   w  tej   książce   jest   przygotowanie   konstruktywnego 

rozwiązania na oba te problemy – ignorancję dotyczącą natury małżeństwa i brak przygotowania.

Przez   wieki   kościół   nie   stanął   naprzeciw   rzeczywistego   problemu   rozwodów   lub   narzucał 

niesprawiedliwe   i   niebiblijne   przepisy.   Prawdopodobnie   jednym   z   głównych   problemów   było 
wprowadzenie   celibatu   duchowieństwa.   Odpowiedzialni   za   ustanawianie   przepisów   wiedzieli   z 
wyprzedzeniem, że oni sami nigdy nie będą musieli ich przestrzegać. Jezus równie dobrze mógłby 
powiedzieć  o takich  ludziach,  jak powiedział  o faryzeuszach  za Jego czasów:  „Bo wiążą  ciężkie 
brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem swoim nie chcą ich ruszyć” (Mt 23,4).

Podobnie jak faryzeusze, przywódcy kościoła wymyślali  wyszukane sposoby omijania swoich 

własnych przepisów, kiedy im to odpowiadało. Dla bogatych czy wpływowych, „unieważnienie” daje 
praktycznie te same rezultaty co rozwód bez naruszania listu prawnego.

Bóg nigdy nie zamierzył, aby małżeństwo kończyło się rozwodem. Źródłem rozwodu zawsze 

było   ludzkie   odejście   od   Bożych   dróg   i   standardów.   Nie   ma   usprawiedliwienia   za   traktowanie 
rozwiedzionych w sposób bezwzględny czy niebiblijny. 

Bóg nigdy nie zamierzył, aby ludzie okradali się nawzajem. Kradzież, podobnie jak rozwód, jest 

dziełem grzechu w ludzkim sercu. Pomimo to względem kradzieży panuje jedność i zarówno Kościół 
jak   i   społeczeństwo   uznają   za   swój   obowiązek,   aby   z   nimi   się   rozprawiać   w   sprawiedliwy   i 
rzeczywisty sposób. Żadna rozsądna osoba nie przyjmie takiego sposobu myślenia: „Kradzież jest zła, 
więc   musimy   ustanowić   prawo   przeciwko   obu   stronom.   Będziemy   więzić   zarówno   osobę,   która 
ukradła, jak i osobę, która została okradziona.” Oczywiście byłaby to parodia sprawiedliwości!

Jednak w sprawie rozwodów Kościół często przyjmuje  podobny punkt widzenia, odrzucając 

rozróżnienie pomiędzy  stroną niewinną a winną. „Rozwód jest zły”, deklaruje Kościół, „nałożymy 
więc taką samą karę na obie strony. Zabronimy obu stronom ponownego małżeństwa.” Tak naprawdę 
niewinna strona została okradziona z czegoś cenniejszego niż posiadłości materialne; a kara nałożona 
na taką osobę jest bardziej surowa niż czas fizycznego uwięzienia.

background image

Wielu religijnych ludzi ma skłonności do kwestionowania zwrotu niewinna strona. Czy nie są 

obie   strony   rozwodu   winne?   Czy   nie   powinny   one   być   traktowane   tak   samo?   Jest   to   tak   samo 
nierozsądne, jak sugerowanie, że obie strony kradzieży są winne i powinny być traktowane tak samo.

Niektórzy   mogą   też   zapytać:   „Czy   Biblia   nie   pozwala   na   rozwód   z   pewnych   powodów?” 

Natychmiastową odpowiedzią na to pytanie jest jasne i niedwuznaczne tak. W czasach Ezdrasza, kiedy 
niektórzy Żydzi naruszyli Prawo Mojżeszowe i poślubili kobiety z okolicznych narodów pogańskich, 
Ezdrasz nie tylko pozwolił im na rozwód, ale nawet nakazał im to zrobić (Zob. Ezd 9-10).

Aby otrzymać biblijną perspektywę na sytuacje, w których jedna ze stron małżeństwa może 

zostać zwolniona z więzów małżeńskich, konieczne jest porównanie trzech faz Bożych kontaktów z 
ludzkością:   okresu   przed   Prawem   Mojżeszowym;   okresu   pod   Prawem   Mojżeszowym   i   okresu 
rozpoczętego przez Jezusa w Ewangelii.

Okres przed Prawem Mojżeszowym.  W Izraelu przed Mojżeszem karą za cudzołóstwo była 

śmierć. Zostało to zilustrowane w życiu Judy. W pewnym momencie Juda miał seksualne stosunki z 
kobietą, która, jak wierzył, była prostytutką, ale która była tak naprawdę jego synową Tamar. Tamar 
była zaręczona z najmłodszym synem Judy – Szelą. Relacja narzeczeństwa była porównywalna do 
samego małżeństwa, a jej naruszenie było uważane za cudzołóstwo.

Trzy   miesiące   później   odkryto,   że   Tamar   była   w   ciąży.   Juda   natychmiast   odpowiedział: 

„Wyprowadźcie ją i spalcie!” (1 Moj 38,24). Kiedy odkrył, że osobiście był odpowiedzialny za jej 
ciążę, nie wymagał już, aby została wydana na śmierć. Mimo wszystko ten incydent czyni jasnym, że 
karą za cudzołóstwo w tym czasie była śmierć.

Kara śmierci nałożona na winną stronę małżeństwa automatycznie uwalniała niewinną stronę do 

ponownego małżeństwa.

Okres  pod   Prawem   Mojżeszowym.  Pod   Prawem   Mojżeszowym   obowiązkową   karą   za 

cudzołóstwo, zarówno dla mężczyzny jak i kobiety, była śmierć (zob. V Moj 22,22-24). Ponownie 
kara śmierci na winnej stronie automatycznie uwalniała stronę niewinną do ponownego małżeństwa.

Często ludzie cytują oświadczenie Pawła z Listu do Rzymian 7,2: „Albowiem zamężna kobieta 

za życia męża jest z nim związana prawem…” Zapominają jednak dodać, że to samo prawo, które 
wiąże żoną z jej mężem za życia, przez narzucenie kary śmierci na drugą stronę, jeśli jest winna 
cudzołóstwa, automatycznie uwalnia niewinną stronę do powtórnego małżeństwa.

Co więcej, Nowy Testament konsekwentnie podkreśla, że Prawo Mojżeszowe musi zawsze być 

pojedynczym, pełnym systemem, wszystkie wymagania są jednakowo ważne. Na przykład:

„Ktokolwiek   bowiem   zachowa   cały   zakon,   a   uchybi   w   jednym,   stanie   się   winnym 
wszystkiego.”

(Jk 2,10)

„Napisano bowiem:  Przeklęty każdy,  kto nie  wytrwa  w pełnieniu  wszystkiego,  co jest 
napisane w księdze zakonu.”

(Gal 3,10)

Nielogicznym   i   niebiblijnym   jest   przestrzeganie   wymagań   prawa,   które   wiąże   kobietę   z   jej 

mężem za życia, ale rezygnować z wymagań tego samego prawa, które automatycznie uwalnia ją 
poprzez karę śmierci, jeśli jej mąż dopuścił się cudzołóstwa.

Okres   rozpoczęty   przez   Jezusa  w   Ewangelii.  W   Nowym   Testamencie   Jezus   wyraźnie 

zaaprobował rozwód z powodu niewierności małżeńskiej:

background image

„A   Ja   wam   powiadam,   że   każdy,   kto   opuszcza   żonę   swoją,   wyjąwszy   powód 
wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży.”

(Mt 5,32)

A   powiadam   wam:   Ktokolwiek   by   odprawił   żonę   swoją,   z   wyjątkiem   przyczyny 
wszeteczeństwa, i poślubił inną, cudzołoży, a kto by odprawioną poślubił, cudzołoży.

(Mt 19,9)

Greckie słowo przetłumaczone tutaj jako „wszeteczeństwo” to  porneia. Ogranicza to grzechy 

seksualne do osób bez ślubu. Jednak w całym greckim Nowym Testamencie słowo porneia używane 
jest do opisania każdej formy zakazanego i nienaturalnego seksu. Poniżej jest kilka definicji słowa 
porneia danych przez znane autorytety.

“Oznacza lub zawiera cudzołóstwo.”
Exposition Dictionary of New Testament Words
Autorstwa W. E. Vine’a

„Prostytucja,   nieczystość…   każdy   rodzaj   nieprawych   stosunków   seksualnych… 
cudzołóstwo   objawia   się   jako   wszeteczeństwo…   Seksualna   niewierność   zamężnej 
kobiety…”
A Greek-English Lexicon of the New Testament
Autorstwa Arndta i Gingricha

„Zakazane stosunki seksualne w ogóle…”
Thayer’s Greek-English Lexicon

W   Nowym   Testamencie  porneia  razem   z   jej   pokrewnym   czasownikiem  porneuo  jest   użyta 

między innymi w poniższych przypadkach, które obejmują więcej, niż grzech seksualny uczyniony 
przez osoby przed ślubem.

W Dziejach Apostolskich 15,20.29 przykazano pogańskim chrześcijanom, aby wstrzymywali się 

od poreia – oczywiście nie tylko od seksualnych grzechów osób niezamężnych czy nieżonatych.

W 1 Liście  do Koryntian  5,1 Paweł  opisuje mężczyznę  żyjącego  z żoną swojego ojca jako 

porneia. Tutaj słowo to zawiera zarówno kazirodztwo jak i cudzołóstwo.

W   1   Liście   do   Koryntian   5,9-11   Paweł   przykazuje   wierzącym,   aby   nie   przestawali   z 

chrześcijanami, którzy są winni  porneia. Oczywiście nie ogranicza tutaj tego do nieżonatych, czy 
niezamężnych osób. Paweł używa porneia i porneuo w podobny sposób w 1 Liście do Koryntian 10,8 
i 2 Liście do Koryntian 12,21.

W   wersie   7   swojego   listu,   Juda   używa   słowa  porneia  do   opisania   seksualnych   występków 

Sodomy i Gomory. Głównym grzechem obu tych miast był homoseksualizm i nie ma tutaj żadnych 
sugestii, że dotyczy on tylko osób bez ślubu.

Jest   więc   jasne,   że   słowo  porneia  zawiera   wszeteczeństwo,   homoseksualizm,   bestialstwo, 

kazirodztwo i cudzołóstwo; i że Jezus zaaprobował rozwód (tam, gdzie to ma miejsce) do wszystkich 
lub jakiegokolwiek z tych przyczyn.

W ten sposób prawo i ewangelia doszły do tego samego rezultatu odnośnie  porneia: uwalania 

ono niewinnego partnera ze swoich zobowiązań małżeńskich.

Jest jednak różnica. Pod prawem uwolnienie było zapewniane przez obowiązkową karę śmierci 

wykonywaną na winnej stronie. W ewangelii niewinny partner jest wolny zarówno do roszczenia 
sobie   praw   uwolnienia   przez   rozwód,   jak   i   do   zaoferowania   winnemu   partnerowi  alternatywy 
przebaczenia i pojednania, jeśli da wystarczający dowód nawrócenia.

Czy osoba, która otrzymała rozwód z biblijnych powodów, tym samym zostaje uwolniona do 

ponownego małżeństwa? Ani język ani kultura Biblii nie daje żadnej sugestii, że osoba może być 

background image

prawnie wolna tylko do rozwodu a nie do zawarcia ponownego małżeństwa. Przeciwnie, wolność do 
zawarcia   ponownego   małżeństwa   jest   wyraźnie   ustanowiona   zarówno   w   Starym   jak   i   Nowym 
Testamencie.

Pod Prawem Mojżesz mówi, że jeśli mężczyzna prawnie rozwodzi się ze swoją żoną i odprawia 

ją, ona staje się wolna do poślubienia innego (5 Moj 24,1-2). Oczywiście Mojżesz nie akceptuje 
cudzołóstwa.

W 5 Księdze Mojżeszowej 24,3-4 Mojżesz mówi, że jeśli drugi mąż takiej kobiety rozwiedzie 

się z nią lub umrze, pierwszemu mężowi nie wolno jej ponownie poślubić. Nazywając mężczyznę, 
któremu   była   ona   najpierw   poślubiona   jej   „pierwszym”   mężem,   Mojżesz   jasno   sygnalizuje,   że 
pierwsze małżeństwo zostało prawnie rozwiązane.

W Nowym Testamencie Paweł mówi: „Jesteś związany z żoną? Nie szukaj rozłączenia. Nie 

jesteś związany z żoną? Nie szukaj żony. A jeśli się ożeniłeś, nie zgrzeszyłeś…” (1 Kor 7,27-28).

Wskazuje   to   na   to,   że   osoba,   która   jest   (biblijnie)   uwolniona   od   partnera   w   małżeństwie   i 

następnie ponownie bierze ślub  nie zgrzeszyła. Za osobą, która uzyskuje rozwód na uzasadnionej i 
biblijnej podstawie, a następnie wykorzystuje swoje prawo do ponownego małżeństwa, nie podąża 
żadne znamię winy czy niższości. Taka osoba nie jest „niższej klasy” chrześcijaninem.

Na poziomie ludzkim sprawa rozwodowa normalnie rozwiązuje się w sądzie, zarówno religijnie 

jak i świecko. Jednak ponad tymi wszystkimi ludzkimi decyzjami leżą Boże zasady sprawiedliwości, 
które nigdy się nie różnią. Jedna taka zasada podąża przez całą Biblię: niewinny nigdy nie może być  
ukarany jak winny ani winny jak niewinny.

W   V   Księdze   Mojżeszowej   25,1   autor   zwięźle   tłumaczy   i   podsumowuje   podwójną 

odpowiedzialność sędziów – uniewinnić niewinnych i skazać winnych. W Przypowieściach Salomona 
17,15   Salomon   wskazuje,   że   jakiekolwiek   odstępstwo   od   tej   zasady   spotka   się   z   silną   Bożą 
nieprzychylnością: „I ten, kto uwalnia winnego, i ten, kto skazuje niewinnego, obaj są ohydą dla 
Pana.” Podobnie na liście tych, którzy wywołują Boży gniew są ci, o których mówi Izajasz: „Biada 
tym, (…) którzy uniewinniają winowajcę (…), a niewinnym odmawiają sprawiedliwości” (Iz 5,22-23).

Nałożenie tej zasady na sprawę rozwodu jest oczywiste. Nakładanie tej samej kary na stronę 

winną porneia i na niewinną, zaprzecza naturze sprawiedliwości.

Ludzie czasami argumentują, że są dwie strony rozpadu małżeństwa i nie jest możliwe poznać, 

który partner jest naprawdę winny. Ale to przysłania prawdziwe pytanie w tej sprawie. Nie chodzi o 
to, czy był egoizm, brak wrażliwości czy kłótnie po obu stronach. Pytanie jest proste: czy jedna ze 
stron dopuściła się grzechu porneia, a druga nie? W wielu dzisiejszych przypadkach jeden z partnerów 
otwarcie przyznaje się do swojej winy.

Przynajmniej Bóg oczywiście przewiduje możliwość postanowienia winy po jednej ze stron, 

wyłączając   w   drugą;   ponieważ   pod   Prawem   Mojżeszowym   zarządził   śmierć   tym,   którym 
udowodniono cudzołóstwo.

W pewnym sensie małżeństwo jest legalnym kontraktem, w który wchodzi się przez przysięgę. 

Zakres kontraktu jest ustanowiony przez przysięgę, którą się składa. Przysięga małżeńska ogólnie 
dzisiaj używana brzmi mniej więcej tak: „Ślubuję Ci wierność… zachowam samego siebie tylko dla 
ciebie [w seksualnym związku]… dopóki nas śmierć nie rozłączy.”

W tej przysiędze są dwa główne elementy: klauzula użytkowa („zachowam samego siebie tylko 

dla ciebie”) i klauzula czasowa („dopóki nas śmierć nie rozłączy”). Te dwa człony są związane ze 
sobą i nie mogą być egzekwowane osobno. Jeśli jeden z partnerów złamie klauzule użytkową przez 
porneia, drugi partner jest automatycznie zwolniony z klauzuli czasu.

Pozwólcie,   że   przedstawią   prostą   światową   analogię.   Smith   dzierżawi   swoją   posiadłość 

Brownowi na pięć lat od 1986 do 1991 roku. Wnosi jednak  pewną klauzulę użytkową: Brown nie 
może   używać   jego   własności   jako   magazynu   alkoholi   wysokoprocentowych.   Jeśli   Brown   będzie 
przestrzegał   klauzuli   użytkowej   i   powstrzyma   się   od   używania   własności   Smitha   jako   magazynu 
alkoholi wysokoprocentowych, to Smith musi przestrzegać klauzuli czasu, nie może zerwać umowy 
dzierżawy  przed   1991   rokiem.   Jeśli   jednak  Brown  złamie   klauzulę   użytkową   używając   własność 

background image

Smitha jako magazynu alkoholi wysokoprocentowych, wtedy ten automatycznie jest zwolniony od 
klauzuli czasowej i może natychmiast zerwać umowę dzierżawy.

Podobnie, kiedy jedna strona małżeństwa zrywa klauzulę użytkową przez porneia, druga strona 

jest przez to zwolniona z klauzuli czasu – „aż do śmierci”.

Według rozporządzeń Nowego Testamentu jest jeszcze jedna sytuacja, w której chrześcijanin 

może być uwolniony z więzów małżeńskich. Zostało to opisane przez Pawła w 1 Liście do Koryntian 
7,10-15:

Tym zaś, którzy żyją w stanie małżeńskim, nakazuję nie ja, lecz Pan, ażeby żona męża nie 
opuszczała,  a   jeśliby   opuściła,   niech   pozostanie   niezamężna   albo   niech   się   z   mężem 
pojedna; niech też mąż z żoną się nie rozwodzi. Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli 
jakiś brat ma  żonę pogankę, a ta zgadza się na współżycie  z nim,  niech się z nią nie 
rozwodzi; i żona, która ma męża poganina, a ten zgadza się na współżycie z nią, niech się z 
nim nie  rozwodzi.  Albowiem mąż  poganin  uświęcony jest przez  żonę  i żona poganka 
uświęcona jest przez wierzącego męża; inaczej dzieci wasze byłyby nieczyste, a tak są 
święte. A jeśli poganin chce się rozwieść, niechże się rozwiedzie; w takich przypadkach 
brat czy siostra nie są niewolniczo związani…

W   wersach   10-11   Paweł   opowiada   o   przypadku   dwóch   wierzących,   zaślubionych   sobie 

nawzajem. Przez swoje wtrącone zdanie – „nakazuję nie ja, lecz Pan” – sygnalizuje, że ten przypadek 
został   objęty   przez   Jezusa   w   Jego   nauczaniu   zapisanym   w   Ewangelii.   Stanowisko   jest   jasne   i 
niedwuznaczne: żadna ze stron nie jest wolna do rozwodu z wyjątkiem niewierności małżeńskiej. (Od 
momentu w którym Jezus ustanowił ten wyjątek w ewangelii, Paweł nie musiał powtarzać tego w 
podanym   wyżej   fragmencie.)  Jeśli  jednak  rozwiodą  się,  są zobligowani   do pozostania  bez  ślubu, 
jedynie mogą ponownie wyjść za siebie.

W wersach 12-15 Paweł mówi o przypadku wierzącego zaślubionego z niewierzącym. Przez 

zwrot – „mówię ja, nie Pan” – Paweł wskazuje, że ten przypadek nie ma pokrycia w Ewangeliach 
Jezusa. Po pierwsze Paweł umieszcza na osobie wierzącej obowiązek do szukania i podtrzymywania 
pokoju w małżeństwie i przyprowadzić niewierzącego współmałżonka do wiary w Chrystusa. Jeśli 
jednak   niewierzący   odrzuca   tę   propozycję   i   nie   chce   kontynuować   małżeństwa,   ale   opuszcza 
wierzącego, wtedy wierzący jest wolny od więzów małżeńskich i przez to uwolniony do wejścia w 
nowe   małżeństwo.   Są   jednak   dwa   warunki,   które   muszą   być   spełnione.   Po   pierwsze   wszystkie 
wymagania   prawa   cywilnego   muszą   być   spełnione,   a   po   drugie   nowy   współmałżonek   musi   być 
wierzącym w Chrystusa.

Porównaliśmy dwa przypadki opisane w Nowym Testamencie: kiedy jedna ze stron małżeństwa 

jest winna zdrady małżeńskiej i kiedy wierzący jest opuszczony przez niewierzącego z powodu wiary 
w   Chrystusa.   W   każdym   z   tych   przypadków,   kiedy   wszystkie   związane   z   tym   warunki   zostaną 
spełnione, wierzący ma prawo do rozwodu i w konsekwencji do ponownego małżeństwa.

Czytelnikom, którzy chcą pełniejszego studium na temat rozwodów i ponownego małżeństwa, 

polecam książkę Guya Duty „Divorce and Remarriage” (Rozwód i ponowne małżeństwo). Autor, 
który   zmarł   w  1977   roku  był   wyświęconym   duchownym   American   Assemblies   of  God,   omawia 
dokładnie każdy aspekt tego tematu logicznie, z prawną dokładnością, która nie pozostawia żadnych 
wątpliwości.

Są   jednak   jeszcze   inne   przypadki   rozwodu,   które   nie   pokrywają   się   wyraźnie   z   Nowym 

Testamentem. Z jednej strony nie można ignorować tych przypadków, z drugiej strony nie można być 
dogmatycznym, kiedy Biblia nie wyjaśnia ich dokładnie. Prawdopodobnie najlepszym sposobem dla 
szczerego chrześcijanina jest powiedzieć z Pawłem: „nakazu Pańskiego nie mam, ale wyrażam zdanie 
jako ten, który dzięki miłosierdziu Pańskiemu zasługuje na wiarę” (1 Kor 7,25).

Co   z   tymi,   którzy   mieli   nieudane   małżeństwa   i   rozwiedli   się   w   przeszłości,   którzy   później 

przychodzą do Chrystusa po zbawienie? Jak Bóg na nich patrzy?

background image

Odnośnie   sprawy   przebaczenia   Biblia   jest   całkowicie   niedwuznaczna   (chwała   Bogu!).   Na 

przykład   w   Ewangelii   Matuesza   12,31   Jezus   mówi:   „Dlatego   powiadam   wam:   Każdy   grzech   i 
bluźnierstwo   będzie   ludziom   odpuszczone,   ale   bluźnierstwo   przeciw   Duchowi   nie   będzie 
odpuszczone.”   „Każdy   grzech”   włącznie   z   cudzołóstwem   i   wszystkimi   innymi   dewiacjami 
seksualnymi. Jedynym wyjątkiem jest bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu.

W Dziejach Apostolskich 13,39 Paweł mówi do Żydów: „I że w nim każdy, kto wierzy, bywa 

usprawiedliwiony   w   tym   wszystkim,   w   czym   nie   mogliście   być   usprawiedliwieni   przez   zakon 
Mojżesza.” Zauważ, jak jest to pełne! Każdy jest usprawiedliwiony ze wszystkiego. Zawiera to w sobie 
cudzołóstwo i wszelkie inne formy grzechów seksualnych.

Ponownie w 1 Liście do Koryntian 6,9-11 Paweł pisze do wierzących w Koryncie:

Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie 
się!   Ani   wszetecznicy,   ani   bałwochwalcy,   ani   cudzołożnicy,   ani   rozpustnicy,   ani 
mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa 
Bożego   nie   odziedziczą.   A   takimi   niektórzy   z   was   byli;   aleście   obmyci,   uświęceni,   i 
usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego.

Ta okropna lista przestępców zawiera w sobie cudzołożników oraz osób dopuszczających się 

perwersji seksualnych. Przez wiarę w Chrystusa nie zostało im to tylko przebaczone, ale również 
zostali usprawiedliwieni, uniewinnieni, uznani za sprawiedliwych w sprawiedliwości samego Boga. W 
Bożych oczach wygląda to tak, jakby nigdy nie zgrzeszyli. Na pewno uwolniło ich to do zupełnie 
nowego   startu   w   każdej   dziedzinie   ich   życia,   włączając   w  to   małżeństwo.   Żaden   cień   winy   czy 
potępienia z ich przeszłości nie może pójść za nimi w nowe życie.

Ci, którzy kwestionują prawo takich  pokutujących  wierzących  do zupełnie  nowego startu w 

życiu, są w niebezpieczeństwie ignorowania ostrzeżenia danego przez Piotra w Dziejach Apostolskich 
10,15: „Co Bóg oczyścił, ty nie miej za skalane”.

Przypadki,   w   których   chrześcijanie   są   postawieni   wobec   faktu   rozwodu,   są   tak   liczne   i 

skomplikowane, że nie jest możliwe omówienie ich wszystkich w szczegółach. Poniżej są tylko trzy 
przykłady.

Przypadek   nr   1.  Dwóch   niezbawionych   rozwodników   bierze   ślub,   mają   dzieci   i   następnie 

przyjmują zbawienie. Czy można im powiedzieć: „Żyjecie w cudzołóstwie. Musicie zerwać swoje 
małżeństwo i następnie wrócić do swoich byłych współmałżonków lub pozostać bez małżonka.” Co 
stałoby się z dziećmi?

Czyż nie byłoby bardziej zgodne z zasadami Ewangelii powiedzieć: „Bóg dał ci nowy początek. 

Rób wszystko, aby odkupić zmarnowane lata i nie wracaj do swoich starych ścieżek.”

Przypadek nr 2. Niezbawieni ludzie pobrali się, następnie się rozwiedli, ale nie na podstawie 

niewierności małżeńskiej. Po pewnym czasie mężczyzna ponownie się żeni i w ten sposób popełnia 
cudzołóstwo według biblijnych standardów. Później kobieta przyjmuje zbawienie. Czy jest wolna na 
podstawie tego, że jej wcześniejszy mąż popełnił cudzołóstwo?

Przypadek nr 3. Dwoje niezbawionych ludzi pobiera się, następnie rozwodzi (tak samo jak w 

przypadku nr 2). Po rozwodzie tracą ze sobą kontakt. Kobieta nie wie, czy mężczyzna ponownie się 
ożenił albo czy żyje z kobietą, która nie jest jego żoną. Później kobieta przyjmuje zbawienie. Czy 
może   ponownie   wyjść   za   mąż?   Czy   musi   wpierw   udowodnić,   że   jej   poprzedni   mąż   popełnił 
cudzołóstwo? Co, jeśli nie może z nim nawiązać ponownie kontaktu?

Czyż   nie   musimy   być   bardzo   ostrożni   w   rozsądzaniu   tych   lub   podobnych   przypadków? 

Oczywista zasada, według której powinniśmy się kierować jest zawarta w Liście Jakuba 2,12-13: „Tak 

background image

mówcie i czyńcie, jak ci, którzy mają być sądzeni przez zakon wolności. Nad tym, który nie okazał 
miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem.”

Powyższy szkic, chociaż krótki, zawiera niektóre z głównych prawnych aspektów rozwodu, jakie 

dotyczą   chrześcijan.   Jednak   skutki   rozwodu   wychodzą   daleko   ponad   całkowicie   prawną 
rzeczywistość. Prawie zawsze zawierają głębokie, niemal śmiertelne zranienia emocjonalne.

W Księdze Izajasza 54,6 Pan pokazuje młodą kobietę, która się rozwiodła: „Gdyż Pan uzna cię 

znów  za  małżonkę,   niegdyś   porzuconą   i  strapioną   w duchu.   Bo  czy  można  wzgardzić  małżonką 
poślubioną w młodości?” Ten rodzaj cierpienia nie jest ograniczony do kobiet, które są po rozwodzie. 
Często mężczyźni cierpią tak głęboko, jak kobiety.

W   powyższym   wersecie   z   Księgi   Izajasza   Pan   definiuje   dokładną   naturę   rany.   Jest   nią 

odrzucenie. Jednak w Bożej cudownej łasce daje On lekarstwo na tę ranę. Jest ono zapewnione przez 
zastępczą ofiarę Jezusa na krzyżu, gdzie Jezus znosił zamiast ciebie całe zło, które bunt przyniósł na 
rasę ludzką. Końcową agonią, która spowodowała Jego śmierć, było odrzucenie.

Prorok Izajasz obrazuje Jezusa jako „wzgardzonego i opuszczonego przez ludzi, męża boleści” 

(Iz 53,3). Jednak największym odrzuceniem nie było to, które spotkało  Go ze strony ludzi, ale ze 
strony Boga, Jego Ojca. On przeszedł przez to, ponieważ stał się grzechem ludzkości. W efekcie Boża 
sprawiedliwość wymagała, aby odwrócił swoje oblicze od swojego Syna i zamknął swoje uszy na Jego 
wołanie w agonii.

To   ostateczne   odrzucenie   przez   Ojca   opisane   jest   w   Ewangelii   Mateusza   27,46:   „A   około 

dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, 
Boże mój, czemuś mnie  opuścił?” Po raz pierwszy w historii świata  Ojciec nie odpowiedział  na 
wołanie   Swojego   Syna.   Śmierć   Jezusa,   która   nastąpiła   zaraz   po   tym   była   spowodowana   raczej 
odrzuceniem niż fizycznym efektem ukrzyżowania, które nie spowodowałoby tak szybkiej śmierci. 
Później Piłat, nie rozumiejący efektu odrzucenia, „zdziwił się, że [Jezus] już umarł” (Mk 15,44).

Po rozdzierającym wołaniu Jezusa do  swojego Ojca Mateusz kontynuuje swój zapis: „Kiedy 

Jezus znowu zawołał donośnym głosem, oddał ducha” (wers 50 – tłum. z języka ang.).

Cierpienia   Jezusa   były   ceną   za   uzdrowienie   ludzkości.   „Jego  ranami   jesteśmy   uleczeni”   (Iz 

53,5). W tym jest zapewnione uzdrowienie ran odrzucenia. Jezus doznał odrzucenia na naszą korzyść, 
abyśmy mogli być z niego uzdrowieni.

Jeśli przez rozpad małżeństwa doświadczyłeś rany odrzucenia, poniżej są trzy proste kroki, przez 

które możesz otrzymać uzdrowienie.

Po pierwsze uznaj, że jesteś zraniony. Nie próbuj zakrywać swojej rany. Bądź gotowy odsłonić 

ją na miłosierne oczy swojego niebiańskiego Ojca.

Po drugie połóż swoją wiarę w uzdrowienie wyłącznie w zastępczej ofierze Jezusa. Zastosuj 

słowa Izajasza osobiście do siebie: „Jego ranami jestem uleczony”. Za każdym razem, gdy zaczniesz 
odczuwać ból, powtarzaj słowa: „Jego ranami jestem uleczony”. Powtarzaj to dopóki uzdrowienie nie 
stanie się bardziej realne niż ból.

Po trzecie odrzuć gorycz i urazę przeciwko byłemu współmałżonkowi. Przebaczenie do drugiej 

strony przychodzi przez decyzję, nie emocje. Nie musisz tego czuć, ale musisz tego chcieć. Wołaj o 
pomoc Ducha Świętego, abyś podjął i utrzymał decyzję przebaczenia. Pamiętaj, że przebaczenie, które 
otrzymujesz od Boga jest współmierne do tego, jakie ofiarujesz innym (zob. Mt 6,14-15).

Doradzałem kiedyś kobiecie, której mąż przez piętnaście lat czynił jej życie nieszczęśliwym 

życie, a następnie porzucił ją i dzieci. Namawiałem ją do przebaczenia mu.

„On zrujnował piętnaście lat mojego życia”, wykrzyknęła oburzona, „a ty prosisz, abym mu 

przebaczyła?”

„Dobrze, jeśli  chcesz, aby ci zrujnował jeszcze resztę twojego życia”,  odpowiedziałem,  „po 

prostu zachowuj urazę do niego.” Wspomniałem jej jeszcze, że osoba, która czuje urazę cierpi bardziej 
niż ta, która rani.

Patrząc w ten sposób, przebaczenie osobie, która nas zraniła, nie jest ani sentymentalizmem ani 

wzniosłą duchowością. Jest po prostu oświeconym własnym interesem.

background image

Kiedy przeszedłeś przez te kroki, odwróć się plecami do zranień przeszłości. Na nowo oddaj całe 

swoje życie i przyszłość Panu. On ma plan dla twojego życia, który nie może być udaremniony przez 
ludzką złośliwość czy demony.  Podążaj za przykładem Pawła: „zapominając o tym, co za mną, i 
zdążając do tego, co przede mną, zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany 
przez Boga w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,13-14).

Zapewniam   was,   że   osobiście   usługiwałem   wielu   rozwiedzionym,   którzy   podążając   tymi 

krokami, otrzymali uzdrowienie swoich zranień i odnowili wiarę w życie pełne owoców i spełnienia.

background image

11.

Celibat

Małżeństwo jest  naturalną ścieżką życia zarówno dla mężczyzn jak i kobiet. Bóg jednak nie 

prowadzi wszystkich swoich dzieci normalną drogą. Dla chrześcijan najważniejszym celem życia na 
tej ziemi nie jest ślub; celem jest pełnienie woli Bożej. Jezus ustanowił tą zasadę raz na zawsze w 
Ewangelii Jana 4,34: „Jezus rzekł do nich: Moim pokarmem jest pełnić wolę tego, który mnie posłał, i 
dokonać jego dzieła.” Dla samego Jezusa Boża wola nie zawierała małżeństwa podczas Jego życia w 
ciele na ziemi. Jezus raczej patrzy w przyszłość na dzień, kiedy będzie świętował swoje małżeństwo 
ze swoją Oblubienicą – Kościołem!

Jako chrześcijanie musimy ciągle przypominać sobie, że pełnej doskonałości nie osiągniemy w 

obecnym  życiu na ziemi. Nie możemy pozwolić sobie zakochać się w niczym,  co jest dosłownie 
doczesne. Apostoł Jan ostrzega nas: „I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę 
Bożą, trwa na wieki” (1 J 2,17). Trwała satysfakcja i spełnienie w życiu ma tylko jeden pewny, 
niezmienny fundament: znaleźć i wypełnić Boża wolę.

Przypuśćmy, że Boża wola dla twojego życia nie zawiera małżeństwa. Przypuśćmy, że prosi cię, 

abyś zaczekał, podobnie jak Jezus, na ślub Baranka. Co wtedy?

Być   może   jest   to   fakt,   z   którym   nigdy   szczerze   się   nie   zmierzyłeś.   Po   prostu   uczyniłeś 

małżeństwo swoim celem i dążyłeś do niego – ale na razie bez sukcesu. Mówisz: „Modliłem się i 
modliłem   o   żonę   [lub   męża],   ale   Bóg   nie   odpowiedział.”   Czy   zapominasz,   że  nie  również   jest 
odpowiedzią?

Jeśli spotkałeś się z tym faktem, ważne jest to, abyś odłożył swoje własne plany i pomysły i 

otworzył swoje serce na Boga. Często kiedy Bóg jest gotowy do nas mówić, nie jesteśmy gotowi 
słuchać tego, co On ma do powiedzenia. Bóg rzuca nam wyzwanie w Psalmie 46,11: „Przestańcie i 
poznajcie…” Powinniśmy na to odpowiedzieć słowami z Psalmu 85,9: „Chciałbym teraz słyszeć, co 
mówi Bóg, Pan…”

Przyjście do miejsca wewnętrznego spokoju, w którym będziesz mógł słyszeć Boga, wymaga 

czasu, poświęcenia i samodyscypliny. Może to oznaczać mniej czasu spędzonego przed telewizorem, 
czy  mniej   rozmów  telefonicznych  z  przyjaciółmi,  czy  spotkań   ze  znajomymi.   Może  to wymagać 
odłożenia czasopism i spędzenia kilku godzin samemu z Biblią. Ale jakiekolwiek będą wymagania, 
pamiętaj, że nic nie zastąpi słuchania głosu Bożego. Koszt może wydawać się wysoki, ale nagroda 
przekroczy koszt!

Jednej rzeczy możesz być pewien. Jeśli Bożym planem jest to, abyś nie brał ślubu, nie znajdziesz 

prawdziwego pokoju i satysfakcji tak długo, jak będziesz dążył do małżeństwa. Jeśli nawet mimo 
wszystko   uda   ci   się   wziąć   ślub,   to   nigdy   nie   pokonasz   swojej   wewnętrznej   frustracji.   Wręcz 
przeciwnie prawdopodobnie ona jeszcze wzrośnie, a twój współmałżonek może również stać się jej 
ofiarą.

Może się również tak zdarzyć, że szczerze szukałeś Boga w sprawie małżeństwa i nie dał ci 

wyraźnej   odpowiedzi.   Nie   dał   ci   partnera,   ale   też   nie   pokazał,   że   Jego   wolą   jest,   abyś   pozostał 
kawalerem (lub pozostała panną). Jeśli tak się dzieje, to powinieneś podążać za radą Dawida z Psalmu 
37,7-8: „Zdaj się w milczeniu na Pana i złóż w nim nadzieję. (…) Nie gniewaj się, gdyż to wiedzie do 
złego.” Z całego serca poświęć się służbie Bożej w swoim obecnym stanie i pozostaw przyszłość w 
Jego rękach. Twoja postawa cichego zaufania utrzyma  cię otwartym  na kierownictwo Pana, które 
może dać ci później na twojej ścieżce.

Dla   każdego   nieżonatego   chrześcijanina  i   niezamężnej   chrześcijanki   jest   ważne,   aby   stanęli 

naprzeciw faktu, że celibat może być Bożą wolą dla jego czy jej życia. Osoba, która w ten sposób 
rozstrzygnęła tę sprawę dla własnej satysfakcji, ma wewnętrzny pokój, który sprawia, że łatwiej jest 
dostrzec Bożą wolę w innych sprawach. Z drugiej strony osoba, której umysł jest ciągle zaprzątnięty 
myślami o małżeństwie, może minąć się z Bożym prowadzeniem w jakiejś innej dziedzinie i w ten 
sposób przyjąć niewłaściwy kierunek w swoim życiu.

background image

Z jakich powodów chrześcijanin może potrzebować pozostać sam? Można je podzielić na dwie 

kategorie: naturalne i duchowe. Naturalny powód w większości przypadków odnosi się zarówno do 
chrześcijan jak i niechrześcijan.  Pochodzą one ze sposobu życia danej osoby lub z występujących 
okoliczności bez odniesienia do jakiejkolwiek bezpośredniej Bożej interwencji. Duchowe powody z 
drugiej strony dotyczą szczególnego powołania chrześcijanina lub pola jego służby.

Naturalne   powody   celibatu   mogą   być   z   kolei   podzielone   na   trzy   kategorie:   fizyczną, 

psychologiczną i socjologiczną. Fizyczne powody odnoszą się do sposobu rozwoju ludzkiego ciała, 
psychologiczne do rozwoju ludzkiego umysłu i emocji, a socjologiczne do rodzaju społeczeństwa, w 
jakim żyją dane osoby.  Ponieważ nie jest to książka o którejkolwiek z tych  dziedzin: medycyny, 
psychologii czy socjologii, nie będę wchodził w szczegóły problemów, które mogą powstać.

Chrześcijanie zmagają się z osobistymi problemami w każdej z tych dziedzin, jednak zrobią 

dobrze modląc się, aby Bóg im doradził przez wykwalifikowanych profesjonalistów. Jeśli to możliwe 
taka osoba powinna być chrześcijaninem lub co najmniej sympatyzować z tradycyjną etyką judeo-
chrześcijańską.

W   tym   miejscu   wystarczy   tylko   rzucić   okiem   na   kilka   typowych   przykładów   naturalnych 

przyczyn celibatu. W sferze fizycznej oczywistymi przypadkami mogą być ci, którzy mają wrodzone 
defekty, np. zespół Downa czy porażenie mózgowe, czy ci, którzy przechodzili poważne rany, jak np. 
ludzie kalecy. Są również tacy, których narządy seksualne nie rozwinęły się wcale lub rozwinęły się 
nieprawidłowo. W wielu takich przypadkach – ale oczywiście nie we wszystkich – Pan może pokazać, 
że najlepiej dla takiej osoby jest pozostać bez współmałżonka.

W dziedzinie problemów psychologicznych są tacy, których nazywa się „niedorowiniętymi”. 

Niektórzy   z   nich   zakwalifikowani   byliby   jako   opóźnieni   w   rozwoju.   Prawie   każda   organizacja 
chrześcijańska ma co najmniej jedną taką osobę. Często znajdują się oni wśród najszczęśliwszych i 
najbardziej   kochanych   członków.   Są   również   tacy,   którzy   medycznie   są   zakwalifikowani   jako 
schizofrenicy czy nawet osoby psychotyczne.  Poza głębią swojego zmagania, manifestują wgląd i 
pobożność godną świętych. Jednak dla nich i innych im podobnych celibat wydaje się często Bożym 
planem.

Jest wiele socjologicznych sytuacji, które mogą stanowić powody do pozostania w celibacie. 

Jeden taki przykład wydarzył się w rodzinie Ruth. Jej babcia zmarła w młodym wieku, pozostawiając 
sześcioro dzieci. Najmłodsze, dziewczynka o imieniu Caroline miała wtedy około 6 lat. Kilka lat 
później ojciec Caroline ponownie się ożenił. Caroline pozostała w domu, aby opiekować się nim i 
swoją macochą. Kiedy Caroline miała 40 lat, zmarł jej ojciec. Ale w tym samym czasie jej macocha 
była unieruchomiona przez artretyzm. Caroline czuła, że jej obowiązkiem było dalej opiekować się 
swoją macochą, dopóki ona nie umrze, co się stało prawie dwadzieścia lat później. Caroline żyła przez 
resztę swojego życia pozostając niezamężną, wcześniej wiernie wypełniwszy swoje biblijne obowiązki 
względem swoich rodziców.

Są   również   społeczności   w   różnych   częściach   świata,   w   których   liczba   chrześcijańskich 

kawalerów  jest  mniejsza   niż  panien  w odpowiednim   przedziale  wieku.  W  takiej   sytuacji  wiele   z 
chrześcijańskich kobiet  może  mądrze  zdecydować,  że lepiej  będzie pozostać  panną i oddać się z 
całego   serca   Panu   niż   być   zaprzągniętą   pod   nierówne   jarzmo   z   mężczyzną,   który   nie   podjął 
właściwego duchowego zobowiązania. Takie oddane panny są źródłem olbrzymiej duchowej mocy w 
wielu lokalnych społecznościach.

Ktoś może zapytać: „Czy Bóg nie może cudownie uzdrowić ludzi z różnego typu fizycznych i 

psychologicznych   problemów   wcześniej   wymienionych?”   Oczywiście,   może.   Istotnie,   widziałem 
wielu ludzi dotkniętych i zmienionych mocą Bożą, włączając osoby z zespołem Downa, paralityków, 
schizofreników, psychotyków i upośledzonych umysłowo.

Od razu muszę jednak powiedzieć, że widziałem jeszcze większą liczbę takich ludzi, którzy nie 

zostali uzdrowieni. Taki sam rodzaj modlitwy był oferowany tym, którzy byli uzdrowieni i tym, którzy 
nie byli uzdrowieni. Nie było żadnego powodu wierzyć, że ci, którzy zostali uzdrowieni, byli bardziej 
uświęceni i pobożni niż ci, którzy nie zostali uzdrowieni.

background image

Jakie jest więc wytłumaczenie? Myślę, że wystarczające wyjaśnienie znajdujemy w 5 Księdze 

Mojżeszowej 29,29: „To, co jest zakryte, należy do Pana, Boga naszego, a co jest jawne, do nas i do 
naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego zakonu.” Powód tego, że 
Boże   wybrane   dzieci   –   nawet   Jego  najbardziej   efektywni   słudzy  –  nie   są   uzdrawiani,   należy   do 
rzeczywistości „zakrytych rzeczy”, czyli takich, którymi Bóg nie chce podzielić się z nami w obecnym 
czasie. Nauczyłem się uginać przed Jego suwerennością i mówić, jak mówił sam Jezus: „Zaprawdę, 
Ojcze, bo tak się tobie upodobało” (Mt 11,26).

Nauczyłem się również z doświadczenia i obserwacji prawdy Bożego zapewnienia skierowanego 

do Pawła: „Dość masz, gdy masz łaskę moją” (2 Kor 12,9). Kiedy te słowa zostały powiedziane, 
Paweł znajdował się w sytuacji, w której mocno cierpiał, a z której Bóg go nie uwolnił. Zamiast tego 
Bóg zapewnił łaskę, która umożliwiła mu triumfować w cierpieniu.

W takich przypadkach Boża łaska działa na jeden z dwóch sposobów. Może ona cudownie 

uwolnić   nas  od  cierpienia   lub   może   pozostawić   nas  w  tym   cierpieniu,   ale   obrócić   cierpienie   w 
zwycięstwo. To, w jaki sposób działa Boża łaska, zależy w każdym przypadku od suwerenności Jego 
woli. Jednak którykolwiek sposób działania Bóg wybierze, Jego łaska jest zawsze wystarczająca. Ktoś 
wyraził to w ten sposób: Boża wola nie umieści mnie w miejscu, w którym Boża łaska nie mogłaby  
mnie utrzymać
.

Błędem   jest   przypuszczenie,   że   chrześcijanie,   którym   cierpienia   nie   pozwalają   wziąć   ślubu, 

nigdy nie osiągną poziomu szczęścia i radości, którymi  cieszą się inni chrześcijanie. Może się to 
wydawać dziwne, ale często bywa wręcz odwrotnie – wielu chrześcijan w jakiś sposób upośledzonych 
osiągają większa miarę spokoju i zadowolenia niż ci uważani za „normalnych”. Prawda jest taka, że 
prawdziwy pokój i spełnienie przychodzą tylko do tych, którzy nauczyli się ukorzyć przed suwerenną 
Bożą wolą, bez względu na to czy oznacza to uzdrowienie, czy jego brak. Często ten rodzaj poddania 
przychodzi   szybciej   do   „upośledzonych”   chrześcijan   niż   do   tych,   którzy   cieszą   się   pełnym 
umysłowym i fizycznym zdrowiem.

To samo dotyczy chrześcijan, którzy z powodu okoliczności w swojej rodzinie lub społeczności, 

zdecydowali się nie pobierać. Często dowodzą, że są szczęśliwsi i bardziej owocni w służbie Bożej, 
niż niektórzy chrześcijanie po ślubie.

Przejdziemy teraz z naturalnych do duchowych przyczyn celibatu. Nowy Testament stawia nas 

naprzeciw   dwóch   różnych   możliwości.   Pierwsza   jest   wynikiem   suwerennego,   ponadnaturalnego 
Bożego objawienia; druga jest osiągana z ludzkiej woli poprzez ofiarę samowyrzeczenia. Dobrym 
przykładem celibatu objawionego nadnaturalnie jest apostoł Paweł. Oto jak opisuje powód swojego 
stanu bezżeństwa: „A wolałbym, aby wszyscy ludzie byli tacy, jak ja [czyli w celibacie], lecz każdy 
ma własny dar łaski od Boga, jeden taki, a drugi inny” (1 Kor 7,7). Dla Pawła celibat nie był ofiarą, 
ale darem od Boga. On był szczęśliwy w tym stanie. Gdyby się ożenił, byłby nieszczęśliwy. 

Greckie słowo, przetłumaczone tutaj jako „dar łaski” to charisma. Liczba mnoga to charismata

Z tego słowa pochodzi współczesne słowo charyzmatyk

Charisma  jest jednym z wyróżniających się pojęć Nowego Testamentu i istotny element jego 

wyjątkowego objawienia. Został on utworzony z korzenia słowa charis, z dodatkową końcówką ma
Charis oznacza piękno, przychylność i łaskę; a szczególnie odnosi się do sposobu, w jaki Bóg dzieli 
się z tymi, których zaakceptował jako swoje dzieci na podstawie wiary w Jezusa Chrystusa. Na łaskę 
nigdy nie można zarobić. Łaska działa wyłącznie z wolnej, suwerennej decyzji samego Boga.

Dodanie końcówki ma zamienia ogólne znaczenie na konkretne. Charis to ogólnie „łaska” bez 

względu na to, jaką przyjmuje formę, natomiast  charisma  to pojedyncza, specyficzna forma łaski, 
dana indywidualnemu chrześcijaninowi do wykonywania Bożego suwerennego celu w swoim życiu.

Przez ostatnie dziesięciolecia ruch charyzmatyczny (jak jest nazywany) przyprowadził lud Boży 

na   całym   świecie   do   nowej   świadomości   miejsca   charyzmatu   w   życiu   chrześcijanina.   Jednym   z 
głównych wyników, jaki to przyniosło, było ponowne skonfrontowanie Kościoła z ponadnaturalnym 
wymiarem chrześcijaństwa. Szczególna uwaga została położona na dziewięć charyzmatów, czy darów 
duchowych, wymienionych w 1 Liście do Koryntian 12,8-10.

background image

Wielu charyzmatykom wydaje się, że dostępne są tylko te charyzmaty. Jest to jednak dalekie od 

prawdy. Wyliczyłem 22 szczególne manifestacje Bożej łaski wspomniane w Nowym Testamencie, 
wszystkie nazwane charyzmatami. Jednym z nich, wymienionym przez Pawła w 1 Liście do Koryntian 
7,7 jest celibat. Kiedy nauczałem o charyzmatach, czasami ostrzegałem chrześcijan, że jeśli proszą 
Boga tylko o niektóre charyzmaty, bez wymieniania ich z nazwy, może się zdarzyć, że pobłogosławi 
ich charyzmatem celibatu! Większość z nich nawet nie wie, że on również jest charyzmatem.

Ta prosta analiza słowa charisma pokazuje dwie ważne rzeczy dotyczące natury celibatu Pawła. 

Po pierwsze i najważniejsze, był to suwerenny dar od Boga. Był on czymś, na co Paweł nie zarobił i 
nie mógłby zarobić. Nie była to również decyzja, do której sam doszedł. Bóg w swojej niezbadanej 
mądrości obdarował Pawła swoim darem. Paweł, ze swojej strony przyjął go i używał go w celu, w 
którym Bóg mu go dał.

Po drugie celibat Pawła był na wyższym poziomie niż naturalny. Nie było to coś, co osiągnął 

własnymi zabiegami. Nie był to też wynik wymagającego kursu ascezy. Oczywiście zachowanie daru 
nietkniętym   i   używanie   go  w   Bożym   celu   wymaga   samodyscypliny.   Jednak   żadna   ilość 
samodyscypliny nie mogłaby wyprodukować tego daru. Przychodzi on tylko przez ponadnaturalne 
Boże obdarowanie.

Ważne jest również zobaczyć, że bezżeństwo Pawła nie oddzieliło go od Ciała Chrystusa, czy 

nawet od presji i wyzwań życia w tym świecie. On ciągle był pośród ludzi – zarówno ludu Bożego, jak 
i ludzi z tego świata. Sam Paweł napisał o darach duchowych: „A w każdym różnie przejawia się 
Duch ku wspólnemu pożytkowi” (1 Kor 12,7). To samo stosowało się także do jego daru celibatu. Nie 
była to tylko wąska ścieżka do jego własnej duchowej doskonałości. Celem celibatu było wyposażenie 
go w najbardziej efektywny sposób do budowania całego Ciała Chrystusa.

W   1   Liście   do   Koryntian   9,5-6   Paweł   przeciwstawia   służbę   swoją   i   Barnaby   oraz   innych 

apostołów: „Czy nie wolno nam zabierać z sobą żony chrześcijanki, jak czynią pozostali apostołowie i 
bracia Pańscy, i Kefas? Czy tylko ja i Barnabasz nie mamy prawa nie pracować?” Na podstawie tego 
fragmentu możemy powiedzieć, że Barnaba, podobnie jak Paweł, był nieżonaty. Jednak jasne jest, że 
obaj byli wyjątkami pośród apostołów. Pozostali mieli żony, które zazwyczaj podróżowały z nimi w 
podróżach, w których usługiwali.

Oczywiście była bezpośrednia zależność pomiędzy celibatem Pawła i szczególnymi presjami, a 

wymaganiami służby wyznaczonej przez Boga. Było to kluczowe narzędzie do tego, co miał zrobić. 
Jeśli Paweł ożeniłby się, nieuchronnie nastąpiłby jeden z dwóch rezultatów: albo jego małżeństwo 
byłoby klęską, albo nie wykonałby zadania dla swojego życia.

Łatwo jest mi wierzyć, że John Wesley został obdarowany przez Boga podobnym darem, ale nie 

dostrzegł   go.   Jego   małżeństwo   mogło   być   jedynym  poważnym   błędem   w   jego   życiu.   To   raczej 
utrudniło, zamiast pomóc, jego służbie i historia pokazuje, że nie dostarczyło mu osobistego szczęścia 
czy spełnienia. Jednak ważne jest dla Bożych sług, aby potrafili dostrzec szczególny rodzaj powołania, 
który potrzebuje mieć dar celibatu.

W Ewangelii Mateusza 19,12 Jezus wspomina drugi typ celibatu, który również ma miejsce w 

życiu  chrześcijańskim:  „Albowiem są trzebieńcy (eunuchowie),  którzy się takimi  z żywota  matki 
urodzili, są też trzebieńcy (eunuchowie), którzy zostali wytrzebieni przez ludzi, są również trzebieńcy 
(eunuchowie), którzy się wytrzebili  sami (dosł. uczynili  samych  siebie eunuchami)  dla Królestwa 
Niebios.”

Jezus   opisuje,   że   eunuchowie   to   ludzie,   którzy   nie   są   zdolni   do   normalnych   związków 

seksualnych. Mówi o trzech różnych drogach, w jakich może do tego dojść. Niektórzy takimi się 
urodzili; niektórzy są takimi  uczynieni przez ludzkie działanie (czyli  przez kastrację); i niektórzy 
doszli do tego stanu przez decyzję swojej własnej woli.

Ci ostatni robią to „dla Królestwa Niebios” – aby móc poświęcić się bez zastrzeżeń służbie w 

Bożym   Królestwie.   Chociaż   słowo  eunuch  jest   normalnie   ograniczone   do   mężczyzn,   to   jednak 
właściwe będzie włączyć w tę kategorię zarówno mężczyzn jak i kobiety, którzy ze względu na Boga i 
Jego   Królestwo   zrzekli   się   małżeństwa   i   oddali   samych   siebie   do   szczególnej   formy   służby 

background image

chrześcijańskiej w stanie celibatu. Oczywiście historia Kościoła przez wieki daje niezliczoną ilość 
przykładów tego typu „eunuchów”.

Jednak   ludzie   w   tej   trzeciej   kategorii   nie   zostali   obdarzeni   ponadnaturalnym   charyzmatem 

celibatu. Jest to wskazane przez Jezusa, który używa słów, że oni sami uczynili siebie eunuchami. Ich 
stan jest wynikiem ich własnej decyzji, a nie wynikiem suwerennego działania Boga. Tacy ludzie, nie 
tak   jak   Paweł,   mogliby   być   szczęśliwi   w   małżeństwie.   Dla   nich   celibat   reprezentuje   ofiarne 
samowyrzeczenie, osiągnięte i utrzymywane przez siłę ich własnej woli.

W   duchowej   rzeczywistości   celibat   może   więc   przyjść   w   jeden   z   dwóch   sposobów:   jako 

charyzmat suwerennie dany przez Boga lub jako decyzja ludzkiej woli. W obu przypadkach rezultaty 
są połączone z wewnętrznym, zawiłym mechanizmem ludzkiej osobowości.

Różne formy motywacji i wyrażania, które stanowią osobę  mogą być przyrównane do liczby 

rzek, które wszystkie zasilają jedno jezioro. Jeśli jedna z rzek jest zatamowana, to odpowiednio więcej 
wody będzie uwolnione z pozostałych. Jedna z głównych rzek ludzkiej osobowości jest normalnie 
wyrażona w seksie małżeńskim. Jeśli jednak w życiu chrześcijanina zostaje zatamowana rzeka seksu, 
to odpowiednio więcej duchowej, intelektualnej i emocjonalnej energii może zostać uwolnione do 
innych form wyrazu – takich jak wstawiennictwo, nauka, twórczość artystyczna lub służba ubogim.

Trafnie   zostało   to   podsumowane   przez   Selwyn   Hughes   w   analizie   miejsca   seksu   w   życiu 

chrześcijańskim:

Zrzeknięcie się seksu dla Boga łamie jego tyranię i moc. Alexis Carrel mówi, że ludzie, 
którzy robią największe dzieła w świecie, mają silny popęd seksualny, ale zdegradowali 
seks na końcowe pozycje listy rzeczy, dla których żyją. W małżeństwie popęd seksualny 
musi być skierowany na prokreację i danie przyjemności dla swojego współmałżonka. 
Poza małżeństwem popęd seksualny musi być oczyszczony i skierowany do twórczości 
w Królestwie Bożym. Pamiętaj, że ludzie o silnym popędzie seksualnym mogą potężnie 
usługiwać.

5

Czy jest jakaś szczególna grupa chrześcijan, którzy zawsze muszą zachowywać celibat? Czy jest 

to wymagane np. od wszystkich powołanych do służby pastorskiej? Nowy Testament  nic o tym nie 
mówi. Zostało jedynie wskazane, że wśród apostołów tylko dwóch (czyli Paweł i Barnaba) miało ten 
szczególny dar. (Można nawet zakwestionować, czy Barnaba powinien być wliczony.)

Na   liście   wymagań  dla   nadzorców   (tradycyjnie   tłumaczonych   jako  biskupi),   Paweł   mówi: 

„Biskup zaś ma być … mężem jednej żony…, który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci 
trzymał   w   posłuszeństwie   i   wszelkiej   uczciwości”   (1   Tym   3,2.4).   Jest   to   dalekie   od   wymagania 
celibatu, Paweł zakłada, że nadzorca (czy biskup) powinien być żonatym mężczyzną z rodziną.

Moje własne doświadczenie i dokonywane latami obserwacje zapewniają mnie, że jest to mądre i 

praktyczne   wymaganie.   W   doradzaniu   niezamężnym   kobietom   i   małżeństwom   pastor   często 
potrzebuje szczególnego wejrzenia, które może dać mu żona ze swojej innej perspektywy. Potrzebuje 
on również ochrony żony w sytuacjach, w których w innym przypadku mógłby być wystawiony na 
seksualne  pokusy.   To  niesprawiedliwe   dla  usługującego  musieć  spędzać   wiele   czasu  z  kobietami 
zarówno doradzając im, jak i modląc się o nie. Wiele niepożądanych i pogmatwanych relacji może się 
rozwinąć z takich sytuacji.

Niewątpliwie   są   to   jedne   z   przyczyn,   czemu   judaizm   wymaga,   aby   rabini   byli   żonatymi 

mężczyznami. Pod tym względem pozycja żydowska jest bliższa Biblii niż tradycyjne chrześcijańskie 
nauczanie, które wymaga celibatu u wszystkich duchownych.

Celibat oczywiście ma szczególne miejsce w Bożym zaopatrzeniu dla Jego usługujących. Może 

przyjść zarówno jako suwerenne charyzmatyczne obdarowanie od Boga lub przez decyzję podjętą w 
modlitwie w życiu indywidualnego chrześcijanina. Nie jest to jednak standardowym wymaganiem dla 
wszystkich Bożych usługujących w jakiejkolwiek szczególnej dziedzinie.

5

 Cytowane z „Every Day With Jesus” na piątek, 27 lutego 1984.

background image

Jeśli   chodzi   o   wybór   pomiędzy   małżeństwem   a   celibatem,   każda   osoba   powołana   do 

jakiejkolwiek służby, potrzebuje odkryć w tej dziedzinie Boża wolę.

background image

Historia Ruth

background image

12.

„Spotkajmy się w Hotelu Króla Dawida”

Moja ręka zadrżała. Moje serce podskakiwało, gdy stałam przy mojej skrzynce pocztowej w 

Jerozolimie. Otwarłam telegram. „Spotkajmy się w hotelu Króla Dawida o 9.00 20. września. Prince.”

Wypuściłam powietrze i przeczytałam telegram ponownie. Derek Prince naprawdę przyjeżdżał 

do   Jerozolimy   na   święto   Yom   Kippur   (Dzień   Pojednania   –   najświętszy   dzień   w   żydowskim 
kalendarzu) i chciał się ze mną zobaczyć!

Szybko wróciłam do swojego pokoju w pobliskim hospicjum i padłam na kolana obok wąskiego 

łóżka, otworzyłam Biblię obok telegramu. „Panie, czy oznacza to właśnie to, co myślę, że oznacza?” 
Modliłam   się.   „Uspokój   bicie   mojego   serca.   Pomóż   mi   usłyszeć   Twój   głos,   czekać   na   Twoje 
kierownictwo.”

Gdy czekałam przed Nim, zaczął przychodzić pokój – ciche zapewnienie, że Bóg wprowadzał 

mnie w plan, do którego mnie przygotowywał.

Ciągle   dręczyło   mnie   inne   pytanie:   Jak   Derek   Prince,   którego   uważałam   za   męża   Bożego, 

mógłby zwrócić się do mnie – rozwódki? Co jeśli wyobrażałam sobie rzeczy i to wcale nie Pan mówił  
do mnie przez te wszystkie ostatnie miesiące? Co jeśli zostałam zwiedziona? Co jeśli pozwoliłam 
swojej nadziei wzrosnąć, uwolnić moje emocje i być później ponownie zranioną? Czy odważę się mu 
zaufać? Albo jakiemukolwiek mężczyźnie?

Bardzo żywo pamiętam pewną noc z 1965 roku. Rzucałam się i przewracałam na swoim łóżku 

ciągle płacząc. Moje nadzieje i sny o „szczęśliwym życiu od tej pory” rozpadały się przed moimi 
oczyma. Moje serce było rozdarte, moje emocje pogmatwane. Tej nocy chciałam mieć nadzieję, że 
mogę zbudować nowe życie, znaleźć satysfakcję i spełnienie. Jednak strach wzrastał we mnie – strach, 
że już nigdy nie będę kochana i nie będę mogła kochać, a reszta mojego życia będzie spędzona w 
samotności lub co gorsza w kolejnym rozbitym małżeństwie.

Byłam,   jak   mówi   Biblia   „małżonką   porzuconą   i   strapioną   na   duchu   –   żoną   poślubioną   w 

młodości i odrzuconą” (Iz 54,6 – tłum. z języka angielskiego).  W wieku 21 lat poślubiłam Żyda i 
przyjęłam   jego   religię,   odwracając   się   od   mojego   dziedzictwa   i   kultury.   Oddałam   siebie   bez 
jakichkolwiek   zastrzeżeń   relacji,   która   według   mnie   miała   trwać   przez   całe   życie.   Następnie   po 
trzynastu latach wszystko się skończyło. Nie zadowalałam go już więcej i nie chciał mnie. Znalazł 
inną kobietę. Nasze małżeństwo się skończyło.

W końcu mój szloch ustąpił i zasnęłam. O świcie zaczęłam realizować decyzję, która jakoś 

została podjęta podczas mojego snu. Pozostanę sama. Już nigdy nie pozwolę być narażoną na emocje i 
działania innej osoby. Zachowam powierzchowne relacje i nie pozwolę nikomu zbliżyć się na tyle, 
aby zranić mnie ponownie.

Było to w roku 1965. Teraz był 1977 i musiałam zdecydować, czy odważę się zaryzykować 

kolejny intymny  związek? Ponieważ byłam  kobietą,  musiałam  czekać na ruch mężczyzny,  zanim 
przekonam się, że w ogóle jest taka możliwość. Ten telegram był pewnym znakiem, że Derek Prince 
wykonał taki ruch.

Mogłabym uniknąć ryzyka. Nie musiałam odpowiadać. Jedynym adresem, jaki miał, była moja 

skrzynka pocztowa. Jeśli nie spotkałabym się z nim w hotelu Króla Dawida, byłby to koniec całej 
historii. Ale czy to podobałoby się Bogu? Czy ośmieliłabym się być nieposłuszna wewnętrznemu 
głosowi,   który   mówił:  Właśnie   z   tego   powodu   przywiodłem   cię   do   Jerozolimy.   Właśnie   na   to  
przygotowywałem cię przez całe twoje życie
.

Cicho czekałam, aż przyjdzie pełen pokój. Wiedziałam, że mogę ufać swojemu Bogu, który 

objawił mi się przez Jezusa, Mesjasza. Powiedziałam więc: „Panie, niech wykona się Twoja wola w 
tej sprawie. Nie wiem, co jest przede mną, ale Ty wiesz, więc ufam Tobie.”

Nigdy w ten sposób nie podejmowałam decyzji. Urodzona w dużej rodzinie podczas kryzysu, 

będąc obdarzona inteligentnym  umysłem i silnym ciałem, nauczyłam się szybko myśleć na swoją 
korzyść,   brać   inicjatywę,   polegać   na   swoich   własnych   możliwościach.   Wielokrotnie   zawodziłam, 

background image

upadając w swoich własnych  oczekiwaniach.  Moja odpowiedź była  zawsze taka  sama:  Zdecyduj, 
więcej się ucz, ciężej pracuj, zrób to lepiej następnym razem. Czasami byłam prawie przytłoczona 
przez   emocjonalne   bitwy,   których   nie   mogłam   przezwyciężyć   siłą   woli   czy  samodyscypliną.   Ale 
nigdy nie przyszło mi do głowy, aby poprosić Jezusa o pomoc.

Kościołowi Luterańskiemu w Michigan, gdzie się wychowałam, jakoś nie udało się wszczepić 

we mnie idei osobistej relacji z Bogiem. Było wiele działań – szkółka niedzielna, kolacje kościelne, 
klasy   konfirmacyjne,   grupy   młodzieżowe.   Ale   nigdy   nie   rozumiałam   zmartwychwstania   i   często 
gubiłam się myśląc, że Jezus i Marcin Luter posiadali w przybliżeniu ten sam status. Dużo później 
dowiedziałam   się,   że   mój   młodszy   brat   jako   chłopiec   spotkał   Jezusa   w   tym   kościele,   więc 
prawdopodobnie z własnej winy nie pojęłam tego, co było tam nauczane. W każdym razie odeszłam 
tak szybko, jak to było możliwe, stwierdzając, że religia nie ma mi nic do zaoferowania.

Kilka lat później służąc jako sierżant w Amerykańskich Marines, spotkałam pewnego Żyda i 

wyszłam za niego. O dziwo, gdy studiowałam, aby zmienić swoją religię, odkryłam Boga, którego 
nigdy nie znałam w kościele Luterańskim – nie w osobisty sposób, ale otrzymałam zapewnienie, że 
jest  Bóg, który troszczy się  o wszechświat,  i który z własnych  powodów położył  swoją rękę  na 
narodzie żydowskim. Było to we wczesnych latach pięćdziesiątych, zaraz po Holokauście. Zmagałam 
się wtedy ze zrozumieniem szczególnego powołania nad narodem żydowskim – pozornie kochanego 
przez Boga, ale cierpiącego jak żaden inny lud na ziemi.

Rabbi powiedział mi: „Czy jesteś pewna, że chcesz  przejść przez to wszystko, co nastąpi po 

zmianie   religii?   Niełatwo   jest   być   Żydem?   Nikt   cię   nie   rozumie,   możesz   skończyć   w   komorze 
gazowej. Wyszłaś już za swojego męża. Nikt nie będzie miał nic przeciw tobie, jeśli nie dokończysz 
przemiany. Bądź naprawdę pewna!”

Moja   odpowiedź   była   prosta:   znalazłam   więcej   w   Judaizmie   niż   jak   wierzyłam,   mogłabym 

znaleźć   w   religii.   Przybrałam   więc   imię  Ruth,   „córka   Abrahama”  i   stałam   się   postrzegana   jako 
konserwatywna Żydówka. Nauczyłam się na pamięć hebrajskich modlitw sabatowych i świątecznych. 
Nauczyłam   się   gotować   szczególne   posiłki,   przygotowywać   dom   na   święta.   W   rytuałach   było 
bezpieczeństwo i miara pokoju, a jeszcze więcej w relacjach w bliskiej żydowskiej społeczności.

Mieliśmy czworo żydowskich dzieci przez adopcję, ponieważ nie mogłam mieć dzieci. Jedno z 

nich, córka, została pogrzebana na żydowskim cmentarzu w Portland w stanie Oregon. Pewnego ranka 
znalazłam ją martwą w jej łóżku, w „żłóbku śmierci”. Jakoś nowa wiara przeprowadziła mnie przez 
szok i żal.

Wielokrotnie się przeprowadzaliśmy podczas naszego małżeństwa, zawsze z powodu kariery 

męża. Nasza kotwica, utrzymująca nas zarówno w lokalnych synagogach jak i innych żydowskich 
rodzinach w mieście, była zbyt krótka. Wyglądało na to, że reprezentujemy typową żydowską rodzinę, 
mającą   powodzenie,   aktywną   politycznie   i   w   lokalnej   społeczności,   zajętą   socjalnym   życiem. 
Zagorzale   dążyłam   do   żydowskiej   edukacji   dzieci.   Często   woziłam   je   wiele   mil   do   szkoły   i 
próbowałam osłonić je od presji przeważającego chrześcijańskiego społeczeństwa.

Wtedy pewnego dnia mój mąż wrócił z wyjazdu służbowego. Rozpakował się i zostawił papiery 

ze swojego portfela na komodzie.  Mój wzrok został przyciągnięty przez paragon motelowy: Pan  
Pani  
Baker.   Podniosłam   go   zszokowana.   Nie   było   jednak   błędu.   Rzeczy   zaczęły   układać   się   w 
logiczną   całość:   wyjazdy   „służbowe”   przedłużone   na   weekendy,   małe   zainteresowanie   dziećmi, 
krytycyzm względem mnie, ocenianie mnie według nieznanych standardów. Mój mąż znalazł inną 
kobietę.

Kiedy doszłam do siebie po tym szoku, poszłam do zaufanej przyjaciółki (kilka lat starszej ode 

mnie) po radę. Jej rada była bezbłędna: nic nie mów, uczesz się, kup nową bieliznę, ugotuj ulubione 
jedzenie i zdobądź go z powrotem.

Przez kilka miesięcy udawałam, że nic nie wiem, witałam go z otwartymi ramionami za każdym 

razem,   gdy   wracał   do   domu,   zabiegałam   o   jego   względy.   Podobało   mu   się   to,   ale   mimo   to 
kontynuował również drugą relację. W tym czasie dowiedziałam się, kim była ta kobieta. Perspektywa 
przeprowadzenia się do innego miasta dała mi nadzieję, dopóki przypadkowo nie dowiedziałam się, że 

background image

ona również się przeprowadziła. Następnie powiedział mi, jak bardzo dzieci ją pokochały. To było za 
dużo – kiedy zabierał dzieci na wycieczki beze mnie, zabierał również i ją! Poszłam do prawnika.

Kolejne trzy lata były udręką. Nasze całe życie rozpadło się. Przystając na jego prośbę, aby nie 

rozwodzić   się   na   podstawie   cudzołóstwa   ze   względu   na   jego   karierę,   zgodziłam   się   na   legalną 
separację, by rozwieźć się w rutynowy sposób. Podzieliliśmy majątek, a dzieci i ja przenieśliśmy się 
do starszego, mniejszego domu, jednak ciągle sąsiedztwie. Nadal studiowałam  i chciałam ukończyć 
swój college.

Nasze ustalenia były polubowne, a ja nie wiedziałam, że kiedy przeniesie się poza stan (poza 

jurysdykcję sądu), będzie mógł przestać płacić alimenty i inne opłaty na dzieci.

Wyglądało, jakbym straciła wszystko z wyjątkiem swoich dzieci. Nie miałam męża, nie miałam 

pieniędzy,   nie   miałam   nadziei   –   a   teraz   muszę   stoczyć   prawną   bitwę.   Więc   podjęłam   decyzje, 
ubiegałam się o pożyczkę z college’u, przezwyciężyłam swoją dumę i znalazłam niepełnoetatową 
pracę sprzedając kosmetyki od domu do domu. Moim celem była pensja, którą mogłam zarobić, kiedy 
skończę swoją szkołę.

Moje dzieci cierpiały jeszcze mocniej. Pozbawione ojca, miały teraz matkę, która ciągle była 

zbyt zmęczona lub zbyt zajęta. Wielokrotnie nocami patrzyłam na nie, jak leżą w łóżkach i wewnątrz 
wołałam:   „Dlaczego,   Boże?   Dlaczego?”   One   były   tak   piękne.   Wzięliśmy   je   do   domu   z   wielką 
nadzieją. Teraz jednak nie mogłam być dla nich zarówno matką i ojcem. Nawet nie mogłam być dla 
nich tak dobrą matką, jaką chciałam być. Działałam więc w ten sposób dalej dzień po dniu, robiąc 
wszystko, co mogłam najlepszego w swoich okolicznościach.

Nagle uderzyła w nas prawdziwa katastrofa: zachorowałam. Rozwód dopiero co się zakończył, 

alimenty   znów   były   płacone,   prawie   ukończyłam   studia,   więc   myślałam,   że   będę   mogła   trochę 
odpocząć – a teraz to! Operacja była wynikiem skręcenia kostki, później okropny atak grypy. Moja 
sytuacja wyglądała na beznadziejną.

Pewnego popołudnia położyłam się na łóżku i wołałam do Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba: 

„Gdzie jesteś, Boże? Czy nie troszczysz się o mnie? Nie mogę zatroszczyć się sama o siebie i swoje 
dzieci. Już nie mogę. Pomóż mi!”

Nagle cała atmosfera w moim pokoju stała się jakby naelektryzowana. Była tutaj Obecność, 

potężna, pocieszająca, pełna pokoju. Jezus uzdrowił mnie. Wiedziałam, że to był Jezus. Jako Żydówka 
nawet nie  wierzyłam w Jezusa – ale On i tak mnie uzdrowił! Później Obecność odeszła. Mój pokój 
ponownie stał się normalny. Leżałam tam jeszcze oszołomiona przez kilka minut, następnie wstałam, 
aby sprawdzić swoją siłę. Kiedy dzieci wróciły ze szkoły, byłam w kuchni robiąc ciasteczka.

Cudownie   było   znów   czuć   się   dobrze.   Z   powrotem   „zanurkowałam”   w   swoje   codzienne 

działania i szybko stałam się zajęta przez prawie 18 godzin dziennie. Nie chciałam zatrzymać się na 
wystarczająco długo, aby myśleć. Wnioski z objawienia się Jezusa były zbyt duże, abym mogła stawić 
im czoła.

Widziałam siebie jako nowoczesną Ruth, całkowicie oddaną Bogu Izraela i ludowi Izraela. Teraz 

uwierzyłam w Jezusa. Co mogłabym zrobić? Moje doświadczenie było najbardziej nadzwyczajne, o 
jakim kiedykolwiek słyszałam. Myślałam, że byłam pierwszym Żydem, który kiedykolwiek uwierzył 
w Jezusa jako Mesjasza. Nie miałam pojęcia, że pojedynczy Żydzi na całym świecie również spotkali 
się z powstałym z martwych Mesjaszem.

Wiedziałam tylko, że Jezus mnie uzdrowił i że w Niego uwierzyłam. Ale nie mogłam o tym 

mówić. Moi żydowscy przyjaciele byliby urażeni, jeśli wspomniałabym imię Jezusa. Zdecydowałam 
się nie czytać Nowego Testamentu, który dostałam od nowego przyjaciela, chrześcijanina, któremu 
opowiedziałam  swoją historię. Bałam się szukać czegokolwiek  więcej  z powodu mojej  lojalności 
względem judaizmu i narodu żydowskiego.

Przez dwa lata uciekałam od Boga, nie okazałam wdzięczności Temu, który mnie uzdrowił, 

zatwardziłam swoje serce i nie myślałam o duchowych rzeczach. Całą swoją energię skierowałam na 
wychowanie   swoich   dzieci,   rozwijanie   kariery,   realizowanie   działań   społeczności   i   zachowanie 
swojego społecznego życia. Dążyłam do tego, aby mój umysł był zajęty przez cały czas, dniem i nocą.

background image

Wszystko szło dobrze aż do 1970 roku. Wtedy właśnie po raz kolejny miałam problemy ze 

zdrowiem. Została zaplanowana operacja woreczka żółciowego. Ból był straszliwy. Zaczęłam się bać. 
Przypomniałam sobie długą chorobę dwa lata wcześniej i ulgę, kiedy Jezus mnie uzdrowił i dzięki 
temu mogłam wrócić do produktywnego życia. Nie mogłam zobaczyć  żadnej podstawy,  na której 
mogłabym teraz oczekiwać ponownego cudu. Nie dałam Jezusowi nawet tyle szacunku, co swojemu 
doktorowi, czy nawet nie zrobiłam żadnego wysiłku, aby dowiedzieć się, co On nauczał o życiu w 
zdrowiu. Jak niewiele wiedziałam o miłosierdziu i Bożym współczuciu!

Dzień przed operacją przeczytałam książkę Dona Bashama  Face Up with a Miracle, daną mi 

przez mojego przyjaciela chrześcijanina. Po raz pierwszy zobaczyłam swoją potrzebę Zbawiciela – nie 
tylko uzdrowienia, po którym mogłam dalej żyć po swojemu, ale oczyszczenia z grzechu i otrzymania 
nowego życia kierowanego przez Boga. W szczególności zobaczyłam potrzebę mocy Ducha Świętego 
w życiu – ponieważ w tej chwili zobaczyłam, że nie mogę pokonać wszystkich przeszkód samą siłą 
woli i ciężką pracą. Moje rozbite bólem ciało powiedziało mi, że muszę dokonać radykalnej zmiany 
swojego sposobu życia.

W szpitalu skłoniłam swoją głowę, zamknęłam oczy. Jezus powiedział: „Tego, który do mnie 

przychodzi,   nie   wyrzucę   precz”   (J   6,37).   Prosto   w   pokorze   przyszłam   do   Niego.  Powiedziałam: 
„Przebacz mi grzechy przeciw Tobie, chodzenie własnymi drogami. Wejdź do mojego serca.” A On to 
zrobił.   To   nie   było   skomplikowane   ani   emocjonalne,   gdy   werbalnie   zgodziłam   się   z   Jezusem   i 
potrząsnęliśmy rękoma na zapieczętowanie tego.

Następnie powiedziałam Jezusowi: „Jeśli chrzest w Duchu Świętym  jest od Ciebie i chcesz, 

abym to miała, ja też tego chcę.” Mój nowy Mistrz wziął mnie za słowo i obce sylaby zaczęły płynąć z 
moich ust. Szeptem, aby nie być słyszaną, zaczęłam się modlić w nowym języku, którego nigdy się 
nie uczyłam,  języku  danym  mi  z nieba. Było  to jak szemrzący strumień.  Długo w nocy leżałam 
szepcząc sylaby, które we mnie wzbierały i ze mnie wypływały. Wyglądało to, jakby przepływały one 
przeze   mnie   jak   strumyk   płynie   po   kamieniach:   każdy  dźwięk,   każda   sylaba   czyniły   mnie   coraz 
czystszą.

Następnego dnia poddałam się operacji. Trzy tygodnie później wróciłam do pracy. Uzdrowienie 

było szybkie; mój powrót do zdrowia dziwił mnie. Tymczasem zaczęłam czytać Biblię z głodem, 
jakbym nigdy niczego nie wiedziała. Po bezemocjonalnym początku, zakochałam się w Jezusie. Nic 
mnie nie zaspokajało, jedynie Jego Słowo i modlitwa w moim nowym języku.

Miałam teraz inny problem. Zmagałam się z konfliktem pomiędzy wymaganiami mojej pracy w 

świeckiej organizacji i moją nową miłością, która każdego dnia coraz bardziej wzrastała.

Pewnej nocy, cztery miesiące później, Jezus wziął mnie krok dalej. Pokazał mi jasno, że muszę 

Mu się poddać całkowicie. Było to dla mnie zmaganiem, ponieważ moja wola była dobrze rozwinięta i 
silna. Ostatecznie przyznałam, że moje życie nie było olbrzymim sukcesem. Ukończyłam college z 
wyróżnieniem jednocześnie wychowując dzieci i pracując na niepełny etat. Perspektywa mojej kariery 
była wspaniała. Jednak moje zdrowie zawiodło mnie dwa razy w ciągu dwóch lat. Zauważyłam też, że 
coraz gorzej daję sobie radę ze swoim nastoletnim synem. Potrzebowałam wewnętrznego pokoju, 
który znalazłam w Jezusie. Uważałam, że nie ma żadnej alternatywy.

Mimo że mój umysł ciągle mi mówił: „Co jeśli? Co jeśli?”, poddałam się aktem swojej woli. W 

swojej sypialni 21 lutego 1971 roku powiedziałam Panu: „Mam 40 lat, jestem silna, jestem zmęczona, 
mam rozbite małżeństwo, mam dzieci, które mają problemy – nie wiem, co przeze mnie możesz 
zrobić. Jednak w czymkolwiek chcesz mnie użyć, jestem Twoja, oddaję Ci siebie.” A On mnie przyjął.

Dwie noce później podczas modlitwy Bóg mi odpowiedział. Prawie wypadłam z łóżka. Nikt mi 

wcześniej nie mówił, że Bóg w obecnych czasach mówi do ludzi. Po raz kolejny myślałam, że jestem 
pierwszą   osobą,   której   się   to   kiedykolwiek   przydarzyło.   Wzbudziło   te   we   mnie   wiele   szacunku. 
Dziwiłam się, dlaczego byłam wybrana na takie doświadczenie. Przez 20 minut zadawałam pytania o 
swoim życiu, a On odpowiadał mi. On z kolei wymagał ode mnie pewnych konkretnych zmian w 
moim życiu. Powiedział mi, że oczekuje posłuszeństwa i zasygnalizował, że będzie mnie prowadził 
tak długo, jak będę Mu wiernie posłuszna, bez względu na to, czy będę rozumiała Jego wolę czy nie.

background image

Rozmowa trwała dopóty, dopóki nie zapytałam się jeszcze o coś innego. Nie upomniał mnie, po 

prostu nie odpowiedział. Szybko nauczyłam się tej lekcji: Nie bądź ciekawska!

Nowe życie,  które  podjęłam następnego  dnia, zadziwiło  mnie.  Wątpliwości  i obawy znikły. 

Mogłam dokonać każdej zmiany, o którą Bóg mnie poprosił w całkowitej pewności, że On stanie za 
mną. Przez te wszystkie lata, które spędziłam sama, stałam się osobą bardzo niezależną. Teraz, w 
ciągu jednej nocy, nauczyłam się nowej zależności od Ducha Świętego. Wiedziałam, że nie mogę być 
posłuszna Panu, dopóki nie usłyszę Jego głosu; święta bojaźń i strach sprawiał, że ciągle szukałam Go, 
żeby nie zawieść przez brak uwagi. Dopiero później zauważyłam, że otrzymałam dar Ducha Świętego 
– dar wiary. Z tym darem mogłam wyjść z pozycji, w której byłam i czekać, aby Bóg umieścił mnie w 
miejscu, w którym On chciał.

Przez kolejne miesiące, każdy dzień był  przygodą, gdy uczyłam się słuchać Bożego głosu i 

działać w posłuszeństwie. On nauczył mnie elastyczności, aby zmienić kierunek w odpowiedzi na 
Ducha Świętego. On dał mi swoją miłość, płynącą we mnie i przeze mnie na innych.

Moja   nowa   praca   jako   administrator   do   spraw   tworzenia   nowych   miejsc   pracy   w   stanie 

Maryland, wymagała częstych wyjazdów, a mój samochód stał się poruszającą się świątynią. Do tej 
pory, kiedy wchodzę do samochodu, moim pierwszym pragnieniem jest śpiew. Pan dał mi głos do 
uwielbiania Go i wypełnił moje serce pieśnią. Śpiewałam w Duchu i śpiewałam ze zrozumieniem. 
Modliłam się w Duchu, ale też modliłam się ze zrozumieniem.

Moja relacja z Jezusem była bardziej rzeczywista niż moje ziemskie relacje. Codziennie Go 

szukałam,   a   On   nigdy   nie   kazał   mi   na   siebie   czekać.   Radość   jedności   z   Nim   była   większa   niż 
jakakolwiek   ziemska   emocja,   tak   że   nawet   nie   potrafię   tego   opisać.   Przypuszczam,   że   mógłbyś 
powiedzieć,   że   był   to   czas   zalecania   się   do   mojego   niebiańskiego   Oblubieńca,   przedsmak 
prawdziwego miesiąca miodowego, który zacznie się od uczty weselnej Baranka.

Gdy  relacja  stawała  się  coraz  głębsza  i  uczyłam  się  rozpoznawać  Jego  głos coraz   bardziej, 

odpowiadając natychmiast na Jego wskazówki, Jezus poprowadził mnie do modlitwy wstawienniczej. 
Zaczęłam mówić Mu bardzo naturalnie o ludziach i sytuacjach, które martwiły mnie, a On pokazywał 
mi, jak się modlić. Z początku byłam zaskoczona jasnymi odpowiedziami na modlitwę; następnie 
zdałam sobie sprawę, że sprawia Mu przyjemność odpowiadanie na modlitwy osoby, która spełnia 
Jego warunki.

Kiedy rozkoszowałam się Panem, jak wspomina autor Psalmu 37,4, On wypełniał mnie coraz 

bardziej i bardziej sobą. Zaspokajał również moje potrzeby przez ludzi: dał mi dojrzałe chrześcijańskie 
pary jako przyjaciół; inne niezamężne kobiety, z którymi mogłam się modlić; młodych mężczyzn jako 
przyjaciół,   aby   zapewnić   męski   punkt   widzenia   bez   emocjonalnego   zaangażowania   czy 
kompromisów; pastora z prawdziwie pasterskim sercem; namaszczonych nauczycieli (jednym z nich 
był Derek Prince) przez książki, kasety i konferencje. Moje życie było wypełnione.

Później w 1974 roku podczas mojego pierwszego pobytu w Jerozolimie, Bóg powołał mnie do 

Izraela. Brzemię Izraela przyszło podczas pierwszego czytania Biblii, kiedy czytałam Księgę Izajasza i 
Jeremiasza.  W tym  momencie  zrozumiałam  narodzenie się państwa Izrael, i zaczęłam  modlić  się 
każdego dnia do Boga o odbudowanie Jeruzalemu i uczynienie go sławnym na ziemi (Iz 62,6-7). 
Wojna Yom Kippur w 1973 roku rozdarła  moje serce. Chciałam zrobić  coś więcej  niż tylko  się 
modlić, chciałam pomóc.

Ciągle jednak byłam nieprzygotowana, gdy Bóg wyraźnie do mnie przemówił, abym zostawiła 

za sobą wszystko i przeniosła się do Izraela. Pamiętając noc w 1971 roku, kiedy Mu się poddałam, 
wiedziałam, że On będzie mną kierował tak długo, jak będę posłuszna temu, co rozumiem. Myślałam, 
że znam Jego głos. Ciągle jednak to było ryzykiem. Było to tak dalekie od tego, o czym kiedykolwiek 
myślałam, że będę robić. Po raz kolejny mój umysł zapytał: „Co jeśli…? Co jeśli…?”

Ale   Bóg   nie   powiedział   nic   więcej.   To   była   decyzja,   którą   musiałam   podjąć.   Ostatecznie 

powiedziałam: „Tak, Panie. Jeśli Ty tego chcesz, to również i ja tego chcę.” Wróciłam do domu, 
szukałam potwierdzenia u swojego pastora i następnie zaczęłam działać w posłuszeństwie.

background image

Dotąd był to największy test mojej wiary. Nie wszystkie przygotowania szły gładko. Mój były 

mąż, który powtórnie się ożenił i miał nową rodzinę, dowiedział się o mojej nowej wierze w Mesjasza. 
Położył każdą przeszkodę, jaką tylko mógł, na mojej drodze, kiedy poprosiłam o zgodę na zabranie 
naszej najmłodszej córki Eriki ze sobą do Izraela. Kiedy czas wyjazdu opóźniał się, wróg zaczął 
szeptać: „Czy Bóg naprawdę powiedział…?” Musiałam rozróżnić pomiędzy naturalnymi problemami, 
opozycją szatana a Bożym testem mojej postawy.

Nauczyłam się patrzeć na Jezusa w nowych wymiarach. Oddałam swój dobytek, zrezygnowałam 

z pracy, wyprowadziłam się z domu. Gdy opóźnienie przeciągnęło się do 6 miesięcy, szukałam w 
Słowie odnowienia prawdy. Odpowiedź przyszła przez wiele wersetów: Ufaj Mi.

Kiedy  Bóg przez test osiągnął to, co zamierzył, zabrał mnie do Jerozolimy. Był to chwalebny 

powrót do domu. Nie tylko wprowadził mnie i Erikę do ziemi moich adoptowanych rodziców, ale 
również potwierdził swoją wierność. Miałam 44 lata, byłam silna, zdrowa i napełniona radością. Jezus 
tak wiele dla mnie zrobił w ciągu czterech lat. Teraz przyprowadził mnie do Jego miasta – miasta 
Wielkiego Króla! Jak mogłam chcieć czegoś więcej? Prawdziwie rozkoszowałam się Nim.

Dwa i pół roku później leżałam w swoim domu w Jerozolimie unieruchomiona przez pęknięty 

dysk w swoich plecach, którego nie można było wyleczyć. Mój kręgosłup, krzywy od dzieciństwa, już 
dłużej nie zdołał nosić mojego ciała. Mijały miesiące ciągłego bólu bez ani chwili ulgi. Opuszczałam 
swoje łóżko na godzinę, dwie dziennie, ale nie było żadnego dowodu poprawy.

Pewnego  popołudnia   kartkowałam   swój   notatnik,   w  którym   zapisywałam   swoje  rozmowy   z 

Panem. Znalazłam wpis z 4 listopada 1976 roku, w którym zastanawiałam się, jak mogę bardziej 
podobać  się  i służyć  Panu  i  po raz  kolejny  oddałam  Mu siebie.   Na papierze  napisałam  kontrakt 
uznający to, co On zrobił dla mnie przez krew Jezusa i jak daleko zaprowadził mnie od tego dnia w 
1971 roku, kiedy całkowicie Mu się poddałam. Ze swojej strony stwierdziłam, że oddałam Mu się 
całkowicie; a resztę papieru pozostawiłam pustą, aby On wypełnił ją swoimi warunkami. Podpisałam 
ją na górze strony.

Teraz leżałam na łóżku. To był „warunek”, którego nie przewidziałam. Myślałam, że po tym, jak 

mnie zbawił, będzie mnie utrzymywał w zdrowiu dla Jego służby. Teraz bezradnie leżałam w ciągłym 
bólu. 

Z drugiej pozytywnej strony, moja relacja z Nim była pełna chwały. Od wczesnego ranka do 

późnego wieczora pozostawałam w obecności Jezusa. Leżąc w swoim łóżku mogłam trzymać Biblię 
tylko tak długo, aby czytać krótkie fragmenty. Przez te miesiące używałam kaset z nagraną Biblią. 
Uzdrowienie, którego pragnęłam, nie przychodziło, ale wewnętrzna rozmowa z nim i słodkość Jego 
obecności pozostały niezłamane.

Następnie pewnego dnia do moich drzwi zapukał Derek Prince. Był w Jerozolimie, usłyszał o 

mnie i przyszedł zaoferować mi swoją modlitwę o uzdrowienie moich pleców. Byłam  zszokowana. 
Chociaż byłam bezpieczna w miłości Jezusa, ciężko było uwierzyć, że On mógł przysłać człowieka o 
takiej pozycji do mojego domu, aby się o mnie modlił.

Na szczęście nie byłam onieśmielona Derekiem. Przez 20 lat angażowania się w amerykańskiej 

polityce, w kręgu moich znajomości znaleźli się senatorzy, kongresmeni i gubernatorzy. Jak większość 
mojego pokolenia miałam ogromny respekt dla ludzi będących w pozycji autorytetu, ale w tym samym 
czasie mogłam czuć się odprężona i naturalnie zachowywać się względem nich.

Zaprosiłam jego i młodego mężczyznę, który razem z nim przyjechał. Rozmawialiśmy, najpierw 

o   mojej   chorobie,   później   o   Jerozolimie.   Spojrzałam   na   Dereka   z   prawdziwym   zmartwieniem   i 
współczuciem. Wyglądał znacznie starzej niż na swoje 62 lata. Jego ramię było w gipsie, złamane 
przy upadku. Jego żona zmarła dwa lata wcześniej, a ja ciągle mogłam zobaczyć żal i samotność na 
jego twarzy. Ciężko było mi uwierzyć, że był to ten silny, pełen życia mężczyzna, którego kilka lat 
wcześniej słyszałam tak potężnie nauczającego.

Zaoferował swoją modlitwę o mnie. Wiedziałam, że miał szczególną służbę „wydłużania nóg”, 

ponieważ stało się to ze mną na dużym spotkaniu w 1971 roku. W tamtym czasie Derek nie rozumiał 

background image

jeszcze w pełni daru wiary, który dał mu Bóg, ale teraz wyjaśnił mi, że poprzez dziękowanie Bogu za 
dotknięcie mnie mam „trzymać włączoną wtyczkę” do Bożej, działającej cuda mocy.

Kiedy Derek podniósł moje stopy, powiedział: „One są doskonale równe! Czy ktoś już się o nie 

modlił?”

„Tak”, odpowiedziałam, „Ty w 1971 roku”.
Zaśmiał się. „Zrobiłem dobrą robotę!” Stanął obok mnie, położył swoje ręce na moje ramiona.
Wtedy ku memu zaskoczeniu, zaczął prorokować. Słowo było zachętą od Boga, mówiącą mi, że 

jestem drzewem przez Niego zasadzonym i nic mnie nie wyrwie. Najbardziej zadziwiło mnie to, że 
Bóg dał mi prawie dokładnie to samo słowo prywatnie niecały tydzień wcześniej, a ja zapisałam je w 
swoim notatniku.

W drzwiach Derek odwrócił się jeszcze i powiedział: „Bądź cały czas podłączona! Cały czas 

dziękuj Bogu.” Później dodał: „Módl się o mnie. Jadę do Monachium w Zachodnich Niemczech w 
następnym tygodniu. Nie jest to łatwe miejsce do nauczania.” Następnie wyszedł.

Położyłam się z powrotem do łóżka i leżałam tam dziękując Bogu. Ciągle byłam przytłoczona 

tym, że Bóg przysłał właśnie jego. Ceniłam sobie życzliwość i wrażliwość Dereka na Ducha Świętego. 
Ponad wszystko doceniłam znak od Pana, że On wysłuchał moich modlitw i chce mnie uzdrowić.

Nie stało się nic dramatycznego. Kiedy ból stawał się bardzo przenikliwy, wołałam: „Dziękuję 

Ci, Jezu, że twoja czyniąca cuda moc działa w moim ciele.” Jednak cały czas miałam niewiele sił. 
Mogłam   wykąpać   się   i   ubrać,   ale   niewiele   więcej.   Wykonywałam   ćwiczenia   zalecane   przez 
fizjoterapeutę. Od czasu do czasu pływałam w publicznym basenie, moja słabość była wzmacniania 
przez wodę.

Moja   córka,   wtedy   siedemnastoletnia,   przygotowywała   się   do   powrotu   do   Stanów 

Zjednoczonych, aby pójść do college’u, niechętnie  opuszczając mnie w inwalidztwie.  Ostatecznie 
zgodziłam   się   towarzyszyć   jej   do   Stanów   Zjednoczonych   i   zaplanowałam   to   tak,   aby   wrócić   do 
Jerozolimy na dzień przed Rosh Hashana (żydowski Nowy Rok). Linie lotnicze zapewniły wjazd 
wózkiem inwalidzkim i łaskawie przydzieliły mi cztery miejsca, abym mogła przez całą drogę leżeć.

Tydzień przed odlotem do Stanów Zjednoczonych otrzymałam niespodziankę – list napisany 

własnoręcznie przez Dereka Prince’a, w którym wspomniał o grupie w Kansas City, która jest bardzo 
zainteresowana Izraelem. Zaprosił mnie, abym odwiedziła ich, jeśli będę kiedyś w Stanach. Jakiż to 
typ człowieka
, pomyślałam.  Zobaczył moją potrzebę odpoczynku i powrotu do zdrowia.  Nie miałam 
wątpliwości, że nie miał na myśli nic więcej. Nigdy nie pomyślałam o nim jako o mężczyźnie do 
wzięcia. Jeśli tak by było, prawdopodobnie bym zareagowała zupełnie inaczej.

Nie   chciałam   wychodzić   za   kogokolwiek.   Moja   relacja   z   Jezusem   była   całkowicie 

satysfakcjonująca. Żyłam, aby Mu się podobać. Przez te miesiące braku aktywności, odkryłam, że 
wstawiennictwo   jest   najefektywniejszą   służbą,   jaką   mogę   Mu   dać.   Każdego   dnia   oddawałam   się 
modlitwie – za każdego i każdą sytuację, którą włożył w moje serce. Wiele się modliłam, szczególnie 
o Izrael, a odpowiedzi widziałam na własne oczy. (Na inne jeszcze cały czas przychodzą odpowiedzi.)

Napisałam notatkę Derekowi z podziękowaniem, dałam mu numer telefonu do Maryland, gdzie 

mógł mnie zastać i zaplanowałam przybycie do Kansas City  na 20. czerwca na 12 dni. Ledwo co 
dotarłam do Maryland, a on już zadzwonił! Byłam oszołomiona. Zapytał o zdrowie i powiedział mi, że 
zobaczymy   się   w   Kansas   City.   Kilka   dni   później   zadzwonił   ponownie.   Jego   głos   brzmiał   tak 
przyjacielsko, tak ciepło. Znałam go jako osobę publiczną z olbrzymim autorytetem. Jego normalność 
zadziwiła mnie.

W międzyczasie zaczęłam stawać się coraz silniejsza. Przyjaciele zabrali mnie na swoje pole 

campingowe i zostawili swoją przyczepę campingową, abym mogła przez kilka dni poleżeć sama w 
słońcu, popływać i przede wszystkim szukać kierownictwa Boga odnośnie przyszłości. Miałam wrócić 
do Izraela bez swojej córki. Moje zasoby finansowe były ograniczone, więc musiałam mieć jasność 
względem Bożej woli.

background image

Opuściłam  swoje miejsce odosobnienia będąc pewna, że moją odpowiedzialnością względem 

Boga będzie kontynuowanie wstawiennictwa, a On już przygotował sposoby zaopatrzenia mnie. Nie 
widziałam jak, ale miałam w tym pokój.

Gdy przyjaciele zabrali mnie z powrotem do swojego domu, powiedzieli, że Derek dzwonił do 

mnie jeszcze raz. Cóż takiego mógł ode mnie chcieć? Plan podróży był doskonale jasny. Może chciał 
odwołać zaproszenie?

Kiedy jednak oddzwoniłam do niego, on po prostu zapytał o moje zdrowie. Powiedziałam, że 

odpoczywałam i pływałam.

„Jesteś dobrą pływaczką?” – zapytał.
Odpowiedziałam twierdząco, ale jednocześnie myśląc: Cóż za pytania zadaje nauczyciel biblijny  

kobiecie?

Wtedy powiedział: „Dzwonię, aby ci powiedzieć, że mój samolot przyleci do Kansas City pięć 

minut po twoim. Będę tam tylko 2 dni. 23 sierpnia muszę lecieć do RPA.”

Kiedy zeszłam na dół po naszej rozmowie telefonicznej, moja przyjaciółka powiedziała do mnie 

zagadkowo: „Czy możesz w wolności powiedzieć, co on ma na myśli?”

„To było dziwne”, odpowiedziałam. „Wyglądało jakby chciał mnie poznać, nawet zapytał, czy 

jestem dobrą pływaczką!”

Ona spojrzała na mnie. „Czy nie uważasz, że jest coś więcej?”
Spuściłam swoje oczy. „Boję się o tym myśleć.”
Przez kolejne kilka dni przynosiłam tę sprawę przed Panem. Nie mogłam zrozumieć, czemu 

Derek Prince zwracał się do mnie. Wspomniał, że szuka Bożej woli, czy to był czas dla niego, aby 
wrócić do Jerozolimy. Zastanawiałam się, czy Bóg nie chce użyć moich umiejętności sekretarki do 
pracy   dla   niego   w   tym   mieście.   Jednak   nie   byłam   w   stanie   pracować.   Na   ziemi   nie   mogłam 
komukolwiek nic zaoferować. Wszystko co miałam, to zdolność do modlitwy i w tym oddałam się 
Panu. 

Czytałam książkę Dereka Kształtowanie historii przez modlitwę i post (Shaping Hisotry through 

Prayer and Fasting) i słuchałam niektórych jego nauczań o modlitwie wstawienniczej. Być może Bóg 
sygnalizował, że mamy się razem modlić. Ale nie mogłam sobie tego wyobrazić. Tak wiele rzeczy 
było niejasnych. Ostatecznie pozostawiłam to Panu i poleciałam do Kansas City wolna od wszelkich 
schematów i oczekiwań.

Samolot   Dereka   miał   opóźnienie,   więc   jego   przyjaciel   usadowił   Erikę   i   mnie   na   tylnym 

siedzeniu samochodu razem ze swoją żoną, a następnie wrócił po Dereka i jego bagaż. Kiedy Derek 
szedł   w   naszym   kierunku,   ponownie   wyglądał   na   bardzo   żywą   osobę,   jaką   widziałam   na 
konferencjach  biblijnych   kilka  lat   wcześniej, wyglądając  co  najmniej  dziesięć  lat  młodziej   niż  w 
Jerozolimie dwa miesiące wcześniej.

Usiadł na przednim siedzeniu, a gdy odwrócił się, aby się z nami przywitać, popatrzył na mnie 

długo i wnikliwie. Zewnętrznie zachowywałam spokój, ale wewnątrz zadrżałam. Moje wewnętrzne 
pytanie do Pana dało tylko jedną odpowiedź: Zaufaj Mi.

Erika i ja byłyśmy gośćmi w przestronnym mieszkaniu jego przyjaciela. Ze względu na moje 

plecy Derek poprosił go o położenie dla mnie materaca na podłodze. Jego praktyczność i zrozumienie 
zaskoczyły mnie. Później dowiedziałam się, jak troszczył się o znacznie starszą od siebie Lydię w 
ostatnich latach jej życia. Był zupełnie inny, niż sobie wyobrażałam.

Widywałam go niewiele  przez te dwa dni. Jadaliśmy z całą rodziną i mieliśmy tylko jedną 

prywatną rozmowę, w której zapytałam się o jego radę odnośnie sytuacji w Jerozolimie.  W naszej 
rozmowie trzymał się tego tematu, jednak dał mi dwie swoje najnowsze książki i napisał na nich dla 
mnie dedykacje – na jednej Z modlitwą, a na drugiej Z miłością (w umyśle wstawiłam chrześcijańską
aby wyszło Z chrześcijańską miłością).

Ostatniego   wieczoru   przed   jego   wyjazdem   usiadłam   po   jego   prawicy.   Kiedy   spojrzałam   na 

niego, zdałam sobie sprawę, że nie czuję absolutnie nic. Miałam ogromny szacunek względem niego 

background image

jako męża  Bożego i namaszczonego  nauczyciela  biblijnego, ale nie oczekiwałam,  że spotkam go 
jeszcze kiedyś. Czułam się zaszczycona uwagą, którą mi okazał, ale założyłam, że na tym koniec.

Następnego ranka jak wyjeżdżał na lotnisko, zwrócił się do mnie z pytaniem: „Czy ostatecznie 

zdecydowałaś   się   wrócić   do   Jerozolimy?”   Powiedziałam,   że   będę   tam   na   Rosh   Hashana.   On 
powiedział, że planował przyjechać tam na Yom Kippur i być może moglibyśmy się zobaczyć. O co 
chodziło?

W   ciągu   kolejnych   dziesięciu   dni   pływałam,   spacerowałam   i   ćwiczyłam,   dbając   o   ciągłą 

wewnętrzną relację z Panem. Za domem był mały strumyk z drewnianym mostkiem. Wyszłam w nocy 
i w świetle księżyca chodziłam po nim tam i z powrotem rozkładając przed Panem myśli swego serca. 
Wiedziałam,   że   muszę   być   posłuszna   Księdze   Przypowieści   Salomona   4,23:   „Czujniej   niż 
wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!”

Nie mogłam sobie pozwolić na uwolnienie swoich emocji zarówno, aby mieć nadzieję, jak i się 

bać. Wyglądało na to, że Bóg chce, abym została żoną Dereka, ale z kolei Derek nie dał mi żadnego 
tego typu znaku– z wyjątkiem dedykacji w książce. Tak czy inaczej słyszałam właściwie, musiałam 
zdecydować, co zrobię, gdy okaże się, że właśnie o to chodzi. Z jednej strony byłby to ogromny honor 
być żoną Dereka – ale też wielka odpowiedzialność. Jeśli był to Boży plan, więc musi zamierzać mnie 
uzdrowić i uczynić mnie fizycznie tak silną, jak duchowo.

Po  raz  kolejny  policzyłam  swoje  koszty.  Moje  ostatnie   dziecko   opuszczało   gniazdo.   Byłam 

gotowa cieszyć tak dużą osobistą wolnością, jakiej nie znałam od 25 lat, być odpowiedzialną tylko i 
wyłącznie za siebie. Co więcej nie zamierzałam wychodzić ponownie za mąż. Minęło już 20 lat od 
czasu, gdy mąż mnie zostawił, siedem lat od momentu, gdy spotkałam Jezusa. Moje życie z Panem 
było   pełne   i   satysfakcjonujące.   Ale…   Jeśli   Bóg   chce,   abym   wyszła   za   mąż,   jak   mogłabym   to 
odrzucić?

Wtedy zostałam zalana pytaniami: Czy mogę ryzykować dopuszczając kogoś innego do mojego 

serca i życia?  Nawet bardziej  przerażające:  Czy mogę  być  dobrą żoną?  Co jeśli  nie będę mogła 
przystosować się do jego sposobu życia i nawyków? Co jeśli po tych wszystkich latach nie będę 
mogła   położyć   jego   potrzeb   ponad   moimi?   Co   jeśli   nie   będę   elastyczna?   Wiedziałam,   że   dużo 
podróżuje.   Co   jeśli   nie   będę   mogła   dotrzymać   mu   tempa?   Moje   plecy   są   już   silniejsze,   ale 
zdecydowanie  jeszcze nie było z nimi dobrze. Co z moją prywatnością i godzinami spędzonymi z 
Panem, które bardzo wysoko sobie cenię? I co się stanie z reputacją Dereka Prince’a, jeśli ożeni się z 
rozwódką?

Nie   otrzymałam   jasnych   odpowiedzi   na   wszystkie   moje   pytania.   Wyglądało,   że   są   inne 

„warunki” tego kontraktu: muszę zrezygnować ze swojej własnej woli w tej dziedzinie i zaufać Bogu 
bez otrzymanych i pewnych odpowiedzi.

Zanim opuściłam Kansas City mogłam powiedzieć Panu: Jeśli Derek Prince poprosi mnie, abym 

się z nim ożeniła, zrobię to. Nie powiedziałam tego z powodu miłości do Dereka Prince’a, ale z 
powodu miłości do Pana i chęci podobania się Jemu. Zachowywałam i chroniłam swoje serce.

Cóż za chwalebny czas spędziłam w Jerozolimie! Stałam w hospicjum oglądając Stare Miasto. 

Mój   pokój   miał   balkon,   na   którym   spędzałam   długie   wieczory.   Moje   nowe   poddanie   się   Panu 
wprowadziło mnie w większą intymność z Nim. Biblia była listem miłosnym do mnie. Trzy wieczory 
pomiędzy Rosh Hashana i Yom Kippur czuwałam całą noc na balkonie. O dziwo nie stawałam się 
śpiąca.

Ponieważ   moje   plecy   były   silniejsze,   mogłam   wychodzić   na   długie   spacery   po   ukochanym 

mieście. Ciągle dziękowałam Bogu za Jego uzdrowieńczą moc i obecność.

W dniu, w którym miałam spotkać się z Derekiem w hotelu Króla Dawida, wstałam wcześnie z 

pieśnią na ustach: „Pokój, pokój, cudowny pokój zstępuje od Ojca z góry…” Ubrałam się starannie i 
kilka minut przed dziewiątą przeszłam krótki dystans do hotelu, w którym byliśmy umówieni.

Kiedy przeszłam przez drzwi obrotowe, Derek wstał i wyszedł naprzeciw, aby mnie przywitać. 

Uścisnęliśmy sobie ręce i poszliśmy do sali jadalnej. Śniadanie w hotelu Króla Dawida to okazały 

background image

bufet, a my zrobiliśmy kilka wędrówek, aby spróbować różnych przysmaków. Derek zaśmiał się, gdy 
zobaczył, jak nakładam marynowanego śledzia, wyjaśniając, że on tego nie lubi i nigdy nie mógł 
zrozumieć miłości Lydii do marynowanych ryb. Teraz zobaczył, że mam ten sam gust.

Rozmawialiśmy o jego wyjeździe do RPA. Później włożył rękę do kieszeni i wyciągnął małe 

pudełeczko. „Przywiozłem ci pamiątkę z RPA.”

Otworzyłam   je.   Wewnątrz   była   piękna   złota   broszka   z   okiem   tygrysa.   To   nie   była   mała 

pamiątka.  Ten   człowiek   nie   żartuje,   pomyślałam,   przykładając   baczną   uwagę   do   wszystkiego,   co 
mówił.

Wiedząc, jak często chodzę do synagogi w sabat i święta, Derek zapytał, czy nie chciałabym iść 

tego   wieczoru   na   nabożeństwo   Kol   Nidre.   Poszliśmy   do   Hechal   Shlomo,   głównej   synagogi   w 
Jerozolimie i zarezerwowaliśmy dwa bilety.  Po wyjściu na zewnątrz spojrzeliśmy na bilety. Na obu 
było napisane po hebrajsku Prince.

„Myślę, że będziesz musiała pójść jako pani Prince”, zaśmiał się Derek.
Moje serce przestało bić. Co się dzieje? Pytałam Pana. Jak szybko on się porusza? Nie dostałam 

odpowiedzi.

Jak zaczęliśmy schodzić stromym zboczem, złapałam rękę Dereka, aby się na chwilę podeprzeć. 

Nie puścił jej! Schodziliśmy więc ręka w rękę na ulicy w Jerozolimie w biały dzień pod rękę! Tak 
szybko, jak tylko mogłam zrobić to dyskretnie, uwolniłam swoją rękę. Powiedziałam „Tak” Panu, ale 
nie chciałam, aby ktoś zawracał mi w głowie, nawet Derek Prince!

Derek  jednak   nie   dał   żadnego   sygnału   do  zakończenia   naszego   spotkania.   Kiedy  doszliśmy 

ponownie do hotelu Króla Dawida, zapytał mnie formalnie, czy zaszczycę go swoim towarzystwem do 
końca dnia. Przystałam na jego propozycję, więc usiedliśmy na fotelach przy basenie w zacienionym 
miejscu.

„Opowiedz mi o sobie”, powiedział, gdy usiedliśmy. „Kim byli twoi rodzice? Jaka była twoja 

rodzina? Gdzie chodziłaś do szkoły? Chcę wiedzieć o tobie jak najwięcej. Nic nie pomijaj.”

Bóg dał mi olbrzymią łaskę. Z natury jestem szczerą osobą. Mogę widzieć rzeczy z własnego 

punktu widzenia, ale nigdy nie zniekształcam ani nie zwodzę. Więc godzina po godzinie opowiadałam 
mu swoją historię. Pytał się o mojego byłego męża, moje przyjęcie judaizmu, powodów rozwodu. 
Rozmawiało się z nim bardzo łatwo i miło.

Minął poranek. Powiedziałam mu, że przestrzegam żydowskiej praktyki postu od zachodu słońca 

do zachodu słońca w Yom Kippur, a Derek powiedział, że chciałby się do mnie przyłączyć. Mimo że 
nie byliśmy jeszcze głodni po obfitym śniadaniu, zdecydowaliśmy około godziny 14.00 iść do sali 
jadalnej na obiad, aby wzmocnić się przed postem.

Gdy  jedliśmy,   Derek   dalej   zasypywał   mnie   pytaniami.   W   końcu   powiedziałam:   „Nie   mogę 

więcej mówić. Kończą się moje siły.”

„Tak   bardzo   mnie   zainteresowało   to,   co   mówiłaś”,   przepraszał   mnie.   „Nie   zdawałem   sobie 

sprawy, jakim było to obciążeniem. Byłem względem ciebie nie fair.”

Wtedy zaczął mi opowiadać o swoich zmaganiach się po śmierci Lydii, o szukaniu woli Bożej na 

resztę swojego życia; o swoich wątpliwościach, czy powinien wrócić do Jerozolimy – miasta, które 
opuścił w 1948 roku.

Do tego momentu nasza rozmowa była przyjacielska, ale nieco formalna. Teraz, gdy mówił, 

bariery  runęły,  a  ja  zdałam  sobie   sprawę,   że  opowiadał   mi   o  swoich  najskrytszych  myślach.  Co 
najważniejsze nieświadomie wyjawił przede mną głębię swojej osobistej relacji z Panem. Chociaż był 
odnoszącym sukcesy przywódcą chrześcijańskim z wielkim duchowym autorytetem, to szukał u Pana 
siły i kierownictwa w taki sam osobisty sposób, jak ja!

Później Derek zaczął  mówić mi, dlaczego zaprosił mnie najpierw do Kansas City, a teraz do 

hotelu Króla Dawida. Kiedy opisywał swoją ostatnią noc w Jerozolimie w czerwcu, odłożyłam swój 
widelec i przyglądałam się mu. Chociaż był zewnętrznie spokojny, jego głos nabrał cienia ekscytacji, a 
jego oczy zabłysły. Opisał strome wzgórze, jakie widział w wizji oraz kobietę na jego początku.

background image

„Ty byłaś tą kobietą”, zakończył, patrząc na mnie. „Zrozumiałem, że Bóg mówił mi, że jeśli 

mam wrócić do Jerozolimy, pierwszym moim krokiem ma być poślubienie ciebie!” Zrobił przerwę, 
następnie szybko dodał, że nie oczekuje ode mnie odpowiedzi na jego objawienie, ale że muszę sama 
szukać Pana.

Nawet   nie   zwróciłam   uwagi,   kiedy  moje   serce   przyśpieszyło.   Teraz   jednak   się   uspokoiło. 

Przyszedł   całkowity   wewnętrzny   pokój.   Wszystko   znalazło   się   na   swoim   miejscu.   Na   wszystkie 
pytania, które mnie dręczyły – dlaczego Derek Prince się mną interesuje? Dlaczego ze wszystkich 
kobiet na świecie, odszukał właśnie mnie? Jak mógłby rozważać kandydaturę rozwiedzionej kobiety? 
– teraz miałam odpowiedź.

Czekał, aż zacznę mówić. Powiedziałam prosto: „Teraz rozumiem”.
„Co masz na myśli?” – wykrzyknął.
Spuściłam swój wzrok. „Myślałam, że Bóg mówi mi, że być może poprosisz mnie o rękę, ale nie 

mogłam zrozumieć, dlaczego miałbyś wybrać właśnie mnie. Nie znałeś mnie, ani nie wiedziałeś nic o 
mnie. Teraz rozumiem – inicjatywa pochodzi od Boga.”

Wtedy spojrzałam w jego oczy i w tym momencie pokochałam go.
Myślę, że nigdy nie skończyliśmy tego obiadu. Usiedliśmy w holu. Spacerowaliśmy po parku i 

siedzieliśmy na ławce, patrząc na Stare Miasto. Pokazał mi diament, który miał w swojej kieszeni 
zawinięty w kawałek białego papieru. Zanim wróciłam do swojego pokoju w hospicjum, aby odpocząć 
i   przebrać   się,   wypiliśmy   jeszcze   ostatnią   filiżankę   herbaty   przed   rozpoczęciem   postu.   Później 
poszliśmy do synagogi i zajęliśmy dwa różne miejsca – ja na balkonie dla kobiet, a on w głównym  
pomieszczeniu razem z mężczyznami. Gdy się rozstawaliśmy, bardzo dokładnie określił miejsce, w 
którym spotkamy się ponownie po nabożeństwie Kol Nidre.

Na balkonie uspokoiłam swoje serce. Przez cały dzień byłam porwana przez wielką wodę. Teraz 

mogłam spokojnie na wszystko spojrzeć. Zamknęłam swoje oczy, gdy znane mi hebrajskie wersety i 
melodie przepływały przeze mnie. Odpoczywając w obecności Pana, cicho oddałam Mu swoje życie, 
Jego celom i teraz dołączyłam: „Nawet poślubiając Dereka Prince’a”.

Yom Kippur jest najświętszym dniem w żydowskim kalendarzu. Pomiędzy Rosh Hashana i Yom 

Kippur nawet niereligijni Żydzi zazwyczaj szukają zgody z sąsiadami i robią dobre uczynki, aby być 
pewnym, że są „zapisani w Księdze Życia na następny rok”.

Niczego   nie   można   przyrównać   do   święta   Yom   Kippur   w   Jerozolimie.   Ustaje   cały   ruch 

samochodowy z wyjątkiem rzadko przejeżdżających samochodów służb ratowniczych. Nie ma radia 
ani telewizji; całe miasto jest ciche; słychać, jak szczekają psy i płaczą dzieci. Nie ma żadnego ruchu 
samochodowego, który zagłuszałby te dźwięki, można chodzić nawet środkiem ulicy.

Gdy   wracaliśmy   z   synagogi,   teraz   pod   rękę,   Derek   powiedział:   „Muszę   powiedzieć   ci   coś 

jeszcze”. Poszliśmy do ławki w parku i usiedliśmy w świetle księżyca, a mury oświetlone reflektorami 
znajdowały się na wprost nas.

W spokoju wigilii Yom Kippur Derek powiedział: „Czy rozumiesz, że nie jestem jeszcze wolny, 

aby poprosić cię o rękę?” Przytaknęłam. Wiedziałam o relacji, jaką miał z innymi nauczycielami. 
„Zgodziliśmy się, że nie będziemy podejmować znaczących decyzji życiowych bez skonsultowania 
się   ze   sobą”,   powiedział   mi.   „Nie   mógłbym   im   nic   powiedzieć,   nie   wiedząc,   jaka   będzie   twoja 
odpowiedź. Teraz muszę się z nimi skonsultować. Spotkam się z nimi pod koniec października.” Teraz 
był wrzesień. Został jeszcze ponad miesiąc! „Będę się modlić o to” – odpowiedziałam.

Następnie wstaliśmy i poszliśmy w kierunku hospicjum. Derek patrzył na mnie czule. „Wierzę, 

że wszystko będzie w porządku”, powiedział. „Nie bój się. Wierzę, że Bóg każdemu z nas wyraźnie 
pokazał swoją wolę. Przyjmijmy to w wierze. Nie mogę zaprosić cię jutro na śniadanie, ale zapraszam 
cię na spotkanie o 9 rano i spędzenie tego dnia razem. Wyjeżdżam wcześnie kolejnego dnia.”

Był to początek naszej relacji:  dzień uroczystej modlitwy i postu. Na końcu dnia oddaliśmy 

siebie nawzajem oraz naszą przyszłość Panu i pożegnaliśmy się.

background image

Miałam wielu przyjaciół w Jerozolimie, ale żadnego, z którym mogłabym podzielić się tym, co 

się stało w Yom Kippur. Już od siedmiu lat Jezus był moim jedynym powiernikiem. Wylewałam przed 
Nim swoje serce i czekałam na Jego radę.

W   mojej   relacji   z   Jezusem   nie   było   nic   mistycznego;   była   to   słodka   rozmowa   z   bliskim 

przyjacielem. Nauczyłam się przez te lata czekać na Jego kierownictwo w codziennym życiu – kiedy i 
gdzie iść na zakupy; kiedy zadzwonić; kiedy podejmować się różnych zadań. Posłuszeństwo w tych 
codziennych sprawach zbudowało we mnie zaufanie przy podejmowaniu dużych decyzji. Teraz, po 
miesiącach pół-inwalidztwa, jeszcze bardziej zależałam od Niego. Szukałam Jego rady we wszystkim.

Ciągle nie mogłam dłużej siedzieć czy stać, a więc także nie mogłam pracować. Jednak duży 

przelew bankowy z Europy zapewnił mnie, że mój Ojciec niebieski czuwał, abym miała wszystkiego 
pod dostatkiem. Otrzymałam kasety o wojnie duchowej ze spotkań Dereka z RPA, które rzuciły nowe 
światło na moje zadanie. Modliłam się.

Kiedy czekałam na spotkanie Dereka z innymi  nauczycielami,  kilka razy przeprowadziliśmy 

krótkie rozmowy telefoniczne. Następnie na początku listopada usłyszałam ponownie jego głos – był 
bardzo bezbarwny. Radość i entuzjazm odeszły. Powiedział, że nie zgodzili się na nasz ślub, ponieważ 
stwierdzili, że rozwijanie relacji ze mną byłoby dla niego niemądre.

Łamiącym  się głosem  dodał: „Mam już kupiony bilet do Jerozolimy i przyjadę za dwa dni. 

Przyjadę, aby osobiście powiedzieć ci o wszystkim i pożegnać się.” To było wszystko.

Rzuciłam   się   na   podłogę   przed   Panem   i   zawołałam:   „Czemu,   Panie?   Czemu   mi   to   robisz? 

Czemu dałeś mi taką miłość, a następnie wymagasz ode mnie takiej rzeczy? Byłam zaspokojona Tobą. 
Nie szukałam męża. Czemu wprowadziłeś Dereka w moje życie, a teraz robisz mi to?” Poczułam 
jakby Jego ramiona objęły mnie i Jezus w niesamowity sposób powiedział: Ufaj Mi.

Prawdziwa wiara jest zawsze na skraju niewiary. Czasami miałam całkowitą pewność, że Boże 

drogi są najlepsze; ale czasami wątpiłam w Jego miłość i wołałam o świeży znak. Wtedy 13 listopada 
dał mi to, o co się modliłam i w czym  miałam nadzieję: cud, który natychmiast dokończył  moje 
uzdrowienie.   Gdy   uwielbiałam   Pana   na   dużym   spotkaniu,   Jego   moc   przeszła   przeze   mnie. 
Natychmiast cały ból opuścił moje ciało; Jego siła wypełniła mnie.

Zatraciłam   się   w   uwielbieniu,   w   radości   Jego   obecności.   Po   miesiącach   ciągłej   agonii, 

łagodzonej tylko odrobinę przez leki, wolność od bólu była prawie jak uwolnienie od własnego ciała!

Zostałam sprowadzona z powrotem na ziemię przez klepnięcie mnie w ramię. Prowadzący na 

platformie zobaczył mnie, moją jaśniejącą twarz i przysłał kogoś, aby zapytał, co robi Bóg. Czy wyjdę 
złożyć świadectwo?

Gdy szłam na podwyższenie, moje  mięśnie czuły się jak jedwab. Stanęłam przy mikrofonie i 

łkając, prawie nie mogłam wypowiedzieć słowa. Całe podwyższenie napełniło się turystami – obcymi, 
mogłam   też   widzieć   drogich   przyjaciół   z   Jerozolimy,   którzy  modlili   się   o   mnie   przez   te   siedem 
długich miesięcy.  Ich twarze  jaśniały,  jakby jupitery były  skierowane na nich. Nie pamiętam,  co 
powiedziałam, ani jak opisałam to, co się stało w tamtym momencie, ale później spojrzałam na nich i 
powiedziałam: „Dziękuję wam. Dziękuję wam, moi przyjaciele, i dziękuję Tobie, Panie Jezu!”

Później zobaczyłam Bożą cudowną mądrość. Przez wezwanie mnie do zaświadczenia o cudzie, 

On   wypchnął   mnie   do   złożenia   publicznego   wyznania.   Wierzę,   że   to   naprawdę   ukończyło   moje 
uzdrowienie. Gdybym nie została skonfrontowana z prośbą o zaświadczenie o cudzie, mogłam stracić 
uzdrowienie za pierwszym razem, gdy poczułam kolejne ukłucie bólu.

Niektórzy   ludzie   mówili   mi   przez   te   długie   miesiące:   „Domagaj   się   uzdrowienia”.   Ale   nie 

mogłam. Teraz uzdrowienie było moje! Okazjonalne bóle nie straszyły mnie, ponieważ wiedziałam, że 
była to część procesu. Później prześwietlenie wykazało, że Bóg zrobił więcej niż tylko uzdrowienie 
mojego pękniętego dysku – On wyprostował mój krzywy kręgosłup. Czułam się, jakbym miała nowe 
plecy!

4 dni później spotkałam się z Derekiem na śniadaniu w hotelu Króla Dawida. Jego twarz była 

śmiertelnie blada i trzęsły mu się ręce. Chciałam go dotknąć, aby go pocieszyć. Cicho modliłam się o 
niego, gdy mówił. Nic więcej nie mogłam zrobić.

background image

Otworzył swoją walizkę i wyjął list, który mi wręczył, podpisany przez czterech nauczycieli. 

„Rozumiesz”, powiedział, „Zobowiązałem się pytać ich o wszystkie ważne decyzje. To jest ważna 
decyzja. Muszę dotrzymać swojego słowa.”

Dał mi swój plan podróży na następne kilka miesięcy i poprosił mnie o modlitwę o niego, gdy 

będzie usługiwał. Następnie niespodziewanie wyciągnął  słoik domowej  marmolady,  przysłanej mi 
przez jego córkę Annę. Wewnętrzny głos powiedział: Masz przyjaciela.

Jedyną rzeczą, która rozjaśniła nasze spotkanie, była moja opowieść o cudownym uzdrowieniu 

moich pleców. Derek był bardzo wdzięczny Bogu. Widział, że Bóg troszczy się o mnie. Dalej nie było 
już nic więcej do powiedzenia. Zaprowadził mnie do taksówki i pomachał mi na pożegnanie. Był to 
koniec tego rozdziału mojego życia.

Co kobieta robi w takiej sytuacji? Zajęłam się czymś innym. Każdego dnia silniejsza, mogłam w 

końcu siedzieć na krześle, ponownie zapisałam się na kurs hebrajskiego ulpani. Sześć dni w tygodniu 
zanurzałam się w studiowanie języka.

Nie mogłam  się z nikim podzielić swoim złamanym  sercem. W bezsenne noce płakałam w 

ramionach Jezusa, później wstawałam, aby przejść z uśmiechem cały dzień, radując się ze swojego 
uzdrowienia. Poznałam nowych przyjaciół na lekcjach oraz spotykałam się ze starymi przyjaciółmi. 
Starałam się nie robić zbyt dużo rzeczy, przy których mogłabym myśleć lub spekulować.

Również się modliłam. Spędzałam godziny, noce, tygodnie, modląc się, poszcząc, wstawiając się 

– nie tylko  za Dereka, ale o Izrael i naród żydowski. Dzień po wyjeździe Dereka do Jerozolimy 
przybył prezydent Egiptu Sadat. Na każdym rogu ludzie mówili, że „w końcu jest pokój”! To był 
krytyczny moment. Modlitwa o Izrael odciągała moje myśli ode mnie samej.

Ale to nie było łatwe. Obiecałam być posłuszna Panu, jeśli tylko usłyszę Jego głos. Otworzyłam 

swoje serce na Dereka, ponieważ wierzyłam,  że właśnie to było  Bożą wolą. Jezus rozbił twardą 
skorupę, którą zbudowałam wokół siebie w 1965 roku. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo 
stałam się czuła.

Miałam   dwie   możliwości:   mogłam   zatwardzić   swoje   serce   ponownie   i   nigdy   nie   pozwolić 

komukolwiek, aby się do mnie zbliżył. Mogłam też zaufać Jezusowi, aby uzdrowił moje złamane serce 
tak samo, jak uzdrowił moje chore plecy.

Dokonałam   wyboru.   Księga   Przypowieści   Salomona   3,5-6   stała   się   moim   wyznaniem. 

Zdecydowałam się zaufać Panu z całego serca. Nie próbowałam zrozumieć, uznałam Jego na każdej 
ścieżce mojego życia. Zaufałam Mu, aby kierował moimi drogami.

Kiedy zaczęłam się modlić o plan podróży Dereka, stała się dziwna rzecz: odeszła desperacja, a 

przyszła nadzieja. Był to kolejny rozdział. W szczególności wyróżnił się jeden tydzień, w którym 
Derek był w Adelajdzie w Australii. Pewnego dnia, gdy byłam na lekcji, zaczęły spływać łzy po mojej 
twarzy. Pełna zażenowania przeprosiłam za siebie. Po uspokojeniu się w damskiej toalecie, wsiadłam 
do   autobusu   i   pojechałam   do   domu.   Ponownie   popłynęły   niekontrolowane   łzy.   Łkając   w   swoim 
pokoju, zaczęłam się modlić na językach. Mijały godziny, a brzemię nie odchodziło.

Nie było to dla mnie nowym zjawiskiem. Doświadczyłam takich bólów porodowych w duchu 

wiele razy w związku z Izraelem zarówno przed jak i po mojej emigracji. Rzadko znałam powód przed 
jego pojawieniem się – atak terrorystyczny, kryzys rządowy, początek wojny. Tym razem wiedziałam, 
że było to związane z Derekiem.

Trzy   dni   później   napisałam   w   swoim   dzienniku:   „Dzięki   Bogu,   Adelajda   skończyła   się!” 

Odczułam, że w świecie duchowym coś się wydarzyło.

Rozpoczęła   się   w   Jerozolimie   wczesna   wiosna.   Przeprowadziłam   się   do   jednopokojowego 

mieszkania w centrum miasta. Wtedy otrzymałam telegram: „Przyjeżdżam do Jerozolimy z wycieczką 
luterańską. Spotkajmy się w hotelu Króla Dawida na śniadaniu.” Zaczynał się nowy rozdział!

Kiedy się spotkaliśmy, natychmiast zauważyłam, że Derek także przeżył spotkanie z Panem. 

Miał   nową  łagodność   w  swoim   głosie,   przemianę   w  całym   swoim   zachowaniu.   Usiedliśmy   przy 
bufecie  i   rozmawialiśmy   oczekując,   aż   kelner   przyniesie   herbatę.   Następnie,   jak   zwykle,   Derek 

background image

przeszedł do istoty: „Modliłem się w Adelajdzie. Nadal wierzę, że Bożą wolą dla nas jest małżeństwo. 
Czy coś ci pokazał?”

Opowiedziałam mu o doświadczeniu, które miałam podczas jego pobytu w Adelajdzie oraz o 

mojej   nieoczekiwanej,   niewytłumaczalnej   nadziei.   Byliśmy   zadziwieni   pracą   Ducha   Świętego. 
Oddzieleni największą odległością na ziemi modliliśmy się w pełnej zgodzie.

W  wierze,   ufając,   że  Bóg  wykona  dzieła,   wykorzystaliśmy   ten  czas,   aby  się  lepiej   poznać. 

Podczas   naszych   spacerów   po   Jerozolimie   Derek   entuzjastycznie   wyrażał   się   o   mojej   sile   i 
sprawności. Poznał mnie jako inwalidkę, a teraz byłam aktywna i pełna energii. Razem odwiedziliśmy 
duchowych przywódców w Jerozolimie, którzy byli moimi przyjaciółmi. Wiedziałam, że „on mnie 
sprawdzał”, obserwując, jak się do nich odnosiłam i jak oni mieli stosunek względem mnie.

Pewnego dnia spotkaliśmy się ze starszą kobietą mieszkającą w Jerozolimie od wielu lat, gorliwą 

wielbicielką   Dereka.   Odnośnie   tej   sytuacji   zaczęła   prorokować:   „Bóg   obserwował   cię.   Byłeś 
wspaniałym mężem dla Lydii. Zasługujesz na najlepsze. On dał ci Ruth.”

Derek   jej   podziękował,   ale   ostrzegł   ją,   że   nic   nie   zostało   załatwione.   „Moje   usta   są 

zapieczętowane!” powiedziała i wyszła tak nagle, jak się pojawiła.

Kiedy Derek wrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał się ponownie spotkać z pozostałymi 

nauczycielami,  wróciłam do swoich studiów. Była  to jednak wiosna, moje serce było  oświecone. 
Trudno   było   się   skupić.   Później   zadzwonił   do   mnie   Derek,   miał   rozradowany   głos.   Pozostali 
nauczyciele również się modlili i Bóg dał im zupełnie inne spojrzenie. Derek miał przyjechać na 
wycieczkę do Izraela w kwietniu. Poczyniliśmy plany. Derek nie był jeszcze gotowy do przeniesienia 
się do Jerozolimy i poprosił mnie, abym opuściła to miasto do czasu, aż Bóg nie uczyni tego jasnym, 
że mamy się tam przeprowadzić.

Kiedy spotkałam się z Derekiem na lotnisku Ben Gurion, był to początek nowego rozdziału 

mojego życia. Byłam anonimową żydowską wierząca żyjącą w Jerozolimie. Teraz zostałam pchnięta 
w centrum zainteresowania charyzmatycznego świata. Gdy tylko ogłosiliśmy nasze zaręczyny małej 
grupce przyjaciół Dereka, członkowie wycieczki zwrócili na nas swoją uwagę. Robili nam zdjęcia w 
każdym   miejscu,   do   którego   poszliśmy.   Pewna   kobieta   podeszła   do   mnie,   stanęła   w   kolejce 
czekających na lunch i powiedziała: „Słyszałam, że Derek Prince ponownie się żeni. Czy to właśnie 
tobą
?” Z uśmiechem przyznałam, że właśnie ze mną.

Zanim Derek odleciał do Stanów Zjednoczonych  pojechaliśmy na miejsce, z którego można 

obserwować całą Jerozolimę. Patrząc na miasto rozmyślaliśmy o wszystkim, co zrobił Bóg. Później 
modliliśmy się: „Panie, osadź nas w Jerozolimie na Twój sposób i w Twoim czasie.”

Modliłam się w ten sposób z mieszanymi uczuciami. Była to dla mnie kolejna śmierć, położenie 

swojej woli.  Jerozolima była dla mnie czymś więcej niż tylko miastem, w którym żyłam – było to 
miasto, do którego w szczególny sposób powołał mnie Bóg. Było ono też moją miłością daną mi przez 
Boga. Musiałam ufać Bogu, aby pracować razem w dwójkę na Jego sposób i w Jego czasie. Było dla 
mnie oczywiste, że oblubienica musi opuścić swój dom i zamieszkać w domu swojego oblubieńca.

Podczas gdy ciężko było mi opuścić Jerozolimę,  przebywanie z Derekiem nie było dla mnie 

poświęceniem. Chociaż spędziliśmy ze sobą tylko kilka dni i to w dużych odstępach czasu, to jednak 
Duch Święty łączył nas ciągle pogłębiającymi się więziami. Odłożenie naszej relacji i pozwolenie, aby 
umarła,   zaprowadziło  nas  w  kierunku  Pana,   czyniąc  nas  bardziej  zależnymi  od  Niego.   Ponieważ 
dotknęliśmy   Pana   w   naszym   złamaniu,   teraz   mogliśmy   dać   sobie   dużo   więcej.   Każdy   moment 
spędzony razem był dla nas skarbem.

W czerwcu opuściłam Jerozolimę i przeniosłam się na Florydę. Derek na zaręczyny dał włożył 

mi na palec pierścionek z południowoafrykańskim diamentem. (Nazywamy go „diamentem wiary”, 
ponieważ Derek kupił go w wierze dla kobiety, którą ledwie znał.)

Nasz   ślub   podczas   żydowskiego   Święta   Namiotów   pomieszał   tradycję   żydowską   i 

chrześcijańską. Charles Simpson prowadził ceremonię zaślubin, a inni nauczyciele położyli na nas 
swoje ręce i błogosławili nam. Cóż za chwalebna uroczystość! Wróciliśmy do Jerozolimy na miesiąc 
miodowy, a kilka miesięcy później przyjechaliśmy tutaj, aby studiować hebrajski na uniwersytecie. 

background image

Być  żoną Dereka  i  być  w Jerozolimie było dla mnie jak cudowne marzenie. Pan zaczął nas tam 
prowadzić w kierunku wspólnego wstawiennictwa z mocą przewyższającą nasze indywidualne życie 
modlitewne.

Teraz stało się dla mnie jasne, że całe moje życie było przygotowaniem na żonę Dereka. Jest on 

przyjacielem Żydów i zaangażował się w odnowienie państwa Izrael. Dwadzieścia pięć lat wcześniej 
Bóg skierował mnie do judaizmu. Moje utożsamianie się z Żydami i moje zrozumienie ich zwyczajów 
i tradycji są nieocenionym nabytkiem dla niego.

Przez te wszystkie lata spędzone w Jerozolimie poznałam miasto jak swój własny ogródek – 

sklepy, parki, ciche małe uliczki. Wiele się również nauczyłam o kulturze Bliskiego Wschodu, tak 
odmiennej od amerykańskiej czy brytyjskiej – żydowskim sposobie myślenia, zwyczajach, punkcie 
widzenia,  praktykach   biznesowych.   Derek  po 30  latach  wrócił   do zupełnie   zmienionego  miasta  i 
dlatego skomentował, że Bóg zaopatrzył go w osobistego przewodnika!

Zanim przyjechałam do Jerozolimy, nigdy nie byłam poza Stanami Zjednoczonymi, choć dużo 

podróżowałam w samym państwie. Lata spędzone w tym wielonarodowościowym mieście pomogły 
mi przygotować się na różne sytuacje i kultury, z którymi miałam się zetknąć w naszych podróżach.

Widzę   teraz,   że   moją   główną   odpowiedzialnością   jest   otaczać   Dereka   cichą   i   pełną   pokoju 

atmosferą, aby mógł wyzwolić z siebie wszystko, co Bóg w niego włożył. Lydia zainwestowała w 
niego całą swoją duchową wiedzę, mądrość i doświadczenie. Gdy stawała się starsza, Derek się nią 
opiekował.   Teraz   inwestuję   siebie   w   niego   –   troszcząc   się   o   niego,   ochraniając   go   przed 
niepotrzebnymi przerwami, pomagając mu w każdy możliwy sposób, aby był wolny do szukania Pana 
oraz   przynoszenia   świeżego,   namaszczonego,   proroczego   nauczania   do   Ciała   Chrystusa.   Tak   się 
dzieje, gdy jesteśmy w naszym domu w Jerozolimie, w naszej bazie na Florydzie czy podróżach kilka 
miesięcy w roku. Wymaga to rozmaitych umiejętności rozwiniętych przez całe życie.

Co najważniejsze Bóg przeprowadził mnie przez cierpienie, chorobę, próby, złamanie serca i 

życie pełne modlitwy i wstawiennictwa – tak trudne dla samotnej kobiety – do głębi zależności od 
Ducha Świętego, która obejmuje wszystkie dziedziny mojego życia. Ta zależność od Ducha Świętego 
pozwala   mi   mieszać   swoje   myśli   i   osobowość   z   Dereka   bez   zagrożenia   dla   integralności   swojej 
osobowości. Myślę, że rozumiem, co Adam miał na myśli mówiąc, że Ewa „jest kością z kości moich 
i ciałem z ciała mojego” (1 Moj 2,23). Polegam na Duchu Świętym, że pokaże mi, kiedy mam być 
dostępna dla Dereka a kiedy się wycofać, kiedy mówić, a kiedy być cicho, kiedy się poddać, a kiedy 
wyrazić swój punkt widzenia, kiedy szukać jego opinii, a kiedy używać swojego własnego osądu.

Ponadnaturalny dar wiary, który Bóg dał mi na początku, połączony z zaufaniem, które przyszło 

przez   siedem   lat   chodzenia   z   Nim,   przygotowały   mnie   na   rozmiar   odpowiedzialności   jako   żona 
Dereka. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu” (Hbr 11,6) oraz bez wiary nie można być żoną 
Dereka.

Kiedy   się   pobraliśmy,   ustanowił   mnie   pełnym   partnerem   Derek   Prince   Ministries.   Było   to 

skromne działanie, tworzenie kaset oraz publikowanie jego książek, zatrudniając kilkanaście osób. Od 
tego momentu rozwój służby stał się bardzo mocny. Wyglądało to w ten sposób, jakby Bóg nie mógł 
uwolnić swojego pełnego planu dla służby do momentu, w którym nie dał Derekowi mnie jako jego 
pomocy.

Trzy miesiące po naszym ślubie Derek rozpoczął swój program radiowy:  Today with Derek 

Prince  (Dzisiaj   z   Derekiem   Princem).   Do   1985   roku   otoczył   on   cały   świat,   włączając   w   to 
tłumaczenia, które sięgnęły całe komunistyczne Chiny w jej trzech głównych dialektach: mandaryński, 
kantoński i amoy.  Hiszpańska wersja jest nadawana w całej Południowej i Centralnej Ameryce, a 
obecnie jest przygotowywana również wersja rosyjska.

Materiały Dereka,  które były  sprzedawane  w wielu językach  w Zachodnim  świecie,  zostały 

rozdane za darmo  poprzez nasz program Global Outreach tym,  którzy nie mogli  za nie zapłacić. 
Przywódcy chrześcijańscy w krajach trzeciego świata i za Żelazna Kurtyną przekazują to nauczanie do 
swoich własnych ludzi w ich własnych językach. Oddziały Derek Prince Ministries zostały otwarte w 
Wielkiej Brytanii, Afryce Południowej, Australii i Nowej Zelandii.

background image

Mały strumień stał się rzeką; rzeka stała się morzem; a morze stało się potężnym oceanem. Bóg 

połączył Dereka i Lydię w tym samym jarzmie i uprzęży, aby orali i siali. Teraz, w późniejszych 
latach życia Dereka, Bóg połączył mnie z nim, aby przynieść pełnię Bożego planu dla jego życia: 
owocowanie i wspólne zbieranie.

Na naszej uroczystości ślubnej obdarzył mnie swoim nazwiskiem i przyrzekł dzielić się ze mną 

wszystkim,  co Bóg daje mu:  honor, autorytet  i majątek. Darzę to wszystko wielkim szacunkiem, 
wiedząc, że pewnego dnia odpowiem przed Bogiem za wszystko, co otrzymałam „Komu wiele dano, 
od tego wiele będzie się żądać” (Łk 12,48). Moim pewnym zabezpieczeniem jest to, że podobam się 
Panu w sposób, w jaki usługuję Derekowi i jego służbie.

Dla młodych ludzi, którzy gorliwie pragną wziąć ślub i którzy wątpią w Bożą miłość do siebie, 

ponieważ nie mają jeszcze partnera, pewną odpowiedzią jest fragment z Psalmu 37: „Rozkoszuj się 
Panem, a da ci, czego życzy sobie serce twoje!” (wers 4).