background image

Jamesowi B. Conantowi, który tę pracę inspirował

Thomas S. Kuhn

Struktura rewolucji naukowych

Przełożyła Helena Ostromęcka Posłowie przełożyła Justyna 

Nowotniak

niczej zmianie. Moje zainteresowania przeniosły się z fizyki na historię nauki, by następnie od
stosunkowo   prostych   problemów   historycznych   przesunąć   się   ku   kwestiom   bardziej
filozoficznym,   które   uprzednio   popchnęły   mnie   właśnie   ku   problematyce   historycznej.
Niniejsza rozprawa, jeśli nie liczyć kilku artykułów, jest moją pierwszą ogłoszoną drukiem
pracą opartą na tych wczesnych koncepcjach. Jest ona w pewnej mierze próbą wyjaśnienia
sobie   samemu   i   moim   przyjaciołom,   jak   to   się   stało,   że   odszedłem   od   nauki   jako   takiej,
skupiając się na jej dziejach.

Pierwszą   okazją   do   pogłębienia   niektórych   z   poglądów,   jakie   niżej   przedstawię,   był

trzyletni staż w charakterze Junior Fellow w Harvard University. Bez tego okresu swobody w
układzie   moich   zajęć   przerzucenie   się   do   nowej   dziedziny   badań   byłoby   bez   porównania
trudniejsze,   a   może   nawet   nierealne.   Część   swego   czasu   w   tych   latach   poświęciłem
bezpośrednio historii nauki. W szczególności prowadziłem studia nad pismami  Alexandre^
Koyré oraz po raz pierwszy zetknąłem się z pismami Emile'a Meyersona, Hélène Metzger i
Anneliese Maier

1

. Jaśniej niż większość współ

czesnych uczonych wykazali oni, na czym

polegał   naukowy   sposób   myślenia   w   okresie,   w   którym   kanony   myśli   naukowej   były
zupełnie inne niż dzisiaj. Chociaż niektóre z ich historycznych interpretacji budzą we mnie
coraz większe wątpliwości, to jednak gdy chodzi o kształtowanie się mych poglądów na to,
czym może być historia nauki, te właśnie prace — łącznie z książką

 Wielki łańcuch bytu

 A.O.

Lovejoya

2

 — zajęły miejsce czołowe, tuż za podstawowymi materiałami źródłowymi.

Równocześnie poświęcałem w owych latach wiele czasu zagadnieniom, które —

pozornie nie związane z historią nauki — nasuwają jednak współczesnym badaczom
problemy analogiczne do tych, jakie ongiś w niej właśnie dojrzałem. Przypadkowo
napotkany odnośnik zwrócił moją uwagę na doświadczenia Jeana Piageta ukazujące

1 Szczególny wpływ na rozwój moich poglądów wywarły prace: Alexandre Koyré,

 Etudes

Galilèennes,  

Paris 1939; Emile Meyerson,

  Identité et réalité,

  Paris 1900; Hélène Metzger,

  Les

doctrines chimiques en France du début du XVII

e

  à ta fin du XVII' siècle,

  Paris 1923; Hélène

Metzger,

 Newton, Stahl, Boerhaave et la doctrine chimique,

 Paris 1930; Anneliese Maier,

 Die

background image

różne wyobrażenia o świecie kształtujące się z wiekiem u dzieci oraz przechodzenie od
jednego   z  nich   do  drugiego

3

.   Jeden   z  kolegów   namówił   mnie   do   zapoznania   się   z

pracami z dziedziny psychologii

Vorläufer  Galileis  im  14. Jahrhundert.  Studien zur  Naturphilosophie  der  Spätscholastik,

  Rome

1949.

2

Arthur O. Lovejoy,

 Wielki łańcuch bytu,

 przeł. A. Przybysławski, Warszawa 1999.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Ostatnie   stadium   opracowywania   niniejszej

monografii   przypadło   na   lata   1958-1959,   kiedy
zaproszono mnie na rok do Center for Advanced Studies
in   the   Behavioral   Sciences.  Raz   jeszcze   mogłem
poświęcić się wyłącznie zagadnieniom,
1 których niżej mowa. Co ważniejsze, rok spędzony w
środowisku  złożonym głównie ze specjalistów od nauk
społecznych   uświadomił   mi   różnice   między   tą
zbiorowością   a   środowiskiem   przyrodników,   w   którym
wcześniej   przebywałem.   Uderzyła   mnie   zwłaszcza
wielość   i   zakres   występujących   tu   kontrowersyjnych
opinii   na   temat   naukowo   uprawnionych   problemów   i
metod. Zarówno historia, jak i obserwacje wynikające z
osobistych   znajomości   nasuwały   mi   wątpliwość,   czy
rzeczywiście odpowiedzi udzielane na tego typu pytania
przez przyrodników odznaczają się większą pewnością
2 trwałością. Jednak bądź co bądź praktyka w dziedzinie
astronomii, fizyki, chemii czy biologii nie wywołuje na
ogół   tylu   polemik   dotyczących   kwestii   podstawowych,
jakie   nagminnie   występują   wśród   psychologów   czy
socjologów.   Wysiłki   zmierzające   do   odszukania   źródła
tych różnic doprowadziły mnie do odkrycia roli pewnych

3

Szczególnie ważne wydały mi się dwa 
kierunki przeprowadzonych przez Piageta 
doświadczeń, gdyż ukazywały one pojęcia i 
procesy wynikające również bezpośrednio z 
historii nauki. Zob. Jean Piaget,

 La notion 

de causalité chez l'enfant,

 Paris 1923; 

tenże,

 Les notions de mouvement et de 

vitesse chez l'enfant,

 Paris 1946.

background image

Struktura rewolucji naukowych

istotnych dla badań naukowych czynników, które od tej
pory nazwałem

  paradygmatami.

  Nazywam w ten sposób

mianowicie powszechnie uznawane osiągnięcia naukowe,
które   w   pewnym   czasiedostarczają   społeczności
uczonych   modelowych  problemów  

 

 jjQz-  wiążań.   Z

chwilą   kiedy   ten   fragment   mojej   łamigłówki   trafił   na
właściwe miejsce, szybko powstał szkic niniejszej pracy.

Nie   ma   potrzeby   odtwarzać   dalszej   historii   tego

szkicu, należy jednak poświęcić parę słów jego formie,
którą   zachował   po   wielu   redakcjach.   Nim   pierwsza
wersja   została   ukończona   i   bardzo   dokładnie
skorygowana,   zakładałem,   że   tekst   zostanie
wydrukowany   wyłącznie   jako   tom

  Encyclopedia   of

Unified   Science.

  Wydawcy   tej   pionierskiej   pracy

najpierw prosili mnie o to, później wciągnęli mnie do
ścisłej współpracy, wreszcie z nadzwyczajnym taktem
i cierpliwością oczekiwali na wynik moich poczynań.
Wiele   im   zawdzięczam,   a   zwłaszcza   Charlesowi
Morrisowi,   który   dodawał   mi   otuchy   i   udzielał   rad
dotyczących   gotowego   już   rękopisu.   Ograniczone
ramy

 Encyklopedii

 zmuszały jednak do wysławiania się

w formie nadzwyczaj skondensowanej, schematycznej.
Aczkolwiek   dalsze   wydarzenia   rozluźniły   nieco   te
restrykcje   i   umożliwiły   jednoczesne   niezależne
publikacje, niniejsza praca pozostała raczej esejem niż
pełną monografią, jakiej właściwie wymaga mój temat.

4

background image

Struktura rewolucji naukowych

czam,   że   dokładne   rozpatrzenie   tych   kwestii   nie
zmieniłoby   głównych   tez   niniejszej   rozprawy,   ale   w
istotnym   wymiarze   pogłębiłoby   analizę   i   rozumienie
postępu naukowego.

Wreszcie,   co   być   może   najważniejsze,   w   książce

zabrakło   miejsca   na  należyte   omówienie   filozoficznych
implikacji   przedstawianej   tu   historycznie   zorientowanej
wizji   nauki.   Oczywiście,   takie   implikacje   istnieją;
próbowałem wskazać i udokumentować te najistotniejsze.
Czyniąc   to,   wstrzymywałem   się   jednak   zwykle   od
szczegółowego   omawiania   różnych   stanowisk,   jakie   w
poszczególnych   kwestiach   zajmują   współcześni
filozofowie. Jeśli przejawiałem niekiedy sceptycyzm, to
częściej   w   stosunku   do   postawy   filozoficznej   niż   do
jakiegoś określonego stanowiska będącego jej wyrazem.
W rezultacie ci, którzy znają lub akceptują któryś z tych
poglądów, sądzić by mogli, że nie uchwyciłem ich punktu
widzenia. Przypuszczam, że się mylą, ale praca ta nie ma

5

Ponieważ zależało mi przede wszystkim na 
tym, by zainicjować zmianę sposobu 
widzenia i oceniania dobrze znanych faktów, 
schematyczny charakter tej pierwszej próby 
nie musi być wadą. Przeciwnie, ci czytelnicy,
których własne badania przygotowały do 
tego rodzaju reorientacji poglądów, jakiej tu 
bronię, mogą uznać, że forma eseju jest i 
bardziej przekonywająca, i łatwiej 
zrozumiała. Ma ona jednak i swoje złe 
strony. Dlatego właśnie od samego początku 
staram się wskazać kierunek, w jakim 
pragnąłbym rozszerzyć i pogłębić moje 
rozważania, nadając im pełniejszy

background image

Struktura rewolucji naukowych

na celu przekonania ich o tym. Wymagałoby to napisania
zupełnie innej, o wiele dłuższej książki.

niach   naukowych,

  przeł.   i   posłowiem   opatrzył   S.

Amsterdamski, Warśząwa 1985, s. 113-161;

  Engineering

Precedent   for   the   Work   of   Sadi   Carnot,

  „Archives

internationales d'histoire des sciences", 1960, t. XIII, s.

247-251;

  Sadi   Carnot   and   the   Cagnard   Engine,  

„Isis",

1961,   t.   LII,   s.   567-574.   Tak   więc   rolę   czynników

zewnętrznych   uważam   za   mniej   istotną   tylko   w

odniesieniu   do   zagadnień   poruszanych   w   niniejszej

rozprawie.

Otwierające   niniejszą   przedmowę   uwagi

autobiograficzne miały wskazać na te prace uczonych i te
instytucje, którym zawdzięczam najwięcej, jeśli chodzi o
kształtowanie   się   mojej   myśli.   Resztę   tego   długu
postaram  się   spłacić  poprzez   odpowiednie  odnośniki  w
tekście. Cokolwiek bym jednak powiedział, będzie to co
najwyżej odnotowanie ilości i rodzaju moich osobistych
zobowiązań   w   stosunku   do   wielu   osób,   których
wskazówki   i   krytyka   przy   różnych   okazjach
podtrzymywały mój rozwój intelektualny i nadawały mu
kierunek. Zbyt wiele upłynęło już czasu od chwili, kiedy
zaczęły   się   kształtować   myśli   zawarte   w   niniejszej
rozprawie. Lista osób, które mogłyby doszukać się na jej
kartach śladu swego wpływu, pokrywałaby się niemal z
listą   moich   znajomych   i   przyjaciół.   Muszę   więc
ograniczyć   się   do   wymienienia   tych,   którzy   wywarli
wpływ   tak   istotny,   że   nawet   zawodność   pamięci   nie
zdołała zatrzeć jego śladów.

6

background image

W

ST

ĘP

: O R

OL

Ę

 D

LA

 H

ISTORII

Wiedza historyczna, jeśli nie traktować jej wyłącznie 
jako składnicy chronologicznie uporządkowanych 
anegdot, zmienić może w zasadniczy sposób obraz 
nauki, jaki zawładnął naszym myśleniem. Został on 
niegdyś ukształtowany, zresztą przy udziale samych 
uczonych, głównie na podstawie analizy gotowych 
osiągnięć nauki, w tej postaci, w jakiej przedstawia się 
je czy to w dziełach klasycznych, czy też — w 
nowszych czasach — w podręcznikach, na których 
kształci się każde nowe pokolenie uczonych. Dzieła 
takie mają wszakże przede wszystkim cele 
informacyjne i pedagogiczne. Oparty na nich pogląd na
istotę nauki daje takie mniej więcej wyobrażenie o 
rzeczywistości, jak obraz kultury narodowej wysnuty z 
przewodników turystycznych czy też z tekstów do nauki
języka. W rozprawie tej zamierzam wykazać, że w 
sposób zupełnie zasadniczy wprowadzały nas one w 

7

Mam tu na myśli Jamesa B. Conanta, rektora 
Harvard University, który pierwszy zapoznał 
mnie z historią nauki, inicjując w ten sposób 
zmianę moich poglądów na istotę postępu 
naukowego. Od samego początku hojnie 
obdarowywał mnie swymi pomysłami, 
uwagami krytycznymi i czasem, m.in. 
czytając rękopis i sugerując wprowadzenie 
ważnych zmian. Leonard K. Nash, wraz z 
którym przez pięć lat prowadziłem 
historycznie zorientowane wykłady 
zainicjowane przez Conanta, był moim 
bliskim współpracownikiem w okresie, kiedy
moje pomysły zaczęły nabierać kształtu, i 
bardzo mi go brakowało w późniejszym 
stadium ich rozwoju. Na

background image

błąd. Chcę naszkicować zupełnie inną koncepcję 
nauki, jaka wyłonić się może z historycznych źródeł 
dotyczących samej działalności naukowej.

8

background image

Struktura rewolucji naukowych

za pomocą tego samego rodzaju metod i utrzymywać
się   na   mocy   tego   samego   rodzaju   racji,   jakie
współcześnie   prowadzą   do   wiedzy   naukowej.   Jeśli
natomiast   poglądy   te   zaliczyć   mamy   do   nauki,   to
będzie   ona   zawierała   zespoły   przekonań   absolutnie
niezgodnych   z   tymi,   którym   hołdujemy   obecnie.
Historyk postawiony wobec takiej alternatywy mu- ; si
wybrać drugą ewentualność. Nieaktualne teorie nie są
z zasady nienaukowe tylko dlatego, ze je odrzucono.
Taka decyzja utrudnia jednak"potrak towańie rozwoju
nauki   jako   procesu   kumulacji.   Te  

same

  historyczne

badania,   które   wskazują   na   kłopoty   związane   z
wyodrębnieniem indywidualnych pomysłów i odkryć,
nasuwają   również   poważne   wątpliwości   co   do
kumulatywnego   charakteru   procesu,   jaki   wedle
rozpowszechnionego   mniemania   miał   włączać   do
nauki indywidualne osiągnięcia.

Wynikiem   tych   wątpliwości   i   trudności   jest

historiograficzna   rewolucja   w   badaniach   nad
rozwojem nauki, rewolucja, która dopiero się zaczyna.
Stopniowo,   często   nawet   nie   zdając   sobie   z   tego
sprawy,   historycy   nauki   zaczęli   formułować   pytania
innego rodzaju i wytyczać naukom inne, często mniej
kumulatywne   linie   rozwoju.   Zamiast   dążyć   do
odtworzenia   ciągłej   linii   rozwoju   w   minionych
epokach — rozwoju, który doprowadzić miał do stanu
obecnego   —   próbują   wykjyć_Justorycznąl
integralność-nauki

-W

-poszczcKÓlnych   okresach   Nie

\pytają na przykład, jaki zachodzi związeKT między
nauką Galileusza i wiedzą współczesną, lecz raczej o

9

background image

Struktura rewolucji naukowych

to, jak się miały poglądy Galileusza do poglądów jego

grupy

  naukowej,   tj.   jego   mistrzów,   rówieśników   i

bezpośrednich   kontynuatorów.   Co   więcej,   kładą
szczególny   nacisk   na   to,   aby   poglądy   tej   grupy   i
innych jej podobnych badać z takiego punktu widzenia
—   zwykłe   odbiegającego   znacznie   od   stanowiska
współczesnej   nauki   —   który   nada   im   maksymalną
spoistość wewnętrzną i możliwie największą zgodność
z   przyrodą.   Nauka,   jaką   przedstawiają   prace
wynikające z takiego podejścia — najlepszym chyba
przykładem są tu prace Ale- xandre'a Koyre — wydaje
się   czymś   całkiem   innym   niż   ta   opisywana   przez
historyków

 

hołdujących

 

starej

 

tradycji

historiograficznej.   Tak   więc   tego   rodzaju   studia
historyczne   sugerują   przynajmniej   możliwość
stworzenia nowego obrazu nauki. Celem tej rozprawy
jest właśnie próba jego zarysowania poprzez wyraźne
przedstawienie   niektórych   implikacji   tej   nowej
historiografii.

10

background image

Struktura rewolucji naukowych

) będziemy starali się przedstawić takie badania jako

zawzięte, uparte m*óby wtłoczenia przyrody wj)CH

Jęciowe szufladki uTŚrmowane. ..przez-zawodowe

wykształcenie. Jednocześnie wątpić można, czy

prace^baciawcze byłyby w ogóle możliwe bez tych

szufladek, niezależnie od arbitralnych czynników, jakie

11

Jakie aspekty nauki wysuwają się 
przy tym podejściu na plan 
pierwszy? Po pierwsze — by 
wymienić je w tej kolejności, w

 

jakiej się nimi zajmiemy — okazuje
się, że same tylko dyrektywy 
metodologiczne nie pozwalają 
sformułować wiążących wniosków 
w wypadku wielu problemów 
naukowych. Ktoś, kto zabierze się 
do badania zjawisk elektrycznych 
lub chemicznych, nie mając żadnej 
wiedzy w tych dziedzinach, ale 
wiedząc, na czym polega metoda 
naukowa, dojść może z równym 
powodzeniem do jednego z wielu 
sprzecznych ze sobą wniosków. To 
zaś, do którego spośród wszystkich 
tych zasadnych wniosków dojdzie, 
zdeterminowane będzie zapewne

 

przez doświadczenie, które zdobył 
poprzednio w

 

innych dziedzinach,

background image

Struktura rewolucji naukowych

historycznie mogły brać udział w ich

 po

wstaniu i

niekiedy w dalszym rozwoju.

Jednakże   ten   element   dowolności   rzeczywiście

istnieje i również wywiera poważny wpływ na rozwój
nauki.   Mówić   o   tym   będziemy   w   rozdziale   szóstym,
siódmym   i   ósmym.   Nauka   normalna,   tj.   działalność,
której   większość   uczonych   w   nieunikniony   sposób
poświęca prawie cały swój czas, opiera się na założeniu,
że   społeczność   uczonych   wie,   jaki   jest   świat.   Wiele
sukcesów tej działalności wynika z gotowości do obrony
tego   mniemania,   w   razie   potrzeby   nawet   dużym
kosztem.   Nauka   normalna   często   na   przykład   tłumi
zasadnicze   innowacje,   gdyż   podważają   one
fundamentalne dla niej przeświadczenia. Mimo to w tej
mierze, w jakiej przeświadczenia te zachowują element
arbitralności, sama natura badań normalnych gwarantuje,
że innowacji nie będzie się tłumić zbyt długo. Niekiedy
jakiś   zupełnie   prosty   problem   nadający   się   do
rozwiązania za pomocą utartych zasad i metod opiera się
ponawianym   atakom   najzdolniejszych   przedstawicieli
kompetentnego w tej sprawie środowiska. Kiedy indziej
znów   jakiś   szczegół   wyposażenia   zaprojektowanego   i
wykonanego dla celów normalnych  badań funkcjonuje
zupełnie inaczej, niż można się było tego spodziewać, i
ujawnia

taką   anomalię,   która   mimo   ponawianych   wysiłków   nie
daje się uzgodnić z przewidywaniami. Tym samym nauka
normalna raz po raz trafia w ślepy zaułek. A kiedy to się
dzieje, to znaczy gdy grupa specjalistów nie potrafi już
unikać   anomalii   burzących   obowiązującą   tradycję

12

background image

Struktura rewolucji naukowych

praktyki   naukowej,   rozpoczynają   się   nadzwyczajne
badania,   w   wyniku   których   zostaje   w   końcu
wypracowany   nowy   zespół   założeń,   dostarczający
podstawy   nowej   praktyki   badawczej.   Właśnie   takie
nadzwyczajne   zdarzenia,   polegające   na   zasadniczym
zwrocie   w   zawodowych   przekonaniach,   nazywam   w
niniejszej rozprawie rewolucjami naukowymi. Ponieważ
rozbijają one tradycję, są dopełnieniem przywiązanej do
tradycji nauki normalnej.

Najbardziej   oczywistymi   przykładami   rewolucji

naukowych są słynne wydarzenia w rozwoju nauki, które
dotąd   zwykło   się   określać   tym   mianem.   Dlatego   w
rozdziałach dziewiątym i dziesiątym, kiedy przejdziemy
bezpośrednio do omówienia istoty rewolucji naukowych,
wielokrotnie   będzie   mowa   o   zasadniczych   dla   rozwoju
nauki   punktach   zwrotnych,   związanych   z   nazwiskami

Kopernika, Newtona, Lavoisiera czy Einsteina. Jaśniej niż
większość innych wydarzeń tego typu w historii
— przynajmniej jeśli chodzi o nauki fizyczne

wątpliwie   rozszerzenie   to   przekształca   jej
zwyczajowe rozumienie. Mimo to również odkrycia
nazywał będę zjawiskami rewolucyjnymi, bo właśnie

13

ukazują one, na czym polega rewolucja 
naukowa. Każde z nich pociągało za sobą 
konieczność odrzucenia przez całą grupę 
uczonych jakiejś wysoko cenionej dotąd 
teorii naukowej na rzecz innej, sprzecznej z 
nią. Każde powodowało przesunięcia w 
problematyce badań naukowych i zmianę 
wzo-

background image

Struktura rewolucji naukowych

możliwość porównania ich struktury ze strukturą na
przykład   rewolucji   kopernikańskiej   sprawia,   że   ta
rozszerzona   koncepcja   wydaje   mi   się   tak   ważna.
Dotychczasowe   rozważania   wskazują,   w   jakim
kierunku komplementarne pojęcia nauki normalnej i
rewolucji   naukowych   zostaną   rozwinięte   w
następnych dziewięciu rozdziałach. Ostatnie rozdziały
dotyczą   trzech   innych   istotnych   zagadnień.   W
rozdziale   jedenastym,   omawiając   tradycje
podręcznikowe,   zastanawiam   się,   dlaczego   dawniej
tak trudno było dostrzec rolę rewolucj i naukowych.
W   rozdziale   dwunastym   zostało   przedstawione
rewolucyjne

 

współzawodnictwo

 

pomiędzy

zwolennikami   starej   tradycji   nauki   normalnej   i
zwolennikami nowej. Tak więc rozpatruje się w nim
proces,   który   mógłby   w   teorii   badań   naukowych
zastąpić   znane   nam   z   tradycyjnego   obrazu   nauki
procedury konfirmacji . lub falsyfikacji. Jedynyi^hist^
który   rzeczywiście   doprowadza   do_zarzucenia   pet
PĘZgdnio  akceptowanej teorii i do przyjęcia,nowej,
jest   współzawodnictwo   miedzy   poszczególnymi
odłamami   środowiska_naukowego.   .Wreszcie   w
rozdziale trzynastym stawiam pytanie, w jaki sposób j
pogodzić rozwój drogą rewolucji z postępem, z któ- \
rym najwyraźniej mamy do czynienia w nauce. Na to
pytanie   jednak   rozprawa   niniejsza   przynosi   tylko
zarys odpowiedzi, odwołującej się do charakterystyki
społeczności uczonych, a ta kwestia wymaga wielu
dodatkowych badań i studiów.

14

background image

Struktura rewolucji naukowych

Dorastałem   intelektualnie,   karmiąc   się   tymi   i

podobnymi   odróżnieniami,   i   choćby   dlatego   daleki
jestem od pomniejszania ich znaczenia i wagi. Przez
długie lata uważałem, że dotyczą one natury wiedzy
w   ogóle,   i   nadal   przypuszczam,   że   właściwie
przeformułowane   mogą   nam   one   powiedzieć   coś
istotnego.   Jednakże   wysiłki,   jakie   podejmowałem,
chcąc   zastosować   te   odróżnienia,   choćby

  gros-   so

modo,

  do   obecnych   warunków   zdobywania,

akceptowania   i   asymilowania   wiedzy,   sprawiły,   iż
wydają mi się one niesłychanie problematyczne. Nie

15

Z pewnością niejeden czytelnik zadał już 
sobie pytanie, czy badania historyczne mogą 
doprowadzić do takiego przeobrażenia 
poglądów, jakie zostało tu zamierzone. Za 
pomocą całego arsenału dychotomii można 
próbować wykazać, iż jest to niemożliwe. 
Historia, jak to zbyt często podkreślamy, jest 
dyscypliną czysto opisową. Wysuwane wyżej
tezy mają natomiast często charakter 
interpretacyjny, a niekiedy i normatywny. Co
więcej, wiele-moic

tLuogólnień dotyczy

 

socjologii lub psy^ 

chologii społecznej 

świata

jiczonych. Wreszcie nie- które moje 

wnioskizaliczasię tradycyjnie do logiki lub 
epistemologii. Mogłoby się nawet wydawać, 
że w powyższych wywodach naruszyłem 
bardzo istotne współcześnie rozróżnienie 
pomiędzy „konteks- \ tem odkrycia" i 
„kontekstem uzasadnienia". Czy 1 takie 
pomieszanie różnych dziedzin i podejść 
może" doprowadzić do czegoś innego niż do 
głębokiego zamętu?

background image

Struktura rewolucji naukowych

są   to   podstawowe   logiczne   czy   metodologiczne
rozróżnienia, które jako takie wyprzedzałyby anali-
nych pokoleń uczonych. Nadawały się do tego celu,
gdyż   miały   dwie   istotne   wspólne   cechy.
Reprezentowany   w   nich   dorobek   był   dostatecznie
oryginalny i atrakcyjny, aby odwrócić uwagę stałej
grupy zwolenników danej teorii od konkurencyjnych
sposobów   uprawiania   nauki.   Jednocześnie   dorobek
ten był na tyle otwarty, że pozostawiał nowej szkole
najrozmaitsze problemy do rozwiązania.

Osiągnięcia odznaczające* się^wskazanymi cechami

będę   odtąd   nazywał  paradygmatamiJ   Termin   ten
pozostaje   w   ścisłym   zwiążku   z   poi^ciem  nauki
normalnej.
  Ma   on   wskazywać   na   to,   że   pewne
akcepŁowaneuwzory^ faktycznej praktyki naukowej —
wzory   obejmujące   równocześnie   prawa,"Teorie,
.zastosowania   i   wyposażenie   techniczne   —   tworzą
model, z którego wyłania się jakaś szczególna, zwarta
tradycja badań naukowych. Z takimi tradycjami mamy na
przykład   do   czynienia,   kiedy   historycy   mówią   o
astronomii   ptolemeuszowej   (lub   kopernikańskiej),
dynamice   arystotelesowskiej   (czy   newtonowskiej),
optyce   korpuskularnej   (albo   falowej)   itd.   Właśnie
studiowanie   paradygmatów,   często   o  wiele   bardziej
wyspecjalizowanych   niż   te,   które   przykładowo
wymieniłem,   przygotowuje   studenta   do   przyszłego
uczestnictwa   w   pracach   danej   wspólnoty   naukowej.
Ponieważ w ten sposób przyłącza się on do grupy, która
uczyła   się   podstaw   swej   dyscypliny   na   tych   samych
konkretnych modelach, jego przyszła działalność rzadko

16

background image

Struktura rewolucji naukowych

kiedy   doprowadzi   go   do   wniosków   zasadniczo
sprzecznych   z   tym   modelem   w   kwestiach
podstawowych.   Uczeni,   których   badania   oparte  są   na
wspólnych  paradygmatach,   podlegają   w   swej   praktyce
naukowej   tym   samym   regułom   i   standardom.   Takie
współuczestnictwo i wynikająca z niego jednomyślność
są   niezbędnymi   warunkami   nauki   normalnej,   tzn.
ukształtowania   się   i   trwania   określonej   tradycji
badawczej.

17

background image

Struktura rewolucji naukowych

nik,   z   którego   Newton   wyprowadził   pierwszy   niemal
powszechnie   przyjęty   paradygmat   optyki   fizycznej.
Każda   definicja   uczonego,   która   nie   obejmuje
przynajmniej   bardziej   twórczych   przedstawicieli   łych
różnych szkół, wyklucza zarazem ze swego zakresu ich

18

Ponieważ pojęcie paradygmatu będzie w tych
rozważaniach często zastępowało wiele 
dobrze znanych pojęć, musimy szerzej 
wyjaśnić przyczyny jego wprowadzenia. 
Dlaczego tym pierwotnym czynnikiem 
kształtującym zawodową wspólnotę ma być 
konkretne osiągnięcie naukowe, a nie 
rozmaite pojęcia, prawa, teorie i punkty 
widzenia, które mogą być z niego 
wyabstrahowane? W jakim sensie wspólny 
paradygmat jest podstawową jednostką dla 
badacza rozwoju nauki, i to jednostką, której 
nie sposób w pełni zredukować do jej 
logicznie składowych części, które mogłyby 
przejąć jej funkcje? W rozdziale piątym 
zobaczymy, że odpowiedź na te i inne 
podobne pytania jest niezbędna do 
zrozumienia nauki normalnej i związanego z 
nią pojęcia paradygmatów. Ta bardziej 
abstrakcyjna analiza będzie jednak wymagała
uprzedniego przytoczenia przykładów 
paradygmatów i funkcjonowania nauki 
normalnej. Obydwa omawiane pojęcia staną 
się jaśniejsze, kiedy zrozumiemy, że pewien 
rodzaj badań naukowych może się obyć bez 
paradygmatów, a przynajmniej bez tak 
wiążących i jednoznacznych jak wymienione 
wyżej. Ukształtowanie się paradygmatu i 
bardziej wyspecjalizowanych badań, na jakie 
on pozwala, jest oznaką dojrzałości danej 
dyscypliny naukowej.

background image

Struktura rewolucji naukowych

nowożytnych   następców.   Ludzie   ci   byli   niewątpliwie
uczonymi.   Wszelako   zapoznanie   się   z   optyką   fizyczną
epoki   przed   Newtonem   może   nas   doprowadzić   do
wniosku,   że  chociaż  badacze  tej dziedziny  zjawisk byli
uczonymi,   to   jednak   ostatecznego   rezultatu   ich
działalności nie można w pełni nazwać nauką. Nie mogąc
uznać żadnego z funkcjonujących zespołów przekonań za
dostatecznie   uzasadniony,   każdy,   kto   pisał   na   temat
optyki fizycznej, czuł się zmuszony do budowania swej
teorii   od   podstaw.   Korzystał   przy   tym   ze   względnej
swobody   doboru   najbardziej   odpowiadających   mu
obserwacji   i   doświadczeń,   brak   było   bowiem
jakiegokolwiek modelu wyznaczającego, z jakich metod
każdy   musi   korzystać   i   jakie   zjawiska   musi   umieć
wyjaśnić. W tych okolicznościach wywody przedstawiane
w   rozprawach   zwracały   się   w   równej   mierze   do
przedstawicieli   innych   szkół,   co   do   samej   przyrody.
Schemat ten nie jest czymś niezwykłym również i dzisiaj
w wielu dziedzinach, nie wyklucza on też dokonywania
ważnych   odkryć   i   wynalazków.   Nie   jest   to   jednak   ten
schemat, wedle którego optyka fizyczna rozwijała się po
Newtonie   i   który   rozpowszechniony   został   przez   inne
gałęzie przyrodoznawstwa.

Chociaż   ten   typ   zbierania   faktów   był   nader   istotnym

czynnikiem powstania wielu ważnych nauk, to jednak badając
na   przykład   encyklopedyczne   pisma   Pliniusza   albo
siedemnastowieczne   „historie   naturalne"   Bacona,   trudno
oprzeć się wrażeniu, że prowadzą one na manowce. Nabieramy
wątpliwości, czy literatura taka zasługuje na miano naukowej.
Baconowskie „historie" ciepła, barwy, wiatru, górnictwa itd.

19

background image

Struktura rewolucji naukowych

20

Jeszcze lepszego i bardziej znanego 
przykładu rozwoju nauki przed osiągnięciem 
przez nią ogólnie uznanego paradygmatu 
dostarcza historia badań nad elektrycznością 
w pierwszej połowie XVIII wieku. W tej 
epoce funkcjonowało prawie tyle poglądów 
na istotę elektryczności, ilu było 
poważniejszych eksperymentatorów — ludzi 
takich jak Hauksbee, Gray, Desaguliers, Du 
Fay, Nollet, Watson, Franklin i inni. 
Wszystkie ich koncepcje, a było ich wiele, 
miały wspólną cechę: po części wywodziły 
się z takiej czy innej wersji mechanis- 
tyczno-korpuskularnej filozofii nadającej 
wówczas kierunek wszystkim badaniom 
naukowym. W dodatku wszystkie były 
komponentami rzeczywistych teorii 
naukowych, teorii opartych w pewnej mierze 
na eksperymencie i obserwacji i częściowo 
wyznaczających wybór i interpretację innych 
problemów podejmowanych w badaniach. 
Mimo że wszystkie te eksperymenty 
dotyczyły elektryczności, a 
eksperymentatorzy w większości wypadków 
zaznajamiali się wzajemnie ze swymi 
pracami, teorie ich odznaczały się najwyżej 
pokrewieństwem rodzinnym.

gmatu lub

 

czegoś, co do

 

tej roli 

mogłoby pretendować,

 

wydaje się, 

że wszystkie fakty, które mogą 
przyczyniać się do rozwoju danej 
dyscypliny, są równie doniosłe. W 
rezultacie gromadzenie faktów we 
wczesnym okresie ma charakter o 
wiele bardziej przypadkowy niż 
działalność badawcza, którą znamy 
z późniejszego okresu rozwoju 

background image

Struktura rewolucji naukowych

przepełnione   są   informacjami   niekiedy   nawet   bardzo
wyszukanymi. Stawiają jednak na równi fakty, które później
okazują się rewelacjami  (np. ciepło mieszania), z innymi (np.
ciepło   kupy   nawozu),   które   długo   jeszcze   były   zbyt
skomplikowane, by mogły być teoretycznie ujęte

2

. W dodatku,

wobec tego, że każdy opis musi być niepełny, typowa „historia
naturalna"   w   swych   najbardziej   szczegółowych
sprawozdaniach   pomija   właśnie   te   szczegóły,   które   w
przyszłości   staną   się   dla   uczonych   szczególnie   inspirujące.
Niemal   żadna   z   dawnych   „historii"   elektryczności   nie
wspomina   o   tym,   że   skrawki   przyciągnięte   przez   potarty
szklany pręt opadają z powrotem. Zjawisko to uważano raczej
za   mechaniczne   niż   elektryczne

3

  Co   więcej,   ponieważ

przypadkowy   zbieracz   faktów   rzadko   kiedy   rozporządza
czasem   i   środkami   niezbędnymi   do   zajęcia   postawy
krytycznej, „historie naturalne" często  zestawiają opisy tego
rodzaju co wyżej przytoczony z innymi, np. z ogrzewaniem
przez   chłodzenie,   których   absolutnie   nie   jesteśmy   w   stanie
sprawdzić

4

  Tylko   zupełnie   sporadycznie,   jak  cepcja

elektryczności   jako   fluidu   dla   grupy   jej   zwolenników.

2 Por.  omówienie   „historii   naturalnej"   ciepła,   które   podaje

Francis Bacon,

 Novum Organum,

 przeł. J. Wikar- jak, Warszawa

1955, s. 174-209.

3 D. Roller, D.H.D. Roller, dz. cyt., s. 14, 22, 28, 43. Dopiero

po   pracy   omówionej   w   ostatnim   z   tych   fragmentów   (s.   43)

uznano,   że   odpychanie   jest   zjawiskiem   bez   wątpienia

elektrycznym.

4 F. Bacon, dz. cyt., s. 241, 343, mówi: „Lekko podgrzana

woda   zamarza   łatwiej   od   zupełnie   zimnej".   Częściowe

omówienie wcześniejszej historii tej dziwnej

21

background image

Struktura rewolucji naukowych

Wskazywał   on,   jakie   doświadczenia   warto   podejmować,   a
jakimi zajmować się nie warto, gdyż ujawnić mogą tylko bądź
uboczne, bądź zbyt złożone zjawiska elektryczne. Z tym tylko,
że paradygmat ten o wiele skuteczniej spełniał tę funkcję. Po
części dlatego, że wygaśnięcie sporów między poszczególnymi
szkołami położyło kres stałemu przeformulowywaniu podstaw
teoretycznych, częściowo zaś z tej racji, że uczeni, przekonani
o słuszności obranej drogi, ośmielili się podejmować bardziej
precyzyjne,   wyspecjalizowane   i   szeroko   zakrojone   prace

5

.

Zwolnieni   z   obowiązku   rozpatrywania   wszystkich   zjawisk
elektrycznych   łącznie   i   każdego   z   osobna,   badacze
elektryczności   mogli   się   zająć   bardziej   szczegółowymi
badaniami,   projektując   w   tym   celu   specjalną   aparaturę   i
korzystając z niej w sposób bardziej wytrwały i systematyczny
niż   kiedykolwiek   przedtem.   Zarówno   zbieranie   faktów,   jak

5  Należy   podkreślić,   że   przyjęcie   teorii   Franklina   nie

zakończyło   definitywnie   dyskusji.   W   roku   1759   Robert

Symmer przedstawił nową wersję tej samej teorii, tj. koncepcję

dwu fluidów, i przez wiele lat badacze elektryczności dzielili

się   na   zwolenników   poglądu,   że   elektryczność   jest   jednym

fluidem,   i   tych,   którzy   uważali,   że   składają   się   na   nią   dwa

fluidy. Wszystkie związane z tym spory potwierdzają jednak to,

co zostało wyżej powiedziane na temat sposobu, w jaki ogólnie

uznane   osiągnięcie   jednoczy   specjalistów.   Mimo   stałej

rozbieżności   poglądów   w   tej   kwestii   badacze   elektryczności

szybko doszli do wniosku, że żadne doświadczenie nie może

rozstrzygnąć sporu na rzecz jednej z konkurujących teorii i że

wobec   tego   są   one   równoważne.   Obie   szkoły   zatem   mogły

posługiwać   się   teorią   Franklina   i   obie   chętnie   się   do   niej

odwoływały. Por. I.B. Cohen, dz. cyt., s. 543-546, 548-554.

22

background image

Struktura rewolucji naukowych

budowanie teorii stało się działalnością ściśle ukierunkowaną
przez   przyjęte   zasady.   Równocześnie   badania   nad
elektrycznością stawały się coraz bardziej owocne i skuteczne,
potwierdzając   tym   samym   słuszność   metodologicznego
aforyzmu   Franciszka   Bacona:   „Prawdę   łatwiej   wyłowić   z
błędów niż z zamętu"

6

.

a   prac£__ich   są   ignorowane.   Nowy   paradygmat   narzuca
nowe,   bardziej   restryktywne   określenie   przedmiotu   badań
danej dziedziny. Wszyscy, którzy nie chcą lub nie mogą się
do niego przy- 

tematyką. Będą się one natomiast ukazywać

w formie krótkich artykułów przeznaczonych dla kolegów
specjalistów, tj. dla ludzi, co do których można założyć, że
znany im jest wspólny paradygmat, i którzy rzeczywiście
jako jedyni są w stanie czytać tego typu publikacje.

6 F. Bacon, dz. cyt., s. 216.

23

Istotą tych ukierunkowanych, czyli opartych 
na paradygmacie, badań zajmiemy się w 
następnym rozdziale. Na razie jednak 
musimy pokrótce rozważyć, w jaki sposób 
wyłonienie się paradygmatu wpływa na 
strukturę grupy zajmującej się badaniem 
danej dziedziny zjawisk. Kiedy w naukach 
przyrodniczych po raz pierwszy 
indywidualnie lub grupowo osiągnięta 
zostaje synteza zdolna przyciągnąć 
zainteresowanie następnych pokoleń 
badaczy, następuje stopniowy upadek 
dawnych szkół. Po 1 części jest to 
następstwem przyjęcia przez ich 
zwolenników nowego paradygmatu. 

Zawsze pozo- 

stajej

ednak pewna 

ilość b

ad

aczy wiernych te

mii 

czy 

innemu dawnemu poglądowi. 
Zostają oni

 po 1 prostu__§toiIIen^

background image

Struktura rewolucji naukowych

24

Dzisiaj w naukach przyrodniczych książki są 
bądź podręcznikami, bądź retrospektywnymi 
refleksjami związanymi z takim czy innym 
aspektem życia naukowego. Uczpny, który 
książkę taką pisze, bardziej naraża swą 
reputację na szwank, niż ją umacnia. Tylko w
dawniejszych, * przedparadygmatycznych 
stadiach rozwoju nauk przyrodniczych 
^tosunek między napisaniem książki a 
wartością naukowych osiągnięć był taki, jaki 
w innych dziedzinach twórczych pozostał po 
dzień dzisiejszy. I tylko w tych dziedzinach, 
w których książka—wraz z artykułami czy 
bez nich—pozostaje nadal środkiem 
naukowego komunikowania się, 
profesjonalizacja jest wciąż jeszcze na tyle 
luźna, że laik może liczyć, iż nadąży za 
postępem, zapoznając się z oryginalnymi 
relacjami badaczy. Zarówno w matematyce, 
jak w astronomii doniesienia o pracach 
badawczych przestały być zrozumiałe dla 
przeciętnie wykształconego odbiorcy już w 
starożytności. W dynamice stały się one 
podobnie wyspecjalizowane w późnym 
średniowieczu; odzyskały swą zrozumiałość 
dla ogółu tylko na krótki okres w wieku 
XVII, kiedy nowy paradygmat zastąpił 
dawny, kierujący badaniami 
średniowiecznymi. Prace dotyczące 
elektryczności wymagały objaśniania ich 
laikom od końca wieku XVIII, a większość 
innych dziedzin nauk fizycznych prze

stała 

być zrozumiała dla każdego w 
wieku XIX. W ciągu tych samych 
dwustu lat podobne zjawiska można
zaobserwować w różnych 
dziedzinach badań biologicznych, a 

background image

Struktura rewolucji naukowych

Już   od   czasów   prehistorycznej   starożytności   jedna

dziedzina   wiedzy   po   drugiej   przekraczała   w   swym   rozwoju
punkt, który dzieli jej dzieje — mówiąc słowami historyka —
na prehistorię i historię właściwą. Te przejścia rzadko kiedy
zachodziły tak nagle i jednoznacznie, jakby to mogło wynikać
z moich, z konieczności schematycznych, rozważań. Ale nigdy
też nie miały one charakteru tak stopniowego, by można było
uznać, że rozciągają się na cały okres rozwoju dyscypliny, w
której   miały   miejsce.   Autorzy   traktujący   o  elektryczności  w
pierwszym   czterdziestoleciu   XVIII   wieku   dysponowali   dużo
większą ilością informacji o zjawiskach elektrycznych niż ich
szesnastowie-   czni   poprzednicy.   W   ciągu   następnych
pięćdziesięciu   lat   po   roku   1740   do   informacji   tych   dodano
niewiele nowego. Jednak jeśli chodzi o sprawy podstawowe,
wydaje   się,   że   to,   co   w   ostatnich   trzydziestu   latach   XVIII
wieku   pisali   o   elektryczności  Cavendish,   Coulomb  i  Volta,
bardziej odbiega od prac Graya, Du Faya i nawet Franklina niż
zastosowaniu funkcjonowanie paradygmatu polega 

na

 tym, że

pozwala on powielać  przykłady, z których każdy mógłby w
zasadzie zająć jego miejsce. W nauce natomiast  paradygmat
rzadko kiedy jest przedmiotem takiego odwzorowania. Stanowi
on   raczej,   podobnie   jak   decyzja   prawna

  w

  prawie

zwyczajowym,   przedmiot   dalszego   uszczegółowienia   i
uściślenia

 w

 nowych lub trudniejszych

 wa

runkach.

By   to   zrozumieć,   musimy   sobie   uzmysłowić,   jak

bardzo   ograniczony   zarówno   pod   względem   swego
zakresu,   jak   i   ścisłości   może   być   nowo   powstały
paradygmat.   Paradygmaty   uzyskują   swój   status   dzięki
temu,   że   okazują   się   bardziej   skuteczne   od   swych
konkurentów   w   rozwiązywaniu   niektórych   problemów

25

background image

Struktura rewolucji naukowych

uznanych przez grono praktyków za palące. Nie znaczy
to jednak, że paradygmaty są całkowicie skuteczne, gdy
chodzi   o   rozwiązanie   pojedynczego   problemu   czy,  tym
bardziej, większej ich ilości. Sukces paradygmatu — czy
to   będzie   Arystotelesowska   analiza   ruchu,
Ptolemeuszowe   obliczenia   położeń   planet,   zastosowanie
wagi   przez   Lavoisiera   czy   też   matematyzacja   pola
elektromagnetycznego   przez   Maxwella—to   początkowo
przede   wszystkim   obietnica   sukcesu,   na   jaki   liczy   się,
mając do dyspozycji tylko wybrane i niepełne przykłady.
Nauka   normalna   urzeczywistnia   tę   obietnicę,
rozszerzając wiedzę o faktach, które dany paradygmat
ukazuje   jako   szczególnie   ważne,   poszerzając   zakres
zgodności   między   tymi   faktami   a   formułowanymi   na
gruncie  paradygmatu   przewidywaniami   oraz  uściślając
sam paradygmat.

Spośród   ludzi,   którzy   nie   zajmują   się   uprawianiem

którejś   z   dojrzałych   nauk,   tylko   niewielu   zdaje   sobie
sprawę   z   tego,   jak   szerokie   pole   dla   tego   rodzaju
porządkowych prac pozostawia jeszcze paradygmat i jak
fascynująca   może   być   to   praca.   I   to   właśnie   wymaga
zrozumienia. Większość uczonych poświęca się w swojej
działalności   zawodowej   pracom   porządkowym^   One
właśnie składają się na to, co nazywam nauką normalną.
Jeśli poddać je dokładniejszej analizie, czy to w aspekcie
historycznym, czy w ich współczesnej postaci, odnosi się
wrażenie, że polegają one na próbie wtłoczenia przyrody
do_   goto\vych._.już   t   względnie   sztywnych   szufladek,
których dostan cza paradygmat. .Celem nauki normalnej
nie jest j "bynajmniej szukanie nowych rodzajów zjawisk;

26

background image

Struktura rewolucji naukowych

raczej nie dostrzega ona tych, które nie mieszczą się w jej
gotowych   szufladkach.   Również   uczeni   nie   starają   się
zazwyczaj   wynajdywać   nowych   teorii   i   są   często
nietolerancyjni   wobec   tych,   które   sformułowali   inni

7

.

Badania   w   ramach   nauki   normalnej   dążą   do
uszczegółowienia tych zjawisk i teorii, których dostarcza
paradygmat.

7 Bernard Barber,

 Resistance by Scientists to Scientific 

Discovery,

 „Science", 1961, CXXXIV, s. 596-602.

27

background image

Struktura rewolucji naukowych

nia metod, które opracowali z myślą o ponownym ujęciu
znanych już uprzednio rodzajów faktów.

Druga często występująca, choć węższa klasa badań

eksperymentalnych dotyczy tych faktów, które — choć
same przez się są często mało interesujące — mogą być
bezpośrednio   porównywane   z   prognozami
formułowanymi   na   gruncie   teorii   paradygmatycznych.
Wkrótce,   kiedy   przejdę   od   omawiania   problemów
doświadczalnych   nauki   normalnej   do   jej   zagadnień
teoretycznych, będziemy mogli się przekonać, że niewiele
jest   takich   obszarów,   na   których   teoria   naukowa,
zwłaszcza jeśli jest znacznie zmatematyzowana, może być
bezpośrednio   konfrontowana   z   przyrodą.   Nawet   dziś
znane   są   tylko   trzy   grupy   faktów,   za   pomocą   których
sprawdzać można ogólną teorię względności Einsteina

8

.

8  Jedynym dawnym i  nadal  aktualnym sprawdzianem jest

precesja   perihelium   Merkurego.   Przesunięcie   ku   czerwieni

widma   odległych   gwiazd   można   wyjaśnić   na   gruncie

prostszych założeń niż ogólna teoria względności. Tak samo

może   być   w   wypadku   ugięcia   promieni   świetlnych   w   polu

grawitacyjnym Słońca, zjawiska, które nadal jest przedmiotem

dyskusji.   W   każdym   razie   pomiary   z   nim   związane   nie   są

jednoznaczne.   Dodatkowym   nowo   odkrytym   sprawdzianem

może   być   przesunięcie   grawitacyjne   promieniowania

28

Są to, być może, wady. Obszary objęte 
badaniami nauki normalnej są oczywiście 
bardzo ograniczone; badania te mają 
niezwykle zawężony horyzont. Ale okazuje 
się, że restrykcje zrodzone z wiary w 
paradygmat mają zasadnicze znaczenie dla 
rozwoju nauki. Paradygmat koncentruje 
uwagę

background image

Struktura rewolucji naukowych

Co   więcej,   nawet   w   tych   dziedzinach,   w   których
możliwość taka istnieje, często niezbędne jest stosowanie
zarówno   teoretycznych,   jak   i   doświadczalnych
przybliżeń,   co   znacznie   ogranicza   zgodność
uzyskiwanych

 

wyników

 

z

 

teoretycznym

przewidywaniem.   Zmniejszanie   tych   rozbieżności   lub
znajdowanie   nowych   obszarów,   na   których   można   by
taką   zgodność   wykazać,   jest   ciągłym   wyzwaniem   dla
umiejętności   i   wyobraźni   eksperymentatorów   i
obserwatorów.   Specjalne   tele-  

J

  skopy   mające

potwierdzić kopernikańską prognozę 

;

 rocznej paralaksy,

maszyna Atwooda po raz pierwszy zaprojektowana sto
lat   po   ukazaniu   się

  Prin-   cipiów,

  aby   udowodnić   drugie

prawo Newtona, aparatura Foucaulta pomyślana w celu
wykazania, że prędkość światła jest większa w powietrzu
niż   w   wodzie,   lub   gigantyczne   liczniki   scyntylacyjne,
które miały wykazać istnienie neutrina — te i inne tego
rodzaju   przyrządy   i  aparaty   pokazują,   jak   ogromnego
wysiłku i pomysłowości było trzeba, aby uzyskiwać coraz
większą zgodność teorii z przyrodą

3

. Te właśnie dążenia

do wykazania

perimental  Tests   of   Theories   of   Relativity,

  „Physics   Today",

1961, t. XIV, s. 42-48.

Mössbauera.   Nie   jest   wykluczone,   że   w   najbliższym   czasie

znajdzie   się   jeszcze   wiele   innych   sprawdzianów   w   tej   tak

żywotnej obecnie, a tak długo uśpionej dziedzinie. Najnowsze

doniesienia z tego zakresu przynosi praca Leonarda I. Schiffa

A Report on the NASA Conference on Ex-

29

background image

Struktura rewolucji naukowych

30

3

 O dwóch teleskopach paralaksowych mowa 

jest w pracy Abrahama Wolfa

 A History of

Science, Technology, and Philosophy 
in the Eighteenth Century,

 wyd. 2, 

London 1952, s. 103—105. Jeśli chodzi o 
maszynę Atwooda, zob.: Norwood R. 
Hanson,

 Patterns of Discovery,

 

Cambridge 1958, s. 100-102, 207-208. 
Ostatnie dwa przykłady aparatury omówione 
są w pracach: J.B.L. Foucault,

 Méthode 

générale pour mesurer la vitesse de la 
lumière dans l'air et les milieux 
transparants.

nego Coulomba, formuła Joule'a wiążąca 
wytwarzane ciepło z oporem elektrycznym i 
prądem — wszystkie one należą do tej 
właśnie kategorii. Być może to, że 
warunkiem koniecznym wykrywania tego 
rodzaju praw jest paradygmat, nie wydaje się 
zbyt oczywiste. Często słyszy się, że wykryto
je w wyniku przeprowadzania analizy jakichś
pomiarów podejmowanych dla nich samych, 
bez żadnej podbudowy teoretycznej. Historia 
jednak nie świadczy na rzecz takich skrajnie 
Baconowskich metod. Doświadczenia 
Boyle'a były nie do pomyślenia (a gdyby je 
nawet podjęto, inaczej by je zinterpretowano 
albo też wcale nie zostałyby zinterpretowane)
dopóty, dopóki nie uznano powietrza za 
sprężysty fluid, do którego można było 
stosować wszystkie poprzednio 
wypracowane pojęcia hydrostatyki. Coulomb
zawdzięczał sukces skonstruowanej przez 
siebie specjalnej aparaturze do pomiaru siły 
między ładunkami punktowymi. (Ci badacze,
którzy poprzednio mierzyli siły elektryczne, 
posługując się zwykłymi wagami 
szalkowymi itp., w ogóle nie wykryli żadnej 

background image

Struktura rewolucji naukowych

Ograniczmy   na   chwilę   nasze   rozważania   do   kwestii

ścisłości.   Omówiliśmy   już   wyżej   doświadczalny   aspekt   tego
zagadnienia.   Do   uzyskania   danych   niezbędnych   do
konkretnych   zastosowań   paradygmatu   newtonowskiego
potrzebna   była   specjalna   aparatura,   taka   jak   przyrząd
Cavendisha,   maszyna   Atwooda   czy   też   ulepszone   teleskopy.
Podobne   kłopoty   z   uzyskaniem   zgodności   [między   teorią   a
doświadczeniem] istniały od strony teoretycznej. Na przykład
stosując swe prawa do wahadła, Newton zmuszony był założyć,
że cała masa ciężarka skupiona jest w jednym punkcie. Było to
niezbędne   do   jednoznacznego   określenia   długości   wahadła.
Jego twierdzenia, wyjąwszy te o charakterze hipotetycznym i
wstępnym, nie uwzględniały również skutków oporu powietrza.
Były   to   trafne   fizyczne   przybliżenia.   Wszelako   jako
przybliżenia   ograniczały   oczekiwaną   zgodność   między
prognozami Newtona a rzeczywistymi wynikami doświadczeń.
Podobne   trudności   występowały   —   i   to   jesz-   wanie.   Na
przykład nie zawsze łatwo było stosować

 Principia

 — po części

wskutek   tego,   że   będąc   pierwszym   sformułowaniem   teorii,
musiały być w pewnym stopniu niedopracowane, a częściowo
dlatego, że w wielu przypadkach ich istotny sens wyłaniał się
dopiero   w   trakcie   stosowania.   W   każdym   razie   dla   wielu
zastosowań  w mechanice  ziemskiej  pozornie nie związany z
koncepcją Newtona zbiór technik kontynentalnych wydawał się
znacznie   efektywniejszy.   Dlatego   wielu   najwybitniejszych
europejskich fizyków-teoretyków — od Eulera i Lagrange'a w
wieku XVIII, do Hamiltona, Jacobiego i Hertza w wieku XIX
— wciąż usiłowało tak przeformułować teorię Newtona, aby
uzyskać system równoważny, lecz bardziej zadowalający pod
względem   logicznym   i   estetycznym.   To   znaczy,   chcieli   oni

31

background image

Struktura rewolucji naukowych

nadać   i   jawnym,   i   ukrytym   wnioskom   wypływającym   z

Principiów

  oraz   mechaniki   kontynentalnej   spójniejszą   postać

logiczną,  tak  by można je było stosować  w sposób bardziej
jednorodny   i   zarazem   bardziej   jednoznaczny   do   nowo
podejmowanych problemów mechaniki

9

.

Podobne   przeformułowania   paradygmatu   występowały

stale we wszystkich naukach, w większości wypadków jednak
prowadziły one do bardziej zasadniczych zmian w jego treści
niż przytoczone wyżej  przeformułowania

  Principiów.

  Zmiany

takie   są   wynikiem   badań   empirycznych   mających   na   celu
uszczegółowienie paradygmatu,

1 czym   mówiliśmy   poprzednio.   Potraktowanie   ich   jako
empirycznych było więc w pewnej mierze arbitralne. Problemy
związane   z   uszczegółowieniem   paradygmatu,   bardziej   niż
jakikolwiek   inny   rodzaj   badań   normalnych,   mają   charakter
teoretyczny   i   eksperymentalny   zarazem.   Ilustrują   to   wyżej
przytoczone przykłady. Zanim Coulomb mógł zbudować swe
przyrządy pomiarowe, musiał korzystać z teorii elektryczności,
aby je zaprojektować. Rezultaty tych pomiarów były zarazem
uściśleniem   teorii.   Podobnie   uczeni,   którzy   projektowali
doświadczenia   mające   na   celu   rozstrzygnięcie   pomiędzy
różnymi   teoriami   ogrzewania   przez   sprężanie,   byli   z   reguły
autorami   tych   teorii,   które   porównywali   ze   sobą.   Praca   ich
miała zarówno charakter doświadczalny, jak teoretyczny, a jej
rezultatem było nie tylko uzyskanie nowych informacji, lecz
2

uściślenie   paradygmatu   w   wyniku   eliminacji

dwuznaczności, jakie zawierał w swej pierwotnej postaci. W

9 René Dugas,

 Histoire de la mécanique

, Neuchâtel 1950, ks.

IV-V.

32

background image

Struktura rewolucji naukowych

wielu dziedzinach nauki znaczna część normalnych badań ma
taki właśnie charakter.

33

background image

Struktura rewolucji naukowych

W   wieku   XVIII   na   przykład   niewiele   poświęcano

uwagi   eksperymentalnym   pomiarom   przyciągania
elektrycznego   za  pomocą   takich   przyrządów   jak   waga
szalkowa. Ponieważ nie dawały one spójnych i jasnych
wyników,   nie   można   było   wykorzystywać   ich   do
uszczegółowienia paradygmatu, na którym były oparte.
Dlatego właśnie pozostawały one „gołymi" faktami, nie
powiązanymi   i   nie   dającymi   się   powiązać   ze   stale
rozwijającymi   się   badaniami   zjawisk   elektrycznych.
Dopiero   retrospektywnie,   na   gruncie   kolejnego
paradygmatu,   można   dostrzec,   jakie   cechy   zjawisk
elektrycznych   ujawniały   te   eksperymenty.   Oczywiście,
Coulomb   i   jego   współcześni   dysponowali   już   tym
późniejszym   paradygmatem,   a   w   każdym   razie   takim,
który   w   zastosowaniu   do   zagadnień   przyciągania
prowadził do tych samych przewidywań. Dlatego właśnie
Coulomb   mógł   zaprojektować   przyrząd,   który   dawał
wyniki   dopuszczalne   przy   uszczegółowieniu

34

Te trzy klasy zagadnień — bad

anie 

istotn

ygji faktów, konfrontącjajaktó

w z 

teorią i

 uszczegóło

wianie te

orii — 

wyczerpują, jak sądzę, problematykę 
zarówno doświadczalną, jak i teoretyczną, 
której poświęcona jest literatura nauki 
normalnej. Nie wyczerpują one jednak 
oczywiście całości literatury naukowej. 
Istnieją również zagadnienia nadzwyczajne i 
być może właśnie ich rozwiązywanie nadaje 
nauce jako całości tak wielką wartość. Ale 
problemy nadzwyczajne nie pojawiają się na 
zawołanie. Wyłaniają się one w szczególnych
okolicz-

background image

Struktura rewolucji naukowych

paradygmatu. Ale również dlatego wyniki te nikogo nie
zaskoczyły,   a   wielu   współczesnych   Coulombowi
uczonych   mogło   je   z   góry   przewidzieć.   Nawet   w
eksperymencie,   którego   celem   jest   uszczegółowienie
paradygmatu,   nie   chodzi   o   odkrycie   czegoś

nieoczekiwanego.

35

background image

Struktura rewolucji naukowych

36

background image

Struktura rewolucji naukowych

37

Jeśli jednak w nauce normalnej nie dąży się 
do czegoś zasadniczo nowego, jeśli 
niepowodzenie w uzyskaniu wyniku 
bliskiego przewidywanemu oznacza 
zazwyczaj niepowodzenie uczonego, to 
czemu problemy te są w ogóle 
podejmowane? Częściowo odpowiedzieliśmy
już na to pytanie. Przynajmniej dla samego 
uczonego wyniki uzys

kane w toku 

normalnych badań są ważne, 
rozszerzają bowiem zakres 
stosowalności paradygmatu i 
zwiększają ścisłość tych 
zastosowań. Odpowiedź ta jednak 
nie tłumaczy, dlaczego uczeni 
wkładają w takie badania tyle 
entuzjazmu i zapału. Nikt przecież 
nie zdecyduje się poświęcić wielu 
lat pracy na ulepszanie spektrometru
lub na uściślanie rozwiązania 
problemu drgających strun tylko ze 
względu na znaczenie informacji, 
jakie w wyniku tego uzyska. Dane, 
jakie można uzyskać, obliczając 
efemerydy albo dokonując dalszych 
pomiarów za pomocą istniejących 
już przyrządów, są często równie 
ważne, a jednak uczeni odnoszą się 
zazwyczaj do takich badań z 
lekceważeniem, gdyż polegają one 

background image

Struktura rewolucji naukowych

Terminy

  łamigłówka

  i

  rozwiązywanie   łamigłówek

  pozwolą

lepiej   ująć   niektóre   istotne   kwestie   wały

10

  Przedsięwzięcia

naukowe   w   swej   całości   okazują   się   niekiedy   rzeczywiście
użyteczne,   odkrywają   nowe   obszary,   wskazują   na   porządek,
pozwalają   sprawdzić   przyjmowane   od   dawna   poglądy.
Wszelako

  jednostka

  zajmująca   się   normalnym   problemem

badawczym

 niemal nigdy nie czyni czegoś takiego.

 Z chwilą gdy

zaangażuje się ona w badania, motywacja jej postępowania jest
inna.   Jest   nią   przekonanie,   że   jeśli   tylko   zdobędzie   dość
umiejętności, zdoła rozwiązać łamigłówki, których nikt dotąd
nie rozwiązał, a co najmniej nie rozwiązał tak dobrze. Wiele
najtęższych   umysłów   naukowych   poświęcało   całą   swoją
zawodową   uwagę   takim   wymagającym   łamigłówkom.   W
większości wypadków poszczególne dziedziny specjalizacji nie
stwarzają żadnych innych możliwości prócz tej właśnie, przez
co bynajmniej nie stają się mniej fascynujące dla prawdziwych
zapaleńców.

Przejdźmy teraz do kolejnego, trudniejszego i bardziej 
znaczącego aspektu analogii między łamigłówkami a 
problemami nauki normalnej. Do tego, by uznać problem za 
łamigłówkę, nie wystarczy to, że ma on zagwarantowane 
rozwiązanie. Istnieć muszą ponadto reguły, które 
wyznaczają tak zakres możliwych do przyjęcia 
rozstrzygnięć, jak

10  Rozczarowanie   wynikające   z   konfliktu   między   rolą

jednostki i powszechnym wzorcem rozwoju nauki może jednak

niekiedy przybierać ostrą formę. Na ten temat zob. Lawrence

S.   Kubie,

  Some   Unsolved   Problems   of   the   Scientific   Career,

„American Scientist", 1953, t. XLI, s. 596-613; 1954, t. XLII,

s. 104-112.

38

background image

Nauka normalna rozwiązuje łamigłówki

i   metody,   za   pomocą   których   można   je   uzyskać.
Rozwiązanie układanki nie polega po prostu na „ułożeniu
jakiegoś   obrazka".   Zarówno   dziecko,   jak   współczesny
artysta   potrafi   to   zrobić,   rozrzucając   wybrane   kawałki,
jako   abstrakcyjne   kształty,   na   jakimś   neutralnym   tle.
Powstały w ten sposób obrazek może być o wiele lepszy,
a  z  pewnością  będzie  bardziej  oryginalny  od całości,  z
której pochodzą wybrane fragmenty. Jednak obrazek ten
nie   będzie   rozwiązaniem.   Aby   je   uzyskać,   trzeba
wykorzystać wszystkie fragmenty, obrócić czystą stroną
na dół i tak długo cierpliwie je przekładać, aż wszystkie
zaczną pasować do siebie. Na tym m.in. polegają reguły
rozwiązywania układanki. Podobne ograniczenia zakresu
możliwych   do   przyjęcia   rozwiązań   łatwo   wskazać   w
wypadku   krzyżówek,   zagadek,   problemów   szachowych
itd.

Gdybyśmy zgodzili się używać terminu „reguO ła" w

szerszym sensie — równoważnym nieluedy „ustalonemu
pu^owLwjd^nia"   lub   „powziętemu   z   góry  przekonaniu"
— to problemy dostępne~na / gruncie określonej tradycji
badawczej   wykazywałyby   cechy   bardzo   zbliżone   do
wyżej   wskazanych.   Ktoś,   kto   buduje   przyrząd
przeznaczony do określenia długości fal świetlnych, nie
może się zadowolić tym, że jego aparat przyporządkowuje
określone liczby poszczególnym liniom widma. Nie jest
on po prostu wynalazcą lub mierniczym. Przeciwnie, musi
wykazać,   analizując   działanie   swego   przyrządu   w
kategoriach ustalonej teorii optycznej, że uzyskane przez
niego liczby włączone być mogą do teorii jako długości
fal. Jeśli jakieś niejasności

background image

Nauka normalna rozwiązuje łamigłówki

znaczały   możliwe   wyniki   analiz   chemicznych,
informowały   chemików,   czym   są   atomy   i   cząsteczki
chemiczne, związki i mieszaniny

11

. To samo znaczenie

mają i tę samą funkcję pełnią dziś równania Maxwella
i prawa termodynamiki statystycznej.

11 Przykłady te będą omówione szczegółowo pod koniec 

rozdz. 10.

background image

Nauka normalna rozwiązuje łamigłówki

Nie   jest   to   jednak   ani   jedyny,   ani   najbardziej

interesujący   rodzaj   reguł,   na   jakie   wskazują   badania
historyczne.   Na   poziomie   niższym   czy   bardziej
konkretnym niż poziom praw i teorii doszukać się można
na   przykład   całego   mnóstwa   przekonań   związanych   z
preferowanymi   rodzajami   przyrządów   i  uprawnionymi
sposobami   posługiwania   się   nimi.   Dla   rozwoju
siedemnastowiecznej chemii zasadnicze znaczenie miały
zmieniające   się   poglądy   na   rolę,   jaką   w   analizie
chemicznej   odgrywa   ogień

12

  W   wieku   XIX   Helmholtz

napotkał   silny   opór   fizjologów,   kiedy   twierdził,   że

doświadczenia   fizyczne   mogą   z   powodzeniem   być
stosowane   do   badań   w   ich   dziedzinie

13

  W   naszym

stuleciu   interesująca   historia   chromatografii
chemicznej

14

  znów wskazuje, jak przekonania dotyczące

aparatury   ba-  i  dawczej,   w  równej   mierze  co  prawa  i
teorie,   dostar

czają   uczonym   ich   reguł   gry.   Kiedy   badamy

odkrycie promieni X, wykryć możemy przyczyny tego rodzaju
przekonań.

Inną cechą nauki — mniej lokalną i tymczasową, choć 
również nie niezmienną—jaką na ogólniejszym poziomie 
ujawniają stale badania historyczne, jest jej zależność od 
przekonań

 quasi-meta- fizycznych. Gdzieś po roku 1630 na 

przykład, zwłaszcza po ukazaniu się niezwykle wpływowych 
prac Kartezjusza, większość fizyków sądziła, że 
wszechświat składa się z mikroskopijnych korpus- kuł i że 
wszystkie zjawiska przyrody można wytłumaczyć przez 
odwołanie się do ich kształtu, wielkości, ruchu i wzajemnego
oddziaływania. Przekonania te wywierały wpływ zarówno 
metafizyczny, jak i metodologiczny. W płaszczyźnie 
metafizycznej mówiły one uczonym, jakiego rodzaju byty 
istnieją we wszechświecie, a jakich w nim nie ma: istnieje 
tylko materia w ruchu. W płaszczyźnie metodologicznej 
mówiły, jaką postać mają mieć ostateczne prawa i 
podstawowe wyjaśnienia naukowe: prawa ujmować mają 
ruch cząstek i ich oddziaływania, wyjaśnienia zaś 
redukować muszą każde zjawisko przyrody do ruchów i 

12 H.   Metzger,

  Les   doctrines...,

  dz.   cyt.,   s.   359-361;

Marie Boas,

 Robert Boyle and Seventeenth-Century Chemistry,

Cambridge 1958, s. 112-115.

13 Leo   Kónigsberger,

  Hermann   von   Helmholtz

,   przeł.

  i

Francis A. Welby, Oxford 1906, s. 65-66.

14 James  E. Meinhard,

  Chromatography:  A  Perspec-  \   tive,

„Science", 1949, t. CX, s. 387-392.

background image

Nauka normalna rozwiązuje łamigłówki

oddziaływań wskazanych przez te prawa. Co ważniejsze, 
korpuskularna koncepcja wszechświata mówiła uczonym, 
jakie powinny być ich problemy badawcze. Na przykład 
chemik przyjmujący —jak Boyle — tę nową filozofię zwracał 
szczególną uwagę na reakcje chemiczne, które potraktować
można jako transmutacje. O wiele jaśniej bowiem niż 
wszelkie inne ujawniały one proces przegrupo-

background image

P

RIORYTET

 P

ARADYGMATÓW

Aby   wykryć   relacje   zachodzące   między   regułami,
paradygmatami i nauką normalną, zastanówmy się najpierw, w
jaki   sposób   histoiyk   wyodrębnia   konkretne   przekonania,
opisane   wyżej   jako   przyjęte   reguły.   Dokładna   historyczna
analiza   danej   dziedziny   w   określonym   czasie   ujawnia   zbiór
powtarzających się ^wasi-standardowych ilustracji rozmaitych
teorii w ich pojęciowych, doświadczalnych i instrumentalnych
zastosowaniach. Są to właśnie paradygmaty  obowiązujące w
danej   społeczności,   przedstawiane   w   podręcznikach,
wykładach   i   ćwiczeniach   laboratoryjnych.   Studiując   je   i
opierając się na nich w praktyce, członkowie tej społeczności

uczą   się   swojego   zawodu.   Oczywiście   historyk   wykryje
ponadto   cienisty   obszar   osiągnięć,   których   status   pozostaje
wątpliwy, ale zrąb rozwiązanych problemów i przyswojonych
technik   badawczych   jest   zwykle   wyraźny.   Mimo   tych   czy
innych   niejasności   paradygmaty   dojrzałej   społeczności
naukowej da się określić stosunkowo łatwo.

uczonego   w   ramach   określonej   tradycji   badawczej   nauki
normalnej?   Co   znaczy   wyrażenie   „bezpośrednie   badanie
paradygmatów"? Częściową odpowiedź na tego typu pytania,
chociaż w zupełnie innym kontekście, podał zmarły niedawno
Ludwig Wittgenstein. Wobec tego, że jest to kontekst bardziej
elementarny i znany, ułatwimy sobie zadanie, zapoznając się

43

Określenie wspólnych 
paradygmatów to jednak 

nie to 

samo co

 

określenie wspólnych 

reguł. To

background image

najpierw z jego sposobem argumentacji. Co musimy wiedzieć,
pytał Wittgenstein, aby móc posługiwać się takimi terminami
jak   „krzesło",   „liść"   czy   „gra"   w   sposób   jednoznaczny,   nie
wywołując sporów

15

?

15  Ludwig   Wittgenstein,

  Dociekania   filozoficzne,  

przeł.   B.

Wolniewicz,   PWN,   Warszawa   1972,   par.   65-77,

  s.

  49-57.

Wittgenstein nie mówi jednak nic 

o tym, jaka

 musiałaby być

natura   świata,   aby   przed

stawiony

  przez   niego   sposób

nazywania   był   zasadny.  

Dlatego

  też   dalszych  rozważań   nie

opieram

 na

 jego 

poglądach.

44

background image

45

background image

Te   konsekwencje   naukowego   kształcenia   mają   też

odwrotną   stronę,   co   wskazuje   zarazem   na   trzecią   rację,   dla
której   wolno   nam   sądzić,   że   paradygmaty   kierują   pracą
badawczą zarówno przez bezpośrednie jej modelowanie, jak i

46

Na to stare pytanie przeważnie odpowiadano,
że musimy, świadomie lub intuicyjnie, 
wiedzieć, czym jest krzesło, liść, gra. Innymi 
słowy, uchwycić musimy właściwości, jakie 
przysługują wszystkim grom i tylko grom. 
Wittgenstein doszedł jednak do wniosku, że 
sposób, w jaki korzystamy z języka, i 
charakter świata, do którego go stosujemy, 
nie wymaga istnienia takiego zespołu cech. 
Chociaż rozpatrzenie

 niektórych

 cech 

wspólnych 

pewnej liczbie

 gier, krzeseł czy 

liści pomaga nam często nauczyć się 
stosowania danego terminu, nie istnieje 
jednak taki zespół cech, które można by 
jednocześnie przypisać wszystkim 
elementom danej klasy i tylko im. Gdy jakąś 
nie znaną nam dotąd czynność nazywamy 
grą, postępujemy tak dlatego, że dostrzegamy
jej bliskie „podobieństwo rodzinne" z tymi 
czynnościami, które uprzednio nauczyliśmy 
się tak nazywać. Krótko mówiąc, według 
Wittgensteina gry, krzesła czy liście to 
naturalne rodziny, a każdą z nich konstytuuje
sieć zachodzących na siebie i krzyżujących 
się podobieństw. Istnienie tego rodzaju sieci 
jest wystarczającym warunkiem powodzenia 
w identyfikowaniu odpowiednich obiektów i 
czynności. Tylko w wypadku, gdyby rodziny,
które nazywamy, zachodziły na siebie i 
stopniowo przechodziły jedna w drugą — 
tzn. gdyby nie istniały rodziny

 naturalne

 

— powodzenie w identyfikacji i nazywaniu 
świadczyłoby o istnieniu zespołu wspólnych 
cech odpowiadających każdej nazwie 

background image

poprzez wyabstrahowane reguły. Nauka normalna obywać się
może bez reguł tylko dopóty, dopóki odpowiednia społeczność
naukowa   akceptuje   bez   zastrzeżeń   uzyskane   poprzednio
rozwiązania   poszczególnych   zagadnień.   Reguły   uzyskiwać
więc   mogą   znaczenie,  

a

  obojętność   wobec   nich   znikać,   gdy

rodzi   się  

poczucie,   że   paradygmaty   czy   też   modele   są

niepewne.   Tak   właśnie   dzieje   się   rzeczywiście.   Zwłaszcza
okres   przedparadygmatyczny   z   reguły   odznacza   się
występowaniem   zasadniczych   dyskusji   na   temat
uprawnionych   metod,   problemów   i   standardów   rozwiązań,
choć dyskusje te bardziej sprzyjają ukształtowaniu się szkół
niż uzyskaniu porozumienia. Wspominaliśmy już poprzednio
o   tego   rodzaju   dyskusjach   w   optyce   i   w   nauce   o
elektryczności. Jeszcze większą rolę odegrały one w rozwoju
siedemnastowiecznej   chemii   i   dziewiętnastowiecznej
geologii

16

. Co więcej, dyskusje tego rodzaju nie znikają raz

na   zawsze   z   chwilą   ukształtowania   się   paradygmatu.
Aczkolwiek   cichną   w   okresie   sukcesów   nauki   normalnej,
odżywają   na   nowo   w   okresie   poprzedzającym   rewolucje
naukowe   i   w   trakcie   tych   rewolucji,   a   więc   wtedy,   gdy
paradygmat zostaje po raz pierwszy zaatakowany i następnie
ulega   zmianie.   Przejście   od   mechaniki   Newtona   do
mechaniki kwantowej zrodziło wiele dyskusji na temat istoty
i standardów wiedzy fizycznej, przy czym niektóre z nich
ciągną się nadal

17

. Żyją dziś czaj bardzo szerokiemu gronu

uczonych.   Z   paradygmatami   tak   być   nie   musi.   Badacze

16 Na temat chemii zob.: H. Metzger,

  Les  doctrines...,  

dz.

cyt., s. 24-27,146-149; M. Boas,

 Robert Boyle...,

 dz. cyt., rozdz.

II.   Na   temat   geologii   zob.:   Walter   F.  Cannon,  

The

Uniformitarian-Catastrophist Debate,

 „Isis", 1960, t. LI, s. 38-55;

Charles C. Gillispie,

  Genesis  and  Geology

, Cambridge, Mass.

1951, rozdz. IV-V.

47

background image

odległych   od   siebie   dziedzin   —   powiedzmy,   astronomii   i
systematyki   roślin   —   mogą   być   wykształceni   na   zupełnie
innych osiągnięciach opisanych w zgoła różnych książkach. I
nawet ludzie zajmujący się tymi samymi lub bliskimi sobie
dziedzinami, zaczynając od studiowania tych samych niemal
książek i osiągnięć, mogą później w toku dalszej specjalizacji
zawodowej dojść do różnych paradygmatów.

17 Na   temat   dyskusji   w   mechanice   kwantowej   zob.:   Jean

Ullmo,

 La crise de la physique quantique,

 Paris 1950, rozdz. II.

48

background image

Jeszcze   jeden   przykład   skutków   specjalizacji   wzmocnić

może siłę przekonywającą tych rozważań. Badacz, który chciał
się dowiedzieć, na czym — zdaniem uczonych — polega teoria

49

Rozpatrzmy jeden tylko przykład — liczne i 
zróżnicowane środowisko fizyków. Wszyscy 
oni uczą się dzisiaj, powiedzmy, praw 
mechaniki kwantowej i większość z nich 
korzysta z tych praw na pewnym etapie 
swoich badań czy w nauczaniu. Nie uczą się 
jednak wszyscy tych samych zastosowań 
tych praw, a tym samym zmiany zachodzące 
w uprawianiu mechaniki kwantowej nie 
dotyczą ich w jednakowym stopniu. Na 
drodze do naukowej specjalizacji niektórzy z 
nich mają do czynienia tylko z 
podstawowymi zasadami mechaniki 
kwantowej. Inni badają szczegółowo 
paradyg- matyczne zastosowania tych zasad 
do chemii, jeszcze inni — do fizyki ciała 
stałego itd. To, jaki sens ma dla każdego z 
nich mechanika kwantowa, zależy od tego, 
jakich wykładów słuchał, jakie teksty czytał, 
jakie studiował czasopisma. Jakkolwiek więc
zmiana praw mechaniki kwantowej byłaby 
czymś rewolucyjnym dla nich wszystkich, to 
zmiana dotycząca tylko takiego lub innego 
paradyg- matycznego zastosowania 
mechaniki kwantowej 

może się 

ograniczać w swoim rewolucyjnym 
oddziaływaniu do określonej 
podgrupy specjalistów. Dla 
pozostałych przedstawicieli tej 
specjalności i dla tych, którzy 
zajmują się innymi działami fizyki, 
zmiana taka wcale nie musi być 
rewolucją. Krótko mówiąc, chociaż 
mechanika kwantowa (lub 

background image

atomowa, zwrócił się do wybitnego fizyka oraz do słynnego
chemika z pytaniem, czy pojedynczy atom helu jest cząsteczką.
Obaj   odpowiedzieli   bez   wahania,   ale   ich   odpowiedzi   były
różne.   Dla   chemika   atom   helu   był   cząsteczką,   gdyż
zachowywał się tak, jak wymaga tego kinetyczna teoria gazów.
Dla fizyka natomiast atom helu nie był cząsteczką, przysługuje
mu   bowiem   widmo   molekularne

18

  Obaj   mówili  

dygmacie.

Taki jest bowiem rezultat pojawiania się zasadniczo nowych
faktów i teorii. Niebacznie powołane do życia w grze opartej
na pewnym zespole reguł, wymagają one — by mogły zostać
;   zasymilowane   —  opracowania   nowego   zespołu  reguł.   Z
chwilą gdy stały się częścią nauki, działalność badawcza —
przynajmniej   w   tych   dziedzinach,   których   nowo   odkryte
fakty i teorie dotyczą — nie pozostaje nigdy tym samym,
czym była dotąd.

Aby przekonać się, jak ściśle splecione są ze sobą odkrycia

doświadczalne   i   teoretyczne,   przyjrzyjmy   się   słynnemu
przykładowi   odkrycia   tlenu.   Co   najmniej   trzech   uczonych
rościć   sobie   może   uzasadnione   do   niego   pretensje,   a   wielu
innych  chemików w latach  siedemdziesiątych  XVIII  stulecia
musiało uzyskiwać w swych przyrządach  laboratoryjnych —
nie   zdając   sobie   z   tego   sprawy   —   wzbogacone   powietrze

19

.

18 Badaczem tym był James K. Senior i on też relacjonował

mi te fakty. Niektóre związane z tym kwestie omówione są w

jego artykule

 The Vernacular of the Laboratory,

 „Philosophy of

Science", 1958, t. XXV, s. 163-168.

19 Jeśli chodzi o klasyczną już prezentację odkrycia tlenu,

zob.:  Andrew  N. Meldrum,

  The Eighteenth-Century Revolution

in  Science   —  the  First  Phase,

  Calcutta  1930,   rozdz.  V.

Niezastąpione   współczesne   ujęcie,   obejmujące   omówienie

sporów   o   pierwszeństwo,   to   praca  Maurice'a  Daumasa

Lavoisier,  théoricien et expérimentateur,

  Paris 1955, rozdz. II—

III. Pełniejsze omówienie i bibliografię podaję również w pracy

50

background image

Historyczna struktura odkrycia naukowego,

  w: T.S. Kuhn,

  Dwa

bieguny..., 

dz. cyt., s. 239-254.

51

Obecnie zająć się musimy pytaniem, w jaki 
sposób zmiany tego rodzaju zachodzą, przy 
czym najpierw omówimy odkrycia nowych 
faktów, a następnie powstawanie nowych 
teorii. Rozróżnienie między wykrywaniem 
nowych faktów a formułowaniem nowych 
teorii okaże się jednak z miejsca sztucznym 
uproszczeniem. Jego sztuczność jest kluczem
do szeregu zasadniczych tez niniejszej 
rozprawy. Rozważając w tym rozdziale 
wybrane odkrycia, przekonamy się szybko, 
że nie są one izolowanymi zdarzeniami, lecz 
rozciągłymi w czasie epizodami o regularnie 
powtarzalnej strukturze. Początek swój biorą 
one ze świadomości anomalii, tj. z uznania, 
że przyroda gwałci w jakiejś mierze 
wypływające z paradygmatu przewidywania, 
które rządzą nauką normalną. Dalszym 
krokiem są mniej lub bardziej rozległe 
badania obszaru, na którym ujawniają się 
anomalie. Epizod zamyka się dopiero wtedy, 
gdy teoria paradygmatyczna zostaje tak 
dopasowana do faktów, że tó, co dotąd było 
anomalią, staje się czymś przewidywanym. 
Asymilacja nowego rodzaju faktu wymaga 
czegoś więcej niż 

rozszerzenia teorii i 

dopóki nie dostosuje się jej do 
faktów — dopóki uczony nie 
nauczy się patrzeć na przyrodę w 
nowy sposób — nowy fakt nie jest 
właściwie w ogóle faktem 
naukowym.

background image

Postęp   nauki   normalnej,   w   tym   wypadku   chemii
pneumatycznej

20

  utorował   drogę   przełomowi.   Pierwszym   z

pretendentów   jest   szwedzki   aptekarz   C.W.   Scheele,   który
otrzymał  czystą  próbkę tego  gazu. Możemy  jednak pominąć
wyniki jego prac, nie zostały  one bowiem  opublikowane  do
czasu, kiedy o odkryciu tlenu donosić zaczęto powszechnie, a
wobec   tego   nie  

kryciem,   to   dokonywał   tego   każdy,   kto

kiedykolwiek zbierał w zamkniętym naczyniu atmosferyczne
powietrze.   Ponadto   jeśli  Priestley  jest   odkrywcą,   to   kiedy
dokonał   swojego   odkrycia?   W   roku   1774   sądził   on,   że
otrzymał tlenek azotu — gaz, który już znał. W roku 1775
uznał, że wyodrębniona substancja jest zdeflogistonowanym
powietrzem — a więc ciągle jeszcze nie ma mowy o tlenie
ani w ogóle o jakimś nie przewidywanym dla zwolenników
teorii flogistonowej rodzaju gazu. Pretensja  Lavoisiera  jest
lepiej   uzasadniona,   ale   rodzi   te   same   problemy.   Jeśli
odmawiamy pierwszeństwa Priestleyowi, to nie możemy go
przyznać również pracy  Lavoisiera  z roku 1775, w wyniku
której   traktował   on   otrzymany   gaz   jako   „czyste   całkiem
powietrze". Być może czekać mamy do roku 1776 lub 1777,
kiedy  Lavoisier  nie tylko odkrył nowy gaz, ale zrozumiał,
czym   on   jest.   Ale   nawet   taka   decyzja   byłaby
problematyczna, gdyż w roku 1777, i do końca swego życia,
Lavoisier  twierdził,   że   tlen   jest   atomową   „zasadą
kwasowości" i że gaz ten powstaje wówczas, gdy „zasada" ta
łączy   się   z   cieplikiem   —   fluidem   cieplnym

21

  Czy   mamy

zatem uznać, że tlen nie był jeszcze odkryty w roku 1777?
Niektórzy skłaniać się mogą do takiego wniosku. Ale pojęcie
zasady   kwasowości   przetrwało   w   chemii   nawet   po   roku

20 Tak nazywano w XVII w. chemię gazów. (Przyp.

21 Hélène Metzger, La Philosophie de la matière chez Lavoisier,
Paris 1935; M. Daumas, dz. cyt., rozdz. VII.

52

background image

1810, a pojęcie cieplika — aż do lat sześćdziesiątych XIX
wieku.   Tlen   zaś  uznany   zo

stał   za   pierwiastek   chemiczny   z

pewnością wcześniej.

Widać więc wyraźnie, że do_analizy takich zdarzeń jak 
odkrycie tlenu niezbędne jest nowe słownictwo i 
hówyjpara^pojęciowy. Choć zdanie: „tlen został odkryty" jest 
niewątpliwie słuszne, to jednak jest mylące, sugeruje bowiem, 
że odkrycie czegoś jest jednostkowym prostym aktem, 
przypominającym ujrzenie czegoś (przy czym to obiegowe 
rozumienie aktu widzenia jest również problematyczne). W 
związku z tym uznajemy, że odkrycie czegoś, podobnie jak 
ujrzenie czy dotknięcie, inożna jednoznacznie przypisać jakiejś 
jednostce i osadzić w ściśle oznaczonym czasie. W istocie 
rzeczy daty nigdy nie sposób określić dokładnie, a i autorstwo 
pozostaje często wątpliwe. Pomijając Scheelego, możemy 
spokojnie uznać, że tlen nie został odkryty przed rokiem 1774 i 
że w roku 1777 lub nieco później był on już znany. Ale w tych -
- lub innych podobnych - - granicach wszelka próba bliższego 
określenia daty musi być nieuchronnie arbitralna. Odkrycie 
nowego rodzaju zjawiska jest bowiem z konieczności procesem 
złożonym; składa się nań zarówno wykrycie tego^ że coś 
istnieje, jak i tego,

 

 

 czym

 

 

 to coś jest. Zauważmy na przykład, że 

gdybyśmy uznawali tlen za zciefłog i stonowane powietrze, nie 
mielibyśmy najmniejszej wątpliwości co do pierwszeństwa 
Priest- leya, ale nadal nie potrafilibyśmy dokładnie określić 
daty. Jeśli jednak w odkryciu obserwacja łączy się 
nierozerwalnie z konceptualizacją, fakty z dopasowywaną do 
nich teorią, to jest ono

 

 

1

 

procesem

53

background image

Struktura rewolucji naukowych

1

i   od   omówionego   odkrycia   tlenu.   Przykład   pierwszy:
promienie   X   —   to   klasyczny   przykład   odkryć
przypadkowych,   zdarzających  się  o  wiele   częściej,  niż
można   sądzić   na   podstawie   standardowych   doniesień
naukowych. Cała historia rozpoczęła się w dniu, kiedy
Roentgen  przerwał   normalne  badania nad promieniami
katodowymi,   ponieważ   zauważył,   że   w   trakcie
wyładowania żarzy  się ekran znajdujący się w pewnej
odległości od jego przyrządu. Dalsze badania — trwające
przez siedem gorączkowych tygodni, w trakcie których
Roentgen   nie   opuszczał   swego   laboratorium   —
wskazały, że przyczyną żarzenia są promienie biegnące
po linii prostej z rurki katodowej, że rzucają one cienie,
że   nie   uginają   się   w   polu   magnetycznym   oraz   szereg
innych szczegółów. Jeszcze przed ogłoszeniem swojego
odkrycia   Roentgen   doszedł   do   przekonania,   że
zaobserwowane   zjawisko   nie   jest   spowodowane   przez
promienie   katodowe,   lecz   przez   jakiś   czynnik
zdradzający   przynajmniej   pewne   podobieństwo   do
promieni świetlnych

8

.

Zdarzenie   to,   nawet   w   tak   krótkim   ujęciu,   bardzo

przypomina   odkrycie   tlenu.  Lavoisier,  jeszcze   nim
rozpoczął   doświadczenia   z   czerwonym   tlenkiem   rtęci,
przeprowadzał   eksperymenty,   które   dawały   wyniki   nie
mieszczące   się  w   przewidywaniach   formułowanych   na
gruncie   paradygmatu   flo-   gistonowego.   Badania
Roentgena rozpoczęły się od

8

 Lloyd W. Taylor,

 Physics, the Pioneer Science, 

Boston

1941,   s.   790-794;   Thomas   W.   Chalmers,

  Historic

Researches

, London 1949, s. 218-219.

no!

background image

Anomalie a pojawianie się odkryć naukowych

stwierdzenia,   że   jego   ekran   wbrew   wszelkim
przewidywaniom   żarzy   się.   W   obu   wypadkach
wykrycie^   anomalii,   tj.   zjawiska,   którego   nie
po/walal oczekiwać paradygmat, utorowało drogę do
dostrzeżenia   c^g^^sadniczojiowego.   W   obu   jednak
wypadkach stwierdzenie, że coś jest nie tak, jak być
powinno,   stanowiło   dopiero   preludium   odkrycia.
Zarówno tlen, jak i promienie X wyłoniły się dopiero
w   wyniku   dalszych   doświadczeń   i   prac
teoretycznych. Ale jak rozstrzygnąć na przykład, w
którym momencie badania Roentgena doprowadziły
faktycznie do odkrycia promieni X? W każdym razie
nie   doszło   do   tego   wtedy,   gdy   stwierdzono   samo
żarzenie   się   ekranu.   Zjawisko   to   stwierdził   co
najmniej jeszcze jeden badacz, który jednak — ku
swemu   późniejszemu   zmartwieniu   —   niczego   nie
odkrył

22

Jest również zupełnie jasne, że daty odkrycia

nie   można   przesunąć   na   ostatnie   dni   owych
siedmioty-   godniowych   badań,   kiedy   to   Roentgen
dochodził   własności   nowego   promieniowania,
którego   istnienie

 

 

  poprzednio

 

 

  stwierdził.   Możemy

tylko powiedzieć, że promienie X odkryte zostały w
Wurzburgu   między   8   listopada   a   28   grudnia   1895
roku.

22 Edmund T. Whittaker,

  A History of the Theories

of Aether and Electricity,

 wyd.

 2,

1.1, London 1951, s.

358, przyp. 1. George Thomson poinformował mnie o

drugim   Wypadku   podobnego   przegapienia.

Zaalarmowany   nieprzewidywalnym   zadymieniem

płytek fotograficznych, William Crookes był również

na tropie tego odkrycia.

background image

Struktura rewolucji naukowych

1

n

  ak.   przekształciły   one   również   istniejaee   wcześniej
obszary   badań.   Kazały   one   inaczej   spojrzeć   na
wyposażenie   aparaturowe   uznawane   dotąd   za   para-
dygmatyczne.

Krótko   mówiąc,   decyzja   korzystania   w   określony

sposób   z   pewnego   rodzaju   przyrządów   oparta   jest,
świadomie lub nieświadomie, na założeniu, że będzie się
miało   do   czynienia   tylko   z   określonym   rodzajem
okoliczności. W nauce mamy do czynienia nie tylko z
przewidywaniami teoretycznymi, ale i instrumentalnymi
— i często odgrywają one w jej nawoju decydującą rolę.
Jedno   z   takich   przewidywań   zaważyło   na   historii
spóźnionego   odkrycia   tlenii.   Korzystając   ze
standardowej   metody   spraw   dzania   „czystości
powietrza",   zarówno   Priestley,   iak   I   avoisier   mieszali
dwie   objętości   nowo   otrzy  

manego

  gazu

  z

  jedną

objętością tlenku azotu, wstrząsali mieszaninę nad wodą
i   mierzyli   obietośr   pozostałości.   Dotychczasowe
doświadczenia.  

na  

których   oparta   była   ta   metoda,

wskazywały, że w wypadku powietrza atmosferycznego
otrzymuje   sie   jedną   objętość,   natomiast   w   wypadku
innych gazów (oraz zanieczyszczonego powietrza) pozo
stałość gazowa ma objętość większą. W doświad heniach
z   tlenem   obaj   stwierdzili,   że   otrzymują   mniej   więcej
jedną   objętość   gazu,   i   odpowiednio   identyfikowali
badany   gaz.   Dopiero   o   wiele   póź   niej,   częściowo
zawdzięczając   to   przypadkowi,   Priestley   porzucił   tę
standardową metodę i próbo wał mieszać tlenek azotu ze
swoim   ga7em   w   in   nych   stosunkach.   Stwierdził
wówczas, że przy pn rvu/órnej obje*

 

 

n

  ^  

r

  ' tlenku a70tn w

ogóle  nie  po7o  staje żaden gaz. Jego przywiązanie do
starej   metody   usankcjonowanej   przez   dotychczasowe
doświadczenie decydowało zarazem o przeświadczeniu,
że nie mogą istnieć gazy, które zachowywałyby się tak,
jak zachowuje się tlen".

Przykładów   tego   rodzaju   przytaczać   można   wiele.

Tak więc jedną z przyczyn późnego rozpoznania rozpadu
promieniotwórczego uranu było to, że badacze, którzy
wiedzieli,   czego   należy   się   spodziewać   przy
bombardowaniu   atomów   uranu,   korzystali   z   metod

Pod innym jednak względem analogia 
między odkryciem promieni X

 

odkryciem tlenu jest

background image

Struktura rewolucji naukowych

1

chemicznych odpowiednich dla pierwiastków lekkich

12

.

Czyż mając na uwadze to,

11

Karl   K.   Darrow,

  Nuclear   Fission,

  „Bell   System

Technical Journal", 1940, t. XIX, s. 267-289. Krypton,

jeden z dwóch głównych produktów rozpadu, został, jak

się zdaje, zidentyfikowany chemicznie dopiero wówczas,

gdy   zrozumiano,   na   czym   polega   reakcja.   Inny   jej

produkt, bar, został zidentyfikowany chemicznie dopiero

w ostatnim stadium badań, przypadek bowiem zrządził,

że   do   roztworu   radioaktywnego   w   celu   osadzenia

ciężkiego   pierwiastka   poszukiwanego   przez   chemików

dodawano   właśnie   baru.   Próby   oddzielenia   dodanego

baru od produktów rozpadu trwały przez pięć lat i nie

przyniosły   rezultatu.   Świadectwem   tego   może   być

następujące   doniesienie:   „Badania   te   powinny   zmusić

nas   jako   chemików   do   zmiany   wszystkich   nazw   w

schemacie tej reakcji. Zamiast Ra, Ac, Th powinniśmy

pisać   Ba,   La,   Ce.   Ale   jako   «chemicy   jądrowi»,

spokrewnieni blisko z fizykami, nie możemy przystać na

to, albowiem przeczyłoby to całemu dotychczasowemu

doświadczeniu   fizyki   jądrowej.   Być   może   szereg

dziwnych przypa- nasunęła badaczom pomysł zbierania

tego fluidu w butelce. W tym celu do trzymanego w ręku

naczynia   wypełnionego   wodą   wprowadzali   przewód

wiodący   od   maszyny   elektrostatycznej.   Odłączając

butelkę   od   maszyny   i   dotykając   drugą   ręką   wody   lub

zanurzonego   w   niej   przewodu,   odczuwa   się   silny

wstrząs.   Jednak   te   pierwsze   doświadczenia   nie

doprowadziły jeszcze do wynalazku butelki lejdejskiej.

Trwało to znacznie dłużej i znów nie sposób powiedzieć

dokładnie,   kiedy   proces   ten   dobiegł   końca.   Pierwsze

próby zbierania fluidu elektrycznego udawały się tylko

dlatego,   że   eksperymentator,   stojąc   sam   na   ziemi,

trzymał butelkę w rękach. Badacze elektryczności mieli

się jeszcze przekonać, że naczynie musi być wyposażone

w   zewnętrzną   i   wewnętrzną   osłonę   będącą   dobrym

przewodnikiem i że w gruncie rzeczy żadnego fluidu w

butelce nie zebrano. Dopiero w toku badań, które im to

wyjaśniły   i   które   w   efekcie   doprowadziły   właśnie   do

wyraźnych anomalii, powstał przyrząd, który zwykliśmy

nazywać   butelką   lejdejską.   Co   więcej,   te   same

doświadczenia,   które   do   wynalazku   tego   ostatecznie

doprowadziły,   a   które   w   znacznym   stopniu

zawdzięczamy   Franklinowi,   ujawniły   zarazem

konieczność zasadniczej rewizji koncepcji elektryczności

J.B. Conant, dz. cyt., s. 18-20.

background image

Struktura rewolucji naukowych

1

fluidu,   dostarczając   tym   samym   pierwszego   pełnego

paradygmatu badań nad elektrycznością

23

.

Wiele badanych osób nazywało większość kart nawet 
przy najkrótszej ekspozycji, a przy nieznacz- 

kiedy 

poznaliśmy już ten proces, możemy wreszcie 
zrozumieć, dlaczego nauka normalna, która nie jest 
nastawiona na poszukiwanie nowości i która 
początkowo nawet je tłumi, może mimo to tak 
skutecznie je wywoływać.

23  O   rozmaitych   stadiach   wynalazku   butelki

lejdejskiej pisze I.B. Cohen,

  Franklin and Newton...,

  dz.

cyt.,   s.   385-386,   400-406,   452-467,   506-507.   Ostatnie

stadium wynalazku opisuje E.T. Whittaker, dz. cyt.,  s.

50-52.

background image

Struktura rewolucji naukowych

1

W rozwoju każdej nauki pierwszy uzyskany 
paradygmat wydaje się zazwyczaj w pełni 
zadowalający i skuteczny w wyjaśnianiu większości 
obserwacji i eksperymentów łatwo dostępnych 
badaczom. Dalszy rozwój wymaga przeto z reguły 
konstruowania wymyślnych przyrządów, rozwinięcia 
wyspecjalizowanego słownictwa i umiejętności, 
uściślenia pojęć, które wskutek tego coraz bardziej 
oddalają się od swych potocznych prototypów. Ta 
specjalizacja prowadzi z jednej strony do ogromnego 
ograniczenia pola widzenia uczonego i znacznego 
oporu wobec zmiany paradygmatu. Nauka staje się 
coraz bardziej sztywna. Z drugiej zaś strony, w tych 
obszarach, na które paradygmat skierowuje uwagę 
badaczy, nauka normalna pozwala zdobyć tak 
szczegółowe wiadomości i dopasować teorię do 
obserwacji w tak ścisły sposób, jaki bez tego byłby 
niemożliwy. Co więcej, ta szczegółowość i precyzja w 
zgraniu teorii i doświadczenia ma wartość 
przekraczającą ich nie zawsze wielkie samoistne 
znaczenie. Bez specjalnych przyrządów, które buduje 

Wskazane wyżej cechy trzech omówionych 
przykładów są — w większym lub 
mniejszym zakresie (odpowiadającym 
kontinuum od wyników zaskakujących po 
oczekiwane) — wspólne wszystkim 
odkryciom, które prowadzą do poznania 
nowego typu zjawisk. Charakteryzuje je 
m.in.: wstępne uświadomienie sobie 
anomalii, stopniowe i jednoczesne 
wyłanianie się nowych obserwacji i pojęć, a 
w konsekwencji zmiana paradygmatycznych 
kategorii i procedur badawczych, czemu 
towarzyszy zazwyczaj opór tradycji. Co 
więcej, istnieją świadectwa przemawiające za
tym, że są to zarazem cechy 
charakterystyczne samego procesu 
postrzegania. Na szczególną uwagę zasługuje
pewien mało znany poza kręgiem 
specjalistów eksperyment psychologiczny 
przeprowadzony przez Brunera i Postmana. 
Prosili oni badane osoby o identyfikację, po 
krótkich seriach ekspozycji, kart do gry. 
Wiele kart było zupełnie zwykłych, niekiedy 
jednak zdarzały się anomalie w postaci na 
przykład czerwonej szóstki pik albo czarnej 
czwórki kier. Każda faza doświadczenia 
polegała na pokazywaniu pojedynczej osobie 
jednej karty w serii stopniowo przedłużanych
ekspozycji, przy czym każdorazowo pytano 
badanego, co widział. Doświadczenie 
kończyło się po dwóch kolejnych 
prawidłowych odpowiedziach.

background image

Struktura rewolucji naukowych

1

się głównie do przewidzianych zadań, nie można 
uzyskać wyników prowadzących ostatecznie do 
czegoś nowego. A nawet wówczas, kiedy przyrządy te
istnieją, to, co nowe, ujawnia się tylko temu, kto

 

dokładnie 

wie, czego powinien się spodziewać, i zdolny 

jest 

stwierdzić, że coś jest inaczej, niż być powinno. 

Anomalie ujawniają się tylko na gruncie paradygmatów. 
Im ściślejszy jest paradygmat i im dalej sięga, tym 
czulszym staje się wskaźnikiem anomalii dających 
asumpt do zmiany paradygmatu. W normalnym toku 
odkryć nawet opór przeciwko zmianom może być 
korzystny, o czym przekonamy się w następnym 
rozdziale. Opór ten oznacza, że paradygmat nie jest 
pochopnie odrzucany, a dzięki temu badacze nie dają się 
zbyt łatwo rozproszyć i anomalie, które domagają się 
zmiany paradygmatu, mogą przeniknąć do sedna 
istniejącej wiedzy. Już sam fakt, że istotne odkrycia 
naukowe pojawiają się jednocześnie w różnych 
laboratoriach, jest tu znaczący: wskazuje on zarówno na 
tradycyjny charakter nauki normalnej, jak na 
konsekwentny sposób, w jaki ona sama toruje drogę 
swym przeobrażeniom.

mi   paradygmatów   wynikającymi  z pojawiania  się
nowych teorii.

Pamiętając   o   tym,   że   w   nauce   nie   da   się   w

sposób   kategoryczny   odgraniczyć   faktów   i   teorii,
odkrywania   i   wymyślania,   nie   powinniśmy   się
dziwić, że treść niniejszego rozdziału pokrywać się
będzie   częściowo   z   treścią   poprzedniego.
(Niewiarygodne   przypuszczenie,   że  Priestley
najpierw   odkrył   tlen,  a   Lavoisier  następnie   go
wymyślił, ma w sobie coś frapującego. Dotychczas
mówiliśmy o odkryciu tlenu; niebawem zajmiemy
się tlenem jako  pomysłem teoretycznym.)  Analiza
wyłaniania się nowych teorii pogłębi zarazem nasze
rozumienie   sposobu   dokonywania   odkryć.
Jednakże   pokrywanie   się   to   nie   to   samo   co
identyczność.   Tego   rodzaju   odkrycia,   jakie
omówiliśmy   w   poprzednim   rozdziale,   nie   były,
przynajmniej   brane   z   osobna,   przyczyną   takich
zmian   paradygmatów,   jak   rewolucja
kopernikańska,   newtonowska,   einsteinowska   czy
też   rewolucja   chemiczna.   Nie   były   one   również
wyłączną   przyczyną   nieco   mniejszych   —   bo
bardziej specjalistycznych — zmian paradygmatów

background image

Struktura rewolucji naukowych

1

związanych   z   falową   teorią   światła,   mechaniczną
teorią   ciepła   czy   też   elektromagnetyczną   teorią
Maxwella.  W jaki więc sposób tego rodzaju teorie
pojawiać   się   mogą   w   wyniku   rozwoju   nauki
normalnej, która dąży do nich w jeszcze mniejszym
stopniu   niż   do   odkrywania   zasadniczo   nowych
faktów?

background image

Struktura rewolucji naukowych

wane w jednym miejscu pojawiają się na nc

W

o

■N innym

 

 

5

  .

Jeśli uświadomienie sobie anomalii jest 
istotnym czynnikiem warunkującym 
odkrywanie nowego rodzaju zjawisk, nie 
powinniśmy się dziwić 

temu, że 

analogiczna, tylko pogłębiona 
świadomość jest wstępnym 
warunkiem wszelkich 
dopuszczalnych zmian teorii. Pod 
tym względem świadectwa 
historyczne są, jak sądzę, zupełnie 
jednoznaczne. Stan astronomii 
Ptolemeuszowej był skandalem już 
przed ogłoszeniem prac Kopernika. 
Wkład Galileusza do badań nad 
ruchem był ściśle związany z 
ograniczeniami teorii Arystotelesa, 
na które wskazali jej scholastyczni 
krytycy. Nowa teoria światła i barw 
Newtona zrodziła się z odkrycia, że 
żadna z istniejących 
przedparadygmatycznych teorii nie 
była w stanie wyjaśnić długości 
widma, a teoria falowa, która 
zastąpiła Newtonowską, wyłoniła 
się z rosnącego zainteresowania 
anomaliami, do jakich na gruncie tej
ostatniej prowadziły zjawiska 
dyfrakcji i polaryzacji. U podłoża 
termodynamiki leżał konflikt 
między dwiema istniejącymi w 
wieku XIX teoriami fizycznymi, 
natomiast

background image

Struktura rewolucji naukowych

7.e   względu   na   to,   że   czynniki   zewnętrzne   stale

naruszały   ciągłość   tradycji   astronomicznej,   a   brak
druku   utrudniał   porozumiewanie   się   astronomów
miedzy   sobą,   nieprędko   dostrzeżono   te   trudności.  Z
czasem jednak to nastąpiło. W wieku XIII Alfons X
mógł   sobie  pozwolić   na  twierdzenie,   że   gdyby   Bóg,
stwarzając   świat,   poszukał   rady   u   niego,   otrzymałby
szereg   cennych   wskazówek.   W   wieku   XVI
współpracownik   Kopernika   Domenico   da   Novara
utrzymywał, że żaden system, który stał się tak toporny
i nieścisły jak ptolemeuszowy, nie może być zgodny z
przyrodą.   Sam   zaś   Kopernik   w  Przedmowie  do  De
revolutionibus
  pisał,   że   astronomiczna   tradycja,   jaka
odziedziczył,   stworzyła   tylko   jakiś   dziwoląg.   Ma
początku   wieku   XVI   coraz   częściej   najlepsi
astronomowie   europejscy   dochodzili   do   wniosku,   że
aktualny   astronomiczny   paradygmat   zawodzi   przy
rozwiązywaniu   problemów,   które   sam   zrodził.
Świadomość tego faktu kazała Kopernikowi odrzucić
paradygmat   ptolemeuszowy   i   poszukiwać   nowego,
íego słynna Przedmowa stanowi po dziś dzień przykład
klasycznego opisu kryzysu teoretycznego

 

 

6

  .

Załamanie   w   normalnych   technicznych

czyn

nościach rozwiązywania łamigłówek nie jest oczy

John   L.E.   Dreyer,

  A   History   of   Astronomy   frt

m

Thales to Kepler,

 wyd. 2, New York 1953, roz(|

XI-XII.

T.S. Kuhn, Przewrot kopemikanski..., dz. cy s. 

209-220.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Rozważmy   teraz   inny   przykład,   a   mianowicie

kryzys, który poprzedził pojawienie się tlenowej teorii
spalania Lavoisiera. W latach siedemdziesiątych XVIII
wieku na kryzys w chemii złożyło się wiele czynników,
a historycy nie są zgodni ani co do ich istoty, ani co do
znaczenia.   Dwóm   z   nich   jednak   przyznaje   się
powszechnie główne znaczenie. Chodzi mianowicie o
powstanie   chemii   pneumatycznej   i   o   problem
stosunków wagowych. Historia chemii pneumatycznej
zaczyna się w wieku XVII wraz z powstaniem pompy
powietrznej   i   jej   zastosowaniem   w   badaniach
chemicznych.   W   cią-   pozostawał   nadal   zjawiskiem
odosobnionym. Większość substancji naturalnych (np.
drewno) traci na wadze przy spalaniu, co pozostawało
w zgodzie z przewidywaniami teorii flogistonowej.

Przejdźmy   teraz   do   trzeciego   i   ostatniego

przykładu — kryzysu w fizyce pod koniec XIX wieku,

wiście jedynym elementem kryzysu astronomii, w 
obliczu którego stanął Kopernik. Szersze rozpat- 
tzenie tej sprawy wymagałoby omówienia również 
wpływu potrzeb społecznych domagających się 
feformy kalendarza, co sprawiało, że rozwiązanie 
zagadki precesji stawało się szczególnie pilne. Ponadto
uwzględnić należałoby średniowieczne krytyki 
Arystotelesa, ukształtowanie się renesansowego 
neoplatonizmu oraz inne jeszcze czynniki historyczne. 
Jednakże sedno kryzysu leżało w problemach 
technicznych. W nauce dojrzałej — a astronomia stała 
się nią już w starożytności — takie czynniki 
zewnętrzne jak wymienione wyżej wywierają 
szczególnie istotny wpływ na chwilę, w której 
następuje kryzys, na jego uświadomienie sobie oraz na
obszar, w jakim — ze względu na szczególne nim 
zainteresowanie — kryzys ten najpierw się ujawnia. 
Tego rodzaju kwestie, aczkolwiek niezwykle doniosłe,
wykraczają jednak poza ramy niniejszej pracy.

background image

Struktura rewolucji naukowych

W wieku XVIII jednakże coraz trudniej 
było obstawać przy tych początkowo 
zadowalających ujęciach zjawiska 
przyrostu ciężaru. Działo się tak 
częściowo dlatego, że waga stawała się 
coraz częściej używanym w chemii 
przyrządem, częściowo zaś z tej racji, że 
rozwój chemii pneumatycznej umożliwiał
i domagał się zbierania gazowych 
produktów reakcji, które teraz badano, 
stwierdzając coraz częściej przyrost 
ciężaru przy spalaniu. Jednocześnie za 
sprawą stopniowej asymilacji teorii 
grawitacji Newtona chemicy doszli do 
przekonania, że przyrost ciężaru musi być
równoznaczny z przyrostem ilości 
materii. Wnioski te nie zmuszały do 
odrzucenia teorii flogistonowej, którą 
można było w rozmaity sposób z nimi 
pogodzić. Można było na przykład 
założyć, że flogiston ma ciężar ujemny 
albo że do ciała spalonego przyłączają się
cząstki ognia czy też coś innego, podczas 
kiedy wyzwala się z niego flogiston. 
Możliwe były i inne wyjaśnienia. Jeśli 
jednak problem przyrostu ciężaru nie 
zmuszał do odrzucenia teorii, 
doprowadził do szczegółowych badań, w 
których odgrywał zasadniczą rolę. Jedna 
z takich prac,

 O flogistonie 

traktowanym jako substancja 
ważka i (analizowanym) ze 
względu na zmiany ciężaru, jakie 
powoduje w ciałach, z którymi się 
łączy,

 przedstawiona została Francuskiej

Akademii na początku roku 1772, pod 
koniec tego samego roku Lavoisier 
przesłał sekretarzowi Akademii swą 
słynną rozprawę. Do tego czasu problem 
przyrostu ciężaru, z którym mierzyli się 
chemicy, pozostawał główną nie 

background image

Struktura rewolucji naukowych

który   torował   drogę   powstaniu   teorii   względności.
Jedno z jego źródeł sięgało końca XVII wieku, kiedy
wielu   filozofów   przyrody,   a   przede   wszystkim
Leibniz,   krytykowało   obstawanie   Newtona   przy
klasycznej   koncepcji   przestrzeni   absolutnej

24

  Bliscy

oni   byli,   choć   nigdy   nie   udało   im   się   to   w   pełni,
wykazania,   że   pojęcia   absolutnego   położe-   wiska
elektromagnetyczne   są   w   zasadzie   wynikiem
mechanicznego   ruchu   cząstek   eteru.   Pierwsza
zaproponowana   przez   niego   wersja   teorii
elektryczności   i   magnetyzmu   odwoływała   się
bezpośrednio   do   hipotetycznych   właściwości,   które
miał   mieć   eter.   Usunięte   one   zostały   wprawdzie   z
ostatecznego sformułowania teorii, ale Maxwell nadal
wierzył, że teoria elektromagnetyczna da się pogodzić
z   jakimś   uszczegółowieniem   teorii   Newtona

25

.

Znalezienie tego wariantu stało się głównym zadaniem
dla niego samego i dla jego następców. W praktyce
jednak, jak to się zazwyczaj zdarza w rozwoju nauki,
takie   uszczegółowienie   teorii   okazało   się   niezwykłe
trudne.   Podobnie   jak   propozycje   Kopernika,   wbrew
optymizmowi   autora,   pogłębiły   kryzys   aktualnych
teorii ruchu, tak też i teoria Maxwella, mimo swych
Newtonowskich   źródeł,   doprowadziła   do   kryzysu
paradygmatu,   z   którego   sama   wyrosła

26

  Co   więcej,

24

Max Jammer,

 Concepts of Space: The History of

25Richard T. Glazebrook,

  James Clerk Maxwell and

Modern   Physics,

  London   1896,   rozdz.   IX.   Na   temat

późniejszego   stanowiska  Maxwella  zob.   jego   własną

pracę

  A Treatise on Electricity and Magnetism,

  wyd. 3,

Oxford 1892, s. 470.

26O roli astronomii w rozwoju mechaniki piszę w

pracy

 Przewrót kopernikański...,

 dz. cyt., rozdz. VII.

background image

Struktura rewolucji naukowych

obszarem,   na   którym   kryzys   ten   uwidocznił   się   ze
szczególną ostrością, były problemy, o których przed
chwilą   mówiliśmy,   tzn.   kwestie   związane   z   ruchem
względem eteru.

Omówione   trzy   przykłady   są   typowe.   We

wszystkich   wypadkach   nowa   teoria   pojawiała   się
dopiero   po   jakimś   wyraźnym   niepowodzeniu   w
normalnym rozwiązywaniu łamigłówek. Co więcej, z
wyjątkiem   przypadku   Kopernika,   w  którym   czynniki

background image

Struktura rewolucji naukowych

pozanaukowe   odegrały   szczególnie   wielką   rolę,
załamanie   się   i   będące   jego   oznaką   rozszczepienie
teorii   na   konkurujące   wersje   następowało   nie   więcej
niż   dziesięć-dwadzieścia   lat   przed   ogłoszeniem  ło
długotrwałe

 

bagatelizowanie

 

przez

osiemnastowiecznych   i   dziewiętnastowiecznych
uczonych relatywistycznych krytyk teorii Newtona.

Filozofowie nauki niejednokrotnie pokazywali, że te 
same dane doświadczalne służyć mogą za podstawę 

Analizując zjawiska elektromagnetyczne 
związane z ruchem ciał, Maxwell nie 
odwoływał się do ruchów cząstek eteru; 
wprowadzenie tej hipotezy do jego teorii 
okazało się bardzo trudne. W rezultacie 
więc wszystkie poprzednie obserwacje 
mające na celu wykrycie przesunięć 
względem eteru musiały zostać uznane za
anomalie. Dlatego też po roku 1890 
podejmowano wiele prób, zarówno 
doświadczalnych, jak teoretycznych, 
wykrycia ruchu względem eteru i 
wprowadzenia go do teorii Max- wella. 
Wszystkie usiłowania doświadczalne 
okazały się bezskuteczne, chociaż 
niektórzy eksperymentatorzy uważali, że 
uzyskane wyniki nie są rozstrzygające. 
Usiłowania teoretyczne doprowadziły 
natomiast do kilku obiecujących 
rezultatów — zwłaszcza Lorentza i 
Fitzgeralda — lecz i one ujawniły 
ostatecznie szereg trudności i w 
konsekwencji doprowadziły do powstania
wielu różnych konkurencyjnych hipotez, 
co, jak już widzieliśmy, towarzyszy 
kryzysowi. W tym właśnie historycznym 
układzie wyłoniła się szczególna teoria 
względności Einsteina sformułowana w 
roku 1905.

background image

Struktura rewolucji naukowych

różnych konstrukcji teoretycznych. Historia nauki 
wskazuje, że zwłaszcza we wczesnych okresach 
rozwoju nowego paradygmatu nie jest zbyt trudno 
wymyślać tego rodzaju alternatywne teorie. Jednak 
uczeni czynią to rzadko, z wyjątkiem okresów 
przedparadygmatycznych rozwoju danej nauki i 
szczególnych okoliczności w toku jej późniejszej 
ewolucji. Póki paradygmat dostarcza skutecznych 

narzędzi do rozwiązywania formułowanych na jego 
gruncie problemów, nauka rozwija się szybciej i dociera
głębiej, opierając się na wypróbowanych 
zastosowaniach tych narzędzi. Przyczyny tego są jasne. 
Podobnie jak w przemyśle, tak i w nauce — nowe 
oprzyrządowanie jest przedsięwzięciem 
nadzwyczajnym, zarezerwowanym na szczególne 
okoliczności, które tego niezbędnie wymagają. 
Znaczenie kryzysów polega na tym, że wskazują one, iż
nadszedł czas takiego przedsięwzięcia.

Przyjmijmy   więc,   że   kryzysy   są   koniecznym
warunkiem wstępnym pojawiania się nowych teorii, i
zapytajmy, w jaki sposób uczeni reagują na nie. Część
odpowiedzi — równie ważną jak oczywistą — można
odnaleźć, wskazując ogólnie na to, czego uczeni nigdy
nie  robią,  gdy mają   do  czynienia   nawet   z  ostrymi   i
długotrwałymi   anomaliami.   Chociaż   mogą   tracić
zaufanie do paradygmatu i poszukiwać alternatywnych
wobec   niego   rozwiązań,   nie   odrzucają   paradygmatu,
który doprowadził do kryzysu. To znaczy nie traktują
anomalii jako świadectw obalających teorię, jak by się
tego   domagała   filozofia   nauki.   Uogólnienie   to   jest
częściowo po prostu konstatacją historycznych faktów,

Odpowied

ź na Kryzys

background image

Struktura rewolucji naukowych

opartą   na   przykładach,   jak   te,   które   omówiliśmy
poprzednio, i innych, o których jeszcze będzie mowa.
Pokazują one — co wyraźniej pokaże dalsza analiza
sposobu   odrzucania   paradygmatów   -   -   że   teoria
naukowa,   która   uzyskała   już   status   paradygmatu,
uznawana   jest   dopóty,   dopóki   nie   pojawi   się   inna,
zdolna pełnić tę funkcję. Historyczne badania przez się
nie może obalić. Podobnie ma się rzecz z uogólnieniem
mówiącym,   że   uczeni   nie   odrzucają   paradygmatów,
kiedy napotykają anomalie lub świadectwa sprzeczne z
paradygmatami. Nie mogą tego czynić, nie przestając
zarazem być uczonymi.

Chociaż   historia   nie   notuje   ich   imion,   niektórzy

badacze niewątpliwie porzucili naukę z tej racji, że nie
umieli   tolerować   kryzysu.   Podobnie   jak   artyści,
twórczy uczeni muszą umieć niekiedy żyć w świecie
pozbawionym ładu; konieczność tę nazwałem kiedyś

27

„zasadniczym   napięciem"   towarzyszącym   badaniom
naukowym.   Takie   porzucenie   nauki   na   rzecz   innego
zajęcia  jest, jak  sądzę,  jedynym  możliwym  rodzajem
odrzucenia paradygmatu, do jakiego może doprowadzić
samo   tylko   stwierdzenie   anomalii.   Odkąd   znaleziono
pierwszy paradygmat pozwalający ujmować przyrodę,
nie   istnieje   coś   takiego   jak   badanie   naukowe   bez
paradygmatu.   Odrzucenie   paradygmatu   bez
jednoczesnego   zastąpienia   go   innym   paradygmatem
jest równoznaczne z porzuceniem samej nauki. Akt taki

27 T.S. Kuhn,

  Dwa bieguny: tradycja i nowatorstwo w

badaniach naukowych,

 w: tenże,

 Dwa bieguny...,

 dz. cyt.,

s.   316-335.   O   podobnym   zjawisku   wśród   artystów

pisze   Frank   Barron,

  The   Psychology   of   Imagination,

„Scientific American", 1958", t. CXCIX, s. 151-166,

zwłaszcza s. 160.

background image

Struktura rewolucji naukowych

nie   świadczy   o   paradygmacie,   lecz   o   człowieku.
Koledzy potraktują go niewątpliwie jak „ptaka, który
własne gniazdo kala".

background image

Struktura rewolucji naukowych

background image

Struktura rewolucji naukowych

Z równą słusznością powiedzieć można 
odwrotnie: nie istnieje coś takiego jak 
badanie naukowe, które nie trafia na 
anomalie. Na czym polega zatem różnica 
między nauką normalną a nauką w stanie 
kryzysu? Z pewnością nie na tym, że 
pierwsza nie ma do czynienia z faktami 
przeczącymi teorii. Przeciwnie, to, co 
uprzednio nazwaliśmy łamigłówkami 
składającymi się na naukę normalną, 
istnieje tylko dlatego, że żaden 
paradygmat będący podstawą badań 
naukowych nie rozwiązuje bez reszty 
wszystkich ich problemów. Te zaś 
nieliczne paradygmaty, które — jak 
optyka geometryczna — zdają się 
rozwiązywać wszystkie problemy, 
wkrótce przestają być płodne, nie 
nasuwają nowych zagadnień badawczych
i przekształcają się po prostu w narzędzia
technologii. Z wyjątkiem zagadnień 
czysto instrumentalnych wszystkie 
problemy, które dla nauki normalnej są 
łamigłówkami, można — z innego 
punktu widzenia — potraktować jako 
świadectwa sprzeczne z teorią, a więc 
jako źródło kryzysów. To, co dla 
większości następców Ptolemeusza było 
łamigłówką polegającą na 
dopasowywaniu teorii do doświadczenia, 
Kopernik potraktował jako fakty 
przeczące teorii. Dla Lavoisiera 
przykładem podważającym teorię było to,
co Priestley traktował jako zadowalające 
rozwiązanie łamigłówki polegające na 
uszczegółowieniu teorii flogistonowej. 
Podobnie dla Einsteina kontrprzykładem 
było to, co Lorentz, Fitzgerald i inni 
traktowali jako łamigłówki związane z 
uszczegółowianiem teorii Newtona i 
Maxwella. Co więcej, nawet pojawienie 
się kryzysu samo przez się nie 
przekształca jeszcze łamigłówki w 

background image

Struktura rewolucji naukowych

Przejście od paradygmatu znajdującego się w stanie

kryzysu do innego, z którego wyłonić się może nowa
tradycja nauki normalnej, nie jest bynajmniej procesem
kumulatywnym;   nie   następuje   ono   w   wyniku
uszczegółowienia czy  też  roz-  nych. Z tego powodu
poniższe   uwagi   będą   z   konieczności   bardziej
prowizoryczne i mniej kompletne niż to, co mówiliśmy
dotychczas.

Nowy   paradygmat   wyłania   się   niekiedy   —

przynajmniej   w   stanie   zaczątkowym   —   nim   jeszcze
kryzys zdąży się rozwinąć lub zanim zostanie wyraźnie
rozpoznany.  Przykładem może  być  praca  Lavoisiera.
Jego   notatka   przedstawiona   została   Francuskiej
Akademii   Nauk   w   niecały   rok   po   pierwszych
badaniach stosunków wagowych, a przed publikacjami
Priestleya,   które   w   pełni   ujawniły   kryzys   w   chemii
pneumatycznej.   Podobnie,   pierwsze   ujęcie   teorii
falowej   przez   Younga   opublikowane   zostało   we
wczesnym stadium kryzysu w optyce, kryzysu, który
pozostałby niemal niezauważony, gdyby — zresztą bez
udziału samego Younga — nie doprowadził w ciągu
dziesięciolecia   do   międzynarodowego   skandalu
naukowego. W tego rodzaju wypadkach można jedynie
powiedzieć, żę nieznaczne załamanie się paradygmatu i
pierwsze zachwianie się jego reguł dla nauki normalnej
wystarczyło, by ktoś spojrzał na całą dziedzinę w nowy
sposób.   Między   dostrzeżeniem   pierwszych   oznak
kłopotów   a   uznaniem   alternatywnego   paradygmatu
zachodzą   procesy   w   znacznej   mierze   nie
uświadamiane.

Klasycznymi   przykładami   takich   bardziej

przypadkowo   prowadzonych   badań,   do   jakich
prowadzi świadomość anomalii, mogą być próby ujęcia

background image

Struktura rewolucji naukowych

W innych przypadkach natomiast — 
powiedzmy, Kopernika, Einsteina czy 
współczesnej fizyki jądrowej — między 
uświadomieniem sobie załamania się 
starego paradygmatu a pojawieniem się 
nowego upłynąć musiało wiele czasu. 
Takie sytuacje pozwalają historykowi 
uchwycić przynajmniej niektóre cechy 
badań nadzwyczajnych. Mając do 
czynienia z zasadniczą anomalią 
teoretyczną, uczeni starają się przede 
wszystkim dokładniej ją wyodrębnić i 
ująć w pewną strukturę. Mając 
świadomość, że reguły nauki normalnej 
nie są tu w pełni przydatne, będą jednak 
starali się korzystać z nich w sposób 
jeszcze bardziej rygorystyczny niż dotąd, 
aby przekonać się, w jakim zakresie 
dadzą się one stosować w dziedzinie 
nastręczającej trudności. Jednocześnie 
poszukiwać będą sposobów pogłębienia 
kryzysu, uczynienia go bardziej 
uderzającym, a być może i bardziej 
sugestywnym niż wówczas, gdy 
ujawniony został przez pierwsze 
doświadczenia, których wyniki — wbrew
temu, co się okazało — miały być z góry 
znane. I w tej właśnie swej działalności, 
bardziej niż na jakimkolwiek innym 
etapie postparadygmatycznego rozwoju 
nauki, uczony zachowywać się będzie 
mniej więcej zgodnie z potocznymi 
wyobrażeniami o działalności naukowej. 
Po pierwsze, będzie on przypominał 
człowieka szukającego po omacku, 
robiącego eksperymenty tylko po to, by 
zobaczyć, co się zdarzy, poszukującego 
zjawisk, których natury nie potrafi 
odgadnąć. Jednocześnie, ponieważ 
żadnego eksperymentu nie da się podjąć 
bez jakiegoś rodzaju teorii, uczony w 
epoce kryzysu stale próbuje tworzyć 
spekulatywne teorie; jeśli zdobędą one 

background image

Struktura rewolucji naukowych

ru-   kryzysu   z   jasnością,   która   nieosiągalna   jest   w
laboratorium.

Wraz   z   zastosowaniem   tych   czy   innych

nadzwyczajnych   procedur   zajść   może   jeszcze   coś
innego.   Skupiając   uwagę   badawczą   na   wąskim
obszarze   trudności   i   przygotowując   uczonych   na
rozpoznawanie   anomalii,   kryzys   rodzi   często   nowe
odkrycia. Wspominaliśmy już o tym, jak świadomość
kryzysu   różniła   badania   Lavoisiera   nad   tlenem   od
Priestleyowskich. Tlen nie był też bynajmniej jedynym
gazem,   który   chemicy,   świadomi   anomalii,   mogli
odkryć   w   pracach   prowadzonych   przez   Priestleya.
Innym przykładem może być szybkie gromadzenie się
nowych   odkryć   w   dziedzinie   optyki   tuż   przed
wyłanieniem się falowej teorii światła i w czasie, gdy
ta teoria się wyłaniała. Niektóre z nich, jak polaryzacja
przez   odbicie,   były   rezultatem   przypadków,   które
zdarzają się nieraz, gdy prace skupiają się na obszarze
anomalii.   (Ma-   lus,   który   dokonał   tego   odkrycia,
przygotowywał   wówczas   pracę   dla   Akademii
poświęconą   podwójnemu   załamaniu.   Zjawisko   to,
powszechnie   wówczas   znane,   nie   miało
zadowalającego   wyjaśnienia   i   Akademia   wyznaczyła
nagrodę   za   jego   podanie.)   Inne   odkrycia,   jak
stwierdzenie   występowania   prążków   świetlnych   w
środku   cienia   okrągłej   tarczy,   prognozowano   na
gruncie nowych hipotez, których sukces przyczynił się
do   przekształcenia   ich   w   paradygmat   dalszych   prac
badawczych.   Jeszcze   inne,   takie   jak   barwy   cienkich
błon,   były   związane   ze   zjawiskami   często
obserwowanymi   już   wcześniej   i   niekiedy
odnotowywanymi, lecz — podobnie jak

background image

Struktura rewolucji naukowych

Badania nadzwyczajne odznaczać

 się

 muszą jeszcze 

innymi cechami i prowadzić do innych jeszcze skutków,
ale obecnie dopiero zaczynamy się orientować, jakie w 
tej materii należałoby podjąć problemy. Być może na 
razie wystarczą nam te wskazane; dotychczasowe uwagi
pozwalają zrozumieć, w jaki sposób kryzys 
jednocześnie i rozluźnia stereotypy, i dostarcza danych 
niezbędnych do zasadniczej zmiany paradygmatu. 
Niekiedy kształt nowego paradygmatu zapowiada już 
struktura, jaką nadzwyczajne badania nadają anomalii. 
Einstein pisał, że zanim wypracował jakąkolwiek teorię,
która mogłaby zastąpić mechanikę klasyczną, 
dostrzegał już związek między znanymi anomaliami — 
promieniowaniem ciała czarnego, efektem 
fotoelektrycznym, ciepłem właściwym

28

. Zazwyczaj 

jednak struktura taka nie jest z góry świadomie 
postrzegana. Przeciwnie, nowy paradygmat lub 
wystarczające do jego późniejszego sprecyzowania cia 
od badań normalnych do nadzwyczajnych. I właśnie w 
pierwszym rzędzie one, a nie rewolucje, leżą u podstaw 
pojęcia nauki normalnej.

Istota i Nieuchronno

ść

Rewolucji Naukowych

28 A. Rinstein, dz. cyt.

Priestleyowski tlen — łączono je
z innymi, dobrze znanymi 
zjawiskami, co uniemożliwiało 
właściwe rozpoznanie ich natury.
Analogicznie można by 
przedstawić rozmaite odkrycia, 
które gdzieś od roku 1895 
towarzyszyły powstawaniu 
mechaniki kwantowej.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Jeden   z   aspektów   tej   analogii   jest   już   chyba

oczywisty. Źródłem rewolucji politycznych jest rosnące
— przynajmniej u części społeczeństwa siły.  Chociaż
rewolucje   odgrywały   żywotną   rolę   w   ewolucji
instytucji   politycznych,   rola   ta   uwarunkowana   jest
przez   to,   że   były   one   po   części   zdarzeniami
pozapolitycznymi i pozainstytucjonalnymi.

W   pozostałych   rozdziałach   niniejszej   rozprawy

chcemy   pokazać,   że   historyczne   badanie   zmian
paradygmatu   ujawnia   bardzo   podobne   cechy   w
rozwoju nauki. Wybór pomiędzy paradygmatami jest,
tak jak  wybór  między   konkurencyjnymi  instytucjami
politycznymi, wyborem między dwoma nie dającymi
się   ze   sobą   pogodzić   sposobami   życia   społecznego.
Tak więc nie jest on i nie może być zdeterminowany
wyłącznie   przez   metody   oceniania   właściwe   nauce
normalnej,   te   bowiem   zależą   częściowo   od

Powyższe uwagi pozwalają nam wreszcie 
przystąpić do omówienia zagadnień, którym 
rozprawa niniejsza zawdzięcza swój tytuł. 
Czym są rewolucje naukowe i jaką pełnią 
funkcję w rozwoju nauki? Fragmenty 
odpowiedzi na te pytania zawarte już były w 
poprzednich rozdziałach. Między innymi 
wskazaliśmy, że rewolucje traktowane są tu 
jako takie niekumulatywne epizody w rozwoju 
nauki, w których stary paradygmat zostaje 
zastąpiony częściowo bądź w całości przez 
nowy, nie dający się pogodzić z poprzednim. 
Jest to jednak tylko część odpowiedzi. Aby ją 
uzupełnić, zadać musimy kolejne pytanie: 
dlaczego zmianę paradygmatu nazywać mamy 
rewolucją? Jakie analogie między rozwojem 
naukowym i politycznym — tak zasadniczo 
różnymi zjawiskami — pozwalają mówić w 
obu wypadkach o rewolucjach?

background image

Struktura rewolucji naukowych

określonego   paradygmatu,   który   właśnie   jest
kwestionowany.   Z   chwilą   gdy   w   sporze   o   wybór
paradygmatu odwołujemy się do paradygmatu — a jest
to nieuniknione — popadamy nieuchronnie w błędne
koło.   Każda   grupa,   występując   w   obronie   własnego
paradygmatu, odwołuje się w argumentacji właśnie do
niego.

To   błędne   koło   nie   decyduje   jeszcze   o   tym,   że

argumentacja taka jest fałszywa czy też nieskuteczna.
Człowiek   zakładający   paradygmat,   którego   broni   w
swojej   argumentacji,   może   mimo   to   jasno   ukazać,
czym   byłaby   praktyka   naukowa   dla   tych,   którzy
przyjmują nowy pogląd na przyrodę; może to pokazać
niezwykle,   a   nawet   nieodparcie   przekonująco.
Jednakże   bez   względu   na   siłę   oddziaływania
argumentacja   oparta   na   błędnym   kole   może   pełnić
wyłącznie   funkcję   perswazyjną.  Nie   sposób   sprawić,
by   była   ona   przekonująca   logicznie   czy   choćby   w
pewnym stopniu do przyjęcia dla kogoś, kto odmawia
wejścia   w   owo   błędne   koło.   Przesłanki   i   wartości
akceptowane   przez   spierające   się   strony   nie
wystarczają do rozstrzygnięcia sporu

1 paradygmat.   Podobnie   jak   w   rewolucjach
społecznych, tak i w sporach o paradygmaty nie istnieje
żadna   instancja   nadrzędna   ponad   tymi,   które   uznaje
każda   ze   stron.   Aby   dowiedzieć   się,   w   jaki   sposób
wywoływane   są   rewolucje   naukowe,   zbadać   musimy
zatem nie tylko wpływ samej przyrody i logiki; trzeba
też   zbadać   techniki   perswazyjnej   argumentacji
skuteczne  w obrębie poszczególnych  grup, z  których
składa się społeczność uczonych.

background image

Struktura rewolucji naukowych

następnych. Wiele przykładów takich różnic 
wskazaliśmy już poprzednio, a nie ulega wątpliwości,
że historia dostarczyć może wielu innych. Rzeczą o 
wiele bardziej wątpliwą i dlatego wymagającą 
zbadania w pierwszej kolejności jest kwestia, czy 
tego rodzaju przykłady dostarczają istotnej informacji
na temat istoty nauki. Uznając nawet odrzucanie 
paradygmatów za niewątpliwy fakt historyczny, 
spytać należy, czy świadczy on o czymś więcej niż o 
ludzkiej łatwowierności i omylności. Czy istnieją 
jakieś wewnętrzne przyczyny, dla których asymilacja 
jakiegoś nowo odkrytego zjawiska nauka nie dąży do
tego ideału, jaki ukazuje wizja jej kumulatywnego 
rozwoju. Być może jest to przedsięwzięcie innego 
rodzaju.

Ta   sama   argumentacja,   nawet   w   sposób   jeszcze

jaśniejszy,   odnosi   się   do   tworzenia   nowych   teorii.
Zasadniczo   istnieją   tylko   trzy   rodzaje   zjawisk,   na
gruncie   których   tworzyć   można   nową   teorię.   Po
pierwsze, mogą to być zjawiska uprzednio już dobrze
wytłumaczone   przez   istniejące   paradygmaty;   rzadko
kiedy jednak są one motywem czy też punktem wyjścia
do   konstruowania   nowej   teorii.   Gdy   jednak   tak   się
dzieje — jak w wypadku trzech słynnych antycypacji,
które omówiliśmy pod koniec rozdziału siódmego —
uzyskane   w   rezultacie   teorie   nie   znajdują   zazwyczaj

Aby przekonać się, dlaczego decyzja w 
sprawie wyboru paradygmatu nigdy nie 
może być jednoznacznie wyznaczona 
tylko przez logikę i eksperyment, musimy
pokrótce rozważyć, na czym polegają 
różnice dzielące obrońców tradycyjnego 
paradygmatu i ich rewolucyjnych 
następców. To właśnie jest głównym 
celem rozdziału niniejszego

background image

Struktura rewolucji naukowych

Skoro zaś opór faktów wzbudzi już w nas tc 
podejrzenia, to biorąc pod uwagę sprawy, o 
których wcześniej mówiliśmy, można dojść do 
wniosku, że kumulatywne zdobywanie nowej 
wiedzy jest nie tylko faktycznie zjawiskiem 
rzadkim, ale w zasa dzie nieprawdopodobnym. 
Badania normalne, któ re rzeczywiście mają 
charakter kumulatywny, za wdzięczają swe 
powodzenie zdolności uczonych do wybierania
tych problemów, które mogą zostai rozwiązane
za pomocą przyrządów i aparatur pojęciowej 
już znanych lub bardzo do nich podobnych. 
(Dlatego właśnie uparte zajmowanie się 
problemami zastosowań, niezależnie od ich 
stosunki do istniejącej wiedzy i techniki, może 
tak łatwo zahamować postęp naukowy.) 
Uczony, który dąż) do rozwiązania problemu 
wyznaczonego przez istniejącą wiedzę i 
technikę, nie rozgląda się po prostu dookoła. 
Wiedząc, co chce osiągnąć, odpowiednio 
projektuje swoje przyrządy i zajmuje 
odpowiednią postawę myślową. Coś 
nieoczekiwanego, nowe odkrycie, może 
wyłonić się tylko wtedy, gdy jego 
przewidywania dotyczące przyrody lub 
przyrządów okażą się błędne. Często znaczenie
dokonanego w ten sposób odkrycia będzie 
proporcjonalne do zakresu i oporności 
anomalii, która je zapowiadała. Jest zatem 
oczywiste, że pomiędzy paradygmatem, 
względem którego odkrycie to jest anomalią, a 
paradygmatem, który czyni je czymś 
prawidłowym, zachodzić musi konflikt. 
Przykłady 

odkryć dokonywanych 

poprzez odrzucenie paradygmatu, o 
których mówiliśmy w rozdziale 
szóstym, były czymś więcej niż 
historycznymi przypadkami. Nie 
istnieje żaden inny skuteczny sposób 
dokonywania odkryć.

background image

Struktura rewolucji naukowych

uznania,   brak   bowiem   dostatecznych   racji,   by
rozstrzygnąć o' ich słuszności. Po drugie, mogą to być
zjawiska,   których   naturę   określa   istniejący,
paradygmat,   lecz   których   szczegóły   zrozumiane   być
mogą   tylko   w   wyniku   dalszego   uszczegółowienia
teorii.   Są   to   zjawiska,   których   badaniu   uczony
poświęca większość swego czasu. Jego celem jednakże
jest

 tu 

raczej uściślenie istniejących paradygmatów

 niż

zastąpienie   ich   innymi.   Dopiero   wtedy,   gdy   tego
rodzaju   próby   uściślenia   zawodzą,   uczony   ma   do
czynienia   z   trzecim   rodzajem   zjawisk   —   z
rozpoznanymi anomaliami, które charakteryzuje to, iż
uporczywie opierają się ujęciu za pomocą istniejących
paradygmatów. Ten rodzaj zjawisk sam daje początek
nowym   teoriom.   Paradygmaty   wyznaczaniem
większość   inżynierów   oraz   —   w   niektórych
zastosowaniach   —   wielu   fizyków.   Co   więcej,
poprawność tych zastosowań starej teorii może zostać
dowiedziona na gruncie tej właśnie teorii, która ją —
gdy   chodzi   o   inne   zastosowania   —   zastąpiła.   Na
gruncie teorii Einsteina wykazać można, że prognozy
wyprowadzone   z   równań   Newtona   będą   na   tyle
dokładne, na ile pozwalają na to przyrządy pomiarowe,
z których  korzystamy  we  wszystkich zastosowaniach
spełniających   niewielką   liczbę   ograniczających
warunków.   Jeśli   chcemy,   aby   teoria   Newtona   dała
dostatecznie dokładne wyniki, to na przykład względne
prędkości   rozważanych   ciał   muszą   być   małe   w
porównaniu z prędkością światła. Nakładając na teorię
Newtona   ten   i   kilka   innych   warunków,   można
wykazać,   że   teorię   tę   da   się   wyprowadzić   z   teorii
Einsteina,   że   zatem   jest   ona   jej   szczególnym
przypadkiem.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Żadna   teoria   —   kontynuują   zwolennicy

omawianego   poglądu   —   nie   może   być   sprzeczna   z
którymś   z   jej   przypadków   szczególnych.   Jeśli   na
gruncie   teorii   Einsteina   dynamika   Newtonowska
wydaje   się   fałszywa,   to   tylko   dlatego,   że   niektórzy
zwolennicy   tej   ostatniej   byli   na   tyle   nieostrożni,   że
twierdzili,   iż   daje   ona   całkowicie   dokładne   wyniki
bądź że stosuje się również do ciał poruszających się z
bardzo   dużymi   prędkościami   względnymi.   A
ponieważ   żadne   świadectwa   nie   uprawniały   ich   do
tego   rodzaju   twierdzeń,   ci,   którzy   je   wysuwali,
sprzeniewierzali   się   standardom   naukowości.   W   tej
mierze,   w   jakiej   teoria   Newtona   była   kiedykolwiek
teorią naprawdę naukową, rzeczywiście potwierdzoną,
w tej mierze  jest słuszna i dziś. Tylko zbyt dalekie
ekstrapolacje   tej   teorii   —   ekstrapolacje,   które   w
gruncie rzeczy nigdy nie były naukowo uzasadnione
— okazały się niesłuszne w świetle teorii Einsteina.
Oczyszczona z tych dodatków, teoria Newtona nigdy
nie   została   zakwestionowana   i   nie   może   być
zakwestionowana.

Pewien wariant tej argumentacji może doprowadzić do

konkluzji, że każda teoria, z której kiedykolwiek

korzystała istotna grupa kompetentnych badaczy, jest

nie do obalenia. Na przykład ciesząca się złą sławą

teoria flogistonowa porządkowała wielką ilość zjawisk

fizycznych i chemicznych. Tłumaczyła ona, dlaczego

ciała ulegają spalaniu (dlatego, że zawierają dużo

flogistonu), dlaczego metale mają znacznie więcej cech

wspólnych niż ich rudy. Metale składać się miały z

rozmaitych elementarnych ziem połączonych z flogi-

stonem, któremu właśnie metale zawdzięczają swe

wspólne cechy. Ponadto teoria flogistonowa wyjaśniała

background image

Struktura rewolucji naukowych

wiele reakcji, w których w wyniku spalania substancji

takich jak węgiel i siarka powstawały kwasy. v

Tłumaczyła ona również zmniejszanie się objętości jj'

podczas spalania w skończonej objętości powietrza: ;

flogiston wyzwolony ze spalonego ciała „niweczył"

sprężystość powietrza, które go absorbowało, jak

ogień : „niweczy" sprężystość stalowej sprężyny

3

.

Gdyby były ! to jedyne zjawiska, które teoretycy

flogistonu usiłowali

background image

Struktura rewolucji naukowych

łącznie wyrażają prawa teorii względności. Twierdzenia
te   zawierają   zmienne   i   parametry   dotyczące   położeń
przestrzennych, czasu, masy spoczynkowej itd. Z nich,
za pomocą aparatu matematycznego i logicznego, da się
wyprowadzić cały zespół twierdzeń pochodnych, m.in.
takie,   które   można   sprawdzić   doświadczalnie.   Aby
dowieść słuszności dynamiki Newtona jako przypadku
szczególnego, musimy do naszego szeregu E

x

  dołączyć

dodatkowe   twierdzenia,   takie   jak   (v/c)

2

  «   1,

ograniczające   zakres   parametrów   i   zmiennych.   Z   tego
rozszerzonego   zespołu   twierdzeń   uzyskać   wówczas

możemy twierdzenia pochodne TV,,

 N

2

,..., N

mi

 identyczne

w   swej   formie   z   prawami   ruchu   Newtona,   prawem
grawitacji   itd.   Pozornie   dynamika   Newtona
wyprowadzona   zostaje,   przy   założeniu   pewnych
warunków ograniczających, z Einsteinowskiej.

Jednakże   wyprowadzenie   to   jest   złudne,

przynajmniej  do tego punktu. Chociaż twierdzenia N

}

,

N^..., N

m

 są szczególnymi przypadkami praw mechaniki

relatywistycznej, nie są to prawa Newtona — w każdym
razie dopóty, dopóki tamte pierwsze prawa nie zostaną
zinterpretowane   w   sposób,   jaki   umożliwiła   dopiero
teoria   Einsteina.   Zmienne   i   parametry,   które   w
Einsteinowskim   szeregu

  E

{

  oznaczały   położenia

przestrzenne, czas, masę itd., występują nadal w ciągu
N

{

  i oznaczają w nich Einsteinowską przestrzeń, czas i

masę.   Jednak   fizyczne   odpowiedniki   tych

i. 

3

 J.B. Conant, dz. cyt., s. 13-16; J.R. Partington, dz. i 

cyt., s. 85-88. Najpełniejsze omówienie osiągnięć teorii 
flogistonowej podaje H. Metzger,

 Newton, Stahl, 

Boer- $ haave...,

 dz. cyt., cz. II.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Einsteinowskich pojęć nie są w żadnym razie identyczne
z   odpowiednikami   pojęć   Newtonowskich   wyrażanych
tymi   samymi   nazwami.   (Masa   Newtonowska   ulega
zachowaniu;

background image

Struktura rewolucji naukowych

Ta   konieczność   zmiany   sensu   ustalonych   i   dobrze

znanych pojęć ma zasadnicze znaczenie, jeśli chodzi o
rewolucyjne   oddziaływanie   teorii   Einsteina.   Ta
przebudowa   pojęciowa   —   choć   subtel-   niejsza   niż
przejście   od   geocentryzmu   do   heliocent-   ryzmu,   od

masa Einsteinowska jest równoważna 
energii. Tylko przy małych prędkościach 
względnych można mierzyć obie w ten 
sam sposób, ale nawet wówczas nie 
można traktować ich jako tego samego.) 
Póki nie zmienimy definicji zmiennych 
występujących w ciągu twierdzeń

 N

{

,

 

zdania, które wyprowadziliśmy, nie będą 
prawami Newtona. Jeśli zaś je zmienimy,
nie mamy właściwie prawa mówić, że

 

wyprowadziliśmy

 prawa Newtona, w 

każdym razie nie w tym sensie, w jakim 
zazwyczaj rozumiane jest słowo 
„wyprowadzić". Rozumowanie nasze 
wyjaśniło oczywiście, dlaczego w ogóle 
wydaje się, że prawa Newtona 
obowiązują. W ten sposób uzasadniliśmy 
na przykład to, że kierowca samochodu 
zachowuje się tak, jakby żył w świecie 
newtonowskim. Argument tego samego 
rodzaju wykorzystuje się jako 
uzasadnienie w nauczaniu mierniczych 
astronomii geocentrycznej. Ale argument 
ten nie uzasadnia tego, co miał uzasadnić.
Nie wykazuje on, że prawa Newtona są 
granicznym przypadkiem praw Einsteina.
Albowiem w trakcie przechodzenia do 
granicy zmieniła się nie tylko forma 
praw. Jednocześnie zmienić musieliśmy 
zasadnicze elementy strukturalne, z 
jakich złożony jest świat, do którego te 
prawa się stosują.

background image

Struktura rewolucji naukowych

flogistonu   do   tlenu   czy   też   od   cząstek   do   fal   —   jest
równie   destrukcyjna   w   stosunku   do   paradygmatu.
Jeszcze   przed   urodzeniem   Newtona   „nowa   nauka"
stulecia   zdołała   odrzucić   arystotele-   sowskie   oraz
scholastyczne wyjaśnienia odwołujące się do istoty ciał
materialnych.   Powiedzenie,   że   kamień   spada,   bo   ze
swojej   „natury"   dąży   on   do   środka   wszechświata,
zaczęto traktować jako tauto- logiczny wybieg werbalny,
choć   poprzednio   brano   je   poważnie.   Odtąd   cała
rozmaitość jakości zmysłowych — w tym barwy, smaki,
a nawet ciężary — tłumaczona być miała w kategoriach
kształtu,   wielkości,   położenia   i   ruchu   elementarnych
cząstek materii. Przypisywanie atomom jakichś innych
własności uznawano za nawrót do okultyzmu, a więc coś
nie   mieszczącego   się   w   ramach   nauki.   Molier   dobrze
uchwycił  ducha tego nowego podejścia, kiedy drwił z
lekarza,   który   tłumaczy   usypiające   działanie   opium,
przypisując   mu   „siłę   usypiania".   W   drugiej   połowie
XVII   wieku   wielu   uczonych   mówiło   natomiast,   że
okrągły kształt cząstek opium pozwala im koić nerwy,
po których się poruszają

29

.

Chociaż   prace   Newtona   dotyczyły   w   większości

zagadnień   postawionych   przez   mechanistycz-   no-
korpuskularny   pogląd   na   przyrodę   i   ucieleśniały   jego
standardy, to  jednak paradygmat,  jaki  dzy rozmaitymi
substancjami chemicznymi, podejmowali eksperymenty,
jakich   poprzednio   nawet   sobie   nie   wyobrażano,   i
poszukiwali   nowych   rodzajów   reakcji.   Bez   danych   i

29 Na temat teorii korpuskulamej zob.: M. Boas,

 The

Establishment...,

  dz. cyt., s. 412-541. Na temat wpływu

kształtu cząstek na smak zob.: tamże, s. 483.

background image

Struktura rewolucji naukowych

W okresie wcześniejszym wyjaśnianie w 
kategoriach ukrytych jakości stanowiło 
integralną część twórczej pracy 
naukowej. Jednak w XVII stuleciu 
zaufanie do wyjaśnień mechanistyczno-
korpusku- larnych okazało się dla szeregu
dyscyplin niezwykle owocne, wyzwoliło 
je od problemów, które nie znajdowały 
powszechnie akceptowanych rozwiązań, i
podsunęło w ich miejsce inne. Na 
przykład w dynamice trzy prawa ruchu 
Newtona są wynikiem nie tyle nowych 
doświadczeń, ile raczej próby 
reinterpretacji dobrze znanych obserwacji
w kategoriach ruchu i oddziaływań 
pierwotnie neutralnych cząstek. 
Rozpatrzmy jeden konkretny przykład. 
Ponieważ cząstki neutralne mogły 
oddziaływać na siebie tylko 
bezpośrednio, mechanistyczno-korpus- 
kularny pogląd na przyrodę skierował 
uwagę uczonych na nowe zagadnienie 
badawcze — zmianę ruchu cząstek 
wskutek zderzenia. Kartezjusz dostrzegł 
ten problem i podał pierwsze 
przypuszczalne rozwiązanie. Huyghens, 
Wren i Wallis opracowywali go dalej, 
częściowo w drodze eksperymentalnej 
(doświadczenia ze zderzającymi się 
ciężarkami wahadeł), lecz głównie 
stosując do tego nowego problemu 
dobrze znane uprzednio charakterystyki 
ruchu. Wyniki ich badań zawarł Newton 
w trzecim prawie ruchu: równe sobie 
„działanie" i „przeciwdziałanie" to 
zmiany ilości ruchu dwu zderzających się
ciał. Ta sama zmiana ruchu jest podstawą
definicji siły dynamicznej, zawartej

 

implicite

 w drugim prawie Newtona. W 

tym wypadku, podobnie jak w wielu 
innych w wieku XVII, paradygmat 

background image

Struktura rewolucji naukowych

pojęć chemicznych, jakie uzyskano w toku tych badań,
późniejsze osiągnięcia Lavoisiera, a zwłaszcza Daltona,
byłyby   nie   do   pojęcia

30

  Zmiany   standardów

wyznaczających   uprawnione   problemy,   koncepcje   i
wyjaśnienia   mogą   przeobrazić   naukę.   W   następnym
rozdziale powiemy, że w pewnym sensie przeobrażają
one nawet świat.

30  Na temat elektryczności zob.: tamże, rozdz. VIII-

IX. Na temat chemii zob.: H. Metzger,

  Newton, Stahl,

Boerhaave...,

 dz. cyt., cz. I.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Przykład dalszy: Clerk Maxwell podzielał wraz z 
innymi dziewiętnastowiecznymi zwolennikami falowej 
teorii światła przekonanie, że ośrodkiem, w którym 
rozchodzą się fale świetlne, musi być materialny eter. 
Zbudowanie mechanicznego modelu owego ośrodka 
przenoszącego fale było standardowym problemem 
dla wielu najzdolniejszych ówczesnych fizyków. 
Jednakże teoria samego Maxwella, 

Inne przykłady tego rodzaju 
niesubstancjalnych różnic między 
kolejnymi paradygmatami odnaleźć 
można w historii każdej nauki w 
dowolnym niemal okresie jej rozwoju. 
Zatrzymajmy się na dwóch jeszcze 
przykładach. Przed rewolucją chemiczną 
jednym z uznanych zadań chemii było 
tłumaczenie jakości substancji 
chemicznych i zmian, jakim jakości te 
ulegają w toku reakcji. Za pomocą 
niewielkiej ilości elementarnych „zasad" 
— jedną z nich był flogiston — chemik 
wyjaśnić miał, dlaczego jedne substancje 
są kwasami, inne metalami, dlaczego są 
palne itd. Uzyskano na tym polu wiele 
sukcesów. Zauważyliśmy już poprzednio,
że flogiston tłumaczyć miał 
podobieństwo między metalami, a 
podobną argumentację przytoczyć można
i dla kwasów. Lavoisierowska reforma 
chemii usunęła z niej wszelkie tego 
rodzaju „zasady", a tym samym 
pozbawiła chemię w poważnym stopniu 
jej siły wyjaśniającej. Aby 
zrekompensować te straty, niezbędna 
była zmiana standardów. W ciągu całego 
niemal wieku XIX nikt nie oskarżał 
chemii o to, iż nie potrafi wyjaśnić 
własności ciał złożonych.

background image

Struktura rewolucji naukowych

elektromagnetyczna teoria światła, w ogóle nie mówiła
o ośrodku, który mógłby być nośnikiem fal świetlnych, 
a co więcej, na gruncie tej teorii sformułowanie 
takiego wyjaśnienia stało się jeszcze trudniejsze niż 
poprzednio. Początkowo z tych właśnie względów 
odrzucano teorię Maxwella. Podobnie jednak jak w 
przypadku Newtona okazało się, że bez tej teorii 
trudno się obejść. Z chwilą zaś gdy uzyskała status 
paradygmatu, stosunek uczonych do niej zmienił się. 
Na początku XX wieku nacisk, jaki kładł w swoim 
czasie Maxwell na istnienie mechanicznego eteru, 
potraktowano jako daninę spłaconą przez niego 
obyczajom, czym zdecydowanie nie była, i 
zaniechano prób zaprojektowania takiego ośrodka. 
Uczeni przestali uważać, że nienaukowe jest 
mówienie cje te tworzą jakby mapę, której dalsze 
szczegóły ujawniane są przez dojrzałe badania 
naukowe. A że przyroda jest zbyt skomplikowana i 
zbyt różnorodna, by można ją było badać w sposób 
przypadkowy, mapa ta odgrywa równie ważną rolę w 
rozwoju nauki jak obserwacja i eksperyment. 
Paradygmaty, poprzez ucieleśnione w nich teorie, są 
konstytutywnym elemenłem aktywności badawczej. 
Są one jednak konstytutywne dla nauki również pod 
innymi względami, i to jest właśnie ten nowy moment. 
W szczególności nasze ostatnie przykłady pokazują, 
że paradygmaty dostarczają uczonym nie tylko owej 
mapy, lecz także pewnych zasadniczych wskazówek 
kartograficznych. Przyswajając sobie paradygmat, 
uczony poznaje zarazem teorię, metody i standardy, 
splecione zazwyczaj w jeden węzeł. Dlatego też wraz 
ze zmianą paradygmatu następują zazwyczaj istotne 
przemiany kryteriów wyznaczających uprawnione 
problemy i rozwiązania.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Stwierdzenie to cofa nas do punktu wyjścia 
niniejszego rozdziału. Tłumaczy bowiem po części, 
czemu wybór między konkurencyjnymi 
paradygmatami z reguły rodzi problemy, których nie 
można rozwiązać, odwołując się do kryteriów nauki 
normalnej. W tej mierze, w jakiej dwie szkoły nie 
zgadzają się co do tego, na czym polega problem i co 
uznać za rozwiązanie, zwolennicy każdej z nich będą 
usiłowali przelicytować się we wskazaniu zalet swoich
paradygmatów. W wynikających stąd, opartych 
częściowo na błędnym kole argumentacjach okazuje 
się, że każdy paradygmat w mniejszej lub większej 
mierze spełnia kryteria, jakie sam sobie stawia, i nie 
może sprostać tym, które narzuca mu stanowisko 
konkurencyjne. Istnieją również inne przyczyny owego
ograniczonego kontaktu logicznego, cechującego 
spory o paradygmat. Skoro na przykład żaden 
paradygmat nigdy nie rozwiązuje wszystkich 
problemów, jakie stawia, i skoro żadne dwa 
paradygmaty nie pozostawiają bez rozwiązania tych 
samych dokładnie problemów, to w sporze między 
nimi rodzi się zawsze pytanie: rozwiązanie których 
problemów jest ważniejsze? Podobnie jak kwestię 
konkurencyjnych standardów, tak i to pytanie 
dotyczące wartości można rozstrzygnąć jedynie za 
pomocą kryteriów spoza nauki normalnej i właśnie 
odwołanie się do tych zewnętrznych kryteriów nadaje 
sporom o paradygmat rewolucyjny charakter. W grę 
wchodzi tu jednak coś jeszcze bardziej zasadniczego 
niż standardy i wartości. Dowodziłem dotychczas, że 
paradygmaty są konstytutywnym elementem nauki. 
Chciałbym teraz pokazać, że w pewnym sensie 
konstytuują one również samą przyrodę.

background image

Struktura rewolucji naukowych

badania. W tej mjerze, w jakiej mają oni do czynienia ze
światem  jako  uczeni,  chciałoby   się   powiedzieć,   że   po
rewolucji żyją oni w innym świecie.

Dobrze znane z,psychologii postaci doświadczenia, w

których dostrzega się raptem zupełnie inny kształt, mogą
być dobrym prototypem tego rodzaju przeobrażeń świata
uczonych.   To,  co   w   świecie   uczonego   było   przed
rewolucją kaczką, po rewolucji staje się królikiem. Ktoś,
ktoi   najpierw   widział   pudełko   z   zewnątrz   i   od   góry,
później   ogląda   jego   wnętrze   widziane   od   dołu.   Tego
rodzaju   przeobrażenia,   tyle   że   zachodzące   stopniowo   i
prawie   zawsze   nieodwracalne,  znane  są   dobrze   jako
zjawiska towarzyszące procesowi kształcenia naukowego.
Patrząc na  mapę konturową, uczeń widzi nakreślone  na
papierze linie,  kartograf zaś — obraz terenu.  Oglądając
fotografię wykonaną w komorze  pęcherzykowej,  student
widzi   pogmatwane   linie  łamane,   a   fizyk  zapis   dobrze
znanych zjawisk zachodzących  w mikroświecie. Dopiero
gdy zajdzie szereg takich przeobrażeń sposobu widzenia,
student  staje się mieszkańcem świata  uczonych: zaczyna
widzieć   to,   co   widzą   uczeni,  i   reagować   tak   jak  oni.
Jednakże świat, do którego  student wtedy  wkracza, nie
jest raz na zawsze  określony, ani,  z jednej strony, przez
samą naturę otoczenia, ani, z drugiej, przez naturę nauki.
Określa go łącznie  otoczenie  i konkretna tradycja nauki
normalnej,  zgodnie z  którą uczono studenta postępować.
Kiedy więc w okresie rewolucji tradycja ta się

I   zmienia,   musi   ulec   przekształceniu   percepcja
otoczenia przez uczonego

 

                     

 

 sytuacji dobrze

|   sobie   znanej   musi   się   nauczyć   dostrzegać   i   nowe
kształty.   W   następstwie   tego   świat   jego   '   badań
naukowych   tu   i   ówdzie   sprawiać   będzie   wrażenie

background image

Struktura rewolucji naukowych

zupełnie   niewspółmiernego   z   tym,  

i   w

  którym

uprzednio się obracał. Jest to druga I przyczyna, dla
której   szkoły   kierujące   się   różnymi   paradygmatami
zawsze trochę się rozmijają.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Doświadczenia psychologii 
postaci ilustrują | zazwyczaj 
jedynie istotę przeobrażeń 
percepcji. Nie mówią one o tym, 
jaką rolę w procesie postrzegania
odgrywa paradygmat lub 
poprzednio ) nabyte 
doświadczenie. Kwestii tej 
poświęcona I jest jednak bogata 
literatura psychologiczna, I którą 
zawdzięczamy w znacznej 
mierze pionierskim pracom 
wykonanym w Instytucie 
Hanowerskim. Ktoś, komu w 
celach doświadczalnych | 
nałożono specjalne okulary o 
soczewkach od- | wracających, 
widzi początkowo cały świat do 
góry nogami. W pierwszej chwili
jego aparat [ percepcyjny 
funkcjonuje tak, jak się tego 
nauczył bez okularów, czego 
wynikiem jest całkowita I 
dezorientacja i silne 
zdenerwowanie. Kiedy jed- I nak
osobnik nauczy się obcować ze 
swoim nowym światem, całe 
jego pole widzenia po | okresie 
przejściowych zakłóceń znów się
i odwraca. Widzi teraz wszystko 
tak, jak widział przed włożeniem
okularów. Nastąpiła asymilacja | 

background image

Struktura rewolucji naukowych

nymi   przykładami,   musimy   najpierw   zorientować   się,
jakiego rodzaju świadectw możemy w ogóle oczekiwać od
historii, a jakich nie.

Osobnik   będący   obiektem   tego   rodzaju   badań

psychologicznych wie, że sposób jego postrzegania uległ
zmianie, bo może wielokrotnie przechodzić od jednego do
drugiego   sposobu   widzenia,   trzymając   w   ręku   tę   samą
książkę czy kawałek papieru. Wiedząc, że nic się w jego
otoczeniu nie zmieniło, zwraca coraz baczniejszą uwagę
nie   na   postacie   (kaczkę   czy   królika),   lecz   na   linie   na
papierze,   na   który   patrzy.   W   końcu   może   się   nawet
nauczyć dostrzegać tylko linie, nie widząc żadnej z figur, i
wówczas   może   stwierdzić   (czego   nie   mógł   w   sposób
uprawniony   powiedzieć   wcześniej),   że   naprawdę   widzi
jedynie te linie, ale widzi je na przemian  jako  kaczkę i
jako królika. Podobnie osoba poddana doświadczeniom z
niezwykłymi   kartami   wie   (a   ściślej   mówiąc,   można   ją
przekonać),   że   jej   sposób   ppstrzęgąnia   musiał   ulec
przeobrażeniu,   gdyż   zewnętrzny   autorytet   w   osobie
eksperymentatora zapewnia ją, że niezależnie od tego, co
widziała, patrzyła cały czas na czarną piątkę kier. W obu
tych   wypadkach,   tak   samo   zresztą   jak   we   wszystkich
podobnych   doświadczeniach   psychologicznych,
skuteczność demonstracji zależy od tego, czy da się ona
zanalizować   w   ten   sposób.   Gdyby   nie   zewnętrzny
wzorzec,   do   którego   można   się   odwołać,   aby
zademonstrować   przeobrażenie   sposobu   widzenia,   nie
można   by   wnioskować   o   możliwości   zmiennego
postrzegania.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Gdy chodzi jednak o obserwacje naukowe, sytuacja

jest dokładnie odwrotna. Uczony nie może odwołać się do
niczego ponad to lub poza tym, co widzi na własne oczy i
za   pomocą   przyrządów.   Gdyby   istniał   dlań   wyższy
autorytet i gdyby odwołanie się do niego mogło wykazać
zmianę jego sposobu widzenia, to sam ten autorytet stałby

się   dlań   źródłem   danych,   a   jego   sposób   widzenia   —
źródłem   problemów   (tak   jak   dla   psychologa   sposób
widzenia   podmiotu   poddanego   eksperymentom).
Problemy tego samego rodzaju powstałyby, gdyby uczony
mógł przestawiać się z jednego sposobu widzenia na inny,
tak   jak   podmiot   eksperymentów   z   psychologii   postaci.
Okres, w którym światło było „niekiedy falą, a niekiedy
cząstką", był okresem kryzysu

— i   zakończył   się   on   dopiero   wraz   z   powstaniem
mechaniki   kwantowej   i   zrozumieniem,   że   światło   jest
bytem swoistego rodzaju, różnym zarówno od fali, jak od
cząstki.   Jeżeli   więc   w   nauce   zmianom   paradygmatu
towarzyszą zmiany sposo.- bu postrzegania, nie możemy
oczekiwać,   że   uczeni   będą   temu   dawali   bezpośrednie
świadectwo. Ktoś, kogo dopiero co przekonano do koper-
nikanizmu,   nie   powie,   patrząc   na   Księżyc:   „Zwykle
widziałem planetę, a teraz widzę satelitę". Oświadczenie
takie   sugerowałoby,   że   system   Ptolemeusza   był   kiedyś
słuszny. Świeży wyznawca nowej astronomii powie raczej:
„Kiedyś uważałem Księżyc za planetę (albo: traktowałem
Księżyc   jako   planetę),   ale   myliłem   się".   Tego   typu
stwierdzenia   rzeczywiście   padają   po   rewolucjach

okresem, w którym coś działo się nie tak

background image

Struktura rewolucji naukowych

naukowych. Skoro zazwyczaj  maskują one prze- .tów w
pierwszej   połowie   XIX   wieku

31

  Historia   astronomii

przynosi   wiele   innych,   znacznie   mniej   dwuznacznych
przykładów   zmian   sposobu   postrzegania   świata   przez
uczonych pod wpływem przeobrażeń paradygmatu. Czy na
przykład   można   uznać   za   przypadek,   że   astronomowie
Zachodu dostrzegli po raz pierwszy zmiany w uznawanych
poprzednio   za   niezmienne   niebiosach   w   przeciągu   pół
wieku po pierwszym sformułowaniu nowego paradygmatu
przez   Kopernika?   Chińczycy,   których   poglądy   w
dziedzinie kosmologii nie wykluczały zmian  na  niebie, o
wiele wcześniej odnotowali pojawienie się na niebie wielu
nowych   gwiazd.   Również   Chińczycy,   i   to   bez   pomocy
teleskopu, systematycznie notowali pojawienie się plam na
Słońcu całe  wieki  przed tym, nim dostrzegł je Galileusz i
jemu  współcześni

32

. Ale ani plamy na Słońcu, ani nowa

gwiazda nie są jedynymi przykładami zmian, które zaszły
na   niebie   zachodniej   astronomii   bezpośrednio   po
Koperniku.   Posługując   się   tradycyjnymi   przyrządami,
niekiedy   tak   prostymi   jak  kawałek  nitki,   astronomowie
końca   XVI   wieku   stwierdzali   wielokrotnie,   że   komety
swobodnie   wędrują  w   obszarach   przestrzeni   poprzednio
zastrzeżonych dla

31

Rudolph   Wolf,

  Geschichte   der   Astronomie,

München 1877, s. 513-515, 683-693. Warto zwłaszcza

zauważyć,   z   jaką   trudnością   przychodzi   Wolfowi

wytłumaczyć   te   odkrycia   jako   konsekwencję   prawa

Bodego.

32 Joseph Needham,

 Science and Civilization in

 

China, 

t. III, Cambridge 1959, s. 423-429, 434-436.

background image

Struktura rewolucji naukowych

nieruchomych gwiazd i planet

7

. Ze względu na łatwość i

szybkość, z jaką astronomowie dostrzegali coś nowego,
patrząc   na   dawno   znane   obiekty   za  pomocą  starych
przyrządów,   ma   się   ochotę   powiedzieć,   że  po
Koperniku zaczęli oni żyć w zupełnie innym świecie. W
każdym razie o tym wydają się świadczyć ich badania.

Wyżej przytoczone przykłady zaczerpnięte zostały z 

astronomii, gdyż w sprawozdaniach z obserwacji ciał 
niebieskich używa się zazwyczaj języka złożonego z 
względnie czystych terminów obserwacyjnych, a jedynie 
takie sprawozdania ujawnić mogą ewentualnie pełną 
analogię między obserwacjami uczonych a obserwacjami 
osobników poddawanych eksperymentom 
psychologicznym. Nie mamy jednak powodu upierać się 
przy pełnej analogii; wiele można osiągnąć, korzystając z 
luźniejszego modelu. Jeśli zadowolimy się czasownikiem 
„widzieć" w jego najbardziej codziennym sensie, szybko 
stwierdzimy, że.mieliśmy już sposobność || zetknąć się z 
wieloma innymi przykładami zmian : sposobu postrzegania
towarzyszących przeobraże- i niom paradygmatów. To 
rozszerzone użycie terminów „postrzeżenie" i „widzenie" 
spróbujemy wkrótce uzasadnić, na razie jednak wskażemy, 
na czym polega ono w praktyce. : Spójrzmy ponownie na 
dwa spośród naszych i poprzednich przykładów z historii 
elektryczności. I W wieku XVII uczeni prowadzący 
badania w myśl Bv

 

          

 

                 

________

7

 T.S. Kuhn,

 Przewrót kopernikański...,

 dz. cyt.,

background image

Struktura rewolucji naukowych

jeden   przykład   jego   zastosowania.   Będzie   to   przykład
zaczerpnięty   z   jednej   z   najlepiej   znanych   części   dzieła
Galileusza.   Już   od   zamierzchłej   starożytności   większość
ludzi stykała się z takim czy innym ciężarem swobodnie
kołyszącym się na linie czy łańcuchu, póki nie osiągnie
stanu  spoczynku.  Arystotelicy,  którzy  uważali,  że ciężar
dzięki swej naturze porusza się z góry w dół, aby osiągnąć
stan naturalnego spoczynku, twierdzili, że takie huśtające
się ciało ma po prostu trudności ze spadaniem. Uwięzione
na   łańcuchu,   osiągnąć   może   stan   spoczynku   w   dolnym
punkcie dopiero po dłuższym czasie ruchu wymuszonego.
Natomiast   Galileusz,   patrząc   na   kołyszący   się   ciężar,
widział   wahadło   —   ciało,   któremu   niemal   udaje   się
powtarzać   ten   sam   ruch   w   nieskończoność.   Kiedy   zaś
dostrzegł   już   tyle,   dojrzał   również   i   inne   właściwości
wahadła,   na   których   oparł   wiele   najważniejszych   i
najbardziej   oryginalnych   części   swej   dynamiki.   Z
własności wahadła wyprowadził na przykład swój jedyny
kompletny   i   pewny   dowód   niezależności   prędkości
spadania od ciężaru oraz od stosunku między wysokością a
prędkością   końcową   w   ruchu   po   równi   pochyłej

33

.

Wszystkie te zjawiska postrzegał on inaczej, niż widziano
je poprzednio.

Co doprowadziło do tego przeobrażenia? Oczywiście,

osobisty geniusz Galileusza. Należy jednak zaznaczyć, że

33

  Galileo   Galilei,

  Dialog  o   dwu  najważniejszych

układach   świata

:

  Ptolemeuszowym  i  Kopernikowym,  

przeł.

E. Ligocki, Warszawa 1953, s. 22-28.

s. 314-319.

background image

Struktura rewolucji naukowych

ów   geniusz   nie   przejawił   się   w   dokładniejszej   czy   też
bardziej   obiektywnej   obserwacji   wahającego   się   ciała.
Obserwacje   Arystotelesa   są   pod   względem   opisowym
równie ścisłe. Kiedy Galileusz zauważył, że okres drgań
wahadła nie zależy od amplitudy, nawet przy amplitudach
sięgających 90°, jego poglądy na wahadło pozwoliły mu
dostrzec o wiele większą regularność niż ta, jaką potrafimy
dziś   wykryć".   Wydaje   się,   że   rola   geniuszu   polegała   tu
raczej na wykorzystaniu możliwości percepcyjnych, jakie
stworzyła średniowieczna zmiana paradygmatu. Galileusz
nie   wyrósł   całkowicie   na   gruncie   ary   sto   tel   izmu.
Przeciwnie, uczono go analizy ruchu w kategoriach teorii
impetu, późnośredniowiecznego paradygmatu, który głosił,
że ciało ważkie porusza się nieprzerwanym ruchem dzięki
sile   wszczepionej   mu   przez   ciało,   które   wprawiło   je   w
ruch. Jean Buridan i Mikołaj z Oresme, czternastowieczni
scholastycy,   którzy   nadali   teorii   impetu   najdoskonalszą
postać,   znani   są   z   tego,   że   pierwsi   dostrzegli   w   ruchu
wahadłowym przynajmniej część tego, co później zobaczył
Galileusz. Buridan, opisując ruch drgającej struny, podaje,
że   impet   został   jej   po   raz   pierwszy   przekazany   przy
uderzeniu; następnie zostaje on zużyty na przemieszczenie
struny wbrew oporowi jej napięcia; napięcie to odciąga z
kolei strunę z powrotem, przy czym odzyskuje ona swój
impet   aż   do   chwili,   kiedy   osiąga   położenie   wyjściowe;
teraz   znów   impet   przemieszcza   strunę   w   kierunku
przeciwnym, wbrew jej napięciu, i tak dalej, przy czym ten

background image

Struktura rewolucji naukowych

Jak dotąd żadna z tych zwiastujących kryzys dziedzin

nie wyłoniła dość silnej koncepcji alternatywnej wobec
tradycyjnego   paradygmatu   teorio-   poznawczego.
Zaczynają   one   jednak   wskazywać,   jakie   powinny   być
niektóre   charakterystyczne   cechy   tego   odmiennego
paradygmatu. Osobiście zdaję sobie doskonale sprawę z
trudności,   na   jakie   się   narażam,   powiadając,   że   kiedy
Arystoteles i Galileusz patrzyli na kołyszący się kamień,
pierwszy z nich dostrzegał utrudnione spadanie, a drugi

wahadło. Do tych samych trudności, może nawet w 

postaci jeszcze bardziej zasadniczej, prowadzą wstępne 
zdania niniejszego rozdziału — mimo iż świat nie ulega 
zmianie wraz ze zmianą paradygmatu, kiedy ona nastąpi, 
uczony pracuje w innym świecie. Jednakże jestem 
przekonany, że musimy nauczyć się nadawać sens tego 
rodzaju wypowiedziom. Tego, co się dzieje w trakcie 
rewolucji naukowej, nie da się sprowadzić do rein- 
terpretacji poszczególnych, niezmiennych danych. Po 
pierwsze, dane te nie są jednoznacznie ustalone. Ani 
wahadło nie jest spadającym kamieniem, ani tlen — 
zdeflogistonowanym powietrzem. W konsekwencji, jak 
wkrótce zobaczymy, różne są też dane, które zbierają 
uczeni, obserwując te rozmaite przedmioty. Co ważniejsze,
proces, za pośrednictwem którego jednostka czy też 
zbiorowość przechodzi od koncepcji utrudnionego 
spadania do koncepcji wahadła albo od 
zdeflogistonowanego powietrza do tlenu, nie przypomina 
interpretacji. Jest to oczywiste, skoro uczony nie 

" Tamże, s. 250.

background image

Struktura rewolucji naukowych

rozporządza jednoznacznie ustalonymi danymi, które 
miałby

interpretować. Badacz, który przyjmuje nowy paradygmat,
przypomina bardziej człowieka korzystającego z soczewek
odwracających niż interpretatora. Stykając się z tą samą co
przedtem konstelacją  przedmiotów i zdając  sobie z tego
sprawę,   stwierdza   jednak,   że   uległy   one   zasadniczej
przemianie w wielu szczegółach.

Żadna z powyższych uwag nie ma na celu wykazania,

że   uczeni   nie   interpretują   faktów   i   danych.   Przeciwnie,
Galileusz   interpretował   ruchy   wahadła,   Arystoteles   —
spadającego   kamienia,   Musschenbroek   —   obserwacje
naładowanej   elektrycznością   butelki,   a   Franklin   —
obserwacje kondensatora. Ale każda z owych interpretacji
zakładała pewien paradygmat. Stanowiły one część nauki
normalnej, tj. działalności, która — jak to stwierdziliśmy
— zmierza do uściślenia, rozszerzenia i uszczegółowienia
już   istniejącego   paradygmatu.   Rozdział   trzeci   dostarczył
nam wielu przykładów, w których interpretacja odgrywała,
zasadniczą rolę. Są to przykłady typowe dla zdecydowanej
większości prac badawczych. W każdym z nich uczony,
dzięki   akceptowanemu   paradygmatowi,   wiedział,   co   jest
dane, jakich przyrządów można użyć, aby te dane uzyskać,
i  jakie  pojęcia  zastosować  w  procesie  interpretacji.  Gdy
dany   jest   paradygmat,   interpretacja   danych   stanowi
zasadniczy element opartych na nim badań.

background image

Struktura rewolucji naukowych

i   okres   wahania,   czyli   dokładnie   te   wielkości,   których
interpretacja   mogła   zrodzić   jego   prawa   dotyczące
wahadła.   W   tym   przypadku   interpretacja   okazała   się
niemal   niepotrzebna.   Opierając   się   na   galileuszowym
paradygmacie,   takie   prawidłowości   jak   w   wypadku
wahadła można było nieomal  dostrzec. W jaki bowiem
inny   sposób   moglibyśmy   wytłumaczyć   odkrycie
Galileusza,   że   okres   drgań   jest   zupełnie   niezależny   od
amplitudy,   odkrycie,   którego   ślady   nauka   normalna
wywodząca się od Galileusza musiała zatrzeć i którego
nie   możemy   dziś   w   żaden   sposób   udokumentować?
Prawidłowości, które nie mogły istnieć dla arystotelika (i
których istotnie przyroda nigdzie jasno nie ujawnia), były
konsekwencjami   bezpośredniego   doświadczenia   dla
kogoś,   kto   patrzył   na   kołyszący   się   kamień   tak   jak
Galileusz.

Jeśli chodzi  o język czysto  obserwacyjny,  być może

zostanie on kiedyś jednak stworzony. Ale w trzy stulecia
po Kartezjuszu związane z tym nadzieje wciąż opierają się
wyłącznie   na   teorii   postrzegania   i   umysłu.   Natomiast
współczesne   doświadczenia   psychologiczne   gwałtownie
rozszerzają krąg zjawisk, z którymi tamta teoria nie może
sobie   poradzić.   Przypadek   „kaczka-królik"   dowodzi,   że
ludzie   odbierający   na   siatkówce   oka   te   same   wrażenia
mogą   widzieć   różne   rzeczy,   natomiast   doświadczenie   z

Interpretacja jednak — jak pokazaliśmy 
w przedostatnim ustępie — może tylko 
doprowadzić do uszczegółowienia 
paradygmatu, a nie do jego korekty. 
Nauka normalna w żadnym razie nie

background image

Struktura rewolucji naukowych

Być może jest to przykład zbyt 
oderwany, arystotelicy bowiem nie 
rozpatrywali problemu wahającego się na
uwięzi kamienia. Na gruncie ich 
paradygmatu było to zjawisko niezwykle 
złożone. Rozważali jednak przypadek 
prostszy — swobodnego spadku 
kamienia — odnaleźć możemy tu te same
różnice w sposobie widzenia. Patrząc na 
spadający kamień, Arystoteles widział 
raczej zmianę stanu niż proces. 
Właściwymi miarami ruchu były dlań 
przeto cała przebyta odległość i cały czas 
trwania tego ruchu, parametry, które 
pozwalały uzyskać to, co obecnie 
nazwalibyśmy nie prędkością, lecz 
prędkością średnią. Jednocześnie, 
ponieważ kamień ze swej natury 
zmuszony był dążyć do końcowego stanu
spoczynku, Arystoteles traktował 
odległość raczej jako miarę drogi,- która 
w każdej chwili ruchu pozostawała do 
przebycia, niż jako miarę drogi przebytej.
Te pojęcia leżą u podstaw i nadają sens 
większości z jego dobrze znanych „praw 
ruchu". Częściowo opierając się na teorii 
impetu, częściowo zaś na doktrynie 
zwanej rozpiętością form, scholastyczna 
krytyka przekształciła ten sposób 
widzenia ruchu. Kamień wprawiony w 
ruch przez impet uzyskiwać go miał 
coraz więcej w miarę oddalania się od 
punktu wyjścia. W związku z tym 
istotnym parametrem stała się raczej 
odległość „od" niż droga „do". Ponadto 
Arystotele- sowskie pojęcie prędkości 
zostało rozszczepione przez 
scholastyków na dwa — które wkrótce po
Galileuszu przybrały znaną nam postać 

background image

Struktura rewolucji naukowych

soczewkami   odwracającymi   pokazuje,   że   dwie   osoby
odbierające na siatkówce różne wrażenia mogą widzieć to
samo.   Psychologia   dostarcza   wielu   innych   podobnych
świadectw,   a   wszelkie   wynikające   stąd   wątpliwości
potęguje dodatkowo historia wysiłków podejmowanych w
celu stworzenia języka obserwacyjnego. Żadne ze znanych
prób osiągnięcia tego celu nie doprowadziły jak dotąd do
zbudowania   powszechnie   stosowalnego   języka   czystej
percepcji. Te zaś poczynania, które najbardziej się do tego
zbliżyły, mają pewną właściwość, która dobitnie wspiera
zasadnicze tezy niniejszej rozprawy. Od samego początku
zakładają   mianowicie   pewien   paradygmat,   czy   to
zaczerpnięty z którejś ze współczesnych teorii naukowych,
czy   z   jakiegoś   fragmentu   języka   potocznego,   i   próbują
potem wyeliminować zeń wszystkie terminy pozalogiczne i
niepostrzeże-  niowe.  W  niektórych  dziedzinach  próby te
doprowadzono   bardzo   daleko,   osiągając   fascynujące
rezultaty. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że warto je
podejmować nadal. Wynikiem ich jednak jest język, który
—   podobnie   jak   języki   stosowane   w   nauce   —   kryje   w
sobie   mnóstwo   przewidywań   dotyczących   przyrody   i
przestaje funkcjonować z chwilą, gdy te się nie sprawdzają.
Takie   właśnie   stanowisko   zajął   na   przykład   Nelson
Goodman,   pisząc   o   celu,   jaki   przyświecał   jego   pracy

Structure of Appearance

: „Całe szczęście, że nie chodzi o

nic   więcej   [niż   o   zjawiska,   o   których   wiadomo,   że
naprawdę   istnieją];   albowiem   pojęcie   przypadków
«możliwych», które nie istnieją, lecz mogłyby istnieć, jest

background image

Struktura rewolucji naukowych

bardzo   niejasne"

34

  Żaden   język   ograni-   zmianie   ulegają

jego   reakcje,   oczekiwania,   wierzenia,   czyli   duża   część
postrzeganego   przez   nie   świata.   Podobnie   zwolennicy
Kopernika, odmawiając Słońcu nazwy „planeta", nie tylko
dowiadywali się, co znaczy „planeta" lub czym jest Słońce.
Zmieniali zarazem znaczenie słowa „planeta", tak by nadal
mogło ono być przydatne w świecie, w którym wszystkie
ciała niebieskie, nie tylko Słońce, były widziane inaczej niż
poprzednio.   To   samo   dotyczy   każdego   z   wymienionych
wcześniej przykładów. To, że jakiś uczony dostrzega tlen
zamiast   zdef-   logistonowanego   powietrza,   kondensator
zamiast   butelki   lejdejskiej   lub   wahadło   zamiast
utrudnionego spadania — stanowi tylko część zmiany jego
całościowego   sposobu   widzenia   ogromnej   różnorodności
powiązanych ze sobą zjawisk chemicznych, elektrycznych
czy   też   dynamicznych.   Paradygmat   determinuje   rozległe
obszary doświadczenia naraz.

Aby podsumować ten rozdział, pomińmy już kwestię

reakcji siatkówki i skoncentrujmy uwagę na czynnościach
laboratoryjnych   dostarczających   uczonemu   konkretnych,
choć fragmentarycznych wskazówek dotyczących tego, co
zaobserwował. Wielokrotnie wskazywaliśmy już jeden ze
sposobów,   w   jaki   zmiany   paradygmatów   wpływają   na
metody   laboratoryjne.   W   wyniku   rewolucji   naukowej
wiele dawnych pomiarów i operacji przestaje znajdować

34  Nelson   Goodman,

  The   Structure  of  Appearance,

Cambridge,   Mass.   1951,   s.   4-5.   Fragment   ten   wart   jest

obszerniejszego zacytowania: „Gdyby wszyscy mieszkańcy

Wilmington w roku 1947 o wadze między 175 i 180 funtów

i tylko ci byli rudzi, wówczas określenia

background image

Struktura rewolucji naukowych

zastosowanie   i   zastąpione   zostaje   innymi.   Nie   można
stosować   tych   samych   dokładnie   metod   badań
doświadczalnych   do   tlenu   i   do   zdef-   Iogistonowanego

doświadczenie zostanie tak 
zdeterminowane, rozpocząć można 
poszukiwania definicji operacyjnych lub 
czystego języka obserwacyjnego. Uczony
lub filozof, który pyta, dzięki jakim 
pomiarom lub dzięki jakim reakcjom 
siatkówki wahadło staje się tym, czym 
jest, musi najpierw sam umieć rozpoznać 
wahadło, kiedy je zobaczy. Gdyby 
zamiast wahadła widział utrudnione 
spadanie, nie potrafiłby postawić takiego 
pytania. Gdyby zaś widział wahadło, ale 
patrzył na nie w ten sam sposób co na 
kamerton lub oscylującą wagę, jego 
pytanie musiałoby pozostać bez 
odpowiedzi. Co najmniej zaś nie można 
by 

na nie odpowiedzieć w ten 

sam sposób, nie byłoby to 
bowiem to samo pytanie. Tak 
więc pytania dotyczące reakcji 
siatkówki lub skutków 
poszczególnych zabiegów 
laboratoryjnych, mimo że są 
zawsze uprawnione, a niekiedy 
bardzo owocne, z góry zakładają 
świat o jakiejś już określonej 
strukturze percepcyjnej i 
pojęciowej. W pewnym sensie 
pytania takie są częścią nauki 
normalnej, uzależnione są 
bowiem od istnienia 

background image

Struktura rewolucji naukowych

powietrza.   Jednakże   tego   rodzaju   zmiany   nigdy   nie   są
totalne.   Po   rewolucji   uczony   —   cokolwiek   by   teraz
dostrzegał   —■   patrzy   wciąż   jednak   na   ten   sam   świat.
Ponadto   część   terminologii   i   większość   przyrządów
laboratoryjnych pozostaje bez zmiany, choć dawniej mogły
być stosowane w inny sposób. W rezultacie nauka okresu
porewolucyjnego   zawsze   zachowuje   wiele   spośród
dawnych   operacji,   posługując   się   tymi   samymi  bardzo
silne.  Sama   teoria   powinowactwa   była   mo-.  cno
uzasadniona. Poza tym powstawanie związku chemicznego
tłumaczyć  miało   obserwowaną   jednorodność   substancji
roztworu.  Gdyby   na   przykład  tlen   i   azot   były   tylko
zmieszane  w  atmosferze,  a  nie połączone,  wówczas   gaz
cięższy,  tlen,   powinien   by   osiadać   na   dole.   Daltonowi,
który traktował atmosferę jako mieszaninę  gazów, nigdy
nie udało się w pełni wytłumaczyć,  dlaczego tak  się nie
dzieje.   Przyjęcie   jego   teorii  atomistycznej  wytworzyło
anomalię tam, gdzie przedtem żadnej anomalii nie było

35

.

Podczas   kiedy   wszystko   to   się   działo,   nastąpiła

równocześnie inna typowa i bardzo ważna zmiana. Tu i
ówdzie zmieniać się zaczęły dane liczbowe z dziedziny
chemii.   Kiedy   Dalton   zaczął   szukać   w   literaturze
chemicznej danych, które mogłyby potwierdzić jego teorię
fizyczną,   natknął   się   na   kilka   opisów   odpowiednich
reakcji, ale znalazł też inne świadectwa, niezgodne z tą
teoria. Na przykład przeprowadzone przez samego Prousta

35  Tamże, s. 124-129, 139-148. Na temat Daltona zob.:

Leonard K. Nash,

  The   Atomic-Molecular   Theory,  

„Harvard

Case   Histories   in   Experimental   Science",   Case  4,

Cambridge, Mass. 1950, s. 14-21.

background image

Struktura rewolucji naukowych

pomiary   dotyczące   dwóch   tlenków   miedzi   dały   na
stosunek wagowy tlenu wartość 1,47:1, a nie 2:1, jak tego
wymagała   teoria   atomistyczna.   Tymczasem   właśnie   od
Prousta   należało   się   spodziewać   potwierdzenia

Można by powiedzieć, że różnica między
poglądem tych chemików, którzy 
uważali, że roztwór jest związkiem, a 
poglądami ich następców sprowadzała się
tylko do definicji. W pewnym sensie 
mogło tak być rzeczywiście — o ile 
mianowicie przez definicję nie 
rozumiemy po prostu dogodnej 
konwencji. W wieku XVIII nie można 
było w sposób doświadczalny ściśle 
wyznaczyć granicy między związkami i 
mieszaninami. Nawet gdyby chemicy 
poszukiwali takich metod, szukaliby 
kryteriów, według których roztwór jest 
związkiem. Odróżnienie mieszaniny od 
związku stanowiło część ich 
paradygmatu, współtworzyło ich sposób 
widzenia całej dziedziny ich badań i jako 
takie miało wyższość nad każdą 
poszczególną metodą laboratoryjną, 
mimo że nie miało jej w stosunku do 
całości nagromadzonego w chemii 
doświadczenia.
Ale w czasie kiedy wyznawano tego 
rodzaju poglądy na chemię, zjawiska 
chemiczne stanowiły przejaw zupełnie 
innych praw niż te, które pojawiły się 
wraz z przyjęciem nowego paradygmatu 
Dal- tona. W szczególności, póki 
roztwory traktowano jako związki 
chemiczne, żadne doświadczenia, 

background image

Struktura rewolucji naukowych

przewidywań   Daltona

36

  Proust   był   bowiem   świetnym

eksperymentatorem i jego poglądy na stosunek mieszaniny
i związku chemicznego były bardzo zbliżone do poglądów
Daltona.   Trudno   znaczenie.   Można   oczekiwać,   że
przykłady   historyczne   wówczas   tylko   będą
przekonywające,   jeśli   wskażemy   i   przeanalizujemy,   na
czym   ten   autorytet   polega.   Ponadto   —   aczkolwiek   tę
kwestię   będę   mógł   omówić   szerzej   dopiero   w   ostatnim
rozdziale   —   poniższa   analiza   pozwoli   wskazać   jeden   z
aspektów   pracy   naukowej,   który   różni   ją   wyraźnie   od
wszelkich innych dziedzin twórczości, z wyjątkiem może
teologii.

Mówiąc   o   autorytatywnym   źródle,   mam   przede

wszystkim na myśli podręczniki naukowe oraz wzorujące
się na nich popularyzacje i prace filozoficzne. Wszystkie te
trzy kategorie prac — a obecnie nie mamy żadnych innych
poważnych   źródeł   informacji   o   nauce,   wyjąwszy   samą
praktykę   badawczą   —   mają   jedną   wspólną   cechę.
Odwołują   się   one   do   wypracowanego   już   zespołu
problemów,   danych,   teorii,   najczęściej   do   konkretnego
zespołu   paradygmatów,   które   akceptowane   są   przez
społeczność uczonych w czasie, kiedy prace te są pisane.
Podręczniki mają na celu rozpowszechnienie słownictwa i

36 Na   temat   Prousta  zob.:   A.N.   Meldrum,

  The

Development of the Atomic Theory: (1) Berthollet 's Doctrine
of Variable Proportions,

 dz. cyt., s. 8. Szczegółową historię

stopniowych   zmian   w   pomiarach   składu   chemicznego   i

ciężarów   atomowych   należałoby   dopiero   napisać,   jednak

wiele pożytecznych informacji na ten temat można znaleźć

w cytowanej wcześniej pracy Parting- tona.

background image

Struktura rewolucji naukowych

składni   współczesnego   języka   nauki.   Prace
popularyzacyjne   usiłują   opisywać   to   samo   językiem
bardziej zbliżonym do codziennego. Filozofia nauki zaś,
zwłaszcza   w   krajach   anglojęzycznych,   poddaje   analizie
logiczną   strukturę   gotowego   systemu   wiedzy   naukowej.
Choć   istnieją   niewątpliwie   istotne   różnice   między   tymi
trzema   gatunkami   piśmiennictwa,   nas   interesują   tu
najbardziej   zachodzące   między   nimi   podobieństwa.
Wszystkie   one   rejestrują   trwałe  rezultaty  minionych
rewolucji   i   w   ten   sposób   ukazują   podstawy   aktualnej
tradycji nauki normalnej. Aby spełnić swoją funkcję, nie
muszą dostarczać autentycznych informacji na temat tego,
w   jaki   sposób   podstawy   te   zostały   najpierw   odkryte,   a
następnie przyjęte przez specjalistów danej dziedziny. Gdy
chodzi o podręczniki, można nawet powiedzieć, że muszą
one z reguły wprowadzać w tej sprawie w błąd.

background image

Struktura rewolucji naukowych

Stąd   właśnie   przemożna   tendencja   do   nadawania

historii   nauki   pozorów   procesu   liniowego   i
kumulatywnego, tendencja, która dochodzi do głosu nawet

114

W rozdziale drugim była mowa o tym, że
w każdej dziedzinie nauki powstawaniu 
pierwszego paradygmatu nieodmiennie 
towarzyszył wzrost zaufania do 
podręczników czy jakiegoś ich 
odpowiednika. W ostatniej części 
niniejszej rozprawy będziemy dowodzić, 
że wskutek dominacji takich tekstów 
model rozwoju dojrzałej nauki znacznie 
odbiega od tego, co obserwujemy w 
innych dziedzinach twórczości. Na razie 
przyjmijmy po prostu, że — w stopniu 
niespotykanym w innych dziedzinach — 
zarówno laicy, jak uczeni opierają swoją 
znajomość nauki na podręcznikach i 
kilku innych, pochodnych rodzajach 
piśmiennictwa. Jednakże podręcznik — 
ten pedagogiczny czynnik napędowy 
nauki normalnej — wymaga zawsze 
ponownego, w całości lub częściowo, 
opracowania, gdy zmienia się język, 
struktura problematyki czy standardy 
nauki normalnej. Mówiąc krótko: 
podręczniki należy pisać ponownie po 
każdej rewolucji naukowej, z chwilą zaś 
gdy zostaną przerobione, maskują nie 
tylko rolę, ale i samo istnienie rewolucji 
naukowych, które powołały je do życia. 
Historyczny zmysł czytelnika literatury 
podręcznikowej, czy będzie nim aktywny
zawodowo uczony, czy laik, o ile 
osobiście w ciągu własnego życia nie 
przeżył

background image

Struktura rewolucji naukowych

w   poglądach   uczonych   na   ich   własne   wcześniejsze
badania.   Na   przykład   wszystkie   trzy,   niezgodne   zresztą,
sprawozdania Daltona z rozwoju jego koncepcji atomizmu
chemicznego   sugerują,   że   od   początku   swych   badań
interesował się on właśnie tymi problemami chemicznymi
dotyczącymi   stosunków   wagowych   pierwiastków   w
związkach, których późniejsze rozwiązanie przyniosło mu
sławę.   W   istocie   zaś   wydaje   się,   że   dostrzegł   on   te
problemy   dopiero   wtedy,   kiedy   je   rozwiązał,   i   to   nie
wcześniej,   niż   jego   badania   znalazły   się   w   stadium
końcowym

37

  Wszystkie   sprawozdania   Daltona   pomijają

natomiast rewolucyjne skutki zastosowania w chemii pytań
i pojęć poprzednio zastrzeżonych dla fizyki i meteorologii.
A to właśnie jest jego osiągnięciem. Doprowadziło ono do
reorientacji problemowej, dzięki której chemicy nauczyli
się   zadawać   nowe   pytania   i   wyciągać   nowe   wnioski   z
dotychczasowych danych.

Przytoczone   wyżej   przykłady   ukazują,   każdy   w

kontekście   konkretnej   rewolucji,   początki   procesu
poprawiania   historii,   procesu,   który   doprowadzają   do
końca   porewolucyjne   podręczniki.   Chodzi   tu   wszakże  o
coś   więcej   niż   mnożenie   —   ilustrowanych   wyżej   —
opacznych   tłumaczeń   historycznych.   W   wyniku   takich
interpretacji   rewolucje   radygmatu   w   ogóle   nie   istniały.
Znaczy to, że i teorie nie ewoluują w ten sposób, że krok
po   kroku   coraz   lepiej   ujmują   fakty,   które   w   postaci
niezmiennej   Były   zawsze   obecne.   Wyłaniają   się   one
raczej, wraz z faktami, do których pasują, z rewolucyjnego
przeformułowania tradycji naukowej, tradycji, w obrębie

37 L.K. Nash,

 The Origins...,

 dz. cyt., s. 101-116.

115

background image

Struktura rewolucji naukowych

której   inaczej   wyglądała   zapośredniczona   przez   wiedzę
relacja między uczonym a przyrodą.

Jeszcze jeden, ostatni już przykład pomoże naświetlić

wpływ, jaki wywiera podręcznikowy sposób wykładu na
nasze   poglądy   dotyczące   rozwoju   nauki.   Każdy

116

Inny przykład: Newton pisał, że Galileusz
odkrył, iż stała siła grawitacyjna 
wywołuje „ruch proporcjonalny do 
kwadratu czasu". W rzeczywistości zaś 
twierdzenie kinematyczne Galileusza 
przybiera taką postać dopiero wtedy, gdy 
włączy się je w ramy pojęciowe dynamiki
Newtona. Galileusz zaś nic podobnego 
nie mówił. Jego analiza rzadko kiedy 
wspomina w ogóle o siłach, a jeszcze 
rzadziej o stałej sile grawitacyjnej 
powodującej spadanie ciał. Imputując 
Galileuszowi odpowiedź na pytanie, 
którego jego paradygmat nigdy nie 
pozwoliłby mu zadać, sprawozdanie 
Newtona ukrywa fakt drobnej, ale 
rewolucyjnej różnicy w sposobie 
zadawania pytań dotyczących ruchu oraz 
w typach odpowiedzi, jakie uczeni mogli 
zaakceptować. A właśnie tego rodzaju 
zmiany w sposobie formułowania pytań i 
odpowiedzi, w o wiele większym stopniu 
niż nowe odkrycia empiryczne, tłumaczą 
przejście od dynamiki Arystotelesa do 
dynamiki Galileusza, a od niej z kolei — 
do dynamiki Newtona. Podręcznikowa 
tendencja do linearnego ujmowania 
postępu nauki przesłania takie zmiany, a 
tym samym ukrywa proces leżący w 
samym centrum epizodów najbardziej 
istotnych dla jej rozwoju.

background image

Struktura rewolucji naukowych

podstawowy   podręcznik   chemii   musi   omawiać   pojęcie
pierwiastka chemicznego. Tam, gdzie się je wprowadza,
początki   jego   niemal   zawsze   wiąże   się   z   nazwiskiem
siedemnastowiecznego chemika Roberta Boyle'a. W jego
dziele  

Chemik-sceptyk  {Sceptical  Chymisi)

  uważny

czytelnik  odnaleźć  może  definicję  „pierwiastka"  bardzo
zbliżoną do dzisiejszej. Nawiązanie  do Boyle'a  pomaga
uświadomić   początkującemu,   że   chemia   nie   rozpdczęła
się ocl leków sulfamidowych. Poza tym dowiaduje się on
w ten sposób, że wynajdywanie takich pojęć jest jednym z
tradycyjnych zadań uczonego. Nawiązanie to, jako jeden
z   pedagogicznego   arsenału   środków   przekształcających
człowieka   w   uczonego,   jest   niesłychanie   pożyteczne.
Jednakże   znów   ilustruje   ono   wzór   historycznego
nieporozumienia, które zarówno studentów, jak laików w
dziedzinie   nauki   wprowadza   w   błąd   co   do   istoty
działalności naukowej.

117

background image

12

143

Według Boyle'a, który miał tu całkowitą 
słuszność, jego „definicja" pierwiastka 
nie była niczym 

innym jak parafrazą

tradycyjnego pojęcia 
chemicznego. Boyle użył jej 
tylko po to, aby udowodnić, że 
coś takiego jak pierwiastek 
chemiczny w ogóle nie istnieje; 
pod względem historycznym 
podręcznikowa wersja wkładu 
Boyle'a jest więc całkowicie 
mylna. Jest to błąd oczywiście 
trywialny, choć nie bardziej niż 
jakiekolwiek inne przeinaczenie 
danych. Nie jest już jednak 
bynajmniej trywialne to, jakie 
wyobrażenie o nauce powstaje, 
kiedy błąd tego rodzaju zostaje 
wbudowany w techniczną 
konstrukcję podręcznika. Pojęcie
pierwiastka, podobnie jak pojęcia
czasu, energii,.-siły łub cząstki, 
należy do tych elementów 
podręcznika, o których w ogóle 
trudno powiedzieć, że kiedyś 
zostały wymyślone czy odkryte. 
W szczególności jeśli chodzi o 
definicję Boyle'a, jej ślady 
można odnaleźć, poczynając co 
najmniej od Arystotelesa, a 
później poprzez Lavoisiera aż po 
teksty współczesne. Nie znaczy 
to jednak, że nauka od czasów 
starożytnych rozporządzała 

background image

12

Skutki Rewolucji

143

background image

12

143

Podręczniki, o których mowa 
była w poprzednim rozdziale, 
powstają dopiero w wyniku 
rewolucji naukowej. Stanowią 
one podstawę nowej tradycji 
nauki normalnej. Zajmując się 
ich budową, wybiegliśmy jednak 
nieco naprzód. Na czym polega 
bowiem proces, w wyniku 
którego nowy paradygmat 
zastępuje stary? Każda nowa 
interpretacja przyrody, czy 
będzie to odkrycie, czy teoria, 
powstaje najpierw w umyśle 
jednego lub kilku badaczy. To 
oni właśnie pierwsi potrafią 
inaczej spojrzeć na naukę i na 
świat. Sprzyjają temu zazwyczaj 
dwie okoliczności, które 
wyróżniają ich w obrębie danej 
grupy zawodowej. Po pierwsze, 
uwaga ich skupiona jest na 
problemach, które brzemienne są
w kryzys. Po drugie, są to 
zazwyczaj ludzie młodzi albo od 
niedawna zajmujący się 
dziedziną dotkniętą kryzysem, a 
przez to mniej przywiązani niż 
większość ich kolegów po fachu 
do wizji świata i reguł, jakie 
narzucał stary paradygmat. W 

background image

12

Zupełnie   inne   podejście   do   tego   zespołu   zagadnień

przedstawił   Karl   R.   Popper,   który   w   ogóle   zaprzecza
istnieniu jakichkolwiek procedur weryfikacji

38

. W zamian

kładzie   on   nacisk   na   znaczenie   falsyfikacji,   tzn.   takich
zabiegów   sprawdzających,   których   negatywny   wynik
zmusza   do   odrzucenia   akceptowanej   teorii.   Widać
wyraźnie,   że   rola,   jaką   przypisuje   on   falsyfikacji,
przypomina   bardzo   tę,   jaką   niniejsza   rozprawa   wiąże   z
anomaliami, tj. z doświadczeniami, które, rodząc kryzys,
torują   drogę   nowej   teorii.   Jednakże   nie   można
identyfikować   anomalii   z   doświadczeniami
falsyfikującymi. Osobiście wątpię, czy te ostatnie w ogóle
istnieją.   Jak   już   wielokrotnie   podkreślałem,   żadna   teoria
nie   rozwiązuje   nigdy   wszystkich   łamigłówek,   z   którymi
jest   konfrontowana   w   określonym   czasie;   często   też   nie
wszystkie uprzednio uzyskane rozwiązania są doskonałe.
Co   więcej,   to   właśnie   niekompletność   i   niedoskonałość
dopasowania istniejących danych do teorii wyznacza wiele
spośród   łamigłówek   charakterystycznych   dla   nauki
normalnej.   Gdyby   każdy   zakończony   niepowodzeniem
wysiłek pogodzenia teorii z faktami stanowił podstawę do
odrzucenia teorii, wszystkie teorie musiałyby  w polemice
dotyczącej stałości składu związków chemicznych muszą
one wysuwać  mijające  się argumenty. Chociaż  każda ze
stron żywić może nadzieję, że uda się jej przekonać drugą
do swojego sposobu widzenia nauki i jej problemów, żadna
nie   może   dowieść   swej   słuszności.   Współzawodnictwo
między paradygmatami nie jest sporem, który może zostać
rozstrzygnięty na mocy dowodów.

38  Karl R. Popper,

  Logika odkrycia naukowego,

  przeł. U.

Niklas, Warszawa 1977, zwłaszcza rozdz. I-IV.

143

background image

12

Ukazaliśmy   już   wiele   przyczyn,   dla   których

porozumienie   między   zwolennikami   konkurencyjnych
paradygmatów jest z konieczności ograniczone. Wszystkie
te   przyczyny   łącznie   przedstawione   zostały   jako
niewspółmierność przed- i porewolucyjnej tradycji nauki
normalnej.   Obecnie   musimy   dokonać   tylko   krótkiego
podsumowania.

 

Po

 

pierwsze,

 

zwolennicy

współzawodniczących   paradygmatów   często   zajmować
będą sprzeczne stanowisko, jeśli chodzi
1 zbiór   problemów,   które   powinien   rozwiązać   każdy
potencjalny paradygmat. Uznają oni różne standardy czy
też   definicje   nauki.   Czy   teoria   ruchu   musi   koniecznie
tłumaczyć   przyczynę   działania   sił   przyciągania   między
cząstkami   materii,   czy   też   wystarczy,   że   będzie
uwzględniała   istnienie   tych   sił?   Dynamikę   Newtona
odrzucano głównie dlatego, że — w przeciwieństwie do
teorii   Arystotelesa   i   Kartezjusza—pociągała   za   sobą   tę
drugą   odpowiedź.   Kiedy   zaś   przyjęto   teorię   Newtona,
pytonie   o   przyczynę   grawitacji   znalazło   się   poza
granicami nauki. Pytanie to jednak podniosła znów ogólna
teoria względności

143

background image

12

143

background image

12

Chodzi jednak o coś więcej niż o niewspółmier- ność

standardów.   Skoro   nowe   paradygmaty   wywodzą   się   z
dawniejszych,   to   przeważnie   przejmują   znaczną   część
słownictwa   i   aparatury,   zarówno   pojęciowej,   jak   i
laboratoryjnej, którą posługiwał się tradycyjny paradygmat.
Rzadko kiedy jednak te przejęte elementy wykorzystywane
są   w   sposób   zupełnie   tradycyjny.   W   ramach   nowego
paradygmatu   dawne   terminy,   pojęcia   i   eksperymenty
wchodzą w nowe wzajemne związki. Nieuniknionym tego
rezultatem   są   —   choć   nie.   jest   to   całkiem   adekwatne
określenie

 

 

nieporozumienia

 

między

143

słusznie może się szczycić jego 
rozwiązaniem. Inny przykład: 
rozpowszechniona w XIX wieku 
chemiczna teoria Lavoisiera nie 
dopuszczała pytania, dlaczego 
wszystkie metale są podobne, 
natomiast teoria flogis- tonowa 
pytanie to stawiała i udzielała na 
nie odpowiedzi. Przejście do 
paradygmatu Lavoisiera, 
podobnie jak do 
Newtonowskiego, oznaczało nie 
tylko poniechanie uprawnionego 
pytania, lecz również osiągniętej 
odpowiedzi. Nie była to jednak 
strata nieodwracalna. W wieku 
XX pytania o jakości substancji 
chemicznych wróciły ponownie 
do nauki i po części znalazły 
rozwiązanie.

background image

12

współzawodniczącymi szkołami. Nie należy sądzić, że ci,
którzy wyszydzali ogólną teorię względności, mówiąc, że
przestrzeń nie może być „zakrzywiona", po prostu mylili
się czy też nie mieli racji. To samo dotyczy matematyków,
fizyków   i   filozofów,   którzy   próbowali   zbudować
euklidesową  wersję  teorii  Einsteina

39

. To,  co  poprzednio

przejdzie   konwersji,   którą   nazywaliśmy   zmianą
paradygmatu.   Przejście   od   jednego   do   drugiego
paradygmatu, właśnie z. powodu ich niewspółmier- ności,
nie może odbywać się krok po kroku, pod wpływem logiki
i   neutralnego   doświadczenia.   Jak   w   wypadku   zmiany
widzenia   postaci,   dokonuje   się   ono   od   razu   (choć
niekoniecznie w jednej chwili) — lub wcale.

Jak więc dochodzi do tego, że uczeni przestawiają się

na nowy paradygmat? Częściowo odpowiedź zasadza się
na tym, że bardzo często wcale tego nie robią. W sto lat po
śmierci   Kopernika   niewielu   było   jeszcze   zwolenników
kopernikanizmu.   Teoria   Newtona   nie   była   jeszcze
powszechnie uznawana w pięćdziesiąt lat po ukazaniu się

Principiów

40

, zwłaszcza na Kontynencie. Priestley nigdy nie

przyjął   teorii   tlenowej,

 a   Kelvin

 —   teorii

elektromagnetycznej.   Często   sami   uczeni   podkreślali
trudność   dokonania   takiej   konwersji.   W   jednym   ze
znamiennych   ustępów   pod   koniec

  Pochodzenia   gatunków

Darwin pisał: „Jakkolwiek zupełnie jestem przekonany o
słuszności   poglądów   w   dziele   tym   w   zwięzłej   formie
zawartych,   nie   spodziewam   się   jednak   bynajmniej
przekonać   wytrawnych   przyrodników,   których   umysły

39  Na temat reakcji laików na koncepcję zakrzywionej

przestrzeni   zob.:   Philipp   Frank,

  Einstein,   His   Life   and

Times,

 przeł. i red. George Rosen, Suichi Kusaka, New

40 I.B. Cohen, dz. cyt., s. 93-94.

143

background image

12

przepełnione są licznymi faktami rozpatrywanymi w ciągu
wielu lat z punktów widzenia wprost przeciwnych moim...
Z   ufnością   jednak   spoglądam   w   przyszłość   na   młodych
naprzód  podążających   przyrodników,  którzy  zdolni  będą
do   bezstronego   osądzenia   tej   kwestii"

7

.  Max  Planck

natomiast,   analizując   własną   karierę   naukową,   smętnie
zauważył w swojej

 Naukowej autobiografii'.

 „Nowa' prawda

naukowa nie odnosi triumfu dzięki temu, że udaje się jej
przekonać przeciwników i sprawić, aby dojrzeli  światło,
lecz raczej wskutek tego, że oponenci wymierają i wzrasta
nowe pokolenie dobrze z nią obeznanych badaczy"

8

.

Te   i   tym   podobne   fakty   są   zbyt   dobrze   znane,   aby

wymagały specjalnego podkreślania. Wymagają natomiast
przewartościowania. Ongiś miały najczęściej świadczyć o
tym,   że   uczeni,   będąc   tylko   ludźmi,   nie   zawsze   mogą
uznać swe własne błędy, nawet wówczas, gdy staną wobec
wyraźnych dowodów. Osobiście byłbym raczej zdania, że
w   tych   kwestiach   nic   chodzi   ani   o   dowód,   ani   o   błąd.
Przejście spod władzy jednego paradygmatu pod władzę
drugiego jest doświadczeniem nawrócenia, do którego, nie
można zmusić. Wytrwały opór, szczególnie ze strony tych,
których działalność twórcza była przywiązana do dawnej
tradycji   nauki   normalnej,   nie   jest   pogwałceniem
naukowych   standardów,   lecz   wyrazem   istoty   pracy
naukowej. Źródłem oporu jest niewątpliwie przekonanie,
że   dawniejszy   paradygmat   sam   ostatecznie   rozwiąże
wszystkie swoje problemy, że przyroda da się

Karol   Darwin,

  O   powstawaniu   gatunków,

  przei.  Sz.

Dickstein, J. Nusbaum, Warszawa 1955, s. 507.

143

background image

Struktura rewolucji naukowych

to pytanie w inny sposób. Nie będziemy się interesować
argumentami, które faktycznie powodują zmianę poglądów
tej, czy innej jednostki, lecz całą społecznością, która —
wcześniej   czy   później   —   zawsze   jako   grupa   zmieni   w
końcu swoje poglądy. Problem ten zostawiam jednak na
później,   a   na  razie   zajmę   się   rozpatrzeniem   tych   typów
argumentacji,   które   w   walce   o   zmianę   paradygmatu
okazują się szczególnie skuteczne.

Najbardziej   chyba   rozpowszechniony   argument

wysuwany   przez   zwolenników   nowego   paradygmatu
mówi,   że   potrafią   oni   rozwiązać   te   zagadnienia,   które
doprowadziły   do   kryzysu   dawniejszy   paradygmat.   Jeśli
twierdzenie   to   ma   słuszne   podstawy,   jest   to   zapewne
argument   najmocniejszy.   Wiadomo   przecież   było,   że
paradygmat napotyka trudności w dziedzinie, do badania
której był przeznaczony. Trudności te wielokrotnie badano,
ale   wszelkie   wysiłki   zmierzające   do   całkowitego   ich
usunięcia   stale   okazywały   się   bezskuteczne.
„Doświadczenia krzyżowe", tj. eksperymenty pozwalające
szczególnie   ostro   konfrontować   dwa   paradygmaty,   były
znane   i   uznane,   nim  jeszcze  sformułowany   został   nowy
paradygmat. Tak właśnie Kopernik twierdził, że rozwiązał
niepokojący od dawna

127

8

  

   Max 

 

 

Planck,

 

  Scientific 

Autobiography and Other

 

  

  Papers

 

 

przel. Frank Gaynor, New York 
1949, 

 

 s. 

   33-34.

background image

Struktura rewolucji naukowych

słana   została   bez   podpisu.   Stowarzyszenie   odrzuciło   ją

jako   dzieło   jakiegoś   „miłośnika   paradoksów".   Wkrótce

potem praca już podpisana została przyjęta i spotkała się z

entuzjastycznymi recenzjami. Zob. Robert J. Strutt,  

John

William Strutt, Third Baron Rayleigh,

  New York 1924, s.

228.

problem   długości   roku   kalendarzowego,   Newton   że
pogodził mechanikę ziemską i niebieską,  

 

 Lavoisier  

 

 — że

rozwiązał zagadnienie identyczności gazów oraz problem
stosunków   wagowych,   a   Einstein   —   że   dzięki   niemu
elektrodynamika stała się zgodna z przebudowaną teorią
ruchu.

Argumenty  tego rodzaju mogą okazać  się skuteczne

zwłaszcza   wtedy,  gdy nowy  paradygmat   oferuje   wyniki
ilościowe o znacznie większej precyzji. Większa ścisłość
tablic   Rudolfińskich   opartych   na   teorii   Keplera   od
wszystkich   tablic   opartych   na   teorii   Ptolemeusza   była
głównym   czynnikiem   w   konwersji   astronomów   na
kopernikanizm.   Powodzenie,   jakie   osiągnął   Newton   w
przewidywaniu   ilościowych   wyników   obserwacj   i
astronomicznych,   było   prawdopodobnie   najistotniejszą
przyczyną triumfu jego teorii nad bardziej uzasadnionymi,
ale operującymi tylko jakością poglądami przeciwników.
W   naszym   zaś   stuleciu   uderzający   sukces   ilościowego
prawa promieniowania Plancka oraz teorii atomu  Bohra
szybko przekonał wielu fizyków do ich przyjęcia, mimo że
z   punktu   widzenia   fizyki   jako   całości   o   wiele   więcej
problemów  przysporzyły,  niż  rozwiązały"  Rzadko kiedy
jednak   rozwiązanie   problemu   wywołującego   kryzys   jest
argumentem   wystarczającym.   Nie   mówię   już   o   tym,   że

128

background image

Struktura rewolucji naukowych

takie   przekonanie   bywa   niekiedy   błędne.   W
rzeczywistości teoria

129

background image

Struktura rewolucji naukowych

potrafi   on   lepiej   rozwiązywać   problemy   niż   jego
konkurent.   Dla   uczonych   takie   właśnie   argumenty   są
zazwyczaj   najbardziej   istotne   i   przekonywające.   Wyżej
przytoczone przykłady nie pozostawiają wątpliwości co do
źródła   siły   ich   oddziaływania.   Jednak   z   pewnych
względów,   do   których   jeszcze   wrócimy,   nie   mogą   one
ostatecznie   zmusić   do   zmiany   stanowiska   ani
poszczególnego uczonego, ani grupy. Na szczęście istnieją
jeszcze innego rodzaju względy mogące skłonić uczonych
do porzucenia starego paradygmatu na rzecz nowego. Są to
argumenty   rzadko   formułowane

  explicite,

  odwołujące   się

do  indywidualnego  poczucia  stosow-  ności  czy  estetyki;
mówi się, że nowa teoria jest „zgrabniejsza", „trafniejsza",
„prostsza"   od   dawnej.   Prawdopodobnie   tego   rodzaju
argumenty są mniej skuteczne w naukach przyrodniczych
niż   w   matematyce.   Wczesne   wersje   nowych
paradygmatów cechuje zazwyczaj pewna surowość. Zanim
nabierze on estetycznej wymowności, większość uczonych
zdąży   się   już   do   niego   przekonać   z   innych   względów.
Jednak względy estetyczne mogą niekiedy odgrywać rolę
decydującą.   Wprawdzie   przeważnie   pozyskują   one   dla
nowej   teorii   tylko   nielicznych,   ale   oni   właśnie   mogą

130

" Na temat problemów 
zrodzonych przez mechanikę 
kwantową zob.: F. Reiche, dz. 
cyt., rozdz. II, VI-IX. Na temat 
innych przykładów z tego ustępu 
zob. wcześniejsze przypisy w 
tym rozdziale.

background image

Struktura rewolucji naukowych

zadecydować o jej ostatecznym sukcesie. Gdyby jej szybko
nie   poparli   ze   względów   czysto   osobistych,   nowy
paradygmat mógłby się w ogóle nie rozwinąć na tyle, by
uzyskać uznanie całej społeczności uczonych.

131

background image

Struktura rewolucji naukowych

132

background image

Struktura rewolucji naukowych

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w toku dyskusji, nim

jeszcze   podręczniki   zostaną   napisane.   Oponenci   nowego

133

Chcąc zrozumieć, na czym polega 
znaczenie tych bardziej subiektywnych i 
estetycznych motywów, przypomnijmy 
sobie, czego dotyczy dyskusja nad 
paradygmatem. Rzadko kiedy się zdarza, 
aby nowy paradygmat zdążył, zanim stał 
się paradygmatem, rozwiązać jakąś 
znaczniejszą .ilość problemów spośród 
tych, ź którymi się zetknął, a i te 
rozwiązania, które dał, są przeważnie 
dalekie od doskonałości. Do czasów 
Keplera teoria koper- nikańska niewiele 
uściśliła przewidywania Ptolemeusza 
dotyczące położenia planet. Kiedy 
Lavoisier po raz pierwszy uznał tlen za 
„zupełnie czyste powietrze", jego teoria 
nie mogła w żaden sposób objąć 
wszystkich problemów związanych z 
odkrywaniem coraz to nowych gazów, co
Priestley bardzo skutecznie wykazał w 
swym kontrataku. Takie przypadki jak 
biała plama Fresnela są niezwykle 
rzadkie. Przeważnie dopiero o wiele 
później — kiedy nowy paradygmat 
rozwinie się, zostanie przyjęty i znajdzie 
zastosowania — pojawiają się argumenty
decydujące, takie jak wahadło Foucaulta, 
które wykazało obroty Ziemi, czy też 
eksperyment Fizeau, dow;odząęy, że 
światło biegnie w powietrzu szybciej niż 
w wodzie: Poszukiwanie takich 
argumentów stanowi część nauki 
normalnej i odgrywają one rolę nie w 
dyskusji nad paradygmatem, lecz w 
porewolucyjnych podręcznikach.

background image

Struktura rewolucji naukowych

paradygmatu   mogą,   przeważnie   z   dużą   słusznością,
twierdzić, że nawet na terenie objętym kryzysem jest on
niewiele   lepszy   od   swego   tradycyjnego   konkurenta.
Oczywiście,   ma   lepsze   podejście   do   niektórych
problemów,   wykrywa   pewne   nowe   prawidłowości.
Przypuszczalnie   jednak   wierzyć,   iż   nowy   paradygmat
wyjdzie w przyszłości zwycięsko z konfrontacji z wieloma
złożonymi   problemami,   wiedząc   na   razie   tylko   tyle,   że
stary parokrotnie zawiódł. Taka decyzja oparta być może
tylko na wierze.

Na   tym   m.in.   polega   znaczenie   poprzedzającego   tę

decyzję  kryzysu. Ci uczeni, którzy  kryzysu  nie przeszli,
rzadko   kiedy   zrezygnują   z   wyraźnego   kryterium
rozstrzygania problemów na rzecz czegoś, co okazać się
może   tylko   błędnym   ognikiem.   Sam   kryzys   jednak   nie
wystarcza. Oprócz niego istnieć musi jakaś inna podstawa
—  choć niekoniecznie  racjonalna i często  może  się ona
ostatecznie okazać wątpliwa — na której opiera się wiarę
w   wybranego   kandydata.   Musi   istnieć   coś   takiego,   co
przynajmniej u paru uczonych wzbudzi poczucie, że nowa
propozycja wytycza słuszną drogę. Niekiedy dokonać tego
może tylko jakieś osobiste i nie sprecyzowane  wrażenie
estetyczne. Ludzie kierowali się nim nieraz, gdy większość
dających się jasno przedstawić argumentów technicznych
wyraźnie wskazywała inne drogi. Kiedy po raz pierwszy
ogłoszona została astronomiczna teoria Kopernika czy też
teoria materii De Brogliego, żadna z nich nie dysponowała
zbyt   wielkimi   możliwościami   odwołania   się   do   innych
racji.   Nawet   dziś   ogólna   teoria   względności   Einsteina
pociąga   ludzi   głównie   ze   względów   estetycznych,   które

134

background image

Struktura rewolucji naukowych

wszakże,   wyjąwszy   matematyków,   przemawiają   do
niewielu.

Początkowo nowa koncepcja pretendująca do roli 
paradygmatu może mieć niewielu zwolenników, a 
motywy ich wydawać się mogą niekiedy wątpliwej 

135

Nie mam zamiaru przekonywać, że nowy
paradygmat triumfuje ostatecznie dzięki 
jakiejś tajemniczej estetyce. Przeciwnie, 
bardzo nieliczne jednostki porzucają 
tradycję wyłącznie z tego powodu. 
Często zresztą okazuje się, że popełniły 
one błąd. O ile jednak paradygmat ma z 
czasem zatriumfować, musi pozyskać 
pierwszych zwolenników, ludzi, którzy 
będą go rozwijać aż do chwili, gdy 
pojawią się trzeźwe argumenty. Ale 
nawet wówczas one same nie są 
decydujące. Uczeni są ludźmi 
rozsądnymi, a więc większość z nich da 
się ostatecznie przekonać za pomocą 
takiego czy innego argumentu. Nie 
istnieje jednak taki jeden argument, który
mógłby lub powinien przekonać ich 
wszystkich. To, co się dzieje, jest raczej 
postępującą zmianą układu preferencji w 
obrębie społeczności naukowej niż 
nawróceniem całej grupy.

background image

Struktura rewolucji naukowych

wartości. Jednakże jeśli są oni kompetentni, to 
udoskonalą go, zbadają jego możliwości i ukażą, jak 
przedstawiałaby się praca w społeczności, którą by on 
rządził. Jeśli sądzone jest paradygmatowi wygrać tę 
walkę, to stopniowo wzrasta ilość i siła przemawiających
za nim argumentów. Nawraca się wówczas większa 
liczba uczonych i zgłębia możliwości nowego 
paradygmatu. Stopniowo wzrasta ilość doświadczeń, 
przyrządów, artykułów, książek opartych na nowym 
paradygmacie. Przekonawszy się o płodności nowego 
poglądu, coraz więcej osób przyjmuje nowy styl 
uprawiania nauki normalnej. Wreszcie opierają mu się 
już tylko nieliczni starsi uczeni. Jednak mają swe 
odpowiedniki w przedparadygmatycznym okresie 
rozwoju tych dziedzin, które dziś są powszechnie do 
nauki zaliczane. W dyskusjach tych wiele uwagi 
poświęca się definicji tego niepokojącego terminu. 
Niektórzy dowodzą na przykład, że psychologia jest 
nauką, ponieważ odznacza się takimi to a takimi 
cechami. Inni sądzą, że cechy te nie są konieczne lub 
że nie są wystarczające do tego, aby daną dziedzinę 
traktować jako naukę. Często w dyskusje takie wkłada 
się wiele energii i namiętności, przy czym ktoś 
obserwujący je z zewnątrz nie bardzo rozumie, 
dlaczego. Czy tak wiele zależy od tego, jak 

zdefiniuje się

naukę? Czy definicja może komuś odpowiedzieć, czy 
jest on uczonym? A jeśli tak, to dlaczego przyrodnicy i 
humaniści nie troszczą się o tę definicję? Trudno oprzeć
się przypuszczeniu, że chodzi tu o coś bardziej 
zasadniczego. Zapewne rzeczywiście zadaje się pytania
w rodzaju: „Dlaczego moja dziedzina nie wykazuje 
takiego postępu jak, powiedzmy, fizyka?" lub „Jak 

136

background image

Struktura rewolucji naukowych

należałoby zmienić metody, techniki badawcze czy też 
ideologię, aby to się stało możliwe?". Nie są to jednak 
pytania, na które można odpowiedzieć, uzgadniając 
definicję. Co więcej, o ile odwołać się do precedensów, 
jakich dostarcza historia nauk przyrodniczych, pytania te
przestaną niepokoić nie wskutek wypracowania definicji,
lecz wówczas, gdy społeczności żywiące obecnie 
wątpliwości co do swego statusu osiągną konsensus w 
kwestii swoich minionych i aktualnych osiągnięć. 
Znamienne być może na przykład, że ekonomiści mniej 
spierają się o to, czy ich dziedzina jest nauką, niż 
przedstawiciele niektórych innych nauk społecznych. 
Czy jest tak dlatego, że ekonomiści wiedzą, co to jest 
nauka? Czy raczej dlatego, że zgadzają się co do tego, 
czym jest ekonomia?

Zagadnienie   to   ma   również   i   drugą   stronę,   której

analiza   —   choć   nie   chodzi   tu   już   o   kwestie   tylko
semantyczne   —   może   naświetlić   nierozerwalne   związki
zachodzące   między   pojęciem   nauki   i   pojęciem   postępu.
Przez   wiele   stuleci,   zarówno   w   starożytności,   jak   i   we
wczesnym okresie historii Europy nowożytnej, traktowano
malarstwo   właśnie   jako   dyscyplinę   kumulatywną.
Uważano   wówczas,   że   celem   artysty   jest   odtwarzanie
rzeczywistości. Krytycy i historycy, na przykład Pliniusz
czy   Vasa-   ri,   odnotowywali   wówczas   z   pietyzmem
najrozmaitsze   wynalazki   techniczne   —   od   skrótu
perspektywicznego do światłocienia — które umożliwiały
stopniowo coraz dokładniejsze kopiowanie natury

41

. Był to

41 Ernst H. Gombrich,

 Sztuka i złudzenie. O psychologii

przedstawiania   obrazowego

,   przeł.   J.   Zarański,   Warszawa

1981, s. 21-22.

137

background image

Struktura rewolucji naukowych

jednak   zarazem   czas,   kiedy   —   zwłaszcza   w   okresie
Odrodzenia   —   uważano,   że   nie   ma   wielkiej   przepaści
między   nauką   a   sztuką.   .   Leonardo   był   tylko   jednym   z
wielu,   którzy   działali   z   powodzeniem   to   w   jednej
dziedzinie, to w drugiej — dopiero później wyraźnie się
one od siebie oddzieliły

42

. Co więcej, nawet później, kiedy

ustała współzawodniczące ze sobą szkoły, z któiych każda
stale   kwestionuje   najbardziej   podstawowe   założenia
innych. Ktoś, kto twierdzi, że na przykład w filozofii nie
dokonuje   się   postęp,   ma   na   myśli   raczej   to,   że   wciąż
jeszcze istnieją arystotelicy, a nie to, że w arystotelizmie
nie dokonał się żaden postęp.

Tego rodzaju wątpliwości występują jednak również w

naukach   przyrodniczych.   W   całym   okresie
przedparadygmatycznym,   kiedy   istnieje   wiele
zwalczających się szkół, bardzo trudno znaleźć świadectwa
postępu, chyba że chodzi o postęp dokonywany w obrębie
poszczególnych   szkół.   Opisywaliśmy   to   w   rozdziale
drugim,   wskazując,   że   wówczas   jednostki   uprawiają
wprawdzie   naukę,   ale   rezultaty   ich   działalności   nie
składają się na to, co zwykliśmy nazywać nauką. Kiedy zaś
w   okresie   rewolucji   podaje   się   ponownie   w   wątpliwość
fundamentalne założenia jakiejś dziedziny, stale pojawiają
się wątpliwości co do samej możliwości ciągłego postępu
w   wypadku   przyjęcia   tego   czy   innego   konkurencyjnego
paradygmatu.   Ci,   którzy   odrzucali   teorię   Newtona,

42 Tamże, s. 155 oraz: Giorgio de Santillana,

 The Role

of   Art   in   the   Scientific   Renaissance,

  w:  Marshall   Clagett

(red.),

 Critical Problems in the History of Science, 

Madison,

Wis. 1959, s. 33-65.

138

background image

Struktura rewolucji naukowych

twierdzili,   że   jej   odwoływanie   się   do   sił   wrodzonych
cofnie   naukę   do   mrocznych   wieków   średniowiecza.   Ci,
którzy   sprzeciwiali   się   chemii   Lavoisiera,   głosili,   że
odrzucenie   „zasad"   chemicznych   i   zastąpienie   ich
laboratoryjnymi pierwiastkami

43

 prowadzi do rezygnacji z

uzyskanych   wyjaśnień   i   zadowolenia   się   nową   nazwą.
Podobne, choć wyrażone oględniej odczucia leżały, jak się
zdaje,   u   podstaw   sprzeciwu   Einsteina,   Bohma   i   innych
wobec   dominującej   probabilistycznej   interpretacji
mechaniki   kwantowej.   Krótko   mówiąc,   tylko   w   okresie
panowania   nauki   normalnej   postęp   wydaje   się   czymś
oczywistym   i   zapewnionym.   Ale   w   tym   okresie
społeczność uczonych nie może inaczej traktować owoców
swojej pracy.

43  Lavoisier  twierdził,   że   pierwiastkiem   jest   taka

substancja,   której   nie   potrafimy   rozłożyć   metodami

laboratoryjnymi na substancje prostsze. (Przyp. red. wyd.

pol.)

139

background image

Struktura rewolucji naukowych

140

Tak więc gdy chodzi o naukę 
normalną, część odpowiedzi na 
pytanie o postęp zależy po prostu
od tego, co widzą ci, którzy je 
stawiają. Postęp w nauce nie 
różni się gatunkowo od postępu 
w innych dziedzinach, ale 
ponieważ przez większość czasu 
brak tu ścierających się szkół, 
kwestionujących wzajemnie 
swoje cele i standardy, przeto w 
społeczności uprawiającej naukę 
normalną o wiele łatwiej 
dostrzec postęp. Jest to jednak 
tylko część odpowiedzi, i to nie 
najważniejsza. Zauważyliśmy już
na przykład, że z chwilą gdy 
społeczność uczonych 
zaakceptuje wspólny 
paradygmat, co uwalniają od 
konieczności stałego 
sprawdzania od nowa swych 
podstawowych zasad, 
członkowie tej społeczności 
mogą skoncentrować swoją 
uwagę wyłącznie na 
najsubtelniejszych i najbardziej 
ezoterycznych spośród 
zajmujących ją zjawisk. Z 
konieczności prowadzi to do 
wzrostu skuteczności i 
wydajności w rozwiązywaniu 

background image

Struktura rewolucji naukowych

dziedzinie   aż   do   trzeciego   czy   czwartego   roku   studiów
doktoranckich, kiedy student zaczyna badania naukowe na
wiasną rękę, polegać on musi głównie na podręcznikach.
Wiele   programów   nauczania   nie   żąda   nawet   od
doktorantów, aby czytali inne prace prócz tych pisanych
specjalnie   dla   studentów.   Te   nieliczne   programy,   które
zalecają jako lekturę uzupełniającą czasopisma naukowe i
monografie,   ograniczają   się   do   wskazówek   dla
najstarszych,   najbardziej   zaawansowanych   kursów   i   do
takich   materiałów,   które   podejmują   dany   temat   mniej
więcej w tym miejscu, do jakiego został on doprowadzony
w   podręczniku.   Aż   do   ostatniego   stadium   kształcenia
naukowego   podręczniki   systematycznie   zastępują   tę
twórczą   literaturę   naukową,   która   jest   ich   podstawą.   Ze
względu   na   zaufanie,   jakie   uczeni   żywią   do   swoich
paradygmatów i które umożliwia taką metodę nauczania,
niewielu z nich chciałoby ją zmienić. Po co zresztą miałby
na przykład student fizyki czytać prace Newtona, Faradaya,
Einsteina lub Schródingera, jeśli wszystko, co powinien o
tych pracach wiedzieć, zostało wyłożone w formie o wiele
krótszej,  o wiele  dokładniej  i  bardziej  systematycznie  w
wielu nowoczesnych podręcznikach?

Tak   więc   w   swoim   stanie   normalnym   społeczność

uczonych   jest   niezwykle   skutecznym   narzędziem
rozwiązywania problemów czy łamigłówek wyznaczanych
przez jej paradygmaty. Co więcej, wynikiem rozwiązania
tych problemów musi być bezwarunkowo postęp. Co do
tego   nie   może   być   żadnych   wątpliwości.   To,   co
powiedzieliśmy,   rzuca   cja,   ale   nie   byłaby   to   rewolucja
naukowa.  Samo istnienie nauki zależy od tego, że prawo

141

background image

Struktura rewolucji naukowych

142

Nie zamierzam bynajmniej 
bronić skrajności, w jaką popada 
się czasem przy tym modelu 
nauczania, ale trudno nie 
zauważyć, że system ten na ogół 
daje świetne rezultaty. Jest to 
oczywiście wykształcenie o 
węższym i sztywniejszym 
charakterze niż wszystkie inne, z 
wyjątkiem może ortodoksyjnej 
teologii. Ale tak wykształcony 
uczony jest niemal idealnie 
przystosowany do pracy w 
ramach nauki normalnej, tj. do 
rozwiązywania łamigłówek w 
obrębie tradycji definiowanej 
przez podręczniki. Co więcej, 
jest równie dobrze 
przysposobiony do innego 
zadania — do doprowadzenia 
nauki normalnej do poważnych 
kryzysów. Oczywiście, nie jest 
równie dobrze przygotowany do 
poradzenia sobie z nimi, kiedy 
się już wyłonią. Mimo że 
przewlekłe kryzysy znajdują 
prawdopodobnie odbicie w mniej
rygorystycznej praktyce 
nauczania, szkolenie naukowe 
nie sprzyja wytwarzaniu w 
uczonych gotowości 
przyjmowania nowych 

background image

Struktura rewolucji naukowych

rozstrzygania sporów o paradygmaty przysługuje członkom
szczególnego   rodzaju   społeczności.   Na   to,   jak   bardzo
szczególna   musi   to   być   społeczność,   aby   nauka   mogła
przetrwać i rozwijać się, może wskazywać choćby to, że
społeczeństwa długo nie przywiązywały wielkiej wagi do
działalności   naukowej.   Każda   z   cywilizacji,   o   których
mamy   dane   historyczne,   posiadała   technologię,   sztukę,
religię,   system   polityczny,   prawa   itd.   W   niektórych
wypadkach te rozmaite przejawy cywilizacji były równie
rozwinięte jak obecnie. Jednakże tylko te cywilizacje, które
wywodzą   się   z   hellenistycznej   Grecji,   mają   rozwiniętą
naukę.   Większa   część   wiedzy   naukowej   jest   produktem
europejskim,   pochodzącym   z   ostatnich   czterech   stuleci.
Nigdy i nigdzie indziej te bardzo szczególne społeczności
umożliwiające   naukową   produktywność   nie   cieszyły   się
takim poparciem.

Ta   krótka   lista   wspólnych   cech   społeczności

naukowych   oparta   została   całkowicie   na   praktyce   nauki
normalnej,   i   tak   być   powinno.   Jest   to   bowiem   ta
działalność,   do   której   przygotowywany   jest   uczony.
Zauważmy jednak, że chociaż lista ta jest krótka, to jednak
w zupełności wystarczy do odróżnienia takich społeczności
od   wszystkich   innych   grup   zawodowych.   Zauważmy
ponadto, że chociaż oparta jest na normalnej działalności
badawczej, to jednak zdaje sprawę z wielu szczególnych
cech możliwa jakakolwiek gwarancja. Czy może tu istnieć
lepsze kryterium niż decyzja grupy uczonych?

143

background image

Struktura rewolucji naukowych

144

Jakie są zasadnicze cechy tych 
społeczności? Wymaga to oczywiście 
dalszych dokładnych studiów. Pokusić 
się tu można co najwyżej o przybliżone 
uogólnienia, lecz mimo to wiele 
warunków uczestnictwa w zawodowej 
wspólnocie naukowej rysuje się już w 
całkiem jasny sposób. Uczony musi na 
przykład zajmować się rozwiązywaniem 
problemów dotyczących zachowania się 
przyrody. Ponadto, chociaż interesować 
się on może przyrodą w ogóle, problemy,
nad którymi pracuje, muszą być 
szczegółowe. Co ważniejsze, 
akceptowane przezeń rozwiązanie nie 
może być tylko jego osobistym 
poglądem; musi ono znaleźć uznanie u 
innych. Grupa podzielająca to 
przekonanie nie może być wszakże 
wybrana ze społeczeństwa na chybił 
trafił, lecz stanowić musi ściśle określoną
wspólnotę zawodową. Jedną z 
zasadniczych, choć niepisanych reguł 
życia naukowego jest zakaz odwoływania
się w kwestiach naukowych do władzy 
państwowej czy też do opinii szerokiego 
ogółu. Uznanie istnienia jedynej 
kompetentnej grupy zawodowej jako 
wyłącznego arbitra w kwestiach 
osiągnięć zawodowych pociąga za sobą 
dalsze konsekwencje. Członkowie tej 
grupy, każdy z osobna, na mocy 
uzyskanego wspólnego wykształcenia i 
doświadczenia muszą być postrzegani 
jako jedyni dysponenci reguł gry czy 
jakiejś innej równoważnej podstawy 
wydawania jednoznacznych sądów. 
Powątpiewanie, że dysponują oni taką 
wspólną podstawą do wydawania ocen, 

background image

Struktura rewolucji naukowych

W ostatnich ustępach tej pracy chciałbym wskazać na

kierunek,   w   którym,   jak   sądzę,   prowadzić   się   powinno
dalsze badania nad problemem rozwoju nauki. Wskażą one
być   może,   że   postęp   naukowy   jest   czymś   innym,   niż
sądziliśmy.   Ale   zarazem   pokażą,   że   jakiegoś   rodzaju
postęp   towarzyszyć   będzie   nauce,   dopóki   będzie   ona
istniała.   Nauka   nie   wymaga   innego   rodzaju   postępu.
Mówiąc   wyraźniej,   będziemy   może   zmuszeni   zarzucić
pogląd, że zmiany paradygmatów coraz bardziej zbliżają
uczonych   i   tych,   którzy   od   nich   czerpią   wiedzę   —   do
prawdy.

Pora   już   zwrócić   uwagę   na  fakt,  że   aż   do   ostatnich

stron, z wyjątkiem jednego cytatu z Bacona, nie używałem
w tej rozprawie w ogóle terminu „prawda". I nawet na tych
ostatnich stronach pojawił się on tylko po to, by wskazać
na źródło przekonania uczonych, że wzajemnie niezgodne
reguły uprawiania nauki mogą współistnieć tylko w okresie
rewolucji,   kiedy   zadaniem   wspólnoty   zawodowej   jest
właśnie   wyeliminowanie   wszystkich   zbiorów   reguł,   z
wyjątkiem jednego. Proces rozwojowy opisany został w tej
pracy   jako   ewolucja

  od

  prymitywnych   początków,   jako

proces,   którego   kolejne   stadia   odznaczają   się   coraz   to
subtelniej   szym   i   bardziej   szczegółowym   rozumieniem
przyrody.   Nic   z   tego   jednak,   co   zostało   i   zostanie   tu
powiedziane, nie wskazuje na to, by miał  to być proces
zdążający

 ku

 czemuś. Musiało to niewątpliwie zaniepokoić

wielu czytelników. Zwykliśmy bowiem postrzegać naukę
jako  taką  właśnie  działalność,  która  zbliża  się  wciąż   do
pewnego wyznaczonego z góry celu.

145

background image

Struktura rewolucji naukowych

Nie potrafię jeszcze wskazać wszystkich konsekwencji 
tego alternatywnego punktu widzenia. Warto jednak 
zdać sobie sprawę z tego, że sugerowana tu 
reorientacja pojęciowa bardzo przypomina to, co 
zdarzyło się na Zachodzie dokładnie 100 lat temu. W 
obu wypadkach główne przeszkody tej reorientacji były 
identyczne. Kiedy Darwin po raz pierwszy, w roku 1859, 
opublikował swoją teorię ewolucji w drodze doboru 
naturalnego, tym, co głównie zaniepokoiło specjalistów, 
nie było ani pojęcie zmian gatunkowych, ani 
pochodzenie człowieka od małpy. Świadectwa na rzecz 
ewolucji, włącznie z ewolucją człowieka, gromadzono od
dziesięcioleci, a idea ewolucji była szeroko 
rozpowszechniona już wcześniej. Chociaż koncepcja 
jalizacji i zróżnicowania. I cały ten proces mógł 
przebiegać — jak wedle obecnych poglądów 
przebiegała przypuszczalnie ewolucja biologiczna — 

146

Czy cel taki rzeczywiście musi istnieć? 
Czy nie można zdać sprawy zarówno z 
istnienia nauki, jak z jej sukcesów w 
kategoriach ewolucji

 od

 pewnego stanu 

wiedzy społeczności w dowolnym 
okresie? Czy rzeczywiście będziemy 
mieli łatwiejsze zadanie, jeśli założymy, 
że istnieje jakiś pełny, obiektywny, 
prawdziwy obraz przyrody i że właściwą 
miarą osiągnięć naukowych jest to, na ile 
dane osiągnięcie przybliża nas do tego 
ostatecznego celu? Gdybyśmy potrafili 
zastąpić ewolucję-do-tego-co-chcielibyś- 
my-wiedzieć ewolucją-od-tego-co-
wiemy, pozbylibyśmy się wielu 
kłopotliwych problemów. Gdzieś w tej 
gmatwaninie leżeć musi na przykład 
problem indukcji.

background image

Struktura rewolucji naukowych

bez z góry przewidzianego celu, bez jakiejś niezmiennej 
prawdy naukowej, której coraz lepszym wyrazem 
miałoby być każde następne stadium rozwoju wiedzy 
naukowej.
Każdego, kto śledził naszą argumentację, niepokoić 
może jednak pytanie, dlaczego ten ewolucyjny proces 
miałby w ogóle zachodzić. Jaka musi być przyroda, 
łącznie z człowiekiem, aby nauka była w ogóle możliwa?
Dlaczego społeczności uczonych mają być zdolne do 
osiągania trwałego konsensusu nieosiągalnego w 
innych dziedzinach? Dlaczego zgodność ta przetrwać 
może kolejne zmiany paradygmatów? I dlaczego zmiana
paradygmatu miałaby zawsże prowadzić do powstania 
narzędzi doskonalszych niż znane uprzednio? Na 
wszystkie te pytania, z wyjątkiem pierwszego, w 
pewnym sensie odpowiedzieliśmy. W innym jednak 
sensie pozostają one otwarte. Szczególnymi cechami 
odznaczać się musi nie tylko społeczność naukowa, ale 
również świat, którego częścią jest ta społeczność; 
nasze rozważania nie zbliżyły nas wcale do odpowiedzi 
na pytanie, jakie to mają być własności. Tego problemu 
— jaki musi być świat, aby człowiek mógł go poznawać?
— nie stworzyła jednak niniejsza rozprawa. Przeciwnie, 
jest to pytanie równie stare jak nauka —- i wciąż 
pozostaje bez odpowiedzi. Nie musi ono jednak być tu 
rozstrzygane. Każda koncepcja przyrody zgodna z wizją
rozwoju nauki przez sprawdzanie da się pogodzić 
również z tym poglądem na ewolucję nauki, jaki powyżej
przedstawiliśmy. A że pogląd ten pozostaje również w 
zgodzie z dokładnymi obserwacjami życia naukowego, 
istnieją uzasadnione powody, by korzystać z niego, 

147

background image

Struktura rewolucji naukowych

podejmując próby roz

wiązania mnóstwa problemów dotąd

nie rozstrzygniętych.

książki

2

.   Tymczasem   wykorzystuję   okazję,   by

naszkicować potrzebne zmiany, odnieść się do niektórych
powtarzających się uwag krytycznych i zasygnalizować,
w jakim kierunku obecnie rozwija się moje myślenie

3

.

Spośród ważniejszych trudności związanych z moim

dawnym   tekstem   wiele   skupia   się   wokół   pojęcia
paradygmatu i od nich właśnie zacznę moje rozważania

4

.

Najpierw,   w   pierwszym   punkcie,   mówię   o   potrzebie
odłączenia   tego   pojęcia   od   pojęcia   społeczności
uczonych, pokazuję, jak można to

mwmwmmm.mMm<.

2

Na   użytek   niniejszego   wydania   postanowiłem   nie

dokonywać   żadnej   zasadniczej   przeróbki,   zmiany

ograniczając   do   paru   błędów   drukarskich   oraz   dwóch

fragmentów   zawierających   możliwe   do   poprawienia

błędy.   Jeden   z   nich   to   opis   roli   Newtonowskich

Principiów  

w rozwoju mechaniki osiemnastowiecznej, s.

65-70, drugi dotyczy odpowiedzi na kryzys na s. 154—

155.

3

Inne   wskazówki   można   znaleźć   w   dwóch   moich

najnowszych   rozprawach:

  Rejlection   on   My   Critics,

  w:

Imre   Lakatos,   Alan   Musgrave   (red.),

  Criticism   and   the

Growth of Knowledge,

 Cambridge 1970 oraz

 Raz jeszcze o

paradygmatach,

  dz. cyt. W dalszym ciągu będę cytował

pierwszą z tych rozpraw jako

  Reflections,

  cały tom jako

Growth of Knowledge-,

 druga będzie przytaczana jako

 Raz

jeszcze...

4

Szczególnie   przekonującą   krytykę   mojego

pierwotnego   ujęcia   paradygmatów   można   znaleźć   w:

148

background image

Struktura rewolucji naukowych

Margaret   Masterman,

  The   Nature   of   a   Paradigm,

  w:

Growth of Knowledge,

 oraz Dudley Shapere,

 The Structure

of Scientijic Révolutions,

 „Philosophical Review", 1964, t.

LXXIII, s. 383-394.

Ten   drugi   sens   słowa   „paradygmat"   jest   głębszy   niż

pierwszy, przynajmniej z filozoficznego punktu widzenia, i
właśnie to, co twierdziłem na ten temat, stało się głównym
źródłem   kontrowersji   i   nieporozumień,   jakie   wywołała
moja książka, w szczególności zarzutu, iż czynię z nauki

149

background image

Struktura rewolucji naukowych

przedsięwzięcie   subiektywne   i   irracjonalne.   Kwestie   te
rozważam w punkcie czwartym i piątym. W pierwszym z
nich   twierdzę,   że   terminów   takich   jak   „subiektywny"   i
„intuicyjny"   nie   można   poprawnie   stosować   do   tych
składników   poznania,   które   opisywałem   jako   milcząco
zawarte w przykładach podzielanych odpowiedzialność za
różne   istniejące   aktualnie   specjalności   jest   podzielona
pomiędzy   grupy   o   przynajmniej   z   grubsza   określonym

150

zrobić, i rozważam niektóre istotne 
konsekwencje powstającego w ten sposób
analitycznego rozdziału. Następnie 
zastanawiam się, do czego prowadzi 
próba ujęcia paradygmatów poprzez 
badanie zachowań członków

 uprzednio

określonej

 społeczności uczonych. 

Postępowanie takie szybko ujawnia, że w
większej części książki terminu 
„paradygmat" używa się w dwóch 
różnych sensach. Z jednej strony odnosi 
się on do całej konstelacji przekonań, 
wartości, technik itd. wspólnych 
członkom danej społeczności. Z drugiej 
zaś oznacza jeden rodzaj elementów w 
obrębie tej konstelacji, a mianowicie 
konkretne rozwiązania łamigłówek, 
które, stosowane jako modele czy 
przykłady, mogą zastępować wyraźne 
reguły, dając podstawę do rozwiązań 
pozostałych łamigłówek nauki normalnej.
Pierwszy sens tego terminu, nazwijmy go
socjologicznym, omawiam w punkcie 
drugim poniższych rozważań; punkt 
trzeci poświęcony jest paradygmatom w 
rozumieniu wzorcowych osiągnięć 
przeszłości.

background image

Struktura rewolucji naukowych

składzie. Zakładam więc tutaj, że uda się znaleźć bardziej
systematyczne   sposoby   ich   wyodrębniania.   Zamiast
przedstawiać   wstępne   wyniki   badań,   pozwolę   sobie
pokrótce wysłowić intuicyjne pojęcie społeczności leżące u
podstaw   pierwszych   rozdziałów   mojej   książki.   Jest   to
rozumienie   rozpowszechnione   obecnie   wśród
przyrodoznawców   i   socjologów,   podzielane   także   przez
licznych historyków nauki.

Zgodnie z tym poglądem społeczność uczonych składa

się z osób uprawiających określoną specjalność naukową.
Zdobyły   one,   w   stopniu   niespotykanym   w   większości
innych   dziedzin,   podobne   wykształcenie   i   w   podobny
sposób   zostały   wdrożone   do   zawodu;   w   procesie   tym
przyswoiły sobie tę samą literaturę techniczną i wyniosły z
niej   zbliżony   zasób   wiedzy.   Zazwyczaj   zakres   tej
standardowej   literatury   wytycza   przedmiotowe   granice
danej młuki i każda społeczność zwykle posiada własny
przedmiot   badań.   W   obrębie   nauk   istnieją   szkoły,   tj.
społeczności,   które   prezentują   różne,   niezgodne   ze   sobą
ujęcia tego samego przedmiotu badań. Są tu one jednak o
wiele rzadsze niż w innych dziedzinach; zawsze ze sobą
konkurują i to ich współzawodnictwo zwykle szybko się
kończy.   W   wyniku   tego   członkowie   danej   społeczności
naukowej postrzegają siebie i są postrzegani przez innych
jako   osoby   w   sposób   wyłączny   odpowiedzialne   za
realizację szeregu wspólnych im celów, w tym za szkolenie
swoich następców.

151

background image

Struktura rewolucji naukowych

Społeczności   takie   istnieją,   rzecz   jasna,   na   różnych

poziomach.   Najogólniejsza   jest   społeczność   wszystkich
przyrodników.   Wśród   głównych   naukowych   grup
zawodowych   mamy   społeczności   fizyków,   chemików,
astronomów,   zoologów   itp.   Jeśli   pominąć   obszary
graniczne, w wypadku tych większych ugrupowań łatwo
jest   określić   przynależność   do   danej   społeczności.
Tematyka   dysertacji,   członkostwo   w   towarzystwach
naukowych   oraz   czytane   czasopisma   są   tu   zwykle
całkowicie   wystarczającym   kryterium.   Za   pomocą
podobnych   technik   da   się   również   wyodrębriić   większe
podgrupy: chemików organików, a wśród nich, dajmy na
to, specjalistów od chemii białka, fizyków ciała stałego i
fizyków wysokich energii, radioastronomów itd. Dopiero
na   kolejnym,   niższym   poziomie   pojawiają   się   problemy
empiryczne.   W   jaki   sposób   —   by   posłużyć   się
współczesnym przykładem — można byłoby wyodrębnić
grupę   badaczy   fagów   przed   jej   publicznym   uznaniem?
Trzeba   by   się   odwołać   do   danych   dotyczących
uczestnictwa   w   specjalistycznych   konferencjach,

152

W obrębie takich grup zachodzi 
względnie pełna komunikacja, a poglądy 
na kwestie zawodowe cechuje względna 
jednomyślność. Poniewąż uwaga różnych
społeczności naukowych skupia się na 
odmiennych kwestiach, zawodowa 
komunikacja pomiędzy poszczególnymi 
grupami jest nieraz utrudniona, rodzi 
często nieporozumienia i może, jeśli się 
do niej dąży, ujawnić znaczące i 
wcześniej niespodziewane różnice 
poglądów.

background image

Struktura rewolucji naukowych

poprzedzającej publikację dystrybucji maszynopisów albo
korekt szczotko- winiętej nauki, które dawniej wiązałem z
przyswojeniem   paradygmatu,   ująłbym   obecnie   jako
konsekwencje   przyjęcia   pewnego   typu   paradygmatu,
takiego mianowicie, któiy tożsamy jest z formułowaniem
łamigłówek,   dostarcza   klucza   do   ich   rozwiązania   i
gwarantuje, że naprawdę zdolny uczony osiągnie w tym
sukces.   Tylko   ci,  którzy  czerpali   otuchę  z  faktu,  że   ich
własna   dziedzina   (czy   szkoła)   ma   paradygmaty,   mogą
odczuć, że coś ważnego traci się wskutek tej zmiany.

Druga   kwestia,   ważniejsza   przynajmniej   dla

historyków,   dotyczy   zawartego

 

 

  implicite

 

 

  w   tej   książce

jedno-jednoznacznego   utożsamienia   społeczności
uczonych   i   przedmiotu   nauki.   Chodzi   o   to,   że
wypowiadałem się po wielekroć tak, jak gdyby na przykład
„optyka fizyczna", „elektryczność" i „ciepło" musiały być
nazwami społeczności naukowych, ponieważ są nazwami
przedmiotów   badań.   Jedynym,   jak   się   zdaje,
alternatywnym ujęciem, które dopuszczał mój tekst, było
przyporządkowanie   wszystkich   tych   przedmiotów   badań
społeczności fizyki. Jednak utożsamienia tego rodzaju nie
wytrzymują na ogół próby, na co wielokrotnie wskazywali
moi   koledzy   historycy.   Nie   istniała   na   przykład
społeczność fizyki przed połową XIX wieku, a uformowała
się   ona   w   wyniku   fuzji   części   dwóch   wcześniej
oddzielonych   społeczności,   matematyki   i   filozofii
naturalnej

 

 

  {physique   expérimentale).

 

 

  To,   co   dzisiaj   jest

przedmiotem badań pojedynczej rozległej społeczności, w
przeszłości   bywało   rozmaicie   podzielone   między   różne
środowiska.   Inne   węższe   dziedziny   przedmiotowe,   na

153

background image

Struktura rewolucji naukowych

przykład ciepło i teoria materii, istniały przez długi czas,
nie stając się specjalnym przedmiotem kompetencji żadnej
konkretnej   społeczności   naukowej.   Jednakże   uprawianie
nauki normalnej oraz dokonywane w nauce rewolucje są
jak   najbardziej   związane   z   istnieniem   określonych
społeczności.   Aby   zanalizować   naukę   normalną   i
rewolucje,   trzeba   najpierw   rozwikłać   zmieniającą   się   w
czasie   społeczną   strukturę   nauk.   Paradygmat   rządzi   w
pierwszej   kolejności   nie   dziedziną   przedmiotową,   lecz
raczej   grupą   praktykujących   uczonych.   Wszelka   analiza
badań   kierujących   się   paradygmatem   bądź   też
rozbijających paradygmat musi zacząć od zlokalizowania
odpowiedniej grupy czy grup.

154

background image

Struktura rewolucji naukowych

2.

 Paradygmaty jako konstelacja grupowych przekonań

Przejdźmy teraz do sprawy paradygmatów i zapytajmy,
cóż to takiego. Nie ma bardziej niejasnej i ważniejszej
kwestii   w  moim  pierwotnym  tekście.  Pewna  życzliwa
czytelniczka,   podzielająca  moje  przeświadczenie,  iż w
pojęciu   paradygmatu   skupiają   się   najważniejsze
filozoficzne   treści   książki,   przygotowała   częściowy
indeks analityczny i doszła do wniosku, że terminu tego
używa się w niej na co najmniej dwadzieścia dwa różne
sposoby

44

  Większość   tych   różnic   bierze   się,   jak   dziś

44 M. Masterman, dz. cyt.

155

Jeśli w ten właśnie sposób podejdziemy 
do analizy rozwoju nauki, wiele 
trudności, na których skupiała się uwaga 
krytyków, przypuszczalnie zniknie. 
Wielu komentatorów odwoływało się na 
przykład do teorii materii, by pokazać, że
drastycznie wyolbrzymiam 
jednomyślność uczonych w ich 
posłuszeństwie danemu paradygmatowi. 
Jeszcze stosunkowo niedawno, powiadają
oni, teorie jte były przedmiotem ciągłych 
kontrowersji i dyskusji. Zgadzam się z 
tym opisem, ale nie sądzę, by przykład 
ten podważał moje ujęcie. Teorie materii 
nie były, przynajmniej do roku mniej 
więcej 1920, specjalną dziedziną czy 
przedmiotem badań jakiejkolwiek 
społeczności naukowej. Były natomiast 
narzędziami dla bardzo wielu grup 
specjalistów. Członkowie różnych 
społeczności wybierali czasami różne 
narzędzia i krytykowali wybór 
dokonywany przez innych. A co 
ważniejsze, teoria materii nie

background image

Struktura rewolucji naukowych

sądzę,   z   niekonsekwencji   stylistycznych   (np.   prawa
Newtona   są   czasem   paradygmatem,   czasem   częścią
paradygmatu,   a   kiedy   indziej   znowu   są   paradyg-
matyczne) i można je względnie łatwo usunąć. Jednakże
gdyby   wykonać   tę   pracę   redakcyjną,   wciąż   pozostaną
dwa bardzo różne sposoby użycia tego terminu i należy
je   rozdzielić.   Ogólniejsze   użycie   omawiamy   w   tym
punkcie; drugie rozważymy w następnym.

Wyodrębniwszy konkretną społeczność specjalistów

za   pomocą   technik   takich,   jak   wyżej   opisane,   warto
zapytać:   co   takiego   łączy   jej   członków   i   tłumaczy
względną   pełnię   ich   zawodowego   porozumienia   oraz
względną   jednomyślność   ich   sądów   na   tematy
zawodowe? Odpowiedź, jakiej udzieliłem na to pytanie
w   mojej   książce,   brzmi:   paradygmat   lub   zbiór
paradygmatów. Jednak w tym użyciu, w przeciwieństwie
do drugiego, o którym będzie mowa niżej, termin ten
jest nieodpowiedni. Sami uczeni powiedzieliby, że łączy
ich   pewna   teoria   lub   zespół   teorii,   i   cieszyłbym   się,
gdyby   ten   właśnie   termin   przyjąć   ostatecznie   w   tym
użyciu. Wszelako słowo „teoria", tak jak używa się go
obecnie   w   filozofii   nauki,   oznacza   strukturę   o   wiele
bardziej ograniczoną w swej naturze i zakresie niż ta, o
jaką tutaj chodzi. Dopóki nie uwolni się tego określenia
od   jego   obecnych   implikacji,   unikniemy   zamętu,
stosując   inne.   Dla   celów   bieżących   proponuję   termin
„matryca dyscyplinarna": „dyscyplinarna", gdyż chodzi
o   coś   stanowiącego   wspólną   własność   uczonych
zajmujących   się   konkretną   dyscypliną;   „matryca",
ponieważ składa się ona z Uporządkowanych elementów
różnego   rodzaju,   z   ¿których   każdy   wymaga   dalszej

156

background image

Struktura rewolucji naukowych

specyfikacji.   Składnikami   matrycy   dyscyplinarnej
byłyby   wszystkie   lub   większość   przedmiotów
wspólnych grupie przekonań, które ujmowałem dawniej
jako   paradygmaty,   części   paradygmatów   iub
paradygmatyczne. Jako takie tworzą one pewną całość i
wspólnie   funkcjonują.   Nie   powinno   się   jednak
wszystkich   tych   elementów   rozważać   tak,   jakby   były
jednorodnej   natury.   Nie   zamierzam   tu   podać
wyczerpującej listy, ale wskazanie głównych rodzajów
składników matrycy dyscyplinarnej pozwoli mi wyjaśnić
istotę mojego obecnego stanowiska i zarazem przejść do
kolejnego punktu rozważań.

Trzeci   rodzaj   elementów   matrycy   dyscyplinarnej

określę tu jako wartości. Zwykle są one wspólne różnym
społecznościom, a więc bardziej rozpowszechnione niż
symboliczne   uogólnienia   czy   modele,   i   to   one   w
znacznym   stopniu   są   źródłem   poczucia   wspólnoty
wszystkich   przyrodników.   Choć   funkcjonują   we
wszystkich   epokach,:   ich   szczególne   znaczenie
wychodzi   na   jaw   wtedy,   gdy   członkowie   konkretnej
społeczności   muszą   uznać   kryzys,   czy   też,   później,
dokonać   wyboru   pomiędzy   różnymi,   nie   dającymi   się
pogodzić   sposobami   uprawiania   swojej   dyscypliny.
Zapewne   najgłębiej   osadzone   są   wartości   dotyczące
prognoz:   powinny   one   być   dokładne;   ilościowe
prognozy są stawiane wyżej niż jakościowe; jakikolwiek
byłby   margines   dopuszczalnego   błędu,   należy   go
konsekwentnie   przestrzegać   w   danej   dziedzinie;   i   tak
dalej.   Istnieją   wszakże   również   wartości   stosowane   w
ocenianiu   całych   teorii:   teorie   mają   przede   wszystkim
umożliwiać   układanie   i   rozwiązywanie   łamigłówek;

157

background image

Struktura rewolucji naukowych

158

Jeden z istotnych rodzajów tych 
składników nazwę „symbolicznymi 
uogólnieniami", mając na myśli te 
wyrażenia — nie budzące zastrzeżeń
Rozważmy teraz drugi typ składników 
matrycy dyscyplinarnej, ten, któremu 
poświęciłem wiele miejsca w mojej 
książce, omawiając „paradygmaty 
metafizyczne" bądź „metafizyczne części
paradygmatów". Chodzi tu o podzielane 
przez członków grupy przekonania, jak: 
ciepło to energia kinetyczna cząstek 
składowych ciała; wszystkie postrzegal- 
ne zjawiska są rezultatem oddziaływań 
pozbawionych jakości atomów 
poruszających się w próżni albo, 
alternatywnie, materii i siły, albo też pól. 
Opracowując moją książkę na nowo, 
opisałbym takie przekonania jako wiarę 
w konkretne modele i rozszerzyłbym 
kategorię modeli tak, by obejmowała 
także względną różnorodność 
heurystyczną: obwód elektryczny można 
potraktować jako stan stały układu 
hydrodynamicznego; cząsteczki gazu 
zachowują się jak malutkie elastyczne 
kule bilardowe poruszające się w sposób 
nieuporządkowany. Jakkolwiek siła 
przeświadczeń grupowych zmienia się —
co ma nietrywialne konsekwencje — w 
zależności od-tego, na ile są to modele 
heurystyczne, na ile ontologiczne, 
wszystkie te modele pełnią podobne 
funkcje. Są one m.in. źródłem 
preferowanych bądź dopuszczalnych w 
danej grupie analogii i metafor. Jako 
takie pomagają one określić, co będzie 
przyjmowane jako wyjaśnienie i jako 
rozwiązanie łamigłówki; z drugiej strony 
biorą udział w określaniu listy zagadek 

background image

Struktura rewolucji naukowych

powinny   być   w   miarę   możności   proste,   wewnętrznie
spójne  i  wiarygodne,   czyli  zgodne  z  innymi  aktualnie
stosowanymi  teoriami. (Teraz uważam za słabą stronę
mojego tekstu, że w analizie źródeł kryzysu i czynników
działających   w   wyborze   teorii   tak   mało   uwagi
poświęciłem   takim   wartościom   jak   wewnętrzna   i
zewnętrzna   spójność.)   Istnieją   jeszcze   inne   rodzaje
wartości — na przykład to, że nauka powinna (albo że
nie  musi)   być  społecznie  nieodmiennie  zarazem   te,  w
których trzeba podejmować ryzyko. Większość anomalii
rozwiązuje   się   przy   użyciu   środków   normalnej   nauki;
większość   proponowanych   nowych   teorii   rzeczywiście
okazuje   się   błędna.   Gdyby   wszyscy   członkowie   danej
społeczności reagowali na każdą anomalię jak na źródło
kryzysu albo przyjmowali każdą nową teorię wysuwaną
przez kolegę, nauka by się skończyła. Gdyby z drugiej
strony nikt nie reagował na anomalie albo na najnowsze
teorie,   podejmując   najwyższe   ryzyko,   byłyby   tylko
nieliczne   rewolucje   albo   nie   byłoby   ich   wcale.   W
kwestiach   tego   rodzaju   społeczność   będzie   się
odwoływać   raczej   do   wspólnych   wartości   niż   do
wspólnych reguł rządzących indywidualnym wyborem,
ażeby   odpowiednio   rozłożyć   ryzyko   i   zapewnić   na
dłuższą metę powodzenie swoim poczynaniom.

Przejdźmy  teraz do czwartego  rodzaju elementów

tworzących matrycę dyscyplinarną; są jeszcze inne, ale
nie   będę   już   ich   tutaj   omawiał.   Na   jego   określenie
termin „paradygmat" byłby całkiem stosowny, zarówno
ze względów językowych, jak i autobiograficznych; to
właśnie   ten   składnik   wspólnych   grupie   przekonań
skłonił mnie do wyboru tego słowa. Jednak z uwagi na

159

background image

Struktura rewolucji naukowych

to, że termin ten funkcjonuje już w sposób niezależny,
zastąpię   go   tu   określeniem   „wzory".   Mam   na   myśli
przede wszystkim konkretne rozwiązania problemów, z
jakimi   studenci   stykają   się   od   początku   swojego
kształcenia naukowego, czy to w laboratoriach, czy to
na   egzaminach,   czy   to   na   końcu   rozdziałów   w
podręcznikach.   Do   tych   wspólnych   wzorów   należy
wszelako  dodać przynajmniej  niektóre z technicznych
rozwiązań

 

problemów

 

występujące

 

w

czasopiśmiennictwie;   naukowcy   stykają   się   z   nimi   w
trakcie   swoich   późniejszych   badań   i   one   również
ukazują im poprzez przykłady, jak powinni wykonywać
swoją pracę. Różnice w zestawie wzorów w większym
stopniu   niż   inne   rodzaje   składników   matrycy
dyscyplinarnej   budują   subtelną,   opartą   na   wspólnocie
strukturę nauki. Na przykład wszyscy fizycy zaczynają
od   poznawania   tych   samych   wzorów:   problemów
takich, jak równia pochyla, wahadło stożkowe i orbity
Keplera;   przyrządów   takich   jak   wernier,   kalorymetr,
mostek Wheatstone'a. Jednak na dalszych etapach nauki
poznawane   przez   nich   wszystkich   symboliczne
uogólnienia są w coraz większym stopniu ilustrowane
innymi przykładami, Choć równanie Schrodingera jest
uznawane   zarówno  przez  fizyków  ciała   stałego,  jak   i
przez   fizyków   teorii   pola,   to   tylko   jego   bardziej
elementarne zastosowania są wspólne obu grupom.

3. Paradygmaty jako wspólne przykłady

160

background image

Struktura rewolucji naukowych

A   jednak   ucząc   się   rozpoznawania   sił,   mas   i
przyspieszeń   w   różnych   wcześniej   nie   napotykanych
sytuacjach   fizycznych,   student   nauczył   się   też
projektować   odpowiednią   wersję   /   =

 

 

  ma,

 

 

  za   pomocą

której   należy   je   powiązać,   wersję,   której   dosłownego
odpowiednika   często   wcześniej   nie   napotkał.   Jak   się
tego nauczył?

Rola,   jaką   odgrywa   dostrzeganie   związków

podobieństwa, ujawnia się też w historii nauki. Uczeni
rozwiązują   łamigłówki,   modelując   je   na   wzór
poprzednich   rozwiązań,   często   tylko   w   minimalnym
stopniu   uciekając   się   do   pomocy   symbolicznych
uogólnień. Galileusz stwierdził, że kula tocząca się po
równi pochyłej nabiera dokładnie takiej prędkości, jakiej
potrzeba do tego, by powróciła na tę samą wysokość na
drugiej   równi,   niezależnie   od   kąta   jej   nachylenia,   i

161

Paradygmat jako wspólny 
przykład to kwestia 
najważniejsza ze względu na to, 
co obecnie wydaje mi się 
najbardziej nowatorskim i 
najmniej rozumianym aspektem 
tej książki. Stąd trzeba mu 
poświęcić więcej uwagi niż 
pozostałym rodzajom 
składników matrycy 
dyscyplinarnej. Filozofowie 
nauki zazwyczaj nie zajmowali 
się problemami, z jakimi student 
spotyka się w laboratorium czy

background image

Struktura rewolucji naukowych

162

Zjawisko znane dobrze zarówno 
studentom nauk przyrodniczych, 
jak i historykom nauki dostarcza 
klucza do odpowiedzi na to 
pytanie. Ci pierwsi często 
mówią, iż przeczytawszy 
stosowny rozdział tekstu i w 
pełni go zrozumiawszy, mieli 
mimo to trudności z 
rozwiązaniem wielu zadań 
zamieszczonych na jego końcu. 
Zazwyczaj trudności te znikają 
również w ten sam sposób. 
Student odkrywa, czy to sam, czy
z pomocą nauczyciela, sposób 
widzenia danego problemu jako

 

 

 

podobnego 

 

 

do innego problemu, z

którym miał już do czynienia. 
Dostrzegłszy to podobieństwo, 
uchwyciwszy analogię między 
dwoma czy więcej odrębnymi 
problemami, potrafi powiązać 
symbole i odnieść je do 
rzeczywistości w sposób, który 
wcześniej okazał się efektywny. 
Szkic prawa, powiedzmy, / =

 

 

 ma,

spełnił funkcję narzędzia, 
informując studenta o tym, 
jakich szukać podobieństw, 
sygnalizując postać, pod jaką 
należy postrzegać daną sytuację. 
Wypływająca stąd umiejętność 

background image

Struktura rewolucji naukowych

doszedł   do   ujęcia   tej   sytuacji   eksperymentalnej   jako
przypominającej   wahadło, którego  cała  masa   skupiona
jest   w   jednym   punkcie.   Potem   Huyghens   rozwiązał
problem środka wahań wahadła fizycznego, wyobrażając
sobie,   że   jego   korpus   składa   się   z   Galiieuszowych
wahadeł punktowych, momentalnie i w dowolnej chwili
roz-   łączalnych   w   czasie   ruchu.   Po   rozłączeniu
pojedyncze   wahadło   punktowe   poruszałoby   się
swobodnym   ruchem   wahadłowym,   ale   ich   wspólny
środek   ciężkości   w   chwili,   gdy   każde   osiągało   swój
najwyższy   punkt,   podniósłby   się,   tak   jak   w   wypadku
wahadła Galileusza, tylko na tę wysokość, z której  raz
jeszcze po użyteczne określenie Michaela Pola- nyiego,
wynikiem   tego   procesu   jest,»milcząca   wiedza",   którą
zdobywa się raczej uprawiając naukę, niż zapoznając się
z regułami jej uprawiania.

4.

 Milcząca wiedza a intuicja

Odwoływanie   się   do   milczącej   wiedzy   i   jednoczesne
podważenie   roli   reguł   odsyła   do   kolejnego   problemu,
któiy   niepokoił   wielu   moich   krytyków   i   stał   się
podstawą   zarzutów   wytykających   mi   subiektywność   i
irracjonalność. Niektórzy czytelnicy odnieśli wrażenie,
iż w moim ujęciu nauka opiera się na nieanalizowalnych
indywidualnych  intuicjach,  a nie na  logice  i prawach.
Jednakże   interpretacja   ta   jest   chybiona   z   dwóch
istotnych względów. Po pierwsze, jeśli w ogóle mówię o
intuicjach,   nie   są   one   indywidualne.   Są   one   raczej
sprawdzoną, wspólną własnością członków odnoszącej

163

background image

Struktura rewolucji naukowych

sukces   grupy,   a   nowicjusz   wchodzi   w   ich   posiadanie
poprzez szkolenie będące częścią przygotowania do jego
członkostwa.   Po   drugie,   nie   są   one   zasadniczo
nieanalizowalne.   Wręcz   przeciwnie;   eksperymentuję
obecnie z programem komputerowym, który umożliwić
ma zbadanie ich własności na elementarnym poziomie.

O   samym   tym   programie   nie   będę   tu   mówił

45

,

wspominam   o   nim   jednak,   by   oddać   istotę   mego
stanowiska.   Kiedy   mówię   o   wiedzy   zawartej   we
wspólnych wzorach, nie chodzi mi o wiedzę

  [knowing]

mniej   systematyczną   czy   mniej   dostępną   analizie   niż
wiedza   [

knowledge

]   zawarta   w   regułach,   prawach   czy

kryteriach identyfikacji. Mam natomiast na myśli tego
rodzaju wiedzę

  [knowing],  

która ulega zniekształceniu,

gdy   rekonstruować   ją   w   terminach   reguł,   które   są
najpierw wyabstraho- wywane ze wzorów, a potem mają
funkcjonować   zamiast   nich.   Czy   też,   by   wyrazić   to
inaczej,   kiedy   mówię   o   nabywaniu   dzięki   wzorom
umiejętności   rozpoznawania   danej   sytuacji   jako
podobnej   bądź   niepodobnej   do   pewnych   sytuacji
wcześniej   napotykanych,   nie   mam   na   myśli   procesu,
który   nie   byłby   potencjalnie   w   pełni   wyjaśnialny   w
terminach   mechanizmów   neuromózgowych.   Twierdzę
natomiast, że wyjaśnienie to ze swej istoty nie przyniesie
odpowiedzi   na   pytanie:   „Pod   jakim   względem
podobnej?". To pytanie domaga się podania reguły, w
tym wypadku kryteriów, przy użyciu których grupuje się
konkretne sytuacje w zbiory związane podobieństwem, a
moim zdaniem powinniśmy w tym wypadku oprzeć się

45 Pewne informacje na ten temat można znaleźć w

Raz jeszcze...,

 dz. cyt.,

 s.

 428-429.

164

background image

Struktura rewolucji naukowych

pokusie szukania kryteriów (czy przynajmniej pełnego
ich   zbioru).   Jednakże   występuję   tutaj   nie   przeciw
systemowi   w   ogóle,   lecz   przeciw   konkretnemu
rodzajowi systemu.

165

background image

Struktura rewolucji naukowych

podobne   sytuacje   mogą   być   następującymi   po   sobie
czuciowymi   przedstawieniami   tej   samej   osoby
powiedzmy, matki, którą rozpoznaje się w końcu, gdy
tylko   się   ją   ujrzy,   jako   matkę   właśnie   i   jako   kogoś
różnego od ojca czy siostry. Mogą to być przedstawienia
członków   rodzin   naturalnych,   dajmy   na   to,   łabędzi   z
jednej strony, a gęsi z drugiej. Albo mogą to być, dla
członków bardziej wyspecjalizowanych grup, przykłady
sytuacji   newtonowskiej,   to   jest   przykłady   sytuacji
podobnych do siebie przez to, że podpadają pod pewną
wersję symbolicznej formuły / =

 

 

  ma,

 

 

  a różniących się,

powiedzmy, od tych, do których stosują się szkice praw
optyki.

Czy też, ściślej mówiąc, są to rzeczy, które możemy

robić dopiero po tym, jak doznaliśmy pewnych wrażeń,
gdy   już   cośi   spostrzegliśmy.   Wówczas   rzeczywiście
często   szukamy   kryteriów   i   robimy   z   nich   użytek.
Wówczas   możemy   zająć   się   interpretowaniem,
rozważaniem,   które   prowadzi   do   wybierania   między
alternatywnymi   posunięciami,   czego   nie   czynimy   w
samym   postrzeganiu.   Przypuśćmy,   że   w   tym,   co
ujrzeliśmy,   jest   coś   osobliwego   (przypomnijmy   sobie
niezwykłe karty do gry). Skręcając za róg, widzę matkę
wchodzącą do sklepu w śródmieściu w czasie, gdy, jak

166

By uwyraźnić, w czym rzecz, pozwolę 
sobie na krótką dygresję. To, co powiem, 
dziś wydaje mi się oczywiste, ale fakt, iż 
pierwotnie w moim tekście wciąż 
uciekałem się do wyrażeń takich jak 
„świat się zmienia", każe sądzić, że nie 
zawsze tak było.

background image

Struktura rewolucji naukowych

167

Załóżmy na chwilę, że coś 
takiego istotnie ma miejsce. Czy 
mamy powiedzieć, że tym, co 
zostało wydobyte ze wzorów, są 
reguły i umiejętność ich 
stosowania? Opis taki jest 
kuszący, ponieważ nasze 
widzenie danej sytuacji jako 
podobnej do tych napotkanych 
przez nas wcześniej musi być 
wynikiem przetwarzania 
nerwowego, którym w pełni 
rządzą prawa fizyczne i 
chemiczne. W tym sensie, jeśli 
już się tego nauczyliśmy, 
rozpoznawanie podobieństwa 
musi być równie systematyczne 
jak bicie naszego serca. Ale to 
właśnie porównanie ujawnia, iż 
rozpoznawanie może być 
również mimowolne, może być 
procesem, nad którym nie mamy 
kontroli. A jeśli tak, to nie może 
być poprawne ujęcie go jako 
czegoś, czym rozporządzamy, 
stosując reguły i kryteria. 
Mówienie o nim w tych 
kategoriach sugeruje, że możliwe
są alternatywne zachowania, że 
moglibyśmy na przykład nie 
postąpić zgodnie z regułą albo 
źle zastosować kryterium, albo 

background image

Struktura rewolucji naukowych

sądziłem, jest w domu. Rozważając to, co zobaczyłem,
nagle   wykrzykuję:   „To   nie   była   mama,   bo   ona   jest
ruda!". Wszedłszy do sklepu, widzę ponownie tę kobietę
i wydaje mi się nie do pojęcia, że mogłem ją wziąć za
mamę. Albo widzimy na przykład pióra ogonowe ptaka
wodnego wyjadającego  coś z dna dziwne użycie  tego
słowa, brakuje bowiem jednej cechy charakterystycznej.
Nie mamy bezpośredniego dostępu do tego, co wiemy,
nie dysponujemy żadnymi regułami czy uogólnieniami,
za   pomocą   których   moglibyśmy   wyrazić   tę   wiedzę.
Reguły, które mogłyby zapewnić ten dostęp, odnosiłyby
się   do   bodźców,   nie   do   wrażeń,   a   bodźce   możemy
poznać   tylko   dzięki   wypracowaniu   odpowiednio
złożonej   teorii.   Jeśli   jej   nie   ma,   wiedza   osadzona   na
drodze   wiodącej   od   bodźca   do   wrażenia   pozostaje
milcząca.

Choć jest to oczywiście ujęcie wstępne i nie musi

być   poprawne   we   wszystkich   szczegółach,   to,   co
powiedzieliśmy   na   temat   wrażenia,   należy   rozumieć
dosłownie.   W   ostateczności   jest   to   przynajmniej
hipoteza   dotycząca   widzenia,   którą   powinno   się   móc
poddać badaniu eksperymentalnemu, choć zapewne nie
da się jej bezpośrednio sprawdzić. Ale to, co mówimy o
widzeniu   i   wrażeniach,   pełni   również   funkcje
metaforyczne,   tak   jak   w   samej   książce.   Nie

 

 

  widzimy

elektronów, lecz raczej ich tory, a właściwie pęcherzyki
pary w komorze kondensacyjnej. W ogóle nie

 

 

  widzimy

prądu elektrycznego, lecz wskazówkę amperomierza czy
gal-   wanometru.   Mimo   to   na   kartach   tej   książki,
zwłaszcza   w   rozdziale   dziesiątym,   wielokrotnie
wypowiadałem się tak, jak gdybyśmy postrzegali byty

168

background image

Struktura rewolucji naukowych

teoretyczne,   takie   jak   prąd,   elektrony   i   pola,   jak
gdybyśmy   nauczyli   się   tego,  studiując   wzory,   i   jakby
również w tych wypadkach niewłaściwe było mówienie
o kryteriach i interpretacji zamiast o widzeniu. Metafora
przenosząca „widzenie" do kontekstów takich jak te nie
jest właściwie dostateczną podstawą do wypowiadania
tego rodzaju twierdzeń. Trzeba ją będzie w przyszłości
wyeliminować na rzecz bardziej dosłownego ujęcia.

Wspomniany   wcześniej   program   komputerowy

dostarcza pierwszych wskazówek, w jaki sposób można
by   to   zrobić,   jednak   zarówno   ograniczone   ramy   tego
tekstu,   jak   i   moje   obecne   rozumienie   problemu   nie
pozwalają   mi   wyeliminować   tutaj   tej   metafory

 

 

14

  .

Zamiast tego spróbuję usprawiedliwić

169

background image

Struktura rewolucji naukowych

170

14

  

 Czytelnikom tekstu

 

 

 Raz 

jeszcze...

 

 

 przydać się mogą 

następujące wstępne uwagi. 
Możliwość bezpośredniego 
rozpoznawania członków rodzin 
naturalnych zależy od istnienia, 
po nerwowym przetworzeniu, 
wolnej przestrzeni percepcyjnej 
pomiędzy rodzinami, które ma 
się odróżnić. Gdyby na przykład 
istniało postrzegane kontinuum 
ptaków wodnych sięgające od 
gęsi do łabędzi, musielibyśmy 
wprowadzić specyficzne 
kryterium umożliwiające ich 
rozróżnienie. Podobnie rzecz się 
ma z takimi bytami, których nie 
da się obserwować. Jeśli jakaś 
teoria fizyczna nie dopuszcza 
istnienia, niczego innego 
przypominającego prąd 
elektryczny, to niewielka liczba 
kryteriów, które mogą być 
bardzo różne w poszczególnych 
wypadkach, wystarczy do 
rozpoznania, że mamy do 
czynienia z prądem, choć nie 
istnieje zbiór reguł określających
konieczne i wystarczające 
warunki tego rozpoznania. A 
jeśli tak, to można by stąd 
wysnuć wiarygodny, sięgający 

background image

Struktura rewolucji naukowych

wyższość jednej teorii nad drugą jest czymś, czego nie
da się dowieść w toku dyskusji. Zamiast tego każda ze
stron   musi,   jak   to   podkreślałem,   próbować   poprzez
perswazję   nawrócić   tę   drugą.   Tylko   filozofowie   w
sposób zasadniczo mylny zinterpretowali moje intencje,
jeśli   chodzi   o   te   partie   mojej   argumentacji.   Zdaniem
niektórych   z   nich   głoszę   następujące   poglądy

46

:

zwolennicy niewspółmiernych teorii w ogóle nie są w
stanie   porozumiewać   się   ze   sobą;   wskutek   tego   w
dyskusji dotyczącej wyboru teorii nie można się odwołać
do

 dobrych

 racji; teorię musi się w związku z tym wybrać

na podstawie racji, które są ostatecznie natury osobistej i
subiektywnej; swego rodzaju mistyczna apercep- cja jest
odpowiedzialna za  to, jaka faktycznie  zapada  decyzja.
Fragmenty,   na   których   bazują   te   nieporozumienia,
przyczyniły   się   bardziej   niż   jakiekolwiek   inne   części
książki do zarzutów, iż bronię irracjonalności.

Rozważmy   naprzód   moje   uwagi   na   temat

dowodzenia. Starałem się wskazać na prostą sprawę, od
dawna   znaną   w   filozofii   nauki.   Sporów   dotyczących
wyboru między teoriami nie da się ująć w formie w pełni
przypominającej dowód logiczny czy matematyczny. W
tych ostatnich przesłanki i reguły wnioskowania są od
początku   założone.   Jeśli   zachodzi   różnica   zdań   co   do
wniosków, nie zgadzające się strony mogą prześledzić
kolejne kroki wnioskowania, sprawdzając każdy z nich

przez

  porównanie   z   wcześniejszymi   założeniami.   Na

końcu   tego   procesu   jedna   lub   druga   strona   musi
przyznać,   że   popełniła   błąd,   pogwałciła   przyjętą

46 Zob. prace cytowane w przypisie 9 oraz rozprawę

Stephena Toulmina w

 Growth of Knowledge.

171

background image

Struktura rewolucji naukowych

wcześniej   regułę.   Przyznawszy   to,   nie   może   się   już
odwołać   do   niczego   innego   i   dowód   oponenta   jest
wówczas  nie do odparcia. Tylko w sytuacji, gdy obie
strony  odkrywają,  że  różnią  się  co  do rozumienia  lub
sposobu   zastosowania   przyjętych   reguł,   że   ich
wcześniejsze   uzgodnienia   nie   dają   dostatecznych
podstaw   do   przeprowadzenia   dowodu,   dyskusja   trwa
dalej  w  formie,  jaką nieuchronnie przybiera w trakcie
rewolucji   naukowych.   Spór   dotyczy   tu   przesłanek   i
strony   odwołują   się   wówczas   do   perswazji
wyprzedzającej możliwość dowodu.

172

background image

Struktura rewolucji naukowych

Problemy   takie,   choć   ujawniają   się   naprzód   w

komunikacji, nie są natury czysto językowej i nie można
ich   rozwiązać,   uzgadniając   po   prostu   definicje
kłopotliwych terminów. Ponieważ słowa, wokół których
narastają   trudności,   poznaje   się   po   części   poprzez
bezpośrednie   stosowanie   ich   do   wzorów,   osoby
doświadczające   załamania   komunikacji   nie   mogą
powiedzieć:   „Używam   słowa   «pierwiastek»   (czy
«mieszanina»,   czy   «planeta»,   czy   też   «ruch
niewymuszony») w sposób określony przez następujące
kryteria".   To   znaczy,   nie   mogą   odwołać   się   do
neutralnego języka, którego obie używałyby w ten sam

173

Z tej dość dobrze znanej tezy nie wynika 
wcale, że w takiej sytuacji nie istnieją 
dobre racje po temu, by zostać do czegoś 
przekonanym, ani że nie są one 
ostatecznie decydujące dla grupy. Nie 
wynika z niej nawet, że racje wyboru są 
różne od tych zwykle wymienianych 
przez filozofów nauki: ścisłości, prostoiy,
owocności itp. Powinna ona natomiast 
uzmysłowić; że racje takie pełnią funkcję 
wartości i że ludzie szanujący te same 
wartości mogą je różnie stosować, czy to 
indywidualnie, czy grupowo. Jeśli dwie 
osoby nie zgadzają się na przykład co do 
względnej owocności swoich teorii albo 
jeśli zgadzają się co do tego, ale różnią 
się w ocenie względnego znaczenia 
owocności i, powiedzmy, zasięgu jako 
kryteriów wyboru teorii, żadnej z nich nie
można udowodnić, że popełnia błąd. I o 
żadnej z nich nie można też powiedzieć, 
że postępuje nienaukowo. Nie istnieje 
neutralny al-

background image

Struktura rewolucji naukowych

sposób   i   który   byłby   adekwatny   do   wyrażenia   tych
dwóch   różnych   teorii   czy   choćby   ich   konsekwencji
empirycznych. Częściowo różnica między tymi osobami
jest wcześniejsza niż zastosowania języka, wszelako w
nich właśnie znajduje swe odbicie.

Krótko   rzecz   ujmując,   uczestnikom   załamania

komunikacyjnego pozostaje uznanie siebie nawzajem
za   członków   różnych   społeczności   językowych   i

174

background image

Struktura rewolucji naukowych

175

uchwycić. Bodźce, jakie na nie 
oddziałują, są takie same. Taki sam jest 
również ich ogólny aparat nerwowy, bez 
względu na to, jak różnie byłby 
zaprogramowany. Co więcej, wyjąwszy 
mały, choć znaczący, obszar 
doświadczenia, nawet ich nerwowe 
zaprogramowanie musi być niemalże 
takie samo, mają bowiem wspólną 
historię, z wyjątkiem bezpośredniej 
przeszłości. Wskutek tego łączy ich 
zarówno codzienny świat i język, jak i 
znaczna część świata i języka 
naukowego. Mając tak wiele wspólnego, 
powinny być w stanie dowiedzieć się 
wiele na temat tego, co je różni. Techniki,
jakich tu potrzeba, nie są jednak 

proste 

ani wygodne i nie należą też do 
normalnego arsenału środków 
stosowanych przez uczonych. 
Uczeni rzadko doceniają ich 
znaczenie i rzadko używają ich 
przez czas dłuższy niż 
niezbędny do tego, by 
doprowadzić do konwersji lub 
przekonać się, że do niej nie 
dojdzie.

background image

Struktura rewolucji naukowych

przyjęcie roli tłumaczy

47

. Czyniąc przedmiotem badań

różnice między dyskursem panującym w ich własnej
grupie a dyskursem pomiędzy grupami, mogą naprzód
starać   się   odnaleźć   te   terminy   i   wyrażenia,   które,
używane   w   obrębie   każdej   społeczności   w   sposób
nieproblematyczny,   są   jednak   źródłem   trudności   w
dyskusjach   między   grupami.   (Wyrażenia   nie
stwarzające   takich   trudności   można   przekładać
homofonicznie.)   Wyodrębniwszy   w   komunikacji
naukowej   takie   obszary   trudności,   mogą   następnie
uciec   się   do   pomocy   wspólnego   im   poto-  

można

przełożyć

  z   języka   jednej   społeczności   na   język   innej.

Ponadto   w   miarę   tego,   jak   postępuje   tłumaczenie,
niektórzy członkowie każdej ze społeczności mogą też
zacząć   pośrednio   rozumieć,   jak   twierdzenie   wcześniej
nieprzejrzyste   mogło   wydawać   się   wyjaśnieniem
członkom   przeciwnej   grupy.   Dostępność   technik   tego
rodzaju   nie   jest   oczywiście   gwarancją   skuteczności
perswazji. Dła większości ludzi przekład jest procesem

47  Klasycznym   już   źródłem   większości   istotnych

aspektów   problemu   przekładu   jest   W.   V.O.   Quine'a

Słowo i przedmiot,

  przeł. C. Cieśliński, Warszawa 1999,

rozdz.  1   i  2.  Jednak   Quine  zakłada,   jak   się  zdaje,   że

dwoje ludzi otrzymujących te same bodźce musi mieć te

same wrażenia, a przez to ma niewiele do powiedzenia

na   temat   tego,   w   jakiej   mierze   tłumacz   musi   być   w

stanie

  opisać

  świat, do którego stosuje się przekładany

język. Jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię, zob. Eugene A.

Nida,

  Linguistics and Ethnology in Translation Problems,

w: Del Hymes (red.),

  Language and Culture in Society,

New York 1964, s. 90-97.

176

background image

Struktura rewolucji naukowych

zatrważającym,   a   normalnej   nauce   jest   on   całkowicie
obcy.   W   każdym   razie   kontrargumenty   są   zawsze
dostępne i nie ma racji przeważających szalę na korzyść
któregokolwiek z poglądów. Jednak w miarę tego, jak
przybywa   argumentów   i   jak   dany   pogląd   opiera   się
skutecznie kolejnym wyzwaniom, tylko ślepy upór może
w końcu tłumaczyć dalsze sprzeciwianie się mu.

A skoro tak, to ogromnego znaczenia nabiera drugi

wymiar   przekładu,   od   dawna   znany   dobrze   zarówno
historykom,   jak   i   językoznawcom.   Przełożenie   jakiejś
teorii (czy światopoglądu) na nasz język nie oznacza, że
staje się ona naszą własną teorią. Trzeba ją sobie jeszcze
przyswoić, odkryć, że myślimy i pracujemy  w języku,
który  przedtem   był   nam   obcy,   a   nie  po   prostu
tłumaczymy   z   niego.   Przejście   to  wszakże   nie   jest
czymś, na co jednostka może  się zdecydować  albo od
czego może się  powstrzymać, kierując  się świadomym
wyborem,  bez względu  na  to,  jak bardzo chciałaby to
zrobić. Jest raczej tak, że w pewnym momencie procesu
polegającego na nauce tłumaczenia spostrzega ona, że to
przejście   się   dokonało,   że   wślizgnęła   się   do   nowego
języka, bez podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Albo
też,   jak   wielu   ludzi,   którzy   w   wieku   średnim   po   raz
pierwszy zetknęli się, powiedzmy, z teorią względności
czy mechaniką kwantową, ktoś jest w pełni przekonany
do nowego poglądu, ale mimo to nie jest w stanie go
zinternalizować   i   odnaleźć   się   w   świecie   widzianym
przez pryzmat tych teorii. Człowiek taki intelektualnie
dokonał wyboru, ale nie dochodzi do konwersji, która
mogłaby  uczynić  ten   wybór   efektywnym.   Mimo
wszystko  może on  używać nowej teorii, ale będzie to

177

background image

Struktura rewolucji naukowych

czynił tak jak cudzoziemiec w obcym otoczeniu; będzie
to   dlań  możliwe   tylko  dzięki  temu,  że  mieszkają  tu
tubylcy. Jego praca pasożytuje na ich pracy,  brak mu
bowiem   całej   konstelacji   dyspozycji  umysłowych,
których   przyszli   członkowie   tej  społeczności   nabiorą
wraz z wykształceniem.

178

background image

Struktura rewolucji naukowych

podobnie

 

jak

 

biologiczny,

 

procesem

jednokierunkowym   i   nieodwracalnym.   Późniejsze
teorie naukowe są lepsze niż wcześniejsze, gdyż lepiej
rozwiązują łamigłówki, i to często w bardzo różnych
środowiskach,   w   których   się   je   stosuje.   Nie   jest   to
/stanowisko relatywistyczne i widać tu, w jakim sensie
jestem   przekonanym   zwolennikiem   postępu
naukowego.

Jednak   w   porównaniu   z   pojęciem   postępu

najbardziej   rozpowszechnionym   zarówno   wśród
filozofów nauki, jak i wśród laików, stanowisku temu

179

Doświadczenie konwersji, które 
porównałem do zmiany sposobu 
widzenia postaci, należy przeto 
do istoty procesu rewolucyjnego.
Ważne powody do dokonania 
wyboru dostarczają motywów do
konwersji oraz stwarzają dla niej 
sprzyjający klimat. Przekład 
może być ponadto punktem 
wyjścia przeprogramowania 
systemu nerwowego, które, 
jakkolwiek dotychczas nie 
zbadane, musi leżeć u podłoża 
konwersji. Jednak ani ważne 
powody, ani przekład nie 
konstytuują konwersji i to ten 
właśnie proces musimy wyjaśnić,
żeby zrozumieć zasadniczy typ 
zmian w nauce.

background image

Struktura rewolucji naukowych

brak   pewnego   istotnego   elementu.   Zazwyczaj   uznaje
się teorię naukową za lepszą niż jej poprzedniczki nie
tylko   w   tym   sensie,   że   jest   lepszym   narzędziem
odkrywania   i   rozwiązywania   zagadek,   lecz   również
dlatego, że w jakiś sposób lepiej przedstawia to, jaka
naprawdę   jest   przyroda.   Słyszy   się   często,   że
następujące   po   sobie   teorie   są  coraz   bliższe   prawdy,
coraz bardziej się do prawdy zbli- . żają. Generąlizacje
tego rodzaju ewidentnie nie odnoszą się do rozwiązań
łamigłówek i konkretnych prognoz wyprowadzanych z
teorii, lecz raczej do jej ontologii, to jest do związku
pomiędzy bytami, jakimi teoria ta zaludnia przyrodę, a
tym, co „naprawdę" istnieje.

Być może jest jakiś inny sposób, by ocalić pojęcie

prawdy w zastosowaniu do całych teorii, ale tą metodą
akurat nie da się tego zrobić. Nie istnieje, jak sądzę,
żaden   niezależny   od   teorii   sposób   rekonstrukcji
wyrażeń   w   rodzaju   Jest   naprawdę";   idea   związku
między ontologią danej teorii i tym, co jej „naprawdę"
odpowiada w naturze,

wydaje mi się teraz z gruntu iluzoryczna. Poza tym jako
historyk   mam   poczucie,   że   jest   to   pogląd   uderzająco
niewiarygodny. Nie wątpię na przykład, że mechanika
Newtona   jest   doskonalsza   od   Arys-   totelesowskiej,   a
mechanika Einsteina od Newtonowskiej, jeśli traktować
je   jako   narzędzia   rozwiązywania   zagadek.   Ale   nie
dostrzegam   w   ich   następowaniu   po   sobie   żadnego
koherentnego kierunku rozwoju ontologicznego. Wręcz
przeciwnie,   pod   pewnymi   ważnymi   względami,   choć
bynajmniej   nie  wszystkimi,   ogólna teoria  względności
Einsteina   jest   bliższa   teorii   Arystotelesa   niż

180

background image

Struktura rewolucji naukowych

którakolwiek   z   nich   koncepcji   Newtona.   Jakkolwiek
zrozumiała   jest   pokusa   nazwania   tego   podejścia
relatywistycznym,   określenie   to   wydaje   mi   się
niewłaściwe.   Z   drugiej   strony,   jeśli   to   ma   być
stanowisko   relatywistyczne,   nie   mogę   pojąć,   że
relatywista   traci   cokolwiek   z   tego,   czego  potrzeba   do
wyjaśnienia natury i rozwoju nauk.

7.

 Natura nauki

Niektórzy   czytelnicy   mojego   tekstu   zauważyli,   że

wielokrotnie przeskakuję od ujęcia opisowego stały one
bowiem   zapożyczone   z   innych   dziedzin.   Historycy
literatury, muzyki, sztuki, rozwoju politycznego i wielu
innych   rodzajów   ludzkiej   działalności   od   dawna
opisywali   swój   przedmiot   w   ten   sam   sposób.
Periodyzacja   przeprowadzana   w   kategoriach
rewolucyjnych przełomów w stylu, smaku i strukturze
instytucjonalnej należy do ich standardowych narzędzi.
Jeśli było coś oryginalnego w moim odwołaniu się do
tego rodzaju pojęć, to głównie dzięki zastosowaniu ich
do   nauki,   a   więc   do   dziedziny,   o   której   dość

181

Na koniec omówię krótko dwojakiego 
typu reakcje, z jakimi spotykał się mój 
pierwotny tekst, krytyczną i przychylną, 
przy czym żadna nie jest moim zdaniem 
całkiem słuszna. Chociaż nie wiążą się 
one z tym, co dotąd powiedziałem, ani ze 
sobą, obie były na tyle powszechne, że 
wymagają jakiejś odpowiedzi.

background image

Struktura rewolucji naukowych

powszechnie sądzono, że rozwija się w inny sposób. Być
może   także   pojęcie   paradygmatu   jako   konkretnego
osiągnięcia   stanowiącego   pewien   wzorzec   wnosi   coś
nowego.   Przypuszczam   na   przykład,   że   niektóre   z
notorycznych trudności związanych z pojęciem stylu w
sztuce mogłyby zniknąć, gdyby traktować obrazy jako
powstające jeden na wzór drugiego, a nie w zgodzie z
jakimiś oderwanymi kanonami stylu

48

W książce tej wszakże chciałem też zwrócić uwagę

na coś innego, co dla wielu jej czytelników było mniej
widoczne.   Choć   rozwój   naukowy   może   przypominać
rozwój   innych   dziedzin   bardziej,   niż   zazwyczaj
przypuszczano,   są   tu   również   uderzające   różnice.
Powiedzenie na przykład, że w nauce, przynajmniej od
pewnego   punktu   jej   rozwoju,   mamy   do   czynienia   z
postępem, który nie występuje w innych dziedzinach, nie
może   być   pozbawione   słuszności,   bez   względu   na   to,
czym  byłby postęp jako taki. Jednym z celów książki
było zbadanie takich różnic i próba ich wytłumaczenia.

Wiele   razy   na   przykład   podkreślałem,   że   w

rozwiniętych naukach brak jest czy

 

                  

 

 jak   bym

dziś   powiedział   —jest   stosunkowo   konkurujących   ze
sobą szkół. Zwracałem też uwagę na to, w jakiej mierze
członkowie   danej   społeczności   uczonych   stanowią
jedyną   publikę   i   są   jedynymi   sędziami   prac   tej
społeczności.   Mówiłem   o   szczególnym   charakterze
kształcenia   naukowego,   o   rozwiązywaniu   łamigłówek

48 Jeśli chodzi o tę kwestię, jak również obszerniejszą

analizę tego, co stanowi o specyfice nauk ścisłych, zob.

T.S. Kuhn,

  Uwagi o stosunkach między nauką a sztuką,  

w:

tenże,

 Dwa bieguny,

 dz. cyt., s. 467—482.

182

background image

Struktura rewolucji naukowych

jako   celu,   o   systemie   wartości,   jaki   stosuje   grupa
uczonych w okresach kryzysu i podejmowania decyzji.
Książka   wyodrębnia   inne   cechy   tego   samego   typu;
żadna z nich nie jest koniecznie wyłączną cechą nauki,
ale   ich   połączenie   pozwala   ująć   specyfikę   tej
aktywności.

183

background image

Struktura rewolucji naukowych

Cajori Florian 243 
Cannon Walter F. 95 Carr
Harvey A. 200 Carroll 
John G. 8 Cavell Stanley 
16, 356 Cavendish Henry
51,

61, 67, 132 Chalmers 

Thomas Wig-

htman 110 Chambers 

Robert 296 

Cieslinski 

Cezary

 347 

Clagett 

Marshall

 43,

127, 219

 

    Clairaut 

Alexis

 Claude

150

            

.........

184

Nasza wiedza o wszystkich tych 
cechach nauki pozostawia 
jeszcze wiele do życzenia. 
Rozpocząłem to postscriptum, 
wskazując na potrzebę badań nad
społecznie określoną strukturą 
nauki; zakończę je, podkreślając 
potrzebę podobnych, a nade 
wszystko komparatywnych 
badań nad odpowiednimi 
społecznościami w innych 
dziedzinach. Jak wybiera się i jak
jest się wybieranym na członka 
konkretnej społeczności, 
naukowej lub innej? Na czym 
polega proces społecznego 
wrastania w grupę i jakie są jego 
fazy? Co grupa kolektywnie 
postrzega jako swoje cele; jakie 
toleruje odstępstwa, czy to 
indywidualne, czy grupowe; i jak
kontroluje niedo-

background image

Struktura rewolucji naukowych

Cohen

 I. Bernard 39, 45-

46, 81, 118, 127, 

188, 262

Conant James B. 15,

104, 115, 179 

Coulomb Charles Augu- 
stin de 51, 62-63, 71, 73-
74 Cowan Clyde L. 60 
Crane Diana 305 
Crombie Alistair 
Cameron 40

Crookes sir William 

168

D'Alembert

 Jean

 de

Roud 66 Dalton John

145,

 190, 228, 230-231,

233- -236, 312, 332, 345

Darrow Karl Kelcher 115

Darwin Charles 49, 263,

295-297, 312 Daumas 

Maurice 103 Davisson 
Clinton Joseph 80 
Desaguliers John Theo-

philus 39 Dickstein C. 

263 Doig Peter 205 
Dreyer John Louis Emil

130, 160, 272 Du Fay 

Charles François 39, 51 
Dugas René 70,96,161,

187, 328 Dupree A. 

Hunter 296

Einstein   Albert   27-28,

36, 58, 139, 147, 153-
154,   158,   161,   163,
177-179,   182-   -184,
193,   248,   259-  -260,
267,

  269,   274,  

283,

286,

 312, 317,

355

Eiseley Loren 296 Epikur
37

Euler Ulf Svante von 68,

70

Faraday Michael 286 
Farrand Max 48 
Feyerabend Paul K. 16,

356

Fierz Markus 154 
Fitzgerald George 139, 
147

Fizeau Armand Hyppo-

lite   Louis   271

Fleck   Ludwig   8
Foucault   Jean
Bernard

Leon 59, 271 Frank

Philipp #59.y > ' Franklin

Benjamin 33, 39-41,45-

46,48-49, 51-52,

118,189, 208, 215

185

background image

Struktura rewolucji naukowych

Fresnel Augustin Jean

36, 137, 269, 271

Galileusz

 

(Galileo

Galilei) 22, 63, 66, 96,
127,   161,   206,   210-
-215, 217-220, 232,

242-243, 327-328, 345

Garfield Eugene 308 
Gauss Carl Friedrich 69 
Gay John 234 Gay-
Lussac Joseph Louis 234 
Gaynor Frank 263 
Gillispie Charles C. 48,

95, 192 Glazebrook 

Richard Te-

tley 138 Gombrich 

Ernst H. 279 Goodman 
Nelson 223— -224
Gray Stephen 39-40, 51 
Guerlac Henry 109, 135

Hadamard Jacques 216 
Hagstrom Warren O.

8:1, 305 ' Hahn Otto 

116 Hall Alfred Rupert 
127 Hamilton William 70
Hankins Thomas L. 67 
Hanson Norwood Russell

59, 145, 156, 201 Hastorf 
Albert H. 200 Hatfield

 

Henry

 Stafford 

128

186

background image

Struktura rewolucji naukowych

Nida Eugene Albert 347 Niklas Urszula 255 Nollet 
Jean Antoine 39, 48
Nordmann Charles 260 Novara Domenico da 130
Noyes H. Pierre 16 Nusbaum J. 263

Ohm Georg Simon 317 Orwell George 289

Partington James Rid- dick 132-133, 141, 231, 235, 
272 Pauli Wolfgang 154 Piaget Jean 7 Planck Max 
36, 96, 263, . 267 . 

Platon

 37 

Pliniusz 42, 279 

Polanyi Michael 89,330 Popper sir Karl Raymund

255-256, 321, 352 

 

 Postman 

 

 Leo 119, 121 Poynting 

John Henry 61 

 

 Price 

 

 Derek J. de Solle

305, 308 

 

 Priestley 

 

 Joseph 36, 48, 104-106, 109, 112,

114, 126, 132, 147,

157-158, 160, 162, 209, 212-213, 257, 262

Proust   Joseph   Louis   231-232,   234-235,   257,   349

Przybysławski Artur 7 Ptolemeusz 33-34, 127—
-129, 141, 147, 152, 177, 268, 271

Quine Willard 

 

 Van 

 

 Orman 8, 347

Rayleigh John William

Strutt 265-266 Reiche Fritz 128,

 267 Rey Jean 

141 Richter Burton 231-234 Roentgen Wilhelm 
Conrad 110-113, 168 Roller Duane 39,43,45,

52, 63, 208 Roller H.D. Duane 39,
43, 45, 52, 63, 208 Ronchi Vasco 37, 163 Rosen

George 259

187

Hauksbee Francis

 39, 

208

background image

Struktura rewolucji naukowych

Santillana Giorgio de 279 Schagrin Morton 317 
Scheele Carl Wilhelm 103-104, 107, 132
Scheffler Israel 321 Schiff Leonard Isaac 58 Schilpp 
Paul Arthur

154, 269 Schródinger Erwin Rudolf 286, 323 

Senior James K. 99 Shapere Dudley 321,352 Spencer
Herbert 296 Spiers A.G.H. 62 Spiers I.H.B. 62 
Stanosz Barbara 8 Stokes George Gabriel 137
Strassman Fritz 116 Stratton George M. 200 Strutt 
Robert John 266 Sutton Francis X. 8
Symmer Robert 46

<*» , i

Taton Jean 37 Taylor Lloyd

 William 

110

Thompson

 Silvanus P.

96,

 113, 128, 176 Thomson George 111 Toulmin 

Stephen 342 Truesdell Clifford 67,328 Tuszkiewicz 
M. 8

Ullmo Jean 95

Vasari Giorgio 279 Volta Alessandro 51

Walker W. Cameron 52 Wallis John 187 Watson 
Henry William 39
Weisskopf Victor Frederick 154 Wheastone William 
323 Whewell William 68,

81, 127, 150 Whitehead Norton 241 Whittaker 

Edmund Taylor 111, 118, 127, 139, 151, 192, 269 
Whorf Benjamin Lee 8 Wiener Philip Paul 177 
Wikaijak Jan 43 Wittgenstein Ludwig

90-91 Wolf Abraham 59 Wolf Rudolph 206 

Wolniewicz

 Bogusław 

90

188

background image

Struktura rewolucji naukowych

Wren sir Christopher 

 

 187

Young Charles

 Augus

tus 36, 158

Księgarnia Internetowa UNUS poleca książki Grupy

Wydawniczej Aletheia:

Hannah Arendt Kondycja ludzka James Clifford Kłopoty z

kulturą Roland Barthes Mitologie Gilles Deleuze Bergsonizm

Mircea Eliade Kosmologia i alchemia babilońska Michel

Foucault Szaleństwo i literatura Sigmund Freud Życie

seksualne Karl Jaspers Autorytety Carl Gustav Jung

Psychologia a alchemia Rudolf Otto Mistyka Wschodu i

Zachodu Willard Van Orman Quine Z punktu widzenia logiki

Richard Rorty Obiektywność, relatywizm i prawda Bernard

Williams Moralność Ludwig Wittgenstein Uwagi o podstawach

matematyki

Nowości:

Rudolf Carnap Wprowadzenie do filozofii nauki Gilles Deleuze

Nietzsche Manfred Geier Gra językowa filozofów Erving

Goffman Człowiek w teatrze życia codziennego James Griffin

Sąd wartościujący Pierre Hadot Czym jest filozofia starożytna?

Martin Heidegger Pytanie o rzecz Emmanuel Lévinas Inaczej

niż być lub ponad istotą Jean-François Lyotard Fenomenologia

Bertrand Russell Dzieje filozofii Zachodu Ludwig Wittgenstein

O pewności

Wkrótce: 

Roland Barthes Lektury Michael Detlefsen Logika od

A do Z Mircea Eliade Religie australijskie John Gray Po

liberalizmie Werner Jaeger Paideia Saul Kripke Nazywanie a

konieczność Claude Lévi-Strauss Myśl nieoswojona Karl Lôwith

Od Hegla do Nietzschego Maurice Merleau-Ponty

Fenomenologia percepcji Oswald Spengler Zmierzch Zachodu

Nasz adres

http://www.unus.shop.pi

 

skiep@unus.shop.pl

obserwacji można znaleźć w pracy Marshalla Clagetta,

189

Zarański J. 279 Zembrzuski T. 
127

background image

Struktura rewolucji naukowych

Giovanni Marliani and Late Medieval Physics,

 New York

1941, rozdz. IV.

pomiaru w nowożytnej fizyce,

 w: tenże,

 Dwa bieguny, 

dz.

cyt,, s. 255-315.

red. wyd. pol.)

E.T. Whittaker, dz. cyt., 1.1, s. 94-109; W. Whewell,

dz. cyt., t. II, s. 396-466.

Theories of Space in Physics,

 Cambridge, Mass. 1954, s.

114-124.

Caloric   Theory...

  (dz.   cyt.),   s.   136-137.   Na   temat

precesji   perihelium   Merkurego   zob.:   E.T.   Whittaker,

dz. cyt., t. II, s. 151, 179.

I

179

284-298, 345-356.

190


Document Outline