background image

"PRAWDA, KTÓRA JEST W CHRYSTUSIE"

CYKL 6 WYKŁADÓW NA TEMAT 

USPRAWIEDLIWIENIA Z ŁASKI PRZEZ WIARĘ

WYKŁAD  NR 1  

 

"HISTORIA I ZNACZENIE 

POSELSTWA Z MINNEAPOLIS"

Gdy w 1990 roku uczestniczyłem w wykładach, które w Stanach Zjednoczonych, w ośrodku prowadzonym 

przez dr Agathę Trash prowadził pastor Jack Sequeira, byłem pod wielkim wrażeniem tego co usłyszałem. 
I choć nie wszystko jeszcze wtedy dobrze rozumiałem, to odczuwałem szczególny wpływ Ducha Świętego, 

który   dawał   mi  do   zrozumienia,   że   to,   co   usłyszałem   było   tym   poselstwem,  które   dał   Pan   swojemu 
ludowi,   i   którego   przyjęcie   przyniesie   owoc   w   postaci   ożywienia   i   wylania   Ducha   Świętego. 

Zafascynowany Prawdą, którą usłyszałem nabyłem wtedy kilkadziesiąt kaset audio z wykładami pastora 
Sequeiry oraz kilka komentarzy do listu do Rzymian i po dokładnym ich przeanalizowaniu postanowiłem 

na ich podstawie przygotować cykl wykładów pod tytułem: 

"PRAWDA, KTÓRA JEST W CHRYSTUSIE".

Zdecydowałem   się   nadać   tym   wykładom   i   całemu   poselstwu   taki   tytuł,   ponieważ   jestem   pewien,   że 
gdybyśmy mieli możliwość poprosić samego apostoła Pawła o to, aby w jednym zdaniu scharakteryzował 

głoszoną przez niego Ewangelię, to powiedziałby, że jest to "Prawda, która jest w Chrystusie". 

I myślę, że każdy, kto uważnie i z modlitwą czyta treść listów apostoła Pawła, a szczególnie List do 
Rzymian i Galacjan mógłby dojść do takiego samego wniosku.

Również ta sama "PRAWDA, KTÓRA JEST W CHRYSTUSIE", była głównym tematem poselstwa, które w 

1888   roku   głoszone   było     w   Minneapolis   i   dlatego   dzisiejszy   -   pierwszy   wykład   chciałbym   poświęcić 
historii związanej z tym poselstwem. 

Choć uważam, że to nie historia Minneapolis jest najważniejsza, ale poselstwo, bo to ono otwiera drogę 

do  wylania  Ducha Świętego,  to sądzę,  że powinniśmy też zwrócić uwagę na  historyczny  aspekt tego 
wydarzenia, gdyż to pozwoli nam zrozumieć, że ta Prawda powinna być dla nas czymś bezwzględnie 

najważniejszym, a to dlatego, że koncentruje się ona na sprawiedliwości i miłości Chrystusa. 

Do  takiego  wniosku   możemy  dojść  czytając  wypowiedź  siostry  White     zamieszczoną  w   REVIEW   AND 
HERALD, 5 kwietnia 1892 roku ("CHRYSTUS NASZĄ SPRAWIEDLIWOŚCIĄ" Arthur Daniels, str. 56):

"Nie pozwólcie, aby wasze umysły wskutek studiowania teorii odwróciły się od najważniejszego tematu - 

sprawiedliwości   Chrystusa.   Nie   wyobrażajcie   sobie,   że   przestrzeganie   ceremonii   i   zewnętrznych   form 
uczyni nas dziedzicami nieba". 

Najważniejszym tematem jest "sprawiedliwość Chrystusa", sprawiedliwość, która może stać się naszym 

udziałem przez wiarę. I to właśnie było głównym tematem poselstwa, którym Pan ubłogosławił swój lud w 
1888 roku.

Generalna Konferencja, która odbyła się wtedy w Minneapolis przez wielu naszych historyków i teologów 
została uznana za jedno z najważniejszych - jak dotąd - wydarzeń w historii naszego Kościoła. Prof. 

Froom - znany adwentystyczny historyk i teolog (zmarły w 1974 roku), w popularnej książce "Moovemant 
of Destiny" (Ruch Przeznaczenia), na temat tego wydarzenia napisał:

"Pod względem ważności i unikalności konferencja w Minneapolis wznosi się jak wieża ponad wszystkimi 

innymi konferencjami. Była ona niezaprzeczalnym punktem zwrotnym i nie można porównać jej z żadnym 
z wcześniejszych ani późniejszych wydarzeń. Bezsprzecznie dała ona początek nowej epoce".

Dlaczego wydarzenie to miało mieć aż tak wielkie znaczenie dla naszego Kościoła?

Z pewnością było tak dlatego, że w tamtym czasie adwentyści zaniedbali naukę o usprawiedliwieniu przez 
wiarę, czyli to, co powinno było mieć dla nich największe znaczenie, a skupili się zanadto na Prawie. I to 

background image

właśnie dlatego Bóg pragnął podczas tej konferencji ponownie skupić uwagę swojego ludu na Ewangelii, 

nie pomniejszając przy tym znaczenia Prawa, a szczególnie czwartego przykazania.

To,   że   wtedy   adwentyści   w   dużej   mierze   zatracili   z   oczu   Chrystusa   i   Jego   sprawiedliwość,   a   kładli 
przesadny nacisk na eksponowanie znaczenia Bożych Przykazań, a szczególnie 4-go, miało związek z tym, 

że w połowie XIX wieku w kościele chrześcijańskim pojawiła się nowa doktryna, której autorem był John 
Nelson Darby.

Doktryna ta dzieliła historię ludzkości na dwa okresy:

I okres nazwany STARYM PRZYMIERZEM - to okres od Mojżesza do Chrystusa, w którym człowiek mógł 

być zbawiony na podstawie stosunku do Prawa.

II okres nazwany NOWYM PRZYMIERZEM - to okres od Chrystusa do czasów końca, w którym Prawo 
zostało zniesione, i w którym wierzący człowiek nie jest już pod zakonem, ale pod łaską.

Niestety   ogromna   większość   kościołów   protestanckich   zaakceptowała   tę   fałszywą   doktrynę   o 

unieważnieniu Bożego Prawa w nowym przymierzu i tak jest do dzisiaj.

Zwolennicy tego niezgodnego z prawdą skrajnego poglądu, głosili łaskę bez prawa. Niektórzy Adwentyści 
natomiast, co zrozumiałe, bardzo gorliwie stawali w obronie Bożego Prawa, ale przy okazji zatracili z oczu 

Ewangelię, wpadając z kolei w drugą skrajność. Wynik tego był taki, że zaczęli głosić prawo, ale bez łaski.

Ciekawa wypowiedź Ellen White na ten właśnie temat znajduje w 1 rozdziale książki "Faith and Works" 
(WIARA I UCZYNKI):

"Podczas, gdy jedni wypaczają naukę o usprawiedliwieniu przez wiarę, nie chcąc pogodzić się z Bożym 

warunkiem   Jeśli   mnie   miłujecie   przykazań   moich   przestrzegać   będziecie,   tak   drudzy   popełniają   nie 
mniejszy błąd, twierdząc, że wierzą i przestrzegają Bożych Przykazań, ale sprzeciwiają się drogocennym 

promieniom światła (nauce o zbawieniu przez wiarę).  Pierwsza grupa nie dostrzega wspaniałych wartości 
w Bożym Prawie, drudzy zaś zaniedbują łaskę i Bożą miłość. 

Tamci   oddzielili   Prawo   od   łaski,   my   natomiast   z   drugiej   strony,   zaniedbaliśmy   wywyższenie 
sprawiedliwości Chrystusa i pełnego znaczenia wielkiego planu zbawienia".

I   to   właśnie   dlatego,   że   jako   kościół   zaniedbaliśmy   to   najważniejsze   poselstwo,   głosząc   wszystkie 
doktryny bez tej najważniejszej, Bóg postanowił wspomóc wysiłki Ellen White i powołał dwóch młodych 

kaznodziejów, którzy zaczęli głosić naukę o usprawiedliwieniu przez wiarę nie w oderwaniu od Prawa, ale 
w świetle Prawa.

Pierwszym z nich był ELLET WAGGONER.   W tamtym czasie miał on zaledwie 33 lata. W porównaniu z 

innymi   delegatami   był   niemal   "dzieckiem".   Waggoner   był   człowiekiem   o   niskim   wzroście,   łagodnym 
usposobieniu i solidnym wykształceniu teologicznym. Z wykształcenia był też lekarzem, ale ze względu na 

powołanie zerwał z tym zawodem i całkowicie poświęcił się pracy kaznodziejskiej. Od 1885 roku, razem z 
Jonsem był współredaktorem SIGNS OF THE TIMES.

ALONZO JONES był w tamtym czasie również stosunkowo młodym kaznodzieją, gdyż liczył sobie 38 lat. 
W przeciwieństwie do Waggonera, był wysokim i dobrze zbudowanym mężczyzną. Czasami robił wrażenie 

człowieka dumnego i szorstkiego w obejściu.  Byli tacy, którzy go  nie lubili, inni zaś, jak np. Haskel, 
podziwiali go i uważali za człowieka niezwykłego i błyskotliwego. 

Sposób zachowania Jonesa oraz przekazywania poselstwa czasami strofowała sama Siostra White, ale 
należy pamiętać o tym, że robiła to wyłącznie w prywatnej korespondencji. Publicznie natomiast zawsze 

popierała to co głosił.
Jako ciekawostkę można podać fakt, że przeciętna długość kazań Jonesa wynosiła 2,5 godziny!

Tak   naprawdę,   konferencja   w   Minneapolis   w   1888   roku,   była   kulminacyjnym   punktem   sporu 

teologicznego,   który   rozpoczął   się   już   dwa   lata   wcześniej,   a   dokładnie   w   1886   roku.   Właśnie   wtedy 
Waggoner napisał na łamach SIGNS OF THE TIMES  serię artykułów na temat Prawa  w liście do Galacjan. 

W   artykułach   tych   wykazał,   że   Prawo   w   tym   liście   było   przede   wszystkim   Prawem   moralnym,  a   nie 
jedynie ceremonialnym.

Jednak twierdzenie to nie spotkało się z życzliwym przyjęciem. Szczególnym przeciwnikiem tego poglądu 

był ówczesny przewodniczący Gen. Konf. - George Butler, który w reakcji na nauki Waggonera, wydał w 

background image

1887 roku napisaną przez siebie prawie stustronicową broszurę "PRAWO W LIŚCIE DO GALACJAN".

Gdy Ellen White przeczytała tę broszurę napisała do niego ze Szwajcarii, że ponieważ wykorzystał swoje 

stanowisko,   aby   wykazać   wyższość   swoich   poglądów,   to   teraz   musi   dać   Waggonerowi   możliwość 
publicznej obrony jego stanowiska. I w ten sposób temat prawa w liście do Galacjan stał się głównym 

przedmiotem obrad podczas Gen. Konf. w Minneapolis w 1888 roku, a Waggoner mógł przedstawić to 
poselstwo aż w 11 kazaniach.

Buttler nie mógł osobiście uczestniczyć w obradach, ponieważ zachorował, ale listownie zaapelował do 

delegatów, aby "trzymali się starych podwalin". Na co Ellen White odpisała mu, że nawet nie wiedział 
czym były te "podwaliny".

Pomimo tego jednak Buttler wywarł spory wpływ na stosunek delegatów do tego, co w Minneapolis mówił 

Waggoner. Świadczyć o tym może choćby wypowiedź jednego z uczestników tej konferencji - pastora Mc 
Reynoldsa:

"Udałem się na obrady generalnej konferencji sympatyzując z bratem Buttlerem i czując uprzedzenie w 

stosunku do Waggonera.   Z zeszytem i ołówkiem w dłoni słuchałem herezji i byłem gotów zwalczać i 
przeciwstawiać się każdemu słowu, które zostało wypowiedziane. Jednak w miarę słuchania, odnosiłem 

coraz większe wrażenie, że poselstwo Waggonera bardzo różniło się od tego, czego oczekiwałem. 
Już pod koniec jego drugiego kazania, gotów byłem przyznać, że to co mówił było zgodne z prawdą, i że 

swoją postawą nie okazywał on żadnej wrogości czy opozycji. 
Gdy zaś kończył czwarte czy piąte wystąpienie, czułem się jak skruszony i poddany Bogu grzesznik".

Jak to  wynika z treści tego wyznania,  głównym powodem tego,  że większość  delegatów  odrzuciła  to 

poselstwo było uprzedzenie i fałszywe mniemanie, że poselstwo to miało podważyć autorytet Dekalogu 
oraz 4-go przykazania.

Przedstawiona   w   Minneapolis   Prawda,   która   jest   w   Chrystusie,   której   przyjęcie   miało   stanowić   dla 
Kościoła ogromne błogosławieństwo, niestety nie została właściwie przyjęta, i to pomimo tego, że miała 

stanowcze i jednoznaczne poparcie ze strony Ellen White. 
Prześledźmy teraz kilka spośród ogromnej ilości jej zdumiewających wypowiedzi na ten temat:

"Odrzucając poselstwo dane w Minneapolis popełniono grzech... Cały wszechświat był świadkiem tego, jak 

znieważony został Jezus Chrystus reprezentowany przez Ducha Świętego. Gdyby Chrystus stanął przed 
nimi (tymi, którzy odrzucili poselstwo), potraktowaliby Go tak samo, jak potraktowali Chrystusa Żydzi!". 

(SPECIAL TESTIMONIES TO THE REVIEW AND HERALD OFFICE 1896, p. 16-17)

“Pan pracuje przez braci Jonesa i Waggonera. Ci bracia mają poselstwo od Boga. Jeśli akceptujecie to 
poselstwo akceptujecie Chrystusa".

Naoczny świadek tych wydarzeń, brat J. S. Washburn opowiadał o zachowaniu E. White w czasie gdy 

przemawiał   Waggoner.   Brat   ten   wyznał,   że   pamiętał   jak   siedząca   w   pierwszym   rzędzie   Ellen   White 
słuchając Waggonera była  bardzo podekscytowania i stale mówiła "Amen! Bracia! W tym jest wielkie 

światło!"

Później o poselstwie przedstawionym przez Waggonera powiedziała:

"Kiedy to przedstawił, każde włókno mojego serca powiedziało amen!".

22 listopada 1892 roku (4 lata po Minneapolis) na łamach REVIEW AND HERALD, pojawiła się niezwykła, 

a nawet szokująca wypowiedź Ellen White:

"Znajdujemy   się   w   czasie   próby,   ponieważ   głośne   wołanie   trzeciego   anioła   (z   Apokalipsy   18,1)   już 
rozpoczęło   się   w   objawieniu   sprawiedliwości   Chrystusa,   przebaczającego   grzech   Odkupiciela.   Jest   to 

początek światła tego anioła, którego chwała wypełni całą ziemię".

Równie wielkie wrażenie do dzisiaj wywiera na adwentystach wiadomość, jaką siostra White przesłała z 

Australii   5   lat   po   konf.   w   Minneapolis.   Wiadomość   ta   została   odczytana   podczas   obrad   Generalnej 
Konferencji w 1893 roku:

"Siostra White mówi, że od zgromadzenia w Minneapolis znajdujemy się w czasie wylania Ducha Świętego 

w późnym deszczu!".

background image

Te szokujące słowa zapisane są w biuletynie Gen. Konf. z 1893 roku na str. 377.

W tym samym biuletynie, ale na stronie 419, możemy przeczytać inną jej niezwykłą wypowiedź:

"Pan mógł przyjść do tej pory, gdyby nasi bracia zechcieli otworzyć swoje serca i przyjąć poselstwo z 
1888 roku!".

Świadczy to o tym, że gdyby prawda ta została należycie przyjęta wówczas doszłoby do pełnego wylania 

Ducha Świętego, a w konsekwencji do powtórnego przyjścia Chrystusa.
Godne uwagi jest również to, że także rząd USA nigdy nie był tak bliski wydania PRAWA NIEDZIELNEGO, 

jak  właśnie  w   tamtym  czasie.  Politykiem,  który  za   wszelką   cenę  dążył   wówczas  do  wydania   dekretu 
nakazującego w Stanach Zjednoczonych święcenie niedzieli był senator Blaire.

Wygląda na to, że w tamtym czasie koniec był bliżej niż nawet dzisiaj!

Niestety, nie ma najmniejszych wątpliwości, że zarówno podczas samej konferencji w Minneapolis, jak i 
później poselstwo to nie zostało przyjęte w dostatecznym stopniu, w wyniku czego Bóg zmuszony był 

wycofać wielkie błogosławieństwo, jakim miało być wylania Ducha Świętego.

Dlaczego tak się stało? Jaki był tego powód? 
Czemu ta cudowna Prawda, która jest w Chrystusie nie została w należyty sposób doceniona przez wielu 

ówczesnych adwentystów?

Jeden   z   najważniejszych   powodów   podany   został   w   książce   "TESTIMONIES   TO   MINISTERS" 
("ŚWIADECTWA DLA KAZNODZIEJÓW"), na str. 92 i 93:

"Wielu zgubiło wizję Jezusa. Przez lata Kościół patrzył na człowieka, a nie na Chrystusa".

Kazania   Waggonera   natomiast   skupiały   się   na   Chrystusie.   Siostra   White   określiła   je   mianem 
"niezrównanych   uroków   Chrystusa".   Wielu   jednak   delegatów   czuło,   że   Waggoner   mówił   za   dużo   o 

Chrystusie. "To ważne, aby mówić o Chrystusie" - twierdzili, "ale obecną prawdą jest IV Przykazanie i jeśli 
nie będziemy tego podkreślać, ludzie pomyślą, że mogą dostać się do nieba bez soboty".

Po zakończeniu obrad Generalnej Konferencji w Minneapolis, E. White wraz z Waggonerem i Jonesem 

wspólnie głosili to poselstwo po całych Stanach Zjednoczonych. 

Niestety, trzy lata po Minneapolis przywódcy Kościoła zdecydowali się wysłać ją do Australii, a niedługo 
potem Waggonera do Anglii. 

W 1896 roku E. White napisała z Australii do ówczesnego przewodniczącego Generalnej Konferencji - 

brata Olsena, że jej oraz Waggonera wyjazd ze Stanów Zjednoczonych nie był zgodny z Bożym planem:

"Pan nie chciał naszego wyjazdu z Ameryki. Nie objawił, że mam wyjechać z Battle Creek... Jednakże tak 
bardzo dążono do tego, byśmy wyjechali, że pozwolił na to... Pan pracowałby dla Australii wykorzystując 

inne osoby, a w Battle Creek pozostałby silny wpływ... To nie Pan do tego doprowadził i nie podobało Mu 
się to, ponieważ On postawił nas u steru w Battle Creek".

Niestety smutną prawdą jest też to, że ci dwaj kaznodziejowie - Waggoner i Jones, przez których Pan 

pragnął przekazać swojemu ludowi to wspaniałe poselstwo, po pewnym czasie oddalili się od Kościoła. 
Uważa się, że ich odstępstwo miało też związek ze zwiedzeniem "ALFA" i panteizmem, zainicjowanym 

przez doktora Kelloga.

Fakt ten wykorzystywany jest również dzisiaj przez wiele osób, które sugerują, że z tego powodu lepiej 
byłoby nie interesować się zanadto tym poselstwem. 

Ale nawet jeśli prawdą jest, że ci dwaj kaznodziejowie w późniejszym czasie ulegli zwiedzeniu, to czy to 
oznacza, że mamy odrzucić poselstwo z Minneapolis? 

Czy to jest równoznaczne z tym, że poselstwo to nie pochodziło od Boga?

Oto jakie zdanie ma na ten temat sama siostra White. Wypowiedź ta pochodzi z listu S 24, napisanego w 
1892 roku:

"Jest całkiem możliwe, że bracia Jones i Waggoner mogą zostać pokonani przez pokusy wroga. Ale nawet, 

jeśli tak się stanie, to nie będzie to oznaczać, że nie mieli oni poselstwa od Boga".

background image

A zatem, również dzisiaj poselstwo to jest nadal aktualne i naszym zadaniem jest zapoznanie się z nim i 
przyjęcie z wdzięcznym sercem. 

Niestety niemało jest wśród nas takich, którzy zapoznając się z historią związaną z Minneapolis mają 

tendencje do popadania w skrajności.   Jedni twierdzą, że w ogóle nie powinniśmy zaprzątać sobie tym 
głowy, a nawet potępiają tych, którzy przejawiają pewne zainteresowania w tym kierunku. Inni natomiast 

wpadają w drugą skrajność i skupiają się na krytyce. Często z powodu swojej nadgorliwości wpadają w 
konflikt z pastorem i zborem, a gdy już diabłu uda się ich zniechęcić, wtedy stara się on związać ich z 

przedstawicielami różnych odstępczych społeczności, którzy wykorzystują historię związaną z konferencją 
w  Minneapolis, aby wykazać, że Kościół Adwentystów jest Babilonem. 

Jednakże z wypowiedzi Ducha Proroctwa wynika, że każdy, kto pozwala sobie na taką krytykę i posądza 

Boży Kościół Ostatków o odstępstwo, wydaje w ten sposób jedynie świadectwo o tym, że sam wpadł w 
szatańską pułapkę i uległ zwiedzeniu:

"Jeśli   ktoś   odłącza   się   od   strzegącego   przykazań   i   zorganizowanego   ciała   ludu   Bożego,   gdy   zaczyna 

oceniać ten Kościół swoją własna miarą i zaczyna wypowiadać osąd przeciwko niemu, wtedy możecie 
wiedzieć, że Bóg go nie prowadzi". (3 SM 18; 1893)

Diabeł chce, abyśmy koncentrowali się na wszystkim, tylko nie na prawdziwej ewangelii, bo wie, że tylko 

przez jej przyjęcie możemy odnieść  nad nim zwycięstwo, gdyż ewangelia jest mocą Bożą.  

Dlatego   wróg   ewangelii   stara   się   owładnąć   nasze   umysły  różnymi   często   nawet   bardzo   atrakcyjnymi 
tematami, jak np. to czy Bóg zabija, bo wie, że dzięki temu może odwrócić nasza uwagę od prawdy, 

której przyjęcie prowadzi do wylania Ducha Świętego. Przed takim sprytnym diabelskim zwiedzeniem 
przestrzega nas też siostra White:

"Nie pozwólcie, aby wasze umysły wskutek studiowania teorii odwróciły się od najważniejszego tematu - 

sprawiedliwości Chrystusa". REVIEW AND HERALD,  5. 04. 1892

Najważniejszym tematem jest "sprawiedliwość Chrystusa", a nie to czy Bóg zabija, nie dajmy się więc 
diabłu   odwieść   od   najważniejszego  zagadnienia   -   sprawiedliwości   Chrystusa   i   nie   pozwólmy,   by  stale 

zaprzątał nasz umysł jakąś "teorią", tym bardziej, że w żaden sposób nie można jej nawet uzasadnić w 
oparciu o jasne wypowiedzi Pisma Świętego. Wystarczy, że Biblia mówi, iż "Bóg jest miłością", i że uczynił 

wszystko, aby zbawić każdego człowieka i "nie ma upodobania w śmierci" kogokolwiek:

Ezech. 33:11
"Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - nie mam upodobania w śmierci bezbożnego, a raczej, by się 

bezbożny odwrócił od swojej drogi, a żył. Zawróćcie, zawróćcie ze swoich złych dróg! Dlaczego macie 
umrzeć?"

Bez względu na to czy będziemy uważać, że Bóg sam unicestwi niepokutujących grzeszników, czy uczyni 

to wydając polecenie swoim aniołom, lub odbierając tchnienie życia, albo objawiając swoją chwałę, czy 
cofając wiążącą kwarki i atomy w naszych ciałach moc, sprawiając że te cząsteczki eksplodują, zabijając 

tych, którzy uparcie odrzucają Bożą łaskę, to i tak stanie się to za Jego przyzwoleniem! 
Słowo Boże zachęca nas do tego, byśmy koncentrowali się raczej na stwierdzeniu, że "Bóg jest miłością", 

poprzestając   na   tym,   że   niepokutujący   grzesznicy   zginą   na   zawsze,   nie   dlatego   że   Bóg   ich   przestał 
miłować, bo "agape nigdy nie ustaje", ale dlatego że to właśnie Jego miłość i sprawiedliwość nie może 

pozwolić im żyć w grzechu na zawsze, i że jest  tak zarówno ze względu na ich własne dobro, jak i dobro 
całego wszechświata.  

Unikajmy zatem takich niepotrzebnych dyskusji, na temat, którego nie podejmuje ani Pismo Święte, ani 

Duch Proroctwa. Osoby, które zaangażowały się w niepotrzebne dyskusje na ten kontrowersyjny temat 
zawsze spotykają się z opozycją ze strony współwyznawców, co sprawia, że niewiele trzeba, aby zaczęły 

dochodzić do wniosku, że ci, którzy się z nimi nie zgadzają są "Babilonem".

W 1913 roku, czyli zaledwie dwa lata przed swoją śmiercią siostra White napisała: 

"Zachętą i błogosławieństwem było dla mnie uświadomienie sobie, że Bóg Izraela ciągle prowadzi swój 
lud, i że stale będzie z nim aż do końca". (LS 437, 438;  remarks to 1913 General Conference session)

Jak długo Pan pozostanie z tym Kościołem?

"Aż do końca".

Syn Ellen White, Willy niedługo przed śmiercią matki zapytał ją o przyszłość naszego Kościoła, oto jakiej 

background image

udzieliła mu odpowiedzi:

"Bóg   nie   pozwoli,   aby   ta   denominacja   dopuściła   się   takiego   odstępstwa,   że   zaistniałaby   konieczność 

powołania innego kościoła". (Letter, May 23, 1915)

Również z innej wypowiedzi siostry White wynika, że pomimo błędów popełnionych w przeszłości, Pan nie 
opuścił i nie opuści nas, ale "uleczy rany swego ludu":

 "Chcę, aby każdy z was o tym pamiętał, że Bóg powiedział, iż On uleczy rany swego ludu". (GCB 1901, 

pp. 463, 464)

A   zatem,   świadectwo   Ellen   White   w   tej   sprawie   jest   jasne   i   wyraźnie   świadczy   o   tym,   że   pomimo 

opieszałości w przyjęciu poselstwa z Minneapolis i pomimo jakichkolwiek innych potknięć, Bóg nigdy nie 
odrzuci   tego   Kościoła   i   wszyscy,   którzy   go   krytykują,   utożsamiają   go   z   Babilonem   i   opuszczają   ten 

Kościół, wydają w ten sposób jedynie świadectwo, że sami ulegli zwiedzeniu i że tak naprawdę nigdy nie 
umiłowali tego kościoła, bo gdyby tak było, to jak napisał w pierwszym swoim liści apostoł Jan "byliby 

pozostali z nami":

 1 Jan. 2:19:
"Wyszli spośród nas, lecz nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, byliby pozostali z nami".

DOM ZE ZŁOTYMI OKNAMI

Pewien chłopiec wychowywał się w biednym domu, a jego rodzice byli rolnikami. Codziennie rano chłopiec 

budził się, gdy jeszcze było ciemno i pomagał ojcu wydoić krowy. Następnie wychodził na dwór i gdy 
wschodziło słońce zwracał swój wzrok na zachód, gdzie w oddali na wzgórzu malował się przed nim widok 

pięknego domu ze złotymi oknami. Im dłużej obserwował ten dom, tym bardziej pragnął kiedyś w nim 
zamieszkać, a przynajmniej zobaczyć go z bliska. 

Chłopiec długo o tym marzył, aż w końcu, któregoś dnia, gdy miał 12 lat, ojciec powiedział do niego: 
"Synu, razem z matką doceniamy to, że starasz się pomagać nam w pracy i doszliśmy do wniosku, że 

należy ci się dzień odpoczynku. Odpocznij więc sobie jutro, a my z pewnością poradzimy sobie jakoś 
sami". 

Następnego dnia rano, chłopiec wstał później niż zwykle i gdy wyszedł na dwór, akurat wschodziło słońce, 
i gdy spojrzał na zachód, ponownie jego oczom ukazał się w oddali widok pięknego domu ze złotymi 

oknami, i po chwili wiedział już, co zrobi. 
Zabrał   ze   sobą   trochę   jedzenia   i   wyruszył   w   stronę   domu   ze   złotymi   oknami.   Ale   kiedy   po   dłuższej 

wędrówce wszedł na wzgórze, na którym znajdował się ten dom, zaskoczony zauważył, że okna tego 
domu nie były ze złota. 

Zapukał więc do drzwi, i gdy stanęła przed nim właścicielka, chłopiec zapytał: "Przepraszam panią, czy to 
jest dom ze złotymi oknami?".

"Przykro mi chłopcze" - odparła gospodyni - "ale to nie jest dom ze złotymi oknami. Jeśli jednak zechcesz 
trochę poczekać, to pokażę ci gdzie znajduje się taki dom".

I   gdy   słońce   zaczęło   zachodzić,   kobieta   wyprowadziła   chłopca   na   dwór   i   wskazując   ręką   na   wschód 
powiedziała: 

"Widzisz ten dom, tam w dole? To właśnie jest dom ze złotymi oknami".
Gdy chłopiec spojrzał na wschód, znów zobaczył ten dom, dom ze złotymi oknami. Po chwili jednak, 

zaskoczony uświadomił sobie, że dom ze złotymi oknami, to jego własny rodzinny dom.

Dom   ze   złotymi   oknami,   dom   Bożej   Prawdy,   dom   Bożych   błogosławieństw,   nie   znajduje   się   w   innej 

społeczności, innej rodzinie, innym kościele i nigdy nie znajdzie się w innym miejscu. Dom ze złotymi 
oknami był jest i będzie do końca tu, w tym Kościele, w tej społeczności, bo tu - w tym "domu" - są ci, 

którzy "zachowują przykazania Boże i mają świadectwo Jezusa", którym jest "duch proroctwa". (Obj. 
12:17; 19:10)

Skoro więc znaleźliśmy już ten dom, Boży dom prawdy, to nie szukajmy innego, bez względu na to jak 

bardzo atrakcyjny będzie się on nam wydawał.

Może   ten   nasz   dom   nie   jest   jeszcze   w   pewnym   sensie   doskonałym   domem,   bo   ci,   którzy   w   nim 
przebywają popełniają błędy. Może ten dom wymaga "remontu" i duchowej a nawet fizycznej odnowy, 

może jego okna nie są jeszcze ze złota i brakuje w nim miłości, ale to jest ten dom - Boży dom ze złotymi 
oknami, bo w nim odbijają się złote promienie związanej z prawdą sprawiedliwości i miłości Chrystusa. 

Nie zapominajmy zatem o tym, że:

background image

"Bóg Izraela ciągle prowadzi swój lud i stale będzie z nim aż do końca". (LS 437, 438;  remarks to 1913 
General Conference session)

"Chcę, aby każdy z was o tym pamiętał, że Bóg powiedział, iż uleczy rany swego ludu". (GCB 1901, pp. 

463, 464)

Możemy mieć zatem pewność, że w końcu poselstwo z Minneapolis zwycięży.

Nie   tak  dawno,  zostałem  zaproszony  do  Chełma  Lubelskiego,   aby  poprowadzić   tam   cykl  wykładów  o 
zdrowiu. Niestety w Warszawie utknąłem w korku, ale w pewnym momencie zwróciłem uwagę na jadący 

powoli przede mną od dłuższego czasu samochód, a szczególnie na jego dziwny numer rejestracyjny: 
WIN 1888  (czyt. "wu, i, en"). W języku angielskim te trzy litery "WIN" (czyt. "łin") dosłownie oznaczają 

"zwyciężać". Odebrałem więc to jako znak od Pana i obietnicę, że poselstwo z 1888 roku, czyli PRAWDA, 
KTÓRA JEST W CHRYSTUSIE wkrótce zwycięży!

Jednak, aby tak się stało, musimy należycie tę Prawdę docenić, skupić na niej swoją uwagę i zaprzestać 
wszelkiej   krytyki,   ale   postąpić   zgodnie   z  oficjalnym   oświadczeniem,   jakie   w   tej   sprawie   wystosowała 

RADA (naszego) KOŚCIOŁA w 1976 roku. Oto treść tego oświadczenia, które zatytułowano "ERA 1888 
ROKU":

"Po wnikliwym  przeglądzie ery  1888  roku  doszliśmy do  wniosku,  że  był  to  czas  nieporównywalny  do 

żadnego   innego   okresu   w   historii   naszego   Kościoła.   Pan   faktycznie   obdarował   swój   lud   początkiem 
późnego deszczu oraz głośnego wołania w objawieniu sprawiedliwości Chrystusa - wybaczającego grzechy 

Odkupiciela.
Stosunek   oraz   duch   okazany   przez   zbyt   wielu   w   tamtym   czasie,   zmusiły   Boga   do   wycofania   tego 

szczególnego błogosławieństwa.
Nic   nam   nie  da   spieranie   się  o  to,   ilu   odrzuciło  czy  przyjęło   wtedy  to   poselstwo.   Musimy  uznać,   że 

ogromne błogosławieństwo, jakim Bóg chciał obdarzyć Kościół w tamtym czasie nie zostało przyjęte.
W świetle zatem tych historycznych faktów, szczególną naszą troską powinno być usunięcie wszelkich 

przeszkód, które stoją na drodze Bożych obietnic oraz mocy i przez pokutę, wiarę, ożywienie i reformację 
musimy oczyścić drogę, aby Pan mógł dokonać swego dzieła dla nas i przez nas".

Niestety, to co mówił Waggoner w czasie obrad Generalnej Konferencji w Minneapolis nie zostało oficjalnie 

spisane. Jedynie jego żona notowała treść jego wystąpień i na podstawie tych notatek potem napisał on 
książkę "CHRYSTUS I JEGO SPRAWIEDLIWOŚĆ", która została wydana w 1890 roku, a więc zaledwie dwa 

lata po Minneapolis.

Druga książka, która została napisana przez niego nieco później nosiła tytuł "GLAD TIDINGS" (RADOSNE 
WIEŚCI) i stanowiła komentarz do listu do Galacjan.

Niestety ta druga książka została napisana przez Waggonera ok. 1900-go roku (12 lat po Minneapolis), w 
czasie kiedy Waggoner znajdował się już pod wpływem Kelloga i panteizmu. Znam nawet kaznodziejów, 

którzy mieli możliwość czytać oryginalne wydanie tej  książki i faktycznie znaleźli w niej jeden fragment 
skażony panteizmem i usunęli go. 

Osobiście miałem przywilej przeczytać obie te książki i niewątpliwie zawierają one wspaniałe poselstwo 

Ewangelii na podstawie listu do Galacjan i Rzymian.

Jednak, nie ulega wątpliwości, że w obecnym czasie, Bóg powołał kaznodziejów, których obdarzył nie 
mniejszym światłem i mądrością odnośnie tego zagadnienia. 

Jednym   z   takich   pastorów   jest   niewątpliwie   Jack   Sequeira,   którego   miałem   przyjemność   słuchać 

kilkakrotnie podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, między innymi na Uniwersytecie Andrewsa. 

Pastor   Sequeira   zawsze   był   i   jest   lojalnym   członkiem   naszego   kościoła.   Ukończył   studia   na   Newbold 
Collage   i   Uniwersytecie   Andrewsa.   Przez   17   lat   pracował   jako   misjonarz   w   Ugandzie,   Kenii   i   Etiopii. 

Ostatnio służył kościołowi jako starszy pastor w adwentystycznym zborze "Capital Memorial Church" w 
Waszyngtonie,   a   obecnie   znajduje   się   na   emeryturze.   Nie   przeszkadza   mu   to   jednak   w   szerzeniu 

ewangelii nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale w wielu krajach świata, do których obecnie jest stale 
zapraszany. 

Serię następnych 5 wykładów zatytułowanych "PRAWDA, KTÓRA JEST W CHRYSTUSIE", które z Bożą 

pomocą   będę   mam   przywilej   przedstawić,   przygotowałem   na   podstawie   przede   wszystkim   listu   do 
Rzymian, biorąc też pod uwagę treść poselstwa z 1888 roku oraz liczne wypowiedzi Ducha Proroctwa. 

Jednak     większość   wykorzystanych   podczas   tego   cyklu   wykładów   komentarzy   pochodzi   głównie   z 

background image

wykładów i pisemnych materiałów, których autorem jest właśnie pastor Jack Sequeira. Posłuchajmy teraz 

fragmentu jednego z prowadzonych przez niego wykładów, w których miałem przyjemność uczestniczyć 
osobiście, i które zostały zarejestrowane na kasetach audio:

"Pod  koniec mojego pobytu  na  Uniwersytecie Andrewsa, jeden z przyjaciół skierował moją  uwagę na 

poselstwo o usprawiedliwieniu z wiary, które Pan przekazał swojemu ludowi w 1888 roku. Prawda ta 
wywarła na mnie ogromne wrażenie, do tego stopnia, że od tamtej pory większość czasu poświęcałem na 

to wszystko, co mogło mi pomóc w lepszym jej zrozumieniu i modląc się o to, by Pan pomógł mi też w 
zwiastowaniu tej cudownej prawdy. 

W   1973   roku,   niedługo   po   ukończeniu   studiów   na   Uniwersytecie   Andrewsa   udałem   się   do   Etiopii.   I 

zaledwie   kilka   dni   po   przyjeździe,   zatelefonował   do   mnie   przewodniczący   Kościoła   w   tym   kraju   i 
powiedział,   że   adwentyści   posiadają   w   Etiopii   własną   wyższą   uczelnię,   ale   z   powodu   finansowych 

problemów zmuszeni byli przyjąć do niej także studentów, którzy nie są adwentystami, co doprowadziło 
do tego, że nieadwentyści stanowili aż 75% wszystkich studentów na tej uczelni. Rodzice tych studentów 

byli bardzo bogatymi ludźmi. Niestety, młodzież ta była szczególnie niesforna i buntownicza, a czasami 
nawet niebezpieczna dla otoczenia. Z tego powodu ci studenci zostali wcześniej wyrzuceni z państwowych 

szkół. Więc rodzice posłali ich do naszej szkoły w nadziei, że może adwentystom uda się ich zmienić. Ci 
młodzi ludzie jednak, nie mieli najmniejszego zamiaru zmieniać się i okazywali niechęć do wszystkiego, 

co miało związek z religią. Z tego powodu, podczas trwania tygodnia modlitwy doszło nawet do otwartego 
buntu z ich strony. Przewrócili do góry nogami dwa należące do uczelni samochody oraz trzy motocykle i 

podpalili   je.   Nie   chcieli,   aby   ktokolwiek   przymuszał   ich   do   udziału   w   nabożeństwach   czy   wykładach 
biblijnych.  

Po tym incydencie, dyrekcja postanowiła na pewien czas zamknąć szkołę. Jednak niedługo potem rząd 

zmusił kierownictwo szkoły do ponownego jej otwarcia, a nawet przyjęcia tych buntowniczych studentów, 
tych samych, którzy spalili samochody i motory. Dyrektor więc, razem z nauczycielami, zastanawiali się 

czy nie lepiej byłoby w tej sytuacji zrezygnować z tygodnia modlitwy. W końcu jednak powiedzieli: To jest 
przecież adwentystyczna uczelnia i nie możemy rezygnować z tygodnia modlitwy. Tym razem jednak, do 

prowadzenia tych spotkań poprosimy któregoś z krajowych kaznodziejów, a nie zagranicznych, jako że 
wcześniej głównym mówcą podczas tych nabożeństw był pastor z Kanady. Kiedy nasz człowiek będzie 

przemawiał - powiedzieli - z pewnością go nie skrzywdzą. 

Tak   więc   wybrano   mówcę,   ale   niestety   dwa   dni   przed   rozpoczęciem   tygodnia   modlitwy   człowiek   ten 
rozmyślił   się,   gdyż   obawiał   się,   że   tym   razem   spalony   zostanie   jego   samochód.   W   tej   sytuacji, 

przewodniczący kościoła desperacko szukał kogoś, kto zechciałby go zastąpić. Ta zbuntowana młodzież 
jednak była tak niebezpieczna, ze nikt nie chciał podjąć się takiego ryzyka. W końcu skontaktował się ze 

mną, prosząc o poprowadzenie tych nabożeństw. Zanim jednak dałem mu odpowiedź, pomodliłem się, 
mówiąc: Panie, Ty powiedziałeś w liście do Rzymian, że ewangelia jest Twoją mocą. Proszę więc, abyś 

teraz pokazał, że tak jest. Ty dałeś mi poznać tę cudowna prawdę, a teraz pozwól mi wypróbować jej moc 
na tych zbuntowanych młodych ludziach. 

Natychmiast po tej telefonicznej rozmowie wsiadłem w samolot i niedługo potem znalazłem się w Addis 

Abeba. Na lotnisku czekało na mnie kilku misjonarzy, którzy powiedzieli mi, że postąpiłem nierozsądnie 
zgadzając się na to. Wtedy odparłem: Tak, macie rację, to faktycznie wygląda na niemądrą decyzję, 

dlatego ma do was prośbę, jeśli będziecie musieli mnie pochować, pamiętajcie, że lubię mieczyki.

W   końcu   dotarłem   do   tej   uczelni.   Jeszcze   wtedy   nie   wiedziałem   o   tym,   że   pięciu   przywódców   tej 
niesfornej młodzieży przygotowało przed kościołem stos kamieni po to, żeby ukamienować mnie, gdyby 

to, co będę mówił nie przypadło im do gustu. Gdy rozpoczęło się nabożeństwo, cała piątka usiadła w 
pierwszym rzędzie dokładnie przed samą kazalnicą, patrząc mi prosto w oczy. 

I tak rozpocząłem cykl kazań na temat ewangelii na podstawie listu do Rzymian. Ale dzięki Bogu mogłem 
mówić bez przeszkód, a trzeciego stało się nawet coś niezwykłego. Podszedł do mnie jeden z tych pięciu 

przywódców i powiedział: To najwspanialsza nowina, jaką kiedykolwiek słyszałem! Jakiś czas później cała 
piątka przyjęła chrzest i przyłączyła się do naszego kościoła, a ten główny przywódca tej zbuntowanej 

młodzieży   ukończył   nawet   studia   na   Uniwersytecie   Andrewsa   i   pracuje   obecnie   w   kościele   jako 
kaznodzieja". 

To budujące doświadczenie, jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że to, co napisał apostoł Paweł 

w Rzym. 1:16 jest prawdą:
" Albowiem nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, 

kto wierzy".   

Niektórzy sądzą, że w celu przywrócenia porządku i podniesienia poziomu moralności, czy to w rodzinie, 
państwie czy nawet kościele, należy  wprowadzić  więcej  zakazów, nakazów  i bardziej  rygorystycznych 

praw. Ale metoda taka ma więcej wspólnego z komunizmem i dyktaturą niż chrześcijaństwem. Cel ten 

background image

można osiągnąć nie poprzez jakikolwiek przymus czy zewnętrzną poprawę zachowania i powierzchowny 

wzrost moralności wymuszony lękiem przed karą. Dokonać tego może tylko ewangelia, która jest mocą 
Bożą, ewangelia, której przyjęcie prowadzi do narodzenia się z Ducha.

Ta niezwykle ważna zasada w piękny sposób przedstawiona została w książce DROGA DO CHRYSTUSA:

"Wielu   ludzi...   pragnie   żyć   sprawiedliwie   dzięki   własnym   staraniom.   Zaufali   co   prawda   Jezusowi   jeśli 

chodzi o odpuszczenie grzechów, lecz pragną żyć sprawiedliwie jedynie dzięki własnym wysiłkom. Ale 
każda taka próba musi zawieść. Jezus mówi: "Beze Mnie nic nie możecie uczynić"... Tylko przez codzienną 

wspólnotę z Chrystusem, i to w każdej godzinie, możemy wzrastać w łasce... Oddaj Mu siebie, byś mógł 
być   posłuszny   wszystkim   Jego   oczekiwaniom.   W   zamian   musisz   wziąć   wszystko:   Chrystusa   -   pełnię 

błogosławieństw, aby mieszkał w twoim sercu... uzdalniając cię do posłuszeństwa... Każdego dnia poświęć 
się   Panu   na   nowo.   Jemu   powierz   wszystkie   swoje   plany,   by   mogły   być   zrealizowane   lub   zaniechane 

według Jego woli. Możesz więc każdego dnia powierzać swoje życie w ręce Boga, a będzie ono z dnia na 
dzień bardziej odzwierciedlało życie Jezusa". 

Dlaczego   Jezus   Chrystus   jeszcze   nie   przyszedł?   Dlaczego   jest   tak   wielu   ateistów?   Głównym   tego 
powodem jest fakt, że kościół swoim codziennym życiem nie objawia mocy ewangelii!  

Nitzche  - wielki filozof,  który był  ateistą, powiedział takie zdanie adresując  je do chrześcijan:  "Jeżeli 

chcecie żebym uwierzył w waszego Zbawiciela, sami musicie wyglądać na o wiele bardziej zbawionych!"

Odpowiedzią   na   wyzwanie,   które   rzucił   chrześcijaństwu   Nitsche,   może   być   jedynie   narodzenie   się   z 
Ducha, które może nastąpić wyłącznie w wyniku przyjęcia prawdy o zbawieniu przez wiarę w Chrystusa.

W jednym ze swoich kazań Charles Spurgeon opowiadał o tym, jak zaczepił go kiedyś pijany mężczyzna 

wołając:   "To   ty   mnie   nawróciłeś!   To   ty   mnie   nawróciłeś!"   Spurgeon   próbował   go   zbyć,   nie   chcąc 
podejmować z nim dyskusji, ale ten człowiek nadal wołał: "To ty mnie nawróciłeś! To ty mnie nawróciłeś!" 

W końcu zniecierpliwiony Spurgeon powiedział: "Tak, masz rację, to ja cię nawróciłem, bo gdyby dokonał 
tego Duch Święty, nie byłbyś teraz pijany".

Tylko   za   sprawą   Ducha   Świętego   może   nastąpić   prawdziwe   nowonarodzenie,   ale   zanim   to   się   stanie 

musimy poznać, zrozumieć i przyjąć to wszystko, czego Bóg dokonał dla nas w Swoim Synu. I to właśnie 
od właściwego zrozumienia i przyjęcia prawdy, która jest w Chrystusie zależy również to, czy dobry Bóg 

będzie   mógł   w   końcu   obdarzyć   swój   lud   tym   wielkim   błogosławieństwem,   na   które   od   tak   dawna 
czekamy, czyli wylaniem Ducha Świętego.

Musimy być jednak świadomi również i tego, że sprawca zła doskonale wie, że jeśli lud Boży zacznie 

koncentrować się na Prawdzie, która jest w Chrystusie, wtedy doprowadzi to do szybkiego powrotu Syna 
Bożego. Dlatego przeciwnik Ewangelii będzie robił wszystko, żeby tak wpłynąć na Kościół Ostatków, aby 

ci, którzy się w nim znajdują, nadal byli obojętni wobec tej prawdy, albo - jak to było 100 lat temu - 
uznali ją nawet za herezję i sprzeciwiali się jej szerzeniu. 

Właśnie przed taką godną pożałowania postawą względem poselstwa z Minneapolis, czyli wobec Prawdy, 

która   jest   w   Chrystusie,   ostrzega   nas   siostra   White.     Wypowiedź   ta   i   jednocześnie   apel,   pochodzi   z 
"REVIEW AND HERALD" (z 11 marca i 27 maja 1890 oraz 26 lipca 1892 roku). Przeczytam ten fragment 

dosłownie, tak jak został on przetłumaczony w opublikowanej na łamach "Głosu Adwentu" książce Arthura 
Danielsa "CHRYSTUS NASZĄ SPRAWIEDLIWOŚCIĄ" (str. 30):

"Przez niemal dwa lata usilnie wpływaliśmy na ludzi (ma na myśli szerzenie poselstwa z Minneapolis wraz 

z Jonesem i Waggonerem), by przyjęli światło i prawdę dotyczącą sprawiedliwości Chrystusa, lecz oni nie 
wiedzieli, czy przyjąć tę drogocenną prawdę, czy też nie. Stali się więźniami własnych poglądów...

Niektórzy   odwrócili   się   od   sprawiedliwości   Chrystusa,   by   krytykować   ludzi.   Nie   zrozumieli   poselstwa 
trójanielskiego. 

(TERAZ B. WAŻNE!)  Ci, którzy nie zechcą kroczyć w jego chwale nazwą fałszywym światło, które oświeca 
ziemię (2x)... Błagamy was, którzy sprzeciwiacie się światłu prawdy, nie stójcie na drodze ludu Bożego! 

(2x). Niech światło zesłane z nieba świeci im jasnymi promieniami...  Niebo smuci się z powodu duchowej 
ślepoty wielu spośród naszych braci. Pan powołał posłańców (Waggonera i Jonesa) i obdarzył ich swoim 

Duchem...
Niechaj nikt nie podejmuje ryzyka stawania  pomiędzy ludem,  a poselstwem z nieba.  Poselstwo Boże 

przyjdzie do ludzi, a jeśli nie będzie nikogo do głoszenia go, kamienie krzyczeć będą" (2x).

Historia ta miała miejsce w XVIII wieku w Anglii, w czasie, kiedy kraj ten dotknięty był  morem  i wielu 

background image

ludzi z tego powodu umierało. 

Pewien mały chłopiec, w wyniku panującej epidemii stracił już ojca oraz starszą siostrę, a teraz jego 
matka była bliska śmierci. Wiedząc, że mama umiera, chłopiec bardzo zaniepokojony o swoją przyszłość 

ze łzami w oczach powiedział:
"Mamo,   nie   umieraj!   Tata   nie   żyje,   moja   siostra   też   zmarła.   Co   ja   zrobię,   dokąd   pójdę,   jeśli   i   ty 

umrzesz?".
"To prawda synku" - powiedziała matka - "twój tata i siostra nie żyją i ja też niebawem będę musiała 

odejść,   ale   ty   musisz   być   dzielny,   i   nawet   jeśli   zostaniesz   sam,  to   pamiętaj,   że   niedługo   Pan   Jezus 
przyjdzie po ciebie".

Niestety, niedługo potem ta kobieta zmarła i pochowano ją niedaleko domu.
Chłopiec   został   sam   i   bardzo   rozpaczał   po   śmierci   matki.   Następnego   dnia   po   pogrzebie,   bardzo 

przygnębiony, z oczami pełnymi łez, chłopiec poszedł na łąkę, położył się koło grobu matki i zasnął.
Niedługo potem, obok tego miejsca przechodził jakiś mężczyzna, i gdy zobaczył leżącego przy mogile 

chłopca, obudził go i zapytał, co tu robi.
Wtedy chłopiec odparł:

"Niedawno zmarł mój ojciec i starsza siostra, a wczoraj pochowano tu moją mamę i zostałem sam, ale 
zanim mama zmarła, powiedziała żebym się nie martwił, bo niedługo przyjdzie po mnie Pan Jezus".

Kiedy chłopiec to powiedział, zastanowił się chwilę i z uśmiechem dodał:
"Dziękuję, że tak szybko przyszedłeś".

Wtedy ten mężczyzna zabrał chłopca do siebie i zaopiekował się nim.

Powtórne przyjście Jezusa Chrystusa jest z pewnością bardzo bliskie, ale na podstawie historii związanej z 

poselstwem z 1888 roku, możemy powiedzieć, że tak naprawdę, to jak szybko nasz Pan wróci zależy od 
nas samych. 

Zależy   to   od   tego,   czy   w   dostatecznym   stopniu   skoncentrujemy   swoją   uwagę   na   tej   świętej   i 
najważniejszej prawdzie, którą jest "PAN, SPRAWIEDLIWOŚĆ NASZA" (Jer.33,16). 

Jeśli tak się stanie, to z pewnością niebawem nastąpi wylanie Ducha Świętego i wtedy my również, tak 
jak ten chłopiec, będziemy mogli powiedzieć: "Dziękuję Panie, że tak szybko przyszedłeś".

Jako   adwentyści,   jako   ci,   którzy   oczekują   powrotu   Zbawiciela,   powinniśmy   wykazać   znacznie   więcej 
zainteresowania  tym wszystkim, co  może  przyspieszyć  Jego  powtórne  przyjście.  A świadectwo  Słowa 

Bożego   i   Ducha   Proroctwa   są   tak   jasne   i   oczywiste,   że   nie   można   mieć   najmniejszych   wątpliwości 
odnośnie   tego,   co   może   otworzyć   drogę   do   wylania   Ducha   Świętego,   które   poprzedza   powrót   Pana 

Jezusa.   Z   całą   pewnością   możemy   powiedzieć,   że   jest   to   poselstwo   z   Minneapolis   -   nauka   o 
sprawiedliwości wyłącznie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, której owocem jest uświęcone życie, jest to 

prawda, która jest w Chrystusie.

Dlatego nie wystarczy tylko modlić się o wylanie Ducha Świętego, bo jeśli nadal będziemy lekceważyć, 
albo co gorsze, sprzeciwiać się tej prawdzie, wówczas Pan nie może wysłuchać naszych próśb. To tak, 

jakbyśmy szarpiąc klamkę próbowali otworzyć zamknięte na klucz drzwi, zapominając o tym, że klucz 
znajduje   się   w   kieszeni.   Dlatego,   nie   możemy   dłużej   lekceważyć   tego   poselstwa,   a   tym   bardziej 

sprzeciwiać   mu   się,   ale   mamy   je   poznać,   zrozumieć   i   przyjąć   z   wdzięcznym   sercem,   a   wtedy   Pan 
wysłucha naszych modlitw i drzwi zostaną otwarte. 

Jest   jednak   jeszcze   coś,   co   powinniśmy   uczynić   zanim   skoncentrujemy   się   na   tej   prawdzie.   Nasza 

opieszałość   w   przyjęciu   poselstwa,   które   Pan   powierzył   nam   w   1888   roku   powinna   wywołać   w   nas 
skruchę, skłonić do refleksji i ukorzenia się przed Panem  w modlitwie a nawet poście:

Joel. 1:14-15

14. Ogłoście święty post, zwołajcie zgromadzenie, zbierzcie starszych, wszystkich mieszkańców ziemi do 
domu Pana, waszego Boga, i głośno wołajcie do Pana!

15. Ach! Cóż to za dzień! Bo bliski jest dzień Pana, a przychodzi jak zagłada od Wszechmocnego.

Jeżeli  naprawdę pragniemy wylania  Ducha  Świętego  i ożywienia, jeśli  z mocą  chcemy głosić ostatnie 
poselstwo, to najpierw wszyscy powinniśmy ukorzyć się przed Panem i przeprosić, nie tylko za nasze 

osobiste grzechy, ale za grzech związany z opieszałością w poznaniu i akceptacji tej cudownej Prawdy, 
która jest w Chrystusie. 

A jeśli ktoś uważa, że nie musi tego robić, to niech przypomni sobie postawę proroka Daniela, który 
chociaż otrzymał od anioła zapewnienie, że jest mężem "wielce" miłym Bogu, i choć mógł uważać, że to 

inni Izraelici, a nie on powinni korzyć się przed Bogiem i wyznawać grzechy, to Daniel utożsamił się z winą 
całego narodu i błagał Pana, tak jakby on także był winny:

Dan. 9:3-5

3. I zwróciłem swoje oblicze na Pana, Boga, aby się modlić, błagać, w poście, we włosiennicy i popiele.

background image

4. Modliłem się więc do Pana, mojego Boga, wyznawałem i mówiłem: Ach, Panie, Boże wielki i straszny, 

który dochowujesz przymierza i łaski tym, którzy cię miłują i przestrzegają twoich przykazań.
5. Zgrzeszyliśmy, zawiniliśmy i postępowaliśmy bezbożnie, zbuntowaliśmy się i odstąpiliśmy od twoich 

przykazań i praw.

Wszyscy powinniśmy ukorzyć się przed Panem i wołać w modlitwach do Pana tak jak skazany na śmierć 
przez   powieszenie   za   głoszenie   Prawdy   Hieronim   Sawonarola   nawoływał   z   kazalnicy   do   ludu   takimi 

słowami:

"Płacz serce moje, płacz duszo moja, płaczcie oczy moje!
Płaczcie ze mną wszyscy, wielcy i mali, kobiety i mężczyźni, grzeszni i sprawiedliwi".

Gdy tak Sawonarola przemawiał, organy cicho grały żałosną pieśń, a cały lud płakał i bił się w pierś.

Jeśli tak postąpimy, i nie tylko szczerze wyznamy nasze winy, ale też odwrócimy się od nich, usuwając 

wszelkie przeszkody, które stoją na drodze prawdy, to możemy być pewni, że Pan w końcu "zniecierpliwi 
się nad niedolą Izraela", i wreszcie stanie się   to, na co od dawna czekamy - nastąpi wylanie Ducha 

Świętego i powtórne przyjście Naszego Zbawiciela!

Posłuchajmy więc jeszcze raz natchnionej rady i błagalnej prośby, którą Pan kieruje do nas przez siostrę 
White i stańmy w końcu razem, zjednoczeni po stronie tej "drogocennej prawdy":

"Przez   niemal   dwa   lata   usilnie   wpływaliśmy   na   ludzi,   by   przyjęli   światło   i   prawdę   dotyczącą 

sprawiedliwości Chrystusa, lecz oni nie wiedzieli, czy przyjąć tę drogocenną prawdę, czy też nie. Stali się 
więźniami własnych poglądów...

Niektórzy   odwrócili   się   od   sprawiedliwości   Chrystusa,   by   krytykować   ludzi.   Nie   zrozumieli   poselstwa 
trójanielskiego. 

Ci, którzy nie zechcą kroczyć w jego chwale nazwą fałszywym światło, które oświeca ziemię... Błagamy 
was, którzy sprzeciwiacie się światłu prawdy, nie stójcie na drodze ludu Bożego!. Niech światło zesłane z 

nieba   świeci   im   jasnymi   promieniami...     Niebo   smuci   się   z   powodu   duchowej   ślepoty   wielu   spośród 
naszych braci. Pan powołał posłańców (Waggonera i Jonesa) i obdarzył ich swoim Duchem...

Niechaj nikt nie podejmuje ryzyka stawania  pomiędzy ludem,  a poselstwem z nieba.  Poselstwo Boże 
przyjdzie do ludzi, a jeśli nie będzie nikogo do głoszenia go, kamienie krzyczeć będą".

Oby   nikt   z   nas   nie   został   zaliczony   do   grona   tych,   którzy   "stoją   na   drodze   ludu   Bożego,   nazywając 
fałszywym światło, które oświeca ziemię". Usłuchajmy tego wezwania i "nie podejmujmy ryzyka stawania 

pomiędzy ludem Bożym a poselstwem z nieba". Przyjmijmy taką postawę względem prawdy, aby po raz 
kolejny w naszym życiu nie musiało sprawdzać się powiedzenie: "Historia uczy nas, że ludzie niczego nie 

uczą się  z historii", w tym wypadku z historii poselstwa z Minneapolis.  AMEN!