background image

JUDE DEVERAUX

POKOCHAĆ KOGOŚ

Tytuł oryginału Someone to Love

background image

ROZDZIAŁ 1

Margate, Anglia

Dom był ogromny i przeraźliwie brzydki, a Jace właśnie zapłacił za niego cztery i pół 

miliona dolarów.

Kiedy powoli wjeżdżał samochodem przez bramę z kutego żelaza, wstawioną między 

ceglane kolumny zwieńczone kamiennymi lwami, obawiał się tego, co zobaczy. Teraz Priory 

House był jego, ale niewiele pamiętał ze swojej pierwszej i jedynej do tej pory wizyty odbytej 

z pośrednikiem handlu nieruchomościami.

Żwirowa droga kluczyła przez całkiem ładny park. Powiedziano mu, że ogród został 

założony w 1910 roku przez sławnego architekta krajobrazu. Drzewa były duże, krzewy pełne 

kwiatów, dobrze utrzymane, a trawa wręcz idealna. Gdyby Jace był hodowcą koni, ten park 

byłby spełnieniem marzeń.

Zbliżywszy   się   do   wielkiego   dębu,   zatrzymał   samochód   i   wysiadł.   Musi   się 

przygotować do tego, co zobaczy za chwilę.

Jace pożyczył całą kwotę na zakup domu od bogatego wuja. Ponieważ dom był na 

rynku już trzy lata, Jace wiedział, że jeśli kiedyś zechce go sprzedać, będzie to trudne.

Najpierw próbował go wynająć, ale właściciel nie brał tego pod uwagę. Dał jasno i 

wyraźnie do zrozumienia, że chce się pozbyć tej potworności.

- No dobrze - zwrócił się Jace do pośrednika. - Co jest nie tak z tym domem? Poza 

tym, że jest brzydki. - Wyobraził sobie wiecznie zatkaną kanalizację, słaby strumień wody w 

kranie, morderczych sąsiadów. A na sam koniec zgniliznę.

- Zdaje się, że pojawia się tam duch - odpowiedział Nigel Smith - Thompson tonem 

człowieka niewierzącego w takie rzeczy.

- Czyż nie wszystkie stare domy w Anglii są nawiedzane przez duchy? - zapytał Jace.

- Ten duch jest ponoć wyjątkowo uparty.  Pojawia się dość często, a to denerwuje 

właścicieli.

Przeraża ich jak diabli, to miałeś na myśli, uśmiechnął się w duchu Jace.

- Czy to dlatego dom zmieniał tak często właścicieli? Kiedy Jace poprosił wuja o 

pożyczkę na zakup domu, ten przeprowadził małe śledztwo. Od końca dziewiętnastego wieku 

dom nie należał do nikogo dłużej niż trzy lata. Dla wuja wniosek z tego płynął taki, że ten 

Priory   House   jest   złą   inwestycją   i   Jace   nie   powinien   go   kupować.   Jace   nic   na   to   nie 

powiedział, tylko podał wujowi kopertę, którą znalazł w książce należącej do Stacy. Frank 

wyjął zdjęcie domu z koperty, spojrzał na nie i odwrócił. Z tyłu ktoś napisał:  „Znowu jest 

background image

nasz. Na zawsze razem. Do zobaczenia tam 11 maja 2002”.

Chwilę zajęło Frankowi, by pozbierać wszystko do kupy.

- Stacy zmarła...

- Następnego   dnia.  -  Jace   głęboko  wciągnął  powietrze.  -  Dwunastego  maja,  Stacy 

Evans, moja narzeczona, popełniła samobójstwo w pokoju nad pubem w Margate, w Anglii.

Frank podniósł kopertę i spojrzał na stempel.

- To zostało nadane w Margate, ósmego kwietnia. Jace pokiwał głową.

- Ktoś wysłał jej to, zanim wyjechaliśmy do Anglii. Cofnął się myślą do tej podróży, 

która zmieniła jego życie.

Od chwili, kiedy ukończył  college, Jace pracował w rodzinnym  przedsiębiorstwie, 

kupującym i sprzedającym firmy. Tydzień przed ślubem ze Stacy jego wuj Mike, brat Franka, 

zadzwonił   z   informacją,   że   właściciel   angielskiego   zakładu   produkującego   narzędzia 

wycofuje się ze sprzedaży. Gdyby to zrobił, przepadłyby trzy umowy eksportowe, a setki 

ludzi straciłyby pracę. Ponieważ to Jace negocjował umowę, był jedyną osobą, która mogła 

wpłynąć na zmianę decyzji. Powiedział Stacy, że jest mu bardzo przykro, ale musi lecieć do 

Anglii. Obiecał jej, że będzie pracował dzień i noc, i wróci jak najszybciej.

Stacy zaskoczyła go jednak, pytając, czy może z nim pojechać.

- Powiedziałem jej, że to nie jest najlepszy pomysł - ciągnął Jace. - Prawda jest taka, 

że   nie   chciałem   się   dogadywać   z   jej   macochą.   Stacy   była   i   bez   zagranicznej   podróży 

wystarczająco zestresowana.

- Tak, pamiętam - odpowiedział Frank. - Gdy Stacy mówiła, że coś jest białe, wtedy 

pani Evans za wszelką cenę udowadniała, że jest czarne. Wszystko, aby stworzyć problem - i 

zwrócić na siebie uwagę.

Jace zamyślił się. Nie było miłości między młodą, piękną panią Evans a jej pasierbicą, 

niewiele młodszą od macochy, ale za to o wiele piękniejszą - i dużo bardziej elegancką. Stacy 

była   typem   kobiety,   która   mogła   ubrać   się   byle   jak,   a   ludzie   i   tak   by  wiedzieli,   że   ma 

pieniądze i dobre pochodzenie. Jej ojciec był człowiekiem, który zawdzięczał wszystko, co 

miał, ciężkiej pracy, a matka wywodziła się ze starej rodziny: bez grosza, ale ze znanym 

nazwiskiem.

Tuż po śmierci Stacy jej macocha zaprezentowała wielką miłość do pasierbicy, a życie 

Jace'a uczyniła beznadziejnym. Na pogrzebie dała temu wyraz.

- Zabiłeś ją! - krzyczała. - Znalazłeś kogoś lepszego, więc wywiozłeś Stacy z kraju, z 

dala od rodziny, by doprowadzić ją do śmierci.

Oczywiście, wszystko to było nieprawdą, ale raniło mocno. Jace kochał Stacy całym 

background image

sercem, i nie miał najmniejszego pojęcia, czemu Stacy zabiła się zaledwie kilka dni przed 

weselem.

- Sądzisz, że ten dom ma coś wspólnego ze śmiercią Stacy? - zapytał Frank.

- Nic innego nie przychodzi mi do głowy - Jace wstał i zaczął krążyć po pokoju. - 

Minęły trzy lata, a ja wciąż o tym myślę. Ten moment, kiedy siostra Stacy rzuciła mi w twarz 

jej  list pożegnalny i  powiedziała,  że  zabiłem  jej  siostrę,  przypomina  mi  się bez przerwy 

każdego dnia.

- Co na to psychiatra? Jace machnął ręką.

- Zrezygnowałem z chodzenia do niego. Spędziliśmy sześć miesięcy na mówieniu o 

Stacy i mnie. Co takiego jej zrobiłem, nawet tego nie wiedząc, że postanowiła odebrać sobie 

życie? Był sfrustrowany, gdy nie znalazłem nic u siebie, więc zajął się moją rodziną. Kiedy 

wywnioskował,   że   czułem   się   nic   nie   wart,   ponieważ   urodziłem   się   w   bogatej   rodzinie, 

wyszedłem stamtąd. Frank spojrzał twardo na Jace'a.

- Więc teraz, kiedy kupiłeś ten dom, co dalej? Jace ponownie usiadł.

- Nie wiem. Jedyne, co wiem, to że muszę powstrzymać ten ból. - Kiedy spojrzał na 

wuja, jego oczy były tak pełne udręki, że Frank wstrzymał na chwilę oddech. - Przez te trzy 

lata nie dotknąłem żadnej kobiety. Żadna nie była Stacy.

- Nikt tak naprawdę nie wierzy, że to była twoja wina. Myślę, że Stacy musiała być 

niezrównoważona. Ona...

- Wszyscy mi to mówią. - Jace poderwał się, czuł, że rozsadza go złość. - Ale Stacy 

nie była niezrównoważona. Była słodka i zabawna. Potrafiliśmy śmiać się z najgłupszych 

rzeczy. Nie obchodziło jej moje nazwisko. Śmiała się, kiedy magazyn Forbes uznawał nas za 

najbogatszą... - przerwał i przesunął ręką po twarzy. - Przerabiałem to już tysiące razy, w 

myślach i z lekarzem.

- I ze swoją rodziną.

- Tak - odpowiedział Jace. - Z każdym. Wiem, że stałem się nudny i męczący, ale 

mam wrażenie, jakbym się znalazł w środku wirówki. Nie mogę iść w żadną stronę, nigdzie. 

Gdybym mógł to zostawić za sobą, zrobiłbym to. „Zacznij żyć własnym życiem” mówią mi 

wszyscy. - Jace opadł na krzesło. - Gdybym mógł dowiedzieć się, co się stało i dlaczego, 

może poszedłbym dalej.

- A, jeśli odkryjesz coś, co ci się nie spodoba?

- Masz na myśli, że odkryję, iż jestem takim potworem, że gdyby chciała odwołać 

ślub,   nie   zgodziłbym   się?   Albo,   że   jedynym   sposobem,   by   uwolnić   się   ode   mnie,   było 

samobójstwo.

background image

- Nie wierzysz w to tak samo jak każdy, kto cię zna. Co cię tak naprawdę gryzie?

Jace odwrócił na chwilę wzrok, po czym znów zerknął na wuja.

- Muszę   zrozumieć.   Okropność   tego,   co   się   stało,   już   sama   w   sobie   jest   nie   do 

zniesienia, ale zagadkowość tego zdarzenia doprowadza mnie do szaleństwa. Zatrzymaliśmy 

się   ze   Stacy   w   hotelu   w   Londynie.   Pokłóciliśmy   się.   -   Zaczerpnął   głęboko   powietrza.   - 

Powiedziała mi, że nie chce mieć dzieci. Ja zaś miałem głowę zajętą tym, jak przekonać 

właściciela   firmy   do   sprzedaży.   Ten   facet   zażądał   weryfikacji   naszych   zabezpieczeń 

finansowych na siedem lat wstecz. Tak naprawdę myślę, że był snobem i chciał po prostu 

poznać nasze drzewo genealogiczne do siedmiu pokoleń wstecz. Byłem zatopiony w pracy i 

rozpaczliwie starałem się zdążyć na ślub. Stacy musiała powtórzyć dwa razy, nim usłyszałem 

ją, a potem pomyślałem, że żartuje. Powiedziała, że nie chciała mi mówić, ale nie może już 

tego znieść.

Jace znów zaczerpnął głęboko powietrza.

- Nie miałem argumentów. Wszystko, co mówiłem, wydawało się ją złościć. Kiedy 

powiedziałem jej, że może zmienić zdanie, stwierdziła, że uważam ją za osobę, która nie umie 

podjąć decyzji. W końcu zapewniłem ją, że wszystko w porządku i kocham ją tak mocno, 

nawet jeśli nie będziemy mieć dzieci, będzie dobrze. Wtedy zaczęła płakać i wybiegła z 

pokoju. Myślałem, że wyszła na spacer, by się uspokoić. Nie wiedziałem o tym, że wynajęła 

samochód.

Jace przerwał, wyczerpany opowiadaniem znów tej samej historii. Kiedyś zgodził się 

nawet na hipnozę, w nadziei, że pamięta coś więcej z tamtej nocy, ale i to nic nie dało.

Następnego ranka Jace obudził się i odkrył, że Stacy nie wróciła. W tamtej chwili był 

bardziej   zły   niż   zmartwiony,   więc   spędził   dzień   z   właścicielem   fabryki.   Wieczorem, 

zmęczony   po   ciężkim   dniu,   wrócił   do   hotelu   i   odkrył,   że   Stacy   nadal   nie   ma.   Wtedy 

zadzwonił na policję.

W tym samym czasie, w Stanach Zjednoczonych, siostra Stacy została powiadomiona 

przez angielską policję o samobójstwie. Stacy połknęła całe opakowanie pigułek nasennych. 

W torebce miała paszport, a w nim nazwisko jej siostry jako osoby do powiadomienia w razie 

śmierci.

Jace'owi nie pozwolono zbliżyć się do ciała Stacy, a policja patrzyła na niego tak, 

jakby to on ją zamordował. W ciągu trzech dni Jace zmienił się ze szczęśliwego mężczyzny 

oczekującego ożenku w człowieka zaszczutego przez rodzinę swojej narzeczonej.

Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. Spał, jadł, nawet czasem pracował, ale tak 

naprawdę nie żył. Pytania „Dlaczego tak się stało” i „Co się stało” nawiedzały go nieustannie. 

background image

Robił wszystko, co mógł, by pozbyć się wątpliwości, jakie nim targały, ale nie był w stanie. 

Umówił się nawet na kilka randek, ale to nie było nic ważnego. Był przesadnie miły, ale 

pierwsza randka nigdy nie prowadziła do następnej.

Jace miał wrażenie, że ze Stacy stanowią szczęśliwą parę. Wydawało mu się, że nie 

mają   przed   sobą   sekretów.   Stacy   pracowała   jako   sekretarka   w   starej,   uznanej   firmie 

prawniczej w Nowym Jorku, i za zgodą szefów niemal sama prowadziła biuro. Wiedziała, 

gdzie są wszystkie akta, i pamiętała wszystkie daty. Wszyscy młodzi prawnicy próbowali się 

z nią umówić na randkę, ale ona odmawiała. Uśmiechała się wdzięcznie i mówiła, że kiedy 

spotka tego jedynego, będzie wiedziała.

I tak właśnie się stało. Jace wszedł do pokoju zarządu, z walizką pełną papierów 

dotyczących   budynku   w   Greenwich   Village,   który   kupowała   jego   firma,   rozejrzał   się   i 

zobaczył ją. Rozdawała każdemu dokumenty, ale, spojrzawszy na Jace'a, wcisnęła je do rąk 

prawnikowi i wyszła z pokoju.

Jace nie mógł się skoncentrować. Po raz pierwszy w życiu zgubił wątek i podpisał 

kontrakt,   którego   nie   przeczytał.   Był   nieświadom   uśmieszków   prawników   wokół   niego. 

Wszyscy   próbowali  z   piękną,   elegancką  Stacy,  ale   ona  grzecznie,  ale  stanowczo   mówiła 

„nie”. Teraz widzieli, że dni nietykalnej dziewicy były policzone.

Po   spotkaniu   Jace   stanął   w   pokoju   i   rozglądał   się.  Jakaś   sekretarka   wskazała   mu 

drogę, a on podszedł do jej biurka. Czekała już na niego, ubrana w płaszcz, i wyszli razem na 

lunch.

Od tej pory byli nierozłączni. Rozmawiali i śmiali się, i podczas tych trzech lat poznali 

się nawzajem, a Jace miał wrażenie, że jedno jest częścią drugiego.

A jednak nie. On powiedział jej wszystko, ale wyglądało na to, że Stacy miała sekrety.

Jace spojrzał na wuja Franka.

- Nie mogę pójść dalej, póki nie zrobię wszystkiego, by dowiedzieć się, co się stało i 

dlaczego.

- I uważasz, że ten dom ci w tym pomoże?

- Może   nie   dom,   ale   z   pewnością   ktoś,   kogo   spotkała   tej   nocy.   Stacy   miała   coś 

wspólnego   z   tym   miasteczkiem   i   kimś   stamtąd.   Ludzie   tam   wiedzą   coś,   czego   nie 

powiedzieli.

- Nie mógłbyś zatrudnić...?

- Prywatnego detektywa? Myślałem o tym, ale podejrzewam, że jeśli ktokolwiek obcy 

przyszedłby do tego miasteczka i zaczął zadawać pytania, ludzie zamknęliby się.

- Więc jak zakup tego drogiego, brzydkiego domu, ma ci pomóc?

background image

Jace wzruszył ramionami.

- Może nie pomoże, ale  powiedziałem,  iż piszę książkę  o lokalnej historii.  Pewna 

kobieta, która okradała dyliżanse, mieszkała w tym domu i powiadają, że to ona go nawiedza. 

Pisanie książki pozwoli mi zadawać pytania.

- Bądź ostrożny. Kobieta rozbójnik może okazać się jednym z naszych przodków.

- Żadna z kobiet w naszej rodzinie nie zrobiłaby tego - odpowiedział Jace, niemal się 

uśmiechając.

- Słyszałeś o naszym przodku, którego zwano „Jeździec”, prawda?

- Oczywiście, że tak. - Jace spojrzał uważnie na wuja.

- Pomożesz mi czy nie?

- Nie   możesz   wynająć   domu?   Jace   spojrzał   ostro   na   wuja.   Miał   swoje   pieniądze, 

całkiem   sporo,   ale   były   związane   długoterminową   inwestycją.   Mógłby   zastawić   hipotekę 

firmy, ale jego rodzina wolała trzymać ją u siebie. Jace nie lubił pożyczać pieniędzy, ale nie 

lubił również, kiedy wuj traktował go jak dziecko.

- Dam ci te pieniądze - odparł wuj.

- Pożycz mi. Frank pokiwał głową i spojrzał na zegarek.

- Mam spotkanie. Powiedz mi ile i gdzie, a pieniądze zostaną dostarczone.

Zgodnie   z   danym   słowem,   Frank   przesłał   pieniądze,   a   Jace   spłacił   już   część, 

sprzedając   dom,   który   kupił   dla   siebie   i   Stacy.   Dom   stał   wolny   od   lat,   częściowo 

umeblowany, gotowy na przyjęcie młodej pary. Jace często wspominał dzień, kiedy weszli 

tam pierwszy raz. Przeniósł wtedy Stacy przez próg. Śmiali się i udawali, że ślub już się 

odbył. Pili szampana, siedząc na nowej sofie, którą razem wybrali, i rozmawiali o przyszłości. 

Stacy zaskoczyła  go, mówiąc, że chce wrócić na studia, by skończyć  prawo. Zgodził się 

natychmiast. Podobał mu się pomysł posiadania żony prawnika.

Wrócił   do   rzeczywistości   i   rozejrzał   się   wokół.   Słońce   świeciło   złociście;   piękny 

dzień. Musiał dojechać do domu. Tęsknił za swoją rodziną, za ich zrozumieniem i wysiłkami, 

by go rozweselić. Przez wszystkie te lata od śmierci Stacy nigdy go nie zawiedli. Zawsze 

słuchali i próbowali zrozumieć. Ale wiedział, że przesadza. Ile razy można przechodzić przez 

to samo? Jak długo może stać w miejscu? Ostatnio wuj Mike powiedział mu, że musi iść do 

przodu albo umrzeć.

- Czy tego chcesz? - zapytał Mike ze złością w oczach.

- Czy aż tak uwielbiałeś Stacy, że chcesz z nią umrzeć? Jace nie mógł spojrzeć w oczy 

wujowi i zdał sobie sprawę, że musi coś zrobić. Dobrze czy źle, ale musi. Kilka dni później, 

szukając jakiejś książki, znalazł książeczkę w miękkiej oprawie, która wypadła z tyłu półki. 

background image

Wciąż mieszkał w apartamencie, który dzielił ze Stacy. Jej siostra, wpadła tam wściekła po 

pogrzebie   i   zabrała   wszystko,   co   według   niej   należało   do   Stacy.   Jace   wrócił   do 

wyczyszczonego już mieszkania, wyglądającego tak, jakby Stacy nigdy tu nie mieszkała.

Kiedy książeczka spadła na podłogę, zauważył, że była to ta sama, którą Stacy czytała 

tuż przed ich wyjazdem do Anglii. Przez chwilę zupełnie zapomniał, że Stacy już nie ma, i 

nieomal ją zawołał. Kiedy uzmysłowił sobie, co chciał zrobić, ścisnął mocno książeczkę i 

opadł na krzesło.

Spojrzał na jaskrawą okładkę i uśmiechnął się. Droczył się często ze Stacy, że ma 

niewybredny gust, jeśli chodzi o powieści.

- Przez większą część czasu czytam  literaturę prawniczą - odpowiadała.  - Więc w 

domu potrzebuję trochę odmienności. Powinieneś którąś z nich przeczytać. Są świetne.

Wstał, mając zamiar odłożyć książeczkę na bok, kiedy coś z niej wypadło. Kiedy 

podniósł kopertę, jego serce na moment stanęło. Miała stempel z Margate, angielskiej wioski, 

w której zmarła Stacy.

Wewnątrz znajdowało się zdjęcie brzydkiego domu, a na rewersie ktoś napisał, że 

chciałby spotkać się ze Stacy. W noc poprzedzającą jej śmierć.

- To dlatego chciała jechać do Anglii - powiedział na głos. Wcale nie chciała być z 

nim, tylko spotkać się z kimś innym. Z kim? Dlaczego? Czy to był mężczyzna?

Przez całe dnie nie  myślał  o niczym  innym  poza zdjęciem.  Rozpamiętywał  słowa 

„Znowu nasz”. Co to miało  znaczyć?  Że Stacy wcześniej była  właścicielem  domu? Jace 

spędził bezsenne noce, rozpamiętując wszystko, co Stacy powiedziała mu o swoim życiu. Jej 

rodzice rozwiedli się, kiedy miała trzy lata. Przeprowadziła się z matką do Kalifornii, a jej 

ojciec został w Nowym Jorku, gdzie prowadził interesy. Kiedy Stacy miała szesnaście lat, jej 

matka zmarła na raka. Pewnego dnia dostała silnego bólu głowy, który nie chciał ustąpić, a 

sześć tygodni później już nie żyła. Stacy zamieszkała z ojcem, którego widziała ledwie parę 

razy.  Śmiała się, kiedy mówiła, że na początku się nie „dopasowali”. Rozumiała to jako 

niedogadanie. Była nastolatką, złą, że zabrano jej matkę i że musi mieszkać z ojcem, który 

pracował i nigdy nie miał dla niej czasu. Powiedziała, że tak bardzo się starała, że po roku 

ojciec odesłał ją z powrotem do Kalifornii, by zamieszkała z siostrą matki.

Kiedy Stacy ukończyła Berkeley, wreszcie zaprzyjaźnili się z ojcem. Ale ta przyjaźń 

omal nie została zerwana rok później, kiedy ojciec ożenił się z kobietą bardzo zazdrosną o 

Stacy.

Jace próbował przypomnieć sobie wszystkie miejsca, w których Stacy była. Kiedy 

uczyła się w college'u, latem jeździła z grupą dzieciaków do Europy, by „pozwiedzać”. „Moje 

background image

hippisowskie   dni”,   mawiała   Stacy,   śmiejąc   się.   Czy   to   wtedy   zobaczyła   ten   dom?   - 

zastanawiał się. Czy wtedy był „ich”?

Chciał zadać kilka pytań jej ojcu, ale pan Evans powiedział, że... Właściwie, Jace nie 

chciał pamiętać, co powiedział ojciec Stacy w dniu pogrzebu.

Pod wpływem impulsu Jace wyszukał w Internecie najlepszą agencję nieruchomości w 

Anglii, po czym wpisał jako lokalizację Margate. Dom był na sprzedaż. Rozpoznał zdjęcie.

Jace otworzył zakładkę i przeczytał każde słowo bardzo uważnie. Był to bardzo stary 

dom, zbudowany na pozostałościach klasztoru wzniesionego w początkach XII wieku. Kiedy 

w 1536 roku nastąpiła kasacja zakonów, został on przebudowany w okazałą rezydencję.

W chwili, kiedy Jace zobaczył dom, wiedział, co ma robić. W głębi serca czuł, że 

przyczyna samobójstwa Stacy znajduje się w tym domu. Była tam wcześniej i spotkała kogoś, 

kto  był  dla   niej   tak  ważny,   że  kiedy  napisał  tych  kilka   słów,   Stacy  znalazła  sposób,  by 

pojechać i spotkać się z nim. Jace był pewien, że to był mężczyzna. Tak, był zazdrosny, ale na 

tyle rozsądny by wiedzieć, że mogły być inne powody spotkania niż miłość.

Kiedy już zdecydował  się na  kupno domu, nie  powiedział  nic  rodzinie, ponieważ 

zdawał sobie sprawę, że będą próbowali znaleźć mnóstwo racjonalnych powodów, dlaczego 

nie powinien tego robić. Jedyną osobą, której o tym wspomniał, był wuj Frank, ponieważ 

potrzebował jego pieniędzy na zakup domu.

Kiedy dotarł do biura agencji nieruchomości w Londynie, jej przedstawiciel był miły i 

uprzejmy, ale Jace miał wrażenie, że wraz z kolegami będą świętować, kiedy ktoś wreszcie 

kupi ten straszny,  stary dom. Być  może agent miał  wyrzuty sumienia, ponieważ wręczył 

Jace'owi   gruby   plik   broszur   o   innych   domach   w   Anglii.   Jace   uśmiechnął   się   tylko, 

podziękował i wrzucił je na tył swojego rangę rovera.

Widział   dom   tylko   raz,   nim   go   kupił.   Było   niedzielne   popołudnie,   padał   rzęsisty 

deszcz, a w domu nie było światła. Ciemność sprawiała, że wydawał się jeszcze bardziej 

przerażający. Ale to nie miało znaczenia, kiedy Jace mu się przyglądał. W każdym razie nie 

to, na co wskazywał agent. Czy Stacy siedziała w tym oknie i wyglądała przez nie? Czy 

wspinała się po tych schodach?

Ponieważ była niedziela, nie spotkał gosposi ani ogrodnika. Agent powiedział, że Jace 

oczywiście może zatrudnić swoich pracowników, ale ci dwoje pracowali tu od lat.

- Tak, zatrzymam ich - odpowiedział Jace.

Nie   planował   zostawać   tu   na   tyle   długo,   by   kłopotać   się   zatrudnianiem   nowych 

pracowników.

Za dodatkowy tysiąc funtów agent przekonał poprzedniego właściciela, by zostawił 

background image

sporą część mebli i wyposażenia. Kilka antyków, żadnych wartościowych ozdób, ale niektóre 

kanapy,   krzesła,   łóżka   i   porcelana   chińska   zostały.   Podczas   negocjacji   ceny   właściciel 

bardziej dyskutował o meblach niż o samym domu. Sfrustrowany Jace w końcu powiedział:

- Proszę mu powiedzieć, że duch może przynależeć do jakiegoś mebla i wynieść się 

wraz z nim.

To był żart, który agent uznał za całkiem śmieszny, ale właściciel nie. Natychmiast 

przestał narzekać i poddał się.

Jace wsiadł do swojego nowego samochodu, zapalił silnik i ruszył dalej. Kiedy dom 

pojawił się w zasięgu wzroku, westchnął. Tak, był tak okropny, jak go zapamiętał. Z zewnątrz 

wyglądał jak kwadratowa, trzypiętrowa forteca, z wieżyczkami  w każdym  rogu. Szczerze 

powiedziawszy, to było brzydactwo - a przynajmniej tak o nim myślał. Wyglądał jednak na 

solidny, a przejeżdżając pomiędzy dwoma budynkami, wjeżdżało się na duży pokryty żwirem 

dziedziniec. Gdyby obserwować dom z wysoka, wyglądałby jak prostokąt z pustym środkiem.

Wydawało się, jakby były tu dwa domy: jeden dla właściciela, a drugi dla służby, 

która   musiała   zająć   się   tak   dużą   przestrzenią.   Dwie   strony   pudełka   formowały   część 

mieszkalną, z dużymi pokojami, z których niektóre miały przepiękne sufity. Dwie kolejne 

miały mniejsze pomieszczenia, stanowiące część użytkową, między innymi pralnię i dużą 

kuchnię, i dwa pokoje dla personelu zamieszkującego w rezydencji.

Dwa   ostatnie   piętra   to   sypialnie   i   łazienki.   Główna   sypialnia   była   ogromna   - 

trzydzieści na osiemnaście metrów, i była połączona z mniejszą, którą poprzedni właściciel 

używał jako garderobę. Trzecie piętro było rajem dla dzieci, z czterema sypialniami i dwiema 

łazienkami, oraz wbudowaną pod skosem szafą, która mogła służyć jako kryjówka.

Jace pozwolił, by samochód wtoczył się na dziedziniec przez szeroki wjazd pomiędzy 

budynkami. Jak dotąd nikogo nie widział. Nie dostrzegł też żadnych zwierząt. Czy były tu 

jakieś? Psy? Owce? Może krowy? Chwilę siedział w samochodzie, przypominając sobie, że 

teraz on jest właścicielem i powinien wiedzieć, czy znajduje się tu jakiś żywy inwentarz, czy 

też nie.

Kiedy ktoś zastukał w jego okno, podskoczył, uderzając głową w dach. Odwróciwszy 

się, zobaczył niską, starą kobietę, stojącą obok. Była pulchna z zaróżowionymi policzkami i 

fartuchem pełnym zielonej fasolki. Jace opuścił szybę.

- Proszę wysiąść - powiedziała staruszka z silnym akcentem, który połykał połowę 

każdego słowa. Chwilę trwało, nim ją zrozumiał. - Zamierza pan tu siedzieć przez cały dzień 

czy też wejdzie do środka i coś zje? Podaję dzisiaj Jamiego.

Po tych słowach ruszyła przez ceglaną bramę zwieńczoną spiczastym dachem. Jace 

background image

zawahał się, po czym wysiadł z samochodu i podążył za nią. Ta kobieta była pierwszą oznaką 

życia,  jaką tu spotkał. Patrząc na olbrzymi  dom, szedł  szybko,  obawiając się, że kobieta 

zniknie i już jej nigdy nie zobaczy. Może to ona była duchem? Nie wyglądała, ale...

Wewnątrz   panowała   martwa   cisza.   Grube   cegły   i   kamienne   ściany   zatrzymywały 

wszystkie dźwięki. Wszedł do głównego holu z wypolerowanymi dębowymi schodami. Na 

jednej ze ścian znajdował się wysoki witraż przedstawiający parę lwów. Dokąd ona mogła 

pójść? - zastanawiał się, kiedy jego żołądek zaburczał. Nie jadł nic od rana, a teraz była już 

trzecia po południu.

Nie   mógł   sobie   przypomnieć   rozkładu   pomieszczeń.   Skręcił   w   prawo   i   szedł 

korytarzem, zaglądając do pokoi. Znalazł duży pokój dzienny z wysoką dębową boazerią. 

Obok znajdowała się kuchnia. Hura! - pomyślał, ale nikogo tam nie było. Zauważył piękne 

kredensy, kamienną podłogę i okna obudowane kamieniem. Otworzył lodówkę. Była pusta. 

Może kobieta przygotowała posiłek na zewnątrz. Na przykład na grillu. Mgliście pamiętał, że 

agent mówił mu o dwóch kuchniach, jedna dla rodziny, druga dla pani Browne. Mężczyzna 

nie nazywał jej nigdy „gosposią”, ale zawsze z nazwiska, jakby była kimś ważnym.

Jace   skręcił   w   prawo   i   przeszedł   przez   kolejny   pokój   dzienny,   a   potem   salon. 

Ogromne okna od podłogi do sufitu zajmowały jedną ścianę, za to przy drugiej nie było 

absolutnie nic.

- Postawię tam regały - powiedział głośno. - Jeśli tu zostanę.

Sufit był zaokrąglony i pokryty delikatnymi  gipsowymi wzorami. Nie było innych 

drzwi poza tymi, którymi wszedł.

Zawróciwszy,   poszedł   tą   samą   drogą,   aż   dotarł   do   głównego   holu.   Tym   razem 

skierował się do dębowych drzwi po lewej stronie. Przeszedł przez pralnię, wystarczająco 

dużą,   by   pomieściła   całą   załogę   łodzi   podwodnej,   potem   przez   biuro,   mały   pokój   ze 

schodkami, wnęką i toaletą, i drzwiami prowadzącymi na zewnątrz. Już sięgał do klamki, 

kiedy poczuł przyjemny zapach z lewej strony. Wszedł do dużej kuchni, która wyglądała jak 

wyjęta prosto z kart magazynów historycznych. Nie przypominała kuchni, jakie do tej pory 

widział.   Ściany   były   zastawione   półkami   i   walijskimi   kredensami,   prezentującymi 

niesamowity skład starych naczyń, z których żadne do drugiego nie pasowało. Był tam stary 

zlew, wciąż działający,  wielodrzwiowy piec po drugiej stronie, i ogromny dębowy stół z 

masywnymi nogami pośrodku pomieszczenia.

Pani Browne stała przy zlewie tyłem do niego.

- Miał pan problemy ze znalezieniem kuchni, prawda? - zapytała.

- Kompletnie się zgubiłem - przyznał. Odwróciła się, by spojrzeć na niego.

background image

- Jest pan wysoki. - W ręku trzymała talerz z dużą kanapką. - I niemal tak przystojny 

jak nasz książę William. Ale nie tak przystojny jak mój Jamie. A teraz proszę usiąść i zjeść. 

Wygląda   pan   na   głodnego.   Jestem   prawie   pewna,   że   w   Stanach   żywił   się   pan   jedynie 

kiełbaskami i burgerami. Smacznego.

Jace zrobił, co mu kazano. Wysunął dębowe krzesło i usiadł. Kanapka, którą kobieta 

przed nim położyła, wyglądała bosko: pieczona wołowina, gotowana cebula i ser żółty na 

chlebie, który miał nadzieję, był domowej roboty.

- Dobre - powiedział z pełnymi ustami - wspaniałe.

- To od mojego Jamiego.

- To pani syn? - zapytał, przełykając.

- Ależ   skąd!   Chciałabym,   aby   nim   był.   -   Pokiwała   głową   w   kierunku   zdjęcia 

wiszącego na ścianie.

Ponieważ w połowie było zasłonięte wiszącymi  garnkami, ręcznikami do naczyń i 

wiankami   czosnku,   nie   widział   dokładnie.   Zdjęcie   przedstawiało   przystojnego,   młodego 

mężczyznę, blondyna z niebieskimi oczami, który wyglądał trochę znajomo.

- To Jamie Olivier - powiedziała staruszka, która najwyraźniej spodziewała się, że 

Jace wie, kto to jest. Kiedy okazało się, że niestety nie, wyraziła niezadowolenie, krzywiąc 

się, co pogłębiło zmarszczki w kącikach jej oczu. Jace pomyślał, że jest dużo starsza lub 

młodsza, niż wskazuje to jej wygląd.

- Jamie   Olivier!   -   powiedziała   głośniej,   jakby   Jace   był   głuchy.   Kiedy   nadal   nie 

wykazywał zrozumienia, złapała grubą książkę z półki i położyła przed nim. Była to książka 

kucharska, a na okładce widniał młody mężczyzna ze zdjęcia na ścianie.

- Ach - powiedział. - Kucharz.

- Julia Child była  kucharzem - odpowiedziała pani Browne, podchodząc do regału 

obok   zlewu   i   otwierając   drzwi.   Wewnątrz   znajdowała   się   lodówka   takich   rozmiarów,   ze 

Amerykanie mogliby tam trzymać drinki na rodzinne spotkania. Wyciągnęła butelkę czegoś 

ciemnobrązowego,   nalała   pełną   szklankę   i   postawiła   przed   Jace'em.   Patrzyła   na   niego, 

oczekując, co powie.

- Jeśli ta kanapka jest przykładem tego, co potrafi Jamie Olivier, to jest on artystą.

Kobieta   patrzyła   na   niego   przez   chwilę,   sprawdzając,   czy   kłamie,   po   czym 

uśmiechnęła   się,   pokazując   brak   górnej   części   uzębienia.   Wyglądała   na   zadowoloną. 

Odwróciła się, by zamieszać w garnku.

Jace również się uśmiechnął, czując, że zdał pierwszy egzamin, po czym przełknął 

potężny łyk napoju, który okazał się piwem. Zwykle nie pijał piwa, ale nie chciał obrazić pani 

background image

Browne - znowu. Brązowy napój miał dziwny smak i dużą zawartość alkoholu, i Jace nie 

wiedział, czy da radę go wypić. Pani Browne stała do niego tyłem, mieszając w garnku i 

opowiadając mu o Jamiem Olivierze, o tym, jakim był wspaniałym kucharzem i jak stosowała 

jego przepisy, co do słowa. Jace próbował opanować zamęt w głowie po łyku piwa. Oczy mu 

łzawiły. Pomyślał, że chętnie położyłby się na tej kamiennej podłodze i odpoczął.

Pani Browne odwróciła się i spojrzała na niego zwężonymi oczyma.

- To   piwo   jest   zbyt   mocne   na   pański   amerykański   żołądek,   prawda?   Mówiłam 

Hatchowi, że nie będzie panu pasowało. To angielskie piwo, powiedziałam mu, Jankesi piją 

tylko takie z napisem „lekkie” na butelce. Nie piją takich tworów domowej roboty, jak twoje. 

Zabiorę je.

Kiedy sięgnęła po szklankę, Jace poczuł, że musi bronić amerykańskiego honoru, i 

złapał za szkło.

- Nie - powiedział, po czym chrząknął, bo jego głos zmienił się w skrzek. - Nie, jest w 

porządku. Smakuje mi. Widzi pani? - dodał, po czym uniósł szklankę do ust i wypił całą jej 

zawartość.

Kiedy skończył, pomyślał, że zaraz spadnie, ale siłą woli pozostał na swoim krześle i 

spojrzał na kobietę. Miał nadzieję, że tylko mu się wydaje, iż jego oczy krążą po całym 

pomieszczeniu.

Pani   Browne   uśmiechnęła   się   lekko,   jakby   przewidywała,   co   się   stanie,   po   czym 

odwróciła się do kipiącego garnka.

- Cóż, chyba się myliłam co do Jankesów. Proszę powiedzieć Hatchowi, że lubi pan 

jego piwo, a da panu więcej.

- To   będzie   przeżycie   -   mruknął   Jace,   wstrzymując   oddech,   a   potem   spróbował 

podnieść kanapkę do ust, ale nie trafił. - Kim jest Hatch?

Odwróciła się do niego, opierając ręce na biodrach.

- Czy   ten   żałosny   agent   nieruchomości   nie   powiedział   panu   niczego?   Hatch   jest 

ogrodnikiem. Oczywiście nie jest tu tak długo jak ja, i nie mam zielonego pojęcia, co robili 

jego rodzice, ale już jakiś czas tutaj pracuje. Będzie chciał od pana wskazówek jak tylko 

skończy pan jeść.

Jace ponownie spróbował dostać kanapkę w swoje ręce, ale znów spudłował.

Zmarszczywszy   brwi,   pani   Browne   podstawiła   mu   talerz   pod   ręce.   Kiedy   dorwał 

wreszcie kanapkę, uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.

- Wskazówki co do czego? - zapytał, próbując trafić kanapką do ust. Dwa razy ugryzł 

się w rękę, ale była tak odrętwiała, że nic nie poczuł.

background image

Pani Browne obserwowała go, kręcąc głową z dezaprobatą.

- Ogrodów. Hatch będzie chciał wiedzieć, co chce pan zrobić z ogrodami.

- Nie mam pojęcia - odparł Jace, kiedy wreszcie zatopił zęby w kanapce. To, że jego 

mały palec znajdował się na linii zębów, wcale go nie obchodziło - nie wiem nic o ogrodach.

- Więc czemu kupił pan to wielkie, kwitnące miejsce?

- By zobaczyć ducha - odrzekł, przeżuwając i zastanawiając się, jak wiele zostało z 

jego małego palca.

Pani Browne uśmiechnęła się do niego ciepło.

- A  ona będzie się  cieszyć  z towarzystwa.  Ostatnie  dwie rodziny były  śmiertelnie 

przerażone. Biedne maleństwo.

- A więc widziała ją pani?

- Nie - odpowiedziała staruszka, odwracając się do garnka. - Nigdy jej nie widziałam, 

ani   nie   słyszałam.   Nie   jestem   „wrażliwa”,   jak   to   nazywają.   Niektórzy   ludzie   mogą   ją 

zobaczyć, inni nie. Do niektórych się odzywała, ale wszyscy byli przerażeni i uciekali. Będzie 

siedział pan spokojnie, kiedy będzie nadchodzić w godzinie świtu?

- Może dam jej trochę piwa pana Hatcha. To powinno obluzować jej łańcuchy.

Pani Browne roześmiała się. Był to trzeszczący dźwięk, tak jakby rzadko się śmiała.

- Proszę iść i rozejrzeć się. Chyba że musi się pan położyć na chwilę po angielskim 

piwie.

Jace uniósł się, podpierając się na rękach, ponieważ w dolnej części ciało nie miało 

czucia.

- Proszę mi powiedzieć, pani Browne, czy ja gdzieś krwawię? Znów rozległ się ten 

trzeszczący dźwięk.

- Proszę już iść. Zamierzam spędzić dzisiejsze popołudnie z Jamiem, więc będzie miał 

pan dobry obiad. Hatch robi równie dobre wino.

- Boże uchowaj - wyszeptał Jace, kiedy pani Browne położyła swoje mocne dłonie na 

jego  plecach   i  pchnęła  go.  Kiedy otworzył  oczy,  stał  na  zewnątrz,  a   drzwi   za  nim   były 

zamknięte. Słońce wwiercało mu się w mózg.

- A więc przybyłeś,  by zobaczyć mnie, panie Montgomery? - usłyszał  za plecami 

delikatny, kobiecy głos.

Jace obrócił się tak szybko, jak tylko mógł, biorąc pod uwagę jego stan. Nikogo za 

nim nie było, ale wydawało mu się, że coś czuje. Kwiaty i dym palonego drzewa, pomyślał. 

Trwało to tylko chwilę.

Znów   się   odwrócił,   przyłożył   ręce   do   czoła   i   rozejrzał   się   po   ogrodzie.   Zielone 

background image

drzewa, zielona trawa, kwiaty, ale nie widział żadnej osoby. Czyżby przemówił do niego 

duch? Uśmiechnął się.

Może powinien być przestraszony, ale przeszła mu przez głowę dziwna myśl. Mógł tej 

martwej kobiecie powiedzieć wszystko i nie martwić się o konsekwencje.

- Nie możesz zranić kogoś, kto już jest martwy - powiedział głośno.

- To świadczy, że nie spotkałeś niegrzecznego chłopca, który mieszkał tu w 1912 roku 

- doszedł go kobiecy głos, tak delikatny jak podmuch wiatru.

Na twarzy Jace'a pojawił się lekki uśmieszek, który nie zawitał u niego od lat. Włożył 

ręce do kieszeni i spróbował wyprostować kręgosłup, który był niemal równie bez czucia jak 

jego stopy, po czym ruszył na poszukiwanie ogrodnika.

background image

ROZDZIAŁ 2

Kiedy Jace obudził się następnego dnia, czuł się, jakby wysechł od środka. Gorzej, 

przez   długą   chwilę   nie   mógł   sobie   nawet   przypomnieć,   gdzie   się   znajduje.   Światła 

przedzierającego się przez ciężkie zasłony słońca było wystarczająco, by zorientować się, że 

jest ranek, ale nie był w stanie skojarzyć, jak się znalazł w łóżku.

Pamiętał   lunch   pani   Browne,   wypchnięcie   z   kuchni   i   spotkanie   pana   Hatcha, 

ogrodnika.   Pan   Hatch   był   bardzo   niskim   człowiekiem,   więc   Jace,   mierzący   metr 

osiemdziesiąt, czuł się przy nim jak gigant. Ale mimo swej nikłej postury ogrodnik był silnym 

człowiekiem. Kiedy Jace zobaczył go po raz pierwszy, ogrodnik ciął ręczną piłą duży konar, 

który odłamał się od drzewa i spadł na ścieżkę.

- Schwycisz tamten koniec? - powiedział mężczyzna z akcentem, który sprawił, że 

akcent pani Browne brzmiał jak z angielskiego salonu. - Mój pomocnik dzisiaj choruje. Jeśli 

spytałbyś   mnie   o   powód   jego   choroby,   to   powiedziałbym,   że   to   jego   dziewczyna.   Zbyt 

bezczelna.   Sprawia,   że   chłopak   czuje   się   kimś,   kim   nie   jest.   Zapamiętaj   moje   słowa, 

doprowadzi   go   ona   do   upadku.   Tak   zadziera   nosa,   a   czyści   kible   w   szkole.   Co   z   tobą, 

chłopcze? Nie możesz podnieść tej gałęzi? Czego cię uczyli w tej szkole?

Jace stał i patrzył na swoje dłonie. Widział je, ale ich nie czuł, więc nie mógł podnieść 

końca ciężkiej gałęzi.

- Nie wiem, o jakiej szkole pan mówi i nie mam wystarczająco dużo siły, ponieważ 

pani Browne napoiła mnie piwem pańskiej roboty.

Mężczyzna wyprostował się, a Jace'owi wydawało się, że pod wytrawioną powietrzem 

skórą zobaczył lśnienie różu.

- Pan jest nowym właścicielem.

- „Jankes”, jak nazywa mnie pani Browne. Jace Montgomery. - Wyciągnął rękę na 

powitanie, ale mały człowieczek nie uścisnął jej.

- Błagam   o   wybaczenie,   proszę   pana.   Myślałem,   że   jest   pan   chłopakiem,   którego 

przysłał mi do pomocy pastor. Ponieważ jest pan dużym, wysokim mężczyzną, pomyślałem... 

- Zamilkł, nie wiedząc, jak się wyplątać z kłopotliwej sytuacji.

- Przyjmuję to jako komplement - powiedział Jace, próbując uspokoić ogrodnika. - 

Czy możemy spróbować jeszcze raz z tą gałęzią?

- Nie,   proszę   pana,   zaraz   przyjdzie   pomocnik.   Jest   jednym   z   przypadków 

charytatywnej działalności pastora, który ratuje chłopców niezależnie, czy tego chcą czy nie.

- Może uciekł z dziewczyną twojego drugiego pomocnika i zwolnisz ich obu.

background image

Pan Hatch uśmiechnął się, a Jace ponownie spróbował unieść koniec konaru. Tym 

razem, przy pełnej koncentracji, był w stanie przenieść go na drugi koniec ścieżki.

- Dokąd prowadzi ta ścieżka? - zapytał spoglądając na żwirową drogę.

- Wszystkie   ścieżki   prowadzą   do   nikąd,   a   potem   łączą   się   i   prowadzą   do   domu. 

Zostały stworzone dla właścicielki domu, która nie jeździła konno. Nie ma też żadnych stajni 

w posiadłości, więc jeśli chce pan mieć konia, musi pan wybudować sobie coś. Sądzę jednak, 

że nie zostanie pan tu wystarczająco długo, więc nie ma potrzeby się tym martwić.

- A czemu miałbym nie zostać długo?

- Ze względu na ducha. - Pan Hatch odwrócił w stronę Jace'a pomarszczoną, ogorzałą 

twarz, która wyrażała coś, co Jace uznał za lęk. - Potrafi przestraszyć.

- Jak? Pan Hatch rozejrzał się, czy nie nadchodzi pomocnik pastora, ale byli sami.

- Proszę pójść ze mną, a poczęstuję pana swoim winem i opowiem wszystko. Jestem 

tu już trzydzieści lat i wiem wszystko, co trzeba wiedzieć.

Jace nie mógł oprzeć się pokusie, by zapytać:

- Zna pan panią Browne?

- Spędza czas, śliniąc się do jakiegoś kucharza z telewizji. Proszę mi wybaczyć, jestem 

tak samo otwartym człowiekiem jak inni, ale czy kucharz to dobry zawód dla mężczyzny?

Jace chciał spytać pana Hatcha, czy sadzenie żonkili jest męskim zajęciem, ale uznał, 

że lepiej tego nie robić.

Kiedy doszli do ceglanej szopy, pan Hatch wszedł do ciemnego wnętrza, po czym 

wrócił z niebieską butelką i dwoma ceramicznymi kubkami.

- Tutaj, pod drzewem - powiedział - odpoczniemy sobie chwilkę, a ja opowiem panu 

wszystko, co chce pan usłyszeć.

Będę tego żałował, pomyślał Jace, kiedy przyjmował kubek z winem. Było zrobione z 

malin, przepyszne, ale jeszcze bardziej zabójcze niż piwo. Pan Hatch opróżnił dwa pełne 

kubki na każdą wypitą przez Jace'a połowę, ale mimo to, po czterdziestu pięciu minutach Jace 

miał ochotę zwinąć się pod drzewem i zasnąć.

Mimo wielu pytań Jace'a, pan Hatch nie powiedział mu nic o duchu. Długo opowiadał 

o sadzeniu dalii w rabaty, ale nie wspomniał ducha - i uchylał się od odpowiedzi, kiedy Jace 

pytał. Jace odniósł wrażenie, że pan Hatch był tak pewien, że Jace, Amerykanin, zostanie w 

Priory House bardzo krótki czas, iż próbował zrobić w ogrodzie jak najwięcej, nim dom znów 

zostanie wystawiony na sprzedaż. I nie chciał przyspieszać końca przez opowiadanie o duchu, 

który przeraził tyle osób.

Może to było przeczucie, że we dwóch mogą grać w tę grę, ale nie wspomniał, że duch 

background image

z nim rozmawiał, i że nie brzmiał jak kobieta rozbójnik.

- Ach, już jest - powiedział pan Hatch, opróżniając czwarty kubek. - Poproszę, aby 

pomógł panu pójść do pokoju.

- Ze   mną   wszystko   w   porządku   -   odrzekł   Jace,   kiedy   opierał   ręce   na   drzewie   i 

próbował wstać. Nogi, które wcześniej były odrętwiałe, ale w miarę sprawne, teraz zamieniły 

się w gumę. - Wszystko będzie dobrze. Chcę usłyszeć o duchu i o...

To  była  ostatnia  rzecz,  jaką   Jace  pamiętał,  nim  obudził   się  w  dziwnym   pokoju   z 

wielkim   pragnieniem.   Co   zadziwiające,   nie   bolała   go   głowa,   ale   kręciło   mu   się   w   niej. 

Pamiętał również dwa łagodne komentarze wypowiedziane przez nieznany głos.

- Jesteś tutaj? - wyszeptał, ale nie uzyskał odpowiedzi. Leżał, nasłuchując i myśląc o 

tym, co usłyszał. Wczoraj, pomiędzy dwoma pijackimi sesjami, wydawało mu się, że słyszał 

kobiecy głos. Nawet żartowała z niego. Czy to się zdarzyło naprawdę, czy był to tylko zwid 

alkoholowy?

- Proszę, odpowiedz mi - powiedział. - Jeśli jesteś tu, przemów do mnie. Chcę z kimś 

porozmawiać. - Dopóki nie wypowiedział tych słów na głos, nie zdawał sobie sprawy, że tego 

chce. Wujowi Frankowi powiedział, że duch go nie obchodzi, ale teraz zauważył, że pomysł z 

duchem mu się spodobał. Może mogłaby skontaktować się ze Stacy. Chciał spytać ją, co 

takiego okropnego zdarzyło się w jej życiu, że nie mogła tego dłużej znieść.

Kiedy nie usłyszał odpowiedzi, poczuł się głupio. Nie miał pojęcia, w której części 

domu   się   znajduje.   Pamiętał,   że   główna   sypialnia   miała   ogromne,   czteroosobowe   łóżko. 

Człowiek,  który przebudował  dom w  latach pięćdziesiątych  dziewiętnastego  wieku, kupił 

łóżko na aukcji wystawiającej umeblowanie księcia, który zbankrutował. Łoże było zrobione 

z   rzeźbionego   drewna   dębowego.   By   mieć   pewność,   że   łóżko   pozostanie   w   domu, 

wybudowano wokół niego pokoje. Dzięki temu, jedynym sposobem na wyniesienie mebla 

było pocięcie go na części. Przez lata łóżko było wystawiane na sprzedaż, jak okna czy zlewy.

Jednak Jace był w innym pokoju. Był on o połowę mniejszy niż główna sypialnia i 

dużo ładniejszy. Okna znajdowały się tu po obu stronach, a jedno tworzyło piękną niszę, w 

której umieszczono wygodną kanapę. Wyobrażał sobie Stacy zwiniętą na niej, z książką w 

ręku, kiedy deszcz uderza o szyby. Zawsze uwielbiała deszcz.

Po raz pierwszy od chwili śmierci Stacy poczuł spokój. Zamknął oczy, chcąc znów 

zapaść w sen, ale wiedział, że nie może. Jak długo spał? Od chwili, kiedy padł pod drzewem, 

które pan Hatch zwał „jej”? Pan Hatch miał powiedzieć Jace'owi o duchu, ale nie zrobił tego. 

Cały   czas,   który   spędzili   razem,   poświęcił   na   wyliczanie,   co   powinno   być   zrobione   na 

zewnątrz. Trzeba było wyczyścić kanał, przesadzić rośliny, kupić nawóz.

background image

- Potrzebuje pan tu jakichś zwierząt - powiedział pan Hatch, osuszając kolejny kubek 

swojego mocnego wina. - Potrzebujemy nawozu. Teren tej wielkości potrzebuje krowiego 

łajna.

Trzydzieści minut później Jace dowiedział się, że było wiele rzeczy, które według 

pana Hatcha, nie szły tak, jak trzeba.

Ktoś to robi. Ktoś sprawia, że jestem spokojny, pomyślał, leżąc w łóżku. Z jednej 

strony uważał, to za absurdalne, ale z drugiej wiedział, że nie czuł takiego spokoju od czasu 

śmierci Stacy.

- Jeśli tu jesteś, przemów do mnie, proszę - powiedział.

Przy   oknie   zaszeleściła   tkanina,   więc   odwrócił   się,   spodziewając   się,   że   zobaczy 

zwiewny biały kształt, ale nie zobaczył nic. Okno było zamknięte, więc to nie wiatr poruszył 

zasłonami.

Westchnąwszy, opuścił stopy na podłogę. Był całkiem ubrany, ale zdjęto mu skarpetki 

i buty. Zastanawiał się, kto to zrobił.

Ruszył   na   poszukiwanie   najbliższej   łazienki.   Angielskie   domy,   nieważne,   ile 

kosztowały, zawsze miały łazienkę „w dolnym korytarzu”. W Internecie widział domy warte 

dwanaście milionów, trzypiętrowe, które miały po siedem sypialni z samymi toaletami. By 

wziąć prysznic, ludzie musieli schodzić na dół.

Znalazł łazienkę en suitę, jak mówią Anglicy, co oznacza, że drzwi otwierały się do 

wnętrza łazienki. Kiedy zaczęło mu się przejaśniać w głowie, zdał sobie sprawę, że pokój, w 

którym spał, był jednym z tych, które poprzedni właściciel używał jako magazyn. Kiedy Jace 

widział ten pokój wcześniej, było w nim pełno pudeł i wieszaków z garderobą w foliowych 

workach. Zajrzał tu tylko na chwilę, nie zwracając uwagi na szczegóły, więc nie zauważył, 

jak piękny był to pokój.

Gdy zobaczył swoje przybory toaletowe przy umywalce, wiedział, że jest w głównej 

łazience. Cieszył się, że jest tu prysznic oraz ogromna wanna. Zrzucił z siebie ubranie, wziął 

długi prysznic, umył zęby, po czym owinął się ręcznikiem i udał na poszukiwanie swoich 

ubrań. Podczas gdy spał, ktoś zabrał jego walizki z samochodu i rozpakował je.

Nagle poczuł przypływ paniki. Z rosnącym przerażeniem zaczął szukać swojej dużej 

walizki. Zajęło mu to chwilę, ale ostatecznie znalazł ją we wbudowanym kredensie w jednej z 

przyległych sypialni. Wyjął ją, otworzył i zaczął obmacywać podszewkę. Kiedy wyczuł brzeg 

zdjęcia, odetchnął z ulgą. Zabrał ze sobą tylko jedno zdjęcie Stacy i ukrył je właśnie tam. 

Uznał, że będzie lepiej, jeśli zachowa w tajemnicy, co robi i dlaczego. Będzie mówił ludziom, 

że   jest   zainteresowany   ich   duchem,   a   nie   kobietą,   która   kilka   lat   temu   popełniła   tutaj 

background image

samobójstwo. Obawiał się, że jeśli będzie zadawał pytania i pokazywał zdjęcie Stacy, ktoś 

może ostrzec osobę, z którą się spotkała, a ona wyjedzie stąd. Nie był jeszcze pewien, jak to 

zrobi, ale wiedział, że pytania muszą być zadawane delikatnie, a zarazem dotyczyć tego, co 

go najbardziej interesowało.

- Wreszcie pan mnie znalazł - powiedziała pani Browne, kiedy Jace w końcu odnalazł 

jej kuchnię.

- Bez problemu - skłamał. Tak naprawdę znów skręcił nie w tę stronę. Sfrustrowany, 

wyszedł na zewnątrz i próbował odszukać inną drogę. Jak na tak duży dom, miał niezwykle 

mało drzwi wychodzących na zewnątrz. Ostatecznie, okrążył cały nim znalazł drzwi, przez 

które pani Browne wystawiła go poprzedniego dnia. Czując, że po długim spacerze serce mu 

bije   szybciej,   wiedział,   że   dokonał   dobrego   wyboru,   wkładając   dres.   Przebieżka   wokół 

siedemdziesięciu dwóch akrów była dobrym ćwiczeniem.

- Jest już późno, ale przygotuję panu jakieś śniadanie - powiedziała pani Browne.

Spojrzał na zegar na ścianie. Była 8.05 rano.

- To miło z pani strony - odparł i usiadł przy dużym stole na środku pomieszczenia. - 

Gdzie pani mieszka? - Wiedział, że są dwa mieszkania w tym skrzydle domu. Powiedziano 

mu, że pomoc domowa mieszkała w jednym, ale drugie było wolne. Chciał mieć pewność, że 

nie wkroczy przypadkowo na prywatne terytorium pani Browne.

Odwróciła się do niego, a kiedy zobaczył, jak sztywnieje, zrozumiał, że źle pojęła jego 

intencje.

- Chce mnie pan eksmitować?

- Wrzucić   dziewczynę   Jamiego?   Jakże   mógłbym.   Nagrodziła   jego   żart   lekkim 

uśmiechem i talerzem jadła: trzy kiełbaski, trzy jajka sadzone, opiekane grzyby i pomidory i 

dwa grube kawałki chleba. Do tego filiżanka bardzo mocnej herbaty. Jace spojrzał na nią z 

podziwem.

- To od Jamie'ego?

- Nie, to dobre angielskie śniadanie. Ale jeśli to dla pana za dużo.... - Podeszła, by 

zabrać mu talerz.

Powstrzymał  ją. Mieszkając sam, zwykł  jadać miskę płatków na śniadanie, ale od 

wczorajszego obiadu, nic nie jadł.

- Dam radę - powiedział, sięgając po widelec.

- Widzę, że tak. Jest pan odrobinę za chudy, by mieszkać w Anglii.

Jace spojrzał na nią i pomyślał, że niezależnie od tego, czego dokona w swoim życiu, 

dla   pani   Browne   będzie   za   mało   ze   względu   na   to,   gdzie   się   urodził.   Jedzenie   było 

background image

przepyszne.   Miało   dużo   kalorii   i   cholesterolu   -   nie   najlepiej   dla   niego   -   ale   smakowało 

rewelacyjnie.

- A więc gdzie pani mieszka?

- Po drodze - powiedziała, wskazując w nieokreślonym kierunku na zewnątrz.

Chciał   o   coś   jeszcze   spytać,   ale   w   tej   chwili   pani   Browne   zobaczyła   kogoś 

spacerującego po parku.

- Znów   ta   przeklęta   dziewczyna!   Niech   pan   zapamięta   moje   słowa,   ona   kradnie 

maliny.   Stary   Hatch   twierdzi,   że   ptaki   je   zjadają,   ale   ja   wiem,   że   ona   też   się   do   tego 

przykłada. Pewnie później je sprzedaje. Jak ją kiedyś nakryję, zwolnię ją. - Po tych słowach 

wybiegła   z  kuchni.  Kilka  minut  później  Jace   zobaczył  ją   biegnącą  przez   park  za  biedną 

dziewczyną, która wyglądała na winną jedynie trzepania dywanu.

Jace skorzystał z nieobecności pani Browne, by się rozejrzeć. Znajdowało się tu troje 

drzwi;   jednych   wyjściowych,   kolejne   prowadziły   do   pokoju,   w   którym   był  zlew   i   pełno 

szafek. Jedno spojrzenie wystarczyło, by zobaczyć, że były zapełnione naczyniami. Żadne nie 

wyglądały na chińską porcelanę. Żadnych nazw typu Herend, Spode czy chociaż Wedgwood 

nie znalazł pod spodem, ale było ich wystarczająco, by wydać przyjęcie dla tuzina albo i 

więcej osób. Gdybym tylko znal kogokolwiek, pomyślał.

Wrócił do kuchni i zobaczył, że pani Browne nadal wymyśla biednej dziewczynie, 

więc wszedł przez ostatnie drzwi. Była to spiżarnia z trzema małymi oknami na jednej ścianie 

i kamiennymi półkami na drugiej. Puszki, torby, pudełka, a także słoiki z domowej roboty 

dżemami i peklami wypełniały półki. Stał tam też duży słój z nalepką brzoskwinie w rumie. 

Wyglądał interesująco.

- Stanę się alkoholikiem - powiedział i jak na zawołanie spojrzał w okienko. Widok 

był niemal całkiem przysłonięty przez pęczki ziół i kiełbasy, ale patrzył na główną drogę w 

parku. Ciekawe, pomyślał. Nikt nie może wyjść ani wejść niezauważony przez panią Browne. 

Widział ją, jak spieszyła do głównych drzwi, ale nagle skręciła w lewo do wąskich drzwiczek. 

Jej mieszkanie, pomyślał Jace, uśmiechając się i czując, że rozwiązał tajemnicę.

Gdy wróciła do kuchni, siedział już przy stole, kończąc swoje śniadanie. Spojrzał na 

nią z uznaniem, ale ona tylko mruknęła coś niezrozumiale.

Po śniadaniu wyszedł do ogrodu. Z tego, co zdążył zobaczyć do tej pory, teren był 

piękny, a pan Hatch wykonał wspaniałą pracę, utrzymując to wszystko w idealnym porządku. 

Śniadanie   ciążyło   mu   w   żołądku,   a   poza   tym   nadal   odczuwał   skutki   picia   piwa   i   wina 

poprzedniego dnia, ale i tak czuł się lepiej niż przez ostatnie trzy lata. Znów pomyślał, że coś 

zostało zrobione lub powiedziane, by poprawić mu samopoczucie.

background image

Spacerując po okolicy blisko domu, zachwycał się nią. Było tu kilka rabatek, pełnych 

zadbanych roślin, bez żadnych chwastów w zasięgu wzroku. Ujrzał sadzawkę pełną złotych 

rybek, otoczoną z trzech stron wiecznie zielonym żywopłotem. Najbardziej podobał mu się 

ten przycięty na kształt zwierząt; było ich cztery: łabędź, niedźwiedź, duża ryba i coś, co 

mogłoby wyglądać jak smok, jeśli spojrzeć pod odpowiednim kątem.

Przeszedł pod pergolami zawieszonymi na ceglanych słupach i drewnianej belce na 

szczycie. Winorośl z ażurowymi liśćmi niemal całkiem pokryła belkę. Znajdował się tutaj też 

ogród różany, a wszystkie ławki były ustawione w spokojnych, pięknych miejscach.

Na końcu ogrodu różanego młody chłopak kopał dół, ale coś w sposobie, w jaki to 

robił, sprawiło, że Jace pomyślał, iż chłopak został prawie przyłapany na robieniu czegoś 

jeszcze. Kopał pogrzebaczem!

- Dzień dobry - powiedział Jace.

- Dobry, proszę pana. Pan jest nowym panem? Jace uśmiechnął się na to staromodne 

określenie, po czym podążył za wzrokiem chłopca i zauważył za krzewem ruch małych stóp.

- To ty jesteś tym z dziewczyną, która ma go sprowadzić na manowce? Zwieść na złą 

drogę?

Rozległ się chichot dziewczyny.

- Tak, to ja - odparł chłopak. - Mam na imię Mick, jestem pierwszym asystentem 

ogrodnika.

Był wysoki, silny i wyglądał na inteligentnego.

- Zamierzasz przejąć wszystko, kiedy odejdzie pan Hatch? Mick roześmiał się, jakby 

był pewien, że nie jest to możliwe, ale zza krzewu wyszła dziewczyna i oparłszy rękę na jego 

ramieniu, powiedziała:

- Tak, zamierza. Jace pomyślał, że jeśli Mick ma jakiekolwiek ambicje, to tylko ze 

względu na nią. W parze było coś takiego, że już ich polubił.

- Kiedy wesele? - zapytał. Mick spuścił wzrok, ale dziewczyna się roześmiała.

- Na jesieni. Kończę kurs sekretarski, a mój tata nie zapłaci za niego, jeśli wyjdę za 

mąż.

Jace pamiętał, jak pan Haich mówił, że dziewczyna „czyści toalety”, więc zgadł, że za 

swoją naukę płaciła w większości sama. Była ambitna i miała charakter - doceniał to.

- Mądra   decyzja.   A   gdzie   się   spotykacie   teraz?   -   Gdy   Jace   zauważył,   jak   Mick 

nerwowo się odwraca, zrozumiał, że w jego domu. A czemu nie? Był pusty przez lata.

- Mick - powiedział - i...?

- Gladys.

background image

- Czy   nie   ma   tu   przypadkiem   wolnego   mieszkania   nad   kuchnią   pani   Browne? 

Chcielibyście tam zamieszkać, kiedy się pobierzecie?

Oczy Micka rozszerzyły się ze zdziwieniem, ale twarz Gladys pokryła się rumieńcem 

zadowolenia.

- Och tak, proszę pana - powiedziała. - A nie będzie pan potrzebował sekretarki?

- Gladys! - skarcił ją Mick. - Prosisz o zbyt wiele.

- Właściwie   -   odpowiedział   Jace   -   potrzebuję   sekretarki.   Może   oboje   moglibyście 

zajrzeć do biura za...

- Pralnią - dokończyła Gladys - tak proszę pana, dobrze znam to miejsce.

Kiedy spojrzeli po sobie, Jace wiedział, że od początku taki był jej plan. Tak, z nią u 

boku, Mick mógł się nieźle urządzić.

- Może mogłabyś sporządzić listę rzeczy, które będą mi potrzebne do urządzenia biura 

- komputer, drukarka - wszystkie tego typu rzeczy, i zrobilibyście wycenę. Będziemy już 

wszystko mieli na miejscu, byś mogła zacząć pracę po ukończeniu szkoły. Poproszę również 

o informacje na temat oczekiwanego wynagrodzenia.

- Och! - zawołał zadowolony Mick. - Ona może zacząć już od zaraz. Będzie pracować 

wieczorami, jeśli panu to nie przeszkadza.

- Doskonale, a teraz Mick przestań kopać tę dziurę albo pan Hatch złoi ci skórę, a przy 

okazji, nawet ja wiem, że kopie się łopatą, a nie pogrzebaczem.

Gladys wybuchła śmiechem, a Mick zrobił się cały czerwony.

Zostawił ich i kontynuował zwiedzanie ogrodu. Czuł, że zyskał nowych przyjaciół, w 

dodatku   zatrudnił   sekretarkę,   która   będzie   sprawowała   pieczę   nad   rachunkami...   Nie   był 

pewien, do czego jeszcze będzie jej potrzebował, ale wiedział, że chce mieć w domu więcej 

ludzi. Podobało mu się to, że będą w pobliżu. Rozmowa i śmiech pozwolą mu zapomnieć o 

silnej tęsknocie za rodziną.

Stojąc na końcu francuskiego ogrodu, tuż przed parkiem, Jace zerknął jeszcze raz na 

dom.   Był   taki   brzydki!   Ale   kiedy   przyjrzał   się   dokładniej,   znalazły   się   rzeczy   godne 

polecenia. Dla Amerykanina dziwnie było posiadanie dwóch kuchni, ale jego matka zawsze 

powtarzała, że nigdzie na świecie nie ma tak dużej kuchni, by zmieściły się w niej dwie 

kobiety. Gdyby mieszkała tu rodzina, pomyślał Jace, dobrze byłoby mieć miejsce tylko dla 

męża, żony i dzieci.

Stacy spodobałby się ten dom. Jeśliby nie pracowała, mogłaby smażyć naleśniki dla 

dzieci w niedziele i...

Zaraz jednak skarcił się w duchu. Wygląda na to, że Stacy znała ten dom, ale nigdy o 

background image

nim nie wspomniała. A jeśli chodzi o posiadanie dzieci, to ta kwestia była początkiem końca.

Poszedł wzdłuż ścieżki pomiędzy wspaniałymi, starymi drzewami, które zajmowały 

ogromną   przestrzeń,   pięknie   wyznaczając   drogi.   Były   tam   czerwone   buki,   sykomory, 

kasztany, dęby i wiązy. Większości drzew nie rozpoznawał i uznał, że były to egzotyczne 

gatunki, które zwykle nie występowały w Anglii.

Ktoś bardzo kochał to miejsce.

Skręcił  w lewo i podszedł do wysokiego,  ceglanego muru z dębowymi  drzwiami. 

Otworzywszy je, zobaczył przepiękny ogród warzywny. Wąskie rzędy warzyw były otoczone 

trzydziestocentymetrowym   żywopłotem.   W   jednym   końcu   stała   szklarnia,   a   pół   akra 

zajmowały klatki, trzymające ptaki z dala od hodowanych tam owoców.

Kiedy   się   rozejrzał,   zobaczył   dziewczynę,   którą   pani   Browne   dzisiaj   goniła, 

ukrywającą się za belkami. Za nią szła druga dziewczyna. Nie widziały go, więc Jace schował 

się w szklarni i obserwował.

Jedna z dziewczyn była pulchna i ładna, druga szczupła i zwyczajna, i obie skradały 

się do klatek z malinami. Powoli otworzyły drzwi tak, by nie zaskrzypiały zawiasy, po czym 

weszły   na   palcach   do   środka.   Ponieważ   ogród   był   ogromny   i   otoczony   ceglaną   ścianą, 

zastanawiał się, kto mógłby je usłyszeć.

Jace   pozostał   w   ukryciu   i   obserwował   je,   jak   napełniały   małe   kubełki   dojrzałymi 

malinami. Rząd przy rzędzie rosły krzaki, każdy pełen owoców. Pamiętał narzekania pani 

Browne na złodziei malin, ale on, lub też jego pracownicy, nie mogli zjeść ich wszystkich, 

więc czemu nie pozwolić dziewczynom zebrać ich trochę?

Otworzył drzwi do klatki, zauważając, że zawiasy są naoliwione, wrzucił malinę do 

ust i powiedział:

- Dobre,   prawda?   Dziewczyny   podskoczyły   na   dźwięk   jego   głosu,   a   potem   ta 

pulchniejsza zrobiła minę, jakby miała się rozpłakać. Szczupła zaś okazała butę.

- Możemy za nie zapłacić - rzekła, wpatrując się w niego.

- Zadzwoni pan na policję? - spytała druga.

- Ty jesteś...?

- Daisy,   proszę   pana   -   odrzekła   ładniejsza.   -   Pomogłam   położyć   pana   do   łóżka 

ostatniej nocy. Zdjęłam panu buty i skarpetki, mimo że pani Browne mówiła, aby zostawić 

pana w takim stanie, w jakim pan był.

- Dziękuję. - Odwrócił się do drugiej dziewczyny. - A ty jesteś...?

- Erin.

- Obie pracujecie dla mnie?

background image

- Tak, proszę pana - powiedziała Daisy. - Sprzątamy pana dom.

- I wykonujemy wszystkie okropne zadania, jakie wymyśla pani Browne - dodała Erin, 

obserwując reakcje Jace'a na to oświadczenie.

Instynkt nie pozwolił mu na zaufanie tym dziewczynom, tak jak Mickowi i Gladys. 

Obawiał się, że mogą przekazać pani Browne wszystko, co powie.

- Tak więc, co robicie z tymi  malinami? Dziewczyny wymieniły spojrzenia, jakby 

podejmowały decyzję, czy powiedzieć prawdę. Wreszcie Daisy odparła.

- Nasze matki robią tarty malinowe, które sprzedają potem w lokalnym sklepiku.

- Przypuszczam,   że   robicie   to   samo   z...   -   Rozejrzał   się   po   ogrodzie,   po   innych 

krzakach, nie mając pojęcia, co to jest.

- Truskawkami, czarną porzeczką i agrestem - dokończyła Erin.

- Jabłkami, pigwą, morelami, brzoskwiniami, gruszkami i wiśniami - dodała Daisy.

- I morwą - powiedziała Erin. - Moja mama robi dżem morwowy i sprzedaje go w 

Harrodsie.

- Imponujące. Erin zrobiła krok do przodu.

- Ale zysk z tego możemy mieć tylko wtedy, gdy owoce są za darmo. Nikt tu nie 

mieszkał przez lata, więc owoce się marnowały. - Zerknęła na klatkę. - Nawet ptaki nie mogą 

się najeść.

- Czy pan Hatch wie o tym?

- Tak. Nie mogłybyśmy tego robić bez niego.

- A pani Browne? Dziewczęta znów wymieniły spojrzenia, ale nic nie powiedziały.

- Gdyby była pewna, zwolniłaby was, prawda?

- Tak - odezwała się Erin - gdyby nas tu nakryła, wyleciałybyśmy od razu.

- A, jeśli powiem jej, że nie może was zwolnić? Jestem w końcu właścicielem.

Dziewczyny uśmiechnęły się.

- Prosimy   o   wybaczenie,   ale   naprawdę   mógłby   pan?   Właściciele   przychodzą   i 

odchodzą, a pani Browne i pan Hatch zostają. Oni ustalają reguły.

- Rozumiem, jak to się mogło stać. - Nie powiedział tego, ale wiedział, że on też 

wkrótce odejdzie. - Może, jeśli powiem pani Browne, że macie moje pozwolenie na zrywanie 

wszystkich owoców, na jakie macie ochotę...

- Och nie, proszę pana! - krzyknęła Daisy. - Zamieniłaby nasze życie w piekło, a my 

nie możemy odejść. Nasze mamy potrzebują owoców, bo nie mamy pieniędzy. Jest sześcioro 

kobiet, które pracują w tym  biznesie. Wszystkie  mają dzieci. I żadnego mężczyzny.  Mój 

ojciec jest chory, a Erin uciekł z żoną listonosza, więc...

background image

Erin rzuciła jej spojrzenie, które ją uciszyło.

- Daisy ma na myśli, że mamy rodziny do nakarmienia i choć to bardzo miłe z pana 

strony, że chce pan pomóc...

- Mam nie wsadzać nosa w nie swoje sprawy?

- Właśnie - powiedziała Daisy, dygając.

- Dobrze - powiedział, uśmiechając się. - Nie powiem...

- Padnij! - Erin złapała Daisy za rękę i obie kucnęły w krzakach. Jace, nie wiedząc, co 

się dzieje, nadal stał, a potem zobaczył, że pani Browne weszła właśnie do ogrodu z workiem 

w ręku.

- Wyda nas pan? - wyszeptała Daisy, patrząc na Jace'a swoimi błękitnymi oczami.

Pokręcił głową i zrobił krok naprzód, ale Erin złapała go za nogawkę.

- Ona tu przyjdzie i zobaczy nas. Mógłby ją pan czymś zająć, byśmy mogły uciec?

- Może pan zdjąć koszulę - zaproponowała Daisy, po czym przyłożyła rękę do ust, by 

stłumić chichot.

Wbrew   sobie   Jace   poczuł,   jak   się   czerwieni.   Dziewczęta   nie   miały   więcej   niż 

osiemnaście lat, a on trzydziestodwulatek poczuł się jak rozpustnik.

- Zaczerwienił się - szepnęła Erin, tłumiąc śmiech. Pani Browne zerwała trochę fasoli i 

szła prosto do klatki z malinami. Jace musiał ją czymś zająć. Ale czym?

Kiedy myślał, co zrobić, ujrzał coś niezwykłego. Po lewej, niemal przezroczysta zjawa 

kobiety przeszła przez ceglany mur. Pani Browne właśnie stanęła, by ściąć coś, schylając się, 

więc nie zobaczyła postaci.

Kobieta zatrzymała się kilka centymetrów od pani Browne, po czym wyciągnęła rękę, 

by wyjąć coś ze ściany. Nie mógł zobaczyć, co to było, ale objęła to rękami. Kiedy pani 

Browne wyprostowała się, kobieta - duch - otworzyła ręce tuż przed twarzą pani Browne i 

dmuchnęła w nie. Przez krótką chwilę Jace widział coś, co wyglądało jak pająk wychodzący z 

rąk kobiety prosto na twarz pani Browne.

W następnej chwili pani Browne klepała się po twarzy. Porzuciła kosz z warzywami i 

pobiegła do drzwi, otrzepując się. Za nim Daisy i Erin wstały i obserwowały, co się dzieje, 

śmiejąc się.

Ale wzrok Jace'a był utkwiony w kobiecie, która stała przy murze i uśmiechała się. 

Mógł patrzeć przez nią na ceglaną ścianę. Miała na sobie białą bluzkę ze stójką i długimi 

rękawami; wąska talia otoczona była szerokim pasem, spódnica sięgała do kostek, wystawały 

spod niej trzewiki. Jej długie do pasa, ciemne włosy były związane z tyłu. Stała zwrócona do 

niego profilem. Ujrzał delikatne rysy, idealny nos i oczy z długimi rzęsami.

background image

Daisy i Erin śmiały się i żartowały, ale Jace stał jak wryty, wpatrując się w kobietę.

Uśmiechając się, kobieta - zjawa spojrzała na Daisy i Erin, które najwyraźniej jej nie 

widziały.   Kiedy   zobaczyła   przyglądającego   się   jej   Jace'a,   otworzyła   szeroko   oczy   ze 

zdziwienia   i   na   chwilę   ich   spojrzenia   spotkały   się.   Była   dość   ładna.   Jej   oczy   miały 

ciemnoniebieską barwę, a usta były małe i idealnie ukształtowane.

Zaskoczona, że Jace może ją zobaczyć, na krótką chwilę stała się bardziej widzialna 

tak, że nie dostrzegł już tak dobrze cegieł. W następnej sekundzie zniknęła.

Jace stał tak jeszcze przez moment, nie ruszając się, nim zdał sobie sprawę, że Daisy i 

Erin przyglądają mu się.

- Wygląda pan, jakby zobaczył ducha. Z niechęcią oderwał oczy od ściany.

- Nie, po prostu dochodzę do siebie po obfitym śniadaniu. Lepiej zabierajcie swoje 

owoce i zmykajcie, nim wróci pani Browne.

- Dobrze,   proszę   pana,   dziękujemy   panu   -   powiedziały,   wybiegając   z   klatki.   Przy 

drzwiach w murze Daisy stanęła, uśmiechnęła się i powiedziała:

- Jeśli   będzie   pan   czegoś   potrzebować,   proszę   mi   dać   znać.   Czegokolwiek.   Może 

masażu stóp. Albo... - Erin złapała ją za rękę i wyciągnęła za drzwi.

- Założę się, że nie minie sześć miesięcy, jak zajdzie w ciążę - mruknął Jace.

Przez chwilę jeszcze stał w tym samym miejscu i patrzył na mur, gdzie pojawiła się 

zjawa  kobiety.  Chroniła dwie chichoczące dziewczyny,  które podążały malinową  ścieżką, 

pomyślał.  Wyciągnęła  ze szczeliny pająka i dmuchnęła  nim w twarz pani Browne, która 

musiała wybiec i nie zobaczyła dziewcząt.

To, co zdumiewało Jace'a, to fakt, że ani dziewczyny, ani pani Browne nie widziały 

nic, co dla niego było tak dobrze widoczne.

- To  pan - usłyszał  nagle  głos z prawej  strony i odwrócił  się, by zobaczyć  panią 

Browne otwierającą drzwi. - Tak mi się wydawało, że kogoś widzę.

- Tak, przyznaję się: jadłem maliny. - Spojrzał znów w miejsce, gdzie pojawiła się 

kobieta. - Czyżbym widział chwilę temu, jak pani tańczyła?

- Może pan to tak ująć. Pająk spadł ze ściany prosto na moją twarz. Powiedziałam 

Hatchowi, co myślę o jego ogrodnictwie.

Pozwala tym chłopakom lenić się. Oni nie wykonują żadnej pracy.

- Inaczej niż pani dziewczęta.

- Daję im pracę, jeśli o to panu chodzi. - Próbowała dostać się do malin za nim, ale 

Jace zastawił przejście. - Miał pan ten wyraz twarzy.

- A co to jest „ten wyraz”?

background image

- Widział   pan   ducha?   Wystawi   pan   teraz   dom   na   sprzedaż?   Jace   spojrzał   na   nią 

przymilnie.

- Na sprzedaż? I tęsknić za pani śniadaniami? Jak mógłbym to zrobić.

Uśmiechnęła się.

- Jest pan dobrze wychowany, panie Montgomery. Czemu nie ma pan żony i dzieci? 

Ten dom potrzebuje rodzinnego rozgardiaszu.

- Składa mi pani propozycję? - zapytał i uśmiechnął się.

- Proszę iść, znaleźć sobie coś do roboty i pozwolić mi pracować.

Jace podszedł do drzwi, ale odwrócił się jeszcze.

- Pani Browne - powiedział poważnie. - Co do tego ducha, czy ludzie widzieli go tylko 

w środku czy również na zewnątrz?

- Wewnątrz. Nie słyszałam, by ktokolwiek mówił, że widział ją poza domem. Stary 

Hatch byłby śmiertelnie przerażony, gdyby pokazała się tutaj.

- Ale czy nie mówiła mi pani, że jedni ludzie mogą ją widzieć, a inni nie? Może 

pojawia   się   na   zewnątrz,   ale   nikt   jej   nie   widzi   -   lub   nie   może   zobaczyć   jej   w   świetle 

dziennym.

Pani Browne przyjrzała mu się uważnie.

- Próbuje   mi   pan   powiedzieć,   że   widział   lady   Grace   poza   domem?   Może   tutaj   w 

ogrodzie?

Jace uśmiechnął się szeroko.

- Próbuję użyć pani jako źródła wiedzy. Jeśli zamierzam napisać książkę o lady Grace, 

muszę dowiedzieć się o niej wszystkiego, prawda?

- Pisać książkę o kobiecie, która jest duchem? Cóż... jeśli to chce pan robić, proszę 

bardzo. Ale ja mam lepsze rzeczy do roboty.

- A więc nikt nie widział jej na zewnątrz?

- Nic mi o tym nie wiadomo, i wiem...

- Wiedza jest kluczem. - Jace westchnął. Ona może dużo wiedzieć, ale trudno było 

wyciągnąć od niej informacje. Był przerażony podjęciem próby uzyskania od niej informacji 

o Stacy. Jeśli  Stacy spotkała   tutaj kogoś,  a  pani  Browne   wiedziała  o tym,   było  bardziej 

prawdopodobne, że usłyszy kilka morałów, a nie informacje.

- Chyba trochę pobiegam - powiedział. - Muszę przygotować miejsce na lunch.

- Jest pieczony kurczak Jamie'go - krzyknęła za nim. - Z rozmarynem.

Uśmiechając się, Jace ruszył biegiem. Gdy dotarł do miejsca, w którym pojawił się 

duch, udał ból w kostce. Pani Browne bacznie go obserwowała. Kiedy rozmasował sobie 

background image

kostkę i podniósł się i oparł o mur. Był solidny i stary. Nie było tu żadnych drzwi i nie sądził, 

by kiedykolwiek były.

background image

ROZDZIAŁ 3

Jace biegał wokół parku przez ponad godzinę. Często stawał, by przyjrzeć się różnym 

miejscom. Jeśli kawałek ziemi był zajęty przez prawie dziewięćset lat, to ludzie zostawiali 

ślady po sobie. Przeszedł obok czterech zamkniętych szop i ruin dwóch pozostałych. Znalazł 

ładną kamienną wnękę z kopulastym sklepieniem i popękaną, marmurową podłogą. By się 

tam dostać, musiał przedrzeć się przez dziką winorośl, płosząc rodzinę małych futrzastych 

stworzeń, które biegły zbyt szybko, by mógł dojrzeć, czym są. Kamienie były ustawione w 

półokręgu obok czegoś, co, jak mu powiedziano, było wyschniętym  korytem rzeki. Mnisi 

trzymali ryby w otoczonej kamieniami sadzawce.

Kiedy wrócił do domu, miał czas tylko na prysznic przed lunchem. Zjadł w kuchni 

pani Browne i wysłuchał długiego narzekania na temat krzewów malinowych, które zostały 

ogołocone. Pytała Jace'a, kogo tam widział. Gładko skłamał. Powiedzenie jej prawdy byłoby 

jeszcze   gorsze   niż   kłamstwo.   Powiedzieć   jej,   że   duch   dmuchnął   w   nią   pająkiem?   Nie, 

absolutnie nie.

Po  lunchu,  który był wspaniały, poszedł  na  górę  i  zadzwonił  do  Nigela  Smitha   - 

Thompsona,   agenta   nieruchomości,   i   zadał   kilka   pytań.   Chciał   wiedzieć,   czy   poprzedni 

właściciel w ciągu tych  trzech lat,  od kiedy wystawił  dom na sprzedaż,  wynajmował go 

komuś. Kto tam mieszkał? Agent odpowiedział, że nikt. Właściciel wraz z rodziną wyniósł 

się z domu w środku nocy i, wróciwszy do swego rodzinnego kraju, nigdy już nie odwiedził 

domu.

- Jest pan pewien, że nie wynajął go nikomu? - naciskał Jace.

- Mogę do niego zadzwonić i spytać - odrzekł agent, ale z całą pewnością nie miał na 

to ochoty.

- Będę wdzięczny - powiedział Jace, po czym podał agentowi swój numer komórki. - 

Chcę wiedzieć, kto miał pozwolenie na przebywanie tutaj.

- Na to akurat mogę odpowiedzieć. Tylko  gosposia miała  prawo zostać.  Ogrodnik 

mieszka w małym domku na południowym krańcu posesji.

- Ale może właściciel miał przyjaciela, który korzystał z domu.

- Poprzedni właściciel powierzył opiekę nad domem nam, i mogę pana zapewnić, że 

nikomu nie wolno było z niego korzystać. - W jego głosie słychać było napięcie, jakby Jace 

oskarżał   go   o   coś   złego.   -   Sądzę,   że   powinien   pan   porozmawiać   z   panią   Browne.   Jeśli 

ktokolwiek korzystał z tego domu, ona o tym wie.

- Porozmawiam z nią - odpowiedział Jace, wzdychając, ponieważ wiedział, że od tej 

background image

kobiety nie uzyska żadnej informacji. - Ale pan zadzwoni do właściciela i spyta go?

- Tak   -   odparł   agent   zmęczonym   głosem.   -   Zadzwonię.   Jace   podziękował   mu, 

rozłączył się i ubrał do wyjścia. Po drodze zatrzymał się przy kuchni i spytał panią Browne, 

czy   w   czasie,   gdy   dom   stał   pusty,   ktoś   się   tu   zatrzymywał.   Tak   jak   się   spodziewał, 

odpowiedziała mu, że nikt tu nie mieszkał. Wyszedł w połowie jej wykładu i udał się na 

poszukiwanie swojego samochodu. Na zewnątrz, ukryty za zakrętem, znajdował się garaż na 

trzy auta.

Miał problemy ze znalezieniem kluczyków w pudełku wiszącym na ścianie. Kiedy 

otworzył wreszcie samochód, zauważył, że został odkurzony, a na siedzeniu pasażera leżała 

teczka.   Wewnątrz   znajdował   się   schludnie   zapisany   kawałek   papieru   wyszczególniający 

sprzęt   i   komputer,   oraz   inne   wyposażenie   potrzebne   w   biurze.   Jace   uśmiechnął   się, 

zauważywszy, że elementy pochodzą z czterech różnych źródeł. „Starałam się wynegocjować 

najlepsze ceny” - napisała Gladys na końcu.

- „Mogłabym kupić wszystko w poniedziałek i zacząć pracę we wtorek o drugiej po 

południu. Zajęcia mam do pierwszej”.

Jace musiał obejść samochód dookoła, by dostać się do siedzenia kierowcy. Zajmie 

mu trochę czasu dostosowanie się do kierownicy po przeciwnej stronie, niż zwykł ją mieć.

Wyjechał   z   garażu,   po   czym   rozejrzał   się   za   mechanizmem   zamykającym   drzwi 

garażowe, ale nie znalazł go. Znikąd zaś pojawił się Mick i zamknął drzwi. Jace opuścił okno 

i powiedział:

- Powiedz Gladys: tak. Wtorek jest w porządku. Mick uśmiechnął się i skinął głową.

Kiedy   jechał   do   Margate,   zadzwoniła   komórka.   Nigel   powiedział,   że   właściciel 

stanowczo zaprzeczył, by wynajmował dom komukolwiek.

- Dzięki - odparł Jace i rozłączył się.

Albo ktoś kłamał, albo Stacy i ten, z kim się spotkała, włamali się do domu. Jace nie 

miał dowodu, że się spotkali. Może poszła do domu, czekała na niego, ale się nie pojawił. 

Może w desperacji odebrała sobie życie.

- Ale   jeśli   kochała   go   tak   bardzo,   dlaczego   chciała   wyjść   za   mnie?   -   powiedział 

głośno,   po   czym   gwałtownie   skręcił,   by   uniknąć   nadjeżdżającego   samochodu. 

Nieprzyzwyczajony, jechał prawą stroną drogi.

Zatrzymał rangę rovera na poboczu i oparł głowę na kierownicy. Bez zdjęcia Stacy nie 

wiedział, jak zadawać pytania. Czytał raport o jej śmierci. Nikt nie odwiedzał jej tej nocy w 

pubie. Przyszła późno, żona właściciela powiedziała, że dała Stacy klucz, a ona potknęła się, 

wchodząc po schodach. Powiedziała też, że Stacy wyglądała, jakby płakała. Właściciel spytał, 

background image

czy mógłby pomóc.

- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziała Stacy. - Po prostu potrzebuję porządnie 

się wyspać.

Wczoraj Jace zjechał z trasy od razu do Priory House, omijając miasteczko. Teraz 

zobaczył,  że było spokojne i sympatyczne, ale taka była  większość miasteczek w Anglii. 

Wszystkie sklepy spożywcze były ściśle określone, mięsny, piekarnia, z owocami, warzywny 

i sklep z winem. Na końcu głównej ulicy, nazwanej High Street, jak w większości miasteczek, 

był pub, a drugi znajdowała się na drugim końcu.

Który to był pub? - zastanawiał się. Kopię policyjnego raportu miał schowaną razem 

ze zdjęciem Stacy i nie pomyślał o tym, by go zabrać. Może mógłby odwiedzić miejsce, w 

którym... umarła Stacy - ciężko mu było nawet o tym myśleć - i dowiedzieć się czegoś.

Kiedy minął mały, ceglany budynek, będący historyczną biblioteką Margate, wpadł na 

pewien pomysł.

Zaparkował i poszedł do biblioteki. Każdy, kogo mijał, przyglądał mu się i kiwał 

głową. Nie miał wątpliwości, że ludzie wiedzieli, iż jest najnowszym właścicielem Priory 

House.   Niemal   słyszał,   jak   pytają,   czy   widział   ducha.   Pomyślał,   co   by   było,   gdyby 

odpowiedział: „Tak, ale wystraszyła się mnie i zniknęła”.

Kiedy dotarł do drzwi biblioteki, zdał sobie sprawę, że nie ma notesu i długopisu. Nie 

mógł udawać pisarza zbierającego informacje, nie mając przy sobie podstawowych atrybutów 

tegoż.

Rozejrzał się wokół i zauważył po drugiej stronie sklep papierniczy. Przeszedł przez 

ulicę i wszedł do środka. Jak większość tego typu sklepów w Anglii, miał on tylko po dwa 

rodzaje każdego z artykułów, a nie jak sklepy amerykańskie - po dwadzieścia pięć. Poza tym 

w zasięgu wzroku nie było ani kawałka plexi.

- I oto pan jest - odezwała się zza lady wysoka, szczupła kobieta, o szpakowatych 

włosach. Pchnęła w jego stronę pudełko.

- Przepraszam?

- Tam jest wszystko - powiedziała. - Proszę zajrzeć.

- Obawiam się, że zaszła pomyłka. Nic nie zamawiałem.

- Dzwoniła Alice Browne i powiedziała, że widział pan ducha w ogrodzie. Nikt do tej 

pory tego nie doświadczył, więc pewne jest, że następny pana przystanek będzie w bibliotece, 

by dowiedzieć się czegoś o niej. Oczywiście będzie pan chciał robić notatki, a tu znajduje się 

wszystko, czego pan potrzebuje.

Kiedy Jace się nie ruszył, pchnęła pudełko tak, że omal nie spadło.

background image

- No dalej - powiedziała kobieta. - Wszystko zostało dopisane do pana rachunku, a 

młodej Gladys Arnold prześlę na koniec miesiąca zestawienie. Przy okazji powiem panu, że 

nie jest to miłe, kiedy kupuje pewne produkty w Aylesbury. Może jej pan przekazać ode 

mnie, że nic nie da ignorowanie lokalnych sprzedawców.

Kiedy Jace nadal się nie ruszył, spytała zniecierpliwiona:

- Czy potrzebuje pan czegoś jeszcze?

- Nie - odpowiedział oszołomiony, po czym wziął pudełko i ruszył do samochodu. 

Wrzucił je na siedzenie pasażera i usiadł za kierownicą. Potrzebował chwili na uspokojenie. 

Mimo że powiedział pani Browne, iż nie widział ducha, nie uwierzyła mu. Zatelefonowała za 

to do lokalnego sklepu  papierniczego i powiedziała  sprzedawcy,  że Jace wpadnie  tam w 

drodze do biblioteki.

W pierwszej chwili chciał zadzwonić do pani Browne i powiedzieć jej, by zostawiła 

go w spokoju, a może nawet ją zwolnić. Jak śmiała rozpowiadać w całym mieście o tym, co 

on robił?

Kiedy opanował złość, uświadomił sobie, że ma to nawet dobre strony. Nie będzie 

musiał   przekonywać   ludzi,   że   jest   zainteresowany   duchem,   ukrywając   swoje   prawdziwe 

motywy. Nie, to sprawiło, że Jace był jak wszyscy inni.

- Dobrze - powiedział. - Mogę teraz szukać spokojnie. Rozluźniając napięte mięśnie, 

spojrzał na pudło leżące obok.

Wreszcie zaczął je przeglądać, kręcąc głową z niedowierzaniem. Zawierało wszystko, 

czego potrzebował badacz: sześć długopisów czterokolorowych, dwa notatniki, jeden w linie, 

drugi czysty. Znalazła się nawet mała latarka na baterie.

Wziął dużą teczkę z klipsem, wsadził tam notes, dwa długopisy i ruszył do biblioteki.

Bibliotekarką   była   kobieta   w   wieku   zbliżonym   do   sprzedawczyni   w   sklepie 

papierniczym i pani Browne.

- Mam wszystko, czego pan potrzebuje - odezwała się, kiedy tylko wszedł i pchnęła w 

jego stronę pudełko. - Nazywamy to pudełkiem Priory House i nawet książek już stamtąd nie 

zabieramy. Mam nadzieję, że ma pan magnetowid. Alice powiedziała, że nie ma pan zbyt 

dużo   sprzętu,   tylko   to,   co   zostało   po   poprzednim   właścicielu.   Jeśli   potrzebuje   pan 

odtwarzacza, możemy go panu wypożyczyć.

- Dziękuję   -   odpowiedział   Jace   najgrzeczniej   jak   umiał,   ale   ciężko   było   się 

powstrzymać od ciętej riposty. - Zamówiłem już odtwarzacz.

- Tak? Alice nic mi nie powiedziała.

- Pani Browne nie wie wszystkiego o moim życiu - odparł sztywno.

background image

Kobieta wyglądała na zaskoczoną.

- Rozumiem.  Może nie chce pan tych  książek - powiedziała wreszcie  i zaczęła je 

zabierać. Wbrew dobrym intencjom chyba obraził kolejnego Anglika.

- Bardzo mi się przydadzą - zapewnił, podnosząc pudełko, nim kobieta zdążyła  je 

zabrać. - To bardzo miłe z pani strony, że zebrała pani to dla mnie.

Nie złagodniała niestety.

- Nie zrobiłam tego dla pana. Przygotowałam je dla pani Grant.

- Tak? - mruknął Jace i uśmiechnął się, próbując się przypochlebić. - Nie znam jej.

- Oczywiście, że nie! Była czwartym poprzednim właścicielem. - Kobieta patrzyła na 

niego tak, jakby zajął już zbyt dużo jej cennego czasu. - A teraz, jeśli nic więcej pan nie 

potrzebuje...

- Właściwie, to chciałbym się tu rozejrzeć. Jeśli oczywiście mogę.

Nic nie odpowiedziała, i odwróciła się. Jace zabrał pudło i postawił na stole. To, co 

naprawdę chciał  zobaczyć,  to lokalna gazeta  z następnego  dnia po śmierci  Stacy.  Chciał 

wiedzieć, co zostało na jej temat napisane i kto był z tym powiązany.

Wiedział, że bibliotekarka podpowiedziałaby mu, gdzie szukać, ale wiedział równie 

dobrze, że pięć minut później zadzwoniłaby do pani Browne. Żeby poprosić o jej zgodę? Czy 

bibliotekarka  spytałaby  panią  Browne,  czy jest   jakiś  specjalny powód,  że  Jace  przegląda 

gazetę sprzed trzech lat?

Ostatecznie   znalazł   to,   czego   szukał,   bez   pytania   i   włożył   gazetę   do   czytnika 

mikrofilmów.

W dzień po znalezieniu ciała Stacy wiadomością nr. 1 był konkurs na najpiękniejszy 

ogród, więc informację o jej śmierci umieszczono dopiero na dole drugiej strony. W pierwszej 

chwili   był   oburzony,   że   jej   śmierć   nie   była   wiadomością   na   pierwszą   stronę,   ale   zaraz 

uspokoił się zadowolony, że spekulacje na ten temat nie znalazły się w centrum uwagi. Jej 

śmierć została potraktowana z należytym szacunkiem, pomyślał.

Artykuł został napisany przez Ralpha Barkera. On był autorem artykułów i wydawcą 

gazety. Jace zapisał w notesie adres. Ociągał się z przeczytaniem tej historii. W końcu wziął 

głęboki oddech i zaczął czytać. Był to zwykły artykuł, jakich wiele w każdej gazecie. Same 

fakty, zero spekulacji.

O   godzinie   3   rano   12   maja   2002   roku   ciało   panny   Stacy   Evans,  

dwudziestojednoletniej obywatelki amerykańskiej, zostało znalezione nad pubem Leaping Pub 

przez   żonę   jego   właściciela,   panią   Emmę   Carew.   Pani   Carew   powiedziała   konstablowi 

Clive'owi Seftonowi, że panna Evans przyszła do pubu około północy i spytała, czy mogłaby 

background image

wynająć pokój na jedną noc. Pani Carew powiedziała, że panna Evans wyglądała fatalnie. 

Miała podartą bluzkę na ramieniu i rozmazany makijaż, jakby płakała. Pani Carew spytała, 

czy wszystko w porządku. Panna Evans odpowiedziała że tak, tylko jest bardzo zmęczona i 

potrzebuje porządnie się wyspać. Poprosiła, by jej nie przeszkadzano i jeśli będzie musiała  

zapłacić za dwie noce, to nie ma  problemu. Pani Carew stwierdziła, że wyczuwała zapach  

alkoholu w oddechu panny Evans, więc uznała, że dziewczyna piła i nie chciała prowadzić w  

takim stanie. Kiedy panna Evans wchodziła na górę, potknęła się.

Następnego   dnia,   kiedy   panna   Evans   nie   pokazała   się,   pani   Carew   zaczęła   się  

niepokoić. Jej mąż, właściciel pubu, powiedział, by zostawiła pannę Evans w spokoju, ale 

pani Carew tego nie zrobiła. Użyła swojego klucza, chcąc wejść do pokoju, ale okazało się, że  

jest zamknięty na łańcuch. Powiedziała, że widziała pannę Evans zwiniętą na łóżku, a instynkt  

podpowiadał jej, że nie żyje. Zadzwoniła na policję.

Konstabl Clive Sefton przyjechał na miejsce o godz. 15.06 i razem z panią Carew  

weszli do pokoju. Panna Evans była martwa.

Konstabl   Sefton   znalazł   torebkę   panny   Evans,   wyjął   jej   paszport   i   zadzwonił   pod 

numer zapisany w „kontakt w nagłych przypadkach”.

Artykuł stwierdzał, że według wstępnych ustaleń było to samobójstwo.

Jace szybko przewinął dwa kolejne numery gazety wypełnione artykułami i zdjęciami 

z konkursu ogrodów. Z pewnym zdziwieniem zauważył, że nie było ani jednej wzmianki o 

jego domu czy też o pięknym ogrodzie pana Hatcha.

Trzy dni po śmierci Stacy znalazł kolejny artykuł, tym razem na stronie szóstej, znowu 

na dole. Krótko przypomniał historię, po czym donosił, że zamężna siostra panny Evans, pani 

Regina Townsend, przyleciała do Margate, by zabrać ciało do Stanów Zjednoczonych.

Przepytywana przez konstabla Seftona, powiedziała, że jej siostra była od jakiegoś 

czasu przygnębiona. W najbliższym czasie miała wyjść za mąż, ale miała też inne plany i nie 

wiedziała, jak uwolnić się od obietnicy małżeństwa.

Jace zgiął się, czując, jakby mu ktoś dokopał. Przez chwilę nie mógł złapać oddechu. 

Na pogrzebie Stacy jej rodzina wyładowała swój żal na nim, ale jego bliscy chronili go od 

najgorszego.   Tak  naprawdę   Jace   był  otępiały,   i  nie   rozumiał,  co  mówili.  Dopiero   potem 

zaczął przypominać sobie, ale też tylko częściowo.

I   oto   miał   to   na   piśmie.   Siostra   Stacy,   kobieta,   którą   uważał   za   przyjaciółkę, 

powiedziała policji, że Stacy nie wiedziała, jak uwolnić się od obietnicy małżeństwa.

- Obietnicy poślubienia mnie - wyszeptał.

- Tak, panie Montgomery? - zapytała chłodno bibliotekarka. - Potrzebuje pan czegoś?

background image

- Nie, ja tylko... - Patrzyła na niego wyczekująco, a kiedy zrobiła krok w jego stronę, 

wyłączył urządzenie z mikrofilmem. Nie chciał, by widziała, co czytał.

- Zastanawiałem   się,   czemu   Hatch   nie   zgłosił   Priory   House   na   lokalny   konkurs 

ogrodów - powiedział, zwijając mikrofilm i odkładając go do koszyka.

- Wszyscy się nad tym zastanawiają - odpowiedziała. - Ktokolwiek wygra zawody, 

mówi mu się, że nie wygrałby, gdyby pan Hatch wystawił swoje kwiaty. To jest frustrujące, 

kiedy człowiek stara się przez cały rok, by zostać uznanym za najlepszego, ale jak widać 

tylko dlatego, że ktoś nie wystawił roślin. Może, jako właściciel Priory House, będzie mógł 

pan porozmawiać z panem Hatchem?

- Z pewnością to zrobię, ale powiem pani, że jeśli te róże rosnące przed budynkiem są 

pani dziełem, to nie jestem pewien, czy Hatch wygra.

- Robię, co w mojej mocy - powiedziała pani Wheeler, wyraźnie zadowolona.

Uśmiechając  się,  Jace  podziękował   jej  ponownie,  po czym   wyszedł.  Przez  chwilę 

głęboko   oddychał,   chcąc   się   uspokoić.   Położył   pudełko   z   książkami   o   historii   domu   w 

samochodzie.   Co   teraz?   Uruchomił   auto   i   ruszył   w   stronę   pubu   Leaping   Stag.   Wuj 

powiedział, że może odkryć rzeczy, jakich nie chciałby poznać. Czy chodzi o to, że Stacy 

chciała zerwać zaręczyny? Że już go nie kochała?

W drodze do pubu Jace doszedł do wniosku, że ostatnia rzecz, jakiej pragnie, to więcej 

takich informacji. Potrzebuje za to drinka i chwili zapomnienia.

Pub był pełen starych drewnianych belek i lśniących podków - wyobrażenie turysty, 

jak powinien wyglądać angielski pub.

Przy stoliku w rogu siedziała młoda para, ale poza nimi i mężczyzną przy barze, nie 

było nikogo. Barman był wysokim, około czterdziestoletnim mężczyzną. Biały fartuch opinał 

jego duży brzuch. Wyglądał na właściciela pubu.

- Ma pan może McTarvit? - zapytał z nadzieją Jace. Z lekkim uśmiechem mężczyzna 

nalał Jace'owi szklaneczkę ciemnozłotej whisky.

- Zdaje się - powiedział mężczyzna - że spotkał pan już „trójcę”. Jace spojrzał na 

niego pytająco.

- Panią Browne, panią Parsons w papierniczym i panią Wheeler w bibliotece, a teraz 

czas na whisky. Jeszcze jedną?

- Podwójną. Z zaplecza wyszła kobieta w wieku podobnym do Jace'a. Była ładna i 

miała niezłą figurę.

- Och, to pan jest tym, który widział - powiedziała z przejęciem.

- Spokojnie, kochanie - powiedział łagodnie barman. - A przy okazji, jestem George 

background image

Carew, a ta zuchwała pani to moja żona, Emma. - Uśmiechnął się do Jace'a. - Spotkał właśnie 

trójcę.

Emma spojrzała na niego z sympatią.

- Biedactwo.   Zaoferowałabym   panu   jedzenie,   ale   założę   się,   że   Alice   już   pana 

nakarmiła.

- Jak dużo może człowiek utyć w ciągu dwudziestu czterech godzin? - zapytał Jace.

- Dzisiaj będzie ciasto, jeśli znajdzie jakieś maliny. - Jej ładne oczy błyszczały.

- Jak te dziewczyny utrzymują sekret w takim mieście jak to? - zapytał Jace zniżonym 

głosem. Whisky rozluźniła go, ale wiedział, że nie powinien pić więcej w obawie, że powie 

coś, czego nie powinien.

- Wszystko   jest   robione   w   Luton   -   powiedziała   Emma.   -   Wiem   o   owocach   tylko 

dlatego, że całą sprawę zapoczątkowała moja mama.

- A w jaki sposób zaangażowany jest w to pan Hatch?

- Jest jej najmłodszym bratem.

- „Młodość” to względne określenie. Musi mieć około osiemdziesiątki - powiedział 

właściciel.

Przez krótką chwilę patrzyli z żoną na siebie z taką miłością i intymnością, że Jace 

miał ochotę złapać butelkę z whisky i opróżnić ją duszkiem. Kiedyś myślał, że tak było z nim 

i ze Stacy, ale wyglądało na to, że to nieprawda.

- Tak, słyszałem o pańskiej żonie - powiedział Jace, nim zdążył ugryźć się w język, po 

czym zdał sobie sprawę, że przecież nie mógł powiedzieć, gdzie o niej słyszał.

Ale barman uśmiechnął się tylko.

- Więc już czytał pan książkę.

- Tak oczywiście, że tak - powiedział Jace, ale Emma obserwowała go. Czuł, że ona 

wie, iż kłamie. Chciał otworzyć notes i napisać: Znaleźć książkę. Przeczytać o Emmie.

- Panie Montgomery - zaczęła Emma.

- Jace.

- Jace. - Uśmiechnęła się do niego, sprawiając, że poczuł się dobrze. - A może by piwo 

i amerykańskie skrzydełka?

- Kto robił piwo?

- Nie mów mi, że piłeś piwo starego Hatcha? - zapytał ze śmiechem George.

- Odrobinę.

- I jeszcze żyjesz?

- Tego samego dnia wypiłem także dwa kubki jego wina.

background image

- To cud, że jeszcze widzisz.

- Nie dziwię się, że spałeś do obiadu - powiedziała Emma, po czym roześmiała się, 

widząc wyraz twarzy Jace'a. - Daisy powiedziała swojej mamie, ona mojej, a ta mnie. Jesteś 

głównym tematem rozmów w okolicy. Duży, wspaniały człowiek sam w takim olbrzymim 

domu. Przeważa opinia, że potrzebujesz żony. Tak naprawdę jest parę panien, które odkurzają 

w tej chwili swoje szpilki.

- Kto potrzebuje żony? Ktoś jeszcze poza mną? - doszedł ich głos od drzwi.

Jace   odwrócił   się   i   zobaczył   młodego   mężczyznę,   przed   trzydziestką,   blondyna   z 

niebieskimi oczami o silnej budowie ciała. Był w mundurze policyjnym  i Jace intuicyjne 

wyczuł, że to ten człowiek, który otworzył drzwi i znalazł Stacy.

Mężczyzna usiadł na stołku obok Jace'a i zamówił lemoniadę.

- Na służbie - wyjaśnił. - Clive Sefton. Dlaczego kupił pan ten dom?

Jace nie uśmiechnął się.

- Ze względu na jego piękno. Cała trójka jęknęła.

- Przysmaki pani Browne? Ogrody? Ponownie jęknęli. Jace napił się piwa, lekkiego 

piwa w amerykańskim stylu, zjadł jedno ze skrzydełek, i pchnął w kierunku Clive'a talerz.

- OK., zarobiłem trochę pieniędzy dzięki dobrej inwestycji i chciałem znaleźć sobie 

miejsce do życia, więc kupiłem dom.

- Dlaczego ten dom? - naciskał Clive.

- By napisać książkę o duchu, oczywiście.

- Tak jak wszyscy inni - powiedział zrezygnowany George.

- Przykro mi, mój drogi - powiedziała Emma do Jace'a - ale nie zostaniesz tu. Szkoda.

- Powiedzcie mi - poprosił Jace - co dokładnie robi ten duch?

- Całe miasto już wie, że widziałeś go w ogrodzie dzisiejszego ranka.

- To,   co   widziałem,   to   dwie   dziewczyny   kradnące   moje   maliny.   Pani   Browne   się 

pomyliła. - Nie była to prawda, ale nie było to też do końca kłamstwo.

Emma spojrzała na Clive'a.

- Powiedz mu, co słyszałeś. Clive skończył jeść czwarte skrzydełko i powiedział:

- Ostatni   właściciel   mówił   mi,   że   widział   zarys   kobiety   siedzącej   za   jego 

siedmioletnim synem. Grali razem w Xboxa.

- Xbox? - zdziwił się Jace.

- Xbox. Ona czyta ludziom ponad ramieniem, a kiedy komuś idzie to wolno, przekłada 

strony. Najstarszy syn wcześniejszego właściciela mówił, że słyszał, jak jeździła konno po 

schodach, ale sądzę, że chłopak napalił się czegoś, czego nie powinien.

background image

- A co z jej „drzewem”? - zapytał Jace.

- To było dawno temu - kontynuował Clive. - Powiadają, że wisiał tam mężczyzna. 

Zdradził ją, więc rozkazała swoim ludziom powiesić go. Poproś pana Hatcha, by pokazał ci 

miejsce, gdzie był sznur. Wisiał tam jeszcze, póki dziesięć lat temu ówczesny właściciel nie 

odciął go.

- Jest też historia mówiąca, że zakopała pod tym drzewem swój łup. Pan Hatch spędził 

wiele nocy, śpiąc pod drzewem z bronią w ręku. Robotnicy w okolicy zawsze mówią, że 

wykopią drzewo i zobaczą, co jest pod nim, więc Hatch je pilnuje.

- Interesujące - powiedział Jace, patrząc na swoje piwo i wreszcie zapytał: - Czy są 

jakieś sprawy nierozwiązanych morderstw w tym mieście?

Emma uśmiechnęła się z wyrozumiałością.

- Chcesz napisać o morderstwie w angielskim miasteczku, prawda?

- Jedynie   niezwykłe   morderstwa   się   sprzedają.   -   Jace   łyknął   piwa.   -   Czy   ktoś 

kiedykolwiek   przeprowadził   badania   angielskiej   populacji   w   stosunku   do   zabitych   w 

przemyślny sposób w prowincjonalnych angielskich miasteczkach?

- Nie słyszałem o niczym takim - odpowiedział George, uśmiechając się. - Ale jeśli 

ktoś by to zaproponował, jestem pewien, że rząd brytyjski zapłaci za takie badania.

- Moim zdaniem - powiedziała  Emma  szybko,  nim jej mąż  zdążył zagłębić  się w 

politykę.  - Chodzi o to, że prowincjonalne miasteczka angielskie są tak nudne, że ludzie 

mówią o morderstwie tylko po to, by ożywić to miejsce.

- Patrzyła znacząco na męża.

- Emma chce, by George zabrał ją na jedną noc do Londynu - wyjaśnił Clive. - Jeśli 

tego nie zrobi, będziesz miał morderstwo do rozpracowania tutaj, w Margate.

- Więc nic takiego, się tutaj nie wydarzyło, poza duchem i Xboxem?

- To dobry tytuł do twojej książki - powiedział George. - „Duch i Xbox”.

Clive patrzył na Jace'a podejrzliwie.

- Jakieś konkretne zbrodnie masz na myśli? Jace odwrócił wzrok. Wypił za dużo i za 

wiele uszu słuchało.

Ucieszył   się,   kiedy   kilku   mężczyzn   weszło   do   pubu.   Włączono   muzykę   i   jego 

towarzysze zniknęli.

Ostatecznie Jace został w pubie do drugiej nad ranem. Śmiał się i rozmawiał z ludźmi 

i robił wszystko, by zapomnieć, co widział rankiem i czytał po południu. Jakiś rudowłosy, 

piegowaty mężczyzna odwiózł go do domu.

background image

ROZDZIAŁ 4

Jace postanowił spędzić cały dzień w domu. Nie wypił dużo, ale przez drugi dzień z 

rzędu i musiał odpocząć. Przy śniadaniu pani Browne wypytywała go o jego wątrobę. Jace nie 

odpowiedział. Później pani Browne chciała wiedzieć, co jeszcze odkrył poza duchem. Jace 

wiedział, że musi coś powiedzieć albo plotki zaczną żyć swoim własnym życiem.

Spojrzał na tosty - à la Jamie Olivier - i zachował się tak, jakby chciał coś ukryć. Pani 

Browne myła duży zlew i czekała.

Jace przetrzymał ją chwilę i powiedział:

- Czemu mój ogród nie pojawił się w lokalnym konkursie ogrodów?

Pani Browne natychmiast uczepiła się swojego ulubionego tematu: pan Hatch. Nigdy 

nie brał udziału w zawodach, ponieważ uważał, że byłoby to nie w porządku w stosunku do 

innych  uczestników. W końcu był  profesjonalistą. Pani Browne  powiedziała  Jace'owi, co 

myśli o zdolnościach ogrodniczych pana Hatcha.

Ciesząc się, jakby odwrócił uwagę stróżującego psa, Jace poszedł do swojej sypialni, 

gdzie ktoś położył pudło z książkami, które pożyczyła mu bibliotekarka. Równie dobrze mógł 

zacząć od nich.

Ostatniej nocy spał w dużym, dębowym łóżku w głównej sypialni, ale nawet podczas 

snu wydawało się za duże i zbyt puste. Wybito kawałek ściany i zamaskowano drzwi, by 

poprzedni właściciel mógł korzystać z pokoju po zachodniej stronie jako garderoby, więc Jace 

ruszył do wschodniej części domu, do swojego ulubionego pokoju, w którym spał pierwszej 

nocy. Jak tylko do niego wszedł, uśmiechnął się.

Usiadł na kanapie w wykuszu, spojrzał na park, i dalej na pola trawy nakrapiane... 

Musi spytać wreszcie pana Hatcha, czy te owce są jego, czy nie.

Odwrócił się, by znów obejrzeć pokój. Stało tu jedynie łóżko, lub raczej materac i 

rama zbita z desek, i pojedyncze krzesło przy kominku. Wiedział, że na dole jest kilka dużych 

pokoi z sofami i gdyby miał choć odrobinę rozumu, poszedłby tam z książkami. Wolał jednak 

zostać tutaj. Po pierwsze, był to jedyny pokój, który nie sprawiał wrażenia pustego, mimo 

braku   mebli.   Nawet   kuchnia   pani   Browne,   wypełniona   wieloma   sprzętami,   wywoływała 

poczucie samotności. Ale tutaj w jego sypialni...

- Daj spokój, Montgomery - powiedział na głos - i tak cię zamkną.

Światło w tym pokoju jest odpowiednie, jest kanapa przy oknie, a to wszystko, czego 

potrzebuje.

Rozciągnął się na łóżku, a pudło postawił na podłodze obok. Pierwszą rzeczą, którą 

background image

przeczytał, była mała niebieska książeczka wydana w 1947 r., mówiąca o szalonej Barbarze 

Caswell, lady Grace. Urodzona w 1660 roku w podupadającej rodzinie szlacheckiej, była 

piękną kobietą, niemogącą znaleźć sobie miejsca. W wieku osiemnastu lat poślubiła bogatego 

właściciela Priory House, i doszła do wniosku, że jej życie będzie jedną, wielką zabawą. Mąż 

jednak nienawidził Londynu i życia towarzyskiego. Znudzona do szaleństwa, wymykała się 

nocami sekretnymi schodami z „perkalowego pokoju”, do jednego z czterech pokoi w wieży, 

i przebierała w męskie ubranie. Dosiadała swojego ulubionego konia i wyruszała na rabunek, 

nie dla pieniędzy, ale dla emocji towarzyszących temu.

Po kilku miesiącach  lady Grace spotkała innego  rozbójnika, Dżentelmena  Jacka, i 

wdała się z nim w romans. Przez lata razem okradali ludzi. W końcu jednak dopadło ją 

znudzenie,   a   potrzeba   większego   podniecenia   spowodowała,   że   zaczęła   zabijać.   Zabiła 

chłopca,   który   w   majątku   dorastał,   a   kiedy   stary   sługa   odkrył   prawdę,   otruła   go.   Kiedy 

nakryła Dżentelmena Jacka w łóżku z inną kobietą, wydała go konstablowi. Rozbójnik został 

aresztowany,   osądzony   i   powieszony.   Jedynym   zmartwieniem   Barbary   Caswell   była 

możliwość   wyjścia  na  jaw   jej   postępków.  Jednak   przydomek  Jacka   mówił   prawdę,   i  nie 

zdradził jej.

Przeczytawszy dwie trzecie książki, Jace odłożył ją na bok. Cała historia była  dla 

niego bez sensu, choć uważano ją za prawdziwą. Barbara Caswell znikała noc w noc przez 

lata. Czy nikt tego nie zauważył? Czy nie wydarzyło się absolutnie nic, co spowodowałoby, 

by ktokolwiek z mieszkańców Priory House odkrył jej zniknięcie?

Z   oporami   zaczął   czytać   dalej.   Po   latach   morderstw   i   niewierności,   pani   Caswell 

zakochała się w narzeczonym jedynej osoby, która ją podejrzewała. Wtedy się zmieniła. Aha! 

- pomyślał  Jace. Moc miłości.  W  ciągu jednej  nocy Barbara  Caswell  przeistoczyła  się z 

bezwzględnego zabójcy w idealną żonę - poza tym, że planowała otrucie męża, by się go 

pozbyć i wyjść za mąż za mężczyznę, którego pokochała.

Doszedłszy do końca książki, Jace ledwo widział na oczy. Wiedział, że nie powinien 

do końca wierzyć w to, co przeczytał, że historia jest zbyt romantyczna, ale tak nie było. 

Kiedy   przeczytał,   że   podczas   swojego   ostatniego   wypadu   lady   Grace   została   zastrzelona 

przez człowieka, którego kochała - poczuł ulgę.

- Zasłużyła na śmierć - skwitował i wrzucił książkę do pudła.

Chciał się zdrzemnąć, ale przypomniał sobie o Emmie Carew i zastanowił się, co też 

miał o niej przeczytać.

Wyjął z pudła dużą książkę, Historia Margate. Jako że była dość gruba, uznał, że nie 

będzie czytać całej. Spojrzał na spis treści, znalazł Carew i otworzył na wskazanej stronie. 

background image

Znajdowało   się   tam   zdjęcie   Emmy,   zrobione   jakieś   dziesięć   lat   temu,   w   kostiumie 

kąpielowym, koroną na głowie i berłem w ręku. „Miss Margate” głosił napis pod zdjęciem, 

„uznana za najpiękniejszą dziewczynę w mieście”.

Uśmiechnąwszy   się,   Jace   zamknął   książkę   i   przejrzał   resztę   zawartości   pudła. 

Znajdowały się tam cztery broszury dotyczące sprzedaży domu. Obejrzał je i stwierdził, że 

dom  nie  zmienił  się  zbytnio,  z  wyjątkiem   umeblowania.   Jeden  z właścicieli   wypełnił  go 

nierdzewną stalą i czarną skórą. Na dnie pudła był przewodnik po nawiedzanych domach w 

Anglii,  gdzie  znalazł   duży  rozdział   o  Priory  House.  Przeczytał   o  tym,   jak  duch  Barbary 

Caswell, kobiety - rozbójnika, był często widywany. Poza innymi rzeczami, zapałała świeczki 

w oknie wieży i jeździła konno wewnątrz domu.

- Ale jej mąż nie miał pojęcia, co się dzieje - powiedział Jace i rzucił przewodnik do 

pudła.

Oparł głowę na poduszkach i rozejrzał się po pokoju. Sufit był nieozdobiony, dębowa 

boazeria sięgała do połowy wysokości ścian, a podłoga wyłożona była dębowym parkietem.

- Ciekawe, jak ten pokój kiedyś wyglądał? - wyszeptał, nim zapadł w drzemkę.

Natychmiast zaczął śnić. Śniło mu się, że był w tej sypialni, stał w miejscu, gdzie teraz 

jest łóżko, i widział wąskie posłanie po przeciwnej stronie. Spojrzał na swoje stopy i odkrył, 

że   lewa   noga   znajduje   się   w   wielkiej   szafie.   Zrobił   krok   w   prawo,   by   z   niej   wyjść. 

Zaciekawiony, przesunął ręce przez szafę, a potem przez krzesło obok niej. Wiedział, że śni, 

więc bawiła  go ta  sytuacja.  Podszedł  do kominka,  przechodząc przez  zieloną  otomanę, i 

uśmiechnął się, gdy przeszedł przez nieobite krzesło.

Przy kominku Jace próbował podnieść ozdoby, ale jego ręka przechodziła przez nie. 

Co za cudowny sen, pomyślał, bawiąc się magicznym uczuciem widzenia, ale nie bycia tam. I 

co za wspaniały pokój stworzył mój umysł. Styl wiktoriański nie był tym, który by wybrał, 

jeśliby mógł. Wybrałby raczej Priory House za czasów klasztoru.

Ten pokój należał do kobiety, pomyślał, kiedy szedł i przystając, przekładał swoje 

ręce   przez   butelki   na   małym   stoliku,   po   czym   spojrzał   na   tytuły   książek   upchnięte   na 

wysokim,   wąskim   regale.   W   większości   były   to   książki   dla   dzieci,   ale   było   też   kilka 

przyrodniczych.

- Ptaki - powiedział, ale nie usłyszał swojego głosu. - Ona lubi ptaki.

Kiedy nie usłyszał żadnego dźwięku, pomyślał: jak niemy film, to jest niemy sen.

Nie znał się na antykach, ale przypuszczał, że pokój pochodzi mniej więcej z okresu 

amerykańskiej wojny domowej.

Kiedy okrążył już cały pokój, zatrzymał się znów przy szafie. Po jego lewej stronie 

background image

otworzyły się drzwi. Jak zauważył, pozostałych drzwi do głównej sypialni i łazienki nie było. 

To były późniejsze zmiany.

Mimo, że wiedział, iż śni i że to, co widzi, nie jest prawdziwe, kiedy usłyszał głosy, 

jego serce niemal stanęło.

Do   pokoju   weszły   dwie   kobiety.   Jedna   była   wysoka   i   szczupła,   z   włosami 

opadającymi na szyję. Jace rozpoznał w niej kobietę, która dmuchnęła pająkiem w twarz pani 

Browne. W pierwszej chwili chciał powiedzieć „dzień dobry”, ale pragnął zobaczyć, co się 

wydarzy,   więc   wszedł   do   szafy.   Obraz   trochę   ściemniał,   jakby   miał   na   oczach   okulary 

przeciwsłoneczne, ale wciąż mógł widzieć kobiety i zastanawiał się, czy one widzą jego.

Druga kobieta była niższa i pulchniej sza. Miała piękną twarz, mimo, iż jej brwi był 

zrośnięte i prawie nie miała makijażu. Według standardów dwudziestego pierwszego wieku, 

była mocno zbudowana.

Jace zastanawiał się jednak, co zrobiła ze swoim ciałem. Mimo obfitych kształtów 

ciała   jej   talia   była   tak   wąska,   że   mógłby   ją   objąć   dłońmi.   Wyglądała   świetnie,   ale   Jace 

obawiał się, że gdyby poluzować jej gorset, zamieniłaby się w balon. Pomyślał też, że wyższa 

kobieta prawdopodobnie wyglądałaby świetnie w bikini.

- Ann,   to   jest   piękne   -   powiedziała   pulchniejsza.   Miała   na   sobie   ogromną   ilość 

zielonego jedwabiu i jeszcze więcej frędzli i wstążek.

Szczuplejsza kobieta, Ann, trzymała ładną suknię z bladożółtego jedwabiu. Była o 

połowę   krótsza   i   miała   o   wiele   mniej   ozdób   niż   drugiej   kobiety.   Jace'owi   bardziej   się 

podobała.

- Tak myślisz? - zapytała Ann. - Sądzisz, że Danny'emu spodoba się, kiedy włożę ją na 

nasz ślub?

- Myślę, że Danny'emu Longstreetowi spodobałaby się bardziej tafta w biało - czarne 

paski z fioletowymi frędzlami wzdłuż spódnicy.

Ann uśmiechnęła się.

- Prawdopodobnie.   Pan   Longstreet   powiedział,   że   gdy   stanę   się   jego   córką,   mogę 

jechać do Londynu na zakupy. Możesz sobie to wyobrazić, Catherine? Londyn!

- Coś, na co twój ojciec nigdy by nie pozwolił - powiedziała Catherine, a jej twarz 

pojaśniała. - Zatrzymasz się u mnie w Londynie, prawda? Dzieci są ciekawe najnowszego 

rozdziału twojej historii.

- Oczywiście, że zatrzymam się u ciebie, moja droga Catherine. I zapewnię ci alibi na 

czas, który spędzisz z twoim ostatnim... Jak on ma na imię?

- Jest moim kochankiem i doskonale znasz jego imię. Siergiej. Och, Ann, powinnaś go 

background image

zobaczyć. Słowo „wspaniały” nie jest w stanie go opisać. I ten jego rosyjski temperament.

- Twój mąż go lubi?

- Nie mam pojęcia. Peregrine ma kochankę, aktorkę. Ann pokręciła głową.

- Myślałam, że kochasz swojego męża.

- Ależ tak. Bardzo. Szczerze powiedziawszy, myślę, że nasze ostatnie dziecko może 

być jego.

Ann roześmiała się.

- Jesteś niepoprawna.

- Ja?   Ty   poślubiasz   mężczyznę,   którego   babka   była   gospodynią,   a   to   ja   jestem 

niepoprawna?

- Jak   dobrze   wiesz,   kuzynko,   nasza   rodzina   ledwie   od   trzech   pokoleń   nie   jest 

fabrykantami. To twoja twarz i ciało przyciągnęły Erla, twojego męża, a nie nasi przodkowie.

- Tak, ale teraz, kiedy jest mój, wpływa to również na ciebie. Mogłabyś mieć kogoś 

lepszego niż syna Hugha Longstreeta. On chce mieć ten stary dom, a ożenienie syna z tobą 

jest sposobem na jego zdobycie. Twój ojciec wykorzystał cię do swoich spraw. Jesteś pewna, 

że nie zmienisz zdania?

- Absolutnie. - Ann odłożyła ślubną suknię na otomanę i podeszła do szafy. - Nie 

pokazałam ci jeszcze mojego okrycia wierzchniego. To kaszmirowy żakiet.

- Z przyjemnością zobaczę. Ja... Ann! Co się dzieje?

Ann otworzyła szafę, w której stał Jace. Kiedy zorientował się, że zamierza otworzyć 

drzwi, próbował się schować, ale nie mógł się cofnąć, z jakiegoś powodu jego ciało nie mogło 

przejść przez ścianę, by ukryć się za innymi drzwiami.

Źle   się   czuł,   widząc   przerażenie   na   twarzy   Ann,   ale   nie   mógł   nic   zrobić.   W 

przeciwieństwie do niej w ogrodzie, on nie mógł zniknąć na życzenie. Uśmiechnął się do niej 

i nawet pomachał, ale to tylko wystraszyło ją jeszcze bardziej. Jej twarz była tak blada, iż 

obawiał się, że zaraz zemdleje.

Unosząc rękę, Ann wskazała na szafę, a Catherine do niej weszła. Nie zobaczyła nic 

niezwykłego. Porozrzucała ubrania i powyrzucała pudełka.

Gdy Catherine schyliła się, by zajrzeć głębiej, Jace miał niemiłe uczucie, że jej głowa 

przechodzi przez jego klatkę piersiową. Kiedy wyrzucała pudło na kapelusze, przeszło przez 

jego nogi. Nie mógł  przestać patrzeć, co robi Catherine, ale  po chwili  zaczął dostrzegać 

zabawną stronę tej historii. Spojrzał na Ann, by się z nią tym podzielić, ale wyglądała tak, 

jakby miała paść ze strachu.

Jace krzyknął na Catherine, by spojrzała na Ann, ale żaden dźwięk nie wydobył się z 

background image

jego gardła. Uderzył w ścianę szafy, ale i teraz nie rozszedł się żaden dźwięk.

Kiedy Ann osunęła się na podłogę, Catherine obejrzała się. Ann znów spojrzała na 

Jace'a   oczami   pełnymi   niepokoju   i   zemdlała.   W   tej   samej   chwili,   w   której   Ann   straciła 

przytomność, Jace obudził się we własnym łóżku.

Przez kilka minut leżał zdezorientowany, nie wiedząc, gdzie jest. Stopniowo pusty 

pokój krystalizował się. Był to pokój z jego snu, ale nic poza nim nie było takie same. Jej - 

Ann - tapeta była kremowa z małymi gałązkami dzikich kwiatów, związanych niebieskim 

sznurkiem. Łóżko było wąskie, mahoniowe, ale długie. Dywan...

Jace przesunął rękoma po twarzy, usiadł i spojrzał na zegarek. Spał tylko dziesięć 

minut.

Kiedy   bardziej   oprzytomniał,   zaczął   sobie   przypominać,   co   usłyszał.   Nazwiska. 

Danny Longstreet. Ann, Catherine, Peregrine.

Złapał grubą książkę „Historia Margate” i spojrzał na spis treści. Hubert i Daniel 

Longstreet znajdowali się w rozdziale Priory House.

Hubert „Hugh” Longstreet był ojcem Daniela, który był zaręczony z Ann Stuart, córką 

właściciela   Priory   House.   Ale   kiedy   małżeństwo   nie   doszło   do   skutku,   Hugh   i   jego   syn 

opuścili Margate i więcej o nich nie słyszano.

- Ale   co   z   Ann?   -   zapytał   Jace   sam   siebie.   -   Dlaczego   nie   poślubiła   Danny'ego 

Longstreeta?

Przerzucając   strony,   pomyślał   o   wszystkich   chorobach,   jakie   nawiedzały   ludzi   w 

czasach wiktoriańskich. Co tak okropnego przydarzyło się Ann, że nie poślubiła Danny'ego 

Longstreeta.

Dwie strony dalej znalazł esej napisany przez N.A. Smythe'a zatytułowany: „Tragedia 

Stuartów z Priory House”.

Jace szybko przeczytał  historię, po czym  zrobił to jeszcze raz. Smythe napisał, że 

Arthur Stuart, ukochany syn i właściciel Priory House, odrzucił młodą, bogatą pannę, którą 

mógł poślubić, by ożenić się z miłości. Wybrał słodką ukochaną córkę pastora z wiejskiej 

parafii i zabrał ją do Priory House. Ona i jej ukochany ojciec zmarli rok później, ale Arthur 

nie został sam, mając swoją ukochaną córkę Ann, jedyną pociechę.

- Ukochaną - powiedział Jace. - Każdy jest ukochanym każdego.

W 1877 roku okazało się, że dom wymaga generalnego remontu, ale Arthur Stuart, 

znany uczony, nie miał pieniędzy na jego wykonanie. Hubert Longstreet, bogaty Amerykanin, 

chciał kupić dom, ale chciał również, by jego syn wżenił się w rodzinę Stuartów, uznając ją za 

arystokratyczną. Choć nie mieli żadnych tytułów, wierzono, że istnieją związki z królewską 

background image

rodziną Stuartów. Longstreet chciał wynieść swój status ponad niskie korzenie amerykańskie, 

a Arthur był zdesperowany, by zachować dom swoich przodków.

Dwaj mężczyźni zawarli umowę. Zgodzili się, że ich dzieci wezmą ślub i wszyscy 

razem   będą   żyć   w   dużym   domu.   Ale   to   była   umowa   z   diabłem.   Danny   Longstreet   był 

niedouczonym prostakiem, który pił, uprawiał hazard i uczęszczał do domów o złej reputacji. 

Ann   Stuart   zaś   była   damą   o   najwyższej   reputacji,   cichą   i   wykształconą,   kochaną   przez 

wszystkich.

„Ann próbowała zadowolić ojca  - pisał N.A. Smythe. - Ale kiedy przyszło  co do 

czego, nie była w stanie zaakceptować tego małżeństwa. Dwie godziny przed ślubem wypiła 

butelkę trucizny. Wolała się zabić, niż poślubić takie nic, jak Danny Longstreet.

Ann została pochowana w swojej ślubnej sukni, ale niestety, poza cmentarzem  ze 

względu na samobójstwo.

Kilka tygodni po dniu, kiedy miał odbyć się ślub, dziewczyna z Margate ogłosiła, że 

ojcem jej nieślubnego dziecka jest Danny Longstreet”.

- Biedna Ann, niech spoczywa w pokoju. Jace zamknął książkę. Nie, Ann Stuart nie 

spoczywa w pokoju.

W ogóle nie spoczywa. Została zamknięta w Priory House na... jak długo? Aż ktoś 

odkryje, że nie popełniła samobójstwa, tylko została zamordowana?

Wyprostował się. Morderstwo. Kiedy Jace po raz pierwszy usłyszał, że kobieta, którą 

kochał, popełniła samobójstwo, był pewien, że została zamordowana, ale nikt nie chciał go 

słuchać. Stacy cierpiała na bezsenność, więc zawsze miała ze sobą pigułki nasenne. Ale przez 

lata, które się znali, stopniowo przestała brać lekarstwa. Nawet nie wiedział, że wciąż je 

miała.

Po jej śmierci nie słyszał nigdy, by lekarz przeprosił za wysławienie jej nowej recepty.

Słyszałem o jej śmierci - powiedział doktor. - Była nową pacjentką i nie wiedziałem 

że była uzależniona i miała osobowość maniakalno - depresyjną.

- Ona   nie   była   chora   psychicznie!   -   krzyknął   Jace,   nim   wuj   Mike   odebrał   mu 

słuchawkę. Mike rozmawiał cicho z lekarzem przez kilka minut, po czym się rozłączył. Po tej 

rozmowie twarz wuja była czerwona ze złości.

- Sądzę,   że   boi   się,   iż   oskarżymy   go   o   próbę   wykazania,   że   Stacy   była 

niezrównoważona umysłowo.

Ale do Jace'a dotarło tylko jedno słowo: „była”. Stacy odeszła.

Podczas tygodni piekła, które nastąpiły po śmierci Stacy, Jace ciągle słyszał, że Stacy 

była „rozchwiana” i przez lata chodziła na terapię. Jej rodzina była przekonana, że zaręczyny 

background image

z   kimś   takim   jak   Jace,   wiecznie   zajętym   pracą   i   ciągle   podróżującym,   popchnęły   ją   do 

samobójstwa.   Chciała   zrezygnować   z   małżeństwa,   ale   nie   wiedziała   jak.   Macocha   Stacy 

twierdzi, że nie chciała ona urazić uczuć Jace'a.

- Więc dlatego się zabiła? - zapytał Jace. Na te słowa jej macocha zaczęła płakać.

Nie   trzeba   być   geniuszem,   by   wiedzieć,   ile   macocha   Stacy   zyskała   na   jej 

samobójstwie. Po pierwsze - całą uwagę męża. Ten mężczyzna  nigdy nie interesował się 

zbytnio drugą córką, Reginą, która wyszła za mąż młodo i urodziła czwórkę nieatrakcyjnych 

dzieci. Stacy była jedyną, która go rozśmieszała, wzbudzając iskierki radości w jego oczach.

Jace   zamknął   oczy,   przypominając   sobie   wszystko,   co   chciał   zapomnieć:   pogrzeb 

Stacy.  Twarz pana Evansa była  blada, oczy puste i czerwone od płaczu. Stacy była  jego 

ulubioną córką. Zwykł mówić, że przysporzyła mu kłopot, ale była tego warta. Teraz siedział 

zgarbiony na krześle, zupełnie otępiały. Obok siedziała jego młoda żona i niekochana, druga 

córka,.

Co by się stało, gdyby Stacy została zamordowana ? - pomyślał Jace. Roger Evans 

zamieniłby   się   we   wściekłego   lwa.   Mógłby   nawet   zrujnować   swoje   życie,   dopóki   nie 

dowiedziałby się, kto zabił jego ukochaną córkę.

Matka Jace'a zwykła mawiać, że jeśli chce się dowiedzieć, dlaczego ktoś coś zrobił, 

powinno   się   spojrzeć   na   rezultaty.   Kiedy   macocha   Stacy   i   jej   siostra   obwiniły   Jace'a   i 

powiedziały   angielskiej   policji,   że   Stacy   była   nieszczęśliwa,   osiągnęły   dwie   rzeczy: 

przyciągnęły uwagę Rogera Evansa i pozbyły się Montgomery'ów. Jace doskonale zdawał 

sobie sprawę że Roger był zadowolony, że jego córka wyjdzie za Montgomery'ego, członka 

rodziny bogatej i wpływowej.  To musiało zaboleć Reginę, której mąż nie mógł utrzymać 

żadnej pracy.

Nagle wszystko wydało się jasne. Przynajmniej motywy ludzi, którzy wciąż żyli, były 

jasne. Ale co ze Stacy?

Jace rozejrzał się po pokoju. Nie miał wątpliwości, że siła wyższa doprowadziła go do 

tego domu, a zdjęcie, które znalazł, czekało na niego całe trzy lata. Minęła już żałoba i szok 

po stracie Stacy, a teraz był pewien, że odkryje prawdę. Nie mógł żyć dalej z obawą, że każda 

kobieta, którą pozna, będzie... Nawet nie chciał o tym myśleć.

To, że zobaczył ducha osoby, co do której wierzono, że popełniła samobójstwo, nie 

było przypadkiem.

Jace podniósł „Historię Margate” i jeszcze raz zerknął na historię Ann Stuart. Biorąc 

pod uwagę to, co usłyszał we śnie, historia przedstawiona w książce nie była prawdziwa. Z 

tego, co mówiła Catherine, nie wywnioskował, że Ann była ukochaną córką Arthura. Była też 

background image

daleka od chęci uniknięcia małżeństwa z szelmą takim jak Danny Longstreet. Ann bardzo na 

to czekała.

- Co się stało? - zadał pytanie pustym ścianom. - I co ja mogę z tym zrobić?

Ann ukazywała się innym ludziom - albo była przez nich zauważana - ale tylko on 

widział ją na zewnątrz. To było znaczące.

Jace wstał. Wiedział, że potrzebuje Ann Stuart, tego, co widziała w tym domu, a ona 

potrzebowała jego. Zgadywał, że ona szukała... Czy to możliwe, że przez sto dwadzieścia 

siedem lat poszukiwała kogoś, kto przeniesie jej ciało na poświęconą ziemię?

- Ty pomogłaś mnie, ja pomogę tobie - powiedział, ale nikt go nie słyszał. Myśl, że 

dwukrotnie   wystraszył   Ann:   raz   w   ogrodzie,   a   drugi   we   swoim   śnie,   wywołała   u   Jace'a 

uśmiech. Z tego, co wiedział, ukrywała się teraz w wieży Barbary Caswell i nie zamierzała 

stamtąd wyjść. Musiał z nią porozmawiać i opowiedzieć jej o swoich problemach ze Stacy. 

Musiał znaleźć sposób, by ściągnąć ją do siebie.

Powolny uśmiech wypłynął na jego twarz. Zamierzał przypodobać się jej, zwabić ją. 

Upleść sieć i złapać ją w nią.

Wciąż uśmiechając się, Jace udał się do dużej sypialni, by spakować torbę podróżną. 

To nie będzie łatwe, ale wiedział, że będzie musiał zaufać niektórym ludziom.

background image

ROZDZIAŁ 5

Gladys odłożyła pędzel.

- Muszę odpocząć.

- Jasne, jak tylko... - Jace spojrzał na Micka i Gladys i zobaczył, jak na niego patrzą. 

Byli młodzi i zakochani, i chcieli mieć trochę weekendu tylko dla siebie. Była trzecia po 

południu w niedzielę a on im kazał pracować od piątku.

- Idźcie - powiedział. - Ja tu skończę. Wy... - Nim skończył zdanie, ich już nie było.

- Wygląda dobrze - krzyknęła Gladys i razem z Mickiem zbiegła po schodach.

Jace z trudem opanował uczucie zazdrości, kiedy ich śmiech rozległ się po domu.

- Tak, ten dom potrzebuje radości - mruknął i cofnął się, by spojrzeć na pokój Ann. 

Naprawdę dobrze wyglądał.

W   piątek   powiedział   pani   Browne,   że   zamierza   spędzić   weekend   w   Londynie. 

Grzecznie wysłuchał wyjaśnienia, że w Londynie spędza się dni powszednie, a weekendy na 

wsi.

- Ale ja nie jestem Anglikiem, czyż nie? - odparł Jace, wiedząc, że dla niej „nie być 

Anglikiem” jest najgorszą zbrodnią.

Kiedy wsiadł do samochodu, w pobliżu, tak jak miał nadzieję, pojawił się Mick, i Jace 

zaproponował mu weekendową pracę.

- W Londynie? Z moją dziewczyną?

- Jeśli nie masz nic przeciwko zatrzymaniu się w Claridge. - Podejrzewał, że Mick 

zaraz zemdleje ze szczęścia. Nawet człowiek ze wsi wiedział, że Claridge to światowej sławy 

hotel.

Ponieważ  nie  chciał,  by  w  miasteczku  dowiedziano   się, co  on  robi,  spotkał   się z 

Mickiem i Gladys w St. Albans, i we trójkę pojechali do Londynu. Mick prowadził, Gladys 

siedziała obok niego, a Jace usiadł z tylu, gdzie całą drogę robił rysunki i notatki w dużym 

zeszycie w kratkę, który pani Parsons z papierniczego dołączyła do jego pudła z zakupami.

Jace   nie   wyjaśnił,   co   chce   zrobić,   a   młodzi   nie   pytali.   Powiedział   tylko,   że   chce 

odtworzyć sypialnię z 1878 r. we wschodnim skrzydle domu.

- Perkalowy pokój - powiedział Mick, patrząc na Jace'a we wstecznym lusterku.

- Perkalowy? - zapytał Jace przypomniawszy sobie, że to był pokój Barbary Caswell. - 

Skąd to wiesz?

- Kiedy byłem mały, moja mama sprzątała w Priory House. Musiałem się ukrywać, 

kiedy nadchodziła pani Browne, bo wiedzieliśmy, że zwolni mamę, jeśli wyjdzie na jaw, że z 

background image

nią przychodzę. W końcu zresztą do tego doszło.

Jace już otwierał usta, ale Mick odezwał się pierwszy.

- Nie, proszę pana, nie znalazłem tajemnych schodów. Nikt nie znalazł.

Nikt żywy,  pomyślał Jace, patrząc na swoje szkice. Nie był artystą, ale narysował 

ozdoby, chińską porcelanę, meble, tkaniny, tapety i suknie Catherine i Ann.

- Mick,   czy   pani   Browne   zwalnia   wielu   ludzi?   Mick   i   Gladys   wybuchnęli 

spontanicznym, głośnym śmiechem.

Miał swoją odpowiedź.

W Londynie zameldowali się w dwóch połączonych ze sobą pokojach, w niezwykle 

drogim hotelu Claridge. Jace zignorował miny Micka i Gladys. Widział, że mieliby ochotę 

robić coś zupełnie innego, niż szukanie antyków, ale po to właśnie tu przyjechali. Mick miał 

wynająć przyczepę, która zabierze to, co zakupią, po czym pójdzie na pchli targ i kupi ozdoby 

z okresu końca XIX w.

- Nie znam się na ozdobach - zaprotestował, patrząc na Gladys.

- Ale ja wiem co nieco - powiedziała, zbliżając się do niego.

- Nie możecie iść razem - zaprotestował Jace. - Gladys, chcę, żebyś czegoś poszukała. 

- Podał jej kartkę papieru. - To wszystko, co wiem o kobiecie i jej mężu, którzy mieszkali w 

Londynie w 1878 r. Chcę, abyś dowiedziała się o niej możliwie wszystkiego. Kup wszystkie 

obrazy, jakie uda ci się zdobyć.

Przeczytała kartkę zaintrygowana, i odsunęła się od Micka.

- Tysiąc osiemset siedemdziesiąty ósmy?

- I późniejsze lata. Dowiedz się, co się stało z kobietą i dziećmi? Mick, rozejrzyj się 

też za jakimiś ramami do obrazów. Małymi. - Mówiąc to, dał im trochę gotówki.

Mimo   narzekań   Micka,   wszyscy   troje   ruszyli   na   poszukiwania   z   entuzjazmem. 

Spotkali się ponownie na kolacji o ósmej w pokoju Jace'a i zdali z nich relacje.

Mick zamówił przyczepę, pojechał taksówką na pchli targ, gdzie spotkał starszą panią, 

która zaoferowała swoją pomoc.

- Powiedziałem   jej,   że   pracuję   dla   BBC   i   mam   udekorować   sypialnię   w   stylu 

obowiązującym   pod   koniec   XIX   w.   Zadawała   mi   pytania   na   temat   pokoju,   więc 

powiedziałem jej o Priory House. Jedyne, co musiałem robić, to słuchać historii, jakie mi 

opowiadała o każdym przedmiocie. - Odwinął z papieru butelkę perfum, srebrną szczotkę, 

grzebień   i   lusterko,   chińskie   ozdoby,   ładne   spinki   do   włosów,   trzy   broszki   oraz   parę 

pończoch.

- Jeśli chce pan więcej, będzie tam jutro. Wygląda na to, że jedyne, co robi, to poluje 

background image

na kupujących. Jej najstarsza córka... - Uśmiechnąwszy się, urwał i spojrzał na Gladys. - A ty, 

czego się dowiedziałaś?

Jace uśmiechnął się w myśli na tę rywalizację kochanków. To była  kolejna rzecz, 

którą stracił.

- A pan? Co pan zdobył? - zwróciła się do niego Gladys. Jace zdawał sobie sprawę, że 

nie   miała   wiele   czasu,   więc   być   może   nic   nie   znalazła.   Nie   chciał   wprawiać   jej   w 

zakłopotanie.

Odwiedził cztery sklepy z antykami i znalazł łóżko bardzo podobne do tego, które 

stało w pokoju Ann, i dużą, zieloną otomanę. Jeden z właścicieli sklepów powiedział mu, że 

to,   co   wybrał,   było   najbardziej   popularnym   meblem   ery   wiktoriańskiej,   a   gdyby   był 

koneserem...

Jace przerwał, nie chcąc tracić czasu.

To, że meble w pokoju Ann były „najbardziej popularnymi”, utwierdziło go w wierze, 

że nie była ona „ukochaną córeczką” Arthura Stuarta.

Przez chwilę myślał o unowocześnieniu umeblowania. Może powinien kupić łoże z 

baldachimem z drewna różanego, które było kopią łóżka Lincolna w Białym Domu. Ale nie, 

ideą było w miarę wierne odtworzenie środowiska Ann, by zatrzymać to, co widział.

Kiedy Jace opowiedział o swoich osiągnięciach, zerknął na Gladys.

- Czy starczyło ci czasu, by znaleźć to, o co prosiłem? Gladys odeszła na chwilę od 

stołu, a po kilku minutach wróciła z dużą teczką kserówek.

- Arystokracja w Anglii zachowuje swoje ślady na własną rękę. Jace wziął papiery i 

zaczął   je   przeglądać.   Catherine   Nightingale   Stuart   poślubiła   Peregrina   Willnota,   erla 

Kingsclere, w 1872 r. Mieli dziewięcioro dzieci.

- Zatrzymałam   się   w   punkcie   informacji   turystycznej   i   zdobyłam   to.   -   Z   kocim 

uśmiechem podała Jace'owi broszurę zachęcającą do zwiedzania zaniku. Miał akry parku, 

labirynt, plac zabaw dla dzieci i...

Jace   wstrzymał   oddech,   kiedy   otworzył   ostatnią   stronę.   Było   tam   zdjęcie   portretu 

Catherine.   „Najpiękniejsza   mieszkanka   zamku   Veraine,   Catherine   Nightingale   Willmot” 

przeczytał pod zdjęciem. „Matka dziewięciorga dzieci, nigdy nie straciła swojej wąskiej talii”. 

Jace spojrzał na Gladys.

- Jutro...

- Już sprawdziłam  rozkład  pociągów.  Pojadę  tam. Wrócę  na kolację.  Kupię  każdą 

książkę, która zawiera jej nazwisko, i każde zdjęcie przedstawiające ją.

- Dobra   dziewczynka!   -   pochwalił   Jace.   Zauważył,   że   Mick   z   Gladys   wymieniają 

background image

spojrzenia. Gladys pragnęła czegoś więcej niż pochwały - informacji.

- Czemu to robimy? - spytała w końcu. Jace nie chciał kłamać.

- By zainteresować ducha. Mick wyglądał tak, jakby miał ochotę uciec, ale Gladys 

wyglądała na zainteresowaną. Pan Hatch miał rację, pomyślał Jace. Albo Mick stanie się 

bardziej ambitny, albo ona go rzuci.

- Odtwarza pan perkalowy pokój. Pokój lady Grace - stwierdziła Gladys. - Ale czy nie 

jest pan trochę zakłopotany jej opinią morderczyni?

- A,   jeśli   wam   powiem,   że   dom   jest   nawiedzany   przez   młodą   kobietę   z   czasów 

wiktoriańskich, o której ludzie mówią, że popełniła samobójstwo?

- Ann Stuart - powiedziała Gladys, a Jace się uśmiechnął.

- Gladys zna całą historię Margate - stwierdził Mick z dumą. - Pewnego dnia chce 

zasiąść w radzie miasta.

- Wierzę, że któregoś dnia Gladys zostanie premierem - zauważył z uznaniem Jace. 

Mick się roześmiał, ale ona się zaczerwieniła.

Jace opowiedział im już wszystko, co zamierzał, więc zmienił temat.

W sobotę rano trójka znów się rozdzieliła. Mick już nie pytał, czy może jechać z 

Gladys. Po jej wczorajszym triumfie widać było, że jest zdeterminowany, by jej dorównać. 

Wziął ze sobą kopie szkiców Jace'a i wyszedł przed dziewiątą rano.

- Mam spotkanie - powiedział tylko. Jace'owi najwięcej problemów sprawiła tapeta. 

Był w stanie znaleźć znośne kopie, ale nigdzie w wystarczającej ilości. Kiedy powiedziano 

mu, że ktoś właśnie zamówił wiele rolek tego wzoru, Jace poprosił, by zadzwonić do tej 

osoby   i   zaoferować   podwójną   cenę   za   nią.   Niemal   słyszał   myśli   sprzedawczyni: 

Amerykanie!”.

Ostatecznie zdobył tapetę, a potem kupił zestaw do herbaty, który przypominał ten, 

który widział u Ann na kominku. Sprzedawca, który wyglądał na wystarczająco starego, by 

znać Ann, zapewnił Jace'a, że ten wzór był produkowany w 1878 r.

Jace objechał cztery razy Londyn, by zebrać wszystkie swoje zamówienia i zapakować 

je do wynajętej przyczepy. O ósmej wieczorem wszyscy spotkali się w hotelu. Jace był gotów 

do powrotu do Priory House od razu, by rozpocząć tapetowanie, ale jedno spojrzenie na 

Micka i Gladys wystarczyło, by się poddał. Chcieli spędzić jeszcze jedną noc w Londynie.

Obudził ich jednak następnego ranka o piątej i wyruszyli do domu. W niedziele pani 

Browne miała wychodne i powiedziała mu, że tę spędzi ze swoimi przyjaciółkami: panią 

Parsons i panią Wheeler.

Jace  chciał  urządzić  pokój,   kiedy  jej  nie  było.  Jeśli  to  w  ogóle  możliwe,   pragnął 

background image

utrzymać w sekrecie to, co robi, przed ciekawskim miastem.

Podrzucił Micka i Gladys do ich samochodu w St. Albans i wrócił do Priory House 

sam. Cieszył się, że nie musi jechać przez miasto z przyczepą.

Trzy   godziny   im   zajęło   wniesienie   wszystkiego   do   domu.   Od   razu   wzięli   się   do 

tapetowania. Jace nie miał pojęcia, co robić, ale Mick i Gladys dobrze się na tym znali. 

Kierowali nim i śmiali się, jaki z niego nowicjusz.

W południe opustoszyli małą lodówkę pani Browne i wielką spiżarnię i urządzili sobie 

ucztę Jamiego. Jace ominął kilka obiadów, a większość z nich wciąż tam była. Mieli pieczoną 

baraninę, marchewkę, pasternak i szpinak, który wyglądał, jakby był zerwany z ogródka pana 

Hatcha. Gladys znalazła tarte z malinami.

Jace nie wiedział, czy Gladys i Mick wiedzieli o procederze Daisy i Erin, więc nie 

chciał się wygadać.

- Cieszę   się,   że   pani   Browne   jest   w   stanie   znaleźć   wystarczającą   ilość   malin   - 

powiedział, a Mick i Gladys wybuchnęli śmiechem.

Dogadywali   się   teraz   bez   problemów.   W   ciągu   ostatnich   dni   przeszli   na   „ty”.   Z 

zależności szef - pracownik przeszli do fazy współzawodnictwa. Gladys wygrała zawody w 

poszukiwaniach, a nagrodą było obdarzenie jej zaufaniem.

- Czy możemy wrócić do pracy? - zapytał Jace, kiedy zjedli. Do trzeciej tapeta została 

położona, a wszystkie rzeczy, jakie kupili, były już w pokoju, tylko ozdoby pozostały jeszcze 

zapakowane. Jace chciał być sam, kiedy będzie je ustawiał, więc był zadowolony, że młodzi 

chcą już iść.

Kiedy tylko zniknęli, Jace wiedział, że nie jest sam w pokoju. Czuł obecność Ann. 

Obserwowała go tylko, ale czuł jej obecność.

Wszystkie meble, nawet szafa, były na miejscu. Sprzedawca pokazał Jace'owi, jak ją 

rozebrać, by móc ją wnieść po schodach w częściach i złożyć ponownie na miejscu.

Jace   kupił   mały   sprzęt   stereo   i   kilka   płyt   CD,   włączył   Mozarta   i   wziął   się   do 

rozpakowywania. Powoli odwijał cudowne rzeczy, które kupił Mick.

- Mam nadzieję, że nie będzie miał mi pan za złe, że dałem jej banknot stufuntowy w 

podziękowaniu   -   powiedział   Mick,   chcąc   zadowolić   swojego   nowego   szefa,   ale   również 

będąc szczęśliwym z możliwości obdarowania kogoś stoma funtami.

Najpierw   Jace   pościelił   łóżko.   Grube,   zniszczone   prześcieradła,   którym   nic   nie 

przywróci bieli, zostały ułożone. Potem wełniany koc, a następnie piękna, ręcznie robiona 

poszwa  z frędzlami  na krawędziach. Następna była  duża, pokryta  lnem poduszka i mała, 

niebiesko - biała okrągła poduszeczka z wyhaftowanymi kwiatami polnymi, prawie takimi 

background image

samymi   jak   na   tapecie.   Jace   był   niemal   pewien,   że   kobieta,   która   pomagała   znaleźć   to 

wszystko Mickowi, sama dobrze się bawiła.

Odwinął kilkanaście delikatnych, małych, szklanych butelek i ustawił je na stoliku, 

który kupił. Ceramiczne pieski umieścił na kominku, a dwie baleriny na gzymsie.

Otworzył kolejne pudło. Gladys siedziała do późna ostatniej nocy, wycinając zdjęcia, 

które zdobyła w domu męża Catherine. Kupiła pocztówki, książki i broszurki, zdobywając 

tym samym wszystkie zdjęcia Catherine i jej dzieci, jakie mogła. Wycięte zdjęcia powkładała 

do   dwudziestu   trzech   wiktoriańskich   ramek,   które   kupił   Mick,   i   przykleiła   na   każdej 

identyfikator.

Ostrożnie, z cierpliwością, robiąc z tego małe  przedstawienie, Jace odwinął każdy 

portret. Dwadzieścia trzy razy odgrywał scenę ustawiania ramek. Za każdym razem też mówił 

na głos, kto jest na zdjęciu.

- Catherine   znajduje   się   obok   najmłodszej   córki,   Izabeli.   Urodziła   się,   kiedy   już 

odeszłaś, więc nie widziałaś jej. Wyrosła na niemal tak piękną kobietę jak jej matka.

Otworzył kolejną paczkę.

- Ach, tak, najmłodsza córka Catherine, Ann. Ona była tak piękna jak jej matka. - 

Kiedy rozszedł się wokół niego zapach kwiatów i palonego drewna, uśmiechnął się, ale nie 

odwrócił.

Skończył   rozpakowywanie   pudła.   Były   tam   jeszcze   zdjęcia   ostatnich   potomków 

Catherine,   lorda   i   lady   Kingsclere.   W   oczach   lorda   Kingsclere   widać   było   spojrzenie 

Catherine. Jego matka miała na imię Ann.

Zapach   stał   się   intensywniejszy,   ale   nawet,   kiedy   usłyszał   szelest   sukni   Ann,   nie 

odwrócił się.

Kiedy pudło zostało opróżnione, przeniósł je do głównej sypialni i zamknął drzwi.

Została   jeszcze   jedna   paczka   do   rozpakowania.   Była   owinięta   gazetą,   związana 

sznurkiem i upchnięta pod kominkiem. Ostatniej nocy Gladys pokazała im, co znalazła. Była 

to reprodukcja portretu Catherine, metr na półtora. Jedna z kobiet, która pracowała w sklepie 

z pamiątkami, powiedziała, że lata temu został on sprzedany, ale był za duży, by wnieść go do 

samolotu, więc zdeponowano go w sklepie.

Gladys ze śmiechem powtórzyła, jak opowiadała sprzedawczyni, że jej amerykański 

szef zakochał się w duchu kobiety, która była kuzynką lady Catherine. Powiedziała, że obraz 

był prezentem dla ducha Ann Stuart od jej szefa. Kobieta, która pracowała tu trzydzieści lat, 

stwierdziła, że historia Gladys była oczywiście nonsensem, ale niewiele osób wiedziało, że 

Ann Stuart była kuzynką lady Catherine. Zwęziła oczy i spojrzała na Gladys.

background image

- Jak zmarła Ann?

- Popełniła, biedna, samobójstwo.

- Gdzie mieszkała? - zapytała podejrzliwie kobieta.

- W Priory House, w Margate. - Potem Gladys powiedziała, że jej zakochany szef 

kupił ten dom.

Kobieta uniosła brew i powiedziała:

- Proszę tu poczekać.

Piętnaście minut później wróciła z wielkim portretem wydrukowanym na kartonie i 

policzyła za niego 2 funty. By się zrewanżować, Gladys kupiła, wielką, złoconą drewnianą 

ramę, z którą miała potem problemy przy wsiadaniu do pociągu. Siedząc w pociągu, Gladys 

przejrzała   książki   i   dowiedziała   się,   że   kobietą,   która   zamówiła   obraz,   była   matką   lorda 

Kingsclera, lady Ann.

Wszyscy śmiali się z historii, nawet Jace, choć był zakłopotany historią Gladys o jego 

miłości do ducha. Zanotował sobie w pamięci, by być bardziej ostrożnym w wypowiadaniu 

się przy niej. Zbyt dużo widziała.

Po opowiedzeniu tej historii Gladys zaprezentowała portret.

Kiedy Jace go zobaczył, zamówił szampana.

Teraz,   tak   wolno,   jak   tylko   mógł,   odcinał   sznurek   i   rozwijał   papier.   Catherine 

spojrzała na niego, prawie się uśmiechając. Przepiękna kobieta. Siedziała na krześle, więc nie 

było widać jej wąskiej talii. Portret był datowany na 1879 r., rok po śmierci Ann. Jace był 

niemal pewien, że widzi smutek w oczach Catherine. Powiesił portret nad kominkiem.

Cofnął się na drugi koniec pokoju i stanął między łóżkiem a szafą. Ann stała przy 

kominku,   patrząc   na   portret.   Stał   bez   ruchu,   bojąc   się   nawet   oddychać.   Nie   była   tak 

przezroczysta jak wtedy, w ogrodzie. Wciąż jednak mógł przez nią patrzeć. Przyglądała się 

portretowi, stojąc plecami do niego. Podziwiał jej sylwetkę, wysoką i zgrabną, gęste włosy, 

które chciałby dotknąć.

Kiedy odwróciła się do niego, uśmiechał się, zadowolony z siebie i z tego, co zrobił. 

Wszystkie wysiłki i wydatki, by pokój wyglądał jak tamten, opłaciły się. Była tutaj, a teraz 

może dowie się czegoś o Stacy.

Tak   był   zadowolony   z   siebie,   że   nie   od   razu   zauważył,   że   była   zła.   Miała 

zaczerwienione oczy, ale to, co go przeraziło, to furia na jej pięknej twarzy.

Kiedy zrobiła krok w jego kierunku, Jace cofnąłby się, gdyby nie to, że stał przy samej 

ścianie.

- Czy sądzisz, że potrzebuję, by mi przypominano, co straciłam? - powiedziała głośno 

background image

i wyraźnie, podchodząc bliżej. - Myślisz, że taki niebyt nie jest wystarczająco zły, i musisz mi 

jeszcze dokładać cierpień?

Stał przyparty do ściany, duch na niego krzyczał, a wszystkie straszne historie, jakie 

Jace kiedykolwiek słyszał, przebiegły mu przez głowę. Za chwilę wejdzie w niego. Czy w 

następnej będzie jeszcze żył?

- Zostaw mnie w spokoju - powiedziała, kiedy jej twarz była tuż przy jego. Ponieważ 

był wyższy od niej, oznaczało to, że nie dotykała stopami ziemi.

Kiedy Jace otworzył usta, by się bronić, ona przebiegła przez niego i ścianę za nim. 

Zabrała ze sobą jego oddech.

Spazmatycznie wciągał powietrze, ale ono nie dochodziło do płuc. Minęła minuta, i 

nadal czuł to samo. Łapiąc się za gardło, czuł, jak słabnie. Czy chciała go zabić? Upadł na 

łóżko, i w tej samej chwili odzyskał oddech. Leżał tam, dysząc, ledwo widząc na oczy, z 

zupełną pustką w głowie. Kiedy pokój przestał wirować, usiadł i spojrzał na portret Catherine.

- Nieźle   poszło,   prawda?   Po   kilku   chwilach   opadł   ponownie   na   łóżko.   Co   on 

najlepszego zrobił? Znów uderzył głową w mur. Dosłownie. Spojrzał na zegarek.

- Ciekaw jestem, czy pub jest jeszcze otwarty. Potrzebuję drinka.

background image

ROZDZIAŁ 6

Jace siedział na stołku w pubie Leaping Stag, sącząc piwo. Obok niego zajął miejsce 

młody policjant, Clive Sefton. George i Emma stali za barem, szykując drinki dla kilku gości 

w barze. Jace właśnie skończył im opowiadać, jak nienawidzi historii Barbary Caswell, lady 

Grace.

- Jak ktoś mógł uważać, że była ona romantyczną postacią?

- Nie znasz prawdy, co? - spytała Emma. - Cała historia jest wymyślona.

- Ale sądziłem, że to prawdziwa historia. Zniżyła głos.

- Nie mów tego turystom. Lady Grace występuje we wszystkich angielskich książkach 

o duchach nawiedzających domy i ludzi.

- Tak, wszystko zaczęło się od książki o duchach - powiedział George, napełniając 

dużą szklankę porterem.

Emma nachyliła się do Jace'a.

- W latach trzydziestych ktoś napisał książkę o duchach w Anglii, w której opisał, że 

Priory House jest nawiedzane przez ducha pewnej arystokratki, która zwykła wymykać się w 

nocy, by okradać ludzi. To wszystko. W 1946 roku jakiś pisarz stworzył resztę historii i 

rozpowszechnił ją jako prawdziwą. Widziałeś film?

- Nie miałem czasu.

- Słyszeliśmy,   że   byłeś   w   Londynie   -   powiedziała   Emma,   patrząc   na   męża   przez 

ramię. - Jaki jest Londyn? - spytała głośno, a George pokręcił głową.

- Taki, jak zawsze - odpowiedział Jace, czekając, aż Emma zapyta go o dekorowanie 

pokoju w stylu wiktoriańskim. Kiedy nic nie powiedziała, odezwała się w nim nadzieja, że 

może będzie w stanie utrzymać jeden sekret.

- Nie chcę pisać czegoś, co już ktoś napisał. Jesteście pewni, że nie było tu innych 

niesamowitych zdarzeń?

Clive spojrzał na swoją szklankę z piwem.

- Było jedno. Emma i George jęknęli.

- O nie, znowu - odezwała się Emma. - Nie pozwól mu zacząć. To ulubiony temat 

Clive'a i kłóci się tak długo, aż wszyscy mamy dość. To było samobójstwo, najzwyklejsze w 

świecie samobójstwo.

Jace wciągnął głośno powietrze i postarał się zachować spokój.

- Samobójstwo?

- Tak - powiedziała Emma dobitnie, patrząc na Clive'a. - Samobójstwo.

background image

- Ale ty tak nie myślisz? - spytał Jace chwytając szklankę, by nie było widać, jak 

trzęsą mu się ręce.

- Wydaje mi się... - zaczął Clive powoli. Emma zaczęła myć szklanki.

- Trzy lata temu młoda kobieta...

- Naprawdę ładna - wtrącił George.

- Tak - powiedziała Emma. - Ładna, młoda kobieta popełniła samobójstwo w pokoju 

na górze. Była pijana i zapłakana. Zatrzymała się tu i spytała, czy mamy pokój do wynajęcia.

- „Nadal macie pokój” - poprawił ją Clive.

- Nie wiem, czy tak powiedziała, ale ja to powiedziałam zaraz po tym, jak znaleźliśmy 

jej ciało, później nie byłam już tego pewna. Panował wtedy hałas i mogłam źle usłyszeć.

- Ale znaleźliście ją następnego dnia - powiedział Jace spokojnie.

- Tak.   Biedactwo.   Wzięła   prawie   całą   buteleczkę   pigułek   nasennych.   Zawołałam 

Georga, a on przyjrzał się jej przez dziurkę od klucza, po czym wezwał Clive'a, który, muszę 

dodać, był nowy i nic nie wiedział.

- Nie, żeby teraz było inaczej - zażartował George, ale Clive nie uśmiechnął się.

- Ale  ty  myślisz,   że  to  było   morderstwo -  Jace  zwrócił  się  do Clive'a,   ale  młody 

policjant milczał.

- No już, powiedz mu - mruknęła Emma, ale Clive nadal milczał. George wziął pustą 

szklankę Jace'a i nalał mu kolejne piwo.

- Jej siostra i matka przyjechały ze Stanów i...

- Jej matka? - zapytał Jace, po czym szybko spróbował jakoś załagodzić wybuch. - To 

musiało być dla niej trudne - przełknął spory łyk piwa.

- Było - przyznała Emma. - Obie kobiety stały obok siebie. Mówiły, że wiedziały, że 

prędzej czy później coś takiego się stanie.

- Wyglądało na to, że była chora - powiedział George. - Jej matka miała całą stertę 

listów od psychiatrów dziewczyny. Próbowała się już kiedyś zabić.

- Jej matka pokazała wam te papiery? - zapytał Jace. - Nie sądzicie, że powinna była 

być zbyt zaszokowana wiadomością o śmierci córki, by pomyśleć o zabraniu papierów na 

dowód, że dziewczyna była szalona?

Clive spojrzał na Jace'a szeroko otwartymi oczyma.

- Właśnie o tym samym pomyślałem. Wyglądało to tak, jakby obie kobiety chciały 

udowodnić nam niepoczytalność dziewczyny. Matka prosiła nas, abyśmy nie wpisywali w 

papiery, że tu była. Gdyby te kobiety nie były w Stanach, kiedy to się stało...

- To co? - zapytał Jace.

background image

- Pomyślałbym, że one to zrobiły. Emma wyrzuciła ręce do góry, a George parsknął.

- Powiedz mu, dlaczego uważasz, że nie popełniła samobójstwa. No dalej, powiedz 

mu.

- Potknęła się na schodach - powiedziała głośno Emma, a potem zniżyła głos. - Clive, 

mówiłam ci już tysiąc razy, była pijana, czułam alkohol w jej oddechu. Była pijana, a kiedy 

wchodziła na górę, przewróciła się. Tyle.

Jace patrzył na Clive'a.

- Co przewrócenie się na schodach ma wspólnego z morderstwem?

Clive przekręcił głowę i spojrzał Jace'owi w oczy. Kiedy się odezwał, w jego głosie 

brzmiała pewność.

- Widzisz...

- Zaczyna się - wtrącił się George. Jace starał się ukryć zniecierpliwienie.

- Usiądźmy przy stoliku - powiedział, po czym wzięli swoje piwa i poszli w daleki kąt. 

-   Myślę,   że   to   może   być   sprawa,   jakiej   szukam,   więc   chcę   wiedzieć   wszystko.   Nie 

zechciałbyś zacząć od początku?

- Zanudzę cię.

- Przysięgam, że nie.

- No dobrze, ale ostrzegam cię, że wszystko jest oparte na przeczuciu i niczym więcej. 

Dowody mówią, że młoda Amerykanka, Stacy Evans, pokłóciła się ze swoim chłopakiem, 

zatrzymała  w   pubie,  zapytała   o  pokój  do  wynajęcia,   po  czym  poszła   na  górę  i   połknęła 

buteleczkę pigułek nasennych. Została zawiadomiona jej rodzina, matka i siostra przyleciały 

jak   najszybciej   i   zaprezentowały   papiery,   jako   dowód,   że   dziewczyna   miała   problem   od 

dziecka. Jej matka zmarła, kiedy była mała, co bardzo nią wstrząsnęło.

- Jej matka zmarła? Więc kto przyjechał tutaj?

- Macocha, ale powiedziała, że była dla niej matką od dawna i kochała ją. - Clive 

spuścił wzrok.

- Ale ty jej nie uwierzyłeś.

- Nie. Powiedziałem szefowi, że jej nie wierzę, ale on odpowiedział, że czytam zbyt 

dużo opowieści o nikczemnych macochach. Nie było żadnych przesłanek, by sądzić, że to 

morderstwo, poza tym były tam tylko jedne drzwi do pokoju, zamknięte od środka. Miała 

portmonetkę pełną pieniędzy, a w uszach diamentowe kolczyki. Nic nie zostało skradzione i 

nie było oznak aktywności seksualnej.

Jace musiał przyłożyć sobie szklankę z piwem do twarzy, by ukryć wyraz ulgi. To nie 

miało znaczenia, ale cieszył się, że Stacy nie zdradziła go.

background image

- To była szybka sprawa - powiedział Clive. - Świr się zabił. Koniec.

Jace skrzywił się, słysząc brutalność młodego mężczyzny.

- Ale potknęła się na schodach.

- Tak.   Widzisz,   ten   pub   był   kiedyś   naprawdę   złym   miejscem.   Kiedy   byłem 

dzieckiem...   -   Uśmiechnął   się.   -   Lepiej   nie   będę   mówił,   jaki   wtedy   byłem.   Słyszałeś   o 

pastorze i sposobie, w jaki pomaga dzieciakom takim jak ja?

- Słyszałem. Byłeś jednym z jego triumfów?

- Byłem jednym z jego najcięższych przypadków. Dorastałem... - Clive machnął ręką. 

- Historia mojego życia nie ma znaczenia, z wyjątkiem faktu, że spędziłem wiele godzin tutaj, 

wpadając w kłopoty. Nie pomyślałbyś, że takie ciche, małe miasteczko jak Margate, może 

mieć takie diabelskie miejsce, ale miało. Hazard w pokoju z tyłu, dziewczynki na górze, 

narkotyki sprzedawane w toalecie. Jeśli tylko chciałeś, mogłeś mieć wszystko.

Jace zaczął pojmować.

- Schody zostały wymienione.

- Tak.   Kiedy   stary   właściciel   pubu   zmarł,   Carewowie   kupili   go   i   przebudowali. 

Wyburzyli   tylną   ścianę.   Wyrzucili   całe   stare   wyposażenie.   -   Uśmiechnął   się   lekko.   - 

Większość spalili. W tym czasie ja próbowałem się zmienić, ale stałem tu z dzieciakami i 

wdychałem głęboko ten dym.

Jace uśmiechnął się na tę historię, ale chciał, aby Clive kontynuował opowiadanie o 

Stacy.

- Wszystko zostało zmienione?

- Wszystko. W związku z moją zmarnowaną młodością - zabawną, ale zmarnowaną - 

znałem   dobrze   to   miejsce,   ale   kiedy   Emma   z   Georgem   je   przebudowali,   zmieniło   się 

diametralnie. Po tym, jak zostałem gliną, musiałem parokrotnie przejść po tych schodach i 

zawsze potykałem się w tym samym miejscu. Schody są tam, gdzie być powinny, ale teraz 

jest   tam   mały   łuk.   Emma   zbudowała   je   w   sposób,   by   móc   tam   wstawić   ozdobny   słoik. 

Widziałeś to?

Jace rzucił pobieżnie okiem na dużą, mosiężną wazę stojącą u szczytu schodów, po 

czym spojrzał ponownie na Clive'a.

- Chcesz powiedzieć, że ta młoda kobieta... jak jej było na imię?

- Stacy Evans.

- Uważasz, że panna Evans była tyle razy w tym pubie, że była z nim obeznana i 

potknęła się na nowych schodach?

- Właśnie tak uważam.

background image

- Ale nawet jeśli to była prawda, dlaczego miałoby to uprawdopodobnić morderstwo, a 

nie samobójstwo? Może spotkała dawnego chłopaka w Margate, pokłóciła się z nim, po czym 

odebrała sobie życie z tego powodu.

- Tak twierdzą wszyscy.

- A dlaczego ty w to nie wierzysz?

- Śmiejesz się ze mnie.

- Nie, ani trochę.

- Nie   wyglądała   na   nieszczęśliwą.   Czy   to   ma   jakiś   sens?   Byłem   w   szkole   - 

przynajmniej  tak to nazywali,  ale tak naprawdę było  to więzienie dla dzieciaków - więc 

widziałem kilka prób samobójczych. Był taki czas, kiedy sam o tym myślałem. W ludziach, 

którzy   planują   samobójstwo,   jest   coś   takiego,   czego   nie   znajdziesz   u   innych.   To   coś   w 

oczach...

- Panna Evans tak nie wyglądała?

- Nie,   jeśli   już,   to  raczej   na   szczęśliwą.   Leżała   na  łóżku   z   lekkim   uśmiechem   na 

twarzy.   Człowieku!   Była   piękna.   Po   prostu   nie   mogłem   uwierzyć,   by   ta   kobieta   miała 

jakikolwiek powód do bycia nieszczęśliwą. Jej ojciec był bogaty, ona była... jak wy, Jankesi, 

nazywacie nagłą śmierć?

- Stacy Evans odeszła nagle w kwiecie wieku - powiedział Jace cicho, prowokując 

Clive'a do spojrzenia na niego.

- Tak.

- I zmarła z uśmiechem na ustach. Może uśmiechała się, bo wreszcie pozbywała się 

swoich wszystkich problemów. Mówiłeś, że była zaręczona?

- Nie - odrzekł cicho Clive, patrząc uważnie na Jace'a. - Nie mówiłem tego. Nikt nie 

mówił.

- Nie wiem, pewnie tak założyłem. Czy miała wyjść za mąż? Clive patrzył na Jace 

intensywnie.

- To byłeś ty, prawda? Stacy miała twoje zdjęcie w portfelu. Przyglądałem się mu i 

zastanawiałem, czemu nie przyszedłeś i nie spytałeś o nią.

Jace zawahał się chwilę, by podjąć decyzję. Powinien skłamać? Raczej nie.

- Nie powiedziano mi o jej śmierci, dopóki jej ciało nie znalazło się w Stanach - 

odparł. - Powiesz..

- O  tobie?  Nie.  Znam  tyle   ludzkich sekretów  w  tym  mieście,  że  nie  uwierzyłbyś. 

Widzisz tego starego mężczyznę? Kiedy miał dziewiętnaście lat, zabił trzech mężczyzn w 

barowej  bójce.  Większość życia  spędził w więzieniu. Teraz  hoduje  peonie. Więc kupiłeś 

background image

Priory House, by dowiedzieć się, co się stało ze Stacy? Właściwie powinienem nazywać ją 

panną Evans, ale spędziłem tyle czasu nad jej sprawą, że wydaje mi się, jakbym ją znał. Jaka 

była?

Jace wypił duży łyk piwa.

- Była zabawna, mądra i uwielbiała ptasie mleczko. Lubiła je na wszystkie sposoby, 

jakie   przyszły   jej   do   głowy.   Miała   fotograficzną   pamięć.   Była   bardzo   miła,   a   ja   za   nią 

szalałem. Kiedy zmarła, chciałem umrzeć razem z nią. Nie była wariatką i sądzę, że została 

zamordowana.

Clive patrzył przez chwilę na Jace'a, po czym zniżonym głosem powiedział:

- Kto jeszcze wie, kim jesteś, i dlaczego?

- Tylko ty i wcale nie chciałem, byś to odkrył. Masz jakieś podejrzenia, kto to zrobił?

- Żadnych.  - Clive mówił tak cicho, że Jace ledwo go słyszał.  - Pokazywałem jej 

zdjęcie   w   okolicy   przez   rok,   rozpytywałem,   gdziekolwiek   byłem,   ale   nikt   nigdy   jej   nie 

widział. Pytania musiałem zadawać w sekrecie ze względu na szefa, bo gdyby to odkrył, 

wyrzuciłby mnie. Nie chciał mieć ze mną najpierw w ogóle do czynienia ze względu na moją 

przeszłość, ale...

- Dlaczego nie poszedłeś gdzie indziej? Masz tu rodzinę?

- Nie   mam   żadnej.   Osierocony,   młody,   opuszczony.   Wyrządziłem   pewne   krzywdy 

tutaj, będąc dzieckiem, i chciałem za to zapłacić, więc wróciłem, by pracować.

- Chciałeś pokazać ludziom, którzy mówili, że nigdy nic nie osiągniesz, że jednak na 

coś cię stać.

- Właśnie.

- Ale nie mógłbyś  nikomu nic pokazać o Stacy, gdybyś  został złapany na łamaniu 

rozkazu?

- Nie. Powiedz, czego się dowiedziałeś?

- Niczego - powiedział Jace. Postanowił skorzystać z okazji. Naprawdę chciał z kimś 

porozmawiać o tym, co robi.

- Próbowałem skusić Ann Stuart, by mi coś powiedziała, ale ona mnie nienawidzi, 

więc nie wiem, co mam teraz zrobić.

- Ann Stuart? Nie wydaje mi się, bym ją znał. Jest Amerykanką?

- Ann Stuart jest duchem z Priory House. Wyraz  twarzy Clive'a zmienił  się tylko 

odrobinę, ale miał już sporą praktykę w udawaniu wiary w różne dziwne historie.

- Jeździ po domu konno, tak?

- Przepraszam, że cokolwiek powiedziałem - odezwał się Jace, ale wiedział, że jest już 

background image

za późno. - Odpowiadając na twoje pytanie: nie znalazłem nic więcej poza tym, co było w 

gazetach. Musiałem dogadać się z panią Browne i jej dwiema węszącymi przyjaciółkami, i...

- Powiedz jak wygląda twój duch? - zapytał Clive z lekkim uśmiechem. - Gnijące 

ubranie? Brak gałek ocznych. Tego typu rzeczy?

Jace dał znać George'owi, że prosi o rachunek.

- Wierzę, konstablu Sefton, że zachowa pan w sekrecie to, o czym tu rozmawialiśmy.

- Oczywiście - odpowiedział Clive, wciąż się śmiejąc. - Zatrzymam wszystko - jeśli 

wiesz, co mam na myśli - dla siebie.

- Tak, wiem, co masz na myśli - odpowiedział Jace, wychodząc z baru.

background image

ROZDZIAŁ 7

Następnego ranka Jace obudził się przed świtem i leżał, myśląc, czego do tej pory się 

dowiedział. Okazało się, że Clive również wierzył, iż Stacy została zamordowana, ale Jace nie 

był  ani o krok bliżej w odkryciu, kto lub dlaczego tak się stało. Żałował,  że powiedział 

Clive'owi o Ann. Była sekretem Jace'a i nie powinien był nikomu go zdradzać.

Wstał,   ubrał   się,   zastanawiając   się,   co   dalej.   Pani   Browne   krzątała   się   w   kuchni, 

zirytowana.

- Nigdy   nie   widziałam   takiego   bałaganu   -   zrzędziła.   Wszędzie   brudne   naczynia   i 

opustoszała spiżarnia. Musiał pan urządzić przyjęcie dla dwudziestu osób.

Było oczywiste, że próbuje wyciągnąć z niego informacje.

- Urządziliśmy orgię - odpowiedział poważnie. - Nadzy Amerykanie biegali wszędzie.

- Ha! - mruknęła tylko, po czym postawiła przed nim talerz ze śniadaniem.

- Gdyby   był   pan   nagi,   miałby   pan   ślady   tapety   na   sobie.   Co   pan   zrobił   z   tym 

cudownym pokojem na górze?

Kolejne żądanie informacji.

- Ma pani na myśli ten pokój, który ostatni właściciel używał jako magazyn?  Ten 

cudowny pokój?

- Nie mieli gustu. Okropni ludzie. Cieszyłam się, kiedy ona ich wypłoszyła.

- Ona, czyli kto?

- Duch oczywiście - parsknęła - ten, którego widział pan w ogrodzie.

- Ach, ta wysoka kobieta? Płonące, rude włosy? Nie chciałem pani o tym mówić, pani 

B., ale ona jechała na dużym, czarnym koniu, prosto na panią. Nie miała żadnego powodu by 

złościć się na panią, prawda?

- Nie, oczywiście, że nie - powiedziała pani Browne, a jej twarz była blada, po czym 

zrobiła się czerwona, kiedy zdała sobie sprawę, że on z niej żartuje. - Proszę wyjść. Muszę 

pracować w spokoju.

Uśmiechając się, Jace poszedł na górę, wziął laptopa i usiadł na pokrytej różami sofie. 

Otworzył Worda i zaczął pisać, co wie o Stacy.

Kiedy zapisał dwie strony faktów, zauważył, że są pewne rzeczy, których nie rozumie. 

Siostra i macocha Stacy pokazały angielskiej policji plik papierów od psychiatry mówiących, 

że Stacy miała problemy ze spaniem dłużej niż trzy godziny. Ale jak tylko Stacy zamieszkała 

z Jace'em, odsuwając się tym samym od rodziny, problemy ze snem zniknęły. Nim pojawił 

się Jace, jej siostra potrafiła dzwonić o pomoc o trzeciej nad ranem.

background image

- Prawdziwa   siostrzana   pomoc   -   mawiała   Regina.   Oczywiście   Stacy   nigdy   nie 

pomyślałaby o zadzwonieniu do kogokolwiek o godzinie trzeciej nad ranem. Jace zaczął na 

noc wyłączać telefon. Jego rodzina miała numer jego komórki, ale z rodziny Stacy nikt go nie 

znał.

Do dnia śmierci Stacy przysiągłby, że pomiędzy nimi nie było żadnych sekretów, ale 

teraz dowiedział się, że chodziła na terapię. Wiedząc, że jej matka zmarła, kiedy Stacy była 

nastolatką, a ojciec nie poświęcał jej zbyt dużo czasu, terapia była zrozumiała. Ale jak mogła 

być zakwalifikowana jako „sprawiająca kłopoty”?

Zamknął na chwilę oczy. Był zupełnie zagubiony w kłamstwach jej rodziny. Byli ze 

Stacy zakochani. Mówili sobie wszystko.

A jednak nie powiedziała mu, że zna Margate, i kiedy tam była.

Dotarło do niego też, że duch Ann Stuart wiedziałby,  gdyby Stacy odwiedziła ten 

dom. Ona widziała wszystko. Ale dziś nie czuł jej obecności.

Po lunchu (nadziewanej piersi kurczaka à la Jamie Olivier) Jace stał w perkalowym 

pokoju   i   daremnie   naciskał   każdy   panel   na   ścianie.   Historia   o   kobiecie   rozbójniku   była 

zmyślona,   ale   być   może   była   oparta   na   pewnych   faktach.   Może   ukryte   schody   były 

prawdziwe, i może, gdyby je znalazł, dowiedziałby się czegoś o Ann, co doprowadziłoby go 

do...

Pukanie do drzwi przerwało te rozmyślania. Zmarszczywszy brwi, otworzył i zobaczył 

Daisy z zaczerwienioną twarzą, jakby biegła po schodach. Spoglądała przez ramię, jakby 

spodziewała się, że pani Browne wyskoczy zza kredensu. Nie teraz i nie ty, pomyślał Jace, 

otworzywszy usta, by zrobić wykład na temat różnicy wieku.

Daisy rzuciła w niego zwiniętą gazetą.

- Myślę, że powinien pan to zobaczyć.

- Co to jest?

Znów spojrzała przez ramię, po czym zrobiła krok do przodu. Jace nadal stał w tym 

samym miejscu. Nie zamierzał wpuścić jej do środka.

- To miejscowa gazeta. - Była zwinięta w ciasną tubę i miała coś galaretowatego na 

wierzchu. - Przepraszam za jajka - powiedziała Daisy.  - Ale wyciągnęłam  to z kosza na 

śmieci pani B. Proszę nie pokazywać jej tego i nie mówić, że dostał to pan ode mnie.

Jace zmarszczył brwi jeszcze mocniej. Ten strach przed gosposią musi się wreszcie 

skończyć!

- Nie, nie powiem jej - odrzekł normalnym głosem. - Ale nie dlatego, że się boję, tylko 

dlatego, że mnie o to prosiłaś. Szczerze, myślę... - Przerwał, ponieważ Daisy, usłyszawszy 

background image

jakiś dźwięk z dołu, uciekła.

Westchnąwszy na myśl o absurdalności całego zdarzenia, Jace wziął gazetę i zamknął 

drzwi. Jego zdziwienie przerodziło się w niedowierzanie, kiedy zobaczył tytuł na pierwszej 

stronie. Na samym środku pierwszej strony było jego zdjęcie zrobione wiele lat temu, kiedy 

był   w   college'u.   Pił   z   kolegami   z   bractwa   i   śpiewał   najbardziej   sprośne   piosenki,   jakie 

przyszły im do głowy. Jeden z chłopaków robił zdjęcia. Jace nie widział tej fotografii przez 

lata, ale była tutaj, zajmowała połowę strony. Włosy miał potargane, z koszulą rozpiętą, i 

obejmował dwóch swoich „braci”, trzymając dwie butelki piwa. Wyglądał jak zabiedzony 

alkoholik.

CZY TEGO CHCEMY W MARGATE? - głosił tytuł.

Jace szedł, dopóki kolanami nie wyczuł krzesła. Usiadł i zaczął czytać.

Jak już wszyscy w Margate wiedzą, Priory House ma nowego właściciela. Tym razem  

jednak szacowny, stary dom nie został kupiony przez rodzinę pragnącą tutaj osiąść. Został  

kupiony przez bogatego Amerykanina, który, w przeciągu jedynie kilku dni, zdobył sobie złą  

reputację. Każdej nocy chadza do pubu, a mówiono, że pija nawet napoje warzone przez pana  

Hatcha. Wybrał się również na jedną tajemniczą wyprawę do Londynu. Zapytany o powód  

swojej wizyty tam, odmówił odpowiedzi, ale my, mieszkańcy Margate, nie musieliśmy długo  

czekać, by się tego dowiedzieć. Wygląda na to, że udał się tam, by zakupić meble i akcesoria i  

przerobić   powszechnie   znany   perkalowy   pokój   w   Priory   House   w   kiepską   kopię  

wiktoriańskiego pokoiku z filmów. Czy jest to wstęp do otwarcia domu dla publiczności, jako  

jakiś Dom Duchów?

To, czego chcielibyśmy się dowiedzieć, to co chodzi po głowie panu Montgomery'emu.

Reporter   pogrzebał   trochę   i   dowiedział   się,   że   bogactwo   rodziny   Montgomerych 

pochodzi z dawnych czasów. Mają posiadłości na całym świecie. Pan Jace Montgomery nabył 

dom   posiadający   reputację   najbardziej   nawiedzonego   w   Anglii.   Chwalił   się   również 

wszystkim, którzy go słuchali, że widział ducha lady Grace w biały dzień w ogrodzie.

Czy planuje wykorzystać ducha Priory House? Czy święto naszego miasta zostanie 

zastąpione przedstawieniem gloryfikującym lady Grace i niewinnych ludzi, których zabiła? 

Czy ciche, piękne Margate zostanie zamienione w miasto horroru? Czy plastikowe kule będą 

zwisać z kamiennych okien tego wspaniałego domu ? Czy pan Montgomery zamierza wylać 

sztuczną krew na kamienie? Czy tego chcemy dla naszego miasta? Czy ten bardzo bogaty 

Amerykanin   planuje   przekształcić   ten   historyczny   dom   w   atrakcję   turystyczną?   Czy   ten 

znudzony Amerykanin oznacza koniec spokoju i wygody naszego miasteczka? Czy jesteśmy 

gotowi na turystów parkujących na naszych trawnikach? Czy jesteśmy gotowi na wróżbitów, 

background image

wyznawców szatana, którzy pojawią się w naszym kochanym mieście? Co o tym myślicie?

Przez   dziesięć   minut   jedyne,   co   Jace   był   w   stanie   zrobić,   to   patrzeć   na   gazetę. 

Absurdalność artykułu przyprawiła go o zawrót głowy. Ktoś zebrał kilka faktów i posklejał je 

w żałosne plotki. Nie, to było mocniejsze niż plotki. To była złośliwość.

Z gazetą w ręku zszedł na dół do garażu. Nie zdziwił się, widząc Micka stojącego 

niedaleko z kluczykami w ręku.

- Na lewo od biblioteki - powiedział Mick, kiedy Jace brał kluczyki. - Trzeci dom na 

prawo.

Jace był tak zły, że opuścił Priory House, nim zorientował się, że Mick mówił mu, 

gdzie znajduje się redakcja gazety. Kiedy dojechał do centrum miasta, zatrzymał się na rogu. 

Po chwili jakiś człowiek zapukał w okno. Otworzył je.

- Stworzyłem świetną trasę wycieczkową - powiedział mężczyzna. - Pracowałem w 

Priory   House,   póki   stary   pan   Hatch   mnie   nie   wyrzucił.   Mógłbym   opowiedzieć   ludziom 

wszystko o lady Grace i jej konnych jazdach po schodach w nocy. Mogę być tak przerażający, 

jak pan sobie życzy.

- Dzięki, ale nie skorzystam - odparł Jace. - Nie mam zamiaru przekształcać mojego 

domu w atrakcję turystyczną.

- Cóż, nie potrzebuje pan tego, prawda? - odrzekł mężczyzna, czerwieniejąc ze złości. 

- Pan już jest bogaty, więc nie musi się pan martwić resztą tych, którzy próbują przeżyć.

Jace podniósł okno, a kiedy kolejna osoba zapukała z drugiej strony, nie zareagował. 

Przy   bibliotece   skręcił   w   lewo   i   zaparkował   przed   starym   domem   z   małym   szyldem 

DZIENNIK MARGATE.

Jace zignorował dwójkę ludzi spieszących  ku niemu, gdy przechodził wyznaczoną 

ścieżkę   czterema   długimi   krokami.   Nie   zaprzątał   sobie   głowy   pukaniem.   W   środku 

znajdowało się pomieszczenie umeblowane jak pokój dzienny, z telewizorem na ścianie. Na 

drugiej przy oknie stało biurko z komputerem.

- Pan musi być Montgomery - odezwał się niski, pulchny, starszy mężczyzna, który 

właśnie wszedł do pokoju. - Nigh powiedziała, że powinienem się pana spodziewać. Prosiła, 

by wysłać pana do niej.

Jace wyciągnął gazetę z furią.

- Czy pan to napisał?

- Dobry Boże, nie - powiedział mężczyzna, podchodząc do komputera. - Ja się zajmuję 

polityką i mówieniem rządowi, jak powinien kierować państwem. Nie interesują mnie lokalne 

skandale. - 

background image

Podniósł kupkę listów i zaczął je przeglądać. - Nie, ten, kogo szukasz, to Nigh.

- Nigh?

- N.A. Smythe. Ale z imieniem Nightingale mądrze postanowiła je skrócić.

- Stuart - odrzekł Jace, wstrzymując oddech. Mężczyzna zachowywał się tak, jakby nie 

był zbyt zainteresowany Jace'em, ale podniósł głowę na dźwięk tego nazwiska.

- Ann Nightingale Stuart? - zapytał w sposób, w jaki Anglicy przekształcają każde 

zdanie w pytanie. - Przeprowadził pan pewne badania, prawda? Czy naprawdę zamierza pan 

przekształcić Priory House w atrakcję turystyczną?  Dochód moglibyśmy  wykorzystać  dla 

miasta.

- Nie, nie zamierzam - zaczął Jace, ale przerwał. Ten człowiek był dziennikarzem. - 

To, co robię  ze swoim domem,  to  moja  sprawa. Gdzie  jest  ta kobieta, która  napisała  tę 

potwarz.

Mężczyzna uniósł brew.

- Potwarz? Ojej, mam nadzieję, że nas pan nie pozwie. Jeśli pan to zrobi, jak pan 

widzi,  niewiele   zyska.   -  Ręką  wskazał   pokój.  -  Jestem   Ralph  Barker,   wydawca.   Chętnie 

usłyszałbym pańską wersję.

- Nie wątpię - burknął Jace. - Ale jedyną  wersję, jaką pan usłyszy,  to od mojego 

prawnika.

- Ach, wy, Jankesi, i wasze procesy. Jace zwęził oczy.

- Chcę wiedzieć, gdzie jest ta kobieta. Muszę z nią porozmawiać.

- Nie ma pan broni? - Kiedy mężczyzna zobaczył wyraz I warzy Jace'a, uśmiechnął się 

lekko.   -   Tak   sobie   powiedziałem.   Proszę   wrócić   drogą,   którą   pan   przyjechał,   w   stronę 

swojego   domu.   To   pierwszy   dom   po   pańskiej   lewej.   Nigh   powinna   już   lam   być.   Mam 

nadzieję, że nie zastanie jej pan w szlafroku. Spowodowałby pan jeszcze większy skandal, a 

tego akurat teraz pan nie potrzebuje.

- Większy   skandal?   -   wycedził   Jace,   zaciskając   zęby.   -   Nie   miałem   pojęcia,   że 

spowodowałem jakikolwiek skandal.

- I to powinien powiedzieć pan Nigh. Zatrzymam dla pana otwarty kolejny numer 

dziennika. Jeśli mam pan jakieś aktualne swoje zdjęcie...

Jace nie słyszał reszty, ponieważ trzasnął drzwiami i wrócił do samochodu. Wiedział, 

że przekroczył prędkość, jadąc w kierunku domu na końcu swojej posiadłości, ale już zdążył 

zauważyć, że Anglicy nie przywiązywali do tego wagi.

Kiedy dojechał do małego, piętrowego kamiennego domu na rogu dwóch dróg, które 

były granicą jego posiadłości, tak gwałtownie zahamował, że omal nie wypadł przez przednią 

background image

szybę. Wszedł przez furtkę i zapukał do niebieskich drzwi na zadaszonym ganku.

- Otwarte - dobiegł go kobiecy głos. Drzwi uderzyły w ścianę, kiedy je pociągnął i 

wszedł do małego salonu. Na wprost niego znajdował się kominek, po lewej duże wgłębienie 

okienne, w którym stało biurko i laptop.

Młoda, ładna kobieta z ciemnymi włosami i oczami siedziała na krześle przy biurku. 

W   jej   oczach   widać   było   inteligencję   i   coś   jeszcze,   czego   nie   był   pewien.   Gdyby   miał 

zgadywać, powiedziałby, że widziała zbyt  dużo rzeczy, których nie chciała oglądać. Jace 

uniósł gazetę.

- Każde słowo tu jest kłamstwem - powiedział. Był tak zły, że ledwo mówił.

- Naprawdę? Z tego, co wiem, wszystko, co napisałam, da się zweryfikować.

Przez chwilę Jace był w stanie tylko mrugać powiekami.

- Wszystko jest poprzekręcane i zniekształcone. Sięgnęła po notes i długopis.

- Proszę więc usiąść i opowiedzieć mi wszystko. Obiecuję opublikować pańską wersję 

prawdy.

- Jest tylko jedna prawda. To, co pani napisała, jest jedynie stekiem kłamstw.

Patrzyła przez chwilę na niego, po czym spytała:

- Co pan powie na herbatę? Odwróciła się do niego plecami z wiarą kobiety, która 

nawykła do tego, że mężczyźni robią to, o co ich prosi.

Wbrew sobie Jace podążył za nią do kuchni. Przy jednej ścianie stały stare szafki i 

półki, wypełnione nieskompletowanymi naczyniami i tysiącem notatek powrzucanych między 

nie. Wąski stół stał pod drugą ścianą. Kiedy wskazała na stół, usiadł z gazetą z jego starym 

zdjęciem patrzącym na niego.

- Gdzie pani to zdobyła? - zapytał spokojnie.

- Internet. Wielki Brat współczesnego świata. Zajęło to trochę czasu, ale udało się. 

Pańska rodzina jest bardzo tajemnicza w kwestiach majątkowych, i w ogóle nie chciano mi 

nic o panu opowiedzieć.

Jace nie odpowiedział na to.

- Ludzie pytają mnie o pracę.

- Wydrukuję odpowiedź, a ci wszyscy kochani ludzie zapomną, co sugerowałam.

Odwróciła   się   od   niego,   napełniając   czajnik   przy   zlewie.   Miała   na   sobie   wąskie, 

czarne spodnie, które kończyły się w połowie łydki i czarny sweter z długimi rękawami. Nie 

była   zbyt   wysoka,   ale   za   to   szczupła   jak   modelka.   Kiedy   podniósł   wzrok,   zobaczył,   że 

obserwuje go w odbiciu w oknie.

- O co pani chodzi? - zapytał. - Nie uwierzę, że jest pani tak głupia, by wierzyć w to, 

background image

co pani napisała; więc czego pani chce?

Postawiła czajnik na kuchence i odwróciła się do niego.

- Nie   zostaliśmy   sobie   odpowiednio   przedstawieni.   Jestem   Nightingale   Augusta 

Smythe - ta z „y” i „e” na końcu. Moja matka próbowała zrekompensować sobie małżeństwo 

z   mężczyzną   o   tak   pospolitym   nazwisku   jak   Smith,   więc   zmieniła   pisownię,   ale   nadal 

pozostała panią Smith. Moja mama urodziła się jako Jane Bellingham. Nienawidziła swojego 

popularnego imienia, więc mnie nadała trochę bardziej egzotyczne.

- Nightingale było imieniem Ann - powiedział Jace, patrząc na nią.

Przez chwilę wpatrywała się w niego zaskoczona.

- Czytał   pan   -   wymruczała,   odwracając   się.   -   Earl   grey   może   być?   Ach   tak,   wy, 

Jankesi,   nic   nie   wiecie   o   herbacie,   prawda?   Proszę   mi   powiedzieć,   czy   to   prawda,   że 

wrzucacie do niej ogromne ilości cukru, a potem dodajecie lód? Czy jest to tylko jedna z tych 

amerykańskich legend stworzonych, by nas pocieszyć, że nie walczyliśmy o kolonie?

Widział, że próbuje go rozkojarzyć. Chciała zdobyć jakieś informacje, samej nie dając 

nic.

- Ann Nightingale Stuart. Jest pani spokrewniona z lady Ann?

- Bardzo dalekie pokrewieństwo - odpowiedziała. - Mam herbatę w torebkach, może 

być? Czy też woli pan sypaną? A może nie czuje pan różnicy?

Nie pozwolił jej docinkami odejść od głównego tematu.

- Narobiła pani sporo kłopotu i wiele ryzykowała, ściągając mnie tutaj, więc czego 

pani chce?

- Ja piję sypaną. - Tak pijają królowe. Czy wie pan, że Królowa Matka nigdy w życiu 

nie pila herbaty z torebki? To prawdziwa dama.

Kiedy uśmiechnęła się do niego, nie odwzajemnił uśmiechu.

- Naprawdę widział pan lady Grace w świetle dnia? - zapytała. - Całe miasto o tym 

mówi. Powiadają, że widział ją pan na koniu, jadącą wprost na panią Browne a jej włosy były 

ogniście rude. Oczywiście lady Grace, nie pani Browne.

Jace już chciał jej wszystko wyjaśnić, ale powstrzymał się w ostatniej chwili.

- Jakie miałoby to dla pani znaczenie, gdybym ją widział? Tak długo, jak nie otwieram 

swojego domu dla publiczności i nie mam lądowiska dla helikopterów na trawniku, jaki ma 

pani w tym interes?

Nigh usiadła naprzeciw niego.

- Nie słyszał pan o Norah Lofts, prawda? Oczywiście, że nie. Moja matka lubiła jej 

książki, a ja zabierałam je i czytałam pod kołdrą. Moją ulubioną była ta o pewnym domu. 

background image

Opowiadała o ludziach, którzy go zbudowali, potem prowadzili go do dwudziestego wieku, 

kiedy to podzielono go na apartamenty, a później znów przekształcono w dom dla jednej 

rodziny. To właśnie chcę zrobić - napisać książkę - a Priory House ma być prototypem.

Opierała   się   o   stół,   a   Jace   był   pewien,   że   zdaje   sobie   sprawę,   że   jest   ładna,   i 

wykorzystuje to, by zdobyć od mężczyzn to, czego chce. Jednak, by rozkojarzyć Jace'a, trzeba 

było czegoś więcej niż ładnej twarzy.

- Czy nie nazywa się to plagiatem? Ale też ktoś, kto napisał takie kłamstwa, jak pani, 

nie miałby oporów przed drobną kradzieżą, prawda?

Już chciała odpowiedzieć, ale zagwizdał czajnik. Wstała od stołu.

Obserwował ją, jak nalewa gorącą wodę do ceramicznego imbryka, po czym wylewa 

ją i napełnia ponownie. Wsypała tam kilka łyżek herbaty, włożyła metalowe sitko i postawiła 

czajniczek na stole.

Była   pogrążona   w   myślach,   kiedy   chodziła   po   kuchni,   wyjmując   dwie   filiżanki   i 

cukiernicę. Wyjęła pojemnik z mlekiem z małej lodówki pod szafką.

- Mleko na początku czy na końcu? - zapytała, stając nad nim.

- Na końcu, jak królowa - odpowiedział, dając jej do zrozumienia, że wie co nieco o 

herbacie.

Wydała z siebie dźwięk zbliżony do śmiechu, po czym nalała herbatę i dodała mleka.

Jace pił i obserwował ją, nie mówiąc nic. Jeśli chciała wyciągnąć się z bałaganu, jaki 

sama narobiła, musi udzielić mu jakichś informacji.

- Wiem dużo o Priory House - powiedziała. - Mam grubą teczkę na jego temat.

- Wiem,   czytałem   pani   esej   w   książce.   Pijąc   herbatę,   zastanawiała   się,   co   mu 

powiedzieć.

- Znam sposób dostania się do domu niezauważona.

- Słucham?

- Pani Browne ma swoje przyzwyczajenia i wychodzi w niedziele.

Nagle Jace zrozumiał, co ona do niego mówi.

- Chce mi pani powiedzieć, że kiedy dom był pusty, węszyła lam pani? - Przerwał, bo 

właśnie coś przyszło mu na myśl. - Była pani na wieży w nocy. To pani światło widzieli 

ludzie, nie ducha jakiejś kryminalistki.

- Być może - odparła z uśmiechem. - Ale nigdy do tej pory nie słyszałam, by lady 

Grace nazywano kryminalistką. Większość ludzi traktuje to jako romantyczną historię.

- Wobec  tego mają zupełnie inny pogląd na romantyczne  historie niż ja - odrzekł 

szybko Jace. - Znała pani ostatnich właścicieli?

background image

- Nie. Wróciłam do Margate sześć tygodni temu. Byłam na wyjeździe, pracowałam.

- Jak długo pani nie było? - Zabrzmiało to jak przesłuchanie. Po raz pierwszy w jej 

oczach pojawił się drobny błysk prawdziwego zainteresowania.

- Od końca 2001 roku.

- Jest pani pewna dat?

- Tak - odpowiedziała powoli. - Moja matka zmarła w listopadzie 2001 roku, a ja nie 

mogłam znieść życia tu bez niej, więc wyjechałam. Podróżowałam.

- Sama?

- Czasami z chłopakiem, ale przeważnie sama. Czemu pan pyta?

- Wie pani o mnie wszystko, dlaczego więc ja nie powinienem wiedzieć czegoś o 

pani? - powiedział wymijająco.

- Hm - mruknęła w sposób, w jaki Anglicy odpowiadają na wszystko, na co nie chcą 

udzielić odpowiedzi. Patrzyła na niego twardo, jakby próbowała wyczytać coś z jego myśli. - 

Szuka pan czegoś, prawda?

- Spokoju - odrzekł szybko. Parsknęła, a Jace niemal się uśmiechnął.

- Mogłabym naprawdę panu pomóc, na przykład jako sekretarka.

- Mam już sekretarkę.

- Gladys Arnold - powiedziała z uśmiechem. - Gladys chodzi rano do szkoły, pracuje 

dla pana popołudniami, a nocą sprząta szkołę. A, i nagabuje Micka w każdej wolnej chwili, 

kiedy nie jest w pracy, więc jak dużo może zrobić?

- Gladys i Mick stali się dla mnie dobrymi przyjaciółmi. Nie chcę, by mówiono o nich 

złe rzeczy.

- Dobrze,   a   co   pan   powie   na   to?   Gladys   jest   młoda   i   niedoświadczona,   ja   wręcz 

przeciwnie. Mogę wyszukiwać różne rzeczy. Znam brytyjski system bibliotek, a pan go zna? 

Mogłabym być pana asystentką.

- Do   kiedy?   I   proszę   mi   nie   kłamać   o   jakieś   książce,   którą   mogłaby   pani   kiedyś 

napisać - powiedział, wpatrując się w swoją filiżankę. Kiedy nie odpowiedziała, spojrzał na 

nią.

Ich oczy spotkały się ponad stołem. Wzięła głęboki wdech.

- Kiedy   miałam   dziewięć   lat,   pokłóciłam   się   z   matką   -   zwykła   potyczka   -   i 

postanowiłam uciec z domu. Wyobrażałam sobie, jak opłakują moje zniknięcie i mówią, jak 

bardzo   mnie   kochali.   Typowe   rodzinne   sprawy.  Wyśliznęłam   się   przez   kuchenne   okno   i 

pobiegłam przez pola do Priory House. Był to jeden z tych momentów, kiedy stał wolny, 

właściciel uciekł, wystraszony przez ducha. Było ciemno i... jeszcze herbaty?

background image

Jace podniósł filiżankę, ale nie odezwał się.

- Zanudzam pana?

Jace spojrzał jej w oczy, nadal milczący.

- Poczułam coś tamtej nocy. Nie mogłam znaleźć drogi do domu, więc zwinęłam się w 

kłębek pod jednym z okien i zaczęłam płakać. Byłam zrozpaczona.

- A ona przyszła do pani.

- Nie ognistowłosa kryminalistka, jak ją pan nazwał, ale... nie chcę wyjść na szaloną.

Po raz pierwszy Jace uśmiechnął się lekko.

- Nie wie pani, co to jest szaleństwo.

- Wiem dość na temat bycia oskarżonym o szaleństwo, ale nigdy wcześniej nikomu o 

tym nie mówiłam. Nie widziałam ducha, nie słyszałam go, ale czułam, jakby ktoś ze mną był, 

ktoś mnie uspokajał. Czy to ma sens?

- Bardziej,   niż   się   pani   wydaje.   Co   się   stało   później?   Spędziła   pani   całą   noc   na 

dworze?

Nigh uśmiechnęła się.

- Nie. Po głębszym zastanowieniu zrozumiałam, że może moja mama miała prawo być 

zła. Razem ze swoją przyjaciółką Kelly niechcący rozsypałyśmy mąkę po całej podłodze w 

kuchni, tuż przed przyjściem znajomych z klubu miłośników książek mojej mamy. Zjadłyśmy 

też   wszystkie   kanapki   oraz   ciastka,   nad   przygotowaniem   których   spędziła   cały   ranek. 

Wracając do Priory House - kiedy się trochę uspokoiłam, wróciłam do domu.

- Czy pani rodzice byli zmartwieni, że uciekła pani z domu?

- To   było   najdziwniejsze   w   tym   wszystkim.   Matka   zawsze   zaglądała   do   mojego 

pokoju, kiedy sama szła spać, a ojciec zawsze sprawdzał, czy okna i drzwi są zamknięte. Tej 

nocy jednak tego nie zrobili. Wśliznęłam się przez kuchenne okno i poszłam do łóżka. Nikt 

nigdy nie dowiedział się, że nie było mnie wtedy w domu.

- I od tego czasu zafascynował panią Priory House - podsumował Jace.

- Właśnie - przyznała. - Przez lata wyszukałam tyle informacji na jego temat, ile się 

dało, kiedy miałam dwanaście lat, znalazłam sekretne wejście - nie, proszę nie pytać, gdzie 

ono się znajduje. Najpierw musi mi pan powiedzieć, co planuje, nim zdradzę taki sekret.

Jace upił łyk herbaty. Ostatnio wypijał osiem filiżanek dziennie, ale gdyby spytać pani 

Browne, powiedziałaby, że on nie lubi herbaty, bo jej nie pija.

- Jak mogłaby mi pani pomóc? Jest pani kłamczucha i plotkarką. Nie mógłbym pani 

zaufać.   To...   -   wskazał   na   gazetę   na   stole   -   to   mogło   nieodwracalnie   nadwerężyć   moją 

reputację. - Nawet dla niego te słowa brzmiały nieszczerze.

background image

Nigh wstała i podeszła do zlewu. Wiedziała, że on się w końcu podda.

- Od kiedy Jankesi martwią się czymś innym poza wolnością? Powiedz „wolność” 

Amerykaninowi a natychmiast zacznie krzyczeć.

- Lepiej niż wy, Brytyjczycy,  reagujecie na słowa „wołowina i piwo” - ripostował 

Jace.

Odwróciwszy się, uśmiechnęła się do niego. Nie odwzajemnił uśmiechu, ale w jego 

oczach pojawiły się iskierki.

- Jeśli spojrzeć  na to w ten sposób  - powiedziała.  - Kiedy spędzimy trochę  czasu 

razem, całe miasto będzie myślało, że pieprzymy się po wszystkich kątach domu, więc nie 

będą poświęcać swojego czasu na dowiadywanie się, co naprawdę robimy. Czemu zmienił 

pan   ten   słynny   perkalowy   pokój   w   kopię   wiktoriańskiego?   I   kim   jest   kobieta   z   portretu 

wiszącego nad kominkiem?

- Myślałem, że wie pani wszystko o Priory House.

- Słyszałam jedynie o portrecie z plotek. Nie widziałam jej. Proszę ją opisać.

- Piękna. Bardzo wąska talia.

- Kuzynka Ann Stuart. Ich ojcowie byli braćmi. Ann wolała się zabić, niż...

- Nie, nie zrobiła tego - powiedział Jace z przekonaniem.

- A skąd pan to wie? - spytała szybko.

- Podsłuchałem Ann i Catherine, kiedy rozmawiały. Ann chciała wyjść za Danny'ego 

Longstreeta.

Nigh siedziała oniemiała, wpatrując się w niego.

- Wreszcie panią zatkało.

- Podsłuchał pan? To oznacza podróż w czasie. Proszę mi nie mówić...

- Nie miałem zamiaru nic pani mówić, a jeśli napisze pani o tym, zostanie wyśmiana 

przez całe miasto. - Jace wstał.

Nigh również.

- Wiem wszystko, co dzieje się w tym domu, a ludzie przekazują mi plotki. Wiem też, 

że macie z Clive'em Seftonem wspólny sekret.

- Jaki sekret? - spytał Jace poważnie. Jedna sprawa dzielić się informacjami na temat 

duchów, ale nie chciał, by wiedziała o Stacy.

- Nie wiem i jestem pewna, że to nie moja sprawa. Mnie interesuje tylko dom. Proszę 

mi pozwolić sobie pomóc w tym, co pan próbuje zrobić.

- Czego pani naprawdę chce? Spojrzała mu prosto w oczy.

- Jeśli powiem panu prawdę, nie uwierzy pan.

background image

- Proszę spróbować.

- W domu znajduje się coś, co chciałabym znaleźć. Proszę to nazwać ciekawością lub 

może znudzeniem pisaniem wciąż tych samych historii. Jakkolwiek by to nazwać, ten dom 

mnie   fascynuje,   od   kiedy  skończyłam   dziewięć  lat,   i   podejrzewam,   że   pana   też.   Ludzie, 

którzy kupują ten dom, są przedmiotem żartów w mieście. Niektórzy nie wytrzymali w nim 

dłużej niż pół roku. Agenci nieruchomości robią zakłady jak długo nowy właściciel w nim 

pozostanie. Ale pan... - Zawiesiła głos.

- Jestem inny.

- Z pewnością nie wygląda pan na przestraszonego tym, co zobaczył bądź usłyszał w 

tym domu.

- Nie, duchy mnie nie przerażają. To, co mnie przeraża, to siła plotek w tym mieście.

Nigh spojrzała na niego zmieszana.

- Dlaczego miałby pan.. - zaczęła, ale zaraz przerwała i uśmiechnęła się do niego. - To 

co, umowa stoi? Ja odkryję swoje, a pan swoje? - Kiedy Jace nie zareagował, powiedziała: - 

Przepraszam. Potraktujmy to jako interes. Żadnych więcej niesmacznych żartów.

- Proszę przyjść dziś wieczorem i pokazać mi sprostowanie, jakie pani napisze. Zjemy 

coś.

- Ma pan na myśli Jamiego? Ups, znów mi się wymknęło.

- Ach tak, pani Browne. Będę musiał ją spytać... nie to, że mną rządzi, ale prowadzi 

cały dom. Mam na myśli...

- Doskonale wiem, co ma pan na myśli. Proszę się nią nie martwić. Zniosę ją.

Jace ruszył do drzwi wyjściowych.

- A co z pani chłopakiem? - spytał, odwracając się.

- Ożenił  się sześć miesięcy temu. Proponował małżeństwo mnie,  ale nie byłam  w 

stanie pożegnać się ze swoim życiem i karierą, by zostać kurą domową.

- Chciał, aby przestała pani śledzić historie, a kiedy pani odmówiła, porzucił panią?

- Wiem, to beznadziejne.

- Bardziej niż kłamstwa, które pani o mnie wypisała?

- Naprawię to - obiecała, patrząc mu w oczy.

- Czy   to   historia,   która   panią   interesuje,   czy   coś   innego   ma   wpływ   na   pani 

postępowanie? - spytał ironicznie.

- Historia   -   powiedziała   szybko   i   uśmiechnęła   się.   -   Ale   proszę   się   nie   martwić, 

uważam pana za atrakcyjnego mężczyznę, ale nie jest pan w moim typie.

- Dobrze, pani w moim również nie. - Przeszedł obok niej i wyszedł na zewnątrz, - 

background image

Proszę mi pozwolić się nad tym zastanowić. W zależności od tego, jak dobre będzie pani 

sprostowanie, pomyślę o pogromie duchów z panią.

- Wie   pan   co   -   powiedziała   powoli   -   pomysł   przemiany   Priory  House   w   atrakcję 

turystyczną ukryłby wszystko, co chciałby pan zrobić.

- Już wystarczająco  dużo osób pytało  mnie o pracę.  Proszę  powiedzieć, że jestem 

pisarzem. A jeśli chodzi o dekorację wnętrz, to tylko i wyłącznie moja sprawa.

- Jest pan właścicielem dużego domu, więc wszystko, co pan robi, jest warte pisania.

Uśmiechała się do niego w sposób, jaki, był tego pewien, wzbudzał pożądanie wielu 

mężczyzn, ale on nie odwzajemnił uśmiechu.

Odwróciwszy się, wsiadł do samochodu i odjechał.

background image

ROZDZIAŁ 8

Pięć minuty po wyjściu Jace'a Nigh dzwoniła do swojej najlepszej przyjaciółki Kelly 

Graham.

- I? - spytała Kelly, gdy tylko podniosła słuchawkę, nie pytając nawet, kto dzwoni. Na 

telefon od Nigh czekała ponad godzinę. - Jak poszło?

- Doskonale.

- Tak? Opowiadaj. Powtórz mi każde słowo.

- Był naprawdę zły o to, co napisałam.

- Nie winię go. Byłaś  okropna. Co też w  ciebie wstąpiło? Oskarżyłaś  go o jakieś 

okropne rzeczy, a teraz wszyscy w mieście sądzą, że sprawi, że się wzbogacą.

Nigh spojrzała na biurko, ale nie była w stanie wymyślić nic odpowiedniego.

- Och. A co to za cisza? - kpiła przyjaciółka.

- Nic. Spoglądałam po prostu w swoje notatki.

- Nieprawda. Nigh? Co się dzieje?!

- Nic, naprawdę. On był po prostu całkiem inny, niż myślałam, to wszystko. To mnie 

trochę zbiło z tropu.

- Inny? Zbiło z tropu? O czym ty mówisz?

- Myślę, że niektórzy chłopcy z pubu usłyszą ode mnie kilka słów. Powiedziano mi 

rzeczy, które nie były do końca prawdą.

- Takie jak?

- Że nowy posiadacz Priory House jest pijakiem, prostakiem, bogaczem, który nigdy 

nie przepracował dnia w swoim życiu.

- Rozumiem.

- Co to ma znaczyć?

- Polubiłaś go, prawda?

- Nie mogę powiedzieć, że go lubię, ale był bardziej interesujący niż ktokolwiek, kogo 

spotkałam od czasu mojego powrotu.

- Miejscowi chłopcy cię nie pociągają? A co z Davidem?

- David jest prawnikiem, mieszka w Londynie i spotkałam się z nim raptem trzy razy.

- Czy to dlatego dzwonił cztery razy, kiedy byłam u ciebie wczoraj?

Kiedy Nigh nie odpowiedziała, Kelly ciągnęła:

- Pomóż mi, Nigh, jeśli nie zaczniesz ze mną rozmawiać, obudzę zaraz dzieciaki z 

drzemki   i   przyjadę   z   nimi.   Nie   wiesz,   co   to   piekło,   póki   nie   spędzisz   trochę   czasu   z 

background image

dzieciakami, które się nie wyspały.

- No dobrze, polubiłam go. To chciałaś usłyszeć? Ale on nie był mną zainteresowany. 

Myślę, że chyba mnie nienawidzi.

- Po tym,  co napisałaś o nim? Jak to się mogło stać? - zakpiła Kelly. - Co teraz 

zrobisz? - zapytała już poważnie.

- Wprowadzę się do niego, przynajmniej mam taką nadzieję.

- Słucham?

- Coś dzieje się w Priory House a ja mam zamiar dowiedzieć się co. Słuchaj, muszę 

kończyć.  Spróbuję pogadać z ludźmi, potem... nie wiem, co zrobię potem, ale muszę się 

wszystkiego dowiedzieć.

Zadzwonię   do   ciebie   później.   -   Rozłączyła   się,   nim   Kelly   zdążyła   cokolwiek 

powiedzieć.

Nigh   wsiadła   do   swojego   żółtego   mini   coopera   i   pojechała   do   miasta.   Musi 

porozmawiać z Lewisem i Rayem i powiedzieć im, co myśli o ich małym żarcie. Prawda 

jednak była taka, że to wszystko było jej winą. Czyżby mieszkała poza Margane tak długo, że 

zapomniała,   jak   miasto   funkcjonuje?   Lewis   i   Ray   byli   kumplami   ze   szkoły,   okropnymi 

chłopakami, którzy uważali, że to zabawne przyklejać prace domowe dzieciaków do ławek 

albo   malować   im   twarze   niezmywalnym   markerem.   Nie   zrobili   nic   naprawdę   złego,   na 

przykład nigdy nie podpalili żadnego budynku, ale ich figle wywołały wiele łez.

Czemu   Nigh   myślała,   że   teraz   już   wyrośli   i   mając   własne   dzieci,   stali   się 

przykładnymi obywatelami? Dwie noce temu siedziała w pubie i słuchała ich opowieści o 

Jankesie, który kupił Priory House. Nigh przyleciała ze środkowego wschodu noc wcześniej. 

Niemal nieprzytomna z niewyspania, słuchała chłopaków - nie potrafiła o nich myśleć jak o 

mężczyznach - przekazujących jej swoje „obawy” dotyczące słodkiego, małego miasteczka 

Margate. W tamtej chwili jej zmęczony umysł pomieszał problemy środkowego wschodu z 

„problemami” angielskiego miasteczka.

Teraz   wiedziała,   czemu   jej   to   powiedziano:   zemsta   po   latach.   W   ósmej   klasie 

zobaczyła, jak Lewis dokucza pierwszoklasiście, i uderzyła go tak, że musiano go zabrać do 

domu. Od tamtej pory nigdy żaden z nich nie zaczepiał Nigh ani nikogo innego, kiedy ona 

była w pobliżu.

Po tylu latach w końcu ją dopadli, i udało im się. Kiedy dojechała do domu Lewisa, 

zwolniła,   mając   zamiar   skręcić   na   podjazd,   ale   rozmyśliła   się.   Awantura   sprawiłaby   mu 

jeszcze większą radość.

Zamiast   tego   ruszyła   do   Aylesbury.   Wszystkie   jej   ubrania   były   znoszone   i 

background image

poplamione. Potrzebowała też nowych kosmetyków. Zrobi sobie chwilę wolnego i pojedzie 

na zakupy.

Przyjechała   do   Priory   House   dziesięć   minut   przed   siódmą.   Jace   nie   podał   jej 

konkretnej godziny kolacji, ale wiedziała, że Amerykanie jadają wcześnie. Zaparkowała na 

podjeździe i próbowała zapanować nad kurczami żołądka. Co się z nią działo? Dwa razy w 

swoim życiu była w miejscach, gdzie wybuchały bomby, więc czemu coś takiego jak kolacja 

z Amerykaninem miałaby ją denerwować?

Przyjrzała się swojej sukience. Ciemnoniebieski jedwab, cięty na skos, leżał idealnie, 

jak druga skóra. Była dziełem jakiegoś projektanta, o którym Nigh nigdy nie słyszała, ale, 

który   według   słów   sprzedawcy,   był   „sławny”.   Obcasy   w   szpilkach   musiały   mieć   jakieś 

dziesięć  centymetrów.   Kostki   skręcały  jej  się  na   podjeździe,  kiedy  szła  do  drzwi.   Kiedy 

przechodziła pod arkadami, zawahała się. Które drzwi wybrać? Została oficjalnie zaproszona, 

więc wejdzie przez główne. Z drugiej strony była tutejszą mieszkanką, i bywała tutaj jako 

dziecko, co sprawiało, że drzwi od kuchni wydawały się bardziej przyjazne.

Przez chwilę toczyła ze sobą wojnę. Cholera, musi nad sobą zapanować. Dwukrotnie 

jadła kolację w  Buckingham Palące,  a tu była...  w  porządku, pomyślała,  przyznaj,  Nigh, 

obawiasz się pani Browne.

- Niedoczekanie   -   powiedziała   głośno   i   poszła   do   głównych   drzwi.   Nim   do   nich 

dotarła, znikąd pojawiła się pani Browne.

- Teraz   wchodzisz   przez   główne   drzwi?   -   zapytała   gospodyni.   -   I   to   mocno 

wystrojona. Amerykanin cię zauroczył? Masz zamiar go uwieść?

- Zostałam   zaproszona   na   kolację   -   odparła   sztywno   Nigh,   wbijając   w   dłonie 

paznokcie. - Pan Montgomery zaprosił mnie i...

- Nie   powiedział   mi,   że   kogoś   zaprosił,   ja   nie   pytałam.   Gdyby   mi   powiedział, 

usłyszałby   ode   mnie   niejedno.   Jakież   to   okropne   rzeczy   napisałaś   o   nim   w   gazecie! 

Zastanawiam się, czemu nie użył broni. Przecież tak robią w Ameryce, wiesz o tym. Strzelają 

do siebie. Ale to nie moja sprawa, co on robi w swoim wolnym czasie. Lub z kim się spotyka.

- Gdzie jest teraz? - zapytała Nigh, rozdarta pomiędzy rzuceniem się z pięściami na tę 

okropną małą kobietę a ukryciem się w kącie.

- W kamiennym kręgu. Pamiętasz, gdzie to jest, prawda? Węszyłaś tu, kiedy byłaś 

dzieckiem, więc powinnaś pamiętać. Trenowałaś w Priory House, czyż nie? Słyszałam, że 

teraz węszysz po całym świecie.

To jest żałosne! - pomyślała Nigh i wyprostowała ramiona.

- Właśnie to robię. Węszę wszędzie, więc może powiem panu Montgomery'emu, co 

background image

się stało z brandy, która powinna być w piwnicy. Czy razem ze swoimi przyjaciółkami nadal 

napełniacie butelki zimną herbatą?

Pani Browne rozejrzała się wokół i szybko weszła do domu.

- Świetnie,  Nightingale  - wyszeptała  Nigh. - W ciągu  jednego  dnia zrobiłaś  sobie 

dwóch wrogów. Powinnaś była zatrzymać się przy domu Lewisa i nawrzucać mu.

Wysokie   obcasy   nie   były   przystosowane   do   chodzenia   po   miękkich,   angielskich 

trawnikach. Przy trzecim razie, kiedy szpilki zapadły się w darń, zdjęła buty i niosła je w 

ręku. „Kamienny krąg” jak nazwała to pani Browne, było lokalną nazwą pięknego tarasu. W 

każdym  razie, kiedyś  był  piękny. Kiedy po raz ostatni  go widziała, Hatch używał  go do 

składowania plastikowych toreb pełnych piasku.

Kiedy szła pomiędzy drzewami mało używaną ścieżką, przyszedł jej do głowy pewien 

pomysł.   A   jeśli   Montgomery   zaplanował   obiad   na   tarasie?   Świece,   stół   przykryty 

adamaszkiem.   Może   ostrygi?   Jakie   wspaniałe   przysmaki   z   kuchni   Jamiego   01iviera 

przygotowała   na   dziś   pani   Browne?   Mimo   okropnego   charakteru,   była   bardzo   dobrą 

kucharką.

Uśmiechając   się,   Nigh   podziwiała   wieczór.   Mimo   wszystko   Jace   Montgomery 

pociągał ją fizycznie. Był przystojny, a ona, cóż... też nie wyglądała źle. Może wybaczył jej 

artykuł w gazecie i był gotowy na coś trochę bardziej osobistego...

Kiedy   wyszła   spomiędzy   drzew   i   zobaczyła   taras,   nie   Prezentował   się   tak,   jak 

oczekiwała. Jace Montgomery stał tam, trzymając coś, co wyglądało jak maczeta, i wycinał 

rosnące latami chwasty i winorośl. Ociekał potem i cały był brudny.

Gdy zobaczył  Nigh, wyglądał na zaskoczonego, jakby zapomniał o kolacji, ale po 

chwili  uśmiechnął  się  szeroko.  Zapomniał   czy  nie,  ona  z pewnością  źle   zrozumiała  jego 

zaproszenie. On miał na myśli kanapki i butelkę piwa, podczas gdy ona wyobrażała sobie 

kolację przy świecach. Czuła się zakłopotana zbyt eleganckim strojem. Chciała powiedzieć, 

że wybiera się potem na przyjęcie i dlatego tak się ubrała, ale nie zrobiła tego. Ukryła szpilki 

za plecami.

- Przyniosła pani sprostowanie? Może pani je położyć tam. Proszę mi wybaczyć, że 

nie przerwę pracy, ale... - zawiesił głos, machając ręką w stronę buszu wokół tarasu.

- Ależ oczywiście - wymamrotała, pragnąc zapaść się pod ziemię. Powinna oczywiście 

odejść, ale musiałaby przejść koło okna pani Browne. Pokazanie jej się teraz byłoby zbyt 

poniżające. Sama nie wiedziała, co ją napadło, zwykle zaproszenie jej na kolację wymagało 

od mężczyzn trochę wysiłku.

Obserwowała go, jak wycina winorośl i odkłada obok.

background image

- Zbudował to dziadek Ann.

- Naprawdę? Był miłym człowiekiem? - zapytał.

- Nie. Żaden z męskich przodków Ann nie był miły.

Jace dalej ciął winorośl. Pomyślała, że być może krzew jest mocniejszy od marmuru. 

Jace pociągnie zbyt mocno, a zapadnie się wszystko - na nich.

Rzuciła buty na trawę i złapała parę nożyc ogrodniczych.

- Proszę zaczekać - powiedziała, po czym  weszła na taras boso i zaczęła wycinać 

rośliny. Niestety, niektóre z nich zaczęły już puszczać korzenie, więc musiała użyć paznokci, 

by je rozłączyć. I w ten sposób nie pozostało śladu ze starannego manicure.

- Jaki więc był dziadek Ann? - spytał, wyrywając pędy winorośli.

Nigh zastanowiła się chwilę, nim odpowiedziała.

- Sądzę, że jego śmierć mówi o nim wszystko. Utonął, mając zaledwie dwadzieścia 

osiem lat. Założył się z innym młodym mężczyzną, że przepłynie jezioro pod wodą. Wszyscy 

czekali, aż wypłynie, ale na próżno. Wygląda na to, że zaplątał się w jakieś stare cegły leżące 

na dnie jeziora. Jego ojciec wrzucił je tam. Zostawił wszystko swojemu jedynemu dziecku, 

ojcu Ann, który miał ledwie cztery lata. Ani grosza nie zapisał jego młodej matce, aczkolwiek 

zażądał, by została w Priory House. Nie chciał, by była bogatą wdową. Matka i dziecko żyły 

mieszkając w kilku pokojach i mając tylko dwoje ludzi do opieki nad całym obejściem.

- Ach, Anglicy i ich umiłowanie pierworodnych - powiedział Jace, wyciągając pędy 

winorośli.

- Proszę tak nie krytykować. To zachowało tę dużą posiadłość nienaruszoną. Auu! - 

Złapała się za palec, skaleczony przez winorośl.

- Zniszczy sobie pani sukienkę. Czemu po prostu nie zostawi pani tego, co napisała. 

Przeczytam to później i zadzwonię do pani.

Uśmiechnęła się do niego. Po pierwsze, nie napisała niczego. Przymierzanie butów i 

sukienki,   a   potem   malowanie   paznokci   wykluczyły   napisanie   czegoś,   czego   nie   chciała 

napisać.   Po   drugie,   raczej   umrze,   niż   przejdzie   pod   kuchennym   oknem   pani   Browne   i 

utwierdzi ją w przekonaniu, że wcale nie została zaproszona na kolację.

- Nie, wszystko w porządku. To był długi dzień i przyda mi się trochę ruchu.

- Tak.   Wiem,   co   ma   pani   na   myśli.   Naprawdę   parszywy   dzień.   Powinna   pani 

zobaczyć, co przeczytałem dzisiejszego ranka o sobie w gazecie.

Przez chwilę Nigh patrzyła na niego zdumiona, a potem słabo się uśmiechnęła. Nie 

była w nastroju do żartów. Jego głos był śmiertelnie poważny, a więc jej również powinien 

taki być.

background image

- Wydaje mi się, że jest pan w stanie znieść wszystko, co o panu wymyślą.

- Ma pani rację. W pierwszej chwili miałem ochotę zatrudnić prawnika, ale potem 

uspokoiłem   się   i   uznałem,   że   są   inne   sposoby   rozwiązania   problemów.   Rozwiesiłem   w 

mieście sześć ogłoszeń, że autor artykułu poszukuje ludzi na dwadzieścia osiem stanowisk, 

które będą dostępne w nowym Priory House Centrum Duchów.

- Nie zrobił pan tego.

- Ależ tak.

- Chyba zwymiotuję. Jace zdjął swoją przemoczoną koszulę i podał jej.

- W takim wypadku lepiej, aby zasłoniła pani swoją suknię. Nigh stała tak, patrząc na 

jego nagi tors, który imponował opalonymi mięśniami. Co on robi całymi dniami? Walczy z 

bykami? To jedyna rzecz, jaka mogłaby wyrzeźbić taką sylwetkę. Nie powiedział nic, ale 

uśmiechnął się do niej, jakby wiedział o czym myśli. Nigh wzięła od niego koszulę i obejrzała 

się wściekła na siebie, że wdycha z zadowoleniem jej zapach.

Złapała winorośl i pociągnęła, a kiedy ta nie chciała wyjść, przycięła ją i pociągnęła 

mocniej.

- Hej - krzyknął Jace. - Proszę zostawić coś dla mnie. Skąd ten przypływ  energii? 

Powiedziałem coś nie tak?

Nigh wyobraziła sobie, że śledzą ją ludzie z miasta, opowiadający o swoich planach 

zarobienia pieniędzy w Centrum Duchów.

- Co robiła pani „Martwa Ann” po południu? - zapytała z takim sarkazmem, na jaki 

było ją stać.

- Nie widziałem jej - odparł, wyciągając ostatnią winorośl z kolumny. - Jest na mnie 

zła. Tak naprawdę, omal mnie nie zabiła. Nie mogłem oddychać. Jeszcze kilka sekund i 

mógłbym do niej dołączyć.

- Omal nie zabiła pana? Myślałam, że może widział ją pan wędrującą przez ścianę 

albo coś w tym rodzaju. Albo słyszał ją. Ma pan... jakieś stosunki z nią?

- Myślę,   że   może   to   pani   tak   określić.   Tutaj,   proszę   przyciąć   ten   -   powiedział, 

wskazując na kolumnę tak mocno oplecioną winoroślą, że ciężko było dostrzec marmur.

Nigh cięła przez kilka minut, czekając, aż podejmie temat, ale on milczał.

- To wszystko? Zamierza mi pan jeszcze coś powiedzieć czy nie?

- Zobaczę to jutro w porannej gazecie? A tak przy okazji, jest pani w stanie utrzymać 

się z tej małej gazety?

Już chciała mu powiedzieć o swojej karierze, ale zrezygnowała. On ma sekrety, ona 

też. Tyle że o niej wszyscy wiedzieli i powiedzieliby mu, gdyby zechciał się kogoś spytać.

background image

- Nie, nie zobaczy pan tego w gazecie. A gdyby, co by mi pan zrobił?

- Wymyśliłbym coś. Czekała, ale kiedy znów nic nie powiedział, oparła się o kolumnę 

i zaczęła czyścić paznokcie ostrzem nożyc. Jace roześmiał się.

- No dobrze. Zobaczyłem ją w pewnych nietypowych okolicznościach i chciałem ją 

zobaczyć jeszcze raz, więc postanowiłem... skusić ją, by zechciała odwiedzić mnie ponownie.

Nigh wróciła do cięcia winorośli.

- Proszę mówić dalej. Proszę nie kazać mi błagać.

- Kiedy zobaczyłem ją w jej pokoju...

- Jaka jest? Przezroczysta?

- Którą historię chce pani usłyszeć?

- Obie. Chcę usłyszeć wszystko, od początku.

- To zajmie godziny.

- Nie mam żadnych planów, a pan?

- Też nie - odpowiedział, wyciągając winorośl. - Jest pani głodna?

- Umieram z głodu, a pan zaprosił mnie na kolację.

- Och - mruknął i uśmiechnął się, mierząc ją wzrokiem. Wiedziała, że zobaczył to, 

czego   się   spodziewała   i   dlaczego   się   tak   ubrała.   -   Więc   zaprosiłem   panią.   Przepraszam, 

zapomniałem. Miałem dziś kilka spraw na głowie. Ale pani Browne zawsze ma kuchnię pełną 

jedzenia. Jak tylko tu skończymy i opowiem całą historię, będziemy mogli zjeść.

Nigh złapała garść winorośli i mocno szarpnęła.

- Do dzieła. Proszę mówić. Niech pan ciągnie. Jest jakaś nadzieja na wino do posiłku?

- Wszystko, co jest w piwnicy.

- Jeśli tylko nie będzie to brandy. Proszę powiedzieć, kiedy po raz pierwszy spotkał 

pan Ann.

- Właściwie - zaczął - miałem rację co do historii o kobiecie rozbójniku. A tak przy 

okazji, chciałem zapytać...

Wysunęła w jego stronę nożyce, jakby chciała go ostrzec.

- Zapyta mnie pan później. Teraz chcę usłyszeć wszystko, co pan wie, i wszystko, co 

pan zrobił.

Obserwowała   go   kątem   oka   i   doszła   do   wniosku,   że   jej   słowa   sprawiły   mu 

przyjemność. Znów zastanowiła się, czemu kupił len ogromny dom. W Internecie znalazła 

informacje, że ma dużą rodzinę. Czyżby się z nimi pokłócił? Zrobił coś tak strasznego, że go 

wypędzili? Albo ktoś z członków rodziny zrobił mu coś, czego nie mógł znieść i wyjechał z 

kraju? Jeśli tak, czemu nie kupił jakiegoś ładnego mieszkania w Londynie? A jeśli chciał 

background image

mieszkać na wsi, czemu nie jakiś mały dworek?

Zastanawiała się nad tym chwilę, ale potem historia Jace zajęła jej uwagę. Trzykrotnie 

musiał  jej   przypominać,   żeby  cięła, ponieważ   była   tak  zasłuchana,  że  zapominała  ruszać 

rękoma.   Ukrywanie   się   w   szafie,   podsłuchiwanie   dwóch   kobiet,   nieżyjących   od   stu   lat? 

Oczywiście nie wierzyła w ani jedno jego słowo, ale z pewnością świetnie opowiadał historie.

background image

ROZDZIAŁ 9

- Jest tak ciemno, że nie widzę już swoich dłoni - powiedział Jace. - Sądzę, że pora 

kończyć.

- Jasne   -   zgodziła   się   Nigh.   Cały   czas   rozmyślała   nad   tym,   co   jej   opowiedział.   - 

Mówiła do pana? Naprawdę mówiła?

- Tak - odparł i odłożył narzędzia. - Myśli pani, że odnajdziemy drogę powrotną w 

tych ciemnościach?

- Chodziłam po tych ścieżkach w ciemnościach, od kiedy...

- Wiem, od kiedy skończyła pani dziewięć lat.

- Tak - uśmiechnęła się. - Proszę, potrzebuje pan swojej koszuli. Robi się chłodno.

- Chłodno?   Tak   to   nazywacie?   Anglia   ma   trzy   klimaty:   zimny,   zimniejszy   i 

najzimniejszy.

Mieszkała w zbyt wielu miejscach, by traktować jego słowa jako obrazę.

- Jeśli jest jedynie chłodno, jedziemy do Szkocji, by się ochłodzić. Teraz jest zimno, 

jak dla pana.

Jace uśmiechnął się, wkładał koszulę.

- A teraz ścigamy się do domu.

- Pan pierwszy - powiedziała i uśmiechnęła się, kiedy zaczął biec.

Nigh zamarudziła trochę, szukając w trawie swoich nowych butów, po czym powoli 

podążyła ciemną ścieżką w stronę domu. Przez chwilę nasłuchiwała, ale nie usłyszała nic. 

Jako dziecko, bardzo lubiła włóczyć się po terenach Priory House. Zdawała sobie sprawę, że 

pan   Hatch   wiedział  o   jej   wizytach,   ale   aż   do   dzisiaj  nie   miała   pojęcia,   że   pani   Browne 

również. Ale też pani Browne zawsze starała się wiedzieć wszystko o wszystkich.

Kiedy   Nigh   była   w   połowie   drogi,   przykucnęła   i   schowała   się   za   rozrośniętym 

krzakiem azalii, po czym skręciła w lewo za starym żywopłotem. Po kolejnych kilku metrach, 

przebiegając przez otwartą przestrzeń, doszła do starej chaty. Pan Hatch trzymał w niej teraz 

narzędzia ogrodnicze. Miała nadzieję, że znajdzie tam małe drzwiczki. Nie było to łatwe w 

ciemności, a zawiasy skrzypiały. Zwykle brała olej z garażu ojca, by je naoliwić.

Zajęło   jej   to   więcej   czasu,   niż   kiedy   była   dzieckiem,   ponieważ   była   tam   teraz 

graciarnia,   ale   udało   jej   się   otworzyć   wystarczająco,   by   się   wśliznąć.   Musiała   zgarnąć 

pajęczyny,  które przyczepiły jej  się do twarzy,  kiedy wkładała buty.  Gdy była  mała,  nie 

martwiła się trwałością starych stempli podtrzymujących ziemię nad jej głową, ale teraz już 

tak. Obróciła się w prawo i znalazła pudełko świec i zapałki, które położyła tam wiele lat 

background image

temu.   Czy   da   się   wciąż   je   zapalić?   W   końcu   Anglia   ma   wilgotny   klimat.   Montgomery 

powiedziałby raczej mokry, bardziej mokry i najbardziej mokry, pomyślała.

- Jeśli nasz klimat jest taki zły, to porównajmy nasze ogrody z waszymi trawnikami za 

domem - wyszeptała, zapalając świecę. - Niezbyt mokry, jak widzę.

Pewnie szła w dół tunelu w stronę domu, przyglądając się podejrzliwie stemplom nad 

głową. Ale ze mnie idiotka, żeby iść tą drogą, pomyślała. A zrobiła to tylko dlatego, że jakiś 

mężczyzna chciał się z nią ścigać. On będzie w domu szybciej, ale ona chciała go zaskoczyć i 

zejść głównymi schodami.

- Gdzie pan był? - powiedziałaby jak gdyby czekała na niego. Ale czy taka dziecinna 

zabawa warta była jej życia?

Stanęła, a belki nad jej głową zatrzeszczały złowrogo. Jako dziecko uwielbiała każdy 

dźwięk, jaki wydawał tunel i nigdy się niczego nie obawiała. Ale wtedy nie była świadoma 

niebezpieczeństw. Gdyby jej dzieci szły takim tunelem...

Zamarła,   kiedy   usłyszała   odgłos,   jakiego   nigdy   wcześniej   tu   nie   słyszała. 

Nasłuchiwała, ale nie usłyszała już nic niezwykłego. Ruszyła dalej. Jeszcze tylko metr. A jeśli 

stare drzwi do domu wtopione w boazerię były zastawione jakimś meblem? Już raz się tak 

zdarzyło i musiała poczekać, aż kolejni właściciele się wyprowadzą, by mogła znów węszyć. 

Nie, żeby wchodziła do domu, kiedy mieszkali tam ludzie, ale... cóż, może raz, ale wtedy 

miała trzynaście lat, a mieszkający tu siedemnastolatek był taki wspaniały. On...

Niemal krzyknęła z ulgi, kiedy dotarła do końca korytarza, po czym pchnęła drzwi. 

Niech się tylko otworzą, modliła się. Drzwi przesunęły się z głośnym skrzypnięciem, ale nie 

martwiła się tym, ponieważ wiedziała, że wychodzą na wąskie kamienne schody pozostałe z 

czasów,  kiedy  dom   był  klasztorem.   Nikt   z   domowników  nie   mógł   usłyszeć   tego   hałasu. 

Schody prowadziły prosto do wieży, do drzwi sprytnie ukrytych w drewnianej podłodze.

Gdy wreszcie stanęła na kamiennych stopniach, odetchnęła z ulgą. Nie zrobiłaby tego 

ponownie. Stemple w tunelu były za stare, by zaryzykować jeszcze raz. Kamienne schody do 

wieży były brudne i zimne, i Nigh pomyślała, że wolałaby nie przechodzić przez tunel. Nagle 

uświadomiła sobie, że jest bardzo zmarznięta, głodna i bardzo brudna. Potrzebowała wanny 

pełnej gorącej wody i lawendowego mydła.

Ruszyła schodami, zamierzając opuścić wieżę drzwiami prowadzącymi do perkalowej 

sypialni, kiedy usłyszała hałas w tunelu za sobą. Czy zostawiła otwarte drzwi? Czy jakieś 

zwierzę podążyło za nią tunelem? Pies? Wilk?

- Cholera! - usłyszała i otworzyła usta ze zdumienia. Niemożliwe!

Schyliwszy   się,   pociągnęła   drzwi,   którymi   weszła   na   schody,   i   oświetliła   tunel 

background image

świeczką, tak daleko, jak tylko mogła. Z ciemności wyłonił się Jace Montgomery.

- Cholernie niebezpieczne - powiedział gniewnie. - Przynajmniej połowa tych stempli 

jest spróchniała. Trzymają się tylko na słowo honoru. To było naprawdę głupie z pani strony 

iść tędy. I pomyśleć, że robiła to pani, kiedy była dzieckiem! Pani ojciec powinien dać pani w 

skórę.

Nigh była zbyt zaskoczona jego obecnością, by powiedzieć choć słowo. Nie zwracając 

uwagi na to, co pozostało z jej nowej sukni, usiadła na kamiennym stopniu i patrzyła przez 

chwilę na niego, kiedy strząsał pajęczyny.

- Jak...? - zaczęła.

- Jak za panią poszedłem? Wśród moich przodków są pionierzy. Poza tym, robiła pani 

tyle hałasu, co buldożer. Pomyślałem, że jeśli panią sprowokuję, zechce się pani popisać i 

wejdzie do domu swoim sekretnym wejściem. Wygląda pani na osobę, która chce wygrywać 

każdą grę. To zaś było wręcz przerażające. Zamierzam ściągnąć tu inżynierów, by podparli to 

jakąś   starą,   dobrą   amerykańską   stalą.   Trzeba   wyrzucić   te   stare   belki.   -   Przyjrzał   jej   się 

uważnie. - Powinna pani mieć więcej rozumu. Jak się teraz stąd wydostaniemy? Nie wiem, 

jak pani, ale ja zamarzam i jestem głodny.

- Schodami w górę - mruknęła, wciąż w szoku. Przeszedł nad nią, wyciągając jedną 

nogę nad jej głową, by dosięgnąć kolejny schodek.

- Więc chodźmy, zamiast siedzieć tutaj. Ma pani świecę, co mi uświadamia, że muszę 

tutaj zamontować elektryczność.

- Pewnie,   czemu   nie?   -   powiedziała,   odzyskując   humor.   -   A   może   również   bar? 

Maszynę do lodu, karafkę z ciętego szkła do likieru. A może barbecue?

- Całkiem niezły pomysł, jakkolwiek przy angielskiej pogodzie po co nam maszyna do 

lodu? No dobrze, gdzie są drzwi?

- Znalazłam je, mając dziewięć lat, czemu więc pan nie miałby zrobić tego teraz?

- Powiedzmy, że nie jestem tak sprytny jak pani. Uśmiechając się, schyliła się nisko i 

przycisnęła kawałek żelaza niewidoczny z góry.

- Fajnie  - powiedział, kiedy otworzyły  się drzwi i weszli  do perkalowego pokoju. 

Pokoju Ann. W głębi duszy miał nadzieję, że ją zobaczy, ale pokój był pusty, nie licząc 

umeblowania, które wstawili razem z Gladys i Mikiem. Zamknął oczy. Odczuwał jej zapach.

- Zawsze lubiłam zapach tego pokoju - powiedziała Nigh. Jace spojrzał na nią ostro, 

ale nie powiedział jej, że ten cudowny zapach pochodzi od Ann Stuart.

- Nie wiem jak pani, ale ja potrzebuję prysznica, nim coś zjem. - Spojrzał na nią 

znacząco.

background image

Nigh przyjrzała się sobie. Jej suknia była  zniszczona. Brzeg był podarty w trzech 

miejscach a poza tym było na niej zbyt dużo brudu, by kiedykolwiek udało się to doczyścić.

- Chce pani wziąć kąpiel w głównej łazience? - zapytał, po czym roześmiał się, widząc 

wyraz jej twarzy. - Może ją pani mieć całą dla siebie. Ja skorzystam z tej.

Spojrzała na niego.

- Łazienka Ann.

- Nie mówiłem pani, że ona bierze prysznic razem ze mną? Roześmiał się ponownie, 

kiedy Nigh zmarszczyła czoło.

- Proszę już iść. Niech pani zajrzy do szuflad w sypialni i wybierze sobie jakieś czyste 

ubranie. Mam kilka dresów, które może pani włożyć. Spotkamy się na dole tak szybko, jak to 

tylko będzie możliwe.

Z tymi słowy wypchnął ją z pokoju i zamknął drzwi.

Stojąc w korytarzu, Nigh zawahała się. To było naprawdę głupie z jej strony, ale czuła 

się prawie zazdrosna o ducha.

Pokręciła na to głową i poszła do głównej łazienki. Jeśli dobrze pamiętała, była tam 

duża wanna. Miała nadzieję, że będzie również wystarczająco dużo gorącej wody.

- Dużo   czasu   pani   to   zajęło   -   burknął   Jace,   kiedy   weszła   do   kuchni.   -   Anglicy 

uwielbiają kąpiele.

- Anglicy   kochają   ciepło   w   każdej   postaci   -   powiedziała,   patrząc   na   jedzenie 

znajdujące się na dużym kuchennym stole. - Widzę, że nie czekał pan na mnie.

Wzięła czarną oliwkę i włożyła  do ust, co tylko  uprzytomniło jej, jak bardzo jest 

głodna. W następnej chwili napychała się, a im więcej jadła, tym więcej Jace nakładał jej na 

talerz.

- Próbowała pani tego? - pytał co chwilę, podając jej coś nowego. - A tego?

- Chce mnie pan utuczyć?

- Jest pani chuda jak szczapa. Jada pani coś więcej niż sałatki z ogórków?

Zamierzała   mu   powiedzieć,   że   zbyt   często   siedziała   w   dżipach   jadących   przez 

pustynię, pomagając kamerzyście utrzymać kilkadziesiąt kilogramów sprzętu, by miała czas 

jeść. Ale nic nie powiedziała.

- Lepsze niż smażony kurczak.

- Trafiony - powiedział, uśmiechając się i nakładając sobie więcej groszku. - Jak pani 

myśli, czego chce Ann? - zapytał, kiedy napełnił ponownie jej kieliszek.

Z nacisku na „pani” mogła stwierdzić, że on ma swoje zdanie na ten temat.

- Zostać wreszcie pochowana w poświęconej ziemi na cmentarzu? - zapytała. - Czyż 

background image

nie tego zwykle chcą fałszywie oskarżone o samobójstwo duchy?

- A więc jak to zrobimy? Nigh spuściła wzrok, by ukryć uśmiech. Spodobało jej się, że 

powiedział „my”.

- Jeśli cokolwiek z tego, co pan powiedział, jest prawdą, ważną rzeczą jest znalezienie 

dowodu,   że   nie   zabiła   się.   Jeśli   nie   popełniła   samobójstwa,   może   zostać   pochowana   w 

poświęconej ziemi. A jakie jest pana zdanie?

- Pochówek był też moją pierwszą myślą, ale nie wiem... czasem wydaje mi się, że to 

coś innego. Z wizji, którą miałem, kiedy zobaczyłem jej kuzynkę, pomyślałem, że musi być 

całkiem odważna.

- Odważna?

- Żywa, zuchwała, myślę, że wy, Brytyjczycy, tak byście to nazwali. Wydawała się 

dobrze   znać   siebie.   Wiedziała,   jakie   będzie   jej   życie,   jeśli   nie   wyjdzie   za   mąż,   i   miała 

realistyczne   podejście   do   swojej   przyszłości   u   boku   flirtującego   Danny'ego   Longstreeta. 

Zastanawiam się, jaki on był?

- Prawdopodobnie taki, jak jego potomkowie.

Jace   zatrzymał   rękę   w   połowie   drogi   do   chleba   -   domowego   wypieku   pszennego 

chleba z miodem.

- Chce pani powiedzieć, że w miasteczku nadal żyją Longstreetowie?

- Tylko jeden. Większość z nich wyniosła się stąd.

- Jaki więc jest ten jeden?

- Jesteśmy   rówieśnikami   i   chodziliśmy   razem   do   szkoły.   Bardzo   przystojny   - 

powiedziała,   obserwując   uważnie   Jace'a.   -   Wygląda   jak   niski   Supermen,   z   błyszczącymi 

czarnymi   włosami,   ciemnoniebieskimi   oczyma   i   silnie   umięśnionym   ciałem.   Prowadzi 

warsztat samochodowy na końcu ulicy, więc prawdopodobnie go pan nie widział, ale nazywa 

się Longstreets.

- Przystojny, dbający o siebie, ale czuję, że nadchodzi jakieś „ale”.

- Zgadza się. Jest draniem. Dziewczyny go kochają. Proszę na mnie tak nie patrzeć. 

Lubię   mężczyzn,   którzy   potrafią   złożyć   zdanie   do   kupy.   Dziewczyny,   które   lubią, 

powiedzmy, tylko fizyczną stronę miłości, chodzą do Geralda. Prawdziwy problem z nim jest 

taki, że chce wszystkie kobiety, a przynajmniej trzech naraz.

- Niezbyt wierny typ?

- Absolutnie nie. A pan?

- Ja co?

- Jest wiernym typem?

background image

- Ach to. Absolutnie. Jedna kobieta i już.

- Rozumiem. A kto jest tą kobietą?

- W tej chwili Ann Stuart. W jaki sposób jest pani z nią powiązana?

- Nie sądzę, żebym w ogóle była. Moja matka mówiła, że jesteśmy, ale nie widzę jak. 

Sądzę,   że   była   tak   przerażona   poślubieniem   mężczyzny   o   nazwisku   Smith,   że   dała   mi 

najbardziej   niezwykłe   imię,   jakie   jej   przyszło   do   głowy,   więc   zostałam   Nightingale. 

Prawdopodobnie przeczytała to w książce o Priory House.

- Imię pasuje do pani, do chwili, kiedy biegała pani w ciemności jak nocny ptak.

- Hm. Powiedział pan, że narobiłam więcej hałasu niż... co to było? Stado bawołów 

indyjskich.

Jace uśmiechnął się i napełnił jej kieliszek.

- Może   nie   aż   tyle   hałasu.   Jest   pani   drobną   osobą   i   może   się   wśliznąć   wszędzie. 

Myślałem, że utknę w tych małych drzwiach w ceglanym domku. Myśli pani, że stary Hatch 

zna ten tunel?

- Myślę, że pan Hatch zna każdy skrawek tej posiadłości. Musiał widzieć poruszoną 

ziemię w miejscu, gdzie otwierały się drzwi, gdy byłam mała.

- Mam nadzieję, że sprawdzał te stemple.

- Ja też. - Nigh opróżniła ostatni kieliszek wina i odepchnęła krzesło. - Zrobiło się 

późno, lepiej już pójdę.

Kiedy wstała, musiała złapać się krawędzi stołu.

- Jasne, wsadzę panią do samochodu i pozwolę pani jechać - powiedział z przekąsem 

Jace. - Proszę pójść ze mną. Może pani spać w każdym z kilkunastu łóżek w tym wielkim, nie 

- ogrzanym domu. Którą sypialnię pani wybiera?

- Pokój Ann oczywiście - Kręciło jej się w głowie i... cóż nie miałaby nic przeciwko 

temu, gdyby ten piękny mężczyzna jej dotknął.

- Nie, pokój Ann jest mój.

- Zakochał się pan w niej, prawda? - powiedziała, trzymając się stołu.

- Niewątpliwie - powiedział tonem pełnym sarkazmu, ale i rozbawienia. - Tęsknię do 

kobiety, która zmarła jakieś sto lat temu.

- Dokładnie sto dwadzieścia osiem. - Nigh zrobiła krok i omal nie upadła. - Zdaje się, 

że się upiłam.

- Nawet bardzo - powiedział, po czym wstał i położył ręce na jej ramionach.

- Och, jakie to miłe - szepnęła, patrząc na niego i trzepocząc rzęsami. - Miło na pana 

popatrzeć, panie Montgomery.

background image

- Na   panią   również   -   powiedział,   ale   nie   patrzył   na   nią,   kiedy   prowadził   ją   po 

schodach.

- Jeśli pan podoba się mnie a ja panu, czemu by nie...

- Mam nadzieję, że rano nie będzie pani tego pamiętać.  Proszę postawić  stopę na 

schodach. Dobra dziewczynka. Teraz druga stopa. Dobrze. Następna.

- A więc w kim się pan zakochał? Mam na myśli kogoś spośród żywych.

- Nie jestem zakochany w nikim spośród żywych.

- Ależ każdy potrzebuje kogoś kochać - powiedziała, opierając się na jego ramieniu, 

kiedy prowadził ją po schodach.

- To prawda.

- Więc czemu pan nie ma nikogo?

- Nie widzę u pani obrączki na palcu. Kto jest pani wybrańcem? Nigh westchnęła.

- Mężczyźni nie mogą pogodzić się z moją karierą. Są zazdrośni. Jestem lepsza niż 

oni. Pozbawiona uczucia strachu. Tak o mnie mówią. Myślą, że jestem szalona. I pożarta 

ambicją. Ale wie pan co?

- Co?

- Mówią tak złośliwie. Nie chodzę z nimi do łóżka. Dobrze się prowadzę.

- Tak? Jesteśmy już niemal na szczycie schodów. Zatrzymała się i spojrzała na niego.

- To prawda. Dobre prowadzenie, oto, co mam. I nie znoszę dupków.

- Miło mi to słyszeć. Jeśli tylko pani... - próbował przekonać ją do zrobienia jeszcze 

dwóch kroków, ale gdy okazało się, że nie może, lub nie chce, wziął ją na ręce i zaniósł do 

głównej sypialni, gdzie posadził ją na krześle, by przygotować łóżko.

- Gdybym   była   Ann,   chciałabym   kogoś   pokochać   -   powiedziała   Nigh.   -   Nie 

chciałabym nawiedzać domu po to, by włożono moje zmurszałe ciało do ziemi. Wie pan, co 

myślę?

- Co? - spytał, ściągając narzutę.

- Myślę, że to nie ma znaczenia, gdzie ludzie chowają ciała, póki dzieje się to na 

ziemi. Myślę, że to do Boga należy ustawianie wszystkiego. Poza tym, kto decyduje, która 

ziemia jest święta, a która nie? Jakiś człowiek, zwykły człowiek, mówi, że święta jest tutaj, 

ale tam pod drzewem już nie. Czy to ma sens?

- Zupełnie nie. Jace stanął przed nią.

- Może pani wstać sama czy też potrzebuje mojej pomocy?

- Pomocy. Dużo pomocy. Uśmiechając się, Jace schylił się, by podłożyć ręce pod jej 

ramiona.

background image

Przez chwilę Nigh opierała się o niego - a on trzymał ją blisko siebie. To trwało tylko 

sekundę.

- Lubi mnie pan, prawda? - wyszeptała. Gwałtownie odsunął ją na długość ramion.

- Tak, lubię panią. Muszę być masochistą po tym, co pani o mnie napisała, ale lubię 

panią.

- To   nie   moja   wina   -   powiedziała,   wspinając   się   na   łóżko.   -   Lewis   i   Ray   mi   to 

sprzedali. Pobiłam Lewisa, kiedy byłam w ósmej klasie.

- Naprawdę? - powiedział, chichocząc, kiedy naciągał na nią kołdrę.

- Lewis   i   Ray   powiedzieli   mi   okropne   rzeczy   na   pana   temat.   Uwierzyłam   im. 

Napisałam to do gazety Ralpha. Nie chciał tego drukować, ale powiedziałam mu, że trzeba 

ocalić miasteczko.

Jace usiadł obok niej.

- Gazety Ralpha? Nie pracuje tam pani?

- Nie. Kiedy byłam młodsza tak, ale teraz nie. Teraz jestem wolnym strzelcem.

Obserwował ją, jak zapada w sen, po czym zgasił światło i zamknął za sobą drzwi. 

Przez   chwilę   stał   z   zamkniętymi   oczyma   oparty   o   drzwi.   Lubił   ją.   Nawet   bardzo.   Była 

pierwszą kobietą, którą polubił od czasu, kiedy... odeszła Stacy.

- Co ty robisz, Montgomery? - powiedział na głos. Wiedział, że dziś ją przetestował. 

Tylko na co? Jeszcze nie wiedział.

Doskonale pamiętał, że zaprosił ją na kolację. W tej samej chwili, w której to zrobił, 

zwymyślał się, ale była pierwszą osobą, którą spotkał i która z nim rozmawiała. Patrząc na 

szczęśliwe   małżeństwo   Emmy   i   Georga   Carew,   czy   Gladys   i   Micka,   którzy   nie   mogli 

oderwać od siebie rąk, czuł samotność człowieka w obcym kraju.

A   wtedy   spotkał   tę   piękną   młodą   kobietę   ze   zmysłowymi   ustami   i   nietypowym 

poczuciem humoru, i mimo że napsuła mu krwi, chciał siedzieć w jej wąskiej kuchni cały 

dzień.   Z   pewnością   było   to   lepsze   niż   siedzenie   z   panią   Browne   i   jej   nieustannym 

narzekaniem.

Nim mógł się powstrzymać, znalazł powód by przyszła do niego do domu i zaprosił ją 

na kolację. Nie podał jej nawet godziny spotkania!

Około szóstej, po całym dniu spędzonym na czytaniu dalszej historii Margate, był tak 

zmęczony,   że   potrzebował   ciężkiej   fizycznej   pracy,   by   się   uspokoić,   więc   zabrał   się   za 

„kamienny krąg”, jak nazywał to Hatch, czyli taras.

Kiedy pojawiła  się Nigh, mając na  sobie  niezwykle  seksowną sukienkę  i buty na 

wysokich  obcasach, które sprawiały,  że chwiała  się, idąc,  zmusił  się, by dalej pracować. 

background image

Pomyślał, że jeżeli przestanie i zje z nią kolację, jeśli zobaczy jej cudowną twarz w blasku 

świec,   skończą   w   łóżku.   A   on   nie   był   na   to   gotowy.   Poza   tym,   po   trzech   dniach 

imprezowania, gdyby poszedł do łóżka z kobietą... nie chciał myśleć, co mogłoby się stać.

Poszedł do perkalowego pokoju, pokoju Ann, jak nazwała go Nigh. Uśmiechnął się na 

wspomnienie zazdrości w jej głosie. Sprawiała, że dobrze się czuł. Zajrzał do szafy, przesunął 

buty i uniósł klapę. Pod nią ukrył zdjęcie Stacy. Wyjąwszy je, podsunął do światła i spojrzał 

na twarz, którą tak bardzo kochał.

Czy dobrze robi? - zastanawiał się. Może powinien zrobić to, to mówili mu inni: 

„Zajmij się swoim życiem”. Zawsze powtarzał, że nie ma żadnego życia, którym mógłby się 

zająć,  ale   w   przeciągu  ostatnich  kilku   godzin  pojawiły  się   nowe  możliwości.   Zobaczył... 

Zawahał się. Po raz pierwszy od trzech lat pomyślał, że może istnieć życie bez Stacy. Położył 

z powrotem zdjęcie,  po czym  ostrożnie zasunął klapę i odłożył  buty.  Rozebrał  się i pod 

wpływem   nagłego   impulsu   wziął   szybki,   zimny   prysznic,   włożył   czystą   parę   majtek   i 

zgasiwszy światło, wśliznął się do łóżka.

Światło   księżyca   przeświecało   przez   okno   nad   kanapą.   Rozejrzał   się   po   pokoju   i 

zobaczył wąski pasek paneli, które, jak  teraz wiedział, kryły  sekretne drzwi. Pomysł  był 

genialny. Nigdy by ich nie znalazł, póki nie zostałby uwięziony w pokoju.

Ta myśl skierowała go ku Ann i kobiecie rozbójniczce jeśli kiedykolwiek istniała. Czy 

one były uwięzione w tym pokoju?

- Pragnęłaś coś zrobić, żeby się stąd wydostać? - zapytał na głos Ann. - To dlatego 

chciałaś wyjść za Danny'ego Longstreeta? Znacznie mniej inteligentnego, prawdopodobnie 

bekającego   przy   stole.   To   była   ucieczka,   czy   coś   nowego?   A   może   po   prostu   potrzeba 

wrażeń? - Przez chwilę nasłuchiwał, ale nic nie usłyszał. Nie, żeby się czegoś spodziewał. 

Wiedział, że Ann jest na niego zła za próbę odtworzenia jej pokoju. Rozejrzał się, spojrzał na 

buteleczki   na   toaletce   i   portret   jej   kuzynki,   wiszący   nad   kominkiem.   Uśmiechała   się 

delikatnie, ale Jace cały czas widział w jej oczach smutek.

- Wiesz,   że   potrzeba   wrażeń   z   czasem   przemija.   Znam   ludzi   takich   jak   Danny, 

wszyscy ich znamy. Lubi nowinki. Byłby dla ciebie dobry, póki by cię nie wykorzystał, a 

potem zwróciłby się w stronę innej kobiety.

Milczał, mając nadzieję, że usłyszy coś, ale dom był zupełnie cichy. Czując się jak 

głupiec odwrócił się i zamknął oczy. Nie był pijany, ale wypił wystarczająco, by poczuć się 

śpiącym. Nigh leżała pokój dalej, co mu się podobało. Uśmiechając się, dryfował w kierunku 

półsnu.

- Kochał mnie - usłyszał. - Danny mnie kochał.

background image

- Nie  obwiniam go - wyszeptał  Jace.  W chwili,  gdy zapadał w  sen, usłyszał  głos 

mówiący:

Tak mi powiedział.

background image

ROZDZIAŁ 10

Jace i Nigh siedzieli przy stole w kuchni, jedząc ogromne śniadanie, które łaskawie 

przygotowała im pani Browne. Jace zszedł na dół pierwszy i zrobił, co w jego mocy, by 

przygotować gosposię na szokujący fakt, że kobieta spędziła z nim noc w tym domu. Tyle że 

nie „z nim”, ale... Jace przewrócił oczami niezadowolony ze swego onieśmielenia wobec 

kobiet.

Gospodyni   nie   była   zachwycona.   Kiedy   Nigh   zeszła   do   kuchni,   pani   Browne 

chrząkała tak głośno, aż Jace zaczął się obawiać, że popęka tynk. Przygotowała drugi talerz 

jajek na bekonie, po czym wyszła z kuchni, jakby nie mogła znieść obecności w tym samym 

pokoju kobiety takiej jak Nigh.

- Czy ona byłaby taka przy każdej kobiecie, która spędziłaby tu noc? Czy też chodzi o 

panią?

- Głównie   o   mnie.   Nie   uznaje   mojej   pracy.   Uważa,   że   to   żałosne   i   nie   przystoi 

kobiecie.

- Ach. Pani praca. A co pani robi? Już chciała mu powiedzieć, ale powstrzymała się.

- Jestem grotołazem. Jace zachichotał.

- Lepiej niech pani zje to wszystko. Możemy nie dostać zbyt dużo na lunch.

Nigh ugryzła kawałek grzanki.

- My?

- Chyba że ma pani coś innego do zrobienia. Jeśli zamierza być pani moją asystentką 

naukową... A przy okazji, ile chciałaby pani zarabiać?

- Nic. Dowiadywanie się różnych  rzeczy o tym  domu jest dla mnie wystarczającą 

zapłatą.

W chwili, w której wypowiedziała te słowa, zdała sobie sprawę, że popełniła błąd. Co 

on   myślał,   że   robi   to,   bo   się   w   nim   zakochała?   Nie   powiedziała   jednak   słowa.   Chciała 

zobaczyć, co odpowie.

Jace otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Zmarszczył czoło i wpatrywał się w talerz.

- Nigh - zaczął powoli i zawahał się. - A propos „nas”. Ja nie mogę... Chodzi mi o to, 

że nie chcę, byś myślała..

Przerwała mu.

- Nie chcesz, żebym uważała, że ty jesteś nagrodą? Doprawdy, panie Montgomery, 

powinien   pan   poskromić   swoje   ego.   Ostatniej   nocy   byłam   pijana   i   jestem   pewna,   że 

próbowałam cię uwieść, ale ja uwodzę nawet latarnię, kiedy jestem pijana - co wyjaśnia, 

background image

czemu zwykle jestem przeciwna piciu. Przepraszam za wszystko, co się wydarzyło.

- Nie zrobiłaś nic - powiedział cicho. - Właściwie to ja zrobiłem - lub nie zrobiłem - 

nic. Chciałem tylko powiedzieć, że w moim życiu są pewne sprawy...

- Cieszę się, że to ustaliliśmy - przerwała mu, ale nie była  w stanie powstrzymać 

złości. - Rozumiem, że jesteś niedostępny. Od tej chwili będę się trzymać z dala od alkoholu. 

A teraz może przyjrzymy się naszemu wspólnemu przedsięwzięciu, którym jest historia tego 

domu?

- Jasne - zgodził się. Czuł się źle z tym, co ona myślała, i z tym, że nie mówił jej 

prawdy. Gdyby miał choć trochę rozumu, to by... co? Wrócił do Stanów i zapomniał o tym 

wszystkim?

Spojrzał na nią.

- Nie jestem pewien, ale zdaje się, że Ann przemówiła do mnie tej nocy.

- Co powiedziała? „Zapisz się na terapię alkoholową”?

- Nie, ale zasugerowała, że przysłałem cię - powiedział Nigh oderwała kawałek chleba 

i cisnęła w jego głowę. Zanurkował i nie trafiła.

- Teraz już wiem, jak czuł się Lewis.

- Lewis? - zapytała. - Proszę nie mów mi, że opowiadałam o Lewisie?

- Pobiłaś go, kiedy byłaś w ósmej klasie. Nigh jęknęła.

- Proszę, nie pozwól mi nigdy więcej pić. Co naprawdę powiedziała Ann?

- Prawie   już   spałem,   ale   wydaje   mi   się,   że   powiedziała,   że   kochała   Danny'ego 

Longstreeta.

- Był lepszy niż inni jej wielbiciele? Biedna Ann, zamknięta w tym domu całe życie! 

Kiedy była  dzieckiem,  mieszkańcy miasteczka  zastanawiali się, czy przypadkiem nie jest 

kaleką.

- Właściwie jest całkiem ładna. Kiedy zobaczyłem ją...

- Kiedy ukrywałeś się w szafie?

- Tak. Kiedy ukrywałem się w szafie, narzekała, że nie jest lak ładna jak jej kuzynka 

Catherine. Ale standardy urody się zmieniają. Dziś Catherine brałaby pigułki na odchudzanie 

a Ann mogłaby być modelką.

- Niezupełnie.   Nie   była   wystarczająco   wysoka.   Była.   -   Nigh   przerwała,   ponieważ 

brązowa, kamienna misa spadła z półki i głośno rozbiła się o podłogę.

Nigh spojrzała na Jace'a, a on na nią.

- Po chwili zastanowienia - powiedziała ostrożnie - myślę, że Ann była równie piękna 

jak nasze dzisiejsze modelki.

background image

Jace zerknął na Nigh, by dać jej do zrozumienia, że musi uważać na to, co mówi. 

Razem zaczęli sprzątać rozbitą misę.

- A więc Ann kochała Danny'ego - powiedziała Nigh, zmiatając rozbite kawałki do 

wiadra, które trzymał Jace.

Kiedy   Jace   nie   odpowiedział,   spojrzała   na   niego   i   zobaczyła   dziwny   wyraz   jego 

twarzy.

- Co jest?

- Źle to przedstawiłem.. Ann nie powiedziała, że kocha Danny'ego. Powiedziała, że 

Danny kochał ją. On sam jej to mówił.

Nigh rozejrzała się nerwowo po pokoju.

- Przepraszani za to, co mówię, ale nie sądzę. Jace wrzucił skorupy do kosza i usiadł 

przy stole.

- Opierasz swoje zdanie na Longstreecie, którego znasz dzisiaj. Może Danny był inny.

- Opieram   swoją   opinię   na   fakcie,   który   przedstawiają   miejskie   kroniki,   że   kilka 

miesięcy   po   śmierci   Ann   pewna   dziewczyna   z   miasteczka   urodziła   syna   Danny'emu 

Longstreetowi. Zaszła z nim w ciążę, kiedy był zaręczony z Ann. Czy to jest prawdziwa 

miłość?

Jace spojrzał na nią z zainteresowaniem.

- Poszukałaś trochę, prawda? Powiedz mi więc, co stało się Dannym?

- Zmarł na skutek upadku z konia cztery lata po śmierci Ann. Nigdy się nie ożenił.

- Były jeszcze jakieś dzieci?

- Tylko jedno, z tego co wiem. Dziewczyna nie była żoną Danny'ego, ale dziecko 

nosiło nazwisko Longstreet. Gerald z miasteczka jest potomkiem tamtego.

- Jeśli dziecko nosiło nazwisko Longstreet, Danny musiał wyrazić zgodę, prawda? Nie 

poślubił jej, ale musiał przyznać, że dziecko było jego.

- I być może utrzymywać, póki żył. Ojciec Danny'ego był całkiem bogaty.

- Co stało się więc z listami Ann? Wiktorianie nie wyrzucali niczego. Może są w 

bibliotece i moglibyśmy..

- Spłonęły. Po jej śmierci jej ojciec spalił wszystko, co należało do Ann.

- Wszystkie listy? Może coś przeoczył. Może znajdziemy coś na strychu.

- Arthur Stuart nie tylko spalił wszystkie listy córki, ale wszystkie jej rzeczy. Był 

wściekły, gdy córka zabiła się w dzień ślubu. Wszystkie jej meble i ubrania zrzucił na dół, 

wyniósł na tył domu i spalił. Nie chciał oddać nic nawet organizacji charytatywnej. Pastor 

trzyma dzienniki, więc przeczytałam. Całe miasteczko przyszło popatrzeć na ogień. Arthur 

background image

Stuart powiedział, że jego córka smaży się w piekle i tam też powinny znaleźć się rzeczy do 

niej należące.

- Miły człowiek. Nie dziwię się, że Ann chciała poślubić nawet kogoś głupszego od 

siebie.

- I nie dziwię się, że go kochała. Może był niewierny, ale na tyle wspaniałomyślny, by 

zezwolić   swojemu   dziecku   z   nieprawego   łoża   nosić   jego   nazwisko.   W   latach 

siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku było to zachowanie nietypowe.

- Ciekawe, czemu nie poślubił matki swego dziecka.

- Nie mówiłeś, że kochał Ann?

- Słyszę sarkazm w twoim głosie, ale to jest możliwe kochać jedną osobę a pójść do 

łóżka z inną.

- Mówisz to z własnego doświadczenia?

- Nie - odrzekł Jace takim tonem, że przestała się uśmiechać i odwróciła wzrok.

Przez   chwilę   panowała   cisza.   Jedzenie,   jakie   pozostało   na   ich   talerzach,   stało   się 

zimne i nieapetyczne.

- Pójdę na górę i... - Nigh wstała, myśląc, że umyje zęby i narzuci na siebie coś, co 

bardziej jej będzie pasować niż duży dres Jace'a, ale wtedy przypomniała sobie, że nic ze sobą 

nie ma. - Chyba powinnam wrócić do domu. Może spotkamy się później i...

Pani   Browne   wpadła   do   kuchni   i   z   radością   wypisaną   na   twarzy   przyniosła 

przerażającą wiadomość.

- Całe miasto pani szuka - powiedziała do Nigh głosem pełnym satysfakcji.

- Mnie? Po co?

- Z   podaniami   o   pracę   oczywiście.   Dwoje   młodych   ludzi   przyjechało   z   Londynu. 

Czytają w ludzkich umysłach. Wiedzą, co myślisz i co ci się przytrafi. Powiedzieli, że dzisiaj 

przyjedzie więcej ludzi z Londynu, ale muszą uruchomić swoje maszyny.

- Maszyny?

- O tak. Maszyny na duchy. Widziałam je w telewizji. Chcą zrobić zdjęcia damie na 

koniu i zobaczyć ślady na schodach.

- I wszyscy oni chcą widzieć mnie? - spytała Nigh pełna złych przeczuć.

- Mówią o tym w całym mieście. Nigh spojrzała na Jace'a, który stał obok drzwi z 

cieniem na twarzy.

- Ty to zrobiłeś.

- Nie   -   odpowiedział,   uśmiechając   się.   -   Sama   sobie   to   zrobiłaś.   Ty   stworzyłaś 

Centrum Duchów. Mówiłem im, żeby rozmawiali raczej z tobą niż ze mną.

background image

- Około   dwudziestu   samochodów   stoi   przed   twoim   domem.   -   powiedziała   pani 

Browne. - Nikt z miasteczka nie może przejechać.

Clive wydaje bilety. Powiedział, że jeśli to się utrzyma, będziemy mieli wystarczającą 

ilość   pieniędzy   na   naprawę   dachu   biblioteki.   Pani   Wheeler   całą   noc   spędziła   na 

przygotowywaniu   broszury   o   duchach   w   Priory   House,   a   pani   Parsons   ją   wydrukowała. 

Sprzedają je po pięć funtów.

- Pięć funtów? - zapytała ze zdumieniem Nigh.

- Mamy dwudziesty pierwszy wiek i inflację. A teraz oboje wyjdźcie stąd. Muszę 

zająć   się   gotowaniem   dla   herbaciarni.   Trzeba   czymś   nakarmić   tych   wszystkich   gości   w 

miasteczku.

Czując się tak, jakby ją ktoś uderzył, Nigh ruszyła do drzwi kuchennych.

- Pani Browne? - zapytała jeszcze.

- Co znowu? - zniecierpliwiła się gospodyni.

- Jeśli   ci   wszyscy   ludzie   są   tutaj   z   powodu   duchów   w   Priory   House,   czemu   nie 

znajdują się pod tym domem? Czemu nie walą w bramy?

- Powiedziałyśmy, że mieszka tu Amerykanin. Nigh nie zrozumiała, co kobieta ma na 

myśli. Spojrzała na Jace'a, ale ten wzruszył ramionami. Spojrzała znów na panią Browne.

- Broń  -  powiedziała   pani   Browne,  jak  gdyby  Nigh  i  Jace   byli  idiotami.  -  Prawo 

amerykańskie mówi, że każdy w kraju może posiadać broń.

- To prawda - przyznał poważnie Jace - już nasza konstytucja mówi, że mamy prawo 

być uzbrojeni. Prawo zostało tak napisane, byśmy mogli strzelać do Anglików.

Pani Browne uniosła ręce do ust.

- Nie wiedziałam.

Jace i Nigh wybiegli z kuchni, nim wybuchli śmiechem.

background image

ROZDZIAŁ 11

- Czuję się jak klaun - powiedziała rozdrażniona Nigh i stwierdziła, że zachowuje się 

jak nadąsany dzieciak. Podciągnęła długie nogawki dresów, w talii związała się sznurkiem, 

ale pomiędzy pozostało tyle materiału, że spodnie zwisały. Góra była równie zła. Kiedy się 

schylała, dekolt odchylał się tak bardzo, że widać było wszystko aż do podłogi. To nie było 

sexy. A jeśli chodzi o buty, jedyne, jakie miała, to swoje mocno zniszczone, na wysokich 

obcasach. Włożyła więc skarpetki Jace'a do ćwiczeń.

Jace przyjrzał się jej, pokiwał głową i zerknął na ekran laptopa.

- Co mamy? Nigh siedziała przy oknie w pokoju perkalowym. Zaczęło padać, więc 

Jace rozpalił w kominku. W pokojach było miło, ciepło i cudownie. Gdyby okoliczności były 

inne, dobrze by się bawiła. Może było to trochę dziwne, że razem z Jace'em siedzieli w 

sypialni, ale była stylizowana na pokój Ann, więc Nigh powiedziała sobie, że to element 

badań. Coś jednak było nie tak. Nie wiedziała co, ale miała przeczucie. Kilkakrotnie jej życie 

zależało od przeczucia i to był jeden z tych momentów.

- Co chcesz udowodnić? - spytała tonem bardziej agresywnym, niż zamierzała.

- Myślę, że powinniśmy zacząć od udowodnienia, że Ann nie zabiła się.

- Jak niby możemy dowiedzieć się, co stało się sto dwadzieścia osiem lat temu? Jeśli 

Ann zostawiła  list, został zniszczony przez jej ojca.  Jeśli pisała  listy albo pamiętnik,  też 

zostały zniszczone.

- A co z kimś, do kogo pisała te listy? Może on je ma?

- Jeśli   przeczytamy   wszystkie   listy   Ann,   czego   się   dowiemy?   Że   chciała   poślubić 

Danny'ego   Longstreeta,   i   że   Danny   chciał   poślubić   ją.   Ale   to   już   wiemy.   Jak   możemy 

dowiedzieć się, co się wydarzyło w ciągu tych ostatnich minut przed śmiercią.

- To, że ktoś jest zakochany, wcale nie powstrzymuje od popełnienia samobójstwa - 

powiedział łagodnie Jace i spojrzał na nią. - Co będziemy mieli, jeśli udowodnimy, że Ann 

została zamordowana? Prawo do przeniesienia jej kości na cmentarz? Nie jestem pewien, ale 

wydaje mi się, że jeśli porozmawiasz z pastorem, to przeniesie je teraz.

- Pewnie tak - zgodziła się Nigh, wyglądając przez okno. Jace odłożył laptopa na 

łóżko i podszedł do niej.

- Chcesz, abym odwiózł cię do domu?

- Gdzie pełno jest ludzi walących do moich drzwi i proszących o pracę w charakterze 

medium?

- Naprawdę jesteś zła o to? Wybór był ty albo ja, a ty zaczęłaś. Myślę...

background image

Spojrzała na niego.

- Nie, z ludźmi sobie poradzę. To coś jeszcze. Coś w tym pokoju. Wydaje mi się, że 

Ann mnie tu nie chce. Może jest tak samo zakochana w tobie, jak ty w niej.

- Ja nie... - zaczął Jace i wyciągnął rękę, by dotknąć jej włosów, ale cofnął się. - Gdzie 

jest ta wieża, w której pani rozbójnik trzymała swoje rzeczy?

- Świetny pomysł! - powiedziała, odeszła od okna i przydeptała sobie spodnie. Jace 

złapał ją, nim upadła, ale szybko puścił.

Zajęło im chwilę, nim otworzyli stare drzwi. Łatwiej było otwierać je od strony tunelu. 

Jak tylko  opuścili   pokój   Ann,  Nigh poczuła  się  lepiej.  Westchnęła  z ulgą   i oparła   się o 

kamienną ścianę.

- Ty ją możesz widzieć, ale ja ją chyba czuję. Jest czymś sfrustrowana, a ja to czuję. 

Nie jestem pewna, że robimy to, co ona by chciała. - Spojrzała na Jace'a w świetle świecy. - 

Albo jest zła, że zajmuję twój czas.

- Jedyna rzecz na świecie, jaką człowiek wie, to że ktoś inny go kocha - powiedział - 

nie w słowach, ale naprawdę tak myśli.  Jestem pewien, że wiedziałbym,  gdyby Ann lub 

jakakolwiek inna kobieta była we mnie zakochana. Ona nie jest.

- A więc o co chodzi? - spytała Nigh, patrząc na niego.

- Czemu się tobie ukazuje? W czasie moich poszukiwaniach nigdy nie słyszałam, by 

ktokolwiek inny widział Ann.

- Ale każdy, kto tu mieszkał, widział duchy - odpowiedział.

- Założyli, że to kobieta przestępca, i uciekli. Nie sądzę, by widzieli złodzieja; myślę, 

że to była Ann. Ale z tego, co słyszałem, jedynymi ludźmi, którzy byli w stanie się z nią 

komunikować, były dzieci.

Nigh zaczęła wspinać się po schodach. Zimno kamieni przenikało przez skarpetki. 

Dobrze było mieć Jace'a przy sobie. Wchodziła po tych schodach setki razy, ale sama i będąc 

dzieckiem. Czy Ann Stuart pilnowała jej, kiedy była mała?

- Jeśli jesteś pierwszym dorosłym, z którym może się porozumieć i nie robisz tego, co 

chce, może to ją frustruje. Kiedy ponownie ją zobaczysz, zapytaj ją, co chce, byś zrobił.

- Moim zdaniem chce, byśmy znaleźli ducha Danny'ego Longstreeta i przyprowadzili 

do niej, by mogli razem odlecieć do nieba.

Nigh nie odezwała się już słowem przez resztę drogi.

Na górze znajdował się okrągły pokój, około dziesięciu stóp średnicy. Stało tam tylko 

stare   krzesło,   a   parapety   od   zewnątrz   pokryte   były   ziarnem   dla   ptaków,   muszelkami, 

kamieniami i mnóstwem suchych liści.

background image

Jace wiedział, że te rzeczy zostały położone przez Nigh, kiedy była dzieckiem.

- Pokój zabaw małej dziewczynki - powiedział, podnosząc różne rzeczy i przyglądając 

się im. - To niesamowite, że nikt nie odkrył, że tu bywałaś.

- Myślę, że Hatch wiedział, ale nikt więcej. Moi rodzice nie mieli pojęcia. Poza tym 

dom przez większość mojego życia był wolny.

- Kiedy byłaś tu po raz ostatni?

- W   dniu,   kiedy   zmarła   moja   mama.   Każdy   chciał   okazać   mi   współczucie,   ale   ja 

chciałam być sama. To było jedyne miejsce, do którego mogłam uciec i gdzie nikt mnie nie 

znajdzie. Spędziłam tu większość dnia, a kiedy zeszłam na dół, mogłam się z nimi spotkać.

Kiedy Jace nic nie powiedział, odwróciła się do niego.

- Czy zmarł ci ktoś bliski?

- Tak - powiedział krótko.

- Czy ta śmierć ma coś wspólnego z tym domem i faktem, że chcesz dowiedzieć się 

wszystkiego o Ann?

Jace spojrzał na nią, zastanawiając się, co jej powiedzieć.

- To   prawda   -   odezwał   się   po   chwili.   Nigh   zaczęła   zadawać   kolejne   pytanie,   ale 

odwrócił się do niej z bólem malującym się na twarzy.

- Dość. To wszystko, co mam do powiedzenia i jeśli chcesz utrzymać tę tak zwaną 

pracę, nie zadasz mi już więcej pytań. Zimno tu. Schodzę na dół.

Ruszył w dół po schodach. Za nim Nigh, uśmiechając się. Czuła się tak, jakby zdobyła 

główną nagrodę. Trafiła. Zrobiła dopiero mały wyłom, ale jednak.

Gdyby umiała gwizdać, zrobiłaby to, schodząc po starych schodach. Kiedy weszła do 

perkalowego pokoju, uśmiechała się.

- Miałem rację. Musimy znaleźć Danny'ego Longstreeta.

- Masz na myśli jego grób?

- Jego ostatnie miejsce pobytu lub miejsce, które kochał. Coś o nim. Ale musimy go 

znaleźć.

- Dobry pomysł - uznała Nigh. - Ale co cię tak natchnęło?

- To.   -   Odwrócił   laptopa   tak,   by   mogła   zobaczyć   ekran,   na   którym   dużymi 

czerwonymi literami było napisane: Znajdź Danny'ego Longstreeta.

Nigh potarła rękę, bo włosy stanęły jej dęba.

- Sądzę, że to wystarczająco jasne.

- Co o nim wiesz poza tym, że nie żyje i miał dziecko z nieprawego łoża?

- To   wszystko.   To,   co   wiem,   pochodzi   z   dziennika   pastora.   Dopiero   po   śmierci 

background image

Danny'ego napisał o dziecku urodzonym w Margate. Minęły lata, od kiedy to czytałam, więc 

nie pamiętam, czy było wspomniane, gdzie Danny mieszkał w owym czasie. Wiem, że po 

śmierci Ann ojciec Danny'ego nie kupił Priory House. To wszystko. Przykro mi.

- Gdzie jest ten dziennik?

- Zgadnij.

- W   twoim   domu,   otoczonym   specjalistami   od   zjawisk   paranormalnych   i   ich 

urządzeniami.

- Czy kiedykolwiek pomyślałeś...

- No   dalej,   jeśli   sugerujesz,   że   mam   pozwolić   tym   szarlatanom   wygłupiać   się   w 

pokoju Ann, wyrzucę cię na deszcz przez najbliższe okno.

- Dobrze, że nie jesteś w niej zakochany.

- Możesz już przestać? Nie możesz być zakochanym w kimś, kogo spotkałeś trzy razy 

w życiu.

Przez chwilę patrzyli na siebie. Jace pierwszy odwrócił głowę.

- Zadzwonię do Jerry' ego - powiedziała Nigh - może on coś wie na temat swoich 

przodków. Co? - spytała, patrząc, jak Jace kręci głową.

- Tylko  w Anglii - powiedział - ludzie są w stanie wiedzieć coś więcej o swoich 

korzeniach.

- Jeśli wie, to, jak podejrzewam, dlatego, że ojciec Danny'ego miał kupę forsy, a jego 

potomkowie nie. Zastanawiam się, co się stało. Hazard? Wyścigi konne?

- Moim zdaniem kobieta - powiedział Jace i w tej chwili jedna ze szklanych butelek 

spadła ze stolika.

- Nie rób tego! - szepnęła Nigh. - Może on jest w stanie widzieć duchy, ale ja mam 

słabe serce.

Jace wziął telefon ze stolika i podał go Nigh.

- Jeśli Longstreeta nie ma w domu, złapiesz go prawdopodobnie w swoim.

- Zabawne. Zadzwoniła do informacji, by zdobyć numer warsztatu Longstreeta, po 

czym wybrała numer. Jerry odpowiedział po czwartym dzwonku.

- Jerry? Tu Nigh. Pamiętasz mnie?

- Nightingale, dziecinko, oczywiście, że cię pamiętam. Jerry mówił tak głośno, jakby 

stał obok, więc Jace słyszał każde słowo. Odwróciła się do niego plecami.

- Mam do ciebie pytanie.

- Och, kochanie, ja też mam kilka do ciebie. I parę pomysłów na nowy interes, który 

rozkręciłaś.   Myślałem   o   samochodzie   ducha.   Jednym   z   tych   wielkich   amerykańskich   ze 

background image

statecznikami.   Mógłbym   go   tak   podrasować,   że   krzyczałby,   kiedy   do   niego   wsiądziesz. 

Podoba ci się?

- Super. Musimy przedyskutować szczegóły. To, o co chciałabym cię spytać, to twój 

przodek, Danny Longstreet.

- Napalony   Danny?   Odwróciła   się   dokładnie   w   chwili,   by   zobaczyć   jak   jedna   z 

ceramicznych figurek ześlizguje się z kominka. Jace złapał ją, nim uderzyła o podłogę.

- Posłuchaj, Jerry, wiesz gdzie Danny mieszkał w chwili śmierci?

- Och tak. W domu zwanym Tolben Hall. W Hampshire. Teraz to B i B. Moja matka 

zwykła mówić nam, dzieciakom, że ten dom powinien być nasz. Ojciec Danny'ego kupił go 

po tym, jak musiał wyciągnąć swojego syna z Margate. Danny zostawił po sobie zbyt wiele 

dzieci z nieprawego łoża. Niebezpiecznie dla niego byłoby tu zostać.

Jace  złapał kolejną figurkę,  nim  dotknęła podłogi, ale  nie  był  w  stanie  dosięgnąć 

butelki po perfumach spadającej ze stolika.

- Co to było? - spytał Jerry.

- Nic. Deszcz uderza w okno.

- Więc,   Nigh,   kochanie,   kiedy   cię   znów   zobaczę?   Tęskniłem   za   tobą.   Widuję   cię 

czasem w telewizji, ale to nie to samo co mieć cię przy sobie. Czy nadal masz ten pieprzyk w 

kształcie serca na...

- Jerry! - fuknęła. - Naprawdę bardzo mi pomogłeś. Nie wiem, jak ci się odwdzięczę. 

Spotkamy   się,   hm,   kiedyś,   jestem   tego   pewna.   Pozdrów   ode   mnie   swoją   najnowszą 

dziewczynę.

- Nie mam jednej.

- Wiem. Masz ich setki.

- Znasz mnie. Zadzwoń do mnie w sprawie samochodu. Myślę, że to będzie hit w 

twoim Centrum Duchów.

Rozłączyła się i nie miała ochoty spojrzeć na Jace'a.

- Jest. Tolben Hall w Hampshire. Mam do nich zadzwonić? - powiedział Jace, patrząc 

w monitor.

- Jasne - powiedziała Nigh, czekając, aż coś powie - A co do Jerry'ego...

- Nie moja sprawa - powiedział, nie patrząc na nią.

- Spotykaliśmy się w szkole, byliśmy przyjaciółmi. To wszystko. A teraz w związku z 

tobą i Centrum Duchów...

- Ty je wymyśliłaś, nie ja.

- No dobra, moim Centrum Duchów. Jest zachwycony tym i... Jace spojrzał na nią.

background image

- Zatrzymamy się tam i rozejrzymy. Podoba ci się ten pomysł?

- Póki nie dotrę do domu, nie mam co na siebie włożyć.

- Wskazała dłonią na swój strój. Spojrzał na nią.

- To   stanowi   pewien   problem.   Mogłabyś   się   wśliznąć   tylnymi   drzwiami   i   zabrać 

trochę ubrań?

- Niezauważona? Nie, nawet w środku nocy.

- Wiem. Czemu nie zadzwonisz do swojego zarządcy i nie poprosisz go, by zabrał 

kilka rzeczy dla ciebie. Musi mieć klucz.

Spojrzała na niego, jakby oszalał.

- Ty jesteś moim zarządcą.

- Żartujesz.

- Naprawdę tego nie wiedziałeś? Kupiłeś ten wielki dom, nie wiedząc o nim nic?

Miało to być pytanie retoryczne, ale wyraz jego twarzy wskazywał, że znów uraziła 

jego honor.

Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, usłyszeli jakieś głosy na dole.

- Pani Browne chyba nie wpuściła ich do domu? - zapytał Jace.

- Prawdopodobnie jest zła za twoją uwagę na temat strzelania do Anglików.

- A może jest zła, ponieważ myśli,  że pokazujesz  swoje znamię w kształcie serca 

kolejnemu mężczyźnie.

- Wiedziałam, że mi to wypomnisz. Danny jest zapatrzony w siebie, ale potrafi być 

zabawny. Przynajmniej wie, jak rozśmieszać.

- Jerry.

- Co?

- Powiedziałaś Danny.

- Nie, nieprawda.

Przestali się sprzeczać usłyszawszy kroki na schodach.

- Ktoś do nas idzie - powiedział Jace. - Jedno z nas będzie musiało zmierzyć się z nimi 

i przyznać, że Centrum Duchów to twój wymysł.

- Ja   tylko   zadawałam   pytania.   Ty   zrobiłeś   z   tego   sprawę,   kiedy   powiedziałeś,   że 

będziesz zatrudniać ludzi.

- Nie, powiedziałem, że ty będziesz. Kroki zbliżały się i słyszeli więcej głosów.

- Idź. Ja muszę zabrać jeszcze kilka rzeczy. Spotkamy się przy moim aucie.

- Jeśli uda ci się wyjść.

- Nie martw się. Mick otworzy dla nas garaż, byśmy mogli wyjechać.

background image

Nigh pobiegła do ukrytych schodów i pospieszyła Jace'a. Nie zamierzała iść bez niego. 

Wsadził laptopa i sznur pod ramię, po czym  ruszył  za nią. Na schodach było  niezwykle 

ciemno, więc zajęło im chwilę, by upewnić się, że drzwi są odpowiednio zamknięte.

- Nic nie wiedzę - powiedział Jace. - Gdzie są świece i zapałki?

- Po drugiej stronie tunelu.

- Sprytnie.

- Miałam dziewięć lat, kiedy je tam kładłam. Czego się spodziewałeś? Elektryczności?

- Mam jedynie nadzieję, że te cholerne stemple wytrzymają jeszcze ten jeden raz. Au!

- Jesteś za wysoki, schyl się.

- Nie, nie jestem za wysoki, to sufit jest za nisko.

- Daj mi rękę - powiedziała, wyciągając dłoń za siebie. Wyczuła jego klatkę piersiową 

i ramię, ale nie mogła znaleźć dłoni. Zatrzymała się i wyciągnęła obie, by znaleźć jego ręce. 

Zajęło jej minutę, by zdać sobie sprawę, że on broni się przed tym.

- Spędziłam godziny zamknięta z tobą w sypialni, a teraz naszło cię na gry wstępne? 

Daj mi rękę i wydostańmy się stąd. Jeden z tych parapsychologów może być prawdziwy i 

powiedzieć reszcie, gdzie jesteśmy.

Chichocząc,   Jace   podał   jej   rękę   i   pospieszyli   do   wyjścia   z   tunelu.   Było   wczesne 

popołudnie, ale deszcz sprawił, że niebo było szare, a mgła okrywała wszystko wokół. Jace 

wsadził komputer pod dres i zaczął biec, Nigh tuż za nim. Musieli się dwukrotnie zatrzymać i 

ukryć przed ludźmi, którzy krążyli po posiadłości.

- Nie macie tutaj praw o naruszenie? - wysapał Jace. Nim zdołała odpowiedzieć, złapał 

ją za rękę i zaczął biec tak szybko, że niemal upadła.

Tak jak Jace przewidział, kiedy dobiegli do garażu, drzwi były otwarte, a samochód 

uruchomiony. Mick stał wewnątrz.

- Hatch zobaczył, że nadchodzicie - powiedział. - I wiedział, dokąd idziecie. Kazał mi 

oczyścić dla was drogę.

Spojrzał na Nigh.

- Jedźcie   starą   drogą   do   autostrady.   Nie   wiem,   jaka   jest.   Słyszeliśmy,   że   trochę 

podziurawiona, więc możecie mieć pewne kłopoty.

Kiedy wsiedli do rangę rovera, Nigh spytała grzecznie, czy mogłaby poprowadzić.

- Myślisz, że dasz radę? - spytał Jace. Mick stał na drugim końcu i zdziwiony uniósł 

brwi, słysząc pytanie Jace'a.

- Da radę! - krzyknął, nim zamknął drzwi.

- Pasy zapięte? - zapytała spokojnie, wyjeżdżając wielkim, ciężkim wozem z garażu.

background image

Gdy tylko ludzie ich zobaczyli, zaczęli biec w ich stronę. Niektórzy ruszyli do swoich 

samochodów.

Tylna  droga do Priory House była  drogą dla obsługi i, mówiąc najoględniej, była 

pełna dziur i rzeczy, które na nią spadły. Tak jak ostrzegał Mick, dzisiejszy deszcz złamał 

kilka gałęzi. Przy pierwszej, w którą Nigh uderzyła, Jace nakrzyczał na nią, by uważała, ale 

przyjęła to spokojnie.

Kiedy  zobaczyli   ścigający  ich   samochód,   Nigh   nie   zawahała   się   ani   chwili,   ostro 

skręciła w prawo i skierowała auto do strumienia. Musiała szybko jechać. Jeśliby zwolniła 

samochód by utknął.

Po   pierwszym   ostrzegawczym   krzyku   Jace   nie   powiedział   nic,   obserwując,   dokąd 

jedzie.

- W prawo! - krzyknął nagle. - Skręć koła w prawo! - Ujrzał kamienie, których ona nie 

widziała. Skręciła ostro i ominęła je.

Kiedy podjeżdżali do nabrzeża, byli  nachyleni  pod kątem 45 stopni, trochę jak w 

samolocie, kiedy startuje.

- Świetnie - to jedyne, co mógł z siebie wydusić Jace. Dojechali do płotu otaczającego 

pastwisko. Nigh sprawnie przeprowadziła samochód poprzez otwór w płocie. Wokół pełno 

było owiec wyglądających na zadowolone z przeżuwania.

- Moje owce? - zapytał, wychyliwszy się przez okno.

- Twoje pastwisko, ale wynajmujesz je pasterzowi owiec.

- Dobrze   wiedzieć   -   powiedział,   kiedy   jechali   kamienną   nawierzchnią.   Wstrzymał 

oddech, kiedy po drugiej stronie uskoku nie zobaczył kamieni. Dla niego to był koniec drogi.

Ale tak nie było. Samochód podskoczył, dotknąwszy ziemi, przejechał przez wyboiste 

pastwisko i wyjechał na żwirowaną drogę.

Stosunkowo cicha i spokojna droga była ciszą po burzy. Jace wziął kilka głębokich 

oddechów i spróbował się zrelaksować.

- Podejrzewam, że nauczyłaś się jeździć w pracy... jakakolwiek ona jest.

- Prawda. Chcesz teraz poprowadzić? - Zatrzymała samochód i wysiadła. Przez chwilę 

stała obok, głęboko oddychając.

Jace stanął przy niej. Kiedy zobaczył, że cała się trzęsie, przyciągnął ją do siebie.

- W porządku?

- OK. - powiedziała, ale podobało jej się, że jest blisko niego. Pachniał dymem z 

kominka i był wilgotny od deszczu. Chciała przytulić się do niego i zostać tak na długi czas.

Jace wiedział, że sytuacja stała się zbyt intymna, więc odsunął się.

background image

- Gotowa? Jeśli nie odjedziemy zaraz, jeden z nich nas znajdzie. Uśmiechnęła się, 

pokiwała głową i wsiadła od strony pasażera.

Jechali w ciszy, póki nie dojechali do autostrady. Potem Nigh dawała mu wskazówki, 

jak dojechać do Hampshire.

- Czy niedaleko jest  jakieś miasto,  w  którym  możemy  się zatrzymać?  - zapytał.  - 

Muszę zadzwonić do B i B, poza tym musimy zdobyć jakieś ubrania.

- Nie mam swojej torby, więc i kart kredytowych...

- Możesz mi oddać później. - Wykonałaś niezłą robotę - szepnął po chwili. - Nigdy nie 

widziałem kobiety, która by tak prowadziła.

Spojrzała na niego.

- No   dobra.   Nigdy   nie   widziałem   mężczyzny,   który   byłby   tak   nieprofesjonalnym 

kierowcą. Powinnaś poćwiczyć.

- Hm.

- Nie zamierzasz nic powiedzieć? Nie, póki nie zaczniesz dzielić się ze mną tajemnicą. 

Ale powiedziałem ci wszystko o Ann - zaprotestował. Wszystko.

A ja mam uwierzyć, że ona jest twoim sekretem? W takim razie musisz uważać, że 

moja inteligencja nie jest zbyt wybujała. Moim zdaniem nie wiedziałeś nic o Ann Stuart i lady 

Grace, nim kupiłeś Priory House. Prawda?

Może.

- Wiem, że tak było. Zajmowanie się tą historią o duchu jest... - przerwała i przyjrzała 

się jego profilowi. - Chcesz czegoś od niej, prawda? Chcesz od niej czegoś, co tylko martwa 

osoba może ci dać.

- To są domysły - powiedział. - Lepiej obserwuj drogę albo skończymy na jeżdżeniu w 

kółko przez wieki.

- Skręć przy drogowskazie na Winchester. Nie odsuniesz mnie od głównego tematu. 

Dowiem się, o co chodzi. Czy mówiłam ci, że umawiałam się z Clive'em Seftonem?

- Wygląda na to, że umawiałaś się z każdym mężczyzną w Margate.

- Co to ma znaczyć?

- Nie wiem, ale wszyscy oni zdają się wiedzieć, gdzie masz znamię.

- Powinieneś wiedzieć - uśmiechnęła się - że nic nie da sprzeczanie się ze mną tylko 

po to, by powstrzymać mnie od zadawania pytań.

Oparła się wygodnie i uśmiechnęła. Miała nosa do ciekawych historii i wiedziała, że 

jest na dobrym tropie.

- Pomożesz Ann, a wtedy, masz nadzieję, że ona pomoże tobie, tak?

background image

- Może - burknął, ale w kąciku jego ust pojawił się uśmiech.

background image

ROZDZIAŁ 12

- Zrobiłaś rezerwację? - spytał Jace, wracając do stolika. Zamówił kanapki i napoje, 

kiedy Nigh dzwoniła do Tolben Hall.

- Tak - westchnęła.  - Zrobiłam,  ale jest pewien problem. Mają  tylko  jeden wolny 

pokój. Właściciel zapewnił mnie jednak, że jest tam bardzo duże łóżko. Możemy pośrodku 

położyć poduszki. Chrapiesz?

- Nigdy nie byłem na tyle przytomny, by się tego dowiedzieć. - Jace zmarszczył brwi.

- No już, Montgomery, nie martw się tak. Mają dwa pokoje, więc nie będę zakłócać 

twojej   prywatności.  -  Usiadła   naprzeciw   niego.  -  Mógłbyś   już   przestać?   Nie  próbuję   cię 

uwieść. Po prostu żartowałam.

Kiedy na nią spojrzał, w jego oczach pojawiło się coś, co sprawiło, że wyprostowała 

się na krześle.

- Co tak bardzo cię zraniło? - wyszeptała.

- Nic i nikt - powiedział, odwracając wzrok. Nie była w stanie wyciągnąć z niego nic 

więcej. Byli w Winchester i mieli godzinę do zamknięcia sklepów. Nigh czuła się zakłopotana 

mając na sobie ogromne spodnie od dresu i bluzę. Trudno było zignorować spojrzenia innych 

ludzi.

- Jak chcesz zrobić zakupy? Zabawimy się w Pretty Women i pójdziemy razem?

- Co? - zapytał rozkojarzony.

Pochyliła głowę i zniżyła głos tak, by inni nie mogli nic usłyszeć.

- Przepraszam za ten seksualny żart. Nie zrobię już tego więcej. Jesteś gejem? O to 

chodzi?

Pytanie sprowokowało błysk w jego oczach. Uśmiechnął się.

- Tak. Właśnie o to chodzi. Gej. W ogóle nie lubię kobiet. Szczególnie pewnej małej 

kobietki, która wygląda pięknie nawet w dwa razy za dużym dresie. Kobiety, która śmieje się 

i cieszy z życia, jest mądra i zabawna, i która po raz pierwszy od trzech lat pozwoliła mi 

zapomnieć   o   moich   sprawach.   Tak,   jestem   gejem.   Skończyłaś   już?   Chodźmy   po   jakieś 

ubrania i wynośmy się z tego miasta.

Po tych słowach wstał i wyszedł. Nigh szybko dokończyła swój napój i pobiegła za 

nim.

- Wybierz sklep - powiedział. - Kup garderobę i spotkamy się tu za godzinę.

- Ten - wskazała Nigh na butik Prady. - Ale wygląda na drogi.

- Poznałaś moją historię, więc wiesz, że jestem w stanie temu sprostać.

background image

- Zwrócę za wszystko, zgoda?

- Tak   -   powiedział,   po   czym   odwrócił   się   i   odszedł.   Nie   wiedziała,   czym   go   tak 

rozzłościła. Nie mogła się tym jednak teraz przejmować. Miała wiele rzeczy do zrobienia w 

bardzo   krótkim   czasie.   Weszła   do   sklepu   i   powiedziała   sprzedawcy,   że   ma   godzinę   na 

skompletowanie garderoby, za którą zapłaci jej chłopak.

Półtorej godziny później siedzieli ponownie w samochodzie Jace'a i jechali do Tolben 

Hall. Ubrani byli w stroje typowe dla angielskiej wsi - Jace miał marynarkę, krawat i cienkie 

wełniane   spodnie,  a  Nigh  sukienkę,   która  wyglądała   dość  skromnie,  ale   kosztowała   parę 

tysięcy funtów.

- Zajmie mi chwilę spłacenie cię - powiedziała, patrząc na dwie walizki, które Jace 

zabrał,   kiedy   po   nią   przyjechał.   Puste,   kiedy   przyjechał,   teraz   były   wypełnione   nowymi 

ubraniami, plus przybory toaletowe, które zamówili w Boots.

- No dobra - powiedział Jace - chcę usłyszeć prawdę. Z czego się utrzymujesz?

- Z dziennikarstwa - odpowiedziała. Spojrzał na nią, wykrzywiając twarz.

- Nie, to, co napisałam o tobie, nie jest przykładem mojej pracy. To było...

- Czym?

- Byłam   zmęczona   podróżą,   i...   horrorem.   Wiele   rzeczy   wydarzyło   się   ostatnio   w 

moim życiu i czasami nie potrafię znaleźć odpowiedniej perspektywy.

- Opowiedz mi o tym - poprosił Jace, a w jego głosie było tyle empatii, że miała chęć 

zwierzyć mu się.

Opowiedziała mu, że jej rodzice zmarli jedno po drugim - najpierw ojciec, potem 

matka - a dla niej było to jak usunięcie korzenia jej życia. Nagle znienawidziła wszystko 

wokół i chciała jedynie opuścić Margate i wszystkie wspomnienia. Chciała uciec.

- Więc pojechałaś do Londynu. Roześmiała się.

- Właśnie. Tam, gdzie wszyscy Anglicy i Angielki jadą, gdy chcą siebie odnaleźć - 

albo zgubić. Zdobyłam pracę w agencji prasowej polegającą głównie na przynoszeniu kawy 

szefom. Nie wiedziałam, co chcę robić, a oni nie wiedzieli, co zrobić ze mną. Ale pewnego 

dnia   nie   pojawiła   się   prezenterka   wiadomości.   Później   dowiedzieliśmy   się,   że   spadła   ze 

schodów w swoim domu i trochę się poharatała. Mieszkała sama i nie miał kto zadzwonić, by 

nas poinformować.

Opowiedziała dalej Jace'owi, jak szefowie rozglądali się wśród ludzi w studiu, a Nigh 

okazała się jedyną osobą, która, jak powiedzieli, „nie przestraszy widzów”, więc posłali ją do 

charakteryzatora i posadzili przed kamerą. Jedyne instrukcje, jakie dostała, to czytać tekst, 

który pojawia się na ekranie przed nią.

background image

Nikt tego wtedy nie  wiedział, ale  dała  z siebie  wszystko.  Nigh wykonała  świetną 

robotę, czytając, poza tym robiła niezłe zdjęcia. Następnego dnia dostała prawdziwą pracę.

Miesiąc   później   usłyszała,   że   grupa   dziennikarzy   jedzie   do   Egiptu,   by   nakręcić 

reportaż o turystach, których autobus został ostrzelany. Poprosiła o dołączenie jej do ekipy.

Zagraniczny korespondent - stwierdził Jace.

Tak. Przez ostatnie osiem lat nie pozostawałam w jednym miejscu dłużej niż cztery 

dni. Mieszkałam w samolotach i hotelach. - Wyjrzała przez okno i zamilkła.

Ale teraz wróciłaś do domu. Na dobre? - zapytał po chwili Jace.

Nie wiem. Jestem zmęczona, widziałam zbyt dużo krwi i okropieństw na świecie. - 

Wzięła głęboki oddech. - Jedenaście miesięcy temu byłam w Iraku, a mój kamerzysta, Steve, 

stanął   na   minie   i   wyleciał   w   powietrze.   Znajdował   się   kilka   metrów   dalej,   kręcąc   moją 

rozmowę z jakąś kobietą i dziećmi. Był ze mną tłumacz, a ja pytałam o horror ich życia. 

Byłam bliska płaczu, słysząc, co opowiadają. W następnej chwili usłyszałam wybuch i nagle 

wszędzie   była   krew   i   odłamki.   Mój   kamerzysta,   człowiek,   którego   naprawdę   lubiłam, 

mężczyzna mający żonę i dzieci. Jego ciało eksplodowało na nas, a kamera rozprysła się na 

tysiąc kawałków. Wiele dzieci, z którymi rozmawiałam, było poważnie rannych. Ja również, 

ale głównie byłam w szoku.

Jace wziął ją za rękę.

- Nie   pamiętam   wiele   z   tego,   co   się   działo   później.   Przybyli   medycy   i   zajęli   się 

dziećmi.

- A ty?

- Wywieziono mnie gdzieś, podano pigułki i powiedziano, że jeśli chcę pogadać, to 

oni chętnie wysłuchają.

- Porozmawiałaś?

- Nie. Nie mogłam mówić, bo nie wiedziałam, co miałabym powiedzieć. Chciałam 

pomóc   światu,   ale   nie   jestem   odporna   na   śmierć   i   niebezpieczeństwo.   Nie   potrafię   się 

odizolować od lego, co widzę.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno.

- Myślałam, że jestem kimś, kto może walczyć, ale wygląda na to, że jestem tchórzem.

- Dla mnie nie wyglądasz na tchórza. To, co przytrafiło się tobie, mogło spowodować 

traumę u każdego.

Nic znasz tych ludzi. Prawdziwi dziennikarze, kiedy im się coś takiego przydarza, 

łykają kilka szklaneczek szkockiej i wracają na miejsce zdarzenia.

- Ale ty nie mogłaś.

background image

- Nie. Zrobiłam niewiele reportaży od tamtego czasu, wycofywałam się coraz bardziej. 

Myślałam, że może mogłabym...

- Co?

- Napisać   o   tym,   co   widziałam,   o   ludziach,   których   spotkałam,   co   słyszałam   i 

widziałam. Wróciłam do domu, by się uspokoić i pomyśleć, co chcę zrobić z resztą swojego 

życia.

- I pomyślałaś, że twoje małe miasteczko zostało najechane przez wielkiego, złego 

Amerykanina.

Uśmiechnęła się.

- Obawiam się, że tak. Przepraszam. Nawykłam słuchać dwóch zdań informacji i w 

ciągu   sześciu   minut   zmieniać   je   w   fascynujące   historie.   Nie   powiem   ci,   ile   reportaży 

napisałam podczas lotu helikopterem.

- Podjęłaś już jakieś decyzje?

- Skręć tutaj. Jak dotąd nie. Mój pomysł na samotnie spędzanie dni na spacerach i 

rozmyślaniu został zniweczony przez ducha i Amerykanina, który ma więcej tajemnic niż 

Środkowy Wschód.

- Małych   sekretów.   Osobistych.   Nieistotnych   dla   nikogo,   poza   mną.   Nie   tak 

poruszających jak twoje i twoje życie.

- Tutaj - powiedziała Nigh, wskazując na wjazd do Tolben Hall. Jace wjechał na długi 

podjazd,   a   ich   oczom   ukazał   się   dom.   Był   cudowny.   Ogromny   wiktoriański   dom   z 

wieżyczkami na jednym końcu i spadzistym dachem, dużym gankiem z huśtawką i kilkoma 

okrągłymi oknami.

- Chyba rozumiem, czemu Longstreet kupił to zamiast Priory House.

- No i znów - powiedziała Nigh. - Nienawidzisz swojego domu. Uważasz, że jest 

okropny, ale zapłaciłeś za niego ogromne pieniądze. Dlaczego?

- Nie mówiłem ci, że jestem masochistą?

- Świetnie! Jace śmiał się, wysiadając z samochodu i otwierając bagażnik, by wyjąć 

walizki.

- Zamelduję   nas   -   powiedziała   Nigh   i   wbiegła   po   schodach.   Kilka   minut   później 

wszedł Jace, niosąc dwie walizki. Nigh rozmawiała z niską, chudą, siwowłosą kobietą, która 

przedstawiła się jako pani Fenney.

- Mówiłam właśnie pani Smythe, że mają państwo cały dom dla siebie. Zwykle w 

weekendy mamy pełno ludzi, ale w tygodniu nie jesteśmy tak obłożeni. Jak długo państwo 

zostaną? - Spojrzała na Jace'a.

background image

- Trzy dni - odrzekł.

- W porządku. Pokażę państwu pokoje. Poszli za nią schodami do długiego korytarza z 

kilkoma drzwiami. Kobieta otworzyła jedne do całkiem dużego, ładnego pokoju urządzonego 

w różowo - zielonym perkalu.

- Jest mój - powiedziała Nigh.

- To nasz najpiękniejszy pokój - powiedziała z dumą pani Fenney. - A teraz pan - 

odrzekła, a Jace podążył za nią.

Nigh podeszła do okna i podziwiała okolicę pełną drzew, które należały do hotelu, i 

nie  mogła  się  doczekać,  by pospacerować  pomiędzy  nimi.   Tak  naprawdę  chciała  poznać 

miasto i każdy sklep.

Oparła   głowę   o   chłodną   szybę   i   pomyślała   o   tym,   co   powiedziała   Jace'owi   w 

samochodzie. Kiedy powróciła z tego koszmaru, gdzie widziała śmierć z tak bliska, świetnie 

grała, nie mówiąc nikomu, jak bardzo to na nią wpłynęło. Wyszła ze szpitala z niemal stoma 

szwami, ale poza kilkoma łzami nie dała nikomu poznać swojego bólu.

Pojechała nawet do żony Steve'a i rozmawiała z nią. Kobieta płakała, ale ona nie. 

Pomyślała,   że   jeśli   zacznie   płakać,   nigdy   nie   przestanie.   Steve   był   świetnym   facetem, 

zabawnym, umiejącym zawsze znaleźć jasną stronę życia. Nigdy nie był pesymistą; nigdy nie 

tracił nadziei. Był przekonany, że robi coś dobrego dla świata i że nigdy nie pozwoli innym 

ludziom zapomnieć lego.

Nigh   nie   płakała   przez   siedem   miesięcy,   ale   pewnego   dnia   nie   mogła   się   już 

powstrzymać. Reklamy telewizyjne, śmiejące się dzieci, staruszkowie patrzący na siebie z 

miłością, wszystko wywoływało płacz. Cokolwiek zrobiła, słyszała, widziała czy pomyślała, 

wywoływało płacz.

Jej wydawca był jedyną osobą, która widziała jej załamanie.

- Zastanawiałem się, kiedy nadejdzie przesilenie. Chcę, byś wzięła trochę wolnego i 

pomyślała o tej robocie. Niektórzy ludzie są do niej stworzeni, inni nie. Opierając się na 

swoim czterdziestoletnim doświadczeniu w tym biznesie, powiedziałbym, że powinnaś się 

wycofać. Ale to tylko moje zdanie.

- Mam pewne zobowiązania.

- Tak,   wykonaj   je,   a   potem   jedź   do   domu,   do   tego   miejsca,   z   którego   wszyscy 

pochodzicie. Jakiegoś miasteczka, gdzie każdy cię zna.

- Margate - wyszeptała Nigh.

- Tak. Marwell lub cokolwiek. Jedź tam i pomyśl, co chcesz zrobić z latami, które ci 

pozostały. Zadzwoń do mnie, kiedy zdecydujesz.

background image

Nigh pokiwała głową i odwróciła się do wyjścia, ale zatrzymał ją.

- Smythe? - Odwróciła się do niego. - Jesteś szczęściarą. Masz serce i czujesz. A poza 

tym umiesz pisać. Wykorzystaj to.

Rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę   -   powiedziała   i   zobaczyła   Jace'a   stojącego   w   drzwiach.   Patrzył   na   nią 

uważnie.

- Wszystko w porządku?

- Doskonałym. Tylko lekka huśtawka nastrojów. I jak twój pokój?

- Ciemnoniebieski, mahoniowe łóżko - pokój gentelmana. Zapytałem panią Fenney o 

Longstreetów. Okazało się, że ma na strychu kilka pudeł starych papierów i jutro będziemy 

mogli je przejrzeć.

- Świetnie - powiedziała Nigh, odchodząc od okna i wycierając łzy.

- Hej - odezwał się Jace i położył rękę na jej ramieniu. - Nie wyglądasz za dobrze.

- Wszystko w porządku. Po prostu za dużo myślałam. Lepiej, gdy jestem zajęta i nie 

myślę.

- Co powiesz na kolację? Podobno w mieście jest świetna restauracja.

- Nie, myślę, że... Jace przeniósł dłoń z ramienia pod jej brodę i uniósł jej twarz do 

swojej.

- Wiem, jak  się czujesz  - powiedział  delikatnie.  - Wiem, co znaczy stracić  kogoś 

bliskiego i być „zjadanym” za życia przez pytania „dlaczego”. Czemu to się stało? Jaki był 

tego sens? Wiem...

Przerwał, pochylił się i złożył usta na jej, w długim, delikatnym pocałunku, takim, 

który przeszył ją do szpiku kości. Gwałtownie oderwał się od niej i cofnął.

- Nie miałem zamiaru robić tego.

- W porządku - powiedziała. - To dobrze kogoś pocałować. Dla mnie w porządku...

- Nie - powiedział Jace. - Miałem na myśli, że nie miałem zamiaru tego robić.

Nigh była zagubiona.

- Już to mówiłeś. Przesunął dłonią po twarzy.

- Słuchaj, oboje wiemy, że jesteśmy dla siebie atrakcyjni. Od pierwszej chwili, kiedy 

cię zobaczyłem, pociły mi się dłonie. Powinienem być wściekły na ciebie za to, co zrobiłaś. 

Powinienem cię pozwać, a co zrobiłem? Usiadłem i wypiłem z tobą herbatę. A od tamtej 

chwili nie spędziłem więcej niż dziesięć minut z dala od ciebie - a nie chciałem tego. Nie 

chodzi o to czy chciałem cię pocałować, przytulić czy objąć, ale mówię ci, że nic miałem 

zamiaru.

background image

Była   tak   zaskoczona,   że   jedyne,   co   mogła   zrobić,   to   mrugać   powiekami.   Z   jego 

zachowania w stosunku do niej zaczęła wnioskować, że jest gejem, ale...

- Więc kto mnie pocałował? - zapytała po chwili.

- Spocone dłonie - odpowiedział.

- A jak to rozróżniasz? Jace chciał już coś powiedzieć, ale zamiast tego przyciągnął ją 

do siebie i pocałował z pasją, jaką czuł od chwili, kiedy spotkał ją po raz pierwszy. Jego ręce 

przesuwały się po jej plecach, do szyi, włosów i znów w dół, językiem dotykał jej.

Odsunął się od niej równie gwałtownie, jak ją do siebie przyciągnął, a potem przez 

chwilę oboje stali, drżąc, patrząc na siebie i ciężko oddychając.

- A to chciałeś zrobić?

- Tak. - Postąpił krok w jej stronę, ale zatrzymał się. W następnej chwili był już przy 

drzwiach. - Słuchaj Nigh, mam pewne rzeczy...

- Nie mów tego znowu. Masz swoje cele w życiu. Ja też. W tej chwili chcę wziąć 

kąpiel. Spotkamy się za godzinę na dole. Zjemy kolację bez alkoholu, a przynajmniej ja nie 

będę pić.

Jace pokiwał głową, ale nie powiedział nic i wyszedł. Kiedy została sama, pomyślała, 

że powinna być zła na niego. Powinna powiedzieć mu, co myśli o jego „tak” i „nie”, gorącym 

i zimnym zachowaniu w stosunku do niej. Zamiast tego zaczęła tańczyć po pokoju; mrucząc 

słowa do „Przetańczyć całą noc”.

Niemal  pół   godziny  spędziła,  mocząc   się  w   wannie,  cały  czas  się   uśmiechając,   a 

kolejne pół na nakładaniu makijażu i ubieraniu się w czarną koktajlową sukienkę, czarne 

pończochy i szpilki.

Kiedy   zeszła   na   dół,   miała   gotowy   faks   do   Ralpha,   właściciela   gazety,   która 

spowodowała tyle problemów. Prosiła go o wydrukowanie sprostowania mówiącego, że nie 

będzie   żadnego   Centrum   Duchów,   że   wszystko   to   było   nieporozumieniem.   Nie   będzie 

żadnych miejsc pracy. Priory House było prywatną posiadłością i taką pozostanie.

Pokazała to Jace'owi, a on pobiegł znaleźć panią Fenney i fax. Dziesięć minut później 

wrócił, wziął Nigh pod ramię i powiedział:

- Zrobione.

Oboje roześmieli się z ulgą.

background image

ROZDZIAŁ 13

Pojechali do miasta do restauracji. Nie rozmawiali o Longstreetach ani o Stuartach, a 

jedynie o sobie. Jace chciał usłyszeć więcej o tym, co robiła Nigh w swoim życiu i gdzie była. 

Ona chciała usłyszeć coś o nim. Szybko się zorientowała, że mówi i odpowiada na pytania tak 

długo, jak nie dotyczą jego niedawnej historii. Była w stanie wyciągnąć od niego wszystko o 

nim do około sześciu lat wstecz. Późniejszy okres zbywał milczeniem.

Zgodnie z obietnicą Nigh wypiła tylko pół kieliszka wina. Po kolacji wrócili do hotelu 

i poszli do swoich pokoi. Nie było żadnych pocałunków, trzymania za ręce, skrępowania. Ale 

kiedy Nigh zamknęła drzwi, oparła się o nie na chwilę i zamknęła oczy. Nie zdarza się to 

często, ale czasem spotykasz mężczyznę, z którym możesz rozmawiać, śmiać się, droczyć i... 

może ...może pokochać.

Poszła do łóżka z uśmiechem na ustach.

Następnego ranka spotkała Jace'a na śniadaniu o 8.00 rano i nie była zaskoczona, że 

zamawia „smażeninę”.

- Niewiele osób już to zamawia - powiedziała pani Fenney, tnąc smażone pomidory na 

podgrzewany talerz Jace'a. - Myślę, że to wstyd. Mój mąż jadał smażeninę każdego ranka 

przez czterdzieści lat i nigdy mu nie zaszkodziła.

Nigh oparła się o stół i wyszeptała:

- Ale nie ma go tu teraz, prawda? To żarcie cię zabije.

- Nic na to nie poradzę - odparł Jace. - Pani Browne sprowadziła mnie na złą drogę - 

dodał i wgryzł się w krwistą kiełbaskę.

Po śniadaniu poszli do miasta.

- Podoba mi się to miasteczko - powiedziała. - Bardziej niż Margate.

- Wydawało mi się, że kochasz Margate.

- Zbyt wiele tam o mnie wiedzą.

- Jak na przykład gdzie jest twoje znamię?

- Albo   kiedy   zmarli   moi   rodzice,   co   robiłam,   widziałam   i   kogo   znam.   Myślę,   że 

byłoby miłe przenieść się gdzieś i zacząć wszystko od nowa. Czysta, świeża.

- A co z twoją pracą?

- Może będę pisać kryminały, sprzedawać je Amerykanom i zarabiać miliony.

- Obok jest kościół i wydaje mi się, że tam idzie pastor. Chodź, złapiemy go.

- Ty idź. Dzień jest zbyt piękny, by chować się wewnątrz. Chyba zostanę tutaj.

- Spotkamy się niedługo. Pomachała mu ręką.

background image

- Idź. Będę w pobliżu. Uśmiechnął się do niej i pospieszył do kościoła. Poszła za nim 

wolniejszym   krokiem,   rozglądając   się   po   okolicy.   To,   co   powiedziała   Jace'owi   na   temat 

zaczynania od nowa, czysta i świeża, przyszło jej do głowy równocześnie z wypowiadanymi 

słowami, ale spodobał jej się ten pomysł. Nie dorastała z ambicjami zostania dziennikarką. 

Tak się po prostu ułożyło. Z drugiej strony powiedziano jej, że jest w tym dobra, więc może 

chciała to robić. Jedyne pytanie, jakie się pojawiało, to, czy będzie dziennikarką, zrobi jakąś 

różnicę na świecie?

Kościół   był   otoczony   żelaznym   ogrodzeniem,   starym   i   w   kilku   miejscach 

zardzewiałym. Po lewej stronie był cmentarz. Wiedziała, że powinna pójść tam i spojrzeć na 

grób Danny'ego Longstreeta, ale nie chciała widzieć żadnych nagrobków. W tej chwili nie 

miała ochoty myśleć o śmierci.

Po prawej stronie zauważyła cudowny zakątek z kwiatami i ładną, drewnianą ławką. 

Usiadła na niej i przyjrzała się kamiennym rzeźbom przed kościołem. Zamknęła oczy i omal 

nie usnęła. Ocknęła się na jakiś dźwięk.

Młody mężczyzna ubrany w strój do jazdy konnej przechodził obok niej, ewidentnie 

próbując być cicho, ale nadepnął na gałązkę.

- Próbowałem - powiedział - ale nie udało się. Spojrzał na nią uważnie.

- Czy ja pani skądś nie znam?

- Nie - odpowiedziała, przyglądając mu się. Wyglądał trochę jak Jerry Longstreet, 

tylko bardziej przystojny i wyrafinowany, nie taki... och, Boże jej system klasowy jest taki 

stały. Ten młodzieniec wyglądał na człowieka o wyższej klasie niż Jerry. - Nie nazywa się 

pan przypadkiem Longstreet?

Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

- Albo jest pani jasnowidzem, albo daleką kuzynką. Uśmiechnęła się.

- Ani to, ani to. Jestem asystentką pewnego mężczyzny, który kupił dom w Margate. 

To...

- Priory House.

- Tak. Zna go pan?

- Tylko kiedy dotyczy moich przodków. W latach siedemdziesiątych dziewiętnastego 

wieku Hugh Longstreet chciał go kupić.

- Tak bardzo, że próbował przeforsować małżeństwo pomiędzy swoim synem a córką 

właściciela Priory House - powiedziała, testując go, jak wiele wie.

- Z   tego,   co   mi   powiedziano,   „przeforsowanie”   nie   jest   właściwym   słowem. 

Słyszałem, że był to związek z miłości.

background image

Nigh wyprostowała się na ławce.

- Też o tym słyszałam, ale jakie były pana źródła? - Nie mogła powiedzieć mu, że jej 

to dwa duchy.

Uśmiechnął się do niej zaraźliwym uśmiechem.

- Byłoby to zdradzaniem rodzinnych sekretów, czyż nie? Nigh zerknęła na główne 

wejście kościoła, ale nie było widać Jace'a.

- Jest pan zajęty? Z przyjemnością zadałabym panu kilka pytań.

- Zachowuje się pani jak reporter - powiedział, siadając obok niej.

- Winna - odwróciła do niego twarz. - Z przyjemnością usłyszałabym wszystko, co 

wie pan o Dannym Longstreetcie, jego ojcu i Priory House, i wszystkim, co mógłby mi pan 

powiedzieć. Jestem Nigh Smythe.

- A Nigh jest skrótem od...

- Nightingale - powiedziała i jak zwykle poczuła się trochę zakłopotana tym imieniem.

- Jak Ann Nightingale Stuart? - zapytał delikatnie. - Jest pani z nią spokrewniona?

- Moja matka mówiła, że tak, ale nie wiem w jaki sposób. Moja mama pochodziła z 

Yorkshire.

- Ależ to możliwe. Nie wie pani, że ojciec Ann sprzedał Priory House po tym, jak 

Ann... zmarła, przeniósł się na północ i ponownie ożenił? Myślę, że to mogło być Yorkshire, 

ale nie jestem pewien. Podejrzewam, że miał więcej dzieci, jako że jego druga żona była 

całkiem młoda.

Nigh   zamrugała   powiekami   zaskoczona.   Nigdy   nie   interesowała   się   zbytnio 

genealogią, więc też nie pytała matki o dziadków. Zmarli, gdy Nigh miała trzy lata, więc nie 

pamiętała ich. Fakt, że jej powiązania ze Stuartami mogły być prawdziwe, był interesujący.

- Myślę,   że   to   byłby   zbyt   szczególny   przypadek,   aby   potomek   Arthura   Stuarta   z 

drugiego małżeństwa skończył w takim małym miasteczku jak Margate.

- Chyba że udał się tam w jakimś konkretnym celu - powiedział. - Czy pani matka 

interesowała się historią rodziny? Może pojechała do Margate, by trochę poszukać.

- To   wysoce   prawdopodobne   -   przyznała   Nigh   i   poczuła   falę   winy  przepływającą 

przez jej umysł. Jej matka była bardzo zainteresowana historią rodziny, w przeciwieństwie do 

córki.   Tak   naprawdę   Nigh   pamiętała   tylko   narzekanie   i   przeszkadzanie,   kiedy   matka 

wyciągała „pudło staroci”, jak nazywali to Nigh i jej ojciec.

Ponownie zwróciła uwagę na mężczyznę obok. Reporter powinien koncentrować się 

raczej na osobie, z którą rozmawia, niż na sobie.

- Zatrzymałam się w Tolben Hall.

background image

- Piękne, prawda? Hugh kupił dom po śmierci Ann, ale nie żył dość długo, by się nim 

nacieszyć.

- Dlaczego Hugh Longstreet tak pragnął Priory House?

- To było marzenie  jego życia. Tak naprawdę to napędzało jego życie.  Pragnienie 

zdobycia Priory House spowodowało, że stał się milionerem. - Uśmiechnął się do niej. - 

Chyba panią zanudzam.

- Nie, absolutnie nie - odpowiedziała szczerze.

- Czy   to   pani   młody   znajomy?   Obróciwszy   się,   ujrzała   Jace'a   stojącego   w   progu 

kościoła i rozmawiającego z pastorem. Pomachała do niego ręką, na co kiwnął głową, po 

czym zwróciła się ponownie do swojego nowego znajomego.

- Czemu ten dom był marzeniem życia Hugh?

- Jego matka była tam gosposią. Mówiono, że... nie, zanudzam panią.

- Przysięgam, że nie.

- To   głupia   historia,   trochę   jak   z   Dickensa.   Kiedy  Hugh   był   młodym   mężczyzną, 

odkrył, że jego matka jest kimś znacznie więcej niż gosposią dla właściciela Priory House. 

Istniała możliwość, a nawet prawdopodobieństwo, że właściciel był jego ojcem. Powiadano 

również,   że  w  chwili,  kiedy Hugh   to odkrył,  ukradł  połowę  sreber  Stuartów  i uciekł  do 

Ameryki. Mówiono mi, że Hugh poświęcił życie jednej sprawie - objęciu w posiadanie Priory 

House.

- Ale Arthur nie sprzedałby mu domu.

- Zgadza się. Arthur był małym chłopcem, kiedy Hugh tam mieszkał, a Hugh miał... 

powiedzmy, że był niemiły dla niego.

- Dręczył go niemiłosiernie, tak?

- Bez przerwy - potwierdził mężczyzna, uśmiechając się. Więc Arthur chciał się na 

nim odegrać. Poza tym Arthur był złym i zgorzkniałym człowiekiem. Jego ojciec kazał mu się 

ożenić dla pieniędzy, ale on ożenił się z miłości z biedną córką pastora. Zmarła niecały rok 

później.

- Rodząc Ann - dodała Nigh.

- Tak. Arthur nie mógł znieść widoku córki.

- Trzymał ją zamkniętą, kiedy była mała tak, że mieszkańcy miasteczka myśleli, że 

jest kaleką.

- Właśnie.

- A potem pojawił się Hugh ze swoim synem i zawarli umowę.

- Umowa poprzedzona była miesiącami negocjacji. Arthur zamierzał nadal mieszkać 

background image

w Priory House, ale Hugh nie obchodziło, kto tam będzie mieszkał. Chciał po prostu być 

właścicielem domu, który powinien należeć do niego z urodzenia, ponieważ był starszym 

bratem Arthura.

- A co z Dannym i Ann?

- Ach - powiedział mężczyzna,  szerzej  się uśmiechając.  - Czasem na tym  świecie 

zdarzają się prawdziwe cuda. Na pierwszy rzut oka nie było bardziej niedopasowanych ludzi 

niż Ann Stuart i Danny Longstreet. Ona była subtelna i pełna gracji, a on...

- Dziki i ogarnięty żądzą. Jego potomek mieszka w Margane i znam go dobrze.

- Naprawdę? - spytał młody mężczyzna z zainteresowaniem. - Musi być potomkiem...

- Dziecka Danny'ego z nieprawego łoża.

- Ach tak, tego - powiedział, chowając na chwilę głowę w ramionach. - Danny był 

bogaty i przystojny, a kobiety, stare i młode go uwielbiały.

Nigh roześmiała się.

- Zupełnie jak Jerry, tylko może Danny był trochę mądrzejszy.

- Nie był głupi, jeśli o to pani chodzi - rzekł oschle mężczyzna.

- Przepraszam. Nie chciałam nikogo obrazić.

- To   ja   powinienem   przeprosić.   Matka   Danny'ego   pochodziła   ze   zubożałej,   ale 

wyższej klasy, bostońskiej rodziny, a jego ojciec był w połowie arystokratą z matką z klasy 

pracującej.   Danny   miał   sporo   różnej   krwi   w   żyłach,   a   Ann   wyciągnęła   z   niego   to,   co 

najlepsze. Kiedy ich ojcowie spierali się miesiącami, do kogo należy dany mebel, Danny i 

Ann mogli być razem. Ponieważ ich znajomość świata nie zazębiała się w żadnym punkcie, 

więc nie było między nimi rywalizacji. Ona uczyła go poezji i nazw kwiatów, a on uczył ją... 

- Na moment zamknął oczy w zadumie.

- Fizyczności i seksu - roześmiała się Nigh. Mężczyzna odwrócił się do niej z twarzą 

pełną złości.

- Proszę tak nie mówić! Danny szanował Ann. Nigdy jej nie dotknął poza kilkoma 

niewinnymi pocałunkami.

Nigh wyprostowała się, odsuwając się trochę od młodego mężczyzny. Cieszyła się, że 

jest środek dnia, miejsce publiczne, a w pobliżu Jace. Spojrzała przez ramię. Nie rozmawiał 

już z pastorem, ale wciąż stał tam oparty o ścianę i obserwował ją. Pomyślała o przywołaniu 

go, ale obawiała się, że nowo poznany mężczyzna przestanie opowiadać o Dannym i Ann. 

Była zadowolona jednak, że Jace stoi blisko. Zwróciła się znów do młodzieńca.

- Przepraszam. Obawiam się, że mieszam naszą niską moralność z ich wysoką.

- Nie, to ja znów powinienem przeprosić. Miałem wiele czasu, by o tym rozmyślać, a 

background image

niesprawiedliwość tego wciąż wzbudza we mnie złość.

- Zgadzam się. Ja... my sądzimy, że Ann nie zabiła się.

- Oczywiście,   że   nie.   Była   zakochana   w   Dannym,   a   on   w   niej.   Pragnęli   tego 

małżeństwa.

- Więc kto ją zabił?

- Moim zdaniem dziewczyna z miasteczka.

- Ach. Matka dziecka Danny'ego. Młody mężczyzna wykrzywił twarz.

- Zbyt dużo dżinu, piosenek, zbyt dużo miłości do kobiety, której nie mógł tknąć. 

Wypadek. Wynik był opłakany.

- I myśli pan, że ona zabiła Ann.

- Tak. Nie było dowodu, ale kuzynka Catherine powiedziała, że na podłodze w pokoju 

Ann znaleziono okruszki cukierków. Kobieta z miasteczka pracowała w fabryce cukierków.

- Jakież to okropne. Biedna Ann. Uwierzono, że popełniła samobójstwo i pochowano 

ją poza poświęconą ziemią.

- Tak. - Jego usta zacisnęły się w wąską linię. - Nikt nie mógł uwierzyć, że kobieta 

taka jak Ann mogła pokochać amerykańskiego drania, jak Danny Longstreet. Nikt nawet nie 

podważał tego, że zabiła się, by nie wyjść za niego za mąż.

- Biedny Danny. Wie pan, co się z nim stało?

- Przez tydzień pił, a potem wraz z ojcem wyjechał z Margate i nigdy nie wrócił.

- Ale płacił na dziecko - powiedziała Nigh. - I pozwolił mu nosić swoje nazwisko. - 

Odwróciwszy się, zerknęła ponownie na Jace'a, który nadal  stał, opierając się o ścianę  i 

obserwował ją bardzo intensywnie. Czyżby był, w jakiś dziwny sposób, zazdrosny, że ona 

rozmawia z innym mężczyzną? Czemu nie podchodzi, by się przedstawić?

Nigh spojrzała na mężczyznę siedzącego obok niej.

- Nie dosłyszałam pana imienia. Młody człowiek gwałtownie wstał.

- Pani towarzysz staje się niecierpliwy, a ja muszę już iść. Wie pani, że jest trochę 

podobna do Ann?

- Skąd pan to może wiedzieć? Wydawało mi się, że wszystkie jej portrety zostały 

zniszczone przez jej ojca.

- Danny miał jeden i ten pozostał z nim.

- Czy jest w pana domu? Ma go pan tutaj? Bardzo bym chciała go zobaczyć.

- Proszę poszukać w Tolben Hall. Zobaczy go pani. - Spojrzał ponad ramieniem Nigh. 

- Nadchodzi pastor. Muszę już iść.

Nigh zerknęła za siebie i zobaczyła, że pastor znów stoi z Jace'em, z rękoma pełnymi 

background image

papierów i  patrzy na  nią. Podniosła  do niego rękę,  po czym  odwróciła  się,  ale młodego 

mężczyzny już nie było. Cholera! Chciała, aby poznał Jace'a, by mogli wymienić informacje. 

Pobiegła do furtki, ale nie zobaczyła go. Rozejrzała się po ulicy, nigdzie go nie było.

Wzruszywszy ramionami, podeszła do Jace'a i pastora.

- Pani musi być panną Smythe - odezwał się pastor. - Nazywam się Innis. Powiedziano 

mi, że poszukują państwo ludzi, którzy byli właścicielami Tolben Hall.

- Tak - powiedziała Nigh, uśmiechając się i kręcąc głową. - Właśnie spotkałam - Au! - 

zawołała, kiedy palce Jace'a chwyciły ją za ramię.

- Kostka - powiedział Jace, kiedy pastor spojrzał zmieszany jej okrzykiem. - Ojciec 

Innis mówił mi, że żadni Longstreetowie tu nie mieszkali. Danny i jego ojciec przybyli tu, 

kupili Tolben Hall, a potem obaj zmarli bezpotomnie.

- Ale ja właśnie...

- Bardzo dziękuję ojcu za wszystko - powiedział Jace głośno, przerywając Nigh. - 

Kopie bardzo nam pomogą, jestem tego pewien.

- Tak jak panu mówiłem, większość z tego, co zostało, znajduje się w Tolben Hall.

- Tak, pani Fenney powiedziała, że wydobyła pudło z papierami i będziemy je mogli 

przejrzeć  po lunchu.  A   przy okazji,  zastanawiałem   się, czy jest   tu gdzieś  miejsce,  gdzie 

moglibyśmy kupić dania na wynos. Wrócimy do Tolben Hall, by zjeść.

Nigh nie mówiła nic na plany czynione przez Jace'a bez konsultacji z nią. Palce na jej 

ramieniu i niegrzeczne zachowanie dały jej do zrozumienia, że Jace nie chce, by wspominała 

o   spotkaniu   z   młodym   człowiekiem.   To   był   Longstreet,   ale   pastor   mówił,   że   żadni 

Longstreetowie tu nie mieszkali. Z drugiej strony młody człowiek uciekł, jak tylko zobaczył 

pastora. Co się, do cholery, działo?

Słuchała nieuważnie wskazówek, jakie pastor dawał Jace'owi co do kilku sklepów, 

gdzie mogli kupić jedzenie na wynos.

Jak tylko znaleźli się poza zasięgiem uszu pastora, odwróciła się do niego.

- A co to było? Czemu mi przerwałeś?

- Nie chciałem, abyś mówiła pastorowi o człowieku, z którym rozmawiałaś.

- Ale dlaczego? Ach, rozumiem. Tajemnica. Zachowanie lego, co robimy dla siebie. 

Tego typu sprawy.

- Tego   typu   -   zgodził   się,   nie   patrząc   jej   w   oczy.   Kilka   minut   później   szli   przez 

miasteczko, zatrzymując się w kilku sklepach i kupując owoce i ciasto z kurczakiem oraz 

butelkę soku. Kupili również mały kawałek ciasta czekoladowego ze śmietaną.

- Utyjemy - powiedziała Nigh, uśmiechając się i czując dobrze, ponieważ miała wiele 

background image

informacji do przekazania.

- Myślę, że będziemy potrzebować czekolady - powiedział. - Endorfiny. Będziemy ich 

potrzebować. Chyba kupię butelkę wina, a może dwie, trzy. Może whisky. Lubisz?

- Nie,   za   mocna   dla   mnie.   Co   się   z   tobą   dzieje?   Wiem,   że   jesteś   najbardziej 

humorzastą osobą na świecie, ale...

- Humorzastą? Nie jestem humorzasty!

- Nie?   Więc   powiedz   mi,   czemu   kupiłeś   Priory   House.   Otworzył   usta,   by   coś 

powiedzieć... i zamknął je.

- A co powiesz na dżin? Lubisz dżin?

- Dlaczego próbujesz mnie upić? - Spojrzała na niego znacząco.

- Nie z tego powodu. Chcę cię tylko uspokoić.

- Uspokoić, po czym?

- Po niczym. Zapomnij, że to mówiłem. - Podał kartę kredytową sprzedawcy. - A więc 

z kim rozmawiałaś przed kościołem?

- Z bardzo miłym, młodym człowiekiem. Byłeś niegrzeczny. Czemu nie przyszedłeś, 

by się przedstawić?

- Nie chciałem ci przeszkadzać. Kto to był? Poczekała, aż znów znajdą się na zewnątrz 

i powiedziała:

- Longstreet. Jest przodkiem Danny'ego Longstreeta i mieszka niedaleko.

- Czyż pastor nie powiedział, że żadni Longstreetowie nie mieszkali w mieście?

- Tak i pomyślałam, że to dziwne. Jeszcze dziwniejsze było to, że kiedy ten młody 

człowiek zobaczył pastora, uciekł. Tak, jakby się go obawiał.

- Albo święconej wody - wymruczał Jace.

- Słucham?

- Nic. O czym rozmawialiście? Szli drogą w kierunku Tolben Hall. Jace niósł cięższe 

torby a Nigh lżejszą.

- O   seksie.   Jace   nie   uśmiechnął   się,   ale   trzymał   głowę   spuszczoną,   jakby   słuchał 

uważnie każdego słowa.

- O czym jeszcze? A o seksie w jakim kontekście?

- Termin użyty to „brudny, szalony seks”.

- Co jeszcze? - zapytał Jace uroczyście. Najwyraźniej nie była w stanie wzbudzić w 

nim zazdrości, więc się poddała. Przeszli prawie milę do B i B, a Nigh cały czas mówiła, 

opowiadając Jace'owi wszystko, co tylko pamiętała.

- Ale nie udało ci się dowiedzieć, jak się nazywa?

background image

- Chciałam, ale byłam  tak zafascynowana tym,  co mówił, że zapomniałam spytać. 

Spytałam, czy pochodził z Longstreetów, a on powiedział, że tak. Jestem pewna, że jeśli 

wrzucimy to do Internetu, znajdziemy jego adres.

- Myślę, że wiem, gdzie on mieszka.

- A niby skąd?

- To jest w papierach, które dostałem od pastora. Skopiował dla mnie pewne rejestry, 

w których odnotowywano zgony.

- A co to ma wspólnego z tym młodym mężczyzną?

- On, hm - Jace przerwał, nie odpowiadając jej na pytanie. - Biedny Danny Longstreet. 

Założę się, że próbował powiedzieć ludziom, że Ann została  zamordowana, ale co mógł 

zrobić? Powiedzieć im, że osobą, która zabiła Ann, była matka jego dziecka?

- Racja - przyznała Nigh. - Gdyby posłał ją na szubienicę, co stałoby się z dzieckiem? 

Gdyby Danny przygarnął dziecko, mógłby znaleźć się w podobnej sytuacji jak ojciec Ann. 

Dziecko przypominałoby mu o śmierci Ann.

- Nie było dobrego rozwiązania - powiedział Jace.

- Biedna   dziewica   Ann   i   nieszczęśliwy   Danny.   Wszystko   dlatego,   że   jednej   nocy 

Danny się upił.

- Sądzę, że wszyscy poza Ann byli winni. Ona była jedyną naprawdę niewinną osobą 

w tym wszystkim.

Widzieli już Tolben Hall pomiędzy drzewami.

- Więc ten Longstreet powiedział, że wyglądasz jak Ann?

- Tak, i że gdzieś w Tolben Hall jest jej podobizna. Jace jęknął.

- Ukryta pod podłogą w szafie? Usuń buty, weź śrubokręt? Nigh spojrzała na niego 

ciekawie, a kiedy odwrócił głowę, zaciekawiła się jeszcze bardziej.

- Mam   nadzieję,   że   wisi   na   ścianie.   Widziałam   wokół   wiele   małych   podobizn   z 

czasów wiktoriańskich.

- Tak, jest tutaj wiele rzeczy z tych czasów - powiedział. - Rzeczy i ludzi.

background image

ROZDZIAŁ 14

- Nie wierzę - powiedziała Nigh, patrząc na niego. Siedzieli w jej sypialni w Tolben 

Hall i rozkładali na małym stoliku zawartość pudełka, które pani Fenney im wypożyczyła. 

Nie było w nim wiele, jedynie kilka listów służbowych Hugh Longstreeta i księga kosztów 

domu za jeden rok. Żadnych osobistych papierów, żadnych wzruszających listów miłosnych 

od Ann do Danny'ego.

Jedyna rzecz godna zainteresowania znajdowała się na samym dnie pudła. Było to 

zdjęcie młodego mężczyzny, opierającego się o drzewo, i patrzącego na obiektyw tak, jakby 

uważał, że cały świat jest stworzony dla jego przyjemności.

- To on - powiedziała Nigh, podnosząc zdjęcie. - To znaczy, to nie on, wiem, że to 

musi   być   Danny,   ale   to   jest   idealna   kopia   człowieka,   z   którym   dzisiaj   rozmawiałam. 

Longstreetowie mają silne geny, jeśli mogą przekazywać swoje podobieństwo tak dokładnie. 

Wygląda tak, jakby kobieta z ostatniego pokolenia nie miała nic wspólnego z dzieckiem. - 

Podała zdjęcie Jace'owi. - Wygląda zupełnie jak on, prawda? - Kiedy Jace nie odpowiedział, 

zmarszczyła czoło. - Widziałeś go i wygląda jak on.

- Mogę sobie wyobrazić, że wygląda jak on - odpowiedział Jace cicho.

- A to co ma znaczyć? Mogę sobie wyobrazić? Co widziałeś? Jace uśmiechnął się do 

niej w sposób, jaki jej się nie spodobał.

- Zapomniałem zapytać panią Fenney o podobiznę Ann.

Może   powinniśmy   rozejrzeć   się   po   domu   i   zobaczyć,   czy   znajdziemy   podobiznę 

kogoś, kto wygląda jak ty.

Wstał z krzesła i ruszył się do drzwi, ale Nigh ani drgnęła.

- Co   tym   razem   ukrywasz?   -   spytała.   Jace   sprawiał   wrażenie,   jakby   wolał   zrobić 

wszystko, tylko nie odpowiedzieć na jej pytanie. Westchnął jednak i usiadł z powrotem.

- Nikogo nie widziałem - powiedział, opuściwszy głowę, nie chcąc na nią spojrzeć.

- Co? - Wstała i podeszła do okna. Odczekała chwilę, nim ponownie spojrzała na 

niego. - Nie podoba mi się to, co próbujesz mi powiedzieć. Z nikim nie rozmawiałam?

Jace spojrzał na nią i uśmiechnął się krzywo.

- Nie wierzę ci - wybuchła. - Wiesz, co myślę?  Masz taką obsesję na punkcie tej 

historii z duchami, że desperacko chcesz mieć w tym kogoś jeszcze. Uważam, że wymyśliłeś 

całą tę historię  z widzeniem Ann i jej kuzynki,  a teraz próbujesz  mi  wmówić, że ja też 

widziałam ducha. Mogę cię zapewnić, że mężczyzna, z którym dziś rozmawiałam, był równie 

rzeczy wisty jak ty. Uważam...

background image

- Czy znasz jakiś powód, dla którego miałbym tak postępować? Bym mógł rozkręcić 

biznes z Centrum Duchów, które ty wymyśliłaś?

Nigh otworzyła usta, ale nie była w stanie znaleźć żadnego argumentu. Ale z drugiej 

strony wiedziała, że Jace skrywał tajemnicę.

- Nie wiem, czemu to robisz, ale uważam... Przerwała, kiedy spojrzał na papiery i 

wyciągnął z nich jeden, po czym podszedł do telefonu i wybrał numer.

- Do kogo dzwonisz?

- Do   pastora.   Jeśli   mnie   nie   wierzysz,   może   uwierzysz   jemu.   Chwilę   potem   Jace 

rozmawiał z ojcem Innis.

- Przepraszam, ojcze, że znów zawracam głowę, ale moja asystentka ma kilka pytań, 

które chciałaby ojcu zadać. - Podał słuchawkę Nigh.

Z wyrazem buntu wzięta od niego telefon. „Sprawdź swoje źródła” dźwięczało jej w 

głowie, od kiedy po raz pierwszy zaczęła pracę jako dziennikarka.

- Chciałam spytać o informacje, że podobno w mieście nie ma żadnego Longstreeta - 

zaczęła. - Czytałam gdzieś, że jacyś żyli tutaj w okolicy.

- Nie, żadni żywi - powiedział pastor śmiejąc się. - Mamy kilka raportów, że młody 

mężczyzna   pasujący   do   opisu   Danny'ego   Longstreeta   był   często   widywany   w   okolicy 

kościoła. Nie chciałem nic mówić, ponieważ nie lubię utrwalać takich mitów, ale teraz, kiedy 

pani odkryła...

- Rozumiem - powiedziała Nigh, czując, jak miękną jej kolana. - Jak pan sądzi, czemu 

Danny Longstreet kręci się w okolicy?

- Nie   mam   pojęcia.   Mieszkał   w   Tolben   Hall   jedynie   kilka   lat,   ale   miejscowi 

powiadają, że ich dziadkowie utrzymywali, że był najnieszczęśliwszym mężczyzną na ziemi. 

Mówią, że zwykł jeździć konno po schodach Tolben Hall. Legenda głosi, że zginął właśnie w 

ten sposób. Wjechał na szczyt schodów na koniu, po czym spadł, sturlał się i skręcił kark. O 

matko! Ależ się rozgadałem. O co chciała mnie pani spytać?

- Dzisiejszego ranka rozmawiałam z młodym mężczyzną, kiedy siedziałam na ławce 

obok kwiatów. Odszedł, nim usłyszałam jego imię. Zastanawiałam się, czy ojciec go zna. - 

Nigh zerknęła na Jace'a, ale stał odwrócony do niej plecami i wyglądał przez okno.

Pastor   milczał   przez   dłuższą   chwilę,   a   kiedy   przemówił,   jego   głos   był   niezwykle 

spokojny.

- Widziałem, jak siedziała pani na ławce, ale nie widziałem nikogo więcej. - Zniżył 

głos. - Rozmawiała pani z Dannym? Parę osób mówiło, że z nim rozmawiali.

- Nie, oczywiście, że nie - powiedziała Nigh. - Ma ojciec rację. Nie rozmawiałam z 

background image

nikim. Ja... dziękuję bardzo, Ojcze Innis, bardzo mi pan pomógł. Dziękuję - powtórzyła i 

odłożyła słuchawkę.

Jace  odwrócił  się,  by  na nią  spojrzeć,   ale  Nigh odwróciła   wzrok. Każdy  moment 

dzisiejszego ranka - siedzenie na ławce z przystojnym młodym mężczyzną i rozmawianie o 

jego przodkach - a może i jej - wróciło do niej. Ale to nie było rzeczywiste. Czy on był 

duchem? Czy powinna w to wierzyć?

Spojrzała na Jace'a, zobaczyła jego szeroko otwarte, przestraszone oczy, a w następnej 

sekundzie wszystko zamieniło się w ciemność.

*

Kiedy się ocknęła, leżała na łóżku otulona kocem. Zasłony były zasłonięte, a na czole 

miała  zimny okład. Kiedy spróbowała  usiąść, otworzyły  się drzwi do łazienki,  z których 

wyszedł Jace z nowym okładem.

- Leż spokojne - powiedział, podchodząc do niej.

- Nie chcę tego - burknęła zdejmując kompres i próbując usiąść. Ale kręciło jej się w 

głowie i opadła ponownie na łóżko.

Spojrzała na Jace'a.

- Jak długo tu jestem?

- Około czterech godzin - powiedział, a kiedy ponownie spróbowała  się podnieść, 

oparł dłonie na jej ramionach, by ją powstrzymać. - Pastor przysłał lokalnego lekarza, a on dał 

ci środek uspokajający. Wyjdziesz z tego najdalej do jutra rana.

- Lekarz?   Środek   uspokajający?   -   Powoli   zaczęła   przypominać   sobie,   co   jej 

powiedziano,   nim   zapadła  w   ciemność.   -  Danny  Longstreet   -  wyszeptała.   -  Siedziałam   i 

rozmawiałam z duchem. - Przyłożyła dłonie do twarzy i rozpłakała się.

Jace przyciągnął ją do siebie i kołysał lekko.

- Czemu ty się nie boisz duchów, - zapytała, chlipiąc mu w ramię. - I dlaczego ja mogę 

znieść bomby, a nie duchy? Czego one chcą od ciebie? Ode mnie?

- Wyglądasz   jak   Ann   i   jesteś   z   nią   spokrewniona   -   powiedział   Jace   łagodnie.   - 

Wyobrażam sobie, że Danny chciał być blisko kogoś, kto jest częścią kobiety, którą kochał.

- Ale do tej pory nigdy się ze mną nie kontaktowali, kiedy byłam w Margate. Byłam w 

tym domu wiele razy, ale nigdy nie widziałam ducha.

- Myślę, że czułaś Ann. Ona dbała o ciebie, pilnowała cię. Jego słowa i prawda w nich 

zawarta sprawiły, że rozpłakała się jeszcze bardziej, ale potem łzy zaczęły zanikać. Jace podał 

jej garść chusteczek z pudełka przy łóżku.

background image

- Chcą, abyśmy coś dla nich zrobili? Znaleźli coś? - zapytała, wydmuchując nos. - 

Czemu ujawnili się nam?

- I czemu udzielają nam informacji? - spytał Jace. Położył ją ponownie na poduszkach. 

- Czy nie wydaje ci się dziwne, że jesteśmy razem? Mam na myśli, że ja jestem właścicielem 

Priory House, a ty potomkiem Ann Stuart. A teraz oboje widzieliśmy duchy.

- Ty je wyśniłeś. - Więc możesz pozostać przy zdrowych zmysłach. Ja rozmawiałam z 

martwym człowiekiem w świetle dnia.

- Co   wiemy   o   duchach?   Jak   możemy   dowiedzieć   się   więcej?   Nigh   ponownie 

wydmuchała nos.

- Nie   wiemy   nic,   ponieważ   duchy   nie   istnieją.   Widziałam   programy   w   telewizji, 

opowiadające o ludziach, którzy mieli przeczucia, wyczuwali duchy. Jeśli jakiegoś widzieli to 

tylko   jako   światło.   Nie   siadali   na   ławkach   i   nie   gadali   z   nimi.   Widziałeś   mnie   tam 

rozmawiającą. Musiałeś pomyśleć, że nie jestem przy zdrowych zmysłach.

- Domyślałem się, co jest grane. Skądś to znam. Obawiałem się tylko, czy nie stanie ci 

się coś złego?

- Masz na myśli Ann, która niemal cię zabiła?

- Właśnie.

- Podejrzewam, że Danny mógł mnie uwieźć na swoim koniu. - Na chwilę ponownie 

przyłożyła dłonie do twarzy, a potem spojrzała na niego. - Miasto powinno postawić znaki 

ostrzegawcze. Uwaga! Możesz zostać nawiedzony przez ducha poszukującego swojej dawno 

utraconej miłości. W przypadku przerażenia zgłoś się do lekarza. Jace parsknął śmiechem.

- W Margate opublikowałaś artykuł  w małej, lokalnej gazecie, a potem zostaliśmy 

zalani ludźmi, którzy chcieli mieć w tym udział. Wyobrażam sobie, co by się stało, gdybyś 

powiedziała... wybacz... reporter, którego posadziłaś na ławce, przeprowadził długą rozmowę 

z kimś, kogo tam nie było.

- Nie chcę, sobie tego wyobrażać. - A przy okazji dzięki, że nie pozwoliłeś mi się 

wygadać... że Danny i ja rozmawialiśmy.

- Nie   ma   za   co.   Nie   sądzę,   by   ludzie   tutaj   chcieli   więcej   obserwatorów   duchów. 

Wygląda na to, że Danny jest często widywany w tej okolicy, i lekarz jest często wzywany.

- I ma zawsze w pogotowiu barbiturany. Coś jak trzymanie jadu węża w herpetarium.

Jace uśmiechnął się.

- Myślę, że wyzdrowiejesz,  skoro wraca ci humor. Spędziłem chwilę z lekarzem i 

pastorem...

- Kto jeszcze wie? - zapytała. - Zadzwoniłeś do mojego wydawcy w Londynie? Czy 

background image

podadzą w CNN, że korespondent wojenny został powalony widokiem przystojnego ducha w 

miasteczku w Anglii?

- Nie powiedziałaś mi, że był przystojny - odrzekł Jace, wstając z łóżka, po czym 

uśmiechnął się, kiedy zrobiła niepewną minę. - Mam przykazane przez lekarza, by dać ci na 

kolację,   co   chcesz,   i   porozmawiać   z   tobą   o   tym,   co   widziałaś   albo   nie   rozmawiać,   w 

zależności od tego, czego chcesz.

- Wszystko, żebym tylko nie postradała zmysłów? - Spojrzała na niego podejrzliwie. - 

Wygląda na to, że zareagowałam całkiem normalnie na widok ducha.

- Jeśli omdlenie jest normalne, to mam nadzieję już nigdy nie znaleźć się w pobliżu 

człowieka, który widzi ducha.

- Otóż to - powiedziała, kiedy nalewał jej wody. - Jestem normalna. Zareagowałam 

histerią i kompletnym załamaniem. Ale ty nie. Ty zobaczyłeś ducha, ale się nie przeraziłeś. 

Dlaczego?

Podał   jej   szklankę   wody,   a   kiedy   zatrzęsła   jej   się   ręka,   usiadł   obok   i   przysunął 

szklankę do jej ust. Kiedy skończyła, ponowiła pytanie:

- Dlaczego?   Jace   podszedł   do  okna   i   odsłonił   zasłony.  Na   zewnątrz   było   ciemno. 

Odwrócił się do niej.

- Sądzę, że jestem bliższy śmierci niż ty - powiedział łagodnie. Oczy Nigh rozszerzyły 

się.

- Jesteś chory, tak? To jest ten twój wielki sekret? - Jej oczy ponownie wypełniły się 

łzami.

- Nie - odparł z uśmiechem. - Nie jestem chory, ale dzięki za troskę. - Przerwał na 

chwilę, jakby zastanawiał się, co powiedzieć - 

Ktoś, kogo bardzo kochałem, zmarł i od tego czasu nie żyłem tak naprawdę. Może te 

duchy to czują. Spojrzała na niego uważnie.

- Chcesz się skontaktować z osobą, która zmarła? - To dlatego urządziłeś pokój na 

wzór tego Ann. Chciałeś, jak sam powiedziałeś, skłonić ją do powrotu, by zadać jej pytania. 

Tak?

- Tak.   -   Uśmiechnął   się   w   sposób,   który   powiedział   jej,   że   musiał   odżyć,   by 

powiedzieć jej tak dużo.

- Wydaje   mi   się,   że   oczekujesz   zbyt   dużo   -   powiedziała   i   czuła,   jak   jej   zmysł 

reporterski dochodzi do głosu. - Kiedy spotykam ludzi w innych krajach, często pytają mnie, 

czy znam kogoś tam w Anglii. Mówią: „Spotkałem go raz w Anglii, może go znasz?”.

- Mam to samo w przypadku Stanów. Jaki wniosek?

background image

- Czy wszystkie duchy na tej ziemi znają pozostałe? Czy znają każdego, kto zmarł?

- Nie wiem - powiedział Jace z irytacją. - Nie wiem na ten temat więcej niż ktokolwiek 

inny. Jedyne, co wiem, to, że nie mogę zranić ducha. Chciałbym zakochać się w Ann Stuart, 

ożenić się z nią, spać z nią i mieć dzieci. Chciałbym wypełnić ten ogromny dom duszami 

małych dzieci, które żyłyby wiecznie i nigdy nie umarły.

Kiedy  złość  mu  przeszła,  usiadł   na  końcu  łóżka  z   twarzą  wyzutą   z  emocji.   Nigh 

odrzuciła okrycie i przysunęła się do niego, obejmując go i opierając głowę na jego ramieniu.

- Przykro   mi   z   powodu   tego,   co   ci   się   przytrafiło,   cokolwiek   to   było.   Naprawdę 

głęboko i szczerze ci współczuję.

Poklepał ją po dłoni.

- Lepiej już pójdę. Przepraszam za mój wybuch. Na stoliku są kanapki, a pani Fenney 

powiedziała, że za jakieś pół godziny przyniesie herbatę.

- A co z tobą?

- Wszystko w porządku - zapewnił, wstając. - Może pójdę do miasta coś zjeść. Nie 

wiem.

- Zamierzasz iść do kościoła, prawda? Usiąść na tej ławce i poprosić Danny'ego, by do 

ciebie przyszedł.

- Ja... Myślę, że z tobą już będzie dobrze. Lekarz powiedział, że będziesz przez jakiś 

czas osłabiona, ale nic poza tym. Po przespanej nocy może to wszystko wyda się tylko snem. 

Może nie będziesz pamiętała z tego tak wiele. Dobranoc - powiedział i wyszedł z pokoju.

Jak tylko zniknął, pokój wydał jej się ogromny, bardzo ciemny i bardzo pusty. Pani 

Fenney znajdowała się po przeciwnej stronie domu, a nie było innych gości, oznaczało to, że 

Nigh jest sama. Wymagało od niej trochę siły, by wstać z łóżka. Nogi miała miękkie i słabe, 

ale udało jej  się dotrzeć  do łazienki  i włączyć  każde światło, jakie  znalazła. Nie chciała 

siedzieć w ciemności.

Zjadła połowę kanapki z kurczakiem, wypiła butelkę wody, wzięła szybką kąpiel i 

przebrała się w piżamę. Pani Fenney nie pokazała się z herbatą, co zmartwiło Nigh, bo mogło 

oznaczać, że ta kobieta boi się tak samo jak ona.

Wciąż było wcześnie, kiedy Nigh wróciła do łóżka. Czuła się tak zmęczona, jakby 

wspinała się po górach. Chciała pójść do pokoju Jace'a, sprawdzić, czy wrócił, ale nie miała 

na tyle siły.

Położyła  się, nie  wyłączając  świateł,  a wszystkie  obrazy znów do niej  powróciły. 

Rozmowa z człowiekiem, który zmarł ponad sto lat temu. Czego on chciał? krążyło jej cały 

czas po głowie. Wciąż i wciąż. Czego oni chcą? Ale „oni” oznaczało Ann, Danny'ego i Jace'a. 

background image

Czego chciał Jace? Pożegnać się z osobą, którą tak bardzo kochał? Porozmawiać z nią - Nigh 

była pewna, że to była ona - ostatni raz?

Trudno było jej usnąć z włączonymi światłami i głową pełną myśli. Zobaczyła światła 

samochodu na zewnątrz i serce podskoczyło jej do gardła. Jasne światła przesuwające się po 

pokoju wyglądały demonicznie i niesamowicie. Zacisnęła mocno powieki.

Nie   wiedziała,   która   godzina,   kiedy   się   obudziła,   ale   światła   były   wyłączone   i 

panowała kompletna ciemność. Natychmiast zaczęła się bać, ale duża, silna ręka dotknęła jej 

policzka.

- Ciii - powiedział głos, który dobrze znała. - Leż spokojnie i odpoczywaj.

Poczuła ciepło silnego ciała obok siebie i silne ramiona. Uśmiechnęła się i ponownie 

usnęła.

*

Kiedy obudziła się rankiem, zasłony były odsłonięte, a światło słoneczne sączyło się 

do   pokoju.   Pamiętała,   co   się   wydarzyło   wczoraj,   ale   nie   wydawało   jej   się   już   to   tak 

przerażające.

Wzięła prysznic, umyła włosy, ubrała się, zrobiła makijaż i zeszła na dół. Czuła się 

tak, że mogłaby zjeść smażeninę pani Fenney. Jace siedział przy stoliku. Był ogolony, ale 

oczy miał zmęczone.

- Wyglądasz,   jakbyś   to   ty   zobaczył   ducha   -   powiedziała   wesoło,   ale   jej   żart   nie 

wypalił, bo Jace nie uśmiechnął się.

- Uważam, że powinnaś dziś wyjechać - powiedział ponuro myślę, że zobaczyłaś już 

nadto.

Mimo wszystko wcale nie chciała wyjeżdżać.

- Nie znaleźliśmy jeszcze portretu Ann - odparła. - Danny powiedział, że on tu jest.

Otworzyła szeroko oczy i spojrzała zaskoczona na Jace'a.

- Czy ja to właśnie powiedziałam? Martwy Danny powiedział mi, gdzie jest obraz, a ja 

wspomniałam o tym, jakbym rozmawiała z nim przez telefon.

Jace sięgnął przez stół i podniósł folder. W środku znajdowała się fotografia ładnej, 

młodej dziewczyny ubranej w ciemną suknię a la lata siedemdziesiąte XIX w. Włosy miała 

mocno   ściągnięte   do   tyłu   i   splecione.   Była   szczupła   i   wydawała   się   wysoka.   Tak,   jak 

powiedział Jace, gdyby żyła dziś, mogłaby być modelką.

- Nie   rozumiem,   jak   ktokolwiek   może   myśleć,   że   jestem   do   niej   podobna   - 

powiedziała.

background image

- Dziś uznajemy ją za piękną, ale nie wydaje mi się, by była za taką uważana w swoich 

czasach. Była za wysoka i za szczupła. A jej twarz nie była wystarczająco poważna.

- Chcesz powiedzieć, że Ann wyglądała zbyt seksownie?

- Tak - odpowiedział, zabierając jej zdjęcie. Nigh podeszła do stołu i nałożyła sobie do 

miseczki płatki śniadaniowe z mlekiem. Usiadła przy stole i nalała filiżankę herbaty.

- Gdzie zdobyłeś to zdjęcie?

- Pani Fenney ma pudło pełne starych fotografii. Po śmierci Danny'ego dom i jego 

zawartość zostały sprzedane, ale nikt nie przejmował się uprzątnięciem strychu, więc wiele 

rzeczy tu zostało.

- Co się stało z pieniędzmi ze sprzedaży?

- Wszystkie   poszły   na   spłatę   zadłużenia   Danny'ego.   -   Jace   próbował   nadziać   na 

widelec jajko. Niewiele jadł z angielskiego śniadania  pani Fenney. - Uważam, że Danny 

wiedział, że umrze, więc rozdał większość pieniędzy, a potem przez cztery lata żył na kredyt. 

Ostatniego wieczora rozmawiałem z człowiekiem, który jest historykiem miasta, i powiedział 

mi, że pieniądze ze sprzedaży domu i mebli wystarczyły na spłatę długów.

- Sądzisz, że popełnił samobójstwo? Spojrzał na nią.

- Myślę,   że   po   śmierci   Ann   Danny   nie   chciał   dalej   żyć.   Wiedział,   że   ponosi 

odpowiedzialność za jej śmierć. Gdyby się nie upił i nie spłodził dziecka z dziewczyną z 

miasteczka, ona nie zabiłaby Ann. Jak można żyć ze świadomością, że zabiłeś osobę, którą 

kochałeś najbardziej na świecie?

Jego słowa były tak poruszające, że wyciągnęła rękę, by go dotknąć, ale on się cofnął.

- Nigh?

- Tak? - Wyczuła, że ma jej coś ważnego do powiedzenia i wstrzymała oddech.

- Bardzo mi pomogłaś w ostatnich dniach, byłaś też świetnym towarzyszem, ale teraz 

muszę popracować sam. Sprawdziłem i wiem, że jest stąd połączenie kolejowe z Margate. 

Musisz się tylko raz przesiąść. Możesz być w domu już dziś po południu.

Nie wiedziała czy być wściekłą, czy czuć się zraniona jego słowami. Złość wygrała.

- W najzwyklejszy sposób przestraszyłam się rozmowy z duchem, więc teraz jestem 

wyrzucana?

Spojrzał jej prosto w oczy.

- Tak.   Dokładnie   tak   jest.   Nie   jesteś   dla   mnie   użyteczną   asystentką,   jeśli   muszę 

wzywać   lekarza,   ponieważ   mdlejesz   i   muszę   z   tobą   siedzieć   całą   noc.   Chcę   kogoś,   kto 

mógłby mi pomóc w tym, co robię, ale ty okazałaś się zbyt tchórzliwa. Lepiej, żebyś wróciła 

do Margate i trzymała się z daleka od Priory House. Żadnego więcej węszenia w moim domu. 

background image

Kazałem zamknąć wejście do tunelu. Czy wyrażam się jasno?

- Nad wyraz - powiedziała Nigh, po czym wstała i opuściła jadalnię. Dziesięć minut 

później była spakowana.

Pani Fenney stała na dole gotowa odwieźć ją na dworzec.

- Przykro mi - powiedziała. - Nasz miasteczkowy duch nie pokazał się nikomu od lat, 

więc sądziliśmy, że może odszedł na swój wieczny spoczynek, ale pastor powiedział, że pani 

spędziła z nim trochę czasu.

Nigh poprzestała na kiwnięciu głową. Była zbyt zła, by zrobić coś więcej.

Cztery mile do dworca jechały w milczeniu, a kiedy tam dotarły, pani Fenney podała 

jej bilety. Pierwsza klasa.

- Pan Montgomery prosił, bym spytała, czy potrzebuje pani jeszcze czegoś i bym dała 

pani to. - Była to koperta, która, jak Nigh wiedziała, zawierała gotówkę.

- Nie chcę... - zaczęła, zamierzając odrzucić pieniądze. Zje, kiedy wróci do domu.

Pani Fenney wzięła ją za ręce.

- Nie powinnaś być na niego zła, moja droga. Potwornie martwił się o ciebie. Pozostał 

na zewnątrz ostatniej nocy i powiedziano mi, że rozmawiał o tobie z lekarzem i z pastorem i 

odwiedził naszego lokalnego historyka. Kiedy wrócił, musiałam otworzyć  mu zewnętrzne 

drzwi i przypadkiem widziałam, że całą noc spędził w twoim pokoju. Dba o ciebie. Musi cię 

bardzo kochać.

- Nie - powiedziała Nigh. - On... - przerwała. Nie chciała zdradzać tej kobiecie swoich 

prywatnych   problemów.   -   Dziękuję.   Dziękuję   za   wszystko.   Ma   pani   wspaniały   dom   i 

znakomitą kuchnię.

- Cieszę się, że podobało się pani u mnie - odpowiedziała kobieta głośno, ponieważ 

pociąg właśnie wjeżdżał na stację.

Nigh przerzuciła torbę przez ramię i ruszyła do wagonu.

- Proszę się nim opiekować, dobrze? I trzymać z dala te krwawe puddingi.

Pani Fenney uśmiechnęła się.

- Nigdy nie zrobiły krzywdy mojemu mężowi.

- Ach, a gdzie jest teraz? - zapytała Nigh, wsiadając do pociągu.

- Na Alasce, pracuje na platformie wiertniczej - zawołała pani Fenney, kiedy pociąg 

ruszył.

Nigh roześmiała się i pomachała, po czym poszukała swojego miejsca.

background image

ROZDZIAŁ 15

Nigh   poprosiła   syna   sprzedawcy   warzyw,   by   zawiózł   ją   z   dworca   do   domu.   Nie 

zamilkł nawet na chwilę podczas jazdy.

- Mówię   ci,   Nigh,   jesteś   najbardziej   ekscytującą   rzeczą,   jaka   przydarzyła   się 

miasteczku. Wiem, że ludzie myślą, że to Priory House i wszystkie te duchy, które widzą, ale 

ja stawiam na ciebie. Najpierw uciekłaś po pogrzebie swojej matki, później widzimy cię, jak 

czytasz wiadomości, a następnym razem widzimy cię - gdzie to było?

- Afganistan.

- Właśnie.   Wiedziałem,   że   to   było   jakieś   naprawdę   egzotyczne   miejsce.   Wiesz, 

dlaczego jedne miejsca są bardziej egzotyczne niż inne? Australia jest egzotyczna, ale nie tak. 

Wiesz, co mam na myśli? Może to sprawa języka. Stany też są egzotyczne, ale też nie tak. 

Chociaż stary Harris od rzeźnika mówi, że Stany są najbardziej egzotyczne. Wiesz, o co mi 

chodzi? W każdym razie myślę, że każdy by się zgodził, że Afganistan jest tak egzotyczny, 

jak ty to przedstawiłaś. Więc byłaś tu i byłaś tam i wszyscy już się pogubili, w ilu miejscach 

byłaś.   No   a   potem   pojawia   się   ten   bogaty   Amerykanin   i   pierwsza   rzecz,   o   której   się 

dowiadujemy, to, że razem uciekliście. „Ale jak mogli”, mówili wszyscy, ponieważ napisałaś 

ten okropny artykuł o nim w gazecie. Bez obrazy, Nigh, ale jeśli moja dziewczyna napisałaby 

coś takiego o mnie, nie byłaby już więcej moją dziewczyną. Wiesz, co mam na myśli? Ale 

może Harris ma rację, mówiąc, że Amerykanie są najbardziej egzotyczni, ponieważ oboje 

uciekliście, Bóg wie dokąd, jakbyście byli kochankami. Pani B. powiedziała, że spędziliście 

cały   dzień   razem   w   tej   nawiedzonej   sypialni.   Nie   wyszliście   nawet   na   lunch.   Wtedy 

uciekliście, a następna rzecz, jakiej się dowiadujemy, to, że to ty zmyśliłaś całą historię i nie 

będzie żadnego przemysłu w miasteczku. Więc dokąd pojechałaś z tym Amerykaninem, jeśli 

wolno spytać?

Wreszcie   byli  przy jej  domu.   Nigh  otworzyła   drzwi   samochodu,  podziękowała   za 

podwiezienie i wysiadła.

- Jak już zmęczysz się egzotyką, wiesz, gdzie mieszkam - zawołał przez otwarte okno.

- Tak, wiem, co masz na myśli - powiedziała, machnęła mu ręką i pospieszyła do 

domu, trzaskając za sobą drzwiami. Zatrzymała się tylko na chwilę, by posłuchać ciszy, po 

czym  weszła  do kuchni  i nastawiła  imbryk.  Woda nie  zaczęła  się nawet gotować,  kiedy 

usłyszała głos swojej przyjaciółki Kelly, a jedyną rzeczą na świecie, jakiej teraz pragnęła 

Nigh, było pozostać samą i pozbierać myśli.

Zmusiła się do uśmiechu, kiedy Kelly weszła do kuchni.

background image

- Kelly, kochanie, jak miło cię widzieć.

- Nie  wciskaj  mi  kitu! - powiedziała  Kelly, rzucając torebkę  na stół.  - Powinnam 

skręcić   ci   kark!   Wszyscy   w   mieście   pytali   mnie,   w   co   się   wmieszałaś,   a   ja   musiałam 

odpowiadać - zgodnie z prawdą zresztą - że nie mam pojęcia. Kiedy byłaś w Afganistanie, 

przysyłałaś mi wideo - listy, mówiąc wszystko. Kiedy byłaś w Arabii Saudyjskiej, dostałam 

dwanaście pocztówek. Dzwoniłaś do mnie z paru miejsc, których nie mogłam nawet znaleźć 

na mapie. Ale teraz wróciłaś do domu i co się dzieje? Znikasz. I to z jakimś mężczyzną, o 

którym nikt nic nie wie. Gdzie, do cholery, się podziewałaś?

Odpowiedź na pytanie Kelly była tak długa i skomplikowana, że Nigh nie wiedziała, 

jak zacząć - ani nawet czy chciała zaczynać. Milczała, kiedy nalewała herbatę i kładła kilka 

ciasteczek na stole.

Kelly   patrzyła   na   przyjaciółkę.   Gdy   przemówiła   ponownie,   jej   głos   był   już 

spokojniejszy.

- Wyglądasz, jakbyś odbyła podróż do piekła i z powrotem.

- Do piekła tak, ale z pewnością nie z powrotem.

- Gdzie on jest? Nigh wzruszyła ramionami.

- W miasteczku w Hampshire.

- Spędziliście razem noc? Co się stało? Pokłóciliście się i zerwałaś z nim? - Położyła 

dłonie na Nigh. - Przepraszam. Ale może tak najlepiej. Może...

- Mogłabyś pomyśleć czymś innym niż dolną częścią ciała? - burknęła Nigh. - Po 

pierwsze,   nie   uciekłam   z   nim.   Jeśli   pamiętasz,   całe   miasteczko   oszalało   z   powodu   tego 

Centrum Duchów, które miało być otwarte, i wszyscy chcieli w to wejść.

- Ale tak napisałaś, prawda?

- W tamtej chwili tak myślałam. Tak mi powiedziano.

- Kto ci powiedział? Nigh pokręciła głową.

- To nie ma teraz znaczenia. To było tak dawno, że ledwie pamiętam.

- To było trzy dni temu.

- Trzy dni mogą być całym życiem. Kelly upiła herbaty i zjadła herbatnika, patrząc na 

przyjaciółkę.

- Opowiedz mi wszystko.

- Nie. Nie mogę. - Podniosła ręce, kiedy Kelly zaczęła mówić. - Nie dlatego, że nie 

chcę ci powiedzieć tylko dlatego, że nic nie wiem.

- Chcesz mi wmówić, że spędziłaś trzy dni z tym facetem i nie wyciągnęłaś z niego 

wszystkich sekretów, jakie ma, włączając sekretne pudełko, które trzymał, kiedy był małym 

background image

chłopcem?

- Nie wiem o nim nic więcej niż to, co wiedziałam, nim go spotkałam. Ach, wiem, 

gdzie dorastał i znam imiona paru jego kuzynów. Wiem wiele nieistotnych rzeczy, ale nie 

wiem, co nim kieruje. Nie wiem nawet, czemu kupił Priory House.

- Z powodu duchów. Pani B. powiedziała wszystkim, jak przebudował nawiedzoną 

sypialnię   na   styl   wiktoriański.   Oczywiście   wszyscy   twierdzą,   że   Amerykanie   nie   znają 

historii, ponieważ nie mają własnej, inaczej wiedziałby, że lady Grace nie żyła w czasach 

wiktoriańskich. Ktoś powinien pomóc mu uporządkować czas.

- Przestań! - krzyknęła Nigh z rękoma przy uszach. - Robi mi się niedobrze, kiedy 

słucham plotek! Robi mi się niedobrze, kiedy słucham ludzi, którzy tworzą historie o czymś, 

o czym nic nie wiedzą.

Kelly   nie   powiedziała   słowa,   a   kiedy   Nigh   spojrzała   na   nią,   zobaczyła,   jaka   jest 

poważna.

- Masz rację. Stałam się jedną z nich. Upadłam tak nisko, że zaczęłam słuchać tej 

okropnej pani Browne. Przepraszam. Jeśli zaczniesz mówić, będę słuchać i nic, co powiesz, 

nie wyjdzie poza mury tego pokoju. Jeśli chcesz, rozpuszczę nawet fałszywe plotki, więc 

ludzie nie poznają prawdy. Pomyśl o tym. Nigh wzięła Kelly za rękę.

- Jesteś świetną przyjaciółką i chciałabym, aby nadal tak było.

- To znaczy, że nie zamierzasz mi nic powiedzieć.

- Zgadza się. Ale chcę, abyś przekazała mi pewne informacje.

- Pod jednym warunkiem.

- Jakim?

- Zdobędziesz autograf George'a Clooneya. I musi być napisane dla Kelly. Nie chcę 

anonimowego podpisu.

- Oszalałaś? Nie przeprowadzam wywiadów z gwiazdami.

- Widziałam w telewizji, że George Clooney i jego ojciec pojechali do jakiegoś kraju 

jak ty i...

- OK.,   obiecuję,   że   jeśli   będę   w   jakimś   kraju   wstrząsanym   wojną   i   przypadkiem 

wpadnę na panów Clooney, poproszę George'a o podpis na kawałku szarpnęła dla Kelly. 

Zadowolona?

- Idealnie. Co chcesz wiedzieć?

- Wszystko,   co   wiesz   i   możesz   się   dowiedzieć   o   Clivie   Seftonie.   Twarz   Kelly 

wyrażała rozczarowanie.

- To wszystko?

background image

- Chcę, aby zdradził mi wszystkie sekrety. Zrobię wszystko, poza uprawianiem z nim 

seksu. Nawet dla niego ugotuję.

- Jestem pewna, że to rozwiąże mu język - mruknęła Kelly z sarkazmem.

- Wiesz, co mam na myśli - roześmiała się Nigh.

- Co?

- Syn sprzedawcy warzyw przywiózł mnie do domu.

- Och - jęknęła Kelly. - Ten chłopak ma gadane, co?

- Kiedy ostatni raz go widziałam, był jeszcze dzieckiem.

- Długo cię nie było.

- Czuję się, jakbym była tu bardzo długo. - Nigh przesunęła rękoma po twarzy. - Pan 

Montgomery tak bardzo się czegoś lub kogoś obawia w tym mieście, że nie jestem w stanie 

wyciągnąć z niego słowa. Naprawdę muszę wiedzieć, co to jest.

- To duchy - powiedziała Kelly. - Każdy przy zdrowych zmysłach obawia się duchów. 

Jeśli zobaczyłabym jakiegoś...

- Zemdlałabyś, a lekarz zaaplikowałby ci środki uspokajające, które trzymałyby cię w 

pozycji leżącej przez dwadzieścia cztery godziny.

- Nie mówisz chyba tego z własnego doświadczenia.

- Właśnie   że   tak.   A   teraz,   zechciałabyś   pójść   sprawdzić,   co   możesz   zrobić? 

Zadawałabym pytania sama, ale...

- Twój widok mógłby spowodować niezły popłoch. Ludzie są rozdarci pomiędzy furią 

a zadowoleniem, że Margate nie stanie się słynne ze względu na ducha kobiety rozbójnika. 

Co cię tak bawi?

- Nic, po prostu nie jestem nawet pewna, że była jakakolwiek kobieta rozbójnik. Za to 

z całą pewnością wiem, że jest tam para duchów z czasów wiktoriańskich.

- A więc twój Amerykanin nie jest tak niedouczony.

- Nie - powiedziała Nigh, uśmiechając się. - Nie jest niedouczony ani głupi i nie chce 

zamienić Priory House w miejsce dla turystów. Kelly? Czy Macfarlandowie wciąż mają tego 

okropnego psa, który sika na wszystkich?

- Tak, ale trzymają go zamkniętego z tyłu ogrodu.

- Zrobiłabyś coś naprawdę okropnego dla mnie?

- Z przyjemnością.

- Czy Lewis i Ray wciąż jadają razem lunch każdego dnia na stacji?

- Z tego co wiem, nie zmieniło się to od dziesięciu lat.

- Kelly i Nigh przyjaźniły się od trzeciego roku życia i często zdarzało się, że potrafiły 

background image

niemal odczytywać własne myśli.

- Czekaj! Nie mów mi. To oni opowiedzieli ci kłamstwa o Amerykaninie. A ty im 

uwierzyłaś?

Nigh wzruszyła ramionami zakłopotana.

- OK. Zaopiekuję się nimi. Jestem pewna, że MacFarlanowie z radością wypożyczą mi 

swojego psa. Chyba im powiem po co. Ciężarówka pełna londyńczyków przejechała przez 

rabatki pani MacFarland, więc z przyjemnością pomoże.

- Brzmi to nieźle. A teraz idź, żebym mogła trochę popracować. Muszę rozwiązać 

kilka spraw. Zadzwoń do mnie, jak tylko dowiesz się czegoś.

- Zostawię   dziś   dzieciaki   Jamesowi   i   przyjdę   ze   wszystkim   wieczorem.   Przyniosę 

kolację.

- Świetnie - powiedziała Nigh, wypychając przyjaciółkę za drzwi.

W   domu   znów   zapanowała   cisza.   Nigh   planowała   resztę   dnia   spędzić   na   pisaniu 

wszystkiego, co zapamiętała o Jace'u Montgomerym. Nie powiedział jej wiele, ale była w 

stanie poskładać te kawałki do kupy. Dopiero w pociągu zdała sobie sprawę, że mógł ją 

odesłać, ponieważ bał się o nią. Wiedziała też, że on nie boi się duchów, które były w sobie 

zakochane przez ponad wiek, musiało więc to być coś innego, a Nigh musiała dowiedzieć się 

co.

background image

ROZDZIAŁ 16

Kelly zadzwoniła o siódmej i powiedziała, że nie mogła się wyrwać, ale że Emma 

Carew wie „wszystko”.

- Co to ma znaczyć? - spytała Nigh.

- Nie wiem. George powiedział, że Clive i twój Montgomery siedzieli ponad godzinę 

głowa przy głowie pewnej nocy i bardzo poważnie o czymś rozmawiali.

- Co ich połączyło?

- George powiedział, że nie pamięta, ale znasz George'a. Jeśli nie jest to polityka, nie 

interesuje go. Powiedział, że Emma i Clive kłócili się o coś, a wtedy Montgomery zaciągnął 

Clive'a w róg. George poradził, by pogadać z Emmą.

- Mam nadzieję, że nie powiedziałaś im, że to ja chcę wiedzieć.

- Oczywiście, że nie! Powiedziałam im, że cię nie widziałam. Przepraszam, ale muszę 

tu mieszkać, a twoje nazwisko nie jest teraz w cenie.

Nigh rozłączyła się, zastanawiając się, czemu zostawiła względny spokój Środkowego 

Wschodu.

Zrobiła listę wszystkiego, co wie o działaniach Jace'a Montgomery od chwili jego 

przyjazdu,  i  starała   się  znaleźć  prawdziwy powód,  dla   którego  kupił  Priory House.  Była 

pewna dwóch rzeczy. Pierwsza, że nie kupił go dlatego, że go lubił i chciał w nim zamieszkać 

na stałe. Druga, że nie był tu z powodu duchów. Dla niego były one środkiem do czegoś 

innego, czegoś, co sprawiło, że mówił, iż był bliski śmierci.

Wypisała sobie, gdzie był i z kim się spotkał. Jace powiedział jej co nieco, a trochę 

dopowiedzieli inni. Powiedziano jej, że spotkał „trójcę”: panie Browne, Wheeler i Parsons. 

Nigh   pamiętała,   jak   nastolatki   w   miasteczku   bawiły   się   w   dodawanie   im   przydomków. 

„Okropna trójca”. „Straszna trójca”, itd. Kelly wygrała, nazywając je trzema Gorgonami.

Jakkolwiek je nazwać, kobiety uważały, że rządzą w Margate. Znały się od dziecka i 

szybko   stały   się   przyjaciółkami   zaangażowanymi   w   mówienie   wszystkiego   co   trzeba   o 

każdym - wszystko to przy trzymaniu własnego życia w sekrecie. Nie, żeby aż tylu ludzi 

chciało wiedzieć, ale to, co było ich, było prywatne. Mąż pani Browne został zabity w jakiejś 

wojnie - niektórzy mówili, że w pierwszej wojnie światowej - a ona wróciła z dzieckiem i 

potrzebowała pracy. Od tamtej pory była w Priory House. Jej córka opuściła miasto, kiedy 

skończyła osiemnaście lat i nigdy więcej jej nie widziano ani nie słyszano.

Mąż pani Parsons zmarł ostatniego roku i miał opinię największego pantoflarza na 

ziemi. Pani Parsons wykorzystywała go w sklepie, jakby był robotnikiem. Pani Wheeler zaś 

background image

urodziła się w Margate jako Agnes Harkens. Wraz z rodzicami wyjechała, mając szesnaście 

lat i powróciła w wieku dwudziestu trzech, tytułując się panią Wheeler. Nie miała rodziców, 

męża, dzieci, ale  miała  za to wystarczająco pieniędzy,  by kupić dom na głównej  ulicy i 

otworzyć   coś,   co   nazywała   „biblioteką   historyczną”.   Była   równie   „otwarta”   w   wieku   lat 

dwudziestu trzech jak obecnie i nikt nie śmiał spytać jej, co się stało z jej rodzicami i mężem.

Trzy kobiety odnowiły swoją dziecięcą przyjaźń i królowały w Margate przez ponad 

pół wieku. Nie działo się nic, czego by nie wiedziały i nie powiedziały sobie i miastu.

Nigh odkryła, że Jace został zakwalifikowany do kategorii „specjalnego traktowania” 

przez trójkę. Sprzedano mu masę drogich notesów i długopisów, a pani Wheeler wypożyczyła 

mu pudło Priory House.

Kiedy   Nigh   patrzyła   na   listę,   wpadła   na   pomysł,   że   może   Jace   zobaczył   coś   w 

bibliotece.

Ziewając,   poszła   do   łóżka.   Przez   chwilę   leżała   w   pełni   przytomna   w   strachu,   że 

zobaczy znów Danny'ego Longstreeta, ale wszędzie panowała cisza, więc zamknęła oczy. 

Śniła o Jace'u, jak śmieje się, wyrywając  winorośl z kamiennego kręgu. Zdawało się, że 

wszędzie widzi go, jak się śmieje.

*

Obudziła   się   o   ósmej   rano.   Powróciła   jej   energia   i   była   jeszcze   bardziej 

zdeterminowana, by dowiedzieć się, co ukrywa Jace Montgomery.

Pojechała   swoim   mini   obrzeżami   Margate,   nie   chcąc   przejeżdżać   główną   ulicą   i 

zaparkowała   za   biblioteką.   Wiedziała,   że   nie   jest   otwarta   przed   dziewiątą,   ale   wiedziała 

również, że pani Wheeler była tam od siódmej. Zapukała do tylnych drzwi.

- Jeszcze zamknięte - odpowiedziała pani Wheeler głosem nieznoszącym sprzeciwu, 

kiedy otwierała drzwi gotowa powiedzieć intruzowi, co o nim myśli. - Ach, to ty.

- Tak, to ja. Będzie pani miała coś przeciwko temu, jeśli przeprowadzę małe prywatne 

śledztwo? Nie będę pani przeszkadzać. - Taka uległość zwykle działała na panią Wheeler.

- Dobrze - odrzekła niechętnie, ale Nigh widziała, że była zadowolona. Poza tym, 

Nigh   była   lokalną   gwiazdą.   -   Nie   mam   zbyt   wiele   o   Środkowym   Wschodzie,   jeśli   tego 

szukasz - zniżyła głos. - Mam za to kilka rzeczy o Kornwalii.

Nigh zmieszała się a potem spojrzała na nią konspiracyjnie.

- Znowu szmuglują?

- Nie mnie to mówić - odparła panie Wheeler, ale dała znać Nigh, że wie coś, czego 

nie wie nikt inny.

background image

- To   z   czasów,   kiedy   mieszkała   pani   poza   Margate?   -   zapytała   Nigh   niewinnie, 

wyjmując notatnik i długopis z torby, jak gdyby zamierzała zapisać każdą rewelację, jaką 

poda jej pani Wheeler.

Tak jak przypuszczała, pani Wheeler cofnęła się.

- W czym mogę ci pomóc? - spytała zimno.

- Zbieram informacje o naszym nowym mieszkańcu, panu Montgomery.

- Ach - powiedziała pani Wheeler i zaczęła się rozgrzewać. - To dziwny mężczyzna. 

Nie, żebym opowiadała jakieś historie, ale pani Browne mówi najdziwniejsze rzeczy o nim. - 

Zmierzyła Nigh wzrokiem od góry do dołu. - Ale ty powinnaś to wiedzieć. Spędziłaś z nim 

całkiem sporo czasu.

- Prawdziwy reporter musi się poświęcać.

- Ach tak. Rozumiem, co masz na myśli. Nigh zmuszała się, by się nie skrzywić. 

Wiedziała, że kolejna plotka wkrótce rozejdzie się po mieście. Czy będzie mówiła, że Nigh 

próbowała właśnie zdobyć historię za plecami Jace'a?

- Chcę tylko wiedzieć, to czy pan Montgomery szukał czegoś poza informacjami o 

Priory House, kiedy był tutaj w ostatnim tygodniu.

- Właściwie   tak   -   powiedziała   pani   Wheeler.   -   Jak   dobrze   wiesz,   ten   mężczyzna, 

Hatch,   odmówił   włączenia   czegokolwiek   z   Priory   House   do   corocznych   zawodów 

ogrodniczych. Pani Browne i ja, jak i pani Parsons uważamy, że to nieodpowiedzialne z jego 

strony. Pan Montgomery wydawał się chcieć to zmienić.

- Zmienić układ ogrodów?

- Z   pewnością   włączyć   Priory   House   do   zawodów.   Wiem,   że   całe   miasto   jest 

zmęczone słuchaniem, jak rośliny Hatcha pokonałyby kwiaty każdego. Uważam, że zawody 

powinny być fair i...

- Mogłabym zobaczyć artykuł, który przeglądał pan Montgomery? - zapytała Nigh, 

przerywając coś, co była pewna, okazałoby się wielogodzinną tyradą. Nie wiedziała, co czytał 

Jace, ale założyłaby się, że nie o zawodach w ogrodnictwie.

- Proszę. - Pani Wheeler podała jej rolkę z mikrofilmem. Na rolce filmu było sporo, a 

ponieważ Nigh nie wiedziała, czego szuka, zajęło jej niemal dwie godziny, by znaleźć to, co 

chciała. Był to mały artykuł, który zajął niewielką powierzchnię na stronie, której główną 

wiadomością był nadchodzący konkurs ogrodów, największe wydarzenie w Margate.

Był   to   raport   o   samobójstwie   pięknej,   młodej   Amerykanki.   Gdyby   było   to 

samobójstwo kogoś stąd, notka pojawiłaby się na pierwszej stronie. Ale ludzie z Margate nie 

lubili myśleć, że ktoś z zewnątrz mógłby przyjechać do ich miasteczka i wykorzystać je do 

background image

takich celów. Był czas, kiedy Margate nie było czyste i niewinne jak teraz, ale ludzie chcieli o 

tym zapomnieć. Stary pub z jego nieciekawymi postaciami zniknął. Carewowie kupili go i 

zamienili w przyjazny rodzinom. Każdy był zakłopotany namyśl, że takie okropne rzeczy 

mogły dziać się kiedyś w ich mieście.

Nigh wcisnęła przycisk, by skopiować obie notki o samobójstwie, po czym zapłaciła 

pani Wheeler i wyszła z biblioteki. Musiała obiecać, że porozmawia z panem Montgomery o 

przystąpieniu pana Hatcha do konkursu.

- Można  przekonać  Hatcha  do  zrobienia   czegoś  równie  łatwo   jak  panią  Browne  - 

wymruczała, kiedy szła do samochodu. Pojechała do pubu.

Tak, jak miała nadzieję, Emma  Carew była  sama, przygotowując  się do lunchu  o 

jedenastej. Kiedy zobaczyła Nigh, odblokowała drzwi i włączyła czajnik.

- Wiem, że nie może to być wizyta towarzyska, więc w czym mogę pomóc? - zapytała 

wprost.

- Czy łatwo mnie rozszyfrować?

- Całe miasto aż huczy o twojej ucieczce ze wspaniałym Montgomerym. Jaki jest w 

łóżku? Fantastyczny, prawda?

- Nie poszłam z nim do łóżka. Emma patrzyła na Nigh z niedowierzaniem.

- Ale wszyscy mówili...

- Co oni wiedzą? Prowadzi pewne badania, a ja mu pomagałam. To tylko biznes.

- Szkoda.   Jestem   tobą   rozczarowana.   Dziewczynka   z   dużego   miasta   jak   ty, 

pomyślałabym, że... - Przerwała, po czym wzruszyła ramionami. - Czasem moja wyobraźnia 

jest lepsza ode mnie. Więc w czym mogę ci pomóc.

- Między nami?

- Jasne.   Lubię   słuchać   plotek,   ale   nie   rozsiewać   je.   W   tej   chwili   nie   rozczaruję 

wszystkich kobiet w mieście i nie powiem im, że nie poszłaś do łóżka z tym przystojnym 

mężczyzną. Chciałyby usłyszeć szczegóły.

Nigh uśmiechnęła się.

- Miło z twojej strony, że zachowasz dyskrecję. Powiedziano mi, że pan Montgomery i 

Clive Sefton spędzili trochę czasu razem, rozmawiając. Wiesz może o czym?

Emma zerknęła przez ramię, czy przypadkiem nikt za nią nie stoi, po czym nachyliła 

się w kierunku Nigh i zniżyła głos.

- Nie   mogę   pozwolić,   by   usłyszał   mnie   George,   bo   się   wkurzy.   Zagroził 

niewpuszczaniem   Clive'a,   jeśli   ten   wspomni   jeszcze   raz   o   tym   incydencie.   Cóż,   nie 

incydencie, ale śmierci.

background image

- Samobójstwie.

- Właśnie. Clive uważa, że to było morderstwo, ale to niemożliwe. Cały czas byliśmy 

w pubie, pracowaliśmy, a kobieta wzięła po prostu pigułki nasenne i się zabiła. Powiedziałam 

mu,   że   ta   kobieta   płakała   i   wydawała   się   nieszczęśliwa.   Poza   tym   jej   matka   i   siostra 

przyjechały tu i pokazały dokumenty dotyczące jej. Miała problemy psychiczne.

- A więc czemu Clive sądzi, że nie popełniła samobójstwa?

- Z dwóch powodów - powiedziała Emma z niesmakiem, nalewając dwie filiżanki 

herbaty. - Po pierwsze, ponieważ wyglądała na szczęśliwą po śmierci, a po drugie, ponieważ 

potknęła się na schodach.

- Potknęła się na schodach? Emma opowiedziała Nigh teorię Clive'a, jak to schody 

zostały zmienione i stąd wiedział, że dziewczyna była już tu wcześniej.

- A   jeśli   tu   była   wcześniej?   -   zapytała   Nigh.   -   Może   była   nieszczęśliwa,   chciała 

umrzeć, a to miejsce było jej znane?

- Dokładnie to samo mówiłam!

- Ale Clive ci nie uwierzył.

- Jest   twardogłowy.   A   poza   tym   myślę,   że   wyraźnie   nie   polubił   matki   i   siostry 

dziewczyny,  które przyjechały ze Stanów. Nie spodobało mu się, że pokazały dokumenty 

wskazujące, że dziewczyna nie miała najsilniejszej psychiki, ale ja uważam, że to było mądre 

z ich strony. Usunęło od razu w cień wszystkie wątpliwości, jakie w nas się pojawiały co do 

powodów tej śmierci.

- W gazecie napisali, że wcześniej pokłóciła się z chłopakiem. Spotkałaś go?

- Nie pokazał się. Słyszałam, że był  w Londynie. Nie troszczył  się zbytnio  o nią, 

prawda? Był w Londynie, a nie mógł przyjechać do Margate, a jej siostra i matka przyleciały 

ze Stanów? To mi powiedziało, jaki był. Powinna była dodać te pigułki do jego drinka, a nie 

swojego.

Emma upiła łyk herbaty.

- Skąd to nagłe zainteresowanie sprawą? Clive nigdy nie przestawał o tym rozmawiać, 

a potem pewnego dnia zjawia się ten Montgomery i mówi, że chce napisać angielską historię 

o morderstwie i czy jakąś znamy. Clive wtedy zaczął o samobójstwie, więc przenieśli się w 

kąt i gadali przez godzinę. Czy to prawda, że ten Montgomery chce coś napisać?

- Tak sądzę. - Nigh myślała o samobójstwie i zastanawiała się, czego jeszcze mogłaby 

się na ten temat dowiedzieć.

- Powinien napisać o kobiecie rozbójniku - powiedziała Emma. - Wiesz, że kiedy film 

o niej wszedł na ekrany, miał największą publiczność w historii Anglii?

background image

- Nie   wiedziałam   -   odrzekła   Nigh,   nie   okazując   zainteresowania.   Lady   Grace 

obchodziła ją tyle samo co Jace'a, czyli wcale.

- A więc jaki jest?

- Kto? - spytała Nigh.

- Pan Montgomery. Człowiek, który jest głównym tematem rozmów w miasteczku. 

Ten mężczyzna, z którym spędziłaś kilka dni, ale nie poszłaś z nim do łóżka.

- Nie widziałam go już parę dni.

- Syn sprzedawcy warzyw powiedział, że przywiózł cię z dworca wczoraj po południu.

- Wyrósł, co?

- Jego usta wyrosły. Widzę, że nie zamierzasz mi nic powiedzieć.

- Przepraszam, Emmo, ale mam tyle na głowie. Muszę już iść.

- Na twoim miejscu przyczaiłabym się gdzieś na jakiś czas. Ludzie w miasteczku są 

trochę wkurzeni z powodu twojego wyskoku z Centrum Duchów.

- Duży błąd z mojej strony. Przepraszam. Dzięki za herbatę. Nigh wyszła z pubu i 

poszła   na   parking   za   biblioteką.   Przez   chwilę   siedziała   w   samochodzie,   czytając   swoje 

notatki. Przejrzała jeszcze raz fakty dotyczące samobójstwa.

Nie   była   pewna   i   nie   miała   dowodu,   ale   wydawało   jej   się,   że   to   Jace   jest   tym 

wspomnianym  w artykule chłopakiem. Czy to go tak martwi, że jest winny samobójstwa 

kobiety? A może próbował ją ocalić i przegrał? Próbował jej pomóc mimo że miała problemy 

z psychiką?

Nigh przymknęła oczy i odchyliła głowę. Przypomniała sobie, jak Jace opiekował się 

nią, kiedy odkryła, że rozmawiała z duchem.

Wiedział, co zrobić. Spędził z nią tę noc. Była pod wpływem środków uspokajających, 

ale nie przyśniło jej się, że był obok.

Jeśli Jace był tak opiekuńczy, może wziął pod opiekę rozchwianą psychicznie kobietę 

i próbował ochronić ją od skrzywdzenia się. Ale mu się nie udało.

Clive jednak sądził, że nie popełniła samobójstwa.

- Czytaj między wierszami - usłyszała w duchu swojego wydawcę. - Czytaj, czego nie 

powiedzieli.

Spojrzała ponownie na dwa artykuły i przeczytała je. Emma postawiła dobre pytanie. 

Jeśli jej narzeczony był w Londynie, czemu nie wezwali jego? Nigh uśmiechnęła się, zdawszy 

sobie sprawę, że wszystko było w porządku. Tę historię napisał Ralph. Teraz jest wydawcą 

małomiasteczkowej gazety, ale wcześniej pracował w Edynburgu dla dużej gazety. Wiedział, 

jak przedstawiać fakty.

background image

Narzeczony w Londynie nie został wezwany, ponieważ nie mieli jego nazwiska ani 

numeru telefonu. Zadzwonili do kogoś, kto był wpisany w paszporcie Stacy Evans. Nigh 

wyobraziła sobie Jace'a w Londynie czekającego na narzeczoną, niepokojącego się o nią, 

kiedy jej matka i siostra leciały ze Stanów.

A więc czemu nie zadzwoniły do Jace'a? Jego nigdy nie widziano w Margate. Clive 

nigdy go nie spotkał, więc nie łączył go z panną Stacy Evans.

Kiedy Nigh kolejny raz przeglądała artykuł, miała już jaśniejszy obraz tego, co się 

wydarzyło. Jeśli wiedziała cokolwiek o Jace'u Montgomerym to, że nie mógł być zdolny do 

zmuszenia kobiety do ślubu.

Nigh z chęcią poszłaby do Ralpha i zadała mu kilka pytań, ale nauczył ją, że jeśli 

chodzi o reportaże, nie ma czegoś takiego jak „poza drukiem”. Jeśli wyraziłaby wątpliwości 

co  do  samobójstwa,   Ralph  prawdopodobnie   by  o  tym  napisał.  A   jeszcze  gorzej,   mógłby 

odkryć, że istnieje powiązanie pomiędzy samobójstwem a człowiekiem, którego najwyraźniej 

wszyscy mieszkańcy Margate uwikłali w romans z Nigh.

- Chciałabym... - powiedziała na głos, kiedy przekręcała kluczyk w stacyjce. Spojrzała 

we wsteczne lusterko i zesztywniała. Po drugiej stronie chodnika, na trawniku, stał Danny 

Longstreet. Uśmiechał się do niej, a kiedy spojrzała na niego w lusterku, pomachał jej ręką. 

Miał   na   sobie   strój   do   konnej   jazdy,   który,   jak   teraz   zauważyła,   był   zdecydowanie 

staromodny.

Szybko odwróciła głowę. Nie zobaczyła nic. Nie było tam nikogo, tylko trawnik i płot, 

a za nim pastwisko.

Zakryła twarz rękoma i siedziała tak przez chwilę. Danny Longstreet śledził ją aż do 

Margate. Czy szedł za nią aż do domu? Nawiedzał ją? Czy teraz miała żyć w ciągłym strachu, 

że wszędzie będzie widzieć duchy?

Wzięła głęboki wdech, po czym otworzyła drzwi i wysiadła. Przeszła przez parking do 

trawnika, na którym stał Danny.

- Nie jestem Ann Stuart. Słyszysz mnie? Mogę wyglądać jak ona i być jej kuzynką, ale 

nie jestem nią. Ann jest w Priory House i proponuję, abyś poszedł tam natychmiast. Słyszysz 

mnie? Och! - zmieszała się. - Dzień dobry, pani Vernon. Ładny dzisiaj dzień.

Kobieta przebiegła obok Nigh tak szybko, jak tylko mogła.

- Słyszałeś   mnie,   mówię   poważnie!   -   krzyknęła   Nigh   jeszcze   raz   i   wsiadła   do 

samochodu.

*

background image

Jace zastanawiał się nad Priory House niemal cały dzień. Po odesłaniu wczoraj Nigh 

na   stację,   poszedł   do   lokalnej   biblioteki,   by   dowiedzieć   się   czegoś   więcej   o   Dannym 

Longstreecie, ale nie znalazł nic. Gdziekolwiek się zwrócił, mówiono mu, że wszystko ma 

pani  Fenney  w  Tolben  Hall.  W  końcu  musiał  to  przyznać:   nie  było   zbyt   dużo  na temat 

Danny'ego i jego ojca.

Spędził jeszcze jedną noc w Tolben Hall, ale wyjechał rankiem, nawet nie zjadłszy 

śniadania pani Fenney. Zatrzymał się w przydrożnej restauracji i zjadł skromny posiłek.

Do Margate pojechał w chwili, kiedy wstawało słońce, a widok brzydkiego, starego 

domu przygnębił go. Nigdy go nie lubił i nigdy go nie chciał.

Udało mu się ominąć panią Browne i dostać do perkalowego pokoju niezauważony. 

Ale   kiedy   rozejrzał   się   po   nim,   nagle   znienawidził   sposób,   w   jaki   został   odtworzony. 

Znienawidził tapetę, która tyle go kosztowała, meble z epoki wiktoriańskiej. Tak naprawdę w 

tej chwili wydawał się nienawidzić wszystkiego.

Podszedł do szafy, odsunął klapę w podłodze i wyjął zdjęcie Stacy. Po raz pierwszy od 

jej śmierci nie czuł bliskości, nie czuł, jakby była w pokoju z nim.

Wyjrzał przez okno na miasteczko i pomyślał, że zobaczył skrawek czegoś żółtego. 

Może   to   był   niezwykle   jasny   mini   cooper   Nigh,   którym   jechała   z   zawrotną   prędkością, 

ścinając zakręty.

Uśmiechnął się na wspomnienie dnia, kiedy prowadziła jego rovera przez kamienie, 

złamane drzewo, do koryta rzeki i zawróciła nagle pod takim kątem, że żołądek przewrócił 

mu się do góry nogami. Kiedy zaczęła jechać, był przerażony, ale kiedy zobaczył, że wie, co 

robi, powstrzymał strach. Trzymał się i okazał respekt, jaki należał się takiej jeździe.

Powinien był ostatniej nocy przejrzeć jeszcze raz papiery o Longstreetach w Tolben 

Hall. Może coś ominął. Może było tam coś ważnego, czego nie zauważył.

Zamiast   tego   co   zrobił?   Podłączył   komputer   do   Internetu   i   zaczął   czytać   o   N.A. 

Smythe, reporterce. Obejrzał krótkie wideo ze Środkowego Wschodu, i skrzywił się, kiedy 

niedaleko od niej spadła bomba. Przeczytał połowę notek o kamerzyście, który zginął, stojąc 

za   nią.   Po   tym   zdarzeniu   było   już   niewiele   artykułów   o   niej   lub   przez   nią   napisanych. 

Pojawiła się informacja mówiąca, że bierze trochę wolnego, a potem już nic.

Poszedł do łóżka o północy i śnił o różnych rzeczach, które musiała widzieć Nigh. 

Obudził się o czwartej nad ranem, przerażony długim oczekiwaniem, aż podadzą śniadanie, 

po czym zdecydował nie czekać. Zostawił notkę pani Fenney i wymknął się o piątej rano.

Podczas długiej jazdy do Margate rozmyślał, jak dobrze się bawił, kiedy Nigh była z 

nim. Był pewien, że zauważyła, iż odmawia rozmowy o czasie, kiedy znał Stacy.

background image

Jakaś   jego   cząstka   chciała   rozmawiał   o   Stacy,   chciała   spytać   Nigh   o   zdanie.   Ale 

wiedział, że nie może tego zrobić. Jeśli miał rację i ktoś rzeczywiście zamordował Stacy, ta 

osoba nadal może mieszkać w Margate. Osoba, która przesłała Stacy notkę, by spotkać się z 

nią   w   Priory   House,   wciąż   może   być   w   miasteczku.   Nie   spotkał   nikogo,   kogo   mogłaby 

polubić, ale...

Zamyślony, niemal wypadł z drogi. A co z Jerrym Longstreetem? Może to on był 

powodem, że jego przodek, Danny, objawił się Nigh. Może Danny wiedział, że Jerry zabił 

Stacy. Może...

Tyle myśli przetaczało się przez głowę Jace'a, że musiał włożyć sporo wysiłku, by 

skupić się na drodze.

Kiedy dojechał do Priory House miał wiele pytań. Ale kogo zapytać? Jeśli spyta panią 

Browne, był pewien, że powie, że to nie jej sprawa, a potem zadzwoni do swoich okropnych 

przyjaciółek i powie im, że Jace pytał o Jerry'ego Longstreeta. Jace nie był w stanie sobie 

wyobrazić, jakie plotki mogłoby to za sobą pociągnąć.

Hatch z pewnością nie wiedział, a jeśli nawet to i tak by nie powiedział. Gladys i Mick 

są zbyt zainteresowani sobą, by zauważyć kogokolwiek innego. Pokojówki były...

Jace wiedział, że jedyną osobą, z którą chciał rozmawiać, to Nigh.

W   porze   lunchu   zszedł   na   dół   i   zjadł   w   milczeniu,   podczas   gdy   pani   Browne 

komentowała jego zachowanie w ostatnich dniach.

- Prowadzić taki drogi samochód w ten sposób - powiedziała z niesmakiem. - Ja nigdy 

bym tak nie zrobiła! Gdyby miał pan odrobinę rozumu...

Jace miał dosyć. Zabrał swój talerz i podszedł do drzwi.

- Od dziś, pani Browne, będę jadał w jadalni. Usłyszał jej zwykłe „hm”, ale wydawało 

mu się, że usłyszał również „dobrze, proszę pana”.

O 15.30 zaczęło mżyć. Biegał przez godzinę, potem nawet się zdrzemnął, ale i tak był 

dopiero środek dnia. Siedział w małym pokoju, za kuchnią, której nikt nie używał, pokoju, w 

którym nigdy wcześniej nie spędził ani chwili. W kominku płonął ogień, a deszcz uderzał w 

okna. Powinien być zadowolony z możliwości poczytania książek o historii Margate, ale nie 

mógł usiedzieć spokojnie.

- Przepraszam   pana   -   usłyszał   głos.   Odwrócił   się   i   zobaczył   Daisy,   „pannę   flirt”, 

stojącą w drzwiach. Miał nadzieję, że nie zamierza robić jakiś podchodów do niego. - Mick 

prosił przekazać to panu.

- Co to jest? - zapytał z zaciekawieniem.

- Notatka - rozejrzała się, by sprawdzić, czy nie zbliża się pani Browne. - Sądzę, że to 

background image

od Nigh - wyszeptała.

Jace skoczył na równe nogi, ale znajomy uśmiech  Daisy kazał mu się opanować. 

Kiedy stała, obserwując go i czekając, aż otworzy kopertę, rzucił jej ostre spojrzenie. Wyszła 

chichocząc.

Jace zamknął drzwi i podszedł do kominka.

Przepraszam, że zakłócam spokój, ale pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć. Widziałam 

dzisiejszego ranka Danny'ego Longstreeta.

Uśmiech tak szeroki, że niemal popękała mu skóra, wypłynął na jego twarz.

- Bardzo poważny problem - powiedział na głos, po czym niemal pobiegł do telefonu 

w holu.

Nigh odpowiedziała po pierwszym dzwonku.

- Słucham? Jace przestał się uśmiechać.

- Nie zostałaś zraniona? - zapytał od niechcenia. - Przez Danny'ego oczywiście.

- Nie - odpowiedziała lekko zadyszana, jakby biegła odebrać telefon.

- Przeraziłaś się?

- Właściwie rozzłościł mnie. Wysiadłam z samochodu i na - krzyczałam na niego.

- Dobrze.

- Może poza tym, że pani Vernon spacerowała z psem i sądzę, że mogłam ją naprawdę 

przerazić.

Jace roześmiał się.

- Cieszę się, że sama się nie przeraziłaś.

- Nadal   byłam   zbyt   zmieszana   po   pierwszym   razie,   by   załamać   się   ponownie. 

Przepraszam   za   tamto.   Z   pewnością   nie   kontynuowałam   brytyjskiej   tradycji,   by   trzymać 

fason.

- Myślę, że nawet królowa byłaby przerażona tym, co przydarzyło się tobie.

- Mam nadzieję, że nie mówisz o naszej  królowej.  Przy wszystkich  jej przodkach 

myślisz, że taki mały duch mógłby ją wzruszyć? Nie sądzę!

- Nie jesteś głodna?

- Umieram z głodu. Nie jadłam nic poza własnymi dziełami od czasu Tolben Hall. A 

przy okazji, jak tam pani Fenney?

- Dobrze. Powiedziała, że byliśmy najlepszymi gośćmi, jakich miała.

- Z pewnością byliśmy najbardziej ekscytującymi.

- Co powiesz na herbatę?

- Masz na myśli z tobą?

background image

- Chyba że wolisz... - przerwał.

- Jeść sama? Nie, dzięki. Przyjdę do ciebie. Tyle że pada.

- Wybacz,   zapomniałem.   Jesteś   Angielką,   więc   nie   wiesz,   jak   sobie   poradzić   z 

deszczem.

- Pomyślałam, że może powinnam wziąć jakieś suche rzeczy ze sobą.

- Ach.   Weź   koniecznie.   Może   po   herbacie   będziesz   mogła   mi   pokazać   owce   lub 

granice mojej posiadłości. Dobrze byłoby wiedzieć, co posiadam. Chciałbym to zobaczyć.

- Myślę,   że   to   świetny   pomysł.   Będę   o   czwartej.   Do   zobaczenia.   Jace   odłożył 

słuchawkę, a uśmiech powrócił mu na twarz. Nie powiedzieli tego wprost, ale przychodziła 

do niego na noc, pomyślał, uważając, że cieszy się jak nastolatek. Znalazł Daisy w dużym 

pokoju dziennym na dole. Nie był tu od pierwszego dnia, kiedy przyjechał.

- Mogłabyś rozpalić ogień tutaj ? - poprosił. - A potem proszę, żebyś zmieniła pościel 

w tej sypialni... - Musiał pomyśleć. - Czy nie ma tu gdzieś niebieskiej sypialni? Takiej z 

łazienką?

- Damska sypialnia - powiedziała z uśmiechem. - Jest po przeciwnej stronie głównej 

sypialni.

- Dobrze. - I połóż nową pościel w głównej sypialni.

- Ale pan śpi w perkalowym pokoju. Spojrzał na nią w sposób, który powiększył jej 

uśmiech.

- Główna sypialnia i błękitna sypialnia. Rozumiesz?

- Tak, proszę pana - powiedziała, po czym wybiegła na korytarz i zniknęła mu z oczu.

Poszedł   do   kuchni,   by  dać   pani   Browne   instrukcje,   by  przygotowała   na   weekend 

wyjątkowe jedzenie.

- Mamy gości? - spytała, ale on nie odpowiedział.

- A dziś o czwartej chcę mieć podaną herbatę, której nie powstydziłby się Edward VII. 

Zrozumiała pani? - Już chciał wychodzić, ale zawrócił. - A, pani Browne, jeśli powie panie 

choć jedno niewłaściwe słowo do mojego gościa, wyciągnę konsekwencje.

Jej   oczy  rozszerzyły  się,  ale  nie   powiedziała  nic,   tylko   pokiwała  głową.   Osiągnął 

maksimum, na jakie mógł liczyć.

Poszedł na górę, by przebrać się, a kiedy zobaczył Erin i Daisy zmieniające pościel w 

pokoju naprzeciw jego, powiedział im, by przekazały Mickowi, że chce, aby pokoje były 

pełne kwiatów z ogrodu.

- Tak jest, proszę pana! - powiedziała Daisy, uśmiechając się.

- Może   ten   stary   dom   nabierze   wreszcie   życia   -   usłyszał   Erin,   kiedy   szedł   do 

background image

perkalowej sypialni,  by wziąć prysznic  i przebrać  się. Rozejrzał  się i znów pomyślał,  że 

popełnił błąd, próbując odtworzyć to, co miała Ann. I popełnił błąd, śpiąc w tym pokoju.

W drodze na dół zatrzymał się przy Daisy i Erin i powiedział, by przeniosły jego 

rzeczy do głównej sypialni.

Tym razem ich śmiech wywołał uśmiech i u niego.

background image

ROZDZIAŁ 17

- Cudownie - powiedziała Nigh, podwinąwszy nogi na dużej otomanie przy kominku. 

Przy herbacie opowiedziała mu wszystko o tym, jak zobaczyła Danny'ego Longstreeta we 

wstecznym lusterku. Zajęło jej to jakieś dziesięć minut. On zaś opowiedział jej wszystko o 

tym, co robił w Tolben Hall. Po tym długo rozmawiali...

Nie   była   pewna,   o   czym,   ale   nigdy   nie   brakowało   im   tematów.   Po   herbacie 

spacerowali w deszczu, oboje w kaloszach i oglądali granice jego posiadłości.

W południowo - zachodnim rogu Jace spojrzał na mały domek.

- Wygląda znajomo. Był to dom Nigh. Pokręciła głową.

- Czy agent nieruchomości nie pokazał ci, co kupujesz?

- Jestem pewien, że powiedział mi wszystko, tyle tylko że ja nie zapamiętałem.

- Mimo to kupiłeś dom.

- Mm. - Zmienił temat: - A więc jestem właścicielem twojego domu. Jak często tam 

bywasz?

- Rzadko. Wynajmujesz mi go bardzo tanio, więc przez większość czasu używam go 

jako magazynu. Mam apartament w Londynie z dwojgiem lokatorów, ale to nie ma znaczenia, 

skoro nie ma mnie przez większą część czasu.

- Widziałem. Spojrzała na niego pytająco.

- W Internecie. Przyjrzałem ci się. - Kiedy nie powiedziała  nic, dodał: - Co więc 

planujesz zrobić ze swoim życiem?

- Nie wiem. Zapytaj mnie za rok.

- Tak długo zamierzasz odpoczywać od pracy?

- Nie   miałam   wolnego   czasu,   od   kiedy   zaczęłam,   czyli   jakieś   dziesięć   lat.   Muszę 

zastanowić się, co chcę robić. A ty?

- To   samo.   Jestem   magistrem   historii,   ale   wszystko,   co   robiłem,   to   kupowanie   i 

sprzedawanie różnych rzeczy dla mojego rodzinnego interesu. Wszystko pod kontrolą wuja.

- To brzmi skromnie. Musiałeś mieć jakieś własne pomysły.

- Kilka. Ale jestem jak ty i nie mam pojęcia, co chcę robić.

- Mógłbyś tu mieszkać.

- W Priory House?

- Jasne.   Zapomniałam,   że   kupiłeś   ten   potwornie   drogi   dom,   którego   nie   cierpisz. 

Dlaczego więc to zrobiłeś?

Nie mógł spojrzeć jej w oczy.

background image

- Pod   wpływem   impulsu.   Wiedziała,   że   powinna   to   zostawić,   ale   nie   mogła.   Nie 

zamierzała wyciągać Stacy; on musiał to zrobić, ale ona chciała dać mu znać, że będzie 

słuchać.

- Kupiłeś dom, którego nie lubisz pod wpływem impulsu. Ot, taki kaprys.

- Tak - powiedział, wciąż na nią nie patrząc.

- Musiałeś mieć jakiś poważny powód, by to zrobić.

- Bardzo poważny - powiedział, po czym zawahał się, nim odezwał się znowu. - Co, 

jeśli zostałabyś fałszywie oskarżona o coś, czego nie zrobiłaś? Co byś zrobiła, by oczyścić 

swoje imię?

- Wszystko, co tylko bym mogła.

- Więc rozumiesz, czemu kupiłem ten dom.

- Właściwie nie, ale czy zrobiłeś jakiś postęp w odzyskaniu dobrego imienia?

Pokręcił głową.

- Ani trochę. Jedyne, czego dokonałem, to uwikłanie się w historię z duchami, sprytną 

kobietą i kupą pracowników, którzy myślą, że jestem świetnym źródłem rozrywki.

Nigh uśmiechnęła się na ten żart.

- Nie   zamierzam   naciskać,   ale   jeśli   potrzebujesz   pomocy   w   oczyszczaniu   imienia, 

zgłaszam się na ochotnika. Musiałbyś oczywiście powiedzieć mi, co je zabrudziło.

- Będę o tym pamiętał i dziękuję - powiedział, uśmiechając się do niej. - Gotowa do 

powrotu? Pani Browne przygotowuje pieczoną jagnięcinę na wieczór. I będziemy ją jeść w 

jadalni.

Teraz, godzinę później, oboje byli najedzeni oraz rozgrzani od ognia.

Jace siedział na krześle obok niej.

- Cieszy mnie twoje towarzystwo.

- A mnie twoje - odpowiedziała. Przez chwilę milczał, a Nigh zrobiła wszystko co w 

jej mocy, by nie zauważył, że jej serce potwornie wali. Wyglądało na to, że każdy facet ma 

ten moment. Niektórzy mężczyźni pokazują swoją decyzję, zapraszając kobietę do swoich 

rodziców, niektórzy wręczają pierścionek. Nigh wiedziała, że dla niej i Jace'a na wszystko to 

było za wcześnie, ale miała nadzieję, że powie jej, co kieruje jego życiem.

- Chciałbym ci coś powiedzieć - odezwał się po chwili. - Nie, nie chcę ci mówić, ale 

potrzebuję pomocy. Okazało się, że nie jestem w stanie rozwiązać wszystkiego w pojedynkę.

Nie odezwała się słowem, siedziała po prostu cicho, zachęcając go, by kontynuował i 

wreszcie wszystko jej powiedział.

I zrobił to. Powiedział jej o Stacy, ale widziała, że nie jest mu łatwo mówić o kobiecie, 

background image

którą kochał, a kiedy mówił o jej śmierci, czuła jego udrękę. Po półtorej godzinie wyrzucił z 

siebie wszystko.

Nie dodał wiele do tego, co Nigh już wiedziała, ale nie mogła mu tego powiedzieć. 

Głównie przedstawił jej fakty, nie swój ból, ale widziała go w jego oczach.

- Masz to zdjęcie z notką? - spytała.

- Na górze, w pokoju Ann - odrzekł i poszli na górę. Przez wszystkie te lata ten pokój 

stał jej się bliski ze względu na sekretne wejście ze schodów, a nowa dekoracja pokoju stała 

się dla niej bliska ostatniego tygodnia. Czy naprawdę minął dopiero tydzień od czasu, gdy 

poznała Jace'a?

Obserwowała go, jak podchodził do wiktoriańskiej szafy, którą kupił w Londynie, 

otworzył ją i wyjął pudełko z jej dna. Nie mogła się powstrzymać od powiedzenia:

- Przestałeś chować rzeczy pod klapą w podłodze? Ucieszył ją wyraz szoku na jego 

twarzy. Po chwili jednak uśmiechnął się, a jego oczy zalśniły.

- Słuchasz.

- Muszę w swojej pracy. Usiadła na łóżku obok niego i przejrzeli wszystkie dowody, 

jakie posiadał. Wzięła zdjęcie Stacy i stwierdziła, że była piękną kobietą, mimo iż te słowa 

wywoływały w niej uczucie zazdrości - co było głupie, ale emocje rzadko poddają się logice.

- „Znów nasz. Na zawsze razem. Do zobaczenia 11 maja 2002” - przeczytała na głos.

- Zmarła następnego dnia. Wstał i podszedł do zimnego kominka.

- Muszę się dowiedzieć, co się stało - powiedział. - Rozumiesz to? Jeśli dowiem się, 

co się stało, oczyszczę swoje imię - jeśli w ogóle może być oczyszczone. Nie mogę zrobić nic 

więcej ze swoim życiem.

Spojrzała na niego ze zrozumieniem.

- Chcesz porozmawiać z Ann nie dlatego, że jest duchem, ale dlatego, że była tu tej 

nocy.

- Tak. Myślałaś, że chcę seansu spirytystycznego?

- To miało sens. Przesunął rękoma po twarzy.

- Nic   z   tego   nie   ma   sensu.   Czemu   Ann   i   Danny   ukazują   się   nam?   A   właściwie 

ukazywała mi się, dopóki jej nie rozzłościłem. - Spojrzał na sufit. - Próbowałem tylko zrobić 

coś miłego. - Nie chciałem cię obrazić, ani sprawić, byś poczuła się gorzej niż do tej pory. 

Jeśli jest coś, co mógłbym zrobić, byś poczuła się lepiej, powiedz mi. Kiedy spojrzał na Nigh, 

była blada jak ściana.

- Co?

- Nie ryzykowałabym tego na twoim miejscu - powiedziała.

background image

- Ty przyjmujesz duchy spokojnie, ale ja nie. Nie słyszałeś o tym,  że one zawsze 

szukają ciała, by je przejąć?

- Miesiąc temu powiedziałbym, że mogą przejąć moje.

- Kochałeś ją tak bardzo, że mógłbyś nawet pójść za nią?

- Tak - wyznał Jace. - I nie. Opłakiwałem Stacy tak mocno, jak tylko mogłem. Ale mój 

żal   stał   się   samolubny.   Chciałem   się   dowiedzieć   czegoś   o   sobie.   Jej   macocha   i   siostra 

oskarżyły   mnie   o   doprowadzenie   Stacy   do   samobójstwa.   Powiedziały,   że   byłem   takim 

tyranem, że nie pozwoliłbym jej wycofać się z obietnicy małżeństwa. Ale to nie ma sensu. 

Jeśli miała na tyle siły, by powiedzieć mi kilka dni przed ślubem, że nie chce mieć dzieci, 

mogłaby spokojnie powiedzieć też, że nie chce za mnie wychodzić.

- Widzę cię jako różne osoby, ale niejako tyrana. Sądzę, że działo się dużo więcej, a ty 

nie wiedziałeś i nie wiesz nic na ten temat. - Spojrzała na zdjęcie Priory House i przeczytała 

notkę.

- Ktoś gdzieś wie coś o tym.

- Pani Browne - odrzekł Jace bezbarwnym głosem.

- Jestem tego pewna, ale ona jest starą kobietą, która nie pozwoli w żaden sposób 

wyrwać z siebie wiedzy, jaką posiada. Jeśli Stacy spotkała się tu potajemnie z mężczyzną, 

pani Browne mogła pomyśleć, że słusznie została ukarana za to. Jace usiadł obok Nigh.

- Tego popołudnia przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Może Danny Longstreet 

objawił ci się, ponieważ jego potomek jest zaangażowany w sprawę?

Nigh spojrzała na niego pytająco.

- Jerry? Myślisz, że Stacy spotykała się z Jerrym Longstreetem tutaj, w Priory House?

- Ty tak nie uważasz.

- Nie.   Z   jednego   powodu.   Spójrz   na   nią.   Wygląda   jak   jedna   z   tych   zdrowych, 

dystyngowanych dziewcząt z Kalifornii, o których wy, Amerykanie, śpiewacie piosenki. Jerry 

nie jest nawet tak wysoki i ma duży brzuch. Jest słodki w pewien sposób, ale nie dla obcych.

- Ty go lubisz.

- Ja dorastałam w Margate, chodziłam tu do szkoły. Wybór był mały. Ale teraz, kiedy 

jeździłam po świecie, Jerry to tylko żart. Myślę, że Starcy myślałaby tak samo. Poza tym, 

gdzie by go spotkała?

Jace ponownie wstał.

- Oto jest pytanie. Wysilałem mózg aż do granic możliwości. Stacy opowiedziała mi 

całą   historię   swego   życia.   Była   w   Anglii   z   matką,   a   kiedy   była   w   college'u   wraz   z 

przyjaciółmi odbyła  kilka podróży po Europie, ale ciągle była  pod opieką. Narzekała, że 

background image

nigdy nie mogła nic zobaczyć ani nikogo poznać.

- Sądzę, że można się zakochać w bardzo krótkim czasie - powiedziała Nigh cicho, 

patrząc na Jace'a. Spojrzał jej w oczy.

- Też tak uważam. - Patrzył na nią przez chwilę, po czym odwrócił wzrok. - Ale nie 

mogę myśleć o przyszłości, póki nie wyczyszczę przeszłości.

Nigh   nie   była   w   stanie   powstrzymać   westchnienia,   kiedy   ponownie   spojrzała   na 

zdjęcie Stacy, po czym odłożyła je do pudełka.

- Powinieneś   trzymać   to   wszystko   w   ukryciu.   Nikt   w   tym   domu   nie   może   tego 

zobaczyć.

- Uważasz, że została zamordowana, prawda? Nigh wstała i patrzyła przez chwilę na 

pudełko, a potem na niego.

- Uważam, że jakakolwiek kobieta, która by cię opuściła...

- nie skończyła zdania. Było zbyt ckliwe, zbyt sentymentalne - i za bardzo dotyczyło 

jej samej.

- Jest późno, a ja jestem zmęczona - dodała. - Zabrałam ze sobą buty sportowe, więc 

może   wybierzemy   się   jutro   na   spacer   gdzieś   poza   Margate?   Zobaczmy,   co   wiesz,   i 

sprawdźmy, jak umiesz to wykorzystać - powiedziała, po czym, nim zdążył odpowiedzieć, 

rzekła: - Dobranoc - i wyszła z pokoju.

Pospieszyła  przez korytarz do błękitnej sypialni, „damskiej sypialni”. Uśmiechnęła 

się, zobaczywszy, że jest pełna świeżych  kwiatów i że jej rzeczy zostały rozpakowane i 

rozłożone.   Kiedy   po   raz   pierwszy   odwiedziła   Priory   House   z   Jace'em,   pokojówki   i   pani 

Browne były mocno zuchwałe, ale najwyraźniej Jace przywołał je do porządku.

Napełniła wannę i zanurzyła się w niej. Później włożyła flanelową koszulę nocną i 

poszła do łóżka. Pościel pachniała słońcem. Czuła się dobrze, ponieważ Jace powiedział jej, 

co go nęka, zdradził jej swój najgłębszy sekret. Teraz jedyne, co musieli zrobić, to rozwiązać 

tajemnicę.

Zasnęła z uśmiechem na ustach.

background image

ROZDZIAŁ 18

- Wstawaj - usłyszała głos Jace'a. Zaspana Nigh przetoczyła się na łóżku i spojrzała w 

odsłonięte okna. Nadal było ciemno.

- Odejdź - powiedziała. Jace usiadł na brzegu łóżka.

- Jestem   na   nogach   od   dwóch   godzin,   a   pani   Browne   zaczęła   przygotowywać 

śniadanie. No już, wstawaj, ubieraj się i chodźmy. Dwadzieścia mil stąd jest szlak. Stamtąd 

zaczniemy.

- Szlak? - wymruczała - Czy to Ameryka?

- Wstawaj - powtórzył, a kiedy się nie ruszyła, wyciągnął się koło niej. Gruby koc 

leżał pomiędzy nimi. - Ładnie pachniesz - powiedział, składając swoją twarz na jej szyi.

Nigh uśmiechnęła się i poruszyła się tak, że jej plecy był bliżej niego.

- Uwielbiam poranny sport.

- Ja też. Wygląda na to, że Ann i Danny też. - Dotknął jej szyi pod ciepłymi włosami - 

Sądzę, że to dlatego tu są.

- Co? - Nigh odwróciła się, by rozejrzeć się po pokoju. Nikogo poza nimi nie było. 

Jace podniósł się z łóżka i uśmiechnął do niej.

- Żadnych duchów, tylko my. Wstawaj i ubieraj się. Idziemy. Rozpalimy światło dnia.

- Co za okropne zdanie - wymruczała siadając. - Myślałam o leniwym spacerze w 

okolicy, a nie jakiejś wspinaczce.

- Potrzebuję ćwiczeń. Dużo ćwiczeń. Tak naprawdę potrzebuję wbiec na górę.

Nie mogła się powstrzymać od chichotu, wiedząc co Jace dokładnie ma na myśli.

- A gdzie moja poranna herbata? Każdy dobry hotel podaje ją.

- Jasne. Herbata z hotelu Priory House już nadchodzi. W jadalni. Do zobaczenia na 

dole, a jeśli nie będzie cię dłużej niż piętnaście minut, pójdę bez ciebie.

Na to Nigh opadła znów na łóżko.

Z  poważnym  spojrzeniem  Jace  podszedł  do łóżka,   podniósł  ją  razem  z  pościelą   i 

wstawił do łazienki.

- Piętnaście   minut   -   powiedział   wychodząc.   Uśmiechając   się,   Nigh   włożyła   kilka 

warstw ubrań, które będzie mogła ściągnąć później, gdy zrobi się ciepłej. Na samym spodzie 

miała starą koszulkę, praną już setki razy, która była tak cienka, że nie pozostawiała wiele 

wyobraźni. Na to włożyła bawełnianą koszulę z długimi rękawami i bluzę od dresu. Potem 

dżinsy, grube skarpety i buty. Pomyślała o makijażu, ale uznała, że będzie się pocić, więc nie 

ma sensu.

background image

Dziesięć minut po wyjściu Jace'a była w jadalni i jadła śniadanie przygotowane przez 

panią Browne.

- Masz jeszcze to - powiedział Jace, dokładając jej jedzenia.

- Raczej nie - powiedziała, ale jego dobry humor był zaraźliwy. Trzydzieści minut 

później wrzucali ciężkie torby do rovera Jace'a i ruszyli na północ. Była wspaniała, słoneczna 

sobota i mimo niedoborów we śnie, Nigh z radością oczekiwała nadchodzącego dnia.

- Dzisiaj przyjmujemy pewną zasadę - powiedział, wjeżdżają na autostradę.

- Jaką?

- Dzisiaj rozmawiamy tylko o nas, o mnie i o tobie. Nikim innym.

Nie musiał mówić, kogo ma na myśli. Po raz pierwszy nie będzie żadnych duchów - 

starych i nowych - pomiędzy nimi, a to sprawiło, że poczuła się cudownie.

- Nie spałem prawie całą noc - powiedział. - Myślałem o czymś.

- O czym?

- Podoba mi się Anglia. - Zerknął na nią. - Jest mokra i zimna, a ekscentryczność nie 

opisuje w pełni charakteru ludzi, ale jest coś w tym miejscu, co mi pasuje.

Patrzyła na niego twardo.

- Moja babcia przez lata powtarzała, że ktoś powinien napisać historię naszej rodziny. 

Przeszliśmy długą drogę i zdarzały się w naszej rodzinie niezwykłe  postaci. Wszystko to 

wiemy   z   ustnych   przekazów   i   dzięki   starym   skrzynkom   pełnym   listów,   mundurów   i 

rodzinnych dokumentów. Ale nikt do tej pory nie spisał kompletnej historii moich przodków.

Czekała na kontynuację, ale Jace zamilkł.

- Chcesz powiedzieć, że myślisz o spisaniu rodzinnej historii?

- Może.

- I mieszkaniu w Anglii przez ten czas.

- Przeszło mi to przez głowę.

- I mieszkałbyś w Priory House?

- Na   Boga,   nie!   Myślałem,   że   kupię   jakiś   mały   domek   w   okolicy.   Coś   starego   i 

miłego, ale coś, co miałoby ogrzewanie.

- Jakąś starą plebanię - powiedziała rozmarzonym głosem.

- Brzmi całkiem nieźle jak dla mnie. Właściwie brzmi świetnie. Ale musiałaby mieć 

ogród.

- I oranżerię. Musi mieć oranżerię. Wiesz co? Pisanie to coś, co ja też mogłabym 

chyba polubić.

- Naprawdę? Co byś napisała?

background image

- O tym, co widziałam. I może coś o duchach. - Rzuciła mu szybkie spojrzenie. - Nie o 

takiego rodzaju duchach. Innych. Spotkałam kiedyś starych dziennikarzy, którzy mieli do 

opowiedzenia fantastyczne historie. Był gdzieś pewien człowiek, który widział wszystko od 

czasu drugiej wojny światowej. A w jego opowieści aż trudno było uwierzyć.

- Powiedział? Nie spisał tego?

- Ani jednego słowa. Dla niego każde słowo, które miał napisać, było ciężarem. Mógł 

dyktować   tysiące   słów   przez   telefon,   ale   nie   mógł   usiąść   i   napisać.   A   wszystkie   dobre 

historie,   jakie   znał,   nie   mogły   być   opowiedziane   -   przynajmniej   wtedy.   Teraz   mógłby 

powiedzieć, co widział podczas wielu wojen, które przeżył.

- Chce spisać wspomnienia? Nigh wzruszyła ramionami.

- Jak myślisz, po co żyje reporter, jeśli nie dla tego. Rozmawiali całą drogę do szlaku i 

dalej,   kiedy   rozpakowywali   torby   i   zaczęli   marsz.   Rozmawiali   o   swoich   wymarzonych 

domach i co muszą mieć, ale nie mówili o domu, który należałby do nich obojga i w którym 

mieszkaliby razem. Również nie rozmawiali o tym, że pragną zmienić swoje życia tak, by 

mogli mieszkać razem.

W   południe   usiedli   na   kamieniu   obok   ścieżki   i   zjedli   kanapki   z   szynką,   które 

przygotowała im pani Browne, i wypili termos herbaty. Godzinę wcześniej Nigh zdjęła bluzę, 

którą miała teraz przewiązaną w talii. Oparła się o drzewo, kiedy jedli w ciszy, a słońce ich 

ogrzewało.

- Jeździec - powiedziała. - To brzmi jak mężczyzna dla mnie. Nawiązywała do historii, 

którą Jace jej kiedyś  opowiedział o jednym  ze swoich przodków. Podczas amerykańskiej 

rewolucji młody mężczyzna niezadowolony z siebie, walczył o wolność dla swojego kraju. 

Nie miało to dla niej znaczenia, że walczył przeciw Anglii.

Jace patrzył cały czas na las. Byli otoczeni drzewami i śpiewem ptaków. Byli sami.

- Pomijając mężczyzn noszących maski, jaki jest twój typ mężczyzny?

Nigh musiała upić herbaty, by powstrzymać się od powiedzenia „ty”.

- Duży, silny gracz rugby - powiedziała. - Albo polo. Naprawdę lubię polo.

- Mam kuzyna, który gra w polo.

- Jak ma na imię? Może nas sobie przedstawisz.

- Lilian.   Roześmieli   się,  a  chwilę   później  zebrali   wszystkie   rzeczy  i  ruszyli   dalej. 

Przeszli około mili, kiedy Nigh zarządziła przerwę.

- Nie wiem, jak ty to znosisz - powiedziała, patrząc na jego koszulę, kiedy kładła torbę 

na ziemi. - Ja za chwilę spłonę.

- To nic. Powinnaś spędzić lato na południu Ameryki. Jak znosiłaś Środkowy Wschód, 

background image

jeśli nie lubisz gorąca?

- Suchego ciepła - powiedziała, ściągając koszulę z długim rękawem. - I... - przerwała, 

ponieważ Jace patrzył na jej  piersi rozszerzonymi  oczami  i z otwartymi  ustami. Musiała 

włożyć ten cienki podkoszulek, żeby przyciągnąć jego uwagę. Ależ to żałosne. Czy on nigdy 

nie widział...

Spojrzała w dół na koszulę i zdała sobie sprawę, że patrzył na logo na niej.

- Co?

- To - wyszeptał i podniósł rękę do punktu na jej piersi - skąd to masz?

- Ze szkoły Queen Jane - powiedziała. - To prywatna szkoła jakieś dwie mile od Priory 

House. Jest niezwykle  droga  i nie  znam nikogo  w Margate,  kto by tam chodził.  Gladys 

Arnold tam pracuje.

- Stacy miała taką koszulkę - wyszeptał Jace.

- Jak każdy, kto mieszka w okolicy trzydziestu mil stąd. Szkoła organizuje zbiórki 

pieniędzy i sprzedaje rzeczy ze swoim logo. Kupowaliśmy od nich rzeczy aż do...

Jace nadal przyglądał jej się szeroko otwartymi oczami.

- Nie sądzisz, że Stacy tam się uczyła, prawda? - zapytała.

- Mogła   kupić   tę   koszulkę   w   kilku   miejscach.   Sprzedają   je   w   paru   sklepach   w 

Londynie.

- Nie wiem - powiedział. - Ale to jakiś trop. Musimy wrócić. Musimy dowiedzieć się, 

czy   chodziła   do   tej   szkoły.   Musimy...   -   Przestał   mówić   i   zaczął   zawracać   ze   zdwojoną 

prędkością.

Przez chwilę Nigh stała w miejscu.

- I tyle z romantycznej wyprawy - powiedziała, po czym złapała swoją torbę i pobiegła 

za nim.

Ledwie   czterdzieści   pięć   minut   zajął   im   powrót   do   samochodu.   Jace   pojechał   do 

Margate tak szybko, jak mógł.

- Skręć tutaj - powiedziała, a Jace skręcił tak ostro, że musiała schwycić się rączki 

przy oknie. - Domyślam się, że chcesz zobaczyć szkołę.

- Tak. - To wszystko, co powiedział, co było i tak wyczynem w porównaniu z całą 

drogą powrotną ze szlaku.

- Skręć w tę żwirowaną drogę - pokierowała nim. Kiedy dojechali do końca, zatrzymał 

samochód, wysiadł i rozejrzał się po okolicy.

Nigh   stanęła   za   nim.   Szkoła   była   starym   domem   w   stylu   wiktoriańskim,   całkiem 

ładnym,   z   zadbanymi   trawnikami   podzielonymi   na   pola.   Na   nich   dziewczęta   w   wieku 

background image

gimnazjalnym biegały z piłkami i kijami hokejowymi, wszystkie w zielonobiałych, szkolnych 

mundurkach.

- Jak się dowiem, czy Stacy tam uczęszczała?

- Sądzę, że moglibyśmy pójść i spytać. Jestem pewna, że mają akta. Ale...

Spojrzał na nią.

- Ale musieli słyszeć, że Stacy Evans zmarła w pubie niecałe dziesięć mil od ich 

szkoły   i   jeśli   jeszcze   nic   do   tej   pory   nie   powiedzieli,   to   znaczy,   że   nie   chcą   być   w   to 

zamieszani.

- Też tak samo sądzę - odrzekła.

- Możemy spróbować przez Internet. Być może mają stowarzyszenie absolwentów.

- Mają, ale jest niedostępne. Musisz być absolwentem, by się tam dostać.

Jace spojrzał na nią, jakby chciał spytać, skąd to wie. Nigh wzruszyła ramionami.

- Czasem dziewczęta stamtąd przychodzą do Margate zobaczyć, jak żyją mieszkańcy. 

Oni zaś zawsze chcą wiedzieć, która jest córką księcia, earla, więc przeglądaliśmy stronę 

stowarzyszenia.  Szkoła dowiedziała się o tym  i zastrzegła ją dla ludzi z zewnątrz. Teraz 

dziewczętom rzadko pozwala się przychodzić do Margate, więc dlatego nie widzisz loga w 

całym mieście. Coraz bardziej separujemy się od siebie.

- Więc   jak   się   dowiemy,   czy   Stacy   chodziła   do   tej   szkoły?   Jesteś   dziennikarką, 

wymyśl coś.

- Poza włamaniem się do biura z aktami, nie mam innego pomysłu.

Kiedy zobaczyła wyraz twarzy Jace'a, cofnęła się krok.

- Żartowałam. Nie możesz włamać się do szkoły. Może, gdyby nie był to rok szkolny, 

mógłbyś, ale teraz mieszka tam trzysta dziewcząt.

Jace patrzył na nią przez chwilę, po czym zawrócił do samochodu. Nigh ruszyła za 

nim. Kiedy byli już w środku, spytała go, co zamierza zrobić.

- Skontaktować się z Clive'em i Gladys.

- Zamierzasz prosić Clive'a o pomoc? On jest policjantem! - Gdy spojrzenie Jace'a nie 

uległo zmianie, zaczęła się martwić. - Nie możesz tego zrobić. Absolutnie nie możesz tego 

zrobić! A tym bardziej nie możesz prosić o pomoc policjanta.

- Wiesz coś o przeszłości Clive'a Seftona? Nigh wiedziała wszystko o jego trudnej 

przeszłości. Był tyle razy aresztowany, że zakrawało to na żart. Narkotyki. Hazard.

- Nie możesz - powtórzyła, ale tym razem dużo słabszym głosem.

Jace   zawrócił   samochód   i   ruszył   do   Priory   House.   Dwadzieścia   minut   po   ich 

przyjeździe zadzwonił do Clive'a i Gladys i zaprosił ich na obiad razem z Mickiem. Jace 

background image

nakazał pani Browne przygotować ucztę, a sam udał się pod prysznic.

Nigh w swojej sypialni zastanawiała się, czy wsiąść do swojego mini i pojechać do 

domu, czy też nie. Pracując w zawodzie dziennikarki widziała konsekwencje nielegalnego 

zachowania zbyt wiele razy. Z drugiej strony, widziała również konsekwencje legalnego. Nie 

była pewna, które jest gorsze.

Po kąpieli ubrała się w czarne spodnie i różowy kaszmirowy sweter. Do obiadu miała 

jeszcze godzinę.

- Niewiele mogę bez nakazu rewizji, poza obejrzeniem roczników - powiedział Clive z 

pełnymi ustami.

- Czemu ta szkoła jest taka tajemnicza? - głośno zastanawiał się Jace, krojąc kolejny 

kawałek pieczonej wołowiny. - Ludzie z zewnątrz mają lepszy dostęp do więźniów niż do 

tych dziewcząt. Myślicie, że Margate było miejscem grzechu i cnota dziewcząt musi być 

chroniona przed nami?

Kiedy  mówił,   głowy  Nigh,  Gladys,   Micka   i  Clive'a   pochylały   się   coraz   niżej.   W 

chwili, gdy skończył, ich nosy dotykały niemal talerzy.

- OK. Nieważne. Co sprawiło, że szkoła nienawidzi Margate?

- Obopólna fascynacja - powiedziała Nigh.

- Dobre - odezwał się Clive. - Obopólna fascynacja. Muszę to zapamiętać.

Gladys spojrzała na Jace'a.

- Jakieś cztery lata temu córka księcia zaszła w ciążę z miejscowym chłopakiem. Był 

to pojedynczy incydent, ale sprawa została rozdmuchana. Książę zagroził, że zadzwoni do 

rodziców wszystkich studentów, jeśli, jak to określił, „męty z Margate” nie zostaną odsunięci 

od szkoły.

Jace pokiwał głową.

- Rozumiem, że dziewczynie nie pozwolono wyjść za tego chłopaka.

Na to wszyscy się roześmieli.

- Jedyne, co chcę wiedzieć to, czy Stacy Evans chodziła do tej szkoły, czy nie.

- Proszę mi wybaczyć, proszę pana - odezwała się Gladys. - Ale wydaje mi się, że 

chce pan również poznać nazwiska wszystkich z jej klasy. Jeśli pana młoda dama uczęszczała 

do tej szkoły, będzie pan chciał zadzwonić tam i dowiedzieć się, kogo znała.

Jace uśmiechnął się do niej i spojrzał na Micka.

- Trzymaj się jej. Mick objął Gladys i powiedział:

- Taki mam zamiar. Godzinę wcześniej Jace dał wolne pani Browne i obserwował, jak 

idzie do swojego mieszkania, po czym w skrócie opowiedział Gladys i Mickowi o Stacy. 

background image

Powiedział im, że spotkała kogoś w Priory House w noc przed morderstwem, a on chce 

dowiedzieć się, kim była ta osoba.

- Gladys, masz klucze do szkoły?

- Nie do pokoju z aktami - odpowiedziała szybko.

- Ale masz klucze, żeby dostać się do budynku?

- Nie! - Nigh i Clive krzyknęli jednocześnie.

- Nie mogę pomóc, jeśli ma być to włamanie - powiedział Clive. - Przykro mi, panie 

Montgomery,   ale   nie   mogę   ryzykować   całej   swojej   przyszłości.   Jeśli   ktokolwiek   inny 

zostałby przyłapany w takiej sytuacji, wybaczyliby mu, ale nie mnie. Nie z moją przeszłością.

- Jestem otwarty na pomysły - powiedział Jace.

- Dobra - powiedział Clive, po czym nachylił się i zniżył głos. - Myślę, że mam plan.

- Panie   Montgomery   -   powiedziała   dyrektorka   szkoły   Queen   Jane.   -   Wierzę,   że 

możemy przyjąć pana siostrzenicę.

- Nasza rodzina z reguły nie wysyła dzieci do szkół za granicą, ale Charlotte uparła 

się, a my nie mamy serca, by jej odmówić? Dziecko chce pograć w hokeja na trawie.

- Och, wspaniale. Jest sportsmenką.

- Tak, daje czadu. Kobieta wciąż się uśmiechała mimo slangu Jace'a. Podała mu plik 

kartek.

- To nasza broszura i formularz aplikacyjny.

- Dziękuję bardzo - powiedział, biorąc od niej papiery. W następnej chwili głośny 

alarm wypełnił pokój.

- Co   się   dzieje?   Nie   sądzę,   żeby   to   było   prawdziwe   zagrożenie   -   próbowała 

przekrzyczeć wycie. - Ale muszę iść i zobaczyć, co się dzieje. - Szybko podeszła do drzwi i 

czekała niecierpliwie na Jace'a, by opuścił biuro.

Jace zaczepił się rękawem o krzesło i miał  problem z odczepieniem go, po czym 

potknął się o sznurowadło.

Kobieta patrzyła z obawą na dziewczęta zbierające się w głównym holu. Jej klucze 

dźwięczały niecierpliwie w ręku.

- Bardzo przepraszam - krzyknął Jace, wstając i idąc w stronę drzwi. Upuścił jednak 

papiery i przyklęknął, by je pozbierać.

- Panie   Montgomery!   -   krzyknęła   dyrektorka.   -   Muszę   zobaczyć,   co   z   moimi 

dziewczętami! - Rzuciła mu spojrzenie pełne dezaprobaty i wybiegła z pokoju.

Jace   złapał   rocznik   z   roku   1994,   stojący   na   szafce   obok   drzwi   i   wsunął   go   pod 

marynarkę.   Ostatniej   nocy  dużo   myślał   i   zdał   sobie   sprawę,   że   jedyne   lata,   kiedy   Stacy 

background image

mogłaby chodzić do szkoły to 1993 - 1994. Jej matka zmarła latem 1993, a ojciec ożenił się 

niedługo potem z kobietą starszą od Stacy ledwie o kilka lat. Jace zgadywał, że macocha 

mogłaby wysłać ją do angielskiej szkoły, by jej się pozbyć.  Wiedział, że Stacy kończyła 

szkołę w Kalifornii, więc jeśli chodziła do Quen Jane, nie przebywała tam cały rok.

Alarm wciąż wył, kiedy opuścił biuro z dokumentami, które dała mu dyrektorka. Stała 

niedaleko drzwi biura, kierując studentkami opuszczającymi budynek. Jace zamknął drzwi i 

skłonił się jej, wychodząc.

Opuścił budynek uśmiechnięty. Dziewczyny wokół niego krzyczały i piszczały.

- Jesteś z Margate? - spytała jedna.

- Rozumiem, czemu nie wolno nam chodzić do miasta, jeśli jesteś jednym z nich - 

stwierdziła inna.

- Mój pokój jest w południowo - wschodnim skrzydle. Zrzucę ci prześcieradło.

- Hej. Zrzuć lepiej materac i skocz na niego. Nim Jace dotarł do samochodu, był cały 

czerwony. Podał książkę Nigh i wyjechał z parkingu.

- Dziewczęta nie były takie, gdy byłem młody.

- Oczywiście,   że   były.   Dziewczyny   zawsze   są   takie   -   powiedziała,   przerzucając 

książkę. - Bingo! Stacy Elizabeth Evans.

Jace zatrzymał  się i spojrzał na zdjęcie. Do Priory House wrócił z uśmiechem na 

twarzy.

- Teraz jedyne, co musimy zrobić, to dowiedzieć się, kogo spotkała w tej okolicy - 

stwierdziła Nigh. - Wtedy będziemy wiedzieć, kto wysłał jej zaproszenie. Jace?

- Wiem. Zamierzasz mnie spytać, czy jestem przygotowany na to, czego mogę się 

dowiedzieć.   Słyszałem   to   już   wcześniej   od   wuja   Franka.   Powinnaś   go   poznać.   Myślicie 

podobnie.

- Przyjmuję to jako komplement.

- Powinnaś. Jest milionerem, który sam na to zapracował.

- Och, ten Frank Montgomery! Jace roześmiał się i skręcił na podjazd Priory House. 

Była niedziela, dzień wolny pani Browne, więc poszła tam, dokąd zawsze chodzi w niedziele, 

i zostawiła ich samych w domu. Plan Clive'a, by wykraść rocznik, był tak prosty, że Jace nie 

był pewien, czy zadziała. Gladys często chodziła sprzątać do szkoły w niedziele, więc nie 

było dla niej problemem włączenie alarmu o wyznaczonej godzinie. Reszta należała do Jace'a.

Kiedy tylko znaleźli się w domu, pochylili się nad rocznikiem, niemal stykając się 

głowami. Jace był zdecydowany nie pokazywać Nigh ani nikomu szoku i bólu, który wywołał 

fakt, że kobieta, którą tak kochał, nie powiedziała mu, iż uczęszczała do szkoły w Anglii. 

background image

Może trwało to tylko  kilka miesięcy, ale wystarczająco  długo, by ktoś wpadł jej w oko. 

Jedyne, co ten ktoś musiał zrobić, po latach, to wysłać jej pocztówkę, by Stacy się pojawiła. 

By   zobaczyć   tego   człowieka,   ubłagała   mężczyznę,   którego   miała   poślubić,   o   możliwość 

towarzyszenia mu w podróży do Anglii, a potem rozpoczęła kłótnię, by mieć pretekst do 

ucieczki.

- Widzisz kogoś znajomego? - spytała Nigh.

- Paru, ale znam ich tylko z kolumny towarzyskiej. Zajrzyjmy do sieci.

Godzinę   później,   kiedy   mieli   już   wszystko   gotowe,   nadal   nie   wiedzieli,   jak 

skontaktują się z tymi młodymi kobietami i zadadzą pytania.

- Nie możesz tak po prostu zadzwonić do Chatsworth i spytać o koleżankę jednej z 

córek.

- Czemu   nie?   Musisz   pamiętać,   że   jestem   Amerykaninem,   i   że   walczyliśmy,   by 

oderwać się od waszego systemu klasowego.

- Chwila,  moment.  Czy  byle   kto  może  zadzwonić   do twojej   siostry i  zadawać  jej 

pytania?

- Po pierwsze, nigdy by się do niej nie dostali. Ma troje dzieci i nie ma czasu...

Nigh zwęziła oczy. Roześmiał się.

- OK. Rozumiem, ale mam pewien pomysł. Jest pewna kobieta, o której wiem, że 

może połączyć się z królową, jeśli tylko zechce.

- Tylko wyjątkowa osoba miałaby taką możliwość.

- Ale   my   nie   potrzebujemy   królowej,   prawda?   Potrzebujemy   tylko   kogoś,   kto 

zadzwoni do tych bogatych angielskich dziewcząt, a jest pewna kobieta, której ufam bardziej 

niż komukolwiek innemu.

- Kto to?

- Moja matka.

- Zrzucisz to wszystko na nią?

- Wszyściutko. Myślisz, że Gladys kupiła kolorową kopiarkę?

- Z tego, co mówiła pani Parsons, Gladys kupiła każdą znaną maszynę, ale pani P. nie 

zamawiała   żadnej.   Co   oznacza,   że   Gladys   zdobyła   wszystko   o   połowę   taniej   niż   u   pani 

Parsons.

- Skopiujmy więc te zdjęcia i wyślijmy do mojej matki. Niech oczaruje tych snobów.

background image

ROZDZIAŁ 19

Jace i Nigh spędzili dzień na udawaniu, że nie są zdenerwowani. Grali w scrabble - 

Nigh wygrała - i zastanawiali się nad ogrodem, przy czym Nigh wyrażała opinie, co by z nim 

zrobiła, gdyby dom należał do niej.

- Lubisz ten dom, prawda? Gdybyś miała wybór, mieszkałabyś tutaj.

- Nie - odpowiedziała szczerze. - Dom jest zimny i pełen duchów. I nie mówię tylko o 

Ann Stuart. Wydaje mi się, że jest tu również dusza mojej matki, a może i ojca. - Zadrżała. - 

Nie, nie chciałabym mieszkać w tym domu. Jest w nim coś jeszcze, ale nie wiem, co to jest.

- Myślę, że to jest duch tej przeklętej kobiety rozbójniczki. Sądzę, że mieszkała tu i że 

jest tu obecna.

- Może   masz   rację.   Sprawdzimy   ponownie   maszyny?   Przez   cały   dzień   sprawdzali 

faks, automatyczną   sekretarkę  i  skrzynkę   mailową   Jace'a. Jego  matka informowała  ich  o 

każdym wykonanym kroku, do kogo zadzwoniła i czego się dowiedziała. Jak do tej pory, nie 

mieli nic o tym, kogo Stacy spotkała poza szkołą.

Dowiedzieli się natomiast, że Stacy była bardzo nieszczęśliwą osobą i trzymała się z 

dala od innych.

- Chyba  dlatego  nigdy  nie  powiedziała   mi,  że  spędziła   rok w  szkole  za  granicą   - 

powiedział smutno Jace. Robił, co mógł, by zrozumieć, czemu Stacy trzymała to w sekrecie.

Pani Montgomery zadzwoniła do Jace'a trzy godziny wcześniej i powiedziała, czego 

dowiedziała się od kobiety, która była dyrektorką szkoły, kiedy Stacy tam uczęszczała. Kiedy 

Stacy przyszła do szkoły, była świeżo po traumie związanej ze śmiercią matki kilka miesięcy 

przed rozpoczęciem roku szkolnego, i wysłaniu jej do ojca. Człowieka, którego prawie nie 

widziała na oczy, a który właśnie ożenił się ponownie. Mężczyzna nie miał czasu na zajęcie 

się rozrastającym biznesem i dwiema dorastającymi kobietami. Jego nowa żona wygrała, a 

Stacy została odesłana do szkoły w innym kraju.

- Jedna   z   dziewcząt,   z   którymi   rozmawiałam   -   powiedziała   pani   Montgomery   - 

stwierdziła, że niewiele wiedziano o Stacy. Te kilka miesięcy spędziła właściwie w swoim 

pokoju.

- Ale był jakiś mężczyzna - zaczął Jace.

- Zmierzam do tego, kochanie - odparła spokojnie. - Ale musisz wykazać cierpliwość. 

W pierwszej kolejności, chcę wiedzieć, kto jest z tobą. Słyszę jej oddech w telefonie.

Nigh odskoczyła od telefonu jak oparzona.

- To pomocnik ogrodnika, Mick - powiedział Jace.

background image

- Nigdy nie potrafiłeś dobrze kłamać. Kto to jest?

- Masz długopis?

- Jasne.

- Poszukaj w Internecie N.A. Smythe. S - M - Y - T - H - E. Dowiedz się o niej 

wszystkiego. Mieszka tu, w Margate, jeśli nie jeździ po świecie, pomaga mi w... cóż, kiedy 

potrzebuję pomocy.

- Wydajesz się w dużo lepszej formie niż kiedy wyjeżdżałeś, więc podziękuj jej ode 

mnie.

- Zrobię to - powiedział i uśmiechnął się do Nigh. - A teraz powiedz mi, czego się 

jeszcze dowiedziałaś.

- Jakieś trzy miesiące  po przyjeździe  Stacy się zmieniła.  Była  cały czas tak samo 

tajemnicza i odległa jak wcześniej, ale dziewczyny zauważyły, że czasem się uśmiecha. Jedna 

z dziewcząt powiedziała, że wydawało jej się, iż czasem Stacy nie spędzała całej nocy w 

swoim pokoju.

Jace uniósł brwi, patrząc na Nigh.

Nigh pokiwała głową. To mogło być możliwe w 1994 roku.

- Wymykała się do kogoś?

- Tak myślały. Podejrzewam, że ochrona w tamtych czasach nie działała tak sprawnie, 

co stało się powodem zwolnienia ówczesnej dyrektorki w następnym roku. Czy teraz jest tak 

samo?

- Ochrona lotniska mogłaby się od niej uczyć - stwierdził Jace. - Możesz podzwonić 

jeszcze   i  dowiedzieć,   czego   tylko   się  da?   Potrzebuję   nazwiska   mężczyzny,   z   którym   się 

widywała.

- Jace, kochanie, spytam jeszcze raz: Czy jesteś pewien, że chcesz zdobyć te wszystkie 

informacje? Możesz odkryć rzeczy o Stacy, które ci się nie spodobają.

- Jestem tego pewien. Im więcej się dowiaduję, tym lepiej się czuję.

- Nie jestem pewna. Och! Właśnie wynalazłam twoją N.A. Smythe.  Jest piękna! I 

wygląda na inteligentną. Dobra robota!

- Mamo - Jace roześmiał się zakłopotany.

- Co oznacza to N.A.?

- Nightingale Augusta.

- Będzie  pasować do naszej  rodziny. Muszę  kończyć.  Zadzwonię  do ciebie,  kiedy 

dowiem się więcej, albo prześlę faks z nazwiskiem. Kocham cię.

- Ja ciebie też, mamo - odpowiedział Jace i rozłączył się. Telefon o 13.30, tuż po 

background image

lunchu. Jego matka była zmęczona.

Całą noc spędziła przy telefonie, faksie i Internecie.

- Mam nazwisko i adres - powiedziała bez wstępów. - I idziesz do niej do domu na 

herbatę o czwartej. Nazywa się Carol Hatherinton i mieszkała ze Stacy w pokoju.

- W pokoju! - krzyknął Jace, patrząc na Nigh z triumfem. - Dała ci nazwisko?

- Nie. Carol chce z tobą porozmawiać osobiście, ponieważ czuje bardzo duży żal z 

powodu Stacy. Kiedy Stacy zmarła, była za granicą. Inaczej przyjechałaby.

- Wie, że Stacy nie zabiła się.

- Nie. Carol sądzi, że Stacy popełniła samobójstwo i uważa, że wie dlaczego.

- To ci powiedziała?

- Tak. Jace, kochanie, ostrzegałam cię, że możesz dowiedzieć się rzeczy, których nie 

chcesz wiedzieć. Powinieneś już wyjść. Powiedziałam Carol, że przyjdziesz z przyjaciółką. 

Jace?

- Tak - mruknął, wciąż dochodząc do siebie po tym, że ktoś, kto znał Stacy, wierzył, 

że popełniła samobójstwo.

- Wiem, że masz własną opinię na ten temat. Ale sugerowałabym, abyś wysłuchał, co 

ta młoda kobieta ma do powiedzenia. Naprawdę wysłuchał.

- Tak, dobrze, oczywiście, mamo. Lepiej już pójdę. Zadzwonię do ciebie, kiedy wrócę.

- Zrób to za dwanaście godzin. Potrzebuję trochę snu.

- Dzięki, mamo. Kocham cię. Pani Montgomery ziewnęła rozdzierająco.

- Ja ciebie też. Przekaż pozdrowienia dla Nightingale.

- Nigh - powiedział. - Mówią na nią Nigh.

- Z przyjemnością ją poznam - powiedziała pani Montgomery i rozłączyła się.

Nigh patrzyła na Jace'a. Słyszała wystarczająco dużo, by wiedzieć, czego dotyczyła 

rozmowa.

- Myślę,   że   powinniśmy   włożyć   swoje   najlepsze   ciuchy   i   pójść   na   herbatę   - 

powiedziała. Spojrzała na adres, który zapisał Jace.

- Dostanie się tam zajmie nam kilka godzin. Jace poszedł na górę przebrać się. Nie 

chciał dawać sobie czasu na przemyślenie tego, czego się dowiadywał. Prawda, że Stacy 

miała życie, którego on właściwie nie znał, zaczynała do niego docierać. Wiedział już, że 

trudno mu będzie wysłuchać wszystkiego. Jedna jego część chciała się tu zatrzymać,  ale 

druga wiedziała, że musi brnąć dalej.

*

background image

- Zaprosiłam   was   tutaj   głównie   po   to,   by   uśmierzyć   własne   poczucie   winy   - 

powiedziała   Carol   Heatherington.   Była   młoda,   niezbyt   ładna,   ale   miała   prezencję,   którą 

mogły   dać   jej   tylko   pieniądze   i   urodzenie.   Miała   ładny   dom   przy   rzece,   otoczony 

trzydziestoma akrami ziemi. Jej mąż jechał każdego dnia do Londynu, zostawiając ją z jej 

końmi, psami i małym dzieckiem. Zdawała się bardzo zadowolona ze swojego życia. Carol 

nalała herbaty do filiżanek Herenda.

- Obawiam się, że nie byłam zbyt miła dla Stacy, kiedy byłyśmy w szkole. Zażądałam 

pokoju razem z moją przyjaciółką, a zamiast tego zostałam umieszczona z tą złą, nudną, 

amerykańską dziewczyną. Obawiam się, że wyładowałam na niej całe moje niezadowolenie.

Jace skrzywił się i musiał zacisnąć usta, by nie powiedzieć jej, co myśli o kimś, kto 

jest niemiły dla dziewczyny, która właśnie straciła matkę.

Nigh uniosła filiżankę.

- Wszystkie byłyśmy sukami w tym wieku - powiedziała spokojnie.

- Ironią   jest,   że   lata   później   dowiedziałam   się,   że   moja   tak   zwana   przyjaciółka 

poprosiła swojego dziadka, żeby zadzwonił do rady szkoły i poprosił, aby nie przydzielali 

mnie   do   jej   pokoju.   Wyładowałam   złość   na   Stacy,   kiedy   powinnam   być   zła   na   swoją 

szwagierkę.

- Szwagierkę? Carol uśmiechnęła się.

- Poślubiłam jej brata, a właśnie tego chciała uniknąć.

- Czy Stacy spotkała kogoś tego roku? Może mężczyznę?

- Tak. Wracając zaś do historii - nie wydaje się to dawno, prawda? - nadal wolno nam 

było   wychodzić   w   weekendy   do   Margate.   Wszystkie   dziewczyny   trzymały   się   razem. 

Obawiam się, że byłyśmy strasznymi snobkami. Chodziłyśmy małymi grupkami, każda z nas 

przynależała do jednej czy drugiej.

- Ale Stacy nie była częścią grupy.

- Nie.   Była   Amerykanką   i...   nie   bronię   swojego   zachowania,   ale   Stacy   nigdy   nie 

wykonała choćby jednego ruchu, by być częścią nas. Czasem pytałyśmy ją, czy pójdzie z 

nami, ale zawsze odmawiała. Nie miało znaczenia, że mówiła, że nienawidzi Anglii i że jej 

ojciec przyśle po nią w każdej chwili. Dla nas szkoły za granicą były czymś normalnym, ale 

wydaje mi się, że Stacy postrzegała to jako karę. Sądzę, że myślała, że to jest więzienie, a jej 

obowiązkiem jest próba ucieczki.

- Z kimś?

- Tak. Przynajmniej tak myślę. Stacy była bardzo tajemniczą osobą. Mówiła tylko to, 

co chciała. Nigdy nie okazywała zaufania. Czy też to zauważyłeś?

background image

- Nie powiedziałbym tak, ale odkryłem, że to prawda. Mimo że byliśmy zaręczeni, nie 

wiedziałem, że spędziła rok w szkole w Anglii.

- Sądzę, że Stacy patrzyła na to tak jak inni ludzie patrzyliby na pobyt w więzieniu. 

Prawdopodobnie czuła się zbyt zakłopotana, by o tym mówić. Mogę zrozumieć, że trzymała 

to w sekrecie. Ciekawa jestem, co się stało z jej ojcem i jego młodą żoną.

- Stacy powiedziała ci o nich?

- Z   sarkazmem.   Rozśmieszała   nas   swoim   czarnym   humorem.   Pewnego   razu   mała 

dziewczynka, około dwunastoletnia, przyszła do jadalni, a my zastanawiałyśmy się, kim jest. 

Na to Stacy powiedziała: To nowa żona mojego ojca.

- To   w   jej   stylu   -   powiedział   Jace,   odwracając   wzrok.   -   Powiedziałaś,   że   twoim 

zdaniem Stacy popełniła samobójstwo i to była twoja wina.

- Stacy nawiedzała mnie od chwili, gdy dowiedziałam się o jej śmierci. Chciałabym 

cofnąć czas i być milszą dla niej, bardziej się wysilić, by włączyć ją do grupy.

- Czemu uważasz, że popełniła samobójstwo? - spytała Nigh, próbując naprowadzić 

kobietę na główny temat.

- Z powodu Tony'ego, oczywiście.

- Tony'ego? - spytała Nigh.

- Tony Vine. Był mężczyzną, w którym się zakochała. Przynajmniej tak uważam.

Nigh i Jace popatrzyli na siebie.

- Możesz nam powiedzieć wszystko, co wiesz o panu Vine?

- Kiedy po raz pierwszy go zobaczyłam, byłam w Margate z połową dziewczyn ze 

szkoły. Było sobotnie popołudnie i myślałam, że Stacy została w szkole. Spytałam ją, czy 

chce do nas dołączyć, ale powiedziała, że będzie uczyć się chemii do egzaminu. Godzinę 

później byłam z dziewczynami w mieście. Tego dnia odbywał się tam targ. Patrzyłam na 

rzeczy na stoiskach, gdy nagle zauważyłam, że wszystkie moje przyjaciółki zniknęły. Nie 

wiedziałam ich nigdzie i chyba spanikowałam. Zaczęłam biec z powrotem do szkoły, ale 

kiedy minęłam jedną z ulic, zobaczyłam czerwony błysk. Stanęłam natychmiast w miejscu. 

Ciekawość zwyciężyła strach.

- To była Stacy?

- Tak myślałam. Miała piękną czerwoną jedwabną chustę - wszystkie zazdrościłyśmy 

jej amerykańskich ubrań - i myślałam, że widzę tę chustę. Sprawdziłam, czy ktoś może mnie 

zobaczyć,   po   czym   poszłam   uliczką   w   tamtym   kierunku.   Kiedy   dotarłam   do   czegoś,   co 

wyglądało jak garaż, znów zobaczyłam chustę i skręciłam za róg. Stała tam Stacy uwieszona 

na młodym mężczyźnie. Och, przepraszam.

background image

- Nic się nie stało. Chciałbym usłyszeć wszystko.

- Musicie zrozumieć, że większość z nas była dziewicami. Rozmawiałyśmy o seksie 

cały czas i zachowywałyśmy się, jakbyśmy miały doświadczenie w tych sprawach, ale w 

rzeczywistości nie wiedziałyśmy nic. A tam stała Stacy, cicha Amerykanka, trzymająca się z 

dala, splątana z mężczyzną w sposób, jakiego my nawet sobie nie wyobrażałyśmy.  Jedną 

nogę miała na wysokości jego talii...

Przerwała, spojrzawszy na twarz Jace'a.

- Widziałaś ich w Margate - powiedziała Nigh. - Wiesz, gdzie jeszcze się spotykali? I 

jak dowiedziałaś się, kim on był?

- Bałam się, że mnie zobaczą, więc odeszłam, ale wróciłam na rynek. Moja ciekawość 

była   silniejsza   od   czegokolwiek,   więc   chciałam   dowiedzieć   się   czegoś   więcej   o   tym 

mężczyźnie.

- Mężczyźnie? - spytała ponownie Nigh. - Nie chłopcu?

- Och,   nie!   Miał   trzydziestkę,   a   my   byłyśmy   szesnastolatkami.   Stacy   miała   chyba 

siedemnaście.

- Trzydziestoletni mężczyzna - powiedział Jace tonem bez wyrazu. - Widziałaś ich 

jeszcze?

- Nie tego dnia. Wróciłam do internatu, a tam znalazłam Stacy, zwiniętą na łóżku z 

książką do chemii. Nigdy byście nie zgadli, że była poza szkołą, a już na pewno, że widziała 

się z mężczyzną dwa razy od niej starszym. Od tamtego czasu zaczęłam obserwować Stacy. 

Nigdy nie powiedziałam jej i nie zdradziłam się z niczym, ale ją obserwowałam.

- I co zobaczyłaś?

- Sekrety   i   kłamstwa.   Była   świetnym   kłamcą.   Przepraszam   jeszcze   raz.   Nie   chcę 

oczerniać jej po śmierci, ale widziałam, jak kłamie bez mrugnięcia okiem.

- Czego dotyczyły te kłamstwa?

- Gdzie była i co robiła. Stacy zwykła wymykać się z pokoju w nocy. Zawsze spałam 

mocno, więc trudno było mi obserwować ją, ale udało mi się to przez trzy noce. Dwukrotnie 

wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, jak biegnie przez trawnik. Trzymała się z daleka od 

latarń, ale mogłam ją widzieć.

- Wiesz, dokąd szła?

- Na wzgórza. Któregoś dnia wspięłam się na nie. Tam jest żwirowa droga. Widziałam 

papierki po cukierkach i puszki po napojach, rozrzucone wzdłuż granicy lasu.

- Myślisz, że Stacy spotykała się z nim na wzgórzu? - spytał Jace.

- Jestem tego pewna. Było stromo, ale do przejścia. Mnie się udało. Drugiej nocy 

background image

byłam na tyle przytomna, by zobaczyć, co Stacy robi. Wydawało mi się, że słyszałam odgłos 

motocykla. Myślę, że czekał na nią na górze na motorze, a potem odjeżdżali gdzieś razem.

- Kiedy wracała?

- Była   zawsze   w   pokoju,   kiedy   budziłam   się   rano.   Wydaje   się,   że   nigdy   nie 

potrzebowała dużo snu - powiedziała i spojrzała na Jace'a, czekając na potwierdzenie.

- Nie, nie potrzebowała. Cierpiała na bezsenność - wyjaśnił. - Dlatego zawsze miała ze 

sobą receptę na pigułki nasenne.

- Nigdy nie widziałam, żeby ziewała - kontynuowała Carol. - Ani by wyglądała na 

śpiącą. Ja, jeśli nie prześpię pełnych ośmiu, dziewięciu godzin, jestem zupełnie do niczego w 

ciągu dnia.

- Więc czemu uważasz, że Stacy popełniła samobójstwo - spytał Jace.

Spojrzała na niego uważnie.

- Muszę   przeprosić   za   to   oświadczenie.   Powiedziałam   to,   nie   znając   wszystkich 

faktów. Nic nie wiem o tym, że Stacy była zaręczona z kimś innym niż Tony Vine. Wszystko, 

co wiem, to to, co pojawiło się w gazetach, których nie widziałam wcześniej niż miesiąc po 

zdarzeniu. Myślałam, że Stacy wróciła do Margate do Tony'ego. Po tych wszystkich latach 

zamierzała być z nim, ale może on ją odrzucił. Stacy zawsze była wrażliwą osobą i jestem w 

stanie sobie wyobrazić, że jeśli kogoś pokochała, to już na zawsze. Mogę zrozumieć, że jeśli 

wróciła   do   niego   i   odkryła,   że   on   być   może   poślubił   kogoś   innego,   byłaby   bardzo 

nieszczęśliwa.

- Kim jest Tony Vine? - spytała Nigh. - A może nie dowiedziałaś się tego.

- Jakiś miesiąc po tym, jak zobaczyłam go ze Stacy, zobaczyłam go spacerującego 

ulicą w Margate. Był bardzo przystojnym mężczyzną, ale nie w moim typie.

- Co masz na myśli? Carol wzruszyła ramionami.

- Wszystko w nim było... zbyt lśniące. Mój ojciec nienawidzi nowych ubrań. Jeśli 

zakłada coś nowego, zrobi wszystko, jeżdżąc konno i robiąc inne rzeczy, by przestało być 

nowe. Do tego byłam przyzwyczajona, więc Tony był dla mnie szokiem.

Było   coś   w   nim   co...   nie   myślcie,   że   jestem   melodramatyczna,   ale   coś 

niebezpiecznego. Wyglądał na niebezpiecznego mężczyznę.

- Trzydziestoletni facet z siedemnastolatką? - powiedział Jace. - Powinni go zamknąć.

- W każdym razie - kontynuowała Carol - spytałam kogoś, kim on jest. Wydaje mi się, 

że kobietę w sklepie z herbatą. Powiedziała „to Tony Vine”, a jej twarz wskazywała, że każdy 

w mieście wie, kim on jest.

- Wiesz, gdzie jest teraz albo co się z nim stało?

background image

Carol wstała i podeszła do antycznej szafki za sofą, skąd wyjęła kawałek papieru.

- Jakiś rok temu byłam w Londynie i zobaczyłam pewnego mężczyznę. Wiedziałam, 

że   go   znam,   ale   nie   mogłam   sobie   przypomnieć,   gdzie   go   widziałam.   Tamtej   nocy 

przypomniałam sobie, że to z nim Stacy się spotykała. Tony Vine. Nie minęło dużo czasu od 

chwili, gdy dowiedziałam się o jej śmierci w Margate, więc zapisałam sobie nazwę budynku, 

z którego wychodził Tony. - Podała papier Jace'owi, który spojrzał na niego i podał Nigh.

- Było mi naprawdę przykro, kiedy usłyszałam o Stacy - zwróciła się Carol do Jace'a. - 

Pomyślałam sobie, że Stacy zabiła się z powodu tego okropnego Tony'ego Vine'a. Był taki 

moment   w   szkole,   kiedy   zastanawiałam   się,   czy   nie   pójść   do   dyrektorki   szkoły   i   nie 

powiedzieć jej o Stacy. Bałam się o nią i martwiłam, ale wtedy przyjechał jej ojciec i zabrał ją 

z powrotem do Kalifornii i więcej o niej nie usłyszałam. Dopóki nie powiedziano mi o tej 

tragicznej śmierci.

W pokoju zapadła cisza.

- Myślę, że zajęliśmy ci już zbyt dużo czasu - powiedział wreszcie Jace, wstając - Nie 

wiem, jak dziękować za pomoc.

Carol i Nigh również wstały.

- Chciałabym tylko nie być tak pasywną podczas lat szkolnych. Nich wzięła ją za rękę.

- Nie sądzę, żeby to była twoja wina.

- A ja nie sądzę, by Stacy popełniła samobójstwo - dodał Jace.

- Ale jeśli nie zabiła się... - Carol otworzyła szeroko oczy. - Myślisz, że Tony ją zabił?

- Jeśli nie on, to może  wiedzieć, kto to zrobił.  Bardzo dziękuję za wszystko.  Nie 

jestem w stanie wyrazić, jak bardzo nam pomogłaś.

Pożegnali się i wyszli. W samochodzie Jace oparł się na siedzeniu i zamknął oczy. 

Nigh nie przeszkadzała mu. Wiedziała,  jak się czuje.  Musiał przyswoić wiele informacji. 

Sekrety i kłamstwa. Carol powiedziała, że Stacy była ich pełna. Nigh nigdy by tego Jace'owi 

nie powiedziała, ale zgadzała się z tym. Stacy nie powiedziała mężczyźnie, którego miała 

poślubić, ani o roku w szkole w Anglii, ani o mężczyźnie, w którym prawdopodobnie była 

zakochana. W normalnych okolicznościach byłoby to zrozumiałe, ale wyglądało na to, że 

Stacy nadal była zakochana w Tonym Vinie. Kochała go tak bardzo, że wpakowała się w 

niezłe kłopoty po to, by zobaczyć go tuż przed ślubem. Jedyne, co musiał zrobić, to przysłać 

jej zdjęcie Priory House z kilkoma słowami naskrobanymi na odwrocie, a Stacy porzuciła 

swoją przyszłość z Jace'em, by się z nim spotkać.

Nigh   zastanawiała   się,   co   się   wydarzyło   podczas   spotkania.   Czy   powiedziała 

Tony'emu,   że   zawsze   będzie   tym   jedynym?   Że   chce   poślubić   jego   i   nikogo   innego?   Że 

background image

zostawi Jace'a, jeśli Tony tego chce?

Czy Tony powiedział „nie”? Czy powiedział, że ma już żonę i dzieci, i nie chce jej? 

Czy to dlatego Stacy poszła do pubu i połknęła całą fiolkę tabletek?

Nigh zerknęła na Jace'a, kiedy uruchamiał silnik i zastanawiała się, co on o tym myśli. 

Dla dziennikarskiego umysłu Nigh stawało się coraz bardziej jasne, że Stacy zabiła się.

Na tyle, na ile Nigh mogła pozbierać wszystkie fakty razem, kiedy Stacy była młodą 

dziewczyną próbującą zdobyć ojcowską miłość. Był jedynym rodzicem, jaki jej pozostał, a 

wybrał, nową, młodą żonę, zamiast niej. Z opisu Carol Tony Vine wyglądał na naprawdę 

niezłego cwaniaka. Dziewczęta nie zyskują ojcowskiej aprobaty poślubiając mężczyznę, który 

nosi nowiutkie garnitury i umawia się z nastolatkami.

Nigh   spojrzała   na   Jace'a   i   zastanowiła   się,   czy   Stacy   zgodziła   się   go   poślubić, 

ponieważ Jace przedstawiał sobą wszystko, o czym marzą ojcowie, myśląc o kandydacie na 

męża dla córki.

- Porównujesz mnie z Tonym Vine? - spytał Jace.

- Tak. - Nie chciała kłamać.

- Zaczynasz myśleć, że Stacy zabiła się, ponieważ jej chłopak z lat szkolnych odrzucił 

ją, tak?

- Tak - przyznała Nigh.

- Dobrze   -   odpowiedział,   uśmiechając   się.   -   Jeśli   tak   myślisz,   będziesz   bardziej 

dociekliwa, by odkryć prawdę.

Kiedy dojechali do Margate, Nigh powiedziała.

- Lepiej wrócę do domu.

- Ale twoje rzeczy są w Priory House.

- Mogę je zabrać później. Mam jeszcze jedną szczoteczkę do zębów i koszulę nocną, 

więc wszystko będzie OK.

- Jeśli tego chcesz.

- Tu nie chodzi o to, czego ja chcę, ale... - Jej usposobienie doszło do głosu. - Ty i ja 

mieszkaliśmy razem od chwili, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Jestem pewna, że całe 

miasteczko nie mówi o niczym innym. A najgorsze jest to, że nic, o czym myślą, nie jest 

prawdą. Ty i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi i pracujemy razem. To wszystko.

Jace zatrzymał samochód na podjeździe Priory House i wyłączył silnik.

- Przyjaciółmi?  Tak o nas myślisz?  Kiedy wysiadał  z samochodu,  chichotał. Nigh 

siedziała na miejscu pasażera  i patrzyła  na niego, ale  potem uśmiechnęła  się, wysiadła  i 

poszła do domu. Weszła frontowymi drzwiami, nie kuchennymi.

background image

Spędzili   cichy   wieczór   „w   domu”,   jak   Nigh   zaczęła   o   nim   myśleć.   Jak   dwoje 

małżonków - poza tym, że za każdym razem, kiedy Jace podchodził do niej, jej serce waliło 

dziko. Nie pozwoliła, by zobaczył, jak się czuje, ponieważ wyglądało na to, że on nie czuje 

tego samego. Jego puls nie przyspieszał, kiedy jego ramię ocierało się o jej. Jego oddech nie 

stawał się szybszy, kiedy jej twarz zbliżała się do jego.

Rozmawiali o ich przyszłości w zawoalowany sposób, co przyprawiało ją zarówno o 

radość, jak i niemal utratę zmysłów. Chciała wiedzieć, czy on naprawdę miał zamiar włączyć 

ją   do   swojej   przyszłości.   Chciała   też   wiedzieć,   co   zamierza   zrobić,   kiedy   dowie   się   już 

wszystkiego o Stacy. Czy wystawi Priory House na sprzedaż i opuści Anglię na zawsze? Ale 

z drugiej strony powiedział, że lubi Anglię. „Mimo jej różnych wad”, jak to ujmował.

Im więcej myślała, tym mniej była w stanie cokolwiek wywnioskować.

Pani Browne podała kolację. Zjedli, niewiele mówiąc, każde zatopione we własnych 

myślach.

Po kolacji poszli do salonu i usiedli w ciszy.

- Nie dowiedzieliśmy się jeszcze, czemu Ann i Danny nas nawiedzali - powiedziała 

Nigh.

Jace siedział na krześle, patrząc na ogień w kominku.

- Obawiam   się,   że   możemy   nigdy   się   nie   dowiedzieć.   -   Chyba   pojadę   jutro   do 

Londynu.

Nigh  chciała   krzyknąć:  „Beze  mnie?”  -  ale  powstrzymała  się.   Kiedy  i  on  się  nie 

odezwał, wstała. Kiedy mijała krzesło, złapał ją za nadgarstek po czym przyłożył jej rękę do 

policzka.

- Przepraszam, że nie jestem najlepszym kompanem. Nie byłem sobą, od kiedy zmarła 

Stacy. Ale chcę, żebyś wiedziała, że jesteś pierwszą osobą, której udało się przekonać mnie, 

że być może warto jest jeszcze żyć. - Spojrzał na nią, wciąż trzymając jej rękę. - Obiecuję, że 

kiedy to poskładam, nadrobię stracony czas.

Uśmiechnęła się do niego, a on puścił jej rękę i odwrócił się do kominka. Czując się 

jednocześnie szczęśliwa i sfrustrowana, wyszła z pokoju i udała się do sypialni. W kominku 

płonął ogień, więc w pokoju było ciepło i przyjemnie. Ale nie tak ciepło i przyjemnie, jak 

mogłoby być, pomyślała, patrząc na puste łóżko.

Wzięła kąpiel, ubrała się w nocną koszulę i poszła do łóżka. Nie wyłączyła światła, 

dopóki nie usłyszała Jace'a wchodzącego po schodach. Pod jej drzwiami zobaczyła cień i 

wstrzymała oddech.

Kiedy cień się poruszył, Nigh zaklęła, wyłączyła światło, walnęła pięścią w poduszkę 

background image

i   ułożyła   się   do   snu.   Mimo   swojej   złości   na   Jace'a   Montgomery'ego   usnęła   niemal 

natychmiast.

background image

ROZDZIAŁ 20

Obudziła   ją   muzyka.   Nie   była   głośna,   dochodziła   z   daleka.   W   pierwszej   chwili 

poczuła się zdezorientowana, nie wiedząc, gdzie jest. Kiedy rozbudziła się bardziej, zaczęła 

nasłuchiwać. Czyżby to Jace się obudził i słuchał muzyki? Era big bandów - można było 

sądzić po dźwiękach.

Wstała z łóżka i otworzyła drzwi. Jace wychodził właśnie ze swojej sypialni. Miał na 

sobie dżinsy i gruby wełniany sweter oraz skórzane buty. Przyłożył palec do ust, dając jej 

znać, by zachowała ciszę. Muzyka dochodziła z perkalowego pokoju. Pokoju Ann.

Pierwszym odruchem Nigh była chęć ucieczki do swojej sypialni i schowanie się pod 

łóżkiem. Może teraz był idealny czas by wsiąść do swojego samochodu i odjechać.

Ale kolejny gest Jace'a pozwolił jej pozbierać się. Pokazał jej, by wróciła do sypialni i 

zamknęła drzwi. Nie było wątpliwości, iż uważał, że za bardzo się boi, by stanąć twarzą w 

twarz z tym, co działo się w pokoju Ann.

Jego brak wiary w nią dodał jej odwagi. Pokazała mu, by poczekał na nią, aż włoży na 

siebie jakieś ubranie. Spotkanie z duchami było wystarczająco złe, nie musiała jeszcze robić 

tego w koszuli. Wbiegła do swojego pokoju, włożyła to, co miała na sobie wczoraj: dżinsy, 

gruby sweter i botki. Cztery minuty później wróciła do holu i na palcach podążyła za Jace'em 

do pokoju Ann.

Drzwi  od  pokoju   były   otwarte,   a  światła   włączone.   Nie  tak   zostawili   pokój.  Jace 

pchnął Nigh za siebie, kiedy zaglądał do środka, rozglądając się, ale nie zobaczył nikogo 

żywego ani martwego.

Nigh zebrała w sobie wystarczająco dużo odwagi, by wyjść zza pleców Jace'a i wejść 

do pokoju. Żadne z nich nie odezwało się słowem.

Jak   tylko   weszli,   zobaczyli,   że   sekretne   drzwi   do   tunelu   były   otwarte,   a   muzyka 

dochodziła właśnie stamtąd.

Ponownie Jace pchnął Nigh za siebie, kiedy zerkał w czarną głębię na schodach.

Nigh dotknęła ramienia Jace'a i zrobiła gest pytający, kto jeszcze wiedział o przejściu i 

mógłby słuchać tam muzyki o drugiej nad ranem. Jace wzruszył ramionami.

Ruszył do korytarza, mając zamiar iść bez niej, ale złapała go za ramię i pokręciła 

przecząco głową. Nie podobało jej się to, co się działo. To mógł być Hatch, który, była tego 

pewna, wiedział o tunelu, ale nie podejrzewała go o to. Czego, do cholery, chce teraz Danny 

Longstreet?

Kiedy Jace pokręcił głową, dając jej znać, że idzie do tunelu niezależnie od tego, co 

background image

powie, podniosła palec, każąc mu poczekać.

Podeszła do kominka i wzięła dwie świece i zapałki. Jace uśmiechnął się i poruszył 

ustami: „dobra dziewczynka”. Gdyby mogła mówić, spytałaby go, czy zamierzał rzucić jej 

teraz kość.

Jace zapalił obie świece i jedną podał jej, po czym zaczął schodzić w dół starego 

przejścia. Nigh szła tuż za nim. Próbowała się dzielnie zachowywać, aczkolwiek nie czuła się 

zbyt pewnie.

Muzyka była bardzo głośna. Ktokolwiek ją nastawił, używał starego sprzętu. Teraz 

słyszeli jazzowy utwór Woody'ego Hermana, który sprowokował ją do myślenia o tańcu, w 

którym chłopcy podrzucają dziewczęta, a później przeciągają je po podłodze między swoimi 

nogami.

Uśmiechnęła   się   na   tę   myśl,   ale   zaraz   przypomniała   sobie,   gdzie   jest   i   co   robi. 

Zacisnęła dłonie na ramieniu Jace'a i szła za nim, kiedy ostrożnie posuwał się naprzód.

Byli pośrodku korytarza, kiedy natknęli się na duży sprzęt grający. Schyliwszy się, 

Jace wyłączył muzykę. Cisza, jaka zaległa, była niemal ogłuszająca.

Jace odwrócił się do niej i kazał jej tu zostać.

Bez niego? Wiedziała, że jej strach był głupi. Spędziła większość dzieciństwa w tym 

starym miejscu, które było dla niej równie znajome, jak jej własna sypialnia. Z drugiej strony, 

jej poczucie bezpieczeństwa wynikało ze świadomości, że nikt nie wie, iż ona tam jest. Jak 

mógł ją dopaść ktoś zły, jeśli nie wiedział, gdzie ona jest.

Ale to, co zobaczyli i usłyszeli dziś w nocy - muzyka, jasne światła, otwarte sekretne 

drzwi   -   przeraziło   ją.   Wiedziała   na   sto   procent,   że   zrobił   to   Danny   Longstreet. 

Prawdopodobnie świetnie się bawił, kiedy to siedział z nią na ławce i rozmawiał w biały 

dzień. Był też w Margate, a ona go widziała.

Jace powtórzył jej, by została tam, gdzie jest, ale ona znów pokręciła przecząco głową. 

Wiedziała, że Jace chce sprawdzić resztę tunelu i wyjście na zewnątrz, ale nie chciała tu 

zostać sama. Ktoś był w tunelu, i to niedawno. Kiedy szli spać, światła w pokoju Ann były 

wyłączone i nie grała żadna muzyka.

Jace uśmiechnął się krzepiąco, ale nie odniosło to skutku. Zrezygnowany,  pokiwał 

głową.

Złapał ją za rękę, po czym zrobił duży krok nad wieżą stereo.

Ale był to jedyny krok, jaki zrobił, ponieważ w następnej sekundzie usłyszeli rumor, 

który Nigh słyszała dwa razy wcześniej w swoim życiu. Bomby!

- Padnij! - krzyknęła. - Padnij!

background image

Huk dochodził z obu stron tunelu, więc nie mogli biec w żadnym kierunku.

Jace zrozumiał. Złapał Nigh i pociągnął na twardą ziemię i przykrył ją swoim ciałem.

Nigh przyłożyła  ręce do uszu, Jace zrobił to samo. Nie miała nadziei, że przeżyją 

kolejną minutę. Stary tunel zawali się pod bombami zrzucanymi przy obu końcach korytarza. 

Jeśli nie dosięgną ich odpryski, zrobią to ściany.

Przylgnęła do Jace'a, kiedy dźwięk wypchnął wszystkie myśli. Gruz, stemple, brud, 

który zebrał się przez setki lat, wszystko to uderzyło w podłogę, by ich zmiażdżyć.

Dwie eksplozje nastąpiły szybko jedna po drugiej, ale zdawały się trwać wieki. Jace 

trzymał Nigh pod sobą, więc niewiele żwiru ją trafiło. Zostali tak przez długie, przerażające 

minuty, oczekując, że w każdej chwili sufit spadnie im na głowy. Ale tak się nie stało.

Kiedy dźwięki ucichły i nawet echo zanikło, Jace poruszył się.

- Jesteś cała?

Nigh   była   w   stanie   tylko   pokiwać   głową.   Dzwoniło   jej   w   uszach.   Świece   gdzieś 

przepadły i znaleźli się w absolutnej ciemności.

Czuła, jak Jace maca podłogę, szukając ich. Kiedy znalazł jedną, zapalił ją.

Nigh usiadła na ziemi obok wieży i obserwowała Jace'a, jak poruszał się po tym, co 

zostało z tunelu. Oba końce się zapadły. To, co zostało, to około trzy metry przestrzeni z 

prawej strony i cztery po lewej. To oznaczało, że metry kurzu i ziemi dzieliły ich od świata.

Patrzyła, jak Jace bada otoczenie. Próbował odgrzebać zawaloną ścianę, ale przestał, 

kiedy   stara   belka   nad   ich   głowami   zaczęła   trzeszczeć.   Podniósł   świecę,   by  przyjrzeć   się 

barykadzie. Nigh zrobiła to samo. Stare belki wreszcie się poddały. Były mocno wygięte, a 

trzy metry od miejsca, w którym siedziała, widziała nowe pęknięcie.

- Więc kto wie o tym tunelu? - spytał Jace niedbale, tak jakby nie miało to większego 

znaczenia.

- Więcej ludzi, niż myślałam - powiedziała. Jace spojrzał na nią.

- Jestem   pewien,   że   połowa   miasta   słyszała   tę   eksplozję   i   prawdopodobnie 

sprowadzą... jak wy je nazywacie? Koparki?

- JCB.

- A tak. Przywiozą zaraz JCB. Myślisz, że Hatch pozwoli im pociąć swój trawnik? 

Niemal słyszę, jak mówi, że właściciele przychodzą i odchodzą, ale trawnik pozostaje.

Nie uśmiechnęła się na ten żart. Była już w takich sytuacjach i widziała gorsze. Nie 

wyjdą z tego żywi. Przy całym szczęściu minie tydzień niż ktokolwiek zda sobie sprawę, że 

zniknęli. Mieszkańcy wiedzieli, ze Jace i Nigh czasem uciekali gdzieś na kilka dni.

- Nie powinniśmy się okłamywać - powiedziała delikatnie. - Nie będą za nami tęsknić, 

background image

a jeśli nawet, nie będą mieli pojęcia, gdzie nas szukać.

Jace odwrócił się powoli.

- To moja wina - powiedział matowym głosem. - Wiedziałem, że istnieje zagrożenie. 

Stacy została zabita, a to zrobił jej zabójca. Miałem zamiar cię chronić i...

Spojrzała na niego. W jego oczach dostrzegła łzy. Otworzyła ramiona, a on podszedł 

do niej.

- Przepraszam - powtórzył. - Przepraszam. Tak chciałem się z tobą wszystkim dzielić, 

że przestałem być ostrożny. Powinienem cię chronić.

Pogłaskała go po włosach i mocno przytuliła.

- Cokolwiek się stanie, cieszę się, że powiedziałeś mi o sobie. Ale dlaczego... ?

- Ponieważ cię kocham - powiedział, jakby to było oczywiste.

- Co? - Odsunęła się i spojrzała mu w twarz. - Co powiedziałeś? Jace usiadł, oparł się 

o zimną ścianę i wytarł oczy.

- Przepraszam za to. Próbowałam trzymać emocje w ryzach, ale czasem...

- Jestem Brytyjką, więc nie próbuj mi mówić o emocjach, które są wstrzymywane. 

Chcę usłyszeć tę część o miłości.

Spojrzał na nią, jakby była przygłupia.

- Zakochałem się w tobie, jak tylko cię spotkałem. Myślałem, że o tym wiesz.

- Wybacz mi moją głupotę, ale nie, nie wiedziałam.

- Hm   -   mruknął   zaskoczony.   -   Poszedłem   do   twojego   domu,   hm,   mojego   domu, 

gotowy  cię   pozwać   do  sądu,  ale   skończyłem   na   zaproszeniu   do  zamieszkania   ze   mną.   - 

Machnął ręką. - Mniej więcej.

Nigh chciała usłyszeć, co ma więcej do powiedzenia. Chciała kłócić się z nim, czy 

robić cokolwiek innego, zamiast myśleć o tym, gdzie są i że nigdy się stąd nie wydostaną. 

Czy to brak tlenu ich zabije?

- Dobrze - powiedziała, uspokajając się. Nie ma powodu przyspieszać czegoś, co i tak 

było nieuniknione. Musi oszczędzać tlen. - Więc dlaczego mnie nie dotknąłeś?

Jace patrzył na ściany. Podniósł świecę i poszedł dalej.

- Słyszysz coś?

- Nie - powiedziała. - Chcę usłyszeć odpowiedź.

- Będziesz się ze mnie śmiała.

- Nie sądzę, by cokolwiek na świecie byłoby w stanie mnie teraz rozśmieszyć.

- Przez rok po śmierci Stacy bałem się nawet porozmawiać z kobietami, które nie były 

krewnymi. Obawiałem się, że powiem coś, co je przygnębi tak, że...

background image

- Że któraś się zabije?

- Nie. Nigdy nie byłem tak zły. Ale byłem pewien, że Stacy miała sekrety i obawiałem 

się, że coś było ze mną nie tak, ponieważ nie zwierzyła mi się - powiedział, badając każdy 

skrawek powierzchni tunelu.

- Wszyscy mamy sekrety - przyznała Nigh. - A Stacy miała wiele tragicznych przeżyć 

w przeszłości - śmierć matki, odrzucenie przez ojca. Mimo to była silną kobietą.

Jace spojrzał znów na nią.

- Właśnie zaczynam tak myśleć.

- A więc co z tym dotykaniem? Ja i ty, rozumiesz? Jace uklęknął, by przyjrzeć się 

drobince żwiru na końcu korytarza, który prowadził na zewnątrz.

- Minął drugi rok od śmierci Stacy, a ja nadal nie dotknąłem żadnej kobiety. Złożyłem 

coś na kształt przysięgi, że nie zrobię tego, póki nie dowiem się prawdy o śmierci Stacy. 

Dobrej lub złej. Zamierzałem to odkryć.

Zajęło jej chwilę, by zrozumieć co ma na myśli, po czym uśmiechnęła się. Złożył 

śluby   czystości.   Nie   wiedziała,   czemu   ten   pomysł   tak   ją   ucieszył,   ale   tak   właśnie   było. 

Zastanawiała się, jak wielu mężczyzn  jest zdolnych  do takiej miłości, by zrezygnować  z 

seksu.

Lata   wcześniej   Nigh   była   gdzieś   w   jakimś   okropnym   miejscu,   otoczona   przez 

mężczyzn,   jak   zwykle   zresztą,   gdzie   czekali,   by   przekazać   publiczności   amerykańskiej 

telewizji trzyminutową relację z horroru, jaki widzieli. Jeden z mężczyzn - który nagabywał ją 

od wielu dni - spytał ją, czego pragnie w mężczyźnie. Wiedząc, jak samolubny i rozpustny 

jest ten facet, wypaliła:

- Chcę mężczyzny, który jest zdolny do miłości. To był impuls, ale kiedy później się 

nad tym zastanowiła, stwierdziła, że to prawda. Mężczyzna, który był zdolny do prawdziwej, 

głębokiej miłości, takiej, która stawia innych ponad siebie.

Obserwowała Jace'a, jak odkłada świece i zaczyna kopać w ziemi. Wiedziała, że to był 

akt rozpaczy, ale podobało jej się, że próbuje. On właśnie był mężczyzną, który kochał tak 

mocno,   że   przeciwstawił   się   opinii   wszystkich,   a   prawdę   zachował   własnej   ocenie.   Nie 

wierzył, że Stacy zabiła się i poświecił swoje życie, by udowodnić to. Nie chciał fałszywych 

oskarżeń jej lub jego.

- Myślę, że powinieneś usiąść - powiedziała łagodnie. Odwrócił się do niej i spojrzał 

tak, jakby zamierzał złożyć jakieś radosne oświadczenie, że wkrótce się wydostaną, ale chyba 

zmienił zdanie.

- Tak, powinniśmy oszczędzać siły i tlen. Usiadł za nią i objął. Jedna świeca wypaliła 

background image

się już zupełnie, a druga była na wykończeniu. Tak samo jak powietrze.

Przytulił ją, głaskał po włosach. Nie rozmawiali. Nigh pomyślała, by powiedzieć mu, 

że ona też go kocha, ale wiedziała, że on to wie. Byli nierozłączni od pierwszego dnia, kiedy 

się spotkali.

Nie wiedziała, że płacze, póki nie poczuła wilgoci na swoim policzku.

- Cii - powiedział, głaszcząc jej twarz. Musimy siedzieć spokojnie i cicho i oddychać 

tak wolno, jak tylko możemy.

Pokiwała   głową.   Nie   było   już   nic   innego   do   roboty.   Złość   była   bezsensowna,   a 

rozmowa niepotrzebna.

Nie wiedziała, jak długo tam leżała, jej ciało blisko jego, jej twarz przy jego sercu, 

bijącym równym rytmem, nim zasnęła.

Nie wiedziała, ile czasu minęło, nim Jace ją obudził.

- Cicho - powiedział chrapliwie i niemal czuła, jak głęboko oddycha. Nie zostało już 

dużo powietrza w tunelu. - Słuchaj.

Próbowała   unieść   głowę,   ale   okazało   się   to   zbyt   dużym   wysiłkiem.   Złożyła   ją 

ponownie na jego piersi.

- Słyszysz?   Nic   nie   słyszała.   Z   trudem   Jace   odsunął   się   od   niej,   po   czym   wstał, 

podpierając się o zimną ścianę. Przyłożył ucho.

- Co słyszysz? - wyszeptała, po czym wzięła kilka głębokich wdechów.

- Nie wiem, - Podszedł do drugiej strony tunelu i przyłożył ponownie ucho do ściany. 

- Może to nic - powiedział. Cokolwiek słyszał, dochodziło zza ściany, o którą opierała się 

Nigh.

Pomógł jej wstać. Oboje ciężko łapali powietrze. Pomógł jej odejść do ściany tak 

daleko, jak to tylko było możliwe.

Teraz słyszała, i spojrzała na Jace'a szeroko otwartymi oczami.

- Co to jest?

- Maszyny   -   wyrzucił   z   siebie   i   pociągnął   ją,   by  usiadła   obok   niego   i   otoczył   ją 

ramieniem.

Czekali, nasłuchując każdego dźwięku, a potem poczuli go.

Czuli huk i drżenie dochodzące zza ściany. Nigh widziała opadającą jedną ze starych 

belek, a za nią zapadający się sufit, ale miała zbyt mało tlenu, by się skoncentrować. Złożyła 

głowę na ramieniu Jace'a i zaczęła zapadać w sen.

Kiedy duża łopata koparki przebiła się przez sufit, nie była na to przygotowana, ale 

Jace tak. Domyślił się, co się działo, i wiedział, że kiedy zostanie zrobiona dziura w tunelu, 

background image

sufit się zapadnie. Musiał być gotowy!

Kiedy łopata przebiła się przez strop, spojrzał w górę, mając zamiar działać, ale był 

zbyt osłabiony brakiem powietrza, by się ruszyć. Nie musiał jednak się martwić. Kilkanaście 

osób zaglądających przez dziurę było gotowych do pracy. Dwóch mężczyzn wskoczyło do 

tunelu i spuszczono drabinę. Jeden z nich przerzucił Nigh przez ramię, Jace został popchnięty 

na drabinę, a drugi mężczyzna szedł za nim.

Gdy tylko znaleźli się na górze, to, co zostało po tunelu, zapadło się, połykając drabinę 

i niemal drugiego mężczyznę, ale pozostali go wyciągnęli.

Na zewnątrz stał ambulans, do którego zaprowadzono Nigh i Jace'a, i założono im 

maski z tlenem. Nigh leżała na noszach, Jace usiadł obok niej, trzymając maskę przy twarzy.

Mężczyzna w mundurze ekipy ratunkowej spojrzał na nich oboje.

- Jesteście cali? - spytał Jace'a, a ten pokiwał głową.

- Kto nas znalazł? - wydyszał Jace, zdejmując maskę.

- Człowiek nazwiskiem Hatch. Jak długo byliście na dole? Jace spojrzał na zewnątrz. 

Był dzień, ale nie wiedział, która jest godzina.

- Od drugiej nad ranem. Mężczyzna uśmiechnął się.

- Niemożliwe.   Nie   moglibyście   przeżyć   tak   długo   -   powiedział,   wysiadając   z 

ambulansu i zamykając drzwi. Chwilę później Jace i Nigh zostali zabrani do szpitala.

background image

ROZDZIAŁ 21

Nigh   budziła   się   powoli,   obawiając   się   tego,   co   zobaczy.   Ostatnią   rzecz,   jaką 

pamiętała, to opieranie się na ramieniu Jace'a ze świadomością, że już nigdy się nie obudzi. 

Zastanawiała się, czy jeśli otworzy oczy, zobaczy Niebo.

Kiedy je wreszcie otworzyła, uśmiechnęła się do swoich myśli. Na krześle, śpiący i 

przykryty kocem, siedział Jace. Przez chwilę obserwowała go, uśmiechając się na jego widok 

i powoli zaczęła sobie przypominać okoliczności ratunku. Łopata koparki przebiła się przez 

sufit, po czym oślepiające światło słońca wpadło do tunelu wraz z ożywczym powietrzem. 

Jakiś mężczyzna wskoczył do dziury, objął ją w talii, potem przerzucił ją sobie przez ramię i 

wyniósł na górę. Pamiętała, jak spojrzała do tyłu i ujrzała Jace'a wspinającego się po drabinie. 

Za nim z ogromnym hukiem zapadło się to, co pozostało jeszcze z tunelu. Słyszała krzyki, 

kiedy   wyciągano   mężczyznę   z   zapadającego   się   tunelu.   Potem   okrzyki   triumfu,   kiedy 

wszyscy byli już bezpieczni.

Z późniejszego okresu nie pamiętała już wiele, poza leżeniem w masce na twarzy.

Jace otworzył oczy i spojrzał na nią.

- Hej.

- Hej.   Wymienili   uśmiechy,   nie   potrzebując   słów.   W   jakiś   sposób   przetrwali   coś, 

czego nie powinni byli przeżyć.

Usiadła, a Jace wstał, by jej pomóc. Podłożywszy jej poduszkę pod plecy, podał wodę 

do picia. Do ręki miała podłączoną kroplówkę.

- Opowiedz mi wszystko.

- Nie mogę - powiedział, całując ją w czoło. - Muszę jechać do Londynu.

- Londynu? - Złapała go za rękę. - Jedziesz zobaczyć się z Tonym Vine?

- Tak. Nie patrz tak na mnie. To jest ważne. Muszę dowiedzieć się, kto zabił Stacy.

Nigh zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy Jace wypowiedział to imię bez patosu i 

żalu w głosie. Zacisnęła mocniej rękę.

- Nie możesz jechać beze mnie.

- Musisz tu zostać jeden dzień i pozwolić lekarzom sprawdzić, czy wszystko jest w 

porządku.

- A tobie nie powiedzieli tego samego? Jace uśmiechnął się lekko.

- Tak mnie też powiedzieli, ale muszę jechać. I muszę jechać sam.

- Powiem im, dokąd pojechałeś - zagroziła. Położył dłoń na jej policzku.

- Nigh, kochanie, nie mogę pozwolić ci jechać ze mną. Jak tylko tutaj dotarliśmy, 

background image

zadzwoniłem do wuja, a on dowiedział się paru rzeczy. Koleżanka z pokoju Stacy, Carol, 

miała więcej racji co do Vine'a, niż jej się wydawało. Jest przywódcą grupy przestępczej. Nikt 

nie był w stanie nic udowodnić, ale jest zamieszany w parę bardzo brzydkich rzeczy, na 

przykład narkotyki.

- Więc jedziesz, by się z nim spotkać i oskarżyć go o zabójstwo twojej narzeczonej. 

Pragniesz śmierci?

- Nie jadę oskarżyć go o nic. Ja po prostu chcę się dowiedzieć, co się stało.

- Jace - powiedziała, wbijając mu paznokcie w skórę. - Musisz zgłosić się z tym na 

policję.

Wyraz twarzy Jace'a stwardniał.

- Myślisz,   że  nie  chciałbym?  Rozmawiałem   z  nimi dziś  rano  o eksplozji.  Ale nie 

uwierzyli mi. Powiedzieli, że to, co usłyszałem, to był odgłos zapadającego się trzystuletniego 

tunelu i powinienem być wdzięczny, że żyję.

- Powiedziałeś im o sprzęcie grającym i o otwartych drzwiach i światłach?

- Oczywiście,   ale   odparli,   że   to   prawdopodobnie   duch   kobiety   rozbójniczki,   duch 

Priory House. Wszyscy uznali to za dobry żart.

- Skąd wiesz, że Tony Vine spotka się z tobą?

- Przez firmę kurierską w Londynie przekazałem notkę pod adres, który dała mi Carol. 

Jedyne, co napisałem, to imię Stacy, a on zgodził się ze mną zobaczyć.

Nigh oparła się o poduszkę.

- Nie możesz jechać beze mnie. Jestem częścią tego wszystkiego.

- Zostaniesz z Hatchem i Mickiem, a ja pojadę do Londynu.

- Słyszałam, jak ktoś powiedział, że to Hatch wiedział, gdzie nas szukać. Skąd?

Jace odwrócił wzrok.

- Możesz go spytać, kiedy go zobaczysz. Powinien być tu za godzinę - jeśli uda mu się 

przedostać.

- Co masz na myśli? Jace się skrzywił.

- Na zewnątrz czeka na nas kilkunastu dziennikarzy. Ktoś z miejscowych powiedział 

im, że został odkryty sekretny tunel lady Grace, a ona zemściła się, próbując pogrzebać nas w 

nim. Historia jest tytułem numer jeden w całej Anglii.

- A   ty   zostawiasz   mnie,   żebym   sama   sobie   z   nimi   radziła?   Jace   wyglądał   na 

zdziwionego.

- Jesteś   reporterką,   zapomniałaś?   Zwykle   to   ty   przystawiasz   komuś   mikrofon   do 

twarzy.

background image

- Nie prowadzę wywiadów z gwiazdami i z pewnością nie zajmuję się historiami o 

lokalnych duchach.

- Ale właśnie w ten sposób mnie poznałaś! - powiedział zirytowany. - I możesz z ręką 

na sercu powiedzieć, że nie chodziłaś za kimś z mikrofonem i nie żądałaś, żeby powiedział ci 

coś, co nie jest twoją sprawą?

- Nie. To znaczy nie tak, jak ty to przedstawiasz. Przekazywałam tylko to, co ludzie... 

- Spojrzała na swoje dłonie.

- Co?

- To, co ludzie mają prawo wiedzieć - dokończyła. - Zadowolony?

- Nie. Robiłaś to, więc teraz możesz być po drugiej stronie. Muszę iść.

Nigh wstała z łóżka i wyrwała igłę kroplówki z ramienia.

- Jeśli pojedziesz do Londynu beze mnie, ja...

- Ty co? Podniosła głowę.

- Jak się pobierzemy, będę ci wypominać to przez resztę życia. Gorzko pożałujesz, że 

mnie   nie   wziąłeś   i   zostawiłeś   samą   na   pastwę   tych   wszystkich   dziennikarzy,   będziesz 

przeklinał dzień, w którym to zrobiłeś. Ja...

- Wygrałaś - przerwał jej. - Gdzie są twoje rzeczy?

- Nie mam pojęcia, ale zakładam, że w szafie. Już miała powiedzieć Jace'owi, żeby się 

odwrócił, gdy będzie się ubierać, ale nagle uśmiech wypłynął na jej twarz i rozebrała się na 

jego   oczach.   Stał   jak   zahipnotyzowany,   patrząc   na   nią,   zapamiętywał   każdy   szczegół   jej 

nagiego ciała.

- Akceptujesz? - spytała.

- Nigh - powiedział, po czym szybko przemierzył pokój, przyciągnął jej nagie ciało do 

piersi i pocałował ją. Dobrze było wiedzieć, że jej pożądał, i że nie wyobraziła sobie tylko 

tego, że powiedział, że ją kocha.

- Londyn - wyszeptała, kiedy jego ręce podążały w dół jej pleców. - Tony Vine. - Nie 

przestał głaskać jej skóry, a ona wiedziała, że jeśli nie chcą skończyć na szpitalnym łóżku, 

musi go powstrzymać. - Ślubowanie czystości - powiedziała głośniej. - Pamiętasz Lancelota?

Uśmiechając się, odsunął się od niej, po czym odwrócił, kiedy się ubierała.

- Chcę to szybko rozwiązać - powiedział już spokojnym głosem. Nigh roześmiała się.

- Ja też. Włożenie ubrania zajęło jej ledwie kilka minut. Obiecała sobie, że spali je, jak 

tylko będzie mogła, ponieważ pachniało tunelem. Były brudne i zakurzone i przypominało jej, 

że stanęła twarzą w twarz ze śmiercią.

- Jak się wydostaniemy, by nikt nas nie widział? - spytała.

background image

- Chodź za mną - odparł, po czym wziął ją za rękę i poprowadził do drzwi. Sprawdził, 

czy korytarz jest czysty. - Weź dwa bukiety - powiedział, wskazując na wazon w jej pokoju.

Nawet ich nie zauważyła.

- Och, kto je przysłał?

- Nie wiem, ale będą kamuflażem. Idziemy do chorych w odwiedziny.

- Świetny pomysł. Dziesięć minut później byli poza szpitalem i szli w stronę parkingu. 

Jace wyjął kluczyki z kieszeni i otworzył samochód.

- Jak on się tu znalazł?

- Mick - odparł krótko. Kiedy wsiadła powiedziała.

- Nadal mi nie powiedziałeś, skąd Hatch wiedział, gdzie nas szukać.

- Danny mu powiedział.

- Ach! - Oczy Nigh otworzyły się szeroko. - Czy Ann była z nim?

- Masz siostrę?

- Nie.

- Wobec tego Ann była z nim. Mick stwierdził, że była podobna do ciebie.

Nigh nie odrywała wzroku od drogi.

- Czy ktokolwiek wie, że to były duchy?

- Mick nie, ale podejrzewam, że Hatch tak, chociaż z nim nie rozmawiałem. Mick 

powiedział, że jakiś mężczyzna powiedział Hatchowi, gdzie jesteśmy, ten obudził Micka, a 

Mick obudził resztę.

- Ale Mick widział mężczyznę i kobietę?

- Tak. Był tego pewien. Powiedział, że Hatch wskazał na jakiegoś faceta stojącego z 

boku i powiedział, że to on przekazał mu wiadomość o tunelu. Spytałem Micka, czy wie, kim 

on jest, żebym mógł mu podziękować, ale powiedział, że ten człowiek zbyt się wstydził, by 

wyjść zza krzaków. Nie pozwolił nawet sobie podziękować ekipie ratowniczej.

- Pewnie opisałeś go Mickowi.

- O tak. Był ubrany tak jak Danny.

- A co z Ann?

- Mick   powiedział,   że   mężczyzna   rozmawiał   z   kobietą   w   długiej   sukni.   Chłopak 

pomyślał, że to jej koszula nocna, tyle że związana paskiem.

- Ach - szepnęła Nigh, kiwając głową, po czym spojrzała na niego. - Rozmawiał z nią? 

To oznacza, że Ann i Danny są znowu razem. Ależ to wspaniałe! On nawiedzał Tolben Hall, 

a Ann była tutaj. A więc teraz mogą być razem na zawsze lub pójść do jasnego światła czy 

jakkolwiek to nazywają.

background image

- Też tak na początku myślałem.

- A co się zmieniło?

- Spytałem Micka o kilka rzeczy. Powiedziałem, że są moimi przyjaciółmi z innego 

miasteczka, i że zwierzyłem im się o odkryciu tunelu i obawie, że się zawali. Powiedziałem, 

że mocno się pokłócili i zastanawiam się, czy wyglądali, jakby do siebie znów wrócili.

- I co na to Mick?

- Że wyglądali na smutnych, ale pomyślał, że martwili się, iż ja i ty zginiemy, nim nas 

odkopią.   Zajęło   trochę   czasu   sprowadzenie   koparki   a   potem   odnalezienie   miejsca,   gdzie 

należy kopać.

- Podejrzewam,   że   Danny   im   powiedział.   W   końcu   mógł   przenosić   się   pomiędzy 

ścianami i zobaczyć, gdzie jesteśmy.

- Mick mówi, że Hatch poszedł w krzaki i spytał mężczyznę kilka razy, nim pozwolił 

operatorowi kopać.

Nigh zamrugała powiekami.

- Zastanawiam się, jak stary Hatch to zniósł. Rozmowa z duchami w biały dzień?

- Przez cały ten czas Hatch popijał z piersiówki, którą miał ze sobą.

Nigh roześmiała się.

- Wyobrażam   sobie,   jak   się   czuje.   Rozmawiałam   przecież   z   Dannym,   ale   jeśli 

musiałabym to zrobić jeszcze raz, chciałabym trochę napoju Hatcha.

- Ja   raczej   wolałbym   się   zmierzyć   z   armią   duchów   niż   ponownie   go   próbować   - 

powiedział Jace, wywołując śmiech u Nigh.

Spojrzał na nią.

- Dobrze być żywym, co?

- Cudownie. Naprawdę cudownie. A przy okazji, jestem głodna i potrzebuję trochę 

czystych ciuchów. Nie chcę spotykać gangstera w brudnych dżinsach i adidasach.

- Żony są bardzo kosztowne w utrzymaniu, prawda? - spytał uroczyście.

Nigh wzięła głęboki oddech.

- Tak, a zaczynają od pierścionka. Czy różowe diamenty są drogie?

Jace jęknął.

- Bardzo.

- Świetnie - powiedziała, śmiejąc się.

*

Było późne popołudnie, kiedy byli gotowi do spotkania z Tonym Vine'em. Poszli do 

background image

jednego ze sklepów w modnej dzielnicy Londynu i kupili nowe ubrania. Potem zameldowali 

się  w  hotelu  Claridge,   wykąpali  i  ubrali.  Byli   bardzo  grzeczni wobec  siebie,  respektując 

prywatność drugiego, nie robiąc uwag na temat jednego łóżka.

Dużego, wyglądającego na wygodne, zajmującego większą część pokoju.

O 15.30 byli gotowi.

Nie odzywali się, zjeżdżając windą. W holu recepcjonista podał Jace'owi dużą kopertę. 

Otworzył ją w taksówce, przeczytał i spojrzał na Nigh.

- Tony Vine był w szpitalu, kiedy Stacy zmarła - zawahał się. - Wygląda na to, że 

próbował się zabić tej nocy, kiedy zmarła Stacy.

Wzięła   od   niego   papiery   i   przeczytała   je.   Były   od   wuja   Jace'a,   Franka 

Montgomery'ego, i zawierały ksera raportu ze szpitala niedaleko Margate. Nigh spojrzała na 

Jace'a z niedowierzaniem.

- Podwójne samobójstwo? Pakt?

- Nie jest tak wtedy, kiedy ludzie wspólnie popełniają  samobójstwo?  - powiedział 

sucho. - Ale w tym przypadku Tony żyje, a Stacy nie.

Kiedy taksówka się zatrzymała, Nigh zmarszczyła czoło. Nic z tego nie miało sensu. 

Wysiedli przed bardzo nowoczesnym budynkiem, całym ze szkła, otoczonego stalą, zimną jak 

tylko stal może być.

- Czarujący - powiedziała, ale Jace nie odpowiedział. Jego twarz zastygła w maskę, 

której nie mogła odczytać.

Mężczyzna ubrany w luźny garnitur - by ukryć broń? - zastanowiła się Nigh - spotkał 

się   z   nimi   w   korytarzu   i   zabrał   ich   windą,   która   miała   tylko   dwa   guziki:   Korytarz   i 

Apartament.

Kiedy   jechali,   nie   odezwali   się   słowem.   Apartament   wyglądał   dokładnie   tak,   jak 

wyobrażała  sobie  Nigh:  wszystko   z  białego marmuru   z  odrobiną  koloru gdzieniegdzie,  z 

pewnością   zaprojektowanego  przez  jakiegoś  bardzo  drogiego  architekta   wnętrz,  który  nie 

przejmował się zupełnie tym, że mieszkają tu ludzie, tylko tym, by miejsce wyglądało dobrze 

na fotografii.

Minęli dwóch ponurych mężczyzn, nim weszli do małego, owalnego pokoju, który 

wydawał się górować nad Londynem.

Stół był przygotowany do podania herbaty. Dwaj mężczyźni opuścili pokój i przez 

chwilę Jace i Nigh zostali sami.

- Ładne naczynia - wyszeptała, ale Jace nie odezwał się. Jego wzrok spoczywał na 

drzwiach po drugiej stronie pokoju.

background image

Chwilę później otworzyły się i wszedł przez nie mężczyzna, który miał czterdzieści 

lat, a wyglądał na pięćdziesiąt. Twarz była zmęczona, jakby odbiły się na niej wszystkie 

rzeczy, które zrobił w życiu. Pod oczami miał wielkie wory. Zaś jego ubranie wyglądało tak, 

jak opisała je Carol: było lśniące, drogie i szyte na miarę, ale wyglądało na tanie.

Mężczyzna łaskawie wskazał im krzesła i poprosił, by usiedli.

- Mogę nalać herbaty? - spytała Nigh. Jace usiadł sztywno.

- A więc to ty jesteś tym facetem, którego miała poślubić - powiedział Tony Vine, 

lustrując Jace'a wzrokiem. - A teraz chcesz o niej rozmawiać.

- Chcę usłyszeć to, co masz do powiedzenia - sprostował Jace, a w jego głosie było 

tyle złości i wrogości, że Nigh chciała go kopnąć pod stołem.

- Herbaty, panie Vine? - spytała głośno.

- Mów mi Tony - poprosił, uśmiechając się, kiedy brał herbatę i przez chwilę mogła 

uwierzyć w urok, jaki ten mężczyzna kiedyś roztaczał. Nie był przystojny, ale było w nim coś 

interesującego. Ale przecież władza to afrodyzjak.

- Dobrze - powiedział Tony. - Opowiem ci o tamtej nocy. Winien jestem to Stacy. Ale 

powiem ci od razu, że to nie moja wina, że się zabiła. Nie miałem z tym nic wspólnego. - 

Zerknął na Jace'a, potem na Nigh. - Ostatni raz, kiedy ją widziałem, był najgorszym dniem w 

moim życiu.

Nigh uśmiechnęła się do niego i podała mu talerz pełen małych kanapek.

Tony spojrzał na Jace'a.

- Wiem, że byłeś z nią zaręczony, i wyglądasz na faceta, którego powinna poślubić, 

ale nie mam czasu na przedstawienie tej historii tak, byś mógł ją strawić. Dasz radę?

- Zniosę wszystko, co powiesz - odparł Jace, jego oczy lśniły.

- Może ciasteczko, Tony? - powiedziała Nigh, by zatuszować otwartą wrogość Jace'a.

- Jesteś prawdziwą damą.

- Ależ skąd. - Jestem reporterką. To rozśmieszyło Tony'ego tak bardzo, że niemal się 

zadławił.

- Lubię cię. Chciałabyś czasem wyjść gdzieś ze mną?

- Przepraszam, ale jestem zajęta. - Nie powiedziała przez kogo, a Tony zerknął na 

Jace'a i ponownie odwrócił wzrok.

- OK,   koniec   gadki.   Spotkałem   Stacy   Evans   w   czasie,   kiedy   byliśmy   podobni   do 

siebie. Tak, wiem, ja byłem mężczyzną, a ona dzieciakiem, ale była o wiele bardziej dojrzała, 

niż wskazywał na to jej wiek, cóż, a ja nie dorosłem, dopóki nie musiałem. W każdym razie, 

świetnie do siebie pasowaliśmy. A poza tym buntowała się przeciw swojemu bogatemu ojcu, 

background image

który odrzucił ją z powodu lafiryndy, którą pojął za żonę, a ja byłem cholernie wściekły na 

bogatego faceta w dużym domu.

- Priory House - powiedział Jace.

- Tak, właśnie w tym. Stace i ja spotkaliśmy się w Margate. Zwykła wślizgiwać się do 

pubu i zachowywać tak, jakby była wystarczająco dorosła, by pić. Ogłupiła barmana, ale nie 

mnie.   Powiedzmy,   że   nasze   zainteresowanie   się   sobą   nastąpiło   w   jednej   chwili.   Była 

nienasycona! - powiedział Tony, uśmiechając się do wspomnień.

Nigh sięgnęła przez stół i wzięła Jace'a za rękę.

- Dom był wtedy pusty, jak zresztą przez większą część czasu, więc kochaliśmy się w 

każdym pokoju.

- I nikt o tym nie wiedział? - spytał Jace głosem wskazującym, że Tony jest kłamcą.

Tony nie zareagował.

- Nie powiedziałem tego. Babcia wiedziała, ale ona chciała, bym poślubił Stace.

- Babcia?

- Wszyscy znają ją jako panią Browne. Nigh czuła, jak napięcie opuszcza Jace'a. Był 

zainteresowany nowym zwrotem w historii.

- Twoja babcia chciała, abyś poślubił Stacy? - spytała.

- Nigdy   nie   powiedziała   tego   wprost,   ale   wiedziałem,   że   tak.   Stacy   była   silną 

dziewczyną, z bogatej rodziny. Ja byłem zaangażowany w wiele rzeczy, które babci się nie 

podobały. Myślę, że uważała, że dobra kobieta będzie mnie w stanie wyprowadzić na dobrą 

drogę.

Rysy Tony'ego przybrały marzycielski wyraz.

- Chcę powiedzieć, że Stacy była miłością mojego życia. Nigdy nie czułem do nikogo 

czegoś takiego, jak do niej. Uwielbiałem ją, jej wygląd i zapach, sposób, w jaki mówiła. Była 

wszystkim tym, co widziałem w bogatych ludziach, którzy mieszkali w Priory House, ale 

czego ja nigdy nie będę mógł mieć. Nie zabiegałem o to, by była we mnie zakochana, w 

przeciętnym Tonym Vine.

- A była w tobie zakochana? - spytała Nigh.

- O tak. Naprawdę była. Nie wiem, co by się stało, gdyby jej ojciec nie poszedł po 

rozum do głowy i nie zabrał jej do domu. - Tony westchnął. - Chciała zostać ze mną, porzucić 

szkołę i zamieszkać ze mną, ale namówiłem ją, żeby wróciła do domu. Powiedziałem, że 

napiszę do niej, ale nigdy tego nie zrobiłem.

- Ale czemu ją odesłałeś? - Nigh nie mogła się powstrzymać od tego pytania.

- Duma.   Ona   tak   nie   uważała,   ale   ja   wiedziałem,   że   jej   bogaty   tatuś   rzuci   jedno 

background image

spojrzenie na mnie i... - Tony wzruszył ramionami.

- Widziałeś ją jeszcze po tym, jak wyjechała?

- Przez długie lata nie. Tak jak powiedziałem, maj 2002 roku był dla mnie naprawdę 

ciężki. Miałem poważne kłopoty z bandytami z Liverpoolu. Grałem na wyścigach i straciłem 

wszystko. Ścigali mnie.

Udałem się do jedynego miejsca, w którym wiedziałem, że będę bezpieczny: Priory 

House. Babcia karmiła mnie, i pilnowała, żeby nikt się o mnie nie dowiedział. Ale nudziłem 

się. Aż do szaleństwa. Miałem komputer i łącze z Internetem, więc pod wpływem impulsu 

wpisałem   nazwisko   Stacy.   Zobaczyłem,   że   zamierza   poślubić   jakiegoś   bogatego   faceta   i 

zastanawiałem się, jakby to było zobaczyć ją znów.

Dom   był   na   sprzedaż,   więc   babcia   ukrywała   mnie   w   starym   tunelu,   kiedy   agent 

przyprowadzał potencjalnych nabywców. Ja zwykłem chodzić do pokoju w wieży i udawać 

ducha, żeby ich odstraszyć.

W każdym razie wyciąłem zdjęcie z broszury i przesłałem jej.

- Znowu nasz. Razem na zawsze. Do zobaczenia 11 maja 2002 - powiedział cicho 

Jace.

- Widzę, że je znalazłeś - powiedział Tony, uśmiechając się. - Nie spodziewałem się, 

że się pokaże, a jednak. - Obróciwszy się w krześle, wyjrzał przez okno. - Ale to nie było to 

samo. Nie byliśmy już do siebie podobni. Ona była damą, a ja...

- Zbirem   -   dokończył   Jace.   Oczy   Tony'ego   zapłonęły   złością,   ale   potem   się 

uśmiechnął.

- W porównaniu z nią, to ty jesteś zbirem. Jace pokiwał głową, jakby potwierdzał te 

słowa.

- Była...   -   Tony   zamilkł   na   chwilę,   jakby   szukał   odpowiednich   słów.   -   Czuła   się 

odrzucona przeze mnie. Próbowała to ukryć, ale przez jedną krótką chwilę widziałem to w jej 

oczach. Ona wiedziała, że zauważyłem, i to był koniec. Przez te wszystkie lata zastanawiałem 

się, jak by to mogło być, i sądzę, że ona też, ponieważ porzuciła swoje plany małżeńskie, 

żeby przyjechać do mnie.

- Co zrobiłeś?

- Zostaliśmy   całą   noc   i   rozmawialiśmy   -   powiedział   Tony,   uśmiechając   się   do 

wspomnień. - Wypiliśmy butelkę wina i rozmawialiśmy jak przyjaciele, nie kochankowie. 

Wiesz, myślę, że poczuła ulgę, że już mnie nie kocha.

- Ale ty nie czułeś ulgi.

- W duszy rozpaczałem. Byłem nieszczęśliwy. Była taka piękna i elegancka, podczas 

background image

gdy   kobieta,   z   którą   się   związałem...   -   Tony   przerwał   na   chwilę,   by   się   uspokoić.   - 

Pamiętałem, że to ja byłem tym, który zerwał. Ona powiedziała, że mogłaby mieszkać w 

garażu, ponieważ tak bardzo mnie kocha, ale ja powiedziałem: nie!

Jak mówiłem, byłem zbyt dumny, by pozwolić jej zostać. Sprowokowałem kłótnię i 

powiedziałem,   że   nie   chcę   mieć   nic   do   czynienia   z   kimś   takim,   jak   ona.   Powiedziałem 

wszystko to, co wiedziałem, że znienawidzi.

- Tak właśnie postąpiła w stosunku do mnie.

- Tak, powiedziała  mi o tym.  Czuła  się naprawdę źle  po tym,  co zrobiła, i miała 

nadzieję,   że   kiedyś   jej   wybaczysz.   Ale   powiedziała,   że   nie   mogła   spytać   swojego 

narzeczonego,   czy   nie   ma   nic   przeciwko,   jeśli   ona   spędzi   noc   z   dawnym   chłopakiem. 

Mogłaby?

- Spędzić noc - wyszeptał Jace.

- Tak.   Spędziła   noc   ze   mną,   ale   nie   w   taki   sposób,   jak   myślisz.   Piliśmy   tylko   i 

rozmawialiśmy. A ja myślałem, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie był tak cholernie 

dumny. Gorzej, tej nocy, im więcej piłem, tym bardziej jej pragnąłem. Wmówiłem sobie, że 

nadal jesteśmy młodzi. Że nadal jest nasz czas.

Tony przerwał i spojrzał na Jace'a.

- Ale ona zaczęła mówić o tobie.

- Co powiedziała? - spytał Jace i wyglądał, jakby szykował się na przyjęcie złych 

wieści.

- Że oszalała na twoim punkcie, że chce z tobą żyć już zawsze i mieć setkę dzieci i...

- Co? - spytał z niedowierzaniem Jace. - Chciała moich dzieci?

- Tak,  pewnie. - Tony znów spojrzał w  okno. - Pamiętasz,  mówiłem ci, że  kiedy 

chciałem, by wyjechała z Margate, zacząłem się z nią kłócić? Powiedziałem jej, że nie chcę 

mieć dzieci. To sprawiło, że się rozpłakała, a... a mnie się to spodobało. Byłem zadowolony, 

że mogę ją doprowadzić do płaczu, ponieważ sam rozpaczałem w duszy.

- Powiedziałeś jej, że nie chcesz dzieci, a ona się rozpłakała - wykrztusił Jace. - A 

więc chciała mieć dzieci. Jesteś tego pewien?

- Zamierzałeś ją poślubić, ale nie wiedziałeś tego o niej? - spytał Tony, patrząc na 

Jace'a z szyderczym uśmiechem.

- Myślałem, że wiem o niej wszystko, dopóki nie rozpoczęła kłótni. Powiedziała mi, 

że nie chce dzieci.

- A ty się na to nabrałeś?

- Tak. Tony uśmiechnął się.

background image

- Zrobiła   tobie  to,   co  ja   jej.   To  znaczy,  że  czegoś   ją  nauczyłem.  Obchodziłem  ją 

trochę.

- Co  ci   jeszcze  powiedziała   o  nas?   -  spytał   Jace.   -  To  nie   jest  tylko  perwersyjna 

ciekawość, ja muszę to wiedzieć.

Tony bawił się ciężkim, złotym pierścieniem na małym palcu lewej ręki.

- Perwersyjna. Nie zdobyłem wystarczającej edukacji, by używać takich słów. Wiesz, 

o czym marzyłem? Pamiętasz taką książkę, gdzie stajenny ucieka, a po latach wraca jako 

bogaty dżentelmen?

- „Wichrowe wzgórza” - wtrąciła Nigh. - Heathcliff.

- Tak,   właśnie   ta.   Musiałem   ją   przeczytać   w   szkole.   Dziewczyny   były   nią 

zachwycone, ale my, chłopaki, nienawidziliśmy jej - tak przynajmniej mówiliśmy. W każdym 

razie, kiedy powiedziałem Stacy, że to koniec, kołatało mi gdzieś w umyśle, że kiedyś wrócę i 

zdobędę ją. Zdobędę fortunę i będę nosił smoking. - Uśmiechnął się. - Zdobyłem fortunę, ale 

później straciłem większość. I nigdy nie miałem na sobie smokingu.

- Więc rozmawialiście całą noc - Nigh powróciła do przerwanego wątku.

- I piliśmy. Nie zapomnij o piciu. Całkiem nieźle upiłem się tej nocy, a Stacy była taka 

piękna. Sądzę, że próbowałem ją napastować.

- Porwałeś jej sukienkę i zadrapałeś ramię - powiedział Jace.

- Zrobiłem to? Nie pamiętam. Wiem, że wybiegła z domu i wsiadła do samochodu. 

Wtedy po raz ostatni ją widziałem. Później, kiedy usłyszałem, co zrobiła, wiedziałem, że to w 

dużej mierze moja wina. Była pijana, a ja pozwoliłem jej wsiąść do samochodu. Cieszę się, że 

zatrzymała   się   w   miasteczku   i   wynajęła   pokój   w   pubie.   Gdyby   zmarła   w   wypadku 

samochodowym, nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Na twarzy Jace'a pojawiła się złość.

- Kiedy usłyszałeś o niej, czemu nie poszedłeś na policję?

- Nie   ma  znaczenia,   dlaczego  ktoś  odebrał  sobie  życie,  ważne   jest,  że   to  zrobił  - 

powiedział Tony również zły.

Jace nie poddawał się.

- Wszyscy myśleli, że to moja wina, że się zabiła. Tony spojrzał na Jace'a.

- Musiała być naprawdę niezła awantura między wami. Nigdy nie powiedziałem nic 

takiego kobiecie, żeby się zabiła.

Nigh położyła rękę na ramieniu Jace'a, próbując go uspokoić.

- Może powinna była  zostać ze mną tej nocy - powiedział Tony,  wstając. - Może 

powinniśmy...

- Przestańcie! - krzyknęła Nigh podnosząc się i patrząc na obu mężczyzn. - Stacy na to 

background image

nie zasłużyła! A teraz usiądźcie obaj i zachowujcie się jak ludzie.

Z niechęcią posłuchali, ale żaden z nich nie patrzył na drugiego ani na Nigh.

- Tony - odezwała się. - Wiemy już, że kiedy Stacy zmarła, byłeś w szpitalu. Wygląda 

na to, że też próbowałeś się zabić. Możesz nam powiedzieć prawdę na temat tego, co się 

stało?

Tony wyglądał, jakby mógł zrobić wszystko, tylko nie mówić im, co się wydarzyło tej 

strasznej nocy.

- Z powodu Stacy? - spytała Nigh. Tony wziął głęboki oddech.

- Dobrze,   próbowałem   się   zabić.   To   chciałaś   usłyszeć?   Powiedziałem,   że   to   były 

ciężkie chwile w moim życiu. Ścigali mnie bandyci, a ja nie miałem pieniędzy, by ich spłacić. 

A było jeszcze gorzej, kiedy zobaczyłem Stacy tej nocy, zrozumiałem, co mogłem mieć, ale 

to odrzuciłem. - Spojrzał na Nigh. - Byłem pijany, załamany i w depresji, więc wziąłem 

pigułki. Popiłem je whisky.

- Kto cię znalazł i uratował? - spytała Nigh.

- Babcia - powiedział Tony z uśmiechem. - Ona mnie znalazła i zawiozła do szpitala.

- Czy powiedziałeś jej, że Stacy cię odrzuciła? - zapytał Jace.

- Jeśli   dobrze   pamiętam,   powiedziałam   jej,   że   Stacy   robiło   się   niedobrze   na   mój 

widok.

- Co jeszcze?

- Czego chcesz ode mnie? Ty ją miałeś, ja straciłem.

- Nie - powiedziała Nigh. - Wszyscy stracili.

- Dobrze. Więc skłamałem. Okłamałem własną babcię. Powiedziałem jej, że Stacy 

zerwała ze mną, kiedy byliśmy młodzi, i drugi raz, kiedy dorośliśmy. Przedstawiłem wiele 

rzeczy tak, by przedstawić siebie w korzystny świetle, a Stacy w jak najgorszym, ale jeśli nie 

możesz skłamać własnej babci, komu jeszcze możesz?

Nigh spojrzała na Jace'a i zobaczyła, jak staje się przeraźliwie blady.

- Nikomu, panie Vine. Nie skłamał pan nikomu - powiedział Jace i wstał. - Musimy 

już iść. - Odwrócił się i wyszedł z pokoju.

Nigh   szybko   podziękowała   Tony'emu   i   pospieszyła   za   Jacem.   Złapała   go   przy 

windzie.

- Wiesz, prawda?

- Tak - powiedział. - A ty?

- Aż za dobrze. Co teraz zrobimy?

- Pójdziemy   do   Scotland   Yardu.   Nigh   westchnęła   z   ulgą.   Obawiała   się,   że   Jace 

background image

zamierzał rozwiązać sprawę samodzielnie.

background image

ROZDZIAŁ 22

Nigh   obserwowała,   jak   policja   zabiera   panią   Browne   zakutą   w   kajdanki.   W 

konfrontacji z policją szybko przyznała się do winy. Powiedziała, że Stacy Evans zasłużyła na 

to, ponieważ dwukrotnie złamała serce jej wnukowi.

Nim została zabrana, Jace spytał,  czy może  z nią chwilę porozmawiać.  Policjanci 

wyrazili zgodę pod warunkiem, że wszystko będzie nagrywane. Jace zabrał ją do głównego 

salonu i traktował jak honorowego gościa, podając jej herbatę i przysuwając puf, by mogła 

oprzeć nogi.

Pani Browne nie miała wyrzutów sumienia z powodu tego, co zrobiła. Powiedziała, że 

jeśli musiałaby to zrobić jeszcze raz, nie zawahałaby się ani chwili. Powiedziała mu, że gdyby 

miała choć cień podejrzenia, że trafi do jej wnuka, próbowałaby zabić Jace'a dużo wcześniej.

- Bez obrazy - dokończyła.

- Bez obrazy - odpowiedział. - Pani wysadziła tunel?

- Och,   tak.   Widziałam,   że   ma   pan   adres   Tony'ego   w   Londynie,   więc   wiedziałam 

wszystko, także to, że musi pan odejść. Nauczyłam  się trochę o bombach w Internecie i 

zrobiłam   kilka   w   kuchni.   Ale   nie   udało   się   wysadzić   całego   tunelu.   Te   stare   belki   były 

naprawdę dobre. Kiedyś wiedzieli, jak budować.

- Może mi pani opowiedzieć o Stacy?

- Była zwykłą małą dziwką. Podobnie jak ta Nightingale, która kręci się wokół ciebie. 

Za moich czasów kobiety miały morale. Miały dumę i...

- Co z nocą, kiedy zmarła Stacy? Twarz pani Browne była pełna nienawiści.

- Wie pan, co zrobiła mojemu Tony'emu? Kiedy go znalazłam, był na wpół martwy. 

Bawiła się nim, jak wąż myszą. Omal go nie zabiła na swój nikczemny sposób. Wróciła do 

jego życia, by mu powiedzieć, że nie mogłaby związać się z kimś takim jak on. Może pan 

sobie   wyobrazić,   przez   co   przeszłam,   kiedy   odwiozłam   mojego   Tony'ego   do   szpitala? 

Musiałam patrzeć, jak płuczą mu żołądek.

- A   więc   zabiła   pani   Stacy   za   to,   co   zrobiła   pani   wnukowi   -   podsumował   Jace 

spokojnie.

- Tak. A ona naprawdę na to zasłużyła.

- Ale jak pani to zrobiła? Jej pokój był zamknięty od środka.

- Wszyscy jesteście tacy mądrzy, a nie możecie wpaść na najprostsze rzeczy. Weszłam 

na górę tylnymi schodami i zapukałam do drzwi. Nie wiedział pan, że były tam tylne schody? 

Ta zarozumiała Emma Carew nie chce, by ludzie myśleli, że ma tylne schody. Chce nowych 

background image

schodów, które wszyscy widzą i mogą podziwiać. Ale ja sprzątałam pub i znałam go dobrze. 

Weszłam więc tymi schodami i zapukałam do pokoju tej Stacy.

- A ona pani otworzyła.

- Była   pijana.   Mój   Tony   nie   pił   przez   rok,   ale   pojawiła   się   ona   i   znów   się   upił. 

Powiedziałam,   że   chcę   z   nią   pogadać,   więc   mnie   wpuściła.   Przyniosłam   butelkę   wina. 

Wiedziałam,   że   ma   ze   sobą   pigułki,   odwróciłam   się   do   niej   plecami,   otworzyłam   je   i 

wrzuciłam do wina, po czym poprosiłam, by ze mną się napiła.

- A ponieważ Stacy była dobrze wychowana, zgodziła się. Pani Browne wzruszyła 

ramionami.

- Jeśli niszczenie życia skromnego, młodego mężczyzny, może być nazwane dobrym 

wychowaniem, to tak, była.

- Stacy żyła jeszcze, kiedy pani wychodziła, ponieważ zamknęła za panią drzwi na 

klucz.

- I   wywiesiła   na   drzwiach   kartkę   „Nie   przeszkadzać”   -   powiedziała   pani   Browne, 

uśmiechając się. - Widział pan dziś mojego Tony'ego?

- Tak, widzieliśmy.

- Jak się ma?

- Bardzo   dobrze   i   przesyła   uściski   -   powiedział   Jace,   po   czym   wstał   i   wyszedł   z 

pokoju. Usłyszał wszystko, co mógł znieść.

- Jest pańska - powiedział do inspektora, po czym wyszedł na zewnątrz, by znaleźć 

Nigh. Męka ostatnich trzech lat skończyła się.

background image

ROZDZIAŁ 23

Nigh nigdy by tego nie powiedziała, ale już tęskniła za kuchnią pani Browne. Nie było 

już świetnej pieczonej wołowiny z warzywami, tylko curry z ryżem na wynos - kombinacja 

kuchni indyjskiej i chińskiej.

Razem z Jace'em, po rozmowie z Tony'm i rozmowie Jace'a z inspektorem Scotland 

Yardu, pojechali do Margate. Nikt nie podejrzewał, by pani Browne zamierzała uciec, więc 

policja poczekała do rana, by ją aresztować.

Jace nie mógł znieść myśli o przebywaniu pod jednym dachem z tą kobietą, więc 

zatrzymali się u Nigh. Nie spał wiele. Trzy razy się budziła i widziała, jak stał przy oknie i 

wyglądał w noc. Chciała podejść do niego i ukoić go, ale powstrzymała się. Wiedziała, że 

potrzebuje samotności.

Teraz byli sami w dużym domu, który nigdy nie wydawał się większy i bardziej pusty. 

Było jasne, że Jace niedługo wystawi go na sprzedaż.

Kiedy wszedł, wciąż wyglądał, jakby dźwigał na ramionach ciężar całego świata.

- Hatch wypełni tunel i posadzi tam mnóstwo kwiatów - powiedział. - Może następny 

właściciel będzie chciał go odbudować.

Położyła przed nim talerz i podała mu łyżkę. Rozkojarzona, zaczęła napełniać swój 

talerz.

- A co z Dannym i Ann? - spytała, kiedy usiadła naprzeciw niego.

Jace sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział, o kogo jej chodzi.

- Duchy. Pamiętasz? Ja rozmawiałam z Dannym Longstreetem, a przez ciebie przeszła 

Ann Stuart. Te dwa duchy, które uratowały nasze życia?

- Tak, pamiętam - powiedział. - Co z nimi?

- Co się z nimi stanie? Jace spojrzał na nią skonsternowany.

- Nie wiem. Nie jestem duchownym. Może powinnaś spytać pastora. Może on...

- Słuchaj - powiedziała zirytowana - nikt nie robi nic bez powodu. Te dwie dusze żyły 

przez wieki, by pokazywać się ludziom, ale nie robiły tego.

- Nieprawda. Ludzie w Tolben Hall widzieli Danny'ego i wiele osób widziało tu Ann.

- Głównie dzieciaki - odparła. - 1 nikt ich nie widział razem. I nigdy nie słyszałam, by 

wcześniej uratowały komuś życie. Jestem pewna, że zdarzały się w tym domu wypadki, ale 

Ann nigdy nie interweniowała. Zrobiła to dla nas.

- Może nas lubią. Jesteś spokrewniona z Ann.

- Może - powiedziała, nakładając jedzenie na talerz. - Ale wciąż myślę, że jest coś 

background image

jeszcze. Mick powiedział, że tych dwoje ludzi w krzakach wyglądało na smutnych. Teraz, 

kiedy są wreszcie razem?

- Może nie mogą. Nie wydaje mi się, żebym kiedyś słyszał o cudzołożnych duchach.

Nigh otworzyła usta i spojrzała na niego.

- Co?

- O to chodzi. Nie mogą. I nie opuszczą tej ziemi, póki nie będą mogli.

- Mogli co?

- Wszystko jest w porządku w przypadku kobiety, która zmarła jako dziewica, jeśli 

planowała   nią   pozostać.   Pomyśl   o   twoim   stanie   Wirginia.   Nazwanym   tak   od   królowej 

dziewicy, prawda?

- Tak - odpowiedział z wahaniem Jace.

- Wszystkie   te   dziewice   były   męczennicami.   Miały   pozostać   dziewicami.   Ale 

uważano, że jeśli Ann Stuart zaręczyła się z takim człowiekiem jak Danny Longstreet, nie 

była   dziewicą.   Zrobiłam   w   obecności   Danny'ego   uwagę   o   Ann   uprawiającej   seks 

przedmałżeński, a on o mało mnie nie zaatakował. Twierdził z głębokim przekonaniem, że 

Ann była dziewicą.

Jace wciąż patrzył na nią zmieszany.

- Do czego zmierzasz?

- Nie jestem pewna, ale myślę, że Ann i Danny czekają na coś.

- Na co? I proszę, nie mów mi, że na egzorcyzm. Nie chcę przechodzić przez coś 

takiego.

- Myślę, że oni chcą uprawiać miłość - powiedziała Nigh - poprzez nas.

Jace zatrzymał rękę z widelcem w połowie drogi do ust.

- To ma sens - kontynuowała  Nigh. - Ty zachowałeś celibat przez trzy lata, a od 

chwili, kiedy ja uprawiałam seks, minęło tyle czasu, że mogłam stać się ponownie dziewicą.

Jace złapał Nigh za rękę.

- Chodźmy. Odsunęła się od niego.

- Kiedy   miałam   szesnaście   lat,   ówczesny   właściciel   Priory   House   pozwalał   mi 

buszować po strychu w nadziei, że napiszę jego historię. Jest tam suknia ślubna i myślę, że 

należała ona do Ann.

- Myślałem, że jej ojciec zniszczył wszystko.

- Myślał również, że zniszczył swoją córkę. Chcę znaleźć tę suknię i... - Spojrzała na 

swoje dłonie.

Jace obszedł stół i ukląkł przed nią.

background image

- Panno Nightingale Augusto Smythe, zgodzi się pani wyjść za mnie?

Nigh nie spodziewała się tej propozycji, ale szybko otrząsnęła się z szoku.

- Tak - powiedziała, po czym objęła go, ale on ją odsunął. Podał jej małe niebieskie 

pudełko. Otworzyła i zobaczyła najpiękniejszy różowy diament, jaki w życiu widziała.

- Gdzie? Kiedy? Jak? - pytała oszołomiona. Uśmiechnął się.

- Możemy iść na strych i zobaczyć,  czy uda nam się znaleźć starą suknię ślubną? 

Mamy pewien obowiązek do spełnienia wobec naszych drogich przyjaciół.

EPILOG

Nigh płakała, kiedy Ann i Danny pojawili się po raz ostatni. Nie było już więcej 

smutku na ich twarzach. Trzymali się za ręce i odeszli przez ścianę, potem do... Nie miała 

pojęcia, dokąd udają się szczęśliwe dusze. Do nieba prawdopodobnie.

Swoją pierwszą noc razem Jace i Nigh spędzili z ciałami zamieszkanymi przez innych, 

ale nie przeszkadzało im to. Gdyby nie oni, nadal byliby w tunelu. Noc nie była dziwna poza 

tym, że Nigh czuła się naprawdę dziewiczo. Gdyby była w pełni sobą, skoczyłaby do łóżka, 

ale teraz czuła się onieśmielona i czekała z ciekawością i narastającą namiętnością, która 

miała ją rozpalić.

To było  wspaniałe  uczucie uprawiać seks,  jakby się nigdy nie czytało  powieści  o 

seksie,   nigdy   nie   oglądało   takich   filmów   i   oczywiście   nigdy   nie   dotykało   mężczyzny. 

Wszystko było dla niej nowe i cudowne.

Czuła   się   zaszokowana   i   zachwycona   niektórymi   rzeczami.   Była   tam   czułość   i 

entuzjazm, delikatność, a nawet wesoła brutalność. Cała noc była tym wypełniona.

Ale był również smutek. Czuła miłość Ann do Danny'ego, i jego do niej, jak również 

to, że wiedzą, iż to ich jedyny raz, gdy doświadczają fizycznej miłości. Czekali tak bardzo, 

bardzo długo.

Ponieważ Jace okazał się dobrym kochankiem pokochała go jeszcze bardziej.

- Następna dla nas - powiedział rano, kiedy zobaczyli, jak Ann i Danny odpływają, 

trzymając się za ręce i uśmiechając.

- Nie wiem. Danny Longstreet był całkiem niezły - powiedziała przekornie.

Przez ułamek sekundy zobaczyła twarz Danny'ego, który mrugnął do niej i zniknął na 

zawsze.

- Masz coś przeciwko temu, bym sprzedał ten dom od razu? - spytał Jace. - Naprawdę 

nie mogę go już znieść.

- Z przyjemnością. Dokąd chcesz pojechać?

- W okolice Cambridge lub Oksfordu, ze względu na biblioteki - powiedział, wstając z 

background image

łóżka. Suknia ślubna Ann leżała u stóp łóżka. Ostatniej nocy, kiedy zobaczył w niej Nigh, 

powiedział, że gdyby nie wiedział wcześniej, że były spokrewnione, nie miałby wątpliwości, 

jak tylko włożyła suknię.

- Niech   będzie  Cambridge  -  powiedziała,   patrząc  na  swój   pierścionek.  -  Ile   czasu 

minęło, od kiedy powiedziałam ci, że cię kocham?

Jace znieruchomiał.

- Właściwie nigdy mi tego nie powiedziałaś. Nigh zastanowiła się nad tym.

- Może rzeczywiście nie. Czemu więc nie przyjdziesz tu i nie dasz mi szansy, żebym 

ci to powiedziała?

- Czemu nie? - powiedział, po czym wskoczył do łóżka.


Document Outline