background image
background image

DONNALEON

ZNAJOMINA

background image

STANOWISKACH

(Przełożyła:JoannaStankiewicz-Prądzyńska)

NOIRSURBLANC

background image

2004

DlaChristineDonougher

iRoderickaConway-Morrisa

...Ahdove

Sconsigliatot’inoltri?

InQuestemura

Sai,chenonesicua

Latuavita

Dokądidziesztakspiesznie?

Wieszprzecież,żewmurachtych

Nażycietwenastają.

LibrettooperyLucioSillaMozarta

Rozdział1

Kiedyzadzwoniłdzwonekdodrzwi,Brunettileżałnakanapie,trzymającnabrzuchu

otwartąksiążkę.Wiedział,żebędziemusiałwstać,bowmieszkaniunikogoniebyło,ale

chciałdoczytaćostatniakapitósmegorozdziałuAnabazy,ponieważciekawiłogo,jakie

jeszczenieszczęściaspadnąnawycofującychsięGreków.Dzwonekodezwałsięponownie,

dwakrótkie,naglącedźwięki.Brunettiodłożyłksiążkęgrzbietemdogóry,okularypołożyłna

oparciukanapy,poczymwstał.Szedłpowoli,jakbynatarczywybrzękdzwonkaniezrobiłna

nimżadnegowrażenia.Byłsobotniporanek.PaolaposzłanatargnaRialtowposzukiwaniu

krabówwmiękkichmuszlach,onzaśmiałwolne,całydomtylkodlasiebieicozapech-ktoś

musiałakuratterazdobijaćsiędodrzwi.

Przypuszczał,żetojakiśkolegadojegodzieci,ChiaryalboRaffiego,alemoglitobyć

równieżświadkowieJehowy.Oniwprostuwielbializakłócaćodpoczynekludziom,którzy

background image

ciężkopracują.Wszystko,czegoobecnieBrunettipragnął,toleżećiczytaćKsenofonta,

czekając,ażmałżonkawróciztarguzjegoulubionymprzysmakiem.

-Tak?-odezwałsiędodomofonunajbardziejzniechęcającymtonem,jakimpotrafił,

żebyodstraszyćwałęsającąsiębezcelumłodzieżinatrętówwdowolnymwieku.

-GuidoBrunetti?-zapytałmęskigłos.

-Tak.Ocochodzi?

-PrzychodzęzUfficioCatastowsprawiepańskiegomieszkania...

Brunettimilczał.

-Czydostałpanodnaslist?-odezwałsięgłos.

Faktycznie,jakiśmiesiąctemuprzyszedłpocztądokumentpełenniezrozumiałych

urzędowychzwrotów,mówiącycośoaktachwłasnościizwiązanychznimizezwoleniachna

budowę-Brunettiniepamiętał,ocotamwłaściwiechodziło,boledwiespojrzałna

sformalizowanyjęzyk,pobladłiwsunąłpismozpowrotemdokoperty,którąnastępnierzucił

namajolikowątacęstojącąnastolepoprawejstroniedrzwi.

-Czydostałpannaszlist?-powtórzyłmężczyzna.

-Tak,oczywiście-odrzekłBrunetti.

-Przychodzęwłaśniewtejsprawie.

-Wjakiejsprawie?-Brunettiprzełożyłsłuchawkędomofonudolewejrękiisięgnął

dostosupapierówikopertleżącychnatacy.

-Wsprawiepańskiegomieszkania-powtórzyłgłos.-Pisaliśmyotymwliście.

-Tak,tak,oczywiście-odparłBrunetti,grzebiącgorączkowowsterciepapierów.

-Przepraszam,alechciałbymzpanemotymporozmawiać.

Skupionynaszukaniukoperty,Brunettinieopatrzniepowiedział„dobrze”inacisnął

przyciskotwierającyportonetrzypiętraniżej.

-Ostatniepiętro-rzekł.

background image

-Wiem-odpowiedziałmężczyzna.

Brunettiodwiesiłsłuchawkęiwyciągnąłkilkalistówzespodusterty.Byłtam

rachunekzENEL-u*[ENEL-EnteNationaleperl’EnergiaElettrica-włoskiodpowiednik

PaństwowychZakładówEnergetycznych.(Wszystkieprzypisypochodząodtłumaczki).],

pocztówkazMalediwów,którejnieczytałiktórejwzwiązkuztympoświeciłkilkachwil,no

ikopertaznazwąbiurawydrukowanąniebieskimiliteramiwlewymgórnymrogu.Wyjąłz

niejlist,rozłożyłgoitrzymająckartkijaknajdalejodoczu,żebywidziećwmiaręostrobez

okularów,przebiegłwzrokiemtreść.

Uderzyłygotesamecozapierwszymrazemniezrozumiałezdania:„Zgodniez

numerem1684-BlistysporządzonejprzezKomisjęSztukPięknych...Wodniesieniudo

rozdziału2784artykułu127Kodeksucywilnegoz21czerwca1948,punkt3,paragraf5...

Brakodnośnejdokumentacji...Wartośćwyliczonazgodniezpunktem34-Y-28przepisuz21

marca1947roku”...Szybkoprzebiegłwzrokiempierwsząstronęispojrzałnadrugą,lecz

wciążwidziałtylkosameurzędowezwrotyorazjakieścyfry.Znałdobrzewenecką

biurokrację,przeczytałwięcostatniparagraf.Faktycznie,uprzedzanogo,żemożesię

spodziewaćdalszychpróbnawiązaniakontaktuzestronyUfficioCatasto.Ponowniespojrzał

napierwsząstronę.Nadalnicnierozumiał.

Ponieważstałbliskodrzwi,odrazuusłyszałzbliżającesiękrokiiotworzył,zanim

rozległsiędzwonek.Wchodzącyposchodachmężczyznapokonywałwłaśnieostatniestopnie

ijużpodnosiłrękę,żebyzapukać,więcpierwsząrzeczą,którąBrunettizauważył,byłkontrast

pomiędzyzastygłąbezruchupięściąiwyjątkowoniepozornymwyglądemjejwłaściciela.

Charakterystycznadlawenecjanpociągłatwarzocienkimnosieznieruchomiaławgrymasie

zaskoczenia.Młodyczłowiekopiwnychoczachikasztanowych,niedawnoostrzyżonych

włosachmiałnasobiegarnitur,któryrówniedobrzemógłbyćszary,jakiniebieski,oraz

ciemnykrawatwnieokreślonywzór.Wprawejręcedźwigałznoszonąteczkęzbrązowej

background image

skóry.TeczkatadopełniałabezbarwnegoportretubiurokratydobrzeBrunettiemuznanego,

gdyżwszyscyurzędnicypaństwowiwyglądalitak,jakbyichpodstawowymobowiązkiem

byłoprzedewszystkimnierzucaćsięwoczy.

-FrancoRossi-usłyszałBrunetti.Młodyczłowiekprzełożyłteczkędolewejręki,

żebymócsięprzywitać.Wymienilikrótkiuściskdłoniikomisarzcofnąłsię,żebywpuścić

gościadomieszkania.

OnieśmielonyRossizatrzymałsięwproguigrzeczniespytał,czymożewejść.

-Proszę,tędy...-rzekłBrunetti,kierującsiędopokoju,wktórymprzedtemoddawał

sięlekturze.Zanimusiadłnakanapie,odłożyłksiążkęnastół,zakładającmiejsce,wktórym

przerwałczytanie,starymbiletemnavaporetto.Rossiemuwskazałmiejscenaprzeciw.

-Wiem,żedziśsobota,signorBrunetti-powiedziałRossi,przysiadającnakrawędzi

krzesłaikładącteczkęnakolanach.-Postaramsięzająćpanujaknajmniejczasu.Dostałpan

naszlist,prawda?-spytałiuśmiechnąłsię.-Mamnadzieję,żeznalazłpanchwilę,żeby

zapoznaćsięzjegotreścią.

Wyjąłgrubyniebieskiskoroszytiułożyłgodokładnienasamymśrodkuteczki,

starającsięjednocześnielekkimiuderzeniamidłoniwepchnąćdośrodkajakiśwystający

papier.

-Prawdęmówiąc...-Brunettiwyciągnąłzkieszenizgniecionylist,którywsadziłtam,

kiedyrozmawiałzgościemprzezdomofon.-Prawdęmówiąc,zaglądałemdoniegodwarazy

iuważam,żejestnapisanydośćzawiłymjęzykiem.

-Copanmówi?Ajasądziłem,żewszystkojestzupełniejasne...-Młodyczłowiekbył

naprawdęzdziwiony.

-Napewnodlaosóbzajmującychsiętymisprawaminacodzień-rzekłBrunettiz

pobłażliwymuśmiechem.-Aledlaludzi,którzyniemajądoczynieniazjęzykiemużywanym

przezpańskiurząd,możeonbyćniezrozumiały.

background image

Rossimilczał.

-Jestempewien,żekażdyznasznaspecyficznąterminologięswojegozawodu-

ciągnąłBrunetti.-Byćmożetrudnościpojawiająsiędopiero,kiedystaramysięzrozumieć

urzędowyjęzykinnychdziedzin.

Znówsięuśmiechnął.

-Apanzjakądziedzinąmanacodzieńdoczynienia,signorBrunetti?-spytałRossi.

Brunettizzasadynierozgłaszał,żepracujewpolicji.

-Studiowałemprawo-odrzekł.

-Rozumiem...Niewydajemisię,żebynaszaterminologiatakbardzoróżniłasięod

pańskiej.

-Możepoprostunieznamtychparagrafówkodeksu,naktórepansiępowołuje-

zauważyłBrunettispokojnie.

-Tak,tozupełniemożliwe-powiedziałRossipochwilizastanowienia.-Aleniechmi

panpowie,czegopanwłaściwienierozumie?

-Nierozumiemwogóletegolistu.-Brunettipostanowiłnieudawaćdłużej,że

cokolwiekpojął.

-Jakto?-spytałzdumionyRossi,anajegotwarzyznówpojawiłsięwyrazszczerego

zaskoczenia,którymunadawałwygląddziecka.

-Nierozumiem,ocownimchodzi.Przeczytałemgo,takjakpanumówiłem,ale

ponieważniemampojęcia,najakieprzepisysiępowołuje,nierozumiem,czegodotyczy.

-Pańskiegomieszkania,oczywiście-odrzekłszybkoRossi.

-Tak,tylezrozumiałem.-Brunettistarałsięzachowaćspokój.-Ponieważpismo

przyszłozpańskiegourzędu,domyślamsię,żechodziomieszkanie.Nierozumiemjedynie,

dlaczegopańskiurządsięniminteresuje.

Iwogóledlaczegowysyładomnieurzędnikawsobotę,dodałwmyśli.

background image

Rossipopatrzyłnawyjętyzteczkiskoroszyt,apotemznównaBrunettiego,którego

naglezdumiałyjegorzęsy-byłydługieiczarne,zupełniejakukobiety.

-No,tak...-urzędnikpokiwałgłowąiponowniespojrzałnadokumenty.Zdużego

skoroszytuwyciągnąłmniejszyiwręczyłgoBrunettiemu.

-Możetoułatwipanu...-powiedział.

Zanimzamknąłdużyskoroszyt,dokładniewyrównałwszystkiewystającezniego

papiery.

Brunettiotworzyłmałyskoroszytiwyjąłzniegokilkakartekzapisanychdrobnym

drukiem.Sięgnąłpookulary.Napierwszejstronieugórywidniaładresbudynku,podnimzaś

rozrysowanoplanymieszkańnaniższychpiętrach.Nanastępnejstroniewymieniono

nazwiskawszystkichbyłychwłaścicielitychlokali,poczynającodpomieszczeń

gospodarczychnaparterze.Nanastępnychdwóchstronachpokrótceopisanowszystkie

remontyprzeprowadzonewbudynkuodroku1947,wrazzdatamiwymaganychi

otrzymanychpozwoleń,rozpoczęciarobótorazoficjalnegoichzakończenia.Niebyłotam

żadnejwzmiankinatematjegomieszkania,wiecBrunettibyłpewien,żeurzędnikniedałmu

jeszczewszystkichpapierów.

Ztego,cozrozumiał,mieszkaniepiętroniżejprzeszłoostatniremontwroku1977,

kiedywprowadzilisięobecniwłaściciele.Toznaczy-ostatniremontoficjalny.Wielerazy

jedlikolacjęuCalistówizawszebyłpodwrażeniempięknegowidoku,któryroztaczałsięz

dużychokienichsalonu,chociażzplanówwynikało,żeoknatesąmałeiżejestichtylko

cztery,aniesześć.Zauważyłteż,żemałałazienkadlagościnalewoodwejścianaplanienie

istniała.Zaciekawiłogo,jaktomożliwe,alezpewnościąniebyłtotematdoomawianiaz

Rossim.ImmniejUfficioCatastobędziewiedziałozmianachwewnątrzbudynku,tymlepiej

dlakażdegozmieszkańców.PopatrzyłnaRossiego.

-Tesprawozdaniasięgajądalekowprzeszłość-rzekł.-Czywiepanchoćw

background image

przybliżeniu,jakstaryjesttendom?

-Dokładnieniewiem.-Rossipokręciłgłową.-Alejeśliweźmiesiępoduwagę

miejsce,gdziegowybudowano,irodzajokiennaparterze,sądzę,żepochodzinajwcześniejz

końcapiętnastegowieku.Ostatniepiętrozaś...-dodałpochwilizastanowienia-ostatnie

piętromusiałozostaćdobudowanenapoczątkudziewiętnastego.

ZaskoczonyBrunettipodniósłgłowęznadplanów.

-Copanmówi,ostatniepiętrodobudowanodużo,dużopóźniej.Powojnie.Mamna

myślidrugąwojnę-dodał,ponieważRossimilczał.

Rossinadalsięnieodzywał.

-Czyżbybyłpaninnegozdania?-spytałniecozbityztropuBrunetti.

Rossisięzawahał.

-Mówiłemomieszkaniunanajwyższympiętrze-rzekł.

-Jarównież!-zdenerwowałsięBrunetti,zdziwiony,żeurzędnikreprezentującybiuro

mającewciążdoczynieniazpozwoleniaminabudowęnierozumietakprostejrzeczy.-Kiedy

kupowałemtomieszkanie-ciągnąłciszej-powiedzianomi,żezostałodobudowanepo

ostatniejwojnie,aniewżadnymdziewiętnastymwieku.

-Możepowinienpandokładniejprzeczytaćostatniąstronę-odrzekłRossi,wskazując

głowąpapiery,któreBrunettiwciążtrzymałwręku.

Zdziwionykomisarzponowniewczytałsięwkońcoweparagrafy,alenadalmiał

wrażenie,żeodnosząsięonetylkododwóchmieszkańponiżej.

-Niejestempewien,copanstaramisiępowiedzieć,signorRossi-rzekł,podnosząc

oczyznadtekstuizdejmującokulary.-Towszystkodotyczymieszkańnaniższychpiętrach.

Mojepiętroniejestnigdziewymienione.-Odwróciłkartkęnadrugą,pustąstronę.

-Dlategoprzyszedłem-powiedziałRossiiwyprostowałsię.Zestawiłteczkęna

podłogęimiałteraznakolanachtylkoskoroszyt.

background image

-Słucham?-Brunettiwyciągnąłwjegostronępapiery,którewłaśnieprzeczytał.

Rossiwsunąłmałyskoroszytdodużego.

-Obawiamsię,żeistniejąpewnewątpliwościcodooficjalnegostatusupańskiego

mieszkania-rzekłRossi.

-Oficjalnegostatusu?-powtórzyłBrunetti,przenoszącwzrokwlewo,nasolidnie

wyglądającąścianę,następniezaśwgórę,narówniesolidniewyglądającysufit.-Niejestem

pewien,czydobrzepanarozumiem.

-Istniejąpewnewątpliwościcodotegomieszkania.-Rossiuśmiechnąłsię,terazjuż,

zdaniemBrunettiego,nieconerwowo,poczymzjegoustpopłynąłpotokwyjaśnień.-To

znaczywUfficioCatastoniemażadnychpozwoleńnawybudowanietegopiętraaniżadnej

oficjalnejzgodynadokonanezmiany.Niemawogólenic,coświadczyłobyotym,że

cokolwiektupowstało.-Uśmiechnąłsięiodchrząknął.-Wnaszychpapierachostatnim

piętremjestpiętroponiżej-rzekł.

ZpoczątkuBrunettimyślał,żeurzędnikżartuje,leczterazzobaczył,żeRossimówi

zupełniepoważnie.

-Alewszystkieplanytegomieszkaniasąwdokumentach,którewręczononamrazem

zaktemkupna-powiedział.

-Mógłbymijepanpokazać?

-Oczywiście.-Brunettiwstałibezsłowazszedłnadół,dogabinetuPaoli.Przez

chwilęprzypatrywałsięrzędompółekzksiążkamipokrywającychtrzyścianypokoju,po

czymsięgnąłnanajwyższąizdjąłzniejdużąbrązowąkopertę.Zkopertytejwyciągnął,

przystanąwszywdrzwiachsalonu,szarąpapierowąteczkę,którąwręczyłimnotariuszprawie

dwadzieścialattemu.PodałjąRossiemu.

Rossiotworzyłjąizacząłstronapostronie,przesuwającpalcempotekście,dokładnie

studiowaćznajdującesięwniejdokumenty.Stłumione„Hmm...”wydobyłosięzjegoust,ale

background image

milczał.Zamknąłteczkę.

-Czytowszystko?-spytał.

-Tak.Wszystko.Wszystko,cojestwtejteczce.

-Niemapanplanówmieszkania?Pozwolenianabudowę?

-Nieprzypominamsobienictakiego.-Brunettipotrząsnąłgłową.-Tosąwszystkie

papiery,któredostaliśmywmomenciekupna.Odtamtejporyzresztąwogóledonichnie

zaglądałem.

-SignorBrunetti,mówiłpan,żestudiowałpanprawo-odezwałsięwkońcuRossi.

-Tak,toprawda.

-Czypracujepanjakoadwokat?

-Nie-odrzekłBrunetti.

-Gdybypracowałpanjakoadwokatlubteżgdybypracowałpanjakoadwokatw

momenciepodpisywaniatychpapierów,musiałbypanzwrócićuwagęnanastępującąrzecz:

otóżnatrzeciejstronietegoaktujestoddzielnyparagrafzzastrzeżeniem,żekupujepanto

mieszkanie,akceptującstan,wjakimsięonoznajduje,podwzględemprawnymifizycznym,

wmomenciezbyciagopanuprzezpoprzedniegowłaściciela.

-Tojestchybastandardowaformuławtegorodzajudokumencie.-Brunetti,mając

nadzieję,żetrafiłwdziesiątkę,nagwałtpróbowałsobieprzypomniećstarewykładyzprawa

cywilnego.

-Taczęść,któramówiostaniefizycznym,tak,zpewnością.Alenieta,któramówio

stanieprawnym.Wkażdymrazieniewświetlenastępnegozdania.-Rossiznówotworzył

papierowąteczkęizacząłszukaćwtekście.-„Wobecbrakucondonoedilizio*[Condono

edilizio-zdjęcielubdarowaniedługualbozaciągniętegokredytuciążącegonabudynkuw

związkuzbudową.]kupującyprzyjmujecałkowitąodpowiedzialnośćzauzyskanietakowego

wwymaganymczasieitymsamymzwalniasprzedającegozponoszeniajakiejkolwiek

background image

odpowiedzialnościwtymwzględzieczyskutków,któremogłybyobciążyćprawnystatus

mieszkaniawrazienieotrzymaniarzeczonegocondono”.

RossipodniósłgłowęznadpapierówipopatrzyłnaBrunettiegozprawdziwym

smutkiem.Najwyraźniejubolewałnadtym,żektośwogólemógłpodpisaćpodobny

dokument.

Brunettizaśnieprzypominałsobiewogóleowegozdania.Faktyczniewtamtym

czasieobydwojezPaolątakpragnęlitegomieszkania,żebezzastanowieniarobiłi

podpisywałwszystko,comutylkopodsunąłnotariusz.

Rossipopatrzyłnaokładkęznazwiskiem.

-Czypansamwybrałtegonotariusza?-spytałBrunettiego.

Brunettiniepamiętał.PoszedłzawzrokiemRossiego.

-Nie,doradziłgopoprzedniwłaścicielmieszkania.Dlaczegopanpyta?

-Bezspecjalnegopowodu-odpowiedziałtrochęzaszybkoRossi.

-Aledlaczego?Czypangozna?

-Wydajemisię,żeonjużniepracujejakonotariusz-powiedziałRossicicho.

CierpliwośćBrunettiegowreszciesięwyczerpała.

-Chciałbymsiędowiedzieć,cotowszystkoznaczy,signorRossi-rzekł.-Czyktoś

kwestionujenaszeprawowłasności?

NatwarzRossiegoznówwypłynąłnerwowyuśmieszek.

-Obawiamsię,żetojestniecobardziejskomplikowane,signorBrunetti-rzekł.

Brunettiniemiałpojęcia,comogłobyćjeszczebardziejskomplikowane.

-Awięcocochodzi?-spytałzniecierpliwiony.

-Obawiamsię,żetomieszkaniepoprostunieistnieje.

Rozdział2

-Copanprzeztorozumie,żenieistnieje?!-wykrzyknąłBrunetti,niepróbującnawet

background image

opanowaćoburzenia,któresłyszałwewłasnymgłosie.

PrzestraszonyRossiodchyliłsięnakrześledotylu.Zupełnienierozumiałgwałtownej

reakcjiBrunettiego,rozmawialiprzecieżofaktycznymstanierzeczy.Uspokoiłsiędopiero,

kiedyzobaczył,żeBrunettiniezamierzarzucićsięnaniegozpięściami.

-Chciałemtylkopowiedzieć,signorBrunetti,żetomieszkanienieistniejeznaszego

punktuwidzenia-rzekł,wyrównującdokumenty,któretrzymałnakolanach.

-Cotoznaczyzwaszegopunktuwidzenia?

-To,żewnaszychaktachniemaśladujegoistnienia.Niemażadnychpodańo

pozwolenienabudowę,niemaplanówaniprotokołuodbioru.Krótkomówiąc,niema

żadnychdowodów,żetomieszkaniezostałokiedykolwiekzbudowane.-Położyłdłońna

szarejteczce,którądostałodBrunettiego.-Iupanateż,niestety,nictegoniepotwierdza.

Brunettiemuprzypomniałasięhistoria,którąkiedyśopowiedziałamuPaola,o

spotkaniuangielskiegopisarzazpewnymfilozofem,któryutrzymywał,żerzeczywistośćnie

istnieje.Wtedypisarzkopnąłleżącyobokkamieńispytałfilozofa:„Tocowtakimrazie

kopnąłem?”MimożeBrunettiniezabardzoorientowałsięwkompetencjachurzędów

weneckich,wiedział,żeUfficioCatastozajmujesięgłównieprzechowywaniemksiąg

wieczystych.PopatrzyłnaRossiegobadawczo.

-Czytonormalne,żepańskiebiurointeresujesiętymwszystkim?-spytał.

-Terazjużtak-odrzekłRossiznieśmiałymuśmiechem,jakbydoceniałfakt,iż

znajomośćrzeczypozwalaBrunettiemuzadaćpodobnepytanie.-Gdyżzlecononam

sporządzeniekomputerowejlistytychmieszkańweneckich,któreKomisjaSztukPięknych

zaliczyławpoczetzabytków.Pańskibudyneknależydotejgrupy.Zbieramywszystkie

dokumentyrozsianeporóżnychurzędachwcałymmieście.Oddziśteaktabędąunas.Tak

scentralizowanysystempozwolizaoszczędzićmnóstwoczasu.

Dwatygodnietemu,pomyślałBrunetti,obserwującpełensatysfakcjiuśmieszek

background image

Rossiego,„IIGazzettino”wydrukowałaartykuł,któryinformował,żezpowodubraku

funduszywstrzymujesiędragowaniekanałówmiejskich.

-Oilemieszkańchodzi?-spytał.

-Och,niewiemy.Tojestjedenzpowodówsporządzanialisty.

-Akiedyzaczęliściejąsporządzać?

-Jedenaściemiesięcytemu-odpowiedziałRossitakprędko,żeBrunettibyłpewien,

iżmłodyczłowiekznadokładnądatęrozpoczęciatejakcji.

-Jakdużoaktskompletowaliściedotejpory?

-No,ponieważniektórzyznasdobrowolniepostanowilipracowaćwsoboty,z

pewnościąponadsto.-Rossinawetniepróbowałukryćdumy.

-Aileosóbprzytympracuje?

Rossizacząłnapalcachliczyćswoichkolegów.

-Wydajemisię,żejestnasośmiu.

-Ośmiu-powtórzyłBrunettiizamyśliłsię.-Mógłbymwiedzieć,cotowszystkoma

zemnąwspólnego?-spytałpochwili.

-Jeślibrakujenamjakichśdokumentów,zwracamysięprzedewszystkimdo

właścicieladanegomieszkania-padłanatychmiastowaodpowiedź.-Wtychpapierachjednak

nicniema.-RossiwskazałpalcemcienkąteczuszkęBrunettiego.-Jesttylkonotarialnyakt

przekazaniatytułuwłasności,więcmusimyzałożyć,żepoprzedniwłaścicielenieprzekazali

panużadnychdokumentówzwiązanychzbudowątegomieszkania.Cooznacza-dodał-że

albozaginęły,albonigdynieistniały.

Brunettimilczał.

-Jeślizaginęłyijeślipanutrzymuje,żenigdyichniemiał,tomusiałyzaginąćw

jednymzbiurmiejskich.

-Wtakimraziecopanzamierzazrobić,żebyjeodnaleźć?

background image

-Ach-zacząłRossi.-Tonietakieproste.Niemamyobowiązkuprzechowywać

odpisów.Kodekscywilnymówijasno,żeodpowiedzialnyzaposiadanietychdokumentów

jestwłaścicielmieszkania.Jeślipanniemakopii,niemożepanoskarżaćnasoich

zagubienie.Rozumiepan,ocomichodzi.-Rossiuśmiechnąłsięnieznacznie.-Myzaśnie

możemywszcząćposzukiwań,boszkodapoświęcaćczasnaszychludzinabezcelowe

działania.Wwypadku,gdybytakiedokumentynieistniały,rozumiepan-dodał,gdyBrunetti

przeszyłgowzrokiem.

Brunettizagryzłdolnąwargę.

-Agdybysięokazało,żeonewcaleniezginęły,tylkonigdynieistniały?

Rossistuknąłwtarczęswegozegarka,starającsięprzesunąćgodokładnienaśrodek

przegubu.

-Tooznaczałoby,signore-popatrzyłnaBrunettiego-żenigdyniewydano

pozwolenianabudowęorazżenieistniejeżadenprotokółodbioru.

-Cojestzupełniemożliwe,prawda?-wpadłmuwsłowoBrunetti.-Zarazpowojnie

straszniedużobudowano.

-Tak-westchnąłRossizfałszywąskromnościączłowieka,którydoskonaleotym

wie,gdyżprzezcałyczasnieborykasięzniczyminnym.-Alebezwzględunato,czytobyły

niewielkiepracerestauracyjne,czyteżpoważnerenowacje,większośćznichposiada

condonoedilizioitymsamymstatusprawny,przynajmniejwobecnaszegourzędu.Tuniema

żadnegocondonoedilizio-rzekł,machającrękąwkierunkuurągającychprawuścian,podłóg

isufitów.

-SignorRossi,gdybymmógłpowtórzyćmojepytanie-powiedziałBrunetti,starając

sięzachowaćspokój-chciałbymsiędowiedzieć,cotokonkretnieoznaczadlamnieidla

mojegomieszkania?

-Obawiamsię,signore,żeodpowiedźnatonieleżywmoichkompetencjach.-Rossi

background image

zwróciłBrunettiemuszarąkopertę,sięgnąłpoteczkę,którastałanapodłodze,iwstał.-Moim

obowiązkiemjestzłożeniewizytywłaścicielowimieszkaniaizorientowaniesię,czyposiada

zaginionedokumenty.Przykromi,żepanichniema.

Brunettiemuwydałosię,żezauważyłnapoważnejtwarzyRossiegoprawdziwe

rozczarowanie.Podniósłsięzkanapyispytał:

-Coteraznastąpi?

-TozależyodkomisjiUfficioCatasto-rzekłRossiizrobiłkrokwkierunkuwyjścia.

-Wedługpananiższepiętrozostałodobudowanewdziewiętnastymwieku-

powiedziałBrunetti,stająctak,żeutrudniłmuprzedostaniesiędodrzwi.-Ajeślibysię

okazało,żedobudowanojepóźniej,wtymsamymczasie,comoje?Czytomiałobyjakiś

wpływnaobecnystanrzeczy?

Mimożestarałsię,jakmógł,niepotrafiłukryćnadzieiwswoimgłosie.

-Byćmoże-odrzekłRossipodłuższymzastanowieniu.-Wiem,żetamtopiętro

posiadawszystkiewymaganepozwolenia,gdybywięcmożnabyłodowieść,żetopowstałow

tymsamymczasie,możnabyrównieżzałożyć,żeudzielonopozwolenia.Tak,tomogłoby

zmienićsytuację.-Widaćbyło,żeRossisięzastanawia,jakprzystałoprawdziwemu

urzędnikowi,którymusisięzmierzyćznowymproblemem.-Aletakczyinaczej,niedomnie

należydecyzjawtejsprawie.

PerspektywaewentualnegoodroczeniakłopotówdodałaBrunettiemuotuchy.

Podszedłdodrzwiwychodzącychnataras.

-Cośpanupokażę-rzekł,otwierającjeiwskazującrękąotwartąprzestrzeńzaoknem.

-Zawszemisięwydawało,żeoknananiższympiętrzesątakiesamejaknasze.Niechpan

spojrzytutajwdół,nalewo,azobaczypan,ocomichodzi.

Robiłtowcześniejtylerazy,żemachinalnieoparłsiędłońmiobalustradęiwychylił,

bypopatrzećnaoknamieszkaniaponiżej.Teraz,przyglądającsięimuważniej,spostrzegł,że

background image

wcaleniebyłytakiesame,gdyżmiałynadprożarzeźbionewistriańskimmarmurze,podczas

gdyjegowłasneoknabyłypoprostuwyciętymiwmurzeprostokątnymiotworami.

WyprostowałsięispojrzałnaRossiego.Urzędnikstałjaksparaliżowany,rozdziawił

ustaizasłaniałsięrękąjaktarczą,jakbyodpierałatakzłegoducha.KiedyBrunettizrobiłkrok

wjegokierunku,młodyczłowiekcofnąłsięgwałtownie.

-Czypansiędobrzeczuje?-spytałBrunetti,stającnaprogupokoju.

Rossiporuszyłustami,niebędącwstaniewydaćzsiebieżadnegodźwięku.

Opuszczającdłoń,wymamrotałcoś,czegoBrunettinieusłyszał.Sytuacjastałasiękłopotliwa.

-Hm,wydajemisię,żeniemiałemracjicodotychokien-powiedziałBrunetti,żeby

rozwiaćdziwnynastrój,którynaglezapanował.-Niemacooglądać.

Rossijakbysięuspokoił,nawetpróbowałsięuśmiechnąć,aleniemógłopanować

zdenerwowania,którezaczęłosięudzielaćBrunettiemu.

-Czymógłbymipancośpowiedziećoewentualnychkonsekwencjachtejcałej

historii?-spytałkomisarz,starającsięniemyślećwięcejotarasie.

-Słucham?

-Cosięmożeterazstać?

Rossicofnąłsięjeszczeokrokizacząłmówićmonotonnie,takjakbyrecytowałjakieś

zaklęcia.

-Jeśliwydanopozwolenienabudowę,aleniesporządzonoprotokołuodbioru,płaci

sięgrzywnę,którejwysokośćzależyodtego,czyobowiązującewtymczasieprawo

budowlanezostałopoważnienaruszone.

Brunettistałnieruchomo.

-Wprzypadkugdyniemaanipozwolenianabudowę,aniprotokołuodbioru,sprawa

zostajeoddanadoSovrintendenzadeiBeniCulturali*[Sowintendenza(Soprintendenza)dei

BeniCulturali-odpowiednikBiuraGłównegoKonserwatora.]idopieroonioceniają,wjakim

background image

stopniudanarzeczszkodzicharakterowimiasta.

-Coonimogąorzec?-zniecierpliwiłsięBrunetti.

-Czasemtrzebazapłacićgrzywnę.

-Towszystko?

-Aczasemnaruszającaestetykęmiastabudowlamusizostaćwyburzona.

-Co?-wybuchnąłBrunetti,wreszcietracąccierpliwość.

-Czasemnaruszającaestetykęmiastabudowlamusizostaćwyburzona.-Rossi

uśmiechnąłsięsłabo,dającdozrozumienia,żetoprzecieżniejegowina.

-Aletojestmójdom!-wykrzyknąłBrunetti.-Chcepanwyburzyćmojemieszkanie.

-Niechmipanwierzy,doczegośtakiegodochodzinaprawdębardzorzadko-

powiedziałRossi,starającsię,żebyjegogłosbrzmiałuspokajająco.PonieważBrunetti

milczał,młodyczłowiekodwróciłsięiruszyłdowyjścia.Kiedybyłjużblisko,wzamku

zazgrzytałkluczidrzwisięotworzyły.NaprogustałaPaola,dźwigającdwiewielkie

plastikowetorbyzzakupamiiściskającpodpachąwysuwającesięgazety.Zauważyła

Rossiegodopiero,gdytenrzuciłsiękuniej,abyjezłapać,zanimupadną.Zaskoczonacofnęła

sięiupuściłatorby,uderzającłokciemoframugę.Otworzyłausta,niewiadomo,zestrachu

czyzbólu,izaczęłarozmasowywaćbolącemiejsce.

-Wszystkowporządku,Paola-powiedziałBrunetti,podbiegającdożony.-Tenpan

jestzemną.

MinąłRossiegoiobjąłPaolęramieniem.

-Zaskoczyłaśnas-rzekł,próbującjąuspokoić.

-Wyrównieżmniezaskoczyliście-uśmiechnęłasięPaola.

Słysząchałaszaplecami,Brunettiobejrzałsięizobaczył,żeRossiodstawiłteczkę

podścianęizbieradoplastikowejtorbyrozsypanepomarańcze.

-SignorRossi,chciałbympanuprzedstawićmojążonę-rzekłBrunettizupełnie

background image

zbytecznie.Młodyczłowiekwłożyłdotorbyostatniąpomarańczęiustawiłwszystkonastole

przydrzwiach.Paolaprzestałamasowaćłokiećiprzywitałasię.Rossiprzeprosił,żeją

przestraszył.

-Nicsięniestało-zapewniłagoPaola.

-SignorRossijestzUfficioCatasto-powiedziałBrunetti.

-UfficioCatasto?-zdziwiłasięPaola.

-Tak,signora.Przyszedłemporozmawiaćzpanimężemopaństwamieszkaniu.

PaolapopatrzyłanaBrunettiego;wyrazjegotwarzyspowodował,żezwróciłasięku

Rossiemuzjednymzeswoichnajbardziejujmującychuśmiechów.

-Panzdajesięjużwychodził,signorRossi.Niechcępanazatrzymywać.Jestem

pewna,żemążmiwszystkowyjaśni.Niemasensu,żebytraciłpanczas,zwłaszczażedziś

sobota.

-Tobardzomiłozpanistrony,signora-rzekłciepłoRossi.Odwróciłsiędo

Brunettiego,podziękowałzapoświęconymuczas,potemjeszczerazprzeprosiłPaolęi

wyszedł.

-UfficioCatasto?-spytała,zamknąwszyzanimdrzwi.

-Wydajemisię,żechcąwyburzyćnaszemieszkanie-powiedziałBrunetti.

Rozdział3

-Wyburzyć?-powtórzyłaPaola,niepewna,czyzareagowaćzdumieniem,czysię

roześmiać.-Oczymtymówisz,Guido?

-Notak.Tenczłowiekpowiedział,żewUfficioCatastoniemażadnychdokumentów

dotyczącychnaszegomieszkania.Komputeryzująarchiwaiokazujesię,żeniemogąznaleźć

żadnegozezwoleniaaninawetpodaniaozezwolenienajegobudowę.

Paolaschyliłasię,podałamężowigazetyipodniosłazpodłogidrugątorbęz

zakupami.

background image

-Toabsurd-powiedziała,idącdokuchni.Brunettiszedłzanią,całyczasopowiadając

owizycieRossiego.Paolapostawiłatorbynastoleizaczęłajewypakowywać.Wyjęła

pomidoryicebulę,akiedyBrunettizobaczył,jakwyciągacukinie,krótszenawetodjej

palców,natychmiastprzestałmówićoRossim.

-Cozamierzaszztegozrobić?-zapytał.Paolaschowałacukiniedolodówki.

-Możerisotto?-odparła.-Pamiętasz,jakiebyłodobretozimbirem,które

przygotowałaRobertawzeszłymtygodniu?

-Mhm-chrząknąłBrunettizzadowoleniem.Rozmowaojedzeniubyłaowiele

przyjemniejsza.-ByłodużoludzinaRialto?

-Niekiedyprzyszłam.Alekiedywychodziłam,niemożnabyłoszpilkiwłożyć.

Większośćzresztątoturyści,którzyrobiązdjęciainnymturystom.Zakilkalatbędziemy

musielizrywaćsięprzedświtem,żebymócspokojniezrobićzakupy.

-PocooniprzychodząnaRialto?

-Pewnie,żebyzobaczyć,jakwyglądatarg.

-Niemajątargówusiebie?Wichkrajachniesprzedajesięjedzenia?

-Diabliwiedzą,comająusiebie-odpowiedziałaPaolazlekkimrozdrażnieniem.-Co

jeszczepowiedziałtensignorRossi?

Brunettioparłsięopłytękuchenną.

-Powiedział,żemożemyzapłacićgrzywnę.

Paolaskończyłaukładaćzakupyiwreszciespojrzałanamęża.

-Tonormalne-rzekła.-GigiGuerrieroteżzapłaciłgrzywnę,kiedyrobiłusiebie

dodatkowąłazienkę.Któryśzsąsiadówzadzwoniłnapolicję,jakzobaczyłhydraulika

wnoszącegodomieszkanianowąmuszlęklozetową.

-Tobyłodziesięćlattemu.

-Dwanaście-poprawiłaodruchowoPaola.Nawidokzaciskającychsięustmęża

background image

dodała:-Nieważne.Niemaoczymmówić.Ajakiesąinnemożliwości?

-Powiedział,żewniektórychprzypadkach,jeśliniezłożyłosiępodaniaozezwolenie,

apracebudowlanezostaływykonane,trzebazburzyćto,cosięzbudowało.

-Zpewnościążartował-powiedziałaPaola.

-WidziałaśsignoraRossiego.Czymyślisz,żejesttotypczłowieka,któryżartowałby

sobieztakichspraw?

-Hm...Podejrzewam,żesignorRossinieżartujewogóle.-Paolawolnymkrokiem

poszładosalonu,gdzieułożyłarozrzuconepisma,apotemwyszłanataras.Brunettipodążył

zanią.Pochwiliobydwojepatrzylinarozciągającesięprzedichoczamimiasto.Paolazrobiła

ruchrękąwkierunkudachów,tarasów,ukwieconychbalkonówizamieszkanychpoddaszy.-

Ciekawe,ilespośródtegowszystkiegojestlegalne,mawymaganepapieryiotrzymało

condono-rzekła.

ObydwojeprawiecałeżyciespędziliwWenecjiiznalinieskończonąilośćhistoriio

łapówkachpłaconychinspektorombudowlanymiogipsowychściankachniszczonychw

dzieńpoichwizycie.

-Połowamiastajesttaka-powiedziałBrunetti.-Alenaszłapali.

-Jaktozłapali?Niezrobiliśmyprzecieżniczłego.-Spojrzałananiego.-Kupiliśmy

tomieszkaniewdobrejwierze.Tenfacet,którynamjesprzedał,Battistini,zpewnościąmiałi

pozwolenia,icondonoedilizio.

-Niewiemy.Powinniśmybylisięupewnić,żejema,zanimjekupiliśmy.Straciliśmy

głowę,jaktylkopokazałnamtenwidok.-Brunettiprzeciągnąłrękąwpowietrzu,wskazując

panoramęmiasta.

-Wcaleniemamtakichwspomnieńztejtransakcji-rzekłaPaola.Wróciładosalonui

usiadławfotelu.

-Ajamamdokładnietakie.Zresztątonieważne,cobyłowtedy.Ważne,żeteraz

background image

mamyproblem.

-SkontaktujmysięzBattistinim-zaproponowałaPaola.

-Battistiniumarłdziesięćlattemu.

-Niewiedziałam.Atyskądotymwiesz?-spytałaPaola.

-Zawiadomiłmniejegosiostrzeniec,ten,którypracujewMurano.Rak.

-Cozanieszczęście.Tobyłtakimiłyczłowiek-powiedziałaPaola.

-Tak,bardzomiły.Zwłaszczajeślisięweźmiepoduwagę,zailesprzedałnamto

mieszkanie.

-Myślę,żenaspolubił.-Paolauśmiechnęłasiędowspomnień.-Tymbardziejże

pannamłodabyławbłogosławionymstanie.

-Czymyślisz,żetowpłynęłonacenę?-spytałBrunetti.

-Całyczasbyłamotymprzekonana-rzekłaPaola.-Zachowałsię,jeśliotochodzi,

zupełnieniepowenecku,alezatojakżeprzyzwoicie.No,oczywiścienie,jeśliterazbędzie

trzebawszystkoburzyć-dodałaszybko.

-Cozaabsurd!-westchnąłBrunetti.

-Pracujesztutajodponaddwudziestulat,więcpowinieneświedzieć,żekwestia,czy

cośjestabsurdalne,czynie,niemaabsolutnieżadnegoznaczenia-powiedziałaPaola.

Brunettiniechętnieprzytaknął.Przypomniałmusięsprzedawcanatargu,odktórego

siędowiedział,żejeślikliencidotykająowocówczywarzywrozłożonychnastraganie,tonie

oni,leczonmożebyćzatoukaranygrzywnąwwysokościpółmilionalirów.Najwyraźniej

miastonieprzejmowałosięnonsensownościąwydawanychzarządzeń.

Paolazagłębiłasięwfoteluioparłanogioniskistolik.

-Myślisz,żepowinnamzadzwonićdoojca?-spytała.

Brunettispodziewałsiętegopytania.Wsumiewolał,żepadłojużteraz.Hrabia

OrazioFalier,jedenznajbogatszychludziwWenecji,mógłprawdopodobniełatworozwiązać

background image

całyproblemzapomocąjednegotelefonulubuwagirzuconejodniechceniapodczasjakiegoś

przyjęcia.

-Nie.Dziękujęci,alechciałbymsamsiętymzająć-powiedziałBrunetti,kładąc

akcentnasłowie„sam”.

Anion,aniPaolanawetprzezchwilęniepomyśleli,żebyzałatwićtęsprawęnormalną

drogąadministracyjną,wewłaściwymurzędzie,przezwłaściwegourzędnika.Wogólenie

przyszłoimdogłowy,żemożeistniećustalonaproceduradlazałatwianiatakichspraw.Jak

wszyscywenecjanie,rozwiązywaliproblemyzapomocąconoscienze,czyliukładu

znajomości,przyjaźniikontaktów,opartegonawzajemnychzobowiązaniach,

nagromadzonychwciągulatzmaganiasięzsystemem,którynawetsamiurzędnicy,amoże

zwłaszczaoni,uważalizabezsensownyinieskutecznyiktóregonadużyciabyłyrezultatem

wiekówkorupcji,atakżebizantyjskiejopieszałościiskłonnościdodziałaniawtajemnicy.

-Jestempewna,żeojciecdałbysobieztymradę-rzekła,niezwracającuwaginaton

jegogłosu.

-Powiedzmi,gdziesiępodziałyniegdysiejsześniegi?GdzietwojeideałyAnno

Domini1968?-spytałzjadliwieBrunetti.

-Ocociwłaściwiechodzi?-obruszyłasięPaola.

Brunettipopatrzyłnajejzaciętątwarzipomyślał,żefaktyczniemogłaczasami

onieśmielaćswoichstudentów.

-Chodzimioto,żekiedyśobydwojewierzyliśmywpolitykęlewicy,sprawiedliwość

społecznąirównośćwszystkichwobecprawa,aterazsięokazuje,żepierwszymnaszym

odruchemjestwepchnąćsięprzedinnychwkolejkę.

-Nieużywajliczbymnogiej,Guido,tojazasugerowałamtorozwiązanie.Twoje

zasadypozostająnienaruszone.

-Atocoznaczy?

background image

-Żemojezasadynieucierpią.Całelatadawaliśmysięnabierać,ztyminaszymi

nadziejaminalepszyisprawiedliwszyświatiidiotycznąwiarą,żeobrzydliwysystem

politycznyirównieobrzydliwipolitycyzbudująwreszciewtymkrajupaństwoPlatona.-

Poszukaławzrokiemoczumęża.-Jajużwtoniewierzę.

Brunettisłyszałjejzmęczonygłos,alenieumiałzapanowaćnadniechęcią,którą

budziławnimkażdawzmiankaobogatymiwpływowymteściu.

-Todlategozbyległupstwembiegnieszdokochanegoojczulkaibłagaszopomoc?-

zapytał.

-Chcętylkozaoszczędzićnamstratyczasuienergii-powiedziałaPaolałagodnie,

starającsięzapobieckłótni.-Jeślizaczniemydziałaćoficjalnądrogą,znajdziemysięw

świecieKafki,któryzrujnujenaszspokój.Nigdyniezdobędziemywłaściwychdokumentów.

Będąnasodsyłaćodjednegourzędnikadodrugiegoiskończymywdomuwariatów.Czynie

wartozwrócićsiędoojca,żebyoszczędzićsobietychwszystkichupokorzeń?-Paolaczuła,

żejejspokójudzielasiępowoliBrunettiemu.

-Ajeślicipowiem,żewolałbymzrobićtosam,bezjegowsparcia?Tojestnasze

mieszkanie,Paola.

-Chceszpowiedzieć,żewolałbyśzrobićtosamlegalnądrogączyteż-głosPaoli

zabrzmiałjeszczełagodniej-opierającsięnawłasnychznajomościach?

Brunettiuśmiechnąłsię,cobyłoznakiem,żeburzaminęła.

-Oczywiście,opierającsięnawłasnychznajomościach.

-A,tozupełniecoinnego.Naprzykładnakim?-spytałaPaola,równieżsię

uśmiechając.

Problemojcaprzestałistnieć.

-No...jestRallozKomisjiSztukPięknych.

-Ten,któregosynhandlujenarkotykami?

background image

-Handlował-sprostowałBrunetti.

-Acosięstało?

-Powiedzmy,żewyświadczyłemmuprzysługę.

-AcoKomisjaSztukPięknychmawspólnegoznaszymmieszkaniem?Przecieżta

kondygnacjazostaładobudowanapowojnie.

-TaknampowiedziałBattistini.Aleponieważbudynekznajdujesięnaliście

zabytków,więcniejestobojętne,cosiędziejenanaszympiętrze.

-Notak-zgodziłasięPaola.-Ktojeszcze?

-Vianellomakuzynaarchitekta,którypracujewCommune*[Commune-merostwo,

ratusz,urządgminny.],myślęnawet,żewbiurzewydającympozwolenianabudowę.

PoproszęVianella,żebysiędowiedział,coijak.

Milcząc,robiliwpamięcilistęwyświadczonychwprzeszłościprzysług.Byłoprawie

południe,kiedyustalili,ktoiwjakisposóbmożebyćichpotencjalnymsprzymierzeńcem.

DopierowtedyBrunettispytał:

-Czydostałaśmoeche?

Paola,zgodniezwieloletnimzwyczajem,skierowałapytaniedoniewidzialnejosoby

pojawiającejsięzakażdymrazem,kiedymałżonekzczymśwyskoczył:

-Słyszałeś?Grozinamutratadomu,ajedyne,cogointeresuje,tokrabywmiękkich

muszlach!

-Wcalenie!-odrzekłurażonyBrunetti.

-Tak?Acojeszcze?

-Risotto.

Dziecidowiedziałysięowszystkimdopiero,kiedyzpółmiskaznikłostatnikrab.Na

początkużadneznichniepotraktowałotegopoważnie,akiedyrodziceuświadomiliim

wreszcie,żemieszkaniefaktyczniejestzagrożone,natychmiastzaczęłyplanować

background image

przeprowadzkę.

-Niemoglibyśmyznaleźćmieszkaniazogrodem,żebymmogłamiećpsa?-spytała

Chiara.-Aprzynajmniejkota-poprawiłasię,widzącminyrodziców.

Rafiiniebyłzainteresowanyzwierzętami,natomiastnęciłagoperspektywadrugiej

łazienki.

-Gdybyśmymielidrugąłazienkę,pewniebyśwniejzamieszkał,dopókinieurosłyby

citeidiotycznewąsiki-rzekłaChiara.Byłatopierwszapublicznauwagaodnoszącasiędo

corazbardziejwidocznegocieniapodnosemstarszegobrata.

-Dośćtychwygłupów!Nieżyczęsobieżadnychżartównatentemat.-Paolaczułasię

prawiejakwojskowywysłannikONZ,mającyutrzymaćpokójnatereniedziałańwojennych.

Dorastającepociechypopatrzyłyuważnienamatkę,poczym,jaksowiątkanagałęzi,

zastanawiającesię,któryzzaczajonychdrapieżnikówzaatakujepierwszy,przeniosły

niepewnywzroknaojca.

-Słyszeliście,copowiedziałamama-rzekłBrunetti,cobyłooczywistymznakiem,że

sprawywyglądająpoważnie.

-Tojapozmywam-zaofiarowałasięChiara,wiedzącdobrze,żedziśitakjestjej

kolej.

Rafiiodsunąłkrzesłoiwstał.Pozbierałtalerze,wstawiłjedozlewu,odkręciłwodęi

podwinąłrękawyswetra.PaolaiBrunettiucieklidosalonu,zachowującsięjakzabobonni

chłopiwobliczusiłnadprzyrodzonych.Brunettizdążyłjeszczechwycićpodrodzebutelkę

grappyidwamałekieliszki.

-Comaszwplanienadzisiejszepopołudnie?-spytałaPaola,gdymążwręczyłjej

kieliszekpełenzłotawegopłynu.

-WracamdoPersji.-Brunettizsunąłbutyipołożyłsięnakanapie.

-Powiedziałabym,żetoraczejprzesadnareakcjanarewelacjesignoraRossiego.Czy

background image

tojesttabutelka,którąprzywieźliśmyzBelluno?-spytałapokolejnymłykugrappy.

WBellunomieliprzyjaciela,którypracowałzBrunettimponaddziesięćlat,poczym,

rannywjakiejśstrzelaninie,odszedłzpolicjiiwróciłwrodzinnestrony,żebyprzejąć

gospodarstwopoojcu.Każdejjesienidestylowałpulpęwinogronowąicałkowicienielegalnie

produkowałokołopięćdziesięciubutelekgrappy,którenastępnierozdawałrodziniei

przyjaciołom.

Brunettiprzytaknąłirównieżpodniósłkieliszekdoust.

-AwięcPersja?-spytałaPaola.

Brunettiodstawiłkieliszeknastolikobokipodniósłksiążkę,którązostawiłtu,kiedy

przyszedłsignorRossi.

-Ksenofont-powiedział,otwierającjąnazałożonejstronie.

-Grecysięuratowali,prawda?Iwrócilidodomu?

-Jeszczedotegoniedoszedłem-odrzekłBrunetti.

-Guido,czytałeśKsenofontaconajmniejdwarazyodczasunaszegoślubu.Jeślinie

wiesz,czyGrekomudałosięwrócić,toalboczytasznieuważnie,albomaszpierwszeobjawy

alzheimera-zdenerwowałasięPaola.

-Udaję,żeniewiem,cosięstanie,wtensposóbmamwięcejprzyjemnościzczytania

-wyjaśniłBrunetti,wkładającokularyizagłębiającsięwlekturze.

Paolapatrzyłananiegodośćdługo,poczymnalałasobiekolejnykieliszekgrappyi

pozostawiającmężaPersom,poszładoswegopokoju.

Rozdział4

Jaktoczęstobywa,bezpośredniopotymwydarzeniunicsięniedziało.Toznaczynie

przyszłyżadnepapieryzUfficioCatasto,niedałteżznakużyciasignorRossi.Wtejsytuacji,

byćmożeabyniewywoływaćwilkazlasu,Brunettiniepróbowałnawiązaćkontaktuz

przyjaciółmi,którzyewentualniemoglibypomócwyjaśnićkwestięprawnegostatusujego

background image

mieszkania.Minąłmarzec,ociepliłosię.RodzinaBrunettichcorazwięcejczasuspędzałana

tarasie.Piętnastegokwietniaporazpierwszyzjedliobiadpodgołymniebem,wieczoryjednak

wciążbyłychłodne.Dnisięwydłużały.Wsprawiemieszkaniapanowałagłuchacisza.Jak

mieszkańcywioskiupodnóżawygasającegowulkanu,takioniwrócilidouprawianiaswoich

poletek,szczęśliwi,żebogowieżywiołówwymazaliichzeswejpamięci.

Wmiaręjaksięocieplało,doWenecjiprzyjeżdżałocorazwięcejturystóworaz,

niestety,Cyganów.DotejporyCyganiespecjalizowalisięwewłamaniach,terazzaczęli

napadaćnaprzechodniów.Ponieważzakłócałotospokójnietylkosamychwenecjan,leczi

turystów,zktórychmiastożyło,Brunettidostałpolecenie,żeby„cośztymzrobić”.Złodzieje

kieszonkowibylizbytmłodzi,żebyichścigaćsądownie;bezustanniezatrzymywanoich,

zabieranonakomendęilegitymowano.Niewieluznichposiadałodokumenty,wwiększości

bylinieletni,udzielanoimwięcupomnieniaiwypuszczano.Częśćwracaładomiastajuż

nazajutrz,potygodniubylizpowrotemprawiewszyscy.WedługBrunettiegojedynym

rozwiązaniembyłoalbozmienićprawodotyczącemłodocianychprzestępców,albowogóle

wyrzucićCyganówzkraju,toteżmiałdużetrudnościzesporządzeniemsensownegoraportu.

Siedziałwłaśnieprzybiurkuizastanawiałsię,jakuniknąćpisaniarzeczyoczywistych,

kiedyzadzwoniłtelefon.

-Brunetti-powiedział,podnoszącsłuchawkęiprzerzucająckolejną,trzeciąstronę

listynazwiskosóbzatrzymanychzadrobnekradzieżewciąguostatnichdwóchmiesięcy.

-Commissario?-usłyszałmęskigłos.

-Tak.

-MówiFrancoRossi.

Dlawenecjaninajesttonajbanalniejszenazwiskopodsłońcem,dlategominęłokilka

dobrychchwil,zanimBrunettiznalazłsięmyślamiwUfficioCatasto.

-SignorRossi,czekałemnapanatelefon!-Kłamstwoprzyszłomuzłatwością.Tak

background image

naprawdęmiałnadzieję,żesignorRossiwjakiśsposóbznikniewrazzcałymwypełnionym

papierzyskamiUfficioCatasto.-Czymapandlamniejakieświeści?

-Najakitemat?

-Natematmojegomieszkania-powiedziałBrunetti,zastanawiającsię,jakiinny

interesmógłbymiećdoniegosignorRossi.

-Nie,niemamżadnych-odrzekłurzędnik.-Sporządziłemraportiprzekazałemgo

wyżej.Trzebaczekać.

-Ajakpanmyśli,ileczasu?-spytałBrunettinieśmiało.

-Niewiem.Przykromi,naprawdę,aleniewiadomo,kiedyonisiętymzajmą.-

EnergicznygłosRossiegowyraźnieświadczył,żetentematgonieinteresuje.

Brunettiegonatychmiastuderzyło,jakdoskonaletesłowapasujądowszystkich

urzędów,zktórymimiewałdoczynienia,czytojakopolicjant,czyjakozwykłyobywatel.

-Potrzebujepanjakichśdodatkowychinformacji?-spytałgrzecznie,pamiętając,że

dobrawolasignoraRossiego,anawetjegobezpośredniapomocmożeokazaćsięniezbędna.

-Alejadzwoniędopanawinnejsprawie-powiedziałRossi.-Wrozmowiezkimś

wymieniłempananazwiskoidowiedziałemsię,gdziepanpracuje.

-Wczymmógłbympanupomóc?

-Todotyczypewnejrzeczy,którazdarzyłasiętutaj,wbiurze-powiedziałRossi.-To

znaczyjaniejestemterazwbiurze.Rozumiepan?

-Gdziepanjest,signorRossi?

-Naulicy.Dzwoniędopanaztelefonino.Niechciałemdzwonićzbiura...-głos

zanikłikiedypowrócił,Brunettiusłyszał:-...boto,comampanudopowiedzenia...

Tymbardziejniepowinieneśużywaćtelefonino,pomyślałBrunetti,środka

komunikacjiprawietakpublicznegojakgazeta.

-SignorRossi,czytocośważnego?

background image

-Raczejtak-powiedziałurzędnikściszonymgłosem.

-Wtakimrazielepiej,żebypanzadzwoniłdomniezezwykłejbudki-powiedział

Brunetti.

-Co?-spytałRossi,dziwnieskrępowany.

-Niechpanzadzwonidomniezautomatu,signore.Nieruszamsięstąd.Będęczekał.

-Chcepanpowiedzieć,żektośmożenaspodsłuchiwać?-spytałRossiiBrunetti

wyczulwjegogłosietosamonapięcie,którekiedyśpojawiłosię,gdyodmówiłwyjściana

tarasuniegowdomu.

-Niejestażtakźle-powiedziałBrunetti,starającsięgouspokoić.-Alelepiejbędzie,

jeślizadzwonipanbezpośrednionamójnumerzezwykłejbudki.

Powtórzyłnumerdwarazy,gdyżmiałwrażenie,żemłodyczłowiekgozapisuje.

-Muszęrozmienićpieniądzealbokupićkartę-powiedziałRossiichoćwyglądało,

jakbysięrozłączył,głosnaglewróciłiBrunettiemuwydałosię,żesłyszy,jakRossimówi:-

Zarazdopanazadzwonię.

-Dobrze,będęczekał-zacząłBrunetti,alecośpyknęłoiwsłuchawcezapadłacisza.

CóżtakiegosignorRossimógłodkryćwUfficioCatasto?Jakieśdodatkowewpłaty,

dziękiktórymzbytdokładnyprojektmógłzostaćzastąpionyinnym,mniejdokładnym?

Łapówkiwręczaneinspektorowibudowy?Jużsamamyśl,żejakiśurzędnikprzestraszyłsię

czegośtakiego,więcej,żezadzwoniłztegopowodunapolicję,wydałasięBrunettiemupo

prostuśmieszna.CośzniminiewporządkuwtymUfficioCatasto,skorozatrudnilikogoś

równienaiwnego.

WciągunastępnychkilkuminutBrunetti,zastanawiającsię,cobymudało,gdyby

pomógłRossiemu,zpewnym-niewielkim,trzebaprzyznać-wstydemuświadomiłsobie,że

jestabsolutniezdecydowanyuczynićzniegodłużnika,nawetkosztemryzykazawodowego.

Przynajmniejwszystko,coRossizrobiłbypóźniej,abymusięodwdzięczyć,zrobiłbydla

background image

niego,aniedlaojcaPaoli.

Natychrozmyślaniachminąłmukwadrans.Telefonniezadzwonił.Półgodziny

późniejzatelefonowaładoniegosekretarkaszefa,signorinaElettra,którachciałaprzynieść

muzdjęciailistęwyrobówzłotniczychznalezionychpozawyspą,nastałymlądzie,w

przyczepiejednegozcygańskichdzieciaków,zatrzymanychdwatygodnietemu.Matka

chłopcautrzymywała,żewszystkojestjejwłasnościąipozostajewrodzinieodwieków.

Niestety,przeczyłatemuwielkawartośćbiżuteriiifakt,żejedenzprzedmiotówzostałjuż

rozpoznanyprzezpewnąniemieckądziennikarkę,którejmieszkanieokradzionoponad

miesiąctemu.

Brunettispojrzałnazegarekizobaczył,żejestjużpopiątej.

-Nie,signorina,proszęsięniefatygować,przejrzętojutrorano-powiedział.

-Dobrze,Commissario.Będzietonapanaczekało.-Brunettiusłyszał,jaksignorina

Elettraprzekładajakieśpapiery.-Wtakimrazieidędodomu.

-Avice-questore?-spytałBrunetti,zastanawiającsię,jakteżonaniekrępujesię

opuścićbiuranaponadgodzinęprzedkońcempracy.

-Wyszedłprzedpierwszą-rzekłaobojętnie.-Powiedział,żezjeobiadzquestore,i

myślę,żeresztępopołudniaspędziłwjegotowarzystwie.

Oczymżemożerozmawiaćjegoszefzeswoimszefem,zastanawiałsięBrunetti.

ZawodoweambicjePattynigdynieprzyniosłynicdobregopracownikomkomendy.

Przeważniepopisywałsięenergiąiżywotnością,wwynikuczegowciążzarzucanoich

nowymiplanamiiwytycznymi,którerzadkosprawdzałysięwpraktyceizktórychitak

wkrótcerezygnowano.

ŻyczącsignorinieElettrzeprzyjemnegowieczoru,Brunettirozłączyłsię.Jeszczedwie

godzinysiedziałwbiurze,czekając,żemożeRossizadzwoni.Kiedyminęłasiódma,zszedłna

dółdopokojuodpraw.

background image

PrzybiurkusiedziałPucettiipodpierającgłowęrękami,czytałksiążkę.

-Pucetti?

MłodyoficerpodniósłoczyznadksiążkiiwidzącBrunettiego,natychmiastwstał.Ku

zadowoleniuszefa,porazpierwszy,odkądzacząłpracowaćwkomendzie,powstrzymał

odruchzasalutowania.

-Idędodomu,Pucetti.Gdybyktośmnieszukał...gdybyszukałmniejakiśmężczyzna,

proszę,dajmumójnumerdomowyipoproś,żebyzadzwoniłjaknajprędzej.

-Jasne,szefie-odrzekłmłodyoficeritymrazemzasalutował.

-Coczytasz?-spytałBrunetti.

-Nieczytamwłaściwie,szefie.Tojestgramatykarosyjska.

-Gramatykarosyjska?Pococito,jeślioczywiścieniejestemniedyskretny?-spytał

Brunetti,patrzącnastronyzapisanecyrylicą.

-Chętniepanuodpowiem-rzekłzuśmiechemPucetti.-Mojadziewczynajest

Rosjankąichciałbymmócporozmawiaćzniąwjejojczystymjęzyku.

-Niewiedziałem,żemaszdziewczynę,Pucetti-powiedziałBrunetti,myśląco

tysiącachrosyjskichprostytuteknapływającychdozachodniejEuropyistarającsięzachować

neutralnyton.

-Mam,szefie.-Pucettiuśmiechnąłsięponownie,tymrazemszeroko.

-Acoonarobitutaj,weWłoszech?-zaryzykowałkomisarz.-Pracuje?

-Uczyrosyjskiegoimatematykiwliceum,doktóregochodzimójbrat.Tamją

spotkałem.

-Jakdługojąznasz?

-Sześćmiesięcy.

-Tobrzmipoważnie.

MłodyczłowiekznówsięuśmiechnąłiBrunettistwierdził,żemawyjątkowomiłą

background image

twarz.

-Mampoważnezamiary,szefie.Jejrodzinaprzyjedzietutajwlecieionachce,żeby

mniepoznali.

-Awięcuczyszsięjęzyka?-Brunettiwskazałgłowąrozłożonąksiążkę.

Pucettiprzesunąłrękąpowłosach.

-Powiedziała,żejejrodziniesięniepodoba,żeonachcewyjśćzapolicjanta.Widzi

pan,jejrodzicesąchirurgami.Wiecpomyślałemsobie,żedobrzebybyło,gdybymmógłz

nimichoćtrochęporozmawiać.Aponieważniemówięaniponiemiecku,anipoangielsku,

myślę,żegdybymzacząłdonichmówićwichjęzyku,zobaczyliby,żeniejestemjakimśtam

durnymgliną.

-Tochybabardzomądreposuniecie,Pucetti.Zostawiamcięztwojągramatyką-

powiedziałBrunettiiwyszedł.

-Doswidania-usłyszałzaplecami.

NiestetynieumiałPucettiemuodpowiedziećporosyjsku,pożegnałgowięczwykłym

„dowidzenia”.PrzezcałądrogędodomumyślałodziewczyniePucettiego,którauczy

matematyki,ioPucettim,któryuczysięrosyjskiego,żebyspodobaćsięjejrodzicom.

Zastanawiałsię,czyonsam,biorącpoduwagęokoliczności,niejestprzypadkiemdurnym

gliną.

WpiątkiPaolaniemiałazajęćnauczelni,więczwyklespędzałapopołudniena

szykowaniuwymyślnejkolacji.Czekałanatocałarodzinaitegowieczoruniespotkałich

zawód.UrzeźnikazatargiemwarzywnymPaolaznalazławspaniałągiczjagnięcąipodałają

zmłodymiziemniakamiposypanymirozmarynem.Oprócztegonastolepojawiłysięcukinia

trifolataimarcheweczkiprzyrządzonewtaksłodkimsosie,żeBrunettimiałochotęzjeśćich

jeszczetrochęnadeser,gdybyPaolaniepodałapieczonychgruszekwbiałymwinie.

Pokolacjizległnakanapieniczymfokanapiasku,pozwalającsobienazaledwie

background image

naparsteczekarmaniaku.

KiedyPaolarutynowymigroźbamiwysłałaniespecjalnieopierającesiędziecido

odrabianialekcjiiwreszcieusiadła,nalałasobie,będącwtychsprawachmniejobłudnaod

męża,zdrowąporcjęmiodowegotrunku.

-Boże,aledobre!-westchnęłapopierwszymłyku.

ZrelaksowanyBrunettipoczułsięjakweśnie.

-Wiesz,ktodomniedzisiajdzwonił?-zapytał.

-Nie,kto?

-FrancoRossi.TenfacetzUfficioCatasto.

Paolazamknęłaoczyizagłębiłasięwfotelu.

-OBoże.Ajamyślałam,żetosięskończyło,żecałatasprawaznikłazpowierzchni

ziemi.Comówił?-spytałapochwili.

-Wcaleniedzwoniłwsprawienaszegomieszkania.

-Aczegóżinnegomógłodciebiechcieć?

ZanimBrunettizdążyłjejodpowiedzieć,spytała:

-Czydzwoniłdociebiedobiura?

-Tak.Dlategotojesttakiedziwne.Kiedybyłunas,wcaleniewiedział,żepracujęw

policji.Zapytałmniewtedy,no,możeniebezpośrednio,jakijestmójzawód,ipowiedziałem

mu,żestudiowałemprawo.

-Czytakprzeważnierobisz?

-Tak.

Brunettizamilkł.

-Więcmusiałsięodkogośdowiedzieć?-spytałapochwiliPaola.

-Takmówił.Dowiedziałsięodjakiegośznajomego.

-Czegochciał?

background image

-Niewiem.Dzwoniłztelefonino,aponieważsprawiałwrażenie,jakbychciałmi

powiedziećcośwzaufaniu,zaproponowałem,żebyzadzwoniłdomniezbudki.

-Noi?

-Iniezadzwonił.

-Możezmieniłzamiar.

Brunettiwzruszyłramionaminatyle,nailemożenimiwzruszyćczłowiekobjedzony

gicząjagnięcąirozpartynakanapie.

-Jeślitojestnaprawdęważne,napewnojeszczezadzwoni-stwierdziłaPaola.

-Chybatak.-Brunettizastanawiałsięnadnastępnymłykiemarmaniaku,alezamiast

sięnapić,zapadłwpółgodzinnądrzemkę.Kiedysięobudził,wogóleniepamiętałoFrancu

Rossim,natomiastpamiętałoarmaniakuimyślonimtowarzyszyłamuprzezcałądrogędo

łóżka.

Rozdział5

TakjakBrunettisięobawiał,wponiedziałekzawezwałgovice-questorePatta,

najprawdopodobniejwzwiązkuzpiątkowąrozmowązquestorewporzelunchu.Wezwanie

otrzymałokołojedenastej,wkrótcepoprzybyciuPattydokomendy.

-Dottore?-usłyszałiwdrzwiachgabinetuzobaczyłsignorinęElettrę,zbłękitną

teczkądokumentówwdłoni.Przezchwilęsięzastanawiał,czyniedobrałakoloruokładkitak,

żebypasowałajejdosukienki.

-Dzieńdobry,signorina.-Przywołałjądobiurka.-Czytojestlistatejskradzionej

biżuterii?

-Tak,izdjęcia-odpowiedziała,wręczającmuteczkęzdokumentami.-Vice-questore

chcezpanemrozmawiać.

Tonjejgłosuniezapowiadałżadnegoniebezpieczeństwa,więcBrunettitylkoskinął

głową.Kiedyotwierałteczkę,Elettrawciążstała.Dopierwszejstronyprzyczepionebyły

background image

zszywkamiczterykolorowefotografie,przedstawiającepojednejsztucebiżuterii,wsumie

chodziłootrzypierścionkiimisternązłotąbransoletęzrzędemkamieniprzypominających

małeszmaragdy.

-Wyglądatotak,jakbywłaścicielkabyłaprzygotowananarabunek-powiedział

Brunetti,dziwiącsię,żektośmógłzadaćsobietrudzrobieniaartystycznychzdjęćcałejswojej

biżuterii,inatychmiastwietrzącoszustwoubezpieczeniowe.

-Każdyjestprzygotowanynarabunek-stwierdziłaElettra.

-Jakpanimożemówićcośtakiego,signorina.-Zdumionyuniósłgłowęznadteczki.

-Możeniepowinnam,zwłaszczabiorącpoduwagę,gdziepracuję,alenaprawdętak

myślę.Ludzieteraztylkootymmówią-dodała,zanimBrunettizdążyłzebraćmyśli.

-WWenecjimamyowielemniejprzestępstwniżwkażdyminnymwłoskimmieście-

oburzyłsiękomisarz.-Widocznienieprzeglądałapanistatystyk.

Elettracoprawdaniewzniosłaoczudonieba,alezatorzekła:

-Nieuważapanchyba,dottore,żestatystykiodzwierciedlająto,cosięnaprawdę

dzieje?

-Ocopanichodzi?

-Ile,panazdaniem,mamywtejchwilizgłoszonychwłamańczyrabunków?

-Dopieropanipowiedziałem.Czytałemstatystykiprzestępstw,takjakmywszyscy.

-Statystykiniemająztymnicwspólnego.-PonieważBrunettimilczał,dodała:-Nie

wierzypanchyba,żeludzie,jaktylkocośsięstanie,zarazidąztymnapolicję?

-No,możeniewszyscy,alewiększośćnapewnotak.

-Ajajestempewna,żewiększośćnapewnonie.-Elettrawzruszyłaramionamii

stanęłaniecoswobodniej,cowcaleniezłagodziłotonujejgłosu.

-Czymożemipanipodaćjakiśkonkretnypowód,dlaktóregopanitaktwierdzi?-

poprosiłBrunetti,odkładającdokumenty.

background image

-Znamtrzyosoby,doktórychwciąguostatnichtrzechmiesięcysięwłamanoiktóre

niezgłosiłytegopolicji-powiedziałaElettra.-Chociażnie,jednaznichzgłosiła-dodałapo

chwili.-TenczłowiekudałsięnaposterunekkołokościołaSanZaccariaipowiedział,że

włamanosiędojegomieszkania.Dyżurnysierżantpoprosiłgo,żebyprzyszedłnastępnego

dnia,kiedybędzieobecnyoficerzajmującysięwłamaniami.

-Noiposzedłnaposteruneknastępnegodnia?

-Oczywiście,żenie.Poco?

-Czytakapostawaniejestnegatywna,signorina?

-Pewnie,żejest-odpowiedziałaElettrajeszczezuchwałejniżdotejpory.-Ajakiej

postawyspodziewasiępanpomnie?

Jejpodniesionygłosspowodował,żepogodnynastrój,którywnosiłazwykledo

pokoju,znikłiBrunettiegoogarnęłoprzygnębienie,takiejakpokażdejkłótnizPaolą.

Próbującsięodniegouwolnić,popatrzyłnazdjęcianabiurku.

-KtóreztychrzeczyznalezionouCyganki?-spytał.

SignorinaElettra,równieżskrępowananieprzyjaznąatmosferą,skwapliwiepochyliła

sięnadfotografiamiiwskazałapalcembransoletę.

-Znalazłasięwłaścicielka,którajązidentyfikowała,miałanawetrachunekz

opisanymidetalami.Niesądzę,żebytomiałoznaczenie,alepowiedziała,żetegopopołudnia,

kiedysiędoniejwłamano,widziałatrzyCygankinaCampoSanFantin.

-Nie,toniemaznaczenia-przyznałBrunetti.

-Acotumożemiećznaczenie?-spytałazrzędliwieElettra.

NormalnieBrunettizwróciłbyjejuwagę,żeprawojesttakiesamodlaCyganów,jak

dlawszystkichinnychludzi,aleniechciałponowniezepsućnastroju.Zamiasttegospytał:

-Wjakimwiekujesttenchłopiec,jejsyn?

-Wedługmatkimapiętnaścielat,aleoczywiścieniepotwierdzategożaden

background image

dokument,niemametrykianiświadectwszkolnych,więcdzieciakmożemiećrówniedobrze

osiemnaścielat.Dopókimatkabędziesięupieraćprzypiętnastu,niemożnagoaresztować.

Przezparędobrychlatsmarkaczmożebezkarnierobić,comusięspodoba.

OczyElettryznówzabłysłygniewem.

-Hmm-mruknąłBrunetti,zamykającteczkęzdokumentami.Postanowiłzmienić

temat.-Czymożedomyślasiępani,oczymchcezemnąrozmawiaćvice-questore?-spytał.

-Prawdopodobnieoczymś,cowynikłopodczasjegospotkaniazquestore-odrzekła

Elettraobojętnymtonem.

Brunettiwestchnąłgłośnoiwstał.MimożeproblemCyganówpozostał

nierozwiązany,Elettrauśmiechnęłasię.

-Naprawdę,dottore,proszęmiwierzyć,niemampojęcia,czegovice-questoremoże

odpanachcieć.Powiedziałmitylko,żechcepanawidzieć.

-Notoidęzobaczyć,ocochodzi.

PoddrzwiamiBrunettizatrzymałsięiprzepuściłsekretarkę.Zeszlirazempo

schodach,kierującsiękugabinetowiPatty.Przedgabinetemznajdowałasięniewielkawnęka

zoknem,służącazasekretariat.

Właśniedzwoniłtelefon.Elettrasięgnęłaposłuchawkę,przechylającsięnad

biurkiem.

-Biurovice-questorePatty.Tak,dottore,tak.Jużpanałączę.-Nacisnęłajedenz

bocznychprzyciskówaparatuirozłączyłasię.-Burmistrz.Będziepanmusiałzaczekać.

Telefonznówzadzwonił.Zszybkiegospojrzenia,jakiemurzuciła,Brunetti

wywnioskował,żetymrazembyłatorozmowaprywatna,wziąłwięczbiurkaporanne

wydanie„IIGazzettino”ipodszedłdookna.Gdysięodwrócił,napotkałspojrzenieElettry,

którasięuśmiechnęła,odwróciłarazemzkrzesłemplecamidoniegoiprzysunęłasłuchawkę

bliżejust.Brunettiwyszedłnakorytarz.

background image

Wrękachmiałtęczęśćgazety,którejniezdążyłprzejrzećrano.Górnapołowa

pierwszejstronybyłapoświęconatrwającemuwciążdochodzeniuwsprawieprzydzielania

kontraktównaodbudowęteatruLaFenice.Prowadzonojeztakwyraźniezłąwolą,że

właściwieniezasługiwałonamianodochodzenia.Polatachdyskusjiiwzajemnychoskarżeń

nawetcinieliczni,którzyjeszczeorientowalisięwchronologiiwydarzeń,straciliresztę

zainteresowania,jakrównieżnadziejęnaobiecanąodbudowę.Brunettirozłożyłgazetęi

przeniósłwzrokniżej.

Polewejstroniezobaczyłfotografię.Widziałjużgdzieśtętwarz,aledopierokiedy

przeczytałpodpis,przypomniałsobie,gdzie.„FrancescoRossi,miejskirzeczoznawca

budowlany,którynieodzyskałjeszczeprzytomnościpoupadkuzrusztowania...”

Rozejrzałsięwokółiprzebiegłniecierpliwiewzrokiemkrótkąnotatkępodzdjęciem.

FrancescoRossi,miejskirzeczoznawcabudowlanyzatrudnionywUfficioCatasto,

spadłwpiątekpopołudniuzrusztowaniabudynkuwdzielnicySantaCroce.Rossi

przeprowadzałkontrolędokonywanychpracrestauracyjnych.Natychmiastprzewiezionogo

naoddziałpomocydoraźnejwOspedaleCivile,gdziejegostanoceniasięjakoniepewny.

Jeszczezanimzostałpolicjantem,Brunettiprzestałwierzyćwtakzwanezbiegi

okoliczności.Dowypadkówdoprowadzałyinnewypadki,którewydarzyłysięwcześniej.Od

kiedyzacząłpracowaćjakopolicjant,wzbogaciłtoprzekonaniepewnością,żepowiązania

międzywydarzeniami,aprzynajmniejwydarzeniami,którymizajmowałsięteraz,rzadkosą

niewinne.FrancaRossiegowłaściwiewcalebyniezapamiętał,gdybyniejegodziwnareakcja

napropozycjęwyjrzeniaprzeztaras-dziśjeszczewidział,jakmłodyczłowiekwgeście

panikizasłaniasięprzednimpodniesionądłonią.Dziękitemuzresztąnamomentzmieniłsię

znijakiegourzędnikabeznamiętnierecytującegoprzepisywzwyczajnegoczłowieka,który

maswojesłabości.

Wto,żeRossispadłzrusztowania,Brunettiniewierzyłaniprzezchwilę.Nie

background image

zamierzałwzwiązkuztymtracićczasunazastanawianiesię,czegokonkretniemógł

dotyczyćjegotelefon.

WtymstanieduchawróciłdosekretariatusignorinyElettryiodłożyłgazetęna

biurko.Elettrawciążbyłaodwróconaplecamiiśmiałasięcichodokogośwsłuchawce.

Właściwiejejniewidzącizapominajączupełnieospotkaniuzszefem,Brunettiopuścił

komendę,kierującswekrokidoOspedaleCivile.

Rozdział6

WdrodzedoszpitalaBrunettizadumałsięnadtym,ilerazyprzeztewszystkielata

przychodziłtusłużbowoinibyDanteprzekraczałterozwarteodrzwia,zaktórymiczaiłysię

ból,cierpienieiśmierć.Niemyślałjednakoposzczególnychpacjentach,raczejocierpieniach

wogólności,omarnościżyciaiotym,żeczęstomękipsychicznegorszesąodbólu

fizycznego.Otrząsnąłsię.Niemiałochotynateponurerefleksje.

Wportiernizapytał,gdziemożeznaleźćniejakiegoFrancaRossiego,którego

przywiezionopodczasweekendu,nieprzytomnegopoupadkuzrusztowania.Czarnobrody

portier,któregoBrunettijakbyskądśznał,spytał,najakioddziałprzyjętosignoraRossiego.

Brunettiprzypuszczał,żepewnienaoddziałintensywnejterapii.Portierwybrałjedennumer,

potemdrugiioznajmił,żesignoraRossiegoniemaaninaoddzialeintensywnejterapii,anina

oddzialepomocydoraźnej.

-Możeneurologia?-podsunąłkomisarz.

Zzawodowymspokojemportierwybrałjeszczejedennumerzpamięci,leczrównież

bezrezultatu.

-Więcgdzieonmożebyć?-spytałBrunetti.

-Czyjestpanpewien,żeprzywiezionogotutaj?-spytałportier.

-Takpodała„IlGazzettino”.

Portierspojrzałnaniegowymownieipokiwałgłową.Jeślipoakcencieniemożna

background image

byłostwierdzić,czybyłwenecjaninem,tospojrzenie,którerzuciłBrunettiemu,nie

pozostawiałocodotegożadnychwątpliwości.Spytałjednak:

-Czydoznałobrażeńwskutekupadkuzrusztowania?

Brunettiskinąłgłową.

-Tosprawdzęjeszczeoddziałortopedyczny-zaproponowałportier.

WybrałnumeripodałnazwiskoRossiego.Cokolwiekusłyszał,posłałkomisarzowi

szybkiespojrzenie,zasłoniłsłuchawkędłonią,słuchałjeszczeprzezmoment,poczym

zapytał:

-Czynależypandorodziny?

-Nie.

-Więckimpanjest?Przyjacielem?

BezchwiliwahaniaBrunettipotwierdził.

Portierpowiedziałjeszczeparęsłówdosłuchawki,zamilkłirozłączyłsię.

-Przykromi,alepańskiprzyjacielzmarłdziśrano-oznajmił.

Brunettidoznałlekkiegoszoku.Ogarnąłgodziwnysmutek,jakbyzmarłybył

naprawdęjegobliskim.Popatrzyłnaportiera.

-Oddziałortopedyczny?-spytał.

Portierwzruszyłramionami,jakbydającdozrozumienia,żeniemanicwspólnegoz

przekazanąinformacją.

-Powiedzianomi,żezostałprzewiezionynaoddziałortopedyczny,ponieważmiał

złamaneobieręce.

-Aledlaczegozmarł?

Portierzamilkłnachwilę,takjaknależywobliczuśmierci.

-Tegomipielęgniarkaniepowiedziała-rzekłwreszcie.-Aleniechpanspróbujesię

dowiedziećbezpośrednionaoddziale.Wiepan,jaktamtrafić?

background image

Brunettiskinąłtwierdzącogłową.

-Takmiprzykrozpowodupańskiegoprzyjaciela,signore-rzuciłzanimportierna

pożegnanie.

Brunettiruszyłprzezwysokosklepionyholszpitala,ślepynajegourodę.Świadomym

wysiłkiemwoliodsuwałodsiebiewszystkieopowieści,jakiesłyszałoobrosłejjużlegendą

nieskutecznościszpitalipublicznych.Rossiegoprzeniesiononaoddziałortopedii,gdzie

zmarł.Tylkotopowinnogowtejchwiliinteresować.Idąckorytarzami,niemógłjednak

oprzećsięwrażeniu,żeznajdujesięwjednymztychwielkich-nowojorskichczy

londyńskich-teatrów,wktórychprzezcałelataidzietensamspektakl,zmieniasiętylko

obsada.Jedniodchodząnaemeryturę,drudzy-doinnychról,aletematikostiumypozostają

tesame.Wydałomusięnagle,żejestwidzem,amężczyźniikobietyprzesuwającysiępod

łukowatymsklepieniem,wszlafrokachipiżamach,wgipsieczyokulach,toaktorzy,a

niektórzyznich,takjakRossi,czasemschodzązescenynazawsze.

Kiedydotarłnaoddziałortopedii,zobaczyłuszczytuschodówjakąśpróżnującą

pielęgniarkę,którastałaipaliłapapierosa.GdyzauważyłanadchodzącegoBrunettiego,

zdusiłaniedopałekwpapierowymkubeczkuiotworzyładrzwi,żebywrócićnaoddział.

-Bardzoprzepraszam-rzekłBrunetti,wślizgującsięzanią.

Wyrzuciłakubeczekiodwróciłasię.

-Tak?-rzuciłaobojętnie,ledwonaniegospojrzawszy.

-PrzyszedłemwsprawieFrancaRossiego-powiedział.-Portiernadolemówił,że

jestnatymoddziale.

Pielęgniarkapopatrzyłananiegouważniejijakbycieplej.Najwidoczniejztego

powodu,żepytałoosobę,któradopierocozmarła,zasługiwałnawięcejsympatii.

-Czyjestpankrewnym?-spytała.

-Nie,przyjacielem.

background image

-Takmiprzykro-powiedziałaiwgłosiejejniebyłojużzawodowejobojętności,

tylkoszczerewspółczucie.

Brunettipodziękowałjej.

-Acosięwłaściwiestało?-zapytał.

Pielęgniarkaruszyłaprzodem.Brunetti,myśląc,żeprowadzigodoRossiego,poszedł

zanią.

-Przywieźligowsobotępopołudniu-usłyszał.-Tamnadolezbadaligoistwierdzili,

żemazłamaneobieręce,więcodesłaligoodrazudonas.

-Alewpapierachjestnapisane,żebyłnieprzytomny.

Pielęgniarkaprzyspieszyłakroku,idącdowahadłowychdrzwinakońcukorytarza.

-Niemogęnicnatentematpowiedzieć.Jużjakgoprzywieźli,byłnieprzytomny.

-Nieprzytomny?Dlaczego?

Pielęgniarkamilczała,jakbyzastanawiającsię,comożemuwyjawić.

-Musiałprzyupadkuuderzyćsięwgłowę.

-Amożepaniwie,zjakiejwysokościspadł?

Pokręciłaprzeczącogłowąipchnęładrzwi,przytrzymującjedlaniego.Znaleźlisięw

dużym,pustympomieszczeniu,wktóregokąciestałosamotnebiurko.Pielęgniarkamilczała.

-Czybyłbardzoporaniony?-Brunettipostanowiłspytaćocośinnego.

Pielęgniarkazawahałasięirzekła:

-Lepiejbędzie,jeślipanzapytajednegozlekarzy.

-Czytoteobrażeniagłowyspowodowałyśmierć?

Niewiedziećczemumiałwrażenie,żeprzykażdymjegopytaniupielęgniarkajakby

sztywnieje,ajejgłosstajesięcorazbardziejobojętnyichłodny.

-Otorównieżmusipanspytaćlekarza.

-Alejawciążnierozumiem,dlaczegoonznalazłsięnatymoddziale.

background image

-Zpowodupołamanychrąk-powiedziała.

-Alejeśliranynagłowie...-zacząłBrunetti,leczsiostrajużpodeszładoinnych

wahadłowychdrzwi,nalewoodbiurka.

-Możelepiejwyjaśniątopanunadole,naoddzialepomocydoraźnej.Proszęzapytać

odoktoraCarraro-rzuciłaprzezramięiznikła.

Brunettizbiegłnadół.Tamwyjaśniłdyżurnejpielęgniarce,żejestprzyjacielem

FrancaRossiego,tego,któryzmarłzarazpoprzyjęciunaoddział,iżechciałby,jeślimożna,

porozmawiaćzdoktoremCarraro.Pielęgniarkaspytałagoonazwisko,kazałamuzaczekaći

poszłaposzukaćlekarza.Podścianąstałrządplastikowychkrzeseł.Brunettiusiadł.Nagle

poczułsiębardzozmęczony.

Pomniejwięcejdziesięciuminutachprzezwahadłowedrzwiwszedłmężczyznaw

białymkitlu.Trzymającręcewkieszeniach,zrobiłkilkakrokówwkierunkuBrunettiegoi

zatrzymałsię,najwyraźniejwoczekiwaniu,żetenwstanieidoniegopodejdzie.Jakwielu

niskichmężczyzn,poruszałsięrozkołysanymagresywnymkrokiem.Miałkręconesiwewłosy

przylizanebrylantynąiczerwonawepoliczki,którebardziejniżozdrowiuświadczyłyo

nadużywaniualkoholu.Brunettipodniósłsięuprzejmiezkrzesłaipodszedłdolekarza.Był

odniegowyższyconajmniejogłowę.

-Kimpanjest?-spytałCarrarozurazą,ponieważtakjakprawiezawsze,gdy

rozpoczynałrozmowę,musiałpopatrzećwgórę.

-Byćmożepowiedziałatojużpanupielęgniarka,dottore.Jestemznajomymsignora

Rossiego-rzekłBrunetti.

-Gdziejestjegorodzina?-spytałlekarz.

-Niewiem.Czyichwogólezawiadomiono?

Urazalekarzaprzeszławirytację-cotenczłowieksobiemyśli?Żeon,Carraro,nie

maniclepszegodoroboty,jaktylkosiedziećiwydzwaniaćwposzukiwaniuczłonków

background image

rodzinyosób,którymakuratsięzmarło?NieodpowiedziałwięcnapytanieBrunettiego,aza

tosamspytał:

-Czegopansobieżyczy?

-ChciałbymznaćprzyczynęśmiercisignoraRossiego-oznajmiłBrunettispokojnie.

-Cotopanaobchodzi?

„IlGazzettino”częstoprzypominała,żewOspedaleCivilebrakowało

wykwalifikowanegopersonelu;żeszpitalbyłprzepełniony,alekarzeczęstozmuszeni

pracowaćpogodzinach.

-Czyprzywiezionogonapanadyżur,dottore?-spytałBrunetti,niezważającna

napastliwyton.

-Zadałempanupytanie,kimpanjest.-Carrarobyłwyraźniewwojowniczym

nastroju.

-NazywamsięGuidoBrunetti-wyjaśniłspokojniekomisarz.-Otym,żesignorRossi

przebywatutaj,dowiedziałemsięzgazety,przyszedłemwięcgoodwiedzić.Portier

poinformowałmnie,żeonumarł,iskierowałmnietutaj.

-Poco?

-Międzyinnymiżebysiędowiedzieć,jakabyłaprzyczynajegośmierci.

-Cotoznaczy„międzyinnymi”?-Twarzdoktorazaczerwieniłasiędotegostopnia,

żenietrzebabyłobyćlekarzem,abyuznaćtozagroźnyobjaw.

-Powtarzamsię,dottore-rzekiBrunettizobłudnymuśmiechem-alechciałbym

poznaćprzyczynęśmierci.

-Powiedziałpan,zejestznajomymzmarłego,prawda?

-Tak.

-Więcniemamobowiązkuudzielićpanutakiejinformacji.Takiejinformacjiudziela

sięwyłącznienajbliższejrodzinie.

background image

-Kiedybędziesekcja,dottore?-spytałBrunetti,jakbynieusłyszałtychsłów.

-Kiedybędzieco?!-wykrzyknąłoburzonyCarraro,poczymruszyłkudrzwiom,z

pogardąnadymająctors.Niezamierzałanichwilidłużejprzebywaćwtowarzystwietego

bezczelnegodyletanta.

-Kiedybędzieprzeprowadzonasekcja?-powtórzyłBrunetti,rezygnującz

grzecznościowychformitytułów.

Lekarzodwróciłsięiwykonującniecomelodramatycznygest,szybkopodszedłz

powrotemdoBrunettiego.

-Otymzdecydujeszpital,signore.Inaprawdęniesądzę,żebypanatowjakikolwiek

sposóbdotyczyło.

Dlaczegoonsiętakdenerwuje,pomyślałBrunetti,przecieżzadajęzupełnieniewinne

pytania.

Wyciągnąłportfelzlegitymacją.Przytrzymałjąwyżej,żebyCarraromusiałpodnieść

głowę,abyodczytaćtreść.Lekarzchwyciłjąiprzyciągnąłsobiedooczu.

-Więckiedybędziesekcja,dottore?

Carraro,wciążskupionynalegitymacjiBrunettiego,jakbywpatrywaniesięwnią

mogłojązmienićlubnadaćjejnoweznaczenie,zajrzałnaodwrotnąstronę,którazawierała

tylesamoużytecznychinformacji,coobecniejegoumysł.Kiedysięwkońcuodezwał,wjego

głosiejużniebyłoarogancji.

-Ktopanazawiadomił?-spytałpodejrzliwie.

-Niejestistotne,ktonaszawiadomił.-Brunetticelowoużyłliczbymnogiej,chcąc

wywołaćwrażenie,żewcałymszpitaluuwijająsięterazpolicjanci,którzy,konfiskując

dokumentację,zdjęciarentgenowskieikartypacjentów,wypytująwszystkichoFranca

Rossiego.-Powinnapanuwystarczyćsamanaszaobecność.

-Niemamytutajnadolerentgena-powiedziałCarraro,zwracająclegitymację.-

background image

Dlategokiedyzobaczyliśmyjegoręce,wysłaliśmygonarentgen,apotemnaortopedię.To

wydawałosięoczywiste.Każdylekarzzrobiłbytaksamo.

KażdylekarzwOspedaleCivile,pomyślałBrunetti,alesięnieodezwał.

-Czybyłyzłamane?-zapytał.

-Oczywiście,itoobydwie,prawanawetwdwóchmiejscach.Wysłaliśmygonagórę,

żebymujenastawionoizałożonogips.Niemogliśmyzrobićnicwięcej.Tojestnormalna

procedura.Najpierwtrzebabyłozająćsięzłamaniami,potemdopieromożnabyłoleczyćgo

dalej,wraziepotrzeby.

-Naprzykładnaneurologii?-spytałBrunetti.

Carrarowzruszyłramionami.

-Przepraszam,dottore,alenieusłyszałempanaodpowiedzi-rzekłBrunetti

sarkastycznie.

-Możliwe,żetam.

-Czyzauważyłpanjakieśobrażenia,któreuzasadniałybywysłaniegonaneurologię?

Czyzapisałpantowjegokarcie?

-Chybatak-rzekłCarrarowymijająco.

-Chybatakczytak?

-Tak-stwierdziłCarraro.

-Czywymieniłpanwkarcieobrażeniagłowy?Jakorezultatupadku?-spytał

Brunetti.

Carrarokiwnąłgłowątwierdząco.

-Towszystkojestwkarcie.

-Alenajpierwwysłałgopannaortopedię?

Twarzlekarzaznówzabarwiłyrumieńcezłości.Cotobybyło,pomyślałBrunetti,

gdybymnagleznalazłsięwrękachtegoczłowieka?

background image

-Onmiałpołamaneręce.Chciałem,żebymujenajpierwzłożono,dlategowysłałem

gonaortopedię.Toonipowinninastępnieskierowaćgonaneurologię.

-Icosiędalejstało?

Carrarozmieniłsięwprzestraszonegourzędnika,którywobawie,żezarazzostanie

oskarżonyoniedopełnienieobowiązkówsłużbowych,zrzucaodpowiedzialnośćnainnych.

-Toniemojawina,jeśliortopedianiewysłałagotam,gdzietrzeba.Powinienpan

porozmawiaćznimi,niezemną.

-Nailepoważnebyłyteobrażeniagłowy?

-Niejestemneurologiem-padłanatychmiastowaodpowiedź.

-Przedchwiląpowiedziałpan,żezasygnalizowałteobrażeniawjegokarcie.

-Tak,wszystkoopisałem-rzekłCarraro.

Brunettimiałochotępowiedziećlekarzowi,żejegoobecnośćwszpitaluniemanic

wspólnegozewentualnymoskarżeniemkogokolwiekozaniedbaniewobowiązkach.Wątpił

jednak,czyCarraromuuwierzy,ajeślitak,czybędzietomiałojakiekolwiekznaczenie.

Wielokrotniestykałsięzludźmi,którzywpracykierowalisięwyłączniebezdusznąrutyną,a

licznegorzkiedoświadczenianauczyłygo,żewrazzwojskiem,mafiąibyćmożeklerem

lekarzenależądozwartejgrupy,którejczłonkowiepotrafiąbronićswoichzacenę

sprawiedliwości,prawdy,anawetżycia.

-Dziękujępanubardzo,dottore.-WgłosieBrunettiegozabrzmiałaprawdziwa

szczerość,któranajwyraźniejzaskoczyłarozmówcę.-Chciałbymgoterazzobaczyć.

-Rossiego?

-Tak.

-Jestwkostnicy-oznajmiłCarrarolodowatymtonem,któryodzwierciedlałpanującą

tuatmosferę.-Wiepan,jaktamtrafić?

-Dziękuję,wiem.

background image

Rozdział7

Idącdokostnicy,Brunettiopuściłbudynek,mógłwięczaczerpnąćświeżego

powietrza.Szedłwzdłużgłównegodziedzińca,patrzącnanieboikwitnącedrzewaimyśląc,

jakbytobyłodobrze,gdybymógłzabraćnapamiątkętenpięknywidokpuszystychchmur

prześwitującychprzezukwieconegałęzie.Skręciłwwąskikorytarzykprowadzącydo

obitorio,trochęprzygnębionyfaktem,żetakdobrzeznadrogędośmierci.

Dyżurującyprzydrzwiachwoźnypoznałgoiprzywitałskinieniemgłowy.Wciągulat

obcowaniazumarłymistałsiętakimsamymmilczkiemjakoni.

-FrancoRossi-rzekłBrunettitonemwyjaśnienia.

MężczyznaodpowiedziałkolejnymskinieniemiwprowadziłBrunettiegodo

pomieszczenia,gdzienastołachleżałyobłekształtyprzykryteprześcieradłami.Przeszlina

drugikoniecsaliizatrzymalisięprzyjednymznich.Woźnynieuczyniłżadnegogestu,żeby

odkryćciało.Brunettipopatrzyłnasylwetkępodprześcieradłem:sterczącynos,zapadnięta

broda,nierównapowierzchniazłamanaprzezdwiewypukłości,któremusiałybyć

zagipsowanymirękami,iwreszciedwawalcowatekształty,zakończoneskierowanymina

zewnątrzstopami.

-Byłmoimprzyjacielem-powiedziałBrunettijakbydosiebie,odkrywając

prześcieradło.

Niebieskiewgłębienienadlewymokiempsułosymetrięczoła,dziwnie

rozpłaszczonego,jakbyzgniecionegoogromnądłonią.Codoreszty-byłatoznajoma

Brunettiemuzwykła,banalnatwarz.Paolapowiedziałakiedyś,żewedługHenry’egoJamesa,

jejulubionegopisarza,śmierćprzydawałaczłowiekowidostojeństwa.Jednakwidoktego

płaskiego,anonimowegoizimnegociałaświadczyłoczymśprzeciwnym.

Naciągajączpowrotemprześcieradłonatwarzzmarłego,Brunettizastanowiłsię,na

iletenkształtbyłjeszczeRossim.BojeśliniebyłtojużRossi,dlaczegoto,cotuleżało,

background image

miałobyzasługiwaćnaszacunek?Podziękowałwoźnemuiopuściłpomieszczenie.Kiedy

znalazłsięnadziedzińcu,powiewciepłegopowietrzasprawiłmuprawdziwąulgę.Przedtem

myślał,żebypójśćnaoddziałortopedii,zobaczyć,jakąhistoriąuraczągozkoleitamci

lekarze,aleprześladowałgowidokzmasakrowanejtwarzyRossiegoipragnąłtylkojednego:

natychmiastopuścićszpital.Szybkimkrokiemskierowałsiękuwyjściu.Tymrazem,

przystającnaportierni,pokazałlegitymacjęispytałoadresRossiego.

Portierszybkowyszukałdane,razemznumeremtelefonu.Byłtonumer,którego

cyfrywskazywałynadzielnicęCastello,ikiedyBrunettispytałportiera,czymożewie,gdzie

tojest,tenodrzekł,żetomusibyćkołokościołaSantaGiustina,bliskosklepu,wktórymbyła

kiedyśklinikalalek.

-Czyktośsięjużoniegodowiadywał?-spytałBrunetti.

-Nikt,wkażdymrazieniktnamojejzmianie,Commissario.Aleszpitalzawiadomił

rodzinę,więcbędąwiedzieli,gdziegoszukać.

Brunettispojrzałnazegarek.Dochodziłapierwsza,wątpiłjednak,czytegodnia

rodzinaRossiegozasiądziedopołudniowegoposiłku.ZresztączyRossimiałjakąśrodzinę?

Przecieżgowogólenieznał.Wiedział,żeRossipracowałwUfficioCatasto,żespadłz

rusztowania,apotemzmarł.Zichjedynegokrótkiegospotkaniaijeszczekrótszejrozmowy

telefonicznejmógłwywnioskować,żenieśmiałypracownikurzędubyłobowiązkowyi

drobiazgowy.Ijeszcze,żesięprzestraszył,kiedyBrunettizaproponowałmuwyjścienataras

usiebiewmieszkaniu-komisarzdobrzepamiętałtęprzerażoną,zesztywniałąsylwetkęz

uniesionąwobroniedłonią.

RuszyłwdółBarbariadelleTolle,wkierunkukościołaSanFrancescodellaVigna.Z

prawejminąłsprzedawcęowoców,tegowperuce,którywłaśniezamykałstoisko,

przykrywajączielonąpłachtąotwarteskrzynkizowocamiijarzynamigestemnieprzyjemnie

kojarzącymsięBrunettiemuzjegowłasnym,którymzaledwieprzedchwiląnasunął

background image

prześcieradłonatwarzRossiego.Cóż,tutajwszystkotoczyłosięjakcodzień,ludzie

załatwialiostatniesprawyispieszylinaobiaddodomu.

Bezwiększegotruduznalazładres,podktórymmieszkałRossi:zprawejstrony

campo,dwanumeryzakolejnąagencjąhandlunieruchomościami,nawąskiejmiedzianej

tabliczcekołodzwonkanapierwszepiętroBrunettizobaczyłwyrytenazwiskoiimię:ROSSI,

FRANCO.Nacisnąłdzwonek,poczekałchwilę,nacisnąłponownie.Odpowiedziałamucisza.

Nacisnąłdzwonekpowyżej,równieżbezrezultatu.Spróbowałdzwonekponiżej.

Pochwiliwdomofonieodezwałsięmęskigłos:

-Tak,ktotam?

-Policja.

Jakzwyklepotymoświadczeniunastąpiłacisza,poczymgłosrzekł:

-Proszę.

Brunetticzekałnaodgłosuwolnieniazatrzasku,zamiasttegojednakusłyszałkrokii

ktośotworzyłdrzwiodwewnątrz.Wprogupojawiłsięniskimężczyzna.Jegowzrostnieod

razurzucałsięwoczy,ponieważstałnapodwyższeniu,któremiałozabezpieczyćprzedsionek

przedacguaalta,wysokimpoziomemwodypodmywającejfundamenty.Serwetkawprawym

rękuwskazywała,żewstałwłaśnieodobiadu.PatrzyłnaBrunettiegopodejrzliwieprzez

grubeszkła,alekomisarzbyłdotakichspojrzeńprzyzwyczajony.Zlewejstronykrawatamiał

czerwonąplamę,pewnieodsosupomidorowego.

-Tak?-spytał,nawetniepróbującsięuśmiechnąć.

-PrzyszedłemwsprawiesignoraRossiego-oznajmiłBrunetti.

Nadźwięktegonazwiskarysytwarzymężczyznyzmiękły.

-Bardzoprzepraszam.Powinienembyłzaprosićpanadośrodka.Proszę,proszę.-

Mężczyznapochyliłsię,otwierającszerzejdrzwiiwpuszczającBrunettiegonamałypodest.

Wyciągnąłdoniegorękę,aleszybkoschowałjązasiebie,zorientowawszysię,żewciąż

background image

trzymawdłoniserwetkę.Znówsiępochyliłidrugąrękąpopchnąłdrzwi,żebysięzamknęły.

-Proszęzamną-powiedział,ruszająckuotwartymdrzwiom,znajdującymsięw

połowiekorytarza,naprzeciwschodów,któreprowadziłynawyższepiętrabudynku.

Brunettiprzepuściłmężczyznęiposzedłzanim.Znaleźlisięprzedmałymidrzwiami,

szerokimimożenametr.Tutajprógteżbyłpodwyższonyodwastopnie,podobniejakprzy

głównymwejściu.Pomieszczenie,doktóregoweszli,byłoczyste,porządneijakna

mieszkanieusytuowanenapianorialzato*[Pianorialzato-podwyższonyparter.]

nadspodziewaniejasne.Ażczterywysokieoknawychodziłynadużyogródpodrugiejstronie

szerokiegokanału.

-Przepraszam,alewłaśniejadłemobiad-tłumaczyłsięmężczyzna,rzucającserwetkę

nastół.

-Niechciałbympanaodrywaćodposiłku-rzekłBrunetti.

-Właściwiejużkończyłem-powiedziałtamten.Nastoleleżałarozłożonagazetaistał

talerzzesporąporcjąspaghetti.-Nieważne-zapewniłgomężczyznaiwykonałzapraszający

gestwkierunkukanapystojącejnaśrodkupokojuizwróconejprzodemdookien.-Czymogę

panaczymśpoczęstować?Możeun’ombra?

NicwtejchwiliniesprawiłobyBrunettiemuwiększejprzyjemnościniżkieliszek

wina,aleodmówił.Wyciągnąłrękęiprzedstawiłsię.Mężczyznarównieżsięprzedstawił.

-MarcoCaberlotto.

Brunettiusiadłnakanapie.

-CosiędziejezFrankiem?-zapytałCaberlotto,siadającnaprzeciwniego.

-Wiepan,żebyłwszpitalu?-spytałBrunetti.

-Tak.Przeczytałemwporannejgazecie.Zarazpoobiedziewybierałemsiędoniego.-

Machnąłdłoniąwkierunkustołuitalerzazestygnącymmakaronem.-Jakonsięczuje?

-Obawiamsię,żeprzynoszęzłewieści-zacząłBrunetti.Któryżrazwypowiadamto

background image

zdanie,pomyślał.Widząc,żeCaberlottozrozumiał,dodałtylko:-Dokońcanieodzyskał

przytomności.Zmarłdziśrano.

Caberlottowyszeptałcośiprzyłożyłdłońdoust.

-Niewiedziałem.Biednychłopiec.

Zapadłomilczenie.

-Czydobrzepangoznał?-spytałpochwiliBrunetti.

Caberlottowyglądał,jakbynieusłyszałpytania.

-Czytoprawda,żeskądśspadł?Żespadłiuderzyłsięwgłowę?

Brunettiprzytaknął.

-Spadł?Zwysokości?-powtórzyłCaberlottozniedowierzaniem.

-Tak.Dlaczegopanpyta?

Caberlottoznównieodpowiedziałbezpośrednionapytanie.-Ach,biedny,biedny

chłopiec-mówił,kręcącgłową.-Nigdybymniepomyślał.Byłtakiostrożny.

-Jaktoostrożny?Wpracy?

CaberlottopopatrzyłnaBrunettiegospodoka.

-Nietylkowpracy,wogóle-powiedział.-Był...No,byłwłaśnie,takjakmówiłem,

ostrożny.Zamiastwychodzićisprawdzać,cosiędziejenabudowach,wolałsiedziećwbiurze

istudiowaćplanyiprojekty.Ciekawiłogonaprzykład,najakiejzasadziebudynkisąłączone

razem,jakbędąwyglądaćpoukończeniurenowacji,tolubiłnajbardziej.Tęczęśćswojej

pracy.Sammimówił.

BrunettiprzypomniałsobieniedawnąwizytęRossiegousiebiewdomu.

-Alejamyślałem,żedojegoobowiązkównależałorównieżwizytowaniemieszkań,

inspekcjadomów,którezbudowanoniezgodniezprzepisami-powiedział.

Caberlottowzruszyłramionami.

-Wiem,żeczasemmusiałodwiedzaćróżnemieszkania,alemamwrażenie,żerobiłto

background image

tylkowceluwyjaśnieniawłaścicielomróżnychrzeczy,żebyrozumieli,cosiędzieje-

zamilkł,byćmożewspominającrozmowyzRossim.-Nieznałemgoażtakdobrze-oznajmił

wkońcu.-Byliśmysąsiadami,kiedywięcspotkaliśmysięnaulicy,zamienialiśmykilkasłów,

czasemwstępowaliśmydokawiarni.Wtensposóbsiędowiedziałem,żelubistudiować

projektydomów.

-Mówiłpan,żezawszebyłtakiostrożny-podpowiedziałmuBrunetti.

-Bardzoostrożny,wewszystkim.-Caberlottouśmiechnąłsięnajakieśwspomnienie.

-Nawetsobiezniegożartowałem.Nigdyniezniósłzeschodówżadnegopudła.Mówił,żejak

idzie,musiwidziećswojestopy.

Znówzapadłacisza.Caberlottojakbyniebyłpewien,czymamówićdalej.

-Kiedyśwybuchłamumałażarówka-rzekłwkońcu.-Spytał,czynieznamjakiegoś

elektryka.Kiedymiwyjaśnił,ocochodzi,powiedziałem,żesammożejąwymienić.

Wystarczyzrobićtakisztyftztaśmyklejącejowiniętejwokółkawałkatektury,wsadzićtodo

gwintuiwykręcić.Alepowiedział,żeboisiędotegodotknąć.

Caberlottozamilkł.

-Noicosięstało?-dopytywałsięBrunetti.

-Byłaniedziela.Niesposóbznaleźćkogokolwiek.Notoposzedłemdoniego,

wyłączyłemprądiwykręciłemresztkistłuczonejżarówki.

PopatrzyłnaBrunettiegoiwykonałprawądłoniągest,jakbycośwykręcał.

-Zrobiłem,takjakmówiłem,sztyftztaśmyklejącejiwszystkoodrazuwyszło.Zajęło

tonajwyżejpięćsekund,aleonnigdybytegoniezrobił.Wolałbynieużywaćpokoju,

czekającnaelektryka,niżnaprawićtosamemu.Nawetnieto,żebysiębał,widzipan.Taka

natura-powiedziałzuśmiechemCaberlotto,podnoszącoczynaBrunettiego.

-Czybyłżonaty?

Caberlottopokręciłprzeczącogłową.

background image

-Amiałjakąśprzyjaciółkę?

-Nie,chybanie.

GdybyBrunettiznałlepiejCaberlotta,spytałbygooprzyjaciela.

-Arodzice?

-Niewiem.Jeślijeszczeżyją,tochybaniemieszkająwWenecji.Nigdyonichnie

mówiłinigdyniewyjeżdżałnażadnewakacje.

-Jacyśznajomi?

Caberlottopróbowałsobieprzypomnieć.

-Widywałemgoczasemnaulicywtowarzystwie-powiedziałwkońcu.-Albojak

siedziałzkimśprzykieliszku.Wiepan,jaktojest.Aleniezapamiętałemnikogoszczególnie

aniteżniewidziałemgodwarazyztąsamąosobą.

Brunettimilczał.

-Taknaprawdętoniebyliśmyzaprzyjaźnieni,byćmożenieprzyglądałemmusięzbyt

uważnie-dodałCaberlotto.

-Czyprzychodzilidoniegojacyśgoście?-spytałBrunetti.

-Chybatak.Janiezabardzosięorientuję,ktotuwchodziiwychodzi.Słyszę,jak

ludziewchodząposchodachijakschodzą,alekimonisą...-Wzruszyłramionami.-Apan,

dlaczegowłaściwiepantuprzyszedł?-spytałnagle.

-Jateżgoznałem-odrzekłBrunetti.-Kiedysiędowiedziałem,żeumarł,

przyszedłemporozmawiaćzjegorodziną,jakoprzyjaciel,towszystko.

Caberlottoniepomyślał,żebyspytać,dlaczegoBrunetti,skorojestprzyjacielem

Rossiego,takmałoonimwie.Komisarzpodniósłsięzkanapy.

-Pójdęjuż,żebypanmógłdokończyćobiad,signorCaberlotto.

Wyciągnąłdłońnapożegnanie.Caberlottouścisnąłjąiodprowadziłkomisarzado

drzwi.

background image

-Tobyłprzyzwoityczłowiek-powiedział,stającnapodeścieipatrzącna

Brunettiego.-NieznałemRossiegodobrze,alegolubiłem.Nigdyniepowiedziałonikim

złegosłowa.-CaberlottopołożyłdłońnaramieniuBrunettiego,jakbychciałpodkreślićwagę

tegostwierdzenia,poczymzamknąłdrzwi.

Rozdział8

Wracającdokomendy,Brunettizatrzymałsię,żebyzadzwonićdoPaoliiuprzedzić,

żeniewrócinaobiad,poczymwszedłdomaleńkiejtrattorii,gdzieposiliłsięporcją

niesmacznychklusekikilkomakawałkamikurczaka.Kiedywróciłdopracy,nabiurku

znalazłkarteczkęzinformacją,żevice-questorePattachciałbywidziećgowswymgabinecie

ogodzinieczwartej.

Zatelefonowałdoszpitalaizostawiłwiadomośćsekretarcepatologa,dottora

Rizzardiego,zzapytaniem,czyzrobiłon-iczyosobiście-sekcjęzwłokniejakiegoFranca

Rossiego,poczymwykonałkolejnytelefon,puszczającwruchurzędowąmachinę,żebytej

sprawydopilnowano.Następniezszedłdopokojuodprawwposzukiwaniuswegoasystenta,

sierżantaVianello.Vianellosiedziałprzybiurkuiprzeglądałjakieśdokumentywgrubej

teczce.Chociażbyłniewielewyższyodswegozwierzchnika,zdawałosię,żezajmujedużo

więcejmiejsca.

KiedyBrunettiwszedł,Vianellopodniósłgłowęznadpapierówipoderwałsięnanogi.

Brunettiwyciągnąłrękę,dającznak,żebyzpowrotemusiadł,leczwtymmomencie

dostrzegł,żeoprócznichwpokojusątrzejinnimłodzipolicjanci,zmieniłwięczdaniei

ruchembrodywskazałsierżantowidrzwi.Vianellozamknąłteczkęzdokumentamiiposzedł

zaBrunettimdoniegodobiura.

-Słyszałeśotymfacecie,któryspadłzrusztowaniagdzieśwSantaCroce?-spytał

Brunetti,kiedyobydwajusiedli.

-OtymzUfficioCatasto?-spytałVianello,najwyraźniejpoinformowanyowypadku.

background image

Brunettiprzytaknął.

-Dzwoniłdomniewpiątek-oznajmił,oczekującreakcjiVianella.

Vianellomilczał.

-Powiedział,żemusizemnąporozmawiaćoczymś,codziejesięuniegowbiurze.

Ponieważdzwoniłztelefonukomórkowego,zwróciłemmuuwagę,żelepiejbędzie,jeśli

zadzwonidomniezbudki.Miałzarazoddzwonić.

-Ioddzwonił?-przerwałmuVianello.

-Nie.-Brunettipokręciłprzeczącogłową.-Czekałemtutajażdosiódmejzminutami

inawetnawszelkiwypadekzostawiłemmójdomowynumer.Aleniezadzwonił.Adziśrano

zobaczyłemwgazeciejegozdjęcie.Odrazuposzedłemdoszpitala,alejużbyłozapóźno.

-Dlaczegopanposzedłdoszpitala,paniekomisarzu?

-Onmiałlękwysokości.

-Słucham?

-Kiedybyłumnie...-zacząłBrunetti.

-Upana?Tenczłowiekbyłupana?

-Tobyłodawno,paręmiesięcytemu.Przyszedłwsprawiejakichśplanówczy

dokumentówdotyczącychmojegomieszkania,którebyłyunichwbiurze...czyraczej,

którychniebyło.Towsumiebezznaczenia.Takczyinaczej,przyszedłpojakieśpapiery.

Najpierwprzysłalimipismo.Nieważne,pocoprzyszedł,ważne,cosięstało,kiedybyłu

mnie.

Vianellomilczał,alepowyraziejegookrągłejtwarzywidaćbyło,żejestbardzo

zaciekawiony.

-Wtrakcierozmowyzaproponowałemmu,żebywyszedłnatarasiprzyjrzałsię

oknommieszkaniananiższympiętrze.Myślałem,żebędądowodemnato,żeobapiętra

dobudowanowtymsamymczasie,comożemiećwpływnadecyzjęUfficioCatastow

background image

sprawiemojegomieszkania.

Mówiącto,Brunettizdałsobiesprawę,żeniemazielonegopojęcia,ojakądecyzję

mogłobytuchodzić.

-Wyszedłemwięcnataras,spojrzałemnaoknaponiżejiodwróciłemsię,żebygo

zawołać.Wyglądał,jakbyzobaczyłżmiję.Wrósłwziemięniczymsparaliżowany.No,takie

przynajmniejodniosłemwrażenie-dodał,widzącsceptycznespojrzenieVianella.-Był

porządniewystraszony.

Vianellomilczał.

-Gdybyśgowtedywidział,zrozumiałbyś,ocomichodzi-rzekłBrunetti.-Przeraził

sięnasamąmyśl,żemiałbysięwychylićprzeztaras.

-Icoztegowynika?

-To,żewedługmnieniemógłwżadensposóbwejśćnajakiekolwiekrusztowanie,

zwłaszczasam.

-Czycośmówiłnatentemat?

-Najakitemat?

-Żemalękwysokości.

-Vianello,onniemusiałnicmówić,tobyłoewidentne.Sparaliżowałogozestrachu.

Takiegostrachuniedasięprzezwyciężyć.Towykluczone.

-Alenicpanuotymniemówił-powtórzyłVianello.-Proszęsięzastanowić.Przecież

niewiepan,czytoperspektywawyjścianatarastakgoprzestraszyła.Amożeprzestraszyłsię

czegośinnego?

-Oczywiście,żemógłsięprzestraszyćczegośinnego-powiedziałBrunetti

rozdrażniony.-Alejawiem,żenie.Widziałemgo.Rozmawiałemznim.

-Nodobrze,icodalej?-ustąpiłVianello.

-Nowięcjeślionniewszedłnatorusztowaniesam,toniemógłzniegospaść.

background image

-Myślipan,żezostałzabity?

-Niewiem.Alepowtarzamci,żenapewnonieznalazłsięnatymrusztowaniuz

własnejwoli.

-Czywidziałjepan,paniekomisarzu?

-Rusztowanie?Nie,niemiałemczasu.

Vianellopodciągnąłrękawmunduruispojrzałnazegarek.

-Możemypójśćtamteraz.

-Oczwartejmamspotkaniezvice-questore-oświadczyłBrunetti,również

sprawdzającgodzinę.Miałjeszczedwadzieściaminut.Ichoczysięspotkały.

-Maszrację.Chodźmy-powiedział.

Wychodzączbiura,weszlinachwilędopokojuodprawiwzięlizestołuporanne

wydanie„IlGazzettino”,wktórymbyładresinteresującegoichbudynkuwdzielnicySanta

Croce.Poprosiligłównegopilota,Bonsuana,żebyichtamzawiózł.Kiedyłódźruszyła,

zaczęlinastojącoprzeglądaćplanmiasta.Numer,któregoszukali,znajdowałsięnacalle

odchodzącejodCampoAngeloRaffaele.ŁódźwywiozłaichprawiepozaZattere,nawody,

gdzieniecodalejmajaczyłkształtjakiegośogromnegostatku,przycumowanegodonabrzeżai

przytłaczającegoswymrozmiaremcałąokolicę.

-MójBoże,acotojest?-spytałVianello,kiedypodpływalicorazbliżej.

-Tostatekwycieczkowy,ten,którytubudowano.Jestpodobnonajwiększyna

świecie.

-Jakistraszny.-Vianellozadarłgłowę,żebyspojrzećnagórnepokładykolosa,które

wystrzeliłytużnadniminibydziesięciopiętrowybudynek.-Dlaczegoontustoi?

-Przynosimiastupieniądze,sierżancie-stwierdziłsuchoBrunetti.

Vianelloomiótłwzrokiemwodykanału,apotemspojrzałnadachymiasta.

-Ależjesteśmysprzedajni-skwitował.

background image

Brunettiniezaprotestował.

Bonsuanpodpłynąłdośćbliskowielkiegostatkuizeskoczywszynabrzeg,zaczął

przywiązywaćcumędożelaznegostemplawkształciegrzyba,takgrubego,żezpewnością

przeznaczonegodlawiększychłodzi.Kiedysięwyprostował,Brunettipowiedziałmu,żenie

musinanichczekać,ponieważniewiadomo,jakdługotuzostaną.

-Jeślipanukomisarzowinieprzeszkadza,tojazaczekam-odrzekłstarszyczłowiek.-

Wolębyćtuniżwracaćtam-dodałtonemwyjaśnienia.

Bonsuanmiałjużtylkokilkalatdoemeryturyiimbliższajawiłasiętaperspektywa,

tymszczerszestawałysięjegowypowiedzi.

BrunettizVianellemnicnatonieodrzekli,alewiadomobyło,żemyśląpodobniejak

on.ZostawiliBonsuanaiposzliwstronęcampo.TęczęśćmiastaBrunettiodwiedzałbardzo

rzadko.PrzychodziłtukiedyśzPaolądomałejrestauracyjki,wktórejpodawanoryby.

Niestety,kilkalattemurestauracyjkazmieniławłaściciela,jedzenieniebyłojużtakdobre,

więcprzestalitubywać.JeszczewcześniejBrunettimiałdziewczynę,któramieszkaławtych

okolicach,aletobyłonaprawdębardzodawno,zaczasówstudenckich,aonaumarłakilkalat

temu.

PrzeszliprzezmostiCampoSanSebastiano.KierowalisięwciążkuCampoAngelo

Raffaele.IdącyprzodemVianellowpewnymmomencieskręciłwlewowcalleinagleujrzeli

rusztowanie,któregoszukali;znajdowałosięnafasadzieostatniegobudynkuwrzędzie.

Budynekmiałtrzypiętraiwyglądałnaniezamieszkanyodlat.Oznakiopuszczeniarzucały

sięwoczy:odciemnozielonychokiennicodłaziłafarba,marmurowegargulcebyłydziurawe.

Zpewnościągdypadało,wodalałasięnaulicę,amożenawetciekładownętrza.Zdachu

zwisałkikutzardzewiałejanteny.Tenstanopuszczeniarobiłnarodowitychwenecjanach,

którzymieliwrodzonąsmykałkędokupowaniaisprzedawaniadomów,naprawdę

przejmującewrażenie,nawetjeśliniebylizainteresowanitymwłaśniemiejscem.

background image

Rusztowanierównieżwyglądałotak,jakbyjezbudowanobezżadnegocelu-

wszystkieokiennicebyłyszczelniezamknięteinajwyraźniejnieprowadzonożadnychrobót.

Nicteżniewskazywało,żedwadnitemuzdarzyłsiętuśmiertelnywypadek,choćwłaściwie

Brunettiniebardzowiedział,comiałobynatowskazywać.

Przeszedłnadrugąstronęcalleioparłsięościanędomunaprzeciw.Przyjrzałsię

uważniecałejfasadzie.Budynekwyglądałrówniemartwo,jakprzedchwilą.Potemsię

odwróciłiprzyjrzałdrugiemudomowi,októregościanęsięopierał.Tenrównieżwyglądałna

opuszczony.Spojrzałwlewo-callekończyłasiękanałem,zaktórymwidaćbyłodużyogród.

Vianellorównieżobejrzałdokładnieobabudynkiiogród.

-No,szefie,toniejestwykluczone,prawda?-stwierdził,zakończywszyinspekcję.

Brunettiskinąłgłowązaprobatą.

-Tak.Niktbynicniezobaczył.Domnaprzeciwjestpusty,ogródwyglądana

opuszczony.Pewniewogóleniktniewidział,jakonspadł.

-Jeślispadł-dodałVianello.

Zapadłacisza.

-Czymamywtejsprawiejakieśzgłoszenie?-spytałBrunettipochwili.

-Niewiem.Ktośmusiałzgłosić,żeczłowiekspadłzrusztowania.Pewnieprzyszli

VigiliUrbani*[VigiliUrbani-StrażObywatelska;ochotniczaformacjapowołanadoochrony

bezpieczeństwaiporządkupublicznego.]zSanPolo,stwierdzili,żetobyłwypadek,inatym

sięskończyło.

-Powinniśmyznimipogadać-rzekłBrunetti,podchodzącdobramydomu.Do

żelaznejobręczyprzytwierdzonejdonadprożaprzymocowanybyłłańcuchzkłódką,

przytrzymującydrzwiwmarmurowejframudze.

-Alejakonwogóledostałsiędośrodka?-spytałBrunetti.

-MożepowiedząnamtoVigili-odrzekłVianello.

background image

VigiliUrbani,niestety,niepotrafilinicwyjaśnić.WróciliwięcdołodziiBonsuan

zawiózłichRiodiSanAgostinonaposterunekniedalekoCampoSanStin.Policjantprzy

drzwiachrozpoznałichiodrazuzaprowadziłdooficeradyżurnego,porucznikaTurcatiego.

Turcatimiałkruczoczarnewłosyimunduruszytynamiarę.TowystarczyłoBrunettiemu,

żebyzwracaćsiędoniegooficjalnie,używającstopnia.

KiedyusiedliiBrunettiprzedstawiłswojąwersjęwydarzeń,Turcatikazałsobie

przynieśćteczkęzesprawąRossiego.Mężczyzna,któryzawiadomiłowypadku,wezwał

równieżpogotowieratunkowe.Ponieważnajbliższyszpital,Giustiniani,niemiałwolnej

karetki,RossizostałprzewiezionydoOspedaleCivile.

-PosterunkowyFranchi-powiedziałBrunetti,odczytawszynaraporcie.-Czyonjest

teraztutaj?

-Dlaczegotopanainteresuje?-spytałporucznikTurcati.

-Chciałbym,jeślimożna,zadaćmukilkapytań-odrzekłBrunetti.

-Jakichnaprzykład?

-Naprzykładdlaczegomyślał,żetobyłwypadek,czymożeRossimiałwkieszeni

kluczeodbramy,czynarusztowaniubyłyśladykrwi.

-Rozumiem-odrzekłporucznikisięgnąłposłuchawkę.

KiedyczekalinaFranchiego,Turcatizaproponowałimkawę,lecziBrunetti,i

Vianelloodmówili.

Kilkanastępnychminutupłynęłonajałowejrozmowie.Pochwilidopokojuwszedł

młodypolicjant.Blondwłosymiałobciętebardzokrótkoiwyglądał,jakbydopierood

niedawnazacząłsięgolić.Zasalutowałporucznikowiistanąłnabaczność,niepatrzącanina

Brunettiego,aninaVianella.Ach,totaksięsprawymają,pomyślałBrunetti.

-Obecnitupanowiechcącizadaćparępytań,Franchi-rzekłTurcati.

Policjantprzyjąłswobodniejsząpostawę,aleBrunettiniezauważył,żebysięchoć

background image

trochęrozluźnił.

-Takjest,szefie-rzekł,wciążnanichniepatrząc.

-Franchi-zacząłBrunetti.-Pańskiraportoznalezieniurannegomężczyznykoło

kościołaAngeloRaffaelejestbardzoklarowny,alechciałbympanuzadaćkilkadrobnych

pytań.

Wciążpatrzącnaporucznika,Franchiodrzekł:

-Takjest,słucham.

-Czyprzeszukałpankieszenietegomężczyzny?

-Nie,proszępana.Przyjechałemtamprawierównozkaretką.Sanitariuszepołożyligo

nanoszachiprzenieślinałódź.

Brunettiniezapytał,dlaczegomłodemupolicjantowizajęłotylesamoczasuprzybycie

zposterunkuoddalonegozaledwieodwakrokiodmiejscawypadku,cokaretce,która

musiałaprzedrzećsięprzezcałemiasto.

-Napisałpanwraporcie,żetenczłowiekspadłzrusztowania.Zastanawiamsię,czy

możeobejrzałpantorusztowanie,żebyznaleźćjakieśślady.Złamanadeska?Strzępek

ubrania?Amożeśladykrwi?

-Nie,proszępana.

Brunetticzekał,ażmłodyczłowiekpowiecośjeszcze,alesięniedoczekał.Zadałwięc

kolejnepytanie:

-Dlaczegopantegoniezrobił?

-Zobaczyłemgo,jakleżałnaziemi,przyrusztowaniu.Bramabyłaotwarta,akiedy

zajrzałemdojegoportfela,zobaczyłem,żebyłpracownikiemUfficioCatasto,więc

pomyślałem,żepewnieprzyszedłtusłużbowo.

PonieważBrunettimilczał,dodałpochwili:-Jeślipanrozumie,ocomichodzi,

proszępana.

background image

-Powiedziałpan,żewmomencie,kiedypansięzjawił,przenoszonogowłaśniedo

karetki.

-Tak.

-Więcskądpanwziąłjegoportfel?

-Leżałnaziemi,podpustątorbąpocemencie.

-Agdzieleżałociało?

-Naziemi,proszępana.

-Gdzie,wjakiejodległościodrusztowania?-dopytywałcierpliwieBrunetti.

Franchizastanowiłsięprzezchwilę.

-Ciałoleżałopolewejstroniebramy,jakiśmetrodściany,proszępana-powiedział.

-Aportfel?

-Podtorbąpocemencie,takjakmówiłem.

-Akiedypanznalazłtenportfel?

-Jakjużgowzięlidoszpitala.Uznałem,żepowinienemtrochęsięrozejrzeć,więc

wszedłemdodomu.Bramabyłaotwarta,takjaknapisałemwraporcie.Ponieważokiennice

powyżejmiejsca,gdzieonleżał,byłyrównieżotwarte,pomyślałem,żewszystkojestjasne,i

niewszedłemnagórę.Nazewnątrzzauważyłemportfelikiedygopodniosłem,zobaczyłem

legitymacjęzUfficioCatasto.Odrazupomyślałem,żebyłtunajakiejśkontroliczycoś.

-Czybyłocośjeszczewtymportfelu?

-Trochędrobnych,proszępana,iparękart.Wszystkotutajprzyniosłemiwłożyłem

dotorebkizdowodami.Wmoimraporciechybajestlista.

Brunettiprzewróciłraportnadrugąstronęizobaczył,żefaktyczniejestwzmiankao

portfelu.

-Czyzauważyłpantamcośjeszcze?-spytał.

-Naprzykładco?

background image

-Coś,cobypanazdziwiło,zaskoczyło.

-Nie,proszępana..Niewidziałemnictakiego.

-Rozumiem-rzekłBrunetti.-Dziękujępanu,Franchi.Czymógłbypanprzynieśćmi

tenportfel?-poprosił.

Franchipopatrzyłnaporucznika,którykiwnąłprzyzwalającogłową.

-Takjest.-Franchiodwróciłsięiopuściłbiuro.

-Cozaenergicznymłodyczłowiek-skomentowałBrunetti.

-Tak,tojedenzmoichnajlepszychludzi-odrzekłporucznikTurcati,zdająckrótkie

sprawozdanieztego,jakdoskonaleradziłsobieFranchinaszkoleniach.Jeszczenieskończył,

kiedymłodyczłowiekpojawiłsięzpowrotemistanąłwdrzwiach,niewiedząc,komu

wręczyćplastikowątorebkęzdowodami,wktórejznajdowałsiębrązowyskórzanyportfel.

-Dajjąpanukomisarzowi-rzekłTurcati.Franchinieumiałopanowaćzdziwienia,

usłyszawszy,jakąrangęmapolicjant,którywypytywałgoprzedchwilą.Podszedłdo

Brunettiego,wręczyłmutorebkęizasalutował.

-Dziękuję,panieposterunkowy-rzekłBrunetti,chwytającrógtorebkiizawijającją

ostrożniewwyjętązkieszenichustkędonosa.PotemzwróciłsiędoTurcatiego:-Jeślipan

sobieżyczy,poruczniku,pokwituję,żetozabieram.

Porucznikpodałmuczystąkartkę.Brunettisporządziłnaniejkrótkiopisportfela,

opatrzyłdatą,podpisałsięizwróciłkartkęTurcatiemu,poczymobydwajzVianellem

opuściliposterunek.

Kiedywyszlinaszerokącalle,zaczęłopadać.

Rozdział9

Wracalidołodziwcorazwiększymdeszczu,zadowoleni,żeBonsuanpostanowiłna

nichpoczekać.WeszlinapokładiBrunettispojrzałnazegarek.Byłodobrzepopiątej-

najwyższyczaswracaćdokomendy.ZnaleźlisięnaCanalGrande.Bonsuanskręciłwprawoi

background image

popłynąłnajpierwwstronęBazylikiśw.MarkaiKampanili,następniekuPontedellaPietai

wreszciedokomendy.

WkabinieBrunettiwyciągnąłportfelowiniętychusteczką.

-Kiedywrócimy,mógłbyśzanieśćtoodrazudolaboratorium,żebyzdjęliodciski

palców?-poprosiłVianella,podającmuzawiniątko.-Odciskinaplastikowejtorebcez

pewnościąbędąnależałydoFranchiego,wiecmożnajewykluczyć-dodał.-Imożewyślij

kogośdoszpitala,żebywzięliodciskiRossiego.

-Towszystko,szefie?

-Jaktylkoskończą,niechdostarcząmiportfelzpowrotem.Chciałbymobejrzećjego

zawartość.Ipowiedzim,żetobardzopilne.

-Aczyzdarzasię,szefie,żebyzidentyfikowanieodciskówpalcówniebyłopilne?-

spytałVianello,spoglądającnaBrunettiego.

-Hmm.PowiedzBocchesemu,żepodejrzewammorderstwo.Możetogozmobilizuje.

-Bocchesezarazpowie,żejeślitenktośjużnieżyje,toniemapocosięspieszyć-

zauważyłVianello.

Brunettiudał,żenieusłyszał.Vianellowsunąłzawiniątkodowewnętrznejkieszeni

munduru.

-Jeszczecoś,szefie?-zapytał.

-Chciałbym,żebysignorinaElettraposzukaławkartotece,czyniematamczegośo

Rossim.

Wątpiłwto,gdyżRossiniewyglądałnaosobę,którakiedykolwiekmaczałabypalce

wczymśnielegalnym,alewżyciuróżniebywa,wolałwięcsprawdzić.

Vianellopodniósłdłoń.

-Przykromi,szefie.Niechciałbympanuprzerywać,aleczyzakładamy,żetojest

morderstwo?

background image

Obydwajzdawalisobiesprawęzewentualnychtrudności.Dopókiniewyznaczono

sędziego,żadenznichniemógłoficjalnierozpoczynaćdochodzenia,ależebygowyznaczono

iżebymógłpodjąćwłaściwedziałania,należałonajpierwprzedstawićprzekonującedowody

popełnieniaprzestępstwa.Brunettiwątpił,czywrażenie,żeRossimiałlękprzestrzeni,będzie

wystarczającymdowodemczegokolwiek.Zpewnościąnieprzestępstwa,atymbardziej

zabójstwa.

-Będęmusiałprzekonaćvice-questore-rzekł.

-Tak,będziepanmusiał-rzekłVianello.

-Vianello,zabrzmiałotosceptycznie.

WodpowiedziVianellouniósłjednąbrew.

-Notak,wątpię,żebymusiętospodobało-zgodziłsięBrunetti.Vianellowciąż

milczał.Pattagodziłsięnapodjęciedochodzeniatylkowtedy,gdynieulegałonajmniejszej

wątpliwości,żechodzioprzestępstwo.Istniałyzatemniewielkieszanse,abypozwoliłna

wszczęcieśledztwawsprawieewidentniewyglądającejnanieszczęśliwywypadek,

przynajmniejdopókiniepojawisięjakiśniezbitydowód,żejestodwrotnie.

Naszczęście-czyteżnanieszczęściedlasiebie-Brunettibyłobiektywny.Wiedział,

jakabsurdalnemogąsięwydaćjegopodejrzeniaijakłatwomożejezatakieuznaćktoś,kto

ichniepodziela.Rozsądeknakazywałzaakceptowanieoczywistości:FrancoRossizmarłpo

niefortunnymupadkuzrusztowania.

-Pojedźjutroranodoszpitala,weźkluczedojegomieszkaniairozejrzyjsiętam-

poprosiłVianella.

-Czegomamszukać?

-Niemampojęcia-odparłBrunetti.-Możejakiegośnotesuzadresami,listów,

nazwiskprzyjaciółczyznajomych.

Zamyślony,niezauważyłnawet,żeprzepłynęlipodPontedellaPieta,idopiero

background image

delikatneuderzeniełodzionabrzeżeprzedkomendąuświadomiłomu,żesąnamiejscu.

Wyszlinapokład.BrunettipomachałwpodzięceBonsuanowi,zajętemuzarzucaniem

cum.Lałojakzcebra.Przemknęlidofrontowychdrzwi.Otworzyłimpolicjantwmundurze.

ZanimBrunettizdążyłmupodziękować,młodyczłowiekoznajmił:

-Vice-questoreczekanapana,commissario.

-Toonjeszczejestwkomendzie?-WgłosieBrunettiegobrzmiałozaskoczenie.

-Tak,paniekomisarzu.Powiedziałmi,żebymzawiadomiłpana,jaktylkopanwróci.

-Dziękuję.-BrunettiodwróciłsiędoVianella.-Lepiejpójdętamodrazu.

Napierwszepiętroweszlirazem,starającsięniemyśleć,czegoteżPattamożechcieć.

Vianelloposzedłkorytarzemnatyłbudynku,dolaboratorium,gdziekrólowałtechnik

Bocchese,fachowiec,którynigdysięniespieszyłiniezważałnahierarchięsłużbową.

BrunettizaśudałsiędobiuraPatty.SignorinaElettra,podnoszącsłuchawkętelefonui

naciskającjakiśguzik,przywołałagoruchemdłoni.

-PrzyszedłkomisarzBrunetti,dottore-powiedziaładosłuchawki.Przezchwilę

słuchałatego,coPattadoniejmówił,poczymrzekła:-Oczywiście,dottore-isięrozłączyła.

-Chybachodzimuojakąśprzysługę,paniekomisarzu.Przezcałepopołudnieanirazusięnie

awanturował,żepananiema-zdążyłamujeszczepowiedzieć,poczymdrzwigabinetu

otworzyłysięistanąłwnichPatta.

Trudnobyłoniezauważyć,żemiałnasobieszarykaszmirowygarniturikrawat,który

weWłoszechuchodziłzaangielskikrawatklubowy.Mimożewiosnabyładeszczowai

zimna,przystojnatwarzPatty,zaowalnymiokularamiwcienkiejoprawie,wyglądałazdrowo

ibyłaopalona.Okularytebyłyjużconajmniejpiątąparą,którąBrunettizaobserwowałna

jegonosie,odkiedyPattaobjąłstanowiskowicekomendanta.Kiedyś,kiedyBrunetti

zapomniałwłasnychiwziąłzbiurkaokularyszefa,żebyprzyjrzećsięjakiejśfotografii,

zorientowałsię,żepatrzyprzezzwykłeszkło.

background image

-Właśnieprosiłamcommissario,żebywszedł,vice-questore-powiedziałasignorina

Elettra.Brunettispostrzegłnajejbiurkudwieteczkizdokumentamiitrzykartki,choćdałby

sobiegłowęuciąć,żejeszczeprzedchwilątamnieleżały.

-Tak,proszębardzo,niechpanwejdzie,dottoreBrunetti-rzekłPatta,wyciągając

dłońwgeście,któryBrunettiemunieprzyjemnieskojarzyłsięzgestem,jakimKlitajmestra

musiałazachęcaćAgamemnonadozejściazrydwanu.Zdążyłjeszczetylkospojrzeć

przelotnienasignorinęElettręisilneramięPattywepchnęłogodelikatniedogabinetu.

Pattazaniknąłdrzwi,podszedłdodwóchfotelistojącychnaprzeciwokienipoprosił

Brunettiego,żebyusiadłnajednymznich.Samzająłdrugi.Architektwnętrzpowiedziałbyz

pewnościąotychfotelach,żeustawionojepod„kątemkonwersacyjnym”.

-Cieszęsię,żemógłmipanpoświęcićtrochęczasu,commissario-rzekłPatta.

Sarkazmwtoniezwierzchnikasprawił,żeBrunettipoczułsięodrazuswobodniej.

-Musiałemkonieczniewyjść-wyjaśnił.

-Myślałem,żetomiałobyćprzedpołudniem-rzekłPattainajegotwarzwypłynął

uprzejmyuśmiech.

-Tak,alepóźniejnaglesięokazało,żemuszęwyjśćrównieżpopołudniu.Niemiałem

czasupanazawiadomić.

-Czyniemapantelefonino,dottore?

Brunetti,któryczułwstrętdotelefonówkomórkowychiodmawiałnoszenia

telefonino,choćzdawałsobiesprawę,żezachowujesięjakluddysta,ograniczyłsiędo

stwierdzenia:

-Niewziąłemgozesobą,paniekomendancie.

ZamierzałzapytaćPattę,dlaczegogowezwał,alepoostrzeżeniusignorinyElettry

wolałmilczeć.Popatrzyłnazwierzchnikaobojętnie.

-Chciałemzpanemporozmawiać,Commissario-zacząłPattaichrząknął.-Tojest

background image

coś...cośosobistego.

Brunettistarałsię,jakmógł,żebynieokazaćciekawości.

Pattazagłębiłsięwfoteluiwyprostowałnogi.Przezchwilęobserwowałświatło

odbijającesięwjegowyglansowanycheleganckichpółbutach,poczymraptownymruchem

przyciągnąłnogidosiebieiusiadłnormalnie,pochylającsięlekkodoprzodu.Wciąguparu

sekund,któremutozajęło,kuzdumieniuBrunettiegojakbypostarzałsięokilkalat.

-Chodziomojegosyna-rzekł.

Brunettiwiedział,żePattamadwóchsynówiżejedennazywasięRoberto,adrugi

Salvatore.

-Októrego,comandante?

-Otodziecko,Roberta.

Roberto,szybkoobliczyłBrunetti,musiałmiećjużconajmniejdwadzieściatrzylata.

Nocóż,jegowłasnacórkaChiara,mimoswoichpiętnastulat,teżbyładlaniegodzieckiemiz

pewnościązawszedzieckiempozostanie.

-Czyonniestudiujenauniwersytecie,comandante?

-Tak,ekonomięhandlu-odrzekłPattaizamilkł,znówspoglądającnaswojebuty.-

Jużodparulat-dodał,podnoszącwzroknaBrunettiego.

CorazbardziejzaintrygowanyBrunettimusiałsiębardzostarać,żebynieokazaćani

nadmiernejciekawości,anizbytniejobojętności.Sprawamogłasięokazaćzwykłym

kłopotemrodzinnym,alebądźcobądźPattabyłjegozwierzchnikiem.Kiwnąłwięcgłowąw

sposób,którywydałmusięlekkozachęcający,takjaktorobiłczęstowobeczdenerwowanych

świadków.

-CzyznapankogośwJesolo?-spytałPatta.

-Przepraszam,gdzie,comandante?

-WJesolo,wtamtejszejpolicji?

background image

Brunettizastanawiałsięprzezchwilę.Faktycznie,miałpewnekontaktyzpolicjąna

lądzie,alechybanieodstronywybrzeżaadriatyckiego.Oilepamiętał,Jesolobyłomiejscem

pełnymnocnychklubówidyskotek,przezktórecodziennieprzewijałysiętłumyturystów.

Ludziecizatrzymywalisięwhotelachicoranoprzepływalilagunęłodzią.Najbliższym

miastemwtamtymkierunku,wktórymmógłbykogośznać,byłoGrado.Pracowałatamjego

koleżankazestudiów.

-Nie,comandante.NieznamnikogowJesolo-odrzekł.

Pattanieukrywałrozczarowania.

-Miałemnadzieję,żemoże...-powiedział.

-Przykromi,comandante.-Brunettirozważał,jakąprzyjąćtaktykę,obserwując

nieruchomegoPattę,któryznówzacząłwpatrywaćsięwswojebuty.

-Dlaczegopanpyta?-zaryzykował.

Pattapopatrzyłnaniegoiodwróciłwzrok.

-Wczorajwieczoremzadzwonilidomnieztamtejszejpolicji-powiedziałwreszcie.-

Mająkogoś,ktodlanichpracuje.Wiepan,jaktojest.

Tomusiałooznaczaćjakiegośinformatora.

-Taosobapowiedziałaimkilkatygodnitemu,żeRobertohandlujenarkotykami.-

Pattazamilkł.

-Dlaczegodopanazadzwonili?-spytałBrunetti,kiedystałosięjasne,żevice-

questoreniepowieanisłowawięcej.

Pattajakbynieusłyszałpytania.

-Miałemnadzieję,żemożepanznatamkogoś,ktomógłbydokładniejwyjaśnić,oco

chodzi,kimjestteninformator,jakzaawansowanejestichdochodzenie.

Brunettimilczał.

-Nowiepan,jaktojest-powtórzyłzażenowanyPatta.

background image

-Przykromi,comandante,alenaprawdęnikogotamnieznam-powiedziałBrunetti.-

MógłbymzapytaćVianella.Onjestwyjątkowodyskretny.Niemasiępanczegoobawiać-

zapewnił,zanimszefzdążyłzaprotestować.

PattawciążniepatrzyłnaBrunettiego.Pochwilipokręciłprzeczącogłową,

odrzucającpomocumundurowanegopolicjanta.

-Czytowszystko,comandante?-spytałBrunettiipołożyłdłonienaporęczachfotela,

dającdozrozumienia,żejestgotówdoodejścia.

-Onigoaresztowali-powiedziałPattacicho,widzącgestBrunettiego.-Wczoraj

wieczorem.Zadzwonilidomnieokołopierwszejwnocy.Wjednejzdyskotekwybuchła

bójkaiwrezultaciezatrzymaliparęosóbijeprzeszukali.Zpewnościątotaosobaim

doniosła,boprzeszukaliteżRoberta.

Brunettimilczał,czekającnadalszyciąg.Wiedziałzdoświadczenia,żejeśliczłowiek

zdecydujesięmówić,powiewszystkodokońca.

-Wkieszenijegomarynarkiznaleźliplastikowąsaszetkęzecstasy-Pattanachyliłsię

kuBrunettiemuispytał:-Panwie,cotojest,commissario,prawda?

Brunettiprzytaknął,zdziwiony,żePattamógłmyśleć,iżjakiśpolicjantmożetegonie

wiedzieć.Uznał,żewtymmomencielepiejsięnieodzywać.Postarałsięusiąśćswobodnieji

zdjąłjednądłońzporęczyfotela.

-Robertopowiedział,żekiedypojawiłasiępolicja,ktośmusiałmuwsunąćtęsaszetkę

dokieszeni.Tosięczęstozdarza.

Częstoinieczęsto,pomyślałBrunetti.

-Zadzwonilidomnie.Pojechałemtam.Wiedzieli,kimjestRoberto,więcpowiedzieli,

żelepiejbędzie,jeśliprzyjadę.Przekazaligowmojeręce.Ikiedywracaliśmy,przyznałmi

siędotejsaszetki-oznajmiłPattaiznówzamilkł.Wydawałosię,żeniemajużnicwięcejdo

powiedzenia.

background image

-Czyzatrzymalito,coprzynimznaleźli,jakodowód?

-Tak,iwzięlijegoodciskipalców,żebyporównaćztymi,któreznajdąnasaszetce.

-Jeślionwręczyłimtęsaszetkę,tonormalne,żebędąnaniejjegoodciski-rzekł

Brunetti.

-Tak,wiem-powiedziałPatta.-Więcsiętymwcaleniedenerwowałem.Nawetnie

zadzwoniłemdoadwokata.Niemajążadnegodowodu.Robertomógłmówićprawdę.

Brunettiprzytaknąłwmilczeniu,czekając,żebyPattamuwyjaśnił,czemumówio

tymwszystkimtylkojakoojednejzmożliwości.

-Zadzwonilidomniedziśrano,jakjużpanwyszedł-powiedziałPatta,siadając

głębiejwfoteluispoglądającwokno.

-Czydlategochciałpanmniewidzieć?

-Nie,dziśranochciałempanaspytaćocośinnego.Teraztojużnieważne.

-Copowiedzielipanuprzeztelefon,comandante?-spytałBrunetti.

Pattaodwróciłwzrokodokna.

-Powiedzieli,żewwiększejsaszetceznaleźliczterdzieścisiedemmniejszychtorebek,

każdazjednątabletkąecstasy.

Brunettistarałsięszybkoobliczyćwartośćcałejznalezionejporcjinarkotyków

wedługwagi,żebysięzorientować,coryzykujeosobabędącawjejposiadaniu.Nocóż,nie

byłototakstraszniedużoijeśliRobertobędziekonsekwentnieutrzymywał,żektośmuto

wsunąłdokieszeni,nieprzypuszczał,żebychłopcugroziłowielkieniebezpieczeństwoze

stronyprawa.

-Jegoodciskipalcówbyłyrównieżnamałychtorebkach-przerwałciszęPatta.-Na

każdejznich.

Brunettiledwosiępowstrzymał,żebyniewstaćiniepołożyćpocieszającejdłonina

ramieniuPatty.Zamiasttegoodczekałchwilęirzekł:

background image

-Takmiprzykro,comandante.

Pattakiwnąłgłową,wciążnaniegoniepatrząc.Niewiadomo,czybyłotooznaką

przyjęciawyrazówwspółczucia,czynaprawdęczułsięporuszony.

Zapadłomilczenie.

-CzytowszystkozdarzyłosięwsamymJesoloczynaLido?-spytałwreszcie

Brunetti,przerywającciszę.

PattaspojrzałnaBrunettiegoipotrząsnąłgłowątakjakbokser,którywłaśnieotrzymał

lekkicios.

-Co?-najwyraźniejnieusłyszałpytania.

-Gdzietosięwydarzyło,wJesoloczynaLido?

-NaLido.

-Agdziezostał...-Brunettizawahałsięizamiast„aresztowany”powiedział:-

zatrzymanypańskisyn?

-Noprzecieżpanumówię.-WgłosiePattywyczuwałosiętłumionąirytację.-Na

LidodiJesolo.

-Alewjakimmiejscu?Wbarze?Wdyskotece?

Pattazamknąłoczy.Ileżczasu,pomyślałBrunetti,musiałspędzićnarozpamiętywaniu

całejtejsprawy,naprzypominaniusobieszczegółówzżyciasyna.

-WdyskoteceLuksor-powiedziałwkońcu.

-Ach!-wymknęłosięBrunettiemu,aletowystarczyło,żebyPattaotworzyłoczy.

-Ocochodzi?

Brunettizbyłpytaniestwierdzeniem:

-Nic,znałemkiedyśkogoś,ktotambezprzerwybywał.

Znówzapadłomilczenie.

-Czyskontaktowałsiępanzadwokatem?-spytałBrunetti.

background image

-Tak.ZDonatinim.

Brunettizamaskowałzdziwieniekrótkim„aha”,jakbybyłorzeczą,oczywistą,żeszef

wybieraadwokata,któryprawiezawszereprezentujemafię.

-Byłbymwdzięczny,commissario...-Pattazamilkł,jakbysięzastanawiał,jak

sformułowaćdalszyciągzdania.

-Pomyślęnadtymwszystkim,comandante-powiedziałszybkoBrunetti.-I

oczywiściebędęmilczałjakgrób.-MimożeczęstozachowaniePattybudziłownimpogardę,

niemógłterazpozwolić,żebyszefmusiałgoprosićozachowaniedyskrecji.

JakbywreakcjinaobietnicęBrunettiegoPattazmusiłsiędowstaniaiodprowadziłgo

dowyjścia.Niewyciągnąłdłoninapożegnanie,alewybąkałszorstko„Dziękuję”icofnąłsię

dogabinetu,zamykajączasobądrzwi.

SignorinaElettranadalsiedziałazabiurkiem,aleteczkizdokumentamiiluźnekartki

terazzastąpiłocośbłyszczącego,cowyglądałopodejrzaniegruboipobliższymzbadaniu

okazałosięnajnowszymwiosennymnumeremmiesięcznika„Vogue”.

-Chodziojegosyna?-mruknęła,podnoszącoczyznadpisma.

-Czyzałożyłapanipodsłuchwjegobiurze?-wymknęłosięBrunettiemu.Chciał,

żebytozabrzmiałojakżart,alekiedyusłyszałswojesłowa,niebyłwcalepewien,czymusię

toudało.

-Nie.Dziśranochłopiecdoniegozadzwonił,bardzozdenerwowany,apotembył

telefonzpolicjizJesolo.ZarazporozmowieznimiPattapoprosiłmnieonumertelefonudo

Donatiniego.

Brunettipomyślał,żepowinienzaproponować,byrzuciłastanowiskosekretarkii

zasiliłaszeregipolicji,alewiedział,żenawetpodgroźbąśmierciniewłożyłabymunduru.

-Czypanigozna?

-Kogo?Donatiniegoczychłopca?

background image

-Jednegoidrugiego.

-Znamjednegoidrugiego-powiedziałaimimochodemdodała:-Obydwajsągówno

warci,aleDonatinilepiejsięubiera.

-Czypowiedziałpani,ocochodzi?-Brunettiwskazałgłowądrzwidogabinetuvice-

questore.

-Onwcaleniepotrzebujeminicmówić-odrzekła.-Gdybytobyłgwałt,napisalibyw

gazetach.Wiecdomyślamsię,żechodzionarkotyki.Donatinizpewnościągoztego

wyciągnie.

-Czymyślipani,żeonbyłbyzdolnydogwałtu?

-Kto,Roberto?

-Roberto.

Zastanowiłasię.

-Nie,niesądzę-stwierdziła.-Jestaroganckiizarozumiały,aleniemyślę,żebybył

zupełniezepsuty.

-ADonatini?

-Tenjestzdolnydowszystkiego-odrzekłasignorinaElettrabezwahania.

-Niewiedziałem,żepanigozna.

Spuściłaoczynażurnaliobojętnieprzewróciłastronę.

-Znam-powiedziałaiprzewróciłanastępną.

-Prosiłmnieopomoc-odezwałsięBrunetti.

-Kto?Vice-questore?-spojrzałananiegozaskoczona.

-Tak.

-Ipomożemupan?

-Jeślibędęmógł-rzekłBrunetti.

Popatrzyłananiegouważnieiznówskupiłasięnażurnalu.

background image

-Konieczkoloremszarym-powiedziała.-Myślę,żewszystkimsięznudził.

Miałanasobiemorelowąjedwabnąbluzkęiczarnyżakietzestójką,chybaz

jedwabnejsurówki.

-Nocóż,prawdopodobniemapanirację-rzekł,życzącjejmiłegowieczoru,iwrócił

dosiebie.

Rozdział10

Musiałzatelefonowaćdoinformacji,żebyzdobyćnumerLuksoru,akiedysiętam

wreszciedodzwonił,osoba,któraodebrałatelefon,oznajmiłasucho,żesignoraBertoccanie

ma,odmawiającpodanianumeruprywatnego.Brunettiniepowiedział,żejestzpolicji,tylko

znówzadzwoniłdoinformacjiibezżadnychproblemówotrzymałnumerdomowegotelefonu

Luki.

-Palant!-wymamrotałdosiebie,myślącopracownikuLuksoru,kiedyłączyłsięz

domemLuki.

Potrzechsygnałachwsłuchawceodezwałsięgłęboki,niecoochrypłygłos:

-Bertocco.

-Ciao,Luca,mówiGuidoBrunetti.Jaksięmiewasz?

-Guido!-Oficjalnytonnatychmiastsięulotnił.-Niesłyszałemcięodwieków.Cou

ciebie,jakPaolaidzieci?

-Wszyscymiewająsięświetnie.

-Czyżbyśsięwkońcuzdecydowałnaupojnąnocwmoimklubie?

Brunettisięroześmiał.Żartowalijużtakzdziesięćlat.

-Nie,niestety,obawiamsię,żenie,Luca.Nawetgdybymmiałochotęspędzićupojną

nocwtowarzystwieludziwwiekumoichdzieci,Paolanigdybysięnatoniezgodziła.

-Boisiędymu?Mówi,żetoniezdrowe?

-Nie,bardziejboisięmuzyki,ztychsamychzresztąpowodów.

background image

Zapadłomilczenie.

-Chybamaracje.Cóż,pewniedzwoniszwsprawietegoaresztowanegochłopca?

-Tak.-Brunettinawetnieudawałzaskoczenia,żeLucajużotymwie.

-Tosyntwegoszefa,prawda?

-Wydajeszsięwszechwiedzący.

-Człowiek,któryprowadzipięćdyskotek,trzyhoteleisześćbarówmusibyć

wszechwiedzący,ajużnapewnomusiwiedzieć,kogouniegoaresztowano.

-Cowieszotymmłodymczłowieku?

-Tylkoto,copowiedziałamipolicja.

-Którapolicja?Ta,któragoaresztowała,czyta,którapracujedlaciebie?

Cisza,jakazapadłapotympytaniu,uświadomiłaBrunettiemunietylko,żesię

zagalopował,alerównież,żeLucacałyczaspamiętaojegofunkcji.

-Niewiem,jaknatoodpowiedzieć,Guido-rzekłLucaizaniósłsięciężkimkaszlem

palacza.

-Przykromi,Luca.Tobyłgłupiżart-powiedziałBrunetti,kiedyprzyjacielprzestał

kaszleć.

-Nieważne,Guido.Wierzmi,każdy,ktomadoczynieniaztakimtłumemjakja,

potrzebujepomocypolicji.Apolicjateżjestzadowolona,żesięimodpłacam.

-Jak?-spytałBrunetti,myślącosaszetkachprzechodzącychdyskretniezrąkdorąk.

-Mamprywatnychochroniarzy,którzypracująnaparkingachmoichdyskotek.

-Pocociochroniarzenaparkingachdyskotek?-spytałBrunetti.-Czyżbyktoś

napadałnapijanąmłodzież,któraopuszczanadranemtwójprzybytekrozrywki?

-Żebyzabieraćimkluczykiodsamochodu-rzekłLuca.

-Iniktsięnieskarży?

-Ktomiałbysięskarżyć?Rodzice,żeniepozwalamprowadzićichdzieciom,kiedysą

background image

pijanewtrupalubnahaju?Czypolicja,żedziękimnieniktsięnierozbijanaprzydrożnych

drzewach?

-Notak,niepomyślałemotym.

-Dziękimniewkomisariacieniemapobudekotrzeciejnadranem,nietrzebajechać,

patrzeć,jaksiętnieautoiwyciągaciało.Wierzmi,policjajesttakszczęśliwa,żepomagają

mi,jaktylkomogą.

Lucazamilkł.Guidousłyszałwsłuchawcetrzaskpocieranejzapałkiiłapczywy

wdech,kiedyprzyjacielzaciągałsiępapierosem.

-Czegoodemnieoczekujesz?Żebymtęsprawęwyciszył?

-Amógłbyś?

Gdybywzruszenieramionamiwywoływałodźwięk,toBrunettiusłyszałbygow

słuchawce.

-Powiedzminajpierw,chceszczynie.

-Nie,niewsensiezupełnegozatuszowania.Alejeślitomożliwe,niechciałbym,żeby

sprawadostałasiędogazet.

Lucamilczałprzezchwilę.

-Wydałemmnóstwopieniędzynareklamę-powiedziałwkońcu.

-Czytooznaczazgodę?

Lucaroześmiałsięserdecznieizarazpotemzaniósłsięciężkimkaszlem.Kiedy

wreszciegoopanował,powiedział:

-Ty,Guido,zawszechciałbyś,żebywszystkobyłoalbobiałe,alboczarne.Niewiem,

jakPaolamożetoznieść.

-Tomibardzoułatwiażycie.

-Jakopolicjantowi?

-Nie,wogóle.

background image

-Dobrzewięc.Możesztouważaćzazgodę.Lokalnegazetymamwkieszeni,a

wątpię,żebysiętymzainteresowałygazetyogólnokrajowe.

-Onjestvice-questoreWenecji-rzuciłBrunettiwperwersyjnymprzypływielokalnej

dumy.

-Obawiamsię,żetoniemaspecjalnegoznaczeniadlatychzRzymu.

-Pewniemaszrację.Acosięmówinatemattegochłopca?

-Chłopiec,jakgonazywasz,jestugotowany.Nawszystkichsaszetkachbyłyjego

odciskipalców.

-Czyjużmupostawionozarzuty?

-Nie,chybanie.

-Nacooniczekają?

-Chcą,żebyimpowiedział,odkogodostałtowar.

-Czyżbyniewiedzieli?

-Guido!Wiedzą,aletojeszczeniedowód.Ktojakkto,aletypowinieneśto

zrozumieć.

Ostatniezdaniezostałowypowiedzianeniebezpewnejironii.CzasemBrunettimiał

wrażenie,żeweWłoszechludziewszystkowiedzą,leczwyłącznienaswójprywatnyużytek.

Każdychętniewydawałkategorycznesądynatematsekretnychpoczynańznanychpolityków,

szefówmafiiczygwiazdfilmowych.Alejeśliludzitychpostawiłosięwsytuacji,wktórejich

wypowiedzimogłybymiećskutkiprawne,wszyscyjakstrusiechowaligłowywpiasek.

-Atywiesz,ktotojest?Powieszmi?-spytałBrunetti.

-Wolałbymnie.Tonicbyniedało.Jestjeszczektośnadnim,anadtymkimśteżktoś

stoi.

Brunettiusłyszał,jakLucazapalakolejnegopapierosa.

-Czyonimpowie?Czytenchłopakimtopowie?

background image

-Jeślicenisobieżycie,będziemilczał-powiedziałLuca,alenatychmiastdodał:-Nie,

przesadzam.Niktbygoniezabił,alepewniebygotrochępoturbowali.

-NawetwJesolo?-spytałBrunetti.Wtymuśpionymmałymmiasteczkunad

Adriatykiem,pomyślał,nagleczujączmęczenie.

-ZwłaszczawJesolo-odrzekłLucabezdalszychwyjaśnień.

-Więccosięstanieztymmłodymczłowiekiem?-spytałBrunetti.

-Powinieneświedziećlepiejodemnie.Jeślitojestpierwszewykroczenie,pomęczą

gotrochęiwypuszcządodomu.

-Onjużjestwdomu.

-Wiem.Mówiłemogólnie.Noiniezaszkodzimu,żemaojcawpolicji.

-Nie,dopókitonietrafidogazet.

-Obiecałemci,otomożeszbyćspokojny.

-Mamnadzieję-rzekłBrunetti.

Lucachciałjeszczecośodpowiedzieć,alesiępowstrzymał.Zapadłacisza,którą

przerwałBrunetti,pytając:

-Aty,Luca,couciebie?

Lucaodchrząknąłwilgotnymdźwiękiem,poktórymBrunettiemuzrobiłosię

nieprzyjemnie.

-Bezzmian-odpowiedziałizakaszlał.

-AMaria?

-Tokrówsko-sarknąłgniewnieLuca.-Jedyne,czegoodemniechce,toforsy.

Powinnasięcieszyć,żejeszczejejniewyrzuciłemzdomu.

-Luca,onajestmatkątwoichdzieci.

-Niezamierzamdyskutowaćztobąnatentemat,Guido.

Brunettiwyczuł,żeLucezdenerwowałaingerencjawjegoprywatneżycie.

background image

-Dajspokój.Wiesz,żemówiętakwyłączniedlatego,żeznamysięwszyscyod

wieków.

-Wiem,wiem,alewszystkosięzmienia.

Wsłuchawcezapadłacisza.

-Niechcęotymrozmawiać,Guido-powiedziałLucacicho.

-Dobrze.Przykromi,żetakdługosięnieodzywałem.

-No,jateżniejestembezwiny-rozchmurzyłsięLucawimięstarejprzyjaźni.

-Nieważne.

-Pewnie,żenieważne-zgodziłsięLuca,parskającśmiechem,któryspowodował

kolejnyatakkaszlu.

-Gdybyścośjeszczesłyszałnatentemat,dajmiznać-poprosiłBrunetti,zachęcony

ciepłyminutamiwgłosieprzyjaciela.

-Oczywiście-obiecałLuca.Zanimjednakzdążyłodłożyćsłuchawkę,Brunetti

szybkospytał:

-Ale,ale...wieszmożecoświęcejoludziach,którzydalimutowaralbootych

jeszczewyżej?

-Cocięwłaściwieinteresuje?-WgłosieLukiponowniepojawiłasięnieufność.

-Czyoni...-Brunettiniewiedział,jaksięwyrazić.-CzyonipracująwWenecji?

-Ach-westchnąłLuca.-Ztego,cowiem,niematamdlanichzbytwielepracy.

Mieszkajątuwwiększościstarzyludzie,amłodzieżprzecieżniemusizaopatrywaćsiętylko

nawyspie.

Brunettiemusprawiłotoradośćprzedewszystkimzegoistycznychpobudek-każdy

ojciecucieszyłbysię,wiedząc,żetam,gdziemieszka,niehandlujesięnarkotykami.Ijego

zadowolenieniemiałobynicwspólnegoztym,czyufaswoimdzieciom,czynie.

Instynktpodpowiedziałmu,żewystarczającojużwypytałLucę.Zresztącobyto

background image

zmieniło,gdybyznałnazwiskahandlarzy?

-Dzięki,Luca.Dbajosiebie.

-Tyteż,Guido,tyteż.

Tegowieczoru,kiedydziecibyłyjużwłóżkach,BrunettiopowiedziałPaolio

rozmowiezLucąiotym,jakLucasięzdenerwował,gdygospytałożonę.

-Zresztątygonigdynielubiłaś-dodał,jakbytomogłousprawiedliwićzachowanie

Luki.

-Ocociwogólechodzi?-spytałaPaola.

Zanimzaczęlitęrozmowę,siedzielinadwóchkrańcachkanapyiczytali.Teraz

odłożyliksiążki.Brunettisięzamyślił.

-Chodzimioto,żetonormalne,żebardziejlubiszMarięniżjego-powiedział

wreszcie.

-AleLucamarację-rzekłaPaola,spoglądającnamęża.-Tojeststarekrówsko.

-Ajamyślałem,żejąlubisz!

-Lubięją,toniemanicdorzeczy.Astarymkrówskiemstałasięprzezniego.Przecież

tozzawodudentystka.Onnigdyniechciał,żebypracowała.KiedyurodziłsięPaolo,Luca

powiedział,żeutrzymacałąrodzinęztychswoichklubów.

-Notoco?-przerwałjejBrunetti.-Jakajestwtymjegowina,żeonastałasięstarym

krówskiem?

Jużkiedytomówił,zdałsobiesprawę,jakobraźliwyiabsurdalnyjesttenepitet.

-Taka,żeLucawyniósłsiędoJesolo,żebymubyłołatwiejpilnowaćinteresów.Iże

onaposzłazanim.

WgłosiePaolizabrzmiałoznajomerozdrażnienie.

-Niktnieprzystawiałjejpistoletudoskroni,Paola.

-Oczywiście,żeniktnieprzystawiałjejpistoletudoskroni.Niktniemusiał.Była

background image

zakochana.-Widzącspojrzeniemęża,poprawiłasię:-Nodobrze,bylizakochani.Więcona

zamieniaWenecjęnaJesolo,banalnyletnikurort,istajesięgospodyniądomowąimatką.

-Toniesąobraźliweokreślenia,Paola.

Paolarzuciłamugniewnespojrzenie,aległosmiałanadalspokojny.

-Wiem,żeniesąobraźliwe.Niechciałam,żebytakzabrzmiały.Aleona

zrezygnowałazzawodu,którylubiłaiwktórymbyłabardzodobra,ipojechaładonikąd,żeby

zajmowaćsiędwojgiemdzieciimężem,któryzadużopił,zadużopaliłijeszczezdradzałją

naprawoilewo.

Brunettiniechciałdolewaćoliwydoognia,milczałwięciczekał.

-Noiteraz,poponaddwudziestulatachtakiegożycia,wreszciezmieniłasięwstare

krówsko.Jestgrubainudnairozmawiawyłącznieodzieciachiogotowaniu.Ileczasuminęło

odtejkolacjiunich?Dwalata?Pamiętasztojejnadskakiwanie,praktyczniewmuszaławnas

jedzenie.Itestosyzdjęćjejdwójkiwkońcuzupełniezwykłychdzieci.

Byłtomęczącywieczórdlawszystkichzwyjątkiemmoże,rzeczdziwna,samejMarii,

którawogóleniezdawałasobiesprawyztego,żejesttakanudna.

-Czytopoczątekkłótni?-spytałBrunettizdziecięcąszczerością.

Paolarozparłasięnakanapieiroześmiałasię.

-Nie,skąd!Ztego,cooniejpowiedziałam,wynikapewnie,żejejwsumienielubięi

żeczujęsięwzwiązkuztymwinna.-Niedoczekawszysiężadnejreakcjinatowyznanie,

ciągnęła:-Mogłazrobićtylerzeczy,awybrałabezczynność.Niechciaławziąćpomocydo

dzieci,dziękiczemumogłabypracowaćprzynajmniejnapółetatuwgabinecieinnego

lekarza;pozwoliła,abywygasłojejczłonkostwowzrzeszeniudentystów.Stopniowostraciła

zainteresowaniedlawszystkiego,coniemiałozwiązkuzjejdwójkąchłopców.Wreszciesię

roztyła.

Brunettipoczekałchwilęidopierokiedybyłpewien,żePaolaskończyła,powiedział:

background image

-Niewiem,jaksiędotegoodniesiesz,aleto,coprzedchwiląpowiedziałaś,tojest

słowowsłowoargumentacjaniewiernychmężów.

-Któramausprawiedliwićniewierność?

-Tak.

-Wcalemnietoniedziwi-rzekłaPaolaobojętnie,takjakbytematrozmowyniemiał

zniminicwspólnego.Ponieważwyglądało,żeniezamierzałajużpowiedziećnicwięcej,

Brunettizachęciłjąwyczekującym:

-Noi?

-Inic.Życiepostawiłojąprzedróżnymiwyborami,aonawybrałatak,jakwybrała.Ja

uważam,żeprzegraławmomencie,kiedyzdecydowałasięopuścićWenecję,ale,jakmówisz,

niktnieprzystawiałjejpistoletudoskroni.

-Wkażdymrazie,jakoniejpomyślę,robimisiębardzoprzykro-powiedział

Brunetti.-Ijakonimpomyślę,też.

-Mnietaksamo-odrzekłaPaola,przymykającoczy.Podługiejchwilimilczenia

spytała:-Czyjesteśzadowolony,żeniezrezygnowałamzpracy?

Brunettiudał,żesięzastanawia.

-Niespecjalnie-odrzekłpochwili.-Główniecieszymnieto,żesięnieroztyłaś.

Rozdział11

NastępnegodniaPattaniepojawiłsięwkomendzie,zadzwoniłtylkodosignoriny

Elettryipotwierdzającfaktjużwówczasoczywisty,powiedział,żegoniebędzie.Signorina

Elettraniezadawałamużadnychpytań,natomiastzadzwoniładoBrunettiegoioznajmiła,że

questorejestnaurlopiewIrlandiiiżepodnieobecnośćPattyonprzejmujejegoobowiązki.

OdziewiątejzadzwoniłVianellozwiadomością,żejużbyłwmieszkaniuRossiego.

Pozarachunkamiipokwitowaniaminieznalazłnic.Aha,przytelefonieleżałnoteszadresami

iterazwłaśniePucettidzwonikolejnopodkażdynumer.Jakdotądjedynymznalezionym

background image

krewnymjestjakiśwujwVicenzy,któryzostałjużpowiadomionyprzezszpitalizajmujesię

przygotowaniamidopogrzebu.

ChwilępotemzadzwoniłBocchesezlaboratorium,oznajmiającBrunettiemu,że

wysyładoniegopolicjantazportfelemRossiego.

-Jestnanimcościekawego?

-Nie,tylkojegowłasneodciskipalcówiparęodciskówtegomłodzika,którygo

znalazł.

-Młodzika?-spytałBrunettiznadzieją,żemożepojawiłsięjakiśnowyświadek.

-Tegopolicjanta.Niewiem,jakonsięnazywa.Dlamnieoniwszyscytodzieci.

-Franchi.

-NiechbędzieFranchi-odrzekłobojętnieBocchese.-Mamtutajjegoodciskiione

zgadzająsięztyminaportfelu.

-Cośjeszcze?

-Nie.Nieprzeglądałemzawartości,zdjąłemtylkoodciskipalców.

WdrzwiachpojawiłsiępolicjantodBocchesego,jedenztychnowych,doktórych

Brunettiniezabardzoumiałzwracaćsiępoimieniu.NaznakBrunettiegopodszedłipołożył

nabiurkuportfelwplastikowejtorebce.

Brunettiprzytrzymałsłuchawkęramieniemipodniósłtorebkę.Otwierającją,spytał

Bocchesego:

-Czyznalazłeśjakieśodciskiwśrodku?

-Powiedziałemjuż,żetosąwszystkieodciskipalców-oznajmiłtechnikisię

rozłączył.

Brunettiodłożyłsłuchawkę.Któryśzpułkownikówżandarmeriipowiedziałkiedyś,że

Bocchesejesttakdobrymfachowcem,iżznalazłbyodciskipalcównawetmaziowatejduszy

policjanta.Tojasne,żekogośtakiegotrzebatraktowaćbardziejwyrozumialeniżinnych

background image

pracownikówkomendy.PopędliwycharakterigburowatośćBocchesegoprzestawałysię

liczyćwobecniezwykłejskutecznościjegopracy,którejrezultatynierazpowściągałyzapędy

sceptycznychizawziętychadwokatów.

Brunettiwytrząsnąłportfelzplastikowejtorebkinabiurko.Byłwygiętyodnoszenia

przezlatawtejsamejkieszeninabiodrze,brązowaskórapopękała,aprzetartebrzegizaczęły

siępruć.Wbocznekieszonkiwetkniętebyłyczteryplastikowekarty:Visa,Standa,

legitymacjazUfficioCatastoiuprawniającadozniżekwtransporciemiejskimCarta

Veneziana.Brunettiwyciągnąłwszystkie.Fotografienadwóchostatnichbyłyzrobione

technikąholograficznąitwarzwidziałosię,tylkojeśliświatłopadałopododpowiednim

kątem,alezdjęciabezwątpieniaprzedstawiałyRossiego.

Zprawejstronyznajdowałasięmałaportmonetka,zamykananamiedzianyzameczek.

Brunettiotworzyłjąiwysypałdrobne.Kilkanowychtysiąclirówek,kilkapięćsetekitrzy

będąceobecniewobiegustulirówki,każdainna.Cotozaidiotyzm,trzyrodzajemonetotym

samymnominale,pomyślałBrunetti.Ciekawe,czytylkojegotodenerwowało?

Potemwyjąłzportfelabanknoty.Ułożonebyływedługnominałówodnajwyższych

donajniższych.Policzyłje:stoosiemdziesiątsiedemtysięcylirów.

Rozchyliłportfel,żebyzobaczyć,czycośnieuszłojegouwagi,aleprzegródkabyła

pusta.Wsunąłpalcewbocznyotwór.Parębiletównavaporetto,rachunekzbarunatrzy

tysiącetrzystalirówikilkaznaczkówpoosiemset.Zdrugiejstronyznalazłjeszczejeden

rachunekzbaru,naktóregoodwrociezanotowanonumertelefonu.Ponieważniezaczynałsię

anina52,anina27,anina72,Brunettiwywnioskował,żeniejesttonumerwenecki.Poza

tymwportfeluniebyłojużnic.Żadnychwizytówek,żadnejwskazówkiodzmarłego,kogo

zawiadomićwraziewypadku.Zresztączyktośkiedyśznalazłtakąinformacjęwportfelu

człowiekazamordowanegozpremedytacją?

Schowałpieniądzedoportfelaiwsunąłgozpowrotemdoplastikowejtorebki.Wybrał

background image

numerRizzardiego.Powinnobyćjużposekcji,aciekawiłogo,skądpochodziłodziwne

wgniecenienaczoleRossiego.

Lekarzodebrałtelefonzarazpodrugimsygnale.Przywitalisię.

-DzwoniszwsprawieRossiego?Gdybyśniezadzwonił,jabymdzwoniłdociebie-

powiedziałRizzardi.

-Dlaczego?

-Zpowodutychrannagłowie.

-Ach,zpowodutychran.Nodobrze,cownichdziwnego?

-Jednajestpłaskaiznalazłemwniejokruchycementu.Taranapowstaław

momencie,kiedyonspadłiuderzyłgłowąobruk.Alenalewoodniejjestinnarana,

cylindryczna.Toznaczyzadanajakimśwalcowatymprzedmiotem,podobnymwkształciedo

rur,jakichużywasiędostawianiarusztowań,choć,wedługmnie,tenprzedmiotmusiałbyć

niecomniejszy.

-Noi?

-Wtejranieniemawogólerdzy.Rury,zktórychbudujesięrusztowania,sązreguły

brudne,pordzewiałe,zresztkamifarby,ataranajeststerylnieczysta.

-Moglijąoczyścićwszpitalu.

-Tak,napewnojąoczyścili,alewkościczaszkiodnalazłemkawałeczkimetalu.Nie

mananichśladurdzy,bruduczyfarby.

-Cotozametal?-spytałBrunetti,podejrzewając,żecośjeszczemusiałowzbudzić

niepokójRizzardiego.

-Miedź.

Brunettimilczał.

-Niechcęwtykaćnosawnieswojesprawy-rzuciłRizzardi-aletomożeniejestzły

pomysł,żebywysłaćnamiejscedziś,awkażdymraziejaknajszybciej,ekipę

background image

kryminalistyczną.

-Tak,zaraztozrobię-rzekłBrunettizadowolony,żewypadłotowdzień,kiedynie

manadsobążadnegozwierzchnika.-Cojeszczeznalazłeś?

-Obydwieręcezłamane,aletonapewnowiesz.Nadłoniachmiałsporesiniaki,które

mogłypowstaćwwynikuupadku.

-Czyumiałbyśpowiedzieć,zjakiejwysokościspadł?

-Niejestemspecjalistą,tozdarzasiętakrzadko.Alezajrzałemdokilkuksiążeki

wydajemisię,żemusiałspaśćzokołodziesięciumetrów.

-Trzeciepiętro?

-Możliwe.Aconajmniejdrugie.

-Czywywnioskowałeścośzpozycji,wjakiejleżał?

-Nie.Alewyglądanato,żejakjużspadł,jeszczesiękawałekpodczołgał.Spodniena

kolanachmiałzupełniepodarte,kolanaporanione.Nastopieodwewnątrzwidaćzadrapanie,

któremogłozostaćspowodowaneciągnięciemnogipobruku.

-Czypotrafiszstwierdzić,którazranspowodowałaśmierć?-przerwałBrunetti.

-Nie-padłanatychmiastowaodpowiedź.Rizzardinajwidoczniejspodziewałsiętego

pytania.Milczał,czekającnareakcjękomisarza,aleBrunetti,któremunieprzychodziłodo

głowynickonkretnego,spytałtylko:

-Chciałbyśpowiedziećcośjeszcze?

-Nie,towszystko.Byłwdoskonałejformieimógłsobiejeszczedługopożyć.

-Biedak.

-Tenczłowiekwkostnicypowiedział,żegoznałeś.Czytoprawda?

-Tak,tobyłmójznajomy-odrzekłbezwahaniaBrunetti.

Rozdział12

Brunettizadzwoniłdobiuranumerówiprzedstawiłsięjakooficerpolicji.Wyjaśnił,

background image

żepróbujezidentyfikowaćpewiennumer,aleponieważmatylkosiedemcyfr,najwyraźniej

brakujemunumerukierunkowego.Czymoglibysprawdzić,wjakichmiastachtakinumer

istnieje?Nieproponującnawetoddzwonienianakomendęwceluweryfikacjitożsamości

rozmówcy,urzędniczkapoprosiłaBrunettiego,żebyzaczekałprzytelefonie,aonasprawdzi

danewkomputerze.Brunetticzekałzesłuchawkąprzyuchu.Przynajmniejniebyłożadnej

muzyki.Pochwiliotrzymałodpowiedź,żewgręwchodzączterymiasta:Piacenza,Ferrara,

AkwilejaiMesyna.

Leczgdypoprosiłopodanienazwiskabonentówdysponującychtymnumeremw

poszczególnychmiastach,kobietawycofałasię,zasłaniającprzepisami,ochronążycia

prywatnegoi„ogólnieprzyjętąpolityką”.Oznajmiła,żetakichinformacjimożeudzielićtylko

nażądaniepolicjilubinnegoorganupaństwowego.Brunettiwyjaśnił,żepełnifunkcję

komisarzaiżejeślionasobietegożyczy,możenatychmiastoddzwonićdoniegonakomendę

wWenecji.Urzędniczkapoprosiłaonumer.Ledwosiępowstrzymałodpouczeniajej,żew

takiejsytuacjipowinnawyszukaćnumersama,bymiećpewność,żerzeczywiściepołączysię

zkomendą.Zamiasttegojednakpodałżądanąinformację,powtórzyłswojenazwiskoisię

rozłączył.Telefonzadzwoniłprawienatychmiastikobietapodyktowałamuczterynazwiskai

adresy,każdezinnegomiasta.

Nazwiskaniepowiedziałymuniczego.WPiacenzynumernależałdoagencji

wynajmusamochodów.WFerrarzeprzypisanebyłydoniegodwanazwiska,cowskazywało,

żetojakieśbiuroalbosklep.WAkwileiiMesynienumerwyglądałnaprywatny.Brunetti

zacząłodPiacenzy.Czekałdośćdługoikiedywkońcuodebrałjakiśmężczyzna,komisarz

przedstawiłsięispytał,czywspisieklientówniemająprzypadkiemwenecjaninaFranca

Rossiego.Amożetonazwiskoobiłoimsięouszyprzyjakiejśinnejokazji?Mężczyzna

poprosiłBrunettiegoochwilęcierpliwości,zasłoniłsłuchawkędłoniąiodezwałsiędokogoś

obok.Słuchawkęprzejęłakobieta,Brunettimusiałjeszczerazpowtórzyć,ocomuchodzi,i

background image

ponowniezaczekać.Tymrazemczekałdłużej,alewkońcukobietawróciłaiprzepraszając

go,rzekła,żeniestety,niemająwswoimrejestrzetakiegonazwiska.

WFerrarzepołączyłsięzautomatycznąsekretarką,informującą,żedodzwoniłsiędo

biuraGaviniiCappelliiżemożezostawićwiadomość.Rozłączyłsię.

WAkwileiodebrałajakaśstaruszka,któranigdyniesłyszałaożadnymFrancu

Rossim.NumerzMesynybyłjużodłączony.

CzyRossimiałprawojazdy?Wportfelugoniebyło.Nieznaczyto,żenieprowadził.

Nawetjeśliwenecjaninowirzadkozdarzasięprowadzićauto,zregułyposiadaprawojazdy.

DlażadnegoWłochabrakdrógniejestwystarczającympowodem,abywyrzecsiętęsknotyza

szybkimautem.Brunettipołączyłsięzodpowiednimbiurem,wktórympoinformowanogo,

żewydanosiedemprawjazdynanazwiskoFrancoRossi.Niestety,wżadnymznichdata

urodzenianiezgadzałasięzdatąwidniejącąnalegitymacjizUfficioCatasto.

ZnówpołączyłsięzFerrarą,lecznadalbezskutku.Tymczasemzadzwoniłjego

telefon.

-Commissario?

-Słucham,Vianello.

-WłaśniedostaliśmytelefonzposterunkuwCannaregio.

-TegokołoTreArchi?

-Tak,szefie.

-Czegochcieli?

-Zadzwoniłdonichjakiśczłowiek,mówiąc,żezmieszkaniapiętrowyżejdobywasię

dziwnyzapach,właściwiesmród.

Brunettimilczał.Nietrzebabyłozbytdużejwyobraźni,żebydomyślićsiędalszego

ciągu-niedzwonisięnakomisariatzpowodupękniętejruryczyzalegającychśmieci.

-Tobyłstudent-powiedziałVianello,ucinającdalszespekulacje.

background image

-Cosięstało?

-Mówią,żewyglądatonaprzedawkowanie.

-Jakdawnotemuzadzwonili?

-Jakieśdziesięćminuttemu.

-Jużidę.

KiedywrazzVianellemopuścilikomendę,Brunettiegozaskoczyłupał.Dziwne,ale

choćzawszewiedział,jakijestdzieńtygodnia,częstonieuświadamiałsobieporyroku.

Czującwokółciepło,rozejrzałsięidopieropochwiliprzypomniałsobie,żeprzecieżjestjuż

wiosna.Wiosna!Konieczwilgociąizimnem.

Dziśłódźprowadziłinnypilot,Pertile.Antipatico,pomyślałonimBrunetti,

wskakującnapokładzVianellemidwomapracownikamilaboratorium,zktórychjeden

odwiązałcumę.Łódźpopłynęławkierunkubacino,poczymgwałtownieskręciławCanale

Arsenale.Pertilewłączyłsyrenę,rozpędziłsięimknącprzezmartwewodykanału,przeleciał

niebezpieczniebliskodziobutramwajuwodnegonumerpięćdziesiątdwa,ruszającegowłaśnie

zprzystankuTana.

-Pertile,tonieżadenalarmprzeciwlotniczy!-zdenerwowałsięBrunetti.

Pilotodwróciłsięispoglądającnamężczyznnapokładzie,zdjąłdłońzkierownicy.

Wyciesyrenyustało.Brunettimiałwrażenie,żełódźpłynieterazjeszczeprędzej,ale

powstrzymałsięoddalszychuwag.ZaArsenalePertileskręciłostrowlewo,minąłprzystanki

OspedaleCivile,FondamentaNuove,LaMadonnadell’OrtoiSanAlviseiwpłynąłwCanale

diCannaregio.Pochwilizobaczylipolicjanta,którystałnabrzeguimachałdonichręką.

Vianellorzuciłmucumę,którąpolicjantprzywiązałdożelaznejobręczy.

ZauważywszyBrunettiego,zasalutowałiwyciągnąłrękę,żebypomócmuwyjśćzłodzi.

-Gdzietojest?-spytałBrunetti,jaktylkostanąłnalądzie.

-Wtejcalle,paniekomisarzu.-Policjantwskazałrękąwąskąuliczkę,biegnącąw

background image

głąbCannaregio.

VianellopoprosiłPertilego,żebynanichzaczekał.Brunettizmłodympolicjantem

poszliprzodem,zanimigęsiegopodążylipozostalimężczyźni.

Niemusieliiśćdaleko;beztruduznaleźlidom,októrychodziło.Jakieśdwadzieścia

metrówdalej,podbramą,wktórejstałumundurowanypolicjantzzałożonyminapiersi

rękami,zebrałasięjużmałagrupkaludzi.

Gdysięzbliżali,zgrupkiwystąpiłmężczyznaigapiącsięnanich,stanąłw

wyczekującejpozie,zrękaminabiodrach.Byłwysokiichudy,imiałnajwiększypijackinos,

jakiBrunettikiedykolwiekwidział:rozpłomieniony,obrzmiały,krostowaty,naczubku

prawiesiny.Odrazupomyślałotymholenderskimśredniowiecznymobrazie-zaraz,jakto

onsięnazywał,Chrystusniosącykrzyż?-naktórymroiłosięodwykrzywionychtwarzy,

wróżącychtym,coznaleźlisięwichpobliżu,tylkocierpienieizło.

-Czytoongoznalazł?-spytałcichomłodegopolicjanta.

-Tak,paniekomisarzu.Onmieszkanaparterze.

Podeszlidomężczyzny,którywetknąwszyręcewkieszenie,zacząłkiwaćsięwtyłi

wprzód,jakbyzniecierpliwiony,żepolicjaodrywagoodpilnejpracy.

-Dzieńdobrypanu.Czytopannaszawiadomił?-spytałBrunetti,stająctużprzed

nim.

-Tak,ja.Dziwimniezresztą,żeprzyjechaliścietakprędko-odezwałsięmężczyzna

głosempełnympretensjiiwrogości.Jegooddechczućbyłoalkoholemikawą.

-Topanzajmujemieszkaniepiętroniżej?-spytałBrunettispokojnie.

-Tak,mieszkamtuodsiedmiulatijeślitendupekwłaścicielmyśli,żemniestąd

wyrzuci,dającminakazeksmisji,tomupowiem,gdziegosobiemożewsadzić!

MężczyznamówiłzakcentemzGiudekkiijakwielupochodzącychztejwyspy

wyrażałsiędosadnie.

background image

-Jakdługomieszkałtuzmarły?

-Wkażdymraziejużtuniemieszka-rzekłmężczyznaizaniósłsięśmiechem,który

przeszedłwkaszel.

-Jakdługotumieszkał?-powtórzyłBrunetti.

LokatorzparteruwyprostowałsięiprzyjrzałdokładniejBrunettiemu.Komisarzz

koleiprzypatrywałsiębiałymplackomłuszczącejsięskórynajegoczerwonejtwarzyioczom

zdradzającymżółtaczkę.

-Paręmiesięcy.Musipanspytaćwłaściciela.Jatylecowidziałemgoparęrazyna

schodach-odrzekłmężczyzna.

-Czyktośgoodwiedzał?

-Niemampojęcia.Niewtykamnosawcudzesprawy,zwłaszczastudentów.

Pieprzonemądrale,myślą,żewszystkierozumyzjedli.-Wgłosiemężczyznybrzmiała

zawziętość.

-Onbyłprzemądrzały?-spytałBrunetti.

Mężczyznazamilkł.Niebyłprzyzwyczajonydouzasadnianiaswoichopinii.Po

dłuższejchwiliodrzekł:

-Nie,niewiem.Mówiłemjuż,żewidziałemgotylkokilkarazy.

-Proszępodaćswojenazwiskosierżantowi-rzekłBrunetti,wskazującrękąmłodego

policjantaikierującsiękudomowi.Stojącyprzydrzwiachoficerzasalutował.

-MiałnaimięMarco-dobiegłBrunettiegogłoslokatorazparteru.

BrunettipoprosiłVianella,żebyspróbowałdowiedziećsięczegośodinnychsąsiadów.

KiedyVianelloodszedł,policjantprzydrzwiachodsunąłsię,wskazująckomisarzowidrogę

napierwszepiętro.

Brunettipopatrzyłnawąskie,ciemneschody.Mimożedyżurującypolicjantzapalił

światło,ledwiebyłocokolwiekwidać.Słabażarówkajakbyniechciałaoświetlaćogólnego

background image

zaniedbaniaibrudu.Odpadająceodściankawałkitynkuifarbyzgarniętonogąpodścianę

wrazzrozmaitymiinnymiśmieciami.Wszędziewalałysięniedopałki.

Brunettiwbiegłposchodach.Jużnapółpiętrzepoczułtenstrasznyodór.Lepka,gęsta,

przenikającawszystkowońrozkładuizgnilizny,nasilającasięzkażdymstopniem.Zbliżając

siędocelu,Brunettiprzeżyłstraszliwechwile,wyobrażającsobieoblepiającągolawinę

cząsteczek,przywierającychdoubrania,wpadającychdonosaigardłaibrutalnie

przypominającycholudzkiejśmiertelności.

Przydrzwiachmieszkaniastałjeszczejedenmłodypolicjant.Wsłabymświetle

wyglądałbardzoblado.Brunettiżałował,żedrzwisązamknięte,ponieważtooznaczało,że

jaksięjeotworzy,smródbędziejeszczewiększy.Policjantzasalutowałiszybkoodsunąłsięo

kilkakroków.

-Możeciezejśćnadół-powiedziałBrunetti,zdającsobiesprawę,żemłodyczłowiek

stoituconajmniejodgodziny.-Wyjdźciesięprzewietrzyć.

-Dziękuję,paniekomisarzu-policjantzasalutowałporazwtóry,szybkimkrokiem

wyminąłBrunettiegoizbiegłzeschodów.

Słyszącnaschodachzbliżającąsięekipękryminalistycznąobładowanąsprzętem,

Brunettiwstrzymałoddechisięgnąłdoklamki.Jużjąnaciskał,kiedyusłyszał,jakjedenz

technikówwoła:

-Commissario,niechpannajpierwwłożyto!Odwróciłsięizobaczył,żemężczyzna

rozdzieraplastikoweopakowaniezmaskamichirurgicznymi.Tymrazemżadenznichnie

przejąłsięostrymzapachemchemikaliów,którymibyłyprzesiąknięte.

Brunettiotworzyłdrzwi.Mimożewszystkieoknawmieszkaniubyłyotwarte,

zapewneprzezpolicję,straszliwyodórzaatakowałichnosyiusta,przebijającsięprzezwoń

środkówodkażających.

Komisarznamomentzesztywniał,przemógłsięjednakiprzekroczyłpróg.Byłoto

background image

zwykłestudenckiemieszkanie.Brunettiemuprzypomniałasięwłasnamłodość.Zniszczona

kanapaprzykrytajakąśkolorowąindyjskąpłachtązałożonązaoparcieistaranniepodwiniętą

podsiedzeniatak,żebyudawaćtapicerkę,długistółpodścianą,zawalonyksiążkamii

zeszytami,kawałekspleśniałejpomarańczy,ubraniarzuconebyłejaknajednymkrześle,na

drugim-znówksiążki.

Młodyczłowiekleżałnawznaknapodłodzekuchni,zlewąrękąnadgłową.Zabójcza

igławciążjeszczesterczałazżyły,tużnadłokciem.Prawarękadotykałagłowy,zgiętaw

charakterystycznym,znajomymBrunettiemugeście-jegosynrobiłtakzakażdymrazem,

kiedyzauważył,żesiępomyliłczywygłupił.Jakmożnabyłosięspodziewać,nastoleleżały

łyżeczka,świecaimaleńkaplastikowasaszetka,zawierającatocoś,cogozabiło.Brunetti

odwróciłoczy.Otwarteoknowychodziłowprostnaoknoinnegodomu,ozamkniętych

szczelnieokiennicach.Dokuchniwszedłjedenztechników.

-Możegozakryć,paniekomisarzu?-spytał,spoglądającnachłopca.

-Nie.Lepiejnicniedotykać,dopókinieprzyjdzielekarz.Nakogoczekamy?

-NaGuerriera,paniekomisarzu.

-NienaRizzardiego?

-Nie,dziśmadyżurGuerriero.

Brunettiskinąłgłowąiwróciłdosalonu.Gumkazaczęłagouwierać,wieczdjąłmaskę

ischowałjądokieszeni.Przezkrótkimomentsmródwokółjakbysięnasilił.Dokuchni

wszedłdrugitechnik,wnoszącaparatistatyw.Komisarzusłyszał,żenaradzająsię,jak

sfotografowaćleżącenaziemiciało,jakuwiecznićmaleńkifragmenthistorii,którymstałasię

śmierćMarca,studentauniwersytetu,leżącegozigłąwbitąwramię,którymiałwzbogacić

policyjnearchiwaWenecji,perłyAdriatyku.Powolipodszedłdostołuiprzyjrzałsię

rozrzuconymksiążkomikartkom.Takisambałaganzostawiałkiedyśonsam,takisam

bałaganzostawiaterazjegosyn,wychodząccoranodoszkoły.

background image

Nawewnętrznejstronieokładkipodręcznikadohistoriiarchitekturykomisarz

zauważyłpodpis:MarcoLandi.Powolizacząłprzeglądaćksiążkiipapieryleżącenastole,

zatrzymującsięcochwilanadjakimściekawszymakapitemczyzdaniem.Marco,jaksię

okazało,przygotowywałreferatnatematogrodównależącychdoczterech

osiemnastowiecznychwilli,położonychmiedzyWenecjąaPadwą.Brunettiznalazłksiążkii

fotokopieartykułówoarchitekturzepejzażu,anawetkilkaszkiców,którychautorembył

prawdopodobniezmarłychłopiec.Jedenzdużychrysunkówprzedstawiałogródtradycyjny.

Wszystkowtymogrodzie,łącznieznajmniejsząroślinką,zostałonarysowaneniezwykle

starannie.Nawielkimsłonecznymzegarzenalewoodfontannymożnabyłonawetodczytać

godzinę:czwartapiętnaście.Wprawymdolnymrogurysunkuzzagrubegooleandra

wyglądałaparazadowolonych,najedzonychkrólików,wpatrującsięzciekawościąwwidza.

Brunettiwziąłdrugirysunek,dotyczącyinnegoprojektu,gdyżprzedstawiałnowoczesnydom,

częściowozawieszonynadjakimśwąwozemczyurwiskiem.Brunettiprzyjrzałsięitemu

rysunkowi.Tymrazemkrólikikpiącopopatrywałyzzawspółczesnejrzeźbynatrawniku

przeddomem.ZacząłprzeglądaćresztęrysunkówMarca.Nakażdymbyłykróliki.Czasem

byłojetrudnoznaleźć,takzmyślniezdawałysięukryte:razsiedziaływjednymzokien

bardzodużegobudynku,razwyglądałyzzaszybyautazaparkowanegoprzeddomem.

Brunettiegozaciekawiło,jakprofesorzyMarcatraktowalitekrólikipojawiającesięwkażdej

pracy,bawiłoichtoczydrażniło?Awogóledlaczegochłopakwszędziejerysował?I

dlaczegodwa?

Nalewoodstosuszkicówleżałnapisanyręcznielist.Niebyłonanimadresu

nadawcy,aznaczekpochodziłzregionuTrydentu.Stempelpocztowybyłrozmazanyinie

możnabyłoodczytaćnazwymiejscowości.Brunettispojrzałnadółstronyizobaczyłpodpis:

Mamma.

Niechętniezajrzałdolistu.Zwykłerodzinnenowiny.Papajestzajętywiosennym

background image

sadzeniem,Marii,którachyba,pomyślałBrunetti,musiałabyćmłodsząsiostrąMarca,bardzo

dobrzeidziewszkole.Briciolaznówpuściłsięzalistonoszem;codoniejsamej,onaczujesię

dobrzeimanadzieję,żeMarcoteż.Życzymupowodzeniawnauceiżebyniemiałżadnych

zmartwień.

Nie,signora,Marconiebędziemiałjużzmartwień,alepanidokońcażyciabędzie

cierpiećzpowoduśmiercisynaiokropnegouczucia,żeczegośpaniniedopatrzyła.I

niezależnieodtego,jakgłębokobędziepaniprzekonana,żetoniepaniwina,nigdynieopuści

panipewność,żejestdokładnieodwrotnie.

Odłożyłlistiszybkoprzejrzałpozostałepapierynastole.Byłyjeszczeinnelistyod

matki,aleBrunettijużdonichniezaglądał.Wkońcuwgórnejszufladziesosnowejkomody

stojącejpolewejstroniestołuznalazłnotes,wktórymbyładresitelefonrodzicówMarca.

Wsunąłgodokieszeni.

Odwróciłsię,słysząchałasprzydrzwiach,izobaczyłGianpaolaGuerriera,asystenta

Rizzardiego.Brunettiemuwydawałosię,żeambicjeżycioweGuerrieramożnałatwo

wyczytaćzjegotwarzyiszybkichruchów,choćtowrażeniemogłobraćsięstąd,żewiedział,

iżmłodylekarzjestambitny.Brunettinieuważałambicjizazaletę.ChciałpolubićGuerriera,

ponieważodnosiłsięonzszacunkiemdozmarłych,zktórymimiałdoczynienia,leczjego

powagaibrakpoczuciahumorusprawiały,żetrudnobyłożywićdoniegocoświęcejniż

respekt.Guerriero,podobniejakjegozwierzchnik,ubierałsiębardzostarannie.Dziśmiałna

sobiedoskonaleskrojonyszarywełnianygarnitur.Towarzyszyłomudwóchbiałoodzianych

pomocnikówzkostnicy,dźwigającychnosze.Brunettiwskazałimgłowąkuchnię.

-Niczegoniedotykajcie!-krzyknąłzanimiGuerriero,zupełnieniepotrzebnie.Podał

rękęBrunettiemu.

-Powiedzianomi,żetoprzedawkowanie-oznajmił.

-Takwygląda-odrzekłkomisarz.

background image

Zkuchniniedochodziłżadendźwięk.Guerrierouśmiechnąłsięprzepraszającodo

komisarzaiposzedłobejrzećzwłoki.Brunettiniemógłniezauważyć,żenajegotorbie

widniałologoPrady.Potempodszedłdostołuijeszczerazprzyjrzałsięrysunkom.Miał

ochotęsięuśmiechnąć,kiedyznówzobaczyłkróliki,alejakośniemógł.

Guerrierowróciłdosłowniepoparuminutach.Przystanąłwdrzwiach,żebyzdjąć

maskęchirurgiczną.

-Heroina-powiedział.-Myślę,żeśmierćnastąpiłanatychmiast,widziałpan-nie

zdążyłnawetwyciągnąćigły.

-Alejaktosięmogłostać,zważywszy,żebyłnałogowcem?

Guerrierozastanowiłsię.

-Wwypadkuheroinyśmierćmogłaspowodowaćdomieszkajakiegośinnego

świństwa.Albozbytsilnareakcjaorganizmu,jeślichłopaknajakiśczasodstawiłnarkotyk.

Bogdybybrałgoregularnie,takadawkaniezrobiłabymukrzywdy.Toznaczyjeślito,co

sobiewstrzyknął,byłowyjątkowoczyste.

-Ajakiejestpanazdanie?-spytałBrunetti.Kiedyzauważył,żeGuerrierozamierza

zbyćgojakąśformułą,podniósłrękęidodał:-Nieoficjalnie,masięrozumieć.

Guerrierodługosięzastanawiał.Brunettidomyślałsię,żemłodylekarzrozważa

ryzykowyrażeniaopiniicałkowicieprywatnej.

-Myślę,żetomożebyćtadrugaewentualność-powiedziałwreszcie.

Brunetticzekałnadalszyciąg.

-Nieobejrzałemjeszczecałegociała-dodałpochwiliGuerriero.-Tylkoręce.Nie

mananichżadnychświeżychśladów,natomiastjestbardzodużostarych.Gdybyostatniobrał

heroinę,kłułbysięwręce.Nałogowcyużywająprzeważnietychsamychmiejsc.Myślę,żeod

paruostatnichmiesięcyniczegoniebrał.

-Aledotegowrócił?

background image

-Notak,taktowygląda.Powiempanuwięcej,jakgodokładniejobejrzę.

-Dziękuję,dottore.Zabieraciego?

-Tak,kazałemwłożyćciałodotorby.Skorooknasąotwarte,wkrótceprzestanietak

cuchnąć.

-Słusznie.Bardzodziękuję.

Guerrieroskinąłgłową.

-Kiedyzrobipansekcję?-spytałBrunetti.

-Najprawdopodobniejjutrorano-odrzekłGuerriero.-Terazwszpitalusprawyidą

dośćwolno.Dziwne,jakniewieluludziumieranawiosnę.Portfelirzeczy,któremiałw

kieszeni,zostawiłemnastolekuchennym-dodał,chowającmaskęchirurgicznądoswojej

torby.

-Jeszczerazdziękuję.Niechpandomniezadzwoni,jakpancośznajdzie,dobrze?

-Jasne-powiedziałGuerriero,żegnającsię,iwyszedł.

Chwilępotemzkuchniwyłonilisiędwajsanitariusze,dźwigającnoszezezwłokamiw

plastikowympokrowcu.Brunettiwolałniemyśleć,jaksobiedadząradęnawąskichikrętych

schodach.Mężczyźniskinęligłowamiwjegokierunkuiprzeszliobok,niezatrzymującsię.

Kiedyodgłosyichkrokówucichły,Brunettiwróciłdokuchni.

Wyższyztechników-chybaSantini-podniósłgłowę.

-Tunicniema,paniekomisarzu-oznajmił.

-Sprawdziłpanjegopapiery?-spytałBrunetti,wskazującstół,gdzieleżałportfel,

jakieśzmiętepapierkiistosmonet.

-Nie,myśleliśmy,żepanbędziechciałsamtozrobić-odpowiedziałkolega

Santiniego.

-Iletujeszczejestpokoi?-spytałBrunetti.

-Tylkołazienka.-Santiniwskazałrękązasiebie.-Musiałspaćnakanapiewtamtym

background image

pokoju.

-Znaleźliściecośwłazience?

Santinimilczał.

-Niematamżadnychigiełanistrzykawek,paniekomisarzu-odpowiedziałna

pytaniedrugitechnik.-Tylkoto,cozwyklestoiwłazience,aspiryna,kremdogolenia,

paczkaplastikowychnożyków.Żadnychprzyborównarkomana.

-Acopanotymwszystkimsądzi?-spytałgoBrunetti.

-Myślę,żedzieciakbyłczysty-odrzekłtechnikbeznajmniejszegowahania.

BrunettipopatrzyłnaSantiniego,któryodrazupoparłsłowakolegi.

-Widujemymnóstwonarkomanów,większośćznichjestwokropnymstanie.Całe

ciałomająpokłute,nietylkoręce.-Mówiącto,pomachałenergiczniedłonią,jakby

odsuwającodsiebieobrazpokłutychciałleżącychpośródtego,cozadałoimśmierć.-Ten

chłopakniemiałżadnychświeżychśladów.

Zapadłomilczenie.

-Czymapanjeszczejakieśżyczenie,paniekomisarzu?-spytałwkońcuSantini.

-Nie,raczejnie-odrzekłBrunetti.Zauważył,żeobydwajtechnicyzdjęlimaski.

Zapachnawettutaj,wmiejscu,gdzietakdługoleżałociało,byłterazdużosłabszy.

-Idźciejuż,wstąpciegdzieśnakawę.Jajeszczetrochęsięrozejrzę-powiedział,

wskazującrękąportfeliwalającesiępapiery.-Spotkamysięnadole.

Technicyszybkowyszli.Brunettiwziąłdorękiportfelizdmuchnąłzniegokurz.Było

wnimpięćdziesiątsiedemtysięcylirów.Nastoleleżałojeszczedwatysiącesiedemsetlirów

wmonetach,którektośwyłożył,opróżniająckieszenieMarca.Wportfeluznajdowałasię

Cartad’identitazdatąurodzeniaofiary.Brunettiszybkimruchemzebrałrozrzuconybiloni

banknotyiwsunąłjedokieszeni.Nastolikuobokdrzwizauważyłpękkluczy.Sprawdziwszy,

czywszystkieokiennicemajązamki,pozamykałokna,przekręciłkluczwdrzwiachizszedł

background image

nadół.

Nadworzezobaczył,żeVianellostoiobokjakiegośstarszegoczłowiekailekko

pochylonysłucha,comężczyznamadopowiedzenia.Nawidokkomisarzasierżantpoklepał

staruszkapoplecachiodwróciłsięodniego.

-Niktnicniewidział-oznajmił.-Niktnicniewie.

Rozdział13

Wrócilidołodzi.Płynęliterazzpowrotemdokomendy,cieszącsię,żewiatr

rozproszynieprzyjemnyzapach,którymprzesiąkliwmieszkaniuzmarłego.Żadenznicho

tymniewspomniał,aleBrunettiwiedział,żepoczujesięcałkiemczysty,dopierokiedy

zdejmiezsiebiecałeubranie,któremiałdzisiajnasobie,ipostoidłuższyczaspod

prysznicem.Nawetwciepletegoprawieletniegodniatęskniłzagorącą,parującąwodąi

szorstkimręcznikiem.

Technicyzabralizmieszkaniawszystkieprzedmiotymogącestanowićdowody

rzeczowewśledztwiewsprawieśmierciMarca,samobójczejczynie.Nawetjeśliniebyło

szansnaznalezienienowychodciskówpalcównastrzykawce,mielinadzieję,żeznajdąjakieś

naplastikowejsaszetce,którąMarcozostawiłnakuchennymstole.

Kiedyłódźdopłynęładokomendy,pilotzahamowałtakgwałtownie,żeuderzyłburtą

onabrzeżeiwszyscyomałosięnieprzewrócili.Jedenztechników,żebyniespaśćze

schodówdokabiny,musiałprzytrzymaćsięramieniaBrunettiego.Pilotwyłączyłsilniki

wyskoczyłnabrzeg,chwytająckonieccumy,którąpróbowałprzywiązaćłódźdopachołka.

Brunettiwmilczeniuzebrałludziiwszyscyzeszlinabrzeg,kierującsiędokomendy.

OnsamposzedłprostodopokoikusignorinyElettry.Zastałjąprzytelefonie.Elettra,

jaktylkogoujrzała,uczyniłaznakręką,abyzaczekał.Przezcałyczasbałsię,czyniewnosi

zesobąstrasznegozapachu,którynawetjeśliwywietrzałjużzjegoubrania,wciążgo

prześladował.Stanąłprzyotwartymoknie,obokwazonupełnegolilii,wydzielających

background image

intensywnąsłodkąwoń,odktórejprawiezawszegomdliło.

Wyczuwającjegoniepokój,signorinaElettraodsunęłasłuchawkęoduchai

pomachałaręką,żebypokazać,żejużmadośćtejrozmowy,jednakpochwiliwymruczała

spokojniedosłuchawkisi,si,si,wżadensposóbniezdradzającswegozniecierpliwienia.Po

minucieznówodsunęłasłuchawkęoducha,poczyniprzysunęłajązpowrotem,powiedziała

szybko:„Dobrzejuż,dobrze,dowidzenia”,irozłączyłasię.

-Wszystkopoto,żebymipowiedzieć,dlaczegoniemożeprzyjśćdziświeczorem-

wyjaśniłakrótkoBrunettiemu,cojedynierozbudziłojegociekawość.Chętniebysię

dowiedział,ktoigdziemiałbyprzyjść,alesięnieodezwał.-Noicotamzastaliście?-

spytała.

-Cośokropnego-odrzekłBrunetti.-Dwudziestolatek.Niktniewie,odjakdawna

tamleżał.

-Wtymupale...-WgłosieElettryzabrzmiałanutawspółczucia.

Brunettiprzytaknął.

-Narkotyki.Przedawkowanie.

Elettrazamknęłaoczy.

-Pytałamparuznajomychiwszyscymipowiedzieli,żewWenecjihandel

narkotykamipraktycznienieistnieje-powiedziała.-Atymczasemsięokazuje,żeistnieje,

istniejenatyle,żechłopiecmógłodkogośkupićśmiertelnądawkę...

Jakietodziwne,pomyślałBrunetti,żeonamówioMarcu„chłopiec”,mimożejest

tylkoodziesięćlatodniegostarsza.

-Będęmusiałzadzwonićdojegorodziców-rzekł.

Obydwojespojrzelinazegarek.Dopierodziesięćpopierwszej!Zetknięcieześmiercią

spowodowało,żestraciłpoczucieczasu.Miałwrażenie,żespędziłwtamtymmieszkaniu

prawiecałydzień.

background image

-Dlaczegoniezaczekapantrochę,komisarzu?-podsunęłaElettra.-Możezastanie

panrównieżwdomujegoojcaibędąjużpoobiedzie.Lepiej,żebywtakiejchwilibyliobecni

obojerodzice.

-Niepomyślałemotym.Faktycznie,zaczekam-powiedziałBrunetti.Zupełnienie

wiedział,jakmazabićczas.

SignorinaElettraprzechyliłasięidotknęławłącznikakomputera.Rozległosięciche

pyknięcieiekranzgasł.

-Możenaterazskończę.Mapanochotęnaun’ombraprzedobiadem?-uśmiechnęła

się,samaniewierzącwswojąśmiałość:otozaprosiłanadrinkamężczyznężonategoijeszcze

dotegoswojegozwierzchnika.

-Bardzochętnie,signorina,sprawimitowielkąprzyjemność-odrzekłBrunetti,

poruszonyjejserdecznością.

DorodzicówMarcazadzwoniłtużpodrugiej.Telefonodebrałakobieta,któranie

okazałażadnejciekawości,kiedyBrunettipowiedział,żechciałbyrozmawiaćzsignorem

Landim.

-Zarazpoproszęmęża-rzekłatylko.

-Landi-odezwałsięwsłuchawcegłębokigłos.

-SignorLandi-powiedziałBrunetti-mówikomisarzGuidoBrunettizweneckiej

komendy.

-CzychodzioMarca?-przerwałmuLandi,naglespięty.

-Tak,signorLandi,chodzioMarca.

-Czyjestbardzoźle?-głosścichł.

-Obawiamsię,żeniemożebyćgorzej,signorLandi.

Zapadłacisza.Brunettiujrzałoczymawyobraźni,jakojciecMarca,stojącprzy

telefoniezgazetąwręce,oglądasięwstronękuchni,gdzieżonasprzątapoostatnim

background image

spokojnymposiłkuwichżyciu.

-Nieżyje?-Landimówiłtakcicho,żeBrunettiledwogosłyszał.

-Bardzomiprzykro.Tak.Nieżyje.

Pokolejnej,tymrazemdłuższejciszyLandispytał:

-Kiedytosięstało?

-Znaleźliśmygodzisiaj.

-Ktogoznalazł?

-Policja.Sąsiadzadzwoniłnapolicję.-Brunettiniechciałmówićotym,jakdługo

Marcotamleżał,zanimgoznaleziono.-Powiedział,żeostatniojakośniewidziałMarcai

żebyśmymożesprawdzili,cosięuniegodzieje.Itakzrobiliśmy.

-Narkotyki?

Nieprzeprowadzonojeszczesekcjianiniezbadanodowodówrzeczowych,niebyło

wiecoficjalnegoorzeczeniapodającegobezpośredniąprzyczynęśmiercichłopca;mimożew

tejsytuacjiwyrażanieprywatnejopiniibyłorzecząpochopną,nieodpowiedzialną,aw

przypadkupolicjantarównieżnaganną,Brunettiodrzekł:

-Tak.

Mężczyznapodrugiejstronieliniirozpłakałsię.Brunettisłyszałszlochiodgłos

gwałtownegołapaniapowietrza.Minęłaminuta.Odsuwającsłuchawkęoducha,komisarz

przeniósłwzroknawiszącąnaścianietablicęznazwiskamipolicjantów,którzyzginęli

podczaspierwszejwojnyświatowej.Zacząłjeodczytywać,jednopodrugim,zatrzymującsię

przydatachurodziniśmierci.Jedenzchłopcówzginął,majączaledwiedwadzieścialat,tak

samojakMarco.

Zesłuchawkidobiegłgojakiśniewyraźnydźwięk,wysokigłosmówiącycośz

przejęciem,trwożliwie,leczzarazpotemgłosucichł,jakbyLandizakryłsłuchawkędłonią.

Minęłakolejnaminuta.PotemznówodezwałsięLandi.Brunettiprzysunąłsłuchawkędo

background image

ucha,aleusłyszałtylko:„Zadzwoniędopanazachwilę”,poczympołączeniezostało

przerwane.

Usiadłizacząłsięzastanawiać.JeśliGuerrieromiałracjęiMarcozmarłdlatego,że

odzwyczaiwszysięodnarkotyków,niezniósłuderzeniowejdawkiheroiny,tojedynym

przestępstwem,zjakimmielidoczynienia,byłanielegalnasprzedażzakazanejsubstancji.

Sprzedażheroinynałogowcowiuważanajestzazwykłewykroczenieiżadensędzianie

potraktujetegoinaczej.Gdybynatomiastdoheroiny,któragozabiła,dodanojakiśskładnik,

niebezpieczny,anawetśmiertelny,tojakustalić,ktoikiedytozrobił?

Niezależnie,jaknatopatrzeć,szansęnaznalezieniewinnegoidoprowadzeniedo

tego,żebyponiósłzasłużonąkarę,byłyniewielkie.Amimotomłodystudentarchitektury,

któryrysowałcudacznekrólikiisprytnieukrywałjenakażdymprojekcie,wskutektego

przestępstwastraciłżycie.

Brunettiwstałodbiurkaipodszedłdookna.CampoSanLorenzobyłozalane

słońcem.Wszyscymieszkańcypobliskiegodomustarcówzażywalisjesty,pozostawiając

campokotominielicznymotejporzeprzechodniom.Brunettioparłsięoparapetizaczął

przypatrywaćsięplacykowi,jakbywyczekującznakuodlosu.

Landizadzwoniłpółgodzinypóźniej,bypowiedzieć,żewrazzżonąbędąwWenecji

osiódmejwieczór,ispytał,jaktrafićdokomendy.Ponieważprzyjeżdżalipociągiem,Brunetti

zaproponował,żeponichwyjdzieizawiezieichdoszpitala.

-Doszpitala?-spytałLandiznadziejąwgłosie.

-Przykromi,signorLandi.Dokostnicy.

-Ach-powiedziałLandiirozłączyłsię.

PóźniejBrunettizatelefonowałdojednegozprzyjaciół,któryprowadziłhotelna

CampoSantaMarina,izarezerwowałuniegodwuosobowypokójnajednąnoc.Ludzie

wyjeżdżającyzdomunagle,nawieśćonieszczęściu,zapominająojedzeniuispaniu,i

background image

wszystkichinnychszczegółachżyciacodziennego.

NadworzecpojechałzVianellem,myślałbowiem,żepaństwuLandimbędziełatwiej

gorozpoznać,jeślipojawisięwasyściepolicjantawmundurze,apozatymprzewidywał,że

wtejdelikatnejsytuacjiobecnośćVianellabędziezbawiennadlaobydwustron.

Pociągprzybyłpunktualnieiodrazuwypatrzyłrodzicównaperonie.Matkabyła

wysoką,skromniewyglądającąkobietąwszarejsukience,którawygniotłasięwpodróży,iz

małymniemodnymkoczkiemztyługłowy.Mążtrzymałjąpodramięiłatwobyłosię

zorientować,żeniejesttogestkurtuazjiczyprzyzwyczajenia,gdyżkobietaposuwałasiędo

przoduniepewnie,jakpijanalubchora.Landibyłniskiimuskularny,ajegowyprostowana,

silnasylwetkaświadczyłaożyciuspędzonymnaciężkiejpracy.Winnychokolicznościach

kontrastmiędzymałżonkamipewnierozśmieszyłbyBrunettiego,terazjednakbyłoto

wykluczone.Landimiałogorzałątwarz,skóraprześwitującamiędzykosmykamijasnych

włosówrównieżbyłaciemna.Wyglądałjakczłowiek,którycałyczasprzebywanadworze,i

Brunettiprzypomniałsobie,jakmatkawspominaławliściecośowiosennymsadzeniu.

ZauważylimundurVianellaipodeszlidonich.Brunettiprzedstawiłsię,poczym

wyjaśnił,żeczekananichłódź.TylkoLandisięprzywitałijedynieonbyłwstanie

rozmawiać.Jegożonaskinęłagłowąwichkierunku,wycierajączałzawioneoczy.

Wszystkoodbyłosiębardzosprawnie.Brunettizaproponował,żebytylkosignor

Landiposzedłzidentyfikowaćciało,aleobydwojechcielizobaczyćsyna.BrunettiiVianello

czekaliprzeddrzwiami.KiedyparęminutpóźniejpaństwoLandiwyszli,płakalijuż

obydwoje.Proceduraidentyfikacjiciałajestbardzoprzykradlabliskich-żebyformalności

stałosięzadość,osobaidentyfikującamusiwobecnościurzędnikapotwierdzićtenfaktustnie

lubnapiśmie.

KiedypaństwoLanditrochęsięuspokoili,Brunettipowiedziałimopokoju,którydla

nichzarezerwowałwhotelu.Landiodwróciłsiędożony,aleonapokręciłaprzeczącogłową.

background image

-Nie,wrócimydodomu,proszępana.Takbędzielepiej.Mamypociągoósmej

trzydzieści.Sprawdziliśmyprzedprzyjazdem.

Brunettipopierałichdecyzję.Nanastępnydzieńzaplanowanosekcję-pocorodzice

mieliotymwiedzieć.Wyprowadziłichwyjściemprzezizbęprzyjęćiposzliwkierunku

nabrzeża.Bonsuanzobaczyłichzdalekaiszybkozdjąłcumy.Vianellosprowadziłsignorę

Landidokabiny.BrunettipomógłLandiemuwejśćnapokład.Widząc,żemężczyznachce

pójśćzażoną,powstrzymałgodelikatnymgestem.

Bonsuan,którywpoprzednimżyciubyłzapewneżeglarzem,łagodnieodbiłod

brzegu.Płynęliwzupełnejciszy.Landispoglądałnawodę.Niechciałpatrzećnamiasto,

którezabrałomusyna.

-CzymógłbymipanpowiedziećcośoMarcu?-poprosiłBrunetti.

-Copanainteresuje?-spytałLandi.

-Wiedziałpanonarkotykach?

-Tak.

-Przestałbrać?

-Takmyślałem-rzekłLandi,obserwującślad,któryzostawiałanawodziepłynąca

łódź.-Odwiedziłnaspodkonieczeszłegoroku.Powiedział,żeztymskończyłiżechce

spędzićtrochęczasuwdomu.Byłwdoskonałejformieitejzimywykonaliśmyrazemsporo

ciężkichprac-położyliśmynastodolenowydach.Gdybybrałnarkotyki,niewytrzymałby

tegofizycznie.

-Czykiedykolwiekrozmawialiścieotym?

-Onarkotykach?

-Tak.

-Tylkoraz.Wiedział,żeniemogętegosłuchać.

-Czymówiłpanu,dlaczegotorobialbojakjezdobywa?

background image

LandispojrzałnaBrunettiego.Jegotwarz,choćzniszczonaprzezsłońceiwiatr,

prawieniemiałazmarszczek.

-Któżbyzrozumiał,dlaczegoonirobiąsobietakąkrzywdę?-Pokiwałgłową,nie

odrywającwzrokuodwody.

Brunettistłumiłwsobieodruch,byprzeprosićgozaswojepytania.

-Czywiedziałpancośojegożyciututaj,wWenecji?Cokonkretnierobił?

-Zawszechciałbyćarchitektem-rzekłLandi.-Jużkiedybyłmałymchłopcem,

interesowałogojedynieto,jaksiębudujedomy.Dlamnietowszystkoczarnamagia.Znam

siętylkonagospodarstwie.

Kiedyłódźwypływałanawodylaguny,uderzyławniąfala,aleLandinawetsięnie

zachwiał.

-Wzieminiematerazżadnejprzyszłości-rzekł,wzdychając.-Iteżniedaradyzniej

wyżyć.Wiadomo,alecorobić?-Całyczaspatrzyłwwodę.-Marcoprzyjechałtutajna

studia.Dwalatatemu.Ikiedywróciłdodomupodkoniecpierwszegoroku,wiedzieliśmyod

razu,żecośjestnietak,niewiedzieliśmytylko,co.

SpojrzałnaBrunettiego.

-Jesteśmyprostymiludźmi.Niewiemynicotychrzeczach,otychnarkotykach.

Odwróciłsię,popatrzyłnabudynkiciągnącesięwzdłużlagunyiznówspuściłwzrok

nawodę.

WiatrsięwzmógłiBrunetti,żebysłyszeć,comówiLandi,musiałsiękuniemu

nachylić.

-Przyjechałznówwzeszłymroku,naBożeNarodzenie.Byłjakiśniespokojny.Więc

zacząłemznimrozmawiaćiwtedymipowiedział.Powiedział,żetorzuciłinigdyniechcedo

tegowracać,bowie,żetomożegozabić.

BrunettiprzesunąłsiębliżejLandiego,któryzaciskałspracowaneręcenarelingu

background image

łodzi.

-Niemówił,dlaczegotorobiłanijak,alewiem,żenieskłamał,kiedypowiedział,że

chcetorzucić.Jegomatkanicotymniewie.

Zapadłomilczenie.

-Cobyłodalej?-spytałBrunettipochwili.

-Zostałunasdokońcazimyiwspólniepracowaliśmyprzyremonciestodoły.Dlatego

wiem,żebyłzdrowy.Potem,jakieśdwamiesiącetemu,powiedział,żechciałbykontynuować

naukę,żejużniemażadnegoniebezpieczeństwa.Uwierzyłemmu.Więcwróciłtutaj,do

Wenecji,iwydawałosię,żejestdobrze.Apotempanzadzwonił...

ŁódźzostawiłazasobąCanalediCannaregioiwpłynęładoCanalGrande.

-Czymiałjakichśprzyjaciół?-spytałBrunetti.-Amożedziewczynę?

PytaniewyraźniewprawiłoLandiegowzakłopotanie.

-Miałdziewczynętam,wdomu...Aletutajteżchybakogośmiał.Tejzimy,którą

spędziłznami,dzwoniłdoWenecjitrzyczyczteryrazyiparęrazyktośdzwoniłdoniego.

Alenierozmawialiśmyotym.

Zsilnikiempracującymnawstecznychobrotachłódźprzybiładoprzystankuprzy

dworcu.Bonsuanwyszedłzkabiny.Wmilczeniuzarzuciłcumęnapachołekiprzyciągnął

łódź,ustawiającjąrównolegledonabrzeża.Landipomógłżoniewyjśćzkabinyizejśćnaląd.

BrunettipoprosiłLandiegoobiletyiwręczyłjeVianellowi,któryposzedłjeskasować

iznaleźćwłaściwyperon.Kiedyznaleźlisięuszczytuschodówprowadzącychnadworzec,

Vianellojużbyłzpowrotem.PociągdoWeronystałprzyperoniepiątym.Wmilczeniuszli

wzdłużwagonów,zaglądającdookien,ażwreszcieznaleźliwolnyprzedział.Przydrzwiach

nakońcuwagonuVianellopodałramięsignorzeLandi,którazwysiłkiemwspięłasięna

stopień.ZaniąpodążyłLandi,alejeszczeodwróciłsięiwyciągnąłrękę,żegnającsię

najpierwzVianellem,potemzBrunettim.Pochwiliobydwojezżonąznikliwkorytarzu.

background image

BrunettiiVianellostalinaperonie,czekającnaodjazdpociągu.Konduktordałsygnał

gwizdkiem,zamachałzielonąchorągiewkąiwskoczyłnastopniewagonu.Drzwizamknęły

sięautomatycznie.Pociągpowoliruszył.Zachwilęwjedzienamostiznikniegdzieśpoza

granicamiWenecji.KiedymijałichwagonzprzedziałemLandich,Brunettidostrzegłprzez

okno,żestarsipaństwosiedząoboksiebieiLandiobejmujeżonęramieniem.Żadneznichnie

spojrzałonastojącychnaperoniepolicjantów.

Rozdział14

Dziwiącsię,żewogóleotympamięta,Brunettizdworcowegotelefonuzadzwoniłdo

hotelu,żebyodwołaćrezerwację.Marzyłopowrociedodomu.RazemzVianellemwsiedlido

tramwajuwodnegonumerosiemdziesiątdwawkierunkuRialto.Niemielisiłyrozmawiać.

PożegnalisiękrótkoiprzygnębionyBrunetti,przeszedłszyprzezmostizamkniętyotejporze

targ,szybkodotarłwokolicedomu.Nawetprzepiękneorchideewystawionewoknach

kwiaciarniBiancataniepoprawiłymunastroju,niepoprawiłgorównieżzapachsmakowitych

dań,rozchodzącysięnapierwszympiętrze.

Uniegowmieszkaniupachniałojeszczemocniej:ktośbrałniedawnokąpiellub

prysznicimusiałmyćwłosyszamponemrozmarynowym,któryPaolakupiłatydzień

wcześniej.Nakolacjębyłykiełbaskizpapryką.Brunettimiałnadzieję,żePaolapodajeze

świeżymmakaronem.

Powiesiłmarynarkęwszafie.Gdywszedłdokuchni,Chiara,którasiedziałaprzy

kuchennymstole,pracującnadczymś,conajwyraźniejmiałozwiązekzgeografią-całyblat

stołuzasłanybyłmapami,aobokleżałkątomierzilinijka-rzuciłasięnaniegoimocno

objęła.PrzypomniałsobieodórwmieszkaniuMarcaimusiałsięprzemóc,żebysięodniejnie

odsunąć.

-Papa-powiedziała,zanimzdążyłjąpocałowaćnaprzywitanie-czymogłabymw

leciezapisaćsięnakursżeglarski?

background image

BrunettinapróżnoszukałoczamiPaoli,któramogłabymutowyjaśnić.

-Kursżeglarski?-powtórzył.

-Tak,papa-powiedziałaChiara,patrzącnaniegozuśmiechem.-Mamksiążkęi

próbujęsamanauczyćsięnawigacji,alemyślę,żektośmusimitopokazaćwpraktyce.

Chwyciłagozarękęipociągnęławstronęstołu,któryfaktyczniepokrywałymapy,

aleterazzauważył,żebyłytomapymorskie,zzaznaczonymimieliznamiikonturamilądów.

Chiaraodsunęłasięodniegoistanęłanadstołem,zaglądającdootwartejksiążki,

przyciśniętejinnąksiążką.

-Spójrz,papa-powiedziała,wskazującpalcemkolumnęcyfr.-Przybezchmurnym

niebie,jeślimająwłaściwyzestawmapichronometr,mogązawszedokładnieokreślić

miejsce,wktórymsięznajdują,wkażdejczęściświata.

-Ktomoże,aniołku?-spytałBrunetti,otwierająclodówkęiwyciągającbutelkę

tokaju.

-KapitanAubreyzzałogą-powiedziałatonem,zktóregowynikało,żejestto

absolutnieoczywiste.

-AktotojestkapitanAubrey?

-Papa,tojestkapitan„Surprise”.-Chiaraspojrzałananiegotak,jakbysięwłaśnie

przyznał,żeniepamiętawłasnegoadresu.

-„Surprise”?-spytał,nadalniewiedząc,ocochodzi.

-ZksiążekowojniezFrancuzami,papa-izanimzdążyłprzyznaćsiędoignorancjiw

tejdziedzinie,dodała:-AleżciFrancuzisąpodli.

Brunetti,którypodzielałopinię,żeFrancuzisąpodli,nieodezwałsię,wciążnie

wiedząc,oczymwłaściwiejestmowa.Nalałsobiekieliszekwinaiwypiłdwadużełyki.

Popatrzyłznównarozłożonemapyizauważył,żewczęściachzamalowanychnaniebiesko

byłomnóstwookrętów,alestaromodnych,zwydętymiwiatrembiałymiżaglami,azrogów

background image

mapywyzierałytrytony,wyłaniającesięzwodyidmącewrogizmuszli.

Poddałsię.

-Zjakichksiążek,Chiaro?-spytał.

-Tych,któredostałamodmamy,napisanychpoangielsku,oangielskimkapitaniei

jegoprzyjacielu,iowojniezNapoleonem.

Ach,oteksiążkichodzi.Pociągnąłkolejnyłyk.

-Widzę,żepodobającisięteksiążkitaksamojakmamie.

-Och,nie,mamyniedasięwtymprześcignąć-stwierdziłaautorytatywnieChiara.

Czterylatatemu,podwudziestulatachmałżeństwa,Brunettizostałnaglenaponad

miesiącporzuconyprzezżonę,którazamiastzajmowaćsiędomem,zatopiłasięwlekturze,

jakmusięwówczaswydawało,osiemnastupowieściotematycemorskiej,zokresu

niekończącychsięwojenmiędzyAngliąaFrancją*[Wistociejesttodwadzieściaksiążek

autorstwaPatrickaO’Briana(1914-2000),jednegoznajwiększychpisarzyhistorycznychXX

wieku.Bohateramipowieści,którychakcjatoczysiępodczaswojennapoleońskichnaprawie

wszystkichmorzachświata,sąkapitanKrólewskiejMarynarkiWojennejJackAubreyijego

przyjaciel,lekarziprzyrodnikStephenMaturin.Epizod,wktórymkapitanAubreydowodzi

statkiem„Surprise”,mamiejscenamorzachwokółBrazylii,gdzieAubreypolujena

francuskistatek„Acheron”.].Jemutenokreswydawałsięrówniedługi,ponieważposiłki,

którewówczasjadł,byłyprzygotowanewpośpiechu,mięsoniedopieczone,achlebczerstwy,

częstowięcmusiałszukaćpocieszeniawnadmiernychilościachgrogu.Widzącmałżonkętak

całkowiciepochłoniętątymtematem,zajrzałdojednegoztomówpowieści,chociażbypoto,

abymiećoczymrozmawiaćpodczasimprowizowanychobiadówikolacji.Aleksiążka

wydałamusięrozwlekła,pełnadziwacznychpostaciijeszczedziwniejszychzwierząt,

zrezygnowałwięczlekturyjużpokilkustronach,zanimjeszczepojawiłsięnanichkapitan

Aubrey.NaszczęściePaolaczytałaszybkoiskończywszyostatnitom,powróciłado

background image

dwudziestegowiekuzupełnieniezmieniona,mimotychwszystkichkatastrofmorskich,bitew

iepidemii,naktóresięnarażałaprzezkilkatygodni.

Stądtemapy.

-Muszęporozmawiaćotymztwojąmatką-powiedział.

-Oczym?-spytałaChiara,zgłowąwmapachilewąrękązajętąkalkulatorem,

przyrządem,którego,pomyślałBrunetti,kapitanAubreynapewnobyjejpozazdrościł.

-Okursieżeglarskim.

-Ahyes-powiedziałaChiara,zwielkąswobodąprzechodzącnaangielski.-Ilongto

sailaship.

Brunettimachnąłręką,nalałdwakieliszkiwinaiposzedłdopokojużony.Drzwibyły

otwarte.Paolależałanakanapieiczytała.

-CaptainAubrey,Ipresume-odezwałsięnapowitanie.

Odłożyłaksiążkę,uśmiechnęłasięisięgnęłapokieliszek.Pociągnęłałyk,przesunęła

się,żebyzrobićmumiejsce,akiedyusiadł,spytała:

-Złydzień?

Brunettiwestchnął,oparłsięwygodnieiprzykryłrękąstopyPaoli.

-Przedawkowanie.Dwadzieścialat.Studentarchitektury.

Przezdłuższyczasmilczeli.

-Jakiemieliśmyszczęście,żeurodziliśmysięwtedy,kiedyśmysięurodzili-

powiedziałaPaolapochwili.

Brunettispojrzałnaniąpytająco.

-Przednarkotykami-wyjaśniła.-Toznaczyzanimnarkotykizaczęłybyćtakie

popularne.Możedwarazywcałymmoimżyciupaliłammarihuanę.IdziękiBoguzakażdym

razembezżadnychrewelacji.

-DlaczegodziękiBogu?

background image

-Bogdybymisiętospodobałoalbogdybypodziałałonamnietak,jak

przypuszczalniedziałanaludzi,mogłabymsięskusićizapalićjeszczerazijeszcze.Ktowie,

możepotemsięgnęłabympocośsilniejszego.

Brunettiwmyślachprzyznałjejrację.

-Acozabiłotegochłopca?

-Heroina.

Paolawzdrygnęłasię.

-Prawiecałepopołudniespędziłemzjegorodzicami-powiedziałBrunetti,popijając

wino.-Ojciecmagospodarstworolne.PrzyjechalispodTrydentu,żebygozidentyfikować.

-Czymająjeszczeinnedzieci?

-Wiemomłodszejsiostrze,czysąjakieśinne,niemampojęcia.

-Mamnadzieję,żesą-powiedziałaPaola,dotykającgostopami.-Jesteśgłodny?

-Tak,alenajpierwwezmęprysznic.

-Doskonale.Będąkiełbaskiwpaprykowymsosie.

-Wiem.

-Chiaracięzawoła.

Paolawstałazkanapy,odstawiłakieliszekzwinemnastolikobokiposzładokuchni

szykowaćkolację.Brunettizostałsam.

Kiedywszyscysiedlidokolacji-Raffiwróciłdodomuwmomencie,gdyPaola

podawałakluski-nastrójBrunettiegoniecosiępoprawił:Nawidokdzieci,nawijającychna

widelceświeżougotowanepappardelle,ogarnęłogoniemalzwierzęcepoczucie

bezpieczeństwaidostatku,aichłakomstwobyłotakzaraźliwe,żesamzacząłjeśćzapetytem.

Paolazadałasobietrudopieczeniaczerwonychpaprykizdjęciaznichskórek,byływięc

miękkieisłodkie,właśnietakie,jaklubił.Kiełbaskizawierałydużeziarnaczerwonegoi

białegopieprzu,ukrytewdelikatnymmięsnymnadzieniujaknajgłębszezasobysmakui

background image

wydobywanenapodniebienieprzypierwszymkęsie,przyczymrzeźnikGianniniepożałował

czosnku.

Każdywziąłpodokładce,niemniejszej,ozgrozo,niżpierwszaporcja.Potemw

żołądkachzostałojużtylkotrochęmiejscanasałatę,leczkiedyitejzabrakło,wszyscy

zmieścilijeszczeodrobinęświeżychtruskawekzkropląłagodnegooctu.

PodczascałegoposiłkuChiaraniewychodziłazeswejnowejrolisędziwego

marynarza*[AluzjadosłynnejpoetyckiejballadySamuelaTayloraColeridge’a(1772-1834),

czołowegoangielskiegoromantyka,Rymyosędziwymmarynarzu.],opowiadającbezkońcao

florzeifauniedalekichkrajów,podającprzyokazjizadziwiającąinformację,jakoby

większośćosiemnastowiecznychmarynarzynieumiaławogólepływać,azanimPaola

zdążyłajejprzypomnieć,żesiedząprzystole,opisałaszczegółowoobjawyszkorbutu.

Dzieciznikły,Raffiposzedłpoślęczećnadgreckimaorystem,aChiara,jeśliBrunetti

dobrzezrozumiał,zamierzałazapoznaćsięzprzebiegiemkolejnejkatastrofymorskiej,gdzieś

napołudniowymAtlantyku.

-Myślisz,żeprzeczytawszystkieteksiążki?-spytałBrunetti,sączącgrappęi

dotrzymująctowarzystwaPaoli,którazajęłasięzmywaniem.

-Mamnadzieję-odrzekła,skupionanamyciupółmiska.

-Czyonajeczyta,botobiesiętakbardzopodobały,czydlatego,żesamachce?

-Powiedz,ileonamaterazlat?-spytałaPaola,odwróconaplecamiipochłonięta

szorowaniemgarnka.

-Piętnaście-odparłBrunetti.

-Wymieńmijakąśpiętnastolatkę,jakąkolwiekpiętnastolatkę,którarobito,cokaże

jejmatka.

-Czytoznaczy,żezacząłsięokresdojrzewania?-spytałBrunetti,pamiętając,żeu

Raffiegotenokrestrwałzedwadzieścialat,oiledobrzepamiętał,inieźledałsięwszystkim

background image

weznaki.

-Udziewcząttoprzebiegainaczej-powiedziałaPaola,odwracającsięiwycierając

ręcewścierkę.Nalałasobiekieliszekgrappyioparłasięozlew.

-Jakinaczej?

-Mająproblemtylkozmatką,aniezmatkąiojcem.

Brunettizastanowiłsię.

-Czytoźle,czydobrze?

Paolawzruszyłaramionami.

-Tojestkwestiagenówczykultury,więcwżadensposóbtegonieominiemy.

Możemytylkomiećnadzieję,żetenokresszybkominie.

-Ajakdługoonnormalnietrwa?

-Ażdziewczynkaskończyosiemnaścielat.-Paolawypiłakolejnyłykgrappyiteraz

jużwspólniezaczęlirozważaćtęperspektywę.

-Możebyjąoddaćnatenczasdokarmelitanek?

-Wątpię,czybyjąprzyjęły.

-MożetodlategoArabowietakwcześniewydającórkizamąż?

-Zpewnością-rzekłaPaola,przypominającsobiepłomiennąmowę,którątegoranka

wygłosiładoniejChiara,uzasadniającpotrzebęposiadaniawłasnegotelefonu.-Zpewnością.

-Nicdziwnego,żewszyscymówiąomądrościWschodu.

Paolawstawiłaswójkieliszekdozlewu.

-Mamjeszczekilkapracdopoprawienia.Chodź,usiądzieszkołomnienakanapie,

poczytaszsobieizobaczysz,jaksobieradząGrecypodczaspodróżydoojczyzny.

BrunettiuśmiechnąłsięiruszyłzaPaolą.

Rozdział15

NastępnegorankaBrunettizdużymociąganiemzrobiłcoś,corobiłbardzorzadko,a

background image

mianowicieuciekłsięwsprawachzawodowychdopomocyswoichdzieci.Rafiitegodnia

zaczynałzajęciadopieroojedenastej,aprzedtemmiałsięspotkaćzSarąPaganuzzi,więc

pojawiłsięnaśniadaniuwdoskonałymhumorze,comusięotejporzedniazdarzałoraczej

rzadko.PonieważPaolajeszczespała,aChiarabyławłazience,siedzieliwkuchnitylkowe

dwóch,jedzącświeżedrożdżówki,któreRaffiprzyniósłzpiekarninadole.

-Raffi-zacząłBrunetti-czymożewiesz,ktotutajhandlujenarkotykami?

Raffizamarłzdrożdżówkąprzyustach.

-Tutaj?-zapytał.

-WWenecji.

-Chodziciotwardenarkotykiczyogłupstwawrodzajumarihuany?

ChociażBrunettiegotrochęzaniepokoiłotorozróżnienieichętniebysiędowiedział,

dlaczegosyntakniefrasobliwiezaliczyłmarihuanędogłupstw,niedrążyłjednaksprawy.

-Chodzimikonkretnieoheroinę-powiedział.

-Czytomazwiązekztymstudentem,któryprzedawkował?-spytałRaffi,akiedy

Brunettiokazałzaskoczenie,synotworzył„IlGazzettino”ipokazałmuartykuł.Zdjęciebyło

wielkościznaczkapocztowegoimogłoprzedstawiaćkażdegomłodegomężczyznęz

ciemnymiwłosami,nawetRaffiego.

-Tak-potwierdził.

Rafiiprzełamałdrożdżówkęnapółiumoczyłjednączęśćwkawie.

-Podobnonauniwersyteciesąludzie,odktórychmożnakupićheroinę-powiedział

pochwili.

-Ludzie?

-Studenci.Takmisięwydaje.Wkażdymrazieludziezapisaninazajęcia.

Podniósłfiliżankęitrzymałjąobiemadłońminawysokościust,jaktoczęstorobiła

jegomatka.

background image

-Chcesz,żebymsiępopytał?

-Nie-odparłnatychmiastBrunetti.-Poprostujestemciekaw,cosięmówi,to

wszystko.

Rafiiwłożyłdoustostatnikawałekdrożdżówkiipopiłgokawą.

-BratSarystudiujenawydzialeekonomii.Mogęgootozagadnąć.

Pokusabyłasilna,aleBrunettizbyłją,przybierającznudzonyton:

-Nie,niemasensu.Taktylkopytałem.

Rafiiodstawiłfiliżankę.

-Mnieterzeczynieinteresują,wieszchyba,papa-odezwałsięnaglegrubymgłosem.

Brunettipomyślał,żejegosynwkrótcebędziemężczyzną.Albomożejużnimjest,skoroczuł

potrzebęuspokojeniaojca.

-Cieszęsię-rzekłiwyciągnąłrękęnadstołem,żebypoklepaćsynaporamieniu.-

Zrobićjeszczekawy?

Rafiispojrzałnazegarek.

-Nie,dziękuję,papa,alemuszęjużlecieć.

Odsunąłkrzesło,wstałiwyszedłzkuchni.Pochwilitrzasnęłydrzwiwyjściowe.

Czekając,ażkawasięzaparzy,Brunettistałisłuchał,jakRafiizbiegaposchodach.Odgłos

szybkichkrokówzagłuszyłopochwilibulgotaniedochodzącezekspresu.

Otejporzetramwajewodneniebyłyjeszczezatłoczone,Brunettizaczekałwięcna

numerosiemdziesiątdwaiwysiadłnaprzystankuSanZaccaria.Kupiłgazetęizabrałjąze

sobądobiura.NiebyłowniejwzmiankinatematśmierciRossiego,aartykułoMarcu

Landimniezawierałwsumieżadnychinformacjipozajegonazwiskiemiwiekiem.Powyżej

znajdowałosięniemalrutynowejużdoniesienieokolejnymwypadkudrogowym

spowodowanymprzezmłodzież.Samochódpełenmłodychludziroztrzaskałsięoplatan

rosnącyprzydrodzedoTreviso.Jednaosobazginęła,trzyzostałyciężkoranne.

background image

Wostatnichlatachtylerazyjużczytałpodobnedoniesienia,żebezzaglądaniado

tekstumógłbypowiedzieć,cosięwydarzyło.Młodzi-wtymprzypadkudwóchchłopcówi

dwiedziewczyny-wyszlizdyskotekipotrzeciejnadranemiwsiedlidoautanależącegodo

ojcachłopca,któryprowadził.Chwilępotemkierowcapadłofiarątego,cogazetynazywają

uncolpodisonno,straciłpanowanienadautem,którezjechałozdrogiiuderzyłowdrzewo.

Jeszczeniezbadano,comogłospowodowaćataksenności,aleprzeważnieprzyczynąbyły

alkoholinarkotyki.Zazwyczajjednakmożnatobyłoustalićwwynikusekcjizwłokkierowcy

iewentualnieinnychosób,którepociągnąłzasobądogrobu.Dotegoczasusprawaznikałaz

pierwszychstrongazetzapomniana,ustępującmiejscazdjęciomkolejnychofiarmłodzieńczej

brawury.

BrunettiodłożyłgazetęiudałsiędogabinetuPatty.Niewidzącwpobliżusignoriny

Elettry,zapukałiwszedł.

Zabiurkiemsiedziałzupełnieinnyczłowiek,wkażdymrazieinnyniżten,którego

widziałtuostatnimrazem.NajwyraźniejwróciłPatta:wysoki,przystojny,wdoskonale

skrojonymgarniturze.Jegokarnacjapromieniowałazdrowiem,zoczutchnęłyspokóji

powaga.

-Ocochodzi,commissario?-spytałPatta,spoglądającnaniegoznadpojedynczej

kartki,którależałaprzednimnabiurku.

-Chciałbymzamienićzpanemsłowo,vice-questore-rzekłBrunetti,podchodzącdo

krzesłaustawionegoprzedbiurkiemPattyiczekając,ażtenzaproponujemu,żebyusiadł.

Pattaodchyliłnakrochmalonymankietispojrzałnaswójzłotyzegarek.

-Mamniewieleczasu.Ocochodzi?

-OJesolo,comandante.Iopańskiegosyna.Czypodjąłjużpanjakąśdecyzję?

Pattawyprostowałsię,odwróciłleżącąprzednimkartkęiprzykryłjązłożonymi

dłońmi.

background image

-Niejestempewien,ojakądecyzjępanuchodzi,commissario?-spytał,jakby

zaskoczony,żeBrunettizadajemutakiepytanie.

-Chciałemsiędowiedzieć,czypańskisynzgadzasiępodaćnazwiskaludzi,którzy

dostarczająmunarkotyki.-ZezwykłąsobieostrożnościąBrunettinieużyłsłów„odktórych

pańskisynkupujenarkotyki”.

-Gdybyichznał,jestempewien,żechętniepowiedziałbywszystkopolicji.-Wgłosie

PattyBrunettiwyczułtęsamąpełnąurazykonsternację,jakączęstozauważałuniechętnych

dowspółpracyświadkówipodejrzanych,najegotwarzyzaśzobaczyłtensamniewinny,

lekkozdziwionyuśmiech.TonPattyniezachęcałdosprzeciwu.

-Gdybyichznał?-powtórzyłzanimBrunetti.

-Właśnie.Jakpanwie,onniemapojęcia,jaktenarkotykidostałysięwjego

posiadanieaniteżktomógłmujepodrzucić.-GłosPattybyłspokojny,aspojrzenie

nieruchome.

Ach,więctotak,pomyślałBrunetti.

-Acozodciskamipalców,comandante?-spytał.

Pattauśmiechnąłsięszerokoinajwyraźniejszczerze.

-Wiem,jakiewrażeniemusiałotowywołaćpodczasjegopierwszegoprzesłuchania.

Alesynmipowiedział-ipowiedziałtoteżpolicji-żeznalazłtęsaszetkę,kiedywróciłz

dyskotekiiwłożyłrękędokieszeni,żebywyjąćpapierosy.Niemiałpojęcia,cotomożebyć,

więctakjakzrobiłbykażdynajegomiejscu,otworzyłsaszetkę,żebyzobaczyć,cowniejjest,

iwtedyprawdopodobniedotknąłparuzawiniątek.

-Paru?-spytałBrunettibezsceptycyzmu,cokosztowałogosporowysiłku.

-Paru-powtórzyłPattatonem,któryucinałdalsządyskusję.

-Czywidziałpanjużdzisiejszegazety?-spytałBrunetti,samsięsobiedziwiąc,żeo

topyta.Jegozwierzchnikrównieżbyłzaskoczony.

background image

-Nie-odrzekłPatta,poczymniepotrzebnie,zdaniemBrunettiego,dodał:-Nie

miałemczasunaprzeglądaniegazet.

-ZeszłejnocypodTrevisorozbiłysięautemczterymłodeosoby.Wracalizdyskoteki,

samochódzjechałzdrogiiwpadłnadrzewo.Jedenzchłopców,studentuniwersytetu,zginął

namiejscu,apozostałeosobysąpoważnieranne.-Brunettizamilkł,robiącdyplomatyczną

przerwę.

-Nie,nieczytałemtego-rzekłPatta.Onrównieżzrobiłprzerwę,alebyłatoprzerwa,

jakąrobidowódcaartylerii,podejmującdecyzjęosilekolejnejsalwy.-Dlaczegopanotym

mówi?

-Jedenzpasażerównieżyje,comandante.Gazetypisały,żewmomencieuderzeniaw

drzewoautojechałozszybkościąstudwudziestukilometrównagodzinę.

-Tobardzoprzykre,commissario-stwierdziłPattaobojętnie,jakbywypowiadał

uwagęowymieraniuzaobrączkowanychkowalików,poczymprzewróciłleżącąnabiurku

kartkęizacząłjąstudiować.PotemspojrzałnaBrunettiego.-JeślitozdarzyłosięwTreviso,

mamwrażenie,żetasprawaniemaznaminicwspólnego-powiedział,wracającdolektury.

Kiedypochwiliznówpodniósłwzrok,wydawałsięzaskoczony,żeBrunettijeszczetujest.-

Czytowszystko,commissario?-spytał.

-Towszystko,comandante.

Brunettiopuściłgabinetszefa.Sercebiłomutakmocno,żemusiałoprzećsięościanę,

abyochłonąć.Jaktodobrze,żeniemasignorinyElettry,pomyślał.Postałtakchwilę,

czekając,ażjegooddechsięuspokoi,poczymwróciłdoswegopokoju.

Wiedział,cowtejsytuacjipowinienzrobić-rutynowezajęciaspowodują,że

wściekłośćnaPattęminie.Zacząłwięcprzekładaćpapierynabiurku,ażnatrafiłnanumer,

któryznalazłwportfeluRossiego.ZadzwoniłdoFerrary.Tymrazemktośodebrałjużpo

trzecimsygnale.

background image

-GaviniiCappelli-odezwałsiękobiecygłos.

-Dzieńdobry,signora.MówikomisarzGuidoBrunettizpolicjiweneckiej.

-Chwileczkę-rzekłakobieta,jakbyspodziewałasięjegotelefonu.-Łączę.

Pochwilisłuchawkępodniósłjakiśmężczyzna.

-Gavini.Bardzosięcieszę,żektośwkońcuodpowiedziałnanasztelefon.Mam

nadzieję,żedowiemsięczegośodpana.

Głosbyłgłębokiimelodyjnyiprzebijaławnimniecierpliwość,żebyusłyszeć

wyjaśnienia,jakiekolwiekbyonebyły.ZaskoczonyBrunettiniewiedział,jakzareagować.

-Obawiamsię,żejestpanwkorzystniejszympołożeniuniżja,signorGavini-

powiedziałwkońcu.-Gdyżjanicniewiemopańskimtelefonie.

Wsłuchawcezapadłacisza.

-Mimotobardzobymchciałsiędowiedzieć,jakichinformacjioczekujepanod

weneckiejpolicji.

-InformacjioSandrze-powiedziałGavini.-Zadzwoniłemzarazpojegośmierci.

Wiemodjegożony,żeznalazłwWenecjiświadkagotowegozeznawać.Naprawdęniewie

pan,ocochodzi?

-Niewiem,signore.Azkimpanrozmawiał?

-Zjednymzpolicjantów.Niezapamiętałemnazwiska.

-Abyłbypanłaskawpowtórzyć,comupanpowiedział?-spytałBrunetti,

przysuwającdosiebiekartkę.

-Mówiłempanu,zadzwoniłemzarazpośmierciSandra.Wiepancośotejsprawie?

-Nie,nicniewiem.

-SandroCappelli-rzekłGavini.

Brunettimiałwrażenie,żesłyszałjużtonazwisko,choćniemógłsobieprzypomnieć,

skądjezna.Budziłownimzłeskojarzenia,tegobyłpewien.

background image

-Tobyłmójwspólnik-dodałGavini.

-Wjakiejbranży,signorGavini?

-Wkancelariiadwokackiej.Jesteśmyprawnikami.Czypandoprawdynicniewie?-

PorazpierwszywgłosieGaviniegozabrzmiałanutarozpaczy,pojawiającasięnieuchronnie

wgłosiekażdegopetenta,którybezskuteczniepróbujeprzebićsięprzezmur

biurokratycznegozobojętnienia.

GdyGavinipowiedział,żechodziokancelarięadwokacką,pamięćBrunettiegojakby

odżyła.PrzypomniałsobiezabójstwoCappellego,mniejwięcejmiesiąctemu.

-Tak,pamiętamtonazwisko.Zastrzelonogo,prawda?

-Stałprzyokniewswoimgabinecie,zanimsiedziałklient,byłajedenastarano.Ktoś

strzeliłprzezszybęzdubeltówki.-RozwścieczonyGaviniwyrzucałzsiebieszczegóły

śmierciwspólnikawrytmiestaccato.

Brunetticzytałwgazetachotejzbrodni,alenieznałfaktów.

-Czyjestjakiśpodejrzany?-spytał.

-Skądże!-warknąłGavini,nawetniestarającsięukryćzłości.-Alewszyscywiemy,

ktotozrobił.-Brunetticzekał,ażGaviniujawnisprawcę.-Lichwiarze.Sandrowalczyłz

nimiodlat.Prowadziłczterysprawyprzeciwnim,kiedytosięstało.

-Czysąnatojakieśdowody,signorGavini?-WBrunettimodezwałsiępolicjant.

-Oczywiście,żenie-rzekłprawnikpodniesionymgłosem.-Nasłalikogoś,jakiegoś

płatnegomordercę.Tobyłozabójstwonazlecenie:strzałpadłzdachubudynkupodrugiej

stronieulicy.Nawetmiejscowapolicjaprzyznała,żetobyłopłatnezabójstwo.Ktoinny

miałbypowódgozamordować?

Brunettimiałzbytmałoinformacji,abyodpowiadaćnawetnaretorycznepytania

dotycząceśmierciCappellego,więcpowiedział:

-Proszęwybaczyć,żetakmałowiemośmiercipańskiegowspólnika,signorGavini,

background image

przepraszamrównieżzamoichwspółpracowników.Zasadniczodzwoniędopanawzupełnie

innejsprawie,alepotym,comipanpowiedział,zaczynamsięzastanawiać,czyrzeczywiście

jesttoinnasprawa.

-Copanmanamyśli?-spytałGavini.Wjegogłosie,mimoobcesowości,możnabyło

wyczućpewnezaciekawienie.

-Dzwoniędopanawsprawieśmiercikogośtu,wWenecji,śmiercibyćmoże

przypadkowej,abyćmożenie.

Gavinimilczał,więckomisarzciągnąłdalej:

-Pewienmężczyznazabiłsię,spadajączrusztowania.ByłpracownikiemUfficio

Catasto.Wjegoportfeluznalazłemnumertelefonu,alebeznumerukierunkowego

miejscowości.Tomógłbyćtakżepańskinumer.

-Jaksięnazywałtenczłowiek?-spytałGavini.

-FrancoRossi.-Brunettizamilkł,dającmężczyźnieczasdonamysłu,idopieropo

chwilispytał:-Czytonazwiskocośpanumówi?

-Nie.

-Aczymożepanwjakiśsposóbustalić,czyznałgopańskiwspólnik?

Gavinidługonieodpowiadał.

-Mapanjegonumertelefonu?Mógłbymprzejrzećbillingi-zaproponował.

-Chwileczkę.-Brunettinachyliłsięizdolnejszufladybiurkawyjąłksiążkę

telefoniczną.AbonencionazwiskuRossizajmowalisiedemkolumniokołodwunastumiało

naimięFranco.OdnalazłwłaściwegopoadresieipodyktowałGaviniemunumertelefonu,po

czympoprosiłgo,żebychwilkęzaczekał,iprzerzuciłstrony,otwierającksiążkęnaspisie

urzędówweneckich.ZnalazłnumerUfficioCatasto.JeśliRossibyłnatylenierozważny,żeby

dzwonićnapolicjęzeswojegotelefonino,mógłrównieżdzwonićdoadwokatazaparatuw

swoimbiurze.

background image

-Sprawdzeniebillingówzajmiemitrochęczasu-powiedziałGavini.-Pozatym

czekanamnieklient.Zadzwoniędopana,jaktylkowyjdzie.

-Możeniechpanpoprosisekretarkę.

-Nie,zdecydowaniewolęzrobićtosam-stwierdziłGaviniwyjątkowooficjalnym,

oschłymtonem.

Brunettipowiedział,żebędzieczekałnajegotelefon,podałswójnumerbezpośrednii

rozłączylisię.

Numernieczynnyodmiesięcy,staruszka,któranieznałanikogoonazwiskuRossi,

potemagencjawynajmusamochodów,gdzieniezarejestrowanotakiegoklienta,zatoteraz

adwokat,któregowspólnikzmarłśmierciąrówniegwałtownąjakRossi.Brunettiwiedział,że

straciłsporoczasu,prowadzącśledztwopoomacku,alechybawreszcietrafiłnajakiśtrop.

TakjakplaginawiedzałykiedyśludEgiptu,przysparzającmucierpień,takobecnie

prawdziwąplagąWłochstalisięlichwiarze.Bankiudzielająkredytówbardzoniechętnie,na

ogółtylkowówczas,jeślidostarczysiętakichporęczeńfinansowych,żegdybykredytobiorca

mógłjedostarczyć,niemusiałbywcalepożyczać.Krótkoterminowekredyty,któremogłyby

poratowaćprzedsiębiorcówcierpiącychnabrakgotówkipodkoniecmiesiącaalbokupców,

którychkliencizwlekajązzapłatązatowar,właściwienieistnieją.Sytuacjęjeszcze

komplikujetypowadlamieszkańcówkrajuniechęćdoregulowaniarachunkówwterminie.

Tuwkraczająnascenę,jakkażdywie,leczniewieluośmielasiępowiedziećtogłośno,

lichwiarze,glistrozzini,owemrocznepostacie,którechętnesąpożyczyćpieniądzenakrótki

termin,niewymagającżadnychszczególnychgwarancji,gdyżpobieraneprzeznichodsetkiz

nadwyżkąkompensująewentualneryzyko.Zresztąryzykowichprzypadkujestpojęciem

czystoteoretycznym,ponieważglistrozzinistosująróżnorakiemetodyzastraszaniaklientów-

jeśliwogólemożnataknazwaćtychbiednychludzi-którzyociągająsięzoddaniem

pieniędzy.Ludzie,jakwiadomo,majądzieci,adziecimogązniknąć;ludziemającórki,które

background image

mogązostaćzgwałcone;ludziemogąteżstracićżycie.Cojakiśczasprasadonosioróżnych

niewyjaśnionychwypadkach,częstonieprzyjemnychlubbrutalnych,codoktórych

podejrzewano,żemogłynastąpićwrezultacieniespłaceniadługów.Ludziezamieszaniw

takieincydentyrzadkosąściganisądownielubobjęcipolicyjnymdochodzeniem.Otaczaich

bezpiecznymurmilczenia.Brunettiniemógłprzypomniećsobieanijednejsprawy,gdzie

lichwiarstwo,mimożewKodeksiekarnymtraktowanejakoprzestępstwo,zostałoby

udowodnione,asprawcapostawionyprzedsądemiukarany.

Brunettisiedziałprzybiurkuinatężającwyobraźnię,zastanawiałsię,cobyto

oznaczało,gdybyFrancoRossiwchwiliśmiercimiałprzysobienumertelefonukancelarii

SandraCappellego.Próbowałprzypomniećsobiejegowizytęiwrażenie,jakiewtedyzrobił

nanimtenczłowiek.ZpewnościąRossibardzopoważnietraktowałswojąpracę.Trochęmu

brakowałopoczuciahumoruiwykazywałsięzbytniąjaknaswójmłodywieksumiennością,

alemimotodałsięlubićistarałsiębyćpomocny.

NatakichrozmyślaniachspędziłBrunetticzas,oczekującnatelefonodGaviniego.

Kiedyrozległsiędzwonek,komisarzszybkochwyciłsłuchawkę.

-Brunetti!

-Commissario-rzekłGavini.-Sprawdziłemrejestrklientówibillingitelefoniczne.

NiemieliśmyżadnegoklientaonazwiskuRossi,aleSandrowciąguostatniegomiesiąca

przedswojąśmierciądzwoniłdoRossiegoażtrzyrazy.

-Dokąd?Dodomuczydobiura?

-Ajakatoróżnica?

-Wszystkojestważne.

-Dobiura-powiedziałGavini.

-Jakdługotrwałyterozmowy?

Gavinimusiałmiećbillingiprzedsobą,ponieważodrzekłbezwahania:

background image

-Dwanaścieminut,potemsześć,potemosiem.

Brunettimilczał.

-AcozRossim?Sprawdziłpan,czyondzwoniłdoSandra?-spytałGavini.

-Jeszczeniesprawdziłem-przyznałBrunetti,niecospeszony.-Będęwiedziałjutro.

Nagleprzypomniałsobie,żenierozmawiazkolegąpofachu,tylkozezwykłym

adwokatem,coznaczyło,żeniemusisięprzednimtłumaczyćanitymbardziejdzielić

informacjami.

-Jaknazywasięsędziaśledczyprowadzącytęsprawę?-spytał.

-Pocopanutainformacja?

-Chciałbymznimporozmawiać-rzekłBrunetti.

Potymstwierdzeniuzaległadłuższacisza.

-Czyznapanjegonazwisko?-nieustępowałkomisarz.

-Righetto,AngeloRighetto-rzuciłGavinisucho.

Lepiejniepytaćonicwięcej,pomyślałBrunetti.PodziękowałGaviniemu,nie

obiecując,żezadzwoni,bymupowiedziećoewentualnychrozmowachtelefonicznych

Rossiego,isięrozłączył.Zastanawiałsię,dlaczegoGaviniprzybrałtakilodowatyton,

podającmunazwiskosędziegośledczego.

ZarazpotempołączyłsięzsignorinąElettrąipoprosiłjąowykazwszystkich

numerówtelefonów,podktóredzwonionozmieszkaniaRossiegowciąguostatnichtrzech

miesięcy,orazosprawdzenienumerów,zktórymiRossiłączyłsięzbiura.Elettraspytała

tylko,czytendrugiwykazmarównieżobejmowaćtrzymiesiące.Zanimodłożyłsłuchawkę,

poprosiłjąjeszcze,żebyjaknajszybciejpołączyłagozsędziąAngelemRighettemzFerrary.

Mającchwilęczasu,wziąłkartkęizacząłrobićlistęnazwiskludzi,którzy,jak

przypuszczał,mogąmuudzielićinformacjiolichwiarzachweneckich.Niewiedziałzbyt

wieleoludziach,którzysiętymparają,pozatym,żefaktycznieistnieją,gnieżdżącsięw

background image

społeczeństwiejakrobactwowzepsutymmięsie.Niczympewnegatunkibakteriirozkwitają

wśrodowiskupozbawionymświatłaipowietrza.Potajemnie,watmosferzeprzerażenia,jakie

budząwdłużnikachniewypowiedziane,choćwyraźnegroźby,coichczeka,jeślispóźniąsięz

zapłatą,prosperująiobrastająwbogactwo.Brunettiegozastanowiło,dlaczegoniemoże

przypomniećsobieżadnegonazwiska,żadnejhistoriinatentemat,ajednocześnieuświadomił

sobie,patrzącnaczystąkartkę,żeniemarównieżpojęcia,kogomógłbypoprosićowskazanie

choćbyjednejosobyzajmującejsięlichwą.

Pochwilijednakprzypomniałsobienazwiskopewnejkobiety.Wyciągnąłksiążkę

telefoniczną,żebyznaleźćnumerdobanku,wktórympracowała.Kiedyprzewracałkartki,

zadzwoniłtelefon.

-Dottore-powiedziałasignorinaElettra-mamnaliniimagistratoRighetta.

-Proszęmniepołączyć.-Brunettiodłożyłpióroiodsunąłnabokpustąkartkę.

-Righetto-usłyszałwsłuchawcegłębokigłos.

-Magistrato,tumówikomisarzGuidoBrunettizWenecji.Dzwoniędopana,bo

chciałbymsięczegośdowiedziećnatematmorderstwaAlessadraCappellego.

-Dlaczegopanatointeresuje?-spytałRighettobezśladuzaciekawienia.Mówiłz

akcentem,któryprzypominałBrunettiemuakcentzpołudniowegoTyrolu;wkażdymraziez

pewnościąbyłzPółnocy.

-Prowadzętusprawę,któramogłabyłączyćsięztamtą,ichciałbymwiedzieć,copan

ewentualnieodkryłwsprawieCappellego-wyjaśniłBrunetti.

-Byłbymzdziwiony,gdybyjakaśinnaśmierćbyłaztąwjakiśsposóbpowiązana-

rzekłRighettoizamilkł.-Najwyraźniejmamytudoczynieniazpomyłką-oświadczyłpo

chwili.-Toznaczyoczywiściepopełnionomorderstwo,aletonieCappellegochcianozabić.

Zresztąniejesteśmynawetpewni,czypróbowanozabićczłowieka,czytylkonastraszyć.

Wyczuwając,żepowinienwreszciejakośzareagowaćnaterewelacje,Brunettispytał:

background image

-Acosięwłaściwiestało?

-CelemmordercówniebyłwcaleCappelli,alejegowspólnik,Gavini-wyjaśnił

sędzia.-Takwkażdymraziewykazałonaszedochodzenie.

-Jaktomożliwe?-spytałBrunetti,terazjużnaprawdęzaciekawiony.

-Odpoczątkuzakrawałonaabsurd,żebyktośchciałzabićCappellego-zaczął

Righetto,sugerując,żefakt,iżadwokatbyłzdeklarowanymwrogiemlichwiarzy,niematutaj

żadnegoznaczenia.-Zbadaliśmyjegoprzeszłość,przejrzeliśmysprawy,nadktórymi

pracował,alenicniewskazujenato,żebypopadłwkonfliktzkimś,ktomógłbysięposunąć

dotakiegoczynu.

Brunettiwestchnąłzezrozumieniem.

-Zdrugiejzaśstronymamyjegowspólnika-ciągnąłRighetto.

-Gaviniego-podpowiedziałbezpotrzebyBrunetti.

-Właśnie,Gaviniego.-Righettozaśmiałsiępogardliwie.-Gavinijesttubardzoznaną

postacią.Toniepoprawnyuwodziciel.Niestety,mazwyczajromansowaniazmężatkami.

-Ach!-TymrazemwestchnienieBrunettiegowyrażałowumiarkowanymstopniu

męskąwyrozumiałość.-Więcotochodziło?-spytał,usatysfakcjonowanytymwyjaśnieniem.

-Najprawdopodobniej.Wciąguostatnichkilkulatmiałromansezczterema

kobietami,zktórychkażdabyłazamężna.

-Biedaczek-skwitowałBrunettiizamilkł.Uświadomiwszysobiekomiczny

wydźwięktego,copowiedział,dodałześmiechem:-Możepowinienbyłpoprzestaćna

jednej.

-Tak,aleczytomężczyznaotymdecyduje?-rzuciłsędzia,aBrunettiwynagrodził

gonatychmiastwybuchemszczeregośmiechu.

-Czyorientujesiępan,októrąznichmogłochodzić?-spytałBrunetti,zastanawiając

się,jakRighettoztegowybrnie,iodjegoodpowiedziuzależniającdalszykierunek

background image

dochodzenia.

Righettozamilkł,jakbysięzastanawiał.

-Nie.Przesłuchaliśmyizamieszanewtokobiety,iichmężów,alewszyscymają

alibi.

-Czygazetyprzypadkiemniepisały,żetobyłodziełozawodowców?-spytałBrunetti

zpewnymzakłopotaniem.

-Skorojestpanpolicjantem,powinienpanwiedzieć,żenienależywierzyćtemu,co

wypisujągazety-odrzekłRighettochłodno.

-Oczywiście.-Brunettiroześmiałsię,tymrazemzwdzięcznościązawymierzeniemu

zasłużonegoprztyczkawnosprzezbardziejdoświadczonegoimądrzejszegokolegę.-Myśli

pan,żebyłajeszczejakaśinnadama?

-Wtymkierunkuidzieobecnienasześledztwo-oznajmiłRighetto.

-Tosięstałowichkancelarii,prawda?

-Tak-odrzekłRighetto,zachęconyuwagąBrunettiegoododatkowejdamie.-

Obydwajmężczyźnibylibardzopodobnidosiebie:niscyiciemnowłosi.Wdniu,kiedytosię

wydarzyło,padałdeszcz.Zabójcaznajdowałsięnadachubudynkupodrugiejstronieulicy.

Tooczywiste,żewziąłCappellegozaGaviniego.

-Atepogłoski,wedługktórychCappellizostałzabityzpowoduśledztwaw

środowiskulichwiarzy?-spytałBrunettisceptycznymtonem,żebydlaRighettabyłojasne,że

onniewierzywtebzdury,alewolałbywiedzieć,jakjestnaprawdę,wraziegdybyspytałgoo

toktośinny,bardziejnaiwny,awięcbezkrytyczniewierzącygazetom.

-Jużnawstępiezbadaliśmytakąmożliwość,aletonicniedało.

-Cherchezlafemme!-rzekłBrunetti,umyślniekaleczącfrancuszczyznę,iznówsię

roześmiał.

Righettozrewanżowałsiętymsamym.Wyglądałnarozbawionego,kiedyniby

background image

obojętniezapytał:

-Mówiłpanojakiejśśmierci.Tomorderstwo?

-Eee,nie,potymwszystkim,comipanpowiedział,magistralo,jestempewien,żenie

matozpańskąsprawąnicwspólnego-odrzekłBrunetti,usiłującsprawićwrażenienaiwnego

głupka.-Jestemtegopewien.Tozwykływypadek.

Rozdział16

JakwiększośćWłochów,Brunettiwierzyłplotkom,żewszystkierozmowy

telefonicznewkrajusąnagrywane,awiadomościprzesyłanefaksem-kopiowane.Jakojeden

znielicznychzaśmiałpodstawysądzić,żeplotkitesązgodnezprawdą.Nawetjednakgdyby

niebyły,toitakwszyscy,dzwoniącdourzędówpaństwowych,staralisięniepowiedzieć

niczego,comogłobyewentualnieimzaszkodzić.Ludzierozmawialiszyfrem,wktórym

„wazon”czy„kwiaty”oznaczały„pieniądze”,a„przyjaciele”zagranicą-„inwestycje”lub

„kontawbanku”.Zgodnieztymzwyczajem,kiedyBrunettizadzwoniłdoprzyjaciółkiw

BancadiModenaizaproponowałspotkanieprzykawie,niepróbowałnawetnawiązaćdo

tego,cogonaprawdęinteresowało.

PonieważówbankznajdowałsięzdrugiejstronyRialto,umówilisięnapołudniowy

aperitifniecobliżej,naCampoSanLuca.OznaczałotodlaBrunettiegodługispacer,aletylko

wtensposób,spotykającsięnaterenieneutralnym,mógłporozmawiaćzFrancąszczerze.

Nikomusięnietłumacząc,wyszedłzbiuraiskierowałsięnajpierwkubacino,apotemw

stronęSanMarco.

IdącwzdłużRivadegliSchiavoni,obejrzałsięwlewo,szukającwzrokiem

holowników,izaskoczonyzobaczył,żebrzegjestpusty.Pochwiliuświadomiłsobie,żenie

maichjużodlat,tylkozupełniewyleciałomutozgłowy.Jakmógłoczymśtakim

zapomnieć?Totrochętak,jakbyzapomniećwłasnynumertelefonualbojakwygląda

ekspedientkawsklepienadole,gdziecodzienniekupujesięchleb.Niewiedział,gdzieje

background image

przeniesiono,aniniemógłsobieprzypomnieć,ilelattemuznikły,pozostawiającwzdłuż

nabrzeżapustąprzestrzeńdlainnychłodzi,zturystycznegopunktuwidzenianiewątpliwie

bardziejużytecznych.

Jakiepięknełacińskienazwymiałytekołyszącesiędumnienawodzieczerwone

holowniki,wkażdejchwiligotowezwdzięcznymposapywaniemwspomócstatkipłynącepo

CanaledellaGiudecca.Promy,któreobecniezawijałydomiasta,byłybyitakdlanichza

wielkie:potworywyższeodbazyliki,wypełnionetysiącamimrówczychpostacistłoczonych

przyrelingu,wpływałysamodzielniedodoku,spuszczająctrapyiwysypującnamiastohordy

turystów.

Brunettiniechciałjednakmyślećotymwszystkim.Minąłplacśw.Markaiskręciłw

prawo,wkierunkucentrum,doCampoSanLuca.Francajużtamczekała,rozmawiającz

jakimśmężczyzną,któregoBrunettinieznał,choćjegotwarzwydałamusięznajoma.Kiedy

siędonichzbliżał,pożegnalisięuściskiemdłoniimężczyznaruszyłwstronęCampoManin,

Francazaśwolnymkrokiempodeszładoksięgarniizaczęłaoglądaćwystawę.

-Ciao,Franca-rzekłBrunetti,stająckołoniej.Byliprzyjaciółmizliceum,przez

pewienczasnawetwięcejniżprzyjaciółmi,alepotemonapoznałaswojegoMaria,aBrunetti

poszedłnauniwersytet,gdziepoznałPaolę.Francamiaławciążtakiesamebłyszcząceblond

włosy,okilkatonówjaśniejszeodwłosówPaoli,aBrunetti,którymiałwtychsprawach

niezłąorientację,wiedział,żemusiałatenodcieńutrzymywaćzpomocąfryzjera.Alepoza

tymwcalesięniezmieniła:pełnekształty,którychsięwstydziładwadzieścialattemu,teraz,

kiedystałasiękobietądojrzałą,dodawałyjejwdzięku-takjakwiększośćkrągłychkobiet

ceręmiałagładką,bezśladuzmarszczek.Orzechoweoczypatrzyłytaksamołagodniejak

kiedyśinajegowidok,taksamojakkiedyś,zajaśniałyciepłem.

-Ciao,Guido!-odrzekła,nadstawiającpoliczkidodwóchszybkichpocałunków.

-Zapraszamcięnadrinka-powiedziałBrunetti,starymzwyczajembiorącjąpodrękę

background image

iprowadzącwstronębaru.

Zamówiliunospritziprzyglądalisię,jakbarmanmieszawinozwodąmineralną,

dodajekroplęcampari,zaczepiaobrzegkieliszkaplasterekcytryny,poczympewnymgestem

popychaobydwieszklaneczkiwichkierunku.

-Cincin!-powiedzielirównocześnieiwypilipierwszyłyk.

Barmanpostawiłprzednimitalerzykchipsów,aleniezwrócilinanieuwagi.Z

powodutłokuprzybarzestopniowoprzesuwalisięwgłąbsali,ażznaleźlisięprzyoknie,

przezktóreobserwowaliterazruchliwąulicę.

Francawiedziała,żejesttospotkaniesłużbowe.GdybyBrunettichciałsiędowiedzieć,

couniejsłychać,wypytałbyowszystkoprzeztelefon,anieumawiałsięzniąwtym

zatłoczonym,gwarnymmiejscu.

-Ocochodzi,Guido?-spytałazuśmiechem,żebyniepsućodrazumiłegonastroju.

-Olichwiarzy-odpowiedział.

Rozejrzałasięszybkodokoła.

-Komusąpotrzebnetewiadomości?

-Mnie,oczywiście.

-Wiem,żetobie,Guido.Aleczypotrzebujeszichjakopolicjant,czytakpo

przyjacielsku?

-Czemuotopytasz?

-Ponieważjeślitojesttapierwszaewentualność,niemamcinicdopowiedzenia.

-Ajeślidruga?

-Tomam.

-Jakatoróżnica?-spytał,przysuwającsiędobaru,żebywziąćparęchipsów.Nie

żebymiałnaniewielkąochotę,alechciałjejdaćtrochęczasudonamysłu.

-Taka,żewpierwszymprzypadkubyćmożebędęmusiałapowtórzyćwszystko,coci

background image

powiem,przedsądemalbotymożebędzieszmusiałpodaćźródłoinformacji.Jeślinatomiast

jesttozwyczajnarozmowamiędzyprzyjaciółmi,mogępowiedziećciwszystko,cowiem,i

zarazpotemzapomnieć,żeciotympowiedziałam,nawypadek,gdybyktośmniekiedyśoto

pytał.

Mówiącto,Francawogólesięnieuśmiechała,cobyłootyledziwne,żeznatury

tryskałaradościąjakfontannawodą.

-Czyonisąażtakniebezpieczni?-spytałBrunetti,odbierającodniejpustąszklankęi

stawiającobokswojejnakontuarze.

-Wyjdźmy-powiedziałaFranca.Kiedyznaleźlisięnacampo,podeszłado

marmurowegomasztuistanęłapojegolewejstronie,dokładnienaprzeciwwitrynyksięgarni.

Wtensposób,przypadkowoczynie,znalazłasięwodległościparumetrówoddwóch

podpierającychsięlaskami,nachylonychkusobiestaruszek.

Brunettistanąłobokniej.Światłopadająceznadbudynkówspowodowało,żesylwetki

ichodbiłysięwokniewystawowymksięgarni.Nieostryobrazodbitywszybieprzeniósłich

nachwilęwprzeszłość,dotychlat,kiedyjakoparanastolatkówumawialisiętuczęstona

kawęzprzyjaciółmi.

Wtedywyrwałomusiępytanie:

-Czynaprawdęażtaksięboisz?

-Mampiętnastoletniegosyna-wyjaśniłaFrancarzeczowymtonem,takjakbymówiła

opogodzieczyotym,żejejsynuwielbiapiłkęnożną.-Aty,Guido,dlaczegochciałeś

spotkaćsięzemnąwłaśnietutaj?

Uśmiechnąłsię.

-Wiem,żejesteśbardzozajęta,wiem,gdziemieszkasz,więcpomyślałem,żeto

odpowiedniemiejsce,boniebędzieszmiaładaleko.

-Czytobyłjedynypowód?-Francaoderwaławzrokodniewyraźnegoodbicia

background image

Brunettiegowszybieispojrzałananiego.

-Tak.Dlaczegopytasz?

-Więcnaprawdęniconichniewiesz?-spytała.

-Nic.Wiem,żeistnieją,iwiem,żedziałajątutaj,wmieście.Bogdziemieliby

egzystować?Alenigdyniezłożononanichoficjalnejskargi.

-No,apozatymprzeważniezajmujesięnimiurządpodatkowy,prawda?

Brunettiwzruszyłramionami.Niemiałpojęcia,czymzajmowalisięfunkcjonariusze

GuardiadiFinanza.Częstowidywałichszaremunduryozdobionejaskrawoczerwonymi

płomykamimającymisymbolizowaćsprawiedliwość,niezauważyłjednak,byrobili

cokolwiekpożytecznegopróczzachęcaniaosaczonychobywatelidowynajdywaniacorazto

nowychsposobówucieczkiprzedpodatkami.

Kiwnąłtwierdzącogłową,niechcącotwarcieprzyznawaćsiędoignorancji.

Francaodwróciłasięipowiodławzrokiempomałymplacyku.Przezchwilę

rozglądałasięwmilczeniu,ażwkońcuwskazałapodbródkiemnabarszybkiejobsługipo

przeciwnejstronie.

-Cotamwidzisz?-zapytała.

Popatrzyłnawielkąszklanąfasadę.Przywejściukręciłosięmnóstwomłodzieży,a

wszystkiestoliki,dobrzewidoczneprzezogromneokna,byłyzajęte.

-Widzęcałkowityupadeksztukikulinarnej-powiedział,śmiejącsię.

-Anazewnątrz?-spytałapoważnie.

Brunettispojrzałponowniewstronębaru,zawiedziony,żeFrankinierozśmieszył

jegożart.Zobaczyłdwóchciemnoubranychmężczyznzaktówkami,zagłębionychw

rozmowie.Nalewoodnichmłodakobieta,gorączkowoprzerzucającstronynotesu,

próbowałajednocześniewystukaćnumernatelefonino.Niedalekoniejstałnędznieodziany,

wysokiichudystarzec,którymówiłcośdorówniestarejkobiety,całejwczerni.Kobieta,

background image

przygarbionawiekiem,drobnymidłońmiściskałarączkęwielkiejciemnejtorby.Zapadnięte

policzki,długiostrynosipochylonasylwetkaupodobniałyjądoczarownicy.

-Widzęsporoludzirobiącychto,cozwykleludzierobiąnaCampoSanLuca.

-Toznaczy?-Francapopatrzyłananiegoprzenikliwie.

-Spotykająsię,rozmawiają,idąnadrinka,apotemwracajądodomunaobiad.

Dokładnietakjakmy.

-Atychdwoje?-Francawskazałabrodąnachudzielcaistaruszkę.

-Onapewniewracadodomunaobiadpodługiejmszywktórymśztychmałych

kościółków.

-Aon?

Brunettiznówpopatrzyłwichkierunku.Wciążrozmawiali.

-Wyglądanato,żeonastarasięocalićjegoduszę,aonsięprzedtymbroni.

-Onniemaduszy-powiedziałaFranca,zaskakującgoswojąoceną,gdyżzazwyczaj

niemówiłaonikimzłegosłowa.-Onateżjejniema-dodałazimno,wpatrującsięwwitrynę

księgarni.-TojestAngelinaVolpatoijejmążMassimo-mówiładalej,odwróconado

Brunettiegoplecami.-Dwojenajwiększychlichwiarzywmieście.Niktniewie,kiedyzaczęli

swojądziałalność,aleoddziesięciulatsąwłaściwiemonopolistami.

Brunettipoczułtużobokczyjąśobecność-jakaśkobietastanęłabliskonichizaczęła

oglądaćksiążki.Francazamilkłaiodezwałasiędopiero,kiedykobietaodeszła.

-Możnaichtuzastaćcodziennieprzedpołudniem,wszyscyotymwiedzą,więcjeśli

ktośmadonichinteres,podchodzi,zagajarozmowęiAngelinazapraszagododomu.Ta

babatoprawdziwywampir.-Francaprzerwała,najwyraźniejbardzoprzejęta.-Zdomu

dzwonidonotariuszaiprzygotowująumowę.Wzamianzagotówkęludzieoddająimdomy,

interesy,meble.

-Ojakdużepieniądzechodzi?

background image

-Wszystkozależyodtego,ilektopotrzebujeinajakdługo.Jeślitotylkoparę

milionów,toprzyjmąpodzastawmeble.Alejeślitojakaśznacznasuma,pięćdziesiąt

milionówalbowięcej,wtedyonadoliczaprocent.Podobnojestanalfabetką,takjakjejmąż,

aleprocentpotrafiwyliczyćwsekundę.

Francazamyśliłasięnachwilę.

-Jeślitojestbardzodużasuma-podjęła-dłużnicyzgadzająsięprzepisaćnaniąna

przykładdom.Wystarczy,żeniezwrócątejsumywcałościwterminie,adomprzechodziw

jejręce.

-Wjakisposób?

-Jejadwokatzaskarżaichdosądu,aonamaprzecieżaktzrzeczeniasiędomunajej

rzecz,podpisanywobecnościnotariusza.

KiedyFrancamówiła,wciążwpatrzonawksiążkinawystawie,Brunettipogrzebałw

swojejpamięci,atakżezrobiłszybkirachuneksumienia.Niestety,musiałprzedsobą

przyznać,żenicztegoniebyłodlaniegonowością.Nieznałcoprawdaszczegółów,ale

wiedziałdoskonale,żetaksięwłaśnierzeczymają.Tyleżesprawytenależałydo

kompetencjiGuardiadiFinanza,aprzynajmniejtakbyłododziś,bodziśślepyprzypadek

sprawił,żezwróciłuwagęnaAngelinęVolpatoijejmęża,którzywciążjeszczestalii

rozmawialiwtenpogodnywiosennydzieńwWenecji.

-Ileonibiorą?

-Zależy,jakbardzozdesperowanisąludzie.

-Skądonimogąwiedzieć,jakbardzozdesperowanisąludzie?

Francaoderwaławzrokodrysunku,naktórymparaświnekciągnęławózstrażacki,i

spojrzałananiego.

-Przecieżwiesz,żetutajwszyscyowszystkimwiedzą-rzuciła.-Wystarczy,że

poprosiszopożyczkę,apodkoniecdniawiedząotymwszyscywbanku,następnegoranka

background image

rodzinyurzędników,apopołudniucałemiasto.

Takfaktyczniejest,pomyślałBrunetti.Prawdopodobniedlatego,żemieszkańcy

Wenecji,wsumieniewielkiegomiasta,byli-zpowoduwięzówkrwiczyprzyjaźni-jakby

jednąrodziną,żadensekretniemógłsięwtymdusznymświatkuzbytdługoutrzymać.Nawet

dlaniegobyłooczywiste,żejeśliktośpotrzebujepieniędzy,wkrótcebędzieotymwiadomo

publicznie.

-Noajakiprocentonibiorą?-zapytał.

Francachciałaodrazuodpowiedzieć,alesięzawahała.

-Słyszałam,żebiorądwadzieściaprocentmiesięcznie-rzekłaponamyśle.-Ale

słyszałamteż,żepięćdziesiąt.

WBrunettimnatychmiastodezwałsięwenecjanin.

-Tojestsześćsetprocentrocznie!-wykrzyknął,niekryjącoburzenia.

-Dużowięcej,jeślitojestprocentskładany-poprawiłagoFranca,dowodząc,żejej

weneckiekorzeniesięgajądużogłębiej.

Komisarzznówprzyjrzałsięparzepodrugiejstronieplacu.Ichrozmowadobiegła

końca.CzarnoodzianakobietaposzławkierunkuRialto,mężczyznazaśzmierzałwich

stronę.

Brunettizobaczyłjegowypukłeczoło,chropawąobwisłąskórę,pofałdowanąjakpo

jakiejśnieleczonejchorobie,pełneustaiciężkiepowieki.Niczymwielkieptaszyskostarzec

człapałciężko,stawiającpłaskostopy,jakbynaumyślniechciałzniszczyćitakwysłużone

fleki.Jegotwarznosiłapiętnowiekuichoroby,lecztendziwnykrok,zwłaszczakiedy

Brunettizobaczyłgoodtyłu,skręcającegowcalle,któraprowadziładoratusza,przywodził

raczejnamyślmłodzieńcząniżstarcząniezdarność.

Kiedykobietaznikłajużzpolawidzenia,Brunettispojrzałznowutam,gdzie

przedtemstałatadziwnapara,alewciążmiałwrażenie,żewidzijakieśzwierzępodobnedo

background image

szczura,stojącenadwóchłapach.

-Skądwłaściwieotymwszystkimwiesz?-spytałFrance.

-Przecieżpracujęwbanku,pamiętasz?-odrzekła.

-Chceszpowiedzieć,żetychdwojejestostatniądeskąratunkudlaludzi,którymnie

udasięniczegowydostaćodciebie?

Francakiwnęłagłowątwierdząco.

-Alejakciludziedowiadująsięoichistnieniu?

Popatrzyłananiego,jakbysięzastanawiając,nailemożemuzaufać,irzekła:

-Słyszałam,żeczasamipolecaichbank.

-Co?

-Żekiedyludziepróbująpożyczyćpieniądzewbankuispotykająsięzodmową,

możesięzdarzyć,żektóryśzurzędnikówimporadzi,żebysięzwrócilidoVolpatów.Czydo

jakiegośinnegolichwiarza,którypłaciimzatoprocent.

-Ile?-spytałBrunettiprzerażony.

Francawzruszyłaramionami.

-Niewiem.Tozależy.

-Odczego?

-Odwysokościpożyczonejsumy.Alboodrodzajuumowymiędzybankiema

lichwiarzem.Ktoś,ktonaprawdępotrzebujepieniędzy,jakośjezdobędzie-dodała,zanim

Brunettizdążyłzebraćmyśli.-Jeśliniepożycząmuprzyjacieleanirodzina,jeśliodmówimu

bank,topójdziedoludzitakichjakVolpatowie.

Brunettipostanowiłzapytaćwprost.

-Czytomazwiązekzmafią?

-Aconiema?-odpowiedziałapytaniem,alewidzącjegoirytację,dodała:-

Przepraszamcię,żartowałam.Tegodokładnieniewiem.Alezastanówsię,toprzecież

background image

doskonałysposóbpraniapieniędzy.

Brunettiprzytaknął.Tylkopodochronąmafiitakidochodowyinteresmożebezkarnie

funkcjonowaćpodnosemwładz.

-Zepsułamciobiad,prawda?-spytała,uśmiechającsięiwreszcieupodabniającdo

osoby,którąpamiętał.

-Nie,wcalenie.

-Czemutociętakinteresuje?

-Tomożemiećzwiązekzinnąsprawą.

-Przeważnietakjest-stwierdziła,niepytającjużonicwięcej.Zawszepodziwiałjej

dyskrecję.-Notojużpójdę-powiedziała,całującgowobapoliczki.

-Dzięki,Franca-Brunettiprzyciągnąłjądosiebie,cieszącsiębliskościąsilnego

ciała,wktórymtkwiłjeszczesilniejszyduch.-Spotkanieztobązawszesprawiamidużą

radość.

Gdytylkopoklepałagoporamieniuiodwróciłasię,zdałsobiesprawę,żeniezapytał

jejożadnychinnychlichwiarzy,aleterazniemógłprzecieżprzywołaćjejzpowrotem.Pora

iśćdodomu,pomyślał.

Rozdział17

Idącdodomu,Brunettiwróciłpamięciądookresusprzedponaddwudziestulat,który

spędziłzFrancą.Byłświadom,jakwielkąprzyjemnośćsprawiłomuotoczenieznów

ramionamitejpełnejwdziękupostaci,kiedyśtakmubliskiej.Pamiętałzwłaszczajedendługi

spacer,któryodbylipoplażynaLidowwieczórRedentore*[Redentore-Święto

Odkupiciela,dzieńupamiętniającykoniecepidemiidżumy,którazdziesiątkowała

mieszkańcówWenecjiwlatach1575-1576,ipołożeniekamieniawęgielnegopodkościółpod

wezwaniemOdkupiciela,21lipca1577roku,napółnocnymbrzeguGiudekki.Wczasach

Republikikulminacyjnympunktemuroczystościbyławielkaniedzielnaprocesja,obecnie

background image

zastąpionapokazemognisztucznychwtrzeciąniedzielęlipca.];miałwtedychyba

siedemnaścielat.Chodzilipopiaskudługopozakończeniupokazusztucznychogni,

trzymającsięzaręceimarzącotym,żebytanocnigdysięnieskończyła.

Alesięskończyła,takjakwieleinnychrzeczy,któreichłączyły,iterazonamiała

swojegoMaria,aonswojąPaolę.WstąpiłdokwiaciarniBiancataikupiłżoniedwanaście

irysów,szczęśliwynamyśl,żeczekananiegowdomu.

Kiedywszedł,Paolałuskałagroszekwkuchni.

-Risiebisi*[Risiebisi-tradycyjnapotrawawenecka,podawanazwykledożywdniu

św.Marka,patronaWenecji,25kwietnia;ryżgotujesięwwywarzezestrączkówświeżego

groszku.]!-zapytał,wręczającjejbukiet.

-Czyrisottotoniejestnajlepszarzecz,jakąmożnazrobićzmłodegogroszku?-

spytałaPaola,uśmiechającsięnawidokkwiatówinadstawiającpoliczekdopocałunku.

-Chybażejesteśksiężniczkąimusiszpodłożyćkilkaziarenpodmaterac-rzekł

trochębezsensu,kiedyjąpocałował.

-Myślę,żelepiejużyćgodorisotta.Proszęcię,przygotujwazon,ajaskończę

łuskanie.-Wskazałagestempapierowątorebkęnastole,pełnązielonychstrączków.

Brunettiwziąłzestoługazetęipołożyłjąnakrześle,którenastępnieprzysunąłdo

szafek.Kiedynanimstanąłisięgnąłpojedenzwysokichwazonówustawionychprawiepod

sufitem,wostatniejchwilisięzawahał.

-Możeniebieski-powiedziałaPaola,widzącjegoniezdecydowanie.

Zwazonemwrękuzszedłzkrzesła,odstawiłjenamiejsceipodszedłdozlewu.-Ile

wody?-spytał,stawiającwazonnablacie.

-Takdopołowy-powiedziała.-Nacomiałbyśjeszczeochotęopróczgroszku?

-Acojest?-spytał.

-Jestresztkarostbefuzniedzieli.Gdybyśpokroiłgowcienkieplasterki,moglibyśmy

background image

gozjeśćzsałatą.

-CzyżbyChiarawtymtygodniujadłamięso?

Chiarajakiśtydzieńwcześniejprzeczytałaartykułnatematlosu,jakispotykacielęta,i

oznajmiła,żedokońcażyciabędziewegetarianką.

-Widziałeśprzecież,żewniedzielęjadłarostbef-odrzekłaPaola.

-Ach,notak!-Brunettizacząłrozdzieraćpapier,wktórybyłyzawiniętekwiaty.

-Czystałosięcośzłego?-spytałaPaola.

-Tocozawsze-odpowiedział,wstawiającwazonpodkraniodkręcajączimnąwodę.

-Żyjemywświecieupadłym.

Paolawróciładoobieraniagroszku.

-Towiekażdy,ktouprawianaszezawody-skwitowała.

-Acomadotegotwójzawód?-spytałzaciekawiony.

Jemu,policjantowiodwudziestoletnimstażu,niktniemusiałmówić,żerodzajludzki

popadłwniełaskę.

-Tymaszdoczynieniazupadkiemmoralności.Jazupadkiemumysłowym-

powiedziałażonapodniosłym,prześmiewczymtonem,jakiegoczęstoużywała,przyłapawszy

sięnatym,żezbytpoważnietraktujeswojąpracę.-Acokonkretniewywołałotwój

pesymizm?

-SpotkałemsiędziśzFrancą.Weszliśmydokawiarninadrinka.

-Jakonasięmiewa?

-Dobrze.Jejsyndorasta,aonachybaniezbytlubipracęwbanku.

-Trudnolubićpracęwbanku-stwierdziłaPaolazezrozumieniem.-Aledlaczego

spotkaniezFrancąnatchnęłocięmyślą,żeżyjemywświecieupadłym?Zregułyspotkaniaz

niąnastrajająnaswszystkichpozytywnie.

Wkładająckwiatydowazonu,BrunettinapróżnostarałsiędoszukaćwuwadzePaoli

background image

ukrytejurazy.Żonanajwyraźniejucieszyłasię,żetakwielkąprzyjemnośćsprawiłomu

spotkaniezdawnąprzyjaciółką.Kiedysobietouświadomił,serceścisnęłomusięnasekundę

ipoczuł,żenatwarzywykwitamurumieniec.Jedenzirysówwypadłnablat.Podniósłgo,

wsunąłmiędzyinneiostrożnieodsunąłwazonodkrawędzi.

-Podczasrozmowyjakbydaładozrozumienia,żejeśliopowiemiolichwiarzach,

będziesiębałaoPietra.

Paolaprzerwałałuskaniegroszkuipopatrzyłanamęża.

-Olichwiarzach?-spytała.-Acoonimająwspólnegozczymkolwiek?

-Rossi,tenfacetzUfficioCatasto,któryzmarł,miałwportfelunumertelefonu

jakiegośadwokataiokazałosię,żetenadwokatwystępowałkilkarazyprzeciwlichwiarzom.

-Adwokatskąd?

-ZFerrary.

-Nieten,któregozamordowali?-Paolaznównaniegospojrzała.

-Właśnieten-potwierdziłBrunetti,zaintrygowany,skąduPaolitapewność,że

sprawcówzabójstwabyłoprzynajmniejdwóch,idodał:-Sędziaśledczywykluczyłudział

lichwiarzyinajwyraźniejstarałsięmnieprzekonać,żetenadwokatzginąłprzezpomyłkę.

-Czymyślisz,żetodlategomiałprzysobienumertelefonutegoadwokata,zpowodu

lichwiarzy?-spytałaPaolapodługiejprzerwie,podczasktórej,jakzauważyłBrunetti,

intensywnienadczymśmyślała.

-Niemamnatożadnegodowodu.Aletociekawyzbiegokoliczności.

-Samożyciejestciekawymzbiegiemokoliczności.

-Aleniemorderstwo.

Paolaoparłasplecionedłonienakupcepustychstrączków.

-Odkiedytouważasięzamorderstwo?MówięoRossim.

-Niewiem,odkiedy.Możeodnigdy.Jachcęsiętylkodowiedzieć,dlaczegoRossido

background image

niegodzwonił.

-AFranca?

-Ponieważpracujewbanku,myślałem,żemożecoświeolichwiarzach.

-Przecieżtowłaśniebankipożyczająpieniądze.

-Alerobiątoniechętnie.Niechcąpożyczaćnakrótkitermin,zwłaszczaludziom,

którzymoglibymiećkłopotyzespłatą.

-DlaczegorozmawiałeśotymzFrancą?-WtejnieruchomejpoziePaolamogłaby

uchodzićzasędziegośledczego.

-Myślałem,żemożebędziecoświedziała.

-Jużtomówiłeś.Aledlaczegoakuratznią?

Brunettinieumiałpodaćżadnegowyjaśnieniapozatym,żebyłapierwsząosobą,jaka

przyszłamudogłowy.Oprócztegodawnojejniewidziałimiałochotęsięzniązobaczyć.

Wsadziłręcedokieszeniiprzestąpiłznoginanogę.-Bezspecjalnegopowodu-powiedział

wkońcu.

Paolawróciładołuskaniagroszku.

-Coonacipowiedziała,żedlaczegoboisięoPietra?

-Wspomniałaodwojguludzi,anawetmiichpokazała.

Widząc,żeżonazamierzamuprzerwać,dodałszybko:

-SpotkaliśmysięnaSanLuca.Onitambyli,stalinaśrodkuplacuirozmawiali.Para

ludzidobiegającychsiedemdziesiątki.Powiedziała,żeoniwłaśniezajmująsiępożyczaniem

pieniędzy.

-AcomaztymwspólnegoPietro?

-Wedługniejprocederlichwiarskimożesięłączyćzpraniempieniędzyimafią.Nie

chciałapowiedziećnicwięcej.

PolekkimskinieniugłowyPaolizorientowałsię,żepodzielałazdanieFranki.Samo

background image

słowo„mafia”wystarczy,żebywystraszyćkażdegorodzica.

-Niechciałapowiedziećnawettobie?

Pokręciłprzeczącogłową.

-Hm,więctonaprawdępoważnasprawa-rzekła.

-Taksądzę.

-Cotozaludzie?

-AngelinaiMassimoVolpato.

-Czyjużonichkiedykolwieksłyszałeś?

-Nigdy.

-Czykogośonichwypytywałeś?

-Nikogo.Zobaczyłemichporazpierwszywżyciudosłowniepółgodzinytemu.

-Cozamierzaszzrobić?

-Dowiedziećsięnaichtematwszystkiego,cobędęmógł.

-Apotem?

-Zależy,czegosiędowiem.

Zamilkli.

-Dziśmyślałamotobie,otwojejpracy-powiedziałaPaolapochwili.

Brunetticzekałnadalszyciąg.

-Myłamwłaśnieoknaitosprawiło,żepomyślałamotobie.

-Czemuakuratmycieokien?

-Myłamnajpierwokna,potemlustrowłazienceiwtedypomyślałamotym,czymsię

zajmujesz.

Wiedział,żePaolapociągnieswojąopowieść,nawetjeślibędziemilczał,alewiedział

również,żelubibyćzachęcana,więcodezwałsiępytająco:

-Noi?

background image

-Kiedymyjesięokno-powiedziała,patrzącnaniego-trzebajeotworzyći

przyciągnąćdosiebie,awtedyświatłopadananiepodinnymkątem,niżkiedyjest

zamknięte.-Widziała,żeBrunettisłuchazuwagą.-Więcmyjesięjeiwreszciejestumyte.

Albomyślisię,żejestumyte.Alekiedysięjezamyka,światłoznówpadapoduprzednim

kątemiwtedywidać,żezzewnątrzoknowciążjestbrudnealbożezapomniałosięojakimś

małymkawałkupowewnętrznejstrome.Toznaczy,żetrzebajeponownieotworzyćiumyć

jeszczeraz.Alenigdyniebędziesięmiałopewności,żejestcałkiemczyste,dopókisięgo

znówniezamknie.

-Alustro?-spytał.

Popatrzyłananiegozuśmiechem.

-Lustrowidzisztylkozjednejstrony.Ztyłuniepadananieżadneświatło,więcjak

sięjeumyje,jestczyste.Niematumowyozłudzeniuoptycznym.

Wróciładołuskaniagroszku.

-Noi?

Wciążpatrzącnagroszek,możeżebyukryćrozczarowaniejegoniedomyślnością,

wyjaśniła:

-Takawłaśniejesttwojapraca,czyraczejchciałbyś,żebybyłataka.Chceszmyć

lustra,chcesz,żebywszystkobyłodwuwymiaroweiłatwopostrzegalne.Alezakażdym

razem,kiedyzaczynaszsięczemuśprzyglądać,tocośzmieniasięwokno:jeślispojrzyszna

tozinnejperspektywy,podinnymkątem,jużniejesttakiejakprzedtem.

Brunettizastanowiłsięnadsłowamiżony.

-Alewobydwuprzypadkachmuszęzmyćbrud-powiedziałwkońcu,chcącrozwiać

poważnynastrój.

-Tytopowiedziałeś,nieja-rzekłaPaola.PonieważBrunettimilczał,wrzuciłado

miskiostatnigroszekiwstała.-Cokolwiekzrobisz,jestempewna,żebędzieszwolałzrobićto

background image

zpełnymżołądkiem-rzekła,stawiającmiskęnablacie.

TakwięczpełnymżołądkiemBrunettizabrałsiętegopopołudniado„zmywania

brudu”,jaktylkowróciłdokomendy.ZacząłodbiurasignorinyElettry,któraprzywitałago

jakzwyklezuśmiechem,dziśubranawstrójnieodparciekojarzącysięzmorskążeglugą:

granatowąspódnicęijedwabnąbluzkęzestójką.Pomyślał,żebrakujejejtylkożeglarskiej

czapeczki,kiedyzobaczyłkołokomputerasztywnycylindrycznykapelusikwbiałymkolorze.

-Volpato-powiedział,zanimjeszczezdążyłagoprzywitać.-AngelinaiMassimo.

Małżeństwo.Obydwojedobrzeposześćdziesiątce.

Elettrawyciągnęłakartkęizaczęłanotować.

-Mieszkajątu,wWenecji?

-Takmisięwydaje.

-Wiepanmoże,wjakichokolicach?

-Nie-odrzekł.

-Aletołatwosprawdzić-rzuciła.-Cojeszcze?

-Najbardziejpotrzebowałbymdanychfinansowych:kontawbanku,ewentualne

inwestycje,własnośćzarejestrowanananazwisko,wszystko,coudasiępaniznaleźć.Iniech

panisprawdzi,czymamycośusiebie.

-Billingitelefoniczne?

-Nie,narazietowystarczy.

-Nakiedymamtozrobić?

-Jakpanimyśli?-spytałzuśmiechem.

Odsunęłamankietbluzkiispojrzałanaciężkizegarekpłetwonurka,którynosiłana

lewejręce.

-Informacjezurzędówmiejskichpostaramsięzdobyćjeszczedzisiaj.

-Alebankijużsązamknięte,więcztymmożnazaczekaćdojutra.

background image

Elettrauśmiechnęłasiędoniego.

-Rejestrybankowenigdyniesązamknięte.Zakilkagodzinpowinnammieć

wszystko.-Schyliłasięiwyciągnęłazszufladyplikdokumentów.-Mamtutajcośtakiego-

zaczęła,leczprzerwałaispojrzaławkierunkudrzwi.

Brunettiodruchowosięodwróciłiujrzałwracającegozobiaduvice-questorePattę,

któryspojrzałnaniegojaknapowietrze.

-SignorinaElettra?-zwróciłsiędoswojejsekretarki.

-Tak,dottore!

-Proszęprzyjśćdomniedobiura,chciałbympodyktowaćpanilist.

-Oczywiście,dottore.-Elettrapołożyławyciągniętezszufladypapierynabiurkui

postukaławniepalcem,któregotogestuPattaniemógłzobaczyć,ponieważstałza

Brunettim.Zgórnejszufladywyjęłastaromodnybloczekstenograficzny.Czyżbyludzie

wciążjeszczedyktowalilisty,asekretarkisiadywałyznogązałożonąnanogę,jakJoan

Crawford,szybkozapełniająckarteczkizygzakamiikrzyżykami?Takczyinaczej,Brunetti

uświadomiłsobie,żetoprzecieżsignorinaElettrazajmowałasięcałąjegokorespondencją.

Toonagłowiłasięnaddoboremwyrażeń,któremiałydodaćwagirzeczomprostym,azbyt

zawiłeuprościć,onastarałasiędyplomatyczniezłagodzićżądania,którewykraczałypoza

kompetencjepolicji.

KiedyPattamijałgowdrodzedoswegogabinetu,Brunettimiałnieodparteuczucie,

żezachowujesięjakpłochliweleśnezwierzątko,możelemur,którezamierabezruchuna

najlżejszynawetodgłos,wyobrażającsobie,żestajesięwtensposóbniewidzialne,iwierząc,

żetojeochroniprzedgrasującymwpobliżudrapieżnikiem.Zanimzdążyłcośpowiedzieć

signorinieElettrze,kobietawstałaiidączaPattą,rzuciławymownespojrzenienapapiery,

którezostawiłanabiurku.Brunettiniezauważyłnawetśladupłochliwościwjejpostawie.

Kiedyzamknęłazasobądrzwi,wziąłdokumenty,apotemszybkonapisałkrótkilist,prosząc

background image

jąoustalenienazwiskawłaścicieladomu,przedktórymznalezionoRossiego.

Rozdział18

Idącdoswegopokoju,rzuciłokiemnapapiery,którewziąłzbiurkasignorinyElettry

-byłtodługiwydruknumerów,podktóreRossidzwoniłodsiebiezmieszkaniaizbiura.Na

marginesieElettrazanotowała,żeRossiniemiałprywatnegotelefonukomórkowego,co

sugerowało,żedoBrunettiegodzwoniłzesłużbowejkomórkinależącejdoUfficioCatasto.

Ażczteryrazywciąguniecałychdwóchtygodnidzwoniłodsiebiezbiurapodtensamnumer

wFerrarzeiBrunettipomyślał,żejesttonumerkancelariiGaviniegoiCappellego.Kiedyto

sprawdził,okazałosię,żepamięćgoniemyliła.Ostatniepołączeniemiałomiejscew

przeddzieńzabójstwaCappellego.

Brunettisiedziałdługiczas,zastanawiającsię,jakiemożebyćpowiązaniemiędzy

RossimiCappellim.Corazbardziejskłaniałsiękumyśli,żeobajzostalizamordowani.

CzekającnasignorinęElettrę,rozważałwielespraw.Gdzieznajdowałosiębiuro

RossiegowUfficioCatasto?Czymiałwłasnypokójzapewniającyprywatność?Dlaczego

akuratRighettozostałwyznaczonynasędziegośledczegowsprawiemorderstwaCappellego?

Czyistniejemożliwość,żebyzawodowymordercapomyliłofiarę?Idlaczegowtakimrazie

niepodjąłżadnejpróby,żebyjednakzabićczłowieka,któryrzeczywiściebyłjegocelem?

Zacząłrównieżzastanawiaćsięnadtym,ktomógłbydostarczyćmuinformacji,tyleżenie

bardzowiedział,jakichinformacjiwłaściwiepotrzebuje.NapewnonatematVolpatów.

Powinienteżsięczegośdowiedziećonielegalnymprzepływiepieniędzyzrąkdorąktutaj,w

Wenecji,izwiązanychztympotajemnychoperacjachfinansowych.

Jakwiększośćwenecjanwiedział,żewUfficioCatastoprzechowujesięakty

własnościisprzedażynieruchomości.Dotegojednakograniczałasięjegowiedzao

działalnościtegourzędu.Przypomniałsobie,zjakimentuzjazmemRossimumówił,żew

ramachoszczędnościkilkabiurłączyswojearchiwa,żebyusprawnićsystemizapewnićłatwy

background image

dostępdoinformacji.Żałowałteraz,żeniezachęciłurzędnika,żebycoświęcejmuotym

powiedział.

Zdolnejszufladywyciągnąłksiążkętelefoniczną,otworzyłjąna„B”izaczął

przeglądaćwposzukiwaniupewnegonumeru.Znalazłszygo,natychmiastzadzwonił.

-Bucintoro,BiuroHandluNieruchomościami,słucham?-odezwałsiękobiecygłos.

-Ciao,Stefania-powiedział.

-Guido!Cosięstało?-spytała,zaskakującgotympytaniem,ponieważniewiedział,

cowjegogłosiemogłogozdradzić.

-Potrzebujępewnychinformacji-odrzekł.

-Apocóżinnegomógłbyśdomniedzwonić?-spytałatonempozbawionymzwykłej

flirciarskiejnuty.

Postanowiłniezwracaćuwagianinaprzyganęukrytąwjejgłosie,aninaotwarty

krytycyzmzawartywpytaniu.

-PotrzebujęinformacjioUfficioCatasto.

-Oczym?-niemalwykrzyknęła,udająckonsternację.

-OUfficioCatasto.Chcęwiedzieć,czymonidokładniesięzajmują,ktotampracujei

czyjestwśródnichktoś,komuewentualniemógłbymzaufać.

-Możnapowiedzieć,Guido,żetodużezamówienie-rzekła.

-Dlategodzwoniędociebie.

Podawnemuzaczęłasięwdzięczyć.

-Ajatymczasemsiedzętuiznadziejąwyczekuję,żepewnegodniazadzwoniszdo

mniezzupełnieinnąpropozycją.

-Zjaką,skarbie?Żądaj,czegochcesz!-odezwałsiętonemRudolfaValentino.

Stefaniabyłaszczęśliwąmężatkąimatkąbliźniaków.

-Mieszkaniadokupienia,oczywiście.

background image

-Możeijabędęmusiałzrobićtosamo-oświadczyłBrunetti,naglepoważniejąc.

-Dlaczego?

-Podobnomojemieszkaniemabyćprzeznaczonedorozbiórki.

-Cotoznaczydorozbiórki?

-Żetrzebabędziejezburzyć.

Ledwotopowiedział,usłyszałwybuchperlistegośmiechuStefanii,niebyłjednak

pewien,czyrozśmieszyłająabsurdalnośćtejsytuacji,czyteżfakt,żeonmógłjąuważaćza

niezwykłą.Jeszczeparęrazyzachichotała,apotemstwierdziła:

-Niemówiszchybapoważnie.

-Jaknajzupełniej.ByłumniektośzUfficioCatasto,ktomidokładnietakprzedstawił

sprawę.Niemamwymaganychdokumentówanizezwolenianabudowę,aniprotokołu

odbioru.Mogąwięcpodjąćdecyzję,żenależyjezburzyć.

-Musiałeścośźlezrozumieć-powiedziałaStefania.

-Niewyglądałonato,żebytenurzędnikżartował.

-Kiedytobyło?

-Kilkamiesięcytemu.

-Czyodtegoczasuktośsiędociebieodezwał?

-Nie.Dlategowłaśniedzwoniędociebie.

-Dlaczegoniezadzwoniszdonich?

-Wolęnajpierwporozmawiaćztobą.

-Dlaczego?

-Chcęwiedzieć,jakiemamprawa.Noichciałbymwiedzieć,ktokonkretniewtym

urzędziedecyduje.

Stefaniamilczała.

-Czyznasztamkogośważnego?-nieustępowałBrunetti.

background image

-Znamtychsamychcowszyscyludziezmojejbranży.

-Naprzykładkogo?

-NajważniejszytoFabriziodalCarlo,szefcałegourzędu.Aroganckicham.-Stefania

prychnęłapogardliwie.-Matakiegoasystenta,Esposita,aletensięwogólenieliczy,bodal

Carlojestwszechwładny.PotemjestsignorinaDolfin,Loredana,wktórejżyciu,

przynajmniejtakmipowiedziano,licząsiętylkodwierzeczy.Pierwszatojejszlacheckie

pochodzenie.Niedajenikomuzapomnieć,żenawetjeślijesttylkosekretarką,pochodziw

prostejliniioddożyGiovanniegoDelfina.Zapomniałam,kiedyonżył.

-GiovanniDolfin?Byłdożąod1356do1361roku.Zmarłpodczasepidemii-

poinformowałjąBrunetti,apotem,żebyzabardzonieodbiegałaodtematurozmowy,spytał:

-Atadrugarzecz?

-FabriziodalCarlo,wktórymsiępodkochuje.-Stefaniaodczekałachwilę,żebydo

Brunettiegodotarłyterewelacje,poczymrzekła:-Zgrywaniesięnaarystokratkęwychodzi

jejdużolepiejniżadorowanieszefa.DalCarlokażejejharowaćjakniewolnicy,aletoją

chybauszczęśliwia.Jakmożnaczućcokolwiekpróczpogardydlategoczłowieka,tegonie

jestemwstaniezrozumieć.

-Czycośichłączy?

Stefaniawybuchnęłaśmiechem.

-BrońBoże,onamogłabybyćjegomatką.Pozatymonmażonęiconajmniejjedną

kochankę,więcnawetgdybysignorinaDolfinniebyłabrzydkajaknoc,itakniemiałbydla

niejzbytwieleczasu.Tonaprawdębeznadziejne!-dodałapochwili.-Kobietapoświęciła

całeżycielojalnejsłużbietemutrzeciorzędnemuRomeowi,oczekując,żektóregośdniaon

zdasobiesprawę,jakbardzoonagokocha,izemdlejezwrażenianamyśl,jakizaszczytgo

spotkał.Boże,cozagłupota!Gdybytoniebyłotakiesmutne,mogłobybyćnawetśmieszne.

-Mówisztak,jakbytahistoriabyłaogólnieznana.

background image

-Bojest.Aprzynajmniejznająjąwszyscy,którzyznimipracują.

-Wiadomonawetojegoromansach?

-Toakuratpewniemabyćtajemnica.

-Aleniejest?

-Nie.Tusięniczegoniedautrzymaćwtajemnicy,prawda?

-Maszrację-zgodziłsięBrunetti,wtymmomenciezadowolony,żetakwłaśniejest.

-Maszjeszczecoś?

-Nie,nicminieprzychodzidogłowy.Dośćtychplotek.Natomiastmyślę,że

powinieneśdonichzadzwonićispytać,ocochodziztwoimmieszkaniem.Ztego,co

słyszałam,pomysłpołączeniawszystkicharchiwówbyłjedyniezasłonądymną.Tonigdynie

nastąpi.

-Zasłonądymną?Poco?

-Podobnoktośzwładzmiastastwierdził,żeponieważwostatnichlatachtyle

renowacjiwykonanonielegalnie,toznaczyniezgodnieztym,cozawierałypierwotneplany,

lepiejbybyło,gdybyoweplanypoznikały.Wtensposóbnicniemożnabysprawdzić.Więc

wymyśliliprojekt,żebywszystkorazempołączyć.

-Niejestempewien,czydobrzecięzrozumiałem,Stefanio.

-Przecieżtoproste,Guido-zbeształagoStefania.-Kiedyzaczętobyprzesyłać

dokumentyzjednegobiuradodrugiego,podrodzenapewnocośbypoginęło.To

nieuniknionewtakimzamieszaniu.

Brunettiuznał,żetowyjątkowopomysłoweiskuteczneposunięcie.Mógłbyprzyjąć

takąstrategię,gdybymusiałsięprzedkimśtłumaczyć,dlaczegoniemawymaganych

zaświadczeńdotyczącychbudowymieszkania.

-Awięc-wszedłjejwsłowo-naewentualnepytanie,czemutaścianastoitutaj,ato

oknojestakurattam,właścicielmógłbywyciągnąćswojewłasneplany...

background image

-Którebybyłyzgodne,rzeczjasna,zobecnymstanemdomu-dokończyłaStefania.

-Iktórezastąpiłybyplanyoficjalne,sprytniezagubionepodczasreorganizacji

archiwów-ciągnąłBrunettiprzyaprobującympomrukuStefanii,zadowolonej,żezaczął

cokolwiekpojmować.-Żadenmiejskiinspektoraniprzyszłynabywcaniemogliby

stwierdzić,żeaktualneplanyróżniąsięodtychzaginionych-zakończył,poczymjakby

wycofałsięcichcem,wpełniusatysfakcjonowanyswymwcześniejszymodkryciem.Tutto

crollamanullacrolla,słyszałoddzieciństwaifaktyczniewydawałosiętoprawdą:jużtysiąc

latminęło,odkądnatympodmokłymtereniewzniesionopierwszedomy,wieczpewnością

wieluznichnierazgroziłozawalenie,leczwszystkienadalstały.Pochylałysię,pękały,

zniekształcały,niemógłsobiejednakprzypomniećanijednegoprzypadku,żebyjakiś

budynekległwgruzach.Oczywiście,widywałdomyopuszczone,zzapadłymdachem,o

podpartychścianach,alenigdyniesłyszał,żebyjakiśdomzawaliłsięmieszkańcomnagłowę.

-Ktowpadłnatenpomysł?

-Niewiem.Dotegotrudnodojść.

-Czysątegoświadomipracownicyposzczególnychbiurobjętychplanem?

-Pomyśl,Guido-odrzekłaStefania,nieodpowiadającbezpośrednionajegopytanie.-

Ponieważitakmnóstwodokumentówginiewskutekzwykłejniekompetencji,ktoś,komu

szczególniezależy,żebyzaginęłyakuratte,anieinne,musitegoprzypilnować.

-Komumogłobynatymzależeć?

-Zpewnościąludziom,uktórychdokonywanonielegalnychzmian,albotym,którzy

mielinadzorowaćrenowacjęijejniedopilnowali.Albotym-dodałapochwili-których

podczaskontrolinakłoniono-wgłosieStefaniizabrzmiałaironia-żebyzaaprobowalito,co

figurujewplanach,mimoistniejącychróżnic.

-Awiecktomaprawodopodejmowaniatakichdecyzji?

-Komisjabudowlana.

background image

-Ileosóbjestwtakiejkomisji?

-Jednanakażdądzielnicę,ajestichsześć.

Brunettiwyobraziłsobieskalępodobnegoprzedsięwzięciaorazrzeszęludzi,którzy

musielibyćwniewtajemniczeni.-Czyniebyłobyprościejzrobićtak,jaksięchce,apotem,

gdybywyszłonajaw,żetoniejestzgodnezzatwierdzonymiplanami,poprostuzapłacić

karę,zamiastdawaćłapówkę,żebyktośteplanyzniszczył?Albozagubił?-poprawiłsię.

-Takludzierobilikiedyś.Teraz,kiedyżyjemywewspólnejEuropie,każącipłacić

karę,alerównieżzburzyćto,cozrobiłeśniezgodniezplanem,iodbudowaćwszystko,jak

należy.Akarysąstraszliwe:miałamklienta,któryzrobiłbezpozwolenianiedużytarasna

dachu,dwametrynatrzy.Niestety,doniósłnaniegosąsiad.Czterdzieścimilionówlirów,

Guido.Noimusiałrozebraćtaras.Kiedyśprzynajmniejtarasbymuzostał.Powiadamci,ta

wspólnaEuropanaszrujnuje.Wkrótcenieznajdzieszjużnikogo,ktoodważysięwziąć

łapówkę.

Brunettisłyszałwjejgłosiemoralnepotępienie.Niebyłpewien,czypodzielato

uczucie.

-Steffi,wymieniłaświeluludzi,alektowedługciebiebyłbyuprawniony,żeby

przedsięwziąćcośtakiego?

-KtośzUfficioCatasto-odpowiedziałanatychmiast.-Ajeślitamcokolwieksię

dzieje,todalCarlomusiwiedziećowszystkimizpewnościąjestprzykorycie.Przecież

prędzejczypóźniej,wszystkieplanymusząprzejśćprzezjegobiuro,azniszczyćtolubtamto

todlaniegodziecinnazabawa.

Stefaniazamilkła.

-Czymyśliszoczymśtakim,Guido?Opozbyciusięplanów?-spytałapochwili.

-Mówiłemcijuż,niemażadnychplanów.Głównieztegopowodudomnieprzyszli.

-Aleskoroniemażadnychplanów,tomożeszwłaśniepowiedzieć,żezaginęły

background image

podczasreorganizacjiwurzędzie.

-Alejakmamdowieść,żemojemieszkanieistnieje?Żebyłonaprawdęzbudowane?

Jużstawiająctopytanie,pojąłniedorzecznośćsytuacji:jakmożnadowodzić,że

istniejecoś,coistnieje?OdpowiedźStefaniibyłanatychmiastowa:

-Wystarczyznaleźćarchitekta,którynarysujeciplany.-ZanimBrunettizdążyłzadać

oczywistepytanie,dodała:-Ipoprosićgo,żebyjeantydatował.

-Stefanio,mówimytutajoczymś,comiałomiejscepięćdziesiątlattemu.

-Niekoniecznie.Powiesz,żeparęlattemuodnawiałeśmieszkanie,apotemzlecisz

narysowanieplanówpotwierdzającychjegoobecnystaniumieszczeniewnichdatytego

remontu.

Brunettiniewiedział,jaknatowszystkozareagować.

-Tojestnaprawdębardzoproste-ciągnęłaStefania.-Jeślichcesz,damcinazwisko

architekta,którytodlaciebiezrobi.Nicłatwiejszego.

Okazałatyledobrejwoli,żeniechciałjejrobićprzykrości.

-MuszęporadzićsięPaoli-odrzekł.

-Oczywiście!-wykrzyknęła.-Cozaniemotazemnie.Przecieżtojestrozwiązanie,

prawda?Jestempewna,żejejojciecznaludzi,którzyztymsobiezłatwościąporadzą.Nie

będzieszmusiałnawetstaraćsięoarchitekta.

Stefaniazamilkła.Dlaniejsprawabyłazałatwiona.

Brunettijużmiałjejnatoodpowiedzieć,gdyusłyszałwsłuchawce:

-Przepraszamcię,mamdrugitelefon.Módlsię,żebytobyłklient.Ciao,Guido.-I

rozłączyłasię.

Brunettiprzemyślałichrozmowę.Okazujesię,żerzeczywistośćpotrafibyć

elastyczna,zmieniaćsięnażyczenie;wystarczyłotutrochęnacisnąć,tamlekkopopchnąći

kształtowałasięwedleczyjejświzji.Wraziewiększychtrudnościnależałowytoczyćarmaty:

background image

poruszyćsprężynywładzy,użyćsiłypieniądza.Jakietoproste,jakiełatwe.

Tegotypurozumowanieprowadziłogodomiejsc,którychniemiałochotyodwiedzać,

sięgnąłwięcznówpoksiążkętelefonicznąitymrazemwyszukałnumerUfficioCatasto.

Telefondzwoniłdługo,leczniktnieodbierał.Spojrzałnazegarek.Dochodziłaczwarta.

Odłożyłsłuchawkę,wymyślającsobiepodnosemodgłupców,bojakmógłoczekiwać,że

zastanietamkogośotejporze.

Usadowiłsięwygodniej,oparłnogiowysuniętądolnąszufladębiurkai

skrzyżowawszyręcenapiersi,ponownieodtwarzałwpamięciwizytęRossiego.Sprawiał

wrażenieuczciwego,aletakwyglądająprawiewszyscy,zwłaszczacinieuczciwi.Poco

przyszedłwtedydoniegoosobiście,nadodatekwsobotę?Przecieżjużwysłalipismo.A

potemzanimzadzwonił,dowiedziałsię,żeBrunettijestkomisarzempolicji.Możeprzyszedł

zzamiaremwyciągnięciaodniegołapówki?Brunettiszybkoodrzuciłtakąmyśl.Rossimiał

uczciwośćwypisanąnatwarzy.

Amożekiedysięokazało,iżsignorBrunetti,którygdzieśzapodziałplanyswego

mieszkania,jestwysokiejrangipolicjantem,Rossizacząłzbieraćinformacjenajegotemat,

żebytęznajomośćwykorzystać?Niktnieośmieliłbysięzagłębiaćwtakdelikatnąmaterię,

nieprzeprowadziwszyrozpoznania;sekretpolegałnatym,kogopociągnąćzajęzyk,gdzie

zarzucićprzynętę,żebyzdobyćpotrzebneinformacje.AczyRossi,bezwzględunato,czego

bysiędowiedziałoBrunettim,zdecydowałbysięgopodejść,wykorzystującto,coodkryłw

UfficioCatasto?

Łapówkibranezawystawianielewychzezwoleńnabudowęwydawałysię

nieznaczącąpozycjąnaliścieróżnorakichnielegalnychprzychodówwurzędach

państwowych.Brunettiniewierzył,byktokolwiekchciałsięnarażać,atymbardziej

wystawiaćwłasneżycienaniebezpieczeństwo,grożącujawnieniemzmyślnegoplanu

opróżnianiapaństwowejkiesy.Wdrożenieprojektukomputeryzacjiarchiwów,atymsamym

background image

redukcjazbędnychpracowników,jedyniepodbiłobystawkę,aleBrunettiwątpił,czybyłoby

wystarczającympowodem,byzabićRossiego.

TerozważaniaprzerwałamusignorinaElettra,którawkroczyłabezpukaniadojego

biura.

-Czynieprzeszkadzam,commissario?-spytała.

-Nie,absolutnienie.Taksobiesiedzęirozmyślamnadproblememkorupcji.

-Wsektorzeprywatnymczypaństwowym?-spytała.

-Państwowym-odrzekł,chowającstopypodbiurkoisiadającprosto.

-ZkorupcjąwsektorzepaństwowymjesttakjakzczytaniemProusta-powiedziałaz

kamiennątwarząElettra.-Człowiekmyśli,żejużdobrnąłdokońca,atymczasemsię

okazuje,żejestjeszczewielenastępnychtomów.

Popatrzyłnanią,spodziewającsięrozwinięciatematu,aleElettrapołożyłatylkona

jegobiurkujakieśpapiery.

-Nauczyłamsięodpana,żebyniewierzyćwzbiegiokoliczności,dlategoproszę

spojrzeć,ktojestwłaścicielemtegodomu-rzekła.

-Volpatowie?-spytał,boterazwydałomusięlogiczne,żetomoglibyćtylkooni.

-Zgadzasię.

-Odjakdawna?

Elettranachyliłasiękuniemuiwyciągnęłaspomiędzydokumentówtrzeciąstronę.

-Odczterechlat.KupiligoodniejakiejMathildePonzi.Tujestcena-powiedziała,

wskazującpalcemrządcyfr.

-Dwieściepięćdziesiątmilionówlirów?-przeczytałBrunetti,nieposiadającsięze

zdumienia.-Czteropiętrowydom,którymusimiećconajmniejstopięćdziesiątmetrów

kwadratowychpowierzchni?

-Totylkosumapodanawurzędowymdokumencie,nicwięcej-powiedziała

background image

signorinaElettra.

Byłotajemnicąpoliszynela,żezewzględówpodatkowychcenadomupodanawakcie

sprzedażynigdynieodpowiadałaprawdziwej,ajeśliodpowiadała,totylkowtymsensie,że

cenęzadeklarowanąnależałopomnożyćprzezdwaalboprzeztrzy,żebyuzyskaćtę

rzeczywistą.

-Wiem.Alenawetjeślizapłacilitrzyrazytyle,tonadaljesttobardzotanio-rzekł

Brunetti.

-Jeślipanspojrzynaichinne,żetakpowiem,nabytki-signorinaElettrapołożyła

akcentnaostatniesłowo-zobaczypan,żemielipodobneszczęścieprzywiększości

transakcji.

Brunettizacząłstudiowaćwykazodpoczątku.Rzeczywiście,wszystkieswojedomy

Volpatowiekupowalipraktyczniezabezcen.PrzykażdejtransakcjisignorinaElettrapodała

powierzchnięnieruchomościiBrunettiszybkoobliczył,żeoficjalnienigdyniepłaciliwięcej

niżmilionlirówzametrkwadratowy.Nawetbiorącpoduwagęinflacjęidoliczającróżnicę

międzycenązadeklarowanąacenąrealną,wciążbyłotodużomniejniżjednatrzeciaśredniej

cenynieruchomościwWenecji.

BrunettipodniósłoczynasignorinęElettrę.

-Czydalejjesttosamo?

Przytaknęła.

-Ilemająnieruchomościnaswojenazwisko?

-Ponadczterdzieści,ajeszczenawetniezaczęłamsprawdzaćinnychVolpatów,

którzymogąokazaćsięichkrewnymi.

-Rozumiem.

DoostatnichstronElettraprzypięłabieżącewyciągibankowezichkont

indywidualnychiwspólnych.

background image

-Jakimsposobemzebrałapanitewszystkieinformacje...-zacząłBrunetti,alewidząc

twarzElettry,skończył:-...takszybko?

-Dziękiznajomym.Czymamrównieżzainteresowaćsięichrozmowami

telefonicznymi?

Brunettikiwnąłgłowątwierdząco,pewien,żeonaitakjużskontaktowałasięzkimśw

firmietelekomunikacyjnej.Elettrauśmiechnęłasięiopuściłapokój.Brunettiponownie

zagłębiłsięwzebranąprzezniądokumentację.Dowodziłaonabardzodziwnychrzeczy.

Przypomniałsobie,żekiedyzobaczyłVolpatównaCampoSanLuca,wydalimusięostatnimi

nędzarzami.Atymczasempapiery,któremiałprzedoczami,świadczyły,żebylitoludzie

niewyobrażalniebogaci.Jeśliwynajęlichoćpołowęposiadanychprzezsiebiedomów-a

mieszkańcyWenecjiniekupowalibymieszkańpoto,żebystałypuste-musielidostawaćod

najemcówconajmniejdwadzieściaczytrzydzieścimilionówlirówmiesięcznie.Żebyzarobić

takąsumę,ludzieczęstopracowalicałyrok.DużaczęśćmajątkuVolpatówbyłabezpiecznie

ulokowanawczterechróżnychbankach,ajeszczewięcejzainwestowaliwobligacje

państwowe.Brunettiniewielerozumiałzmediolańskiejgiełdy,alewiedział,któreakcjesą

najbezpieczniejsze.Volpatowiewykupilipakietywartesetkimilionów.

Tychdwojenędzarzy!Przypomniałsobiezniszczonąrączkęjejplastikowejtorby,

znoszonebutymęża.Cosięzatymkryło?Kamuflażmającyichchronićprzedzazdrosnym

okiemmiastaczychorobliweskąpstwo?IjakztympołączyćśmierćFrancaRossiego,

któregozmasakrowaneciałoznalezionoprzeddomemnależącymdoVolpatów?

Rozdział19

NastępnągodzinęBrunettispędził,rozmyślającochciwości,wadzie,doktórej

wenecjaniezawszemielinaturalnąskłonność.LaSerenissima*[LaSerenissima-

najjaśniejsza,przydomekWenecji.]odzaraniadziejówbyłaprzedsięwzięciemhandlowym,

toteżjednymznajważniejszychdążeńjejmieszkańcówstałosięgromadzeniedóbr.W

background image

przeciwieństwiedorozrzutnychpołudniowców,rzymianczyflorentyńczyków,którzy

zarabialipieniądzepoto,byjetrwonić,azłotepółmiskiikielichywrzucalidoArnoiTybru,

popisującsięswoimbogactwem,wenecjaniebardzowcześnienauczylisięzbierać,ciułaći

pomnażaćswezdobycze,nauczylisięrównieżukrywaćswójmajątek.Niedotyczyto,rzecz

jasna,wielkichpalazziwzdłużCanalGrande,lecztenależałydorodówMoncenigolub

Barbaro,takszczodrzeobdarzonychprzezbogówmamony,żewszelkiepróbyukrywania

zamożnościbyłybydaremne.Sławachroniłaichprzedchorobliwąchciwością.

Symptomyowejchciwościbyłyowielebardziejwidocznewpomniejszychrodzinach

pulchnychkupców,budującychskromniejszepalazziprzybocznychkanałach,częstonad

własnymimagazynamiiskładami,abytakjakptakiwysiadującepisklętacałyczasbyćw

bliskimfizycznymkontakciezeswymmajątkiem.Tammogliwygrzewaćsięwblasku

sprowadzonychzeWschoduprzyprawitkanin,arobilitowsekrecieprzedsąsiadami,byci

niedomyślilisię,czegostrzegąkratyzanurzonychwwodziebram.

Zupływemwiekówtaskłonnośćdogromadzeniadóbrprzenikałastopniowodo

uboższychwarstw,bywkońcuzapuścićkorzeniewśródcałejweneckiejspołeczności.

Tendencjataprzybierałaróżnenazwy-oszczędność,gospodarność,zapobiegliwość-isam

Brunettizostałwychowanywposzanowaniutychcech.Jednakżewswejnajbardziej

przesadnejformiestawałysięoneniczymwięcejjakniepohamowanym,niemiłosiernym

skąpstwem,chorobąniszczącąnietylkoosobęzarażoną,aleiwszystkich,którzymieliznią

kontakt.

Przypomniałsobie,jakkiedyś,gdybyłmłodympolicjantem,powołanogonaświadka

przyotwieraniudomupewnejstaruszki,zmarłejnaoddzialeogólnymszpitala.Opróczwieku

powodemśmiercibyłozagłodzenieiwyniszczeniefizyczne,będącerezultatemdługotrwałego

przebywaniawzimnie.Udalisięwetrzechpodadresfigurującywjejdowodzietożsamości.

Gdywyłamalizamkiwdrzwiachiweszli,znaleźlisięwmieszkaniuopowierzchni

background image

przekraczającejdwieściemetrówkwadratowych.Mieszkaniebyłozapuszczone,przesiąknięte

woniąkociegomoczu,awewszystkichpokojachstałypudłapełnemakulatury,naktórych

leżałyplastikoweworkizeszmatamiiznoszonąodzieżą.Wjednymzpokoipiętrzyłysię

torbywypełnionerozmaitymibutelkamiibuteleczkami-powinie,pomleku,polekarstwach.

Winnymstałaflorentyńskaszafazpiętnastegowieku,późniejwycenionanaconajmniejsto

dwadzieściamilionówlirów.

Mimożedziałosiętowlutym,wmieszkaniuniebyłoogrzewania,niedlatego,że

zostałowyłączone,aledlatego,żewogóleniebyłotuinstalacji.Dwóchpolicjantówzaczęło

przeglądaćpapiery,żebyznaleźćewentualnychkrewnychkobiety.KiedyBrunettiwysunął

jednązszufladwsypialni,zobaczyłzwiązanykawałkiembrudnegosznurkazwitek

banknotówonominalepięćdziesięciutysięcylirów.Jegokolega,przeszukującysalon,znalazł

stosikpocztowychksiążeczekoszczędnościowych;nakażdejwkładwynosiłponad

pięćdziesiątmilionówlirów.

Wtymmomencieopuścilidom,opieczętowaligoipowiadomiliGuardiadiFinanza.

PóźniejBrunettisiędowiedział,żetastarakobieta,któraniemiałażadnychżyjących

krewnychiniesporządziłatestamentu,zostawiłaponadczterymiliardylirów.Pieniądzete

przeszłynawłasnośćskarbupaństwa.

NajlepszyprzyjacielBrunettiegoczęstopowtarzał,żechciałby,abyśmierćzabrałago

wmomencie,kiedykładącnaladębaruswójostatnilir,zawoła:„Proseccodlawszystkich!”I

takteżsięstało.Losdałmupożyćoczterdzieścilatkrócejniżowejstarejkobiecie,ale

Brunettiwiedział,żemiałprzynajmniejowielelepszeżycieiowielelepsząśmierć.

Otrząsnąłsięztychwspomnieńiwyciągnąłzszufladyaktualnygrafikdyżurów,z

któregozulgąwyczytał,żewtymtygodniuVianellopełninocnąsłużbę.Zadzwoniłdoniego

-sierżantwłaśnieodnawiałkuchnięizzadowoleniemprzyjąłpropozycjęBrunettiego,aby

spotkalisięwUfficioCatastonazajutrzojedenastejprzedpołudniem.

background image

TakjakwiększośćWłochówBrunettiniemiałaniniechciałmiećznajomychw

GuardiadiFinanza.NiemniejmusiałjakośdotrzećdoinformacjinatematVolpatów,które

tenurządposiadał,gdyżtylkoFinanza,wściubiającanoswnajintymniejszesekretyfinansowe

obywateli,mogłamiećpojęcie,jakaczęśćolbrzymiegomajątkuVolpatówbyłazgłoszona,a

tymsamymopodatkowana.Zamiastłamaćsobiegłowę,jakichformalnościnależałoby

dopełnić,byuzyskaćteinformacje,BrunettizadzwoniłdosignorinyElettry.

-Ach,GuardiadiFinanza!-powiedziała,niekryjącradości,jakąsprawiłajejta

prośba.-Oddawnamarzęoczymśtakim.

-Czymogłabytopanizałatwićnawłasnąrękę,signorina?

-Czemunie-odrzekłazdziwiona,żejąotopyta.-Tyleżebyłobytokłusownictwo,

prawda?

-Ajeślijapaniąotopoproszę?

-Tocoinnego.Tooznaczapolowanienagrubegozwierza-powiedziała,wzdychając,

irozłączyłasię.

Brunettizadzwoniłdowydziałudochodzeniowegoizapytał,kiedydostanieraportw

sprawiebudynku,przedktórymznalezionoRossiego.Pokilkuminutachpowiedzianomu,że

wprawdzienamiejscezdarzeniawysłanodwóchpolicjantów,aleponieważnarusztowaniach

pracowalirobotnicy,stwierdzili,żeitaknicnieznajdą.Wrócilidokomendy,niewchodząc

nawetdodomu.

Jużchciałzrezygnować,zniechęconykolejnymniepowodzeniemwynikającymz

brakuzaangażowaniaiinicjatywy,kiedyprzyszłomudogłowy,żebyspytać,ilurobotników

tampracowało.

Poproszonogo,żebyzaczekał,ipochwilidotelefonupodszedłjedenzpolicjantów,

którzymielizbadaćtomiejsce.

-Tak,commissario?

background image

-Kiedypodeszliściedobudynku,ilurobotnikówtampracowało?

-Widziałemdwóch,nadrugimpiętrze.

-Czyktośstałnarusztowaniu?

-Niewidziałemnikogo.

-Tylkotychdwóch?

-Takjest.

-Gdziedokładniesięznajdowali?

-Przyoknie.

-Agdziebyli,kiedyprzyjechaliście?

Policjantzastanowiłsięchwilę.

-Podeszlidookna,gdyzastukaliśmydodrzwi-odrzekł.

-Proszęmidokładnieopowiedzieć,jaktosięodbyło-nalegałBrunetti.

-Próbowaliśmyotworzyćdrzwi,alebyłyzamknięte,potemzapukaliśmyijedenz

nichwystawiłgłowęprzezoknoispytał,czegochcemy.Pedonewyjaśnił,kimjesteśmyipo

coprzyszliśmy,nacotenfacetpowiedział,żeonipracujątujużoddwóchdni,żejest

strasznybałagan,wszędziemnóstwobruduipyłu,iżeitakwszystkopoprzestawiali.Potem

podszedłtendrugi.Nieodezwałsię,alebyłcałyzakurzony,więcbyłojasne,żetampracują.

Zapadładługacisza.

-Noi?-przynagliłgoBrunetti.

-Pedonezapytałooknairusztowanianafasadzie,botomieliśmydokładnieobejrzeć,

prawda,commissario?

-Tak.

-Facetpowiedział,żeoniprzezcałydzieńwciągaliprzezoknaworkizcementem,

więcPedoneuznał,żewtejsytuacjiniemasensutegooglądać.

Brunettimilczał.Podłuższejchwilispytał:

background image

-Jakbyliubrani?

-Słucham?

-Jakbyliubrani?Jakrobotnicy?

-Niewiem,paniekomisarzu.Byliwoknienadrugimpiętrze,amypatrzyliśmyna

nichzdołu,więcwidzieliśmytylkogłowyiramiona.-Policjantzastanowiłsięchwilęidodał:

-Wydajemisię,żeten,zktórymrozmawialiśmy,miałnasobiemarynarkę.

-Dlaczegowtakimraziewzięliściegozarobotnika?

-Botakpowiedział,commissario.Apozatym,jeśliniebyłrobotnikiem,tocobyrobił

wtymbudynku?

Brunettidomyślałsię,cociludziemoglitamrobić,uznałjednak,żeniemasensuo

tymwspominać.Przezchwilęmiałochotęrozkazaćpolicjantowi,żebywrazzkolegą

natychmiasttamwróciliidokładniezbadalimiejscewypadku,alesięrozmyślił.Podziękował

zainformacjeisięrozłączył.

Dziesięćlattemutakarozmowawyprowadziłabygozrównowagi;dziśjedynie

potwierdziłanieciekawąopinię,jakąmiałoswoichkolegachpofachu.Wnajczarniejszych

chwilachzastanawiałsię,czyprzypadkiemwiększośćznichniejestopłacanaprzezmafię,

choćwiedział,żetenincydentbyłtylkokolejnymprzykłademszerzącychsięwpolicji

niekompetencjiizobojętnienia.Lub,byćmoże,byłtoprzejawcorazsilniejszegopoczucia-

któreijemuniebyłoobce-żewszelkiepróbyzapobieganiaprzestępstwomlubkaraniaich

sprawcówsąskazanenaporażkę.

Zamiastjednaktkwićtuniczymwostatnimbastionieoporu,zamknąłwszufladzie

dokumentydotycząceVolpatówiwyszedłzbiura.Dzieńpróbowałgoznęcićwszystkimi

urokami:ptakiwesołoświergotały,glicyniaroztaczałasłodkizapach,którydocierałtuażz

drugiegobrzegukanału,wreszciejakiśzbłąkanykotpodszedłizacząłocieraćmusięonogi.

Brunettinachyliłsięipodrapałgozauszami.Wiedziałjuż,cozrobi.

background image

Doszedłdonabrzeżaiwsiadłdotramwajuwodnegopłynącegowkierunkudworca.

WysiadłnaSanBasilio,cofnąłsięniecokuAngeloRaffaeleichwilępotemdotarłdowąskiej

uliczki,przyktórejznalezionociałoRossiego.Skręciłwniąizobaczyłdom,doktórego

zmierzał-niezauważyłjednak,żebyktokolwiekprzynimpracował.Narusztowaniachnie

kręcilisiężadnirobotnicy,aokiennicebyłyzamknięte.Podszedłbliżejiprzyjrzałsię

drzwiom.Wciążwisiałnanichmetalowyłańcuchzkłódką,aleśrubymocująceskobeldo

framugibyłyobluzowane,takżecałetozabezpieczeniemożnabyłobeztruduzdjąć,coteż

Brunettizrobił.Drzwiotworzyłysię,skrzypiącnazawiasach.

Wszedłdośrodka.Zciekawościsprawdził,czybędącpotejstronie,możepowtykaćz

powrotemdodziurekśrubyprzytrzymująceskobel-byłotomożliwe,ponieważłańcuchbył

wystarczającodługiimógłswobodnieprzełożyćdłońprzezszczelinę.Kiedywłożyłśrubyna

miejsce,przyciągnąłdrzwidosiebie.Byłterazbezpieczny,gdyżzzewnątrzdomwyglądałna

zamknięty.

Odwróciłsięinakońcukorytarzazobaczyłkamienneschody.Nierobiącżadnego

hałasu,Brunettiwspiąłsięnadrugiepiętro,gdzieprzystanąłniecozdezorientowany,

ponieważwchodzącposchodach,wielokrotnieskręcał.Zlewejstronyprzesączałsiędo

środkapromyczekświatła,przypuszczałwięc,żetamjestfasadadomu.Skierowałsiękuniej.

Gdzieśzgórydobiegłgoniewyraźny,stłumionydźwięk.Zamarłizacząłsię

zastanawiać,gdzietymrazemzostawiłpistolet:zamkniętywmetalowejkasetcewdomu,w

szafcenastrzelnicyczywkieszenimarynarkiwiszącejwszafiewjegobiurze.Poco

dociekać,gdziemożebyć,skorowiadomonapewno,żeniemagoprzysobie.

Czekał,wydychającpowietrzeprzezusta;wyraźnieczułczyjąśobecność.

Przestępującprzezpustąplastikowąbutelkę,podszedłdodrzwipoprawejstronieistanąłwe

wnęce.Spojrzałnazegarek:szóstatrzydzieści.Niedługozaczniezapadaćzmrok,wewnątrz

jużbyłociemno,tylkonikłeświatłoprzesączałosięprzezzasłonięteokiennicamifrontowe

background image

okna.

Czekał.Wtymbyłnaprawdędobry.Kiedyponowniespojrzałnazegarek,byłaszósta

trzydzieścipięć.Znówusłyszałniewyraźnydźwięk,nadaldobiegającyzgóry,alebliższy,

wyraźniejszy.Podłuższejprzerwiełagodnydźwiękzacząłjakbyschodzićschodamiwjego

kierunku.Terazbyłtobezwątpieniaodgłoskrokównadrewnianychschodachprowadzących

nastrych.

Czekał.Wsłabymświetleprzenikającymzdworuwnętrzeklatkischodowejwidoczne

byłojakzamgłąiBrunettinikogoniedostrzegał.Spojrzałwięcwlewoizobaczyłschodzącą

zgóryszarązjawę.Zamknąłoczyizacząłoddychaćwolniej.Następnydźwiękdobiegłgo

jakbyzpółpiętra,dokładnienaprzeciwniego,otworzyłwięcoczyinawidokniewyraźnej

postacizrobiłkrokdoprzoduikrzyknąłnacałygłos:

-Stać!Policja!

Rozległsiędziki,niemalzwierzęcywrzaskicośupadłoBrunettiemuprostopodnogi,

całyczaspiszcząctakprzeraźliwie,żeażkomisarzowiwłosyzjeżyłysięnagłowie.

Chwiejnymkrokiemprzedarłsięwkierunkufrontowejściany,otworzyłoknoipchnął

drewnianeokiennice,wpuszczającświatło.Nagleoślepiony,wróciłnadawnemiejsce,skąd

wciążdobiegałpisk,terazjużcichszy,nietakzalęknionyibardziejpodobnydogłosu

ludzkiego.

GdytylkoBrunettizobaczyłtowychudzoneciałoleżącenapodłodzeikulącesięze

strachuprzedciosami,odrazurozpoznałchłopaka.Byłjednymztrójki

dwudziestoparoletnichnarkomanów,którzyodlatwałęsalisiępoCampoSanBortolo,

chodzącodbarudobaru,zkażdymrokiemcorazbardziejtracąckontaktzrzeczywistością.

Tobyłnajwyższyznich,GinoZecchino,częstozatrzymywanyzahandelnarkotykamii

napadanienaturystów.Brunettiniewidziałchłopakaodbliskorokuiprzeraziłgojego

obecnystan.Miałdługie,przetłuszczoneczarnewłosy,zpewnościąodrażającewdotyku,

background image

wychudzonątwarzozapadniętychpoliczkach.Najwyraźniejdawnojużstraciłprzedniezęby.

Wyglądał,jakbyniejadłodwieludni.PochodziłzTreviso,niemiałtużadnejrodzinyize

swymidwomatowarzyszamimieszkałgdzieśzaCampoSanPolo.Tomieszkaniebyłodobrze

znaneweneckiejpolicji.

-Tymrazemprzeholowałeś,Gino,wstawaj!-krzyknąłBrunetti.-Podnośsię,alejuż!

Zecchinoprzestałjęczećizwróciłtwarztam,skąddobiegłdoniegogłos,wołającygo

poimieniu,choćnierozpoznawalny.Nieporuszyłsięjednak.

-Powiedziałemwstawaj!-wrzasnąłBrunettiwdialekcieweneckim,przybierając

gniewnyton.PopatrzyłnależącegoZecchina.Nawetwtymmarnymświetlebyłowidać

strupynagrzbietachdłoni,tam,gdzienarkomanpróbowałznaleźćżyły.-Wstawaj,botakci

przykopie,żezarazwylądujesznadole!-Brunettiużywałjęzyka,któregoprzezcałeżycie

wysłuchiwałwbarachicelachkomisariatów,główniepoto,żebypostraszyćZecchina.

Młodyczłowiekprzeturlałsięnaplecyicałyczasosłaniającciałorękami,zwrócił

twarzwkierunkugłosu,choćoczymiałzamknięte.

-Patrznamnie,kiedydociebiemówię!-rozkazałBrunetti.

Zecchinopodczołgałsiępodścianęiprzezzmrużoneoczyspojrzałnagórującąnad

nimwmrocznympomieszczeniusylwetkęBrunettiego.Płynnymruchemkomisarzzłapałgo

zapołymarynarkiipodniósł,zaskoczony,jakłatwomuposzło.

KiedyZecchinoznalazłsięnatylebliskoBrunettiego,żegorozpoznał,otworzył

szerokooczyzestrachuizacząłjęczeć:

-Janicniewidziałem,janicniewidziałem,janicniewidziałem...

Brunettiszarpnąłgodośćgwałtownie,przyciągającdosiebie.

-Gadaj,cosięstało!-krzyknął.

-Usłyszałemjakieśgłosynadole,jakbykłótnię.-Zecchinowyrzucałzsiebiesłowa

podwpływemstrachu.-Nadole,wdomu.Nachwilęprzestalisiękłócić,apotemznów

background image

zaczęli.Ja...jaichniewidziałem.Byłemcałyczastam.-Wskazałrękąschodyprowadzącena

strych.

-Icodalej?

-Niewiem.Słyszałem,jaktuweszliijakkrzyczeli.Alepotemmojadziewczynadała

midziałkęijużniewiem,cosiępóźniejdziało.-SpojrzałnaBrunettiego,ciekaw,naile

komisarzmuuwierzył.

-Chcęwiedziećwięcej,Zecchino-rzekłBrunetti,przysuwająctwarzdotwarzy

narkomanaiwdychającwstrętnyodór,któryświadczyłomartwicyzębówiwielulatach

złegoodżywiania.-Muszęwiedzieć,ktotobył.

Zecchinozacząłcośmamrotać,alepochwiliprzerwałispuściłwzrok.Kiedywkońcu

spojrzałnaBrunettiego,strachznikłzjegotwarzy,aoczyprzybrałyinnywyraz.Z

nieodgadnionychpowodówpojawiłasięwnichterazzwierzęcaprzebiegłość.

-Kiedywyszedłem,onleżałnaziemiprzeddomem-powiedział.

-Ruszałsię?

-Tak,odpychałsięstopami.Aleniemiał...-Zecchinozamilkł.Najwyraźniejcoś

kombinował.

-Czegoniemiał?-naciskałBrunetti.Niedoczekawszysięodpowiedzi,potrząsnął

chłopakiem,którywydałzsiebiekrótki,urwanyspazm.Znosazaczęłomucieknąćprostona

rękawkomisarza.BrunettipuściłgoiZecchinozatoczyłsięnaścianę.

-Zkimtubyłeś?-spytałkomisarz.

-Zmojądziewczyną.

-Pocotuprzyszliście?

-Pieprzyćsię.Pototuzwykleprzychodzimy.

Brunettiegoogarnęłoobrzydzenie.

-Cotobylizaludzie?-spytał,robiącpółkrokuwjegostronę.

background image

Instynktsamozachowawczychłopakawziąłgóręnadpanicznymstrachemiwtym

momencieprzewagaBrunettiegoznikła,ulotniłasięniczymnarkotycznawizja.Stałteraznad

tymwrakiemczłowieka,tylkokilkalatstarszegoodjegosyna,wiedząc,żeniemaszans

wyciągnąćzniegoprawdy.Naglepoczuł,żeniejestjużwstanieanisekundydłużej

oddychaćtymsamympowietrzemaniprzebywaćwtymsamymmiejscucoon.Przemógłsię

jednakipodszedłznówdookna.Spojrzałwdółnabruk,naktórywyrzuconoRossiegoipo

którymrannypróbowałsięczołgać.Powierzchniawzasięguconajmniejdwóchmetrówod

budynkuzostaładokładnieuprzątnięta.Niebyłożadnychworkówzcementem,niebyłoich

równieżwtympomieszczeniu.Znikłybezśladu,podobniejakrzekomirobotnicy,których

widzianowtymoknie.

Rozdział20

ZostawiwszyZecchinanaulicy,Brunettipowoliruszyłwkierunkudomu,leczani

łagodnywiosennywieczór,anidługispacerwzdłużkanałównieprzyniosłymuukojenia.

Nadłożyłsporodrogi,alepotrzebowałrozległychwidoków,zapachuwodyiszklaneczki

wina,napociechę,wznajomejkawiarencenaplacykukołomostuAccademia,byprzestać

myślećoZecchinie,zwłaszczaojegoprzebiegłymwyrachowaniupodkoniecspotkania.

PrzypomniałsobiesłowaPaoli,któramówiłaotym,jakajestzadowolona,żenigdynie

pociągałyjejnarkotyki,bobałasięskutkówichzażywania.Jemubrakowałotakiejotwartości

isamnigdyniczegoniepróbował,nawetkiedybyłstudentemikiedywszyscywokółniego

popalalitrawkę,głosząc,żetonajlepszadrogadowyzwoleniaumysłuzprzesądów

dławiącychklasęśrednią.Jegokoledzywogóleniemielipojęcia,żemarzyłwówczasotym,

bydzielićzklasąśredniąjejprzesądyicałąresztę.

WspomnienieZecchinawciążgomęczyłoiniemógłmyślećoniczyminnym.Przy

mościeAccademiazawahałsięchwilę,poczympostanowiłzrobićwielkiekołoiprzejść

przezCampoSanLuca.Wszedłnaschodymostuzespuszczonągłową,odrazuwięc

background image

zauważył,jakwielebiałychpionowychpowierzchnistopnibyłopopękanychlubodłupanych.

Kiedyostatnioremontowanomost?Dwa,trzylatatemu?Ajużwielestopniwymagało

odnowienia.Zacząłrozważać,najakichzasadachprzyznawanoprzedsiębiorcomkontraktna

takiremont,bypochwiliznówwrócićmyślamidoZecchinaitego,comupowiedział,zanim

zacząłkłaniać.Kłótnia.CiężkorannyRossipróbujeuciec.Itadziewczyna,gotowawspiąćsię

nastrychdokryjówkiZecchina,dogadzającazachciankomnarkomana.

NawidokbudynkuCassadiRisparmioskręciłwlewo,minąłksięgarnięiznalazłsię

naCampoSanLuca.WbarzeTorinozamówiłspritza,stanąłzkieliszkiempodoknemi

powiódłspojrzeniempoludziachkręcącychsiępoplacu.

SignoryVolpatoanijejmężaniebyło.Wypiłostatniłykspritza,odstawiłkieliszekna

kontuaripodałbarmanowikilkabanknotów.

-NiewidzęjakośsignoryVolpato-rzuciłodniechcenia,wskazującgłowącampo.

Barmanwręczyłmuparagoniresztę.

-Terazichniema.Zwykleprzychodząrano,podziesiątej.

-Muszęsięzniązobaczyć-powiedziałBrunettipodenerwowanymgłosem,

uśmiechającsięsztuczniedobarmana,jakbyszukałuniegozrozumienia.

-Przykromi-odrzekłbarmanizająłsięinnymklientem.

Brunettiwyszedł,skręciłwlewo,jeszczerazwlewoiwszedłdoapteki,którąwłaśnie

zamykano.

-Ciao,Guido-rzekłDanilo,jegoprzyjacielfarmaceuta,przekręcająckluczwzamku.

-Zarazskończęimożemygdzieśwstąpićnadrinka.

Brodatymężczyznaopróżniłkasę,wprawnieprzeliczyłpieniądzeiwyniósłjena

zaplecze.Brunettisłyszał,jaksiękrzątazadrzwiami,ichwilępotemDanilopojawiłsię,

ubranywskórzanąmarynarkę.

Brunettipoczułnasobiebadawczespojrzeniełagodnychbrązowychoczu.Danilo

background image

uśmiechnąłsięnieznacznie.

-Wyglądanato,żeprzyszedłeśpojakieśinformacje-powiedział.

-Czytoażtakwidać?

Danilowzruszyłramionami.

-Czasemwpadaszpolekarstwoiwyglądasznazmartwionego,innymrazemnadrinka

iwtedyjesteśzrelaksowany.Alekiedyprzychodziszpoinformacje,wyglądasztak-

powiedział,marszczącbrwi,iwbiłwBrunettiegospojrzeniezdradzającepierwszeoznaki

obłędu.

-Vala-rzekłkomisarz,uśmiechającsięmimowoli.

-Awięcocochodzi?Albookogo?

Brunettinieruszyłsięzmiejsca,myśląc,żemożelepiejodbyćtęrozmowęw

zamkniętejapteceniżwjednymztrzechbarównaplacu.

-AngelinaiMassimoVolpatowie-powiedział.

-MadrediDio!-wykrzyknąłaptekarz.-Lepiejjużpożyczpieniądzeodemnie.

Chodź-powiedział,chwytającgozaramięiciągnącwstronęzaplecza.-Otworzęsejf,a

potempowiem,żezłodziejbyłzamaskowany,obiecuję.

Brunettimyślał,żeDanilożartuje,lecztenkontynuował:

-Niechceszchybazwrócićsiędonich,Guido?Damciwszystko,comamwbanku,i

jestempewien,żeMauropożyczycijeszczewięcej.-Włączyłdoofertyswegoszefa.

-Nieotochodzi.-BrunettipołożyłuspokajającodłońnaramieniuDanila.-Jatylko

potrzebujęinformacjinaichtemat.

-Niemówmi,żewkońcupowinęłaimsięnogaiktośichzaskarżył?Fantastycznie!

-Ażtakdobrzeichznasz?

-Znamichodlat-oznajmiłDanilo,niemalspluwajączobrzydzenia.-Zwłaszczają.

Przychodziconajmniejraznatydzień,zobrazkamiświętychiróżańcemwręku.-Danilo

background image

zgarbiłsięipodłożyłpodbrodęzłączonedłonie.Przechyliłgłowęnabokispojrzałna

Brunettiego,uśmiechającsięześciągniętymiustami.Przechodzączdialektutyrolskiegona

wenecki,odezwałsiępiskliwie:-Och,dottorDanilo,niewiepan,jakwieledobrego

uczyniłamdlamieszkańcówtegomiasta!Niewiepan,iluludzijestmizatowdzięcznychi

modlisięzamnie.Nawetpansobieniewyobraża.

MimożeBrunettinigdyniesłyszałsignoryVolpato,wokrutnejparodiiDaniladojrzał

ucieleśnieniewszystkichznanychmuhipokrytów.

Aptekarzwyprostowałsięipostaćstarejkobietyznikła.

-Jakonatorobi?-spytałBrunetti.

-Ludziejąznają.Ijegoteż.Obydwojealboktóreśznichjestcoranonacampo.

Wszyscywiedzą,gdzieichznaleźć.

-Skądwiedzą?

-Askądludziezawszewszystkowiedzą?-odpowiedziałDanilopytaniem.-Wieści

sięrozchodzą.Jednymbrakujenazapłaceniepodatków,inniuprawiająhazard,atym,którzy

prowadząfirmy,niewystarczanapokryciewydatkówprzedkońcemmiesiąca.Podpisują

zobowiązanie,żeoddadząpieniądzezaczterytygodnie,adopożyczonejsumyzawsze

doliczasięprocent.Aleciludzieprzeważniemusząjeszczewięcejpożyczyć,żebyzwrócić

dług.Hazardziściniewygrywają,przedsiębiorcomcorazgorzejidąinteresy.

-Zadziwiamnie-powiedziałBrunettipochwilizastanowienia-żetowszystkojest

legalne.

-Acomożebyćbardziejlegalnegoniżdokumentsporządzonyunotariuszai

podpisanyprzezobydwiestrony?

-Którzynotariuszesiętymzajmują?

Danilowymieniłnazwiskatrzechszanowanychobywateli,prowadzącychwmieście

rozległąpraktykę.JedenznichpracowałdlateściaBrunettiego.

background image

-Wszyscytrzej?-Brunettiniekryłzdziwienia.

-Czymyślisz,żeVolpatowiedeklarująsumy,któreimpłacą?Czymyślisz,że

notariuszepłacąpodatekodtego,cozarabiająnaVolpatach?

Brunettiniebyłanitrochęzaskoczony,żenotariuszemaczająpalcewtakim

podejrzanyminteresiejakten,alezdziwiłygotetrzynazwiska-jedenznichbyłczłonkiem

zakonukawalerówmaltańskich,adrugibyłymradcąmiejskim.

-Nodobrze-rzekłDanilo.-Chodź,napijemysięczegośiopowieszmi,pococite

wszystkieinformacje.-WidzącminęBrunettiego,szybkosiępoprawił:-Alboinieopowiesz.

PoszlidoRosaSalvapodrugiejstroniecalle.Brunettipowiedziałmujedynie,że

interesujegodziałalnośćweneckichlichwiarzy,balansującanagranicyprawa.Klientkami

Danilabyłyprzeważniestarszekobietyiniemalwszystkiesięwnimpodkochiwały,toteż

docierałdoniegonieprzerwanystrumieńplotek.Przyjacielskiicierpliwy,zawszegotówich

wysłuchać,stałsięzbiegiemlatistnąskarbnicąkrążącychwmieściepogłosekiinsynuacjii

oddawnabyłdlaBrunettiegonieocenionymźródłeminformacji.Podałmunazwiskakilku

najbardziejznanychlichwiarzy,zeszczegółamiopisującichstanmajątkowy.

BiorącpoduwagęnastrójBrunettiegoijegopoczuciezawodowejdyskrecji,Danilo

podzieliłsięznimnajświeższymiplotkami,świadom,żekomisarzniebędziemuzadawał

dodatkowychpytań.Wpewnejchwilizerknąłnazegarek.

-Muszęjużlecieć-powiedział.-Jadamyoósmej.

RazemdoszliażdoRialto,rozmawiającnazwykłetematy.Pożegnalisięprzymoście,

jednemuidrugiemuspiesznobyłonadomowąkolację.

JużodparudniBrunettiemukołatałysiępogłowiebezładnestrzępyinformacji,które

międliłwmyślachbezkońca,próbującjeułożyćwjakiśspójnywzór.Doszedłdowniosku,

żepracownicyUfficioCatastomusząwiedziećokażdejplanowanejrenowacjidomu,jak

równieżotym,komuwymierzonogrzywnęzanielegalneprzeróbkidokonanewprzeszłości.

background image

Prawdopodobnieznaliteżwysokośćkar.Możenawetsamiwyznaczaliichwysokość.Musieli

jedyniesprawdzić,jakajestkondycjafinansowaprzyłapanychwłaścicieli-atoniestanowiło

wielkiegoproblemu.ZpewnościąpodtymwzględemsignorinaElettraniejestjedynym

geniuszemwmieście.Apotemkażdemu,ktonarzekał,żeniemapieniędzynazapłacenie

grzywny,wystarczyłodoradzić,byskontaktowałsięzVolpatami.

NajwyższyczasodwiedzićUfficio,pomyślałBrunetti.

Następnegoranka,kiedydotarłdokomendytużpowpółdodziewiątej,dyżurny

policjantpowiadomiłgo,żechwilęwcześniejbyłajakaśmłodakobieta,którachciałasięz

nimzobaczyć.Nie,niewyjaśniła,wjakiejsprawie,adowiedziawszysię,żeBrunettiego

jeszczeniema,powiedziała,żepójdzienakawęiwrócizajakiśczas.Komisarzpoprosił

młodegoczłowieka,żebyprzyprowadziłkobietędoniego,jaktylkosiępojawi.

Znalazłszysięwbiurze,przerzuciłpierwszestrony„IlGazzettino”iwłaśniemyślało

tym,żebywyjśćgdzieśnakawę,kiedywdrzwiachstanąłdyżurny,przepuszczającmłodą

kobietę,awłaściwiedziewczynę,zasalutowałiprzedodejściemzamknąłdrzwi.Widząc,że

dziewczynawciążtkwiprzywejściu,jakbysięobawiaławejśćdalej,komisarzprzywołałją

gestem.

-Proszęsięrozgościć,signorina-powiedział,zasiadającnaswymmiejscuza

biurkiem.

Dziewczynaprzeszłaprzezpokójiprzysiadłaskromnienabrzegukrzesła.Brunetti

rzuciłjejszybkiespojrzenie,poczympochyliłsięiprzesunąłjakąśkartkęzjednejstrony

biurkanadrugą.Chciałdaćdziewczynietrochęczasu,żebypoczułasięswobodniej.

Pochwiliznównaniąspojrzałiuśmiechnąłsiędoniejzachęcająco.Siedziałaprzed

nimszatynkaostrzyżonanachłopca,wdżinsachijasnoniebieskimswetrze.Miałapiwneoczy

irzęsytakgęste,żeBrunettiemuwydałysięsztuczne,zanimspostrzegł,żebyławogóle

nieumalowana.Wydawałamusięładna,choćnieodbiegałaurodąodwiększościmłodych

background image

dziewcząt:byładrobnejbudowy,miałaprostynosek,gładkąskóręimałeusta.Gdyby

zobaczyłjąwbarzepijącąkawę,niezwróciłbypewnienaniąuwagi,alewidzącjątutaj,

poczułsięniemalszczęśliwy,żemieszkawkraju,gdziejesttyleładnychdziewcząt,apiękne

teżnienależądorzadkości.

Dziewczynaodchrząknęłaraz,potemdrugiipowiedziała:

-JestemprzyjaciółkąMarca.

Miaławyjątkowopięknygłos,niski,melodyjnyibardzozmysłowy,pasującyraczej

dodojrzałejkobiety,którejniebrakowałowżyciuuciech.

Brunetticzekał,żebypowiedziałacoświęcej,aleponieważmilczała,spytał:

-Wjakimcelupanidomnieprzyszła,signorina?

-Chcępanupomócznaleźćludzi,którzygozabili.

Starającsięzachowaćnieporuszonątwarz,przetrawiałwmyśliinformację,żetomusi

byćtadziewczyna,któradzwoniładoMarcazWenecji,kiedybyłurodziców.

-Topanijesttymdrugimkróliczkiem?-spytałżyczliwie.

Pytanieniecojąspłoszyło.Splotłaręcenapiersiachizacisnęłausta,cofaktycznie

upodobniłojądokrólika.

-Skądpanotymwie?

-Widziałemjegorysunki.Uderzyłmniezarównojegotalent,jakiwyraźne

zamiłowaniedokrólików.

DziewczynaspuściłagłowęizpoczątkuBrunettipomyślał,żesięrozpłakała.Alenie;

uniosłagłowęispojrzałananiego.

-OpowiedziałamkiedyśMarcowi,żekiedybyłammała,miałamkróliczka.Wtedyon

powiedział,żejegoojcieczawszestrzelałdokrólikówalbojetruł,bouważał,żenawolności

toprawdziweszkodniki.Marcotegonienawidził.

-Rozumiem.

background image

Zapadłacisza.Pochwili,takjakbyniebyłomowyokrólikach,dziewczynarzekła:

-Wiem,kimonisą.

Nerwowowykręcałaręce,alejejgłospozostałspokojny,prawieuwodzicielski.

Brunettiemuprzyszłonamyśl,żejestzupełnienieświadomajegomocyipiękna.Skinieniem

głowyzachęciłjądomówienia.

-Toznaczywiem,ktosprzedałnarkotykiMarcowi-rzekła.-Niewiem,jaksię

nazywająci,odktórychkupuje,alejeśligopanporządnienastraszy,topanupowie.

-Obawiamsię,żestraszenieludziniejestmoimzawodem.-Brunettiuśmiechnąłsię,

chcąc,abytobyłaprawda.

-Mówiłamotakimnastraszeniu,żebyprzyszedłdopanaipowiedziałwszystko,co

wie.Zrobito,jeślibędziemyślał,żepanwie,kimonjest,iwkażdejchwilimożegopan

dopaść.

-Jeślipanipodamijegonazwisko,signorina,możemygopoprostuwezwaćna

przesłuchanie.

-Czyniebyłobylepiej,żebyzgłosiłsięsamidobrowolniepanuowszystkim

powiedział?

-Zpewnościątakbyłoby...

Przerwałamu.

-Wiepan,janiemamżadnegodowodu.Niemogęzaświadczyć,żewidziałam,jakon

sprzedawałtoMarcowi,aniżeMarcomipowiedział,żekupiłtoodniego.-Poruszyłasię

niespokojnienakrześleizłożyłaręcenaudach.-Alejajestempewna,żeonbytuprzyszedł,

gdybyniemiałinnegowyjścia,noiwiedząc,żenicmuzatoniegrozi.

Takątroskęmogątłumaczyćtylkowięzyrodzinne,uświadomiłsobieBrunetti.

-Przepraszam,alepanimisięnieprzedstawiła,signorina?

-Niezamierzamsiępanuprzedstawiać.-Słodyczzjejgłosunaglesięulotniła.

background image

Brunettiuniósłdłoniezrozsuniętymipalcami,dającdozrozumienia,żezostawiajej

wolnywybór.-Mapanidotegoprawo,signorina.Wtakiejsytuacjipowinnapanijednak

skłonićtęosobę,bymnieodwiedziła.

-Onmnienieposłucha.Nigdymnieniesłuchał-powiedziałaniewzruszona.

Brunettirozważał,jakiemamożliwości.Spojrzałnaswojąobrączkę,zauważył,że

byłacieńszaniżostatnimrazem,kiedyjejsięprzyglądał,corazbardziejzniszczonaprzez

czas.Popatrzyłnadziewczynę.

-Czyonczytagazety?-spytał.

Zaskoczona,odpowiedziałaodrazu:

-Tak.

-„IlGazzettino”?

-Tak.

-Możepanidopilnować,żebyjutroprzeczytał?

Kiwnęłagłowątwierdząco.

-Dobrze.Mamnadzieję,żetogowystarczającozachęci,bysiędonaszgłosił.Czy

pomożemupaniwpodjęciudecyzji?

Spuściłaoczyiznówpomyślał,żezbierajejsięnapłacz.Zamiasttegopowiedziała:

-OdśmierciMarcanicinnegonierobię.-Głosjejsięzałamałizacisnęłamocno

dłonie.Potrząsnęłagłową.-Onsięboi.Wogólemnieniesłucha.Moirodzi...-urwaławpół

słowa,potwierdzająctylkoto,czegoBrunettijużoddawnasiędomyślał.Pochyliłasięi

zobaczył,żeprzekazawszywiadomość,szykujesiędoucieczki.

Powoliwstałiwyszedłzzabiurka.Onarównieżwstałairuszyładodrzwi.

Brunettiwypuściłją,podziękowawszy,żeprzyszłaznimporozmawiać.Kiedyzaczęła

schodzićposchodach,zamknąłdrzwi,podbiegłdotelefonuiwybrałnumerdyżurki.

Rozpoznałgłosmłodegopolicjanta,któryjątuprzyprowadził.

background image

-Masi,nicniemów.Kiedydziewczynazejdzienadół,zatrzymajjąwdyżurceco

najmniejkilkaminut.Powiedz,żemusiszodnotowaćwrejestrze,októrejwyszła,wymyśl

coś,obojętneco,bylebyśjątrochęprzetrzymał.Potempozwóljejodejść.

NiedającMasiemuszansynaodpowiedź,rzuciłsłuchawkęipodszedłdowielkiej

drewnianejszafy.Otworzyłszarpnięciemdrzwiiściągnąłzwieszakastarątweedową

marynarkę,którawisiałatamjużodponadroku.Zmarynarkąwrękuzbiegłpodwastopnie

dopokojuodprawpiętroniżej.

Zadyszany,wpadłdośrodkaiodetchnąłzulgą,kiedyzobaczył,żePucettisiedziprzy

swoimbiurku.

-Pucetti!Wstawajizdejmujmarynarkę.

Młodyoficerzerwałsięiściągnąłbluzęodmunduru.Brunettipodałmutweedową

marynarkęzesłowami:

-Nadoleprzywyjściujestdziewczyna,prosiłemMasiego,żebyzatrzymałjąkilka

minutwdyżurce.Mamybardzomałoczasu.Chcę,żebyśjąśledził.Chodźzaniąnawetcały

dzień,jeślibędzietrzeba,alemuszęwiedzieć,dokądpójdzieiwogólekimjest.

Pucettibyłjużprzydrzwiach.Marynarkatrochęzniegozwisała,więcpodwinął

rękawy.Zerwałzszyikrawatirzuciłgowkierunkuswegobiurka.Kiedywychodziłz

komendy,wyglądałjakzwyczajnieubranymłodymężczyzna,którytegodniapostanowił

włożyćgranatowespodnieibiałąkoszulę,iżebyskompensowaćwojskowykrójspodni,

włożyłobszernąmarynarkę,podwijającszykownierękawy.

Brunettitymczasemwróciłdobiura,wykręciłnumerdziałuwiadomościbieżącychw

„IlGazzettino”,przedstawiłsięiopowiedziałhistorięotym,jaktopolicja,prowadząc

śledztwowsprawieśmiercistudentawskutekprzedawkowanianarkotyków,ustaliła

tożsamośćpewnegomłodegoczłowieka,któregopodejrzewaosprzedanieofierześmiertelnej

dawki.Aresztowaniegobyłokwestiągodzinispodziewanosię,żepociągnietozasobą

background image

zatrzymaniewiększejgrupydealerówdziałającychwWenecji.Kiedyodłożyłsłuchawkę,

miałnadzieję,żetowystarczy,abybratczykuzyndziewczynyzdobyłsięnaodwagęizgłosił

dokomendydobrowolnie,awtensposóbzbezsensownejśmierciMarcaLandiegowyniknie

cośpozytywnego.

OjedenastejznaleźlisięrazemzVianellemwUfficioCatasto.Brunettipodał

sekretarceurzędującejnaparterzeswojenazwiskoistopień,atapoinformowałago,żebiuro

ingenieredalCarloznajdujesięnadrugimpiętrze,ipodniosłasłuchawkę,żebyuprzedzić

szefaowizyciekomisarza.BrunettiwtowarzystwiemilczącegoVianellawmundurzewszedł

nadrugiepiętro,zdumionywidokiemtłumuurzędników,wwiększościmężczyzn,którzy

gęstymistrumieniamiprzepływaliwgóręiwdółposchodach.Kłębilisięteżnakażdym

piętrzeprzeddrzwiamidobiur,przyciskającdopiersizwiniętewrulonplanyiteczkiz

dokumentacją.

IngenieredalCarlourzędowałwostatnimbiurzepolewej.Drzwibyłyotwarte,więc

weszli.Przybiurkunawprostsiedziałaprzedogromnymmonitoremdrobnakobieta,która,

sądzącpowieku,mogłabybyćmatkąVianella.Kobietapopatrzyłananichponadgrubymi

szkłamiokularówwpółkolistejoprawie.Włosygęstoprzetykanesiwiznąmiałaspiętew

koczekprzypominającyBrunettiemustaromodneuczesaniesignoryLandi.Szczupłeramiona

byływypchniętedoprzodu,comogłoznamionowaćpoczątkiosteoporozy.Kobietaniemiała

wogólemakijażuiprawdopodobniejużdawnouznałagozazbyteczny.

-CommissarioBrunetti?-spytała,niepodnoszącsięzkrzesła.

-Tak.ChciałbymrozmawiaćzingenieredalCarlo.

-Wolnospytać,czemuzawdzięczamypańskąwizytę?-Mówiłaczystymwłoskimi

użyłasformułowania,któregoBrunettiniesłyszałoddziesięcioleci.

-Chciałbymzadaćingeniereparępytańnatematjegobyłegopracownika.

-Byłego?

background image

-Tak,chodzioFrancaRossiego.

-Ach,tak-powiedziała,unoszącdłońdoczołaiosłaniającoczy.Potemzdjęła

okulary.-Tenbiednymłodyczłowiek.Pracowałunastylelat.Tostraszne.Cośtakiego

zdarzyłosięporazpierwszy.

Popatrzyłanakrucyfiksumieszczonynaścianienadbiurkiemijejustaporuszyłysię,

wymawiającbezgłośniesłowamodlitwyzazmarłego.

-Czyznałagopani?Signora...signora...-Brunettiudał,żenieznajejnazwiska.

-Dolfin,signorina-odpowiedziałakrótkoizamilkła,jakbyoczekującreakcjinato

nazwisko.-Jegobiurobyłodokładnienaprzeciwko-podjęłapochwili.-Cóżzauprzejmy

młodzieniec!ZawszeodnosiłsięzwielkimszacunkiemdodottoradalCarlo.

Zjejtonuwynikało,żeniemogłabyobdarowaćRossiegowiększymkomplementem.

-Rozumiem-powiedziałBrunetti,zmęczonywysłuchiwaniembanalnychpochwał,

jakieludzieczująsięzobowiązaniwygłaszaćpodadresemzmarłych.-Czymógłbym

porozmawiaćzingeniere?

-Oczywiście.-SignorinaDolfinwstała.-Proszęmiwybaczyć,żetylemówię.

Człowiekniewie,jaksięzachowaćwobectaktragicznejśmierci.

Brunetti,jakzawsze,gdysłyszałpodobnefrazesy,skwitowałtokiwnięciemgłowy.

SignorinaDolfinpodprowadziłaichdodrzwigabinetu,odległegoodbiurkaokilka

kroków.Zapukaładwarazy,odczekałachwilęipuknęładelikatniejjeszczeraz,jakbyw

zaszyfrowanysposóbinformowałamężczyznęwewnątrz,jakiegogościamasięspodziewać.

KiedyześrodkadobiegłgłosmówiącyAvanti,Brunettidostrzegłwjejoczachbłyski

zauważyłdrgnięciekącikówust.

Otworzyładrzwi,weszłaistanęłazboku,wpuszczającobumężczyzn.

-CommissarioBrunettidopana,dottore-oznajmiła.Zabiurkiemsiedziałpotężnie

zbudowanyciemnowłosymężczyzna.Brunettiego,którywciążpatrzyłnasignorinęDolfin,

background image

zaintrygowałanagłazmianawjejzachowaniu:nawettongłosustałsięcieplejszyimilszyniż

przedtem,kiedymówiładoniego.

-Dziękuję,signorina-powiedziałdalCarlo,prawienaniąniepatrząc.-Tonarazie

wszystko.

-Dziękujępanu.-Kobietaodwróciłasiębardzopowoliiwyszła,cichozamykającza

sobądrzwi.

DalCarlowstał,uśmiechającsię.Miałprawiesześćdziesiątkę,aległadkacerai

wyprostowanasylwetkasprawiały,żewyglądałdużomłodziej.Uśmiechodsłoniłkoronki

obstalowanenawłoskąmodłę;onumerwiększe,niżtrzeba.

-Jakżemimilopanapoznać,commissario-odezwałsię,zgniatającdłońBrunettiego

wkrótkimmęskimuścisku.SkinąłgłowąwkierunkuVianella.Podprowadziłgościdokrzeseł

stojącychwrogupokoju.

-Wczymmogępanupomóc?

Brunettiusiadł.

-ChciałbymsięczegośdowiedziećoFrancuRossim.

-Ach,tak...-rzekłdalCarlo,potrząsającgłową.-Strasznahistoria,tragedia.

Wspaniałymłodyczłowiek,doskonałypracownik.Czekałagowielkakariera.-DalCarlo

westchnął.-Tragedia,tragedia-powtórzył.

-Jakdługotupracował,ingeniere?-spytałBrunetti.

Vianellotymczasemwyciągnąłzkieszenimałynotesizacząłrobićnotatki.

-Niechsobieprzypomnę...-zacząłdalCarlo.-Wydajemisię,żeokołopięciulat.-

Uśmiechnąłsię.-MogęspytaćsignorinęDolfin.Onazpewnościąudzielipanomdokładnej

odpowiedzi.

-Nie,dottore,nietrzeba.-Brunettimachnąłniedbaleręką.-Ajakiebyłyjego

obowiązki?

background image

DalCarlodotknąłdłoniąpodbródka,jakbywzamyśleniu,ispojrzałnapodłogę.Po

odpowiedniodługiejchwilirzekł:

-Miałzazadaniesprawdzać,czyrenowacjebudynkówwWenecjiprzeprowadzanesą

wedługzatwierdzonychplanów.

-Awjakisposóbtorobił,dottore?

-Oglądałkopieplanów,któremamytutajunas,apotemdokonywałinspekcji

budynku,sprawdzając,czypracezostaływykonaneprawidłowo.

-Prawidłowo?-spytałBrunettizzaciekawieniemlaika.

-Czybyłyzgodnezplanami.

-Ajeśliniebyłyzgodne?

-WówczassignorRossizgłaszałnamoweodstępstwa,amywszczynaliśmy

odpowiedniekroki.

-Naprzykład?

DalCarlopopatrzyłnaBrunettiego,jakbysięzastanawiałnietylkonadtreścią

pytania,aletakżenadtym,dlaczegokomisarzmujezadaje.

-Przeważniewymierzasięgrzywnęiwydajenakazrozbiórkitychnieprawidłowych

elementówiodbudowybudynkuzgodniezplanem.

-Rozumiem.-BrunettidalznakVianellowi,żebydokładniezanotowałostatnią

odpowiedź.-Takainspekcjamożesięokazaćbardzokosztowna.

DalCarlosprawiałwrażeniezakłopotanego.

-Obawiamsię,żenierozumiem,ocopanuchodzi,commissario.

-Oto,żetowszystkobardzodużokosztuje,rozbiórka,odbudowa,niewspominająco

grzywnie.

-Oczywiście-rzekłdalCarlo.-Naszeprzepisysąwtymwzględzieniezwykle

precyzyjne.

background image

-Topewniepodwajakoszty,októrychmówiłem.

-Byćmoże.Aleniewieluludziporywasięnacośtakiego.

Brunettiporazpierwszynieukrywałzaskoczenia.PopatrzyłnadalCarlaz

porozumiewawczymuśmieszkiem.

-Skoropantakmówi,ingeniere.-Pochwilizmieniłtematoraztongłosu.-Czy

zdarzyłosię,żebysignorowiRossiemugrożono?

DalCarloznówokazałzdziwienie.

-Obawiamsię,żenierozumiem,commissario.

-Proszęposłuchać,dottore.DecyzjesignoraRossiegomogływieleosóbkosztować

ogromnesumy.Jeślizgłosił,żewdanymdomudokonanonielegalnejprzebudowy,właściciel

narażonybyłnagrzywnęorazpokryciekosztówrozbiórkiorazpraczwiązanychz

przywróceniempierwotnegostanu.-Uśmiechnąłsięidodał:-Obydwajwiemy,jakduże

pieniądzemogąwchodzićwgrę,więcten,ukogosignorRossiwykryłjakieśodstępstwaod

planu,znajdowałsięwsytuacjiniedopozazdroszczenia.

-Oczywiście-zgodziłsiędalCarlo.-Niesądzęjednak,żebyktośodważyłsięgrozić

przedstawicielowimiejskiegourzędu,wykonującemutylkoswojeobowiązki.

-CzysignorRossimógłbywziąćłapówkę?-spytałBrunettiniespodzianie,

przyglądającsięuważnietwarzydalCarla,któregotopytanienietylkozbiłoztropu,ale

wręczzaszokowało.

-Nigdymitonieprzyszłodogłowy-odrzekłpodłuższymnamyśle,aBrunettinie

miałwątpliwości,żeurzędnikmówiprawdę.DalCarlozamknąłoczyiodchyliłgłowędo

tyłu,udającskupienie.Wreszciepowiedziałkłamliwie:-Niechciałbymmówićonimźle,

zwłaszczawtejsytuacji,aletowydajesięmożliwe.Cóż...-tuchwilarzekomegowahania-

niedasiętegowykluczyć.

-Dlaczegopantaksądzi?-spytałBrunetti,choćmiałpewność,żedalCarlopróbuje

background image

jedyniewykorzystaćsytuacjęiposłużyćsięRossim,byukryćwłasnenieuczciwepostępki.

PorazpierwszydalCarlopopatrzyłBrunettiemuprostowoczy,cokomisarzatylko

utwierdziłowprzekonaniu,żeszefUfficioCatastokłamie.

-Proszęmniezrozumieć,niewiemnickonkretnego.Wciąguostatnichparumiesięcy

jegozachowaniebardzosięzmieniło.Stałsięskryty,nerwowy.Dopieroteraz,kiedypan

zadałmitopytanie,nasuwamisiętakaewentualność.

-Czytobyłobyproste?-spytałBrunettiiwidząc,żedalCarlochybagonierozumie,

wyjaśnił:-Wziąćłapówkę?

Oczywiściesięniespodziewał,żedalCarloodpowie,iżtakamyślnieprzyszłamudo

głowy,bowtedychybaroześmiałbymusięwtwarz.Wkońcubyliwurzędziemiejskim.Ale

naszczęścieingeniereniewyskoczyłzczymśtakim.

-Sądzę,żetobyłobymożliwe-stwierdziłkrótko.

Zapadłodługiemilczenie,któreprzerwałdalCarlo.

-Dlaczegozadajepantewszystkiepytania,commissario?

-Ponieważniejesteśmydokońcaprzekonani-odrzekłBrunetti,używająccelowo

liczbymnogiej-żeRossizginąłwskutekwypadku.

TymrazemdalCarloniezdołałukryćzaskoczenia,choćtrudnobyłorozstrzygnąć,

czyzdziwiłogoto,żewogólebierzesiępoduwagętakąmożliwość,czyto,żepolicjadoszła

dotegowniosku.Rozważającróżnepomysły,rzuciłBrunettiemuukradkowespojrzenie,które

przypomniałokomisarzowiwyraztwarzyZecchina.

-Byćmożemamyświadka,którystwierdzi,żetoniebyłwypadek-rzekł,mającna

myślimłodegonarkomana.

-Świadka?-zawtórowałdalCarlogłośnozniedowierzaniem,jakbyporazpierwszy

usłyszałtosłowo.

-Owszem,wbudynkuktośbył.-Brunettinaglewstał.-Dziękujęzapomoc,dottore-

background image

rzekł,wyciągającrękę.DalCarlo,zmieszanynieoczekiwanymfinałemrozmowy,takżesię

podniósł.Tymrazemuściskjegodłonibyłmniejserdecznyniżnapowitanie.

Otworzyłdrzwiiwykrztusił,zdziwiony:

-Toniewiarygodne.Ktomógłbychciećgozabić?Niebyłopowodu.Awbudynku

nikogoniebyło,więcjakktośmógłbywidzieć,cosięstało?

BrunettiiVianellomilczeli,więcdalCarlowyprowadziłobupolicjantównakorytarz,

niezwracającuwaginasignorinęDolfinpracującąnakomputerzewprzechodnimpokoju.

Pożegnalisięwcałkowitymmilczeniu.

Rozdział21

Brunettispałźletejnocy,bozesnuwytrącałygowspomnieniaminionegodnia.

Uświadomiłsobie,żeZecchinonapewnokłamałwsprawiezabójstwaRossiego,bowidział

lubsłyszałowielewięcej,niżskłonnybyłprzyznać.Wprzeciwnymrazieczemumiałyby

służyćjegowykręty?Niekończącasięnocprzywoływałainnesprawy:opórPattyprzed

uświadomieniemsobie,żejegosynjestprzestępcą;obojętnośćjegoprzyjacielaLukiwobec

cierpieniażony;wszechobecnanieudolnośćpolicjizatruwającakażdydzieńwpracy.

Najbardziejjednakdręczyłygomyśliodwóchdziewczynach,tejpierwszej,którąlos

doświadczyłtakciężko,żezgadzałasięsypiaćzZecchinemnatymobskurnymstrychu,itej

drugiej,załamanejśmierciąMarcainękanejpoczuciemwiny,ponieważniewyjawiła

wszystkiego,cowiedziałaojejprzyczynie.Życiezabiłownimrycerskość,leczmimotona

myślotychdziewczętachogarniałogoprzemożnewspółczucie.Możekiedynatknąłsięna

Zecchina,dziewczynabyłanagórze?Takbardzopragnąłstamtądwyjść,żeniewszedłna

strych,bysprawdzić,czyktośtamjest.Zecchinowprawdzieschodziłnadół,lecztowcalenie

oznaczało,żezamierzałwyjść;byćmożezwabiłgohałaswywołanyprzybyciemBrunettiego.

Dziewczynęzaśzostawiłnastrychu.Nocóż,Pucettiustaliłprzynajmniejnazwiskotej

drugiej:AnnaMariaRatti.MieszkałazrodzicamiibratemwCastelloistudiowała

background image

architekturęnauniwersytecie.

Jakiśczaspotem,gdypobliskiedzwonywybiłyczwartąnadranem,Brunetti

postanowiłwrócićdotegodomuiporozmawiaćjeszczerazzZecchinem.Zarazpotemzapadł

wspokojnyseniobudziłsiędopierowtedy,gdyPaolawyszłanauniwersytet,adziecido

szkoły.

Ubrałsię,zadzwoniłdokomendy,informując,żesięspóźni,iwróciłdosypialni,by

poszukaćpistoletu.Przysunąłkrzesłodoarmadio,wspiąłsięizobaczyłnagórnejpółce

kasetkę,którąjegoojciecprzywiózłzRosjipodkoniecwojny.Zprzodutkwiłakłódeczka,ale

niemiałpojęcia,gdzieschowałklucz.Zdjąłkasetkęzpółkiizaniósłnałóżko.Dowieczka

przylepionabyłakartka,naktórejwidniaławiadomośćskreślonastarannierękąChiary:

„Papa,Rafiiijaniepowinniśmywiedzieć,żekluczykjestprzyczepionypodobrazemw

gabineciemammy.Baci”.

Poszedłpokluczyk,zastanawiającsię,czyniedopisaćczegośnakarteczce,aleuznał,

żelepiejnieośmielaćChiary.Otworzyłkasetkę,wyjąłpistoletiwsunąłgodokabury,którą

przypiąłdopaska.Odstawiłkasetkędoszafyiwyszedłzdomu.

Taksamojakdwukrotniewcześniej,wcalleniebyłonikogoiniezauważyłteż

żadnychoznakaktywnościnarusztowaniach.Zdjąłmetalowyskobelzobsadkiiwszedłdo

budynku,tymrazemniezamykającdrzwi.Niestarałsięstąpaćcichoaniwżadensposób

ukryćswegoprzybycia.Stanąłudołuschodówizawołał:-Zecchino,tupolicja,idędociebie!

Odczekałchwilę,lecznagórzeniebyłożadnejreakcji.Żałując,żeniewziąłlatarki,i

wykorzystującodrobinęświatła,którewpadałoprzezniedomkniętedrzwifrontowe,wszedł

napierwszepiętro.Nagórzewciążpanowałacisza.Wspiąłsięnadrugiepiętro,potemna

kolejneiprzystanąłnapodeście,żebyotworzyćokiennicedwóchokien,przezktórewlałosię

dośćświatła,byzobaczyłschodyprowadzącenastrych.

Zatrzymałsięnasamejgórze.Zobaczyłtrojedrzwi:polewej,poprawejiwgłębi

background image

krótkiegokorytarza.Przezpękniętąokiennicęwpadałajasnasmuga.Odczekał,znówzawołał

Zecchina,apotem,zachęconypanującąciszą,otworzyłdrzwipoprawejstronie.

Pokójbyłpusty,toznaczynikogownimniebyło,alenapodłodzestałyjakieś

skrzynkiznarzędziami,parakozłówdocięciadrewnaiporzuconespodniemalarza,powalane

wapnem.Drzwinaprzeciwkoprowadziłydokolejnegopomieszczeniazparomaszpargałami.

Pozostałydrzwiwkońcukorytarza.

Zanimi,takjaksięspodziewał,natknąłsięnaZecchinaidziewczynę.Zobaczyłjąpo

razpierwszywświetle,któreprzedostałosięprzezmałeokienkowdachu.Leżałana

Zecchinie.Jegochybazabilinajpierwalboskapitulowałirunąłpodgrademciosów,aona

walczyładalej,napróżno,iwkońcuosunęłasięnaniego.

-Gesubambino-wyszeptałBrunetti,kiedyichzobaczył,iniewielebrakowało,żeby

sięprzeżegnał.Leżelitak,dwiebezwładnesylwetki,jużskurczeniwtenspecyficznysposób,

wjakiśmierćpomniejszaludzkieciało.Ichgłowy,spoczywającejednaobokdrugiejniczym

szmacianekukiełki,otaczałaciemnaaureolazaschłejkrwi.

WidziałtyłgłowyZecchina,któryleżałnabrzuchu,itwarzdziewczyny,araczejto,

cozniejzostało.Zakatowanoich.Czaszkachłopakastraciłaowalnykształt,dziewczynazaś

niemiałanosa;ciosbyłtakgwałtowny,żezostałaponimtylkorozmiażdżonachrząstkana

lewympoliczku.

Brunettiodwróciłwzrokirozejrzałsiędokoła.Podścianąleżały,jedennadrugim,

dwapoplamionematerace.Obokwalałysięjakieśubrania-popatrzyłnaciaładziewczynyi

chłopakaidopieroterazdostrzegł,żeobojesąpółnadzy.Pewnierozbieralisiępospiesznie,by

zrobićto,corobili,natychmateracach.Zauważyłzakrwawionąstrzykawkęiprzypomniał

sobiewiersz,któryPaolaprzeczytałamukiedyśnagłos:poetapróbowałuwieśćkobietę,

mówiąc,żeichkrewzmieszałasięwpchle,któraukąsiłaichoboje.Wtedypomyślał,żeto

nienormalne,bytakpostrzegaćzwiązekkobietyimężczyzny,tymczasemniebyłotobardziej

background image

nienormalneniżtaigłanapodłodze.Obokleżałoparęplastikowychsaszetek,

prawdopodobnieniewiększychodtych,któreznalezionowkieszenimarynarkiRoberta

Patty.

Zszedłnadół,wyciągnąłtelefonino,któregotymrazemszczęśliwieniezapomniał,i

zadzwoniłdokomendy,zawiadamiającichotym,coznalazł,iwyjaśniając,gdziemają

przyjechać.Zawodowesumienienakazywałomuwrócićdopomieszczenia,wktórymleżało

dwojemłodych,iwszystkodokładnieprzejrzeć.Nieposłuchałgojednakistałteraz

bezczynniewpromieniachsłońcaprzedbudynkiemnaprzeciwko,czekającnakolegów.

Pojawilisięniedługopotem.Wysłałichnagórę,ledwopowstrzymującsięod

złośliwegokomentarza,żeponieważterazniemażadnychrobotnikównarusztowaniu,będą

moglibezprzeszkódzająćsiębadaniemmiejscazbrodni.Kpinyniepoprawiąsytuacji,aim

nicniepomoże,jeślisiędowiedzą,żeostatnimrazemwystrychniętoichnadudka.

Zapytał,któregolekarzawezwali,izzadowoleniemdowiedziałsię,żeRizzardiego.

Nieruszyłsię,kiedyekipazajmowaładom,idwadzieściaminutpóźniej,kiedypatolog

przyjechał,wciążstałnaulicywtymsamymmiejscu.Przywitalisięskinieniemgłowy.

-Następny?-spytałRizzardi.

-Następnychdwoje-rzekłBrunetti,prowadzącgodobudynku.

Otworzonowszystkieokienniceidośrodkawpadałoświatło,wiecweszlinapiętro

bezżadnychtrudności.Uszczytuschodówichwzrokprzyciągnąłjaskrawyblasklamp

technikówwylewającysięzestrychunakorytarz.Poszliwjegokierunkuniczymćmy,żeby

jeszczerazzobaczyć,jakkruchyjestorganizmczłowieka,jakpróżnanadzieja.

Rizzardipodszedłipopatrzyłzgórynaciała.Włożyłgumowerękawiczkiischyliłsię,

bydotknąćszyidziewczyny,potemchłopca.Postawiłskórzanątorbęnapodłodze,przykucnął

iodsunąłdziewczynęodciałachłopaka,przewracającjąnaplecy.Leżała,patrząc

niewidzącymioczymawsufit,ajejzgruchotanarękaześlizgnęłasięztułowiaiplasnęłao

background image

podłogę.Brunettidrgnął.Odwróciłwzrok.

PochwilipodszedłdoRizzardiego,stanąłprzynimispojrzałwdół.Głowę

dziewczynyoblepiałykrótkie,ufarbowanehennąnaciemnoczerwono,tłusteibrudnewłosy.

Przezrozchylonewargi,poplamionezakrzepłąkrwią,widaćbyłozaskakującoładne,równei

błyszczącezęby.Strumieńkrwi,którymusiałwypłynąćzezmasakrowanegonosa,

najwyraźniejskierowałsiękuoczom,kiedyleżałanapodłodze.Czybyłaładna?Czy

przeciętna?

TerazRizzardiwsunąłdłońpodpodbródekZecchinaiobróciłjegotwarzwkierunku

światła.

-Obydwojezostalizabiciciosamiwgłowę-stwierdził,wskazującpalcemmiejscez

lewejstronynaczolechłopaka.-Toniejestłatwe.Wymagamnóstwasiły.Albomnóstwa

ciosów.Noiofiaranieumieraodrazu.Aleprzynajmniejpoparupierwszychciosachnie

czujejużbólu.-Znówpopatrzyłnadziewczynę,zbadałciemniejącąwklęsłośćztyługłowy,a

potemdwaśladynaprzedramieniu.-Myślę,żejąprzytrzymanopodczasbiciakawałkiem

drewnaalbojakąśrurą.

„JakRossiego”-pomyśleliobydwajwduchu.

Rizzardiwyprostowałsię,ściągnąłrękawiczkiiwsadziłjedokieszenimarynarki.

-Kiedybędzieszmógłsiętymzająć?-Brunettiemunieprzyszłodogłowyinne

pytanie.

-Myślę,żedziśpopołudniu.-Rizzardiwiedział,żeniemasensuproponować

Brunettiemu,żebyasystowałprzysekcji.-Zadzwońdomniepopiątej,powinienemjużcoś

wiedzieć.Alenienależysięspodziewaćżadnychrewelacji.Wszystko,coistotne,

zobaczyliśmyjużteraz.

Rizzardiwyszedł,atechnicyzabralisiędosprzątania,odgrywającponurąparodię

domowychporządków:zamiatali,odkurzaliizabezpieczaliwszystkieznalezionedrobiazgi.

background image

Brunettizmusiłsiędoprzejrzeniakieszeniobydwuofiar.Przeszukałubraniarzuconena

ziemię,apotemnaciągnąłgumowerękawiczki,któredałmuDelVecchio,ipodszedłdociał.

WkieszoncenapiersikoszuliZecchinaznalazłjeszczewięcejplastikowychsaszetekz

białymproszkiem.PodałjeDelVecchiowi,którydelikatniepoprzyczepiałdonichetykietkiz

opisemischowałdotorbyzdowodamirzeczowymi.

Brunettiodetchnąłzulgą,kiedyzobaczył,żeRizzardizamknąłjużzmarłymoczy.

ObnażonenogiZecchinaprzypomniałymukończynywychudzonychpostaci,tłoczącychsięu

bramobozówkoncentracyjnych.Onteżwyglądałjakszkieletpowleczonyskórą,prawie

pozbawionymięśni,aobaudapokrywałyczerwonekrosty;niepotrafiłrozstrzygnąć,czybyły

tozaropiałeśladypostarychukłuciach,czyjakaśchorobaskóry.Dziewczyna,mimoże

równieżstraszliwiechudaiprawiebezbiustu,niebyłatakwyniszczona.Wciążwstrząśnięty

tymwidokiem,Brunettiodwróciłsięizszedłnadół.

Ponieważbyłodpowiedzialnyzatęczęśćdochodzenia,postanowiłzrobićdlaofiar

przynajmniejto,żebyzostaćdoczasu,ażciałazostanąwyniesione,atechnicyzakończą

pracę,usatysfakcjonowani,żeznaleźli,zabezpieczyliizbadaliwszystko,comożepóźniej

przydaćsiępolicjidowykryciasprawcówzbrodni.Przespacerowałsiępowolidokońcacalle

ispojrzałnaogródpodrugiejstronie.Forsycjezawszewyglądałyładnie,nawetjeślimiały

niewielekwiatów.

Oczywiściebędąmusieliprzeszukaćdokładniecałyokolicznytereniwypytać

mieszkańców,czyniewidzielikogośkręcącegosiękołobudynku.Kiedysięodwrócił,

zobaczył,żenadrugimkońcucalle,tamgdziełączyłasięzszersząuliczką,zebrałasięjuż

grupkaludzi.Ruszyłwichkierunku,obmyślającpodrodzepierwszepytania.

Takjaksięspodziewał,niktnicniewidział,anitego,aniżadnegoinnegodniawciągu

ostatnichtygodni.Niktniewiedział,żemożnabyłosiędostaćdotegodomu.Niktnieznał

Zecchinaaninieprzypominałsobiedziewczyny.Ponieważniemażadnejmetody,żeby

background image

zmusićludzidomówienia,Brunettizrezygnowałzdalszegowypytywania.Ichoćniemiał

powodów,byimniewierzyć,wiedziałzdoświadczenia,żejeślichodziokontaktyzpolicją,

niewieluWłochówpamiętacoświęcejniżwłasnenazwisko.

Itakbędziemusiałtuprzyjśćpopołudniuczywieczorem,kiedyzpracywrócą

mieszkańcysąsiednichbudynków.Byłjednakpewien,żeniczegosięodnichniedowie.

Szybkorozniesiesięwieść,żewbudynkuznalezionozwłokidwojganarkomanów.Małokto

uznaichśmierćzaważnezdarzenie,ajużnapewnoniewartetego,żebyzjegopowodubyć

przesłuchiwanymprzezpolicję.Poconarażaćsięnapodejrzliwetraktowanie,konieczność

zwalnianiasięzpracy,składaniazeznańprzedsądem?

Wiedział,żepolicjaniecieszyłasięsympatiąspołeczeństwa.Policjancijednakowoźle

traktowaliwszystkich,którzyznaleźlisięworbiciedochodzenia-iświadków,i

podejrzanych.Przezcałelatawpajałmłodymfunkcjonariuszom,żebydoświadkówodnosili

sięjakdoludzi,którzychcąimpomóc,wpewnymsensietakjakdowłasnychkolegówpo

fachu,apotem,mijającpokójprzesłuchań,słyszałkrzyki,groźbyiwyzwiska.Nicdziwnego,

żeludzieuciekaliwpopłochuprzedpolicją.Naichmiejscuonteżbyuciekał.

Niemógłnawetmyślećoobiedziewgronierodziny.Samamyślotym,żemógłby

przywlecdodomuwspomnienietego,cowłaśniezobaczył,wydawałasięnieznośna.Po

powrociedokomendyzatelefonowałdoPaoli,apotemusiadłiwykonującrutynowe

czynności,starałsięzająćczymśumysłwoczekiwaniunatelefonodRizzardiego.Nawetjeśli

patologniepowiemunicnowegonatematprzyczynyichśmierci,zawszebędzietojakaś

informacja,którąwprowadzidoakt,zadowolony,żeudałomusięopanowaćzamętwywołany

tymmorderstwem.

Kolejneczterygodzinyspędziłnasegregowaniuzaległychdokumentówiraportów,

umieszczającskrupulatnieparafkinaaktach,któreprzeglądał,niewieleznichrozumiejąc.

Zajęłomutocałepopołudnie,alenabiurkuzrobiłosięnagleczysto.Nakonieczaniósłteczki

background image

dosignorinyElettry,zostawiającjejkarteczkęzprośbą,abyjeszczerazwszystkoprzejrzałai

zdecydowała,któredokumentynależyprzekazaćdalej.

Potemzszedłnadółdobaruprzymoście,zamówiłgrzankęzseremiszklankęwody

mineralnejiwziąłzkontuarudzisiejsze„IlGazzettino”.Artykuł,któregobyłinspiratorem,

znalazłnadrugiejstronie.Takjaksięspodziewał,autorpotraktowałjegosugestiebardziejniż

dosłownie.Zgazetymożnasiębyłodowiedzieć,żearesztowanienastąpiladamoment,

postawieniezarzutówjestnieuchronneiżepociągnietozasobąrozbiciecałejsiatki

weneckichdealerów.Rzuciłgazetęnakontuariwróciłdokomendy,zauważającpodrodze,

żenaforsycjipnącejsiępomurzepodrugiejstroniekanałujużpojawiłysiężółtepączki.

Usiadłprzybiurkuispojrzałnazegarek.Pora,żebydzwonićdoRizzardiego.Już

sięgałposłuchawkę,kiedytelefonsamzadzwonił.

-Guido-zacząłpatologbezżadnychwstępów.-Czykiedyoglądałeśtedzieciakidziś

rano,jużpomoimwyjściu,pamiętałeśorękawiczkach?

Brunettibyłtakzaskoczony,żemusiałchwilępomyśleć,żebysobieprzypomnieć.

-Tak,DelVecchiodałmiparęrękawiczek.

-Czyzwróciłeśuwagęnajejzęby?-spytałRizzardi.

Brunettiniechętniewróciłpamięciądomiejscazbrodni.

-Zobaczyłemtylko,żemiałajewkomplecieiwszystkiezdrowe,nietakjak

większośćnarkomanów.Dlaczegootopytasz?

-Wjejustachbyłopełnokrwi-wyjaśniłRizzardi.

PrzedoczamiBrunettiegoznówpojawiłsięobrazobskurnegostrychuidwóch

zwalonychjednonadrugimciał.

-Wiem.Całatwarzbyłazakrwawiona.

-Tobyłajejkrew-powiedziałRizzardi,kładącakcentnasłowie„jej”.Zanim

Brunettizdążyłzareagować,dodał:-Natomiastkrewwjejustachbyłakrwiąkogośinnego.

background image

-Zecchina?

-Nie.

-Och,Boże,onagougryzła-powiedziałBrunetti.-Czyjesttegodosyć,żeby...-

zamilkł,niebędącpewnym,ocomawłaściwiespytać.Czytałwieleraportówo

porównywaniuDNApobranegozpróbekkrwiczyspermy,otym,żemożetostanowić

materiałdowodowyiposłużyćdoidentyfikacjisprawcy,aleniemiałwystarczającejwiedzy,

byzrozumieć,naczymtopolegaaninieprzejawiałchęci,żebysięwtozagłębiać.

-Tak-odrzekłRizzardi.-Znajdźmitego,kogoonaugryzła,ajasięzajmęresztą.

Zapadłacisza.Brunetticzuł,żelekarzchcemujeszczecośpowiedzieć.

-Ococichodzi?-spytał.

-Wyniktestujestpozytywny.

Comiałnamyśli?Jakiegotestu?Czychodziłoojakieśpróbki?

-Nierozumiem-powiedział.

-Wynikichtestujestpozytywny.Obojebylichorzy.

-Diomio!-wykrzyknąłBrunetti,wreszciepojmując.

-Tojestpierwszarzecz,którąsprawdzamyunarkomanów.Chłopakbyłbardzochory.

Wirusjużgowyniszczył.Miałprzedsobąniewięcejniżtrzymiesiąceżycia.Nie

zauważyłeś?

Tak,oczywiście,żezauważył,jakchłopakbyłwyniszczony,alenieskojarzyłtegoz

AIDS.Możepodświadomieniechciałotymmyśleć.Nieprzyszłomudogłowy,żeztego

powoduZecchinojesttakichudy.

-Acozdziewczyną?-spytał.

-Onabyławdużolepszymstanie,chorobaniepoczyniłatakiegospustoszenia.Jej

organizmjeszczewalczył,jeszczemiałsiły.

-Przecieżsąpodobnojakieśnowelekarstwa?Dlaczegosięnieleczyli?-spytał

background image

Brunetti,jakbysięspodziewał,żeRizzardiznajdzienatoodpowiedź.

-Niewiem,Guido,dlaczegosięnieleczyli-odpowiedziałlekarzcierpliwie,

pamiętając,żedorastającedzieciBrunettiegosąniewielemłodszeodobydwuofiar.-Alenie

znalazłemwichkrwiśladuleków.Zresztąnarkomaniprzeważniesięnieleczą.

-Powiedzmiteraz,coztymugryzieniem?-zmieniłtematBrunetti.

-Dziewczynamiałapełnoskórymiędzyzębami,czylikogośpoważniezraniła.

-Czywtensposóbmożnasięzarazić?-spytałBrunetti,zdziwiony,żepolatach

kampaniiinformacyjnej,pogadanekiartykułówwgazetachonsamwłaściwienicniewie.

-Teoretycznietak.Takieprzypadkizarażeniasąopisanewliteraturzefachowej.

Osobiścieniezetknąłemsięznimi,alemyślę,żetojestmożliwe.Ztym,żetachorobanie

jestjużteraztakgroźnajakdawniej;nowelekarstwasądośćskuteczne,jeślizastosujesięje

odsamegopoczątku.

Brunettisłuchałizastanawiałsięnadmożliwymikonsekwencjamiignorancjitakiej,

jakąonprzejawiał.Jeślion,człowiekwmiaręinteligentnyioczytany,niejestpewien,czytą

chorobąmożnasięzarazićprzezugryzienie,awięcobawiasię,żemożna,niezdziwiłobygo,

gdybyinniteżsiębali.

-Jakdużajesttarana?-zapytał.

-Naramieniuugryzionegobrakujesporegopłataskóry.Dziewczynamiałateżw

ustachwłosy,prawdopodobniepochodzącezprzedramienia.

-Alejakduża?

PochwilizastanowieniaRizzardipowiedział:

-Mniejwięcejtakajakpougryzieniupsa,naprzykładcocker-spaniela.

Żadenznichniezareagowałnatodziwneporównanie.

-Czyugryzionybędziemusiałzgłosićsiędolekarza?

-Możetak,możenie.Jeśliranasięzainfekuje,totak.

background image

-Albokiedysiędowie,żeonabyłachoranaAIDS-rzekłBrunetti,pewien,żewtej

sytuacjikażdyzestrachuprzedchorobąnatychmiastpobiegniedospecjalistydowiedziećsię

oprawdopodobieństwozarażenia.Napewnonależyzawiadomićlekarzy,pogotowia

szpitalne,nawetapteki,bomordercabyćmożepójdziekupićśrodekantyseptycznylub

opatrunek.

-Czychciałbyśmijeszczecośpowiedzieć?-spytałRizzardiego.

-Chłopakumarłbyprzedkońcemlata.Onamogłaprzetrzymaćrok,aleniedłużej.

Zapadłacisza.

-Czymyślisz,Guido,żetowszystko,corobimy,zostawinanasjakieśpiętno?-dodał

nagleRizzardizupełnieinnymtonem.

-MójBoże,mamnadzieję,żenie-powiedziałBrunettiłagodnie,dodając,że

zadzwonidoniego,jaktylkoustalitożsamośćdziewczyny,iodłożyłsłuchawkę.

Rozdział22

PorozmowiezRizzardimBrunettizadzwoniłdopokojuodprawipoprosił,bygo

natychmiastzawiadomiono,gdybyktokolwiekzgłosiłzaginięciesiedemnastoletniej

dziewczyny,orazbysprawdzonopodtymkątemzgłoszeniazostatnichkilkutygodni.

Dopuszczałjednakmożliwość,żeniktotymniezameldował:wieledzieciakówwłóczyłosię

samopasirodzicenieprzejmowalisiędłuższąichnieobecnościąwdomu.PozatymBrunetti

niebyłpewienwiekudziewczyny.Miałtylkonadzieję,żeniebyłamłodsza,niżmusię

wydawało.Rizzardizapewnetoustalił,alenarazieniechciałgopytać.

Zszedłdotoalety,umyłręce,wytarłjeiponownieumył.Wróciwszydoswegopokoju,

wyciągnąłzszufladykartkęinapisałdrukowanymiliterami:OFIARAMORDERSTWA

MŚCISIĘŚMIERTELNYMUGRYZIENIEM.Takinagłówekchętniebyzobaczyłw

jutrzejszychgazetach.Przyjrzałsiętekstowi,zastanawiającsięnadtym,oczymmówił

Rizzardi:jakiepiętnopozostawiąnanichtakierzeczy?Wgórnymwierszu,między„mścisię”

background image

a„śmiertelnym”,dopisałsłowa„zzagrobu”.Przypatrzyłsięnagłówkowijeszczerazi

zobaczył,żewersjazdopiskijestzadługa.Skreślił„zzagrobu”.Wyjąłwyświechtanynotesz

adresamiiwybrałnumerreporterazdziałukryminalnegow„IlGazzettino”.Jegoprzyjaciel,

zadowolony,żeBrunettiemuprzypadłdogustupoprzedniartykuł,obiecałdopilnować,aby

artykułzproponowanymnagłówkiem,wedługniegoświetnym,znalazłsięwporannym

wydaniu.

-Niechcęciępakowaćwkłopoty.Niebędzieszmiałnieprzyjemności,jeślito

wydrukujesz?-zapytałBrunetti,słyszączapałwjegogłosie.

Dziennikarzsięroześmiał.

-Kłopoty?Żewydrukujęnieprawdę?Ja?-Jużsiężegnał,aleBrunettigoprzytrzymał.

-Myślisz,żemógłbyśtoupchnąćw„LaNuova”?Chciałbym,żebyartykułukazałsię

wdwóchgazetach.

-Pewnietak.Oni,oszczędzającnakosztachzbieraniainformacji,stalewłamująsiędo

naszegokomputera.Wystarczywprowadzićdoniegoartykułioninapewnogowykorzystają,

zwłaszczajeślisiępostaram,żebyzabrzmiałdrastycznie.Sąbardzołasinakrew.Tylko

pewniewyrzucątwójtytuł.-Wgłosiedziennikarzazabrzmiałprawdziwyżal.-Zawsze

zmieniająnagłówki,choćbyojednosłowo.

Zadowolonyztego,couzyskał,Brunettiniemęczyłdłużejprzyjacielaipożegnalisię.

Żebyczymśsięzająćichoćnachwilęoderwaćsięodbiurka,Brunettizszedłdobiura

signorinyElettry,którasiedziałazaczytanawjakimśpiśmie.

-Ach,wróciłpan,commissario!-przywitałagozuśmiechem,leczkiedyzobaczyła

jegominę,uśmiechzjejtwarzyznikł.Szybkozamknęłapismo,wysunęłaszufladęi

wyciągnęłazniejteczkęzdokumentami.

-Słyszałamotychdwojgumłodych-powiedziała.-Takmiprzykro.

Niebardzowiedział,czymapodziękowaćzatekondolencje,więctylkokiwnąłgłową

background image

iotworzyłteczkę.

-Volpatowie?

-Tak.Zobaczypanwtychpapierach,żektośichmusiosłaniać.

-Kto?-spytał,rzucającwzrokiemnapierwsząstronę.

-Powiedziałabym...ktośwGuardiadiFinanza.

-Dlaczegopanitaksądzi,signorina?

Wstałaiprzechyliłasięprzezbiurko.

-Proszęspojrzećnadrugąstronę.-KiedyBrunettiprzewróciłkartkę,wskazała

palcemrządcyfr.-Pierwszakolumnatojestrok.Drugazawieracałyichzadeklarowany

majątek:kontawbanku,mieszkania,akcje.Awtrzeciejjestto,cozadeklarowalijakodochód

wciągutychlat.

-Logicznierzeczbiorąc,zkażdymrokiempowinnimiećcorazwiększydochód,bo

corazwięcejposiadają-powiedziałBrunetti,patrzącnawydłużającąsięlistęwłasności

Volpatów.

Zacząłanalizowaćwykaz.Liczbywtrzeciejkolumnie,zamiastrosnąćzrokunarok,

wyraźniesięzmniejszały,mimożeVolpatowiemielicorazwięcejmieszkań,firmidomów.

Nieustającosiębogacili,apłacilicorazmniej.

-Czykiedykolwiekbyliskontrolowaniprzezwładzeskarbowe?-spytałBrunetti,

trzymającwdłoniachraportwskazującynatakogromnenadużycia,żeażdziw,żenie

przyciągnęłyoneuwagijużnieweneckiego,alewręczgłównegobiuraGuardiadiFinanzaw

Rzymie.

-Nigdy.-Elettrapokręciłaprzeczącogłowąiusiadła.-Dlategomówiłam,żektośich

osłania.

-Czymapanikopieichzeznańpodatkowych?

-Oczywiście-odpowiedziałaElettra,nieukrywając,żejestzsiebiedumna.-Oni

background image

podająwysokośćswoichdochodów,aledeklarująrównieżogromnewydatkinakapitalne

remontynabytychnieruchomościitymuzasadniająbrakjakichkolwiekzyskówzesprzedaży.

-Akomuonitowszystkosprzedają?-spytałBrunetti,choćlatadoświadczenia

podsuwałymuodpowiedź.

-Jakdotądsprzedalidwamieszkaniaradcommiejskimidwafunkcjonariuszom

GuardiadiFinanza.Zawszezestratą,zwłaszczato,którezostałosprzedanepułkownikowi.

Noi...-Elettraprzewróciłakartkęiwskazaławierszugórynastępnejstrony-wydajesię

również,żesprzedalidwamieszkaniaFabriziowidalCarlo.

Brunettiwestchnął.Oderwałwzrokoddokumentów.

-Aczypaniprzypadkiem...?

UśmiechElettrybyłniczymbłogosławieństwo.

-Wszystkojesttutaj.Zeznaniapodatkowe,wykazposiadanychnieruchomości,konta

wbankujegoiżony.Wszystko.

-Noi?-spytał,powstrzymującsięodspojrzeniawdokument,żebyzostawićElettrze

przyjemnośćpochwaleniasięwykonanąpracą.

-Tylkocudmógłbyuratowaćgoodkontroliskarbowej-powiedziała,stukającpalcem

wkartkileżącenabiurku.

-Jaktomożliwe,żeprzeztewszystkielatanikttegoniezauważył?Mamnamyślii

dalCarla,iVolpatów.

-Niktniezauważy,dopókiradcymiejscymogąkorzystaćztakpreferencyjnychcen.-

Elettrawróciładopierwszejstrony.-RadcymiejscyipułkownicyGuardiadiFinanza.

-Tak-zgodziłsięBrunetti,zamykającteczkęzeznużonymwestchnieniem.-I

pułkownicy.-Wsunąłteczkępodpachę.-Cozichtelefonem?

SignorinaElettraprawiesięuśmiechnęła.

-Niemajątelefonu!

background image

-Jakto?

-Wkażdymraziejanieznalazłam.Niemanumeruzarejestrowanegonaichnazwisko

aninaichadres.Albosązaskąpiiniechcąpłacićrachunkówtelefonicznych,albomają

komórkęzarejestrowanąnakogośinnego.

Brunettiemutrudnobyłosobiewyobrazić,żektośmożewdzisiejszejdobie

funkcjonowaćbeztelefonu,zwłaszczazaśludzie,którzyhandlująnieruchomościamiitrudnią

siępożyczaniempieniędzy,iwzwiązkuztymmusząmiećciągłykontaktzprawnikami,

urzędamimiejskimiinotariatami.Pozatymrezygnacjazposiadaniatelefonudowodziłabyjuż

patologicznegoskąpstwa.

Widząc,żejedenzmożliwychkierunkówdochodzeniajestwyeliminowany,Brunetti

wróciłdosprawymorderstwadwojganarkomanów.

-Czymogłabypanisprawdzić,czymamyjakieśinformacjenatematGinaZecchina?

Będębardzowdzięczny-rzekł.

Elettrakiwnęłagłową.Znałajużtonazwisko.

-Jeszczeniewiemy,kimjestdziewczyna-powiedziałiwtejsamejchwilipomyślał,

żebyćmożenigdysiętegoniedowiedzą.Niewyraziłjednakgłośnoswoichwątpliwości.-W

każdymrazieproszęmniezawiadomić,jeślipanicośznajdzie.

-Oczywiście,commissario-odrzekłasignorinaElettra,odprowadzającgowzrokiem,

gdyszedłdodrzwi.

Znalazłszysięwswoimgabinecie,postanowiłrozwinąćkampaniędezinformacji,

którąmiałzapoczątkowaćartykułwjutrzejszychgazetach,inastępnepółtorejgodzinyspędził

przytelefonie.Korzystajączeswojegospisutelefonówlubproszącznajomycho

udostępnieniepotrzebnychnumerów,starałsięnawiązaćkontaktzróżnymiosobami

działającymipoobustronachprawa.Pochlebstwem,obietnicąewentualnejprzysługi,araz

nawetotwartągroźbą,przekonałtychiowych,żebyrozgłaszali,iżzabójcęczekapowolnai

background image

straszliwaśmierćwskutekugryzieniaprzezbroniącąsięofiarę.Niemawłaściwienadziei,

chorobajestnieuleczalna,aleczasem,bardzorzadko,jeśliosobazakażonapoddasię

natychmiastowemuleczeniueksperymentalnątechniką,nadktórąpracujelaboratorium

immunologiiwOspedaleCivileiktórajeststosowananaoddzialepogotowiategoższpitala,

jestszansapowstrzymaniainfekcji.Wprzeciwnymrazieśmierćjestnieuniknionainagłówek

artykułustaniesięrzeczywistością.

Niemógłprzewidziećefektówswegodziałania,wiedziałtylko,żetowszystkodzieje

sięwWenecji,mieścieplotki,któregomieszkańcybezkrytyczniewierząwsłowodrukowane,

ajeszczebardziejwto,cosięszepczedoucha.

Wybrałnumercentraliszpitala,chcącrozmawiaćzdyrektorem,alewostatniejchwili

zmieniłzamiarizamiastdyrektorapoprosiłdottoreCarrarawProntoSoccorso*[Pronto

Soccorso-pogotowieratunkowe.].

-Carraro-usłyszałwsłuchawcesucheszczeknięcie,kiedywreszciegopołączono;

doktorniedwuznaczniedawałdozrozumienia,żejestbardzozajętyinienależygoodrywać

odobowiązkówitrzymaćprzytelefoniezpowodugłupichpytań,bomożetonarazićjego

pacjentównaśmierć.

-Ach,dottore!-zacząłBrunetti.-Jakmiłoznówzpanemrozmawiać.

-Ktomówi?-spytałCarrarotymsamymniegrzecznym,wojowniczymtonem.

-CommissarioBrunetti.-Komisarzzaczekał,ażdoświadomościrozmówcydotrze

jegonazwisko.

-A,tak,witam,commissario!-Wgłosielekarzanastąpiłaniewyobrażalnazmiana.

-Dottore,wydajemisię,żemógłbympanupomóc-oznajmiłBrunetti.Odczekał

chwilę,spodziewającsię,żeCarrarookażezaciekawienie.Tenjednakmilczał.-Musimy

podjąćdecyzję,czyprzekażemywynikinaszegodochodzeniasędziemuśledczemu.Cóż,to

znaczy-poprawiłsięzuśmieszkiemsłużbisty-musimywydaćzalecenie,czykontynuować

background image

śledztwoiwszcząćprzeciwkopanupostępowaniekarne.

WsłuchawcedobiegłgogłośnyoddechCarrara.

-Oczywiście,codomnie,jestemprzekonany,żeniematakiejpotrzeby.Wypadki

przecieżsięzdarzają.Tenczłowiekitakbyumarł.Moimzdaniemniemapotrzeby

przysparzaćpanukłopotów,niewartoteż,bypolicjatraciłaczasnadochodzenie,którenic

niewykaże.

Podrugiejstroniewciążpanowałacisza.

-Jestpantam,dottore?-zapytałBrunetticiepło.

-Tak,oczywiście,żejestem-powiedziałCarraroswoimodmienionym,łagodnym

głosem.

-Dobrze.Byłempewien,żeucieszypanatawiadomość.

-Tak,jaknajbardziej.

-Ponieważjużrozmawiamy-powiedziałBrunetti,dającdozrozumienia,żeto,co

terazpowie,toprzemyślanyzamiar,aniepropozycja,któradopierocoprzyszłamudogłowy.

-Zastanawiamsię,czymógłbympanapoprosićoprzysługę.

-Słucham,commissario.

-Wnajbliższymczasienaoddziałpogotowiapowinienzgłosićsięmężczyznaz

pogryzionądłoniąlubprzedramieniem.Prawdopodobniepowie,żeugryzłgopies,chociaż

możeteżpowiedzieć,żezrobiłamutojegodziewczyna.

Carraromilczał.

-Czypansłucha,dottore?-spytałBrunetti,podnoszącniecogłos.

-Tak.

-Doskonale.Jaktylkotenczłowieksiędopanazgłosi,natychmiastproszęzadzwonić

dokomendy.Natychmiast!-powtórzyłipodałmunumer.-Gdybypananiebyło,proszę

przekazaćtęinformacjęlekarzowi,którypanazastępuje.

background image

-Acomamyznimzrobićwczasie,kiedybędziemynapanaczekać?-spytałCarraro,

znówburkliwymtonem.

-Zawszelkącenęmapangoprzytrzymać,dottore.Niechpanskłamieiwymyślijakąś

formęleczenia,wszystkojednoco,bylebyśmyzdążyliprzyjechać.Podżadnympozoremten

człowiekniemożeopuścićszpitala.

-Ajeśliniedamradygozatrzymać?-spytałCarraro.

Brunettimiałwątpliwości,czylekarzgoposłucha,iuznał,żenajlepiejbędzie

skłaniać.

-Policjamożewkażdejchwilizająćsiębadaniemszpitalnejkartoteki,dottore;toja

decydujęotym,kiedyzakończysięśledztwowsprawieokolicznościśmierciRossiego-

powiedziałznaciskiem,byuwiarygodnićtodrobnekłamstwo.Odczekawszychwilę,

dorzucił:-Proszępamiętać,bardzoliczęnapanawspółpracę.

Pozostałowymienićzwyczajoweuprzejmościisiępożegnać,couczyniwszy,Brunetti

zdałsobiesprawę,żedonastępnegodniarano,kiedymiałsięukazaćoczekiwanyartykuł,nie

mawłaściwiecorobić.Stantakibudziłwnimnerwowość,czegosięzawszeobawiał,bo

wtedyzdarzałomusiędziałaćimpulsywnie.Odczuwałwówczasprzemożnąpokusę,by

wsadzićkijwmrowiskoiprzyspieszyćbiegspraw.ZszedłdokrólestwasignorinyElettry.

Siedziała,trzymającłokcienabiurkuiopierającpodbródeknapięściach,pogrążonaw

lekturze.

-Czynieprzeszkadzam?-spytał.

Podniosławzrok,uśmiechnęłasięizaprzeczyłaruchemgłowy.

-Czymapaniwłasnemieszkanie,signorina?

Przyzwyczajonadodziwnychpytańkomisarza,nieokazałazaciekawienia,tylko

krótkoodrzekła„tak”iczekałanadalszyciąg.

Brunettichwilęsięzastanawiał.

background image

-Tochybaniemażadnegoznaczenia-uznałponamyśle.

-Dlamniema,itoduże-rzekłaElettra.

-Notak,napewno-powiedział,uświadomiwszysobie,żeswojąuwagąmógłją

wprawićwdezorientację.-Signorina,jeśliniejestpanizajęta,chciałbym,żebypanicośdla

mniezrobiła.

Elettrasięgnęłapobloczekiołówek,aleBrunettiwstrzymałjąruchemdłoni.

-Nie-powiedział.-Chciałbym,żebypaniposzłazkimśporozmawiać.

Elettryniebyłoponaddwiegodziny.Kiedywróciła,udałasięprostodogabinetu

Brunettiego,weszłabezpukaniaiodrazupodeszładobiurka.

-Ach,signorina-rzekł,zapraszającgestem,byusiadła.Mimorozpierającejgo

ciekawościmilczał.

-NiemapanwzwyczajudawaniamiprezentunaBożeNarodzenie,prawda,

commissario?-spytałaElettra.

-Nie.Czyżbymmiałzmienićzwyczaj?

-Oczywiście-powiedziaładobitnie.-Będęsięspodziewaćtuzina,nie,dwóch

tuzinówbiałychróżodBiancataipowiedzmy,skrzynkiprosecco.

-Akiedychciałabypaniotrzymaćtenprezent,jeślimogęspytać,signorina!

-Żebyzaoszczędzićpanugorączkiprzedświątecznychzakupów,myślę,żemógłby

panprzysłaćmitowszystkowprzyszłymtygodniu.

-Matopanizałatwione.

-Serdecznedzięki,signore-powiedziała,zgracjąkiwającgłową.

-Całaprzyjemnośćpomojejstronie-odrzekłBrunetti.Policzyłwmyślidosześciui

spytał:-Noi?

-Zapytałamonichwksięgarninacampo,właścicielpowiedziałmi,gdziemieszkają,i

poszłamtam.

background image

-Niespotkałamnigdyrównieodrażającychludzi-rzekłaobojętnym,powściągliwym

tonem.-Pracujętutajponadczterylata,zdarzyłomisięwidziećniejednegokryminalistę,

chociażludziewbanku,gdziepracowałamprzedtem,bylipewniejeszczegorsi,aletych

dwojganiktnieprzebije-powiedziała,wzdrygającsięzobrzydzenia.

-Dlaczego?

-Tazachłannośćwpołączeniuzdewocją!

-Niechpaniopowie.

-Kiedyimpowiedziałam,żepotrzebujępieniędzy,żebyspłacićdługikarcianemego

brata,spytalimnie,comogęimdaćjakozastaw.Oznajmiłam,żemammieszkanie.Mówiąc

to,starałamsię,takjakpanradził,okazaćzdenerwowanie.Onspytałmnieoadres,wyszedłi

słyszałam,jakzdrugiegopokojurozmawiałzkimśprzeztelefon.-Elettraprzerwałana

chwilę,poczymdodała:-Tomusiałabyćkomórka.Wżadnymzdwóchpokoinie

zauważyłamgniazdkatelefonicznego.

-Icodalej?-spytałBrunetti.

Elettrauniosłalekkobrodęispojrzałanaszczytarmadio,stojącejpodrugiejstronie

pokoju.

-Kiedywrócił,uśmiechnąłsiędożonyizaczęlirozmawiaćotym,żeprawdopodobnie

będąmoglimipomóc.Spytali,ilepotrzebuję.Pięćdziesiątmilionów,powiedziałam.

Byłatosuma,którąustalilizBrunettim:niezadużoiniezamało,dokładnietyle,ile

hazardzistamógłbyprzepuścićwciągujednejnocy,wierząc,żesięłatwoodegra,jeślitylko

znajdzieosobę,któraspłacijegodług.

ElettrapopatrzyłanaBrunettiego.

-Czypanznatychludzi?-spytała.

-Nie.Wiemonichtylkoto,copowiedziałmiprzyjaciel.

-Sąstraszni-powiedziałacicho.

background image

-Cobyłodalej?

Wzruszyłaramionami.

-Potempowiedzielimi,żemuszązobaczyćnotarialnyaktwłasności,choćjestem

pewna,żeonjużprzeztelefonsiędowiedział,żetakowyposiadam.Musiałdzwonićdo

kogoś,ktomupowiedział,żemieszkaniejestzapisanenamojenazwisko.

-Ktomógłbymuudzielićtakiejinformacji?

Elettraspojrzałanazegarek.

-OtejgodziniewUfficioCatastozpewnościąnikogojużniebyło,więctomusiałbyć

ktoś,ktomaszybkidostępdoicharchiwów.

-Panima,prawda?

-Nie,japotrzebujętrochęczasu,żebysięwła...wejśćdoichsystemu.Ktokolwiek

podałmutęinformację,musimiećbezpośrednidostępdodokumentów.

-Naczymstanęło?-spytałBrunetti.

-Mamjutroprzyjśćzpapierami.Opiątej.Notariuszbędziejużczekał.-Elettra

zamilkłaiuśmiechnęłasiędoBrunettiego.-Niechpanpopatrzy:dopogotowianiesposóbsię

dodzwonić,człowiekmożeumrzeć,zanimprzyjedzielekarz,alezatonotariuszstawiasięna

wezwanienatychmiast.-Zmarszczyłabrwi.-Więcjamamtambyćjutroopiątej,

podpiszemypapieryidostanęgotówkę.

Brunettiuniósłpalecipokiwałnimwproteście.Niemamowy,żebypozwolił

signorinieElettrzezbliżyćsięponowniedotychludzi.Uśmiechnęłasięzwyraźnąulgą.

-Aprocenty?Mówili,naileprocenttapożyczka?

-Powiedzieli,żeotymporozmawiamyjutro,żetowszystkobędziewumowie.-

Elettrazałożyłanogęnanogęisplotłaręce.-Oznaczato,jaksiędomyślam,żetuniczegonie

udasięwytargować.

Brunettiodczekałchwilę,poczymspytał:

background image

-Adewocja?

Elettrawyjęłazkieszeniżakietupodłużnąkarteczkę,trochęmniejsząodkartydogry.

PodałająBrunettiemu.Przedstawiaławizerunekkobietywstrojuzakonnicyznabożnie

złożonymidłońmiioczymawzniesionymikuniebu.Brunettiprzeczytałkilkalinijek

wydrukowanychpodspodem.Byłtotekstmodlitwy,którazaczynałasięozdobnyminicjałem

„O”.

-ŚwiętaRita-objaśniłaElettra.-Zdajesię,żetopatronkasprawbeznadziejnych.

SignoraVolpatoczujesięjejszczególniebliska,gdyżuważa,żeteżjestosobąprzychodzącą

zpomocątym,którychwszyscyinniodprawilizkwitkiem.Dlategoupodobałasobieświętą

Ritę.-Zamilkła,roztrząsającwmyślachtendziw.-Wyznałami,żewolijąodMatkiBoskiej.

-TymlepiejdlaMatkiBoskiej-skonstatowałBrunetti,zwracającobrazekElettrze.

-Ach,niechpantozatrzyma.-Machnęłaręką,jakbyoganiałasięodmuchy.

-Czyzapytali,czemupaninieposzładobanku,skoromieszkaniejestpani

własnością?

-Tak.Powiedziałam,żetomieszkaniedostałamodojcainiemogędopuścićdotego,

bysiędowiedział,żejezastawiam.Gdybymposzładobanku,gdziewszyscynasznają,ojciec

dowiedziałbysięrównocześnieowyczynachswegosyna.Postarałamsięzaszlochać,kiedyjej

tomówiłam.-Elettrasięuśmiechnęła.-SignorzeVolpatobyłobardzoprzykrozewzględuna

mojegobrata.Dodała,żepociągdohazardutostrasznaprzywara.

-Auprawianielichwynie?-spytałBrunetti.

-Najwyraźniejnie.Zapytałamnie,ilelatmamójbrat.

-Cojejpanipowiedziała?-Komisarzwiedział,żeElettraniemabrata.

-Żetrzydzieścisiedem.Idorzuciłam,żegraodlat.SignoraVolpatobyłaniezwykle

miła.

-Naprawdę?Cotakiegozrobiła?

background image

-DałamijeszczejedenobrazekświętejRityiobiecała,żebędziesięzabratamodlić.

Rozdział23

JeszczeprzedopuszczeniembiurategopopołudniaBrunettipodpisałdokumenty,

któreupoważniałydoodebraniazwłokMarcaLandiegoiwysłaniaichjegorodzicom.Zapytał

teżVianella,czyniezechciałbyodwieźćciałazmarłegodoTrydentu.Vianellozgodziłsię

natychmiast,niewiedziałtylko,czymaprawowłożyćmundur,gdyżnazajutrzwypadałmu

dzieńwolnyodpracy.

Brunetti,byuniknąćkomplikacji,próbowałbezskutecznieodszukaćgrafikdyżurówi

wprowadzićpoprawkinanastępnydzień.Prawdopodobniegrafik,wsuniętypodstertę

nieczytanychdokumentów,któregromadziłysiępodkoniectygodnianajegobiurkuiktóre

upychałwszufladzie,wylądowałwkońcuwkoszunaśmieci.OdpowiedziałwięcVianellowi,

żebysięnieprzejmowałiuznał,żenastępnegodniajestnasłużbie.

-Ajeślizacznąmniewypytywaćopostępywśledztwie?-zaniepokoiłsięsierżant.

-Niebędąwypytywać,jeszczenieteraz-uspokoiłgoBrunetti,pewien,żemarację,

choćniewiedział,skądczerpietępewność.

Wróciwszydodomu,zastałPaolęnatarasie,usadowionąnajednymzwiklinowych

krzeseł,corazbardziejpodniszczonychpokolejnejzimie,podczasktórejstałynadworze.

Uśmiechnęłasięizdjęłanogizdrugiegokrzesła,zapraszającmęża,żebynanimusiadł.

-Czypowinnamcięspytać,jakminąłdzień?

Brunettirozsiadłsięizuśmiechempokręciłgłową.

-Nie.Poprostujakośminął.

-Apodjakimminąłhasłem?

-Podhasłemlichwy,korupcjiiludzkiejchciwości.

-Nocóż,jeszczejedenzwykłydzień.-Zksiążkileżącejnakolanachwyjęłakopertę,

którąwręczyłamuzesłowami:-Możetopoprawicinastrój.

background image

SpojrzałnakopertęznadrukiemUfficioCatasto.Niewiem,czytopoprawiminastrój,

pomyślał.Wyciągnąłpismoiprzeczytał.

-Cotojest,jakiścud?-spytał.Poczymodczytałnagłosostatniezdanie,które

brzmiało:„Będącwposiadaniuwymaganychdokumentów,anulujemynapodstawie

poniższegoorzeczeniacondonoediliziowszystkiepoprzedniepismaadresowanedopaństwa

przeznaszurząd”.

Opuściłbezwładnierękęzpismem.

-Czytoznaczyto,cojamyślę?

Paolaprzytaknęła,nieuśmiechającsięaninieuciekającspojrzeniemwbok.

Przezchwilęszukałodpowiednichsłów,wreszciespytał:

-Czymogłabyśbyćbardziejkonkretna?

-Ztego,cozrozumiałam-powiedziałaszybko-wydajemisię,żesprawajest

zamknięta,żeznaleźliwymaganepapieryimożemyprzestaćsiętymprzejmować.

-Znaleźli?

-Znaleźli-powtórzyła.

Popatrzyłznównapismo,wktórymwidniałoczarnonabiałym:„Będącw

posiadaniu”,złożyłjeiwsunąłzpowrotemdokoperty,zastanawiającsię,czywogólewarto

pytaćoto,ocochciałspytać.

OddałPaolikopertę.Kiedyzadawałpytanie,panowałjeszczenadtonem,alejużnie

nadsłowami:

-Czytwójojciecmaczałwtympalce?

Obserwowałjąidoświadczeniepodpowiedziałomu,wktórymmomenciezamierzała

skłamaćipojakimczasiesięzreflektowała.

-Prawdopodobnie.

-Wjakisposób?

background image

-Rozmawialiśmyotobie-zaczęła.Brunettistarałsięnieokazaćzaskoczenia,

usłyszawszy,żePaolarozmawiałaonimzeswoimojcem.-Pytałociebie,otwojąpracęi

wtedymupowiedziałam,żemaszterazwięcejkłopotówniżzwykle.-Zanimzrobiłjej

wymówkę,żezdradzajegotajemnicezawodowe,dodała:-Wiesz,żejanigdyanijemu,ani

nikomuniemówięnickonkretnego.Powiedziałampoprostu,żeprzechodziszciężkiokres.

-Ciężkiokres?

-Tak.NobonajpierwtasprawazsynemPattyisposób,wjakionpróbujeją

zatuszować,potemtomorderstwomłodychludzi-zaczęłatłumaczyćPaola,alewidzącwyraz

twarzymęża,dodałatylko:-Próbowałammukrótko,niewchodzącwszczegóły,wyjaśnić,że

ostatniomaszwieleproblemów.Przecieżmieszkamyrazem.Śpimywjednymłóżku.Nie

musiszmizdawaćcodziennychraportów,jaitakwiem,ileciętowszystkokosztuje.

Wyprostowałasięnakrześle,zdecydowanawstaćinalaćimpokieliszkuwinana

zakończenierozmowy.

-Cojeszczemupowiedziałaś?-spytał,zanimzdążyłasiępodnieść.

Paolachwilęzwlekałazodpowiedzią,apotemwyjawiłaprawdę.

-PowiedziałammuotymcałymnonsensiezUfficioCatasto,żechoćdawnozapadła

cisza,sprawawisinadnamijakmieczDamoklesa.

Znałjejtaktykę:sprytnerozmiękczanie.Zupełniegotoniewzięło.

-Noijakabyłajegoreakcja?

-Spytał,czymożewczymśpomóc.

GdybyBrunettibyłmniejzmęczony,mniejprzytłoczonymyślamioludzkim

przekupstwie,prawdopodobniepuściłbywszystkowniepamięć,pozwoliłwydarzeniom

toczyćsięwłasnymtorem,ponadnim,pozanim.Alecoś,byćmożeniefrasobliwepodejście

docałejsprawyPaoli,amożejegowłasnepoczuciewstyduztegopowodu,skłoniłogodo

stwierdzenia:

background image

-Mówiłemci,żebyśtegonierobiła.-Szybkosiępoprawił:-Prosiłemcię.

-Wiem.Alejanieprosiłamgoopomoc.

-Przecieżwiadomo,żeniemusiszgoprosićotakierzeczy.-GłosBrunettiego

niebezpieczniesiępodniósł.

-Niewiem,coonzrobił.Niewiemnawet,czyzrobiłcokolwiek-odrzekłaPaola,

równieżpodniesionymtonem.

Brunettiwskazałpalcemkopertęwrękużony.

-Odpowiedzinietrzebaszukaćdaleko.Prosiłemcię,żebyśgowtoniemieszała,nie

chcękorzystaćzjegotowarzyskichpowiązańikoneksji.

-Cotozaróżnica:jegokoneksjeczynaszekoneksje-odcięłasię.

-Tozasadniczaróżnica.

-Dlaczego?

-Ponieważmyjesteśmyprzeciętnymizjadaczamichleba.Niemamytaksilnych

wpływówjakon.Namsięudaalbonie.Niemożemymiećpewności,czyuzyskamyto,na

czymnamzależy,czyzdołamyobejśćprawo.

-Naprawdęmyślisz,żetoażtakaróżnica?-spytałazdziwiona.

Przytaknął.

-WięcgdzienatejskaliumieściszPattę?-spytała.-Czytojestjedenznas,czyjeden

ztychmocarzy?

-Patta?

-Tak,Patta.Jeślimyślisz,żemaluczcymogąstaraćsięobejśćsysteminiemawtym

niczłego,aleniejesttosłusznewwypadkuludziustosunkowanych,tokimwtakimraziejest

Patta?

Brunettisięzawahał.

-Pytamcięoto,bonieukrywałeśswojejopiniinatematjegostarań,żebyuratować

background image

syna.

NagleBrunettiegoogarnęławściekłość.

-Jegosynjestprzestępcą!

-Aletojestjegosyn.

-Idlategotwójojciecjestwporządku,korumpującsystem,bopróbujepomóccórce?

Gdytylkotopowiedział,natychmiastpożałowałswoichsłówicałajegozłośćsię

ulotniła.Paolapatrzyłananiegozotwartymiustami,wyglądała,jakbyjąspoliczkował.

-Przepraszam,przepraszam.Niepowinienembyłtegomówić.

Odchyliłgłowędotyłuikręciłniąwobiestrony.Chciałzamknąćoczyiwymazaćtę

scenęzpamięci.Niebyłotomożliwe.Uniósłrękęiuderzyłniąwkolano.

-Takmiprzykro.Niepotrzebnietopowiedziałem.

-Niepotrzebnie.

-Niemamracji-dodałzeskruchą.

-Nie,przeciwnie,maszrację-powiedziałaPaolabardzospokojnymgłosem.-Myślę,

żedlategowłaśnieniepowinieneśbyłtegomówić.Ponieważmaszrację.Jeślionuruchomił

swojeznajomości,todlatego,żejestemjegocórką.

Brunettichciałpowiedzieć,żeniemiałracjiwinnejsprawie:conteFalierniemógł

korumpowaćsystemu,którybyłjużskorumpowany,itoodzawsze.Aleterazograniczyłsię

dostwierdzenia:

-Proszęcię,niechcęsiękłócić.

-Jateżnie,zapomnijmyotym-rzuciłaobojętnieijakbywyniośle.

-Och,dajspokój!

Przezdłuższyczasmilczeli.WreszciePaolaspytała:

-Cochcesz,żebymzrobiła?

-Niesądzę,żebyśmogłazrobićcokolwiek-odrzekł,wskazującdłoniąlist.-Jużnie

background image

teraz.

-Chybarzeczywiście-zgodziłasię.Wyciągnęłakuniemurękęzlistem.-Alepoza

tym?

-Niewiem.Przypuszczam,żeniemasensucięprosić,żebyśpowróciładoideałów

naszejmłodości-powiedziałłagodnie.

-Achciałbyśtego?Odrazucipowiem,żetoniemożliwe.Mojepytaniejestczysto

retoryczne:Chciałbyś?

Wstając,zdałsobiesprawę,żepowrótdoideałówmłodościwcaleniegwarantuje

spokojusumienia.

Poszedłdopokojuiwróciłzdwomakieliszkamichardonnay.Siedzielinatarasie

jeszczepółgodziny,przeważniemilcząc,ażwreszciePaolaspojrzałanazegarekioznajmiła,

żeidziezrobićkolację.Odstawiłapustykieliszek,nachyliłasięipocałowałagowprawe

ucho,nietrafiającwpoliczek.

PokolacjiBrunettipołożyłsięnakanapie,myślącotym,żemusisięstarać,abyte

strasznewydarzenia,któreodparudnitakgoabsorbowały,niezburzyłyspokojujego

rodziny.

Miałnadzieje,żedzisiejszywieczórnigdysięniepowtórzy.Próbowałdalejczytać

Ksenofonta,alemimożepozostaliprzyżyciuGrecybylicorazbliżejrodzinnychstron,nie

potrafiłskupićuwaginaichdramatycznychprzeżyciachsprzeddwóchtysięcylat.

Chiara,któraweszładosalonuokołodziesiątej,żebypowiedziećmudobranoc,tym

razemniewspomniałaokupniełodzi,niezdającsobiesprawy,żetegowieczorumogłaby

wyżebraćodojcanawet„QueenElizabethII”.

Takjakoczekiwał,kiedynastępnegorankawdrodzedopracykupił„IlGazzettino”,

znalazłswójnagłóweknastronietytułowejdziałumiejskiego.Brzmiałotowszystko

straszniejibardziejalarmująco,niżsięspodziewał,itakjakwiększośćnieprawdopodobnych

background image

idiotyzmówdrukowanychwtejgazecie,całkowicieprzekonująco.Mimożezartykułujasno

wynikało,iżopisanaterapiajestskutecznatylkowprzypadkuinfekcjipougryzieniu-wjakie

togłupstwaludzienieuwierzą?-obawiałsię,żedoszpitalaściągnątłumynarkomanówi

chorychnaAIDS,gotowychnatychmiastoddaćsięwręcelekarzycudotwórcówzOspedale

Civile,którzyczekająnanichwizbieprzyjęć.

Oprócz„IlGazzettino”kupiłrównież„LaNuova”-corobiłbardzorzadko-mając

nadzieję,żeniezobaczygoztągazetążadenzeznajomych.Znalazłto,czegoszukał,na

stroniedwudziestejsiódmej:trzyszpalty,nawetzdjęcieZecchina,najwyraźniejwyciętez

jakiejświększejgrupowejfotografii.Informacjaogroźnymugryzieniubrzmiałatujeszcze

bardziejzłowieszczoiwynikałozniej,żejedynąnadziejęnawyleczeniedawałozgłoszenie

siędoOspedaleCivile.

Nieminęłodziesięćminut,kiedydrzwidojegopokojuotworzyłysięraptowniei

Brunetti,najpierwzaskoczony,apotemzdumiony,ujrzałstojącegowproguvice-questore

GiuseppePattę.Niestałtamjednakdługo:wciąguparusekundprzemierzyłpokójiznalazł

sięprzybiurkuBrunettiego.Komisarzwłaśniewstawał,alePattauniósłrękę,jakbychciałgo

zpowrotemusadzić,poczymuderzyłpięściąwblat.

-Copannawyprawiał?!-wykrzyknął.-Cojapanuzłegozrobiłem,żepansiętakna

nasuwziął?Przecieżonigozabiją.Pantowie.Niechpanniemówi,żeniezdawałpansobiez

tegosprawy!

PrzezchwilęBrunettimyślał,żejegozwierzchnikpostradałzmysłyalbożestres

związanyzpracą,amożezżyciemosobistym,pozbawiłgopanowanianadsobąiprzepchnął

przezniewidzialnąbarierę,zaktórąbyłajużtylkoniepohamowanawściekłość.Spokojnie

położyłręcenabiurku,bardzouważając,żebynieuczynićżadnegozbędnegoruchuanitym

bardziejniepróbowaćwstać.

-Noico?Coteraz?!-wrzeszczałPatta,opierającsięobiurkoizbliżająctwarzdo

background image

jegotwarzy.-Chcęwiedzieć,dlaczegopanmutozrobił.Jeślicokolwiekstaniesię

Robertowi,japanazniszczę!-Pochwilisięwyprostował,trzymającdłoniezaciśniętew

pięściprzybokach,przełknąłślinęirzekłgłosem,wktórymbrzmiałapogróżka:-Zadałem

panupytanie,Brunetti.

Brunettioparłsięnakrześleiskrzyżowałramiona.

-Myślę,żedobrzebybyło,gdybypanusiadł,vice-questore,ipowiedziałmi,oco

panuchodzi.

Chwilowyspokój,któryzagościłnajegotwarzy,zniknął.

-Niechpanniekłamie,Brunetti!Chcęwiedzieć,dlaczegopantozrobił!-krzyknął.

-Niewiem,oczympanmówi-powiedziałBrunetti,niekryjączłości.

Pattawyjąłzkieszenimarynarkiwczorajszągazetęirzuciłjąnabiurko.

-Mówięotym!-powiedział,stukającwniągniewniepalcem.-Otejhistorii,jakoby

Robertomiałbyćaresztowanyizamierzałzeznawaćprzeciwdealeromnarkotyków.Jawiem,

jakpracujeciewy,zPółnocy-ciągnął,niedopuszczającBrunettiegodogłosu.-Uważaciesię

zajakieśsekretnebractwo.Wystarczyzadzwonićdojakiegośznajomegozbylegazetyion

jużwydrukujekażdegówno,któremuwciśnięcie.

Patta,wyraźniewyczerpany,opadłnakrzesło.Jegozaczerwienionątwarzpokryłpot,

akiedypróbowałjąotrzeć,Brunettizauważył,żedrżymuręka.

-Onigozabiją-wyszeptałprawiebezgłośnie.

Dopieroterazkomisarzpojąłprzyczynęjegowybuchu.Odczekałparęchwil,żeby

Pattaochłonął,irzekłspokojnie:

-Tenartykułniedotyczywogólepańskiegosyna.Chodziotegostudenta,który

umarłzpowoduprzedawkowaniawzeszłymtygodniu.Byłaumniejegodziewczynai

powiedziała,żewie,aleboisięmiwyjawić,ktosprzedałmunarkotyki.Pomyślałem,żewten

sposóbmógłbymskłonićdelikwenta,żebydobrowolniesiędonaszgłosił.

background image

Zobaczył,żePattanadstawiłucha,aleniebyłpewien,czymuuwierzył.

-ToniemanicwspólnegozRobertem-powtórzyłnajspokojniej,jakpotrafił.Nie

dodał,żejeśli,jakPattagozapewnił,jegosynniemanicwspólnegozhandlemnarkotykami,

toartykułniemógłgonarazićnajakiekolwiekniebezpieczeństwo.NawetPattaniebyłwart

takłatwegozwycięstwa.

-Nieobchodzimnie,okimtamjestmowa-rzekłvice-questorepodłuższejchwili,co

świadczyło,żejednakuwierzyłBrunettiemu.-Zadzwonilidoniegowczorajwieczorem.Na

jegokomórkę-dodał,patrząckomisarzowiprostowoczy.

-Copowiedzieli?-spytałBrunetti,świadom,żeszefwłaśniesięprzyznał,żejegosyn

-synwicekomendantaweneckiejpolicji-zajmujesięrozprowadzaniemnarkotyków.

-Powiedzieli,żeniechcąwięcejsłyszećotejsprawie,żewolelibyniewiedzieć,żeon

komukolwiekcośpowiedziałalbożezgłosiłsięnapolicję.-Pattazamilkłizamknąłoczy.

-Bojeślinie,toco?-spytałBrunettispokojnie.

Odpowiedźprzyszłapodłuższejchwili.

-Niepowiedzieli.Niemuszątegomówić.

Brunettiwiedział,żetoprawda.

Nagleogarnęłogoprzemożnepragnienie,byznaleźćsięgdzieindziej,gdziekolwiek,

tylkonietutaj.Lepiejjużbyłonawettam,nastrychu,gdzieleżeliZecchinoitamartwa

dziewczyna,ponieważodczuwałwówczastylkolitość,wolnyodtegodoskwierającego

uczuciatriumfunadczłowiekiem,którymtakczęstogardził.Niechciałnapawaćsię

satysfakcją,widzącjegolękigniew,aleztrudemtłumiłtouczucie.

-Czyonzażywanarkotyki,czytylkosprzedaje?-spytał.

Pattawestchnął:

-Niewiem.Niemampojęcia.

Brunettizaczekałchwilę,mającnadzieję,żemożewreszciePattaprzestaniekłamać.

background image

-Tak.Chybabierzekokainę-usłyszałpodłuższejchwili.

Latatemu,kiedymiałowielemniejszedoświadczeniewprzesłuchiwaniu,domagałby

siępotwierdzenia,żechłopakzajmowałsiętakżesprzedażąnarkotyków,aleterazuznałtoza

faktiprzeszedłdonastępnejkwestii.

-Czyrozmawiałpanznim?

Pattaskinąłtwierdzącogłową.

-Onumierazestrachu.Chceukryćsięudziadków,aleprzecieżtomuniezapewni

bezpieczeństwa.-PattaspojrzałnaBrunettiego.-Ciludziemusząuwierzyć,żebędzie

milczał.Tylkowtedynicmusięniestanie.

Brunettidoszedłtymczasemdotegosamegownioskuijużpróbowałskalkulowaćjego

koszt.Jedynysposóbtowymyślićkolejnąhistorię,amianowicie,żepolicjapodejrzewa,iż

zostaławprowadzonawbłąd,iżewistocieniedasięustalićzwiązkumiędzyśmiercią

studentazpowoduprzedawkowaniaaosobą,którasprzedałamunarkotyki.To

najprawdopodobniejodsunęłobyodRobertaPattybezpośrednieniebezpieczeństwo,ale

jednocześniezniechęciłobybrataczykuzynaAnnyMariiRattidowydaniaosób,które

sprzedałymunarkotyki,atymsamymprzyczyniłysiędośmierciMarcaLandiego.

Jeślinicniezrobi,życieRobertaznajdziesięwniebezpieczeństwie,alejeśliw

gazetachpojawisiętanowahistoria,AnnaMariabędziemusiałażyćzpoczuciemwiny,że

jestpośrednioodpowiedzialnazaśmierćMarca.

-Zajmęsiętym-powiedziałwkońcuBrunetti.

Pattapodniósłgłowęispojrzałnaniego.

-Co?-spytał.-Jak?

-Powiedziałem,żesiętymzajmę-powtórzyłstanowczymtonem,mającnadzieję,że

Pattamuuwierzyipowstrzymasięodwszelkichprzejawówwdzięczności.-Niechpansię

postaraumieścićgowjakiejśklinice,jeślipanmoże.

background image

OczyPattyrozszerzyłysięzoburzenia,iżpodwładnyśmiemuudzielaćrad.

Brunettichciałtozałatwićjaknajszybciej.

-Zarazdonichzadzwonię-powiedział,spoglądającwymowniewstronędrzwi.

TowrównejmierzerozzłościłoPattę,któryobróciłsięnapięcieiwyszedł.

Komisarzchwyciłzasłuchawkę.Byłomutrochęgłupio,kiedywykręcałnumer

przyjacielazgazety.Wiedziałdoskonale,jakwielkidługzaciąga,iniemiałnawetcienia

wątpliwości,żewdniu,kiedyprzyjdziemugospłacić,będziemusiałzapomniećoswoich

zasadachalbobalansowaćnagranicyprawa.Mimotoniezawahałsięanichwili.

Miałwłaśniewyjśćnaobiad,kiedyzadzwoniłCarrarozwiadomością,żeprzed

dziesięciomaminutamitelefonowałjakiśmężczyzna,któryprzeczytałartykułichciałsię

dowiedzieć,czytoprawda.Lekarzzapewniłgo,żetaabsolutnierewolucyjnaterapiastanowi

jedynąnadziejędlaofiaryugryzieniaprzezosobęchorą.

-Czymyślipan,żetoten,októregonamchodzi?-spytałBrunetti.

-Niewiem-odrzekłCarraro.-Wydawałsiębardzozainteresowany.Powiedział,że

dzisiajsięzgłosi.Copanzamierza?

-Zarazupanabędę.

-Comamzrobić,jeślionsięzjawi?

-Niechpangojakośzatrzyma.Proszęznimporozmawiać,wymyślićjakąś

skomplikowanąprocedurę,zrobićcokolwiek,żebytylkoniewyszedł.

Schodząc,zajrzałdopokojuodprawiwydałkrótkirozkaz,żebyzarazwysłaliłódźz

dwomapolicjantaminapokładziedoProntoSoccorso.Majączekaćprzedwejściem.

Dotarłdoszpitalawciąguniespełnadziesięciuminut.Poprosiłportiere,żeby

wprowadziłgodoProntoSoccorsowejściemdlalekarzy,ponieważżadenzoczekujących

pacjentówniemożegozobaczyć.Jegoniecierpliwośćmusiałabyćzaraźliwa,boportier

natychmiastopuściłoszklonądyżurkęipoprowadziłgogłównymkorytarzem,obokwejścia

background image

dlapacjentów,anastępnieprzeznieoznakowanedrzwiiwąskikorytarzdopokoju

pielęgniarekoddziałupogotowia.

Dyżurnapielęgniarkapodniosłagłowę,zaskoczona,alechybazostałauprzedzona

przezCarrara,ponieważszybkowstałaiwskazałapokójzabiegowy.

-Jesttam.PrzyjmujegodottoreCarraro-oznajmiła.

Brunettiwszedłbezpukania.UbranywbiałykitelCarraropochylałsięnadwysokim

mężczyznąleżącymnaplecachnakozetce.Jegokoszulaisweterwisiałynaoparciukrzesła.

Carraroosłuchiwałmuserce.Wprzeciwieństwiedolekarza,mężczyznanatychmiast

zauważyłwchodzącegoBrunettiego.Nawidokkomisarzasercemusiałozabićmuszybciej,

bolekarzsięodwrócił,bysprawdzić,cowywołałotęreakcję.

ZobaczyłBrunettiego,aleniepowiedziałanisłowa.

Mężczyznależałnieruchomo,alekomisarzdostrzegł,żejegomięśniezesztywniały,a

natwarzwypłynąłrumieniec.Dostrzegłrównieżrozognionyowalnyśladnazewnętrznej

stronieprawegoprzedramienia;brzegiranywyglądałytak,jakbyktośrozsunąłzamek

błyskawiczny.

Brunettimilczał.Mężczyznanakozetcezamknąłoczyiwyciągnąłręcewzdłuż

boków.Komisarzzauważył,żeCarraromanadłoniachprzezroczystegumowerękawiczki.

Lekarzpodszedłdobiurka,odłożyłstetoskopibezsłowaopuściłpokój.Mężczyznasprawiał

wrażenie,jakbyspał.Brunettipoczuł,żejegosercesięuspokaja.Ostrożniepodszedłbliżej,

zachowującbezpiecznydystans.Terazdopierozobaczył,żeleżącynakozetceczłowiek

musiałbyćbardzosilny.Wyrobionemięśnieklatkipiersiowejiramionbyłyrezultatemwielu

latciężkiejpracy.Miałogromnedłonie,zakończonezaskakującoszerokimiipłaskimi

palcami.Wtejstatycznejpozycjijegotwarzbyłapozbawionawszelkiegowyrazu.Nawet

kiedyzobaczyłBrunettiegoibyćmożesiędomyślił,kimonjest,niewielezdradziłzeswych

emocji.Miałbardzomałeuszyiosobliwiecylindrycznągłowę,nieproporcjonalniemałąw

background image

stosunkudopotężnegociała.

-Signore-odezwałsięwkońcuBrunetti.

Mężczyznaotworzyłoczyispojrzałnaniego.MiałybrązowykoloriBrunettiemu

przyszłynamyślniedźwiedzieślepia,możedlatego,żemężczyznabyłduży.

-Mówiłami,żebymnieszedł-powiedziałmężczyzna.-Mówiła,żetopułapka.-

Zamrugałoczami,przymknąłjenachwilę,apotemznówotworzył.-Alejasiębałem.

Wszyscyotymmówiliisiębałem.

Znowunadłużejzamknąłoczy.Wydawałosię,żepodczastychchwilprzenosisięw

jakieśodległemiejsce,jaknurekzapadającysięwmorskągłębinę,szczęśliwy,żeprzebywa

wpiękniejszymświecie,wktórymchciałbypozostaćjaknajdłużej.

Powiekisięuniosły.

-Alemiałarację.Onamazawszerację.-Mężczyznausiadłnakozetce.-Niechsię

pannieboi-powiedziałdoBrunettiego.-Nicpanuniezrobię.Chcętylko,żebydoktordałmi

tolekarstwo,ipotempójdęzpanem.Alenajpierwmuszędostaćtolekarstwo.

Brunettiskinąłgłowązezrozumieniem.

-Pójdęponiego-rzekłiskierowałsiędopokojupielęgniarek.Carrarobyłsami

rozmawiałprzeztelefon.

-Noico?-spytał,odkładającsłuchawkę.Znówwydawałsięzagniewany,aleBrunetti

podejrzewał,żezłośćtaniemanicwspólnegozezłamaniemprzysięgiHipokratesa.

-Niechmupanzrobizastrzykprzeciwtężcowyizabioręgonakomendę.

-Najpierwzostawiamniepansamegozmordercą,aterazsiępanspodziewa,żetam

wrócę,żebymurobićjakiśzastrzyk?Chybapanoszalał!-Carrarozałożyłręcenapiersina

znakodmowy.

-Niesądzę,żebyistniałojakieśryzyko,dottore.Takczyinaczej,powiniendostać

zastrzykprzeciwtężcowy.Ranapougryzieniuwyglądanazainfekowaną.

background image

-O,więcjestpanrównieżlekarzem?

-Dottore-rzekłBrunetti,spoglądającnaczubkiswychbutówibiorącgłęboki

oddech.-Żądam,żebypanwłożyłzpowrotemrękawiczki,poszedłdopokojuobokizrobił

pacjentowizastrzykprzeciwtężcowy.

-Ajeślipowiemnie?-spytałCarrarowojowniczo.Zjegoustdoleciałzapachmiętyi

alkoholu,mieszanki,którąserwująsobienaśniadanieprawdziwipijacy.

-Wtedy,dottore-rzekłBrunettimartwymgłosem,wyciągającrękę-zaciągnętam

panasiłąipowiemtemumężczyźnie,żeodmawiapanzrobieniazastrzyku,którymoże

uratowaćmużycie.Apotemzostawięwassamych.

Brunettiwidział,żelekarzmuwierzy.Carraroopuściłbezradnieręce,mamrocząccoś

podnosem.Komisarzudawał,żeniesłyszy.

Obajweszlidopokojuzabiegowego.Mężczyznasiedziałteraznabrzegukozetki,

zwiesiwszynogi,izapinałkoszulęnapotężnymtorsie.

Carrarowmilczeniupodszedłdooszklonejszafkizlekarstwamiwkąciepokoju,

otworzyłjąiwziąłstrzykawkę.Przezchwilęhałaśliwieprzestawiałpudełkazlekarstwami,aż

wkońcuznalazłto,któregoszukał.Wyjąłmałąszklanąfiolkęzgumowązatyczkąipodszedł

dobiurka.Ostrożniewciągnąłnowąparęgumowychrękawiczek,przebiłigłągumowykoreki

napełniłstrzykawkę.Podszedłdomężczyzny,którytymczasempodwinąłrękawkoszuli

prawiedoramienia.Wyciągnąłrękęprzedsiebie,odwróciłgłowęizacisnąłmocnopowieki,

jakdziecko,któreboisięzastrzyku.Carrarowyszarpnąłigłę,szorstkimgestemzgiąłrękę

pacjenta,żebyzatrzymaćkrwawienie,iodszedł.

-Dziękuję,paniedoktorze-powiedziałmężczyzna.-Czytojesttolekarstwo?

Carraromilczał,więcBrunettiodpowiedziałzaniego:

-Tak,tojesttolekarstwo.Terazjużniemusisiępanmartwić.

-Nawetzabardzoniebolało.-MężczyznaspojrzałnaBrunettiego.-Czyjużmusimy

background image

iść?

Brunettiskinąłgłową.Mężczyznaopuściłramięispojrzałnaśladpoukłuciu,który

zacząłkrwawić.

-Myślę,żepańskipacjentpotrzebujeopatrunku,dottore-odezwałsięBrunetti.

Carraroniezareagował.Ściągnąłrękawiczkiirzuciłjewstronęstołu,nieprzejmującsiętym,

żeupadłyoboknapodłogę.Brunettipodszedłdoszafkiizgórnejpółkiwziąłopakowanie

plastrów.Kiedyzerwałpapierimiałjużprzyłożyćplasterdokrwawiącejranki,mężczyzna

podniósłrękęigopowstrzymał.

-Możeniejestemjeszczewyleczony,signore,więclepiejżebymzrobiłtosam.

WziąłplasterodBrunettiegoiniezdarniegoprzylepił,apotemopuściłrękawkoszuli.

Wstał,sięgnąłposweteriruszyłdodrzwi.Wproguprzystanąłispojrzałwdółna

Brunettiego,któregoznacznieprzewyższałwzrostem.

-Tobyłobyokropne,proszępana,gdybymmiałtęchorobę-powiedział.-Okropne

dlamojejrodziny.-Skinąłgłową,jakbygodzącsięztąbolesnąprawdą,icofnąłsię,żeby

przepuścićBrunettiego.Usłyszeli,jakCarrarozatrzasnąłzhukiemszafkęzlekarstwami,ale

państwowyposażaszpitalewsolidnemeble,więcszybasięniestłukła.

WgłównymkorytarzustałodwóchwezwanychprzezBrunettiegoumundurowanych

policjantów,aprzybrzeguczekałałódźzmilkliwymBonsuanemzasterem.Wyszlibocznym

wyjściem.Mężczyzna,jaktylkozobaczyłpolicyjnemundury,zwiesiłgłowęiprzygarbiłsię.

Szedłciężkoiniezgrabnie,krokiemzupełniepozbawionymrytmu,takchwiejnym,jakbymiał

trudnościzkoordynacjąruchów.Kiedywasyściedwóchpolicjantówwszedłnapokład,

zwróciłsiędoBrunettiego:

-Czymogęusiąśćnadole,signore?

Komisarzwskazałmustopnieimężczyznazszedłdokabiny.Usiadłnajednejz

wyściełanychławstojącychpodwóchstronachpomieszczeniaischyliłgłowę,wbijając

background image

wzrokwpodłogę.

Kiedywpłynęlidoprzystaniprzedkomendą,policjanciwyskoczyli,żebyzacumować

łódź,aBrunettipodszedłdoschodówizawołał:

-Jesteśmynamiejscu!

Mężczyznaspojrzałwgóręiwstał.

PodczasdrogiBrunettirozważałmyśl,żebyzabraćgodosiebienaprzesłuchanie,ale

potemzmieniłzamiar,uznawszy,żelepiejbędziesięnadawałdotegoceluzwykłypokój

przesłuchań,brzydkiepomieszczeniebezokien,zporysowanymiścianamiijarzeniowym

światłem.

Wciążwasyściedwóchfunkcjonariuszyweszlinapierwszepiętro,ruszyliwgłąb

korytarzaizatrzymalisięprzedtrzecimidrzwiamipoprawejstronie.Brunettiotworzyłdrzwi

iprzepuściłmężczyznęprzodem.Tenstanąłwprogu,oglądającsiębezradnienakomisarza,

którywskazałmujednozkrzesełprzyzniszczonym,odrapanymstole.

Mężczyznausiadł.Brunettizamknąłdrzwiizająłmiejscenaprzeciwniego.

-NazywamsięGuidoBrunetti,jestemkomisarzempolicji-zaczął.-Wtympokoju

jestmikrofoninaszarozmowajestnagrywana.

Podałdatęigodzinę,poczymzwróciłsiędomężczyzny:

-Przyprowadziłempanatutaj,żebyprzesłuchaćpananaokolicznośćśmiercitrzech

osób:FrancaRossiego,GinaZecchinaimłodejkobiety,którejnazwiskajeszczenieznamy.

CiałaZecchinaorazmłodejkobietyznaleziononastrychudomunieopodalAngeloRaffaele,a

FrancoRossizginąłnaskutekupadkuzrusztowaniategobudynku.Zanimprzejdziemydo

dalszejczęści,muszęspytaćpanaonazwiskoipoprosićodowódtożsamości.

Mężczyznamilczał.

-Czymożemipanpowiedzieć,jaksiępannazywa,signore?-powtórzyłBrunetti.

Tamtenpopatrzyłnaniegoispytałzbezgranicznymsmutkiem:

background image

-Czymuszę?

-Obawiamsię,żetak-odrzekłBrunettizrezygnacją.

Mężczyznaopuściłgłowęiutkwiłwzrokwblaciestołu.

-Onabędzietakawściekła-wyszeptał.PodniósłoczynaBrunettiegoipowiedział

cicho:-NazywamsięGiovanniDolfin.

Rozdział24

Usłyszawszytonazwisko,Brunettizacząłgorączkowodopatrywaćsiępodobieństwa

międzytymniezgrabnymwielkoludemadrobną,zgarbionąkobietą,którąwidziałwbiurze

dalCarla.Niedoszukawszysiężadnego,nieośmieliłsięzapytać,jakiełącząichwięzy;uznał,

żelepiejwysłuchaćmężczyzny,samemuodgrywającrolętego,którywiejużprawie

wszystkoichcejedyniedopytaćokilkaszczegółów,zwłaszczadotyczącychchronologii

zdarzeń.

Wpomieszczeniupanowałacisza.Brunettiniepróbowałjejprzerwać.Jedynym

odgłosembyłciężkioddechDolfina.

Pochwilimężczyznapodniósłgłowęispojrzałnaniegozbólemwoczach.

-Jestemhrabią,rozumiepan-odezwałsię.-Jesteśmyostatnimizrodu.Niemamy

następcy,ponieważLoredana,nocóż,nigdyniewyszłazamąż,aja...-Znówspuściłwzrok

nablat,jakbyoczekiwałtamjakiejśpodpowiedzi.Westchnąłipodjąłwątek:-Jasięnie

ożenię.Towszystkowogólemnienieinteresuje.-Wykonałnieokreślonyruchręką,jakby

odpychającodsiebie„towszystko”.-Więcjesteśmyostatniidlategototakieważne,żebynic

niesplamiłohonorurodzinyanijejnazwiska.Czypantorozumie?

-Oczywiście-odparłBrunetti.Niemiałpojęcia,coznaczywtymprzypadkuhonor,

zwłaszczadlapotomkasłynnegorodu,noszącegonazwiskoodponadośmiusetlat.-Wszyscy

powinniśmyżyćzhonorem-powiedziałogólnikowo.

Dolfinpokiwałgłową.

background image

-TowłaśniewciążmipowtarzaLoredana.Zawszemitomówiła.Wedługniejniema

znaczenia,żejesteśmybiedni.Mamyprzecieżnazwisko.

GiovanniDolfinmówiłzemfazą,takjakludzie,którzybezmyślniepowtarzajązdania

niedokońcadlanichzrozumiałe,kiedyprzekonanieoczymśbierzegóręnadrozumem.

Podobnymechanizmmusiałsięuruchomićwjegoumyśle,ponieważpochyliłgłowęizaczął

recytowaćhistorięswegosłynnegoprzodka,dożyGiovanniegoDolfina.Brunettisłuchał,

dziwnieukojonybrzmieniemgłosu,któryprzeniósłgonapowrótdookresudzieciństwa,

kiedytokobietyzsąsiedztwaprzychodziłydoichdomunawspólneodmawianieróżańca,a

onpoddawałsięmonotonnemurytmowipowtarzanychwkółkomodlitw.Odpłynąłmyślami

dalekowprzeszłośćdotychszeptanychrecytacji,dopókinieusłyszał,jakDolfinmówi:

-...podczasepidemiiw1361roku.

Pokiwałzuznaniemgłową.

-Towielkienazwisko-powiedział,chcącgozachęcićdodalszegoopowiadania.-

Trzebapostępowaćbardzorozważnie,żebyjechronić.

-TakwłaśniemówiLoredana,dokładnietak.-DolfinrzuciłBrunettiemuspojrzenie,

wktórympojawiłsięrespekt:otokolejnyczłowiek,któryrozumieobowiązkispoczywające

naichrodzinie.-Powiedziała,żezwłaszczatymrazemmusimyuczynićwszystko,absolutnie

wszystko,żebyjezachowaćichronić.-Zająknąłsięprzyostatnichsłowach.

-Oczywiście-poparłgoBrunetti.-Zwłaszczatymrazem.

-Powiedziała,żetenczłowiekwbiurzezawszejejzazdrościłpozycji-ciągnąłDolfin.

-Wspołeczeństwie-dodał,widząc,żeBrunettigonierozumie.

Komisarzskinąłgłową.

-Nigdyniemogłapojąć,dlaczegoonjejtaknienawidzi.Apotemsfałszowałjakieś

dokumenty.Loredanapróbowałamitłumaczyć,alenicztegoniezrozumiałem.Ztych

dokumentówwynikało,żenibyonarobiwbiurzejakieśnieuczciwerzeczyibierzezato

background image

pieniądze.-Oparłsiędłońmiostółiuniósłzkrzesła.-Delfinowienierobiąniczegodla

pieniędzy!-Natężeniejegogłosuosiągnęłozatrważającowysokipoziom.-DlaDelfinów

pieniądzesąniczym!

Brunettipodniósłuspokajającorękęimężczyznausiadł.

-Nierobimynicdlapieniędzy-powtórzyłznaciskiem.-Całemiastootymwie.Nie

dlapieniędzy.

Pochwilipodjął:

-Powiedziała,żekażdyuwierzywtesfałszowanedokumentyiwybuchnieskandal.

Nazwiskobędzieskalane.Powiedziała...-zamilkłipoprawiłsię:-Nie,jatowiedziałem,nikt

miniemusiałmówić.KalanienazwiskaDelfinówoszustwaminikomunieujdziebezkarnie.

-Rozumiem-zgodziłsięBrunetti.-Czytoznaczy,żewydałgopanpolicji?

Dolfintrzepnąłpogardliwieręką.

-Nie,tuchodziłoonaszhonor,więcmieliśmyprawosamiwymierzyć

sprawiedliwość.

-Rozumiem.

-Wiedziałem,kimonjest.Znałemgo.Bywałemtamczasami,żebypomócLoredanie,

kiedyrobiłaranozakupyimiaładużododźwigania.Przychodziłemtamipomagałemjej

zanieśćzakupydodomu.

Toostatniezdaniepowiedziałzdumą,chwalącsięswoimdobrymuczynkiem.

-Wiedziała,dokądsięwybierałtamtegodnia,ikazałamizanimpójśćispróbować

porozmawiać.Aleonudawał,żenierozumie,ocomichodzi,mówił,żetoniemażadnego

związkuzLoredaną,żechodziotegodrugiego.Loredanamnieuprzedziła,żeonbędzie

kłamał,wmawiającmi,żechodzioinnąosobęzbiura,więcbyłemnatoprzygotowany.

Wiedziałem,żechcezniszczyćLoredanę,bojejzazdrości.

Jegotwarzprzybraławyraz,jakiBrunetticzęstowidziałuludziposługującychsię

background image

sprytem.Znówodniósłwrażenie,żeGiovanniDolfinrecytujewyuczonąlekcję.

-Noi?

-Nazwałmniekłamcąipróbowałodepchnąć.Kazałmizejśćzdrogi.Weszliśmyjuż

dotegodomu.-OtworzyłszerokooczyiBrunettipomyślał,żepewnieprzypominasobieto

okropnewydarzenie,okazałosięjednak,żeDolfinbyłoburzonyzzupełnieinnegopowodu.-

Mówiłdomnienaty.Wiedział,żejestemhrabią,imimotozwracałsiędomnieperty!

RzuciłBrunettiemuwymownespojrzenie,jakbypytając,czyonkiedykolwiekspotkał

sięztakąbezczelnością.Brunetti,któryfaktycznieniespotkałsięzniczympodobnym,

zdumionypokręciłgłową.

Dolfinnajwyraźniejsięniekwapił,bykontynuowaćopowieść.

-Noicopanzrobił?-spytałBrunettizzaciekawieniem.

-Powiedziałemmu,żekłamieiżechceskrzywdzićLoredanę,bojejzazdrości.Znów

mnieodepchnął.Niktjeszczesiętakwstosunkudomnieniezachował.

Zesposobu,wjakiDolfintomówił,Brunettiwywnioskował,żemężczyznajest

przekonany,iżotoczenieokazujemurespektzpowodujegopochodzenia,anie,jakwistocie

było,atletycznejbudowy.

-Kiedymnieodepchnął,cofnąłemsięokrok,zaczepiłemnogąojakąśruręiupadłem.

Wstałem,trzymającjąwręku.Chciałemgouderzyć,ależadenDolfinniewymierzyłbynigdy

człowiekowiciosuwplecy,więczawołałemionsięodwrócił.Podniósłrękę,żebymnie

zaatakować.

Mężczyznazamilkł,tylkodłoniezaciskałymusięiotwierały,jakbyniezależnieod

jegowoli.Czaswjegopamięcimusiałpobiecszybciej,bokiedyznówsięodezwał,mówiło

czymś,conajwyraźniejstałosiępóźniej.

-Potempróbowałsiępodnieść.Staliśmypodoknem,okiennicebyłyotwarte.

Otworzyłjeodrazu,kiedywszedł.Podczołgałsiętrochęipodciągnąłdogóry.Niebyłemjuż

background image

naniegozły-mówiłspokojnymipozbawionymemocjigłosem.-Naszhonorbyłocalony.

Więczbliżyłemsię,żebymupomóc.Aleonsięmniebałikiedyszedłemkuniemu,zrobił

krokdotyłu,potknąłsięiwypadł.Próbowałemgozłapać,naprawdę.-Mężczyznawykonał

dłońmiodługich,płaskichpalcachgest,jakbycośchwytał.-Aleonspadł.Niedałemrady.-

Zakryłoczyręką.-Słyszałem,jakuderzyłoziemię.Złoskotem.Apotemktośstanąłw

drzwiachibardzosięprzestraszyłem.Niewiedziałem,ktoto.Zbiegłemposchodach.-Dolfin

zamilkł.

-Dokądpansięudał?

-Dodomu.Jużminęłaporaobiadu,aLoredanazawszesiędenerwuje,kiedysię

spóźniam.

-Powiedziałjejpan?

-Cojejmiałempowiedzieć?

-Cosięstało.

-Niemiałemzamiaru,alesiędomyśliła.Widziała,żeniemogęjeść.Musiałemjej

opowiedzieć.

-Ijakzareagowała?

-Powiedziała,żejestżemniebardzodumna-odpowiedziałGiovanniDolfin,ajego

twarzpromieniała.-Powiedziała,żeobroniłemhonorrodzinyiżeto,cosięstało,tobył

wypadek.Onmniepopchnął.PrzysięgamnaBoga.Popchnąłmnietak,żeupadłem.-Rzucił

nerwowespojrzeniewstronędrzwi.-Czyonawie,żetutajjestem?

Kiedykomisarzpokręciłprzeczącogłową,Dolfinprzyłożyłsobiedoustrękęi

zaciśniętymipalcamipoklepałdolnąwargę.

-Ależonabędziezła!Powiedziałami,żebymnieszedłdoszpitala.Żetopułapka.I

miałarację.Powinienembyłjejposłuchać.Onamazawszerację.Zawszemiałaracjęwe

wszystkim.

background image

Dotknąłukłuciapozastrzykuizacząłlekkogładzićpalcamiobolałemiejsce.

Znówzapadłomilczenie.Brunettizastanawiałsię,jakwielebyłoprawdywtym,co

LoredanaDolfinpowiedziałabratu.Niemiałjużwątpliwości,żeRossidowiedziałsięwjakiś

sposóbokorupcjiwUfficioCatasto,alenieprzypuszczał,żebymiałotocośwspólnegoz

honoremrodzinyDolfinów.

-Acosięzdarzyło,kiedypantamwrócił?-spytał.Zaczynałogointrygowaćcoraz

bardziejniespokojnezachowaniemężczyzny.

-Tendrugi,tennarkoman...toonstałwtedywdrzwiach.Śledziłmnieażdosamego

domuidowiedziałsięodsąsiadów,kimjestem.Wszyscyznająmojenazwisko.-Wgłosie

Dolfinaznówzabrzmiaładuma.-Więcczekałnamnie,kiedywychodziłemdopracy,i

powiedział,żewszystkowidział.Powiedział,żejestmoimprzyjacielemichcemipomóc

uniknąćkłopotów,ajamuuwierzyłem.Wróciliśmytamrazemizaczęliśmysprzątaćpokoje

nagórze.Mówił,żemiwtympomoże.Noikiedysprzątaliśmy,przyszlijacyśpolicjanci,ale

onimcośpowiedziałisobieposzli.Przyszedłpotemdomnieizażądałpieniędzy.Powiedział,

żejakmuniezapłacę,tosprowadzipolicjantówzpowrotemipokażeimtenpokój,żebędęw

poważnychtarapatachiżewszyscysiędowiedzą,cozrobiłem.

Dolfinzamilkłiwyglądało,jakbyrozważałmożliwekonsekwencjetakiegoobrotu

spraw.

-I?

-Powiedziałemmu,żeniemampieniędzy,żezawszewszystkooddajęLoredanie.

Onanimirozporządza.-Dolfinznowulekkouniósłsięzkrzesłaizacząłkręcićgłową,jakby

opędzającsięodjakiegośhałasu.

-I?-powtórzyłBrunettitymsamymobojętnymtonem.

-OczywiściepowiedziałemwszystkoLoredanie.Noiwróciliśmytam.

-Wróciliśmy?-wpadłmuwsłowoBrunettiinatychmiastpożałowałiswegoodruchu,

background image

ipytania.Dolfinwciążkręciłdziwniegłową,alesłyszącpytanieBrunettiego,amożetonjego

głosu,przestał.Całajegoufnośćnaglesięulotniłainaoczachkomisarzawjednejchwili

przeszedłdoobozuwroga.

Naminutęzapadłacisza.

-Signorconte?-odezwałsięBrunetti.

Dolfinpotrząsnąłstanowczogłową.

-Signorconte,powiedziałpan,żewróciłpandobudynkuwczyimśtowarzystwie.

Czymożemipanpowiedzieć,wczyim?

Mężczyznaoparłsięłokciamiostół,spuściłgłowęizatkałuszy.GdyBrunettizaczął

doniegomówić,gwałtowniepokręciłgłową.Złynasiebie,żewepchnąłgowczeluść,z

którejniemaszansgowydobyć,Brunettiwstałiwiedząc,żeniemawyboru,poszedł

zadzwonićdosiostryconteDolfina.

Rozdział25

Odebrałatelefon,mówiąc:

-CaDolfm.-Tylkotyle,nicwięcej,leczBrunettiegotakzaskoczyłtendźwięk

fałszywiebrzmiącejfanfary,żedopieropochwilibyłwstaniesięprzedstawićiwyjaśnić,po

codzwoni.Jeślito,cousłyszała,wjakikolwieksposóbjąporuszyło,dobrzetoukryła,

powiedziałajedynie,żezadzwonidoswojegoadwokataijaknajprędzejprzyjdziedo

komendy.Niezadawałażadnychpytańinieokazałażadnejciekawości,dowiedziawszysię,

żejejbratjestprzesłuchiwanywzwiązkuzmorderstwem.Brunettimiałwrażenie,że

potraktowałajegotelefonjakkażdyinnytelefonsłużbowy,naprzykładwsprawiepomyłkiw

tekściesprawozdaniaczyzłegowydrukuplanówbudowy.PonieważBrunetti,oilebyłomu

wiadomo,niepochodziłwprostejliniizrodzinydożów,niemiałpojęcia,jaktacyludzie

reagująnawiadomość,żewrodziniejestmorderca.

Wkażdymrazienietraciłczasunarozważanie,czysignorinaDolfinjestwmieszana

background image

wcośtakprostackiegojakkorupcjapanoszącasięwUfficioCatasto.„Delfinowienierobią

nicdlapieniędzy”-wtędewizęBrunettiwierzyłabsolutnie.TonapewnodalCarlo,udający

naiwniaka,któryniewie,czyktośwjegourzędziedałbysięprzekupić,byłmotoremmachiny

łapowniczejodkrytejprzezRossiego.

Cotenbiedny,głupiinaswojenieszczęścieuczciwyRossiuczynił-czypokazałdal

Carlowizebranedowody,czyzagroziłmudenuncjacjąnapolicji?Iczyuczyniłtoprzy

otwartychdrzwiachdopokojucerberawwełnianymbliźniaku,zfryzurąsprzeddwudziestu

latitaksamostarąniespełnionąmiłością?ACappelli?Czytorozmowytelefonicznez

Rossimprzyspieszyłyjegośmierć?

Niemiałwątpliwości,żeLoredanaDolfinzawczasupouczyłabrata,comamówićw

wypadku,gdybybyłprzesłuchiwany.Przecieżgoostrzegła,żebynieszedłdoszpitala.Nie

użyłabysłowa„pułapka”,gdybyniewiedziała,skądbratmatenwymownyśladpougryzieniu

naręce.Aon,biedaczek,taksięprzestraszyłzakażenia,żenieposłuchałjejprzestrogiiwpadł

prostowsidłaBrunettiego.

Ipodczasprzesłuchaniaprzerwałswojąspowiedźdokładniewmomencie,kiedy

zacząłużywaćliczbymnogiej.Brunettiwiedział,kimjesttadrugaosoba,alewiedziałteż,że

jaktylkoadwokatLoredanyskontaktujesięzGiovannim,zniknieszansawypełnienialukw

jegozeznaniach.

Niecałągodzinępóźniejuprzedzonogoprzeztelefon,żenadoleczekająsignorina

DolfiniavvocatoContarini.Poprosił,byprzyprowadzonoichdoniego.

Pierwszaweszłaona.Towarzyszyłjejjedenzumundurowanychpolicjantów,którzy

stalinawarcieprzedgłównymwejściemdokomendy.Zaniąwszedłgrubyinieodmiennie

uśmiechniętyContarini,znanyztego,żezawszepotrafiznaleźćjakiśkruczekprawny,aby

rozstrzygnąćspornąkwestięnakorzyśćklienta.

Brunettiniepodałrękiżadnejzosób,zaproponowałtylko,byusiedli,asamwróciłna

background image

swojemiejscezabiurkiem.

PrzyjrzałsięsignorinieDolfin.Siedziałaprostojakstruna,niedotykającplecami

oparcia,zdłońmizgrabniesplecionyminatorebcepołożonejnakolanach.Milcząc,

odwzajemniłamuspojrzenie.Wyglądałazupełnietaksamojakwtedy,kiedywidziałjąw

biurze-energiczna,starzejącasiękobieta,poczęścitylkozainteresowanatym,cosiędzieje

wokółniej.

-Awięccopanodkryłwsprawiemojegoklienta,commissario?-spytałgoContarini,

uśmiechającsiężyczliwie.

-Podczaszarejestrowanegonataśmieprzesłuchania,przeprowadzonegodzisiejszego

popołudniatutaj,wkomendzie,podejrzanyprzyznałsiędozabiciaFrancaRossiego,

urzędnikaUfficioCatasto,gdzieobecnatusignorinaDolfin-Brunettiwskazałsiostrę

Giovanniegoruchemgłowy-pracujejakosekretarka.

NaContarinimniezrobiłotożadnegowrażenia.

-Czytowszystko?-spytał.

-Zeznałrównież,żepotemwróciłnamiejscezbrodniwtowarzystwiemężczyzny,

którynazywasięGinoZecchino,iżerazemzniszczylidowodyprzestępstwa.Następnie

powiedział,żeZecchinogoszantażował.

Wydawałosię,żenicztego,comówiłBrunetti,wnajmniejszymstopniunie

interesujetychdwojga.

-Zecchinainiezidentyfikowanąmłodąkobietęznalezionomartwychwtymsamym

budynku,zktóregowypadłRossi.

KiedyContariniuznał,żeBrunettiskończył,zacząłprzeglądaćjakieśpapiery,które

wyjąłzteczki.Komisarzzprzerażeniemuświadomiłsobie,żepedantyczneruchyadwokata

sąuderzającopodobnedoruchów,którekiedyśzaobserwowałuRossiego.Zlekkim,

wyrażającymzadowoleniechrząknięciemContariniwyłuskałdokument,któregoszukał,i

background image

wyciągnąłponadbiurkiemwstronęBrunettiego.

-Jakpanzachwilęzobaczy,commissario-rzekł,wskazującpalcempieczęćugóry

dokumentu,leczniewypuszczającgojeszczezrąk-jesttozaświadczeniezMinisterstwa

Zdrowiasprzedponaddziesięciulat.-Przysunąłfotelbliżejbiurkaiciągnąłdalej,wciążnie

podającdokumentukomisarzowi,ajedyniepodsuwającmukartkipodnos.-Zzaświadczenia

tegowynika,żeGiovanniDolfinjest...-przerwał,posyłającBrunettiemukolejnywdzięczny

uśmiech.Przypominałrekina,któryzabierasiędodzieła.Zacząłpowoliodczytywaćtekst,

którywidziałdogórynogami:-„...jestosobąospecyficznychpotrzebach,którąnależy

traktowaćulgowoiktórejniewolnodyskryminować,jeśliniejestwstaniewykonaćpewnych

pracprzekraczającychjejmożliwości”.

Następnieprzesunąłpalecnaostatniparagraf,któryrównieżodczytałnagłos:

-„Orzekasię,żewymienionypowyżejGiovanniDolfinniejestwpełniwładz

umysłowychiwzwiązkuztymniemożepodlegaćobowiązującymsankcjomprawnym”.

DopieroterazContariniwypuściłzaświadczeniezrąk.

-Tojestoczywiściekopia-oznajmił.-Dopańskiegoużytku.Rozumiem,żewiepan,

cooznaczatakidokument,commissario?

CałarodzinaBrunettiegopasjonowałasięgrąwmonopoliotodziękitejjednejkarcie,

karcieonazwie„Zwolnieniezwięzienia”,grastałasięrzeczywistościąalborzeczywistość-

grą.

Contarinizamknąłteczkęiwstał.

-Chciałbymzobaczyćsięzmoimklientem,jeślitomożliwe-powiedział.

-Oczywiście.-Brunettisięgnąłposłuchawkę.

Wgabineciezapadłaciszaażdochwili,kiedydodrzwizapukałPucetti.

-Sierżancie-rzekłBrunettiujętytym,żemłodemuczłowiekowibrakujenajwyraźniej

tchu,bonajegowezwaniewbiegałszybkoposchodach-proszęsprowadzićavvocato

background image

Contariniegonadół,dopokojunumersiedem,gdzieznajdujesięjegoklient.

Pucettizasalutowałenergicznie.Contariniwstałispojrzałpytająconasignorinę

Dolfin,którapokręciłagłowąprzecząco,niezmieniającpozycji.Adwokatwypowiedziałparę

banalnychgrzecznościiwyszedł,ciąglesięuśmiechając.

Kiedyznikłzadrzwiami,Brunettiopadłzpowrotemnakrzesłoipatrzyłwmilczeniu

nakobietęsiedzącąpodrugiejstroniebiurka.

DopieropokilkuminutachdenerwującąciszęprzerwałasignorinaDolfin.

-Wiepan,żeniemożemupanniczrobić.Onjestpodochronąpaństwa-powiedziała

zupełnienormalnymgłosem.

Brunettipostanowiłmilczeć,żebyjąprzetrzymaćizobaczyć,doczegotoją

sprowokuje.Nieodpowiedziałwiecitkwiłnieruchomo;nieprzesuwałżadnychprzedmiotów

nabiurkuaniniesplatałrąk,poprostusiedział,patrzącnaniąobojętnie.

Minęłokilkanastępnychminut.

-Copanzamierza?-odezwałasię.

-Nic,przecieżnicniemogęzrobić.Samamitopaniprzedchwiląpowiedziała,

signorina.

Siedzielitakniczymdwanagrobneposągi,ażwreszcieonarzekła:

-Nieotomichodzi.-Uciekławzrokiemwbok,spojrzaławoknoiwreszcie

popatrzyłanaBrunettiego.-Niechodzimiomojegobrata.Chodzimioniego.

Porazpierwszydostrzegłnajejtwarzyjakąśemocję.Niechciałdłużejprowadzićz

niągry,więcnawetnieudawał,żeniezrozumiał.

-MapaninamyślidalCarla?-spytał.

Przytaknęła.

Brunettisięzamyślił.Zastanawiałsię,jakpotoczyłybysięlosyjegomieszkania,

gdybyUfficioCatastozostałonaglezmuszonedodziałaniawsposóbuczciwy.

background image

-Zamierzamrzucićgowilkomnapożarcie-powiedziałzadowolony,żesięnato

zdobył.

OczysignorinyDolfinrozszerzyłysięzezdumienia.

-Copanmanamyśli?

-ZamierzamgowydaćGuardiadiFinanza.Będązpewnościązachwyceni,kiedy

dostanąjegowyciągizbanku,listęposiadanychprzezniegomieszkań,konta,naktóre...-tu

podkreśliłzeszczególnąsatysfakcją-naktórewpłaciłapieniądzejegożona.Wystarczy,żeby

puściliwruchswojąmachinę,zapewniającnietykalnośćtym,którzydalimułapówki,a

wywołatolawinę,któragopogrzebie.

-Stracipracę-powiedziała.

-Straciwszystko-poprawiłjąBrunettiiuśmiechnąłsięmelancholijnie.

Zdumionatązaciekłością,patrzyłananiegotępo.

-Czyżyczysobiepaniczegoświęcej?-spytał,doprowadzonydowściekłościtym,że

niezależnieodkonsekwencji,jakieponiesiedalCarlo,nigdyniebędziemógłniczrobićani

jej,anijejbratu.VolpatowiepozostanąnaCampoSanLucajakdwazwycięskiesępy,a

szansęznalezieniazabójcyMarcazaprzepaściprzezartykuł,mającyodsunąć

niebezpieczeństwoodsynaPatty.

Choćwiedział,żetaostatniasprawaniemazniąnicwspólnego,mimotopragnął,by

zostaławjakiśsposóbukarana.

-Wszystkoznajdziesięwgazetach-powiedział.-ŚmierćRossiego,ugryzionyprzez

ofiaręzabójca,którywymigasięodkary,bozostałuznanyprzezsądzaniepoczytalnego.Na

pewnoteżwspomnąozamieszanejwsprawęsekretarcedalCarla.Nazwąjąunazitella-

powiedział,samsiędziwiąc,żeztakąpogardąwymówiłsłowa„starapanna”.-Unazitella

nobile.Zakochanaplatoniczniewswoimszefie,młodszym,żonatymmężczyźnie-dobitnie

wypunktowałwstydliweprzymiotniki-awdodatkumanienormalnegobrata,którego

background image

podejrzewasięozabójstwoRossiego.

Przerwałiprzyglądałsię,jaksignorinaDolfinażkurczysięzprzerażenia.

-Inapiszą,żedalCarlozamieszanybyłposzyjęwtewszystkiezbrodnie.Tobędzie

goprześladowałodokońcażycia.Awszystkoprzezpanią.-Wycelowałwniąpalcem.-To

będziepaniostatniprezentdlaingenieredalCarla.

-Panniemożetegozrobić!-wykrzyknęła,tracąckontrolęnadgłosem.

-Ja?Janiezamierzamnicrobić,signorina-powiedziałzbulwersowany,żeażtaką

przyjemnośćsprawiłomumówienietychokropności.-Gazetymniewyręczą.Nawetjeślinie

opisząwszystkiegodokładnie,ajedyniebędąspekulować,możepanibyćpewna,żeludzie

samisobiedopowiedząresztęiwtouwierzą.Anajbardziejimsięspodobahistoriao

starszawejzitellanobile,podkochującejsięwdużomłodszymmężczyźnie.-Przechyliłsię

przezbiurkoiwykrzyczał:-Ibędąsiędomagaćszczegółów!

SignorinaDolfinpotrząsnęłagłową,ustamiałaotwarte.Gdybyjąspoliczkował,z

pewnościąlepiejbytozniosła.

-Alepanniemoże.JajestemDolfin!

Brunettibyłtakzaszokowany,żemógłsięjedynieroześmiać.Odchyliłgłowęna

oparciekrzesłaiwybuchnąłszaleńczymśmiechem.

-Wiem,wiem-wykrztusił,niemogącopanowaćwesołości.-PanijestDolfin,a

Delfinowienierobiąnicdlapieniędzy.

Kobietapodniosłasięzkrzesła.Wyrazjejtwarzy,zaczerwienionejizbolałej,

natychmiastgootrzeźwił.Zaciskająckurczowopalcenatorebce,wyjąkała:

-Zrobiłamtozmiłości.

-ToniechpaniąBógwspomoże-rzekł,sięgającposłuchawkę.

background image