background image

    

    
    

    
    
    
    
    
    
    
    
    
    
    
    
    
    

Up 

Up 

Up 

Up     

to Speed

to Speed

to Speed

to Speed    

    

    

    
    

oryginał:  

oryginał:  

oryginał:  

oryginał:  

http://www.fanfiction.net/s/4486464/1/Up_to_Speed

http://www.fanfiction.net/s/4486464/1/Up_to_Speed

http://www.fanfiction.net/s/4486464/1/Up_to_Speed

http://www.fanfiction.net/s/4486464/1/Up_to_Speed

    

beta:  

beta:  

beta:  

beta:  

Missy88

Missy88

Missy88

Missy88

    

background image

 

 

Spi

Spi

Spi

Spi

s

    Tre

Tre

Tre

Tre

ś

cicicici    

    

1.1.1.1.

 

Wypadek                                                         2

Wypadek                                                         2

Wypadek                                                         2

Wypadek                                                         2    

2.

2.

2.

2.

 

Kierowca                                                        4

Kierowca                                                        4

Kierowca                                                        4

Kierowca                                                        4    

3.

3.

3.

3.

 

Wychodzimy                                    

Wychodzimy                                    

Wychodzimy                                    

Wychodzimy                                                   

               

               

               9999    

4.

4.

4.

4.

 

Bankiet                                                         15

Bankiet                                                         15

Bankiet                                                         15

Bankiet                                                         15    

5.

5.

5.

5.

 

Serce                                                             23

Serce                                                             23

Serce                                                             23

Serce                                                             23    

6.

6.

6.

6.

 

Sasiadka      

Sasiadka      

Sasiadka      

Sasiadka                                                       

                                                 

                                                 

                                                 27

27

27

27    

7.

7.

7.

7.

 

Disneyland cz. 1                     

Disneyland cz. 1                     

Disneyland cz. 1                     

Disneyland cz. 1                                            

                       

                       

                       31

31

31

31    

8.

8.

8.

8.

 

Disneyland cz.2                                            38

Disneyland cz.2                                            38

Disneyland cz.2                                            38

Disneyland cz.2                                            38    

9.

9.

9.

9.

 

Zazdro

Zazdro

Zazdro

Zazdro

ś

ć                                                       45

ć                                                       45

ć                                                       45

ć                                                       45    

10.

10.

10.

10.

 

Wy

Wy

Wy

Wy

ś

cig

cig

cig

cig                                                         

                                                         

                                                         

                                                         53

53

53

53    

11.

11.

11.

11.

 

Doktor                              

Doktor                              

Doktor                              

Doktor                                                         

                           

                           

                           58

58

58

58    

12.

12.

12.

12.

 

Bella                                                   68

Bella                                                   68

Bella                                                   68

Bella                                                   68    

13.

13.

13.

13.

 

Co do…?                                            75

Co do…?                                            75

Co do…?                                            75

Co do…?                                            75    

    
    
    
    

    

background image

 

 

1. 

1. 

1. 

1. Wypadek

Wypadek

Wypadek

Wypadek    

    

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV

    

 

- Dobra. Edward wciąż jesteś na prowadzeniu, ale Newton szybko się do ciebie 

zbliża.  Obserwuję  twoje  tyły.  Jeszcze  jedno  okrążenie.  –  Usłyszałem  Jaspera  w 
słuchawce w moim uchu. 

Zacisnąłem  chwyt  na  kierownicy,  dodając  gazu.  Chciałem  jechać  szybciej. 

Liczniki wskazywały dwieście  pięćdziesiąt  kilometrów  na  godzinę. Słuchałem  jak moja 
dziecinka zawarczała, gdy mocniej docisnąłem pedał. 

-  Edward,  jest  zaraz  za  tobą.  Dostosuj  się  do  tego,  co  mówię.  –  Mocniej 

chwyciłem  kierownicę,  oczekując  instrukcji.  –  Prawa,  lewa,  prawa  i  lewa.  Przyspiesz, 
idzie po zewnętrznej. – Zrobiłem, co powiedział. Nie zamierzałem przepuścić Mike’a. – 
Cholera  Edward,  prawie  cię  miał.  –  Jasper  warknął  w  moje  ucho.  Następną  rzeczą,  z 
której zdałem sobie sprawę było to, że mój samochód zaczyna się obracać, a ostatnią 
rzeczą, jaką zobaczyłem, była cementowa ściana.  

 

 

 

Usłyszałem  w  pobliżu  ten  piekielnie  piszczący  dźwięk.  Próbowałem  walczyć  z 

ciężkością  moich  powiek,  ale  poniosłem  sromotną  klęskę.  Wyciągnąłem  prawą  rękę, 
żeby wyłączyć budzik, ale na nic nie natrafiłem. Zacząłem słyszeć w pobliżu głosy, ale 
wciąż odległe. 

-  Carlisle,  kochanie,  zaczyna  się  budzić.  –  Głos  mojej  matki  napłynął  do  mnie 

gdzieś z lewej strony. 

Ciepła  ręka  dotknęła  mojej  twarzy.  Zamrugałem  oczami  na  oślepiające,  białe 

światło nade mną. Mój wzrok przyzwyczaił się do otoczenia. Znów byłem w szpitalu. 

Wszystko,  co  zdarzyło  się  wcześniej,  odtworzyło  się  w  mojej  głowie.  Cholera! 

Znów rozbiłem samochód. Byłem tak blisko mety. Jasper mnie zabije. Jęknąłem. Stracę 
sponsorów.  
 
    

BPOV

BPOV

BPOV

BPOV

    

 

Ze zniecierpliwieniem obserwowałam ostatnich kilka okrążeń wyścigu. Szybkości 

były  niesamowite.  Miałam  wielką  ochotę  znów  usiąść  za  kółkiem.  Wiedziałam,  że 
mogłabym  z  łatwością wycisnąć  z  jednego  z  tych  samochodów  trzysta  siedemdziesiąt 
na godzinę. Edward Cullen był na prowadzeniu, ten próżny kutas wygra. Nie zamierzał 

background image

 

 

oddać  chwały  temu  fałszywemu  Mike’owi  Newtonowi.  O  nie,  stracił  panowanie  nad 
kierownicą. Wzdrygnęłam się, kiedy zobaczyłam, że samochód Cullena uderza w ścianę.  

Tego  dnia  godzinami  oglądałam  wiadomości,  żeby  usłyszeć  cokolwiek  o  stanie 

Cullena.  Nie  stało  mu  się  nic  poważnego,  tylko  wstrząs  psychiczny  i  kilka  stłuczeń. 
Straci  większość  sponsorów  przez  rozbicie  kolejnego  samochodu.  Na  moich  ustach 
zaczął  igrać  uśmiech.  Mogę  wyciągnąć  z  tego  korzyści.  Odbudować  i  zmienić 
konstrukcję nowego samochodu dla Edwarda Cullena. Teraz wszystko, co muszę zrobić 
to przekonać go, żeby mi pozwolił.  

    
    
    
    
    
    
    
    
    

    

background image

 

 

2. Kierowca

2. Kierowca

2. Kierowca

2. Kierowca    

    
    

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

    

-  Edwardzie,  minęły  trzy  tygodnie  od  wypadku;  potrzebujemy  kogoś,  kto 

pomoże nam z odbudową i modyfikacją samochodu – zakomunikował Jasper, kiedy się 
przygotowywałem.  –  Dzisiaj  Pennzoil

1

  i  Fham  też  zrezygnowali.  Więc  potrzebujemy 

również  pieniędzy  –  wytłumaczył,  gdy  rozglądałem  się  za  portfelem  i  paskiem. 
Próbowałem dobrze się ubrać na spotkanie z potencjalnym projektantem samochodu i 
technikiem.    

-  Co?!  Ich  też  straciliśmy?  –  Wyrzuciłem  ręce  w  powietrze  z  frustracją.  –  To 

sześćdziesiąt procent moich funduszy! 

-  Właściwie  podliczając  wszystkich,  którzy  już  się  wycofali,  spadliśmy  do 

dwudziestu  pięciu  procent  poprzedniej  kwoty.  Nie  sądzę  też,  żeby  pozostali 
sponsorowali  nas  jeszcze  dużo  dłużej  –  stwierdził  Jasper.  –  Musimy  ich  czymś 
przyciągnąć. Dlatego to spotkanie jest takie ważne. Musisz upewnić się, że panna Swan 
zgodzi się nam pomóc… – westchnął i kontynuował. 

- Wszyscy – naprawdę wszyscy – chcą tego, co jest w jej głowie. Wiedziałeś, że 

to ona skróciła czas najlepszego okrążenia Mike’a o 8.38 sekundy? Jeśli ją zdobędziemy, 
sponsorzy będą ustawiali się pod naszymi drzwiami, żeby dać nam pieniądze, których 
potrzebujemy, a nawet więcej. 

Spostrzeżenia Jaspera ani trochę nie uspokoiły mojego zaniepokojenia. 
- Jeśli jest taka dobra, dlaczego miałaby pracować dla nas? – zapytałem. - Ktoś z 

takim potencjałem może zarobić znacznie więcej w jakieś firmie z Fortune 500

2

-  Jej  nie  chodzi  o  pieniądze.  Lubi  szybkie  samochody.  Poza  tym  ta  kobieta 

posiada tonę wynalazków i jest dobrze ustawiona. Zaufaj mi – odpowiedział Jasper tak, 
jakby to było oczywiste.  

-  Dobra,  w  takim  razie  dlaczego  spotykamy  się  na  torze?  –  zapytałem  i 

chwyciłem  czarną  skórzaną  kurtkę  i  kluczyki,  a  potem  skierowałem  się  do  drzwi 
mojego mieszkania. 

- Panna Swan chciała udowodnić, że potrafi nam pomóc. Isabella pracowała nad 

samochodem  z  Rosalie  i  Emmettem  przez  ostatnie  trzy  dni.  Wprowadzili  jakieś 
modyfikacje  i  teraz  chce  nam  zademonstrować  poprawę  –  odpowiedział  z  szerokim 
uśmieszkiem na twarzy.  

- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że naprawiali samochód? – zapytałem i zapłonął 

we  mnie  gniew.  –  Pozwoliłeś  kompletnie  obcej  osobie  grzebać  w  moim  aucie  – 
warknąłem.  

                                                            

1

 Firma zajmująca się sprzedażą oleju silnikowego i benzyny. 

2

 Lista pięciuset najlepiej prosperujących firm na świecie.  

background image

 

 

-  Chciałem  żeby  to  była  niespodzianka,  a  ona  powiedziała  że  to  będzie  swego 

rodzaju  prezent.  –  Jasper  wzruszył  ramionami,  gdy  obydwoje  wsiedliśmy  do  mojego 
Volvo. – Isabella policzyła Mike’owi i jego zespołowi sto pięćdziesiąt tysięcy za osiem 
sekund. A oni chętnie zapłacili. Dzięki temu dostał się do eliminacji.  

Skierowaliśmy  się  do  lokalnego  toru  w  południowej  Kalifornii,  gdzie  zazwyczaj 

ćwiczyłem.  Był  nieco  pochmurny  dzień;  nie  za  jasno  czy  gorąco.  Idealna  pogoda  na 
osiągnięcie dwustu dwudziestu kilometrów na godzinę. Aż mnie świerzbiło, żeby znów 
siąść za kółkiem po trzytygodniowej przerwie. 

Kiedy  dotarliśmy  na  tor,  mój  brat  Emmett,  jego  dziewczyna  Rosalie  i  moja 

siostra,  Alice  już  na  nas  czekali.  Jasper  chwycił  Alice,  swoją  żonę,  w  ramiona  i 
zawirował razem z nią. Alice zaczęła chichotać i figlarnie uderzyła go w ramię.  

Potrząsnąłem  głową  i odwróciłem  się do  Rosalie,  mojego  głównego mechanika, 

ale  ona  całowała  się  z  moim  bratem.  Normalnie  nie  tolerowałbym  tego  publicznego 
okazywania uczuć, ale byli moją rodziną i stanowili większość mojego zespołu. Jasper 
był  kapitanem,  Alice  moją  asystentką,  a  Rosalie  i  Emmett  mechanikami. 
Odchrząknąłem.  

- Gdzie mój samochód? – spytałem Rosalie. Palcem wskazała za mnie. Moje auto 

jeździło po torze. Alice zaczęła podskakiwać z notatnikiem i stoperem w ręku.  

-  Kto  prowadzi mój  samochód? – zapytałem z  nutą  jadu  kryjącą  się  za  moimi 

słowami. Wiedzieli, że nie lubiłem gdy ktokolwiek jeździł moim wozem.  

- Uspokój się Edwardzie, to profesjonalista – odpowiedziała Rose naśladując mój 

ton. Alice obserwowała kierowcę, a on uniósł kciuk do góry. Rosalie pokiwała głową z 
innym stoperem w dłoni, a samochód ruszył z oślepiającą szybkością. 

Ktokolwiek  to  był,  był  dobry…  naprawdę  dobry.  Nie  miał  problemów  z 

radzeniem sobie z łukami na torze. Emmett śledził szybkość na laptopie. Zerknąłem na 
komputer i zobaczyłem, że auto właśnie 

przekroczyło dwieście pięćdziesiąt kilometrów 

na  godzinę.  Kierowca  kończył  okrążenie,  kiedy  Alice  krzyknęła,  że  już  wystarczy. 
Zaczęła  znów  podskakiwać,  a  samochód  zwalniał  i  jeszcze  raz  okrążył  tor  zanim 
zatrzymał się obok nas.  

-  Cholera,  –  Rosalie  uśmiechnęła  się złośliwie  -  właśnie  pobiła  twój rekordowy 

czas o 10.8 sekundy, Edwardzie – powiedziała Rosalie

 i szturchnęła mnie w ramię.  

- Świetnie – parsknąłem. – Czekaj, pobiła? Ona? Kto prowadzi mój samochód, 

Rose? – zapytałem zaniepokojony.  

-  Ona  –  odrzekła  Rosalie,  wskazując  na  osobę  wychodzącą  z  mojego  wozu.  Z 

pewnością była to kobieta. Jej ciało było małe i drobne. 

Miała  na  sobie  dopasowany,  ciemnoniebieski  kombinezon  i  błyszczący  czarny 

kask. Jej strój podkreślał każdy łuk jej sylwetki. Stała do nas tyłem, kiedy zdejmowała 
kas, uwalniając piękne, mahoniowe włosy, które opadły i sięgały do połowy jej pleców. 
Moje serce zaczęło bić szybciej w oczekiwaniu na widok jej twarzy. Zaczęła mierzwić 
włosy,  kiedy  się  do  nas  odwróciła.  Była  piękna.  Miała  pełne  usta,  kremową  skórę  i 
twarz w kształcie serca z głębokimi, brązowymi oczami.  

background image

 

 

Położyła  kask  na  dachu  samochodu  i  zaczęła  kierować  się  w  naszą  stronę. 

Powachlowała  się  ręką,  a  drugą  rozpięła  kombinezon,  ukazując  wystarczająco  dużo 
rowka  między  piersiami,  by  sprawić  że  chciałem  zobaczyć  więcej.  Zdjęła  rękawice  i 
przygryzła dolną wargę, co spowodowała, ze wyglądała seksownie i niespokojnie w tym 
samym czasie.  

- Więc jak mi poszło, Rosalie? – nerwowo zapytała tajemnicza kobieta. Podeszła 

do Emmetta i Rose, i spojrzała na liczby w komputerze. 

-  Świetnie!  –  powiedział  Emmett  i  uspokajająco  położył  dużą  rękę  na  jej 

ramieniu. 

- Pobiłaś najlepsze okrążenie Edwarda o 10.8 sekundy – odpowiedziała Rosalie, 

kiedy przekazała laptop kierowcy. Nacisnęła kilka klawiszy i z koncentracją patrzyła na 
ekran. Odchrząknąłem. 

- Och, przepraszam. Dzień dobry, panie Cullen. Jestem Isabella Swan. – Oddała 

komputer Emmettowi i wystawiła rękę. Uścisnąłem ją i zauważyłem, że była wyjątkowo 
ciepła, a z jej dłoni do mojej przepłynęła szczypiąca elektryczność. 

-  Edward  Cullen,  –  odpowiedziałem  -  ale  możesz  mówić  do  mnie  Edward.  – 

Byłem lekko zakłopotany przez to, co właśnie poczułem. Wypuściłem jej rękę. Patrzyła 
na mnie przez kilka chwil zanim skierowała swoją uwagę na Jaspera.  

- Więc, może wejdziemy do środka, żeby omówić moje propozycje? – zapytała 

go. 

-  Tak,  chodźmy.  –  Jasper  zaoferował  jej  swoje  ramię,  a  ona  je  przyjęła.  Alice 

znajdowała się po jej drugiej stronie, a idąc rozmawiali cichym szeptem. Potrząsnąłem 
głową i podążyłem za nimi.  

Wszyscy czekaliśmy w sali konferencyjnej na powrót panny Swan. Wyszła, żeby 

się  umyć  i  przebrać.  Kilka  minut  później,  weszła  w  towarzystwie  uśmiechającej  się 
Alice.  Panna  Swan  wyglądała  niesamowicie.  Miała  na  sobie  krótką,  szarą,  plisowaną 
spódniczkę  i  dopasowaną,  ciemnoniebieską  bluzkę  z  dekoltem,  która  świetnie 
komponowała  się  z  jej  kremową  skórą.  Zajęła  główne  miejsce  przy  stole  i  czekała,  aż 
my też usiądziemy. Wybrałem miejsce naprzeciwko niej.  

Panna Swan odchrząknęła. 
-  Przejdę  od  razu  do  rzeczy.  Chcę  zaprojektować  nowy  typ  samochodu 

wyścigowego. Jestem pewna, że większość z was słyszała o nowym wyścigu we Francji 
zaplanowanym  na  przyszły  rok.  Chcą  tylko  wydajne,  przyjazne  dla  środowiska  auta. 
Chcę  pokazać  światu, że  możecie mieć  szybki,  szykowny  i  seksowny  samochód,  który 
będzie także ekologiczny. Mając to na uwadze, to może zająć trochę czasu. Ale myślę, 
że  dam  radę  skończyć  go  w  przeciągu  dziewięciu  miesięcy.  To  daje  nam  tylko  dwa 
miesiące  n  trening  przed  wyścigiem.  Jak  na  razie  bylibyśmy  jedynymi  uczestnikami  z 
Ameryki. Krążą także pogłoski, że za kilka lat takie wyścigi pojawią się również tutaj. 
Takie zawody to duży krok w przyszłość i chcę jechać w czołówce. Musicie mnie tam 
zabrać.  W  zamian  za  to,  doprowadzę  wasz  samochód  do  normy.  Mam  mnóstwo 
pomysłów, które sprawią, że wasze auto będzie jeździło lepiej; bardziej wydajnie, więc 

background image

 

 

będziecie  rzadziej  tankować  w  trakcie  wyścigów;  nowy  projekt  fotela,  dzięki  któremu 
kierowcy  będzie  wygodniej  i  nowy  model  przekładni.  Sumując  mogę  zwiększyć  osiągi 
waszego  samochodu  o  trzydzieści  osiem  procent  –  powiedziała  z  uśmiechem  i 
pozwoliła swoim słowom do nas dotrzeć.  

- Trzydzieści osiem procent? – powtórzyła Rosalie, podczas gdy jej umysł krążył 

wokół  nowych  możliwości.  –  To  by  zwiększyło  maksymalną  prędkość  o  jakieś 
dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę?  

- Właściwie około stu; to powód nowego projektu siedzeń. To pomoże kierowcy 

znieść przyspieszenie – wyjaśniła panna Swan.  

-  Chce  pani  wprowadzić  kosztowne  ulepszenia  w  naszym  samochodzie  i 

skonstruować nowy? – zapytał Jasper ze zmartwieniem malującym się na twarzy. – To 
będzie kosztowało miliony. Nie mamy takiej sumy, panno Swan.  

-  Nie  przejmuj  się  pieniędzmi.  Fham  chce,  żebym  wykorzystała  do  swojego 

nowego projektu ich filtr oleju. Będą sponsorować wasz zespół przez lata, może życie. 
GM

3

  nalegali  żebym  dla  nich  pracowała,  ale  odmówiłam.  Chcą  moich  pomysłów  na 

nowy  samochód.  Są  skłonni  całkowicie  sfinansować  ten  projekt,  ale  mają  kilka 
warunków. – Wyjaśniła panna Swan.  

-  Jakie  są  ich  warunki,  panno  Swan? –  W  końcu  postanowiłem  włączyć  się do 

rozmowy.  

- Proszę, nazywajcie mnie Isabella. Ich warunek to ty, Edwardzie.  
-  Co  masz  na  myśli  mówiąc  „Edward”?  Co  z  nim?  –  zapytała  Alice  zanim 

zdążyłem się odezwać.  

-  Nie  podoba  im  się  jego  publiczny wizerunek.  Imprezy,  kobiety  i  alkohol  były 

komentowane  na  ET,  TMZ  i  E!  –  odpowiedziała  patrząc  prosto  na  mnie.  Jej  oczy 
zdawały się wwiercać w moje.  

-  Dobra,  możemy  nad  tym  popracować  –  odpowiedział  za  mnie  Jasper. 

Przewróciłem  oczami.  Wiem,  że  ostatnio  byłem  dupkiem;  dlatego  trochę  zwolniłem. 
Nie byłem na imprezie czy w klubie od miesięcy.  

-  Isabello,  dlaczego  nasz  zespół?  Pracowałaś  dla  Newtona  –  zapytał  Emmett. 

Kolejne dobre pytanie. 

-  Ugh…  Mike  to  menda.  Pracowałam  z  jego  zespołem  przez  tydzień  i  zdążył 

mnie  pięć  razy  dotknąć  w  nieodpowiedni  sposób.  Sprzeciwiłam  się,  a  potem  to 
rozgłosiłam.  –  Isabella  wzruszyła  ramionami.  Poczułem,  że  moja  krew  wrze  na 
wyobrażenie na niej jego rąk. Co do cholery było ze mną nie tak?  

- Dlaczego wybrałaś nasz zespół? Mogłaś pójść do kogokolwiek i od razu by cię 

przyjęli. – Emmett znów postawił pytanie.  

Isabella wzruszyła obojętnie ramionami i uśmiechnęła się złośliwie. 
-  Uznałam,  że  Edward  jest  słodki  –  stwierdziła  spokojnie.  Wszyscy  przy  stole 

wybuchli śmiechem, a ja zarumieniłem się mocno. 

                                                            

3

 General Motors 

background image

 

 

Hmm… uważała, że jestem słodki.

 To mi pochlebiło.  

-  Więc  mamy  umowę?  –  zapytała,  jakby  nic  wcześniej  nie  mówiła.  Jasper 

spojrzał na mnie i uniósł brew.  

-  Jeśli  uda  ci  się  przekonać  GM  i  Fham  do  sponsorowania  nas,  mamy  umowę 

Isabello – zgodziłem się. 

-  Świetnie  –  powiedziała  uśmiechając  się  do  mnie,  a  potem  rozglądając  się  po 

twarzach  pozostałych.  –  Fham  podpisał  dokumenty  jakąś  godzinę  temu.  Dyrektor  do 
spraw finansów w GM chce, żebyśmy dzisiaj wieczorem przyszli na przyjęcie Black Tie

4

 

w jego domu. Jeśli spodoba mu się to co usłyszy, w niedzielny poranek będziemy mieć 
podpisaną umowę. Panowie, zakładam że macie smokingi?  

- Dzisiaj w nocy… impreza! – Alice się uśmiechnęła.  
- Panie, czy zechciałybyście wybrać się ze mną na zakupy? Nie mam sukienki na 

przyjęcie tego typu – Isabella zapytała Rosalie i Alice. 

- Z przyjemnością z Toba pójdziemy. Możemy przygotować się w domu Alice i 

wszyscy się tam spotkamy – odpowiedziała Rose, a Alice zdawała się drżeć z ekscytacji. 
Isabella wstała i wszyscy pozostali zrobili to samo.  

-  W  takim  razie  załatwię  limuzynę,  która  przyjedzie  po  nas  do  domu  Alice  i 

Jaspera  o  19.  –  Spojrzała  na  Emetta,  Jaspera  i  mnie.  –  Panowie,  nie  spóźnijcie  się. 
Pamiętajcie,  czarne  krawaty  i  każdy  musi  zachowywać  się  jak  najlepiej.  Edwardzie, 
dzisiejszego wieczora idziemy razem.  
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

    

                                                            

4

 Przyjęcie, na które panowie wkładają smokingi i czarne krawaty, a kobiety suknie wieczorowe.  

background image

 

 

3. Wychodzimy

3. Wychodzimy

3. Wychodzimy

3. Wychodzimy    

 
 

BPOV

BPOV

BPOV

BPOV    

 

- Edwardzie, dzisiejszego wieczora idziemy razem.  
Szybko wyszłam. Czułam, że Alice i Rosalie są zaraz za mną. Gdy tylko byłam 

wystarczająco  oddalona  od  sali  konferencyjnej,  wypuściłam  powietrze.  Nieco 
oszołomiona,  spojrzałam  na  dziewczyny.  Obydwie  miały  zadowolony  wyraz  na  ich 
pięknych twarzach.  

Kiedy po raz pierwszy spotkałam te dwie niewiarygodne kobiety kilka dni temu, 

obie mnie zaskoczyły. Alice była energiczną, niziutką osobą pełną gracji z jasną skórą i 
czarnymi  włosami,  które  były  ułożone  w  artystyczny  nieład  na  szczycie  jej  stu 
pięćdziesięciocentymetrowego  ciała.  Martha  Stewart

5

  nie  umywała  się  do  niej,  jeśli 

chodziło  o  umiejętność  organizacji  i  zarządzania  czasem.  Gdy  poznałam  Rosalie, 
poczułam  się  zażenowana.  Była  piękna.  Wysoka  z  jasną  skórą  i  długimi  włosami  jak 
złocisty  jedwab.  Byłam  niesamowicie  zaskoczona,  że  była  głównym  mechanikiem  w 
zespole Edwarda. 

- Dlaczego tak na mnie patrzycie? 
- Nikt nigdy nie sprawił, żeby Edward był taki oniemiały. Miło wiedzieć, że jest 

ktoś do tego zdolny – powiedziała Rosalie i mrugnęła do mnie.  

-  Dokładnie.  –  Alice  patrzyła  to  na  mnie  to  na  Rose.  –  Widziałaś  wyraz  jego 

twarzy  przez  cały  czas,  kiedy  mówiłaś,  Isabello?  To  było  cos  pomiędzy  frustracją  i 
oczarowaniem.  Nie  powiedział  zbyt  wiele.  Nie,  żebyś  dała  mu  na  to  dużo  szans  – 
zachichotała Alice.  

- Och, powinnam się martwić dzisiejszym wieczorem? Mam na myśli randkę i w 

ogóle  –  zapytałam  zafascynowana.  Nagle  stałam  się  tym  poruszona;  odkryłam,  że 
Edward jest niewiarygodnie przystojny. 

- Myślę, że sobie poradzisz. Jeśli będziesz się zachowywała tak jak na spotkaniu, 

wszystko  będzie  dobrze.  Nie  mogę  uwierzyć  że  musi  poprawić  swój  wizerunek.  Dla 
sponsorów – stwierdziła Rosalie. 

- Cóż, właściwie to bardziej moje żądanie. Oni chcą tylko, żeby nie pił tak dużo. 

To  ja  nie  chcę  martwić  się,  że  wywołuje  skandale  prowadząc  jeden  z  moich 
samochodów. – Wzruszyłam ramionami.  

-  Nie  powiemy  Edwardowi.  Ten  śliczny  chłopiec  musi  w  końcu  dorosnąć.  – 

Rosalie uśmiechnęła się złośliwie. 

                                                            

5

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Martha_Stewart 

background image

 

10 

 

-  Nieważne.  Więc,  która  z  was  chce  jechać  ze  mną?  –  Podeszłam  do  mojej 

dziecinki;  lśniącego,  srebrnego  Astona  Martina  DB9.  Zauważyłam,  że  Rosalie  utkwiła 
wzrok w moim samochodzie. 

-  To  twój  samochód?  Wow!  Piękny.  Alice,  możesz  wziąć  tym  razem  pojechać 

swoim autem? W drodze do twojego domu możesz jechać z Isabellą. – W oczach Rose 
można było dostrzec błaganie.  

- Dobra. – Alice wywróciła na nią oczami. – Chodźmy na zakupy! Jedź za mną, 

Isabello.  –  Alice  oddaliła  się  w  podskokach,  a  ja  potrząsnęłam  głową.  Zanosiło  się 
długie popołudnie. 
 
 
EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    
 

-  Edwardzie,  dzisiejszego  wieczora  idziemy  razem.  –  Z  otwartą  buzią  gapiłem 

się  na  Isabellę,  szybko  opuszczającą  pokój,  a  Rosalie  i  Alice  podążały  zaraz  za  nią. 
Czekałem  kilka  minut  do  momentu  kiedy  byłem  pewny,  że  znajdowały  się  poza 
zasięgiem głosu.  

-  Urgh!  To  najbardziej  wkurzająca,  uparta,  wszystkowiedząca  kobieta  jaką 

kiedykolwiek spotkałem! I pomyśleć, ze będę musiał znosić takie nastawienie Bóg wie 
jak długo. To nie jest  tego warte. Nie ma szans Jasper! Nie zamierzam tego zrobić – 
wrzeszczałem sfrustrowany.  

-  Nie  masz  innego wyjścia  –  sprzeciwił  się Jazz. – Jestem  szefem  i robimy  tak 

jak  ja  mówię.  Stracimy  wszystkich  naszych  sponsorów,  jeśli  pozwolimy  jej  odejść. 
Wytrzymasz z nią czy ci się to podoba czy nie. A poza tym nie jest taka zła. Po prostu 
nie jesteś przyzwyczajony do takiego zachowania. 

- A na dodatek jest gorąca – stwierdził Emmett. 
- Co?! – warknąłem. 
-  Nie  udawaj,  że  tego  nie  zauważyłeś,  Edwardzie.  Od  chwili  kiedy  wyszła  z 

twojego  samochodu  nie  odrywałeś  od  niej  wzroku  –  powiedział  Emmett,  wzruszając 
ramionami. 

-  Cokolwiek.  Muszę  spadać.  Zajmiecie  się  moim  samochodem?  –  Jasper 

przytaknął w odpowiedzi. 

Wyszedłem  z  sali  konferencyjnej,  próbując  ogarnąć  to  co  stało  się  tego  ranka. 

Gdy doszedłem do parkingu, z jednego z miejsc odjeżdżał właśnie lśniący i seksowny 
Aston Martin DBS. Kierowca odwrócił się, puścił mi oczko i pomachał. Gapiłem się za 
oddalającą Isabellą, a po moim kręgosłupie przechodziły dreszcze. 

Dziewczyna  moich  marzeń  w  samochodzie  moich  marzeń.  Co?  Skąd  to  się 

brało

? Teraz potrzebowałem zimnego prysznica.  

 

 

background image

 

11 

 

 

Dojechałem  do  dwupiętrowego  domu  Alice  i  Jaspera.  W  garażu  samochód 

Isabelli  znów  wysłał  dreszcz  po  moim  kręgosłupie.  Nie  mogę  uwierzyć,  ze  ta  kobieta 
tak  na  mnie  działa.  Nigdy  nie  spotkałem  kogoś  tak  bezczelnego,  wymagającego  i  tak 
cholernie seksownego jednocześnie. Zanosi się długa noc. 

Podszedłem  do  wejścia  i  zadzwoniłem  do  drzwi.  Kilka  chwil  później  Jasper  je 

otworzył. Spojrzał na mnie, potrząsnął głową i wpuścił mnie do środka. Uniosłem brew 
i popatrzyłem na niego pytająco. Emmett siedział na kanapie w salonie, obserwując nas 
uważnie.  

- Stary, masz kłopoty – wyszeptał Jasper, trochę się pochylając.  
- Dlaczego? – odszepnąłem kpiąco, nie rozumiejąc co miał na myśli.  
-  Wygląda  niesamowicie,  dlatego.  Lepiej  trzymaj  ręce  przy  sobie,  bo  inaczej  ją 

stracimy – ostrzegł cicho w odpowiedzi z piorunującym spojrzeniem.  

- Spokojnie Jasper, mówiłem ci, że według mnie jest irytująca. A poza tym nie 

jest w moim typie – powiedziałem rozgoryczony. 

-  Tak,  jasne.  Jeśli  nie  byłbym  żonaty,  byłaby  pierwszą  którą  bym  zaprosił  na 

randkę. Nie rób nic, co mogłoby ją wkurzyć. Potrzebujemy jej – przypomniał mi, a ja 
przewróciłem oczami. W pobliżu schodów ktoś odchrząknął. 

Alice  w  podskokach  pokonała  stopnie.  Miała  na  sobie  elegancką,  krótką 

szmaragdową  sukienkę  z  cienkimi  ramiączkami  i  dopasowany  przewiewny  szal,  który 
miękko okrywał jej ramiona. Za nią zeszła Rosalie w krwistoczerwonej sukni do kostek 
z  ozdobionym  koralikami  gorsetem.  Podeszła  do  Emmetta,  który  zerkał  na  nią 
pożądliwie.  

- Isabello, wszyscy tu są. Zejdź już! – zawołała Alice. Wszyscy skierowali swoją 

uwagę na schody. Isabella wyszła zza rogu i stanęła na najwyższym stopniu. Myślę, że 
na kilka chwil przestałem oddychać.  

Ona  jest  boginią

,  pomyślałem,  kiedy  pokonywała  schody.  Jej  włosy  były  upięte, 

eksponując smukłą szyję, a kilka wolnych loczków opadało po bokach jej twarzy. Miała 
na  sobie  ciemnoniebieską  sukienkę  z  dużym  dekoltem,  który  kończył  się  tuż  nad  jej 
wąską  talią.  W  tym  miejscu  suknia  była  dobrze  dopasowana,  a  dalej  lekko  się 
rozszerzała. Materiał migotał nieznacznie z najmniejszym ruchem. na prawej stronie jej 
stroju, znajdowało się  rozcięcie, ciągnące się aż do połowy uda. Przelotnie zobaczyłem 
jej kremową nogę i zadrżałem lekko.  To zdecydowanie będzie długa noc. Musiałem się 
na nią gapić, bo Jasper odchrząknął i trącił mnie łokciem.  

Ktoś zapukał do drzwi.  
-  Och,  to  musi  być  mój  kierowca.  –  Isabella  podeszła  do  wejścia  i  przywitała 

młodego mężczyznę ubranego na czarno. Wziął jej dłoń i pocałował ją miękko.  

- Dobry wieczór, panno Swan – powiedział z uśmiechem. 
- Dobry wieczór, Tyler. Dzisiaj pojadę swoim samochodem. Zabierzesz czwórkę 

moich  przyjaciół  do  Posiadłości  Blake’ów  około  20  i  gdziekolwiek  jeszcze  zechcą. 
Dziękuję  –  powiedziała  kierowcy,  a  ten  przytaknął  w  odpowiedzi.  Byłem 

background image

 

12 

 

zdezorientowany;  powiedziała,  że  tylko  czwórka  jedzie  limuzyną.  Odwróciłem  się  do 
pozostałych, ale oni także wydawali się być zaskoczeni. 

- Jasper, Alice, Emmett i Rosalie, to jest Tyler. – Isabella popatrzyła na nich. – 

Dziś  wieczorem  będzie  waszym  szoferem.  Już  mają  wasze  imiona  na  liście 
zaproszonych.  Edward  i  ja  weźmiemy  mój  samochód  i  wkrótce  się  tam  spotkamy.  – 
Jasper  tylko  wzruszył  ramionami  i  podał  rękę  Alice,  kiedy  wychodzili  przez  drzwi. 
Emmett i Rosalie szybko za nimi podążyli. 

Gdy zamknęły się za nimi drzwi, zwróciłem swoją uwagę na Isabellę, ale zaczęła 

mówić pierwsza. 

-  Dobrze,  Edward  będziesz  dziś  prowadził  mój  samochód.  Są  trzy  powody: 

pierwszy,  musisz  sprawić  dobre  wrażenie  na  panu  Blake  i  drugi, musisz  wyglądać na 
odpowiedzialnego.  A  co  za  tym  idzie  nie  będziesz  pił,  bo  musisz  wrócić  autem  do 
domu. 

- A trzeci powód? – zapytałem wciąż lekko oszołomiony. 
- Musimy się lepiej poznać Edwardzie. Musimy wyglądać jakbyśmy się spotykali, 

oczywiście żeby myśleli, że nie wrócisz do starych nawyków – stwierdziła. 

Więc  chciała  udawać,  że  się  spotykamy?  Wciąż  byłem  oszołomiony,  ale 

oczywiście, spodobał mi się 

ten

 pomysł. 

Isabella chwyciła małą torebkę i klucze ze stolika do kawy. Podszedłem do niej, 

kiedy podrzuciła kluczyki i pozwoliła im spadać. Złapałem je szybko. 

-  Zaskakująco  dobry  refleks,  dobrze,  bo  będziesz  go  potrzebował.  Wiesz  jak 

dojechać do posiadłości Blake’ów? – Przytaknąłem. 

Wyszliśmy  na zewnątrz,  zamykając  za  sobą  drzwi  na  klucz.  Poprowadziłem do 

drzwi pasażera, kładąc rękę na jej lędźwiach. Otworzyłem jej drzwi, a ona spojrzała na 
mnie z uniesioną brwią.  

-  Ćwiczę  tylko  udawanie,  że  się  spotykamy.  –  Uśmiechnąłem  się  złośliwie,  gdy 

wsunęła  się  do  auta.  Kiedy  usiadała,  mogłem  zobaczyć  prawie  całą  długość  jej  nogi 
przez  rozcięcie  w  sukience.  Przygryzłem  dolną  wargę,  żeby  zdusić  jęk.  Zamknąłem 
drzwi,  szybko  obszedłem  samochód  i  usiadłem  na  siedzeniu  kierowcy.  Po  ustawieniu 
kilku rzeczy, powoli wycofałem. 

Po  wjechaniu  na  drogę,  zerknąłem  na  Isabellę.  Wziąłem  głęboki  oddech; 

wpatrywała  się  we  mnie  i  nawet  nie  przejęła  się  by  spojrzeć  w  bok,  kiedy  ją  na  tym 
przyłapałem. Muszę przyznać, że to mnie lekko podnieciło. Była taka pewna siebie. Nie 
mogłem  odwrócić  wzroku,  nawet  jeśli  chciałem.  Zobaczyłem,  ze  jej  prawa  ręka  unosi 
się  i  położyła  ją  na  lewej  stronie  mojej  twarzy  zanim  przekręciła  ją  tak,  żebym  mógł 
patrzeć przed siebie. 

-  Myślę,  że  musisz  patrzeć  na  drogę,  kiedy  prowadzisz,  Edwardzie  – 

odpowiedziała  Isabella,  śmiejąc  się  miękko.  Też  się  zaśmiałem  i  potrząsnąłem 
nieznacznie głową w zawstydzeniu. – Znam pana Blake’a na tyle dobrze, żeby wiedzieć, 
że  prawdopodobnie  poszukał  o  tobie  trochę  informacji.  Zapewne  będzie  nas  pytał  o 
siebie nawzajem. Zacznijmy od rodziców. 

background image

 

13 

 

- Więc, mój ojciec, Carlisle Cullen, jest pediatrą w Chicago w szpitalu St. Johns. 

Od  pięciu  lat  jest  dyrektorem  swojego  wydziału.  Moja  matka,  Esme  Cullen,  jest 
dekoratorką wnętrz; pracowała dla Oprah. Są małżeństwem od dwudziestu pięciu lat. – 
Uśmiechnąłem się zerkając na nią krótko. 

-  Moi  rodzice  rozwiedli  się,  kiedy  byłam  bardzo  mała.  Charlie  ponownie  się 

ożenił  jakieś  trzy  lata  temu  z  Sue.  Jest  szefem  policji  w  Forks,  w  stanie  Waszyngton. 
Od rozwodu mieszkałam z matką, Renee, w Malibu, w Kalifornii, dopóki nie poszłam 
na  studia.  W  zeszłym  roku  wyszła  za  Phila  Dwyer’a,  drugoligowego  gracza 
bejsbolowego. Obecnie mieszkają na Florydzie. Szkoła? – zapytała. 

-  Wcześnie  skończyłem  liceum,  bo  w  wieku  szesnastu  lat,  poszedłem  do 

Stanford i ukończyłem magisterkę na wydziale Literatury Angielskiej. A ty? 

- Też wcześnie skończyłam liceum, ale jako czternastolatka. Uczyłam się w MIT

6

 

i  mam  około  sześciu  magisterek  i  jeden  doktorat,  a  obecnie  pracuję  nad  kolejnym  – 
odparowała Bella. Gapiłem się na nią; popisywała się i zdawała sobie z tego sprawę. 

-  Co  nakłoniło  cię  do  samochodów,  Isabello?  –  zapytałem,  chcąc  mieć  trochę 

kontroli nad tym przesłuchaniem. 

-  Od  dziecka  spędzałam  wakacje  z  moim  ojcem.  W  Forks  nie  ma  zbyt  wiele 

rzeczy  do  robienia.  Mój  dobry  przyjaciel,  Jacob  Black  i  ja  spotykaliśmy  się  w  jego 
garażu.  Pokazywał  mi  i  wyjaśniał  jak  wszystko  działa.  Musiałam  coś  robić,  więc 
zaczęłam badać specyfikacje, mechanizmy i projekty. No i mnie wciągnęło. Nie wracam 
pamięcią do tego co było wcześniej. – Zauważyłem, że nieznacznie nadęła wargi, kiedy 
mówiła o tym Jacobie Blacku. – Wiem jak zacząłeś się ścigać. Trochę poszperałam. 

-  Tak,  wiem,  byłem  trochę  głupi.  Zacząłem  na  wyścigach  ulicznych  i 

wpakowałem  się  w  dużo  kłopotów  w  college’u.  W  czasie  jednego  z  nich  spotkałem 
Jaspera  i  zapytał  czy  nie  chciałbym  jeździć  prawdziwym  samochodem  na  torze. 
Stwierdził,  że  miałem wrodzony  talent  i  nie wracam  pamięcią  do  tego  co  było  przed 
tym. – Wzruszyłem ramionami. 

Następnych  trzydzieści  minut  spędziliśmy  zadając  sobie  nawzajem  pytania 

dotyczące głównie tego co lubimy, a czego nie. Byłem miło zaskoczony; czytaliśmy te 
same  rodzaje  książek,  nasze  ulubione  potrawy,  kolory  i  filmy  były  w  większości 
wspólne. W końcu dojechaliśmy do posiadłości i zatrzymaliśmy się przy parkingowym. 
Podałem mu kluczyki i poszedłem otworzyć drzwi Isabelli. Wyciągnąłem do niej rękę a 
on ją wzięła. Pocałowałem jej dłoń lekko, a potem zamknąłem jej drzwi. Położyłem rękę 
na dole jej pleców i poprowadziłem nas do domu. Moja rodzina i przyjaciele już tam 
na nas czekali.  

-  Dobra,  pamiętajcie,  Edward  i  ja  spotykamy  się  od  kiedy  przestał  być 

playboyem  jakieś  trzy  miesiące  temu.  Pan  Blake  ma  syna,  Daniela,  który  jest  mniej 
więcej w naszym wieku; powinniśmy próbować z nim rozmawiać. Jasper, kiedy wyślę ci 
sms’a, podejdziesz do mnie i do Edwarda. Najprawdopodobniej będziemy rozmawiać z 

                                                            

6

 

Massachusetts Institute of Technology

 

background image

 

14 

 

panem  Blake’iem  i  chciałabym  mu  cię  przedstawić.  Z  tego  co  słyszałam  na  temat 
przyjęcia, będzie pięciuset gości, a w tym dużo ważnych i sławnych ludzi. Proszę, nie 
pijcie  zbyt  dużo;  to  wywrze  złe  wrażenie  na  panu  Blake  –  powiedziała  im  Isabella, 
jakby  mówiła  do  żołnierzy,  dając  im  instrukcje  odnośnie  ważnej  misji.  Czułem,  ze 
powinniśmy zakończyć z dłońmi w kole krzycząc „Do dzieła!”. 

Zamiast tego Isabella rozejrzała się dookoła i przełożyła rękę przez moje ramię. 
- Dobrze, zaczynajmy tą imprezę.  

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

    
    
    
    
    

background image

 

15 

 

4. 

4. 

4. 

4. Bankiet

Bankiet

Bankiet

Bankiet    

 
 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

 

-  Dobrze,  zaczynajmy  tą  imprezę.  –  Podeszliśmy  do  głównego  wejścia  dużej 

rezydencji.  Na  schodkach  stał  wysoki,  ciemnowłosy  mężczyzna,  patrzący  uważnie  w 
kierunku Isabelli. Otoczyłem ramieniem jej talię i przysunąłem ją do siebie bliżej. Bella, 
podążając za moimi intencjami, zrobiła to samo. 

-  Edwardzie,  ten  mężczyzna  przy  drzwiach  to  Daniel  Blake  –  Belly  cicho 

wyjaśniła mi do ucha. – Jest kompletnym dupkiem; po prostu bądź spokojny i zostań 
blisko mnie. Proszę. – Poczułem jej ciepły oddech na szyi, który wysłał dreszcze przez 
moje ciało. Pochyliłem się do niej nieco bardziej i pocałowałem jej policzek. Nie cofnęła 
się.  Obydwoje  obserwowaliśmy  jak  ciało  Daniela  napina  się,  gdy  się  do  niego 
zbliżyliśmy. 

Daniel zrobił krok w naszą stronę z ręką wyciągniętą kierunku Isabelli.  
-  Panno  Swan,  cóż  za  przyjemność  panią  widzieć.  I  mogę  dodać,  że  wygląda 

pani dzisiejszej nocy absolutnie cudownie. – Isabella podała mu swoją dłoń, a on uniósł 
ją do swoich ust i pocałował ją lekko. Jego oczy zatrzymały się na jej klatce piersiowej. 

Isabella delikatnie wyszarpnęła swoją rękę i wskazała na pozostałych i mnie. 
-  Danielu,  to  są  członkowie  Zespołu  numer  sto  osiemdziesiąt  sześć:  Jasper 

Whitlock, Alice Whitlock, Rosalie Hale, Emmett Cullen i kierowca, Edward Cullen. A to 
Daniel  Blake. Jest  synem  pana Bake’a,  a  także  szef  Wydziału  Koncepcji  Samochodu  w 
GM. 

Daniel uścisnął ręce wszystkim pozostałym zanim chwycił moją dłoń. Jego uścisk 

był mocny. 

- Niesławny Edward Cullen. Powiedz, jak udało ci się zdobyć serce tak pięknego 

stworzenia jak Isabella? – Ścisnąłem mocniej jego rękę zanim ją wypuścił i spojrzał na 
mnie piorunującym wzrokiem. 

-  To  nie  było  tak;  to  ona  zdobyła  moje  serce  i  moje 

ciało

,  panie  Blake  – 

stwierdziłem zwyczajnie. Sapnąłem cicho, bo poczułem jak Isabella mocno uszczypnęła 
mnie w skórę koło biodra. Oczy Daniela zwęziły się na moją odpowiedź. 

-  Edward,  zachowuj  się 

kochanie

.  –  Isabella  zarumieniła  się  i  przez  chwilę 

zastanawiałem się czy to przez wstyd, czy dlatego, że grała. 

-  Cóż  panno  Swan,  mój  ojciec  ma  przygotowany  stolik  dla  pani  i  pani  gości. 

Wkrótce zostanie podany obiad. Zobaczymy się później – powiedział Daniel, a potem 
odwrócił się pośpiesznie i odszedł. 

Starszy pan w szarym garniturze lokaja wskazał nam gestem, abyśmy podążyli 

za  nim  do  środka.  Gdy  przekroczyliśmy  próg,  znaleźliśmy  się  w  wielkim  holu. 
Znajdowały się tam dwie pary krętych schodów prowadzące do wschodniej i zachodniej 

background image

 

16 

 

części  domu.  Dokładnie  pomiędzy  nimi  były  duże  przeszklone  drzwi  wychodzące  na 
oświetlony ogród. Pan przeprowadził nas przez nie na zewnątrz, gdzie ustawione były 
migoczące światła, kwiaty i około pięćdziesięciu okrągłych stolików przykrytych białymi 
obrusami. Wskazał nam nasze miejsca, a ja odsunąłem krzesło dla Isabelli. Wyszeptała 
ciche „dziękuję” zanim zajęła miejsce. Usiadłem zaraz obok niej. 

-  Nazywam  się  Richard;  dziś  będę  państwa  obsługiwał.  W  menu  na  dzisiejszy 

wieczór są trzy dania do wyboru: stek New York, kurczak w parmezanie i makaron z 
krewetkami królewskimi. Wszystkie całkiem pyszne; więc co będzie? – Richard spojrzał 
na Emmetta. 

-  Wezmę  stek,  średni  –  zamówił  Emmett.  Rosalie  i  Alice  wybrały  kurczaka  w 

parmezanie. Jasper i ja także zamówiliśmy steki, a Isabella makaron. Richard przytaknął 
i odszedł. Isabella odwróciła się na swoim krześle i popatrzyła na mnie gniewnie. 

- Uważasz, że to było słodkie? – zapytała mocnym tonem. 
- Nie wiem o czym mówisz – skłamałem. 
- Zdobyłam twoje serce i 

ciało. 

– Wciąż się we mnie wpatrywała. 

-  To  ty  powiedziałaś,  że  musimy  zachowywać  się,  jakbyśmy  się  spotykali.  Poza 

tym, sposób w jaki Daniel na ciebie patrzył… Nie zdziwiłbym się, gdyby myślał o tym, 
żeby zaprowadzić cię do swojej sypialni – odciąłem się. 

- Isabello, myślę, że on ma rację. Daniel nie odczepiłby się od ciebie, gdyby nie 

było tam Edwarda. – Alice się wtrąciła. 

-  Oh,  uwierzcie  mi,  wiem.  Dwa  razy,  kiedy  zetknęłam  się  z  Danielem,  były 

odrażające. Jest bardzo „kontaktowym” typem faceta. – Isabella przewróciła oczami, a 
ja zacisnąłem szczęki; myśl o jego łapach na niej, sprawiła, że moja krew zawrzała. – 
Jest  głównym  powodem,  dla  którego  nie  chcę  pracować  bezpośrednio  dla  GM.  To  i 
bałam się, że weźmie na siebie całe uznanie. 

- W tym całym zakupowym szaleństwie zapomniałam zapytać z jakiej okazji ta 

impreza? – Rosalie zapytała Isabelli, biorąc łyka wody. 

-  Oh,  przepraszam.  To  sześćdziesiąte  urodziny  pana  Blake’a.  Nie  martwcie  się, 

prezent  który  wysłałam  był  od  nas  wszystkich  –  wyjaśniła  Isabella  podekscytowanym 
tonem. 

- Co mu daliśmy? – zapytała Alice, zerkając na stół uginający się pod ciężarem 

prezentów. 

-  Mój  znajomy  zrobił  model  koncepcyjnego  samochodu  w  skali  1:18.  Przyjaciel 

pomalował go profesjonalnie na klasyczną czerwień. Wiem, że to pokocha. – Bella się 
uśmiechnęła; to zapierało dech w piersi. 

-  Wow.  To  brzmi  naprawdę  świetnie.  Chciałbym  to  zobaczyć  –  powiedział 

podekscytowany Emmett. 

-  Jestem  pewna,  że  będziesz  miał  okazję.  Pan  Blake  powiedział,  że  wystawi  go  

na pokaz obok swojego tortu urodzinowego. Sprawdzimy po obiedzie – odpowiedziała, 
uśmiechając  się  sympatycznie.  Z  oczami  tak  pełnymi  podekscytowania  wyglądała 
niesamowicie słodko.  

background image

 

17 

 

O czym ja do cholery myślę? 

-  O  wilku  mowa,  idzie  pan  Derek  Blake  –  wyszeptała  do  nas  Isabella.  Wysoki 

mężczyzna z ciemnymi włosami i ostrymi rysami twarzy podszedł do naszego stolika i 
stanął przed Isabellą. 

Dziewczyna zaczęła się podnosić z krzesła, ale pan Blake powstrzymał ją. 
- Isabello, proszę nie wstawajcie. Chciałem tylko przywitać ciebie i twoich gości, 

zanim rozpocznie się obiad. 

- Dziękuję, Derek. To jest Alice Whitlock. – Isabella wskazała na Alice. 
-  Ach,  królowa  organizacji  z  tego  co  słyszałem  –  powiedział,  kiedy uścisnął  jej 

dłoń. 

- Jasper Whitlock.  
- Jasper, mąż Alice i kapitan Zespołu numer sto osiemdziesiąt sześć. 
- Rosalie Hale. 
- Ach, piękna główna mechanik. 
- Emmett Cullen. 
- Jest pan szczęściarzem, panie Cullen, również mechanik. 
- I Edward Cullen. – Bella gestem wskazała w moim kierunku. 
-Och, wiele o panu słyszałem, panie Cullen. Mój syn nalegał, bym wycofał się od 

decyzji współpracy z pana zespołem. Rzeczy, które o panu wygrzebał nie są zbyt miłe. 
– Zacisnąłem szczękę, kiedy uścisnąłem dłoń pana Blake’a i wziąłem głęboki oddech. 

- Zapewniam pana, że moje imprezowe dni dobiegły końca, panie Blake. 
- Tak, z powodu cudownej panny Swan. Wiesz, że mój syn zabiegał o nią przez 

ponad rok. Powiedziałem mu, żeby trzymał się z daleka; bałem się, że ją wystraszy, ale 
poradziła sobie z nim… bardzo dobrze i powiedziała, żeby spływał – zaśmiał się.  

- Nie wydaje mi się, żebym była taka miła, Derek. – Isabella się zaśmiała, a ten 

piękny dźwięk szarpnął moje serce. 

- Cóż, wygląda na to, że za chwilkę podadzą obiad. Edwardzie, Isabello, proszę 

spotkajcie  się  ze  mną  jeszcze  tego  wieczoru.  Życzę  wszystkim  przyjemnej  zabawy  – 
powiedział uprzejmie pan Blake i odszedł do innego stolika. 

Richard,  nasz  kelner,  podszedł  do  stolika  z  dużym  wózkiem.  Postawił  na  stole 

kosze  z  chlebem  i  trzy  butelki  wina.  Położył  przed  każdym  z  nas  nasze  talerze. 
Wszystko  wyglądało  przepysznie.  Właśnie  uświadomiłem  sobie,  że  jeszcze  nic  dzisiaj 
nie jadłem i nagle umierałem z głodu. Po odejściu Richarda, wszyscy zaczęli wsuwać. 

- Isabello, co miałaś na myśli mówiąc, że nie byłaś bardzo miła dla Daniela? – 

zapytała Alice z zakłopotaniem. 

Isabella zaśmiała się i odrzuciła głowę do tyłu. 
- A więc, pracowałam samotnie nad glinianym modelem w moim tymczasowym 

biurze. Pochylałam się nad nim, mocno skoncentrowana i nagle poczułam parę rąk na 
moich biodrach. – Wzruszyła nieznacznie ramionami. Zacisnąłem szczękę, a krew znów 
zaczęła mi wrzeć. – Odwróciłam się, wiedząc że to on, a potem chwyciłam go za jądra 
i  powiedziałam,  że  jeśli  jeszcze  raz  mnie  dotknie,  upewnię  się,  że  będzie  śmiesznie 

background image

 

18 

 

chodził  do  końca  swojego  życia.  W  rzeczywistości  chodził  zabawnie  przez  jakieś  trzy 
dni. – Wszyscy zaczęli się śmiać. 

- Przypomnij mi, żebym nie zadzierał z twoją złą stroną, Isabello – powiedział 

Emmett, nieco zaskoczony. 

- Nazywajcie mnie Bellą, Isabella jest zbyt formalnie. Wolę Bella. – Uśmiechnęła 

się do mnie, na co odpowiedziałem własnym uśmiechem. 

- Dobra Bello. Pan Blake zdaje się bardzo dobrze znosić fakt, że odrzuciłaś jego 

syna – stwierdziła Alice, wypowiadając to jak pytanie. 

-  Znam  pana  Blake’a  od  kiedy  skończyłam  czternaście  lat.  Zapłacił  za  moją 

edukację.  Zdaje  się,  że  widzi  mnie  bardziej  jako  córkę,  której  nigdy  nie  miał.  Nie 
żartował,  kiedy  dał  Danielowi  jasno  do  zrozumienia,  żeby  trzymał  się  ode  mnie  z 
daleka. Gdy usłyszał o tym, co zrobił jego syn, był bardzo zły. 

- Bello, ile miałaś lat, kiedy zaczęłaś studia? – zapytała Rosalie. 
- Zaczęłam na MIT, kiedy miałam czternaście lat. Zaczęłabym wcześniej, ale moi 

rodzice  nalegali,  żebym  zwolniła.  Musiałam  mieszkać  z  rodziną  Dereka  w  Cambridge 
przez  dwa  lata,  zanim  mogłam  przenieść  się  do  akademika,  byłam  za  młoda  – 
wyjaśniła Bella. 

-  Wiedziałem,  że  byłaś  mądra,  ale  nie  że  jesteś  geniuszem.  Wow  –  powiedział 

Emmett w kompletnym zachwycie. 

Bella  wzruszyła  ramionami  i  kończyliśmy  obiad  w  cichej  rozmowie  o  naszych 

latach w college’u. Najwyraźniej Bella poszła na swoją pierwszą – i ostatnią – imprezę 
w bractwie, kiedy miała szesnaście lat i jej się nie podobało. W czasie wszystkich tych 
rozmów, zauważyłem, że coraz bardziej przybliżam się do Belli. Patrzyłem jak co jakiś 
czas przysuwa swoje krzesło do mnie coraz bardziej.  

Pochyliłem się i szepnąłem jej na ucho: 
- Co robisz, Bello? – Zauważyłem że zadrżała nieznacznie. 
-  Rozejrzyj  się;  większość  par  siedzi  znacznie  bliżej  siebie  niż  my.  Po  prostu 

próbowałam odgrywać swoją rolę – wyszeptała. 

Uśmiech igrał na moich ustach. 
- Jeśli chcesz, żebyśmy wyglądali tak jakbyśmy się spotykali, musisz zgadzać się 

ze  wszystkim  co  robię  i  sprawiać  wrażenie,  że  ci  się  to  podoba.  W  porządku?  – 
Wciągałem zapach jej szyi w czasie kiedy szeptałem; był słodki, kwiatowy i naturalny. 

Bella przytaknęła. Ustawiłem swoje krzesło pod kątem do niej, a potem powoli 

położyłem  ręce  po  obu  stronach  jej  siedzenia  i  przysunąłem  je  razem  z  nią  bliżej  do 
siebie. Sapnęła krótko, a mój uśmiech się pogłębił. Otoczyłem ją ramieniem i zacząłem 
bawić się loczkami jej włosów. Pochyliła się do mojego ucha. 

-  Dobrze  ci  idzie,  Edwardzie. – Zachichotała.  Uśmiechnąłem  się  w odpowiedzi. 

Patrzyliśmy jak zespół ustawia się na dużej scenie przed rozległym parkietem. Daniel z 
mikrofonem w ręku podniósł się z miejsca obok swojego ojca i wzniósł toast na jego 
cześć. 

background image

 

19 

 

- Edward, możesz wypić jedną lampkę, ale tylko tyle, proszę. – Unieśliśmy nasze 

szkła, ale zauważyłem, że Bella przyłożyła kieliszek do pełnych ust, ale nie napiła się. 

- Czy jest powód, dla którego nie pijesz Bello? Nie ufasz mi? – wyszeptałem jej 

na ucho. 

- To nie tak, Edwardzie. Nie mogę pić. Proszę, nie zawracaj sobie tym głowy – 

wymamrotała. Nie mogłem zrozumieć dlaczego 

nie może

 pić. Ten temat zdawał się ją 

dręczyć.  Niedługo  po  toaście  ogłoszono,  że zamierzają  podać  ciasto, podczas  gdy  pan 
Blake  kroił  swój  tort.  Wszyscy  zaczęli  gromadzić  się  wokół  stołu  przy  którym  stał 
solenizant. 

Bella podniosła się z krzesła. 
-  Chodźmy  zaśpiewać  ”Sto  lat”,  a  Emmett  będzie  mógł  zerknąć  na  prezent.  – 

Wszyscy  wstali  od  stołu  i  skierowali  się  w  stronę  pana  Blake’a.  Moje  ramię  było 
oplecione wokół talii Belli.  Daniel zaczął do nas podchodzić. 

- Nie patrz tam Bello, ale Daniel idzie w naszym kierunku – wyszeptałem jej do 

ucha. Potem zrobiła coś, czego się nie spodziewałem. Odwróciła się do mnie przodem, 
stanęła na palcach i położyła dłonie na mojej twarzy. Pocałowała mnie w usta. 

O  mój  Boże

.  Miękkość  i  smak  jej  warg  przy  moich  były  niewiarygodne. 

Zamknąłem oczy i umieściłem rękę na jej plecach, przyciągając ją do siebie bliżej. 

-  Hmm…  poszedł?  –  wyszeptała  przy  moich  ustach,  nieco  drżąc.  Otworzyłem 

oczy, ale Daniela nie było nigdzie w pobliżu. 

-  Tak.  –  Odsunęła  się  i  spojrzała  mi  w  oczy,  przygryzając  dolną  wargę. 

Przesunęła  rękę,  która  wciąż  była  na  moim  policzku  i  powoli  potarła  moje  usta.  Mój 
oddech szarpnął nieznacznie, a ona zaśmiała się miękko. 

-  Chodź;  zobaczmy  jak  zdmuchiwanych  jest  sześćdziesiąt  świeczek.  –  Bella 

chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. 

Wszyscy byli już w połowie piosenki, a pan Blake i piękna starsza brunetka stali 

zaraz  za  dużym  tortem,  który  wyglądał  jakby  płonął.  Bella  cichutko  dołączyła  do 
śpiewu i uśmiechnąłem się; jej glos brzmiał jak dzwoneczki. Patrzyliśmy jak pan Blake 
zdmuchnął świeczki i podziękował wszystkim. 

Alice, Jasper, Emmett i Rosalie podeszli do nas, a inni ludzie zaczęli wracać do 

swoich stolików.  

Bella  zbliżyła  się  do  tortu.  Obok  stołu  znajdował  się  model  samochodu.  Był… 

świetny. Stałem podziwiając go, zdumiony, że ktoś może w ogóle coś takiego wymyślić. 
Bella uśmiechnęła się, gdy Emmett przekrzywił głowę w zachwycie. Kobieta która stała 
przy panu Blake podeszła do Belli. 

-  Witaj  Bello,  kochanie.  Wyglądasz  dziś  absolutnie  olśniewająco.  –  Uścisnęła 

Bellę i pocałowała lekko jej policzek. 

-  Witaj  Margaret.  Dziękuję.  Pozwól  mi  przedstawić  cię  zespołowi,  z  którym 

pracuję. 

-  To  Margaret  Blake,  żona  pana  Blake’a.  Margaret,  to  Alice,  Jasper,  Emmett, 

Rosalie i Edward. – Bella wskazywała na każde z nas, kiedy wypowiadała nasze imiona. 

background image

 

20 

 

Usłyszeliśmy,  że zespół  zaczął  grać.  Pani Blake  zerknęła  w  stronę  parkietu,  gdzie  pan 
Blake pokazywał jej, by do niego podeszła. 

- Przepraszam, muszę iść. Miło było mi was poznać. Proszę, cieszcie się deserem 

i  tańczcie  całą  noc  –  powiedziała  pani  Blake.  Przyciągnęła  Bellę  bliżej  do  siebie  i 
szepnęła  jej  do  ucha.  Dziewczyna  zaśmiała  się  i  przytaknęła.  Margaret  mrugnęła  do 
niej i odeszła. 

- Chodźmy na cisto czekoladowe. – Bella znów wzięła moją rękę i skierowaliśmy 

się do naszego stolika.  

- Co było takie zabawne? – wyszeptałem Belli na ucho, a ona zachichotała. 
- Margaret powiedziała, że jesteś cudowny, a ja się zgodziłam. – Uśmiechnąłem 

się potężnie. 

- Och, niech ci to nie uderzy do głowy. To tylko krok do przodu przed słodkim. 

Ale nie zupełnie doskonałe – powiedziała, figlarnie uderzając mnie w ramię wolna ręką. 
Ułożyłem usta w cienką linię, a ona znów zachichotała.  

Wróciliśmy  do  naszego  stołu,  na  którym  ustawione  było  nowe  nakrycie. 

Znajdowały się na nim obecnie talerze z ciastem i butelki szampana. Znów odsunąłem 
krzesło  dla  Belli.  Jedliśmy  ciasto,  rozmawiając  cicho  ze  sobą.  Co  jakiś  czas  ktoś  się 
przedstawiał,  wliczając  prezesa  Mac  Tools

7

  Damona  Wrighta,  Dwayne’a  „Skałę” 

Johnsona

8

,  Boba  Vila

9

  i  Jaya  Loeno

10

.  Alice  i  Jasper  postanowili  zatańczyć,  a  Rosalie  i 

Emmett dyskutowali z panem Wrightem i jego żoną.  

Poprosiłem Bellę do tańca i minęło kilka piosenek, zanim wróciliśmy do stołu. 
Daniel podszedł do Belli, gdy spokojnie siedzieliśmy na naszych miejscach, a ja 

bawiłem się kosmykami jej włosów.  

- Isabello, mogę cię prosić o ten taniec? – Wyciągnął do niej rękę. 
Bella pochyliła się i wyszeptała mi do ucha: 
-  Proszę,  przyjdź  i  uratuj  mnie  za  kilka  minut.  –  Przytaknąłem,  ciskając 

wzrokiem  pioruny  w  stronę  Daniela.  Dziewczyna  pocałowała  mnie  w  szyję,  wysyłając 
dreszcze  w  dół  mojego  kręgosłupa.  Bella  chwyciła  dłoń  młodego  pana  Blake’a  i 
poprowadził ją na parkiet z ręką na jej lędźwiach. Zacisnąłem szczękę. 

-  Edward,  uspokój  się.  Ona  potrafi  sama  o  siebie  zadbać  –  powiedział  Jasper, 

gdy zajął swoje miejsce.  

- Nie wiem co przez to rozumiesz, Jasper – warknąłem. 
- To oczywiste dla nas wszystkich, Edwardzie, że jesteś zazdrosny – zaćwierkała 

Alice. 

-  Nie,  nie  jestem.  Mówiłem  wam  wcześniej:  ona  nie  jest  w  moim  typie  – 

żachnąłem się. 

                                                            

7

 Firma zajmująca się produkcją wszelkiego rodzaju narzędzi i nie tylko.  

8

 Supergwiazda amerykańskich zapasów.  

9

 Aktor 

10

 Znany komik. 

background image

 

21 

 

-  Taa.  Kogo  próbujesz  przekonać?  –  zapytał  Emmett.  Zacisnąłem  pięści  we 

frustracji. Wziąłem kilka głębokich oddechów i zdałem sobie sprawę, że mieli rację. Nie 
lubiłem, kiedy inny mężczyzna zerkał pożądliwie albo dotykał Belli. 

Jestem  zazdrosny

.  Nigdy  wcześniej  tak  naprawdę  tego  nie  czułem,  więc  nie 

rozpoznałem tego uczucia. Siedziałem, grzebiąc widelcem w cieście przez kilka minut i 
zaznajamiałem się z nowym uczuciem. 

- Edward, otrząśnij się. Musisz uratować Bellę. Popatrz co robi Daniel. – Alice 

wskazała na parkiet. 

Ręka Daniela, która znajdowała się na jej talii przesuwała się w dół jej pleców. 

Zauważyłem, ze Bella chwyciła ją i przeniosła z powrotem na górę. Wstałem i zacząłem 
się  do  nich  zbliżać.  Tym  razem  jego  dłoń  powędrowała  do  jej  uda,  które  był  nico 
odkryte prze rozcięcie w jej sukience. Bella zatrzymała się i odepchnęła Daniela. 

- Bello, wszystko w porządku? – zapytałem Bellę z rękoma wciąż zaciśniętymi w 

pięści.  

- Wszystko dobrze, Ed, Isabella i ja tylko tańczyliśmy – powiedział Daniel znów 

sięgając po Bellę, a ona zrobiła krok do tyłu. 

- Po pierwsze pytałem Isabellę, a ona najwidoczniej nie chce z tobą tańczyć. – 

Chwyciłem  Bellę  za  talię.  –  Chodź,  weźmy  drinki,  kochana.  –  Daniel  już  miał  mnie 
pchnąć, ale jego ojciec położył mu rękę na ramieniu. Chłopak natychmiast się uspokoił. 

-  Edwardzie.  Isabello.  Zobaczę  się  z  wami  w  swoim  biurze,  z  samego  rana  w 

poniedziałek – powiedział pan Blake, a my przytaknęliśmy w odpowiedzi. 

Razem  w  Bellą  podeszliśmy  z  powrotem  do  naszego  stołu.  Była  lekko  zielona. 

Przeprosiła i poszła do łazienki. 

- Wszystko w porządku, Edwardzie? – zapytała Alice, patrząc z zaniepokojeniem 

na oddalająca się postać, zbliżającą się do domu. 

- Tak myślę, ale jest trochę zielona – odpowiedziałem wciąż patrząc na Bellę.  
-  Zabierz  ją  do  hotelu.  Zatrzymała  się  w Four  Seasons  –  poinformowała  Alice. 

Obserwowałem  Bellę,  jak  chwyciła  się  framugi  drzwi  zanim  weszła  do  środka. 
Wyglądała jakby miała zemdleć. Podbiegłem do niej. 

- Bella, dobrze się czujesz? – zapytałem otaczając ramieniem jej wąską talię. 
- Nie. Czy możesz mnie zabrać do hotelu? – szepnęła dziewczyna. Dostrzegłem 

niewielki błysk potu na jej czole. 

- Tak, oczywiście. Co się dzieje? – Podeszliśmy powoli do głównego wejścia. 
- Jestem po prostu trochę słaba i oszołomiona. – Nie naciskałem. 
Dałem  parkingowemu  bilet,  który  wcześniej  otrzymałem.  W  czasie  gdy 

czekaliśmy  na  samochód  zauważyłem,  że  Bella  opiera  się  na  mnie  ciężej.  Wyglądała 
blado,  a  jej  oddech  był  nieregularny.  Podjechał  samochód;  delikatnie  wziąłem  ją  w 
ramiona  i  posadziłem  na  miejscu  pasażera.  Zapiąłem  jej  pasy  i  zamknąłem  drzwi. 
Wsunąłem się do samochodu od strony kierowcy. 

- Bella, nie wyglądasz zbyt dobrze. Może powinienem zabrać cię do szpitala? – 

zapytałem,  patrząc  na  nią.  Potrząsnęła  głową  na  nie.  Otworzyła  schowek  i  wyjęła  z 

background image

 

22 

 

niego  butelkę wody  i opakowanie  z  tabletkami.  Trzęsła  się,  gdy wyjęła  jedną  z nich  i 
popiła wodą. 

- Bella, co się z tobą dzieje? – Nie mogłem ukryć desperacji i strachu w swoim 

głosie. 

- Umieram Edwardzie. Umieram. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

    

background image

 

23 

 

5. Serce

5. Serce

5. Serce

5. Serce    

 
 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

 

- Umieram Edwardzie. Umieram – wyszeptała Bella, wyglądając przez okno. Te 

słowa  mnie  rozdarły,  a  serce  zaczęło  mi  bić  gorączkowo  w  piersi.  Z  powrotem 
przeniosła  swój  wzrok  na  mnie.  Wzięła  moją  prawą  rękę  i  położyła  ją  przy  swojej 
klatce  piersiowej.  Jej  serce  biło  nieregularnie.  Spojrzała  mi  w  oczy,  a  jej  własne 
błyszczały od wstrzymywanych łez. 

-  To  moje  serce,  wada.  Obecnie  niesprawne,  więc  potrzebuję  nowego.  Lekarze 

mówią, że mam od osiemnastu do dwudziestu czterech miesięcy życia. – Puściła moją 
rękę i zacisnąłem ją na kierownicy. 

- Nie możesz po prostu zdobyć nowego? – zapytałem, oddychając głęboko. 
-  Mam  rzadką  grupę  krwi  i  nie  było  jeszcze  dawcy.  Tylko  jeden  człowiek  na 

ćwierć miliona może nim być – wymamrotała. – Edward, teraz jest w porządku. Tylko 
musze odpocząć. Od kilku nocy nie spałam zbyt wiele. Będzie dobrze. Możesz pomóc 
mi  dostać  się  do  mojego  pokoju  w  hotelu?  Nie  wydaje  mi  się,  żebym  sobie  sama 
poradziła. 

- Oczywiście, że ci pomogę. 
- Edward, możesz nie mówić o tym swojej rodzinie? 
- Dlaczego? 
-  Nie  sądzę,  żebym  mogła  znieść  ten  wyraz,  który  jest  teraz  w  twoich  oczach, 

malujący się także w ich. – Nie wiedziałem jak odpowiedzieć. Po prostu przytaknąłem. 

-  Dziękuję  –  wyszeptała  i  znów  odwróciła  swój  wzrok  za  okno.  Przez  kilka 

minut  było  cicho.  Nie  wiedziałem,  co  powiedzieć.  Wirowało  mi  w  głowie.  Nie  miała 
wiele z dzieciństwa, a swoje studenckie lata spędziła z nosem w książkach. Nie zaczęła 
nawet  prawdziwego  życia,  a  tak  szybko  zostanie  jej  ono  odebrane.  Westchnąłem.  To 
jest niesprawiedliwe. 

Hotel  Four  Seasons  znajdował  się  bliżej  posiadłości  Blake’ów  niż  dom  Jaspera, 

więc  jazda  nie  trwała  długo.  Zatrzymaliśmy  się,  a  parkingowy  wziął  kluczyki. 
Podszedłem  do  drzwi  Belli  i  otworzyłem  je.  Ledwie  mogła  utrzymać  otwarte  oczy. 
Chwyciłem  jej  nadgarstek  i  sprawdziłem  puls.  Jej  serce  biło  bardziej  normalnie. 
Podniosłem ją i ułożyłem w swoich ramionach.  

Oplotła  moją  szyję  i  położyła  mi  głowę  na  ramieniu.  Portier  nas  zauważył  i 

podbiegł.  

- Panno Swan? – powiedział natarczywie. 
-  W  porządku,  David.  Jestem  po  prostu  naprawdę  zmęczona.  Możesz  proszę 

wyjąć  z  mojej  torebki  klucz?  –  Bella  podała  ją  Davidowi,  a  on  otworzył  ją  szybko  i 
znalazł kartę; natychmiast przywołał jednego z chłopców hotelowych. 

background image

 

24 

 

- To jest klucz panny Swan. Pomóż temu miłemu panu zabrać ją do jej pokoju. 

Zatrzymała  się  w  apartamencie  na  poddaszu.  –  David  oddał  Belli  torebkę.  –  Życzę 
powrotu do zdrowia, panno Swan. – Uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi. 

Chłopak  wszedł  do  głównego  holu,  a  ja  podążyłem  za  nim.  Było  tam  tylko 

kilkoro ludzi. Następnie skierował się do windy i przytrzymał drzwi, kiedy wchodziłem 
z Bellą. Po krótkiej jeździe w górę, drzwi się otworzyły, a chłopiec hotelowy, który jak 
zauważyłem  miał  na  imię  John,  podbiegł  do  wejścia  do  jej  pokoju  i  używając  karty 
otworzył drzwi. Szybko wszedłem do apartamentu i położyłem Bellę na sofie. 

-  Proszę  pana,  czy  z  panną  Swan  wszystko  w  porządku?  Jest  taka  miła, 

nienawidzę  myśli,  że  coś  może  być  nie  tak  –  zapytał  John,  powoli  wycofując  się  z 
pokoju. 

- Będzie dobrze, jest tylko zmęczona. Dziękuję. – Zaoferowałem mu napiwek, ale 

potrzasnął głową, podał mi kartę-klucz i odszedł. 

Z powrotem skupiłem swoją uwagę na Belli. Miała zamknięte oczy i jedną ręką 

chwytała się za klatkę piersiową. Klęknąłem koło niej. 

-  Bello,  potrzebujesz  czegoś?  Wody  czy  herbaty?  –  Dotknęła  dłonią  mojego 

policzka. 

- Nie Edwardzie, czuję się dobrze. Tylko się przebiorę i pójdę spać. Dziękuję, że 

mi  dzisiaj  pomogłeś.  –  Przesunęła  się  na  sofie  i  usiadła.  Wyciągnęła  rękę,  żeby  zdjąć 
szpilki, ale ją powstrzymałem i zdjąłem je za nią. Patrzyła na mnie przez kilka chwil, a 
potem wstała. – Dziękuję. Widzimy się w poniedziałek, Edwardzie. 

Skierowała  się  w  stronę  dwuskrzydłowego  wejścia  i  zachwiała.  Podbiegłem  do 

niej  i  okręciłem  ramię  wokół  jej  talii,  prowadząc  ją  do  drzwi.  Otworzyłem  je  i 
wszedłem do pokoju z dużym łóżkiem w intensywnych kolorach natury. Pomogłem jej 
wejść na łóżko i usiadłem obok niej. 

- Jesteś pewna, że nie powinienem po prostu zabrać cię do szpitala? 
-  Nic  nie  mogą  dla  mnie  zrobić,  Edwardzie.  –  Jej  głos  był  przepełniony 

smutkiem.  Wstała  powoli  i  podeszła  do  komody,  a  otwierając  szufladę  wyjęła  jakieś 
ubrania.  Wróciła  do  łóżka  i  położyła  na  nim  rzeczy.  Ręką  pociągnęła  mnie  do  góry, 
dając mi znak, żebym wstał i odwróciła się do mnie plecami. – Możesz mi pomóc? – 
Mój oddech szarpnął, kiedy zacząłem rozsuwać zamek błyskawiczny w jej sukience. – 
Odwróć się, proszę. – Podporządkowałem się, a potem usłyszałem szelest materiału. – 
W porządku. 

Bella miała na sobie długą, czarną koszulę nocną; wzięła moją rękę i wsunęła się 

pod nakrycia. Poklepała brzeg łóżka, żebym usiadł i uśmiechnęła się, a potem głęboko 
odetchnęła. 

- Edwardzie, zanim wyjdziesz musisz zrozumieć dlaczego. 
- Co masz na myśli mówiąc „dlaczego”? – zapytałem, próbując odnaleźć coś w 

jej pięknych, brązowych oczach. 

-  Dlaczego  tak  mocno  naciskam  na  zbudowanie  samochodu.  Masz  rację, 

mogłabym robić dosłownie wszystko. Mogłabym pracować dla NASA albo jakiejś firmy 

background image

 

25 

 

z Fortune 500. Z tymi spółkami i programami budowałabym coś, czego 

oni

 by chcieli. 

Nie 

ja

. Muszę zostawić coś za sobą. Dziedzictwo. Będzie tym dla mnie mój nowy silnik 

i projekt skrzyni biegów; moje piętno na tym świecie. – Łzy spływały po jej policzkach. 
– Możesz to zrozumieć? 

-  Tak.  Rozumiem.  Ale  musisz  też  żyć  swoim  życiem.  Nie  możesz  spędzić 

następnych  dwóch  lat  zamknięta  w  biurze  albo  pod  maską  samochodu.  Zawrzyjmy 
umowę.  Nie  powiem  mojej  rodzinie,  że  jesteś  chora,  jeśli  będziemy  razem  robić  coś 
fajnego przynajmniej trzy razy w tygodniu. Proszę? – Nadąłem wargi. 

-  To  takie  niesprawiedliwe,  Edwardzie.  To  tak,  jakbyś  nie  dawał  mi  wyboru.  – 

Przerwała  rozważając  moją  ofertę.  –  Zgodzę  się  na  umowę…  jeśli  pozwolisz  mi 
poprowadzić  swój  samochód  na  torze,  kiedy  będę  musiała  wyczuć  czy  skoczyliśmy 
robotę.  Wiem,  że  nie  podobało  ci  się,  gdy  jeździłam  nim  dzisiaj  rano.  –  Wyciągnęła 
rękę, a ja ją chwyciłem i nią potrząsnąłem. 

-  Nie  będziemy  skakać  z  samolotu,  prawda?  –  Popatrzyła  na  mnie  zwężonymi 

oczami. 

- Może. – Uśmiechnąłem się zadowolonym z siebie uśmieszkiem. 
Wzruszyła ramionami.  
- Świetnie, zawsze chciałam tego spróbować. Tylko nie mogłam znaleźć nikogo, 

kto by chciał zrobić to ze mną. 

Potrząsnąłem głową. 
- Bella, zaskakujesz mnie za każdym razem, kiedy otwierasz usta. – Zaśmiałem 

się, a ona do mnie dołączyła. 

-  Sorry,  taka  po  prostu  jestem.  Wolę  zapominać  o  złych  rzeczach.  –  Bella 

zerknęła  na  szafkę  nocną,  na  której  stał  zegarek;  było  po  pierwszej.  –  Już  późno 
Edwardzie. Może zajmiesz drugi pokój zamiast brać taksówkę? Śmiało bierz wszystko, 
co jest w lodówce. – Stłumiła ziewnięcie. – Muszę jutro wcześnie wstać. Spotykam się 
z moim agentem do spraw nieruchomości. 

- Dobrze, skorzystam z pokoju. Tylko się trochę prześpij, Bello. – Wstałem, ale 

chwyciła moją rękę skłaniając mnie, żebym znowu usiadł. 

- Poczekaj. Mogę czegoś spróbować? 
- Pewnie, tak myślę. 
-  Zamknij  oczy  i  nie  ruszaj  się.  –  Uniosłem  brew,  a  ona  wydęła  wargi. 

Przewracając  oczami,  zrobiłem  o  co  poprosiła.  Po  prostu  nie  mogłem  oprzeć  się  tej 
kobiecie.  Poczułem,  że  przesuwa  się  na  łóżku,  a  potem  przyłożyła  policzek  do  mojej 
piersi,  słuchając  mojego  serca.  Chciałem  otoczyć  ją  ramionami,  ale  zamiast  tego 
pocałowałem czubek jej głowy, wdychając zapach jej włosów. 

- Więc tak powinno brzmieć. Bije szybciej niż myślałam. 
- To dlatego, że słucha go piękna kobieta. – Odsunęła się i spojrzała mi w oczy 

pozornie czegoś szukając, a potem się uśmiechnęła. 

- Dobranoc, Edwardzie. 
- Dobranoc, Bello. – Uniosłem jej dłoń i pocałowałem ją lekko. 

background image

 

26 

 

Wstałem i opuściłem pokój. Zrobiłem kilka kroków w głąb saloniku i padłem na 

kolana, a łzy które wcześniej powstrzymywałem, spłynęły po mojej twarzy. Walnąłem 
pięściami w podłogę i cicho krzyknąłem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

27 

 

 

 
 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

 

Po wzięciu prysznica w drugiej łazience, poszedłem do łóżka. Nie mogłem spać, 

bo  w  mojej  głowie  wirowały  wszystkie  wydarzenia  z  ostatnich  kilku  dni.  Leżałem  i 
zastanawiałem  się,  czy  powinienem  zajmować  się  Bellą.  Wiedziałem,  że  chcę,  tylko 
czułem,  że  ona  by  mi  nie  pozwoliła.  W  końcu  zasnąłem,  ale  zdecydowane  zbyt 
wcześnie ktoś mną potrząsnął. 

-  Edward?  Obudź  się.  –  Jej  głos  był  teraz  dla  mnie  taki  znajomy.  Otworzyłem 

oczy,  przeczesałem  włosy  palcami  i  usiadłem.  Nie  jestem  rannym  ptaszkiem. 
Usłyszałem miękki chichot. 

- Twoje włosy wyglądają zabawnie. – Bella jeszcze raz zachichotała, siedząc na 

brzegu łóżka. Odwróciłem się do niej i uśmiechnąłem, a potem, kiedy dotknąłem ręką 
klatki piersiowej, przypomniałem sobie, że nie mam koszulki. 

-  Co?  Teraz  będziesz  się  wstydził?  –  Uniosła  brew.  –  Jest  wciąż  wcześnie,  ale 

muszę  już  iść.  Mam  spotkanie  z  moim  agentem,  żeby  obejrzeć  mieszkanie,  które 
wybrałam. 

-  Dobrze.  Za  kilka  minut  już  mnie  tu  nie  będzie  –  wymamrotałem.  Wciąż 

czułem się nieco wstrząśnięty po wczorajszym wieczorze. 

- Coś nie tak, Edwardzie? – zapytała przygryzając dolną wargę. Nie mogłem jej 

powiedzieć tego, co chciałem. 

Chcę z nią być.  

- Myślałem tylko o tym, co powinniśmy zrobić w czasie naszej pierwszej małej 

przygody – skłamałem. 

-  Też  się  nad  tym  zastanawiałam.  Nie  miałabym  nic  przeciwko  wyjściu  do 

Disneylandu. Nigdy tam nie byłam. 

- Nigdy nie byłaś w Disneylandzie? Szkoda. Czekaj… możesz w ogóle jeździć na 

przejażdżkach w twoim… um, stanie? 

-  Tak.  Wczoraj  stało  się  to  tylko  dlatego,  że  zapomniałam  wziąć  moich  leków. 

Ale  już  więcej  nie  zapomnę.  Ustawiłam  trzy  alarmy  na  moim  telefonie,  żeby  mi 
przypominały. – Uniosła telefon i nim pomachała. 

-  Dobrze,  chcę  być  pewny,  że  będziesz  się  dobrze  bawiła.  Więc,  kiedy  chcesz 

iść? - Zabrałem telefon z jej małej ręki. Posłałem jej krótki złośliwy uśmieszek, zanim 
dodałem  swój  numer  do  listy  kontaktów.  Wyszczerzyła  się  do  mnie  w  odpowiedzi. 
Zauważyła moją komórkę na stoliku nocnym i wpisała kilka liczb. 

-  Nie  wiem.  Alice  podała  mi  czas  wizyty  u  pana  Blake’a.  Jest  o  siódmej  rano  i 

będzie trwała tylko trzydzieści minut. Jest dosyć zajęty. Myślę, że jeśli chcesz, możemy 
pójść po spotkaniu. – Wzruszyła ramionami. 

background image

 

28 

 

- Dobrze, po spotkaniu. Proponuję, żebyś wzięła ubrania i buty na zmianę, jeśli 

mamy chodzić cały dzień – stwierdziłem. 

-  Okay.  Oh,  robi  się  późno.  Muszę  iść.  Chcę  sprawdzić,  czy  wszystko  jest  w 

porządku,  żebym  mogła  się  już  wprowadzić.  Częstuj  się  czym  chcesz.  W  saloniku 
zostawiłam  pół  dzbanka  kawy.  Widzimy  się  jutro  rano  w  dobrym  nastroju  i 
punktualnie.  –  Bella  wstała  i  zaczęła  odchodzić,  ale  zatrzymała  się,  odwróciła  i 
pocałowała  mnie  w  usta;  jeden  miękki,  niewinny  całus.  –  Dziękuję  –  wyszeptała,  a 
potem już jej nie było. 

Cholera, ta kobieta nigdy nie daje mi dojść do słowa. 

Wstałem  z  łóżka  i  zacząłem  kierować  się  do  łazienki.  Usłyszałem,  że  otwierają 

się drzwi do sypialni. 

- Oh… przepraszam. – Bella zarumieniła się, kiedy zauważyła że jestem tylko w 

bokserkach i rzuciła mi kluczyki. – Skoro nie masz samochodu, ufam że jutro oddasz 
mi mój w jednym kawałku. Spotkajmy się na torze około 6:30. Pa. 

-  Papa,  Bello.  Śpiesz  się,  zanim  się  spóźnisz.  –  Zachichotałem,  kiedy  Bella 

zamknęła drzwi. 

Po kubku kawy wróciłem do swojego mieszkania. Zaparkowałem samochód Belli 

na  swoim  miejscu.  Cicho  modliłem  się,  żeby  się  nie  zarysował.  Skierowałem  się  do 
windy  i  nacisnąłem  guzik  z  siódemką.  Chciałem  pójść  pod  prysznic  i  po  prostu  się 
odprężyć,  ale  myśli  o  Belli  mąciły  moją  wyobraźnię.  Chciałem  znów  ją  zobaczyć. 
Chciałem  bawić  się  jej  włosami,  poczuć  jej  ciepłą  rękę  w  swojej.  Chciałem  poczuć  jej 
gładkie, miękkie usta na swoich wargach. 

Wszedłem  na  korytarz.  Na  tym  piętrze  znajdowały  się  tylko  dwa  duże 

mieszkania,  z  dwoma  sypialniami.  Drugie  przez  ostatnich  kilka  miesięcy  było 
niezamieszkałe, ale kilka tygodni temu skończyli jakieś remonty. Więc sądzę, że ktoś się 
tu wkrótce wprowadzi. Zauważyłem, że drzwi do sąsiedzkiego apartamentu były nieco 
uchylone i dochodziły z niego przytłumione glosy. Wzruszyłem obojętnie ramionami. 

W  końcu  dotarłem  do  swojego  mieszkania  i  zdecydowałem  się  wziąć  prysznic. 

Potem  zauważyłem,  że  miałem  kilka  nieodebranych  rozmów.  Byłem  trochę 
zawiedziony, że wszystkie były od Alice. 

Oddzwoniłem do niej. 
- Cześć Alice. 
-  Edward,  dlaczego  nie  zadzwoniłeś  do  mnie  wczoraj?  Masz  pojęcie  jak  się 

martwiłam? 

- Spokojnie Alice. Wszystko w porządku. 
- Co się wczoraj stało? 
-  Zabrałem  Bellę  do  jej  pokoju.  Nie  czuła  się  zbyt  dobrze.  Było  dosyć  późno, 

więc spędziłem noc w drugiej sypialni. Właśnie wróciłem do domu. 

- Zostałeś na noc, ale w innym pokoju. Dobrze, bo jeśli zrobiłbyś coś czego nie 

powinieneś, Jasper by cię zabił. 

background image

 

29 

 

- Wiem. Jutro Bella i ja mamy spotkanie z panem Blake; chce, żebyśmy spotkali 

się na torze. Co kombinujecie? 

-  Rosalie  i  Emmett  zainstalowali  nowy  system  pomp  do  oleju  w  twoim 

samochodzie.  Jasper  i  ja  musimy  spotkać  się z  paroma  osobami w związku  z  nowym 
tylnym błotnikiem. Po spotkaniu masz dzień wolny dla odmiany. 

- Świetnie. Lepiej będę już kończył, muszę jeszcze gdzieś zadzwonić. 
- A do kogo? 
-  Alice,  pilnuj  swoich  spraw.  Widzimy  się  wkrótce.  Cześć.  –  Zsunąłem  telefon 

zanim mogła odpowiedzieć. 

Usłyszałem  głosy  w  korytarzu.  Jeden  z  nich  brzmiał  znajomo.  Nie  chciałem 

sprawiać  wrażenia  wścibskiego  sąsiada,  więc  spojrzałem  tylko  przez  wizjer. 
Rzeczywiście,  drzwi  do  drugiego  mieszkania  były  szeroko  otwarte.  Uchyliłem  swoje  i 
usłyszałem 

jej

 głos.  

To nie może być ona, prawda?

 Chwyciłem swój telefon i znalazłem numer Belli. 

Zadzwonił raz, cholera nie mogłem go usłyszeć. Za drugim razem odebrała. 

- Edward? – Usłyszałem swoje imię w słuchawce i z drugiego końca korytarza, a 

moja twarz rozciągnęła się w uśmiechu. To ona była nowym właścicielem. 

- Bella, dzwonię żeby ci przypomnieć, że musisz niedługo wziąć tabletkę. 
- Oh, jest prawie południe. Dzięki, że mi przypomniałeś, Edwardzie. 
- Nie ma za co. Co robisz? 
-  Właśnie  dostałam  swoje  nowe  mieszkanie  i  mogę  się  dzisiaj  zacząć 

przeprowadzać.  Jest  idealne,  ale  jestem  trochę  zestresowana.  Zostało  mi  dużo  do 
zrobienia. 

- Bella, możesz mi coś obiecać? 
- Oczywiście, Edwardzie. Słucham? 
- Krzycz. 
- Co? 
-  Chcę,  żebyś  krzyczała.  Mówiłaś  że  jesteś  trochę  zestresowana,  a  krzyk  cię 

rozluźni. Więc… krzycz. 

- Edward, tu są inni ludzie – wyszeptała. 
- Obiecałaś. 
-  Dobrze…  AAAAHHHHH!  –  Usłyszałem  ją  z  drugiego  apartamentu  i 

rozłączyłem się. 

Podszedłem  do  otwartych  drzwi  jej  nowego  mieszkania.  Bella  wciąż  trzymała 

przy uchu telefon lekko zarumieniona. Wymamrotała „przepraszam” do kobiety stojącej 
obok niej, która gapiła się na dziewczynę szeroko otwartymi oczami. 

- Edward? Edward? – Zerknęła na wyświetlacz komórki. 
-  Witaj,  piękna.  –  Uśmiechnąłem  się  złośliwe  na  jej  minę,  a  potem 

zachichotałem. 

- Ty… a… co ty tu robisz? – Zrobiła w moją stronę kilka kroków.  
- Mieszkam po drugiej stronie korytarza – powiedziałem i wskazałem za siebie. 

background image

 

30 

 

-  Ty  mieszkasz  tam,  a  teraz…  ja  mieszkam  tu.  –  Uśmiech  igrał  na  jej  ustach. 

Przytaknąłem. 

-  W  takim  razie…  mogę  pożyczyć  szklankę  cukru?  –  Zaśmiała  się,  a  ja  do  niej 

dołączyłem.  Kobieta  stojąca  niedaleko  nas,  spojrzała  w  naszym  kierunku  z 
zakłopotaniem malującym się na jej twarzy. 

    
    
    
    
    
    
    
    
    
    
    

background image

 

31 

 

7777. Disneyland 

Disneyland 

Disneyland 

Disneyland cz.1

cz.1

cz.1

cz.1    

 
 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

 

Po  tym  jak  Bella  wytłumaczyła  swojej  agentce  do  spraw  nieruchomości,  że  się 

znamy,  kobieta  uśmiechnęła  się  do  nas.  Dziewczyna  przeprosiła  ją  i  poprosiła  mnie, 
żebym wyszedł z nią na korytarz. 

-  To  takie  niespodziewane.  Jakie  są  szanse?  –  odezwała  się  Bella,  z 

zaciekawionym wyrazem twarzy. 

-  Nie  jestem  pewny.  Myślisz,  że  to  coś  znaczy?  –  zapytałem  ostrożnie. 

Dziewczyna westchnęła i potrząsnęła głową. 

-  Edwardzie,  ja  naprawdę…  - Jej wypowiedź  urwał  dzwonek  telefonu.  Spojrzała 

na  wyświetlacz.  –  Przepraszam,  muszę  to  odebrać..  –  Przytaknąłem,  a  ona  poszła  w 
głąb korytarza. Nie mogłem nic poradzić na to, że podsłuchiwałem. 

-  Wiem,  też  się  właśnie  dowiedziałam.  Wiem.  Dobrze.  Tak.  To  brzmi  świetnie. 

Spotkamy  się  na  miejscu.  Dzięki,  Alice.  –  Bella  rozmawiała  z  moją  siostrą.  Weszła  z 
powrotem do środka. 

-  Przepraszam  za  to.  Poprosiłam  Alice,  żeby  mi  pomogła  wybrać  meble  do 

nowego  mieszkania.  Muszę  iść  dokończyć  sprawy  z  agentem  i  spotkać  się  z  twoją 
siostrą w Allen’s

11

 – stwierdziła. 

- Nie, rozumiem. Widzimy się jutro na torze, w dobrym nastroju i punktualnie. 

– Byłem rozczarowany, że nie skończyła swojej myśli, ale nie wiedziałem jak wznowić 
ten temat. 

-  Brzmi  dobrze…  nie  zapomnij  mojego  samochodu.  –  Bella  uśmiechnęła  się  i 

otworzyła  drzwi  do  swojego  nowego  apartamentu,  a  potem  je  za  sobą  zamknęła. 
Wróciłem  do  swojego  mieszkania  i  usiadłem  na  czarnej,  skórzanej  sofie.  Nie  mogłem 
zaprzeczyć, że coś do niej czuję. Nieważne, że jej życie może się wkrótce zakończyć; po 
prostu muszę być z nią przez ten czas, który nam został. Muszę tylko znaleźć sposób, 
żeby jej to powiedzieć. 

 
Następnego  poranka  dotarłem  na  tor  w  Astonie  Belli,  a  ona  czekała  na  mnie 

poza  parkingiem.  Wyglądała  oszałamiająco  w  czarnej  marynarce  zapinanej  na  jeden 
guzik i dopasowanych do niej spodniach, które idealnie podkreślały jej smukłą figurę. 
Zatrzymałem  samochód  obok  niej  i  wdrapała  się  do  środka,  trzymając  czarną  torbę  i 
aktówkę. 

- Dzień dobry, Edwardzie – powiedziała Bella z uśmiechem, który nie sięgnął jej 

oczu. 

- Dzień dobry. Coś się stało? – Zacząłem się niepokoić. 

                                                            

11

 Sieć sklepów z meblami, wyposażeniem wnętrz itp. 

background image

 

32 

 

- Nie. Po prostu twoja siostra jest dosyć męcząca. – Zachichotała. 
- Oh nie, co zrobiła? – zapytałem zaciekawiony. 
-  Nigdy  nie  sądziłam,  że  będę  wiedziała  jak  to  jest  kupować  aż  padniesz,  ale 

twoja  siostra  udowodniła,  że  to  możliwe.  Do  hotelu  wróciłam  wykończona.  – 
Przewróciła oczami. 

-  To  właśnie  Alice.  Ma  niewyczerpane  pokłady  energii.  Nie  wiem  skąd  ona  je 

bierze. – Wzruszyłem ramionami. 

-  Wiem  co  masz  na  myśli.  Jednak,  dzięki  Alice,  będę  mogła  już  dzisiaj  spędzić 

swoją pierwszą noc w nowym mieszkaniu. 

- Naprawdę, tak szybko? 
- Tak, Alice i Jasper czekają teraz w moim apartamencie na meble. Oh i zabierze 

twoje  Volvo  z  powrotem  do  domu.  Potem,  kiedy  wrócimy  z  parku,  będę  musiała  ich 
odwieźć.  

- Powiedziałaś Alice, że idziemy razem do Disneylandu? 
-  Nie.  Stwierdziłam,  że  jeśli  to  zrobię,  wywołam  pytania,  na  które  nie  jestem 

gotowa odpowiadać. – Popatrzyła przez okno i wydawała się pogrążona w myślach. 

- Więc… nie możesz się już doczekać? - zapytałem, sądząc że zmiana tematu ją 

trochę rozweseli.  

-  Tak.  Wczoraj  w  nocy  poszperałam  trochę  w  Internecie  o  parku;  wygląda  na 

fajne miejsce – stwierdziła Bella, układając swoje pełne usta w uśmiech. Gawędziliśmy 
swobodnie. Przyznałem  się  jej,  że  nie  byłem  tam  od  sześciu  lat  i  nie  zaliczyłem  kilku 
nowszych atrakcji, a także nie odwiedziłem nowego lunaparku. 

Dotarliśmy  do  GM  Inc.  na  kilka  minut  przed  umówionym  spotkaniem. 

Zaprowadzono  nas  do  gabinetu  pana  Blake  i  poproszono,  żebyśmy  poczekali.  Biuro 
było duże, ze ścianami pomalowanymi na ciepłe brązy i opalizującymi meblami. 

Zauważyliśmy, że na jednej ze ścian znajdowały się mahoniowe półki, na których 

znajdowały  się  rozmaite  nagrody.  Oglądając  je,  dostrzegłem  pomiędzy  nimi  ramki  ze 
zdjęciami pana Blake’a z różnymi ludźmi. Niektóre przedstawiały polityków, gwiazdy, a 
inne rodzinę. 

Zatrzymałem się przy fotografii z młodą dziewczyną – może trzynastoletnią – z 

ramionami okręconymi wokół szyi dużo młodszego pana Blake’a, a pani Blake całowała 
jej  policzek.  Dziewczyna  miała  piękne  brązowe  oczy  i  zaraźliwy  uśmiech.  Bella 
zachichotała koło mnie i podniosła ramkę z półki. 

-  Wciąż  ma  to  zdjęcie.  Powiedzieli  mi  wtedy,  że  dostałam  się  do  MIT.  Byłam 

taka szczęśliwa. – Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, a wtedy uświadomiłem sobie, że 
dziewczynka na fotografii to Bella. 

-  Oczywiście,  że  wciąż  mam  to  zdjęcie.  Wiesz  jak  wiele  znaczysz  dla  mnie  i 

Margaret – powiedział miękko pan Blake, kiedy wszedł do pomieszczenia. Podszedł do 
Belli i uścisnął ją jednym ramieniem, gdy wziął od niej ramkę. Popatrzył na fotografię i 
uśmiechnął się zanim odłożył ją na półkę. 

background image

 

33 

 

-  Wiesz,  Edwardzie…  mam  więcej  jej  zdjęć  z  lat  dziewięćdziesiątych  – 

zachichotał pan Blake. 

-  Oh,  nie  Derek.  Nie musi  ich  widzieć.  – Bella  spojrzała  na  niego  z  pozornym 

przerażeniem na twarzy. 

-  Właściwie,  nie  miałbym  nic  przeciwko.  –  Uśmiechnąłem  się  figlarnie,  a  ona 

potrząsnęła głową. 

-  Zajmijmy  się  interesami  –  powiedziała,  przerywając  nasze  żarty.  –  Wszyscy 

mamy przed sobą zajęty dzień i nie musimy marnować czasu na oglądaniu jak bardzo 
się rumienię. – Nie mogłem powstrzymać śmiechu, tak samo jak pan Blake. 

-  Masz  rację,  Isabello.  Usiądźcie.  –  Pan  Blake  wskazał  dwa  wygodne,  skórzane 

krzesła, a sam obszedł biurko i zajął swoje miejsce. 

- Isabello, głównym powodem, dla którego poprosiłem o to spotkanie jest twój 

stan  zdrowotny  –  powiedział  z  ostrożnym  spojrzeniem,  ale  z  błyskiem  smutku  w 
oczach. Nie spodziewałem się tego, ale sądząc po wyrazie twarzy Belli, ona tak. 

-  Oczywiście  –  odpowiedziała.  –  Czuję,  że  nasze  prywatne  kontakty  będą 

dotknięte tym projektem. 

-  Wiesz,  że  muszę  się  ochronić  tym  projektem.  Muszę  odłożyć  na  bok  moje 

osobiste uczucia, by ochraniać tą firmę – wyjaśnił pan Blake, a jego postawa stała się 
bardziej surowa i zawodowa. 

-  Wiem.  Niech  zgadnę,  –  Bella  pochyliła  się  do  przodu  i  odpowiedziała 

rozmyślnie - chcesz jakiegoś zabezpieczenia. 

- Tak – przytaknął. 
- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytała Bella chłodno. 
-  W  razie,  gdybyś  nie  była  w  stanie  skończyć  nowego  samochodu,  wszystkie 

projekty, specyfikacje i wzory stają się własnością mojej firmy. 

-  Nie  ma  problemu,  Derek.  To  logiczne,  ale  jeśli  chcesz  to  na  piśmie,  ja  także 

chcę chronić siebie i swój zespół. Jeśli coś mi się stanie, weźmiesz co będziesz chciał, o 
ile  samochód  będzie  skończony  i  pozwolisz  na  wyścig.  Umowa  będzie  obejmowała 
także,  że  jeden  procent  wszystkich  zysków  z  technologii  i  projektów  będzie 
przekazywany  na  cele  dobroczynne  i  stypendia  –  oznajmiła  Bella  profesjonalnym 
tonem. Byłem pod wrażeniem. 

- Mogę się na to zgodzić. Moi prawnicy jutro z samego rana wyślą papiery do 

twoich. Teraz kiedy interesy są zakończone, pomówmy o was. – Pan Blake odprężył się 
i ożywił, gdy rozmowa stała się bardziej osobista. 

-  Chciałbym  was  przeprosić  za  podłe  zachowanie  mojego  syna  na  przyjęciu.  – 

Uśmiechnął się do mnie i Belli. 

-  W  porządku,  nie  musisz  za  niego  przepraszać.  –  Bella  wzruszyła  obojętnie 

ramionami. 

-  Naprawdę,  panie  Blake.  Mam  tylko  nadzieję,  że  to  się  nie  powtórzy.  Nie 

pozwolę,  żeby  ktoś  jeszcze  raz  okazał  Belli  taki  brak  szacunku  –  stwierdziłem  jako 
przyszłe  ostrzeżenie  dla  jego  syna.  Przytaknął,  patrząc  na  mnie.  Miękkie  bzyczenie 

background image

 

34 

 

doszło do mnie gdzieś z biurka pana Blake’a, a on uśmiechnął się i nacisnął guzik na 
małym panelu, wmontowanym w powierzchnię biurka. 

-  Panie  Blake,  osoba  umówiona  na  7:30  już  jest.  –  Miękki  kobiecy  głos 

rozbrzmiał w pokoju. 

-  Przyślij  go.  Pan  Cullen  i  panna  Swan  wychodzą  –  stwierdził  zwyczajnie. 

Podniósł  się  z  miejsca  i  my  zrobiliśmy  to  samo.  Odprowadził  nas  do  drzwi  swojego 
biura  i  wyciągnął  do  mnie  rękę.  Uścisnąłem  ją  i  uśmiechnąłem  się.  Uścisnął  Bellę, 
szepcząc jej coś do ucha. A ona przytaknęła w odpowiedzi. Gdy się odsunął, oczy Belli 
błyszczały od łez, ale uśmiechnęła się. 

- Wkrótce znów się zobaczymy. Niech się pan nią zaopiekuje, panie Cullen. Nie 

ma nikogo takiego jak ona. – Przytaknąłem w zgodzie. Uśmiechnął się do mnie, kiedy 
nieśmiało  wyglądająca  kobieta  otworzyła  drzwi.  Bella  i  ja  wyszliśmy,  kierując  się  do 
wyjścia z budynku. 

- Więc, zakładam że spotkanie poszło dobrze – wymruczałem, wciąż zaskoczony 

biznesowymi taktykami Belli. 

-  Tak,  lepiej  niż  się  spodziewałam.  Teraz  już  wszystko  dobrze,  wszyscy  są 

zadowoleni. Chodźmy napić się kawy i jedźmy do parku – zażądała. 

Opuściliśmy  biurowiec,  a  potem  zamówiliśmy  kawę  w  drive-thru  w  Java  Hut

12

Kiedy odstawiliśmy jej samochód na tor, przebraliśmy się, a potem wzięliśmy taksówkę 
i skierowaliśmy się do „najszczęśliwszego miejsca na ziemi”. 

Rozmawialiśmy o tym, do którego parku pójść najpierw i zdecydowaliśmy się na 

Disney  California,  ponieważ  żadne  z  nas  tam  jeszcze  nie  było.  Taksówkarz  zatrzymał 
się  niedaleko  głównego  wejścia  obu  lunaparków.  Gdy  po  raz  pierwszy  Bella  na  nie 
spojrzała,  jej  oczy  zrobiły  się  szerokie.  Odwróciła  się  do  mnie  i  wyszczerzyła  zęby  w 
wielkim uśmiechu, który sprawił, że moje serce przyspieszyło. 

Bella  pociągnęła  mnie  za  rękę,  żebym  się  pośpieszył  i  podeszliśmy  do  Obsługi 

Klientów. 

-  Witam.  Bella  Swan,  moje  bilety  powinny  już  być  gotowe  –  poinformowała 

pracownika  za  kontuarem,  wciąż  z  wielkim  uśmiechem  na  twarzy.  Kobieta  zaczęła 
wpisywać coś do komputera. 

- Bella, co to znaczy, że powinny już być gotowe? Już je kupiłaś? – Utkwiłem w 

niej wzrok. 

-  Tak,  kupiłam  je  wczoraj  przez  Internet.  Nie  patrz  tak  na  mnie.  Edwardzie. 

Może  to  i  był  twój  pomysł,  ale  robimy  to  przeze  mnie.  I  to  ja  płacę  za  nasze  małe 
przygody. Nie przyjmuję „nie” za odpowiedź. Więc, cicho – odpyskowała, przesuwając 
palcami po moich ustach, jakby je zapinała. 

Zaśmiałem  się;  nic  nie  mogłem  na  to  poradzić.  Jak  ktoś  może  uśmiechać  się  i 

jednocześnie pyskować?  

                                                            

12

 Chodzi tu o coś w rodzaju McDrive’a w McDonaldzie. Nie ma polskiego odpowiednika. 

background image

 

35 

 

-  Proszę,  pani  Swan;  dwa  roczne  bilety  do  obu  parków.  Będzie  pani  musiała 

odebrać  zdjęcia  do  przepustek  pod  koniec  dnia.  Tutaj.  –  Kobieta  wyciągnęła  mapę  i 
wskazała Belli miejsce, gdzie będziemy musieli pójść. Dała nam kolejną mapę i bilety. 

-  Dziękuję  –  powiedziała  Bella  z  uśmiechem  i  z  powrotem  odwróciła  się  do 

mnie.  –  Chodźmy.  –  Wzięła  moją  rękę  i  podeszliśmy  do  bramy  do  Disney  California 
Park,  a  po  okazaniu  biletów,  weszliśmy  do  środka.  Bella  włożyła  mapy  i  bilety  do 
prostej, niebieskiej torby i wyjęła aparat. Pociągnęła mnie do dużej litery L. 

- Stań tutaj, żebym mogła zrobić ci zdjęcie. – Puściła moją dłoń i cofnęła się o 

około dziesięć kroków. Przewróciłem oczami i oparłem się o duże L. 

- Więc co oznacza L

13

? – zapytałem, uśmiechając się do zdjęcia. Lampa błysnęła. 

-  Nieudacznik  –  zachichotała,  a  ja  spojrzałem  na  nią  ze  złością.  Bella  podeszła 

do mnie i podała mi aparat. Usiadła na literze i skrzyżowała nogi; gapiłem się na nią 
odrobinę za  długo.  Miała  na  sobie  krótkie  dżinsowe  spodenki  i  niebieską  koszulkę  na 
ramiączka. Była oszałamiająca. 

- Więc, co teraz oznacza L? – zapytała, kiedy odchodziłem do tyłu, żeby zrobić 

zdjęcie. Odpowiedziałem zgodnie z pierwszą myślą, która wpadła mi do głowy. 

- Śliczna. – Jej uśmiech i rumieniec zostały uwiecznione na zdjęciu. 
- Dziękuję. – Wstała i wzięła aparat. Zaczęła fotografować każdą literę, a potem 

przeniosła się na replikę Golden Gate Bridge

14

 nad nami. 

- Co oznacza C? – zapytałem, ciekawy co jeszcze o mnie myśli. 
-  Słodki  –  odpowiedziała,  wciąż  robiąc  zdjęcia.  –  A?  Arogancki.  I? 

Nieodpowiedzialny.  F?  zabawny.  O?  –  Przerwała  i  przywołała  na  swoją  twarz  psotny 
uśmieszek. Podeszła do mnie i stanęła na palcach, żeby szepnąć mi do ucha. 

-  Oh!  Edward  –  wymruczała,  wysyłając  dreszcz  przez  moje  ciało.  Spojrzała  na 

moją  twarz  i  podsumowała  to  chichotem.  Musiałem  wyglądać  na  trochę  bardziej  niż 
lekko zaskoczonego, bo minęło kilka chwil zanim się uspokoiła. 

Pstryknęła jeszcze jedno zdjęcie. 
- Wyraz twojej twarzy jest bezcenny – powiedziała wciąż się śmiejąc. 
- Chyba nie chcę wiedzieć, co oznaczają pozostałe litery. – Popatrzyłem na nią 

gniewnie zanim się uśmiechnąłem, a ona jeszcze raz się zaśmiała. 

Ta  kobieta  jest  zdecydowanie  jedyna  w  swoim  rodzaju

.  Włożyła  z  powrotem 

aparat do torebki i wyjęła mapę. 

- Dobra, cztery największe kolejki to The Tower of Terror, California Screamin’, 

Soarin’  i  Grizzly  River  Run.  Jako,  że  najprawdopodobniej  będą  miały  najdłuższy  czas 
oczekiwania,  powinniśmy  zacząć  właśnie  od  nich.  Więc,  która  pierwsza?  –  Bella 
pokazała mi lokacje na mapie.

15

 

                                                            

13

 Jak nietrudno się domyślić, litery układały się w napis CALIFORNIA. L – lame (nieudacznik); lovely (śliczny, 

kochany) C – cute (słodki) I – irresponsible (nieodpowiedzialny) F – funny (zabawny). 

Disney California

 

14

 http://www.destination360.com/north-america/us/california/images/s/california-golden-gate-bridge.jpg 

15

 Plan parku 

http://www.themeparkbrochures.net/maps/2006/images/dca2006map.jpg 

background image

 

36 

 

-  Skoro  California  Screamin’  jest  na  tyłach  parku,  może  tam  pójdziemy 

najpierw,  a  potem  do  Paradise  Pier  i  z  powrotem  do  obszaru  Golden  State  do 
przejażdżki  rzecznej,  następnie  Soarin’  i  na  końcu  dotrzemy  do  Hollywood  Backlot, 
gdzie  jest  Tower  of  Terror.  –  Palcem  podróżowałem  po  mapie  w  rękach  Belli, 
spoglądając jej przez ramię. Wzruszyła ramionami. 

- Brzmi świetnie. Ale nie sądzę, żebyśmy dali radę odwiedzić oba parki w ciągu 

jednego dnia – zagderała. 

-  Masz  rację.  Jeśli  nie  zdążymy  zaliczyć  czegoś  dzisiaj,  po  prostu  będziemy 

musieli  tu  wrócić.  –  Uśmiechnęła  się,  chwyciła  mnie  za  rękę  i  pociągnęła  wzdłuż 
ścieżki, którą wskazałem na mapie. Schowała plan z powrotem do torebki. 

Park  nie  był  przepełniony;  właściwie  był  prawie  pusty.  W  Sunshine  Plaza  było 

tylko  kilkanaścioro  ludzi.  Bella  patrzyła  gdzie  tylko  mogła,  ja  z  kolei,  nie  mogłem 
oderwać wzroku od niej. Kochałem obserwować te wszystkie miny, gdy mijaliśmy górę 
w  kształcie  wilka.  Poszliśmy  dalej,  do  małego,  sztucznego  jeziora  naprzeciwko 
ogromnego, diabelskiego młyna ze śmiesznie wyglądającym słońcem. Dokładnie za nim 
znajdowała się gigantyczna, biała kolejka górska z kształtem głowy Myszki Mickey jako 
pętla. Bella zakwiliła. 

- Co się stało? – zapytałem. 
-  To  moja  pierwsza  kolejka  od  ponad  piętnastu  lat  i  od  razu  takie  coś?!  – 

Wyglądała na zaniepokojoną. 

- Idziemy na to razem. Będzie dobrze. Jestem pewny, że jeśli poradzisz sobie z 

tą,  reszta  pójdzie  łatwo.  –  Tym  razem  to  ja  pociągnąłem  ją,  mijając  dużą, 
pomarańczową  atrakcję  nazywaną  Mailboomer

16

.  Bella  zerknęła  na  nią  i  potrząsnęła 

głową.  Nareszcie  dotarliśmy  do  wejścia  na  California  Screamin’  i  natychmiast 
poprowadzono nas do wagonika. Reszta była już zapełniona. 

Oczy  pracownika,  który  upewniał  się,  że  jesteśmy  zabezpieczeni,  pozostały  na 

nogach  Belli  nieco  za  długo  i  posłałem  mu  piorunujące  spojrzenie.  Dziewczyna  była 
zbyt  zajęta,  żeby  to  zauważyć;  próbowała  przełożyć  ramiączko  torebki  przez  swoje 
ciało, umieszczając ją pomiędzy swoim prawym biodrem i siedzeniem. Wagonik powoli 
ustawił się w pozycji. Po kilku chwilach zaczęto odliczać w dół. 

-  Edward…  dlaczego  odliczają?  –  zapytała  Bella,  a  jej  twarz  zmarszczyła  się  z 

niepokoju. 

- Nie wiem. Jeszcze nie byłem na tej kolejce. – Przytaknęła i chwyciła moją rękę. 

Cztery… trzy… dwa… jeden… i wystartowaliśmy z niesamowitą prędkością. Nie tego się 
spodziewałem;  tak  samo  Bella.  Mocniej  ścisnęła  moją  rękę  i  z  zamkniętymi  oczami, 
położyła drugą dłoń na swoim sercu. Poderwaliśmy się w górę i zaczęliśmy wspinać do 
jednego z najwyższych punktów. 

-  Otwórz  oczy,  Bella.  –  Potrząsnęła  głową.  –  Otwórz,  Bello.  –  Westchnęła  i 

otworzyła  oczy  właśnie  wtedy,  gdy  zaczęliśmy  zjeżdżać.  Krzyczała  i  śmiała  się 

                                                            

16

http://farm4.static.flickr.com/3128/2572113025_ce2a3e3152.jpg?v=0 

background image

 

37 

 

jednocześnie.  Jej  oczy  rozszerzyły  się,  kiedy  dotarliśmy  do  pętli  i  wrzasnęła  na  całe 
gardło, znów zamykając oczy, ale tylko na chwilkę. Resztę kolejki pokonaliśmy śmiejąc 
się i nawet kiedy już zeszliśmy, Bella nie mogła opanować chichotu. 

- To było świetne! Jednak nie spodziewałam się takiego startu. – Zaśmiała się i 

znów wzięła moją rękę. 

-  Ja  też  nie.  Trochę  mnie  przestraszyłaś,  kiedy  położyłaś  rękę  na  piersi  – 

powiedziałem poważniej. 

- Wszystko w porządku, Edwardzie; to był tylko szok. Wzięłam dzisiaj tabletkę – 

oznajmiła,  patrząc  mi  w  oczy.  –  Więc  teraz  diabelski  młyn?  –  Przytaknąłem,  a  ona 
pociągnęła mnie w stronę atrakcji. Dotrzymywałem Belli kroku, a kiedy uświadomiłem 
sobie, że nie puściła mojej ręki, uśmiechnąłem się. 

Dotarliśmy  do  wejścia  i  mogliśmy  szybko  zająć  miejsca.  Gdy  tylko  nas 

zabezpieczono,  zaczęliśmy  przesuwać  się  w  górę.  Bella  wyjęła  aparat  i  fotografowała 
wszystko dookoła. 

- Dlaczego robisz tak dużo zdjęć? – zapytałem, czując ciepło jej ciała obok mnie. 
-  Cóż,  jestem  tutaj  po  raz  pierwszy…  i  być  może  ostatni  –  stwierdziła,  a  mój 

oddech szarpnął. 

Mówi o swojej śmierci jakby to nie było nic wielkiego. 

-  Edwardzie,  dlaczego  to  robisz?  –  Wyrwała  mnie  z  zamyślenia  i  spojrzała  na 

mnie, pytając mnie oczami. Zrobiła mi zdjęcie z małej odległości. 

-  Bo  myślę,  że  powinnaś  korzystać  z  życia  zanim…  -  Westchnąłem,  niezdolny, 

żeby kontynuować. 

- … zanim umrę. Możesz to powiedzieć, Edwardzie. Zawsze pod koniec wszystko 

zaczyna się dobrze układać. – Wzruszyła ramionami i odwróciła się, by znów na mnie 
spojrzeć. – Ale musi być więcej. Dlaczego chcesz marnować swój czas ze mną? 

- To nie jest marnowanie czasu, Bello. Lubię z tobą być. – Odwróciłem wzrok 

od jej uważnych oczu. 

-  Edward,  to  całe  gówno  z  udawaniem  zaczyna  się  robić  zbyt  zagmatwane. 

Czasami wydaje mi się, że nie grasz. Chcesz się naprawdę spotykać? 

- Znów przechodzisz od razu do rzeczy, – przeniosłem oczy z powrotem na jej 

- ale tak, chcę. – Spojrzałem jej prosto w oczy. Uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem to 
moim sławnym, zawadiackim uśmieszkiem. Westchnęła. 

- Dobrze… To całe udawanie zaczynało mnie nudzić i męczyć. – Wtedy pochyliła 

się i delikatnie pocałowała mnie w usta. Jej wargi były takie miękkie i czułe. Po kilku 
chwilach odsunęła się i spojrzała na mnie. 

- Mnie też – powiedziałem, gdy się uśmiechnęła. 

    

background image

 

38 

 

8888. Disneyland 

Disneyland 

Disneyland 

Disneyland cz.2

cz.2

cz.2

cz.2    

 
 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

 

- Dobrze… To całe udawanie zaczynało mnie nudzić i męczyć. – Wtedy pochyliła 

się i delikatnie pocałowała mnie w usta. Jej wargi były takie miękkie i czułe. Po kilku 
chwilach odsunęła się i spojrzała na mnie. 

-  Mnie  też  –  powiedziałem,  gdy  się  uśmiechnęła.

  Pochyliła  się  bliżej  mnie  i 

nakierowała na nas aparat. 

-  Uśmiechnij  się.  –  Pocałowała  mnie  w  policzek,  a  ja  wykonałem  jej  polecenie, 

kiedy lampa błysnęła. Przesunęła się na swoim siedzeniu i włożyła aparat z powrotem 
do  torebki.  Właśnie  osiągnęliśmy  najwyższy  punkt  na  diabelskim  młynie.  Bella 
wyglądała na zewnątrz, ale wydawała się pogrążona w myślach. 

- Bello, proszę powiedz mi o czym myślisz. 
- Myślę, że może to nie jest dobry pomysł. Myślę, że może powinnam po prostu 

odejść. Myślę, że nie powinnam się tak czuć. Myślę, że jeśli ja zakocham się w tobie, a 
ty we mnie, ból, który nadejdzie, gdy… - Przerwała, zmagając się z tymi słowami. 

- Bella, już za późno. – Naprawdę było. Teraz już z pewnością nie pozwoliłbym 

jej odejść. 

- Nie mów tak Edwardzie. Nie chcę cię skrzywdzić, ale jednocześnie, nie sądzę, 

że mogłabym cię zostawić. Chcę tego zbyt mocno. 

-  Dobrze.  Żyjmy  po  prostu  dzień  za  dniem…  razem  –  Uśmiechnąłem  się, 

próbując wyrwać Bellę z jej obecnego nastroju. Przejażdżka zatrzymała się i wyszliśmy. 
Chwyciłem  dłoń  Belli  i  delikatnie  pocałowałem  jej  knykcie.  Spojrzała  na  mnie  i 
uśmiechnęła się. 

- Chodźmy zrobić się mokrzy. – Na jej twarz wstąpił złośliwy uśmieszek, kiedy 

dostrzegła moją wyraźnie zszokowaną minę. 

Przejażdżka  po  rzece

,  Edwardzie  –  powiedziała  stanowczo  i  przewróciła 

oczami. Przytaknąłem tylko, wciąż niezdolny do sformułowania słów, i pozwoliłem jej 
prowadzić. Minęliśmy gigantyczne „coś” wyglądające jak obrana skórka od pomarańczy, 
nie obdarzając tego specjalnym zainteresowaniem. Po drodze tu i tam natykaliśmy się 
na  stragany,  zatrzymując  się  przy  każdym,  by  pooglądać  i  ewentualnie  kupić  jakieś 
pamiątki. 

Przeszliśmy  koło  ogromnego  drewnianego  placu  zabaw,  w  którego  skład 

wchodziły linowe mosty i zjeżdżalnie z kłód. Bella odwróciła się, by posłać mi psotny 
uśmiech i puściła moją rękę. 

-  Złap  mnie  jeśli  potrafisz,  Edwardzie!  –  Zaczęła  biec  zgodnie  ze  znakiem 

wskazującym  drogę  do  Redwood  Creek  Challange.  Potrząsnąłem  głową,  jednocześnie 
próbując  utrzymać  ją  w  linii  mojego  wzroku.  Wow.  Potrafi  poruszać  się  całkiem 

background image

 

39 

 

szybko. Straciłem ją z pola widzenia i miałem dwie opcje do wyboru: zjechać po belce 
uformowanej w zjeżdżalnię albo przejść przez linowy most. Rozejrzałem się w obydwu 
kierunkach;  nie  mogłem  jej  dostrzec.  Zdecydowałem  się  na  most  i  byłem  w  połowie 
drogi,  kiedy  poczułem,  że  buja  się  bardziej  niż  powinien.  Obejrzałem  się  za  siebie  i 
zobaczyłem Bellę, trzymającą liny obydwoma rękami i wywołującą nieznaczne kołysanie 
się kładki. Uniosłem brew i usiłowałem zmniejszyć dzielącą nas odległość. Dziewczyna 
uśmiechnęła się i mrugając odwróciła się szybko, by zjechać po drewnianej ślizgawce. 
Pośpiesznie podążyłem za nią, słysząc jak się śmieje przez całą drogę w dół. Znalazłem 
się na dole w chwili, gdy otrzepywała się z kurzu; musiała upaść. W porę poderwałem 
się i otoczyłem ją od tyłu ramionami. 

-  Mam  cię.  Teraz  już  nigdy  cię  nie  wypuszczę  –  wyszeptałem  jej  do  ucha. 

Zadrżała  nieznacznie  i  odwróciła  się,  by  mnie  pocałować.  Pozwoliłem  ciepłu  jej  ust 
mnie pochłonąć i spróbowałem uzyskać dostęp do jej buzi poprzez muśnięcie językiem 
jej dolnej wargi. Zaczęła nieco rozchylać wargi. 

-  Fuuj!!  Obrzydliwe!  –  wykrzyknął  mały,  około  siedmioletni  chłopiec,  kiedy 

zobaczył nas, zeskakując ze zjeżdżalni. Bella zaśmiała się, odsunęła i wzięła moją rękę, 
prowadząc nas poza plac. Gdy wyszliśmy, zaśmiała się jeszcze głośniej. Kochałem ten 
dźwięk. 

Muszę znaleźć sposób, żeby robiła to częściej. 

Wyciągnęła mapę parku i przeszukiwała ją przez kilka chwil. 
-  Zobaczmy,  przejażdżka  po  rzece  jest  zaraz  za  rogiem.  Po  niej  pójdziemy  z 

powrotem  do  Sunshine  Plaza.  Jest  tam  piekarnia,  więc  będziemy  mogli  zjeść  późną 
przekąskę i zawrócimy do Soarin’. – Wsadziła plan z powrotem do torebki, popatrzyła 
na mnie i miękko pocałowała mnie w usta. 

Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem nas do kolejki na River Run. Czas czekania 

wynosił dziesięć minut. Kiedy staliśmy w kolejce, ramionami oplatałem wąską talię Belli 
i  kołysaliśmy  się  lekko  w  rytm  muzyki  płynącej  z  głośników  nad  naszymi  głowami. 
Nagle  odwróciła  się  w  moim  uścisku,  nieznacznie  się  rumieniąc.  Nie  rozumiałem  jej 
reakcji, więc spojrzałem w dół na jej zawstydzoną twarz. 

-  Co  się  dzieje  Bello?  Coś  nie  tak?  –  Potrząsnęła  głową  i  szybko  skinęła  w 

kierunku  kilku  osób  stojących  przed  nami.  Nie  mogłem  znaleźć  w  nich  niczego,  co 
mogłoby ją tak zażenować. Grupę tworzyło około ośmiu facetów, między osiemnastym 
a  dwudziestym  piątym  rokiem  życia.  Wszyscy  zdawali  się  nosić  takie  same  koszulki. 
Jeden z nich odwrócił się i zobaczyłem co znajdowało się z tyłu ich T-shirtów – „.com

.com

.com

.com”. 

nie mogłem nic poradzić na histeryczny śmiech, który wyrwał się z moich ust. Lepiej 
przyjrzałem się tym chłopakom i mogłem stwierdzić, że wszyscy byli kujonami. 

Bella uderzyła mnie w ramię i popatrzyła na mnie ze złością. 
- Nie sprowadzaj na mnie uwagi. Przestań się śmiać, Edward. 
- Wybacz, 

Isabello

 – podrażniłem się z nią, podczas gdy jej oczy ciskały we mnie 

pioruny.  Zerknąłem  na  jej  twarz  i  usłyszałem  członków  grupy  rozmawiających 
pomiędzy  sobą,  próbując  ustalić  czy  naprawdę  spotkali 

 

Isabellę  Swan

.  Znów 

background image

 

40 

 

spojrzała  na  mnie  wściekle;  jeśli  wzrok  mógłby  zabijać,  moje  serce  przestałoby  bić  w 
tym momencie. Uups. 

Bella  wysunęła  się  z  mojego  objęcia  i  opanowała  się.  Jej  twarz  przybrała 

dominujący  i  mocny  wyraz  determinacji.  Jeden  z  facetów  zebrał  w  sobie  odwagę  by 
zbliżyć się do niej i przyjrzał mi się nieufnie. Spojrzałem na niego z wściekłością, mimo 
że nie miałem do tego powodów; to ja wywołałem tę sytuację. Dziewczyna odwróciła 
się do niego i uśmiechnęła, a on po prostu stał i się gapił. Przewróciłem oczami. 

- Witam. Niech zgadnę, David Miller, prezes. – Bella wyciągnęła rękę. Mężczyzna 

około dwudziestu dwóch lat z tłustymi czarnymi włosami, uszami zbyt dużymi do jego 
głowy,  okularami  z  grubymi  szkłami  w  czarnych  oprawkach  i  bladą  skórą  po  prostu 
przytaknął. Potrząsnął głową i chwycił dłoń Belli. 

-  Słyszałam  o  tym  waszym  małym  fanklubie.  Pochlebia  mi  to.  –  Wciąż  się 

uśmiechała. 

- Skąd o nas wiesz? – zapytał David. Jeszcze nie puścił jej dłoni. 
-  Oh,  wpisałam  w  Google  swoje  nazwisko  i  wyszukało  wasz  klub.  Wtedy  miał 

tysiąc ośmiuset dwudziestu trzech członków. 

-  Teraz,  panno  Swan,  przekroczyliśmy  liczbę  trzech  tysięcy  osób  na  całym 

świecie.  Miło  mi  panią  spotkać.  –  Odwrócił  nieco  jej  rękę  i  pocałował  ją,  zanim  w 
końcu ją puścił. 

-  Cóż,  to  pierwszy  raz,  kiedy  spotykam  moich  fanów.  Miałbyś  cos  przeciwko, 

żebym zrobiła sobie z wami zdjęcie? – Znów przewróciłem oczami. 

Daj spokój, ta kolejka musi teraz ruszyć. 

- Właśnie miałem o to poprosić. – Uśmiechnął się do Belli i zawołał na resztę 

grupy,  która  wciąż  tłoczyła  się  razem.  –  Hej  chłopaki,  możemy  zrobić  sobie  z  nią 
zdjęcie. – Rozproszyli się i podeszli do Belli. David przedstawił każdego z członków, a 
dziewczyna  powitała  ich  wszystkich  uśmiechem  i  uściśnięciem  ręki.  Pogrzebała  w 
swojej torebce i wyjęła aparat. 

Kiedy podchodziła do mnie z powrotem, kołysała biodrami czym zyskała więcej 

pożądliwych spojrzeń od grupy chłopców.  

- Edwardzie, czy możesz zrobić zdjęcie mi i moim fanom? – Zerknąłem na nią 

wściekle  i  wziąłem  urządzenie.  Odeszła  z  powrotem  w  stronę  grupy  i  usadowiła  się 
pośrodku  nich.  Okrążyli  ją,  zbliżając  się  nieco  zbyt  bardzo.  Cholera,  w  mojej  klatce 
piersiowej  obudził  się  ten  zielony  potwór  zazdrości.  Pstryknąłem  zdjęcie  bez 
ostrzeżenia. 

- Jeszcze jedno, Edwardzie. Proszę – Uśmiechnęła się słodko, a ja wykonałem jej 

polecenie. – Dziękuję. 

- Dzięki chłopaki, jutro wstawię kopię na stronę internetową. 
-  Byłoby  świetnie.  Możesz  mi  dać  swój  autograf?  –  zapytał  David,  wyciągając 

przed siebie długopis i małą czarną książeczkę. Bella uśmiechnęła się, biorąc notatnik i 
umieszczając  w  nim  swój  podpis.  Niedługo  po  tym  podpisywała  kawałki  papieru 
każdemu z członków grupy. 

background image

 

41 

 

- Oglądajcie zespół #186 na wyścigach w tym roku. Pracuję nad pracą silnika i 

kilkoma konstrukcjami w ich samochodzie. Buduję także wydajne auto na nowy wyścig 
we Francji w przyszłym roku. – Bella z uśmiechem wskazała za grupę. Nareszcie była 
ich kolej wsiadania na przejażdżkę. 

-  Jesteśmy  następni  Edwardzie.  –  Odwróciła  się  z  powrotem  do  mnie  i 

wyciągnęła rękę, a ja popatrzyłem na nią ze złością. 

- Masz za swoje! – Uśmiechnęła się do mnie niewinnie. – Mówiłam, żebyś nie 

sprowadzał na mnie uwagi. – Zająknąłem się; to była moja wina. Chwyciłem jej dłoń, 
przyciągnąłem  ją  do  siebie  i  pocałowałem  delikatnie  jej  miękkie  usta.  Kolejne  koło 
zatrzymało się przed nami i zostaliśmy poprowadzeni do naszych miejsc. 
 

Bella  wyszczerzyła  się  do  mnie  z  ekscytacją  wypisaną  na  jej  twarzy.  Obok  niej 

usiadł  dosyć  duży  mężczyzna,  którego  mięśnie  dorównywały  Emmettowi,  a  jego  oczy 
lustrowały  ciało  dziewczyny,  zatrzymując  się  na  jej  nogach.  Bella  wciąż  wiła  się  w 
swoim siedzeniu, pocierając o siebie nogi w oczekiwaniu na start. Nie dziwne, że facet 
się gapił. Położyłem rękę na jej udzie. 
 

- Bella, przestań się wiercić. – Odprężyła się pod moim dotykiem i wyszczerzyła 

zęby w szerokim uśmiechu. Nasze koło zaczęło się poruszać, dziewczyna chwyciła moją 
rękę i ścisnęła ją. 
 

Śmialiśmy  się  przez  większość  przejażdżki  i  udało  nam  się  wyjść  z  tego 

stosunkowo  suchymi,  podczas  gdy  znaczna  część  pozostałych  uczestników  nie  miała 
tyle  szczęścia.  Skierowaliśmy  się  do  piekarni  w  Sunshine  Plaza  i  zjedliśmy  trochę 
muffinków  i  napiliśmy  się  kawy.  Wciąż  było  wcześnie;  minęła  dopiero  dziesiąta  rano. 
Postanowiliśmy,  że  wciąż  mamy  mnóstwo  czasu  na  zaliczenie  pozostałych  kolejek  i 
kilku  przedstawień,  a  potem  skierujemy  się  do  Disneylandu  na  pokaz  fajerwerków  i 
paradę  przed  zamknięciem  o  dziewiątej  wieczorem.  Będziemy  tylko  musieli  znów  tu 
wrócić,  żeby  przejechać  się  na  jeszcze  kilku  atrakcjach.  Byłem  zadowolony,  że  już 
zaplanowaliśmy ponowne odwiedzenie parku. 
 

Po przekąsce, udaliśmy się do Soarin’ gdzie nie było kolejki. Bella była w euforii 

przez  cały  czas.  Uwielbiałem  obserwować  jej  reakcje  na  wszystko  dookoła. 
Skierowaliśmy  się  do  Hollywood  Pictures  Backlot.  Obejrzeliśmy  kilka  przedstawień  i 
kilka animacji Disneya. Prowadziliśmy mały samochodzik, a duże animowane potwory 
wyskakiwały na nas z różnych stron. 
 

Doszliśmy  do  wejścia  do  The  Tower  of  Terror.  Bella  wyjęła  aparat  i  zrobiła 

więcej  zdjęć  wnętrza  budynku  i  nas  razem.  Znak  informował,  że  czas  oczekiwania 
wynosił  zaledwie  dziesięć  minut.  Skrycie  życzyłem  sobie,  żebyśmy  uniknęli  spotkań  z 
jej  innymi  fanami.  Moje  ręce  znajdowały  się  na  biodrach  Belli,  prowadząc  ją  przed 
sobą, kiedy kolejka się przesuwała. 
 

Usłyszałem znajome dzwonienie dochodzące z wnętrza jej torebki. Wyciągnęła z 

niej telefon i zerknęła na ekran… Alice. 
 

- Dzień dobry, Alice. – Słuchałem jednostronnej rozmowy. 

 

- Tak. Brzmi świetnie. Ratujesz mi życie. 

background image

 

42 

 

 

-  Nie,  nie wiem  dlaczego  Edward ma wyłączoną  komórkę.  –  Bella spojrzała  na 

mnie. 
 

- Nie był w domu cały ranek. Rozumiem. Przyprowadziłaś jego samochód. 

 

- Czy to ważne? Rosalie chce, żeby pojechał na tor wypróbować samochód? 

 

- Przykro mi Alice, ale Edward nie może tam dzisiaj pojechać. 

 

- Tak, wiem gdzie jest. – Bella zdawała się westchnąć w porażce. 

 

- Nie. Jest ze mną. Jesteśmy w Disneylandzie. 

 

- Dobrze. Możesz z nim porozmawiać. – Dziewczyna podała mi telefon i tylko 

wzruszyła ramionami 
 

- Alice? – powiedziałem lodowato. 

 

- Edward, co ty robisz z Bellą w Disneylandzie? 

 

- Nigdy wcześniej tu nie była, więc zaoferowałem, że ją zabiorę – powiedziałem, 

co było tylko częściową prawdą. 
 

-  Jasper  cię  zabije  kiedy  się  o  tym  dowie.  Powinieneś  być  na  torze  wspierając 

Rosalie i Emmetta. 
 

-  Alice,  wiem  co  robię.  Ja…  -  Bella  wyciągnęła  rękę  po  telefon.  Oddałem  go  jej 

zanim dokończyłem zdanie. 
 

-  Alice,  tu  znowu  Bella.  Edward  i  ja  będziemy  na  torze  jutro  z  samego  rana. 

Powiedz  reszcie,  że  chcę  zorganizować  spotkanie  około  dziewiątej. Mamy  kilka  spraw 
do  omówienia.  Dziękuję  za  pomoc  z  moim  nowym  mieszkaniem,  ale  teraz  jest  nasza 
kolej by wsiąść na kolejkę. Zobaczymy się i porozmawiamy jutro. – Zatrząsnęła telefon 
i wyłączyła go, po czym się do mnie uśmiechnęła. 
 

- Chodź, nasza kolej. – Poprowadzono nas do długich ławek z kilkoma pasami 

przy  kolanach  i  posadzono  na  końcu  drugiego  rzędu.  Otoczyłem  Bellę  ramieniem. 
Słyszałem o tej kolejce i wiedziałem, że będzie ją nieco unosiło z siedzenia. 
 

Bella  znów  zdawała  się  brzęczeć  z  oczekiwania.  Musiałem  przyznać,  że  ta 

atrakcja  zaskoczyła  nas  oboje.  Bella  mocno  uczepiła  się  mojej  koszuli  po  pierwszym 
szybkim  podjeździe  i  nie  zadręczała  się  otworzeniem  oczu,  kiedy  drzwi  się  otworzyły 
ukazując widok na park z góry. Gdy zsiedliśmy wciąż do mnie przywierała. 
 

-  Bella,  prowadzisz  samochód  z  oślepiającymi  szybkościami  wokół  toru 

wyścigowego i boisz się małej kolejki? – Zdusiłem śmiech. 
 

- Jeśli tego nie zbudowałam, nie ufam temu. -  Spojrzała na mnie i uśmiechnęła 

się nieśmiało. 
 

-  Chodźmy  na  lunch.  –  Przytaknęła  w  zgodzie.  Skierowaliśmy  się  do  strefy 

restauracji  z  rożnymi  rodzajami  jedzenia.  Obydwoje  chcieliśmy  zjeść  hamburgery  i 
frytki. Kiedy dostaliśmy swoje zamówienie, usiedliśmy przy pustym stoliku pod dużymi 
parasolami i potwierdziliśmy nasz plan dotyczący reszty dnia w Disney California. 
 

Zamierzaliśmy  zaliczyć  jeszcze  jeden  pokaz  w  Bugs  Land  i  potem  pójść  do 

Disneylandu. 
 

Bella  pamiętała,  żeby  wziąć  tabletkę.  Czasami  zbyt  łatwo  było  zapomnieć  jak 

słabowita tak naprawdę była. 

background image

 

43 

 

 

Po  lunchu  oglądaliśmy  dzieci  bawiące  się  na  mniejszych  atrakcjach  w  okolicy 

przepełnionej  wysokimi  liśćmi  i  roślinnością.  Poszliśmy  do  małego  teatru,  gdzie 
usiedliśmy  na  ławkach  w  ciemnym  pokoju,  by  obejrzeć  animowany  film  o  robakach. 
Obydwoje  śmialiśmy  się  z  naszych  reakcji,  kiedy  szczypały  nas  „robaczki”  i  pod 
naszymi  siedzeniami  pełzały  „karaluchy”.  Bella  dosłownie  poderwała  się  ze  swojego 
miejsca w obu przypadkach. 
 

Było  krótko  po  piętnastej  i  postanowiliśmy  skierować  się  już  do  Disneylandu. 

Poszliśmy  do  Obsługi  Klienta  blisko  wejścia  i  odebraliśmy  nasze  zdjęcia  do  rocznych 
biletów. Bella wchodziła do każdego sklepiku, który znajdował sie na Ulicy Głównej. 
 

Dotarliśmy na miejsce w idealnym czasie, by obejrzeć jeden z pochodów. Twarz 

Belli  była  przepełniona  zachwytem  i  fascynacją.  Zrobiła  chyba  ze  sześćdziesiąt  zdjęć. 
Gdy  parada  nas  minęła,  podeszliśmy  do  dużego  posągu  Walta  Disneya  i  Mickey’iego. 
Potem zwiedziliśmy Zamek Kopciuszka. 
 

Jeździliśmy  kilkoma  małymi  przejażdżkami,  które  wliczały  podróż  łódką  w 

kształcie  żaby,  mknącą  po  wodzie  w  Dzwoneczkiem  i  Piotrusiem  Panem. 
Odwiedziliśmy kilka sklepów gdzie Bella nalegała, żeby kupić mi czapkę. 
 

-  Proszę  Edwardzie.  Będzie  wyglądała  słodko  z  twoimi  włosami.  –  Bella 

przybrała  tę  słodką  minę,  wydymając  usta  i  rozszerzając  oczy,  które  zaczynały 
wilgotnieć.  Przewróciłem  oczami.  Nie  mogę  jej  niczego  odmówić.  Zobaczyła  moja 
porażkę  i  nałożyła  na  moją  głowę  okropną,  wywołująca  wymioty,  zieloną  czapkę 
Goofy’ego  z  długimi  klapniętymi  uszami.  Wyszczerzyła  się,  chwyciła  dwie  pary  uszu 
Mickey’iego,  a  potem  kazała  wyszyć  na  nich  nasze  imiona.  Zebrała  kilka  innych 
pamiątek i podchodząc do kasy, zapłaciła absurdalną sumę. 
 

Bella  zrobiła  kilka  zdjęć  mojej  osobie  w  czapce.  Po  kilku  minutach  dziwnych 

spojrzeń  i  chichotów  ludzi  dookoła  mnie,  pozwoliła  mi  zdjąć  nakrycie  głowy.  Ale 
zmusiła mnie do nałożenia uszu myszki, co sama też uczyniła. Po zaliczeniu wszystkich 
mniejszych atrakcji w Fantasy Landzie, postanowiliśmy pójść do Matterhorn Bobsleds. 

W  Matterhorn  było  dwadzieścia  minut  kolejki.  Ten  czas  spędziliśmy 

rozmawiając o naszym dzieciństwie. Zapytałem Bellę o zwierzęta i dowiedziałem się, ze 
po uśmierceniu trzeciej z rzędu rybki akwariowej, zrezygnowała z posiadania pupilów. 

Dziewczyna poinformowała mnie, że w mieście Forks leżącym w Waszyngtonie 

jest zazwyczaj zimno i deszczowo, nawet w lecie. To wyjaśniało, dlaczego mogła nosić 
krótkie  spodenki  i  koszulkę  na  ramiączka  w  środku  marca.  Było  tylko  trochę  ponad 
siedemnaście stopni; dla niej zapewne ciepło. 

Przełknąłem głośno ślinę, kiedy zobaczyłem nasz własny wagonik. Bella musiała 

siedzieć  pomiędzy  moimi  nogami.  Zająłem  swoje  miejsce,  Bella  rumieniąc  się  nieco, 
usiadła  przede  mną.  Przypięliśmy  się  pasami  na  kolanach.  Dziewczyna  oparła  się  o 
moje  ciało,  a  mój  oddech  szarpnął,  gdy  poczułem  jej  ciepło.  Westchnęła,  kiedy 
otoczyłem ramionami jej talię, a pochyliwszy się, rozkoszowałem się zapachem jej szyi. 
Kolejka  ruszyła  i  zaśmiałem  się  z  Belli.  Krzyczała,  kiedy  śmigaliśmy  przez  górę. 
Wychodząc z atrakcji śmialiśmy się i czułem się beztroski. 

background image

 

44 

 

Do  tamtej  pory  było  już  po  siedemnastej  i  Bella  zaczęła  wykazywać  oznaki 

zmęczenia.  Szła  wolniej  i  opierała  się  o  mnie  znacznie  częściej,  kiedy  obchodziliśmy 
dookoła  Tomorrowland.  Nie  byliśmy  bardzo  głodni,  ale  kupiliśmy  trochę  napojów  i 
przekąski, a Bella wzięła kolejną tabletkę. 

Po  kilku  przejażdżkach  w  Tomorrowlandzie  udaliśmy  się  do  zamku,  żeby 

poszukać dobrych miejsc do obejrzenia parady i pokazu fajerwerków. Park nie był zbyt 
pełny, ale nie było wolnych ławek. Udało nam się stanąć niedaleko budowli, bez ludzi 
stojących przed nami. Było już ciemno i Bella zaczynała ziewać. 

-  Bello,  wciąż  zostało  kilka  minut  do  pokazu,  ale  możemy  już  iść  jeśli  jesteś 

zmęczona – stwierdziłem. 

- Nie, chcę zobaczyć fajerwerki. Czuję się dobrze. Po prostu wczoraj położyłam 

się bardzo późno – wyszeptała. 

- Dlaczego? – zapytałem, a mój głos ociekał niepokojem. 
-  Musiałam  porozmawiać  z  kilkoma  osobami w  Japonii  o częściach do  nowego 

samochodu.  Musiałam  poszperać  w  projektach  do  nowego  siedzenia  i…  myślałam  o 
tobie. 

- Myślałaś o mnie wczorajszej nocy? Ja też o tobie myślałem. 
- Naprawdę? Śniłeś mi się. 
- Ty mi też. 
Bella  spojrzała  na  mnie  i  przesunęła  wzrok  do  mich  oczu.  Popatrzyłem  w  te 

niezgłębione  czekoladowe  głębie  i  byłem  stracony.  Dziewczyna  zarzuciła  ręce  wokół 
mojej szyi, a jej palce przeczesywały moje włosy. Westchnąłem, otaczając ramionami jej 
talię  i  przycisnąłem  ją  bliżej  do  siebie.  Pochyliłem  się  i  pocałowałem  ją  czule. 
Odpowiedziała  na  mój  pocałunek  i  pogłębiła  go.  Fajerwerki  zaczęły  kolorować  niebo, 
ale były pogrążone w tle najsłodszego pocałunku w moim życiu. 

- Chodźmy stąd – wyszeptała Bella w moje usta. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

45 

 

    

    
    

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

 

-  Chodźmy  stąd  –  wyszeptała  Bella  w  moje  usta.  Przytaknąłem  w  zgodzie  i 

przeszliśmy  przez  zatłoczoną  główną  ulicę  Disneylandu  do  wyjścia.  Złapaliśmy 
taksówkę  i  pojechaliśmy  na  tor,  żeby  odstawić  Astona  Belli  do  domu.  Pozwoliła  mi 
prowadzić,  a  po  dojechaniu  do  garaży,  zaparkowałem  jej  samochód  w  przydzielonym 
miejscu obok mojego Volvo. 

-  Jestem  ciekawa;  Alice  powiedziała,  że  skończyła  urządzać  moje  mieszkanie. 

Chciałbyś wejść do środka? – zapytała Bella, kiedy dotarliśmy do naszego korytarza. 

- Tak – odpowiedziałem zwyczajnie. Bella uśmiechnęła się do mnie i otworzyła 

drzwi.  Przywitały  nas  rozmaite  odcienie  niebieskiego,  brązowego  i  czystej  bieli. 
Dziewczyna  zapiszczała  w  zachwycie,  postawiła  torby  przy  drzwiach  i  pobiegła  do 
bardzo dużej kozetki. Bella zdawała się lubić wygodę bardziej niż proste, gładkie linie. 
Jej mieszkanie miało taki sam układ jak moje. Kuchnia była otwarta na jadalnię i salon, 
połyskująca nierdzewną stalą sprzętów i czarnymi, granitowymi ladami. 

Bella odchrząknęła i podeszła do lodówki. 
- Napijesz się czegoś, Edwardzie? – Otworzyła ją i chwyciła butelkę wody. 
- Nie, dziękuję. Ty i Alice świetnie sobie poradziłyście. To miejsce wygląda jakby 

ktoś tu mieszkał od lat. Przyjemne.  

-  Do  tego  dążyłam.  Moje  ostatnie  mieszkanie  było  bardziej  nowoczesne. 

Podobało mi się, ale większość krzeseł była niewygodna. Tutaj wszystko zrobiła Alice. 
Muszę pamiętać, żeby się jej odwdzięczyć. 

- Jestem pewien, że sprawiło jej to ogromną radość. Kupowanie i remontowanie 

to jej hobby. – Bella napiła się wody ze swojej butelki i postawiła ją na szafce. Potem 
podeszła  do  mnie,  wzięła  moją  rękę  i  poprowadziła  nas  do  ciemnoczekoladowej 
kanapy. Pchnęła mnie, żebym usiadł i ułożyła się na moich kolanach. 

-  Bella…  umm…  -  Usilnie  starałem  się  powiedzieć  coś  spójnego,  kiedy  Bella 

całowała moją szczękę i szyję. – Nie wydaje ci się, że poruszamy się zbyt szybko? 

- Być może masz rację. – Zaśmiała się miękko, nie zmieniając położenia ust. – 

To mi na razie wystarczy – wyszeptała przy mojej szyi, wysyłając dreszcze przez moje 
ciało. Składała pocałunki na linii mojej szczęki, na policzku, a potem przesunęła się do 
kącika  ust.  Zamknąłem  oczy  i  powitałem  ciepło  jej  miękkich  warg  przy  swoich. 
Trwaliśmy tak dopóki nie musieliśmy złapać oddechu. 

Dziewczyna odsunęła się i uśmiechnęła. 
- Możesz pojechać za mną jutro rano do garażu? 
- Oczywiście. Po co? 
- Mój Aston ma małą rysę i nie chcę go tu więcej zostawiać. Wezmę Saaba. 
- Bella, ile masz samochodów? 

background image

 

46 

 

-  Oh,  zobaczysz  –  powiedziała  z  ekscytacją  w  oczach.  Nigdy  nie  spotkałem 

kobiety,  która 

tak

  ekscytowałaby  się  samochodami.  Oczywiście  poza  Rosalie.  Bella 

zeszła ze mnie i próbowała pociągnąć mnie w górę. Trochę się opierałem, biorąc pod 
uwagę,  że  naprawdę  chciałem  zostać  na  kanapie  z  nią  w  moich  ramionach.  Po  kilku 
chwilach  poddałem  się  i  podniosłem,  ale  przyciągnąłem  Bellę  bliżej  do  siebie  w 
kolejnym pocałunku. 

- Będę około ósmej – powiedziałem, kiedy już przerwałem pocałunek. 
- Dobrze. Mam kilka wiadomości dla zespołu. Nie mogę się doczekać. 
- Nie możesz powiedzieć mi teraz? 
- Nie. – Uśmiechnęła się złośliwie, kiedy prowadziła mnie do drzwi i stanęła na 

palcach, żeby pocałować mnie miękko. – Dobranoc, Edwardzie. Dziękuję za wszystko. 

-  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie.  Dobranoc,  Bello.  –  Otworzyłem  drzwi,  a 

Bella cicho je za mną zamknęła. 

 
-  Otwarte,  Edwardzie.  –  Usłyszałem  zza  drzwi,  po  tym  jak  zapukałem. 

Otworzyłem  je  i  powitał  mnie  przepyszny  zapach  wanilii  i  cynamonu.  –  Jestem  w 
kuchni. – Udałem się w tamtym kierunku i zobaczyłem moją Bellę, nalewającą kawę. 

- Dzień dobry. Pieczesz? – zapytałem. 
-  Tak,  ciasto  kawowe.  Zjedz  kawałek  i  napij  się  kawy.  Zamierzam  zapakować 

resztę  i  poczęstować  pozostałych. –  Podała  mi  kubek  i  talerz  z  ciastem.  Usiadłem  na 
jednym  ze  stołków  przy  wysokiej  ladzie  i  patrzyłem,  jak  porusza  się  po  kuchni.  Jej 
kawowy wypiek był wyśmienity. 

Czy jest coś, czego ta kobieta nie potrafi

? Dołączyła do mnie. 

- Smakuje ci? 
- Tak, idealnie słodkie. 
-  Dziękuję.  Musze  ci  coś  pokazać.  –  Bella  otworzyła  swojego  laptopa.  – 

Rozpoznali nas wczoraj w Disneylandzie, a zdjęcia są w całym Internecie. – Na ekranie 
był  obrazek  przedstawiający  nas  podczas  pocałunku  na  tle  fajerwerków.  Dziewczyna 
nacisnęła  przycisk  i  pojawiła  się  kolejna  fotografia.  Tym  razem  schodziliśmy  z 
Matterhorn i oplatałem ramionami jej talię. 

- Czy to źle? – zapytałem. 
-  Właściwie  to  dobrze.  Możemy  użyć  wymówki  z  „udawaniem”  dla  twojej 

rodziny, a publicznie się pokazujemy razem. Tego chcieliśmy; oczyścić twój wizerunek. 
Co jest lepszego, niż najszczęśliwsze miejsce na Ziemi? – Zaśmiała się. 

- Więc 

nie

 mówimy jeszcze mojej rodzinie prawdy? 

-  Nie.  Przynajmniej  na  razie.  Jestem  pewna,  że  w  końcu  będziemy  musieli,  ale 

nie teraz. 

- Ciężko będzie mi udawać, że nie mogę cię znieść. 
- Może być ciekawiej – zasugerowała i mrugnęła, a ja posłałem jej mój najlepszy 

uśmiech. 

background image

 

47 

 

Opuściliśmy  jej  apartament  i  podążyłem  za  nią  do  placu  parkingowego,  z 

bramami  i  kamerami.  Zatrzymała  się  przed  dużym  budynkiem  z  sześcioma  parami 
drzwi  garażowych  rozmieszczonymi  obok  siebie.  Zaparkowałem  obok  jej  samochodu, 
przed wejściem z numerem siedem, kiedy ona wysiadała ze swojego auta. Podeszła do 
mniejszych  drzwi  i  otworzyła  je.  Następnie  wszystkie  osiem  wejść  otworzyło  się. 
Wewnątrz  stało  siedem  pięknych  samochodów.  Wysiadłem  z  mojego  i  moja  szczęka 
opadła. 

- Edwardzie, zaparkujesz mojego Astona w pustym miejscu? – Bella rzuciła mi 

kluczyki. Otrząsnąłem się z zachwytu i zrobiłem o co prosiła. Zaparkowałem pomiędzy 
białym  Audi  R8  i  szarym  Maserati  Gran  Turismo.  Podszedłem  do  dziewczyny,  która 
otworzyła  gablotkę  zamykaną  na  szyfr.  Wewnątrz  znajdowały  się  kluczyki  do 
wszystkich samochodów. 

- Wszystkie są twoje? – zapytałem wstępnie. 
-  Ta.  Zobaczmy,  wezmę  dzisiaj  Saaba  9-3.  Dasz  mi  kluczyki  do  Astona?  – 

Wyciągnęła  rękę  i  upuściłem  w  nią  kluczyki.  Zawiesiła  je  na  małym  haczyku  zanim 
zamknęła gablotkę. 

- Co się stało, Edwardzie? – Spojrzała na moją wciąż zbyt zaskoczoną twarz. 
-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  masz  taką  kolekcję.  –  Podszedłem  do  żółtego 

Lamborghini  Murcielago  i  dotknąłem  go.  –  Bello,  jak  bogata  jesteś?  –  zapytałem, 
bardziej retorycznie niż poważnie. 

- Cóż, byłam w dziesiątce najbogatszych poniżej dwudziestu pięciu lat, według 

Forbesa.  –  Uśmiechnęła  się,  a  ja  przytaknąłem  i  zajrzałem  do  wnętrza  czerwonego 
Ferrari F430. 

-  Musimy  iść.  Za  pół  godziny  zaczyna  się  spotkanie  –  powiedziała  ostrym 

głosem. Garaże zaczęły się zamykać, a Bella wyjęła kilka rzeczy z Astona i wsadziła je 
do srebrnego Saaba. Opuściliśmy budynek i skierowaliśmy się na spotkanie na torze. 

-  Dzień  dobry  wszystkim.  –  Dziewczyna  przywitała  się.  Jasper,  Alice,  Rosalie, 

Emmett  i  ja  siedzieliśmy  przy  tym  samym  stole  konferencyjnym,  co  na  pierwszym 
spotkaniu. 

-  Pierwsza  sprawa,  Jasper  jestem  pewna,  że  słyszałeś,  że  ktoś  odkupił  od  Joe 

Nicholasa samochody zespołu? 

- Tak, niedawno się dowiedziałem – odparł. 
- Ja je odkupiłam. Wolę ochronić siebie – i nas – jeśli coś mi się stanie. Edward 

zostanie nowym właścicielem. – Jazz przytaknął, a ja na chwilę wstrzymałem oddech, 
pozwalając tym słowom dotrzeć do mojego umysłu: upewniła się, że po tym jak coś jej 
się stanie, wciąż będę miał kontrolę nad moim autem. 

-  Następna  sprawa.  Rosalie,  części  do  nowego  samochodu  przychodzą  w 

przyszłym  tygodniu.  Musisz  mieć  więcej  członków  w  swoim  zespole,  żeby  nad  nim 

background image

 

48 

 

pracować.  Powinnaś  poszukać  ludzi,  którzy  mają  doświadczenie  w  pracy  z  pojazdami 
hybrydowymi

17

- Ilu ludzi? – zapytała Rosalie, notując w zeszycie. 
- Myślę, że około siedmiu. – Rose przytaknęła w odpowiedzi. 
-  Jasper,  będziemy  potrzebować  oddzielnego  miejsca  na  złożenie  nowego 

samochodu. Nie chcę żadnych przecieków projektów. Przed tobą jest lista kilku lokacji, 
które  uszanują  naszą  prywatność.  Sprawdź,  które  są  dostępne  od  zaraz  i  pozostaną 
takie przez następny rok. Części dotrą do nas w ciągu kilku tygodni. 

- Jasne –odparł Jasper, zerkając na listę. – Zaraz się tym zajmę. 
-  Zobaczmy,  powinniśmy  być  w  stanie  pojechać  w  Talladega  w  przyszłym 

tygodniu  –  powiedziała  Bella,  kiedy  przeniosła  na  mnie  swoją  uwagę.  –  Edwardzie, 
musisz  przystosować  się  do  samochodu.  Wciąż  jesteś  w  pierwszej  dziesiątce  mimo 
dwóch  opuszczonych  wyścigów.  Więc  sprawdź,  czy  nie  musimy  jeszcze  czegoś 
podkręcić.  

-  Dobrze  –  stwierdziłem  zwyczajnie.  Umierałem  z  pragnienia  żeby  siąść  za 

kółkiem, a pogoda była idealna. 

-  Zanim  usłyszycie  to  od  kogoś  innego,  Edward  i  ja  byliśmy  wczoraj  w 

Disneylandzie. Przypuszczałam, że rozpoznają nas jego fani i nie myliłam się. Cała sieć 
o nas huczy jako o najgorętszej parze w wyścigach. Jedna noc wystarczyła, żeby towary 
z  Zespołem  #186  znacznie  zwiększyły  swoją  wartość.  Mamy  też  kilka  propozycji  do 
pozowania na okładkach magazynów. – Zaśmiała się lekko. 

-  Tak  –  dodała  Alice,  -  Edward  i  Bella  zostali  o  to  poproszeni  przez  Car  and 

Driver, Performance Racing i Stock Car Racing. A dzisiaj rano Bella dostała ofertę od 
Playboya –zachichotała, a ja uniosłem brew. 

-  Ustal  spotkania  z  nimi  wszystkimi.  Playboy  ubiegał  o  mnie  już  jakiś  czas  i 

nieformalnie  z  nimi  rozmawiałam.  Najwyraźniej  „typy  intelektualistów”  stanowią 
czterdzieści  procent  ich  sprzedaży  wysyłkowej  i  jestem  najbardziej  pożądaną  osobą, 
dziewczyną ze snów. – Zarumieniła się, a Emmett zaśmiał się dudniąco. 

Ja z kolei byłem wkurzony. 

Nie, to się nie stanie.

 

- Nie będziesz pozowała dla Playboya, Bello – powiedziałam stanowczo. 
- Edwardzie, to moja sprawa. To zwiększy sprzedaż i pokaże, że kobieta, która 

jest mądra może być także seksowna. Poza tym nie będę kompletnie naga. 

-  Nie  będziesz  pozowała  dla  Playboya  –  stwierdziłem,  próbując  wygrać 

sprzeczkę.  –  Naprawdę  chcesz,  żeby  połowa  kujonów  masturbowała  się  na  twoje 
zdjęcie? 

Spojrzała na mnie z wściekłością. 
- Jakie to ma dla mnie znaczenie? I tak ty tam będziesz. 
- Dlaczego? – zapytała Alice. 
Bella się zarumieniła. 

                                                            

17

 Samochód, który ma więcej niż jedno źródło napędu; np. silnik spalinowy i elektryczny. Podczas jazdy silnik 

spalinowy ładuje baterie w silniku elektrycznym. 

background image

 

49 

 

- Cóż, będziemy udzielać wywiadu na temat „naszego związku” i w kilku pozach 

jego  ręce  będą  zakrywały  moje  pewne 

atuty

.  To  wszystko  będzie  zrobione  bardzo 

gustownie. Jeśli nie chcesz być zaangażowany, to mi to nie przeszkadza. Jestem pewna, 
że  znajdą  inne,  bardzo  chętne,  ręce.  –  Bella  wzruszyła  ramionami  i  uśmiechnęła  się 
złośliwe. 

- Dobra – warknąłem. Emmett zaczął się śmiać, a po chwili dołączył do niego 

Jasper.  Bella  mrugnęła  do  mnie.  Wiedziała,  że  nie  zgodziłbym  się,  żeby  ktoś  inny  to 
zrobił. 

-  Okay.  To  chyba  wszystko,  co  musieliśmy  omówić.  Edward,  przebierz  się  w 

kombinezon  i  dołącz  do  nas  na  torze.  Rosalie,  podnieść  maskę.  Muszę  szybko 
przeprowadzić diagnostyki na jakości powietrza. Zobaczymy się na zewnątrz. 

Bella  wstała  i  podeszła  do  mnie,  gdy  wszyscy  inni  wychodzili  z  sali 

konferencyjnej, by przygotować mój trening. 

- Jesteś na mnie zły? – zapytała z zakłopotaniem. 
- Mogłaś powiedzieć mi wcześniej. Nie podoba mi się to. 
-  Dlaczego?  Przynajmniej  to  nie  Hustler

18

  -  zażartowała,  żeby  zmniejszyć 

napięcie. – Jesteś zazdrosny? – Uśmiechnęła się złośliwe. 

-  Oczywiście.  Myślisz,  że  chcę,  żeby  ktokolwiek  inny  cię  oglądał?  Nie 

wspominając o tym, że Emmett prenumeruje ten magazyn. – Zaśmiała się. 

- Będzie dobrze. Mój kontrakt jest mocny. Nie będę całkowicie obnażona. Sesja 

jest  za  dwa  tygodnie.  Więc,  mam  nadzieję,  że  do  tego  czasu  lepiej  się  poznamy.  – 
Pochyliła się i pocałowała mnie w usta. 

-  Zgadzam  się.  -  Wyszedłem  za  Bellą  z  sali  konferencyjnej.  Poszliśmy  w 

przeciwne  strony;  ja  do  szatni,  żeby  się  przebrać,  a  ona  na  tor,  by  sprawdzić  mój 
samochód. 

 
Wyszedłem  na  światło  słoneczne,  które  odbijało  się  od  ciemnego  asfaltu.  Bella 

siedziała z Alice na ściance działowej, patrząc na ekran swojego komputera. Przebrała 
się,  zastępując  szarą  ołówkową  spódnicę  i  koszulę,  białym  topem  na  ramiączka  i 
krótkimi  dżinsowymi  spodenkami.  Włosy  związała  w  wysoki  kucyk,  odsłaniając  swoją 
smukłą szyję. 

Zmusiłem się, by odwrócić od niej wzrok. 
- Jesteśmy gotowi? – zapytałem Rosalie.  
-  Tak,  wprowadziliśmy  dzisiaj  rano  jeszcze  kilka  zmian  i  powinniśmy  już 

dostrzec  zwiększenie  szybkości.  Ale  zanim  dobijesz  do  dwusetki,  najpierw  wyczuj 
samochód.  Trzy  okrążenia,  potem  wróć,  zatankuj  i  zaczniemy  mierzyć  najlepszą 
prędkość  –  powiedziała  Rose,  a  ja  przytaknąłem.  Bella  wstała  i  podeszła  do  mnie  z 
dużym uśmiechem na twarzy. 

                                                            

18

 Największa różnica? W Playboyu kobiety pozują, Hustler to czysta pornografia. 

background image

 

50 

 

- Są tutaj fotografowie. Uśmiechnij się i mnie pocałuj – wyszeptała przez zęby. 

Kiedy  popatrzyłem  na  jej  cudowne,  kremowe  nogi,  nie  mogłem  nie  wykonać  jej 
polecenia.  Zmniejszyła  odległość  między  nami  i  pocałowała  mnie  w  usta,  a  potem 
stanęła na palcach. 

- Kocham, kiedy tak na mnie patrzysz – wyszeptała i pocałowała mnie w ucho. 

–  Powodzenia.  Zobaczmy  czy  potrafisz  pobić  mój  najlepszy  czas.  –  Puściła  do  mnie 
oczko i odchodząc, kołysała swoimi idealnymi biodrami. Zauważyłem, że Alice i Rosalie 
wymieniają spojrzenia. Wyszczerzyłem się do nich i wsiadłem do samochodu. 

-  W  porządku,  Edwardzie.  Zacznijmy  podnosić  prędkość.  Dobij  do  stu 

osiemdziesięciu,  żeby  zobaczyć  jak  dużo  kontroli  nad  pojazdem  czujesz  –  powiedział 
Jasper przez słuchawkę w moim uchu po ukończeniu trzeciego okrążenia. Zwiększyłem 
szybkość  do  troszkę  ponad  stu  osiemdziesięciu  i  zauważyłem,  że  auto  jest  zbyt 
wrażliwe. 

- Samochód jest trochę zbyt wrażliwy na mój dotyk. Jeden zły ruch i wyląduję w 

ścianie.  

- Taa, zauważyliśmy. Zjedź, to zobaczymy, co da się z tym robić. 
Zatrzymałem  się  przed  członkami  mojego  zespołu,  ale  nie  dostrzegłem  nigdzie 

Belli. Wysiadłem z samochodu, kiedy Jasper do mnie podszedł. 

-  Rosalie  powiedziała,  że  wyregulowanie  prowadzenia  zajmie  jej  kilka  minut. 

Zespół Newtona przygotowuje swój samochód; za godzinę przejmują tor. – Wskazał za 
mnie. 

- Gdzie jest Bella? – zapytałem, a Jasper wzruszył ramionami. Rosalie i Emmett 

zaczęli  pracować  nad  autem,  Alice  rozmawiała  przez  telefon  patrząc  w  swój 
elektroniczny notatnik, ale nigdzie nie było Belli. – Idę napić się wody. Zaraz wrócę. 

Wszedłem  do  garaży  i  rozejrzałem  się  dookoła.  Znalazłem  chłodziarkę 

zapełnioną  lekkimi  drinkami,  napojami  energetycznymi  i  wodą.  Chwyciłem  butelkę  i 
skierowałem się do korytarza z pomieszczeniami konferencyjnymi. Za jednymi z drzwi 
usłyszałem głosy. Jeden z nich należał do Belli. 

- Daj spokój, Isabello. Wiesz, że chcesz mnie zobaczyć. Nie wiem dlaczego temu 

zaprzeczasz. To wszystko ukazuje język twojego ciała – powiedział obleśny głos, który 
szybko rozpoznałem jako należący do Mike’a Newtona.  

Jedyną

  rzeczą,  którą przekazuje  język mojego  ciała,  jest  żebyś  się cofnął  albo 

coś stłukę – prychnęła Bella. 

- Lubię zadziorne – wymamrotał w odpowiedzi. W tym momencie nie mogłem 

tego znieść i z hukiem otworzyłem drzwi. Ręka Mike’a znajdowała się na tyłku Belli, a 
ona próbowała ją odepchnąć.  

- Co się tutaj dzieje? – Popatrzyłem z wściekłością na Mike’a. 
-  To  co  widać,  Cullen.  Pokazuję  Isabelli,  kto  jest  prawdziwym  mężczyzną  – 

wypluł z siebie. 

background image

 

51 

 

- Z trudnością, Mike. – Bella spojrzała na niego piorunująco, a potem odwróciła 

się  do  mnie.  –  Witaj,  Edwardzie.  Właśnie  wychodziłam.  –  Podeszła  do  mnie  i  wzięła 
mnie za rękę. Mike utkwił wzrok w naszych splecionych dłoniach. 

- Spotykasz się z Cullenem? Pracujesz dla niego. – Jego ton był zimny jak lód, a 

jego głos przybierał na sile. 

-  Tak,  Mike,  pracuję  pod 

  maską.  –  Bella  uśmiechnęła  się  złośliwie  i  uniosła 

brew.  Pociągnęła  mnie  za  sobą  na  korytarz.  Po  raz  ostatni  rzuciłem  mu  złowieszcze 
spojrzenie, a potem podążyłem za Bellą. 

- Isabello, jak możesz być z kimś takim jak on? Nie widziałaś tego całego gówna, 

w które się wpakował w zeszłym roku? Jest kobieciarzem – błagał idąc za nami. 

-  Wiem  wszystko  o  „niegrzecznych”  dniach  Edwarda.  Nie  twój  interes  kogo  w 

nim widzę – odrzekła, przewracając oczami. 

- Cóż, czy Edward wie o wszystkich nocach, które spędzaliśmy pracując razem 

pod moją maską? – Zesztywniałem. Bella powiedziała wcześniej, że uważała Mike’a za 
odrażającego. 

Nie okłamałaby mnie, prawda? 

Do  tego  momentu  byliśmy  na  zewnątrz  i  każdy  nas  obserwował.  Emmett  i 

Jasper wstali i podeszli do nas. 

Bella odwróciła się na pięcie i wskazała na Mike’a, a złość błysnęła na jej twarzy.  
-  Jeśli  nawiązujesz  do  tego,  jak 

pomagałam

  twojemu 

zespołowi

  pracować  nad 

twoim  samochodem,  to  tak,  wie  o  tym.  Myślisz  że  nie  wiem  do  czego  dążysz? 
Próbujesz nas zdenerwować, żebyśmy już razem nie pracowali. Boisz się, że zrobię jego 
samochód  lepiej.  Cóż  Newton,  za  późno.  Wystarczająco  podkręciłam  osiągi,  żeby 
skrócić  czas  jego  najlepszego  okrążenia  o  prawie  jedenaście  sekund.  Teraz 
przepraszam, ale musimy sprawdzić co Edward potrafi zrobić za kółkiem. – Bella już 
miała się odwrócić, ale Mike chwycił jej nadgarstek. 

Strząsnąłem jego rękę z Belli i stanąłem przed nią w ochronnej pozycji. Jasper i 

Emmett w ciągu sekund byli po moich bokach. 

- Nie dotykaj jej – warknąłem przez zęby. – Wyraziła się idealnie jasno, że nie 

jest zainteresowana, więc cofnij się Newton – powiedziałem morderczym tonem. Bella 
położyła  dłonie  na  moich  plecach  próbując  mnie  uspokoić.  Mike  uniósł  ręce  w 
pozornej rezygnacji i zrobił kilka kroków w tył. 

-  Dobra,  Cullen.  Sprawdźmy  twój  samochód.  Mały  wyścig.  Jeśli  wygram,  nie 

możesz ćwiczyć do końca tygodnia, a jeśli ty, ja nie będę – zasugerował. 

-  Zgoda  –  powiedział  Jasper.  –  Potrzebujemy  dodatkowego  czasu  na  treningi, 

żebyśmy mogli podkręcić auto i utrzymać pozycję w rankingu. 

- Zróbmy to – zadrwił Emmett. 
Odwróciłem się i położyłem dłonie na twarzy Belli. 
- Wszystko w porządku? – Pocierała nadgarstek, ale przytaknęła. Pochyliła się i 

pocałowała mnie w usta. 

background image

 

52 

 

-  Bądź  ostrożny.  Może  czegoś  próbować.  Jeśli  rozbijesz  ten  samochód,  nie 

będziesz mógł ścigać się w ten weekend – wyszeptała ze zmartwieniem na twarzy. 

- Będzie dobrze. Zobaczmy, co potrafi moja dziecinka. 

    
    
    
    
    
    
    
    
    
    
    
    

background image

 

53 

 

 

 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    

 

-  Bądź  ostrożny.  Może  czegoś  próbować.  Jeśli  rozbijesz  ten  samochód,  nie 

będziesz mógł ścigać się w ten weekend – wyszeptała ze zmartwieniem na twarzy. 

- Będzie dobrze. Zobaczmy, co potrafi moja dziecinka. 
Podszedłem  do  okna  kierowcy  i  wdrapałem  się  do  środka,  zapinając  pasy. 

Rosalie zatrzasnęła maskę mojego samochodu i podeszła do drzwi. 

-  Myślę,  że  naprawiłam  wcześniejszy  problem  –  powiedziała.  –  Tylko  bądź 

ostrożny.  Nie  zapomnij  też,  że  nie  tylko  musisz  wygrać  z  Mike’iem,  ale  także  pobić 
najlepszy czas Belli. 

-  Bez  presji,  jasne?  –  Uśmiechnąłem  się  złośliwie,  kiedy  Rosalie  zaśmiała  się  i 

odeszła do reszty zespołu. Newton zatrzymał się koło mnie, rozgrzewając silnik. Bella 
podeszła do mnie i pochyliła się. 

- Obserwują nas ludzie i kamery. Proszę, spróbuj być ostrożny. Nie warto tracić 

samochodu  czy  ciebie  przez  tego  obrzydliwego  Mike’a  Newtona  i…  -  Przerwało  jej 
gwizdnięcie. 

- Oh, to mi się podoba – krzyknął Mike, mrugając do niej. – Mówiłem ci Bello – 

pragniesz  mnie.  Jeśli  byłoby  inaczej,  nie  dawałabyś  mi  takiego  idealnego  widoku  na 
swój tyłek! – Zachichotał złowrogo. 

- Ignoruj go. Chce cię po prostu wkurzyć. Nic na ciebie nie ma, Edwardzie. Jeśli 

wygrasz… też dam ci nagrodę. – Wyszczerzyła się i sugestywnie przygryzła wargę, a ja 
jęknąłem. 

Teraz muszę wygrać. 

-  Powodzenia.  –  Bella  pocałowała  mnie  w  policzek  i  podeszła  do  swojego 

laptopa,  na  który  patrzył  Emmett.  Alice  stanęła  pomiędzy  Newtonem  i  moim 
samochodem, a potem uniosła żółtą flagę. Dodałem gazu w jednym czasie z Mike’iem. 
Dziewczyna szybko opuściła chorągiew i ruszyliśmy. 

Natychmiast  objąłem  prowadzenie,  ale  Mike  zbliżał  się  do  mnie  z  prawej.  Mój 

panel  był  brudny,  wiec  nie  mogłem  dobrze  dostrzec  liczników.  Jasper  natychmiast 
rozbrzmiał w moich uszach. 

- Samochód dobrze się sprawuje? – zapytał z zaniepokojeniem w głosie. 
- Tak, jest dobrze. Niezbyt wrażliwy, ale na tyle, żebym mógł wycisnąć z niego 

to,  czego  potrzebuję.  Mój  panel  kontrolny  jest  brudny.  Co  jakiś  czas  odczytuj  moją 
prędkość. 

-  Teraz  twoje  liczniki  wskazują  dwieście  osiemnaście  kilometrów  na  godzinę. 

Uważaj,  Mike  wciąż  próbuje  cię  wyprzedzić  od  strony  ściany.  Właśnie  ukończyłeś 
pierwsze  okrążenie.  Zwiększ  trochę  szybkość.  Sprawdź,  czy  Mike  się  dostosuje.  – 
Zrobiłem co kazał, dociskając pedał gazu i jednocześnie chwytając mocniej kierownicę. 

background image

 

54 

 

- Właśnie tak. Przekroczyłeś dwieście trzydzieści na godzinę. Cholera, wyniki są 

niesamowite. Cokolwiek Bella zrobiła, to działa; nie używasz nawet zbyt wiele gazu. 

- Jak radzi sobie Mike? 
- Wciąż jest nieco za tobą, ale wiemy, że może jechać szybciej. Jednak mogłeś go 

przestraszyć tym, jak płynnie zdaje się pracować twój silnik. 

- Dobrze, mam zamiar wycisnąć z niego więcej. 
-  Ale  spokojnie,  już  kończysz  drugie  okrążenie.  Właśnie  dobiłeś  do  dwustu 

sześćdziesięciu trzech. Właśnie tak… jeszcze troszkę. Newton jest coraz bardziej w tyle. 
Zdaje się, że nie może nadążyć. Cholera, przekroczyłeś dwieście siedemdziesiąt. Jak się 
sprawuje samochód? 

- Jakbym jechał na szynach. Już musiałem pobić swój najlepszy czas. 
- Mike jest za daleko. Udało ci się. Taak!!! – Jasper wykrzyknął w moim uchu. – 

Wygrałeś!!! Juhuu! Przejedź dodatkowe okrążenie i zwolnij zanim do nas podjedziesz. 

Mentalnie  wrzasnąłem  w  swojej  głowie.  Wciąż  zastanawiając  się,  czy  pobiłem 

swój  rekord  czy  Belli,  usłyszałem  głośny  skrzeczący  hałas  niedaleko  miejsca  dla  ekip. 
Mike  zatrzymał  się  wzdłuż  toru  i  tym  samym  prawdopodobnie  zniszczył  opony  i 
hamulce. Próbowałem dojrzeć co się działo, ale byłem zbyt daleko. 

- Jasper, co do cholery wyprawia Mike? 
- Nie wiem. Co do cholery, Newton? Odsuń się. Zostaw ją w spokoju… 
Potem cisza… nic. Zatrzymałem się za samochodem Newtona i szarpałem się z 

pasami.  Zabije  go,  jeśli  zrobił  coś  Belli  albo  któremukolwiek  z  członków  mojego 
zespołu.  W  końcu  udało  mi  się  rozpiąć  pasy  i  wyskoczyłem  z  auta.  Zdjąłem  kask, 
rzuciłem  go  na  ziemię  i  pobiegłem  w  stronę  ściany,  przy  której  odgrywało  się 
przedstawienie. 

Alice  i  Rosalie  dostały  ataku  histerii.  Jasper  trzymał  Bellę  z  daleka  od 

krwawiącego Mike’a. Z jego nosa wylewnie płynęła krew, a jego twarz wykrzywiała się 
z bólu. Emmett śmiał się próbując stać pomiędzy Mike’iem i Bellą. 

- Cholera! Isabello, złamałaś mi nos! Zamierzam wytoczyć oskarżenia i pozwać 

cię o szkody. Wiem, że jesteś w tym dobra – krzyczał Mike. 

Jasper zdawał się z trudem utrzymywać Bellę. 
- Śmiało, spróbuj. Ale te kamery dookoła nas wszystko zarejestrowały. Wliczając 

fakt, że to ty mnie pierwszy zaatakowałeś! Ostrzegałam, żebyś mnie więcej nie dotykał. 
Nie wspominając o tym, ze właśnie 

kopnęłam

 cię w twarz. Nie dałeś mi wyboru, kiedy 

mocno  i  boleśnie  chwyciłeś  mój  nadgarstek.  NIGDY  więcej  mnie  nie  dotykaj!  – 
wyrzuciła z siebie Bella jadowitym głosem, a jej cała twarz i szyja zaczerwieniły się od 
gniewu. 

Emmett zobaczył mnie, kiedy się zbliżyłem. Na początku chciałem tylko skopać 

Mike’owi  tyłek,  ale  teraz  wyłącznie  martwiłem  się  o  Bellę.  Podszedłem  do  niej  i 
wziąłem  ją  od  Jaspera.  Westchnęła,  gdy  odwróciła  się  i  wtuliła  twarz  w  moją  klatkę 
piersiową,  a  ja  otoczyłem  ją  ramionami.  Spiorunowałem  Mike’a  wzrokiem,  a  on 

background image

 

55 

 

odwdzięczył  mi  się  tym  samym.  Członkowie  jego  zespołu  próbowali  odciągnąć  go  od 
centrum awantury.  

- Odejdź, Mike, zanim zadzwonię na policję – warknąłem. Pocierałem ręką plecy 

Belli,  gdy  oddychała  głęboko,  by  uspokoić  swoje  walące  serce.  Wiedziałem,  że  tego 
mogło być dla niej zbyt wiele. Mike się poddał, cofając się aż znalazł się przy budynku. 
Niewyraźnie usłyszałem jak krzyczy na któregoś ze swoich ludzi. 

Spojrzałem w dół, na Bellę; była zbyt cicha. Nieprzytomna. 
-  Bella?  Bella?  Cholera!  Dzwoń  po  karetkę,  Alice  –  rozkazałem,  zniżając  się  do 

kolan  i  delikatnie  kładąc  dziewczynę  na  ziemi.  Była  wiotka  i  nie  reagowała.  Do  mojej 
głowy wkradł się strach, że to może być wywołane przez jej stan, który nagle chwycił 
mnie  za  serce  i  sprawdziłem  jej  puls.  Był  nieregularny  tak  samo  jak  oddech. 
Przyłożyłem ucho do jej klatki piersiowej. Jej serce wciąż biło, ale dużo za szybko. 

Bella zaczęła się wiercić i mamrotać, a potem zatrzepotała oczami. 
- Wszystko w porządku. Przepraszam. Po prostu nagle zrobiłam się oszołomiona 

– wyszeptała do mnie. Emmett i Rosalie klęczeli obok mnie. 

-  Dobrze  się  czujesz,  Bruce  Lee?  –  Emmett  był  zaniepokojony,  ale  próbował 

utrzymać tą chwilę beztroską. 

- Tak, Hulk. Pomóż mi wstać. – Zrobiliśmy o co prosiła. Alice podbiegła do Belli 

i  uściskała  ją.  Zobaczyła,  że  dziewczyna  stała  już  o  własnych  siłach  i  postanowiła  nie 
dzwonić  po  karetkę.  Bella  zachwiała  się  lekko  i  natychmiast  ją  podtrzymałem.  Jęknęła 
cicho i chwyciła się za nadgarstek. 

-  Cholera,  to  boli  bardziej  niż  moja  stopa.  –  Delikatnie  wziąłem  jej  rękę  i 

zauważyłem na jej bladej skórze formujące się siniaki. Warknąłem. 

Może  powinienem  zapolować  na  Mike’a  i  też  go  skrzywdzić. 

Bella  znów  się 

zachwiała i instynktownie otoczyłem ramionami jej talię. Potrząsnęła głową i stanęła na 
placach, by dosięgnąć do mojego ucha. 

-  Muszę  wziąć  tabletkę.  Możesz  odwrócić  ich  uwagę?  –  poprosiła  miękkim 

szeptem. Przytaknąłem. 

- Zabierz mój samochód z powrotem do garażu, Rose. – Rozkazałem, próbując 

zapewnić Belli prywatność. – Emmett, Jasper, Alice, upewnijcie się, że Mike wywiąże się 
z naszego zakładu; chcę jutro wrócić i użyć swojego i jego czasu na trening. Emmett, 
zajmij  się  tym,  żeby  Newton  ekstremalnie  jasno  zrozumiał,  że  nigdy  więcej  ma  nie 
położyć ręki na Belli. – Emmett klasnął i zaczął groźnie strzykać palcami. 

Udałem  się  w  stronę  budynku,  wciąż  trzymając  przy  sobie  Bellę.  Zrobiła  kilka 

niepewnych  kroków,  ale  była  zbyt  słaba  by  samej  sobie  poradzić.  Delikatnie  ją 
uniosłem;  nie  narzekała,  otaczając  ramionami  moją  szyję  i  kładąc  głowę  na  moim 
ramieniu. Wniosłem ją do środka i posadziłem na krześle. 

-  Moja  torebka  jest  w  szafce  J.  Kod  to  62083  –  wyszeptała.  Rozglądałem  się 

dookoła, dopóki nie znalazłem szafki o której mówiła. Po wprowadzeniu szyfru, zdałem 
sobie  sprawę,  że  to  data  moich  urodzin.  Uśmiechnąłem  się  nieznacznie.  Otworzyłem 
drzwiczki  i  ujrzałem  różne  rolki  projektów,  kluczyki,  telefon  i  torebkę.  Chwyciłem  ją, 

background image

 

56 

 

komórkę i klucze zanim zamknąłem szafkę. Podszedłem do dziewczyny z butelką wody 
z  lodówki,  którą  znalazłem  niedaleko.  Podałem  jej  napój  i  torebkę.  Klęknąłem  przed 
nią, wpatrując się w jej twarz i szukając oznak złego samopoczucia. Nie popatrzyła na 
mnie, gdy znalazła tabletki. 

- Bella, jesteś pewna, że nie powinienem zabrać cię do szpitala? 
- Tak. Umówię się z moim lekarzem, żeby się przebadać. 
- Więc zrób to teraz. 
Patrzyła na mnie przez chwilę gniewnie zanim westchnęła w porażce. Nacisnęła 

guzki na swoim telefonie i patrzyła wszędzie, ale nie na mnie. 

- Witam. Tak, tu Isabella Swan. Mogę rozmawiać z doktorem Plattem? 
-  Tak.  Poczekam.  –  Zaczęła  wiercić  się  w  krześle.  Położyłem  ręce  na  jej 

kolanach, próbując ją uspokoić. 

- Dzień dobry, doktorze. Słyszał pan o tym. Dziękuję. 
-  Dzwonię,  ponieważ  miałam  kilka  zasłabnięć.  Pierwsze  zdarzyło  się  kilka  nocy 

temu i drugie przed chwilą. Nie, od trzydziestu sekund do minuty. 

-  Tak,  jak  tylko  doszłam  do  siebie,  wzięłam  tabletkę.  Nie  od  razu,  zanim  się 

uspokoję mija kilka minut. 

-  Powinnam  się  martwić,  doktorze?  –  Napiąłem  mięśnie  i  Bella  to  zauważyła. 

Położyła swoją małą dłoń na mojej twarzy i kciukiem głaskała mój policzek, żeby mnie 
uspokoić. 

- Powinnam wstrzymać się z dużym wysiłkiem? 
-  Rozumiem.  Tak,  mogę  jutro  przyjść.  –  Bella  wyglądała  na  strapioną.  –  Wie 

pan, że przychodziłam sama. Ale nie mam… - Odebrałem jej telefon. 

- Doktorze Platt, z tej strony chłopak Isabelli, Edward Cullen. Dołączę do niej. O 

której?  Dziesiąta?  Będziemy.  Dziękuję.  –  Oddałem  jej  komórkę.  Patrzyła  na  mnie, 
szukając czegoś w moich oczach. Wiedziałem, że odnalazła to czego szukała kiedy się 
uśmiechnęła.  Oparła  czoło  o  moje,  kładąc  obydwie  ręce  na  mojej  twarzy.  Moje 
przesuwały się powoli w górę, do jej bioder. 

- Więc to tym teraz dla mnie jesteś, panie Cullen? – wyszeptała. 
- Tak. Jakiś problem? 
- Nie, tylko to nie brzmi… wystarczająco. Czy to ma jakiś sens? – wymruczała. 
- Tak, ma, ale nie wiem jak inaczej nazwać to, co czujemy. 
- Może masz rację – stwierdziła zwyczajnie. 
-  Teraz,  możesz  mi  powiedzieć,  co  się  stało,  kiedy  Mike  wysiadł  ze  swojego 

samochodu?  –  zapytałem,  wciąż  trzymając  Bellę  blisko  przy  sobie;  jej  ręce  na  mojej 
twarzy były jedyną rzeczą, która sprawiała, że wciąż byłem spokojny. 

Dziewczyna się zaśmiała. 
-  Podszedł  do  naszej  załogi  i  próbował  mnie  chwycić.  Jasper  i  Emmett  szybko 

się  go  uczepili,  próbując  zmusić  go,  żeby  mnie  zostawił  w  spokoju.  Mike  zaczął 
wyrzucać  z  siebie  niedorzeczności  typu  „jak  śmiałam  podrasować  twój  samochód”. 

background image

 

57 

 

Potem  zagroził,  że  upewni  się,  że  auto  zostanie  sprawdzone  czy  nie  użyłam  czegoś 
niezgodnego z zasadami. 

-  Powiedział,  że  muszę  zrobić  z  jego  samochodem  to  samo,  co  z  twoim. 

Skoczyłam  mu  do  twarzy  z  Emmettem  i  Jasperem  przy  moich  bokach  oczywiście, 
mówiąc  „Dlaczego  miałabym  to  robić,  skoro  ten  samochód  jest  mój.  Nie  przyniosę 
korzyści  konkurencji”.  W  tym  momencie  się  wściekł,  ale  kiedy  zobaczył  jak  Emmett 
strzyka knykciami, po prostu zaczął się cofać. Chłopaki wrócili do Rose i Alice. Nagle 
Mike  chwycił  mocno  mój  nadgarstek.  Odruchowo  się  odwróciłam  i  kopnęłam  go  w 
twarz.  Puścił  mnie  i  próbowałam  kontynuować,  ale  Jasper  mnie  powstrzymał.  – 
Uśmiechnęła  się,  zadowolona  z  siebie.  Zaśmiałem  się  na  jej  oczywistą  radość  z  tego 
wspomnienia. 

- Przypomnij mi, żebym nigdy cię nie rozwścieczył. – Zachichotałem. 
Zmusiła mnie bym na nią spojrzał i zmniejszyła dzielącą nas niewielką odległość, 

składając  na  moich  ustach  słodki  pocałunek.  Zrobiła  to  jeszcze  raz,  ale  tym  razem 
pogłębiając  go.  Jej  ręce  opuściły  moją  twarz  i  po  chwili  wplotła  palce  w  moje  włosy. 
Przycisnąłem ją do siebie, przebiegając dłońmi w górę jej pleców. Prześliznęła językiem 
po  mojej  dolnej  wardze,  prosząc  o  pozwolenie,  którego  udzieliłem.  Uroczy  zapach  jej 
ciała  nie  mógł  porównywać  się  z  jej  rozkosznym  smakiem.  Ostrożnie  zaczęliśmy 
odkrywać wzajemnie swoje usta… 

Ktoś za nami odchrząknął. 
- Nie ma tutaj aparatów, więc jaką macie wymówkę? 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

58 

 

11. Doktor

11. Doktor

11. Doktor

11. Doktor    

 
 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV    
 

-  Nie  ma  tu  kamer,  więc  jaką  macie  wymówkę? 

–  zapytał  spokojnie  Jasper. 

Odsunąłem się od Belli i wstałem, by na niego spojrzeć. Skrzyżował ramiona na piersi, 
a wyraz jego twarzy był twardy i zimny. 

-  Wybacz,  Jasper.  To  było  nie  do  przewidzenia.  Co  mogę  powiedzieć?  – 

stwierdziłem, nerwowo przebiegając ręką po włosach. 

- Od kiedy? – zapytał chłopak, wciąż z chłodną i opanowaną twarzą. 
- Dla mnie od kiedy po raz pierwszy ją spotkałem, ale oficjalnie od wczoraj. – 

Wzruszyłem ramionami. 

-  Jasper,  mógłbyś  jeszcze  nie  mówić  o  tym  pozostałym?  –  zapytała  Bella, 

podnosząc się z krzesła. 

- Coś jeszcze się z tobą dzieje, Bello – powiedział Jazz, odwracając się do niej. – 

Właśnie dostałem kontrakty od GM i jest tam klauzula zdrowotna, jakiej jeszcze nigdy 
nie widziałem. Zazwyczaj spotykałem się z zastrzeżeniami w związku z nagłą śmiercią, 
ale nigdy z terminową chorobą. Co się z tobą dzieje? 

- Jasper – odpowiedziałem stanowczo – to nie jest twoja sprawa. Powie ci, kiedy 

będzie chciała. – Bella położyła rękę na moich plecach. 

- W porządku, Edwardzie – rzekła. – Jasper, dobrze odczytałeś kontakt. Zespół 

będzie chroniony jeśli coś mi się stanie, jeśli o to się martwisz. 

- Nie martwię się tylko o zespół, Bello. Jeśli coś jest z tobą nie tak, to zrani Alice 

i resztę nas osobiście. Co się dzieje? – zapytał Jasper, a każde słowo było przesiąknięte 
szczerością i niepokojem. 

- Mam wadę serca. Potrzebuję przeszczepu – westchnęła Bella. 
- Jak dużo czasu ci zostało, jeśli nie dostaniesz serca? – wyszeptał chłopak. 
- Osiemnaście do dwudziestu czterech miesięcy. Mam rzadką grupę krwi, więc 

otrzymanie  serca  jest  prawie  niemożliwe.  –  Wystawiła  podbródek,  jakby  to  było  nic 
ważnego. 

Przez twarz Jaspera przebłysnął szok, ale zwyczajnie przytaknął. 
- Nie powiem nic o was, albo o twoim stanie zdrowia, Bello. To wasze sprawy. 

Ale jeśli bardzo ci się pogorszy, powiem Alice. – Bella przytaknęła w zgodzie. 

-  Muszę  sprawdzić  odczyty  z  jazdy  zanim  pojadę  do  domu.  Zaraz  wrócę  – 

oznajmiła Bella. Próbowałem podążyć za nią, ponieważ bałem się, że może znów upaść 
lub zemdleć. Potrząsnęła głową i położyła rękę na moim policzku. 

Po  tym  jak  dziewczyna  odeszła,  Jasper  odwrócił  się  do  mnie  i  położył  dłoń  na 

moim ramieniu. 

- Zakochujesz się w niej, prawda Edwardzie? 

background image

 

59 

 

-  Nie 

zakochuję

.  Już 

zakochałem

.  Nie  mogę  jej  zostawić.  Chcę  z  nią  być.  Nie 

ważne, że to może trwać bardzo krótko. 

-  Jesteś  pewny?  Nigdy  nie  widziałem,  żebyś  patrzył  na  kogoś  tak  jak  na  nią. 

Myślisz, że poradzisz sobie, kiedy odejdzie? 

- Wciąż jest nadzieja, że wyzdrowieje. Muszę z nią być, Jasper. 
Przytaknął. 
- Zabierz ją do domu i upewnij się, że trochę odpocznie. – Pokiwałem głową i 

odszedłem, by poszukać Belli. 

Była  w  pomieszczeniu,  gdzie  znajdowały  się  szafki.  Wyjęła  ze  swojej  torbę  i 

spakowała laptopa i zestaw projektów. 

-  Jedziesz  do  domu,  żeby  odpocząć,  nie  pracować,  Bello  –  stwierdziłem, 

prowokując ją, żeby mi się sprzeciwiła. Zamiast tego spojrzała na mnie i wydęła wargi. 
–  Tym  razem  to  nie  zadziała  –  powiedziałem.  Przewróciła  tylko  oczami  i  zamknęła 
szafkę. Rosalie weszła do pokoju z notatnikiem w ręku. 

- Hej Edward, pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć, że pobiłeś najlepszy czas Belli 

o prawie trzy sekundy. Twoja najwyższa prędkość wynosiła dwieście osiemdziesiąt trzy 
kilometry na godzinę. Jutro możemy trenować przez cztery godziny, więc bądź tutaj o 
ósmej – poinformowała mnie Rosalie. Bella zwęziła oczy, ale szybko to ukryła. 

- Nie mogę – powiedziałem chłodno. – Mam kontrolną wizytę u lekarza. Będę 

mógł tu przyjść dopiero po lunchu. – Próbowałem to jakoś rozegrać. 

 -  Myślę,  że  mogę  to  załatwić.  Tyler  szukał  wolnego  terminu  na  torze.  Zrobię 

tak,  że  będziesz  mógł  przyjechać  o  trzynastej.  Może  być?  –  zapytała,  patrząc  to  na 
mnie, to na Bellę. 

-  Świetnie – odpowiedziałem zanim skupiłem uwagę z powrotem na Belli. 
-  Rosalie,  możesz  wyświadczyć  mi  przysługę?  –  spytała  Bella  ze  złośliwym 

uśmieszkiem na twarzy. 

-  Oczywiście,  czego  potrzebujesz?  –  odrzekła  Rose  głosem  kipiącym  od 

ciekawości. Bella spojrzała na mnie i uniosła brew. Nie spodobało mi się to spojrzenie. 
Coś planowała. 

- Powiem ci w drodze do garażu. Chodź, Rosalie – powiedziała Bella i chwyciła 

blondynkę  za  rękę,  ciągnąc  ją  na  zewnątrz.  Rosalie  wzruszyła  tylko  ramionami  i 
wyglądała na tak samo zdezorientowaną jak ja. 

Westchnąłem.  Wiedziałem,  że  nie  powie  mi  co  kombinowała,  więc  zacząłem 

szukać Alice. Znalazłem ją w sali konferencyjnej, rozmawiającą przez telefon. Spojrzała 
na mnie i podniosła palec. 

-  Brzmi  świetnie.  Dobrze,  środa  o  dziewiątej  rano.  Upewnię  się,  że  są  gotowi. 

Cześć. – Alice zatrzasnęła telefon i zapisała kilka rzeczy w swoim kalendarzu. 

- Co tam? – zapytała, kiedy spojrzała w górę, poświęcając mi całą swoją uwagę. 
-  Możesz  zabrać  Saaba  Belli  do  domu?  Nie  chcę,  żeby  teraz  prowadziła. 

Odwiozę ją. 

- Jasne. Czekaj… Saab? Ile ma samochodów? 

background image

 

60 

 

-  Widziałem  osiem,  ale  w  gablotce  było  co  najmniej  tuzin  kluczyków.  – 

Potrząsnąłem głową i podałem jej kluczyki Belli. 

-  Edward,  jestem  gotowa.  Możemy  iść.  –  Głowa  dziewczyny  pojawiła  się  w 

wejściu do sali konferencyjnej. 

-  Alice  później  odstawi  twój  samochód.  Chodźmy.  –  Wziąłem  Bellę  za  rękę  i 

wyprowadziłem ją z budynku. Otworzyłem drzwi pasażera w moim Volvo i pomogłem 
jej wsiąść. Wyjechałem z parkingu kierując się w stronę naszego osiedla. 

- Jestem głodna. Możemy skoczyć po jakąś chińszczyznę? – zapytała. 
- Jasne, niedaleko jest knajpka, którą lubię – odpowiedziałem. 
Kiedy  już  zdobyliśmy  jedzenie,  udaliśmy  się  do  mieszkania  Belli.  Miło 

spędziliśmy  czas  lunchu,  nie  rozmawiając  o  niczym  szczególnym,  tylko  naszych 
ulubionych  rzeczach.  Bella  nawet  nie  zawracała  sobie  głowy  pałeczkami;  po  prostu 
wzięła widelec. Zażartowałem, że pracuje nad mechaniką i technologią, ale nie potrafi 
używać pałeczek. Na tą uwagę, wystawiła tylko swój mały, różowy język. 

Po  posiłku,  wykonała  kilka  telefonów,  rozmawiając  o  częściach,  które 

spodziewała się wkrótce otrzymać. Płynnie mówiła po japońsku i myślę, że trochę po 
niemiecku. Ja surfowałem po Internecie, żeby sprawdzić wszystkie krążące o nas plotki. 
Filmik,  na  którym  Newton  dostaje  w  twarz,  był  głównym  tematem  na  TMZ

19

!  Bella 

zaczęła przeklinać do słuchawki i chodzić nerwowo po pokoju. 

Po mniej więcej godzinie, zabrałem jej komórkę i wyłączyłem ją. Narzekała przez 

chwilę,  a  potem  skierowała  uwagę  na  laptopa.  Potrząsnąłem  głową  i  też  go  jej 
odebrałem. Wydęła wargi i zamknęła się w swoim pokoju. Kilka chwil później wyszła w 
białym, obcisłym podkoszulku i krótkich, czarnych szortach. 

- Co teraz robisz, Bello? – Zignorowała mnie, wzięła narzutę, która znajdowała 

się  na  kozetce  i  przykryła  się.  Włączyła  duży,  płaski  telewizor  i  skakała  po  filmach  w 
menu. 

-  Zamierzasz  do  mnie  dołączyć,  czy  będziesz  tak  tam  tylko  stał?  –  zapytała 

wciąż na mnie nie patrząc. 

-  Jasne,  ale  chyba  skocze  do  siebie  i  przebiorę  się  w  coś  wygodniejszego. 

Przyniosę  popcorn.  –  Spojrzałem  na  nią,  kiedy  dotarłem  do  drzwi  i  się  zatrzymałem. 
Odwróciłem się i wziąłem jej telefon i laptop, które leżały na kontuarze w kuchni. 

-  Yyyh!  –  Bella  rzuciła  we  mnie  poduszką,  kiedy  opuszczałem  mieszkanie. 

Uśmiechnąłem się; była wręcz zbyt seksowna, gdy się złościła. 

 

 

 
-  Wróciłem  –  oznajmiłem,  gdy  ponownie  wszedłem  do  mieszkania  Belli.  Z 

salonu  dobiegały  do  moich  uszu  głośne  jęki  i  krzyki.  Bella  zerknęła  na  mnie,  kiedy 

                                                            

19

 Portal plotkarski. 

background image

 

61 

 

wszedłem. Moje usta otworzyły się w szoku, gdy uświadomiłem sobie, że na ogromnym 
ekranie  telewizora  leciał  film  porno.  Bella  zaczęła  się  histerycznie  śmiać  i  bez 
odwracania się, zmieniła kanał. 

- Powinieneś był widzieć swoją twarz, Edwardzie. To było bezcenne - wydusiła z 

siebie  Bella  pomiędzy  atakami  śmiechu.  Próbowałem  przywrócić  na  twarz  spokojną 
minę i potrząsnąłem głową. 

- Naprawdę uważasz, że to było śmieszne? 
- Nie żart, ale wyraz twojej twarz był nieoceniony. – Uśmiechnęła się złośliwie. 

Wstała  i  chwyciła  moja  rękę,  ciągnąć  mnie  w  stronę  kanapy.  Kiedy  pchnęła  mnie  na 
sofę, byłem lekko oszołomiony. Bella zdjęła moje buty, a potem przesunęła moje nogi 
tak,  że  bardziej  leżałem  niż  siedziałem.  Przebiegła  ręką  wzdłuż  ściągaczy  przy  moich 
spodniach i figlarnie pociągnęła za sznureczki. – Wygodnie? – Przytaknąłem, podczas 
gdy dziewczyna położyła się obok mnie, opierając się plecami o moją klatkę piersiową. 
Wtuliła się we mnie i przykryła nas kocem. Pociągnęła moje ramię tak żeby otaczało jej 
talię. 

-  Więc,  co  chcesz  obejrzeć?  –  zapytała  Bella,  a  ja  w  tym  czasie  ukradkiem 

upajałem się jej słodkim zapachem. 

-  Wszystko  mi  jedno.  –  Prawdopodobnie  nie  byłbym  w  stanie  czegokolwiek 

oglądać z nią w moich ramionach. 

-  Co  powiesz  na 

8 Części Prawdy

? –  Wzruszyłem  obojętnie  ramionami. Nigdy 

nawet o tym nie słyszałem. Bella wybrała film z listy na życzenie i rozpoczął się film. 

Dzieliliśmy ze sobą paczkę popcornu, którą wcześniej otworzyłem i oglądaliśmy. 

Bella  przewidziała  koniec  po  pierwszych dwudziestu minutach. Nie spodziewałem  się, 
że  będzie  miała  rację.  Po  obejrzeniu  filmu,  postanowiliśmy,  że  czas  na  obiad.  Belli 
udało się zrobić kilka kotletów schabowych, szparagi i ryż, które były przepyszne. 

Poważnie, czy nie ma niczego czego ta kobieta nie potrafi zrobić? 

Razem posprzątaliśmy po posiłku. Po tym jak wzięła tabletkę, błagała o laptopa i 

telefon,  czego  odmówiłem.  Zaproponowałem,  żebyśmy  obejrzeli  kolejny  film. 
Dziewczyna miała ochotę na komedię romantyczną, ale nie przywiązałem do tego wagi; 
poświęcałem  więcej  uwagi  jej,  niż  telewizji.  Nie  mogła  znaleźć  niczego,  co  by  jej  się 
spodobało, więc włączyła 

Notting Hill

Przez  jakiś  czas  oglądaliśmy,  ale  Bella  nie  wydawała  się  za  bardzo 

zainteresowana. Westchnęła, a potem odwróciła swoje ciało w moją stronę. Popatrzyła 
na  mnie  swoimi  pięknymi,  brązowymi  oczami,  które  były  przepełnione  czymś,  czego 
nie  mogłem  rozpoznać.  Lekko  pocałowała  mnie  w  usta,  a  następnie  powoli  zaczęła 
pogłębiać  pocałunek.  Trwaliśmy  tak  naprawdę  długo,  przerywając  tylko  na  krótko  by 
złapać oddech. Przycisnęła mnie bliżej do siebie tak, że mogłem poczuć każdy łuk jej 
małego ciała. Niechętnie się odsunąłem, ale wiedziałem, że tak będzie najlepiej. 

- Bella, musimy przestać – wyszeptałem. 
- Dlaczego? – Zaczęła całować mnie lekko wzdłuż szczęki i szyi. 

background image

 

62 

 

-  Dopóki  nie  usłyszę  od  twojego  doktora,  że  możesz  wykonywać  męczące 

czynności – jęknąłem, kiedy przygryzła moje ucho, a potem je possała – nie możemy 
posunąć się dalej. – Ledwie oddychałem, zastanawiając się nad tym, żeby to jeszcze raz 
rozważyć. 

-  Będzie  dobrze.  Byłam  grzeczną  dziewczynką.  Wzięłam  dzisiaj  wszystkie 

tabletki. 

-  Nie,  Bello.  Nie  dopóki  twój  lekarz  nie  da  nam  pozwolenia  –  powiedziałem 

bardziej stanowczo, próbując usiąść. 

Westchnęła. 
-  Dobrze.  Chyba  rozumiem.  Mówiąc  szczerze,  od  kilku  dni  nie  spałam  zbyt 

dobrze. Nie rozumiem dlaczego.  

-  Ja  tak  samo.  –  Znałem  powód;  to  działo  się  od  kiedy  ją  spotkałem.  Nie 

zamierzałem tego przyznać. 

- Możesz zostać na noc? Tylko spanie… - ucichła, nadymając wargi. 
-  Jeśli  będziemy  tylko  spać,  dobrze,  zostanę.  Jestem  już  trochę  zmęczony. 

Powinniśmy jutro wstać przynajmniej godzinę przed spotkaniem z twoim lekarzem. 

- Dobrze. W takim razie jestem gotowa. Już prawie dziewiąta. – Bella wyłączyła 

telewizor  i  zamknęła  frontowe  drzwi.  Pociągnęła  mnie,  bym  wstał  z  kanapy  i 
poprowadziła  do  swojej  sypialni.  Nie  takiego  widoku  się  spodziewałem.  Pokój  w 
większości  był  wykończony  w  odcieniach  niebieskiego  i  ciemnym  drewnie.  Gdzie 
niegdzie  pojawiała  się  czysta  biel.  Jej  łóżko  było  przykryte  luksusowym materiałem w 
intensywnym ciemnoniebieskim kolorze, a puszyste poduszki były ułożone u podnóża 
zagłówka. 

Bella  puściła  moją  rękę  i  weszła  na  moment  do  szafy,  pozwalając  zamknąć  się 

drzwiom.  Kiedy  wyszła  kilka  minut  później,  speszyło  mnie  to,  że  się  nie  przebrała; 
krótkie szorty wciąż pozostawiały co nieco dla wyobraźni. 

Może to nie jest taki dobry pomysł

. Próbowałem odgonić od siebie tę myśl. 

Odsunęła  nakrycia  i  wdrapała  się  na  duże  łóżko.  Usadowiła  się  w 

prześcieradłach i odsunęła je nieco z drugiej strony, zapraszając mnie. Wziąłem głęboki 
oddech i ułożyłem się obok niej, przyciągając ją do swojej piersi. 

-  To  miłe  –  wyszeptała  dziewczyna  i  westchnęła.  Potem  ucichła,  a  jej  oddech 

stał się głęboki i spokojny. Już zasnęła. Ciaśniej otoczyłem ją ramionami, pozwalając by 
rytm jej serca i oddechu wysłały mnie w objęcia Morfeusza. 

Następnego ranka obudził mnie dźwięk prysznica. Drzwi do łazienki były lekko 

uchylone tak samo jak te od garderoby. Usiadłem, przebiegając rękami przez włosy, na 
marne próbując je uporządkować. Bella wyszła z szafy z ubraniami w rękach. 

- Dzień dobry, śpiochu. Idę się umyć; jest już 8:30. 
- Powinienem iść, też wziąć prysznic i się przygotować. Wrócę za pół godziny. 
-  Weź  moje  klucze  i  zamknij,  kiedy  będziesz  wychodził.  –  Bella  zrobiła  kilka 

kroków w moim kierunku i pocałowała mnie lekko w usta. – Widzimy się za chwilę. – 
Weszła do łazienki, a gdy zamykała za sobą drzwi, z wewnątrz wydostała się para. 

background image

 

63 

 

Udałem  się  z  powrotem  do  swojego  mieszkania  i  zacząłem  przygotowywać  się 

na  nadchodzący  dzień.  Kiedy  brałem  prysznic,  cicho  modliłem  się,  żeby  stan  Belli  się 
nie pogarszał. Potajemnie bałem się tego, co może oznajmić nam ten doktor Platt. 

Nam. Podoba mi się to

. Pomyślałem, zakładając na siebie ubrania. 

- Bello, jesteś gotowa? – zapytałem, gdy wszedłem do jej mieszkania. – Wybacz, 

troszkę się spóźniłem. 

-  Zaraz  wyjdę,  Edwardzie  –  zawołała  ze  swojej  sypialni.  –  Zaparzyłam  trochę 

kawy. Częstuj się.  

Kiedy już obydwoje wypiliśmy po kubku, wyszliśmy. Bella taszczyła ze sobą małą 

torbę wypchaną ubraniami. Zapytałem dlaczego. 

-  Zamierzam  zrobić  test  na  stres,  by  sprawdzić  czy  potrzebuję  wyższej  dawki 

leków.  Więc  wzięłam  ubrania  na  zmianę  i  kosmetyki,  żebym  mogła  wziąć  prysznic w 
gabinecie  doktora  –  odpowiedziała.  Nie  dopytywałem  się.  Kilka  minut  później 
dotarliśmy  do  szpitala.  Poprowadzono  nas  do  małego  pokoju.  Bella  usiadła  na  stole, 
który  był  pokryty  tym  szeleszczącym  papierem.  Zająłem  krzesło  obok  niej.  Czekając, 
siedzieliśmy w ciszy. 

Kilka  minut  później  ktoś  zapukał  do  drzwi,  a  potem  je  otworzył.  Do 

pomieszczenia  wszedł  dystyngowanie  wyglądający  mężczyzna  z  jasnoniebieskimi 
oczami i białymi włosami. 

- Dzień dobry, Bello. – Uśmiechnął się do niej i odwrócił w moją stronę. – Ty 

musisz być Edward. – Wyciągnął rękę. 

- Doktor Platt. – Uścisnąłem mu dłoń i wziąłem głęboki oddech. Popatrzył mi w 

oczy, a jego były wypełnione smutkiem. 

-  Bello,  pozwól,  że  przez  minutę  posłucham  twojego  serca  a  potem  będziesz 

mogła  się  przebrać.  Chcę,  żebyś  ćwiczyła  na  bieżni  przez  trzydzieści  minut.  Jeśli  nie 
zauważę  efektów,  zwiększymy  tylko  liczbę  dawek.  Jeśli  natomiast  będą,  wtedy 
zmienimy zawartość miligramów i liczbę dawek. – Bella przytaknęła, rozpinając bluzkę 
i zdejmując ją, ukazując białą koszulkę na ramiączka znajdująca się pod spodem. 

-  Bierz  głębokie,  pełne  oddechy  –  powiedział  lekarz,  przyciskając  do  jej  klatki 

piersiowej stetoskop. Bella wykonywała jego polecenie, podczas gdy doktor osłuchiwał 
jej pierś, okolice żeber, a potem powtórzył tę czynność na jej plecach. Powrócił do jej 
klatki  piersiowej,  a  drugą  ręką  chwycił  jej  nadgarstek,  patrząc  na  zegar  na  ścianie. 
Przestał i odwrócił się do Belli z uśmiechem. 

- Wszystko wydaje się być normalne, przynajmniej jak na ciebie. Więc przenieś 

się  teraz  na  bieżnię  w  pokoju  obok.  Edwardzie,  możesz  do  niej  dołączyć.  Pojawię  się 
tam za chwilę. – Mężczyzna opuścił pomieszczenie, a Bella zeskoczyła ze stołu. Zaczęła 
zdejmować dżinsy, które miała na sobie. Zamknąłem oczy. 

- Spokojnie Edwardzie – żachnęła się – mam pod spodem szorty. – Otworzyłem 

oczy i patrzyłem jak się rozbierała. Rzeczywiście, pod nimi miała na sobie białe, obcisłe 
krótkie spodenki. Jej kolekcja ledwie-obecnych szortów z pewnością będzie moją zgubą. 
Chwyciła swoją torbę i włożyła do niej spodnie i koszulę. 

background image

 

64 

 

- Chodź… popatrzysz jak się troszkę pocę – zachichotała. Przewróciłem oczami, 

biorąc od niej torbę i podążyłem za nią do pokoju. Znajdowało się w nim kilka krzeseł, 
skomplikowanie  wyglądająca  bieżnia  i  około  pięciu  medycznych  monitorów 
ustawionych  wzdłuż  ściany  przy  urządzeniu  do  ćwiczeń.  Przy  jednym  z  ekranów 
siedział młody technik. Odwrócił się, kiedy weszliśmy. 

- Witam, ty musisz być panna Swan… - Popatrzył na Bellę i opadła mu szczęka. 

Sądzę,  że  nie  spodziewał  się,  iż  panna  Swan  będzie  taka  młoda.  Odchrząknąłem, 
wyrywając go z własnych myśli. 

-  Dzień  dobry,  nie  wydziałam  cię  tu  wcześniej.  Jesteś  nowy?  –  zapytała 

dziewczyna, wyciągając rękę.  

- Tak, zacząłem w zeszłym tygodniu. Nazywam się Ethan. Miło mi panią poznać, 

panno  Swan,  musze  przyznać,  kiedy  przeczytałem  imię  następnego  pacjenta,  skrycie 
miałem  nadzieję,  że  to  pani.  Nie  miałem  pojęcia,  że  mogę  mieć  rację.  –  Ethan  wciąż 
gapił się na Bellę, ale szczęśliwie dla niego, tylko na jej twarz. 

- Niech zgadnę, fan – powiedziałem gorzko. 
-  Przepraszam,  tak.  Razem  z  żoną  jesteśmy  wielkimi  fanami.  Jesteś 

szczęściarzem, Edwardzie Cullen. – Ethan wyciągnął rękę; zauważyłem, że ma obrączkę 
na palcu, więc moja gorycz znacznie się zmniejszyła. 

- Ethan – zaczęła nerwowo Bella – wiesz, ze nie możesz nikomu zdradzić tego 

co znajduje się w moich aktach, prawda? 

- Nigdy bym… oczywiście, panno Swan – stwierdził, patrząc na jej dokumenty. 

Na  jego  twarz,  na  której  wcześniej  znajdował  sie  szeroki  uśmiech,  zaczął  wstępować 
smutek i westchnął głęboko, zanim przybrał spokojną minę. Znałem to. Ten sam wyraz 
twarzy ma mój ojciec, kiedy rozmawia z umierającym pacjentem. Zamknąłem oczy. 

Nie ma nadziei?

 Usiadłem na pobliskim krześle. 

Ethan gestem wskazał Belli, żeby stanęła na bieżni. Delikatnie przypiął wokół jej 

piersi  małe  urządzenie  tak  by  znajdowało  się  powyżej  serca.  Po  każdej  stronie 
aparatury monitującej umieścił dwa sensory: biały i czerwony. Włączył maszynę; Bella 
przytrzymała się poręczy aby przywyknąć do rytmu. Technik skierował swoją uwagę na 
monitory. Po kilku minutach Bella westchnęła. 

-  Proszę  chłopaki,  cisza  mnie  zabija.  Mówcie  coś.  –  Jej  wyraz  twarz  był  lekko 

rozdrażniony. 

-  Przepraszam  –  powiedzieliśmy  razem,  ale  po  kilku  chwilach  żaden  z  nas  nie 

przerwał milczenia. 

-  Więc,  Ethan  co  sprawia,  że  ty  i  twoja  żona  jesteście  moimi  fanami?  –  Bella 

przełamała lody. 

- To właściwie dosyć zabawna historia. Poszedłem na jeden z twoich wykładów 

o  mikrobiologii  i  spotkałem  tam  moją  przyszłą  żonę.  Od  razu  przypadliśmy  sobie  do 
gustu. Myślę, że to właśnie od tamtego momentu staliśmy się fanami. Od tamtej pory 
obserwowaliśmy  twoją  karierę.  Gdyby  nie  twój  wykład,  nigdy  byśmy  się  nie  spotkali. 
Zamierzałem iść do Stanford, a ona uczęszczała do Berkley. 

background image

 

65 

 

-  Wow…  jestem  swatką  i  nawet  o  tym  nie  wiem.  –  Bella  uśmiechnęła  się  do 

Ethana. 

- Mikrobiologia? – zapytałem. 
-  Mówiłam  ci,  że  mam  kilka  specjalizacji  –  uśmiechnęła  się.  Po  tym, 

rozmawialiśmy o nadchodzącym wyścigu i obecnych rankingach. Ethan był ogromnym 
fanem  zawodów  NASCAR,  a  jeśli  dodać  do  nich  jeszcze  Bellę,  stawały  się  bardziej 
ekscytujące. Zaoferowałem mu dwa bilety na niedzielny wyścig, które z chęcią przyjął. 
Doktor  dołączył  do  nas  dwadzieścia  siedem  minut  po  rozpoczęciu  przez  Bellę 
ćwiczenia.  Przez  kilka  chwil  obserwował  monitory  i  odczyty,  zanim  poprosił  Bellę  by 
przestała. 

-  Bello,  ty  i  Edward  możecie  poczekać  w  moim  gabinecie.  Daj  mi  jakieś 

piętnaście  minut  i  do  was  dołączę.  Możesz  skorzystać  z  prysznica  w  moim  biurze, 
Bello. 

-  Dziękuję,  doktorze.  Bardzo  chętnie.  Na  razie  Ethan,  może  zobaczymy  się  na 

wyścigu. 

-  Do  widzenia,  Bello,  mam  nadzieję,  że  się  tam  spotkamy.  Moja  żona  bardzo 

chętnie  cię  pozna.  Powodzenia,  Edwardzie  –  powiedział  Ethan  zanim  odwrócił  się  w 
stronę urządzeń. 

Bella poprowadziła mnie do ciemnych drzwi, a wisząca na nich złota plakietka 

oznajmiała, że jest to gabinet doktora Platta. Kiedy weszliśmy do środka, zauważyłem, 
że jego biuro wyglądało bardziej jak pokój dziekana aniżeli lekarza. Pomieszczenie było 
wyłożone  drewnianymi  panelami  i  półkami  z  książkami.  Meble  stanowiły  różne 
skórzane krzesła, a pośrodku stało piękne, tekowe biurko.  

- Poczekaj tutaj. Wezmę bardzo szybki prysznic – powiedziała Bella, znikając za 

drzwiami. 

Usiadłem,  próbując  uspokoić  oddech.  Bella  wyglądała  zupełnie  spokojnie  przez 

cały  czas  na  bieżni,  nawet  kiedy  Ethan  stopniowo  zwiększał  szybkość  i  pochyłość. 
Miałem  nadzieję,  że  to  dobrze.  Musiałem  rozmyślać  dłużej  niż  przypuszczałem,  bo 
Bella dotknęła mojego policzka opuszkami palców. 

- O czym myślisz? – zapytała miękkim głosem. Już miałem odpowiedzieć, ale do 

środka  wszedł  lekarz.  Przywdział  spokojny  wyraz  twarzy.  Bella  zajęła  miejsce  obok 
mnie. 

- Mam dobre wieści, Bello. Nie wygląda na to, żeby twój stan się pogarszał. Ale 

zalecam, żebyś zamiast trzech tabletek dziennie, zwiększyła dawkę do jednej co cztery 
godziny. 

-  To  świetnie  doktorze.  Będę  musiała  ustawić  sobie  jakiś  alarm,  żebym  już 

więcej nie zapominała. 

-  Nie  martw  się,  będę  ci  o  nich  przypomniał,  Bello  –  powiedziałem  z  ulgą  w 

głosie. 

- Doktorze, która jestem na liście? – zapytała dziewczyna. 
- Trzecia. 

background image

 

66 

 

-  Szybko  się  przesunęłam;  jeszcze  w  zeszłym  miesiącu  byłam  ósma.  Były  aż 

cztery serca? 

-  Nie,  Bello,  wszyscy  umarli.  Nie  otrzymali  serca  na  czas  –  odpowiedział 

poważnie doktor Platt. 

- Och. – Wszyscy zamilkli na kilka chwil. 
- Masz jakieś pytania? – zapytał mężczyzna. 
-  Tak,  umm…  czy  wciąż  mogę  robić  rzeczy  takie  jak  jeżdżenie  na  kolejkach 

górskich,  skakanie  ze  spadochronu,  skakanie  na  bungee  i  tym  podobne?  –  zapytała 
Bella. 

- Tak długo jak regularnie zażywasz leki, tak. W to wlicza się także aktywność 

seksualna. – Doktor uśmiechnął się, puszczając Belli oczko. 

Dziewczyna zarumieniła się i uśmiechnęła. 
- Właśnie miałam o to zapytać. – Zachichotała. 
- Też mam pytanie – powiedziałem, próbując zmienić temat. – Czy mógłby pan 

wysłać  akta  Belli  do  innego  lekarza,  doktorze?  Mój  ojciec,  doktor  Carlisle  Cullen  jest 
kardiologiem dla dzieci. Chcę po prostu usłyszeć jego opinię. 

-  To  zależy  od  ciebie,  Bello.  –  Doktor  wyglądał  na  lekko  zaskoczonego.  –  To 

byłby  dobry  pomysł.  Słyszałem  o  doktorze  Cullenie  i  jest  bardzo  dobrze  znany  jeśli 
chodzi o przełomy w leczeniu przypadków takich jak twój – wytłumaczył doktor Platt. 

- Dobrze, myślę, że to będzie w porządku – stwierdziła Bella zwyczajnie. 
- Teraz to ustalone. Bello, chcę cię widzieć od teraz co trzy tygodnie. Odświeżę 

twoje  recepty  i  prześlę  je  do  apteki.  Miło  było  pana  poznać,  panie  Cullen.  –  Doktor 
wstał, a Bella i ja poszliśmy za jego przykładem. Opuściliśmy gabinet krótko po tym, 
jak Bella ustaliła datę następnego spotkania. 

-  Jedźmy  na  tor.  Moja  niespodzianka  powinna  być  już  gotowa  –  powiedziała 

dziewczyna, podekscytowana. Praktycznie podskakiwała w swoim siedzeniu. 

- Jaka niespodzianka, Bello? – zapytałem podejrzliwie. 
- Zobaczysz – odparła z wielkim uśmiechem na jej pięknej twarzy. Kiedy tylko 

dotarliśmy  na  parking,  wyskoczyła  z  samochodu  i  pobiegła  w  stronę  obiektu  zanim 
zdążyłem nawet otworzyć swoje drzwi. 

Skierowałem  się  do  szatni,  żeby  przebrać  się  w  kombinezon.  Jasper  wszedł  do 

środka z ekscytacją malującą się na jego twarzy. 

- Co kombinujecie, Jasper? 
- Mamy kogoś, z kim możesz dzisiaj ćwiczyć. Szanse powinny być wyrównane. 
- Kogo? – zapytałem sceptycznie. 
-  Zobaczysz  –  odrzekł,  wychodząc  z  pomieszczenia.  Szybko  skończyłem  się 

przebierać  i  poszedłem  na  tor.  Na  asfalcie  znajdował  sie  mój  samochód  i…  mój 
samochód. Były dwa. 

- Niespodzianka, Edwardzie! – Bella podskoczyła i otoczyła mnie ramionami. – 

To dokładna kopia twojego auta i należy do zespołu. Dotarł dzisiaj rano. 

background image

 

67 

 

-  Nie  mogę  w  to  uwierzyć.  Wygląda  świetnie.  –  Popatrzyłem  na  Bellę  i 

zauważyłem,  że  miała  na  sobie  niebieski  kombinezon,  w  którym  widziałem  ją  po  raz 
pierwszy. 

- Momencik. Z kim się ścigam? 
- Ze mną, głuptasie. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

68 

 

12

12

12

12. . . . Bella

Bella

Bella

Bella    

 
 

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV 

- Momencik. Z kim się ścigam? 
- Ze mną, głuptasie.

 – Bella uśmiechnęła się do mnie, odsuwając się by podejść 

do jednego z samochodów. Chwyciłem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. 

-  Bella,  naprawdę  sądzisz,  że  robienie  czegoś  takiego  to  dobry  pomysł  dla 

twojego serca? – warknąłem. Bella zwęziła oczy i przytaknęła. 

- Nie testuj mnie i lepiej daj z siebie wszystko, Cullen – parsknęła w odpowiedzi 

i odeszła. Jasper podszedł do mnie, potrząsając głową. 

-  Wybacz,  nalegała.  Rosalie  i  Alice  pomagając  Belli,  a  ja  i  Emmett  tobie.  Pięć 

okrążeń i pamiętaj, że wszyscy patrzą. – Wskazał na reporterów i kamerzystów. 

-  Świetnie  –  wyplułem  z  siebie,  sarkastycznie.  Podszedłem  do  auta,  w  którym 

znajdowała  się  dziewczyna  i  zauważyłem  różnicę;  logo  EC  w  kilku  miejscach  było 
zielone. Zerknąłem przez okno pasażera i wykrzyknąłem imię Belli. Rosalie poklepała ją 
po  ramieniu  i  zwróciła  na  mnie  jej  uwagę.  Próbowałem  z  nią  porozmawiać,  ale 
wskazała na swoje uszy i wzruszyła ramionami. Innymi słowy, ignorowała mnie. 

 Wsiadłem do swojego samochodu i zapiąłem pasy, po czym nałożyłem rękawice 

i  kask.  Obserwowałem  jak  Rose  odeszła  od  Belli,  kierując  się  w  stronę  ścianki,  by 
stanąć  obok  Alice.  Jerry,  jeden  z  członków  mojej  załogi,  stanął  pomiędzy  autami, 
prowadząc nas do miejsca startu. Pomachał w górze zieloną flagą, unosząc pięć palców, 
cztery,  trzy,  dwa  i  obniżył  chorągiewkę,  a  wtedy  wystartowałem.  Bella  objęła 
prowadzenie. 

- Cholera – usłyszałem głos Jaspera w słuchawkach – to był niezły start. Uważaj 

na  swoją  prawą.  Idziecie  teraz  łeb  w  łeb.  Dochodzisz  do  dwustu  osiemnastu  na 
godzinę.  Cholera,  chyba  wynik  pierwszego  okrążenia  będziemy  musieli  odczytać  z 
fotokomórki.  Właśnie  dobiłeś  do  dwustu  czterdziestu.  Samochód  wciąż  dobrze  się 
sprawuje? 

- Tak, wszystko w porządku z Bellą? Nie widzę jej zbyt dobrze. 
- Nie martw się o nią; jest zaraz za tobą. Nie pozwól, żeby to cię zmyliło. Czeka 

na swój ruch. 

-  Znając  Bellę,  nie  zrobi  go  dopóki  będę  w  stanie  zareagować  w  odpowiednim 

czasie. 

-  Zgadzam  się.  Masz  dwieście  sześćdziesiąt  na  liczniku  i  kończysz  kolejne 

okrążenie.  Wszystkie  odczyty  wyglądają  dobrze.  Bella  zbliża  się  od  prawej.  Chce  cię 
wyprzedzić na prostej. Uważaj. – Bella nagle znalazła się przede mną. Jak, do cholery, 
udało jej się to zrobić tak szybko? 

- Whoa. To… uhh… właśnie doszedłeś do dwustu siedemdziesięciu na godzinę i 

kończysz kolejne okrążenie, TERAZ. Właśnie zerknąłem na liczniki Belli. Jedzie dwieście 

background image

 

69 

 

siedemdziesiąt pięć na godzinę. Ma nad Tobą jakieś cztery sekundy przewagi. Musisz 
dać  z  siebie  więcej,  Edwardzie.  –  Rozważałem,  czy  warto  jest  próbować  wygrać  i 
prawdopodobnie ryzykować zdrowie Belli. Potem prawdopodobnie skopałaby mi tyłek, 
jeśli  nie  dałbym  z  siebie  wszystkiego.  Jej  słowa.  Docisnąłem  pedał  gazu  i  wziąłem 
pierwszy zakręt od wewnętrznej. 

-  Właśnie  tak;  teraz  jesteś  tylko  kawałeczek  za  nią.  Przekroczyłeś  dwieście 

osiemdziesiąt cztery na godzinę. To największa szybkość na tym torze. Jak się czujesz? 

-  Przysięgam,  że  mogę  poczuć  stelaż  mojego  siedzenia,  a  poza  tym  nie  widzę 

większej różnicy. 

-  Bella  nieco  zwalnia.  Może  mieć  ten  sam  problem.  Zrób  to  samo.  Właśnie 

ukończyłeś  czwarte  okrążenie.  Teraz  ostatnie.  Bella  zostaje  nieco  bardziej  w  tyle.  – 
Wtedy,  podczas  pierwszego  zakrętu  dziewczyna  znalazła  się  znów  na  prowadzeniu, 
biorąc zakręt od wewnętrznej. – Cholera, jak to zrobiła, do cholery? – Wycisnąłem ze 
swojego  samochodu  nieco  więcej.  Dziewczyna  nie  jechała  przede  mną,  nie  chcąc  dać 
mi  szansy,  abym  zajął  pozycję  obok  niej,  podczas  ostatniego  zakrętu.  Na  prostej 
docisnąłem  pedał  gazu  i  zdawało  mi  się,  że  Bella  zwolniła.  Cholera,  pozwoliła  mi 
wygrać. 

-  Yeah!  Udało  ci  się!  Juhuu!  To  było  niesamowite  –  krzyczał  Jasper  w  moim 

uchu. – Zrób kolejne okrążenie, zwolnij i podejdź do nas. 

Tak  też  zrobiłem.  Bella  zatrzymała  się  koło  mnie  niedługo  potem.  Alice 

podskakując, pomogła Belli wysiąść z samochodu. 

-  Byłaś  pierwsza  na  dwóch  okrążeniach!  To  było  świetne!  Nie  wygrałaś,  ale 

miałaś najlepszy czas okrążenia! – Uścisnęła mocno Bellę. 

-  Alice,  muszę  oddychać!  –  wykrzyknęła  brunetka,  kiedy  już  zdjęła  kask  i 

rękawice. Podchodząc do mnie, miała na ustach zapierający dech w piersiach uśmiech. 
spotkałem ją w połowie drogi i otoczyłem ramionami. Wpiłem się w jej usta, podczas 
gdy ona zarzuciła ramiona na moją szyję. Cholera, byłem szczęśliwy, mogąc widzieć ją 
całą i zdrową, ale to też było świetne. Pierwsza się odsunęła. 

-  Pozwoliłaś  mi  wygrać,  prawda?  –  wyszeptałem  jej  do  ucha,  na  co  wzruszyła 

ramionami. 

Nie

 

mam

  pojęcia  o  czym  mówisz,  Cullen  –  odpowiedziała,  zanim  delikatnie 

drasnęła moje ucho zębami, wysyłając dreszcze w dół mojego kręgosłupa. 

- Co robicie? – zapytała Alice, gapiąc się na nasz publiczny pokaz. Bella skinęła 

na kamery i uśmiechnęła się. Oczy Alice się zwęziły, ale przytaknęła. 

Krótko po wyścigu, podszedł do nas tłum aparatów i reporterów. Staraliśmy się 

odpowiadać  na  zadawane  nam  pytania  szczerze.  Wiele  z  nich  dotyczyło  naszego 
związku  i  czy  Bella  rozważała  udział  w  wyścigach.  Jej  odpowiedzią  było  proste 
stwierdzenie: 

- Lubię prowadzić szybkie samochody, ale wolę pracować pod maską. 

background image

 

70 

 

 W końcu udało mi się dojść do szatni, żeby się przebrać, a Bella w tym czasie 

podeszła  do  swojego  laptopa,  aby  sprawdzić  odczyty.  Właśnie  wychodziłem  z  pustej 
przebieralni, kiedy poczułem, że ktoś otacza mnie ramionami. 

 - Jesteś na mnie zły? – wyszeptała Bella, przytulając mnie nieco mocniej. 
-  Może.  Pozwoliłaś  mi  wygrać?  –  zapytałem,  ale  Bella  pozostała  cicho. 

Odwróciłem się i pociągnąłem ją za sobą do szatni. 

Dziewczyna wzruszyła ramionami. 
-  Nie  sądzę,  żeby  dobrze  wyglądało  gdybyś  ze  mną  przegrał.  Więc  zostałam  z 

tyłu na ostatniej prostej. Myślę, że w innym przypadku dałabym sobie z tobą radę. – 
Uśmiechnęła się złośliwie. 

- Dlaczego tak sądzisz? – Przyparłem ją do ściany. 
- Prawdę mówiąc, myślę, że zachowywałeś się jak ciota, bo bałeś się, że może mi 

się coś stać – stwierdziła z zadowoloną miną. 

- Czy ty właśnie nazwałaś mnie ciotą, Bello? 
- Tak. – Położyłem ręce na ścianie po obu stronach jej głowy i pochyliłem się, 

zaczynając  podróż  moich  ust  wzdłuż  jej  szczęki  i  szyi.  Dziewczyna  rozpięła  nieco 
bardziej  swój  kombinezon  tak,  że  mogłem  zobaczyć  fragment  jej  czarnego, 
koronkowego  stanika.  Zdusiłem  jęk  i  zatrzymałem  ją,  chwytając  jej  ręce  i  unosząc  je 
nad jej głowę. 

-  Wiesz  Edwardzie,  nasza  sesja  w  Playboyu  jest  w  przyszłym  tygodniu  i  jeśli 

planujesz czekać do tamtej pory, żeby położyć na nich ręce – szybko zerknęła w dół – 
wierz  mi,  będziesz  się 

poprawiał

  przy  wielu  ludziach.  –  Zaśmiała  się  i  spojrzała  na 

mnie spod rzęs, przygryzając wargę. 

Czy ona ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co mi robi? Wypchnęła

 biodra w moją 

stronę ze śmiechem. 

Tak, doskonale wie, co mi robi.

 

Warknąłem i wpiłem się w jej usta. Dziewczyna wygięła plecy w łuk, nieznacznie 

napierając  na  mnie  swoim  ciałem.  Jęknęła,  kiedy  udzieliła  mi  dostępu  do  swoich  ust. 
Puściłem wolno jej ręce, które szybko wplotły się w moje włosy. 

-  Bella,  jesteś  tu?  –  zawołała  Alice  z  korytarza.  Cholera!  Bella  odsunęła  się  i 

wepchnęła mnie do strefy prysznicowej, by mnie ukryć. 

- Och, tutaj jesteś. Jasper chce przejrzeć materiał filmowy i odczyty z wyścigu. 

Widziałaś gdzieś Edwarda? – zapytała Alice. 

- Tego dupka? – wyrzuciła z siebie dziewczyna. – Możesz sobie wyobrazić jego 

bezczelność; twierdzi, że pozwoliłam mu wygrać. Kręci się gdzieś tutaj, wściekły. 

- To brzmi zupełnie jak mój brat. – Zaśmiała się. - Ubierz się i chodźmy do sali 

konferencyjnej. – Niestety, Alice postanowiła zostać z Bellą. Brunetka zerknęła w moja 
stronę  i  mrugnęła,  chowając  się  pomiędzy  szafkami.  Próbowałem  być  dżentelmenem, 
nie patrzyłbym jak się przebiera. 

Chociaż

, jeśli teraz o tym pomyśleć, prawdopodobnie bym to robił.

 Po tym jak 

dziewczyny wyszły, w końcu mogłem szybko się przebrać i dołączyć do reszty. 

background image

 

71 

 

Kolejna godzina na torze minęła na oglądaniu nagrania z wyścigu. Po tym cała 

drużyna  postanowiła  udać  się  do  Lago’s  Pizza  by  uczcić  pobicie  kolejnego  rekordu  i 
sukces  obydwu  samochodów.  Do  czasu,  kiedy  razem  z  Bellą  dotarliśmy  do  naszego 
osiedla, było parę minut po szesnastej. Przez całą drogę do naszego korytarza szliśmy 
ręka  w  rękę,  aż  do  czasu,  kiedy  Bella  zatrzymała  się  przed  drzwiami  do  swojego 
mieszkania. 

-  Muszę  wziąć  prysznic,  ale  może  przyjdziesz  później  na  kolejny  seans?  – 

Dziewczyna zerknęła w dół, rumieniąc się nieco. 

Oh, teraz jest nieśmiała

-  Jasne.  Jesteś  miliarderką,  możesz  pozwolić  sobie  na  wideo-na-życzenie.  – 

Puściłem jej oczko i pocałowałem ją w usta. 

- Mmm… lepiej wejdę do środka. – Westchnęła. – Widzimy się za godzinę. 
- Jedną. 
 
Zapukałem do drzwi Belli troszkę ponad pięćdziesiąt minut później. 
- Witaj – powiedziała, kiedy otworzyła drzwi wystarczająco szeroko, abym mógł 

wejść.  Wyglądała  niesamowicie  w  czarnym,  obcisłym  podkoszulku  i  czerwonych 
szortach.  Wzięła  mnie  za  rękę  i  zaprowadziła  do  swojej  dużej  kanapy  z  brązowego 
zamszu. 

- Musimy porozmawiać, Edwardzie. Proszę, usiądź ze mną – oznajmiła, siedząc 

na kanapie i spoglądając na mnie. Kiedy zająłem miejsce obok niej, poczułem niepokój. 
Nigdy w historii słowa „musimy porozmawiać” nie zapowiedziały czegoś dobrego. 

- O co chodzi, Bello? 
- Widziałeś na spotkaniu jak doktor Platt i Ethan na mnie patrzyli. Nie mają dla 

mnie zbyt wiele nadziei. Jesteś pewien, że chcesz ze mną być? – powiedziała ze łzami 
w oczach. 

- Mam wystarczająco dużo nadziei, Bello. Nie ma mowy, żebym pozwolił ci teraz 

odejść. Chcę… nie… muszę z tobą być. Nie wiem o co chodzi. W momencie, kiedy cię 
poznałem,  poczułem  coś,  czego  nie  doświadczyłem  nigdy  wcześniej.  Przyznaję,  na 
pierwszym  spotkaniu  doprowadziłaś  mnie  do  szału,  ale  to  tylko  uczyniło  to  uczucie 
silniejszym.  Spotkałem  swoją  drugą  połówkę.  Wierzę  w  to  całym  swoim  sercem.  – 
Położyłem dłonie na twarzy Belli i otarłem jej łzy. 

- Przyznam się, - powiedziała, wtulając się w moje dłonie – że oglądałam twoje 

wyścigi  i  myślałam,  że  jesteś  zarozumiałym,  wszystkowiedzącym  kutasem.  Ale  kiedyś 
zobaczyłam coś na zdjęciu; twoje oczy. Mogłam dojrzeć w nich tyle głębi. Kiedy po raz 
pierwszy  spojrzałam  w  nie  osobiście,  kiedy  uścisnęłam  twoją  dłoń,  czułam  jakbym 
mogła  się  w  nich  zatracić.  Wciąż  to  czuję.  –  Bella  pocałowała  mnie,  ale  szybko  się 
odsunęła. 

-  Trochę  oczyściliśmy  atmosferę.  Myślę,  że  musisz  zadzwonić  do  swoich 

rodziców.  Jeśli  zamierzasz  zaangażować  swojego  ojca  w  moją  sprawę,  powinieneś  go 
ostrzec. 

background image

 

72 

 

-  Masz  rację.  Jest  wciąż  wcześnie.  Możemy  zadzwonić  do  niego  razem  – 

powiedziałem,  chwytając  telefon  z  opcją  głośnomówiącą.  –  Gotowa?  –  Dziewczyna 
przytaknęła,  więc  wybrałem  numer  domowy  moich  rodziców.  Odebrano  po  drugim 
sygnale. Złapałem Bellę za rękę. 

Słucham? Rezydencja Cullenów

- Cześć mamo. 

- Edward, kochanie, jak się masz? 

- Świetnie. Jest gdzieś tam tata? 

- Tak. Zawołam go. Carlisle…! Edward chce z tobą rozmawiać. 
- Witaj, synu. Wszystko w porządku? 

- Tato, możesz przełączyć mnie na głośnik? Mama też musi to usłyszeć. 

- Dobrze… teraz oboje możemy cię słyszeć. O co chodzi? 

- Oglądaliście ostatnio wiadomości? 

- Tak. Powinieneś nam powiedzieć. Musimy dowiadywać się z gazet , blogów i 

transmisji, że się z kimś spotykasz

 – powiedziała surowo mama. 

-  Dzień  dobry,  pani  Cullen,  z  tej  strony  Isabella  Swan,  ale  może  mnie  pani 

nazywać  Bellą.  To  ja  zmusiłam  go,  żeby  zadzwonił.  Też  nie  sądzę,  żeby  to  był  dobry 
sposób, abyście się dowiedzieli. – Zaśmiała się. 

- Och witaj, Bello, kochana. Jak się miewasz?

 – zapytała Esme, nieco zaskoczona. 

-  To  kolejny  powód,  dla  którego  dzwonimy.  Jednak  to  musi  zostać  pomiędzy 

nami. Nawet Alice nie może się dowiedzieć. Rozumiecie? – oznajmiłem. 

- Oczywiście

 – odpowiedzieli zgodnie. 

-  Państwo  Cullen,  mam  naczyniową  wadę  serca.  Edward  zasugerował,  żeby 

wysłać do pana moje akta medyczne. Mój lekarz zgodził się z Edwardem, mówiąc, że 
jest pan liderem w tego typu przypadkach u dzieci, ale może pan również zaoferować 
jakieś pomysły. 

Po drugiej stronie nastała cisza. Przez kilka chwil nikt się nie odezwał. 
- Mamo, tato… jesteście? – zapytałem, sądząc, że mogło przerwać rozmowę. 

- Jak dużo czasu ci dali, Bello?

 – zapytał mój ojciec. 

-  Osiemnaście  do  dwudziestu  czterech  miesięcy.  Jestem  trzecia  na  liście  osób 

ubiegających o serce. Ale mam rzadką grupę krwi – odpowiedziała, przymykając oczy, 
z których znów pociekły łzy. Usłyszałem sapnięcie; mama. 

-  Cóż,  oczywiście,  że  obejrzę  twoje  akta,  Bello.  Ale  kiedy  już  to  zrobię, 

prawdopodobnie będę musiał sam cię przebadać. Czy to by było w porządku? 

-  Oczywiście,  panie  Cullen.  W  każdej  chwili.  –  Bella  zerknęła  na  mnie  z 

uśmiechem i ścisnęła moją dłoń. 

-  Kochanie,  możesz  nas  nazywać  po  imieniu.  Możemy  porozmawiać  przez 

chwilę z Edwardem? 

-  Tak,  Esme.  Porozmawiamy  później.  Dziękuję.  –  Dziewczyna  podniosła 

bezprzewodową słuchawkę i podała mi ją, zanim wyłączyła głośnik. Zaprowadziła mnie 

background image

 

73 

 

do  swojej  sypialni  i  zostawiła  mnie  tam,  bym  mógł  na  osobności  porozmawiać  z 
rodzicami. 

- Tato, czy możesz jej pomóc? 

- Nie będę znał powagi jej sprawy, dopóki nie zajrzę w jej akta, synu. Dopiero 

wtedy  będę  mógł  udzielić  ci  odpowiedzi  na  to  pytanie  –

  stwierdził  poważnie  ojciec. 

Słyszałem jak mama wzdycha. 

- Jak poważnie traktujesz tę kobietę?

 – zapytała. 

-  Myślę…  nie,  wiem,  że  ją  kocham.  Wiem,  że  jestem  ostatnią  osobą,  która 

powinna wypowiadać się na temat miłości od pierwszego wejrzenia, ale właśnie tak się 
wtedy poczułem. Bycie z nią przez ostatnich kilka dni tylko wzmocniło tę słodycz. Czy 
to ma jakiś sens? 

-  Oczywiście,  że  tak  synu.  Właśnie  tak  było,  kiedy  po  raz  pierwszy  spotkałem 

twoją  matkę.  Ale  nie  zamierzam  cię  okłamywać;  jest  naprawdę  niewielka  szans,  że 
znajdzie serce na czas. 

-  W  takim  razie  będę  musiał  po  prostu  dobrze  wykorzystać  czas,  który  nam 

został – stwierdziłem. 

- Chcemy ją poznać. Myślisz, że możemy pojawić się na którymś z wyścigów? – 

zapytała mama. 

-  W  ten  weekend  jedziemy  do  Talladegi,  a  w  następny  do  Richmond  – 

powiedziałem, próbując przypomnieć sobie, kiedy będę miał wolny czas. 

-  Myślę,  że  damy  radę  w  tym  tygodniu.  Myślisz,  że  Bella  będzie  miała  coś 

przeciwko?

 – dopytywał się ojciec. 

- Nie sądzę. Dam jej znać i powiem Alice, żeby załatwiła wam bilety. Zobaczymy 

się na miejscu i dzięki. 

-  Powinniśmy  się  wyrobić,  by  być  tam  w  sobotę  rano.  Widzimy  się  wkrótce, 

synu –

 stwierdził Carlisle. 

- Kochamy cię, Edwardzie

 – powiedziała mama. 

-  Ja  was  też.  Cześć.  –  Rozłączyłem  się  i  wziąłem  kilka  głębokich  oddechów. 

Wyszedłem z sypialni i znalazłem Bellę w kuchni, gdzie piekła. 

- Co robisz, Bello? – zapytałem, ciekawy dlaczego nagle zachciało jej się pichcić. 
-  Kiedy  jestem  zdenerwowana  albo  przestraszona mam  skłonność do  pieczenia 

czy  gotowania,  zechciałbyś  mi  pomóc  w  zrobieniu  cukrowych  ciasteczek?  –  zapytała 
dziewczyna,  kiedy  zaczęła  ugniatać  ciasto.  Wzruszyłem  ramionami  i  podszedłem  do 
zlewu, aleby umyć i wysuszyć ręce. 

Od tyłu otoczyłem ramionami jej talię, podczas gdy ona kontynuowała czynność. 

Położyłem  podbródek  na  jej  ramieniu  i  obserwowałem  jak  rozsypała  trochę  mąki  na 
blacie.  Potem  oczywiście,  rzuciła  garść  w  moją  twarz.  Wyrzuciła  głowę  do  tyłu  w 
śmiechu, dając mi lepszy dostęp do jej szyi. Zacząłem składać pocałunki i szczypnięcia 
wzdłuż  jej  obojczyka,  do  pulsu,  a  potem  w  tym  małym  miejscu,  które  zawsze 
wywoływało w niej jęk. Naparłem na nią swoim ciałem, ustami zajmując się tym razem 
linią jej szczęki. 

background image

 

74 

 

Bella upuściła cisto na blat i odwróciła się do mnie przodem, przykładając palec 

do  moich  ust.  Odsunęła  się,  umyła  ręce  i  wyłączyła  piekarnik,  a  następnie  całą  swoją 
uwagę skierowała na mnie. Otoczyła ramionami moją szyję, stając na palcach, by mnie 
pocałować.  Natychmiast  włożyła  w  to  więcej  namiętności  i  przesunęła  językiem  po 
mojej dolnej wardze, chcąc dostępu do moich ust, którego szybko udzieliłem. Uniosłem 
ją,  a  ona  zawinęła  nogi  wokół  mojej  tali.  Wydałem  jęk  satysfakcji,  spowodowany  jej 
ciepłem. 

Moje  ręce  dotarły  do  jej  twardych  pośladków  i  przycisnęły  ją  do  mnie  bliżej. 

Bella  zajęczała  w  rozkoszy,  przebiegając  dłońmi  przez  moje  włosy.  Odchyliła  głowę, 
dysząc,  a  w  tym  czasie  moje  usta  powoli  badały  jej  szyję,  liżąc,  całując  i  szczypiąc 
drogę do krągłości jej piersi, które wystawały spod jej obcisłego podkoszulka. Jedna z 
rąk Belli udała się w kierunku moich pleców, by zanurkować pod moją koszulkę i wbić 
paznokcie w moją skórę. 

- Edward… sypialnia… teraz – wydyszała dziewczyna, szarpiąc mnie za głowę, by 

znów  pocałować  moje  usta.  Jakoś  udało  mi  się  wyjść  z  kuchni,  przejść  przez  salon  i 
dotrzeć do przedpokoju, który prowadził do sypialni Belli. 

Nie potrafię jej niczego odmówić. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

75 

 

Co do…?

Co do…?

Co do…?

Co do…?    

    

EPOV

EPOV

EPOV

EPOV 

Edward… sypialnia… teraz – wydyszała dziewczyna, szarpiąc mnie za głowę, by 

znów  pocałować  moje  usta.  Jakoś  udało  mi  się  wyjść  z  kuchni,  przejść  przez  salon  i 
dotrzeć do przedpokoju, który prowadził do sypialni Belli. 

Nie potrafię jej niczego odmówić. 

Pójdę do piekła za to, że tak szybko uległem 

swoim  pragnieniom,  wiedziałem,  że  Bella  poczułaby  się  odrzucona,  jeśli  to  przerwę. 
Chciałem tego tak samo jak ona. 

Dotarłem  do  drzwi  i  lekko  je  kopnąłem,  aby  się  otworzyły,  podczas  gdy  usta 

Belli przesuwały się w dół mojej szyi, przygryzając ją i tym samym wywołując u mnie 
warknięcia spowodowane rozkoszą i bólem. Kontynuowała ssanie i lizanie mojej skóry, 
a  jej  ręce  ciągnęły  mnie  za  włosy,  lub  wędrowały  w  dół  moich  pleców.  Kopnięciem 
zdjąłem buty i podszedłem do łóżka. 

Jakoś udało mi się usadzić nas na środku łóżka bez przerywania kontaktu moich 

ust  z  jej  skórą.  Moje  ręce  przesunęły  się  z  jej  krągłych  pośladków  na  brzeg  koszulki, 
bawiąc się nim przez chwilę, zanim wsunęły się pod materiał. Poczułem jak mięśnie jej 
brzucha kurczą się od mojego dotyku. Wygięła plecy w łuk, przyciskając swoją klatkę 
piersiową bliżej mnie. Powoli przemieściłem się w górę jej żeber i musnąłem jej piersi, 
uświadamiając sobie, że nie miała na sobie stanika. Jęknąłem w aprobacie i nie mogłem 
zdjąć  tej  koszulki  wystarczająco  szybko,  po  czym  odrzuciłem  ją  na  bok.  Przerwanie 
połączenia naszych ust, sprawiło, że spojrzeliśmy sobie w oczy. 

- Jesteś pewna, że tego chcesz, Bello? – Mój głos był ochrypły i niski. 
-  Bardziej  niż  czegokolwiek,  Edwardzie  –  wyszeptała,  biorąc  moją  lewą  rękę  i 

kładąc ją na swojej idealnej piersi, pasującej do wielkości mojej dłoni. 

Zamruczałem  z  rozkoszy,  kiedy  przysunęła  mnie  do  siebie  w  kolejnym 

pocałunku. Jej ręce szarpnęły za brzeg mojej koszulki i szybko się jej pozbyłem. Moje 
dłonie  wróciły  do  jej  piersi,  podczas  gdy  moje  usta  całowały  i  lizały  jej  szyję,  powoli 
podążając  do  jej  różowych  sutków.  Przygryzałem  i  ssałem  prawego,  głaszcząc  i 
delikatnie szczypiąc jej lewą pierś, w zamian otrzymując jęki rozkoszy i dźwięk mojego 
imienia,  opuszczającego  jej  wargi  na  okrągło.  Ręka  Belli  powędrowała  do  moich 
włosów,  w  dół  po  moim  karku  i  przez  ramiona  wywołując  rozkoszne  mrowienie. 
Opuszki jej palców kontynuowały swoją drogę w dół moich pleców, gdy wpiłem się w 
jej usta. 

Kiedy  dała  mi  dostęp  do  swoich  ust,  jej  ręce  przesunęły  się  do  brzegu  moich 

szortów i bokserek, a następnie wsunęły się pod nie. Ścisnęła moje pośladki tak mocno, 
że  zakwiliłem  w  zaskoczeniu,  a  moja  mocno  pobudzona  erekcja  naparła  na  jej  udo, 
sprawiając, że dziewczyna wypchnęła biodra w moim kierunku. 

background image

 

76 

 

Odsunąłem się nico i spojrzałem jej w oczy. Zaczęła przygryzać wargę i jeszcze 

raz zakołysała biodrami. 

- Co? 
Jęknąłem i zaatakowałem jej szyję, a Bella używając rąk i kolan zdołała zsunąć z 

moich bioder spodenki i bokserki. Przerwałem pocałunki i całkowicie zdjąłem z siebie 
ubrania,  odrzucając  je  na  bok.  Usiadłem  i  powoli  przebiegłem  dłońmi  w  górę  jej 
idealnych  nóg,  aż  do  momentu,  w  którym  dotknąłem  brzegu  czerwonych  szortów. 
Spojrzałem  na  nią;  znów  przygryzała wargę,  jej  klatka  piersiowa  ciężko  się  poruszała. 
Gdy  dziewczyna  przytaknęła,  dając  mi  pozwolenie,  boleśnie  powoli  zsunąłem  jej 
spodenki, głaszcząc skórę na jej biodrach i uświadamiając sobie, że nie miała bielizny. 
Kontynuowałem muskanie wnętrza jej ud i pięknych, gładkich nóg. 

Uklęknąłem i popatrzyłem w dół na nagą, olśniewającą Bellę, moją Bellę. 
-  Edward…  -  wyszeptała,  a  na  jej  policzkach  pojawił  się  róż.  Zaczęła  się  wić  i 

złączyła  uda,  próbując  wywołać  tarcie.  –  Proszę,  Edwardzie…  -  Rozsunąłem  jej  nogi, 
wczołgałem się z powrotem nad nią i pocałowałem namiętniej jej usta. Ulokowałem się 
przy jej wejściu i powoli się w nią wsunąłem. Sapnęła, gdy przerwałem jej barierę. Co 
do…? 

- Bella? 

 

-  Wszystko  w  porządku…  tylko  daj  mi  chwilkę  –  wyszeptała  z  ciężkim 

oddechem. 
 

- Jesteś dziewicą? – zapytałem patrząc jej w oczy. 

 

- Poprawka: byłam dziewicą. – Zachichotała. 

 

- Bella – powtórzyłem surowo. 

 

-  Co?  Chcesz  teraz  przerwać?  –  zapytała,  unosząc  brwi.  Warknąłem  tylko  w 

odpowiedzi. 
 

-  Tak  właśnie  myślałam.  –  Uśmiechnęła  się  z  wyższością,  szczypiąc  jeden  z 

moich sutków i wypychając biodra. Jęknąłem na doznanie jakie wywoływało jej mokre, 
ciepłe,  ciasne  wnętrze.  Gwałtownie  wpiłem  się  w  jej  usta,  ustanawiając  wolne,  stałe 
tempo, nie chcąc jej zranić. Bella jęknęła w moje usta, wysyłając wibracje przez moje 
ciało.  Odsunąłem  się  by  mogła  oddychać,  kontynuując  lizanie  i  całowanie  jej  szyi. 
Dziewczyna  otoczyła  nogami  moje  biodra,  pozwalając  mi  wejść  głębiej,  i  oboje 
jęknęliśmy w rozkoszy. 
 

- Mocniej – wysapała, nagle otwierając oczy. Wykonałem polecenie, a moje imię 

zaczęło na okrągło wyrywać się z jej ust. Jej ścianki zaczęły się zaciskać, doprowadzając 
mnie coraz bliżej do końca. Wykrzykiwała moje imię, kiedy osiągnęła swój szczyt, a ja 
końcowe, mocne pchnięcia. Chwile później sam znalazłem się na krawędzi. 
 

- Bella – wyszeptałem, pulsując wewnątrz niej, podczas gdy jej orgazm stał się 

jeszcze silniejszy, kiedy ja osiągnąłem swój. 
 

Nie chcąc jej zmiażdżyć, powoli się z niej wysunąłem i przekręciłem się tak, że 

znalazła się na mnie, kładąc głowę na mojej piersi. 
 

background image

 

77 

 

 

 

Nasze  oddechy  były  ciężkie,  czułem  jak  serce  Belli  bije  szalenie.  Przebiegałem 

palcami po jej włosach i plecach, próbując ją uspokoić. Po kilku minutach jej oddech 
wrócił do normy i westchnęła. 
 

- Bello, dlaczego mi nie powiedziałaś? 

 

- Czy bylibyśmy tu teraz, gdybym to zrobiła? 

 

- Prawdopodobnie nie. Chciałbym, żeby twój pierwszy raz był wyjątkowy. 

 

-  No  właśnie.  I  był  wyjątkowy;  jesteś  ze  mną.  –  Popatrzyła  na  mnie  i  się 

uśmiechnęła. 
 

- Powinnaś była mi powiedzieć. 

 

-  Właściwie,  myślałam  że  to  oczywiste.  Mówiłam  ci,  ze  zaczęłam  studia,  kiedy 

miałam  czternaście  lat.  W  liceum  miałam  dwanaście  i  trzynaście.  Każdy  licealista  i 
student  omijał  mnie  szerokim  łukiem.  Po  tym  jak  troszkę  dojrzałam,  mężczyźni 
uznawali,  że  jestem  atrakcyjna,  ale  też  onieśmielająca.  Albo  ja  brałam  ich  za  zbyt 
głupich. Miałam dużo pierwszych randek, ale nigdy drugiej. A przez resztę czasu byłam 
po prostu za bardzo zajęta. – Dziewczyna wzruszyła ramionami i z powrotem położyła 
głowę na mojej klatce piersiowej. 
 

- Brzmi samotnie. 

 

-  Takie  było.  Ale  mam  nadzieję,  że  ostatnie  dwa  lata  mojego  życia  mi  to 

wynagrodzą – wyszeptała w moją skórę. Moje ciało zesztywniało na te słowa, a Bella to 
wyczuła. 
 

- Umm… muszę wziąć tabletkę. Zaraz wrócę. – Wyskoczyła z łóżka i skierowała 

się w stronę drzwi. Obserwowałem, oczarowany jej ciałem, jak wkładała na siebie moją 
koszulkę. Zdecydowanie pójdę za to do piekła. 
 

Bella  przyszła  z  powrotem  kilka  minut  później  i  położyła  się  obok  mnie. 

Przyciągnąłem ją do siebie. 
 

- Wciąż jesteś na mnie zły? 

 

- Oczywiście, że nie. – Pocałowałem czubek jej głowy i otoczyłem ją ramionami. 

 

-  To  dobrze.  -  Bella  wplotła  ręce  w  moje  włosy  i  pocałowała  mnie  namiętnie. 

Trwaliśmy  tak  dopóki  nie  mieliśmy  problemów  ze  złapaniem  oddechu.  Ręka 
dziewczyny wędrowała po mojej klatce piersiowej i mięśniach brzucha, podczas gdy jej 
usta składały pocałunki na mojej szyi. 
 

- Myślę, że potrzebuję z powrotem swojej koszulki. – Uśmiechnąłem się, a ona 

zachichotała. 
 

-  Więc  będziesz  musiał  ją  sobie  wziąć.  –  Ściągnąłem  materiał  z  jej  pięknego 

ciała i zachwycałem się odkrytą skórą. 

 

Jeśli mam skończyć w piekle, to mogę po drodze zaszaleć. 

 

Później  uznaliśmy,  że  umieramy  z  głodu  i  powędrowaliśmy  do  kuchni,  by 

przygotować  kanapki,  dyskutując  o  tym,  która  marka  luksusowych  samochodów  jest 

background image

 

78 

 

najlepsza.  Bella  chodziła  w  mojej  koszulce  z 

Zagubionych

  i  swoich  czerwonych 

szortach, kiedy ja miałem na sobie spodenki, które zsunęły się nisko na moje biodra. 
 

Kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi, popatrzyliśmy się na siebie, a dziewczyna 

wzruszyła  tylko  ramionami.  Zerknęła  na  zegarek  na  mikrofalówce,  który  wskazywał 
20:52. Przyłożyła palec do moich ust, nakazując bym siedział cicho. Bella podeszła do 
wejścia  i  zerknęła  przez  wizjer,  po  czym  odwróciła  się  z  powrotem  do  mnie  z 
rozszerzonymi oczami i ułożyła usta w słowo „Alice”. Przewróciłem oczami i wziąłem 
swój  posiłek,  udając  się  do  sypialni.  Jedząc,  przysłuchiwałem  się  temu  co  działo  się 
poza pokojem Belli. 

 

Co tu robi Alice? Jak ktoś tak mały może mieć tak kiepskie wyczucie czasu? 

 

-  Cześć  Alice.  Co  tam?  –  zapytała  zwyczajnie  Bella.  Musiała  wpuścić  moją 

siostrę, bo słyszałem jej głos bardzo wyraźnie. 
 

- Och, nie przeszkadzam, prawda? – zapytała Alice. 

 

-  Nie,  robiłam  sobie  kanapki  zanim  dostałam  telefon  z  Niemiec.  Więc  o  co 

chodzi? – zapytała dziewczyna. 
 

- Umm… chciałam sprawdzić jak się czujesz i zobaczyć czy podoba ci się to, co 

zrobiłam z twoim mieszkaniem. 
 

- Alice, jest fantastyczne! Uwielbiam je. Wszystko jest takie przyjemne dla oka i 

w  dotyku.  Dziękuję.  Chciałabym  ci  się  jakoś  odwdzięczyć,  ale  to  była  tak  wielka 
przysługa, ze nie wiem jak. 
 

- Po prostu obiecaj, że znów pójdziesz ze mną na zakupy i dasz mi poprowadzić 

jeden ze swoich samochodów, a wtedy uznam ze jesteśmy kwita – zaćwierkała Alice, a 
Bella zaśmiała się magicznie. 
 

- Tak koszulka wygląda jakby była na ciecie o wiele za duża, Bello. 
- Umm… tak. Chciałam, żeby taka była, żebym mogła ją nosić do spania. Więcej 

miejsca to poruszania się, no wiesz? – powiedziała Bella, a ton jej głosu zawierał nieco 
paniki. 

- Ma małe rozcięcie nad „G” jak mój… hmm… 
- Cholera! Alice dała mi tą koszulkę na Gwiazdkę w zeszłym roku. 
-  Och wiem.  Dostałam  ją  w  zeszłym  roku;  uwielbiam  ten  serial  – wykrzyknęła 

dziewczyna. Alice pozostała cicho. 

-  Tak,  tak  samo  jak  mój  brat.  –  Zaśmiała  się.  –  Och,  chciałam  ci  pokazać  jak 

lepiej używać szafy. – Właśnie kiedy usłyszałem kroki Alice na korytarzy prowadzącym 
do sypialni Belli, w której się ukrywałem, zadzwonił telefon.  

Moja dziewczyna spędziła kilka minut rozmawiając przez komórkę; Alice jeszcze 

nie wyszła. Po tym jak dziewczyna się rozłączyła, pociągnęła Alice do salonu. 

-  Alice,  możesz  zwołać  zebranie  jutro  o  dziewiątej?  Musimy  zdecydować  czy 

jedziemy  do  Talladegi  i  jeśli  tak,  to  kto,  i  załatwić  sprawy  dotyczące  podróży  – 
poinstruowała Bella. 

- Zadzwonię do wszystkich rano, ale chyba wstąpię do brata i dam mu znać – 

oznajmił chochlik.  

background image

 

79 

 

- Umm… powiedziałam mu o tym jakiś czas temu… Poza tym powiedział, że jest 

padnięty i położy się wcześniej spać. – Udało się jej wyplątać. Kiepsko kłamała, kiedy 
była zdenerwowana. Zdusiłem w sobie śmiech. Kusiło mnie, żeby wyjść z tego pokoju i 
oznajmić  całemu  światu,  że  kocham  tę  kobietę.  Ale  wiedziałem,  że  taki  krok  by  ją 
odstraszył. 

Jeszcze za wcześnie

, powiedziałem sobie.  

-  Może  masz  rację.  Ostatnio  dziwnie  się  zachowuje.  Nie  mam  pojęcia  o  co 

chodzi.  Ale  dowiem  się.  Więc  skoro  już  załatwiłyśmy  sprawy  biznesowe,  chodźmy 
sprawdzić  twoją  szafę.  Desperacko  potrzebujesz  zakupów.  Nie  zapełniłaś  półek  w 
garderobie nawet w ćwierci – zaświergotała moja siostra. 

-  Umm…  Alice,  jestem  naprawdę  zmęczona.  Możemy  to  przełożyć  na  kiedy 

indziej? – poprosiła Bella. – Nie nadymaj tak ust. Umówmy się na całodzienne zakupy 
po  powrocie  z  wyścigu.  Rodeo  Drive

20

  brzmi  wystarczająco  dobrze?  –  Niezły  unik, 

Bello.  Alice  pisnęła  i  uścisnęła  dziewczynę.  Po  kilku  minutach  omawiania  zakupowej 
wycieczki, moja siostra wyszła, a ja poszedłem do salonu. 

-  Powinienem  cie  ostrzec:  całodzienne  zakupy  z  Alice  cię  wyczerpią  – 

powiedziałem, kiedy otoczyłem ramionami talię Belli, gdy zamykała drzwi. 

- Jestem pewna, że masz rację. Ale to była jedyna rzecz, która odciągnęłaby ją 

od  mojej  szafy.  Poza  tym,  myślę  że  kupię  trochę  nowej  bielizny  –  odrzekła 
uwodzicielsko. Jęknąłem na myśl o jej ciele w czymś koronkowym, obcisłym i gładkim. 
Przerzuciłem ją sobie przez ramię i pobiegłem z powrotem do jej łóżka. 

 

*Na torze 

*Na torze 

*Na torze 

*Na torze –

–    spotkanie*

spotkanie*

spotkanie*

spotkanie*    

 
-  Wiem,  że  minął  dopiero  jeden  dzień,  Jasper,  ale  znalazłeś  jakąś  lokację  na 

zbudowanie samochodu? – zapytała Bella. 

-  Nie  –  odrzekł.  –  Wszystkie  miejsca,  które wypisałaś  i  kilka  dodatkowych,  nie 

mają wystarczającej ilości miejsca, żebyśmy mogli zrobić tam kompletny garaż. Przykro 
mi – oznajmił Jasper. 

-  Tak  przeczuwałam.  –  Westchnęła  dziewczyna.  –  Zadzwoń  do  mojego  agenta 

do spraw nieruchomości. Nie chciałam kupować nowego miejsca, ale chyba nie mamy 
wyjścia.  Daj  jej  namiary  na  miejsce,  które  wybrałeś.  Ja  tylko  podpiszę  rachunek.  Jeśli 
będzie  potrzebowało  remontu,  mam  znajomego,  który  załatwi  wszystko  za  cenę  jaką 
zwykle oferuję – powiedziała rzeczowo. 

- Zamierzasz kupić budynek dla zespołu? – powiedział zszokowany Jazz. 
-  Nie,  inwestuję  w  nieruchomość,  która  przy  okazji  będzie  idealna  dla  zespołu 

#186. – Bella puściał Jasperowi oczko, a on potrząsnął głową w niedowierzaniu. 

-  Myślę,  że  zarówno  Edward  jak  i  samochód  są  gotowi  by  wziąć  udział  w 

wyścigu  w  ten  weekend.  –  Dziewczyna  odwróciła  się  do  Rosalie.  –  Rose,  Emmett, 
zgadzacie się? 

                                                            

20

 Ulica w Beverly Hills, na której znajdują się ekskluzywne sklepy i hotele. 

background image

 

80 

 

-  Tak  –  odpowiedziała  blondynka.  –  Myślę,  że  powinien  trochę  więcej  dzisiaj 

poćwiczyć,  żeby  upewnić  się,  że  problem  z  układem  kierowniczym  jest  już 
skorygowany. Poza tym, jest gotowy. 

-  Świetnie.  Alice  zarezerwuj  pokoje.  Jasper,  tym  razem  weźmiemy  tylko 

samochód  Edwarda.  Ale  następnym  razem,  chcę  zabrać  ze  sobą  obydwa.  Powinieneś 
poszukać kolejnej przyczepy – stwierdziła Bella, patrząc na listę przed sobą. 

-  Bello,  zarezerwować  oddzielne  pokoje  dla  ciebie  i  Edwarda?  Czy  dla  dobra 

udawania, powinnam załatwić jeden? – zapytała spokojnie Alice. Miałem co do tego złe 
przeczucie. Próbowała sprawić, żeby Bella przyznała, że coś się między nami dzieje. 

-  Jeden,  oczywiście  i  to  nie  taki  z  dwoma  łóżkami.  Jeśli  reporterzy  dostaliby 

cynk,  że  nie  jesteśmy  w  tym  samym  apartamencie,  zaczęłyby  się  spekulacje  że  nie 
jesteśmy razem – stwierdziła dziewczyna, patrząc w oczy mojej siostry, której źrenice 
się zwęziły, ale przytaknęła. 

- Alice, musisz też zarezerwować pokój i bilety dla mamy i taty. Będą na miejscu 

w  sobotę  rano,  w  tym  samym  hotelu  co  zwykle  –  oznajmiłem  wszystkim  przy  stole. 
Patrzyłem na Bellę, która nieco zesztywniała. 

- Rodzice przyjeżdżają! To świetnie. Chyba musisz im powiedzieć o Belli, co? – 

zapiszczała Alice, unosząc brwi. 

- Już z nimi rozmawiałem. Musiałem im powiedzieć, bo i tak dowiedzieliby się z 

gazet  i  wiadomości  –  powiedziałem,  wciąż  obserwując  Bellę.  Wyglądała  na  odrobinę 
zażenowaną. Zgaduję, że powinienem był powiedzieć jej o tym wcześniej. Zakodowałem 
sobie  w  pamięci,  żeby  zadzwonić  do  rodziców  i  uprzedzić  ich,  że  utrzymujemy  nasz 
związek w tajemnicy, w pewnym sensie. 

- Ponadto – zaćwierkała Alice – w przyszłym tygodniu od poniedziałku do środy 

macie sesje zdjęciowe w lokalnych pracowniach fotograficznych. 

- Dobrze – powiedziała Bella. – Myślę, że to już wszystko. Wsadźmy Edwarda w 

samochód  i  popracujmy  nad  układem  kierowniczym,  a  także  zużyciem  paliwa.  Jestem 
pewna,  że  jeśli  Edward  dojedzie  do  mety  w  pierwszej  piątce,  Newton  przeprowadzi 
jakieś  śledztwo.  Więc  Rosalie  i  Emmett,  bądźcie  na  to  przygotowani  –  oznajmiła 
gorączkowo dziewczyna. Blondynka przytaknęła, a mój brat tylko się skrzywił. 

- Widzimy się na zewnątrz za jakieś pół godziny – zadecydowała Bella i opuściła 

salę konferencyjną. Poszedłem do szatni, by przebrać się w kombinezon ognioodporny 
i wziąć kask. Podążałem wzdłuż korytarza prowadzącego do garaży, gdy poczułem, że 
ktoś  ciągnie  mnie  do  pokoiku  dozorcy.  Drzwi  zamknęły  się  za  mną  i  usłyszałem 
kliknięcie,  oznaczające  zakluczenie  ich.  Stała  tam  moja  Bella  z  rękami  skrzyżowanymi 
na piersi i wyglądała na… cóż… wkurzoną. 

- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że twoi rodzice pojawią się tam w ten weekend? 

– zapytała surowo. 

- Cóż – wytłumaczyłem – coś rozproszyło mnie po tej rozmowie i nie myślałem 

nawet  o  tym,  dopóki  nie  wspomniałaś  o  rezerwowaniu  pokoi.  –  Bella  rozluźniła  się  i 
pozwoliła swoim ramionom opaść przy jej bokach, a potem westchnęła. 

background image

 

81 

 

- Alice coś podejrzewa. Może powinniśmy po prostu wszystkim powiedzieć. Ale 

tylko  o  naszym  związku.  Masz  pojęcie  jak  trudno  jest  się  na  ciebie  nie  gapić?  – 
Dziewczyna wydęła wargi i oparła się o drzwi. Zmniejszyłem odległość pomiędzy nami. 

-  Tak,  wiem  co  masz  na  myśli.  Jeśli  chcesz  im  to  oznajmić,  powinniśmy  to 

zrobić w ten weekend, na przykład na obiedzie. Ale od ciebie zależy co im powiemy – 
odrzekłem, całując jej szyję i kładąc ręce na jej tali i lędźwiach, przyciągając ją bliżej do 
siebie. 

-  Cullen  –  upomniała  Bella  z  poczuciem  humoru,  który  rozpoczął  się  w  jej 

głosie, a potem objął także oczy, - próbujesz wykorzystać mnie w schowku na miotły? 

- Może.