background image

 
 
              Zagadkowa historia portretów Chopina ze sztambucha księżniczki Elizy 
                                                                            

     
                                               „Pytasz się, czy i gdzie istnieje jego portret, nie wiem. 
                                                 Tu zda się nie ma.” 
                                                    

                                                

Zygmunt Krasiński, Warszawa, 31 października 1849 

 

Dwa  rysunkowe  portrety  Fryderyka  Chopina,  wykonane  w  Antoninie  przez  księżniczkę  Elizę 

Radziwiłłównę,  są  jedynymi  wizerunkami  kompozytora  z  czasów  jego  młodości  spędzonej  w  kraju,  które 
szczęśliwie się zachowały. Zaginął bowiem podczas niemieckiej okupacji olejny portret siedemnastoletniego 
Fryderyka,  wykonany  w  1827  roku  przez  malarza  Ambrożego  Miroszewskiego,  który  namalował  także 

portrety jego rodziców i sióstr. Jeden z antonińskich ołówkowych wizerunków Chopina, ten przy fortepianie, 
jest najprawdopodobniej pierwszym portretem w życiu kompozytora; o jakichkolwiek wcześniejszych jego 
podobiznach nigdy nie słyszano. 

Zajmująca jest historia odkrycia antonińskich portretów młodego Fryderyka, o których wspomniał on 

w liście do przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego z 14 listopada 1829 roku. Dopiero po publikacji tego listu 
w 1882 roku dowiedzieli się Polacy, że księżniczka Eliza „dwa razy” sportretowała młodego kompozytora w 
swym sztambuchu, którego losy pozostały nieznane. Przez wiele lat tych portretów nikt nie widział, a ich 
odkrycie w Antoninie w 1935 roku okazało się po niespełna dwudziestu latach ewidentną pomyłką, zresztą 

bardzo interesującą. Niespodziewanie w 1954 roku sztambuch księżniczki Elizy został odnaleziony,     nie w 
Antoninie,  lecz  w  innej  byłej  radziwiłłowskiej  posiadłości  ,  w  pałacu  w  Nieborowie!  Wtedy  to  obydwa 
oryginalne rysunkowe portrety Chopina po raz pierwszy ujrzały światło dzienne, po 125-ciu latach od chwili, 
gdy  Fryderyk  wspomniał  o  nich  w  liście  do  swego  przyjaciela  Tytusa.  Rysunki  te  zawierają  wszakże  nie 

rozwiązaną do dziś zagadkę : czy obydwa powstały podczas pobytu kompozytora w Antoninie jesienią 1829 
roku, czy może jeden z nich jest wcześniejszy, z 1826 roku, jak głosi umieszczona na nim atramentowa 
inskrypcja?  W  literaturze  chopinowskiej  spotykamy  na  ten  temat  sprzeczne  poglądy,  a  jednoznaczne 

wyjaśnienie  tej  zagadki  wymaga  dalszych  dociekliwych  badań.  Sądzę  jednak,  że  i  przy  obecnym  stanie 
wiedzy  warto  przedstawić  historię  rysunkowych  portretów  kompozytora,  przede  wszystkim  publiczności 
odwiedzającej Antonin podczas Międzynarodowych Festiwali „Chopin w barwach jesieni”. 
 

                                                                          * 

List od Tytusa Woyciechowskiego wysłany z Poturzyna za Hrubieszowem, dotarł do Warszawy pod 

nieobecność  Fryderyka  Chopina,  który  20  października  1829  roku  wyjechał  do  Strzyżewa  i  Antonina. 
Rodzice Fryderyka przesłali mu ten list do miejsca jego pobytu („Ostatni Twój list, w którym mi każesz się 

ucałować, odebrałem w Antoninie u Radziwiłła”- pisał Fryderyk w odpowiedzi już po powrocie do domu). W 
tymże liście Tytus prosił, by Fryderyk przysłał mu swój wizerunek. Przyjaciele nie widzieli się już od ponad 
dwóch lat, kiedy to Tytus studiujący na Uniwersytecie Warszawskim zmuszony został w lipcu 1827 roku do 
opuszczenia stolicy z powodu choroby matki i udał się do swych dóbr ziemskich, zwanych przez Chopina 

„państwem  poturzyńskim”.  Prośba  o  wizerunek  dawno  niewidzianego  przyjaciela,  z  którym  Tytus 
utrzymywał  korespondencję,  była  ze  wszech  miar  uzasadniona.  Po  powrocie  do  Warszawy  Fryderyk 
odpisał Tytusowi na otrzymany w Antoninie list, a relacjonując swój pobyt u Radziwiłłów i odpowiadając na 
prośbę przyjaciela, stwierdził : „Chciałeś mego portretu – żebym mógł był ukraść jeden X-żnie Elizie, to bym 

go był tobie posłał; dwa razy mię w sztambuchu zrobiła i ile mi ludzie gadali, bardzo podobnie”. 

Przyznanie  się  do  niecnego  zamiaru  kradzieży  było  oczywiście  żartem,  a  zarazem 

background image

usprawiedliwieniem,  że  Chopin  nie  ma  aktualnie  możliwości  przysłania  przyjacielowi  swego  wizerunku. 
Ważne  są  słowa  kompozytora  o  uchwyceniu  podobieństwa  jego  rysów  przez  rysowniczkę,  o  czym 
przekonywały  go  osoby  również  przeglądające  szkicownik  księżniczki.  Możemy  stąd  wnosić,  że  młody 
Fryderyk Chopin rzeczywiście tak wyglądał, jak został przedstawiony na rysunkach. 

Listowna wzmianka o portretach nie zawierała bliższych szczegółów; Chopin nie wspomniał, że na 

jednym z nich narysowano go przy fortepianie. Koniecznie trzeba tutaj wspomnieć, że o szczegółach pobytu 
kompozytora  w  Antoninie,  w  tym  o  sportretowaniu  go  przez  księżniczkę,  moglibyśmy  się  nigdy  nie 
dowiedzieć,  gdyby  cytowany  list  Fryderyka  do  Tytusa  zaginął,  zanim  został  opublikowany.  Wszakże 

księżniczka Eliza, która 29 października 1829 roku pisała w Antoninie list do przyjaciółki pod Poznaniem, 
nawet  nie  wspomniała  o  pobycie  Fryderyka  Chopina  w  pałacu  myśliwskim!  Na  szczęście  treść  listu 
Fryderyka  do  Tytusa  została  po  latach  opublikowana.  Otóż  krótko  przed  swoją  śmiercią  sędziwy  Tytus 
Woyciechowski  przekazał  listy  otrzymane  niegdyś  od  Fryderyka  Chopina  biografowi  kompozytora 

Maurycemu Karasowskiemu, który opublikował je najpierw w niemieckojęzycznym dziele „Friedrich Chopin. 
Sein Leben, seine Werke und Briefe”, wydanym w Dreźnie w 1878 roku, a następnie w dwutomowej polskiej 
wersji  tej  monografii  zatytułowanej  „Fryderyk  Chopin.  Życie-listy-dzieła”,  wydanej  w  Warszawie  w  1882 
roku.  A  więc  polscy  czytelnicy  dowiedzieli  się  dopiero  w  1882  roku,  z  opublikowanego  listu  do  Tytusa 

Woyciechowskiego,  że  jesienią  1829  roku  podczas  pobytu  Fryderyka  Chopina  w  Antoninie,  księżniczka 
Eliza Radziwiłłówna „dwa razy [go] w sztambuchu zrobiła”. Portretów jednak nie miano okazji poznać, gdyż 
losy sztambucha księżniczki Elizy pozostawały tajemnicze jeszcze przez wiele lat. 
       

                                                                     * 
   

W początkach lat trzydziestych ubiegłego stulecia pani Maria Mirska odwiedzała miejsca, w których 

kiedyś przebywał Fryderyk Chopin podczas pobytu w kraju, a relacje ze swych podróży „szlakiem Chopina” 

autorka  publikowała  w  różnych  pismach.  W  roku  1935  pani  Mirska  dotarła  także  do  Antonina,  o  czym 
napisała w interesującym i odkrywczym artykule „Chopiniana antonińskie”. Autorka stwierdziła : „Rola, jaką 
odegrał w życiu Chopina Antonin, była dla mnie dostateczną podnietą, by błądząc >>Szlakiem Chopina<< 
nie  pominąć  w  swej  wędrówce  również  tej  książęcej  rezydencji.  Co  prawda,  szukałam  tam  nie  tylko 

elegijnych przeżyć, lecz także bardziej realnych po Chopinie pamiątek, które w Antoninie spodziewałam się 
znaleźć.  Zabawiłam  w  Antoninie przez  3  dni,  w  czasie  których  dane  mi  było  głęboko odczuwać  żywe  tu 
jeszcze reminiscencje po Chopinie”. Pani Mirska odnalazła w pałacu myśliwskim „stary, sięgający jeszcze 
początków  zamku  album,  zawierający  w  chronologicznym  porządku  wpisy  gości,  wśród  których  nie  brak 

koronowanych głów, znakomitych uczonych, artystów itd., a przede wszystkim samego Chopina”. Autorka 
sfotografowała  stronę,  na  której  wpisał  się  20  sierpnia  1829  roku  pan  Mikołaj  Chopin,  który  pod 
nieobecność Radziwiłłów zawitał tutaj w drodze do Strzyżewa wraz z żoną oraz córkami Ludwiką i Izabellą, 
zaś tuż przy nim, po upływie dwóch miesięcy, 26 października, dokonał wpisu Fryderyk Chopin (opisałem tę 

historię m.in. w książce „Chopin na traktach Wielkopolski Południowej”). 

Na prośbę pani Mirskiej „z lamusa, znajdującego się na trzecim piętrze [pałacu], zdjęto stojący tam 

podobno od kilkudziesięciu lat ów >>Chopinowski fortepian<<. Co prawda, był to już raczej >>szkielet<< 
fortepianu. Mimo to, z prawdziwym wzruszeniem śledziłam, jak służba poczęła go czyścić i myć i jak powoli 

spod grubych warstw kurzu – wydobywać się zaczęły jego szlachetne linie i barwy. Byłże by to naprawdę 
>>Fortepian  Chopina<<?”  –  zastanawiała  się  autorka.  Wskazano  jej  także  miejsce  w  sali  kominkowej, 
„gdzie według tradycji miał stać ów instrument uświęcony grą Chopina”. 

Wielkie  zaskoczenie  przeżyła  pani  Mirska,  gdy  w  salonie  dostrzegła  oprawione  w  ramki  dwa 

rysunki,  stojące  na  pianinie.  Nawiązując  do  pobytu  Chopina  w  pałacu  myśliwskim,  wzruszona  autorka 
napisała : „Na koniec października i początek listopada [1829] przypada ów pamiętny tydzień Antoniński w 
życiu  Chopina,  ów  >>raj  z  dwiema  Ewami<<,  z  których  jedna,  Eliza,  dwa  razy  go  w  swym  sztambuchu 

background image

sportretowała.  I  oto  jakby na  czarodziejskie  zawołanie  –  zjawiają  mi  się  w  tym samym  miejscu  oba  owe 
portrety, wprawdzie już nie w sztambuchu, lecz w ramkach stojące na pianinie! 
Któż by się oparł głębokiemu wzruszeniu, patrząc na te podobizny – prawdziwie bezcenne dzięki prostocie, 
z jaką ołówek rysowniczki utrwalił wygląd młodocianego Chopina […] 

Przedstawiają  nam  one  Chopina  w  dwu  różnych  epokach  jego  życia  :  jako  16-letniego  i  19-letniego 
młodzieńca – jak widać bowiem z umieszczonych u góry napisów, jeden pochodzi z r. 1826, drugi zaś z 7 
listopada r. 1829”. 

Dodajmy, że pierwszy rysunek przedstawiał Fryderyka przy fortepianie, drugi zaś jego popiersie w 

lewym profilu, a u góry każdego portretu znajdowały się atramentowe inskrypcje z imieniem i nazwiskiem 
kompozytora oraz wspomnianymi datami, w języku francuskim. Pani Mirska oczywiście sfotografowała te 
portrety,  a  ich  reprodukcje  opublikowała  27  października  1935  roku  w  numerze  43.  „Tygodnika 
Ilustrowanego”, wraz z artykułem „Chopiniana antonińskie”. 

Po wojnie, w 1949 roku, pani Mirska wydała swoje zebrane szkice w książce „Szlakiem Chopina”, w 

której  „bez  większych  zmian”  zamieściła  także  artykuł  o  chopinianach  antonińskich  z  1935  roku,  wraz  z 
reprodukcjami portretów Chopina odkrytych w antonińskim pałacu, które podczas wojny zaginęły. Ale ani w 
przedwojennej, ani powojennej redakcji swego tekstu autorka nie podała wymiarów tych portretów, zaś w 

książce  zmieniła  datowanie  drugiego  rysunku  z  „7  listopada”  na  „październik  1829  r.”  Autorka  nie 
wspomniała także o losach sztambucha księżniczki, z którego obydwa portrety miały kiedyś zostać wyjęte w 
celu umieszczenia ich „w ramkach”. Do czasu wydania w 1949 roku książki „Szlakiem Chopina” portreciki 
kompozytora  reprodukowano  już  w  kilku  pracach,  zaś  w  1952  roku  opublikowano  je  jako  reprodukcje 

rysunków Elizy Radziwiłłówny w albumie, o którym należy szerzej wspomnieć. 

Otóż  w  1952  roku  dwaj  wybitni  chopinolodzy  Mieczysław  Idzikowski  i  Bronisław  Edward  Sydow 

wydali album „Portret Fryderyka Chopina” zawierający wybór wizerunków kompozytora powstałych za jego 
życia. W układzie chronologicznym przedstawiono portrety        Chopina wykonane w różnych technikach 

(olejne i akwarele, rysunki, płaskorzeżby i popiersia), reprodukcje dagerotypu i fotografii, a także trzy prace 
przedstawiające  kompozytora  na  łożu  śmierci  i  jego  maskę  pośmiertną.  Za  zaginione  uznano  m.in. 
odnalezione w Antoninie w 1935 roku dwa rysunkowe portrety, które B.E. Sydow umieścił pod datą 1829 
roku,  opatrując  informacjami:  „Radziwiłłówna  Eliza  (1803-1834).  Portret  przy  fortepianie.  Cała  postać 

zwrócona  w  prawo;  twarz  w  profilu.  Włosy  dość  długie,  układające  się  dość  swobodnie.  Rys.  ołówkiem, 
wym. 110 x 170, niesygnowany; u góry szkicu napis >>Frederic Chopin 1826<<. Rok oznaczony błędnie 
(zob. poz. 3); napis zapewne dodany później i nie ręką portretującej”. 

A  przy  pozycji  3.  chopinolog  stwierdził:  „Szkic  przedstawiający  popiersie  kompozytora  w  lewym 

profilu.  Włosy  ułożone  podobnie,  jak  na  portrecie  poprzednim.  Rys.  ołówkiem,  wym.  110  x  160, 
niesygnowany; napis >>Frederic Chopin 7 Novembre 1829<<, umieszczony prawdopodobnie przez autorkę 
rysunku”.  

Fakt,  że  Chopin  w  liście  do  Tytusa  napisał,  iż  księżniczka  Eliza  „dwa  razy  [go]  w  sztambuchu 

zrobiła”,  stał  się  przyczyną  kategorycznego  stwierdzenia  przez  chopinologa,  że  na  rysunku 
przedstawiającym  Chopina  przy  fortepianie  „rok  oznaczony  błędnie,  napis  zapewne  dodany  później  i  nie 
ręką  portretującej”.  Ciekawe,  skąd  autorzy  albumu  zaczerpnęli  informacje  o  wymiarach  portretów 
odnalezionych  17  lat  wcześniej  w  Antoninie,  ale  przecież  zaginionych  już  podczas  wojny?  Kwestia  ta 

zresztą  już  wkrótce  stała  się  nieaktualna,  gdyż  w  1954  roku  okazało  się,  że  porteciki  Chopina 
sfotografowane w Antoninie w 1935 roku, reprodukowane także w albumie „Portret Fryderyka Chopina” … 
nie  zostały  narysowane  przez  księżniczkę  Elizę  Radziwiłłównę!  Nie  pochodziły  one  ze  sztambucha,  w 

którym  widział  swoje  portrety  Fryderyk  Chopin!  Odnaleziono  bowiem  w  …  pałacu  w  Nieborowie  ów 
sztambuch  z  wieloma  rysunkami  księżniczki,  a  wśród  nich  znajdowały  się  obydwa  rysunkowe  portrety 
kompozytora,  które  nigdy  nie  zostały  ze  sztambucha  wyjęte!  Portrety  te  były  w  najdrobniejszych 
szczegółach  identyczne  z  tymi,  które  w  1935  roku  pani  Maria  Mirska  widziała  w  Antoninie  i  po  ich 

background image

sfotografowaniu opublikowała wówczas w „Tygodniku Ilustrowanym”! 

Powstało więc pytanie : kto wykonał rysunki, identyczne z ołówkowymi portretami Chopina nigdy nie 

wyjętymi ze sztambucha Elizy Radziwiłłówny, które przed wojną stały „w ramkach na pianinie” w salonie 
antonińskiego  pałacu?  Niewątpliwie  były  to  dokładne  kopie  oryginalnych  rysunków  księżniczki  Elizy,  zaś 

autorką tych kopii – jak wskazywało kolejne znalezisko w Nieborowie – była księżna Pelagia z Sapiehów 
Radziwiłłowa.  Księżna  Pelagia,  urodzona  jedenaście  lat  po  śmierci  Elizy  Radziwiłłówny,  była  małżonką 
Ferdynanda  Fryderyka  Radziwiłła,  syna  Bogusława  („Boasa”,  brata  Elizy).  To  ona  weszła  w  posiadanie 
wspomnianego przez Chopina sztambucha i z upodobaniem oraz talentem wykonywała kopie niektórych 

rysunków księżniczki.Odnaleziono bowiem w Nieborowie „jeszcze jeden sztambuch, pochodzący także ze 
zbiorów radziwiłłowskich w Antoninie” oraz albumik z kopiami rysunków księżniczki Elizy z napisem : „Kopie 
te zrobiła Pelagia ks-na Radziwiłłowa; oryginały są w Nieświeżu, zrobione przez Elizę Radziwiłłównę”! 

W  zasadzie  można  mieć  pewność,  że  księżna  Pelagia  skopiowała  również  obydwa  portrety 

Fryderyka Chopina ze sztambucha księżniczki Elizy – i to te właśnie kopie stały w ramkach na pianinie w 
antonińskim  pałacu  w  czasie,  gdy  przybyła  tam  Maria  Mirska.  Pelagia  Radziwiłłowa  sporządziła  kopie 
bardzo  starannie,  wykonała  nawet  istniejące  na  oryginałach  atramentowe  napisy,  naśladując  charakter 
pisma Elizy. Okazało się jednak, że pani Mirska – a w ślad za nią inni autorzy – błędnie odczytali datę na 

kopii rysunku przedstawiającego popiersie Chopina w lewym profilu jako „7 Novembre”, podczas gdy był to 
„4 Novembre”. Kopie tych portretów zaginęły, na szczęście odnalazły się ich oryginały, które jesienią 1829 
roku  o s o b i ś c i e  oglądał Fryderyk Chopin i wspomniał o nich w liście do przyjaciela. 
 

 
                                                                        * 
   
                                                                                                                                                                                                    

Interesujący  artykuł  na  temat  nieoczekiwanego  znaleziska  w  Nieborowie  napisał  wówczas  Jan 

Wegner pt. „Odnalezione portrety Chopina (ze zbiorów antonińskich)”, który został  opublikowany w  1954 
roku w piśmie „Muzyka” (nr 3\4, s.36-44). Z tej pracy zaczerpnąłem szczegóły dotyczące sztambucha i jego 
zawartości, a także cytowane uwagi autora. 

Sztambuch księżniczki Elizy to album z okładką ze skóry ze złocistymi tłoczeniami, zaś jego karty 

posiadają  znak  wodny  o  treści  „Smith  &  Allnutt  1821”,  co  wskazuje  na  jego  pochodzenie  z  angielskiej 
manufaktury i rok wykonania. W chwili odnalezienia album posiadał 78 kart, w tym tylko cztery karty bez 
rysunków. Stwierdzono, że zostało kiedyś z niego wycięte 14 kart. Licząc według jego obecnej objętości, 

portret  Fryderyka  Chopina  przy  fortepianie  znajduje  się  na  karcie  13-tej,  natomiast  z  popiersiem 
kompozytora w lewym profilu dopiero na karcie 32. Dzieli więc te rysunki 18 kart, w tym wspomniane cztery 
karty niezarysowane : 14, 17, 22 i 23. Portrety Chopina posiadają identyczne wymiary: 232 x 187 mm. 

Na  niektórych  kartach  z  rysunkami  widnieją  daty  wpisane  atramentem.  Portret przy  fortepianie  z 

napisem „Frederic Chopin 1826” znajduje się pomiędzy rysunkami oznaczanymi tylko tą samą datą roczną, 
1826!  Jan  Wegner  sprawdził,  że  karta  1  „oznaczona  jest  datą  maj  1826,  k.6  –  1826,  k.13  (z  portretem 
Chopina przy fortepianie) – 1826, k.17 – Antonin1826”. Zauważmy, że księżniczka w tym czasie, konkretnie 
na  rysunkach  wykonywanych  w  1826  roku,  nie  umieszczała  dat  dziennych!  Oznaczone  są  dokładnymi 

datami  tylko  niektóre  rysunki    wykonane  w  późniejszych  latach,  umieszczone  na  dalszych  kartach 
sztambucha, w tym portret Chopina na karcie 32 z atramentowym napisem „Frederic Chopin 4 Novembre 
1829”. 

Jan Wegner odnotował, że karta 39 opatrzona jest napisem „Ruhberg 16 sierpnia 1828”, karta 65 

nosi datę „31 sierpnia 1829”, karta 66 – „19 czerwca 1829”, karta 68 – „20 czerwca 1829”, karta 74 „Teplitz 
30 sierpnia 1831’, a karta 77 datowana jest „27 sierpnia 1829” (daty są w języku francuskim).Widoczne tutaj 
zachwianie ścisłego chronologicznego porządku nie upoważnia jednak do upowszechnionych w niektórych 

background image

pracach sądów, że obydwa portrety Chopina powstały w tym samym czasie, podczas pobytu kompozytora 
w Antoninie jesienią 1829 roku, i że na portrecie przy fortepianie rok (1826) został „oznaczony błędnie”, a 
napis był „zapewne dodany później i nie ręką portretującej”. Zważywszy na usytuowanie obydwu portretów 
w sztambuchu, mianowicie, że pierwszy z nich znajduje się w jego początkowej części (karta 13), pomiędzy 

rysunkami wykonanymi w 1826 roku, kiedy to księżniczka używała wyłącznie daty rocznej, a drugi 18 kart 
dalej  (karta  32),  wśród  rysunków,  oznaczanych  już  datą  dzienną,  miesięczną  i  roczną  –  możemy 
wnioskować, że rysunki zostały wykonane w różnym czasie, zgodnie z atramentowymi napisami, którymi 
zostały  przez  rysowniczkę  opatrzone.  Są  również  –  o  czym  dalej  –  inne  okoliczności  uzasadniające  taki 

wniosek. 

Stwierdzenie  Fryderyka  w  liście  do  Tytusa,  że  księżniczka  Eliza  „dwa  razy  [go]  w  sztambuchu 

zrobiła”,  nie  musi  oznaczać,  że  miało  to  miejsce  w  tym  samym  czasie,  podczas  pobytu  kompozytora  w 
Antoninie  jesienią  1829  roku.  Zwrócił  na  to  uwagę  już  w  1954  roku  w  swym  artykule  Jan  Wegner:  „Ale 

wróćmy do listu Chopina. Pisze on, że Eliza Radziwiłłówna >>dwa razy mię w sztambuchu zrobiła<< - a to 
przecież wcale nie znaczy, że zarówno jeden portrecik, jak i drugi powstał w r. 1829. Chopin, który sam 
przecież rysował, zapewne obejrzał i inne rysunki w sztambuchu, a m.in.  i swój dawny wizerunek z r. 1826. 
Przyjmując  więc  daty  1826  i  1829  czyż  nie  możemy  powtórzyć  za  Chopinem,  że  Eliza  dwa  razy  go 

sportretowała  w  swym  sztambuchu?”.  Jan  Wegner  próbował  także  wyjaśnić,  dlaczego  na  portrecie  przy 
fortepianie jest tylko data roczna, natomiast dokładna data jest na portrecie z popiersiem w lewym profilu. 
Autor  nie  zastanowił  się  nad  usytuowaniem  portretów  w  sztambuchu,  dlatego  wysunął  bardzo  wątpliwą 
hipotezę,  twierdząc:  „Na  wcześniejszym  portreciku  jest  napis  atramentowy  :  >>Frederic  Chopin  1826<<, 

umieszczony  bezwzględnie  tą  samą  ręką,  co  na  rysunku  z  r.  1829  i  tym  samym  atramentem.  Napis  ten 
mógł być jednak dodany później, ponieważ nie podaje dnia i miesiąca. Widocznie umieszczony był wkrótce 
po 4 listopada 1829, a więc po trzech latach, kiedy już trudno było z pamięci określić dokładniejszą datę. W 
każdym  razie  napis  z  datą  >>1826<<,  podobnie  jak  wiele  innych  napisów,  został  dodany  własnoręcznie 

przez Elizę Radziwiłłównę, co stwierdzają autografy jej listów. Ona zaś dobrze chyba wiedziała, w którym 
roku rysowała owe portreciki…” 

Znane mi są autografy pisanych po francusku listów Elizy Radziwiłłówny, podzielam zdecydowanie 

pogląd,  że  atramentowe  inskrypcje  na  obydwu  portretach  Fryderyka  Chopina  zostały  umieszczone 

„własnoręcznie” przez księżniczkę. Natomiast nie sądzę, by napis na portrecie przy fortepianie mógł zostać 
„dodany  później,  ponieważ  nie  podaje  dnia  i  miesiąca”.  Przypomnę,  że  w  czasie,  gdy  ten  portret  został 
narysowany,  księżniczka  nie  umieszczała  jeszcze  na  swych  rysunkach  dokładnych  dat,  poprzestając  na 
podaniu roku ich powstania. 

Rok 1826 jako czas powstania portretu Chopina przy fortepianie, postawił przed badaczami „pewien 

problem  biograficzny”,  jak  to  już  w  1935  roku  zauważyła  Maria  Mirska.  Nawiązując  w  „Chopinianach 
antonińskich” do wpisu Mikołaja Chopina  w albumie wystawionym dla gości w pałacu myśliwskim, a także 
do daty 1826 na portrecie Fryderyka przy  fortepianie, autorka zauważyła:  „Podobnie jak nie wiedzieliśmy 

dotąd o pobycie rodziny Chopina w Antoninie w sierpniu r. 1829, tak i o pobycie Chopina tamże w r. 1826 
nic nam dotąd nie było wiadomo. W roku tym Chopin w miesiącach letnich (a tylko te mogły wchodzić w 
rachubę) wyjechał z matką na kurację do Reinertz [Dusznik]. Miałże by już wówczas, bądź w drodze do 
Reinertz, bądź z powrotem zatrzymać się w Strzyżewie, a stamtąd odwiedzić Antonin?”. 

Pisałem  już  dość  obszernie  o  podróży  szesnastoletniego  Fryderyka  z  matką  i  siostrą  Emilką  do 

Dusznik w książce „Chopin na traktach Wielkopolski Południowej”. Z napisanego i wysłanego  z uzdrowiska 
listu  do  „Wilusia”  Kolberga  w  Warszawie  wynika,  że  trakt  przemierzany  przez  Fryderyka  w  drodze  do 

Dusznik wiódł przez Antonin! Chopin wymienił w liście ważniejsze miejscowości, przez które przejeżdżano, 
a  wśród  nich  „Kalisz,  Ostrów,  Międzybórz,  Oleśnicę,  Wrocław”.  Pomiędzy  Ostrowem  a  Międzyborzem 
musiano przejeżdżać przez okolicę, w której stał pałac myśliwski Radziwiłłów. Z cytowanego listu  wynika 
również,  że  do  Dusznik  nasi  podróżni  dotarli  około  4  sierpnia  („Dwa  tygodnie  już  piję  serwatkę  i  wody 

background image

tutejsze”  –  pisał  Fryderyk  18  sierpnia).  Podróż  z  Warszawy  konnym  powozem  trwała  w  tym  przypadku 
tydzień, a więc wyjechano z domu zapewne 28 lipca, tuż po wręczeniu świadectw w Liceum Warszawskim, 
z którego Fryderyk właśnie odszedł (winien  osobiście odebrać świadectwo).Można więc przyjąć, że przez 
Antonin przejeżdżano około 31 lipca. Czy Radziwiłłowie byli w tym czasie w pałacu? Jest pewne, że właśnie 

w tym dniu, 31 lipca 1826 roku, księżniczka Eliza pisała w Antoninie list do przyjaciółki Luizy von Stosch. A 
kiedy Fryderyk z matką i Emilką mogli przejeżdżać przez Antonin w drodze powrotnej? W liście napisanym 
w Dusznikach 28 sierpnia do rektora Szkoły Głównej Muzyki Fryderyk stwierdził : „11 przyszłego miesiąca 
myślimy stąd wyruszyć”.A więc przez Antonin przejeżdżano by około 13 września. Księżniczka Eliza pisała 

z Antonina kolejny list do przyjaciółki 26 września. Jest więc możliwe, że przejeżdżając przez Antonin w 
drodze  do  lub  z  Dusznik,  pani  Justyna  Chopinowa  oraz  Fryderyk  i  Emilka  złożyli  krótką  wizytę  księstwu 
Radziwiłłom w pałacu myśliwskim, obok którego przejeżdżali. Wtedy właśnie Fryderyk, który poznał księcia 
Antoniego  rok  wcześniej  w  Warszawie,  został  zobligowany  do    popisu  na  fortepianie,  podczas  którego 

księżniczka  Eliza  narysowała  go  w  swym  sztambuchu.  Był  to  pierwszy  w  jego  życiu  wizerunek,  ale  że 
portretowano go ukradkiem, Fryderyk zapewne o tym nie wiedział; zobaczył ten rysunek dopiero trzy lata 
później, wraz z kolejnym portretem, do którego wtedy księżniczce pozował. 
Obydwa  rysunkowe  portrety  szesnasto-  i  dziewiętnastoletniego  Fryderyka  Chopina  w  sztambuchu 

księżniczki  Elizy  Radziwiłłówny,  wykonane  w  1826  i  1829  roku  w  pałacu  myśliwskim  w  Antoninie,  to 
bezcenny ikonograficzny skarb wśród szczęśliwie zachowanych pamiątek z czasów młodości kompozytora 
spędzonej  w  kraju.  Sztambuch  księżniczki  z  portretami  kompozytora  znajduje  się  obecnie  w  zbiorach 
Muzeum Towarzystwa im. Fryderyka Chopina w Warszawie.  

 
 
                                                              * 
                                                                                                                                                         

Z wielkopolską tradycją Chopinowską związany jest jeszcze jeden wizerunek Fryderyka Chopina, o 

czym wspomina się bardzo rzadko i jakby na marginesie dotyczącej go ikonografii. Dzieje się tak zapewne 
dlatego,  że  ten  portret  nie  został  wykonany  „z  natury”,  lecz  jest  kopią  litografii  wydanej  w  Paryżu, 
sporządzonej na  podstawie  rysunku,  do  którego 23-letni  kompozytor  pozował.  Ale  owa  kopia  ma  wielkie 

znaczenie, ukazała się bowiem w 1836 roku w Wielkim Księstwie Poznańskim jako pierwszy i jedyny za 
życia  Chopina  jego  portret    p  r  a  s  o  w  y  !  Do  upowszechnienia  tego  prasowego  wizerunku  wśród 
Wielkopolan  przyczynili  się  pośrednio  dwaj  bracia  bliźniacy,  synowie  młynarza  ze  wsi  Popłomyk  koło 
Ostrowa,  Jan  i  Antoni  Poplińscy,  którzy  w  1834  roku zostali  współzałożycielami  pierwszego na  ziemiach 

polskich pisma ilustrowanego, wydawanego w Lesznie pod tytułem „Przyjaciel Ludu”. W tym właśnie piśmie, 
w  styczniu  1836  roku,  opublikowano  portret  młodego  Chopina  wraz  z  poświęconym  mu  trzyodcinkowym 
artykułem. Pismo prenumerowano w zaborze pruskim, adresowane było do wykształconych Polaków. 

Jak to się stało, że właśnie w leszczyńskim piśmie ukazał się portret 23-letniego Fryderyka? Próba 

odtworzenia okoliczności powstania tego prasowego wizerunku młodego kompozytora, przebywającego już 
za granicą, w Paryżu, przynosi następujące wyjaśnienie. 

Jan  Popliński  w  interesującym  nas  okresie  był  profesorem  w  poznańskim  gimnazjum  Marii 

Magdaleny,  do  którego  uczęszczał  upośledzony  fizycznie,  ale  uzdolniony  literacko  i  muzycznie 

dwudziestoletni  Antoni  Woykowski,  syn  restauratora  i  zamiłowanego  skrzypka,  grywającego  w  kwartecie. 
Antoni był zafascynowany utworami Chopina, skrzętnie gromadził wydawnictwa nutowe możliwe do nabycia 
w składach muzycznych w niektórych niemieckich miastach, starał się również zebrać możliwie najwięcej 

informacji  o  życiu  młodego  i  sławnego  już  w  Europie    kompozytora.  Woykowski  zdołał  też  nabyć  i 
sprowadzić  do  Poznania  wizerunek  Fryderyka  Chopina,  który  na  podstawie  rysunku  z  natury  P.R. 
Vignerona    z  1833  roku,  wykonał  paryski  litograf  G.  Engelmann.  Litografię  z  tymże  portretem  Chopina 
można było nabyć w niektórych muzycznych magazynach, zaś kompozytor przysłał dwa egzemplarze do 

background image

Warszawy – dla swej rodziny oraz Józefa Elsnera. 

W  1835  roku  Woykowski  napisał  obszerny  tekst  o  kompozytorze,  jego  życiu  i  twórczości,  który 

zaczynał  się  stwierdzeniem  :  „Polska  wydała  w  ostatnich  czasach  światu  muzykalnemu  gieniusz,  który 
równego sobie nie ma, i długo pewnie mieć nie będzie : jest to Chopin”. Autor uznał, że kompozytor jest 

„twórcą  szkoły  romantycznej  w  muzyce”,  a  także  „Szekspirem,  Bajronem  i  Mickiewiczem  fortepianistów”. 
Autor  zapewne  zapoznał  z  tym  tekstem  swego  profesora  Jana  Poplińskiego,  który  ułatwił  mu  kontakt  z 
redakcją  „Przyjaciela  Ludu”.  Woykowski  przekazał  swój  tekst  wraz  z  litografowanym  w  Paryżu  portretem 
Fryderyka Chopina. W owym czasie, w latach 1834-1842, współpracował z „Przyjacielem Ludu” działający 

w Poznaniu rysownik i litograf Teofil Mielcarzewicz, który wykonywał zamieszczane w tym piśmie ilustracje. 
Jego  też  dziełem  była  zapewne  kopia  paryskiej  litografii  z  portretem  Chopina,  którą  wraz  z  obszernym  i 
entuzjastycznym  artykułem  Antoniego  Woykowskiego  opublikowano  w  pierwszym  styczniowym  numerze 
„Przyjaciela Ludu” w 1836 roku (tekst zatytułowany „Chopin” był publikowany w trzech odcinkach). Prasowy 

portret Fryderyka Chopina przedstawia go zwróconego w lewo, a więc w przeciwną stronę niż na paryskiej 
litografii,  z  której  został  skopiowany  (wskazuje  to  na ówczesną  technikę  wykonywania  kopii  na  kamieniu 
litograficznym, który następnie w druku dawał obraz zwrócony w przeciwną stronę, niż kopiowany oryginał).  

Na udział braci Poplińskich rodem z Popłomyka pod Ostrowem  (pobierali oni także w Ostrowie i 

Kaliszu  nauki  początkowe)  w  tym  przedsięwzięciu  wskazuje  również  fakt,  że  po  kilku  latach  Antoni 
Woykowski  wraz  z  Antonim  Poplińskim  założyli  i  wydawali  w  Poznaniu  „Tygodnik  Literacki”,  a  więc 
wcześniej  bracia  z  pewnością  służyli  Woykowskiemu  pomocą  w  jego  debiucie  na  łamach  pisma,  które 
założyli w Lesznie. 

Pierwszy prasowy portret Fryderyka Chopina, który z początkiem 1836 roku dotarł do około tysiąca 

prenumeratorów  „Przyjaciela  Ludu”  w  Wielkim  Księstwie  Poznańskim,  był  też  jedynym  (w  Europie!) 
prasowym wizerunkiem za jego życia ! Drugi prasowy wizerunek ukazał się dopiero w grudniu 1849 roku, w 
„Bibliotece Warszawskiej” (nr 12) i przedstawiał głowę zmarłego 17 października tegoż roku kompozytora, 

spoczywającą na poduszce. Ta litografia wykonana przez B. Podczaszyńskiego na podstawie rysunku „z 
natury” Teofila Kwiatkowskiego, który był obecny przy śmierci kompozytora, została opublikowana wraz z 
artykułem żałobnym Józefa Sikorskiego „Wspomnienie Chopina”.     
 

 
                                                                                                     Henryk F. Nowaczyk 
 
 

 
 
 
 

 
 
 
 

 
 
 

 
 

Źródło: Stowarzyszenie „Wielkopolskie Centrum Chopinowskie – Antonin” w Ostrowie Wielkopolskim