background image

 

 

 

 
 
 
 

                        
 
 
 
 
 
 
 

  PATT BUCHEISTER 
 
    ŻAR TROPIKÓW 

 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
                       Przełożyła Jolanta Januć 

 

background image

 

 

PROLOG   

 
Salem  miała  cudowny  sen  Unosiła  się  w  powietrzu,  wolna  jak  ptak, 

zaciskając  dłonie  na  sznurach  huśtawki.  Tym  razem  nie  miała  ciasno 
splecionych  warkoczy,  czego  wymagała  pani  Stuyvesant.  Długie,  czarne 
loki  powiewały  swobodnie  na  wietrze,  gdy  huśtawka  wzbijała  się  w  górę. 
Zamiast zgniłozielonego mundurka, który musiała nosić w sierocińcu, miała 
na  sobie  jasnoróżową  sukienkę.  Z  przodu  ozdabiały  ją  kokardki,  a  pod 
obszerną spódnicą kryły  się  dwie  halki  obszyte  koronką.  Salem  śmiała  się, 
gdy wiatr unosił sukienkę, i nawet nie próbowała jej poprawić. 

We śnie nie miała ośmiu lat Była dorosła, a to znaczyło, że już nikt nigdy 

nie  będzie  jej  mówił,  co  ma  robić.  To,  że  była  na  huśtawce,  nie  będąc  już 
dzieckiem,  było  cokolwiek  dziwne,  nie  na  tyle  jednak,  by  zepsuć  jej 
przyjemność zabawy. Robiła to, co chciała, i czuła się tak wolna, jak jeszcze 
nigdy w życiu. 

Nagle sen prysnął jak bańka mydlana. Ktoś przycisnął usta dziewczynki 

ręką i potrząsnął ją za ramię budząc. 

Wstrzymała  oddech  i  już  miała  krzyczeć,  gdy  znajomy  głos  szepnął  jej 

do ucha: 

— Salem, zachowuj się cicho. 
Otworzyła  oczy,  wciąż  żałując  przerwanego  snu,  ale  była  już  spokojna, 

wiedząc, że obudził ją John Canada. W przyćmionym świetle, sączącym się 
przez  zasłony  okna,  mogła  dostrzec  jego  wysoką  sylwetkę  pochyloną  nad 
łóżkiem. Miał siedemnaście lat i był prawie dwa razy wyższy od niej. 

— Ubierz się tak cicho, jak tylko potrafisz — powiedział. — Uciekamy 

stąd. 

Kiwnęła  głowa  i  John  zdjął  dłoń  z  jej  ust  Salem  przywykła  do 

wypełniania poleceń. Robiła to zawsze, odkąd sięgnęła pamięcią. Była tylko 
jedna  różnica  między  poleceniami,  które  zwykle  rzucali  jej  inni,  a 
poleceniami Johna. Dla Johna gotowa była zrobić wszystko, o cokolwiek by 
poprosił. Ufała mu tak jak niewielu ludziom. 

Kiedy  wciągała  sukienkę  od  mundurka  na  bawełnianą  koszulkę  nocną, 

John  wyjął  spod  łóżka  długie,  wąskie  pudło,  w  którym  były  jej  ubrania. 
Zdjął powłoczkę z poduszki i wrzucił do niej bieliznę, sukienkę na zmianę i 
sweter.  Widząc,  co  się  dzieje,  Salem  sięgnęła  pod  materac  i  wyciągnęła 
niedużą  puszkę  i  grzebień.  Nie  miała  zamiaru  zostawić  swoich  skarbów. 

1

RS

background image

 

 

Gromadzenie tych dóbr doczesnych zajęło jej całe lata. W puszce były trzy 
dolary  i  sześćdziesiąt  dwa  centy,  czerwona  wstążka,  kamień  z  delikatnym 
zarysem  odciśniętego  liścia,  guzik,  co  do  którego  była  pewna,  że  jest 
srebrny, i mały ptaszek ze szkła, podarunek od Johna i Wyatta Brodie'ego. 

John  wziął  puszkę  i  wrzucił  do  powłoczki.  Był  jednym  z  niewielu, 

którym Salem pokazała jej zawartość i wiedział, że wszystkie te rzeczy były 
dla dziewczynki bezcenne. 

Zapiawszy ostatnią klamerkę w bucie, Salem odruchowo wsunęła dłoń w 

dłoń  Johna.  Położył  palec  na  ustach,  dając  do  zrozumienia,  że  muszą  być 
cicho. Kiwnęła głową i ruszyła za nim przez sypialnię. Patrzyła z obawą na 
mijane łóżka, ale wszystkie dziewczynki spały. 

Kiedy doszli do schodów, ostrożnie przeszli na prawą . stronę. Wiedzieli, 

że inaczej schody będą trzeszczeć. Salem potknęła się na ostatnim stopniu i 
mocniej  chwyciła  rękę  Johna.  Choć  była  zaspana  i  oszołomiona,  nie 
zadwała żadnych pytań. 

Serce zabiło jej mocniej, gdy przemykali się w ciemnościach koło biura 

pani  StuyvesanL  Kierowniczka  sypialni  dziewcząt  powinna  spać  w  swoim 
pokoju na górze. Salem  nie wiedziała, dokąd zabierają John, ale wiedziała, 
że  oboje  zostaliby  ukarani,  gdyby  pani  Stuyvesant  złapała  ich  o  tej  porze. 
Złamali regulamin, opuszczając w nocy sypialnie. 

Wyatt  czekał  na  nich  za  krzakami,  niedaleko  wejścia  do  zimnego, 

murowanego  budynku.  Gdy  zobaczył,  że  skradają  się  w  dół  po  schodach, 
podniósł z ziemi dwa tłumoczki i przerzucił je przez ramię. W tej chwili nie 
uśmiechał  się  zarozumiale,  jak  to  miał  w  zwyczaju.  Na  jego  twarzy  strach 
walczył  z  podnieceniem.  Wyatt  miał  piętnaście  lat  —  wystarczająco  dużo, 
by  rozumieć  wagę  tego,  co  mieli  uczynić,  i  wystarczająco  mało,  by 
ignorować niebezpieczeństwa, które mogły ich spotkać. 

Wziął  Salem  za  rękę  i  próbował  dostosować  kroki  do  długich  kroków 

Johna.  Szli  w  stronę  dziury  w  murze,  ukrytej  za  krzakami  ostrokrzewu. 
Kuta,  żelazna  brama  była  w  nocy  zamknięta;  nie  mieli  szans  na  wyjście 
tamtędy.  Cierniste  liście  ostrokrzewu  wbijały  im  się  w  skórę  i  w  ubrania, 
gdy przedzierali się do dziury. 

Najpierw  przeszedł  Wyatt  i  pomógł  przedostać  się  Salem.  Po  drugiej 

stronie  także  był  gęsty  żywopłot,  więc  Wyatt  rozsuwał  go,  ułatwiając 
dziewczynce przejście. 

John nie od razu poszedł za nimi. Odwrócił się i przez chwilę patrzył na 

background image

 

 

duży, murowany budynek, który przez większa część życia był jego domem. 
Nigdy  nie  chodził  spać  głodny,  pracownicy  nigdy  się  nad  nim  nie  znęcali, 
ale przez cały czas pobytu Johna wiedział, że jest na łaskawym chlebie. Stan 
Massachusetts pełnił rolę rodziców, wychowując go i kształcąc. 

Stan Massachusetts zadbał też o adopcję Salem. Miała nastąpić nazajutrz 

i  była  to  jedna  z  przyczyn,  dla  których  John  zabrał  dziewczynkę  ze  sobą. 
Właśnie  ta  bliska  adopcja  zmusiła  go  do  przyspieszenia  ucieczki, 
zaplanowanej  na  późniejszy  termin.  Za  dwa  miesiące  kończył  osiemnaście 
lat i miał opuścić sierociniec. Musiałby wtedy opuścić Wyatta i Salem, więc 
dlatego postanowił, że odejdą razem teraz. 

Myśl  o  młodych  przyjaciołach  wywołała  na  jego  twarzy  uśmiech 

łagodzący twarde rysy. Ich trójka w oczach innych ludzi stanowiła dziwne 
przymierze. Nieważne, że byli w tak różnym wieku; tworzyli rodzinę, która 
była jedyną, jaką kiedykolwiek mieli. 

John  podniósł  rękę  do  czoła,  drwiąco  salutując  budynkowi.  Zrobiło  mu 

się głupio z powodu tego gestu, więc odwrócił się i szybko przecisnął przez 
dziurę. 

Kiedy  dołączył  do  reszty,  Wyatt  mocno  trzymał  rękę  Salem. 

Dziewczynka stała prosto, przyciskając do piersi swój tobołek. W jej oczach 
nie  było  widać  strachu  ani  niepewności.  Podniosła  głowę  i  spojrzała  na 
Johna z taką ufnością, że poczuł, jak coś go ściska w gardle. 

Od  chwili  gdy  podniósł  ją  z  boiska,  kiedy  upadła  popchnięta  przez 

starszą dziewczynkę, nie mógł oprzeć się urokowi jej wyrazistych oczu. Od 
tamtej pory wszędzie za nim chodziła. John był samotnikiem, ale odkrył, że 
zainteresowanie smarkuli sprawia mu przyjemność. Śmieszyła go, ale mógł 
przy  niej  być  sobą,  bez  konieczności  kontrolowania  się  i  przyjmowania 
postawy obronnej. Małej nie zrażały ani jego okresy milczenia, ani wybuchy 
złości. Po prostu cieszyła się, gdy mogli być razem. Nie wymagała od niego 
niczego poza towarzystwem i lojalnością. 

Tak  samo  było  z  Wyattem.  Chłopak  stracił  rodziców  na  kilka  lat  przed 

swoim przybyciem do sierocińca. Podrzucano go różnym krewnym, ale gdy 
ci  nie  mogli  sobie  z  nim  poradzić,  czy  też  nie  chcieli  nawet  spróbować, 
oddawali go pod opiekę stanu. Po pobytach w wielu rodzinach zastępczych 
Wyatt  znalazł  się  w  końcu  w  sierocińcu.  Zbyt  niski  na  swój  wiek,  od  razu 
stał się celem ataków boiskowego tyrana. Gdy John po raz drugi wyciągnął 
Wyatta  spod  chłopca  starszego  od  niego  o  dwa  lata,  zabrał  go  na  stronę  i 

3

RS

background image

 

 

zaczął  uczyć  samoobrony.  Salem  przyglądała  im  się  szeroko  otwartymi 
oczami, ale nie wtrącała do lekcji. Pewnego dnia zabrała z kuchni na oczach 
kucharza  kilka  ciastek;  zjedli  je  we  trójkę,  siedząc  pod  drzewami.  Salem 
demonstrowała  cios  po  ciosie  lekcje  bosku,  przedrzeźniając  zarówno 
instrukcje  Johna,  jak  i  ćwiczenia  Wyatta  Śmiali  się  wszyscy  i  ten  śmiech 
zadzierzgnął miedzy nimi mocną nić przyjaźni i ciepła, jednocząc tę dziwną 
kompanię. 

Od tej pory każdą wolną chwilę spędzali razem. Dawali sobie wzajemnie 

to, czego najbardziej potrzebowali. John nie wyobrażał sobie życia bez nich; 
nie chciał nawet spróbować. Zrobiłby wszystko, niezależnie od kosztów, by 
być z nimi. 

Uwolnił  Salem  od  ciężaru  powłoczki  i  wziął  ją  na  ręce.  I  on,  i  Wyatt 

skrócili  kroki,  by  dziewczynka  mogła  za  nimi  nadążyć.  Oddalali  się  od 
sierocińca, trzymając się w cieniu wysokiego muru. 

Przez  sześć  miesięcy  John  pracował  na  stacji  benzynowej  Buda,  żeby 

zarobić  na  używany  samochód,  który  teraz  stał  zaparkowany  o  dwa  domy 
dalej.  Chłopiec  miał  nadzieję,  że  reszta  pieniędzy,  która  została  mu  po 
zapłaceniu za samochód wystarczy im na dotarcie do Key West, na Florydę. 
Wybrał  to  miasto  na  dużej  mapie  szkolnej  dlatego,  że  było  najbardziej 
oddalonym  miejscem,  do  którego  mogli  dotrzeć,  nie  potrzebując 
paszportów. 

Doszedłszy  do  poobijanego,  starego  samochodu,  wrzucił  rzeczy  do 

bagażnika.  Salem  wczołgała  się  na  tylne  siedzenie,  gdzie  John  położył  dla 
niej koc i poduszkę. Wyatt usiadł z przodu. Oczy błyszczały mu na myśl o 
przygodzie, jaka ich czekała. 

Mając  nadzieję,  że  strach  ściskający  żołądek  nie  odzwierciedla  się  na 

jego  twarzy,  John  najpierw  spojrzał  w  lusterku  wstecznym  na  Salem,  a 
potem przeniósł wzrok na Wyatta. 

—  Jeśli  któreś  z  was  rozmyśliło  się,  niech  mi  to  powie  teraz.  Kiedy 

odjadę, już nigdy tu nie wrócę. 

—To dobrze — stwierdziła z zadowoleniem Salem. — No to ruszaj. 
Odbicie  Salem  zniknęło  z  lusterka  i  John  odwrócił  się,  by  zerknąć  na 

tylne  siedzenie.  Mała  schowała  twarz  w  poduszkę  i  owinęła  się  kocem.  W 
ciągu paru sekund zasnęła. 

Wyatt  rozpiął  zamek  błyskawiczny  w  kurtce  i  ten  dźwięk  ponownie 

skierował uwagę Johna na chłopca. Wyatt ruchem głowy wskazał drogę. 

4

RS

background image

 

 

— Jak szybko jedzie ta pluskwa? 
John włączył silnik, szczerząc zęby w uśmiechu. 
— Wystarczająco szybko.   

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

5

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 1 

 
Siedząc po turecku na łóżku, Salem Shepherd popatrywała to na kopertę 

trzymaną w ręku, to na wyciąg z konta bankowego, który znalazła w środku. 
Był  to  czek  wystawiony  dla  niej  przez  Johna.  Kwota  była  trzykrotnie 
wyższa  niż  w  comiesięcznych  czekach,  które  otrzymywała  od  chwili 
rozpoczęcia studiów uniwersyteckich w Seattle, to jest od czterech lat 

Dokładnie  sprawdziła  zawartość  koperty,  szukając  listu  czy  kartki,  ale 

nie  było  tam  nic  poza  wąskim  kawałkiem  papieru  z  wydrukowaną  liczbą 
dolarów. Jedyną osobistą rzeczy w czeku było jej nazwisko i podpis Johna, 
a trudno byłoby to uznać za jakikolwiek ślad korespondencji. 

Minęło  tyle  czasu,  myślała,  że  John  powinien  już  zmniejszyć 

ograniczenia,  które  nałożył  na  nich  oboje.  Przez  cztery  lata  jedyną  formą 
komunikacji  były  czeki.  Kiedy  przyjeżdżała  co  roku  latem  do  Key  West, 
John  rzadko  z  nią  przebywał,  w  dodatku  nigdy  sam  na  sam.  Pracował  na 
łódkach, a Salem pracowała w galerii Delty; chyba że była potrzebna jako 
członek  załogi.  Będąc  w  Seattle,  pisała  do  Johna  i  Wyatta  co  tydzień,  a 
nawet  częściej,  jeśli  ogarniała  ją  tęsknota.  Wyatt  czasem  wysyłał  do  niej 
pocztówki,  rzadziej  listy.  Najczęściej  dzwonił,  by  powiedzieć  jej,  co  się 
dzieje w domu i spytać, co u niej słychać. Na szczęście on nie zmieniał się 
w  stosunku  do  Salem.  W  dalszym  ciągu  był  trochę  przyjacielem,  trochę 
bratem, a trochę kochanym utrapieńcem. 

John  z  rzadka  dołączał  do  czeku  kartkę  z  wiadomością,  że  otrzymał  jej 

list, czy też z odpowiedzią na jakieś pytanie. Nie dzwonił, by porozmawiać, 
tak  jak  to  czynił  Wyatt.  Salem  nie  cierpiała  tego  dystansu  między  nimi, 
który zdaniem Johna był konieczny. Uważała, że to do niczego nie prowadzi 
i tylko sprawia niepotrzebny ból. 

Wiele  zmieniło  się  od  chwili,  gdy  opuścili  sierociniec.  Byli  wtedy 

młodzi,  gotowi  do  wejścia  w  świat  i  przetrwania  dzięki  swemu 
zdecydowaniu.  Właściwie  byli  jak  Trzej  Muszkieterowie:  jeden  za 
wszystkich,  wszyscy  za  jednego.  Tak  było  do  momentu  ukończenia  przez 
Salem  osiemnastu  lat.  Właściwie  zmiana  zaczęła  się  wcześniej:  w 
szesnastym  roku  życia  dziewczyny.  John  trzymał  ją  na  dystans,  jego  czułe 
uściski  stały  się  wspomnieniem.  Salem  była  za  młoda,  by  rozumieć 
przyczynę  tego  odsunięcia.  Zaczęła  rozumieć  później,  gdy  sama  poczuła 
pożądanie fizyczne. Podobała mu się, ale on tego nie chciał. 

6

RS

background image

 

 

Została  wysłana  do  Seattle,  bo  nie  umiała  ukryć  swych  uczuć.  Z 

początku,  kiedy  John  zaproponował  jej  wyjazd  na  odległy  uniwersytet, 
zbuntowała  się.  Później  przekonała  się  do  tego  pomysłu.  Była  to  szansa 
pokazania, że umie sama kierować swym życiem, że jest już osobą dorosłą, 
a nie — jak uważał John — dzieckiem. 

Salem  zerknęła  na  czek,  nienawidząc  tego,  co  on  oznaczał:  dla  Johna 

była tylko zobowiązaniem finansowym i niczym więcej. 

Deanna  Wong,  wnuczka  właścicielki  mieszkania,  pomagała  Salem  w 

pakowaniu.  Akurat  składała  togę,  którą  jej  przyjaciółka  nosiła  w  dniu 
wręczenia  dyplomów,  kiedy  usłyszała  odgłos  dartego  papieru.  Wrzuciła 
togę  do  pudła  i  skoczyła  w  stronę  łóżka,  potykając  się  o  sterty  książek 
leżące  na  podłodze.  Zobaczyła  dwa  skrawki  papieru,  podniosła  je  i 
próbowała złożyć w całość. Westchnęła z ulgą: 

—  Trochę  taśmy  klejącej,  trochę  dobrej  woli  ze  strony  urzędnika  w 

banku, i jeszcze możesz zrealizować ten czek. 

Salem potrząsnęła głową, ciemne włosy rozsypały się na ramionach. 
— Nie mam zamiaru go realizować. 
— Dlaczego?! Twój opiekun jest naprawdę hojny. Na pewno ułatwi ci to 

życie przez kilka miesięcy. 

Salem sięgnęła  po  oba  kawałki  papieru  i  przedarła je jeszcze  raz.  Tylko 

tyle mogła zrobić, by wyładować złość, ale wcale nie poczuła się lepiej. 

—  Nie  chcę  jego  pieniędzy  —  powiedziała  z  bólem  w  głosie.  —  Chcę, 

żeby kazał mi wracać do domu. 

Deanna  przysiadła  na  łóżku,  nie  zważając  na  skrawki  papieru,  które 

właśnie  spadły  na  podłogę.  Miała  osiemnaście  lat  i  jak  wszyscy  w  tym 
wieku była mądra i pewna siebie. 

— Może on też tego chce, ale myśli, że ty wolisz zostać tutaj. Mówiłaś 

mi, jakie radosne listy pisałaś do domu o życiu w Seattle. No więc, on może 
sądzić, że chcesz zostać. 

Salem uśmiechnęła się ponuro. 
— John  wie,  co  czuję.  Przede  wszystkim  nigdy  nie  ukrywałam  tego,  że 

nie chcę wyjeżdżać z Key West. To się nie zmieniło przez cały czas mojego 
pobytu tutaj. 

— Wiem — rzuciła sucho Deanna. — Zawsze się skarżyłaś, jeśli padało, 

albo nie było widać słońca. 

Nie mogąc usiedzieć w miejscu, Salem zeskoczyła z łóżka i podeszła do 

7

RS

background image

 

 

okna.  Po  szybach  spływały  krople  deszczu.  Poczuła  chłód,  mimo  że  miała 
na  sobie  dżinsy,  koszule  i  gruby  sweter.  Przyglądała  się  strugom  ulewy, 
rysującym  dziwne  ścieżki  na  szklanej  tafli.  Wielu  ludzi  w  Seattle  lubiło 
deszcz i pochmurną pogodę, ale nie ona. 

Drżąc nie tylko z zimna, murknęła: 
—Czuję  się  jak  więzień",  któremu  kończy  się  wyrok,  ale  strażnik  nie 

puszcza go do domu. 

—  Czyżbyś  popełniła  jakąś  straszliwą  zbrodnię,  o  której  mi  nie 

powiedziałaś? — spytała lekko Deanna. 

— Mój wiek był zbrodnią — powiedziała cicho Salem, bardziej do siebie 

niż do przyjaciółki. 

Deanna spojrzała na nią, jej migdałowe oczy wyrażały zdumienie. 
— Przepraszam? 
Salem potrząsnęła głową, żałując, że to wspomniała. Ale to była prawda, 

to właśnie  była  przyczyna,  dla  której  John  wysłał  ją  z domu;  przynajmniej 
jedna z przyczyn. 

—  Miałam  poszerzyć  swoje  horyzonty  w  Seattle  —  powiedziała,  w 

dalszym  ciągu  patrząc  w  okno.  —  Problem  polega  na  tym,  że  jedyny 
horyzont, który mnie interesuje, to ten widoczny z wybrzeża Key West. 

—  Salem,  Seattle  to  nie  jest  czyściec,  wiesz.  —  Deanna  próbowała 

bronić rodzinnego  miasta.  —  Po  czterech  latach spędzonych tutaj  masz  się 
czym  pochwalić.  Zdobyłaś  stopień  naukowy  w  biologii  morskiej, 
nawiązałaś sporo przyjaźni, otrzymałaś dwie propozycje małżeństwa i jedną 
nieprzyzwoitą ofertę, o której wiem, no i żeby nie być zbyt skromną ośmielę 
się  nadmienić,  że  masz  cudowną  przyjaciółkę,  mianowicie  twoją  szczerze 
oddaną. Chyba że będziesz dalej czepiać się Seattle, wtedy zapomnij o tym. 

Salem  odwróciła  się  od  okna,  nie  mogąc  znieść  widoku  szarego  nieba  i 

deszczu  w  chwili,  gdy  jej  serce  i  dusza  tęskniły  za  słońcem  i  ciepłym 
wiatrem. 

— Byłaś dobrą przyjaciółką, Deanna. Będzie mi ciebie brakowało. 
Deanna uśmiechnęła się z zadowoleniem. 
—  Nie  rozumiem,  dlaczego  musisz  zaraz  wyjeżdżać.  Wiesz,  że  moja 

babcia pozwoli ci zostać tak długo, jak zechcesz.  

Co masz zamiar robić, jeśli nie wracasz do Key West? 
— Miałam jechać do domu na łato i gdyby coś było nie tak, podjąć pracę 

w Monterey. A teraz jeszcze nie wiem, co zrobię. 

8

RS

background image

 

 

Usiadła na jedynym wolnym krześle, reszta zarzucona była stertą rzeczy. 

Dziewczęta  były  akurat  w  samym  środku  pakowania,  kiedy  posłaniec 
przyniósł kopertę. Salem rozpoznała charakter pisma i od razu zapomniała o 
stosach książek i odzieży. 

— Jedyną rzeczą, która trzymała mnie przy życiu przez te cztery lata — 

powiedziała  —  była  myśl  o  powrocie  do  Key  West,  do  Johna  i  Wyatta. 
Teraz mam  wrażenie,  że świetnie  sobie  radzą  beze mnie  i  że  mój  przyjazd 
wywróciłby wszystko do góry dnem. 

— Ciekawe stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że mają dwie łódki. 
—  Trzy.  Wyatt  mówił  mi,  że  niedawno  kupili  trawler.  Mają  zamiar 

używać  go  do  prac  ratowniczych.  Podpisali  już  wstępny  kontrakt  na 
znalezienie wraku statku, który ponoć miał na pokładzie miliony dolarów w 
zlocie  i  srebrze.  Właśnie  jako  członek  załogi,  która  znalazła  skarb,  John 
zdobył  pieniądze  na  zakup  własnej  łódki.  Miał  wtedy  osiemnaście  lat  — 
uśmiechnął się. — Chyba już ci o tym mówiłam. 

— Kilka razy — mruknęła Deanna bez złośliwości. Podniosła się z łóżka 

i  podeszła  do  komódki.  Stało  tam  zdjęcie  Salem  z  dwoma  mężczyznami, 
zrobione  kilka  lat  temu.  Wszyscy  ubrani  byli  w  szorty  i  podkoszulki  z 
wypisaną  z  przodu  nazwą  ich  przedsiębiorstwa  połowów  czarterowych: 
Cygańska  Flota.  Wysoki,  ciemnowłosy  mężczyzna,  stojący  po  prawej 
stronie  Salem,  miał  okulary  słoneczne  skutecznie  kryjące  oczy.  Patrzył  w 
obiektyw z poważną miną. Niższy mężczyzna mrużył oczy w słońcu. Jasne 
włosy  kontrastowały  z  opalonym  na  ciemny  brąz  ciałem.  Wyluzowany, 
beztroski, uśmiechał się z pewnością siebie. 

— Od momentu, gdy się poznałyśmy — powiedziała Deanna, biorąc do 

ręki fotografię—opowiadałaś mi wszystko o swoim domu, gdzie mieszkałaś 
z tą artystką... Jak jej na imię? 

— Delta. 
—  Racja,  Delta.  Prowadzi  mały  hotelik  i  zamieszkałaś  z  nią  na  stałe. 

Opowiadałaś mi o połowach, nurkowaniu i przejażdżkach łódką po zatoce. 
Mówiłaś o jedzeniu, które przygotowywała ta kucharka z Haiti i którego ci 
brakowało.  Wiem  o  nawykach  Delty,  wiem,  że  potrafi  nie  spać  całą  noc  i 
potem przesypiać dzień; wiem, jak się ubiera: jakby wybierała się na safari 
do  Afryki.  Na  podstawie  twojego  opisu  rozpoznałabym  ją  w  tłumie.  Tak 
samo  jest  z  Wyattem,  mam  wrażenie,  że  go  znam.  Ale  o  Johnie  Canada 
nigdy  nie  mówiłaś  zbyt  wiele,  poza  tym,  że  został  twom  prawnym 

9

RS

background image

 

 

opiekunem, gdy osiągał odpowiedni wiek. Wydaje mi się, że w jakiś sposób 
jest dla ciebie najważniejszy, ale i tak rzadko wspominasz jego imię. 

Salem wstała i zaczęła pakować książki do dużego pudła. 
—  Pokłóciliśmy  się  przed  moim  wyjazdem  na  uniwersytet  Jakoś  nigdy 

nam to nie przeszło. Sama myśl o tym boli, już nie mówiąc o rozmawianiu. 

—  Szkoda,  że  nie  mogli  wszyscy  razem  przyjechać  z  okazji  twojego 

ukończenia uniwersytetu. 

— John był. 
Deanna omal nie upuściła fotografii, przez chwilę obracała ją w ręku, aż 

wreszcie  ustawiła  z  powrotem  na  komódce.  Odwracając  się  spojrzała  na 
Salem, która ze spokojem pakowała książki. 

— Żartujesz, prawda? 
Z cichym śmiechem Salem powiedziała: 
— Nie, nie żartuję. Stał na końcu sali. Wyszedł, gdy odebrałam dyplom. 
Deanna przez chwilę próbowała zrozumieć, co powiedziała przyjaciółka. 
— Wiedziałaś, że przyjedzie? 
— John nigdy tego nie mówił, ale wiedziałam, że będzie. 
—  Jak  to:  wiedziałaś?  —  spytała  Deanna,  ciągle  nic  nie  rozumiejąc.—

Przed chwilą powiedziałaś, że strasznie się pokłóciliście. Dlaczego miałabyś 
myśleć, że przyjedzie? 

—  Na  pewno  nie  straciłby  tak  ważnego  wydarzenia  w  moim  życiu, 

szczególnie, że na tym dyplomie zależało mu bardziej niż mnie. 

— Gdzie jest teraz? 
Salem wzruszyła ramionami. 
—  Nie  wiem.  Chyba  jest  jeszcze  w  Seattle.  Sprawdziłam  na  lotnisku, 

następny samolot do Miami jest jutro rano. 

— Masz zamiar spotkać się z nim później? 
Salem wiedziała, że Deanna pochodziła z normalnej rodziny i nie mogła 

rozumieć dziwnych układów w życiu przyjaciółki. 

— To jasne, że John nie chciał, bym wiedziała, że tu jest. Na pewno nie 

będzie mnie szukać. 

Pudło było pełne. Salem zamknęła je i zakleiła taśmą. Podjęła decyzję i 

wiedziała już, co robić. Ruszyła w stronę szafy. 

— Myślę, że zajmę się połowem muszli — powiedziała cicho. 
Deanna opadła na krzesło. 
—  Salem  Shepherd,  znam  cię  prawie  dziewięć  miesięcy  i  dopiero  teraz 

10

RS

background image

 

 

uświadomiłam sobie, że zwariowałaś. Podejrzewałam cię o to w przeszłości, 
gdy nie chciałaś jechać z Harrym Burnside'em na Hawaje w czasie wakacji 
wiosennych,  ale  teraz  jestem  już  pewna,  że  brakuje  ci  piątej  klepki.  Niby 
dlaczego właśnie teraz masz się zająć szukaniem muszelek? 

Salem  wyciągnęła  z  szafy  sukienkę  i  zaczęła  zdejmować  z  niej 

plastykowy worek. Przyglądając się krytycznie strojowi, mruknęła: 

— Muszle były w Key  West od zawsze. Dla nas życie zaczyna się, gdy 

tam przyjeżdżamy, więc chyba mamy jakieś kwalifikacje. 

Deanna mrugnała oczami, starając się zrozumieć Salem. 
— Masz zamiar w tej sukience ruszyć na poszukiwanie swego opiekuna? 

Aresztują cię. 

Salem uśmiechnęła się. 
—  Nie  sądzę,  żeby  do  tego  doszło.  Przynajmniej,  widząc  mnie  w  tej 

sukience,  John  nie  będzie  mógł  myśleć,  że  mam  nadal  osiem  lat.  Zresztą 
według  prawa  nie  jest  już  moim  opiekunem.  Rok  temu  skończyłam 
dwadzieścia jeden lat. 

—  Skąd  wiesz,  gdzie  go  szukać?  Seattle  to  duże  miasto,  mógł  pójść 

dokądkolwiek. 

Salem  położyła  sukienkę  na  łóżku,  zdjęła  sweter  i  zaczęła  rozpinać 

koszulę. 

—To proste. Zadzwonię do Wyatta, John na pewno mu powiedział, gdzie 

się zatrzyma. 

Kiedy Salem dowiedziała się, że John przyjechał na ceremonię wręczenia 

dyplomów,  spodziewała  się  jego  telefonu  lub  odwiedzin.  Co prawda  nigdy 
tu  nie  był,  ale  miał  adres.  Zamiast  Johna  przyszedł  czek,  którego  w  ogóle 
nie oczekiwała. 

Nie  ujdzie  mu  na  sucho  myślenie,  że  można  ją  kupić.  Będzie  musiał 

spojrzeć  jej  w  oczy.  Salem  nie  miała  zamiaru  zrezygnować  bez  walki  z 
najważniejszej osoby w jej życiu. 

Kelnerka  o  pełnych  kształtach  przyniosła  Johnowi  następną  szkocką  z 

lodem,  choć  nie  skończył  jeszcze  tej,  którą  zamówił  wcześniej.  Drugi 
mężczyzna,  siedzący  przy  stoliku,  skinieniem  głowy  dał  jej  znak,  że  może 
odejść. 

— Widzę, John, że dalej działasz tak samo na kobiety. — Taylor Hanks 

zachichotał.  —  Tobie  przyniosła  nową  porcję,  a  mnie  nie,  a  to  ja  jestem 
właścicielem tego lokalu. 

11

RS

background image

 

 

John uśmiechnął się łagodnie. 
— Jeżeli mnie pamięć nie myli, to za tobą dziewczyny szły sznurem, od 

doków aż pod dom, nie za mną. 

—  To  dlatego,  że  ty  się  z  nimi  nie  umawiałeś.  Myśleliśmy,  że  masz 

mnóstwo roboty z tymi dwoma dzieciakami i nie masz czasu na kobiety. Do 
diabła,  sam  byłeś  dzieckiem!  Oczywiście,  to  nie  przeszkodziło 
dziewczynom w próbowaniu. Coś mi się zdaje, że dalej tak jest. 

Szkocka  miała  delikatny  smak.  John  wypił  następny  łyk  i  poczuł  ciepło 

rozchodzące  się  po  całym  ciele.  Było  mu  zimno  od  chwili,  gdy  wyszedł  z 
samolotu.  Raz  tylko  zrobiło  mu  się  gorąco:  kiedy  zobaczył  Salem 
odbierającą dyplom. 

— Zostawiam te sprawy Wyattowi — odpowiedział Taylorowi. 
Taylor znów się zaśmiał. 
— O, to on jednak wychodzi z wody od czasu do czasu, żeby się spotkać 

z damami? 

— Czasami. 
—  A  co  z  dziewczyną?  —  spytał  Taylor,  ruchem  ręki  sygnalizując 

przechodzącej  kelnerce,  że  chciałby  jeszcze  jednego  drinka.  —  Nie 
widziałem jej, kiedy byłem zimą w Key West. Pamiętam, że ma niezwykłe 
imię... 

— Salem. 
—  Pamiątam,  że  przybiegała  codziennie  do  doku,  gdy  wracaliście  z 

morza.  Była  małym  chuderlakiem  z  najbardziej  zasmarkaną  mordką,  jaką 
widziałem w życiu. Co teraz robi? 

,,Doprowadza mnie do szaleństwa" — pomyślał ponuro John. 
— Właśnie otrzymała stopień naukowy z biologii morskiej. 
Nie mógł się powstrzymać i dodał z dumą: 
— Była w pierwszej dziesiątce klasy. 
—  A  niech  mnie  licho!  Trudno  sobie  wyobrazić,  by  mogła  usiedzieć 

spokojnie  przez  czas  potrzebny  na  otworzenie  książki,  już  nie  mówiąc  o 
czytaniu. 

John  błądził  wzrokiem  po  barze  pełnym  morskich  dekoracji.  Wystrój 

wnętrza nie był oryginalny, ale miejsce to miało w sobie coś przyjemnego. 
Z  magnetofonu  płynęła  muzyka,  a  nieco  później  na  niewielkim  podium 
miała pojawić się orkiestra. 

John zwrócił się do Taylora. 

12

RS

background image

 

 

—  Kiedy  znaleźliśmy  skarb,  mówiłem  wszystkim,  że  swój  udział 

zainwestujesz  w  bar,  ale  nigdy  nie  myślałem,  że  będzie  to  bar  w  Seattle. 
Wtedy uważałem, że żartujesz, tak jak każdy z nas. 

Taylor potrząsnął głową uśmiechając się. 
— Ile wtedy mieliśmy lat? Osiemnaście, dziewiętnaście? Świat stał przed 

nami  otworem!  To  była  mocna  rzecz,  znalezienie  tego  złota i srebra,  które 
leżało  na  dnie  oceanu  ponad  dwieście  lat.  Nie  mogłem  uwierzyć  w  swoje 
szczęście, kiedy szyper powiedział, że każdy z nas dostanie udział. 

—  Zdaje  mi  się,  że  twoje  szczęście  dalej  trwa  —  powiedział  John.  — 

Twój bar cieszy się powodzeniem. 

— Takie jest życie — odrzekł wymijająco Taylor, przechylając głowę w 

bok.  —  Zdziwiłem  się,  kiedy  zadzwoniłeś  i  powiedziałeś,  że  przyjeżdżasz 
na weekend. Od dawna cię zapraszałem, ale nie spodziewałem się, że coś z 
tego wyjdzie. Oczywiście cieszę się, że cię widzę, tylko nie mogę wyobrazić 
sobie nic na tyle ważnego, co by mogło cię wyrwać z Key WesL 

Taylor  nie  zapytał  wprost  o  przyczynę  przyjazdu,  ale  pytanie  wisiało  w 

powietrzu.  Odpowiedź  była  prosta:  Salem.  Pokusa  przyjazdu  i  zobaczenia 
jej była bardzo silna, wreszcie przerodziła się w obsesję. John nie mógł już z 
tym  walczyć.  Przyjechał  pod  pretekstem  zobaczenia  ceremonii  wręczenia 
dyplomów.  Nie  wziął  ze  sobą  Wyatta;  ktoś  musiał  zostać  i  zająć  się 
przedsiębiorstwem. Zresztą nawet nie proponował mu wspólnego  wyjazdu. 
Wiedział, że Wyatt chciałby spotkać się z Salem po skończonej ceremonii, a 
to  pokrzyżowałoby  mu  plany.  Obserwowanie  jej  z  daleka  było 
wystarczająco  ciężkim  przeżyciem;  przebywanie  z  nią  niepotrzebnie 
zwiększyłoby ból. 

Taylor  nie  czekał  na  odpowiedź,  jego  uwagę  przyciągnęło  coś,  co 

znajdowało  się  za  plecami  Johna.  Przez  chwilę  gapił  się,  a  potem  cicho 
gwizdnął. 

John, zaciekawiony, obejrzał się. Wstrzymał oddech, zobaczywszy co, a 

raczej  kogo,  zauważył  Taylor.  W  ich  stronę  szła  ciemnowłosa  kobieta  w 
czerwonej, jedwabnej sukience. Sukienka miała dość śmiały krój, ale mimo 
to nie wyglądała zbyt prowokacyjnie. Na Johnie wywarła jednak odmienne 
wrażenie, bowiem rozpoznał w kobiecie swą podopieczną.  

Skąd wiedziała, gdzie go szukać? 
Miała  ze  sobą  małą,  czarną  torebkę  i  coś,  co  wyglądało  jak  cienka 

książka.  Przez  rękę  przewiesiła  czarny,  haftowany  szal,  którego  frędzle 

13

RS

background image

 

 

kołysały się lekko w rytm kroków. Jej białe  ramiona były  nagie, nie licząc 
dwóch delikatnych, wąskich ramiączek sukienki. Lśniący materiał przylegał 
do piersi, odsłaniając cały dekolt. Czarne włosy opadały na ramiona. 

Na  łańcuszku  na  szyi  miała  złotą,  hiszpańską  monetę  wielkości 

pięciocentówki. To była jej cała biżuteria. 

Zbliżała się, nie spuszczając wzroku z Johna. Uśmiechała się nieśmiało i 

wtedy  poczuł,  jak  przepływa  przez  niego  fala  pożądania.  A  żeby  ją  licho, 
przeklinał  w  myśli.  Wiedziała,  jakie  wrażenie  wywrze  na  nim  ta  sukienka. 
„Właściwie czemu nie?" — pomyślał. Zareagowałby tak samo, nawet gdyby 
otuliła się od stóp do głów uniwersytecką togą. 

Zacisnął  palce  wokół  kieliszka,  omal  go  nie  miażdżąc.  Całym  ciałem 

czuł  trudne  do  opanowania  pożądanie.  Nie  odwrócił  jednak  wzroku,  nie 
mógł. 

Zatrzymała się tuż przed nim. 
— Cześć, John. 
Rozparł się na krześle, sprawiając wrażenie odprężonego. 
— Cześć, Salem. 
Podała mu cienki zeszycik oprawiony w skórę. 
— Pomyślałem, że pewnie zechcesz to obejrzeć, bądź co bądź płaciłeś za 

to. Gdybyś zaczekał po ceremonii, pokazałabym ci od razu. 

To był jej dyplom. John obejrzał go i oddał dziewczynie, mówiąc: 
— Jest twój. Zasłużyłaś na to. 
Salem  zignorowała  jego  słowa.  Zauważyła,  że  gdy  podeszła  do  stolika, 

towarzysz Johna wstał Zwróciła się teraz do niego: 

—  Nie  zachowujemy  się  kulturalnie.  Jestem  Salem  Shepherd.—

Wyciągnęła  rękę.—  Mam  wrażenie,  że  gdzieś  pana  widziałam.  Czy 
przypadkiem nie spotkaliśmy się kiedyś? 

Taylor  uścisnął  jej  dłoń,  prawie  nie  słuchając  tego,  co  mówiła. 

Wpatrywał się w nią z uwagą. 

— To ty jesteś mała Salem? Zaśmiała się, uwalniając dłoń z uścisku. 
— Przyznaje, że nie jestem wysoka, ale przy wzroście metr sześćdziesiąt 

pięć nie jestem też karlicą. 

Taylor potrząsnął głową w zniecierpliwieniu. 
—  Mówiąc  mała,  miałem  na  myśli  wiek,  nie  wzrostu.  Znałem  cię,  gdy 

miałaś  dziesięć  lat.  Nazywam  się  Taylor  Hanks.  Byłem  członkiem  załogi, 
która znalazła hiszpański skarb. 

14

RS

background image

 

 

Zauważywszy,  jakie  zainteresowanie  wzbudziła  Salem  u  mężczyzn 

obecnych na sali, John wstał i odsunął wolne krzesło. 

— Jeśli już tu jesteś, to równie dobrze możesz usiąść. 
— No nie, John, bardzo ci dziękuję! Jak zwykle jesteś zbyt łaskawy. 
Układała  szal  na  oparciu  krzesła,  kładła  torebkę  na  stole,  a  John  ciągle 

stał  za  jej  plecami.  Wreszcie  odwróciła  głowę  i  spojrzała  na  niego. 
Dostrzegła  napięcie  w  jego  wzroku.  Zauważyła  też,  że  był  podniecony  i 
serce zabiło jej mocniej. 

Gdy John wrócił na swoje miejsce, przyszła kelnerka z drinkiem Taylora. 

Zwróciła  się  do  Salem,  pytając,  czy  chce  coś  zamówić.  Salem  poprosiła  o 
lampkę białego wina i w tej chwili dostrzegła niemal pustą szklankę Johna. 

— Proszę przynieść temu panu jeszcze jedną szkocką. 
— Salem, przed długi czas sam sobie zamawiałem drinki. Nie potrzebuję 

twojej pomocy. 

Uśmiechnęła się z wysiłkiem. 
— Cieszę się, że cię widzę, John. 
To była prawda. Zdawało jej się, że minęły wieki od chwili, gdy widziała 

go  ostatni  raz.  Jego  gęste,  ciemnobrązowe  włosy  jak  zwykle  wymagały 
strzyżenia.  W  tej  chwili  sięgały  kołnierza  marynarki.  Salem  zauważyła,  że 
się  przebrał.  Zastanawiała  się,  ile  czasu  zajęło  mu  zdjęcie  garnituru  i 
krawata;  pomyślała,  że  nie  więcej  niż  trzydzieści  sekund.  Na  tle  opalonej 
skóry  wyraźnie  było  widać  cieniutkie,  białe  kreski  w  kącikach  oczu  — 
zmarszczki  śmiechu.  Rozśmieszanie  tego  twardego  mężczyzny  było  jej 
ulubioną rozrywką w okresie dorastania. Ale teraz John nie śmiał się. 

Zwróciła się do Taylora: 
—  Pamiętam  cię.  Grałeś  na  organkach,  gdy  wypływaliście  na  połów  i 

gdy wracaliście. Słyszałam, jak niezbyt ci to wychodziło. 

Taylor  zaśmiał  się.  Opierając  łokcie  na  stole,  pochylił  się  w  kierunku 

Salem. 

— A ja pamiętam, że byłaś brązową dziewczynką i zawsze przybiegałaś 

do doku na spotkanie naszej łodzi. Przypominałaś mi małe Cyganiątko. 

Wyraz jego twarzy zmienił się, zaczynał coś rozumieć. 
— Rybacka flota została nazwana na twoją cześć, prawda? 
 Cygańska Flota. 
— To był pomysł Johna. 
Taylor spojrzał na złotą monetę, widoczną w głębokim wycięciu dekoltu. 

15

RS

background image

 

 

—  Widzę,  że  masz  pamiątkę  z  naszego  skarbu.  Bawiąc  się  monetą, 

spojrzała  na  Johna.  On  miał  taką  samą.  Pamiętała  jej  chłód  na  swojej 
rozpalonej skórze, gdy jeden jedyny raz John trzymał ją w ramionach. 

Dostrzegła,  że  w  jego  wzroku  zimne  taksowanie  ustępuje  miejsca 

podnieceniu. On też pamiętał to zdarzenie. 

— John kazał zrobić naszyjniki dla całej naszej trójki — powiedziała. 
Młody  żeglarz  skierował  się  w  ich  stronę.  Krótko  ostrzyżony,  w 

mundurze prosto spod igły, wyglądał na szesnaście lat. Podszedł do stolika i 
poprosił Salem do tańca. 

Uśmiechnęła się, wstała i wzięła go pod rękę. Grzecznie zwróciła się do 

mężczyzn przy stoliku: 

— Pozwolicie? 
Taylor cicho  gwizdnął, gdy uniósłszy się z krzesła, obserwował Salem i 

jej partnera na parkiecie. 

— O Boże, John! Nie wierzę, że to ta sama dziewczynka, która pomagała 

nam kroić przynętę i czyściła ryby. Niewątpliwie wyrosła na piękność. 

John  także  nie  mógł  powstrzymać  się  od  obserwowania  Salem,  choć 

sprawiało  mu  tu  ból.  Było  to  jak  oglądanie  wyjątkowo  pięknego  zachodu 
słońca,  kiedy  chce  się  zobaczyć  jak  najwięcej,  zanim  zjawisko  zniknie. 
Żeglarz nie przytulał jej zbytnio, ale i tak John miał ochotę pozbawić go rąk. 
Myśl  o  jakimkolwiek  mężczyźnie  dotykającym  Salem  przyprawiała  go  o 
bezsenność;  nawet  nie  był  w  stanie  zliczyć  nieprzespanych  nocy.  Fakt,  że 
inny trzymał ją w ramionach, stanowił torturę nie do zniesienia. 

Po  skończonym  tańcu  żeglarz  odprowadził  Salem  do  stolika  i 

podziękował.  Podchodził  już  następny  mężczyzna,  uśmiechając  się  z 
nadzieją,  ale  John  był  szybszy.  Szurnęło  odsuwane  krzesło.  John  chwycił 
Salem za ramię i poderwał ją na nogi. 

— Pozwolisz, Taylor. 
Poprowadził  ją  na  środek  parkietu  i  objął.  Wyczuł  delikatny  nacisk  jej 

piersi  i  już  wiedział,  że  popełnił  błąd.  Patrzenie  na  nią  było  jak  powolne 
umieranie, dotykanie przywracało go do życia. 

Ujął  jej  dłoń  w  swą  spracowaną  rękę,  drugą  objął  ją  w«  talii.  Przez 

chwilę stali bez ruchu, patrząc na siebie. Potem John zaczął poruszać się w 
takt  powolnej  ballady,  czując  jak  Salem  bez  wysiłku  dostosowuje  się  do 
niego. 

Tańczył z nią po raz pierwszy w życiu. Gdy była nastolatką, to przecież 

16

RS

background image

 

 

Wyatt  uczył  ją  tańczyć.  John  nie  chciał  w  tej  chwili  o  tym  myśleć.  Tych 
kilka  minut  z  Salem  należało  teraz  tylko  do  niego.  Być  może  będą  mu 
musiały wystarczyć na długo. 

Nagle, jakaś para zderzyła się z nimi, popychając Salem prosto na Johna. 

Nie odsunęła się, a gdy dał krok w tył, przysunęła się bliżej. Czuł na udach 
dotyk  jedwabnej  sukienki.  Przez  delikatny  materiał  doskonale  wyczuwał 
ruchy partnerki. 

Chcąc narzucić dystans, choćby tylko w myślach, mruknął: 
—  Lekcje  Wyatta  procentują.  Świetnie  tańczysz.  Podniosła  głowę  i 

spojrzała na niego. 

—  Wyatt  spróbował  mnie  uczyć  tylko  raz.  Ta,  tak  zwana  lekcja  trwała 

dokładnie  dziesięć  minut  Omal  nie  urwał  mi  głowy,  ucząc  mnie  obrotu,  i 
trzy razy przydepnął mi palce. Kazałam mu iść i tańczyć z barrakudą*. Ona 
ma przynajmniej zęby do obrony, no i nie ma nóg go podeptania. 

— Ale zeszłego lata tańczyłaś z nim na werandzie. Spojrzała mu w oczy, 

zastanawiając  się,  czemu  w  tych  słowach  zabrzmiało  oskarżenie.  Nie 
zdziwiła się, widząc, że wyraz jego twarzy nie uległ zmianie. Zawsze umiał 
świetnie ukrywać swoje uczucia.  

* barrakudą — drapieżna ryba mórz gorących, równie niebezpieczna jak 

rekiny. 

—  Tym  razem  role  były  odwrócone.  Próbowałam  nauczyć  go  walca 

Zdumiewające, że Wyatt, taki gibki i zwinny w wodzie, jest taką niezdarą w 
tańcu.  Może  idąc  na  randkę,  nie  powinien  zdejmować  płetw?  — 
zachichotała. 

John z trudem ukrył uśmiech. 
— Pewnie czułby się w nich lepiej niż w garniturze. 
— A ciebie kto nauczył tańczyć? 
Jakaś  para  szalejąca  po  całym  parkiecie  znalazła  się  w  niebezpiecznej 

odległości.  Groziło  to  kolejnym  zderzeniem,  należało  więc  usunąć  się  z 
drogi.  Narzucając  zmianę  kierunku,  John  przesunął  rękę  z  talii  Salem  na 
biodro.  Z  przyjemnością  wyczuwał  jej  harmonijne  ruchy.  Z  trudem 
przypomniał sobie, o co go pytała. 

— To jest moja pierwsza lekcja. 
Zatrzymała  się,  patrząc  na  niego  z  niedowierzaniem.  Rozbawiony, 

usiłował  nakłonić  ją  do  wznowienia  tańca.  Salem  czuła,  że  serce  bije  jej 
coraz  szybciej.  Ogarnęła  ją  dziwna  słabość,  gdy  tuliła  się  do  silnego  ciała 

17

RS

background image

 

 

Johna.  Nigdy  przedtem  nie  tańczył.  I  nagle  wydało  jej  się  to  całkiem 
naturalne.  Przecież  całe  życie  wypełniała  mu  praca,  nie  miał  czasu  na  nic 
innego. 

— Szybko się uczysz — wymamrotała. 
Melodia  skończyła  się,  ale  John  nie  zaproponował  powrotu  do  stolika. 

Chciał  jej  powiedzieć  coś  na  osobności  i  mógł  to  uczynić  tylko  na  środku 
parkietu. 

Położył dłonie na jej biodrach. 
— Salem, nie chciałem, żebyś wiedziała, że jestem w Seattle. 
— Wiem. 
Zdziwiło go jej opanowanie. 
— Nie planowałem spotkania z tobą po ceremonii rozdania dyplomów. 
— Wiem; 
—  Przyjechałem,  bo  chciałem  widzieć,  jak  odbierasz  nagrodę  za  cztery 

lata ciężkiej pracy. 

— Wiem. 
Orkiestra  zaczaja  grać  jakąś  wolną  melodię.  Zawirowały  pary  na 

parkiecie, ale John nie zauważał ani ludzi, ani muzyki. 

—  Jestem  z  ciebie  dumny,  wiesz  o  tym.  Na  pewno  świetnie  dasz  sobie 

radę  w  tej  pracy,  o  której  mi  pisałaś.  To  jest  muzeum  marynistyczne  w 
Monterey, prawda? 

Salem  miała  ochotę  udusić  go.  John  z  zawiązanymi  oczami  mógł 

rozłożyć  i  złożyć  każdy  silnik,  wiedział  wszystko  o  rybach,  przypływach, 
prądach  i  rafach  koralowych.  Nie  wiedział  tylko,  że  wolałaby  wrócić  do 
Key  West,  niż  jechać  do  Monterey.  Spojrzała  mu  w  oczy.  Może  jednak 
wiedział,  pomyślała.  Może  wiedział,  że  przyjęła  ofertę  tylko  po  to,  by 
usłyszeć od niego, że ma zapomnieć o Kalifornii i wracać do domu. Tyle, że 
nie powiedział jej o tym. 

— Nie wiem, czy będę tam pracować — powiedziała zgaszonym głosem. 
—  Czyżbyś  dostała  lepszą  ofertę?  Zacisnęła  palce  na  jego  ramieniu.  —

Tak. Prawdę mówiąc, wiele ofert. 

Czekał na dalszy ciąg, ale Salem milczała. Spróbował ciągnąć rozmowę. 
— No dobrze, a jakie oferty? 
— Naprawdę cię to interesuje, czy pytasz z grzeczności? 
Zacisnął szczęki. 
— Bądź tak dobra, Salem, i nie denerwuj mnie. Nie mam dziś nastroju. 

18

RS

background image

 

 

Po prostu opowiedz mi o tych ofertach. 

—  Jedna  była  z  uniwersytetu  w  Teksasie,  gdzie  mają  wielki  instytut 

biologii. Druga przyszła z Key West, z kompanii braci Porto. 

Na  twarzy  Johna  odmalowało  się  napięcie.  Bracia  Porto  mieli 

konkurencyjne przedsiębiorstwo. 

—  Czego,  do  diabła,  mogą  chcieć  bracia  Porto  od  biologa  morskiego? 

Nawet nie wiedzą, jak pisać biolog, już nie mówiąc o tym, co taki człowiek 
robi. 

— Nie pytałam ich o to. 
John  nie  był  zadowolony.  Bracia  Proto  skontaktowali  się  z  Salem,  bo 

właśnie dowiedzieli się, że ma ona powiązania z Johnem i Wyattem. 

— Nie pamiętam  braci  Porto  —  powiedziała.  —  Czy to  nowi  ludzie na 

wyspie? 

—  Przyjechali  pół  roku  temu.  Mają  dwie  łódki.  Są  jak  rekiny:  od 

każdego starają się coś uszczknąć. 

Uniosła brwi z zdumieniu, słysząc tak twarde słowa. 
—  W  liście,  który  od  nich  dostałem,  dawali  do  zrozumienia,  że  mają 

duże przedsiębiorstwo. 

— Kto napisał pierwszy? Oni do ciebie, czy ty do nich? 
—  Oni.  I  zanim  zadasz  następne  pytanie,  powiedz  mi,  jakim  cudem 

wiedzieli, gdzie mnie szukać, i to, że właśnie ukończyłam biologię morską. 
Ja wiem tylko tyle, że skontaktowali się ze mną i zaproponowali mi pracę. 
Zresztą  odmówiłam,  chociaż  perspektywa  powrotu  do  Key  West  była 
bardzo kusząca. 

Patrząc mu w oczy, objęła go za szyję. 
— Czekam na inną ofertę. 
Chwycił ją za przeguby rąk i uwolnił się z objęć. 
— Mówiliśmy o tym setki razy. Wierz mi, twój powrót do domu nie jest 

dobrym pomysłem. 

„No  tak,  jasno  powiedziane"  —  pomyślała  gorzko  Salem.  Teraz 

wszystko  rozumiała.  Szukała  Johna,  bo  chciała  dowiedzieć  się,  co  miał 
znaczyć ten ostatni czek, a to była po prostu odprawa Nie zamierzała kłócić 
się z nim, jak kiedyś. Zresztą i tak zawsze przegrywała Powiedział otwarcie, 
co myśli, zupełnie nie dbając o to, że sprawia jej ból. 

Wyszarpnęła  się  i  ruszyła  do  stolika.  Nie  zwracała  uwagi  na 

przyglądających  się  jej  ludzi.  Wyciągnęła  rękę  do  Taylora,  chcąc  się 

19

RS

background image

 

 

pożegnać.  Właśnie  coś  pił  i  jej  ruch  tak  go  zaskoczył,  że  omal  się  nie 
zakrztusił. 

—  Miło  było  znów  cię  zobaczyć,  Taylor—powiedziała.  —  Wybacz,  że 

wychodzę, ale nie chcę popełnić zbrodni w twoim lokalu. 

Zostawiła dyplom na stole, chwyciła torebkę, szal i ruszyła do drzwi. Łzy 

napłynęły jej do oczu, w gardle coś dławiło, ale wytrwale przeciskała się w 
stronę  wyjścia.  Otworzywszy  drzwi,  poczuła  zimno.  Otuliła  się  szalem  i 
ruszyła przed siebie. 

Nie zdążyła zrobić trzech kroków, gdy nagle jakaś silna ręka chwyciła ją 

za  ramię  i  zmusiła  do  obrotu.  John  przyparł  ją  do  ściany  budynku  i 
przysunął  się  tak  blisko,  że  czuła  jego  oddech.  —  Do  diabła,  Salem,  nie 
mów  mi,  że  nie  pamiętasz,  co  się  stało  tego  lata,  gdy  ukończyłaś 
osiemnaście lat. Nie uwierzę ci. 

— Oczywiście, że pamiętam. 
Była zdenerwowana, miała ochotę rozpłakać się i obawiała się, że głos ją 

zdradza. Nie chciała, by John to zauważył. 

— Mało brakowało, a byśmy się pokochali. Z całej siły zacisnął palce na 

jej ramieniu. 

— Nie. Mało brakowało, a bym cię zgwałcił. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

20

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 2 

 
—  John,  to  nie  byłby  gwałt  —  powiedziała  cicho  Salem.  —  Bardzo 

chciałam kochać się z tobą. Jeśli dobrze pamiętam, to ja uwodziłam ciebie, a 
nie odwrotnie. 

Potrząsnął głową zaprzeczając. 
—  Nie  wiedziałaś,  co  robisz.  Na  szczęście  w  porę  się  opamiętałem  i 

przestałem. 

— Nie chciałam, żebyś przestawał. Musiał położyć temu koniec. 
—  Do  licha,  Salem!  Byłem  twoim  opiekunem,  byłem  za  ciebie 

odpowiedzialny. I to właśnie ja zdzierałem z ciebie ubranie, jak szaleniec! 

Dopiero po dłuższej chwili Salem pojęła. Gdyby John się z nią pokochał, 

byłoby  to  dla  niego  równoznaczne  z  utratą  honoru.  W  dzieciństwie  nie 
posiadał  prawie  nic  na  własność,  nauczył  się  wtedy  najbardziej  cenić  w 
życiu honor i dumę. Cztery lata temu jego honor i duma ucierpiały. 

Ale Salem też cierpiała. Cztery lata spędzone w samotności, z daleka od 

najbliższych osób sprawiły, że teraz wybuchła: 

— Powiedziałeś mi tamtej nocy, że nie wiem, co czuję, że źle rozumiem 

nasz związek, że nie wiem, co robię. Myliłeś się wtedy i teraz też się mylisz. 
Miałam  osiemnaście  lat,  ale  nie  byłam  dzieckiem.  Nigdy  nie  byłam 
dzieckiem. Ani Wyatt, ani ty,  ani ja nie mieliśmy normalnego dzieciństwa. 
Musieliśmy  szybko  dorosnąć.  Poznaliśmy  życie  od  gorszej  strony.  Ale  to 
wcale  nie  znaczy,  że  wyrosłam  na  dziwaczkę,  która  nie  wie,  co  to  miłość. 
Otworzył szeroko oczy, zdumiony. 

— Salem... 
Odepchnęła go, zdziwiona, że na to pozwolił. 
—  Nie!  Nie  chcę  znowu  słyszeć, że  nie  wiem, co mówię. Przyjęłam  do 

wiadomości  to,  że  nie  odwzajemniasz  moich  uczuć,  ale  dlaczego  ciągle 
mnie  karzesz  za  to,  że  jak  głupia  powiedziałam  ci,  co  czuję? Spędziłam tu 
cztery  lata,  zdobywając  stopień  naukowy,  tak  jak  sobie  życzyłeś.  Miałam 
wrażenie, że tylko w ten sposób mogę odpokutować karę. John, chcę wrócić 
do domu. 

John  był  zaskoczony.  Nie  miał  pojęcia,  że  Salem  traktowała  wyjazd  na 

uniwersytet jako karę. Nie wiedział też, że uważała się za dziwaczkę tylko 
dlatego,  że  nie  miała  normalnego  dzieciństwa.  Wysłanie  jej na  uniwersytet 
było dla niego torturą. 

21

RS

background image

 

 

—  Gdybyś  została,  stalibyśmy  się  kochankami.  Byłaś  za  młoda  i  za 

naiwna  by  wiedzieć,  czy  tego  chcesz.  Musiałaś  poznać  życie  poza  Key 
West. 

Salem zadrżała, skuliła ramiona. 
— Umawiałam się z mężczyznami, spotykałam różnych ludzi w różnych 

sytuacjach. Zdobyłam doświadczenie, tak jak tego chciałeś. 

Zobaczyła  błysk  złości  w  oczach  Johna,  gdy  mówiła  o  innych 

mężczyznach. Poczuła przewrotną satysfakcję. Bezlitośnie ciągnęła dalej: 

—  Dwóch  mężczyzn  nawet  mi  się  oświadczyło,  widocznie  nie  uważali 

mnie  za  dziecko.  Zrobiłam  wszystko,  czego  chciałeś,  poza  jednym.  Nie 
mogę zapomnieć, jak się czuję, gdy trzymasz mnie w ramionach,  gdy twój 
język delikatnie dotyka mojego, gdy nasze ciała rozumieją się bez słów... 

John wydał chrapliwy odgłos i odsunął się od niej, kiedy mówił twardo i 

wyraźnie: 

— Chodziło głównie o to, żebyś zapomniała. 
— Mam zapomnieć, co do ciebie czuję? Równie dobrze mogę spróbować 

zapomnieć jak się oddycha, John. 

Wsadził  ręce  do  kieszeni  i  zacisnął  pięści,  żeby  powstrzymać  chęć 

dotknięcia jej. Odwrócił się i odszedł kilka kroków. 

—  Salem,  nic  się  nie  zmieniło  —  powiedział  oschle,  patrząc  na  ciemne 

morze. — Jeśli wrócisz do domu, będziesz cierpieć. Między nami może być 
tylko przyjaźń. 

— Dlaczego? — spytała drżącym głosem. 
— Z kilku powodów. Jeden z nich to ten, że nie wiesz, kim jesteś. 
Zabolały  ją  te  słowa.  Musiała  przycisnąć  usta  ręką,  żeby  powstrzymać 

okrzyk.  Nie  spodziewała  się,  że  właśnie  John  wypomni  jej  brak  rodziców. 
Był  przecież  w  takiej  samej  sytuacji,  a  mimo  to  nie  akceptował  sytuacji 
Salem. 

Odezwała  się  w  niej  duma.  Owinęła  szal  wokół  ramion,  wzięła  głęboki 

oddech  i  oderwała  plecy  od ściany.  Najtrudniej  było zrobić  pierwszy  krok, 
oddalający ją od Johna. Następne były łatwiejsze. Zwracała uwagę na każde 
pęknięcie  w  trotuarze,  na  każdy  pęczek  trawy.  Szła  w  stronę  parkingu,  na 
którym zostawiła samochód. Starała się o niczym nie myśleć. 

John  długo  stał  bez  ruchu.  Patrzył  na  odbicie  świateł  w  wodzie.  Chciał 

wierzyć, że Salem czuła to samo co on, ale musiał też pamiętać o uczuciach 
Wyatta.  Gdyby  miał  pewność,  że  ona  także  pragnie  oddać  się  tej 

22

RS

background image

 

 

namiętności,  która  w  nim  wybuchła...  Na  chwilę  zamknął  oczy.  Łatwiej 
było znosić własny ból, niż ranić Wyatta, który także interesował się Salem. 

Postanowił być twardy. Wiedział, że Salem będzie cierpieć. Odwrócił się 

do niej. 

— Salem, ja... 
Nie  było  jej.  Rozejrzał  się  wokół,  znikła  bez  śladu.  Mogła  wrócić  do 

baru,  ale  John  wiedział,  że  tego  nie  zrobiła.  W  bezsilnej  złości  uderzył 
pięścią w ścianę budynku. Poczuł ból, jednak był on mniejszy niż cierpienie, 
jakie zadał sobie odrzucając Salem. 

Salem była gotowa do wyjazdu. Niemal wszystkie rzeczy zapakowała do 

samochodu, poza jedną paczką. Wróciła do pokoju, by ją zabrać. Stanęła na 
środku  i  rozejrzała  się.  Przez  cały  rok  szkolny  to  był  jej  dom.  Teraz,  gdy 
zabrała  stąd  drobiazgi  osobiste,  wyglądał  obco,  anonimowo.  Przypominał 
pokoje  w  akademiku,  gdzie  mieszkała  przez  pierwsze  trzy  lata  studiów. 
Umeblowany był tak samo przypadkowo, meble nie były może estetyczne, 
ale za to solidne. Salem opuszczała pokój bez sentymentu. Był dla niej tylko 
miejscem do nauki, spania i przechowywania ubrań. 

Nachyliła się po ostatnią paczkę i wtedy zadzwonił telefon. Miała ochotę 

zignorować go, tak jak to robiła przez ostatnie trzy dni. Nie chciała z nikim 
rozmawiać,  szczególnie  z  Wyattem,  a  to  nie  mógł  być  nikt  inny. 
Postanowiła, że skontaktuje się z nim, gdy tylko zadomowi się w Monterey. 

Telefon  zadzwonił  po  raz  trzeci.  Spoglądając  na  zegarek,  doszła  do 

wniosku,  że  to  jednak  nie  Wyatt.  Była  dziesiąta,  a  to  znaczyło,  że  w  Key 
West  dochodziła  siódma  rano.  O  tej  porze  Wyatt  powinien  pracować  w 
łodzi. 

Zaledwie zdążyła powiedzieć halo, a już Wyatt zaczął się awanturować. 
—  Gdzie  byłaś,  do  diabła?!  Od  trzech  dni  próbuję  się  do  ciebie 

dodzwonić! 

Nie miała zamiaru wysłuchiwać impertynencji. 
— Jeśli zadzwoniłeś tylko po to, by na mnie krzyczeć, odłożę słuchawkę. 
—  Nie,  nie  odkładaj!  —  krzyknął  Wyatt.  —  Przepraszam.  Po  prostu 

martwiłem się o ciebie. 

— Byłam zajęta. Czego chcesz? — spytała ostro. Przez chwilę panowała 

cisza. Potem Wyatt zapytał: 

—  Co,  do  diabła,  zdarzyło  się,  kiedy  John  przyjechał  na  ceremonię 

rozdania dyplomów? 

23

RS

background image

 

 

— Dlaczego jego nie spytasz? 
—  O  nie,  chciałbym  jeszcze  trochę  pożyć.  Od  trzech  dni  chodzi  jak 

podminowany  i  łatwo  go  sprowokować.  W  dodatku  niedawno  była  próba 
sabotażu łodzi. John i dwóch członków załogi zostało pobitych. 

Salem mocniej ścisnęła słuchawkę. Serce biło jej jak oszalałe i nie była w 

stanie wykrztusić słowa. 

Wyatt poczekał na odpowiedź, ale gdy żadna nie padła, zaczął wyjaśniać: 
— To stało się tej samej nocy, kiedy John wrócił z Seattle. Bracia Porto 

na  pewno  myśleli,  że  jeszcze  go  nie  ma,  i  postanowili  wyeliminować  nas 
jako konkurencję. Na łodzi był John, Carlos i Ario. Zostali pobici, a potem 
banda braci Porto wsypała cukier do wlewu paliwa Cygana 1. Carlos i Ario 
są w szpitalu. John też powinien tam być, ale znasz go, nie chciał zostać. 

Musiała dowiedzieć się rzeczy najważniejszej. 
— Czy John jest ciężko ranny? 
— Ma stłuczone żebra, guz na głowie i złamany nadgarstek. Wystarczy, 

żeby przez jakiś czas nie mógł nurkować. Wyobrażasz sobie chyba, jak mu 
się to podoba. 

— Dlaczego bracia Porto to zrobili? 
—To długa  historia.  Wszystko  ci  opowiemy, jak przyjedziesz  do  domu. 

Jesteś  nam  potrzebna.  Przeczyściliśmy  wlew  i  przewinęliśmy  silnik,  ale 
jesteśmy do tyłu z planem i mamy za mało ludzi. Jak długo zamierzasz tam 
jeszcze zostać? 

—  W  ogóle  nie  miałam  w  planach  powrotu.  —  Zdziwiła  się,  że 

powiedzenie  tego  tak  bardzo  ja  zabolało.  —  Jadę  do  Kalifornii  do  pracy. 
Mam  zacząć  we  wrześniu,  ale  wyjeżdżam  dziś.  Muszę  znaleźć  jakieś 
mieszkanie i pracę sezonową na lato. 

Z  drugiej  strony  linii  padło  kilka  cichych  przekleństw.  —  Pracę  masz 

tutaj. Do licha, Salem, twoje miejsce jest tu, a nie w Kalifornii! 

Przez chwilę milczał, a potem dodał: 
—  Wiem,  że  między  tobą  i  Johnem  coś  się  popsuło.  Widziałem,  że  się 

unikacie,  nie  jestem  ślepy.  Nie  możesz  o  tym  na  chwilę  zapomnieć? 
Powiedziałaś,  że  pracę  zaczynasz  we  wrześniu,  więc  mogłabyś  przyjechać 
przynajmniej na lato. Musimy przyjąć nowych nurków, ale teraz nie wiemy, 
komu możemy ufać. Ty masz odpowiednie kwalifikacje i mogłabyś zastąpić 
Johna.  Poza  tym,  teraz  nie  potrafię  się  z  nim  dogadać.  Tobie  na  pewno 
wychodziłoby to lepiej. Wiesz, tym razem miał szczęście, ale wygląda na to, 

24

RS

background image

 

 

że sam szuka guza. Chce rozprawić się z braćmi Porto. 

Salem znalazła się między młotem i kowadłem. Chciała jechać do domu, 

ale obawiała się, że skomplikuje to stosunki z Johnem. Przecież powiedział 
jej jasno, co o tym myśli. 

— John wie, że do mnie dzwonisz? 
Wyatt zawahał się, wolałby nie odpowiadać na to pytanie. Nigdy jej nie 

okłamał, postanowił więc, że tym razem też tego nie zrobi. 

—  Powiedziałem  mu,  że  próbowałem  dodzwonić  się  do  ciebie  — 

wybrnął dyplomatycznie. 

Nie powiedział tylko, że John w tym czasie spał. 
Salem nie spodobała się odpowiedź i sformułowała pytanie inaczej: 
— Czy wie, że prosisz mnie o przyjazd? 
— To mu też powiedziałem. 
— No i co? — spytała z niecierpliwością. 
— Nic. Nie zabraniał. 
Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, pomyślała. Chciała jechać 

do  domu,  niezależnie  od  tego,  czy  John  gotował  jej  gorące  powitanie,  czy 
też  nie.  Jeśli  Wyatt  mówił  prawdę,  John  był  w  niebezpieczeństwie.  Gdyby 
coś  mu  się  stało,  a  ona  przez  głupią  dumę  byłaby  daleko,  nigdy  by  sobie 
tego nie wybaczyła. 

— Czy Delta wynajęła komuś mój pokój? Wyatt westchnął z ulgą. 
— Wiesz, że zawsze czeka na ciebie. Jak szybko przyjedziesz? 
Oszacowała odległość i wzięła pod uwagę fakt, że będzie jechać sama. 
— Myślę, że za około pięć dni, jeśli się postaram. 
—  Co  masz  zamiar  zrobić,  do  licha?!  Wynajmiesz  furmankę?  W  ciągu 

pięciu  dni  możemy  wszyscy  znaleźć  się  na  dnie  oceanu!  Dlaczego  nie 
kupisz biletu na samolot? Przecież wiem, że John dał ci jakieś pieniądze. 

— Podarłam czek. Wyatt gwizdnął cicho. 
—  Musieliście  się  nieźle  pokłócić.  Zresztą  ten  czek  nie  ma  znaczenia. 

Zamówię  bilet  telefonicznie  i  odbierzesz  go  sobie  na  lotnisku.  Weź  parę 
najpotrzebniejszych  ubrań,  a  resztę  rzeczy  wyślij.  Samochód  nie  jest  ci 
potrzebny,  i  tak  zawsze  chodzisz  pieszo.  No,  ale  jeśli  rozleniwiłaś  się  w 
mieście, będziesz mogła używać dżipa. 

Salem  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu.  W  tej  chwili  Wyatt 

przypominał  jej  Johna.  Myśląc  o  wyjeździe,  czuła  podniecenie  i  obawę. 
John  odrzucił  ją,  więc  będzie  musiała  zaakceptować  bycie  blisko  niego, 

25

RS

background image

 

 

choć nie blisko z nim. Przez trzy lata spędzała wakacje w domu i wiedziała 
już,  że  widywanie  go  dzień  w  dzień,  choćby  z  daleka,  sprawiało  ból. 
Niestety, przebywanie  z  daleka  od  niego  nie  było  wcale  łatwiejsze. Gdyby 
pojechała do Kalifornii, nie mieliby szansy na rozwiązanie tego problemu. 

Nie  byłaby  sobą,  gdyby  się  poddała.  Siedzenie  z  założonymi  rękami  i 

czekanie  na  cud  na  pewno  nic  by  nie  dało.  John  zranił  ją  boleśnie  i  na 
moment  zapomniała  o  swoich  zasadach.  Teraz  należało  zapomnieć  o 
cierpieniu i poniżeniu. Nadszedł czas walki o prawo do miłości. 

— Wyatt, mam pieniądze na bilet. 
—  Najwyższy  czas,  żeby  któreś  z  was  zmądrzało  —  wymamrotał.  — 

Podaj mi numer lotu, żebym wiedział, kiedy po ciebie wyjść. 

— Zdaje mi się, że masz sporo pracy. 
Od chwili gdy podjęła decyzję, miała już gotowy plan. Nie dopuszczając 

Wyatta do głosu, ciągnęła dalej: 

—  Trafię  do  Delty.  Powiedz  jej  i  Connie,  że  przyjadę  jutro,  najpóźniej 

pojutrze. Mam tu jeszcze parę spraw do załatwienia. 

— W porządku, bachorze. Do zobaczenia. 
Salem  odłożyła  słuchawkę  uśmiechając  się.  Wyatt  zawsze  nazywał  ją 

bachorem.  Kiedy  była  młodsza,  denerwowało  ją  to,  szczególnie  gdy 
wiedziała,  że  zasłużyła  na  przezwisko,  zachowując  się  w  nieodpowiedni 
sposób. Czasem musiała być bachorem, żeby pokazać swoją wolę; a było to 
trudne,  zważywszy  autokratyczny  charakter  Johna  i  ciągłą  dokuczliwość 
Wyatta. 

Zdając sobie sprawę z tego, że czas ucieka, spojrzała na zegarek. Chciała 

jak  najszybciej  ruszyć  w  drogę.  Przedtem  jednak  musiała  pozbyć  się 
samochodu.  Przypomniała  sobie,  że  jakiś  czas  temu  Deanna  była 
zainteresowana  kupnem.  Należało  jak  najszybciej  odszukać  przyjaciółkę. 
Salem postanowiła spytać gospodynię, gdzie może być jej wnuczka. 

Wyskoczyła z pokoju, krzycząc na całe gardło: 
— Pani Wong!!! 
Następnego dnia późnym popołudniem Salem wylądowała w Key West. 

Padała ze zmęczenia i ledwo mogła unieść swój bagaż. 

Poprzedniej  nocy  nie  mogła  zasnąć.  Najpierw  późnym  wieczorem 

zjawiła  się  Deanna,  chcąc  omówić  sprawę  kupna  samochodu.  Szybko 
uzgodniły  cenę  i  ustaliły  też,  że  Deanna  zajmie  się  wysyłką  rzeczy  Salem. 
Później musiały wyjąć wszystko z bagażnika i przepakować walizki. Kiedy 

26

RS

background image

 

 

w  końcu  Salem  położyła  się,  z  podniecenia  nie  mogła  zasnąć.  Dręczyły  ją 
wątpliwości.  Bardzo  chciała  wracać  do  domu,  ale  nie  była  pewna,  czy 
będzie w stanie znieść obojętność Johna. 

Wsiadła  do  taksówki  i  podała  adres  Delty.  Jadąc  znajomymi  ulicami, 

przyglądała się miastu.  Wyspa, na której leżało, nie była duża, miała sześć 
kilometrów  długości  i  dwa  szerokości.  Była  ostatnia  w  łańcuchu  małych 
wysepek, zaliczających się do Florydy. Hiszpanie nazywali ją Wyspą Kości. 
Dla  Salem  ta  wyspa  była  jedynym  domem,  jaki  kiedykolwiek  miała, 
jedynym, jaki chciała mieć. 

Kierowca  zatrzymał  samochód  przed  dużym,  białym  budynkiem 

okolonym zielenią.  Posesja  była  ogrodzona,  z  wyjątkiem wybetonowanego 
podjazdu  dla  samochodów.  Na  werandzie  stało  osiem  drewnianych, 
bujanych foteli, pomalowanych na przyjemny, zielony kolor. 

Salem  dźwigała  walizki,  kierując  się  w  stronę  bocznego  wejścia.  Była 

pewna,  że  Delta  jeszcze  śpi,  więc  nie  spodziewała  się,  że  mogłaby  ją 
zobaczyć  przed  kolacją.  John  i  Wyatt  powinni  jeszcze  pracować.  Jedyną 
osobą,  z  którą  mogłaby  porozmawiać,  była  Connie.  Zostawiła  bagaż  w 
przedpokoju  i  weszła  do  kuchni.  Ogarnęło  ją  wzruszenie,  gdy  zobaczyła 
znajomą scenę. 

Connie  Dubacca,  kucharka  i  pokojówka  z  Haiti,  która  pracowała  tu  od 

zawsze,  robiła  zaczyn  na  chleb.  Jak  zwykle  nosiła  mnóstwo  bransoletek 
brzęczących  przy  każdym  ruchu.  Włosy  owinęła  białym  szalem.  Miała  na 
sobie długą, beżową spódnicę i białą koszulę. 

Wyczuła obecność Salem, podniosła głowę i uśmiechnęła się. 
Było  tak,  jakby  nie  widziały  się  kilka  godzin.  Connie  powiedziała  po 

prostu: 

— Dzień dobry, dziecino. 
Salem podeszła do stołu i ucałowała ją. 
— Dzień dobry, Connie. Wszystko w porządku? 
— Tak jak zwykle. W tamtym słoiku jest trochę ciasteczek imbirowych, 

jeżeli  pan  Wyatt  nie  zjadł  wszystkich.  Tylko  nie  jedz  za  dużo,  bo  stracisz 
apetyt, a za chwilę będzie obiad. 

Salem uśmiechnęła się, słysząc delikatne ostrzeżenie. Potrząsnęła głową. 
— Poczekam. 
Zastanawiała  się,  czy  wszystko  jest  po  staremu.  Żeby  to  sprawdzić, 

musiała o coś spytać. 

27

RS

background image

 

 

— Czy John i Wyatt przychodzą na obiad? 
— A niby gdzie mieliby jeść? Oczywiście, że przychodzą. 
Salem  wiedziała,  że  do  obiadu  jest  jeszcze  czas  i  postanowiła  go 

wykorzystać. Musiała rozpakować walizki i przygotować się na spotkanie z 
Johnem. Była pewna, że nie przywita jej tak, jak to zrobiła Connie. 

— Czy Delta jest jeszcze w swoim pokoju? 
— Dziesięć minut temu zaniosłam jej na górę dzban herbaty, więc chyba 

szybko wstanie. 

Salem podniosła walizki. 
—  Pójdę  do  swojego  pokoju,  chyba  że  potrzebujesz  pomocy  w 

przygotowaniu obiadu. 

Connie machnęła umączoną ręką w stronę drzwi. 
— Idź, dziecino. Poradzę sobie z obiadem. Za to byłoby mi milo, gdybyś 

zechciała później nakryć do stołu. W tym tygodniu mamy sześciu gości. 

Salem  kiwnęła  głową  i  wyszła  z  kuchni.  Z  trudem  wniosła  ciężkie 

walizki  na  drugie  piętro  i  z  niechęcią  pomyślała  o  jeszcze  jednej 
kondygnacji do przejścia Na drugim piętrze znajdowały się cztery sypialnie 
gościnne.  Gdy  dwadzieścia  lat  temu  zmarł  mąż  Delty,  zaczęły  one  pełnić 
rolę pokojów dla turystów. Stanowiły źródło dochodów Delty. W tej chwili 
mogła  zaprzestać  wynajmowania;  od  dziesięciu  lat  jej  obrazy  osiągały 
wysokie ceny. Mimo to nadal prowadziła swój hotelik. Zależało jej bardziej 
na  towarzystwie  niż  na  dochodzie.  Była  starszą  kobietą  i  lubiła 
porozmawiać wieczorem z gośćmi, zanim udali się na spoczynek. 

Pokój  Salem  był  na  trzecim  piętrze,  tak  samo  jak  pokój  Delty  i  jeden 

dodatkowy, przeznaczony dla przyjaciół. Kiedyś mieszkali tu John i Wyatt, 
ale  wkrótce  po  kupieniu  pierwszej  łódki  przenieśli  się  do  małego  domku 
bliżej doków. Salem została u Delty. 

Drzwi  do  pokoju  były  uchylone.  Salem  pchnęła  je  łokciem  i  weszła. 

Postawiła walizki koło łóżka, rozejrzała się. Sofa stojąca pod oknem miała 
nowe  obicie.  Na  tej  sofie  spędziła  wiele  godzin  czytając,  marząc  i 
podziwiając  widok  na  ocean.  Narzutę  na  łóżko  wykonała  matka  Delty 
dawno  temu.  Umeblowania  pokoju  dopełniała  szafa  stojąca  przy  jednej 
ścianie i komódka przy przeciwległej. 

Odprężyła  się,  całym  ciałem  chłonąc  atmosferę  domu  i  dzieciństwa. 

Musiała  coś  zrobić,  żeby  uwierzyć,  że  tu  zostaje.  Położyła  obie  walizki  na 
łóżku i zaczęła je rozpakowywać. Nie miała dużo rzeczy, więc nie trwało to 

28

RS

background image

 

 

długo.  Postanowiła  wziąć  prysznic.  Łazienka  znajdowała  się  w  następnym 
pomieszczeniu.  Salem  wyszła  z  pokoju  i  już  naciskała  klamkę,  gdy  nagle 
usłyszała,  że  ktoś  jest  w  środku.  Ktoś  się  kąpał.  Nie  mogła  to  być  Delta, 
gdyż  miała  ona  własną  łazienkę.  Z  tej  korzystali  tylko  przyjaciele 
mieszkający  w  dodatkowym  pokoju.  Connie  mówiła,  że  są  goście,  ale 
Salem  myślała  o  turystach.  Turyści  mieli  wszystkie  wygody  na  swoim 
piętrze, a więc jasne było, że wśród gości był jakiś przyjaciel Delty. Cofnęła 
rękę  i  postanowiła  wrócić  do  pokoju.  Nagle  drzwi  się  otworzyły.  Nie 
wiedziała,  kto  był  bardziej  zaskoczony:  ona  czy  mężczyzna  stojący  w 
drzwiach. Nie spodziewała się zobaczyć Johna. Widać było, że on myśli to 
samo. 

Miał  na  sobie  wytarte  dżinsy  i  bawełnianą  koszulę.  Zesztywniał,  jego 

twarz  przybrała  kamienny  wyraz.  Salem  zwróciła  uwagę  na  bliznę  w 
okolicy  skroni,  potem  przeniosła  wzrok  na  gips  na  prawej  ręce, 
unieruchomionej od łokcia po palce. 

Przez chwilę po prostu mierzyli się wzrokiem. Potem John postąpił krok 

w jej stronę. Zauważył, że cofnęła się, i grymas wykrzywił mu twarz. 

— Tracisz odwagę? — mruknął.— Teraz już za późno na wycofanie. 
—  Zaskoczyłeś  mnie,  to  wszystko.  Spodziewałam  się  zobaczyć  cię 

później. 

Chwycił ją za ramię i wciągnął do pokoju. 
— A ja w ogóle nie spodziewałem się twojego widoku — powiedział. — 

Przez trzy ostatnie dni mieszkałem w dodatkowym pokoju. 

Zamknął drzwi i podprowadził ją do sofy. Usiadła zdziwiona, że od razu 

odsunął  się.  Nie  spodziewał  się  jej,  a  to  znaczyło,  że  Wyatt  kłamał.  Nie 
mogła  się  z  tym  pogodzić.  John  nie  był  zadowolony  widząc  ją  i  choć 
spodziewała się tego, z trudem przyjęła to do wiadomości. 

— Wyatt nie powiedział ci, że do mnie dzwonił, prawda? — spytała. 
—  Mówił,  że  dzwonił,  ale  nie  mówił,  że  przyjeżdżasz.  Musiała  mu 

powiedzieć, że zaproszono ją, choć bez jego wiedzy. 

— Pytałam Wyatta, czy mówił ci o swoim zaproszeniu. Podobno mówił. 
—  Jeśli  tak,  to  musiałem  być  wtedy  nieprzytomny.  Spojrzała  na  jego 

bliznę, potem przeniosła wzrok na gips. 

— Powiedział mi o napadzie. 
— Ach tak?! Nie powinien! — John zdenerwował się. 
— Sądził, że mam prawo wiedzieć, ale oczywiście ty tego nie rozumiesz. 

29

RS

background image

 

 

Myślał, że mogę wam pomóc, dlatego mnie zaprosił. 

John stanął w rozkroku, opierając ręce na biodrach. W tej postawie było 

coś agresywnego. 

— Tak? A jak, do cholery, wpadł na taki pomysł? 
—  Dwóch  członków  załogi  jest  w  szpitalu.  Spojrzała  przelotnie  na jego 

gips i dodała: 

— Nie możesz nurkować z ręką w gipsie. Może mógłbyś wynająć kilku 

nurków, ale nie miałbyś pewności, czy nie pracują dla braci Porto. Wiesz, że 
ja  jestem  wykwalifikowanym  nurkiem,  sam  mnie  uczyłeś.  W  porządku, 
rozumiem, że  nie  chcesz,  bym  tu  była.  Ale  przynajmniej  wiesz,  że  możesz 
mi ufać. 

Uśmiechając się bez radości, dodała: 
— Parę razy kusiło mnie, żeby dać ci czymś ciężkim w łeb, ale nie zrobię 

tego. 

Zbliżał się do niej, jego oczy zmieniły wyraz. Chwytając zdrową ręką za 

ramię, poderwał ją na równe nogi. 

— Nie wiesz, czego od ciebie chcę — powiedział twardo. 
Objął ją i Salem poczuła twardy gips uciskający jej ciało. Próbowała coś 

powiedzieć, ale zamknął jej usta pocałunkiem. 

Całował  zapamiętale,  jak  człowiek,  który  nigdy  niczego  bardziej  nie 

pragnął.  Ukrywana  tak  długo  namiętność  wybuchła  w  nim  z  całą  siłą.  Nie 
był delikatny, ale Salem wcale nie chciała delikatności. Wspięła się na palce 
i przylgnęła do niego całym ciałem. Pożądała go tak samo, jak on jej. 

W  mocnym  uścisku,  całując  się,  czuli  swoje  podniecenie.  Johna 

opanowała jedna myśl: musi ją mieć. Nic już nie miało znaczenia. Przy niej 
przestawał myśleć, jedynie czuł. 

Nabrał powietrza i przytulił twarz do szyi Salem. 
— Nie powinnaś była wracać. 
Bardziej wierząc jego czynom niż słowom, mruknęła: 
— John, musimy coś z tym zrobić. 
Z wysiłkiem podniósł głowę i rozluźnił uścisk. 
— Zdawało mi się, że już to ustaliliśmy. 
— Ty ustaliłeś, nie ja. 
Spojrzał na nią, ale nic nie powiedział. 
Pragnęła, by  znów  ją  przytulił,  potrzebowała  tego,  pomimo  że  nie  czuła 

się już opuszczona.  

30

RS

background image

 

 

Wiedziała, że John jej pragnie, choć próbuje z tym walczyć. 
—  Kiedy  dorastałam  —  powiedziała  —  zawsze  podkreślałeś,  że  życie 

składa  się  z  wyborów,  i  że  najważniejsze  jest  dokonanie  właściwego 
wyboru  we  właściwym  czasie.  Wróciłam,  bo  po  prostu  nie  mogłam  zrobić 
inaczej. Tu jest mój dom, tu jest moje miejsce. Przykro mi, jeśli nie możesz 
tego zaakceptować. 

Podniósł rękę i przesunął palcem po jego policzku. 
—  Boże,  zmiłuj  się...  Nie  mogę  znów  wysłać  cię  z  domu.  Wiem,  że 

powinienem, to byłaby najmądrzejsza decyzja... ale nie mogę tego zrobić. 

Słysząc  kroki  na  schodach,  uświadomili  sobie,  że  nie  są  w  domu  sami. 

John opuścił rękę. 

Po  raz  pierwszy  od  długiego  czasu,  który  zdawał  się  być  wiecznością, 

uśmiechnął się do Salem ciepło i z uczuciem. 

— Zawsze byłaś upartą dziewczynką i wcale się nie zmieniłaś. 
Podszedł do drzwi i otworzył je. Zawahał się, słysząc, że Salem wola go 

po imieniu. Odwrócił się i spojrzał na nią, trzymając rękę na klamce. 

Salem była poważna. Starając się kontrolować głos, powiedziała: 
—  John,  to  prawda,  że  nie  znam  swego  pochodzenia,  ale  wiem,  kim 

jestem. 

Zaskoczony,  spojrzał  jej  w  oczy.  Puścił  klamkę i  ruszył w  jej  kierunku. 

W  tym  momencie  usłyszał,  że  woła  go  Delta.  Potrząsnął  głową  ze 
zniecierpliwieniem i wyszedł z pokoju. 

Salem źle zrozumiała jego gest. Pomyślała, że znów poniosła porażkę. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

31

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 3 

 
Wziąwszy prysznic, Salem ubrała się w białe szorty i niebieską bluzkę z 

dzianiny.  Dopiero  teraz  mogła  iść  i  spotkać  się  z  Deltą.  Starsza  pani,  jak 
zwykle,  nosiła  spódnicę  i  wielką  koszulę.  Strojem  przypominała  Connie,  z 
tym, że Delta wolała koszule w stylu safari i nie nosiła biżuterii. 

Jak  zawsze  była  przyjazna  i  ciepło  przywitała  Salem,  ale  poruszała  się 

wolniej,  stawiając  ostrożne  kroki.  Jej  blond  włosy  bardziej  posiwiały,  a  na 
twarzy od czasu do czasu pojawiał się grymas bólu. Po raz pierwszy Salem 
uświadomiła  sobie,  że  Delta  starzeje  się.  Szybko  policzyła  w  pamięci  i 
wyszło  jej,  że  kobieta  musiała  mieć  około  siedemdziesięciu  lat.  Choć 
duchem nadal była młoda, jej ciało poddawało się już działaniu czasu. 

Z  okazji  przyjazdu  Salem  przygotowano  świąteczny  obiad.  Delta  nie 

lubiła  posiłków  przełykanych  w  pośpiechu.  Wolała  długie  biesiady  przy 
stole,  gdzie  jedzenie  i  rozmowy  były  równie  ważne.  Zwykle  do  obiadu 
serwowano  wino,  ale  tym  razem  podano  szampana.  Otwierano  coraz  to 
nowe  butelki.  Delta  nie  zwracała  uwagi  na  potępiający  wzrok  Connie. 
Wiedziała, że ma ona negatywny stosunek do alkoholu. 

Przy  obiedzie  Delta  zabawiała  gości,  opowiadając  różne  anegdotki  z 

życia Salem. Niektóre były wręcz nieprawdopodobne, ale śmieszyły gości, a 
o  to  przecież  chodziło.  John,  Wyatt  i  Salem  wiedzieli,  że  starsza  pani  ma 
skłonności  do  przesady,  natomiast  turyści  wierzyli  w  każde  jej  słowo  i 
rzucali zdumione spojrzenia na dziewczynę. 

Salem  kilkakrotnie  dostrzegła  w  oczach  Johna  błysk  rozbawienia. 

Zauważyła,  że  rękę  w  gipsie  trzymał  tak,  by  móc  palcami  przyciskać  bok. 
Widocznie bardzo bolały go potłuczone żebra. Zdawało jej się też, że stracił 
apetyt, bo prawie nie tknął jedzenia. 

W  połowie  posiłku  Wyatt  przyłączył  się  do  konwersacji,  dorzucając 

nowe  anegdotki.  Salem  zrewanżowała  się,  opowiadając  towarzystwu  o 
dużej  barrakudzie,  która  zawsze,  ilekroć  Wyatt  nurkował,  znajdowała  się 
przy nim. Wiedzieli, że to ta sama, bo po prawej stronie pyska miała bliznę 
po  haczyku.  Nazwali  ją  Dufus.  Ryba  pojawiała  się  natychmiast,  gdy  tylko 
Wyatt  zanurkował.  Płynęła  tuż  przed  jego  maską,  gapiąc  się  i  od  czasu  do 
czasu trącając ją pyskiem. Ilekroć Wyatt próbował ją odpędzić, robiła unik i 
po  chwili  wracała  na  swoje  miejsce.  Nawet  ucieczka  nie  pomagała;  gdy 
nurek odpływał, ryba płynęła za nim. 

32

RS

background image

 

 

Jeden  z  gości,  nurek-amator,  który  właśnie  pobierał  lekcje,  spytał 

Wyatta: 

— Dlaczego jej nie nakarmiłeś? Może była głodna? 
—  Barrakuda  jednym  kłapnięciem  zębów  przegryza  na  pół  homara  — 

powiedział  Wyatt.  —  Karmienie  drapieżnej  ryby  to  nie  jest  dobry  pomysł, 
jeśli chce się zachować swoje palce. 

— A więc co zrobiłeś? 
Salem  zerknęła  na  Johna,  siedzącego  naprzeciwko,  i  uśmiechnęła  się.  Z 

zadowoleniem  zobaczyła,  że  kąciki  jego  ust  unoszą  się  w  odpowiedzi. 
Zwracając  się  do  mężczyzny,  który  skierował  pytanie  do  Wyatta, 
dopowiedziała: 

—  Brał  ze  sobą  torbę  z  plastykowej  siatki,  stosunkowo  małą,  tak  by 

Dufus nie  mógł  jej  przegryźć,  ale  by  mógł  się  w niej swobodnie poruszać. 
Łapał  go  w  torbę,  wrzucał  do  środka  kilka  rybek,  obciążał  kamieniem  i 
rzucał na dno. Uwalniał go dopiero tuż przed swoim wynurzeniem. Dufus w 
końcu zrozumiał, dlaczego jest więziony i dał Wyattowi spokój. 

Odpowiedź  przyjęto  wybuchami  śmiechu.  Wyatt  nie  przejął  się  tym  i 

dorzucił komentarz: 

— Pierwszy raz w życiu widziałem rybę, która rzucała mi nieprzyjemne 

spojrzenia. 

— Czy pani także nurkuje, panno Shepherd? — spytała żona mężczyzny. 
— Tak. Prawdę mówiąc, od jutra zaczynam pracę, jako członek załogi na 

pokładzie Cygana . 

Czuła, że John patrzy na nią z niechęcią, ale kontyno-wała: 
—  Jeśli  będzie  brzydka  pogoda  i  nie  wypłyniemy  w  morze,  będę 

pracowała w galerii Delty. 

— Oczywiście, tylko latem — dodał John, patrząc na Salem. — Później 

jedzie do Monterey i będzie pracować w muzeum marynistycznym. 

— Tym koło Cannery Row?! — wykrzyknęła kobieta. — Byliśmy tam, 

to fascynujące miejsce. 

Jej  mąż  przytaknął  i  potoczyła  się  rozmowa  o  innych  atrakcjach,  jakie 

widziała ta para. 

Po deserze, na który podano placek z limonami, Delta zachęciła gości do 

wypicia  kawy  na  werandzie,  skąd  można  było  podziwiać  zachód  słońca. 
Wszyscy ruszyli za gospodynią. Jedynie Wyatt i John zostali ze swoją kawą 
przy  stole,  jak zwykle.  Kiedyś  dołączała  do  nich Connie i  omawiali  razem 

33

RS

background image

 

 

to,  co  wydarzyło  się  w  ciągu  dnia,  a  także  wszystkie  kłopoty.  Ta  chwila, 
kiedy  byli  razem  przez  godzinę  lub  dłużej,  należała  do  ulubionych  chwil 
Salem. 

Tym razem Connie podała kawę i wróciła do kuchni. Salem zastanawiała 

się, czy kobieta wie coś, co ona powinna wiedzieć. Wstała i zaczęła zbierać 
naczynia, ale John kazał jej przestać. 

— Zostaw to na chwilę i usiądź. 
Usiadła i skrzyżowała ręce na piersiach. Nie było sensu dyskutować nad 

tym,  czy  chce  siedzieć,  czy  sprzątać  ze  stołu.  Wiedziała,  że  John  nie  był 
zachwycony,  kiedy  mówiła  o  swojej  pracy  na  łodzi.  Teraz  miała  się 
dowiedzieć, jak bardzo był niezadowolony. 

Zamiast zwrócić się do niej, John skierował pytanie do Wyatta: 
— Co z tymi dwoma mężczyznami, których polecał nam Ario? 
— Żaden nie może pracować. 
— Czy Tony szybko dostanie dyplom nurka? Wyatt wykrzywił się. 
— Nie bardzo. Niezbyt poważnie traktuje zasady i wcale nie ma ochoty 

podchodzić do egzaminu. 

Zanim John mógł spytać o innych nurków, Wyatt dorzucił: 
— Potrzebujemy nurka już jutro. Przez ostatnie trzy dni pracowałem sam 

i nie zdążyłem sprawdzić nawet połowy tego terenu, który mamy w planie. 
W  kontrakcie  z  kompanią  ratowniczą  jest  zastrzeżenie,  że  możemy 
zatrudnić  tylko  dyplomowanych  nurków.  Ty,  Ario  i  Carlos  nie  możecie 
nurkować, więc zostaję ja. John, potrzebujemy Salem. Ma dyplom i wie, na 
czym polega nasza praca. No i możemy jej ufać. Reszta może pracować na 
innych  łódkach,  ale  nikt  z  nich  nie  spełnia  wymagań,  jakie  stawia  praca 
ratownicza. Dobrze o tym wiesz. 

John wiedział, ale wcale mu się to nie podobało. Odwrócił się i spojrzał 

na  Salem.  Ryzykowanie  życiem  własnym  i  Wyatta  to  jedno,  ale  narażanie 
na niebezpieczeństwo Salem, to zupełnie coś innego. Wielu nurków mogło 
podjąć się tej pracy, ale nie chciał zaangażować nikogo, z kim nie pracował 
wcześniej  i  komu  nie  mógłby  ufać.  Nie  chciał  także  rezygnować  z 
kontraktu,  bo  wtedy  przejęliby  go  bracia  Porto.  W  jego  duszy  duma 
walczyła  z  instynktem  opiekuńczym.  Aby  żadne  nie  ucierpiało,  musiał 
zapewnić Salem dodatkową ochronę. 

Podniósł filiżankę z kawą. 
—  Cygan  I  jeszcze  nie  jest  gotowy  do  wypłynięcia,  więc  jutro  może 

34

RS

background image

 

 

popłynąć z wami Bubba. 

Wyatt  przeczesał  włosy  palcami.  Propozycja  Johna  wcale  mu  się  nie 

podobała. 

— Nie potrzebujemy żadnego strzelca wyborowego. Charlie będzie przy 

sterze,  Pierre  na  pokładzie,  poradzą  sobie,  gdyby  ktoś  próbował  dostać  się 
na łódkę, gdy my będziemy nurkować. 

— Bubba płynie z wami. 
Wyatt słyszał ten ton wiele razy i wiedział już, że musi ustąpić. 
— W porządku, Bubba płynie. Uśmiechając się do Salem, dodał: 
—  Mając  ze  sobą  Bubbę,  nie  musimy  martwić  się  o  balast.  O  nasze 

drugie  śniadanie  też  nie.  Bubba  jest  gorszy  niż  wygłodniały  rekin.  Jeśli 
bracia Porto spróbują dostać się na łódkę, po prostu usiądzie na nich. 

John jeszcze nie skończył wydawania instrukcji: 
— Jeśli będą jakieś kłopoty, macie mnie zawiadomić przez radio. Będę w 

domu. 

Przytakując Wyatt sięgnął po kawę i puścił oko do Salem. Wiedziała, że 

traktuje  niebezpieczeństwo  poważnie,  mimo  to  z  chęcią  wziąłby  udział  w 
awanturze. Była pewna, że gdyby nie chodziło o nią, John nie zwiększyłby 
załogi  o  jedną  osobę.  Dobrze,  że  pozwolił  jej  płynąć,  choć  zrobił  to  bez 
entuzjazmu. 

Bez słowa wstała i zebrała naczynia. Szła do kuchni, ale zatrzymała się, 

słysząc, że John ją woła. 

Odwróciła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. 
— Słucham? 
—  Jeśli  zaczną  się  jakieś  kłopoty,  w  nic  się  nie  mieszaj.  Po  prostu 

trzymaj się z daleka. Rozumiesz? 

— Doskonale rozumiem. 
Długo patrzył na nią. Jego twarz była pozbawiona wyrazu. 
— Dawno nie nurkowałaś, więc jutro nie rób nic na siłę. 
Przytaknęła i chciała już odejść, kiedy John dodał: 
— Wracam na noc do willi. Uśmiechnęła się lekko. 
— Tak myślałam. 
Nie czekała na jego odpowiedź, nie musiał mówić, dlaczego postanowił 

wrócić do siebie. Narażał się na gniew Delty, opuszczając jej dom, gdy był 
jeszcze  chory.  A  wszystko  dlatego,  że  przyjechała  Salem.  Nie  chciał 
przebywać  z  nią  pod  jednym  dachem.  Próbowała  wmawiać  sobie,  że  nie 

35

RS

background image

 

 

czuje się dotknięta, ale nie na wiele się to zdało. 

Kilka  razy  wracała  do  stołu,  zabierając  naczynia  i  ignorując  obu 

mężczyzn.  Wchodząc  do  jadalni,  za  każdym  razem  czuła  na  sobie 
wyczekujący  wzrok  Johna,  jednak  nie  spojrzała  na  niego.  Miała  wrażenie, 
że  stąpa  po  cienkiej  linie.  Jeden  fałszywy  krok  mógł  spowodować  utratę 
równowagi. 

Zebrawszy  wreszcie  wszystkie  naczynia,  została  w  kuchni,  by  pomóc 

Connie  w  zmywaniu.  Nie  chciała  torturować  się  dłużej,  przebywając  z 
Johnem  w  tym  samym  pokoju.  Miała  wrażenie,  że  jej  obecność  irytuje  go 
nie do wytrzymania. 

Siedziała  z  Connie  przy  stoliku  pod  oknem,  pijąc  kawę,  gdy  do  kuchni 

wszedł  Wyatt.  Wyciągnął  garść  ciasteczek  imbirowych  ze  słoika  stojącego 
na kredensie. Connie zmarszczyła brwi, ale udał, że tego nie widzi i zwrócił 
się do Salem: 

— Przyjdę po ciebie jutro rano około szóstej. Kiwnęła głową. 
— Będę gotowa. 
—  Teraz  idziemy  do  domu.  Nie  sądzę,  że  chcesz  przekonać  Johna,  by 

został tu jeszcze jedną noc, ale może...? 

— Nie, nie chcę. 
Zerknęła  na  Connie,  która  zmarszczyła  brwi  jeszcze  bardziej,  a  potem 

znów spojrzała na Wyatta. 

—  Dlaczego  to  mówisz?  Czyżby  wymagał  specjalnej  opieki  po  tym 

pobiciu? 

Wyatt wzruszył ramionami. 
—  Nie  wiem.  Mieszkał  tu  od  tamtej  chwili.  Delta  i  Connie  opiekowały 

się nim. 

Salem zwróciła się do kucharki. 
— Connie? 
—  Myślałyśmy,  że  tak  będzie  dla  niego  najlepiej.  Miał  uraz  głowy  i 

pierwszej  nocy  trzeba  go  było  budzić  co  dwie  godziny  i  dawać  lekarstwo, 
które mu przygotowano w szpitalu. Robiłyśmy to na zmianę. I teraz też źle 
sypia.  Pani  Delta  mówiła,  że  w  nocy  widziała  światło  w  jego  pokoju,  a  ja 
słyszałam, jak spaceruje. 

Salem  już  odsuwała  krzesło,  gotowa  do  rozmowy  z  Johnem.  Jego 

zdrowie  było  ważniejsze  niż  rozdźwięk  między  nimi.  Jeśli  potrzebuje 
opieki,  powinien  zostać  u  Delty.  Chciała  mu  powiedzieć,  że  jeżeli  to  ona 

36

RS

background image

 

 

jest przyczyną jego wyprowadzki, to mogą zrobić odwrotnie: on zostanie, a 
ona pójdzie do willi. 

Connie powstrzymała ją, chwytając za rękę. 
—  Nie,  dziecko,  daj  mu  spokój.  Czasem  choroba  mężczyzny, 

powodująca  bezsenność,  pochodzi  nie  ze  zranionej  głowy,  tylko  ze 
zranionego  serca.  Daj  mu  spokój.  Musi  sam  znaleźć  na  to  lekarstwo  w 
swoim czasie. 

Wyatt potrząsnął głową, ogłupiony. 
—  Nawet  nie  próbuję  pojąć  takiego  logicznego  wywodu.  Podszedł  do 

stołu, musnął palcem nos Salem i pocałował ją w policzek. 

— Cieszę się, że znów jesteś w domu, bachorze. 
Powiedział  to  z  uczuciem  i  Salem  poczuła  łzy  napływające  do  oczu. 

Wstała, objęła go za szyję i przytuliła twarz do jego piersi. 

— Wyatt, opiekuj się nim — powiedziała miękko. 
—  Nie  bój  się,  nic  mu  nie  będzie.  On  jest  twardy.  Żadne  z  nich  nie 

zauważyło Johna stojącego w drzwiach. 

Nie widzieli także, jak się odwraca. Jego oczy były puste i smutne. 
Przez  następne  dwa  dni  wszystko  szło  gładko.  Salem  pławiła  się  w 

szczęściu,  jakie  odczuwała  po  powrocie  do  Key  West.  Szczególnie  lubiła 
wypływać w morze i czuć promienie słońca na swym ciele. Jej kombinezon 
płetwonurka był doskonale dopasowany. Pas balastowy ciążył nieco w talii, 
ale zapominała o tym, gdy wchodziła do wody. Noszenie kombinezonu było 
bardzo rozsądne; w wodzie temperatura ciała obniża się, nawet w tropikach. 
Wyatt  zwykle  nosił  górę  kombinezonu,  do  tego  normalne  kąpielówki, 
rękawice  i  płetwy.  Salem  wolała  górę  z  krótkimi  rękawami  i  dół  sięgający 
do  kolan.  Pod  spodem  zawsze  miała  bikini,  więc  po  zakończeniu 
nurkowania mogła zdejmować kombinezon. 

Nurkując  pierwszego  dnia,  nie  czuła  się  dziwnie,  choć  dużo  czasu 

upłynęło  od  chwili,  gdy  robiła  to  ostatni  raz.  Kierując  się  instrukcjami 
Wyatta,  sprawdzała  dno  morskie,  szukając  śladów  zatopionych  statków: 
kamieni balastowych, kul armatnich, beczek po oliwie, metalowych obręczy 
z  beczek.  Najłatwiej  było  zauważyć  kamienie  balastowe.  Niektóre  miały 
osiemdziesiąt centymetrów średnicy i ważyły do pięćdziesięciu kilogramów. 
Praca była męcząca i czasochłonna.  

Silny  prąd,  huragany  i  sztormy  utrudniały  znalezienie  wraków  na  dnie. 

Załogi prowadziły jednak poszukiwania, zachęcone odnajdywaniem złotych 

37

RS

background image

 

 

monet czy magazynków muszkietów. 

W  ciągu  ostatnich  trzystu  lat  u  wybrzeży  Key  West  rozbiło  się  wiele 

statków.  Kroniki  podawały,  że  w  1733  roku  w  czasie  huraganu  zatonęło 
siedemnaście okrętów, mających na pokładzie ponad sześćdziesiąt milionów 
dolarów.  Kontrakt,  podpisany  przez  Cygańską  Flotę,  dotyczył  właśnie 
znalezienia jednego z tych statków. 

Salem  nie  miała  kontaktu  z  Johnem  i  fakt  ten  zakłócał  jej  szczęście. 

Czasem  jedynie  słyszała  jego  głos  przez  radio.  Każdego  wieczoru 
oczekiwała,  że  zjawi  się  na  obiad  u  Delty;  ale  on  nie  przychodził.  Wyatt 
wzruszał tylko ramionami, gdy pytała go o samopoczucie Johna. 

Trzeciego dnia wszystko szło jak po grudzie, jedynie pogoda dopisywała. 

Salem  i Wyatt  nurkowali  raz  po  raz,  za  każdym  razem wracając  z pustymi 
rękami. Pod koniec dnia nie mogli już doczekać się powrotu do domu. Łódź 
skierowała  się  w  stronę  wybrzeża  i  wtedy  nagle  przestała  działać 
elektryczność  i  stanął  silnik.  Bubba  usiłował  coś  z  tym  zrobić,  ale  bez 
powodzenia. Musiał zawiadomić kogoś o kłopotach. Podszedł do radia i  w 
zdenerwowaniu  niechcący  upuścił  mikrofon  na  pokład.  To  był  koniec:  nie 
mogli już skontaktować się ani z Johnem, ani z którakolwiek łodzią. Wyatt i 
Pierre próbowali naprawić silnik i wreszcie ich wysiłki zostały uwieńczone 
sukcesem. Łódź ruszyła, ale musieli płynąć bardzo wolno. 

Gdy  dotarli  do  doku,  słońcu  już  zaszło.  Wszystkie  łódki  były 

przycumowane, a ich załogi na pewno raczyły się gdzieś piwem. 

Ciągle  jeszcze  w  kombinezonie,  Salem  zeskoczyła  na  pomost,  na 

ramiona  narzuciła  ręcznik.  Mijała  właśnie  Cygana  III,  gdy  jeden  z 
marynarzy zawołał: 

—  Hej,  Salem!  Któreś  z  was,  ty  albo  Wyatt,  powinno  pójść  do  willi 

szefa. On jest jak rozwścieczony niedźwiedź. 

Podniosła głowę i spojrzała na niego. 
— Dlaczego? Coś się stało? 
—  Właśnie  chce  się  tego  dowiedzieć.  Dzwonił  na  każdą  łódź  i  pytał  o 

Dwójkę.  Nikt  was  nie  widział  i  w  końcu  musieliśmy  mu  powiedzieć,  że 
jeszcze was nie ma. Nie powiem, żeby był zadowolony. 

— Czy ktoś mu zgłosił, że już jesteśmy? Mężczyzna wyszczerzył zęby. 
— Tak. Wcale mu to nie poprawiło humoru. 
Wyatt  poszedł  napełnić  butle  tlenowe  i  znaleźć  mechanika,  który 

zechciałby  rzucić  okiem  na  silnik;  tak  więc  Salem  musiała wziąć  na  siebie 

38

RS

background image

 

 

próbę wyjaśnienia Johnowi ich długiej nieobecności. Stanie na pomoście na 
pewno nie było pomocne. Cierpliwość Johna zapewne była na wyczerpaniu. 
Trudno przypuszczać, że szalał z radości, słysząc o ich późnym powrocie. 

Salem było gorąco i czuła, że się lepi. Po długim przebywaniu w słonej, 

morskiej  wodzie  piekła  ją  skóra.  Wolałaby  najpierw  iść  do  Delty,  wziąć 
prysznic  i  przebrać  się.  Wiedziała  jednak,  że  im  dłużej  każe  czekać 
Johnowi, tym trudniej będzie wyjaśnić mu, dlaczego nikt nie zawiadomił go 
o opóźnieniu. 

Idąc  w  stronę  willi,  rozpięła  kombinezon.  Zaszło  słońce,  ale  jej  było 

ciepło.  Na  wodzie  nie  odczuwała  tego,  gdyż  lekki  wiatr  chłodził  skórę. 
Właściwie  mogłaby  zdjąć  kombinezon,  ale  pod  spodem  miała  tylko 
czerwone  bikini.  Koszulę  i  szorty  zostawiła  na  łódce.  Przez  moment 
zastanawiała  się,  czy  po  nie,  nie  wrócić,  ale  zdecydowała,  że  lepiej  zrobi, 
idąc prosto do Johna. 

Rozpinając  zamek  błyskawiczny,  musnęła  palcami  hiszpańską  monetę, 

którą  zawsze  nosiła  na  szyi.  Moneta  pochodziła  z  pierwszego  skarbu, 
znalezionego przez załogę Johna. Salem nie zdejmowała jej od dnia, gdy ją 
otrzymała.  Miała  wtedy  dziewięć  lat  i  moneta,  zawieszona  na  łańcuszku, 
sięgała jej do talii. Teraz spoczywała w zagłębieniu między piersiami. 

Wycierając  końcem  ręcznika  pot  z  twarzy,  podeszła  do  willi.  Niewiele 

zmieniło  się  tu  od  zeszłego  lata.  Odmalowano  szare  okiennice,  ale  dwa 
wiklinowe krzesła na małej werandzie wyglądały tak samo, tylko poduszki 
na nich spłowiały od słońca i słonego powietrza. Figowe drzewo pochylało 
się nad dachem. Zawsze dawało miły cień po tej stronie domu. Inaczej niż u 
Delty, nie było tu zbyt wielu rabat kwitnących. 

Salem  podniosła  rękę,  chcąc  zapukać  do  drzwi,  ale  nie  zdążyła  tego 

zrobić, gdyż nagle otworzyły się one na całą szerokość. 

W wejściu stał John. Jego oczy ciskały błyskawice. Miał na sobie dżinsy 

i  bawełnianą  bluzę  z  obciętymi  przy  łokciach  rękawami.  Był  nieogolony  i 
raz po raz mierzwił ręką włosy. 

Zdrową ręką chwycił oba końce jej ręcznika i pociągnął ku sobie tak, że 

musiała stanąć na palcach. Przysunął twarz tak blisko, że czuła jego oddech. 

— Gdzie byliście, do cholery?! 
— Mieliśmy kłopoty z silnikiem. Zmarszczył brwi. 
— Jakie kłopoty? 
— Nie wiem. Pierre mówi, że może po prostu do silnika dostała się słona 

39

RS

background image

 

 

woda.  W  końcu  chłopcy  uruchomili  go,  ale  musieliśmy  płynąć  bardzo 
wolno. Bubba przez przypadek zepsuł mikrofon i dlatego Charlie nie mógł 
cię zawiadomić przez radio. 

Puścił ją. 
—  Dlaczego  ani  Wyatt,  ani  Charlie  nie  zawiadomili  mnie,  kiedy 

przypłynęliście? Musiałem dowiedzieć się o waszym powrocie od Wingo z 
Trójki. 

Czując pot spływający po twarzy i szyi, Salem podniosła ręcznik, by się 

osuszyć. 

— Nie wiem, John — powiedziała zmęczonym głosem. — Czemu ich o 

to nie spytasz? 

— Dlaczego jeszcze masz na sobie kombinezon? 
—  Wszystko  robiliśmy  w  pośpiechu.  Myślisz,  że  mogłabym  dostać  coś 

zimnego do picia? Potem możesz dalej na mnie krzyczeć. 

Potrząsnął głową z miną człowieka załamanego. 
— Zaraz ci przyniosę. 
Ruszył do kuchni i raptem zatrzymał się. 
— Salem, bądź tak dobra i wyświadcz nam obojgu pewną przysługę: nie 

zdejmuj kombinezonu. Wiem, że umierasz z gorąca, ale wiem też, co masz 
pod spodem. Nie mogę zagwarantować, że utrzymam ręce przy sobie, nawet 
gdyby twoje bikini było z drutu kolczastego. 

Odprowadziła  go  wzrokiem.  Serce  zabiło  jej  szybciej  na  samą  myśl  o 

jego  rękach  dotykających  jej  rozpalonej  skóry.  Potrząsnęła  głową,  chcąc  o 
tym  zapomnieć,  i  weszła  do  pokoju.  Jak  mógł  tak  robić?  Prowokował  ją  i 
zaraz wycofywał się, wprawiając ją w zmieszanie i zadając cierpienie. 

Była zbyt zdenerwowana by usiąść. Podeszła do wieży i włączyła radio. 

Popłynęła  lekka  muzyka.  Salem  słuchała  przez  chwilę,  a  potem  rozejrzała 
się  po  pokoju.  Solidna  sofa  o  drewnianych  ramach  i  bliźniacze  krzesła 
otaczały  niski  stół  z  drewna  cyprysowego.  Blat  stołu,  w  miejscach,  w 
których  był  widoczny,  pokryty  był  grubą  warstwą kurzu.  Resztę  zasłaniały 
stosy  czasopism,  filiżanki  po  kawie,  gazety  i  plastykowy  pojemnik  po 
hamburgerze.  Na  oparciu  krzesła  wisiała  koszula  Wyatta,  a  na  podłodze 
stało pudełko po pizzy. 

Stan,  w  jakim  znajdował  się  pokój,  wskazywał  na  to,  że  John  nie  czuje 

się  jeszcze  dobrze.  Zawsze  był  pedantem,  to  Wyatt  był  bałaganiarzem. 
Najwyraźniej po powrocie do domu nie miał ochoty po nim sprzątać. Salem 

40

RS

background image

 

 

była  zdumiona.  Biorąc  pod  uwagę  fakt,  że  minęły  już  trzy  dni,  bałagan 
powinien był uprzątnięty. Może John odniósł poważniejsze obrażenia niż jej 
mówiono? 

Wyczuła  jego  obecność  w  pokoju,  choć  nie  słyszała  kroków;  był  boso. 

Podniosła oczy  i  napotkała  jego  zamyślony  wzrok. Wyciągnął  w  jej  stronę 
szklankę zimnej herbaty. 

Natychmiast  zaczęła  pić.  Jednym  haustem  opróżniła  niemal  połowę 

szklanki.  Zimny  napój  przyjemnie  chłodził  wysuszone  gardło.  Zrzuciła 
tenisówki i usiadła na sofie, podwijając nogi. 

John stał przez chwilę, zastanawiając się, czy dobrze robi, pozwalając jej 

zostać. Wiedział już, że nic się nie stało. Teraz powinien odprowadzić ją do 
drzwi. Zamiast tego usiadł na krześle, daleko od Salem. Przyglądał się, jak 
dotyka chłodną szklanką czoła. Widząc blask w jej oczach, poczuł, że jego 
ciało zaczyna reagować. 

Salem  nie  miała  makijażu.  Ciemne  włosy  były  zlepione  słoną  wodą  i 

potargane  przez  wiatr.  Przed  chwilą  piła  i  dlatego  teraz  miała  wilgotne 
wargi. Słońce lekko zaczerwieniło jej skórę. W ciągu paru dni powinna być 
tak  brązowa,  jak  przed  wyjazdem  na  uniwersytet.  John  poczuł  ból, 
przypominając sobie białość nagich piersi, gdy cztery lata temu zdejmował 
jej koszulę. Pamięć tamtej nocy prześladowała go do tej pory. 

Salem  rozluźniła  się.  Położyła  głowę  na  oparciu  sofy,  zamknęła  oczy  i 

przesuwała szklankę po ciele, chłodząc je. 

— Salem? —Hmmm? 
Słysząc  ten  dźwięk,  poczuł  wibracje  w  całym  ciele.  Przypomniał  sobie 

głębokie, gardłowe westchnienie, jakie wydała, gdy cztery lata temu całował 
jej pierś. To wspomnienie sprawiło, że jego głos zabrzmiał ostrzej, niż John 
zamierzał. 

—  Wyatt  powiedział,  że  nie  masz  żadnych  problemów  z  nurkowaniem. 

Chcę wiedzieć, czy myślisz tak samo. 

Powoli otworzyła oczy i spojrzała na niego. Wstrzymała oddech, widząc 

w  orzechowych  źrenicach  błysk  podniecenia.  Jej  ciało  zareagowało 
natychmiast:  serce  zaczęło  bić  boleśnie  szybko,  piersi  nabrzmiały  w 
oczekiwaniu na dotyk męskiej dłoni. 

Z wysiłkiem odpowiedziała: 
—  Zdążyłam  zapomnieć,  jak  ciężkie  są  butle  tlenowe.  Kiedy  znalazłam 

się  w  wodzie,  nie  miało  to  już  znaczenia.  Przez  pierwsze  dni  szybko  się 

41

RS

background image

 

 

męczyłam,  ale  nie  miałam  żadnych  problemów,  poza  lekkim  spieczeniem 
się na słońcu. 

Uśmiechnął się na myśl o przyjemności, jaką dawało jej nurkowanie. 
— Kiedy zanurkowałam pierwszy raz, nie myślałam o szukaniu wraków. 

Wszystko wyglądało tak pięknie i tak znajomo... 

John też się uśmiechnął. 
—  Pamiętam,  jak  uczyłem  cię  nurkować.  Cały  czas  wstrzymywałaś 

oddech, chociaż nauczyłem cię, jak korzystać z rurki tlenowej. 

— To nie dlatego, że się bałam. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak 

cudownego. To był zupełnie inny świat; to ciągle jest inny świat. 

— Wiem. 
Jego głos zabrzmiał dziwnie. 
— Przepraszam, John. Na pewno ciężko ci zostawać na brzegu, gdy cała 

reszta wypływa w morze. 

Delikatna,  romantyczna  muzyka  płynąca  z  radia  działała  mu  na  nerwy. 

Zerwał się z krzesła i wyłączył odbiornik. 

— Tak to czasem bywa. 
— Jak długo musisz nosić gips? Spojrzał na rękę. 
— Do jutra. Mam zamiar go zdjąć i założyć plastykową szynę. 
— Dlaczego? Nadgarstek na pewno jeszcze sienie zrósł. 
— Ale z plastykową szyną mogę nurkować. Opuściła nogi na podłogę i 

odstawiła szklankę. 

—  Jesteś  pewny,  że  to  dobry  pomysł?  A  co  z  bólem  głowy?  Wyatt 

mówił, że nie sypiasz. Myśli, że to z powodu tego urazu. 

John  nie  próbował  wypierać  się  bezsenności.  To  prawda,  że  nie  sypiał, 

ale nie dlatego, że otrzymał uderzenie w głowę. 

— To już postanowione. 
Salem  wiedziała z  doświadczenia, że  John  potrafi być  uparty  jak  osioł  i 

nieustępliwy  jak  mur.  Wiedziała  też  jednak,  że  nurkowanie  w  tak  krótkim 
czasie po chorobie, to głupota. Musiała jakoś mu to wytłumaczyć. 

Wstając zdjęła ręcznik z szyi i rzuciła go na sofę. 
—  John  —  powiedziała  cicho,  idąc  w  jego  stronę.  —  Proszę,  nie 

zaczynaj jeszcze nurkowania. 

Położyła ręce na jego ramionach. 
— Poczekaj, aż nadgarstek się zrośnie. Spojrzał na nią. 
—  Nie  mógłbym  znieść  drugiego  takiego  dnia  jak  dzisiejszy,  kiedy  nie 

42

RS

background image

 

 

wiedziałem,  co  się  stało.  Może  niewiele  wam  pomogę,  ale  przynajmniej 
będę wiedział, co się, do diabła, dzieje. 

Rozumiała,  że  musiał  strasznie  się  czuć:  siedział  tu  bezradny,  bez 

możliwości skontaktowania się z łódką. Nie mogła go powstrzymać, nikt nie 
mógłby tego zrobić. Klamka zapadła. 

— Wyatt nie potrzebuje opieki, a za mnie nie jesteś już odpowiedzialny. 

Rozumiem, że trudno przełamać stare nawyki, ale... 

Wziął ją pod brodę i zmusił, by podniosła głowę. 
—  To  nie  nawyk  i  nie  czuję  się  za  ciebie  odpowiedzialny  tak,  jak  ty  to 

rozumiesz. 

Chwyciła go za przegub. Może nie miała racji, ale czuła się zmuszona do 

obrony. 

—Gdyby  chodziło  o  Wyatta  i  resztę,  nie  zdejmowałbyś  gipsu. 

Wierzyłbyś, że sobie poradzą. 

—  Odczep  się  od  Wyatta,  dobrze?  —  rzucił  ostro.  Przypomniał  sobie 

scenę w domu Delty,  gdy Watt trzymał Salem w ramionach. Wspomnienie 
było  bolesne;  chcąc  wymazać  je  z  pamięci,  nachylił  się  i  pocałował 
dziewczynę. 

Salem  nie  opierała  się.  Oddała  mu  pocałunek.  Otworzyła  się  przed  nią 

kraina namiętności, do której tylko 

John mógł ją wprowadzić. Czuła się tak, jakby porwał ją prąd, silniejszy 

niż jakikolwiek prąd oceaniczny. 

Całując  jej  słoną  skórę,  John  myślał  o  smaku  reszty  i  tężało  mu  ciało. 

Przytulił  ją  ręką  w  gipsie,  ignorując  ból  nadgarstka.  Pragnął  jej  i  to 
sprawiało mu znacznie większe cierpienie. 

Lewą  ręką  rozpiął  zamek  i  dotknął  wilgotnej  skóry.  Odsunął  cieniutkie 

bikini i objął dłonią pierś. Usłyszał cichy jęk Salem i niemal stracił kontrolę. 
Uniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. 

— To nie nawyk — mruknął. — To szaleństwo. Wpatrywała się w niego 

płonącym, namiętnym wzrokiem. Po chwili potrząsnęła głową. 

— Nie. — Jej głos był niski i zmysłowy. — To po prostu my. 
Przycisnęła  biodra  do  jego  bioder.  Gips  ostro  ocierał  kombinezon.  John 

wstrzymał oddech, czując, że jej ciało napiera coraz silniej. 

— Salem, nie rób tego. Ledwo się powstrzymuję. Zobaczyła cierpienie w 

jego  oczach  i  było  to  jak  kubeł  zimnej  wody.  Zrozumiała,  że  nic  się  nie 
zmieniło. Jego ciało pragnęło jej, ale umysł się opierał. 

43

RS

background image

 

 

Rozplotła  ramiona  i  opuściła  ręce.  Kolejne  odrzucenie  ciążyło 

kamieniem  na  sercu.  Zastanawiała  się  setny  raz,  dlaczego  John  myślał,  że 
taka  cudowna  rzecz  jest  niewłaściwa?  Nie  mogła  walczyć  z  czymś 
nieznanym, a John nigdy jej nie powie, co stoi na przeszkodzie. 

Cofnęła się, uwalniając z jego objęć. 
— W porządku — powiedziała ochryple. Zmarszczył brwi. 
— Co w porządku? 
Wzięła głęboki oddech, mając nadzieję, że ostudzi to jej rozpaloną krew. 
—  Myślałam,  że  jestem  silna,  że  kiedy  wrócę  do  domu,  będę  mogła 

spokojnie  przyjąć  wszystko,  co  zrobisz.  Ale  tak  nie  jest.  Raz  traktujesz 
mnie,  jakbym  była  dla  ciebie  jedyną  kobietą  na  świecie,  a  zaraz  potem 
odpychasz, jakbym była czymś odrażającym, czego brzydzisz się dotknąć. 

Zaszokowały go te słowa. 
—  Salem  —  powiedział  surowo  —  nic  nie  rozumiesz.  Bezlitosny 

uśmiech wykrzywił jej wargi. 

—  Oczywiście!  Nigdy  nic  nie  rozumiem,  prawda?  Myślałam,  że  łączy 

nas  coś  szczególnego.  Nie  zdawałam  sobie  sprawy  z  tego,  że  wywołuję  w 
tobie  czysto  seksualne  reakcje.  Odwieczna  żądza mężczyzn...  W  porządku, 
odpręż się. Zrozumiałam i dziękuję za lekcje. 

Odwróciła  się,  z  impetem  szarpnęła  drzwi  i  wyszła.  Nie  chciała 

ośmieszać się jeszcze bardziej. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

44

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 4 

 
Oddaliwszy się od willi, Salem zwolniła kroku. Nie myśląc, dokąd idzie, 

skierowała  się  w  stronę  doku.  Czuła  ciepło  trotuaru  nagrzanego  słońcem. 
Uświadomiła sobie, że tenisówki zostawiła w willi. 

Zostawiła w willi nie tylko tenisówki. Miała wrażenie, że tam zgubiła też 

swoją dumę. 

Nie  czuła się na siłach, by  spojrzeć'  w  oczy  Delcie  i Connie. Na  pewno 

zauważyłyby,  że  jest  zdenerwowana,  a  nie  umiała  udawać.  Chciała  być 
przez chwilę sama, by mieć czas na uspokojenie się, jeżeli było to w ogóle 
możliwe.  Wiedziała,  że  obie  kobiety  będą  się  martwić,  jeśli  nie  wróci  do 
domu. Gdyby miała przy sobie pieniądze, zadzwoniłaby do nich. Ponieważ 
nie miała, zdecydowała, że wróci do domu trochę później, gdy ochłonie. 

Nie mogła iść do Delty, więc wybrała inne miejsce, gdzie mogła cieszyć 

się samotnością. Tu był jej drugi dom: Cygańska Flota. 

Dochodziła  do  doku,  kiedy  zobaczyła  jednego  z  marynarzy.  Siedział  na 

odwróconej  beczce  i  palił  cygaro.  Poza  nim  nikogo  nie  było  w  pobliżu. 
Zapomniała, że John zaczął zostawiać w nocy wartownika, dla zapewnienia 
bezpieczeństwa.  Latarnie,  rozmieszczone  co  trzy  i  pół  metra,  oświetlały 
dok, ale łódki były pogrążone w ciemnościach. Salem rozejrzała się. Nikogo 
więcej nie było. Widocznie Wyatt i mechanik skończyli już reperację silnika 
Cygana II. 

Marynarz rozpoznał ją. 
—  Dobry  wieczór,  Salem  —  powiedział  ze  zdziwieniem. Patrzył  na  nią 

ciekawie. — Zapomniałaś czegoś? 

—  Cześć,  Wingo—odpowiedziała.—Idę  na  chwilę  na  Dwójkę,  a  potem 

mam zamiar zostać parę godzin na Cyganie I. 

Wyraz  jego  twarzy  wskazywał  na  to,  że  uważa  jej  zachowanie  za 

dziwaczne.  Na  szczęście  nie  zadawał  więcej  żadnych  pytań.  Wzruszył 
ramionami, mruknął „w porządku" i zajął się swoim cygarem. 

Salem weszła na Dwójkę, żeby zabrać szorty i koszulę. Zauważyła nowy 

mikrofon. Luk silnika był zamknięty. Wyatt musiał się ciężko napracować. 
Choć traktował życie beztrosko, zawsze robił wszystko szybko i efektywnie. 

Opuściła  łódź  i  wspięła  się  na  pokład  Cygana  1,  pierwszej  łódki,  którą 

kupił  John  za  swój  udział  w  znalezionym  skarbie.  Od  tamtej  pory  minęło 
prawie  piętnaście  lat  Salem  zawsze  wolała  ją  od  innych,  nowszych.  Tu 

45

RS

background image

 

 

nauczyła się gotować na małej kuchence, czyściła do białości deski pokładu 
z drewna tekowego i nakładała przynętę na haczyki turystów, którzy płacili 
grube sumy za zabranie ich na połów. 

Teraz  jeszcze  bardziej  doceniła  starą  łódź:  był  na  niej  prysznic. 

Wchodząc do kabiny, zapaliła światło. Ponieważ łódź była przycumowana i 
dopiero co ukończono na niej prace reperacyjne, miała nadzieję, że zbiornik 
wody  jest  pełny.  Odkręciła  kurek  i  poczuła  ulgę,  widząc  strumień  wody 
płynący  z  prysznica.  Szybko  rozebrała  się  i  wskoczyła  do  kabiny.  Świeża, 
czysta woda była cudowna, ale Salem wiedziała, że jest jej niewiele. Szybko 
wykąpała się i umyła włosy, a potem spłukała sól z kombinezonu. 

Znalazła  jakiś  ręcznik,  wytarła  się,  włożyła  szorty  i  koszulę.  Nie  miała 

grzebienia,  więc  rozczesała  włosy  palcami.  Nikt  jej  nie  widział,  a  w  tej 
chwili mało obchodziło ja, jak wygląda. 

Skończyła  toaletę  i  nie  miała  czym  się  zająć.  Scena  w  willi  Johna 

powracała uporczywie w myślach, szczegół po szczególe. To było bolesne. 
Usiadła  na  koi.  Kołysząc  się  lekko,  nie  mogła  powstrzymać  cichego, 
pełnego  cierpienia  westchnienia  wyrywającego  się  z  piersi. Piekły  ją  oczy, 
ale nie chciała poddać się i rozpłakać. 

To, że kochała Johna, nie znaczyło wcale, że on też powinien ją kochać. 

Może  podobała  mu  się,  lecz  wszystko  wskazywało  na  to,  że  jest to  wbrew 
jego  woli.  Salem  twierdziła,  że  jest  już  dorosła.  Przyszedł  więc  czas,  aby 
zachowywać  się  odpowiednio,  a  nie  jak  rozpieszczone  dziecko,  które  nie 
może  dostać  tego,  czego  bardzo  chce.  Gdyby  John  ciągle  trzymał  ją  na 
dystans,  łatwiej  zaakceptowałaby  sytuacje.  Ale  każdy  pocałunek,  każdy 
dotyk  na  nowo  rozbudzał  nadzieje.  Każde  kolejne  odrzucenie  było 
boleśniejsze niż poprzednie. 

Przyciskając  dłonie  do  piersi,  padła  na  koję,  szukając  ukojenia  w 

łagodnym  kołysaniu  łodzi.  Przekręciła  się  na  bok,  zamykając  oczy.  Jakoś 
przeżyje to, że John nie zmienił zdania. 

Albo będzie musiała opuścić Key West 
Kilka  minut  po  jedenastej  Wyatt  pojechał  do  doku.  Przed  pójściem  do 

domu  miał  zwyczaj sprawdzać,  czy  na  łodziach  wszystko jest  w  porządku. 
Jego  skóra  pachniała  jeszcze  delikatnymi  perfumami  Cheryl.  Uśmiechnął 
się. Cheryl była trochę zła, gdy spóźnił się na spotkanie; mieli iść na obiad. 
Przebaczyła  mu  jednak,  kiedy  powiedział,  co  zaszło.  Jako  córka  rybaka 
wiedziała, że na morzu zdarzają się kłopoty. Nie przeszkadzał jej nawet jego 

46

RS

background image

 

 

nieodpowiedni  strój:  dżinsy  i  wełniany  pulower,  przesiąknięte  zapachem 
morskiej wody i oleju silnikowego. 

Wyatt  miał  dosyć  zaborczych  kobiet,  szczególnie  po  epizodzie  z  Marią, 

kilka  miesięcy  temu.  Takim  kobietom  nie  opłacało  się  nawet  kupować 
drinka. Traktowały normalną, towarzyską ofertę jako zaproszenie do czegoś 
poważniejszego.  Maria  pojawiła  się  przy  jego  stoliku  w  restauracji,  gdy 
siedział  z  inną kobietą,  wydzwaniała  do  willi  o każdej porze  dnia  i nocy,  i 
czekała w doku na jego powrót z morza. Próbował być delikatny, ale to nie 
pomagało.  W  końcu  powiedział  jej  otwarcie,  że  źle  zrozumiała  jego 
zamiary.  Nie  interesowała  go.  Przykro  mu  było,  że  doprowadził  ją  do  łez, 
ale to było konieczne. 

Podśpiewując  piosenkę,  w  takt  której  tańczył  z  Cheryl  w  barze 

„Hawana",  doszedł  do  wniosku,  że  chyba  przyszedł  czas  zmienić  stare 
nawyki. Do tej pory nie umawiał się z tą samą kobietą więcej niż trzy razy. 
Cheryl  była  inna:  świetny  kumpel,  niewymagająca  i  bynajmniej  nieza-
borcza. Wyatt nie chciał angażować się w długotrwały związek i wyglądało 
na to, że ona też tego nie chce. 

Jego  zadowolony  uśmiech  zniknął.  Zmarszczył  brwi,  widząc  światło  w 

bulaju

*

 Cygana . Zaparkował dżipa przy wejściu do doku i wysiadł. Wingo 

skończył już wartę i teraz był tu Sandy, starszy mężczyzna, który pracował z 
nimi  czwarty  rok.  Krążyła  plotka,  że  Sandy  był  kiedyś  kapitanem  statku, 
który  rozbił  się  z  winy  dowódcy.  John  nie  zważał  na  plotki.  Zatrudnił 
mężczyznę i oceniał go według tego, jak pracował dla floty.  

*bulaj  —  iluminator:  wykonane  z  grubego  szkła,  szczelnie  zamykane, 

okrągłe lub prostokątne z zaokrąglonymi brzegami okienko w burcie statku 
lub nadbudówce.

  

Wyatt  zbliżał  się  do  Sandy'ego,  który  siedząc  na  beczce,  wystukiwał 

popiół z fajki, uderzając nią o latarnię. Usłyszawszy kroki, podniósł głowę i 
rozpoznał chłopca. 

— Sandy, kto jest na Jedynce! 
—  Wingo  mówił,  że  wieczorem  przyszła  tu  panna  Salem.  Oczy  Wyatta 

zwęziły się, gdy spojrzał na łódkę. 

— Salem? Co ona tam robi? Sandy wzruszył ramionami. 
— Nie wiem. Pomyślałem sobie, że to nie moja sprawa. 
— Czy jest tam sama? 
Sandy wyjął kapciuch z kieszeni i napełniając fajkę, mruknął: 

47

RS

background image

 

 

— Jeśli dobrze wiem, to tak. 
Wyatt  zrobił  głupią  minę  i  ruszył  w  stronę  łódki.  Wszedł  na  pokład  i 

zajrzał  do  kabiny.  Już  miał  zawołać  Salem  po  imieniu,  kiedy  zobaczył  ją, 
zwiniętą w kłębek na koi. Spała 

Zauważył leżący na półce kombinezon i bikini. Była ubrana tak samo jak 

rano, gdy wychodzili do Delty. Miała wilgotne włosy, a więc musiała wziąć 
prysznic na łodzi. 

Przez  chwilę  pozwolić  jej  spać.  Zdecydował  jednak,  że  ją  obudzi  i 

zawiezie do domu. 

Dotknął ramienia dziewczyny i delikatnie potrząsnął. 
— Salem, obudź się, skarbie. Małe dziewczynki od dawna powinny spać 

w swoich łóżeczkach. 

Potrząsnął  mocniej  i  zobaczył,  że  otwiera  oczy.  Przez  chwilę  nic  nie 

widziała, na jej twarzy odbiła się czujność. Zaraz jednak rozpoznała Wyatta. 

— Która godzina? — spytała sennie. 
— Około wpół do dwunastej. Dlaczego śpisz na łódce? Wyraz jej twarzy 

momentalnie  się  zmienił.  Wyatt  z  zaskoczeniem  zauważył  sine  cienie  pod 
oczami. 

Usiadł obok i pogłaskał ją po plecach. 
— Co się stało, bachorze? 
Leżąc  Salem  czuła  się  bezbronna.  Usiadła  więc,  podkurczając  nogi  i 

obejmując je ramionami. 

— Nie powinnam była wracać. 
Głos  zabrzmiał  pusto.  Wyatt  nie  poznawał  jej,  musiał  dowiedzieć  się 

czegoś więcej. 

— Dlaczego? 
Wyjrzała przez bulaj, unikając jego wzroku. —To jest za ciężkie. 
— Nurkowanie? Dlaczego mi nie powiedziałaś, jeśli wymagam od ciebie 

zbyt wiele? 

Potrząsnęła głową. 
—  Nie  chodzi  o  nurkowanie—odwróciła  się  i  spojrzała  na  niego.  — 

Chodzi o Johna. 

W oczach Wyatta pojawił się błysk zrozumienia. 
— Znów się pokłóciliście? 
Nie odpowiedziała, nie chcąc wdawać się w szczegóły. 
—  Wyatt,  dlaczego  on  mnie  nienawidzi?  Spojrzał  na  nią  zaszokowany. 

48

RS

background image

 

 

Potem roześmiał się. 

— O Boże, Salem! Przecież on cię kocha! Zawsze cię kochał. 
Usiłowała uśmiechnąć się. 
— Jak starszy brat, prawda? 
Westchnęła,  oparła  się  o  podgłówek  i  kontynuowała:  —  Ty  też  mnie 

zawsze kochałeś. Ale od Johna nie chcę takiej miłości. 

Przerwała, by nie powiedzieć za dużo. Po chwili ciągnęła dalej: 
— Strasznie się dziś wygłupiłam. Nie myślę o nim jak o starszym bracie 

i dałam mu to jasno do zrozumienia. 

Wyatt objął ją ramieniem i przytulił. 
—  Z  tego  co  wiem,  wygłupianie  się  zawsze  towarzyszy  zakochaniu,  i 

dlatego ja trzymam się od tego z daleka. Ale mylisz się co do uczuć Johna. 
Przez sześć lat musiałem znosić jego humory z twojego powodu. 

Chciała mu wierzyć, ale nie mogła. 
— Nie było mnie tu tylko cztery lata. Zachichotał. 
—  Zaczęło  się,  kiedy  miałaś  szesnaście  lat.  Mogę  ci  nawet  powiedzieć 

dokładnie,  gdzie  i  kiedy.  To  było  tydzień  po  twoich  urodzinach.  Mieliśmy 
mnóstwo  roboty  i  wtedy  właśnie  kupiliśmy  Cygana  II.  Prawie  całe  lato 
pracowałaś w galerii Delty i rzadko z nami wypływałaś. Popłynęłaś wtedy, 
gdy  wypróbowywaliśmy  nową  łódź.  Nurkowaliśmy  i  kiedy  wróciliśmy, 
John  chciał  ci  pomóc  wejść,  jak  zwykle.  Nie  mieliśmy  zamiaru  długo 
nurkować i żadne z nas  nie miało kombinezonu. Ty nosiłaś to coś małego, 
żółtego, co dostałaś od Delty na urodziny. Podwinęła ci się jedna płetwa i 
upadłaś  na  Johna.  Na  pewno  nie  widziałaś  jego  twarzy.  Wyglądał  jak 
uderzony obuchem. 

Przechyliwszy głowę, zmarszczyła brwi. 
— Przecież nosiłam bikini niemal bezustannie, odkąd skończyłam osiem 

lat. 

Uśmiechnął się krzywo. 
— Mając szesnaście lat... hm... nie miałaś figury ośmioletniego dziecka i 

John  to  zauważył  Myślę,  że  po  raz  pierwszy  zdał  sobie  sprawę  z  tego, 
że...hm...  zaokrągliłaś  się.  Od  tamtej  pory  zachowywał  się  jak  ranny 
niedźwiedź  z  cierniem  w  łapie.  Wiesz,  taki  co  to  nie  może  go  wyciągnąć, 
więc próbuje się do niego przyzwyczaić. 

Salem wyprostowała się. 
— Chyba go w końcu wyciągnął. Przecież wysłał mnie na uniwersytet. 

49

RS

background image

 

 

Wyatt wydał męczeńskie westchnienie. 
— To tylko pogorszyło sprawę. Czasem miałem ochotę wypchnąć go za 

burtę. Chciałbym,  żebyście  przestali  wreszcie  się kłócić. Na  pewno  żyłoby 
się o niebo lepiej. 

— Wyatt, to ty się mylisz. John może mnie pożąda, ale nic poza tym. 
Zakaszlał, jakby coś wpadło mu do gardła. Po chwili odezwał się, w jego 

głosie dźwięczało napięcie: 

—  Nie  wydaje  mi  się,  żeby  to  był  odpowiedni  temat,  bachorze.  Nie 

jestem Johnem, ciągle myślę o tobie jak o małej siostrzyczce. Rozmowa na 
temat twojego życia seksualnego wyprowadziłaby mnie z równowagi. 

Salem przyjrzała mu się z bliska. Wyatt Brodie był zawstydzony! Kiedyś 

myślała,  że  nic  nie  może  nim  wstrząsnąć.  Po  raz  pierwszy  od  opuszczenia 
willi uśmiechnął się. 

— Spokojnie, Wyatt. Nie byłoby o czym mówić. 
— Sam to wiem. Inaczej John nie byłby tak mrukliwy. Wiedziała, że jest 

niesprawiedliwa, ale musiała zadać pytanie, które dręczyło ją od dawna: 

— Czy John spotykał się z kobietami, kiedy mnie tu nie było? 
Wyatt podniósł rękę, jakby bronił się przed pytaniem. 
—  O,  nie!  Nie  mam  zamiaru  mieszać  się  w  wasze  sprawy.  Powinnaś 

spytać Johna. Chociaż... lepiej nie rób tego. 

Podniósł się. 
—  Chodź,  odprowadzę  cię  do  Delty.  Prześpisz  się  i  znów  będziesz 

doprowadzać  Johna  do  szaleństwa.  Kto  wie?  Może  wkrótce  przestanie 
bronić się przed tym, co jest nieuniknione. 

Potrząsnęła głową. 
— Chcę tu jeszcze zostać. Mógłbyś zadzwonić do Delty i powiedzieć jej, 

że jestem cała i zdrowa, i że wrócę trochę później? 

Położył  dłonie  na  jej  biodrach,  tak  jak  zwykł  to  robić  John,  gdy  był 

rozdrażniony. 

— Salem, nie możesz tu siedzieć i dąsać się. Po pierwsze, to nic nie da. 

Po  drugie,  to  niebezpieczne.  Jeśli  bracia  Porto  zaatakują  łódź,  mogą  cię 
skrzywdzić. 

— Nie zostanę długo.  Widzisz, nie chcę jeszcze iść do domu. Poza tym 

jest tu wartownik. 

Gniewny  dźwięk,  jaki  wydał  Wyatt,  wskazywał  na  to,  co  myśli  o 

Sandym jako wartowniku. 

50

RS

background image

 

 

— On jest tylko jeden i patrzy na wybrzeże. Bracia Porto równie dobrze 

mogą przypłynąć łodzią. 

Zobaczył, że uniosła wyzywająco podbródek. 
—  Do  diabła!  Nie  wiem,  które  z  was  jest  bardziej  uparte:  ty  czy  John. 

Nic dziwnego, że uprzykrzacie sobie życie. Mnie zresztą też. 

Salem patrzyła za nim, gdy schodził ze schodów. Potem usłyszała kroki 

na  pokładzie  i  zapadła  cisza,  przerywana  cichym  pluskaniem  fal.  Chłodne, 
nocne powietrze wypełniło kabinę i Salem zadrżała. 

Chyba  rozsądniej  było  iść  z  Wyattem  do  domu,  ale  cały  wieczór 

postępowała  nierozsądnie.  Niby  dlaczego  miałaby  zaczynać  teraz 
postępować  inaczej,  spytała  samą  siebie.  Zaczęła  przeszukiwać  szafki, 
próbując  znaleźć  coś  do  okrycia.  Wreszcie  wyciągnęła  gruby,  wełniany, 
czarny  sweter,  który  kilka  lat  temu  nosił  John.  W  rękawie  była  olbrzymia 
dziura  i  czuć  go  było  kurzem.  Zrobiło  jej  się  cieplej,  kiedy  go  włożyła. 
Ściągacz  sięgał  do  połowy  uda,  rękawy  były  niemal  tak  samo  długie. 
Podwinąwszy je, zgasiła światło i wróciła na koję. Nie jadła cały dzień, ale 
szukanie  żywności  w  kredensie  byłoby  skazane  na  niepowodzenie.  Nawet 
gdyby  coś  znalazła,  najprawdopodobniej  byłoby  to  niejadalne.  Ułożyła  się 
tak, by móc wyglądać przez bulaj, choć widać było tyto odblask księżyca na 
wodzie. 

Musiała  zastanowić  się,  co  teraz  robić.  Miała  nadzieję,  że  do  rana  coś 

wymyśli. 

Zbliżając  się  do  willi,  Wyatt  nie  zauważył  żadnego  światła.  No  jasne, 

pomyślał.  Akurat  wtedy,  kiedy  chciał  porozmawiać  z  Johnem,  temu  udało 
się  zasnąć.  Nie  spodziewał  się,  że  John  siedzi  w  wiklinowym  fotelu  na 
werandzie. Dopiero kiedy wkładał klucz do zamka, usłyszał jego głos: 

— Otwarte. 
Zaskoczony, upuścił klucz. 
—Do  cholery,  John!  Jak  myślisz,  ile  stresów  może  mieć  mężczyzna  w 

ciągu jednego dnia?! 

— Bojaźliwy? W twoim wieku? 
— Widocznie tak. 
Wyatt  rozejrzał  się  w  poszukiwaniu  klucza,  znalazł  go  i  schował  do 

kieszeni. Opadł ciężko na drugie krzesło, jakby przygniotły go troski całego 
świata, i z wdzięczności przyjął od Johna butelkę zimnego piwa. 

— Pracowałeś nad silnikiem do tej pory? — spytał John. 

51

RS

background image

 

 

Wyatt pociągnął łyk z butelki i dopiero wtedy odpowiedział: 
— Silnik zajął mi pół godziny. Obluzował się kabel, ale mechanik przez 

jakiś czas nie mógł znaleźć uszkodzenia. Przez to spóźniłem się na randkę z 
Cheryl, a potem... 

— Cheryl? Dlaczego się z nią umawiasz? 
Słysząc dziwne pytanie, Wyatt uniósł brwi zdumiony. 
—  A  dlaczego  nie?  Jest  pełnoletnia,  stanu  wolnego  i  niebrzydka.  John, 

myślę, że to uderzenie w głowę coś ci poprzestawiało. Nigdy przedtem nie 
wypytywałeś  mnie  o  moje  randki,  odkąd  skończyłem  piętnaście  lat  i 
wysłuchałem twojego fascynującego wykładu na temat ptaszków, pszczółek 
i poczucia odpowiedzialności. Dlaczego teraz pytasz? 

Zirytowany, że musi tłumaczyć oczywiste rzeczy, John powiedział ostro: 
— Bo Salem wróciła. 
— No i co z tego? 
Irytację zastąpiła furia. Pytanie Wyatta było nad wyraz denerwujące. 
—  Delta  dzwoniła  kilka  godzin  temu.  Mówiła,  że  Salem  jeszcze  nie 

wróciła. Pytała, czy jest tutaj. Sądziłem, że jest z tobą. 

— Można wiedzieć, na jakiej podstawie? 
— Wiem, co do niej czujesz. Jesteś dorosły i nie chę ci mówić, co masz 

robić, ale nie chciałbym, żeby cierpiała. 

— Więc przestań ją ranić. 
John  gwałtownie  odwrócił  głowę,  spoglądając  na  za-  ,  cieniony  profil 

Wyatta. 

—Ja?! Przecież to ty spotykasz się z innymi kobietami! 
Wyatt nie odpowiedział od razu. Potrzebował czasu do namysłu. 
—  Pozwól,  że  coś  ci  wyjaśnię  —  mruknął  w  końcu.  —  Myślisz,  że 

zakochałem się w Salem, tak? O to ci chodzi? 

John wstał z krzesła i podszedł do balustrady. Z całej siły zacisnął palce 

na drewnie. 

— Widziałem was razem. Słyszałem twój głos, gdy dzwoniłeś do niej do 

Seattle. Na pewno cię obchodzi. 

—  Oczywiście,  że  tak  —  powiedział  Wyatt.  W  jego  głosie  dźwięczało 

zdumienie.  Nie  spodziewał  się,  że  będzie  musiał  tłumaczyć  coś  tak 
oczywistego.  —  Ona  jest  siostrą,  której  nigdy  nie  miałem;  przyjaciółką, 
kimś, komu zawierzyłbym własne życie. O Boże, John! Czy dlatego tak źle 
ją traktujesz? Myślisz, że ją kocham? 

52

RS

background image

 

 

John  poczuł,  że  napięcie,  które  narastało  w  nim  od  roku,  teraz  maleje. 

Ciągle jednak potrzebował wyjaśnień. 

— Często dzwoniłeś do niej do Seattle. Kiedy była w' domu, bez przerwy 

byliście razem. Widziałem was u Delty, obejmowałeś ją. 

—  Pocieszałem  ją,  ty  idioto,  bo  ją  zdenerwowałeś.  Dzwoniłem  do  niej, 

bo za nią tęskniłem. Spędzała ze mną czas, bo lubię jej towarzystwo. 

Wyatt wstał i podszedł do Johna. 
—  Kocham  Salem,  ale  nie  jestem  w  niej  zakochany,  a  to  duża  różnica. 

Chciałeś  usunąć  mi  się  z  drogi,  myśląc,  że  jej  pragnę.  W  porządku, 
doceniam twój gest, ale nie jest to potrzebne. Już nie musisz poświęcać się 
dla nas. Jeśli Salem obchodzi cię tak bardzo, jak mi się wydaje, to coś z tym 
zrób. Teraz jest na Cyganie I. John odwrócił się zdziwiony. 

— Co tam robi? 
— Zastanawia się, czemu jej nienawidzisz. Wydawało się, że John stracił 

rozum. Gapił się bez słowa, więc Wyatt dorzucił sucho: 

—  Udzielałeś mi  wielu  dobrych  rad,  które  bardzo mi pomogły, ale  jeśli 

chodzi o kobiety, wolę kierować się własnym instynktem. Może dużo wiesz 
o łódkach, za to niewiele o kobietach. 

Czując, że ciężar spadł mu z serca, John uśmiechnął się słabo. 
— Chyba masz rację. 
—  No  to  na  co  czekasz?  —  W  głosie  Wyatta  brzmiało  rozbawienie  i 

czułość. — Idź do niej i napraw to, co zepsułeś. Może uda nam się wrócić 
do normalnego życia. 

— Daj mi klucze do twojego dżipa. Zaparkowałeś za mną. 
Wyatt sięgnął do kieszeni. 
— Nie będę na ciebie czekał. John położył mu rękę na ramieniu. 
— Dzięki, nie tylko za klucze. 
Wyatt kiwnął głową, i wskazując w kierunku dżipa, dodał: 
— Kiedy tylko zechcesz. A teraz jedź już do niej. 
Sandy  był  na  końcu  pomostu  i  oświetlał  łodzie,  gdy  zauważył  przyjazd 

Johna. Ruszył na brzeg i spotkali się w połowie drogi, przy Cyganie I. 

— Wszystko w porządku? Mężczyzna wzruszył ramionami. 
— Zdawało mi się, że słyszę plusk wioseł, ale nic nie widziałem. 
—  Wyatt  mówił  mi,  że  Salem  jest  na  Jedynce,  ale  nie  widzę  żadnego 

światła. Jeszcze tam jest? 

— Z tego co wiem, to nie wychodziła. 

53

RS

background image

 

 

— Jakby coś się stało, to jestem na Jedynce. 
John  wspiął  się  na  pokład  i  wszedł  do  kabiny.  Zapalił  lampkę  nad 

kuchenką  i  rozejrzał  się.  W  półmroku  dostrzegł  na  koi  szczupłą  sylwetkę 
Salem. Leżała na boku, zwinięta w stary, czarny sweter, o którym myślał, że 
dawno go zgubił. Zbliżył się do niej najciszej, jak mógł. 

Na koi leżał twardy materac. Nie ugiął się, gdy John usiadł przy Salem. 

Teraz,  kiedy  był  przy  niej,  nie  czuł  już  potrzeby  natychmiastowych 
wyjaśnień.  Wystarczała  mu  sama  bliskość.  Salem  oddychała  wolno  i 
głęboko. Czarne rzęsy rzucały cień na opalony policzek. We śnie wyglądała 
uroczo  i  bezbronnie.  Małe  Cyganiątko  zmieniło  się  w  piękną  kobietę.  W 
jego kobietę. 

Chciał ją przytulić, ale najpierw musiał odczekać chwilę, by uwierzyć, że 

nic  już  nie  stoi  między  nimi.  Mógł  ją  kochać  bez  cierpienia,  jakie 
wywoływała  myśl,  że  Wyatt  także  jej  pragnie.  Przeżywał  agonię,  dzieląc 
serce  między  dwoje  ludzi,  których  tak  bardzo  kochał.  Przed  chwilą  Wyatt 
powiedział,  że  już  nie  musi  poświęcać  się  dla  nich.  Nigdy  przedtem  tak  o 
tym  nie  myślał.  Kiedy  zabrał  ich  z  sierocińca,  przyrzekł  sobie,  że  ich 
uszczęśliwi. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że nadal to robi, traktując ich 
potrzeby jako ważniejsze niż własne. 

Gdy Wyatt powiedział mu wprost, co myśli o takiej sytuacji, poczuł, jak 

opadają  z  niego  kajdany  odpowiedzialności.  Byli  już  dorośli  i  mogli  sami 
decydować o swym życiu. 

Odgarnął  kosmyk  włosów  z  policzka  Salem.  Teraz  musiał  tylko 

przekonać ją, że był głupi. Uśmiechnął się, patrząc na nią. Miał wrażenie, że 
z łatwością mu się to uda. 

Dotykanie  jej  już  mu  nie  wystarczało.  Chciał  mieć  ją  przy  sobie,  ukoić 

ból,  który  odczuwał  tak  długo.  Zrzucić  buty  i  położył  się  obok  niej.  Koja 
była wąska, a Salem leżała pośrodku, więc nie miał zbyt wiele miejsca. 

Unosząc się na ramieniu, przesunął biodra, odsuwając nieco dziewczynę. 
Zamamrotała coś cicho i próbowała obrócić się na drugi bok, ale John ją 

zatrzymał, kładąc rękę na talii. 

— Nie, zostań tak, jak jesteś. Chcę cię widzieć. 
Na moment wciągnęła powietrze, a potem zaczęła oddychać szybciej. 
Cały czas miała zamknięte oczy. 
—  Nie  budź  mnie.  —  Te  słowa  były  niewyraźne  i  wypowiedziane  tak 

miękko, że musiał nachylić się, by je usłyszeć. — Mam cudowny sen. 

54

RS

background image

 

 

Wsunął  rękę  pod  jej  sweter  i  koszulę.  Poczuł  ciepło  ciała  i  gładkość 

skóry. 

— O czym śnisz? — wyszeptał. 
—  Dotykasz  mnie  tak,  jak  to  robiłeś  cztery  lata  temu.  Zastanowił  się, 

ciągle jeszcze niepewny. 

— Kto cię dotyka? 
Zmarszczyła brwi i odpowiedziała z lekkim westchnieniem: 
— John. 
Serce  zabiło  mu  mocniej.  Przesuwając  rękę  po  nagiej  skórze,  znalazł 

piersi.  Choć  półsenna,  natychmiast  zareagowała  na  dotyk,  przyciskając  się 
do jego ręki. 

Pochylił się, chcąc poczuć smak jej ust, ale i tego było mu mało. 
— Salem, otwórz oczy. 
Choć  panował  półmrok,  zobaczył,  jak  jej  rzęsy  powoli  unoszą  się, 

ukazując senne, szaroniebieskie oczy. Otworzyła usta zdumiona. 

— Czy to ciągle sen? 
— Jeśli tak, to mnie śni się to samo. 
Przycisnęła  rękę  do  jego  policzka,  chcąc  się  upewnić,  że  to  naprawdę 

John. 

— W moim śnie — mruknęła — byłeś ogolony. Uśmiechnął się. 
—  W  moim  śnie  nie  nosisz  starego,  śmierdzącego  swetra.  Prawdę 

mówiąc, nic na sobie nie masz. 

Senność ustąpiła miejsca czujności. 
— Nie — powiedziała z bólem w głosie. Opuściła rękę na jego piersi. — 

To zbyt bolesne, kiedy mnie odpychasz. 

— Już nigdy cię nie odepchnę. 
Zamknęła  oczy,  gdy  pieścił  jej  pierś,  drażniąc  kciukiem  sutkę.  To  musi 

być sen, myślała. Jeśli tak, nie chciała się budzić. 

Poczuła jego wargi na swoich, i oddech, gdy wymruczał: 
—  Otwórz  oczy,  kochanie.  Chcę  widzieć,  jak  się  zmieniają,  gdy  cię 

dotykam. 

Posłusznie  otworzyła  oczy.  Zrobiłaby  wszystko,  czego  ,  chciał,  byle 

tylko nie przestał jej pieścić. 

— Co się stało, że zmieniłeś zdanie? Kilka godzin temu mówiłeś mi, że 

między nami nic nie może być. 

— Później — szepnął. — Porozmawiamy później. Teraz chcę cię objąć i 

55

RS

background image

 

 

całować. 

Salem  wiedziała,  że  powinna  nalegać  na  rozmowę,  ale  czuła  się  tak 

cudownie w jego  ramionach. To było jak sen. Chciała mieć takie wrażenie 
jak najdłużej. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

56

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 5 

 
Tym  razem,  całując  ją,  John  nie  powstrzymywał  się.  Puściły  wszystkie 

hamulce. Wiedział, że już nie musi opierać się. Wpijając się w usta Salem, 
przytulał ją coraz mocniej. Słyszał wyraźnie każde jej westchnienie i każdy 
oddech. Czuł każdy ruch jej palców w swoich włosach. 

Pieścił  jej  piersi,  ale  to  mu  nie  wystarczyło.  Sięgnął  ręką  do  zamka  w 

szortach i poczuł, że  wstrzymała  oddech,  gdy  dotknął  skóry. Była  gorąca  i 
miękka, jak atłas zostawiony w słońcu. Zadrżał, gdy go objęła, przyciskając 
swe szczupłe ciało. 

Zniknęła  bariera  między  nimi.  John  chciał  usunąć  następną  przeszkodę, 

ich  ubrania.  Nie  chciał  jednak  poganiać  Salem.  Pozwalał  sobie  za  to  na 
wszystkie  pieszczoty,  jak  nigdy  przedtem.  Nie  winiłby  jej,  gdyby  go 
odepchnęła, ale nie zrobiła tego. Przyjmowała pieszczoty i oddawała je. Jej 
ciało drżało, gdy błądziła dłońmi po jego karku i ramionach, wpijając się w 
usta. 

Kiedy  przerwał  pocałunek,  by  ściągnąć  z  niej  sweter,  wydała  pomruk 

zniecierpliwienia. Rzuciwszy sweter na podłogę, John delikatnie przewrócił 
ją  na  plecy  i  zaczął  rozpinać  koszulę.  Patrzył  na  nagie  piersi,  nie  mogąc 
oderwać wzroku. 

— Nigdy ci nie mówiłem, jaka jesteś piękna — szepnął. — Niezależnie 

od tego, czy masz na sobie tę czerwoną sukienkę, czy te łachy. 

Przesunął rękę po biodrze, ściągając jej szorty. 
—  Czarujące  dziecko  wyrosło  na  seksowną  kobietę.  Mówił  wszystkie 

cudowne  rzeczy,  które  Salem  chciała  słyszeć.  Patrząc  na  niego,  myślała, 
dlaczego  nie  mogła  w  pełni  cieszyć  się  tym,  że  John  trzyma  ją  w 
ramionach? Może on zapomniał, co zaszło między nimi wcześniej, dla niej 
nie  było  to  łatwe.  Ostatnie  odrzucenie  było  bolesną  raną.  Pieszczoty 
złagodziły nieco ból, ale nie całkiem. 

John zauważył jej czujność, choć nie mógł widzieć jej oczu w mroku. W 

przeszłości  traktował  ją  raz  ciepło,  raz  chłodno.  Nie  miała  powodu,  by 
wierzyć, że teraz będzie inaczej. Wyjął rękę z szortów i odgarnął włosy z jej 
twarzy. 

—  Salem,  wiem,  że  raniłem  cię  w  przeszłości.  Chwilami  musiałem  cię 

dotknąć, a potem nienawidziłem siebie za to. Myślałem, że to jest złe. 

Jej gardło ścisnęło się z emocji, glos był ochrypły i drżący: 

57

RS

background image

 

 

—  Jeszcze  parę  godzin  temu  myślałeś,  że  to  złe.  Co  się  stało,  że 

zmieniłeś zdanie? 

— Rozmawiałem z Wyattem. Spojrzała na niego wzrokiem bez wyrazu. 
— Nie rozumiem. Co z tego, że rozmawiałeś z Wyattem? 
— Myślałem, że Wyatt cię kocha. 
Zobaczył, że jej oczy rozszerzają się w zdumieniu. 
— Chciałem wspaniałomyślnie ustąpić mu, bo myślałem, że ty też jesteś 

nim  zainteresowana.  Przy  nim  zawsze  zachowywałaś  się  swobodniej  niż 
przy mnie. Często tuliłaś się do niego, tak jak tamtej nocy u Delty. Dzwonił 
do ciebie regularnie, gdy byłaś w szkole. Często mówił, że tęskni za tobą. 

Pogładził ją po twarzy. 
—  Z  Wyattem  mogę  dzielić  wszystko:  pracę,  dom  i  całą  resztę,  ale  nie 

ciebie. 

Salem  pamiętała,  co  powiedział  jej  w  Seattle:  że  nie  wie,  kim  jest. 

Powiedziała cicho: 

—  Może  chciałeś  wierzyć,  że  kocham  Wyatta.  Było  ci  łatwiej  wysłać 

mnie z domu. 

—  Łatwiej?  —  warknął.—To  była  najcięższa  rzecz  do  zrobienia.  Do 

cholery,  Salem!  Miałaś  wtedy  osiemnaście  lat,  zaczynałaś  odczuwać  jak 
dojrzała  kobieta.  Byłem  twoim  opiekunem.  Od  chwili,  gdy  ukończyłaś 
osiem  lat,  byłem  dla  ciebie  jak  ojciec.  Kiedy  zobaczyłem  cię  z  Wyattem,  i 
potem  to,  jak  reagujesz  na  moją  obecność,  doszedłem  do  wniosku,  że 
najlepiej  będzie,  jeśli  wyślę  cię  gdzieś  daleko.  Chciałem,  żebyś  zdobyła 
wykształcenie i dorosła. Czułem się, jakby mnie rozrywało, ale sądziłem, że 
to dla ciebie najlepsze. 

—  Myślałam,  że  znasz  mnie  lepiej  niż  ktokolwiek,  ale  tak  naprawdę 

wcale mnie nie znasz! 

Był zakłopotany, słysząc złość w jej głosie. 
— Dlaczego tak mówisz? 
—  Naprawdę  myślisz,  że  mogłam  tulić  się  do  ciebie,  chcieć  się  z  tobą 

kochać, i potem iść do Wyatta? 

Jej słowa przywołały wspomnienia z ostatnich czterech lat. Nie chciał ich 

pamiętać, choć wiedział, że nie ma podstaw do zazdrości. 

—  Nie  wiedziałem,  co  mam  o  tym  myśleć.  Ciężko  było  mi  przyjąć 

zmianę w naszym związku. Trudno było zaakceptować fakt, że chcę kochać 
się  ze  swoją  podopieczną,  dziewczynką,  którą  wykradłem  z  sierocińca  i  o 

58

RS

background image

 

 

którą dbałem przez tyle lat 

Zdumiewając  siebie  i  jego,  Salem  objęła  palcami  jego  nadgarstek  i 

przeniosła dłoń Johna na swoją pierś. 

—  John,  nie  jestem  już  małą  dziewczynką.  Spojrzał  na  swą  rękę  na  jej 

piersi i poczuł, że cały płonie. 

— Wiem — wychrypiał. — I to był właśnie problem. 
Zanim mogli posunąć się dalej, Salem musiała wyjaśnić jeszcze coś. Jeśli 

John miał ją zaakceptować, powinni być na równych pozycjach. 

—  Nie  jestem  zależna  od  ciebie.  Mogę  utrzymać  się  sama,  mogę 

kierować swoim życiem. Jeśli muszę, mogę przetrwać bez ciebie. 

Przycisnęła  mocniej  jego  rękę,  gdy  dotknął  jej  ciała.  Odczuwała 

przyjemność. 

— Tylko nie chcę żyć bez tego cudownego uczucia, gdy mnie dotykasz. 
Pochylając się do jej ust, szeptał jej imię. Ciało płonęło żądzą wejścia w 

nią.  Pragnął  jej  od  tak  dawna.  Pragnienie  to  towarzyszyło  mu  w  ciągu 
długich, samotnych dni i ciemnych, strasznych nocy. 

Wstrzymał oddech, czując zalewającą falę gorąca, gdy Salem sięgnęła do 

zapięcia  jego  spodni.  Podniósł  głowę,  by  widzieć  jej  oczy.  Położywszy 
dłonie  na  jej  dłoniach,  powoli  przesuwał  je  niżej.  Oczy  dziewczyny 
pociemniały  i  zapałało  w  nich  pożądanie,  kiedy  przycisnął  jej  dłoń  do 
wypukłości  w  dżinsach.  Poczuł,  jak  jej  palce  zaciskają  się  i  nie  mógł 
powstrzymać westchnienia rozkoszy. 

Racjonalna  część  jego  umysłu  skłoniła  go  do  zadania  pytania,  które 

dręczyło go od dawna. 

— Salem, miał cię ktoś przedtem? 
Poczuła do niego żal. Jak mógł sądzić, że chciałaby być z kimś innym? 
— Nie. 
Zamknął oczy. Nie stanowiłoby to różnicy,  gdyby  miała doświadczenie, 

ale  cieszył  się,  że  będzie  pierwszy.  Pieszcząc  ją,  wiedział,  że  chce  być  też 
ostatnim,  jedynym  mężczyzną,  którego  pozna  intymnie.  Otworzył  oczy  i 
napotkał jej spojrzenie. 

— Pragnąłem  cię od dawna. Nie mogę cię całować i przytulać, jeśli nie 

mogę kochać się z tobą. Powiedz, czego chcesz? 

To było proste. 
— Ciebie. 
Wsunął  ramię  pod  jej  plecy,  uniósł  ją  i  zdjął  z  niej  koszulę.  Jeśli  uraził 

59

RS

background image

 

 

przy  tym  złamany  nadgarstek,  nie  czuł  tego.  Czuł  za  to  coś  innego:  ostre 
igiełki  rozkoszy,  kiedy  całował  najpierw  jedną  pierś,  a  potem  drugą.  Czuł 
też satysfakcję, gdy jej ciało omdlewało przy dotyku. 

Uniosła  nogi  i  zagarnęła  go,  mocno  naciskając  biodrami.  Ręką  wciąż 

pieściła  go  w  intymnym  miejscu.  Pożądanie  przesłoniło  mu  wszystko, 
jednak udało mu się rozpleść jej palce i odciągnąć rękę od pulsującego ciała. 

Wsunął  język  głęboko  w  usta  Salem.  Ściągnął  z  niej  szorty,  ale  nic  nie 

wskazywało, że to zauważyła. Dopiero gdy odsunął ją, chcąc zdjąć spodnie, 
wydała  odgłos  protestu.  Rozebrany  poczuł  jej  wzrok  przesuwający  się  od 
piersi na talię i biodra. Spostrzegła wzwiedziony członek, i w jej spojrzeniu 
nie  było  obawy,  tylko  pożądanie.  Przez  chwilę  patrzył  na  nią.  Jego  ciało 
drżało, jakby go dotykała. 

Spojrzała na złotą monetę na jego szyi. Później uniosła rękę, zapraszając, 

by  do  niej  podszedł.  Podał  jej  dłoń.  Spletli  palce.  Położył  się  obok, 
częściowo nakrywając jej ciało. Przytuliła jego głowę tak, by mogła patrzeć 
mu w oczy. Była poważna. 

— John, tak długo byłam pusta. Zmień to, wypełnij mnie. 
Słowa  te  przełamały  jego  opory.  Mógł  nareszcie  wyszeptać  jej  imię, 

rozłożyć nogi i wsunąć się między nie. Kiedy  poczuł, że gorąca i wilgotna 
czeka  na niego,  omal  nie  eksplodował  z  potrzeby  wejścia  w  nią.  Próbował 
kontrolować  się  i  robić  wszystko  delikatnie,  obserwując  jej  oczy,  by  móc 
zauważyć każdą oznakę bólu. 

Salem  czuła  drżenie  jego  ramion,  gdy  w  nią  wchodził.  Wiedziała,  że 

powstrzymuje się z powodu jej niedoświadczenia. Nie chciała tego. Chciała, 
by wszedł w nią tak głęboko, jak to tylko możliwe. Przesunęła ręce na jego 
biodra i mocno przyciągnęła, jednocześnie unosząc swoje . 

Wydał jęk rozkoszy, wchodząc w nią do końca i całując. Jeśli to bolało, 

Salem  tego  nie  czuła.  Nie  zauważyłaby  nawet  zbliżającego  się  sztormu. 
John był światem, życiem, a teraz częścią jej samej. To dobrze, że znaleźli 
się na łodzi, gdzie zapach morza przeplatał się z magią tego, co robili. 

Zaczął poruszać się w niej i Salem przeniosła się w świat zmysłów, który 

dla niej tworzył. Instynktownie przyłączyła się do niego, dążąc do rozkoszy, 
jaka ich czekała. 

Rozszalała  namiętność  zastąpiła  napięcie.  Czułość  i  zmysłowość 

mieszały się, gdy John ją przytulał. Nagle nastąpił wytrysk. Salem była tak 
pogrążona  w  rozkoszy,  że  nie  zauważyła,  gdy  John  pchnął  raz  jeszcze  i 

60

RS

background image

 

 

przyłączył się do niej, podczas gdy ziemia drżała. 

Mijały  minuty.  W  kabinie  było  chłodno,  ale  ich  ciała  nadal  były 

rozpalone, choć oddechy już się uspokoiły. Ciężar Johna przytłaczał Salem. 
Mimo to, nie chciała, by się odsunął. 

Drżąc jeszcze, John głęboko odetchnął i podniósł głowę. Uśmiechnęła się 

i w jej oczach dostrzegł błysk kobiecej satysfakcji. Starał się być delikatny, 
ale czując jej ciepło zapomniał o wszystkim. 

Unosząc się na ramieniu, poczuł ból złamanego nadgarstka. 
— Dobrze się czujesz? 
—  Tak.  Ale  ty  chyba  nie.  Uraziłeś  nadgarstek,  prawda?  Uśmiechnął  się 

lekko. 

—  To  nie  ma  znaczenia.  Nawet  gdybym  miał  połamane  ręce  i  nogę  w 

gipsie, i tak znalazłbym jakiś sposób, by kochać się z tobą. 

Próbował przesunąć się, ale objęła go za szyję. 
—  Salem,  jestem  dla  ciebie  za  ciężki.  Podnosząc  głowę,  przycisnęła 

wargi do jego warg. 

—  Jeśli  czegoś  od  dawna  pragniesz  i  w  końcu  to  dostajesz,  nie  chcesz, 

żeby odeszło. 

Uśmiechnął się Szerzej, w jego oczach zabłysnął samczy triumf. 
— Moje Cyganiątko zmieniło się w chciwą kobietę. Rozluźniła uścisk. 
— Chyba masz rację. 
Pocałował ją i przesunął się tak, by spocząć przy jej boku. Jednocześnie 

odwrócił ją tak, by patrzyła na niego. 

—  Nie  mam  zamiaru  uskarżać  się,  pod  warunkiem,  że  będę  jedynym 

mężczyzną, którego pragniesz. 

Bawiła  się  złotą  monetą  na  jego  szyi,  myśląc  o  tym,  co  przed  chwilą 

powiedział. Chciała uważać to za wyznanie, ale równie dobrze mógł to być 
przejaw zaborczości. Żadne z nich nie mówiło nic o miłości, odbyli jedynie 
stosunek.  Gdy  tak  leżała  w  jego  ramionach,  rozpamiętując,  co  się  stało, 
wystarczało jej to do szczęścia Być może później chciałaby więcej. 

Tak jak ona, zaczaj bawić się monetą na jej piersiach. 
—  Kiedy  zjawiłaś  się  w  barze  w  Seattle  w  tej  czerwonej  sukience, 

naprawdę  zazdrościłem  twojej  monecie.  Była  bliżej  ciebie,  niż  ja  mogłem 
być.  Chciałem  położyć  rękę  między  twoje  piersi,  tam  gdzie  była  ona.  Ona 
śpi z tobą, kąpie się i dotyka twej skóry zawsze, gdziekolwiek jesteś. 

— Ta moneta sprawia, że czuję się bliżej ciebie. Nigdy jej nie zdejmuje. 

61

RS

background image

 

 

Musnął  jej  pierś  i  wyczuł,  że  ochłodziła  się  w  nocnym  powietrzu.  Koję 

przykrywał szorstki, wełniany koc. John chciał zostać z Salem na łodzi, ale 
wiedział, że nie byłoby im wygodnie. 

Przypomniał sobie, co powiedział wcześniej. Nie, potrzeba opiekowania 

się  nią  nie  była  nawykiem.  To  była  konieczność.  Uniósł  dziewczynę  w 
ramionach  i  skierował  się  pod  prysznic,  ignorując  ból  w  złamanym 
nadgarstku. Odkręcił wodę i wszedł pod strumień, przygarniając ramieniem 
jej talię. Chciał być blisko niej. 

— Twój gips! — krzyknęła ostrzegawczo. 
Oparł  rękę  o  ścianę,  usuwając  go  z  zasięgu  wody.  Drugą  położył  na 

biodrze Salem. 

— Przypomnij mi, żebym zamontował bojler z ciepłą wodą na tej łódce 

— mruknął. 

Zadrżała, ale nie dlatego, że spływały na nią strugi zimnej wody. Kabina 

była za ciasna dla dwóch osób i musieli stać blisko siebie. Skóra Johna była 
gładka i podniecająca. 

— Zostało mało wody — powiedziała. — Brałam prysznic wcześniej. 
John  zaledwie  usłyszał,  co  powiedziała.  Jej  bliskość  rozpaliła  w  nim 

ogień  pożądania,  silniejszy  i  trudniejszy  do  opanowania  niż  poprzedni. 
Pochylił  głowę  i  wpił  się  w  jej  usta.  Salem  odpowiedziała  tym  samym,  z 
taką samą siłą. 

Żadne z nich nie zauważyło, że strumień wody osłabł i w końcu zanikł. 

John oderwał usta od jej ust i zaczaj całować szyję. Salem odchyliła głowę 
w tył, zamykając oczy i chłonąc dreszcze budzonego pożądania. 

Choć 

zaślepiony 

namiętnością, 

John 

przypomniał 

sobie 

ojej 

niedoświadczeniu.  Bardzo  chciał  znów  się  w  niej  znaleźć,  ale  nie  mógł  jej 
wykorzystywać. Podniósł głowę i uśmiechnął się, widząc, że oczy Salem są 
przymglone z podniecenia. 

Sięgnął  ręką  za  jej  plecy  i  zakręcił  wodę.  Potem  otworzył  drzwi  i 

przepuścił ją. Salem znalazła wilgotny ręcznik, którego używała wcześniej, i 
zręcznie wytarła nim ciało. 

Uśmiechając  się  uwodzicielsko,  potarła  ręcznikiem  pierś  Johna. 

Przepłynęła  przez  nią  fala  kobiecej  siły,  gdy  dostrzegła,  że  wstrzymał 
oddech. 

Odwzajemniając uśmiech, odebrał jej ręcznik. 
—  Salem,  zachowuj  się.  Chciałbym  znów  się  z  tobą  kochać,  ale  twoje 

62

RS

background image

 

 

ciało potrzebuje czasu, by się przystosować. 

Naburmuszyła  się,  uwodzicielska  w  swej  niewinności.  Poczuł  palące 

pożądanie. 

— Lepiej chodźmy do Delty, bo jeszcze zadzwoni na policję. 
Zaczął  zbierać  ubranie,  podając  Salem  jej  garderobę.  Pociemniały  mu 

oczy,  gdy zobaczył, że nakłada szorty i koszule na nagie  ciało. Koniecznie 
należało odprowadzić ją  do Delty,  w przeciwnym razie doprowadziłaby go 
do szaleństwa. 

Salem  wzięła  swój  kostium  kąpielowy  i  kombinezon.  Ściskając  je  w 

ręku,  ruszyła  za  nim.  Gdy  wyszli  na  pokład,  silny  wiatr  wiejący  od  zatoki 
potargał  jej  włosy.  John  nie  zszedł  jeszcze  z  łodzi.  Zerknęła  na  niego.  W 
jego  twarzy  zobaczyła  tęsknotę  i  zrozumiała,  że  on  też  nie  chce  stąd 
odchodzić. 

Objął ją za szyję, nachylił się do pocałunku... 
Nagle powietrzem wstrząsnęła ogłuszająca eksplozja. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

63

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 6 

 
John  popchnął  Salem  na  pokład  i  upadł  na  nią.  Posypały  się  na  nich 

kawałki  drewna  i  gruz.  Od  eksplozji  zakołysały  się  łodzie.  Po  chwili 
nastąpiła druga, tak samo silna. 

Zanim  Salem  zdążyła  zauważyć,  że  przygniatają  ciężkie  ciało,  John  już 

się zerwał i biegł w kierunku zabudowań. 

— Nie podnoś się! — krzyknął. 
Podnosząc głowę, zobaczyła płomienie wzbijające się w niebo. Widziała 

łunę  nad  budynkiem,  który  John  przeznaczył  na  magazyn.  Trzymali  tam 
ekwipunek  i  części  zapasowe.  Po  wybuchu  dzwoniło  jej  w  uszach,  ale 
słyszała trzask płomieni. 

Powoli wstała, wpatrując się w łunę. Trudno było zobaczyć cokolwiek, a 

mimo  to  Salem  usiłowała  wypatrzyć  Johna.  Serce  ścisnęło  jej  się  na  myśl, 
że grozi mu niebezpieczeństwo. 

Słyszała  z  oddali  dźwięk  syren.  Nadjeżdżała  straż  pożarna  i  policja. 

Jednak  budynek  był  już  nie  do  uratowania,  płomienie  strawiły  go  niemal 
kompletnie. 

Salem zeskoczyła  na  pomost  i  pobiegła  w  stronę  brzegu,  zapominając  o 

zakazie  Johna.  Przy  wejściu  do  doku  zobaczyła  grupki  ludzi  stojących  w 
bezpiecznej  odległości  od  ognia.  Nie  wiedziała,  która  może  być  godzina, 
wiedziała  jedynie,  że  jest  późno.  Niektórzy  ludzie  mieli  na  sobie  piżamy  i 
szlafroki,  inni  przypadkowe  części  garderoby,  które  wskazywały  na  to,  że 
ubierali się w pośpiechu. 

Nigdzie  nie  mogła  dostrzec  Sandy'ego.  Widocznie  pobiegł  z  Johnem. 

Rozejrzała się, ale wokół uwijali się tylko strażacy i policjanci. 

Musiała  znaleźć  Johna,  upewnić  się,  że  jest  cały  i  zdrowy.  Znała  go  i 

wiedziała,  że  bardzo  dba  o  swoją  własność.  Na  pewno  chciał  ocalić  jak 
najwięcej, nie bacząc na niebezpieczeństwo. 

Przepychała się przez tłum, nie zwracając uwagi na oburzone spojrzenia 

gapiów.  Budynek odgrodzony  był  żółtą,  plastykową taśmą. Próbowała  pod 
nią przejść, ale policjant zatrzymał ją. 

— Proszę wracać za ogrodzenie, proszę pani. 
— Muszę kogoś znaleźć! 
—Poszuka  pani  później.  Proszę  wracać  za  ogrodzenie.  Salem 

zastanawiała się, którędy będzie mogła wejść, gdy usłyszała głos Wyatta: 

64

RS

background image

 

 

—  W  porządku,  panie  oficerze.  Ona  jest  współwłaścicielką.  Proszę  ją 

przepuścić. Będę za nią odpowiedzialny. 

Twarz policjanta wykrzywił grymas. Widać było, że niechętnie ustępuje, 

ale opuścił rękę i Salem natychmiast pobiegła naprzód. Chwyciła Wyatta za 
koszulę. 

— Gdzie jest John? Położył ręce na jej dłoniach. 
— Wszystko w porządku. 
Wskazując głową na samochód straży pożarnej, dorzucił: 
— Rozmawia z kapitanem. 
Poczuła  ulgę  i  oparła  się  całym  ciężarem  ciała  o  Wyatta.  Objął  ją  i 

poprowadził  daleko  od  tłumu  ciekawskich.  Z  bliska  widać  było,  że  ściany 
budynku  zawaliły  się.  To,  co  zostało,  polewano  stumieniami  wody, 
płomienie stopniowo słabły. 

— Jak do tego doszło? — zapytała. 
— John właśnie próbuje się dowiedzieć. — W głosie Wyatta dźwięczała 

złość. — Ja mam własną koncepcję. 

Spojrzała na niego. 
— Znowu bracia Porto? 
— Dwa tygodnie temu mieliśmy inspekcję pożarową. Wiesz, że John ma 

bzika na punkcie bezpieczeństwa, szczególnie że tu przechowywaliśmy olej 
i ropę. Założę się, że inspektor nie znalazł nawet brudnej szmatki ze śladami 
oleju. Ten budynek nie wybuchł sam z siebie. 

— Najpierw napad na Johna i załogę, a teraz to — myślała głośno Salem. 
— Było jeszcze kilka incydentów, ale nigdy tak poważnych. Musimy coś 

zrobić, zanim nas pozabijają. Nie możemy czekać z założonymi rękoma. 

Szli  w  stronę  samochodu  i  w  końcu  Salem  dostrzegła  Johna.  Jej  strach 

ulotnił  się.  John  rozmawiał  z  mężczyzną  w  żółtym,  ochronnym  płaszczu. 
Miał brudną twarz i ślady sadzy na gipsie. 

Rozejrzał  się,  jakby  usłyszał  czyjś  głos.  Kiedy  ją  zobaczył,  w  oczach 

pojawił się błysk furii. W pół zdania opuścił dowódcę straży i szybko ruszył 
w ich kierunku, nie spuszczając z Salem wzroku. 

Wyatt ścisnął jej ramię. 
—  Któreś  z  nas  będzie  miało  kłopoty  —  mruknął  pod  nosem.  —  Mam 

nadzieję, że ty. 

John zatrzymał się krok przed nią. Zirytowany ujął się pod boki. Dobrze 

znała ten gest. 

65

RS

background image

 

 

— Do cholery, Salem! Kazałem ci zostać na łódce! 
Gdyby nie widziała jego wyczerpania, odpowiedziałaby mu równie ostro. 

Zamiast tego uniosła podbródek i powiedziała spokojnie: 

— Mam prawo tu być. 
—  Tak?!  Ciekawe,  jak  na  to  wpadłaś?  Może  miałaś  kurs  pożarniczy  na 

uniwersytecie?! 

— Nie, ale ty tu jesteś. 
Momentalnie  przeszła  mu  złość. Potrząsnął  głową  w geście zmęczenia  i 

niedowierzania,  podszedł  do  Salem  i  objął  ją.  Przez  chwilę  napawał  się 
bliskością, ciesząc się, że żyje i jest zdrowa. 

— Co mam z tobą zrobić? — mruknął. 
— Myślałam, że przed chwilą to ustaliliśmy. 
Był  świadomy  ruiny  za  plecami  i  ze  zdziwieniem  zauważył,  że  mimo 

wszystko  zdolny  jest  do  uśmiechu.  Wypuścił  Salem  z  objęć  i  wziął  ją  za 
rękę. Zwrócił się do Wyatta: 

— Wszystko w porządku? 
— Nie. Jestem wściekły. 
John kiwnął głową ze zrozumieniem. Czuł to samo. 
— Tu już nic nie możemy zrobić. Chodźmy do domu. Wciśnięta między 

dwóch  mężczyzn,  Salem  ruszyła  do  willi.  John  chciał  odprowadzić  ją  do 
Delty,  ale  nie  mogłaby  go  opuścić,  choćby  na  jedną  noc.  Z  willi  może 
zadzwonić do domu i powiedzieć, że wszystko jest w porządku. Starsza pani 
na  pewno  słyszała  eksplozję  i  syreny,  może  nawet  widziała  ogień.  Salem 
poczuła  wyrzuty  sumienia.  Powinna  była  zadzwonić  do Delty  kilka  godzin 
temu. Gdyby na łódce był telefon, zrobiłaby to. Łódka... i John. 

Zacisnęła rękę na jego ramieniu, przypominając sobie zmysłową rozkosz, 

jakiej  z  nim  doznała.  To  wspomnienie  musiało  odbijać  się  w  oczach,  bo 
kiedy  spojrzała  na  Johna,  splótł  palce  z  jej  palcami,  jakby  myślał  o  tym 
samym. 

Dotarłszy  do  willi,  byli  zbyt  zdenerwowani,  by  spać,  choć  wyczerpanie 

dawało znać o sobie. Salem zaparzyła kawę. W tym czasie John zmył sadzę 
z  twarzy  i  rak.  Wyatt  przeszukiwał  kredens  i  znalazł  puszkę  ciasteczek 
imbirowych, którą zabrał kiedyś z kuchni Connie. 

Przy  małym,  kuchennym  stole  mieściły  się  tylko  dwa  krzesła  Wyatt 

zaproponował,  żeby  przeszli  z  kawą  do  pokoju  gościnnego.  Zobaczywszy 
pokój,  Salem  od  razu  zgadła,  że  John  wyładował  swą  złość  z  jej  powodu 

66

RS

background image

 

 

sprzątając. Teraz było tu czysto i miło. Usiadła na sofie. Wyatt zajął swoje 
ulubione krzesło. Zdążyli zjeść po kilka ciasteczek, zanim dołączył do nich 
John. Usiadł ciężko obok Salem. Podsunęła mu puszkę z ciastkami. 

— Masz ostatnią szansę. Za chwilę Wyatt pożre wszystkie. 
Potrząsnął głową. 
— Dzwoniłem do Delty. Powiedziałem jej, co się stało. Wyjaśniłem, że 

jesteś z nami i że wszystko w porządku. 

—Dzięki.  Mam  nadzieję,  że  niezbyt  się  zdenerwowała  —  Strzepnęła 

okruszek  z  biodra.  —  Co  zrobimy,  żeby  powstrzymać  braci  Porto,  zanim 
znów coś zniszczą? 

John objął ją w talii i przytulił. 
—  Ty  nic  nie  będziesz  robić.  My  się  nimi  zajmiemy.  Chciała 

protestować, ale Wyatt jej przeszkodził. 

—  Czy  mam  rację,  przypuszczając,  że  zawarliście  rozejm?  —  spytał  z 

rozbawieniem. — Powiedzcie, że to prawda, a poprawicie mi humor. 

Salem  nic  nie  powiedziała.  Nie  była  pewna,  jak  jest  teraz  z  ich 

związkiem. 

John tylko kiwnął głową i zmienił temat 
— Nie możemy czekać, aż Porto znów coś zniszczą. Rano zdejmę gips i 

wybierzemy  się do nich  z wizytą.  Zawiadom Charlie'ego, Pierre'a i  Bubbę. 
Niech zostaną w doku i uważają na wszystko. Czartery mogą pracować jak 
zwykle. Nie sądzę, żeby Porto zaryzykowali atak na turystów. 

Wyatt pochylił się, opierając dłonie na udach. 
— Zgadzam się ze wszystkim, poza jednym. Nie zdejmuj gipsu. Byłem z 

tobą  w  szpitalu  i  słyszałem,  jak  doktor  mówił,  że  musisz  mieć 
unieruchomioną  rękę  przez  sześć  tygodni.  Twój  nadgarstek  na  pewno 
jeszcze się nie zrósł. 

Zanim John zdążył coś powiedzieć, Salem dorzuciła: 
— Chce założyć plastykową szynę i zacząć nurkować. Wyatt zerknął na 

Johna. 

—  To  z  powodu  dzisiejszego  dnia?  —  Nie  czekając  na  odpowiedź, 

dodał: 

—  Do  cholery,  John!  Mieliśmy  kłopoty  z  silnikiem,  a  nie  z  piratami. 

Wiesz,  że  czasem  to  się  zdarza.  Nawet  gdybyś  był  z  nami,  w  niczym  nie 
mógłbyś pomóc. 

John  nawet  nie  próbował  się  sprzeczać.  Wyatt  uniósł  ręce  w  geście 

67

RS

background image

 

 

poddania się. Gdy John raz podjął decyzję, nie zmieniał jej. Łatwiej byłoby 
wtoczyć  głaz  na  górę,  niż  przekonać  tego  człowieka,  że  pewne  rzeczy 
można zrobić w inny sposób. 

Zmęczona  wypadkami  dnia,  Salem  z  trudem  trzymała  otwarte  oczy. 

Musiała o coś spytać: 

— Dlaczego bracia Porto to robią? Chodzi im o kontrakt ratowniczy? 
Wyatt zachichotał. 
—  Ostatni  kontrakt  był  gwoździem  do  trumny.  W  zeszłym  roku 

sprzątnęliśmy  im  sprzed  nosa  trzy,  ale  ten  musiał  ich  naprawdę  zaboleć. 
John  nawiązał  kontakt  z  agencją  turystyczną  w  Miami,  organizującą 
wakacje  pod  namiotem.  Już  miała  związać  się  z  braćmi  Porto,  kiedy  John 
zaproponował niższą cenę. 

—  Musiało  być  coś  jeszcze...  —  Salem  zwróciła  się  do  Johna.  — 

Próbowałeś porozmawiać z nimi? 

Zmęczony położył głowę na oparciu sofy. 
—  Dwa  razy.  Pierwszy  raz  spotkałem  się  ze  wszystkimi:  Frankiem, 

Merlinem  i  Tomem.  Drugi  raz  był  tylko  Frank,  najstarszy,  główny 
właściciel kompanii. 

— I co? 
— I nic. Wyparli się wszystkiego. Frank zrobił mi wykład na temat tego, 

jak łatwo o wypadek na łodzi. 

Zmarszczyła brwi. 
— Zachowali  się  jak  dzieci. Łódki  czarterowe  mają różne  ceny.  To  jest 

przecież interes. 

— Widocznie myślą inaczej. Uważają to za zniewagę osobistą. 
Spojrzał na nią. 
—  Chciałbym  wiedzieć,  dlaczego  proponowali  ci  pracę.  Sprawdziłem 

ich.  Nie  mają  żadnego  kontraktu,  który  wymagałby  pracy  biologa 
morskiego.  Widocznie  zrobili  wywiad  i  wiedzą  o  naszych  powiązaniach. 
Tylko nie miałoby to sensu. Mieliby wroga we własnym obozie. 

Wyatt słyszał pierwszy raz o ofercie pracy. John zaczął mu wyjaśniać, a 

Salem oparła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Przytulił ją mocno, 
jego  ciało  było  twarde  i  ciepłe.  Była  wyczerpana.  Zamknęła  oczy  na 
moment, żeby odpocząć, podczas gdy John rozmawiał z Wyattem. 

Nie chciała myśleć o groźbach i wybuchach. Wolała wspominać godziny 

spędzone w ramionach Johna. Mogłaby zostać w nich na zawsze. 

68

RS

background image

 

 

Stłumiony  odgłos  irytacji  wyrwał  Salem  z  głębokiego  snu.  Zaczaja 

otwierać oczy i ponownie usłyszała ten sam dźwięk. Uświadomiła sobie, że 
to  ona  mruczy.  Coś  przeszkadzało  jej  obrócić  się  na  bok.  Otworzywszy 
oczy,  zobaczyła,  że  John  przyciska  ramieniem  jej  piersi  i  dodatkowo 
przełożył nogę przez jej nogi. 

Starając się nie oddychać, spojrzała na otwarte okno. Zasłony  poruszały 

się na wietrze. Z trudem przypomniała sobie, że w jej sypialni na tej ścianie 
nie ma okna. Tak więc, myślała, to nie może być moja sypialnia. 

Obracając głowę, spojrzała na śpiącego Johna. Oddychał powoli i równo. 

Był w dżinsach, ale bez koszuli. Spojrzała na siebie i spostrzegła, że ubrana 
jest tak samo, jak poprzedniej nocy. 

Nawet  śpiąc,  John  emanował  siłą,  którą  Salem  zawsze  z  nim  kojarzyła. 

Był dla  niej  niemal  wszystkim,  teraz  został  jej  kochankiem.  Nie  wiedziała, 
czy  to  coś  zmieni  w  ich  życiu.  Nie  wiedziała  również  tego,  czy  jest  to 
sytuacja stała, czy tymczasowa. 

Zdarzało się dawniej, że budziła się i widziała go obok siebie. Gdy miała 

jedenaście  lat,  zachorowała  na  grypę.  John  czuwał  przy  niej  całą  noc, 
zmieniając  zimne  kompresy  na  czole.  Innym  razem  poszła  z  Wyattem  do 
kina  na  horror  i  w  nocy  męczyły  ją  koszmary.  John  usłyszał  krzyk, 
przybiegł do pokoju i przez resztę nocy trzymał ją za rękę. Zawsze był przy 
niej. Wyatt był towarzyszem zabaw, John był jej jedyną ostoją. 

Tak było do chwili, gdy ukończyła szesnaście lat. 
Delikatnie  odgarnęła  mu  włosy  z  czoła.  Nie  miała  pojęcia,  jak  znalazła 

się  w  jego  łóżku,  ale  teraz  to  jej  nie  obchodziło.  Chciała  zachować  to 
wspomnienie na czasy, gdy nic innego jej nie pozostanie. Była sierota i już 
w  dzieciństwie  nauczyła  się  żyć  chwilą,  a  nie  marzeniami  o  niepewnej 
przyszłości.  Teraz  sytuacja  się  zmieniła.  Salem  uwierzyła  w  siebie. 
Szczególnie dużo dały je cztery lata spędzone w Seattle. Mimo to, gdzieś na 
dnie duszy, czaiła się niepewność. 

Lata  spędzone  w  sierocińcu  zbliżyły  ich,  a  jednak  Salem  zastanawiała 

się, czy naprawdę zna Johna, czy też tak się jej wydaje. Nigdy nie ujawniał 
swych uczuć. Mogła tylko mieć nadzieję, że kiedyś skłoni go do otworzenia 
się. 

Może  spowodował  to  dotyk  palców,  może  westchnienie,  które  wyrwało 

jej się mimo woli. John otworzył oczy i spojrzał prosto na nią, momentalnie 
rozbudzony. 

69

RS

background image

 

 

— Dzień dobry — powiedział. Uśmiechnęła się. 
— Dzień dobry. Jak się tu znalazłam? 
Zabrała  rękę,  ale  John  chwycił  ją  i  położył  na  swej  piersi.  Po  raz 

pierwszy  od  wielu  tygodni  przespał  całą  noc.  Zamiast  wpatrywać  się  w 
ciemność, tulił w ramionach Salem. 

—  Mężczyzna  może  przyzwyczaić  się  do  tego  —  mruknął  —  żeby 

budzić się w twoich ramionach. 

Czuła,  że  serce  zabiło  mu  szybciej.  A  może  było  to  jej  serce, 

zastanawiała się, widząc zmysłowe pobudzenie w jego oczach. 

— Każdy mężczyzna, czy tylko ty? Uśmiechnął się lekko. 
— Musisz mieć to czarno na białym? 
Przytaknęła. 
—  Wczoraj  najpierw  odpychałeś  mnie,  potem  kochałeś  się  ze  mną.  Nie 

chcę się przyzwyczajać. 

—  Bardzo  cię  męczyłem,  prawda?  Może  ci  ulży,  kiedy  dowiesz  sią,  że 

mi wcale nie było łatwiej. 

Mając  osiemnaście  lat,  przyjmowała  wszystko  z  zadowoleniem,  ciesząc 

się każdą chwilą spędzoną z Johnem. Teraz chciała wiedzieć, na czym stoi. 

— I co dalej? 
John  rozpoznał  w  jej  oczach  niepewność.  On  też  czuł  się  podobnie. 

Różnica polegała na tym, że Salem chciała, by wiedział, co ona czuje. 

— Myślę, że powinniśmy się lepiej poznać — powiedział po chwili. 
Wbiła w niego wzrok. 
— John, znam cię od dawna, od czasów, gdy miałam siedem lat. 
Pogłaskał ją po brzuchu i musnął pierś. 
— To było coś innego. Zawsze narzucałem zasady. Przyjechałaś do Key 

West,  boja  tak  chciałem.  To  ja  umieściłem  cię  u  Delty,  żebyś  nie  musiała 
być  cały  czas  ze  mną  i  z  Wyattem.  Chciałem,  żebyś  miała  towarzyszkę. 
Pojechałaś na uniwersytet, bo zadecydowałem o tym. 

Objął pierś Salem, obserwując, jak narasta jej podniecenie. 
—Teraz  nasz  związek  zmienił  się.  Nie  jesteś  już  dzieckiem,  jesteś 

kobietą.  Masz  swoje  prawa  i  poglądy.  Jeśli  mamy  być  razem,  musi  to  być 
związek partnerski. Inaczej tylko oszukiwalibyśmy się. 

Nie  mogła  myśleć  racjonalnie,  czując,  jak  jego  członek  twardnieje, 

dotykając  jej  uda.  Zgadzała  się  niemal  ze  wszystkim,  co  powiedział. 
Brakowało jej jednego. Nie wspomniał ani słowem o miłości. 

70

RS

background image

 

 

— Więc uważasz, że mamy romans? — spytała. Pochylił się i pocałował 

ją. 

—  Kochanie,  mieliśmy  romans  przez  cztery  lata.  Po  prostu  wczoraj 

skonsumowaliśmy go. 

Nie  pomyślała  o  tym  przedtem,  ale  miał  rację.  Zdziwiło  ją,  że  zdawał 

sobie  z  tego  sprawę.  I  wtedy  przypomniała  sobie,  co  powiedział  jej  w 
Seattle.  Powiedział,  że  nie  wie,  kim  ona  jest.  Mógł  się  z  nią  kochać,  choć 
jego pochodzenie nie było wcale lepsze. 

John zobaczył cień w jej oczach i zamarł w bezruchu. 
— Coś nie tak, Salem? Potrząsnęła głową. 
— To nie ma znaczenia. 
— Myślę, że ma — powiedział cicho. 
Ich  związek  był  tak  świeży  i  tak  delikatny.  Nie  chciała  psuć  go 

niepotrzebnymi  pytaniami.  Poza  tym  nie  wiedziała,  czy  chce  znać 
odpowiedzi. 

— Jak  ci  się  wydaje,  w  jaki  sposób  możemy  kontynuować ten romans? 

— spytała pogodnie. — Jeśli zamieszkamy razem, Delta nas nie pochwali, a 
Connie  będzie  nas  ścigać  z  tłuczkiem  do  mięsa.  Często  mówiły  nam,  co 
myślą o życiu w grzechu. 

„Salem też ma swój pogląd na tę sprawę" — myślał John, przyglądają się 

jej uważnie. 

— Nie miałem czasu na obmyślenie detali. Kiedy szukałem cię wczoraj, 

miałem  zamiar  albo  udusić  cię,  albo  zrugać.  Wszyscy  martwiliśmy  się  o 
ciebie.  Na  łódce  dotknąłem  cię  i  mogłem  myśleć  już  tylko  o  tym,  że  chcę 
znaleźć  się  w  tobie.  Kochałem  się  z  tobą,  ale  nie  zaplanowałem  tego 
wcześniej.  Myślę,  że  powinniśmy  o  tym  porozmawiać*.  Zeszłej  nocy  nie 
zadbałem  o  twoje  bezpieczeństwo.  Mógłbym  tłumaczyć  się  tym,  że  nie 
spodziewałem  się  takiego  obrotu  rzeczy,  ale  prawdę  mówiąc, 
przypomniałem sobie o tym po fakcie. 

Salem  otworzyła  usta  w  zdumieniu,  przesuwając  rękę  na  swój  brzuch. 

Nawet nie pomyślała, że mogłaby zajść w ciążę. Przez chwilę zastanawiała 
się, czy to możliwe, że nosi jego dziecko. Kiedy jednak przypomniała sobie, 
co  mówił  o  zabezpieczeniu,  cofnęła  rękę.  Nie  powiedział  wprost,  że  nie 
chce, by zaszła w ciążę, ale nie wspomniał też o małżeństwie. Wyciągnęła z 
tego wnioski. 

John  zastanawiał  się,  o  czym  myśli  Salem.  Na  jej  twarzy  odbijały  się 

71

RS

background image

 

 

sprzeczne  emocje.  Kiedyś  umiał  czytać  z  jej  oczu,  ale  w  ciągu  ostatnich 
czterech  lat  nauczyła  się  skrywać  swe  uczucia.  Pragnął  kiedyś,  by  gdy 
dorośnie,  wiedziała  dokładnie,  czego  chce.  Jak  młoda  dziewczyna  jasno 
demonstrowała emocje. Teraz, kobieta leżąca w jego ramionach była trudna 
do rozszyfrowania. 

Zostali kochankami, to był duży krok naprzód. Mimo to pozostało wiele 

do zrobienia. 

Położył  rękę  na  jej  brzuchu,  w  miejscu,  które  przed  chwilą  dotykała 

Salem.  Myślał,  że  być  może  rośnie  tam  ich  dziecko.  Do  niedawna  jego 
myśli  pochłaniała  praca  i  Salem.  Marzenia  o  dziecku  odkładał  na 
przyszłość. Tak było aż do tej chwili. 

Nie, powiedział sobie. Musiał odsunąć myśli o ojcostwie. Było jeszcze za 

wcześnie.  Dopiero  co  zostali  kochankami.  Najpierw  powinni  zapomnieć 
bolesną przeszłość, a później planować przyszłość. 

Chcąc  zakończyć  sprawę  antykoncepcji  i  przerwać  zamyślenie  Salem, 

powiedział: 

— Zajmę się tym. 
— W porządku — mruknęła. 
Wyśliznęła się spod jego ręki i spuściła nogi z łóżka. 
—  Nie  wiem,  która  jest  godzina,  ale  powinnam  iść  do  Delty,  wziąć 

prysznic i przebrać się. Wyatt będzie wściekły, jeśli będzie musiał na mnie 
czekać. 

John ścisnął jej ramię i przyciągnął do siebie. Przycisnął ją całym sobą. 
— Wyatt nie czeka dziś na ciebie. 
Czując jego twarde ciało, nie mogła powstrzymać drżenia rozkoszy. 
— Dlaczego? — spytała, oddychając z trudem. 
—  Powiedziałem  mu,  że  dziś  zostaniesz  ze  mną.  Masz  coś  przeciwko 

temu? 

Potrząsnęła głową. 
Pogładził ją po twarzy, muskając kciukiem wilgotną, dolną wargę. 
—  Te  cztery  lata  były  dla  nas  ciężkie,  szczególnie  od  chwili,  gdy 

zobaczyłem  cię  w  Seattle.  Myślę,  że  zasłużyliśmy  na  wolny  dzień  i 
powinniśmy spędzić go razem. 

Nie  czuła  żalu,  że  zaplanował  to,  nie  pytając  jej  o  zdanie,  choć  przed 

chwilą mówił, że powinni być partnerami. Objęła go i przytuliła się. 

Zareagował  natychmiast,  tak  jak  tego  oczekiwała.  Pocałował  ją  i  zaczął 

72

RS

background image

 

 

pieścić.  Czuła  jego  zaborczy  dotyk.  Pożądanie,  silne  i  wszechogarniające 
jak  poprzednio,  przyspieszyło  jej  tętno.  Objęła  go  mocniej  i  oddała  się  we 
władanie zmysłom. 

Dzień, który spędzili razem, był jak biała karta z książki, którą nieśmiało 

zapełnili uśmiechami, delikatnymi pieszczotami i gorączką pragnień. 

Nawet  prosta  czynność,  wspólne  przygotowanie  śniadania,  stała  się 

czymś  szczególnym  i  wyjątkowym.  Muśnięcie  ręki  czy  czułe  spojrzenie 
wystarczyło  im  do  szczęścia.  Nareszcie  byli  razem,  po  tak  długim  okresie 
niezgody. Chwilowo nie potrzebowali niczego więcej. 

John odprowadził ją do Delty. Salem kąpała się i przebierała, a on w tym 

czasie  poszedł  do  kuchni,  by  powiedzieć  Connie,  że  nie  przyjdą  na  obiad. 
Nie podał przyczyn i nie wyjaśnił,  gdzie Salem spędziła ostatnią noc. Miał 
wrażenie, że Connie i tak zgadła. Zawsze była spostrzegawcza. 

Gdy  Salem  zeszła  na  dół,  Connie  nie  dała  nic  po  sobie  poznać.  Nie 

wiadomo  było,  czy  pochwala  ich  związek,  czy  nie.  Za  to  jasno  wyraziła 
swoje  zdanie  na  temat  zdjęcia  gipsu  przez  Johna.  Mamrocząc  różne 
inwektywy w swoim własnym języku, dała mu do zrozumienia, że popełnia 
niewybaczalne głupstwo. Niestety, nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. 

Kiedy  byli  już  w  dżipie  i  jechali  do  kliniki,  Salem  spojrzała  na  Johna  i 

zmarszczyła brwi: 

—  Bo  jeszcze  ludzi  musi  ci  powiedzieć,  że  nie  powinieneś  zdejmować 

gipsu, zanim posłuchasz? 

— Ten gips za bardzo mnie ogranicza — powiedział spokojnie. 
Zerknął na nią i zobaczył, że marszczy brwi. 
—  Nie  jestem  uparty  i  nie  udaję  supermena.  W  innych  okolicznościach 

mógłbym  pozwolić  sobie  na  gips  i  powolną  rekonwalescencję.  Tylko  nie 
lubię czuć się bezradny. 

W  tyra  momencie  Salem  przypomniała  sobie  o  braciach Porto.  To, że  o 

nich  zapomniała,  wskazywało,  jak  bardzo  zaangażowała  się  w  związek  z 
Johnem. 

— Czy ustaliłeś już z Wyattem co zrobicie? 
—  Po  zdjęciu  gipsu  spróbuję  dostać  nakaz  aresztowania.  Papier  na 

pewno ich nie powstrzyma, ale będą wiedzieć, że mamy na nich oko. 

— Nie mogłeś oskarżyć ich wczoraj, po wybuchu? 
—  Mieliśmy  taki  zamiar  —  powiedział,  skręcając  na  parking  przed 

kliniką — ale nie mieliśmy dowodów. 

73

RS

background image

 

 

— A jeśli nakaz aresztowania nie pomoże? 
— Wymyślimy coś innego. 
—  W  dalszym  ciągu  nie  rozumiem,  dlaczego  to  robią?  Ty  też  traciłeś 

kontrakty, ale nie niszczyłeś łodzi konkurencji i nie uciekałeś się do pobicia 
załogi. 

Zaparkował, wyłączył silnik i odwrócił się do niej. 
— Doszły nas plotki, że mają problemy finansowe. Kupili nowe łodzie, 

myśląc,  że  podpiszą  kontrakt  z  agencją  turystyczną.  Być  może  grozi  im 
utrata  łodzi  lub  nawet  bankructwo.  Mówi  się  o  nich,  że  są  bardzo 
impulsywni: najpierw robią, potem myślą. Zdaje mi się, że muszą kogoś za 
to  winić.  Tym  kimś  jesteśmy  my,  bo  dostaliśmy  kontrakty,  na  które  oni 
liczyli. 

—  Musimy  coś  zrobić,  zanim  znów  kogoś  zranią  lub  zabiją.  Może 

mogłabym z nimi porozmawiać i wtedy... 

— Nie —  powiedział  stanowczo.  —  Nie  chcę,  żebyś  się  w  to mieszała. 

Obiecaj,  że  zrobisz  to,  o  co  proszę.  Pozwól,  że  razem  z  Wyattem 
zaopiekujemy się tobą. Gdyby dowiedzieli się, jak wiele dla mnie znaczysz, 
próbowaliby to wykorzystać przeciwko mnie. Mogliby ci  grozić lub zrobić 
jakąś krzywdę. Nie mogę na to pozwolić. Wolę, żeby wysadzili w powietrze 
wszystkie łódki, niż żeby tobie spadł włos z głowy. 

Serce  Salem  ścisnęło  się  boleśnie.  Po  raz  pierwszy  John  dał  jej  do 

zrozumienia,  jak  bardzo  mu  na  niej  zależy.  Wiedziała,  że  jej  pragnie,  ale 
między  miłością  a  pożądaniem  jest  duża  różnica.  Mogą  istnieć  niezależnie 
od siebie. Jej nadzieja zaczęła rosnąć, jak ziarno, które w końcu doczekało 
się zbawiennego deszczu. 

Pochyliła się i pocałowała go. 
—  Dobrze,  będę  trzymać  się  od  tego  z  daleka,  ale  tylko  dlatego,  że  to 

była prośba, a nie rozkaz. 

Nie  dodała,  że  będzie  posłuszna  tylko  tak  długo,  jak  długo  on  i  Wyatt 

będą cali i zdrowi. Jeśli coś im się stanie, nie była pewna, jak postąpi. 

Pochylając się, żeby otworzyć drzwi, John przygarnął ją i wpił się w jej 

usta. Całując namiętnie, rozchylił jej wargi. Byli kochankami od niedawna i 
jeszcze nie mogli w to uwierzyć. Jego pocałunki były silne jak zawsze, ale 
Salem  wyczuwała  zmianę  w  sposobie,  w  jaki  ją  dotykał  i  całował. 
Poprzednio  robił  to  z  desperacją,  teraz  zastąpiła  ją  czuła  zaborczość, 
upajająca jak najlepsze wino. 

74

RS

background image

 

 

Nie  stosował  romantycznych  gier  miłosnych,  ale  Salem  nie  uważała,  że 

ją z czegoś okrada. To, jak wpijał się w jej usta, jak ją pieścił, było lepszym 
sposobem  komunikacji  niż  jakiekolwiek  słowa.  Jedno  spojrzenie  Johna 
podniecało ją  bardziej,  niż  mogłyby  to  uczynić  przysięgi wiecznej miłości, 
składane przez kogoś innego. 

Zbyt  szybko,  według  jej  opinii,  podniósł  głowę.  Spojrzał  na  nią  i 

uśmiechnął się kusząco. Jego wzrok obiecywał godne zakończenie tego, co 
zaczął pocałunek. 

Trzyma! ją za rękę, gdy wchodzili do kliniki. Nie puścił jej nawet wtedy, 

gdy pielęgniarka prowadziła go do pokoju zabiegowego. Salem oparła się o 
ścianę,  słuchając,  jak  lekarz  próbował  odwieść  Johna  od  zamiaru  zdjęcia 
gipsu.  Mogłaby  powiedzieć  doktorowi,  że  traci  czas.  Widocznie  sam 
doszedł do tego wniosku, bo przysłał pielęgniarza, by rozciął gips. 

Doktor  wrócił  z  bandażem  elastycznym,  gdy  ramię  Johna  było  już 

uwolnione. Zabandażował nadgarstek pacjenta i usztywnił plastykową szyną 
sięgającą  od  łokcia  do  połowy  dłoni.  Uprzedził,  że  teraz  ból  wzrośnie,  ale 
John  tylko  kiwnął  głową.  Odmówił  przyjęcia  środków  przeciwbólowych, 
tak jak uczynił bezpośrednio po wypadku. 

Opuścili  klinikę  i  wsiedli  do  dżipa.  Salem  zauważyła  grymas  bólu  na 

twarzy  Johna,  gdy  próbował  prawą  ręką  przekręcić  kluczyk  w  stacyjce. 
Gdyby  chodziło  o  kogoś  innego,  zaproponowałaby,  że  sama  poprowadzi 
wóz. Wolała jednak milczeć, bo zbyt dobrze go znała. Kierował lewą ręką, 
prawą trzymając na kolanach. 

Wstąpili  na  chwilę  do  prawnika,  który  po  krótkiej  rozmowie  obiecał 

postarać  się  o  nakaz  aresztowania  braci  Porto.  Potem  John  zaproponował 
obiad w jednej z restauracji. Salem poznała z wyrazu jego twarzy, że cierpi i 
dlatego zaoponowała: 

—  Nie  mam  ochoty  iść  tam,  gdzie  jest  tłok.  Wolałabym  kupić  coś  na 

wynos i wracać do willi. 

Spodobał  mu  się  ten  pomysł  i  pojechali  do  restauracji  na  przystani.  Po 

chwili  nieśli  do  samochodu  torebki  z  żeberkami,  sałatkami  i  świeżo 
pieczonym chlebem. 

Wiatr wiejący  od  zatoki  uniósł  różową  spódnicę  Salem, odsłaniając  uda 

Przechodzący chłopak gwizdnął z podziwem, obserwując ją. John zauważył, 
że Salem uśmiecha się z rozbawieniem, poprawiając strój. 

— Wiem, jak on się czuje — powiedział, włączając silnik.  

75

RS

background image

 

 

— Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam. 
Słysząc pożądanie w jego głosie, odwróciła się, by spojrzeć mu w oczy. 

Rzadko  mówił  takie  rzeczy,  więc  każde  słowo  traktowała  jak  drogocenny 
klejnot  Wzrok  Johna  mówił  znacznie  więcej.  Przyciągnął  ją  siłą  swego 
pożądania, palącego się na dnie źrenicy. Podniecenie sprawiło, że powietrze 
wokół nich było jak naelektryzowane. 

Na  szczęście  Key  West  nie  było  dużym  miastem  i  szybko  dojechali  do 

willi. Nie zdążyli położyć jedzenia na stole,  a Salem już drżała, nie mogąc 
opanować  pragnienia.  Zamiast  rozpakowywać  zapasy,  odwróciła  się  i 
spojrzała na Johna. 

Dotknął jej twarzy, przyglądając się znajomym rysom. 
— Przy tobie czuję się jednocześnie silny i słaby — mruknął. — Pragnę 

cię  tak  bardzo,  że  nie  wiem,  jakim  cudem  trzymam  się  na  nogach.  Kiedy 
jestem  w  tobie,  mam  wrażenie,  że  mogę  podbić  cały  świat  Jak  myślisz, 
czemu tak jest? 

Potrząsnęła głową. 
—  Nie  wiem,  ale  czuję  to  samo.  Prawdę  mówiąc,  jeśli  mnie  nie 

obejmiesz, chyba upadnę. 

Patrząc  jej  w  oczy,  przesuwał  rękę  po  plecach  w  dół.  Przycisnął  jej 

pośladki, drugą ręką zbierając fałdy spódnicy. Salem czuła delikatny dotyk 
na  nagich  udach  i  przytuliła  się  mocniej.  Rozchyliła  usta,  szepcząc  jego 
imię. 

Wsunął  palec  pod  gumkę  fig,  jednocześnie  całując  usta.  Skóra  Salem 

była jak gorący jedwab, jej smak rozpalał go do białości. 

Przesunął wargi na jej szyję. 
— Doprowadzałaś mnie do szaleństwa od dawna, ale nigdy tak jak teraz. 

Nie wiem, czy zdążymy dojść do sypialni. 

Chwyciła  go  za  ramiona,  opadając  na  podłogę  i  zapraszając  go,  by 

przyłączył się do niej. 

 
 
 
 
 
 
 

76

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 7 

 
Późnym popołudniem  zdecydowali  się  na  zjedzenie obiadu.  Do  tej  pory 

zdążył wystygnąć i wymagał podgrzania. 

Kiedy  skończyli  kochać  się  w  kuchni  na  podłodze,  John  zaprowadził 

Salem do sypialni. Nie zdążyli się rozebrać, bo nagłe pragnienie było nie do 
opanowania. Zrzucili tylko niezbędne części garderoby. Już w sypialni John 
rozebrał Salem, a potem sam uwolnił się z ubrania. O szyby uderzał deszcz. 
Namiętność  nie  wygasała.  Wystarczył  dotyk  rąk,  by  znów  wybuchła 
płomieniem. 

W  końcu,  wyczerpani  zasnęli  na  kilka  godzin.  Gdy  otworzyli  oczy,  ich 

pożądanie znów się obudziło. Pragnęli siebie coraz silniej. Musieli nadrobić 
cztery stracone lata. 

Zanim  wykąpali  się  i  ubrali,  rozszalała  się  ulewa.  Zerwał  się  wiatr, 

zmieniając letni deszczyk w sztorm. 

Salem  zaczęła  odgrzewać  obiad.  W  tym  czasie  John  kontaktował  się 

drogą  radiową  z  każdą  łodzią,  upewniając  się,  że  zdążyły  wrócić  do  portu 
przed  sztormem.  Wszystkie  były  bezpiecznie  zacumowane,  ale  szyper 
Cyganall  dziwnie  jakoś  odpowiadał,  gdy  John  zapytał,  czy  miał  jakieś 
problemy.  Wyłączył  się,  zanim  mógł  usłyszeć  dalsze  pytania.  Chcąc  się 
dowiedzieć,  o  co  chodzi,  John  miał  do  wyboru:  albo  iść  do  doku,  albo 
czekać na powrót Wyatta. 

— Wszystko w porządku? — spytała Salem, gdy wszedł do kuchni. 
— Łodzie są bezpieczne. 
Nie była to odpowiedź, na którą czekała, ale przyjęła ją. Była potwornie 

głodna,  bo  poprzedniego  dnia  niewiele  jadła,  a  rano  przełknęła  tylko 
śniadanie.  Gdyby  jej  żołądek  nie  protestował,  mogłaby  żyć  wyłącznie 
miłością. 

Usiedli  przy  małym,  kuchennym  stole.  John  patrzył  z  fascynacją  na 

Salem, obgryzającą żeberko pokryte gęstym sosem. Kiedy oblizywała palce, 
poczuł, jak jego ciało napina się. Potrząsnął głową. 

—  Salem, jeśli  nie  przestaniesz,  będę  potrzebował  gipsu  na  innej  części 

ciała, nie na nadgarstku. 

Powoli oblizywała wskazujący palec. 
— O co chodzi? — spytała z udawaną niewinnością. Przesunął wzrok na 

jej usta. 

77

RS

background image

 

 

— O to. Za moment będzie tu Wyatt. I tak będzie się ze mnie naśmiewał, 

bo dopiero teraz skontaktowałem się z łodziami. 

Uśmiechnęła się szeroko. 
— Miałeś co innego do roboty. 
Patrzyła na niego z łobuzerskim błyskiem w oczach. Poczuł, że zasycha 

mu w gardle. Jako dziecko zauroczyła go swoją radością życia. Cieszyła się 
prostymi  rzeczami:  ładną  muszelką,  kwiatkiem,  pięknym  opisem  książki. 
Była promykiem rozświetlającym jego życie. 

Dorosła Salem mogła zmienić go w swego niewolnika. 
W  półmroku,  z  ciemnymi  włosami  okalającymi  twarz  wyglądała 

egzotycznie,  jak  barbarzyńska  księżniczka.  Całe  życie  marzył  o  trzymaniu 
jej  nagiego  ciała  w  ramionach.  Nawet  nie  przypuszczał,  że  może  być  tak 
piękna. 

Zaczynał odkrywać, że  fizyczne posiadanie jej nie zaspokaja  go. Często 

zamykała się w sobie i wtedy zastanawiał się, o czym może myśleć. Chciał 
znać wszystko: jej myśli, emocje, uczucia. 

W tej chwili musieli jednak omówić inne rzeczy. 
—  Chciałbym,  żebyś  ze  mną  została,  ale  wiesz,  że  powinnaś  wrócić  do 

Delty. 

Zdawało się, że przygasła. 
— Tak, wiem. 
Nie  chciała  tego.  Mogła  żyć  z  Johnem,  nie  przejmując  się  niczym,  ale 

wiedziała, że zmartwiłaby tym Deltę. Choć starsza pani była ekscentryczką, 
moralność pojmowała w tradycyjny sposób. Nigdy nie wybaczyłaby Salem 
zamieszkania  z  mężczyzną  bez  ślubu.  Przez  te  wszystkie  lata  była  dla  niej 
jak matka. Salem nie mogła jej ranić. 

John spojrzał na strugi deszczu za oknem. 
—  Przyjdę  po  ciebie  jutro  rano  około  szóstej,  chyba  że  nadal  będzie 

padało.  Jeśli  nie  będziemy  mogli  wypłynąć,  będę  u  Delty  o  ósmej  i 
znajdziemy sobie coś do roboty. 

— Jeżeli będzie brzydka pogoda, powinnam pomóc Delcie w galerii. 
Wzruszył ramionami, sięgając po następne żeberko. 
—  Zwariowałem,  Salem  —  przeciągał  słowa,  jego  oczy  błyszczały 

zmysłowym  blaskiem.  —  Rozumiem,  że  masz  zobowiązania  wobec  Delty. 
Tylko od kiedy zostaliśmy kochankami, trudno mi stracić cię z oczu, choćby 
na chwilę. Spełnienie marzeń' nigdy nie jest oczywiste. 

78

RS

background image

 

 

Salem  spuściła  głowę,  patrząc  na  talerz.  A  co  później,  zastanawiała  się. 

Czy  John  przyzwyczai  się  z  czasem  do  ich  związku  i  spowszechnieje  mu 
miłość? W dalszym ciągu nie wspomniał nic o małżeństwie. 

Znała go przez trzynaście lat, a nawet więcej. Rozmawiali o wszystkim, 

tylko  nie  o  sierocińcu.  Gdy  opuścili  Boston,  nie  oglądali  się  za  siebie, 
patrzyli  w  przyszłość,  Jednak  już  jako  dziecko  Salem  wyczuwała 
rozdrażnienie  i  niechęć  Johna,  wywoływane  przez  ograniczenia  i  zasady 
różnych  instytucji.  Kiedy  opuścił  sierociniec,  wybrał  pracę  na  własny 
rachunek, taką, jaka pozwalała mu wypływać na otwarte morze. Wolność... 

Być  może  nie  składa  żadnych  obietnic,  kierując  się  umiłowaniem 

wolności? 

Czarne myśli Salem przerwał trzask drzwi wejściowych i odgłos kroków 

w  korytarzu.  Podnosząc  głowę,  napotkała  rozbawiony  wzrok  Johna.  Wyatt 
delikatnie oznajmiał swoją obecność. Czołg byłby równie delikatny. 

Wszedłszy do kuchni, Wyatt uśmiechnął się od ucha do ucha, 
— O, świetnie! Zostawiliście mi trochę. Umieram z głodu! 
Napełniał talerz, gdy John spytał: 
— Jak dziś było? 
Nie mając gdzie usiąść, Wyatt oparł się o kredens. Wbił zęby w soczyste 

żeberko i wyszarpnął spory kęs. Dopiero potem odpowiedział: 

— Wyjątkowo spokojnie. 
Z błyskiem rozbawienia w oku dorzucił: 
—  Szyper  mówił,  że  dzięki  Bogu  radio  milczało  cały  dzień.  Mogłem 

powiedzieć mu, że masz co innego do roboty niż sprawdzanie łodzi, ale nie 
zrobiłem tego. 

— Doceniam i dziękuję — powiedział John. — Jak badanie dna? 
Wyatt zmusił go do czekania, kończąc obgryzać jedno żeberko i sięgając 

po drugie. 

—Możliwe, że znalazłem kamień balastowy—powiedział wreszcie. 
Salem i John wpatrywali się w niego, gdy znów wbijał zęby w żeberko. 

Kamienie  balastowe  zwykle  wskazywały  miejsce  zatonięcia  statku,  a  więc 
była to dobra wiadomość. Należało jeszcze sprawdzić teren, by określić, czy 
kamień pochodzi z galeonu, czy ze statku kupieckiego. Fundacja naukowa, 
z którą podpisali kontrakt, nie upierała się przy konkretnym statku. Chodziło 
jedynie  o  galeon,  który  eskortował  statek  kupiecki.  Archeologów 
interesowały okręty robocze, a nie złoto i srebro, które można znaleźć. 

79

RS

background image

 

 

John  powoli  skinął  głową.  Był  zbyt  doświadczony,  by  popadać  w 

nadmierny entuzjazm. 

— Sprawdzimy to jutro, jeśli pogoda się poprawi. 
—  Zauważyłem  kształt  —  powiedział  Wyatt  —  i  pomyślałem  sobie,  że 

to  może  być  kamień  balastowy.  Wtedy  szyper  kazał  mi  wracać  na  pokład, 
bo nadciągał sztorm. 

Machnął żeberkiem w ich stronę. 
—  A  wy,  co  robiliście  cały  dzień,  kiedy  ja  harowałem  dla  dobra 

Cygańskiej Floty"} 

Zauważył plastykową szynę na ręce Johna i dorzucił: 
—  Pomijając  zamianę  gipsu  na  ten  kawałek  plastyku,  oczywiście.  — 

John odsunął krzesło. 

— Jakoś znaleźliśmy sobie zajęcie. Zabieram Salem do domu. 
Dostrzegając poważny wzrok Wyatta, dodał: 
— Musimy omówić parę spraw, więc nie wychodź, dopóki nie wrócę. — 

Wyatt przytaknął i zerknął na Salem. 

— Do jutra bachorze. 
Widziała, że John chce już iść, mimo to powiedziała: 
— Najpierw sprzątnę ze stołu. Pokręcił głową. 
— Zrobię to po powrocie. 
Wyatt wytarł dłoń w ręcznik i sięgnął do kieszeni. 
— Zaparkowałem za tobą. Weź mojego dżipa. 
John przyjął kluczyki. Ból wykrzywił mu twarz, gdy poczuł ich ciężar w 

prawej ręce. Patrząc spode łba, ruszył w stronę drzwi. 

Wyatt i Salem wymienili spojrzenia. 
— W tym człowieku jest coś z osła — powiedział miękko Wyatt, — Nie 

mogłaś wytłumaczyć mu, że nie powinien zdejmować gipsu? 

—  Przecież  go  znasz.  Jeszcze  nikt  go  nie  przekonał.  Nie  mam  takiego 

wpływu, choć chyba sądzisz inaczej. 

Nie  dając  mu  dojść  do  słowa,  poruszyła  temat,  którego  unikała  cały 

dzień. 

— Jak  myślisz,  co  będzie  z  braćmi  Porto?  Zaatakowali  Johna  i załogę i 

wysadzili magazyn. Trzeba coś zrobić, bo znów kogoś zranią albo zabiją. 

— Pracujemy nad tym — powiedział z niezadowoleniem i dodał: 
— Lepiej już leć, on na ciebie czeka. 
Poczuła  się  tak,  jakby  pogłaskał  ją  po  głowie,  jak  grzeczne  dziecko. 

80

RS

background image

 

 

Rzuciła  mu  ponure  spojrzenie  i  wyszła.  Możliwe,  że  nie  mogła  nic  zrobić, 
by  powstrzymać  braci  Porto,  ale  nie  lubiła  być  pomijana.  Sytuacja  mogła 
pogorszyć  się  w  każdej  chwili.  Ludzie,  których  kochała,  byli  zagrożeni,  a 
więc dotyczyło to także jej, niezależnie od tego, co myśleli John i Wyatt, 

Droga  do  Delty  nie  była  długa.  Przebyli  ją  w  milczeniu.  John 

podprowadził  Salem  do  werandy,  ale  nie  wszedł.  Zatrzymali  się  pod 
daszkiem. Patrząc na siebie, zapomnieli o deszczu i wietrze. Po chwili John 
lekko musnął jej wargi. 

Spojrzał na nią, ale w ciemności nie mógł odczytać wyrazu jej oczu. 
— Nie cierpię  tego  —  powiedział  ochryple.  —  Twoje miejsce  jest  przy 

mnie, w moim łóżku, a nie tutaj. 

Jego  słowa  przywołały  wspomnienia  godzin  spędzonych  w  objęciach. 

Salem poczuła bolesną potrzebę, by znów ją przytulił, wszedł w nią i stał się 
jej częścią. 

Chcąc  powstrzymać  się  od  dotknięcia  go,  ukryła  ręce  w  kieszeniach 

spódnicy,  ale  nie  mogła  ukryć  dreszczu,  który  przeszył  jej  ciało.  Jego 
powodem nie było ani zimno, ani deszcz. 

— Tak ustaliliśmy — powiedziała. — Tak musi być. Westchnął ciężko. 
— Nie musi mi się to podobać. 
Chciała  wykrzyczeć  mu  w  twarz,  że  jest  coś,  co  mógłby  zrobić,  ale 

powstrzymała się. Odwróciła się do drzwi. 

— No to do jutra. 
Odeszła,  zanim  mógł  ją  zatrzymać.  Stał  na  werandzie  jak przyrośnięty  i 

opamiętał  się  dopiero  wtedy,  gdy  poczuł  spływające  po  plecach  strugi 
deszczu. Przeklinając pod nosem, pobiegł do dźipa. Siedząc za kierownicą, 
zapomniał  o  sztormie.  W  jego  duszy  szalał  znacznie  gorszy.  Poprzedniej 
nocy,  gdy  tulił  śpiącą  Salem,  postanowił,  że  da  jej  okres  narzeczeństwa. 
Zasługiwała na to. Nie żałował, że kochał się z nią od razu, bez wstępnych 
randek.  Oddała  mu  się  dobrowolnie,  z  całą  namiętnością,  jakiej  mógł 
oczekiwać. 

Chyba nie żałowała tego. 
W przeszłości wyrządził jej wiele złego i stracił tyle( czasu. Teraz chciał 

wszystko  wynagrodzić,  dając  Salem  odrobinę  romantyzmu,  na  jaki 
zasługiwała.  Do  diabła,  przyznał  się,  chcę  tego  dla  siebie.  Być  może  jego 
życie od początku było niekonwencjonalne, ale to nie znaczyło, że teraz nie 
może zastosować się do tradycji. 

81

RS

background image

 

 

Jakoś  przeżyje  okres  narzeczeństwa,  a  potem,  we  właściwym  czasie, 

oświadczy  się  jej.  Zostawi  willę  Wyattowi  i  poszuka  domu,  gdzie  będą 
mogli założyć rodzinę i żyć długo i szczęśliwie. Musiał tylko być cierpliwy. 
Pewność,  że  Salem  zostanie  w  końcu  jego  żoną,  wynagrodzi  mu  samotne 
noce. 

Znów zaklął, tym razem głośno, gdy przekręcając kluczyk, poczuł ból w 

nadgarstku.  Wiedział  z  doświadczenia, że  marzenia nic  nie  dają. Jeśli chce 
coś zmienić, musi zrobić to sam. 

W  dżipie  unosił  się  zapach  Salem.  Każdy  oddech  powodował,  że  ciało 

Johna  napinało  się.  Zacisnął  szczęki.  Chyba  jego  narzeczeństwo  będzie 
najkrótsze w dziejach ludzkości. 

Przez  następne  cztery  dni  Salem  nie  wiedziała,  co  ma  myśleć.  Każdego 

ranka  przyjeżdżał  po  nią  i  zabierał  do  doku.  Czekał  na  pokładzie,  gdy 
nurkowała z Wyattem. To, co Wyatt uznał za kamień balastowy, okazało się 
martwym  koralem.  Nie  byli  tym  zdziwieni,  ale  poczuli  rozczarowanie.  Co 
wieczór  John  odwoził  Salem  do  Delty,  by  wykąpała  się  i  przebrała  przed 
obiadem.  Pierwszego  dnia  wyszli  do  restauracji,  później  jedli  z  Deltą  i  jej 
gośćmi. John wychodził o przyzwoitej porze, całując ją krótko w drzwiach 
na  pożegnanie.  Czwartego  dnia  wyjechali  ostatni  goście  i  nie  przyjechali 
nowi.  Salem  zastanawiała  się,  czy  to  przypadek,  czy  świadomy  wybór 
Delty. 

Bracia  Porto  uspokoili  się,  a  przynajmniej  Salem  nie  słyszała  nic  o 

nowych  atakach.  Ponieważ  spędzała  całe  dnie  z  Johnem  i  Wyattem,  a 
wieczory z Johnem, sądziła, że dowie się, jeśli coś się stanie. 

Czwartej nocy, w piątek, nie mogła zasnąć. Nie rozumiała, co się dzieje. 

Zaskakiwała ją postawa Johna, jego krótkie pocałunki na dobranoc i zwykłe 
pożegnanie:  do  jutra.  Włożyła  szlafrok  i  zeszła  do  studia  Delty,  nie  chcąc 
wpatrywać  się  w  sufit.  To,  że  starsza  pani  lubiła  pracować  w  nocy,  miało 
swoje dobre strony: było z kim porozmawiać w środku nocy. 

Studio,  wielkości  podwójnego  garażu,  było  oddalone  od  domu  i  choć 

odległość  nie  była  duża,  ogromna  liczba  krzewów  potęgowała  wrażenie 
dystansu.  W  powietrzu  unosił  się  zapach  farb  i  werniksu.  Zapach  tak 
swojski,  jak  woń  ogródka  różanego  Connie.  Delta  nosiła  drelichową 
koszulę.  Za  ucho  wetknęła  kilka  pędzli.  Stała  przed  sztalugami  z  drzewa 
różanego,  na  środku  pokoju,  tuż  pod  żyrandolem.  Większość  znanych  jej 
malarzy uważała, że pracować należy przy północnym świetle, ale Delta w 

82

RS

background image

 

 

to  nie  wierzyła.  Zawsze  miała  natchnienie  w  nocy  i  sztuczne  oświetlenie 
najzupełniej ją zadowalało. 

Jedną  ścianę  zapełniały  półki.  Delta  trzymała  tam  różne  rzeczy,  bez 

względu na ich przeznaczenie i estetykę wyglądu. Przy przeciwległej ścianie 
stała  sofa pokryta miękkimi  poduszkami.  Przed nią stół i  kilka  wygodnych 
krzeseł. W rogu, za sofą, stała lampa. 

Choć  niezorganizowane  i  zagracone,  studio  było  czyste  i  miało 

zapraszający wygląd. 

—  Zastanawiałam  się  —  powiedziała  Delta,  nie  odwracając  głowy  — 

kiedy przyjdziesz, żeby porozmawiać. 

Salem opadła na miękką sofę, która stała tu wcześniej, niż mogła sięgnąć 

pamięcią. 

— Uważasz, że było to oczywiste? 
— Może nie dla wszystkich. 
— No, to już coś — mruknęła Salem ponuro. 
Delta  zrobiła  jeszcze  jedno  pociągnięcie  i  odłożyła  pędzel.  Wyciągnęła 

szmatkę z kieszeni, wytarła ręce i podeszła do krzesła. Siadając westchnęła 
z ulgą. 

—  Nie  jest  tak  łatwo  stać  przez  kilka  godzin,  to  się  robi  coraz  cięższe. 

Chyba kalendarz mówi prawdę: starzeje się. 

Salem pokręciła głową. 
— Nie ty, Delto. Ty się nigdy nie zestarzejesz. Delta uśmiechnęła się. 
— Skarbie, to miłe, że tak myślisz, ale ciało szybciej poddaje się czasowi 

niż duch. 

Przechyliła głowę, wpatrując się w Salem. 
— Jest coś, co zawsze w tobie podziwiałam: twój duch. Ostatnio jakby ci 

go  brakowało.  Pamiętam  cię  jako  młodą  dziewczynę,  która  witała  każdy 
dzień z podniesionym czołem i błyskiem w oku, i nigdy nie cofała się przed 
niczym,  choćby  to  było  trudne.  Muszę  dodać,  że  przysporzyło  mi  to  wiele 
siwych  włosów.  Bywało,  że  żałowałam,  iż  nie  jesteś  ostrożniejsza.  Jak 
wtedy,  gdy  wspięłaś  się  na  drzewo  figowe  tylko  dlatego,  że  Wyatt  cię 
podpuścił.  Zawsze  byłaś  najbardziej  zdecydowaną  dziewczynką  i  kobietą, 
jaką  znam.  Dlatego  zastanawiam  się,  dlaczego  teraz  jesteś  taka 
przygaszona? 

— Zakochałam się w Johnie. Delta kiwnęła głową. 
— I co? 

83

RS

background image

 

 

Salem wykrzywiła usta. 
— Nie jesteś zdziwiona. Wiedziałaś o tym? 
— Tak — powiedziała wprost — A teraz powiedz mi, dlaczego tak cię to 

martwi? 

—  Kilka  dni  po  moim  powrocie  zbliżyliśmy  się  bardziej,  niż 

kiedykolwiek.  John  dostrzegł  w  korku, że  jestem kobieta,  a nie  dzieckiem. 
Przez ostatnie cztery dni był tak troskliwy i grzeczny, że sama już nie wiem, 
co  myśleć.  Nagle  zaczął  zapraszać  mnie  na  obiady,  odsuwać  dla  mnie 
krzesła i przepuszczać w drzwiach. 

Uniosła ręce. 
— Wczoraj przyniósł mi różę, którą zerwał w ogródku Connie. Na litość 

boską, zachowuje się jak obcy! 

Delta uśmiechnęła się szeroko i wyglądała teraz jak kot z Cheshire. 
— Co cię, do licha, śmieszy? — spytała Salem z oburzeniem. 
Starsza kobieta śmiała się, aż z jej oczu popłynęły łzy. W końcu złapała 

oddech i wyjaśniła: 

—  Wychowując  cię,  zapomniałam,  jak  widać,  o  kilku  ważnych 

sprawach. John zaleca się do ciebie. 

— On się za... za... co? 
— Zaleca się. Nie wiem, jak to się teraz nazywa, kiedy mężczyzna chce 

kontynuować znajomość z kobietą. Słowo daję, Salem, nie mogę uwierzyć, 
że uskarżasz się na mężczyznę, który przepuszcza cię w drzwiach i przynosi 
ci kwiaty. 

Salem słuchała, wpatrując się w Deltę. 
—  Dlaczego  sądzi,  że  powinien  to  robić  teraz?  —  wyrzuciła  z  siebie, 

zanim zdążyła pomyśleć. 

Delta zacisnęła wargi. 
— Masz na myśli: po tym, jak zostaliście kochankami? Salem pokręciła 

głową, zdumiona przenikliwością starszej 

pani. 
— Nic nie ujdzie twojej uwadze, prawda? Widzisz nas tylko przez kilka 

godzin wieczorem, ale wiesz, co się dzieje. 

— Każdy artysta powinien być spostrzegawczy. Poza tym, znam was od 

dawna. 

Salem zdecydowała się na szczerość. 
— Jesteś rozczarowana? 

84

RS

background image

 

 

— Wybacz prozaiczne porównanie, ale od lat byliście oboje, jak gotujący 

się garnek. W końcu musiał wykipieć. Odpowiadając na twoje pytanie: Nie 
jestem  rozczarowana  tym,  że  przespaliście  się  przed  ślubem.  Miłość  jest 
rzadkim  darem  i  należy  ją  uszanować.  Mimo  to  cieszę  się,  że  teraz  John 
usiłuje zachowywać się, tak jak przystało. 

—  Nie  jestem  pewna,  czy  masz  rację  z  tym  zalecaniem.  Nie  musimy 

umawiać się na randki, by się poznać. Przecież znamy się od lat. On wie, że 
nie potrzebuję romantycznych gestów. 

— Może to on ich potrzebuje. 
Przez chwilę Salem rozważała to. Nie pomyślała o tym wcześniej. 
—  Może  masz  rację  —  wyksztusiła.  Sięgając  do  kieszeni  szlafroka, 

dodała: 

— Jest jeszcze coś. 
Delta wyciągnęła rękę po kopertę, którą podawała jej Salem. 
— Co to? 
—  Zaproponowano  mi  pracę  w  Monterey,  w  centrum  marynistycznym. 

Przeprowadza  się  tam  badania  oceanograficzne  i  robi  wystawy  różnych 
form  życia  morskiego.  Przysłali  mi  ankiety.  Muszę  je  wypełnić  i  wysłać 
przed rozpoczęciem pracy we wrześniu. 

Delta przejrzała papiery i schowała je do koperty. 
—  Jeszcze  ich  nie  wypełniłaś.  Czy  to  znaczy,  że  nie  podejmujesz  tam 

pracy? 

— Nie wiem, to zależy... 
— Od Johna? 
Salem  nie mogła  powstrzymać  uśmiechu,  słysząc szczere  pytanie.  Delta 

zawsze była bezpośrednia i zawsze udzielała dobrych rad. 

— On wie, że dostałam tę ofertę. Kiedy przyjechał do Seattle na rozdanie 

dyplomów,  mówił,  że  na  pewno  poradzę  sobie  z  pracą.  Więcej  o  tym  nie 
wspominał. 

Delta zachichotała. 
—  Jasne,  przecież  miał  co  innego  na  głowie.  Daj  mu  trochę  czasu, 

dziecko.  Wiem,  że  cierpliwość  nigdy  nie  była  twoją  zaletą,  ale  teraz 
powinnaś  użyć  wszystkich  jej  zapasów.  Kiedy  John  upora  się  z 
teraźniejszością, na pewno zacznie planować przyszłość. 

Salem  żałowała,  że  nie  może  mieć  takiej  samej  pewności.  Schowała 

kopertę do kieszeni. 

85

RS

background image

 

 

— Poczekam jeszcze z wysłaniem tych papierów. Poprawiając pędzel za 

uchem, Delta uśmiechnęła się. 

— Mądrze robisz. 
Słysząc  trzask  otwieranych  drzwi,  odwróciły  się  obie.  Weszła  Connie  z 

tacą, na której był dzbanek herbaty, trzy kubki i talerz ciasteczek. Salem nie 
pytała,  dlaczego  Connie  przyniosła  trzy  kubki  zamiast  dwóch.  Stara 
kucharka zawsze jakoś wiedziała, gdzie kto jest 

Nie chcąc przeszkadzać w nocnym piciu herbaty, choć Connie chciała ją 

poczęstować, Salem zaczęła podnosić się z sofy. 

— Zobaczę się z wami rano — rzekła. Connie nalała herbatę do kubków. 
—  Usiądź  i  napij  się  z  nami,  dziecko.  Zaraz  przyjdzie  John. 

Powiedziałam mu, że zaczekamy w studio. 

— John? O tej porze?! — spytała zaskoczona. — Dlaczego? 
— Zadzwoniłam do niego. Delta zadała kluczowe pytanie: 
— Co się stało? 
— Przyszedł tu mężczyzna i pytał o Salem. Nie znam go i nie chcę znać. 

Salem  też  go  nie  zna.  Zachował  się  niegrzecznie,  kiedy  powiedziałam  mu, 
że nie ma jej w domu. 

Uśmiechnęła się do Salem i dodała: 
— Powiedziałam prawdę. Nie ma cię w domu. 
— Jak wyglądał? 
Connie opisała  go:  około  metr  osiemdziesiąt  pięć  wzrostu,  spłowiałe  od 

słońca blond włosy, wytatuowany orzeł na przedramieniu. Był nieogolony i 
źle  wychowany.  Salem  nie  miała  pojęcia,  kto  to  mógł  być,  ale 
przypuszczała, że wie, kto go przysłał. 

— Powiedział, czego ode mnie chce? 
— Nie — odpowiedziała Connie — ale nie odszedł. Siedzi w ciężarówce 

zaparkowanej po przeciwnej stronie ulicy i obserwuje dom. Właśnie dlatego 
dzwoniłam do Johna. On... 

Przerwała, słysząc dźwięk motoru i zgrzyt kół o żwir. Podeszła spokojnie 

do drzwi i stanęła tak, by otwierając się zakryły ją. Salem wyłączyła lampę. 
Zostało światło nad sztalugami, ale Deltę i Salem skrywał cień. 

Usłyszały  pospieszne  kroki.  Ktoś  biegł  do  studia.  Po  chwili  drzwi 

otworzyły się z impetem i wpadł Wyatt. 

Salem zapaliła lampę, a Delta rzekła cicho: 
— Connie, to Wyatt. 

86

RS

background image

 

 

Connie  wyszła  zza  drzwi  i  gestem  zaprosiła  Wyatta  do  zajęcia  miejsca, 

jakby nic się nie stało. 

— Napijesz się herbaty? 
— Nie, dziękuję—powiedział napiętym głosem. Salem wpatrywała się w 

drzwi. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. 

— Gdzie jest John? 
— Ten facet po przeciwnej stronie ulicy odjechał, jak tylko nas zobaczył. 

— Zwracał się do wszystkich, ale patrzył na Salem. 

— Nic wam się nie stało? 
— Nie, wszystko w porządku — powiedziała Delta. — Usiądź. 
Wyaat wziął krzesło i usiadł na nim okrakiem, kładąc ręce na oparciu. 
—  Uspokój  się,  Salem  —  powiedział,  dostrzegając,  że  zbladła.  —  John 

chce go tylko trochę pośledzić. 

— Dlaczego z nim nie poszedłeś? Już raz go pobili! 
— Aha, myślisz, że teraz moja kolej? — spytał z rozbawieniem. — John 

kazał mi tu przyjść i upewnić się, że jesteście bezpieczne. 

Podniósł głowę, słysząc trzask drzwiczek samochodu. 
— To chyba on. 
Na  wszelki  wypadek  zajął  pozycje  Connie,  chowając  się  za  drzwiami. 

Trzy  kobiety  w  napięciu  wpatrywały  się  '  w  wejście.  Odetchnęły  z  ulgą, 
widząc wchodzącego Johna. 

Wyatt zerknął na niego pytająco. John pokręcił głową. 
— Spisałem numer rejestracyjny samochodu, ale myślę, że i tak wiemy, 

kto go przysłał. 

Próbując  kontrolować  złość,  zacisnął  lewą  dłoń  w  pięść  i  podszedł  do 

kobiet, 

—  Connie,  powiedz  mi  jeszcze  raz,  co  mówił.  Jesteś  pewna,  że  pytał  o 

Salem? 

— Tak, chociaż nie nazwałabym tego pytaniem. Powiedział, że chce się 

zobaczyć z Salem Shepherd. 

Potem  powtórzyła  to,  co  mówiła  Delcie  i  Salem.  John  zerknął  na 

dziewczynę. 

— Do diabła! — powiedział z mocą. — Szkoda, że tu jesteś. 

 
 
 

87

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 8 

 
Salem wiedziała, że jego wybuch spowodowany był troską o nią, ale nie 

zmniejszyło  to  bólu,  każde  słowo  raniło.  Unosząc  obronnym  gestem 
podbródek,  postanowiła  zastosować  się  do  dobrych  rad  Delty  odnośnie 
szczerości. 

—  Myślę,  że  możemy  założyć,  iż  mężczyzna  ten  przyszedł  z  polecenia 

braci  Porto  i  był  zainteresowany  zaangażowaniem  biologa  morskiego. 
Muszę z nim pomówić. Dowiemy się wtedy, czego chciał. 

— Nie!! 
Salem zamrugała, przestraszona jego krzykiem, ale nie wycofała się. 
—  Dlaczego  nie?  Próbowałeś  z  nimi  rozmawiać,  ale  bez  skutku.  Może 

jeśli... 

— Nie — powtórzył ciszej, choć tonem nie dopuszczającym sprzeciwu. 

— Po tym, jak z nimi rozmawiałem, przysłali do doku kilku łobuzów, żeby 
połamali  nam  kości.  Lepiej  trzymaj  się  od  tego  z  daleka.  Nie  cofają  się 
przed  pobiciem  i  wysadzaniem  budynków,  a  więc  nie  zawahaliby  się  użyć 
ciebie, by dostać to, czego chcą. 

John wzdrygnął się na samą myśl o tym, jak mogliby jej użyć. Wierzył w 

to, co przed chwilą powiedział. Pragnął z całego serca, by Salem była gdzie 
indziej,  a  nie  w  Key  West;  przynajmniej  do  czasu,  gdy  rozprawią  się  z 
braćmi  Porto.  Zauważył,  że  ją  zranił  i  uświadomił  sobie,  że  źle  go 
zrozumiała.  Zacisnął  zęby  w  bezsilnej  złości.  Postanowił,  że  kiedy  miną 
kłopoty, zabierze ją gdzieś, gdzie będą mogli być sami, choćby w łódce na 
środku zatoki. 

—  John  —  powiedziała  spokojnie  Delta  —  usiądź  i  porozmawiajmy. 

Jeszcze  nie  słyszałam  o  problemie,  którego  nie  dałoby  się  rozwiązać. 
Zróbmy burzę mózgów, naradźmy się i na pewno coś wymyślimy. 

Salem  nie  zdziwiła  się,  słysząc,  że  Delta  określa  ich  problem  jako 

wspólny. Zawsze była taka od chwili, gdy czternaście lat temu przyjęła ich 
do  swego  domu.  Będąc  dzieckiem,  Salem  uważała  jej  hojność  i 
wyrozumiałość  za  coś  naturalnego.  Teraz  dorosła,  poznała  życie  i 
zrozumiała, że Delta i Connie są wyjątkowe. 

John podszedł do krzesła stojącego w kącie. Connie podsunęła Wyattowi 

talerz  ciasteczek.  Siedzieli,  patrząc  na  Deltę,  która  po  krótkim  namyśle 
powiedziała: 

88

RS

background image

 

 

—  Wydaje  mi  się,  że  ci  awanturnicy  nie  ustąpią.  Dobrze  byłoby 

wiedzieć, dlaczego są przeciwko Cygańskiej Flocie. 

— Jedyne, co nam przychodzi na myśl — powiedział Wyatt — to, to, że 

dostaliśmy kontrakt, na który oni mieli nadzieję,. 

Starsza kobieta potrząsnęła głową. 
—  Musi  być  coś  jeszcze.  Są  dorośli  i  nie  mogą  zachowywać  się  jak 

dzieci,  wpadając  w  złość,  gdy  nie  mogą  dostać  zabawki.  Na  pewno  nieraz 
bywali  w  podobnej  sytuacji.  Do  tej  pory  byliśmy  w  defensywie  i  nie 
mogliśmy zrobić nic innego poza stosowaniem przemocy w odpowiedzi na 
ich przemoc. Z zasady potępiam to. John mówi, że prawo jest bezsilne, bo 
nie ma dowodu winy. Proponuję, żeby znaleźć dowód. 

— Niby jak mamy to zrobić?—zapytał ostrożnie John. 
Delta zerknęła na Salem, ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, John 

pokręcił głową. Powiedział twardo zimnym głosem: 

— Nie. 
—  Zanim  odrzucisz  propozycję  Delty,  może  jej  wysłuchaj  — 

zaproponował Wyatt. — Do tej pory wszystko, co robiliśmy, nie przynosiło 
rezultatów. Możemy posłuchać, co ma do powiedzenia. 

Delta nawet nie spojrzała na Johna. Cały czas wpatrywała się w Salem. 
— Wszyscy wiecie, że ta wyspa jest mała i plotki szybko się rozchodzą. 

Widocznie  nasi  przeciwnicy  dowiedzieli  się  o  powiązaniach  Salem  z 
Johnem  i  Wyattem.  Pojawienie  się  dziś  tego  neandertalczyka  wskazuje  na 
to,  że  zmienili  obiekt  zainteresowań.  Skoncentrowali  się  nie  na  łódkach, 
Johnie i Wyatcie, tylko na najsłabszym, ich zdaniem, ogniwie. Uważam, że 
powinniście  im  pozwolić  na  rozmowę  z  Salem.  Być  może  uda  jej  się 
dowiedzieć,  o  co  w  tym  wszystkim  chodzi.  Wiedzielibyśmy,  od  czego 
zacząć. 

John nie zdążył zaprotestować, bo Salem zapytała: 
— Co masz na myśli, Delto? 
—  Coś,  co  wymaga  odwagi  i  brawury.  Jeśli  dopracujemy  szczegóły, 

może się nam udać. W tej chwili nie ma gości i bracia Porto musieli o tym 
wiedzieć. Widocznie obserwowali dom. Jeśli Salem powiadomi ich, że chce 
z nimi rozmawiać bez pośredników, może uda jej się z nimi spotkać. 

John pokręcił głową 
—  Na  pewno  nie  zaproszą  jej  na  herbatę.  Nie  pójdą  na  kompromis,  bo 

chcą nas zniszczyć.  

89

RS

background image

 

 

Zapraszanie ich tutaj, gdy Salem będzie sama, jest głupotą. 
Delta splotła palce. 
—  Och,  ale  ona  nie  będzie  sama.  Wszyscy  udamy,  że  wychodzimy.  Po 

obiedzie ty i Wyatt odjedziecie, Connie uda, że wybiera się do przyjaciółki, 
a ja przyjdę do studia. 

Zadowolona z siebie dodała: 
—  Możecie  wrócić  od  tyłu,  przez  ogródek.  Connie  będzie  czekała  po 

przeciwnej  stronie  ulicy  i  zawiadomi  władze,  jeśli  Porto  zdołają  zabrać 
Salem  z  domu,  zanim  przybędziecie.  W  razie  potrzeby  może  ich  nawet 
śledzić, żeby zobaczyć, dokąd ją zabierają. 

Delta  przyjrzała  im  się  uważnie.  Wyatt  marszczył  brwi,  John  patrzył 

spode łba, a Salem starała się wszystko przemyśleć. 

John przemówił pierwszy:  
—  Nie  podoba  mi  się  ten  pomysł.  Po  tym,  co  zrobili,  nie  wierzę,  że 

usiądą  i  spokojnie  porozmawiają  z  Salem.  Raczej  wezmą  ją  jako 
zakładniczkę  do  czasu,  gdy  zrezygnujemy  z  kontraktu  lub  zrobimy  coś 
innego, o co im chodzi. 

—  I  to  jest  problem  —  powiedziała  Salem.  —  Nie  wiemy  dokładnie, 

dlaczego  robią  to  wszystko.  Nie  wiemy  nawet,  czy  to  przez  ten  kontrakt  z 
agencją  turystyczną.  Może  być  coś,  czego  sobie  nie  uświadamiamy. 
Mogłabym dowiedzieć się, o co chodzi i wtedy wiedzielibyśmy, co robić. 

Wszyscy przytaknęli, oprócz Johna. 
—  Musi  być  inny  sposób.  Mogę  spróbować  znów  z  nimi  porozmawiać, 

albo może to zrobić Wyatt. Nie chcę mieszać w to Salem. 

Salem otworzyła usta, żeby protestować, ale Delta była pierwsza. 
— To dotyczy Salem tak samo jak was. Flota znaczy dla niej tyle samo. 

Powinna  sama  zdecydować  o  tym,  czy  chce  zrobić  coś,  by  powstrzymać 
braci Porto. 

John zerwał się, gwałtownie odsuwając krzesło. W dwóch susach dopadł 

Salem i chwytając za rękę, poderwał na nogi. 

—  Przepraszam  —  warknął,  prowadząc  ją  do  drzwi.  —  Chcę 

porozmawiać z nią na osobności. 

Wyszli  ze  studia.  Salem  usiłowała  zobaczyć  cokolwiek  w  ciemności. 

Zdawało  się,  że  John  nie  miał  podobnych  kłopotów.  Szybko  ruszył  za 
węgieł. Zatrzymał się pod drzewem figowym, ale nie puścił jej ręki. Ściskał 
ją tak mocno, że Salem zdrętwiały koniuszki palców.  

90

RS

background image

 

 

Mimo to nie próbowała się uwolnić. 
Gałęzie  drzewa  przesłaniały  księżyc,  ale  padające  światło  pozwoliło 

Salem  widzieć  wyraz  twarzy  Johna.  Był  blady,  nie  tylko  dlatego,  że 
oświetlała  go  poświata  księżyca  Wyglądał  tak  już  wtedy,  gdy  wszedł  do 
studia. Przyglądał się jej uporczywie, oczy mu pociemniały. 

—  Salem,  nie  chcę,  żebyś  spotykała  się  z  Porto.  Pokazywali  już,  że  nie 

żartują. Znajdziemy inny sposób, by ich powstrzymać. 

Od chwili, gdy skończyła osiem lat, starał się osłaniać ją przed przykrymi 

niespodziankami dorastania. Teraz też to robił. 

Musiała  mu  udowodnić,  że  była  dorosłą  kobietą  w  każdej  sytuacji,  nie 

tylko  w  łóżku.  Chciała  mieć  jego  wsparcie  w  ciężkich  chwilach,  ale 
pragnęła, by i on mógł na nią liczyć. 

—  Jeśli  jest  szansa  —  powiedziała  cierpliwie  głosem  pozbawionym 

emocji  —  choćby  mała,  ze  mogę  pomóc,  to  chcę  spróbować.  Zdaję  sobie 
sprawę  z  tego,  że  nie  jestem  współwłaścicielką  floty,  ale  wiesz,  jak  wiele 
dla mnie znaczy. 

Głos jej się zmienił, zadźwięczała w nim złość. 
—  Złamali ci  nadgarstek,  zranili  cię!  Nie  wiesz, że  chcę mieć  pewność, 

że to się więcej nie powtórzy? 

Patrzył  na  nią  i  jego  napięcie  ulatniało  się.  Nie  mógł  powstrzymać 

uśmiechu i sam się zdziwił, że jest do mego zdolny. 

—  Co  chcesz zrobić,  tygrysico?  — zapytał,  gładząc jej  włosy. —  Pobić 

ich,  sama  jedna?  Pamiętaj,  że  ja  już  próbowałem.  A  ja  jestem  większy  niż 
ty. 

Zdawało  się,  że  wieki  minęły  od  chwili,  gdy  dotykał  jej  ostatni  raz.  Z 

trudem zmusiła się do pamiętania o tym, o czym teraz rozmawiali. 

— Nie śmiej się ze mnie! 
— Nie śmieję się, kochanie. Jeśli martwisz się o mnie choćby w połowie 

tak, jak ja o ciebie, to rozumiem, co czujesz. 

— Nie możemy ciągle żyć w zagrożeniu. Jeśli spotkanie z nimi umożliwi 

nam rozwiązanie tego problemu, to chcę to zrobić. 

Przez chwilę milczał, przeczesując palcami jej włosy. — Jeśli coś ci się 

stanie — powiedział miękko — chyba zwariuje. 

Te  słowa  kołysały  ją  i  rozgrzewały  jak  promienie  tropikalnego  słońca. 

Rzadko  ujawniał  emocje  ,  więc  delektowała  się  tym,  do  czego  się 
przyznawał. 

91

RS

background image

 

 

Oparła ręce na jego piersi, czując szybkie bicie jego serca. 
— Nic mi się nie stanie, nie może się stać. Los nie jest aż tak okrutny. 
— Nie musisz walczyć za mnie. 
W  pewnych  sprawach  był  zdumiewająco  staroświecki.  Było  to  i  miłe,  i 

denerwujące. 

—  Nie  chcę  walczyć  za  ciebie.  Chcę  walczyć  razem  z  tobą  przeciwko 

nim. Lepiej pocałuj mnie, zamiast łajać. Brakowało mi ciebie. 

Wiedział,  co  miała  na  myśli.  Widywali  się  codziennie,  ale  nigdy  nie 

zostawali sam na sam. Teraz przytulił się do niej, pochylił i całował. Salem 
zaczęła  pieścić  jego  ciało.  Te  pieszczoty  były  tak  gorące,  jak  krew  w  jego 
żyłach. 

Czuł  strach  o  jej  bezpieczeństwo  i  jednocześnie  pragnął  jej,  smakując 

usta,  wdychając  zapach  i  czując  jej  piersi  na  swoich.  Nie  przerywając 
pocałunku,  obrócił  ją  tak,  że  oparła  się  plecami  o  gruby  pień  drzewa. 
Rozsunął jej  nogi i  przycisnął  swe  biodra.  Pożądanie narastało  i  niemal  go 
rozsadzało. 

Zdrową  ręką  nacisnął  na  jej  udo,  skłaniając,  by  oparła  kolano  na  jego 

biodrze.  Jęknął,  gdy  przytuliła  się  do  jego  nabrzmiałych  lędźwi.  Wpił  się 
ustami w szyję. Odchyliła głowę, wydając głębokie westchnienie. 

Dźwięk  ten  wibrował  w  ich  ciałach.  Czas  i  miejsce  straciły  znaczenie. 

Musiał  ją  mieć  tu  i  teraz,  czuć  jej  ciepło  wokół  siebie.  Całując  uniósł  jej 
spódnicę.  Pomagała  mu  usunąć  zawadzające  części  garderoby.  Przytulając 
ją unieruchomioną ręką, drugą rozpiął dżinsy, osuwając je na ziemię. 

Podniósł głowę. Unosząc dziewczynę w górę, obserwował ją. Wszedł w 

nią powoli, patrząc, jak jej oczy zmieniają wyraz. Widok ten był niemal tak 
samo  podniecający,  jak  jej  ciepłe,  wilgotne  wnętrze,  w  którym  się  znalazł. 
Salem  wbiła  palce  w  jego  ramiona.  Zadrżała  pod  wpływem 
nieoczekiwanych doznań, gdy zaczaj się w niej poruszać. 

Zafascynowany  patrzył,  jak  jej  oczy  zamykają  się  w  ekstazie,  a  potem 

otwierają,  by  napotkać  jego  spojrzenie.  Jest  najpiękniejszym  i  najbardziej 
zmysłowym  stworzeniem  na  świecie,  pomyślał.  Później już  nic nie myślał, 
gdy zagarnęło go jej głębokie wnętrze. 

Jakby  z  daleka  usłyszał  ciche  westchnienie,  jakie  wydała,  osuwając  się 

na niego. Oboje ciężko oddychali. Ignorując ból w nadgarstku, przytulał ją, 
gdy powracali ze świata rozkoszy do realnego. 

Salem  tuliła  się  jeszcze,  choć  John  opuścił  ramiona.  Ból  zmusił  go  do 

92

RS

background image

 

 

rozluźnienia uścisku. Wzdychając ciężko, Salem odsunęła się, by poprawić 
ubranie. John nie mógł rozpoznać wyrazu jej twarzy, którą skrywał cień. 

Gdyby  sytuacja  była  inna,  myślał,  moglibyśmy  leżeć  razem  w  łóżku 

zamiast  przygotować  się  do  konfrontacji.  Zapiawszy  dżinsy,  oparł  się  o 
drzewo. 

— Salem,  nie  możemy  tego  tak  ciągnąć.  Zauważyła,  że powiedział to  z 

naciskiem.  Było  coś,  co  mógł  z  tym  zrobić,  ale  widocznie  małżeństwo  nie 
przychodziło mu na myśl. Nie mówił także, że ją kocha. 

Próbowała odsunąć czarne myśli. Być może John nie chciał wiązać się z 

nią.  Denerwowało  ją  to,  że  mogła  być  pewna  tylko  jego  pożądania,  a  nie 
miłości. 

Odpowiedziała tak uczciwie, jak tylko mogła: 
— Mnie też się to nie podoba, ale na razie musi tak zostać. 
John  zmarszczył  brwi.  Nigdy  przedtem  nie  słyszał  takiego  tonu  w  jej 

glosie.  Pokonana.  Wrażliwa.  Odpychając  się  od  drzewa,  ujął  ją  za 
podbródek. Zakryła oczy rzęsami, nie chcąc, by widział ich wyraz. 

— Salem, spójrz na mnie — powiedział miękko. 
Zanim  to  zrobiła,  upłynęła  minuta.  Gdy  w  końcu  usłuchała  go,  na  jej 

twarzy  odzwierciedlała  się  zaciętość.  Oczy  płonęły.  Taki  sam  ogień 
pojawiał się w nich, gdy Wyatt wyzywał ją, naśmiewając się, że czegoś nie 
potrafiła zrobić. John poczuł, że zalewa go fala czułości. 

—  Nie  tak  to  planowałem.  Chciałem  dać  ci  trochę  romantyzmu. 

Tymczasem znaleźli się ludzie, którzy przeszkadzają nam, wysadzając nasze 
magazyny. 

—  Nie  chcę,  żebyś  się  zalecał  —  powiedziała  cicho.  Chciała,  by 

powiedział, że ją kocha i obiecał, że zawsze będą razem. 

— Aleja tego potrzebuję. 
Rozległ  się  trzask  frontowych  drzwi.  John  usłyszał,  jak  Wyatt  i  Connie 

powiedzieli Delcie dobranoc. Ujął rękę Salem i ruszyli w stronę domu. 

— Jutro przyjadą członkowie fundacji, która wynajęła nas do odszukania 

galeonu.  Chcą  sprawdzić,  jakie  zrobiliśmy  postępy.  Musimy  zapewnić  im 
maksymalne  bezpieczeństwo.  Kiedy  wyjadą,  rozprawimy  się  z  braćmi 
Porto, wszyscy razem. Na razie zostań z Deltą i Connie. 

Poczuł, że zesztywniała. 
—  Do  diabła,  Salem!  Muszę  mieć  pewność,  że  jesteś  bezpieczna.  Jeśli 

zajdzie potrzeba, oddam Wyattowi kierownictwo floty i zostanę z tobą, żeby 

93

RS

background image

 

 

cię dopilnować. Nie możesz zrobić żadnego głupstwa. 

Znów traktuje mnie jak dziecko, myślała ze smutkiem. Przypuszczała, że 

zrobili  duży  postęp;  tymczasem  zmieniło  się  tylko  jedno:  zostali 
kochankami. 

Wyszli zza rogu i zobaczyli Wyatta. Stał przy dżipie, czekając na Johna. 

Salem zatrzymała się, patrząc na swego mężczyznę. 

—  Nie  zrobię  żadnego  głupstwa.  Skoro  jutro  nie  potrzebujesz  mnie  na 

łodzi, popracuję w galerii Delty. Potem pójdę prosto do domu. 

Nie  dala  mu  czasu  na  zastanowienie  się.  Pomachała  ręką  Wyattowi  i 

weszła do domu. 

John patrzył na zamknięte drzwi, rozważając każde wypowiedziane przez 

nią słowo. Dlaczego miał wrażenie, że coś było nie tak? Wiedział, że Salem 
nie lubiła być pomijana, ale nie mógł nic zrobić. Kłopot z braćmi Porto był 
inny  niż  te,  jakie  mieli  na  samym  początku,  organizując  flotę.  Salem 
pracowała  wówczas  tak  samo  ciężko  jak  on  i  Wyatt  nie  skarżąc  się. 
Rozumiał, dlaczego chce pomóc, ale sytuacja była teraz zupełnie inna. 

Mógłby stracić wszystko, byle tylko zachować Salem. 
Następnego ranka Salem weszła do kuchni. Okazało się, że Delta jeszcze 

się  nie  położyła.  Salem  parzyła  kawę  i  opowiadała  Delcie  o  przyjeździe 
członków fundacji. 

— Nie jestem dziś potrzebna na łodzi — mówiła — więc pomyślałam, że 

mogę iść do galerii. Myślisz, że Josslyn potrzebuje kogoś do pomocy? 

—  Na  pewno  cieszyłaby  się  z  twojej  obecności,  ale  może  lepiej  zostań 

dziś w domu? 

Salem potrząsnęła głową. 
—  Przynajmniej  będzie  ze  mnie  jakiś  pożytek.  Mogę  chociażby 

poodkurzać ramy. 

Connie podała kawę. Delta włożyła do filiżanki łyżkę miodu i zamieszała 

pytając: 

— Czy John wyperswadował ci spotkanie z braćmi Porto? 
—  Powiedział,  że  wszyscy  spotkamy  się  z  nimi,  kiedy  wyjadą 

członkowie fundacji. 

—  Może  to  lepszy  pomysł  —  powiedziała  Delta  z  ulgą.  —  Należy 

postępować  rozsądnie  ,  gdy  ma  się  do  czynienia  z  nierozsądnymi  ludźmi. 
Miejmy nadzieję, że do tego czasu nie wymyślą nic nowego. 

Connie  zaproponowała  śniadanie.  Salem  odmówiła,  ale  została  przez 

94

RS

background image

 

 

chwilę  w  kuchni.  Potem  poszła  do  swego  pokoju.  Przebrała  się  w  zieloną 
spódnicę  i  prostą,  białą,  bawełnianą  bluzkę.  Gdy  była  gotowa,  ruszyła  do 
galerii położonej w pobliżu. 

Josslyn Hunter od  lat  kierowała  galerią  Delty.  Jak zwykle  ucieszyła się, 

widząc  Salem.  Wykorzystując  jej  obecność,  poszła  do  małego  pokoju 
biurowego,  gdzie  miała  trochę  zaległej  dokumentacji.  Salem  została  w  sali 
wystawowej. Całe przedpołudnie była zajęta Bez przerwy wchodzili ludzie, 
oglądali i kupowali obrazy. Od niedawna Josslyn zaczęła przyjmować prace 
innych artystów. Cieszyły się one znacznym powodzeniem wśród turystów; 
większym  niż  muszelki  i  pocztówki.  Sposób  katalogowania  zbiorów  nie 
zmienił  się  i  Salem  z  łatwością  mogła  odszukać  ceny.  Nie  musiała  prosić 
Josslyn o pomoc. 

W południe galeria opustoszała. Została jedna kobieta, która przebywała 

tu  już  ponad  godzinę.  Josslyn  poszła  na  obiad.  Zwykle  między  jednym  i 
drugim klientem zdążyła zjeść w pośpiechu kanapkę. 

Salem układała katalogi na małym stoliku przy drzwiach. Nagle poczuła 

się  nieswojo.  Uniosła  głowę  i  zobaczyła,  że  kobieta  zamiast  w  obrazy 
wpatruje  się  w  nią.  Miała  około  dwudziestu  lat  Była  ubrana  w  płócienny 
kombinezon  i  jaskrawą,  różową  tunikę,  przepasaną  w  talii  paskiem. 
Rudawe, kręcone włosy sięgały jej do ramion. 

W  zielonych  oczach  było  coś,  co  przykuwało  uwagę  Salem.  Kobieta 

patrzyła na nią z jawną nienawiścią. 

— Słucham panią. Czy pani czegoś szuka? 
Na  wypolerowanej  podłodze  sandały  kobiety  zastukały  nieoczekiwanie 

głośno. Zbliżała się do stołu. 

— To ty jesteś Salem Shepherd? 
—  Tak  —  powiedziała  ostrożnie,  zastanawiając  się,  o  co  chodzi  tej 

kobiecie. — Dlaczego pani pyta? 

— Mówili mi, że jesteś piękna. Chciałam przekonać się, czy to prawda. 
Nie zabrzmiało to jak komplement i Salem zareagowała ostro. 
— W porządku, już mnie pani zobaczyła. Kobieta patrzyła na nią wrogo. 
—  Nie  zgadzam  się  z  nimi.  Nie  jesteś  tak  piękna  jak  ja.  Salem  nie 

wiedziała, kim byli „oni" i nie obchodziło jej to. 

—  Słuchaj,  jeśli  chcesz  oglądać  obrazy,  to  proszę,  ale  ja  nie  jestem 

częścią  wystawy.  Jeśli  kupisz  obraz,  przyjmę  od  ciebie  pieniądze,  ale  nie 
jestem hi po to, by wysłuchiwać twoich obelg. 

95

RS

background image

 

 

Kobieta  uniosła  rękę,  jakby  chciała  ją  uderzyć.  Salem  patrzyła 

nieugięcie, gotowa bronić się w razie potrzeby. 

Po  chwili  kobieta  spuściła  głowę,  ale  Salem  zdawało  się,  że  minęły 

wieki. Nikt nigdy nie patrzył na nią z taką nienawiścią. Denerwowało ją to, 
tym bardziej, że nie znała powodu tej niechęci. 

Kobieta zacisnęła wargi. 
— Nie wiem, co w tobie widzi, ale to nie ma znaczenia. Zrobię wszystko, 

by o tobie zapomniał. 

Szarpnięciem  otworzyła  drzwi  i  odwróciła  się,  raz  jeszcze  zerkając  na 

Salem. Jej tunika rozchyliła się. Na jednym z łańcuszków kołysał się złoty 
medalion. 

Salem,  osłupiała  patrzyła,  jak  kobieta  opuszcza  galerię.  O  co  chodzi, 

zastanawiała  się.  Nie  pamiętała,  by  kiedykolwiek  spotkała  tę  kobietę,  a 
przecież znała jej imię! To nie mogła być pomyłka. 

Nosiła medalion, który wyglądał jak moneta na szyi Salem. 
W  myślach  Salem  kołatała  ostatnia  uwaga,  rzucona  przez  kobietę. 

Zastanawiała  się,  czy  mogło  chodzić  o  Johna.  Było  to  bolesne,  ale  nie 
umiała znaleźć innego wyjaśnienia. Groźby nie miały znaczenia, lecz to, że 
John mógł być związany z tą kobietą, znaczyło bardzo dużo. 

Josslyn  wróciła  z  obiadu.  Salem  od  razu  spytała,  czy  zauważyła  obcą 

kobietę.  Niestety,  nie  widziała  jej.  Udając,  że  nie  ma  to  znaczenia,  Salem 
uśmiechnęła  się  i  podeszła  do  pary  turystów,  którzy  właśnie  wybrali  jakąś 
rzeźbę w drewnie. 

O  siedemnastej  wyszła  z  galerii.  Przed  wejściem  czekał  na  nią  Wyatt. 

Widząc  go,  zmarszczyła  brwi.  Natychmiast  pomyślała,  że  coś  się  stało. 
Jeszcze  dziwniejsze  było  to,  że  ubrany  był  w  granatowe  spodnie,  białą 
koszulę z  krawatem  i  marynarkę.  Uśmiechał  się,  dzięki  czemu  jej  napięcie 
zelżało. 

Wyatt  nonszalancko  opierał  się  o  zderzak  dżipa.  Salem  podeszła  do 

niego, podczas gdy Josslyn zamykała galerię. 

— Czyżbyś szedł na randkę? 
Szczerząc zęby, otworzył drzwi samochodu. 
— Dziś jestem tylko szoferem i mam cię zawieźć na bal 
Machając  Josslyn  ręką  na  pożegnanie,  wślizgnęła  się  na  siedzenie.  Gdy 

Wyatt także wsiadł, spytała: 

— Jaki bal? 

96

RS

background image

 

 

—  Zabieramy  grube  ryby  z  Miami  na  obiad.  John  kazał  cię 

przyprowadzić.  Przyszedłby  sam,  ale  nie  mógł  ich  zostawić.  Chcesz  się 
przebrać,  przypudrować  nos,  czy  cokolwiek?  Wy,  dziewczyny,  zawsze 
robicie takie śmieszne rzeczy. 

Zaśmiała się. 
—  Chciałabym  się  przebrać.  Gdzie  się  spotykamy?  Wyatt  podał  nazwę 

najlepszej restauracji na wyspie. 

—  O,  w  takim  razie  koniecznie  muszę  się  przebrać!  Patrzył  w  lusterko 

wsteczne,  próbując  włączyć  się  w  ruch  uliczny.  Salem  spojrzała  na  ulicę  i 
dostrzegła kobietę z galerii. 

—  Wyatt,  znasz  tę  kobietę,  która  stoi  przed  sklepem?  Odwrócił  głowę, 

ale nikogo nie zauważył. 

— Nikogo nie widzę. 
Salem rozejrzała się, ale Wyatt miał rację. Kobieta zniknęła. 
— To dziwne. Przed chwilą ją widziałam. 
— Czemu o nią pytasz? 
— Była dziś w galerii. 
Choć  czuła  jeszcze  nieprzyjemny  chłód  w  związku  z  tym,  co  mówiła 

kobieta, nie chciała wyjawić Wyattowi, co wie o związku Johna z tą panią. 

— To nie ma znaczenia. 
Wyatt czekał w kuchni. Salem pobiegła do swego pokoju. Wykąpała się i 

przebrała.  Włożyła  zieloną  sukienkę  na  cienkich  ramiączkach  z  głębokim 
dekoltem,  zapinaną  z  przodu  na  złote  guziki.  Wy  szczotkowała  włosy  i 
założyła  półokrągłe,  złote  kolczyki.  Poza  nimi  i  złotym  medalionem  nie 
miała żadnej biżuterii. 

Zerknęła 

lustro, 

dotykając 

medalionu. 

Zmarszczyła 

brwi, 

przypominając  sobie  naszyjnik  obcej  kobiety.  Nie  widziała  go  dokładnie, 
ale wyglądał niemal tak samo, jak jej własny. 

W restauracji Wyatt od razu skierował się do dużego stołu stojącego przy 

szklanej  ścianie,  przez  którą  roztaczał  się  widok  na  morze.  Przy  stole 
siedział  John,  trzech  mężczyzn  i  kobieta.  Mężczyźni  mieli  po  około 
pięćdziesiąt  lat.  Nosili  okulary,  mieli  bladą  cerę  i  sztywne  kręgosłupy. 
Kobieta mogła mieć czterdzieści lat, była szczupła i modnie ubrana w szarą 
garsonkę i białą bluzkę. 

Pochylała  się  w  stronę  Johna,  trzymając  w  ustach  papierosa. 

Najwyraźniej  zachęcała  go,  by  podał  jej  ogień.  John  grzecznie  zapalił 

97

RS

background image

 

 

zapałkę i przytknął ją do papierosa. Zerknął w górę i zobaczył Salem. Przez 
chwilę  patrzył  na  nią,  pożerając  ją  oczami.  Potem  zdmuchnął  zapałkę, 
uśmiechając się lekko. 

Odsuwając  krzesło,  wstał.  Wyatt  podprowadził  ją troskliwie, jakby była 

cennym przedmiotem. John przedstawił Salem, napomykając o jej udziale w 
projekcie. Posadził ją obok siebie. 

Profesor Ingleside pochylił się, zwracając do Salem: 
—  Ach,  tak,  biolog  morski!  Ucieszyliśmy  się,  słysząc  o  pani  udziale  w 

naszym  projekcie,  panno  Shepherd.  Właściwie  mielibyśmy  dla  pani 
propozycję. Czy interesuje to panią? 

John odpowiedział za nią: 
—  Salem  ma  inne  plany.  Będzie  pracować  w  muzeum  marynistycznym 

w Monterey. 

Profesor nie krył rozczarowania. 
—  Jaka  szkoda!  Proszę  o  nas  pamiętać,  jeśli  zmieni  pani  plany.  Mamy 

wiele interesujących projektów naukowych. 

Zaczął o nich opowiadać, ale Salem nie słuchała. Wciąż rozpamiętywała 

to,  co  powiedział  John.  Nie  mogła  w  to  uwierzyć.  W  dalszym  ciągu 
spodziewał się, że wyjedzie. Co gorsza, był pewny tego, co mówi. 

Siedziała  jak  sparaliżowana,  próbując  udawać,  że  nic  się  nie  stało.  Na 

szczęście profesor był gadatliwy i nikt nie zwracał uwagi na jej milczenie. 

Reprezentanci  fundacji  byli  zadowoleni  z  dotychczasowych  efektów  ich 

pracy.  Inni  klienci  często  spodziewali  się  natychmiastowych  rezultatów;  ci 
byli  inteligentnymi,  doświadczonymi  ludźmi.  Wierzyli,  że  czas  przyniesie 
wyniki godne oczekiwania. Interesowały ich informacje, a nie złoto. 

Salem  słuchała  historii  innych  projektów.  Niektóre  były  sukcesem,  inne 

nie.  Ucieszyła  się,  gdy  posiłek  dobiegł  końca  i  podano  kawę.  Zaraz  potem 
Wyatt  zaofiarował  się,  że  odwiezie  gości  do  hotelu.  Salem  i  John  zostali 
sami. 

John rozluźnił  krawat  i  rozpiął  kołnierzyk  koszuli.  Opadając na  krzesło, 

westchnął: 

— Wiem, że te obiady są konieczne, ale nie są wcale łatwe. 
Uśmiechnęła się z trudem. Ktoś, kto go znał, na pewno zauważyłby błysk 

zniecierpliwienia  w jego  oczach  w  trakcie  posiłku.  Był człowiekiem,  który 
czuł  się  lepiej  na  pokładzie  łodzi  niż  w  kabinie,  ale  zawsze  robił  to,  co 
uważał za konieczne, choćby tego nie cierpiał. 

98

RS

background image

 

 

— Zdaje się, że dobrze  się bawili, nawet jeśli ty nie — powiedziała. — 

Zdawało mi się też, że są zadowoleni ze wszystkiego, co robimy. 

Odsunął krzesło i wyciągnął do niej rękę. 
—  Nie  mówmy  już  o  interesach.  Chodź,  zatańczymy.  Chcę  czuć  cię 

blisko siebie. 

Usłyszała znajomą chrypkę i jej serce zabiło jak oszalałe. Nie wiedziała, 

co  teraz  robić.  Chciała  spytać  go  o  rudą  kobietę,  która  nosiła  medalion  i 
pałała do niej nienawiścią . Chciała zażądać, by powiedział, co się stanie z 
ich związkiem. Czuła się tak, jakby dostała prezent, ale nie była pewna, czy 
może go zatrzymać. 

Zacisnęła  palce  na  jego  dłoni  i  ruszyła  za  nim  na  parkiet.  Objął  ją  i 

mocno  przytulił.  Jej  piersi  naciskały  na  niego.  Usłyszała,  jak  John  bierze 
głęboki  oddech  i  powoli  wypuszcza  powietrze  z  płuc.  W  trakcie  tańca 
wyczuła dotyk jego stwardniałego członka. To była tortura. Był tak blisko, 
ale nie mogła dotykać go tak, jak chciała. 

John wtulił twarz  w  jej  szyję.  Drżał  z  pragnienia znalezienia  się  w  niej. 

Jak  mogłem  wytrzymać  tak  długo  nie  kochając  się  z  nią,  myślał.  Ile  czasu 
upłynie, zanim będzie mógł być jej pewny? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

99

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 9 

 
Nieważne, jakie plany John miał na wieczór; i tak musiał je zmienić. Na 

parkingu przy restauracji zobaczył dżipa Wyatta. Drzwi od strony kierowcy 
były otwarte. Wyatta w pobliżu nie było. 

Szybkim  krokiem  ruszył  do  samochodu.  Salem  z  trudem  za  nim 

nadążała. 

—  Może  poszedł  z  ludźmi  z  fundacji  na  drinka  —  powiedziała 

uspokajająco,  wiedząc,  że  John  podejrzewa  najgorsze.  Nie  dziwiła  się.  Po 
wydarzeniach Ostatniego tygodnia miał prawo tak myśleć. 

—  Słyszałaś,  co  mówili  goście:  byli  zmęczeni.  Poza  tym  Wyatt 

odmówiłby,  nawet  gdyby  go  zapraszali.  Miał  iść  na  randkę,  umówił  się  ze 
swoją dziewczyną. — Uderzył pięścią w zderzak dżipa. 

—  A  niech  ich  szlag!  Jeśli  coś  mu  zrobią,  dopilnuję,  żeby  zgnili  w 

piekle! 

Salem wiedziała, kogo miał na myśli. Obawiała się, że ma rację. Usiłując 

rozładować  jego  złość  zanim  pójdzie  rozprawić  się  z  braćmi  Porto, 
powiedziała: 

— Wyatt mógł opuścić dżipa z wielu powodów. 
— Tak? Podaj chociaż jeden. 
—  Mogła  tu  przyjść  jego  dziewczyna.  Może  pojechali  jej  samochodem 

do jakiegoś klubu. Znasz Wyatta, może być wszędzie. 

—  Znam  Watta  —  potwierdził  John  ponurym,  spokojnym  głosem, 

sięgając  po  kluczyki  w  stacyjce.  —  Nie  zostawiłby  kluczyków  w 
samochodzie. 

Salem  na  próżno  łudziła  się  nadzieją,  że  Wyatt  poszedł  po  prostu  do 

klubu. Ona też wiedziała, że nie zostawiłby kluczyków. 

— Znasz jego dziewczynę? — spytała. 
John zamknął dżipa i schował klucze do kieszeni. 
— Jakaś Cheryl. Nawet jeśli mówił mi jej nazwisko, to nie pamiętam. 
— Najpierw sprawdźmy kluby, może tam jest. Mógł umówić się z nią w 

pobliżu. Sprawdź jedną stronę ulicy, a ja sprawdzę drugą. 

Wziął ją za rękę. 
—  Trzymajmy  się  razem.  Nie  chcę  cię  spuścić  z  oka.  Może  mają  już 

Wyatta, więc nie chcę, by położyli swe brudne łapy na tobie. 

Przez  dwie  godziny  sprawdzali  nocne  kluby,  zaglądając  w  twarze 

100

RS

background image

 

 

ludziom  siedzącym  przy  stolikach.  Gdy  wyszli  z  ostatniego,  John  zaciskał 
szczęki  w  bezsilnej  złości.  Salem  wiedziała,  że  przechodzi  piekło, 
zastanawiając się, gdzie jest Wyatt. Nie mogła nic zrobić, by go pocieszyć. 
Żadne z nich nie myślało o powiadomieniu policji. Nie mieli dowodu na to, 
że Wyatta zabrano siłą i że zrobili to bracia Porto. 

Wrócili  na  parking,  gdzie  stał  dżip  Johna.  Najpierw  pojechali  na  ulicę, 

przy  której,  według  książki  telefonicznej,  mieszkali  bracia  Porto.  Dom  był 
duży  i  nowoczesny.  Znajdował  się  w  drogiej  dzielnicy.  Światła  dżipa 
omiatały  tablicę  z  napisem„Na  sprzedaż"  stojącą  na  środku  trawnika.  Na 
podjeździe  nie  było  żadnego  samochodu.  Ciemny  budynek  sprawiał 
wrażenie opustoszałego. 

Pojechali na przystań, gdzie bracia Porto trzymali swe łodzie. Tym razem 

zacumowana  była  tylko  jedna,  ale  ani  na  niej,  ani  w  doku  nie  było  śladu 
człowieka.  Bramka  wiodąca  do  doku  była  zamknięta  i  zabezpieczona 
łańcuchem i kłódką.  Na  końcu doku paliły się światła, ale łódź pogrążona 
była w ciemności. 

— Mają więcej łódek? — spytała Salem. 
— Mieli trzy. Wyatt słyszał, że bank zarekwirował dwie kilka dni temu. 
Salem  podskoczyła  przestraszona,  gdy  John  uderzył  pięścią  w 

kierownicę. Nie mogła powiedzieć nic, by go uspokoić, więc tylko położyła 
dłoń na jego udzie. Chciała, by wiedział, że nie jest sam. 

Wziął głęboki oddech i nakrył jej dłoń swoją. 
—  Nie  cierpię  tego,  Salem.  Nie  cierpię  czuć  się  bezradnym.  Musi  być 

coś, co mogę zrobić dla Wyatta, zanim... 

Nie skończył, ale wiedziała, co chciał powiedzieć: zanim Wyatt zostanie 

ranny lub gorzej. 

—  Delta  miała  rację—  stwierdziła.  —  Coś  przeoczyliśmy  i  dlatego 

zabrali  Wyatta.  Musimy  dowiedzieć  się  o  nich  czegoś  więcej,  to  wtedy 
może go znajdziemy. Potem wymyślimy, jak go wydostać. 

— Pamiętasz nazwisko tego agenta z tablicy? Salem przytaknęła i podała 

mu  nazwisko.  Domyślała  się,  po  co  mu  to.  Jeśli  bracia  Porto  chcieli  kupić 
lub  wynająć  dom,  musieli  wypełnić  różne  dokumenty,  podając  poprzedni 
adres, najbliższych krewnych i tym podobne. Na początek to było coś. 

—  Minęła  północ  —  powiedziała.  —  Musimy  poczekać  do  rana  na 

otwarcie biura. 

Nie chciał tracić czasu, ale musiał przyznać jej rację. Teraz nic nie mogli 

101

RS

background image

 

 

zdziałać. O świcie zgromadzi załogę i poleci im przeszukanie wyspy, a sam 
pójdzie  do  biura  agenta.  Jeśli  zajdzie  potrzeba,  pójdzie  też  do  straży 
morskiej.  Chciał  dowiedzieć  się  jak  najwięcej  o  mężczyznach,  którzy 
terroryzowali jego flotę i przez kogo więziony jest teraz Wyatt. Postanowił 
zrobić  to,  co  powinien  był  zrobić  już  dawno:  pójść  do  nich  i  wszystko 
wyjaśnić. 

Zacisnął  dłoń  na  ręce  Salem.  Tak  się  zaangażował  w  ich  związek,  że 

zapomniał  o  sprawie  braci  Porto.  Traktował  ich  groźby  z  przymrużeniem 
oka.  Teraz  Wyatt  był  w  niebezpieczeństwie  z  jego  winy.  Jeśli  coś  mu  się 
stanie, wyrzuty sumienia nie opuszczą Johna do końca życia. 

Puścił  rękę  Salem  i  zapalił  silnik.  Był  zadowolony,  że  nadal  trzymała 

dłoń na jego udzie. Cokolwiek się stanie, chciał, by z nim była. Niech szlag 
trafi  konwenanse!  Przeżył  tyle  lat,  nie  dbając  o  niepisane  prawa 
społeczeństwa.  Próbował  dać  Salem  okres  narzeczeństwa,  na  jaki  jego 
zdaniem  zasługiwała.  Tyle  z  tego  miał,  że  ona  czuła  się  zagubiona,  a  on 
doprowadzony  do  szaleństwa.  Nieważne,  czy  podobało  się  to  jej.  Delcie  i 
całemu  przeklętemu  światu:  Będzie  zawsze  tam,  gdzie  John  może  ją 
widzieć. Nie chciał ryzykować, że jej też coś się stanie. 

Zamiast  do  Delty,  pojechał  do  swojej  wilii.  Nawet  nie  zapytał  Salem  o 

zdanie. Potrzebował jej tej nocy. 

Zaparkował i wysiedli równocześnie. Wziął ją za rękę i podprowadził do 

drzwi.  Otworzył  je,  ale  nie  wszedł.  Zapalił  światło,  omiótł  wnętrze 
spojrzeniem i sprawdził, czy nikt się nie chowa za drzwiami. 

Delikatnie  wepchnął  Salem  do  środka,  nie  chcąc  zostawiać  jej  w  progu 

nawet na chwilę potrzebną na przeszukanie domu. Zamknął drzwi i obszedł 
całą willę. Upewnił się, że nikogo nie ma i że nikt nie był tu wcześniej. 

Wszedłszy do pokoju, zobaczył, że Salem zaciąga zasłony. Poruszała się 

powoli, jak we śnie. Na jednym z krzeseł leżała zwinięta marynarka Wyatta. 
Złożyła ją i powiesiła na oparciu, nie mogąc oderwać oczu od ubrania, które 
tak dobrze znała. 

— Nic mu się nie stanie, Salem — powiedział cicho John. — Nie mają 

powodu, by go skrzywdzić. 

Spojrzała na niego. 
—  To  jest  właśnie  problem,  prawda?  Nic  nie  wiemy  o  powodach,  dla 

których  to  robią. To  wszystko  nie  ma  sensu.  Tylko nie  mów mi,  że  go  nie 
zranią. Nie jestem dzieckiem. Oni nie bawią się. Zaatakowali ciebie i dwóch 

102

RS

background image

 

 

członków  załogi,  teraz  mają  Wyatta.  Czegoś  chcą  i  nie  są  zbyt  subtelni  w 
dążeniu do celu. 

Zerwał krawat i zrzucił marynarkę. Wziął Salem w ramiona. Oboje tego 

potrzebowali. 

—  Znajdziemy  go,  kochanie,  obiecuję,  choćbyśmy  mieli przekopać  całą 

wyspę. Wiesz, że nigdy nie rzucam słów na wiatr. 

Obejmując  go  w  talii,  zatonęła  w  jego  ramionach.  Wtuliła  się  w  ciepłe, 

twarde  ciało.  Chłonęła  jego  zapach.  Czuła  się  tak,  jakby  w  żyłach  zamiast 
krwi miała gorącą lawę. 

John  ujął  jej  podbródek  i,  unosząc  twarz  ku  górze,  wpił  się  w  jej  usta. 

Pragnęli siebie.  Było  to  tak  silne  i  boleśnie  intensywne,  że  nie mogli temu 
zaprzeczać.  Wszystko  potęgowało  ich  pragnienia:  troska  o  bezpieczeństwo 
Wyatta, niepewność co do ich związku, namiętność. 

Palce  Johna  drżały,  gdy  rozpinał  sukienkę  Salem.  Rozsuwając  materiał, 

wsunął  ręce  głębiej,  chcąc  poczuć  jej  nagą  skórę.  Sukienka  zsunęła  się  z 
ramion i opadła na podłogę. Powoli opadały wszystkie części garderoby i w 
końcu miał ją nagą w swych ramionach. 

Poczuł  jej  dłonie  na  klamrze  paska.  Spojrzał  na  nią.  Napotkała  jego 

gorący  wzrok  i  rozchyliła  wilgotne  wargi.  Rozpięła  zamek  w  spodniach  i 
wsunęła tam rękę. 

Jęknął,  gdy  dotknęła  twardego,  bolesnego  miejsca.  Wzdychając,  zaczął 

całować ją dziko i głęboko. 

Nie  mógł  czekać,  aż  dojdą  do  sypialni.  Całując  położył  ją  na  dywanie  i 

nakrył sobą. Splótłszy swe palce z jej, uniósł ręce nad głowę Salem i wszedł 
w nią. 

Oczekiwała  tego  z  niecierpliwością,  wychodziła  mu  naprzeciw  i 

spieszyła się, by doznać  rozkoszy. Wydawała  ciche, miękkie  westchnienia. 
Oddając się Johnowi, cały czas patrzyła mu w oczy. 

Szczyt rozkoszy osiągnęli razem. Wokół nich drżał świat. 
Po  chwili  John  odzyskał  siły  na  tyle,  że  był  w  stanie  podnieść  głowę. 

Patrząc w błyszczące oczy Salem, wymamrotał: 

—  Kocham  cię,  Salem.  Kochałem  cię,  gdy  byłaś  czarującym  dzieckiem 

w  sierocińcu,  dziewczynką  i  pełną  werwy  nastolatką.  Teraz  kocham  cię, 
kiedy stałaś się kobietą. 

Zbladła,  wpatrując  się  w  niego.  Czy  to  aż  taki  szok,  myślał  ze 

zdumieniem.  

103

RS

background image

 

 

Zdawało mu się, że wcześniej dawał jej jasno do zrozumienia, co czuje. 
Po policzku Salem spłynęła łza. 
— Ja też cię kocham. Zawsze cię kochałam. Nie jako brata czy opiekuna. 

Zakochałam się w tobie. 

Uniosła  biodra  i  jej  oczy  zmieniły  się,  kiedy  poczuła,  jak  ciało  Johna 

twardnieje w niej. 

— Tak samo jak z tym: jesteś częścią mnie samej. 
Jej słowa, wypowiedziane tak miękko, były jak uderzenie gromu. 
Zmysłowe  ruchy  sprawiały,  że  prócz  potrzeby  kochania  się  z  nią,  John 

nie czuł już nic. 

Z westchnieniem rozkoszy nachylił się i pocałował ją. 
Później zasnęli w łóżku Johna, zmęczeni i oszołomieniu. Przez całą noc 

obejmował ją czule, lecz zaborczo. 

Salem  obudziła  się  o  świcie.  John  już  nie  spał.  Położyła  rękę  na  jego 

piersi. Pytająco spojrzał jej w oczy. 

— Cześć — powiedziała. Uśmiechnął się. 
— Dzień dobry. 
Uśmiechnął się szerzej, gdy przecierała oczy dłonią. 
— Dobrze, że znamy  się  tak  długo.  Przynajmniej  nie musimy  uczyć  się 

swoich nawyków. 

Odciągnął jej rękę od oczu. 
—  Na  przykład  wiem,  że  chcesz  wziąć  prysznic,  więc  w  tym  czasie 

zaparzę kawę. 

Wolę,  żebyś  mnie  objął  i  żebyśmy  znów  zasnęli,  pomyślała,  a  głośno 

odezwała się: 

—  A  ty  pijesz  dwie  filiżanki  kawy,  bez  mleka  i  bez  cukru.  Która 

godzina? Zresztą to nieważne, nie chcę wiedzieć. Musimy wstać, prawda? 

Uśmiech zniknął z jego twarzy. 
— Obawiam się, że tak. Mamy sporo spraw do załatwienia. 
Pocałował ją. 
—  Kiedy  odzyskamy  Wyatta,  weźmiemy  urlop,  tylko  we  dwoje.  Jak  ci 

się to podoba? 

Czając się jak więzień, którego ułaskawiono, powiedziała uroczyście. 
— Brzmi to cudownie. 
John  niechętnie  wstał  z  łóżka.  Wyjął  z  szuflady  czystą  bieliznę,  z  szafy 

dżinsy i koszulę. Drugą koszulę rzucił Salem. 

104

RS

background image

 

 

Zapinając  dżinsy,  popatrzył  na  łóżko.  Salem  leżała  bez  ruchu, 

obserwując go. Lekkie prześcieradło, którym była nakryta, prawie wcale nie 
osłaniało  jej  kształtów.  Włosy  rozsypały  się  na  poduszce;  jego  poduszce. 
Chciałby  podziwiać  ten  widok  każdego  ranka,  przez  całe  życie.  Ujrzał 
tęsknotę w jej oczach i jego ciało zareagowało natychmiast. 

— Salem — powiedział ochryple — wstań i idź pod prysznic. 
Zamrugała  oczami,  jakby  wyrwana  z  transu,  odrzuciła  prześcieradło  i 

wstała. Narzuciła koszulę na ramiona i ruszyła do łazienki, nie wstydząc się 
swej nagości. 

John  zamknął  oczy,  chcąc  przeciwstawić  się  zmysłowemu  pragnieniu, 

które w nim narastało. Szybko wyszedł z sypialni, póki jeszcze był w stanie 
to zrobić. 

Później,  kiedy  się  kąpał,  Salem  znalazła  tenisówki,  które  dawno  temu 

zostawiła  w  willi.  Przeszukując  szafę,  znalazła  też  szare  spodnie  dresowe, 
ściągane sznurkiem. Nałożyła je i zawiązała koszulę w talii. Nie była ubrana 
modnie, ale wyglądała wystarczająco porządnie, by iść do Delty. 

Kiedy  Wyaatt  będzie  bezpieczny,  rozmyślała,  na  pewno  jej  stosunek  z 

Johnem  zmieni  się.  Nie  może  ciągle  wracać  do  Delty  ubrana  tak  samo  jak 
poprzedniego  dnia,  czy  też  w  to,  co  może  znaleźć  w  szafie  Johna. 
Powiedział, że ją kocha i ona też go kocha. Teraz więc powinni się pobrać. 
Jednak  John  nic  nie  mówił  o  małżeństwie,  a  przecież  ona  nie  może  tego 
zaproponować. Nie była pewna, czy on chce się wiązać. Bez małżeństwa nie 
mogła z nim zamieszkać. Chciała mieć dom, męża, dzieci; tradycyjne życie 
rodzinne,  którego  żadne  z  nich  nigdy  nie  miało.  Nie  zadowoliłoby  ją  nic 
innego  i tego  samego  pragnęła  dla  Johna.  Najpierw  jednak  musieli znaleźć 
Wyatta. 

Zamiast  objeżdżać  całą  wyspę  i  zbierać  informacje  o  braciach  Porto, 

dokonali  tego,  siedząc  w  kuchni  Delty,  podczas  gdy  Connie  stała  przy 
telefonie,  wykręcając  jeden  numer  za  drugim.  Kiedy  przyjechali  do  Delty, 
by  Salem  mogła  się  przebrać,  John  powiedział  Connie  o  ostatnich 
wydarzeniach. Gdy usłyszała, że porwano Wyatta, jej ciemne oczy zabłysły 
ponuro.  Bez  słowa  podeszła  do  wiszącego  na  ścianie  telefonu  i  wykręciła 
numer. Rozmawiała z kimś w swoim języku. 

Stała  jeszcze  przy  telefonie,  kiedy  zeszła  Salem.  Rzuciła  pytające 

spojrzenie na Johna, ale on tylko wzruszył ramionami. Nalała sobie kawy i 
usiadła  przy  stole.  Connie  rozmawiała  w  języku  Haiti,  więc  Salem 

105

RS

background image

 

 

domyśliła  się,  że  dzwoni  do  krewnych  i  przyjaciół.  Wiedziała,  że  wielu  z 
nich mieszka i pracuje na wyspie. Z kilkoma nawet kiedyś się spotkała. 

Wreszcie Connie odłożyła słuchawkę. 
—  W  porządku,  załatwione.  Najdalej  za  godzinę  będziemy  wiedzieć 

więcej. 

John  nie  wątpił,  że  powiedziała  prawdę.  Żałował tylko, że  nie  pomyślał 

wcześniej o wykorzystaniu znajomości Connie. Zerknął na nią. Tłumaczyło 
go tylko to, że ostatnio zajęty był czymś innym. 

—  Muszę  porozmawiać  z  załogą  —  powiedział.  —  Wyślę  ludzi,  żeby 

obserwowali  łódkę  i  dom  braci  Porto.  Reszta  musi  być  w  pogotowiu,  w 
razie, gdybyśmy potrzebowali pomocy. 

Connie kiwnęła głową. 
— Mój brat i kuzyni też mogą pomóc, jeśli trzeba. Zjecie śniadanie przed 

wyjściem? Dobrze jest napełnić żołądek przed walką. 

John odsunął krzesło. 
—  Zjemy  później,  kiedy  już  znajdziemy  Wyatta.  Spojrzał  na  Salem  i 

wyciągnął do niej rękę. 

— Chodź. 
Podała mu dłoń. Chętnie poszłaby z nim nawet na koniec świata i jeszcze 

dalej. Wystarczyło tylko, żeby ją o to poprosił. 

Po  godzinie  wrócili.  Connie  znów  stała  przy  telefonie.  Załoga  Johna 

czekała na rozkazy. Odwołano wycieczki dla turystów. Załoga gotowa była 
zrobić wszystko, by odnaleźć Wyatta i skończyć z prześladowaniami. 

Krewni Connie zdobyli potrzebne informacje. Merlin Porto wynajmował 

część  wyspy Stone  Island,  która  nie  łączyła  się z  innymi  wyspami  Floryda 
Keys ani mostami, ani autostradą. Można było tam dotrzeć tylko łodzią. To 
tłumaczyło, dlaczego łódź braci Porto rano zniknęła. 

Początkowo  John  chciał  płynąć  natychmiast,  ale  wiedział,  że 

bezpieczeństwo Wyatta zależy od tego, jak przeprowadzą akcję ratunkową... 
Młodszy  brat  Connie  był  w  ekipie,  która  zbudowała  dom  Merlina,  jedyny 
dom  na  wyspie.  Spotkał  się  z  Johnem  i  jego  załogą,  i  szczegółowo  opisał 
położenie  domu.  Zgodził  się  także  popłynąć  z  nimi.  Nie  byli  pewni,  czy 
znajdą tam Wyatta, ale to był jedyny ślad. 

Do  załogi  dołączyło  dziesięciu  członków  rodziny  Connie.  W  sumie  w 

każdej  łodzi  było  sześciu  mężczyzn.  Tylko  jeden  był  uzbrojony,  szwagier 
Connie, pracujący w policji. 

106

RS

background image

 

 

Salem  nie  była  już  zdziwiona  pomocą  Connie,  ale  wdzięczna  za 

ułatwienie  im  odszukania  Wyatta.  Widząc,  że  John  zwija  już  mapę,  którą 
przed  chwilą  wszyscy  obejrzeli,  Salem  ruszyła  w  kierunku  Cygana  I.  John 
zawołał ją, a gdy podeszła, powiedział surowo: 

— Ty nie płyniesz?. Uniosła podbródek. 
— Owszem, płynę. 
Pokręcił głową. Salem wzięła się pod boki. 
— Płynę, John. 
—  Nie  wiemy,  co  nas  tam  czeka.  Chcę  żebyś  została.  Tu  jest 

bezpiecznie. Nie chcę martwić się o ciebie. 

Załoga  z  zainteresowaniem  słuchała  ich  kłótni.  Salem,  nie  zwracając  na 

to uwagi, podniosła głos. 

—  Nigdy  nie  skarżyłam  się,  gdy  było  nam  ciężko,  prawda?  Nigdy  nie 

prosiłam  o  więcej,  niż  miałeś  ty  i  Wyatt.  Pracowałam  tak  samo  ciężko  jak 
wy,  od  chwili  gdy  tu  przybyliśmy.  Mam  prawo  płynąć  z  tobą!  Nie  musisz 
się o mnie martwić. W tej chwili liczy  się tylko  Wyatt, Kłócąc się tracimy 
czas. 

John wiedział, że aby ją powstrzymać, musiałby ją związać. Jeśli jej nie 

weźmie, znajdzie inną łódź i przypłynie sama. 

Wziął ją pod rękę i poprowadził w stronę doku 
—  W  porządku,  ale  jeśli  zacznie  się  coś  dziać,  nie  mieszaj  się  — 

warknął. 

Na szczęście dzień był słoneczny i woda spokojna. Prawdopodobieństwo 

sztormu  było  niewielkie.  Łodzie  minęły  kilka  wysp  i  przy  Big  Torch  Key 
rozdzieliły się. Dwie popłynęły na południe, a Cygan I i jeszcze jedna łódź 
skierowały  się  na  północ.  Chcieli  dotrzeć  do  wyspy  z  dwóch  stron,  żeby 
wylądować na plaży, na której stał dom. 

Stone  Island  była  niewielka.  Jej  brzegi  porośnięte  były  drzewami. 

Sprawiała  wrażenie  niezamieszkałej.  Dopiero  kiedy  dopłynęli  do 
wschodniego brzegu, zobaczyli w odległości kilkuset metrów jednopiętrowy 
budynek. Przy drewnianym pomoście stała przycumowana łódź braci Porto. 
John  wyłączył  silnik  i  dryfowali  wolno,  czekając  aż  z  przeciwnej  strony 
wyspy nadpłyną dwie pozostałe łodzie. 

Stojąc  przy  Johnie,  Salem  patrzyła  na  dom,  ale  nie  zauważyła  tam 

żadnego ruchu. Podpływali coraz bliżej.  

Poczuła, że strach ściska jej żołądek. 

107

RS

background image

 

 

— Myślisz, że Wyatt tu jest? — spytała. 
— Nie wiem — powiedział cicho John. — Za chwilę się dowiemy. 
Równocześnie  dostrzegł  dwie  łodzie.  John  przez  radio  nakazał  trzymać 

się  przy  brzegu.  Nie  było  miejsca  do  zacumowania.  Łódź  braci  Porto 
zajmowała tyle miejsca, że John z trudem mógł zacumować swoją. 

Szyper  łodzi  płynącej  za  Cyganem  I,  otrzymał  rozkaz  zatrzymania  się. 

John  z  determinacją  włączył  silnik  i  ruszył  naprzód.  Z  ręką  na  sterze 
otworzył szufladę i wyjąwszy rewolwer, wetknął go z tyłu za pasek spodni. 
W razie kłopotów będzie strzelać. 

Gdy cumowali, Salem obserwowała dom, spodziewając się, że wybiegną 

z niego mężczyźni z wycelowaną w nich bronią. 

John wziął Salem za rękę, ale wiedział, że nie posłucha zakazów i wolał 

już  mieć  ją  przy  sobie.  Rozumiał,  dlaczego  dziewczyna  chce  za  nim  iść, 
jednak  bał  się  ojej  bezpieczeństwo.  Pewność,  że  nic  jej  nie  grozi,  była  mu 
potrzebna jak powietrze. 

John prowadził, Salem szła za nim, dalej postępowali członkowie załogi. 

Na  pokładzie  został  jeden.  Zeszli  z  pomostu  i  zaczęli  wspinać  się  po 
schodach w kierunku domu. Po tej stronie dom miał wiele okien, ale ciągle 
nikogo  nie  widzieli.  Podchodząc  bliżej,  zobaczyli  zadaszone  patio, 
częściowo zakryte gęstymi krzakami. 

John  ścisnął  rękę  Salem.  Kiedy  zobaczył  rozgrywającą  się  tam  scenę, 

stanął  jak  wryty.  Salem  zrobiła  to  samo.  Wokół  okrągłego  stołu  z  kutego 
żelaza  siedziało  trzech  mężczyzn,  których  uznali  za  braci  Porto,  Wyatt  i 
ruda  kobieta  z  galerii.  Wyatt  nie  był  związany,  w  jednej  ręce  trzymał 
szklankę mrożonej herbaty, na twarzy nie miał żadnych śladów pobicia. 

Przez chwilę nikt z nich się nie ruszał i nie odzywał, ale widać było, że 

nie  są  zaskoczeni  wizytą.  Twarze  braci  Porto  nie  wyrażały  ani  zdziwienia, 
ani lęku. 

Podchodząc do mężczyzny siedzącego przy Wyatcie, John zapytał: 
— O co chodzi, Frank? Dlaczego przywieźliście tu Wyatta? 
Zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, ruda kobieta zerknęła na Salem 

i warknęła: 

— A ona co tu robi? Frank, każ jej się wynieść! 
Nie reagując na te słowa, Frank odpowiedział na pytanie Johna: 
—Twój  partner  jest  bardzo  uparty,  podobnie  jak  ty.  Nie  mogliśmy 

namówić  ciebie  na  współpracę,  więc  postanowiliśmy  porozmawiać  z  nim. 

108

RS

background image

 

 

Nie chciał przepisać swego udziału w Cygańskiej Flocie na nas, ani ożenić 
się  z  naszą  siostrą.  Zdecydowaliśmy,  że  potrzymamy  go  tu  do  chwili,  gdy 
zgodzi się na wszystko. 

John nie zdziwił się, słysząc, że Frank chce udział Wyatta we flocie, ale 

spokojna wzmianka o ożenku uderzyła go jak grom. Wpatrzył się w Wyatta. 

— O czym on mówi? 
— Zdaje się, że ona jest w ciąży. Powiedziała, że ja jestem ojcem. 
— A jesteś? — spytał John wprost. 
— Nie. 
John spojrzał na Franka. 
— Nawet jeśli będziecie go tu trzymać do śmierci, nie przepisze na was 

swego udziału. I nie zmusicie go do małżeństwa tylko dlatego, że ona mówi, 
iż jest ojcem jej dziecka. Wyatt wraca z nami. 

Dwóch  mężczyzn  zerwało  się  ze  złością.  Frank  podniósł  rękę  i  ten  gest 

powstrzymał ich. 

—  Moja  siostra  nie  kłamie,  panie  Canada  —  powiedział  zimno.  —  To 

zbyt  poważna  sprawa.  Jeśli  mówi,  że  zawinił  pana  wspólnik,  to  jest  to 
prawda. 

Kobieta wskazała palcem na Salem. 
—  To  wszystko  jej  wina.  Gdyby  tu  nie  przyjechała,  Wyatt  wróciłby  do 

mnie. Pozbądź się jej, Frank! 

— Odczep się od Salem — powiedział Wyatt i potrząsnął głową. 
— Ciągle powtarzam, że nie chodziłem z waszą siostrą. Raz zaprosiłem 

ją  na  drinka,  to  wszystko.  Jeśli  Maria  jest  w  ciąży,  musiała  być  z  innym 
mężczyzną. John postąpił krok w przód. 

—  Pięknie!  To  doskonały  sposób,  by  szantażem  zmusić  Wyatta  do 

przepisania połowy udziałów na was. Nie pomogło niszczenie naszych łodzi 
i  magazynów,  więc  wymyśliliście  ciążę.  Zastanawiam  się,  co  jeszcze 
zrobicie? 

Frank poczerwieniał ze złości. 
— Siostra powiedziała mi o ciąży dwa dni temu. Powiedziała, że ojcem 

jest twój wspólnik. Na pewno nie będzie wychowywać tego dziecka sama. 

Salem  przeniosła  wzrok  z  Wyatta  na  rudą  kobietę,  którą  nazwał  Marią. 

Wszystko pasowało. Napotykając wściekły wzrok tamtej, spytała: 

—  Powiedziałaś  braciom,  że  Wyatt  interesuje  się  mną,  prawda?  — 

Kobieta arogancko uniosła podbródek. 

109

RS

background image

 

 

— Oczywiście. Nie posłuchałaś mojego ostrzeżenia, więc Merlin wysłał 

kogoś, żeby kazał ci trzymać się z daleka od Wyatta. Teraz przyjechałaś po 
niego, ale on jest mój! 

Salem  słyszała  w  jej  głosie  nutę  histerii.  Była  zdumiona,  że  bracia  nie 

zauważyli,  jak  słaby  miała  kontakt  z  realnym  światem.  Rozmowa  z  Marią 
nie miała sensu, więc zwróciła się do Franka: 

—  Nie  wiem,  dlaczego  twoja  siostra  sądzi,  że  kocham  Wyatta.  To 

nieprawda. Dorastałam z nim i jest mi bardzo bliski, jak brat. Jeśli kłamała, 
mówiąc  o  moim  związku  z  Wyattem,  to  czy  nie  może  kłamać,  mówiąc  o 
ciąży? 

Po  raz  pierwszy  Frank  miał  niepewną  minę.  Spojrzał  na  rękę  Salem  w 

dłoni Johna. Patrząc mu w oczy, zapytał: 

— To twoja dziewczyna? 
— Tak. 
Frank odwrócił się do siostry. 
—  Mario,  chyba  myliłaś  się  co  do  tej  kobiety.  Myślę,  że...—Maria 

zrozumiała, że traci poparcie brata. Zerwała się na równe nogi, przewracając 
krzesło. 

— Komu wierzysz? Im czy własnej siostrze?! 
Nie kontrolowała głosu. Uniosła rękę, chcąc uderzyć Franka, ale bracia ją 

powstrzymali.  Zaczęła  wyrywać  się  i  wrzeszczeć  jak  rozhisteryzowane 
dziecko.  Frank  skinął  głową  i  bracia  zabrali  ją  do  domu.  Nawet  gdy 
zamknęli drzwi, słychać było jej wrzaski. 

Frank powoli odsunął krzesło i wstał. 
— Chyba powinienem pana przeprosić, panie Brodie. Może pan odejść. 
Zerknął na Johna. 
—  Nie  będę  przepraszać  za  to,  że  chciałem  pana  zrujnować.  To  jest 

interes. 

John  nie  mógł  zrozumieć  pokrętnej  logiki  tego  mężczyzny,  ale  to  było 

bez znaczenia. Ważne było to, że Wyatt stal przy Salem. 

—  Porto,  w  Key  West  jesteście  skończeni,  chociaż  jeszcze  o  tym  nie 

wiecie.  Mógłbym  poradzić  wam,  żebyście  zaprowadzili  siostrę  do  lekarza, 
ale wiem, że tego nie zrobicie. 

Jego głos stwardniał. 
—  Dopadnę  was,  jeśli  jeszcze  raz  spróbujecie  rozmawiać  z  Salem  lub 

Wyattem. Spotkam się z tobą sam na sam. To nie groźba, to obietnica. 

110

RS

background image

 

 

Ściskając rękę Salem, odwrócił się i ruszył w stronę łodzi. Gdy weszli na 

pomost, poczuł, że Salem usiłuje się wyrwać.  Zdał sobie sprawę z tego,  że 
ściska jej rękę zbyt mocno. Rozluźnił uścisk, ale nie puścił dłoni, dopóki nie 
weszli na łódź. 

Wyatt  zapuścił  silnik  i  odpłynął  od  pomostu.  John  podszedł  do  radia  i 

kazał  łodziom  wracać  do  przystani.  Powiadomił  wszystkich,  że  znaleźli 
Wyatta. 

Skończywszy rozmowy, rozejrzał się, szukając Salem, ale nigdzie jej nie 

dostrzegł. Może poszła do kabiny. Zostawił Wyatta przy sterze i zszedł pod 
pokład. Salem stała przy zlewie, w ręku trzymała szklankę wody. 

—  Czuję  się  jak  generał,  który  zaplanował  wspaniałą  bitwę,  a  wojnę 

odwołano.  Moje  środki  ostrożności  wydają  się  teraz  śmieszne  —  odezwał 
się. 

— Nie mogłeś  wiedzieć,  co  zrobią,  gdy  przyjedziemy,  ani tego, czy  nie 

skrzywdzą  Wyatta.  Mam  nadzieję,  że  wiedzą,  iż  ich  siostra  potrzebuje 
pomocy  psychiatrycznej.  Przez  swoje  oskarżenie  spowodowała  mnóstwo 
kłopotów. 

—  Dlaczego  nie  powiedziałaś  mi,  że  kazała  ci  trzymać  się  z  dala  od 

Wyatta? 

Salem odstawiła szklankę i spojrzała mu w oczy. 
— Myślałam, że mówi o tobie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

111

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 10 

 
John wbił w nią wzrok. 
— Dlaczego tak myślałaś? 
—  Nie  mówiła,  że  chodzi  o  Wyatta.  Powiedziała  tylko,  że  z  mojego 

powodu została odsunięta. Jestem z tobą, nie z Wyattem, więc to logiczne, 
że pomyślałam o tobie. Nosiła także złoty medalion, podobny do mojego. 

John uśmiechnął się krzywo. 
—  Salem,  naprawdę  nie  chodzę  po  wyspie,  rozdając  kobietom  złote 

monety. 

Zbliżył się do niej i pogłaskał po policzku. 
—  Nie  chcę  kłamać  i  wmawiać  ci,  że  nie  miałem  kobiet  w  przeszłości. 

Żadna z nich nie była nikim więcej niż partnerką seksualną. Z żadną, oprócz 
ciebie,  nie  spędziłem  całej  nocy.  Nigdy  nie  kochałem  się  z  żadną  oprócz 
ciebie. Tamto to były tylko stosunki seksualne. 

Jego dotyk działał na nią jak zawsze. 
— Nie pytałam cię, czy miałeś inne kobiety. 
—  Czułbym  się  pewniej,  gdybyś  zapytała.  Zobaczył,  że  otworzyła 

szerzej oczy zdumiona. 

—  Byłem  zazdrosny  jak  diabli,  kiedy  w  Seattle  powiedziałaś,  że 

spotykałaś  się  z  mężczyznami  i  jesteś  bardziej  doświadczona.  Omal  nie 
zwariowałem, wyobrażając sobie ciebie, kochającą się z innym mężczyzną. 
Chciałbym,  żebyś  była  tak  samo  zazdrosna  o  moją  przeszłość,  jak  ja  o 
twoją. 

— Przez cztery lata byliśmy sobie obcy. Mówiłeś, że jestem dla ciebie za 

młoda, że nie wiem, kim jestem. Nie chciałeś zbliżenia. Liczyłam się z tym, 
że w twoim życiu istnieje inna kobieta. 

Zmarszczył  brwi.  Głos  jej  zabrzmiał  dziwnie  gorzko,  kiedy  mówiła  o 

tym, że nie wie, kim jest. Zanim zdążył zapytać, co ma na myśli, wyczuł, że 
silnik zwalnia obroty. Dobijali do doku. 

— Dopływamy. Zanim wyjdę, muszę porozmawiać z załogą i kuzynami 

Connie. Na pewno chcą wiedzieć, co się wydarzyło. Może idź do Delty? 

Wyjął klucze z kieszeni. 
— Weź mojego dżipa. Przyjdę do ciebie później. Pogłaskał ją po szyi. 
— Może teraz wszystko się ułoży jak kiedyś. 
Salem przytaknęła.  Została w kabinie,  gdy John wyszedł na pokład. To, 

112

RS

background image

 

 

co  przed  chwilą  powiedział,  dźwięczało  jej  w  uszach.  Miał  nadzieję,  że 
wszystko będzie po staremu. 

Odczuła  ulgę,  gdy  dowiedziała  się,  że  John  nie  był  związany  z  tamtą 

kobietą,  ale  inne  problemy  wymagały  rozwiązania.  Być  może  nigdy  nie 
wyjdą  na  jaw.  Czas  naglił  i  Salem  musiała  dać  odpowiedź  kompanii  w 
Monterey.  Jeśli  John  nie  chce  zostać  z  nią  na  zawsze,  będzie  musiała 
wyjechać  z  Key  West  Gdyby  została,  nadal  byliby  kochankami;  czuli  do 
siebie  zbyt  silny  pociąg.  Salem  nie  mogła  też  zostać  na  zawsze  u  Delty, 
żerując na jej gościnności. 

Ciągle  mówiła  Johnowi,  że  jest  niezależną  kobietą,  a  nie  dzieckiem. 

Powinna  wreszcie  zacząć  zachowywać  się  odpowiednio.  Jeśli  przyszłość  z 
Johnem, którą sobie wymarzyła, jest nierealna, przyszedł czas na zerwanie. 
Im dłużej zostanie w Key West, tym trudniej będzie wyjechać. 

Przywiązano łódź i Salem wyszła z kabiny. John i Wyatt szli pomostem 

na  brzeg,  gdzie  czekała  na  nich  załoga.  Mężczyźni  otoczyli  ich  kołem, 
poklepując Wyatta po ramieniu. Salem minęła ich wolnym krokiem. 

Dochodząc  do  domu,  zobaczyła  pracującą  w  ogródku  Connie  i  zaczęła 

opowiadać jej, co zaszło. Nie przerywając swego zajęcia, kobieta słuchała i 
od czasu do czasu kiwała głową. Potem podała jej koszyk z warzywami. 

Niosąc go do  kuchni,  Salem  zazdrościła  starszej kobiecie  spokoju,  tego, 

że niczym się nie martwiła, niezależnie od okoliczności. Była zadowolona 
ze  swego  życia,  miała  zapewnioną  pracę  w  domu  Delty  i  cieszyła  się  tym 
oraz ludźmi, którzy ją otaczali. 

Gdy Salem myła warzywa, Connie powiedziała: 
— Ktoś do ciebie dzwonił z Kalifornii. Zapisałam numer w notesie przy 

aparacie. Prosił, żebyś zadzwoniła jak najszybciej. 

Wytarłszy  ręce,  Salem  wzięła  notes  i  przeczytała  nazwisko.  Był  to 

kierownik  muzeum  marynistycznego  w  Monterey.  Spojrzała  na  zegar  nad 
telefonem. Muzeum powinno być jeszcze otwarte, biorąc pod uwagę różnicę 
czasu. 

Wahała się nie wiedząc, czy zadzwonić. Kierownik czekał na decyzję, a 

ona  jeszcze  jej  nie  podjęła,  choć  ta  oferta  była  najlepszą  z  otrzymanych. 
Zarabiałaby tam więcej niż potrzebowała na utrzymanie, były też szanse na 
podwyżkę. Rezygnując popełniłaby głupstwo. Wykręcając numer, wiedziała 
już co zrobi. Nie chciała jechać do Kalifornii. Chciała zostać z Johnem. 

Przez  chwilę  nikt  nie  odpowiadał.  Wreszcie  usłyszała  głos  kierownika. 

113

RS

background image

 

 

Już miała mu powiedzieć, że odrzuca ofertę, kiedy odezwał się: 

—  Otrzymaliśmy  list  z  referencjami  od  pana  Canady.  Chwalił  pani 

doświadczenie  i  trening  płetwonurka.  Biorąc  pod  uwagę  pani  kwalifikacje, 
uważamy, że będzie pani... 

—  Kiedy  pan  Canada  napisał  ten  list?  —  przerwała  Salem.  Słyszała 

szelest papierów, a po chwili kierownik odczytał datę. 

List  został  napisany  dwa  dni  po  tym,  jak  zostali  kochankami.  Dlaczego 

dziwię się, że John  myśli,  iż  przyjmę  pracę,  zastanawiała się  ze  smutkiem. 
Cały czas mówił wszystkim, że Salem wyjeżdża do Monterey. 

—  W  naszej  ofercie  —  kontynuował  kierownik  —  zaznaczyliśmy,  że 

chcemy,  by  zaczęła  pani  pracę  we  wrześniu,  ale  teraz  pracujemy  nad 
projektem,  w  którym  przydałoby  się  pani  doświadczenie  jako  nurka. 
Chcemy  przeprowadzić  parę  eksperymentów  na  algach.  Należałoby  je 
obserwować  codziennie  i  dlatego  potrzebujemy  doświadczonych  nurków. 
Mamy nadzieje, że może pani rozpocząć pracę od lipca? 

To już za dwa tygodnie, pomyślała. 
— Jak szybko muszę dać odpowiedź? 
—  Chcielibyśmy,  żeby  to  było  jak  najszybciej.  Musimy  zatwierdzić 

projekt  i  ustalić  szczegóły,  tak  żebyśmy  mogli  zacząć  tego  lata,  dopóki 
pogoda jest odpowiednia do nurkowania. 

Zacisnęła dłoń na słuchawce. 
— Odpowiem panu jutro. 
Kierownik zgodził się. Salem odłożyła słuchawkę i odwróciła się wolno. 

Connie  nie  udawała,  że  pracuje.  Ująwszy  się  pod  boki  i  marszcząc  brwi, 
obserwowała dziewczynę. 

— Dlaczego nie odpowiedziałaś mu teraz? 
— Bo sama jeszcze nie wiem, co zrobię. 
— Twoje miejsce jest tutaj, dziecko. Wszyscy chcemy, żebyś została. 
Salem uśmiechnęła się blado. 
— Dziś wieczorem zobaczę, czy to prawda. 
John  i  Wyatt  zjawili  się  na  obiedzie  punktualnie.  Mieli  jeść  tylko  w 

piątkę. 

Delta była uszczęśliwiona, mając swoją małą rodzinę dla siebie. 
— Postanowiłam, że nie będę wynajmowała pokoi turystom. Connie ma 

za  dużo  pracy,  a  ja  zauważyłam,  że  lubię  mieć  dom  dla  siebie  — 
powiedziała. 

114

RS

background image

 

 

Każdy, łącznie z Connie, wpatrywał się w nią. Delta zawsze miała gości! 

Widząc ich konsternację, uśmiechnęła się i machnęła ręką. 

—  To  normalne,  że  kobieta  w  moim  wieku  chce  mieć  trochę  spokoju. 

Właściwie  myślałam  nawet,  żeby  sprzedać  dom  i  studio,  i  znaleźć  coś 
mniejszego,  może  kawalerkę.  Kiedy  Salem  wyjedzie,  zostanę  w  tym 
wielkim domu tylko z Connie. 

John, Wyatt i Connie równocześnie odwrócili się, by spojrzeć na Salem. 

Byli zaszokowani. Salem nadal patrzyła na Deltę. 

Oczy Johna zwęziły się. Nie rozmawiali o tym, ale nie spodziewał się, że 

Salem wyjedzie. 

— Co ona ma na myśli, mówiąc „kiedy wyjedziesz"? 
Salem  powoli  odwróciła  głowę  i  napotkała  jego  zły  wzrok.  Siedział  na 

krześle, pozornie spokojny i odprężony, ale widziała na jego szyi pulsującą 
żyłę. 

— Dzwonił kierownik muzeum w Monterey. Chce, żebym zaczęła pracę 

wcześniej.  Mówił  też,  że  dostał  twoje  referencje.  Chyba  powinnam  ci 
podziękować. To twój list sprawił, że mam wcześniej zacząć pracę. 

— Nie wiedziałem, że zdecydowałaś się ją przyjąć — powiedział cicho. 
Spuściła wzrok i zaczęła bawić się sztućcami. 
— Prawdę mówiąc, jeszcze się nie zdecydowałam. Mam dać odpowiedź 

jutro. 

Znów spojrzała na Johna. 
— Mówiłeś wszystkim, że przyjęłam pracę, jakby to było postanowione. 

Nie chcę, żebyś przeze mnie wyszedł na kłamcę. 

Czekała,  że  powie,  żeby  nie  wyjeżdżała.  Wystarczyłoby,  gdyby 

powiedział, że on tego nie chce. 

W  twarzy  zadrgał  mu  mięsień.  Bez  słowa  odsunął  krzesło  i  wstał  od 

stołu.  Słysząc  trzask  zamykanych  drzwi,  Salem  odsunęła  swoje  krzesło  i 
wstała. 

—  Przepraszam  —  mruknęła  i  wybiegła  z  pokoju.  Wyatt  westchnął 

ciężko. 

— Ta cała miłość to same kłopoty. Delta zaśmiała się. 
—  Ale  to  najlepsza  rozrywka.—Poklepała  jego  dłoń.  —  Nie  martw  się, 

John  nie  pozwoli  jej  wyjechać.  Po  prostu  trzeba  było  go  przycisnąć. 
Zostawiony sam sobie, ciągnąłby dalej ten związek z Salem. 

Oczy Wyatta zwęziły się, gdy dostrzegł rozbawienie Delty.  

115

RS

background image

 

 

Powoli zaczynał rozumieć. 
— Wymyśliłaś te sprzedaż domu, prawda? 
— O rety, jasne, że tak! Co bym robiła w ciasnej kawalerce? Chciałam, 

by Salem uwierzyła, że jeśli wyjedzie do pracy tak daleko, nie będzie miała 
dokąd  wracać.  John  nie  może  zastanawiać  się  zbyt  długo,  bo  Salem  musi 
dać  odpowiedź  jutro.  Czasem  trzeba  popychać  ludzi,  by  zrobili  to,  na  co 
sami mają ochotę. 

Wyatt gwizdnął z uznaniem i z podziwem pokręcił głową. 
—  Jestem  tylko  mężczyzną  i  nie  rozumiem,  co  się  pod  tym  wszystkim 

kryje. Mam cichą nadzieję, że to podziała. 

Delta uśmiechnęła się zadowolona z siebie. 
— Przynajmniej powrót Salem wprowadził trochę urozmaicenia. 
Dopiero  tuż  przed  świtem  udało  się  Salem  zamknąć  oczy.  Jej  ciało 

domagało  się  snu.  Godziny  spacerowania  po  pokoju  i  wpatrywania  się  w 
sufit nic nie dały, jedynie ją wyczerpały. 

Lekki  wietrzyk  wpadał  przez  otwarte  okno.  Salem  odrzuciła  koc  i 

prześcieradło. Za okrycie wystarczała jej koszulka. 

Nie słyszała trzasku otwieranych drzwi i nie obudziła się, gdy do pokoju 

wpadło światło z korytarza. Wszedł John, przymykając drzwi tak, by móc w 
półmroku  widzieć  meble.  Od  razu  spojrzał  na łóżko. Salem leżała  na  boku 
odwrócona  plecami.  Koszulka  ledwo  przykrywała  jej  pośladki.  Mógł 
widzieć miękkie ciało, które tak kochał. 

Wciągnął  powietrze,  czując  falę  gorąca.  Odwracając  wzrok  od  kuszącej 

kobiety,  zmusił  się  do  zmiany  toku  myśli.  Podszedł  do  szuflady,  otworzył 
ją, wyjął trochę bielizny i schował do płóciennego worka. Potem skierował 
się  do  szafy,  i  przeglądając  jej  zawartość,  wybrał  parę  sztuk  z  wieszaków. 
Złożywszy wszystko, wsunął do worka, dorzucając sandały stojące na dole 
szafy.  Z  łazienki  zabrał  wcześniej  trochę  przyborów  toaletowych: 
szczoteczkę do zębów, szczotkę do włosów i szlafrok. 

Zarzucając  worek  na  plecy,  podszedł  do  łóżka.  Salem  spała  z  ręką 

podłożoną  pod  głowę.  Piętnaście  lat  temu  tak  samo  stał  nad  jej  łóżkiem  i 
obserwował  ją  we  śnie.  Wtedy  poszła  z  nim  chętnie.  Nie  był  pewny,  czy 
teraz zrobi to samo. 

Podniósł  ją,  wsuwając  jedną  rękę  pod  szyję,  drugą  pod  biodra.  Wydała 

pomruk protestu, ale nie obudziła się. Trzymając ją mocno, przeszedł przez 
pokój.  Stopą  otworzył  drzwi.  Workiem  uderzył  o  futrynę,  gdy  wynosił 

116

RS

background image

 

 

dziewczynę  na  korytarz.  Tym  razem  John  nie  obawiał  się  zdradzieckiego 
skrzypienia  schodów.  Jego  tenisówki  bezszelestnie  sunęły  po  wyłożonym 
dywanem schodach. 

Drzwi  wejściowe  zostawił  uchylone,  więc  teraz  otworzył  je  pchnięciem 

stopy. Salem zadrżała, gdy owiał ją chłodny wiatr. Przyspieszył kroku, idąc 
do  dżipa.  Nie  chciał,  by  obudziła  się  przy  domu,  choć  nie  stanowiłoby  to 
różnicy. Nawet gdyby nie spała, zabrałby ją, choćby wrzeszczała i kopała. 

Narzeczeństwo skończyło się, 
Kiedy  posadził  ją  w  dżipie,  otworzyła  oczy.  Wymamrotała  jego  imię 

niskim,  sennym  głosem.  Poczuł,  że  krew  w  żyłach  zaczęła  mu  krążyć 
szybciej. 

Nachylił  się  i  lekko  pocałował  ją  w  usta.  Zareagowała  natychmiast  i  z 

trudem pohamował potrzebę następnego pocałunku. 

Odsunął  się  od  niej,  ale  objęła  go  za  szyję,  rozchylając  wargi  do 

głębszego  pocałunku.  Jęknął,  gdy  swym  językiem  dotknęła  jego.  Czuł 
ogarniający go płomień. 

—  Salem  —  szepnął—  chciałbym,  żeby  to  trwało,  ale  jest  coś,  co 

musimy najpierw zrobić. 

— Na przykład, co? Spojrzał na nią. 
—  Czternaście  lat  temu  ufałaś  mi  na  tyle,  że  uciekłaś  ze  mną  z 

sierocińca. Chcę, żebyś teraz też ze mną poszła. 

Długo  patrzyła  mu  w  oczy.  Potem  opuściła  ręce,  zapięła  pasy  i 

uśmiechnęła się. 

Nie  wiedział,  co  myśleć,  widząc  w  jej  oczach  czułość,  ufność  i  ten 

uśmiech.  Delikatnie  zamknął  drzwi  i  jak  ogłuszony  przeszedł  na  drugą 
stronę samochodu. Tak jak kiedyś, jej zaufanie bardzo go wzruszyło. 

Salem  o  nic  nie  pytała.  Zaparkowali  przy  doku.  Wyszła  z  samochodu  i 

czekała, by zabrał worek z bagażnika. Jej strój nie był wyjściowy i idąc po 
pomoście, odczula ulgę, że nie było żadnego wartownika. 

John wszedł na pokład Cygana I i podał jej rękę, pomagając wspiąć się. 

Wiatr od zatoki sprawił, że koszulka Salem ściśle przylegała do ciała. 

John wręczył jej worek. 
— Idź pod pokład — rzekł dziwnie zachrypniętym głosem — i ubierz się 

cieplej. Odwiążę liny i pójdę na mostek. 

Niebo poróżowiało, zwiastując świt. Salem włożyła znalezione w worku 

dżinsy, koszulę i sweter. Patrzyła na Johna, który trzymając jedną ręką ster, 

117

RS

background image

 

 

pochylał  się,  sprawdzając  kompas.  Wiatr  rozwiewał  mu  włosy.  Salem 
wiedziała,  że  wczesny  ranek  był  jego  ulubioną  porą.  Każdy  świt  był 
początkiem nowego dnia i czuła się szczęśliwa, będąc z nim, choć nawet nie 
wiedziała, co przyniesie dzień. 

Odwrócił  głowę  i  napotkał  jej  wzrok.  Gdy  podchodziła,  wyciągnął  do 

niej  rękę.  Spletli  dłonie  i  przyciągnął  ją  do  siebie.  Postawił  przed  sobą, 
przytulił i razem patrzyli na wschód słońca. 

Salem nie miała pojęcia, dokąd płyną, ale to jej nie obchodziło. 
Jeśli to miało być ich pożegnanie, przyrzekła sobie, że będzie cieszyć się 

każdą chwilą i nie będzie błagać o więcej. 

John zwolnił obroty silnika, gdy zbliżyli się do jednej z niezamieszkałych 

wysepek. Po chwili wpłynęli na płyciznę. Zatrzymał łódź i zarzucił kotwicę. 

Kładąc ręce na ramionach Salem, odwrócił ją do siebie. 
—  Co  myślisz  o  popływaniu  wczesnym  rankiem?  Zerknęła  na  plażę 

oddaloną od wyspy o jakieś pięćdziesiąt metrów. 

— Do wyspy? 
— Do wyspy — przytaknął. 
Zszedł z mostka po drabince. Na pokładzie zrzucił buty i spojrzał w górę, 

na Salem. 

— Idziesz? 
Gdy  zeszła  na  pokład,  John  skoczył  do  wody.  Salem  zdjęła  buty  i 

ściągnęła sweter, rzucając go na deski. Została w dżinsach i koszuli tak jak 
John. Skoczyła do wody i zaczęła płynąć do brzegu. 

John czekał na płyciźnie. Wziął ją za rękę i przycisnął do siebie. Całując 

mocno,  pieścił  jej  ciało.  Kiedy  uniósł  głowę,  w  jego  oczach  płonęło 
pożądanie, ale nie pocałował jej ponownie. Wziąwszy za rękę, poprowadził 
na brzeg. Salem, zdumiona, szła patrząc pod nogi, omijając korzenie drzew i 
gałęzie  leżące  na  ścieżce.  John  zatrzymał  się.  Podniosła  głowę  i  zobaczyła 
polankę, na której stał namiot. Płonąca latarnia wisiała na gałęzi. 

— Kiedy zdążyłeś to zrobi ć? 
— W nocy. 
Podszedł  do  latarni  i  zgasił  ją.  Nie  potrzebowali  sztucznego  światła, 

wzeszło już słońce. 

—  To  jest  jedyne  miejsce,  które  przyszło  mi  na  myśl.  Tu  nikt  nam  nie 

przeszkodzi. 

Wsunął  się  do  namiotu  i  po  chwili  wrócił  z  dużym,  puszystym 

118

RS

background image

 

 

ręcznikiem. Uśmiechał się zmysłowo, idąc w kierunku Salem. 

— Jesteś cała mokra. 
— Ty też. 
Zaczął  wycierać  jej  twarz  i  szyję.  Jego  dotyk  rozpalał  ją  jak  zwykle. 

Patrząc jej w oczy, powiedział cicho: 

— Nie chcę, żebyś jechała do Monterey. Spojrzała na niego zmieszana. 
— To dlaczego mówisz wszystkim, że zamierzam przyjąć ofertę? 
— Powiedziałem sobie, że decyzja musi być twoja. Zawsze mówiłaś, że 

jesteś  dorosła  i  wiesz,  czego  chcesz.  Miałem  nadzieję,  że  zrozumiesz,  iż 
twoje miejsce jest tu, ze mną. 

Będąc tak blisko niego, nie mogła myśleć. Odeszła kilka kroków. 
—  Przez  te  wszystkie  lata  nauczyłeś  mnie  wielu  rzeczy:  pływania, 

sterowania  łodzią,  prowadzenia  samochodu  i  tego,  jak  przetrwać.  Nigdy 
jednak nie nauczyłeś mnie, jak być utrzymanką. Nie sądzę, że będę dobra w 
tej roli. 

Gorące  spojrzenie  Johna  przewiercało  ją  na  wylot.,  Czuł,  jak  boleśnie  i 

mocno bije mu serce. Poczuł też strach. 

— A co byś powiedziała o żonie? 
Zanim zdążył się zorientować, Salem rzuciła mu się w ramiona. Ręcznik 

spadł  na  ziemię.  John  tulił  ją,  rozsadzała  go  radość.  Nie  dbał  o  ból 
nadgarstka. Trzymając ją, okręcał się dookoła. Czuł się tak, jakby darowano 
mu życie, w chwili gdy chwiał się na krawędzi wiecznej pustki. 

Obcałowując  jej  twarz,  spoczął  wargami  na  jej  ustach.  Oboje  ciężko 

oddychali, kiedy wreszcie uniósł głowę. 

—  Chcę,  żebyś  była  szczęśliwa.  Możesz  pracować  dla  grupy  z  Miami, 

nie mam nic przeciwko temu, jeżeli będziesz pracować w Key West. Kiedy 
urodzą się dzieci, będziemy musieli to zmienić, ale jakoś sobie poradzimy. 
Jesteś biologiem morskim, nie powinnaś z tego rezygnować. 

Nagle  Salem  zesztywniała  w  jego  ramionach.  John  rozluźnił  uścisk  i 

wtedy odsunęła się tak, by widzieć jego twarz. 

— Wiem, że nie podoba ci się to, iż nie znam swojego pochodzenia, ale 

przysięgam ci, że będę dobrą matką i żoną. 

Zamrugał oczami. 
— O czym ty, do cholery, mówisz? 
— Powiedziałeś w Seattle, że nie wiem, kim jestem. To prawda, żadne z 

nas  nie  zna  swoich  rodziców,  ale  nic  nie  możemy  na  to  poradzić.  Nasze 

119

RS

background image

 

 

dzieci będą miały Deltę i Connie za ciotki i Wyatta za wujka. To więcej, niż 
myśmy mieli. 

Podszedł do niej i ścisnął za ramię, aż zabolało. 
—  Do  diabła,  Salem!  Nie  mówiłem  o  twoim  pochodzeniu!  Miałem  na 

myśli to, że jesteś młoda i nie znasz samej siebie. Nie obchodzi mnie to, czy 
twój  ojciec  był  Kubą  Rozpruwaczem,  a  matka  —  Gorgonową.  Moje 
czarujące Cyganiątko, moja cudowna kobieta! Będziesz mnie doprowadzać 
do szaleństwa przynajmniej dwa razy dziennie, ale nie chcę żyć bez ciebie. 

Gardło  miała  ściśnięte  z  emocji,  nie  mogła  wykrztusić  słowa.  Położyła 

ręce  na  piersi  Johna  i  przesuwając  je,  objęła  go.  Wspięła  się  na  palce  i 
pocałowała, zachwycona jego natychmiastową reakcją. 

John  długo  chłonął  jej  dotyk  i  smak,  aż  poczuł,  że  pragnie  więcej. 

Należała do niego i chciał jej pokazać, jak bardzo ją kocha. 

Całując usta, powtórzył to, co już mówił: 
— Cała jesteś mokra. 
W jej oczach pojawił się zmysłowy błysk. 
— Moje ubranie jest w łodzi. Uważasz, że powinnam po nie iść? 
Zaczął rozpinać jej koszulę. 
— Przez chwilę nie będzie ci potrzebne. Sięgnęła do zamka jego spodni. 
— Jak długa jest ta chwila? Pochylił głowę. 
— Co myślisz o wieczności? Westchnęła, czując pulsowanie krwi. 
— To chyba wystarczająco długo. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

120

RS

background image

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
                                                                                                                            

121

RS


Document Outline