background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

Kazusy na zaniechanie 
 

1.  Zbigniew  W.  pracował  jako  ratownik  strzeżonego  kąpieliska    w  miejscowości  U.  Podczas 

jednego z pochmurnych dni siedział  znudzony w pobliżu wieżyczki obserwacyjnej. Na plaży  
było  niewielu  wczasowiczów,  nikt  nie  pływał.  Zwyczajny    szary  dzień,  podczas  którego 
musiał  odsiedzieć  swoje    osiem  godzin.  Wkrótce  na  plaży  zjawiła  się  grupka    znajomych 
Zbigniewa W., przebywających w U. na wakacjach. Przynieśli  ze sobą kilka butelek wina. 
Przysiedli  się  do  Zbigniewa  W.,  otworzyli  wino  i wesoło  gawędzili.  Spotkanie  z każdą  
chwilą  stawało  się  coraz  bardziej  sympatyczne.  Jeden  ze    znajomych,  Jacek  H.,  zaczął 
namawiać  Zbigniewa  W.  do  wypicia    kilku  kieliszków  wina.  Początkowo  Zbigniew  W. 
odmawiał  twierdząc, że  jest w pracy  i  nie  może sobie pozwolić   na picie alkoholu.  Kiedy 
jednak Jacek H. nalegał mówiąc,  że wypicie wina będzie próbą ich przyjaźni, Zbigniew  W. 
zgodził się na spożycie niewielkiej ilości alkoholu.  Po chwili obok wina pojawiła się butelka 
wódki.  Zbigniew    W.  pił  coraz  więcej.  Kiedy  całe  towarzystwo  było  już  mocno 
„podchmielone”,  pływający  w morzu  mężczyzna,  którego  Zbigniew  W.  wcześniej  nie 
zauważył,  zaczął    krzyczeć,  wzywając  pomocy.  Zbigniew  W.  poderwał  się  na  równe  nogi 
i wskoczył  do  wody.  Po  przepłynięciu  kilku  metrów  zaczął  się  topić.  Nie  mógł  płynąć  ze 
względu  na  spożyty  wcześniej  alkohol.  Dwa  razy  ponowił  próbę,  jednak  zawsze  tonął 
i musiał  zawracać. Wyszedł z wody i poprosił znajomych, aby ratowali tonącego. Jacek H., 
pijąc  wcześniej  tylko  niewielkie  ilości  wina  i  posiadający  również  uprawnienia  ratownika,  
nawet nie wszedł do wody. Po kilku minutach mężczyzna utonął. 

 

 

Oceń odpowiedzialność Zbigniewa W. i Jacka H. 

 

2.  Janina D. oraz jej mąż Witold D. zamieszkiwali wspólnie  ze Stefanem T. w jednym lokalu. 

Stefan T. wynajmował od  małżeństwa D. jeden pokój, korzystając wspólnie  z właścicielami 
mieszkania z kuchni oraz toalety.  Ze względu   na wybujały temperament Janiny  D.  między 
nią a lokatorem  Stefanem T. dochodziło do częstych kłótni. Na wszelkie  możliwe sposoby 
starali  się  oni  utrudniać  sobie  wspólne    mieszkanie.  Pojawiające  się  ciągle  złośliwości  
uczyniły z życia Stefana T. w mieszkaniu państwa D.  istne piekło. Również stosunki między 
małżonkami    nie  układały  się  najlepiej.  Janina  D.  miała  oficjalnego    „przyjaciela”,  ich 
małżeństwo miało jedynie formalny charakter. Będąc jedyną właścicielką  mieszkania Janina 
D.  starała  się  za  wszelką  cenę  zmusić    swojego  męża  do  jego  opuszczenia.  Chciała  w ten 
sposób  stworzyć sobie dogodne warunki do zamieszkania wspólnie z przyjacielem.  Witold 
D.  i Stefan  W.  solidaryzowali  się  w uczuciu  nienawiści    do  Janiny  D.  Doprowadzany  do 
szewskiej pasji postawą żony  Witold D. od dłuższego już czasu poszukiwał skutecznego,  a 
zarazem nie wzbudzającego podejrzeń sposobu zgładzenia  żony. Podobne  pomysły rodziły 
się także w głowie  Stefana T.  Wielokrotnie podczas wspólnego użalania się    na Janinę D. 
przy  alkoholu  mężczyźni  zastanawiali    się  nad  znalezieniem  możliwości  pozbycia  się  jej.  
Witold D.  często opowiadał  swojemu  znajomemu  Dariuszowi   Z. o zamiarze zabicia żony. 
Ten  nie  traktował  jednak    tych  wynurzeń  poważnie,  ponieważ  z reguły  ich  rozmowom  
towarzyszył  alkohol,  a sam  sposób  opowiadania  o zamiarze    zgładzenia  żony  miał  dla 
Dariusza Z. charakter konwencji,  w jakiej rozżalony mąż opisuje łączące go  z żoną stosunki. 

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

 

W południe 14 kwietnia 1996 r. Witold  D. po powrocie do domu zastał swoją żonę 

leżącą    na  podłodze  w kuchni.  Drzwiczki  do  piekarnika  w kuchence  były    otwarte, 
a w mieszkaniu  wyraźnie  wyczuwalny  był  zapach    gazu.  Witold  D.  spojrzawszy  na 
nieprzytomną  żonę  wykręcił    korki  instalacji  elektrycznej,  aby  zabezpieczyć  mieszkanie 
przed    mogącym  nastąpić  wybuchem,  po  czym  wyszedł  na  klatkę    schodową  zapalić 
papierosa. W chwilę później  udał się do pobliskiego baru na obiad. Spędził w nim  około 1,5 
godziny. W tym czasie do mieszkania powrócił  Stefan T. Zorientowawszy się, że Janina D. 
próbuje popełnić  samobójstwo, wyszedł z mieszkania i udał się na  spotkanie z przyjaciółką. 
Po  powrocie  z baru  do  domu    Witold  D.  otworzył  wszystkie  okna  w mieszkaniu  i mimo  iż  
miał telefon w domu, spacerkiem udał się do położonego  nieopodal komisariatu Policji. Tam 
poinformował dyżurnego  o próbie samobójstwa, jaką podjęła jego żona.  Policjanci wezwali 
karetkę  pogotowia,  po  czym  udali  się  do    mieszkania  Witolda  D.  Przybyły  po  kilkunastu 
minutach  na  miejsce    lekarz  stwierdził  zgon  Janiny  D.  Sekcja  zwłok  wykazała,    iż  gdyby 
lekarza wezwano pół godziny wcześniej, Janina  D. zostałaby uratowana. 

 

 

Oceń odpowiedzialność Witolda D. I Stefana T. 

 

3.   

Janusz  T.  bardzo  męczył  swojego  psa.  Jego  ulubioną  zabawą  było  szczucie  psem 

przejeżdżających rowerzystów. Filipa J.- sąsiada Janusza T., takie zachowanie denerwowało. 
Pewnego  dnia  spacerując  wieczorem  po  mieście  zobaczył  pijanego  Janusza  T.,  który  idąc 
ulicą kopnął siedzącego przed furtką psa. Zdenerwował się bardzo, podbiegł do Janusza T., 
złapał za klapy płaszcza, podniósł lekko do góry i potrząsnął nim mocno, po czym postawił 
go  na  ziemi,  odwrócił  się  i  odszedł.  Janusz  T.,  któremu  zakręciło  się  w  głowie  przeszedł 
chwiejnym  krokiem  kilka  metrów,  nastąpił  na  leżącą  na  ziemi  skórkę  pomarańczy, 
przewrócił się uderzając głową w pobliski płotek i stracił przytomność.  
 

Kilkanaście  minut  później  przechodzień  zauważył  leżącego  Janusza  T.  i  wezwał 

pogotowie. Karetka przyjechała za dwadzieścia minut. Znajdująca się w środku lekarka, gdy 
samochód zatrzymał się nie wyszła nawet z karetki, rzuciła tylko okiem na leżącego Janusza 
T. „Znowu pijany” rzuciła pogardliwie i kazała wracać kierowcy do bazy. Janusz T. zmarł po 
kilku  godzinach  nad  ranem  na  skutek  wykrwawienia  się.  Okazało  się  bowiem,  iż  upadając 
uderzył się tak silnie o drut wystający z płotka, iż doszło do rozerwania jednej z tętnic. Rana 
ta była niezauważalna z okien karetki, lecz jeżeli lekarka wysiadłaby z samochodu to z  całą 
pewnością  zobaczyłaby  zranienie.  Biegli  orzekli,  że  gdyby  Janusza  T.  natychmiast 
przewieziono do szpitala możliwe byłoby jego uratowanie.  

 

 

Oceń odpowiedzialność lekarki. 

 

4.   

Konstanty K. mieszkał wraz z żoną i czteroletnim synkiem  w wolno stojącym domu 

położonym nieopodal jeziora, z dala  od innych zabudowań wsi W. Na początku maja 1995 r. 
żona  Konstantego K. pojechała na zakupy do miasta, poruczając mu  opiekę nad dzieckiem. 
Koło południa, kiedy  Konstanty  K.  zabierał się  do przygotowywania obiadu,  przybiegł do 
niego   — bawiący się dotąd w ogrodzie — synek; powiedział,  że chciałby pójść nad jezioro 
i poprosił    ojca  o  pozwolenie.  Konstanty  K.  z początku  kategorycznie  odmówił,    tłumacząc 
dziecku, że nie może z nim pójść  nad jezioro, bo jest zajęty,  a samego go w żadnym razie  

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

nie puści. Gdy jednak synek — zaniósłszy się płaczem — dalej nalegał, Konstanty K. ustąpił. 
Przykazał tylko dziecku, aby było bardzo ostrożne i pod żadnym pozorem nie wchodziło na 
drewniany pomost, wcinający  się w głąb  jeziora. (Konstanty  K. wiedział, że ów pomost  — 
zaniedbany  i w każdej  chwili  grożący  oberwaniem  się  do  jeziora  —  to  ulubione  miejsce 
zabaw jego synka.) 
 

Tego  samego  dnia  —  godzinę  przed  tym,  jak  dziecko  Konstantego  K.  pobiegło  nad 

wodę — w szuwarach okalających jezioro, w pobliżu drewnianego pomostu Stanisławowi S. 
ze źle zabezpieczonej klatki wyśliznął się jadowity wąż, którego ukąszenie dla człowieka na 
ogół  kończyło  się  śmiercią.  (Stanisław  S.  był  kolekcjonerem  płazów  —  przebywał  na 
wczasach w M., miasteczku oddalonym o 15 km od wsi W.). Stanisław S. starał się najpierw 
sam odnaleźć węża, a gdy się to nie powiodło — udał się rowerem do M., aby powiadomić 
o wszystkim Policję. 
 

Synek Konstantego K. przebywał nad jeziorem blisko godzinę (większość tego czasu 

— niepomny napomnień ojca — spędził na drewnianym pomoście). W drodze powrotnej do 
domu  przechodząc  przez  nadbrzeżne  szuwary,  nadepnął  na  ukrytego  w nich  węża;  wąż 
zareagował  ukąszeniem  i  wstrzyknięciem  jadu.  Po  kilkudziesięciu  minutach  sprowadzeni 
przez Stanisława S. policjanci znaleźli zwłoki chłopca. 
 

Oceń  kwestię  odpowiedzialności  karnej  Konstantego  K.  oraz  Stanisława  S.  Czy 

rysowałaby  się  ona  inaczej,  gdyby  założyć,  że  przebieg  wypadków  poprzedzających 
bezpośrednio  śmierć  chłopczyka  był  inny,  a mianowicie,  że  nie  został  on  ukąszony  przez 
węża, ale utonął, wpadając wskutek pośliźnięcia się z pomostu do jeziora? 

 

5.   

Anna  J.  była  matką  dwóch  synów:  3-  letniego  Józefa  i  9  letniego  Teodora. 

Opiekowała się nimi de facto sama, ponieważ na swojego męża Piotra nie mogła liczyć- on 
tylko pił, bił i przeklinał. Pewnego dnia rano dostała ze szkoły wiadomość, iż jej 9 – letni syn 
doznał  ciężkiego  wypadku  i  został  przewieziony  na  intensywną  terapię  do  miejscowego 
szpitala. Przerażona i zapłakana postanowiła zaraz tam jechać. Nie chciała tylko brać ze sobą 
3 – letniego synka, który spokojnie bawił się klockami, ponieważ bała się, iż nie wpuszczą go 
do  szpitala.  Ponieważ  mąż  jeszcze  nie  wrócił  do  domu  z  nocnej  „imprezy”  postanowiła 
powierzyć syna opiece sąsiadki, która kilkakrotnie pilnowała jej dzieci, gdy ona wychodziła 
po zakupy. Wybiegając z domu zapukała do jej drzwi, otwierając je jednocześnie i krzycząc 
„Przypilnuj  mi  Józia!  Jest  sam!  Bawi  się  klockami.  Ja  musze  pilnie  jechać  do  szpitala.  I 
zamknij  balkon,  bo  jest  przeciąg  a  Józio  jest  przeziębiony”.  Nie  czekając  na  odpowiedź 
zamknęła drzwi i wybiegła z budynku. Tymczasem sąsiadka, której tego samego dnia rano, – 
o czym  zapomniała  –  zrobiła awanturę o zbyt głośnie  słuchanie  muzyki, powiedziała sobie, 
że  nie  ma  zamiaru  bawić  cudzych  dzieci  i  kontynuowała  wykonywane  zajęcia.  Po  20 
minutach Józiowi znudziła się zabawa klockami. Postanowił popatrzeć, jak się bawią dzieci 
na  podwórku.  W  tym  celu  wyszedł  na  balkon,  którego  matka  zapomniała  przed  wyjściem 
zamknąć.  Żeby  lepiej  widzieć  zaczął  wchodzić  na  barierki  okalające  balkon.  W  pewnym 
momencie stracił równowagę i wypadł z balkonu. Na szczęście upadek z I piętra zakończył 
się  tylko  złamaniem  nogi  i  ogólnym  potłuczeniem.  Piotr  J  wrócił  do  domu  dopiero  dwie 
godziny po wypadnięciu syna z balkonu.  

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

Oceń odpowiedzialność karną Anny J., sąsiadki, oraz Piotra J.  

 

6.  Anna  P.  w  czasie  wakacji  pracowała,  jako  opiekunka  młodzieży  podczas  kolonii 

zorganizowanej nad Jeziorem Śniardwy. Grupa podopiecznych w większości była wyjątkowo 
zdyscyplinowana.  Jedynym  wyjątkiem  był  niesforny  13-letni  Piotruś,  którego  ulubionym 
zajęciem było chwytanie wszelakich owadów i płazów. Nie zważał przy tym na ostrzeżenia o 
tym, że niektóre z miejscowych gatunków jaszczurek są jadowite.  
 

Pewnego  popołudnia  udali  się  na  wycieczkę  do  oddalonego  o  kilka  kilometrów  od 

ośrodka  małego  jeziorka.  Kiedy  podopieczni  zajęci  byli  pracą  nad  konstruowaniem 
pływających  modeli  łódek,  z  pobliskiego  zagajnika  dobiegł  Annę  P.  przejmujący  krzyk? 
Natychmiast  pobiegła  w  tym  kierunku  i  już  po  chwili  ujrzała  Piotrusia,  który  trzymając  w 
dłoni  słoik  z  zielono-  pomarańczową  jaszczurką  i  zanosząc  się  płaczem  krzyczał:  „ugryzła 
mnie, ugryzła!.. Piecze mnie ręka!..”. Anna od razu rozpoznała jadowity gatunek, a czerwone 
plamy  na  skórze  chłopca  jedynie  potwierdziły  jej  diagnozę.  Uspokoiła  jednak  chłopca,  że 
zrobi  mu  zastrzyk  i  po  ugryzieniu  nie  będzie  śladu.  Szybko  jednak  zorientowała  się,  że, 
mimo,  iż  wiedziała  o  takiej  konieczności,  nie  zabrała  ze  sobą  apteczki  pierwszej  pomocy, 
zawierającą konieczną szczepionkę.  Anna miała nadzieję, że zawartość apteczki nie będzie 
potrzebna.  
Niestety stan chłopca się pogarszał i konieczne było jego przetransportowanie do oddalonego 
o 20 km szpitala. Na miejscu okazało się, że jad, który po podaniu szczepionki natychmiast 
się neutralizował, doprowadził już do zatrucia organizmu i konieczne było podjęcie  leczenia 
na oddziale toksykologii. Chłopiec spędził w szpitalu pięć dni, powracając ostatecznie po 2 
tygodniach do pełni sił. 
 

Oceń odpowiedzialność Anny P. 

 

Strona podmiotowa. 

 

7.  Paweł O. Wtargnął do urzędu pocztowego w K. Posługując się atrapą broni zażądał wydania 

gotówki znajdującej się w kasie grożąc, iż w przeciwnym wypadku zastrzeli kasjerkę. Kwotę 
50  tys.  zł  włożył  do  skórzanej  torby  i błyskawicznie  opuścił  pocztę.  Wsiadł  do  opla  Astra 
i odjechał sprzed  budynku poczty.  Zaalarmowana Policja  zorganizowała pościg. Gdy Paweł 
O.  Ujrzał  w tylnym  lusterku  policyjny  radiowóz,  gwałtownie  zwiększył  prędkość. 
W pewnym  momencie zauważył,  że przejazd  przez skrzyżowanie zablokowany został przez 
sznur  czekających  na  zmianę  światła  pojazdów.  Migając  światłami  i używając  klaksonu 
wjechał  z prędkością  70  km/h  na  chodnik,  w miejscu  gdzie  znajdował  się  przystanek 
autobusowy.  Czekało  na  nim  około  15  osób.  Nie  wszyscy  zdążyli  odskoczyć.  Samochód 
Pawła O. Potrącił 6 osób, w tym dwie śmiertelnie. 
 

Gdy  przejechał  skrzyżowanie,  nagle  z ulicy  podporządkowanej  wyjechał  czerwony 

Fiat 126p. Doszło do kolizji, w wyniku, której  opel  Astra został poważnie  uszkodzony, zaś 
Paweł  O.  Doznał  lekkich  obrażeń  ciała.    Kierowcą  Fiata  126  p  była  Renata  B.,  u której 
stwierdzono 1, 2 promila alkoholu we krwi. Przesłuchiwana zeznała,  iż nie zauważyła znaku 
podporządkowania. 

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

 

 

Oceń odpowiedzialność karną Pawła O.  I Renaty, B. 

 

8.  22–letni  Janusz  J.  uległ  wypadkowi,  w którym  m.in.  zdarł  skórę  z kciuka.  Zgłosił  się  do 

miejscowego  szpitala.    Tam  został  opatrzony  i poddany  wszechstronnym  badaniom. 
Dobromir D. Oraz Jaromir J., dwaj chirurdzy, którzy dokonali  oględzin stanu uszkodzonego 
kciuka, uznali po naradzie, że palca nie da się uratować i należy go amputować. Dobromir D.  
Udał  się  do  pacjenta,  by  poinformować  go  o całej  sytuacji  i poprosić  o zgodę  na  zabieg 
amputowania  kciuka.    Nim  jednak  zdążył  cokolwiek  powiedzieć,  Jan  J.  ze  łzami  w oczach 
zapytał  go,  czy  z palcem  będzie  wszystko  w porządku.  Lekarzowi  zrobiło  się  żal  pacjenta 
i postanowił  oszczędzić  mu  bolesnej  informacji.  Oświadczył  mu,  że  palec  da  się  uratować, 
ale  musi  być  wykonany  przeszczep  skóry.  Jan  J.,  przekonany,  że  chodzi  o przeszczep, 
wyraził  zgodę  na  operację.  Dobromir  D.  Poinformował  Jaromira  J.,  że  uzyskał  zgodę 
pacjenta.  Wspólnie  dokonali  zabiegu  operacyjnego,  podczas  którego  amputowany  został 
kciuk pacjenta. 
W toku postępowania karnego, toczącego się przeciwko Dobromirowi D. Oraz Jaromirowi J., 
ustalono,  że  z  punktu  widzenia  zasad  sztuki  lekarskiej  decyzja  o amputacji  palca  była 
właściwa, a sam zabieg przeprowadzono prawidłowo. 
 

9.  Małżonkowie  Julitta  i Tyberiusz  D.  Jechali  swym  samochodem  do  Wiednia  na  kongres 

naukowy lekarzy, na którym Tyberiusz D.  Miał wygłosić ważny referat. Spieszyli się, gdyż 
przed rozpoczęciem obrad następnego dnia rano,  jeszcze tego wieczoru Tyberiusz D. Chciał 
oprowadzić żonę po stolicy Habsburgów. Samochód prowadzony przez Tyberiusza D. Pędził, 
więc  ze  znacznym  przekroczeniem  dozwolonej  prędkości.  Na  trasie  szybkiego  ruchu 
w okolicach  Ołomuńca  Tyberiusz  D.  Stracił  w pewnej  chwili  panowanie  nad  kierownicą, 
pojazd  przejechał  przez  pas  zieleni  oddzielający  obie  nitki  drogi  i zderzył  się  czołowo 
z nadjeżdżającą  z naprzeciwka  Skodą.  Kierowca  Skody  doznał  ciężkiego  uszczerbku  na 
zdrowiu,  zaś  w luksusowym  samochodzie  Tyberiusza  D.,  Wyposażonym  m.in.  w poduszki 
powietrzne,  zadziałała  nie  wiedzieć,  czemu  tylko  poduszka  chroniąca  kierowcę.  W efekcie 
Tyberiuszowi  D.,  Poza  silnym  szokiem,  nic  się  nie  stało,  natomiast  jego  żona  była  ciężko 
ranna. Otrząsnąwszy się z szoku, Tyberiusz D. Zbadał obrażenia żony i stwierdził, że są one 
tak  poważne,  iż  jego  towarzyszka  życia  znajduje  się  w agonii.  Julitta  nie  straciła 
przytomności  i  aczkolwiek  na  skutek  złamania  w kilku  miejscach  obu  szczęk  nie  mogła 
mówić,  to  jednak  patrzyła  na  męża  wyrażającymi  ogromne  cierpienie  oczyma  i usiłowała 
wysunąć  język.  Tyberiusz D.  Zrozumiał  ten  gest  i zrozpaczony  odszukał  we  wraku 
samochodu  swój  neseser,  wyjął  z niego  kapsułkę  z  tabletką  i położył  tabletkę  na  języku 
konającej  żony.  Julitta  przełknęła  tabletkę  i wykrzywiła  zmasakrowaną  twarz  w grymas 
mający  wyrażać  wdzięczność.  Po  kilku  sekundach  już  nie  żyła.  Tabletka  podana  jej  przez 
męża  zawierała  skondensowaną  dawkę  preparatu  uzyskanego  w  laboratorium  kierowanym 
przez  Tyberiusza  D.,  Który  to  preparat  sam  i w takiej  ilości  stanowił  zabójczą  truciznę,  zaś 
w medycynie  miał  być  wykorzystywany,  jako  komponent  do  nowego  leku?  To  właśnie  tę 
tabletkę  miał  Tyberiusz  D.  Zaprezentować  na  kongresie  swym  uczonym  kolegom.  Biegli 
lekarze przedstawili opinię, z której wynikało, że jakkolwiek bezpośrednią  przyczyną zgonu 

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

Julitty  D.  Było  otrucie,  to  jednak  z rozległości  i charakteru  odniesionych  przez  nią  w 
wypadku obrażeń wynika, że i tak nie miała w świetle wiedzy lekarskiej szans na przeżycie. 

 

10. Mariusz  S.  alkoholik  na  odwyku  stwierdził,  że  już  nie  wytrzyma  dłużej  z  tą  abstynencją. 

Postanowił  „załatwić” sobie trochę dobrego trunku i upić się jak należy. Przechodząc obok 
dużego sklepu monopolowego zauważył z zadowoleniem, ze znajduje się w nim tylko jeden 
starszy sprzedawca i to przysypiający, więc wszedł do środka. Sięgając po pierwszą butelkę 
koniaku, zobaczył  nagle ku swojemu  zdumieniu  stojącą obok niego  i wpatrzoną w  niego z 
przerażeniem  młodą  praktykantkę.    Nie  zdążyła  jeszcze  krzyknąć,  kiedy  Mariusz  S. 
przyskoczył błyskawicznie do niej i zasłonił jej usta dłonią, wykręcając jej jednocześnie rękę 
i mówiąc jej półgłosem do ucha: będziesz siedziała cicho, i pozwolisz mi zabrać koniak, bo 
inaczej najpierw Ci połamie rękę, potem tak Cię zbije, że pożałujesz. Sprzedawczyni zaczęła 
się  jednak wyrywać, ale on trzymał  mocno cały  czas  wykręcając  jej rękę,  tak, że w końcu 
usłyszał „chrupnięcie”. Jednocześnie poczuł, że sprzedawczyni słania się i „wiotczeje”. Jak ją 
puścił  sprzedawczyni  osunęła  się  bezwładnie  na  ziemię?  Przestraszyła  się  i  zemdlała– 
stwierdził  z  satysfakcja,  zabrał  dwie  butelki  koniaku  wartości  200  zł  i  wyszedł.  Kobietę 
znalazł po 20 minutach starszy kolega. Wezwane pogotowie przyjechało i stwierdziło zgon. 
Biegli  orzekli,  iż  sprzedawczyni  miała  wadę  wrodzoną  –  zrośnięte  przegrody  nosowe. 
Dlatego  w  momencie,  w  którym  Mirosław  S.  zasłonił  jej  usta  ręką  zaczęła  się  z  braku 
powietrza dusić. Zmarła po 5 minutach od opuszczenia przez Mariusza sklepu. Ręka uległa 
złamaniu.  
Oceń odpowiedzialność Mariusz S 
 

11. Tomasz H., Kierowca tira i Jerzy G. spotkali się na piwie. Tomasz H. Siedział z kolegami w 

barze  i  pił  jedno  piwo  za  drugim.  Po  upływie  prawie  4  godzin,  z  trudem  się  podniósł 
stwierdzając: „Musze jechać odwieźć towar na skład, zanim go zamkną”. Koledzy roześmieli 
się,  a  Jerzy  G.  zażartował:  „Jak  nie  będziesz  mógł  trafić  kluczem  do  stacyjki,  to  wróć, 
nalejemy Ci jeszcze jednego dla równowagi”. Tomasz H.  Ledwo dowlókł się do Tira, przy 
czym  miał  poważne  problemy  zarówno  z  otworzeniem  drzwi,  jak  i  z  wejściem  do  kabiny. 
Gdy  tylko  udało  mu  się  uruchomić  silnik  samochodu,  odetchnął  z  ulgą,  spojrzał  na 
zatłoczoną główną arterię komunikacyjną miasta, na którą miał wjechać i westchnął „Jazda 
Tirem  ma  jednak  swoje  plusy,  w  razie,  czego  nic  mi  się  nie  stanie”,  po  czym  wyjechał  na 
ulicę.  Najpierw  miał  poważne  kłopoty  z  wjechaniem  na  właściwy  pas,  ale  potem  jechał 
spokojnie,  jak  zawsze  nie  spiesząc  się,  co  powodowało,  iż  musiał  wielokrotnie  słuchać 
„trąbienia” innych uczestników ruchu. Raz nawet odwrócił się, aby – jak zwykł to czynić w 
takich  wypadkach  -  pogrozić  jednemu  z  nich  palcem,  dorzucając  do  tego  odpowiednią 
„wiązankę”.  W  momencie,  kiedy  z  powrotem  skierował  wzrok  na  jezdnię  zobaczył  ku 
swojemu  przerażeniu  wjeżdżający  prosto  na  niego  autobus  MPK.  Próbował  błyskawicznie 
hamować, ale było za późno. Doszło do zderzenia, w którym śmierć poniosły 3 osoby, a 16 
zostało  rannych.  Okazało  się,  iż  przez  nieuwagę  Tomasz  H.  Wjechał  na  skrzyżowanie  na 
czerwonym świetle. Miał 2, 3 promila alkoholu we krwi. 

  

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

12. 22–letni  Janusz  J.  uległ  wypadkowi,  w którym  m.in.  zdarł  skórę  z kciuka.  Zgłosił  się  do 

miejscowego  szpitala.    Tam  został  opatrzony  i poddany  wszechstronnym  badaniom. 
Dobromir D. Oraz Jaromir J., dwaj chirurdzy, którzy dokonali  oględzin stanu uszkodzonego 
kciuka, uznali po naradzie, że palca nie da się uratować i należy go amputować. Dobromir D.  
Udał  się  do  pacjenta,  by  poinformować  go  o całej  sytuacji  i poprosić  o zgodę  na  zabieg 
amputowania  kciuka.    Nim  jednak  zdążył  cokolwiek  powiedzieć,  Jan  J.  ze  łzami  w oczach 
zapytał  go,  czy  z palcem  będzie  wszystko  w porządku.  Lekarzowi  zrobiło  się  żal  pacjenta 
i postanowił  oszczędzić  mu  bolesnej  informacji.  Oświadczył  mu,  że  palec  da  się  uratować, 
ale  musi  być  wykonany  przeszczep  skóry.  Jan  J.,  przekonany,  że  chodzi  o przeszczep, 
wyraził  zgodę  na  operację.  Dobromir  D.  Poinformował  Jaromira  J.,  że  uzyskał  zgodę 
pacjenta.  Wspólnie  dokonali  zabiegu  operacyjnego,  podczas  którego  amputowany  został 
kciuk pacjenta. 
W toku postępowania karnego, toczącego się przeciwko Dobromirowi D. Oraz Jaromirowi J., 
ustalono,  że  z  punktu  widzenia  zasad  sztuki  lekarskiej  decyzja  o amputacji  palca  była 
właściwa, a sam zabieg przeprowadzono prawidłowo. 
 

13. Paweł  P.  i Cezary  C.  Byli  zapalonymi  myśliwymi.    Wraz  z kolegami  z Koła  Łowieckiego 

umówili się, że w pierwszą niedzielę czerwca 1996 r. pojadą do lasu w N. polować na dziki. 
Polowanie  nie  było  dla  Pawła  P.  i Cezarego  C.  Zbyt  udane.  Przez  kilka  godzin  czekali 
daremnie na swym stanowisku.  Nic dziwnego, że gdy zobaczyli, jak w odległości około 30 
m  poruszają  się krzaki, obaj równocześnie  oddali  strzały  ze swych  sztucerów, myśląc,  iż to 
dzik.  Okazało się, że strzelili do uczestnika nagonki, który poniósł śmierć na miejscu. 
W postępowaniu przed sądem ustalono, że strzały obu myśliwych były celne, ale tylko jeden 
z nich  był  śmiertelny.  Biegli  nie  potrafili  odpowiedzieć,  który.    Drugi  strzał  natomiast 
spowodował tylko niegroźne uszkodzenie prawego przedramienia ofiary. Nadto ustalono, że 
pozwolenie na broń wydane Pawłowi P. utraciło ważność 31 maja 1996 r. 
 

14. Łukasz D. Była znanym i cenionym rysownikiem komiksów. Wracał właśnie z bankietu, na 

którym  świętowano  sukces  jego  najnowszego  pomysłu  „Z  Bronkiem  za  Pan  brat”.  Wypił 
kilka piw, jego mowa była już nieco bełkotliwa, lekko chwiał się na nogach. Dochodząc do 
swojego  samochodu  jego  duszą  zaczęły  targać  wątpliwości  –  czy  w  takim  stanie  może 
kierować  samochodem.  Słyszał,  bowiem,  ale  nie  był  tego  pewien,  iż  jazda  samochodem  w 
stanie nietrzeźwości to przestępstwo. Pomyślał sobie – „nawet nie wiem ile mam promili we 
krwi”, więc może nie jestem pijany”. Wsiadł do samochodu i odjechał. 
Oceń odpowiedzialność karną Łukasza D.  

 
Dwaj kompani od kieliszka Wojciech G. i Marek B. spożywali alkohol z okazji awansu ich ulubionej 
drużyny piłkarskiej  do A klasy. Po spożyciu 1  litra wódki rozmowa potoczyła się w  inna  strona  i 
pomiędzy  kolegami  doszło  do  gwałtownej  sprzeczki  dotyczącej  urody  Agnieszki  B.  Wojciech  G. 
zerwał się z kanapy i rzucił na Marka B. powalając go na ziemię, a następnie bił pięściami po całym 
ciele. Marek B.  bronił  się coraz słabiej, więc  jego antagonista, któremu uroda Agnieszki  B.  leżała 
szczególnie na sercu chwycił ciężki metalowy pręt i zaczął nim okładać Marka B. po głowie, chcąc 

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

mu  dać  nauczkę.  Po  chwili  zorientował  się,  że  Marek  B.  mocno  krwawi  i  jest  nieprzytomny. 
Przestraszył się i wezwał pogotowie, zaś sam natychmiast przystąpił do udzielania pomocy Markowi 
B.  Niesyte  Marek  B.  zmarł  po  kilku  dniach  w  szpitalu,  zaś  bezpośrednią  przyczyną  zgonu  było 
obrażenia wewnątrzczaszkowe. 
Zaproponuj kwalifikację prawną czynu Wojciecha G. i uzasadnij.  
 
Oskar W. I Leon W. Postanowili  nieco nastraszyć Ryszarda F, aby zaprzestał konkurować z nimi o 
względy  Zenobii  M.,  najpiękniejszej  dziewczyny  w  sołectwie.  Zamaskowani  zaczaili  się  wiec  na 
niego w zaroślach nieopodal strumyka i napadli na niego, gdy wracał do domu. Po przewróceniu na 
ziemię bili go z całej siły pięściami i kopali po brzuchu. Gdy zobaczyli, że zaprzestał oporu nieco się 
wystraszyli  i  wrzucili  nieprzytomnego  Ryszarda  do  strumyka,  który  przepływał  nieopodal,  a 
następnie  poszli  domu.  Ryszard  D.  Zmarł  na  skutek  pęknięcia  śledziony,  wywołanej  kopnięciami 
obydwu napastników. 
Oceń odpowiedzialność Oskara W i Leona W.  
 
Jacek S. przybył na wytworne przyjęcie  do hotelu Krokus. Zostawił w garderobie swój płaszcz jak 
również,  wart  kilka  tysięcy  złotych  unikatowy  parasol.  Po  zakończeniu  bankietu  zabrał  płaszcz  i 
parasol i udał się do domu. Jakżeż wielki było jego zdziwienie, gdy w następny dzień zapukali do 
jego  drzwi  funkcjonariusze  policji  i  przeszukali  jego  mieszkanie  zatrzymując  parasol.  Okazało  się, 
bowiem, iż wychodząc z hotelu Jacek zabrał parasol należący do Jana Z.,  Bardzo podobny do jego 
własnego. 
Czy Jacek S. popełnij jakieś przestępstwo? 
Rozważ również sytuację, w której Jacek S. zabierając parasol ma wątpliwości czy parasol jest jego 
własnością, ale ich nie rozwiewa twierdząc, iż niemożliwym jest, aby ktoś na przyjęciu posiadał taki 
sam parasol.  
 
Prof.  Gerwazy  C.,  Wielki  autorytet  w  dziedzinie  ginekologii,  jak  co  roku  przebywał  na  urlopie  w 
małej, górskiej miejscowości. Siedząc przy wieczornym ognisku usłyszał głośne krzyki dochodzące 
z sąsiedniego budynku wzywające pomocy. Natychmiast pobiegł zobaczyć, co się stało. Okazało się, 
iż  12  letni  Antek  M.  spadł  z  drabiny  i  leżał  nieprzytomny.  Profesor  natychmiast  zbadał  chłopca  i 
podejrzewając,  iż  nastąpiło  otwarte  złamanie  ręki  i  w  konsekwencji  krwotok  wewnętrzny, 
zagrażający życiu chłopca zdecydował,  iż trzeba  natychmiast przewieźć go do szpitala.  W wyniku 
ulewnych  opadów  deszczu  oraz  gęstej  mgły  dotarcie  do  szpitala  było  niemożliwe.  Profesor 
dobierając  sobie  do  pomocy  matkę  chłopca  zoperował  go  w  domu.  Zatrzymał  krwotok  i  nastawił 
rękę, zaś następnego dnia Antka przetransportowano do szpitala. Dokonując cięcia prof.. posłużył się 
nożem  do  dzielenia  mięsa  i  naruszył  jeden  z  nerwów,  tak,  iż  chłopiec  nabawił  się  nieuleczalnego 
niedowładu ręki. Biegli stwierdzili, iż operacja została przeprowadzona lege artis, aczkolwiek istniał 
samo  nacięcie  w  przedmiotowym  przypadku  powinno  być  zrobione  gdzie  indziej  co  uchroniłoby 
chłopca przed urazem nerwu. 
Czy  prof.  naruszył  reguły  ostrożności,  a  jeśli  jak  to  jakie?  Jakie  okoliczności  należy  uwzględnić 
oceniając czy do naruszenia doszło? Wskaż kwalifikację prawną czynu Gerwazego C 
 

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

Bartek L. robił zakupy w sklepie samoobsługowym. Gdy znajdował się przy dziale kosmetycznym 
zobaczył  na  najwyższej  półce  swój  ulubiony  płyn  do  kąpieli.  Jako,  że  nie  był  najwyższą  osobą 
podskoczył, aby zabrać balsam. Łapiąc za niego stracił równowagę i zahaczył o cała półkę, która się 
przewróciła.  Kilkanaście  opakować  różnych  kosmetyków  się  wylało,  zaś  ich  pudełka  popękały. 
Prokurator zarzucił Bartkowi L. popełnienie przestępstwa z art. 288 § 1 k.k. Czy słusznie  – pogląd 
swój krótko uzasadnij. wg, strona podmiotowa 
 

1.  Adam  K.  jest  zły  na  swojego  sąsiada,  postanawia  zatem  wybić  mu  szybę  w  oknie 
reprezentacyjnego  salonu,  bojąc  się  jednak  że  zostanie  rozpoznany,  staje  w  dość  sporej 
odległości od celu, mając jednak nadzieję że mimo wszystko uda mu się trafić. Rzuca i trafia 
 
2. Tomasz J. porwał córkę swojego wspólnika chcąc uzyskać od niego okup. Zakneblował ja aby 
nie krzyczała, wiedząc jednak, że mała ma problemy z oddychaniem (astma), i częste duszności 
otworzył dwa lufciki, aby miała zawsze dopływ świeżego powietrza. Dziecko dostało ataku i się 
udusiło 
- Zakneblował ją lekko, aby nie krzyczało, nie wiedząc, że ma astmę; dziecko się udusiło (nie ma 
naruszenia reguł ostrożności) 

 

3.  Antoni  J.  zamierza  wysadzić  w  powietrze  część  gmachu  sądu  mając  nadzieje,  że  poprzez 
zniszczenie akt opóźni sprawę rozwodową i ostateczne odejście ukochanej żony. 
a. wysadza gmach w środku dnia, ginie 35 osób 
b. wysadza gmach w nocy, nie jest pewny czy ktoś tam jest ale mimo wszystko decyduje się 
c. wysadza gmach w nocy mając świadomość, iż prawdopodobnie znajdują się tam strażnicy,  i 
mogą się znajdować w tej części budynku która ma być wysadzona, dlatego chcąc ich wywabić 
na zewnątrz powoduje wpierw pożar stojących na parkingu samochodów, okazało się jednak iż 
okno pokoju strażników wychodziły na inną stronę dlatego nie zauważyli oni pożaru, i pozostali 
w wysadzonej części budynku 
 
4.  Tomasz  J.  uczeń  szkoły  specjalnej  postanowił  obrabować  własną  ciotkę  –  staruszkę.  Po 
wejściu do jej mieszkania postanowił ją najpierw „spacyfikować”, aby nie zawołała sąsiadów. W 
tym celu zakneblował jej mocno usta i nos, i związał ja tłumacząc, że po wyjściu zadzwoni do 
sąsiadów  a  oni  wtedy  przyjdą  i  ją  rozwiążą.  Zadowolony,  że  ciotka  siedzi  cicho  wziął,  co 
cenniejsze rzeczy i uciekł. Ciotka udusiła się jeszcze przed jego wyjściem  
-  zapomniał zadzwonić do sąsiadów 
- zadzwonił zaraz po wyjściu 
 
5. Arkadiusz F. rzucał kamienie z mostu na przejeżdżające w dole samochody , celował tak aby 
kamień spadł przed przednią szybę jadącego samochodu i przestraszył kierowcę. Na samą myśl o 
ich przerażeniu radość rozsadzała mu serce. Niestety w jednej sytuacji kamień uderzył w szybę 
robił ją trafił kierowcę w czoło który stracił panowanie nad kierownicą, uderzył w słup i zginął 
na miejscu. Widząc to Arkadiusz F. wykonał taniec radości i śpiewając dobrze mu tak wrócił do 
domu. 

background image

Materiały dodatkowe do wykorzystania na ćwiczeniach 

 dla grup zaocznych – Piotr Dariusz Zakrzewski 

 

 

 

  

10 

 
6.  Alojzy K. jeździ codziennie do pracy ciężarówką, nie zauważył, że wskutek wypadku który 
miał miejsce w poprzednim dniu nastąpiło obniżenie linii wysokiego napięcia przechodzącej nad 
drogą,  Zahaczając  ciężarówka  o  linię  doprowadził  do  tego,  że  słup  się  przewrócił  i  upadł  na 
nadjeżdżającego rowerzystę który poniósł śmierć na miejscu.  
 
7.  Tomasz  J.  mieszkał  niedaleko  starego  poligonu.  Z  maniacką  pasją  chodził  i  zbierał  łuski, 
fragmenty makiet artyleryjskich, niekiedy udawało mu się trafić na pojedyncze naboje. Pewnego 
dnia trafił cztery znakomicie zachowane pociski do niemieckiej 150 milimetrowej armaty K 39. 
Zaniósł  je  do  swojej  kryjówki,  która  znajdowała  się  w  niewykorzystanym  domowym 
magazynku.  Gdy  brał  kąpiel  wzrost  temperatury  w  zbiorniku  zlokalizowanym  pod  podłogą 
magazynku oraz swobodny dostęp powietrza spowodowały wzbudzenie materiału inicjującego w 
uszkodzonym zapalniku fosforowym jednego z pocisków. Nastąpiła eksplozja, w wyniku której 
śmierć poniosła mieszkająca z nim siostra a rodzice doznali ciężkiego uszczerbku na zdrowie.  
 
8.  Andrzej.  K.  był  wykwalifikowanym  kierowcą  mającym  uprawnienia  do  przewożenia 
materiałów  wybuchowych  odpowiednią  do  tego ciężarówkę.  Pewnego  dnia  wioząc  duże  ilości 
specjalnego  rodzaju  prochu  strzelniczego  zauważył,  iż  zapaliło  się  czerwone  światełko 
wskazujące na przegrzanie osi tylnej. Wiedział, że powinien się zatrzymać, ale miał nadzieje, że 
uda  mu  się  dojechać  zanim  dojdzie  do  trwałego  uszkodzenia  osi  i  ewentualnej  kolizji.  Ciepło 
wytwarzane przez oś spowodowało, iż doszło do ogrzania znajdującej się nad nim bezpośrednio 
powierzchni,  do  tego  stopnia,  iż  doszło  do  wybuchu  stojących  na  niej  pakunków  z  prochem. 
Wybuch był na tyle silny, iż wyrzuciło kierowcę z kabiny samochodu (doznał ciężkich obrażeń 
ciała) a jadący za ciężarówką samochód został doszczętnie zniszczony a jego kierowca zginął na 
miejscu.