background image

Aby rozpocząć lekturę,

 kliknij na taki przycisk           ,

który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z  Portem Wydawniczym

LITERATURA.NET.PL

kliknij na logo poniżej.

background image

MARIA GRODECKA

ABYŚMY ZDROWI

BYLI

O FILOZOFII ŻYCIA I ŻYWIENIA

background image

Tower Press 2000
Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

background image

Rewolucja żywieniowa w Ameryce

Eksperci  stwierdzają,  że  dziś,  w  przededniu  XXI  wieku  powodem  68%  wszystkich

zgonów  w  USA  są  choroby  związane  z  nieodpowiednim  odżywianiem  się.  Sposób
odżywiania  się  amerykańskiego  społeczeństwa,  a  za  jego  przykładem  także  innych
społeczeństw,  na  innych  kontynentach,  jest  wyznaczony  przez  „Poradnik  żywienia  na  co
dzień”, wydany przez Departament Rolnictwa, który ukazał się w roku 1956 i od tego czasu
stanowił  podstawę  planowania  żywienia  oraz  produkcji  żywności.  Poradnik  ten  promował
cztery podstawowe grupy pokarmowe, którymi były: mięso, nabiał, zboża, warzywa i owoce.

Jednak w ciągu minionych 35 lat w naukach medycznych i w nauce o żywieniu nastąpiły

bardzo  znaczące  i  głębokie  zmiany.  Stwierdzono,  że  ta  standardowa  dieta  zawiera  nadmiar
tłuszczu  i  cholesterolu,  natomiast  za  mało  w    niej  błonnika,  witamin  i  soli  mineralnych,  a
także  złożonych  węglowodanów.  Błonnika  zjadamy  o  wiele  mniej,  niż  wymaga  tego
zachowanie naszego organizmu w zdrowej kondycji, a cholesterolu dwa razy więcej niż by
należało. Praktyka wykazała, że większość ludzi, którzy stosują się do zaleceń owych  grup
pokarmowych, umiera wcześnie i ponosi większe ryzyko zapadania na tak poważne choroby
jak  rak,  cukrzyca,  zawały  serca,  otyłość.  Natomiast  wyniki  badań  epidemiologicznych  i
klinicznych  wskazują  na  to,  że  wśród  ludzi,  którzy  wybierają  głównie  pokarmy
niskotłuszczowe, o dużej zawartości błonnika, i którzy zjadają mało mięsa albo wcale go nie
jedzą, jest znacznie lepszy stan układu krążenia, a także niższy poziom zachorowalności na
raka.  Wskazuje  to  na  potrzebę  pilnego  zrewidowania  i  radykalnej  zmiany  naszych
dotychczasowych zwyczajów żywieniowych.

W roku 1982 National Research Council opublikował raport pt. „Dieta, odżywianie i rak”,

który  wskazuje  na  niewątpliwy  związek  różnych  postaci  raka  –  odbytu,  piersi,  prostaty  i
innych organów ze sposobem odżywiania. W krajach, gdzie unika się produktów mlecznych,
jest znacznie mniej przykładów zrzeszotnienia kości. Mimo to oficjalnie poleca się mleko i
nabiał, jako najlepsze źródło wapnia.

Dotychczasowe badania w zakresie medycyny koncentrowały się na leczeniu istniejących

już  chorób.  Jeżeli  natomiast  z  obserwacji  wynika,  że  choroby  te  powstały  wskutek
niewłaściwej, chorobotwórczej diety, to trzeba przede wszystkim skupić się na zapobieganiu
tym  chorobom  poprzez  zmianę  sposobu  odżywiania  –  eliminowanie  pokarmów
chorobotwórczych  oraz  zwiększenie  spożycia  tych,  które  są  warunkiem  zdrowia  i  dobrej
kondycji.

W kwietniu 1991 roku doszło do spotkania czterech amerykańskich lekarzy, skupionych w

organizacji  pod  nazwą  Physicians  Committee  for  Responsible  Medicine  (Stowarzyszenie
Lekarzy Medycyny Odpowiedzialnej). Byli to uczeni o niepodważalnym, międzynarodowym
autorytecie:  przewodniczący  PCRMNeal  D.  Bamard,  Denis  Burkitt,  Colin  Campbell  oraz

background image

Oliwer Alabaster. Dr Bamard już wcześniej napisał książkę pt. „Power of your Plate” (Potęga
twojego  talerza),  gdzie  uzasadnia  naukowo  wartość  niskotłuszczowej  diety  wegetariańskiej
jako  najskuteczniejszego  czynnika  ograniczania  ryzyka  chorób  serca,  raka  i  innych
spowodowanych  niewłaściwym  odżywianiem.  To  znaczy  postulował  dietę  taką,  która
wyłącza produkty zwierzęce  (mięso i  nabiał)  oraz  większość  olejów  roślinnych.  Dr  Burkitt
należy  do  najbardziej  znanych  i  szanowanych  w  świecie  lekarzy.  Światowy  rozgłos  zyskał
dzięki  odkryciu  związku  zachodzącego  między  brakiem  błonnika  w  diecie,  a  wieloma
ciężkimi  schorzeniami,  z  rakiem  włącznie.  Dr  Campbell  na  podstawie  badań
przeprowadzonych  w  Chinach  wśród  ludności  odżywiającej  się  głównie  pokarmem
roślinnym  wykazał,  że  jest  tam  uderzająco  mała  ilość  zachorowań  na  raka,  choroby
krążeniowe,  otyłość  i  dolegliwości  przewodu  pokarmowego.  Dr  Alabaster  w  toku  swoich
prac  w  Instytucie  Zapobiegania  Chorobom  udowodnił  pilną  potrzebę  głębokich  zmian  w
zaleceniach żywieniowych.

Na owo spotkanie zaproszono również prasę apelując, aby upowszechniała i przekładała

naukowe  argumenty  na  popularne  informacje,  które  trafiłyby  do  świadomości  przeciętnego
czytelnika.  Prasa  zastosowała  się  do  tego.  Najważniejsze  informacje  o  nowych  czterech
grupach pokarmowych wraz z uzasadnieniami trafiły do większości amerykańskich gazet, a
także  do  programów  radiowych  i  telewizyjnych.  W  gazecie  New  York  Times  ukazała  się
seria  znakomitych  artykułów,  które  pomogły  Amerykanom  zrozumieć,  na  czym  polega
zmiana na proponowaną im dietę bezmięsną i jak ją realizować na co dzień.

Nowe cztery grupy pokarmowe

zalecane przez Stowarzyszenie Lekarzy Medycyny Odpowiedzialnej to: warzywa, owoce,

nasiona  strączkowe  i  zboża.  Wśród  nowych,  preferowanych  grup  pokarmowych  mięso  i
nabiał  zostały  całkowicie  pominięte,  a  nowy  plan  żywieniowy  lansuje  bogate  w  błonnik
pokarmy  roślinne,  zamiast  zalecanych  poprzednio  pokarmów  nasyconych  tłuszczem  i
cholesterolem.  „Mięso  i  nabiał  są  głównym  źródłem  cholesterolu  i  nasyconych  tłuszczów,
które są przyczyną powstawania cholesterolu we krwi” – powiedziała dr Virginia Messia – te
pokarmy po prostu nie są potrzebne w diecie ludzkiej”. W świetle badań i obserwacji lekarzy
ze  Stowarzyszenia  Medycyny  Odpowiedzialnej  tracą  moc  takie  dotychczas  lansowane
argumenty  jak  te,  że  tylko  mięso  jest  źródłem  przyswajalnego  żelaza  hemowego  oraz
witaminy  B–12.  Badania  przeprowadzone  niedawno  w  Chinach  dowiodły,  że  poziom
spożycia żelaza w populacji ludności chińskiej spożywającej pokarmy wyłącznie roślinne jest
wyższy, niż stwierdzony w USA. Inne badania wykazały, że poziom witaminy B–12 we krwi
wegan jest zupełnie prawidłowy i że w ogóle weganie bardzo rzadko cierpią na jakiekolwiek
niedobory,  nawet  po  20  latach  wyłączenia  z  diety  pokarmów  uchodzących  oficjalnie  za
jedyne źródło witaminy B–12. Jednocześnie dzieci na Zachodzie karmione mięsem, zgodnie
ze standardowymi  zaleceniami pediatrów i dietetyków, już w wieku kilku lat mają mniej lub
więcej zaawansowane objawy miażdżycy.

Owi  uczeni  skierowali  swoje  propozycje  nie  tylko  do  prasy  i  całego  społeczeństwa,  ale

również  do  Departamentu  Rolnictwa  zalecając  preferowanie  takich  upraw,  które  miałyby
stanowić podstawę owej nowej diety. Jeżeli bowiem wybór diety uzna się za najistotniejszy
czynnik  chorób  serca  oraz  połowy  przypadków  zachorowań  na  raka,  to  zmiana  w
podstawowej polityce żywnościowej będzie miała decydujący wpływ na zdrowie ludności.

Obecna  sytuacja,  gdy  błędna  dieta  oparta  na  starych  grupach  pokarmowych  powoduje

masowe  zachorowania  i  liczne  zgony,  przyczynia  się  do  niemal  powszechnego  poczucia
bezradności i apatii oraz bierności. Ludzie doszli do takiego stanu psychicznego, w którym
akceptują fakt, że połowa z nich umrze na choroby układu krążenia, a jedna trzecia umrze na

background image

raka  i  wielu  starszych  ludzi  przeżyje  swoje  ostatnie  lata  jako  sparaliżowani,  bezwładni  i
nieuleczalni  pacjenci  szpitali.  Utratę  sił  i  choroby  oraz  wczesne  umieranie  traktują  jako
nieuchronną część swojego życia. Dr  Bernard przeciwstawia się temu stanowczo i uważa, że
obowiązkiem lekarzy i dietetyków jest interweniować w tych tragicznych zdarzeniach zawsze
wtedy,  kiedy  są  one  możliwe  do  uniknięcia.  A  unikanie  ich  to  przede  wszystkim
zapobieganie  chorobom.  Droga  do  tego  prowadzi  przez  gruntowną  zmianę  diety  na  taką,
która  jest  zgodna  z  czterema  nowymi  grupami  pokarmowymi.  W  świetle  współczesnej
wiedzy  na  temat  zapotrzebowania  organizmu  na  składniki  odżywcze,  stare  cztery  grupy
pokarmowe  opierają  się  na  niekompletnej  wiedzy  i  w  związku  z  tym  są  fałszywe  i
anachroniczne.  Zrealizowanie  proponowanych  zmian  w  sposobie  odżywiania  pociągnie  za
sobą konieczność dalszych przeobrażeń i modyfikacji w diecie. Na przykład zaobserwowano,
że wysokie spożycie białka powoduje utratę wapnia z organizmu. Już w roku 1920 naukowcy
stwierdzili, że włączenie mięsa do diety powoduje  wzmożone wydalanie wapnia w moczu.
Stąd  wniosek,  że  wyłączenie  mięsa  umożliwi  usunięcie  potrzeby  jadania  pokarmów
nabiałowych,  zasobnych  w  wapń.  Ta  potrzeba  jest  eksponowana  jako  akcent  reklamowy
przemysłu  mleczarskiego.  A  mleko  oraz  jego  przetwory  zawierają,  oprócz  wapnia,
chorobotwórczy tłuszcz i cholesterol, podczas gdy równie bogate w wapń są zielone warzywa
i  ziarna  strączkowe.  Są  więc  wystarczającym  źródłem  wapnia  dla  ludzi,  którzy  nie  jadają
mięsa, a więc dla tych o zmniejszonym zapotrzebowaniu na wapń.

W diecie roślinnej bardzo korzystna dla organizmu jest niższa zawartość białka. Jego ilość

w produktach roślinnych jest dostateczna, ale nie nadmierna, tak jak w mięsie i w produktach
nabiałowych. A wydalanie wapnia przez mocz przy nadmiarze białka powoduje przeciążenie
pracy nerek. Podobnie ma się sprawa z nadmiarem azotu, który przy diecie mięsnej też musi
być  wydalony  przez  nerki.  Dlatego  umiarkowane  spożycie  białka  powoduje  oszczędzanie
pracy  nerek,  a  zapobiegając  ich  przeciążeniu  pozwala  uniknąć  chorób.  Ponadto  białko
zwierzęce  podwyższa  ryzyko  tworzenia  kamieni  w  układzie  moczowym  aż  o  250%.
Wegetarianie,  którzy  zazwyczaj  jadają  mniej  białka  niż  konsumenci  mięsa,  mają  niskie
wskaźniki kamicy nerkowej.

W  tej  sytuacji  niezbędna  jest  aktywna  postawa  i  konkretne  środki  podejmowane  przez

instytucje  państwowe  zajmujące  się  sprawami  żywienia,  głównie  departament  rolnictwa.
Sytuację  komplikuje  fakt,  że  departament  ten  jest  odpowiedzialny  za  ochronę  sprzecznych
interesów  dwóch  grup:  producentów  i  odbiorców  żywności.  Proponowany  tutaj  kierunek
zmian  w  zakresie  żywienia  przyniósłby  więc  koniunkturę  i  korzyści  hodowcom  warzyw  i
owoców,  natomiast  hodowcom  zwierząt  i  tym  gałęziom  przemysłu,  które  wytwarzają
produkty  zwierzęce,  rafinowane  produkty  żywnościowe  oraz  oleje  tropikalne,  narzuciłby
konieczność  dokonania  głębokich  zmian  w  sposobie  produkcji,  a  niekiedy  jej  zupełnego
zaniechania. „Ja, jako lekarz – pisze dr Bamard – nie mogę poważnie zrównać zdrowia moich
pacjentów  lub  mojej  rodziny  z  ekonomicznym  interesem  przemysłu  hodowlanego  lub
tytoniowego (...). Nie możemy też załamywać rąk i lamentować, że pewnie ludzie nie będą
chcieli zmienić swoich zakorzenionych obyczajów. Oni mogą je zmienić i zmieniają.  A  co
najważniejsze to to, że oni swoim dzieciom pomogą tak przystosować zwyczaje żywieniowe,
żeby mogły żyć wolne od chorób serca, wolne od raka i zawałów oraz wielu innych groźnych
chorób” („The New Four Food Groups”, Polskie Towarzystwo Medycyny Humanistycznej”).

Mleko, ryby i dieta sportowców

Kolejne informacje Towarzystwa Lekarzy Medycyny Odpowiedzialnej.
Dieta  promowana  i  stosowana  przez  ostatnie  kilkadziesiąt  lat,  przestaje  być  ostatnio

zalecana  i  została  naukowo  zakwestionowana.  Stało  się  to  wskutek  analiz  i  doświadczeń

background image

uczonych 

zrzeszonych 

Amerykańskim 

Towarzystwie 

Lekarzy 

Medycyny

Odpowiedzialnej.  Lekarze  ci  i  specjaliści  do  spraw  nauki  i  żywienia,  po  przeprowadzeniu
wieloletnich,  na  szeroką  skalę  zakrojonych  badań  stwierdzili,  że  stosowana  i  zalecana
dotychczas dieta oparta na pokarmach zwierzęcych (mięso, ryby,  drób i produkty mleczne)
jest  nie  tylko  niewłaściwa  i  żywieniowe  niewystarczająca,  ale  ponadto  powoduje  liczne
choroby.  Te  choroby  tak  ciężkie  i  powszechnie  występujące  jak  miażdżyca,  nowotwory,
choroby  serca,  cukrzyca,  nadciśnienie,  kamienie  żółciowe  i  nerkowe  oraz  osteoporoza,
okazały się być następstwem niewłaściwej, szkodliwej diety.

Do tego stanu rzeczy doprowadziły niedostateczne, nietrafne metody badań, a ponadto ta

tendencja,  która  narodziła  się  na  początku  lat  dwudziestych,  aby  rangę  priorytetów
pokarmowych  nadawać  pokarmom  zwierzęcym.  Raport  PCRM  /Phisicians  Committee  for
Responsble Medicine/ głosi „to założenie, że produkty zwierzęce odgrywają przodującą rolę
w  ludzkim  odżywianiu,  trwa  aż  do  obecnych  czasów  pomimo  niekorzystnych  skutków  dla
zdrowia  konsumentów  płynących  z  takiego  pożywienia  oraz  pod  wpływem  intensywnych
nacisków ze strony lobby przemysłu żywieniowego”.

Ten  błąd  w  odżywianiu  tak  się  utrwalił  i  zakorzenił,  ponieważ  przeciętny  lekarz  nie

uzyskuje w czasie studiów żadnych prawie informacji w zakresie  zdrowego żywienia, a nie
mając praktyki w tym zakresie, może pozostać ignorantem przez resztę swojego zawodowego
życia.  Dlatego  najczęściej  nie  rozumie  doniosłego  znaczenia  diety  dla  dobrego  zdrowia
swoich pacjentów.

Pociąga  to  za  sobą  nie  tylko  nieskuteczność  stosowanych  kuracji,  ale  również  bardzo

wysokie  koszty  leczenia.  W  czasopiśmie  „Preventive  Medicine”  dyrektor  informacji  David
Wasser  alarmuje,  że  odżywianie  się  mięsem  powoduje  ogromne  wydatki  na  leczenie,
wynoszące 61,4 miliardów dolarów rocznie. Te olbrzymie koszty wiążą się z występującymi
powszechnie  przypadkami  chorób  którymi  są  choroby  serca  i  nerek,  nadciśnienie,  rak,
cukrzyca,  kamienie  żółciowe,  otyłość  i  związane  z  nią  dolegliwości  oraz  schorzenia
trawienne. Najdrożej kosztuje cukrzyca i choroby serca, ale i pozostałe choroby przyczyniają
się  do  znacznego  obciążenia  budżetu.  A  wymienia  się  tu  tylko  bezpośrednie  koszty  usług
medycznych  takie  jak  lekarstwa,  pobyt  w  szpitalu  i  honoraria  lekarzy.  Pozostają  jeszcze
koszty pośrednie m.in. takie jak np. stracony czas pracy i opłaty na ubezpieczenia.

Dr  Nepal  Bernard  jeden  z  autorów  tego  studium  odnosi  wrażenie,  że  do  tego  stanu

narodowego słabego zdrowia przyczynia się polityka rządu, i tak to komentuje: „Najwyższy
już  czas  przestać  zastanawiać  się  nad  sprawą  wzrostu  narodowych  kosztów  związanych  z
leczeniem... Możemy zwyczajnie ograniczyć te koszty eliminując subsydia na prowadzenie i
rozwijanie  hodowli  zwierząt  oraz  produkcję  mleka  i  jego  wytworów  a  głównie  likwidując
przestarzałą  dietę,  która  opiera  się  na  anachronicznej  tradycji  żywienia  się  mięsem”.  Inny
współautor  tego  studium  zauważa  ponadto,  że  zmiana  diety  może  prowadzić  do  obniżenia
premii  ubezpieczeniowej  dla  wegetarian,  takiej  z  jakiej  korzystają  osoby  niepalące
papierosów.

Komitet  PCRM  przedstawił  swoje  ustalenia  i  opinie  do  rządu  Stanów  Zjednoczonych:

„Znacznie  osłabł  wpływ  jaki  sektor  przemysłu  mięsnego  wywierał  na  federalne  wskazania
dietetyczne.  Po  raz  pierwszy  Federalny  Komitet  Doradczy  zarekomendował  Ministerstwu
Rolnictwa  i  Zdrowia  (Secretaries  of  Agriculture  and  Health)  dietę  wegetariańską  jako
odpowiednią  alternatywę  dla  Amerykanów.  Poprzednie  edycje  federalnych  wskazań
dietetycznych w ogóle nie wymieniały diety wegetariańskiej. W zaleceniach tegoż Komitetu
Doradczego...  czytamy  m.in.  »laktowegetarianie  cieszą  się  wspaniałym  zdrowiem.  Dieta
wegetariańska  jest  zgodna  ze  wskazaniami  dietetycznymi  i  z  rekomendacjami  w  zakresie
właściwego odżywiania się. Proteiny nie są żadną barierą w diecie wegetariańskiej«. Lekarze,
którzy domagali się zrobienia ważnego kroku w tym kierunku, uznali ten raport za częściowe
zwycięstwo.  Federalny  Komitet  Doradczy  nie  posunął  się  jednak  tak  daleko,  aby

background image

zaproponować  Amerykanom,  by  całkowicie  porzucili  spożywanie  mięsa  i  produktów
zwierzęcych,  ale  w  sytuacji  wciąż  ogromnej  presji  wywieranej  przez  przemysł  mięsny  nie
było to jeszcze możliwe. Mimo to oświadczenie Federalnego Komitetu Doradczego mówi o
wegetarianizmie jak o rozsądnym wyborze, wartym wzięcia pod rozwagę przez wszystkich
Amerykanów.

Już  wcześniej  w  tym  roku  wiele  wiodących  autorytetów  lekarskich  w  USA  nalegało  na

Komitet,  aby  zaprzestał  rekomendować  mięso  i  produkty  mleczne.  Benjamin  Spock,  Dean
Omish,  William  C.  Roberts  (wydawca  The  American  Journal  of  Cardiology)  i  inni
zaproponowali włączenie mięsa i produktów mlecznych do kategorii nadobowiązkowej, a nie
do kategorii zalecanej i pożądanej do codziennej konsumpcji. Doktorzy Spock, Omish i inni
opracowali  15–stronicowy  tekst  (zawierający  ponad  100  referencji)  jako  propozycji  do
różnych  czasopism  naukowych.  Dowodzą  w  nim,  że  dieta  wegetariańska  prowadzi  do
znacznej  redukcji  ryzyka  wystąpienia  chorób  serca,  raka  i  innych  dolegliwości.
Równocześnie  doktorzy  ci  pokazują,  że  standardowa  dieta  o  niskiej  zawartości  tłuszczu,
oparta  na  konsumpcji  kurczaków  i  ryb  redukuje  poziom  cholesterolu  tylko  0,5%”  (New
England of Medicine, Aprii 1993). Dawid B. Wasser wysunął jednocześnie projekt, aby dla
jego realizacji wprowadzono stosowne zmiany w produkcji spożywczej i w metodach oraz w
strukturze rolnictwa. Propozycja została aprobowana, a Departament Rolnictwa wydał nowe,
prozdrowotne zalecenia żywieniowe, eliminujące z  podstawowych  grup  żywności  produkty
mięsne  i  nabiałowe,  i  traktując  je  jako  najmniej  sprzyjające  zdrowiu  po  tłuszczach  i
słodyczach. Wtedy jednak nastąpił  kontratak  ze  strony  przemysłu  mięsnego  i  nabiałowego,
co  zmusiło  rząd  do  wycofania  tych  zaleceń,  (zob.  Sugarman  C.  i  M.  Gladwell  1991  „Us
Drops New Food Chart: Neat, Dairy groups Press Agriculture Dept. Washington Post April
27).

Jednak  to  chwilowe  niepowodzenie  nie  stało  się  ostateczną  klęską  nowego  programu

żywienia  i  zdrowia.  Stowarzyszenie  lekarzy  Medycyny  Odpowiedzialnej  kontynuuje  swoje
badania, które doprowadzają do nowych odkryć i zaleceń. Jednym z nich jest sprawa mleka i
produktów mlecznych.

Wielu konsumentów, a wśród nich także wegetarianie piją spore ilości mleka, jadają sery i

twarogi,  nie  zdając  sobie  sprawy  ze  szkodliwych  skutków  takiego  postępowania.  A  są  one
znaczne  i  właśnie  zostały  szczegółowo  zbadane  i  dobrze  uzasadnione.  Zakwestionowano
starą,  ugruntowaną  tradycję,  że  mleko  jest  naturalnym  i  zdrowym  pokarmem  ludzkim.
Oczywiście zdrowe i naturalne jest mleko ale tylko dla niemowlęcia, i to mleko pochodzące
od jego matki. Natomiast mleko uzyskiwane od samicy obcego gatunku, takiej jak np. krowa
jest  zarówno  nienaturalne  jak  i  wręcz  szkodliwe  nie  tylko  dla  niemowlęcia  ale  i  dla
większości dorosłych osób. Jest to pokarm zdecydowanie nienaturalny – żaden ssak nie żywi
się mlekiem po uzyskaniu dorosłości.

Mleko  ma  wiele  wad  dla  ludzkiego  zdrowia.  Ma  przede  wszystkim  nadmiar  białka,

podobnie jak mięso. W mleku krowy ilość białka wynosi 3,5% podczas gdy mleko kobiety
karmiącej, odpowiednie dla ludzkiego dziecka ma tylko 1,6% białka. W żywieniu dorosłych
mleko odgrywa negatywną rolę ze względu na zawartość cholesterolu, nasyconego tłuszczu
oraz  niedobór  żelaza.  Ponadto  stwierdzono,  że  picie  mleka  przyczynia  się  do  powstawania
cukrzycy  insulinozależnej.  Wskazuje  na  to  silna  zbieżność  między  jadaniem  produktów
mlecznych i występowaniem cukrzycy. W roku 1992 badacze odkryli, że specyficzne białko
mleczne  wyzwala  reakcję  antyimmunologiczną,  którą  uważa  się  za  niszczącą  komórki
insuliny i trzustki.

Mleko  ma  też  niekorzystny  wpływ  na  powstawanie  raka  jajników,  który  wiąże  się  z

produktami  mlecznymi.  Cukier  mleczny  rozpada  się  w  czasie  trawienia  na  galaktozę,  a  ta
ulega  wpływowi  enzymów.  W  przypadkach  znacznej  konsumpcji  produktów  mlecznych
wzmaga  się  zdolność  do  rozpadu  galaktozy,  co  zwiększa  jej  ilość  we  krwi.  A  to  może

background image

wpływać ujemnie na kobiece jajniki i powodować powstawanie raka. (dr Daniel Cramer DW
et  A1  Galaktose  consumption  and  metabolizm  in  relation  to  the  risk  of  varian  cancer.
Lancet1989; 2:66–71).

Inne  zagrożenia  zdrowotne  konsumpcją  produktów  mlecznych  to  zaćma  (katarakta).  W

galaktozie  będącej  produktem  rozpadu  laktozy,  wydaje  się  zachodzić  skłonność  do
uszkadzania  soczewki  oka,  co  przyczynia  się  do  powstania  katarakty  (Simona  F.  J.  A
geografic approach to senile cataracte: possible links with milk consumption, lactase activity
and galactosa metabolism. Digestive Disease and Sciences 1962; 27:257–64).

Picie  mleka  wzmaga  zagrożenie  osteoporozą,  ponieważ  jego  działanie  powoduje  utratę

masy  kostnej.  Liczne  badania  wykazują,  że  kraje  o  najwyższym  spożyciu  produktów
mlecznych mają również najwięcej wypadków osteoporozy i że jak  się okazuje spożywanie
dużych ilości produktów mlecznych nie podtrzymuje spoistości masy kostnej. Zauważono, że
nadmiar białka w organizmie powoduje ucieczkę wapnia wraz z moczem. A właśnie w mleku
jak wiadomo oprócz wapnia występuje obficie białko.

Zauważono  już  od  pewnego  czasu,  że  mleko  jest  najpospolitszą  przyczyną  alergii

pokarmowych.  Ponadto  inne,  mało  uchwytne  objawy  ostrej  alergii  mogą  być  powodowane
produktami  mlecznymi.  Ludzie  najczęściej  nie  zdają  sobie  sprawy,  że  ich  problemy
zdrowotne  spowodowane  są  tą  wrażliwością  na  produkty  mleczne.  Taki  stan  może  często
ulec  zaskakującej  poprawie,  gdy  zrobi  się  przerwę  w  ich  spożywaniu.  Szczególnie  u
astmatyków może to być jaskrawo widoczne.

Jedno  na  pięcioro  dzieci  cierpi  na  kolkę.  Pediatrzy  dawno  już  zrozumieli,  że  przyczyną

tego  jest  mleko.  Karmiące  piersią  matki  mogą  powodować  tę  dolegliwość  u  dziecka,  gdy
same  piją  mleko  krowie.  Antyciała  krowy  mogą  wtedy  przenikać  przez  strumień  krwi  do
mleka w piersi matki i dalej do organizmu dziecka.

Kolejnym obciążeniem zdrowotnym z powodu produktów mlecznych są toksyny. Ponadto

jak inne produkty pochodzenia zwierzęcego zawierają często zanieczyszczenia pestycydami
lub lekarstwami albo śladami antybiotyków.

Innym  błędem  w  tradycyjnych  zaleceniach  żywieniowych  jest  traktowanie  ryby  jako

pokarmu  zdrowego,  dietetycznego,  wręcz  jako  alternatywę  mięsa.  Na  domiar  złego  pewne
doniesienia  amerykańskich  pism  medycznych  sugerują,  że  jadanie  tłustych  ryb  ogranicza
niebezpieczeństwo ataków serca. Inne jednak badania, przy których opowiadają się lekarze z
PCRM,  nazywają  takie  informacje  bajką  lub  mitem.  Z  ich  badań  nie  wynikają  żadne
doniesienia  zalecające  jadanie  ryb.  Dokładne  analizy  przeprowadzone  w  Uniwersytecie
Harvarda  i  opublikowane  w  bieżącym  roku  w  (New  England  journal  of  Medicine  1995,
332:977–82)  stwierdzają,  że  osoby  jadające  najwięcej  ryb,  cierpią  najczęściej  na  choroby
serca, częściej niż te, które jadają ryby rzadko. Badania przeprowadzone na 44 895 osobach
wskazują,  że  kwasy  tłuszczowe  zawarte  w  mięsie  ryb  wcale  nie  są  skuteczne  przy
zapobieganiu dolegliwościom sercowym.

Doktor Dean Omish z Uniwersytetu Kalifornijskiego San Francisco, który jest pionierem

metody  zapobiegania  chorobie  serca,  stosował  nisko  tłuszczową  dietę  oraz  łagodne
ćwiczenia,  ograniczenia  stresów  i  odrzucenie  palenia  papierosów.  Stwierdził,  że  diety
roślinne  nie  zawierają  cholesterolu,  mają  niską  zawartość  tłuszczu,  podczas  gdy  produkty
zwierzęce  włącznie  z  rybami,  zawsze  zawierają  cholesterol  i  zazwyczaj  mają  więcej
tłuszczów  nasyconych  niż  pokarmy  roślinne.  Dlatego  stosowanie  diety  rybnej  może  być
ryzykowne.  Powoduje  efekt  rozcieńczenia  krwi  rybnym  olejem,  co  wzmaga  zagrożenie
atakiem krwotocznym. Ponadto wszystkie ryby zawierają nie tylko cholesterol, ale również
tłuszcze  nasycone.  Wreszcie  wiadomo,  że  w  mięsie  ryb  i  ślimaków  jest  wysoki  stopień
skażenia.  Woda  przepływając  przez  ich  skrzela,  rozpuszcza  we  krwi  przenikające  do  niej
ścieki  rolnicze  i  przemysłowe.  Stopień  skażenia  koncentruje  się  w  miarę  jak  ryby  większe
zjadają  te  małe.  W  r.  1992  raport  konsumenta  stwierdza,  że  połowa  próbek  badanych  ryb

background image

zawiera pestycydy. U łososia w 43% stwierdzono toksyczne skażenie, u białych ryb w 59%, a
u miecznikowatych 25%.

National  Research  Council  wydała  raport,  który  głosi,  że  PCB  znajduje  w  każdym

właściwie miejscu,  gdzie ryby i ślimaki były badane, nawet w tak odległych miejscach jak
Alaska,  Wyspy  Dziewicze  i  Hawaje.  W  145  miejscach  testowanych  ostatnio  na  zawartość
rtęci w ślimakach, znaleziono rtęć w każdym z nich. Unikanie jadania ryb eliminuje połowę
całego  skażenia  rtęci  z  organizmu.  Olej  rybny  jest  wysoce  niestały,  ułatwia  wytwarzanie
wolnych rodników.

„Diety rybne w niczym nawet nie umywają się do diet opartych na warzywach, owocach,

zbożu  i  ziarnach  strączkowych”  –  oświadczył  przewodniczący  Stowarzyszenia  Lekarzy
Medycyny  Odpowiedzialnej,  Neal  Bamard  M.  D.  „I  gdy  kupuje  się  organiczne,  wolne  od
pestycydów  produkty  spożywcze,  to  nie  ma  wśród  nich  do  kupienia  czegoś  takiego  jak
„organiczna”  czy  „ekologiczna”  ryba.  Każda  z  nich  jest  obciążona  chemicznymi
skażeniami”.

Wzmacniający pokarm dla sportowców

Dawniej dieta wysoko białkowa (mięsna) traktowana była przez większość sportowców za

niezbędną  dla  zachowania  ich  kondycji.  Sądzili,  że  jadanie  mięsa  poprawi  budowę  ich
muskułów. Pogląd równie niesłuszny jak ten, że jadanie mózgu zwierząt udoskonali wartość
ludzkiego mózgu konsumenta.

Przez  cały  okres  dziewiętnastego  wieku  naukowcy  utrzymywali,  że  to  tłuszcze  i

węglowodany  a  nie  białko  są  niezbędne  przy  wykonywaniu  ćwiczeń  fizycznych.  (Nieman
DC  –  Vegetarian  dietary  practices  and  endurance  performance.  Am.  J.  Clin  Nutr  1988;
48:754–61).  W  tym  samym  czasie  sportowcy  wegetarianie  regularnie  pokonywali
sportowców jadających potrawy mięsne. W wyścigu marszowym od Berlina do Wiednia (ok.
6  tys.  km)  wegetarianie  zajęli  jednocześnie  pierwsze  i  drugie  miejsce.  W  roku  1986
rowerzysta  James  Prestley  wygrał  nie  tylko  prestiżowy  konkurs  w  Anglii,  ale  także  pobił
rekord czasu o prawie jedną minutę. W roku 1909 Yale Medical journal opublikował badania
na  temat  wytrzymałości  jedzących  mięso  przeciwko  wegetarianom.  Wniosek  z  tych  badań
brzmiał następująco: „bez żadnych wątpliwości można wywnioskować, że grupa sportowców
jadających  mięso  jest  daleko  słabsza  od  nie  jadających  mięsa”.  (Fisher  I.  The  Influence  of
Flesh eatingon endurance. Yale med. J. 1907; 13:205–221). Współcześnie sportowcy osiągają
takie same rezultaty.

Ciało podczas ćwiczeń

Gdy  rozpoczyna  się  próba  wytrzymałości,  mięśnie  czerpią  energię  (paliwo)  z  glukozy,

prostego cukru, który pochodzi z rozpadu glikogenu zgromadzonego w węglowodanach. Gdy
wysiłek  jest  kontynuowany,  tłuszcze  zawarte  w  ciele  rozkładają  się  na  kwasy  tłuszczowe,
które  następnie  wytwarzają  energię  (paliwo)  dla  mięśni.  Ciało  powraca  do  spalania
glikogenu, wtedy gdy jest już zmęczone i podczas krótkich biegów. Im bardziej intensywne
są ćwiczenia, w tym większym stopniu ciało opiera się na glikogenie.

background image

Wegetariańska granica wytrzymałości

Granicą  dla  dalszych  ćwiczeń  i  wytrzymałości  ćwiczącego  jest  ilość  glikogenu

zgromadzonego w mięśniach i dlatego okazuje się, że to zależy od ilości skonsumowanych
węglowodanów.  Sportowcom,  którzy  biorą  udział  w  zawodach  na  wytrzymałość,
Amerykańskie  Stowarzyszenie  Dietetyczne  poleca  stosować  dietę  zawierającą  65  do  70
procent    kalorii  pochodzących  z  węglowodanów.  (Position  of  the  American  Association:
Nutrition  for  physical  fitness  and  Athletic  performance  for  adults.  J  Am  Diet  Assoc  1987;
87:933–937). Kondycję sportowców pomaga podtrzymywać wysoki poziom węglowodanów.

Ostatnie badania wykazują, że jeżeli podczas ćwiczeń zostanie jako źródło energii (opał)

wyczerpana  pewna  ilość  aminokwasów,  to  nie  ma  potrzeby,  aby  sportowiec  uzupełniał
spożycie  białka,  bo  ponieważ  sportowcy  normalnie  spożywają  więcej  kalorii  niż
niesportowcy, to w czasie ćwiczeń zużywają białka więcej niż im potrzeba. I tak przyjmując
nadmiar białka czy to w postaci dodatkowych aminokwasów czy w diecie wysoko białkowej,
mogliby  spowodować  odwodnienie  organizmu  lub  wywołać  problemy  nerkowe.  Podobnie
podczas  ćwiczeń  spalane  są  kwasy  tłuszczowe,  mimo  to  nie  ma  potrzeby  przyjmowania
dodatkowych  tłuszczów,  bo  nawet  biegacz,  który  ma  w  ciele  tylko  5  procent  tłuszczu,  ma
tego  tłuszczu  zgromadzonego  dostatecznie  dużo  nawet  na  kilkanaście  maratonów.
Dodawanie do pokarmów dodatkowego tłuszczu jest wtedy błędem.

Uwaga o węglowodanowym obciążeniu

Próbując  poprawić  poziom  glikogenu,  wielu  sportowców  zaczyna  objadać  się

węglowodanami.  Stosuje  wtedy  najpierw  dietę  bardzo  nisko  węglowodanową  w  celu
usunięcia zapasów glikogenu a następnie powoli uzupełnia je dietą wysoko węglowodanową.
Jednak ta metoda chociaż skuteczna, może doprowadzić do stanu depresji, ospałości, utraty
tkanki  mięśniowej,  bólów  klatki  piersiowej  i  innych  niekorzystnych  objawów.  Inną
bezpieczniejszą  metodą  jest  stopniowe  ograniczanie  programu  ćwiczeń  przez  okres  sześciu
dni,  tak  aby  kończyć  dniem  odpoczynku.  Przez    pierwsze  trzy  dni  tego  okresu  sportowiec
konsumuje  normalną  dietę,  w  której  jest  60%  węglowodanów.  Przez    następne  trzy  dni
kontynuuje dietę w ilości 70% węglowodanów.

Szczególne sprawy dietetyczne

Chociaż  podczas  aktywności  fizycznej  wzrasta  potrzeba  witamin,  zazwyczaj  potrzebę  tę

można  zaspokoić  bez  szczególnego  ukierunkowania  się  na  witaminy.  Niektórzy  znawcy
stwierdzają,  że  sportowcy  mogą  potrzebować  wtedy  więcej  ryboflawiny  (wit.  B–2)  niż  nie
sportowcy.  Jakkolwiek  ryboflawina  jest  ważna  dla  poprawy  oddychania  tkanek,  nie  ma
dowodów na to, że jej dodatkowe dawki poprawiają ogólną kondycję sportowca. Nie należy
jednak  zaniedbać  podawania  pokarmów  zawierających  ryboflawinę  w  codziennej  diecie:
dobrym źródłem niskotłuszczowego pokarmu są warzywa o ciemnych liściach.

Ważne jest także aby osoby ćwiczące otrzymywały dostateczną ilość żelaza. Dobrym jego

źródłem są pełne nasiona zbóż, suszone owoce, groch i fasola. Dodatkowe dawki żelaza nie
są  potrzebne  z  wyjątkiem  przypadków,  gdy  lekarz  stwierdzi  niedobór  żelaza.  Niektórzy
sportowcy otrzymujący dostateczną dostawę żelaza, mogą cierpieć na dolegliwość związaną
wprawdzie z żelazem, która nie jest jednak rzeczywistym niedoborem i nie wymaga leczenia.
Nazywa się ona „anemia sportowa”.

background image

Dla  wspomożenia  siły  kości  i  wzrostu  wagi  najlepsze  są  takie  ćwiczenia  jak  spacery  i

bieganie.  Niekiedy  potrzebne  są  dodatkowe  dawki  wapnia.  Jednak  u  niektórych  kobiet
uprawiających sport pojawia się zanik menstruacji. Jakkolwiek przyczyna tego nie jest znana,
to  uważa  się,  że  takim  kobietom  potrzebne  jest  dodatkowo  1000  do  1500  miligramów
wapnia.  Wynika  to  stąd,  że  zmiany  w  poziomie  i  hormonów  mogą  powodować  ubytek
wapnia z kości. Dobrym źródłem wapnia jest sok pomarańczowy i zielone warzywa takie jak
np.  brokuły.  Nie  zaleca  się  jednak  produktów  mlecznych,  nie  tylko  dlatego,  że  zawierają
cholesterol i tłuszcze nasycone, ale również i dlatego, że białko zwierzęce wywołuje skutek
usuwania  wapnia  z  organizmu  i  inne  ujemne  następstwa  zdrowotne  wynikające  ze
spożywania krowiego mleka.

Wreszcie  trzeba  wiedzieć,  że  ważne  jest  picie  dostatecznej  ilości  wody.  Ponieważ

energiczne  ćwiczenia  osłabiają  pragnienie,  problemem  dla  sportowców  może  stać  się
odwodnienie.  Każdy  sportowiec  w  ciągu  godziny  ćwiczeń  może  utracić  do  czterech  litrów
wody  razem  z  potem.  Ogólna  zasada  więc,  to  pić  cztery  litry  płynu  (szesnaście  uncji)  na
każdy  funt  utracony  podczas  ćwiczeń.  Najlepiej  pić  czystą  wodę,  ponieważ  elektrolity
wracają  do  ciała  wraz  z  codziennym  pokarmem.  Bardzo  pożyteczne  są  również  soki
owocowe.

Najlepsza dieta to niskotłuszczowa dieta wegetariańska

Najlepsza dieta dla sportowców jest taka sama jak zalecana dla niesportowców: zasobna w

złożone węglowodany, mało tłuste, o umiarkowanej ilości białka, którego ogólna ilość może
jednak wzrastać. Uważać aby dieta zawierała dużo pełnego zboża, fasoli i grochu, liściastych
warzyw  o  ciemnozielonych  liściach,  a  ponadto  pokarmy  zasobne  w  witaminę  C,  która
pomaga w przyswajaniu żelaza, wapnia i ryboflawiny.

Najnowsze ustalenia dietetyczne lekarzy

Komitetu Medycyny Odpowiedzialnej

Wiadomo już, że podstawowym założeniem i rewolucyjną deklaracją Lekarzy Medycyny

Odpowiedzialnej  jest  promocja  NOWYCH  czterech  grup  pokarmowych.  STARE  cztery
grupy pokarmowe, które były obowiązujące od 1956 roku i które miały decydujący wpływ na
powszechną dietę, strukturę upraw w rolnictwie, na kształt przemysłu spożywczego i przede
wszystkim na masowy wymiar hodowli zwierząt rzeźnych oraz przetwórstwo  i  dystrybucję
mięsa i wędlin. Te stare cztery grupy pokarmowe to było: mięso, nabiał, zboża, warzywa i
owoce.  Nowe  cztery  grupy  pokarmowe  powstały  po  wyeliminowaniu  mięsa  i  nabiału.  Ta
decyzja  zapadła  po  przeprowadzeniu  wieloletnich,  licznych  i  na  szeroką  skalę  zakrojonych
badań i doświadczeń wśród ludności kilkudziesięciu rejonów na całym świecie. Okazało się
wtedy,  że  największy  zabójca  ludzi,  chorujących  i  umierających  na  raka,  zawały  serca  i
cukrzycę  oraz  otyłość  to  są  pokarmy  zwierzęce  nasycone  cholesterolem,  tłuszczem,
przesycone  białkiem  i  pozbawione  błonnika.  Wprowadzenie  nowych  czterech  grup
pokarmowych  ma  również  decydujący  wpływ  na  kontrolę  otyłości,  będącej  zagrożeniem
zdrowia w wielu przypadkach takich jak kamica żółciowa i choroby nerek. Zaobserwowano
też,  że  wyłączenie  tych  pokarmów  i  dostarczenie  organizmowi  wartości  pokarmowych
występujących  tylko  w  pokarmach  roślinnych  zapobiega  powstawaniu  wielu  chorób  i
przyczynia  się  do  wyleczenia  tych  już  wcześniej  powstałych.  Wzmaga  też  procesy
samoleczenia  i  zachowania  prawidłowej  kondycji  fizycznej.  Odkryto  również,  że  pokarmy

background image

roślinne  są  znakomitym,  niezawodnym  źródłem  białka  i  wapnia.  Już  wcześniej  lekarze  z
kliniki  dr.  Bircher–Bennera  zauważyli,  że  białko  roślinne  jest  znacznie  skuteczniejszym
pokarmem  w  czasie  kuracji  niż  białko  zwierzęce,  a  wapnia  dostarczają  takie  pokarmy  jak
jarzyny  z  zielonych  liści,  zboża  pełnoziarniste,  marchew,  zielony  groszek,  kukurydza,
migdały  i  ogórki.  Natomiast  wapń  uzyskiwany  z  mleka  i  przetworów  mlecznych  jest
jednocześnie nasycony nadmiarem białka. A jak stwierdzono nadmiar białka, tzn. jego ilość
przewyższająca  90  g  dziennie  powoduje  wydalanie  wapnia  wraz  z  moczem.  Kiedy  białko
zwierzęce  zastąpi  się  białkiem  roślinnym  poziom  utraty  wapnia  przez  mocz  znacznie  się
obniża. W krajach gdzie jada się więcej produktów roślinnych niż zwierzęcych obniża się też
znacznie poziom zapadania na osteoporozę.

Do grupy pokarmów zbożowych zalicza się: chleb, ryż, makaron, ciepła kasza, kukurydza

i tortilias (naleśniki). Zboża są zasobne w błonnik i inne złożone węglowodany oraz białka,
witaminę B i cynk. Zaleca się podawać potrawy ze zboża 4–5 razy dziennie. Oczywiście w
niezbyt dużych ilościach np. pół filiżanki kaszy lub 1 kromka chleba.

Warzywa  dostarczają  witaminy  C,  żelaza  wapnia  i  błonnika.  Warzywa  ciemno  żółte  i

pomarańczowe ponadto witaminy beta karoten. Prawidłowa dieta powinna więc zawierać 1
filiżankę surowych warzyw i pół filiżanki gotowanych. Oprócz tego potrawy z pełnych zbóż,
powinny  być  podawane  przynajmniej  5  razy  dziennie,  po  pół  filiżanki  kaszy  i  1  kromka
chleba. Owoce powinno się jadać 3 lub więcej razy dziennie. Owoce są zasobne w błonnik,
witaminę  C  i  beta  karoten.  Koniecznie  trzeba  chociaż  raz  dziennie  pamiętać  o  zjedzeniu
owocu  zawierającego  witaminę  C  w  większej  ilości  tzn.  owoce  cytrusowe,  truskawki  lub
melony.  Bardziej  wskazane  niż  soki  są  owoce  całe,  ponieważ,  zawierają  dużo  błonnika.
Zalecana  ilość:  1  średni  kawałek  całego  owocu,  1/2  filiżanki  owoców  gotowanych,  120  g
soku.

Potrawy  z  nasion  strączkowych  należy  .jadać  2  razy  dziennie.  Do  nasion  strączkowych

zalicza  się  fasolę,  groch  i  soczewicę.  Są  one  dobrym  źródłem  błonnika,  skoncentrowanego
białka, żelaza, wapnia, cynku i witaminy B. Do tej grupy pokarmów zalicza się także groch
włoski (ciecierzycę) proteinę  sojową,  mleko  sojowe  i  tempeh.  Ilości  zalecane:  1/2  filiżanki
gotowanej fasoli, 15 dag tofu lub tempeh, 1 szklanka  mleka sojowego.

Wielu  z  nas  przywykło  do  żywienia  się  na  podstawie  wiedzy  zaczerpniętej  ze  Starych

czterech  grup  pokarmowych,  zalecanych  jeszcze  od  roku  1956.  Od  tamtego  czasu  nastąpił
znaczny  postęp  wiedzy  o  prawidłowym  odżywianiu,  mamy  najnowsze  informacje  o
doniosłym  znaczeniu  błonnika,  o  zagrożeniu  cholesterolem  i  tłuszczem  zwierzęcym  oraz  o
doniosłości zapobiegania wielu chorobom dzięki składnikom pokarmowym znajdującym się
w jedzeniu sporządzonym z pokarmów roślinnych. Odkryto również znakomite źródło białka
i  wapnia  w  pokarmach  roślinnych,  chociaż  poprzednio  za  wyłączne  źródło  tych  substancji
uważano mięso i produkty mleczne. Ponowna analiza wartości odżywczych Starych czterech
grup  pokarmowych  dowiodła  niesłuszności  zaleceń,  o  jadaniu  produktów  zwierzęcych,
ogranicza  także  sugestie  jadania  dużych  ilości  tłuszczów  roślinnych.  PCRM  (Phisicians
Committee of Responsible Medicine) orzeka, że regularne jadanie tych pokarmów nawet w
małej ilości naraża zdrowie na poważne ryzyko. Ten nowy plan żywieniowy bez cholesterolu
i  z  niską  zawartością  tłuszczu  dostarcza  przeciętnemu  dorosłemu  człowiekowi  potrzebnych
mu na co dzień wartości pokarmowych, włącznie z odpowiednią porcją błonnika.

To największe zagrożenie zdrowia i życia wielu amerykanów jakimi są choroby serca, rak

i  zawały  wykazuje  zaskakujący  spadek  ilości  tych  przypadków  u  ludzi  jadających  przede
wszystkim  pokarmy  oparte  na  surowcach  roślinnych.  Otyłość,  która  jest  zagrożeniem  dla
zdrowia  z  powodu  wielu  chorób  nią  spowodowanych  może  być  również  skutecznie
kontrolowana dzięki wprowadzeniu zaleceń nowych czterech grup pokarmowych.

Pokarmy  wegetariańskie  mają  doniosłe  znaczenie  dla  zdobycia  i  zachowania  dobrego

stanu zdrowia. Takie jedzenie jest nie tylko zdrowe i bardzo smaczne. Wegetarianie unikają

background image

mięsa, ryb i drobiu. Ci, którzy jadają produkty  mleczne, jajka i sery nazywani są laktoowo
wegetarianami.  Ci  którzy  nie  jadają  żadnych  produktów  pochodzenia  zwierzęcego,
poprzestając  tylko  na  pokarmach  roślinnych  są  to  weganie  czyli  czyści  wegetarianie.
Obserwuje się u nich znaczną przewagę w stosunku do tych jadających mleko i jajka, można
stwierdzić,  że  diety  wegańskie  są  najzdrowsze  ze  wszystkich,  bo  ograniczają  ryzyko
najszerszego zakresu różnych chorobowych zagrożeń.

Mają oni zdrowe serce. W ich organizmie jest znacznie niższy poziom cholesterolu niż u

jedzących mięso i produkty mleczne. Właściwie choroby serca w ogóle u nich nie są znane.
Przyczynę  tego  jest  łatwo  ustalić  –  potrawy  wegetariańskie  mają  typowo  niski  zasób
tłuszczów  nasyconych  i  zazwyczaj  zawierają  mało  cholesterolu.  Ponieważ    cholesterol
znajduje  się  tylko  w  pokarmach  zwierzęcych  takich  jak  mięso,  mleko  i  jajka,  weganie
spożywają  więc  pokarmy  wolne  od  cholesterolu.  Jeszcze  inną  ważną  przewagę  ma  rodzaj
białka w diecie wegetariańskiej. Liczne badania wskazują, że zastąpienie białka zwierzęcego
białkiem  roślinnym  obniża  poziom  cholesterolu  we  krwi  nawet  wtedy,  gdy  ilość  i  rodzaj
tłuszczu  pozostaje  taki  sam.  Mała  ilość  tłuszczu  w  diecie  wegetariańskiej  daje  jej  wyraźną
przewagę nad innymi dietami.

Obniżenie  ciśnienia  krwi.  Znacząca  ilość  badań  przeprowadzonych  jeszcze  we

wczesnych  latach  dwudziestych  wskazuje,  że  wegetarianie  mają  niższe  ciśnienie  niż  nie
wegetarianie.  W  istocie  pewne  badania  wykazały,  że  dodanie  mięsa  do  stosowanej  diety
wegetariańskiej,  powoduje  nagłe  znaczące  podniesienie  ciśnienia  krwi.  I  odwrotnie,  gdy
pacjenci  z  wysokim  ciśnieniem  krwi  zaczynają  stosować  dietę  wegetariańską,  wielu  z  nich
może sobie pozwolić na wyłączenie potrzeby przyjmowania lekarstw.

Opanowanie  cukrzycy.  Ostatnie  studia  nad  cukrzycą  wskazują,  że  dieta  zasobna  w

złożone  węglowodany  (które  znajdują  się  tylko  w  pokarmach  roślinnych)  i  mająca  mało
tłuszczu, jest najlepszą receptą dietetyczną dla opanowania cukrzycy. Ponieważ diabetycy są
mocno  narażeni  na  choroby  serca,  unikanie  cholesterolu  i  tłuszczu  jest  w  ich  diecie
najważniejsze,  a  w  takim  przypadku  dieta  wegetariańska  jest  dla  nich  wprost  idealna.  I
chociaż wszyscy diabetycy insulinozależni wymagają przyjmowania insuliny, dieta roślinna
może im pomóc w ograniczeniu dawki stosowanej insuliny.

Zapobieganie  chorobie  nowotworowej.  Dieta  wegetariańska  pomaga  w  zapobieganiu

chorobie  nowotworowej.  Badania  nad  wegetariańskim  odżywianiem  wskazują,  że  śmierć  z
powodu raka wśród stosujących tę dietę zdarza się około połowy  do trzech czwartych razy
rzadziej  niż  u  pozostałej  populacji.  Przypadki  raka  piersi  zdarzają  się  znacznie  rzadziej  w
tych  krajach  gdzie  dieta  jest  typowo  roślinna,  wykluczająca  mięso  i  produkty  mleczne.
Jednak  gdy  ludzie  z  tych  krajów  zamieszkają  na  Zachodzie  i  przyswajają  sobie  dietę
mieszaną,  ich  skala  zapadalności  na  raka  piersi  wyraźnie  wzrasta.  U  wegetarian  jest  też
znacznie  mniej  przypadków  raka  okrężnicy  niż  u  jadaczy  mięsa.  Konsumpcja  mięsa  jest
znacznie  bliżej  związana  z  rakiem  okrężnicy  niż  z  jakimkolwiek  innym  czynnikiem
dietetycznym.  Pytamy,  dlaczego  dieta  wegetariańska  pomaga  w  zapobieganiu  chorobie
nowotworowej. Przede wszystkim jest w niej mniej tłuszczu a więcej błonnika niż w dietach
opartych  na  mięsie.  Ale  i  inne  czynniki  też  są  ważne.  Na  przykład  wegetarianie  zjadają
zazwyczaj  więcej  roślin  zawierających  witaminę  beta  karoten.  To  pomaga  wytłumaczyć
dlaczego mniej jest u nich przypadków raka płuc. Inne badania wykazały, że u wielu kobiet
cukier  w  produktach  mlecznych  może  podnosić  ryzyko  raka  jajników.  Jednak  niektóre
aspekty  wpływu  antyrakowego  nie  zostały  jeszcze  do  końca  wyjaśnione.  Na  przykład
naukowcy  nie  są  zupełnie  pewni  dlaczego  wegetarianie  mają  więcej  pewnych  białych
komórek krwi nazywanych „naturalnymi zabójcami komórek rakowych”, które potrafią same
wyszukać i zniszczyć komórki raka.

Dieta  bezmięsna  a  kamienie  nerkowe.  Wegetarianie  mają  mniejszą  skłonność  do

formowania się kamieni nerkowych i żółciowych. Ponadto wegetarianie są mniej narażeni na

background image

przypadki  osteoporozy,  ponieważ  jadają  mniej  lub  nie  jadają  wcale  białka  zwierzęcego.
Wysokie spożycie białka zwierzęcego pobudza utratę wapnia z kości. Natomiast zastąpienie
produktów  zwierzęcych  produktami  roślinnymi  ogranicza  utratę  wapnia.  Tym  można
wyjaśnić  dlaczego  ludzie,  którzy  żyją  w  krajach  gdzie  panuje  dieta  typowo  roślinna,
wykazują tak mało przypadków osteoporozy, nawet wtedy gdy spożycie wapnia jest u nich
niskie.

Aby  zapewnić  sobie  dostatek  wapnia  w  pokarmach  wegetariańskich  nie  trzeba  się  o  to

specjalnie  starać,  bo  są  one  w  naszej  codziennej  diecie.  Znakomitym  źródłem  wapnia  są
warzywa z zielonych liści, fasola, soczewica, orzechy i suszone owoce. Żelazo i białko są w
obfitości w zbożach, fasoli i warzywach. Witamina D jest normalnie wytwarzana w skórze,
gdy  naświetlamy  się  w  słońcu.  Te  osoby,  które  regularnie  wystawiają  się  na  słońce,  nie
potrzebują  w  ogóle  troszczyć  się  o  witaminę  D  w  pokarmach.  Witamina  B–12  jest  w
obfitości w takich tradycyjnych pokarmach azjatyckich jak miso lub tempeh. W naszej części
świata niedobór witaminy  B–12 zdarza się  niesłychanie  rzadko,  co  świadczy  o  tym,  że  np.
istnieją  jakieś  niezbadane  jeszcze  do  końca  sposoby  jej  uzyskiwania,  jak  pewne  produkty
roślinne  lub  zdolność  organizmu  ludzkiego  do  jej  autonomicznego  wytwarzania.  U
niektórych osób problemem jest nie brak witaminy B–12 ale niezdolność do jej przyswajania.
Lekarz  może  to  łatwo  sprawdzić.  W  rzadkich  przypadkach  rzeczywistego  niedoboru
witaminy B–12 można się zdecydować na okresowo stosowane iniekcje. Zwłaszcza, że takie
sytuacje występują nie tylko u wegetarian.

Kontrolowanie  cholesterolu.  Prawie  każdy  dorosły  mieszkający  w  krajach

uprzemysłowionych  jest  w  pewnym  stopniu  narażony  na  arteriosklerozę,  znaną  potocznie
jako  stwardnienie  naczyń.  W  Stanach  Zjednoczonych  większość  dzieci  ma  już  w  swoich
arteriach  ślady  tłuszczowe  czyli  zapowiedź  arteriosklerozy.  Arterioskleroza  prowadzi  do
zawałów,  ataków  serca  i  innych  poważnych  problemów.  Ale  staranny  dobór  diety  może  w
dużym  stopniu  ograniczyć  ryzyko  tych  dolegliwości.  Choroba  serca  ma  związek  z
czynnikami  ryzyka.  Podstawowymi  czynnikami  ryzyka  są:  wysoki  poziom  cholesterolu,
palenie tytoniu, i ciśnienie krwi. Do innych czynników ryzyka zalicza się: cukrzycę, otyłość,
genetyczne  skłonności  do  chorób  serca  oraz  stres.  Tu  leży  możność  stwierdzenia  w  jaki
sposób wybór pożywienia może mieć wpływ na poziom cholesterolu.

Każda  żyjąca  komórka,  zarówno  ludzka  jak  i  zwierzęca,  zawiera  cholesterol.  Ma  on

doniosłe  znaczenie  w  pewnych  funkcjach  komórkowych  i  wątroba  wytwarza  cały  ten
cholesterol,  którego  organizm  potrzebuje.  Nie  ma  więc  potrzeby  uzupełniania  cholesterolu
drogą pokarmową. Tłuszcze i cholesterol przemieszczają się wewnątrz ciała w opakowaniu
nazwanym  lipoproteinami.  Małe  skupienie  lipoprotein  (LDLs)  umożliwia  przemieszczanie
się  cholesterolu  do  innych  organów  poprzez  arterie.  Nadmiar  cholesterolu  odkłada  się  na
wewnętrznych  ściankach  arterii.  Ten  proces  pobudza  tworzenie  się  złogów,  zwanych
płytkami  (?)  na  ściankach  arterii,  co  zwęża  arterie  i  powstrzymuje  przepływ  krwi.  To  jest
właśnie arterioskleroza. Jeżeli przepływ krwi do serca zostaje  zablokowany, może dojść do
ataku  serca.  Jeżeli  zablokowany  jest  przepływ  krwi  do  mózgu,  może  dojść  do  apopleksji.
Ponieważ  LDLs  wywołuje  arteriosklerozę,  jest  znany  jak  „zły  cholesterol”.  Im  wyższy
poziom LDL, tym większe ryzyko problemów sercowych.

„Dobry  cholesterol”  o  dużej  gęstości  lipoprotein  (HDLs),  gdy  zostaje  już  wystarczająco

rozdysponowany,  wraca  z  powrotem  do  wątroby.  Ludzie,  którzy  uprawiają  ćwiczenia
fizyczne, nie palą papierosów i mają prawidłową, stałą wagę ciała, przejawiają skłonność do
podwyższonego  poziomu  HDLs.  Jeżeli  większość  cholesterolu  jest  w  postaci  LDLs,  to
wysoki poziom cholesterolu we krwi oznacza wysoki poziom LDL. Na poziom cholesterolu
we  krwi  oddziałuje  wiele  czynników.  Ale  nawet  osoby  mające  dziedziczną  skłonność  do
chorób  serca,  mogą  mieć  wpływ  na  swój  poziom  cholesterolu.  Jest  to  bardzo  ważne,
ponieważ  każdy  jeden  procent  ograniczenia  cholesterolu  we  krwi,  oznacza  około  dwóch

background image

procent  ograniczenia  ryzyka  ataku  serca.  Grupy  ludności  o  przeciętnym  poziomie
cholesterolu wynoszącym 150 lub mniej, są w znacznym stopniu wolne od  arteriosklerozy.
Dla  poziomu  cholesterolu  powyżej  150  ryzyko  chorób  serca  wzrasta.  To  są  właśnie
wskazówki zachęcające do obniżania cholesterolu we krwi.

Zmniejszać  spożycie  tłuszczu,  szczególnie  tłuszczów  nasyconych.  Tłuszcze  nasycone

podnoszą  poziom  cholesterolu,  ale  łatwo  jest  tego  uniknąć.  Tłuszcze  nasycone  w
temperaturze pokojowej mają postać stałą. Tłuszcze nasycone jadalne znajdują się głównie w
produktach  zwierzęcych,  ale  również  i  w  nielicznych  olejach  roślinnych  takich  jak  olej
palmowy, olej kokosowy, czekolada i w oleju uwodornionym.

Zmniejszyć spożycie cholesterolu. Cholesterol spożywany w pokarmach podnosi poziom

LDLs. Cholesterol znajduje się tylko w produktach zwierzęcych.  W mięsie, rybach, drobiu,
produktach mlecznych i jajkach.  One  zawierają  cholesterol,  podczas  gdy  produkty  roślinne
nie mają  go zupełnie. Decydowanie się na małe kawałki mięsa nie wystarcza  –  cholesterol
jest  zawsze  i  w  małych  porcjach.  Wielu  ludzi  zaskakuje  informacja,  gdy  się  dowiadują,  że
mięso  kurcząt  ma  tak  samo  dużo  cholesterolu  jak  wołowina.  Każde  10  deko  podanej
wołowiny  czy  mięsa  kurzego  zawiera  taką  samą  ilość,  to  znaczy  100  miligramów
cholesterolu.  Wszystkie  małże  mają  bardzo  dużo  cholesterolu.  I  to  nie  jest  „dobry
cholesterol”.  W  żadnym  z  tych  pokarmów  nie  ma  „dobrego  cholesterolu”.  Cholesterol
zjadany  w  pokarmie  podnosi  poziom  cholesterolu  we  krwi.  Najlepszą  rzeczą  jaką  można
zrobić  to  przestrzegać  spożywanie  tłuszczu  w  bardzo  małej  ilości  i  unikać  zupełnie
produktów zwierzęcych.

Zostań weganinem!

Jak  doradzaliśmy  poprzednio,  najlepiej  opierać  swoją  dietę  na  pokarmach  roślinnych  –

zbożach, fasoli, warzywach i owocach – jest to najlepszy sposób niskiego spożycia tłuszczów
nasyconych i całkowitego uniknięcia cholesterolu. Dieta wegańska jest wolna od produktów
zwierzęcych  i  zapewnia  najniższy  poziom  ryzyka  zapadalności  na  choroby  serca.  Jedno
doświadczenie wykazało, że ludzie którzy przyjmują dietę wegetariańską, ograniczają swoje
spożycie  nasyconych  tłuszczów  o  26  procent  i  osiągają  znaczące  obniżenie  poziomu
cholesterolu we krwi już w ciągu sześciu tygodni. Oprócz tego bardzo mała ilość zjadanych
tłuszczów, w typowej diecie wegetariańskiej, i roślinnych białek, pomagają obniżyć ryzyko
choroby  serca.  Badania  wykazały,  że  zastąpienie  białka  zwierzęcego  białkiem  sojowym,
redukuje poziom cholesterolu we krwi nawet wtedy, gdy ogólna ilość tłuszczu i nasyconych
tłuszczów w diecie pozostaje taka sama.

Błonnik:  dodatkowa  korzyść  diety  wegetariańskiej.  Rozpuszczalny  błonnik  (włóknik)

pomaga  w  procesie  spowolnienia  przyswajania  pewnych  składników  pokarmowych  takich
jak  cholesterol.  On  również  ma  wpływ  na  ograniczenie  ilości  tego  cholesterolu,  który
wytwarza wątroba. Owies, jęczmień, fasola i niektóre owoce i warzywa są dobrymi źródłami
rozpuszczalnego błonnika. W żadnych produktach zwierzęcych nie ma błonnika.

Utrzymuj swoją idealną wagę

Wzrastający  poziom  HDL  („dobrego  cholesterolu”)  sprzyja  obniżaniu  wagi  ciała.

Również  w  przypadkach,  nadmiernej  otyłości  pojawia  się  ryzyko  choroby  serca.  Ludzie
nadmiernie otyli w środkowej części ciała (w kształcie jabłka)  mają wyższy poziom ryzyka

background image

niż ci, którzy nadmiar ciała mają wokół bioder i pośladków (w kształcie gruszki). Osoby „o
kształcie  jabłka”  powinny  szybko  obniżyć  swoją  wagę  dietą  niskotłuszczową  i  ćwicząc
aerobik.

Jadaj dużo małych pokarmów

Ludzie,  którzy  w  ciągu  dnia  jadają  często  nieduże  porcje,  mają  niższy  poziom

cholesterolu. W pewnym doświadczeniu porównano grupy osób, z których jedna spożywała
trzy  duże  posiłki  dziennie,  a  druga  siedemnaście  małych.  I  ci  często  jadający  uzyskali
większą obniżkę poziomu cholesterolu niż ci, którzy jadali tylko trzy posiłki dziennie.

Ograniczenie stresu

Stres  umysłowy  sprzyja  wzrostowi  uwalniania  adrenaliny,  która  może  podnosić  poziom

cholesterolu  we  krwi.  Techniki  relaksacyjne  takie  jak  napinanie,  głębokie  wyciąganie  ciała
lub medytacja pomagają w obniżeniu poziomu cholesterolu.

Ćwiczenia fizyczne (gimnastyka)

Ćwiczenia aerobik podnoszą poziom HDL (dobrego cholesterolu) i  mogą też redukować

poziom LDLs. Mają one również inny korzystny wpływ na serce: wzmacniają mięśnie serca,
ułatwiają utratę wagi i obniżają ciśnienie krwi. Gimnastyka może też pomóc w zredukowaniu
stresu. Ćwiczenia nie powinny być zbyt energiczne i forsowne. Wskazany jest półgodzinny
spacer każdego dnia.

Unikaj „cudownych kuracji”

Niektórzy  ludzie  zalecają  dodatki  rybiego  oleju  jako  skuteczne  środki  do  redukowania

cholesterolu  we  krwi.  Jednak  badania  wykazują,  że  rybi  olej  nie  obniża  poziomu
cholesterolu. Może jednak pobudzić trójglicerydy (tłuszcze we krwi), może również zmienić
ogólny  wzór  lipoprotein,  a  niczyja  krew  nie  może  tego  przyjąć  jako  zjawisko  (korzystne).
Żadna  dieta  włącznie  z  tą  rybną  nie  jest  tak  korzystna  jak  dieta  czysto  wegetariańska.
Zdarzają  się  również  doniesienia,  że  poziom  HDL  zostaje  podniesiony  przez  alkohol.  Ale
ostatnie  badania  wykazały,  że  alkohol  nie  wpływa  na  podniesienie  tego  typu  HDL,  który
chroni przed chorobami serca. Alkohol przydaje dodatkowe kalorie do diety i podnosi ryzyko
pewnych form raka.

Unikaj palenia tytoniu.

Tytoń  jest  dla  serca  taką  samą  trucizną  jak  dla  płuc.  To  wszystko  łączy  się  razem.  Aby

zatrzymać i odwrócić zagrożenie arteriosklerozą, trzeba te wszystkie wskazówki wziąć sobie
do serca. Robiąc tylko umiarkowane zmiany osiąga się umiarkowane wyniki. Wegetariańska

background image

dieta  niskotłuszczowa  wraz  z  gimnastyką,  zaniechaniem  palenia  tytoniu  i  programem
redukowania stresu jest najlepszą drogą do obniżenia poziomu cholesterolu, a dla wielu ludzi
prowadzi  nawet  do  wyleczenia  choroby  serca.  Dobrze  udokumentowane  informacje  można
znaleźć w książce dr. Deana Omisha „Program leczenia chorób serca”.

Dieta wegetariańska dla kobiet ciężarnych.

W czasie ciąży wzrasta potrzeba na wszystkie składniki pokarmowe. Na przykład będziesz

potrzebowała więcej wapnia, więcej białka i kwasu foliowego. A  ogólna ilość kalorii może
wzrosnąć  tylko  bardzo  umiarkowanie.  W  istocie  wszystkie  niezbędne  dodatkowe  wartości
pokarmowe  można  przekazać  do  organizmu  w  zakresie  nie  przekraczającym  300  kalorii
dziennie.  Z  tego  powodu  wszystkie  ciężarne  kobiety  powinny  wybierać  pokarmy  bardzo
uważnie i mądrze. Ważne jest jadanie pokarmów zasobnych w  wartości zdrowotne,  ale nie
zawierające  dużo  cukru  ani  tłuszczu  lub  nadmiaru  kalorii.  Diety  oparte  na  pokarmach
pełnych, takich jak pełne ziarna zbóż, świeże owoce i nierafinowane pokarmy spożywcze, są
dla ciężarnych, prawidłowym, zdrowym jedzeniem. Oto przykłady:

Pełne  zboża,  pieczywo,  kasze  podawać  6  razy  dziennie  lub  więcej,  1  posiłek  =  kromka

chleba,  albo  1/2  bułki  lub  bagietki,  1/2  filiżanki  gotowanej  kaszy,  ryżu  lub  makaronu.
Warzywa o ciemno zielonych liściach.

Podawać 1 do 2 razy dziennie
jeden posiłek = 1/2 filiżanki gotowanej lub 1 filiżanka surowej włoskiej kapusty, kapusty

ogrodowej, nasion gorczycy lub rzepy, mogą to być również szpinak lub brokuły.

Inne warzywa i owoce. Podawać 4 do 5 razy
jeden posiłek = filiżanka gotowanego lub 1/2 filiżanki  surowego,  lub  1  kawałek  owocu,

3/4 filiżanki soku owocowego, 1/4 filiżanki suszonych owoców.

Produkty z fasoli i soi, podawać 3 do 4 razy dziennie
1 posiłek =1/2 filiżanki gotowanej fasoli, 4 uncje tofu lub tempeh,
8 uncji mleka sojowego.
Orzechy, nasiona i kiełki pszenne –1 do 2 razy.
1 posiłek = 2 łyżki orzechów lub nasion; 2 łyżki masła orzechowego lub 2 łyżki kiełków

pszenicznych.

Przewodnik dobrego zdrowia w czasie ciąży

Zacznij zdrową dietę zanim zajdziesz w ciążę. Wczesny wzrost i rozwój twojego dziecka

jest podtrzymywany zasobami odżywczymi twojego ciała. Staraj się zachować umiarkowany
przyrost wagi ciała. Dobry rytm to jest trzy do czterech funtów wzrostu w ciągu pierwszych
trzech  miesięcy  ciąży.  Odwiedzaj  systematycznie  swojego  opiekuna  lekarza.  Ograniczaj
puste  kalorie  znajdujące  się  w  pożywieniu  wysoko  przetwarzanym  i  w  słodyczach.  Licz
swoje kalorie!

Środki

 

odżywcze

Aby mieć pewność, że otrzymujesz dosyć środków odżywczych, zwróć szczególną uwagę

na następujące substancje:

background image

Wapń: wszystkie grupy wymienione powyżej to są pokarmy zasobne w  wapń. Upewnij

się, żeby spożywać co najmniej cztery posiłki dziennie z pokarmów bogatych w wapń. Wapń
zawierają:  tofu,  warzywa  o  ciemno  zielonych  liściach,  brokuły,  figi,  fasola,  nasiona
słonecznikowe,  tahini,  masło  migdałowe,  mleko  sojowe  wzbogacone  wapniem  oraz
wzbogacone wapniem kasze zbożowe i soki owocowe.

Witamina D: Ta witamina rzadko występuje w dietach, chyba że ludzie jadają pokarmy,

które  są  nią  uzupełnione.  Niektóre  preparowane  kasze  są  wzbogacone  witaminą  D.  Ciało
potrafi  samo  wytwarzać  witaminę  D,  jeżeli  skóra  jest  poddana  operacji  promieni
słonecznych. Kobiety ciężarne, które nie otrzymują pokarmów wzmocnionych, powinny trzy
razy tygodniowo poddawać się przez 20 lub 30 minut operacji słonecznej, głównie na ręce i
twarz.

Witamina B–12: W większości pokarmów roślinnych witamina B–12 nie występuje. Aby

otrzymać dostateczną porcję tej ważnej witaminy trzeba zapewnić sobie każdego dnia jeden
posiłek z pokarmu wzbogaconego witaminą B–12. Mogą to być śniadaniowe kasze, pewne
produkty zastępujące mięso (proteina sojowa) i mleko sojowe. Niektóre firmy wytwarzające
odżywcze  drożdże  też  dostarczają  drożdży  z  witaminą  B–12.  Czytaj  uważnie  etykiety  na
opakowaniach  z  jedzeniem,  aby  się  upewnić,  które  z  nich  są  wzmacniane  tą  witaminą.
Wodorosty  i  produkty  takie  jak  tempeh  nie  są  niezawodnymi  źródłami  witaminy  B–12.
Witamina  B–12  jest  również  we  wszystkich  gotowych  farmaceutycznych  zestawach
multiwitaminowych i suplementach wegetariańskich.

Żelazo: W diecie opartej na produktach roślinnych żelazo jest w obfitości. Fasola, suszone

owoce,  jarzyny  zielone  liściaste,  melasa,  orzechy  i  nasiona  i  całe  ziarna,  chleby  i  kasze  –
wszystkie  one  zawierają  mnóstwo  żelaza.  Jednak  kobiety  będące  w  drugiej  połowie  ciąży
mają  już  większą  potrzebę  żelaza  i  mogą  wymagać  dodatkowych  porcji  tej  witaminy,
niezależnie  od  tego  jakiej  diety  przestrzegają.  Prowadzący  cię  lekarz  może  omówić  z  tobą
sprawę tego dodatkowego żelaza.

Słowo  o  białku...  W  czasie  ciąży  potrzeby  białkowe  wzrastają  o  około  30%.  Jednak

ponieważ  większość  ludzi  konsumuje  i  tak  znaczne  ilości  białka,  przeciętna  kobieta  zjada
białka  więcej  niż  potrzebuje  kobieta  ciężarna.  Pełne  ziarna,  warzywa,  ziarna  strączkowe,
orzechy  i  nasiona  wszystkie  są  doskonałymi  źródłami  żelaza.  Poprzednio  podana  lista
pokarmów dostarcza dla kobiety ciężarnej mnóstwo białka.

Propozycje dotyczące jadłospisu

Układaj  posiłki  koncentrujące  się  dokoła  pełnych  ziaren,  fasoli  i  warzyw.  Dodawaj  do

nich nasiona sezamowe, kiełki pszenne lub drożdże dla zapachu i wartości odżywczej.

Gotowane  warzywa  liściaste  są  magazynem  wartości  odżywczych.  Dodawaj  je  do  zup  i

potrawek,  cenne  są  też  owoce  suszone  lub  świeże  na  deser  i  orzechy  dla  wzbogacenia
żelazem i innymi ważnymi substancjami pokarmowymi.

Proste, przykładowe menu dla kobiety ciężarnej.

Śniadanie: Zimna owsianka z owocami i mlekiem sojowym, tosty z masłem orzechowym,

sok owocowy.

Lancz:  Tofu  z  chlebem  z  pełnego  ziarna  i  sałatą.  Sałata  posypana  ziołami  i  skropiona

sokiem cytrynowym, owoce.

background image

Obiad: Potrawka z soczewicy i ryżu, doprawiona drożdżami, i pokrojonymi pomidorami.

Gotowane brokuły, sałata ze szpinaku, wzbogacone mleko sojowe.

Przekąska: Mieszanka migdałów z rodzynkami, owoce, tofu doprawione owocami.

Dieta w czasie karmienia piersią

Zasady  odżywiania  dla  matki  karmiącej  są  takie  same  jak  dla  kobiety  ciężarnej.

Wytwarzanie mleka wymaga więcej kalorii, dlatego będzie ona potrzebowała trochę więcej
pożywienia niż przedtem.

Wegetariańskie diety dla dzieci (od samego początku)

Obyczaje  jedzeniowe  wdrażamy  sobie  od  najwcześniejszego  dzieciństwa.  Diety

wegetariańskie  dają  dziecku  szansę  nauczenia  się  czerpania  radości  z  pokarmu
urozmaiconego i ze smakowitych odżywek. W tym okresie wprowadza się pokarmy zdrowe i
pełnowartościowe we wszystkich okresach dzieciństwa, od urodzenia po czas dojrzewania.

Odżywianie dzieci

Najlepszym  pokarmem  dla  noworodków  jest  mleko  z  piersi  matki.  Jeżeli  twoje  dziecko

nie jest karmione piersią, to dobrą alternatywą dla niego są szeroko dostępne preparaty z soi.
Nie należy jednak używać mleka sojowego kupowanego w sklepach. Dzieci mają specjalne,
zmieniające się w czasie potrzeby pokarmowe i wymagają takiego preparatu sojowego, który
jest  przystosowany  do  ich  indywidualnych  potrzeb.  Przez  kilka  pierwszych  miesięcy  ich
życia  dzieci  nie  potrzebują  żadnego  innego  pokarmu  niż  pokarm  z  piersi  matki  lub  mleko
sojowe. Dzieci karmione piersią powinny być przez około 2 godzin tygodniowo naświetlane
na  słońcu  dla  wytworzenia  w  ich  ciele  witaminy  D.  Dzieci  żyjące  w  szczególnie
pochmurnym klimacie mogą ponadto potrzebować dodatkowej dawki tej witaminy. Mleko z
piersi powinny one otrzymywać przez co najmniej pierwszy rok życia. A gdy dziecko będzie
miało 4 lub 5 miesięcy życia lub gdy jego waga się podwoi, można mu podawać dodatkowe
inne jeszcze pokarmy.

Dodawaj  za  jednym  razem  tylko  jeden  nowy  pokarm  z  jedno  lub  dwutygodniowymi

przerwami.  Taki  sposób  postępowania  wdraża  dziecko  spokojnie  do  stopniowego
przyjmowania nowych pokarmów.

Cztery  do  pięciu  miesięcy.  Wprowadzać  dziecięce  pokarmy  zbożowe  wzbogacone

żelazem. Dodawaj stopniowo potrawy z ryżu, dopóki dziecko jest  mało podatne na alergie.
Mieszaj  ten  kleik  z  ryżu  z  małą  ilością  mleka  z  piersi  lub  mleka  sojowego.  Następnie
podsuwaj dziecku kaszki jęczmienne lub owsiane.

Sześć  do  ośmiu  miesięcy.  Zacznij  wprowadzać  warzywa,  bardzo  starannie  ugotowane  i

roztarte. Mogą to być ziemniaki, zielona fasola, marchew i groch – wszystkie są dobre – do
wyboru na pierwszy raz.

Następnie  wprowadzaj  owoce.  Spróbuj  podać  dziecku  ugnieciony  banan,  awokado,

brzoskwinię  lub  sok  jabłkowy.  W  ósmym  miesiącu  życia  dziecko  może  już  jeść  chleb  i
chrupki. Również w tym wieku dziecko może zacząć jadać jeszcze  inne pokarmy białkowe
takie jak tofu lub fasola, potrawę z fasoli  gotowanej  bardzo  starannie  i  ugniecionej.  Dzieci
mają duże potrzeby na kalorie i pokarmy o wysokim stopniu wartości odżywczych. Ale ich

background image

żołądek  jest  jeszcze  mały,  podawaj  więc  dzieciom  często  małe  przekąski,  włączając  w  to
pewne  drobne  pokarmy  takie  jak  oczyszczone  ziarna  słonecznikowe  i  małe  ilości  soków
owocowych. Ilość i jakość kalorii należy przystosować do potrzeb konkretnego dziecka.

Grupy pokarmowe dla dzieci

Chleb,  kasze,  nasiona.  Włączaj  do  jadłospisu  dziecka  chleb  i  ciepłe  kasze,  makaron,

gotowane ziarna takie jak ryż, owies.

Jeden posiłek to jest 1/2 filiżanki makaronu, kaszy lub 1 kromka chleba. Fasola, orzechy,

nasiona.

Włączaj stopniowo trochę gotowanej fasoli takiej jak kidnej, soczewica, groszek i zielony

groszek.  Produkty  sojowe  takie  jak  tofu  i  mleko  sojowe,  wszystkie  orzechy  i  masło
orzechowe, nasiona i tahini (masło sezamowe).

1 posiłek to 1/2 filiżanki fasoli, 4 uncje tofu, 8 uncji mleka  sojowego, 1 łyżka orzechów

lub masła orzechowego.

Warzywa. Do tej grupy wchodzą wszystkie warzywa.
1 posiłek to 1/2 filiżanki jarzyny gotowanej lub surowej.
Owoce. Tu włączaj wszystkie owoce i soki owocowe.
1 posiłek to jest 1/2 filiżanki owoców gotowanych, 4 uncje soku owocowego, 1/4 filiżanki

suszonych owoców, 1 kawałek owocu świeżego.

Zalecana  ilość  posiłków  w  wieku  od  1  do  3  lat:  potrawy  zbożowe  –  4  razy,  fasola,

orzechy, nasiona, razem 5 razy, w tym 1 raz fasola, 1 raz orzechy lub nasiona i 3 razy mleko
sojowe.

Warzywa: 2 porcje a w tym co najmniej 1/4 filiżanki warzyw z zielonych liści, takich jak

kapusta, kapusta włoska, brokuły, zielona rzepa, listki gorczycy.

Owoce – 2 razy dziennie. Gotowane lub świeże.
Na zakończenie przepis na takie smaczne i zdrowe smarowidełko do chleba, które nazywa

się  „hommus”  wg  recepty  Lindy  McCartney  z  jej  książki  „Kuchnia  domowa  Lindy
McCartney”:

1/2 kg ugotowanej cicierzycy (tzw. włoski groch)
60 mililitrów wody
90 mililitrów soku z cytryny
4 roztarte ząbki czosnku
1/2 łyżeczki soli
3 łyżki stołowe tahiny (pasta sezamowa)
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
3 łyżki oliwy z oliwek
Zmiksuj razem wszystkie składniki na jednolitą masę, dodając od czasu do czasu trochę

wody, tak aby pasta miała konsystencję bardzo gęstej śmietany. Podawaj z arabskim chlebem
pitta i z sałatą. Czas przyrządzania 5 min. Obfite źródło żelaza.

background image

„Aby tylko zdrowi byli”

Ogromna ilość ludzi dobrej woli, podejmujących próby przeciwstawienia się niezliczonym

udrękom,  nękającym  nasz  świat,  często  nie  dostrzega  związku  między  przejawami  tych
niedoli,  a  naszym  ludzkim  sposobem  odżywiania  się.  Związku  między  tym  co  nas
unieszczęśliwia,  a  tym  co  jadamy  na  co  dzień.  Zawartość  naszych  koszyków  z  zakupami  i
tego co kładziemy na talerzach wydaje się na ogół sprawą odległą i nie związaną zupełnie z
wielkimi problemami politycznymi i społecznymi. Uznaje się, że to co każdy jada jest jego
sprawą indywidualną, prywatną, od tego wszystkiego zupełnie niezależną. Jeżeli zaś ignoruje
się  strukturalne  i  przyczynowe  powiązania  między  rozpatrywanymi  aktualnie  sprawami  i
próbuje się każdą z nich naprawiać osobno takie działania muszą być nietrafne a rozwiązania
nieskuteczne.

Tu właśnie chciałabym potwierdzić to, co  kilka  lat  temu  zaobserwowała  Frances  Moore

Lappe,  autorka  książki  „Dieta  dla  małej  Planety”,  że  między  ludzkim  konwencjonalnym
sposobem  odżywiania,  a  licznymi  nieszczęściami  i  katastrofami  świata  zachodzi  bardzo
ścisły związek i wielowątkowa, głęboka zależność.

We wstępie do 10 wydania swojej książki (1982) pisze ona tak:
„Ogromne problemy społeczne, a szczególnie  problemy  światowego  głodu  i  zniszczenia

ekologicznego,  po  prostu  nas  porażają.  Ich  korzenie  wydają  się  nie  mieć  końca...  Ja
odkryłam, że tym instrumentem, którego nam potrzeba, aby przebić pozornie nieprzenikliwą
ścianę, jest jedzenie. Przyjmując za punkt wyjścia sprawy żywieniowe, zaczęłam dostrzegać
logiczne powiązania tam, gdzie przedtem była tylko dżungla przerażających faktów”.

Posługując  się  takim  „instrumentem”  jak  sprawy  żywieniowe,  można  zauważyć,  że  los

ludzkiej populacji i całej ziemskiej biosfery jest ściśle uzależniony od tego, co ludzie uznają
za potrzebny im pokarmco jadają, czego poszukują i co wytwarzają, aby się tym żywić. Nie
ma  pewności  jak  doszło  do  tego,  że  człowiek,  którego  organizm  jest  genetycznie
przystosowany do pokarmu roślinnego, tak jak przeżuwacze do jadania trawy, zaczął żywić
się  ciałami  zabijanych  zwierząt.  Niektórzy  optują  za  pierwotnymi,  naturalnymi  rzekomo,
skłonnościami  ludzkiej  populacji  do  odżywiania  się  mięsem,  ignorując  wszystkie
jednoznaczne  i  łatwo  uchwytne  znamiona  jego  roślinożerności,  choćby  takie  jak  np.  skład
enzymów  trawiennych  i  upierają  się  przy  określaniu  człowieka  jako  istoty  wszystkożernej.
Inni zmierzający w tym samym kierunku, fantazjują na temat pożywienia ludzi pierwotnych,
tzn.  naszych  bardzo  wczesnych  przodków,  głosząc,  że  pierwotny  człowiek  był  myśliwym.
Opozycjonistom,  którzy  wskazują  im  na  brak  w  ludzkim  ciele  naturalnych  narządów
służących zdobywaniu i trawieniu pokarmu zwierzęcego, to znaczy silnych kończyn, ostrych
zębów  i  mocnych  pazurów,  sugerują,  że  w  tych  dziwnych  czasach  ludzie  żywili  się  np.

background image

...jaszczurkami(!)  –  Można  zapytać:  skąd  oni  to  wiedzą?  Do  wysuwania  poważnie  takich
informacji trzeba by mieć jakieś konkretne argumenty, a nie tylko poparte niczym domysły.

Takim  konkretnym  dowodem  niejako  historycznym  mogłyby  być  teksty  ksiąg

Mojżeszowych  Starego  Testamentu  oraz  hinduskie  Wedy.  Tam  jest  napisane,  że  istoty  od
których był wtedy bezwzględnie zależny i które nazywał Bogiem, nakazywały mu zabijanie
zwierząt i składanie ofiar, polegających na paleniu pewnych części ciała tych zwierząt. Inna
wersja  podobnego  kierunku  opinii  głosi,  że  jakkolwiek  organizm  ludzki  jest  niewątpliwie
przystosowany  genetycznie  do  pokarmu  roślinnego  to  w  pewnym  momencie  jego  historii
jadanie mięsa stało się koniecznością.

Sprawa  genezy  odżywiania  się  ludzkiej  populacji  pozostaje  na  razie  z  konieczności

otwarta.  Nie  można  jednak  wykluczyć,  że  pierwotny  zamysł,  aby  człowiek  żywił  się
pokarmem  roślinnym  i  żeby  ewoluował  w  sposób  zharmonizowany  ze  wszystkimi
następstwami takiego odżywiania, nie został w pewnym momencie zmieniony i że do jadania
pokarmu  zwierzęcego  został  on  zmuszony.  Mogło  to  być  spowodowane  obiektywną
koniecznością wynikającą ze zmiany sytuacji w środowisku albo narzucone z góry, tak jak to
zostało przedstawione w Wedach lub w Starym Testamencie.

Jednak pokarm zwierzęcy, w jakikolwiek sposób zalecony i jakkolwiek przyjęty, jest od

tysięcy  lat  wdrażany  i  praktykowany  wraz  ze  wszystkimi  swoimi  następstwami.  Jak  już
bowiem zauważyła Francis Moore Lappe, wybór ten ma ogromne znaczenie dla wszystkich
spraw życia ludzkiego. Ma on liczne konsekwencje o najdonioślejszym znaczeniu dla całej
sytuacji Planety, dla jej pomyślności lub  nieszczęść  i  katastrof!  Może  on    oznaczać  sukces
człowieka  lub  jego  klęskę.  Jeżeli  pokarm  roślinny  jest  genetycznie  zaprogramowanym
warunkiem  realizowania  się  ludzkiego  rozwoju  we  wszystkich  jego  ontogenetycznych  i
filogenetycznych etapach to tak drastyczna zmiana jak zastąpienie go innym pokarmem, nie
może  pozostać  bez  znaczącego  wpływu  na  jakość  i  kierunek  tego  rozwoju,  na
zdeterminowanie  jego  wegetatywnej,  duchowej  czy  kulturowej  rangi.  Zmiana  taka  może
ujawnić się w postaci zupełnego zahamowania procesów fizycznej, psychicznej i duchowej
ewolucji,  albo  w  postaci  wyzwalania  lawiny  chorób  i  skłonności  do  zachowań
nieprawidłowych  jak  na  przykład  nasilona  agresywność,  zachłanność,  nadpobudliwość
hormonów  płciowych,  a  w  konsekwencji  zachwianie  równowagi  demograficznej.  A  także
wygaszanie wrażliwości na cudzy ból, czyli regres procesów rozwoju moralnego.

Odkąd  w  latach  pięćdziesiątych  doszło  w  świecie  zachodnim  do  znacznego  wzrostu

spożycia i produkcji mięsa, zaczęły rozwijać się gwałtownie choroby degeneracyjne. Jest to
fizjologiczny protest organizmu roślinożernego przeciwko pokarmom zwierzęcym. Ich liczba
stale  wzrastała  i  wzrasta  do  tej  pory.  Profesjonaliści  rozważający  przyczynę  tego  zjawiska,
eksponują negatywny wpływ różnych elementów toksycznego środowiska, zanieczyszczenia
przemysłowe, psychiczne stresy i wiele innych, pomijają jednak ostentacyjnie tę zasadniczą,
totalną przyczynę jaką jest nietrafny, toksyczny sposób ludzkiego odżywiania.

Wynika  stąd,  że  zasady  diety  opartej  na  pokarmach  zwierzęcych,  tzn.  jadaniu  mięsa,

wędlin, ryb, drobiu i mleka oraz produktów mlecznych, tzn. sera i śmietany, a także jajek, są
niezgodne  z  naturalnymi  potrzebami  ludzkiego  organizmu.  Pokarmy  te  zawierają  nadmiar
nasyconych  tłuszczów,  białka,  cholesterolu  oraz  sodu.  Brakuje  w  nich  natomiast  błonnika,
zbożowych  węglowodanów,  witamin  i  kompletu  składników  mineralnych.  Te  zaś  znajdują
się  w  pokarmach  roślinnych,  to  znaczy  w  pełnych  ziarnach  zbóż,  w  świeżych  owocach  i
jarzynach  oraz  w  potrawach  z  nasion  strączkowych,  to  znaczy  fasoli,  soczewicy,  soi  oraz
grochu.  Ten  brak  trafnego  zrozumienia  rzeczywistych  potrzeb  ludzkiego  organizmu
powoduje  lawinę  chorób  degeneracyjnych,  nękających  populację  ludzi  żyjących  obecnie  w
kręgu  cywilizacji  zachodniej.  Są  to  choroby  takie  jak  miażdżyca,  rak,  cukrzyca,  otyłość,
kamica żółciowa i nerkowa, nadciśnienie i różne schorzenia trawienne.

background image

Ludzki organizm jest w sposób niekwestionowany przystosowany do pokarmu roślinnego.

Wskazują  na  to  liczne  morfologiczne  i  fizjologiczne  cechy  ludzkiego  organizmu.  M.in.
budowa zębów, które mogą służyć do przeżuwania pokarmu roślinnego, a nie do rozrywania
i  szarpania  ciała  zwierzęcego.  Obecność  ptialiny  w  ślinie  człowieka,  wskazuje  na  to,  że
przewidzianym dla niego pokarmem jest skrobia – w ślinie drapieżników nie ma ptialiny, jest
za  to  kilkakrotnie  więcej  pepsyny,  służącej  drapieżnikom  do  skutecznego  trawienia  białka.
Koncentracja  kwasu  solnego  w  ludzkim  żołądku  jest  dwadzieścia  razy  mniejsza  niż  w
żołądku mięsożercy. A wreszcie długość jelit, które są 3 – 4 razy dłuższe od tułowia niż jelita
drapieżników. Te właśnie ludzkie jelita służą do trawienia pokarmów roślinnych, które dłużej
niż  mięso  podlegają  procesom  trawienia.  Mięso  natomiast  w  długim  przewodzie
pokarmowym  człowieka  jeszcze  do  końca  nie  strawione  już  ulega  procesom  gnilnym.
Wytwarzają  się  wtedy  związki  chemiczne  o  właściwościach  toksycznych,  takie  jak  fenol,
indol,  skatol,  tioetanolamina.  W  gotowanych  wywarach  z  mięsa  i  kości  uwalniają  się  jady
trupie  takie  jak  kadaweryna,  ptomaina,  leukomaina.  A  oprócz  tego  chemikalia  rolnicze  i
sztuczne  nawozy  oraz  pestycydy,  herbicydy  i  inne  toksyny.  Do  najczęstszych  schorzeń
powodowanych  procesami  gnilnymi,  sprowokowanymi  nadmiarem  białka  w  organizmie
należą  rak  odbytnicy,  cukrzyca,  zaparcia,  miażdżyca,  choroby  układu  krążenia  i  choroby
reumatyczne. Na raka odbytnicy chorują głównie te osoby, które  jadają dużo mięsa, a mało
pokarmów zawierających błonnik.

Do  chorób  cywilizacyjnych  –  zwyrodnieniowych  zalicza  się  choroby  nowotworowe.  W

krajach  gdzie  wzrasta  spożycie  mięsa,  wzrasta  również  ilość  przypadków  zachorowań  na
raka. Ta sama prawidłowość odnosi się do chorób układu krążenia. W miarę podnoszenia się
standardów żywieniowych, to znaczy gdy rośnie spożycie mięsa, rośnie też ilość zgonów z
powodu  chorób  serca.  Już  prawie  40  lat  temu  w  czasopiśmie  medycznym  „Journal  of  The
American  Medical  Association”  napisano:  „Dieta  wegetariańska  może  zapobiec  w  90%
zawałom i 94% chorobie wieńcowej.” 10 lat później w National Academy of Science można
było  przeczytać:  „Osoby  pozostające  na  wyłącznej  diecie  wegetariańskiej  zachowują
doskonały  stan  zdrowia,  wskazuje  to  na  fakt,  że  dieta  złożona  ze  starannie  dobranych
pokarmów roślinnych jest pod względem odżywczym wystarczająca.” Od szeregu lat coraz
więcej lekarzy i dietetyków podziela opinię, że przyczyną chorób serca są nie tylko tłuszcze
ale i białko. Już niewielki nawet wzrost ilości pokarmu białkowo – tłuszczowego powoduje
znaczne obniżenie dopływu tlenu do krwi. Nadmiar białka powoduje też zgrubienie naczyń
krwionośnych.

Na  nadmiar  białka  w  organizmie  wskazuje  się  też  jako  na  przyczynę  białaczki.  Już

leukocytoza  jest  sygnałem  ostrzegawczym  przed  wtargnięciem  do  organizmu
niebezpiecznych substancji toksycznych. Wielu naturoterapeutów stwierdza, że takie choroby
oczu  jak  zapalenie  spojówek,  zapalenie  tęczówki  lub  rogówki  nie  są  to  wyłącznie  choroby
oka, ale symptomy ogólnego zatrucia organizmu, powstałego głównie na skutek spożywania
w nadmiarze produktów mącznych, cukru i białka.

Istnieje pogląd, że każda choroba ostra lub przewlekła jest objawem kryzysu w procesie

zatrucia  pokarmowego.  To  nie  same  bakterie  są  przyczyną  chorób,  one  przecież  obecne  są
stale  w  każdym  organizmie.  Przyczyną  ich  nagłego  rozwoju  przeradzającego  się  w  stan
patologiczny  organizmu  jest  dostarczenie  im  pożywki  w  postaci  nieodpowiedniego  i  nie
strawionego  jedzenia.  Wtedy  zaczynają  się  gwałtownie  rozmnażać.  W  ciągu  24  godzin  z
jednej bakterii powstaje kilka trylionów. Pasteur pod koniec życia powiedział, że zrozumiał
iż same bakterie są niczym, największe znaczenie ma środowisko w którym występują. Jeżeli
takim  środowiskiem  jest  ludzki  organizm  przesycony  substancjami  toksycznymi,  uzyskują
one wtedy doskonałe warunki do szybkiego i obfitego rozwoju.

Gdy  w  1991  roku  pod  wpływem  informacji  lekarzy  Stowarzyszenia  Medycyny

Odpowiedzialnej,  rząd  Stanów  Zjednoczonych,  rozumiejąc  słuszność  diety,  opartej  na

background image

czterech  nowych  grupach  pokarmowych  wraz  z  jej  zdrowotnymi,  ekologicznymi  i
ekonomicznymi  konsekwencjami,  zalecił  ją  oficjalnie  wszystkim  swoim  obywatelom,
wystąpiło  wtedy  z  gwałtownym  protestem  lobby  przemysłu  mięsnego  i  hodowlanego.
Zmusiło  to  rząd  do  wycofania  swojej  promocji.  Rząd  miał  na  celu  zdrowie  obywateli  i
pomyślność  środowiska,  podczas  gdy  protestującym  chodziło  o  utrzymanie  swojej  pozycji
finansowej  i  ochronę  profesji  związanych  z  dalszym  funkcjonowaniem  przemysłu
hodowlanego  i  mięsnego.  Ich  żądania  jednak  przeważyły  i  mając  tak  silne  poparcie
finansowe i polityczne, nietrafna dieta ludzka jest kontynuowana i wywiera wpływ na wiele
innych zjawisk i całych sfer życia zbiorowego.

Bezpośrednim  następstwem  stosowania  tej  diety  jest  załamanie  się  prawidłowości

procesów  fizjologicznych  ludzkiego  organizmu.  Powoduje  ono  zaburzenia  procesów
fizjologicznych  i  uszkodzenie  tych  organów  ciała,  w  których  te  pokarmy  uczestniczą.
Głównie  zaatakowane  zostają  organy  wydalnicze  takie  jak  nerki  i  okrężnica,  przeciążone
uwalnianiem  się  od  szkodliwej  chorobotwórczej  substancji  pokarmowej.  Ten  wysiłek
samoobronny obciąża układ krążenia i wskutek tego powstają choroby serca i nadciśnienie.
Organizm broniąc się przed bezpośrednim zagrożeniem chorobą, substancje pokarmowe nie
wchłonięte  do  krwi  i  nie  wydalone,  przechowuje  w  tkankach  i  narządach  ciała.  Jako  złogi
stają się one zaczątkiem przyszłych chorób takich jak miażdżyca, artretyzm, reumatyzm oraz
owrzodzenie i nowotwory.

Ratunku  szukają  chorzy  w  medycynie.  Jednak  współczesna  medycyna  akademicka  nie

zaleca diety wyłącznie roślinnej, która wyleczyłaby przyczynę dolegliwości, a tylko stosuje
leki  chemiczne,  zwalczające  jej  objawy.  W  ten  sposób  równolegle  z  przemysłem  mięsnym
prosperuje  przemysł  medyczny,  nazywany  ostatnio  na  Zachodzie  „medibiznesem”,  a  obok
nich rozwija się przemysł farmaceutyczny. Ubocznym skutkiem tej sytuacji jest fakt, że 30%
pacjentów  trafiających  do  szpitali,  to  cierpiący  na  tzw.  choroby  jatrogenne,  to  znaczy
chorujący z powodu nadmiaru przyjmowania lekarstw.

W tej sytuacji za zdrowie i szansę wszechstronnego rozwoju całego gatunku, które ludzie

mogą  przecież  mieć  darmo,  muszą  drogo  płacić.  Utrzymanie  przemysłu  medycznego  i
farmaceutycznego  kosztuje  rocznie  wiele  miliardów  dolarów.  Innym  skutkiem  ubocznym
istniejącej  sytuacji  jest  działanie  takich  laboratoriów,  gdzie  testuje  się  na  zwierzętach  leki
proponowane  dla  ludzi.  Wiąże  się  to  nie  tylko  z  niewypowiedzianymi  cierpieniami
testowanych  zwierząt,  ale  i  z  głęboką  degradacją  moralną  ludzi,  którzy  te  testy
przeprowadzają, a także i tych którzy taką akcję akceptują i czerpią z niej korzyści.

Kolejnym  ogniwem  łańcucha  niedoli  wyzwalanych  fałszywym  poglądem  na  ludzkie

potrzeby  pokarmowe  jest  powstanie  i  rozbudowa  przemysłu  hodowlanego.  Podobnie  jak
laboratoria testujące lekarstwa i kosmetyki, wyzwala on koszmar gehenny zwierząt w czasie
hodowli, transportu i uboju. Ten koszmar przeżywa każdego roku 20 miliardów krów, cieląt,
świń, drobiu i innych zwierząt, na które człowiek ma apetyt. Wszystkim etapom tego procesu
towarzyszy  nieodłącznie  zjawisko  moralnej  degradacji  ludzi,  którzy  ten  przemysł  realizują
jako pomysłodawcy, organizatorzy i wykonawcy.  Jest  to  problem  bolesny  i  alarmujący,  bo
popyt  na  mięso  nieuchronnie  wyzwala  profesje,  które  już  w  założeniu  powodują  moralne
okaleczenia:  znieczulenie,  brutalność,  okrucieństwo.  Podobnej  degradacji  ulegają
konsumenci  mięsa,  kiedy  kupując  i  jedząc  mięso,  akceptują  bez  grozy  i  bez  protestu
poniżenie i cierpienie zwierząt, związane z ich męczeńską hodowlą i brutalnym ubojem.

Kolejne ogniwo tej „jedzeniowej” niedoli świata to zagrożenie biedą i głodem ogromnych

rejonów ziemi zamieszkałych przez różne etniczne społeczności ludzkie. Brakuje im chleba i
tych  pokarmów  roślinnych,  którymi  hodowcy  karmią  swoje  stada.  Cała  gospodarka
żywieniowa, której struktura ukierunkowana jest głównie na produkcję zwierzęcą, powoduje,
że  zdominowane  przez  ludzi  środowisko  ziemskie  jest  po  prostu  chore  –  fizycznie  i
psychicznie.

background image

Aby  przemysł  hodowlany  mógł  funkcjonować  i  przynosić  rezultaty,  zwierzęta  trzeba

karmić.  I tu pojawia się kolejny  globalny problem zdobywania  paszy  dla  nich.  Około  85%
upraw w całym świecie to uprawy przeznaczone na pokarm dla hodowlanych zwierząt. Jak
wiadomo  ludzi  przybywa  lawinowo,  mięsa  potrzeba  coraz  więcej,  a  więc  i  paszy  należy
produkować  coraz  większe  ilości.  Rolnictwo  stopniowo  zmienia  profil  uprawowy  na  profil
hodowlany.  W  coraz  mniejszym  stopniu  troszczy  się  o  jakość  pokarmu  dla  ludzi,  coraz
więcej  dba  o  dużą  ilość  paszy.  Stymulowaniu  tej  ilości  służy  stosowanie  sztucznych
nawozów.  Ta  metoda  jakkolwiek  wydajna,  coraz  mniej  się  opłaca,  bo  jak  wykazuje
doświadczenie,  samo  zasilanie  gleby  azotem,  fosforem  i  potasem  (NPK.)  przestaje
wystarczać,  a  ponadto  powoduje  zaburzenia  mineralnej  równowagi  w  glebie  i  wzrastający
deficyt innych pierwiastków, które trzeba stale dokładać. To nienaturalne traktowanie gleby
zbyt duża ingerencja i to ingerencja nieumiejętna, wyzwalana nie tyle troską o zdrowie gleby
i jakość zbiorów, ale o wzrost dochodów osiąganych jakimikolwiek środkami, wywołuje taki
efekt,  że  uprawiane  na  niej  rośliny  służące  jako  pokarm  dla  ludzi  i  dla  zwierząt,  są
przesycone  składnikami  toksycznymi.  Jednak  nie  mając  wyboru,  bo  farmy  ekologiczne  nie
rozpowszechniły  się  na  tyle,  aby  zabezpieczyć  pełną  podaż  naturalnego  pokarmu,  ludzie
jedzą  te  pokarmy  sami,  a  tak  samo  toksyczną  paszą  karmią  zwierzęta.  A  potem  nie  tylko
zapadają  na  choroby  z  powodu  własnego  pokarmu  roślinnego,  ale  szkodzi  im  również
zjadane mięso chorych zwierząt.

Badania  zmierzające  do  stwierdzenia  i  ujawnienia  przyczyn  tego  stanu  przebiegają

opieszale i są mało skuteczne, ponieważ podobnie jak lobby hodowców i producentów mięsa,
utrzymaniem tego stanu rzeczy zainteresowane są jeszcze inne lobby takie jak np. producenci
paszy  i  pestycydów,  medibiznes  i  wszystkie  etapy  funkcjonowania  przemysłu
farmaceutycznego. W związku z tym utrwala się u chorych poczucie bezradności i rodzi się
fałszywe  przekonanie,  że  choroby  są  nieodłącznym  znamieniem  ludzkiej  kondycji,  a  już
szczególnie  starszego  wieku.  Wtedy  choremu  wydaje  się,  że  nie  ma  innej  drogi  jak  tylko
szukać  ratunku  w  gabinecie  lekarza  i  w  aptece.  A  przy  tym,  że  powinien  się  „dobrze
odżywiać”,  to  znaczy  codziennie  jadać  mięso  i  wędliny,  bo,  jak  pouczają  „specjaliści”  do
spraw  żywienia  i  co  ogłaszają  środki  masowego  przekazu,  „wegetarianizm  jest
niebezpieczny”.

Kolejne  ogniwo  łańcucha  naszych  niedoli  wyzwolonych  nieprawidłowym  sposobem

odżywiania to sprawa zanieczyszczenia środowiska naturalnego, czyli skażenie ekologiczne.
Środki  stosowane  do  chemicznego  stymulowania  wydajności  gleby  i  ochrony  roślin
powodują niewyobrażalną toksyczność – nie tylko gleby ale również wód powierzchniowych
i głębinowych, lasów, powietrza oraz organizmów ludzi i zwierząt, którzy jadają uprawiane
na tej glebie pokarmy, piją wodę, oddychają powietrzem zatrutym, skażonym. Jednocześnie
gleba  z  każdym  rokiem  coraz  bardziej  jałowieje,  ulega  erozji  i  łańcuch  złowrogich
konsekwencji  dalej  się  wydłuża.  Bo  dla  stymulowania  urodzajności  zamierających  gleb,
trzeba stosować coraz więcej chemicznych nawozów, a to pogłębia degradację ziemi wraz ze
wszystkimi tego nasilającymi się konsekwencjami.

Innym potężnym źródłem skażenia środowiska są ogromne ilości zwierzęcych odchodów.

W  olbrzymich  amerykańskich  hodowlanych  fabrykach  ilość  ich  wynosi  rocznie  około  2
miliardów ton. Ponieważ wykorzystanie tego jako nawozu byłoby uciążliwe i nieopłacalne,
więc  glebę  nawozi  się  łatwiejszymi  w  użyciu  sztucznymi  nawozami,  a  odchody  zwierzęce
wyrzucane są do najbliższych zbiorników wodnych.

Zawarty  w  tych  odchodach  amoniak  i  azotan  wyługowują  się  w  wodach  gruntowych  i

spływają do wód powierzchniowych. W rezultacie udział zwierząt  w zanieczyszczaniu wód
jest kilkakrotnie większy niż ludzki i przemysłowy.

Następną  konsekwencją  błędu  w  rozpoznaniu  pokarmowych  potrzeb  człowieka  jest

katastrofalne eksploatowanie zasobów energetycznych ziemi. Aby uzyskać 1 kg mięsa, który

background image

dostarcza 1000 kalorii energii  pokarmowej  trzeba  użyć  20  tysięcy  kalorii  paliw  kopalnych,
głównie  na  wyprodukowanie  paszy.  „Każda  kaloria  białka  z  mięsa  wołowego  wymaga
zużycia  70  kalorii  paliw  kopalnych.  Zboże  i  fasola  są  pod  tym  względem  20  do  40  razy
tańsze.”

Każdego  roku  przybywa  na  Ziemi  100  milionów  mieszkańców  i  każdy  z  nich  miałby

prawo  oczekiwać,  że  jego  potrzeby  pokarmowe  zostaną  zaspokojone.  Wiadomo  jednak,  że
nie  zawsze  tak  się  dzieje.  15  procent  ludzi  żyjących  obecnie  na  świecie  cierpi  głód.  W
niektórych rejonach Ziemi wskutek niedoborów pokarmowych umiera 50% dzieci w wieku
przedszkolnym.  Jednocześnie  z  80%  wyprodukowanego  białka  zwierzęcego  korzysta  tylko
25% ludności świata, a pozostali głodują lub niedojadają.

Jak  widać  istniejący  system  żywienia  zorientowany  na  produkcję  mięsa  jest  studnią  bez

dna, w której tonie ogromna  większość zasobów spożywczych całego świata.  Na paszę dla
zwierząt rzeźnych przeznacza się przeszło połowę całej produkcji rolnej.

Mechanizacja  rolnictwa  i  urządzeń  stosowanych  w  hodowlach,  nawadnianie  i  mineralne

nawożenie  wymagają  ogromnych  nakładów  energii.  Jednak  zasoby  energetyczne  świata,
podobnie jak zasoby wody, gleby i lasów nie są niewyczerpalne. Rozwijająca się gospodarka
hodowlana  zużywa  coraz  większe  zasoby  energii,  wody  i  innych  bogactw  naturalnych,  co
powoduje,  że  uzyskiwane  z  hodowli  kalorie  są  coraz  droższe.  Skutkiem  tego  jest  ubożenie
ludzi, z których coraz mniej stać na  kupowanie  sobie  chleba.  Najbardziej  przygnębiającym
akcentem  tej  sytuacji  eksploatowania  przyrody  i  marnotrawienia  jej  bogactw  jest  to,  że  ta
irracjonalna,  dewastująca  struktura  produkcji  żywności  jest  zupełnie  niepotrzebna!  Ludzie
jako istoty roślinożerne mogą w pełni zaspokajać swoje potrzeby żywieniowe, korzystając z
obfitości  pokarmu  roślinnego.  Do  wyżywienia  wszystkich  ludzi  na  świecie  pokarmem
roślinnym  wystarczyłoby  1/5  tych  wszystkich  zbiorów  uzyskiwanych  obecnie  kosztem
takiego niesłychanego trudu i marnotrawionych tak nieprzezornie i głupio.

W  zachodniej  strefie  świata  masowe  spożycie  mięsa  stało  się  powszechnym  nałogiem.

Pożąda  się  go  tak  samo  jak  innych  używek:  alkoholu,  papierosów,  cukru,  bez  względu  na
wysoką  cenę  zdrowia  i  godności,  jaką  trzeba  zapłacić  za  zaspokajanie  tego  pożądania.
Równolegle  z  patologicznymi  zaburzeniami  układu  trawiennego,  odkształceniom  i
wynaturzeniom  ulega  wtedy  system  hormonalny,  system  nerwowy  i  mózg.  Oprócz
chorobliwych  zmian  w  zakresie  porządku  metabolicznego  zachodzących  w  ludzkim
roślinożernym  organizmie  dochodzi  do  degeneracji  reakcji  umysłowych  i  emocjonalnych.
Cały  ustrój  ulega  głębokim,  nie  tylko  fizjologicznym,  ale  i  neurologicznym  oraz
psychicznym  przemianom.  W  rezultacie  tych  przemian  człowiek  uzyskuje  wprawdzie
zdolność  przetrwania,  ale  nie  na  człowieczych  warunkach!  Natomiast  na  warunkach
stosownych dla organizmu drapieżników. I w ten sposób odczłowiecza się. Rodzi się w nim
przerost  agresywności  i  pobudliwości  motorycznej,  a  ponadto  przedwczesne  i  nadmierne
pobudzenie popędu płciowego oraz nałogowe uzależnienie od pokarmów zwierzęcych.

Pokarm  białkowy  w  ilości  przekraczającej  fizjologiczne  zapotrzebowanie  organizmu

wywołuje nadpobudliwość hormonów nadnercza (adrenalina – hormon agresji) i hormonów
płciowych.  Bardzo  wczesna  menstruacja  u  małych  dziewczynek  jest  właśnie  wynikiem
karmienia  dzieci  pokarmami  zwierzęcymi.  U  dorosłych  skutkiem  nadpobudliwości
hormonów płciowych jest wzmożone koncentrowanie się uwagi na sprawach seksu. W skali
masowej przejawia się to w postaci lawiny demograficznej, dewiacji seksualnych, szerzenia
się  chorób  wenerycznych  (ostatnio  AIDS).  Nabrzmiewa  dramatyczny  dylemat  aborcji,
tragedie  niechcianych  dzieci,  dzieci  niekochanych,  odrzucanych  przez  rodziców,
osamotnionych,  głęboko  nieszczęśliwych,  odnajdujących  się  niekiedy  w  grupach
przestępczych.  Nadmiar  agresji  pobudzanej  adrenaliną,  wyraża  się  w  sferze  obyczajowej  i
politycznej,  rodzi  konflikty,  wojny,  sprawia,  że  w  życiu  ludzkim  dominuje  przemoc,
nienawiść, rywalizacja, cierpienie i gwałtowna śmierć. Rodzi się zacietrzewienie w dążeniu

background image

do  zdobywania  przewagi,  najczęściej  w  zakresie  posiadania  i  dalszego  gromadzenia  coraz
większych  zasobów  pieniędzy  i  rzeczy,  w  chorobliwym,  irracjonalnym  nadmiarze.  Jest  to
właśnie wyrazem dewiacji i psychopatycznych zaburzeń sprowokowanych nieprawidłowym
funkcjonowaniem hormonów.

Ta patologiczna zachłanność jest między innymi przyczyną konfliktów i nieszczęść oraz

przestępstw. Przestępstwa, nadużycia, korupcja na wielką skalę, to niektóre formy wyrażania
się  irracjonalnej  zachłanności.  Ta  patologiczna  zachłanność  jest  wreszcie  przyczyną
nieustannego  szykanowania  każdej  próby  promowania  wegetarianizmu  –  tego  sposobu
odżywiania naturalnego, zdrowego i rozumnego. W istniejącym obecnie systemie produkcji
żywności powszechny wegetarianizm byłby finansowym zagrożeniem dla wszystkich pozycji
i zawodów, pozwalających czerpać znaczne korzyści – finansowe i prestiżowe. Są wśród nich
nie  tylko  rzeźnicy,  hodowcy,  producenci  paszy  i  pestycydów,  ale  również  przedstawiciele
nauki, medibiznesu i przemysłu farmaceutycznego. To znaczy przedstawiciele tych profesji,
których korzystna pozycja zależy od niekorzystnego stanu zdrowia konsumentów mięsa.

Jakkolwiek bezpośredni wykonawcy tego procesu hamowania promocji wegetarianizmu,

najczęściej  nie  zdają  sobie  sprawy  z  rzeczywistych  motywów  własnego  postępowania,  to
znaczy „nie wiedzą co czynią” – tym trudniej jest przekonać ich o niewłaściwości szerzenia
opinii nieprzychylnych tej uczciwej, mądrej diecie. Drastycznym przykładem występowania
takiej motywacji są usilne próby skierowania na rynek mięsa chorych krów i chorego drobiu,
ryzykując  utratę  zdrowia  lub  życia  konsumentów,  aby  tylko  nie  stracić  przewidywanych
zarobków.

Niektórzy też głęboko zasugerowani konwencjonalnymi poglądami i presją akademickich

autorytetów,  w  najlepszej  wierze  apelują  o  względy  dla  osób,  którym,  jak  sądzą,  mogłoby
zaszkodzić  obywanie  się  bez  mięsa,  a  pożyteczne  byłoby  obfite  jego  jedzenie.  Takim
lekarzem  „dobroczyńcą”  jest  w  swoim  przekonaniu  dr  Jan  Kwaśniewski,  autor  książki
promującej  dietę  „optymalną”,  składającą  się  głównie  z  pokarmów  zwierzęcych.  W  jego
propozycjach  kulinarnych  znajduje  się  wyłącznie  lub  przede  wszystkim  mięso  i  tłuszcz
zwierzęcy, wieprzowy smalec, łój wołowy i tłuszcz barani. Zgodnie z jego opinią najlepsze
jest  mięso  wieprzowe.  Autor  zapewnia,  że  w  swojej  praktyce  zawodowej  może  wskazać
przypadki  wyleczenia  ciężkich  schorzeń  tych  pacjentów,  którzy  żywili  się  proponowaną
przez niego dietą. Dziwi to tym bardziej, że przeprowadzone w ciągu ostatnich kilkunastu lat
badania  lekarzy  amerykańskich  (ze  Stowarzyszenia  Lekarzy  Medycyny  Odpowiedzialnej),
które  obejmowały  30  regionów  na  całym  świecie,  dowodzą  czegoś  wręcz  przeciwnego.
Odmienne też są założenia terapeutyczne i rezultaty  dietetyczne i lecznicze w prowadzonej
od 100 lat szwajcarskiej klinice doktora Bircher–Bennera, a także przez wielu innych lekarzy
i terapeutów. W swojej książce „Odżywianie  wewnętrzne – uzdrawianie i odchudzanie bez
lekarstw”  tak  komentuje  tę  sprawę  dr  Edward  Miszurow  Rafalski:  „Co  dotyczy  tzw.
„optymalnej” diety J. Kwaśniewskiego, to ja w obecności świadków sprawdziłem ją na sobie,
poczułem się po miesiącu bardzo źle i doszedłem do wniosku, że to wielki błąd i tragedia jej
twórcy.” s. 123. Nawet moje skromne, jednostkowe doświadczenie było inne. Do szpitala w
stanie  agonalnym  trafił  pacjent,  który  przez  ostatnie  dwa  tygodnie  jadał  wyłącznie  mięso  i
tłuszcze.  Po  prostu  traktował  to  jako  dietę  odchudzającą.  Natomiast  nigdy  nie  trafił  do
szpitala żaden pacjent tylko dlatego, że żywił się zbożem, warzywami, owocami i nasionami
strączkowymi.  Te  pokarmy  nie  szkodzą,  lecz  służą  ludzkiemu  zdrowiu,  chociaż  doktor
Kwaśniewski wspiera swoją propozycję dietetyczną, powołując się na autorytet Pana Boga,
który naszym pierwszym rodzicom zabronił jadania jabłek.

background image

***

Wymieniając  i  omawiając  te  wszystkie  następstwa  patologii  fizycznej,  psychicznej,

społecznej i moralnej, jako skutków niewłaściwego odżywiania, nie czyniłam tego tylko po
to,  aby  im  kolejno  zapobiegać  lub  je  każdy  osobno  –  leczyć.  Wymienione  tu  negatywne
zjawiska  są  bowiem  wszystkie  razem  alarmującymi  sygnałami!  Ludzki  błąd  żywieniowy,
powtarzające  się  codziennie  tortury  i  udręka  milionów  zwierząt,  choroby  i  przedwczesna
śmierć  ludzi  oraz  ich  fałszywa  świadomość,  która  toleruje  tę  sytuację  i  akceptuje  biernie
własne  nieszczęścia,  to  wszystko  są  właśnie  sygnały  alarmowe.  Ten  błąd  i  jego  objawy,
kumulują  się,  spiętrzają,  nawarstwiają.  Wszystkie  razem  kreują  Wielką  Winę  ludzkości  i
Wielką Tragedię Planety. Obserwowany z tępą biernością, rozgrywa się na Ziemi nieustanny,
krwawy  dramat.  Te  tragiczne  wydarzenia  i  procesy  są  apatycznie  i  chłodno  rejestrowane
przez ludzi, istoty dysponowane przecież do krytycznego myślenia i wrażliwego reagowania
na  cudze  cierpienie.  Tymi  dyspozycjami  obdarzeni  również  wielcy  dysponenci,  dewastują
lasy,  eksploatują  kopalne  bogactwo  Ziemi,  nasycają  atmosferę  i  wody  toksycznymi
wyziewami. Do swoich degradujących poczynań angażują innych, których wynagradzają za
wykonywanie  procederu  torturowania  milionów  czujących  istot  i  dewastowania  przyrody.
Oddają głosy na korzyść ustaw, które ten stan promują i podtrzymują.

Zły stan ludzkiego zdrowia nie jest ani jedyną klęską współczesnego świata, ani jedynym,

izolowanym  problemem  programu  jego  naprawy.  Mają  one  wszystkie  postać
wielowymiarową i tylko w tej skali rozpatrywane zyskują autentyczność i tylko w ujęciu tej
wielowymiarowości wegetariański program naprawy może być skuteczny.

Bo  czy  na  tle  sygnalizowanych  tu  dramatycznych  zjawisk  można  by  ludzkie  zdrowie

skutecznie  chronić  i  naprawić?  Czy  nasilające  się  groźne  objawy  kryzysu  ekologicznego,
ekonomicznego  i  moralnego  nie  udaremniłyby  osiągania  pożądanych  efektów  najstaranniej
nawet  przestrzeganej  diety  jakiegokolwiek  lekarza?  Czy  udałoby  się  zachować  zdrowie  w
ekologicznej i moralnej pustce? Czy toksyczne środowisko i bierna obojętność wobec udręki
zwierząt, których ciałem żywimy się „dla zdrowia”, są odpowiednim tłem dla kultywowania
dobrej kondycji fizycznej?

Czy  można  by  to  wszystko  chłodno  akceptować,  stwierdzając  tylko  ochoczo:  „Grunt

żebyśmy zdrowi byli!”

Werbalne mistyfikacje i ich moralne uwikłania

23 maja 1997 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwalił ustawę o ochronie zwierząt.

Wśród  licznych  postanowień  tej  ustawy  znalazła  się  również  decyzja  o  zakazie  siłowego
tuczu  gęsi.  Wskutek  nadmiernego  karmienia  wątroby  tych  gęsi  ulegają  chorobliwemu
stłuszczeniu i służą potem jako podstawowy surowiec do wyrobu sztrasburskich pasztetów,
przysmaku poszukiwanego przez konsumentów francuskich.

Obecnie ten barbarzyński proceder stosowany jest już tylko w nielicznych krajach, m.in. w

Polsce,  podczas  gdy  w  innych  cywilizowanych  państwach  został  zaniechany  ze  względów
humanitarnych. Nikt nie wątpi, że państwa te, zabraniając siłowego tuczu gęsi, stosują się do
zasad  demokratycznych.  Jednak  popierający  zachowanie  tego  uprawianego  w  Polsce
procederu,  też  powołują  się  na  demokratyczne  prawo  wolności  osobistej  rolników,
zaangażowanych  w  uprawianie  takiej  profesji.  Siedem  tysięcy  polskich  rodzin  wiejskich
znajduje dodatkowo pracę i znaczny zarobek przy wykonywaniu owych brutalnych czynności
tak łatwych, że zleca się je nawet małym dzieciom (nie bacząc,  że mogą one wtedy ulegać

background image

głębokiej  deprawacji).  Czynność  ta  bowiem  polega  na  wpychaniu  nieszczęsnym  ptakom
dużych ilości pokarmu przez rurę  wtłaczaną im do gardła. Jaką to musi być dla nich męką
świadczy fakt, że częstokroć gęsi znajdujące się bliżej ściany,  aby  uwolnić się od dalszych
tortur, uderzają głową o twardy mur, usiłując popełnić samobójstwo. Nie wzrusza to jednak
oprawców  dorosłych,  ani  dzieci,  którymi  ci  starsi  się  posługują,  ani  posłów  sejmowych,
domagających  się  zachowania  „demokratycznych”  praw  dla  owych  rolników.  Chcą  oni
właśnie  tak  dalej  pracować  i  tak  właśnie  zarabiać!  Szermując  prawem  do  demokratycznej
swobody,  twierdzą,  że  mają  czyste  sumienie  obywatelskie,  bo  tylko  chcą  mieć  możliwość
robienia tego, co im się podoba.

Podobnie  czyste  sumienie  demokratyczne  mają  też  inni  rzemieślnicy  oraz  klienci  i

konsumenci wytworów ich działalności. Uprawiają oni proceder równie haniebny, a jest nim
ubój  rytualny  zwierząt  rzeźnych.  Ci  ostatni  powołują  się  zresztą  na  motywy  bardziej
wyrafinowane  niż  chęć  łatwego  zarobku  deklarowana  przez  owych  „rolników”.  Jest  nim
bowiem  demokratyczne  prawo  swobody  przestrzegania  zasad  wybranego  kultu  religijnego.
Jakkolwiek motyw ten nie jest oparty na żadnym konkretnym tekście religii żydowskiej czy
islamskiej,  to  gdyby  nawet  udało  się  taki  wyszukać,  to  trzeba  by  zapytać  ze  zgrozą  i  z
przerażeniem, jakiż to Bóg, którego wielbią i któremu są posłuszni jego wyznawcy, mógłby
zalecić podobnie drastyczne rytuały, niegodne ani ludzi ani bogów. I po drugie, jacyż to są ci
wyznawcy, którzy owe rytuały tak gorliwie akceptują i tak bezwzględnie i okrutnie realizują?

Zarówno  w  przypadku  siłowego  tuczu  gęsi  jak  i  rytualnego  uboju  zwierząt,  rażąco

nadużywane  są  tu  dwa  zdawałoby  się  niepodważalne  dogmaty  współczesnej  cywilizacji:
demokratyczna wolność osobista i swoboda przestrzegania zaleceń swojej religii.

W  tym  przypadku  demokratyczną  wolność  utożsamia  się  bezprawnie  z  pobłażaniem

dewiacjom,  zwyrodnieniom  i  zwykłym  występkom.  Ponadto  pobłażanie  to  nazywa  się
eufemistycznie jeszcze jednym pozytywnym pojęciem, jakim jest „tolerancja”. Jak wiadomo
tolerancja  ogranicza  się  do  akceptowania  poglądów  i  zachowań,  które  chociaż
niekonwencjonalne,  ale  nikogo  nie  krzywdzą.  Natomiast  w  przypadkach  tu  wymienionych,
krzywda jest rażąca, brutalna, okrutna. Prawne i obyczajowe tolerowanie działań dewiantów i
przestępców,  którzy  kaleczą  i  torturują  czujące,  bezbronne  istoty  jest  drastycznym
przypadkiem  braku  poczucia  rzeczywistości  moralnej.  Jest  werbalnym  kamuflowaniem  i
mistyfikowaniem  realnego  problemu  o  głębokiej  wymowie  etycznej.  Jest  tuszowaniem
zdarzeń tragicznych i haniebnych przez nadawanie im nazw nieadekwatnych, niezgodnych z
ich  rzeczywistą  treścią.  W  taki  sposób  krzywda  dzieje  się  zresztą  nie  tylko  torturowanym
zwierzętom  i  ptakom,  ale  również  poniżanym  i  hańbionym  ludziom.  Posłowie,  którzy
reprezentują  wąsko  pojmowane  interesy  rolników,  ignorują  ich  prawo  do  zachowania
godności. Nazywają bowiem „rolnikami” również i tę siedmiotysięczną grupę prymitywnych,
zachłannych dewiantów, którzy potrafią zadręczać nieszczęsne ptaki zanim zostaną zabite. W
rezultacie  nazwą  tą  utożsamiają  ich  z  wielomilionową  rzeszą  autentycznych  rolników,
których się w ten sposób szkaluje i poniża. Akceptując proceder tych pierwszych, sugerują
jakoby nie istniała dla nich możliwość zarabiania w inny sposób, w sposób godny. A to też
ich  szkaluje  i  poniża.  Podobnie,  powoływaniem  się  na  prawo  do  swobody  wyznania,
utożsamia  się  to  brutalne  i  sadystyczne  maltretowanie  krów  z  każdym  innym  rytuałem  i
zaleceniem autentycznie humanistycznej etyki.

I  kiedy  wreszcie  zbuntowani,  zbulwersowani  ludzie,  funkcjonujący  w  sytuacji

niezakłamanego  poczucia  rzeczywistości  moralnej,  oddychają  z  ulgą,  dowiadując  się  o
podjęciu  przez  Polski  Sejm  słusznej  uchwały,  wkrótce  odbierają  szokującą  informację,  że
zrealizowanie tej uchwały zostaje odłożone do roku 2002! To znaczy, że jeszcze przez kilka
lat nieszczęsne ptaki znosić muszą barbarzyńskie tortury i to w sposób legalny, zatwierdzony
przez Sejm Polskiej Rzeczypospolitej, zgodnie z demokratycznym prawem! Chociaż wbrew

background image

realnej, niezmistyfikowanej moralnej oczywistości, która nakazuje, by takie haniebne prawo
uchylić nie za rok czy za cztery

1

, ale natychmiast!

                                                          

1

 Tekst napisany został w II połowie1997 roku.

background image

Opinie i uwagi do książki „Mody i diety w żywieniu”

W książce doc. Ireny Celejowej „Mody i diety w żywieniu” omówione są m.in. problemy

odżywiania  bezmięsnego,  wegetarianizmu  i  weganizmu.  W  wypowiedziach  Autorki
znalazłam kilka opinii niezgodnych z najnowszymi ustaleniami wynikającymi z obserwacji i
doświadczeń  współczesnej  nauki  o  żywieniu.  Czuję  się  więc  zobowiązana,  aby  owe
nieścisłości  sprostować  i  przedstawić  je  zgodnie  z  opiniami  uczonych  o  niepodważalnym,
międzynarodowym  autorytecie,  a  zrzeszonych  w  Stowarzyszeniu  Lekarzy  Medycyny
Odpowiedzialnej (Physicians Committee for Responsible Medicine).

We fragmencie książki deklarującym „Minusy wegetarianizmu” Autorka powołuje się na

opinię  o  wysokich  walorach  pokarmowych  nabiału,  tj.  mleka  i  sera,  jako  podstawowych
źródłach wapnia. Mięso zaś uznaje za jedyne źródło witaminy D, niezbędnej do przyswajania
wapnia przez ludzki organizm. Na ten temat są obecnie zupełnie inne opinie. Mleko i sery są
uważane za czynnik powodujący alergie, i to zarówno u dzieci, jak i osób dorosłych.

Jako dodatkową zaletę mleka  traktuje  fakt,  że  oprócz  wapnia  jest  ono  bogatym  źródłem

białka. A białko uznaje się jako istotny warunek przyswajalności wapnia. Najnowsze badania
wykazują  jednak,  że  przy  przekroczeniu  pewnej  ilości  białka  w  pokarmie,  nie  tylko  nie
ułatwia  ono  tej  przyswajalności,  ale  staje  się  czynnikiem  hamującym.  Porcja  białka
przewyższająca  90  gramów  dziennie  powoduje  utratę  wapnia  z  organizmu,  które  zostaje
wydalone  z  moczem.  Zaobserwowano,  że  gdy  białko  zwierzęce  zastąpi  się  białkiem
roślinnym, na przykład z soi, poziom utraty wapnia przez mocz znacznie się obniża (Zemel
1988).

Stwierdzono  również,  że  w  krajach  o  wysokim  spożyciu  białka,  złamania  kości  udowej

zdarzają  się  znacznie  częściej  niż  w  krajach,  gdzie  spożywa  się  więcej  pokarmów
węglowodanowych, a białka dużo mniej (Hagsted 1986).

Oprócz roli, jaką wapń odgrywa w budowie kości i zębów, jest on również w organizmie

ważnym  czynnikiem  alkalizującym.  To  znaczy  neutralizuje  szkodliwy  nadmiar  kwasów
wytwarzanych  przez  inne  pokarmy  kwasotwórcze.  A  do  pokarmów  najsilniej
kwasotwórczych  należą  głównie  produkty  pochodzenia  zwierzęcego,  tj.  mięso,  tłuszcze,
nabiał  i  jajka.  Ponadto  cukier,  zboża  (z  wyjątkiem  prosa)  i  nasiona  strączkowe  oprócz  soi.
Natomiast  alkalizująco  działają  wszystkie  warzywa  i  owoce.  Są  one  zresztą  doskonałym
źródłem dobrze przyswajalnego wapnia i to w ilościach korzystnych dla ludzkiego zdrowia.
Dlatego  wegetarianie,  którzy  w  swojej  diecie  nie  zalecają  jadania  mięsa  oni  cukru,  mają  o
wiele mniejsze zapotrzebowanie na wapń jako czynnik alkalizujący.

Nie  wszystkie  produkty  zbożowe  działają  zakwaszająco  w  takim  samym  stopniu.  Na

przykład  pieczywo  białe  jest  właściwie  zupełnie  pozbawione  wapnia,  natomiast  chleby
pełnoziarniste zawierają 26 mg wapnia na każde 100 g pieczywa. Ale już marchew zawiera

background image

45  mg,  zielony  groszek  54  mg,  kukurydza  97  mg,  jarmuż  aż  155  mg,  a  zielona  natka
pietruszki  193  mg  tego  pierwiastka.  Znaczne  ilości  wapnia  znajdują  się  w  migdałach,
ziarnach  sezamowych  oraz  w  ogórkach.  Nie  ma  więc  potrzeby  robić  reklamy  produktom
nabiałowym,  zwłaszcza  że  sama  ilość  wapnia  w  określonych  pokarmach  nie  jest  sprawą
decydującą. Zaobserwowano bowiem, że chociaż w mleku kobiecym jest tylko jedna trzecia
tej  ilości  wapnia  i  fosforu  co  w  mleku  krowim,  to  mleko  kobiece  ma  działanie
przeciwkrzywicze o wiele silniejsze od mleka krowiego.

Wyniki  licznych  doświadczeń  wskazują,  że  im  większe  spożycie  białka,  tym  większa

utrata  wapnia  (Linkawiler  1981,  Hegsted  1981).  Wniosek,  jaki  formułują  autorzy  Nowych
Czterech  Grup  Pokarmowych  (Bukitt,  Campbell,  Alabaster  i  Bamard),  brzmi:  „Zastąpienie
białka  pochodzenia  zwierzęcego  białkiem  roślinnym  poprawia  równowagę  wapnia  w
organizmie. Kiedy dieta osób badanych klinicznie miała za podstawę białko soi, równowaga
wapnia  ustalała  się  na  poziomie  457  mg  dziennie,  to  jest  na  poziomie  wyników  badań
populacji o niskim wskaźniku zapadalności na osteoporozę (...). Dlatego nowe cztery grupy
pokarmowe,  które  propagują  niższe  spożycie  białka,  a  jednocześnie  podkreślają  wartość
białka roślinnego, mogą być pomocne w poprawie równowagi wapnia w organizmie”.

Autorka  książki  nie  wspomina  wcale  o  istotnych  ustaleniach,  jakie  zostały  podjęte  w

deklaracji  amerykańskiego  Stowarzyszenia  Lekarzy  Medycyny  Odpowiedzialnej,  a
mianowicie deklaracji o nowych czterech grupach pokarmowych. Dotychczasowe badania w
zakresie  medycyny  koncentrowały  się  głównie  na  leczeniu  istniejących  już  chorób.  Jeżeli
natomiast  z  obserwacji  wynika,  że  choroby  te  powstają  na  skutek  niewłaściwej,
chorobotwórczej diety, to trzeba przede wszystkim skupić się na zapobieganiu tym chorobom
przez zmianę odżywiania, tj. eliminowanie czy ograniczanie pokarmów chorobotwórczych, a
zwiększanie spożycia tych, które służą zdrowiu i dobrej kondycji.

Od  1956  roku  podstawę  planowania  odżywiania  się  całych  społeczeństw  na  wielu

kontynentach  stanowił  poradnik  żywienia  oraz  produkcji  żywności,  który  promował  też
cztery,  ale  inne  grupy  pokarmowe  –  mięso,  nabiał,  zboża  i  warzywa/  owoce.  Podczas
minionych 40 lat w naukach medycznych i w nauce o żywieniu nastąpiły znaczące  zmiany.
Stwierdzono,  że  standardowa  dieta  zawiera  nadmiar  tłuszczu  i  białka,  a  za  mało  w  niej
błonnika,  witamin  i  soli  mineralnych  oraz  złożonych  węglowodanów.  Błonnika  zjadamy  o
połowę mniej, niż wymaga tego dobra kondycja naszego organizmu, a cholesterolu dwa razy
więcej.

Nowe  cztery  grupy  pokarmowe  zalecane  przez  Stowarzyszenie  Lekarzy  Medycyny

Odpowiedzialnej to: zboża, warzywa, nasiona strączkowe  i  owoce.  Nowy  plan  pokarmowy
lansuje bogate w błonnik pokarmy roślinne, a pomija zalecane poprzednio pokarmy nasycone
tłuszczem  i  cholesterolem.  „Mięso  i  nabiał  są  głównym  źródłem  tłuszczu  i  cholesterolu,  te
pokarmy po prostu nie są potrzebne w ludzkiej diecie” – oświadczyła dr Yirginia Messia.

W świetle długoletnich obserwacji i badań lekarzy ze Stowarzyszenia Lekarzy Medycyny

Odpowiedzialnej,  lansowane  dotychczas  argumenty  o  wyjątkowej  wartości  mięsa  jako
niezastąpionego  źródła  przyswajalnego  żelaza  hemowego  oraz  witaminy  B  12,  tracą
znaczenie.  Badania  przeprowadzone  niedawno  w  Chinach  dowiodły,  że  poziom  spożycia
żelaza w populacji chińskiej, w rejonach, gdzie spożywa się wyłącznie pokarmy roślinne, jest
wyższy  niż  stwierdzony  w  USA,  a  poziom  witaminy  B  12  u  wegan  pozostaje  zupełnie
prawidłowy. Weganie bardzo rzadko cierpią na jakiekolwiek niedobory, nawet po 20 latach
wyłączenia  z  diety  pokarmów  uchodzących  oficjalnie  za  jedyne  źródło  witaminy  B  12.
Jednocześnie  dzieci  karmione  mięsem  zgodnie  ze  standardowymi  zaleceniami  pediatrów  i
dietetyków mają mniej lub więcej zaawansowane objawy miażdżycy już w wieku 2–4 lat.

A jak to jest z żelazem?
Dostarczanie żelaza w pokarmie wydawałoby się sprawą bardzo prostą, ponieważ żelazo

jest w wielu produktach jadanych przez nas na co dzień (oprócz cukru i tłuszczu). Barierą w

background image

tym  wypadku  jest  jednak  głównie  stopień  przyswajalności,  spowodowany  brakiem  innych
składników pokarmowych niezbędnych do zapewnienia jego przyswajalności.

Na  razie  nie  zostały  jeszcze  rozpoznane  wszystkie  warunki,  stwierdzono  jednak,  że

jednym  z  nich  jest    niewątpliwie  obecność  witaminy  C,  która  najobficiej  występuje  w
warzywach  i  owocach.  Ponadto  niektóre  pokarmy  mają  więcej  żelaza  niż  inne,  należą  do
nich:  grzyby,  suszone  śliwki  i  morele,  nasiona  dyni  i  słonecznika,  orzechy,  migdały,  pory,
fasola,  soja,  soczewica,  kapusta,  cykoria,  gruboziarniste  kasze  i  mąki  z  pełnego  przemiału.
Szczególnie  dużo  żelaza  mają  wszystkie  zieleniny,  jak:  szczypiorek,  natka  pietruszki,
szpinak, sałata. A spośród owoców jabłka, gruszki i wiśnie.

Najzasobniejszym w żelazo pokarmem zbożowym jest kasza gryczana. Bogatym źródłem

przyswajalnego  żelaza  jest  również  sól  z  Wieliczki  i  gdyby  ta  sól  znalazła  drogę  do
wszystkich polskich kuchni, deficyt żelaza u konsumentów zostałby znacznie ograniczony.

Oprócz witaminy C skutecznymi składnikami wspomagającymi przyswajalność żelaza jest

miedź i kobalt. Miedź jest w szpinaku, kaszy gryczanej, w sałacie, płatkach owsianych i w
ziemniakach,  a  kobalt  w  grzybach,  kaszy  gryczanej,  pomidorach  oraz  po  trochu  we
wszystkich właściwie pokarmach naturalnych, nierafinowanych.

W procesie technologicznego przetwarzania żywności, zostaje ona najczęściej pozbawiona

niezbędnych  dla  zdrowia  składników,  m.in.  żelaza.  Przetwórstwo  polega  głównie  na
dokonywaniu  zabiegów  rafinacji,  czyli  ekstrahowaniu  określonych  substancji.  Są  to
najczęściej składniki mogące powodować szybkie psucie, pleśnienie, jełczenie itp. Z czasem
okazało  się  jednak,  że  rafinacja  jednocześnie  pozbawia  produkty  żywnościowe  ich  wielu
cennych wartości, takich jak: witaminy, enzymy, substancje mineralne.

Podczas  ostatnich  kilkudziesięciu  lat  już  z  pola zbiera  się  plony  niepełnowartościowe,  a

przyczyną tego jest degradacja gleby. Gleba nawożona środkami chemicznymi i posypywana
toksycznymi  pestycydami  traci  z  każdym  rokiem  coraz  więcej  różnych  składników.
Stosowane przez nowoczesne rolnictwo metody uprawowe zakłócają wyważoną w naturalnej
glebie proporcję pierwiastków. Wskutek tego niektóre pierwiastki przechodzą w pokarmach
roślinnych do organizmu konsumentów w ilościach nadmiernych, a inne w niedostatecznych,
co  powoduje  choroby  i  różne  dolegliwości.  A  sprawą  istotną  jest  nie  tylko  sama  ich
obecność, ale także ich wzajemne proporcje zarówno w glebie, jak i w roślinach.

Problem  żelaza  w  diecie  uległ  niedawno  dalszemu  skomplikowaniu.  Kilka  lat  temu  dr

Jerome  Sullivan,  patolog  z  Veterans  Administration  Medical  Center  w  Charleston  w
Południowej Karolinie, wysunął nową zaskakującą tezę. Zaobserwował on, że choroba serca,
która  jest  główną  przyczyną  zgonów,  oszczędza  kobiety  przed  menopauzą.  Dalsze  badania
wykazują, że istnieje bezpośredni związek między chorobą serca  a dużym stężeniem żelaza
we krwi. Kobiety, nadmiaru żelaza z krwi pozbywają się razem z krwią menstruacyjną, a po
ustaniu menstruacji są narażone na choroby serca tak samo jak mężczyźni, którzy chorują na
serce  już  wcześniej.  Dlatego  wegetarianizm  uzyskuje  jeszcze  jeden  ważny  argument,  bo
żelazo  hemowe  występujące  obficie  w  czerwonym  mięsie  nie  przemawia  na  jego  korzyść,
tylko właśnie przeciw niemu.

Badania przeprowadzone w Finlandii w latach 1984–89 wykazały, że poziom tak zwanego

złego  cholesterolu  (LDL)  we  krwi  mężczyzn  nie  wpływa  znacząco  na  ryzyko  wystąpienia
ataku  serca.  Natomiast  poziom  ferrytyny  wpływa  tak  znacznie,  że  każdy  procent  różnicy
dawał  o  4%  wzrost  ryzyka  zawału  serca.  Lekarze  postulują  więc,  aby  mężczyźni  oddawali
krew  dwa  lub  trzy  razy  do  roku,  co  obniżyłoby  stężenie  żelaza  w  ich  krwi  do  tak  samo
korzystnego jak u kobiet przed menopauzą.

Ilość żelaza we krwi można przecież ograniczyć w inny jeszcze sposób. Na przykład dieta

Adwentystów  wolna  jest  od  bogatego  w  żelazo  mięsa,  a  wśród  nich  liczba  zawałów  jest  o
połowę mniejsza niż można tego oczekiwać wśród osób niepalących ze średnim poziomem
cholesterolu. Tę samą metodę zaleca dieta wegetariańska.

background image

Bardzo to dziwne, że Autorka książki będąc świadoma walorów wegetarianizmu, zaraz po

ich wyliczeniu, przystępuje do piętnowania jego rzekomych wad i szkodliwości. Pisze: „W
licznych  badaniach  naukowych  stwierdzono,  że  u  wegetarian  jest  małe  ryzyko  miażdżycy,
gdyż są szczupli i mają niskie stężenie cholesterolu w surowicy krwi. Toteż rzadziej chorują
na zawał serca i inne choroby układu krążenia.

Według  badań  amerykańskich,  diety  wegetariańskie  mogą  zapobiec  75%  przypadków

zawałów serca”.

„Mniejsze  jest  również  u  nich  ryzyko  zachorowania  na  nowotwory,  zwłaszcza  na  raka

sutka, okrężnicy i płuc. Stwierdzono wyższą odporność u wegetarian.  Ich białe ciałka krwi
mają  dwukrotnie  większą  zdolność  do  niszczenia  komórek  nowotworowych  niż  leukocyty
osób regularnie i często odżywiających się mięsem.

To,  że  wegetarianie  są  szczupli,  tłumaczy  też  małe  ryzyko  zachorowania  na  cukrzycę

insulinoniezależną.  Duże  spożycie  węglowodanów  złożonych,  skrobi  i  przede  wszystkim
błonnika,  usprawnia  przemianę  materii,  dzięki  czemu  obniża  się  stężenie  glukozy  we  krwi
wegetarian. Przeważnie mają także niższe ciśnienie tętnicze krwi, niż osoby odżywiające się
w sposób tradycyjny”.

Jak  widać  Autorka  zdaje  sobie  sprawę  z  wartości  diety  wegetariańskiej,  wie  też  jak  ją

rozumnie i skutecznie stosować: „Trzeba dużej wiedzy żywieniowej, aby dysponując jedynie
białkiem  roślinnym  umieć  tak  zestawić  różne  produkty  roślinne,  bogate  w  białko  (chyba
aminokwasy? M. G.), aby uzyskać mieszaninę pełnowartościowego białka... Podstawą takiej
mieszaniny  są  w  diecie  wegetariańskiej  nie  oczyszczone  ziarna  zbóż,  razowe  pieczywo,
ciemna  mąka  oraz  rośliny  strączkowe:  soja,  soczewica,  bób,  fasola  i  groch.  Kto  z  wegów
(wegan  M.  G.)  o  tym  wie...  może  pokryć  swoje  zapotrzebowanie  na  pełnowartościowe
białko, zawierające wszystkie niezbędne aminokwasy...”.

Jednak  po  takim  przedstawieniu  wiedzy  Autorka  zakłada,  że  właśnie  weganie  o  tym

wszystkim  nie  wiedzą  i  że  gdyby  zrezygnowali  z  mięsa,  mogliby  popadać  w  niedobory
białkowe.  Cytuję:  „notuje  się  wśród  wegan  i  mieszkańców  innych  rejonów  świata  –
niedobory białkowe. Przejawia się to przede wszystkim niedorozwojem fizycznym. Hindusi,
Chińczycy, Japończycy i Wietnamczycy są drobnej kości i niskiego wzrostu”.

Polski czytelnik nie musi się troszczyć o niedostatek informacji o żywieniu wśród tamtych

ludów,  bo  ich  rzekomy  niedorozwój  nie  wynika  z  braku  wiedzy  o  kompletowaniu
aminokwasów,  a  jest  tylko  po  prostu  uwarunkowany  antropologicznie.  Zresztą  Hindusi,
Chińczycy i inne ludy Dalekiego Wschodu od wielu już pokoleń, lepiej niż ludzie Zachodu,
znają sposoby właściwego łączenia pokarmów roślinnych.

Jest  też  faktem,  że  wegetarianie  i  weganie  w  naszym  rejonie  kulturowym  o  zdrowym

odżywianiu  wiedzą  znacznie  więcej  niż  konwencjonalni  konsumenci,  którzy  najczęściej
bywają  biernymi  ignorantami.  Cenią  wędliny,  cukier,  smalec,  białe  pieczywo,  bo  nie  zdają
sobie sprawy z ich szkodliwości. Powielają złe wzory, nie zastanawiając się nad tym.

Natomiast weganie mają tę wiedzę, bo na ogół ludzie podejmujący pewne postępowanie

niekonwencjonalne, zdają sobie sprawę z przyczyn, jakie ich do tego skłaniają.

Temat  troski  o  zdrowie  dzieci,  którym  matki  nie  podają  mięsa  ani  zup  na  kościach

polecanych  przez  pediatrów  starej  szkoły,  wyniknął  z  informacji  podanej  przez  pewną
warszawską lekarkę.  Donosiła ona o ogólnym niedorozwoju dziecka, które  matka  weganka
karmiła  „nawet  bez  kropli  mleka”.  Jest  to  informacja  o  tyle  bałamutna,  że  nawet  jeżeli
zdarzyła  się  taka  nierozważna  matka,  to  wiadomo,  że  wegański  styl  odżywiania  kładzie
ogromny nacisk na potrzebę karmienia małych dzieci mlekiem matki i to znacznie dłużej niż
tych żywionych tradycyjnie.

Rodzice  wegetariańskich  dzieci  nie  zasługują  na  krytykę,  a  raczej  powinni  pozostawać

pod  staranną  ochroną.  Ich  dzieci  bowiem  wyróżniają  się  nie  tylko  dobrym  zdrowiem,  ale

background image

inteligencją,  wyobraźnią,  wyjątkowymi  nieraz  uzdolnieniami.  Fizycznie  słabe  są  tylko  te
niedożywione lub wręcz zagłodzone.

Znakomity  polski  pediatra,  profesor  Mieczysław  Michałowicz,  zalecał  matkom  swoich

małych pacjentów, aby do czwartego roku życia nie podawały im mięsa. Dzieci odżywiane
bez  mięsa  rozwijają  się  prawidłowo  i  rosną  normalnie.  Natomiast,  jak  można  zauważyć,
wczesne  podawanie  im  mięsa,  sera  i  zup  na  kościach  wywołuje  zatrucia  pokarmowe  i
infekcje  oddechowe,  a  w  późniejszym  wieku  liczne  choroby,  tak  obciążające  współczesną
cywilizację.

Dziecko urodzone w rodzinie wegetariańskiej, karmione w ten sam sposób co rodzice, jest

wolne  od  tych  dolegliwości,  które  epidemicznie  nękają  rówieśników,  karmionych
tradycyjnie.

background image

Czy lapsus kosmicznych technologów?

Archeologia  i  paleografia  docierają  ostatnio  do  zaskakujących  dowodów  istnienia  na

naszej  planecie  śladów  pradawnych  cywilizacji.  Odkrywcy  ci  znajdują  na  przykład  ślady
ludzkich stóp i butów odciśnięte w głębokich warstwach skał. Po badaniach okazuje się, że
liczą  one  już  sobie  ponad  250  milionów  lat.  Domysł  jaki  się  stąd  nasuwa  to  ten,  że  nasza
cywilizacja  nie  jest  ani  pierwsza,  ani  jedyna,  że  Planeta  Ziemia  kilkakrotnie  już  może
przeżywała narodziny, trwanie i rozpad wielu podobnych cywilizacji. Inny domysł prowadzi
do podejrzenia, że kres każdej z tych cywilizacji mógł być skutkiem samozniszczenia: wojny
z  użyciem  niebezpiecznych  broni  masowej  zagłady  lub  niekontrolowanego  dostatecznie
rozwoju  technologicznego.  W  efekcie,  zrujnowane  zostały  podstawy  struktur  naturalnych,
pozbawiając żyjące istoty niezbędnych warunków przetrwania. A po katastrofie, ci nieliczni
ludzie, którzy ocaleli, przemieszczają się w rejony pozbawione  dotychczasowego komfortu,
popadają w barbarzyństwo, dziczeją i wracają do swojego stanu pierwotnego. I  wtedy  cały
dramat  ludzkiej  historii  zaczyna  się  od  nowa.  Powtarzają  się  dawne  poczynania,  wysiłki,
odkrycia i dawne błędy. Widocznie źródłem tych błędów jest to, że człowiek już w założeniu
organicznej  struktury  swego  organizmu  obarczony  został  zalążkami  przyszłej,  kolejnej
katastrofy. Katastrofy ekologicznej, demograficznej i moralnej.

Stąd  dramatyczny  następny  domysł  –  ci,  którzy  zaprogramowali  i  skonstruowali

organizmy osobników ludzkiej populacji, popełnili błędy i niedopatrzenia. Ci, którzy uczynili
człowieka,  jakkolwiek  byli  znakomitymi,  niezrównanymi  technologami,  to  zapewne
przeoczyli jakieś humanistyczne warunki dopełnienia doskonałości swego dzieła. Skutki tych
błędów  powtarzają  się  w  każdej  kolejnej  fazie  cywilizacyjnej,  trwają  niezmienione,
niepoprawione, nieskorygowane. Dlatego taka właśnie konstrukcja ludzkiego organizmu staje
się wciąż od nowa przyczyną udaremnienia dalszego rozwoju jego osobowości. Obserwacja i
analiza przyczyn dramatycznego załamania we współczesnej cywilizacji pozwala na domysł,
że  relacje  między  dwoma  podstawowymi  systemami  ludzkiego  organizmu  tzn.  układem
metabolicznym  i  układem  rozrodczym  zostały  zaprogramowane  i  wykreowane  wadliwie,
dysharmonijnie, brakuje między nimi konstruktywnego zgrania a efekty ich funkcjonowania
nie  uzupełniają  się  twórcza,  lecz  katastrofalnie  ze  sobą  kolidują  i  powodują  odległe
wielostronne, negatywne skutki.

Program  odżywiania  ludzkiej  populacji  dopuszcza  udział  człowieka  w  hierarchicznej

strukturze  biosfery,  w  której  jedne  organizmy  żywią  się  ciałami  innych  organizmów.  Cały
obszar  Ziemi  staje  się  wtedy  wielkim  ŻEROWISKIEM.  Jak  przedstawia  się  to  w
mikrośrodowisku  drobnych  organizmów,  można  zrozumieć  na  przykładzie  opisu  Durrella,
który  obserwował  fragment  starego  muru  pod  wykruszonym  kawałkiem  tynku:  „Mur  ten
zamieszkiwało mnóstwo drobnych stworzeń. Dzieliły się na te, co działały w dzień i te, co

background image

nocą,  na  łowców  i  na  zdobycz.  W  nocy  łowcami  były  ropuchy  mieszkające  wśród  jeżyn  i
gekkony  –  blade,  przezroczyste,  z  wytrzeszczonymi  oczami...  Ich  łupem  padały  głupie,
bezmyślne komarnice... ćmy wszelkich kształtów i rozmiarów, ćmy w paski, szachownicę, w
kropki, w cętki... chrząszcze, okrągłe i schludne, krzątające się wokół swoich nocnych spraw
godnie  i  systematycznie,  niczem  biznesmeni.  Kiedy  ostatni  świetlik  wciągnął  swą
oszronioną, szmaragdową latarenkę do łóżka i kiedy słońce wstawało, mur przejmowała we
władanie  następna  grupa  mieszkańców.  Tu  trudniej  było  powiedzieć,  kto  jest  łowcą,  a  kto
łupem,  bo  niemal  wszystko  żyło  kosztem  wszystkiego.  Tak  więc  ćmy  szukały  gąsienic  i
pająków,  by  na  nie  zapolować,  pająki  łowiły  muchy,  ważki,  wielkie  usztywnione  w
myśliwskiej  czerwiem,  karmiły  się  pająkami  i  muchami,  zaś  zręczne,  gibkie,  wielobarwne
jaszczurki karmiły się wszystkim (!).”

Nie  wiemy  wprawdzie  czym  dawniej,  w  okresach  poprzednich  cywilizacji  żywili  się

ludzie.  Ale  teraz,  podobnie  jak  owe  jaszczurki,  karmią  się  wszystkim  co  żyje,  co  chodzi,
fruwa i pływa. Ich pokarmem są ptaki i ryby, drobne skorupiaki, a głównie duże ssaki, które
mają taki sam jak ludzie system nerwowy, taką samą wrażliwość na ból, na rozłąkę, na głód.
Potrafią również tęsknić, kochać i oceniać niesprawiedliwość.

Człowiekowi służy za pokarm wszystko, co da się schwytać i zabić. W każdej porze dnia i

nocy  jest  zawsze  łowcą.  Podobna  sytuacja  trwa  na  całej  Ziemi,  w  każdym  centymetrze
kwadratowym gleby, lasu, trawy, wszędzie tam gdzie bytują makro– i mikroorganizmy, bez
przerwy jedzą i są zjadane, trawią i wydalają niestrawione resztki.

W  takim  systemie  żywienia  uczestniczy  też  i  ludzka  populacja!  Tkwimy  w  upiornym

układzie  wzajemnego  zjadania  się  żywych  organizmów  uwikłani  w  system  biologicznej
manipulacji,  warunkującej  uzyskiwanie  pokarmu.  Ten  horror  krwawej  struktury  naszej
biosfery,  w  obiektywnym  języku  naukowym,  nazywa  się  elegancko  ŁAŃCUCHEM
POKARMOWYM.

Tę  naturalną sytuację na  Ziemi, akceptuje, stabilizuje i pogłębia  ludzka  cywilizacja  we

wszystkich  nurtach  prymitywizmu  i  barbarzyństwa  swojej  kultury.  Każda  krzywda  i
nieszczęście  narzucone  Ziemianom  przez  ich  bezwzględnych  kreatorów,  spotyka  się  z
pokorną  akceptacją.  W  świadomości  poniżonych  i  udręczonych  wyraża  się  w  postaci
naukowego  podziwu  dla  pomysłowej  konstrukcji  ziemskiej  biosfery  lub  religijnego
uwielbienia  dla  jej  twórców.  W  odniesieniu  do  zjawisk  NATURY  istnieje  tylko  pojęcie
krzywdy,  którą  przyjmuje  się  ulegle,  bez  oskarżeń,  natomiast  pojęcia  błędu,  jako  efektu
zachowań i działań pomysłodawców ziemskich zjawisk, w ogóle nie bierze się pod uwagę.

Błąd  technologów  –  kreatorów  polega  nie  tylko  na  doborze  substancji  pokarmu

dostępnego człowiekowi – łowcy, ale również na jego ilości. Ponieważ obawa o niedostatek
pokarmu  właściwa  jest  wszystkiemu  co  żyje  i  co  jada,  ofiarami  nieumiarkowanej
zapobiegliwości  kreatorów  padają  również  i  ludzie.  Miliony  niechcianych  dzieci  ginie
jeszcze  przed  urodzeniem,  usuwane  z  łona  swoich  niedoszłych  matek.  Miliony  tych,  które
mimo że niechciane zdołały się urodzić, żyją w sierocińcach, gdzie zostały umieszczone po
uwolnieniu ich z koszmaru środowiska własnych niechętnych rodzin lub przyprowadzone z
ulicy.  Tam  żyły  maltretowane,  głodne  i  poniżane,  tu  trwają  w  uczuciowym  chłodzie,
zawiedzione  w  swoim  genetycznie  zapewnionym  oczekiwaniu  na  miłość.  Nie  doznają  jej,
żyją byle jak. Wszędzie jest ich za dużo!

Również  i  w  innych  gatunkach  żyjących  istot  technolodzy  zadbali  o  bezustanną,  obfitą

rekonstrukcję materiału konsumpcyjnego. W tym celu zatroszczyli się więc o nieprzerwaną
prokreację.  A  każdy  akt  zapłodnienia  czy  to  u  królików,  ptaków,  myszy  czy  ryb  wyzwala
lawinę  potencjalnego  potomstwa.  Nie  wszystkie  jednak  osobniki  mogą  korzystać  z  takiej
szansy, bo nie wszystkie przeżywają. Już w założeniu ich mnogość zostaje  ograniczona  do
pewnej tylko określonej ilości. Na przykład z dwunastu zalężonych jajeczek ptaka złożonych
w gnieździe, przeżywa tylko dwoje piskląt. Reszta ginie. Albo z głodu, albo zadziobane przez

background image

rodzeństwo, albo pożarte przez drapieżniki spoza gniazda. Jeszcze inne wypadają na ziemię i
giną od razu, albo dopiero po pełnych przerażenia i rozpaczy poszukiwaniach samiczki i jej
bezskutecznych  próbach  przeniesienia  malca  z  powrotem  do  gniazda.  Wreszcie
zrezygnowana matka siada przy pisklęciu nie zważając na własne bezpieczeństwo i pozostaje
tam  tak  długo,  aż  ono  skończy  życie.  Ten  dramatyczny  scenariusz  jest  tylko  jednym  z
przykładów  „naturalnej”  metody  regulowania  ilości  populacji  w  każdym  gatunku,  gdzie
nadmiar  młodych  zostaje  wyeliminowany  równie  skutecznie  i  bezwzględnie.  Spływają  z
wodą całe ławice zapłodnionej ikry, będącej dowodem skuteczności koncepcji technologów,
zarówno w zakresie nieumiarkowanego rozradzania jak i skutecznego jakkolwiek brutalnego
eliminowania  nadmiaru  populacji.  Obie  te  metody  są  jednak  konsekwentnie  stosowane  w
ustanowionym porządku naturalnym. W rezultacie takich zabiegów bilans ilości pozostaje na
zrównoważonym poziomie chociaż w bilansie trwogi i cierpienia trwa przerażająca superata.
Obok  „technicznych”  metod  regulowania  liczebności  populacji  u  ptaków  i  ryb,  można  też
wymienić  metody  biologiczne  i  socjotechniczne  jakie  występują  w  populacji  ludzkiej.  Ich
efektem są na przykład epidemie chorób zakaźnych oraz wojny międzynarodowe i religijne.

Metabolizm i prokreacja to cechy charakteryzujące nieomylnie zjawisko życia. Ale życie

to nie tylko metabolizm i prokreacja, bo występują w nim również fenomeny sygnalizujące
wrażliwość etyczną i estetyczną, to znaczy wrażliwość na piękno i dobro. Przejawiają się one
wprawdzie tylko w postaci śladowej, ale można się domyślać, że są pomyślną zapowiedzią,
że  mają  się  stopniowo  rozwijać  i  wzrastać,  w  miarę  dojrzewania  ludzi  do  ich  pełnego
człowieczeństwa. Obecnie, człowiek rozdarty między aktualnie realizowaną postacią swojej
natury,  a  przyszłymi  możliwościami  utajonymi  potencjalnie  w  jego  strukturach
genetycznych, ma ciągłe poczucie niedosytu  „bycia sobą”.

Przy  jednoczesnym  braku  realnej  szansy  na  szybką  i  radykalną  zmianę,  uwięziony  w

swoim  czasie,  ograniczony    konformizmami  i  społecznymi  konwencjami,  w  nich  utrwala
swoje  aktualne  opinie  o  wartościach,  doznając  jednak  wrażenia  pewnej  niedojrzałości  tych
opinii,  szuka  takich  sposobów  kamuflażu,  które  by  maskowały  to,  co  w  kategoriach
estetycznych  i  etycznych  trudno  w  pełni  akceptować,  by  upiększały  pozorem  poezji  to,  co
trywialne i wulgarne i nadawały godność temu, co niegodne. Dekoruje i wymusza akceptację
autentycznie  ujemnej  wartości  ocenianych  sytuacji.  Trwa  w  nim  niejasna  intuicja,
objawiająca się w ulotnych odczuciach nadziei na własną przyszłą lub tylko możliwą większą
doskonałość.  W  obecnej  fazie  ludzkiego  stawania  się  wrażenie  to  współistnieje  boleśnie  z
realnym brakiem pełnego spełnienia się owej nadziei. Cały nasz  sposób  istnienia  jest  jakąś
konstrukcją  niepełną,  dwuznaczną,  mnóstwo  w  niej  luk,  niedokonanych  ambicji  i  nie
zrealizowanych  aspiracji.  Ewolucyjny  proces  pozostaje  w  stanie  chronicznego  zawieszenia,
nie spełniają się oczekiwania na aktualizację dalszych jego etapów, trwoży nas obawa przed
grożącym  ludzkości  i  Ziemi  procesem  odwrotnym  –  procesem  inwolucji!  Cała  sfera
ludzkiego  istnienia  jednostkowego  i  zbiorowego  przypomina  jakby  teatralną  scenerię  czy
charakteryzację,  utkaną  z  tych  kamuflaży  dla  utrzymania  widza  w  dobrym  mniemaniu  o
sobie, w istocie jednak można by tę scenerię nazwać lukrowaną fasadą barbarzyństwa.

Z  tych  „lukrowanych  dekoracji”  składa  się  w  ogromnym  stopniu  nasza  współczesna

cywilizacja.  Bez  odrazy  i  nawet  bez  najmniejszego  sprzeciwu  akceptuje  się  fakt,  że  na
eleganckiej, porcelanowej zastawie leży kawałek zwłok zwierzęcia, które żyło w męczarni,
co  nazywa  się  procesem  hodowli,  i  umierało  w  bólu  i  przerażeniu,  co  nazywa  się
humanitarnym  ubojem  w  nowoczesnej  rzeźni.  Obok  talerza  konsumenta  stoją  w  wazonie
kwiaty,  z  on  sam  do  oprawienia  leżącego  przed  nim  „dania”,  posługuje  się  błyszczącymi
sztućcami. W jego świadomości króluje pełna akceptacja sytuacji. Gdy nawet czasem budzi
się jakiś ślad wątpliwości czy niepokoju, stwierdza z rezygnacją i poddaniem „tak już jest”. A
gdy  w  jego  myślach  zaiskrzy  się  obraz  autentycznej  oceny  rzeczywistości,  uspokaja  się  i
rozgrzesza tymi samymi słowami „tak już jest”. Ten zwrot to synonim regresywnej bierności,

background image

poddania  się  złu,  które  przecież  mogłoby  zostać  twardo  zakwestionowane  i  kategorycznie
usunięte.  „Tak  już  jest”  to  pasywne  przyznanie  się  do  własnej  bierności  i  bezradności,
charakterystyczne  dla  stanu  inwolucji.  Podczas  gdy  twórczy  dynamizm  procesów
ewolucyjnych  prowokuje  postawy  aktywne,  wyzwala  potrzebę  przezwyciężenia  tego,  co
niewłaściwe, odrażające, złe.

Myśliwi  i  wędkarze  celebrują  cały  obrządek  i  rytuał  swojego  sportu.  Mają  i  pielęgnują

liczne narzędzia mordu, eksponują dowody udanych połowów, w czci i chwale opowiadają
innym  jak  to  udało  im  się  zaczepić  rybę  ostrym  haczykiem,  albo  ugodzić  celną  kulą
uciekające  w  popłochu  zwierzę.  Urządzają  dekoracyjne,  efektowne  wystawy  sprzętu,  który
ułatwia i upiększa ten haniebny proceder. Pokazują rodzinie i znajomym, chełpią się swoimi
umiejętnościami i swoimi osiągnięciami. Kupują też drogi sprzęt i płacą wysokie składki za
prawo do połowu i odstrzału. A rzeźnicy przybierają prosty kamuflaż „ludzi pracy” i to co
robią bez dodatkowej fasady nazywają po prostu „zarabianiem na życie”. I nie mają żadnych
zastrzeżeń do tego co robią i na czym polega to ich „zarabianie”.

„Wciśnięte  w  kąt  dużej,  żelaznej  klatki,  oddychają  szybko,  chrapliwie.  Zupełnie  jakby

zdawały sobie sprawę z tego, że to już koniec. Za kilka minut będą już tylko wiszącymi na
żelaznych  hakach  półtuszami.  Zbliżające  się  głosy  ludzkie  powodują  u  zwierząt  odruch
paniki.  Miotają  się  nerwowo  w  odległym  kącie,  włażą  na  siebie,  chcąc  uciec.  Solidne,
metalowe drzwi otwierają się ze skrzypieniem blachy. Mężczyzna jest wysoki, w ręku trzyma
wielką  gumową  pałkę.  Poprawia  białą  czapkę,  pochyla  się  i  próbuje  wpędzić  zwierzęta  do
niewielkiego  pomieszczenia  o  betonowej  podłodze.  Świnie  kwiczą  przeraźliwie.  Jeszcze
silniej zbijają się w dyszącą strachem grupę. Mężczyzna próbuje rozbić stado. Wali pałką po
ryjach, zadach, bokach, zwierzęta kwiczą. Mimo szeroko otwartych drzwi, nie chcą wejść do
komory śmierci. Horror trwa. Mija kilka minut zanim zmuszone biciem zwierzęta zbijają się
w ciasne stado w kącie komory śmierci.” Finał tego „dnia pracy” jest dla rzeźnika łagodny i
elegancki  –  cywilizowany!  Zmienia  ubranie,  myje  się  pod  prysznicem,  idzie,  albo  jedzie
samochodem  do  domu  siada  przed  telewizorem.  A  gość  w  restauracji  zajmuje  miejsce  na
miękkim  krześle,  sięga  po  leżące  na  białej  serwetce  błyszczące  sztućce.  Na  talerzu  ma
opieczony  apetycznie  kawałek  ciała  zmaltretowanego  zwierzęcia.  Kiedy  te  procedury  i
obyczaje przestaną być traktowane jako normalny ludzki obyczaj? Kiedy ludzka świadomość
rozszerzy się i uczłowieczy, wrażliwość wyostrzy, a wyobraźnia  wzbogaci? Czy za sto, czy
za  tysiąc  lat,  czy  może  dopiero  za  następne  kilka  eonów?  Ile  jeszcze  cywilizacji  musi
przetrwać  w  udręce  i  poniżeniu,  a  potem  ulec  zagładzie  samounicestwienia,  zanim  to  się
zmieni  i  naprawi?  Kiedy  dokona  się  wreszcie  humanizacja  ludzkiej  populacji  i  człowiek
strząśnie z siebie skórę drapieżnika, w którą odział go technolog – stwórca?

Metabolizm człowieczej populacji jest od tysięcy lat wykreowany na podstawie procederu

myślistwa,  hodowli  i  rzezi.  Zdegradowana  tym  świadomość  buduje  zdegradowaną
cywilizację,  która  w  końcu  jego  samego  doprowadza  do  katastrofy  i  zniszczenia.  Uboga
wyobraźnia, tępa wrażliwość, ciasna pragmatyka organizacji życia zbiorowego dopuszczają
takie  praktyki  i  procedery  działania,  które  dewastują  środowisko,  rujnują  i  zabijają  żywą
przyrodę,  niszczą  drzewa,  ziemię,  powietrze  i  wodę.  Stosowanie  coraz  bardziej
wyrafinowanych metod przemysłu hodowlanego degradują ekosferę, a całą biosferę prowadzi
do  zagłady.  Autentyczna  uroda  śpiewu  ptaka  i  szelestu  liści  oraz  szumu  drzew  zostaje
zagłuszona  łomotem  perkusji  i  wyciem  publiczności  na  koncertach  muzyki  Heavy–metal.
Menedżerowie bogacących się nieustannie i bez skrupułów firm i przedsiębiorstw rzeźniczo
– hodowlanych oraz wspierający ich politycy tak gruntownie zatracili zdolność dostrzegania
faktów i istniejących między nimi związków i zależności, że działając na peryferiach zdarzeń
i  ignorując  narzucające  się  między  nimi  autentyczne  powiązania,  mają  niezłomne
przekonanie o swoich dobrze spełnianych obowiązkach – wobec kraju, wobec świata i wobec
własnych  dzieci.  Zachowują  się  jak  zamożny  ojciec,  który  ofiarowując  synowi  nowy,  ale

background image

zepsuty  samochód,  chełpi  się  swoją  zaradnością  i  swoją  hojnością  i  życzy  chłopakowi
„szczęśliwej  drogi”.  A  już  trochę  więcej  spostrzegawczości,  wyobraźni  i  wrażliwości
wystarczyłoby,  aby  się  zorientować,  że  takim  pojazdem  daleko  on  nie  zajedzie.  Takim
właśnie  pojazdem  jest  nasza  barbarzyńska  cywilizacja,  którą  przekazujemy  dumnie
następnym  pokoleniom,  nie  uświadamiając  sobie  tego,  co  w  tym  pojeździe  wymaga
gruntownego  i  pilnego  remontu.  I  że  uszkodzonych  kół  i  rozpadającego  się  podwozia  nie
zastąpią kolorowe maskotki zawieszone na szybie auta.

Produkcja  mięsa  i  „dobre  odżywianie”  dzieci,  zgodnie  z  zaleceniami  całkowicie

zdezorientowanych  lekarzy  i  dietetyków,  doprowadza  nie  tylko  do  nieszczęść
spowodowanych  chorobami,  ale  do  katastrofy  moralnej  i  ekologicznej,  a  w  skali
makroświatowej toruje drogę nieodwracalnej katastrofie demograficznej.

„Od  niepamiętnych  czasów  ze  względów  religijnych  powstrzymywano  się  od  mięsa,

stosując posty w celu kontrolowania popędów seksualnych. Starożytni orficy, pitagorejczycy,
esseńczycy, gnostycy, neoplatończycy i manichejczycy wszyscy stosowali wegetarianizm w
celu  zachowania  wstrzemięźliwości,  którą  uznawano  za  podstawowy  warunek  osiągania
wyższego  stopnia  fizycznego  i  duchowego  odrodzenia.  Pitagoras,  który  był  zarówno
fizjologiem jak i moralnym reformatorem, był pierwszym, który głosił, że pokarm białkowy
wzmaga  skłonności  seksualne  i  że  obniżenie  ilości  białka,  ścisły  wegetarianizm  jest
niezbędny  dla  wszystkich,  którzy  chcą  zachować  wstrzemięźliwość  i  doznawać
dobroczynnych  tego  skutków  w  postaci  lepszego  odżywienia  mózgu  i  podniesienia  sił
intelektualnych i duchowych.”

Współcześni dietetycy i uczeni też nie mogą tego nie dostrzegać i muszą przecież zdawać

sobie sprawę z afrodyzjakalnego wpływu jadania zwierzęcego białka. Ale ignorują ten fakt
oraz wszelkie jego ujemne następstwa. Czynią to zapewne z konformistycznej skłonności do
przemilczania  prawd  niepopularnych,  niekonwencjonalnych,  źle  widzianych  w
profesjonalnym  środowisku.  Albo  i  dlatego,  że  sami  lubią  i  jadają  mięso,  a  próżność
powstrzymuje ich od deprecjonowania samych siebie w opinii pacjentów i kolegów. Ponadto
nie  można  zapominać,  że  przemysł  mięsny  jest  potęgą  finansową  i  dysponuje  takimi
środkami, którymi można „przekonać” ekspertów najlepiej nawet rozumiejących ekologiczną
i fizjologiczną konieczność stosowania dla ludzi diety wyłącznie roślinnej.

Mimo  wielu  oporów  wegetarianizm  upowszechnia  się  na  całym  świecie  równolegle  ze

wzrostem  świadomości,  z  wyostrzeniem  się  ludzkiej  wrażliwości  oraz  wzbogacaniem
wyobraźni.  Ale  ludzi  rozumiejących  wielowątkowy  problem  wegetarianizmu  jest  niewielki
tylko procent, a świat toczy się według reguł narzucanych nie przez tych rozumiejących, ale
przez biernych uczonych i biznesmenów, tępo trzymających się zasad narzuconych im przez
nauczycieli  i  zwierzchników.  Dlatego  rośnie  liczba  chorób,  padają  drzewa  w  zatruwanych
lasach, rzeki zmieniają się w cuchnące ścieki, a w szpitalach brakuje już miejsc dla chorych
dzieci.  Jednocześnie  rozrastają  się  hodowle,  prosperują  rzeźnie,  bez  skrupułów  bogacą  się
biznesmeni,  wprowadzając  nowe,  oszczędnościowe  metody  produkowania  pasz  i  tuczu
zwierząt, od których chorują zarówno zwierzęta jak i ludzie.

Podstawowe  fakty  jak  i  zachodzące  między  nimi  związki  i  zależności  są  kompletnie

ignorowane  przez  Wielkich  Tego  Świata.  Ich  uwaga  koncentruje  się  głównie  na  sprawach
drugorzędnych, marginesowych, wtórnych. Słabo dociera do ich umysłów ta sfera  faktów i
powiązań między nimi, które w sposób decydujący rzutują na sytuację innych ludzi, sytuację
świata  i  na  los  i  przyszłość  dzieci.  Dalej  pchają  zepsuty  samochód  ozdabiany  kolorowymi
maskotkami.  Tylni  pozornymi  działaniami  przysłaniają  przed  sobą  i  przed  innymi  własną
ignorancję, egoizm i nieudolność oraz ślepotę na skutki jakie wynikają nieodwracalnie z tych
przeoczeń i zaniechań. Ludzie rzadko zdają sobie sprawę z tego, że ich przywódcy i oni sami
obierają nietrafny kierunek drogi, że zacietrzewiają się w forsowanie niecelowych działań i
że  podejmują  wciąż  jednakowo  niepotrzebne,  połowiczne  decyzje.  Zajęci  dobieraniem

background image

maskotek,  nie  dostrzegają  pilnej  konieczności  wymiany  kół  w  samochodzie  oraz
gruntownego remontu podwozia.

W  naszej  sytuacji  i  obecnie  funkcjonującej  strukturze  cywilizacyjnej  są  to  działania

związane z podstawowymi systemami życia – metabolizmem i prokreacją. Aspiracje i uwaga
skupiają  się  jednak  nieprzezornie  na  zaspokajaniu  drugorzędnych  wrażeń  smakowych  i
doznań  seksualnych,  bez  prób  rozumnej  oceny  i  pogłębionej  ich  selekcji.  Nie  przywiązują
wagi  do  konsekwentnego  wdrażania  upodobań  i  nawyków  oraz  wybierania  smaków
zgodnych  z  rzeczywistą,  biologiczną  wartością  jadanych  pokarmów  oraz  harmonizowania
sfery prokreacji z wymogami etycznymi i wrażliwością estetyczną.

Obok  jedzenia  kolejną  sprawą  koncentrującą  uwagę  ludzkiej  populacji  jest  seks.  We

współczesnym  świecie  zachodnim  jest  on  wyolbrzymiany  nadmiarem  afrodyzjakalnego
pokarmu białkowego i prowokowany bodźcami emitowanymi przez kanały kultury masowej.
W rezultacie ten nadmiar białka i impulsów seksualnych obciąża całą kulturę i obyczajowość,
powodując  jej  zubożenie,  uprymitywnienie  i  trywializację.  Sedno  ludzkich  pomyłek  i
nieszczęść zdaje się tkwić w braku konsekwentnie ukierunkowanego współgrania procesów
metabolicznych z prokreacyjnymi.  Jak  gdyby  ludzka  populacja  została  zaprogramowana  za
wzór  normatywów  hodowlanych,  według  kryteriów  wartości  stosowanych  w  stadach
nastawionych na obfite odżywianie i maksymalne rozradzanie.  Treścią  cywilizacji  stało  się
skoncentrowanie  na  bodźcach,  które  prowokują  sprawne  i  skuteczne  realizowanie  tych
podstawowych założeń ludzkiej hodowli.

We współczesnym świecie seks i pożywienie wyemancypowały się w pewne samodzielne

kulturowe  całości.  Proces  jedzenia  uniezależnił  się  od  walorów  zdrowotnych  jadanych
pokarmów, związał się przede wszystkim z konsumpcją żywności przetwarzanej. Jego celem
jest  zadowolenie  nabywcy  pod  względem  smaku,  zapachu,  koloru  i  wyglądu  kupowanego
pokarmu,  zupełnie  niezależnie  od  jego  walorów  zdrowotnych.  Wytwórcy  zależy  wyłącznie
na  wysokim  zysku  ze  sprzedaży  produktu  i  dąży  do  tego  tak  samo,  niezależnie  od  stopnia
jego  zdrowotności.  Seks  natomiast  oddzielił  się  od  spraw  prokreacji,  która  w  tym  ujęciu
zabawowo

hedonistycznym stałą mu się tylko obciążeniem i niewygodą. Wyemancypowany

seks  występuje  w  przebraniu  zjawiska  niezależnego,  które  należy  traktować  jako  mało
wprawdzie  zaszczytną,  ale  podstawową  urodę  życia.  Podczas  gdy  odnosi  się  wrażenie,  jak
gdyby  w  rzeczywistości  te  hedonistyczne  igraszki  języka  i  genitaliów  stanowiły  jakąś
niewybredną  przynętę,  będącą  tylko  środkiem,  instrumentem  realizowania  celów
niezbieżnych z interesem ulegających im organizmów. Bezkrytyczne chwytanie tej przynęty
powoduje  nieuchronnie  wzmocnienie  narzuconego  ludzkiej  populacji  organicznego  balastu,
który przygniata ją brzemieniem kulturowej i etycznej deformacji.

Zapewne  dlatego  Wielcy  Przewodnicy  Ludzkości,  Ci,  którzy  mają  na  względzie

autonomiczne dobro człowieka i pragną go ostrzec przed uleganiem bodźcom, powodującym
inwazję  nieprzyjaznych  mu  wartości,  nakazują  OCHRONĘ  WSZELKIEGO  ŻYCIA  oraz
uważną selekcję apetytów smakowych i seksualnych.

Wzbogacenie wartości i wyostrzenie wrażliwości na ich odbiór, to szczodry dar, przekaz z

tych  kanałów  kosmosu,  którymi  docierają  do  nas  ulotne  przeczucia  i  oczekiwania  na
pozytywną  odmianę  ludzkiej  kondycji.  W  postaci  wartości  humanistycznych,  niejasną,
skrywaną tęsknotą, ujawnia się zapowiedź przyszłości, jako rzeczywistości mającej stać się
naszym  dziedzictwem.  Może  ona  jednak  zaktualizować  się  dopiero  po  opuszczeniu  tego
przedszkola,  jakim  jest  obecnie  ograniczona  ludzka  świadomość,  niewybredne  aspiracje  i
prymitywne  oczekiwania,  tępa  bezwrażliwość  i  uboga  wyobraźnia.  One  to  właśnie
wytworzyły  i  dalej  kreują  zręby  współczesnej  cywilizacji,  w  której  jesteśmy  uwikłani.  Tej
cywilizacji,  gdzie  została  zaburzona  harmonia  między  zasobami  naturalnego  środowiska,  a
oczekiwaniami  żywych  organizmów  na  zdrowy  pokarm,  czyste  powietrze  i  świeżą  wodę.
Gdzie  ludzie  często  cierpią  głód  a  ich  dzieci  nie  są  kochane.  Gdzie  zawiodła  rola  rozumu,

background image

który  mógłby  tę  harmonię  przywrócić,  a  wyzwolony  tymi  brakami  dysonans  obciąża  świat
lawiną katastrof – ekologiczną,  moralną i demograficzną.

Organiczne procesy trawienne i prokreacyjne, z ich niewybredną stroną fizjologiczną oraz

równie  niewybrednymi  manipulacjami  technicznymi,  są  przecież  nie  do  pogodzenia  z
potrzebą  harmonii  i  piękna  właściwą  estetycznej  wrażliwości  ludzkiej.  Powszechnie
występująca  reakcja  wstydu  i  wstrętu  jest  wyrazem  dysonansu  między  ową  wrażliwością  a
tymi procesami żucia, trawienia i wydalania oraz rozmnażania i kopulacji, jakie dokonują się
w ludzkim organizmie. Pojęcie „nieprzyzwoitości” kwalifikuje negatywnie ten kompromis do
jakiego zmuszony jest człowiek realizujący owe procesy.

Przymus ten wynika jednak już z samego faktu istnienia, z tego, że się jest człowiekiem.

Ta  organiczna  forma  bycia,  w  której  człowiek  został  wykreowany,  nie  pozwala  ominąć
uczestnictwa  w  owych  biologicznych  procesach.  Trzeba  jadać  i  kopulować,  aby  móc
zaspokoić  głód  i  rozładować  napięcia  seksualne,  choćby  to  budziło  odruchy  niezgody,
niesmaku i wstydu.

Jak widać, ludzka populacja została zaklinowana w tej egzystencjalnej antynomii, z której

nie  sposób  się  wymanewrować.  Samym  swoim  istnieniem  człowiek  skazany  jest  na
nieustanne trwanie w sytuacji żenującego kompromisu.

Mówi się często, że „miłość niejedno ma imię.” Zapewne jednak słowo „miłość” odnosi

się  naprawdę  do  takiego  tylko  kompleksu  emocji,  które  manifestują  się  jako  żarliwe
świadczenie  na  rzecz  innych,  jako  gotowość  pomocy  i  poświęcenia  dla  ich  dobra.  Taka
miłość  wyraża  się  w  trwałej  postawie  wobec  wszystkiego,  realizując  nieustanną
przychylność i gotowość współuczestniczenia w troskach innych, czujących istot, które tych
trosk doznają i w chęci niesienia im pomocy. Nazywanie mianem „miłości” innych postaw i
uczuć,  można  już  potraktować  jako  pewne  nadużycie  tego  słowa.  Najbardziej  powszechną
nazwą  będącą  takim  nieprawomocnym  nadużyciem  jest  „miłość”  w  odniesieniu  do  spraw
seksu.  Bo  powszechnie  nazywa  się  „miłością”  to,  co  jest  po  prostu  erotyczną  fascynacją.
Niekiedy tylko towarzyszą jej postawy altruistyczne, najczęściej jednak erotyczna fascynacja
jest zaprzeczeniem miłości jako bezinteresownej przychylności. Na ogół cechuje ją egoizm,
zachłanność,  zazdrość,  zawiść,  agresywność.  Zachodzi  więc  drastyczna  nieadekwatność
między  tymi  zjawiskami  a  przypisywaną  im  obiecującą  nazwą.  Dlatego  zapewne  ludzkie
marzenia o szczęśliwej miłości małżeńskiej spełniają się tak rzadko. Ale wszystkie, lepsze i
gorsze,  doskonalsze  i  mniej  doskonałe  postaci  miłości  są  już  z  góry  ograniczone  i
udaremnione, co wywodzi się zapewne również z braku uwagi i humanistycznej staranności
kosmicznych kreatorów.

Wkomponowana niedbale w ogólną scenerię życia na Ziemi sprawia, że istoty kochające i

kochane  są  już  z  góry  skazane  na  nieuchronne  cierpienie.  Życie  ich  nie  gaśnie  bowiem
równocześnie i one w pewnym momencie zostają od siebie boleśnie oderwane. Któreś z nich
umiera,  dziecko,  żona,  kochanek,  pies.  Tę  najcenniejszą  wartość  życia,  jaką  jest  miłość,
technologowie  kosmiczni  potraktowali  z  brutalną  nonszalancją.  Kochanych  i  kochających
skazali  na  nieodwołalne,  rozpaczliwe  rozstania.  Jak  widać  w  całej  kreacji  technologów  nie
ma miejsca na szacunek ani dla życia, ani na względy dla miłości.

Przemysł  rozrywkowy  i  kultura  masowa  próbują  zatuszować  realną  prozę  i  pospolitość

naszego  organicznego  bytowania,  dekorując  ją  i  ozdabiając  poetyckim  patosem.  W  ten
sposób wymuszają apoteozę hodowlanych warunków życia ludzkiej populacji, od których nie
ma  przecież  radykalnej  ucieczki.  Są  one  kategorycznym  imperatywem  białkowej  formacji
życia.  Tak  nas  wykreowano!  Bez  odpowiedzi  tylko  pozostaje  pytanie  czy  można  to  było
zrobić  inaczej?  I  czy  do  kreatorów  można  kierować  pretensję  o  to,  że  dokonali  brutalnej
agresji,  narzucając  ludziom  formę  istnienia  z  takim  nadmiarem  impulsów  pokarmowych  i
seksualnych? A to spowodowało zniewolenie ich świadomości i ograniczenie jej chłonności
na inne bodźce, sygnały, impulsy. Zwłaszcza że głód i popęd płciowy wciąż się powtarzają,

background image

w momencie zaspokojenia nie łączą  się  z  radykalną,  ostateczną  satysfakcją.  Ujawnia  się  w
tym  pewne  oszustwo  ludzkiej  tęsknoty,  która  nie  dotrzymuje  swoich  obietnic.  Pustka  i
niedosyt trwają nadal, a nawet niekiedy nasilają się. Ale i brak zaspokojenia zostaje ukarany
niedosytem i wrażeniem niedogodności. Czegoś innego nam brak! Czegoś, co jest nieznane,
nienazwane,  niezrozumiałe  i  nieuchwytne.  Samo  zaspokojenie  potrzeb  organicznych  nie
wyczerpuje treści ludzkiej  egzystencji,  nie  wygasza  impulsów  poszukiwania  ani  pragnienia
odnajdowania.

Czy nasza ludzka populacja może liczyć na jakiś radykalny przełom w swojej historii, na

głęboką  przemianę  świadomości?  I  czy  na  taką  przemianę  w  sposobie  funkcjonowania
ludzkiej  osoby,  bardziej  zgodnego  z  potrzebą  piękna  i  dobra,  mogą  ludzie  sobie  zasłużyć,
dorobić  się,  wypracować?  Wbrew  nieudolnym  poczynaniom  kosmicznych  technologów,
odnaleźć  w  sobie  takie  utajone  mechanizmy  odżywiania  i  prokreacji,  które  by  działały  w
harmonii  ze  środowiskiem  naturalnym  i  dawały  szansę  zaspokojenia  ludzkich  etycznych  i
estetycznych  tęsknot?  I  ile  czasu  musiałoby  upłynąć  zanim  ta  przemiana  by  się  dokonała?
Czy  sto,  czy  tysiąc  lat,  a  może  kolejne  eony  musiałyby  minąć,  w  czasie  których  ludzkość
byłaby skazana na przyjmowanie na siebie kolejnych win za klęskę i katastrofę następnych,
przyszłych cywilizacji?

Nadzieję  takiej  odmiany  ogranicza  panujące  potocznie  w  umysłach  wrażenie

nieodwracalnej jednoznaczności naszego świata i nas samych. A przecież jednocześnie wciąż
oczekujemy  jakiejś  Wielkiej  Przemiany,  otwarcia  się  takich  nieznanych  dróg,  którymi
dotarłoby do ludzkiego umysłu wrażenie pełnego nasycenia  DOBREM I PIĘKNEM.

Pod  wpływem  nietrafnego  ukierunkowania  apetytu  na  pokarmy  zwierzęce,  razem  z

przerostem  popędu  seksualnego  rodzi  się  zjawisko  równie  groźne,  jakim  jest  agresja.  Czy
wyzwala  ją  tylko  hormon  adrenaliny  przejmowany  przez  ludzi  razem  ze  spożywanym
mięsem, czy też jakiś szerszy jeszcze kompleks przyczyn, tego dotąd nikt nie zbadał, można
się tylko domyślać. A porównanie współżycia w grupach różnych innych gatunków wskazuje
na to, że nienawiść i potrzeba atakowania i zabijania przedstawicieli własnego gatunku jest u
ludzi zjawiskiem patologicznym. Drapieżniki atakują tylko przedstawicieli gatunków obcych
dla zdobycia pokarmu. A jeżeli atakują własnych współbraci, to głównie wtedy gdy traktują
ich jak rywali w walce o samicę.

Jak  ogromne  i  groźne  rozmiary  przybiera  u  ludzi  to  skażenie  patologiczną  agresją,  nie

trzeba  nikomu  mówić,  sami  to  stale  obserwujemy  na  przykładzie  wydarzeń  politycznych  i
kryminalnych,  współczesnych  i  historycznych.  Jednak  zrozumienie  przyczyn  tego  zjawiska
to  już  osobny,  obszerny  temat,  którym  należałoby  się  zająć  w  sposób,  na  jaki  pozwala
profesjonalna  znajomość  przedmiotu.  Można  się  tylko  domyślać,  że  jest  on  uwikłany  w
kompleks błędów wyzwolonych przez pierwotną nietrafną relację procesów metabolicznych i
prokreacyjnych  w  ludzkiej  populacji.  I  przewidywać,  że  w  miarę  ich  przezwyciężania,
automatycznie rozwiążą się i tamte.

Innym  rodzajem  patologii,  który  też  niewątpliwie  zależy  od  wykreowania  świadomości

człowieka na obraz  „łowcy”, jest jego niepohamowana zachłanność, nienasycona chciwość,
skłonność do gromadzenia dóbr i ciągłego bogacenia się. Skłonność ta nie zawsze wynika z
braku i niedostatku, najczęściej występuje niezależnie od motywów ekonomicznych. Dewizą
tego nurtu, który podobnie jak seks zdominował świat, jest zasada opłacalności. Opłacalność
traktuje się tu zresztą nie tylko jako cel działania, ale również jako miarę, kryterium, którym
ocenia się wszystkie inne, najwyższe nawet wartości, takie jak mądrość, godność, uczciwość,
talent. Przegrywają one w konfrontacji z opłacalnością. Panuje przekonanie, że nie warto być
mądrym, uczciwym, utalentowanym, jeżeli nie obiecuje to znacznych korzyści finansowych.
Odrzucenie  czy  rezygnację  z  tych  humanistycznych  wartości  uzasadnia  się  takim  właśnie
argumentem „to się przecież nie opłaca”.

background image

I to jest ta pochyłość po której obniżają swoje dumne loty politycy, uczeni, a niekiedy i

artyści.  O  to    mają  słuszną  pretensję  do  starszych  ich  nawet  nie  urodzone  jeszcze  dzieci.
Przynoszą one na świat oczekiwania znacznie  wyższej  rangi,  a  nadrzędność  „opłacalności”
nie  wydaje  im  się  ani  przekonująca  ani  atrakcyjna.  Oni  pragną  wzbogacać  świat  swoimi
wyższymi,  ambitniejszymi  zaletami  –  mądrością,  dobrocią,  wrażliwością,  a  nie  tylko
wzrastającą wysokością bankowych kont satysfakcjonującą ich zachłannych, ograniczonych
prokreatorów.

Po przedstawieniu tych wszystkich zastrzeżeń i niepokojów, nie  można ustrzec się przed

niepewnością i pominąć pytanie dotyczące rzeczywistej intencji kosmicznych kreatorów. Czy
może  ta  nieszczęsna  sytuacja  naszej  Planety  jest  nie  tylko  efektem  ich  pomyłki,  lecz
złowrogim,  bezwzględnym  zamiarem?  Gdyby  pojawili  się  oni  tu  kiedyś  z  bezpośrednią
interwencją i zamiarem korekty, to nie łatwo byłoby przewidzieć, czy przybędą z projektem
dokonania  głębokiej  zmiany  przez  humanizację  świata,  czy  może  tylko  po  to,  aby  owe
panujące tu kanony hodowlane zabezpieczyć i utrwalić?

Aktualny  stan  naszego  ludzkiego  trwania  wskazuje  jednak  dwie  ścieżki  wiodące  do

WIELKIEJ  ODMIANY.  Albo  jałowy,  na  oślep  kierowany  bunt  przeciwko  nieudolnym  lub
drapieżnym kreatorom, albo podjęcie trudnej drogi pracy nad sobą i naprawą naszego świata.
Pracy  tym  trudniejszej,  że  wykonywanej  bez  niezawodnych  drogowskazów,  ale
ukierunkowując  się  intuicyjnie  zgodnie  z  najgłębszą  choć  ukrywaną  potrzebą  ludzkiego
serca, na to, co piękne i dobre

background image

Niewidzialni i widzialni drapieżcy

Już  od  przeszło  dwudziestu  lat  docierały  do  nas  z  Ameryki,  uzyskiwane  przypadkowo

informacje o niepojętych, szokujących przypadkach znajdowania na polach i pastwiskach ciał
zabitych zwierząt. Nie wiadomo przez kogo były one zabijane, w jaki sposób i dlaczego. W
listopadowym  numerze  „Nieznanego  Świata”  informacje  te  zostały  sformułowane  i
przekazane w postaci syntetycznej, chociaż i to nie wyjaśnia do końca całej sprawy i nie daje
odpowiedzi na wcześniej stawiane pytania.

Szczególnie  bulwersujące  są  informacje  o  tym,  co  się  dzieje  z  ginącymi  zwierzętami.

Wygląda na to, że są one zrzucane na ziemię z góry w stanie budzącego zgrozę okaleczenia.
Są tam różne zwłoki zwierząt domowych takich jak krowy, owce, byki, konie, króliki, kury,
kozy, psy, a oprócz tych domowych także zwierzęta leśne jak lisy, jelenie, kuny czy nawet
foki i ptaki. Oprawcy pozbawiają je wszystkie krwi, w jakiś nieodgadniony sposób,  bo  nie
zostawiają  nawet  jej  śladów  na  ziemi  ani  w  otoczeniu.  Odcinają  im  fragmenty  tkanki
mózgowej,  odbytu,  genitalia,  oczy,  uszy,  części  języków  i  warg.  Niekiedy  ludzie  znajdują
porzucone martwe ciało pozbawione skóry i bez kropli krwi. Podejrzewano początkowo, że
masakry tej dokonują drapieżne zwierzęta, ale okaleczenia okazały się przeprowadzone tak
wyrafinowanymi  sposobami,  że  nawet  ludzkie  narzędzia  chirurgiczne  nie  byłyby  w  stanie
tego powtórzyć. Domyślano się więc czy może „okrawanie” nie może być dokonywane przy
użyciu lasera.

Zjawisko  to  powtarzające  się  coraz  częściej  i  obejmujące  coraz  rozleglejsze  obszary

różnych  krajów  i  kontynentów,  budzi  zgrozę.  Prasa  alarmuje,  nazywając  nieznanych
sprawców  tysięcy  tych  okaleczeń,  wampirami,  kreaturami,  mordercami.  Mimo  licznych
poszukiwań i domysłów wciąż nie wiadomo kto to robi i w jaki sposób. Ostatnio podejrzenia
kierują  się  w  stronę  UFO.  Ale  znów  nie  sposób  odgadnąć  w  jakim  celu  mieli  by  to  robić.
Wygląda  na  to,  że  porywają  upatrzone  zwierzę  do  swoich  pojazdów,  dokonują  tam
precyzyjnie wykonywanych okaleczeń, a potem zrzucają martwe ich ciała na ziemię. Jedno z
takich  podejrzeń  formułuje  Budd  Hopkins.  Wypowiada  on  również  domysł  dotyczący
motywów  tych  zachowań.  Powiada,  że  istoty  kosmiczne  czując  się  zagrożone  w  swoim
gatunkowym  przetrwaniu,  chcą  drogą  manipulacji  genetycznych  stworzyć  jakiś  rodzaj
hybrydy i szukają do tego celu różnych części ciała ziemskich stworzeń. Mają im one służyć
do  realizowania  pewnego  biologicznego  eksperymentu.  I  właśnie  rezultatem  tych  prób  jest
kilka tysięcy okaleczonych ciał zwierzęcych spoczywających na ziemi i znajdowanych przez
zbulwersowanych i zdezorientowanych właścicieli lub przypadkowych przechodniów.

Informacjami tymi zaniepokojony jest właściwie cały świat. Zgroza ogarnia ludzi, którzy

dowiadują się o masakrowaniu zwierząt i którzy niekiedy sami znajdują ich zranione zwłoki.
Można się tylko zastanawiać co może powodować taką zgrozę. Skąd to oburzenie? Przecież

background image

cała  ludzka  cywilizacja  opiera  się  na  drapieżnym,  bezwzględnym  eksploatowaniu  i
maltretowaniu  zwierząt  przy  pełnym  ignorowaniu  ich  przerażenia  i  cierpienia
poprzedzającego śmierć. Uczestnicy tej ludzkiej  cywilizacji  są  psychicznie  wkomponowani
w  cały  ten  system  masowej,  bezkarnej  śmierci  i  niezawinionego  cierpienia.  Spotykając
zwłoki  ofiar,  „niewidzialnych  drapieżników”  reagują  odruchowo  ale  nie  merytorycznie.
Przecież  tkwią  w  tej  strukturze  zarówno  od  strony  prawnej,  moralnej,  ekonomicznej  i
religijnej,  udzielając  jej  pełnej  psychicznej  aprobaty.  Nie  można  więc  zapominać,  że
zachowania  niewidzialnych  drapieżników  i  okrutna  śmierć  ich  ofiar  są  im  bardzo  dobrze
znane, bardzo dokładnie znane. Z codziennego doświadczenia.

I tu nasuwa się zaskoczenie gdy porównujemy paradoksalną odmienność reakcji między

wrzącym wręcz oburzeniem na ewentualnych kosmicznych zabójców a brakiem tego rodzaju
emocji w stosunku nie do tysięcy, ale milionów i miliardów zwierząt poddawanych na całym
świecie okrutnym okaleczeniom i ginących każdego dnia w męce i przerażeniu. Reakcją na to
jest  tylko  obojętność  i  tępa  bezwrażliwość.  Świadkowie  oglądający  smutne  ciała  ofiar  ew.
kosmicznych  eksperymentów,  boleją  nad  cierpieniem  tych  zwierząt,  szukają  usilnie,  choć
bezskutecznie, winnych owej masakry, chcą ich znaleźć i uniemożliwić dalsze dokonywanie
tych  okrutnych  niegodziwości.  Podczas  gdy  osoby  będące  przecież  wykonawcami  lub
użytkownikami  tego  samego  procederu,  zachowują  się  obojętnie  i  biernie.  Co  więcej
wykazują zachłanność i agresywność licząc na korzyści uzyskane z tych wydarzeń.

Świadkowie spotykający „okrwawione” zwłoki zwierząt, przyjmują  ze zdziwieniem fakt,

że  nigdy  wtedy  nie  słyszy  się  głosów  strachu  czy  bólu  u  zaatakowanych  ofiar.  Można  się
domyślać,  że  ich  oprawcy  spełniają  swoje  czynności  w  taki  sposób,  aby  eliminować  ich
strach i ból. Np. właściciel kilku groźnych, agresywnych buldogów, gdy rankiem stwierdził u
jednego z nich ślady „kosmicznej” agresji (którą pies przeżył), nie mógł zrozumieć jak doszło
do tego, że „nie było słychać ani odgłosów walki, ani widać jej śladów, a żaden z jego psów
nawet  nie  zaszczekał”.  Inaczej  jednak  odbywa  się  rzeź  w  warunkach  gdy  zabijanym  jest
zwierzę  hodowlane  „domowe”,  a  zabójcą  osobnik  ludzki.  Autor  artykułu  pt.  „Rzeźnia”
przedstawia  ponury  koszmar  funkcjonowania  tej  przyjmowanej  z  powszechną  aprobatą
instytucji jaką jest rzeźnia. Oto fragment jego relacji: „Wciśnięte w kąt dużej, żelaznej klatki,
oddychają szybko, chrapliwie. Zachowują się dziwnie. Zupełnie jakby zdawały sobie sprawę
z tego, że  to  już  koniec.  Że  za  kilka  minut  będą  już  tylko  wiszącymi  na  żelaznych  hakach
półtuszami. (...) Zbliżające się głosy ludzkie powodują u zwierząt odruch paniki. Miotają się
nerwowo w odległym kącie, włażą na siebie, chcąc uciec. Solidne metalowe drzwi otwierają
się ze  skrzypieniem  blachy.  Mężczyzna  jest  wysoki,  w  ręku  trzyma  wielką  gumową  pałkę.
Poprawia  białą  czapkę,  pochyla  się  próbując  wpędzić  zwierzęta  do  niewielkiego
pomieszczenia o betonowej podłodze. Świnie kwiczą przeraźliwie. Jeszcze silniej zbijają się
w dyszącą strachem grupę. Mężczyzna próbuje rozbić stado. Wali  pałką po ryjach, zadach,
bokach,  zwierzęta  kwiczą.  Mimo  szeroko  otwartych  drzwi,  nie  chcą  wejść  do  komory
śmierci. Horror trwa. Mija kilka minut zanim zmuszone biciem zwierzęta zbijają się w ciasne
stado  w  kącie  komory  śmierci”.  W  tej  sprawie  jednak  nie  odrywają  się  głosy  oburzenia  i
protestu.  Ani  w  prasie,  ani  w  sejmie.  Wszystko  to  mieści  się  w  granicach  normalności,
zostaje  zalegalizowane  w  nauce,  prawie,  religii,  moralności  i  obyczaju.  Na  całym  świecie
wyrastają  monstrualne  przemysłowe  hodowle  oraz  ponure  budynki  rzeźni.  Odbywają  się
męczeńskie  transporty  zwierząt  wiezionych  na  ubój  i  dokonują  się  przerażające  egzekucje.
To wszystko jest „normalne”! Za normalne uchodzi to, że w jatkach kupuje się po kawałku
zwłoki  umęczonych  ofiar.  Przechodnie  którzy  bez  zgrozy  i  wstydu  patrzą  na  ciężarówki
wiezionych do rzeźni, ryczących, przerażonych krów – też reagują normalnie. W instytutach
naukowych  pracują  normalni  uczeni,  studenci  i  laboranci,  którzy  tę  sytuację  nie  tylko
tolerują, ale sami aranżują i realizują. Ten normalny świat normalnych ludzi, egzystujących

background image

stale  w  tępej  bezwrażliwości,  akceptujący  biernie  codzienne  zjawisko  masowego
torturowania czujących istot, największą grozę budzi właśnie tą swoją normalnością.

Nad  światem  współczesnym  zawisnął  przemysł  cierpienia  i  okrutnej  śmierci  milionów

torturowanych  codziennie  i  mordowanych  zwierząt.  Przemysł  ten  funkcjonuje
systematycznie,  planowo,  naukowo,  starannie,  nowocześnie.  Wykonywany  jest  przez
wykwalifikowanych, cenionych i dobrze zarabiających fachowców. Ale to nie tylko oni, nie
ci  „trudniący  się  ofiarnie”  odgrywają  w  tym  przemyśle  inspirującą  i  decydującą  rolę.  Siłą
napędową  bowiem  i  podstawową  inspiracją  są  tu  oczekiwania  konsumentów.  To  właśnie
potężna presja popytu podtrzymuje całą strukturę uprzemysłowionego zwierzobójstwa. To na
skutek  nieustannego,  nieustępliwego  nacisku  roszczeń  nabywców  mięsa  działa  ona  na  co
dzień od nowa w dostojeństwie prawa i moralności, przy pełnej akceptacji wszystkich, którzy
w nim uczestniczą jako producenci i apologeci. To dzięki nim zwierzobójstwo dokonuje się
zgodnie  z  istniejącymi  ustawami  i  przepisami,  z  ukształtowanym  sumieniem  i  osiągniętą
wiedzą  naukową.  O  strasznym  losie  zwierząt  decyduje  ta  niewiarygodna  legalność  owego
przerażającego przemysłu.

Ale  bestialstwo  ludzkie  znajduje  ponadto  satysfakcje  w  innych  jeszcze  sposobach

maltretowania zwierząt. Jedne z nich uprawiają ludzie dla dodatkowego zarobku, a inne po
prostu  dla  zabawy.  Do  amatorów  takiego  zarobku  należą  na  przykład  ci  rolnicy,  którzy
praktykują  biznes  siłowego  tuczu  gęsi.  Chorobliwie  stłuszczone  wątroby  tych  umęczonych
ptaków  służą  potem  do  wyrobu  strasburskich  pasztetów.  Jest  to  przysmak  ceniony
szczególnie we Francji. Maltretowane gęsi próbują niekiedy popełnić samobójstwo aby uciec
od  koszmarnego  losu.  Uderzają  wtedy  głową  o  twardą  ścianę.  Ta  manifestacja  rozpaczy
świadczy o nasileniu cierpienia, będącego dobitnym świadectwem hańby człowieka, który je
na  to  cierpienie  skazuje.  Udręką  zwierząt  można  się  też  bawić.  Polowanie  od  czasów
biblijnego  Nemroda  jest  ulubioną  rozrywką  władców  i  polityków.  Jest  również  elitarnym
sportem intelektualistów i artystów. O nich właśnie wyraża opinię ekolog, dr Simona Kossak:
„Ta  grupa  myśliwych  budzi  moje  przerażenie.  To  oni  kształtują  świadomość  rzesz
myśliwych,  oni  uczą  czerpać  z  zabijania  zwierząt  przyjemności  nieznane  kłusownikom  ani
zwykłym  prostym  myśliwym...  Gloryfikują  myślistwo  jako  rozrywkę  sportową.  A
tymczasem  śmierć  zwierzęcia  jest  szokującym  przeżyciem  dla  każdego  wrażliwego  i
myślącego człowieka... Człowiek subtelny, czujący przyrodę i z nią współczujący, nie zniesie
widoku polowania”.

Ludzie posługują się zwierzętami nie tylko w celach konsumpcyjnych, ale i wielu innych.

Ciała  zwierząt  stanowią  surowiec  do  wyrobu  skórzanych  przedmiotów,  kosmetyków  i
futrzanych okryć. „Nosimy futra zdarte ze zwierząt, które zdechły z pragnienia czekając na
wydobycie z pułapki ich uwięzionych kończyn czy zamarzniętych języków. Te wypadki są
sankcjonowane i finansowane przez nasze własne zakupy i przez nasze żądania.”

Według panującego i przyjętego stylu ludzkich ocen moralnych od stuleci (przynajmniej

w  zasięgu  kultury  śródziemnomorskiej)  panuje  obyczaj  lekceważenia  i  prześladowania
kotów.  W  okresie  średniowiecza  stosowano  wymyślne  sposoby  torturowania  kotów,
szczególnie dla uczczenia pewnych uroczystości religijnych. Obyczaj ten zresztą trwa do dziś
szczególnie  w  Hiszpanii  w  czasie  „fiestas”,  gdzie  jednym  z  akcentów  świątecznych  jest
znęcanie się nad zwierzętami i zabijanie ich. W taki sposób traktuje się zresztą nie tylko koty,
ale  również  owce,  cielęta,  kozy  i  nawet  krowy.  Ich  paniczne  przerażenie  i  próby  ucieczki
prowokują radosną euforię wśród obserwatorów i uczestników takiej „zabawy”.

A jak człowiek traktuje te szlachetne i inteligentne zwierzęta jakimi są konie! Im poświęca

piękny wiersz Renata Fiałkowska, protektorka zwierząt, wegetarianka, aktorka i poetka:

„Dzieciom przestrzeni, kochającym swobodę, słońce, trawę i niebo
Pozbawionym wolności, ujarzmionym batem, zakutym w rzemienie.

background image

I tym zaprzęgniętym w kierat, poniewieranym i zagłodzonym
I tym ginącym milionami w męczarniach na ludzkich wojnach.
l tym ufnym, naiwnym radosnym źrebakom, zmieniającym się szybko
w ochwacone wałachy, otępiałe od pracy i wiecznej przemocy.
I tym wspaniale odkarmionym łamiącym nogi w oszalałym pędzie
wygrywającym miliony dla swoich panów.
I tym mokrym od potu, całe życie ciągnącym przeładowane wozy
drżącym od strachu i bólu nigdy nie dość szybkim dla podpitych wozaków
I tym oślepłym od ciemności i łez, ciągnących latami wózki
w podziemnych korytarzach kopalni wiecznie czarnych
nigdy nie widzących słońca i trawy – odmówiono wstępu do nieba.”

Zdarzenia świadczące o niepojętych ekscesach ze strony „niewidzialnych drapieżców” w

zestawieniu  z  zachowaniami  człowieka,  tego  który  ma  być  „szczytem  stworzenia”  robią
wrażenie  raczej  łagodnych  i  niegroźnych.  Aby  je  oceniać  właściwie  a  nie  jako  wydarzenia
budzące  zgrozę  i  oburzenie  trzeba  by  je  przedtem  zestawić  z  przyjętymi  i  tolerowanymi
obyczajami  ludzkich  mieszkańców  Ziemi.  Porównać  z  tym  horrorem  jakim  jest  obyczaj
traktowania zwierząt przez ludzi i ze stanem ludzkiej świadomości w tym zakresie.

Oglądając  to  ponure  zjawisko  kaleczenia  zwierząt  przez  „niewidzialnych  drapieżników”

nie  jesteśmy  jednak  w  stanie  odpowiedzieć  na  narzucające  się  wtedy  pytania:  Kim  są
oprawcy,  jak  dokonują  owych  zabójstw  i  po  co  to  robią.  Tę  sprawę  okrywa  tajemnica,  nie
wiadomo ani kim są, ani jak to robią i dlaczego. Natomiast to co robią ludzie ze zwierzętami,
cały  proceder  przemysłowego,  obyczajowo  akceptowanego  zwierzobójstwa  jest  zupełnie
jasny, zrozumiały, wyraźny. Kim są sprawcy? Wiadomo, to hodowcy, rzeźnicy i konsumenci
mięsa zabijanych zwierząt. Ci ludzie, którzy traktują siebie jako reprezentujących najwyższy
stopień  ewolucyjnego  rozwoju  na  tej  Planecie,  jako  tych  najbardziej  inteligentnych,
obdarzonych  wysokim  stopniem  emocjonalnej  wrażliwości,  dysponujących    dumnymi
kryteriami  moralnymi  i  stosujących  się  do  etycznych  ocen  i  norm.  Jak  dokonują  tych
zabójstw – po prostu, zwyczajnie, w rzeźniach, posługując się pałką i nożem. Po co to robią?
To  jasne,  aby  pokrojone  zwłoki  zabijanych  zwierząt  zjadać  w  postaci  kotletów,  wędlin  i
innych wyrobów z mięsa.

Budd  Hopkins  odnośnie  niewidzialnych  drapieżców  wysuwa  hipotezę,  że  najpewniej

Obcy  czegoś  od  nas  potrzebują  i  że  tą  potrzebą  jest  zapewne  chęć  zrozumienia  na  czym
polega  stan  „bycia  człowiekiem”.  W  tym  celu  dokonują  prób  sporządzenia  takiej  hybrydy,
która umożliwiłaby im uzyskanie tego etapu rozwoju, jaki reprezentują ludzie, dla uzyskania
możliwości  osiągnięcia  stanu  WYZWOLENIA.  Oni  sami  widocznie  nie  mogą  tego  progu
przekroczyć i dlatego pragną STAĆ SIĘ  LUDŹMI.  Oczywiście jest to domysł Hopkinsa, a
może istnieć jeszcze jakiś inny, nieznany nam powód przeprowadzania tych kosmicznych –
koszmarnych doświadczeń i podejmowania prób  osiągnięcia  czegoś,  co  jest  im  potrzebne  i
dla nich cenne.

Trudno jest odpowiedzieć na takie pytania i zrozumieć intencje Obcych. Zwłaszcza że jak

to  trafnie  formułuje  autor  artykułu,  Piotr  Listkiewicz  „...doprowadzamy  do  paradoksalnej
sytuacji:  będąc  Szczytem  Stworzenia  i  gospodarzem  na  tej  planecie,  nie  wiemy  nawet
dlaczego jesteśmy ludźmi i po co tutaj żyjemy.”

Jeżeli  Obcy  uznają  nasze  człowieczeństwo  jako  sytuację  będącą  koniecznym  etapem

przejściowym,  prowadzącym  do  WYZWOLENIA,  drogą  do  osiągnięcia  wyższego  stanu
istnienia, to albo się radykalnie mylą i przeceniają naszą populację, albo znaczy to, że ludzka
populacja stanęła przed jakimś haniebnym zakrętem ewolucyjnym.

A  może  te  manifestacje  Obcych,  eksponujących  nam  zmaltretowane  zwłoki  naszych

zwierząt są jakąś  próbą zastosowania środka pedagogicznego dla uświadomienia ludziom, na

background image

czym ich błąd polega, i skłonienia do otrząśnięcia się  z  tego  stanu  świadomości,  fałszywej
świadomości,  warunkującej  błąd  i  do  przezwyciężenia  go?  Może  stosują  taką  metodę  jaką
posługuje się wychowawca, gdy pragnie pobudzić upartego wychowanka do uświadomienia
sobie, jak złe i głupie jest jego zachowanie? I w tym celu prezentuje mu je na przykład aby
sprowokować wyzwalający WSTRZĄS?

background image

Dobroć dla wszystkich czy przedsiębiorstwo hodowlane?

Wśród organicznych układów ludzkiego ciała układ rozrodczy spełnia rolę wyjątkową w

porównaniu  z  takimi  na  przykład  układami  jak  oddechowy,  krwionośny  czy  wydalniczy.
Bowiem  oprócz  rozradzania,  które  jest  właściwe  dla  biologicznego  organizmu
indywidualnego,  odgrywa  także  doniosłą  rolę  w  kształtowaniu  się  i  funkcjonowaniu
psychicznej  sfery  osobowości  człowieka.  A  ponadto  sfery  obyczajowości  i  kultury  całego
społeczeństwa.  Każdej  wspólnocie  ludzkiej  arbitralnie  narzuca  kondycję  o  dominującym
charakterze  prokreacyjnym.  Obecność  i  oddziaływanie  genów  płciowych  w  organizmie
ludzkim decyduje nie tylko o rozmnażaniu, lecz organizuje również system psychospołeczny,
wszechstronnie  i  głęboko  kreuje  szeroką  gamę  emocji,  inscenizuje  treści  wyobrażeń,
prowokuje wszechstronnie reakcje i oczekiwania oraz sam sposób pojmowania i traktowania
„miłości” jako erotycznej fascynacji. W ten sposób inicjuje podstawowy program życiowy,
określa  związane  z  nim  aspiracje  i  ambicje  oraz  zobowiązuje  do  zachowań  dających
możliwość  realizowania  tych  aspiracji.  Wpływ  ten  działa  szczególnie  głęboko  na  sferę
aksjologiczną  –  wyzwala  kryteria  wartościowania,  kształtuje  oceny,  określa  sposób
rozumienia  i  ukierunkowanie  wartości  emocjonalnych.  Ale  jednocześnie  ogranicza  i
wyjaławia  inne,  możliwe  sposoby  myślenia,  zasoby  doznań,  ambicji  i  oczekiwań.  W  ten
sposób  narzuca  ludzkiej  populacji  kondycję  o  dominującym  charakterze  prokreacyjnym  i
powoduje,  że  przypomina  ona  precyzyjnie  i  wszechstronnie  zaprogramowane
przedsiębiorstwo hodowlane.

W kulturze podlegającej hegemonii prokreacyjnej, miłość występuje zresztą nie tylko jako

fascynacja erotyczna, ale również jako przywiązanie – przywiązanie do dzieci  i  partnera,  a
sukces miłości utożsamiany jest z trwałym ich posiadaniem. Podczas gdy miłość uwolniona
od  tej  prokreacyjnej  dyktatury,  może  przejawiać  się  jako  zwykła  DOBROĆ  DLA
WSZYSTKICH.

Pod  przemożną  dominacją  impetu  prokreacyjnego  pozostają  różne  dziedziny  życia

ludzkiego  –  poważne  i  drobne.  Już  nawet  teksty  rozrywkowych,  lekkich  piosenek  są  w
całości  wypełnione  repertuarem  sentymentalnym,  podobnie  jak  scenariusze  filmowe,
powieści, a nawet i poważne, ambitne dramaty. Klimat ten panuje zresztą nie tylko w sztuce,
ale i w codziennym obyczaju, przenika do zabaw, towarzyskich rozmów i rozrywek. Życiowe
sukcesy, zwane w filmach „happy endem” oraz klęski i rozczarowania oraz bolesne zawody,
wyrażające  się  na  przykład  w  słowach  poety  „smutna  jest  dusza  moja  aż  do  śmierci”,  są
zazwyczaj  nasączone  atmosferą  płci.  Sposób  pojmowania  celu  życia  i  treści  upragnionego
szczęścia, łączą się nierozerwalnie z różnymi etapami realizowania zdarzeń prokreacyjnych.

Biologiczny  fakt  dominacji  znaczenia  hormonów  płciowych  w  organizmie  ludzkim

zagarnia całą sferę kultury i psychologii doznań, podporządkowując je myśleniu, wrażeniom,

background image

planowaniu  i  przewidywaniu,  obawom  lub  nadziejom  i  nieustannemu  oczekiwaniu
seksualnego spełnienia, jako synonimu osiągnięcia życiowego optimum.

Ta  sytuacja  promieniuje,  bezpośrednio  lub  pośrednio,  we  wszystkie  dziedziny  życia

ludzkiego.  Inicjuje  programy  biografii  indywidualnych  i  aktywności  zbiorowej,  kojarzy  się
jednoznacznie z osiągnięciem i sukcesem lub klęską i zawodem, szczęściem lub cierpieniem.
Organizuje  kierunek  myślenia  i  prowokuje  sposoby  zachowania  ujętego  w  społecznie
przyjętych 

formach. 

Społeczeństwu 

ludzkiemu 

narzuca 

zasady 

bytowania

HODOWLANEGO.  A przecież tyle można przeżywać i  realizować  innych  jeszcze  zjawisk
psychicznych i kulturowych, bogatych i różnorodnych, jakkolwiek nie splecionych z tą sferą
życia. A tych właśnie populacja ludzka zostaje pozbawiona arbitralnie, prawie mechanicznie
i utrzymywana jest w stanie permanentnej gotowości do rozrodu.

To  prokreacyjne  uwarunkowanie  genetyczne  wymusza  bezwzględną  konieczność

TRWANIA – trwania w postaci kolejnych etapów pokoleniowych. Jego przestrzeganie jest w
ludzkiej  świadomości  obdarzone  wrażeniem  spełnienia  i  uwznioślenia,  podczas  gdy
zaniechanie zostaje obciążone doznaniem cierpienia i nieszczęścia, poczuciem klęski i winy.

Etapy  następujących  po  sobie  pokoleń  zawężają  horyzont  oczekiwanych  przemian,

wyznaczają  zakres  poszukiwań,  gaszą  wrażliwość  na  to,  co  NOWE,  nie  wyzwalają
ciekawości  ani  nadziei  INNEJ.  Nawet  takie  wzniosłe  znamiona  zagadkowości  ludzkiego
istnienia i tajemnicy bytu,  jakimi  są  gwiazdy,  rzadko  pobudzają  ciekawość  poznawczą,  ich
rola  zostaje  uszczuplona  do  tego,  że  służą  jako  scenografia  sentymentalnych  wzruszeń  –
marzeń o miłosnym spełnieniu.

Populacje są zubożone mentalnie i emocjonalnie. Każda wspólnota ulegle i nierozważnie

generuje kolejne pokolenia i czuje się tym usatysfakcjonowana.  Dominacja  prokreacyjnych
uwarunkowań  udaremnia  narodziny  marzeń  bardziej  godnych  rangi  CZŁOWIEKA.  Tłumi
próby rozwikłania wiecznej zagadki, odkrycia tej fascynującej tajemnicy, jaką jest niepojęte
uwikłanie ludzkiej istoty w strukturze kosmosu.

To wtargnięcie klimatu sfery prokreacyjnej w ludzki organizm i w ludzką osobowość oraz

w całą kulturę humanistyczną można by właściwie uznać za akt agresji ze strony kreatorów i
technologów,  programujących  strukturę  ziemskiej  biocenozy.  Narzuca  ona  bowiem
ingerencję  we  wszystkie  dziedziny  naszego  życia.  Ale  żeby  móc  tę  sprawę  potraktować
łagodniej  i  bardziej  wyrozumiale,  spróbujmy  wysunąć  domysł,  że  ta  prokreacyjna  niewola
jest  może  związana  z  istniejącym,  kolejnym  etapem  ludzkiego  stawania  się  w  kategoriach
humanistycznych.  Niewykluczone  bowiem,  że  na  tym  właśnie  poziomie  zaawansowania
życia ludzkiej istoty, poziomie tak bliskim kondycji innych ssaków, płeć i macierzyństwo są
niezbędnymi  etapami  w  procesie  dojrzewania  naszego  gatunku,  jego  stopniowego
dochodzenia  do  prawdziwie  ludzkiej,  boskiej  miłości.  Tej  miłości,  którą  jest  po  prostu
DOBROĆ.

***

Ale  nie  wykluczone  jest  też,  że  ten  pocieszający,  optymistyczny  domysł  jest  błędny,  że

autentyczna,  trudna  do  ustalenia  rzeczywistość  mogłaby  nas  jeszcze  bardziej  zgnębić  i
porazić.  Może  zostaliśmy  tak  zaprogramowani  specjalnie,  dla  jakichś  obcych  nam,
nieznanych celów, aby nieustannie, bez sprzeciwu produkować własne kopie, aby żywić się
ciałami  zabijanych  innych,  żyjących  istot,  tak  samo  dysponowanych  do  nieustannego,
biernego  autokopiowania,  a  które  tak  samo  jak  ludzie  zabijają,  zjadają  i  rozmnażają  się
nieprzerwanie.  Tak  bez  końca,  jak  maszyna  działająca  w  całej  biosferze  ziemskiej  planety,
według programu nie związanego bezpośrednio z ludzkim losem ani nie ukierunkowanego na
ludzką pomyślność.

background image

I  tak  sobie  brodzimy  beztrosko  i  bezmyślnie  w  tej  normalności  naszego  istnienia,

pokrzepiając  się  przekonaniem  o  wolnej  woli  homo  sapiens  i  jego  dumnej  przewadze  nad
innymi chodzącymi, fruwającymi i pełzającymi współmieszkańcami  tej niewinnej, błękitnej
planety i o niezawodnej opiece i protekcji naszego STWÓRCY.

background image

Spirala paradoksów, czyli zasadzki ludzkiej kondycji

Egzystencjonalne  relacje  między  ludźmi  oraz  między  innymi  istotami  czującymi  są  tak

zawikłane  i  niejednoznaczne,  że  tego  zła,  które  z  tego  wynika  i  które  pragniemy
przezwyciężać, nie udaje się zwalczyć radykalnie, można je tylko minimalizować. A i to też
korzystając  z  dużej  dozy  umiejętności  i  trafnego  rozeznania,  bo  inaczej  popadamy  w
ustawione wszędzie pułapki.

Miarę  zawiłości,  przed  jakimi  stawia  nas  codzienne  życie,  można  przedstawić  na

przykładzie  choćby  takiej  pospolitej  sytuacji  podwórkowo–piwnicznej,  jaką  stwarza
obecność  dzikich  kotów  w  miejskiej  aglomeracji.  Koty  stanowią  nieodzowny  element
ekologii  dużych  miast.  Mieszkańcy  domów  stają  tam  przed  alternatywą  wyboru  między
obecnością kotów albo myszy. Jakie jest zagrożenie nadmiernym rozmnożeniem się myszy –
wiadomo, ale ich naturalni wrogowie, jakimi są koty, też budzą opory i zastrzeżenia pewnej
części mieszkańców, bo zanieczyszczają piwnice, co powoduje niemiłe zapachy. A poza tym
niektóre  osobniki  rodzaju  ludzkiego  mają  zakorzenioną  niechęć  lub  wręcz  odrazę  do
przedstawicieli innych rodzajów flory i fauny – między tymi ostatnimi są koty. I na tym tle
rodzi się zalążek pierwszego konfliktu i zawiązuje się pierwsze oczko spirali paradoksów. Bo
wśród  mieszkańców  miejskich  kamienic  oraz  urzędników  odpowiednich  administracji  są
przedstawiciel  odmiennych  orientacji  psychicznych  –  ci  nastawieniu  wrogo  lub  niechętnie
uraz  ci  inni,  którzy  nie  tylko  akceptują  obecność  kotów,  ale  nawet  mają  dla  nich  ciepłe
uczucia życzliwości. Wzrusza ich widok bezradnych, głodnych kociąt i niektórzy wychodzą
codziennie na podwórze z miseczkami pokarmu dla nich. W ten sposób nie tylko je karmią,
ale  również  chronią  przed  niszczeniem  nowo  narodzonych  małych.  Na  skutek  tego  w
kocio

piwnicznej aglomeracji robi się coraz większy tłok. Równolegle z tym wzrasta nacisk

negatywnych  reakcji  przedstawicieli  frakcji  pierwszej,  to  znaczy  tej  nieprzyjaznej  kotom,
którzy  gromadzą  wtedy  przeciwko  nim  dodatkowe  argumenty.  Wiadomo,  że
zanieczyszczenia i kocie zapachy  wzrastają równolegle z manifestowaniem się opiekuńczej
postawy frakcji przyjaznej. Między tymi dwiema frakcjami rodzi się konflikt, czasem wręcz
otwarta  wrogość,  koty  padają  niekiedy  ofiarami  otwartej  agresji.  Oczko  spirali  rośnie,
pęcznieje, bo obecność kotów nie tylko powoduje nieporządek, ale wzbudza też antagonizm
między ludźmi. Ponadto dochodzi tu jeszcze dodatkowy motyw, motyw obiektywny, którego
nie  mogą  zlekceważyć  najwięksi  nawet  sprzymierzeńcy  kotów  i  ci,  którzy  napełniają
codziennie ich miseczki. Bo przecież ci współczujący dobroczyńcy karmią koty najczęściej
podrobami.  A  podroby  to  są  wnętrzności  wydarte  z  ciała  zabijanych  w  rzeźniach  innych
zwierząt.  Zwierząt  czujących  i  zdolnych  do  cierpienia  tak  samo  jak  koty.  Jaki  jest  więc
wybór,  jaka  słuszna  i  sprawiedliwa  decyzja?  Czy  należałoby  zwrócić  się  z  reklamacją  do
tego, który wykreował porządek żywienia na Ziemi, włączając w to pokarm przewidziany dla

background image

drapieżników?  Te  „kurze  wątróbki”  i  „wieprzowe  nereczki”,  którymi  karmią  troskliwe
opiekunki zgłodniałą armię kotów, to jakby szyderstwo wobec konieczności podjęcia trafnej,
sprawiedliwej  decyzji:  kogo  i  czym  karmić.  Bo  jakie  są  możliwości  tego  wyboru?  Albo
porządek  i  czystość  na  podwórzu  kosztem  inwazji  rozzuchwalonych  myszy  oraz  głodowej
śmierci wynędzniałych kotów, albo fetor w piwnicy i niekontrolowany przyrost kilku kocich
miotów  w  ciągu  roku.  Po  kilku  latach  to  już  może  być  wręcz  armia,  której  nie  zdołają
wykarmić  nawet  całe  zastępy  współczujących  opiekunek.  „Humanitarne”  zabijanie  zaś  jest
decyzją niejednoznaczną, dla wielu nieprzekonującą, a dla wszystkich... odrażającą. Aż ciśnie
się na usta pretensja pełna urazy i rozgoryczenia: Ależ nas ci kreatorzy urządzili!

Ten  przykład  sytuacji  podwórkowych  kotów  jest  tylko  jednym  z  wielu,  obejmujących

szeroką  skalę  zdarzeń  donioślejszych  i  o  znacznie  szerszym  zasięgu.  Dokonują  się  one  w
całej ziemskiej biocenozie, a wywodzą się z istnienia tak zwanego łańcucha pokarmowego.
Jest  to  hierarchiczna  struktura  porządku  odżywiania,  w  którym  jedne  organizmy  żywią  się
ciałami innych organizmów. Jedne z nich odgrywają tu naturalną rolę łowców, a inne są ich
równie naturalnym łupem. Uczestniczą w nim niezliczone ilości organizmów, m.in. muchy,
pająki,  gąsienice,  ważki,  jaszczurki  i  wiele,  wiele  innych,  małych  i  dużych.  W  pewnym
momencie  swojej  prehistorii  do  tego  łańcucha  pokarmowego  został  włączony  również  i
człowiek. Zarówno jako łup oraz jako łowca. Jako łowca żywi się właściwie wszystkim, co
chodzi,  fruwa  i  pływa.  Jest  najżarłoczniejszy  ze  wszystkich  uczestników  łańcucha
pokarmowego.  Nie  dostrzegając  autentycznego  egzystencjonalnego  sensu  tej  biologicznej
struktury,  organizujący  ją  i  stymulujący  przedsiębiorcy  i  menedżerowie  oraz  konsumenci
mają najczęściej niezłomne przekonanie o swoich dobrze spełnianych obowiązkach – wobec
własnego organizmu, wobec kraju, wobec świata i wobec własnych  dzieci. Bez względu na
to,  czy  reprezentują  frakcję  przyjazną  zjadanym,  czy  też  wobec  nich  antagonistyczną,  są
zawikłani w kolejnym supełku egzystencjonalnej spirali ziemskiej biosfery, który uznano za
paradygmat naukowo i obyczajowo niewzruszony.

Tak  właśnie  niewzruszone  i  zakorzenione  w  historii  i  obyczajowości  jest  przekonanie  o

potrzebach  pokarmowych  ludzkiej  populacji.  Zwyczaj  zabijania  zwierząt  i  przyrządzania
pokarmu  z  ich  ciała  jest  jednym  z  paradygmatów  najmocniej  zakorzenionych  w  ludzkiej
świadomości. Jakkolwiek wszystkie inne morfologiczne i fizjologiczne świadectwa dowodzą
w  sposób  niewątpliwy  tego,  że  ludzki  organizm  jest  jednoznacznie  przystosowany  do
pokarmu roślinnego, a takie jego spożywanie jest harmonijnie skorelowane z genetycznymi
uwarunkowaniami jego zdrowia i rozwoju, to argumenty te jak groch od ściany odbijają się
od fałszywego przekonania, że mięso zwierząt ma być pokarmem, niezbędnym człowiekowi
dla  zdrowia  i  dobrej  kondycji.  Jednak  choroby  i  zaburzenia  rozwojowe  ludzkiej  populacji
przeczą temu w sposób niedwuznaczny.

Lansowane  od  kilkunastu  lat  odkrycia,  badania  i  dowody  lekarzy  ze  Stowarzyszenia

Medycyny  Odpowiedzialnej są ignorowane  i  lekceważone  i  to  głównie  przez  tych,  których
ludzkim  i  zawodowym  obowiązkiem  jest  przekazywanie  takiej  właśnie  wiedzy  pacjentom
zagrożonym  ciężkimi  chorobami  spowodowanymi  niewłaściwym  odżywianiem.  Co  więcej,
błąd  ten  przybiera  postać  wręcz  karkołomną,  gdy  ci  właśnie  przedstawiciele  medycyny
kierują kryminalne oskarżenia przeciwko nielicznym rodzinom, które zdecydowały się żywić
swoje  dzieci  zgodnie  z  jedynie  słuszną  wiedzą  o  odżywianiu,  to  znaczy  bez  pokarmów
zwierzęcych.  Historia  gehenny  tych  dwóch  rodzin  kładzie  się  niezatartą  plamą  na  profesji
lekarzy pediatrów oraz urzędników wymiaru sprawiedliwości. Wszyscy oni zakwestionowali
prawo dzieci do naturalnej, zdrowej diety, wybranej im przez mądrych rodziców, i ośmielili
się  kierować  je  do  Domów  Dziecka  z  dala  od  ich  troskliwych  opiekunów.  Te  zdarzenia
można  potraktować  podobnie  jak  zachowania  przedstawicieli  Inkwizycyjnego  Trybunału
dyskryminującego  w  wiekach  średnich  wyznawców  teorii  heliocentrycznej  budowy  świata,
odkrytej przez Kopernika i potwierdzonej przez Galileusza i Giordano Bruno.

background image

Trzeba jednak przyznać, że ci nadgorliwi pediatrzy i sędziowie też nie mają przecież złych

intencji.  Oni,  podobnie  jak  obie  frakcje  podwórkowo–kocich  antagonistów,  „chcą  dobrze”
tak  samo  jak  obrońcy  czystości  podwórek  i  piwnic  przez  usuwanie  z  nich  kotów.  Ale  ani
jedni,  ani  drudzy  nie  uświadamiają  sobie  dalszych  skutków  ubocznych  realizowania  takich
decyzji. Jedni i drudzy są uwikłani w spirali moralnych paradoksów, a ich decyzje mogą mieć
negatywne skutki, bez względu na to, jaką podejmą decyzję.

Takich  paradygmatów  i  takich  supełków  jak  te  kocio

podwórkowe  i  te  związane  z

kontrowersjami dietetycznymi mamy jednak znacznie więcej. Najwięcej zawęźleń spirali jest
wplątanych  w  przekonania  o  niewzruszonej  pozycji  ustaleń  naukowych  osadzonych  w
każdym  paradygmacie.  Z  tej  sakralnej  wręcz  lojalności  wobec  obowiązujących  aktualnie
paradygmatów rodzi się obecnie potrzeba zaistnienia sfery tzw. paranauki. Jej tezy i ustalenia
trwają w roli wstydliwie, pod przymusem tolerowanych odkryć, takich jak choćby niektóre
współcześnie  dokonywane  w  zakresie  kartografii,  archeologii,  prehistorii,  astronomii,  ale
innych niż te uznane przez naukę za jedynie autentyczne i dopuszczalne.

Podobnie  inkwizycyjny  charakter  ma  selekcja  stosowana  przez  pracowników  księgarń

przy  zaliczaniu  do  sprzedaży  książek,  podsuwanych  potem  klientom  i  czytelnikom.  Jak
gdyby  przekazywanie  im  zasygnalizowanych  tu,  niekonwencjonalnych,  naukowo  nie
aprobowanych  faktów,  o  których  piszą  autorzy,  faktów  sprzecznych  z  przyjętymi
paradygmatami  było  pogwałceniem  obowiązku  utrzymywania  ich  w  stanie
niedoinformowania. Jak gdyby należało zgodnie z zasadą lojalności ortodoksyjnej podsuwać
książki dające głównie szansę żonglowania wiadomościami o kryminalnych wykroczeniach,
pornografii  i  sensacji  wszelkiego  kalibru.  Te  zaś  mieszczą  się  niezawodnie  w  ramach
informacji i myślenia, akceptowanych przez paradygmat istniejącej obyczajowości.

Uprawianie  zawodu  księgarza  to  zadanie  dla  ludzi  mądrych  i  ambitnych,  którzy  czują

potrzebę  lansowania  prądów  myślenia  odkrywczych,  nowych,  niekonwencjonalnych.
Dostarczanie czytelnikom pozycji zawierających treści, które ich umysłowo nie wzbogacają,
nie  zmuszają  do  zakwestionowania  pospolitych  sposobów  myślenia  i  nie  pobudzają  do
zaprzeczania  wiarygodności  oficjalnych  opinii  o  postaci  świata,  a  tylko  potwierdzają
posiadane  już  zasoby  jałowej  wiedzy,  to  sposób  wykonywania  zawodu,  który  księgarza
poniża i kompromituje. Poniża go również brak dostępnych w księgarniach informacji, które
pomagają rozluźniać supły zaciskające się na spirali naszej umysłowej kondycji. A istnienie
tych  supłów  oraz  ich  zaciskanie  lub  rozluźnianie  to  zjawisko  dotyczące  nie  tylko  sytuacji
czytelnictwa,  ale  nieuchronny  warunek  dokonywania  się  w  dzisiejszym  świecie  procesów
progresywnych  lub  regresywnych.  Księgarstwo  to  nie  tyle  łatwy,  korzystny  „biznes”,  ile
moralne  i  kulturalne  zobowiązanie.  Warunkiem  jego  spełnienia  jest  mądre  stosowanie
trafnych  kryteriów  wyboru  książek  oraz  sugestywne  informowanie  i  przekonywanie
czytelnika o walorach proponowanych mu pozycji. To już nie tylko zawód, ale SZTUKA, dla
której  realizowania  księgarz  musi  być  nie  „byle  kim”,  ale  KIMŚ,  kimś  na  miarę  nowej
nadziei  świata.  Świata  dławionego  zwietrzałymi  paradygmatami  i  trywialnymi
konformizmami.  To  sztuka  wykonywania  małych  chociażby  kroków  przezwyciężania
nieaktualnych, dezinformujących barier kulturowych i umysłowych.  Każda  trafnie  wybrana
książka  jest  szansą  wyplątania  się  z  jakiegoś  oczka  spirali  paradoksów  naszej  trudnej  i
jednocześnie obiecującej sytuacji egzystencjalnej.


Document Outline