background image

 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

 

Emilia Anna Kaczmarek 

Smoczy Płomień 

Cykl: Saga Siódmego Lądu 

 
 
 
 
 
 
 
 
Copyright © by Emilia Anna Kaczmarek, 2013 
Projekt i wykonanie okładki: Mikołaj  Kaczmarek 
Wszelkie prawa zastrzeżone. 
Powieść ani żadna jego część nie może być kopiowane, powielane, 
upowszechniane bez zgody autora. 
 

http://mysterywoman101112.blogspot.com/

 

 

http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-
H6/przegladaj/SMTAyMQ%3D%3D/smoczy-
plomien.html?title=Smoczy+P%C5%82omie%C5%84

 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Rozdział I 

Tunel  ciągnął  się  w  nieskończoność  i  nawet  jeden  promień  światła  nie 

docierał  do  wnętrza  Przeklętej  Góry.  Potykali  się  o  własne  nogi,  po  omacku 

dotykając ścian. Mimo to biegli, ile sił w nogach, czas uciekał, a oni musieli się 

śpieszyć.  Ściany  drżały,  a  skały  spadały  im  na  głowy.  Nie  wolno  im  było  się 

zatrzymać.  Mashina  –  demon  i  władca  bezdennych  czeluści  zapomnienia, 

podążał ich śladem. Już nie było odwrotu. W chwili, gdy przekroczyli granice 

mrocznej głębi, wydali na siebie wyrok. 

A demon czekał na nich, z armią swoich sług. Drażnił się z nimi i zwodził 

pozorną  swobodą  ruchów.  W  rzeczywistości  zmusił  ich,  by  ukryli  się  w 

najgłębszych mrokach góry. Dokładnie tam, gdzie mógł ich bez najmniejszego 

trudu zabić. 

Jeden z wojowników – Drefus, przeskoczył przez stos skalnych odłamków 

i  pognał  dalej,  świecąc  przy  tym  niczym  pochodnia.  Nie  było  w  tym  nic 

dziwnego, gdyż ciało wojownika, zrodzonego w Królestwie Solarii, emanowało 

jasnym blaskiem, rozświetlając mrok korytarzy – jeśli w ogóle cokolwiek mogło 

rozjaśnić  to  przeklęte  miejsce.  Mrok  wysysał  bowiem  każdą  odrobinę  ciepła, 

światła i mocy, jaka się znalazła we wnętrzu góry. 

Ich czas się kończył. Jeśli szybko nie znajdą jaskini albo wyjścia,  zostaną 

tu na zawsze. Wszyscy bez wyjątku odczuwali już spadek sił. 

Drefus  nie  oglądał  się  za  siebie.  Najważniejsze,  że  chwilowo  nie  słychać 

było odgłosów mlaskania i syczenia, wydawanych przez małe demony służące 

Mashinie. 

Król Lahante biegł tuż za nim.  Władca Tynaru był wściekły i przerażony 

zarazem.  Strach  ściskał  jego  serce  i  niczym  podstępny  wąż  oplatał  ciało, 

szepcząc do ucha słowa porażki i przegranej, szydząc z niego. 

Krzyk  córki  odbijały  się  w  głowie  króla,  przeszywając  każdą  komórkę 

ciała, wypychając powietrze z płuc. Żyła, błagając o śmierć – Elena, jego jedyna 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

córka.  Ukochane  dziecko,  wyrwane  z  ojcowskich  ramion  blisko  cztery  wieki 

temu. 

Nie byłoby ich tutaj, gdyby Marco nie odkrył prawdy o zniknięciu siostry. 

To  jego  wizje  przyprowadziły  ich  tutaj.  Książę  biegł  tuż  za  ojcem,  co  chwila 

oglądając  się  za  siebie.  Bezpieczeństwo  grupy  zawsze  było  dla  niego  na 

pierwszym  miejscu.  Długie  czarne  włosy  falowały  na  jego  plecach.  Oczy, 

równie ciemne jak włosy, badawczo śledziły każdy ruch i odgłosy napływające 

z góry. 

Książę był ucieleśnieniem marzeń każdej kobiety. Piękny, wysoki, silny i 

szlachetny.  Sam  jednak  zdawał  się  nie  dostrzegać  kobiet,  lub  co  gorsza  nie 

chciał ich dostrzegać. Setki lat temu, zaraz po zniknięciu siostry poprzysiągł za 

cenę  własnego  szczęścia  odnaleźć  Elenę.  Od  tamtej  pory  unikał  kobiet.  Tylko 

nieliczni wiedzieli, jak wiele wysiłku kosztowało go dochowanie tych ślubów. 

Góra  ponownie  zatrzęsła  się,  zrzucając  kolejną  porcję  kamieni  na 

biegnących. Powietrze wypełnił zapach siarki i mlaskanie demonów. Zamarli, z 

trwogą oglądając się za siebie. 

Już raz starli się z obrzydliwymi sługami demona. Podstępne istoty czekały 

na  nich  w  mrokach  jaskini.  Brama  do  świata  zewnętrznego  zatrzasnęła  się  za 

nimi w chwili, gdy spostrzegli, że Mashina wciągnął ich w pułapkę. Mogli już 

tylko walczyć. Bestie były niewielkie i na pozór przypominały karły. Nie miały 

przy  sobie  żadnej  broni.  To  była  niestety  jedyna  dobra  wiadomość.  Małe 

kreatury  pluły  bowiem  jadem,  nie  wspominając  już  o  pazurach  i  ostrych 

zębiskach. 

Nie mając wyboru wojownicy rzucili się w wir walki. Prymitywne demony 

padały  jeden  po  drugim,  ale  z  ciemności  w  miejsce  zabitego  wyłaniały  się 

kolejne.  Szybko  okazało  się,  że  sług  ciemności  jest  zbyt  wiele  i  tej  bitwy 

wojownicy Tynaru nie wygrają. Rzucili się więc w głąb góry, zbyt późno zdając 

sobie sprawę, że na tym właśnie polegał plan Mashiny. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Początkowo  Marco  prowadził,  kierując  się  swoim  instynktem  i  darem 

jasnowidzenia. Wiódł ich w głąb góry, szukając groty, w której demon uwięził 

Elenę.  Niestety,  im  głębiej  byli,  tym  bardziej  opadali  z  sił.  W  końcu  nawet 

pochodnie zgasły, zduszone złą mocą góry. 

– Ojcze, zbliżają się – zachrypiał Marco głosem podrażnionym od dymu. 

–  Wasza  Wysokość,  mogę  odwrócić  ich  uwagę.  –  Jeden  z  wojowników 

próbował  przekrzyczeć  hałas  spadających  skał.  Jego  srebrne  włosy  i  puszyste 

skrzydła  zrobiły  się prawie  szare od  sypiącego się  na nie piachu, jednak  mimo 

zmęczenia,  na  twarzy  było  widać  skupienie.  Wszystkie  zmysły  wojownika 

słuchały szeptu góry. Netabe – nie był czarodziejem, przyszedł jednak na świat, 

obdarzony  rzadkim  darem  rozumienia  mocy  ukrytych  głęboko  w  ziemi. 

Bezbłędnie wyczuwał zło, którym nasączone były skały. – Mogę zamknąć przed 

nimi korytarz, to ich trochę opóźni. Gdyby tylko Ariel...  – Mężczyzna spojrzał 

znacząco na smoczego wojownika. 

– Nie! – Władca pokręcił głową. – Żaden z was nie pójdzie. Obaj jesteście 

mi tu potrzebni. Tylko trzymając się razem, możemy stawić opór demonom. 

Netabe  zmarszczył  brwi,  chociaż  nie  zgadzał  się  z  decyzją  króla,  jako 

wojownik Tynaru, zwykł wykonywać rozkazy swego władcy. 

–  Dobrze,  Wasza  Wysokość.  Musimy  jednak  przyspieszyć,  góra  się 

gniewa.  Nie  wiem  jak  długo  jeszcze  utrzymam  korytarz  dla  nas  otwartym  – 

mówiąc to obejrzał się za siebie, spoglądając groźnie na smoczego wojownika, 

lecz ten tylko wzruszył ramionami i jak zwykle się nie odezwał. 

Ariel nie zamierzał słuchać rozkazów zwykłego rycerza. Tak naprawdę, to 

czerwonowłosy  wojownik  nie  lubił  słuchać  niczyich  rozkazów.  Król  Lahante 

stanowił  pod  tym  względem  wyjątek  –  przynajmniej  czasami.  Smoczy  ogień 

drzemiący  w  mężczyźnie  kipiał,  domagając  się  uwolnienia.  Ariel  nie  był  w 

nastroju do żartów, ledwo panował nad własnym ciałem. Smok wewnątrz niego 

walczył o wolność. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

A może wyczuwał ją... 

Mrok  gęstniał,  woń  bólu  i  cierpienia  drażniła  jego  nozdrza.  To  ona  – 

zrozumiał  natychmiast.  Cierpiała  uwięziona  na  granicy  życia  i  śmierci. 

Wyczerpana, bezsilna. 

Gdzieś w oddali zabłysło niewielkie światełko, chwilę później, przygasło, 

by  potem  ponownie  zapłonąć.  Zapach  cierpienia  uderzył  w  nich  z  ogromną 

mocą.  I  cisza,  przerażająca,  ogłuszająca.  Żadnego  krzyku,  wołania...  Nic. 

Posępny zwiastun śmierci. 

Lahante  jęknął,  chwytając  się  za  skronie.  Co  poczuł?  Ariel  nie  wiedział. 

Niemniej jednak władca ruszył biegiem do miejsca, skąd wypływało światło. To 

była  zasadzka  –  Ariel  czuł  to  przez  skórę,  smok  wewnątrz  niego  również. 

Demony były coraz bliżej. Smród ich ciał przyprawiał o mdłości. 

Król jednak zdawał się nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Tylko ona się 

liczyła. Córka porwana wiele lat temu, przez wojowników z plemienia Awantu. 

Czterysta lat zajęło królowi odnalezienie Eleny. Cztery wieki, wypełnione 

poszukiwaniami, przesłuchaniami podejrzanych i studiami magicznych map. Aż 

w końcu jeden z magów, należący do jego własnego królestwa zdradził, jaki los 

spotkał  księżniczkę.  Król  od  początku  podejrzewał,  że  za  porwaniem  stoją 

magowie  albo  elfy  z  jakiegoś  wysokiego  rodu.  Wielu  chciało  pozbawić  jego 

rodzinę  tronu.  Przez  jakiś  czas  po  zniknięciu  dziewczyny  wierzył,  że  dostanie 

list  z  żądaniem  okupu  lub  rozkazem  swojej  natychmiastowej  abdykacji  w 

zamian za jej życie. Czas mijał i nic takiego się nie zdarzyło. 

Wtedy  zrozumiał,  że  została  porwana  z  zupełnie  innych  powodów.  Jako 

potomkini dwóch magicznych rodów królewskich, mogła być bardzo cenna dla 

jakiegoś  maga  lub  czarodziejki.  Nawet  on  wiedział,  że  istniały  bardzo  stare 

rytuały  wysysania  mocy  magicznych.  Obrzędy  te  zostały  zakazane  tysiące  lat 

temu,  jednak  wielu  magów  po  dziś  dzień,  praktykowało  je  w  tajemnicy  przed 

innymi. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Tylko,  że  Elena  nie  padła  ofiarą  żądnych  czarodziejskich  mocy.  Została 

sprzedana w niewolę demonowi, w zamian za skarby ukryte w Przeklętej Górze. 

Kosztowności,  których  porywacze  nigdy  nie  otrzymali.  Demon  zabił  bowiem 

wszystkich, jak tylko dostarczyli mu dziewczynę. 

Za  wszystkim  stał  Tartenius  –  główny  mag  w  Królestwie  Tynaru, 

przewodniczący Wysokiej Rady Czarodziejów. Skuszony bogactwem Mashiny, 

wynajął  wojowników  z  plenienia  Awantu  i  namówił  ich  do  porwania 

księżniczki. Skąd wiedział, że Mashina, demon zamieszkujący Przeklętą Górę, 

poszukuje  magicznego  źródła,  nie  wyjawił.  A  raczej  nie  zdążył  tego  wyjawić 

przed śmiercią. 

Mashina zniszczył wszystkich najemników Tarteniusa. Demon od początku 

nie zamierzał płacić za Elenę. Mag wpadł najpierw w szał, potem w popłoch, a 

w  końcu  uciekł  z  królestwa.  Tyle  wystarczyło,  by  zrozumieć,  kto  był 

odpowiedzialny za zniknięcie Eleny. 

Marco  natychmiast  ruszył  w  pogoń  za  zbiegiem.  Dręczony  wizjami 

cierpiącej siostry, blisko czterysta lat szukał mężczyzny, przeszukując królestwa 

Siódmego  Lądu  i  obce  ziemie  poza  granicami  czasu  i  przestrzeni.  Czarodziej, 

dysponując odpowiednimi zaklęciami, raz po raz zmieniał postać, jednak Marco 

nigdy  nie  zaprzestał  poszukiwań.  Przez  wiele  lat  podążał  za  nim,  niczym  cień. 

Aż w końcu dopadł go i zmusił do wyjawienia prawdy.  

Jeszcze  tej  samej  nocy  piątka  rycerzy  z  królem  na  czele  wyruszyła  na 

spotkanie z demonem. 

Podróż  do  Przeklętej  Góry  zajęła  im  wiele  dni.  Byłoby  szybciej,  gdyby 

mogli skorzystać z magicznego portalu. Takowy jednak nie istniał w Darkarii. 

Poza  tym  używanie  magicznych  drzwi,  gdy  niedaleko  czaiło  się  czyste  zło, 

byłoby absolutnym szaleństwem. 

Przenieśli  się  więc  za  pomocą  portalu  na  północne  obrzeża  Tynaru,  tak 

daleko,  jak  tylko  mogli.  Konie  musieli  zostawić  tuż  przed  granicą  Darkarii. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Resztę  drogi  przebyli  pieszo.  Trzy  dni  spędzone  w  górzystych  pustkowiach 

wyczerpały  ich  bardziej,  niż  niejedna  stoczona  bitwa.  Sama  góra  stanowiła 

jeszcze  większe  wyzwanie.  Czarna  skała  promieniująca  wrogą  energią, 

przyciągała do siebie zło jak magnes. 

Jaskinia,  którą  znaleźli  po  wielu  godzinach  poszukiwań,  pełna  była 

rozkładających się szczątków: ludzkich i zwierzęcych – pozostałości po uczcie 

goblinów.  Nie  natknęli  się  na  żadną  żywą  istotę,  tylko  kości  i  smród 

rozkładających się ciał. 

To  właśnie  we  wnętrzu  jaskini  znaleźli  przejście  w  głąb  góry.  Już  samo 

podejście tak blisko siedliska mroku było ryzykowne. Mimo to weszli, wiedząc, 

że mogą nigdy nie opuścić tego miejsca żywi. 

Na  szczęście  żaden  spośród  wojowników  zdawał  się  wtedy  tym  nie 

przejmować. 

Brnąc  po  omacku,  potykając  się  o  spadające  kamienie,  zmierzali  w 

kierunku światła. A może śmierci? 

Korytarz  skończył  się  szybciej  niż  się  tego  spodziewali.  W  czarnej  skale 

był niewielki otwór, a z niego wypływało światło. Migocząc dziwnym blaskiem, 

wabiło ich do środka, jednocześnie wprawiając ich ciała w dziwny letarg. 

Ariel warknął. 

–  To  diabelski  ogień!  –  Nienawidził  tego  żaru,  zapachu  siarki  i  smrodu 

palonych dusz. Smocza krew rozszalała się w jego wnętrzu, prawdziwa natura 

wojownika domagała się uwolnienia i zniszczenia znaku demona. 

Był  też  inny  powód,  dużo  bardziej  przerażający.  Ogień  piekielny 

przypominał smokom o ich własnej, niechlubnej przeszłości. 

Dziesiątki  tysięcy  lat  temu  smoki  mieszkały  głęboko  pod  ziemią  razem  z 

demonami. Nie posiadając duszy, były niczym demony, wiecznie głodne i żądne 

śmierci. 

Do dnia, w którym pradawne plemię elfów wypuściło smoki na wolność, 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

zawierając z nimi przymierze. Smoki mogły przeżyć jeden rok na powierzchni, 

w zamian za pomoc w walce przeciwko złu przybywającemu spoza granic czasu 

na Siódmy Ląd. Tamtą wojnę wygrano, zło wypędzono. Smoki wspierając ludzi 

i elfy, pokonały istoty spoza czasu. Niestety zaraz potem zwróciły się przeciwko 

elfom.  Zajęły  zachodnie  krańce  Siódmego  Lądu,  podporządkowując  sobie 

okoliczne ziemie i ich mieszkańców. 

Wtedy  to  elficka  wróżka  –  Marrisa  rzuciła  na  nie  klątwę.  Przekleństwo 

dotknęło  cały  smoczy  ród.  Z  każdym  wschodem  słońca  smoki  budziły  się  nie 

wiedząc, gdzie i kim są. 

Klątwa  miała  stracić  moc  dopiero,  gdy  bestie  odkryją,  co  ma  największą 

wartość w życiu. 

Wiele  setek  lat  upłynęło  nim  smoki  przełamały  moc  zaklęcia.  Oszalałe  i 

obłąkane  kręciły  się  bez  celu,  szukając  swych  legowisk  i  kosztowności. 

Nieostrożność sprawiła, że stały się łatwym łupem dla pogromców. Tępiono je 

bezlitośnie. Tylko garstka przetrwała. Garstka, która na zawsze porzuciła myśl o 

bogactwie i skoncentrowała się na utrzymaniu ciągłości gatunku, dbając również 

o mieszkańców okolicznych wsi. 

To właśnie oni zostali pobłogosławieni przez Marrisę i otrzymali od niej w 

darze  duszę,  a  wraz  z  nią  zdolność  do  przybierania  ludzkiego  kształtu.  Tak 

narodzili się smoczy wojownicy – przodkowie Ariela. 

Smok warknął gniewnie, ognistym podmuchem gasząc diabelski ogień i w 

jego miejsce zapalając własny – smoczy płomień. 

Dopiero  wtedy,  trzymając  miecze  w  gotowości,  weszli  do  groty.  Żaden 

demon ani goblin, nie czekał na nich w środku, ale i tak zadrżeli, wpatrując się 

w coś, co powiewało pod sufitem skalnej pieczary. Jeszcze nie pojmowali tego, 

co  widziały  ich  oczy.  Bo  w  końcu,  jak  można  było  zrobić  coś  takiego  żywej 

istocie? 

Z kamiennego sufitu zwisał łańcuch, a na jego końcu bezwładnie zwisało 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

coś,  co  kiedyś  było  człowiekiem  –  Elena.  Ubranie  miała  w  strzępach,  ciało 

praktycznie nie istniało, pokryte ognistymi pręgami, wycieńczone, przeźroczyste 

i nierealne. 

Lahante  krzyknął  i  rzucił  się  do  córki,  ale  Marco  chwycił  ojca  w  pasie  i 

przytrzymał w miejscu. 

–  Puść  mnie!  –  wrzasnął  król,  szamocząc  się.  –  Muszę  ją  uwolnić.  Ona 

cierpi, nie widzisz tego?! 

Marco nie puścił ojca, przeciwnie, wzmocnił uścisk. 

– Właśnie dlatego, nie wolno nam jej dotknąć – głos księcia drżał napięcia. 

Król zawisł jak kukiełka w ramionach syna. 

–  Marco...  Ja  muszę...  –  Ze  łzami  w  oczach  patrzył,  na  poranione  ciało 

ukochanego dziecka. Ale Marco miał rację. Nie mógł jej dotknąć. Nikt nie mógł. 

Każde dotknięcie zwiększyłoby tylko jej ból. 

Wściekłość wypełniła jego serce. Dłonie same zaciskały się w pięści. Ten 

potwór wyssał z niej życie. Przez czterysta lat karmił się nią. Każde dotknięcie 

demona odbierało jej siły, a jemu dodawało mocy. 

Ofiara doskonała – nieśmiertelna istota. Tym właśnie była – pokarmem dla 

pozbawionego duszy demona. 

Elena  nie  krzyczała  i  nie  płakała.  I  tak  nikt  nie  mógł  jej  usłyszeć.  Jej 

nędzna  egzystencja  trwała  już  tak  długo,  iż  przestała  wierzyć,  że  ktokolwiek 

przyjdzie jej na ratunek.  

Nagle coś się zmieniło. Na początku nie mogła zorientować się, co to było. 

Dawno temu demon pozbawił ją zdolności widzenia i słyszenia. Ciągle jednak, 

innymi zmysłami potrafiła wyczuć, czy ktoś znajduje się w pobliżu. 

Demon  wrócił!  Strach  na  nowo  wypełnił  jej  serce.  Ogień  był  wszędzie. 

Płomienie  sięgały  jej  ciała,  wdzierały  się  do  jej  ust,  płuc.  „Nie!  Nie!  Nie!”  – 

krzyczała bezgłośnie. Tylko nie ogień, nie chciała już więcej płonąć. 

Marco w końcu puścił ojca. Król na chwiejnych nogach podszedł do córki. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

– Eleno? – zapytał. – Dziecko, słyszysz mnie? Uwolnimy cię, przysięgam. 

Ariel stojący przy wejściu do groty, pokręcił głową. Nie słyszała ich, był 

tego  absolutnie  pewien.  Całe  jej  ciało  spowijał  diabelski  kokon,  ale  oni  tego 

widzieli. Demon oplótł ją siecią, niczym pająk swoją ofiarę, uniemożliwiając jej 

jakikolwiek kontakt ze światem. Była bezbronna, skazana na cierpienia, na łaskę 

potwora. 

Ariela jednak dużo bardziej martwiła nieobecność demona. Wiedział, że po 

nią przyszli, dlaczego więc nikt jej nie pilnował? Czy Mashina był tak bardzo 

pewien ich porażki? A może szykował dla nich coś specjalnego? Na samą myśl 

o spotkaniu z demonem smok w jego wnętrzu zawył wściekle. 

W  tym  samym  momencie  Marco  odwrócił  się  i  spojrzał  na  niego.  Nie 

musiał nic mówić. Obaj wiedzieli, że był jej jedyną szansą. Jeśli jego dotyk nie 

ocali Eleny, nikt już jej nie uratuje. 

Krew  i  skóra  Ariela  leczyła  wszelkie  rany.  Wiele  razy  na  przestrzeni 

ostatnich  setek  lat,  wojownik  prezentował  swoje  zdolności.  Po  bitwach, 

pojedynkach  i  starciach.  Smoczy  wojownik  nieraz  ratował  rycerzy  swym 

dotykiem. Tylko, że Elena nie została skaleczona w potyczce, jej ciało spłonęło 

pod wpływem diabelskiego ognia. 

Czerwonowłosy wojownik stał w kącie. Upartym wzrokiem wpatrując się 

w  postać  zwisającą  na  łańcuchu.  Szczęki  zaciskał  gniewnie,  w  zmrużonych 

oczach migotały złote płomienie. Dłonie skrzyżował za plecami i Marco mógłby 

się założyć, że w tej chwili nie były to już dłonie człowieka, lecz szpony smoka. 

Gniew  buchał  z  jego  ciała,  on  sam  jednak  nie  odzywał  się  ani  słowem.  Jak 

zwykle. 

Ariel  nienawidził  demonów,  ich  zapachu,  krwi,  mocy.  Jednym  słowem 

wszystkiego, co się z nimi wiązało. Wiedział jednak, po co tu przybyli i że jego 

obecność  była  niezbędna.  Po  dłuższej  chwili  ruszył  się  z  miejsca.  Minął 

pozostałych  rycerzy  i  stanął  naprzeciwko  króla.  Lahante  spojrzał  na  niego 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

zaskoczony, Marco jednak uścisnął ramię ojca. 

– To nasza jedyna szansa, ojcze – szepnął. 

Ariel zignorował szept księcia i sprzeciw widoczny w oczach króla. Przez 

setki lat zdążył już przyzwyczaić się do tego, jak ludzie i elfy traktują smoki. Jak 

zwierzęta  pozbawione  rozumu.  Krwiożercze  bestie  mordujące  słabszych.  Król 

pod  tym  względem  nie  stanowił  wyjątku.  Tolerował  obecność  Ariela  wśród 

swoich  wojowników  tylko  i  wyłącznie  dzięki  wstawiennictwu  Marco.  Ale  nic 

ponadto. 

– Zrobię, co będzie w mojej mocy  – głos smoka zabrzmiał jakoś dziwnie 

obco.  Wojownik  nie  czekając  na  reakcję  króla,  podał  swój  miecz  i  płaszcz 

księciu.  –  Łańcuchy,  na  których  wisi,  są  obłożone  klątwą  –  dodał  jeszcze, 

zdejmując  zbroję  i  tunikę.  Jego  nagie  ciało  natychmiast  zapłonęło  czerwoną 

poświatą. Smoczy tatuaż na plecach rwał się do życia. Skóra delikatnie drżała, 

falując w rytm bicia jego serca. 

Wojownicy  stojący  w  pobliżu  wstrzymali  oddech.  Rzadko  mieli  okazję 

oglądać czerwonego wojownika w takim stanie. Był na krawędzi przemiany. Co 

jeśli nie zapanuje nad sobą? 

– Spróbujemy złamać zaklęcie – powiedział Marco, patrząc na łańcuch. 

– Nie! – przerwał mu Ariel. – To zbyteczne. Znam lepszy sposób. 

– Jaki? – zapytał książę. 

– Spalę je. 

Książę wciągnął szybko powietrze. 

– A Elena? Nic jej się nie stanie? 

Smok pokręcił głową. 

– Będzie bezpieczna, otoczę ją ciepłem własnego ognia. 

– Mam nadzieję wojowniku, że wiesz, co robisz? – rzucił groźnie Lahante. 

Nie  miał  wyjścia,  musiał  skorzystać  z  pomocy  smoczego  wojownika,  nie 

podobało się mu jednak, że nagie ciało rycerza miało dotykać jego córki. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Ariel  ponownie  nie  zareagował  na  słowa  króla.  Powoli  zbliżył  się  do 

dziewczyny.  Jej  ciało  skręcało  się  w  konwulsjach.  Usta  to  otwierały  się,  to 

zamykały, jednak nie wydostawał się z nich żaden głos. Bała się go, a jej strach 

wsiąkał  mu  w  skórę.  Wyczuwała  smoka  w  jego  wnętrzu  i  ogień  w  jego  ciele. 

Myślała, że jest demonem. 

Ostrożnie musnął dłonią jej policzek. 

Głowa dziewczyny odskoczyła do tyłu. Paniczny strach zmroził jej serce. 

Gorące  płomienie  znowu  dotykały  jej  skóry.  Bała  się  ognia.  Nie  chciała  czuć 

ognia. Nie chciała znowu płonąć. Szarpnęła się, chociaż i tak nie była w stanie 

odsunąć od jego ręki. 

Nagle  wszystko  się  zmieniło.  Płomienie  bijące  z  obcego  przeskoczyły  na 

jej twarz, nie przynosząc jednak bólu, tylko ukojenie. Dziwne ciepło spłynęło na 

jej  udręczone  ciało,  palce  nieznajomego  delikatnie  głaskały  jej  policzek.  Z 

każdym kolejnym muśnięciem ból w ciele zdawał się być mniejszy. 

Szybko  zrozumiała,  że  potrzebuje  tego  dotyku,  bardziej  niż  powietrza. 

Kiedy więc dłoń zniknęła, szarpnęła się znowu, tym razem w panice. 

Ariel resztkami sił starał się zachować spokój, chociaż smocza krew wrzała 

w  kontakcie  z  ciałem  Eleny.  Jej  ból  i  cierpienie  natychmiast  spłynęły  na 

wojownika,  na  moment  pozbawiając  go  tchu.  Każdy  cios,  każda  kropla  krwi 

utoczona  z  ciała  dziewczyny  odbiła  się  echem  w  jego  głowie.  Tak  wiele  bólu 

zniosło  to  drobne  ciało,  tak  wiele  łez  wylała,  a  pomoc  nie  nadchodziła.  Smok 

wewnątrz  niego  wyrywał  się  i  warczał,  protestując  na  taką  niesprawiedliwość. 

Ariel nie spodziewał się tego. Nigdy wcześniej tak silnie jego smocza natura nie 

dawała  o  sobie  znać,  jak  w  tej  chwili.  Ale  też  nigdy  wcześniej  nie  trzymał  w 

ramionach  kobiety  naznaczonej  dotykiem  demona.  Nigdy  też  nie  próbował 

uleczyć kobiety. A może to Elena była wyjątkowa? 

Mizerna  i  wychudzona  –  była  ledwie  cieniem  żywej  istoty.  Przez  chwilę 

myślał, że jeśli ją dotknie, rozpłynie się w powietrzu jak wiosenna mgła. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Ostrożnie  wziął  ją  w  ramiona.  Jęknęła  bezgłośnie,  gdy  poraniona  skóra 

dotknęła  jego  piersi.  Bezgłośny  szloch  trwał  jednak  zaledwie  chwilę,  dopóki 

moc smoczego ognia nie otoczyła jej i uzdrawiające ciepło nie spłynęło na jej 

ciało. Bezwiednie przytuliła się do niego, szarpiąc skutymi dłońmi. 

Ariel drżał, a smok szalał opętany jej bólem i cierpieniem. Właśnie dlatego 

Ariel nie lubił, gdy go dotykano. Jego ciało jak gąbka chłonęło emocje drugiej 

osoby:  strach,  ból  i  choroby.  Smok  wył,  oglądając  zniszczenia,  jakich  demon 

dokonał. Karmiąc się mocami Eleny, Mashina zniszczył jej ciało. Nie to jednak 

było  najstraszniejsze  –  demon  pozbawiając  Elenę  mocy  pragnął  jednocześnie 

uczynić  z  niej  istotę  podobną  sobie.  Wojownik,  aż  za  dobrze  wyczuwał 

zaciśniętą pięść potwora, wokół duszy dziewczyny. 

Ariel nie miał pojęcia, w jakim stopniu maszkarze udało się zainfekować 

księżniczkę.  Czy  jej  dusza  była  na  tyle  silna,  że  oparła  się  diabelskiemu 

urokowi?  A  może  ich  poświęcenie  nie  miało  już  sensu,  bo  Elena  powoli 

przechodziła w mrok? 

Mimo wszystko bała się, a strach przed ciemnością dawał im nadzieję. Być 

może wyczuwała smoka wewnątrz niego i bała się, że ją skrzywdzi. Ten strach 

pozwalał mu wierzyć, że jest szansa ocalić ją przed ciemnością. 

Wojownik  odchylił  głowę  do  tyłu.  Uważnie  przyjrzał  się  łańcuchowi, 

oddychając  głęboko,  starając  się  uspokoić  szalejącą  wewnątrz  smoczą  krew. 

Ogień  i  czerwień  wypełniły  na  nowo  jego  źrenice.  Z  ust  wojownika  buchnęły 

płomienie, wgryzając się w diabelski łańcuch. Żar spłynął w dół oplatając ciasno 

dłonie  Eleny.  Metal  szybko  rozgrzał  się  do  czerwoności,  zaskrzypiał 

ostrzegawczo,  by  w  końcu  obrócić  się  w  pył.  Dłonie  Eleny  opadły,  a  smoczy 

płomień  ciągle  jeszcze  ślizgał  się  po  nich,  nie  wyrządzając  jej  jednak 

najmniejszej krzywdy. 

Wojownicy z przestrachem cofnęli się pod  ścianę.  Nic  nie  mogło  się 

równać z mocą smoczego płomienia. Nic też nie  mogło  przetrwać  w  jego 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

pobliżu. Dlaczego więc dziewczynie ogień nie wyrządził krzywdy? 

Marco jęknął, zasłaniając dłonią usta. Król z rozdartym sercem patrzył na 

córkę. 

– Elena – szepnął cicho. 

Powoli,  Ariel  odwrócił  się,  dziewczyna  bezwładnie  zwisała  w  jego 

ramionach. Teraz, kiedy już moc demona nie trzymała  jej  na  uwięzi,  ciało 

nabrało kształtu – ogrom krzywd stał się jeszcze bardziej widoczny. 

Twarz  Eleny  bardziej  przypominała  pomarszczoną  maskę  staruszki,  niż 

lico  młodej  dziewczyny.  Włosy  –  dawniej  czarne  jak  noc,  teraz  były  zupełnie 

siwe  i  skołtunione.  Ciało  wiotkie  i  powykręcane,  nosiło  ślady  setek  ognistych 

pręg – ran zadanych przez Mashinę. Przysmażona skóra i powykręcane członki 

–  tak  wyglądała  królewska  córka  po  czterech  wiekach  niewoli  w  szponach 

demona. 

A jednak czerwony wojownik drżał, przytulając ją do siebie. Było w niej 

coś, co kazało się mu nią zaopiekować, tulić i wielbić. 

Patrzyła  na  niego  niewidzącymi  oczyma.  Ostatkiem  sił  próbowała 

zrozumieć,  kim  jest  i  dlaczego  ją  uwolnił?  Była  jednak  zbyt  słaba,  by  zadać 

jakiekolwiek pytanie. 

Lahante pochylił się nad córką. 

– Eleno słyszysz mnie? – zapytał. – Dziecko kochane... Mogę ją dotknąć? – 

Zwrócił się do wojownika. 

– Nie! – warknął Ariel, o wiele ostrzej niż zamierzał. O wiele groźniej, niż 

miał  prawo  zwrócić  się  do  króla.  Z  jakiś  powodów  prośba  Lahante  bardzo  go 

zirytowała. – Jeszcze nie, Wasza Wysokość – zniżył głos. – Ona... Cierpi. 

Lahante zmarszczył brwi, nic jednak nie powiedział. 

Drefus natomiast jęknął. 

– Nareszcie – mruknął solarny wojownik. – Czy teraz już możemy się stąd 

wynosić? 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Netabe posłał mu karcące spojrzenie. Jak na zawołanie, ściany zadrżały, a z 

sufitu  posypały  kamienie.  Ryk  mrożący  krew  w  żyłach  zatrząsł  grotą.  Demon 

musiał wyczuć, że okowy pętające Elenę zniknęły. Podłoga zaskrzypiała pod ich 

stopami. 

– Damy radę się stąd wydostać? – zapytał ponownie słoneczny wojownik, 

szykując jednocześnie miecz do starcia z demonami. 

Netabe  milczał.  Intensywnie  oglądał  ściany,  sondował  skałę  swoimi 

mocami. Jednak jedyne, co wyczuwał, to chwiejącą się pod ich stopami podłogę 

i znajdującą się tuż pod nią próżnię. Demon był coraz bliżej. Skrzekliwe głosy 

wygłodniałych sług dołączyły do ryku swego pana. 

Marco  zacisnął  usta  i  ściął  pierwszy  łeb,  który  zajrzał  do  groty.  Głowa 

goblina  potoczyła  się  po  podłodze.  Tuż  za  oślizgłą  kreaturą  pojawiły  się 

następne.  Małe,  pokraczne  i  obrzydliwe.  Za  nimi  podążały  demony.  Parskały 

gniewnie, brudząc  wszystko  dookoła  toksyczną  śliną.  Małe,  czerwone  ślepia z 

uwagą  śledziły  każdy  ruch  wojowników.  Piekielne  istoty  były  już  wszędzie. 

Pełzały  po  ścianach  i  kamiennym  suficie  –  otaczały  ich.  Ostre  pazury  bez 

najmniejszego trudu wbijały się w skałę. Stwory syczały i mlaskały, a potem w 

jednym momencie wszystkie naraz rzuciły się na wojowników. 

Ariel  złapał  miecz,  rzucony  mu  przez  Marco.  Jedną  dłonią  trzymał 

przyciśniętą do piersi Elenę, drugą ciął każdą istotę, która podeszła do niego na 

odległość miecza. Krew tryskała na wszystkie strony, stos bezgłowych ciał rósł 

z każdą chwilą. Wrzaski diabelskich istot nie cichły. 

Niestety  w  miejsce  każdego  zabitego  stwora  pojawiał  się  następny. 

Wojownicy  walczyli,  stojąc plecami  do  siebie.  Ochraniając siebie  nawzajem  – 

walcząc  o  przetrwanie.  Nagle  wszystko  się  skończyło.  Bestie  zamarły, 

uczepione ścian i sufitu. 

W  grocie  zaległa  martwa  cisza,  przerywana  tylko  szybkimi  oddechami 

wojowników.  Krew  kapała  z  mieczy,  twarze  wojowników  i  zbroje  lśniły  od 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

ciemnej posoki. 

Rycerze spoglądali po sobie zdezorientowani. 

Demony milczały. Czerwone ślepia z trwogą wpatrywały się w jeden punkt 

– wejście do groty. Król, jako pierwszy zrozumiał powód ich lęku – Mashina – 

władca  bezdennych  ciemności,  był  pośród  nich.  Chwilę  później  z  mroku 

wyłoniła się jego postać. 

Demon był wysokim, ciemnowłosym mężczyzną. Czarna, bogato zdobiona 

tunika, okrywała jego idealne ciało. Twarz miał równie piękną, co przerażającą. 

W  czerwonych  oczach  zdradzających  jego  prawdziwą  naturę,  błyszczała 

głęboko  skrywana  wściekłość.  Demon  skrzywił  się,  dostrzegając  Elenę  w 

ramionach Ariela. 

– Smok! Powinienem był się tego domyślić – wysyczał z pogardą. Potem 

wciągnął  głęboko  powietrze.  –  W  dodatku  wyklęty  przez  swoich  –  dodał, 

rozdwojony  język  błysnął  w  jego  ustach.  –  Bezimienny,  błąkający  się  po 

świecie. Smoku, czyżby nikt cię nie chciał?  – szydził. – Ukradłeś coś, co należy 

do mnie. 

Ariel  zesztywniał,  lecz  nic  nie  powiedział.  Elena  w  jego  ramionach 

zadrżała, mocniej wtulając się w jego ciało. 

Lahante uniósł miecz przed siebie. 

– Milcz, maszkaro! – warknął król. – Dręczyłeś moją córkę latami. Dzisiaj 

zapłacisz mi za to. 

Demon roześmiał się głośno. 

–  Król  Lahante  we własnej osobie.  To dla  mnie  wielki  zaszczyt.  –  Stwór 

skłonił  się  przesadnie  nisko,  choć  w  jego  oczach  migotała  furia.  –  Jakie  to 

szczęście gościć całą rodzinę en Rakkel w moich skromnych progach. – Demon 

przeniósł swój wzrok na Marco. 

Książę wyprostował się dumnie. 

– Zginiesz Mashino – powtórzył za ojcem. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Demon przekrzywił lekko głowę. 

– Z twoich rąk, książę? – Mlasnął demon. – Nie sądzę. Nie jesteś gotów, by 

się ze mną zmierzyć. Choć zapewniam cię chłopcze, że ciemność dopadnie cię 

szybciej, niż myślisz. Mrok mieszka nawet w twojej duszy, prawda? 

Marco  jęknął.  Nim  jednak  zdążył  cokolwiek  odpowiedzieć,  demon 

wyciągnął przed siebie dłoń i zacisnął ją w pięść. 

Elena szarpnęła się w konwulsjach, ręce i nogi księżniczki wygięły się pod 

dziwnym kątem, a ciało zaczęło płonąć. 

Ariel  warknął.  Siłą  własnego  oddechu  natychmiast  zdmuchnął  diabelski 

ogień  z  jej  ciała.  Dziewczyna  bezwładnie  zawisła  w  jego  ramionach,  ogniste 

smugi niczym krew kapały na podłogę, a demon śmiał się głośno, zachwycony 

ich bezradnością. 

Netabe  stojący  za  plecami  Ariela  przesunął  się  nieznacznie  w  kierunku 

ściany. Dłonią pozbawioną rękawicy dotknął skały, łącząc się myślami z górą. 

Przeklęty  kamień  bronił  się  zażarcie  przed  jego  interwencją.  W  końcu  jednak 

pokruszone i nadwątlone gniewem demona bloki skalne puściły, ustępując mocy 

wojownika, tworząc wyrwę w górze. 

Demon warknął, wyczuwając zamiary rycerza. Chwilę później rzucił się do 

walki.  Lahante  również  ruszył  do  przodu,  przyjmując  na  siebie  atak  stwora. 

Powietrze zafalowało od nadmiaru siarki. Twarz Mashiny zaczęła zmieniać swój 

wygląd. Ogromne rogi, wyrastały z głowy demona, w ustach pojawiły się ostre 

zęby. Paznokcie wydłużyły się, przyjmując kształt zagiętych szponów. 

– Uciekajcie! – wrzasnął król. 

– Ojcze! – Marco ruszył ku rodzicowi, lecz Drefus złapał go za ramię. 

Kamienie znowu posypały się na ich głowy i ramiona. Demon z dziką miną 

okrążał króla. Miecze ponownie poszły w ruch. 

– Książę, musimy uciekać!  – Drefus szarpnął Marco za ramię.  – Musimy 

uciekać! 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

– Nie zostawię ojca!– krzyknął książę. 

– A Elena? – zapytał wojownik. 

Marco jęknął. Tuż przed wyprawą przysiągł Lahante, że zrobi wszystko, by 

ją ocalić. Jeśli zostanie w środku... 

Ariel spojrzał na niego ze smutkiem w oczach, potem obrócił się na pięcie i 

ruszył wprost do skalnej szczeliny. Smok chciał ratować Elenę, król sam będzie 

musiał dać sobie radę. 

Demon  szalał  atakując  króla.  Lahante  upadł  powalony  silnym  ciosem. 

Szybko jednak powstał i ruszył do walki. 

Mashina długim językiem oblizał usta. 

– Ona jest moja – zasyczał. 

– Nigdy! – warknął król, wyprowadzając atak. 

Marco zazgrzytał zębami. Zamiast jednak rzucić się ojcu na pomoc, wbiegł 

tuż  za  Drefusem  do  tunelu.  Jako  ostatni  w  skalną  dziurę  wszedł  Netabe. 

Skrzydlaty wojownik, siłą własnego umysłu zamykał za sobą tunel. Marco miał 

ochotę krzyczeć. W głębi duszy jednak wiedział, że ojciec właśnie tego by sobie 

życzył. Elena była najważniejsza. 

*** 

Lahante ostrożnie stawiał nogi. Jeśli podłoga runie, spadną w przepaść.  

Demon znowu zbliżył się do niego. Jego wygląd cały czas się zmieniał. Już 

nie był przystojnym, czarującym mężczyzną, ale odrażającą bestią. Odór siarki 

bijący  z  jego  ciała,  przyprawiał  króla  o  mdłości.  Mashina  w  swej  prawdziwej 

postaci był dwukrotnie większy od władcy, miał brązową skórę pokrytą sierścią 

i  długie  szpony  zamiast  palców.  Z  ogromnej  głowy  sterczały  wielkie 

zakrzywione rogi. Ogniste ślepia wpatrywały się w swoją ofiarę, a ostre zębiska 

poruszały się niespokojnie w oczekiwaniu na posiłek. 

Nagle  bestia  rzuciła  się  na  króla.  Lahante  uskoczył  w  bok,  w  ostatniej 

chwili  unikając  jego  szponów,  jednocześnie  podcinając  maszkarze  mieczem 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

nogi.  Demon  zawył  ranny,  ale  i  tak  ponowił  atak.  Lahante  znowu  uskoczył, 

smuga ognia uderzyła w skałę tuż za nim. 

–  Zniszczę  cię  za  to,  co  zrobiłeś  mojej  córce!  –  krzyk  Lahante  odbił  się 

echem od ścian. 

Demon  wrzasnął.  Jego  ryk  przeszył  wnętrzności  króla.  Ogniste  ślepia 

uważnie  obserwowały  przeciwnika.  Pochylił  się  nieznaczenie  do  przodu, 

wyciągając  przed  siebie  łapy.  Lahante  mocniej  zacisnął  dłonie  na  mieczu, 

gotowy  na  kolejne  starcie.  Przebiegła  bestia  nie  zamierzała  jednak  atakować. 

Demon  pochylił  wielki  łeb,  dmuchnął  na  swoje  łapska,  tworząc  plątaninę 

płonących lin – magiczną sieć. 

Lahante  zacisnął  usta,  nie  zamierzał  tak  łatwo  dać  się  pokonać.  Uważnie 

obserwował ruchy kreatury. Bestia mocniej chwyciła płonącą sieć i ruszyła na 

króla. Lahante czekał. Demon z rykiem zamachnął się na niego, wyrzucając sieć 

przed  siebie.  Władca  przejrzał  jednak  zamysły  bestii  i  przetoczył  się  na  bok 

unikając śmiertelnej pułapki. 

Mashina opętany szałem, po stracie tak cennej zdobyczy, zawył wściekle. 

Żądny krwi atakował bezlitośnie, wyrzucając przed siebie długie łapska. Ostre 

jak  sztylety  szpony  kruszyły  skały.  Jego  wściekłość  nie  miała  granic.  Potężny 

ryk  wstrząsał  ścianami,  kamienna  podłoga  pod  ich  nogami  drżała,  grożąc  w 

każdej chwili zawaleniem. 

Nagle ciało Lahante zaczęło lśnić – święta krew przodków obudziła się do 

życia, wzmacniając ramię króla. Władca wahał się tylko chwilę. W głębi duszy 

doskonale wiedział, co powinien zrobić – nawet, jeśli przyjdzie mu za ten gest 

zapłacić własnym życiem. Uniósł miecz i z ogromną siłą wbił go w kamienną 

posadzkę. 

Podłoga  zatrzęsła  się  i  zaczęła  pękać  pod  ich  ciężarem.  Mashina  ryknął 

wściekle, próbując uciec z jaskini, ale Lahante wyszarpnął już miecz. Kamienie 

skrzypnęły i podłoga runęła, ciągnąc ich za sobą w przepaść. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Demon ryczał, na próżno młócąc ramionami. Otchłań wciągała ich jak wir, 

skały sypały się na ich głowy i ciała. Władca bezgłośnie wypowiedział zaklęcie, 

wyczarowując  skrzydła.  Niestety  nawet  one  nie  były  w  stanie  utrzymać  go  w 

powietrzu, wir zasysał go coraz mocniej. 

Mashina  wirując  pod  nim  plunął  w  niego  ogniem,  król  okręcił  się  w 

powietrzu,  uderzając  o  spadające  skały.  Diabelski  ogień  zdążył  jednak  osmalić 

mu  skrzydła.  Monarcha  zacisnął  zęby,  gdy  palący  ból  rozlał  się  po  jego 

kościach.  Nie  namyślając  się  wiele,  odepchnął  się  nogami  od  skały.  Chwilę 

później  cisnął  mieczem  w  stronę  demona.  Zaskoczony  stwór  nie  zdążył 

wykonać już żadnego ruchu, ostrze miękko wbiło się w jego ciało. Ogłuszający 

ryk ginącej bestii wstrząsnął górą. Potwór runął w otchłań zapomnienia, ginąc 

raz na zawsze. 

Król Tynaru podążył tuż za nim. 

***

 

Tunel, którym uciekali, miejscami był tak wąski, że Ariel biegnąc, zdzierał 

sobie łokcie. Elena wtulona w jego ramiona, cichutko kwiliła. Drobnym ciałem 

nie targały już, co prawda spazmy bólu, ale Ariel wiedział, że to tylko chwilowy 

spokój.  Jej  więź  z  demonem  nadal  była  bardzo  silna.  Pozostawało  mieć  tylko 

nadzieję, że król pokona Mashinę i zerwie w ten sposób diabelską nić łączącą 

jego córkę z potworem. 

Delikatny,  chłodny  wiatr  owiał  twarz  smoczego  wojownika,  jeszcze  nim 

zdążył zobaczyć wyjście. Elena pisnęła przeraźliwie. Z bólu czy z radości? Nie 

potrafił tego stwierdzić. 

Zaraz potem, tuż za pokruszoną skałą, pojawiło się światło. Ariel ostrożnie, 

omijając  ostre  fragmenty  skały,  wyszedł  na  zewnątrz.  Odetchnął  szybko 

czystym powietrzem. Elena skuliła się w jego ramionach, łkając cicho, gdy tylko 

zachodzące słońce dotknęło jej chorych oczu. 

–  Już  dobrze  –  szepnął  smok,  ale  dziewczyna  drżała  coraz  mocniej. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

Konwulsje  ogarnęły  już  całe  jej  ciało.  Szarpała  się,  rzucając  głową  na  boki. 

Ariel ukląkł, kładąc dziewczynę na chłodnej trawie. Krzyknęła cicho, wbijając 

palce  w ziemię,  stopy  bezradnie uderzały  o podłoże,  ciało  skręcało się  z  bólu, 

usta rozwarły się plując czarną śliną. 

Coś  potwornego  rozszarpywało  jej  wnętrzności.  Nie  mogła  oddychać, 

płuca palił żywy ogień. Z oddali docierały do niej wołania Marco. 

Ariel ułożył dziewczynę na trawie. 

Wojownicy  przynieśli  wodę  ze  strumienia,  by  obmyć  jej  zbolałą  twarz. 

Marco zdjął płaszcz i podał go Arielowi. Smoczy wojownik otulił nim szczelnie 

dziewczynę. Chwilowo była pod wpływem jego mocy. 

– Co jeszcze możemy dla niej zrobić? – zapytał książę. 

–  Jak  najszybciej  przetransportować  do  Pallentonium,  książę  –  rzucił 

Netabe, podchodząc do nich i posyłając ostre spojrzenie Arielowi. – Królewscy 

medycy i magowie najlepiej się nią zajmą – dodał chłodno. 

Ariel warknął cicho. Nie podobała się mu postawa rycerza. Nigdy za sobą 

nie przepadali. Starali się trzymać od siebie na dystans. Nie zawsze się udawało, 

czasami ich miecze ścierały się ze sobą. Zawłaszcza na treningach i królewskich 

turniejach, nie szczędzili sobie razów. 

Marco zamyślił się. 

– Netabe ma rację, musimy jak najszybciej przewieźć Elenę na zamek, ale 

nie jestem przekonany, czy w jej obecnym stanie jest to w ogóle możliwe. Poza 

tym  jest  jeszcze  kwestia  mojego  ojca  –  książę  spochmurniał.  Niespokojnym 

wzrokiem popatrzył na górę. Skały sypały się po zboczach, kłęby dymu unosiły 

się  w  powietrzu,  mrok  ognistymi  wstęgami  wydobywał  się  ze  szczelin.  – 

Wierzę, że duchy naszych przodków pomogą mu pokonać demona. 

–  Jeśli  chcemy  szybko  dostarczyć  ją  na  zamek,  powinniśmy  skorzystać  z 

portalu  magicznego  –  do  dyskusji  wtrącił  się  Drefus.  –  Najbliższy  jest  tuż  za 

granicą Darkarii, niestety w pobliżu możemy natknąć się na gobliny. 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

–  Drugi, ukryty  jest na przełęczy  w  Górach  Torela  –  Marco  zamyślił  się, 

rozważając wszystkie możliwości. – Bezpieczniejsze przejście, chociaż dotarcie 

do portalu jest o wiele trudniejsze. 

–  Możemy  tam  polecieć  –  odezwał  się  w  końcu  Ariel.  Czerwonowłosy 

wojownik  przypatrywał  się  linii  zachodzącego  słońca.  –  Myślę,  że  nie  mamy 

wyboru. Nadchodzi noc. Zła noc, jeśli wiecie, co mam na myśli. Tu nigdzie nie 

jest bezpiecznie po zmroku. 

– Konie zostawiliśmy tuż za granicą... – zaczął Drefus. 

– Musimy o nich zapomnieć, zresztą prawdopodobnie już i tak padły łupem 

goblinów – dodał smok. 

– Kto zabierze księżniczkę? – zapytał Netabe. 

– Ja, oczywiście. – Czerwony wojownik wyprostował się dumnie. 

– Przestraszysz ją! – warknął skrzydlaty rycerz. 

Ariel tylko wzruszył ramionami, ale jego mina wyraźnie mówiła, że mało 

go obchodzi zdanie skrzydlatego wojownika. 

–  Dobra  –  przerwał  im  Marco.  –  Ariel  ma  rację.  Zabierajmy  się  stąd. 

Dookoła już zaczyna gromadzić się zło. Nie mam zamiaru zostać tu ani chwili 

dłużej. Dasz sobie radę, prawda? – dotknął ramienia Ariela. 

– Tak – pokiwał głową wojownik. 

Smok pochylił się nad śpiącą dziewczyną, szczelniej otulił ją płaszczem i 

podniósł.  Jej  ciało  bezwiednie  oparło  się  o  jego  pierś.  Prawie  jęknął  pod 

wpływem tego dotyku. Zmusił się jednak, by przymknąć oczy i skoncentrować 

na lataniu. Chwilę później z jego pleców zaczęły wyrastać ogromne, czerwone, 

skórzaste skrzydła. Smocze skrzydła. Skóra na plecach wokół nich pokryła się 

łuskami.  To  była  tylko  częściowa  przemiana,  ale  tyle  wystarczyło,  by  mógł 

polecieć. Przycisnął dziewczynę mocniej do siebie, zamachał skrzydłami i wzbił 

się w powietrze. 

Poszybował wysoko. Uwielbiał latać, czuć wiatr we włosach. Tylko wtedy 

background image

Emilia Anna Kaczmarek: Smoczy Płomień 

*** 

 

był naprawdę wolny. Będąc już w powietrzu, rzucił okiem na ziemię pod nim. 

Góra drżała tak bardzo, że lada moment miała zapaść się pod swoim ciężarem. 

Ariel  był  ciekaw,  czy  Marco  wie,  że  w  jej  wnętrzu  mieszka  zło  o  wiele 

potężniejsze niż Mashina. Nawet, jeśli król pokona demona, może nie oprzeć się 

ciemności kłębiącej w bezdennych czeluściach.  

Nieświadomy  zagrożenia  książę  zdążył  już  wyczarować  kruczoczarne 

skrzydła, jednak to Netabe zabrał ze sobą Drefusa. Jak dobrze pójdzie, za kilka 

godzin dotrą do przełęczy Torela.