background image

 

Ingulstad Frid 

Znak z nieba 

Saga Przepowiednia księżyca 08 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 

GALERIA POSTACI 

 

 

 

 

 

 

Ingebjorg Olavsdatter 

dziedziczka  dworu  Sasmundgard  w  Dal  w 
parafii Eidsvoll 

Bergtor Masson 

były  narzeczony  Ingebjorg,  kupiec  oże-
niony z Giselą 

Gisela Sverresdatter 

gospodyni  we  dworze  Bełgen,  żona 
Bergtora 

Pani Sigrid Jonsdatter 

nowa  matka  przełożona  w  klasztorze 
Nonneseter 

Sira Joar 

były  ksiądz  w  kościele  Świętego  Krzyża, 
pozbawiony urzędu 

Orm Oysteinsson 

ochmistrz  (najwyższy  rangą  urzędnik, 
rządzi Norwegią w imieniu króla Magnusa) 

Pani Bothild 

gospodyni 

Akersborg, 

żona 

Orma 

0ysteinssona 

Ture Gustavsson 

narzeczony Ingebjorg ze Szwecji 

Rycerz Darre 

jeden z rycerzy w twierdzy Akersborg 

Król Magnus 

król Szwecji 

Młody król Hakon 

mianowany  królem  Norwegii,  władca 
nominalny aż do uzyskania pełnoletności w 
1355 r. 

Junikier Eryk 

brat  króla  1  lakona,  szwedzki  książę  i 
następca tronu 

TLR

background image

 

 

W poprzednim tomie... 

Rycerz Darre ratuje Ingebjorg przed śmiercią. Pani Thora chciała dźgnąć ją 

nożem, za co została przez .ochmistrza oskarżona o próbę zabójstwa. Panią Thorę 
w trącono do lochu, ale z pomocą siry Joara uciekła. Oboje wyruszyli konno do 
Szwecji, po drodze jednak ludzie ochmistrza schwytali byłą przełożoną klasztoru i 
na miejscu zabili. Sira Joar uniknął śmierci. 

Bergtor przyłapuje Giselę i ochmistrza na gorącym uczynku. Gisela otrzymuje 

karę, a ochmistrz odmawia przybycia na ucztę zaręczynową Ingebjorg i Turego. 
Ingebjorg zakochuje się w swoim narzeczonym. Ture również sprawia wrażenie 
zakochanego, ale nie bierze narzeczonej do łóżka, choć ona bardzo tego pragnie. 
Ture towarzyszy jej w podróży do Sasmundgard. Dwór jest w upadku i Ture prosi, 
by narzeczona go sprzedała. Ona jednak odmawia, bo wie, że pewnego dnia tut.aj 
wróci. Ingebjorg oddała też rycerzowi Darre tajny dokument ojca, by zawiózł go 
królowi Magnusowi do Fredrikstad, ale rycerz nie wraca i dziewczyna zaczyna się 
bać.  Pewnego  dnia  zostaje  wezwana  do  ochmistrza,  który  żąda  informacji  o 
dokumencie. Ingebjerg odmawia. Nawet kiedy ochmistrz informuje ją, że pewien 
mężczyzna został schwytany i poddany torturom, nie chce nic powiedzieć. Obawia 
się jednak, że chodzi o rycerza Darre.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

TLR

background image

 
Rozdział 1 
 

Oslo, jesień, rok 1353 

lngebjorg  stała  przy  oknie  w  swojej  izbie  do  pracy  i  spoglądała  na  fiord, 

przesuwając  w  palcach  paciorki  różańca.  Przy  każdym  mniejszym  odmawiała 
Zdrowaś Mario,
 a przy większych Ojcze nasz. 

Z całego serca pragnęła mieć przy sobie sirę Eirika. Marzyła też aby odwiedzić 

kościół Arnadal i tam szukać pomocy. Może gdyby usłyszała dźwięk dzwonów, 
poczuła  zapach  kadzidła  i  wzięła  udział  w  dobrze  znanym,  starym  rytuale, 
odzyskałaby  siłę,  której  tak  bardzo  potrzebowała.  Wysyłanie  do  Marii 
„duchowych  różyczek",  jak  sira  Eirik  nazywał  cząstki  różańca,  nie  wystarczy. 
Przynajmniej w tej walce, jaką teraz toczy. 

Myśl,  że  rycerz  Darre  mógłby  przechodzić  najgorsze  tortuiy  dlatego,  że 

uwolnił  ją  od  tajnych  papierów,  była  nie  do  zniesienia.  Nie  może  pozwolić,  by 
dręczono,  dobrego,  troskliwego  człowieka,  który  każdego  ranka  i  wieczora 
przeprowadzał  ją  przez  Ciemny  Korytarz,  który  uratował  ją  przed  niechybną 
śmiercią z rąk pani Thoiy. 

Problem nie polega na tym, co powinnam zrobić, powtarzała sobie w duchu. Ja 

po prostu nie mam wyjścia. Jeśli strach sprawi, że ulegnę, będę stracona. Muszę 
odszukać Orma 0ysteinssona i powiedzieć mu, jakie nazwiska zostały wymienione 
w dokumencie. Muszę go przekonać, że rycerz Darre jest niewinny, że ofiarował 
się zająć tym pergaminem, by uwolnić mnie od lęku i zmartwień. Mogę zresztą 
twierdzić,  że  rycerz  Darre  nie  zna  treści  tajnych  papierów,  że  prosiłam  go,  by 
przekazał to wszystko królowi Magnusowi, bowiem ojciec nie zdążył tego zrobić 
przed śmiercią. 

Nagle zdała sobie sprawę z czegoś jeszcze. Przecież nie musi się przyznawać, 

że  ona  sama  zna  zawartość  dokumentu.  Może  powiedzieć  jedynie,  że  się  nim 
zajęła, bo matka zobowiązała ją, że ma go dostarczyć do rąk własnych króla. A 
sirze  Joarowi  oddać  nie  chciała  właśnie  dlatego.  Poza  tym  domyśliła  się,  że 
informacje  tam  zawarte  są  dla  króla  ważne.  Kiedy  zauważyła,  że  pani  Thora 
nastaje na jej życie, uznała, iż dokument jest niebezpieczny, zwierzyła się z tego 
rycerzowi Darre, a on podjął się przekazać go królowi. Ani ona, ani rycerz Darre 
nie musieli znać jego treści. 

Czy ochmistrz jej uwierzy? Przecież wie, że Ingebjorg umie czytać. 

TLR

background image

Nie  wie  jednak,  czy  zna  łacinę.  Poza  tym  list  został  napisany  z  użyciem 

trudnych  słów  i  liter,  ledwo  potrafiła  go  odczytać.  Może  powiedzieć 
ochmistrzowi, że Darre czytać nie umie. Poprosi go, by nakazał rycerzowi oddać 
pergamin. Niech powie, że Ingebjerg go o to prosi. Lepiej żeby Orm 0ysteinsson 
dostał dokument, niż by rycerz Darre został zadręczony na śmierć. Król Magnus 
nie  musi  wiedzieć,  że  jego  własny  ochmistrz  w  Norwegii  pracuje  przeciwko 
niemu.  Zwłaszcza,  że  nie  jest  pewne,  czy  to  ma  aż  takie  wielkie  znaczenie.  W 
każdym  razie  nie  teraz.  Wicie  z  osób  wymienionych  w  dokumencie  zmarło 
podczas zarazy, ojciec Giseli się zestarzał i nie odgrywa już żadnej roli, pani Thora 
nie żyje, a sira Joar uciekł. Trudno więc zakładać, że ochmistrz będzie miał wielu 
zwolenników, jakby przyszło co do czego. 

Może ona sama przecenia znaczenie dokumentu? 
Istnieje  możliwość,  że  ochmistrz  jej  nie  uwierzy.  Jeśli  Ingebjorg  wyzna,  iż 

rycerz Darre jest w posiadaniu do- kumentu, będzie to oznaczało, że dotychczas 
oboje  kłamali.  Ryzykuje  więc,  że  oboje  zostaną  ukarani.  I  to  ukarani  surowo, 
pomyślała z drżeniem. Oskarżyć najpotężniejszego męża w kraju, zastępcę króla, 
dysponenta  państwowej  pieczęci,  to  musi  być  największe  przestępstwo,  jakie 
można popełnić. Ingebjerg zostałaby pewnie ukamienowana, a rycerz Darre ścięty 
mieczem.  Zrobiło jej się zimno. Oczyma  wyobraźni widziała siebie, jak stoi na 
miejscu kaźni, przerażona, otoczona rozwrzeszczanym tłumem, półnaga, umazana 
smołą, z ogoloną głową, szlochająca ze strachu, krzycząca za każdym razem, gdy 
kamień trafi w głowę, w plecy lub w brzuch. 

— Nie — wyszeptała. 
Musi skłonić Orma 0ysteinssona, żeby jej uwierzył. Dotychczas nie wątpił w 

jej niewinność, a ona na szczęście nie zdradziła się, kiedy ją ostatnio wypytywał. 
Mogłaby też zwierzyć się pani Bothild. Gospodyni twierdzy jest ostatnio dla niej 
sympatyczniejsza.  Ingebjorg  miała  nawet  wrażenie,  że  ją  lubi.  Zresztą  może 
mogłaby  poprosić  o  pomoc  również  Giselę.  Ta  kobieta  ma  dziwną  władzę  nad 
mężczyznami i ochmistrz jest nią najwyraźniej zainteresowany. Choć między nią i 
Giselą panują chłodne stosunki, nie wątpiła, że tamta nie stałaby spokojnie, gdyby 
Ingebjorg groziła śmiecć. Wprawdzie kiedyś podejrzewała, że żona Bergtora chce 
ją otruć, ale potem uznała, że chodziło raczej o pozbycie się jej z dworu Belgen i z 
życia męża. 

Nad wodą wolno przeleciała wrona i usiadła na  ogrodowym murku. Leciała z 

północy, we czwartek, tak jak inna wrona tamtego dnia, kiedy Eirik zjawił się po 

TLR

background image

raz  pierwszy  w  Ssemundgard,  a  Ingebjerg  pomyślała,  że  to  zły  znak,  i  jak  się 
okazało, miała rację. 

Ruszyła wolno ku drzwiom. 
— Nie mam wyboru — powtórzyła. — Nie mogę pozwolić, by rycerz Darre 

został zamęczony na śmierć. 

Skoro  wytrzymałam  chłostę  i  ciemnicę  w  klasztorze,  nie  wydając  tajemnicy 

ojca, to i tym razem muszę być silna. 

Ręce miała lodowate i wszystko się w niej trzęsło, gdy zamykała za sobą drzwi 

i szła przez dziedziniec twierdzy, w stronę Wieży Śmiałków. Miała wrażenie, że 
nogi się pod nią uginają, a kiedy dotarła do celu, musiała oprzeć się o ścianę. Przez 
chwilę stała z przymkniętymi oczyma. 

— Święta Mario, Matko Boża, pomóż mi — modliła się w duchu. 
—  Czy  coś  się  stało,  panno  Ingebjorg?  —  rozległ  się  kobiecy  głos  za  jej 

plecami. 

Odwróciła się przerażona i spojrzała prosto w zatroskaną twarz pani Bothild. 
— Ja... nagle zrobiło mi się słabo — wyjąkała Ingebjarg. 
— Dziecko kochane, chodź ze mną, twarz masz białą niczym śnieg. 
— Muszę porozmawiać z ochmistrzem — szepnęła Ingebjorg. — Mam mu coś 

bardzo ważnego do powiedzenia. 

— Zaraz po niego poślę — odparła pani Bothild stanowczo. Ujęła Ingebjorg 

pod rękę i pomogła jej wejść do środka. 

Pani  Bothild  zaprowadziła  ją  do  kobiecej  komnaty  i  pomogła  Ingebjorg 

położyć się na ławie przy ścianie. 

— Zaraz zawołam pokojówkę Kirsten i poproszę, żeby zaparzyła pani melisy. 

To pomaga na niepokój i przygnębienie. Królewski syn Llewelyn z Walii ma już 
ponad sto lat, a mówią, że każdego ranka pije melisę — ciągnęła. 

Ingebjorg półprzytomna pomyślała, że melisa pomaga też na histerię i choroby 

urojone. Pani Bothild najwyraźniej myśli, że ona na to właśnie cierpi. 

Drzwi się otworzyły, Ingebjorg z przerażeniem stwierdziła, że do izby wszedł 

ochmistrz. 

— Co się tu dzieje? — burknął niezadowolony. — Masz tutaj pannę Ingebjorg? 
— Ona, biedactwo, źle się czuje. Mało brakowało, a byłaby zemdlała. 
Ingebjorg próbowała usiąść. 
— Muszę z wami porozmawiać, panie Orm. 
Nagle pokój się zakołysał i dziewczyna opadła z powrotem na poduszki. 

TLR

background image

— Ach tak? — dotarł do niej głos gospodarza jakby z oddali. — To w końcu 

masz mi jednak coś do powiedzenia, panno Ingebjorg? W takim razie rozumiem, 
dlaczego nogi nie chcą cię nosić. 

Podszedł bliżej, a Ingebjorg znowu spróbowała usiąść. Tym razem się udało. 
— Nie bądź dla niej zbyt surowy — upomniała pani Bothild. — Ona naprawdę 

wiele przeszła. 

Ingebjerg  spojrzała  w  górę.  Ochmistrz  stał  nad  nią  wielki  i  władczy,  wzrok 

miał ponury, cieszyła się, że gospodyni twierdzy jest przy niej. 

— No, proszę mówić, panno Ingebjorg. Gdzie schowałaś dokument swojego 

ojca? 

— Ja go już nie mam, panie Orm — wyszeptała, zdając sobie z przerażeniem 

sprawę, że Darre musiał dzielnie znosić tortury i dotychczas nie wyjawił, gdzie się 
list znajduje. 

— Co chcesz przez to powiedzieć? — głos ochmistrza brzmiał lodowato. 
Ingebjorg zwilżyła wargi, oparła głowę o ścianę i zmuszała się do patrzenia mu 

w oczy. Nagle przypomniała sobie tamto spotkanie, kiedy pierwszy raz zjawił się 
w Nonneseter, by jej podziękować za pracę. Wydawało jej się wtedy, że to miły i 
życzliwy człowiek. Jak mogła się tak pomylić? 

—  Kiedy  znalazłam  dokument,  obiecałam  matce,  że  nie  oddam  go  nikomu 

prócz króla Magnusa — zaczęła wolno. — Sira Joar i pani Thora bardzo chcieli ten 
list  dostać,  ale  ja  dotrzymałam  danej  matce  obietnicy.  Czuła  się  ciężka  jak  z 
ołowiu, w głowie jej huczało, ręce wciąż były lodowate. — Dopiero kiedy pani 
Thora  próbowała  usunąć  mnie  z  tego  świata,  zrozumiałam,  jakie  to  wszystko 
niebezpieczne i postanowiłam pozbyć się dokumentu. 

Ochmistrz  stał  nieporuszony.  Słuchał.  Uznała,  że  jej  wierzy,  co  dodało  jej 

odwagi. Zauważyła zaniepokojona, że pani Bothild wyszła razem ze służącą. 

— No i co było w tym dokumencie, panno Ingebjorg? 
Zmrużył oczy, przyglądając jej się podejrzliwie. 
Dziewczyna pokręciła głową. 
— Nie mam pojęcia. 
Ochmistrz podszedł jeszcze o krok bliżej. 
— Myślałem, że przyszłaś tutaj, żeby mi coś powiedzieć, a nie nadal kłamać. 
Z drżeniem zaczerpnęła powietrza. 
— Przyszłam powiedzieć, że wyzbyłam się tego pergaminu. 
— I chcesz mnie przekonać, że wciąż nie wiesz, czego dotyczył? — W głosie 

ochmistrza było szyderstwo. 

TLR

background image

Ingebjorg przytaknęła. 
— Bo ja nie rozumiem po łacinie. 
— Imiona nie są po łacinie — krzyknął, aż echo odbiło się od ścian. — Mów 

zaraz! Jakie nazwiska wyczytałaś? Kogo wymienia dokument? 

— Ja nie wiem, panie Orm. Nawet jeśli kiedykolwiek widziałam nazwiska, to 

nie  zwróciłam  na  nie  uwagi.  Pismo  było  dziwaczne  i  niewyraźnie,  a  same 
nazwiska nie miały dla mnie żadnego znaczenia. 

Patrzył na nią rozpłomienionym wzrokiem. 
Jednak mi nie wierzy, pomyślała zgnębiona. 
— A ja słyszałem coś innego, panienko Ingebjorg — wysyczał wolno. — Ten 

mężczyzna, którego wkrótce mistrz w lochu obedrze ze skóry, twierdził, że znałaś 
treść  dokumentu.  Powiedział,  że  bardzo  cię  to  interesowało.  Tak  bardzo,  że 
zlekceważyłaś i sirę Joara, i panią Thorę, wolałaś zostać zamknięta w klasztornej 
ciemnicy, niż oddać im tajny list. Kłamałaś na temat tego dokumentu, od kiedy go 
znalazłaś — mówił. — Oszukałaś na przykład pewnego człowieka tak dalece, że 
pojechał na miejsce, w którym odkryłaś zwłoki ojca i szukał przez cały dzień, ale 
niczego nie znalazł. 

Ingebjorg drgnęła. Skąd on to wie? Ona tego rycerzowi nie mówiła. 
Na wszelki wypadek skinęła głową. 
— Tak, pamiętam, że okłamałam jakiegoś człowieka na weselu w sąsiednim 

dworze,  bo  zbyt  natrętnie  mnie  wypytywał.  Ale  co  miałam  zrobić,  skoro 
obiecałam matce, że nikomu nawet o tym nie wspomnę? Zostałam wychowana w 
posłuszeństwie dla swoich rodziców. 

Po  twarzy  ochmistrza  przemknął  cień,  znowu  doznała  wrażenia,  że  ten 

człowiek  się  waha.  Już  otworzyła  usta,  by  dodać,  że  rycerz  Darre  też  treści 
dokumentu nie zna, i że go raczej nie przeczytał, bo nie jest w czytaniu biegły, a 
łaciny  w  ogóle  się  nie  uczył,  gdy  drzwi  się  otworzyły  i  weszła  pani  Bothild  z 
Kirsten, niosącą kubek parujących ziół. 

— Ona będzie ci pomagać, panno Ingebjorg. 
Orm 0ysteinsson odwrócił się gwałtownie. 
— Wyjdźcie stąd. Panna Ingebjerg i ja mamy ważną rozmowę. 
Ingebjorg spodziewała się, że gospodyni dworu się przestraszy gniewnego tonu 

męża, ale ona stała nie poruszona. 

—  W  tej  izbie  to  ja  decyduję  —  oświadczyła  stanowczo.  —  Jeśli  panna 

Ingebjarg nie napije się ziół i nie odzyska spokoju, to kto inny będzie musiał stąd 
wyjść. 

TLR

background image

Ingebjorg nie wierzyła własnym uszom. Sądziła, że pani Bothild to skromna, 

małomówna i lękliwa kobieta. Teraz odkryła kogoś zupełnie innego. 

Orm  0ysteinsson  wyglądał,  jakby  miał  wybuchnąć,  po  czym  odwrócił  się  i 

wyszedł. 

— Panie Orm! — zawołała za nim Ingebjorg. — Proszę go już nie torturować. 

On nie ma dokumentu. Ja wszystko zniszczyłam. 

Ochmistrz burknął coś i zniknął. 
Kiedy pokojówka wyszła, pani Bothild usiadła obok Ingebjorg. 
— Proszę, moja droga. Wypij to dopóki ciepłe. Jestem pewna, że ci pomoże. — 

Zauważyłam, że panienka zdziwiła się moim brakiem szacunku dla pana Orma — 
mówiła  dalej  gospodyni.  —  Panienka  nie  zna  mojego  pochodzenia.  Należę  do 
rodu  Folkungów.  Beze  mnie  pan  Orm  nie  osiągnąłby  takiego  wysokiego 
stanowiska, jakie zajmuje. 

W jej słowach była gorycz. Gdyby kochała męża, nigdy by mi czegoś takiego 

nie  powiedziała,  pomyślała  Ingebjorg.  Przypuszczalnie  pani  Bothild  odkryła, 
czym  on  się  zajmuje.  Teraz  daje  Ingebjorg  do  zrozumienia,  że  bez  niej  byłby 
niczym. 

—  Od  dawna  wiem,  że  jest  czymś  wzburzony,  ale  nigdy  mi  nie  powiedział 

czym — opowiadała dalej Bothild. — Teraz rozumiem, że to ma coś wspólnego z 
panią. Chociaż nie wiem, o co chodzi, to stoję po pani stronie, Ingebjorg. Jest pani 
ciepłym,  dobrym  i  życzliwym  człowiekiem,  nie  wątpię,  że  nie  zrobiła  pani  nic 
złego. Gdyby zechciała mi się pani zwierzyć, potraktuję to jako znak zaufania i 
przyjaźni. 

Nieszczęsna  dziewczyna  nie  wahała  się  dłużej.  Może  pani  Bothild  zdoła 

uratować i mnie, i rycerza Darre, pomyślała z nową nadzieją i odwagą. 

— Mój ojciec zaginął w czasie wielkiej zarazy. Dwa lata później znalazłam 

jego zwłoki w lesie. W kurtce ojca był dokument, na którego widok matka kazała 
mi oczywiście obiecać, że nigdy nikomu go nie pokażę. 

Pini Bothild cierpliwie kiwała głową. 
— Słyszałam, co pani mówiła Ormowi. 
— W Nonneseter pani Thora i sira Joar chcieli mi dokument odebrać, a kiedy 

przełożona  próbowała  mnie  zabić,  zrozumiałam, że  sprawa  jest  niebezpieczna  i 
postanowiłam się go pozbyć. 

— To bardzo rozsądne — przerwała jej pani Bothild. 
— Ale co złego wiąże się z tą sprawą? 

TLR

background image

— Nie mam pojęcia — Ingebjorg patrzyła w bok. — Sądzę, że pan Orm uważa, 

iż ja wiem, czego dokument dotyczy. Ale to nieprawda. 

Pani Bothild milczała. Zmarszczyła czoło, twarz miała zatroskaną. Po dłuższej 

chwili spytała ostrożnie: 

— Ma pani wciąż ten pergamin, panno Ingebjorg? 
Ingebjorg nie była w stanie spojrzeć jej w oczy. Jeśli pani Bothild dowie się, że 

dokument zawiera informacje o zdradzie Orma 0ysteinssona, i że został wysłany 
do króla Magnusa, z pewnością nie będzie chciała popierać Ingebjorg. Pokręciła 
więc przecząco głową. 

—  Czy  z  powodu  tego  dokumentu  pewien  mężczyzna  został  pojmany  i  jest 

torturowany, aby wyznał prawdę? 

— Tak mi się zdaje — szepnęła Ingebjorg. 
—  Więc  jednak  pani  dała  dokument  temu  mężczyźnie,  który  teraz  siedzi  w 

lochu. 

Ingebjorg nie wiedziała, co począć. 
— Ja nie mam pojęcia, kto został pojmany — odparła. — Ale list oddałam. 
—  Skoro  Orm  tak  zareagował,  to  ten  pergamin  musi  zawierać  coś,  co  nie 

powinno dotrzeć do niepowołanych uszu. 

Ingebjorg zamyśliła się. Gospodyni wstała. 
— Porozmawiam z mężem, panno Ingebjorg. Zdaje mi się, że wiem, o co w 

tym wszystkim chodzi, i dla czego on jest taki wzburzony. Pani nic nie może zro-
bić. Wierzę, że nie ma pani pojęcia o treści dokumentu i przekonam Orma, że jest 
pani niewinna. 

Ingebjorg wstała. 
— Muszę wracać do pracy. Straciłam już wiele dni. 
Pani Bothild przyglądała jej się zatroskana. 
— Czy to strach przed panem Ormem sprawił, że byłaby pani zemdlała? 
— Myślę, że tak — mruknęła Ingebjorg, idąc do drzwi. 
— Nie trzeba się bać, panno Ingebjorg. On może wyglądać na zagniewanego, 

ale ja wiem, jak z nim postępować. 

Ingebjorg zmusiła się do uśmiechu. 
W swojej izbie długo wpatrywała się w okno. Uratowałam rycerza Darre, czy 

jeszcze pogorszyłam jego sytuację? Wyjawiła pani Bothild, że nie ma dokumentu, 
ale nic więcej. Na szczęście gospodyni jest przekonana o jej niewinności. 

Ale ile ona może? Czy rzeczywiście ma władzę nad swoim małżonkiem i jak 

daleko gotowa jest się posunąć, by pomóc Ingebjorg? 

TLR

background image

Pani  Bothild  sprawiała  wrażenie,  że  wie,  o  co  chodzi,  ale  czy  tak  jest 

naprawdę? I najważniejsze: po czyjej stronie się ostatecznie opowie? 

Rozdział 2 

Ku  zdumieniu  Ingebjerg  ochmistrz  już  tego  dnia  jej  nie  nachodził.  A  była 

przekonana, że nadal będzie żądał informacji, co zrobiła z dokumentem. Z ulgą 
przyjęła do wiadomości, że na kolacji też się nie pojawi. 

Zresztą  podobnie  jak  rycerze  Losne  i  Galtung.  Natomiast  przyjechała  w 

odwiedziny  małżonka  rycerza  Losne,  niebywale  gadatliwa  kobieta.  Ingebjorg 
zauważyła,  że  gospodyni  siedzi  pogrążona  we  własnych  myślach  i  pozwala 
gościowi  mówić.  Za  to  raz  po  raz  posyła  Ingebjorg  badawcze  spojrzenie.  Nie 
ulegało wątpliwości, że pani Bothild myśli o tajnym dokumencie. 

Jej zatroskanie mogło wskazywać, że domyśla się treści pergaminu i lęka o to, 

co się stanie, kiedy sprawa dotrze do króla. Czy jest po stronie męża czy też nie, 
musi wiedzieć, w jak niebezpiecznej sytuacji się znalazł. 

Ingebjorg nadal miała trudności ze zrozumieniem tego, co się dzieje. Jeśli król 

Magnus naprawdę dowiedział się o dokumencie i poznał nazwiska swoich prze-
ciwników, a w dodatku we wszystko uwierzył, to powinien był zareagować. Nie 
jest pewne, czy uwierzył, skoro sprawa dotyczy takiego zaufanego człowieka jak 
ochmistrz.  Ale  tak  czy  inaczej  król  powinien  ją  zbadać.  Dlaczego  zatem  Orm 
0ysteinsson nadal znajduje się w królewskiej twierdzy? 

Gdyby  natomiast  rycerz  Darre  nie  dotarł  do  króla  Magnusa  z  listem,  to 

dlaczego  go  pojmano  i  torturowano,  żądając  przyznania  się?  Przecież  ci,  w 
których władzy się znalazł, mogli po prostu wziąć dokument i przeczytać. Chyba 
że zaginął. Gdzie się teraz podziewa? Co rycerz Darre z nim zrobił? A może to nie 
Darre siedzi w lochu? Może to nie jego torturuje katowski mistrz? 

Nieznacznie pokręciła głową. Ona nikomu więcej nic nie powiedziała, tylko 

Bergtorowi  i  rycerzowi  Darre.  Si—  ra  Joar  i  pani  Thora  mogli  opowiadać,  że 
Ingebjorg jest w posiadaniu dokumentu, ale żadne z nich nie wiedziało, że dostała 
go z powrotem po tym, jak Bergtor zawiózł go do dworu Valen. 

Gisela... Gisela mogła wyśledzić, że Bergtor przywiózł dokument z powrotem i 

domyśliła się, że oddał go Ingebjorg. Ale w tej rozmowie z ochmistrzem, którą 
Ingebjorg podsłuchała, Gisela zapewniała, że nie wierzy, by tajny list znajdował 
się w rękach dziewczyny. 

— O czym panna Ingebjorg rozmyśla? — spytała nagle pani Bothild. 

TLR

background image

Ingebjorg  spojrzała  na  nią  przestraszona.  Była  tak  pogrążona  we  własnych 

rozważaniach, że nie słyszała, o czym tamte rozmawiają. 

— Panna Ingebjorg wierzy, że melisa pomaga? 
— Oczywiście — odparła, czując, że się czerwieni. 
— A ja się z tym nie zgadzam! — wykrzyknęła małżonka rycerza Losne. — Od 

świętego Jana codziennie piję wywar z melisy, a nadal tkwi we mnie niepokój. 

— To może powinna pani spróbować szałwii — zaproponowała pani Bothild. 

— Mnisi z Hovedoen mówią, że działa uzdrawiająco i pomaga na siwienie. 

— Naprawdę? Człowiek odzyskuje dawny kolor włosów? 
— Podobno tak. 
Ingebjorg spojrzała na  małżonkę rycerza. Musiała wcześnie posiwieć, włosy 

wyglądały na jej głowie niczym srebrny hełm, wyraźnie widoczne spod zdobionej 
paciorkami siatki. 

W tej samej chwili zauważyła, że pani Bothild do niej mruga i zrozumiała, o co 

chodzi. Oto obie, i gospodyni dworu, i ona rozmyślają na tematy życia i śmierci, a 
tymczasem małżonka rycerza zajmuje się siwizną. To godna zazdrości beztroska, 
przemknęło jej przez głowę. 

Żona  rycerza  Losne  to  piękna  kobieta,  a  ze  srebrzys—  tosiwymi  włosami 

bardzo jej do twarzy, nie ma się czego wstydzić. Miała na sobie suknię z jedwabiu 
w  kolorze  morskiej  wody.  Stanik  mocno  dopasowany  podkreślał  kształty  ciała. 
Przy szyi i na rękach nosiła złote łańcuchy. Rycerz Losne musi być człowiekiem 
dobrze sytuowanym.  Przypomniała  sobie, co Bergtor  powiedział nie tak dawno 
temu, że w wyniku wielkiej zarazy izlachta norweska zbiedniała i zrównała się ze 
stanem chłopskim. Bergtor obawia się, że będzie to miało wpływ na życie kraju. 
Ingebjorg spytała, czy w innych krajach, dotkniętych zarazą, nie jest tak samo, ale 
on odparł, że nie. Bowiem pomyślność Norwegii bardzo zależy od uprawy ziemi, a 
teraz nie ma kto tego robić. Wkrótce wszyscy żyć będą w nędzy. 

Przeniknął ją dreszcz. Jeśli tak, to niedługo nie będzie takich pań jak małżonka 

rycerza  Losne,  obwieszonych  złotem  i  zajętych  szukaniem  ziół  przeciwko  si— 
wiźnie. Nie będzie też wtedy takich mężczyzn jak Ture, który uznał Sasmundgird 
za  zrujnowany  dwór,  i  któremu  nie  podoba  się, że  jego  narzeczona  nie  pragnie 
złota, nie chce też podróżować w otoczeniu licznego orszaku. 

Z zamyślenia wyrwała ją znowu małżonka rycerza Losne, która wykrzyknęła: 
—  Tak  się  cieszę, że  przyjedzie  król  Magnus  i  królowa  Blanka.  Tego  roku, 

kiedy tutaj mieszkali, dużo bywałam na dworze. Tylko że to było piętnaście lat 
temu.  Nie  mogę zrozumieć, że ten czas tak szybko leci. Królowa Blanka  miała 

TLR

background image

wtedy dziewiętnaście lat, byli dopiero co po ślubie. Ach, żebyście wiedziały, jaka 
była piękna! Poza tym mądra i miła. I tacy byli w sobie zakochani, to wzruszające, 
po prostu promienieli ze szczęścia. 

—  To  królewska  para  ma  wkrótce  przyjechać  do  Akersborg?  —  spytała 

Ingebjorg. 

—  O  tak,  nie  wie  pani  o  tym?  Teraz  są  w  Tunsberg  i  tutaj  przyjadą  bliżej 

jesieni. 

Ingebjorg posłała pani Bothild przerażone spojrzenie. 
—  Moi  rodzice  byli  na  weselu  —  mówiła  dalej  żona  rycerza.  —  Mama 

opowiadała mi o tym wielkim wyda- rżeniu. Ślub odbył się w sierpniu. Pogoda 
była  piękna  i  powietrze  ciepłe.  Miasto  u  stóp  Góry  Zamkowej  pokazało  się  z 
najlepszej strony. 

— Dla młodej królowej musiało to być niezwykli przeżycie — przerwała jej 

pani Bothild. — Przyjechała tu z bogatego zamku we Flandrii, pochodzi przecież z 
rodu  spokrewnionego  z  francuskim  domem  królewskim  i  rodziną  cesarza 
Luksemburga. Norwegia musiała jej się wydać mała i zacofana. 

— No właśnie, a do tego miała jeszcze za teściową naszą osławioną królową 

Ingebjorg  —  wtrąciła  pani  Losne.  Zwróciła  się  teraz  do  Ingebjorg:  —  Mam 
nadzieję, że ojciec nie ochrzcił pani na jej cześć — dodała i zachichotała. — To 
ona  pozwoliła,  by  awanturnik  Knut  Porse  doprowadził  do  sojuszu  Norwegii  i 
Szwecji,  by  zapanował  nad  Skanią,  nie  informując  o  tym  rady  królestwa.  I  na 
dodatek doszczętnie wyczyścił kasę państwową. 

— Działali chyba wspólnie — wtrąciła małżonka ochmistrza cierpko. 
— Kobieta nie przejmuje się takimi sprawami. Jedyne, czego ona pragnie, to 

zaspokoić swoje fizyczne żądze. 

— Z tym się nie zgadzam — odparła pani Bothild spokojnie. — Ja uważam, że 

królowa  Ingebjorg  jest  niezwykle  silną  kobietą.  Ponieważ  rząd  regencyjny  był 
słaby, zdobyła zbyt duże wpływy. Jej celem było podbicie państwa duńskiego. 

— A ja  myślę, że jedyne, co ona  miała w głowie, to  małżeństwo z Knutem 

Porse — upierała się tamta ze śmiechem. — Nawet kiedy ją straszono, że straci 
wszystko, co posiada, jeśli za niego wyjdzie, wybrała miłość. — Zwróciła się do 
Ingebjorg: — Czy to nie cudowne? Ja kocham takie historie o miłości. Zwłaszcza 
te, w których kochankowie nie mogą się połączyć, jak to bywa w opowieściach 
rycerskich. 

Ingebjorg  poczuła  się  nieswojo.  Przypomniała  sobie  wieczór  w  starej  izbie, 

kiedy Bergtor opowiadał jej o tej królowej. 

TLR

background image

—  Jaki  jest  król  Magnus?  —  spytała,  znowu  wracając  myślami  do  swojego 

dokumentu. 

—  Nie  słyszała  pani,  co  o  nim  mówią?  —  szepnęła  żona  rycerza  z  dziwną 

miną. — Ja się zgadzam z potężną panią Birgittą ze Szwecji, mężczyzna, który 
uprawia  nierząd  z  innym  mężczyzną,  popełnia  największe  ze  wszystkich 
przestępstwo. Biedna królowa Blanka. 

— A ja nie wierzę, że to prawda — zaprotestowała pani Bothild. — Uważam, 

że wymyśla to pani Birgitta wraz ze szwedzką szlachtą. Oni pragną przejąć władzę 
i robią wszystko, żeby go oczernić. 

Ingebjorg  patrzyła  na  nią  zdumiona.  Chyba  jednak  pani  Bothild  nie  może 

podzielać  poglądów  ochmistrza.  To  ją  uspokoiło.  Jeśli  ta  kobieta  ma  inne 
przekonania  niż  jej  małżonek,  to  powinna  zrobić  wszystko,  co  w  jej  mocy,  by 
uratować rycerza Darre oraz Ingebjorg. 

Małżonka rycerza Losne mocno zacisnęła wargi. Najwyraźniej nie podobało 

jej się stwierdzenie gospodyni. 

— Mój mąż mówi, że król Magnus jest naiwny i słaby. Roztrwonił państwowe 

środki i popadł w wielkie długi. 

—  Ale  to  nie  jego  wina  —  zaprotestowała  znowu  tamta.  —  Nic  na  to  nie 

poradzi, że zaraza zabrała życie tak wielu ludzi, i że teraz nie  ma kto uprawiać 
ziemi.  Nie  odpowiada  też  za  to,  że  panowanie  nad  Skanią  kosztowało  tyle 
pieniędzy i wymagało tylu zabiegów, ani  że wielcy panowie w Szwecji są tacy 
chciwi. 

Ingebjorg domyślała się, że pani Bothild wie dużo więcej, niż zwykłe kobiety, 

o tym, co się dzieje w obu królestwach. 

— On zastawił nawet królewskie korony, swoją i królowej Blanki — wtrąciła 

pani Losne wzburzona. 

— Jak powiedziałam, to nie jego wina. Król Magnus zaczął rządzić z wielką 

stanowczością. To jego  matka dążyła do panowania nad Skanią i kiedy  jeszcze 
Magnus był małym chłopcem, zaczęła podburzać panów w Norwegii, by łamali 
prawo i buntowali się przeciwko koronie. Król Magnus zdołał to uporządkować. 
Proszę nie zapominać, że to on osobiście opracował szwedzkie ustawodawstwo 
jeszcze przed wybuchem zarazy. 

— Świetnie się pani orientuje we wszystkim, co się dzieje —  wtrąciła żona 

rycerza. 

— Jako żona ochmistrza, jestem do tego zobowiązana — odparła pani Bothild 

spokojnie. 

TLR

background image

Ingebjorg napotkała jej spojrzenie. Wydawało jej się, że w błękitnych oczach 

gospodyni czyta jakieś przesłanie, ale pewna nie była. 

— Tak, tak — zgodziła się pani Losne obojętnie. — Chyba pani musi. Ale ja to 

najchętniej  słucham  nowinek  o  królowej.  Skończyła  już  trzydzieści  trzy  lata  i 
słyszałam, że wciąż jest tak samo piękna. To dobra i szczera chrześcijanka. Krótko 
przed zarazą przekonała króla Magnusa, by odbył pielgrzymkę do Nida— ros. — 
Zjadła kawałek jagnięciny i mówiła dalej: — Musi ją boleć, że syn Eryk jest taki 
wojowniczy  i  żądny  władzy,  że  nie  chce,  by  jego  brat  był  królem  Norwegii.  A 
zostało  tylko  półtora  roku  do  czasu  pełnoletności  Hakona.  Mam  nadzieję,  że 
przyjedzie tutaj z rodzicami i go poznamy. To wstyd, że tak rzadko pokazuje się w 
Oslo. 

Zamyśliła się rozmarzona. 
—  Zastanawiam  się,  z  kim  nasz  królewicz  się  ożeni.  W  kraju  jest  mnóstwo 

pięknych  panien  wysokiego  rodu.  Nawet  ja  sama  taką  mam  —  roześmiała  się 
głośno. 

Ingebjorg wstała. 
— Dziękuję za posiłek. Muszę wracać do pracy. 
Choć  czuła  się  bezpieczniejsza,  po  rozmowie  z  gospodynią  na  temat  króla 

Magnusa, w trakcie której dowiedziała się, kogo pani Bothild popiera, nadal się 
bała.  Im  bardziej  polubi  panią  twierdzy,  tym  gorzej  będzie  w  dniu,  kiedy 
działalność ochmistrza wyjdzie na jaw. Niezależnie bowiem od tego, że gospodyni 
nie zgadza się z mężem i cierpi z powodu jego niewierności, to mimo wszystko 
została  mu poślubiona. Mógł wprawdzie zostać ochmistrzem  ze  względu na jej 
pokrewieństwo z rodem Folkungów, to jednak jako najpotężniejszy człowiek w 
państwie  dał  jej  też  wysoką  pozycję.  Ingebjorg  spodziewała  się,  że  Orm 
0ysteinsson  może  pojawić  się  w  każdej  chwili,  by  kontynuować  przesłuchanie, 
dziwiła się, że wciąż go nie ma. Mimo niepokoju udało jej się skupić na pracy i 
przepisywała do zmroku. W końcu pojawiła się słaba nadzieja, że może uniknie 
najgorszego. 

Z radością stwierdziła, że w Ciemnym Korytarzu panuje spokój. Na moment 

przemknęła  jej  myśl  o  Mal—  canisie,  ale  co  znaczy  jakiś  upiór  wobec 
rzeczywistych zagrożeń. Przed drzwiami jej komnaty czekała pokojówka Kirsten. 

Ingebjorg odetchnęła z ulgą. Teraz nie będzie się już musiała obawiać nocnego 

napadu. 

—  Dobry  wieczór,  Kirsten.  Bardzo  się  cieszę,  że  będziesz  sypiać  w  mojej 

komnacie. 

TLR

background image

Pokojówka uśmiechnęła się szeroko. 
—  Ja  też  bym  nie  chciała  sypiać  samotnie,  panno  Ingebjorg.  My  w  domu 

mieszkamy w małej chacie, a jest nas ośmioro. Nigdy nie miałam własnego łóżka. 

— Ja też do tego nie przywykłam — rzekła Ingebjorg. — W domu dzieliłam 

sypialnię z  matką, a w klasztorze z innymi nowicjuszkami i wieloma starszymi 
zakonnicami. 

Pokojówka słuchała, wytrzeszczając oczy. Ingebjorg opowiedziała jej trochę o 

życiu w klasztorze i to wyraźnie zrobiło na niej wrażenie. 

— A nie widziałaś gdzieś rycerza Darre? — spytała niespokojna. 
Kirsten z powagą pokręciła głową. 
— Mam nadzieję, że nie przytrafiło mu się nic złego. Tyle się teraz zła dzieje 

wokół. Rozbójnicy wszelkiej maści panoszą się po wsiach i miastach, a już najbar-
dziej w lasach. 

Ingebjorg przytaknęła. 
—  Ale  on  chyba  nie  wyruszył  sam?  Rycerze  zwykle  podróżują  w  licznych 

orszakach. 

—  Mogli  też  zostać  zaatakowani  przez  dzikie  zwierzęta  —  dodała,  nie 

słuchając, co Ingebjorg mówi. — Tu w okolicy widuje się i niedźwiedzie, i wilki, a 
niektórzy twierdzą, że jeden wilk jest jak wściekły. Cokolwiek ugryzie, to zostaje 
zatrute. Krzewy i trawa więdną, zwierzęta chorują i nawet kępka siana z jego śliną 
może zatruć całą oborę. Takie wściekłe wilki napadają na wiele wsi. Słyszałam, że 
zabijają krowy i owce. W pewnym dworze w Gudbrands— dalen wściekły wilk 
gonił psa aż do zabudowań. Wpadł do szopy, gdzie gospodarz w końcu zabił go 
siekierą. Ale pogryziony pies też się wściekł i uśmiercił wiele owiec. 

Ingebjorg słuchała wstrząśnięta. 
— Nic o czymś takim nie słyszałam. — Zamknęła drzwi na skobel i usiadła na 

łóżku, wyczerpana licznymi, nieprzyjemnymi wydarzeniami tego dnia. 

Kirsten podeszła bliżej i opowiadała dalej: 
— A jeszcze gorzej jest z rosomakami. Niektórzy bogaci panowie chcą mieć z 

nich futra. Są piękne i kosztowne, ale też bardzo niebezpieczne, panno Ingebjorg. 
Ktoś,  kto  nosi  skórę  tego  zwierzęcia,  nigdy  nie  przestaje  jeść  ani  pić.  Zostaje 
zarażony wielką żarłocznością rosomaka. Proszę spytać jakiegoś myśliwego, jak 
zachowuje  się  najedzony  rosomak,  to  usłyszy  pani,  że  wciska  się  między  dwa 
bardzo blisko siebie rosnące drzewa, by schudnąć i móc jeść dalej. 

TLR

background image

Ingebjorg  walczyła,  by  nie  zasnąć  na  stojąco.  Nie  wierzyła, że  rycerz  Darre 

mógł  stać  się  ofiarą  niedźwiedzia,  wilka  czy  rosomaka.  Jeśli  padł  ofiarą,  to  z 
pewnością pojmał go dwunożny drapieżnik. 

—  Innym  razem  opowiesz  mi  więcej,  Kirsten  —  rzekła  w  końcu.  —  TeraZ 

musimy iść spać. Jutro rano wstajemy wcześnie. 

Już zasypiała, gdy nagle Kirsten zapytała ze swojego posłania na podłodze: 
— Słyszała pani więźnia, panno Ingebjorg? 
Ingebjorg otworzyła oczy. 
— Więźnia? 
— Tak, tego, co tak strasznie krzyczał. 
Ingebjorg oprzytomniała. 
— Gdzie?! 
— Wczoraj przywieźli go do twierdzy. Dwaj silni mężczyźni wrzucili go do 

lochu.  Tak  Rasmusowi  mówił  chłopak  kuchenny.  Wkrótce  potem  ja  widziałam 
katowskiego mistrza, znikającego w wieży. A w jakiś czas później usłyszałam te 
okropne krzyki! 

Ingebjorg wstrzymała dech. 
— A czy ten Rasmus go rozpoznał? 
— Widział go tylko od tyłu, jak popychali go do drzwi, ale mówi, że nie był to 

jakiś zwyczajny złodziej. Miał na sobie ubranie jak drużynnik albo rycerz. 

Ingebjorg wpatrywała się w ciemność. Zmęczenie ustąpiło, jak ręką odjął. 
— Całą noc nie mogłam spać — ciągnęła opowieść Kirsten. — Jego krzyki 

przypomniały mi czasy zarazy. Wtedy też ludzie biegali po ulicach i krzyczeli, a 
we wszystkich kościołach biły dzwony. 

Ingebjorg  słyszała  jej  głos  jakby  z  bardzo  daleka.  Nie  miała  teraz  siły 

zajmować się czasami zarazy. To nie może być nikt inny, tylko rycerz Darre, to on 
został  wtrącony  do  lochu  i  jego  torturuje  kat.  Skoro  ochmistrz  przestał  mnie 
wypytywać, to z pewnością dla tego, że wydobył prawdę z rycerza. 

Złożyła pod kołdrą ręce do modlitwy. 
— Święta Mario, Matko Boża, pomóż mu — szeptała w ciemności. — On nie 

zrobił nic złego. Błagam cię, nic pozwól, by cierpiał z mojej winy. 

Długo jeszcze rzucała się na posłaniu. Nigdy nie po winna była wysyłać tego 

niebezpiecznego listu. 

TLR

background image

Rozdział 3 

Następnego  ranka,  kiedy  Ingebjorg  otworzyła  oczy,  promienie  porannego 

słońca  wpadały  przez  okno.  Powróciło  wspomnienie  wczorajszego  dnia  z 
trudnymi  pytaniami  i  bolesnymi  myślami,  ale  słoneczny  blask  dawał,  mimo 
wszystko, trochę nadziei. 

Skoro  Orm  0ysteinsson  ponownie  nie  przyszedł,  to  chyba  wierzy,  że 

dziewczyna  jest  niewinna,  a  list  został  wyrzucony.  Jeśli  on  sam  nie  został 
pojmany, to król Magnus nie mógł dostać listu. Oczywiście rycerz Darre mógł być 
rozpoznany przez łudzi ochmistrza, zanim zdążył oddać przesyłkę, ale wydawało 
jej się to mało prawdopodobne. Zresztą, może to nie rycerz Darre siedzi w lochu? 

Uczepiła się tej nadziei, wstała z łóżka, umyła się i ubrała, a pokojówka Kirsten 

nadal pogrążona była we śnie. Dopiero kiedy Ingebjorg była już całkiem gotowa, 
zdecydowała się obudzić służącą. Kirsten zerwała się z posłania. 

— Zaspałam? 
Ingebjorg zmusiła się do uśmiechu. 
— Spałaś tak głęboko, że nie miałam serca cię budzić. 
— A przecież mamy dzisiaj tyle pracy, tyle przygotowań na przyjazd króla — 

zawodziła Kirsten. — Muszę wyczyścić srebra, miedziane naczynia, umyć okna, 
wywietrzyć kilimy i dywany. Królowa pochodzi z bogatego dworu we Flandrii i 
na pewno zauważy, jeśli coś będzie nie w porządku. 

—  Ona  już  bardzo  długo  mieszka  w  Norwegii,  Kirsten.  Zdążyła  się 

przyzwyczaić do innych warunków. 

Kirsten wytrzeszczyła oczy. 
— Co panna Ingebjorg chce przez to powiedzieć? 
—  Chyba  królewska  para  nie  mieszkała  w  zamkach,  podróżując  przez 

opustoszałe ziemie Szwecji i Norwegii, podczas pielgrzymki do Nidaros w okresie 
zarazy. 

Wyszły z sypialni. 
—  Poza  tym  król  tkwi  po  uszy  w  długach,  nie  przypuszczam,  że  pozwalają 

sobie na zbytki i luksusy. 

Kirsten milczała. Widocznie niewiele o tym wiedziała. 
Kiedy  zbliżały się do dziedzińca twierdzy, Ingebjorg zdała sobie sprawę, że 

strach  wciąż  jej  nie  opuszcza.  Co  zrobi,  jeśli  na  wybrukowanym  kamieniami 
Ciemnym Korytarzu rozlegną się kroki... 

TLR

background image

Wyszły na dzienne światło. Nagle otworzyły się drzwi Ptasiej Wieży i wyszli 

stamtąd dwaj dworzanie, ciągnąc między sobą więźnia. Traktowali go brutalnie, 
choć ledwie mógł się poruszać. Twarz miał we krwi, potykał się skulony, jakby go 
coś bolało. 

Mdłości podeszły Ingebjorg do gardła, ale wpatrywała się, żeby stwierdzić, czy 

to  przypadkiem  nie  rycerz  Darre.  Żadnego  podobieństwa  jednak  nie  znalazła. 
Więzień  miał  długą  brodę,  wydawał  się  stary,  ubrany  jak  zwyczajny  chłop:  w 
niefarbowaną,  sięgającą  kolan,  samodziałową  sukmanę  i  szerokie  spodnie  do 
kostek. Był boso. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Rasmus, pomocnik kuchenny, 
mógł powiedzieć, że więzień był ubrany jak rycerz lub wielki pan. 

Jakim  sposobem  ten  chłop  mógł  się  dowiedzieć  o  dokumencie  ojca, 

zastanawiała się. 

Przez  chwilę  miała  ochotę  podbiec  i  spytać,  czy  więzień  coś  o  niej  wie,  ale 

powstrzymała się całą siłą woli 

Pamiętała, że Orm 0ysteinsson zarzucił jej, iż oszukała pewnego mężczyznę, 

skłoniła go, by pojechał na miejsce, gdzie znalazła zwłoki ojca, a on szukał tam 
przez cały dzień bez skutku. Musiał to być ów nieznajomy, który zagadywał ją na 
weselu Solveig, to on pewnie coś powiedział temu biedakowi tutaj. Ale dla czego 
twierdził, że Ingebjorg zna treść dokumentu? Przecież wtedy nie miała pojęcia, o 
co w tym wszystkim chodzi. W dodatku Orm 0ysteinsson twierdzi, że w klasztorze 
wolała, żeby wtrącono ją do ciemnicy, niż miałaby oddać dokument. Tego jednak 
mógł się dowiedzieć od siry Joara. 

Więźniowi zdjęto łańcuchy z szyi i ze stóp, po czym dworzanie poprowadzili 

go  w  stronę  Ciemnego  Korytarza.  Wszystko  wskazywało  na  to,  że  został 
uwolniony i wychodzi z twierdzy. Nie może to oznaczać nic innego, jak tylko to, 
że ochmistrz uznał, iż on nic nie wie, pomyślała z ulgą. 

Mimo to, idąc do sali jadalnej wciąż była zdenerwowana. Wszyscy siedzieli już 

przy  stole.  Rycerz  Losne,  jego  małżonka,  rycerz  Galtung,  pani  Bothild  i  Orm 
0ysteinsson. 

Wyjąkała jakieś przeprosiny i zajęła swoje miejsce. Jedli w milczeniu. 
Ingebjorg  miała  wrażenie,  że  w  pomieszczeniu  panuje  napięcie,  a  kiedy 

napotkała spojrzenie pani Bothild, tamta uśmiechnęła się, jakby chciała dodać jej 
odwagi. 

—  Myślę,  że  kiedy  królowa  Blanka  przyjedzie,  powinna  usłyszeć  „Kwiaty 

świętych mężów" — oznajmiła żona rycerza Losne. — Stary król Hakon kazał to 
przetłumaczyć. Zna pani tę pieśń, panno Ingebjorg? 

TLR

background image

Ingebjorg pokręciła przecząco głową. 
—  I  w  ogóle  nie  słyszała  pani  pieśni  rycerskich,  które  król  Hakon  kazał 

przetłumaczyć ku czci księcia Eryka? 

—  Ja  nie  zdążyłam  przeczytać  zbyt  wiele,  znam  głównie  książki,  które 

przepisywałam  i  budujące  teksty,  które  dostawałyśmy  w  klasztorze  —  odparła 
Ingebjorg. 

— Ale z pewnością tańczyła pani przy dźwiękach tych pieśni, skoro bywała 

pani na ucztach weselnych? 

— Tak, przy niektórych. — Myśli Ingebjorg podążyły do Turego. Obiecał, że 

wróci do twierdzy Aker, jak tylko wyzdrowieje. Miała nadzieję, że choroba nie 
jest poważna. 

Pani Losne zwróciła się do ochmistrza: 
—  Czy  panna  Ingebjorg  nie  mogłaby  przepisać  historycznych  pieśni  o 

fałszywej Margaret i o Audunie Hugleikssonie? Ja bardzo bym chciała mieć tekst 
takiej pieśni. 

Orm 0ysteinsson mruknął coś, nie patrząc na nią. 
— Te dwie pieśni są niewiarygodnie interesujące — mówiła dalej małżonka 

rycerza niewzruszona, jakby nie widziała niechęci ochmistrza. — Chociaż nikt nie 
wie, dlaczego Audun Hugleiksson został powieszony. To niepojęte. Nie wiesza się 
wielkiego pana tak, jakby był zwyczajnym złodziejem. Audun wiele znaczył dla 
kraju, był następnym po królu, i nagle pewnego dnia bez żadnych wyjaśnień został 
zamknięty w wieży, gdzie trzymano go długo, a w końcu powieszono bez żadnego 
procesu. Niektórzy sądzą, że król Hakon usunął go z tego świata, ponieważ Audun 
zgromadził  w  swoich  rękach  zbyt  wielką  władzę.  Inni  uważają,  że  Audun 
utrzymywał  potajemne  kontakty  z  kobietą,  którą  król  Hakon  chciał  poślubić,  a 
jeszcze inni twierdzą, że został stracony za zdradę kraju. 

Orm  0ysteinsson  wstał  nagle  od  stołu,  i  gniewnym  krokiem  opuścił 

pomieszczenie. 

Ingebjorg zdążyła zobaczyć jego twarz. Śmiertelni, bladą twarz. 
Zebrani przy stole spoglądali po sobie zaskoczeni, a małżonka rycerza spytała 

męża zbolałym głosem: 

— Czy ja zrobiłam coś złego? 
Pani Bothild uśmiechała się przepraszająco. 
— Pan Orm ma w tych dniach wiele trudnych obowiązków. Wśród bogatych 

panów szerzy się niezadowolenie z powodu opłat dzierżawnych dla kraju. Miasta 
hanzeatyckie rozwijają handel, naruszając przywileje naszych miast i nie godzą się 

TLR

background image

na zerwanie dotychczasowych powiązań z nami. Zaraza nie tylko odbierała życie 
— zakończyła gospodyni. — Ma ona też poważne następstwa dla handlu, uprawy 
roli i żeglugi, to zna czy dla tego, z czego czerpiemy środki do życia. 

Ingebjorg wpatrywała się w blat stołu. Dobrze wie działa, dlaczego ochmistrz 

jest w takim wojowniczym nastroju. On się po prostu boi. 

— Imponuje mi pani — zaszczebiotała żona rycerza. — Jestem pewna, że pani 

wie więcej na temat państwa, niż wielu członków królewskiej rady. 

Rycerz Losne posłał jej zatroskane spojrzenie. 
Nieszczęsna  kobieta  zrozumiała,  że  powiedziała  coś  głupiego  i  chciała  to 

załagodzić. 

—  W  każdym  razie  uważam,  panno  Ingebjorg,  że  po  winna  pani  przepisać 

pieśni  o  fałszywej  Margaret.  Jestem  pewna,  że  królowa  Blanka  chętnie  się  ich 
nauczy. 

—  A  o  czym  to  jest?  —  spytała  Ingebjorg,  by  okazać  chociaż  cień 

zainteresowania, ale wciąż myślała o ochmistrzu i jego zaskakującej reakcji. Czy 
los owego Auduna skłonił go do myślenia o własnym? 

— Nie słyszała pani o fałszywej Margaret? 
— Nie. 
Żona rycerza odłożyła łyżkę i z zapałem wzięła się do opowiadania. 
Brat starego króla Hikona, król Eirik, miał córeczkę imieniem Margaret. Kiedy 

skończyła sześć lat, wydano ją do Szkocji na spotkanie z przyszłym narzeczonym. 
Nie dotarła nawet na Orkady, bo po drodze zachorowała, a towarzyszący jej ludzie 
twierdzili,  że  umarła.  Wiele  lat  później  pojawiła  się  pewna  kobieta  z  Lubeki, 
twierdząc, że to ona jest Margaret. Król Hakon był przekonany, że kobieta kłamie, 
i  że  to  Audun  Hugleiksson  stoi  za  oszustwem.  Uznał,  że  przy  pomocy  owej 
fałszywej  Margaret  Audun  ma  nadzieję  przejąć  władzę  w  kraju.  Został  więc 
uwięziony  za  zdradę  itanu,  a  potem  powieszony,  fałszywą  Margaret  natomiast 
spalono  na  stosie.  Wielu  jednak  trwało  w  przekonaniu,  że  Margaret  mówiła 
prawdę i rozpoczęły się pielgrzymki do jej grobu. 

Ingebjorg przyglądała jej się zdumiona. 
— Jak mogli wierzyć, że kobieta mówi prawdę? 
— Bo opowiadała ze szczegółami o wszystkim, co się działo podczas podróży 

do Szkocji, że została usunięta ze statku i sprzedana. Pamiętała kościół Świętych 
Apostołów,  dom  króla  Hikona  i  komnaty  kobiece  na  dworze  w  Bjorgyin. 
Opowiadała też o swojej mamce, wszystko się zgadzało. 

— To dlaczego król Hakon uważał, że kobieta kłamie? 

TLR

background image

Teraz wtrąciła się pani Bothild. 
—  Król  widział  zwłoki  małej  bratanicy,  kiedy  trumna  wróciła  do  Norwegii. 

Ani on, ani król Eirik, ojciec dziewczynki, nie mieli wątpliwości, że to ona. 

Pani Bothild posłała surowe spojrzenie żonie rycerza. Było oczywiste, co sama 

myśli o tej sprawie. Nie chciała słuchać o tym, że sam „święty Hakon" mógłby 
popełnić taki błąd, karać niewinnych. 

Żona rycerza uznała, iż najrozsądniej będzie mówić o czym innym. W chwilę 

później  ona  i  mąż  wstali  od  stołu,  rycerz  Galtung  poszedł  za  ich  przykładem. 
Ingebjorg i pani Bothild zostały same. 

—  Wczoraj  powiedziałam,  że  oddałam  komuś  dokument  ojca  —  rzekła  po 

chwili Ingebjorg. — W głębi duszy byłam bowiem przekonana, że ten człowiek 
został aresztowany. Ale wczorajszy aresztant dzisiaj został wypuszczony i to nie 
jest mój znajomy. 

Pani Bothild przyglądała jej się zaciekawiona. 
— Pan Orm powiedział, że w lochu siedzi człowiek, który zna ten dokument. 

Natychmiast pomyślałam, że to ten, któremu oddałam pergamin. 

— A okazało się, że nie — wtrąciła pani Bothild zamyślona. — Czyli pani nie 

wie, gdzie tamten mężczyzna się podziewa? 

Ingebjorg przytaknęła. 
— Czy oddała mu pani ten dokument tylko po to, by nie mieć go przy sobie? 
Ingebjorg przytaknęła ponownie. 
— A nie byłoby lepiej, gdyby go pani spaliła? 
— Może i lepiej, ale uznałam, że to błąd. 
—  A  jest  pani  pewna,  że  ten  młody  człowiek  nie  zapoznał  się  z  treścią 

pergaminu? 

Ingebjorg zmusiła się, by spojrzeć gospodyni w oczy. 
— On nie umie czytać. Poza tym dokument jest po łacinie. 
Pani Bothild zmarszczyła czoło, wyraźnie zatroskana. 
— Czy jest możliwe, że pani przyjaciel oddał komuś ten papier? 
Ingebjorg poczuła, że się poci. Będzie musiała teraz kłamać, mówiąc o sobie i o 

rycerzu Darre. 

—  To  nie  do  pomyślenia,  pani  Bothild.  Prosiłam  go,  żeby  się  zaopiekował 

dokumentem w moim imieniu, bo nie chcę trzymać go tutaj w twierdzy. 

— I on nie uznał tego za dziwne? 
Ingebjorg pokręciła głową. 
— To prosty człowiek. 

TLR

background image

— Bardzo dobrze. — Gospodyni twierdzy wyglądała na uspokojoną. Wstała 

od stołu. — Ja nie powiedziałam panu Ormowi, że panna Ingebjorg oddała komuś 
dokument. Moim zdaniem on sądzi, że pani go wyrzuciła lub spaliła i najlepiej 
niech przy tym pozostanie. Teraz ma wiele zmartwień, poza tym uważam, że przy-
dawał temu dokumentowi większe znaczenie, niż on w istocie ma. 

Ingebjorg skinęła i także wstała. Dziwiła się, że gospodyni twierdzy nie prosi 

jej, by zrobiła, co może dla odzyskania dokumentu, a potem go po prostu spaliła. 

Czy  to  możliwe,  by  żona  ochmistrza  domyśliła  się, że  właśnie  rycerz  Darre 

dostał  dokument?  Powiedziała  „pani  przyjaciel",  a  przecież  wie,  że  Darre  i 
Ingebjorg są przyjaciółmi. 

Zbliżało się południe, gdy Ingebjorg usłyszała na dziedzińcu twierdzy rżenie 

konia  i  podniesione  męskie  głosy.  Wkrótce  zapukano  do  drzwi  i  stanął  w  nich 
Ture. 

—  Ach,  więc  tutaj  siedzisz?  Panna  pisarka  z  Akersborg.  Jak  powiem  o  tym 

moim przyjaciołom w domu, to mi nie uwierzą. Nigdy nie słyszeli, żeby pisaniem 
zajmowała się kobieta. No chyba, że zakonnice w klasztorach, ale żeby kobieta 
pracowała dla ochmistrza kraju... 

Ingebjorg uśmiechnęła się i uradowana pobiegła mu na spotkanie. 
— Jak to dobrze, że znowu jesteś zdrowy. 
—  Znowu  zdrowy?  —  powtórzył,  nie  rozumiejąc.  Po  czym  wybuchnął 

śmiechem. — Tak, to prawda. Wczoraj rano nie byłem w formie. A ty dotarłaś do 
celu  i  nie  zostałaś  napadnięta  ani  przez  drapieżniki,  ani  przez  rozbójników,  jak 
widzę.  —  Marszczył  czoło.  —  Konna  podróż  przez  lasy  nie  należy  do 
przyjemności.  Uważam,  że  wasz  wielki  król  Hakon  powinien  był  zbudować 
twierdzę bliżej miasta. 

Ingebjorg przyglądała mu się w milczeniu. Świetnie wyglądał w dopasowanej 

kurtce z czerwonego aksamitu i obcisłych spodniach. Ciemnoniebieskie oczy w 
mroku wydawały się niemal czarne, a pofalowane, brązowe włosy zwijały się na 
skroniach w loczki. Dołek w brodzie i białe zęby pokazywane w uśmiechu... Była 
pewna,  że  Ture  podoba  się kobietom.  Gisela  okazywała  to  wyraźnie.  Ingebjorg 
poczuła w sercu ukłucie zazdrości. Ci dwoje zostali sami w Bergen po wyjeździe 
Bergtora. 

Otoczył ją ramionami. 
— Stoję tu i gadam o drapieżnikach i zbójcach plądrujących dzikie lasy, a moja 

śliczna narzeczona czeka. Jak dobrze znowu cię widzieć, Ingebjorg. Wydaje mi 

TLR

background image

się, że od ostatniego spotkania minęło nie wiem jak dużo czasu, a to przecież tylko 
niewiele ponad dobę. 

Pocałował ją w usta. 
— Zostaniesz tu trochę? — spytała, kiedy wypuścił ją z objęć. 
—  Jeszcze  nie  wiem.  Muszę  omówić  kilka  spraw  z  ochmistrzem.  Wszystko 

zależy od tego, ile on ma czasu. 

— Dzisiaj ochmistrz jest w kiepskim humorze — wyrwało się Ingebjorg. Zaraz 

tego  pożałowała.  Bergtor  radził  jej,  żeby  nie  mówiła  nic  na  temat  dokumentu. 
Jeszcze nie teraz. 

— Tak? A z jakiego powodu? 
— Tego nie wiem. 
Odwrócił się, wciąż obejmując ją ramieniem, podprowadził do okna. Niebo się 

zachmurzyło, jesienny dzień zrobił się mroczny. 

—  Gospodyni  twierdzy  powiada,  że  ochmistrz  zmaga  się  z  licznymi 

problemami. Podobno wśród panów narasta niezadowolenie z powodu podatków 
dzierżawnych, miasta hanzeatyckie zaś naruszają przywileje miast norweskich. 

Ture uśmiechnął się i przytulił ją do siebie. 
— Co ty o tym wiesz, moja mała Ingebjorg. 
— Pani Bothild tak mówi. 
Ture roześmiał się i pocałował narzeczoną w policzek. 
—  Nie  powinnaś  zaprzątać  sobie  głowy  takimi  sprawami.  Wolałbym,  żebyś 

czytała historie o rycerzach i potem mi je opowiadała. Zwłaszcza te fragmenty, 
które mówią o słodyczach miłości — dodał szeptem. 

Obezwładniające  ciepło  ogarnęło  Ingebjorg.  Trzeba  powiadomić  pokojówkę 

Kirsten, że dzisiejszej nocy nie będzie musiała spać przy swojej pani. Tak, by ona 
i Ture mogli pobyć sam na sam. 

— O czym myślisz? — spytał szeptem, pieszcząc jej piersi. 
— Przyszło mi do głowy, że na dzisiejszą noc dam pokojówce wolne. 
Ingebjorg roześmiała się. 
— Kirsten sypiała u mnie, bo boję się sama chodzić po Ciemnym Korytarzu. 

Tam od czasu do czasu ukazuje się pies, który już dawno nie żyje. 

Wsunął rękę w jej dekolt, Ingebjorg przeniknął gorący dreszcz. 
— A dlaczego chcesz, żeby dzisiaj spała we własnym łóżku? 
Odwróciła się ku narzeczonemu z nieśmiałym uśmiechem. 
— To ty nie chcesz spać u mnie? 
Na twarzy mężczyzny pojawił się wyraz niepewności. 

TLR

background image

— Nie wiem, jak długo będę mógł zostać. 
— No ale noc przecież tu spędzisz! — wykrzyknęła rozczarowana. 
Uśmiechnął się i cmoknął ją w policzek. 
— Mam taką nadzieję, Ingebjorg. Cieszę się, że chcesz mnie mieć przy sobie 

— dodał pośpiesznie. Potem wypuścił ją z objęć i ruszył ku drzwiom. — Myślę, że 
może powinniśmy przyśpieszyć ślub. Moja matka z pewnością da się przekonać. 

— Czy to ze względu na nią chciałeś czekać do przyszłego lata? 
—  Nie  tylko,  ale  wiem,  że  była  w  głębokiej  żałobie  po  śmierci  mojej 

narzeczonej i nie chciałem jej ranić. 

—  Chciałabym,  żebyśmy  wzięli  ślub  jak  najprędzej  —  odważyła  się 

powiedzieć Ingebjorg. — Tutaj w twierdzy nie czuję się bezpiecznie. 

Spojrzał na nią przestraszony. 
— Nie czujesz się bezpiecznie? 
Ingebjorg przyglądała się swoim dłoniom. 
—  Bo...  bo  nie  jest  łatwo  samotnej  kobiecie  mieszkać  w  twierdzy  z  tyloma 

mężczyznami — zaczęła niepewnie. — Nie mam ani ojca, ani kuzynów, którzy 
mogliby mnie chronić. 

— Czy ktoś cię zaczepiał? 
Zaprotestowała. 
— Jest tu przecież ochmistrz. Nikt chyba by się nie odważył tknąć jego pisarki. 
Ingebjorg uśmiechnęła się zalotnie. 
— Mimo wszystko chciałabym wziąć ślub wcześniej. 
Ture roześmiał się rubasznie. 
— Nie znam nic lepszego niż chętna kobieta. 
Ingebjorg zrobiło się gorąco. 
— Czy to nie dlatego... 
Mężczyzna znowu się roześmiał. 
— Nazywaj to sobie, jak chcesz. Czego więcej może pragnąć mężczyzna, niż 

młodej pięknej kobiety, która chętnie podąża z nim do małżeńskiego łoża? Teraz 
muszę odszukać ochmistrza, ale wkrótce tu wrócę. 

Ingebjorg  stała  zawstydzona.  Nie  może  powiedzieć  Turemu,  dlaczego  nie 

czuje się bezpieczna. Tego dnia, kiedy Orm 0ysteinsson dowie się, że go wydała, 
za nic nie chciałaby być sama w twierdzy. 

TLR

background image

Rozdział 4 

Dzień mijał, a Ingebjorg nie widziała Turego. Nie mogła zrozumieć, gdzie się 

podział.  Przyjechał  przecież  z  jej  powodu,  choć  chciał  skorzystać  z  okazji,  by 
porozmawiać z panem Ormem, to dziwne, że tak długo go nie ma. Ochmistrz ma 
mnóstwo zajęć, wątpiła, by mógł poświęcić jej narzeczonemu tyle czasu. 

W  porze  kolacji  była  już  tak  zdenerwowana,  że  nie  mogła  dłużej  czekać.  Z 

trudem koncentrowała się na pracy. Ostatecznie posprzątała wszystko i opuściła 
izbę.  Może  pani  Bothild  wie,  co  robi  Ture.  A  przynajmniej  zrozumie  niepokój 
Ingebjorg. 

Na dziedzińcu twierdzy zobaczyła tylko dwie służące, które biegły do kuchni. 

Na dworze zrobiło się zimno. 

Zdecydowała się zapukać do drzwi żony ochmistrza. Podeszła bliżej i nagle 

usłyszała podniesione głosy. Docierały z komnat kobiecych, bez trudu rozpoznała, 
że należą do ochmistrza i jego małżonki. Zamarła i słuchała. Czy te gniewne głosy 
mają coś wspólnego z rycerzem Darre? 

— Powiedziałam już, że nie chcę jej tu widzieć — krzyczała pani Bothild. 
Ingebjorg przeniknął dreszcz. Czyżby to o nią chodziło? 
Zaraz jednak zrozumiała, że się myli. 
—  Widziałam  to  na  własne  oczy,  Orm.  To  dziwka  Rozpustnica  kompletnie 

pozbawiona  zasad.  Widziałam,  jak  uwodzi  innych  mężczyzn,  chociaż  jej 
nieszczęsny małżonek siedział przy tym samym stole. Widziałam też, jak wodzisz 
za  nią  wygłodniałym  wzrokiem.  Możliwe,  że  mówisz  prawdę,  że  nie  doszło 
między wami do niczego, ale nie zamierzam jej wpuszczać do własnego domu. Ta 
kobieta przynosi wstyd miastu, jest szyderstwem wobec wszystkich przyzwoitych 
niewiast. 

Ingebjorg głęboko zaczerpnęła powietrza. Biedna pani Bothild, pomyślała ze 

współczuciem. 

— Bergtor Masson przybywa tutaj w sprawach urzędowych — zaprotestował 

Orm 0ysteinsson. — Nie mogę nic poradzić, że towarzyszy mu małżonka. 

— Może ją sobie wozić, gdzie chce, ale w twierdzy nie zamierzam jej oglądać. 
—  Przesadzasz,  Bothild.  Jak  myślisz,  co  powinienem  zrobić?  Stanąć  na 

dziedzińcu i powiedzieć, że moja małżonka nie życzy sobie wizyty tej pani? 

—  Nie  rób  z  siebie  idioty.  Wymyśl,  gdzie  mogłaby  się  zatrzymać.  Może 

zaczekać na podzamczu, na przykład w tej izdebce w Wieży Dziewicy, w której 
pracuje panna Ingebjorg. 

TLR

background image

— A przy okazji, dziwnie jesteś ostatnio wobec niej troskliwa. Na początku tak 

nie było. 

— Bo jej nie znałam. A teraz wiem, jaki to dobry i uczciwy człowiek. 
—  Powiedziałaś  uczciwy?  —  zawołał  ochmistrz  lodowatym  głosem.  —  Ta 

dziewczyna  kłamie  mi  w  żywe  oczy.  To  samo  robiła  wobec  pani  Thory  i  siry 
Joara. I wcale nie wiem, czy jest taka niewinna, jak ty byś chciała. Nie rozumiesz, 
o  co  tu  chodzi.  Ona  ma  dokument,  który  jeśli  trafi  w  niepowołane  ręce,  może 
doprowadzić do tego, że stracę pozycję ochmistrza. Dokument zawiera kłamstwa i 
oszustwa od początku do końca. 

— Nie, nie wiem, o co chodzi — usłyszała Ingebjorg spokojną odpowiedź pani 

Bothild. — Wiem tylko, że panna Ingebjorg wcale nie znała treści tego pergaminu, 
.I gdy tylko zrozumiała, jakie to niebezpieczne, natychmiast się go pozbyła. Sam 
mówisz,  że  dokument  mógłby  doprowadzić  do  pozbawienia  cię  stanowiska. 
Powinieneś więc być zadowolony, że go spaliła.. 

Ingebjorg  wstrzymała  dech.  Przecież  nie  mówiła  pani  Bothild,  że  spaliła 

pergamin. Wprost przeciwnie, zapewniała, że komuś go oddała. 

Odwróciła się i na palcach odeszła, zadowolona, że gospodyni twierdzy kłamie 

w  jej  imieniu.  Ku  wielkiemu  zaskoczeniu,  odnalazła  Turego  w  swojej  własnej 
izbie. Witał ją z poczuciem winy. Była pewna, że czytał to, co przepisywała. 

—  Zajrzałem  tylko  do  twoich  ksiąg  —  przyznał.  —  Bardzo  ładnie  piszesz. 

Gdzie byłaś? Szukałem cię. 

— A ja ciebie. 
Roześmiał się. 
— Rozmawiałem z ochmistrzem i mam ci coś radosnego do powiedzenia. — 

Objął  ją  i  mocno  przytulił.  —  Wkrótce  będziemy  dzielić  małżeńskie  łoże, 
Ingebjorg — szepnął jej do ucha. 

Uniosła głowę i patrzyła na niego, nie rozumiejąc. 
— Co masz na myśli? 
— Ochmistrz wyznaczył mi pewne zadanie, a to oznacza, że przez jakiś czas 

będę  mieszkał  w  Akersborg. Przecież nie wypada, byśmy dzielili sypialnię, nie 
mając ślubu. 

Ingebjorg nie mogła uwierzyć własnym uszom. 
— Będziesz pracował dla Orma 0ysteinssona? Potrafisz? 
Ture z uśmiechem przytakiwał. 
—  Będę  wprawdzie  musiał  od  czasu  do  czasu  jeździć  do  Varberg,  ale 

przeważnie będę mieszkał tutaj. 

TLR

background image

Serce Ingebjorg zabiło szybciej. 
— Kiedy zaczynasz? 
— Jeszcze przed świętami — odparł i pocałował ją. Potem nagle wypuścił z 

objęć i ruszył ku drzwiom. 

—  Chciałem  ci  tylko  o  tym  powiedzieć,  zanim  dowiesz  się  więcej  od 

ochmistrza.  A  teraz  muszę  porozmawiać  z  rycerzem  Galtungiem,  zanim  opuści 
twierdzę. Zobaczymy się wieczorem. 

Ingebjorg  nie  umiała  opanować  podniecenia.  Pobiorą  się  jeszcze  przed 

świętami i Ture zamieszka w Akers— borg. To nie do uwierzenia. 

Uradowana wróciła do pracy, by wykorzystać chwile, które zostały jeszcze do 

kolacji.  Wtedy  zaskoczona  popatrzyła  na  swoje  rzeczy.  Książka,  która  została 
dopiero  co  przepisana,  leżała  na  tej,  nad  którą  teraz  pracuje.  Ze  zdumieniem 
stwierdziła, że jest otwarta na stronie, opowiadającej o synu Sigurda Jorsalfara, 
królu Magnusie. Panowie pragnęli usunąć go z tronu i zdołali przekonać brata jego 
ojca, by przyjął królewski tytuł. Magnus próbował przepędzić go z kraju, ale został 
pojmany i poddany torturom. Dlaczego Ture czytał właśnie ten rozdział? Czy to 
przypadek? 

Pamiętała  dzień,  kiedy  ona  czytała  to  po  raz  pierwszy  i  porównywała  z  ich 

własnym  królem  Magnusem  oraz  jego  zmaganiami  ze  szlachtą  Norwegii  i 
Szwecji. Dziwiła się, dlaczego ochmistrz kazał jej przepisywać właśnie tę książkę 
i martwiła się w imieniu króla. Teraz odczuwała ten sam niepokój i zadawała sobie 
pytanie, czy Ture przypadkiem znalazł się w tej izbie pod jej nieobecność, i czy 
przypadkiem wziął właśnie tę książkę i czytał akurat ten rozdział. 

Westchnęła  ciężko.  Co  się  ze  mną  dzieje?  —  myślała  wzburzona.  Po 

przeżyciach  w  Nonneseter  jakby  straciła  zaufanie  do  ludzi  i  wciąż  kogoś  o  coś 
podejrzewa. 

Usiadła,  by  podjąć  pracę,  ale  zaczęła  myśleć  o  ślubie,  siedziała  bezczynnie, 

patrząc  przed  siebie.  Uśmiechała  się,  bo  przecież  nie  tak  dawno  temu  błagała 
Bergtora,  by  nie  zmuszał  jej  do  małżeństwa  ze  szwedzkim  kuzynem,  prosiła 
natomiast o pomoc w zdobyciu służby tak, by mogła wrócić do Sasmundgard i 
sama  opiekować  się  dworem.  A  teraz  siedzi  tutaj  i  uradowana  rozmyśla  o 
przyśpieszonym ślubie. 

Niecierpliwie czekała kolacji i wieczoru ze szczerą nadzieją, że Ture będzie 

mógł kilka najbliższych dni spędzić w twierdzy. Kiedy nareszcie usłyszała dźwięk 
dzwonu wzywającego na posiłek, pośpiesznie uprzątnęła pulpit i pobiegła ufając, 
że pani Bothild już się pogodziła z mężem. 

TLR

background image

Ture jeszcze nie przyszedł, pewnie ma jakieś obowiązki w twierdzy, pozostali 

jednak siedzieli już na swoich miejscach. Pani Bothild z ponurą miną, podobnie jej 
małżonek.  Pani  Losne  była  równie  gadatliwa  jak  dotychczas,  ale  mąż  wciąż 
posyłał jej pełne irytacji spojrzenia. Ingebjorg oczekiwała, że Ture wniesie trochę 
wesołości do tego smutnego zgromadzenia. Rozcierała zmarznięte dłonie, drżąc z 
zimna. 

— No to przyszła jesień. A w ostatnich dniach zrobiło się zimno. 
Rycerz Galtung przytaknął z uśmiechem. 
—  Trzeba  być  ostrożnym,  panno  Ingebjorg.  Bo  jak  tutaj  się  pani  zaziębi  i 

rozchoruje, to długo do zdrowia nie wróci. 

—  Pannie  Ingebjorg  nic  nie  grozi  —  wtrącił  rycerz  Losne.  —  Odwiedził  ją 

narzeczony, będzie miał kto ją rozgrzewać. 

Roześmiali się wszyscy z wyjątkiem ochmistrza i jego małżonki, którzy nadal 

siedzieli z kamiennymi twarzami, pogrążeni we własnych myślach. 

Zapukano  do  drzwi  i  wszedł  Ture.  Skłonił  się  dwornie,  przeprosił  za 

spóźnienie.  Raz  jeszcze  skinął  głową  zebranym  przy  stole,  uśmiechnął  się  do 
Ingebjorg i usiadł. 

Na widok narzeczonego zrobiło się jej ciepło. 
Orm 0ysteinsson podniósł głowę i zwrócił się do Turego: 
— Jak tam sprawy w Belgen? Miałem nadzieję, że Masson i jego małżonka do 

nas przyjadą. 

Ingebjorg  doznała  ukłucia  w  sercu.  Czyż  nie  o  tym  dzisiaj  małżonkowie 

rozmawiali? Jakie to nieprzyjemne z jego strony mówić coś takiego, skoro pani 
Bothild odmówiła zaproszenia Giseli do swojego domu. 

Pani Bothild pobladła i mocno zacisnęła wargi. 
— Liczę, że przyjadą jutro — odparł Ture. — Bergtor Masson chce pokazać 

państwu  jakieś  towary,  słyszałem  też,  że  małżonka  pragnie  mu  towarzyszyć. 
Wiem, że ona bardzo ceni pana ochmistrza i jego małżonkę. 

Orm 0ysteinsson uśmiechnął się. 
— I z wzajemnością. Uważam, że to miła i życzliwa kobieta. 
Ingebjorg  ogarnęło  gwałtowne  wzburzenie.  Miała  teraz  przed  oczyma 

ochmistrza i Giselę tamtego dnia, kiedy odkryła ich za zasłoną w izbie gościnnej. 
Półnaga Gisela siedziała ochmistrzowi na kolanach, zwrócona ku niemu twarzą, 
oplatała nogami jego biodra, wykonując przy tym swój miłosny taniec. W chwilę 
później on wyparł się wszystkiego przed żoną, twierdząc, że do niczego między 

TLR

background image

nimi  nie  doszło,  a  teraz  siedzi  i  w  obecności  pani  Bothild  wychwala  swoją 
nałożnicę. Czy może być coś bardziej upokarzającego? 

Ochmistrz, z pozoru niewzruszony, spojrzał w stronę pani Bothild. 
—  W  takim  razie  uważam,  że  powinniśmy  ich  tutaj  zaprosić  i  przyjąć 

poczęstunkiem, moja droga. Bergtor Masson robi, co może, by dostarczyć mi jak 
najlep- szych towarów. Jestem mu winien prawdziwą wdzięczność. 

Pani  Bothild  zerwała  się  od  stołu.  Na  jej  bladych  policzkach  pojawiły  się 

gorączkowe, czerwone plamy, oczy miotały skry. Bez słowa opuściła izbę. 

Orm 0ysteinsson westchnął ciężko. 
—  Nie  rozumiem,  co  się  ostatnio  dzieje  z  moją  małżonką.  Może  to  te 

nadchodzące jesienne ciemności tak na nią działają? 

— O, ja jej szczerze współczuję — rzekła życzliwie pani Losne. — Sama też 

cierpię z tego powodu. Ciemność robi z nami coś dziwnego, a skoro już teraz w 
twierdzy panuje taki chłód, to co będzie, kiedy zima chwyci na dobre? 

Ochmistrz  mruknął  coś  w  odpowiedzi.  Najwyraźniej  żona  rycerza  go 

irytowała, nie zamierzał z nią rozmawiać. 

Kiedy Ingebjorg i Ture wymknęli się i wrócili do sypialni, narzeczony spytał 

zdziwiony: 

— Co to się działo między ochmistrzem i jego małżonką dziś wieczór? 
— Chyba pani Bothild nie jest aż tak zachwycona moją przyrodnią matką, jak 

jej małżonek. 

Ture roześmiał się znacząco. 
— Ona jest zazdrosna? 
—  Wcale  by  to  nie  było  takie  dziwne  —  odparła  Ingebjorg  zagadkowo. 

Podeszła do okna i wpatrywała się w jesienny mrok. Blask księżyca mienił się na 
powierzchni wody, niebo było usiane gwiazdami. 

Po chwili Ture stanął obok i położył rękę na ramieniu narzeczonej. 
— Pani Bothild jest tak samo zazdrosna jak ty — szepnął jej prosto do ucha. 
Ingebjorg zwróciła się ku niemu i popatrzyła mu głęboko w oczy. 
— Ja nie jestem zazdrosna o Giselę, nie mam do tego powodu, ale nie podoba 

mi się jej zachowanie, które rani panią Bothild. Uważam, że Orm Oysteinsson nie 
traktuje żony tak, jak powinien. 

— Nie bądź złośliwa, Ingebjorg. — Odgarnął jej z policzka kosmyk włosów. 

— Twoja przybrana matka cieszy się życiem i uwielbia uwodzić. Niczego więcej 
w tym nie ma. 

Ingebjorg znowu spojrzała na fiord. 

TLR

background image

— Jesteś pewien? 
— A ty wiesz coś więcej? — spytał dziwnie spiętym głosem. 
Ingebjorg  ogarnęła  pokusa,  by  opowiedzieć  mu,  co  widziała,  ale  dała  sobie 

spokój. Ze względu na Bergto— ra nie chciała zdradzać, że być może dziecko, 
którego oczekuje Gisela, nie jest jego. 

— Mam tylko takie poczucie, że coś jest nie tak, jak powinno — odparła. 
—  A  ja  lubię  Giselę.  Jest  wesoła,  pełna  życia,  gorąca.  Potrzebujemy  takich 

ludzi w czasach naznaczonych śmiercią i tragedią. 

— Akurat w tym się z tobą zgadzam — odparła Ingebjorg swobodnie. 
Ture przytulił ją i pogłaskał po głowie. 
— Masz piękne włosy, Ingebjorg. Gęste, kędzierzawe i w tym rudobrązowym 

kolorze, który tak bardzo lubię. Pamiętaj, nie wolno ci ich obciąć. Wkrótce będą ci 
sięgać poniżej pasa. 

Ingebjorg uśmiechnęła się zadowolona. 
— Mówiłem ci już kiedyś, że jesteś piękna? 
Przytaknęła onieśmielona. 
— Te wyjątkowe brązowe oczy i wysokie kości policzkowe są niespotykane. 
Ingebjorg słuchała zaskoczona. Ona tak samo myślała o swojej matce. 
Ture położył jej dłoń na piersi, pocałował w usta. 
—  Chodź  —  wyszeptał.  —  Dzisiejszej  nocy  długo  nie  będziemy  spać, 

będziemy się rozkoszować sobą. 

Ingebjorg poczuła gwałtowną tęsknotę, nie miała odwagi myśleć o nocy z nim, 

nie pozwalała sobie na nadzieję. Ture jest taki nieobliczalny. Nie zdziwiłaby się, 
gdyby powiedział raczej, że jest zmęczony i chce spać. 

Wypuścił  ją  z  objęć  i  zaczął  się  rozbierać.  Ingebjorg  zdmuchnęła  świecę  w 

obawie, że ktoś z dołu, ze stajennego dziedzińca, mógłby ich zobaczyć w oknie. 
Ture roześmiał się beztrosko. 

— Nie chcesz mnie oglądać bez ubrania? — rzekł zaczepnie. 
— Ależ chcę — zaprotestowała nieśmiało. — Boję się tylko, żeby nas ktoś nie 

zobaczył. 

— A gdyby tak, to co? Wszyscy wiedzą, że jestem twoim narzeczonym. Tylko 

ludzie Kościoła twierdzą, że trzeba czekać do ślubu. 

Księżyc oświetlał jego nagie ciało, widziała, że członek się powiększa. 
—  Rozbierz  się,  Ingebjorg,  ja  nie  umiem  się  obchodzić  z  takimi  sukniami. 

Niedawno  w  Szwecji  widziałem  młodą  szlachciankę,  która  miała  suknię 
dwuczęściową, rozpinaną z przodu. Taką o wiele łatwiej zdjąć. 

TLR

background image

Położył ją na plecach i całował pożądliwie. Czuła twardy członek na brzuchu i 

znowu się dziwiła temu, co  mówił w czasie zaręczyn na temat nocy Tobiasza i 
szacunku dla przykazań Kościoła. Co sprawiło, że zmienił zdanie? 

— Chodź, Ingebjorg — szeptał gorączkowo. Położył się na niej, całował po 

twarzy, szyi i piersiach, nagle jednak coś zaczęło się zmieniać. Ingebjorg poczuła, 
że członek nie jest już twardy, a po chwili całkiem opadł. 

Poprowadził jej rękę, żeby mu pomogła, ale to się na nic nie zdało. W końcu 

zsunął się na posłanie i naciągnął na głowę okrycie. 

Ingebjorg  leżała  bez  ruchu  i  wpatrywała  się  w  mrok,  łzy  piekły  ją  pod 

powiekami. Czy zrobiła coś złego? Dlaczego tak nagle stracił na nią ochotę? 

Powinnam być taka jak Gisela, myślała, zagryzając wargi, żeby nie wybuchnąć 

płaczem.  „Wesoła  i  gorąca,  pełna  życia".  Poza  tym  Gisela  ma  pełne  kształty,  a 
ciało  Ingebjorg  jest  chude  i  kanciaste,  co  zresztą  Ture  wystarczająco  często  jej 
wypomina. 

Nie wiedziała, jak długo tak leży, nie śpiąc, ale kiedy w środku nocy została 

obudzona, miała wrażenie, że dopiero co zapadła w sen. Ture przytulał się do niej 
i głaskał jej ciało. 

— Pragnę cię, Ingebjorg — szeptał, rozsuwając jej nogi. Położył się na niej i 

wdarł  się  gorączkowo  w  jej  ciało.  Ona  wychodziła  mu  naprzeciw  z  radością. 
Wkrótce po tym, jak skończył, zapragnął wziąć ją ponownie. 

Wszystko  się  ułoży,  myślała  z  ulgą,  kiedy  o  brzasku  zaczęli  się  ubierać. 

Zmęczeni, ale nasyceni miłością. Wczoraj wieczorem Ture musiał być po prostu 
zmęczony. 

Właśnie  skończyli  śniadanie  i  wyszli  na  dziedziniec  twierdzy,  gdy  na 

kamiennym bruku rozległ się stukot końskich kopyt. To Bergtor i Gisela. 

— Spójrz, przyjechali twoi przybrani rodzice — zawołał Ture. — No to pani 

Bothild będzie zazdrosna! 

Ingebjorg zmuszała się do uśmiechu. 
Zdziwiona zauważyła, że Gisela ma znowu nową suknię. Skąd oni biorą na to 

pieniądze? Ta jest czerwona i dwuczęściowa, taka, jaką Ture opisywał dzisiejszej 
nocy. 

—  Ingebjorg!  Pan  Ture!  —  Gisela  witała  ich  radośnie,  obejmując  oboje.  — 

Mieliśmy okropną podróż — skarżyła się. — Przejeżdżaliśmy w pobliżu watahy 
wilków, a spotkani chłopi opowiedzieli nam, że drapieżniki grasują po lasach od 
wielu dni. Zagryzają owce i konie, mogłyby też rzucić się na człowieka, gdyby 

TLR

background image

nadarzyła się taka okazja. Potwornie się boję — dodała, potrząsając głową tak, że 
włosy wysuwały się spod czepka. Cały czas spoglądała na Turego. 

On też nie spuszczał z niej oczu. 
— Czy naprawdę spotkaliście stado niebezpiecznych wilków? 
Giseła przytakiwała ze zgrozą. 
— Za nic nie będę wracać tylko z Bergtorem i jego parobkiem. 
— Ja mogę z wami pojechać. Mam z sobą trzech ludzi — zawołał pośpiesznie 

Ture. 

—  Przecież  nie  możesz  wracać  już  dzisiaj  —  zaprotestowała  rozczarowana 

Ingebjorg.  Złościło  ją,  że  Gisela  zawsze  dostaje  to,  czego  chce.  Wystarczy,  że 
spojrzy na mężczyznę, a ten jest już w jej rękach niczym wosk. 

Poczuła, że Bergtor jej się przygląda i odwróciła się ku niemu. 
— Co tam u ciebie słychać, Ingebjorg? 
Zrozumiała, że w tym pytaniu kryje się coś więcej 
niż czysta uprzejmość i uśmiechnęła się uspokajająco. 
— Dziękuję, wszystko w porządku. 
— Muszę zanieść towar do twierdzy. Zajmiesz się tymczasem Giselą? 
Ingebjorg przytaknęła i zwróciła się do jego żony. 
— Może pójdziesz ze mną do izby, w której pracuję, Giselo? Jeszcze tam nie 

byłaś. 

— No, może... — Gisela wahała się. — Miałam nadzieję, że dzisiaj obejrzę 

sobie  dokładniej  twierdzę.  Jeszcze  nie  widziałam  południowego  skrzydła, 
stajennego dziedzińca ani Wieży Dziewicy. 

W tej samej chwili drzwi się otworzyły i wszedł Orm 0ysteinsson. 
Ingebjorg zerknęła ukradkiem na Giselę. W oczach tamtej pojawiło się światło, 

a policzki płonęły. Ochmistrz powitał gości dwornie. 

— Przywiozłem piękne skóry, panie — oznajmił Bergtor. 
— A ja strasznie bym chciała obejrzeć południowe skrzydło twierdzy, panie 

Orm — zaszczebiotała Gisela cieniutkim głosikiem. 

— Idiotka — prychnęła pod nosem Ingebjorg. 
Zwróciła uwagę, że Ture śledzi całą trójkę z rosnącym zainteresowaniem. 
— Wszystko w swoim czasie — odparł ochmistrz i odwrócił się do Bergtora. 

— Poproś kuśnierza, żeby przyszedł pomóc. Najpierw chciałbym obejrzeć skóry. 

—  A  ja  muszę  iść  do  pracy.  Pójdziesz  ze  mną?  —  spytała  Ingebjorg 

narzeczonego. 

TLR

background image

— Bardzo mi przykro, moja droga, ale muszę porozmawiać z rycerzami Losne 

i Galtungiem, a potem jeszcze z kilkoma panami, którzy tu dzisiaj przyjadą. 

Ingebjorg  słuchała  zdumiona.  Ciekawe,  że  do  tej  pory  o  niczym  takim  nie 

wspomniał. 

Ochmistrz  i  Ture  wymienili  spojrzenia,  pan  Orm  skinął  głową  i  narzeczony 

Ingebjorg ruszył w stronę fosy. 

Idąc do swojej izdebki, zastanawiała się, co się teraz wydarzy. Jeśli Ture ma 

rozmawiać  z  norweskimi  panami  o  ważnych  sprawach,  to  dziwne,  że  Orma 
0ysteins—  sona  przy  tym  nie  będzie.  Wolała,  żeby  był  i  nie  spełnił  życzenia 
Giseli. Nie  miała  bowiem wątpliwości, dlaczego przybrana  matka chce  oglądać 
południowe  skrzydło  twierdzy.  Budowla  nic  ją  nie  obchodzi,  jedyne,  co  ma  w 
głowie, to zostać sam na sam ze swoim drogim „panem Ormem". 

Usiadła i zaczęła rozkładać przybory do pisania. Jak dziwnie patrzyli na siebie 

Ture i Orm. Jakby łączyło ich tajne porozumienie. 

Skarciła sama siebie. — Znowu zaczynasz — mruknęła. 
Rozdział 5 

Ingebjorg pracowała, dopóki słońce nie zsunęło się za wzgórza na zachodzie i 

wilgotne, jesienne powietrze nie spłynęło nad twierdzę. Długo siedziała bez ruchu, 
zmarzły jej ręce i nogi. 

Dziwiła się, że przez cały dzień nie widziała ani Gi— seli, ani Turego. Bergtor 

zaszedł  na  chwilę,  ale  też  się  spieszył.  Ledwo  zdążyła  mu  opowiedzieć  o 
przesłuchaniu przez ochmistrza, lęku o życie Darrego, mężczyźnie, który został 
uwięziony w lochu oraz o rozmowie z panią Bothild. Kiedy wspomniała o kłótni 
podsłuchanej pod drzwiami małżonków, wytrzeszczył oczy. 

—  Ona  naprawdę  powiedziała  mu,  że  spaliłaś  list,  chociaż  ty  mówiłaś,  że 

oddałaś go komuś innemu? 

Ingebjorg przytaknęła. 
— Myślę, że zrobiła tak, żeby odsunąć ode mnie podejrzenia. 
Bergtor wolno pokręcił głową. 
—  Istnieje  inna  możliwość,  Ingebjorg.  Ona  domyśliła  się,  co  jest  w  tym 

dokumencie i nie chce, żeby mąż się o tym dowiedział. 

—  Chcesz  powiedzieć,  że  nie  podziela  stosunku  swego  męża  do  kwestii 

królewskiej? 

Bergtor przytaknął. 

TLR

background image

—  Nie  zapominaj,  że  ona  należy  do  rodu  Folkungów.  Nie  zdziwiłbym  się, 

gdyby dochowywała wierności królowi. 

— Jeśli jednak pragnie, by list trafił do rąk króla, to musi sobie zdawać sprawę, 

co to oznacza dla jej małżonka. 

— Być może. 
Ingebjorg  też  już  to  przychodziło  do  głowy.  Przypomniała  sobie  teraz 

rozgoryczoną  twarz  pani  Bothild  podczas  śniadania,  a  w  uszach  brzmiał  jej 
gniewny  głos.  Przeniknął  ją  dreszcz.  Czy  pani  twierdzy  naprawdę  życzy  sobie 
ujawnienia działalności swojego małżonka, chce, żeby został skazany na śmierć za 
zdradę kraju? 

Nareszcie  usłyszała  głos  dzwonu,  wzywającego  na  posiłek.  Uprzątnęła 

przybory do pisania i wyszła. 

Zaskoczona zobaczyła, że w sali jadalnej siedzą już Gisela, Ture i Bergtor, a 

także  rycerze  Galtung  i  Losne  z  małżonką  oraz  Orm  0ysteinsson.  Tylko  pani 
Bothild nie przyszła, widocznie nie chce jeść w towarzystwie Giseli. 

—  A  oto  i  nasza  utalentowana  pisarka!  —  zawołał  ochmistrz.  —  Kiedy 

powiedziałem panom z królewskiej rady, że księgi dla mnie przepisuje kobieta, 
uznali  to  za  żart.  Gdy  jednak  pokazałem  im  prace  panny  Ingebjorg,  nie  kryli 
podziwu. 

Dziewczyna  uśmiechała  się  onieśmielona,  zarumieniona  pod  wpływem 

nieoczekiwanej pochwały. Napotkała wzrok Bergtora, który kiwał do niej z dumą, 
ale twarz przybranego ojca wskazywała, że dzieje się coś złego. A powinien być w 
dobrym humorze. Wesołość ochmistrza wskazywała, że dobili targu na skóry. 

Nagle spostrzegła, że Gisela i Orm wymieniają spojrzenia. Nie trwało to długo, 

ale Ingebjorg zrozumiała wszystko. To, co się między nimi dzieje, jest jak nie da-
jący się ugasić pożar. Nawet przy stole z trudem ukrywają pożądanie. 

Bergtor  musiał  widzieć  coś,  co  go  wzburzyło.  Kiedy  poprzednim  razem  ich 

przyłapał, mieli z Giselą poważną rozmowę i ona obiecała poprawę. Ingebjorg nie 
mogła zrozumieć, że ta kobieta znowu zdradza męża. 

Spojrzała  ukradkiem  na  Turego.  On  i  Galtung  rozmawiali  o  czymś  z 

ożywieniem, taki był tym pochłonięty, że nie słyszał nawet, jak ochmistrz chwalił 
jej pracę. 

Nieoczekiwanie drzwi się otworzyły i weszła pani Bothild. Mężczyźni wstali, 

kłaniając  się  uprzejmie,  Ingebjorg  patrzyła  zaciekawiona.  Gospodyni  miała 
zaczerwienione oczy, jak po długim płaczu. Usiadła spokojnie i zaczęła jeść, ale 
właściwie  dziubała  tylko  w  talerzu  i  raz  po  raz  moczyła  wargi  w  piwie.  Była 

TLR

background image

jeszcze  bledsza  niż  zwykle,  twarz  wyrażała  ból  i  urazę.  Mimo  wszystko  musi 
kochać swojego męża. On tymczasem wciąż był w znakomitym humorze. Śmiał 
się i żartował, opowiadał zabawne historie, Ingebjorg nigdy go takim nie widziała. 
Wydawał się teraz miły i pociągający, nie trudno było zrozumieć, że Gisela jest 
nim taka zajęta. 

Zresztą  i  ona  bawiła  się  świetnie,  słuchała  jego  żartów  i  opowieści, 

rozkoszowała się zainteresowaniem panów, piła trochę za dużo i chichotała bez 
przerwy. 

Małżonka rycerza Losne posyłała pani Bothild współczujące spojrzenia, ale nie 

próbowała  wciągnąć  jej  do  rozmowy.  Gospodyni  siedziała  z  pochyloną  głową, 
jakby pogrążona we własnych myślach, niezainte— resowana tym, co się dzieje 
przy stole. 

Gisela piła coraz więcej, coraz bardziej przykuwała uwagę panów. Opowiadała 

o krawcu, który szył jej nową suknię i tak się do niej zapalił, że próbował ją ob-
łapiać. 

— Chciał mi zrobić jeszcze głębszy dekolt — mówiła ze śmiechem, obciągając 

stanik sukni i jeszcze bardziej odsłaniając piersi. 

— Coś takiego! — zawołał ochmistrz, wpatrując się w jej biust z ogniem w 

oczach.  —  Żądam,  żebym  następnym  razem  mógł  pani  towarzyszyć,  to 
przywołam tego krawca do porządku. 

Bergtor wstał od stołu. 
—  Proszę  mi  wybaczyć.  Muszę  jeszcze  zamienić  parę  słów  z  kuśnierzem, 

zanim ten uda się na spoczynek. 

Potem opuścił towarzystwo, na pozór spokojny, ale Ingebjorg, która go znała, 

widziała, jak bardzo jest wzburzony. 

Znowu spojrzała na panią Bothild, która wciąż siedziała ze wzrokiem wbitym 

w talerz, nie odzywając się ani słowem. Ingebjorg zastanawiała się, czy Bergtor 
zechce pojechać do domu bez Giseli. Orm 0ysteinsson jest na tyle pozbawiony 
szacunku, że z pewnością wziąłby w takiej sytuacji kochankę do łóżka. A takiego 
wstydu pani Bothild nie ścierpi. 

Nie namyślając się wiele ona też wstała. 
—  Przepraszam  państwa  —  mruknęła.  —  Muszę  zapytać  o  coś  mojego 

przybranego ojca, zanim opuści twierdzę. 

Żona rycerza Losne roześmiała się na te słowa. 
— Droga panno Ingebjorg. On nie może opuścić twierdzy, nie zabierając stąd 

żony. Poza tym na dworze jest ciemno. — Zwróciła się do Giseli: — Nie możecie 

TLR

background image

podróżować przez las w nocnych ciemnościach.  Wszyscy  wiemy,  że w  pobliżu 
widuje się wilki. 

Gisela zachichotała. 
— Jechać do domu? Teraz, kiedy zrobiło się tak wesoło? 
Ture, który do tej pory siedział cicho i obserwował 
swoją sąsiadkę, nagle zawołał: 
—  Pani  Gisela  nie  może  jechać  bez  mojego  towarzystwa.  Przecież  rano 

przybyła tutaj przerażona spotkaniem z wilkami. 

— Nie rozumiem tych głupstw — warknął ochmistrz, uderzając pięścią w stół 

tak,  że  puchary  i  misy  podskoczyły.  —  Nikt  nie  opuści  Akersborg  bez  mojego 
pozwolenia. Po lasach kręcą się czworonożne i dwunożne drapieżniki, a piękna 
pani Gisela jest kuszącą zdobyczą. 

Ingebjorg wymknęła się z sali. 
Na szczęście za drzwiami natknęła się na Bergtora. 
— Chodź ze mną do mojej izby — zaproponowała przyjaźnie. 
— Sam nie wiem, Ingebjorg. Najchętniej wskoczyłbym na konia i pognał do 

domu. 

—  Rozumiem  cię.  To  dlatego  za  tobą  wybiegłam.  Nie  możesz  wieczorem 

samotnie wracać przez las, poza tym nie wolno ci tego zrobić ze względu na panią 
Bothild. 

Ruszyła przed siebie i z ulgą stwierdziła, że Bergtor idzie za nią. 
— Co miałaś na myśli,  mówiąc, że nie mogę wyjechać te względu na panią 

Bothild? — spytał, kiedy już oboje usiedli. 

— Pani Bothild ma zmartwienie. Jest nie tylko wzburzona i boi się wstydu tak 

jak ty, ale moim zdaniem, cierpi z powodu zazdrości. 

Bergtor zacisnął wargi. 
— Rozumiem, że ty też cierpisz, Bergtorze. 
Parsknął gniewnie w odpowiedzi. 
—  To  nie  jest  cierpienie,  to  wściekłość.  Gdyby  on  był  zwyczajnym 

gospodarzem,  wziąłbym  sprawę  w  swoje  ręce  i  po  prostu  go  zadźgał.  Ale 
ponieważ to najpotężniejszy człowiek w państwie, muszę tolerować, że otwarcie 
uwodzi mi żonę. 

— Czy dzisiaj stało się coś, co wzbudziło twoją gorycz? — spytała Ingebjorg. 
Bergtor głęboko zaczerpnął powietrza. 
— Moim zdaniem to się dzieje przez cały czas, Ingebjorg. Właściwie co chwila 

mógłbym ich przyłapywać na gorącym uczynku. 

TLR

background image

— A ja myślałam, że ona obiecywała... 
— Obiecywać łatwo, trudniej tego dotrzymać — odparł cierpko. 
— Ona wie, jak bardzo ty pragniesz dziecka. W przeciwnym razie kazałbyś jej 

się wynosić, choć Kościół z pewnością odmówiłby ci prawa do rozwodu. 

Bergtor  nie  odpowiadał,  Ingebjorg  domyślała  się  jednak,  że  dotknęła 

najboleśniejszego miejsca. On pragnie dziecka za wszelką cenę. 

— Jak tylko ciąża stanie się widoczna, będzie musiała przestać — wyrwało się 

Ingebjorg. 

Bergtor prychnął pogardliwie. 
— Wierzysz, że to Giselę powstrzyma? 
— Ale co zrobi tego dnia, kiedy będzie musiała iść do spowiedzi? Wszyscy 

muszą się spowiadać przynajmniej raz w roku. 

— Przyjdzie do mnie i poprosi o pieniądze na list odpustowy — odparł cierpko. 
Ingebjorg uznała, że najlepiej zmienić temat. 
—  Mimo  rozwiązłych  rozmów  przy  stole  z  ulgą  przyjęłam  dobry  humor 

ochmistrza.  Nie  mógłby  tak  się  zachowywać,  gdyby  sądził,  że  dokument  ojca 
nadal istnieje. 

— Ja pomyślałem to samo, Ingebjorg. Muszę przyznać, że byłem już poważnie 

zmartwiony. 

Ingebjorg zmarszczyła brwi. 
— Nie rozumiem tylko, co się stało z rycerzem Darre. 
— A nie mogło być tak, że dostał po drodze inne zadanie? 
— No ale co z moim dokumentem? Co z nim zrobił? 
Bergtor pokręcił głową. 
— Nie, nie umiem ci na to odpowiedzieć. 
Zapukano do drzwi i wszedł Ture. Przyglądał się obojgu surowo. 
— Ingebjorg, pani Bothild pyta, kiedy wrócisz do sali jadalnej. 
Dziewczyna wstała. 
— Chodźmy, Bergtor. Będziesz musiał grać człowieka spokojnego. 
Ture zatrzymał się przy drzwiach. 
— O czym wy mówicie? 
— Naprawdę nie rozumiesz? 
— No ale co ty masz z tym wspólnego? 
Ingebjorg  nie  znajdowała  właściwej  odpowiedzi,  przygnębiona  potrząsnęła 

tylko głową. 

TLR

background image

Siedzieli przy piwie dłużej niż zwykle, Ingebjorg podejrzewała, że pani Bothild 

zatrzymuje ich, bo lęka się samotnej nocy. Gospodyni wciąż była mało rozmowna, 
zamyślona nie zauważała, co się wokół niej dzieje. 

Gisela  i  ochmistrz  nadal  bawili  się  świetnie,  a  im  więcej  tamta  piła,  tym 

bardziej nieprzyzwoicie się zachowywała. Pani Losne źle znosiła całą sytuację, ale 
obaj rycerze nie kryli podziwu dla bujnych kształtów Giseli. 

Ingebjorg ucieszyła się szczerze, kiedy wieczór dobiegł końca. 
Po drodze do sypialni Ture ze śmiechem rozprawiał o tym, co się wydarzyło, 

śmiał  się  z  powodu  zazdrości  pani  Bothild,  irytacji  żony  rycerza  Losne  i 
podniecenia  ochmistrza.  Szydził  sobie  z  Bergtora,  który  nie  potrafi  przywołać 
żony do porządku i w ogóle uważał, że wieczór był bardzo udany. 

Ingebjorg milczała, urażona w imieniu Bergtora, przekonana, że Ture powinien 

okazywać współczucie gospodyni twierdzy. 

—  Ciekawe,  co  się  stanie  w  nocy  —  zastanawiał  się  jej  narzeczony  ze 

śmiechem.  —  Myślisz,  że  nasza  podniecona  pani  Gisela  zostanie  z  mężem  w 
sypialni? 

— Myślę, że będzie do tego zmuszona — odparła Ingebjorg krótko. 
— Ależ, moja kochana, co się z tobą dzieje? 
— Żal mi pani Bothild i Bergtora. 
Ture znowu wybuchnął śmiechem. 
— Żal ci przybranego ojca? To niech on sobie też weźmie nałożnicę. 
— W klasztorze uczono nas, że ten, kto kocha rozpustę i pijaństwo, trafi do 

piekła, gdzie będzie trwał w wiecznym mroku, lodowatym zimnie lub smażył się 
w ogniu. 

— No, ale można odbyć pokutę. A najlepiej zapłacić. Nie znam nikogo, kto by 

odepchnął od siebie kusicielkę ze strachu przed sądem ostatecznym. 

Ingebjorg ogarnął gniew. 
— Bergtor nie jest taki. 
— A co ty o tym wiesz? — w głosie narzeczonego słychać było podejrzliwość. 

— Mówiłaś, że byliście zaręczeni, ale on zniknął, kiedy pojął, że spodziewasz się 
dziecka  z  innym  —  słyszała  za  sobą  pytanie  Turego.  —  Nigdy  cię  nie 
wypytywałem,  ale  teraz  zaczynam  się  zastanawiać,  co  właściwie  między  wami 
było. Czy tylko umowa między swatami, czy coś więcej? 

W sypialni Ingebjorg zapaliła tranową lampkę i zamknęła drzwi na skobel. 
— Z jego strony może i było coś więcej, ale z mojej nie. Lubiłam go, ale nie 

pożądałam. 

TLR

background image

— Powiedziałaś mu o tym? 
Ingebjorg unikała jego wzroku. 
— Mieszkał przez krótki czas w Sjemundgard, kiedy kończył nowy dom. 
— Ach, tak? O tym mi nie mówiłaś. 
— Bo nie pytałeś. Zresztą nie rozmawialiśmy o takich sprawach. 
Ture stał bez ruchu, wpatrując się w narzeczoną. 
— On cię pożądał, byliście zaręczeni, szykowaliście wesele. A czyż nie uważa 

się, że zaręczyny są przedsionkiem do małżeństwa? 

—  Czasem  tak,  ale  nie  zawsze.  Moja  matka  była  jak  twoi  rodzice:  ponad 

obyczaje stawiała naukę Kościoła. 

—  A  co  uważał  pan  Masson?  Nie  próbował  się  przypadkiem  wśliznąć  do 

twojego łóżka? 

Ingebjorg nie podobało się to przepytywanie. 
— Rozumiał, że ja nie chcę i zostawiał mnie w spokoju. 
Ture podszedł bliżej, palcem wskazującym uniósł jej podbródek. 
— Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę? Patrzyła mu spokojnie w oczy. 
— Nie masz wyjścia, musisz mi wierzyć. 
— Ale oddałaś się innemu. Opowiedz mi o tym, Ingebjorg. 
— Tu nie ma nic do opowiadania, bo... bo doszło do tego tylko kilka razy. 
— Gdzie to robiliście? W twojej sypialni? Ingebjorg pokręciła głową, chciała, 

żeby przestał ją 

dotykać. Opowiadać o Eiriku, patrząc równocześnie w oczy swojemu nowemu 

narzeczonemu... To bardzo nieprzyjemne. 

— Mówiłaś, że gdzie byliście? 
Coś w jego głosie ją niepokoiło. Postanowiła, że powie mu wszystko, jak było. 
— Na dworze — odparła cicho. 
— Leżeliście, czy na stojąco? 
— Leżeliśmy na ziemi. 
— Za każdym razem? 
— Nie. Raz wziął mnie właściwie wbrew mojej woli. Wtedy to było na stojąco. 
—  Właściwie  wbrew  twojej  woli  —  powtórzył  z  wolna.  —  Byłaś  bardzo 

podniecona, Ingebjorg? Taka podniecona, że nie mogłaś przestać? 

Dziewczyna nie odpowiadała. 
— No i? — ciągnął dalej. — Nigdy nie leżeliście w łóżku? 
— Tylko raz. A właściwie dwa razy. Po tym, jak przyjechałam do Nonneseter. 
Ture gwizdnął. 

TLR

background image

— Zakonnica sypiała z mężczyzną. No, no. Opowiadaj! On się nie śmieje, nie 

wygląda też na zagniewanego, 

myślała Ingebjorg. Jakby był zazdrosny i to opowiadanie sprawiało mu ból. 
—  Niewiele  jest  do  opowiadania  —  zaczęła,  czując  się  coraz  bardziej 

nieswojo. — Za każdym razem mieliśmy bardzo mało czasu. A niedługo potem 
zobaczyłam go na rynku. Jak go prowadzą na miejsce kaźni. 

— Czy on cię kiedyś widział nagą. 
Ingebjorg przytaknęła i spuściła wzrok. 
Ture wypuścił ją nagle i zaczął się rozbierać. 
— Pokaż mi to — zakomenderował, gdy był gotów. — Pokaż mi, jak on to 

robił. 

Patrzyła  na  niego  i  nagle  zdała  sobie  sprawę,  że  myśl  o  niej  i  o  Eiriku  go 

podnieca. Z zazdrości, pomyślała bliska płaczu. 

Zaczął  niecierpliwie  ściągać  jej  suknię  przez  głowę,  potem,  popychając  ją, 

podprowadził do okna, kazał jej się pochylić i wziął od tyłu. 

— Dzisiaj nauczyłem się czegoś nowego — wybuchnął śmiechem. — I bardzo 

mi się spodobało to, co zobaczyłem. 

Drgnęła, kiedy w nią wszedł. Z całej siły zagryzła wargi. Ture zachowywał się 

niczym  buhaj,  sprawiał  jej  ból,  policzki  nieszczęsnej  dziewczyny  płonęły  ze 
wstydu. 

Po  wszystkim  odepchnął  ją  od  siebie,  podszedł  do  łóżka  i  wśliznął  się  pod 

okrycie. 

Ingebjorg  wciąż  zagryzała  wargi,  by  nie  wybuchnąć  płaczem.  Czy  wszyscy 

mężczyźni są tacy? — zastanawiała się wstrząśnięta. 

Dopiero po chwili odważyła się zapytać: 
— Co miałeś na myśli, mówiąc, że dzisiaj nauczyłeś się czegoś nowego? 
Ture zachichotał. 
— Nauczyłem się od pani Giseli i ochmistrza — odparł. 
— Widziałeś ich? — zawołała z niedowierzaniem. 
—  Natknąłem  się  na  nich  przypadkiem  w  południowym  skrzydle,  gdzie 

miałem  coś  do  zrobienia,  ale  oni  mnie  nie  widzieli.  —  Głęboko  zaczerpnął 
powietrza. — Wyglądało to rozkosznie. Z czasem ty też to polubisz, 

Ingebjorg, i będziesz się rozkoszować jak twoja przybrana matka. 
Nie, ja nigdy nie będę taka jak ona, pomyślała Ingebjorg. 

TLR

background image

Sen ją już morzył, gdy nagle przyszło jej do głowy, że to bardzo dziwne, iż 

Ture nieoczekiwanie natknął się na ochmistrza i Giselę. Co on, na Boga, miał do 
roboty w południowym skrzydle? 

Zaczęła  podejrzewać,  że  on  ich  po  prostu  śledził.  Gisela  głośno  mówiła,  że 

chciałaby to skrzydło obejrzeć, Ture był świadkiem. Czy on naprawdę jest taki 
rozpustny, by zakradać się i podglądać kochanków? 

A  może  szukał  plam  na  opinii  ochmistrza?  Może    Ture  wie,  że  Orm 

0ysteinsson stoi po niewłaściwej stronie w królewskiej walce i szuka powodów, 
by na niego donieść. 

Ta  myśl  podniosła  ją  na  duchu.  Gdyby  tak  się  sprawy  miały,  to  mogłaby 

spokojnie  powiedzieć  narzeczonemu  o  dokumencie.  On  potwierdziłby  swoje 
podejrzenia, ona zaś wyjawiłaby nazwiska przeciwników króla. Wspólnymi siłami 
doprowadziliby do wiadomości króla Magnusa, kto w Norwegii działa przeciwko 
niemu. Nie musiałaby już sama dźwigać odpowiedzialności, a Ture z pewnością 
znalazłby sposób działania, nienarażający ich na zemstę ochmistrza. 

Odetchnęła z ulgą. Jak to dobrze, że Ture przyjechał. Reszta w końcu się jakoś 

ułoży. Ture należy do warstwy bogatych panów i przywykł do innego życia. Ona 
niemal rok spędziła w klasztorze. Nic dziwnego, że na początku mają trudności. 

— Dobranoc, Ture — szepnęła cichutko. 
 

Rozdział 6 

Następnego dnia Gisela, Bergtor i Ture mieli opuścić twierdzę. Ingebjorg była 

rozczarowana, że narzeczony już wyjeżdża, pocieszała się jednak, że kiedy znowu 
przyjedzie, wezmą ślub. 

Gisela była dziwnie milcząca. Sprawia wrażenie, jakby dręczyło ją poczucie 

winy,  myślała  Ingebjorg.  Bergtor  natomiast  humor  miał  lepszy  i  w  jego 
zachowaniu pojawiło się jakieś zdecydowanie. Może znowu rozmówił się z żoną, 
zastanawiała się Ingebjorg zadowolona, że Bergtor zareagował, nie godzi się na jej 
nieprzyzwoite zachowanie. 

Ture,  od  chwili,  gdy  rano  otworzył  oczy,  był  czuły  i  troskliwy.  Już  miała 

zapytać, czy słyszał, że król Magnus ma w Norwegii przeciwników, ale za każdym 
razem, gdy chciała otworzyć usta, coś innego wymagało jej uwagi. Może lepiej 
zaczekać do następnego spotkania, zdecydowała w końcu. I tak sama nic nie zrobi, 
dopóki Ture jest w Szwecji. A już zwłaszcza teraz, kiedy król Magnus przyjechał 
do Norwegii. 

TLR

background image

— Żegnaj, Ingebjorg — szepnął jej czule do ucha. — Nie chcę cię opuszczać, 

ale już się cieszę na szybki powrót. 

— Będę za tobą tęsknić — odparła szczerze. 
Zdążyła mu pomachać na pożegnanie, gdy na dziedzińcu twierdzy pojawiła się 

pani Bothild, a widząc Ingebjorg, skierowała się do jej izdebki. 

— Muszę z panią porozmawiać, panno Ingebjorg. 
Dzień był pogodny, ale zimny i pani Bothild dygotała, wchodząc do środka. 
—  Powinien  tu  być  kominek.  Nie  wiem,  jak  pani  będzie  mogła  pisać  zimą, 

siedząc tu bez ruchu. Zadbam w każdym razie, by miała pani niedźwiedzią skórę 
pod stopami. 

— Dziękuję. Będę się ciepło ubierać. Gorzej było w klasztorze. 
Pani Bothild spojrzała na nią przestraszona. 
— Nie pozwalano wam wkładać ciepłych ubrań? 
Ingebjorg pokręciła głową. 
— Uczono nas powściągliwości. Ale ja byłam nieposłuszna i wkładałam ciepłe 

rzeczy pod habit nowicjuszki. 

Pani Bothild roześmiała się. Ingebjorg nie przypominała sobie, by kiedyś już to 

widziała.  Śmiech  zmniejszył  panujący  między  nimi  dystans.  Zdała  sobie  też 
sprawę, że gospodyni twierdzy jest bardzo urodziwą kobietą, i że z tym surowym 
wyrazem bardzo jej nie do twarzy. 

— Tak się cieszę, że jest pani tutaj w twierdzy, panno Ingebjorg — rzekła z 

cichym westchnieniem. — Bardzo tęskniłam za kobietą, z którą mogłabym rozma-
wiać. 

Usiadła na jednej z ławek pod oknem, a Ingebjorg naprzeciwko. 
—  Zauważyła  pani  z  pewnością,  że  wczoraj  nie  zachowywałam  się  zbyt 

uprzejmie  —  mówiła  dalej  gospodyni.  —  To  było...  to  ta  wizyta...  —  zagryzła 
wargi. 

— Rozumiem, pani Bothild. 
Tamta wpiła w nią oczy. 
— Od dawna pani to rozumie? 
—  Od  jakiegoś  czasu.  Przykro  mi  i  z  powodu  pani,  i  z  powodu  mojego 

przybranego ojca. 

— Mnie nie musi pani okazywać współczucia. Ja przywykłam już dawno. 
Ingebjorg nie miała pojęcia, co powiedzieć. Zaufanie gospodyni twierdzy było 

jej miłe, ale równocześnie sprawiało ból. 

— Teraz pozostał tylko wstyd — powiedziała tamta po chwili. 

TLR

background image

Znowu obie milczały. 
— Proszę mi powiedzieć, kiedy pani Gisela spodziewa się dziecka? 
Ingebjorg dobrze wiedziała, o co pani Bothild chodzi. 
— Zdaje mi się, że jakoś po Bożym Narodzeniu. 
Pani Bothild splatała szczupłe palce i wpatrywała się 
w podłogę. 
— Chyba pani myśli to samo, co ja. 
Ingebjorg pragnęła znaleźć się jak najdalej stąd. 
— Bergtor cieszy się, że zostanie ojcem. Ma już czterdzieści lat i od dawna 

powinien mieć potomstwo. Teraz nareszcie jego marzenie się spełni. 

Gospodyni twierdzy słuchała z wyrazem ulgi. 
— Zatem on chce z nią zostać? To znaczy... bo to byłby znakomity powód, 

żeby...  —  jąkała,  zarumieniona.  —  Kościół  w  takich  wypadkach  godzi  się  na 
separację. 

Ingebjorg przytaknęła. 
— Ale tym razem mowy o czymś takim być nie może. 
Pani Bothild odetchnęła uspokojona. 
—  Czy  to  nie  dobrze,  że  pan  Ture  i  pan  Orm  tak  się  ze  sobą  dogadują?  — 

spytała nagle. 

Ingebjorg  słuchała  zaskoczona.  Nie  odnosiła  wrażenia,  żeby  wzajemne 

stosunki panów były szczególnie dobre. 

— I cieszę się, że on ma u nas jakiś czas mieszkać — dodała pani Bothild. — 

Chyba  nie  jest  łatwo  niezamężnej  kobiecie  mieszkać  w  twierdzy  z  tyloma 
mężczyznami. 

Ingebjorg nie rozumiała, o co jej chodzi. Czyżby pani Bothild obawiała się, że 

jej także ochmistrz zacznie czynić propozycje? 

—  Nie  spotkały  mnie  żadne  nieprzyjemności.  Żadne  poza...  —  umilkła. 

Byłoby nierozsądnie wspominać teraz o tajnym świadectwie zdrady, spisanym na 
pergaminie. 

Pani Bothild skinęła głową. 
— Tak, to przeżycie było okropne. Naprawdę nie rozumiem, jak sira Joar mógł 

być taki mściwy. To pani Thora pragnęła zemsty. Dopiero, kiedy dowiedziałam 
się o dokumencie, zrozumiałam to lepiej. Trudno pojąć, że proboszcz od Świętego 
Krzyża i matka przełożona Nonneseter planowali pozbawić króla Magnusa tronu. 

Ingebjorg słuchała z uwagą. Czy teraz otrzyma potwierdzenie, że pani Bothild 

podejrzewa też własnego męża? 

TLR

background image

— No właśnie, ja też nie mogłam uwierzyć — rzekła ostrożnie. — Nie miałam 

pojęcia, że król ma przeciwników również pośród bogatych panów i duchowień-
stwa Norwegii. 

— Ja się tego i owego domyślałam, ale nie miałam pewności — odparła pani 

Bothild swobodnie. — Nie rozumiem też ludzi, którzy wierzą, że w kraju będzie 
lepiej,  jeśli  szlachta  przejmie  władzę.  Jedyne,  czym  panowie  są  zajęci,  to  ich 
własne  korzyści,  zdobywanie  coraz  większych  dóbr  i  władzy.  Oni  nie  myślą  o 
biednych. Król Magnus natomiast ustanowił nowe prawa, by ulżyć zwyczajnym 
ludziom. Proszę tylko pomyśleć, że on zlikwidował niewolnictwo. Czy pani wie, 
jakie  to  ma  znaczenie  dla  wszystkich  tych  nieszczęśników,  którzy  byli 
wykorzystywani,  pogardzani  i  prowadzili  życie  niegodne  ludzi?  Niewolnik  był 
niczym zwierzę, które właściciel  może zabić, okaleczyć lub sprzedać. Czy pani 
wie,  panno  Ingebjorg,  że  tu,  w  naszych  okolicach,  co  czwarty  mieszkaniec  był 
niewolnikiem? 

Ingebjorg wstrząśnięta kręciła głową. 
—  Nie,  nie  miałam  pojęcia.  —  Zastanawiała  się  przez  chwilę,  a  potem 

powiedziała:  —  W  pełni  się  zgadzam,  że  kraje  będą  dużo  sprawiedliwiej 
zarządzane przez króla, niż przez panów. Bo to król ma się opiekować biednymi, 
tak mówi prawo. 

Pani Bothild przyglądała jej się badawczo. 
—  Nie  jest  pani  tak  niezorientowana  i  nie  zainteresowana,  jak  to  z  pozoru 

wygląda. 

Ingebjorg zarumieniła się i roześmiała skrępowana. 
— Możliwe. 
Pani Bothild chwyciła ją za rękę. 
— Musimy być razem, my, jedyne kobiety naszego stanu tutaj, w twierdzy. To 

będzie  nasza  mała  tajemnica.  Powinnyśmy  mieć  oczy  i  uszy  otwarte,  wyrabiać 
sobie pogląd na sprawy, ale wiedzę zachowywać dla siebie. 

Wstała. 
— Dziękuję, panno Ingebjorg. Dobrze było z panią porozmawiać. 
— I ja dziękuję, pani Bothild. 
Kiedy gospodyni twierdzy wyszła, Ingebjorg długo stała, patrząc przed siebie. 

Nie ulega wątpliwości, co pani Bothild miała na myśli, nie odważyła się jednak 
powiedzieć tego wprost. 

TLR

background image

Pewnego deszczowego poranka, w jakiś czas potem, gdy nad fiordem wisiała 

gęsta mgła, a wzgórz na zachodzie w ogóle nie było widać, znowu przyszła do niej 
gospodyni. Trzymała w ręce jakiś pakiecik. 

— Wczoraj wieczorem przyjechał do pani posłaniec, panno Ingebjorg. Upierał 

się, że osobiście musi to pani przekazać, ale pani już spała. 

Ingebjorg zdziwiona wzięła przesyłkę. 
Pani Bothild czekała, jakby w nadziei, że dowie się, co zawiniątko zawiera. 
— Nie zechce pani usiąść? — spytała więc Ingebjorg, wskazując miejsce na 

ławie, sama  zaś podeszła do swojego pulpitu i otworzyła przesyłkę.  Ku  swemu 
wielkiemu zaskoczeniu znalazła tam deseczkę zapisaną runami. Napis kończyła 
literka  D.  Ingebjorg  aż  podskoczyła  z  radości.  To  na  pewno  rycerz  Darre.  Z 
wielkim zaciekawieniem zaczęła odcyfrowywać runy: „Zdrowy. Wolny. I w pracy 
Przyjacielskie Zadanie się nie powiodło". 

Wstrzymała dech. „Przyjacielskie Zadanie się nie powiodło". Tu musi chodzić 

o dokument, że nie udało mu się przekazać go królowi Magnusowi, ale też rycerz 
nie został złapany, ani poddany torturom. „W pracy" musi oznaczać, że otrzymał 
jakieś nowe zadanie. Tych słów nie można rozumieć inaczej. 

Podeszła  do  pani  Bothild,  która  czekała  w  napięciu,  ale  była  zbyt  dobrze 

wychowana, aby pytać. 

— To runiczne przesłanie od mojego przyjaciela. Chciał mnie poinformować, 

że wszystko jest w porządku. 

— To bardzo dobrze — odparła tamta. 
Czy domyśla się, kim jest ten przyjaciel, zastanawiała się Ingebjorg. 
— To wszystko? — spytała pani Bothild niewinnie. 
Ingebjorg wahała się. Gdyby była pewna, po której 
stronie tamta stoi, powiedziałaby jej, o co chodzi, na razie jednak jest to zbyt 

niebezpieczne. I dla rycerza Darre, i dla niej samej. Domyślała się, że ciekawość 
zżera gospodynię. 

— No tak — pani Bothild ani jedną miną nie zdradziła, czy jest rozczarowana, 

czy  zadowolona.  Jeśli  w  ogóle  zrozumiała,  o  co  tutaj  chodzi.  Podniosła  się  z 
miejsca. 

— Zrobiłam, jak posłaniec prosił — panno Ingebjorg. — Nikt inny nie wie, że 

tutaj był. 

Przesyłka  sprawiła  Ingebjorg  wielką  ulgę.  Nie  musi  się  dłużej  martwić  o 

rycerza  Darre. Nie wiedziała, co zrobił z dokumentem, ale  mu ufała. Skoro nie 
mógł go oddać królowi, z pewnością zadbał o niego jak najlepiej. Dopóki Orm 

TLR

background image

0ysteinsson znajduje się twierdzy i wszystko jest jak dawniej, to znaczy, że list do 
króla  nie  dotarł.  Tego  dnia  zaś,  gdy  królewscy  ludzie  staną  u  bram  twierdzy  z 
rozkazem usunięcia ochmistrza, ten raczej się nie domyśli, że Ingebjorg maczała 
palce w grze. Zwłaszcza, że pewnie ona będzie wtedy daleko od Akresborg. 

Dni  mijały  na  pracy,  posiłkach  i  odpoczynku.  Liście  pożółkły,  jarzębiny 

wyglądały niczym pochodnie na tle jesiennego nieba. 

W twierdzy wszyscy gorączkowo pracowali. Przybył posłaniec z Tunsberg z 

wiadomością, że król Magnus i królowa Blanka wybierają się tutaj w najbliższych 
dniach.  Wciąż  palono  w  kominkach  i  na  otwartych  paleniskach,  zamiatano 
podłogi, trzepano dywany i kilimy, a w wielkiej, zamkowej kuchni pieczono na 
rożnie  całe  woły,  wypiekano  okrągłe  chleby,  a  pokojówki  biegały  tam  i  z 
powrotem wciąż coś porządkując. Cieśla reperował drzwi do królewskich komnat, 
dobosz Nils ćwiczył na bębnie, a piwowarzy nie odchodzili od pracy. 

Gdy  pewnego  późnego  popołudnia  Ingebjorg  usłyszała  głos  rogu,  bicie 

dzwonów i okrzyki pod murami twierdzy wiedziała, że królewski orszak przybył. 
Pośpiesznie  uprzątnęła  swoją  izdebkę,  poprawiła  ubranie,  przejrzała  się  w 
wiszącym  na  ścianie  miedzianym  lustrze  i  pobiegła  na  dziedziniec.  Służba  i 
mieszkańcy twierdzy gromadzili się wzdłuż murów, by powitać królewską parę. 
Błyskały miecze, zapalano pochodnie. 

Ingebjorg znalazła się wśród nich. 
— Bardzo jesteś podniecony? — spytała kucharza. 
Ten  skinął  głową,  zbyt  zdenerwowany,  by  odpowiadać.  Pracował  tu  od 

niedawna i pewnie bardzo się boi, czy podoła wyzwaniu. 

W  końcu  królewski  orszak  ukazał  się  oczom  zebranych.  Był  tam  kanclerz, 

dworzanie,  duchowni  i  panowie  szlachta.  Nieco  z  tyłu  podążał  ochmistrz,  król 
Magnus, królowa Blanka i król Hakon. Brama była zbyt niska, by goście mogli 
wjechać  do  twierdzy  konno,  wierzchowce  odprowadzono  już  do  stajni,  nawet 
królewska para musiała iść piechotą. 

Ingebjorg  serce  tłukło  się  w  piersi.  Pierwszy  raz  widzi  króla  Magnusa,  ale 

matka opisywała go jej tak dokładnie, że miała wrażenie, iż go zna. Wyglądał mło-
dziej,  niż  sądziła,  miał  jasne,  kręcone  włosy,  przycięte  równo  z  uszami,  nosił 
szkarłatną  kurtkę  z  szerokim  pasem,  długi,  jasnozielony  płaszcz  i  niebieskie, 
obcisłe spodnie. U jego boku podążała królowa Blanka w pięknej czerwonej sukni 
z wełny, obramowanej białym gronostajowym futrem i w niebieskim płaszczu. Ku 
wielkiemu  zdziwieniu  Ingebjorg  stwierdziła,  że  strój  królowej  jest  zużyty, 
wygląda  na  zniszczony.  Na  głowie  monarchini  miała  czepeczek  ze  złotego 

TLR

background image

jedwabiu.  Najbardziej  jednak  zadziwiła  dziewczynę  jej  twarz.  Łagodna  i 
przyjazna, jakby trochę mroczna, z oczami zdradzającymi mądrość i rozsądek. 

Za królewską parą szedł młody król Hakon, który niedługo skończy czternaście 

lat, już wysoki i barczysty, o jasnych włosach, odziedziczonych po ojcu i pięk-
nych, brązowych oczach po matce. Sprawiał wrażenie młodzieńca spokojnego i 
rozumnego, Ingebjorg uznała, że rację miała żona rycerza Losne, mówiąc, iż wiele 
szlacheckich rodów chętnie wydałoby za niego swoje córki. 

Wszyscy zebrani na dziedzińcu kłaniali się dwornie królewskiej parze, która 

zatrzymała się pośrodku. 

Nieoczekiwanie Ingebjorg dostrzegła panią Bothild, która wzywała ją do siebie 

gestem. 

— Musi pani być tutaj, panno Ingebjorg. Jest pani jedną z nas — uśmiechała 

się życzliwie. Ujęła dziewczynę pod ramię i poprowadziła do króla Magnusa. 

— To jest panna Ingebjorg, zdolna pisarka pana Or— ma, córka wiernego sługi 

króla i członka Królewskiej Rady, Olava Erilingssona — przedstawiła uroczyście. 

Ingebjorg dygnęła głęboko, ale nie miała odwagi spojrzeć na monarchę. Król 

uśmiechnął się zaskoczony. 

— Pisarka? Kobieta? — Rzeczywiście Orm 0ysteins— son nie przegapi żadnej 

okazji. 

—  W  klasztorach  liczne  kobiety  przepisują  księgi,  Wasza  Wysokość  — 

odparła pani Bothild z uśmiechem. Pan Orm odkrył pannę Ingebjorg, kiedy była 
nowi—  cjuszką  w  klasztorze  Nonneseter  w  Oslo  i  zauważył,  że  ma  niezwykle 
piękny charakter pisma. 

Podeszła królowa Blanka i Ingebjorg dygnęła przed nią równie głęboko. 
Król Magnus zwrócił się do monarchini: 
— Ta oto piękna panna przepisuje dla ochmistrza księgi. Innymi słowy, umie 

pisać i z pewnością jest wykształcona. W takim razie będziecie miały o czym ze 
sobą rozmawiać. 

Królowa  Blanka  uśmiechnęła  się,  pokazując  rząd  białych,  równych  zębów. 

Oczy miała ciepłe, uważnie wpatrzone w rozmówcę. 

W  tym  momencie  Ingebjorg  nabrała  pewności,  że  król  Magnus  jest 

odpowiednim władcą Norwegii i Szwecji. Z taką małżonką jak królowa Blanka u 
boku, potrafi zaprowadzić sprawiedliwość. 

Królowa Blanka zwróciła się do syna: 
—  Przywitaj  się  z  pisarką  ochmistrza,  Hakonie.  To  pierwsza  kobieta  w 

Norwegii, która posiada tak wysoką świecką pozycję. 

TLR

background image

Ingebjorg dygnęła też przed młodym królem. 
—  To  nie  jest  taka  ważna  pozycja,  Wasza  Wysokość.  Nie  robię  nic  innego, 

tylko przepisuję księgi. 

— Ale pracuje pani tutaj w twierdzy nie jako służąca, ale jest pani opłacana 

jako ktoś wykształcony? 

— Cóż... tak... tak się mówi — jąkała Ingebjorg zażenowana. 
Królowa Blanka roześmiała się serdecznie. 
— No to się zgadzamy. 
Pani Bothild wskazywała gościom drogę do sali, gdzie przygotowano ucztę. 

Dwa długie stoły przykryto białymi obrusami, ustawiono szkło i srebra, jeden stół 
przeznaczony był dla mężczyzn, drugi dla kobiet. 

Ingebjorg siedziała między panią Bothild i jedną z kobiet z orszaku królowej, 

szwedzką  szlachcianką,  panią  Kathariną  z  Linkóping.  Pani  ta  została  ochmi-
strzynią  dworu  królowej  po  tym,  jak  potężna  i  sławna  pani  Birgitta,  tuż  przed 
wybuchem dżumy, opuściła Szwecję i osiedliła się w Rzymie, chcąc przekonać 
papieża, by porzucił Awinion i wrócił do domu. Pani Ka— tharina jest w wieku 
królowej, to osoba rozumna, współczująca i łagodna. Wypytywała Ingebjorg o jej 
sprawy, o twierdzę i życie w Oslo, sama też mówiła tyle, że Ingebjorg z trudem 
mogła  od  czasu  do  czasu  coś  wtrącić.  Zachwycała  się  królową  i  mówiła  o  niej 
same dobre rzeczy. Potwierdzało to wrażenie, jakie odniosła Ingebjorg. 

W  czasie  uczty  muzykanci  grali  dla  królewskiej  pary.  Ingebjorg  bardzo  się 

wzruszyła. Myślała o Turem. Dostała wiadomość od Bergtora, że przygotowania 
do wesela są w toku,  ma się ono rozpocząć w dniu  świętej Katarzyny,  czyli za 
cztery niedziele. 

Tęsknota za Turem wciąż się zwiększała, śniła o nim po nocach, o tym, co z nią 

robił. Nawet przy pracy takie myśli jej nie opuszczały. 

Przyglądała  się  mężczyznom  z  królewskiego  orszaku,  ale  żaden  z  nich  nie 

mógł równać się z jej narzeczonym. Cieszyła się, że to on poprowadzi ją przez 
kościół do ołtarza i pokaże całemu światu, że należy do niej. 

Po posiłku wyniesiono stoły, został tylko jeden, przymocowany do ściany. Na 

nim  ustawiono  piwo,  miód  i  wino.  Komedianci  pokazywali  swoje  sztuczki,  a 
potem  zagrano  do  tańca.  Powstał  taneczny  krąg,  do  którego  Ingebjorg 
poprowadził  rycerz  Losne.  Ochmistrz,  pani  Bothild,  król  Magnus  i  królowa 
Blanka  przenieśli  się  do  izby  obok.  Ingebjorg  wolałaby  im  towarzyszyć  i 
przysłuchiwać się poważnej rozmowie. 

TLR

background image

Kiedy taniec się skończył i zamierzała usiąść obok pani Losne, usłyszała za 

sobą młody głos: 

— Czy wolno mi będzie poprowadzić panienkę do następnego tańca? 
Odwróciła się gwałtownie i spojrzała prosto w oczy młodego króla Hakona. 

Uśmiechał  się,  ale  sprawiał  wrażenie  onieśmielonego.  Bez  wahania  odparła,  że 
oczywiście tak, poczuła, że gorąco ogarnia ją całą. Nigdy nie przyszłoby jej do 
głowy, że sam król poprosi ją do tańca. Przecież jej nie zna, a ona jest najmniej 
ważna  spośród  wszystkich  kobiet  zgromadzonych  w  tej  sali.  Choć  taki  młody, 
śpiewał pięknym, głębokim głosem, tańczył znakomicie, dorównywał Ingebjorg 
wzrostem, prowadził ją pewnie i zdecydowanie. Wprost trudno uwierzyć, że ma 
dopiero czternaście lat. 

Po tańcu poprosił, by towarzyszyła mu na drugi koniec sali, gdzie zebrało się 

wielu giermków i młodych panien. Przedstawił ją, poznała synów i córki szwedz-
kiej  szlachty,  a  także  kilkoro  młodych  Norwegów.  Wszyscy  oni  przebywają  w 
domu  królewskim  w  Tuns—  berg,  gdzie,  jak  się  domyślała,  tańce  i  śpiewy 
odbywają  się  każdego  wieczora.  Teraz  przyjęli  ją  do  swego  kręgu,  jakby  była 
jedną  z  nich,  wesoło  opowiadali  o  różnych  wydarzeniach,  o  życiu  na  dworze, 
podróżach do obcych krajów, o modzie, muzyce i rycerskich turniejach. 

Jeden  ze  szlacheckich  synów  studiował  nawet  na  uniwersytecie  w  Pradze, 

przed wybuchem zarazy, i teraz opowiadał o tamtejszym życiu. Uniwersytet musi 
przypominać  trochę  klasztor,  myślała  Ingebjorg,  słuchając  o  tym,  jak  dręczono 
młodych  studentów  podczas  ceremonii  otrzęsin,  by  się  przekonać,  ile  potrafią 
znieść.  Później  też  marzli  niemal  jak  zakonnice  w  klasztorze,  bo  przez  okna 
wpadał i mroźny wiatr, i śnieg, a w izbach nie było kominków. Choć większość 
studentów przygotowywała się do służby kościelnej, było wśród nich tyle samo 
przemocy,  co  w  innych  środowiskach,  opowiadał  młody  szlachcic.  Wielu 
sprowadzało  sobie  kobiety  na  noc,  słyszał  nawet  o  studentach,  którzy  niczym 
zbójcy  napadali  na  podróżnych.  O  atmosferze  świadczyć  może  jedna  z 
uniwersyteckich  zasad,  mówiąca,  że  studentom  nie  wolno  w  czasie  egzaminu 
dźgać profesorów nożem, jeśli zadają zbyt trudne pytania. Nieustannie też trwa 
wojna  między studentami a pozostałymi  mieszkańcami.  W innych  europejskich 
miastach jest podobnie. Ktoś opowiadał, że w Oksfordzie mieszczanie napadli na 
uniwersytet i oskalpowali paru studentów. Ingebjorg słuchała ze zgrozą. 

Zauważyła, że niektórzy jej się przyglądają, a gdy zerknęła w bok, napotkała 

skupione spojrzenie króla Hakona. Natychmiast odwrócił głowę. 

TLR

background image

Muzyka zagrała znowu i ku zaskoczeniu Ingebjorg król Hakon ponownie się 

przed nią skłonił. Skrępowana rozglądała się na boki, ale nikt nie reagował, że król 
wybiera  ją  po  raz  drugi.  Dygnęła  więc  głęboko  i  ujęła  dłoń,  którą  jej  podawał. 
Wkrótce znaleźli się w tanecznym kręgu. Grano bardzo żywą piosenkę, Ingebjorg 
zapomniała o Turem i swojej tęsknocie. Kiedy taniec dobiegł końca, rozczarowana 
miała wrażenie, że dopiero co się zaczął. W przerwie król Hakon śpiewał ballady, 
a  słuchacze  bili  mu  brawo.  Potem  śpiewali  też  inni.  Ingebjorg  była  rozgrzana  i 
podniecona tańcem, od dawna nie bawiła się tak dobrze. Taniec z Turem to coś zu-
pełnie  innego.  Wzajemne  pożądanie  było  dla  nich  najważniejsze,  teraz  zaś  po 
prostu szczerze się śmiała. 

Król Hakon dotrzymywał jej towarzystwa także wówczas, kiedy młodzi siadali 

do stołu, gdzie podawano wino i miody. Nastrój był coraz radośniejszy. Król nie 
okazywał  już  takiego  skrępowania,  zaczął  opowiadać  Ingebjorg  o  życiu  w 
Tunsberg  i  o  swoich  długich  pobytach  na  królewskich  dworach  w  Bjorgvin  i 
Nidaros. 

Ona  słuchała  z  zainteresowaniem.  Przede  wszystkim  chciała  sobie  wyrobić 

opinię i o młodym królu, i o jego rodzicach, szybko odkryła, że on bardzo wysoko 
oboje  ceni.  Niemal  z  pokorą  wyrażał  się  o  ojcu,  żywił  dla  niego  bezgraniczny 
podziw  i  szacunek.  Ingebjorg  odniosła  wrażenie,  że  Hakon  naprawdę  posiada 
cechy, jakie król powinien posiadać. Jest mądry, pozbawiony pychy, obchodzi go 
dobro kraju i narodu, wydaje się być wiernym chrześcijaninem i myśli jak członek 
norweskiego ludu. Bo też jest Norwegiem i, w przeciwieństwie do swojego ojca, 
wychował się w Norwegii. Ingebjorg przypomniała sobie, co kiedyś powiedział jej 
ojciec: że największą troską Hakona XV było to, by kraj nie utracił niepodległości 
i  nie  został  po  jego  śmierci  podporządkowany  obcej władzy.  Domyślała  się, że 
młody  król  Hakon  będzie  podążał  śladami  swego  dziadka,  „świętego  Hakona", 
króla, który bronił słabych przed niesprawiedliwością i uciskiem, który zwalczał 
pogan i szukał zgody z wojowniczymi sąsiadami oraz żądnymi wpływów panami 
nie  ogniem  i  mieczem,  ale  mądrością  i  łagodnością.  W  swoim  testamencie 
zarządził, by proboszcz z kościoła Panny Marii co roku, w rocznicę jego śmierci, 
nakarmił sześćdziesięciu biednych, a w dniu jego urodzin tyle samo ubogich ludzi 
mają  nakarmić  inni  kapłani,  mają  także  umyć  im  nogi  oraz  dać  każdemu  pięć 
monet i kawałek samodziału na ubranie tak, jak to czynił Jezus na ziemi. 

Ingebjorg poczuła spokój. Ojciec miał rację — bunt przeciwko królowi należy 

zwalczać wszelkimi możliwymi sposobami. 

TLR

background image

—  Czy  nie  moglibyśmy  posłuchać  kilku  tych  rycerskich  opowieści,  które 

kazała przetłumaczyć królowa Eufemia? — poprosiła któraś z panien. 

Na to jeden z drużynników króla Hakona przyniósł księgę i wkrótce rozpoczęto 

czytanie. 

Ingebjorg od początku uważnie śledziła opowieść. „Wszyscy, którzy kochają i 

cierpią z powodu miłości, rycerze i panny, giermkowie i szlachcianki, wiele mogę 
was  nauczyć  o  istocie  tego  uczucia  i  o  waszych  pragnieniach,  jeśli  posłuchacie 
moich słów". 

Myśli  Ingebjorg  znowu  powędrowały  do  Turego.  Nie  słuchała  już  głosu 

czytającego. Tylu zachowań narzeczonego nie rozumie. Tych gwałtownych zmian 
nastroju, nieoczekiwanych przejść od czułości i troskliwości do zimnej niechęci. 
Może  owe  rycerskie  opowieści  nauczą  mnie  czegoś  o  takich  zachowaniach, 
próbowała zebrać myśli. 

Poczuła  na  sobie  czyjś  wzrok,  a  gdy  się  odwróciła,  odkryła,  że  król  Hakon 

znowu  ją  obserwuje.  Coś  w  wyrazie  jego  twarzy  sprawiało,  że  czuła  się 
skrępowana.  Nie  była  to  ciekawość,  ale  coś  zupełnie  innego.  Najświętsza 
Panienko, pomyślała ze zgrozą. On ma dopiero czternaście lat, poza tym to król. 

Nie mogła skupić się na słuchaniu, przez cały czas czuła na sobie spojrzenie 

Hakona i bala się, że ktoś to zauważy. Kiedy opowieść dobiegła końca, wstała, 
dygnęła  i  przeprosiła.  Jutro  musi  wcześnie  wstać  do  pracy,  dlatego  prosi  o 
wybaczenie, że już opuszcza towarzystwo. 

Kilku młodych szlachciców próbowało protestować, uczta dopiero się zaczęła, 

podkreślali, ale Ingebjorg nie dała się przekonać. 

Z ulgą szła do swojej sypialni. Sama nie umiałaby wyjaśnić, dlaczego tak nagle 

zaczęła się śpieszyć. 

Rozdział 7 

W  następnych  dniach  Ingebjorg  nieczęsto  widywała  królewskich  gości. 

Najpierw  wybrali  się  oni  na  polowanie,  a  później  w  Akersborg  zebrała  się 
Królewska Rada. Dziewczyna domyślała się, że będą omawiane ważne sprawy. 
Wiele się nie dowiedziała, ale to i owo do niej dotarło. Ponieważ zrezygnowano z 
wyprawy  krzyżowej  na  Ruś,  papież  zażądał  zwrotu  pieniędzy,  które  pożyczył 
królowi Magnusowi. Ten ich już jednak nie miał. Nad monarchą zawisła groźba 
klątwy,  choć  kanclerz,  Peter  Eriksson,  nie  wierzył,  by  papież  pogróżki  ziścił. 
Ingebjorg pamiętała, że pani Thorze zwierzchnik Kościoła także groził klątwą, ale 
do niczego nie doszło. Miała więc nadzieję, że kanclerz się nie myli. 

TLR

background image

Przypuszczała też, że Rada zajmuje się sprawami brata młodego króla Hakona, 

rok  starszego  Eryka,  który  posiada  najwyraźniej  bardziej  wojownicze  usposo-
bienie. Nie mógł on ścierpieć, że Hakon został królem i wkrótce przejmie władzę 
nad Norwegią, gdy tymczasem on jest jedynie junkrem i następcą tronu. Udało mu 
się  przekabacić  szlachtę  na  swoją  stronę.  Kiedyś  Ingebjorg  przechodziła  obok 
izby, gdzie pracowała Rada i drzwi były akurat uchylone. Usłyszała, że ktoś mówi 
o „zbuntowanej partii" i nadstawiła uszu, ale drzwi za mknięto i niczego więcej się 
nie dowiedziała. Tego samego dnia królową Blankę wraz z dworem przewieziono 
łodziami do miasta. Wkrótce po jej wyjeździe do Ingebjorg przyszła pani Bothild. 

— Możemy chwilkę porozmawiać, panno Ingebjorg? 
Pisarka ucieszyła się i zapraszała gospodynię. Tak 
jak ostatnio, usiadły naprzeciwko siebie na ławeczkach w kamiennej niszy. 
Na  dworze  świeciło  jesienne  słońce,  znowu  się  trochę  ociepliło,  ale  liście  z 

jarzębin opadły i tylko nagie gałęzie sterczały ku niebu. Pani Bothild zadrżała. 

—  Rozmawiałam  z  panem  ochmistrzem,  że  zamarznie  tu  pani  zimą,  panno 

Ingebjorg. Uzgodniliśmy, że przeniesie się pani do tej małej izdebki naprzeciwko 
kobiecych komnat. Jak otworzy się moje drzwi, izdebka się nagrzeje. 

—  Dziękuję  bardzo  —  zawołała  Ingebjorg  wzruszona  Życzliwością 

gospodyni. 

— Chciałam też powiedzieć, że królowa i jej orszak zostaną w Oslo do jutra, 

więc tutaj tylko my dwie będziemy dzisiaj jadać. Król i pan Orm są zajęci, a inni 
panowie udali się na polowanie. 

— Dobrze, pani Bothild. 
— Młody król  Hakon jest panią zachwycony. Jego  matka zaczęła się nawet 

tym martwić — oznajmiła żona ochmistrza. 

Ingebjorg zarumieniła się, nie wiedząc, co powiedzieć. 
— A co pani o nim sądzi? 
Ingebjorg spojrzała jej w oczy. 
—  Uważam,  że  jest  podobny  do  swojego  dziadka,  świętego  Hakona.  Robi 

wrażenie  człowieka  sprawiedliwego,  rozumnego,  godnego  szacunku.  Jestem 
pewna, że będzie dobrym władcą kraju. 

Pani Bothild uśmiechnęła się ciepło. 
— Takie jest też moje zdanie i cieszę się, że pani je podziela. 
Zawahała się na moment. 
—  Bo  nie  wszyscy,  niestety,  się  z  nami  zgadzają,  zwłaszcza  jeśli  chodzi  o 

ocenę króla Magnusa. Jak pani niedawno mówiłam', dotarło do mnie, że niektórzy 

TLR

background image

norwescy możni panowie przyłączyli się do szwedzkiej partii buntowników. Oni 
chcą pozbawić króla Magnusa tronu i sami przejąć władzę. 

Ingebjorg zebrała się na odwagę. 
— Nie rozumiem ich śmiałości, to przecież zdrada kraju. 
Pani Bothild przytaknęła z powagą. 
— Jeśli to się wyda, ryzykują karę śmierci. 
Ingebjorg nie podnosiła wzroku. Zastanawiała się, 
czy  jej  rozmówczyni  ma  na  myśli  również  pana  Orma.  Tamta  westchnęła 

głęboko. 

—  Moim  zdaniem  byłoby  lepiej,  gdyby  król  Magnus  nie  mianował  Bengta 

Algotssona księciem. To właśnie ten młodzieniec odpowiada w dużej mierze za 
gniew  szlachty.  Do  niedawna  był  zwyczajnym  giermkiem,  a  teraz  nagle  został 
rycerzem i wszyscy zwracają na niego uwagę. A przy okazji, co pani o nim sądzi? 

— Poznałam tutaj tylu nowych ludzi. Nie wiem, który to Bengt Algotsson. 
Pani Bothild roześmiała się głośno. 
— On powinien to słyszeć. Uważa bowiem, że nie można go nie dostrzegać. 
Podniosła się z miejsca. 
— W takim razie przyjdzie pani zjeść ze mną kolację, panno Ingebjorg? 
— Oczywiście, bardzo dziękuję, pani Bothild. 
Odniosła wrażenie, że gospodyni coś jeszcze leży na sercu, uznała jednak, że 

dowie  się  tego  przy  posiłku.  Bardzo  chciała,  żeby  mogły  rozmawiać  ze  sobą 
otwarcie, wiedziała jednak, że to niemożliwie. Jeśli pani Bothild działa przeciwko 
swojemu  małżonkowi,  to  z  pewnością  nie  zdradzi  się  z  tym  przed  nikim.  Musi 
zmagać się z poważnym problemem lojalności. 

Pani  Bothild  kazała  napalić  w  kominku  i  Ingebjorg  ogarnęło  miłe  ciepło. 

Zdjęła okrycie i rozcierała zmarli znięte ręce. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, 
jak bardzo Zmarzła, siedząc bez ruchu w swojej zimnej izdebce. 

—  Była  pani  kiedyś  w  Szwecji,  panno  Ingebjorg?  — zapytała  pani  Bothild, 

kiedy usiadły. 

Ingebjorg zaprzeczyła. 
—  Nie,  ale  ród  mojej  matki  stamtąd  pochodzi.  Pokrewieństwo  sięga  aż  do 

królowej Rikisty, małżonki Hakona Młodego. 

— Córki Jarla Birgera — uśmiechnęła się gospodyni. — Mój ród pochodzi od 

Jarla Karola, jego wuja. A to by oznaczało, że my obie jesteśmy spokrewnione. 

— Nie miałam pojęcia — roześmiała się Ingebjorg. 

TLR

background image

— Mnie też to nie przyszło do głowy, dopiero teraz  — pani Bothild też się 

uśmiechnęła. — Chciałabym, żeby mój syn spotkał panią, zanim Orm zaręczył go 
z inną. 

— Mają państwo syna? 
— Mieszka w pobliżu moich krewnych w Ranrike — przytaknęła pani Bothild. 

— Ochmistrz kupił tam i w Vestfold duży majątek. 

— Ile lat ma syn? 
— Osiemnaście. 
— Że też ja mogłam o tym nie wiedzieć. Ale nie przypominam sobie, żeby pani 

czy pan Orm o nim wspomnieli. Byłam pewna, że państwo są bezdzietni. 

Spostrzegła, że cień przemknął po twarzy gospodyni. 
— Stosunki między 0ysteinem i Ormem nie układają się najlepiej. — Różnią 

się wyglądem, a jeszcze bardziej charakterami. 0ystein ma inne poglądy na więk-
szość spraw, zwłaszcza dotyczących rządzenia krajem, a ojciec nie pozwala mu 
mieć własnego zdania. 

Na moment Ingebjorg napotkała zatroskane spojrzenie pani Bothild. 
— Bardzo go kocham — powiedziała tamta cicho. 
Dopiero  kiedy  wróciła  do  swojej  izdebki,  dotarło  do  niej,  co  to  wszystko 

oznacza  dla  żony  ochmistrza.  Jeśli  zmusił  syna  do  przejścia  na  stronę 
buntowników, pani Bothild będzie jeszcze trudniej go wydać, o ile kiedykolwiek 
do tego dojdzie. 

Dlaczego  pani  Bothild  wyglądała  tak  dziwnie,  kiedy  mówiła  o  trudnych 

stosunkach  ojca  i  syna,  sprawiało  to  wrażenie,  że  chciałaby  coś  jeszcze 
powiedzieć. 

Nagle przyszła jej do głowy zaskakująca myśl. Czy to możliwe, że ochmistrz 

nie jest ojcem 0ysteina? Może pani Bothild miała romans z mężczyzną, którego 
nie  mogła  poślubić?  A  miało  to  miejsce  krótko  przed  ślubem  z  Ormem 
0ysteinssonem. Przecież Ingebjorg też zaszła w ciążę z Eirikiem tuż przed ślubem 
z  Bergtorem.  Nie  jest  to  niemożliwe,  od  dawna  wie,  że  stosunki  po— 
zamałżeńskie  to  wśród  szlachty  nic  dziwnego.  Możni  panowie  sypiają  często  z 
wieloma kobietami, a ich żony i narzeczone po kryjomu robią to samo. Złe stosun-
ki między ojcem i synem mogą wskazywać, że ochmistrz wie, iż chłopiec nie jest 
jego. 

A  co  z  Turem?  Czy  on  też  weźmie  sobie  nałożnicę,  kiedy  znudzi  się  żoną? 

Pośpiesznie odepchnęła od siebie tę myśl. 

TLR

background image

Kiedy dwa dni później Ingebjorg została zaproszona do sali balowej razem z 

królem, królową i ich orszakami, nie pamiętała o synu ochmistrza, postanowiła 
natomiast poznać Bengta Algotssona. 

Natychmiast  po  wejściu  zobaczyła  w  kącie  sali  króla  Hikona  w  otoczeniu 

młodzieży. 

Na  jej  widok  twarz  króla  rozpromieniła  się,  a  twarz  Ingebjorg  okryła 

rumieńcem.  Przypomniała  sobie  słowa  pani  Bothild,  że  królowa  Blanka 
zaniepokoiła się, widząc zainteresowanie syna pisarką. Przez chwilę nie wiedziała, 
co ze sobą zrobić, ale pani Bothild znowu 

przybiegła z odsieczą. Ujęła ją pod ramię i poprowadziła ku, stojącej pośrodku 

sali,  grupie  panów  i  pań.  Jeszcze  zanim  dopełniono  prezentacji,  Ingebjorg 
wiedziała,  kim  jest  młodzieniec  w  centrum.  Miał  w  sobie  pychę  i  arogancję 
królewskiego  ulubieńca,  jak  to  często  bywa  u  ludzi,  którzy  zostali  pośpiesznie 
wyniesieni  z  ubóstwa  do  bogactwa.  Twarz  miał  urodziwą,  ale  było  w  niej  coś 
nieprzyjemnego. Ingebjorg poczuła instynktowną niechęć. Z radością podążyła za 
panią Bothild, która chciała przedstawić ją także innym gościom. 

W czasie posiłku Ingebjorg wyznaczono miejsce u boku królowej, rozmowa z 

monarchinią  potoczyła  się  swobodnie.  Królowa  traktowała  młodą  osobę  jak  j 
szlachciankę, wypytywała o klasztor Nonneseter, pożar w mieście i życie w Oslo 
po  wielkiej  zarazie.  Ona  też  zwierzyła  się  Ingebjorg,  jak  trudno  było  jej  zado-
mowić  się  w  Norwegii  i  Szwecji,  zamieszkać  wśród  ludzi,  o  których  nic  nie 
wiedziała,  na  dworze  tak  bardzo  różniącym  się  od  wszystkiego,  do  czego 
przywykła we Flandrii. Miała ledwie piętnaście lat, kiedy Magnus przyjechał ze 
swatami do Namur, a rok później na dworze królewskim w Tunsberg odbyło się 
wesele. 

— Po prostu mnie to przerażało — opowiadała ze śmiechem. — Gdyby nie to, 

że byłam po uszy zakochana w Magnusie, nie byłabym w stanie opuścić matki. 
Zwłaszcza po tym, jak matce się przyśniło, że w nowym kraju spotka mnie wiele 
nieprzyjemności i zostanę poddana najcięższym próbom. Muszę jednak przyznać, 
że ten, który objaśniał sny, nie przemilczał niczego. 

Ingebjorg słuchała ze zgrozą, a królowa nagle spoważniała. 
— Ten człowiek zapewniał jednak, że miłość przetrwa. Jeśli tylko się kocha i 

jest  się  kochanym,  wiele  można  znieść,  panno  Ingebjorg.  Sama  tego 
doświadczyłam. Dziś jestem tak samo zakochana w królu Magnusie, jak 

TLR

background image

byłam osiemnaście lat temu, a on jest wciąż zakochany we mnie. Dobrze nam 

razem,  ale  trudnych  prób  los  nam  nie  szczędził  —  dodała  z  ciężkim 
westchnieniem. 

Ingebjorg  znowu  zaczęła  myśleć  o  Turem.  O  drobnych  nieporozumieniach, 

jakie  mieli,  które  przecież  trudno  zaliczyć  do  prób  losu.  Gotowa  jest  zrobić 
wszystko, by być dla niego dobrą żoną, taką, jaką królowa Blanka jest dla króla 
Magnusa. 

— Pani Bothild powiedziała mi, że jest pani zaręczona z pewnym szwedzkim 

szlachcicem — mówiła dalej królowa. 

Ingebjorg przytaknęła z dumą. 
— To Ture Gustavsson z Varberg. Został mianowany na królewskiego poborcę 

podatkowego w okręgu Bahus. 

— Naprawdę? W takim razie powinnam wiedzieć, kto to taki. 
— To się stało dopiero niedawno. 
Królowa Blanka roześmiała się z sympatią. 
— Czy data ślubu już wyznaczona? 
— Tak. Na dzień świętej Katarzyny. 
—  Tak  szybko?  Muszę  powiedzieć  o  tym  Hakonowi  —  uśmiechnęła  się 

krzywo.  —  On  jest  panią  bardzo  zajęty,  panno  Ingebjorg.  Lepiej  żeby  poznał 
prawdę, to nie będzie sobie robił niepotrzebnych nadziei. 

Królowa westchnęła. 
— Zwłaszcza, że nie może dostać panny, którą sobie wybierze. 
— Niewielu ludzi może wybierać. 
Królowa przyjrzała jej się badawczo. 
— Zabrzmiało to tak, jakby mówiła pani z doświadczenia. 
— Owszem, wiem, co się może stać. W rodzinnych stronach byłam zakochana 

w  gospodarskim  synu,  ale  nie  dorównywał  mi  pochodzeniem.  Wynikło  z  tego 
wiele nieszczęścia. 

Królowa zamyślona wpatrywała się w blat stołu. 
— Wszyscy powinni żenić się z miłości, a nie z rozsądku. Nie byłoby wtedy na 

świecie tyle dzieci z nieprawego łoża, tyle rozwiązłości, goryczy i zazdrości. 

Ingebjorg  pomyślała  o  pani  Bothild.  Czy  królowa  wie  o  rozwiązłym  życiu 

ochmistrza? 

Po posiłku kuglarze zabawiali gości. Stoły usunięto, a kobiety przyłączyły się 

do mężczyzn. Było naturalne, że Ingebjorg dotrzymywała towarzystwa królowej, 
pani  Blanka  bowiem  opowiadała  jej  o  podróży  królewskiej  pary  do  Nidaros  w 

TLR

background image

czasie zarazy. Żadna z nich nie zwracała uwagi na króla Hakona, dopóki nagle 
przed nimi nie stanął. Ukłonił się i spytał onieśmielony. 

— Odda mi pani pierwszy taniec, panno Ingebjorg? 
Dziewczyna dygnęła, mogła się jedynie zgodzić. Było 
go  jej  żal  i  miała  nadzieję,  że  matka  przy  pierwszej  okazji  powie  mu,  że 

Ingebjorg jest zaręczona. 

—  Jak  tam  dzisiejsze  polowanie,  udało  się?  —  spytała  królowa  Blanka 

życzliwie. 

Młody król przytaknął. 
—  Upolowałem  trzy  zające.  —  Zmarszczył  czoło,  jakby  czymś 

zdenerwowany. — Czy Eryk, mój brat, przyjechał? 

—  Eryk?  —  Królowa  Blanka  wyglądała  na  zaskoczoną.  —  To  on  miał 

przyjechać? 

Hakon potwierdził. 
— Przysłał posłańca z wiadomością, że jest w drodze. — Popatrzył na matkę 

wymownie, a Ingebjorg zauważyła, że nerwowość chłopca udzieliła się królowej. 

W  tej  samej  chwili  Ingebjorg  zauważyła,  że  jakiś  pan  zbliża  się  do  nich. 

Królowa Blanka też go zobaczyła i twarz jej pociemniała. 

—  Oto  nadchodzi  książę  Algotsson  —  mruknęła,  starając  się  uśmiechać 

przyjaźnie do królewskiego ulubieńca. 

Bengt Algotsson pochylił się do ręki monarchim i ucałował ją dwornie. 
—  Wasza  Wysokość  piękna  jak  zawsze.  Czy  mógł  bym  prosić  królową  o 

pierwszy taniec? 

Muzykanci  szykowali  się  do  grania.  Król  Hakon  ujął  dłoń  Ingebjorg,  Bengt 

Algotsson dłoń królowej i obie pary zaczęły tańczyć, a za nimi z wolna tworzył się 
taneczny krąg. 

Hakon wymienił z królową porozumiewawcze spojrzenie zanim się rozdzielili, 

Ingebjorg stwierdziła, że łączy ich wyjątkowe zaufanie. Nietrudno zauważyć, że 
żadne  nie  lubi  księcia,  myślała,  choć  może  to  tylko  moja  wyobraźnia  i  plotki, 
których się nasłuchałam. 

Król Hakon uśmiechał się do niej. Miał dobrą, pełną życzliwości twarz, a kiedy 

pojawia się na niej ten nieśmiały uśmiech, nietrudno go polubić. 

— Szukałem pani, ale nie zastałem w pisarskiej izdebce. 
Ingebjorg spojrzała zaskoczona, 
— Większość dnia spędziłam przy pulpicie. 
— Naprawdę? To może ja pukałem zbyt cicho — roześmiał się zawstydzony. 

TLR

background image

Ingebjorg też się roześmiała. 
— Czy król Hakon życzył sobie czegoś ode mnie? 
—  Nie,  miałem  tylko  ochotę  obejrzeć  tę  izbę,  poza  tym  pani  Bothild 

powiedziała mi, że pani ma niezwykle piękny charakter pisma. 

— Miło mi to słyszeć — odparła Ingebjorg zarumieniona. 
— To może ja bym przyszedł jutro? 
— Byłby to dla mnie zaszczyt i wielka radość — odparła Ingebjorg uprzejmie, 

myśląc równocześnie, że byłoby dobrze, gdyby przed tą wizytą królowa Blanka 
zdążyła poinformować syna o istnieniu Turego. Gdyby nadarzyła się okazja, ona 
sama to zrobi. 

— Więc nie ma pani nic przeciwko temu? — w głosie młodzieńca zabrzmiała 

nadzieja. 

— Oczywiście, że nie, królu Hakonie. 
— Proszę  mówić  mi  Hakon — wtrącił pośpiesznie. — Przyjaciele tak  mnie 

nazywają. 

Ingebjorg uśmiechnęła się. 
—  Ale  to  nie  wypada  zwracać  się  do  króla  tylko  po  imieniu  —  odparła 

niezdarnie. 

— Jeszcze nie zostałem intronizowany. 
Ingebjorg musiała się roześmiać. 
— Przecież wkrótce miną cztery lata, odkąd zasiada pan na tronie — wtrąciła. 
— Pani o tym wie, taka młoda osoba? 
— Skończyłam już dziewiętnaście lat. 
Spojrzał na nią zaskoczony. 
— Naprawdę? Ja bym nie powiedział. 
— Mam to potraktować jako komplement? 
Hakon zarumienił się. 
— Wszystko, co mówię, proszę traktować jak komplement. 
Ingebjorg spuściła wzrok. 
—  Nie  chciałbym  pani  onieśmielać,  panno  Ingebjorg.  Mówię  tylko  to,  co 

myślę. Jest pani najpiękniejszą i najbardziej pociągającą panną, jaką spotkałem. 
Kłamałbym, mówiąc co innego. 

Uścisnął  jej  dłoń,  a  Ingebjorg  pomyślała,  że  mimo  młodego  wieku  i 

nieśmiałości  ten  młodzieniec  nie  jest  taki  całkiem  niewinny.  Zdążył  się  już 
nauczyć sztuki uwodzenia, a sposób, w jaki trzyma jej rękę, dowodzi, że robił to 
już nieraz. 

TLR

background image

Otworzyła  usta,  by  opowiedzieć  mu  o  swoim  narzeczonym,  ale  muzykanci 

zaczęli  grać.  Ingebjorg  pomyślała,  że  mogłoby  się  wydać  dziwne,  iż  tak  nagle 
mówi o innym mężczyźnie. Przecież H&kon chciał być tylko uprzejmy i dobrze 
wychowany. 

Hakon  znowu  zaczął  śpiewać  i  Ingebjorg  słuchała  z  zainteresowaniem. 

Prowadził  ją  w  tańcu  lekko,  a  przy  refrenie  przyłączali  się  wszyscy,  kierując 
wzrok na młodego króla. Ingebjorg spostrzegła, że wiele szlachcianek przygląda 
jej  się  z  ciekawością.  Pewnie  się  dziwią,  że  wciąż  ją  widują  u  boku  władcy,  a 
ponieważ jest w twierdzy sama, bez narzeczonego czy małżonka, zaczynały się 
niepokoić. Choć wiedziały, że król musi sobie znaleźć żonę, gwarantującą krajowi 
sojusze,  żadna  z  nich  nie  miałaby  nic  przeciwko  temu,  by  król  wybrał  jej 
towarzystwo. 

Muzykanci zrobili przerwę, Ingebjorg chciała wrócić do królowej lub do pani 

Bothild, ale Hakon ją zatrzymał. 

— Chyba nie zamierza mnie pani porzucać? — spytał, kiedy próbowała cofnąć 

rękę. 

—  Królowa  chciała  mi  opowiedzieć  o  swojej  pielgrzymce  do  Nidaros  — 

tłumaczyła. 

— Zrobi to przy innej okazji, przez jakiś czas zostaniemy w twierdzy. 
Nagle w jego głosie pojawił się proszący ton. 
Ingebjorg nie odpowiedziała, a on przyglądał się jej badawczo. 
— Czy pani chce mi coś powiedzieć? 
Szybko potrząsnęła głową. 
— Myślałam tylko... Obawiałam się, że to może... może nie wypada. 
Roześmiał się, a ona stwierdziła, że role się odwróciły. Teraz to nie on jest z 

nich dwojga młodszy i mniej pewny siebie. 

— Proszę się nie obawiać, panno Ingebjorg. Moi rodzice przywykli, że często 

ulegam urokowi młodych i pięknych kobiet. Pozwalają mi korzystać z młodości, 
zanim zostanę wezwany przez obowiązki. 

Zastanawiała się, o co mu chodzi. W każdym razie zdaje sobie sprawę, że musi 

poślubić kobietę, którą mu wybierze Królewska Rada, przypuszczalnie kogoś, kto 
zapewni królestwu bezpieczne alianse. Żywiła w jego imieniu nadzieję, że będzie 
miał tyle szczęścia, co jego rodzice i pokocha małżonkę z wzajemnością. 

Poprowadził  ją  ku  swoim  przyjaciołom,  wciąż  trzymając  zdecydowanie  za 

rękę. 

TLR

background image

Dziewczyna czuła się nieswojo. Dostrzegała ciekawość młodych szlachciców i 

potajemne spojrzenia panien. Gdyby się dowiedzieli, że jest zaręczona, byliby źli, 
ale  jak  miałaby  to  powiedzieć?  Panowie  rozmawiali  o  polowaniu,  Ingebjorg 
próbowała podążać za nimi z pewnym zainteresowaniem, ale wciąż szukała wy-
mówki,  która  pozwoliłaby  jej  stąd  odejść.  Nagle  poczuła,  że  ktoś  się  w  nią 
wpatruje. Odwróciła się i zobaczyła, że książę Algotsson zbliża się do nich z dziw-
nym wyrazem twarzy. 

—  A  więc  to  tutaj  zgromadziła  się  młodzież  —  zawołał.  —  I  piękna  panna 

Ingebjorg  też  tu  jest  —  dodał  z  elegancją,  kłaniając  się  lekko.  —  Przynoszę 
pozdrowienia  od  pani  narzeczonego.  Parę  dni  temu  byliśmy  razem  na  męskiej 
uczcie. 

Ingebjorg  bardziej  wyczuwała,  niż  zauważała  reakcję  pozostałych.  Gorąco 

uderzyło jej do twarzy, chciała się zapaść pod ziemię. 

— Ach, tak? — usłyszała swój głos dziwnie zmieniony. — Mam nadzieję, że z 

nim wszystko w porządku. 

— Jak najbardziej. Ale pewnie chciałby być tutaj i prowadzić do tańca swoją 

wybrankę — dodał z naciskiem. 

Król  Hakon  nie  wyrzekł  ani  słowa,  najmniejszym  nawet  grymasem  nie  dał 

poznać, co myśli lub czuje. Ku zdziwieniu Ingebjorg stał, trzymając ją za rękę. Po 
chwili zwrócił się do Bengta Algotssona i spytał spokojnie: 

— Czy nie miał tu przyjechać w najbliższych dniach? 
Ingebjorg słuchała zdezorientowana. Król zna Ture- 
go? Wie o ich zaręczynach? 
Przez moment Bengt Algotsson wyglądał na zbitego z tropu. Kiedy w końcu 

się odezwał, w jego głosie było znacznie mniej życzliwości. 

— Nic o tym nie wiem. 
Muzykanci  wrócili  do  instrumentów  i  król  Hakon  zwrócił  twarz  ku  swojej 

towarzyszce. 

— Jeszcze jeden taniec, panno Ingebjorg? 
Skinęła  głową,  zadowolona,  że  uniknie  nieprzyjemnych  pytań  księcia.  W 

drodze do tanecznego kręgu bardzo chciała zapytać, skąd król Hakon zna Turego, 
ale  zrezygnowała.  Wciąż  ktoś  próbował  zamienić  kilka  słów  z  władcą. 
Zastanawiała się, czy on w ogóle jeszcze będzie chciał z nią tańczyć. 

Bawili się długo, Ingebjorg wkrótce zapomniała o przykrym wydarzeniu. W 

jakiś czas później uczta dobiegła końca i goście zaczęli opuszczać salę. 

Ingebjorg dygnęła, a król skłonił się dwornie. 

TLR

background image

— Dziękuję za taniec, panno Ingebjorg, i dziękuję za ten wieczór. Zazdroszczę 

pani  narzeczonemu  —  dodał  pośpiesznie  i,  zarumieniony,  odwrócił  wzrok.  — 
Dobranoc — rzekł, nie patrząc na nią. 

Rozdział 8 

 
Rozległo się głośne pukanie, Ingebjorg spojrzała zaskoczona znad pracy. 
— Proszę wejść. 
Drzwi otworzyły się z wolna i ukazał się uśmiechnięty król Hakon. 
— Czy tym razem zapukałem dostatecznie mocno? Roześmiała się głośno. 
— Tak, tym razem usłyszałam, choć pracuję nad bardzo ciekawym rozdziałem 

— podniosła się z miejsca. 

Król wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i wolno podszedł do pulpitu. 
— Jaką księgę pani teraz przepisuje, panno Ingebjorg? 
Właśnie  skończyłam  tę  rycerską  historię,  którą  królowa  Eufemia  kazała 

przetłumaczyć na norweski. Pan Orm chce mieć jej kopię. 

— O czym ona opowiada? 
Ingebjorg miała wrażenie, że król wypytuje wyłącznie po to, by coś mówić, 

choć nie jest specjalnie zainteresowany rycerskimi powieściami. 

— O tym samym, co większość innych. Dwoje zakochanych nie może się ze 

sobą połączyć, wobec czego wybierają wspólną śmierć. 

Hakon zrobił się czerwony. 
— Lubi pani takie książki, panno Ingebjorg? 
Dziewczyna spuściła wzrok. 
— Życie często takie bywa, czyż nie? Moim zdaniem pisarze bardzo dobrze 

oddają ból i cierpienie, jakie się za tym kryje. 

Król stał w bezruchu i wpatrywał się w nią, co ją onieśmielało. 
— Mówi pani tak, jakby sama coś podobnego przeżyła — rzekł cicho. 
— Bo przeżyłam  — odparła, nie podnosząc oczu. —  Ale Bóg był dla  mnie 

miłosierny.  Dzisiaj  jestem  zaręczona  z  dobrym  człowiekiem,  którego  szanuję  i 
kocham. 

— Nie wiedziałem o tym, dopóki nie przyjechał książę Algotsson. 
Ingebjorg spojrzała na niego. 
— Wydawało mi się, że król go zna? 
Uśmiechnął się krzywo. 

TLR

background image

— Chciałem dać prztyczka księciu. Jego słowa wprawiły panią w zakłopotanie, 

a tego nie toleruję. 

Odpowiedziała mu uśmiechem, wzruszona i zdumiona. 
— Nie miałam zamiaru ukrywać, że jestem zaręczona. 
—  Rozumiem.  On  przebywa  w  Szwecji,  a  pani  mieszka  tutaj.  Ale 

zrozumiałbym, że młoda, piękna kobieta, jak pani, nie pozostaje długo samotna. 
— Rumieniec znowu pojawił się na policzkach młodzieńca. 

— Poznałam pana Turego ostatniego lata. Mój ojciec zmarł w czasie zarazy, a 

matka  długo  próbowała  znaleźć  mi  odpowiedniego  kandydata  na  męża,  ale  bez 
powodzenia. Większość młodych mężczyzn zabrała dżuma lub wstąpili na służbę 
u króla. W końcu matka postanowiła oddać mnie do klasztoru. 

— A jak spotkała pani pana Turego? 
—  Tutaj  w  kraju  nie  miałam  innych  krewnych  prócz  starych  wujów  ojca  i 

ciotki  matki.  Pewien...  pewien  nasz  przyjaciel,  ktoś  w  rodzaju  mojego 
przybranego ojca, zdołał odszukać moich krewnych w Szwecji, a niedługo potem 
pojawił się Ture Gustavsson. 

Król skinął głową, nagle bezradny. 
— No i kiedy wesele? — spytał po chwili milczenia. 
— W dniu świętej Katarzyny. 
— Tak szybko? 
Nie potrafił ukryć rozczarowania i Ingebjorg zrobiło się przykro. 
— Przecież pani go jeszcze nie zna. Spotkała go pani najwyżej kilkakrotnie. 
Ingebjorg w milczeniu kręciła głową, nie wiedziała, co powiedzieć. 
—  Bardzo  jestem  panią  zainteresowany,  panno  Ingebjorg  —  powiedział 

gorączkowo. — Miałem nadzieję... Myślałem... Była pani dla mnie taka miła, więc 
wątpiłem, że... 

Ingebjorg słuchała przerażona. 
— Nie miałam zamiaru... Nie miałam zamiaru oszukiwać was, panie. 
— Ja wcale tak nie myślę. W każdym razie nie teraz, kiedy pani to mówi, i kiedy 

widzę pani szczerą twarz. Pani po prostu taka jest — radosna i miła dla wszystkich. 

— Mam nadzieję, panie. 
Król odwrócił się, by wyjść. Przed drzwiami zatrzymał się jeszcze i powiedział: 
— Proszę tańczyć ze mną dziś wieczór, panno Ingebjorg. 
Słowa króla zabrzmiały jak rozkaz, ale też i prośba. 
— Bardzo chętnie, panie — odparła Ingebjorg. 

TLR

background image

Idąc  tego  wieczora  przez  dziedziniec  twierdzy,  czuła  się  trochę  pewniejsza 

siebie. Choć młody król Hakon nie ukrywał rozczarowania faktem, że Ingebjorg 
jest  zaręczona  z  innym,  to  panuje  nad  sytuacją  i  z  pewnością  będzie  się 
zachowywał godnie. 

Zauważyła  go  natychmiast,  jak  tylko  weszła  do  sali.  Stał,  ze  wzrokiem 

zwróconym  w  stronę  drzwi,  jakby  kogoś  wypatrywał,  a  kiedy  ją  zobaczył, 
zarumienił się i odwrócił głowę. Byłoby mi łatwiej, gdyby się do mnie uśmiechnął, 
pomyślała. Tymczasem on sprawia wrażenie głęboko urażonego. 

Podeszła do niej królowa Blanka. 
— Powiedziałam mojemu synowi o pani zaręczynach — szepnęła. — Bardzo 

go to zmartwiło, ale myślę, że szybko mu przejdzie. On tak łatwo ulega nastrojom, 
biedak. I jest taki młody. 

Ingebjorg spojrzała jej w oczy. 
— Bardzo mi przykro — powiedziała cicho. 
Królowa Blanka uścisnęła jej dłoń. 
—  Proszę  nie  brać  tego  do  siebie,  moja  droga.  Nic  pani  nie  może  na  to 

poradzić, że pani twarz i cała osoba budzi zainteresowanie  młodych  mężczyzn. 
Niech pani zachowuje się tak, jak wczoraj i po prostu z nim tańczy. 

Tym razem przy stole Ingebjorg siedziała między panią Kathariną i jakąś inną 

młodą szlachcianką. Raz po raz napotykała wzrok królowej, siedzącej po drugiej 
stronie stołu. Królowa Blanka mrugała porozumiewawczo, jakby chciała dodać jej 
otuchy. 

Kiedy  posiłek  dobiegł  końca  i  rozległa  się  muzyka,  czekała,  że  król  Hakon 

wkrótce się zjawi. Stoły zostały usunięte, a Ingebjorg rozglądała się wokół. Ale to 
nie król, lecz książę Algotsson szedł w jej stronę. 

— Czy mógłbym prosić panienkę o następny taniec? 
— Dziękuję, ale król Hakon był pierwszy. 
Wsunął jej rękę pod ramię i ze złością pociągnął 
za sobą. 
—  Nie  sądzę,  żeby  to  było  właściwe,  panno  Ingebjorg.  Akurat  w  tej  chwili 

skandalu potrzebujemy najmniej. 

— Nie rozumiem, o czym książę mówi? 
— Nie mogła pani nie zauważyć, że wczoraj wieczorem goście posyłali pani 

niechętne  spojrzenia.  Zaręczona  kobieta  nie  próbuje  uwodzić  młodego  i 
niedoświadczonego  królewicza.  Zwłaszcza,  jeśli  sama  pochodzi  z  wysokiego 
rodu. 

TLR

background image

Ingebjorg poczuła, że wszystko się w niej gotuje. 
— Nie próbowałam go uwodzić, panie Algotsson. 
— Dobrze, dobrze, różnie można na to patrzeć. Jest rzeczą naturalną, że młody 

mężczyzna traci głowę dla pięknej, także młodej kobiety. I od niej zależy, czy chce 
zniszczyć sobie reputację. 

Znaleźli się w kręgu i książę poprowadził ją do tańca.  Miał spoconą, zimną 

dłoń, jak rycerz Losne, co Ingebjorg napawało obrzydzeniem. Była oburzona, że 
zarzuca jej uwodzenie króla Hakona, i że określa to jako skandal. Przeczucie jej 
nie zawiodło. Bengt Algotsson to gbur. Pani Bothild ma rację, to wielka szkoda, że 
król Magnus obdarzył go tyloma przywilejami i taką władzą. 

Król Hakon znajdował się po przeciwnej stronie sali. Zerkała na niego raz po 

raz,  na  moment  ich  spojrzenia  się  spotkały,  ale  oboje  szybko  odwrócili  głowy. 
Dzisiaj kto inny wykonywał przyśpiewki, ale głos miał znacznie gorszy niż młody 
król, nie budził w tańczących wielkiego entuzjazmu. Ingebjorg ucieszyła się, kie-
dy muzyka ucichła. 

Dygnęła lekko przed księciem i chciała odejść, ale on chwycił ją z całej siły za 

rękę. 

— Chyba się pani nigdzie nie śpieszy? — zaniósł się głośnym śmiechem, ale 

ona zobaczyła, że oczy księcia płoną gniewem. 

— O co panu chodzi? — usłyszała swój własny głos. Choć starała się działać 

stanowczo, nie mogła ukryć lęku. 

— Nie możemy skończyć, skoro dopiero co zaczęliśmy. 
Po tych słowach pociągnął ją znowu w stronę kręgu. 
Ingebjorg zauważyła, że król Hakon obserwuje ich 
z  surową  miną.  Wcześniej  mówił,  że  chciał  dać  księciu  prztyczka,  ale 

najwyraźniej jest zły tak samo jak ' ona. 

Po następnym tańcu książę również nie zrezygnował, kiedy muzykanci zrobili 

sobie przerwę, pociągnął ją w stronę niewielkiego stołu pod ścianą, gdzie poda-
wano napoje. 

Ingebjorg przestraszyła się, że nie da jej spokoju do końca wieczoru. 
Nieoczekiwanie  do  ich  stolika  podszedł  ochmistrz,  Ingebjorg  z  radością 

usłyszała jego słowa: 

— Wygląda mi pani na zmęczoną, panno Ingebjorg. Mam nadzieję, że książę 

zbyt wiele od pani nie wymaga? 

Ingebjorg uśmiechnęła się. 
— Strasznie boli mnie głowa, jakbym miała zachorować. 

TLR

background image

Wstała i dygnęła przed księciem Algotssonem. 
— Mam nadzieję, że pan mi wybaczy. Chyba pójdę do siebie, może do jutra 

poczuję się lepiej. 

Tamten  niechętnie  skinął  głową.  Była  przekonana,  że  gdyby  nie  ochmistrz, 

musiałaby zostać. 

Wybiegła  z  sali  balowej  i  zadowolona  wdychała  na  dziedzińcu  świeże 

powietrze. 

Wahała się przez moment. Pokojówka Kirsten długo jeszcze się nie pokaże, 

wie przecież, że uczta potrwa do północy. Nagle Ingebjorg poczuła, że nie chce 
wracać sama do sypialni. Wciąż nie mogła uwolnić się od mrocznego spojrzenia 
Bengta  Algotssona.  Postanowiła  więc  popracować  w  swojej  izdebce,  dopóki 
Kirsten nie nadejdzie. 

Zapaliła kilka oliwnych lampek i zamknęła drzwi na skobel. Potem usiadła i 

zaczęła czytać w chybotliwym świetle. 

Trwało  to  parę  chwil,  po  czym  ktoś  zapukał  do  drzwi.  Ingebjorg  drgnęła. 

Kirsten nie pukałaby tak głośno. Kto mógł ją zobaczyć, kiedy wychodziła z sali? 

Zapukano ponownie, tym razem jeszcze głośniej. 
Z wahaniem podeszła do drzwi. 
— Panna Ingebjorg? To ja. Hakon. 
Bez słowa odsunęła skobel i król wśliznął się do środka. 
— Śledziłem panią — wyjąkał. — Przeszedłem przez północne skrzydło, żeby 

strażnicy na dziedzińcu mnie nie zobaczyli. 

Ingebjorg wciąż stała jak wryta. 
— Mam nadzieję, że nie uzna mnie pani za natręta. 
Bez słowa pokręciła głową. 
— Obserwowałem panią i Bengta Algotssona, i pomyślałem, że muszę panią 

ostrzec. 

Ingebjorg nadstawiła uszu. 
— On nie lubi ani mnie, ani mojego brata. 
— Zdążyłam to zauważyć. 
—  Bardzo  mi  przykro,  panno  Ingebjorg.  Cieszyłem  się,  że  dziś  znowu 

będziemy ze sobą tańczyć. 

Uśmiechnęła się do niego. Był teraz taki wzruszająco bezradny. 
— Ja też się cieszyłam — wyznała szczerze. 
Twarz młodego króla rozjaśniła się. 
— Naprawdę? 

TLR

background image

—  Naprawdę.  Król  pięknie  śpiewa,  wspaniale  prowadzi  taneczny  krąg.  To 

radość tańczyć u waszego boku, panie. 

— Bardzo się cieszę, panno Ingebjorg. 
Zrobił  krok  do  przodu  i  przyciągnął  ją  do  siebie.  Stało  się  to  tak  nagle,  że 

Ingebjorg nie zdążyła zareagować. Hakon pocałował ją mocno w usta, a potem 
wypuścił z objęć. 

— Proszę się na mnie nie złościć. Wiem, że jest pani związana z innym, a ja 

sam też będę musiał poślubić,, inną kobietę, kiedy nadejdzie pora — z drżeniem 
zaczerpnął powietrza. — Czas do świętej Katarzyny zleci szybko, ale dopóki nie 
należy pani jeszcze do innego mężczyzny, proszę pozwolić... — zawahał się nie 
taki już pewny siebie. 

— Panie i królu — zaczęła Ingebjorg zakłopotana. 
— Nie, panno Ingebjorg. Ja nie jestem panem i królem. Jestem Hakonem. — 

Opuścił bezradnie ręce. — Bardzo proszę, niech mnie pani nie wyrzuca za drzwi. 

Ingebjorg  nigdy  nie  czuła  się  tak  nieswojo.  Oto  stoi  przed  nią  król,  który 

posiada władzę nad krajem i narodem. Każda młoda panna dałaby wiele lat za to, 
by  przeżywać  to,  co  ona  w  tej  chwili.  Mimo  to  rodził  się  w  niej  bunt.  Została 
zaręczona z Turem wobec Boga i ludzi, kapłan pobłogosławił ten związek, a ona 
jest zdecydowana zrobić wszystko, co w jej mocy, żeby było im ze sobą dobrze. 
Naruszyła  przykazania  Boże  o  jeden  raz  za  dużo  i  poniosła  za  swoje  grzechy 
niezwykle surową karę. Nawet gdyby była tak samo zakochana w królu Hakonie, 
jak  on  najwyraźniej  jest  w  niej,  nie  zrobiłaby  nic  nieprzyzwoitego  za  plecami 
Turego. Ale ona zakochana w królu nie jest. 

— Nie odwrócę się od króla — szepnęła. — Ale jestem zaręczona z panem 

Ture, a zostałam wychowana w bo jaźni bożej i żyję zgodnie z nakazami Pana. 

—  Więc  przynajmniej  nic  przeciwko  mnie  pani  nic  ma?  —  wykrzyknął 

niecierpliwie. 

—  Nie,  nie  mam.  Wprost  przeciwnie,  uważam,  że  król  jest  urodziwym, 

godnym pożądania mężczyzną. Nie o to chodzi... 

— Więc odsuwa się pani ode mnie dlatego, że jest dobrą chrześcijanką i chce 

żyć zgodnie z przykazaniami Pana, tak mogę to rozumieć? 

Ingebjorg przytaknęła. 
— Dziękuję, panno Ingebjorg. Bałem się, że mnie pani odepchnie. Pani nie jest 

taka  jak  inne  kobiety  —  ujął  jej  rękę  i  gorąco  ucałował.  —  Teraz  powinienem 
sobie  iść,  panno  Ingebjorg.  Chciałbym  tylko,  żeby  obraz  pani  wbił  mi  się  w 

TLR

background image

pamięć. Pani imię często będzie gościć na moich wargach, a pani uśmiech będzie 
rozjaśniał moje sny. Kocham panią, panno Ingebjorg. 

Potem odwrócił się na pięcie i wybiegł, zostawiając ją kompletnie zaskoczoną. 

Nigdy nie spotkała młodego mężczyzny o tak gwałtownych uczuciach, nie wie-
działa  nawet,  że  coś  takiego  jest  możliwe.  I  to  po  zaledwie  kilku  dniach 
znajomości. Król okazał się dziwną mieszaniną dziecka i dorosłego człowieka. Ma 
w sobie zmysłowość mężczyzny i dziecinną potrzebę chwytania tego, na co akurat 
ma ochotę. 

— Najświętsza Panienko — szepnęła. — Do czego to dojdzie. 
 

Rozdział 9 

 
Wczesnym  rankiem  następnego  dnia  Ingebjorg  usłyszała  na  dziedzińcu 

twierdzy  głosy  ludzi  i  rżenie  koni.  Uniosła  głowę  znad  książki  i  zaczęła 
nasłuchiwać.  Jeden  E  głosów  mógł  należeć  do  Bengta  Algotssona,  mimo  'Woli 
drgnęła. 

— Daj Boże, żeby opuścił twierdzę — szepnęła sama do siebie. Ten człowiek 

zaczął ją przerażać. Dzisiejszej nocy leżała przez jakiś czas, nie śpiąc i rozmyślała 
o  wczorajszych  wydarzeniach,  znowu  ogarnięta  złością.  Jak  człowiek, 
pochodzący przecież z niskiego rodu, śmie traktować ją w ten sposób. Zmuszać ją 
do tańca, choć król Hakon poprosił o to pierwszy, a potem oskarżać, że uwodzi 
króla. To obraźliwe dla niej, ale też oznacza brak szacunku dla władcy. I po co 
właściwie trzymał ją przy sobie tak długo? 

Hałasy na dziedzińcu ucichły i dopiero wtedy odważyła się pójść do jadalni na 

śniadanie. Tam dowiedziała się, że obaj królowie, ochmistrz, książę Algotsson i ci 
członkowie  Królewskiej  Rady,  którzy  nocowali  w  twierdzy,  przenieśli  się  na 
królewski  dwór  w  Oslo,  by  rozważyć  z  kanclerzem  ważne  sprawy.  Ingebjorg  z 
niepokojem przeczuwała, że zanosi się na coś poważnego. Dostrzegała troskę w 
twarzy  królowej  Blanki,  w  świetle  dnia,  sączącym  się  przez  okna  widziała,  że 
królowa  wcale  dobrze  nie  wygląda.  Wychudłe  policzki,  mroczne  cienie  pod 
oczami. Światło świec wieczorem mnie zwiodło, pomyślała. Królowa Blanka nie 
jest taka za dowolona, jak początkowo myślałam. 

W czasie posiłku panował nastrój przygnębienia. Ingebjorg domyślała się, że i 

królowa, i pani Bothild zmagają się z bolesnymi sprawami, nie odzywała się więc, 
bo  nie  chciała  im  przeszkadzać.  Pozostałe  panie  też  jadły  w  milczeniu.  Czy  od 

TLR

background image

wczorajszego wieczora mogło się wydarzyć coś dramatycznego, zastanawiała się. 
To chyba niemożliwe, by chodziło o zachowanie młodego króla Hakona. Przecież 
nawet z nim nie tańczyła, a ich rozmowy w izdebce nikt podsłuchać nie mógł. 

Spojrzała  badawczo  na  gospodynię  twierdzy.  Tamta  też  uniosła  twarz  i 

uśmiechnęła się. 

Po  śniadaniu  chciała  jak  najprędzej  wrócić  do  pracy,  ale  pani  Bothild  ją 

zatrzymała. 

— Zechce pani zaczekać? Panowie wyjechali na kilka dni, rozmowy potrwają 

jakiś  czas.  Miasta  hanzeatyc—  kie  stwarzają  problemy,  zanosi  się  na  poważny 
niepokój, poza tym muszą znaleźć sposób na stłumienie niezadowolenia możnych 
panów.  Poprosiłam  pana  Orma,  żeby  zwolnił  panią  na  kilka  dni  od  pisania. 
Królowej potrzebne jest towarzystwo, pomyślałam więc, że pani najlepiej potrafi 
ją rozerwać. 

Ingebjorg  patrzyła  zaskoczona.  Jak  ona,  najmłodsza  z  obecnych,  miałaby 

zabawiać monarchinię? 

Gospodyni uśmiechnęła się. 
— Niech pani nie robi takiej zaskoczonej miny. Właśnie kogoś takiego jak pani 

królowa najbardziej potrzebuje. Ma dość towarzystwa wyniosłych szlachcianek. 
Pani  sama  wiele  przeżyła,  los  zesłał  pani  wiele  prób.  Spadły  na  panią 
prześladowania,  nastawano  na  pani  życie,  wie  pani,  co  to  nienawiść  i  żądza 
zemsty. Ja mówiłam o tym królowej i ona chciałaby z panią porozmawiać. 

Pani Bothild ujęła ją pod rękę i poprowadziła do małej, ciepłej izdebki, gdzie 

ogień wesoło trzaskał na kominku. 

Królowa Blanka siedziała na krześle z wysokim oparciem, z odchyloną w tył 

głową  i  przymkniętymi  oczyma.  Robiła  wrażenie  wyczerpanej.  Kiedy  weszły, 
otworzyła oczy i uśmiechnęła się blado. 

— A więc mamy tu naszą piękną pannę Ingebjorg. Proszę, niech pani usiądzie. 
—  Nic  nie  ucieszy  mnie  bardziej  niż  to,  że  mogę  zrobić  coś  dla  królowej, 

obawiam się jednak, że jestem na to zbyt prostą i mało znaczącą osobą. 

Królowa Blanka znowu się uśmiechnęła. 
—  Pani  Bothild  opowiadała  mi  trochę  o  pani  przejściach,  chciałam  więc 

osobiście usłyszeć, jakie to próby Pan przed panią stawiał. 

Zarumieniona Ingebjorg spuściła wzrok. 
— Zostałam surowo ukarana za grzechy i próbowałam w pokorze przyjmować 

wyroki  Pana,  ale  nie  zawsze  mi  się  to  udawało.  Z  początku  buntowałam  się  i 
stawiałam opór, i dopóki nie zrozumiałam, że to nie ma sensu, nadal grzeszyłam. 

TLR

background image

Dopiero kiedy cena tego okazała się zbyt wysoka, nauczyłam się naprawdę lękać 
gniewu Bożego. 

—  Nie  mogę  uwierzyć,  że  pani  mogła  popełnić  prawdziwy  grzech,  panno 

Ingebjorg. Mogłaby pani opowiedzieć mi o swoich przeżyciach? 

Ingebjorg spojrzała w jej szczere oczy i stwierdziła, że władczyni naprawdę 

chce posłuchać o jej walce z pokusami. Instynktownie przeczuwała, że królowa 
ma  za  sobą  taką  samą  walkę.  Usiadła  więc  i  powoli  zaczęła  opowiadać, 
poczynając  od  chwili,  kiedy  po  raz  pierwszy  spotkała  Eirika,  mówiła  o 
rozczarowaniu, kiedy zniknął, doprowadziła swoje opowiadanie aż do dnia, kiedy 
zobaczyła, jak prowadzą go na szubienicę. Mówiła o miłości do Saemundgard i o 
decyzji  matki,  by  oddać  ją  do  klasztoru,  o  cierpieniu,  jakiego  przysporzyła  jej 
nienawiść  pani  Thory.  Królowa  słuchała  z  uwagą.  Kiedy  Ingebjorg  skończyła, 
zawołała wzburzona: 

— Więc pani sądzi, że cierpienia w klasztorze były karą boską za pani miłość 

do tego gospodarskiego syna, tak mam to rozumieć? 

Ingebjorg przytaknęła. 
—  Matka  starała  się  znaleźć  dla  mnie  odpowiedniego kandydata,  a  kiedy w 

końcu  go  znalazła,  ja  byłam  zakochana  w  Eiriku.  Nie  podporządkowałam  się 
decyzji matki, ale za plecami narzeczonego biegałam na schadzki z ukochanym. 
Grzeszyłam przeciwko Bożym przykazaniom, przeciwko prawu Kościoła i kraju. 
— Zamilkła i wpatrywała się w podłogę. — Zostałam jednak ukarana surowiej, 
niż większość ludzi. 

Zaległa cisza. 
Królowa Blanka westchnęła zmęczona. 
— W moich oczach pani grzech nie wydaje się taki wielki, panno Ingebjorg. 

Nie  zrobiła  pani  nic  innego,  niż  robi  wielu  panów  ze  szlacheckich  rodzin,  a  i 
kobiet, ale oni się z tego nie spowiadają, więc nie spotyka ich kara. 

Ingebjorg zerknęła pośpiesznie w stronę pani Bothild. Gospodyni siedziała z 

głęboką zmarszczką na czole i myślała z pewnością o ochmistrzu i Giseli. 

Ingebjorg  zacisnęła  wargi  i  wpatrywała  się  w  podłogę.  Królowa  nie  wie 

wszystkiego,  byłoby  brakiem  szczerości  zostawić  ją  w  przekonaniu,  że  to  cała 
wina. 

—  Było  coś  jeszcze,  Wasza  Wysokość  —  szepnęła  zawstydzona.  — 

Spotykałam  go  potajemnie  w  klasztorze,  kłamałam  wobec  matki  przełożonej, 
wkładałam pod habit nowicjuszki suknię, choć to było zakazane i... — Przerwał jej 
głośny śmiech królowej. 

TLR

background image

—  Kochana  panno  Ingebjorg,  pani  naprawdę  jest  taka  niewinna.  Kto  by  się 

zastanawiał, czy włożyć pod habit suknię, gdy w klasztorze panuje przejmujący 
ziąb? 

Po chwili spoważniała. 
—  Gdybym  nie  miała  większych  win  na  sumieniu,  naprawdę  bym  się  nie 

skarżyła.  Mnie  codziennie  męczą  grzechy  tak  wielkie,  że  o  mało  mnie  nie 
zadławią. Wiem, że spędziła pani w klasztorze cały rok i nauczyła się wszystkiego 
o winie, pokucie i odpuszczeniu. Ja mam pod dostatkiem kapłanów, by pytać, ale 
im  nie  ufam.  Oni  zajęci  są  jedynie  własnymi  interesami.  Od  dawna  pragnęłam 
porozmawiać  z  kimś,  kto  sam  grzeszył,  otrzymał  karę  i  odpuszczenie,  kto  jest 
mądry i patrzy na sprawy trzeźwym wzrokiem, nie strasząc sądem ostatecznym, 
piekłem i siarką, kto nie żąda podporządkowania i ślepego posłuszeństwa, jak to 
czynią księża. 

Ingebjorg nie miała odwagi oddychać. Jak to możliwe, że królowa zwraca się 

do niej z takimi poważnymi sprawami? Ingebjorg jest przecież zwyczajną kobietą, 
na dodatek bardzo młodą. 

— Ja nie mam zdrowia, panno Ingebjorg — mówiła królowa dalej. — Gniew i 

prześladowania  czynią  mnie  chorą,  złośliwe  oskarżenia,  na  które  nie  mogę 
odpowiedzieć,  kłamstwa  i  oszustwa,  odbierają  mi  siły.  Mogę  znieść  wiele, 
doznałam i głodu, i zimna, i biedy w ostatnich latach, ale tego, że źli ludzie chcą 
poróżnić króla Magnusa i naszego syna Eryka, rozbić rodzinę, znieść nie mogę. 
Pytam sama siebie, czy pani Birgitta miała rację, oskarżając nas i obciążając winą 
za to, że wielka zaraza spadła na kraj? Ona twierdzi, że to gniew Boży za nasze 
grzechy. 

 Ingebjorg słowa nie mogła wykrztusić ze zdumienia. 
 — To ona twierdzi, że królewska para jest winna temu, co się stało? Przecież 

dżuma dotknęła więcej krajów, nie tylko Norwegię i Szwecję. 

—  Pani  Birgitta  wykorzystuje  dżumę,  by  uzyskać  jak  najwięcej  władzy  dla 

siebie, swojego syna i dla szlachty — wtrąciła pani Bothild. — Chciałaby osadzić 
na tronie króla Karola. 

Ingebjorg rozglądała się wstrząśnięta. 
Królowa Blanka znowu westchnęła przygnębiona. 
— Sama nie wiem, co myśleć. Król Magnus uważa, że wszystko, co ta kobieta 

robi  i  mówi,  służy  naszemu  krajowi.  Bo  poglądy,  które  głosi,  przekazuje  jej  w 
objawieniach sama Najświętsza Panienka. Jeżeli to praw da, to gniew Pana musi 
być wielki. 

TLR

background image

— Ale dlaczego? — spytała Ingebjorg. 
— Król Magnus i ja, którzy powinniśmy stanowił dobry przykład i wzór dla 

ludu, w czasie największe i próby, jaka została na nas zesłana, uciekliśmy przed 
zarazą — rzekła cicho. — Zabraliśmy dworzan, konie, jedzenie, okrycia ze skór 
oraz inne wyposażenie i uciekliśmy do lasu. — Królowa bezradnie opuściła ręce, 
głos jej drżał. — Podobnie jak inni ulegliśmy panice. Dżuma mogła nas dopaść 
nawet  daleko  od  domu,  powie  dziano  nam,  a  kiedy  pewnego  razu  mijaliśmy 
niewielką chatę i w drzwiach zobaczyliśmy dwoje małych dzieci, usłyszeliśmy, że 
ich  rodzice  dopiero  co  zmarli,  uciekliśmy  najszybciej,  jak  się  dało.  Obraz  tych 
dwóch przerażonych, dziecięcych twarzyczek wciąż mam wy ryty w pamięci i co 
noc  wracają  do  mnie  te  same  bo  leśne  pytania:  czy  dzieci  zostały  same  ze 
zmarłymi? Czy ktoś je nakarmił? A jeśli zaraza ich nie uśmierciła, to co się z nimi 
stało? Kto się nimi opiekował w chorobie, a także dlaczego nie zadaliśmy sobie 
trudu,  by  chociaż  rzucić  im  coś  do  jedzenia?  My  jednak  myśleliśmy  tylko  o 
własnym  ratunku  i  uciekliśmy  stamtąd  śmiertelnie  przerażeni,  że  się  zarazimy. 
My, którzy powinniśmy przeprowadzić nasz lud przez tę największą z katastrof, 
okazać wtedy odwagę, siłę i miłość bliźniego. 

Ingebjorg odczuwała rozpacz królowej niczym ból własnego ciała. Desperacko 

szukała słów, które mogłyby pocieszyć monarchinię, ale wiedziała, że to niełatwe 
zadanie. 

— Gdyby król też się zaraził, nie miałby kto rządzić krajem. 
— Ale ja mogłam zostać. 
— Królewscy synowie potrzebowali matki — próbowała wtrącić Ingebjorg. — 

Królowa nie mogła ich także wystawiać na niebezpieczeństwo. 

— Królewscy synowie musieli dorastać bez matki. Dawniej było zasadą, że we 

wczesnym dzieciństwie oddawano potomstwo na wychowanie. Daliby sobie radę 
beze mnie, tego jestem pewna. 

— Król by nie pozwolił, żeby jego małżonka została, i a on ze swej strony czuł 

się z pewnością zobowiązany 

do chronienia interesów kraju. Kraj bez króla ogarnia chaos, lud zostaje bez 

ojca. 

— Pani słowa niosą mi pociechę, panno Ingebjorg. Czasami naprawdę wina 

przygniata mnie do ziemi. 

Ingebjorg skinęła głową. 
—  Ja  wiem,  jak  to  jest,  sama  też  to  odczuwałam  —  umilkła  na  chwilę,  ale 

potem znowu zebrała się na odwagę. 

TLR

background image

— Ja... Ja nie powiedziałam królowej wszystkiego. Miałam więcej powodów 

do  pokuty,  niż  wyznałam.  Chociaż  jednak  czułam  się  największą  grzesznicą, 
przeżyłam coś, co kapelan zakonny, sira Jacob, określił jako objawienie. Bóg z 
pewnością nie objawiłby się komuś, czyje grzechy byłyby niewybaczalne. 

Królowa Blanka spojrzała na nią z zainteresowaniem. 
— Miała pani objawienie? 
Ingebjorg przytaknęła. 
— Dwukrotnie. Byłam zamknięta w klasztornej ciemnicy, gdy nagle pojawiło 

się światło i usłyszałam głos, mówiący: „Nie lękaj się, bo ja jestem przy tobie". 

Królowa Blanka poruszyła się na krześle. 
— Mimo że popełniła pani jeszcze większy grzech niż te, o których mi pani 

mówiła? 

Ingebjorg znowu przytaknęła i głęboko wciągnęła powietrze. ' 
— Popełniłam grzech największy ze wszystkich grze chów, Wasza Wysokość. 

Próbowałam zabić nienarodzone dziecko. — Ostatnie słowa wymówiła szeptem. 

W izbie zaległa dzwoniąca w uszach cisza. Ingebjorg słyszała bicie własnego 

serca, widziała, że obie panie są wstrząśnięte. Mimo to za nic by swoich słów nie 
cofnęła.  Przyznając  się  bowiem  do  własnego  przestępstwa,  ulżyła  nieco 
brzemieniu  królowej.  Chcieć  odebranie  dziecku  życie,  to  przestępstwo  co 
najmniej  takie  samo,  jak  nie  dać  jedzenia  sierotom.  Mówiąc,  że  Pan  mimo  to 
zwrócił się do niej w objawieniu, chciała przekonać królową, że ona też otrzyma 
odpuszczenie grzechów. 

Uniosła wzrok i zobaczyła, że po policzkach królowej spływają łzy. 
— Dziękuję, panno Ingebjorg — szepnęła władczyni po ruszona. — Pomogła 

mi  pani  bardziej,  niż  sama  przypuszcza.  Teraz  będę  wierzyć,  że  uzyskam 
wybaczenie, i że Pan zechce uwolnić króla i moich synów od nienawiści 

Od tej pory Ingebjorg, pani Bothild i królowa Blanka codziennie spotykały się 

na krótkiej, poufałej rozmowie, Ingebjorg coraz wyżej ceniła obie damy. Miała siv 
na  baczności,  żeby  nie  wspomnieć  o  dokumencie,  dlatego  jej  opowieści  o  pani 
Thorze  nie  były  tak  do końca  prawdziwe.  Ale  nie  odbierała  tego  jako  omijania 
prawdy. Pani Thora nienawidziła jej niezależnie od dokumentu i, tak czy inaczej, 
lepiej by jej nie potraktowała. 

Królowa  Blanka  ze  swej  strony  miała  wielką  potrzebę  mówienia  o  lęku 

związanym z zarazą, o własnej w i nie, cierpieniach narodu i własnej niepewności, 
czy bać się Pana, czy też wątpić w jego istnienie. 

TLR

background image

— Gdyby ta straszna zaraza miała być karą za grzechy ludzi, to dlaczego Bóg 

pozwolił  cierpieć  niewin  nym  dzieciom?  —  zastanawiała  się.  —  Dlaczego  cała 
Flandria została oszczędzona, natomiast wielkie połacie Norwegii się wyludniły? 
Dlaczego Bóg pozwolił, by pobożne i ofiarne zakonnice pomarły w mękach, gdy 
grzeszni, źli i bezbożni ocaleli? 

Ani Ingebjorg, ani pani Bothild nie znajdowały odpowiedzi. 
— Moja matka powtarzała zawsze, że ktoś musi stać się ofiarą, by inni poznali 

różnicę między złem i dobrem — próbowała niepewnie Ingebjorg. — Mówiła też, 
te  wielu  rzeczy  nie  rozumiemy  i  wiele  odpowiedzi  otrzymamy  dopiero  w  dniu 
Sądu Ostatecznego. 

Pani Bothild przytaknęła, zwracając się do królowej: 
—  Niech  nam  pani  opowie,  Wasza  Wysokość.  Chcemy  posłuchać,  przez  co 

królowa przeszła. 

—  Nie  było  to  nic  innego,  jak  tylko  strach,  poczucie  winy  i  krytyka  wobec 

własnego zachowania. Mogę się tylko domyślać, co przecierpieli ludzie. Kiedy w 
końcu po wielu dniach spędzonych na końskim grzbiecie, dotarliśmy do Nidaros, 
zobaczyliśmy  straszne  wszechogarniające  nieszczęście.  Wiele  domów 
opustoszało, dym nie unosił się nad dachami, z okien i otworów nie sączyło się 
światło. Drzwi domostw były szeroko otwarte, większość została splądrowana. Na 
ulicach nie widziało się ludzi, a ci nieliczni, których spotykaliśmy, robili wrażenie 
odrętwiałych i pozbawionych uczuć. Nie byli nawet w stanie spojrzeć na króla i 
jego  synów,  strach  i  śmierć  sprawiły,  że  stali  się  apatyczni.  Patrzyłam  na  to 
oniemiała z przerażenia, wydawało mi się, że znaleźliśmy się w mieście umarłych. 
Nikt  w  królewskim  orszaku  nie  odezwał  się  słowem,  wszyscy  byli  jak 
sparaliżowani tym, co widzieliśmy. Nikt nie umiał wyobrazić sobie, jak to miasto 
wyglądało  jeszcze  parę  tygodni  temu.  Wtedy  słychać  było  chóry  kościelnych 
dzwonów,  teraz  wszystkie  milczały.  Panowała  ponura  cisza,  potem 
dowiedzieliśmy się, że wszyscy księża i kanonicy z Nidaros umarli, arcybiskup 
także. Przeżył natomiast królewski zwierzchnik miasta, Narve Torelifsson. Stracił 
żonę i dwoje dzieci, twierdził, że nie ma już po co żyć. 

Królowa  Blanka  umilkła  na  chwilę,  a  potem  znowu  zaczęła  opowiadać. 

Ingebjorg  pomyślała,  że  to  dobrze,  iż  królowa  wspomina  najstraszniejsze 
wydarzenia. 

— Odwiedziłam klasztor Bakke. Zakonnice opowiadały mi, że najpierw czuły 

się  kompletnie  bezradne,  dzień  i  noc  paliły  ogień  w  kalefaktorium,  spały  tam  i 
jadały.  Później  zajmowały  się  pielęgnowaniem  chorych.  Robiły  to  do  końca 

TLR

background image

zarazy. Żadna zakonnica nie uciekła, większość pomagała ludziom, dopóki same 
się nie rozchorowały. 

Dopiero teraz, po tych szczerych rozmowach z królową i gospodynią twierdzy, 

Ingebjorg pojęła troskę władczyni, jeśli chodzi o walkę panów przeciwko królowi. 

— Decyzje podjęte na zamku Varberg były niezgodne z norweskim prawem — 

tłumaczyła królowa. — Według niego bowiem Eryk jest prawowitym dziedzicem 
norweskiego tronu. Pani Birgitta, dawna ochmistrzyni mojego dworu, twierdziła 
przez  cały  czas,  że  najstarszy  syn  króla,  czyli  Eryk,  ma  prawo  do  norweskiego 
tronu. Wkładała  mu to do głowy przy każdej okazji, wobec czego on był coraz 
bardziej niezadowolony, że po śmierci ojca miałby zostać tylko królem Szwecji. 

Tutaj wtrąciła się pani Bothild: 
—  Zarówno  ona,  jak  i  szwedzka  szlachta,  wykorzystują  to  dla  własnych 

interesów. 

Królowa nie skomentowała jej słów. 
— Król Magnus i ja uznaliśmy, że rezygnacja z unii i rozdzielenie obu krajów 

to najbardziej sprawiedliwa decyzja, podjęta zresztą w interesie i Hakona, i Eryka. 
Dzięki temu żaden nie będzie mógł odebrać korony bratu. Zresztą nie ma mowy o 
rozdzieleniu obu krajów po wsze czasy. Na spotkaniu w Bahus ustalono, że gdyby 
Hakon  umarł  nie  mając  syna,  to  koronę  odziedziczy  Magnus  lub  Eryk,  czyli 
sprawa zostanie rozwiązana w zgodzie ze starym prawem norweskim. 

Monarchini wstała i zaczęła chodzić po pokoju. Podeszła do okna i przez jakiś 

czas wpatrywała się w jesienny mrok. 

— Nie spodziewaliśmy się, że ktoś mógłby judzić naszych synów przeciwko 

sobie. W dzieciństwie Hakon i Eryk byli przyjaciółmi, choć różnią się od siebie tak 
bardzo.  Hakon  jest  spokojny,  a  jego  brat  wprost  przeciwnie.  Eryk  jest  drobny, 
szczupły i ciemnowłosy, a Hakon wysoki, barczysty, z jasną czupryną — dodała z 
uśmiechem. — Moim zdaniem, nigdy by nie zaczęli walczyć o władzę, gdyby ich 
nie podburzano. To znaczy, Eryk by nie zaczął, bo przecież Hakon nie występuje 
przeciwko  bratu.  To  Eryk  stał  się  wojowniczy  i  chciwy.  Chce  być  królem,  i  to 
zaraz.  Nie  może  znieść,  że  Hakon  dostał  tron  przed  nim  i  występuje  wobec 
własnego ojca z pogróżkami. Możni panowie wykorzystują jego urażony honor i 
nie ustąpią, dopóki nie osiągną swego. 

Umilkła na chwilę i spojrzała na Ingebjorg. 
— Kiedy patrzę na panią, panno Ingebjorg, to wiem, co chciałaby pani dodać: 

czy jego ojciec nie może oddać mu władzy? Przecież rządził obydwoma krajami 
wystarczająco długo. 

TLR

background image

Ingebjorg milczała, ale myślała właśnie tak. 
— Ja spytałam go o to samo — mówiła dalej królowa. — W tej sprawie jednak 

każde  z  nas  ma  inne  zdanie.  Magnus  ma  wiele  zalet,  jest  zdolny,  pracowity, 
obdarzony silną wolą, ja go kocham, ale muszę przyznać, że ma też słabości. Jest 
obrażalski jak jego ojciec i uparty jak matka. Błagałam go, by przynajmniej nadał 
Erykowi tytuł, ale on odmawia. Teraz Eryk jest w drodze do Oslo, słyszałam, że 
jedzie  tutaj  z  gniewem  w  sercu.  Boję  się  kłótni,  moje  drogie,  chciałam 
podziękować, że obie jesteście przy mnie. 

Znowu spojrzała na Ingebjorg. 
— Nie potrafię tego wytłumaczyć, panno Ingebjorg, ale od pierwszej chwili, 

kiedy panią zobaczyłam, od czuwam jakieś łączące nas pokrewieństwo. Mój syn, 
król  Hakon,  najwyraźniej  czuje  to  samo  —  dodała  z  uśmiechem.  —  A  ja 
pozwalam mu zabiegać o pani przyjaźń. 

Następnie zwróciła się do pani Bothild. 
— Nigdy z nikim nie rozmawiałam tak otwarcie jak z paniami. Nawet wobec 

króla Magnusa nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiem, że mogę na was obu po 
legać i dziękuję, że panie także okazały mi zaufanie i przyjaźń. 

Pani Bothild kiwała głową, wyraźnie wzruszona. 
— Radość i honor są po naszej stronie, Wasza Wysokość. Królowa może być 

pewna, że nie piśniemy ani słowa, które mogłoby zaszkodzić naszej władczyni al 
bo królowi. 

Gospodyni podniosła się z miejsca. 
— A teraz pora na kolację. Proponuję, żebyśmy dzisiaj wcześnie poszły spać, 

bo zdaje mi się, że jutro możemy oczekiwać powrotu panów. 

W drodze do jadalni Ingebjorg zastanawiała się, jaką to kłótnię miała na myśli 

królowa. W pamięci powrócił obraz młodego króla Hakona, jego szczera twarz, 
dobry, trochę nieśmiały uśmiech i oczy całko wicie pozbawione zła. 

Królowa nie przypuszcza chyba, że bracia mogliby sięgnąć po broń przeciwko 

sobie, czy przeciwko własnemu ojcu? 

 

Rozdział 10 

 
Król wraz z orszakiem wrócił dopiero następnego dnia po śniadaniu. 

TLR

background image

Ingebjorg słyszała hałas, dobiegający z dziedzińca twierdzy, ale nadal siedziała 

w  swojej  pracowni.  Teraz,  kiedy  król  wrócił,  nie  jest  już  potrzebna  królowej 
Blance. 

Za oknem lał deszcz, wiatr szarpał budynkami, a fiord pokrył się białą pianą. 
Ingebjorg  siedziała  i  trzęsła  się  z  zimna.  Myśli  krążyły  wokół  rozmów  z 

królową  Blanką  i  młodzieńczego  zapału  króla  Hakona,  od  lęku  królowej  o 
niepokoje  w  kraju  do  jej  własnej  niepewności  co  do  tajnego  dokumentu. 
Powtarzała sobie, że nie może on już mieć ( jakiegoś wielkiego znaczenia. Król 
wie, że szwedzka szlachta występuje przeciwko niemu i że jacyś możni panowie 
norwescy  też  go  nie  popierają.  Naprawdę  niepokojący  jest  fakt,  że  wśród 
królewskich przeciwników znajduje się też ochmistrz, namiestnik władcy w kraju. 
A  ją  samą  głowa  boli  o  to,  że  jest  jedną  z  niewielu  wśród  zwolenników  króla, 
którzy  o  tym  wiedzą.  Są  wśród  nich  Bergtor,  rycerz  Darre  i  właściciel  dworu 
Valen, poza tym jeszcze siostra Sigrid i sira Jacob, choć oni nie chcą się mieszać w 
świeckie  rozgrywki.  Ingebjorg  jest  jedyną  mieszkanką  Akersborg,  znającą 
prawdę, przez co odpowiedzialność ciąży jej nieznośnie. 

Zarazem  jednak  nigdy  w  życiu  nie  wydałaby  męża  pani  Bothild  za  plecami 

małżonki. Jeśli ochmistrz silą 

przeciągnął  syna  na  swoją  stronę,  to  uczynił  z  niego  zdrajcę  kraju,  co  jest 

śmiertelnie  niebezpieczne.  Pani  Bothild  bardzo  kocha  syna.  Ingebjorg  ze  swej 
stron) pokochała pełną życzliwości panią twierdzy i chciała by oszczędzić jej bólu. 

Wstała  od  pulpitu  i  wolno  podeszła  do  okna.  Deszcz    i  jesienne  ciemności 

działały  na  nią  przygnębiająco.  Ze  by  chociaż  Ture  jak  najszybciej  wrócił. 
Ingebjorg  najbardziej  tęskniła  za  życiem  w  spokoju,  takim,  jakie  prowadziła  w 
domu  w  Saemundgard.  Chciałaby  znaleźć  się  jak  najdalej  od  intryg  i  walki  o 
władzę, od zła tkwiącego w ludziach, od tych wszystkich gier o kobiety, fizyczną 
miłość  i  bogactwa.  Tęskniła  za  przytulnym  na  strojem  w  ich  starej  izbie  w 
Sasmundgard, za  życzliwymi  rozmowami, prowadzonymi przy ognisku w takie 
ciemne,  jesienne  wieczory  jak  dzisiejszy.  Wszyscy  w  domu  pracowali  ciężko, 
zwłaszcza ostatnio, kiedy nie mieli służby, teraz jednak widziała, że wiedli dobre, 
godne  życie.  Zmęczenie  codziennym  wysiłkiem  napełniało  wszystkich 
zadowoleniem, a poza tym oni się nawzajem kochali. 

Życie  w  środowisku  bogatych  ludzi  od  początku  ją  przerażało.  Najpierw 

wprawdzie widziała roześmiane twarze w balowych salach, stoły uginające się od 
jedzenia,  tańce  i  muzykę,  rychło  jednak  odkryła  inną  rzeczywistość.  Pod 
beztroskimi maskami dostrzegała twarze naznaczone troską, lękiem i cierpieniem. 

TLR

background image

Lękiem  przed  utratą  przywilejów,  strachem  przed  złośliwością  i  chciwością 
innych, cierpieniem z powodu tego, że małżonek lub małżonka woli kogoś innego. 
Ludzie, pracujący na ziemi, w kuźniach czy w zabudowaniach gospodarskich, nie 
mają czasu ani siły na tego rodzaju zmartwienia. 

Zapukano  do  drzwi  i  Ingebjorg  odwróciła  się  gwałtownie.  Król  Hakon, 

przemknęło jej przez głowę, próbowała się przygotować na odprawienie młodego, 
zmysłowego  władcy.  Idąc  do  drzwi  przypominała  sobie,  co  myślała  pod  jego 
nieobecność.  Musi  okazywać  mu  życzliwość,  zachowywać  się  uprzejmie  i  z 
pokorą należną królowi, zarazem jednak stanowczo próbować powstrzymać jego 
zaloty. Nie można odwrócić się do króla plecami, nie umiała jednak uwierzyć, że z 
jego strony to coś więcej, niż przelotne zauroczenie. 

Odsunęła skobel i stała z uśmiechem na wargach, ale uśmiech zaraz zgasł. Po 

tamtej stronie ukazał się żądny władzy książę Bengt Algotsson. 

Skłonił się lekko, wkroczył do środka nieproszony i zdecydowanym ruchem 

zamknął za sobą drzwi. 

Serce  Ingebjorg  podskoczyło  ze  złości  do  gardła.  Jak  ten  człowiek  śmie 

wdzierać się tutaj w taki sposób? 

— Bądź pozdrowiona piękna panno Ingebjorg. Wygląda pani wspaniale, spała 

pani dobrze? 

—  Owszem,  dziękuję  —  mruknęła  Ingebjorg.  —  O  co  chodzi,  książę 

Algotsson? 

— Chciałbym zamienić z panią kilka słów — odparł z szerokim uśmiechem. — 

Jako najbliższy doradca króla czuję się zobowiązany przekazać pani ostrzeżenie. 
Ostatniego wieczora przed naszym wyjazdem przyjmowała pani tutaj odwiedziny, 
prawda? 

Policzki płonęły jej z gniewu. Skąd on wie, że król Hakon tutaj był? Śledził go 

i podsłuchiwał? 

— To moja osobista sprawa — odparła krótko. 
— Pani tak myśli, panno Ingebjorg — syknął z tym samym uśmiechem. — Ale 

popełnia pani błąd. To, co robi król, dotyczy nas wszystkich. 

— Trudno mi uwierzyć, że król nie ma prawa zamienić paru słów z kimś ze 

swoich podwładnych. Jeśli stał pan za drzwiami, książę, to musi pan wiedzieć, że 
wizyta była krótka. 

Najwyraźniej  odgadła  właściwie,  bo  książę  zaczerwienił  się  po  korzonki 

włosów. 

TLR

background image

— Uważam, że nasza młoda panienka powinna bardziej o siebie dbać — rzekł 

lodowato. — Jeśli sądzi, że może zachowywać się jak chce wobec ludzi króla, to 
szybko dowie się, iż to nieprawda. 

Ingebjorg milczała. 
Tamten chwycił ją mocno za ramię. 
—  Słyszała  pani,  co  powiedziałem,  panno  Ingebjorg?  Nie  będę  tolerował 

takich zachowań, zwłaszcza ze strony jakiejś norweskiej chłopskiej córki. Chętnie 
bym  się  dowiedział,  jakim  sposobem  osiągnęła  pani  stanowisko  osoby 
przepisującej dla ochmistrza. To znaczy, jestem raczej pewien, jak to było... Nasz 
dobry Orm 0ysteinsson jest ognistym i zmysłowym mężczyzną, prawda? Pani zaś 
ma śliczną buzię, choć wielu innych zalet pani brakuje — dodał, lustrując ją z góry 
na  dół.  —  Słyszałem,  że  on  woli  bujne  panny,  ale  widocznie  miał  ochotę  na 
odmianę. 

Ingebjorg  nie  była  w  stanie  zapanować  nad  gniewem.  Wiedziała  jednak,  że 

musi  go  w  sobie  stłumić.  Głos  jej  drżał,  gdy  zmuszała  się  do  spokojnej 
odpowiedzi: 

— Myli się pan, panie Algotsson. Pan Orm zwrócił uwagę na moją pracę, kiedy 

mieszkałam jeszcze w klasztorze Nonneseter i zatrudnił mnie wyłącznie z powodu 
moich umiejętności. Poza tym nie jestem żadną chłopską córką. Moim ojcem był 
wpływowy mąż, a ród matki pochodzi od Folkungów. 

Książę roześmiał się szyderczo. 
—  Folkungowie  —  prychnął  i  nagle  zmienił  ton,  uniósł  rękę  i  pogłaskał 

Ingebjorg po policzku. — Złość dodaje pani urody, panno Ingebjorg. Widzę, że 
ma  pani  bardzo  dobre  stosunki  z  gospodynią  twierdzy  i  pewnie  niechętnie 
opuściłaby pani Akersborg. 

Ze wzburzenia Ingebjorg kręciło się w głowie. 
— Im dłużej na panią patrzę, tym lepiej rozumiem ochmistrza i młodego króla. 
Wodził palcem wskazującym po jej twarzy, po nosie i wargach, po szyi. Kiedy 

próbowała się odsunąć, chwycił ją z całej siły za nadgarstek. 

—  Najwyraźniej  pan  nie  wie,  że  jestem  zaręczona  z  Ture  Gustavssonem,  z 

królewskiej  drużyny  —  syknęła  gniewnie.  —  Chyba  nie  bardzo  by  mu  się 
podobały pańskie słowa. 

Książę znowu się roześmiał. 
— A kiedy on wraca? Słyszałem, że na świętą Katarzynę. Wtedy ja będę na 

zamku w Varberg, więc się tego nie dowiem. 

Ingebjorg milczała. 

TLR

background image

Książę coraz mocniej zaciskał palce na jej ramieniu. 
—  Proszę  mnie  nie  drażnić,  panno  Ingebjorg,  to  może  być  dla  pani 

niebezpieczne. — Oczy mężczyzny zrobiły się wąskie. — Lubię, kiedy kobiety 
stawiają opór, ale nie w ten sposób. — Odepchnął ją od siebie i ruszył ku drzwiom. 

Ingebjorg  wciąż  stała  w  tym  samym  miejscu,  dygocząc  z  gniewu,  ale  też  z 

przerażenia.  Od  pierwszego  spotkania  miała  wrażenie,  że  oczy  tego  człowieka 
przypominają oczy siry Joara. 

Ze  strachem  biegła  tego  wieczora  przez  Ciemny  Korytarz  na  dziedziniec 

twierdzy.  Jeszcze  nie  spotkała  króla  Hakona  i  modliła  się  w  duchu,  by  o  niej 
zapomniał. Nie wiedziała, czy królewski brat, junkier Eryk, już przyjechał, a jeśli 
tak, to czy ona nie zostanie wmieszana w ich wrogie rozgrywki. 

W sali jadalnej goście jeszcze nie zasiedli przy stołach, nakrytych jak zwykle 

oddzielnie dla kobiet i oddzielnie dla mężczyzn. Gdy tylko weszła, spostrzegła, że 
królowa Blanka przyzywa ją gestem dłoni. Stała w towarzystwie króla Magnusa i 
jakiegoś młodego pana, którego Ingebjorg dotychczas nie poznała. Z wahaniem 
ruszyła w ich stronę. 

— Przedstawiam pani naszego starszego syna. 
Ingebjorg  dygnęła,  a  kiedy  uniosła  głowę  i  odważyła  się  zerknąć  na 

królewicza, spojrzała prosto w zimne i obojętne oczy. 

Królowa Blanka tłumaczyła mu: 
— Panna Ingebjorg przepisuje księgi dla ochmistrza. Znalazł ją w klasztorze 

Nonneseter i sprowadził tutaj. 

Ingebjorg zdała sobie sprawę, że królowa jest zdenerwowana, mówiła dziwnie 

szybko i gorączkowo. 

—  Ach,  tak  —  odparł  królewicz  nieobecny  myślami,  rozglądając  się 

równocześnie po sali. Potem skłonił się lekko, mruknął jakieś usprawiedliwienie i 
odszedł. 

Królowa pokręciła głową i zagryzła dolną wargę, Ingebjorg zrozumiała, że jest 

jej przykro. 

Ona  ze  swej  strony  czuła  się  zaszczycona,  że  królowa  również  dzisiejszego 

wieczora chce mieć ją obok siebie przy stole. Gdy tylko usiadły, władczyni powie-
działa cicho: 

— Musi mu pani wybaczyć. On dawniej taki nie był. Inni mają na niego zły 

wpływ. 

Ingebjorg przytaknęła. 
— Domyśliłam się. Bardzo mi przykro. 

TLR

background image

Królowa Blanka wahała się przez chwilę, a potem spytała delikatnie: 
— Czy pani miała dzisiaj jakąś nieprzyjemną wizytę, panno Ingebjorg? 
To zdumiewające, jak informacje szybko rozchodzą się po twierdzy, zdumiała 

się Ingebjorg. 

— Owszem, odwiedził mnie książę Algotsson, Wasza Wysokość. 
— No właśnie, myślałam, że to on. Słyszałam, że jakiś mężczyzna pukał do 

pani drzwi — rzekła królowa. 

Równie dobrze mógł to być jej młodszy syn, pomyślała Ingebjorg, spoglądając 

w stronę stołu panów. Wciąż jeszcze nie zauważyła młodego króla Hakona. 

—  A  nie  mogłaby  pani  powiedzieć  mi,  czego  chciał?  —  szepnęła  królowa 

niepewnie. 

Ingebjorg wpatrywała się w blat stołu. 
— Przyszedł mnie ostrzec — odparła cicho. 
Królowa przytaknęła. 
— Tak przypuszczałam. Mam jednak nadzieję, że pani się nie przestraszyła? 

On bardzo lubi sprawiać wrażenie, że ma władzę. 

Ingebjorg zwróciła się ku władczyni. 
— A nie ma? 
Królowa Blanka odwróciła wzrok, wyglądała na zakłopotaną. 
Ingebjorg natychmiast pożałowała swoich słów. 
— Proszę mi wybaczyć, Wasza Wysokość. 
W  tej  chwili  do  sali  weszło  czterech  panów,  wśród  nich  król  Hakon. 

Natychmiast spojrzał na stół, przeznaczony dla kobiet i przez moment Ingebjorg 
patrzyła mu w oczy. Młody władca zaczerwienił się i odwrócił głowę. 

Ingebjorg  poczuła  ucisk  w  sercu.  Więc  jednak  o  niczym  nie  zapomniał, 

pomyślała. 

Królowa Blanka musiała to zauważyć. 
— Niech pani będzie dla niego miła, panno Ingebjorg. Jest bardzo wrażliwy i 

bezradny, ale przecież ma dopiero kilkanaście lat. 

Ingebjorg rozejrzała się, czy nikt nie słyszy. 
— Właśnie przed tym ostrzegał mnie książę — wyszeptała. 
Królowa głęboko zaczerpnęła powietrza. 
— Tak podejrzewałam, ale niech się pani tym nie martwi. Wszyscy wiemy, że 

król Hakon musi poślubić pannę, którą wybierze mu ojciec i Królewska Rada, ale 
może  upłynąć  wiele  czasu,  zanim  do  tego  dojdzie.  Młody  człowiek  musi  mieć 
prawo do własnych marzeń i tęsknot, nawet jeśli jest królem. 

TLR

background image

Ingebjorg  z  lękiem  myślała,  że  wkrótce  zaczną  się  tańce.  Równocześnie  nie 

mogła się przestać dziwić. Gdzieś pod powierzchnią tli się bunt, nieporozumienia 
między ojcem i synem, zazdrość między braćmi, walka o władzę wśród bogatych 
panów, a  mimo to wszyscy uśmiechają się, przepijają  do siebie i  żartują, jakby 
nigdy nic. To jakby jakaś gra błaznów, myślała, ludzie udają wesołych, jakby nie 
zwracali uwagi na to, co noszą w sercach. 

Nie była już pewna, czego obawia się bardziej: wrogości księcia Algotssona 

czy chłopięcego uwielbienia króla Hakona. Jedno jest prawie tak samo złe jak dru-
gie, a ona musi być ostrożna, działać rozważnie, uważać na słowa. 

Kiedy rozległa się muzyka, Ingebjorg dostrzegła, że król Hakon kieruje ku niej 

kroki, ale widziała też księcia Algotssona. Nie spuszczał jej z oczu, jakby chciał 
przywołać ją do rozsądku. 

Do tańca poprosił ją król. Uśmiechnęła się i pozwoliła, by poprowadził ją do 

kręgu. Widziała, że jest zdenerwowany. 

Dzisiaj  znowu  on  wykonywał  przyśpiewki,  Ingebjorg  ponownie  podziwiała 

jego piękny głos. Nagle ogarnęła ją radość, poczuła się dziwnie lekka, choć prawie 
nie piła wina. Raz czy drugi mignął jej w tłumie książę Algotsson, ale postanowiła 
pójść za radą królowej i nie zwracać na niego uwagi. 

Król  skończył  pieśń  i  muzyka  umilkła.  Uśmiechnęli  się  do  siebie  i  Hakon 

zawołał: 

— Tańczy pani niczym elf, panno Ingebjorg. I świetnie czuje pani muzykę. Gra 

pani na jakichś instrumentach? 

— Kiedyś grałam na flecie. 
— Dlaczego pani przestała? 
— Bo wybuchła zaraza, a potem już do tego nie wróciłam. Ojciec umarł, flet 

przypominałby mi życie, które utraciłam. Zresztą nie miałam czasu na muzykę — 
dodała pośpiesznie. 

Spoglądał na nią ze współczuciem. 
—  Moja  matka  też  bardzo  źle  wspomina  tamten  czas,  kiedy  martwiła  się  o 

życie ojca. 

—  Przecież  nie  mogła  inaczej.  Co  by  się  stało  z  naszymi  państwami, 

należącymi do Unii, gdybyśmy utracili króla? 

Popatrzył na nią z nowym zainteresowaniem. 
—  Król  to  nie  tylko  ktoś,  kto  kieruje  krajem,  ustanawia  prawa,  dba  o 

sprawiedliwość, król to także nasz ojciec, który... — szukała odpowiednich słów. 
— Król to w jakiś sposób święty, niczym istota niebiańska, nie poradzilibyśmy 

TLR

background image

sobie bez niego. Królowa Blanka nie miała wyjścia, musiała ratować władcę, to 
było najważniejsze. 

Muzykanci  znowu  zaczęli  grać,  rozmowa  została  przerwana,  ale  Ingebjorg 

widziała, że jej słowa sprawiły Hakonowi ulgę. Może on też uważał, że królewska 
para zdradziła naród, opuszczając stolicę? 

— Ofiaruje mi pani jeszcze jeden taniec, panno Ingebjorg? — szepnął Hakon. 

— Dobrze mieć panią przy sobie. 

W tej samej chwili ktoś chwycił ją mocno za ramię. Odwróciła się zaskoczona 

i spojrzała w twarz junkra Eryka, brata króla Hakona. 

Tamten skłonił się dwornie. 
— Teraz moja kolej, piękna pani. W naszych kręgach zmieniamy partnera po 

jednym tańcu, a po dwóch to już koniecznie. 

Ingebjorg  nie  umiała  odmówić,  posłała  tylko  przepraszające  spojrzenie 

Hakonowi, ale z ulgą stwierdziła, że on nie protestuje. 

Junkier Eryk przypominał jej trochę Bengta Algots— sona, nie z urody, ale z 

zachowania. Poczuła się niepewnie. Tak jak to powiedziała królowa Blanka, Eryk 
to  dokładne  przeciwieństwo  brata.  Ciemnowłosy,  gdy  tamten  jest  jasnym 
blondynem,  drobnej  budowy,  gdy  Hakon  jest  barczysty.  Ubrany  w  piękną, 
szafirową  kurtkę  z  aksamitu  i  obcisłe  spodnie  w  tym  samym  kolorze,  na  szyi  i 
nadgarstkach  nosi  złote  łańcuchy,  choć  przecież  tyle  się  mówi  o  królewskich 
długach  i  braku  pieniędzy.  Ale  to,  co  wzburzyło  ją  najbardziej,  to  zarozumiała 
mina  królewicza  i  jego  aroganckie  zachowanie.  Najwyraźniej  jest  zadufany  w 
sobie  i  całkowicie  pozbawiony  nieśmiałości,  charakterystycznej  dla  młodszego 
brata.  Chłód  w  jego  oczach  budził  w  Ingebjorg  strach.  Rozmawiał  z  nią,  rzecz 
jasna,  przyjaźnie,  uśmiechał  się  i  czarował,  ale  zdawała  sobie  sprawę,  że  to 
człowiek wyrachowany i podstępny, starannie waży każde wypowiedziane słowo. 

A  ty  znowu  zaczynasz,  upominała  siebie  samą  w  duchu.  Łatwo  ci  oceniać. 

Myślisz  tak,  bo  słyszałaś,  że  on  pragnie  pozbawić  władzy  własnego  ojca,  i 
ponieważ żywisz współczucie dla jego brata. 

Król Hakon nadal śpiewał i Ingebjorg rozkoszowała się jego głosem. Junkier 

Eryk okazał się o wiele gorszym tancerzem, z trudem utrzymywał rytm i wyglądał 
na znudzonego. Miała wrażenie, że na tym jednym tańcu się skończy. 

Kiedy  muzyka  umilkła,  chciała  skłonić  się  i  odejść,  ale  junkier  Eryk 

zdecydowanie ją zatrzymał. 

— Skoro mój brat otrzymał dwa tańce, to ja też chcę dwa. — Najwyraźniej 

próbował być zabawny, ale w jego głosie i we wzroku nie było nic żartobliwego. 

TLR

background image

Co  to  się  dzieje? —  pomyślała  Ingebjorg  niespokojnie,  kiedy  krąg  taneczny 

znowu ruszył. Miała nieprzeparte  wrażenie, że jest pionkiem w jakiejś  grze.  W 
grze między królewskimi synami i królewskim ulubieńcem, grze na śmierć i życie. 

Nie  umiała  już  cieszyć  się  zabawą,  czuła,  że  coś  unosi  się  w  powietrzu  jak 

przed letnią burzą. Trudno jej było się skupić, raz po raz myliła krok. Zauważyła, 
że  junkier  Eryk  przygląda  jej  się  zdumiony,  gorzej,  że  z  drugiego  końca  sali 
obserwowały  ją  inne  dwie  pary  oczu:  króla  Hakona  —  błagalnie  i  księcia 
Algotssona — czujnie. 

Kiedy muzyka w końcu umilkła, Ingebjorg próbowała wyrwać rękę i odejść, 

ale junkier Eryk przytrzymał ją tak mocno, że aż zabolało. 

—  Proszę  zostać,  panno  Ingebjorg  —  poprosił  cicho.  Objął  ją  ramieniem  i 

przyciągnął do siebie. — Nie ma powodu odchodzić teraz, kiedy tak dobrze się 
bawimy — rzekł z uśmiechem. 

Jaki  to  podstępny  uśmiech,  pomyślała  ze  zgrozą.  Była  pewna,  że  on  robi  to 

wszystko, by dokuczyć bratu. Tak minęły jeszcze dwa tańce. Ingebjorg myliła się 
naumyślnie  w  nadziei,  że  to  ją  uratuje,  ale  kiedy  krąg  taneczny  się  rozwiązał, 
królewicz ujął ją pod rękę i poprowadził ku grupie szlacheckiej młodzieży, która 
przybyła w orszaku Eryka ze Szwecji. Ci ludzie różnili się bardzo od towarzystwa, 
które przedstawił jej król Hakon. Ich rozbawienie wydawało jej się sztuczne. Ry-
walizowali między sobą o względy junkiera Eryka, spoglądali na siebie zawistnie i 
wpadali w złość, gdy kto inny sprawił, że królewski syn się roześmiał. Ingebjorg 
pragnęła wrócić do królowej Blanki i pani Bothild. 

Junkier  Eryk  jednak  wciąż  trzymał  ją  za  ramię,  nazywał  ją  „różą  twierdzy 

Aker", co brzmiało głupio i śmiesznie, na dodatek nie miała wątpliwości, że to tyl-
ko puste komplementy. Czarował ją, by dokuczyć bratu. Zauważyła, że ci młodzi 
ludzie przyglądają jej się z ciekawością, wymieniają między sobą znaczące spoj-
rzenia,  ale  nikt  o  nic  jej  nie  pytał.  Miała  wrażenie,  że  widzą  w  niej  groźną 
konkurentkę, kogoś, kto właśnie wkradł się w łaski królewicza. 

Nagle uznała, że ma dość. Nie chce uczestniczyć w tej idiotycznej grze, niech 

sobie  junkier  Eryk  i  książę  Algotsson  myślą,  co  chcą.  Wysunęła  się  z  objęć 
królewicza,  dygnęła  lekko  i  oznajmiwszy,  że  musi  zaraz  z  kimś  porozmawiać, 
odwróciła się, by odejść. 

Eryk zdążył ją przytrzymać i spytał, z kim mianowicie chce rozmawiać. 
Ingebjorg pojęła, że zachowała się niedopuszczalnie, ale była zbyt zła, by się 

tym przejmować. 

TLR

background image

—  Z  waszym  bratem,  panie  —  odparła  krótko.  Wyrwała  się  i  pośpiesznie 

odeszła. 

Muzykanci  znowu  zaczęli  grać  i  przed  Ingebjorg  stanął  uśmiechnięty  król 

Hakon. 

—  Czy  następny  taniec  też  mógłbym  dostać,  panno  Ingebjorg?  —  spytał  z 

nadzieją. 

Potwierdziła z uśmiechem i przyjęła ofiarowane jej ramię. Tańczyli razem do 

końca wieczoru. 

— Było wspaniale, panno Ingebjorg — rzekł Hakon z uśmiechem, kiedy trzeba 

było się żegnać. — Proszę mi obiecać, że jutro też będę mógł z panią tańczyć. 

Przytaknęła skinieniem głowy, dygnęła i rzekła: 
— Dobranoc, panie i królu. 
— Dobranoc, panno Ingebjorg. 
Dziedziniec  twierdzy  był  pusty,  niespokojna  Ingebjorg  biegła,  żeby  jak 

najszybciej  znaleźć  się  w  swojej  sypialni.  Po  nocy  mogą  człowieka  spotkać 
bardziej niebezpieczne istoty niż Bengt Algotsson, myślała. 

I wtedy usłyszała za sobą pośpieszne kroki. Ktoś chwycił ją z całej siły za rękę, 

a kiedy się odwróciła, spojrzała prosto w bladą twarz księcia. 

 

Rozdział 11 

— Mam wrażenie, że panienka źle słyszy — rozległ się lodowaty głos. — A 

może po prostu trudno zrozumieć to, co powiedziałem. 

— Nie zrobiłam nic złego. 
Mężczyzna roześmiał się krótko, sztucznie. 
— Więc nie zrobiła pani nic złego. Nie tańczyła pani z naszym młodym królem 

przez większość wieczoru? 

— On o to prosił. Byłoby niegrzecznie odmawiać królowi. 
Książę przyciągnął ją bliżej, mocniej chwycił za ramiona. 
— Nie wierzę, by narzeczona Turego Gustavssona była taka nierozgarnięta, jak 

stara się udawać. Prosiłem, żeby pani trzymała się z daleka od króla. 

— Ja tylko z nim tańczyłam. Czy jest w tym coś złego? 
— Tak, panno Ingebjorg. Kuszenie niewinnego, wrażliwego młodzieńca jest 

świętokradztwem.  Zwłaszcza  jeśli  ten  młodzieniec  jest  królem  i  nie  może 
decydować o własnym losie. 

— Ja go nie uwodzę. Król ma ledwie czternaście lat. 

TLR

background image

— Ach, tak? Ale to najwyraźniej panienki nie powstrzymuje. Nie jestem ślepy, 

widziałem, jak go pani kokietowała. Jeśli jeszcze raz zobaczę takie zachowanie, 
nie puszczę tego pani płazem. To nie są czcze pogróżki. Będę zmuszony... 

Po  tych  słowach  cofnął  rękę  i  odwrócił  się,  żeby  odejść,  ale  zaraz  znowu 

przystanął. 

— O czymś jeszcze zapomniałem. Ochmistrz pozwolił mi pożyczyć jedną z 

ksiąg,  znajdujących  się  w  izbie,  w  której  pani  pracuje.  Będzie  pani  tak  dobra  i 
otworzy mi drzwi. 

Ingebjorg słuchała przerażona. Nie wierzyła w ani jedno jego słowo. 
—  Nie  mam  prawa  dawać  niczego  stamtąd  bez  osobistego  zezwolenia  pana 

Orma 0ysteinssona. 

Książę uśmiechnął się nieprzyjemnie. 
— Jeśli ja coś mówię, to oczekuję posłuszeństwa, panno Ingebjorg. — Chwycił 

ją znowu za ramię i szarpnął z całej siły. — Pójdzie pani ze mną i otworzy. To 
rozkaz. 

Nieszczęsna dziewczyna rozglądała się rozpaczliwie, ale dziedziniec twierdzy 

był jak wymarły. Musiała posłuchać, drżącymi rękami otwierała drzwi w nadziei, 
że on chce ją tylko przestraszyć. W uszach wciąż miała słowa, które wypowiedział 
jakiś czas temu: „Lubię, kiedy kobieta stawia opór, ale nie w ten sposób". Pró-
bowała zapalić oliwną lampkę, ale  ręce jej się trzęsły  i trwało to bardzo długo. 
Usłyszała,  że  książę  zamknął  drzwi  na  skobel  i  teraz  nie  miała  już  żadnych 
wątpliwości. Trzęsła się cała, krew pulsowała w skroniach. Ledwo była w stanie 
oddychać. Książę jest rosły i silny, nawet jeśli Ingebjorg będzie walczyć niczym 
dzikie zwierzę, na nic się to nie zda. Może spróbować zrobić to samo, co wtedy za 
kamiennym usypiskiem, gdy napastował ją Sigtrygg. Błagała Boga o jakiś znak, 
ale tyle razy nie została wysłuchana, że zaczynała tracić nadzieję. 

Książę stanął tuż przy niej. Z obrzydzeniem czuła na ręce jego oddech. 
— Pamiętasz, co powiedziałem, Ingebjorg? — spytał nagle cicho. Zdała sobie 

sprawę, że teraz mówi do niej „ty". To z pewnością zły znak. — Ja lubię kobiety, 
które stawiają opór. 

— Będzie pan musiał za to zapłacić, książę Algotsson 
— usłyszała swój zdecydowany głos. — Kiedy pan Ture się o tym dowie, z 

pewnością mnie pomści. 

— Mnie już wtedy tutaj nie będzie, panno Ingebjorg 
— odparł ze śmiechem. 
— Ale pan 0ysteinsson jest na miejscu i dowie się o wszystkim. 

TLR

background image

— Nie wierzę — wolno przesuwał rękę po plecach dziewczyny, przeczesywał 

palcami jej włosy, dotykał szyi Słyszała, że oddycha coraz szybciej. — Nic pani 
nie powie ochmistrzowi — wyszeptał rozgorączkowany. — Zresztą nikt by w to 
nie uwierzył, wszyscy będą myśleć, że zrobiła to pani dobrowolnie. 

Ingebjorg miała bolesne przeczucie, że książę ma rację. Muszę grać na zwłokę, 

myślała zrozpaczona. Może Kirsten będzie mnie szukać. 

Ale  zaraz  utraciła  tę  nadzieję.  Przecież  książę  nie  pozwoli  jej  otworzyć. 

Zapewne zakryje jej usta ręką, żeby nie krzyczała. 

Kirsten powinna się jednak zdziwić, kiedy zrozumie, że drzwi są zamknięte od 

środka. Może ją to zaniepokoi i sprowadzi pomoc. 

Służba nie zrobi nic, jeśli nabierze podejrzeń, że wewnątrz jest ktoś z państwa, 

protestował inny głos w jej duszy. 

Mężczyzna  próbował  ją  przytulić,  przywarł  wargami  do  jej  ust,  ale  ona 

zaciskała je mocno, próbując się uwolnić. 

—  Tak,  tak,  ja  lubię  opór,  panno  Ingebjorg  —  roześmiał  się  ochryple 

mężczyzna. 

Dotykał teraz rękami jej piersi, dyszał głośno i szybko. 
Ingebjorg wiedziała, że powinna stać spokojnie i udawać, że już się nie opiera, 

jeśli chce kopnąć go we właściwe miejsce, ale nie była w stanie. Przypomniały jej 
się  przeżycia  w  izbie  siry  Joara,  paraliżowało  ją  wspomnienie  klasztornej 
ciemnicy.  Zaczęła  kopać  i  bić  pięściami,  wyginała  się  niczym  wąż,  drapała  i 
gryzła, ale im zacieklej walczyła, tym bardziej go podniecała. Książę trzymał ją 
mocno  jedną  ręką,  drugą  próbował  sięgać  pod  jej  spódnicę.  Okazał  się  bardzo 
silny, mimo że się wyrywała, zdołał ją przewrócić na podłogę i sam się na niej 
położył. 

Wyglądało na to, że Ingebjorg przegrała. Ciężkie męskie ciało przyciskało ją 

do ziemi, nic już nie mogła zrobić. Mimo to nie zamierzała się poddawać. Kiedy 
oślinione wargi napastnika próbowały zmusić ją do otwarcia ust, ugryzła tak, że 
głośno zaklął. Czuła jego twardy, wielki członek, przerażająco wielki, pomyślała 
w panice. Książę podniósł w górę jej spódnicę, zimne powietrze owionęło nagie 
uda, ze strachem stwierdziła, że napastnik odsunął się nieco w bok, podjęła więc 
jeszcze jedną próbę uwolnienia się, ale bez rezultatu. Czuła długie palce wbijające 
się w jej ciało. Oddech był świszczący, cuchnął piwem. 

Nagle pokój rozjaśniła oślepiająca błyskawica i niemal w tej samej chwili dał 

się słyszeć ogłuszający grzmot. Ingebjorg szarpnęła się, książę zrobił to samo. 

TLR

background image

— Co się dzieje? — zawołał, unosząc głowę. Jeszcze nie skończył zdania, a 

kolejna  błyskawica  wypełniła  izbę  niebieskawym  blaskiem.  W  ślad  za  nią 
przetoczył  się  po  niebie  grzmot  tak  potężny,  że  cała  twierdza  się  zatrzęsła.  — 
Grzmoty o tej porze roku — usłyszała szept księcia. 

— Takie rzeczy nie dzieją się bez boskiej pomocy — powiedziała Ingebjorg 

spokojnie. Sama nie była w stanie pojąć, skąd jej się wzięła ta myśl. Mężczyzna 
gapił się na nią szeroko otwartymi oczyma. Poczuła, że twardy członek wiotczeje. 

—  Co  chcesz  przez  to  powiedzieć?  —  szepnął.  W  jego  głosie  słychać  było 

przerażenie. 

— Tylko to, że błagałam Pana o grzmoty i błyskawice — odparła Ingebjorg, 

przesuwając się w bok. — Wiedziałam, że tak będzie. Już dawniej otrzymywałam 
tego rodzaju pomoc. 

Książę zerwał się, wciąż gapiąc się na nią. 
— Kłamiesz! 
Ona pokręciła głową, wciąż patrząc mu w oczy. 
Kolejna  błyskawica  rozdarła  niebo,  po  niej  przyszedł  grzmot,  jakiego 

Ingebjorg  nigdy  przedtem  nie  słyszała.  Zaraz  potem  dotarły  do  nich  krzyki  i 
wrzask z dziedzińca: 

— Twierdza płonie! Piorun uderzył! Twierdza płonie! 
Książę zerwał się momentalnie, naciągnął kurtkę 
i  rzucił  się  ku  drzwiom.  Zanim  Ingebjorg  zdążyła  się  zorientować,  że  jest 

uratowana, napastnika nie było. " 

I  wtedy  przyszła  reakcja.  Zaczęła  się  trząść  tak,  że  zęby  jej  dzwoniły. 

Próbowała  wstać,  ale  ciało  odmawiało  posłuszeństwa.  Sztywnymi  rękami 
poprawiała ubranie. 

Z daleka wciąż docierały krzyki, ale była zbyt oszołomiona, by bać się pożaru. 

To, co przeżyła przed chwilą w tej izbie, przewyższało wszystko. 

Nagle coś zwróciło jej uwagę, spojrzała ku drzwiom i zobaczyła młodego króla 

Hakona. 

Rozdział 12 

 
Widok  młodego  władcy  pozwolił  jej  się  pozbierać.  Usiadła  na  podłodze, 

porządkowała  suknię,  ale  policzki  płonęły  wstydem.  Bengt  Algotsson,  myślała 
zrozpaczona, nikt mi nie uwierzy. 

TLR

background image

Król  odwrócił  się  gwałtownie  i  zniknął.  Z  pewnością  widział,  jak  książę 

wybiegał z izby, a teraz znalazł In- gebjorg półnagą na podłodze. Nie słyszał jej 
wołania o pomoc, nie mógł wiedzieć, że gryzła i drapała, walczyła jak mogła. 

Na dziedzińcu twierdzy wciąż trwało zamieszanie, krzyki i wrzaski, ale jej to 

nie dotyczyło. Nie mogła zrozumieć, dlaczego reaguje właśnie tak. Przecież mogła 
pobiec za królem i opowiedzieć mu prawdę, ale jaki by to miało sens? Nikt nie 
uwierzy,  że  ulubieniec  króla,  jeden  z  najważniejszych  ludzi  w  Unii,  próbował 
zgwałcić  pracownicę  ochmistrza.  Zgromadzeni  w  twierdzy  szlachcice  jej  nie 
znają. Uznają, że jest kobietą lekkich obyczajów. Gdyby król Hakon uwierzył jej, 
wziąłby sobie na barki jeszcze jeden ciężar na dodatek do tych, które już dźwiga. 
Musi przecież współpracować z doradcą ojca. Czy tamten ma mieć jeszcze więcej 
powodów,  by  go  nienawidzić?  Czy  jego  młode  życie  ma  być  jeszcze  bardziej 
skomplikowane? 

W  końcu  Ingebjorg  wyszła  z  izby.  Czuła  zapach  dymu,  ale  płomieni  nie 

widziała. Przechodząc obok kuchni, spotkała jednego z giermków. 

— Co tu się dzieje? — spytała. 
— Piorun uderzył w stajnię, zapalił się jeden z budynków gospodarczych, ale 

zwierzęta  zostały  uratowane.  Pożar  będzie  wkrótce  ugaszony  —  odkrzyknął 
tamten. 

Ingebjorg skinęła głową. Nareszcie zrozumiała, dlaczego się nie boi: przez cały 

czas wiedziała, że nic złego się nie stanie. Bóg zesłał błyskawice i grzmoty, by ją 
uratować, ale nie pozwolił, by ktoś inny ucierpiał z powodu grzechów księcia i 
ugasił pożar, zanim ten się rozprzestrzenił. Uniosła twarz ku niebu i odmawiała 
dziękczynną modlitwę, wciąż zbyt oszołomiona, by pojąć cud. 

Spadły  pierwsze  krople  deszczu.  Ingebjorg  tego  nie  zauważała,  dopóki  nie 

przemokła na wylot. Wciąż miała przed oczyma wykrzywioną twarz króla Hakona 
i to sprawiało jej ból. Może nawet Ture dowie się, co robiła dzisiejszego wieczora. 

Nagle usłyszała głośną rozmowę, ludzie wracali od pożaru. Zaczęła żałować, 

że mimo wszystko nie pobiegła za królem i nie wyznała mu prawdy. On przecież 
nie lubi księcia, może by jej uwierzył. 

W sypialni czekała na nią Kirsten. 
—  Czyż  to  nie  straszne,  panno  Ingebjorg?  Chłopiec  kuchenny  Rasmus 

powiada,  że  to  kara  boska  za  nasze  grzechy.  O  tej  porze  roku  grzmoty  się  nie 
zdarzają, więc pewnie ma rację. 

TLR

background image

W  nocy  Ingebjorg  nie  mogła  zasnąć.  Jak  zdoła  trzymać  księcia  z  daleka  od 

siebie? Bo on z pewnością będzie próbował znowu. 

Nie może też powiedzieć o niczym pani Bothild ani królowej. Byłyby to tylko 

jej słowa przeciw słowom księcia, a skoro on znajduje się tak blisko króla Mag-
nusa, to nikt nie zechce jej słuchać. 

Rzucała  się  w  pościeli.  Nawet  jeśli  zawsze  będzie  uważać,  żeby  zamykać 

drzwi,  to  on  i  tak  może  ją  zaskoczyć.  Może  po  prostu  znaleźć  wymówkę,  by 
przyjść do izdebki w Wieży Dziewicy. Ściany twierdzy są grube, nikt nie usłyszy 
wołania, a nawet gdyby ktoś zauważył, że książę do niej wszedł, to nie zareaguje. 

Bóg ją uratował, zsyłając burzę z piorunami. Nie może jednak liczyć, że zrobi 

to znowu. 

Kiedy w końcu zaczęło świtać, usłyszała rżenie koni i hałas, docierający z dołu 

od  strony  stajni,  zerwała  się  i  podbiegła  do  okna.  Wielu  panów  już  czekało  w 
siodłach, szykowali się do wyjazdu z twierdzy. Złożyła dłonie i błagała Boga, by 
książę wyjechał wraz z nimi. A może król Hakon też pojedzie, zastanawiała się w 
następnym  momencie.  Może  nie  będzie  miała  okazji,  żeby  się  przed  nim 
wytłumaczyć, a w takim razie on zapamięta ją z niechęcią. 

Kiedy w jakiś czas potem wchodziła do sali jadalnej na śniadanie, wśród gości 

panowało podniecenie i niepokój. Wszyscy mówili o dziwnej burzy z piorunami i 
o  pożarze,  który  mógł  przemienić  twierdzę  w  kupę  popiołu,  ale  który  w  jakiś 
cudowny  sposób  został  ugaszony  niemal  natychmiast.  Ingebjorg  zauważyła,  że 
królowa  Blanka  wciąż  na  nią  spogląda,  ogarnęło  ją  nieprzyjemne  uczucie,  że 
władczyni coś wie. Ani książę Algotsson, ani król Hakon nie przyszli na śniadanie, 
przypuszczalnie znajdowali się w grupie jeźdźców opuszczających twierdzę. 

Wracając do swojej izdebki, i do pracy, czuła się źle, ale też z ulgą myślała, że 

przez jakiś czas nie musi się obawiać księcia. Zbliżało się południe, kiedy nagle 
ktoś gwałtownie zapukał do drzwi. Zerwała się przestraszona na równe nogi. Nie 
była w stanie odpowiedzieć. 

Zapukano znowu. 
— Panno Ingebjorg! 
Po głosie rozpoznawała rycerza Losne. Niechętnie podeszła do drzwi. 
— Panno Ingebjorg! — usłyszała znowu. — Mam dla pani ważną wiadomość. 
Dłużej nie miała wątpliwości: książę nie byłby w stanie aż tak zmienić głosu. 

Otworzyła. 

Rzeczywiście, to rycerz Losne. 

TLR

background image

— Pani Bothild prosiła mnie, żebym panią sprowadził. Przyszedł posłaniec z 

klasztoru Nonneseter, musi pani tam jechać. 

Ingebjorg  poczuła,  że  strach  chwyta  ją  za  gardło.  Myśli  skierowały  się  ku 

siostrze Sigrid, czy raczej pani Sigrid, jak teraz należy się zwracać do nowej opatki 
klasztoru. 

— Czy coś się stało? 
— Nie wiem. Posłaniec jest u pani Bothild. 
Podążyła  za  rycerzem.  Gdy  tylko  weszli  do  izby  pani  Bothild,  rozpoznała 

posłańca. Kapłan odwrócił się i spojrzał jej w oczy. 

—  Sira  Jacob!  —  wykrzyknęła  radośnie.  Dręczyło  ją,  że  nie  odwiedziła  go, 

kiedy ostatnim razem była w Nonneseter. 

Podszedł do niej z poważną miną, ujął obie dłonie i witał się z szacunkiem. 

Zdała sobie sprawę, że w jego oczach nie jest teraz nic nie znaczącą nowicjuszką, 
że imponuje mu to, iż należy do dworu ochmistrza. 

— Mam nadzieję, że nie stało się nic poważnego? — spytała, czując niepokój. 

Miała nadzieję, że żadne nie— — szczęście nie spotkało drogich jej mniszek. 

Kapłan z żalem pokręcił głową. 
— Niestety, panno Ingebjorg. Nasza droga siostra Konstancja jest umierająca. 

Prosiła o rozmowę z panią, zanim odejdzie. 

Ingebjorg patrzyła na niego pytająco. Musiał coś źle zrozumieć, akurat ona jest 

chyba ostatnim człowiekiem, z którym siostra Konstancja chciałaby rozmawiać na 
łożu śmierci. 

Sira Jacob domyślił się jej zakłopotania, bo pośpiesznie dodał: 
—  Siostra  Konstancja  choruje  od  wielu  tygodni,  a  przez  ostatni  okres  nie 

wstaje z łóżka. Coś ją dręczy, coś, czego nie chce zabrać ze sobą na tamtą stronę. I 
nie pomaga, że wszyscy się za nią modlimy, chcąc jej pomóc w przejściu do Pana, 
wciąż  płacze  i  zawodzi,  powtarza,  że  siostra  Ingebjorg  jest  jedyną  osobą,  która 
może jej pomóc. 

Serce Ingebjorg zaczęło bić szybciej, bo nagle zaczęła wszystko rozumieć, z 

trudem  chwytała  powietrze,  poczuła,  że  ciemnieje  jej  w  oczach.  To  przecież 
siostra Konstancja i siostra Hildegard były obecne przy porodzie. Czy to możliwe, 
że wiedzą coś, czego dotychczas nie miały odwagi jej wyznać? Może nareszcie się 
dowie, co się stało z jej małym Eirikiem. 

Musiała oprzeć się o blat stołu. 
—  Droga  panno  Ingebjorg,  strasznie  pani  zbladła  —  zawołała  pani  Bothild, 

podbiegając. — Chyba nie czuje się pani źle? 

TLR

background image

Gospodyni ujęła ją pod ramię i podprowadziła do ławy pod ścianą. 
Ingebjorg usiadła, ale wciąż szukała wzroku księdza. 
—  Czy  ty  wiesz,  o  co  chodzi,  siro  Jacobie?  —  spytała,  patrząc  na  niego 

błagalnie. Nie była w stanie znieść myśli, że jeszcze raz przeżyje rozczarowanie. 

— Nie, siostro... to znaczy panno Ingebjorg. 
Ingebjorg wstała, przytrzymując się stołu. Zdała sobie sprawę, że czas nagli. 

Jeśli siostra Konstancja jest umierająca, to może wyzionąć ducha w każdej chwili i 
nie zdąży wyznać swojej tajemnicy. 

— Muszę tam jechać — szepnęła gorączkowo. — Nie ma chwili do stracenia. 
— Najpierw musimy spytać pana Orma — wtrąciła z naciskiem pani twierdzy. 

— Pojechał do miasta razem z królewskim orszakiem. 

Ingebjorg zwróciła się do niej z prośbą: 
— Ja bardzo proszę, pani Bothild. Chyba wiem, o co tu chodzi. Sprawa może 

mieć dla mnie najwyższe znaczenie. Jeśli przyjadę za późno, do końca życia nie 
zaznam spokoju. 

Gospodyni zmarszczyła czoło. 
— Ale pani nie jest całkiem zdrowa, panno Ingebjorg. Zauważyłam to już rano. 
—  To  tylko  zmęczenie  —  zaprotestowała  Ingebjorg,  z  niepokoju  czując 

mrowienie pod skórą. — Nie spałam całą noc, bo bałam się burzy, a potem pożaru. 

—  Dobrze,  nie  chciałabym  stawiać  zakazów,  ale  proszę,  niech  pani  będzie 

ostrożna.  —  Zwróciła  się  do  siry  Jacoba.  —  Ilu  ludzi  wasza  wielebność  ma  w 
swoim orszaku? 

Trzech — odparł sira Jacob pośpiesznie. 
— To dobrze. Ostatnio wielkie watahy wilków nawiedzają nasze lasy. 
— Wiem o tym, pani. Proszę się nie obawiać, zadbamy o pannę Ingebjorg. 

Wkrótce Ingebjorg znalazła się w siodle. Uważała, że mężczyźni przed nią jadą 

zbyt wolno. Mogła się oczywiście mylić, ale z jakiego innego powodu chciałaby ją 
widzieć  siostra  Konstancja,  znajdująca  się  na  łożu  śmierci?  Jeśli  jest  tak,  jak 
Ingebjorg sądzi, to każda chwila jest na wagę złota. 

Myśli,  które  męczyły  ją  dniami  i  nocami,  wróciły  ze  zdwojoną  siłą.  Znowu 

widziała ciemną postać, która nagle zjawiła się w jej celi w Nonneseter i szepnęła: 
„Twój  syn  żyje".  Potem  miała  objawienie  przy  mogiłce,  w  której  miał  jakoby 
spoczywać mały Eirik. 

Następny znak otrzymała w Oslo na królewskim nabrzeżu. Co prawda Isabelle 

powiedziała, że Ingebjorg puszcza wodze fantazji, ale ona była niemal pewna, że 
ów mały chłopczyk mógł być Eirikiem. Kobieta, która niosła dziecko, była za stara 

TLR

background image

na macierzyństwo. Możliwe, że siostra Konstancja wie, gdzie I się podziewa jej 
mały synek. Może powie, jak nazywa się ta kobieta i Ingebjorg będzie mogła ją 
odszukać. Tamta się pewnie nie ucieszy jej widokiem, będzie kłamać, a Ingebjorg 
nie  ma  żadnych  dowodów.  Jeśli  pani  Thora  sprzedała  tej  kobiecie  dziecko, 
uczyniła  to  po  kryjomu.  Pani  Thora  nie  żyje,  siostra  Konstancja  za  chwilę 
wyzionie  ducha,  a  siostra  Hildegard  raczej  niczego  nie  wyjawi,  nikt  inny  zaś  o 
sprawie 

1

 nie wie. 

Ciekawe,  co  by  powiedział  Ture,  gdyby  okazało  się,  że  dziecko  Ingebjorg 

mimo  wszystko  żyje?  Nie  ulega  wątpliwości,  że  mu  się  to  nie  spodoba,  może 
nawet tak bardzo, że nie zechce się z nią ożenić. Tymczasem ona sama nie zdoła 
odebrać małego Eirika przybranej mai ce. Będzie potrzebować pomocy Turego. 

Jedyne, co mogę uzyskać, jeśli go znajdę, to pewność, że żyje i nadzieja, że 

mogę go spotkać, kiedy już dorośnie, myślała. Będę jednak cierpieć, wiedząc, że 
chłopiec gdzieś żyje, a ja nie mogę go zobaczyć. Ale wszystko i tak jest lepsze od 
przekonania,  że  pani  Thora  zabiła  chłopca,  bo  chciała  oszczędzić  klasztorowi 
wstydu. 

Nagle w oddali rozległo się wycie i mężczyźni przed nią zwolnili. Zaczęli się 

za nią oglądać, Ingebjorg podjechała bliżej. Nic nam się nie stanie, przecież jest 
nas kilkoro, myślała. Gdyby to była wczesna wiosna, byłoby gorzej, wygłodzone 
przez  zimę  wilki  atakują  nawet  liczne  orszaki.  Przeniknął  ją  dreszcz.  Ileż  to 
słyszała historii o stadach owiec, rozszarpanych przez drapieżniki, o walkach koni 
z wilkami, słyszała nawet, że w Halland wilki traktuje się jak przestępców i wiesza 
na szubienicach. 

Jeden z ludzi klasztornych zatrzymał się i przepuścił Ingebjorg przodem, teraz 

miała przed sobą sirę Jacoba i dwóch strażników, sama jechała w środku, a za nią 
jeszcze jeden strażnik. Zauważyła, że mężczyźni są niespokojni. Wciąż z uwagą 
rozglądali się na wszystkie strony, nasłuchiwali, jeden zdjął łuk z ramienia i wyjął 
strzałę z kołczana, jechał dalej gotowy do ataku. 

Ingebjorg  boleśnie  odczuwała  niecierpliwość.  Czas  ucieka,  nie  może  sobie 

pozwolić na słuchanie wycia wilków, skoro siostra Konstancja w każdej chwili 
może wydać ostatnie tchnienie. I dlaczego właściwie ci mężczyźni tak się boją? 
Powinni chyba być przyzwyczajeni, że przez całą zimę stada wilków krążą wokół 
Nonneseter. To nie żadna nowina. 

Prawda, że z wilkami nie ma żartów, ale przecież jest ich pięcioro, poza tym 

jadą konno. U siebie w domu jeździła po okolicy, kiedy trzeba tylko w towarzy-
stwie  chłopca  stajennego.  W  ostatnim  roku  poznała  tyle  niebezpieczeństw,  że 

TLR

background image

strach  przed  drapieżnikami  to  nic  wielkiego.  Nagle  mężczyźni  jadący  z  przodu 
przystanęli, Ingebjorg zrobiła to samo. Jeden ze strażników ujął łuk i przygotował 
się do strzału. W zaroślach obok drogi rozległy się szelesty. Wstrzymała dech. 

Strażnik wycelował i strzelił. Strzała ze świstem przeszyła powietrze, a potem 

rozległo się wycie. Między drzewami zamajaczyły szare cienie, rzucające się do 
ucieczki. Widocznie strażnik strzelał celnie. 

Po  tym  zdarzeniu  Ingebjorg  nie  czuła  się  już  taka  odważna,  a  kiedy  ruszyli 

dalej, trzymała się blisko strażników. 

Nareszcie w oddali zamajaczyły wieże klasztoru. Ingebjorg składała ręce do 

modlitwy i błagała Boga, by zachował jeszcze przez jakiś czas siostrę Konstancję 
przy życiu. 

Przy bramie zeskoczyła z konia i pobiegła w stronę klauzury. 
— Siostra Konstancja leży w kalefaktorium — zawołał za nią sira Jacob. 
Ingebjorg  miała  nadzieję,  że  ani  siostra  Sigrid,  ani  żadna  inna  z  życzliwych 

mniszek,  nie  zatrzyma  jej  po  drodze.  Ale  niestety,  nagle  drzwi  do  refektarza 
otworzyły  się  i  wyszła  stamtąd  siostra  Potentia.  Na  widok  gościa  krzyknęła 
radośnie. Zarzuciła Ingebjorg ręce na szyję i ściskała ją z całej siły, choć przecież 
klasztorna  reguła  zabrania  kontaktu  fizycznego  i  pieszczot.  Kiedy  nareszcie 
mniszka odsunęła się, Ingebjorg spostrzegła na jej twarzy dwa strumienie łez. 

—  Siostra  Konstancja  posłała  po  mnie  —  tłumaczyła  Ingebjorg,  próbując 

uwolnić się z objęć tamtej. Siostra Potentia puściła ją niechętnie. 

 

 

Rozdział 13 

 
— Idę z tobą — oznajmiła siostra Potentia. — Właśnie się tam wybierałam. 

Jestem pewna, że ona chce prosić cię o wybaczenie i musisz to uczynić, czy sobie 
zasłużyła, czy nie. 

Ingebjorg  spojrzała  na  nią  wstrząśnięta.  Nie  mogła  zrozumieć,  że  siostra 

Potentia mówi to z takim spokojem. 

Tak jak myślała, w izbie znajdowało się wiele ubranych na czarno mniszek, 

które stały z pochylonymi głowami, składając ręce w modlitwie. Łóżko konającej 
stało  na  środku,  po  obu  stronach  paliły  się  łojowe  świeczki.  Sira  Jacob  zdążył 
włożyć na siebie żałobny strój i właśnie zaczął udzielać siostrze Konstancji ostat-

TLR

background image

niego namaszczenia — „pokarmu na drogę" — jak to się nazywa. Ona jednak była 
tak wyczerpana, że nie mogła nawet ust otworzyć, by przyjąć komunię. 

Siostra Hildegard klęczała przy posłaniu, mamrotała półgłosem modlitwy, po 

jej twarzy spływały łzy. 

Ingebjorg zesztywniała z napięcia. Nie była w stanie okazywać żalu, którego 

nie czuła, jedyne, co ją zajmowało, to to, czy siostra Konstancja wyjawi, co jej leży 
na sercu. Najchętniej rzuciłaby się na kolana przy umierającej, chwyciła ją za ręce 
i  błagała,  by  powiedziała  jej  prawdę.  Mimo  to  stała  nieruchomo.  Nie  wolno 
przerywać świętej ceremonii. 

Siostra Konstancja miała przyjąć sakramenty, krew i ciało Chrystusa, najpierw 

jednak powinna się wyspowiadać. 

Ingebjorg  wstrzymała  dech.  Widziała  śmiertelnie  bladą  twarz  na  poduszce, 

zamknięte  oczy,  pierś  poruszającą  się  szybko,  słyszała  świszczący  oddech.  Nie 
wyglądało na to, że mniszka długo jeszcze zabawi na tym świecie. 

Sira Jacob próbował do niej przemawiać, ona jednak nie reagowała. Kapłan 

odwrócił  się  do  pani  Sigrid,  stojącej  najbliżej,  jakby  chciał  prosić  o  radę,  ale 
opatka wolno pokręciła głową. 

Jakiś  ciężar  pojawił  się  w  duszy  Ingebjorg.  Przybyła  za  późno.  Siostra 

Konstancja nic już nie rozumie. Znalazła się jedną nogą na tamtym świecie. 

Nigdy się już nie  dowie prawdy. Będzie żyć z przeświadczeniem, że siostra 

Konstancja  chciała  powiedzieć  jej  coś  ważnego,  ale  Ingebjorg  przyjechała  za 
późno. Siostra Hildegard wygląda na silną i zdrową, będzie żyć jeszcze wiele lat. 
Gdyby i ona miała wyrzuty sumienia, bała się kary boskiej, musiałoby się stać wie-
le różnych rzeczy. Kobieta, która zajęła się małym Eirikiem, może w tym czasie 
umrzeć, może wybrać się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, albo wyprowadzić się 
z  rodziną  na  drugi  koniec  świata.  Przecież  Ingebjorg  widziała,  jak  wsiadają  na 
wielki statek. Jeśli ten chłopczyk to był mały Eirik oczywiście... 

Niepewność powodowała ból serca. 
Płacz dławił ją w gardle. Dlaczego Bóg zesłał jej tę nadzieję i zaraz ją odebrał? 

Sira Jacob nie powinien był po nią przyjeżdżać, jeśli wiedział, że śmierć jest tak 
blisko.  I  dlaczego  siostra  Konstancja  nie  posłała  po  nią  wcześniej.  Przecież  od 
dawna jest poważnie chora. Tamtego dnia, kiedy Ingebjorg wstąpiła do klasztoru, 
by  spytać,  czy  nie  znalazłaby  się  tu  służba  dla  Solveig,  siostra  Hildegard 
powiedziała jej, że Konstancja źle się czuje. 

Teraz pani Sigrid zapaliła małą, łojową świeczkę, Ingebjorg dobrze wiedziała, 

co to oznacza. Moment śmierci się zbliża, a jeśli konający nie jest w stanie sam 

TLR

background image

trzymać świeczki, musi mu pomóc ktoś stojący najbliżej. Bo człowiek powinien 
wydać ostatnie tchnienie ze świecą w ręce. 

Pani  Sigrid  odwróciła  się  wolno.  Powiodła  wzrokiem  po  zebranych.  Nagle 

Ingebjorg  zdała  sobie  sprawę,  że  przełożona  patrzy  na  nią.  Serce  zaczęło  bić 
szybciej, strach dławił w gardle. Przełożona chyba nie chce, żeby to ona trzymała 
świecę  siostry  Konstancji,  ona,  która  była  cierniem  w  oku  tej  mniszki.  Ona, 
grzeszna  i  uparta,  którą  siostra  Konstancja  chłostała  bez  litości  i  zamykała  w 
klasztornej ciemnicy. 

Ingebjorg spoglądała na panią Sigrid, a wszystko się w niej burzyło. Wzrokiem 

błagała o litość, ale matka przełożona zdawała się tego nie zauważać. Dała znak 
głową, by Ingebjorg zbliżyła się do posłania. 

Z  wahaniem  i  niechętnie  nieszczęsna  przepychała  się  między  mniszkami, 

czując  się  dziwnie  w  swoim  barwnym  stroju  z  jedwabiu  i  aksamitu,  pomiędzy 
ubranymi na czarno siostrami. Jaki grzeszny kontrast! 

Pani Sigrid podała jej świeczkę i skinęła głową. Nie padło ani jedno słowo, w 

izbie, o ścianach wykładanych kamieniem, panowała przygnębiająca cisza. 

Ingebjorg była pewna, że siostry wytrzeszczają oczy, odkrywszy, kim ona jest, 

wstrząśnięte tym, że właśnie Ingebjorg ma trzymać świeczkę umierającej. Sama 
wolałaby znaleźć się daleko stąd, choć rozumiała, że pani Sigrid ma jak najlepsze 
intencje. Może w ten sposób chciała pomóc siostrze Konstancji, która sama nie 
była już w stanie prosić o odpuszczenie grzechów. 

Pani  Sigrid  nie  wiedziała  jednak,  po  co  Ingebjorg  tu  przyszła.  Nie 

zrozumiałaby zresztą, jakie uczucia dręczą matkę, która utraciła dziecko. Nikt, kto 
tego nie przeżył, nie zrozumie. 

Lodowatą, drżącą ręką ujęła świecę. Odwróciła się wolno w stronę posłania, 

pochyliła i wsunęła ją w dłoń konającej. 

Wpatrywała  się  w  twarz  siostry  Konstancji.  Twarz  zupełnie  nieruchomą,  o 

pozbawionych  barwy  wargach,  z  wygładzonymi  zmarszczkami.  Nawet  tak  po-
zbawiony serca człowiek, jak ta mniszka, zasługuje na spokój w swojej ostatniej 
chwili na ziemi, myślała zdumiona. 

Nagle wstrzymała dech. Powieki konającej zaczęły drgać, wargi poruszyły się, 

a czoło zmarszczyło ledwo dostrzegalnie. Po chwili mniszka otworzyła leciutko 
oczy. 

Ingebjorg była tak tym wstrząśnięta, że o mało nie wypuściła świecy. To tak, 

jakby ktoś, kto już umarł, wracał do życia. Lodowaty dreszcz wstrząsnął jej cia-

TLR

background image

łem, chciała uciec przerażona tym, co się dzieje, ale musiała stać i przytrzymywać 
świecę. 

Usłyszała  głośne  westchnienia  innych  sióstr  i  domyśliła  się,  że  są  tak  samo 

przerażone jak i ona. Co to się dzieje? Czy Pan nie chce przyjąć Konstancji? Czy 
Zły przejął władzę nad jej duszą? 

Zobaczyła, że wąskie wargi się poruszają, powieki uchyliły się jeszcze trochę, 

ale wzrok był nieobecny. Nie próbowała nawet zwrócić się do Ingebjorg, czy do 
kogoś innego z zebranych. Ingebjorg nie odrywała wzroku od warg umierającej 
mniszki w nadziei, że pochwyci jakieś słowo lub dwa, ale nic się nie działo. 

W pokoju panowała cisza, Ingebjorg miała wrażenie, że zgromadzone siostry 

przestały  oddychać.  Jej  samej  z  napięcia  kręciło  się  w  głowie.  Może  to  tylko 
płonna nadzieja? 

Nagle  z  ust  konającej  wydobył  się  szept.  Ingebjorg  pochyliła  się  jeszcze 

bardziej. Nie mogła dosłyszeć, co tamta mówi, była bliska płaczu. 

— Siostro Konstancjo — szeptała. — To ja, siostra Ingebjorg. Prosiłaś, żebym 

przyjechała. 

Powieki opadły, zmarszczka na czole zniknęła, wargi przestały drgać. 
Ingebjorg była w rozpaczy. Pochyliła się jeszcze bardziej. 
— Siostro Konstancjo! Słyszysz mnie? Przyjechałam, bo po mnie przysłałaś. 
Blada twarz pozostawała nieruchoma. 
Pani Sigrid ujęła ją delikatnie pod ramię na znak, że to już koniec, ale Ingebjorg 

nie zauważyła, by mniszka wydala ostatnie tchnienie i wciąż nie chciała się pod-
dać. Pochylała się do ucha zakonnicy i na pół z płaczem szeptała: 

— Błagam cię, siostro Konstancjo. Co się stało z moim synkiem? 
I  wtedy  pozbawiona  już  życia  twarz  znowu  drgnęła,  mniszka  poruszyła 

powiekami, wargi wypowiedziały z wysiłkiem: 

— Torstein... — Tak się przynajmniej Ingebjorg wydawało. 
— Jaki Torstein, siostro Konstancjo? Gdzie on mieszka? I jak się nazywa? 
Czuła, że siostra Sigrid pociąga ją za ramię, ale nie zwracała na to uwagi. 
— Torstein? — powtarzała. — Jak się nazywa ten Torstein? 
Sine wargi poruszyły się znowu i Ingebjorg przysunęła do nich ucho. 
— Svarte — Zdawało jej się, że to właśnie słyszy, ale pewna nie była. 
— Torstein Svarte? Gdzie on mieszka? 
Dostrzegła lekki ruch, ale żadne słowo nie padło. Pani Sigrid serdecznie, ale 

stanowczo ujęła ją pod rękę, Ingebjorg zrozumiała, że musi ustąpić. Już miała się 

TLR

background image

wyprostować, gdy nagle wargi konającej znowu się poruszyły i Ingebjorg bardziej 
zgadła, niż usłyszała nazwę „Frysja". 

Zrobiło  się  zupełnie  cicho.  Twarz  mniszki  wygładziła  się,  delikatne  drgania 

ustały, oddech był krótki, przerywany. Agonia dobiegała końca. 

Łzy popłynęły z oczu Ingebjorg. 
—  Dziękuję  ci,  siostro  Konstancjo  —  wyszeptała  do  ucha  zmarłej.  — 

Wybaczyłam ci. Niech Bóg będzie z tobą. 

—  Panie  Jezu  —  usłyszała  za  sobą  głos  siry  Jacoba.  —  Przybądźcie  jej  z 

pomocą święci pańscy. Wyjdźcie jej na spotkanie, niebiescy aniołowie. 

Mniszki  zaczęły  odmawiać  Ojcze  nasz  i  zanim  modlitwa  dobiegła  końca, 

siostra Konstancja przeszła na drugą stronę. 

Ingebjorg wyprostowała się i oddała świecę pani Sigrid, bo ręce drżały jej tak, 

że niczego nie była w stanie utrzymać. 

—  Dziękuję  —  mruknęła  rozdygotana.  Trzęsła  się  cała  jak  w  febrze.  Nie 

wiedziała, czy pani Sigrid lub inna z sióstr zrozumiała słowa siostry Konstancji, 
ale to było mało prawdopodobne. 

Słońce  wyglądało  spoza  chmur  czyste  i  jasne.  Grzesznica  otrzymała 

odpuszczenie, a Ingebjorg dostała odpowiedź, na którą tak długo czekała. 

— Torstein Svarte — powtarzała półgłosem. — Czy ten Torstein mieszka nad 

rzeką Frysją? To przecież niedaleko stąd i nietrudno będzie go odnaleźć. 

Powoli jednak zaczynała zdawać sobie sprawę z możliwych komplikacji. To, 

że siostra Konstancja podała jego nazwisko, musi oznaczać, że chodzi o jej małego 
Eiri— ka. Sama przecież posłała po Ingebjorg. Młoda kobieta miała wrażenie, że 
unosi się nad ziemią. Chciała, niczym ptak, poszybować w przestworzach, pozbyć 
się wszelkich obciążeń, całej goryczy i wszystkich cierpień. 

Usłyszała za sobą kroki i odwróciła się. Szła ku niej pani Sigrid. 
—  Tak  się  cieszę,  siostro  Ingebjorg.  Nie  ma  większego  cudu  ponad  to,  że 

człowiek,  dręczony  wyrzutami  sumienia  i  strachem,  w  ostatniej  godzinie  życia 
otrzymuje wybaczenie. 

Ingebjorg  przytakiwała.  Na  razie  nie  chciała  jeszcze  niczego  zdradzać.  Nie 

powie, dopóki nie odnajdzie małego Eirika. Wtedy wróci tutaj i opowie siostrom, 
jak  to  pewnego  zimowego  poranka  mały  noworodek  kwilił  boleśnie,  bo  został 
brutalnie odebrany matce po to, by klasztor mógł uniknąć wstydu. Spróbuje opisać 
im swoje cierpienie, tęsknotę za dzieckiem, lęk o to, co się z nim dzieje i strach, że 
maleństwo zostało złożone do ziemi bez błogosławieństwa kapłana. Nie powie im 
o tym, by je karać lub wywoływać poczucie winy, lecz po to, by poinformować o 

TLR

background image

objawieniu  pańskim,  kiedy  siedziała  nad  mogiłką,  która  nie  była  grobem  jej 
dziecka; przekona je,  że Bóg nie odrzucił dziecka, ani jej nie przeklął za to, że 
poczęła synka w nierządzie. Powie im też, że wybaczyła wszystkim zamieszanym 
w  sprawę.  Jeśli  naprawdę  danym  jej  będzie  raz  jeszcze  zobaczyć  dziecko, 
wybaczy całemu światu. 

—  Masz  chyba  czas,  żeby  z  nami  trochę  pobyć?  —  spytała  pani  Sigrid 

przyjaźnie. — Chętnie cię zaprowadzę do Solveig. 

Ingebjorg  przytaknęła,  ale  aż  się  trzęsła,  żeby  jak  najszybciej  wyruszyć  w 

drogę. Nie uspokoi się, dopóki nie odnajdzie tego Torsteina Svarte,  żeby  miała 
pytać o niego w każdym dworze wokół Oslo. 

—  Bardzo  bym  chciała,  pani  Sigrid,  ale  nie  wiem,  czy  klasztorni  ludzie  nie 

czekają,  żeby  odwieźć  mnie  do  Aker.  Mam  nadzieję,  że  sira  Jacob  się  z  nimi 
umówił. 

—  Nie  ma  pośpiechu,  jeszcze  długo  będzie  jasno.  Wiem,  że  wiele  sióstr 

chciałoby się z tobą przywitać. 

Z kalefaktorium wyszedł sira Jacob. Pani Sigrid dała mu znak, żeby się zbliżył. 
— Ingebjorg nie musi się chyba bardzo śpieszyć z powrotem do Akersborg, 

siro Jacobie? 

— Nie, myślałem, że zechce tu trochę pobyć i umówiłem się ze strażnikami. 
Napotkał spojrzenie Ingebjorg i się zarumienił. 
— Bardzo nam ciebie brakowało, siostro Ingebjorg. 
—  Mnie  też  was  brakowało  —  bąknęła  w  odpowiedzi.  Nagle  poczuła  się 

nieswojo, myśląc, że on wie o niej więcej niż ktokolwiek inny. Przypomniała sobie 
rozmowy,  jakie  prowadzili  w  kościele  i  zapragnęła  znowu  mu  się  zwierzyć. 
Mogłaby go spytać o radę w sprawie młodego króla Hakona i księcia Algotssona. 

— Niestety, długo zostać nie mogę — wybąkała. — Jeśli strażnicy nie mają nic 

przeciwko temu, to bardzo bym chciała... ech, chciałabym w drodze do domu ko-
goś odwiedzić. 

— To się oczywiście da zrobić — odparł sira Jacob spokojnie. 
Ingebjorg  zerknęła  na  panią  Sigrid.  Czy  matka  przełożona  domyśla  się,  co 

siostra Konstancja miała do powiedzenia? Czy wie, co teraz Ingebjorg zamierza 
zrobić? 

— Ale chodźmy chociaż na chwilę do Solveig — powiedziała przełożona. 
— No to żegnaj, siostro Ingebjorg. — Niech Bóg będzie z tobą. I odwiedź nas 

kiedyś znowu. 

TLR

background image

— Żegnaj, siro Jacobie — odparła, patrząc mu w oczy. — Brakuje mi naszych 

rozmów. Często chciałabym prosić cię o radę. Życie nie jest łatwe. Dla niektórych 
— dodała. 

— Miałem nadzieję, że próby, jakim poddaje cię Pan, masz już za sobą, siostro 

Ingebjorg.  Nigdy  jednak  nie  zwlekaj,  gdybym  ci  był  potrzebny.  Zawsze  wiesz, 
gdzie mnie szukać. 

Jesienne  słońce  przygrzewało,  kiedy  obie  z  siostrą  Sigrid  znalazły  się  w 

przyklasztornym majątku. Ingebjorg zwróciła uwagę, że tutaj drzewa mają jeszcze 
żółtoczerwone liście, a na szarpanym wichrami cyplu Aker drzewa od dawna stoją 
nagie. 

Dziwnie było znaleźć się tu znowu, ale nie rozgl dała się za bardzo, bo myśl o 

dziecku przesłaniała wszystko. 

Pani Sigrid prowadziła ją do drewnianej chaty w po bliżu kaplicy. Zapukały do 

drzwi i wkrótce otworzyła im Solveig. Na widok przyjaciółki wytrzeszczyła oczy i 
zawołała z niedowierzaniem: 

— Ingebjorg! To naprawdę ty? 
Otworzyła drzwi szeroko, by wpuścić gości do środka. 
— Ja muszę wracać — oznajmiła pani Sigrid z uśmiechem. — Ingebjorg też 

zaraz wyjeżdża, ale bardzo chciałam, żebyście się chociaż przywitały. 

Solveig  wprowadziła  gościa  do  starej,  zniszczonej  izdebki,  w  której  jednak 

było przytulnie i ciepło. Na palenisku wesoło trzaskał ogień. Na ławie pod ścianą 
spało malutkie dziecko. Ingebjorg od razu poznała synka Solveig. 

— Prawda, jaki śliczny? — szepnęła matka. 
— Boisz się, że go obudzisz? — również szeptem pytała Ingebjorg. 
Solveig pokręciła głową. 
— Nie jego, ale starą Marię. Ona leży w komorze, odpoczywa po obiedzie. To 

rezydentka, starsza kobieta, która mieszka w klasztorze, a ja jestem jej służącą. 

— I jak ty się tutaj czujesz? — pytała przyjaciółkę Ingebjorg. 
—  Jak  w  niebie,  Ingebjorg  —  odparła  Solveig  po  prostu.  —  Codziennie 

dziękuję Bogu, że tamtego dnia przysłał cię do Dal. Gdybyś się wtedy nie zjawiła i 
gdybyś  nie  porozmawiała  z  panią  Sigrid,  to  nie  wiem,  jakby  się  wszystko 
potoczyło. Myślę, że nie byłoby już ani mnie, ani mojego synka. Moje ciało po-
kryte  jest  bliznami  po  ciosach,  jakie  spadły  na  mnie  z  rąk  męża.  A  wiesz,  co 
zrobiła pani Sigrid? Wysłała klasztornych strażników i oni zabrali nas w środku 
dnia, bo akurat byliśmy sami w domu. Tutaj do klasztoru mąż się nie dostanie. 
Próbował wiele razy, ale strażnicy go przepędzili. 

TLR

background image

Opowiadała z przejęciem, aż się zarumieniła, raz po raz  musiała zaczerpnąć 

powietrza i otrzeć łzy. 

—  Niech  cię  Bóg  błogosławi,  moja  droga.  Naprawdę  nie  wiem,  jak  ci 

dziękować. 

Ingebjorg kręciła głową. 
— Nie mnie jesteś winna wdzięczność. Ja porozmawiałam tylko z panią Sigrid. 

To ona jest wysłanniczką Pana. Bez niej ja też bym nie przeżyła. Tak się cieszę, że 
jest  ci  tu  dobrze,  Solveig.  Kiedy  widziałam  cię  ostatnio,  pomyślałam,  że 
złowieszczy księżyc przed twoim weselem wróżył nieszczęście nie tylko dla mnie, 
lecz także dla ciebie. 

Solveig patrzyła na nią, nie rozumiejąc. 
— Co masz na myśli? 
—  Półtora  roku  temu  widziałam  blask  złowieszczego  księżyca  na  ścianach 

naszej starej izby. To zawsze jest znak, zapowiadający śmierć lub nieszczęście, z 
pewnością  o  tym  wiesz.  Najpierw  myślałam,  że  chodzi  o  śmierć  mojej  matki, 
potem uważałam, że to mój własny los, ale teraz nie jestem już pewna. 

Solveig wytrzeszczała oczy. 
— A ja myślałam, że należysz do tych ludzi, którzy dostali wszystko... 
Ingebjorg uśmiechnęła się gorzko. 
— Może i masz rację, musiałam jednak przejść przez ogień piekielny, żeby to 

pojąć. 

Śpiący  chłopiec  poruszył  się,  obie  zwróciły  się  ku  niemu.  Malec  otworzył 

oczka, przeciągnął się, a potem usiadł zaciekawiony. 

Solveig roześmiała się cicho. 
— Patrz, przyszła do nas Ingebjorg — szeptała, biorąc synka na ręce. — Dobra 

Ingebjorg, która dała nam ten dom. 

Ingebjorg patrzyła na przyjaciółkę. Jej mały Eirik niedługo będzie taki duży jak 

to dziecko. Na myśl o tym zakręciło jej się w głowie. Czy w domu nad Frysją znaj-
dzie  śpiącego  chłopczyka?  Malca  o  ciemnobrązowych  włosach  i  czarnych 
oczkach, odziedziczonych po ojcu. 

Chłopczyka  i  matkę,  która  go  kocha,  tuli  i  całuje,  myślała  dalej,  czując,  jak 

radość gaśnie. Ale jeśli jest mu tam dobrze, to niech tak zostanie. Najważniejsze to 
wiedzieć, że synek żyje. 

— Ty też urodzisz dziecko, Ingebjorg — Solveig wyrwała ją z zamyślenia. — 

Dziecko,  którego  ojcem  będzie  bogaty  szlachcic.  Cała  okolica  trzęsła  się  od 

TLR

background image

plotek,  kiedy  przyjechałaś  tam  z  narzeczonym,  bogatym  panem  ze  Szwecji. 
Ludzie żałowali, że pani Elin tego nie dożyła. 

Ingebjorg przytaknęła i znowu odczuła radość. 
— Mamy wziąć ślub na świętą Katarzynę. 
— Już? To przecież niedługo! Cieszysz się? 
Ingebjorg znowu przytaknęła. 
— Czy to nie dziwne, że masz wyjść za mąż za kogoś, kogo nie znasz? 
—  Ależ  znam,  przynajmniej  trochę,  spotkałam  go  wiele  razy,  no  i  byliśmy 

razem w Ssemundgard. 

— Robił wrażenie solidnego i miłego człowieka — powiedziała Solveig jakby 

z wahaniem. — Ale też chyba surowego? 

— Nie bardzo mu się spodobało w Dal — odparła Ingebjorg. 
— Co? Nie polubił Ssemundgard? — bąkała Solveig z niedowierzaniem. 
— Wiesz, dwór jest zaniedbany, szczury biegają po starej izbie. Rozumiem, że 

tak zareagował. On sam pochodzi przecież z dużo lepszych warunków. 

Ingebjorg  widziała, że  przyjaciółka  jest  zdumiona.  Ssemundgard  to  przecież 

największy dwór w okolicy, wszyscy zawsze patrzyli na niego z podziwem i zaz-
drością. 

Ingebjorg odwróciła się szybko. 
— Teraz muszę już iść, strażnicy klasztorni odprowadzą mnie do Akersborg. 
—  Pani  Sigrid  mówiła  mi,  że  przepisujesz  księgi  i  pracujesz  dla  samego 

ochmistrza. Dumna jestem z ciebie, Ingebjorg. 

Ona jednak wolałaby nosić na rękach małego Eirika. 
— Żegnaj, Solveig. Spróbuję przyjechać innym razem. 
Kiedy wybiegła z domu, powrócił niepokój. Siostra 
Konstancja chyba na pewno mówiła — Frysja. To nie może być nic innego. 

Jeśli  nikt  nad  rzeką  nie  słyszał  o  Torsteinie  Svarte,  Ingebjorg  czeka  kolejne 
rozczarowanie. 

Pośpiesznie  przeszła  dziedziniec,  kierując  się  z  powrotem  do  klauzury.  Na 

szczęście koło kościoła zobaczyła księdza i pobiegła do niego. 

— Muszę ruszać, siro Jacobie — zawołała zdyszana. — Ochmistrz na mnie 

czeka. 

Kapłan przytaknął. 
— Zaraz powiem strażnikom. 

TLR

background image

Rozdział 14 

 
Najpierw usłyszała szum rzeki, a wkrótce ją zobaczyła. 
Wyjaśniła  towarzyszom  podróży,  że  ma  do  załatwienia  sprawę  u  pewnego 

chłopa nad Frysją, ale że nie wie, gdzie on dokładnie mieszka. Chętnie obiecali, że 
jej pomogą. 

Teraz czuła, że ze zdenerwowania kurczy jej się żołądek. Ręce miała lodowato 

zimne,  oddech  krótki  i  urywany.  Czasem  nachodziła  ją  ochota,  by  zawrócić  i 
pogalopować  do  Akersborg.  Przecież  może  czekać  ją  bolesne  przeżycie.  Kiedy 
jednak zjeżdżała w dół z wysokiego brzegu rzeki, wiedziała, że nie zazna spokoju, 
jeśli nie spróbuje tej sprawy wyjaśnić. 

Z wolna zaczynało się zmierzchać, powinni byli opuścić klasztor dawno temu. 

Jeśli szczęście nie dopisze jej przy pierwszej próbie, poszukiwania mogą potrwać, 
a podróżowanie na wyczucie w ciemnościach jest i niebezpieczne, i pozbawione 
sensu. Zresztą nie wierzyła, że klasztorni ludzie na to przystaną. Już teraz odwaga 
zaczynała ich opuszczać. 

W dodatku zerwał się wiatr i wyraźnie szło na deszcz. 
— Panno Ingebjorg? — rozległ się niepewny głos z tyłu. Odwróciła głowę. — 

Będzie niepogoda. Jest pani pewna, że nie chciałaby pani jak najszybciej wrócić 
do twierdzy? 

— Wolałabym, ale najpierw muszę załatwić ważną sprawę. 
— Tylko że może zerwać się śnieżyca. 
— No trudno, jestem dobrze ubrana. 
Ostatnie słowa nie były prawdziwe. Aksamitna peleryna nie ochroni ani przed 

deszczem,  ani  przed  śniegiem.  Ture  nie  podobał  się  jej  stary  płaszcz  i  zażądał, 
żeby jego narzeczona ubierała się jak dworka, a nie jak chłopka. Dokładnie tak się 
wyraził. Nie chciała powiedzieć, że nie ma pieniędzy na zakupy, ale Bergtor roz-
wiązał  sprawę,  „pożyczając"  dla  niej  trochę  ubrań.  Skąd  je  wziął,  nie  miała 
pojęcia. Może dostał od Giseli, bo jej się już znudziły. 

Podążali w dół rzeki. Ingebjorg jechała tutaj kiedyś z Bergtorem i zapamiętała 

duży dwór. Wtedy z otworu w dachu unosił się dym, co świadczyło, że dom jest 
zamieszkany.  Przeprawili  się  przez  most  i  dalej  jechali  brzegiem,  by  uniknąć 
spotkania z drapieżnikami w lesie, rosnącym po drugiej stronie. 

Nie  trwało  długo,  a  ukazały  się  zabudowania.  Serce  Ingebjorg  zaczęło  bić 

mocniej. Znowu pomyślała, jaka będzie zrozpaczona, jeśli się okaże, że ludzie ci 

TLR

background image

nigdy  nie  słyszeli  o  żadnym  Torsteinie  Svarte.  Wiatr  przybierał  na  sile,  w 
powietrzu pojawiły się pierwsze płatki śniegu. Ingebjorg marzła, ale nie chciała 
tego okazywać. Rozumiała, że klasztorni ludzie niecierpliwią się coraz bardziej. 

Kiedy dotarli do dworu, modliła się szeptem: 
— Najświętsza Panienko, nie opuszczaj mnie. 
Zatrzymali konie przed kamiennym domem, zeskoczyli z siodeł i przywiązali 

wierzchowce do słupa. Ingebjorg głęboko zaczerpnęła powietrza, uniosła głowę i 
zapukała do drzwi. 

Niemal natychmiast się uchyliły, widocznie ludzie słyszeli, że ktoś przyjechał. 

Chłop w szarej, samodziałowej bluzie i spodniach spoglądał na nią przez szparę, 
wytrzeszczając oczy. 

— Bóg z wami — pozdrowiła Ingebjorg. — Jadę do Tor— steina Svarte, ale 

boję się, że zabłądziliśmy. 

Teraz chłop otworzył drzwi nieco szerzej. 
—  Nie,  nie  zabłądziliście,  pani.  Przejedźcie  przez  most  i  dalej  na  północ  w 

stronę kościoła w Aker. W pobliżu świątyni znajdziecie duży dwór. Inne, które bę-
dziecie mijać po drodze, stoją puste od czasu zarazy. 

Ingebjorg  miała wrażenie, że nogi się pod nią uginają. A  więc wszystko się 

zgadza.  Siostra  Konstancja  naprawdę  miała  na  myśli  Frysję  i  człowieka 
nazwiskiem Torstein Svarte. 

Wciąż jednak nie jest pewne, że to on i jego żona zajęli się małym Eirikiem. 

Ten  Torstein  to  mógł  być  pośrednik,  ktoś,  kto  zabrał  dziecko  z  klasztoru  i  wy-
prawił je dalej. 

Podziękowała  gospodarzowi  i  znowu  ruszyli.  Śnieg  sypał  coraz  gęstszy, 

ciemności  z  wolna  spływały  na  ziemię.  Ingebjorg  dzwoniła  zębami  z  zimna, 
ubranie robiło się mokre, ale nie zwracała na to uwagi. Dławił ją niepokój. Już nie 
była w stanie  myśleć, że  mogła popełnić błąd, a siostra Konstancja wezwała ją 
tylko  po  to,  by  prosić  o  wybaczenie.  Z  jakiego  powodu  by  w  takim  razie 
wspominała o jakimś Torsteinie Svarte? 

Opustoszałe  dwory  majaczyły  pośród  drzew.  Ingebjorg  zauważyła,  że  jej 

towarzysze zaczynają tracić cierpliwość. Nie rozumieją, dlaczego nie odłoży tej 
sprawy  na  inny  dzień,  wkrótce  odmówią  dalszej  jazdy,  wymawiając  się 
ciemnością i dzikimi zwierzętami. Powiedzą, że muszą wrócić do klasztoru, zanim 
ktoś zacznie się o nich martwić. 

Nareszcie w oddali zauważyła światło. 

TLR

background image

— To tam! — zawołała, spięła konia i ruszyła galopem. Strażnicy zrobili to 

samo. 

Po  chwili  zobaczyli  rozległy  dwór  z  licznymi  zabudowaniami  wokół 

dziedzińca i największym, kamiennym domem mieszkalnym, jaki kiedykolwiek 
Ingebjorg  widziała.  Z  otworów  w  dachu  unosił  się  dym,  zza  uchylonych  drzwi 
sączyło się światło. Przed wejściem płonęła pochodnia. 

Ingebjorg poczuła ucisk w gardle. Mój Boże, a jeśli w środku jest małe dziecko 

i gospodarze przyznają, że dostali je w Nonneseter? 

Pośpiesznie  zeskoczyła  z  końskiego  grzbietu,  oddała  lejce  strażnikowi  i 

pobiegła do drzwi. Nie wolno się wahać, bo odwaga mogłaby ją opuścić. 

Drzwi  do  izby  były  otwarte,  wewnątrz  przy  długim  stole  siedzieli  ludzie. 

Zdumiało ją, że jest ich aż tylu. Widocznie tutaj umieli znaleźć służbę. 

—  Pokój  temu  dworowi  —  rzekła  głośno,  ludzie  przy  stole  odwrócili  się  i 

patrzyli, jakby zobaczyli zjawę. Ingebjorg rozumiała, że muszą być zaskoczeni, 
widząc samotną kobietę wysokiego rodu, która nieoczekiwanie pojawiła się o tej 
dziwnej porze. 

Gospodarz wstał ze swojego miejsca u szczytu stołu i szedł ją powitać. Ubrany 

był po pańsku, miał w sobie coś władczego, co sprawiło, że poczuła się niepewnie. 
Jeśli  ten  mężczyzna  zajął  się  małym  Eirikiem,  to  chyba  nie  zechce  go  oddać, 
przemknęło  jej  przez  głowę.  Równocześnie  zdała  sobie  sprawę,  że  nigdy  tego 
człowieka  nie  widziała.  To  nie  on  wsiadał  na  pokład  wielkiego  statku  przy 
królewskim nabrzeżu. 

— Pokój tobie — odparł dwornie. — Z kim mam honor rozmawiać? 
— Nazywam się Ingebjorg Olvasdatter i przychodzę z klasztoru Nonneseter — 

zaczęła,  czując,  że  siły  ją  opuszczają.  Gospodarz  górował  nad  nią,  niechętny, 
jakby przeczuwał, że chodzi o coś nieprzyjemnego. 

— Proszę wejść — powiedział, ale w jego głosie nie było życzliwości. 
— Jestem w drodze do Akersborg, towarzyszą mi ludzie z klasztoru — mówiła 

dalej w nadziei, że wzbudzi jego zainteresowanie. — Jestem pisarką u ochmistrza 
i muszę wrócić jeszcze dziś wieczorem. 

Mężczyzna uniósł jedną brew, Ingebjorg zrozumiała, że jej nie wierzy. Musiała 

jednak budzić jego ciekawość chociażby ubraniem. 

—  A  co  my  moglibyśmy  zrobić  dla  pisarki  ochmistrza?  —  spytał  z  nutą 

szyderstwa. 

Ingebjorg zebrała się na odwagę i wypaliła: 
— Bardzo bym chciała przekazać podarunek waszemu synowi. 

TLR

background image

Ze zdumieniem stwierdziła, że twarz gospodarza blednie. 
— Co to ma znaczyć? — spytał spokojnie, ale głos mu drżał. 
—  Siostra  Konstancja  przekazała  mi  wasze  nazwisko  i  wyjaśniła,  gdzie 

mieszkacie, panie. 

Jakaś kobieta podniosła się ze swojego miejsca przy stole i wolno ruszyła ku 

nim. Mogła mieć jakieś trzydzieści lat, trzymała się prosto, z godnością, ale w jej 
twarzy czaił się niewypowiedziany smutek. 

— O co chodzi, Torstein? — spytała cicho. 
Ingebjorg wyczuwała lęk kobiety, co upewniło ją, że 
trafiła na właściwy ślad. 
— Ja nie wiem, Gudrid. Jakaś wiadomość z Nonneseter. 
Ingebjorg pochwyciła spojrzenie kobiety. 
—  Przyjechałam,  bo  siostra  Konstancja  dzisiaj  umarła.  Byłam  przy  niej  w 

ostatnich chwilach. 

Kobieta zrobiła znak krzyża. 
— Niech Bóg ma ją w swojej opiece — mruknęła. — Słyszałam, że choruje. 
Mąż zwrócił się do Gudrid: 
— Ta kobieta mówi, że chciałaby przekazać dar naszemu synowi. Czy ty ją 

znasz? 

Ingebjorg  widziała,  jak  tamta  blednie.  Wpatrywała  się  w  przybyłą  i  kręciła 

głową. 

— Nie pamiętam, żebym ją kiedyś spotkała — odparła przygnębiona. 
Mężczyzna znowu zwrócił się do Ingebjorg. 
— Została pani źle poinformowana, panienko. Nasz syn zmarł dwa tygodnie 

temu. 

Ingebjorg wytrzeszczyła oczy bez słowa. To nie może być prawda. To nie mógł 

być jej mały Eirik. Nie mógł umrzeć czternaście dni przed tym, jak matka go odna-
lazła. Żył przecież, kiedy niedawno tędy przejeżdżała. 

W głowie miała pustkę, musiała się oprzeć o futrynę drzwi. 
— Jak było mu na imię? — usłyszała swój własny, obco brzmiący głos, zbyt 

wstrząśnięta, by okazać tym ludziom współczucie w ich żałobie. 

— Miał na imię Olłav — odparła kobieta, marszcząc czoło. — Dlaczego pani 

pyta? 

Olav,  myślała  Ingebjorg  oszołomiona.  Imię  jej  ojca.  Zdołała  się  jakoś 

opanować, próbując wciąż patrzeć kobiecie w oczy. 

— Wzięliście go na wychowanie, prawda? 

TLR

background image

Mężczyzna i kobieta popatrzyli po sobie, potem on 
rzekł spokojnie: 
— Chłopiec był dla nas czymś więcej niż dzieckiem wziętym na wychowanie, 

młoda panienko. Jego ojciec zginął, a matka umarła w połogu. Pozostali członko-
wie  jego  rodu  zginęli  w  czasie  wielkiej  zarazy.  Wzięliśmy  go  do  siebie  jak 
własnego i w odpowiednim czasie miał zostać naszym dziedzicem. 

Ingebjorg kiwała głową, wciąż jak sparaliżowana. 
— Jak się nazywał? 
Twarz mężczyzny przybrała surowy wyraz. 
— Już mówiliśmy, nazywał się Olav Torsteinsson, i to my go ochrzciliśmy. 

Był nasz od dnia swoich narodzin. Moja żona właśnie wtedy wydała na świat mar-
twe dziecko. Trzecie z kolei — dodał, spoglądając na nią wymownie. — Miała 
pod dostatkiem mleka. 

Ingebjorg przytaknęła, odwróciła się, chcąc wyjść. 
— W takim razie przeznaczę dar dla innego dziecka — mruknęła z poczuciem, 

że nogi nie chcą jej dźwigać. 

— Dlaczego pani przyjechała z darem, panienko? — spytała kobieta. 
— To... to tylko dlatego, że siostra Konstancja mi o nim opowiedziała. Ktoś 

powinien był mnie uprzedzić, że dziecko zmarło. 

Wyczuwała  niechęć  tych  ludzi,  zresztą  świetnie  to  rozumiała.  Wzburzona  i 

roztrzęsiona, wyszła z domu. 

Strażnicy  klasztorni  czekali  na  nią  w  siodłach,  zagryzła  zęby  i  dosiadła 

swojego wierzchowca. 

Jechało im się łatwo, choć ciemności były coraz gęst sze, a śnieg nie przestawał 

sypać. Podróżowali w mil czeniu i wkrótce, przemoczeni i zmarznięci, dotarli do 
Akersborg. 

Ingebjorg  pobiegła  do  swojej  sypialni,  żeby  się  przebrać,  nim  pójdzie 

powiedzieć  gospodyni,  że  wróciła.  Przez  cały  czas  miała  w  głowie  tylko  jedną 
myśl: mały Eirik umarł, ale jeszcze dwa tygodnie temu żył. Kiedy ona spędzała 
czas w Nonneseter,  w  mieście lub tutaj, w twierdzy, jej synek  żył w pobliskim 
dworze. 

Niczego  jednak  nie  wiesz  na  pewno,  protestował  jakiś  głos  w  jej  duszy. 

Jedynym dowodem jest fakt, że siostra Konstancja wymieniła nazwisko Torsteina 
Svarte. Nic więcej nie wiadomo. Przybrani rodzice nie powiedzieli, kiedy dziecko 
się urodziło, ani z jakiego rodu pochodzi. Może sami nie wiedzą. Z drugiej strony 
jednak trudno znaleźć inne wytłumaczenie, myślała. Siostra Konstancja była przy 

TLR

background image

porodzie  i  wezwała  ją  w  ostatnich  chwilach  swego  życia,  nie  powiedziała  nic 
więcej, tylko to jedno nazwisko bogatego chłopa. 

Ból  dręczył  jej  duszę,  starała  się  jednak  mu  nie  ulegać.  Od  czasu  urodzenia 

dziecka zmagała się w z wątpliwościami i nie wierzyła, że nawet jeśli synek żyje, 
będzie mogła kiedykolwiek wziąć go w ramiona. Pozwalała sobie na marzenia, że 
spotka go w przyszłości, kiedy chłopiec będzie już dorosły i sam zdecyduje, czy 
zostać przy niej, gdy pozna prawdę. Teraz próbowała się pocieszać, że chłopcu 
było dobrze w tym jego krótkim życiu. To jednak wielka pociecha wiedzieć, że 
ktoś o niego dbał i nie rozmyślać, że pozbawiono go  życia zaraz po urodzeniu. 
Przynajmniej został pochowany na cmentarzu i kapłan pobłogosławił jego trumnę, 
jak przystoi synowi bogatego pana. 

Dlaczego  nie  spytała,  na  co  chłopczyk  umarł?  Ani  gdzie  jest  jego  grób? 

Dlaczego nie dowiedziała się, do jakiego rodu należał? Mogłaby się też zapytać, 
jaki  był,  czy  dużo  płakał,  czy  rósł  i  rozwijał  się  dobrze  na  swój  wiek.  Kiedy 
wyrżnął  mu  się  pierwszy  ząb,  kiedy  usiadł,  czy  był  dzieckiem  spokojnym,  czy 
żywym? 

Czy  powinna  była  powiedzieć  Torsteinowi  Svarte  i  jego  żonie,  kim  jest? 

Odrzuciła  jednak  ten  pomysł.  Wierzyli  przecież,  że  matka  chłopca  umarła  w 
połogu. Jaki sens miałoby wyprowadzanie ich z błędu? To przecież nie ich wina, 
że pani Thora pragnęła pozbyć się dziecka. Matka przełożona musiała słyszeć o 
tragedii bezdzietnego małżeństwa i przekonała, czy też zmusiła siostrę Konstancję 
i  siostrę  Hildegard  do  udziału  w  oszustwie.  Z  pewnością  zgarnęła  też  sowitą 
zapłatę, była przecież chciwa. 

Tak ją wzburzyły własne myśli, że zapomniała o strachach w twierdzy i księciu 

Algotssonie.  Dopiero,  kiedy  znalazła  się  na  dziedzińcu,  wrócił  lęk  i  zaczęła 
rozglądać się nerwowo, czy ktoś jej nie śledzi. 

Zapukała  do  komnaty  pani  Bothild,  ale  nikt  nie  odpowiedział.  Ostrożnie 

uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Pokój był pusty. Z głębi twierdzy docierały 
jednak hałasy, domyśliła się, że trwa wieczorna uczta. To by oznaczało, że król 
wrócił ze swoim orszakiem. Choć była bardzo głodna, nie wyobrażała sobie, że 
stanie twarzą w twarz z królem Hakonem lub księciem Algotssonem, postanowiła 
więc, że zawiadomi jedną z pokojówek, iż wróciła, a potem pójdzie do sypialni i 
się położy. 

Już miała zawrócić, gdy na korytarzu pojawiła się pani Bothild. 
— Panna Ingebjorg? — wykrzyknęła gospodyni z ulgą. — Bogu dzięki, a ja się 

tak martwiłam! Widziano przecież wilki w pobliżu twierdzy, wieczór taki ciemny 

TLR

background image

i na dodatek pogoda... Właśnie skończyliśmy posiłek, ale jedzenie wciąż czeka na 
stołach.  W  klasztorze  pewnie  pa  ni  nic  nie  jadła?  I  jak  się  udał  wyjazd?  Nie 
przyjechała pani za późno? 

Ingebjorg pokręciła głową. 
—  Zdążyłam  jeszcze  potrzymać  świecę  w  rękach  konającej,  zanim  wydala 

ostatnie tchnienie. 

— Niech Bóg panią błogosławi, moje dziecko. Widzę, że zrobiło to na pani 

wielkie wrażenie. Jest pani blada, wygląda na wyczerpaną. Pójdzie pani coś zjeść? 

—  Nie,  dziękuję,  nie  jestem  głodna,  ale  rzeczywiście  bardzo  wyczerpana. 

Miałam zamiar się położyć. 

— Nie, nie, najpierw musi się pani wzmocnić — protestowała gospodyni. — 

Jeśli nie chce pani iść do sali, to ja coś tutaj przyniosę. 

Podeszła jeszcze krok bliżej i zniżyła głos. 
— Dzisiaj wieczorem źle się czuję na górze. Przyjechał junkier Eryk i wrogość 

wisi w powietrzu. Mam wrażenie, że coś się dzieje w ukryciu, ale chyba tylko mi 
się tak zdaje. Królowa Blanka poczuła się źle i wcześniej poszła do łóżka, król 
Magnus jest w złym humorze, a biedny młody król Hakon siedzi i wygląda, jakby 
przytłaczał go jakiś ciężar. Niewiele z tego rozumiem, ale jestem pewna, że dzieje 
się coś złego. 

Dała znak Ingebjorg, by usiadła obok. 
— W tym księciu Algotssonie jest coś, czego nie lubię. Długo tłumaczyłam 

sobie, że wszystkiemu winne są te okropne plotki, iż jakoby dochodzi do czegoś 
grzesznego między nim a królem Magnusem. Teraz jednak widzę, że coś w tym 
jest. A poza tym... on odwraca wzrok, nie ma odwagi patrzeć ludziom w oczy. W 
jednej chwili jest zadowolony i wesoły, a w następnej ponury i nieprzystępny. Nie 
lubię ludzi, których nie rozumiem. 

Ingebjorg nie wiedziała, co powiedzieć. To przecież kłamstwo, że dzieje się 

coś grzesznego między królem i księciem. Mężczyzna, który pożąda innych męż-
czyzn, raczej nie próbuje gwałcić kobiet. 

— Czy to nie żałosne, że mężczyźni wciąż muszą walczyć o władzę? — pani 

Bothild  westchnęła  ciężko.  —  Nic  dziwnego,  że  wybuchają  wojny  między 
państwami, skoro synowie walczą z ojcami i z rodzonymi braćmi. Zauważyłam, 
jakie  napięcie  panuje  między  junkrem  Erykiem  i  królem  Hakonem,  a  stosunki 
króla  Magnusa  z  Erykiem  są  jeszcze  gorsze.  Ci  młodzi  szlachcice  ze  Szwecji 
podburzają królewskich synów, a książę Algotsson króla. 

Nagle przerwała i przyglądała się Ingebjorg badawczo. 

TLR

background image

— Czy stało się coś złego, panno Ingebjorg? 
Młoda kobieta zaprzeczyła, próbując się opanować. 
— Nie, skądże, pani Bothild, jestem tylko trochę zmęczona. 
— Bardzo pani kochała tę mniszkę? 
— Nie, wcale jej nie kochałam. 
Gospodyni twierdzy nie spuszczała z niej wzroku. 
— Proszę mi wybaczyć, jeśli posuwam się za daleko, ale powiedziała pani, że 

nie zazna spokoju, jeśli przybędzie do klasztoru za późno. 

Ingebjorg zrobiło się gorąco. Nie może kłamać wobec tej życzliwej kobiety, 

nie chciała jednak za nic powiedzieć, że wydała na świat bękarta. 

— Mniszka wiedziała coś... coś o mnie i moim... moich najbliższych. Miałam 

nadzieję, że wyjawi to, zanim odejdzie — rzekła. 

Pani Bothild położyła rękę na jej dłoni. 
— Nie musi pani mi nic mówić, jeśli pani nie chce. 
Ingebjorg milczała, wpatrując się w podłogę. 
Przez jakiś czas siedziały bez ruchu, w końcu gospodyni rzekła: 
—  Chciałabym,  żeby  pani  poszła  do  sali  i  zatańczyła  z  młodym  królem 

Hakonem. On jest dzisiaj bardzo smutny. 

Ingebjorg drgnęła. Nie wiadomo, czy młody król jest niezadowolony z powodu 

brata,  pomyślała,  przypominając  sobie  szok,  malujący  się  na  twarzy  Hakona 
stojącego w drzwiach, kiedy ona, półnaga, leżała na podłodze. 

—  Przykro  mi  bardzo,  pani  Bothild,  ale  dzisiejszego  wieczoru  chyba  nie 

byłabym w stanie. 

Pani Bothild zwróciła ku niej twarz i lustrowała ją z uwagą. 
—  Domyślam  się,  że  jest  coś,  panno  Ingebjorg,  ale  nie  wiem,  co  takiego. 

Nieszczęsny  Hakon przeżył swoje pierwsze, gwałtowne zauroczenie, a pani nie 
wie, jak się wobec niego zachować. 

Ingebjorg przytakiwała skrępowana. 
Gospodyni roześmiała się swobodnie. 
—  Niełatwo  być  pożądaną  przez  wielu  mężczyzn  naraz,  panno  Ingebjorg. 

Zwłaszcza jeśli ma się wkrótce wyjść za mąż. Proszę mi powiedzieć — mówiła 
dalej,  marszcząc  czoło  —  czy  książę  Algotsson  przychodził  do  pani  z 
niestosownymi ostrzeżeniami? 

Ingebjorg  zagryzła  wargi  i  przytaknęła,  nie  patrząc  tamtej  w  oczy.  Znowu 

pojawiło się wzburzenie, przyszło jej też do głowy, że tutaj, w twierdzy, wszędzie 
są jakieś uważne oczy i uszy. 

TLR

background image

—  Podejrzewałam  właśnie  coś  takiego.  Ja  nie  podsłuchuję  pod  drzwiami, 

panno  Ingebjorg,  nie  mogłam  jednak  nie  słyszeć  gwałtownej  kłótni  księcia  z 
królem Hakonem i uważam, że nie powinna się pani tym przejmować. Ze strony 
króla to przecież tylko niewinne zauroczenie. Minie prędzej czy później, a lepiej, 
żeby był zajęty godną szacunku panną wysokiego rodu niż miałby się zakochać w 
jakiejś prostej, chłopskiej córce lub służącej. — Poklepała Ingebjorg po ręce. — A 
teraz pójdę i wydam polecenie, żeby pokojówka przyniosła pani kolację, a pani 
niech tymczasem odpoczywa w cieple. 

Po  wyjściu  gospodyni  Ingebjorg  oparła  głowę  o  ścianę  i  przymknęła  oczy. 

Myśl,  że  książę  Algotsson  wrócił  do  twierdzy,  wywoływała  w  niej  mdłości  i 
obrzydzenie, mimo wszystko jednak nie przestawała myśleć o małym Eiriku. Tak 
bardzo żałowała, że nie mogła zobaczyć go przed śmiercią, nie mogła go do siebie 
przytulić, poczuć ciepła dziecięcego ciałka, ani szepnąć  mu do ucha, że  jest jej 
synkiem, że ona bardzo za nim tęskni, i że nigdy nie straciła nadziei na odnale-
zienie go. Gdyby spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się, jakby rozumiał, co mówi, 
łatwiej by jej było teraz dźwigać żałobę. 

A tak to siedziała tylko ze wszystkimi pytaniami, na które nigdy nie otrzyma 

odpowiedzi i z żalem, którego nie ma z kim dzielić. 

Zmęczenie coraz bardziej dawało o sobie znać. Miała wrażenie, że zapada się 

w łagodną ciemność, z dala od bólu i problemów. 

Nagle ocknęła się z przerażeniem. Dotarł do niej męski głos, a kiedy uniosła 

głowę, zobaczyła pośrodku izby księcia Algotssona z nieprzyjemnym uśmiechem 
na ustach. 

 

 

Rozdział 15 

 
— Pani Bothild powiedziała, że źle się pani czuje, panno Ingebjorg. Sprawia 

mi to przykrość. 

Ingebjorg podniosła się oszołomiona i chciała wybiec z komnaty,  ale książę 

błyskawicznie jej w tym przeszkodził. 

—  Moja  droga,  proszę  siedzieć.  Chyba  panna  Ingebjorg  mnie  się  nie  boi? 

Przecież spędziliśmy wczoraj takie miłe chwile. 

TLR

background image

Ingebjorg  z  trudem  chwytała  powietrze.  Bezczelność  tego  człowieka 

doprowadzała ją do szału. 

Książę podszedł bliżej. 
— Siadaj! — zarządził zupełnie innym tonem. Zauważyła, że nie zwraca się 

już do niej w uprzejmej formie i domyśliła się, że to zły znak. Ostatnio też tak 
było. Mimo woli usiadła. 

— Zaraz tu przyjdzie pani Bothild — rzekła głosem trudnym do poznania. 
Mężczyzna uśmiechnął się, przysunął sobie taboret i usiadł naprzeciwko niej. 
—  Nie  szkodzi.  Czasu  mamy  pod  dostatkiem,  prawda,  panno  Ingebjorg? 

Wesele nie zostało jeszcze ostatecznie postanowione. 

Ingebjorg uniosła brodę i zmusiła się do patrzenia mu w oczy. 
— Jeśli mnie pan tknie, o wszystkim powiem pani Bothild. 
Roześmiał się cicho. 
—  Jesteś  niezwykle  kusząca,  kiedy  się  złościsz.  Jak  myślisz,  co  mogłaby 

zrobić  gospodyni  twierdzy?  Pójść  do  swojego  męża  i  powiedzieć,  że  coś  łączy 
pannę Ingebjorg i księcia Algotssona? — Bo o niczym innym nie odważyłabyś się 
chyba jej wspomnieć, prawda? 

Nagle twarz mu pociemniała od powstrzymywanego gniewu. 
— I tak już powiedziałaś za wiele, moja mała, niewinna panienko — warknął 

szorstko. — Szeptałaś coś młodemu królowi do ucha, nie było tak? 

Ingebjorg nie odwróciła oczu, ale gniew walczył w jej duszy ze strachem. 
— Nawet się nie odezwałam. Król Hakon stał w drzwiach i śledził całe zajście. 
Książę wytrzeszczył oczy, było widać, że jej uwierzył. 
— Co to znaczy, że śledził całe zajście? 
— Czy muszę tłumaczyć? 
— Chcesz powiedzieć, że on widział, jak opuszczałem twoją izdebkę? 
Skinęła głową, zaciskając zęby. 
— Zanim zdążyłaś okryć swoje piękne ciało? 
Nie odpowiedziała, ale wpatrywała się w niego z wściekłością. 
—  To  musiał  być  prawdziwy  szok  dla  naszego  kochliwego,  młodego  króla. 

Pisarka  ochmistrza  oddająca  się  królewskiemu  doradcy.  Osoba,  która  do  tego 
wszystkiego wkrótce ma wyjść za mąż. 

Położył dłoń na jej kolanie. 
— Biedny chłopiec. Widzieć, że ona pożąda innego... Ingebjorg poczuła, że 

złość dławi ją w gardle, nie była w stanie nad sobą zapanować. 

TLR

background image

—  Nie  wierzę,  by  król  Hakon  podejrzewał,  iż  mogłabym  stracić  głowę  dla 

kogoś takiego jak pan, książę Algotsson. Poza tym oskarżanie czternastoletniego 
młodzieńca o nieprzystojne zainteresowania to 

obraza honoru i powinno to dotrzeć do królewskich uszu. 
Twarz księcia pobladła, oczy miotały błyskawice. Zerwał się ze stołka, złapał 

Ingebjorg za ramiona i moc no potrząsnął. 

—  Już  ja  cię  nauczę,  ty  bezczelna,  bezwstydna  dziw  ko.  Przepytywałem  o 

ciebie  tu  i  ówdzie,  wiem,  jakie  wstrętne  tajemnice  nosisz.  Jeśli  nie  będziesz 
trzymać języka za zębami, to opowiem i ochmistrzowi, i królowi, i gospodyni tej 
twierdzy o twojej przeszłości. 

Brutalnie przyciągnął ją do siebie, sięgnął ręką pod spódnicę i zaczął z całej 

siły ugniatać jej krocze. 

— Ty, która oddawałaś się nierządowi i to będąc zaręczoną z innym, a potem 

zaszłaś w ciążę ze złodziejem. Myślisz, że ochmistrz zechce trzymać taką kobietę 
w twierdzy? Myślisz, że król dopuści, by jakaś pospolita ladacznica uczestniczyła 
w jego ucztach? A co sobie pomyśli twój narzeczony, kiedy dowie się, że ty w noc 
własnych  zaręczyn  kładłaś  się  naga  w  trawie  i  łajdaczyłaś  się  niczym  kocica  z 
jakimś draniem. 

Chwycił ją za krocze z taką siłą, że krzyknęła z bólu. 
—  Ja  cię  nauczę  —  powtórzył  ochryple.  —  Pokażę  ci,  kim  może  być 

mężczyzna. Zedrę z ciebie ubranie,  zwiążę cię i będę  cię gwałcił  raz za  razem, 
dopóki nie zaczniesz błagać o litość. 

Na zewnątrz rozległy się kroki, więc puścił ją natychmiast. Wchodząca pani 

Bothild mogła zobaczyć, że książę głaszcze czule Ingebjorg po policzku. 

— Jaka pani piękna, panno Ingebjorg.  Żałuję, żeśmy  się nie spotkali, zanim 

zaręczyła się pani z panem Ture. Ale przecież teraz nie mogę nic zrobić za jego 
plecami, bardzo mi przykro z tego powodu. 

Skłonił się dwornie i zwrócił do gospodyni: 
— Panna Ingebjorg czuje się bardzo samotna, biedactwo. Komuś takiemu jak 

ona nie jest dobrze na 

świecie. — Potem usiadł w pewnej odległości od obu kobiet. 
—  Czego  pan  sobie  życzy,  panie  Algotsson?  —  spytała  gospodyni  z 

udawanym spokojem. Ingebjorg widziała, jaka jest wzburzona i zastanawiała się, 
czy może pani Bothild słyszała jakiś fragment rozmowy. 

— Zmęczyła mnie ta głośna muzyka i pomyślałem, że porozmawiam trochę z 

panną Ingebjorg. Jej też jest to potrzebne, pani Bothild. 

TLR

background image

—  Nie  sądzę,  panie  Algotsson.  Panna  Ingebjorg  dopiero  co  odwiedziła 

umierającą  osobę  i  jest  zmęczona,    Nie  będzie  w  stanie  uczestniczyć  dzisiaj  w 
zabawie, musi się położyć. 

Książę zwrócił się do Ingebjorg: 
—  Już  chciałaby  pani  iść  spać?  W  takim  razie  przeprowadzę  panią  przez 

Ciemny Korytarz. Moim zdaniem ta część twierdzy jest bardzo nieprzyjemna, a 
pies,  który  się  tam  od  czasu  do  czasu  ukazuje,  śmiertelnie  przeraża  panie,  jak 
słyszałem. 

— Dziękuję, ale przyjdzie po mnie pokojówka — odparła Ingebjorg krótko. 

Powoli zaczynała odzyskiwać panowanie nad sobą. 

Książę roześmiał się. 
—  Pokojówka  może  się  jeszcze  długo  nie  pojawić.  Proszę  przyjąć  moją 

propozycję, nie krępować się. 

Czyżby pani zapomniała, co szeptała mi pani do ucha, zanim pojawiła się pani 

Bothild? 

Ingebjorg zdała sobie sprawę, że się czerwieni. Jeszcze tylko tego brakowało, 

żeby pani Bothild nabrała podejrzeń. 

—  Nie  przypominam  sobie,  żebym  cokolwiek  do  pana  szeptała,  książę 

Algotsson. 

On znowu się roześmiał. 
— Fe, panno Ingebjorg. To nieładnie. Pani Bothild jest kobietą wyrozumiałą, 

nie  zgorszy  się,  wiedząc,  że  szukała  pani  u  mnie  pociechy  w  taki  dzień  jak 
dzisiejszy. 

— Sądzę, że należy zostawić pannę Ingebjorg w spokoju, panie Algotsson — 

przerwała  mu  pani  Bothild  surowo.  —  Poza  tym  ja  nie  przyjmuję  mężczyzn  w 
swoich komnatach pod nieobecność pana Orma. 

Książę wstał niechętnie. 
—  Bardzo  proszę  o  wybaczenie,  pani  Bothild  —  rzekł  i  ukłonił  się. 

Wychodząc, zwrócił się jeszcze do Ingebjorg: 

— Będę czekał na zewnątrz. 
Ona popatrzyła na gospodynię twierdzy. Czuła się bezradna i sponiewierana. 
— On kłamie, pani Bothild. 
—  Domyśliłam  się  tego.  Obawiam  się  jednak,  że  nikt  prócz  mnie  w  to  nie 

uwierzy. 

Ingebjorg wytrzeszczyła oczy. 
— Sądzi pani, że on rozpowie o tym innym? 

TLR

background image

— Obawiam się, że tak. 
— Czego on ode mnie chce? 
— Książę Algotsson to intrygant i zły człowiek. Prawdopodobnie pani mu się 

podoba, ale rozumie, że nie ma szans. Widział przy tym, że młody król Hakon jest 
pod pani urokiem, a pani traktuje go życzliwie. Algotsson nie jest w stanie tego 
znieść i szuka zemsty. 

Podeszła do Ingebjorg i pogłaskała ją po policzku. 
— Jakby pani miała mało zmartwień, najpierw pani Thora i sira Joar, a teraz to. 

Ale tak to niestety jest wśród możnych panów, moja droga. Oni nie muszą w pocie 
czoła pracować na chleb powszedni, więc kierują siły gdzie indziej. Albo walczą 
między sobą o władzę, albo o kobiety. My zaś jesteśmy tylko pionkami w ich grze, 
niezależnie z jak wysokiego rodu pochodzimy. 

Zapukano do drzwi i pokojówka wniosła miskę parującej zupy. 
Ingebjorg nie miała apetytu, ale zmuszała się dó jedzenia. 
—  Zadbam,  żeby  pani  pokojówka  się  tu  zjawiła  —  rzekła  pani  Bothild, 

siadając obok Ingebjorg. — Nie ufam księciu, nie chcę, żeby zostawała pani z nim 
sama. 

— Ja też mu nie ufam — odważyła się przytaknąć Ingebjorg. — Jestem do tego 

stopnia niespokojna, że kiedy sama siedzę przy pracy w izdebce, zamykam skobel 
od środka. Ale on i tak... — rzekła i spuściła wzrok. 

Ze zdumieniem stwierdziła, że pani Bothild kiwa głową. 
—  Tak,  książę  może  zażądać,  żeby  pani  otworzyła  i  pod  pozorem,  że 

przychodzi z jakimś poleceniem od pana Orma lub króla. Będę na panią uważać, 
panno Ingebjorg. Gdybym coś usłyszała lub zauważyła, zrobię, co w mojej mocy. 

Wkrótce przyszła pokojówka i Ingebjorg mogła wrócić do sypialni. 
Kirsten  była  taka  zmęczona,  że  zasnęła  niemal  natychmiast.  Ingebjorg 

wiedziała jednak, że ona po ostatnich przeżyciach długo jeszcze się nie uspokoi. 
Stała przy oknie i wpatrywała się w mrok. W mdłym blasku pochodni przed stajnią 
widziała, że przestało padać, i a śnieg na ziemi topnieje. Pomyślała o Isabelle, która 
I uważa, że miłość między kobietą i mężczyzną jest ważniejsza od rodzenia dzieci. 
Teraz jej grzeszne życie ściągnęło na nią poważną chorobę, do końca swoich I dni 
będzie musiała pozostać w izbie chorych jakiegoś klasztoru. 

Później myśli powędrowały w stronę Giseli, która sypiała, z kim popadło, nie 

kochając  żadnego  z  tych  mężczyzn,  i  która  nie  wie  nawet,  kto  jest  ojcem  jej 
dziecka.  Myślała  też  o  Bergtorze,  który  tak  bardzo  pragnie  zostać  ojcem,  że 
chętnie  zajmie  się  wychowaniem  bękarta  swojej  żony.  Ona  sama  zresztą  też 

TLR

background image

urodziła nieślubnego syna. Odebrano go jej i oddano jakiejś kobiecie, która swoje 
dzieci  traciła  jedno  po  drugim.  Na  koniec  myśli  powędrowały  do  księcia 
Algotssona, który uważa, że może posiąść kobietę wbrew jej woli. Zastanawiała 
się co Bóg sądzi o ludziach, czy jest rozgoryczony ich grzesznym życiem i ześle na 
kraj  nową  zarazę?  I  czy  w  takim  razie  zechce  oszczędzić  Bergtora,  jedynego 
sprawiedliwego? 

Położyła się w końcu do łóżka. Jeśli nawet nie za śnie, to przynajmniej będzie 

leżeć i rozmyślać o spotkaniu z Torsteinem Svarte i jego żoną. 

Następnego dnia bardzo starannie zamknęła drzwi swojej izdebki na skobel, 

postanawiając, że nie otworzy nikomu. 

Z dziedzińca twierdzy docierały do niej męskie głosy, rżenie koni i inne hałasy. 

Modliła się w duchu, żeby to książę opuścił Akersborg. Bardzo ostrożnie otwierała 
drzwi, rozglądając się na wszystkie strony, kiedy wychodziła na posiłki. 

W  sali  jadalnej  dowiedziała  się,  że  panowie  wyjechali  do  Oslo.  Królowa 

Blanka  wyglądała  na  przygnębioną.  Cierpi  pewnie  z  powodu  kłótni  między 
synami,  myślała  Ingebjorg.  Albo  może  z  powodu  najpoważniejszego  konfliktu, 
czyli  sporu  między  ojcem  i  starszym  synem.  Monarchini  przywitała  ją  z 
uśmiechem, ale milczała, pogrążona we własnych myślach. Pani Bothild dała jej 
znak głową, Ingebjorg domyśliła się, że najlepiej zostawić królową w spokoju. 

Małżonka rycerza Losne natomiast była jeszcze bardziej gadatliwa niż zwykle. 
Ingebjorg  słuchała  jej  jednym  uchem,  bo  tamta  gadała  byle  co.  Po  posiłku 

Ingebjorg, nie zwlekając, wróciła do siebie. 

Na dworze się wypogodziło, wody fiordu  mieniły się  chłodnym blaskiem  w 

promieniach bladego słońca. Wiatr szarpał nagimi gałęziami. 

Kiedy  słońce  z  wolna  zaczęło  chylić  się  ku  zachodowi,  usłyszała  głośne 

stukanie do drzwi. Ingebjorg zerwała się z miejsca, nie bardzo wiedząc, co zrobić. 
Z zewnątrz dotarł do niej jednak głos Kirsten, pobiegła więc otworzyć. 

— Jest tu pewna kobieta, która chciałaby z panią rozmawiać, panno Ingebjorg. 
Pokojówka  odsunęła  się  nieco  na  bok  i  Ingebjorg  ze  zdumieniem  zobaczyła 

trzy obce kobiety. 

Pierwsza zsunęła z głowy kaptur i powiedziała: 
—  Widzę,  że  pani  mnie  nie  poznaje,  panno  Ingebjorg.  Jestem  małżonką 

Torsteina Svarte. 

TLR

background image

Rozdział 16 

 
Ingebjorg wpatrywała się w nią zdumiona. Naprawdę ta kobieta przyszła, żeby 

z nią porozmawiać? 

— Proszę wejść — zapraszała, otwierając szerzej drzwi. 
— Czy moje służące mogłyby zaczekać gdzieś indziej? 
—  Mogą  iść  ze  mną  do  kuchni  —  zaproponowała  Kirsten.  —  Tam 

przynajmniej jest ciepło — dodała życzliwie. 

Ingebjorg zaprosiła żonę Torsteina Svarte do środka i zasunęła skobel. 
— Usiądźmy na ławkach przy oknie — zaproponowała. — Miło tam siedzieć i 

spoglądać na fiord. 

Kobieta zdjęła płaszcz. 
—  Pani  na  pewno  się  dziwi,  że  przyjechałam  —  zaczęła.  —  Ale  wciąż  nie 

mogę przestać myśleć o tym, co się stało wczoraj. 

Ingebjorg usiadła, wstrzymując dech. Czegoś takiego się nie spodziewała. 
Kobieta wsunęła niesforny kosmyk włosów pod czepek i głęboko westchnęła. 
Ingebjorg uznała, że to dobra i łagodna kobieta. Ale— też zdecydowana. 
— Dopiero jak pani wyszła, pomyślałam, że powinnam była wypytać panią o 

różne sprawy, ale zjawiła się pani tak nieoczekiwanie. Nie zdążyłam się opano-
wać. — Uśmiechnęła się przepraszająco, Ingebjorg od powiedziała tym samym. 
—  Mój  mąż  nie  chciał, żebym  tu  jechała  —  mówiła  dalej  kobieta,  nagle  jakby 
zawstydzona. — Ale udał się do miasta ze skórami, więc skorzystałam z okazji. — 
Miała teraz bezradną minę. — Mężczyźni nie rozumieją takich rzeczy. 

Ingebjorg nie wiedziała, co powiedzieć. Wciąż nie umiała zgadnąć, czego ta 

wizyta może dotyczyć. 

Nagle tamta spojrzała jej w oczy i spytała bez ogródek: 
— Dlaczego właściwe pani do nas przyjechała, panno Ingebjorg? 
To zbiło Ingebjorg z tropu. 
— Jak już mówiłam, siostra Konstancja mi o was opowiedziała. 
— Ale dlaczego? 
Ingebjorg nie była w stanie znaleźć zadowalającej odpowiedzi. 
— Ja... ja nie wiem — jąkała. 
Kobieta wciąż patrzyła jej w oczy. 
— A dlaczego zareagowała pani tak gwałtownie, słysząc, że mój synek umarł. 

TLR

background image

—  To...  to  spadło  na  mnie  tak  nagle.  Poczułam  się  jak  intruz  —  dodała 

pośpiesznie. — Gdybym wiedziała, nigdy bym nie przyjechała. 

Kobieta wciąż jej się przyglądała. 
— Znała pani matkę dziecka? 
Ingebjorg poczuła, że policzki jej płoną. Skinęła lekko głową, nie była w stanie 

kłamać w żywe oczy. 

— To dlaczego nie powiedziała pani tego od razu? Ja tak strasznie chciałam 

spotkać kogoś, kto ją znał i mógł mi powiedzieć, jaka była. 

— Pochodziła z wysokiego rodu — mruknęła Ingebjorg. — To córka możnego 

pana znad jeziora Mjosa. Jej matka należała do rodu Folkungów. 

Kobieta przytakiwała niecierpliwie. 
—  Siostra  Konstancja  nam  to  mówiła.  Ale  nie  umiała  określić,  z  jakiego 

konkretnie  dworu  matka  dziecka  pochodziła,  klasztor  podobno  nie  mógł  tego 
wyjaśnić, bo tak wielu księży i ludzi piszących zginęło w czasie zarazy. Nie ma też 
po niej żadnego testamentu. Młoda kobieta została oddana do Nonneseter przez 
matkę,  która  wkrótce  umarła,  a  ona,  biedaczka,  została  sama,  bez  żadnych 
krewnych. Była w szoku, nie poradziłaby sobie. Zresztą wkrótce zmarła, jak tylko 
mały Olav przyszedł na świat. 

Zrobiła znak krzyża i spoglądała na Ingebjorg zgnębiona. 
— Jeśli pani coś o niej wie, byłabym naprawdę wdzięczna, gdyby chciała mi 

pani opowiedzieć. 

Ingebjorg oblewał zimny pot. Za nic nie miała zamiaru sprawiać bólu tej pełnej 

życzliwości kobiecie, ale przecież nie mogła wyjawić prawdy i tych wszystkich 
strasznych  rzeczy,  które  zdarzyły  się  i  w  czasie  porodu,  i  po  nim.  Gorączkowo 
szukała odpowiednich słów. 

—  Spotkałam  ją  w  klasztorze  —  brnęła  po  omacku  naprzód.  —  Była 

nowicjuszką. 

— Ale jakim była człowiekiem? Jak wyglądała? 
—  Nie  chciała  się  podporządkować  władczej  opatce,  nie  spełniała  jej 

przesadnych żądań i rozkazów, w związku z czym była bardzo surowo karana. 

Kobieta wytrzeszczała oczy. 
— Więc to była buntownicza natura? 
— W jakimś sensie tak. 
Kobieta kiwała głową. 
— Mały Olav też był taki. Widziałam to jeszcze w czasie, kiedy był bardzo 

malutki. A czy jego matka była piękna? Miała bardzo czarne włosy? 

TLR

background image

Ingebjorg  pokręciła  głową,  przekonana,  że  kobieta  nie  zadałaby  takiego 

pytania, gdyby chłopiec nie był czarny. Czarny jak Eirik. 

— Nie, nie była czarna. 
— No ale jak wyglądała? Była pełna życia i przyjazna ludziom, czy zamknięta 

w sobie? 

— Myślę, że zanim znalazła się w klasztorze, była pogodną dziewczyną, ale 

doznała tyle zła, tyle wycierpiała, że w końcu odcisnęło się to na jej charakterze. 

Tamta w zamyśleniu kiwała głową. 
— Jakie to dziwne, że klasztor tak mało o niej wiedział, ale po wielkiej zarazie 

nic już nie jest takie, jak powinno. Dokumenty poginęły, mnisi, kapłani i biskupi 
wymarli, podobnie jak członkowie Rady Królewskiej i zarządcy. Ludzie gadają, 
że w Agder kompletnie wymarło siedem parafii, czyż to nie straszne? 

Ingebjorg przytaknęła. 
— Proszę mi powiedzieć, panno Ingebjorg, dlaczego pani aż dwa razy pytała o 

to, jak mój synek miał na imię? Czy ma to dla pani jakieś szczególne znaczenie? 

Ingebjorg czuła się przyłapana. Robiło jej się na przemian to zimno, to gorąco. 
—  Ja...  ja  byłam  taka  oszołomiona,  że  chyba  nie  bardzo  wiedziałam,  o  co 

pytam. Nie jest łatwo stanąć twarzą w twarz z ludźmi w żałobie. 

Zauważyła, że kobieta przygląda jej się z dziwną uwagą i zrozumiała, że tamta 

wciąż jej nie dowierza. 

— Była pani na jej pogrzebie? 
Pytanie  spadło  tak  nieoczekiwanie,  że  Ingebjorg  nie  umiała  nic  wymyślić. 

Skinęła tylko leciutko głową. 

— Gdzie została pochowana? 
— Na klasztornym cmentarzu. 
—  I  na  kamiennym  nagrobku  wyryto  tylko  to  imię,  które  przybrała  jako 

zakonnica. Jakie to smutne. Czy mniszki, wchodząc do klasztoru, wyzbywają się 
własnych nazwisk? 

Ingebjorg pokręciła głową. 
— Zapomniałam, jak ona się nazywała... — Czuła się kompletnie ogłuszona 

własnymi kłamstwami. — Siostra Sunniva — rzekła w końcu, choć wiedziała, że 
kobieta bez trudu może odkryć, że to nieprawda. 

Tamta jednak milczała. 
Ingebjorg wpatrywała się w podłogę. Skoro gość nic nie mówi, to może już się 

wszystkiego domyśla. 

TLR

background image

Nagle jednak tamta zerwała się ze swojego miejsca i usiadła obok Ingebjorg. 

Położyła jej rękę na dłoni tak, jak to zwykła robić pani Bothild. 

— Może już czas, by wyjawiła mi pani całą prawdę? 
Ingebjorg zmusiła się, by spojrzeć w jej szczere oczy. 
—  Ja  wiem,  że  to  nie  była  siostra  Sunniva.  Ani  ja,  ani  mój  mąż  nie 

zatroszczyliśmy  się,  by  zebrać  więcej  informacji  o  prawdziwej  matce  Olava. 
Wprost  przeciwnie,  chcieliśmy  wiedzieć  jak  najmniej,  bo  wtedy  łatwiej  było 
uwierzyć, że on jest nasz własny. 

Ingebjorg siedziała bez ruchu. 
— Kiedy wczoraj wieczorem pani nas opuściła, miałam głębokie poczucie, że 

ma pani coś wspólnego z naszym synkiem. Wszystko było takie dziwne. Wzburze-
nie,  kiedy  usłyszała  pani,  że  dziecko  nie  żyje,  te  wszystkie  nieskładne  pytania, 
które zaczęła pani zadawać, poza tym widziałam, że chwieje się pani na nogach. 
Przy  wyjściu  musiała  się  pani  oprzeć  o  futrynę, żeby  nie  upaść.  —  Umilkła  na 
chwilę,  a  potem  mówiła  dalej:  -  Olav  umarł,  panno  Ingebjorg.  Nikt  go  już  nie 
przywro ci do życia. Bardzo cierpię z tego powodu, ale czuję, że nie ja jedna. Czy 
mam  rację?  Może  pani  jest  siostrą  matki  i  przyszła,  by  żądać  oddania  dziecka 
rodowi, do którego należy? 

Krew pulsowała Ingebjorg w skroniach, bała się, że zemdleje. Wiedziała, że 

cokolwiek wymyśli, ta kobieta jest zbyt mądra, by dać się oszukać. Wyjdzie stąd z 
tym samym niepokojem i z tymi samymi pytaniami, z którymi przyszła. Z wolna 
więc pokręciła głową. 

— Kłamałam — wyszeptała. — Sądzę, że chłopczyka, którego zabraliście z 

klasztoru Nonneseter, to ja wydałam na świat. 

Usłyszała głośny jęk i pożałowała własnych słów. 
— Ale... ale nam mówiono, że matka zmarła w połogu... 
— A mnie powiedziano, że mój synek urodził się martwy, chociaż zdążyłam 

usłyszeć kwilenie, zanim mi go zabrano. 

Spojrzała obcej kobiecie w oczy. 
— Sądzę, że obie zostałyśmy oszukane — rzekła zgnębiona. 
— Ale... ale ja nic nie rozumiem — jęknęła tamta. — Dlaczego klasztor miałby 

się tak zachowywać. 

Ingebjorg westchnęła zmęczona i spuściła wzrok. 
—  To  jest  długa  historia.  Pani  Thora,  poprzednia  przełożona,  nienawidziła 

mnie.  Miała  wiele  powodów,  ale  nie  chcę  tego  teraz  roztrząsać.  To  była  zła 

TLR

background image

kobieta,  żądna  władzy,  a  w  jej  oczach  ja  stanowiłam  plamę  na  honorze 
Nonneseter, byłam grzesznicą, której wolałaby nie mieć w klasztornych murach. 

Znowu spojrzała kobiecie w oczy. 
— Kiedy zrozumiałam, że pani jest w żałobie, nie chciałam jeszcze powiększać 

bólu. Pojęłam, że oboje z mężem jesteście nieszczęśliwi. Ja przez cały czas mia-
łam  wrażenie,  że  zakonnice  kłamią,  a  mój  synek  żyje,  ale  nie  znajdowałam 
dowodów. Kiedy konająca siostra Konstancja posłała po mnie, domyśliłam się, że 
chce uzyskać odpuszczenie grzechów przed spotkaniem z Panem. Umierała, kiedy 
przyjechałam  i  jedyne,  co  mi  powiedziała,  to  nazwisko  Torstein  Svarte  i  słowo 
Frysja. 

Umilkła i zaczęła wyglądać przez okno. Płacz dławił ją w gardle. 
— Sama nie wiem, dlaczego was odszukałam, przecież w tej sytuacji, w jakiej 

się znajduję, nie mogłam wziąć do siebie chłopca. Myślę, że przede wszystkim 
chciałam prawdy. Dotychczas marzyłam tylko o tym, że będę go mogła zobaczyć, 
kiedy dorośnie. 

— Mówią „panna Ingebjorg", zakładam więc, że nie wyszła pani za mąż. 
Ingebjorg potrząsnęła głową. 
—  Jestem  zaręczona  i  ślub  został  wyznaczony  na  świętą  Katarzynę.  Mój 

narzeczony wie, że urodziłam martwe dziecko i sądzę, że nie byłby zadowolony, 
słysząc coś innego. 

— Więc informacja, że ojciec chłopca zmarł, też jest kłamstwem? 
—  Nie,  to  prawda,  ale  nie  byliśmy  sobie  poślubieni.  Zaręczeni  też  nie.  On 

pochodził  z  niższego  stanu  niż  ja  i  moja  matka  nie  chciała  się  zgodzić  na 
małżeństwo. 

Znowu zaległo milczenie. 
— Czy to możliwe, że mniej więcej w tym samym czasie urodziło się jeszcze 

jedno dziecko? 

Ingebjorg pokręciła głową. 
— W Nonneseter nie. 
Kobieta zastanawiała się. 
Nagle Ingebjorg spytała: 
— Dlaczego daliście mu na imię Olav? 
— Powiedziano nam, że to imię ojca jego matki. Uznaliśmy, że tak właśnie 

powinniśmy go ochrzcić, chociaż nazwisko wziął po nas. 

Ingebjorg przytaknęła. 
— Mój ojciec nazywał się Olav Erlingsson. Ja jestem Ingebjorg Olavsdatter. 

TLR

background image

— Pamiętam to z wczorajszego wieczoru, ale mój mąż uznał, że to zwyczajne 

nazwisko. — Uśmiechnęła się jakoś smutno. — No to mamy ostateczny do wód. 

Ingebjorg spojrzała jej w oczy. 
— Pani chyba by wolała, żebym nigdy się u was nie zjawiła? 
Tamta potrząsnęła głową. 
— To nie ma znaczenia. Olav umarł i nigdy go nie odzyskam. Domyślam się 

jednak,  że  moje  cierpienie  jest  niewielkie  w  porównaniu  z  tym,  przez  co  pani 
musiała przejść. 

— To trudno powiedzieć — rzekła Ingebjorg. — Nigdy nie poznałam mojego 

synka. Pamięć o nim nosiłam w duszy niczym ranę, która nie chce się zabliźnić, 
ale z całych sił starałam się tego nie roztrząsać. Mam nadzieję, że urodzę jeszcze 
wiele dzieci. 

— Ile pani ma lat, panno Ingebjorg? 
— Dziewiętnaście. 
Kobieta westchnęła ciężko. 
— A ja trzydzieści siedem, mogłabym być pani matką. 
Wstała. 
—  Muszę  wrócić  do  domu,  zanim  mąż  się  tam  pojawi.  Proszę  się  mną  nie 

przejmować,  panno  Ingebjorg.  Teraz,  kiedy  pierwszy  szok  minął,  jestem 
zadowolona,  że  to  się  stało.  Może  mogłybyśmy  się  jeszcze  spotkać  tak,  żebym 
dowiedziała się czegoś więcej o rodzie Olava? 

Ingebjorg wstała. 
— Bardzo chętnie. Dzisiaj w nocy zastanawiałam się, gdzie mój synek został 

pochowany. Może któregoś dnia mogłybyśmy pójść tam razem? 

Kobieta przytaknęła. 
— Chętnie będę pani towarzyszyć. 
Milczała przez chwilę, po czym dodała z troską: 
— Mamy wspólny żal, pani i ja. Dobrze jest dzielić z kimś ból. Do widzenia, 

panno Ingebjorg, i dziękuję. 

— Do widzenia, ale nie wiem nawet, jak pani się nazywa. 
— Gudrid Guttormsdatter. 
Otworzyła drzwi, by odprowadzić gościa do kuchni, gdzie czekały służące. 
Widząc zatroskane spojrzenie Ingebjorg, Gudrid powiedziała z uśmiechem: 
— Proszę się o nas nie martwić, będziemy mieć w drodze męskie towarzystwo. 
Ingebjorg patrzyła w ślad za kobietami. 

TLR

background image

— Poniosłam wielką stratę — szepnęła sama do siebie. — Ale otrzymałam w 

zamian coś innego. 

W ciągu najbliższych dni Ingebjorg powoli godziła się z tym, że  mały Eirik 

umarł. Na szczęście nie widywała ani księcia, ani króla Hakona i jego brata. Nadal 
dręczyło ją to, że król Hakon widział ją w upokarzającej sytuacji, ale któregoś dnia 
pani Bothild zaskoczyła ją słowami: 

—  Zwróciłam  uwagę  młodego  króla  na  nieprzystojne  zachowanie  księcia 

Algotssona.  To  znaczy,  nie  miałam  odwagi  powiedzieć  niczego  wprost, 
napomknęłam tylko, że tutaj w twierdzy mieszka pewna młoda panna, która jest 
napastowana przez pozbawionego skrupułów młodzieńca i boi się tak, że nie może 
pozostawać nigdzie sama. 

— I co on na to? — spytała Ingebjorg. 
— Udawał, że nie rozumie, o co mi chodzi, ale po minie poznałam, że słowa 

odniosły skutek. 

— Dziękuję, pani Bothild. 
Gospodyni twierdzy podeszła bliżej. 
— Rozumiem, co się stało tamtego dnia i podejrzewam, że to nie był pierwszy 

raz. Strach w pani oczach na widok księcia... 

Ingebjorg zarumieniła się i spuściła wzrok. 
— Oni tacy są. Uważają, że tytuł daje im prawo do wszystkiego. 

Tego samego ranka przyszedł posłaniec od żony Torsteina Svarte z pytaniem, 

czy  Ingebjorg  nie  chciałaby  się  wybrać  do  kościoła  w  Aker.  Król  i  ochmistrz 
przebywali  w  Oslo  u  kanclerza  razem  z  młodymi  panami,  więc  pani  Bothild 
udzieliła Ingebjorg pozwolenia w imieniu męża. 

Była bardzo ciekawa, kim jest owa Gudrid Guttormsdatter i nie wyglądała na 

zadowoloną, kiedy Ingebjorg mruknęła coś, że to znajoma siostry Konstancji. Od 
czasu wizyty Ingebjorg w Nonneseter pani Bothild nieustannie obserwowała ją z 
zaciekawieniem.  Ingebjorg  domyślała  się,  że  gospodyni  chciałaby  wiedzieć,  co 
wyznała siostra Konstancja na łożu śmierci. Ona jednak wolała milczeć. Powinna 
przeszłość zostawić za sobą, choć miała tyle szczęścia, że poznała przybranych ro-
dziców małego Eirika i mogła dowiedzieć się o nim wielu rzeczy, to nie chciała 
rozważać, jakby to było, gdyby... 

Mimo to ogarnął ją dziwny niepokój, kiedy w towarzystwie dwóch strażników 

twierdzy jechała na cmentarz, wiedząc, że zaraz odwiedzi grób synka. 

TLR

background image

Zastanawiała się też, czy Gudrid powiedziała swojemu mężowi o wizycie w 

Akersborg. Coś jej mówiło, że zataiła tę sprawę. 

W pobliżu cmentarza zauważyła, że  zbliża się do niej  jakiś rycerz.  Wkrótce 

okazało się, że to kobieta w przebraniu. 

Gudrid uśmiechnęła się do niej. 
— Mojego męża nie ma w domu, nie powiedziałam mu, co zamierzam. 
Ingebjorg przywitała się z uśmiechem i obie ruszyły w stronę cmentarza. Po 

drodze milczały, Ingebjorg widziała, że tamta jest pod wrażeniem chwili. Ją też 
ogarniał  coraz  większy  niepokój.  Myślała  jednak,  że  to  powinno  być  dobre 
przeżycie. Nareszcie poznała prawdę i będzie mogła zobaczyć na własne oczy, że 
jej  mały  synek  został  pochowany  w  poświęconej  ziemi,  a  nie  razem  ze 
złoczyńcami poza cmentarnym murem. Teraz malec jest w drodze do raju i żaden 
zły człowiek nie może decydować o jego losie. Zycie, choć krótkie, też miał dobre, 
doświadczył miłości rodziców. 

Gudrid  minęła  stary,  zarośnięty  grób  i  zatrzymała  się  przy  niewielkim, 

drewnianym krzyżu. Mogiłka była mała i całkiem świeża. Pośrodku stał piękny 
bukiet kwiatów, a na krzyżu wypalono słowa:  Olav Torsteinsson ur. 14 kwietnia 
1353, zm. 29 października 1353 Był światłem niebios
 

Ingebjorg  opadła  na  kolana.  Nareszcie  przyszedł  płacz.  Jakby  rozwiązał  się 

jakiś węzeł. Wszystko, co się wydarzyło w ciągu ostatniego roku od dnia, kiedy 
zrozumiała, że jest brzemienna, aż do momentu rozwiązania, przewaliło się przez 
jej duszę niczym wiosenna burza. Strach i przerażenie, poczucie beznadziei i bunt, 
gorycz  i  gniew,  wszystko,  przez  co  przeszła  w  domu,  w  Ssemundgard  i  w 
Nonneseter, w Belgen i w Akersborg. 

Czuła tylko własny ból, kiedy ktoś położył jej rękę na ramieniu. Odwróciła się 

gwałtownie, zawstydzona i zakłopotana, i spojrzała w łagodne oczy Gudrid. Były 
w tych oczach łzy, ale na twarzy malowało się współczucie. 

Ingebjorg podniosła się i zarzuciła tamtej ręce na szyję. Obejmowały się tak i 

stały bez słowa, dzieląc ból nad grobem synka. 

Kiedy wzruszająca, święta chwila minęła, ból złagodniał i mogły się do siebie 

nawzajem uśmiechnąć. Dwie kobiety, obce dla siebie nawzajem, teraz połączone 
silnym,  dojmującym  przeżyciem,  miłością  do  dziecka  i  żalem,  który  tylko  one 
rozumiały. 

Potrzebowały  czasu,  żeby  móc  ze  sobą  rozmawiać.  Gudrid  odezwała  się 

pierwsza: 

TLR

background image

—  Właściwie  jakie  imię  powinno  się  znajdować  na  tym  krzyżu,  panno 

Ingebjorg? 

Ingebjorg pokręciła głową, to teraz nie miało już znaczenia. 
— Niech pozostanie Olav — odparła ochryple, oddychając ciężko. — To imię 

mojego ojca, słusznie, że je otrzymał. 

Potem chrząknęła i dodała cicho. 
—  Imię  jego  ojca  możemy  zapomnieć.  Prześladowałoby  go  tylko  w  życiu  i 

przynosiło wstyd. 

Otarła łzy i spojrzała Gudrid w oczy. 
— Torstein Svarte chyba by się nie ucieszył, słysząc, kim był prawdziwy ojciec 

chłopca.  Nie  musi  mu  pani  opowiadać  o  naszym  spotkaniu,  ale  ja  odzyskałam 
spokój. 

— Dotychczas jeszcze o niczym mężowi nie wspomniałam, ale mam nadzieję, 

że się chyba jeszcze spotkamy. Dla mnie byłaby to wielka pomoc i wsparcie w 
żałobie. 

Ingebjorg ogarnęło wzruszonie. Uśmiechała się przez łzy. 
— Dla mnie też. Chciałabym posłuchać, jaki on był, jak wyglądał, czy dobrze 

się chował. 

—  To  był  prawdziwy  mały  aniołek  —  przerwała  jej  Gudrid.  —  W  oczkach 

miał  światło.  Uśmiechał  się  i  był  radosny  po  całych  dniach.  Często  zanosił  się 
śmiechem, zarzucał mi raczki na szyję i tulił do mnie buzię. 

Glos jej się załamał. 
— Był dla mnie największym darem na ziemi, za który dziękowałam każdego 

dnia. 

— Cieszę się, że trafił właśnie do was — wtrąciła Ingebjorg. Naprawdę  tak 

sądzę. W klasztorze dziecku nie wiodłoby się tak dobrze, u innych ludzi pewnie 
też nie. Nawet gdyby Eirik nie został powieszony i dotrzymał obietnicy, że uwolni 
ją z zakonu, to nie zapewniłby dziecku takich warunków, jak zrobili to Gudrid i 
Torstein.  Ona  musiałaby  przecież  pracować,  a  jakim  ojcem  byłby  Eirik,  nie 
wiadomo. 

— To wielkie słowa — wyszeptała Gudrid. — Nie rozumiem, że potrafiła je 

pani wypowiedzieć mimo włas^ nej rozpaczy. 

—  Ale  naprawdę  tak  myślę.  Byłam  brzemienna,  kiedy  zamieszkałam  w 

Nonneseter.  Nawet  moja  matka  o  tym  nie  wiedziała.  Ojciec  dziecka  to  nie  był 
człowiek odpowiedzialny, nie moglibyśmy żyć razem. Długo miałam nadzieję, że 

TLR

background image

zdołam wynająć służbę i będę mogła poprowadzić rodzinny dwór, ale mi się to nie 
udało. 

— Więc jest pani właścicielką dworu? 
Ingebjorg przytaknęła. 
— Jest teraz opuszczony, jak wiele innych po zarazie. Długo miałam nadzieję, 

że mój narzeczony zechce przejąć majątek, ale... ale to jest szwedzki arystokrata, 
członek  królewskiej  drużyny,  królewski  poborca  podatkowy  i  będzie  spędzał 
większość czasu w Szwecji. 

Gudrid wytrzeszczała oczy. 
— Więc pani też będzie należeć do szwedzkiej szlachty? 
Ingebjorg przytaknęła. 
—  Mój  mąż  byłby  bardzo  dumny,  wiedząc,  że  matka  Olava  pochodzi  ze 

szlacheckiego  rodu.  Nie  chciał  wierzyć,  że  babcia  dziecka  należała  do  rodu 
Folkungów. 

— Może za jakiś czas mu pani o tym powie — rzekła Ingebjorg. 
— Chyba tak. Chociaż o ojcu dziecka raczej nie wspomnę. Zresztą nie wiem 

nic prócz tego, że pochodził z niższego stanu. 

—  I  więcej  nie  musicie  wiedzieć  —  odparła  Ingebjorg  stanowczo.  Znowu 

odwróciła się w stronę mogiłki, a Gudrid odeszła na bok. 

— Zegnaj, mój mały Eiriku — szeptała, wyciągając ramiona w stronę krzyża. 

— Wybacz mi, że nie zrobiłam nic więcej, by cię odnaleźć, kiedy jeszcze był czas. 
Cieszę  się,  że  było  ci  dobrze  na  świecie.  —  Uklękła  i  ucałowała  ziemię  przy 
grobie. — Niech Bóg ma cię w swojej opiece, synku. 

W  pobliżu  twierdzy  kobiety  pożegnały  się  i  każda  ruszyła  w  swoją  stronę. 

Odchodząc, Gudrid powiedziała: 

—  Nie  chciałam  o  tym  wspominać  wcześniej,  a  ty  nie  pytałaś,  ale  teraz 

postanowiłam  powiedzieć  mimo  wszystko,  jak  było.  Olav  wpadł  do  rzeki. 
Zauważyliśmy to niemal natychmiast i wszyscy  mieszkańcy dworu wybiegli na 
poszukiwanie. Kiedy go w końcu znaleźliśmy, było niestety za późno. 

Ingebjorg słuchała w milczeniu. Jakie to bezsensowne, myślała. Śmierć, której 

można było uniknąć. 

Gudrid umilkła, patrzyła na nią z wdzięcznością. Zanim się rozstały, zawołała 

nieoczekiwanie: 

— Mogłaby pani być moją córką. 
Ingebjorg odparła z uśmiechem: 
— Byłoby bardzo miło. W ciągu ostatniego roku wciąż tęskniłam za matką. 

TLR

background image

— Mogę ci mówić po imieniu? 
— Bardzo proszę. 
— Spotkamy się znowu, panno Ingebjorg. Niech Bóg cię błogosławi. 
—  Spotkamy  się  na  pewno,  Gudrid  Guttormsdatter.  I  tobie  też  życzę 

błogosławieństwa Bożego. 

Kiedy w jakiś czas potem Ingebjorg wprowadziła konia do stajni w Akersborg, 

zauważyła  tam  wiele  obcych  wierzchowców.  Najpierw  pomyślała,  że  to  książę 
wrócił  i  postanowiła  znaleźć  sobie  kogoś,  kto  przeprowadzi  ją  przez  Ciemny 
Korytarz.  Zaraz  jednak  usłyszała  dochodzące  z  głębi  stajni  męskie  głosy  i 
rozpoznała, że jeden należy do Turego. Serce podskoczyło jej do gardła, z radością 
pobiegła do drzwi i otworzyła. Stał tam jej narzeczony i z ożywieniem rozmawiał 
o czymś z księciem Algotssonem. 

Rozdział 17 

Chociaż Ingebjorg ucieszył widok Turego, miała ochotę odwrócić się i uciec 

jak najdalej. Dostrzegła złośliwy uśmiech księcia, zanim zdążyła się opanować. 
Próbowała go zlekceważyć i zwróciła wzrok ku narzeczonemu. 

— Ture? Nie wiedziałam, że dzisiaj przyjeżdżasz. 
On roześmiał się i szedł ku niej z otwartymi ramionami. 
—  To  miała  być  niespodzianka.  Chyba  nie  zapomniałaś,  że  za  osiem  dni 

bierzemy ślub? 

Objął ją i mocno przytulił. 
Ingebjorg  zdołała  się  otrząsnąć  z  wrażenia  po  nieprzyjemnym  spotkaniu  z 

księciem, poczuła się zadowolona i bezpieczna. Ture w końcu z nią zostanie. Ni-
gdy więcej nie będzie się musiała obawiać zalotów innych mężczyzn. 

Wypuścił ją i zwrócił się do księcia: 
— Nie wiem, czy państwo zdążyli się poznać. 
—  Ależ  oczywiście,  miałem  tę  przyjemność  —  odparł  Bengt  Algotsson 

wesoło.  —  I  jestem  zazdrosny,  panie  Ture.  Sam  chciałbym  mieć  taką  piękną  i 
godną pożądania kobietę. 

Ture  wybuchnął  nienaturalnym,  pełnym  przesady  śmiechem.  Ingebjorg 

odniosła wrażenie, że chce się księciu przypodobać. 

— Chętnie ją panu wypożyczę — powiedział żartobliwie. — Bylebym tylko 

miał ją dla siebie w łóżku. 

Teraz śmiali się obaj, a Ingebjorg poczuła się nieswojo. 

TLR

background image

— Skąd wracasz? — spytał Ture, gdy w końcu spoważniał. 
Ingebjorg na moment straciła pewność siebie. 
— Ja... ja odwiedzałam w dolinie Oslo dawną sąsiadkę. 
Na szczęście narzeczony zdawał się w to wierzyć. 
— Przywożę ci pozdrowienia od przybranego ojca. Oni tam mają pełne ręce 

roboty z przygotowaniem naszego wesela. Pani Gisela jest podniecona jak nigdy 
przedtem, chociaż już widać ciążę. Ta kobieta kocha uczty, taniec i muzykę, jak 
wiesz. Nie mówiąc już o mężczyznach — dodał złośliwie. 

Ingebjorg zmusiła się do uśmiechu. 
—  A  jak  ty  się  czujesz,  Ture?  Co  się  z  tobą  działo  od  naszego  ostatniego 

spotkania? 

— Mnie zawsze jest dobrze, Ingebjorg. A teraz jeszcze lepiej niż kiedykolwiek 

— dodał i pocałował ją w usta. — Tęskniłem za tobą — wyszeptał rozgorączko-
wanym głosem. — Znowu ją przytulił i wodził ręką po plecach narzeczonej. — 
Tęskniłem jak wariat. 

Ingebjorg miała nadzieję, że ją puści. Nieprzyjemnie jej było tak stać, kiedy 

książę Algotsson się na nich gapi. 

W końcu Ture zwrócił się do księcia: 
— Słyszałem, że w twierdzy są obaj bracia, król Hakon i junkier Eryk. Jak się 

im układa? 

— Tak jak się spodziewaliśmy — odparł książę, przyglądając się natarczywie 

Ingebjorg. — Poza tym młody król przeżył swoje pierwsze oczarowanie i odkrył, 
że jest mężczyzną. 

Ingebjorg  poczuła,  że  narasta  w  niej  gniew.  Posyłała  księciu  piorunujące 

spojrzenia, ale on starał się ich nie zauważać. 

Ture wybuchnął śmiechem. 
— A kimże jest ta szczęściara? 
— To panna Ingebjorg — odparł tamten. 
Ture odwrócił głowę i wpatrywał się w narzeczoną z wyrazem twarzy, który 

trudno było zrozumieć. 

— Król się w tobie zakochał, Ingebjorg? 
Nie byłaby w stanie powiedzieć, czy w jego głosie słyszy szyderstwo, gniew, 

zazdrość, czy też dumę. Gwałtownie potrząsnęła głową. 

— Książę Algotsson po prostu żartuje. Król chciał ze mną tańczyć i tyle. Nie 

zapominaj, że on ma ledwie czternaście lat. 

Ture znowu roześmiał się jakoś dziwnie. 

TLR

background image

—  Czternaście  lat?  W  tym  wieku  ja  byłem  już  od  dawna  pierwszy  raz 

zaręczony. Król norweski Eryk, brat Hakona piątego,  miał  trzynaście lat, kiedy 
ożeniono go z dwudziestoletnią szkocką królewną, a kiedy żeni! się po raz drugi, 
on  sam  miał  lat  dwadzieścia  pięć,  panna  młoda  natomiast  dwanaście.  Męskie 
zmysły nie pytają o wiek — dodał z nieprzyjemnym śmiechem i szturchnął księcia 
w bok. 

Zaraz jednak spoważniał i znowu zwrócił się do Ingebjorg: 
— Powinnaś być wobec króla uprzejma, Ingebjorg. Odwracanie się od niego 

oznaczałoby lekceważenie. 

Ingebjorg spoglądała w stronę drzwi, chciała już iść. 
— Nie odwracałam się od niego, Ture. Z jego strony to przecież nic innego, jak 

tylko młodzieńcze zauroczenie. Nic z tego, co zdaje się sugerować książę Algots-
son — dodała stanowczo. 

Mimo niezbyt przyjemnego początku, spędziła z Turem bardzo miły wieczór. 

Narzeczony  był  wesoły,  żartował  i  z  dumą  stwierdziła,  że  ludzie  się  przy  nim 
gromadzą.  Kobiety  z  wyraźnym  zainteresowaniem,  panowie  zaś  z  mieszaniną 
podziwu  i  zazdrości.  Okazał  się  świetnym  tancerzem  i  uczył  zebranych  tańców 
modnych  w  dużych  krajach  kontynentu.  W  sali  panowała  wesołość,  Ingebjorg 
zapomniała  o  strasznym  zachowaniu  księcia  Algotssona  i  nieporozumieniach 
między królem Magnusem i junkrem Erykiem. Raz po raz zerkała ukradkiem w 
stronę  króla  Hakona.  Sprawiał  wrażenie  osamotnionego  i  nieszczęśliwego,  w 
końcu  zrobiło  jej  się  go  żal.  Przed  przyjazdem  Turego,  junkra  Eryka  i  księcia 
Algotssona to on stanowił naturalne centrum towarzystwa. To on prowadził tańce i 
z wielkim talentem śpiewał. Teraz uczestniczył tylko w jednym tańcu, do którego 
poprosił matkę. Potem zniknął, a Ingebjorg zastanawiała się, czy to dlatego, że nie 
potrafi przebywać w tym samym pomieszczeniu, co brat, Ture i książę. Nie patrzył 
na  nią,  kiedy  ją  witał  i  pośpiesznie  podał  rękę  następnej  osobie,  ale  nie  miała 
wrażenia, że się na nią gniewa. 

Tego  wieczoru  pokojówka  Kirsten  nie  musiała  jej  przeprowadzać  przez 

Ciemny Korytarz, ani spać w jej sypialni. Przyszedł do niej Ture. Kiedy się po-
łożyli,  narzeczony  był  czuły,  pieścił  ją  i  wynajdywał  najdziwniejsze  formy 
miłości. Chciał, żeby udawała, że się mu opiera, tak by musiał brać ją siłą. Zgasił 
światło  i  żądał,  by  naga  kryła  się  przed  nim  w  pokoju,  a  kiedy  raz  weszła  pod 
łóżko, dopadł ją tam, choć było tak ciasno, że ledwo mogli się poruszać. W końcu 
miała dość. Zabawa zaczęła ją męczyć, ale z radości, że narzeczony jest przy niej, 
nie  protestowała.  Poza  tym  jej  też  czasami  bywało  przyjemnie.  Myślała,  jak 

TLR

background image

wielokrotnie przedtem, że najważniejsze jest dawać siebie ukochanej osobie, nie 
przejmować się za bardzo sobą. 

Ture musiał znowu wyjechać już następnego dnia. Wraz z królami i junkrem 

Erykiem udawał się do królewskiego domu w Tunsberg. Królowa Blanka i książę 
Algotsson też mieli im towarzyszyć. 

Ingebjorg skorzystała z okazji, by pracować jak najwięcej. Ledwie kilka dni 

dzieliło ich od wesela i Orm 0ysteinsson nie ukrywał irytacji, że znowu będzie mu-
siała przerwać przepisywanie. 

Robiło się coraz zimniej i kiedy pani Bothild spostrzegła, jak bardzo Ingebjorg 

marznie,  zaproponowała,  by  przeniosła  się  z  pracą  do  izdebki  naprzeciwko  jej 
komnat. Właściwie Ingebjorg miała nadzieję, że nie nastąpi to tak zaraz. Bardzo 
lubiła  widok  na  fiord,  zachody  słońca,  gdy  tymczasem  okno  tej  nowej  izdebki 
wychodzi na wschód, ale palce jej sztywniały z zimna tak, że nie była w stanie 
utrzymać pióra. 

W nowym miejscu pojawił się jeszcze kolejny problem. Drzwi do komnat pani 

Bothild musiały być otwarte, by płynęło przez nie ciepło i gospodyni raz po raz 
stawała w progu, żeby coś powiedzieć. To przeszkadzało Ingebjorg w pracy. 

W  piątek,  dzień  przed  weselem,  spakowała  swoje  rzeczy,  uporządkowała 

izdebkę i przygotowała się do podróży do miasta. Ochmistrz i pani Bothild mieli 
przyjechać w dniu wesela, Ture zaś przypłynie z Tunsberg statkiem. 

Zaczął padać śnieg, cienki lód pokrył fiord. Ingebjorg dygotała z zimna, więc 

kiedy znalazła się w siodle, otuliła się szczelnie płaszczem i naciągnęła kaptur na 
czoło. Miało jej towarzyszyć trzech dworzan. 

Podróż była długa, wiał lodowaty wiatr, Ingebjorg nie ukrywała radości, kiedy 

w końcu znalazła się na dziedzińcu w Belgen. 

Bergtor  musiał  usłyszeć  konie,  bo  natychmiast  stanął  w  progu,  po  chwili 

podbiegł, żeby ją powitać. 

Śmiał się szeroko i obejmował Ingebjorg. 
—  Jak  dobrze  znowu  cię  widzieć.  Cieszę  się,  że  zaraz  ci  pokażę,  jakie 

wspaniałe wesele dla ciebie przygotowaliśmy. 

Ingebjorg witała go z uśmiechem, ale czuła się dziwnie. Przypomniały jej się 

weselne przygotowania w Ssemundgard poprzedniej jesieni. Teraz Bergtor po raz 
drugi zajmuje się jej weselem, choć poślubi ją inny mężczyzna. 

—  Właściwie  to  nie  mam  prawa  dzisiaj  na  ciebie  patrzeć  —  mówił  dalej 

wesoło, zaraz jednak spoważniał i przyglądał się Ingebjorg. 

Przytaknęła w milczeniu. 

TLR

background image

— Niech cię Bóg błogosławi — dodał cicho. — Mam nadzieję, i o to się modlę, 

by twoje życie stało się łatwiejsze, niż było od śmierci ojca. 

Ingebjorg wpatrywała się w ziemię. 
Bergtor pogłaskał ją po policzku. 
— Zasługujesz na to, Ingebjorg. Jesteś dobrą kobietą. To, co się z tobą stało, to 

dzieło szatana. Pamiętam, jak mi opowiadałaś, że tamten mężczyzna ma w sobie 
magiczną siłę, a temu przecież niełatwo jest się przeciwstawić. 

Ingebjorg nie od razu zrozumiała, do czego Bergtor zmierza, teraz domyśliła 

się, że wspomina, co było rok temu. Spojrzała mu w oczy. 

— Chciałabym ci coś powiedzieć, ale musisz mi obiecać, że nigdy mnie nie 

wydasz. 

— Dobrze wiesz, że możesz na mnie polegać. 
— Znalazłam dowody na to, że mój synek nie urodził się martwy. 
Bergtor wytrzeszczył oczy. 
— Siostra Konstancja w Nonneseter wezwała mnie do siebie przed śmiercią. 

Przekazała mi nazwisko małżonków, którzy wzięli go na wychowanie i ja odszu-
kałam tych ludzi. 

Zagryzła wargi, głos jej drżał, kiedy mówiła dalej: 
— On umarł dwa tygodnie przed moim przyjazdem. 
Bergtor jęknął. 
— A zatem przez cały czas miałaś rację? 
Przytaknęła. 
— Tamtym ludziom powiedziano, że matka dziecka umarła w połogu, a nie 

miała  żadnych  krewnych.  To  dobrzy  ludzie,  kobieta  zawiozła  mnie  na  grób 
dziecka. 

— Ingebjorg! — wykrzyknął Bergtor, objął ją i głaskał po plecach. 
Wybuchnęła  płaczem  i  tuliła  się  do  niego.  Obecność  Bergtora  dawała  jej 

poczucie  bezpieczeństwa,  wiedziała,  że  ma  w  nim  najlepszego  przyjaciela,  że 
zawsze może na nim polegać, i żeby nic wiem, co się działo, Bergtor jej pomoże. 

Nie zauważyli, że ktoś się do nich zbliża, dopiero, kiedy głos tamtego przeszył 

powietrze: 

— Cóż za wzruszające powitanie! 
Bergtor wypuścił Ingebjorg z objęć, odwrócili się oboje. Ku nim szedł Ture z 

pociemniałą twarzą, cała jego postać wyrażała gniew. 

TLR

background image

— Zaczynam wierzyć, że książę Algotsson miał rację. Próbowałaś go zwabić 

do swojej izby i zrobiłaś wszystko, by go uwieść. Gdyby nagle nie pojawił się król 
Hakon, to nie wiadomo, czy książę zdołałby ci się oprzeć — wysyczał. 

Ingebjorg poczuła, że krew odpływa jej z twarzy. 
— To nieprawda. 
— Nieprawda? Uważasz, że król Hakon kłamie? Zapytałem go, czy widział 

cię,  jak  siedzisz  naga  na  podłodze,  podczas  gdy  książę  Algotsson  uciekał  od 
ciebie, a on potwierdził. 

— Książę próbował mnie zgwałcić! — krzyknęła Ingebjorg, nie posiadając się 

ze złości. — Zostałam uratowana, bo wybuchła burza, piorun uderzył w stajnię i 
zaczęło się palić. Król Hakon przyszedł akurat w chwili, kiedy książę przewrócił 
mnie na podłogę i próbował wziąć siłą. 

Ture wybuchnął śmiechem. 
— No rzeczywiście, piorun uderzył  w samą porę.  —  W  jego głosie słychać 

było szyderstwo. — Czy to Pan Bóg osobiście ci pomógł, Ingebjorg? 

—  Ingebjorg  nie  kłamie  —  wtrącił  Bergtor.  On  też  był  wzburzony.  To,  co 

usłyszał, musiało go przerazić. 

Ture odwrócił się ku niemu. 
—  Ach,  tak,  Ingebjorg  mówi  prawdę.  Czy  rzeczywiście  nigdy  nie  kłamała? 

Nawet  wtedy,  kiedy  była  brzemienna?  I  co  ma  znaczyć  to  wasze  czułe 
przywitanie? 

Odwrócił się na pięcie i pomaszerował w stronę wyjścia. Ingebjorg pobiegła za 

nim i chwyciła go za ramię. 

— Ture, bądź tak dobry. To pomyłka. Bergtor chciał mnie jedynie pocieszyć w 

nieszczęściu, jakie przeżyłam. 

Odepchnął ją. 
—  A  ja  chcę  iść  szukać  gdzie  indziej  pociechy  po  upokorzeniu,  jakiego 

doznałem — odparł ze złością. 

— Nie, Ture, bardzo cię proszę — błagała, czepiając się jego rąk. — Ja cię nie 

zdradziłam,  musisz  mi  wierzyć.  Powinieneś  znać  mnie  na  tyle,  by  wiedzieć, że 
twierdzenia księcia to wymysły. Nie mogłam się doczekać dnia ślubu i cieszyłam 
się, że zostanę twoją żoną. Nie chcę nikogo innego, nikogo innego nie pożądam. 

Ture znowu ją odepchnął. 
— Idź do domu i pocieszaj się ze swoim przybranym ojcem, Ingebjorg. On cię 

z  pewnością  przyjmie  z  otwartymi  ramionami.  Ja  jednak  straciłem  ochotę. 
Przynajmniej na ciebie. 

TLR

background image

Nieszczęsna  dziewczyna  stała  bez  ruchu  i  patrzyła  w  ślad  za  nim,  a  łzy 

spływały jej po policzkach. 

— Najświętsza Panienko, spraw, żeby on do mnie wrócił — błagała w duchu. 

TLR


Document Outline