background image

 

 
 
 
 
 

MAURICE CAILLET

 

 
 
 
 
 

 

 

 

 

 

BYŁEM MASONEM 

Z MROKU LOŻY DO ŚWIATŁA CHRYSTUSA 

background image

 

1. 

KRÓTKA BIOGRAFIA AUTORA 

-  Urodzony  w  1933  roku;  jego  rodzice  byli  ochrzczeni,  ale  niewierzący,  żyli  w 
małżeostwie cywilnym. 

- W dzieciostwie nie został ochrzczony. Uczęszczał do laickiej szkoły podstawowej 
oraz średniej. 

- Ukooczył studia na Wydziale Lekarskim w Paryżu. 

-  W  1956  roku  zawarł  związek  małżeoski  w  obrządku  katolickim  (nie  będąc 
ochrzczonym). 

-  Stażysta  w  szpitalach  paryskich,  następnie  asystent  fizjologii  na  Wydziale 
Lekarskim (1961-1965). W latach 1966-1987 chirurg urolog i ginekolog. 

-  Członek  Planning  Familial.  W  1975  roku  należał  do  lekarzy  wprowadzających  w 
życie prawo Veil o dopuszczalności przerywania ciąży. 

-  Rozwiedziony  w  1968  roku;  w  1972  roku  zawarł  cywilnie  nowy  związek 
małżeoski. 

- Członek Wielkiego Wschodu Francji (1969-1986). 

- Różokrzyżowiec (1976-1986). 

- Radiesteta, okultysta, bioenergoterapeuta, spirytysta. 

- Przewodniczący Zespołów Orzekających (ubezpieczenia społeczne) (1979-1986). 

Wykładowca  profilaktyki  na  Wydziale  Lekarskim  w  Rennes  (1979-1983). 
Wiceprzewodniczący  Observatoire  Régional  de  Santé  w  Bretanii  (1982-1985). 
Członek Société Française de Médecine Préventive et Sociale. 

-  W  1984  roku  chrzest  w  obrządku  prawosławnym,  następnie  przejście  na 
katolicyzm w 1987 roku. 

- Ślub kościelny w 1988 roku. 

- Lekarz homeopata stosujący akupresurę (1987-1993). 

- Pod koniec 1993 roku przeszedł na emeryturę. 

* * * 

Maurice  Caillet  zrzeka  się  wszelkich  praw  autorskich.  Ewentualny  dochód  z  tej 
książki,  przekazany  stowarzyszeniu  „L'Icône  de  Marie",  przeznaczony  będzie  na 
rozpowszechnianie wydawnictw religijnych oraz Biblii na Ukrainie (skąd pochodziła 
babcia autora) - w kraju, który doświadczył prześladowao religijnych. 

background image

 

2. PRZEDMOWA OJCA RENÉ LAURENTINA 

Historia niezwykłych poszukiwań 

Maurice  Caillet  napisał  książkę  zadziwiającą.  Opowiada  w  niej  historię  swojego 
życia  –  a  był  on  człowiekiem  niewierzącym,  nieochrzczonym,  masonem  i 
czcigodnym  loży  Wielkiego  Wschodu,  różo-  krzyżowcem;  interesował  się  niemal 
wszystkimi formami parapsychologii, a nawet okultyzmu.  

Po  krótkiej  przynależności  do  prawosławnego  Kościoła  galijskiego  odnalazł  on  z 
radością Drogę, Prawdę i Życie w  Kościele katolickim za pośrednictwem Odnowy 
charyzmatycznej.  

Chrzest  w  Duchu  otworzył  go  na  światło  Ducha  Świętego,  wielkiego  nieznanego 
Trójcy Świętej, który dany w sakramencie chrztu, a następnie bierzmowania często 
pozostaje  ukryty,  gdyż  nie  przyjmuje  się  Jego  dynamicznej  obecności:  wielu 
ochrzczonych nigdy Go nie odnalazło ani nawet nie szukało. 

Wraz  z  Maurice'em  Cailletem  przeżywamy  burzliwą,  niebezpieczną  historię  ze 
„szczęśliwym  zakooczeniem",  którego  blask  rzuca  światło  na  wszystko,  co 
wydarzyło się wcześniej. 

Książka jest niejednokrotnie zaskakująca, ale też niezwykle pouczająca ze względu 
na różnorodnośd i oryginalnośd przeżyd autora, które pojawiały się, zanim jeszcze 
odkrył Chrystusa, w czasie Jego odkrywania, a także później.  

Książka  jest  ciekawa  również  dlatego,  że  Maurice  Caillet  opisuje  swoje  przeżycia 
„od kooca": najpierw wyraża radośd z odnalezienia nowego życia, a dopiero potem 
powraca  do  swoich  wcześniejszych  poszukiwao,  nie  podając  jednak  chronologii 
faktów, z wyjątkiem daty chrztu w 1984 roku oraz ślubu w 1988 roku (jako osoba 
rozwiedziona  musiał  przez  dłuższy  czas  czekad  na  uregulowanie  swojej  sytuacji 
małżeoskiej). 

Historia ta jest świadectwem duchowej przygody nawrócenia. Autor opowiada, w 
jaki  sposób  Bóg  dotknął  go,  przemienił  jego  życie,  obdarował  swoim  pokojem  i 
szczęściem. 

Bywają  rozmaite  nawrócenia  -  niektóre  budzą  zdumienie  nawet  u  ludzi  Kościoła, 
tak  bardzo  różne  są  ich  miejsca  i  okoliczności.  Bóg  ma  swoje  drogi,  które  nie  są 
naszymi  drogami.  Potrafi  dotrzed  do  człowieka  „od  wewnątrz",  odnajduje  go  na 
zawiłych  drogach  jego  życia,  w  jego  zagubieniu.  Niekiedy  proces  ten  trwa  długo, 
kiedy  indziej  zaś  jest  to  nagłe,  darmo  dane  światło,  jak  w  przypadku  Św.  Pawła. 
Bracia Teodor i Alfons Ratisbonne są przykładem tych dwóch sposobów działania 

background image

 

Boga. Nawrócenie Maurice'a Cailleta dokonało się w toku jego niezaspokojonych 
poszukiwao oraz pod wpływem wstrząsu wywołanego propozycją szatana podczas 
seansu spirytystycznego. Potem nastąpił dialog z ludźmi Kościoła, którzy często nie 
potrafili sprostad sytuacji, ale zawsze okazywali dobrą wolę. 

Ze  wszystkich  luźno  poukładanych  zwierzeo,  które  zapoznają  nas  pobieżnie  z 
licznymi, czasem dosyd niezwykłymi dziedzinami, szczególną uwagę zwróciłem na 
zagrożenie, jakie niesie - uchodzące za nieszkodliwe - zajmowanie się okultyzmem, 
a więc spirytyzmem, wróżbiarstwem, rozwijaniem rozmaitych ukrytych zdolności.  

Ci,  którzy  po  omacku,  korzystając  ze  wszystkich  dostępnych  środków,  zgłębiają 
owe  nieznane  obszary,  nierzadko  spotykają  tam  nieznanego  rozmówcę  -  księcia 
ciemności, a wraz z nim jego władzę, kuszenie i złośd. 

Maurice Caillet kilkakrotnie opowiada o takich spotkaniach i o tym, jak znajdował 
ucieczkę  w  modlitwie  i  sakramentach  Kościoła  -  z  braku  doświadczonych,  tak 
dzisiaj  nielicznych  egzorcystów.  Chciałbym  bardzo,  aby  rozwinął  on  ten  ostatni 
punkt i lepiej wyjaśnił skalę zagrożenia.  

Wielu  młodych  ludzi  wyobraża  sobie,  że  wirujące  stoliki  i  przesuwające  się 
talerzyki,  które  udzielają  odpowiedzi  na  wszystkie  pytania,  to  jedynie  niewinna 
zabawa.  A  tymczasem  są  to  groźne  pułapki,  w  które  człowiek  wpada,  gdy  tylko 
przekroczy pewną niewyraźnie określoną granicę.  

Maurice Caillet rozpoznał ją, odrzucając propozycję zawarcia obiecującego układu, 
który niechybnie doprowadziłby do opresji lub opętania, jakże często kooczących 
się wizytą u psychiatry, a nawet samobójstwem. 

Obecnie  we  Francji  10-20%  młodych  ludzi  zajmuje  się  tego  typu  praktykami  z 
ciekawości.  Wychowawcy  i  rodzice  nie  zwracają  na  to  uwagi,  gdyż  zgodnie  z 
powszechnie  obowiązującym  poglądem  młodośd  jest  czasem  rozmaitych 
poszukiwao, które nie pociągają za sobą żadnych konsekwencji itp. A tymczasem 
konsekwencje są, i to poważne, zwłaszcza że generalnie nie są one rozpoznawane. 

Szatan, który tylko czeka na okazję, zwodzi najpierw obietnicą sukcesu, pieniędzy, 
miłości,  władzy;  początkowo  oszałamia,  później  prowadzi  do  destrukcji  -  książę 
tego świata nie ma przyjaciół, lecz jedynie niewolników. 

Jak  zauważają  licealni  katecheci  oraz  księża  w  parafiach,  młodzi  ludzie,  którzy 
wkraczają  na  drogę  tych  praktyk,  przestają  uczestniczyd  w  katechezie  i  Mszy 
świętej.  Jeśli  czasem  wracają,  to  dopiero  „po  szkodzie",  kiedy  na  tyle  jeszcze 
uświadamiają sobie, co się stało, aby zwrócid się do Kościoła z prośbą o pomoc. 

background image

 

Książka  w  sposób  sugestywny  pokazuje  różnorodne  i  stymulujące  doświadczenia 
człowieka  wykształconego,  lekarza,  eksperta  w  różnych  specjalizacjach 
medycznych  i  chirurgicznych,  przez  długi  czas  uprawiającego  najróżniejsze  formy 
okultyzmu, o których wspomina w sposób bardzo ogólny i z perspektywy tego, co 
już się skooczyło. 

Autor  pisze  z  dużą  swobodą,  wypowiadając  od  czasu  do  czasu  swoje  zdanie  na 
różne tematy. Niektóre z jego poglądów mogą nas  zdziwid, inne będą całkowicie 
odmienne  od  naszych  przekonao.  Jego  podwójna  zasługa  polega  na  całkowitej 
szczerości i dosyd obszernej informacji o dziedzinach, które są nam obce, mimo że 
dotyczą  nas  w  większym  lub  mniejszym  stopniu,  ponieważ  mają  wpływ  na  nasze 
życie. 

Książka  wyraża  szczęście,  jakie  daje  odkrycie  Boga,  oraz  pokazuje,  jakie 
niebezpieczeostwa  niosą  w  sobie  inne  drogi,  które  nie  są  po  prostu  odmiennym 
sposobem  życia,  wynikającym  z  różnorodności  ludzkich  wyborów,  lecz  są 
skrzywieniami i ślepymi zaułkami, jakże niekiedy straszliwymi. 

Zasadnicza  treśd  opowieści  Maurice'a  Cailleta,  poza  historią  owych  poszukiwao, 
zawiera się w dwóch następujących stwierdzeniach: 

- Diabeł jest, spotkałem go. 

- Bóg jest, spotkałem Go. 

A stwierdzeniom tym autor nadaje taki oto sens: „Diabeł ofiarował mi namacalnie 
swoje  kuszące  towarzystwo,  z  którego  zrezygnowałem:  wiem,  że  poprowadziłby 
mnie  od  róż  do  cierni.  Znalazłem  Boga  za  pośrednictwem  Kościoła  -  nieco 
ociężałego,  drobiazgowego,  ale  ugruntowanego,  który  w  koocu  okazał  się 
opiekuoczy  i  przyjacielski;  to  w  nim  odnalazłem  życie  i  szczęście  jednocześnie 
boskie i ludzkie". 

Książka  ta  ma  swoją  nieopublikowaną  jeszcze  kontynuację.  Żona  autora,  która 
towarzyszyła  mu  w  jego  poszukiwaniach  medycznych,  paramedycznych  oraz 
parapsychologicznych,  okazała  się  wyposażona  w  dar,  który  znalazł  swoje 
zastosowanie terapeutyczne w Kościele. Opowieśd o tym doświadczeniu może stad 
się tematem kolejnej książki, jeśli tylko czytelnik będzie chciał je poznad. 

Ojciec René Laurentin  

Ekspert Soboru Watykaoskiego II, członek Papieskiej Akademii Teologicznej w Rzymie 

„Nasza epoka bardziej potrzebuje świadków niż nauczycieli” 

Paweł VI 

background image

 

„Jego Świątobliwości papieżowi Janowi Pawiowi II, Umiłowanemu Jezusa i Maryi” 

3. WPROWADZENIE 

Zawsze miałem pewne uprzedzenie wobec książek czysto beletrystycznych, mimo 
że to one właśnie określają prawdziwych pisarzy. Byd może po prostu obawiałem 
się ich, ponieważ mnie wciągały i porywały, a ja już w okresie dorastania czułem, 
że oddalają mnie one od prawdziwego życia, od rzeczywistości.  

Bardzo  wcześnie  w  sposób  zupełnie  nieuświadomiony  poszedłem  za  radą  R.  M. 
Rilkego:  „Uważajcie,  by  życie  nie  przeminęło  wam  bez  waszego  udziału".  A  Pan, 
zanim  Go  jeszcze  poznałem,  odpowiedział  na  moje  głębokie  pragnienie  bycia 
aktorem,  nie  zaś  widzem,  i  pozwolił,  aby  moje  życie  było  burzliwą  i  wspaniałą, 
chociaż  nikomu  nieznaną  przygodą.  Burzliwą  -  z  powodu  rozstao,  konfliktów  i 
licznych zmian, które były moim udziałem. Wspaniałą - dzięki spotkaniom z ludźmi, 
którzy  obdarzali  mnie  życzliwością,  przyjaźnią  lub  miłością,  przede  wszystkim  zaś 
dzięki spotkaniu z Bogiem, które nadało sens mojemu życiu.  

Chociaż moja wiedza jest niepełna, dusza osiągnęła swój cel, którym jest kochad i 
wiedzied,  że  jest  się  kochanym  ponad  wszelkie  stworzenie,  a  jednocześnie 
całkowicie  wolnym  -  że  jest  się  kochanym  przez  samego  Boga.  Czyż  nie  jest  to 
dobro  najwyższe,  cenniejsze  niż  wszelkie  zaszczyty,  niż  literacka  albo  naukowa 
Nagroda Nobla? 

Moje świadectwo składa się z dwóch odrębnych części. 

Częśd  pierwsza,  Z  mroku  loży  do  światła  Chrystusa,  której  początkowo  nadałem 
tytuł  Metanoia,  a  która  została  napisana  w  1989  r.  w  formie  listu  otwartego  do 
mojej rodziny, dotyczy nagłego i niespodziewanego zwrotu, nawrócenia, które od 
1984 r. przemieniło moje życie osobiste i małżeoskie. 

Częśd  druga,  Dzieje  pewnego  charyzmatu,  powstała  w  1994  r.,  opisuje  równie 
gwałtowne i poruszające wkroczenie Pana w moje życie zawodowe w 1989 r. oraz 
w latach późniejszych. 

Moim  dziadkom  i  obydwu  babciom,  z  których  jedna  była  katoliczką,  a  druga 
prawosławną,  a  które  zasiały  w  naszej  rodzinie  ziarno  chrześcijaoskiego 
miłosierdzia - będącego miłością, a nie pobłażliwością. 

Moim rodzicom i teściom.  

Claude, mojej żonie w Chrystusie, którą kocham i która kochała mnie takim, jakim 
byłem, i takim, jakim jestem. 

background image

 

Naszym czworgu dzieciom. 

Naszym dziewięciorgu wnukom. 

„Najjaśniejszy  czas  naszego  życia  to  czas,  kiedy  oczekujemy  na  coś  z  nadzieją,  a 
więc  gdy  o  coś  prosimy,  i  to  nasze  pragnienie  jest  już  modlitwą.  Ile  czasu 
przeżywamy,  dziękując,  a  więc  wielbiąc?  Ten  list  jest  pewnego  rodzaju 
testamentem.  Niechaj  Duch  Święty  prowadzi  mnie,  abym  złożył  świadectwo 
szczere i godne uczucia, jakim darzę każdego z Was. 

Napisałem je w okresie czterdziestu dni Wielkiego Postu 1989 roku. 

4. LIST OTWARTY DO MOJEJ RODZINY W FORMIE UWIELBIENIA 
BOGA 

„Dzięki składam Temu, który mnie umocnił, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, 
że  uznał  mnie  za  godnego  wiary,  skoro  przeznaczył  do  posługi  sobie  mnie,  ongiś 
bluźniercę,  prześladowcę  i  oszczercę.  Dostąpiłem  jednak  miłosierdzia,  ponieważ 
działałem  z  nieświadomością,  w  niewierze.  A  nad  miarę  obfita  okazała  się  łaska 
naszego Pana, wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie". (1 Tm 1,12-
14) 

Istotą życia jest przygotowanie swojej wieczności. Jedyną rzeczą, jakiej się dzisiaj 
boję,  jest  nie  to,  że  zniknę  fizycznie  z  Waszych  oczu,  ale  że  odejdę  do  Boga,  nie 
pozostawiwszy  Wam  w  spadku  nie  tyle  dóbr  materialnych,  których  nie  umiałem 
albo nie mogłem zachowad, ile owocu moich duchowych poszukiwao. A chciałbym 
to uczynid po to, abyście wiedzieli, ku czemu dążę, jakim pragnę się stad - gdyż nikt 
oprócz  Boga  nie  będzie  nigdy  wiedział,  jakim  jestem.  A  także  po  to,  abyście 
wiedzieli  to,  o  czym  chcę  złożyd  świadectwo  teraz,  wkraczając  w  pięddziesiąty 
szósty rok mojego życia.  

Każdy  bowiem  powinien  złożyd  świadectwo  nie  tego,  co  posiada,  ani  tego,  kim 
jest,  ale  świadectwo  tego,  co  otrzymał  od  Boga.  W  naszym  życiu  zbyt  często 
kierujemy się tym, by „mied", o wiele rzadziej, by „byd", jeszcze rzadziej zaś kieruje 
nami wdzięcznośd wobec Stwórcy wszystkich rzeczy. 

Dziś,  w  epoce  triumfu  nauki,  a  przede  wszystkim  techniki,  wszystko,  co  nas 
spotyka, tłumaczymy najchętniej siłami natury, genetyką, psychologią albo wręcz – 
przyjmując  postawę  jeszcze  bardziej  fatalistyczną  -  przeznaczeniem  czy  nawet 
przypadkiem.  Przypadki  jednak  nie  istnieją,  każdy  bowiem  skutek  ma  swoją 
przyczynę, a każda przyczyna - swój skutek. 

background image

 

Współczesna fizyka wykazała nawet, że istnieje wsteczne oddziaływanie skutku na 
przyczynę (dlatego często to właśnie my zadajemy ból Chrystusowi na krzyżu). Jak 
pisze Bernanos: „To, co my nazywamy przypadkiem, jest byd może logiką Boga". 

Widzę  już  zakłopotanie  lub  sceptycyzm  w  oczach  niektórych  z  Was:  jedni  z  racji 
swoich agnostycznych uprzedzeo albo z powodu codziennych trosk nie są skłonni 
do  wznoszenia się  ku  rzeczywistości  ponad-  zmysłowej;  inni  z  kolei,  mając  umysł 
krytyczny,  dostrzegają  pozorną  niespójnośd  mojego  grzesznego  życia.  Pierwszych 
proszę,  aby  z  życzliwości  do  mnie  uczynili  niewielki  wysiłek  i  wysłuchali  tego,  co 
pragnę  powiedzied.  Drugich  proszę  o  to,  aby  byli  wyrozumiali  i  przeczytali  moje 
słowa,  nie  osądzając  mnie  i  usuwając  drzazgę  ze  swojego  oka,  podczas  gdy  ja 
opisuję  belkę,  która  tkwiła  w  moim  oku  przez  pięddziesiąt  lat.  Jednych  i  drugich 
pragnę zapewnid, że zawsze żywiłem wobec nich życzliwośd, chod i mnie zdarzało 
się czasem popełnid ten błąd, że ich osądzałem. 

Ten  wstęp,  który  może  nieco  zaskakiwad  w  rodzinie,  gdzie  dyskusje  filozoficzne, 
metafizyczne czy religijne cieszą się mniejszą popularnością niż rubaszne historyjki 
i gdzie uczucia objawiają się najczęściej podczas wspólnego biesiadowania, nie zaś 
poprzez  stałe,  dyskretne  okazywanie  sobie  względów  -  wstęp  ten,  powtarzam, 
wymaga  najpierw  pewnych  wyjaśnieo,  zanim  spróbuję  opowiedzied  o  tym,  co 
otrzymałem od czasu mojego chrztu i co te powtórne narodziny we mnie zmieniły. 

Fakt, iż nie czuję lęku przed śmiercią fizyczną, może się Wam wydawad dziwny lub 
pretensjonalny. Ponieważ nie raz byłem świadkiem śmierci, zdaję sobie oczywiście 
sprawę, że w ostatnich chwilach życia ciało niekiedy buntuje się przeciwko temu, 
co nieuchronne, gdyż czuje, że musi umrzed. Należy ten fakt uszanowad, podobnie 
jak  szanowad  powinniśmy  nasze  ciało,  które  zostało  nam  powierzone  na  pewien 
czas jako towarzysz duszy. Jeśli nie boję się śmierci, to dlatego że mam pewnośd, iż 
moja dusza będzie żyła wiecznie - dusza, w której nadal będzie moja osobowośd, 
moje  wspomnienia  i  uczucia;  dusza,  która  będzie  istnied  w  moim  uwielbionym 
ciele.  Tego  ciała  nie  będą  potrafiły  dostrzec  Wasze  ludzkie  spojrzenia,  jednakże 
będzie ono widoczne dla tych, którzy nas poprzedzili w śmierci.  

Przypuszczam, że moje odejście zasmuci niektórych - nawet tych, którzy wierzą w 
życie wieczne, ale nie zgłębili byd może tej Tajemnicy. Proszę, aby nie pogrążali się 
zbytnio w żalu, ponieważ martwiąc się o nich, nie będę mógł - o ile jest to możliwe 
-  w  pełni  cieszyd  się  szczęściem  Nieba.  Proszę  ich,  jak  również  tych  wszystkich, 
którzy  mają  wobec  mnie  chod  odrobinę  sympatii,  aby  nasze  rozstanie  traktowali 

background image

 

jako chwilowe, a nawet pozorne: obiecuję, że będę wstawiał się za Wami, abyście 
doznali pocieszenia i aby pokój panował w Waszych sercach. 

Byłbym  nawet  zadowolony,  gdyby  mój  pogrzeb  nie  odbywał  się  w  atmosferze 
powagi,  lecz  -  jak  to  dzieje  się  w  Luizjanie  -  towarzyszyła  mu  radosna  muzyka  i 
śpiew. Nawet jeśli to, co Wam tu powiem, nie wpłynie wcale na wasze życie, nie 
będę  wcale  czuł  urazy,  gdy  moje  odejście  będziecie  celebrowad,  wesoło 
biesiadując.  

Tych, którzy z uporem nie chcą uwierzyd w nieśmiertelnośd duszy, pytam: dlaczego 
boicie  się  śmierci  do  tego  stopnia,  że  nawet  nie  chcecie  o  niej  rozmawiad,  skoro 
uważacie,  że  jest  ona  jedynie  początkiem  długiego,  spokojnego  snu?  Czy 
kiedykolwiek  baliście  się  zasnąd?  Kim  ja  jestem?  A  Wy?  Kim  Wy  jesteście?  Czy 
kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym? Na początku tego listu celowo użyłem 
wyrażenia:, „jakim pragnę się stad", aby podkreślid moje przekonanie, że człowiek 
jest istotą, która się staje, oraz że jedynym celem jego ziemskiego, a później także 
niebieskiego  życia  jest  poznanie  Tego,  który  jest  Początkiem  i  Koocem,  Alfą  i 
Omegą,  Boga,  który  nas  stworzył  i  który  ponownie  zabierze  nas  na  swoje  łono, 
kiedy pojmiemy Miłośd - On bowiem jest Miłością.  

Wszystko  to  może  się  Wam  wydawad  bardzo  niejasne  i  niekonkretne.  A  zatem 
dotknijmy  czegoś  bardziej  konkretnego.  Czy  człowiek  powinien  byd  wierny 
samemu  sobie?  Czy  w  pewnym  momencie  swojego  życia  powinien  powiedzied: 
„Wszystko  już zrozumiałem i moje poglądy na wszystkie sprawy  nigdy już się nie 
zmienią.  Wiem,  kim  jestem,  i  nie  odstąpię  od  tego  ani  na  jotę"?  Postawa  taka 
byłaby dowodem bezsensownej pychy, ale także bardzo krótkiej pamięci.  

Przypomnijmy sobie - niezależnie od tego, ile teraz mamy lat - czy zawsze byliśmy 
wierni  naszym  przyjaźniom,  miłościom,  poglądom?  Czy  nie  zmieniały  się  nasze 
upodobania  artystyczne,  literackie  czy  nawet  po  prostu  smakowe?  I  dlaczego 
mielibyśmy się tego wstydzid? 

Wszystko, co Bóg stworzył, ciągle podlega przemianie: kamieo kruszeje i staje się 
piaskiem,  roślina  rodzi  kwiaty  i  nasiona,  zwierzę  linieje  lub  przeobraża  się,  a 
ludzkie  komórki  nieustannie  się  odnawiają,  tak  iż  po  kilku  latach  nasze  ciało 
fizyczne  nie  jest  już  tym  samym,  co  wcześniej.  Jedynie  niektóre  wspomnienia, 
niektóre  osoby  i  znajome  miejsca  pozwalają  nam  mied  nadzieję,  że  to,  co 
przeżyliśmy, nie jest snem i że naprawdę jesteśmy wpisani w nurt ludzkiej historii, 
która także stale podlega przemianom, podobnie jak cały wszechświat. 

background image

10 

 

Każde  zatrzymanie  się  w  rozwoju  prowadzi  do  pewnego  skostnienia,  które 
poprzedza zniknięcie, prawdziwą śmierd - obojętnie, czy chodzi o roślinę, zwierzę, 
człowieka, czy cywilizację. Stworzenie jest dziełem nieprzerwanym; Księga Rodzaju 
powinna  byd  czytana  z  punktu  widzenia  wieczności,  nie  zaś  z  perspektywy  czasu 
linearnego,  w  którym  obecnie  żyjemy.  A  zatem  nie  będę  próbował  powiedzied 
Wam,  kim  jestem,  ponieważ  sam  tego  nie  wiem  w  danej  chwili;  już  bowiem  w 
następnej  chwili  życie  (jak  to  się  zwykło  mówid),  czyli  Bóg,  dba  o  to,  aby  dad  mi 
nową  lekcję,  która  mnie  zmieni  -  zmieni  po  to,  abym  nie  umarł  definitywnie, 
skostniały  w  swoim  narcyzmie  i  pewności  siebie.  To,  kim  byłem,  będzie  jedynie 
mogło pomóc zrozumied to, kim mam nadzieję się stad; pomóc tym, którzy mnie 
znali  i  którzy  zatrzymali  w  pamięci  taki  czy  inny  mój  portret  będący  często  tylko 
niedokładnym szkicem. 

Dlaczego chcę złożyd świadectwo i dlaczego teraz? Przede wszystkim dlatego, aby 
–  jak  już  powiedziałem  -  podziękowad  Bogu.  Ale  niewątpliwie  pragnę  to  zrobid 
także z powodów czysto ludzkich i zrozumiałych:, aby ci, których kocham, poznali 
to, co dla mnie jest ważne i czym żyję. Słowo pisane wydaje mi się najpewniejszą 
metodą  dotarcia  do  Waszych  serc  i  umysłów.  W  naszej  rodzinie  -  z  powodu 
skrępowania, a może z obawy przed odrzuceniem (ciągle ta blokada osobowości, 
która  nie  chce  się  zmienid  ani  zostad  zmieniona)  -  unika  się  rozmów  o  sprawach 
najważniejszych.  

Każdy udaje, że jego to nie dotyczy, albo zasłania się sceptycyzmem czy nawet kpi 
z zagadnieo, które dotykają samej istoty naszego życia, to znaczy duszy. Natomiast 
tekst pisany można wziąd do ręki wtedy, kiedy ma się na to czas, można powrócid 
do tej czy innej myśli, a przy tym nie zmusza do obmyślania odpowiedzi podczas, 
gdy  druga  osoba  jeszcze  mówi,  co  często  się  zdarza  podczas  rozmowy.  Moje 
wyznanie zresztą nie wymaga odpowiedzi. 

Dlaczego  składam  świadectwo  właśnie  teraz?  Ponieważ  28  stycznia  1989  roku 
otrzymałem  wylanie  Ducha  Świętego  w  klasztorze  Jezusa  Króla  Miłości  w  St 
Brolade  w  regionie  Doi  (departament  Illeet-Vilaine  w  Bretanii)  i  właśnie  Duch 
Święty w słowie prorockim poprosił mnie, abym zaniósł moje świadectwo rodzinie. 
Chrystus  powiedział:  „Do  każdego,  kto  się  przyzna  do  Mnie  przed  ludźmi, 
przyznam się i Ja przed Moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10,32).  

Nie  mam  wątpliwości,  że  słowa  te  potęgują  zakłopotanie  jednych  i  sceptycyzm 
drugich.  Przychodzi  mi  na  myśl  to,  co  mojej  żonie  Claude  powiedziała  matka 
Yvonne-Aimée  de  Malestroit:  „Przyjaciele  nazwą  was  szaleocami".  Dlaczego  nie 

background image

11 

 

rodzina? Dobrze wiem, że niektórzy uważają Odnowę w Duchu Świętym za sektę, 
chod  jest  to  ruch  otwarty,  pozostawiający  swoim  członkom  całkowitą  wolnośd, 
ruch,  który  odnawia  Kościół,  to  znaczy  wspólnotę  chrześcijan,  przez  to,  że 
obecnośd  Ducha  Bożego  przejawia  się  w  nim  tak,  jak  w  dniu  Pięddziesiątnicy  i  w 
początkowym okresie chrześcijaostwa. 

Przeczytajcie  po  prostu  rozdział  drugi  Dziejów  Apostolskich.  Jan  Paweł  II  przyjął 
przedstawicieli  tego  ruchu  w  maju  1981  r.  Zamiast  próbowad  oskarżad  tysiące 
osób o zbiorowe szaleostwo, lepiej zatrzymad się, żeby posłuchad i zbadad, nie zaś 
odrzucad i dokonywad upraszczających klasyfikacji. 

Tak czy inaczej wiara jest zawsze szaleostwem w oczach tego świata - świata, który 
zmierza gdzieś bez celu, depcząc wszystkie wartości, w wyniku czego dusze ludzkie 
i  cała  natura  ulegają  skażeniu.  Ja  zaś  po  tym,  czego  doświadczyłem,  nie  mogę 
milczed. 

* * * 

Wybaczcie  mi  więc,  że  naprzykrzam  się  Wam  z  moimi  stanami  duszy,  które 
niewątpliwie  zakłócą  Wasz  spokój,  jeśli  tylko  łączą  nas  jakieś  uczucia  -  a  żywię 
nadzieję,  że  tak  właśnie  jest.  Ale  bycie  świadkiem  jest  obowiązkiem,  skoro  Bóg 
sam  uniża  się,  aby  chodby  w  małym  stopniu  przemienid  nasze  życie.  Nie  jestem 
prorokiem, kimś wybranym ani tym bardziej doskonałym. Jako człowiek dążący do 
świętości  jestem  po  prostu  osobą  posłaną,  której  powierzona  została  misja 
przypomnienia członkom mojej rodziny, że Bóg może wkroczyd w ich życie... jeśli 
tylko uchylą przed Nim drzwi.  

Nie  wyobrażajcie  sobie  bowiem,  że  Bóg  wszedł  w  moje  życie  metodą  włamania. 
Jego  pedagogia  jest  bardziej  delikatna  i  świadczy  o  miłości,  która  w  najwyższym 
stopniu respektuje naszą wolnośd. Oczywiście ma On nadzieję, że każdy z nas się 
nawróci; to znaczy, że porzucimy dawnego, zatwardziałego człowieka, który tkwi w 
każdym  niezależnie  od  tego,  ile  ma  lat,  i  staniemy  się  człowiekiem  nowym, 
przekonanym o tym, że nie jest na świecie sam, lecz że otacza go życzliwa troska 
niebieskich mocy; człowiekiem, który nie jest zniewolony przez dogmaty, obrzędy 
czy  pobożne  praktyki,  ale  wyzwolony  ze  swoich  win,  niepokojów,  lęków, 
począwszy od lęku przed śmiercią, o którym boi się mówid; po prostu człowiekiem 
wolnym,  złączonym  więzią  miłości  ze  Stwórcą  i  całym  stworzeniem.  Jestem 
pewien,  że  niektórzy,  czytając  te  słowa,  czują  się  nieswojo,  jakby  słuchali 
wyuczonego tekstu albo indoktrynacji.  

background image

12 

 

Tych, którzy wiedzą, jak bardzo zawsze ceniłem wolnośd, proszę, aby zaświadczyli, 
że  nie  jestem  człowiekiem  skłonnym  do  podporządkowywania  się  komukolwiek 
ani też do przyjmowania jakiejś doktryny w całości, chyba że jestem do niej w pełni 
przekonany.  Całkowicie  oddałem  się  i  poświęciłem  jedynie  mojej  żonie  Claude 
oraz  Bogu,  lecz  zrobiłem  to  z  wolnej  woli  -  nie  jako  niewolnik,  lecz  syn  (zob.  Ga 
4,7). 

Bóg  wkroczył  w  moje  życie,  kiedy  zawołałem  z  głębi  mojego  cierpienia  i 
upokorzenia, ponieważ w  takim właśnie zamęcie człowiek wzywa  pomocy, a Bóg 
daje  mu  swoją  odpowiedź.  Z  głębi  upokorzenia  -  chociaż  bowiem  Bogu  miła  jest 
pokora, nie chce, aby Jego dzieci żyły w upokorzeniu. „Pan jest blisko skruszonych 
w sercu i wybawia złamanych na duchu" (Ps 34,19). Dlatego wyprowadził swój lud 
z ziemi egipskiej.  

Nie  ma  potrzeby  rozwodzid  się  nad  cierpieniem,  które  przeżywałem  na  początku 
1984  roku,  kiedy  stwierdziłem,  że  ani  ja  -  lekarz  chirurg,  ani  moi  koledzy  nie 
jesteśmy w stanie poradzid sobie z alergią pokarmową Claude, która od miesięcy 
nie mogła jeśd nic poza odrobiną ryżu i marchewki, a zmiany skórne powodowały 
bóle tak silne, że niekiedy prowadziły do omdlenia. W ostateczności pojechaliśmy 
samochodem w góry (Claude przez całą drogę leżała) z nadzieją, że zmiana miejsca 
i  klimatu  przyniesie  poprawę.  Ale  nic  takiego  nie  nastąpiło,  a  Claude  większośd 
czasu  spędziła  w  łóżku.  Znajdowaliśmy  się  w  Pirenejach  niedaleko  Font-Romeu  i 
przyszło  mi na myśl, że wstąpienie do  Lourdes  w  drodze powrotnej, jeśli niczego 
nie pogorszy, to byd może pomoże Claude, chodby tylko psychicznie.  

Sami  widzicie,  jakie  były  moje  przekonania!  Jeśli  chodzi  o  skutki  psychiczne,  to 
okazały się one katastrofalne, chociaż bowiem Claude jako pielęgniarka doskonale 
zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  jak  ciężka  jest  jej  choroba,  nie  sądziła  jednak,  że 
sytuacja  jest  aż  tak  poważna,  aby  jej  mąż,  lekarz  racjonalista  o  poglądach 
scjentystycznych,  mason  i  antyklerykał,  zaproponował  jej  zanurzenie  się  w 
cudownej wodzie z Lourdes. Była na tyle dzielna, że nic wtedy nie powiedziała, ale 
ponieważ  stale  zachowywała  wiarę  chrześcijaoską,  zaczęła  się  bad,  aby  w  razie 
niepowodzenia mój sceptycyzm oraz ateizm nie wzrósł jeszcze bardziej. To tyle na 
temat cierpienia. 

Jeśli  chodzi  o  upokorzenie,  to  przeżyłem  je  pod  koniec  1983  roku,  kiedy  mój 
dyrektor  i  przyjaciel,  członek  tej  samej  loży,  nagle  i  bez  żadnego  powodu 
postanowił  mnie  zniszczyd,  odbierając  mi  wszystkie  funkcje  i  obowiązki 
przewodniczącego  Zespołów  Orzekających,  ograniczając  mnie  do  mojego  biura  i 

background image

13 

 

pozbawiając możliwości kontaktów z kimkolwiek. I to po  pięciu latach sukcesów, 
publikowania  w  czasopismach,  występowania  na  kongresach,  uczestniczenia  w 
pracach  komisji  Ministerstwa  Zdrowia  i  Ubezpieczeo  Społecznych,  wyróżnieo  w 
różnych  Towarzystwach  Medycznych,  a  nawet  otrzymania  nagrody  w  konkursie 
paostwowym.  Nagle  zapadnia  pana  Ubu,  milczenie,  anonimowośd,  bez  telefonu, 
bez sekretarki, bez listów, a nawet bez dostępu do czasopism specjalistycznych!  

Znacie tę sprawę, przynajmniej w ogólnym zarysie, ale spróbujcie sobie wyobrazid, 
jakie  upokorzenie  i  cierpienie  przeżywa  pięddziesięcioletni  mężczyzna,  który 
odnosił  sukcesy  w  dwóch  tak  różnych  dziedzinach  medycyny  jak  chirurgia  i 
profilaktyka i który w  ciągu kilku dni staje się nikim z powodu kaprysu człowieka 
ogarniętego  chorobą  władzy,  jakich  wielu  spotyka  się  na  tym  świecie,  gdzie 
ludziom wydaje się, iż sami doszli do posiadanych stanowisk.  

Dziś  z  perspektywy  czasu  zastanawiam  się,  czy  Bóg  nie  pozwolił  mi  doświadczyd 
ucisku  ze  strony  możnych  tego  świata,  abym  ja  sam  nie  wpadł  w  ten  straszliwy 
obłęd.  Tych,  którzy  mają  wątpliwości  co  do  mojej  uczciwości  w  tej  sprawie, 
odsyłam do wyroku sądu apelacyjnego, który przyznał mi - tyle że pięd lat później - 
całkowite  odszkodowanie,  bez  jakichkolwiek  okoliczności  łagodzących  dla  tego, 
któremu  już  wtedy  wybaczyłem.  Taką  samą  sytuację  przeżyła  Claude,  która  od 
kwietnia 1984 roku była podobnie szykanowana. 

Jeśli chodzi o  mojego  nieszczęsnego oprawcę, kara spotkała go  kilka miesięcy po 
rozpoczęciu  tego  absurdalnego  konfliktu,  ponieważ  Bóg  zezwolił,  aby  moce, 
którymi  się  posługiwał,  doprowadziły  do  samobójstwa  jego  syna,  z  którego  był 
bardzo  dumny.  Obawiam  się  jednak,  że  nic  z  tego  nie  zrozumiał,  ponieważ  dalej 
gnębił  kolejnych  lekarzy,  w  tym  także  swoich  braci  masonów.  Nienawiśd  jednak 
zawsze  obraca  się  w  koocu  przeciwko  osobie,  która  w  niej  trwa.  Uważajmy, 
abyśmy  nie  szczuli  psów  na  innych  ludzi,  gdyż  któregoś  dnia  gotowe  będą 
rozszarpad nas samych

1

* * * 

I  tak  oto,  w  tym  okresie  cierpienia  i  upokorzenia,  znalazłem  się  z  Claude  w 
Lourdes.  Był  początek  lutego,  z  nieba  padała  marznąca  mżawka,  toteż  Claude 
stawiła  się  do  kąpieli,  trzęsąc  się  z  zimna  i  niepokoju.  Przynajmniej  tak  mi  się 
wydawało, ona zaś potwierdziła to. 

                                                           

1

 W 1994 r. dołączył do swego syna i modlę się, aby Pan przyjął go w swoim niebie. 

background image

14 

 

Ponieważ nie mogłem jej towarzyszyd, zacząłem szukad schronienia. Znalazłem je 
w krypcie pod Bazyliką Górną, gdzie właśnie odprawiano Mszę świętą. Nigdy dotąd 
nie  uczestniczyłem  w  Eucharystii  lub  raczej  nie  poświęcałem  jej  uwagi  podczas 
uroczystości ślubnych czy żałobnych, na których byłem obecny ze względu na moje 
zobowiązania towarzyskie.  

Zanim  zostałem  członkiem  loży  masooskiej,  traktowałem  Mszę  jako  przestarzały 
obrzęd,  rodzaj  zabobonu  mającego  na  celu  uzyskanie  dla  siebie  przychylności 
nieba w taki sam sposób, w jaki prymitywne ludy poprzez rozmaite zaklęcia starają 
się zjednad dla siebie dobre bóstwa, a przepędzid złe. W masonerii tłumaczono mi, 
że  zarówno  w  przyrodzie,  jak  i  w  człowieku  obecny  jest  pewien  wymiar  sakralny 
oraz  że  należy  szanowad  to  wszystko,  co  wprowadza  porządek  do  ogólnego 
chaosu.  A  zatem  zacząłem  postrzegad  Mszę  jako  rytuał  podobny  do  wszystkich 
innych,  pomagający  człowiekowi  zaprowadzid  porządek  w  samym  sobie  i  wokół 
siebie - jak gdyby porządek i harmonia były dziełem nie Boga, lecz człowieka. 

Tym  razem  jednak  nie  mogłem  uczestniczyd  w  Eucharystii  z  roztargnieniem  ani 
poczuciem  wyższości.  Moje  serce  przeżywało  wielką  rozterkę.  Oto  postawiłem 
krok  całkiem  nieoczekiwany  jak  na  człowieka  o  sztywnym  karku.  Chod  trzeba 
przyznad,  że  już  wcześniej  zostałem  „złamany"  przez  okoliczności.  A  zatem 
słuchałem uważnie. I usłyszałem słowa 

Pana  skierowane  do  mnie,  słowa,  które  powtarzałem  podczas  spotkao  loży,  nie 
wiedząc,  że  zostały  one  wypowiedziane  przez  samego  Jezusa:  „Proście,  a  będzie 
wam  dane;  szukajcie,  a  znajdziecie;  kołaczcie,  a  otworzą  wam"  (Mt  7,7  )

2

Przyszedłem  prosid  i  kołatad,  nie  mając  świadomości,  jak  znaczące  jest  to,  co 
zrobiłem.  Ja,  który  szukałem  osławionego  światła  w  inicjacjach,  patrzyłem  na 
kapłana podnoszącego Hostię, żywą obecnośd Chrystusa.  

A  Duch  Święty,  którego  nie  znałem,  ponieważ  nigdy  o  Nim  nie  słyszałem  - 
sądziłem, że chodzi o głos mojej własnej świadomości - zapytał mnie, co mam do 
ofiarowania, prosząc o uzdrowienie Claude. Chociaż zupełnie nie wiedziałem, czym 
jest ofiara, nie musiałem się długo zastanawiad, aby zrozumied, że nie mam Bogu 
niczego innego do zaofiarowania poza samym sobą. 

To ofiara mało  warta, ale jakże wielka dla ateisty, który przez ponad czterdzieści 
lat  krytykował  Kościół  i  który  oskarżał  judeochrześcijaoską  kulturę  o  obarczenie 
człowieka  okropnym  poczuciem  winy  zaprawiającym  goryczą  wszystkie  ziemskie 

                                                           

2

 Zdanie to należy do masooskiego obrzędu inicjacyjnego. 

background image

15 

 

przyjemności.  Po  zakooczeniu  Mszy  świętej  poszedłem  do  zakrystii  i  poprosiłem 
księdza  o  udzielenie  mi  chrztu,  nie  wiedząc,  że  trzeba  się  do  tego  wcześniej 
przygotowad. 

Ksiądz, mając byd może wątpliwości co do mojego stanu umysłowego, a w każdym 
razie co do mojej przeszłości, dowiedział się ze zgrozą, że jestem masonem, a co 
więcej, że należę do loży Wielkiego Wschodu - diabeł znaleziony w kropielnicy nie 
zrobiłby  na  nim  takiego  wrażenia!  Wyjaśnił  mi  wówczas,  że  muszę  skierowad 
specjalną  prośbę  do  arcybiskupstwa  w  Rennes.  Trudno  mi  się  było  na  to 
zdecydowad,  ponieważ  wyobrażałem  sobie  wszystkie  przeszkody  albo  w 
najlepszym razie uciechę, jaką odczuwad będzie pewien ksiądz wobec upokorzenia 
dawnego czcigodnego loży, członka masooskiej kapituły. W rzeczywistości to tylko 
moja pycha odzywała się jeszcze tak donośnie, gdyż widocznie to, co do tej pory 
przeżyłem, nie nauczyło  mnie jeszcze pokory. Czy jestem już dosyd pokorny dziś, 
kiedy  wiem,  jak  bardzo  uniżył  się  Bóg,  przyjmując  naszą  ludzką  naturę,  aby  nas 
zbawid? 

Wydarzenia w Lourdes przekonały mnie również o tym, że Bóg lepiej od nas wie, 
czego  potrzebujemy,  gdyż  zamiast  uzdrowid  ciało  Claude,  zaczął  uzdrawiad  moją 
duszę  i  umysł.  Zresztą  stan  zdrowia  Claude  szybko  się  poprawiał,  tak  iż  dwa 
miesiące  później  mogła  byd  obecna  przy  moim  chrzcie  i  powrócid  do  pracy  - 
oczywiście z pewnymi trudnościami, ale z optymizmem. Otrzymała także pomoc ze 
strony  pewnego  bioenergoterapeuty,  który  został  naszym  przyjacielem,  a  nawet 
instruktorem,  przekazując  swój  sekret  polegający  na  tym,  że  nakładając  ręce  na 
chorych, modlił się imieniem Jezusa.  

Jest  rzeczą  wiadomą,  że  wielu  bioenergoterapeutów  przywołuje  niestety  inne 
moce,  a  szczególnie  chętnie  wypowiada  imię  Judasza.  Robią  to  z  powodzeniem, 
gdyż  Lucyfer,  jak  pozwala się  domyślad  łacioskie  tłumaczenie  tego  imienia  („Ten, 
który niesie światło"), fałszuje światło nawet podczas uzdrowieo

3

Wiem, że dziś nawet wśród chrześcijan mówienie o szatanie nie należy do dobrego 
tonu.

  Dzięki  temu  jego  legiony  mają  wolne  pole  manewru  w  naszym 

konsumpcyjnym  społeczeostwie  rozbudzającym  w  nas  pragnienia  i  fantazje 
ukierunkowane  ku  temu,  co  materialne  i  zmysłowe,  i  usilnie  oddalające  nas  od 
trosk  duchowych.  A  przecież  siły  zła  istnieją  i  parafrazując  słowa  Frossarda, 

                                                           

3

 Od tamtego czasu przekonaliśmy się z własnego doświadczenia, że można modlid się, przyjmowad Komunię świętą 

i równocześnie podtrzymywad więź z szatanem poprzez uprawianie praktyk ezoterycznych, magicznych lub 
okultystycznych, bądź też poprzez kontakt z tymi praktykami. 

background image

16 

 

mógłbym  powiedzied:  Diabeł  jest,  spotkałem  go.  Tym  razem  nie  mówię  tego  z 
ironią, ale raczej z litością wobec pewnych ludzi, którzy będą patrzed na mnie nie 
tyle  jak  na  osobę  nawiedzoną,  nieco  zwariowaną,  ale  w  gruncie  rzeczy 
nieszkodliwą, ile jak na ciężki przypadek nawrotu do mentalności średniowiecznej. 
Możecie się jednak uspokoid: nikogo nie mam zamiaru posyład na stos. 

A  więc  -  powiecie  mi  -  chcemy  dowodów!  Dowody  w  dziedzinie  duchowości,  w 
dziedzinie  tego,  co  nieuchwytne  i  niewidzialne,  nie  przeciwstawią  się  tak  zwanej 
logice  kartezjaoskiej  (a  przecież  Kartezjusz  był  mistykiem,  który  miewał  wizje 
ekstatyczne!). 

Wystarczy  stwierdzid,  że  chodzi  o  sugestię,  halucynację  indywidualną  lub 
zbiorową. Albo też powiedzied, że to, czego się nie da wyjaśnid, nie istnieje, chod 
przecież prawdziwa postawa naukowa, którą tak się chlubimy, polega właśnie na 
przyjęciu  faktu  pozornie  niewytłumaczalnego  i  próbie  jego  wyjaśnienia.  W 
przeciwnym  razie  skąd  posiadalibyśmy  wiedzę  wyjaśniającą  wielkośd 
nieskooczenie małych i nieskooczenie wielkich? Czy kiedykolwiek zrezygnowano z 
badania  najmniejszych  cząsteczek  albo  najbardziej  oddalonych  galaktyk  tylko 
dlatego,  że  nie  były  one  dostępne  naszym  zmysłom,  a  jedynie  rachunkom  i 
teoretycznym  rozważaniom?  A  zresztą  czy  logika  stworzenia  ludzkiego  jest  na 
miarę logiki Stwórcy?  

Ale  wródmy  do  tematu,  czyli  do  sprawy  szatana.  Opowiem  teraz  o  dwóch 
wydarzeniach,  które  sam  przeżyłem,  a  które  upewniły  mnie  w  moim 
przeświadczeniu bardziej niż przeczytane książki. 

Pierwsze  wydarzenie  miało  miejsce  w  owym  1984  roku,  na  początku  opisywanej 
przeze mnie historii. Claude miała zwyczaj stawiania wieczorem na swoim nocnym 
stoliku  szklanki  wody  mineralnej  na  wypadek,  gdyby  w  nocy  chciało  jej  się  pid. 
Rano woda ta zawsze była równie czysta i smaczna jak wieczorem. Otóż któregoś 
dnia  po  obudzeniu  Claude  stwierdziła,  że  jej  woda  jest  mętna,  mdła  i  cuchnie 
zgnilizną  jak  woda  stojąca  przez  dłuższy  czas  w wazonie.  Sytuacja  powtarzała  się 
przez kilka dni. Próbowaliśmy zamiast wody mineralnej zostawid w szklance wodę 
z kranu, ale powtórzyło się to samo zjawisko.  

Po  kilku  dniach  opowiedzieliśmy  o  wszystkim  pewnemu  zakonnikowi,  o  którym 
później  napiszę  więcej.  Poradził  nam,  abyśmy  zastosowali  metodę 
eksperymentalną.  Wieczorem  na  stoliku  ustawiliśmy  trzy  szklanki:  do  jednej 
nalaliśmy  wodę  mineralną,  do  drugiej  wodę  z  kranu,  do  trzeciej  zaś  wodę 
mineralną z kroplą wody święconej, otrzymanej od tego zakonnika. Rankiem woda 

background image

17 

 

w  dwóch  pierwszych  szklankach  była  cuchnąca,  natomiast  woda  w  trzeciej 
szklance  nie  straciła  nic  ze  swojej  czystości.  Taki  sam  rezultat  otrzymywaliśmy 
przez kilka kolejnych dni. 

Nie sposób nam było  tego nie skojarzyd z chorobą układu pokarmowego  Claude, 
na  którą  medycyna  naukowa  nie  potrafiła  znaleźd  lekarstwa,  podobnie  jak  nie 
sposób było nie dostrzec pozytywnego skutku dodania wody święconej do jednej 
ze szklanek. Później dowiedzieliśmy się, że pewna grupa osób „wtajemniczonych" 
spotykała  się  w  tamtym  okresie  i  sprawowała  rytuał,  którego  celem  było 
doprowadzenie do zniszczenia nas na wszystkich płaszczyznach

4

* * * 

Drugie  wydarzenie  ma  charakter  o  wiele  bardziej  subiektywny,  ale  chodzi  o 
zjawisko  znane  osobom,  które  mają  wkrótce  przyjąd  święcenia  diakonatu  albo 
kapłaoskie.  Otóż  kilka  tygodni  później  przygotowywałem  się  do  chrztu,  studiując 
teksty teologiczne z gorliwością neofity, co musiało się nie podobad przeciwnikowi. 
Dwukrotnie  zostałem  obudzony  przez  szyderczy  chichot  rozlegający  się  blisko 
moich uszu oraz przez wizję jakichś zielonkawo-czarniawych, falujących kształtów, 
zmieniających się na podobieostwo płomieni ognia, tyle że pozbawionych światła i 
ciepła. Na ten widok poczułem zimne dreszcze przenikające moje ciało. Miałem na 
tyle przytomności umysłu, aby przywoład na pomoc Matkę Bożą, a wtedy widzenie 
znikło  natychmiast.  Zapewniam,  że  ani  wówczas,  ani w  żadnym  innym  czasie  nie 
brałem  jakichkolwiek  środków  uspokajających  czy  narkotyków,  nie  piłem  też 
alkoholu  i  z  całą  pewnością  byłem  całkowicie  poczytalny.  Chyba  że  już  sam  fakt 
interesowania  się  teologią,  metafizyką  i  duchowością  uznacie  za  dowód  utraty 
pełni władz umysłowych! Szaleostwo w oczach świata - mądrośd w oczach Boga. 

Niektórzy  może  nie  wiedzą,  że  Bóg,  który  stworzył  ludzkośd,  stworzył  także 
aniołów, których w swojej miłości obdarzył taką samą wolnością jak nas, wolnością 
przyjęcia  lub  odrzucenia  miłości  Boga  -  ponieważ  nie  ma  miłości  bez  wolności. 
Wielu ludzi wybrało odrzucenie, ale takiego wyboru dokonał także Lucyfer  i jego 
legiony  upadłych  aniołów.  Czyhają  one  na  każdą  okazję,  aby  zaszkodzid  ludziom 
lub stad się narzędziem ich jawnych lub tajemnych aktów wiarołomstwa, zazdrości 
i nienawiści. Bóg nie może odebrad ofiarowanej wolności, dlatego każdy musi sam 

                                                           

4

 Jedna z osób pracujących ze mną nieostrożnie oznajmiła niektórym pracownikom, że „będziemy mieli skórę pani 

Caillet  jeszcze  przed  koocem  roku".  Oto  jak  miejsce  mające  służyd  życiu  może  byd  jednocześnie  przedsionkiem 
piekła! 

background image

18 

 

dokonywad  wyborów.  Przy  czym  człowiek  ma  tę  przewagę  nad  aniołem,  że  w 
każdej chwili może powrócid do Boga. 

Ostra  odprawa,  którą  dostałem  w  zakrystii  w  Lourdes,  nie  zniechęciła  mnie. 
Pomyślałem sobie, że jest jakaś prawda w tym, co mówiła moja rodzina na temat 
nietolerancji  i  sekciarstwa  katolików.  Po  powrocie  do  Rennes  spotkałem  się  z 
prawosławnym  znajomym,  który  skierował  mnie  do  ojca  Patricka  należącego  do 
prawosławnego  Kościoła  galijskiego  -  Kościoła,  który  z  inicjatywy  biskupa  Jeana 
oraz  pod  opieką  Patriarchatu  Rumuoskiego  odnowił  ryt  staro-  galijski.  Ojciec 
Patrick  przyjął  mnie  bardzo  ciepło  i  powiedział,  że  Chrystus,  skoro  do  Niego 
przychodzę,  chce  mnie  do  siebie  przygarnąd,  mimo  iż  jestem  masonem,  a 
dodatkowo  człowiekiem  rozwiedzionym,  żyjącym  w  powtórnym  związku 
małżeoskim,  lekarzem  znanym  z  działalności  na  rzecz  aborcji  oraz  rozmaitych 
metod antykoncepcji. Chrystus bowiem przyszedł do chorych i grzeszników, a nie 
do sprawiedliwych i tych, którzy się mają dobrze. Jeśli chodzi o tych ostatnich, to 
lepiej  jest  zapobiegad  niż  leczyd,  dlatego  obecnie  uważam,  że  chrzest  dzieci 
stanowi pierwszą ochronę przed szatanem. 

Ojciec Patrick poruszył mnie swoim miłosierdziem, ponieważ odniósł się do mnie 
jak Chrystus do jawnogrzesznicy: „I ja ciebie nie potępiam". Nie powiedział nawet: 
„Idź i odtąd już nie grzesz" ( J 8,11 ). Moje serce już było nawrócone. Zobaczyłem 
w nim Chrystusa. 

Ojciec  Patrick  poprosił  mnie  tylko,  żebym  przygotował  się  do  chrztu  poprzez 
lekturę  i  dwa  czy  trzy  spotkania,  podczas  których  upewnił  się  co  do  mojej 
znajomości  prawd  wiary.  Odnajdowałem  w  nim  z  radością  niektóre  cechy 
charakteru  mojej  ukochanej  babci,  która  przybywszy  do  Francji  po  rewolucji 
rosyjskiej,  zachowała  ze  swojej  religii  wielkie  serce,  wielką  tolerancję,  nadzieję 
życia  wiecznego,  radośd  zmartwychwstania  oraz  małą  ikonę,  przed  którą  modliła 
się codziennie, a która dzisiaj wisi nad naszym łóżkiem. 

Mimo  podejmowanych  przez  szatana  prób  zastraszenia  mnie  otrzymałem 
sakramenty  chrztu  oraz  bierzmowania  w  obrządku  prawosławnym  w  Wielką 
Sobotę 1984 roku podczas nabożeostwa Wigilii Paschalnej. W blasku światła i przy 
dźwiękach śpiewu charakterystycznego dla tego obrządku przyjąłem z ogromnym 
wzruszeniem niesamowity wstrząs polania wodą, a następnie delikatne tchnienie 
Ducha. Ze łzami w oczach wstępowałem przed ikonostas, mając obok siebie ojca 
Patricka.  Czułem  radośd  stania  się  dzieckiem  Boga  obmytym  z  grzechów,  radośd 
bycia przyjętym do wspólnoty ubogiej i miłosiernej, która stała się moją rodziną w 

background image

19 

 

Duchu Świętym. Odczuwałem też ból z powodu odłączenia się od części Was, moja 
rodzino według ciała. 

Moje  wzruszenie  było  o  wiele  silniejsze  niż  to,  które  towarzyszyło  mi  podczas 
pierwszej inicjacji masooskiej, kiedy to sfera sakralna dotykała jedynie zmysłów  i 
intelektu,  nie  zaspokajała  jednak  duchowego  głodu,  który  nasycid  może  jedynie 
sam Bóg zniżający się ku nam przez swojego Syna. Przyjęcie Komunii świętej, które 
nastąpiło wkrótce potem, wniosło pokój w moją duszę i mój umysł. 

* * * 

Kilka dni później zapisałem się na zajęcia teologii w Instytucie Saint-Denis w Paryżu 
i  zacząłem  odkrywad  nieznane  mi  dotąd skarby  duchowe  i  kulturowe,  zawarte  w 
Piśmie świętym, Didache oraz pismach Ojców Kościoła. Mówię o skarbach kultury, 
gdyż dopiero w świetle tych tekstów zrozumiałem to, co dotychczas wydawało mi 
się  niejasne  i  niezrozumiałe  w  pewnych  dziełach  literackich,  malarskich, 
rzeźbiarskich  czy  muzycznych.  Ile  wersów  i  zdao,  ile  alegorii  i  inwokacji  nabiera 
sensu  dopiero  w  świetle  tradycji  judeochrześcijaoskiej,  której  spadkobiercami 
jesteśmy,  czy  tego  chcemy,  czy  nie.  I  chociaż  zawsze  byłem  i  pozostanę 
zwolennikiem rozdziału Kościoła od paostwa, ponieważ duchowa sfera życia może 
się jedynie zbrukad w zetknięciu z polityką, to jednak uważam, że pojęcie laickości 
należałoby zrewidowad w dwóch aspektach.  

Po  pierwsze,  powinna  ona  polegad  nie  tyle  na  neutralności,  ile  na  otwartości  na 
wszelką myśl filozoficzną i religijną, ze szczególnym uwzględnieniem podstawowej 
wiedzy o wielkich religiach świata.  

Po drugie, nauczyciele uczący w szkołach laickich powinni mied możliwośd jasnego 
określenia  swojego  światopoglądu  przy  jednoczesnym  poszanowaniu  poglądów 
dzieci i ich rodziców.  

Jak  widzicie,  jestem  nie  tylko  człowiekiem  nawiedzonym,  ale  również  odrobinę 
utopistą: dla mnie różnice są tym, co ludzi wzbogaca, a nie rozdziela. Zapomniałem 
dodad,  że  w  moim  „programie"  we  wszystkich  szkołach  i  liceach  powinny  byd 
godziny przeznaczone na naukę religii wyznaniowej - jak to jest w Alzacji od czasu 
podpisania  konkordatu  -  a  udział  w  tych  lekcjach  powinien  podlegad  ocenie  na 
tych samych zasadach, jak udział w lekcjach innych przedmiotów obowiązkowych. 

* * * 

Zapytacie  mnie  teraz,  dlaczego  po  trzech  latach  należenia  do  Kościoła 
prawosławnego stałem się katolikiem? Przemiana czy niestałośd? Z pewnością nie 

background image

20 

 

była to niestałośd, gdyż przekonacie się, że nie wybrałem drogi najprostszej. Mogę 
wymienid kilka przyczyn mojej decyzji. 

Pierwsza  przyczyna  związana  jest  z  pewnym  opatrznościowym  spotkaniem  - 
opatrznościowym,  gdyż  jak  już  wspominałem,  przestałem  wierzyd  w  przypadki, 
szczególnie  od  czasu,  kiedy  wyruszyłem  na  poszukiwanie  Tego,  który  jest,  to 
znaczy  Boga.  Tym  spotkanym  przeze  mnie  człowiekiem  był  -  jego  pokora  musi 
ścierpied,  że  podam  tu  jego  imię  -  ojciec  Yves  z  benedyktyoskiego  opactwa  Ste 
Anne  de  Kergonan  w  regionie  Vannes  (departament  Morbihan  w  Bretanii).  A 
dlaczego uważam, że było to dzieło Opatrzności? Otóż przebywając na wakacjach 
w  1984  roku  w  Quiberon,  zauważyliśmy  nieduży  afisz  zapraszający  do  tego 
opactwa,  o  którym  nigdy  wcześniej  nie  słyszeliśmy,  na  słuchanie  śpiewu 
gregoriaoskiego.  

Ponieważ  zawsze  lubiliśmy  muzykę,  w  tym  także  muzykę  sakralną,  pojechaliśmy 
tam  pewnego  dnia  posłuchad  nieszporów.  Jakaż  czystośd,  prostota  i  głębia,  a 
równocześnie  jakie  niezwykłe  odczucia  muzyka  ta  budziła  w  naszych  duszach,  a 
nawet w ciałach. Claude mogła już wtedy odżywiad się w miarę normalnie, ciągle 
jednak  wykwity  sprawiały  jej  ogromne  cierpienie.  Tymczasem  wychodząc  z 
kościoła, wyznała mi, że podczas słuchania śpiewu nie czuła bólu. Udaliśmy się do 
rozmównicy, gdzie spotkaliśmy furtiana, którym był właśnie ojciec Yves.  

Wspomnieliśmy  mu  o  naszym  zdumiewającym  odkryciu,  on  zaś  wydawał  się  z 
nami  to  zdumienie  dzielid,  po  czym,  wypowiedziawszy  kilka  zdao  na  jakiś  błahy 
temat,  wyjawił  nam  mimochodem,  że  doktor  Tomatis,  muzykoterapeuta,  który 
przez  jakiś  czas  mieszkał  w  opactwie  w  Kergonan,  stwierdził  efekty  lecznicze 
niektórych  psalmów.  Wówczas  opowiedzieliśmy  mu  krótko  o  naszej  sytuacji  (o 
zdrowiu Claude i o problemach zawodowych), a wtedy ojciec Yves przyniósł nam 
książkę opisującą przejawy obecności szatana.  

Zaproponował, żebyśmy przeczytali ją jeszcze tego samego dnia i wrócili do niego 
nazajutrz po  południu. Dziwna książka i niezwyczajna propozycja, ale zgodziliśmy 
się na nią. I oto nazajutrz, a potem przez wiele następnych  dni trwała  rozmowa, 
podczas  której  dobry  mnich  wysłuchiwał  naszych  wyznao  o  grzesznym  życiu  z 
pozorną, pogodną naiwnością, której towarzyszyły okrzyki: „Ach tak! Ach więc to 
tak!",  budujące  w  nas  przeświadczenie,  że  otwieramy  mu  oczy  na  świat  pełen 
nieszczęśd i zepsucia. Miał przy tym spojrzenie, jakiego nie widzieliśmy do tej pory 
u nikogo - spojrzenie przenikające naszą historię, nasze doświadczenia, jak gdyby 
widział nasze dusze, nie osądzając ich jednak.  

background image

21 

 

To  właśnie  jego  spojrzenie  pozwoliło  nam  zrozumied,  czym  może  byd  prawdziwa 
miłośd  -  agape;  to  ono  pozwoliło  nam  odkryd,  że  prawdziwa  tolerancja,  którą 
chlubią się niektóre świeckie instytucje, jest tylko bladym odbiciem tolerancji, jaką 
Chrystus okazuje światu i jaką można odkryd w oczach tych ludzi, którzy z prostotą 
i pokorą przyoblekają się w zmartwychwstałego Chrystusa. Tolerancja ta objawiła 
się w sposób namacalny w radach zaskakujących tak mnie, jak i tych, którzy mają 
uproszczoną, manicheistyczną wizję ludzkości: „Dobrzy to my, źli to inni". 

I tak na przykład moja przynależnośd do Kościoła prawosławnego zrodziła u niego 
jedynie  refleksję,  że  zakon  św.  Benedykta  został  przez  niego  ufundowany  w 
czasach,  kiedy  Kościół  chrześcijaoski  nie  był  jeszcze  podzielony,  oraz  że 
benedyktyni,  podobnie  jak  prawosławni,  troskliwie  strzegli  tradycji  Ojców 
Kościoła.  Pokazałem  mu  moje  prace  pisemne  z  teologii,  on  zaś  poprawił  moje 
błędy bynajmniej nie z perspektywy katolickiej, ale całkowicie ortodoksyjnej, dzięki 
czemu  kilka  miesięcy  później  podczas  egzaminu  ustnego  w  Paryżu  otrzymałem 
ocenę pozytywną. 

Gdy  nie  mogłem  pogodzid  się  z  tym,  że  osobą,  która  mnie  zniszczyła  zawodowo, 
był mason, mój brat i przyjaciel, oraz że inni bracia nie przyszli mi z pomocą, ojciec 
Yves  wskazał  mi  Jezusa,  który  także  został  zdradzony  przez  Judasza  i  opuszczony 
przez apostołów, a przecież nie wzywał na pomoc swojego Ojca, aby uniknąd męki, 
lecz  zawierzył  Jego  woli  i  miłości.  Nie  chodzi  o  przyjęcie  postawy  rezygnacji  - 
poradził  mi,  abym  użył  wszystkich  metod  pokojowych,  a  zatem  prawnych,  by 
dochodzid swoich praw; chodzi o postawę zaufania, ponieważ nie wiemy, jaki jest 
plan  Boga  wobec  nas.  Bóg  bowiem  nie  opuszcza  swoich  dzieci.  Poza  tym 
doświadczenie  krzyża,  które  jest  skandalem  dla  naszych  ciasnych  umysłów,  czyni 
możliwym cud zmartwychwstania, triumf prawdziwego życia. 

Nawet  w  loży  osiemnastego  stopnia  wtajemniczenia,  do  której  należałem, 
symbolem  jest  właśnie  róża  na  krzyżu,  obrazująca  prawdę,  że  cierpienie  jest 
źródłem  rozwoju  osobowości  wyzwolonej  z  więzów  i  ograniczeo  tego  świata.  To 
oczywiście  nieudolne  naśladownictwo,  bo  ofiarą  przebłagalną  jest  tam  nie 
Chrystus, lecz... pelikan! Jakiż pożałowania godny substytut! 

Dzięki  temu  dobremu  zakonnikowi  zrozumiałem,  że  nie  zmienię  świata  swoim 
buntem  i  krzykiem,  ale  mogę  to  uczynid,  zmieniając  siebie  samego  -  cierpliwie  i 
systematycznie; tylko tak mogę przyczynid się do nawrócenia, do przemiany tego 
świata.  I  uświadomiłem  sobie,  że  drogą  od  krzyża  do  róży  jest  ofiara,  to  znaczy 
miłośd do wszystkich ludzi, w tym także do tych, którzy nas nienawidzą. W efekcie 

background image

22 

 

stałem  się  zdolny  przebaczyd  z  głębi  serca  tym,  którzy  nękali  mnie  materialnie, 
moralnie  oraz  przy  pomocy  metod  okultystycznych:  „Ojcze,  przebacz  im,  bo  nie 
wiedzą, co czynią" (Łk 24,34).  

Jednak  chod  moje  serce  potrafiło  przebaczyd,  rozum  domagał  się  gestu 
ostatecznego  zerwania.  Ojciec  odradzał  mi  porzucenie  masonerii  w  odruchu 
buntu, aby dad moim przeciwnikom czas na zreflektowanie się

5

Drugą  przyczyną  mojego  przejścia  na  katolicyzm  był  znak,  jaki  otrzymałem  od 
Boga;  Bóg  bowiem  w  decydujących  momentach  naszego  życia  daje  nam  swoje 
znaki. Trzeba tylko zrozumied ich sens. 

Ojciec  Yves  pochylił  się  nad  naszą  sytuacją  małżeoską:  obydwoje  byliśmy 
rozwiedzeni,  obydwoje  powtórnie  zawarliśmy  związek  małżeoski,  nie  mogliśmy 
zatem  przyjmowad  Komunii  świętej  w  Kościele  katolickim.  Według  prawa 
kanonicznego  sprawa  była  jednoznaczna  i  dobry  ojciec  wiedział,  jak  bolesna  jest 
świadomośd bycia oddalonym od Chrystusa i oddzielonym od wspólnoty. 

Problem taki nie istniał w Kościele prawosławnym i ojciec Patrick proponował nam 
nawet,  że  pobłogosławi  nasz  związek.  Jednakże  Claude  czuła,  że  nie  może  tej 
propozycji  przyjąd,  gdyż  byłoby  to  niezgodne  z  jej  sumieniem  i  nieuczciwe  w 
stosunku do Boga. Ojciec Yves zaskoczył nas któregoś dnia, wyjaśniając, że znane 
są  mu  przypadki,  gdy  trybunał  kościelny  ponownie  rozpatrywał  okoliczności 
zawarcia związku małżeoskiego.  

W  moim  przypadku  nie  było  problemu,  ponieważ  podczas  pierwszego  ślubu  nie 
byłem  jeszcze  ochrzczony.  Jeśli  chodzi  o  Claude,  wydawało  nam  się  rzeczą 
niemożliwą,  żeby  księża,  tak  formalni  –  jak  sądziliśmy  -  mogli  ponownie  pochylid 
się  nad  błogosławieostwem  ślubnym  udzielonym  przed  dwudziestoma  pięcioma 
laty,  nawet  jeśli  tamten  związek  nie  był  owocem  miłości  i  od  pierwszego  dnia 
zmienił się w piekło. 

Ponieważ  ojciec  Yves  nalegał,  Claude  złożyła  w  trybunale  kościelnym  w  Rennes 
prośbę  o  unieważnienie  małżeostwa,  nie  wiążąc  z  tym  jednak  wielkich  nadziei. 
Kilka  tygodni  później  byliśmy  w  Quiberon  i  tam  w  dzienniku  „Ouest-France" 
przeczytaliśmy  króciutką  wzmiankę  zapowiadającą  przyjazd  do  Wersalu  ojca 
Emiliana  Tardifa,  charyzmatycznego  księdza  przyciągającego  tłumy,  ponieważ 

                                                           

5

 

Zresztą wtedy nie dostrzegałem jeszcze fundamentalnej niezgodności, jaka istnieje między chrześcijaostwem a 

masonerią. 

background image

23 

 

podczas odprawianych przez niego Mszy świętych dokonują się nagłe uzdrowienia, 
których nie sposób wytłumaczyd bez interwencji Bożej.  

Był 24 września 1985 roku, dzieo moich urodzin; za pięd dni w okolicy Vannes miał 
się  odbyd  ślub  naszego  najstarszego  dziecka.  Czytając  informację  w  gazecie, 
pomyśleliśmy  od  razu  o  jednym  z  naszych  znajomych,  który  od  wielu  lat 
poddawany  był  dializom  z  powodu  niewydolności  nerek.  To  właśnie  on 
opowiedział nam parę miesięcy wcześniej o  ojcu Tardifie, z którym zetknął się w 
Ognisku  Miłosierdzia  Tressaint  w  Poudouvre  (departament  Côtes  d'Armor  w 
Bretanii). Pasjonował się okultyzmem, toteż zapragnął zbadad osobowośd i „cuda" 
tego kapłana, a mówiąc wprost, chciał się z nim zmierzyd. Jednakże podczas Mszy 
świętej  usłyszał  wypowiedziane  przez  ojca  Tardifa  słowo  poznania,  które  go 
bardzo  poruszyło:  „Jest  tutaj  mężczyzna  cierpiący  na  chroniczną  chorobę  nerek. 
Przyszedł  tu  z  ciekawości.  Następnym  razem  przyjdzie  prosid  Chrystusa  o 
uzdrowienie".  

A  zatem  zatelefonowaliśmy  wieczorem  do  tego  znajomego,  aby  go  namówid  na 
udanie się do Wersalu. Ku naszemu zdumieniu dowiedzieliśmy się, że on sam nie 
ma  zamiaru  tam  jechad,  ale  zarezerwował  trzy  miejsca  w  autokarze  jadącym  z 
Rennes  dla  nas  i  dla  jeszcze  jednego  znajomego  rolnika  z  tych  stron.  Wydawało 
nam  się  to  nierozsądne,  ponieważ  powrót  przewidziany  był  oczywiście  nocą,  a 
następnego  dnia  o  godzinie  jedenastej  miał  się  odbyd  ślub.  Mimo  wszystko 
przyjęliśmy propozycję. 

Wyjechaliśmy  wcześnie  rano.  Podróż  trwała  długo  ze  względu  na  koniecznośd 
zatrzymywania  się  po  drodze  i  zabierania  kolejnych  pielgrzymów.  Autokar 
rozbrzmiewał  pieśniami  i  modlitwami  maryjnymi.  Około  godziny  szesnastej 
znaleźliśmy  się  wreszcie  w  kościele  Saint-Louis,  gdzie  zgromadziło  się  około 
czterech  tysięcy  pielgrzymów.  Przez  dwie  godziny  odmawiany  był  różaniec,  aż 
wreszcie  około  godziny  osiemnastej  pojawił  się  uśmiechnięty  ojciec  Tardif  w 
towarzystwie  kilku  księży,  wśród  których  ku  mojemu  zdumieniu  znajdował  się 
biskup Wersalu Louis Simonneaux.  

Ksiądz  Tardif  wyjaśnił  w  kilku  słowach,  że  on  sam  w  żadnym  razie  nikogo  nie 
uzdrowił,  lecz  że  czyni  to  Jezus  obecny  w  Eucharystii,  a  uzdrowienia  te  są  Jego 
znakami.  Claude  nie  czuła  się  jeszcze  całkiem  dobrze,  więc  przypuszczałem,  że 
będzie  prosid  o  zdrowie  dla  siebie.  Toteż  w  sekrecie  serca  poprosiłem  Boga,  aby 
nasz związek został kiedyś pobłogosławiony. Po Mszy świętej dowiedziałem się, że 
Claude modliła się o to samo. Zachwyciła mnie modlitwa w językach, która nagle 

background image

24 

 

zabrzmiała w zgromadzeniu. Czytaliśmy już o  niej w książce Ranaghana  Le retour 
de  l'Esprit,  
ale  wyobrażałem  sobie,  że  jest  to  pewnego  rodzaju  kakofonia 
połączona z przejawami przesadnej egzaltacji.  

Czy  można  bowiem  sobie  wyobrazid  -  zważywszy  nasze  ograniczone  rozumienie 
świata  -  że  osoby,  które  się  nie  znają,  wspólnie  intonują  wokalizę  albo  delikatne 
melodeklamacje  w  językach  nieznanych  im  samym,  że  śpiew  ten  narasta,  aby 
potem  stopniowo  wyciszyd  się,  i  że  jest  to  śpiew  harmonijny,  bez  chodby  jednej 
fałszywej  nuty,  mający  nawet  pewną  melodię;  śpiew  niezwykle  piękny, 
wyciskający łzy z najbardziej nawet niewrażliwych oczu. Nie byłoby to możliwe bez 
jednoczącego działania Ducha Świętego, który sprawia, że wszyscy stanowią jedno 
ciało. Od tamtej pory słyszeliśmy modlitwę w językach w St Broladre, w Corde, w 
Tressaint, a także w grupach modlitewnych w Vannes i Rennes i za każdym razem 
odnajdowaliśmy tę samą harmonię - znak jedności. 

Ale  powródmy  do  Wersalu.  Eucharystia  była  prosta,  ale  powietrze  stawało  się 
coraz  cięższe,  jak  przed  burzą.  Przed  Komunią  świętą  ojciec  Tardif  poprosił, 
abyśmy się nie ruszali ze swoich miejsc, ponieważ księża wejdą w tłum, aby rozdad 
konsekrowane  Hostie.  Jeden  z  księży  wszedł  do  nawy  głównej,  obsłużył  kilka 
rzędów  przed  nami, a  następnie  ominął nas  -  pomyśleliśmy, że  o  nas  zapomniał. 
Po chwili jednak wrócił. Uważałem, że zgodnie z prawem Kościoła prawosławnego 
mogę przystąpid do Komunii, toteż podszedłem do niego. 

Natomiast Claude, wiedząc, jaka jest jej sytuacja w Kościele katolickim, została na 
swoim  miejscu.  Tymczasem  kapłan  stanął  przed  nią  i  zaproponował  jej  Ciało 
Chrystusa.  Ona  odpowiedziała,  że  jako  osoba  rozwiedziona,  która  powtórnie 
wyszła  za  mąż,  nie  może  Go  przyjąd.  Ksiądz  zapytał  wtedy:,  „Dlaczego  tu 
przyszłaś?". - „Żeby byd we wspólnocie". - „Dlaczego płaczesz?". - „Płaczę podczas 
każdej Eucharystii".  

Kapłan,  który  wcześniej  cofnął  rękę,  teraz  zamknął  oczy,  zamyślił  się  na  kilka 
sekund,  po  czym  wyprostował  się  i  powiedział:  „Daję  ci  Ciało  Chrystusa,  a  ty 
kontynuuj  swoje  próby".  Z  ludzkiego  punktu  widzenia  nie  mógł  on  wiedzied,  że 
Claude wystosowała prośbę o unieważnienie małżeostwa. 

Od  tamtej  pory  zresztą  utraciła  ona  dar  łez.  Po  Komunii  ojciec  Tardif  otrzymał 
słowo  poznania  i  zaczął  zapowiadad  uzdrowienia.  I  oto  jak  za  czasów  Jezusa  na 
ziemi niepełnosprawni wstawali ze swoich noszy, chorzy na artrozę podnosili ręce, 
aby  pokazad,  że  są  w  stanie  nimi  poruszad,  głuchy  oznajmił,  że  słyszy.  Pewien 
lekarz  powiedział  o  uzdrowieniu  kręgosłupa,  o  którym  nie  odważył  się  dad 

background image

25 

 

świadectwa przed rokiem, podczas pobytu ojca Tardifa we Francji, kiedy to prosił o 
zdrowie nie dla siebie, lecz dla syna.  

W  pewnej  chwili  usłyszałem  odpowiedź  na  moją  modlitwę:  „Jezus  błogosławi 
pewnemu  związkowi".  Oczywiście  były  tam  niewątpliwie  również  inne  pary 
oddzielone  jak  my  od  Chrystusa,  ale  miałem  wewnętrzne  przeświadczenie,  że 
słowa  te  są  skierowane  do  nas.  Jedną  z  łask  wiary  jest  zdolnośd  dostrzegania  w 
Piśmie świętym, w Słowie obecności Boga, który naprawdę zwraca się do każdego 
z nas: „Kto ma uszy, niechaj słucha!" (Mt 13,9). 

Trzecim,  bardziej  już  intelektualnym  powodem  mojego  przejścia  na  katolicyzm 
było  odkrycie,  że  tolerancja  i  pragnienie  pojednania  widoczne  jest  nie  tylko  w 
jasnym  spojrzeniu  ojca  Yves'a,  ale  również  w  przemianie  Kościoła,  jaka 
dokonywała  się  z  inspiracji  jego  pasterza,  papieża  Jana  Pawła  II.  Mam  na  myśli 
odwiedziny papieża w synagodze rzymskiej, a jeszcze bardziej spotkanie w Asyżu w 
październiku  1986  roku,  na  które  Jan  Paweł  II  zaprosił  religijnych  przywódców  z 
całego  świata,  aby  wspólnie  modlid  się  o  pokój  i  pojednanie.  Był  to  dla  mnie 
prawdziwy  wstrząs  wywracający  do  góry  nogami  moje  dotychczasowe 
wyobrażenia. 

Do  tej  pory  bowiem  nosiłem  w  sobie  obraz  Kościoła  nietolerancyjnego  i 
triumfującego, czego przejawem była inkwizycja, prześladowanie katarów, noc Św. 
Bartłomieja  czy  wreszcie  układanie  się  niektórych  papieży  z  władzami  świeckimi. 
Zrozumiałem,  że  od  Soboru  Watykaoskiego  II  Kościół,  upokorzony  swoim 
zwróceniem się do świata, przeżywał teraz zmartwychwstanie i odnajdywał swoje 
prawdziwe miejsce, którym jest wyłącznie sfera duchowa. 

Chod  było  mi  żal  z  powodu  niektórych  zmian  w  rytuale  Mszy  świętej,  które 
pozbawiają ją pewnych aspektów energetycznych, znanych budowniczym katedr i 
niektórym  ezoterykom,  jednak  ostatecznie  uważam,  że  przybliżenie  ołtarza  do 
zgromadzenia (oraz fakt, że kapłan zwrócony jest do  niego twarzą) przyczynił się 
do  zlikwidowania  bariery  psychologicznej.  Do  tej  pory  wierni  mogli  odnosid 
wrażenie, jakoby Kościołem był jedynie kler, nie zaś wspólnota ludzi ochrzczonych.  

Obecny  układ  lepiej  pozwala  widzied  w  naszych  pasterzach  -  jeśli  tylko  chcą  to 
uznad oni sami, a zdarza się to coraz częściej – ludzi tak samo grzesznych, jak my, a 
zatem  ludzi,  którzy  powinni  każdemu  okazywad  miłośd  i  zrozumienie.  W  ten 
sposób nietolerancja staje się niemożliwa. A w każdym razie nie może już odnosid 
się  do  całego  Kościoła,  lecz  co  najwyżej  jest  cechą  poszczególnych  osób,  które 
będą musiały zdad z tego sprawę przed Panem. 

background image

26 

 

Ostatni  impuls  do  podjęcia  decyzji  o  przejściu  na  katolicyzm  pojawił  się  kilka 
miesięcy później, w 1987 roku, kiedy trybunał kościelny w Rennes, a następnie w 
Angers  przesłał  Claude  szczęśliwą  wiadomośd,  że  jej  małżeostwo  zostało 
unieważnione  z  powodu  jej  niedojrzałości  uczuciowej  w  momencie  zawierania 
związku oraz braku aktu woli, czyli zgody małżeoskiej. 

Chcę  wyraźnie  podkreślid,  że  nikt  w  naszej  sprawie  nie  interweniował  w  tych 
instancjach, gdzie postępowanie prawne jest długie i bardzo drobiazgowe; a także, 
że procedury te nie są wcale kosztowne, a zatem są one powszechnie dostępne, w 
przeciwieostwie  do  prawnych  procedur  paostwowych  (mam  tu  na  myśli  przede 
wszystkim adwokatów)  - kosztowało  nas to w sumie dwa  tysiące franków za sąd 
pierwszej instancji oraz odwoławczy. 

Widziałem w tym wydarzeniu palec Boży i znak otwartości katolickiej hierarchii na 
cierpienie  braci  oddzielonych  od  Kościoła.  Ojciec  Yves  złożył  dziękczynienie  za 
szczęśliwe  rozwiązanie  sprawy,  o  które  się  modlił.  Zgodził  się  już,  żebym 
ostatecznie  zerwał  z  masonerią,  kiedy  w  styczniu  mój  drogi  dyrektor,  nie  mogąc 
złamad mojego biernego oporu, zwolnił mnie z pracy z powodu „utraty zaufania" 
(sic).  Odeszliśmy  także  z  Claude  z  zakonu  różokrzyżowców  AMORC,  którego 
członkami  byliśmy  od  dziesięciu  lat,  dochodząc  również  w  tej  organizacji  do 
stopnia Braci Róży Krzyża (znowu róża na krzyżu!).  

Wtedy  właśnie  odszedłem  z  Kościoła  prawosławnego  i  stałem  się  członkiem 
Kościoła  katolickiego.  Nie  wiązało  się  to  dla  mnie  z  dużym  wyrzeczeniem,  gdyż 
kwestie  dogmatyczne  różniące  obydwa  Kościoły  wydają  mi  się  niewielkie, 
szczególnie osławione filioque: czy Duch Święty pochodzi jedynie od Ojca, czy też 
od Ojca i Syna? Nie znam się na tajemnicy Trójcy Świętej na tyle, żeby się na ten 
temat wypowiadad i jeśli miałbym zrobid zakład - który nie jest zakładem Pascala - 
to stawiam na swobodny przepływ Miłości między trzema Osobami Trójcy Świętej 
i  na  Jej  zstępowanie  na  człowieka  poprzez  Ducha  Świętego,  Ojca  i  Syna.  Zresztą 
nikt  nie  widział  Ojca  z  wyjątkiem  Syna,  jeśli  zaś  chodzi  o  Ducha  Świętego,  to 
postrzegamy jedynie Jego działanie. 

Mogliśmy  nareszcie  zrealizowad  nasze  pragnienie  otrzymania  ślubnego 
błogosławieostwa  przepowiedzianego  nam  przez  ojca  Tardifa.  W  tym  czasie 
podjęliśmy  już  na  nowo  pracę  w  portowym  miasteczku  Crouesty  w  zakładzie 
wodolecznictwa.  Pewnego  dnia  zwróciłem  się  do  proboszcza  tego  miasteczka  z 
pytaniem  o  możliwośd  zawarcia  związku  małżeoskiego,  na  które  odpowiedział 
bardzo  pozytywnie.  Kiedy  oznajmiłem  nowinę  Claude,  nie  była  ona  tak 

background image

27 

 

zachwycona,  jak  się  tego  spodziewałem,  ponieważ  właśnie  dokonała  innego 
wyboru.  Otóż  podczas  modlitwy  siostra  Dominique,  która  z  chwilą  naszego 
przybycia  do  Crouesty  z  własnej  inicjatywy  zaoferowała  nam  swoją  pomoc, 
otrzymała  natchnienie,  że  nasze  małżeostwo  należy  powierzyd  ojcu  Kergoatowi, 
proboszczowi  katedry  w  Vannes.  Zarówno  siostra  Dominique,  jak  i  ów  ojciec 
należeli do Odnowy, którą znaliśmy jedynie przez ojca Tardifa.  

A zatem w sierpniu 1987 roku ojciec Kergoat przyjął nas, dał nam do przeczytania 
bardzo piękną książkę prawosławnego autora Michela Laroche'a i wyznaczył dzieo 
ślubu  na  7  października,  święto  Matki  Bożej  Różaocowej.  Poprosił,  abyśmy  go 
wcześniej  dwukrotnie  odwiedzili,  chciał  bowiem  udzielid  nam  nauk  i  załatwid 
sprawy formalne. Bardzo pragnęliśmy, aby naszymi świadkami byli nasz ojciec Yves 
i  siostra  Anne-Hdlene,  augustianka  z  Malestroit,  o  której  jeszcze  chyba  nie 
wspomniałem. Siostra ta bardzo pomogła nam w naszej wędrówce przez pustynię, 
przede wszystkim otwierając nas na duchowe skarby mistycznego życia jej dawnej 
towarzyszki i przełożonej, matki Yvonne - Aimée od Jezusa

6

Okazuje  się  jednak,  że  prawo  kanoniczne  nie  pozwala  osobom  konsekrowanym 
byd świadkami. Poprosiliśmy więc o to naszych przyjaciół, Michele i Bernarda. To 
właśnie oni pierwsi pozwolili nam odkryd Yvonne-Aimée dzięki książce, która była 
zakazana  przez  hierarchię  kościelną  ze  względu  na  niezwykłośd  opisywanych 
zjawisk,  które  szokowały  nie  tylko  racjonalistów,  ale  nawet  znaczną  częśd 
katolików  myślących  w  kategoriach  racjonalizmu  naukowego,  którzy  nie  zetknęli 
się jeszcze z Odnową. 

Zaprosiliśmy dwunastu przyjaciół, przekonanych i zaangażowanych chrześcijan, nie 
chcieliśmy bowiem, żeby uroczystośd o charakterze duchowym przekształciła się w 
towarzyskie  spotkanie,  gdzie  ciekawośd,  a  nawet  ironia  mieszają  się  z  chęcią 
zjedzenia dobrego posiłku. Msza święta była wyznaczona na godzinę jedenastą. O 
godzinie  dziesiątej,  kiedy  zamierzaliśmy  właśnie  wyjśd  z  domu,  zadzwonił  do  nas 
ojciec  Kergoat,  pytając  mnie  zaniepokojony,  czy  moja  pierwsza  żona  była 
katoliczką.  Gdyby  była  poganką  jak  ja,  nasz  związek,  określany  jako  naturalny, 
byłby  uznawany  przez  Kościół  za  ważny  i  nie  mógłbym  się  ponownie  ożenid. 
Powiedziałem,  że  była  ona  ochrzczona,  uczęszczała  na  katechezę  i  przyjęła 
sakrament  bierzmowania;  nie  powinno  byd  zatem  przeszkód,  ponieważ  ja  z  całą 
pewnością nie byłem wtedy ochrzczony.  

                                                           

6

 Szczególnie warto przeczytad książkę Un amour extraordinaire René Laurentina, Éditions O.E.I.L. 

background image

28 

 

Ojciec  poprosił  nas,  abyśmy  zaczekali  z  udaniem  się  do  kościoła,  zanim  nie 
sprawdzi  tych  wiadomości  u  biskupa  Quimper,  powiedziałem  mu  jednak,  że 
musimy pojechad do Vannes, gdzie jesteśmy umówieni z przyjaciółmi. Pół godziny 
później  wchodząc  do  katedry,  ujrzeliśmy  smutne  miny  przyjaciół,  którym  ojciec 
Kergoat  już  powiedział  to,  co  teraz  nam  powtórzył,  a  mianowicie,  że  moje 
pierwsze  małżeostwo  jest  ważne,  ponieważ  zostało  pobłogosławione  na  mocy 
dyspensy od przeszkody, jaką jest różnica religii.  

Wiadomośd  spadła  na  nas  jak  grom  z  jasnego  nieba  po  tylu  miesiącach  starao  i 
nadziei.  Nie  wiem,  co  wtedy  czułem  bardziej:  rozczarowanie  czy  bunt.  Ojciec 
równie  jak  my  zmartwiony  zaproponował  odprawienie  Mszy  świętej  dla  nas  i 
naszych  przyjaciół.    W  kazaniu  wyraził  swój  ból  wobec  wymogów  prawa 
kanonicznego, ale także nadzieję: „Dla Boga nie ma nic niemożliwego". Przyjaciele 
dotrzymywali  nam  towarzystwa  przez  większośd  dnia,  ale  i  tak,  mimo  ich 
życzliwości, odczuwaliśmy wielki smutek. 

* * * 

Kilka  dni  później  ojciec  Kergoat  zatelefonował  do  nas,  proponując,  abyśmy  się 
spotkali  z  przewodniczącym  sądu  penitencjarnego  w  Vannes,  ojcem  Le  Masie. 
Wyznam, że byłem bardzo zbuntowany i niewiele brakowało, a byłbym odmówił. 
Czemu  mielibyśmy  się  podporządkowywad  postanowieniom  Kościoła  zamiast 
uznad,  że  po  dwudziestu  latach  wspólnego  życia,  dwukrotnie  złączeni  przed 
ludźmi:  najpierw  w  merostwie,  a  następnie  w  loży  podczas  ceremonii  uznania 
związków małżeoskich, byliśmy również złączeni przed Bogiem w naszych sercach i 
umysłach? Czemu mielibyśmy się podporządkowywad, skoro Kościół prawosławny, 
który  przecież  też  jest  Kościołem  apostolskim,  zezwala  na  powtórne  zawarcie 
małżeostwa, gdy tymczasem Kościół katolicki się temu sprzeciwia?  

Czułem  jednak,  że  diabeł  cieszy  się  z  tych  przeciwności,  które  sprawiały  mi 
cierpienie,  dlatego  postanowiłem  podjąd  kolejną  próbę.  Początek  spotkania 
przebiegał w dosyd chłodnej atmosferze. Ksiądz wysłuchał uważnie naszej historii, 
a następnie zaczął wątpid w szczerośd moich intencji. 

Spotkanie  trwało  dwie  godziny.  Co  pewien  czas  zapadało  między  nami 
przygniatające  milczenie.  Wydawało  się,  że  po  ludzku  żadne  rozwiązanie  nie  jest 
możliwe,  że  pozostaje  już  tylko  rezygnacja,  kiedy  nagle,  po  kolejnej  chwili  ciszy, 
ksiądz  rzekł:  „Dla  Boga  nie  ma  nic  niemożliwego".  Było  to  zdanie,  które  ojciec 
Kergoat powiedział do nas podczas kazania. Czyżby Duch Święty działał? 

background image

29 

 

Ksiądz  wyjaśnił  nam,  że  istnieje  tylko  jedno  rozwiązanie:  zwrócid  się  z  prośbą  o 
dyspensę  dla  mnie  dla  dobra  wiary  osoby  nawróconej.  Na  mocy  tzw.  przywileju 
Pawiowego  papież  po  zasięgnięciu  rady  Kongregacji  Nauki  Wiary  może  zezwolid 
osobie nawróconej na ponowne zawarcie związku małżeoskiego z osobą należącą 
do Kościoła katolickiego. Taki przypadek nie zdarzył się jeszcze ani w Vannes, ani w 
Rennes;  decyzja  papieża  była  tego  rzędu  co  prezydenckie  prawo  łaski  wobec 
skazaoca, jeśli mogę sobie pozwolid na takie świeckie porównanie.  

A  zatem  znów  wziąłem  do  ręki  mój  kij  pielgrzymi.  Wypełniłem  formularze  i 
zredagowałem  prośbę  do  papieża.  Potrzebne  mi  były  świadectwa,  zwłaszcza  od 
rodziny,  co  nie  obyło  się  bez  zamieszania.  Następnie  trzech  sędziów  i  księży,  z 
których jeden pełnił rolę adwokata diabła, przesłuchiwało mnie przez kilka godzin 
w trybunale kościelnym w Rennes. 

Claude  przeszła  już  przez  podobną  procedurę,  ale  żeby  o  niej  mówid,  trzeba  to 
przeżyd  samemu.  To  naprawdę  droga  pokory  i  cierpienia,  gdyż  trzeba  obnażyd 
przed  obcymi  ludźmi  swoje  życie,  rozdrapując  przy  tym  stare  rany.  Jednakże  ani 
przez chwilę nie czułem się upokorzony - delikatnośd ojców była równie wielka, jak 
ich  troska  o  prawdę.  Na  koniec  jeden  z  nich,  odprowadzając  mnie  do  wyjścia", 
chciał  mnie  podtrzymad  na  duchu  i  powiedział,  że  moja  sprawa  nie  jest 
beznadziejna, gdyż „dla Boga nie ma nic niemożliwego"; trzeba jednak zachowad 
cierpliwośd, ponieważ Kongregacja Nauki Wiary ma wiele spraw do rozpatrzenia. I 
rzeczywiście, miesiące mijały... ale przecież trzech kapłanów zapewniło nas, że „dla 
Boga nie ma nic niemożliwego"! 

Tymczasem  pewne  wcześniejsze  wydarzenie  powinno  utwierdzid  mnie  w  wierze 
pomimo  przeciwności.  Miało  ono  miejsce  na  kilka  dni  przed  naszym  niedoszłym 
ślubem i na długo zapisało się w mojej pamięci. Był wrzesieo. Dowiedzieliśmy się, 
że  ojciec  Tardif  ma  przybyd  do  Pontmain,  miejsca  objawieo  Matki  Bożej. 
Postanowiliśmy  więc  się  tam  udad  i  ku  naszemu  zdumieniu  spotkaliśmy  wielu 
naszych znajomych, mimo że nie umawialiśmy się z nimi.  

Do  Pontmain  przybyło  ponad  dziesięd  tysięcy  osób,  a  ponieważ  pogoda 
dopisywała,  spotkanie  odbywało  się  na  placu  przed  bazyliką.  Po  pieśniach  i 
modlitwie  zgromadzony  tłum  przeżył  rozczarowanie,  gdyż  oznajmiono  nam,  iż 
ojciec  Tardif  musiał  wrócid  do  Kanady  z  powodu  śmierci  swojego  brata.  Mszę 
świętą  miał  odprawid  ojciec  Marin.  Nigdy  nie  słyszałem  o  tym  księdzu,  toteż 
zastanawiałem  się,  w  jaki  sposób  oczekiwanie  tych  wszystkich  ludzi  zostanie 
zaspokojone.  

background image

30 

 

Wraz z kilkoma przyjaciółmi usiedliśmy na małym murku w głębi placu, około stu 
metrów  od  ołtarza,  opierając  się  o  ogrodzenie.  Pod  koniec  Eucharystii  księża 
wchodzili  w  tłum,  żeby  udzielid  Komunii  świętej.  Następnie  odmawiana  była 
modlitwa  o  uzdrowienie,  po  czym  kapłan  wypowiadał  słowa  poznania.  Jacques 
Marin mówił o dokonywanych uzdrowieniach, a uzdrowione osoby podnosiły rękę, 
żeby dad znad, że pragną powiedzied swoje świadectwo.  

Przyznam, że czułem się nieco zniechęcony nieobecnością ojca Tardifa, toteż o nic 
dla nas się nie modliłem: Claude była zdrowa i oboje cieszyliśmy się z czekającego 
nas  niedługo  ślubu.  Nagle  usłyszałem  -  i  usłyszeli  to  także  nasi  przyjaciele  –  jak 
ojciec  Marin  mówi  do  mikrofonu:  „W  głębi  placu,  przy  ogrodzeniu  znajduje  się 
członek loży masooskiej wysokiego stopnia wtajemniczenia, który ma trudności z 
wejściem do Kościoła katolickiego". 

Przyjaciele  obrócili  się  w  moją  stronę,  śmiejąc  się  z  mojego  zaskoczenia.  Nie 
mogłem  mied  dłużej  żadnych  wątpliwości  co  do  tak  zwanych  charyzmatów. 
Próbowałem  dostad  się  do  mikrofonu,  żeby  dad  świadectwo,  ale  zbyt  gęsty  tłum 
uniemożliwił  mi  to.  Obiecałem  sobie,  że  zrobię  to  po  południu,  po  procesji  z 
Najświętszym Sakramentem, w czasie specjalnie na to przeznaczonym.  

Kiedy jednak przyszła ta pora, musiałem opuścid zgromadzenie z powodu dziwnej i 
nagłej niedyspozycji, jak gdyby jakaś siła chciała przeszkodzid mi w podzieleniu się 
ze wszystkimi radością, że w  tym ogromnym zgromadzeniu Duch Święty troszczy 
się o każdego z osobna.  

Toteż  dopiero  dziś  mogę  spłacid  ów  dług  uwielbienia.  Chciałbym,  aby  ojciec 
Jacques  Marin  mógł  się  któregoś  dnia  dowiedzied,  że  jego  słowo  poznania  było 
naprawdę  natchnione,  przypuszczam  bowiem,  że  jego  charyzmatowi  nieraz 
towarzyszą wątpliwości

7

Noc  Bożego  Narodzenia  tego  samego  1987  roku,  spędzona  w  St  Broladre  we 
Wspólnocie  Błogosławieostw,  również  była  dla  nas  objawieniem,  pomocą  w 
wyciszeniu  mojego  buntu  i  umocnieniem  w  oczekiwaniu.  Wcześniej  już 
dwukrotnie  próbowaliśmy  odwiedzid  tę  wspólnotę,  ale  musiało  się  to  widocznie 
nie podobad przeciwnikowi, ponieważ za pierwszym razem nie było ani przyjęd, ani 
żadnego nabożeostwa, za drugim zaś cała wspólnota była nieobecna. 

                                                           

7

 Spotkaliśmy ojca Jacques'a  Marina w Nouanle-Fuzelier; pamiętał tamto niecodzienne słowo poznania dotyczące 

masona i podziękował nam za potwierdzenie go, ponieważ rzeczywiście wzbudziło w nim ono wątpliwości. 

background image

31 

 

Również w to Boże Narodzenie niewiele brakowało, a nie dotarlibyśmy na miejsce. 
Mimo  iż  z  Rennes  wyjechaliśmy  odpowiednio  wcześniej,  to  z  powodu  silnego 
deszczu  i  wiatru  przejechanie  osiemdziesięciu  kilometrów  zajęło  nam  półtorej 
godziny  -  zmuszeni  byliśmy  bowiem  do  ostrożnej  jazdy.  Jednakże  przybycie  do 
małego,  ciepłego  kościółka  ozdobionego  ikonami  i  rozbrzmiewającego 
polifonicznym  śpiewem  obficie  wynagrodziło  nam  wszystkie  trudy  i  obudziło  we 
mnie  radosne  wspomnienie  obrzędów  prawosławnych,  które  towarzyszyły  moim 
powtórnym narodzinom w Bogu. Nie sądzę, żeby życie religijne mogło się karmid 
wyłącznie Pismem świętym, poruszającym sam tylko umysł - potrzebuje ono także 
uczestnictwa zmysłów: widoku ikon i symboli, zapachu kadzidła, słuchania śpiewu, 
smaku Ciała i Krwi Chrystusa, które poruszają naszą duszę. Postawy, gesty, taoce 
podczas  modlitwy  pozwalają  również  naszemu  ciału  uczestniczyd  w  spotkaniu  z 
Bogiem. 

Jedną  z  zasług  Odnowy  jest  właśnie  to,  że  owe  trzy  wymiary  ludzkiej  osoby  na 
nowo  wprowadziła  radośnie  do  obrzędowości  religijnej,  czerpiąc  z  tradycji 
żydowskiej  i  bizantyjskiej.  Jest  to  bardzo  konkretny  krok  w  kierunku  dialogu 
judeochrześcijaoskiego, który stanowi pilne zadanie, jeśli chcemy uratowad nasze 
wartości  wobec  wzrastającego  wpływu  islamu,  a  zwłaszcza  jego  radykalnego 
skrzydła.  Szanuję  islam,  który  z  pewnością  jest  jedną  z  niepewnych  dróg 
prowadzących  do  domu  Ojca;  czuję  jednak  lęk  wobec  zagrożenia,  jakie  dla  całej 
ludzkości niesie ze sobą nietolerancja i agresywnośd, które charakteryzują i zawsze 
charakteryzowały  fanatyzm  religijny;  fanatyzm,  który  zapomina,  że  Bóg  z  miłości 
uczynił człowieka wolnym i że żaden przymus nie może przyprowadzid człowieka 
do  Boga.  Bóg  nieustannie  ponawia  swoje  wezwanie,  ale  w  nieskooczonym 
szacunku  wobec  stworzenia  cierpliwie  czeka  na  jego  nawrócenie,  które  uczyni 
możliwym  dialog.  Nawrócenie,  to  znaczy  przemiana,  metanoia  -  poruszenie,  w 
którym odwracamy się od samych siebie, aby dążyd do spotkania twarzą w twarz z 
Bogiem oraz z ludźmi. 

Rok 1988 upłynął na oczekiwaniu, szczęśliwie przeplatanym spotkaniami z ojcem 
Yves'em,  który  zachęcał  nas  do  trwania  w  nadziei,  a  jednocześnie  stanowczo 
podtrzymywał  zakaz  przystępowania  do  sakramentów.  Nie  było  to  wcale  łatwe. 
Mój intelekt - ta dorosła, zbuntowana osoba - nie zawsze potrafił przyjąd, że skoro 
chrzest  obmył  mnie  z  moich  wcześniejszych,  nawet  najcięższych  grzechów,  to 
chociaż  żyłem  w  stanie  oddalenia  od  Boga  z  powodu  ludzkiej  decyzji,  jednak  w 
moim życiu od tamtej pory nic się nie zmieniło. 

background image

32 

 

Oczywiście uznawałem, że jestem grzesznikiem, ale w nie większym stopniu niż ci, 
którzy  przyjmowali  Eucharystię  obok  mnie.  Czyż  Jezus  nie  przyszedł  do 
grzeszników i celników? Nasz ojciec duchowy cierpiał jednak wraz z nami i kiedy 
podczas  Wigilii  Paschalnej  zostaliśmy  przez  jednego  z  zakonników  posadzeni  w 
pierwszej ławce, ojciec Yves wyznał, że miał rozdarte serce, widząc nas tak blisko, 
podczas gdy on rozdawał wiernym Komunię świętą. 

Odwiedziny  u  naszej  siostry  Anne-Hélène  w  Malestroit  także  nam  pomagały, 
ponieważ  opowiadała  nam  ona  z  wielką  prostotą  o  mistycznych  zjawiskach 
przeżywanych w naturalny i dyskretny sposób przez jej przełożoną Yvonne-Aimée 
od  Jezusa.  Oczywiście  zjawiska  te  opisane  są  częściowo  w  książce  księdza 
Laurentina,  ale  jakimż  wzbogaceniem  wiary  było  wysłuchanie  bezpośredniego 
świadectwa  siostry,  która  na  własne  oczy  oglądała  stygmaty  Męki  Paoskiej, 
mistyczny  pierścieo,  rozkwitanie  kwiatów  w  zimie,  a  zwłaszcza  bilokację,  kiedy 
Yvonne-Aimée, aresztowana przez gestapo, nagle pojawiła się przed Anne-Hélene 
w ich niedużym domu w XVI dzielnicy.  

Jak  nie  mied  nadziei,  jeśli  znajoma  siostra  zakonna  opowiada  nam,  że  kilka  lat 
temu  miała  przejśd  operację  z  powodu  raka  jelita;  że  poprosiła  chirurga,  aby 
przesunął termin operacji; że w tym czasie pojechała na Międzynarodowy Kongres 
Odnowy w Duchu Świętym w Lourdes i że kilka miesięcy później chirurg, który na 
szczęście  najpierw  ją  zbadał,  stwierdził  zniknięcie  raka  wyczuwalnego  wcześniej 
wyraźnie pod ścianą brzuszną.  

Oczywiście, jak mówi ojciec Tardif, Pan nie uzdrawia wszystkich chorych - lekarze 
staliby  się  wtedy  niepotrzebni,  a  na  świecie  szybko  nastąpiłoby  przeludnienie! 
Uzdrawia tych, którzy proszą o to z wiarą

8

, a uzdrowienia mają byd znakiem po to, 

aby  inni  uwierzyli  w  Jego  obecnośd  i  miłośd.  O  ileż  liczniejsze  są  natomiast 
uzdrowienia dusz i umysłów, które są najważniejsze, ponieważ prędzej czy później 
na skutek grzechu pierworodnego wszyscy musimy umrzed, ale będziemy gotowi 
na spotkanie, które uczyni nas podobnymi do Chrystusa. 

* * * 

15  listopada  1988  r.  otrzymałem  telefon  z  trybunału  w  Rennes:  z  radością 
powiadomiono  mnie,  że  11  listopada  papież  podpisał  dyspensę  na  mocy 
przywileju  Pawłowego,  zezwalając  mi  na  zawarcie  związku  małżeoskiego  z 
katoliczką  Claude-Andrée.  Jaka  radośd,  że  oto  nareszcie  zostanie  nadany 

                                                           

8

 Oczywiście fakt, że nie nastąpiło uzdrowienie fizyczne, nie jest wcale oznaką słabej wiary. 

background image

33 

 

konkretny kształt dwudziestu dwu latom  naszej miłości, że teraz będziemy mogli 
przystępowad  do  sakramentów  świętych  i  zostaniemy  włączeni  do  Kościoła 
katolickiego, to znaczy powszechnego. Ewentualnych oszczerców, którzy myślą, że 
kuria rzymska ma jakieś szczególne przywileje dla bogatych, informuję, że cała ta 
procedura kosztowała mnie czterysta pięddziesiąt franków... i rok niepokoju! 

Ojciec  Yves  i  ojciec  Kergoat,  których  natychmiast  powiadomiliśmy  telefonicznie, 
ucieszyli się bardzo, ten ostatni zaś zaprosił nas do siebie dla ustalenia szczegółów 
uroczystości.  Ostrzegł  nas  jednak,  że  teraz  czeka  nas  jeszcze  pokuta.  Już  prawie 
zaczęliśmy  się  irytowad,  na  szczęście  ojciec  roześmiał  się  głośno  i  powiedział, 
żebyśmy  pojechali  do  Ste  Anne  de  Kergonan  i  przystąpili  do  sakramentu 
pojednania u ojca Yves'a. Zrobiliśmy to już raz przed rokiem. Niektórzy mają uraz 
na  punkcie  spowiedzi,  ponieważ  natrafili  na  jakiegoś  niedyskretnego  lub  zbyt 
dociekliwego księdza.  

Nie  powinni  się  jednak  łatwo  zniechęcad,  ponieważ  sakrament  ten,  poza  swoimi 
właściwościami  uzdrawiającymi,  pozwala  nam  spotkad  się  z  Bogiem  jako 
kochającym i miłosiernym Ojcem, który przebacza nam winy i błędy, jak uczynił to 
ojciec wobec marnotrawnego syna. Iluż ojców według ciała jest tak miłosiernych 
jak  nasz  Ojciec  w  niebie?  Ojciec  Kergoat  chciał,  aby  nasz  ślub  odbył  się  jak 
najszybciej;  byd  może  obawiał  się  kolejnych  przeszkód!  Albo  też  uważał  on 
miłosiernie,  że  nasze  cierpienie  trwało  już  wystarczająco  długo.  Uroczystośd 
odbyła  się  tak,  jak  to  było  zaplanowane  rok  temu.  Zapytałem,  czy 
błogosławieostwu ślubnemu mogłoby towarzyszyd nałożenie rąk i wylanie Ducha 
Świętego, ale ojciec obiecał jedynie, że pomoże nam się do tego przygotowad. 

Ślub  był  naprawdę  tym  mistycznym  zjednoczeniem,  na  które  czekałem  przez 
cztery lata, a Claude jeszcze dłużej, chod nie miała śmiałości wierzyd, że ono kiedyś 
naprawdę nastąpi. 

Jakież  to  niezwykłe  przeżycie,  gdy  oto  nasza  ludzka  miłośd,  krucha  i  ułomna, 
zostaje  nareszcie  poświęcona  przez  nieskooczoną  miłośd  Chrystusa  -  nie  na  czas 
skooczony, ale na wiecznośd. 

7  października  1987  r.  oddaliśmy  nasz  związek  pod  opiekę  Maryi  Bramy  Nieba, 
której  ikony  zdobią  nasz  pokój  oraz  miejsce  pracy,  w  takiej  oto  modlitwie: 

„Błogosławiona jesteś, Maryjo Bramo Nieba, Ty, któraś uwierzyła w to, co zostało 
Ci  powiedziane  przez  Pana.  Błogosławiona  jesteś,  Maryjo  Przybytku  Ducha 
Świętego,  Ty,  któraś  umiała  wiernie  zachowywad  w  sercu  słowa  Pana.  Dziś 
poświęcamy Ci nasz związek. Bądź dla nas Bramą Nieba, otwierającą przed nami 

background image

34 

 

drogę do Twojego Syna Jezusa. Zachowaj nas w jedności na życie wieczne, tak jak 
Chrystus strzeże swojego Kościoła. Módl się za nami, aby Duch Święty obdarzył nas 
charyzmatami  potrzebnymi  w  naszym  powołaniu".

  Maryja  Brama  Nieba 

wysłuchała nas i nasz związek został pobłogosławiony. 

Podczas  ceremonii  Claude  kilkakrotnie  była  nieobecna  duchem  i  ojciec  Kergoat 
musiał  ją  przywoływad,  żeby  odpowiedziała  na  pytania  zgodnie  z  obrzędem. 
Później  powiedziała  mi,  że  ojciec  wydawał  jej  się  bardzo  wysoki,  chod  w 
rzeczywistości  jest  średniego  wzrostu,  oraz  że  kaplica  zalana  była  światłem  i 
wypełniona śpiewem, gdy tymczasem w grudniu nawet w południe jest ona dosyd 
ciemna, a ceremonii towarzyszył jedynie śpiew siostry Dominique. Duch Święty z 
pewnością nie zważał na porę, aby ubogacid jej duszę. 

* * * 

Po  uroczystości  ojciec  Kergoat  wskazał  nam  kilka  książek,  które  powinny  nam 
pomóc przygotowad się przez siedem tygodni na wylanie Ducha Świętego, i zalecił, 
abyśmy systematycznie uczestniczyli w spotkaniach grupy modlitewnej działającej 
w ramach Odnowy. W ciągu tego czasu czuliśmy dosłowny głód Pisma świętego i 
książek  poświęconych  Duchowi  Świętemu.  We  wtorki  chodziliśmy  wieczorem  do 
kościoła  St  Augustin  w  Rennes  na  spotkania  grupy  modlitewnej  Notre-Dame  de 
Joie, w soboty zaś uczestniczyliśmy w nieszporach w kościele St Broladre, jednakże 
nie związaliśmy się bliżej z tą grupą.  

Tymczasem  po  raz  kolejny  doświadczyliśmy  działania  Opatrzności,  ponieważ  w 
sobotę  szóstego  tygodnia  animatorzy  (z  którymi  niczego  wcześniej  nie 
uzgadnialiśmy)  zaproponowali  niektórym  wiernym  -  jeśli  tego  pragną  -  wylanie 
Ducha. Było to 28 stycznia 1989 roku - niemal dokładnie pięd lat po moim nagłym 
nawróceniu.  Dwa  tygodnie  wcześniej,  wracając  z  krótkiego  seminarium 
medycznego odbywającego się na południu Francji, wstąpiliśmy do Lourdes i aby 
podziękowad  za  wszystkie  łaski  otrzymane  od  tamtego  nawrócenia,  odnowiliśmy 
niejako nasz chrzest, zanurzając się w lodowate wody wypływające z groty.  

Tego  wieczora  w  St  Broladre  podszedłem  do  ołtarza,  gdzie  klęczały  już  dwie 
siostry,  które  miały  przyjąd  wiernych.  Uklęknąłem  obok  nich,  one  zaś  zapytały 
mnie,  czy  mam  jakąś  prośbę,  którą  chciałbym  wypowiedzied.  Powiedziałem,  że 
chciałbym  wiedzied,  czego  Pan  ode  mnie  oczekuje.  Wtedy  one  położyły  ręce  na 
moich  ramionach  i  cicho  modliły  się  w  językach.  Nagle  zaczął  mną  wstrząsad 
gwałtowny  szloch  i  zalałem  się  łzami;  później  ogarnął  mnie  nieopisany  pokój, 
znikły  wszystkie  napięcia,  niepokoje,  lęki,  wszystkie  dawne  urazy.  Jedna  z  sióstr 

background image

35 

 

otrzymała  wtedy  słowo  poznania  i  oznajmiała  mi,  że  powinienem  pomagad 
chorym i zranionym przez życie, ale wcześniej - i to było dla mnie nieoczekiwane - 
powinienem złożyd świadectwo mojej rodzinie. 

* * * 

Oto  dlaczego  postanowiłem  skierowad  do  Was  ten  list  otwarty  -  otwarty,  gdyż 
mam  nadzieję,  że  moje  świadectwo  poruszy  również  inne  osoby,  które  je  będą 
czytały. Starałem się byd tak szczery i autentyczny, jak to możliwe, ponieważ „kto 
szuka  chwały  Tego,  który  go  posłał,  ten  godzien  jest  wiary"  (J  7,18).  Publiczny 
charakter tego dokumentu wystawia go na krytykę osób, które mnie znały, i tych, 
które tu wymieniam. Jeśli poddana zostanie w wątpliwośd jedynie moja szczerośd 
albo  poczytalnośd  umysłowa,  nie  muszę  na  tę  krytykę  odpowiadad.  Niektórzy 
mogą  mi  jednak  postawid  poważniejszy  zarzut:  co  zrobiłem  z  moimi 
wcześniejszymi przekonaniami? 

Najprostsze, a zarazem najbardziej ścisłe będzie tu stwierdzenie, że metanoia jest 
gwałtowną i całkowitą przemianą, dawnego człowieka czyniącą nowym; że dawny 
człowiek  jest  ze  świata,  to  znaczy  zajmują  go  przede  wszystkim  problemy 
materialne  i  cielesne,  gdy  tymczasem  człowiek  nowy  wkracza  w  perspektywę 
wieczności, gdzie najważniejsza staje się więź z Bogiem, która nie prowadzi wcale 
do  zamknięcia  się  w  sobie,  lecz  przeciwnie,  otwiera  na  miłośd  do  innych  ludzi. 
Każdy  człowiek  bowiem  nosi  w  sobie  Bożą  iskrę,  która  pragnie  zapłonąd.  Sądzę 
jednak,  że  nie  jest  to  dla  Was  wystarczające  wyjaśnienie,  dlaczego  wzgardziłem 
tym,  czym  żyłem  przez  tyle  lat,  toteż  moje  świadectwo  utraciłoby  na 
wiarygodności, gdybym nie zrobił przed Wami tego rachunku sumienia. 

* * * 

Nie będę tu wspominał o moich przeżyciach z dzieciostwa i okresu młodzieoczego, 
ponieważ  nie  interesuje  mnie  autoanaliza  ani  tym  bardziej  psychoanaliza.  Przez 
długi czas uważałem, że skoro natura obdarzyła nas zdolnością zapominania, to nie 
po to, abyśmy specjalnie naruszali osady albo wręcz błoto naszej podświadomości. 
Dziś  jestem  przekonany,  że  jest  to  dar  Boga,  mający  udział  w  Jego  miłosierdziu. 
Ponadto  psychoanaliza  zbyt  często  skłonna  jest  zrzucad  winę  za  nasze  nieudolne 
czy  nieudane  życie  na  postawy  i  poglądy  ojca,  matki  lub  otoczenia.  A  przecież 
najważniejsze  jest  to,  co  my  sami  przeżywamy  i  jak  postępujemy  wobec 
konkretnych osób i w konkretnych sytuacjach.  

Powiem  jedynie,  że  mój  ojciec,  który  jest  katolikiem  przez  chrzest,  sam  określa 
siebie  mianem  epikurejczyka.  Nie  brak  mu  cnót  -  szczególnie  obywatelskich  - 

background image

36 

 

ponieważ był sumiennym ginekologiem położnikiem oraz członkiem Ruchu Oporu 
od  początku  wojny,  ale  w  postępowaniu  jest  raczej  hedonistą,  to  znaczy  szuka 
raczej epikurejskiej przyjemności niż ascezy; w swoich poglądach jest libertynem, 
antyklerykałem  i  wolnomyślicielem,  co  niewątpliwie  jest  rezultatem  konfliktów 
spowodowanych rozdziałem Kościoła od paostwa. Jeśli chodzi o mamę, to wydaje 
się,  że  była  ona  obojętna  religijnie,  chociaż  przyjęła  chrzest  w  obrządku 
prawosławnym.  

Nie  osądzam  ich  jednak  ani  nie  krytykuję,  przeciwnie,  pragnę  wyrazid  im 
wdzięcznośd  za  to,  że  wpoili  we  mnie  -  bardziej  przykładem  niż  słowami  - 
upodobanie  do  rzetelnej  i  uczciwej  pracy,  szacunek  wobec  innych,  a  przede 
wszystkim  silną  potrzebę  wolności  myśli  i  słowa  (to  właśnie  ona  była  powodem 
tego,  że  nie  chcieli  narzucad  mi  wyznania  przez  chrzest).  Ta  potrzeba  wolności  i 
samookreślenia, mająca istotny wpływ na decyzje woli, ochroniła mnie, jak sądzę, 
przed indoktrynacją i alienacją w moich rozlicznych doświadczeniach życiowych, o 
których pokrótce wspomnę. 

* * * 

Przede  wszystkim  wierzyłem  we  wszechmoc  nauki  i  z  tego  względu  wybrałem 
studia  medyczne,  a  następnie  specjalizację  chirurgiczną.  Wierzyłem,  że  postęp  w 
naukach  biologicznych  doprowadzi  do  zwalczenia  chorób  i  wydłużenia  ludzkiego 
życia. 

Uczestniczyłem  w  wielu  prekursorskich  osiągnięciach  medycyny,  takich  jak 
pierwsze przeszczepy nerek. Jednakże gdy rozpocząłem pracę jako chirurg w dużej 
klinice  w  Rennes,  stwierdziłem  z  jednej  strony  poważne  braki  w  otrzymanym 
wykształceniu,  z  drugiej  zaś  –  luki  w  czysto  mechanistycznej  koncepcji  istoty 
ludzkiej, nawet tylko w odniesieniu do aspektu fizycznego. Widziałem śmierd ludzi, 
których  stan  fizyczny,  potwierdzony  licznymi  badaniami,  uznawany  był  za 
normalny. Byłem świadkiem powrotu do zdrowia pacjentów, którzy znajdowali się 
w  stanie  tak  krytycznym,  iż  wielu  lekarzy  rezygnowało  z  wszelkich  działao 
terapeutycznych.  Jednakże  jeszcze  przez  wiele  lat  uważałem,  że  niezrozumiałośd 
owych faktów wynika jedynie z ograniczoności naszych metod badawczych.  

Kiedy w 1970 roku ukazała się książka Jacques'a Monoda Przypadek i koniecznośd, 
od  samego  początku  zgodziłem  się  z  jej  treścią,  będąc  przekonany,  że  życie  jako 
zjawisko  czysto  biologiczne  jest  owocem  przypadkowego  zetknięcia  się  pewnych 
cząsteczek. 

background image

37 

 

Po upływie trzynastu lat zrezygnowałem z pracy jako chirurg, z kilku powodów. Po 
pierwsze,  byłem  zmęczony  intensywną  i  nużącą  pracą  mającą  co  prawda  duży 
prestiż  społeczny,  ale  niedającą  odpowiedzi  na  pytanie  o  sens  życia  i  śmierci;  po 
drugie,  odczuwałem  niepokój,  wykonując  bardzo  lukratywny  w  tamtych  czasach 
zawód  i  mając  za  współpracowników  osoby  zainteresowane,  jak  się  wydawało, 
wyłącznie zyskiem, gdy tymczasem moje przekonania polityczne skłoniły mnie do 
przynależności do Partii Socjalistycznej; po trzecie, często odnosiłem wrażenie, że 
jestem  jedynie  technikiem  na  koocu  taśmy,  wkładającym  wiele  czasu  i  energii  w 
naprawianie szkód, których można by uniknąd dzięki odpowiedniej profilaktyce, to 
znaczy  dzięki  edukacji  społeczeostwa  w  zakresie  zdrowia  i  higieny.  Poglądy 
społeczne  poróżniły  mnie  z  moimi  współpracownikami  -  dziś  jednak  konflikt  ten 
oceniam  jako  opatrznościowy,  mimo  iż  wówczas  był  on  dla  mnie  przyczyną 
bolesnych doświadczeo. 

Postanowiłem  zatem  przejśd  do  systemu  ubezpieczeo  zdrowotnych  i  przyjąłem 
stanowisko przewodniczącego Zespołów Orzekających w Rennes, co pozwoliło mi 
zaspokoid trzy potrzeby: pracę w ściśle określonych godzinach, pozostawiającą mi 
czas  na  poszukiwanie  poza  medycyną  celowości  życia;  stalą  pensję,  wyzwalającą 
mnie  z  niewłaściwego  stosunku  do  pieniędzy;  możliwośd  działania  w  dziedzinie 
profilaktyki.  Claude  towarzyszyła  mi w  tej  zmianie  zawodowego  ukierunkowania, 
chod  nie  bez  żalu,  ponieważ  naprawdę  lubiła  swoją  pracę  pielęgniarki- 
instrumentariuszki, w której była doskonała. To właśnie Claude otworzyła mi oczy 
na  wymiar  współczucia  wobec  chorych,  którym  ona  sama  służyła  z  wielkim 
poświęceniem. 

Jakie  są  moje  obecne  poglądy  na  temat  życia,  człowieka,  choroby  i  medycyny? 
Przede  wszystkim,  jak  już  wcześniej  wspomniałem,  przestałem  wierzyd  w 
przypadki.  Ponieważ  ukooczyłem  zajęcia  ze  statystyki,  wiem,  że  przypadek  jest 
pojęciem abstrakcyjnym, użytecznym w badaniach operujących wielkimi liczbami. 
Przypadek nie może jednak istnied w odniesieniu do rzeczy ani tym bardziej istot 
żywych.  

Każda  rzecz,  zanim  zostanie  utworzona,  musi  najpierw  powstad  w  umyśle  jej 
pomysłodawcy.  Możecie  rozmontowad  zegar,  włożyd  wszystkie  części  do 
pojemnika  i  potrząsad  nimi  przez  tyle  stuleci,  ile  będziecie  chcieli,  ale  zegar  i  tak 
nie powstanie na nowo, dopóki jakaś istota obdarzona inteligencją nie złoży części 
we  właściwy  sposób.  Idea  poprzedza  formę,  co  jest  w  zgodzie  z  myślą  wielkich 
filozofów starożytnych, a także z chrześcijaoskim pojęciem stwórczego Słowa.  

background image

38 

 

Filozof  Karl  Popper  pisze:  „Pojawienie  się  jakiejkolwiek  postaci  świadomości 
zdolnej do autorefleksji jest doprawdy jednym z największych cudów". Jeśli chodzi 
o mnie, to uważam, że życie w ogólności oraz ludzka świadomośd, która jest tego 
życia najwyższym przejawem, mogą byd owocem jedynie nieskooczonego rozumu 
-  Boga,  w  którego  myśli  istniejemy  odwiecznie  poza  czasoprzestrzenią;  owa 
czasoprzestrzeo dostępna jest jedynie naszym ograniczonym zmysłom i rozumowi.  

Zresztą najwybitniejsi fizycy teoretycy mieli przeczucie istnienia Boga Stwórcy, nie 
ośmielając się jednak nazwad Go po imieniu. Warto w tym miejscu wspomnied o 
mistycyzmie,  który  zrodził  się  spontanicznie  w  środowiskach  naukowych 
astrofizyków  czy  fizyków  cząstek  elementarnych  zarówno  wśród  materialistów 
Princeton, jak i wśród marksistów Bajkonuru.  

Zapytacie,  dlaczego  nie  nawrócili  się  oni  masowo  na  chrześcijaostwo.  Ponieważ 
Chrystus, który jest Drogą miłości, objawia się tylko maluczkim i pokornym, nie zaś 
uczonym i pysznym, którzy chcieliby dojśd do Boga poprzez wiedzę, jak to czynili 
alchemicy.  Czymże  zresztą  jest  prawdziwy  kamieo  filozoficzny?  Jest  nim  Miłośd, 
która otwiera nam bramę Nieba. 

* * * 

Jeśli  chodzi  o  moją  koncepcję  człowieka  zdrowego  czy  też  chorego,  jest  ona 
trynitarna,  a  zarazem  unitarna.  Trynitarna,  gdyż  poza  ciałem  fizycznym  (które 
według  mnie  łączy  aspekt  materialny  i  energetyczny)  istnieje  dusza  -  siedziba 
wyobraźni, pożądao i uczud, oraz duch - siedziba woli, rozumu, samoświadomości 
oraz pojęd duchowych lub metafizycznych. 

Unitarna,  gdyż  nie  ma  żadnych  barier  między  tymi  trzema  piętrami,  które 
nieustannie  oddziałują  na  siebie  wzajemnie.  Obecnie  dosyd  często  uznaje  się 
istnienie  wzajemnych  oddziaływao  ciała  i  duszy  w  przypadkach  chorób 
psychosomatycznych  oraz  w  psychicznych  następstwach  chorób  somatycznych, 
natomiast wpływ rzeczywistości duchowej na pozostałe dwa piętra nie jest nawet 
wspominany  przez  przeważającą  większośd  lekarzy,  nawet  chrześcijan  czy 
neurologów chrześcijan.  

A  tymczasem  jestem  przekonany,  że  w  odniesieniu  do  konkretnych  przypadków 
klinicznych

9

 

można mówid o patologii na płaszczyźnie duchowej, która zdolna jest 

zakłócid równowagę całego organizmu. Istnieją zresztą mało niestety znane prace 

                                                           

9

 Owe przypadki kliniczne zostaną omówione w części Dzieje pewnego charyzmatu, stanowiącej dalszy ciąg tej 

książki. 

background image

39 

 

poświęcone temu zagadnieniu, jak na przykład książka ojca Michaela Scanlana La 
guérison  intérieure,  a  we  Francji  książki  doktora  Philip-  pe'a  Mądre,  jednego  z 
założycieli Wspólnoty Błogosławieostw (dawniej noszącej nazwę „Lwa Judy"). 

Fakt,  iż  tym  samym  określeniem  obejmuję  ciało  fizyczne  i  energetyczne  (to 
ostatnie nazywane jest w niektórych tradycjach ciałem eterycznym), wynika stąd, 
że  wydają  mi  się  one  nierozłączne,  a  zresztą  na  podstawie  mojej  teoretycznej  i 
praktycznej  wiedzy  z  zakresu  homeopatii  oraz  akupunktury  mogę  stwierdzid,  że 
nierównowaga  energetyczna  bardzo  często  poprzedza  zmiany  somatyczne, 
możliwe do zbadania za pomocą metod naukowych. 

Nie  odrzucam  niektórych  odmiennych  koncepcji  ezoterycznych  lub  tradycyjnych, 
które  pod  rozmaitymi  określeniami  kryją  te  same  treści:  ciało  astralne 
różokrzyżowców  odpowiada  duszy,  to  znaczy  siedzibie  uczud,  natomiast 
templariusze,  podobnie  jak  św.  Tomasz  z  Akwinu,  uznają  ponadto  istnienie  w 
samej  głębi  człowieka  trynitarnego  jądra  złożonego  z  duszy  boskiej, 
odpowiadającej  Ojcu,  duszy  duchowej,  odpowiadającej  Duchowi  Świętemu,  oraz 
ciała mentalnego, odpowiadającego Synowi.  

Nierzadko  ludzie  i  instytucje  okazują  sprzeciw  wobec  słów  i  określeo,  mimo  iż 
oznaczają  one  takie  same  treści;  wygodniej  im  wtedy  uciec  się  do  klątwy,  która 
schlebia  miłości  własnej  i  odrzuca  drugiego  człowieka,  zamiast  szukad  tego,  co 
zbliża w prawdziwym duchu ekumenizmu.  

Bądźmy pokorni i uznajmy, że chociaż Objawienie, szczególnie za pośrednictwem 
św. Pawła, dało nam pojęcie owej trójdzielności ciała-duszy-ducha, to jednak wiele 
późniejszych  schematów  i  koncepcji  jest  owocem  naszego  ograniczonego  i 
upraszczającego myślenia. 

Któregoś dnia będziemy się śmiali z naszych idei, dyskusji, a nawet sporów, kiedy 
za zasłoną śmierci dostąpimy pełnego poznania Tego, który powiedział: „Ja jestem 
Prawdą i Życiem" i który na tym padole łez ofiarował się nam jako Droga. 

Podsumowując,  jestem  dziś  przekonany,  że  zdrowie  -  to  znaczy  równowaga 
wszystkich naszych funkcji fizycznych, energetycznych, psychicznych i umysłowych 
-  oraz  radzenie  sobie  z  cierpieniem  fizycznym  i  moralnym  zależą  od  solidnego  i 
spójnego systemu przekonao religijnych, jakim dla mnie jest wiara chrześcijaoska.  

Z  pewnością  inne  religie  wpisane  w  inne  kultury  mogą  przynieśd  pokój  duszy  i 
zbawienie  ducha,  trzeba  się  jednak  wystrzegad  -  szczególnie  w  obecnej  epoce  - 
pokusy  łączenia  niemożliwych  do  pogodzenia  przekonao  i  tworzenia  czegoś,  co 

background image

40 

 

określa  się  mianem  synkretyzmu.  Synkretyzm  taki  jest  bowiem  często  szczeliną, 
przez  którą  wkrada  się  między  nas  Zły.  Jestem  więc  zwolennikiem  tolerancji  i 
miłości  bliźniego,  nigdy  zaś  synkretyzmu  albo  pretensjonalnej  gnozy  (Poznanie 
przez wielkie P jest jedną z pokus szatana). 

* * * 

Uważam,  że  jako  terapeuta  nie  mogę  traktowad  choroby  i  cierpienia  jako 
nieprzyjaciół,  śmierci  zaś  jako  porażki.  Należy  się  wystrzegad  -  niezależnie  od 
stosowanej  techniki  -  triumfalizmu  i  pokusy  panowania  nad  innymi.  Lepiej  z 
pokorą  i  współczuciem  towarzyszyd  naszym  cierpiącym  braciom  aż  do  progu 
śmierci  niż  podejmowad  beznadziejną,  czasem  nawet  nieludzką  walkę  o  jej 
oddalenie. 

Chory także powinien postawid sobie kilka pytao: Jeśli zdrowie lub uzdrowienie, to 
w jakim celu? Aby żyd lepiej czy dłużej? Aby byd zawsze gotowym służyd innym czy 
aby zamknąd się w sobie, drżąc z niepokoju na każdy najmniejszy objaw nawrotu 
choroby? 

Istnieje  niebezpieczeostwo  prawdziwie  bałwochwalczego  stosunku  do  zdrowia  i 
dobrej  formy  fizycznej!  Czy  nie  lepiej  starad  się  zrozumied  sens  cierpienia 
fizycznego,  psychicznego  czy  duchowego,  które  w  życiu  jest  nieuniknione,  i 
przygotowad  się  z  godnością  na  śmierd  niż  przechodzid  obok  prawdziwej  miłości 
(agape), która jest ofiarą i poświęceniem i która przybliża nas do Tego, który jest 
Miłością - do Jezusa Chrystusa?  

A  z  jakim  spokojem  powinien  wychodzid  na  spotkanie  cierpienia  i  śmierci 
chrześcijanin,  który  przecież  wie  lub  powinien  wiedzied,  że  Chrystus  jest  zawsze 
przy  nim  i  przyjmie go  z  miłosierdziem, gdy  tylko wejdzie  on  za  zasłonę śmierci? 
Zresztą uważam, że miłośd Chrystusa przekracza nasze ludzkie pojmowanie i że z 
taką samą czułością przyjmuje On ludzi niewierzących i odstępców od wiary, jeśli 
tylko pycha nie zamknęła im serc na przyjęcie Bożego przebaczenia.  

Niektórzy z Was mogą mi zarzucad, że łatwo mi tak mówid o cierpieniu i chorobie, 
skoro zawsze byłem z tej „dobrej" strony bariery. W rzeczywistości jeśli pozwalam 
sobie na tego typu refleksje, to dlatego że między 1972 a 1976 rokiem sam byłem 
ciężko  chory  na  wrzodziejące  zapalenie  jelita  grubego  (na  temat  tej  choroby 
miałem  swoją  własną  koncepcję:  przypadek  czy  Opatrznośd?),  chorobę,  która 
wymagała stałego leczenia i transfuzji, niekiedy nawet w przerwie między dwoma 
wykonywanymi przeze mnie operacjami.  

background image

41 

 

Dla zwolenników rozdzielenia sfery psychicznej i cielesnej warto, abym przedstawił 
okoliczności,  w  których  owa  choroba  się  pojawiła.  Otóż  był  to  okres,  kiedy  od 
czterech  lat  trwały  procedury  rozwodowe,  toczące  się  w  klimacie  nienawiści 
podsycanej przez nieprzychylnego  adwokata, który sam nie wiem, czy był winny, 
czy cierpiał na paranoję - niech Bóg mu wybaczy, tak jak ja mu wybaczyłem.  

Pewnego  dnia  1972  roku,  kiedy  razem  z  Claude  znajdowaliśmy  się  na  Sali 
operacyjnej, jeden z lekarzy podszedł do mnie i powiedział, że mój adwokat czeka 
na  korytarzu  (później  okazało  się,  że  miał  dla  mnie  dobre  wiadomości,  gdyż 
rozwód został ogłoszony za orzeczeniem winy obydwu stron). Operacja dobiegała 
już  kooca,  ale  nie  mogłem  zamknąd  ściany  brzusznej  i  pozostawiłem  wykonanie 
tego Claude, ponieważ poczułem nagłe, bardzo silne bóle brzucha. Wyszedłem w 
pośpiechu,  zaledwie  pozdrawiając  adwokata,  i  udałem  się  do  toalety,  gdzie 
wydaliłem gwałtownie pół litra świeżej krwi. 

Później w ciągu czterech lat traciłem równie dużo krwi w mniejszych ilościach, ale 
za  to  kilkakrotnie  w  ciągu  dnia,  czemu  towarzyszyły  bóle  brzucha.  Próbowałem 
wszelkich możliwych oficjalnie uznawanych metod leczenia: sulfonamidy, rozmaite 
opatrunki, kortykoidy stosowane miejscowo i ogólnie, a nawet leki uspokajające. 
Ponieważ nie przynosiło to żadnej poprawy, mój gastroenterolog, zaprzyjaźniony i 
kompetentny  lekarz  z  Paryża,  zaproponował  mi  wizytę  u  psychoanalityka,  której 
jednak kategorycznie się sprzeciwiłem.  

Przerwałem  wówczas  dotychczasowe  leczenie  i  udałem  się  -  ja,  osoba  zawsze 
krytycznie  odnosząca  się  do  akupunktury  i  homeopatii  -  do  lekarza  stosującego 
tradycyjną  akupunkturę,  który  swoją  wiedzę  zdobywał  na  Dalekim  Wschodzie. 
Zbadał  on  moje  tętna,  wkłuł  trzy  czy  cztery  igły  i  uprzedził  mnie,  że  teraz  mój 
charakter się zmieni. Rzeczywiście w godzinę później zachowałem się agresywnie 
wobec Claude.  

Przypomniałem  sobie  wtedy,  co  pisał  Laborit  na  temat  szkodliwych  skutków 
hamowania w sobie uczud. Uświadomiłem sobie, że z jednej strony mam poczucie 
winy  wobec  moich  dzieci  pozbawionych  pełnej  rodziny,  z  drugiej  zaś  -  jestem 
nadmiernie cierpliwy, pasywny i poprawny wobec nienawistnych ataków ze strony 
innych ludzi; i to właśnie muszę w sobie zmienid.  

Po  drugiej  wizycie  zaburzenia  ustały  i  oto  mija  już  trzynaście  lat,  odkąd  jestem 
zdrowy  bez  powikłao,  ku  zdumieniu  mojego  gastroenterologa.  Jedyny  krótki 
nawrót tej choroby miałem w okresie opisanych wcześniej problemów w pracy. 

* * * 

background image

42 

 

Zanim  przejdę  do  tematów  niezwiązanych  z  medycyną,  chciałbym  jeszcze 
powiedzied o antykoncepcji, przerywaniu ciąży i seksuologii, którymi zajmowałem 
się przez długi czas. 

Tutaj  znowu  pewnego  rodzaju  idealizm  oparty  na  pojęciu  absolutnej  wolności,  a 
także  wrodzony  sprzeciw  wobec  dyskryminowania  kobiet  doprowadziły  mnie  do 
praktykowania  -  zanim  jeszcze  było  to  prawnie  dozwolone  -  rozmaitych  form 
antykoncepcji,  w  tym  podwiązywania  jajowodów.  Sądziłem,  że  kobieta  czy  też 
para  małżeoska  powinna  mied  wolnośd  decydowania  o  liczbie  dzieci,  które  czują 
się  oni  zdolni  wychowad.  Dziś  uważam,  że  w  rzeczywistości  mają  oni  wolnośd 
sprzeciwiania się planom Boga.  

Ekolodzy  z  pewnością  nie  zaprzeczą,  kiedy  powiem,  że  pigułka  stwarza  ryzyko 
zahamowania  naturalnego  cyklu  oddziałującego  na  równowagę  hormonalną  i 
psychiczną  kobiety.  Miejmy  też  odwagę  uznad,  że  wkładka  wewnątrz-  maciczna 
jest  środkiem  aborcyjnym,  ponieważ  uniemożliwia  zagnieżdżenie  się 
zapłodnionego jajeczka.  

Uważam zatem, że  naturalne metody, takie jak metoda Billingsa, uwzględniające 
rytm  płodności  kobiety,  są  wystarczającymi  i  wartościowymi  środkami  dla 
zapewnienia  właściwej  przerwy  między  narodzinami  kolejnych  dzieci.  Oczywiście 
paostwo powinno gwarantowad wolnośd obywateli w tej dziedzinie, tak samo jak 
w każdej innej, szanując rozmaite poglądy.  

Jeśli chodzi o podwiązywanie jajowodów, to zabieg ten wykonywałem wyłącznie u 
kobiet  powyżej  trzydziestego  piątego  roku  życia,  które  miały  co  najmniej  troje 
dzieci.  Owa  technika  stanowi  oczywiście  niemal  definitywną  przeszkodę  wobec 
planu, jaki Bóg przygotował dla każdej pary, powinna byd zatem odrzucona przez 
tych,  którzy  pokładają  w  Nim  całą  ufnośd.  Ponadto  nie  pozostaje  ona  bez 
konsekwencji  psychicznych,  gdyż  wiele  kobiet,  mimo  że  ich  decyzja  była 
przemyślana,  ma  poczucie  winy  z  powodu  zahamowania  swojej  naturalnej 
płodności i stwórczego działania Boga. 

Przerwanie  ciąży  jest  problemem  szczególnie  bolesnym,  ponieważ  wiąże  się  z 
brakiem  szacunku  wobec  ludzkiego  życia.  Propagowałem  i  praktykowałem  ten 
zamach na życie i nie szukam dla siebie żadnego wytłumaczenia. Dziękuję Panu, że 
przebaczył mi tę ciężką zniewagę, ofiarowując mi sakrament  chrztu, który obmył 
mnie  ze  wszystkich  dawnych  grzechów.  Niemniej  rana  nadal  pozostaje  we  mnie, 
mimo  że  jestem  przekonany  o  niezmierzonym  miłosierdziu  Boga  wobec 

background image

43 

 

najgorszych  grzeszników,  do  których  się  zaliczam,  ponieważ  przyczyniałem  się  - 
poprzez krwawe ofiary z ludzi - do królowania Bestii.  

To  właśnie  ta  niezagojona  rana  każe  mi  teraz  mówid,  ponieważ  przebaczyd  nie 
znaczy zapomnied. Przed wejściem w życie prawa Veil kilkakrotnie wykonywałem 
zabieg  przerwania  ciąży  z  przyczyn  zdrowotnych,  takich  jak  rozwijający  się  rak, 
albo  z  poważnych  przyczyn  społecznych,  takich  jak  niepełnoletniośd  i  choroba 
umysłowa  matki.  Wykonywałem  też  zabiegi  z  przyczyn  o  wiele  bardziej 
dyskusyjnych,  na  przykład  dla  uniknięcia  skandalu  rodzinnego,  przy  czym  nie 
czerpałem z tego żadnych korzyści.  

Dziś  jednak  postąpiłbym  inaczej.  Ponadto  walczyłem  o  uchylenie  prawa  z  1920 
roku,  które  uważałem  za  zbyt  represyjne,  niepozostawiające  żadnej  swobody  w 
podejmowaniu  decyzji  ani  kobiecie,  ani  lekarzowi.  I oto  kiedy prawo  Veil  zostało 
przegłosowane,  musiałem  ponieśd  konsekwencje  zajmowanego  przeze  mnie 
stanowiska.  

Jako  chirurg  urolog  i  ginekolog  stałem  się  natychmiast  osobą  rozchwytywaną:  w 
początkowym  okresie  otrzymywaliśmy  każdego  dnia  trzydzieści  do  czterdziestu 
zgłoszeo do aborcji dziennie. Claude przyjmowała pacjentki i starała się je odwieśd 
od  tej  decyzji,  co  spotykało  się  z  wrogimi  reakcjami  ze  strony  ruchów 
feministycznych. 

Uważaliśmy  jednak,  że  chociaż  prawo  zezwala  na  przerywanie  ciąży,  to 
jednocześnie  nakłada  obowiązek  rozmowy  z  pacjentką  i  pozostawia  lekarzowi 
wolny  wybór.  Większośd  próśb  była  motywowana  brakiem  środków  utrzymania 
lub  ciasnotą  mieszkao,  ale  pojawiały  się  też  kobiety  niedostatecznie  lub  źle 
poinformowane,  które  sądziły,  że  przerwanie  ciąży  jest  zwykłą  metodą 
antykoncepcyjną.  

W  tamtym  okresie  nie  istniały  żadne  struktury  ofiarujące  psychiczne  i  finansowe 
wsparcie  w  trudnych  przypadkach;  kobietom  chrześcijaoskim  mogliśmy 
proponowad jedynie opiekę kapelana kliniki Guy'a Ménarda, który zresztą odnosił 
się do  nich z wielką delikatnością i współczuciem. Pokój jego  duszy  - jest teraz u 
Pana.  Przez  trzy  miesiące,  zanim  otwarto  ośrodek  aborcyjny  w  szpitalu,  ową 
bardzo  kontrowersyjną  działalnością  zasłużyliśmy  sobie  na  wiele  nienawistnych 
ataków,  również  w  prasie  lokalnej  i  ogólnokrajowej.  Było  to  bardzo  trudne 
doświadczenie dla Claude, ponieważ ona sama, zanim szczęśliwie urodziła dziecko, 
kilkakrotnie  poroniła,  a  ponadto  będąc  w  głębi  serca  chrześcijanką,  starała  się 
znaleźd jakieś rozwiązanie wszystkich trudnych sytuacji.  

background image

44 

 

Jeśli  chodzi  o  mnie,  to  chociaż  byłem  agnostykiem,  czułem  nienaturalnośd  tego 
wszystkiego  i  byłem  wręcz  przerażony,  widząc  zrozpaczone  i  zranione  spojrzenia 
niektórych kobiet przed narkozą, później zaś wyciągając kolejne części embriona; 
przy  tym  zgodnie  z  prawem  zawsze  odmawialiśmy  wykonania  aborcji  powyżej 
dziesiątego  tygodnia  ciąży.  Ponieważ  zajmowaliśmy  się  także  leczeniem  licznych 
przypadków  bezpłodności,  odczuwaliśmy  sprzeciw  wobec  nieprawidłowości 
systemu  prawnego,  zezwalającego  na  usunięcie  płodu,  ale  zabraniającego 
doprowadzania do bezpośredniego kontaktu między kobietą, która chce dokonad 
aborcji, a parą pragnącą adoptowad dziecko.  

Byliśmy  zresztą  zaskoczeni,  spotykając  się  z  negatywną,  a  nawet  agresywną 
reakcją  większości  kobiet,  którym  proponowaliśmy  donoszenie  ciąży  i  oddanie 
dziecka do adopcji. Jest to wyraźna oznaka zwyrodnienia rodzaju ludzkiego i jego 
pogrążenia się w grzechu.  

Przez  kilka  tygodni  musieliśmy  wykonywad  dwanaście  do  piętnastu  zabiegów 
przerwania  ciąży  tygodniowo,  mając  narastające  poczucie  zniechęcenia  wobec 
dramatu  niektórych  kobiet,  lekkomyślności  innych  i  wobec  świadomości,  że  zbyt 
szybko zostaliśmy wybrani (lub raczej wyznaczeni) jako oprawcy. 

Otwarcie szpitalnego ośrodka aborcyjnego szybko położyło kres naszej działalności 
w  najwyższym  stopniu  karygodnej,  gdyż  wymierzonej  przeciwko  życiu,  i  to  życiu 
niewinnemu. Ale słusznie przeczuwaliśmy również, że zawarte w prawie określenia 
„trudna  sytuacja"  oraz  „perswazja"  będą  interpretowane  dowolnie  na  korzyśd 
fałszywie  rozumianej  wolności  ofiarowywanej  kobietom,  a  w  rzeczywistości 
stanowiącej  zachętę  do  wyboru  zabójstwa  jako  rozwiązania  problemów 
rodzinnych,  społecznych  i  ekonomicznych,  które  wymagałyby  raczej  prawdziwej 
polityki rodzinnej

10

Mniej więcej w tamtym okresie jedna z naszych córek poprosiła nas o wykonanie 
zabiegu aborcji u jej dziewiętnastoletniej koleżanki z liceum. Ciąża była jednak zbyt 
zaawansowana - minął już czwarty miesiąc - i o wykonaniu aborcji nie mogło byd 
mowy,  chociaż  dziewczyna  nie  miała  żadnych  materialnych  środków  na 

                                                           

10

  Psychiczne  oraz  duchowe  konsekwencje  przerwania  ciąży,  jakie  zaobserwowaliśmy  między  1989  a  1994  r.  są 

katastrofalne. Kobiety, które zdecydowały się na aborcję z jakichś logicznych - patrząc z czysto ludzkiej perspektywy 
-  przyczyn,  noszą  wewnętrzne  zranienie,  któremu  towarzyszą  konsekwencje  psychosomatyczne,  wymagające 
zawsze  sakramentu  pojednania,  a  nawet  niekiedy  modlitwy  o  uwolnienie,  ponieważ  w  momencie  głębokiego 
rozdarcia,  jakim  jest  dla  kobiety  świadome  zniszczenie  owocu  swojego  łona,  powstają  w  niej  prawdziwe  „więzy 
śmierci". Przykłady pokażemy w drugiej części tej książki. 

background image

45 

 

wychowanie dziecka, była sierotą bez ojca i matki, a ojciec jej dziecka pochodził z 
nizin społecznych naszego miasta Rennes. 

Staraliśmy  się  uzyskad  jakąś  pomoc  ze  strony  organizacji  społecznych  lub 
charytatywnych, ale wszędzie spotykaliśmy się z odmową. A ponieważ dziewczyna 
mieszkała  u  przyjaciółki  w  przyczepie  kempingowej  bez  ogrzewania  (był  środek 
zimy),  zaprosiliśmy  ją  do  siebie.  Mieszkała  u  nas  przez  dwa  lata,  dzięki  czemu 
mogła  ukooczyd  szkołę.  Dziś  jest  bardzo  cenioną  pielęgniarką,  specjalistką  od 
reanimacji, natomiast jej syn uczy się w liceum.  

Zdarzyło  się  później,  że  Opatrznośd  pozwoliła  nam  spotkad  pewną  kobietę 
zamieszkałą w Bayonne i będącą medium, która nigdy nie wykorzystywała swoich 
darów  dla  osiągnięcia  korzyści  majątkowych,  lecz  pragnęła  jedynie  pomagad 
swoim bliskim znajomym. Owa ponad dziewięddziesięcioletnia kobieta, katoliczka, 
zwolenniczka  myśli  New  Age,  opowiedziała  nam  między  innymi  następującą 
historię. Wiele lat temu jako osoba należąca do międzynarodowego grona wysoko 
postawionych  osób  została  zaproszona  do  Stanów  Zjednoczonych  na  spotkanie 
spirytystyczne, podczas którego słynne media spontanicznie nawiązywały kontakt 
z duchami. Wtedy osoba ta nie wiedziała jeszcze, że sama także posiada zdolności 
mediumiczne.  W  pewnym  momencie  jeden  z  duchów  zwrócił  się  do  niej  głosem 
medium:  „Jestem  Piotr,  twój  syn,  czekałem  na  tę  okazję,  aby  móc  z  tobą 
porozmawiad". Nasza znajoma, która nie miała dzieci i była bezpłodna, zaczęła się 
śmiad z pomyłki medium i opuściła spotkanie.  

Kilka  lat  później  w  Anglii,  kiedy  jej  mediumiczne  zdolności  już  wyszły  na  jaw, 
zgodziła  się  wziąd  udział  w  podobnym  spotkaniu.  I  znów  głosem  jednej  z  jej 
znajomych  duch  odezwał  się  do  niej:  „Jestem  Piotr,  twój  syn,  może  tym  razem 
mnie  wysłuchasz?".  -  „Tak,  ale  ja  nigdy  nie  miałam  syna"  -  odpowiedziała.  „Czy 
nigdy nie byłaś w ciąży?". 

Wtedy  ona  zastanowiła  się  i  przypomniała  sobie,  że  rzeczywiście  zaszła  kiedyś  w 
ciążę,  ale  mniej  więcej  w  szóstym  tygodniu  nastąpiło  samoistne  poronienie. 
Przypomniała  sobie  także,  że  chciała  wtedy,  aby  jej  dziecko  miało  na  imię  Piotr. 
Tak oto ten maleoki embrion rozwijał się w świecie niewidzialnym i objawił jej, iż 
zawsze  łączyła  go  nierozerwalna  więź  miłości  z  matką.  Historię  tę  usłyszałem 
wkrótce po moim nawróceniu i pomogła mi ona zrozumied, że poprzez obcowanie 
świętych jesteśmy złączeni z tymi, których zabrała śmierd, a których wcześniej Bóg 
powierzył naszej miłości i trosce, oraz że szacunek do życia i to od chwili poczęcia 
jest obowiązkiem absolutnym. Obecnie jesteśmy członkami stowarzyszenia Maryi 

background image

46 

 

Matki  Miłosierdzia,  które  stara  się  otoczyd  opieką  kobiety  planujące  przerwanie 
ciąży.  I  niech  nikt  nie  mówi  o  przeludnieniu,  kiedy  jest  tyle  terenów 
niezamieszkałych,  tyle  cynicznego  marnotrawstwa  i  niewykorzystanych  zapasów 
jedzenia. 

* * * 

Jedną z nauk najbardziej odpowiedzialnych za winy naszej epoki jest seksuologia. 
Nie chodzi o to, że seksualnośd nie może stanowid przedmiotu badao naukowych, 
ale  badania  te  zostały  od  samego  początku  wypaczone,  ponieważ  płciowośd 
rozpatrywana  była  w  oderwaniu  od  miłości.  Dziedzina  ta  rozwijałaby  się  całkiem 
inaczej, gdyby zamiast mężczyzn zajmowały się nią od samego  początku kobiety, 
one bowiem rzadko oddzielają akt seksualny od uczud, dzięki którym mogą go w 
pełni przeżyd. 

Czy zdarzyło się, aby kobieta - lub grupa kobiet - zgwałciła mężczyznę? Seksuologia 
uczyniła  seksualnośd  dobrem  konsumpcyjnym  na  równi  z  papierosami,  radiem  i 
telewizją.  Uczyniła  ją  także  prawem,  a  nawet  koniecznością,  jak  gdyby  czystośd  i 
wstrzemięźliwośd  musiały  niechybnie  powodowad  nierównowagę  umysłową  albo 
wręcz byd jej skutkiem. W efekcie u wielu osób zrodziło to frustrację i kompleksy, a 
nasze  dzieci  swoje  życie  seksualne  rozpoczynają  tak,  jak  się  pali  pierwszego 
papierosa  -  żeby  nie  uznano  je  za  osoby  niedorozwinięte;  tymczasem  w 
rzeczywistości  ich  dojrzałośd  uczuciowa  jest  opóźniona  z  powodu  wydłużenia  się 
okresu nauki oraz nad opiekuoczych postaw rodziców.  

Skutkiem  wczesnej  inicjacji  seksualnej  jest  zresztą  brak  zadowolenia  połączony  z 
późniejszą  oziębłością  i  impotencją.  A  ileż  nieporządku  wynika  z  tej  seksualności 
pozbawionej  prawdziwej  i  odpowiedzialnej  miłości:  wczesne  stosowanie 
antykoncepcji,  mające  dodatkowy  wpływ  na  desakralizację  związku  między 
miłością i życiem (które zostaje odrzucone); przerywanie ciąży, jeśli antykoncepcja 
została  zaniedbana  lub  okazała  się  nieskuteczna.  Przerwanie  ciąży  z  kolei 
oddziałuje na psychikę, i to tym silniej, im dziewczyna jest młodsza i im żywszy jest 
u niej ten instynkt macierzyoski, który każe jej niekiedy długo trzymad swoją lalkę 
lub od wczesnych lat zajmowad się z miłością najmłodszym rodzeostwem. 

Wychowanie  seksualne  nie  może  sprowadzad  się  do  instrukcji  użycia  narządów 
płciowych, jak to zbyt często się zdarza, ale powinno  byd poetyckim hymnem do 
miłości,  która  jest  najpierw  uczuciem,  później  zaś  aktem  woli;  akt  seksualny 
natomiast należy ukazywad jako najwyższą tajemnicę dotykającą tajemnicy życia, a 
zatem samego Boga.  

background image

47 

 

Ilu  nieszczęśd,  ilu  rozwodów  dałoby  się  uniknąd,  gdyby  można  było  wytłumaczyd 
nastolatkom w gimnazjach i liceach - ale także ludziom dorosłym - że seksualnośd 
nie jest ani kwestią popędu, ani gimnastyką zdrowotną, ale że angażuje ona całą 
ludzką  osobowośd  i  że  wymaga  dojrzałości  fizycznej,  psychicznej  i  duchowej 
obydwojga partnerów. Nie należy brad ślubu w wieku dwudziestu dwóch lat, jak ja 
to  zrobiłem,  wyłącznie  dla  zaspokojenia  pociągu  fizycznego,  który  można 
powściągnąd dzięki uprawianiu sportu i panowaniu nad sobą. 

Istnieje jeszcze jeden aspekt seksuologii będący źródłem wypaczeo, a mianowicie 
przyjęcie  założenia,  że  dla  powstania  i  rozwinięcia  się  aktywności  seksualnej 
konieczne  są  fantazmy.  Prawdą  jest,  że  owa  interwencja  spaczonej  wyobraźni 
zdarza się często w przypadku współżycia z osobą, której się nie kocha. Niektórzy 
małżonkowie  zwierzają  mi  się,  że  każde  z  nich  kocha  się,  jeśli  można  tak 
powiedzied,  z  wyimaginowanym  partnerem,  co  w  sumie  daje  cztery  osoby  -  jak 
wynika z mojego rachunku. A mówię tu jedynie o najprostszych przypadkach.  

Aniołowie,  którzy  wszystko  widzą,  podobnie  jak  nasi  drodzy  zmarli,  muszą  sobie 
zasłaniad  twarz  jak  serafini.  A  przecież  Jezus  przekazał  nam  jako  pierwsze 
przykazanie Miłośd przez wielkie M. Skąd zatem te fantazmy? Stąd, że potrafimy 
kochad  już  tylko  zewnętrzną  „powłokę"  człowieka,  nie  zaś  jego  duszę  i  ducha.  A 
jeśli ta „powłoka" posiada jakieś braki, jeśli nie odpowiada kryteriom narzucanym 
nam  przez  modę,  czasopisma,  plakaty,  telewizję,  tworzymy  sobie  wzorzec 
odpowiadający  naszym  pragnieniom  i  bardzo  prędko  przychodzi  moment,  kiedy 
zwracamy się w stronę innej „powłoki" - takiej, która najbardziej przypomina nasz 
wzorzec.  Podobnie  jest  z  ludźmi,  którzy  odrzucają  Boga  dlatego,  że  nie  jest  on 
zgodny z ich wyobrażeniami... jak gdyby garnek mógł robid zarzuty garncarzowi!  

Pora  na  nowo  nauczyd  nasze  dzieci  piękna  duszy,  uniesieo  ducha  i  wielkości 
miłości-agape, która jest także wolą kochania. Bez tej woli kochania bliskich  - ale 
też  nieprzyjaciół  -  człowiek  nigdy  nie  będzie  zdolny  przyjąd  Królestwa  Bożego.  A 
zdolnośd  ta  zrodzi  się  z  trudu  przemiany  siebie,  nie  zaś  z  utopijnego  pragnienia 
zmienienia  innych  ludzi,  społeczeostwa,  ludzkości.  Przemiana  jednej  osoby  ku 
pełni miłości przyczynia się do przemiany całej ludzkości. 

Chrystus  zostawił  nam  w  swojej  modlitwie  do  Ojca  takie  zdanie:  „Nie  dopuśd, 
abyśmy ulegli pokusie" (Mt 6,13). Odnosząc te słowa do sfery seksualności, można 
modlid  się:  „Nie  dozwól,  abym  uległ  moim  nieczystym  pragnieniom  i  moim 
fantazmom".  W  ten  sposób  łatwiej  zrozumied,  że  pożądliwe  spojrzenie  jest  dla 
Boga równorzędne z cudzołóstwem.  

background image

48 

 

Nieczyste  pragnienie  jest  grzechem,  przynajmniej  jeśli  człowiek  znajduje  w  nim 
upodobanie. 

Medycyna  i  biologia  nie  nadała  sensu  ani  mojemu  życiu,  ani  życiu  w  ogóle.  O 
dziwo,  to  mój  nauczyciel  Sasza,  żarliwy  prawosławny,  z  którym  miałem 
cotygodniowe  konwersacje  w  języku  rosyjskim,  powiedział  mi  pewnego  dnia: 
„Maurice,  czuję,  że  brakuje  ci  rodziny  duchowej.  Wydaje  mi  się,  że  mógłbyś  ją 
znaleźd  w  masonerii".  Był  to  rok  1968,  okres  chybionej  rewolucji,  gdy  nad 
zagadnieniem  celowości  zastanawiało  się  wielu  ludzi.    Myślę,  że  ten  święty 
człowiek  z  wielką  przenikliwością  dostrzegł  moją  głęboką  potrzebę,  ale  nie 
próbował  mnie  ewangelizowad  na  siłę.  Nie  byłem  jeszcze  gotowy  szukad  sensu 
życia poza życiem. 

Jako więzieo jednego, doczesnego życia między narodzeniem a śmiercią, będąc z 
zasady  niechętny  wobec  proponowanych  przez  religie  systemów  moralnych 
rodzących w człowieku poczucie winy, gotowy byłem przyjąd jedynie podstawowe 
zasady etyczne, którymi człowiek powinien kierowad się w swoim postępowaniu. 
Natychmiast  przyjąłem  za  swoje  główne  zasady  masonerii:  wolnośd,  równośd, 
braterstwo, będące źródłem tolerancji i solidarności. 

Ponieważ  byłem  osobą,  która  odniosła  już  pewien  sukces  zawodowy,  w  wieku 
trzydziestu sześciu lat zostałem członkiem loży Wielkiego Wschodu Francji. Do loży 
tej  należałem  piętnaście  lat,  pełniłem  w  niej  ważne  funkcje,  takie  jak  czcigodny 
loży,  to  znaczy  mistrz  katedry,  delegat  do  Konwentu,  który  jest  masooską  izbą 
deputowanych.  Zostałem  przyjęty  do  kapituły  w  osiemnastym  stopniu 
wtajemniczenia oraz do Fraterni Wyższych Funkcyjnych. 

Planuję  napisad  kiedyś  książkę  poświęconą  wyłącznie  masonerii.  A  jednak 
opuściłem ją bez żalu, a także bez trudności, byłem bowiem na tyle przezorny, że 
nie uwikłałem się tam w żadne układy, które wiązałyby mnie w sposób ostateczny. 
Nie  mam  także  zamiaru  nikogo  obmawiad  ani  zdradzad  tajemnicy,  która  polega 
wyłącznie na nieujawnianiu nazwisk braci. 

Zbyt  wielu  z  powodu  takich  niedyskrecji  poniosło  śmierd  na  zesłaniu,  masoneria 
bowiem  jest  zaprzeczeniem  nazizmu  i  w  ogóle  wszelkiego  fanatyzmu.  Nie 
wypieram  się  zresztą  żadnej  z  zasad  wolnomularstwa:  czyż  nie  sam  Chrystus 
przyniósł  ludzkości  owe  trzy  fundamenty,  jakimi  są  wolnośd,  równośd  i 
braterstwo?  Jednakże  Wielki  Wschód,  pozostawiając  problemy  metafizyczne 
prywatnym  poglądom  członków,  przyjmuje,  że  człowiek  jest istotą wolną,  a  więc 
określa się sam, że uznaje innych jako równych sobie w prawie i często ogranicza 

background image

49 

 

swoje braterstwo i solidarnośd do członków masonerii, chod jednocześnie aspiruje 
do  uniwersalności.  Nie  mówi,  skąd  pochodzi  człowiek,  który  w  chwili  śmierci 
wchodzi  do  Wiecznego  Wschodu  -  pewnego  rodzaju  nicości,  gdzie  jednak 
obdarzony jest szacunkiem i uznaniem swoich braci. 

Masoni  uważają  się  za  uczniów  św.  Jana  Ewangelisty,  podobnie  zresztą  jak 
różokrzyżowcy  i  templariusze,  będąc  przy  tym  w  opozycji  do  Piotra  i  jego 
następców.  Zapominają  oni  jednak,  że  to  właśnie  umiłowany  uczeo  Jezusa 
przekazał nam tak jasno Jego naukę, że mówił on o Bogu, który z miłości uczynił 
człowieka wolnym; o Bogu, w którego oczach celnik i prostytutka są sobie równi, 
tak  samo  jak  skrupulatnie  przestrzegający  prawa  faryzeusz;  o  Bogu,  który  chce, 
abyśmy wszyscy byli bradmi i wzajemnie się miłowali. 

Nie dajmy się zwieśd spirytualistycznym lożom, gdzie czci się Wielkiego Architekta 
wszechświata,  gdyż  jest  to  Bóg  abstrakcyjny,  Bóg  matematyk.  Co  prawda  można 
się tam nauczyd dostrzegad sakralny charakter harmonii świata, której sprawcami i 
świadkami są między innymi liczby, ale upadek jest postrzegany i przeżywany jako 
oddalenie  między  ludzkością  a  boskością.  Istnieje  obawa,  że  chrześcijanie,  którzy 
wstępują do  masonerii  (a jest ich wielu w Wielkiej Loży Francji, a także w lożach 
rytu  anglosaksooskiego),  zamkną  się  na  wymiar  nieskooczonej  miłości  Boga 
objawionej we wcieleniu Chrystusa, rzeczywistej obecności, uniżeniu się (kenozie) 
Boga do ludzkiej natury. 

Poprzez kolejne inicjacje odbywające się według mniej lub bardziej dramatycznych 
scenariuszy  jest  się  stopniowo  wprowadzanym  w  symboliczne  wymiary 
stworzenia. Istnieje tu jednak niebezpieczeostwo pewnej elitarności; niektórzy nie 
wahają  się  twierdzid,  jakoby  otrzymali  Światło  (przez  wielkie  Ś).  Często  dochodzi 
do tego, że masoni utrzymują kontakty jedynie ze swoimi bradmi i siostrami. 

Jeśli  chodzi  o  światło  otrzymywane  przez  postulanta,  a  przekazywane  przez 
wtajemniczonych,  to  nie  jest  to  oczywiście  blask  chwały  Bożej  ani  światło 
przemienienia, ani też światło mistyków. Jest to pewnego rodzaju poznanie siebie, 
które  dokonuje  się  –  niekiedy  bardzo  gwałtownie  -  poprzez  inicjacyjne 
psychodramy  oraz  symbolizm,  a  które  można  by  uzyskad  przez  jakąkolwiek 
psychoterapię grupową. 

Wielkim  niebezpieczeostwem  jest  tu  egocentryzm  (nie  mówię  egoizm)  i  pycha. 
Człowiek  wierzy,  że  może  kierowad  swoim  życiem  sam  bez  pomocy  Boga  i  Jego 
niewidzialnego  świata.  To  właśnie  jest  grzech  pierworodny  -  człowiek  pragnący 
stwarzad  siebie  sam,  byd  „jak  Bóg".  Wąż  powiedział  do  pierwszych  ludzi: 

background image

50 

 

„Będziecie  jak  bogowie".  Ta  forma  pychy,  zagrażająca  wszystkim  grupom  o 
charakterze ezoterycznym, jest pokarmem Złego, chod oczywiście na początku ich 
założyciele  i  członkowie  nie  zawierają  świadomego  paktu  z  diabłem.  A  wówczas 
światło staje się światłem Lucyfera - Tego, który niesie światło – a owoce stają się 
widoczne: rozbicie rodzin, hedonizm posuwający się do rozwiązłości, ambicje bez 
zahamowao  i  bez  skrupułów,  żądza  władzy  i  bogactwa.  Zresztą,  jak  mówi  Św. 
Paweł, „skoro umarli nie zmartwychwstają, to jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy" 
(1 Kor 15,32). 

Przynależnośd do grup o charakterze inicjacyjnym głęboko naznacza umysł i duszę. 
Dwa  lata  po  moim  odejściu  z  masonerii  chciałem  skorzystad  z  sakramentu 
pojednania  u  pewnego  kapłana  związanego  ze  wspólnotą  charyzmatyczną,  który 
mnie  nie  znał  ani  którego  ja  nie  znałem;  otóż  kapłan  ten  na  samym  początku 
przerwał  mi  i  powiedział:  „Pan  jest  masonem!".  Musiałem  zapewnid  go  o 
całkowitym zerwaniu z lożą. 

Trzeba tu stwierdzid z całą stanowczością: chrześcijanin w masonerii nie ma nic do 
odkrycia,  nic  do  zyskania  dla  swojej  duszy,  ponieważ  cała  Prawda  -  w  tym  także 
idea wolności, równości i braterstwa - zawiera się w Objawieniu i Tradycji. 

Opuściłem  masonerię  w  1987  roku  bez  żadnych  trudności,  po  tym  jak  zostałem 
zwolniony z pracy przez mojego dawnego przyjaciela, dyrektora i „brata", który nie 
miał  względu  na  moją  przynależnośd  do  loży.  Nie  naciskano  na  mnie  -  chyba  że 
przyjacielsko  -  abym  pozostał,  ani  później,  abym  powrócił,  ale  powtarzam,  że  na 
szczęście nie związałem się z żadnymi układami politycznymi czy finansowymi

11

 . 

Claude  i  ja  byliśmy  przez  dziesięd  lat  różokrzyżowcami,  ale  na  szczęście 
potrafiliśmy zachowad pewien dystans wobec otrzymywanej tam nauki. W AMORC 
poznaliśmy wielu zabłąkanych chrześcijan. Uważam, że organizacja ta jest dla nich 
jeszcze  bardziej  niebezpieczna  niż  masoneria.  O  ile  bowiem  w  masonerii  szanuje 
się  metafizyczne  przekonania  każdego  i  nie  proponuje  się  niczego  innego  poza 
ogólnymi  zasadami,  o  których  już  wspominałem,  o  tyle  u  różokrzyżowców  nie 
narzuca  się  co  prawda  żadnych  idei,  ale  raz  w  miesiącu  każdy  członek  otrzymuje 
cztery  monografie,  zalecane  każdemu  indywidualnie,  których  lektura  mająca  na 
celu  pogłębienie  wtajemniczenia  stopniowo  i  podstępnie  kształtuje  poglądy 
wszystkich członków według tego samego wzoru. 

                                                           

11

 

Kościół zawsze potępiał przynależnośd katolików do masonerii; ostatnie takie potępienie nastąpiło w 1983 r.

 

background image

51 

 

Uwzględniając  moje  doświadczenie  w  tej  materii,  streszczę  teraz,  w  1998  roku, 
argumenty, które uzasadniają – jak sądzę - stanowisko Kościoła: 

1.  Masoneria  powstała  w  Anglii  w  XVIII  wieku  z  inicjatywy  dwóch  pastorów: 
Désaguliers'a  i  Andersona,  a  niedługo  potem  we  Francji  z  inicjatywy  co  prawda 
katolików,  ale  gallikanów.  Tak  jedni,  jak  i  drudzy  sprzeciwiali  się  prymatowi 
biskupa  Rzymu  i  przeciwstawiali  św.  Jana  (który  rzekomo  był  wtajemniczonym, 
założycielem  religii  ezoterycznej)  św.  Piotrowi,  przywódcy  religii  egzoterycznej. 
Oto dlaczego loże podstawowe, zwane niebieskimi, noszą nazwę „lóż św. Jana". 

2.  Chrześcijaostwo  opiera  się  na  kerygmacie  (głoszeniu  Jezusa  Chrystusa,  Syna 
Bożego,  który  umarł  za  nasze  grzechy  i  zmartwychwstał),  ugruntowanym  na 
bezpośrednich  świadectwach,  szczególnie  na  świadectwie  św.  Jana,  który  widział 
Jezusa przemienionego, ukrzyżowanego, złożonego do grobu i który następnie jadł 
z  Nim  po  Jego  zmartwychwstaniu,  a  wreszcie  stał  się  istotnym  świadkiem 
wniebowstąpienia.  W  przeciwieostwie  do  tego  masoneria  opiera  się  na  mitach, 
głównie na historii o rzekomym zabójstwie Hirama, architekta świątyni Salomona, 
przez złych towarzyszy. 

3.  Chrześcijaostwo  zawiera  pewną  liczbę  dogmatów  będących  owocem  wiary 
(Objawienie,  Trójca  Święta,  Niepokalane  Poczęcie,  Wcielenie,  Wniebowzięcie...), 
gdy tymczasem masoneria opiera się na myśli humanistycznej, sprzeciwiającej się 
wszelkiemu dogmatyzmowi. 

4. Masoneria ma charakter okultystyczny, gdyż jej nauczenie jest zarezerwowane 
dla  wtajemniczonych,  trzymane  w  tajemnicy,  podczas  gdy  Jezus  objawił  Prawdę 
wszystkim, a przede wszystkim maluczkim i pokornym. 

5.  Chrześcijanin  zostaje  zbawiony  przez  swoją  wiarę  (nie  przez  same  uczynki) 
dzięki  łasce  Bożej,  która  już  tu,  na  ziemi,  daje  mu  przystęp  do  rzeczywistości 
nadprzyrodzonej,  a  po  śmierci  ofiarowuje  mu  życie  wieczne.  Mason  natomiast 
dąży  do  osiągnięcia  wyższego  statusu  w  świecie  materialnym  dzięki  swoim 
zasługom,  staraniom...  i  dzięki  braciom.  Z  chwilą  śmierci  wchodzi  w  Wieczny 
Wschód będący pewnego rodzaju nicością, który w najlepszym razie zapewnia mu 
szacunek braci, ale nie niesie żadnej nadziei na życie przyszłe. 

6.  Masoneria  głosi  tolerancję,  ale  także  relatywizm,  gdy  tymczasem 
chrześcijaostwo przynosi Prawdę Jezusa Chrystusa: Jego życie i Jego Słowo. 

7.  Naśladowanie  Jezusa  Chrystusa  musi  prowadzid  do  pokory,  która  sprzyja 
uzdrowieniom  wewnętrznym  i  pojednaniu  (z  sobą  samym,  z  ludźmi  i  z  Bogiem) 

background image

52 

 

szczególnie  podczas  sakramentu  spowiedzi  oraz  Eucharystii.  Masooskie 
wtajemniczenie może prowadzid do elitaryzmu, a więc do pychy i zatwardziałości, 
a także do braku miłości siebie samego, innych ludzi i Boga. 

8. Kościół-wspólnota - Ciało Chrystusa - ożywiony Duchem Świętym przechowuje 
depozyt  Mądrości  Bożej  oraz  Tradycji,  co  daje  mu  prawo  przeciwstawiania  się 
herezjom  i  synkretyzmowi:  chęd  bycia  jednocześnie  chrześcijaninem  i  masonem 
wbrew zdrowemu rozsądkowi jest formą synkretyzmu. 

9.  We  wszystkich  społeczeostwach,  gdzie  masoneria  miała  swoje  wpływy, 
popierała  ona  rozwody,  antykoncepcję,  aborcję  i  eutanazję.  Tymczasem  Kościół 
zawsze staje w obronie sakramentu małżeostwa oraz życia. 

Do tego dochodzi fakt, że w masonerii spotkania robocze mają na celu swobodną i 
pokojową  wymianę  poglądów  pod  opieką  mistrza,  a  ostatnie  słowo  należy  do 
jednego  z  braci,  którego  zadaniem  jest  próba  stworzenia  syntezy.  Tymczasem  u 
różokrzyżowców  mistrz  przekazuje  najczęściej  naukę  ex  cathedra,  krótka  zaś 
dyskusja,  jaka  potem  następuje,  ma  na  celu  przede  wszystkim  oświecenie  tych, 
którzy nie osiągnęli jeszcze „poznania".  

Toteż  mogę  was  zapewnid,  że  o  ile  w  większości  przypadków  potrafię  rozpoznad 
masona, zwłaszcza po tym, jak zachowuje się na forum publicznym, o tyle jeszcze 
prędzej rozpoznaję różokrzyżowca po jego sposobie wysławiania się, po pewnych 
słowach,  które  powracają  u  niego  jak  lejtmotyw,  takich  jak  energia  kosmiczna, 
karma itp. Tu także nie jest moją intencją ujawnianie nauki, która jest tajemnicą, 
ale istnieją ogólnie dostępne książki pozwalające zapoznad się z głoszonymi przez 
różokrzyżowców ideami. Nie twierdzę, że są one złe same w sobie, ale ponieważ u 
wielu chrześcijan wywołały zamęt, czuję się w obowiązku ich przestrzec. 

Jak bowiem chrześcijanin może w swoim umyśle i w sercu pogodzid pojęcie Boga 
osobowego i miłosiernego z pojęciem bezosobowej i zimnej siły kosmicznej, która 
miałaby księgowad w jakiś sposób nasze dobre i złe uczynki? Jak może on pogodzid 
chrześcijaoską  prawdę  o  buncie  upadłych  aniołów  i  ludzi  utożsamionych  z 
Adamem z teorią, jakoby zło nie istniało samo w sobie, lecz było jedynie brakiem 
dobra?  

Jak  może  on  pogodzid  chrześcijaoskie  pojęcie  zmartwychwstania  w  uwielbionym 
ciele  z  pojęciem  kolejnych  reinkarnacji,  które  następują  aż  do  wyczerpania  się 
karmy. Jak może się on zgodzid, aby uczono go, że Jezus jest wcieleniem jakiegoś 
wielkiego mistyka i że jego uczniowie w porę zdjęli Go z krzyża, aby mógł jeszcze 

background image

53 

 

długo  i  spokojnie  nauczad  w  klasztorze  na  Górze  Karmel  (o  tym  właśnie  pisze 
imperator Spencer Lewis w książce Mistyczne życie Jezusa)? 

Jeśli  się  nie  mylę,  dla  chrześcijanina  jest  to  bluźnierstwo.  Oczywiście  nie  jestem 
zwolennikiem  odrzucania  bluźnierców  -  Bóg  rozpozna  swoich.  A  jeśli  wierzę  w 
Chrystusa,  Syna  Boga  żywego,  który  powstał  z  martwych,  wiem,  że  jest  to  akt 
wiary  (wyznawanej,  to  prawda,  w  ciągu  dwóch  tysięcy  lat  przez  miliardy  osób), 
łaska otrzymana od Boga, i każdy ma prawo myśled inaczej.  

Ale  utrzymuję,  że  chrześcijanin  szukający  wtajemniczenia  u  różokrzyżowców 
narażony  jest  na  realne  niebezpieczeostwo  duchowego  skażenia.  Tutaj 
wtajemniczenie  (albo  raczej  wtajemniczenia,  gdyż  jest  ich  wiele)  ma  na  celu 
uzyskanie  zdolności  parapsychologicznych  -  które  zresztą  niektórzy  posiadają 
samoistnie  –  co  czasami  rzeczywiście  się  udaje:  autohipnoza,  widzenie  aury, 
podróże  astralne,  kontakt  z  kosmicznymi  nauczycielami.  Jest  to  jednak  całkowite 
przeciwieostwo  łaski  -  to  droga  poznania  sprzeczna  z  drogą  miłości;  droga,  na 
której łatwo wpaśd w pułapkę pychy i żądzy władzy.  

A  ponieważ  ludzie  przestali  wierzyd  w  szatana,  on  skwapliwie  korzysta  z  tego, 
mamiąc  barwnymi  złudzeniami,  siejąc  zamieszanie  w  duszach  wrażliwych  i 
zwodząc  najsilniejsze.  I  nierzadko  zdarza  się,  że  ci  najbardziej  naiwni  mają 
zrujnowane  życie  materialne,  podczas  gdy  wielcy  wtajemniczeni  odnoszą 
społeczne  i  finansowe  sukcesy,  przypisując  je  pozytywnemu  myśleniu,  nie 
wyjaśniając  przy  tym,  że  chodzi  o  ich  własną  wolę  albo  manipulowanie  wolą 
wszystkich członków, to znaczy siłą Gregora

12

, znaną również niektórym masonom 

okultystom.  Jest  oczywiste,  że  owo  pozytywne  myślenie,  które  opiera  się  na 
wizualizacji  pożądanych  rezultatów,  nie  ma  nic  wspólnego  z  chrześcijaoską 
modlitwą, która jest uwielbieniem albo prośbą, ale nigdy stawianiem wymagao.  

Nie twierdzę oczywiście, że fakt bycia różokrzyżowcem jest sam w sobie naganny. 
Uważam  jedynie,  że  może  się  to  wiązad  z  niebezpieczeostwem  dla  równowagi 
duszy  chrześcijanina,  a  w  każdym  razie  jest  to  całkowicie  sprzeczne  z 
chrześcijaoską  wiarą.  Zrezygnowałem  więc  z  przynależności  do  tego  zakonu,  gdy 
tylko  uświadomiłem  sobie  ową  sprzecznośd.  Również  tu  nie  robiono  mi  przy 
odejściu  żadnych  trudności,  a  jedynie  poproszono,  abym  spalił  monografie,  co 
uczyniłem. 

* * * 

                                                           

12

 Egregor - według ezoterystów jest to dusza grupy. 

background image

54 

 

Przez dwa lata uprawialiśmy w Rennes jogę i hatha-jogę, a także tai chi chuan; w 
Vannes  uczestniczyliśmy  w  dwóch  kursach  Qigong  pod  kierunkiem  profesora 
medycyny  tradycyjnej  uniwersytetu  w  Pekinie.  Tai  chi  oraz  Qigong  mają  na  celu 
osiągnięcie  panowania  nad  własną  energią  oraz  nad  energiami  kosmicznymi  i 
telurycznymi,  poprzez  wykonywanie  dwiczeo  -  dosyd  dynamicznych  w  pierwszym 
przypadku  i  raczej  statycznych  w  drugim.  Ponadto  przez  pewien  czas 
praktykowałem  dwiczenia  zen,  opierając  się  na  wskazówkach  K.  G.  Durckeima, 
niemieckiego filozofa, który spędził dziesięd łat w Japonii.  

Sądzę,  że  człowiek  Zachodu,  a  zwłaszcza  chrześcijanin,  może  się  do  tych  technik 
odnieśd  na  dwa  sposoby.  Pierwszy  sposób,  pozostający  w  zgodzie  z  kulturą 
judeochrześcijaoską,  polega  na  traktowaniu  ich  jako  metod  mających  pomóc  w 
osiągnięciu równowagi i pokoju ciała, duszy i umysłu. Ludzie cywilizacji zachodniej 
są  często  bardzo  spięci  fizycznie,  pełni  psychicznego  niepokoju  i  mentalnie 
gadatliwi.  Jest  to  postawa  bardzo  szkodliwa  dla  zdrowia,  a  także  dla  modlitwy, 
która  potrzebuje  atmosfery  odprężenia,  ufności  i  wielkiej  ciszy  wewnętrznej.  
Zresztą  mieliśmy  wielkie  szczęście,  gdyż  nasz  nauczyciel  jogi  pozostawiał  nam 
wolnośd  myślenia,  dzięki  czemu  mogliśmy  modlid  się  do  naszego  Boga  podczas 
pozycji.  Nasz  instruktor  tai  chi,  który  był  prawosławnym  diakonem,  a  później 
księdzem i który znał nasze przekonania, zachęcał nas, abyśmy modlili się podczas 
wykonywania dwiczeo, innym zaś uczniom pozostawiał swobodę myślenia.  

Podczas  zajęd  Qigong  byliśmy  zaskoczeni,  słysząc  jak  chioski  profesor, 
spadkobierca  tradycji  taoistycznej,  proponuje  nam,  abyśmy  dwicząc,  modlili  się 
zgodnie z naszymi przekonaniami. Natomiast K. G. Durckeim jest chrześcijaninem i 
zaadaptował  zen  do  mentalności  zachodniej.  Ostatnio  zresztą  grupa  francuskich 
zakonników  udała  się  do  Japonii  do  klasztorów  zen,  aby  szukad  ubogacenia 
niektórych praktyk zakonnych. 

Niestety nie wszyscy mają takie szczęście. Często mistrzowie albo guru wschodnich 
technik  medytacji  odkrywają  swoje  tajemnice  jedynie  przed  bardziej 
zaawansowanymi  uczniami,  manipulując  mentalnie  i  magicznie  uczniami 
początkującymi,  pobudzając  ich  czakramy  niższego  rzędu,  nie  interesując  się 
natomiast ich rozwojem duchowym

13

                                                           

13

  Musieliśmy  na  przykład  pomóc  pewnej  starszej,  dystyngowanej  damie  liczącej  sobie  blisko  osiemdziesiąt  lat, 

która  wprowadzona  w  podstawy  jogi  tantrycznej  nagle  zaczęła  odczuwad  kompulsywne  podniecenie  seksualne. 
Podobnie  musieliśmy  przyjśd  z  pomocą  pewnemu  młodemu  małżonkowi,  który  po  intensywnych  dwiczeniach 
Qigong  zaczął  się  w  sposób  niepohamowany  onanizowad  ku  wielkiej  rozpaczy  jego  żony,  a  w  koocu  zrobił 
ekshibicjonistyczną  scenę na  modnej plaży w  Bretanii, przynosząc wstyd całej rodzinie. W  Lourdes wysłuchaliśmy 

background image

55 

 

Drugi sposób obciążony jest większym ryzykiem, a polega on na próbie wgłębienia 
się w religie czy też filozofie Dalekiego Wschodu. Nie mają one związku z naszymi 
korzeniami,  z  naszą  kulturą  i  naszym  sposobem  życia.  Dodatkowo  istnieje  tu 
poważne  niebezpieczeostwo  synkretyzmu.  Chrześcijanin  nie  ma  nic  do  zyskania, 
sięgając  wszędzie  po  okruchy  innych  tradycji  i  religii,  ponieważ  jego  własna 
tradycja  i  religia  może  i  powinna  w  pełni  zaspokoid  jego  poszukiwania.  Albo  po 
prostu  nie  zna  on  jej  bogactwa.  Nie  wyklucza  to  oczywiście  pewnej  znajomości 
innych tradycji i kultur, otwierającej nas na miłośd bliźniego. 

Istnieje  bowiem  fundamentalna  różnica  między  drogą  chrześcijaoską,  na  której 
dążąc do coraz większej bliskości z Bogiem, pozostaje się w międzyosobowej relacji 
miłości  z  Nim  i  z  innymi  ludźmi,  a  drogą  tradycji  dalekowschodnich,  która 
zasadniczo  zmierza  do  stopienia  się  człowieka  z  Jednią  przy  całkowitym 
unicestwieniu osoby, często przy braku współczucia wobec innych. Trzeba wybrad: 
spotkanie twarzą w twarz lub „zatopienie".  

Jeśli chodzi o często czynione subtelne rozróżnienie między chrześcijaoską ekstazą 
a hinduistyczną lub wschodnią ekstazą, wydaje mi się ono użyteczne tylko wtedy, 
jeśli przyjmuje się, że pierwsza jest otwarciem się na Boga, druga zaś zamknięciem 
się  w  sobie.  Jednakże  Bóg,  jeśli  chce,  dotyka  nas  zarówno  od  zewnątrz,  jak  i  od 
wewnątrz  -  najważniejsze,  by  byd  gotowym  na  Jego  przyjęcie,  tak  jak  pięd 
ewangelicznych  panien,  które  zachowały  w  swojej  lampie  zapas  oliwy  (zob.  Mt 
25,1-13). 

Niewiele  powiem  na  temat  akupunktury,  której  miałem  szczęście  uczyd  się  w 
spirytualistycznej  szkole  nieodżałowanego  profesora  Laviera.  Będąc  specjalistą 
starożytnego języka chioskiego, sam przetłumaczył Nei Ching Su Wen, taoistyczne 
dzieło poświęcone medycynie, powstałe trzy miliony lat przed Chrystusem. Wielka 
wiedza na temat kultury hebrajskiej i chioskiej pozwoliła mu dokonad zestawienia 
tych  dwóch  tradycji,  pozornie  tak  odmiennych.  I  tak  oto  porównuje  on  upadek 
Adama, utratę tego, co określa się jako pierwotne cechy naturalne, z opisywanym 
przez  dawnych  taoistów  zanikiem  niektórych  zdolności,  które  posiadali  wielcy 
przodkowie. Uważa on - myślę, że słusznie - że postęp techniczny nie jest oznaką 
postępu człowieka, lecz przeciwnie, oznacza koniecznośd stosowania przyrządów, 
a zatem podpór dla zrekompensowania stopniowego niedoboru jego najwyższych 

                                                                                                                                                                                            

zwierzeo  pewnej  pięddziesięcioletniej  zakonnicy,  u  której  praktykowanie  jogi  rozbudziło  uśpione  dotąd  zmysły. 
Pierwsza i trzecia z tych osób odnalazły pokój po modlitwie o uwolnienie. Natomiast owemu młodemu mężczyźnie 
zabrakło  pokory,  by  przyjąd  taką  pomoc,  w  efekcie  pozostał  ze  swoim  problemem,  a  jego  żona  zmarła  na 
gwałtownie rozwijającego się raka. 

background image

56 

 

zdolności,  które  odnajdujemy  u  wielkich  mistyków  wszystkich  kultur:  widzenia 
nieba,  prorokowania,  jasnowidzenia,  słyszenia  głosów,  uzdrawiania,  lewitacji  czy 
wreszcie bilokacji. 

Można  praktykowad  akupunkturę,  zabiegi  moksy  i  wschodnią  dietetykę,  nie 
identyfikując  się  przy  tym  z  zasadami  taoizmu,  lecz  jedynie  je  rozumiejąc.  W 
pewnym  stopniu  opierają  się  one  na  symbolice  liczb,  podobnej  do  tej,  jaką 
znajdujemy w kabale. Ale wydaje mi się, że istotą taoizmu jest dążenie człowieka 
do  osiągnięcia  równowagi  między  niebem  a  ziemią,  między  twórczymi  Chen 
(aniołami?)  a  destrukcyjnymi  Kwei  (złymi  duchami?).  Pojęcia  te  nie  mają  jednak 
konotacji  moralnej,  z  jaką  łączy  je  kultura  judeochrześcijaoska.  Nie  dokonując 
żadnych  prób  synkretyzmu,  warto  jedynie  zauważyd,  że  dwie  tak  bardzo  różne 
kultury  powstały  byd  może  z  podobnych  inspiracji  lub  objawieo:  wystarczy 
dostrzec  u  kogoś  destrukcyjne  skutki  jakiejś  więzi,  zniewolenia  lub  opętania,  aby 
rozpoznad działanie Kwei. 

Nigdy nie potrzebowałem, jak niektórzy, potwierdzenia istnienia meridianów przy 
pomocy fotografii w podczerwieni i wskaźników promieniowania radioaktywnego, 
aby pogodzid akupunkturę z wiarą chrześcijaoską. Odrzuciłem natomiast wszystko, 
co  ma  związek  z  chioską  astrologią  leżącą  u  podstaw  niektórych  technik 
akupunktury.  Astrologia  zachodnia,  wywodząca  się  ze  Środkowego  Wschodu, 
oparta jest przede wszystkim na pozycji planet, natomiast astrologia chioska głosi 
podporządkowanie  każdej  istoty  ludzkiej  pozycji  pewnych  gwiazd.  Tymczasem 
jestem  przekonany,  że  człowiek  jest  niezależny  od  działania  sił  kosmicznych  i 
telurycznych, jeśli tylko pokłada swoją ufnośd w Zbawicielu Jezusie Chrystusie.  

Oczywiście  prawdą  jest,  że  całe  stworzenie  cierpi  z  powodu  naszego 
nieposłuszeostwa  wobec  Stwórcy;  oczywiście  nie  można  zanegowad  wpływu  na 
nasze  zdrowie  zmian  klimatycznych,  pór  roku,  cyklów  Słooca  i  Księżyca,  a  także 
pewnych  prądów  magnetycznych  lub  elektromagnetycznych.  Jednakże  wszelkie 
dobrowolne uzależnienie od tych sił, wszelkie bałwochwalstwo jest wyrzeczeniem 
się  wolności  dzieci  Boga,  które  wiedzą,  że  „Bóg  z  tymi,  którzy  Go  miłują, 
współdziała we wszystkim dla ich dobra" (Rz 8,28). 

Astrologia zachodnia, którą zajmowaliśmy się kiedyś, może byd krytykowana w ten 
sam  sposób.  Dodatkowo  jest  ona  kłamliwa,  pseudonaukowa,  nie  uwzględnia 
odległości  między  gwiazdami,  nie  zawsze  uwzględnia  precesję  punktów 
równonocy, która zmienia mapę nieba w okresie ponad dwudziestu pięciu tysięcy 
lat,  nie  mówiąc  już  o  rozszerzaniu  się  wszechświata.  Praktyka  pokazała  nam,  że 

background image

57 

 

jest  to  po  prostu  jedna  z  metod  wróżbiarstwa,  a  wszelkie  wróżbiarstwo  jest 
poddane rozmaitym podejrzanym manipulacjom „rządców świata tych ciemności, 
*...+ duchowych pierwiastków zła na wyżynach niebieskich" (Ef 6,12). 

Zauważmy  przy  tym,  że  prawdziwi  prorocy  uznani  w  kanonie biblijnym  nigdy  nie 
podają  daty  zapowiadanych  wydarzeo,  które  nie  są  wcale  nieuchronne,  podczas 
gdy  wszelkie  wróżbiarstwo,  a  zwłaszcza  astromancja,  zamyka  człowieka  w  ściśle 
określonym  kalendarzu  nieuniknionych  zdarzeo.  Wyklucza  też  przemieniające 
działanie łaski Bożej. 

Obydwoje  z  Claude  zostaliśmy  wtajemniczeni  w  radiestezję  i  geobiologię,  które 
praktykowaliśmy  przez  kilka  lat,  a  teraz  całkowicie  porzuciliśmy.  Należy  jednak 
rozróżnid radiestezję fizyczną i radiestezję wróżbiarską, zwłaszcza że bardzo łatwo 
ulec pokusie, aby z tej pierwszej przejśd do drugiej. 

Radiestezja  fizyczna,  której  narzędziem  jest  różdżka  i  która  leży  u  podstaw 
geobiologii,  wiąże  się  z  faktem,  że  mniej  więcej  80%  ludzi,  dzięki  obecności 
magnetytu  w  stawach,  jest  w  stanie  wyczud  zmiany  pól  elektromagnetycznych, 
spowodowane  przede  wszystkim  przepływem  wód  podziemnych,  siatkami 
magnetycznymi  (Hartmana i innymi) oraz żyłami rud. Udowodnił to Yves Rocard, 
profesor fizyki w College de France i znany fizyk atomowy. 

W  ten  sposób  wykluczone  zostało  istnienie  tajemniczego  „daru"  posiadanego 
jedynie  przez  nielicznych.  W  rzeczywistości  siła  elektromagnetyczna  wywołuje 
fizjologiczne zmiany napięcia mięśniowego, co tłumaczy reakcję różdżkarza. 

Radiestezja  wróżbiarska  posługująca  się  wahadełkiem  pozwala  wykryd  na 
odległośd na planie albo mapie prądy teluryczne, ale także zaginione przedmioty i 
osoby.  W  jaki  sposób  odbywa  się  taki  przekaz  informacji?  Telepatia,  której 
istnienie  wydaje  się  udowodnione,  przyjmuje  istnienie  nadawcy  i  odbiorcy 
posiadającego  świadomośd,  a  więc  nie  dotyczy  zmian  zachodzących  w  polach 
elektromagnetycznych.  Zmiany  te  są  zresztą  zbyt  liczne,  aby  można  sobie  było 
wyobrazid w sposób racjonalny, że nasz mózg jest w stanie odszyfrowad wszystkie 
informacje, jakie do  niego napływają, i ustalid, co  dzieje się w  odległości kilkuset 
czy kilku tysięcy kilometrów (naturalne fale teluryczne i kosmiczne, fale radiowe, 
sieci elektryczne i telefoniczne, radary itp.). 

Teoria pól morfogenetycznych Sheldrake'a (która mówi o neutrinach) dotyczy  - o 
ile  mi  wiadomo  -  jedynie  jednostek  mineralnych,  roślinnych  i  zwierzęcych  tej 
samej  kategorii,  klinicznie  lub  genetycznie  identycznych,  w  tym  przekazu 
informacji  na  przykład  przez  kryształ  do  innego  kryształu  będącego  w  trakcie 

background image

58 

 

formowania się. Nie wchodzi tu w grę przekaz zmiany pola istocie żywej. Jedynym 
wiarygodnym  wytłumaczeniem  jest  połączenie  radiestezji  na  odległośd  z 
technikami  wróżbiarskimi,  jasnowidzeniem  czy  spirytyzmem:  odbiorca  otrzymuje 
informacje  od  ducha,  który  jest  „przewodnikiem",  „niebieskim  lekarzem",  ale 
którego nie należy mylid z Aniołem Stróżem lub Duchem Świętym.  

Poświadczeniem tej tezy jest fakt, którego sami doświadczyliśmy. Otóż praktykując 
radiestezję na odległośd, należy przyjąd pasywny stan umysłu, w którym człowiek 
nastawiony jest na odbiór, jak we wszystkich stanach mediumicznych. Zdolnośd tę 
nabywa się poprzez kontakt z osobami, które są już wtajemniczone w te praktyki - 
jest to zatem przekazywanie daru! Chyba że chodzi o duchowe „zanieczyszczenie"! 

Podobnie  jak  we  wszystkich  praktykach  ezoterycznych  i  okultystycznych,  u  osób, 
które je uprawiają, obserwuje się - i my także to zaobserwowaliśmy - powszechne i 
częste następstwa, na ogół niezauważalne dla samych zainteresowanych: pychę z 
powodu  posiadania  daru  otrzymanego  od  kogoś  wtajemniczonego,  a  nawet  od 
Boga; uniesienie z powodu posiadania „poznania" i przynależności do niewielkiego 
klanu  wtajemniczonych,  którzy  wzajemnie  utwierdzają  się  w  tym  złudzeniu; 
intelektualne przyzwolenie na wszystko, co umacnia taki system wierzeo i praktyk; 
oddalenie  lub  całkowite  odejście  od  sakramentów  Kościoła,  a  czasem  wręcz 
niemożliwośd  uczestnictwa  w  nabożeostwach  religijnych,  co  jest  już  skutkiem 
nękania  przez  złe  duchy;  no  i  oczywiście  bałwochwalczy  stosunek  do  ciała  i  do 
zdrowia za wszelką cenę. A przecież Jezus powiedział: „Kto chce zachowad swoje 
życie,  straci  je"  (Mt  16,25),  co  oznacza,  że  można  dążyd  do  uratowania  swojego 
ciała,  a  jednocześnie  zgubid  swoją  duszę.  Jezus  nie  przyszedł  na  ziemię  z 
wahadełkiem i różdżką. 

Powiedział,  że  nie  przyszedł  znieśd  Prawa,  lecz  je  wypełnid.  Otóż  w  Starym 
Testamencie  znajdujemy  wiele  zakazów  praktyk  wróżbiarskich,  szczególnie  w 
Księdze  Powtórzonego  Prawa:  „Nie  ucz  się  popełniad  tych  samych  obrzydliwości 
*...+.  Nie  znajdzie  się  pośród  ciebie  nikt,  kto  by  *...+  uprawiał  wróżby,  gusła, 
przepowiednie  i  czary;  nikt,  kto  by  uprawiał  zaklęcia,  pytał  duchów  i  widma, 
zwracał  się  do  umarłych.  Obrzydliwy  jest  bowiem  dla  Pana  każdy,  kto  to  czyni" 
(18,9-14).  

Pierwsi  uczniowie  Chrystusa  wyciągnęli  z  tego  praktyczne  wnioski:  „I  wielu  też  z 
tych,  co  uprawiali  magię,  przynosiło  księgi  i  paliło  je  publicznie"  (Dz  19,19).  Ja 
także  wraz  z  Claude  spaliliśmy  kilkaset  książek  poświęconych  ezoteryzmowi  i 
okultyzmowi - bez świadków, na miejskim wysypisku śmieci. 

background image

59 

 

Jeszcze  bardziej  niebezpieczna  niż  radiestezja  wróżbiarska  jest  uprawiana  przeze 
mnie  przez  kilka  miesięcy  radiestezja  emitująca  czy  też  przekazująca,  której 
propagatorem  jest  matematyk  Etienne  Guillé,  pracownik  CNRS,  ale  również 
pasjonat  alchemii.  Metodą  tą  zajmowałem  się  bezinteresownie,  aby  pomóc 
chorym,  mogę  potwierdzid  jej  skutecznośd,  ponieważ  w  niektórych  przypadkach, 
gdy  interwencja  odbywała  się  bez  wiedzy  pacjentów,  uzyskiwana  była  znacząca 
poprawa zdrowia, nawet w przypadkach raka lub AIDS. U podstaw leży założenie, 
że niektóre choroby spowodowane są tak zwanymi negatywnymi energiami, które 
należy odprowadzid. Z metodą tą wiążą się jednak liczne niebezpieczeostwa, gdyż 
manipulacja negatywnymi energiami może wywoład zaburzenia zdrowia zarówno 
u samego radiestety, jak i u osób z jego otoczenia.  

Podczas  seansu  inicjacyjnego  w  Bordeaux  na  kongresie  uzdrawiaczy  (w  którym 
uczestniczyli ojciec Biondi i doktor Jeannine Fontaine) nasz instruktor, uzdrawiacz 
z Tuluzy, napisał na tablicy nazwy energii, używając przy tym liter hebrajskich. W 
tej  samej  chwili  dwie  kobiety,  w  tym  moja  żona,  odczuły  skurcze  mięśni, 
powodujące  gwałtowne  wykręcenie  członków,  a  w  wyniku  tego  upadek  i  utratę 
świadomości. 

Na szczęście dwaj uzdrawiacze, którzy znają tego typu niebezpieczeostwa i pilnują 
sali,  odwrócili  te  energie  i  szybko  opanowali  sytuację.  Później  instruktor 
przepraszał  za  to  zajście:  okazało  się,  że  zapomniał  on  napisad  najpierw  nazw 
energii  pozytywnych,  które  zrównoważyłyby  szkodliwy  wpływ  energii 
negatywnych. Pokazuje to, jaką moc mają same tylko symbole. 

Między  propagatorem  tej  metody  a  praktykującymi  ją  osobami  wytworzyły  się 
silne  więzy  zależności.  Radiesteta  zaczął  uważad  się  za  cudotwórcę  i  wpadł  w 
pułapkę pychy, która jest tym, co nas najbardziej oddziela od Boga. Owa metoda 
terapeutyczna  odwołuje  się  jedynie  do  ludzkiej  woli,  co  stoi  w  sprzeczności  z 
chrześcijaoską  modlitwą,  która  nawet  jeśli  jest  modlitwą  prośby,  jest 
równocześnie zdaniem się na wolę Boga.  

Dosyd szybko zrezygnowałem z tej techniki, ponieważ wraz z innymi przekonałem 
się,  że  ów  słynny  przekaz  energii  dokonuje  się  także  na  moją  małżonkę,  która  z 
tego powodu cierpiała. Zrezygnowałem także dlatego, że otrzymałem kilka czeków 
na znaczną sumę, o które wcale nie prosiłem, obawiałem się więc, że w ten sposób 
łatwo mogę wpaśd w pułapkę pieniądza. 

Claude  odczuwała  bóle,  ilekrod  praktykowałem  tę  metodę  w  sąsiednim  pokoju  – 
nawet bez jej wiedzy. Jej stan ogólny znowu się pogorszył, a ja dowiedziałem się, 

background image

60 

 

że  żony  kilku  uzdrawiaczy,  którzy  uprawiają  tę  metodę,  cierpią  na  szybko 
postępującą  chorobę  nowotworową.  Jeśli  chodzi  o  radiestezję  wróżbiarską,  to 
tworzy ona więzi krępujące wolnośd dzieci Bożych. Na przykład gdy ja zajmowałem 
się  w  moim  pokoju  poszukiwaniem  czegoś  na  planie  lub  mapie,  ruchy  mojego 
wahadełka wywoływały identyczne ruchy wahadełka Claude, która przebywała w 
pomieszczeniu obok. 

Zajmowaliśmy  się  także  bioenergoterapią  i  uczestniczyliśmy  w  spotkaniach 
uzdrawiaczy.  Zostałem  nawet  członkiem  GNOMA  -  Groupement  National  pour 
l'Organisation  des  Médecines  Alternatives  (Krajowego  Związku  Medycyny 
Niekonwencjonalnej).  Wśród  uzdrawiaczy  w  Bretanii  mamy  kilku  prawdziwych 
przyjaciół. Mam nadzieję, że nie zranię ich, wyjaśniając, dlaczego odsunęliśmy się 
od tego środowiska. Przede wszystkim wierzę w istnienie magnetyzmu ludzkiego, 
chociaż  określenie  to,  zgodnie  z  naszą  wiedzą  naukową,  jest  z  całą  pewnością 
niewłaściwe,  ponieważ  do  tej  pory  niemożliwe  było  wykrycie  tutaj  prawdziwych 
zjawisk  elektromagnetycznych.  Jest  bardziej  prawdopodobne,  że  chodzi  o 
wymianę energii między uzdrawiaczem a chorym, dokonującą się poprzez fuzję ich 
ciał eterycznych lub energetycznych i/lub ich ciał astralnych.  

Chociaż  jest  to  jeszcze  zjawisko  tajemnicze  dla  naukowców  i  nadużywane  przez 
zwolenników  New  Age,  istnienie  energii  ludzkiej  innej  niż  energia  mechaniczna  i 
cieplna powstała z przemiany materii wydaje się potwierdzone przez dwiczenia tai 
chi chuan, które wzmagają dynamizm i zmniejszają wrażliwośd na zimno, a także 
przez akupunkturę, która pozwala, z widocznymi efektami klinicznymi, zmniejszyd 
lub  zwiększyd  energię  w  meridianach,  a  w  następstwie  tego  modulowad 
funkcjonowanie  odpowiednich  organów.  Magnetyzm  wydaje  mi  się  zatem  cechą 
naturalną, nie zaś mniej lub bardziej rozwiniętym darem, w zależności od osoby i 
jej stanu zdrowia.  

Tradycyjni  bioenergoterapeuci  ograniczali  się  do  kilkakrotnego  dostarczenia 
chorym  dodatkowej  energii  pobudzającej  naturalne  siły  obronne  organizmu. 
Prosili przy tym pacjenta, aby skonsultował się z lekarzem, gdyby ich interwencja 
nie  przyniosła  natychmiastowej  poprawy.  Na  co  dzieo  trudnili  się  inną 
działalnością  zawodową,  bioenergoterapią  zaś  zajmowali  się  okazjonalnie, 
pomagając sąsiadom czy przyjaciołom. 

Niestety  niektórzy  bioenergoterapeuci  zaczęli  uprawiad  bioenergoterapię  jako 
zawód.  Kierując  się  zyskiem,  nie  zaś  dobrem  pacjentów,  rozciągnęli  oni  zakres 
swoich  interwencji,  a  chcąc  uzyskad  większą  skutecznośd,  wykształcili  się 

background image

61 

 

dodatkowo w zakresie naturopatii, homeopatii, radiestezji, ale także magii - która 
chod jest magią białą, to jednak jest magią szataoską. 

Stąd stosowanie magicznych zaklęd, w których szczególnie często pojawia się imię 
Judasza,  nienależącego  wszak  do  apostołów  najbardziej  godnych  szacunku. 
Niekiedy  bezwiednie  przyzywa  się  także  moce  ciemności:  Zły,  jak  wiadomo, 
naśladuje  wszystkie  dzieła  Boże  jak  małpa  i  także  dokonuje  spektakularnych 
uzdrowieo, które wcale nie są cudowne.  

Uzdrawianie samo w sobie nie jest oznaką świętości, chyba że najpierw głośno i z 
mocą  głosi  się  Jezusa  Chrystusa  ukrzyżowanego  i  zmartwychwstałego,  tak  jak  to 
czynią  ojciec  Tardif,  ojciec  Halter,  Philippe  Mądre  oraz  inni,  którzy  otrzymali 
charyzmat uzdrawiania. 

Wielu uzdrawiaczy, zwłaszcza w Bretanii, wyznaje swoją wiarę w Boga (ale szatan 
też  w  Niego  wierzy),  a  na  ścianach  ich  gabinetów  wiszą  święte  obrazy.  Kiedy  ich 
zapytad  o  uczestnictwo  w  życiu  religijnym,  okazuje  się,  że  do  Komunii  świętej 
przystępują  rzadko  lub  nigdy,  nie  korzystają  z  sakramentu  pojednania  i  chętnie 
pielgrzymują do miejsc objawieo nieuznawanych przez miejscowego biskupa.  

Żaden  z  nich  nie  uważa  za  konieczne,  aby  mied  swojego  kierownika  albo  ojca 
duchowego, ponieważ nie jest im znany apoftegmat pewnego Ojca pustyni: „Ten, 
kto  czyni  siebie  swoim  własnym  nauczycielem,  czyni  siebie  uczniem  głupca". 
Uzdrawiacze znajdujący się najbardziej pod wpływem New Age określają siebie po 
prostu jako „kanał boski", niektórzy zaś nie wahają się praktykowad egzorcyzmów. 

Oczywiście  poza  pychą  ogromne  zniszczenie  sieje  chęd  wzbogacenia  się,  która 
skłania  wielu  z  nich  do  brania  potrójnego  honorarium  lekarza  internisty.  Są  też 
tacy,  którzy  za  pomocą  technik  psychologicznych  lub  magicznych  powodują 
powstanie  prawdziwego  uzależnienia,  więzów  okultystycznych,  z  których  może 
wyzwolid jedynie modlitwa o  uwolnienie wewnętrzne.  Oczywiście więzy te mogą 
zniewolid również samego uzdrawiacza. 

Spotkaliśmy także uzdrawiacza - ale to był skrajny przypadek - który zawarł pakt z 
szatanem  i  chlubił  się  wspaniałymi  wynikami.  Jednakże  takie  pakty  zdarzają  się 
rzadko; zdecydowana większośd radiestetów i bioenergoterapeutów jest szczerze 
przekonana,  że  wykrywanie  energii  naturalnych  i  manipulowanie  nimi  jest 
dozwolone i bezpieczne. 

Zazwyczaj  nie  są  oni  świadomi,  że  pewne  siły  kosmiczne,  takie  jak  magnetyczne 
sieci  teluryczne  (ale  także  cieki  wodne,  energia  drzew,  wiatru  itp.),  są  nośnikami 

background image

62 

 

energii  negatywnych,  to  znaczy  szkodliwych  dla  człowieka.  Energie  te  -  chodzi  o 
siły  naturalne,  nie  zaś  o  upadłych  aniołów  -  stanowią  przedmiot  świadomej 
manipulacji  czarowników  i  szamanów  ze  społeczeostw  animistycznych  oraz 
adeptów  magii.  Oddziałują  one  negatywnie  na  tych,  którzy  w  swojej  naiwności  i 
nieświadomości  uprawiają  radiestezję,  bioenergoterapię,  wszelkie  formy 
mediumizmu  albo  wschodnie  techniki  medytacji  (joga).  Zakłócają  one  zdrowie 
fizyczne i psychiczne osób, którzy przebywają z nimi w stałym kontakcie - z własnej 
woli  lub  nie.  Dowodem  na  to  jest  częsta  bezsennośd,  depresja  i  choroby 
nowotworowe,  na  które  cierpią  w  miejscach  szczególnie  szkodliwych,  jakimi  są 
skrzyżowania  prądów  magnetycznych  i  cieków  wodnych,  wskazywanych  z 
łatwością przez tradycyjnych różdżkarzy. 

Innym  dowodem  jest  pogorszenie  zdrowia  psychicznego  i  fizycznego  niektórych 
adeptów  jogi  czy  alchemii;  u  tych  ostatnich  zdarzają  się  próby  samobójcze.  W 
ostatnim  stadium  bowiem  owe  negatywne  energie  stają  się  podłożem  opresji,  a 
nawet opętania przez szatana. 

Wreszcie podczas świadomej manipulacji tymi energiami, dzięki której otrzymuje 
się  nadnaturalne  zdolności  magiczne  (takie  jak  Siddhi  joginów  lub  szamanów), 
dochodzi  do  prawdziwej  walki,  podczas  której  wtajemniczony  może  całkowicie 
utracid swoją wolnośd, a więc duszę. Lepiej słuchad świętego Pawła, który w Liście 
do  Kolosan  mówi  nam:  „Baczcie,  aby  ktoś  was  nie  zagarnął  w  niewolę  przez  tę 
filozofię  będącą  wierutnym  oszustwem,  opartą  na  ludzkiej  tylko  tradycji,  na 
żywiołach świata, a nie na Jezusie Chrystusie. W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: 
Bóstwo na sposób ciała, a zostaliście napełnieni w Nim (przez chrzest), który jest 
Głową  wszelkiej  Zwierzchności  i  Władzy  *...+.  Dzięki  Niemu  po  rozbrojeniu 
Zwierzchności i Władz jawnie wystawił je na pokaz, powiódłszy je w triumfalnym 
pochodzie" (2,8-15). 

Oczywiście od czasu buntu niektórych aniołów i grzechu pierworodnego cierpi całe 
stworzenie,  człowiek  zaś  musi  nieustannie  toczyd  fizyczną,  psychiczną  i  duchową 
walkę z negatywnymi albo wrogimi siłami. Mądrośd każe jednak nie pertraktowad 
z  tymi  mocami  i  podążad  ku  życiu  wiecznemu  z  wiatykiem  modlitwy,  postu  i 
siedmiu sakramentów. A wówczas Duch Święty przebywa w nas, Jezus zaś staje się 
Drogą,  która  nas  prowadzi  ku  Ojcu,  pomimo  choroby,  cierpienia  i  konieczności 
przejścia przez śmierd fizyczną. 

Głód  wiedzy  i  pragnienie  zakosztowania  owocu  z  drzewa  poznania  dwukrotnie 
doprowadził  nas  do  nawiązania  kontaktu  z  uzdrawiaczami  filipioskimi  -  owymi 

background image

63 

 

osławionymi „chirurgami bez skalpela", którzy przybyli do Francji, aby tu pokazad 
swój  talent.  Dwaj  pierwsi  zachowywali  się  bardzo  powściągliwie,  byli  uzależnieni 
od  organizatora  i  jak  się  wydawało,  nie  interesowała  ich  zbytnio  kwestia 
duchowości.  Miałem  możliwośd  asystowad  jednemu  z  nich  przez  pół  dnia  i 
wycierałem watą krew wypływającą z ciała pacjentów. 

Zwróciłem  uwagę  na  posiadaną  przez  mojego  „chirurga"  umiejętnośd  (którą 
nabyliśmy  także  z  jednym  z  moich  przyjaciół)  wykrywania  chorego  organu  przez 
powolne  przesuwanie  rąk  nad  ciałem  chorego.  Nie  stwierdziłem  tam  żadnego 
oszustwa,  tyle  że  „operacje"  odbywały  się  na  zwykłym  stole  restauracyjnym,  nie 
mieliśmy rękawic i po każdej interwencji myliśmy ręce w wielkiej miednicy z wodą. 
Nie  uczestniczyłem  w  wyjmowaniu  tak  zwanych  fragmentów  organów,  jakie 
oglądałem w reportażach telewizyjnych. Natomiast wydawało mi się, że krew typu 
żylnego  (rozpoznawalna  po  zapachu  i  kolorze)  pochodziła  z  punktów 
akupunkturowych  i  że  pacjenci  sygnalizowali  różnorodne  wrażenia  w  miejscach 
przebiegu meridianów.  

Czy  zatem  były  to  zjawiska  o  charakterze  energetycznym?  W  akupunkturze 
oddziaływanie na niektóre punkty jest bardziej skuteczne, jeżeli można uzyskad z 
nich  niewielki  wypływ  krwi.  Honoraria  w  gotówce,  przyjmowane  przez 
organizatora  francuskiego,  rozsądnie  wynagradzały  dwóch  Filipioczyków  za 
wykonane zabiegi i pokrywały koszt ich podróży. 

Jeśli  chodzi  o  Tony'ego,  dawnego  wyznawcę  Antonia  Agpaoa,  słynnego 
filipioskiego  uzdrawiacza,  widzieliśmy  go  w  działaniu  podczas  pewnego 
seminarium  –  niezwykle  nagłośnionego  i  zabarwionego  duchowością.  Była  to 
duchowośd  synkretyczna,  charakterystyczna  dla  New  Age,  korzystająca  z  pojęd 
chrześcijaoskich  (miłośd,  pokój,  modlitwa  do  Boga  Ojca),  ale  bez  odniesieo  do 
Jezusa;  wszystko  to  przeplatane  było  bardzo  rytmicznymi  śpiewami  w  języku 
tagalskim,  wprowadzającymi  w  stan  lekkiej  hipnozy.  Tony  wygłaszał  ponadto 
długie mowy, wyraźnie mające na celu wywołanie silnej sugestii.  

Jego  „operacje"  odbywały  się  bez  świadków  i  moje  uprawnienia  lekarskie  nie 
posłużyły mi tym razem za przepustkę, aby w nich uczestniczyd. Niektórzy pacjenci 
byli ciężko chorzy, w tym również na raka, ale z tego, co wiem, nie nastąpiło żadne 
nadzwyczajne uzdrowienie ani od razu, ani później. Natomiast honoraria Tony'ego 
wynosiły dwieście dolarów od osoby... i to w gotówce, co ostatecznie przyciągnęło 
uwagę  urzędu  skarbowego!  Nie  odstraszyło  to  jednak  od  organizowania  jeszcze 
droższych lotów czarterowych na Filipiny. 

background image

64 

 

Niewiele  brakowało,  abyśmy  -  już  po  moim  nawróceniu,  ale  przed  ślubem 
kościelnym i wylaniem Ducha Świętego - wpadli w sieci sekt. Możemy zaświadczyd, 
że  wszystkie  one  stosują  takie  same  metody  zdobywania  nowych  zwolenników  i 
ofiar.  Tak  jak  we  wszystkich  grupach  ezoterycznych  spotykacie  się  tam  z  bardzo 
serdecznym przyjęciem, wasze „dary" są natychmiast rozpoznane i docenione, tyle 
że cele każdej z tych grup, a czasem nawet ich nazwy nie są jasno sprecyzowane, 
co powoduje uśpienie nieufności. 

I tak oto zostaliśmy zaproszeni przez miłych ludzi, którzy pod hasłem Jasnego Życia 
sprzedawali  ekologiczną  żywnośd.  Ponieważ  mówili  o  równowadze,  harmonii, 
pokoju i miłości, a zatem o pojęciach nam bliskich, zgodziliśmy się bez zastrzeżeo 
na  ich  propozycję  wysłuchania  Luca  Joureta,  niezbyt  jeszcze  znanego  lekarza 
homeopaty  i  naturopaty.  A  zatem  pewnego  wieczoru  znaleźliśmy  się  w  salonie 
dużego wiejskiego domu w towarzystwie około dwudziestu bardzo sympatycznych 
osób  siedzących  w  kręgu.  Jako  że  Luc  Jouret  ostatecznie  do  nas  nie  dotarł, 
zaproponowano  nam  wysłuchanie  jednej  z  jego  konferencji  nagranej  na  kasecie. 
Słuchaliśmy  jej  w  skupieniu,  po  czym  ze  wszystkich  stron  zaczęły  padad 
entuzjastyczne komentarze.  

Wyraziłem kilka zastrzeżeo co do niektórych stwierdzeo prelegenta i natychmiast 
poczułem  się  tak,  jakbym  popełnił  zbrodnię  obrazy  majestatu.  Na  szczęście 
zastanowiliśmy  się  wtedy  poważnie,  czy  powinniśmy  ponownie  spotkad  się  z 
gronem, w którym panowała taka nabożna jednomyślnośd. 

Wkrótce potem w moim gabinecie zjawiła się przedstawicielka laboratorium, która 
nosiła bardzo rzucającą się w oczy ozdobę w formie trójkąta. Miałem wrażenie, że 
już ją kiedyś spotkałem, ale nie byłem sobie w stanie przypomnied, gdzie to mogło 
byd. Zapytałem ją, czy nosi tę ozdobę przez przypadek, czy też jest to jakiś symbol. 
Z porozumiewawczym uśmiechem dała mi do zrozumienia, że chodzi - symbol loży 
masooskiej, gdzie się spotkaliśmy. Ale wtedy znałem ją jako farmaceutkę, nie jako 
przedstawiciela handlowego. Opowiedziała mi, że razem ze swoim mężem, także 
farmaceutą,  zainteresowali  się  konferencjami  Luca  Joureta  oraz  jego  pociągającą 
osobowością  i  stali  się  członkami  jego  oficjalnych  organizacji  Arkedia  i  Amenta. 
Następnie  tylko  jej  mąż  -  tylko  on  -  został  uznany  godnym  wstąpienia  do 
tajemnego  zakonu  Świątyni  Słooca  w  Kanadzie;  sprzedał  więc  cały  majątek, 
pieniądze  ze  sprzedaży  przekazał  zakonowi,  po  czym  opuścił  żonę  i  dziecko  i 
połączył się z sektą. Po tym spotkaniu skooczył się nasz kontakt z tą organizacją. 

background image

65 

 

O  wiele  trwalsze  kontakty  mieliśmy  natomiast  z  innym  lekarzem  homeopatą 
stosującym  akupunkturę.  Był  on  bardzo  przystojnym,  interesującym  mężczyzną 
mającym  dar  wymowy,  do  ludzi  odnosił  się  serdecznie  i  bezpośrednio.  Uczył 
oryginalnej i skutecznej metody homeopatii mineralnej. Spotkania z nim odbywały 
się w niedziele, dośd często w pomieszczeniach Wydziału Lekarskiego w Paryżu, co 
nadawało  spotkaniom  większą  rangę.  Wiele  mówił  o  energiach,  o  medycynie 
energetycznej,  o  wpływie  kolorów  na  ośrodki  energetyczne  (czakramy).  Była  to 
formacja  w  zakresie  energochromokinezy,  w  której  uczestniczyli  lekarze  i  nie-
lekarze,  co  propagatorowi  tej  dziedziny  przysporzyło  później  kłopotów  z 
wymiarem  sprawiedliwości.  Tym  jednak,  co  od  początku  zwróciło  naszą  uwagę  i 
zarazem nas rozczarowało, była wysokośd pobieranego przez niego honorarium za 
konsultację,  a  jeszcze  bardziej  brak  współczucia  wobec  chorych,  których 
przyjmował podczas zajęd praktycznych swojego seminarium.  

Pewnego wieczoru zostaliśmy zaproszeni na wykład w luksusowym apartamencie 
w  XVI  dzielnicy.  Grupa  była  mniejsza  niż  zazwyczaj  -  niewątpliwie  elita  (!)  –  a 
wykład  bardzo  krótki.  Następnie  poproszono  nas  o  przejście  do  salonu,  gdzie 
czekał  poczęstunek  z  ciasteczkami  i  szampanem.  Podczas  gdy  ja  rozmawiałem  z 
jednym  z  uczestników,  organizator  podjął  rozmowę  z  Claude.  Prędko 
zorientowałem się, że ma ona jakieś trudności. Okazało się, że rozmówca chwalił 
jej  rozliczne  talenty  i  proponował,  aby  wstąpiła  do  jego  zakonu  templariuszy, 
pozostawiając  mnie  za  drzwiami.  Kiedy  podszedłem,  Claude  powiedziała  mi  po 
prostu,  że  rozmówca  zaprasza  nas  obydwoje,  abyśmy  wstąpili  do  zakonu.  Moja 
odpowiedź  była  krótka  i  nieodwołalna:  „Nie  po  to  opuściłem  masonerię  i 
różokrzyżowców,  aby  zostad  templariuszem!".  Nigdy  już  nie  spotkaliśmy  tego 
człowieka. 

Zwródmy  uwagę,  że jedną  z  technik  tych  organizacji  jest  rozdzielanie  małżeostw, 
jak to było w przypadku sekty Luca Joureta. 

* * * 

Jeszcze  bardziej  wyrafinowana  jest  technika  antropozofów.  Uczestniczyliśmy  w 
pięciu  czy  sześciu  seminariach  medycyny  antropozoficznej,  opartej  na 
objawieniach  duchowych  niemieckiego  filozofa  Rudolfa  Steinera.  Poznaliśmy  u 
naszych  przyjaciół  pewnego  przedstawiciela  regionalnego,  lekarza  homeopatę  i 
fitoterapeutę,  człowieka  łagodnego  i  skromnego,  żarliwego  prawosławnego. 
Weekendy formacyjne odbywały się w miejscu budzącym zaufanie, a mianowicie 
w  klasztorze  Saint-Gildas-de-Rhuys,  gdzie  niegdyś  żył  Abelard.  Na  centralnym 

background image

66 

 

miejscu  sali  wykładowej  wisiała  ikona,  a  rano  dla  uczestników  spotkania  została 
odprawiona Msza święta w prywatnej kaplicy sióstr. 

Przedstawiciel  krajowy  okazał  się  człowiekiem  poważnym  i  bardzo  głębokim  w 
swoich  wypowiedziach,  w  których  mówił  o  metafizycznej  harmonii  między 
człowiekiem a przyrodą. 

Wykłady  na  temat  roślin  i  efektów  ich  rozcieoczania  odbywały  się  w  atmosferze 
pogodnej,  skupionej,  niemal  religijnej.  Proponowane  lekarstwa  pochodziły  z 
laboratorium, którego personel jest jakoby dobierany pod kątem stopnia rozwoju 
duchowego, 

jako 

że 

praca 

przy 

produktach 

fitoterapeutycznych 

homeopatycznych  -  wykonywanych  zawsze  ręcznie  –  mogłaby  spowodowad  ich 
zanieczyszczenie.  Ponadto  można  tam  było  kupid  książki  Rudolfa  Steinera,  jak 
również prace na temat upraw biodynamicznych, uwzględniających cykle Księżyca 
i  planet,  oraz  na  temat  homeopatii.  W  jeden  z  weekendów  wykład  prowadziła 
osoba,  która  przedstawiła  się  jako  psychoanalityk  chrześcijaoski,  co  już  zwróciło 
moją  uwagę,  ponieważ  rzadko  się  zdarza,  aby  odniesienie  do  chrześcijaostwa 
służyło do wspierania teorii analitycznych.  

W  pewnym  momencie  ze  zdumieniem  usłyszałem,  jak  mówi  o  reinkarnacji.  Po 
zakooczeniu wykładu planowałem zadad wykładowcy kilka pytao, używając jednak 
słów  wyważonych,  pasujących  do  wyciszonej  atmosfery  panującej  w  tym 
czcigodnym  miejscu.  Nie  zdążyłem  jednak  nic  powiedzied,  ponieważ  jeden  z 
uczestników,  lekarz  z  Kambodży,  zepsuł  brutalnie  nastrój,  mówiąc:  „Proszę  mi 
wybaczyd, jestem buddystą i nie przeszkadza mi to, że mówi pan o reinkarnacji, ale 
pan przedstawił się jako chrześcijanin i tego już nie rozumiem. 

Czy  jest  pan  chrześcijaninem,  czy  też  wierzy  pan  w  reinkarnację?".  Ja  także 
poprosiłem  wykładowcę,  aby  się  wytłumaczył,  a  po  nas  uczyniło  to  kilka  innych 
osób.  Atmosfera  natychmiast  się  zaogniła.  Organizatorzy  -  do  tej  pory  tak 
serdeczni  i  spokojni  -  zrobili  się  czerwoni  ze  złości  i  próbowali  nas  przekonad,  że 
nie  jesteśmy  dosyd  zaawansowani  w  „wiedzy  duchowej",  aby  poruszad  taki 
problem. Ponieważ było tam około trzydziestu lekarzy i farmaceutów w wieku od 
trzydziestu pięciu do sześddziesięciu pięciu lat, postawienie argumentu autorytetu 
jedynie  wzmogło  nasze  pytania,  szczególnie  odnośnie  do  prawdziwych  źródeł  tej 
duchowej wiedzy oraz mediumicznych zdolności Rudolfa Steinera, który poza tym 
był rzeczywiście wielkim filozofem.  

Allan  Kardek,  ojciec  spirytyzmu,  był  wykładowcą  uniwersyteckim,  a  słynny  pisarz 
Wiktor  Hugo  rozmawiał  z  duchami,  wprawiając  w  ruch  stoliki.  Spotkanie 

background image

67 

 

zakooczyło  się  w  bardzo  nerwowej  atmosferze,  ponieważ  nasi  „nauczyciele" 
utracili pogodę ducha. Nigdy już nie wróciliśmy do Saint-Gildas, żeby kontynuowad 
naukę.  Teraz,  kiedy  ponownie  czytam  prace  antropozoficzne,  widzę,  że  jest  to 
mieszanina  prawdziwej  fitoterapii,  ezoteryzmu,  astrologii  i  osobistych  objawieo 
fałszywego proroka, który nie zwrócił się o ich zatwierdzenie do żadnego Kościoła, 
a  nawet  pozwolił  sobie  na  napisanie  własnej  ewangelii  apokryficznej  -  po  prostu 
ewangelii według Rudolfa Steinera! 

* * * 

Przez  pewien  czas  byliśmy  pod  wrażeniem  Maguy  Lebrun.  Spotykaliśmy  się 
kilkakrotnie  z  nią  oraz  z  jej  mężem,  raz  nawet  w  ich  domu  niedaleko  Grenoble. 
Poznaliśmy ich jeszcze, zanim zainteresowały się nimi media. Są to uczciwi ludzie o 
wielkim  sercu,  nie  mający  wykształcenia  filozoficznego  ani  wiedzy  teologicznej, 
którzy  wychowali  jednak  wiele  porzuconych  lub  odłączonych  od  rodziców  dzieci. 
Zaskoczeni  przez  nagle  odkryte  zdolności  mediumiczne  męża  Daniela,  szli  oni  za 
głosem swojego „przewodnika" z nieba, nie zwracając się o potwierdzenie swoich 
objawieo  do  kompetentnego  autorytetu  religijnego.  Oczywiście  pomysł,  aby 
modlid  się  -  mieszając  przy  tym  różne  religie  -  za  chorych,  sam  w  sobie  nie  jest 
naganny; byliśmy świadkami, jak w wielkiej sali w Grenoble zgromadziło się w tym 
celu  czterysta  osób.  Od  początku  jednak  istniało  tu  realne  niebezpieczeostwo 
pomieszania modlitwy z bioenergoterapią. 

Gdy tylko Robert Laffont i telewizja szeroko nagłośniła działalnośd „Lekarzy nieba i 
ziemi",  nastąpiło  charakterystyczne  dla  New  Age  pomieszanie  bioenergoterapii, 
spirytyzmu, astrologii, reinkarnacji z pewnymi elementami hinduizmu, buddyzmu i 
chrześcijaostwa;  temu  ostatniemu  elementowi  książka  Maguy  zawdzięcza 
przedmowę jakiegoś śmiałego księdza, która służyła jej za poręczenie. Jednak, jak 
powiedział sam Jezus, drzewo poznaje się po owocach. Najpierw Maguy stała się 
gwiazdą  i  od  razu  utraciła  całą  swoją  prostotę:  zaczęła  wygłaszad  publiczne 
konferencje,  podczas  których  wypowiadała  się  autorytatywnie  na  wszystkie 
tematy.  Powstały  liczne  grupy  w  tym  nurcie,  nazywane  „grupami  modlitewnymi 
Maguy Lebrun", do których, zmylone nazwą, trafiały nawet osoby zakonne.  

Z  braku  uformowanych  animatorów  oraz  jasno  określonych  celów,  a  także  z 
powodu rozbieżności duchowych i ideologicznych częśd grup rozpadła się niekiedy 
wręcz  zaraz  po  utworzeniu.  Inne  nie  wytrzymały  próby  czasu  z  powodu  nazbyt 
wybujałych  ambicji  członków  próbujących  narzucad  innym  swój  punkt  widzenia 
nawet  w  dziedzinach  życia  prywatnego,  jak  to  zdarzyło  się  w  sąsiedniej 

background image

68 

 

miejscowości,  gdzie  grupa  starała  się  doprowadzid  pewną  znajomą  nam 
dziewczynę do przerwania ciąży. 

* * * 

W  Paryżu  spotkaliśmy  członków  sekty  IVI  (Zaproszenie  do  Intensywnego  Życia). 
Oficjalnie  chodziło  o  spotkania  lekarzy  i  prawników  pod  egidą  pewnego 
biznesmena  (był  on  także  masonem)  w  celu  utworzenia  w  całym  kraju  sieci 
nadmorskich  ośrodków  zdrowia  i  rehabilitacji  pod  nazwą  Heliomer.  Poranek 
poświęcony przedstawieniu osób oraz projektu przebiegał bardzo zachęcająco; w 
skład  areopagu  wchodzili  utytułowani  lekarze,  a  nawet  dziekan  Wydziału 
Lekarskiego. Podczas obiadu ze zdumieniem usłyszeliśmy stereotypową rozmowę 
lekarzy wyrażających swój niepodzielny podziw dla Yvonne Trubert.  

Popołudnie poświęcone sprawom finansowym prędko otworzyło nam oczy, kiedy 
każdy  z  lekarzy  został  poproszony  o  wkład  pięciuset  tysięcy  franków, 
pomysłodawca  zaś  przyznawał  sobie  taką  samą  sumę  jako  honorarium  za  swoje 
genialne  idee!  Dziekan  wyszedł,  trzaskając  drzwiami  i  oznajmiając,  że  nie  będzie 
uczestniczył  w  oszustwie.  My  wyszliśmy  kilka  chwil  później,  bardziej  dyskretnie, 
nie  mając  ochoty  marnowad  ani  grosza  na  taką  inwestycję  i  z  przekonaniem,  że 
Zaproszenie  do  Intensywnego  Życia  skierowane  jest  do  guru...  i  ma  się 
urzeczywistnid przy po pomocy pieniędzy zwolenników! 

Wydarzenie  to  objawiło  nam  także  prawdziwą  naturę  kobiety,  która 
skontaktowała nas z tą sektą, a która prezentowała najgorszy rodzaj synkretyzmu: 
była  chrześcijanką  uczestniczącą  w  Eucharystii,  aby  „naładowad  się  energią", 
templariuszką  praktykującą  profanacyjny  obrzęd  Ostatniej  Wieczerzy,  wcześniej 
należała  do  masonerii,  miała  swojego  mistrza  buddyjskiego,  praktykowała  masaż 
kalifornijski,  pozytywne  myślenie,  astrologię  i  dietetykę  mniej  lub  bardziej 
makrobiotyczną,  nie  mówiąc  o  oszustwach  handlowych  pod  przykrywką 
talasoterapii. 

* * * 

Przez kilka miesięcy praktykowaliśmy też spirytyzm. Zostaliśmy w to wprowadzeni 
przez  znajomą,  która  utrzymywała  systematyczny  kontakt  ze  swoim  zmarłym 
mężem,  a  następnie  spotykaliśmy  się  z  osobami  ze  środowiska  spirytystów:  z 
Sophie Edwards z Bayonne oraz z siostrami Decroix z Belle-Isleen- Mer, autorkami 
książki  Mère  très  particulière.  Od  pierwszych  dni  dzięki  tablicy  ouija  lub 
przemieszczaniu  się  szklanego  talerzyka  na  stole  przed  literami  otrzymywaliśmy 
liczne  przesłania,  które  zapełniły  wiele  zeszytów.  Były  to  przesłania  od  naszych 

background image

69 

 

bliskich zmarłych lub od nieznanych nam osób, od dusz cierpiących i od tych, które 
osiągnęły już spokój wieczny, od sławnych postaci, takich jak  Lully, Mendelssohn 
czy  ojciec  Pio;  przesłania  niekiedy  jasne,  czytelne,  niekiedy  znów  złośliwe  i 
enigmatyczne - od jakichś dziwnych osób, członków tajemniczego zakonu. 

Na  początku  ekscytowały  nas  te  kontakty:  pochlebiało  nam,  że  mamy  dostęp  do 
tajemnic,  chcieliśmy  wiedzied  coraz  więcej  i  poświęcaliśmy  całe  wieczory  na 
rozmowy  prowadzone  przez  zasłonę  śmierci.  Ojciec  Yves,  którego  wtedy  nie 
uważaliśmy jeszcze za naszego ojca duchowego, przestrzegał nas z właściwą sobie 
łagodnością,  my  z  kolei  próbowaliśmy  go  przekonad,  powiedziałbym  nawet  - 
nawrócid, przedstawiając jako argument anielskie piękno słynnych listów Pierre'a 
Monniera albo Rolanda de Jouvenela do swoich matek. 

Zapewnialiśmy go, że nie grozi nam żadne niebezpieczeostwo, ponieważ chronimy 
się  przez  modlitwę  oraz  obecnośd  krzyża,  kadzideł  i  świec.  Nie  przeszkodziło  to 
jednak w tym, że pewnego dnia otrzymaliśmy przesłanie będące odpowiedzią na 
nasze problemy zawodowe i finansowe: „Daj mi swoją duszę, a będziesz bogaty". 
To  właśnie  przywiodło  do  upadku  Fausta!  Stwierdziliśmy  w  koocu,  że  w  gruncie 
rzeczy nie potrafimy z całą pewnością określid tożsamości naszych rozmówców, że 
mogą oni zakłócad wzajemnie swoje rozmowy, wtrącad się do nich, a poza tym na 
otrzymywane przesłania mogą wpływad nasze świadome i podświadome myśli.  

Przekonaliśmy  się  ponadto,  że  w  dziedzinach,  w  których  posiadaliśmy  pewne 
kompetencje, a także w odniesieniu do przyszłości, duchy w zasadzie wiedziały nie 
więcej  niż  my.  Co  gorsza,  spirytyzm  wytwarza  pewną  zależnośd,  podobnie  jak  to 
się dzieje w przypadku radiestezji. Człowiek traci swoją wolnośd i nie jest w stanie 
podejmowad  żadnych  decyzji  bez  zasięgnięcia  rady  duchów  lub  wahadełka.  W 
najgorszym  przypadku  może  wytworzyd  się  nawet  prawdziwa  więź  okultystyczna 
albo wręcz opętanie przez ducha. 

Pomagaliśmy na przykład pewnej dziewczynie uważanej za schizofreniczkę, która 
po  modlitwie  o  uwolnienie  odzyskała  jasnośd  umysłu  utraconą  podczas  jednego 
tylko  seansu  spirytystycznego.  Trzeba  też  wiedzied,  że  spirytyzm  leży  u  podstaw 
niektórych  sekt,  na  przykład  tych  założonych  przez  Allana  Kardeca  w  Brazylii  lub 
ojca Antoine'a we Francji. 

Oczywiście doświadczenie to pokazało nam, podobnie jak wielu innym osobom, że 
możliwe  jest  komunikowanie  się  ze  światem  niewidzialnym  w  formie  spójnych 
konwersacji.  Jednakże  po  lekturze  Księgi  Powtórzonego  Prawa  (  18,9-14), 
cytowanej już przez nas w odniesieniu do radiestezji, a także po lekturze L'au-delà 

background image

70 

 

existe Lina Sardosa Albertiniego i Les morts nous parlent

14

 ojca François Brune'a, 

zdecydowanie odradzamy dobrowolne nawiązywanie kontaktów z duchami.  

Czym  innym  jest  charyzmat,  jakim  obdarzona  została  Austriaczka  Maria  Simma, 
która  otrzymuje  przesłania  od  dusz  czyśdcowych  i  która  jest  pod  opieką  swojego 
kapłana  oraz  biskupa.  Ona  sama  nie  szukała  kontaktu  z  duchami,  jednakże  Pan 
pozwolił, aby dusze cierpiące mogły za jej pośrednictwem prosid nas o  modlitwę 
oraz ofiarę  Mszy  świętej,  dzięki  którym  będą  mogły  wejśd  do  Nieba.  Módlmy się 
zatem za naszych zmarłych, ale nie starajmy się z nimi rozmawiad. 

Jak  to  się  stało,  że  zrezygnowaliśmy  ze  spirytyzmu?  Nasz  zapał  ostygł  już  po 
wspomnianej  pokusie  Fausta.  Później,  pewnego  wieczoru  1986  r.,  po  długich 
odwiedzinach u siostry Anne-Hélene de Malestroit nalegałem na Claude, abyśmy 
wywołali ducha matki Yvonne-Aimée. 

Otrzymaliśmy  od  niej  bardzo  piękne  przesłanie  i  jestem  przekonany,  że 
rzeczywiście  była  to  matka  Yvonne-Aimée  od  Jezusa,  zwłaszcza  że  trzykrotnie 
poprosiła nas, abyśmy zrezygnowali z wszelkich praktyk spirytystycznych. Jednakże 
Claude  nie  chciała  nigdy  uwierzyd,  że  mogła  z  nami  rozmawiad  wielka  mistyczka, 
która  budziła  nasz  wielki  podziw.  Powierzyła  ona  to  orędzie  i  swoje  wątpliwości 
spowiednikowi i od tamtej pory nigdy więcej nie wywoływaliśmy duchów. 

Jedynie  od  Ducha  Świętego,  Króla  Nieba,  Pocieszyciela  oczekujemy  Światła, 
którego  tak  długo  i  tak  źle  szukaliśmy; od  Ducha  Boga  jednego  w  Trójcy Świętej, 
Ducha, który odnowi oblicze ziemi, jeśli tylko Mu zawierzymy. 

* * * 

Wybaczcie  mi,  że  ten  mój  niecodzienny  list  był  nieco  długi.  Mam  nadzieję,  że 
życzliwośd,  jaką  do  mnie  żywicie,  pomogła  Wam  przeczytad  go  jednak  do  kooca. 
Bóg pozwolił mi przeżyd wiele rozmaitych, niekiedy niebezpiecznych doświadczeo, 
dał  mi  wolnośd,  z  której  nie  zawsze  dobrze  korzystałem,  i  pozwolił  mi  nieco 
zakosztowad gorzkiego owocu sukcesu na tym marnym świecie. 

Dał  mi  pewne  zdolności,  których  -  mam  nadzieję  -  nie  nadużywałem.  Dał  mi,  jak 
pisze  św.  Paweł,  pewne  zyski.  „Ale  to  wszystko,  co  było  dla  mnie  zyskiem,  ze 
względu  na  Chrystusa  uznałem  za  stratę.  I  owszem,  nawet  wszystko  uznaję  za 
stratę ze względu na najwyższą wartośd poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana. 
Dla  Niego  wyzułem  się  ze  wszystkiego  i  uznaję  to  za  śmieci,  bylebym  pozyskał 

                                                           

14

 

F. Brune, Umarli mówią, Warszawa 1993. 

background image

71 

 

Chrystusa  i  znalazł  się  w  Nim  –  nie  mając  mojej  sprawiedliwości  pochodzącej  z 
Prawa,  lecz  Bożą  sprawiedliwośd  otrzymaną  dzięki  wierze  w  Chrystusa, 
sprawiedliwośd  pochodzącą  od  Boga,  opartą  na  wierze  –  przez  poznanie  Go: 
zarówno  mocy  Jego  zmartwychwstania,  jak  i  udziału  w  Jego  cierpieniach  –  w 
nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z 
martwych. 

Nie mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonały, lecz pędzę, abym też to 
zdobył,  bo  i  sam  zostałem  zdobyty  przez Chrystusa  Jezusa.  Bracia,  ja  nie sądzę o 
sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, 
a  wytężając  siły  ku  temu,  co  przede  mną,  pędzę  ku  wyznaczonej  mecie,  ku 
nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie" (Flp 3,7-14). 

Jeśli na jakiś temat macie inne zdanie, niech Bóg udzieli Wam swojego światła. Ja 
w każdym razie mogę żyd i umrzed w pokoju, jeśli tylko Duch Święty uchroni mnie 
przed  wieloma  uczynkami  ciała,  takimi  jak:  „nierząd,  nieczystośd,  wyuzdanie, 
bałwochwalstwo,  czary,  nienawiśd,  spory,  zawiśd,  gniewy,  pogoo  za  zaszczytami, 
niezgoda,  rozłamy,  zazdrośd,  pijaostwo,  hulanki  i  tym  podobne"  i  jeśli  otrzymam 
Jego  owoce:  „miłośd,  radośd,  pokój,  cierpliwośd,  uprzejmośd,  dobrod,  wiernośd, 
łagodnośd,  opanowanie".  Niechaj  mnie  strzeże  przed  próżnością,  „bo  kto  uważa, 
że jest czymś, gdy jest niczym, ten zwodzi samego siebie" (Ga 5,19-23; 6,3). 

Zapewniam Was o mojej miłości. 

Maurice 

5. MODLITWA 

Panie, ja, grzesznik, przyszedłem do Ciebie 
z czcią, bojaźnią i wiarą. 
Twój chrzest dokonał przemiany, 
która zniszczyła we mnie dawnego człowieka. 
Nowy człowiek narodził się we mnie, 
wydobył się z nocy ku Światłu. 
Ale chod nauczyłem się Twoich przykazao, 
chod modlę się już nawet za moich nieprzyjaciół, 
Panie, proszę, abyś mi wybaczył: 
nie pojąłem Miłości, jaką okazałeś 
przez ofiarę Syna na krzyżu. 
Teraz wierzę w Twoją Miłośd. 

background image

72 

 

Dozwól, aby moja miłośd ku Tobie wzrastała,  
abym na Twoje podobieostwo  
cały stał się miłością. 

6. EPILOG 

Świadectwo  to  zostało  napisane  w  1989  roku  i  przekazane  wszystkim  członkom 
mojej  rodziny.  Zostało  ono  przeczytane  i  zaaprobowane  przez  naszego  ojca 
duchowego,  a  następnie  przez  znakomitego  ojca  Laurentina,  po  czym  przeleżało 
trzy lata u wydawcy, który na początku wydawał się nim zainteresowany. Czytelnik 
może się więc zatem zastanawiad, co wydarzyło się przez tamte dziewięd lat. Jeśli 
moja  żona  Claude  wyrazi  zgodę,  w  przyszłości  opublikujemy  Dzieje  pewnego 
charyzmatu,  
będące  kontynuacją  tej  książki,  ale  ponieważ  owa  kontynuacja 
dotyczy Claude w sposób bardzo osobisty, dlatego niechętnie myśli o wyjawieniu 
tego, co dla niej jest sekretem Króla. 

Nasza droga w dalszym ciągu związana była z Odnową charyzmatyczną i wkrótce 
całkowicie odrzuciliśmy wszelkie formy synkretyzmu z praktykami ezoterycznymi i 
okultystycznymi.  W  lipcu  1989  roku  udaliśmy  się  z  pielgrzymką  Wspólnoty 
Błogosławieostw  do  Lourdes,  gdzie  Claude  otrzymała  od  Pana  tak  zwany 
charyzmat  bezpośredniego  poznania,  pozwalający  jej  w  jakimś  sensie  czytad  w 
ludzkich duszach.  

Po  zasięgnięciu  rady  kapłanów  z  Ruchu  Odnowy  zaczęliśmy  się  zajmowad 
medycyną,  którą  można  by  określid  jako  psychoduchową  -  najpierw  w  sposób 
empiryczny,  później  także  słuchając  wykładów  Fernanda  Sancheza  i  Bernarda 
Dubois w Château Saint-Luc.  

Pan  obdarował  swoimi  łaskami  wiele  cierpiących  osób,  objawiając  im  zawsze 
główne  źródło  ich  cierpienia,  nierzadko  także  uzdrawiając  je.  Tak  było  do  1993 
roku kiedy to odszedłem na emeryturę. W 1994 r. napisałem więc Dzieje pewnego 
charyzmatu.  
Podczas  rekolekcji  ignacjaoskich  i  charyzmatycznych  w  Lourdes  na 
początku 1995 roku podjęliśmy decyzję o zamieszkaniu w diecezji Vannes.  

Wkrótce  proboszcz  naszej  parafii  poprosił  nas  o  założenie  grupy  modlitewnej, 
która  od  tamtej  pory  spotyka  się  raz  w  tygodniu.  Uczestniczyliśmy  w  formacji 
towarzyszenia  duchowego,  prowadzonej  przez  jezuitów  w  Penboc'h,  obecnie 
bierzemy udział w kursie biblijnym, który prowadzi ojciec Jean Le Dorze, kanonik 
kapituły i dawny rektor bazyliki Sainte-Anne d'Auray. 

Maurice i Claude Caillet