background image

J

ACEK 

W

IESIOŁOWSKI

 

Tristan, Hamlet et consortes

Wyjście  poza  podstawowe  teksty  późnośredniowiecznej  literatury  i  piśmiennic-

twa w języku polskim, dojście do przekazów literackich wcześniejszych niż Kaza-

nia świętokrzyskie czy Psałterz Floriański, innych niż nieliczne dobre (Gall, Kadłu-

bek) lub choćby poprawne literacko (Kronika wielkopolska) teksty polsko-łacińskiej 

historiografii,  nawet  opracowań  naukowych  sprzed  czasów  uniwersytetu  kazimie-
rzowskiego, stanowi marzenie polskich historyków kultury średniowiecznej. Szanse 
na  odkrycie  nowych  tekstów  są  w  praktyce  żadne.  Drobiazgową  analizą  możemy 
tylko  nadrabiać  brak  tekstów,  najczęściej  dziś  już  chyba  przeinterpretowanych 
w porównaniu  z  tekstami  ościennych  literatur.  Nie  potrafimy  i nie możemy wyjść 
poza podręcznikowy  kanon.  Lepsza  znajomość  porównawczej  literatury  może  ze-
zwolić  na chronologiczne  przesunięcia dat  powstania  polskich  przekładów  podsta-
wowych tekstów literatury religijnej, będziemy też w stanie poprzeć takie datowa-
nia badaniem języka, ale na tym chyba kończą się możliwości badawcze w szeroko 
pojętym  zakresie  literatury  religijnej.  Może  jeszcze  przełamanie  oporów  wobec 
niemieckojęzycznej literatury śląskiej zezwoli na jakieś poszerzenie naszych hory-
zontów, ale poważniejszych możliwości zwiększenia bazy tekstowej nie posiadamy. 

Pochodzenie  polskich  herbów  było  dwukrotnie  w  ostatnich  latach  przedmiotem 

badań. Marek Cetwiński i Marek Derwich pisząc Herby, legendy, dawne mity (Wro-

cław  1989)  odwoływali  się  do  świata mitów  i  bogów,  bajek  i  schematów  fabular-
nych, interpretowanych wyrywkowo adoptowanymi metodami etnologii i antropo-
logii  kultury.  Nie  negując  metody  badań,  opracowanie  tych  Autorów  przyniosło 
bardziej  wytrych  niż klucz  do  rozwiązania  problemu.  W  innym  kierunku  poszło 
popularno-naukowe  opracowanie  Jerzego  Piechowskiego  Ukryte  światła  herbów 

(Warszawa 1991) operujące w kręgu znaków, pojęć i symboli obecnych w kulturze 
średniowiecznej,  nie  roszczące  pretensji  do  generalnego  wyjaśnienia  pochodzenie 
herbów,  lecz  wykorzystujące  wybrano  herby  do  mówienia  o  dawnej  kulturze. 
Ostatnio ukazało się też opracowanie Mariusza Kazadczuka o Staropolskich legen-

dach herbowych (Wrocław 1990) wraz z niewielką i niepełną antologią legend, bę-

dące pierwszym opracowaniem monograficznym tematu przez historyka literatury. 

*

 

Przedstawiana przeze mnie propozycja jest próbą innego wykorzystań materiału 

heraldycznego  i  legend  herbowych,  posłużenia  się  związkami  miedzy  romansem 
rycerskim  i heraldyką  dla  wzbogacenia  naszej  wiedzy  o  kulturze  polskiego  śre-
dniowiecza. Postawienie tezy o związkach polskiej heraldyki z europejskim roman-
sem,  wymaga  jednak  najpierw  odpowiedzi  na  pytanie:  Czy  romans  europejski, 

                                                   

*

 Streszczenie referatu wygłoszonego na zebraniu PTHer. w Warszawie dnia 24. I. 1993 r. 

background image

przekazywany  przede  wszystkim  w  językach  narodowych,  był  znany  w  średnio-
wiecznej Polsce? 

Dość  nieoczekiwanie  od  dłuższego  czasu  gromadzą  się  różne,  niejednakowej 

wartości  informacje,  o  możliwości  poszerzenia  znajomości  świeckiej,  głównie  ry-
cerskiej literatury europejskiego średniowiecza. Pozwala to na wyjście poza kolejny 
kanon  łacińskiego  romansu  —  o  Aleksandrze  Wielkim,  Apoloniuszu  królu  Tyru, 
Wojnie trojańskiej, Siedmiu mędrcach bądź Marchołcie czy Dziejach rzymskich — 
będący  jednak  boczną  odnogą  średniowiecznego  romansu  europejskiego.  Podsta-
wowe  znaczenie  przypisać  chyba  należy  monumentalnemu,  bodaj  nie  mającemu 
swych  europejskich  odpowiedników  Słownikowi  staropolskich  nazw  osobowych, 

który  dzięki  założeniom  opracowanym  przez  prof.  W.  Taszyckiego,  notował  nie 
tylko występowanie imienia, lecz także rejestrował chronologicznie występowanie 
imion czy przezwisk w poszczególnych dzielnicach polskich, z kontekstem zezwa-
lającym na stanowe określenia. To pełne zestawienie ujawniło pokaźną grupę prze-
zwisk  i  imion  nietypowych,  niechrześcijańskich  i niesłowiańskich,  natomiast  nie-
zwykle charakterystycznych dla romansu rycerskiego Francji, Niemiec czy Włoch. 
Zestawienie  z  Martyrologium  rzymskim  a  także  polskimi,  diecezjalnymi  kalenda-

rzami średniowiecznymi, pozwala na ustalenie świeckiego charakteru imion i wy-
kluczenie ich religijnej genezy. 

Opracowywanie  drobnych  przedmiotów  rzemiosła  artystycznego,  czasem  frag-

mentów  architektonicznych  czy  fresków  prowadzi  do  podobnych  wniosków.  W 
skarbcach katedr krakowskiej i płockiej znajdują się wtórnie użyte fragmenty koron 
turniejowych  z  połowy  XIII  w.  —  należące  do  księżnych  Kingi,  żony  Bolesława 
Wstydliwego i jej siostry Jolanty, żony Bolesława Pobożnego — ze scenami z Ere-

ka, wsławionymi przez poemat Chretien de Troyes i jego dalsze przeróbki i tłuma-

czenia. W połowie XIV w., na Śląsku, w kręgu dworu Bolka ks. świdnickiego, tak 
blisko  związanego  z  Kazimierzem  Wielkim,  spotykamy  na  fresku  w  Siedlęcinie 
sceny  z dziejów  Lancelota  z  Jeziora,  i  przygód  Iwajna  z  lwem,  również  sięgające 
swą genezą do poematów Chretiena. W Krakowie w kościele Mariackim nieocze-
kiwanie spotykamy drobną rzeźbę przedstawiającą Filidę ujeżdżającą Arystotelesa, 
mogącą  pochodzić  z  poemaciku  Henryka  d’Andeli,  a  niekoniecznie  ze  zbioru  eg-
zempli  kaznodziejskich  Jakuba  de  Vitry.  Żaden  z  tych  potwierdzonych  dziełkami 
sztuki  tekstów  czy  żadna  z  tych  fabuł nie  zachowała  się  w  jakimkolwiek:  języku, 
w zbiorach polskich bibliotek. Używanie imion Ereka i Iwona, nie mówiąc o Alek-
sandrze  (Laksandrze),  trzecim  bohaterze  przygody  Arystotelesa,  mamy  poświad-
czone w zestawach słownika Taszyckiego. Zaznaczmy od razu, iż św. Iwo z Breta-
nii zm. w 1303 r., kanonizowany był w 1347 r., a błogosławionego Iwona z Char-
tres beatyfikowano dopiero w XIX w. 

Nie mamy też trudności ze wskazaniem jokulatorów, rymarzy, którzy byliby po-

tencjalnymi przenosicielami fabuł romansu rycerskiego. Ich poczet rozpoczyna Ju-
rzyk, joculator ks. Władysława Odonica, zmarły przed 1235 r., zapewne rycerz pol-

ski,  w każdym  razie  ziemianin,  który  swą  wieś  w  kasztelanii  ostrowskiej  (lednic-
kiej) przekazał katedrze poznańskiej (KDW, 180). Niegdybając na temat; kto śpie-
wał kronikarzowi wielkopolskimu z kręgu Przemysła II pieśń o Walcerzu Wdałym 
—  jak  dziś  wiemy  kontaminację  francuskiego  Waltariusa  z niemieckim  eposem  o 

background image

Biterolfie i Dietleipie — ani czy romans rycerski był znany na dworze Jana z Łodzi, 
przypomnijmy o obecności francuskiego poety Wilhelma de Machaut, ekssekretarza 
Jana Luksemburczyka, autora m.in. „Zdobycia Aleksandrii” na zjeździe monarchów 
w Krakowie w 1364 r. oraz o Janie i Ulryku istriones, występujących w rok później 

na weselu Kazimierza Wielkiego z księżniczką Adelajdą (ZDM IV, 978). Byli więc 
— co najmniej od drugiej ćwierci XIII w. odtwórcy, godni występowania na książę-
cych i królewskich dworach, mający w swym repertuarze romans rycerski o Walce-
rzu czy o Biterolfie, wśród których symbolicznie pierwszym jest ów Jurzyk-Jerzyk 
znad  jeziora  Lednickiego.  Imię  Walcerza  w  latach  osiemdziesiątych  XIV  w.  było 
szeroko  rozpowszechnione  wśród  drobnej  polskiej  szlachty  z  łęczyckich  zaścian-
ków  szlacheckich,  gdzie  trudno  przyjmować  bezpośrednie  przejęcie  niemieckiego 
Waltera. Herb Biterolfa, jednorożca, spotykamy jako Bończę wśród drobnej szlach-
ty  mazowieckiej.  Zaskakujące  wykopaliska  archeologiczne  w  Gnieźnie  ujawniły 
ostatnio zestawy płytek ceramicznych przygotowywanych do ozdobienia gnieźnień-
skiego zamku Odonica, wśród których znalazły się dalsze  sceny z romansu rycer-
skiego, niejako ujawniające repertuar Jurzyka. Okazuje się, iż jeszcze przed utwo-
rzeniem zbioru Gesta Romanorum była znana historia o Androniku i lwie (Aulusa 

Gelliusa  Noctes  Atticae),  inne  płytki  ujawniają  opowieść  znaną  z  francusko-

włoskiego  Ugona  z Alwernii  ze  sceną  zabójstwa nad  Nilem  rumaka  Hugonowego 
przez  smoka,  oraz  opowieść  typu  włoskiego  Guerino  Meschino  o  podróży 
do drzewa Słońca i krzewa Księżyca. Nie można wykluczyć ewentualności wystę-
powania na innej płytce sceny walki Orlanda z Almonte, władcą Saracenów w bi-
twie pod Aspromonte. Romanse orientalne nie dziwiłyby u Jurzyka, skoro jego pro-
tektor Odonic sprowadzał do swego księstwa nie tylko cystersów niemieckich, lecz 
także związanych z nimi templariuszy a także joannitów do Gniezna, wspierał joan-
nitów  poznańskich,  wyrażał  żywe  poparcie  dla  idei  krzyżowej,  a  prawdopodobnie 
jako wygnane książątko brał udział w pielgrzymce do Ziemi Św. lub nawet w jednej 
z późnych wypraw krzyżowych. Imiona Hugona i Orlanda-Rolanda są oczywiście 
znane wśród średniowiecznej szlachty polskiej, zaś historię o Androniku poświad-
cza znana z Paprockiego legenda Prawdziców, wskazując kolejny trop poszukiwań, 
którym są herby i legendy herbowe polskiej szlachty. Zaznaczmy marginesowo, że 
druga z legend rodu Prawdziców. tzw. Prawdzic — pielgrzym jest związana z opo-
wieścią Marii de France o Eliducu i ożywieniu królewny. 

Obok  materiału  onomastycznego,  którego  wiarygodność  staje  się  coraz  wyraź-

niejsza,  jest  to  najbogatsze  źródło  do  poznania  recepcji  romansu  rycerskiego. 
Optymalną  dla badacza  sytuacją  jest  równoczesna  znajomość  legendy  herbowej, 
nazwy  i  wyobrażenia  herbowego  oraz  klejnotu,  wszystkich  tych  elementów  po-
świadczonych  jak  najwcześniej  i jak  najdokładniej.  Niestety  zwarty  blok  legend 
znamy dopiero z późnych źródeł, wiele drobnych rodów heraldycznych nie posiada 
w  ogóle  legend  herbowych,  nazwy  herbów  i zawołań  nie  doczekały  się  jeszcze 
opracowania językoznawców i nie znamy zakodowanego w nich znaczenia. Klejno-
ty herbów polskich nie były stabilne i generalnie nie przypisywano do nich więk-
szego  znaczenia, ulegały  zmianom  i symplifikacji w XVI i późniejszych wiekach. 
Często  nie  znamy  późnośredniowiecznych  wyobrażeń  napieczętnych  czy  wyobra-
żeń herbowych na nagrobkach bądź elementach architektonicznych. Mimo tych wad 

background image

materiału źródłowego możliwości badawcze są znaczne. Bartosz Paprocki w Gnieź-

dzie cnoty (s.704) przekazał legendę Wczeliców: 

„Hołąb Ślęzak, mąż zacny, a wielkiej śmiałości 
Objeżdżając wszytkiego świata szerokości 
Chcąc, aby potem sława jego wiecznie żyła, 
Prze męstwo po wszem świecie by go roznosiła. 
Gdy był w ziemi murzyńskiej, o tym mu znać dano, 
Iże misterstwo jego w igrze widzieć chciano. 
Tego dziewka królewska w nim doświadczyć chciała, 
By tylko w swym pałacu szachy raz z nim grała. 
Przyszedł rycerz na pałac, by sławy przymnożył. 
Ufając szczęściu swemu, namniej się nie trwożył. 
Spyta panny przy wszytkich, a o cóż grać chcemy 
Abo co za pociechę w zysku odniesiemy. 
Panna rzekła: zaż nie wiesz, jaką korzyść mają 
Ci, co z królewską córką śmiele szachy grają. 
On rzekł: gdy mi powiedzą jako cudzoziemcowi, 
Jam się zawsze uiścić gotów dłużnikowi. 
Powiedziała mu panna: tą tablicą piękną 
Ten, co przegra, ma wziąć w łeb aż się kości zlękną. 
Nie straszna rycerzowi ona sztuka była, 
Którą śmiele królewna na szanc posadziła. 
Patrzą oni, co przedtem z nią w szachy grawali, 
Srogie i nieuczciwe zyski odnaszali. 
Stoją dworzanie kołem, król pośrzodku siedzi, 
Patrzy, kogo fortuna łaskawie nawiedzi. 
Rycerz nic nie rozpacza, ufając szczęściu swemu, 
W czym się zaraz łaskawe okazało jemu. 
Wygrał, a ona panna zawstydzona siadła, 
On dał jej w łeb tablicą, tak aż się przepadła. 
Pochwaliwszy rycerza król z śmiałości jego, 
Darował znamienicie, tak jako zacnego. 
A za herb osobliwie dał tę Szachownicę, 
Pannę na hełm, dziewkę swą, wieczną niewolnicę. 
Pola białe i złote, gdy mu ten herb dano, 
Mężowi tak sławnemu nosić rozkazano. 
Panna koronę złotą ma też mieć na głowie, 
A biała tawtą czoło zawiązała sobie. 
Krwawe krople po twarzy, po tawcie padają. 
Tak właśni potomkowie ten herb nosić mają.” 

Nie  przeprowadzając  szczegółowej  analizy  tej  pięknej  legendy,  której  elementy 

prawdopodobnie wykorzystał Kochanowski do uzupełnienia poematu Vidy, ani nie 

powtarzając  szczegółowej  analizy  wcześniejszych  jej  śladów  w  uzupełnieniach 

background image

Długoszowych Klenodiów, ani też szczegółowej analizy heraldyczno-sfragistycznej, 

stwierdzić można iż znajomość legendy jest poświadczona co najmniej od początku 
XVI w., wyobrażenie herbowe przedstawiające u kruszoną („przepadła”) szachow-
nicę  trzymana  przez  Murzynkę  z  głową  owiniętą  binda  i  wielkimi  zausznicami, 
znane  jest  na  ziemiach  polskich  od  samego  początku  XIV  w.,  najstarsza  pieczęć 
dotyczy osoby występującej już w końcu XIII w. na dworze Henryka ks. głogow-
skiego, władcy wielkopolskiego po śmierci króla Przemysła, a następnie z pieczęci 
wielkopolskich z XIV i XV w., a także z europejskich herbarzy notujących polską 
szlachtę. Herbu tego używała drobna, najwyżej średnia szlachta z pogranicza wiel-
kopolsko-śląskiego. W rodzinach należących do rodu Wczeliczów spotykamy imio-
na i przydomki z romansów rycerskich Trojana, Rolanda (Rulata, Ruranta, Luranta) 
u Pogorzelskich,  przydomek  Kamblan  — nazwa  rzeki  nad  którą  Mordret  pokonał 
ostatecznie  króla  Artura  i  zniszczył  świat  rycerzy  Okrągłego  Siołu  —  u  rodziny 
Skoraczewskich,  obok  imion  niemieckich  o nierozpoznanej  jeszcze  genezie  (Bry-
gant, Otmar, Swastergut, Westergut czy Fiol). 

Legenda jest sfragistycznie, wszystkimi elementami charakterystycznymi — sza-

chownica,  Murzynka,  binda  na  głowie  —  potwierdzona  dla  obu  stron  pogranicza 
wielkopolsko-śląskiego  na  przełomie  XIII  i  XIV  w.  Wywodzi  się  bezpośrednio  z 
romansu z cyklu karolińskiego o Huonie z Bordeaux, powstałego według ostatniego 
wydawcy  w latach  1216-1229.  Gra  szachowa  w  romansach  była  kilkakrotnie 
przedmiotem  analizy  romanistów  i tylko  jedna  z  przygód  szachowych  odpowiada 
legendzie  i  ikonicznemu  zapisowi  w  przedstawieniu  herbowym.  Huon,  syn  nieja-
kiego Juliusza Cezara i wróżki Morgany z romansu arturiańskiego zabija przypad-
kiem Karlota, syna Karola Wielkiego. Ceną za przebaczenie jest wyjazd do Babilo-
nu,  skradzenie  trzech  pocałunków  królewnie  Esklaramundzie  i przywiezienie  — 
prócz po tysiącu chłopców i dziewcząt, sokołów, chartów i niedźwiedzi — siwych 
włosów z brody emira i jego czterech trzonowych zębów. Huon dokona tego dzięki 
pomocy karła Oberona (Szekspir!), po drodze trafi na dwór emira Yvorie’a i stoczy 
walkę na szachownicy z emirówną. Stawką gry jest noc z córką emira i potem ran-
kiem  sto  sztuk  złota  albo  utrata  głowy.  Początkowo  nasz  bohater  przegrywa,  lecz 
jego  uroda  robi  wrażenie  na  emirównie,  która  poczyna  przegrywać. 
Do rozstrzygnięcia  partii,  przy  wyraźnej  już  przewadze  Huona,  jednak nie docho-
dzi, wskutek napadu na zamek emira. Obserwująca walki pod zamkiem emirówna 
żałowała  swej  przegranej,  gdyż  dzielny  rycerz  nawet  jej  nie  zdążył  uściskać  czy 
pocałować. Opowieść ta, prócz Francji potwierdzona tłumaczeniami niderlandzkimi 
i angielskimi, jako opowieść jarmarczna trwała we Francji do XVIII w. Są też ślady 
jej przekazywania w Niemczech. Na dotarcie z Francji poprzez Miśnię i Śląsk do 
Wielkopolski potrzebowała nie więcej niż 70 lat. 

Nieoceniony  Paprocki  w  Herbach  rycerstwa  polskiego  przekazał  legendę  rodu 

Morów. „Tak to niektórzy twierdzą, żeby Polak jeden sprawami rycerskimi się ba-
wiąc  w  ziemi  albo  królestwie  portugalskiem,  gdy  z  przyległymi  sąsiady na  jednej 
insule  wojna  się  zaczęła,  a  wojska  się  ściągnęły,  panowie  oni  niechcąc  wielkiego 
krwie  rozlania widzieć między  sobą.  postanowili  to,  aby  on dał  jednego  z  wojska 
swego,  on  także  drugiego,  któryby  z  onych  dwu  wygrał,  ci  ludzie  mieli  być  pod 
mocą tego króla. Wysłał król portugalski Polaka, on drugi Murzyna. Gdy do siebie 

background image

jechali  w  czółniech,  odepchnął  Polak  swój  na  stronę.  Pytał  Murzyn:  Czemuś  to 
uczynił? Powiedział: Cóż mi po dwu, dosyć będzie miał na jednem ten co wygra. 
Wtedy  do  siebie  skoczyli,  przemógł  prędko  Polak  Murzyna,  uciąwszy  mu  głowę, 
przyniósł do króla swego. Zatem się wojska rozjechały, rycerz od króla udarowan 
i ten herb na czasy wieczne do tego mu przydan”. 

Charakterystyczny dialog nie  zostawia  wątpliwości,  skąd  pochodzi  fabuła.  Kró-

lem „portugalskim” jest Marek władca Kornwalii, Murzynem (der Mohr) Morholt z 

królewskiego irlandzkiego rodu, „insula jedna” to wyspa św. Samsona koło Tynta-
gielu,  a  „Polak  jeden”  to  Tristan.  Dialog  ten  znajduje  się  we  wszystkich  narodo-
wych  przeróbkach  opowieści  o  Tristanie  —  niemieckich  Gotfryda  ze  Strasburga 
i Eilharta z Oberge, włoskich Rusticiana z Pizy, Tavola Rotonda i kilku skróconych 
wersjach Tristana, od 1226 r. istnieje tłumaczenie norweskie, dalej dwa przekłady 
hiszpańskie, flamandzki i angielski, podobno był też zaginiony węgierski i jest fal-
syfikat czeski wyprodukowany przez Wacława Hankę. Przypomnijmy jeszcze prze-
kład białoruski z połowy XVI w. niedawno wydany. Morholt był sławnym i obec-
nym w romansie rycerzem, włączono go do rycerzy Okrągłego stołu we francuskich 
i włoskich romansach, w Niemczech stał się jednym z wasali Ermanryka i zginął z 
ręki Dytryka z Bern w bitwie pod Rawenną (Rabenschlacht). Walczył też, według 

wersji Persiwala Wolframa von Eschenbach, za czasów Uterpendragona, ojca króla 
Artura,  był  więc  przeciwnik  Polaka  prawdziwym  rycerzem  internacjonałem.  To 
daje pewne pojęcie o sławie jaką zdobył przodek mazowieckich Morów. 

W  wypadku  Morów  nie  mamy  tak  dobrego  poświadczenia  heraldyczno-

sfragistycznego  jak  u  Wczeliczów.  Główne  skupisko  rodzinne  to  Mazowsze  i  po-
granicze  kujawskie  bądź  sandomierskie  z  wyraźnymi  śladami  migracji  Mazurów. 
Do  tego  rodu  przypisuje  się  osobę  arcybiskupa  Mikołaja  Trąby,  który  pierwotnie 
używał  herbu  Mora  —  jednakże  z głową  Europejczyka  o  długich  włosach,  potem 
herby Trąby przedstawiającego trzy trąbki, czyli herbu samego Tristana, używane-
go po rozstaniu się z Izoldą. O mazowieckich Morach można powiedzieć, iż była to 
drobna szlachta żyjąca na przełomie XIV/XV w. w paru skupiskach w centrum Ma-
zowsza, w ziemiach warszawskiej, zakroczymskiej i wyszogrodzkiej. Spośród nich 
jedna rodzina o charakterystycznym przydomku Szorc dopiero w XV w. przedosta-
ła  się  do  średniej  szlachty  mazowieckiej,  a  inne  spadły  w  szeregi  mieszczaństwa 
warszawskiego. Średniowieczny herb nie jest znany z przekazu, jedynie opisany w 
zapiskach  sądowych  jako  „Murzynowa  głowa”.  Dodajmy,  iż  głowa  Morholta  wy-
stępuje w heraldyce polskiej  jako klejnot herbu Ołobok, używany przez polskiego 
rycerza  obieżyświata  Staszka  z Wrocimowic,  dworzanina  na  dworze  węgierskim 
króla  Ludwika,  podróżującego  do Rzymu,  Compostelli,  Malborka,  najczęściej  w 
niejasnych  agenturalnych  misjach.  Herb  Ołobok  z  głową  Morholta  w  klejnocie 
wszedł do europejskich herbarzy. 

Nieco dalej w przeszłość prowadzą badania imion. Altarystę Tristana spotykamy 

w 1352  r.  w  Świdnicy,  gdzie  funduje  ołtarz  w  kościele  parafialnym,  pochodził 
przypuszczalnie  z  miejscowego  patrycjatu.  Dopiero  z  XV  w.  pochodzą  kolejni 
uchwyceni Tristanowie szlacheccy na Śląsku, w tym Tristan z Pogorzeli z polskiego 
rodu Grzymalitów. W początku XV w. występował w kościańskim Tristan Czacha-
rowski  (1401-1405),  przypuszczalnie  przybysz  ze  Śląska.  W  końcu  XV  w.  spoty-

background image

kamy następnego Tristana, również w wielkopolskim Kozielsku, w kcyńskim, być 
może jest on potomkiem czeskiego dowódcy zaciężnych z czasów wojny trzynasto-
letniej Tristana z Workacza. Imię więc było znane od połowy XIV w. na Śląsku, od 
początku XV w. w Wielkopolsce, jednak używane niezwykle rzadko. 

Podobnie jest z imieniem Izoldy. Jednakże imiona żeńskie pochodzące z romansu 

są w ogóle niezwykle rzadkie. Na Śląsku spotykamy w 1337 r., Izoldę, wdowę po 
rycerzu  Piotrze  Strzale,  w  1351  r.  inna  Izolda,  żona  rycerza  Dzierżka  z  Byczenia 
otrzymuje  wraz  z  mężem  od  papieża  odpust  zupełny  w  godzinę  śmierci.  Imię  to 
było nadawane kobietom z rycerskich rodzin śląskich w pierwszej ćwierci XIV w. 
Inną Izoldę spotykamy jako wdowę po Mikołaju sołtysie w podkrakowskiej Czar-
nejwsi w 1394 r., prawdopodobnie była ona patrycjuszka krakowską, a nie chłopką, 
gdyż  w  Czarnejwsi  znajdowały  się  patrycjuszowskie  folwarki  obok  gospodarstw 
kmiecych. Jednym z sąsiadów Izoldy z Czarnejwsi był Jan Parczefal (1368) z Kra-
kowa i jego syn rajca krakowski Hanko Barczwal. Jakaś Izoldowa występowała w 
Przemyślu  w  1445  r.  Na  szlachcianki  polskie  tegoż  imienia  nie  udało  się  jeszcze 
natrafić.  W  każdym  razie  materiał  imienny  pozwala  na  stwierdzenie  znajomości 
imion  Tristana  i  Izoldy  wśród  mieszczaństwa  i  rycerstwa  śląskiego  w  XIV  w., 
wśród mieszczaństwa krakowskiego w drugiej połowie XIV w. oraz wśród szlachty 
wielkopolskiej w XV w., poszerzając zasięg oddziaływania fabuły uzyskany z roz-
siedlenia  Morów  czy  ewentualnie  Ołoboków.  Niezwykle  istotne  jest  natomiast  iż 
imię Izoldy nadawano córkom na terenie Śląska i Polski, czyli przyjmowano opo-
wieść jako opowieść miłosną nie potępiając cudzołożnicy. 

Paprocki przytacza też w Gnieździe cnoty (s. 85-86) legendę rodu małopolskich 

Ossoriów pochodzącą z czasów Chrobrego: 

„W Czechach służył mąż zacny, dla mężnych spraw jego 
Dał jeden pan dziewicę, swą dziedziczkę za niego. 
Po którego śmierci, gdy brał się z Czech wyjechać. 
Nie chciał dóbr żony swojej tak zgoła odjechać. 
Tego król i panowie, gdy się dowiedzieli. 
On jego umysł srogo mu zapowiedzieli. 
Gdy się pilnie napierał, wyjechać kazali. 
Wszakosz mu skarbów z ziemie wywozić nie dali. 
On, jako mógł, odbywał dóbr wszytkich ruchomych. 
Czyniąc woli królewskiego dosyć panów onych, 
Wierciał koła u woza i insze naczynie. 
Lał złoto rozpuściwszy w tak tajemne skrzynie. 
Tego żaden niepostrzegł. on za skarby ony, 
Wyjechawszy zaraz z Czech w ojczyste strony. 
Nakupił wiele imion, miast, wsi, inszych włości. 
Żył tu czas długi w niemałej zacności. 
A na znak fortuny swej i dowcipu swego. 
Zjednał sobie taki cech u króla mężnego. 
Koło całe przez dzwona, skąd złota dobywał. 
Włożył miecz o tłuczony z szczym w potrzebie bywał”. 

background image

Ta dziwna historia ma również swe odniesienia romansowe. Saxo Grammaticus 

Gesta Danorum opisał m. in. dzieje Hamleta, posługując się podobno zaginioną 

niemiecką  Hamletsage.  Według  Saxa  Hamlet  przybywszy  do  Anglii,  uzyskał 

główszczyznę za straconego Guldensterna i Rozenkranza i wobec zakazu wywozu 
złota, stopił kruszec umieszczając go w wydrążonych kawałkach drewna. Ożenił się 
z tamtejszą księżniczką a wracając na dwór ojczyma zabrał ze sobą złoto ukryte w 
drewnie. Według innej wersji (znanej mi tylko z drugiej ręki), w ten sposób prze-
wiózł nie tylko rzeczoną główszczyznę, ale też posag żony. Ta wersja o przewiezie-
niu  posagu,  stała u  podstaw  legendy Ossoriów.  Herb  Ossoriów  znany  jest  tylko  z 
opisów w księgach sądowych od końca XIV wieku. Jedyna znana pieczęć pochodzi 
z końca XV w. i odnosi się do mieszczanina, krakowskiego mistrza Mikosza z Kra-
kowa, przez co nie jest w pełni wiarygodna heraldycznie; przedstawia ona koło bez 
jednego dzwona, lecz też bez krzyża charakterystycznego dla Ossoriów. 

Nieco więcej można powiedzieć w oparciu o materiał imienny. Najstarszym zna-

nym Hamletem jest Hamlet Grzymalita z Oleśnicy i Cmachowa koło Wronek, pod-
koni poznański (1357-1361), potem kasztelan kostrzyński (1378-1407). W 1358 r. 
Hamlet sprzedał część swego majątku Hektorowi z Pierwoszowa, w wyniku czego 
Cmachowo  przeszło  w  ręce  Pierwoszowskich.  W  tym  czasie  spotykamy Hamleta, 
plebana w kujawskim Przypuście (1367). W pierwszej połowie XV w. występuje to 
imię  wśród  drobnej  szlachty  zakroczymskiej.  Znajomość  opowieści  o  Hamlecie 
trzeba więc przesunąć na pierwszą połowę XIV w. i przyjąć wędrowanie tej opo-
wieści z Wielkopolski przez Kujawy na Mazowsze. Sprawa Hamleta wymaga jesz-
cze dokładniejszego zbadania. 

Metoda postępowania przy znanych legendach herbowych wydaje się być prosta: 

Identyfikacja  fabuły,  uchwycenie  dzięki  zasięgowi  osadnictwa  rodu  terenów,  na 
których musiała  być  znana,  pogłębienie  obrazu  analizą  imion  i  środowisk,  w  któ-
rych  były  znane.  Powstaje  jednak  pytanie,  czy  w  wypadku  braku  legendy  można 
próbować  dokonać  analizy  fabuły  zawartej  w  tym  zapisie  ikonicznym,  w  rebusie 
heraldycznym?  W niektórych  wypadkach  chyba  można,  zwłaszcza  gdy  mamy  do 
czynienia z charakterystycznym motywem ikonicznym. 

Herb Przyjaciel przedstawia banalny obraz — serce przebite strzałą, jedynie fakt 

umieszczenia  go  na  misie  pozwala  na  poszukiwanie  fabuły  łączącej  wymienione 
elementy. Rzeczywiście  te elementy spotykamy w opowieściach, znanych od XIII 
wieku typu Herzessen, hearteaten, cuore mangiato. W samym Dekameronie wystę-

pują dwie takie fabuły, dalej przecież to fabuła znana z żywotów trubadurów, opo-
wieści o damie de Fayel i Gerardzie z Roussilon, czy o niemieckim poecie Reinma-
rze z Brandenburga. Wszędzie rycerz-poeta musi porzucić swą ukochaną, pilnowa-
ną przez zazdrosnego męża i udać się na wyprawę krzyżową, gdzie ginie a wierny 
sługa niesie  zabalsamowane serce do ukochanej. Przechwycony przez męża poda-
rek, dowód miłości, podany zostaje niespodziewającej się niczego żonie jako potra-
wa specjalna. Dowiedziawszy się prawdy, żona ginie śmiercią samobójczą. Przypa-
dek zdarzył, iż przy badaniach (K. Pacuskiego) nad rozsiedleniem drobnej szlachty 
mazowieckiej h. Przyjaciel, okazało się, iż w połowie XIV w. nazywano ich Brud-
nymi misami, później Brudnakami, i ta skalana, brudna misa wraz z wizerunkiem 

background image

herbu pozwala na przyjęcie znajomości fabuły wśród rycerstwa mazowieckiego, na 
pograniczu krzyżackim w początku XIV w. 

Podobne  możliwości  interpretacyjne  istnieją  w  przypadku  innych  herbów.  Wy-

magają jednak dalszych badań. Z dużym prawdopodobieństwem można już wskazać 
na opowieść zakodowaną w herbie Ślepowron, a także w młodszych od niego Kor-
winie i Jezierzy. Sam kruk jest ptakiem występującym w licznych, zróżnicowanych 
fabułach.  W mitologii  germańskiej  jest  symbolem Wodana.  Śladem wiodącym do 
fabuły może być tylko pierścień trzymany w dziobie ptaka. Trop wiedzie nieocze-
kiwanie do postaci św. Oswalda męczennika, króla Northumbrii padłego w walce z 
pogańskim królem Mercji w 643 r. W połowie XI w. relikwie św. Oswalda dotarły 
na kontynent, co wzmogło kult. W 1165 r. obszerny żywot zaczyna się od przypo-
mnienia, iż rodzice świętego byli jeszcze czcicielami Wodana, a kończy się odnale-
zieniem resztek relikwi, uniesionych przez kruka wielkiego jak orzeł, na szczyt su-
chego drzewa, które od razu zazieleniło się. Rozprzestrzeniający się po Europie kult 
liturgiczny  świętego  wspomagany  był  opowieścią  typu  Brautwerbung,  powstałą 

według germanistów ok. 1170 r. lecz zachowaną tylko w piętnastowiecznych prze-
róbkach  z  kręgu  Ratyzbony  (Münchener  Oswald)  i  Śląska  (Wiener  Oswald). 

W początkowych zabiegach o rękę pogańskiej królewny Oswalda wspiera mówiący 
kruk, który w imieniu królewicza z pierścieniem w dziobie — nie bez dodatkowych 
przygód  —  frunie  nad  morzem  do  królewny  i  namówi  ją  do  wyboru  nieznanego 
sobie chrześcijańskiego królewicza. Opowieść przez długi czas czerpie wyłącznie z 
repertuaru romansu awanturniczego i dopiero w końcu, ślubowaniem dziewiczego 
małżeństwa i walka, z pogańskim królem nawiązuje do żywotu świętego Oswalda. 
Śląskie pochodzenie jednej z zachowanych wersji opowieści dopuszcza tę opowieść 
jako  źródło  polskiego  wyobrażenia  heraldycznego,  tym  bardziej  że  kult  świętego 
był dość żywy na Śląsku a rozpowszechnianie imienia Oswald wśród szlachty pol-
skiej  szło  właśnie  od śląskiej  granicy.  Sprawa  ta,  niewątpliwie  wymagająca  dal-
szych badań, stwarza nadzieję na rozwiązanie pojawienia się kruka z pierścieniem 
w dziobie w polskiej heraldyce. 

Podobnie wydaje się, że został już uchwycony trop legendy Gieralta Osmoroga. 

Geraldus jest bohaterem licznych romansów rycerskich. Jednakże ani fabuły fran-
cuskie  o  Gerardzie  z  Rousillon,  ani  Gerardzie  z  Vianne  nie  zawierają  elementów 
polskiej fabuły heraldycznej. 

„Rycerz sławny Geraldus po przyjęciu wiary 
Tu w tym zacnym królestwie, on swój zwyczaj stary, 
Chwaląc bogi omylne, trzymał, gardził nową 
Wiarą w Polszczę zaczętą Pana Krystusową. 
Sławy wiecznej szukając, od Ducha natchniony 
Zajechał tej to samej gwoli w cudze strony. 
Będąc w Rzymie, że Duch Święty mu to zjawił 
A do poznania Boga myśl w nim zaraz sprawił, 
Z trzaskiem się rycerz okrzcił od Ojca świętego. 
Dostał sobie klejnotu z potomstwem takiego. 
Żałując za swój upór, wyznawał swe złości. 

background image

Gdzie potem wielkie skarby, insze majętności, 
Rozdawając jałmużny, budował kościoły, 
Na to wszytki dobra swe rozdzielił na poły” 
(B. Paprocki, Gniazdo cnoty s.49-50). 

Włoski adaptator rycerskich romansów, Andrea da Barberino, piszący w począt-

ku XV w. w swym l’Aspromonte opisał dzieje pewnego bohatera, w których odnaj-

dują się poganin Gierałt, żyjący wśród chrześcijan, jego pobyt w Rzymie i rozdarty 
krzyż. Układ fabuły jest nieco inny. Gherardo da Fratta, czyli francuski Girard de 
Vianne,  wieczny  opozycjonista  wobec  Karola  Wielkiego,  niechętnie  udaje  się  z 
pomocą  Karolowi  walczącemu  z  poganami  pod  Aspromonte.  W  nieuchronnych 
nieporozumieniach  dochodzi  do  walki  Rolanda  z  synowcem  Gierałta.  Gierałt  ob-
serwujący walkę z ogromnym krzyżem w ręku, widząc wygraną Rolanda, rozrywa 
krzyż  i  przechodzi na  stronę  Saracenów,  przyjmując  ich wiarę.  Pokonany  kolejny 
raz przez Karola Wielkiego, zostaje przesłany do Rzymu papieżowi Leonowi, który 
nawraca grzesznika i odsyła uwolnionego do kraju. Sprawa wymaga jeszcze zbada-
nia i uchwycenia wersji pośredniczących między znaną fabułą z XIII w. a zanoto-
waną we Włoszech w początku XV w. W każdym razie prawdopodobnie wytłuma-
czy nam to formę rozdartego krzyża i obecność naszego Gieralta w Rzymie. 

Możliwości badawcze, stworzone przez analizę legend i obrazu herbu, można bę-

dzie poszerzyć przez analizę klejnotów, na co wskazuje głowa Morhołta w klejnocie 
herbu  Ołobok  Staszka  z  Wrocimowic.  Ograniczenia  nakłada  tutaj  niestabilność 
klejnotów  polskich  herbów.  Niektóre  jednak  wcześnie  utrwaliły  klejnot  herbowy. 
Doskonale jest poświadczony od końca XIV w. klejnot Śreniawitów, przedstawiają-
cy dwa rogi bawole z dzwonkami sokolimi lub jabłkami. W poszukiwaniu tak cha-
rakterystycznego  znaku użyteczną  stała  się  opowieść  o  rogu  (Lai  du cor)  Roberta 

Biquet  z  XII  wieku.  Wróżka  Morgana  przesłała  na  dwór  króla  Artura  posłańca  z 
rogiem  ozdobionym  dzwoneczkami,  z którego  dźwięk  mógł  wydobyć  tylko  mąż 
niezdradzany  przez  swą  żonę  lub  kochankę.  Opowieść  ta  należy  do cyklu  podstę-
pów Morgany, zamierzającej skompromitować szwagierkę Ginewrę, jak opowieść o 
przepięknym płaszczu, układającym się tylko na ramionach cnotliwej niewiasty (Le 

mantel  mautaillie), czy  wspaniałym  rogu,  z  którego  napój  rozlewał  się  zawsze  na 

piersi kobiety zdradzającej męża bądź kochanka. 

Zacytowane przykłady wskazują, iż można próbować odczytywać herby polskie, 

a także ich klejnoty, oraz interpretować legendy heraldyczne jako świadectwo boga-
tej w Polsce kultury rycerskiej. Są to badania żmudne dla historyka, lecz rokujące 
ogromne perspektywy badawcze i w konsekwencji zmuszające do gruntownej rewi-
zji naszego wyobrażenia o recepcji kultury i literatury Zachodu w XIII i XIV wieku. 
Takiego prezentu od polskiej heraldyki nikt nie oczekiwał. 


Document Outline