background image

Frid Ingulstad

NADZIEJA

część 4.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kristiania, kwiecień 1905

Elise wlokła się do domu w ciemnościach. Bolało ją wszystko, ale naj-

bardziej okolice podbrzusza. Niewiele widziała przez łzy, z trudem łapała 
oddech,   dławiona   strachem.   Jakaś   ciepła,   wilgotna   i   obrzydliwa   maź 
przykleiła jej majtki i pończochy do skóry. Elise wolała nie zastanawiać się, 
co to może być. Głowa jej pękała, bolały ją ramiona i nogi. Wiła się jak wąż, 
próbowała   go   uderzyć,   ugryzła   go   w   brodę,   walczyła   zaciekle,   ale   bez 
powodzenia. Gdy ten zamaskowany przez ciemności potwór dostał się tam, 
gdzie chciał, przeszył ją gwałtowny ból, jakby jakiś ostry nóż rozciął jej 
pochwę. Krzyknęła i zaczęła wzywać pomocy, ale jej usta zasłoniła brudna 
pięść.

Gdy tylko napastnik skończył, zerwał się na równe nogi i zniknął między 

drzewami,   Elise   zaś   leżała,   jakby   straciła   przytomność.   Nie   miała 
wątpliwości, kto to był, choć zaatakował ją od tyłu i uderzył jej głową o 
ziemię, zanim zdołał obrócić jej ciało. Gwiazdy zawirowały jej przed oczami 
i na chwilę straciła świadomość. Gdy otworzyła oczy, poczuła ostry odór 
alkoholu i jakieś wilgotne, wstrętne wargi, które przylepiły się do jej ust, 
nim zdążyła odwrócić głowę i krzyknąć. Przez chwilę widziała jednak jego 
twarz i była pewna, że to jeden z dwóch mężczyzn, którzy szli z Gustavem 
do miasta.

Elise przypuszczała, że ten człowiek należy do gangu Lorta-Andersa. Gdy 

usłyszał jej imię, od razu zareagował. Na pewno dostał rozkaz, by jej nie 
oszczędzać, jeśli ją gdzieś spotka.

Znów zaszlochała rozpaczliwie i wlokła się dalej, choć nie miała pojęcia, 

gdzie jest. Słyszała nieopodal rzekę, ogromną i spienioną, wiatr przynosił 
wilgotne   powietrze   aż   tutaj.   Na   nowo   ogarnęło   ją   przerażenie.   Czy   on 
naprawdę już sobie poszedł, czy gdzieś się ukrył? Może przeraził się tego, co 
zrobił, i postanowił to ukryć, popełniając jeszcze jedno przestępstwo?

I gdzie jest ten drugi mężczyzna? Też gdzieś niedaleko? Elise starała się 

przyśpieszyć kroku, ale ból jej na to nie pozwolił.

Wyszła wreszcie z zagajnika, ale nie poprawiło jej to samopoczucia. Nocny 

mrok   spowił   już   wszystkie   domy,   z   nielicznych   okien   sączyło   się   nikłe 
światło.   Ludzie   przygotowywali   się   do   snu,   na   dworze   zostali   tylko   ci, 
którzy   stronią   od   dziennego   światła.   W   tej   okolicy   mieszkało   wielu 

background image

żebraków i złodziei, którzy po wielu latach grzesznego życia nie bali się 
zapewne coraz cięższych przestępstw.

Jak mogła wybrać tę drogę, powinna była przewidzieć, że nie zdąży wrócić 

do domu przed zmrokiem.

Gdy zaszło słońce, zrobiło się nagle znacznie chłodniej. Zimne powietrze 

napływające znad  rzeki  mieszało   się  z  przenikliwym  wiatrem z  północy, 
chłód   przedzierał   się   przez   warstwy   jej   ubrań,   a   ta   obrzydliwa   maź   pod 
bielizną zmroziła ją coraz bardziej. Powiewy wiatru wślizgiwały się pod szal 
i pod bluzkę, Elise drżała na całym ciele. Nie była jednak pewna, czy drży z 
powodu wiatru, czy też z powodu tego, co właśnie przeżyła.

Nie chciała nawet myśleć o tym, co się wydarzyło. Nie miała odwagi. Gdy 

tylko prawda wypływała na powierzchnię jej świadomości, Elise odpychała 
ją od siebie. Nie chciała, nie miała siły, nie mała odwagi spojrzeć prawdzie 
prosto w oczy. Na szczęście przeżyła. Mógł ją przecież zabić.

Stopniowo   jednak   docierała   do   niej   prawda.   Co   powie   Johan?   Czy   jej 

uwierzy? A może uzna to za powód potwierdzający plotki, że coś ją łączy z 
Emanuelem?   Jej   ciało   przeszył   gwałtowny   dreszcz.   Wybuchła   płaczem   i 
zakryła usta dłonią, żeby go zagłuszyć. Nie może przecież żyć z taką hańbą. 
Nie jest już nietkniętą narzeczoną Johana, Johan ją znienawidzi, odwróci się 
od niej z odrazą.

Dotarła   już   do   tkalni   płótna   żaglowego,   była   blisko   domu.   Co   powie 

Pederowi   i   Kristianowi?   Na   pewno   niecierpliwią   się,   zastanawiają   się, 
dlaczego tak długo jej nie ma. Mogłaby opowiedzieć o tym Hildzie, ale na 
pewno   nie   chłopcom.   Dość   mają   kłopotów,   wychowują   się   przecież   bez 
ojca, mają matkę w sanatorium. Nie wspominając już o plotkach, które krążą 
na temat Hildy i jej ciąży, o oficerze Armii Zbawienia, który ich faworyzuje 
ku zazdrości innych, i o tym, jak Peder boi się starszych kolegów ze szkoły. 
Nie, Elise nie może dostarczyć im kolejnego powodu do strachu i do wstydu.

Będzie musiała wytrwać z tą wilgotną i odrażającą mazią, póki chłopcy nie 

położą się spać. Dopiero gdy zostanie sama w kuchni, będzie mogła zdjąć te 
wstrętne ubrania, wyszorować się do czysta, wrzucić wszystko do wiadra, 
zalać amoniakiem i prać tak długo, aż znikną wszystkie ślady.

-   Dobry   Boże.   -   Usłyszała   swe   własne   półgłośne   jęknięcie.   Nie   mogła 

pojąć, jak do tego doszło, jak mogła być tak głupia, żeby wybrać tę drogę.

- Ty świnio! - Krzyknęła, wybuchając płaczem. Co za diabelski potwór. 

Zasłużył sobie na piekło. Oby zapadł na suchoty. Oby się poślizgnął i wpadł 
do   wodospadu.   Gdy   Johan   wreszcie   wyjdzie,   powinien   go   zbić   do 

background image

nieprzytomności. Sprawić mu ból podobny choć trochę do tego, który teraz 
czuje Elise.

Wściekłość   przeszła   w   rozpaczliwy   szloch.   Co   w   niej   jest   takiego,   że 

przydarza się jej nieszczęście za nieszczęściem? Gdzie jest Bóg, dlaczego na 
to pozwala? Czyżby nie widział, jak wiele wycierpiała w ciągu minionych 
miesięcy? Czyżby nie wiedział, że opiekuje się matką, pomaga chłopcom, 
dochowuje wierności Johanowi i wspiera Annę? Czyżby nie zauważył, że 
jest porządną dziewczyną, która nie ma żadnych złych zamiarów?

Tyle dziewcząt lekkich obyczajów włóczy się przecież po Vaterlandzie, 

szukając łatwego zarobku, pieniędzy na stroje i rozrywki. Nie brakuje też 
mężczyzn, którzy ciągle przepijają to, z czego powinny żyć ich rodziny. A 
ile jest robotnic podobnych do Agnes, które wabią mężczyzn do łóżka, żeby 
przeżyć kilka upojnych chwil. Bóg nie karze ich za to chorobą i lękiem. Ona 
zaś nie zrobiła nigdy w życiu nic złego, jeśli nie liczyć paru złośliwości w 
stosunku do Agnes, gniewu na panią Evertsen i wściekłości na Hildę, która 
ją od czasu do czasu nachodziła. Nawiedziły ją wprawdzie grzeszne myśli 
wtedy, gdy była zamknięta w komórce z Emanuelem, ale przezwyciężyła to i 
poprosiła Emanuela, by trzymał się od niej z daleka. Dlaczego Bóg pozwolił, 
by stało się coś tak strasznego, skoro nie należała do tych najgorszych?

Dotarła wreszcie do Andersengarden. Otarła oczy rękawem, wyprostowała 

się i bezskutecznie próbowała zagłuszyć bolesne myśli. Zatrzymała się w 
połowie   schodów.   Ból   rozsadzał   jej   podbrzusze,   cierpiała   przy   każdym 
kroku.   Wilgotne,   szorstkie   pończochy   drażniły   jej   skórę.   Piekły   ją   uda. 
Najgorszy jednak był ból wewnętrzny. Przez chwilę chciała obrócić się na 
pięcie, uciec, pobiec na most i zrobić to samo co ojciec. Takie życie jest nie 
do zniesienia.

Ale   na   myśl   o   Pederze,   Kristianie   i   Hildzie   zagryzła   zęby,   wygładziła 

ubranie i poszła dalej. Matka czuje się znacznie lepiej, lecz jeśli się dowie, 
co spotkało jej córkę, może znów podupaść na zdrowiu. I co pocznie Hilda, 
gdy   już   urodzi   i   zostanie   sama   z   noworodkiem,   płaczliwym   Pederem   i 
zamkniętym w sobie Kristianem? Nie, Elise nie mogła ich opuścić.

Zorientowała   się,   że   siedzą   w   kuchni,   nim   dotarła   na   drugie   piętro. 

Spróbowała raz jeszcze opanować się, wzięła głęboki oddech, uniosła brodę 
i przeszła kilka ostatnich metrów pewnym krokiem.

Cała trójka spojrzała na nią, gdy tylko stanęła w drzwiach.

background image

- Nareszcie. - Hilda odetchnęła z ulgą. - Tak długo cię nie było. - W głosie 

dziewczyny słychać było nutę oskarżenia. W tym samym momencie Hilda 
spostrzegła wygląd siostry. - Co się stało?

- Przewróciłam się. Chciałam skrócić sobie drogę i poszłam wschodnim 

brzegiem rzeki. Nagle się ściemniło, poślizgnęłam się i skręciłam nogę.

- Gdzie jest twój szal?
-. Zgubiłam szal, gdy się przewróciłam. Potem nie mogłam go znaleźć. 

Pójdę tam jutro podczas porannej przerwy i poszukam.

Peder   i   Kristian   siedzieli   cicho   i   śledzili   siostrę   wzrokiem.   Peder   ze 

współczuciem, Kristian z pogardą.

- Czemu byłaś taka głupia? Wiesz przecież, jak jest po tamtej stronie.
Elise chciała zagrzać sobie trochę mleka, ale nie miała odwagi odwrócić się 

do nich plecami. Co będzie, jeśli widać plamę na spódnicy?

- Chyba wkrótce powinniście pójść spać? - Spojrzała surowo na braci.
- Spać? Jeszcze nie jest tak późno.
- Jutro idziecie do szkoły. A poza tym i tak się obudzicie, gdy obie z Hildą 

będziemy wychodzić o piątej.

- Jak poszło? - Hilda spojrzała w napięciu na siostrę. - Oddałaś list? Elise 

pokiwała głową. Wydawało jej się, że to było tak dawno, już prawie o tym 
zapomniała.

- Oddałaś list Johanowi? - Oczy Pedera rozbłysły ciekawością.
- Tak. Jakiś miły człowiek w mundurze wziął list i obiecał, że go dostarczy.
- Miły człowiek? Strażnik? - Peder spojrzała na nią ze zdumieniem.
- Może być przecież miły, chociaż ma głupią pracę - wtrąciła Hilda.
- To się Johan ucieszy. - Peder uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Czemu stoisz i się gapisz? - Kristian spojrzał na siostrę badawczo.
- Nie gapię się. Stoję i czekam, aż mnie posłuchacie. Wczoraj położyliście 

się za późno. Zaśpicie, jeśli dziś nie będziecie w łóżkach wcześniej.

Chłopcy podnieśli się z niechęcią.
Gdy tylko chłopcy położyli się spać, Hilda odwróciła się do siostry.
- Powiedz, co się stało - spytała cicho, patrząc na Elise z zaniepokojeniem.
Łzy stanęły w oczach Elise.
- Stało się coś strasznego, gdy wracałam do domu. Zostałam napadnięta.
- Co takiego? - Hilda patrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Usłyszałam, że ktoś za mną idzie, i zaczęłam biec. Nagle ktoś rzucił się 

na mnie. - Elise załkała. - Hilda, nie wolno ci o tym nikomu mówić. Myślę, 
że ... On... On mnie... - Elise nie mogła już dłużej nad sobą panować, opadła 

background image

na  taboret,  położyła  się  na kuchennym stole   i  płacz  zaczął  wstrząsać   jej 
ciałem. Bezgłośny płacz, jakby nie umiała już wydać z siebie dźwięku.

Hilda w pierwszej chwili zamarła bez ruchu, ale potem podeszła do siostry 

i pogłaskała ją niezgrabnie po plecach.

- Nikomu nic nie powiem, Elise. Mogę ci jakoś pomóc? Co... jak...
Elise   przez   pewien   czas   nie   mogła   wykrztusić   nawet   słowa.   Potem 

podniosła się, drżąc od szlochu.

-   Jestem   cała   przemoczona.   -   Dotknęła   dłonią   spódnicy   z   tyłu,   a   gdy 

wyciągnęła rękę przed siebie, były na niej ślady tego, co przeszła, lepka maź 
i krew. Elise wybuchła płaczem i zaczęła zdzierać z siebie ubranie. Hilda 
postawiła na piecu garnek z wodą, znalazła wiadro i amoniak. Gdy woda 
była już ciepła, Hilda wlała ją do miednicy i zaniosła siostrze. Nie padło ani 
jedno słowo.

Gdy Elise rozebrała się już od pasa w dół, zerknęła nerwowo na drzwi do 

pokoju.

- Pilnuj, żeby nie wszedł tu Peder ani Kristian. Hilda pokiwała głową.
- Zazwyczaj od razu zasypiają.
Gdy Elise szorowała swoje ciało gwałtownymi, nerwowymi ruchami, Hilda 

wrzuciła ubranie siostry do wiadra. Elise spojrzała na nią i spostrzegła, że po 
policzkach Hildy płyną łzy i wpadają prosto do wiadra.

- Świnia - łkała dziewczyna. Jej głos podniósł się do krzyku. - Diabelski 

pomiot. Gówniana świnia. Łajdak. Niech go diabli porwą.

- Hilda! - przerwała jej Elise z przerażeniem. - Nie wolno ci tak strasznie 

przeklinać.

Hilda rzuciła jej buntownicze spojrzenie.
- To ty powinnaś go przekląć. Masz powody.
Elise zauważyła, że wybuch wściekłości Hildy stłumił jej własny gniew.
-   Mogłabyś   wejść   do   pokoju   i   przynieść   mi   koszulę   nocną?   Hilda 

wślizgnęła się cichutko do pokoju i wkrótce Elise siedziała przy stole w 
czystej koszuli nocnej, pijąc ciepłe mleko z syropem, podczas gdy jej siostra 
rozwieszała wyprane pończochy i spódnicę nad piecem.

- Cieszę się, że cię mam, Hildo. Dobra z ciebie siostra.
Hilda zarumieniła się, bo nie przywykła do pochwał. Po chwili wahania 

zdobyła się na odwagę, by zapytać:

- Wiesz, kto to był?
Elise zacisnęła usta i pokiwała głową.

background image

- Jestem pewna, że to był jeden z ludzi Lorta-Andersa. Hilda spojrzała na 

nią ze zdumieniem.

- To on nie wie, że jesteś zaręczona z Johanem?
- Wie. To właśnie dlatego. Robią wszystko, żeby się zemścić.
- To Lort-Anders będzie się chciał też zemścić na Johanie? Elise spojrzała 

na siostrę.

- O tym nie pomyślałam. Lort-Anders dostał dwanaście lat, bo miał już na 

sumieniu inne kradzieże. Johan dostał cztery lata, bo zrobił to pierwszy raz. 
Ludzie   Lorta-Andersa   uważają,   że   oboje   z   Johanem   w   pewien   sposób 
zawiniliśmy. Johan dlatego,  że zgubił broszkę,  a ja dlatego,  że dałam ją 
Johanowi, gdy ją znalazłam.

- W takim razie Lort-Anders musi być wściekły na Johana. Elise zadrżała 

ze strachu.

- Na szczęście Johan siedzi w izolatce.
Hilda podeszła do stołu i usiadła. Przez chwilę obie milczały. Elise znów 

zaczęło się zbierać na płacz, nie mogła powstrzymać łez, które płynęły bez 
końca.

- Nie przejmuj się tak, Elise. - Oczy Hildy przepełniał ból. - Nie ty jedna 

przestałaś być dziewicą. Do tej pory byłaś jedną z niewielu nietkniętych.

Elise jeszcze bardziej się rozpłakała. Może właśnie dlatego Johan tak mnie 

kochał, pomyślała. Chciał mieć nietkniętą pannę młodą. Hilda jakby czytała 
jej w myślach.

- Johan na pewno nic nie powie, wie dobrze, jak wygląda życie tu, nad 

rzeką. A poza tym wyjdzie dopiero za cztery lata, do tej pory zdążysz o 
wszystkim zapomnieć. A w każdym razie odsuniesz to od siebie. Jestem 
przekonana, że będzie chciał cię pomścić. Gdy tylko dopadnie tego drania, 
sprawi mu manto. Johan jest silny. Ta świnia będzie go na kolanach błagać o 
pomoc i może już nigdy nie będzie wyglądać tak jak przedtem. A już na 
pewno nie pojawi się tu w Sagene.

Elise słuchała jej tylko jednym uchem. Słowa siostry  nie przyniosły jej 

pocieszenia. Na początku ją także ogarnęła wściekłość, ale gniew już minął. 
Został po nim tylko tępy ból w piersiach.

- Chyba już się położę - mruknęła i podniosła się z trudem. Skrzywiła się z 

bólu. Najgorsze było to, że wciąż czuła tego potwora w środku swego ciała. 
Jak   zdołam   dotrzeć   jutro   do   fabryki   i   udawać,   że   nic   się   nie   stało?   - 
pomyślała. Wszyscy zauważą, że coś jest nie tak.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Elise niewiele spala tej nocy, prześladowały ją wciąż straszne myśli, bolało 

ją całe ciało.

Gdy została w kuchni sama z Pederem i Kristianem, obiecała, że da im po 

dziesięć   ore,   jeśli   po   lekcjach   pójdą   do   zagajnika   poszukać   jej   szala   i 
apaszki. Na myśl o tym, że miałaby tam pójść sama, robiło jej się słabo ze 
strachu. Nie zdobyła się jeszcze na to, by powiedzieć Hildzie, że pożyczyła 
jej najlepszą apaszkę, i bała się ogromnie, że ktoś znajdzie zgubione rzeczy. 
Zarówno wstążka, jak i szal były wiele warte, w każdym razie dla kogoś, 
kogo nie stać na omastę o chleba.

Hilda zaproponowała, że przyjdzie do domu w czasie przerwy obiadowej. 

Ktoś powinien zrobić zakupy, bo w szafce nie było już nic do jedzenia, a 
chłopcy muszą coś przekąsić, gdy przyjdą do domu.

Gdy Elise szła do fabryki i gdy wchodziła do fabrycznej hali, wydawało jej 

się, że wiele dziewcząt patrzy na nią z zaciekawieniem. Tłumaczyła sobie, że 
powodem tych spojrzeń są zapewne plotki na temat jej i Emanuela. Chyba 
nikt, patrząc na nią, nie zorientuje się, co się naprawdę wydarzyło?

Nie   odczuwała   bólu   już   tak   dotkliwie,   w   każdym   razie   nie   w   okolicy 

podbrzusza.   Ale   nieprzyjemny   ucisk   w   piersiach   nie   ustępował.   To   ją 
wystarczająco   przygnębiało.   Poza   tym   miała   obolały   kark   i   ramiona   po 
upadku na twardą ziemię, aż dziw, że nie wyskoczył jej żaden guz ani siniak. 
Zapewne zdążyła instynktownie unieść twarz, upadając.

Dzień wlókł się bez końca. Elise od czasu do czasu robiło się słabo. Oba-

wiała się nawet, że znowu rozkłada ją choroba. A przecież nie mogła sobie 
na   to   pozwolić.   Tym   razem   nadzorca   nie   okazałby   jej   zapewne   tyle 
zrozumienia.

Gdy   dzień   pracy   dobiegł   wreszcie   końca,   podeszła   do   niej   Hilda   i 

zaproponowała, że pójdą razem do domu. Elise często posądzała siostrę o 
egoizm i brak troskliwości, ale w trudnej sytuacji Hilda pokazywała się z 
innej, lepszej strony.

Przeszły już przez most Beierbrua i zmierzały w stronę Andersengarden, 

gdy Hilda nagle powiedziała:

-   Może   będziesz   na   mnie   zła,   Elise,   ale   opowiedziałam   o   wszystkim 

kapitanowi Ringstadowi. Spotkałam go na schodach. Był u Anny.

Elise zatrzymała się gwałtownie.
- Chyba nie mówisz poważnie?

background image

Na twarzy Hildy pojawił się dobrze znany wyraz buntu.
-   Nie   możesz   przejść   nad   tym   do   porządku.   Coś   z   tym   trzeba   zrobić. 

Przecież zostałaś zgwałcona.

- Zrobić coś? Mój Boże, co Emanuel może z tym zrobić? - Poczuła piekący 

rumieniec   na   twarzy.   Co   za   wstyd.   Emanuel   dowiedział   się,   że   została 
zgwałcona.

Emanuel,   który   był   w   niej   zakochany.   Elise   spiorunowała   siostrę 

wzrokiem.

- Nieładnie się zachowałaś. Doniosłaś na mnie. A obiecałaś, że nic nie 

powiesz.

Hilda rzuciła jej gniewne spojrzenie.
-   Nie   doniosłam.   Poprosiłam   o   pomoc.   Ze   względu   na   ciebie.   Elise 

westchnęła zrezygnowana.

-   Ale   co   Emanuel   może   z   tym  zrobić,   Hildo?   Policja   nic   nie   pomoże, 

powiedzą tylko, że sama jestem sobie winna, że go sprowokowałam. Zaczną 
podejrzewać, że jestem taka.

- No właśnie. A Emanuel cię zna i wie, że mówisz prawdę.
Elise znowu westchnęła. Potem odwróciła się i poszły dalej, nie odzywając 

się do siebie nawet słowem.

Dopiero w domu, w kuchni, Elise zwróciła się do siostry.
- I co powiedział?
- Najpierw pobladł jak kreda, potem zacisnął pięści i poczerwieniał. Gdyby 

ten łajdak tam był, to chybaby już nie żył.

- Nic nie powiedział?
- Myślę, że przyjdzie tu dziś wieczorem, żeby z tobą porozmawiać.
- To niemożliwe. Ja tego nie zniosę, Hildo.
- Przyjmij pomoc, Elise. To jedyny przyjaciel, jakiego masz, a przy tym 

człowiek, który poszedłby za tobą w ogień.

-   Nie   dam   rady,   Hildo.   Nie   rozumiesz   tego?   Nie   mogę   rozmawiać   z 

Emanuelem o czymś tak wstydliwym.

- To nie była twoja wina.
- Wiem,  ale i tak się wstydzę. Na samą  myśl, że... że on będzie sobie 

wyobrażał, jak...

- Co się stało, to się nie odstanie. Powiedziałam mu, a on ma czas, żeby to 

sobie przemyśleć. Może ludzie z Armii zdołają wytropić tego drania i oddać 
go w ręce policji. Tobie policja mogłaby nie uwierzyć, ale im uwierzy.

Elise westchnęła z rezygnacją.

background image

- Wierzysz w to? Zapomniałaś, kim jesteśmy? Nie wiesz, że należymy do 

rasy, którą niektórzy chcieliby wysterylizować, żebyśmy nie mieli więcej 
dzieci? Nie jesteśmy tacy sami jak ci, co mieszkają na prawym brzegu. Nie 
liczymy   się.   Nie   mamy   nic   do   powiedzenia.   Jesteśmy   śmieciami,   które 
zamiatają pod dywan, żeby były niewidoczne, choć przecież ze względu na 
nich tutaj jesteśmy. Dzięki nam zarabiają mnóstwo pieniędzy, a tylko ci, 
którzy mają pieniądze, coś znaczą.

Hilda   nic   nie   powiedziała,   raczej   nie   podobało   jej   się   to,   że   Elise 

przypomniała jej o niesprawiedliwości.

Do   mieszkania   wpadli   z   hałasem   chłopcy,   którzy   wrócili   właśnie   znad 

rzeki.  Elise  zauważyła, że jej szal wisi na wieszaku. Wcześniej tego  nie 
spostrzegła, zaabsorbowana rozmową z Hildą.

- Dzięki za pomoc, chłopcy. Trudno było znaleźć ten szal? - Elise wyjęła 

pudełeczko, w którym znów udało jej się odłożyć trochę grosza, i wręczyła 
braciom po dziesięć ore.

- Znaleźliśmy prawie od razu. - Peder mrugnął do niej, Elise zrozumiała 

więc, że znaleźli także apaszkę Hildy i że zgodnie z umową schowali ją od 
razu do szuflady. Uśmiechnęła się do brata z poczuciem ulgi.

- Jestem głodny - zniecierpliwił się Kristian. - Dostaniemy coś do jedzenia?
Elise obróciła się w stronę pieca.
- Zaraz ugotuję owsiankę.
Emanuel przyszedł, gdy chłopcy byli już w łóżkach. Hilda znalazła jakiś 

pretekst, by się wymknąć, i Elise została sama z Emanuelem.

Od razu się zorientowała, jak bardzo przejął się nowiną, którą usłyszał. Był 

blady, miał sińce pod oczami, a w jego pogodnym zazwyczaj spojrzeniu 
czaił się gniew. Elise podała kawową lurę z cukrem i usiadła.

-   Wiem,   że   Hilda   już   ci   to   powiedziała   -   szepnęła,   oblewając   się 

rumieńcem.

Emanuel   pokiwał   głową,   ale   tym   razem   nie   spojrzał   jej   w   oczy.   Elise 

zaczęła się nawet zastanawiać, czy nie poczuł wobec niej pogardy. Po chwili 
kapitan Ringstad pokręcił głową.

- Nie jestem w stanie nawet wyrazić, jak bardzo mnie to wzburzyło. Elise 

milczała, bo nie wiedziała, co powiedzieć. Rozpaczała cały wieczór i całą 
noc, zabrakło jej już łez. Poza tym wstydziła się rozmowy na ten temat.

- Wpadłem w taki gniew, że przestraszyłem się sam siebie  - ciągnął. - 

Gdybym wiedział, kim był ten człowiek, zrobiłbym coś, o czym lepiej nie 
mówić.   Wszystko,   czego   nauczyłem   się   przez   te   dziesięć   lat   w   Armii 

background image

Zbawienia, wyparowało mi nagle z głowy. - Umilkł na chwilę, siedział i 
bawił   się   rąbkiem   ceraty,   wpatrując   się   w   stół.   -   Uczyli   nas   wszystko 
cierpliwie znosić, przebaczać. Starać się patrzeć na sprawę oczami drugiej 
strony,   starać   się   zrozumieć   powody.   Ale   w   tym   wypadku   nie   znajduję 
żadnych okoliczności łagodzących.

Znów   zamilkł,   Elise   widziała,   jak   bardzo   go   to   poruszyło.   W   końcu 

podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy.

-   Jeśli   mi   powiesz,   kto   to   był,   pobiegnę   natychmiast   do   Vaterlandu, 

gdziekolwiek trzeba, i nie poddam się, póki go nie dopadnę.

Elise pokręciła głową.
- I co to da? Moje życie zostało zrujnowane, nie sprawisz, że będzie takie 

jak dawniej. Osiągniesz tylko tyle, że jego towarzysze rzucą się na ciebie i 
zbiją do nieprzytomności. Albo jeszcze gorzej: że zjawi się policja i uzna, że 
to ty jesteś winien. Co na to powie Armia? Jeden z oficerów, przyłapany na 
awanturnictwie i przemocy.

Emanuel wziął głęboki oddech i westchnął.
- Uważasz, że powinien uniknąć kary? - zapytał wzburzonym głosem. - 

Ujść cało?

- Wiem tylko, że nie warto iść na policję. Słyszałam o dziewczętach, które 

to zrobiły. I nikt im nie chciał wierzyć. Ci, którzy nie mieszkają nad rzeką, 
sądzą, że wszyscy tutaj są tacy sami, że wszystkie dziewczęta sprzedają się 
za   pieniądze.   Wiesz   przecież,   że   ulicznice   muszą   chodzić   na   kontrolne 
badania do policyjnego lekarza, żeby nie zarazić swoich klientów, mężczyzn 
z dobrego towarzystwa. Władze popierają te kontrole. Władze zgadzają się 
na to, by dziewczęta się sprzedawały, chociaż wiedzą doskonale, że wszyst-
kie robią to, żeby nie umrzeć z głodu. Wystarczy wziąć przykład Oline. Po-
dwójna moralność każe im odwrócić się ode mnie. A może nawet szydzić ze 
mnie i pogardzać mną w przekonaniu, że zgodziłam się na to, co się stało. 
Nie zniosłabym takiego upokorzenia.

Emanuel spojrzał na nią z rozpaczą.
- Dlaczego nie poprosiłaś, żebym poszedł z tobą? - W jego głosie była nuta 

oskarżenia.   - Mówiłaś,   że się   ich boisz,   że wydaje  ci  się,  że cię  śledzą. 
Obiecywałaś, że będziesz ostrożna.

Elise pokiwała głową, wiedziała, że Emanuel ma rację.
- Nie pomyślałam o tym. - Jej głos był pełen wstydu. - Słońce świeciło, 

teraz długo jest całkiem jasno, nie przyszło mi do głowy, że coś mi się może 
przytrafić, jeśli pójdę do miasta Maridalsveien. Po drodze spotkałam Agnes, 

background image

która   wybierała   się   na   spotkanie   z   przyjaciółkami,   na   Karl   Johan.   I 
poszłyśmy razem.

Umilkła,   by   napić   się   trochę   kawy.   Nie   chciała   opowiadać   dalej,   ale 

zmusiła się do tego.

- Pojawił się jakiś jej przyjaciel w towarzystwie dwóch innych mężczyzn. 

Wydawało mi się, że jednego z nich już gdzieś widziałam, ale nie byłam 
pewna. Postanowiłam, że na wszelki wypadek wrócę do domu inną drogą.

Emanuel spojrzał na nią z przerażeniem.
- Obawiałaś się, że on należy do gangu? Pokiwała głową i spuściła wzrok.
- I mimo to szłaś dalej?
-   Nie   doszłabym   aż   do   Akershus   i   z   powrotem   w   czasie   przerwy 

obiadowej. Poza tym musiałam założyć, że będę trochę czekać. - Zauważyła, 
że   w   jej   głosie   pojawiła   się   buntownicza   nuta.   Łatwo   mu   było   ją 
krytykować, on przecież mógł chodzić wszędzie o każdej porze. Ringstad 
westchnął.

- List był aż tak ważny, że ośmieliłaś się zaryzykować własne życie?
Zacisnęła mocno wargi, nim mu odpowiedziała.
- Rozumiesz  chyba, jak Johan musi cierpieć, gdy słyszy plotki na nasz 

temat.

Nie odpowiedział. Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
Z   czasem   cisza   zaczęła   im   ciążyć.   Elise   znów   nie   mogła   oprzeć   się 

wrażeniu, że Emanuel jest nie tylko poruszony, ale że czuje do niej odrazę w 
związku   z   tym,   co   się   wydarzyło.   Johan   na   pewno   też   tak   zareaguje, 
pomyślała.   Szloch   zaczął   dławić   jej   gardło,   łzy   napłynęły   do   oczu. 
Przełknęła ślinę, zamrugała powiekami, starała się powstrzymać płacz, ale 
nie dała rady. Załkała rozpaczliwie, zadrżały jej ramiona.

Emanuel podniósł się ze stołka i objął ją ramieniem.
- Nie płacz, Elise. Porozmawiam z kimś z Armii, zastanowimy  się, jak 

ukarać tego człowieka. Widziałaś go i wiesz, kto to był.

Elise gwałtownie pokręciła głową.
- I co to da? - szepnęła przez łzy zduszonym głosem. - To nie przekreśli 

tego, co się stało. To tylko podsyci ich nienawiść, staną się jeszcze bardziej 
niebezpieczni.

Emanuel nie odpowiedział. Pomyślał pewnie, że Elise ma rację. Zemsta 

wywoła jeszcze większą nienawiść, pociągnie za sobą kolejne przestępstwa. 
Ringstad wstał i pogłaskał Elise po głowie.

- Udało ci się dostarczyć list? - spytał delikatnie po chwili.

background image

- Tak. Wziął go jakiś człowiek w mundurze. Zachowywał się przyjaźnie.
- Cieszę się, że to słyszę. Nie powinnaś tracić wiary w ludzi, Elise. W 

prawie każdym mieszka dobro. Ja myślę sobie zawsze, że każdy przestępca, 
nawet ten, który wygląda groźnie i strasznie, był kiedyś małym chłopcem, 
który   leżał   w   ramionach   swojej   matki   i   spoglądał   na   świat   niewinnym 
spojrzeniem. Życie ich zmienia. Życie i to, jak sami sobie z nim radzą. Nikt 
nie zmieni tego, z czym przychodzi na świat, ale każdy stoi wobec wyboru. 
Czy chce znosić życie z pokorą i cierpliwością, czy chce odwrócić się do 
niego gniewnie plecami. Elise pokiwała głową.

- Ojciec odwrócił się od życia. Nie poradził sobie z ubóstwem, pozwolił, by 

alkohol zamroczył mu umysł. Był słaby i uciekł stąd pijany.

- Ale ty jesteś silna, Elise. Nie dasz się złamać, nawet jeśli napotkasz same 

przeciwności. Zajęłaś się braćmi, gdy matka zachorowała, poradziłaś sobie z 
szokiem   po   samobójstwie   ojca   i   po   aresztowaniu   twego   ukochanego   za 
kradzież. Z tym też sobie poradzisz.

Jego słowa jej trochę pomogły. Otarła łzy. Udowodni Lortowi-Andersowi i 

jego ludziom, że nie zdołali jej złamać

- Jesteś wspaniałą dziewczyną, Elise - mówił Emanuel ciepłym głosem. - 

Nosisz głowę wysoko. Nie załamujesz się, zagryzasz zęby i postanawiasz, że 
wytrwasz.

Elise wzięła głęboki oddech i wypuściła go powoli.
- Nie mam wyboru. Jestem potrzebna czterem osobom. A niedługo - pięciu. 

Bo choć Hilda bardzo dojrzała po tym, co przeszła, to w dalszym ciągu jest 
dzieckiem. Będę musiała jej pomóc, gdy maleństwo się urodzi. Mama czuje 
się coraz lepiej, może  wróci z sanatorium latem. Wtedy też mnie  będzie 
potrzebowała. No a chłopcy... sam wiesz, jak to z nimi jest.

Przysunął stołek trochę bliżej i znowu usiadł. Położył dłoń na jej ręce i 

zajrzał jej w oczy.

- Twoja siła polega na tym, że myślisz przede wszystkim o innych. Gdybyś 

myślała o sobie, łatwo by ci było się poddać, ale w tej sytuacji nie możesz 
tego zrobić.

-   Dziś   w   nocy   byłam   tego   bardzo   bliska.   -   Zerknęła   na   niego   z   za-

wstydzeniem.

Zmierzył ją spojrzeniem pełnym powagi.
- Nic dziwnego, że przyszło ci to do głowy, skoro byłaś w takim stanie. 

Musiałaś być w wielkiej rozpaczy.

background image

Nic nie powiedziała. Nie musiała mu przecież tłumaczyć, jak to przeżyła. 

Ścisnął jej dłoń.

- Pozwól, żebym ci pomógł. Plotki nie mogą być już gorsze, zapomnijmy o 

nich. Obiecałem Pederowi, że latem zabiorę go na ryby. Obiecałem też, że 
nauczę   was   żelować   podeszwy.  Na   razie   nic   z   tego   nie   wyszło.   Jeśli   ta 
hałastra   zobaczy,   że   często   tu   bywam,   znudzi   się   śledzeniem   każdego 
mojego kroku. Na pewno zauważyli już, że często odwiedzam Annę. Nie 
mogą wiedzieć, na którym piętrze się zatrzymuję.

Jego   słowa   brzmiały   pokrzepiająco.   Elise   zauważyła,   że   zaczyna   się 

odprężać. Hilda miała  rację, mówiąc,  że Emanuel jest jej jedynym przy-
jacielem. Rezygnacja z tej przyjaźni byłaby nie tylko stratą, ale i tchórzo-
stwem. Gang osiągnąłby w ten sposób to, czego chciał, a ona by przegrała. 
Spojrzała na Emanuela i skinęła głową.

- Chciałabym, żebyś był moim przyjacielem, Emanuelu. Od tej pory będę 

się trzymać Beierbrua, a jeśli będę musiała pójść gdzieś dalej, poproszę cię o 
opiekę.   Ale   chyba   nie   grozi   mi   żadne   niebezpieczeństwo   w   drodze   do 
sanatorium, jeśli chodzimy tam całą gromadą?

Emanuel uśmiechnął się z ulgą.
- Nie, nie sądzę. Mógłbym zresztą  kiedyś tam z wami pójść. Siostra  z 

Armii pyta ciągle o twoją matkę i zastanawia się, co u niej słychać.

Elise też się uśmiechnęła i pomyślała od razu, że robi to po raz pierwszy po 

tym, co ją spotkało poprzedniego dnia.

- Mama na pewno się ucieszy. Zawsze rozjaśnia się jej twarz, gdy o tobie 

wspominam.

- Czekam na dzień, w którym twoja twarz się rozjaśni, gdy ktoś wspomni o 

mnie.

Uśmiech zgasł na twarzy Elise. Dziewczyna spuściła wzrok i zmieszała się.
- Myślę, że nie muszę ci wyjaśniać, co czuję.
-   Owszem.   Chciałbym   to   usłyszeć.   Dzień,   w   którym   poprosiłaś,   bym 

trzymał się od ciebie z daleka, był... - Emanuel umilkł. Najwyraźniej nie 
chciał dokończyć zdania.

Elise westchnęła, spojrzała mu w oczy, chciała być szczera.
- Lubię cię, Emanuelu. Jak przyjaciela, jak brata, jak bliźniego. Podziwiam 

cię za dobro, które czynisz, jestem ci głęboko wdzięczna za wszystko, co dla 
nas zrobiłeś. Ale nie możesz zapominać, że jestem zaręczona.

- Nie masz wątpliwości, że chcesz się związać z Johanem? Pomimo tego, 

co się wydarzyło?

background image

Spojrzała mu w oczy.
- Nigdy nie miałam najmniejszych wątpliwości. W moich oczach Johan nie 

jest wcale inny po tym, co się wydarzyło. Zdradziłabym go, gdybym się od 
niego odwróciła, ponieważ przytrafiła mu się taka tragedia.

Nic nie powiedział, tylko patrzył jej w oczy.
- Kochałam Johana od dziecka. Od kiedy zrozumiałam, że nasza przyjaźń 

zmieniła się w coś innego, nie chciałam już nikogo poza nim. Pamiętam, jak 
obie z Agnes oglądałyśmy się za chłopakami, gdy przygotowywałyśmy się 
do konfirmacji, ale ja nigdy nie zakochałam się w żadnym z nich. Może 
należę do tych, którzy mogą pokochać tylko jedną osobę i są jej wierni przez 
całe życie, bez względu na to, co się dzieje.

W jego pięknych oczach pojawił się wyraz bólu.
- Szczęśliwy Johan.
- Przykro mi, Emanuelu. Wolałabym, żebyś nie czuł wobec mnie więcej, 

niż   ja   czuję   wobec   ciebie.   Wówczas   moglibyśmy   być   prawdziwymi 
przyjaciółmi.

- Zapomniałaś o nocy w komórce? Elisa spuściła wzrok.
- Nie.
- Musiałaś też coś czuć. Nic nie powiedziała.
-   Nie   sądzę,   by   ktoś   mógł   przeżyć   to,   co   ja   wtedy   przeżyłem,   bez 

zaangażowania drugiej strony.

Elise zorientowała się, że uczucia, których tak się obawiała, zaczynają nad 

nią panować.

- Sądzę, że pamiętam każde słowo naszej rozmowy. Zanim zasnęliśmy nad 

ranem,   zapytałaś,   czy   wiele   bym   dał,   żeby   uniknąć   tej   nocy,   a   ja 
odpowiedziałem   „nie".   Potem   ja   zadałem   ci   to   samo   pytanie,   a   ty   nie 
odpowiedziałaś. Uznałem, że twoje milczenie oznacza, że czujesz to samo 
co ja.

Policzki Elise zapłonęły.
-   To   była   bardzo   szczególna   sytuacja.   Gdybym   nie   leżała   pod   twoim 

płaszczem, zamarzłabym na śmierć.

-   Na   pewno   powtarzałaś   to   sobie   wiele   razy.   Spojrzała   na   niego   ze 

zdumieniem.

- Zamarzłabym przecież. Pogłaskał ją po policzku.
- Rozumiem doskonale, że w ten sposób można wyjaśnić innym to, co się 

wydarzyło.

background image

- Ale to jest prawda, Emanuelu! - Spojrzała na niego ze wzburzeniem. - 

Zamarzłabym na śmierć.

Zwlekał z odpowiedzią i głaskał ją po policzku.
- Bądź szczera wobec siebie, Elise. Ty też coś czułaś. Wiem, że walczyłaś z 

tym, że nie chciałaś tego, ale jestem pewien, że musiałaś coś czuć. Coś, co 
nie było ani lękiem, ani niechęcią, ani wdzięcznością.

-   Nie   wiem,   o   czym   ty   mówisz.   -   Nie   potrafiła   spojrzeć   mu   w   oczy. 

Uśmiechnął się ze smutkiem.

- Niełatwo przyznać, że ciało jest niedoskonałe, gdy się ma żelazną wolę.
- Mówisz dziwne rzeczy.
- Wtedy też tak powiedziałaś. Powiedziałaś, że serce ci bije szybciej. „W 

takim   razie   musimy   porozmawiać   o   czymś   innym",   powiedziałem. 
„Dlaczego?"   -   zapytałaś,   choć   dobrze   znałaś   odpowiedź.   Bądź   szczera 
wobec siebie, Elise. Chciałaś, żebym o tym mówił, bo to wywoływało w 
twoim ciele słodki dreszcz.

- Teraz jesteś niedobry - rzuciła mu wzburzone spojrzenie.
- Nie, próbuję tylko pomóc ci zdobyć się na szczerość wobec samej siebie. 

Nie sądzę, by ktokolwiek był stworzony, by kochać tylko jedną osobę. Ty 
także nie. Bardzo szlachetnie z twojej strony, że chcesz dochować wierności 
Johanowi, ale obawiam się, że się rozczarujesz. Więźniowie z Akershus nie 
są tymi samymi ludźmi, gdy wychodzą na wolność. Wielu z nich popełnia 
kolejne   przestępstwo   zaraz   po   opuszczeniu   więzienia.   Oni   wpływają   na 
siebie nawzajem, rozmawiają ze sobą w warsztatach i na dziedzińcu, stają 
się niemal braćmi. Pamiętaj, że przez wiele lat widują tylko współwięźniów, 
nie   docierają   do   nich   żadne   inne   impulsy,   zapominają   więc   niemal   o 
zewnętrznym świecie. Jednocześnie podsycają w sobie gorycz i nienawiść 
do   społeczeństwa,   które   ich   odizolowało.   Przekonasz   się,   że   Johan   nie 
będzie tym samym człowiekiem, z którym obiecywałaś dzielić życie.

Elise podniosła się gwałtownie z krzesła.
- Uważam, że źle robisz, mówiąc takie rzeczy. Zwłaszcza w takim dniu.
Emanuel też się podniósł.
- Możliwe, że powinienem poczekać, ale prędzej czy później poczułbym, 

że   muszę   zwrócić   ci   na   to   uwagę.   Marnujesz   sobie   życie,   Elise.   Nie 
zasłużyłaś na to.

- Czy to nie egoizm kazał ci to powiedzieć? - Spojrzała na niego ostro. - 

Najpierw wyjawiasz, że jesteś we mnie zakochany, a po chwili próbujesz 
mnie przekonać, żebym opuściła Johana.

background image

- Rozumiem, że mogłaś odnieść takie wrażenie, i bardzo mi przykro z tego 

powodu. Ale to, co powiedziałem o więźniach z Akershus, powtórzyłbym 
nawet, gdyby mi na tobie nie zależało.

- Nie wierzę. Chcesz tylko zniszczyć wszystko między nami. Spojrzał na 

nią, wyraźnie dotknięty.

- Robię to dla twojego dobra.
- Byłoby dla mnie najlepiej, gdybym wybrała ciebie zamiast Johana, czy to 

chcesz powiedzieć?

Pokręcił głową zrezygnowany.
- Oboje jesteśmy zdenerwowani, jedno słowo pociąga za sobą następne. 

Proponuję, żebyśmy odłożyli tę rozmowę i zapomnieli na razie o wszystkim.

- Nie mogę zapomnieć tego, co powiedziałeś. Westchnął ciężko, obracając 

się w stronę drzwi.

-   W   głębi   serca   wiesz,   że   mam   rację,   ale   potrzebujesz   czasu,   żeby   to 

zaakceptować, przyzwyczaić się do tej myśli.

Elise nie odpowiedziała. Była zła i odetchnęła z ulgą, gdy Emanuel sobie 

poszedł.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

W pralni kipiał kocioł z gotującą się bielizną, a Elise szorowała na tarze 

brudne   chłopięce   spodnie   i   koszule,   rozchlapując   na   wszystkie   strony 
mydliny.   Łamało   ją   w   krzyżu,   dłonie   miała   czerwone   i   spuchnięte,   ale 
wysiłek dobrze jej robił, dzięki pracy zapominała na chwilę o bolesnych 
myślach.

Choć   świeciło   wciąż   popołudniowe   słońce,   w   pralni   panował   półmrok. 

Zapach pleśni wionął od ścian i sufitu. Pani Evertsen prała przed Elise, więc 
pod powałą wciąż kołysała się wilgotna para wodna, a zapach amoniaku 
drażnił nozdrza i oczy.

Zazwyczaj Elise nie lubiła schodzić do ciemnej piwnicy, bo szare cienie 

czaiły się na schodach i w kątach, ale dziś nie przejmowała się szczurami. 
Głowę rozsadzały jej wspomnienia tego, co się wydarzyło w zagajniku, i 
tego, co powiedział Emanuel.

Wciąż   była   zła   na   niego.   Jak   mógł   mówić   takie   rzeczy   o   więźniach   z 

Akershus.   Można   by   przejść   nad   tym   do   porządku   dziennego,   gdyby 
Emanuel się nią nie interesował,  ale w tej sytuacji jego słowa były pro-
stackie.

Ból, który doskwierał Elise, przeminął, ale nie przeminęło wzburzenie ani 

wstyd. Ona będzie napiętnowana do końca życia, a temu draniowi wszystko 
ujdzie płazem. Tak łatwo zranić człowieka na ciele i duszy, nie tracąc nawet 
włosa z głowy. Pewnie śmiali się po tym wszystkim, on i jego towarzysz. 
Może nawet przechwalał się tym, co zrobił. Opowiadał innym, jak ją powalił 
na ziemię, wziął gwałtem, jak ona wiła się, krzyczała i kopała, gdy robił 
swoje. W ten sposób zemścili się również na Johanie. Życie nie będzie już 
takie samo ani dla niej, ani dla niego.

Podwinęła rękawy bluzki jeszcze wyżej, wyżymała jedną sztukę bielizny 

za   drugą   i  wrzucała   je   ze   złością   po   kolei   do   balii.   Potem  ujęła   mocno 
uchwyty i pociągnęła balię po schodach na górę, na podwórze. Nie wyżęła 
prania dokładnie, więc gdy wieszała je na sznurze, woda pociekła jej po 
ramionach za bluzkę. Nim uporała się z rozwieszaniem bielizny, była już 
doszczętnie przemoczona.

Kiedy się odwracała, by odnieść balię do piwnicy, w bramie pojawiła się 

drobna postać. To był Evert. Elise nie była w nastroju do rozmów, nawet z 
Evertem, ale nie miała serca się od niego odwrócić.

Podbiegł do niej natychmiast.

background image

- Elise?
Zatrzymała   się   i   spojrzała   na   chłopca.   Jego   piegowata   twarz   jaśniała 

szczęściem pod wielkim daszkiem czapki. Sweter miał za ciasny, spodnie 
przykrótkie,   kolana   podrapane   i   posiniaczone,   ale   oczy   płonęły   mu   jak 
gwiazdy.

- Wiesz co? Dostałem najlepszą ocenę. Nauczyciel powiedział nawet, że 

jestem najzdolniejszy w klasie.

Wydawało jej się, że gniew i wszystkie bolesne myśli spłynęły z niej z 

wodą. To dzięki niej i Emanuelowi Evert wrócił do szkoły i miał szansę na 
lepsze życie. Elise odstawiła balię, pochyliła się i objęła go ramionami.

-   Tak   się   cieszę,   Evercie.   Tak   strasznie   się   cieszę,   że   masz   szansę 

wykorzystać swoje zdolności. Na pewno zostaniesz kimś wielkim, jak już 
dorośniesz.

Wypuściła   chłopca   z   objęć,   a   on   obrzucił   ją   pełnym   zdumienia   spoj-

rzeniem.

- Kimś wielkim? Elise pokiwała głową.
-   Nie   będziesz   sobie   niszczył   zdrowia   w   fabryce   ani   przesiadywał   z 

pijakami   u   Magdy   na   rogu.   Na   pewno   zostaniesz   urzędnikiem   albo 
nauczycielem...   -   Musiała   się   zastanowić.   -   Albo   pastorem!   -   dorzuciła 
entuzjastycznie.

Evert miał nieco rozczarowaną minę.
- Nie mogę zostać policjantem?
- Oczywiście, to także możliwe - uśmiechnęła się Elise. - Chodź ze mną na 

górę,   uczcimy   tę   twoją   najlepszą   ocenę.   Muszę   tylko   znieść   balię   do 
piwnicy.

- Ja zaniosę. - Chwycił jeden z uchwytów i pociągnął ciężką cynową balię 

przez podwórko do piwnicy, robiąc przy tym wiele hałasu i rumoru.

Elise pobiegła na górę, żeby nastawić owsiankę. Usłyszała głosy i tupanie 

na schodach, a po chwili w kuchni pojawił się Evert z Pederem.

- Elise, wiesz co? Evert zostanie policjantem. A wtedy spierze na kwaśne 

jabłko tego cholernego... - urwał nagle, zagryzł wargę i spojrzał na siostrę z 
przerażeniem. - Tego gnojka, na którego obie z Hildą byłyście takie wściekłe 
- dorzucił łamiącym się głosem.

Elise poczuła, że krew jej odpływa z twarzy, zmroziło  ją aż po czubki 

palców.

- Co wiesz  na  ten temat?  -  zapytała  szeptem.   Peder  spojrzał na  nią  ze 

zrozpaczoną miną.

background image

- Słyszałem, jak rozmawiałyście. Ty i Hilda.
Elise   gorączkowo   próbowała   sobie   przypomnieć,   co   padło   z   ich   ust 

tamtego wieczoru, ale jej się nie udawało.

- Powiedziałaś, że stało się coś okropnego po drodze do domu, a Hilda 

nazwała go łajdakiem - przypomniał jej Peder.

-   Wtedy   on   by   na   pewno   próbował   mnie   zgwałcić   -   powiedział   Evert 

spokojnie.

Jakby   to   była   najbardziej   naturalna   rzecz   na   świecie,   pomyślała 

wstrząśnięta   Elise.   Ukryła   przed   nimi   twarz.   Trzeba   coś   wymyślić,   nie 
można ryzykować, że zaczną opowiadać o tym innym.

- Bił mnie i kopał, bo myślał, że to przeze mnie Johan i Lort-Anders zostali 

złapani - powiedziała tak spokojnie, jak tylko umiała.

- Evert wsadzi go do Tukthuset, jak będzie duży.
- Tylko kobiety siedzą w Tukthuset - wyjaśnił mu Evert. - Ale i tak go 

złapię, Elise - dodał dorosłym głosem.

- Bardzo dobrze, Evert. Potrzebna jest nam policja, która będzie równie 

surowa dla tych, którzy krzywdzą nas, jak dla tych, którzy krzywdzą ludzi 
po drugiej stronie rzeki.

- Chwycę go za kark i nim potrząsnę. A potem tak go spiorę, że zrobi się 

siny. - Evert najwyraźniej wziął sobie do serca to, co mu opowiedział Peder.

- A ja mu poderżnę gardło i strzelę w brzuch! - dodał zachwycony Peder.
Elise nic nie powiedziała. Cieszyła się, że chłopcy chcą ją pomścić, choć 

wiedziała, że to tylko dziecięce gadanie.

Peder spojrzał na nią ze zdziwieniem. Zazwyczaj przerywała mu, gdy tylko 

zaczynał przeklinać.

- Mogę, Elise?
- Siadajcie. Zaraz dostaniecie  owsianki. Czy to nie wspaniale,  że Evert 

dostał taką dobrą ocenę, Peder?

Peder pokiwał głową, ale Elise zauważyła, że się zmieszał. Spojrzała na 

brata badawczo.

- A tobie źle poszło?
Pokiwał głową, nie podnosząc wzroku.
- Musimy zająć się poważniej odrabianiem lekcji, Peder. W przeciwnym 

razie to ty będziesz przesiadywał z pijakami u Magdy, gdy już dorośniesz.

Następnego dnia czekał na nią list, gdy wróciła z fabryki. Serce jej pod-

skoczyło z radości. Johan! Coś w niej zaśpiewało. Podniosła natychmiast 
kopertę z podłogi, ale od razu ogarnęło ją rozczarowanie. To nie było pismo 

background image

Johana.   To   był   list   od   Emanuela,   poznała   to   po   charakterze   pisma   z 
poprzedniego listu.

Schowała pośpiesznie list do kieszeni fartucha. Nie miała siły teraz tego 

czytać. Domyślała się, co jest w tym liście, nie ma znaczenia, czy prosi ją o 
przebaczenie. Nie da się cofnąć tego, co zostało powiedziane.

Wyjęła garnek do mleka z szafki kuchennej i zaczęła gotować owsiankę. 

Wprawdzie nie było ich stać na gotowanie owsianki na mleku codziennie, 
ale Elise czuła, że dziś tego potrzebuje. Zaoszczędzą na czym innym. Już 
dawno   przestali   grzać   w   sypialni,   a   w   kuchni   palili   tylko   wtedy,   gdy 
gotowali.

Wydawali koronę i pięćdziesiąt ore na światło i opał co tydzień, ale teraz, 

gdy tak długo było jasno na dworze, zapalali parafinową lampę tylko na 
chwilę o poranku. Za koronę i pięćdziesiąt ore mogli kupować mleko przez 
parę dni. I rybę.

Hilda miała wrócić dopiero późno wieczorem, bo była w fabryce. Elise nie 

przestawała się dziwić. Że też majster chce się z nią pokazywać teraz, gdy 
brzuch jest już taki duży. Nie boi się, że ktoś to zauważy? Jak się tłumaczy? 
Może mówi, że Hilda jest jego służącą, a może wmawia ludziom,  że są 
rodziną?

Nie zabrał jej jeszcze ze sobą do domu, spotykają się w biurze.
O czym rozmawiają? Co robią? Chyba nie... Elise zrezygnowana pokręciła 

głową. Czy to nie jest niebezpieczne dla dziecka?

Chyba ją kocha na swój sposób. W przeciwnym razie wziąłby sobie inną 

dziewczynę. Inną prządkę, która jest taka młoda, niewinna i czysta, jaka była 
Hilda przez kilkoma miesiącami... Ale majster trzymał się Hildy, był dla niej 
miły, chwalił ją, obdarowywał...

Całe szczęście, że chłopcy znaleźli apaszkę. Elise postanowiła, że już nigdy 

nie   będzie   tak   głupia,   żeby   pożyczać   coś   od   Hildy   bez   pytania.   Gdyby 
chłopcy odmówili, nie miałaby kogo poprosić o pomoc. Sama nie zdobyłaby 
się na odwagę, żeby tam pójść, Hilda nie mogłaby jej towarzyszyć, bo była 
już tak ociężała, że dostawała zadyszki, wchodząc po schodach na drugie 
piętro. Nikomu innemu nie mogłaby zaufać, skoro po raz kolejny odwróciła 
się od Emanuela.

Wówczas przypomniała   sobie  o  liście.   Wyjęła  go  z  kieszeni,   rozerwała 

kopertę i zaczęła czytać.

Droga Elise!

background image

Nie proszę Cię o przebaczenie, bo uważam, że dobrze zrobiłem, mówiąc to, 

co powiedziałem. Chcę Cię tylko poinformować, że rozmawiałem właśnie z 
jednym   z   oficerów   Armii,   który   wczoraj   odwiedzał   więźniów. 
Opowiedziałem mu o tym, co Ci się przytrafiło, prosząc, żeby miał uszy i 
oczy otwarte. Rozmawiał też z jednym ze strażników  i dowiedział się o 
czymś, co mnie zdumiewa. Ten Lort-Anders, jak go nazywacie, nie może 
być wrogiem twoim i Johana z powodu broszki. On i Johan są raczej do-
brymi przyjaciółmi i grypsują do siebie nawzajem.  To jest zakazane, ale 
zostali przyłapani na gorącym uczynku. Strażnik przeczytał te listy. Odniósł 
wrażenie, że tamten bardzo imponuje Johanowi. I na pewno nie ma mowy o 
jakiejkolwiek wrogości między nimi.

Dlatego to, co się wydarzyło w niedzielę wieczorem, na pewno nie miało 

nic wspólnego z broszka. Myślę, że powinnaś potraktować to jako dowód na 
to, do jakiego środowiska należy Johan. Moim zdaniem jesteś zbyt dobra, 
żeby   się   zadawać   z   takimi   ludźmi.   Spróbuj   spojrzeć   na   mnie   jak   na 
przyjaciela, który stara się ci pomóc, a nie jak na łotra, który chce komuś 
ukraść narzeczoną.

Pozdrawiam Cię Emanuel
Elise złożyła kartkę i wsunęła ją do koperty, spoglądając przed siebie w 

zamyśleniu. Emanuel ma rację. Dziwne, że przyjaciele Lorta-Andersa chcieli 
ją skrzywdzić, skoro wiedzieli, że jest zaręczona z Johanem i że Lort-Anders 
przyjaźni  się   z   Johanem.   Wprawdzie  obwiniali   ją  o   to,   że  Johan   i  Lort-
Anders   zostali   złapani,   ale...   Elise   przypomniała   sobie   nienawistne 
spojrzenie   tego,   którego   spotkała   pod   sklepem   Magdy.   I   słowa   tego 
drugiego, którego spotkała tego wieczoru, gdy schodziła z Emanuelem ze 
wzgórza   Aker:   „Wszystko   przez   tę   broszkę.   Nie   mogłaś   jej   schować,   ty 
gówniaro?"

Ale właściwie co to ma do rzeczy? Johan nie jest przecież winien temu, że 

Lort-Anders   ma   niewłaściwych   przyjaciół.   Gdyby   wiedział,   co   się   stało, 
wpadłby we wściekłość, odwrócił się od tamtych i postanowił wziąć się za 
nich, gdy już wyjdzie z więzienia.

Elise usłyszała głosy chłopców na schodach i pośpiesznie schowała kopertę 

do kieszeni fartucha.

Następnego   wieczoru   zajrzała   do   Anny.   Nie   była   tam   od   czasu   swego 

wypadku,   w   obawie,   by   Anna   niczego   nie   zauważyła.   Ciążyła   jej   także 
świadomość, że Emanuel jest w niej zakochany, bo wiedziała, co Anna czuje 

background image

wobec   niego.   Życie   już   przedtem   było   niełatwe,   nie   powinni   go   sobie 
jeszcze bardziej utrudniać.

Okno było otwarte, do sypialni napływało ciepłe powietrze. Słychać było 

szum wodospadu. Ciepły  wietrzyk przynosił znad rzeki zapach wilgotnej 
ziemi i rosnących gwałtownie roślin.

Anna   odzyskała   humor,   jej   piękne   oczy   lśniły,   na   bladych   policzkach 

pojawiły się ślady rumieńców.

- Witaj, Elise. Jak milo cię widzieć. Cieszyłam się na rozmowę z tobą. 

Elise usiadła na brzegu łóżka i czekała, co powie Anna.

- Rozmówiłam się z Emanuelem i teraz jestem już w stanie spojrzeć na 

wszystko tak, jak mi radziłaś. Wiedziałaś, że on ma kogoś?

- Nie - odparła zdumiona Elise.
- Jest bardzo zakochany w innej, ale na razie nie może się ożenić. Musi 

albo zrezygnować z członkostwa w Armii, albo przekonać ją, żeby wstąpiła 
do Armii. A więc nie chodzi o żadną siostrę z Armii. Słuchałam tego z 
wielkim bólem, ale powiedział też, że kocha mnie jak siostrę i nigdy mnie 
nie zawiedzie.

Wiele kosztowało Elise, by się nie zdradzić. Czy to o niej mówił Emanuel?
Jeśli tak, to były to najbardziej odważne słowa, jakie słyszała. Jeśli zaś 

chodziło o inną kobietę, to jak mógł wyznawać jej miłość? Elise zakasłała.

- Pytałaś, kto to jest?
- To nie ma znaczenia, i tak jej nie znam - pokręciła głową Anna. - Ale 

strasznie jej zazdroszczę.

- Wcale nie wiadomo, czy ona go chce. Skoro on nie jest pewien, czy chce 

skończyć z Armią Zbawienia, czy nie.

Anna uśmiechnęła się ze smutkiem.
- W takim razie musi być strasznie głupia. - Anna potrząsnęła głową, jakby 

chciała pozbyć się ciężkich myśli. - Opowiedz, co u ciebie. Peder był tu i 
mówił, że cię uderzyłaś. Powiedział, że ktoś cię gonił. Czy to prawda?

Elise nie potrafiła spojrzeć jej w oczy.
- Tak Przyjaciele Lorta-Andersa uważają, że to przeze mnie złapali Johana 

i   Lorta-Andersa.   W   niedzielę   wieczorem   wybrałam   się   do   Akershus   z 
nadzieją, że uda mi się doręczyć list Johanowi, i po drodze spotkałam kilku z 
tych ludzi. W drodze powrotnej miałam wrażenie, że któryś z nich mnie 
goni. Przestraszyłam się i przyśpieszyłam. I wtedy upadłam.

-   Próbują   cię   tylko   nastraszyć.   Na   pewno   nic   ci   nie   zrobią.   Elise   nie 

odpowiedziała.

background image

- Spotkałam bardzo miłego strażnika - powiedziała. - Obawiałam się, że nie 

zechce wziąć listu dla Johana, ale pomyliłam się.

- Może ja też mogę do niego napisać?
-   Na   pewno.   Najtrudniej   jest   tam   dotrzeć.   Nie   zdążę   pójść   tam   i   z 

powrotem   w   czasie   przerwy   obiadowej.   Może   mogłabyś   poprosić 
Emanuela?

Anna pokiwała głową.
- On to na pewno zrobi dla mnie. - Zawahała się przez chwilę, po czym 

powiedziała z pewnym zakłopotaniem: - Widujesz się ostatnio z Agnes?

- Nie widziałam jej przez jakiś czas. Dlaczego pytasz?
- Emanuel wspomina o niej od czasu do czasu. Zastanawiałam się nawet, 

czy to nie w niej się zakochał.

- Nie sądzę. Ona nie jest w jego typie. Anna odetchnęła z ulgą i roześmiała 

się.

- No tak, zgadzam się z tobą.
Otworzyły się drzwi do sypialni i pani Thoresen wsunęła głowę do środka.
-   Peder   właśnie   przyszedł,   Elise.   Jakiś   człowiek   pyta   o   ciebie.   Elise 

obróciła się, zaskoczona.

- Tutaj?
-   Nie,   wszedł   na   górę.   Peder   mówi,   że   go   nie   zna.   Elise   szybko   się 

podniosła.

To   nie   może   być   niebezpieczny   człowiek,   skoro   przyszedł   do   domu, 

myślała, wbiegając na drugie piętro. Mimo to była niespokojna.

Chłopcy wpuścili go do domu, więc stał teraz na środku kuchni. Rosły, 

potężny   mężczyzna   z   czarnym   wąsikiem   i   prawie   łysą   głową.   Nie 
przypominała sobie, by go już kiedyś widziała.

- Elise Lovlien? - zapytał niskim głosem. Skinęła głową.
- Przyniosłem wiadomość dla ciebie. - Wsunął dłoń do kieszeni i podał jej 

zwiniętą karteczkę. Elise chwyciła liścik. Peder i Kristian stali cichutko i 
przyglądali się gościowi z zaciekawieniem.

Gdy rozprostowała karteczkę, rozpoznała od razu charakter pisma Johana. 

Nie miała ochoty czytać listu przy wszystkich i już chciała złożyć karteczkę 
z powrotem, gdy nieznajomy powiedział:

- Czytaj. On czeka na odpowiedź.
Spojrzała na niego nieco zmieszana, nie podobał jej się ani ten człowiek, 

ani   jego   rozkazujący   ton.   Czyżby   on   miał   coś  wspólnego   z   tym,   co   się 

background image

zdarzyło w niedzielę? Zaczęło jej się zbierać na wymioty. Zrobiła jednak, co 
jej kazał.

Elise!
Z wielu różnych źródeł słyszałem o tobie i o tym Emanuelu Ringstadzie. 

Czy to prawda? Odpowiedz mi.

Johan.
Nie napisał „kochana Elise" ani „Twój Johan". Nie podziękował za list. 

Tylko   kilka   krótkich   słów,   które   tchnęły   podejrzeniami.   Poczuła,   że 
rumieniec oblewa jej policzki, a po chwili zrobiło jej się słabo. Podniosła 
wzrok i spojrzała w oczy nieznajomemu.

- Możesz dostarczyć mu odpowiedź?
Mężczyzna zachichotał. Uderzył w nią zapach tytoniu i alkoholu.
- Dostarczyć to nie najlepsze słowo. - Potem kiwnął głową. - Pośpiesz się.
Elise pobiegła do sypialni i wyjęła swoją papeterię oraz ołówek. Potem 

napisała, stojąc przy komodzie.

Drogi Johanie!
To, co słyszałeś, to wierutne kłamstwa. Kocham ciebie i nikogo innego. 

Czy nie dostałeś mojego listu?

Twoja Elise
Złożyła kartkę, wsunęła ją do koperty, a kopertę zakleiła. Potem napisała 

nazwisko Johana wielkimi literami i wróciła do kuchni.

Mężczyzna stał dokładnie w tym samym miejscu, ani on, ani chłopcy nie 

odezwali się nawet słowem. Niemal wyrwał jej list i obrócił się w stronę 
drzwi.

Elise czuła wielką niechęć wobec tego człowieka, ale nie zamierzała go od 

razu wypuścić.

-   Znasz   kogoś   w   więzieniu?   Masz   możliwość   rozmowy   z   Johanem? 

Obrócił twarz w stronę Elise.

- Czemu pytasz?
- Powiedz mu, że to nie jest prawda. Powiedz, że przyrzekam czekać, aż 

Johan wyjdzie z więzienia. I że o niczym innym nie myślę.

- Tak mu powiem, mała.
Wydawało jej się, że się uśmiechnął. Uważał ją pewnie za idiotkę. Dopiero 

gdy usłyszeli jego ciężkie kroki na samym dole, ośmielili się otworzyć usta. 
Pierwszy odezwał się Kristian:

- Piekielny gbur.
Zaskoczona Elise obróciła się do brata.

background image

- Dlaczego tak mówisz?
- Widziałaś jego oczy? To był bandyta.
- Tego nie można poznać po wyglądzie. Moim zdaniem wyglądał tak samo 

jak większość mężczyzn, był tylko trochę potężniejszy.

- Właśnie - Kristian ze złością spojrzał siostrze w oczy. - Jak myślisz, skąd 

on ma pieniądze?

- Domyślam się, że jest łotrem, Kristian, inaczej nie zdołałby przemycić 

informacji dla Johana do więzienia. Ale nikt inny nie może mi pomóc, więc 
muszę być wdzięczna, że są tacy jak on. Nie zrobił nam nic złego, a poza 
tym przyniósł list od Johana.

- Chyba się nie ucieszyłaś z tego listu. Elise westchnęła ciężko.
-   Ktoś   powtórzył   Johanowi   te   złośliwe   plotki   o   mnie   i   Emanuelu 

Ringstadzie. Napisałam mu, że to kłamstwa.

Gdy   położyła   się   do   łóżka   tego   wieczoru,   długo   leżała   i   rozmyślała. 

Dziwne, że Johan napisał coś takiego po przeczytaniu jej listu. To znaczy, że 
nie uwierzył nawet jednemu jej słowu. Ten strażnik w mundurze na pewno 
dostarczył mu list, wydawał się taki godny zaufania, niemożliwe, żeby nie 
oddał koperty Johanowi. Choć z drugiej strony, jeśli wolno przekazywać 
listy więźniom, to dlaczego przyjaciele Lorta-Andersa muszą je przemycać z 
więzienia i do więzienia?

Myśl o tym, że Johan podejrzewa ją o niewierność, sprawiała jej wielki ból. 

Co   zrobić,   żeby   jej   uwierzył?   Podejrzenia   niszczyły   wszystkie   piękne 
chwile, które razem przeżyli. Elise nie potrafiła zrozumieć, jak Johan mógł 
dać wiarę tym plotkom, skoro znał ją tak dobrze i wiedział, że nie jest taka 
sama jak tamte.

W więzieniu w Akershus Johan leżał na twardej pryczy w celi i wpatrywał 

się w niewielkie zakratowane okno. Ciemne niebo słabo rozświetlał księżyc. 
Na dworze słychać było ujadanie psów, trzasnęły jakieś drzwi, któryś ze 
strażników rzucił jakieś ostre słowo. I zapanowała cisza. Było tak cicho, że 
słyszał bicie własnego serca. Mocne uderzenia, które odzwierciedlały jego 
wielkie wzburzenie.

Pomyśleć, że Elise też jest taka, nigdy by tego nie przypuścił. Do tej pory 

nie mógł w to uwierzyć. Jak mogła zmienić się tak bardzo w tak krótkim 
czasie? Elise, która zawsze była taka porządna, wierna i oddana. Nigdy nie 
zauważył, żeby oglądała się za innymi chłopakami. Wierzył jej na słowo, 
gdy twierdziła, że w jej życiu nie było nigdy żadnego mężczyzny. Johan 
wprawdzie,   siedząc   w   więzieniu,   często   myślał,   że   nie   będzie   łatwo   tak 

background image

słodkiej i atrakcyjnej dziewczynie jak ona. Wierzył jednak w jej siłę woli i 
charakteru.

A wystarczyło parę miesięcy, żeby tak się zmieniła... Zacisnął zęby tak, że 

rozbolała go szczęka.

Po raz kolejny powtórzył słowa, które przeczytał w jej liściku:
Johanie!
To, co słyszałeś, to nie są kłamstwa. Kocham innego. Czy nie dostałeś 

mojego listu?

Elise
Nie napisała nawet „drogi Johanie", tylko kilka zdawkowych, chłodnych 

słów.   I  o  jakim  liście   ona   mówi?   Nie   dostał   żadnego  listu,   tylko  krótką 
notatkę, w której pytała, czy jest niewinny. Jakby było o co pytać.

Gdyby Vimsen  nie zdołał przemycić wczoraj listu,  Johan wciąż miałby 

nadzieję. Że też mógł być aż tak głupi. Teraz już wie, że musi o niej za-
pomnieć. Zacisnął pięści tak, że paznokcie wbiły mu się w skórę. Niech 
diabli   porwą  kobiety! Niech  piekło  pochłonie  wszystkie  dziewczęta.  Czy 
nikomu nie można zaufać?

Przez jego głowę przemknęły obrazy z przeszłości; Elise i on nad rzeką 

latem w zeszłym roku; Elise na jego kolanach, w kuchni. Jak mógł się tak 
pomylić? Czy wszystkie dziewczęta są takie?

Obrócił   się   gwałtownie   na   pryczy.   Nigdy   więcej   nie   zaufa   żadnej 

dziewczynie.

Zaświtała   mu   nowa,   zaskakująca   myśl:   co   za   dziwna   historia   z   tym 

Lortem-Andersem...   Johan   był   przekonany,   że   Lorf-Anders   uważa   go   za 
winnego i obmyśla zemstę. I nagle tamten całkiem zmienił front. Uśmiechał 
się do Johana podczas spacerów, kiwał do niego głową, szeptał, gdy nikt ich 
nie mógł usłyszeć. Wprost nie do wiary.

To przynajmniej jakaś pociecha w nieszczęściu. Nie ma już narzeczonej, 

ale ma przynajmniej przyjaciół.

Kiepska to pociecha, pomyślał, z trudem przełykając ślinę.
- Jak mogłaś, Elise...

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Tydzień   później,   gdy   Elise   wracała   wieczorem   do   domu   z   fabryki, 

spostrzegła tego samego rosłego mężczyznę. Stał przed Andersengarden i 
zachowywał się tak, jakby na nią czekał.

Serce   zabiło   jej   szybciej,   gdy   tylko   go   zauważyła.   Choć   Kristian   ma 

zapewne rację, twierdząc, że lepiej mu nie ufać. Elise nienawidziła całego 
tego gangu, miała jednak nadzieję, że nieznajomy przynosi wiadomość od 
Johana.

Gdy   się   do   niego   zbliżała,   napięcie   rosło.   Nim   zdążyła   podejść   blisko, 

zawołała niecierpliwie:

- Udało ci się dostarczyć list? Kiwnął głową.
- Mam następny. - Sięgnął do kieszeni i wyjął zwiniętą kartkę. Elise wzięła 

liścik z uśmiechem.

-   Dziękuję.   Nie   mogłam   się   doczekać.   Pokiwał  głową,   splunął   i  ruszył 

dalej.

- Jeśli ktoś z was będzie blisko Johana, to pozdrówcie go ode mnie! - 

zawołała.

Szedł przed siebie i nawet się nie odwrócił.
Hilda   i  chłopcy   byli  już   w  domu,   Elise   przywitała   się   z   nimi   krótko   i 

pobiegła   do   sypialni,   żeby   przeczytać   list   w   spokoju.   Johan   na   pewno 
zrozumiał już, że plotki są całkiem nieprawdziwe. Pełna napięcia rozwinęła 
karteczkę i przeczytała:

Elise!
I tak nic by z tego nie było. Zrywam zaręczyny.
Johan
Elise wpatrywała się w karteczkę, czując, że serce w niej zamarło. Johan 

zerwał zaręczyny. Nie chce, żeby Elise na niego czekała! Łzy stanęły jej w 
oczach,  coś  ją ścisnęło  w gardle.   Rzuciła   się  na łóżko i ukryła twarz  w 
poduszce. Płakała, póki starczyło jej łez.

Gdy się obróciła, spostrzegła drobną postać, stojącą nieruchomo koło jej 

łóżka. Wyciągnęła rękę, chwyciła go za ramię i przyciągnęła do siebie.

- Nie przejmuj się, Peder. Nie będę już płakać.
- Dlaczego płaczesz, Elise?
- Bo Johan zerwał zaręczyny.
Zapadła cisza. Elise zaczęła się zastanawiać, czy Peder nie płacze, gdy jego 

głos, pełen niepokoju, przerwał ciszę:

background image

- Masz przecież pana Ringstada, Elise...
- Myślałam, że lubisz Johana, Peder. - We własnym głosie usłyszała nutę 

oskarżenia.

-   Lubię.   Ale   oficer   powiedział,   że   latem   zabierze   mnie   na   ryby   nad 

Brekkedammen.

Elise pogłaskała go po rozwichrzonej grzywce.
- Cieszę się.
- Czy ty też nie mogłabyś go trochę pokochać, Elise?
- Nie, nie w ten sposób. Lubię go jak przyjaciela, ale nie czuję do niego 

tego co do Johana.

- To dziwne... - Ułożył się wygodniej na jej ramieniu. - Może trzeba się 

pomodlić, Elise? Może Bóg sprawi, że Johan znów cię pokocha?

-   Nie   sądzę,   Peder.   Johan   podjął   decyzję.   Może   chce   być   wolny,   gdy 

wyjdzie z więzienia. Może uważa, że nasza miłość nie przetrwa czterech lat.

- A ja cię kocham już od ośmiu lat. I nic się nie stało z miłością przez te 

wszystkie lata.

Elise przygryzła wargę, żeby się nie rozpłakać.
- Nie potrzebuję Johana, skoro mam ciebie, mój mały braciszku.
- Ale nie wiem, czy będę się mógł z tobą ożenić. Wiesz, jestem trochę 

zakochany w Martę ze szkoły.

- Myślę, że jestem trochę za stara dla ciebie. A poza tym jesteś moim 

bratem, a siostra i brat nie mogą się żenić, mogą za to bardzo, bardzo się 
kochać.   Ale   teraz   musimy   już   iść   do   kuchni,   Peder.   Hilda   i   Kristian 
zastanawiają się na pewno, co się z nami stało.

Następnego dnia Elise z niechęcią wybrała się na dół, do Anny i do pani 

Thoresen, żeby im zanieść smutną nowinę. Zastanawiała się, jak to przyjmą. 
Czy pani Thoresen uzna, że to jej wina?

Pani Thoresen myła podłogę w kuchni. Szoruje i szoruje, pomyślała Elise, 

zawsze   pachnie   tu   szarym   mydłem   i   amoniakiem.   Teraz,   gdy   zabrakło 
Johana,   nie   brudzi   tu   nikt   poza   nią.   Mogłaby   przecież   poświęcić   więcej 
czasu na rozmowy z Anną. Karaluchów i pluskiew i tak się nie pozbędzie, 
choćby nawet przez cały czas szorowała tę podłogę.

- Idź prosto do Anny, Elise. Muszę pozbyć się tego brudu.
- Pani Thoresen? - szepnęła Elise z wahaniem.
Pani Thoresen obróciła ku niej zaczerwienioną twarz. Elise zauważyła, że 

bardzo się postarzała, zmarszczki były coraz bardziej widoczne, włosy siwe i 

background image

przerzedzone. Niełatwo zajmować się kaleką córką i pracować codziennie 
dwanaście albo czternaście godzin w fabryce.

- Coś się stało?
-   Mam   dla   pani   smutną   nowinę.   Johan   zerwał   zaręczyny.   -   Głos   Elise 

zadrżał. Z trudem dobywała słowa.

Pani Thoresen wyprostowała się i popatrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Johan? Skąd wiesz?
- Dostałam od niego list.
- Ale dlaczego... - W tej samej chwili przymrużyła oczy i spojrzała na Elise 

podejrzliwie. - Z powodu tego oficera?

Elise pokręciła głową.
- Nie wiem. Słyszałam, że ktoś mu na mnie naplotkował, ale napisałam mu, 

że   to   wierutne   kłamstwa.   Nie   obchodzi   mnie   żaden   inny.   -   Głos   jej   się 
załamał, zamrugała, żeby powstrzymać łzy.

Pani Thoresen nie dała się przekonać.
- Nie wiem, o co chodzi temu człowiekowi. Ciągle tu przychodzi, jakby 

zależało mu na tobie albo na Annie. Czego on chce? Czy nie powinien się 
zajmować całą okolicą? Mało tu biednych ludzi?

-   Myślałam,   że   się   pani   cieszy,   że   on   pomaga   Annie.   Pani   Thoresen 

wzruszyła ramionami i zacisnęła wargi.

- Czyja wiem. Lepiej by było, gdyby jej nie zawracał w głowie. Oczy jej 

się zaczęły błyszczeć, wiesz, co to znaczy. - Pani Thoresen opadły ramiona. - 
Anna bardzo się zmartwi. Wejdź i sama jej o tym powiedz, Elise.

Elise pokiwała głową. Kolana się pod nią ugięły. Niewiele spała tej nocy.
Anna   rozpromieniła   się   jak   zwykle   na   widok   przyjaciółki.   Nagle   jej 

uśmiech przygasł.

- Coś się stało, Elise?
Elise skinęła głową i podeszła do łóżka.
- Johan zerwał zaręczyny.
- To nieprawda! - Anna wpatrywała się w przyjaciółkę, kręcąc głową z 

niedowierzaniem.

- Dostałam list od niego. - Wyjęła zwiniętą karteczkę z kieszeni fartucha, 

rozłożyła ją drżącymi rękami i pokazała Annie.

Anna przeczytała szybko wiadomość. Zmarszczyła czoło i pokręciła głową.
- Nic nie rozumiem. Nawet jeśli to prawda, Johan nigdy by tego nie napisał 

w tak bezwzględny sposób.

background image

- Przyjaciele Lorta-Andersa donieśli mu o Emanuelu i o mnie, opowiedzieli 

o tej nocy w komórce i o tym, że Emanuel wyszedł stąd późno w nocy, 
wtedy gdy zniknął Peder. Nic nie pomogły moje wyjaśnienia, wygląda na to, 
że tamci chcieli mnie oczernić, żeby nas rozdzielić. Napisałam Johanowi, że 
kocham tylko jego i że będę na niego czekała. - Jej głos był cichy i cienki, 
jakby za chwilę miała się rozpłakać.

- Może nie dostał twoich listów?
-   Wiem   na   pewno,   że   dostał   ostatnią   wiadomość,   bo   wkrótce   nadeszła 

odpowiedź. - Elise musiała odchrząknąć.

- W takim razie musi być bardzo nieszczęśliwy, skoro postanowił uwierzyć 

im,   a   nie   tobie.   Nie   poddawaj   się,   Elise.   Johanowi   jest   tam   bardzo   źle. 
Jestem pewna, że wcale nie chciał powiedzieć tego, co napisał.

Może myśli, że będzie najlepiej dla ciebie, jeśli ze sobą zerwiecie. Może 

zrobił to ze względu na ciebie.

Elise spojrzała na nią w zamyśleniu.
- Ja też o tym pomyślałam, ale co to za różnica, skoro on nie chce mieć ze 

mną nic wspólnego? - Głos jej się załamał.

- Napisz do niego. Znam Johana. Nie sądzę, by chciał cię stracić. Musi być 

całkiem zrozpaczony, jeśli napisał coś takiego.

Nagle twarz jej się rozjaśniła.
-   Sama   do   niego   napiszę   i   poproszę   Emanuela,   żeby   zaniósł   ten   list. 

Poświadczę, że nie ma nic między tobą a Emanuelem.

Elise poczuła ukłucie w sercu. Anna nie miała pojęcia, że Ringstad ma 

zupełnie inny pogląd na tę sprawę, a Elise nie mogła jej tego powiedzieć.

- Byłoby wspaniale - mruknęła.
O   tylu   sprawach   Anna   nic   nie   wie,   tak   bardzo   ją   trzeba   oszczędzać, 

pomyślała Elise, sadowiąc się na brzegu łóżka.

- Może Emanuel zdoła wynieść cię na dwór, jak się zrobi cieplej, Anno. 

Nie jest wprawdzie taki wysoki i silny jak Johan, ale powinien dać radę. Nie 
ważysz za wiele, a poza tym ja mogę mu pomóc.

Anna spojrzała na nią pełnym tęsknoty wzrokiem.
-   Och,   byłoby   cudownie!   Mogłabym   usiąść   pod   drzewem,   posłuchać 

śpiewu   ptaków,   popatrzeć,   jak   się   bawią   dzieci.   Albo   patrzeć   na   rzekę, 
mogłabym całymi godzinami obserwować ruch wody.

- Może nie będziesz wcale długo czekać. Dziś jest całkiem ciepło, śnieg już 

stopniał, na drzewach jest pełno pąków. Widziałam dwie dziewczynki, które 

background image

zbierały   białe   zawilce   na   pastwiskach,   W   niedzielę   wybieram   się   do 
sanatorium, może znajdę po drodze trochę kwiatków dla ciebie.

- Masz czas, żeby mi trochę poczytać? - uśmiechnęła się Anna. - Chociaż 

jesteś taka smutna?

- Oczywiście. - Elise wzięła książkę leżącą na krześle koło łóżka, wyjęła 

zakładkę i zaczęła czytać.

Następnego dnia, gdy Elise szła do domu w czasie przerwy obiadowej, 

spostrzegła Agnes, która stała pod fabryką, jakby na kogoś czekała. Gdy 
tylko spostrzegła przyjaciółkę, natychmiast do niej ruszyła.

- Elise, muszę z tobą porozmawiać.
- Wybieram się do domu.
- Pójdę z tobą. Pomogę ci obierać ziemniaki.
Przyśpieszyły   kroku.   Słońce   świeciło   wysoko   na   niebie,   śpiewał   kos, 

szumiała rzeka spływająca falami do wodospadu.

- Czy nie jest cudownie? - powiedziała Agnes radośnie.
Dlaczego jest taka szczęśliwa, skoro nie udało jej się zdobyć Emanuela? - 

zaczęła się zastanawiać Elise. Sama bez przerwy myślała o Johanie i zbierało 
jej się na płacz, gdy się tego najmniej spodziewała.

- Kończę pracę w fabryce. Elise zatrzymała się nagle.
- Wyrzucili cię?
- Sama się zwolniłam - wyjaśniła Agnes z uśmiechem. 
Przez głowę Elise przemknęły najbardziej absurdalne myśli. Czyżby Agnes 

spodziewała się dziecka? Czyżby udało jej się jednak skusić Emanuela na to, 
czego   pragnęła?   Ale   Emanuel   musiałby   o   tym  wiedzieć,   gdy   był  u   niej 
ostatnio, a wówczas nie powiedziałby tego, co powiedział.

- Dostałam inną pracę - roześmiała się Agnes. - Będę służącą.
- Chcesz być służącą? - Elise spojrzała na nią z niedowierzaniem. Agnes 

znowu się roześmiała.

- Oczywiście, że chcę, inaczej bym tego nie robiła.
- Ale... ale czy nie będziesz pracowała jeszcze dłużej niż w fabryce? Elise 

słyszała, jak ktoś wspominał o artykule w „Socjaldemokracie", z którego 
wynikało, że najbardziej uciśnione są właśnie służące.

- I co z tego? Będę miała swój pokój, będę mieszkała w domu z dywanami 

na podłogach i obrazami na ścianach, będę dostawała dobre jedzenie, uniknę 
pluskiew i smrodu, i północnego wiatru, który wdziera się przez wszystkie 
szpary.

- Ale nie będziesz miała wolnego czasu nawet w sobotnie wieczory.

background image

- No i co z tego? Może będzie mi tak dobrze u państwa, że wcale nie 

zechcę stamtąd wychodzić?

Elise   nie   odpowiedziała.   Agnes   zapewne   zorientowała   się,   jak   wygląda 

życie służącej, chociaż to, co mówiła, w żaden sposób nie zgadzało się z 
tym, co Elise słyszała.

Przez chwilę szły w milczeniu. Elise zastanawiała się, czy opowiedzieć o 

Johanie, ale postanowiła zaczekać. Znów by się rozpłakała, a teraz powinna 
myśleć o czymś innym. Agnes ostrożnie podjęła wątek:

- Nie zapytasz, gdzie dostałam tę posadę?
Elise spojrzała na przyjaciółkę i spostrzegła dziwny wyraz jej twarzy.
- Pewnie u jakiegoś bogacza po tamtej stronie. Agnes pokręciła głową.
- Chyba nie u dyrektora?
Elise przez moment ujrzała w wyobraźni ten wspaniały dom, który Agnes 

kiedyś   opisywała,   wielki   hol,   szerokie,   marmurowe   schody,   elektryczne 
światło,   miękkie   dywany.   Agnes   została   tam   kiedyś   posłana   w   jakiejś 
sprawie i potem długo mówiła tylko o tym domu.

Agnes znów pokręciła głową.
- Masz przebiegłą minę. To musi być coś szczególnego.
- Jak sądzisz, dlaczego chcę odejść z fabryki? Co mnie teraz najbardziej 

interesuje?

- Interesuje cię najbardziej kapitan Ringstad, ale nie mam pojęcia, dlaczego 

chcesz odejść z tkalni.

Agnes pokiwała głową z triumfem.
-   Właśnie   dlatego.   Teraz   widuję   go   tylko   w   poniedziałki   w   Świątyni   i 

bardzo rzadko w inne dni. Ale gdy zacznę pracować w jego domu, będę go 
widywać codziennie rano i wieczorem.

Elise zatrzymała się gwałtownie.
- Chyba nie zamierzasz zostać służącą u jego gospodarzy? Agnes pokiwała 

głową, a jej oczy rozbłysły dumą.

- Właśnie tam.
Elise poczuła, że wzbiera w niej gniew. Jak można być tak natarczywą. 

Przyklejać się do niego w taki sposób.

On się na pewno nie ucieszy. Karolinę, córka państwa Carlsenów, też nie. 

Kiedy   się   zorientuje,   że   Agnes   została   ich   służącą,   wścieknie   się   i 
doprowadzi do tego, że ojciec wyrzuci Agnes. I co wtedy zrobi Agnes? Nie 
tak łatwo o pracę ostatnimi czasy.

background image

-   Dlaczego   nic   nie   mówisz?   -   Agnes   zmarszczyła   czoło   i   spojrzała   na 

przyjaciółkę pytająco.

- Jesteś pewna, że kapitan Ringstad się z tego ucieszy?
-   Oczywiście,   że   tak.   Jesteśmy   dobrymi   przyjaciółmi.   Teraz   nie   będzie 

musiał wychodzić z domu, żeby uczyć mnie grać na gitarze.

- Czy on wie, co do niego czujesz?
- Na pewno dawno to zauważył i w żaden sposób nie okazał, że jest mu to 

niemiłe.

Elise przypomniała sobie słowa Emanuela, ale nic nie powiedziała.
- Znów jesteś zazdrosna. - Agnes spojrzała na nią ze złością. - Dobrze o 

tym wiem, ale nie musisz przecież tego w ten sposób pokazywać.

Elise pochyliła się i zerwała podbiał rosnący przy drodze. Zauważyła, że 

Agnes   porzuciła   swój   wulgarny   zazwyczaj   sposób   mówienia, 
prawdopodobnie po to, żeby przypodobać się Emanuelowi. Wiedziała, jak 
negatywnie   Ringstad   na   to   reagował,   choć   sama   wcześniej   wielokrotnie 
namawiała przyjaciółkę, by mówiła ładniej.

- Nie jestem zazdrosna, Agnes. Obawiam się tylko, że zrobisz coś, czego 

będziesz później żałować. Choć przyjaźnisz się z kapitanem Ringstadem, to 
nie jest wcale pewne, że on chciałby czegoś więcej. Serce cię będzie bolało, 
jeśli   będziesz   go   widywać   codziennie,   podawać   do   stołu,   prać   ubrania   i 
sprzątać jego mansardę.

- Właśnie z tego się cieszę - roześmiała się Agnes. - Ale nie mówmy już o 

tym. Jeśli nie życzysz mi szczęścia, to sama się nim będę cieszyć. Hilda 
opowiadała, że przydarzyło ci się coś nieprzyjemnego, gdy wracałaś z wię-
zienia w Akershus. Co miała na myśli?

Że też Hilda nie umie trzymać języka za zębami. Elise przygryzła nerwowo 

wargę.

Agnes wsunęła jej rękę pod ramię.
- Nie bądź taka, Elise. Nie pamiętasz, jak dzieliłyśmy wszystkie radości i 

smutki?   Przyrzekam,   że   nic   nikomu   nie   powiem.   Czy   mieli   z   tym   coś 
wspólnego koledzy Gustava?

Elise spojrzała na przyjaciółkę ze zdumieniem.
- Dlaczego o to pytasz?
- Wydawało mi się, że patrzyli na ciebie tak dziwnie, gdy się dowiedzieli, 

kim jesteś, a w pewnej chwili zauważyłam, że dają sobie jakieś znaki. Wiem 
od Gustava, że należą do gangu Lorta-Andersa. Mają złą sławę, wiesz chyba 
o tym. Jedna z dziewcząt z tkalni natknęła się na nich po drodze do domu z 

background image

„Perły" w którąś zimową sobotę. Ledwo zdołała im umknąć. Co ci zrobili? I 
dlaczego nie poszłaś Maridalsveien?

- Bałam się ich. Wydawało mi się, że jednego z nich już kiedyś widziałam. 

Wiele razy zdawało mi się, że ktoś mnie  śledzi.  Bałam się, że mają złe 
zamiary. Sądziłam, że będą na mnie czekać na Maridalsveien,  skoro szłam 
tamtędy   w  jedną  stronę.   Ale   widocznie   któryś  z   nich   mnie   zauważył  na 
Mollergata i poszedł za mną.

- Biedna Elise. - Agnes uścisnęła jej ramię. - Gdybym wiedziała, czego się 

boisz, poszłabym z tobą do Akershus, zamiast spotykać się z dziewczętami.

Elise   wzruszyła   się.   Brakowało   jej   Agnes.   Brakowało   jej   kogoś,   komu 

mogłaby się zwierzyć, z kim mogłaby dzielić troski i radości. Hilda była 
jeszcze dziecinna, matkę trzeba było oszczędzać, a Annie nie mogła mówić 
o wszystkim.

- Nie musisz o tym mówić, jeśli nie chcesz, ale rozumiem, co się stało.
Elise nie miała odwagi spojrzeć jej w oczy.
- W jaki sposób?
- Po rozmowie z Hildą domyśliłam się, że to coś poważnego. Gdyby nie 

chodziło właśnie o to, powiedziałabyś mi od razu. Udało im się?

Elise poczuła, że rumieniec oblewa jej policzki
- Nie wiem, o czym mówisz - wymamrotała. Agnes znów ścisnęła ją za 

ramię.

- Wiesz, ale wstydzisz się tego, bo byłaś jeszcze niewinna. Zapomnij o 

tym,   Elise.   Nie   warto   iść   na   policję,   i   tak   ci   nie   uwierzą.   To   nie   jest 
straszniejsze dla ciebie niż dla innych dziewcząt, które upijają się w sobotnie 
wieczory, a potem budzą się w łóżku nieznajomego. Im też nie jest wówczas 
dobrze,  ale  nie  ma   sensu  wracać do  przeszłości.  Co  się  stało,  to  się   nie 
odstanie. Johan nie musi o tym wiedzieć, nie wszystkie dziewczęta krwawią 
w noc poślubną. Jeśli rozumiesz, o czym mówię.

- Johan zerwał zaręczyny - wyrwało jej się mimo woli. Wargi jej zadrżały. 

To będzie trudna chwila.

Agnes otworzyła usta ze zdumienia.
- Zerwał zaręczyny?
Elise pokiwała głową, a płacz dławił jej gardło.
- Nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że nie chce mi marnować młodości, 

może dlatego, że chce być wolny, gdy wyjdzie z więzienia. - Wbiła sobie 
paznokcie w skórę dłoni.

background image

- Chodzi raczej o to drugie. Na pewno Lort-Anders i inni wpłynęli już na 

Johana. Gdy wychodzą z więzienia, wymyślają najczęściej jakieś kolejne 
przestępstwo i wkrótce znowu trafiają za kratki.

- Johan nie jest taki.
- Powiedz lepiej, nie był taki.
- Chyba nie można tak szybko zmienić człowieka.
- Nie znasz życia, Elise. Gdybyś zapytała więźniów z Akershus, ilu z tych, 

co byli porządnymi ludźmi, zmieniło się pod wpływem złego towarzystwa, 
przeraziłabyś się, słysząc odpowiedź. Gdybyś zapytała, ilu z nich próbowało 
wrócić do uczciwego życia po tym, jak pierwszy raz wyszli z więzienia, 
byłabyś jeszcze bardziej przerażona. Znam wielu takich mężczyzn i radzę ci: 
zapomnij o Johanie. Nie będzie tym samym człowiekiem, gdy wyjdzie na 
wolność. Wiem, że był wspaniałym chłopakiem, że troszczył się o matkę i o 
siostrę, że był szczery i tak dalej, ale „kto raz ukradł, jest już złodziejem". 
Nie zmienisz tego, że dał się namówić i stał na warcie z rowerem, podczas 
gdy pozostali dokonywali poważnej kradzieży. Dla mnie to jest to samo co 
włamać się do sklepu i wynieść stamtąd złodziejski łup.

Elise pokręciła głową.
- Myślę, że zrobił to w desperacji i że nigdy więcej by tak nie postąpił.
Doszły   już   do   Andersengarden.   W   bramie   stała   pani   Evertsen   z   panią 

Albertsen i rozmawiały o czymś. Gdy spostrzegły Elise i Agnes, od razu 
umilkły.

-   Dzień   dobry,   pani   Evertsen.   Dzień   dobry,   pani   Albertsen.-   Agnes 

pozdrowiła je z przesadną uprzejmością.

Kobiety skinęły głowami z pewną rezerwą.
Agnes podeszła bliżej i ciągnęła nieco przyciszonym głosem.
- Zdarzyło się coś nowego?
Obie ściągnęły usta i spiorunowały Agnes wzrokiem. Agnes udała, że tego 

nie widzi, i mówiła dalej tym samym, przyciszonym głosem.

- Słyszałam, że pani Olsen z Sagveien wychodziła ukradkiem z mieszkania 

pana Hansena na Marcus Thranes bardzo późno w nocy. Czy to prawda? - 
Patrzyła w napięciu to na jedną, to na drugą.

Pani Evertsen i pani Albertsen spojrzały na siebie ze zdumieniem.
-   Pani   Olsen?!   -   wykrzyknęła   pani   Albertsen   z   niedowierzaniem.   -   To 

najstraszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałam.

Agnes i Elise pobiegły na górę. Dopiero gdy znalazły się w kuchni, Agnes 

wybuchła śmiechem.

background image

- Widziałaś ich miny?
Elise też się roześmiała, choć nie bardzo rozumiała  powód rozbawienia 

przyjaciółki.

- Nie wiesz, kim jest pani Olsen? - Agnes zaśmiewała się do łez. - Uczy w 

szkółce niedzielnej w kościele na Gamie Aker.

Elise spojrzała na nią zaskoczona.
- Czy ty to wymyśliłaś?
-   Oczywiście.   Tym   plotkarkom   trzeba   wreszcie   utrzeć   nosa.   -   Nagle 

spoważniała. - Plotki są bardzo niebezpieczne, Elise. Nie wydaje ci się, że to 
złośliwe plotki mogły doprowadzić do tego, że Johan zerwał zaręczyny? W 
takim razie musisz go przekonać, że to kłamstwa, albo od razu się poddać. 
Nie   wiem   tylko,   co   to   za   plotki.   Nie   znam   nikogo   szlachetniejszego   i 
wierniejszego niż ty.

Godzinę później Elise stała przy swojej przędzarce. Duszący zapach oleju, 

którym chłopcy posmarowali maszynę, przyprawiał ją o mdłości, próbowała 
więc   myśleć   o   czymś   innym.   Przypomniała   sobie   rozmowę   z   Agnes. 
Zastanawiała się, czy ostatnie słowa przyjaciółki miały ją pocieszyć. Agnes 
uważała   przecież,   że   Johan   już   nigdy   nie   będzie   taki   sam  jak   przedtem. 
Cztery lata w więzieniu mogą zmienić człowieka całkowicie.

Mimo wszystko będę na niego czekała, postanowiła w duchu Elise.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Elise   wierciła   się   i   kręciła   na   łóżku.   Próbowała   odpędzić   od   siebie   tę 

przerażającą myśl, ale nie potrafiła. Tak to już jest z bolesnymi myślami. W 
dzień gdzieś znikają, ale gdy tylko zapada zmrok, znów się pojawiają, gorsze 
niż kiedykolwiek. Starała się zmusić do tego, by myśleć o czymś innym, ale 
najstraszliwsze podejrzenia powracały, czy tego chciała, czy nie.

Czy to możliwe... ? Czy wystarczy jeden raz... ?
Próbowała   sobie   przypomnieć   historie   innych   dziewcząt.   Wtedy   strach 

ogarnął ją na dobre. Czy nie tak właśnie było z Gjertrud? Poszła w sobotę 
wieczorem do „Perły", wypiła za dużo i zakończyła wieczór w mrocznym 
pokoju na Seilduksgata. Dziewięć miesięcy później z jej mieszkania słychać 
było krzyk niemowlęcia.

-   Panie   Jezu.   -   Elise   złożyła   ręce   i   modliła   się   tak   żarliwie   jak   nigdy 

przedtem. - Dobry Boże w niebiosach, nie pozwól, by ze mną było tak samo. 
Błagam Cię z całego serca: bądź dla mnie dobry, nie pozwól, by to się stało.

Pot wystąpił jej na czoło, ciałem targały na przemian fale gorąca i lodowate 

dreszcze. A jeśli tak właśnie będzie?! Umrze wówczas ze wstydu. Matka 
wpadnie w czarną rozpacz, Peder znów będzie przeżywał katusze. Chłopcy 
będą mu dokuczali jeszcze z tego powodu.

Ale to się chyba nie kończy dzieckiem za każdym razem? Słyszała przecież 

o dziewczynach, które sypiają z chłopakami i wcale nie mają dzieci. Poza 
tym   ostatnio   przytrafiało   jej   się   tyle   nieszczęść,   że   kiedyś   musi   się   to 
skończyć.

A   może   jest   odwrotnie?   Może   od   tej   pory   będą   ją   spotykać   same 

nieszczęścia?

Obracała się to w jedną, to w drugą stronę, nie mogła się uspokoić. Muszę 

porozmawiać   z   Agnes,   postanowiła   w   końcu.   Agnes   zna   się   na   wielu 
sprawach i tylko ona jedna, poza Emanuelem i Hildą, wie, co mnie spotkało. 
Pomysł okazał się skuteczny na tyle, że Elise wreszcie poczuła, jak ogarnia 
ją sen.

Już   następnego   wieczoru   wybrała   się   na   Maridalsveien.   Obiecała   Ema-

nuelowi nie chodzić nigdzie bez opieki, ale do Agnes było przecież nie-
daleko, Emanuel na pewno przyznałby jej rację, że to nie jest niebezpieczna 
wyprawa. Poza tym tamci już się przecież zemścili...

background image

Mimo to denerwowała się, biegnąc przez most, z dala od bezpiecznych, 

znanych   uliczek.   Ucieszyła   się,   gdy   wreszcie   dotarła   do   niewielkiego, 
ubogiego domku, który wynajmował ojciec Agnes.

W drzwiach stanęli właśnie rodzice Agnes.
- To naprawdę ty, Elise? - Matka najwyraźniej ucieszyła się na jej widok. - 

Słyszałaś już, że Agnes będzie służącą w jednym z tych pięknych domów na 
szczycie wzgórza Aker?

Elise przytaknęła i zmusiła się do uśmiechu.
- Tak, całkiem nieźle.
- Ty też powinnaś rzucić pracę w fabryce. Można sobie całkiem zniszczyć 

zdrowie w tym hałasie i pyle. Spójrz tylko na tych, którzy tam pracują wiele 
lat. Połamani i bladzi, umierają szybciej, niż powinni.

- Tak, to wstyd - wtrącił ojciec. - Powinniście zacząć strajkować. Zapiszcie 

się   do   Związku   Kobiet   przy   Partii   Pracy,   przyłączcie   się   do   pochodu   i 
wołajcie   „Niech   żyją  socjaliści!".   Coś  się   musi   wydarzyć,   nie   wolno   się 
zgadzać   na   pracę   po   czternaście   godzin   na   dobę   za   taką   marną   płacę. 
Wykorzystajcie swoją odwagę i swoją siłę.

Elise  słuchała  tylko  jednym  uchem.  Słyszała  ojca  Agnes  niejeden  raz   i 

podziwiała  jego wiedzę i zaangażowanie w ruch robotniczy, ale dziś nie 
zwracała   na   to   uwagi.   Jak   mogła   myśleć   o   strajku   i   o   kobiecych 
organizacjach, skoro całe jej życie miało za chwilę lec w gruzach.

Matka zauważyła chyba, że Elise ich nie słucha, bo powiedziała:
- Idź już na górę, do Agnes. Leży na łóżku i marzy o tym swoim oficerze. - 

Roześmiała się głośno, wsunęła dłoń pod ramię męża i oboje wyszli z domu.

Agnes rzeczywiście leżała na łóżku. Leżała i czytała gazetę.
- Elise? Jak dobrze, że przyszłaś. Leżę tu sobie i oglądam suknie ślubne.
Pokazała   przyjaciółce   zdjęcie   panny   młodej   w   białej   sukni   z   trenem   i 

kwiatami we włosach.

Elise   starała   się   ukryć,   co   na   ten   temat   myśli.   Jak   Agnes   może   przy-

puszczać, że Emanuel się z nią ożeni, skoro nigdy nie zrobił niczego, co by 
mogło wskazywać na takie zamiary.

- Piszą tu różne interesujące rzeczy - ciągnęła Agnes, niczym niezrażona. - 

Służące   zamierzają   założyć   związek   zawodowy   i   zażądać   zapłaty   za 
nadgodziny   po   dziewiątej   wieczorem   oraz   co   drugiej   niedzieli   wolnej. 
Pewna pani, która ma ósemkę dzieci, twierdzi, że to zupełnie niemożliwe. 
Posłuchaj tylko, co inna, „doświadczona" pani domu powiada: „Żadnego z 
tych żądań nie da się spełnić, sądzę, że większość pań nie będzie zatrudniać 

background image

służących   należących   do   tego   związku.   W   niektórych   domach,   pomimo 
dobrej woli, nie da się ustalić pór posiłków tak, żeby służba miała wolne po 
dziewiątej. Zapłata za nadgodziny oznacza poważne kłopoty".

Agnes odłożyła gazetę.
- Słyszałaś coś podobnego? Jeśli służąca zaczyna o szóstej, to czeka ją 

piętnastogodzinny dzień pracy, o godzinę dłuższy niż w fabryce.

Elise pokiwała głową.
- Nie wiedziałaś o tym? 
- No tak, ale to całkiem inna praca. Wcale się tego nie boję, uważam tylko, 

że te panie domu są strasznymi egoistkami.

Elise nie odpowiedziała.
- Przeczytałaś jeszcze coś interesującego?
- Piszą o dziewczynie, która zabiła trójkę swoich dzieci i została skazana na 

piętnaście lat więzienia. Mężczyzna został uniewinniony, chociaż wiadomo, 
że też w tym uczestniczył.

Elise spojrzała na nią wstrząśnięta.
- Dlaczego to zrobiła?
- Pewnie z ubóstwa. Nie miała już siły harować. I nie mogła patrzeć na 

głodujące dzieci - wzruszyła ramionami Agnes. - Spójrz na tę reklamę, Elise. 
„Eleganckie francuskie gorsety", czyż nie wyglądają cudownie? Można je 
kupić u Molstada, ale na pewno kosztują majątek. Bracia Dobloug też mają 
tu swoją reklamę. Gdy się ją przeczyta, od razu wiadomo, ile kosztują piękne 
stroje. Korona i czterdzieści ore za parę rękawiczek. Ile wydajecie w ciągu 
tygodnia?

- Siedem koron. Dokładnie tyle, ile zarabiam. Agnes westchnęła.
- No to nie kupisz sobie ani gorsetu, ani rękawiczek.
- Wcale nie chcę.
Agnes spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-   Teraz   kłamiesz.   Każda   dziewczyna   marzy   o   wspaniałym   gorsecie, 

pięknych strojach, rękawiczkach i parasolce.

- To zależy.
- Co masz na myśli?
-   Gdy   się   ma   większe   problemy,   stroje   przestają   się   liczyć.   Agnes 

zmarszczyła czoło.

- Coś się stało?
- Wiesz co.

background image

Zapadła  cisza.  Agnes leżała   i  wpatrywała się   w  przyjaciółkę.  W końcu 

zapytała łagodnym głosem.

- Zdarzyło się coś więcej?
- Obawiam się, że tak.
Wyraz twarzy Agnes zdradzał, że domyśla się, czego się obawia Elise.
- Musiałabyś mieć strasznego pecha - powiedziała w końcu.
- Czy wiesz... to znaczy, czy orientujesz się... Agnes pokręciła głową.
- Dziewczęta w fabryce mówią, że wystarczy, żeby chłopak położył się na 

dziewczynie bez ubrania, ale ja w to nie wierzę. Gdyby tak było, to ja... - 
umilkła i uśmiechnęła się z wyższością.

- Słyszałaś kiedyś o... o kimś, kto...
- Kto miał pecha już za pierwszym razem? Na pewno słyszałaś o Gjertrud.
Elise pokiwała głową. Strach podszedł jej do gardła.
- Ale to był a wyjątkowa sytuacja, prawda?
- Tak mi się wydaje. Nie myśl o tym, Elise.
- Jak mogłabym przestać? Ta myśl huczy mi w głowie przez cały czas.
- I tak nic na to nie poradzisz, więc lepiej przestań.
- Nic na to nie poradzę? - Elise posłała jej wyzywające spojrzenie. Agnes 

milczała przez chwilę. Potem pokręciła głową.

-   Nie   wolno   ci   tego   zrobić,   Elise.   Twoje   życie   byłoby   w   niebezpie-

czeństwie.

- Jeśli jest tak źle, to nie będę miała żadnego wyboru. Agnes spojrzała na 

nią z przerażeniem.

- Słyszałam o tym, Elise. O kobiecie, która to robi w ciemnym pokoju na 

Mollergata. Ale za to mogą cię wsadzić do więzienia, a poza tym możesz się 
wykrwawić na śmierć albo umrzeć z powodu zakażenia. Nie wiem, co jest 
gorsze.

Elise   zagryzła   wargi   i   zadrżała.   W   jej   oczach   stanęły   łzy.   Agnes 

pośpiesznie podniosła się z łóżka.

- Nie płacz, Elise. Nie będzie tak źle. Nie możesz mieć takiego pecha. 

Siadaj tutaj, a ja zejdę na dół i przyniosę nam po szklaneczce  cura-cao. 
Zabawimy się i przestaniesz o tym myśleć.

Elise przełknęła łzy i usiadła na brzegu łóżka. Rozmowa z Agnes dobrze jej 

zrobiła. Agnes niczego się nie bała. Nigdy.

Po chwili Agnes wróciła, trzymając szklaneczkę w każdej dłoni. Trunek 

był mocny i palił w gardle. Ale wystarczyło parę łyków, by Elise ujrzała 

background image

świat w jaśniejszych barwach. Agnes na pewno ma rację, niemożliwe, by 
Elise miała aż takiego pecha.

Niezbyt doświadczonej pod tym względem Elise alkohol szybko uderzył do 

głowy. Nie minęło parę minut, ą już żartowały, wygłupiały się i plotkowały 
jak  za   dawnych  czasów.  Agnes  opowiadała   o   nadzorcy   z  Hjula,   którego 
tkaczki zwały potajemnie Szczurem, i pokazywała, jak pożerał wzrokiem 
najmłodsze dziewczęta i tak się śpieszył, by zamienić z nimi kilka słów, że 
potykał się o własne nogi. Elise się odprężyła, strach gdzieś zniknął i gdy po 
pewnym czasie zaczęła się zbierać do domu, była pewna, że jej lęk nie miał 
żadnych podstaw. Agnes twierdziła, że coś takiego zdarza się raz na sto 
przypadków.

Na szczęście prawie nie rozmawiały o Emanuelu. Dopiero przed samym 

wyjściem   Elise   zapytała,   udając,   że   wcale   nie   jest   tym   szczególnie 
zainteresowana:

- Kiedy zaczynasz swoją nową pracę?
- Za tydzień. - Oczy Agnes zapłonęły. - Tak strasznie się cieszę, Elise. 

Będę   widywać   Emanuela   codziennie.   A   jeśli   zaprosi   mnie   na   swoją 
mansardę,   żeby   nauczyć   mnie   grać   na   gitarze...   moje   marzenie   zostanie 
spełnione.

- Czy on już wie, że będziesz służyć u jego gospodarzy? - Elise starała się 

powiedzieć to obojętnym tonem. Nie miała ochoty wyobrażać sobie Agnes 
w pokoju Emanuela.

Agnes pokręciła głową.
- To ma być niespodzianka.
- Poznałam córkę tych państwa. Myślę, że powinnaś ukryć przed nią swoje 

uczucia wobec kapitana.

Agnes mocno zmarszczyła czoło.
- Kiedy ją poznałaś?
- Gdy miałam mu kiedyś zanieść wiadomość.
- Nie opowiadałaś mi o tym Elise wzruszyła ramionami.
- Wydawało mi się, że to nic ważnego. Poza tym to było dawno temu.
- Dlaczego mówisz, że powinnam ukrywać przed nią swoje uczucia?
- Wydawało mi się, że ona jest w nim bardzo zakochana.
- Ale on nie jest w niej zakochany?
- Nie, raczej nie. Powiedziałabym nawet, że bardzo się na nią irytował i 

uważał, że jest natarczywa.

Agnes uśmiechnęła się z zadowoleniem.

background image

- To wspaniale. Wyobraź sobie, że służąca ucieka z bohaterem, podczas 

gdy uczucia dziedziczki zostają odrzucone.

Tym razem Elise nie mogła się powstrzymać.
- Jesteś bardzo pewna siebie. Uśmiech na twarzy Agnes przygasł.
- Nie zaczynajmy od nowa, Elise.
- Przepraszam. - Elise uścisnęła przyjaciółkę. - Nie chcę psuć ci radości, 

boję się tylko, że się rozczarujesz.

-   Nie   ja   -   uśmiechnęła   się   Agnes,   zarzucając   szal   na   ramiona.   - 

Odprowadzę cię do mostu, żeby cię znów coś złego nie spotkało.

- A co z tobą? Czy to nie jest równie niebezpieczne dla ciebie?
- Ja wiem, jak postępować z mężczyznami - roześmiała się Agnes.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

W   niedzielę,   gdy   Elise   wychodziła   z   Andersengarden   razem   z   rodzeń-

stwem, by ruszyć w drogę do sanatorium, zobaczyła Emanuela, który stał, 
jakby czekał na kogoś. Tym razem też nie miał na sobie munduru.

- Idzie pan do Anny, panie Ringstad? - rozpromienił się Peder.
- Nie, chciałem zapytać, czy mogę pójść z wami - uśmiechnął się Emanuel.
Był bardzo przystojny, gdy stał tak z uśmiechem i roziskrzonymi słońcem 

niebieskimi oczami.

Peder obrócił się do najstarszej siostry.
- Słyszałaś, Elise? Pan Ringstad chce pójść z nami. Kristian zmrużył oczy.
- A dlaczego on ma iść z nami?
-   Dlatego,   że   chciałbym   pozdrowić   waszą   matkę   -   odparł   Emanuel 

natychmiast. - Siostra, która zajmuje się okolicą, chciałaby wiedzieć, co u 
niej słychać.

Elise   spostrzegła   sceptyczną   minę   Hildy.   Sama   doskonale   wiedziała, 

dlaczego Emanuel przyszedł; bał się o nią, nie chciał, by szła bez opieki aż 
do   Grefsen,   skoro   miała   tylu   wrogów   w   okolicy.   Poczuła,   że   jest   mu 
wdzięczna   za   troskę,   choć   była   przekonana,   że   gang   Lorta-Andersa   nie 
szykuje żadnej zasadzki w biały dzień, w obecności tylu ludzi i na dodatek w 
niedzielę.   Poza   tym  tego   rodzaju   ludzie   na   pewno   o   tej   porze   odsypiają 
nocne hulanki.

-   Myślę,   że   mama   się   ucieszy   -   powiedziała   głośno.   -   Do   tej   pory 

wspomina, jak śpiewałeś na pogrzebie ojca i jak zdobyłeś nowe buty dla 
Hildy i Pedera. No i ubrania oraz opał.

Ruszyli w drogę. Peder szedł cały czas u boku Emanuela i nie przestawał 

mówić. Elise i Hilda maszerowały za nimi. A na końcu Kristian, jak zwykle 
sam.

Elise obróciła się do brata.
- Chodź, Kristian. Opowiesz nam, co robiliście wczoraj w szkole. Kristian 

pokręcił głową zły i naburmuszony.

- Nie mam ochoty.
Hilda odwróciła się z irytacją.
- Dlaczego zawsze idziesz sam? Wstydzisz się nas?
- Może nie mam powodu?
- Biedna dziewczyna, która cię zechce, takiego milczka i gbura.

background image

- Myślisz, że mam ochotę paradować w towarzystwie tego oficera? To jego 

wina, że Johan zerwał z Elise.

Elise zatrzymała się.
- To nie jest prawda, Kristian. Koledzy Lorta-Andersa nakłamali na nasz 

temat   Johanowi.   To  oni  są   winni.   Mogą  być  też   inne   przyczyny,  ale   na 
pewno kapitan Ringstad nie jest niczemu winien.

Kristian kopnął kamień bez słowa. Całe szczęście, że Emanuel i Peder tego 

nie usłyszeli, pomyślała Elise i przyśpieszyła kroku, żeby ich dogonić.

Wczesnym   rankiem   padał   deszcz,   ale   teraz   słonce   świeciło   na   bez-

chmurnym niebie. Gdy zbliżali się do Grefsen, uderzył ich zapach fiołków, 
tak   odurzający,   że   Elise   zakręciło   się   w   głowie.   Elise   rozkoszowała   się 
zapachami,  które  niosło  ciepłe,  wiosenne powietrze,  zapragnęła mieszkać 
tutaj pośród drzew i kwiatów.

Emanuel patrzył, jak Hilda wciąga powietrze.
-   Powinnaś   wybrać   się   kiedyś   do   naszego   ogrodu   na   wzgórzu   Aker. 

Południowe rabaty pełne są pachnących fiołków i prymulek

- To zerwij trochę dla mnie - zażartowała.
- Zrobię to jutro.
Rzuciła mu spojrzenie pełne przerażenia.
- Nie mówiłam poważnie. Co by powiedział twój gospodarz?
- Nie miałby nic przeciwko temu - roześmiał się Emanuel.
- Naprawdę jest taki miły dla swoich lokatorów? - zdumiała się Elise.
- To przyjaciel mojego ojca. Dlatego jest mi tam tak dobrze. Oboje z żoną 

starają się we wszystkim mi dogodzić.

Elise   pokiwała   głową.  Dziwiła   się,   że   oficera   Armii   Zbawienia   stać   na 

wynajmowanie mansardy w tak wspaniałym domu.

- Skoro pochodzisz ze wsi, na pewno lubisz mieć zieleń dokoła.
-   Mam   przed   oczami   cały   cmentarz   Naszego   Zbawiciela,   gdy   tylko 

wyglądam   przez   okno.   Zazwyczaj   przechodzę   przez   cmentarz,   gdy   się 
wybieram do miasta. Tak przyjemnie się idzie aleją kasztanową - uśmiechnął 
się.

W tej samej chwili Elise usłyszała prychnięcie i pogardliwe mruknięcie 

Kristiana:

- Babskie gadanie.
Odwróciła się w stronę brata i spiorunowała go wzrokiem. Na szczęście 

Emanuel chyba nic nie usłyszał.

background image

- Opowiedz o dworze, z którego pochodzisz - poprosiła Emanuela. - Czy to 

wielki dwór?

- Dość duży. Spodobałoby ci się tam, skoro lubisz naturę.
- Nie rozumiem, jak mogłeś stamtąd wyjechać.
- Jeśli się czegoś bardzo pragnie, wiele można poświęcić. - Po chwili na 

jego twarzy odmalował się chłopięcy niemal zapał. - Może mogłabyś się tam 
kiedyś wybrać ze swoim rodzeństwem? Gdybyśmy pojechali pociągiem w 
niedzielę z samego rana, zdążylibyśmy wrócić w niedzielę wieczorem.

Elise się zawahała. Teraz, gdy Johan z nią zerwał, nie musi się wprawdzie 

przejmować tym, co powiedzą ludzie. Wolałaby jednak nie robić niczego, co 
mogłoby sprawić przykrość Johanowi. Gdyby się o tym dowiedział...

- Ja też? - Peder zatrzymał się i wpatrywał się w Emanuela, jakby tamten 

był czarodziejem.

- Oczywiście, że ty też - roześmiał się Ringstad. - We dworze mamy wiele 

zwierząt, krowy i konie, owce i świnie. Nawet kocięta.

Peder obrócił się gwałtownie do Elise.
- Słyszałaś? Możemy tam pojechać, wszyscy razem. - Jego oczy błyszczały 

w słońcu. Nigdy nie był jeszcze za miastem.

Elise wyobraziła sobie brata, biegającego po całym dworze, szczęśliwego, 

że może zobaczyć zwierzęta. Nie mogła go pozbawić takiej radości.

- Podróż pociągiem jest bardzo droga - zauważyła z wahaniem w głosie, 

myśląc przy tym, że mogliby zrezygnować z obiadów przez tydzień albo 
dwa. I że nie musi jeszcze kupować niebieskiego kretonu na nowe zasłonki i 
fartuchy.

Emanuel był zachwycony.
- Jeśli pojedziecie ze mną, to musicie się zgodzić, żebym zafundował tę 

podróż. Tego dnia będziecie moimi gośćmi.

Peder zwrócił się do brata.
- Słyszałeś, Kristian?  Moglibyśmy pojechać pociągiem, tyle razy o tym 

mówiłeś.   Może   moglibyśmy   nawet   usiąść   z   przodu,   żeby   widzieć 
lokomotywę.

Kristian nie odpowiedział. Elise spojrzała na niego. Chłopak szedł z rękami 

w kieszeniach, z zaciśniętymi wargami i z kaszkietem zsuniętym głęboko na 
czoło.   Cała   jego   postawa   zdradzała   niechęć.   Jeśli   nawet   perspektywa 
podróży pociągiem go nie cieszy, to nic mu nie poprawi humoru, pomyślała 
zrezygnowana Elise. A niech sobie idzie ze skwaszoną miną, stwierdziła i 
postanowiła nie zwracać na niego uwagi.

background image

Hilda była dziwnie milcząca. Gdy Elise obróciła się do siostry, zobaczyła 

krople potu na jej czole.

- Ciężko ci, Hildo?
Dziewczyna pokręciła głową, ale Elise zrozumiała, że bardzo się męczy. 

Zwolniła kroku i jeszcze raz zerknęła na siostrę. Do porodu zostało jeszcze 
parę miesięcy. Wprawdzie Hilda sama nie wiedziała, kiedy się to zdarzyło, a 
brzuch miała bardzo wielki, ale na pewno jest jeszcze sporo czasu. Może 
niektóre dzieci tak szybko rosną?

Jeśli Hilda będzie mokra od potu, a Kristian ponury i pełen niechęci, to 

wizyta   u   matki   wcale   nie   będzie   przyjemna.   Elise   obróciła   się,   żeby 
rozchmurzyć   trochę   brata.   W   tej   samej   chwili   zobaczyła,   jak   znika   za 
rogiem. Zakipiał w niej wielki gniew. Nie wolno mu psuć matce nastroju w 
tę niedzielę.

- Kristian! Wracaj! - zawołała tak głośno, jak potrafiła, głosem pełnym 

gniewu i nieznoszącym sprzeciwu.

Trójka pozostałych zatrzymała się gwałtownie.
Peder całkiem się odwrócił i ze zdumieniem rozejrzał po drodze.
- Co się stało Kristianowi?
- Myślę, że wstał dziś lewą nogą.
- Nie wolno mu się tak zachowywać - oburzyła się Hilda. - Gdyby ojciec 

żył, sprawiłby mu lanie.

Emanuel rzucił Elise pytające spojrzenie.
- Myślisz, że to przeze mnie?
Elise pokręciła głową. Nie mogła go zranić, mówiąc prawdę.
-   Kristian   ma   kłopoty   ze   sobą.   Zawsze   się   tak   zachowuje.   Emanuel 

zamyślił się, marszcząc czoło.

- Myślę, że to ja postąpiłem niewłaściwie. Nie zwracałem na niego uwagi, 

bo zauważyłem, że nie ucieszył się z mojego towarzystwa. A powinienem 
się nim zająć. Idźcie do sanatorium, ja muszę załatwić coś ważniejszego.

Nim Elise zdążyła zaprotestować, zbiegał już bardzo szybko w dół. Peder 

stał ze spuszczonymi uszami i wiódł za nim wzrokiem.

- A tak było miło - mruknął, przełykając łzy. Hilda zerknęła na siostrę.
- Nie rozumiesz, że jego zdaniem jesteś nieuczciwa wobec Johana?
- Nieuczciwa? - zdenerwowała się Elise. - Szłam cały czas obok ciebie. 

Prawie z nim nie rozmawiałam. I chyba nie muszę ci przypominać, że Johan 
zerwał zaręczyny?

- Uważam jednak, że bardzo mu sprzyjasz.

background image

- Dałabyś wreszcie spokój - pokręciła głową Elise: - Wcale nie sprzyjam 

mu   bardziej   niż   innym.   Miałam   powiedzieć,   że   nie   chcemy   pojechać   za 
darmo pociągiem? Tak byłoby lepiej dla Kristiana?

Odwróciła   się   od   Hildy   i   ruszyła   przed   siebie   energicznym,   gniewnym 

krokiem. Żal ścisnął ją w gardle. Nikt nie rozumie, nikt nie wie, że ona co 
noc płacze z powodu Johana. I jeszcze ją krytykują za to, że próbowała 
zorganizować coś miłego pośród tych wszystkich nieszczęść.

Ku swemu zdumieniu zastali matkę na tarasie, siedziała otulona kocami na 

leżaku,   z   twarzą   wystawioną   do   słońca.   Zamrugała   leniwie   oczami,   gdy 
usłyszała ich głosy.

- Ale mi tu cudownie - uśmiechnęła się radośnie. - Korzystam ze słońca i z 

każdym dniem czuję się zdrowsza. Nie kaszlę już krwią, w ogóle już nie 
kaszlę.

- Och, mamo, to wspaniale. - Elise zarzuciła jej ramiona na szyję. - Może 

niedługo wrócisz do domu?

- Lekarze tak uważają - potwierdziła. Obróciła twarz do Hildy. - Może 

będę przy tobie, gdy nadejdzie twój czas. - Spojrzała na brzuch córki. - To 
będzie przed latem? - dodała ze zdumieniem.

- Ja też się nad tym zastanawiam - wtrąciła Elise. - Mam wrażenie, że 

dziecko może się urodzić lada moment.

- Przestań. - Hilda spojrzała na nią ze złością. - Lekarz powiedział, że w 

czerwcu albo w lipcu.

- Niedługo zacznie się maj. A poza tym lekarz mógł się pomylić. Matka 

zmarszczyła czoło i zrobiła zmartwioną minę.

- Uważaj na siebie, Hildo. Staraj się nic nie dźwigać. - Zawahała się przez 

chwilę, zerkając na innych pacjentów, i szepnęła: - Co mówi pan Paulsen? 
Zorganizuje ci jakieś inne mieszkanie?

- Nie wiem. Mówi tylko, żebym się o nic nie martwiła, bo on się wszystkim 

zajmie.

-   To   prawdziwy   dżentelmen   -   uśmiechnęła   się   matka.   -   Wielu   z   nich 

zaprzecza i odwraca się od dziewczyny. - Chwyciła Pedera za rękę. - Na 
razie nie rozumiesz, o czym mówimy, Peder, mój chłopcze. Zrozumiesz, jak 
dorośniesz.

-   Trochę   rozumiem,   ale   obiecałem   Hildzie,   że   słowa   nie   pisnę.   Matka 

spojrzała na Hildę pytająco.

- Czy w dalszym ciągu ma pozostać tajemnicą to, kto jest ojcem? Hilda 

przytaknęła.

background image

- Prosił, żebym z tym zaczekała, póki wszystko się nie skończy. Matka była 

nieco zdziwiona.

-   Rozumiem,   że   chce   się   upewnić,   czy   wszystko   pójdzie   dobrze,   ale 

przecież   niektórych   rzeczy   nie   da   się   tak   szybko   załatwić.   Musisz   mieć 
jakieś ubranka dla dziecka, przygotować chrzest...

-   Nie   ma   pośpiechu.   -   Hilda   nie   kryła,   że   woli   o   tym  nie   rozmawiać. 

Zaczęła   więc   opowiadać,   co   się   zdarzyło   po   drodze,   jak   Kristian   nagle 
uciekł, a Emanuel Ringstad pobiegł go szukać.

- Czy kapitan Ringstad naprawdę chciał mnie odwiedzić? - Matka spojrzała 

na córki z niedowierzaniem.

-   Siostra   z   Armii   Zbawienia   pytała   go,   co   u   ciebie   słychać   -   wtrąciła 

pośpiesznie Elise.

- Kristian mówi, że ofi... to znaczy pan Ringstad, że on się zakochał w 

Elise. Dlatego Kristian nie chciał z nami iść - wyjaśnił Peder matce.

-   Dlaczego   to   mu   się   nie   podoba?   Elise   mówiła   mi   ostatnio,   że   Johan 

zerwał zaręczyny.

- Kristian mówi, że to dlatego Johan nie chce już być z nią zaręczony.
- Co za bzdury. Johan zrobił to, bo uznał, że Elise nie powinna czekać na 

niego przez całe cztery lata.

Elise stała w milczeniu i słuchała ich rozmowy, przyglądając się twarzy 

matki.   Matka   nie   okazywała   ani   żalu,   ani   rozczarowania   z   powodu 
zerwanych zaręczyn, można było wręcz odnieść wrażenie, że jej ulżyło. Jak 
to   możliwe,   skoro   była   tak   zachwycona   Johanem?   Wprawdzie   to   wstyd 
zostać przyłapanym na kradzieży i trafić do więzienia, ale' przecież wielu 
biedaków znad rzeki Aker dawało się skusić i próbowało zdobyć jedzenie w 
nieuczciwy   sposób,   a   Johan   miał   znacznie   lepsze   usprawiedliwienie   niż 
większość z nich.

- Pozdrówcie ode mnie Kristiana i powiedzcie mu, że się myli - ciągnęła 

matka. - Kapitan Ringstad jest niezwykle miłym i uczynnym człowiekiem i 
jeśli rzeczywiście wyjątkowo polubił Elise, to powinniśmy się wszyscy z 
tego bardzo cieszyć.

- Ja się cieszę. Kapitan zabierze mnie latem na ryby.
- Wspaniale, Peder. Nic nie cieszy mnie tak bardzo jak wieści o tym, że 

ludzie   są   dla   was   mili.   Wkrótce   wrócę   do   domu   i   będziemy   sobie 
spacerować nad rzeką i rzucać kamienie do wody, tak jak wtedy, gdy byłeś 
mały.

Peder uśmiechnął się, pokazując swoje szczerbate zęby.

background image

- Chyba zapomniałaś, ile mam lat. Teraz bawię się w wojnę z chłopakami z 

klasy.

W oczach matki stanęły nagle łzy.
- I nikt ci już nie dokucza? Peder pokręcił głową.
- Nikt. Od kiedy kapitan, pan Ringstad, porozmawiał z dyrektorem.
Matka zwróciła się do Elise.
- A co u ciebie? Gdy byłaś tu ostatnio, mówiłaś, że przewróciłaś się w 

drodze   z   więzienia   w   Akershus,   gdy   chciałaś   zanieść   list   Johanowi.   Już 
wyzdrowiałaś?

-   Tak,   wszystko   w  porządku.   Czy   już   ci  mówiłam,   że   Agnes  przestała 

pracować w fabryce i ma zostać służącą? - powiedziała, żeby jak najszybciej 
zmienić temat.

- Sama się zwolniła? - przeraziła się matka. Elise przytaknęła.
- Chyba nie zdaje sobie sprawy, co to znaczy być służącą.
- Starałam się ją przestrzec, ale ona nie chce mnie słuchać.
- Wiesz, u kogo dostała posadę?
- Tak, u gospodarzy kapitana Ringstada.
- Jak to się stało? - zdziwiła się matka.
- Znalazła przypadkiem ich ogłoszenie - wzruszyła ramionami Elise.
- Agnes się kocha w kapitanie Ringstadzie - uśmiechnął się Peder. Elise 

obróciła się gwałtownie do brata.

- Skąd wiesz?
- Słyszałem, jak o tym mówiłyście. Wtedy gdy siedziałyście i szeptałyście 

w kuchni.

Rysy matki stężały.
- Mam nadzieję, że ona niczego nie knuje. Zawsze mówiłam, że Agnes to 

nie jest dobra dziewczyna i że nie powinnaś Ż nią tyle przebywać, Elise. 
Jeśli Peder ma rację i kapitan Ringstad naprawdę się w tobie zakochał, to nie 
powinnaś   przepuścić   tej   szansy.   Mam   nadzieję,   że   nie   będziesz   miała 
kłopotów przez tę Agnes.

- Oj, mamo. Wiesz dobrze, że kocham Johana. Nie mogłabym się związać 

z kapitanem Ringstadem. On nie jest w moim typie.

Matka pokręciła głową z rezygnacją.
- Czy naprawdę stać cię, żeby odrzucać takie możliwości? Ludzie tacy jak 

my nie mogą czekać na spełnienie marzeń, muszą korzystać z okazji, kiedy 
się nadarza. Moim zdaniem masz więcej szczęścia niż wszyscy inni.

Na werandzie pojawiła się pielęgniarka i dała znak, że powinni już pójść.

background image

Elise zrozumiała. Zjawili się goście do innego z pacjentów leżących na 

tarasie   i   pielęgniarka   nie   chciała   wprawić   ich   w   zakłopotanie   widokiem 
ubogiej rodziny.

Gdy   tylko   wyszli   z   sanatorium,   spostrzegli   Emanuela   i   Kristiana.   Obaj 

mieli zadowolone miny.

- Nie możemy tam dłużej być. - W głosie Pedera słychać było urazę.
Elise uciszyła brata.
-   Nie   możesz   mówić   tak   głośno.   Przyszli   inni   goście   -   wyjaśniła 

Emanuelowi z pełnym zawstydzenia uśmiechem.

- Wezmę Kristiana i wejdę z nim jednak - odparł. - Idźcie już, na pewno 

was dogonimy.

Doszli już do Andersengarden, gdy usłyszeli kroki za swoimi plecami.
- Długo to trwało. - Hilda patrzyła to na jednego, to na drugiego.
- Tyle tam było słodkich pielęgniarek. - W oczach Emanuela pojawił się 

szelmowski błysk.

- Pozwolili wam? - zdziwiła się Elise. - Nikt was nie wyrzucił? Emanuel 

pokręcił głową.

- Aż się wierzyć nie chce, jak dobrze wygląda wasza matka. Ledwo ją 

poznałem.

-   Mama   powiedziała,   że   się   mylisz,   Kristian.   Że   to   nie   przez   pana 

Ringstada   Johan   zerwał   z   Elise   -   oświadczył   Peder   i   posłał   bratu   pełen 
wyższości uśmiech. - Powiedziała też, że Elise nie powinna przepuścić takiej 
okazji.

Emanuel uśmiechnął się nieco skonfundowany.
- Co miała na myśli?
-   Peder.   -   Elise   mocno   chwyciła   brata   za   ramię.   -   Już   wystarczy.   Nie 

wszystko trzeba powtarzać.

- Ale przecież tak powiedziała. Chcesz, żebym kłamał? - Peder spojrzał na 

nią z urazą.

Elise odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
-   Chodźcie,   chłopcy,   zrobimy   obiad.   Dziękuję,   że   przyprowadziłeś 

Kristiana, Emanuelu.

- Przyprowadziłeś Kristiana - zaczął ją przedrzeźniać Kristian, wyraźnie 

obrażony, gdy już weszli do kuchni. - Czy ja jestem szczeniakiem?

- Nie odwiedziłbyś mamy, gdyby nie Emanuel.
- A właśnie, że bym odwiedził.

background image

Gdy zjedli już obiad, Elise i Hilda pozmywały, a chłopcy przynieśli wodę i 

drwa,   wciąż   świeciło   wiosenne   słońce,   a   przez   okno   docierały   wesołe 
pokrzykiwania i śmiechy. Elise pozwoliła chłopcom bawić się na dworze, 
póki ich nie zawoła. Hilda miała inne plany.

Gdy  w kuchni zapanował  spokój, Elise  weszła  do  sypialni,   żeby  wziąć 

papier   listowy   i   jeszcze   raz   napisać   do   Johana.   Może   zdoła   go   jednak 
przekonać, że to jego kocha. Ku jej zaskoczeniu papeteria nie leżała tam, 
gdzie ją ostatnio zostawiła. Czyżby Hilda albo chłopcy gdzieś ją zapodziali? 
Nieco zirytowana zaczęła szukać po całym pokoju. Była pewna, że odłożyła 
papeterię na miejsce. Kto mógł ją zabrać? Papeteria kosztowała całe pięć 
ore, tyle co marchewka na obiad, więc kto mógł ją zawieruszyć?

Na   pewno   Hilda.   Może   chciała   napisać   list   miłosny   do   pana   Paulsena, 

pomyślała Elise i zadrżała na samą myśl o tym. Zagniewana, wyjęła szufladę 
siostry   i   zaczęła   szukać   między   wstążkami,   brudnymi   majtkami, 
pudełeczkiem z błyszczącego papieru, starym czasopismem, gorsetem, który 
odziedziczyła   po   Elise,   Elise   zaś   miała   go   po   matce.   Leżała   tam   też 
broszurka   z   romansem,   którą   Hilda   dostała   kiedyś  od   gońca,   choć   Elise 
podejrzewała go, że ukradł tę broszurkę. Jeden wielki bałagan. Gdy matka 
była zdrowa, kazała wszystkim dbać o porządek w szufladach i szafach, ale 
gdy zachorowała i musiała leżeć w łóżku, nikt nie był tak surowy i tak się to 
właśnie   skończyło.   Jedyną   rzeczą,   która   leżała   pięknie   poskładana,   była 
apaszka, którą Hilda dostała od majstra.

Na samym dnie mignęło coś białego. A więc tam Hilda schowała papeterię. 

Elise rozczarowała się, gdy się okazało, że to tylko stara koperta.

Wydało jej się, że coś jest w tej kopercie, i pomyślała, że to pewnie te 

kolorowe  obrazki. Przed oczami stanęły  jej wspomnienia,  jak siedziała  z 
Agnes   w   kuchni   u   Gjertrud   i   jak   wymieniały   błyszczące   kwiatki   na 
jasnoniebieskie aniołki z niebieskimi skrzydłami. Matka Gjertrud podawała 
im wodę z sokiem i świeżo upieczone ciasteczka, ułożone na haftowanej 
serwetce obszytej koronką. U Gjertrud było zawsze tak pięknie i czysto, 
choć mieli tylko niewielką kuchnię i maleńki pokój. Nigdy nie widziała tam 
sterty   brudnych   naczyń   w   cynowej   balii   ani   prania   rozwieszonego   nad 
piecem. Nawet pod zlewem nie stało nigdy wiadro.

Elise szeroko otworzyła oczy. W kopercie nie było kolorowych obrazków. 

Tylko banknoty. Z niedowierzaniem patrzyła na to, co trzyma w ręku, a 
serce jej biło mocno. Czyje to pieniądze? Dlaczego leżą w szufladzie Hildy? 
Elise w milczeniu zabrała się do liczenia. Było to całe sto koron.

background image

Czyżby pan Paulsen dał jej to na przechowanie? Raczej wpłaciłby tę sumę 

do banku. Co by się stało z pieniędzmi, gdyby wybuchł pożar? Albo gdyby 
ktoś obcy zaczął grzebać w szufladzie Hildy. Wielki Boże. Zimny pot oblał 
Elise na samą myśl o takim nieszczęściu. Trzeba zacząć zamykać drzwi na 
klucz. Do tej pory drzwi były otwarte nawet nocą.

Może Hilda dostała te pieniądze, żeby mogła zostać w domu z dzieckiem 

po porodzie? Żeby nie musiała chodzić do fabryki i oddawać maleństwa do 
żłobka?

Ale dlaczego nic nie powiedziała? Wie na pewno, że i Elise, i matka bardzo 

by   się   z   tego   ucieszyły.   Elise   pomogłaby   jej   znaleźć   bezpieczniejszy 
schowek.   Gdyby   zjawił   się   tu   złodziej,   najpierw   przeszukałby   przecież 
właśnie   szuflady.   Złodziej?   W   Andersengarden?   Elise   nie   mogła 
powstrzymać uśmiechu. Co złodziej mógłby tu ukraść? Ale jednak... Gdyby 
to był straszny nędzarz, który ma jeszcze mniej niż oni, znalazłby coś do 
jedzenia w szafce i jakieś szmaty do zarzucenia na siebie.

Myśli kotłowały się w jej głowie. Nie ma innego rozwiązania, to muszą 

być pieniądze od pana Paulsena. Elise  przypomniała  sobie nagle śnieżny 
zimowy   wieczór,   gdy   w   drodze   z   fabryki   zauważyła   coś   błyszczącego, 
pochyliła się i podniosła to. Nawet przez moment nie przyszło jej do głowy, 
że broszka była skradziona ani że Johan brał w tym udział.

Zrobiło jej się słabo. Czyżby Hilda... Panie Jezu. Jęknęła głośno, czując, 

jak strach dławi jej gardło. Nie, to niemożliwe. Hilda nigdy by tego nie 
zrobiła. Była lekkomyślna i niemądra, gdy dała się zwieść majstrowi, jego 
stanowisku i pieniądzom, ale nigdy by niczego nie ukradła.

Nie przypuszczałaś też, że Johan jest do tego zdolny... Ale to co innego. .. 

Próbowała gorączkowo przemówić sobie do rozsądku, uspokoić się, znaleźć 
wyjaśnienie. Hilda nie musiała ratować życia swej sparaliżowanej siostry, 
ich   rodzina   nie   była   w   tak   trudnej   sytuacji   jak   pani   Thoresen.   Chłopcy 
niedługo podrosną i będą w stanie zarobić parę koron po szkole, może matka 
wyzdrowieje na tyle, żeby z czasem wrócić do pracy.

Ale Hilda spodziewa się dziecka... Może nie będzie w stanie pracować po 

porodzie, poza tym będzie potrzebowała różnych rzeczy. Jeśli majster nie 
będzie chciał płacić...

Elise przypomniała sobie, jak próbowała pytać o to siostrę. Za każdym 

razem Hilda denerwowała się i wyraźnie okazywała, że nie ma ochoty o tym 
rozmawiać. Dlaczego?

background image

Otworzyły   się   drzwi   wejściowe,   pewnie   Peder   albo   Kristian   wrócił   do 

domu. Trzeba odłożyć wszystko na miejsce i porozmawiać o tym z Hildą 
wieczorem.

W tej samej chwili ktoś gwałtownie otworzył drzwi do sypialni i stanęła w 

nich Hilda.

- Co ty robisz? - Na tym samym oddechu dodała szybko: - Grzebiesz w 

mojej szufladzie?

Elise obróciła się do siostry.
- Szukałam papeterii, ale znalazłam coś innego.
Hilda zauważyła, co Elise trzyma w rękach, bo jej twarz zmieniła kolor. Z 

krzykiem rzuciła się do przodu i wyrwała kopertę z rąk siostry.

- Nie wolno ci grzebać w cudzych rzeczach.
- Nie, nie wolno mi, ale zrobiłam to i będzie lepiej, jeśli mi wyjaśnisz, co to 

jest.

- To nie twoja sprawa.
- Nie moja? Dopóki mama leży w sanatorium, ja odpowiadam za was troje.
- Nie jestem dzieckiem. Mam prawo do swoich osobistych rzeczy.
- Do twoich osobistych rzeczy? Jesteś pewna, że to są twoje pieniądze? 

Jeśli wplątałaś się w jakieś przestępstwo, to...

- W nic się nie wplątałam.
- W takim razie wytłumacz mi, do kogo należą te pieniądze i co tu robią?
- Są moje. Dostałam je.
- Twoje? - Elise spojrzała na nią z niedowierzaniem. - Tyle pieniędzy? To 

całe sto koron, policzyłam.

- Dostałam je od pana Paulsena. Na dobre jedzenie, żebyśmy z dzieckiem 

nie głodowali.

Elise   spojrzała   na   banknoty.   Starczyłoby   na   jedzenie   dla   całej   rodziny 

przez parę miesięcy.

Nic nie rozumiejąc, znów zwróciła twarz w stronę siostry.
- Ale dlaczego je tu schowałaś i dlaczego mi nic nie powiedziałaś? Nie 

musielibyśmy jeść tylko kaszy przez ostatnie dni. Ani żebrać o opał i buty w 
Armii Zbawienia.

Hilda zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Elise przejrzała ją od razu.
- Pewnie chciałaś za nie kupić coś całkiem innego? Hilda przygryzła wargę 

i wciąż patrzyła w dół.

Elise odłożyła kopertę na miejsce, wsunęła szufladę i podniosła się.

background image

-   Odpowiedz   mi!   Na   co   chciałaś   wydać   te   pieniądze?   Na   nową   letnią 

sukienkę? Na nowe buty? Letni kapelusz z wstążką i kwiatami? - Czuła jad 
we własnym głosie.

- Chciałam kupić sobie coś nowego, ale resztę przeznaczyć na jedzenie dla 

nas wszystkich. - Jej głos się łamał, nie miała odwagi spojrzeć siostrze w 
oczy.

- A nie powinnaś pomyśleć przede wszystkim o jedzeniu? Nie powinnaś 

kupić   raczej   ubranek   dla   dziecka,   zamiast   się   stroić?   Czy   ty   wiesz,   ile 
kosztuje dziecko?

Hilda nie odpowiedziała. Elise westchnęła z rezygnacją.
- Czy ty nigdy nie wydoroślejesz, Hildo? Niedługo skończysz siedemnaście 

lat,   a   wciąż   zachowujesz   się   jak   uczennica.   Cała   ta   historia   z   majstrem 
uderzyła ci do głowy. Jesteś pewna; że on w dalszym ciągu będzie się wami 
opiekował? Nie sądzisz, że da ci parę koron w pierwszym okresie, a potem 
zapomni? Nie ma żadnych obowiązków wobec ciebie. Może zaprzeczyć, że 
jest ojcem dziecka. I zgadnij, komu wówczas uwierzą.

Łzy trysnęły z oczu Hildy, która obróciła się na pięcie i rzuciła się w stronę 

drzwi, szlochając:

- Jesteś okropna. Życzysz mi jak najgorzej, bo jesteś zazdrosna. Bo pan 

Paulsen nie... - umilkła i zawstydziła się.

Elise została z poczuciem krzywdy.
To nie jest prawda, pomyślała. Nigdy niczego nie zazdrościła Hildzie. Ale 

skoro Hilda nie jest na tyle dorosła, żeby zdawać sobie sprawę ze swojej 
sytuacji, Elise musi być twarda i przypominać jej o tym. Uważała, że majster 
nie weźmie do siebie Hildy z dzieckiem. Płaci, żeby uciszyć swoje sumienie, 
ale potem na pewno nie będzie taki szlachetny. Na razie jest wciąż zajęty 
Hildą, ale człowiek w jego wieku, z jego pozycją na pewno nie wytrwa 
długo w swoich uczuciach. Pewnie żal mu dziewczyny. Może dobrze się 
czuje z tą wielkodusznością, wydaje mu się, że jest dobry i miły, ale gdy 
odkryje inne strony charakteru Hildy, wszystko się zmieni. Albo pojawi się 
inna młoda dziewczyna, która chętnie pójdzie z nim do łóżka. 

Elise zmarszczyła czoło. A więc dał jej aż tyle pieniędzy, żeby się dobrze 

odżywiała. To chyba oznacza, że troszczy się o nią i o dziecko. Może więc 
źle  go  ocenia?   Może naprawdę  zależy   mu   na Hildzie  i na  dziecku?   Ale 
dlaczego nie przyszedł tu poznać ich wszystkich, dlaczego nie zaprosił Hildy 
do domu? I dlaczego kazał wszystko trzymać w tajemnicy?

background image

Elise bezradnie pokręciła głową. To byłby chyba pierwszy raz w historii, 

gdyby   starzejący   się   majster   wybrał   sobie   szesnastoletnią   prządkę   na 
towarzyszkę życia.

Elise poszła do kuchni przygotować kilka kanapek na kolację. W niedzielę 

zazwyczaj pozwalali sobie na zjedzenie chleba z masłem do mocnej kawy 
albo do smażonego śledzia.

Gdy przygotowywała jedzenie, wszystkie jej myśli krążyły wokół Hildy i 

tajemniczych pieniędzy.

-   Coś   tu   się   nie   zgadza   -   mruknęła   półgłosem,   doskonale   zdając   sobie 

sprawę, że już kilkakrotnie to sobie powtarzała.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Na   oddziale   długoterminowym   Państwowego   Więzienia   Akershus 

Johanowi pozwolono wreszcie pracować w warsztacie razem z innymi przez 
parę godzin dziennie. Decyzja zapadła, gdy jeden ze strażników pochwalił 
go   przed   kierownictwem   za   wzorowe   zachowanie,   kulturalny   sposób 
wysławiania   i  pragnienie,   by   jak  najlepiej   wykorzystać   czas  spędzony   w 
więzieniu.

Teraz stał więc razem z innymi i uczył się ciosać kamienie. Słyszał już, że 

obróbka   kamieni   to   najbardziej   odpowiedzialna   praca,   jaką   mogą 
wykonywać więźniowie. Wielkie granitowe bloki przywożono z Grorud do 
Akershus wozami zaprzężonymi w konie. Czerwonawy granit z Grorud był 
poszukiwanym materiałem budowlanym, bo był ciężki i twardy, a przy tym 
dawał się stosunkowo łatwo rozłupywać na mniejsze bloki. Ciosano więc tu 
granit na domy i drogi, nagrobki, a nawet rzeźby. Pod dachem najbardziej 
doświadczeni więźniowie walili młotami w wielkie bloki, potem wykańczali 
dłutem figury, które miały trafić do kościołów i innych ważnych budynków. 
Nieopodal stały gotowe kamienne rzeźby. To był wspaniały widok.

Johanowi wszystko to zaimponowało. Nie do wiary, co można wyczarować 

ze zwykłej kamiennej bryły. Johan słyszał, że nawet kamienne lwy przed 
budynkiem parlamentu zostały wykonane przez więźniów z Akershus. Jeden 
z   tych,   którzy   je   wyrzeźbili,   nazywał   się   Gudbrand   i   został   początkowo 
skazany na śmierć za bestialskie zabójstwo, napad, kradzież i fałszerstwo. 
Drugi nazywał się Sivert i został skazany na przymusowe roboty za kradzież 
mniejszego   kalibru,   podobnie   jak   Johan.   Brali   lekcje   u   rzeźbiarza,   a   ich 
prace tak się wszystkim spodobały, że darowano im karę. Gdy usłyszał o 
tym po raz pierwszy, zaczął się śmiać.

To  przecież   niemożliwe,   żeby   komuś   darowano  karę   śmierci,  ale   kiedy 

zrozumiał,   że   to   prawda,   w   głowie   mu   się   zakręciło.   Gdyby   tak   i   on... 
Odtrącił  tę   myśl.   Lepiej  nie   oddawać  się  marzeniom,   bo  powrót  do  rze-
czywistości jest wówczas jeszcze bardziej bolesny.

Ale wcale nie można wykluczyć, że będzie ciosał granit, z którego zostanie 

zbudowany jakiś kościół albo inna wielka budowla. Wiedział, że zarówno 
zamek, jak i kościół w Grorud zostały zbudowane z tego granitu.

Może   jednak   moje   życie   wcale   się   jeszcze   nie   skończyło,   pomyślał 

optymistycznie. Może pobyt w więzieniu okaże się błogosławieństwem, a 
nie przekleństwem.  Może dzięki temu  uda mu się wybić. A wtedy Elise 

background image

pożałuje. Już on jej pokaże, że nie jest zwykłym złodziejaszkiem, skazanym 
na   życie   wśród   innych   przestępców.   Będzie   pracował,   aż   się   wybije,   aż 
zostanie kimś, będzie budzić podziw i szacunek. Stanie się sławny...

W wyobraźni widział się już podczas odsłonięcia jakiegoś pomnika znanej 

osoby - dzieła jego własnych rąk. Może to będzie pomnik Henryka Ibsena... 
albo Bjornstjerne Bjernsona... Fritza Thaulowa... Jednego z tych wielkich 
ludzi, o których czytał w książkach z więziennej biblioteki podczas długich 
dni, które spędził w izolatce. Mnóstwo sławnych ludzi posunęło się już w 
latach. Jonas Lie, Edvard Grieg... czy jak tam się oni nazywają. Na pewno 
wszyscy będą mieli swoje pomniki i ktoś je musi zrobić...

Wśród   widzów   będzie   stała   Elise.   Będzie   patrzyła   ze   zdumieniem, 

nieświadoma,   czego   mu   się   udało   dokonać.   Zarumienia   się   jej   policzki, 
zaniemówi z podziwu i zacznie gorzko żałować, że zamiast czekać na niego, 
rzuciła   się   w   ramiona   innego,   gdy   tylko   Johan   trafił   za   kratki.   A   on 
podejdzie do niej, uchyli kapelusza, zapyta uprzejmie, co słychać, a potem 
wyjmie   złoty   zegarek   z   kieszonki   i   przeprosi,   że   nie   może   z   nią   dłużej 
rozmawiać. Myśl była tak oszałamiająca, że serce mu zaczęło mocniej bić.

Po chwili westchnął zrezygnowany z powodu swych dziecinnych marzeń. 

Będzie zadowolony, jeśli pozwolą mu tu zostać i ciosać kamień brukowy i 
nagrobny.   Byłoby   miło   trochę   się   poruszać,   pooddychać   świeżym 
powietrzem, poczuć zapach słonego morza i słońce grzejące w plecy.

- Pożar! Pali się!
Johan obrócił się w stronę, z której dobiegały krzyki. Z okien na parterze 

budynku   warsztatów   wydobywał   się   gęsty,   czarny   dym.   Więźniowie 
wypuścili z rąk to, co w nich trzymali, i pobiegli w stronę budynku, wpa-
trując się z przerażeniem w okna. Krzyknęli głośno, gdy z okien wypadły z 
brzękiem   szyby,   a   w   otworach   okiennych   stanęły   czerwone   płomienie. 
Więźniowie i strażnicy biegali tam i z powrotem, jedni wołali „wody", inni 
popędzili po wiadra i łopaty, jeszcze inni stali bezradni, nie wiedząc, co 
począć.

Przez chwilę Johan też stał bez ruchu. W oknach warsztatu stolarskiego 

ujrzał   blade,   przerażone   twarze   i   w   tej   samej   chwili   zrozumiał,   w   jak 
beznadziejnej sytuacji znaleźli się ci więźniowie. Schody płonęły, z okien 
nie można było skakać, bo cały parter stał w ogniu. Próba przedarcia się 
przez   płomienie   byłaby   samobójstwem.   Nikt   się   na   to   nie   odważy.   W 
każdym razie nikt, komu życie miłe.

background image

Ale do drugiej strony  budynku nie dotarł jeszcze ogień, tam można  by 

postawić drabinę. Tylko w jaki sposób więźniowie mogliby się tam dostać, 
skoro między dwiema częściami budynku nie ma drzwi.

Już po chwili Johan pędził na drugą stronę placu, tam gdzie stały drabiny. 

Potem   wbiegł   do   magazynu,   chwycił   kawał   powrozu   i   skierował   się   ku 
drugiej części budynku, tej, która jeszcze nie płonęła. Przystawił drabinę do 
ściany i zaczął się wspinać.

U   stóp   drabiny   zebrała   się   grupa   więźniów,   wszyscy   śledzili   Johana 

wzrokiem. Jeden ze strażników nie zrozumiał chyba, co Johan zamierza, bo 
krzyczał, że to się na nic nie zda, że między warsztatami nie ma żadnych 
drzwi. Tymczasem nadbiegali inni więźniowie z wiadrami pełnymi wody i 
łopatami, dopóki nie pojawili się wreszcie strażacy z najbliższej jednostki 
ochotniczej straży pożarnej. Wówczas cały parter stał już w płomieniach i 
nie było mowy o tym, by ktokolwiek wszedł do budynku.

Johan   wspinał   się   dalej,   nie   zważając   na   protesty   dochodzące   z   dołu. 

Wreszcie dotarł na dach. Wtedy zaczął iść, balansując, w stronę komina, 
położonego nad płonącą częścią budynku. Tego dnia nieco wcześniej padał 
deszcz, więc dachówki były śliskie. Po paru krokach Johan poślizgnął się i 
niemal stracił równowagę. Serce podeszło mu do gardła. Oczami wyobraźni 
ujrzał,   jak   ześlizguje   się   z   dachu   i   spada   głową   w   dół   na   bruk. 
Najprawdopodobniej zginąłby na miejscu. No cóż, to byłaby przynajmniej 
honorowa   śmierć,   pomyślał,   i   zmyłaby   przynajmniej   część   hańby,   którą 
okrył matkę, Annę i samego siebie.

Ale odzyskał równowagę i ostrożnie szedł dalej. Zorientował się, że gwar 

tam   na   dole   jakby   ucichł,   i   zrozumiał,   że   wszyscy   śledzą   jego   ruchy. 
Zapewne w końcu pojęli jego zamiary i dotarło do nich, że jednak można 
uratować tych nieszczęśników z warsztatu stolarskiego.

W końcu udało mu się dotrzeć do komina. Sprawnymi ruchami przywiązał 

linę i spuścił ją w dół. Potem sam zaczął schodzić ostrożnie do rynny pod 
dachem.   Usunął   kilka   dachówek,   żeby   mieć   się   czego   chwycić,   i   usiadł 
stabilnie, żeby pomagać tym, którzy będą wchodzić na dach.

Po chwili w oknie na drugim piętrze pojawiła się czyjaś głowa. Pierwszy 

człowiek chwycił linę i zaczął się wspinać. Johan podał mu dłoń i pomógł 
przejść przez okap. Dotarły do ich uszu huczne brawa i radosne okrzyki 
tych, którzy stali na dole i śledzili z uwagą cały dramat.

Kilka   razy   niewiele   brakowało,   by   Johan   znów   stracił   równowagę, 

pomagając kolejnym więźniom wejść na dach, ale udawało mu się uratować 

background image

przed upadkiem w ostatniej chwili. Wówczas bardziej czuł, niż widział, jak 
wszyscy gapie wstrzymują oddech.

Wreszcie, po wielu pełnych emocji minutach, wszyscy wydostali się na 

dach. Gdy wszystkim udało się także przejść bezpiecznie przez cały dach do 
drabiny, a potem cało i zdrowo zejść na dół, rozległ się ogłuszający huk, bo 
ogień dotarł do drugiego piętra i zawalił się sufit. Nie minęło parę minut, a 
cały   budynek   już   płonął.   Na   oczach   więźniów   i   strażników   budynek 
więziennych   warsztatów   rozpadł   się   całkowicie   pośród   huczących   i 
sypiących iskrami płomieni.

Mężczyźni otoczyli Johana, który musiał oprzeć się o drzewo, tak drżały 

pod nim kolana. Dwaj pogorzelcy płakali, jeden objął Johana ramionami, 
nawet   Gevaldigeren   był   wzruszony.   Szacunek   i   podziw,   jaki   go   nagle 
otoczył, wypełnił jego serce radością. Czuł, że nie jest podłym złodziejem, 
że nie jest plamą na honorze dla miasta i dla rodziny. Dziś jest bohaterem, 
który uratował współwięźniów od niechybnej śmierci i pokazał strażnikom 
oraz dyrekcji więzienia, że w skazańcach drzemie coś więcej, nie tylko brak 
zasad i słabość charakteru.

Johan   wyprostował   się,   czuł,   że   ma   teraz   do   tego   prawo,   choć   ledwo 

trzymał   się   na   nogach.   Pokaże   im   -   nie   tylko   dziś,   nie   tylko   przez   ten 
bohaterski czyn - że nie jest przestępcą z krwi i kości, ale człowiekiem, który 
chce coś osiągnąć w życiu, chce się wybić, zostać kimś, zostawić po sobie 
ślad. Jego serce biło mocno.

Poczekaj tylko, Elise, już ja ci pokażę...
W   skrytym   przed   oczami   innych   kącie   jeden   ze   strażników   rozmawiał 

tymczasem z Lortem-Andersem. To był ten sam człowiek, który wziął list od 
Elise i obiecał oddać go Johanowi.

Lort-Anders podszedł do niego i zaczął mówić, patrząc w inną stronę.
- Coś nowego?
- Nie.
- Żadnych nowych listów.
- O niczym nie wiem
-  W   takim  razie   należy   przypuścić,   że  nasz   plan   się   powiódł.   Nikt  nie 

widział krzywego uśmiechu, który przemknął przez twarz

tamtego.
- Raczej tak. Tak.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Elise spojrzała na pokryte świeżymi liśćmi brzozy i uśmiechnęła się. Maj... 

Czy jest na świecie coś piękniejszego? Coś piękniejszego niż jasnozielone 
brzozowe listki i żółte bazie na klonach? Niż świeża, zielona trawa, polne 
kwiaty, szumiąca, wiosenna rzeka i świergot ptaków w koronach drzew?

Była   sobota,   krótszy   dzień   pracy   przed   długą,   błogosławioną   niedzielą. 

Popołudniowe słońce grzało w plecy, szczęśliwe dzieci bawiły się nad rzeką, 
na ławce siedziały dwie starsze panie, ciesząc się wiosną i ciepłem. Zimowe 
mrozy, od których pękały paznokcie, przemarzały ręce i przy których trudno 
było   zasnąć,   poszły   w   niepamięć,   nadchodziło   lato   z   długimi,   jasnymi 
wieczorami i słonecznymi niedzielami spędzanymi na łonie natury.

Wkrótce będzie można wynieść Annę na dwór, pomyślała Elise, ciesząc 

się,   że   przyjaciółka   przeżyje   coś,   o   czym   marzy.   Emanuel   obiecał,   że 
pomoże ją wynieść, gdy zrobi się ciepło, i ta pora miała wkrótce nadejść.

Elise pożegnała się, życząc miłej niedzieli koleżankom z fabryki, z którymi 

rozstała się po wschodniej stronie mostu. I ruszyła skocznym krokiem w 
stronę Andersengarden.

Obie   z   Hildą   zjadły   drugie   śniadanie   w   fabryce   podczas   przerwy 

obiadowej, Hilda nie zamierzała wrócić od razu do domu. Majster, czy też 
pan Paulsen - Hilda starała się przyzwyczaić do wymawiania jego nazwiska 
- znalazł akuszerkę i chciał, by Hilda ją poznała. Wiele wskazywało na to, że 
poród się zbliża. Hilda zdołała wmówić swoim koleżankom, że pan Paulsen 
jest   spokrewniony   z   ojcem   jej   dziecka   i   dlatego   tak   się   angażuje.   Ku 
zdumieniu Elise wszystkie przyjęły do wiadomości te wyjaśnienia, choć nikt 
nigdy nie słyszał o żadnym młodzieńcu, który byłby kuzynem majstra, nikt 
też nigdy nie widział Hildy w towarzystwie nieznajomego.

Elise wbiegła na górę. Zamierzała skorzystać z pięknego wieczoru i zabrać 

Pedera, Kristiana i  Everta  na wycieczkę do miasta. O tej porze roku życie 
kipiało w  Tivoli,  mnóstwo ludzi przechadzało się po Karl Johan. Dawno 
temu obiecała, że ich tam zabierze. Trzy dni temu Peder skończył dziewięć 
lat   i   to   miał   być   prezent   urodzinowy.   Wprawdzie   nigdy   nie   obchodzili 
urodzin i nie robił tego nikt w okolicy, ale Peder opowiedział, że jeden z 
chłopców z jego klasy  dostał ciastko,  czekoladę i scyzoryk na dziewiąte 
urodziny. Opowiadał jej o tym z zaokrąglonymi z przejęcia oczami, więc 
Elise od razu postanowiła, że zrealizuje swą obietnicę wyprawy  do Tivoli. 

background image

Można tam wejść za darmo i chyba starczy jej pieniędzy, żeby zafundować 
każdemu z chłopców przejażdżkę karuzelą.

Miała właśnie przejść koło drzwi pani Thoresen, gdy stanął w nich nagle 

Emanuel.

- Elise? Jak to dobrze, że jesteś. Wybierałem się właśnie na górę, żeby 

zapytać, czy mogłabyś mi pomóc.

- W czym?
- Znieść Annę po schodach nad rzekę.
- Dziś? Przypuszczałam, że zamierzasz to zrobić w niedzielę. Pomyślała o 

chłopcach i o tym, jak bardzo się cieszyła, że zabierze

ich do miasta.
- Nie wiadomo, czy pogoda utrzyma się do jutra, a Anna nie może się już 

doczekać, kiedy usiądzie nad rzeką.

- Pójdę tylko na górę i zamienię parę słów z chłopcami. Potem zejdę na 

dół.

Całe   szczęście,   że   niczego   chłopcom   nie   obiecywałam,   pomyślała, 

wchodząc   na   drugie   piętro.   Nie   wiadomo,   jak   długo   Anna   wytrzyma   na 
dworze, może więc jeszcze dziś zdążą się wybrać do miasta.

W kuchni nikogo nie było, Elise doszła więc do wniosku, że bracia bawią 

się z innymi chłopcami. Wypiła filiżankę zimnej kawy i przegryzła skórką 
od chleba, po czym zeszła na dół.

Anna   była   podekscytowana   i   rozmowna,   śmiała   się   i   żartowała   z 

Emanuelem, cieszyła się ogromnie, że posiedzi sobie na świeżym powietrzu. 
Przy oknie stała pani Thoresen ze skrzyżowanymi ramionami i zaciśniętymi 
wargami i kręcąc głową, patrzyła na to, co się działo.

Elise nie bardzo rozumiała jej zachowanie. Powinna się cieszyć ze względu 

na Annę, dlaczego więc stała tam i piorunowała wszystkich wzrokiem?

Emanuel podniósł Annę, jakby była lekka niczym piórko, i poniósł ją przez 

sypialnię   i   kuchnię   na   korytarz,   a   Elise   biegła   za   nim   ze   stołkiem, 
wełnianym  kocem  i  szalem.   Jeśli   ławka  będzie   zajęta,   Emanuel   musi   na 
czymś usiąść, trzymając Annę na kolanach.

Na   szczęście   starsze   panie   już   sobie   poszły   i   ławka   była   wolna.   Elise 

rozłożyła koc, Emanuel posadził ostrożnie Annę na ławce, a Elise otuliła ją 
kocem.

- Wydaje się, że jest ciepło, ale powietrze jest jeszcze ostre - wyjaśniła, 

zarzucając szal na ramiona przyjaciółki.

background image

-   Troszczysz   się   o   mnie,   jakbym   była   staruszką   -   uśmiechnęła   się 

dziewczyna.

- Byłabyś niezwykle piękną staruszką - wtrącił Emanuel z uśmiechem.
Anna się zarumieniła.
Elise spostrzegła blask w jej oczach. Gdyby tak Emanuel ożenił się z nią, 

choć jest sparaliżowana. Elise słyszała, że takie rzeczy się zdarzają. Usiadła 
po jednej stronie chorej, a Emanuel po drugiej.

- Opowiedz nam, co słychać w wielkim świecie - poprosiła Anna.
- W naszym niewielkim kraju też się wiele dzieje ostatnimi czasy - odparł 

Emanuel z uśmiechem. - Wszystko wskazuje na to, że wkrótce unia zostanie 
rozwiązana.   Od   dawna   chcieliśmy   mieć   własne   służby   dyplomatyczne, 
ponieważ   mamy   rosnącą   flotę   handlową   i   znacznie   większy   eksport. 
Hagerup   był   za   mało   stanowczy   w   sprawie   służby   konsularnej.   Musimy 
mieć własne, norweskie konsulaty. Wielu norweskich polityków sądzi, że 
osłabienie   Rosji   i   jej   zwrot   ku   Azji   Szwecja   mogłaby   wykorzystać,   by 
wysłać   więcej   wojska   na   zachód,   w   stronę   Norwegii,   nie   ryzykując,   że 
otrzyma cios w plecy ze strony Rosji. Poza tym rośnie wciąż u nas poczucie 
odrębności   narodowej,   zwłaszcza   po   wyprawie   Fridtjofa   Nansena   na 
Grenlandię.   Oczekujemy   należnego   szacunku   oraz   miejsca   na   forum 
międzynarodowym.   Nadeszła   właściwa   pora,   bo   Rosjanie   mają   dość 
problemów z wojną japońską. Myślę, że od kiedy naszym premierem jest 
Christian Michelesen, niepodległość jest tylko kwestią czasu. Ciekawe, co 
zdarzy się w najbliższych dniach.

- Wszystko to brzmi okropnie - zmartwiła się Anna. - Szwedzi na pewno 

się na to nie zgodzą i będzie wojna.

Elise zerknęła na nią.
- Zazwyczaj nie jesteś taką pesymistką, Anno.
- Wiem. Ale od kiedy nie ma Johana, czuję się znacznie bardziej bezradna.
- Nic w tym dziwnego - powiedział spokojnie Emanuel. - Ale myślę, że nie 

ma powodów do niepokoju. Hasło króla Oscara to „dobro bratnich narodów" 
i jeśli dojdzie do rozwiązania unii, król zrobi wszystko, by odbyło się to w 
pokojowej formie.

- Cieszę się, że mam ciebie, Emanuelu - uśmiechnęła się Anna. - To prawie 

tak, jakby był przy mnie Johan.

- To chyba największy komplement, jaki mógłbym usłyszeć z ust oddanej 

siostry Johana.

- O co kłóci się Rosja z Japonią?

background image

-   O   kontrolę   nad   Koreą   i   Mandżurią.   Japonia   wygrała   poważną   bitwę 

morską  i zniszczyła znaczną część rosyjskiej floty, a w Rosji zapanował 
wielki   niepokój,   odbywają   się   ogromne   demonstracje   przeciwko   carowi. 
Musiał nawet zgodzić się na konstytucję i parlament.

- A co poza tym dzieje się na świecie?
- Bardzo dobrze, że się tak angażujesz, Anno - roześmiał się Emanuel. - 

Wynaleziono   lekarstwo   na   ból   głowy   i   na   przeziębienie.   Nazywa   się 
aspiryna. Poza tym mogę wam powiedzieć, że zabawka zwana misiem stała 
się najmodniejszą zabawką dla dzieci zamożnych rodziców. ^Po angielsku 
taki miś zowie się teddy bear, po prezydencie Stanów Zjednoczonych, który 
się nazywa Teddy Roosevelt. Trzy lata temu odmówił zastrzelenia młodego 
niedźwiadka, a potem dalekowzroczni przedsiębiorcy  zaczęli produkować 
pluszowe niedźwiadki. Teraz sprzedaje się je w wielu krajach, również tutaj.

- Niedźwiedź jako zabawka? - roześmiała się Anna.
- Jako maskotka.
Elise siedziała w milczeniu i przysłuchiwała się ich rozmowie. Miała na 

końcu   języka  całkiem   inne   pytanie,   ale   jeszcze   go   nie   zadała.   Sama   nie 
rozumiała, dlaczego sprawia jej to taki problem. W końcu zdobyła się na 
odwagę.

- Słyszałam, że Agnes dostała posadę u twoich gospodarzy, Emanuelu?
-   Tak,   zaczęła   pracę   parę   dni   temu.   Miałem   cię   zresztą   pozdrowić   i 

powiedzieć,   że  ma  nadzieję,  iż  ją  kiedyś odwiedzisz.  Trudno  jej  znaleźć 
wolną chwilkę, żeby tu przyjść.

- Może przyjmować gości? - zdumiała się Elise.
- Tak, po dziewiątej. Musisz tylko pamiętać, żeby wejść od kuchni.
- Spróbuję w poniedziałek. Nie, przecież w poniedziałek będzie na pewno 

w Świątyni, prawda?

Emanuel pokręcił głową.
- Nie chodzi do Świątyni, od kiedy została służącą. Pracuje do dziewiątej, 

czasem dłużej. i

- Nie jest jej przykro z tego powodu? - przeraziła się Elise. - Była przecież 

pełna zapału.

Emanuel odwrócił wzrok jakby zmieszany.
- Chyba nie. Chyba już nie.
Elise   zrozumiała.   Skoro   Agnes   widywała   go   codziennie,   nie   musiała 

chodzić na spotkania Armii Zbawienia. Może w tej sytuacji wcale nie wstąpi 
do ich szkoły jesienią.

background image

Po   minie   Emanuela   można   było   poznać,   że   jest   tego   świadom.   Elise 

zdziwiła się, że nagle zaczął rozmawiać z nią innym tonem. Czyżby Agnes 
zdołała   go jednak skusić?  W  jej oczach  stanął nagle  obraz  Agnes,  którą 
przyłapała kiedyś w łóżku z młodym mężczyzną. Obraz, który ujrzała w 
wyobraźni,   zmienił   się   niepostrzeżenie   -   działo   się   to   na   mansardzie 
Emanuela i to on, a nie jakiś nieznajomy, leżał w objęciach Agnes. Elise 
zarumieniła się na samą myśl o tym.

- Wczoraj odwiedziła mnie siostra z Armii Zbawienia - powiedziała Anna. 

-   Zatrzymała   się   u   mnie   na   pogawędkę   i   opowiedziała   mi   o   niedawno 
wydanej książce. Nosi tytuł Kobieta stworzona przez mężczyznę i została 
napisana przez autorkę, która się nazywa Hulda

Garborg. Ukazała się w ubiegłym roku i w ciągu zaledwie paru tygodni 

sprzedano   dwanaście   tysięcy   egzemplarzy,   ale   wiele   walczących   kobiet 
bardzo ją skrytykowało. Autorka twierdzi, że walka o równouprawnienie i 
emancypację zmniejszyła tylko możliwości kobiet.  Gina Krog bardzo się 
zdenerwowała  i  napisała   w gazecie,   że  Hulda   Garborg   mówi  takie   same 
głupoty jak tłum.

- Co w tej książce wywołuje tak ostre reakcje? - zdziwiła się Elise.
- Tam jest napisane, że kobieta nie powinna się wyzwalać z siebie, by stać 

się mężczyzną, ale trzeba jej pomóc, by była w pełni kobietą, by jeszcze 
lepiej   wypełniała   swoją   rolę.   Autorka   krytykuje   żądanie   zachowania 
dziewictwa przez kobiety, bo twierdzi, że kobiece zmysły i uczucia są ściśle 
powiązane z życiem intymnym. Kiedy kobieta kocha, podchodzi do tego w 
całkiem inny sposób niż mężczyzna.

Elise   znów   poczuła   rumieniec   na   policzkach.   Że   też   Anna   ma   odwagę 

mówić o tym w obecności Emanuela. Ani ona, ani Emanuel się nie odezwali, 
więc Anna zmieniła temat.

Przez trawnik przed domem majstra pędziła właśnie gromadka chłopców, 

na końcu biegli Kristian, Peder i Evert.

- Idą twoi bracia, Elise - powiedział Emanuel z uśmiechem.
W tej samej chwili Peder ich zauważył i od razu do nich podbiegł.
- Siedzisz tu, Anno? - zapytał zdyszany. - Jak ci się udało?
- Kapitan Ringstad mnie tu przyniósł.
Peder spojrzał na kapitana Ringstada z podziwem.
- Ale pan jest silny. To strasznie daleko.
- A nie wyglądam, jakbym był silny? - roześmiał się Emanuel.

background image

- No tak. Jest pan prawie tak silny jak Johan. Uśmiech przygasł na ustach 

Emanuela.

- Wiesz co, Elise? - ciągnął Peder niezrażony. - Siostra Gwoździa będzie 

miała   dziecko.   Siedzi   i   płacze,   i   mówi,   że   nie   zrobiła   nic   złego.   Matka 
wrzeszczy i wychodzi z siebie, a ojciec ją zbił.

- Nie można być w ciąży, nie mając w tym żadnego udziału - wyjaśniła 

Anna spokojnym głosem.

Słowa Anny dotknęły Elise do żywego. Przez cały dzień udawało jej się 

odsuwać od siebie tę myśl, teraz jednak powróciła z pełną siłą. Jeśli nic się 
nie zdarzy jutro ani pojutrze...

Zdarzało się, że miesiączka przychodziła później, niż powinna. Ale w ciągu 

minionego roku miewała je regularnie. Może jest po prostu zmęczona. Albo 
za mało  je. Słyszała przecież, że dziewczęta, które za mało  jedzą, mogą 
nawet przestać miesiączkować. A ona ostatnio wcale nie miała apetytu.

Dobry Boże, spraw, bym zaczęła krwawić, błagała w duchu.
-   Powinnam   chyba   wrócić   do   domu.   -   W   głosie   Anny   słychać   było 

zmęczenie.

Emanuel podniósł się od razu.
- Mam nadzieję, że to cię nie zmęczyło - powiedział, biorąc ją na ręce.
Elise   wzięła   wełniany   koc   i   stołek   i   poszła   za   nim,   zwracając   się   jed-

nocześnie do Pedera.

- Masz ochotę pójść do Tivoli, Peder?
Peder stanął jak wryty i spojrzał na siostrę z niedowierzaniem.
- Teraz? Dzisiaj?
Elise skinęła głową z uśmiechem.
- Obiecałam wam to, pamiętasz? Pomyślałam, że to mógłby być prezent 

urodzinowy dla ciebie.

Peder podskoczył wysoko z radości.
- Prezent urodzinowy? Mogę powiedzieć o tym Kristianowi?
- Tak. I Evertowi.
-   A   co   ze   mną?   -   zapytał   Emanuel   niby   żartem,   ale   Elise   od   razu 

zrozumiała, że mówi poważnie.

Peder posłał siostrze błagalne spojrzenie.
- Czy kapitan Ringstad nie mógłby pójść z nami?
Elise nie chciała rozczarować brata, choć wolałaby, żeby poszli sami.
- Nie mam nic przeciwko temu.

background image

- Jeśli masz wątpliwości co do Kristiana, to ostatnio się zaprzyjaźniliśmy. - 

Emanuel mówił teraz z większym wysiłkiem niż wtedy, gdy wynosił Annę. 
Oddychał ciężko. Elise zaczęła się zastanawiać, czy zdoła wnieść chorą na 
górę.

Poszło jednak lepiej, niż przypuszczała. Gdy wreszcie znaleźli się w kuchni 

pani Thoresen, w nozdrza uderzył ich zapach amoniaku.

Znowu szorowała podłogę, pomyślała Elise, zasłaniając usta i nos dłonią. A 

mogłaby przecież wyjść razem z nimi na słońce i spędzić kilka miłych chwil 
z córką.

Peder pobiegł od razu zawołać Kristiana i Everta, więc gdy Elise i Emanuel 

wyszli z mieszkania  Thoresenów, wszyscy trzej chłopcy czekali na nich, 
przytupując z niecierpliwości. Elise wzięła za rękę Pedera, a Emanuel szedł 
między Kristianem i  Evertem.  Wkrótce byli już za mostem i szli w stronę 
Maridalsveien.

- Teraz możemy się pobawić tak, że ty jesteś moją mamą, a pan Ringstad 

moim ojcem - zawołał zachwycony Peder.

Brakuje mu matki i ojca, pomyślała Elise i poczuła, jak bardzo jest jej go 

żal.

- I że masz aż dwóch braci.
- I to brata bliźniaka.
- I teraz cała rodzina idzie do miasta na karuzelę - roześmiała się Elise.
Peder nie przestawał mówić przez całą drogę.
Elise starała się go słuchać, ale jej myśli wędrowały ciągle w stronę siostry 

Gwoździa. Twierdziła, że nie zrobiła nic złego. Co miała na myśli? Czyżby 
nie zdawała sobie sprawy, że może zajść w ciążę? A może zrobiła to tylko 
raz, myśląc, że w ciążę nie zachodzi się od razu? A może przeżyła to samo 
co  Elise,  wracając  samotnie   do  domu  w  ciemny   wieczór?  Elise   przeszył 
lodowaty dreszcz, choć było bardzo ciepło.

- Nie słuchasz, co mówię! - Peder był wyraźnie urażony.
- Przepraszam cię, myślałam o czymś innym.
- Ostatnio ciągle myślisz o czymś innym.
- Naprawdę? - spojrzała na niego zdziwiona.
- Tak, wyglądasz tak samo jak na pogrzebie ojca. Evert mówi, że się boisz 

tych drani, co ci chcieli zrobić dziecko.

Elise zrobiło się najpierw zimno, a potem gorąco.
- Nie wolno ci tak mówić, Peder - powiedziała ostrym głosem. - Evert 

przebywa za dużo w towarzystwie starszych chłopców. Jeśli wydaje ci się, 

background image

że jestem bardzo poważna, to dlatego, że martwię się o Hildę. Czy uda jej się 
zachować pracę, gdy urodzi się dziecko - dodała pośpiesznie.

- Nie bój się, Elise. Mogę zbierać węgiel w przystani albo szukać pustych 

butelek i będziesz miała pieniądze na mleko i owsiankę.

- Bardzo ci dziękuję, Peder. Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie.
Po   Karl   Johan   wędrowały   istne   tłumy.   Roześmiane   kobiety   w   lekkich, 

jasnych, letnich sukniach, wielkich kapeluszach, z kwiatami przypiętymi do 
dekoltów.   Panowie   w   kapeluszach,   ubrani   do   figury,   wymachujący 
spacerowymi laskami. Plotkujące służące w strojnych fartuchach, drepczące 
dziewczynki   w   jasnych   letnich   płaszczykach,   białych   rękawiczkach   i   w 
słomkowych   kapeluszach   obok   chłopców   w   spodniach   do   kolan   oraz 
podkolanówkach i przekrzywionych na bakier kaszkietach. Elise przyglądała 
się wszystkim, często obracała się, żeby się lepiej komuś przyjrzeć, a już po 
chwili widziała coś jeszcze bardziej interesującego. Od czasu do czasu jakaś 
bryczka albo jeździec próbowali jechać szybciej, gdzieś w oddali słychać 
było klakson samochodu i dzwonek tramwaju.

Gdy   doszli   do   nowego,   wielkiego   teatru,   zwanego   Nationaltheatret, 

Emanuel zatrzymał się i wskazał im kamienne figury.

- To dar od króla Oscara. Jedna z tych rzeźb przedstawia śmierć Sigurda 

Fàvnesbane.

Evert spojrzał na Emanuela.
- Znałeś go?
- Sigurd Fàvnesbane to bohater sagi, bardzo starej sagi z czasów wikingów 

-   uśmiechnął   się   Emanuel.   -   Był   straszliwie   silny   i   bardzo   odważny. 
Najpierw zabił węża, który nazywał się Fàvne i pilnował całej góry złota, a 
potem przejechał na swym ogniu przez zaklęty ogień.

Peder   i   Evert   stali   w   milczeniu   i   wpatrywali   się   w   Emanuela   szeroko 

otwartymi oczami. Gdy Emanuel umilkł, zawołali:

- Niech pan opowiada dalej, panie Ringstad!
- Później opowiem wam więcej, ale teraz idziemy do Tivoli. Wiecie, że tę 

restaurację   nazywają   „Absynt"?   -   dodał   ze   śmiechem.   -  Miałem   zamiar 
zaprosić was tam Siedemnastego Maja, ale wówczas jest tam wielki tłok, 
więc może lepiej będzie, jeśli pójdziemy dzisiaj.

Jeśli może być tu jeszcze tłoczniej, to cieszę się, że przyszliśmy dzisiaj, 

pomyślała Elise, patrząc na tłumy spacerujące po Tivoli. Jeśli na Karl Johan 
było   na   co   patrzeć,   to   tutaj   jeszcze   więcej   rzeczy   przyciągało   wzrok. 
Człowiek znikał tu w tłumie, z czego Elise była zadowolona. Gdyby miała 

background image

choć jedną suknię. Wydawało jej się, że ta szara, zniszczona spódnica i szary 
szal stanowią nieprzyjemny zgrzyt pośród tych wszystkich kolorów. Zdjęła 
szal   i   przewiesiła   go   sobie   przez   ramię,   ale   bluzka   nie   wyglądała   wiele 
lepiej. Dumna była jedynie z grubego warkocza, ale stary kapelusz, który 
odziedziczyła po matce, wyglądał tak staroświecko, że miała wielką ochotę 
zdjąć go i iść z odkrytą głową.

Nagle ktoś zawołał ją po imieniu, więc rozejrzała się dokoła. Zbliżała się 

do niej właśnie  Valborg  z przyjaciółkami.  Valborg  w nowym kapeluszu i 
białych rękawiczkach.

- Proszę, proszę! - wykrzyknęła, spoglądając to na Elise, to na Emanuela i 

chłopców. - Czy to rodzina Lovlien na spacerze?

Elise miała ostrą odpowiedź na końcu języka, ale przełknęła ją.  Valborg 

spojrzała na Emanuela z bezczelną i wyzywającą miną.

- Myślałam, że ludzie z Armii Zbawienia zawsze chodzą w mundurach?
Elise ogromnie się zdenerwowała. Jak można zwracać się w tak bezczelny 

sposób do oficera Armii? Emanuel zachował spokój.

- Jeśli nie wykonuję swoich obowiązków, chodzę w cywilu.
- No tak, jak by wyglądał oficer w cyrku? - Valborg roześmiała się głośno z 

własnego   dowcipu.   Jej   przyjaciółki   zachichotały,   ale   były   wyraźnie 
zakłopotane jej zachowaniem.

Valborg znów zwróciła się do Elise:
- Miałaś ostatnio jakieś wieści od Johana?
- Johan zerwał zaręczyny.
Valborg zrobiła zmartwioną minę, ale Elise zauważyła, że w jej oczach nie 

było współczucia.

-   Och,   co   za   smutna   wiadomość.   Ale   wiesz   przynajmniej,   że   on   żyje? 

Chyba słyszałaś o pożarze w więzieniu?

Elise poczuła, że blednie, wydawało jej się, że za chwilę się przewróci. 

Wtedy Emanuel chwycił ją mocno za ramię. Rzucił  Valborg  pełne chłodu 
spojrzenie.

- Idziemy na karuzelę. Życzymy paniom miłego popołudnia. I pociągnął 

Elise przez tłum.

Na szczęście chłopcy szli przodem i tylko co jakiś czas na nich czekali. 

Gdy się trochę oddalili, Emanuel powiedział:

- To chyba nie była twoja najlepsza przyjaciółka? Nie musisz się martwić o 

Johana. Słyszałem o tym wczoraj w Świątyni, podobno nikomu nic się nie 
stało podczas pożaru.

background image

Elise spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami i odetchnęła z ulgą.
- Jesteś pewien?
- Całkowicie. - Emanuel pokiwał głową z powagą. Elise wzięła się w garść.
- No dobrze, Peder. Teraz dopiero będzie wesoło, widać już karuzelę.
- Patrz, Elise. Zaczynają zapalać wszystkie piękne lampki na drzewach. 

Patrz, jak się błyszczą. Ile kolorów. Tu jest jak w raju, dokładnie tak, jak 
mówił Lis.

Elise   sięgnęła  do  kieszeni,  żeby  wyjąć portmonetkę  z  zaoszczędzonymi 

monetami, ale Emanuel ją zatrzymał.

- Dziś wieczorem jesteście moimi gośćmi. Każdy z chłopców ma u mnie 

dwie przejażdżki karuzelą.

-   Każdy   dwie?   -   Peder   patrzył   na   niego   z   niedowierzaniem.   -   Bardzo 

dziękujemy, panie Ringstad! - zawołał i pobiegł do Kristiana i Everta, którzy 
stali nieco dalej.

- Spotkamy się później przed restauracją! - zawołała Elise.
- Chodź - pociągnął ją Emanuel. - Znajdziemy sobie stolik i zamówimy sok 

i ciastka.

- Naprawdę? - Elise posłała mu niepewne spojrzenie. - Czy tu nie jest za 

drogo?

- Mówiłem przecież, że dziś ja zapraszam - uśmiechnął się Emanuel.
Nie   było   żadnego   wolnego   stolika,   ale   jakaś   para   siedząca   pod   brzozą 

wstała i zaczęła do nich machać. Emanuel przywitał się z nimi serdecznie.

Elise   skuliła   się.   Miała   nadzieję,   że   Emanuel   nie   spotka   żadnych   zna-

jomych. Przecież to dla niego wielki wstyd pokazywać się w towarzystwie 
kogoś tak ubranego.

- To byli sąsiedzi ze wzgórza Aker - wyjaśnił, gdy tamci poszli. - Bardzo 

mili ludzie.

- Na pewno zdziwili się, że cię tu widzą.
-   Przyzwyczaili   się   już,   że   mogą   mnie   spotkać   w   najdziwniejszych 

miejscach, w towarzystwie różnych ludzi. - Spojrzał na nią i chyba zro-
zumiał, co jej leży na sercu, bo przykrył jej dłoń swoją ręką i powiedział: - 
Nie myśl w ten sposób, Elise. Jesteś tu najpiękniejszą dziewczyną, nie ma 
znaczenia, co masz na sobie.

- Może dla ciebie, ale inni myślą swoje.
- Niech myślą, co chcą. Ja się tym nie przejmuję.
Drzwi   do   sali   tanecznej,   położonej   tuż   obok,   ciągle   się   otwierały   i   za 

każdym razem do ich uszu docierała muzyka. Emanuel złożył zamówienie i 

background image

po chwili na stole pojawiły się soki i ciastka. Elise poczuła, że się coraz 
bardziej odpręża i że jej stopa wystukuje rytm muzyki. Emanuel chyba też 
zauważył ruch pod stołem.

- Lubisz tańczyć?
- Lubię muzykę, ale rzadko tańczę. A ty?
- Bardzo lubiłem tańczyć, zanim wstąpiłem do Armii Zbawienia. Ale teraz 

już nie mogę.

- Brakuje ci tego?
- Czasami. Ale z niektórych rzeczy trzeba zrezygnować.
Elise zastanawiała się, czy musiał zrezygnować z wielu innych rzeczy.
- Nie powiedziałeś za wiele o Agnes, gdy o nią zapytałam.
-   Nie,   nie   chciałem   o   tym   rozmawiać   przy   Annie   -   uśmiechnął   się   z 

pewnym   zakłopotaniem.   -   Agnes   zdecydowała   się   na   to,   ho   ma   swoje 
powody.

Elise zaczerwieniła się zamiast przyjaciółki.
- Powiedziała ci, dlaczego chce być służącą? - Emanuel spojrzał na nią 

badawczo. Bez wątpienia oczekiwał jasnej odpowiedzi.

Elise pokiwała głową.
- Ona się w tobie kocha.
- Tak też to zrozumiałem. Karolinę nie jest zachwycona jej obecnością.
- Może zmusi ojca, by wyrzucił Agnes.
-   Jest   taka   możliwość.   To   by   się   źle   skończyło   dla   Agnes.   Jak   wiesz, 

niełatwo o pracę ostatnimi czasy.

- Może  powinieneś  porozmawiać  z  Agnes  i  poradzić,  by  była miła  dla 

Karolinę.

- Próbowałem, ale to się na nic nie zda. Ona jest bardzo... - zamilkł, ugryzł 

się w wargę i spojrzał w stół.

- Natarczywa, chciałeś powiedzieć? Pokiwał głową.
Ku swemu własnemu zdumieniu Elise poczuła dziwne ukłucie w piersiach. 

Co się stało? - pomyślała. Czyżby jednak dał się skusić? Znów wyobraziła 
sobie   Agnes   w   objęciach   tamtego   nieznajomego.   Agnes   nie   była 
początkująca   w   tych   sprawach.   Czystość   nie   stanowiła   dla   niej   żadnego 
problemu.

- Może ty mogłabyś przemówić jej do rozsądku?
- Będzie na mnie wściekła. Mówi, że jestem zazdrosna.
Gdy tylko wypowiedziała to słowo, zorientowała się, że może zostać źle 

zrozumiana.

background image

. - To znaczy... Agnes... Agnes sądzi, że jestem zazdrosna, bo Johan jeszcze 

długo nie wróci do domu.

Emanuel siedział w milczeniu. Po chwili zajrzał jej w oczy:
- A jesteś?
- Co masz na myśli? - Elise się zaczerwieniła.
- Jesteś zazdrosna o Agnes?
- Nie sądzę, bym miała powody.
- Nie, nie masz. - Emanuel pokręcił głową. - Potrafię być cierpliwy - dodał 

z uśmiechem. - Poczekam. Wiesz, co mam na myśli.

- Jesteś przecież oficerem Armii Zbawienia.
- Ty też mogłabyś wstąpić do Armii.
- Nie sądzę. Nie mam tak niezłomnej wiary. I nie mogłabym chodzić w 

mundurze. Poza tym mam dość pracy przy matce, Hildzie i chłopcach. Hilda 
niedługo urodzi i będę musiała jej pomagać.

- Czy ojciec dziecka nie zamierzał jej wspierać? - Emanuel zmarszczył 

brwi.

- Wciąż tak mówi - potwierdziła Elise, spuszczając wzrok. - Ale ja mam 

wrażenie, że coś tu się nie zgadza.

- Co masz na myśli?
-   Jeśli   ją   kocha   i   chce   łożyć   na   Hildę   i   dziecko,   to   dlaczego   musimy 

wszystko nadal trzymać w tajemnicy?

Emanuel zamyślił się i przygryzł wargi.
- W dalszym ciągu nie wolno wam mówić, kim on jest? Elise pokręciła 

głową.

- Ale ja i tak mam ochotę to zrobić. Może ty mnie uspokoisz.
- Możesz być pewna, że to zostanie między nami. Będę milczał jak grób.
- To pan Paulsen. Majster. Zauważyła od razu, że ta informacja wprawiła 

go w osłupienie, i od razu pożałowała, że to powiedziała.

- To niemożliwe - szepnął. - Pan Paulsen ze wzgórza Aker? Majster, który 

mieszka niedaleko mnie?

Elise przytaknęła.
- Ale... ale... Jak... to znaczy, czy on... czy on zrobił coś... Elise od razu 

pokręciła głową.

- Hilda na wszystko się zgodziła, twierdzi, że on kocha ją, a ona jego-
- Prządkę? Szesnastoletnią?
- Niedawno skończyła siedemnaście.
- Ale... Ja nie rozumiem, jak...

background image

- Ja też nie. Nie myśl już o tym, Emanuelu. Widzę, że dziwi cię to tak samo 

jak mnie. Wszystko się wyjaśni, gdy dziecko przyjdzie na świat.

Emanuel wziął głęboki oddech.
- Może jednak wcale nie będzie tak źle. On jest chyba bardzo bogaty, nie 

ma   dzieci,   jest   wdowcem.   Jeśli   rzeczywiście   chce   wziąć   na   siebie 
odpowiedzialność za Hildę i dziecko, jeśli się z nią ożeni, gdy Hilda będzie 
pełnoletnia,   to   będzie   to   dla   ciebie   pewna   ulga.   Masz   dość   kłopotów   z 
utrzymaniem braci.

- Ja też tak myślę. On jej już dał pieniądze na jedzenie.
- Miło to słyszeć. „Gdy deszcz pada na proboszcza, na wikarego też coś 

kapnie". Wy też coś na tym skorzystacie.

Elise pokiwała głową, nie patrząc na niego. Nie zamierzała mu mówić, że 

Hilda chce przeznaczyć te pieniądze na coś innego.

- Martwisz się, że Johan zerwał zaręczyny? - zapytał cicho i ostrożnie.
- Tak. Myślę, że ktoś na niego wpłynął. Nigdy by tego nie zrobił, gdyby 

ktoś nie wmówił mu czegoś, co nie jest prawdą, albo nie wpłynął na niego w 
inny sposób.

- Próbowałaś jeszcze raz napisać i wyjaśnić, że między nami nic nie ma?
- Nie, ale zamierzam to zrobić.
- Zrób to, Elise. Nie odzyskasz spokoju, jeśli nie spróbujesz.
- I ty to mówisz? - Spojrzała na niego ze zdumieniem.
- Trzeba wiedzieć, na czym się stoi.
- Może masz rację. - Elise pokiwała głową w zamyśleniu. - Cieszę się, że 

jesteś moim przyjacielem, Emanuelu, i że mogę z tobą porozmawiać również 
o tym.

Przez   chwilę   siedzieli   w   milczeniu,   obserwując   kipiące   dokoła   życie   i 

popijając sok. Po chwili Emanuel odchrząknął, w/raźnie zakłopotany.

- Jest coś, nad czym się zastanawiam, ale nie bardzo wiem, jak zapytać.
Rzuciła mu czujne spojrzenie.
- Udało ci się jakoś pogodzić z tym, co się stało?
Elise poczuła, że świat zawirował wokół jej głowy. Spuściła wzrok, nie 

mając odwagi spojrzeć na niego.

- Chyba tak - szepnęła.
- Rozmawiałem z jedną z sióstr z Armii. Nie powiedziałem oczywiście, o 

kogo chodzi - dodał pośpiesznie. - Ona często spotyka dziewczęta, które 
przeżyły coś takiego, i rozmawia z nimi. Twierdzi, że to pomaga.

- Ja nie chcę z nikim rozmawiać.

background image

- Nawet ze mną?
- Przecież jesteś mężczyzną. - Spojrzała na niego z przerażeniem.
- Przywykłem do rozmów z bardzo różnymi ludźmi. - Zakasłał i spuścił 

wzrok.

- Nie budzę w tobie odrazy? To znaczy... Kiedy myślisz, jak... - Umilkła i 

zamrugała oczami, bo płacz jej ściskał gardło.

Przysunął swoje krzesło bliżej i objął ją ramieniem.
- Miałbym stracić do ciebie sympatię z powodu krzywdy, którą ktoś ci 

wyrządził? Najchętniej zabiłbym tego człowieka.

Elise podniosła się i powiedziała przez łzy:
- Chyba chciałabym już pójść do domu.  Dziękuję za sok. W tej samej 

chwili usłyszeli wołanie Pedera:

- Elise, patrz, co wygrałem!
Elise wyprostowała się i zmusiła twarz do uśmiechu.
- Wygrałeś? - powtórzyła, nic nie rozumiejąc.
-   Znalazłem   na   ziemi   dziesięć   ore   i   kupiłem  sobie   los.   Patrz   tylko,   co 

dostałem.

W dłoniach trzymał jasnożółtego pluszowego misia.
-   To   miś!   -  wykrzyknął   Emanuel.   Elise   musiała   się   uśmiechnąć.   Peder 

przytulił miękką maskotkę.

- Jest mój. Dam mu imię i będę go zawsze miał przy sobie.
- Mówisz jak dziecko. - Kristian obrzucił misia pogardliwym spojrzeniem. 

- Chyba nie zaczniesz też bawić się lalkami, co?

- Przestań, Kristian, pozwól Pederowi nacieszyć się swoją wygraną. Ale 

chodźcie już, chłopcy, musimy wracać do domu. Zrobiło się późno.

Chłopcy pobiegli przodem, a Elise i Emanuel ruszyli za nimi.
- Przykro mi, że o tym wspomniałem, Elise - powiedział cicho Emanuel.
- Nic nie szkodzi.
- Postaraj się zapomnieć.
Łatwo ci mówić, pomyślała Elise. Jutro musi się zacząć, dodała w duszy z 

desperacją. Miesiączka będzie już o dwa tygodnie spóźniona.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Siedemnastego maja pięknie świeciło słońce i było bardzo ciepło. Święto 

wypadło w środę, ale w fabryce skończyli pracę już o szóstej, tak jak w 
soboty. Elise wybrała się do miasta, żeby popatrzeć na ludzi.

Najchętniej zostałaby w domu ze swoimi ciężkimi myślami, ale uznała, że 

powinna wiedzieć, co się wydarzy w tak szczególny dzień. Zwłaszcza ze 
względu na chłopców.

Nigdy   nie   słyszała,   by   ludzie   wkładali   tyle   serca   w   śpiewanie   pieśni 

narodowych Tak, my kochamy ten kraj i Niech Bóg błogosławi naszej dro-
giej   ojczyźnie.   Nie   mówiąc   już   o   patriotycznej   pieśni,   którą   napisał   Per 
Sivles,  Chcemy  mieć  swój kraj, po której grano  starego  marsza,  którego 
uczyła się kiedyś w szkole i który za sprawą swego szybkiego, radosnego 
rytmu wydawał się doskonałą przygrywką do powstania przeciwko Szwecji.

Wszędzie powiewały norweskie flagi, a w Akershus Christian Michelsen 

przemawiał podobno na tle norweskich barw narodowych i napisu: „1814 - 
17 maja - 1905". Na Lovebakken i Birkelunden śpiewały chóry. Wydawało 
się, że wszyscy czują, że to będzie szczególny dzień. Co się stanie za rok? - 
pomyślała Elise. Czy Norwegia będzie wolnym i niepodległym krajem?

To, co działo się dokoła, zajmowało ją jednak tylko przez chwilę. Myślą 

wracała bowiem ciągle do tego, co najprawdopodobniej działo się teraz w jej 
własnym ciele.

Nie   straciła   jeszcze   nadziei.   Dopiero   na   początku   lipca   sprawa   będzie 

przesądzona. Mało prawdopodobne, by miesiączka opóźniła się bez powodu 
o cały miesiąc.

Niepokój sprawiał jej dotkliwy ból. Utrudniał jej zasypianie wieczorami, 

ciążył   strasznie   całymi   dniami.   Od   czasu   do   czasu   przekonywała   sama 
siebie, że to tylko nerwy i brak jedzenia, ale niepokój ciągle powracał.

Starała się unikać Emanuela, nie mogła znieść jego badawczego spojrzenia, 

nie   mogła   znieść   myśli,   że   wszystko   odgadł   i   zrozumiał.   Nie   mogła   też 
przebywać w towarzystwie Hildy w obawie, że się przed nią zdradzi. Nikt 
nie może o tym wiedzieć. Żadna żywa dusza. Jeśli zdarzyło się to, czego się 
obawia, będzie musiała coś przedsięwziąć...

Odsuwała od siebie tę myśl, nie potrafiła jej udźwignąć, nie potrafiła jej 

pomyśleć do końca.

Emanuel zaproponował, żeby po południu poszli razem z chłopcami do 

miasta,   ale   Elise   odmówiła.   Wykręciła   się   bólem   głowy   i   pozwoliła,   by 

background image

poszedł sam z chłopcami. W szkole nie było lekcji, mogli więc wyruszyć 
jeszcze przed jej przyjściem z fabryki. Nie chciała się przy nim rozpłakać 
nagle bez powodu, jak to się jej zdarzało w ciągu dnia. Płacz przychodził bez 
ostrzeżenia  i nie  potrafiła  wówczas powstrzymać   łez. Wtedy  chciała   być 
sama.

Pragnęła zobaczyć się z Agnes, nie mogła już dłużej dźwigać sama tych 

przerażających myśli. Agnes miała wiele przyjaciółek i znała życie. Może 
zna także ten adres na Mollergata...

Znów   serce   jej   się   ścisnęło.   Słyszała,   że   to   niebezpieczne.   Mogła   się 

wykrwawić na śmierć. Albo stracić możliwość rodzenia dzieci.

Ale urodzić dziecko tego potwora... Gdy o tym myślała, wydawało jej się, 

że tonie w bagnie. Nie, to była myśl nie do zniesienia.

Usłyszała, że jakieś dzieci krzyczą „hurra!", i zobaczyła je, gdy dotarła na 

szczyt   wzgórza.   Wymachiwały   chorągiewkami   i   udawały,   że   idą   w 
świątecznym   pochodzie.   Przez   pierwsze   dziewiętnaście   lat,   od   kiedy 
dzieciom pozwolono uczestniczyć w pochodzie z okazji święta narodowego, 
uczestniczyli w nim tylko chłopcy, ale od szesnastu lat, od 1889 roku, mogły 
iść także dziewczęta, tyle że nie z chorągiewkami, a z wieńcami kwiatów.

Łopotały   czerwone   flagi   z   biało-niebieskim   krzyżem,   bez   szwedzkich 

barw, żółtej i niebieskiej, w rogu. Trochę to potrwa, nim wszyscy się do tego 
przyzwyczają. Do Elise nie dotarło jeszcze całkiem, że Norwegia będzie od 
tej pory wolnym krajem, że nikt obcy nie będzie decydował o ich losie.

W   następnej   chwili   znów   opanowały   ją   te   straszne   myśli.   Co   będzie   z 

Pederem, jeśli ona tego nie przeżyje? Przypomniała sobie, jak się bał, gdy 
opowiadała mu o ludziach, którzy emigrują do Ameryki. Lękał się, że ona 
też wyjedzie. Był od niej całkowicie uzależniony, przynajmniej do powrotu 
matki.

I jak matka sobie bez niej poradzi?
Doszła   już   do   domu   Carlsenów,   ale   zawahała   się   przez   chwilę,   nim 

ośmieliła się popchnąć bramę z kutego żelaza i wejść. Z obfitej południowej 
rabatki płynął słodki zapach kwiatów. Gdy Elise zerknęła w tamtą stronę, 
ujrzała całą gamę jasnych kolorów. Drzewko owocowe było już obsypane 
kwieciem,   a   na   żywopłocie   złociły   się   żółte   pąki.   Gdybym   mogła 
zamieszkać w takim pięknym miejscu, pomyślała i zaczęła trochę rozumieć 
decyzję Agnes. I cóż z tego, że pracuje nawet po dziewiątej wieczorem i ma 
wolną   tylko   co   drugą   sobotę,   skoro   może   mieszkać   w   pięknym  domu   z 
ogrodem.

background image

Minęła   masywne   drzwi   frontowe,   modląc   się,   by   nikt   się   w   nich   nie 

pojawił,   i   pobiegła   do   kuchennych   schodów.   Dom   miał   tylko   dwie 
kondygnacje i mansardę. Gdy była tu ostatnio, było ciemno, dopiero teraz 
zobaczyła, że dom ma wykusz i dwie kolumny po obu stronach drzwi, a 
także   lśniące,   kolorowe   szybki   w   oknach   werandy.   Prezentował   się   tak 
wspaniale, że Elise przypomniała sobie wielkopański dom, który widziała 
kiedyś na zdjęciu w „Norweskim Magazynie Rodzinnym".

Dziewiąta już minęła. Elise była tego pewna, bo spytała o godzinę jednego 

z przechodniów. Agnes chyba skończyła już pracę. Ze stajni wyszedł jakiś 
człowiek. Pewnie woźnica.

- Przepraszam - zaczęła - przyszłam w odwiedziny do mojej przyjaciółki, 

która jest tu służącą...

- W takim razie możesz pójść ze mną, bo idę właśnie do kuchni - przerwał 

jej z uśmiechem. Wyglądał bardzo przyjaźnie.

Gdy weszła do kuchni, znajdującej się na piętrze, uderzyła ją biel ścian. 

Pod sufitem paliła się elektryczna lampa, a Agnes stała przy piecu i mieszała 
w garnku, w którym gotowało się mleko, obok coś kipiało w drugim rondlu.

Agnes miała włosy upięte wysoko na karku, przesłonięte śnieżnobiałym 

czepkiem, fartuch był wykrochmalony i równie biały. Gdy usłyszała, że ktoś 
wchodzi, obróciła w stronę drzwi czerwoną, zaaferowaną twarz, a na widok 
Elise jeszcze bardziej się zarumieniła.

- Pani chce się jeszcze napić gorącego mleka z miodem - wyjaśniła pełnym 

zdenerwowania głosem, wyjmując jednocześnie wielki słój z konfiturami z 
ocynkowanej wewnątrz szafki chłodniczej i spoglądając nerwowo na jakieś 
dziwne   urządzenie,   wiszące   na   ścianie.   -   Zdaje   się,   że   nie   pracuję 
wystarczająco   szybko.   To   urządzenie   pokazuje,   do   którego   pokoju   mam 
pójść.

Woźnica mrugnął do Elise.
- Pani nie wie, ile srok musi trzymać za ogon służąca - powiedział cicho.
Elise  spojrzała na dziwną lampę.  Teraz zauważyła, że są  na niej różne 

cyfry i że lampa oświetla właśnie jeden z nich. Woźnica zauważył chyba, na 
co Elise patrzy.

-   Piątka   to   biblioteka.   Pani   siedzi   tam   zazwyczaj   wieczorem  ze   swoim 

małżonkiem.

Elise   nie   ruszyła   się   z   miejsca,   podczas   gdy   Agnes   nalała   do   dzbanka 

gorącego mleka, dodała miód i znikła w korytarzu. Gdy wreszcie wróciła, 
zdjęła fartuch i czepek.

background image

- Wreszcie jestem wolna - powiedziała, ocierając pot z czoła. - Chodź, 

pójdziemy do mojego pokoju.

Otworzyła   drzwi   w   drugim   krańcu   kuchni   i   weszły   do   niewielkiego, 

wąskiego pokoiku, z oknami na północ. Panował w nim chłód, bo słońce tu 
nigdy nie zaglądało. Ściany pomalowano na kolor ciemnoniebieski, w oknie 
wisiały haftowane białe zasłonki.

- Tak się cieszę, że mogłaś przyjść, Elise. - Agnes padła wycieńczona na 

wąskie   łóżko.   -   Czekałam   na   ciebie.   Boże,   jaka   jestem   zmęczona.   - 
Przygładziła włosy dłonią i głośno westchnęła. - Ta kobieta mnie kiedyś 
dobije. - Agnes zasłoniła sobie usta i z przerażeniem w oczach zerknęła w 
stronę   drzwi.   Obie   wstrzymały   oddech.   Gdy   Agnes   się   upewniła,   że   w 
kuchni   nikogo   nie   ma,   powiedziała   szybko:   -   Siadaj,   mam   ci   tyle   do 
opowiedzenia.

Elise   usiadła   obok   przyjaciółki.   Pod   oknem   stało   wprawdzie   krzesło   z 

wiklinowym oparciem, ale na nim leżała sterta ubrań. Na ścianie wisiało 
niewielkie lustro, a w kącie stała komoda z trzema szufladami.

Pokój wyglądał biednie w porównaniu z resztą domu, ale Elise uważała, że 

Agnes ma wielkie szczęście, mając pokój tylko dla siebie.

- Byłam na górze, w jego mansardzie, Elise. Wiele razy.
- Naprawdę?
- Kilka razy z nim rozmawiałam. Poza tym sprzątam u niego. Piorę mu 

także ubrania. Kiedy nie ma go w domu, zanurzam twarz w jego koszulach i 
wdycham jego zapach - dodała tak namiętnym głosem, że Elise poczuła się 
bardzo niezręcznie.

- Nie boisz się, że mógłby cię zaskoczyć?
- Nie zrobi tego. Wiem, kiedy go nie ma w domu. Chwile, które spędzam 

na górze, wynagradzają mi tę harówkę.

Elise spojrzała badawczo na przyjaciółkę.
- Harówkę? Jest aż tak źle? Agnes pokiwała głową.
- Nie rób tego co ja, Elise - powiedziała z nieoczekiwaną siłą w głosie. - To 

niewolnicza praca. O szóstej rano muszę napalić we wszystkich piecach, a 
zaraz potem biegnę do pralni, żeby wygotować bieliznę, która moczyła się 
od   poprzedniego   wieczoru.   Potem   wracam   na   górę,   żeby   przygotować 
śniadanie.   Każdy   garnek,   którego   używam,   muszę   starannie   wyszorować 
piaskiem   i   wygładzić   kredą,   zanim   będzie   można   znów   postawić   go   na 
piecu.   Gdy   uporam   się   ze   zmywaniem   po   śniadaniu,   znów   biegnę   do 
piwnicy,   żeby   wypłukać   bieliznę,   wylać   wodę   i   wszystko   wyżąć.   Gdy 

background image

skończę, zanoszę ciężką balię z mokrą bielizną z piwnicy na samą górę i 
wieszam na sznurach na strychu. - Mówiła tak szybko, że brakowało jej 
tchu, ale najwyraźniej chciała mówić dalej. - Gdy wracam do kuchni, zjawia 
się lodziarz z dostawą lodu i muszę podać mu kawę. Ledwo naleję mu kawy, 
zjawia się pani z listą zakupów i zaczynam biegać od mleczarza do rzeźnika, 
od sklepu z kawą do pasmanterii, potem na pocztę i po ryby, do piekarni i 
apteki. Nie masz pojęcia, ile oni kupują. Chyba śpią na pieniądzach.

Elise słuchała ze zdumieniem.
- Nogi mi odpadają od tego biegania - ciągnęła Agnes. - Ale gdy wrócę do 

domu, muszę wszystkie zakupy posegregować, coś zanieść do piwnicy, coś 
do   jadalni,   resztę   do   szafek   na   jedzenie.   Ledwo   skończę,   już   biegnę   na 
strych, żeby zdjąć pranie, które już wyschło, i znieść je do maglownicy, 
która stoi w piwnicy. Pokojówka pomaga mi wyciągać prześcieradła, obrusy 
i takie rzeczy. Na szczęście.

- Mają też pokojówkę? - Elise spojrzała na przyjaciółkę ze zdumieniem.
- Tak, ale to dla mnie nie ma znaczenia, bo to ja zajmuję się najgorszą 

robotą.  Karolinę,  córka państwa domu,  ta, o której mi  wspominałaś,  jest 
strasznie  rozpieszczona. Muszę sprzątać w jej pokoju, wieszać suknie do 
szafy,   składać   inne   rzeczy.   Nie   uwierzyłabyś   własnym   oczom,   gdybyś 
zobaczyła, ile ona ma sukni. - Agnes wzięła głęboki oddech. - Jeśli myślisz, 
że to już koniec, to się mylisz. Gdy skończę maglować i prasować, muszę 
wyszorować tylne schody i podłogę w kuchni, nakryć do stołu w jadalni, 
nastawić ziemniaki, dołożyć do pieca, wypatroszyć ptaka albo rybę. Dopiero 
gdy podam obiad i pozmywam, mogę przez chwilę odetchnąć, a potem znów 
to samo.

- Myślę, że mimo wszystko masz tu lepiej niż w fabryce. Agnes pokiwała 

głową.

- Wieczorem muszę wyczyścić wszystkie lampy parafinowe, wyszorować 

srebro   i   miedź,   zacerować   i   załatać,   co   trzeba.   Na   końcu   przygotowuję 
sypialnie, zdejmuję narzuty z łóżek, odchylam pierzyny, ustawiam pantofle 
pani i pana. Zanim pójdę do siebie, muszę życzyć im dobrej nocy i zapytać, 
czy nie życzą sobie czegoś jeszcze. - Opadła na poduszkę i jęknęła. - Czy to 
dziwne,   że   jestem   wykończona?   Czasami   żądają,   żebym   pracowała   do 
północy. Co oni sobie myślą, z czego ja jestem zrobiona? Wydaje im się 
może, że jestem maszyną parową?

Elise wiedziała, że służące bardzo długo i bardzo ciężko pracują, ale nie 

przypuszczała, że jest aż tak źle. Spojrzała ze współczuciem na przyjaciółkę.

background image

-   Może   szef   pozwoli   ci   wrócić   do   pracy?   Agnes   gwałtownie   pokręciła 

głową.

- Chcę być tam, gdzie Emanuel.
Elise wiedziała, że powinna zachować ostrożność.
- Obyś się tylko nie rozczarowała.
Agnes gwałtownym ruchem podniosła się z poduszek i syknęła:
- Ciągle to powtarzasz. Nic nie rozumiesz, Elise. Jesteś całkiem zielona, 

jeśli chodzi o mężczyzn. Każdy normalny mężczyzna da się w końcu skusić. 
Muszę tylko być cierpliwa i trzymać się z dala od tej jędzy Karolinę. Ona 
jest zakochana w Emanuelu i wodzi za nim jastrzębim wzrokiem.

- Domyśliła się, dlaczego przyjęłaś tę posadę?
Agnes odwróciła wzrok, jej głos natychmiast Zrobił się cichszy.
-   Weszła   kiedyś   na   górę,   gdy   byłam   u   Emanuela.   Twierdziła,   że   chce 

pożyczyć książkę. Kiedy mnie zauważyła, zapytała ze złością, co tam robię. 
A przecież nic jej do tego, jak spędzam swój wolny czas.

Elise zwlekała chwilę z odpowiedzią.
- Chyba powinnaś być ostrożna. Jeśli chcesz zachować posadę.
-   Nie   sądzisz   chyba,   że   dam   sobą   rządzić   jakiejś   rozpuszczonej, 

rozkapryszonej tatusinej córeczce - wybuchnęła Agnes.

- Ale wszystko zależy od jej ojca.
Agnes uśmiechnęła się dziwnie i zagadkowo.
- Otóż to.
Elise rzuciła jej pytające spojrzenie, ale Agnes od razu zmieniła temat.
- Byłaś dziś w mieście i widziałaś obchody Siedemnastego Maja? Elise 

pokiwała głową.

- Wiesz może,  że Emanuel Ringstad  zabrał ze sobą  Pederà,  Kristiana  i 

Everta?

- Tak, i o to właśnie chciałam cię zapytać. Dlaczego to zrobił?
- Pewnie mu ich żal - wzruszyła ramionami Elise. - Większość dzieci ma 

matkę albo ojca, którzy się nimi zajmują.

- Myślę, że on zadziwiająco często odwiedza  Andersengàrden.  Poluje na 

ciebie czy na Annę?

Elise zrozumiała, że to jest żart, więc się uśmiechnęła.
- Zniósł któregoś dnia Annę na dół, nad rzekę. Wyszła na dwór pierwszy 

raz od zeszłego lata.

- O tym też opowiadał - pokiwała głową Agnes. - Ludzie zaczynają się 

pewnie zastanawiać, dlaczego on to robi.

background image

Elise splotła palce i spuściła wzrok. Zaraz będzie musiała to powiedzieć...
- Agnes... Pamiętasz, o czym rozmawiałyśmy, gdy byłam ostatnio u ciebie?
Agnes spojrzała na nią od razu.
- Tak.
- Myślę, że jednak miałam pecha... - Unikała spojrzenia przyjaciółki.
- Żartujesz. - Agnes naprawdę się przeraziła.
- Powinnam mieć miesiączkę już przeszło dwa tygodnie temu.
- Czasem się zdarza opóźnienie.
- Wiem.
- Nie martw się na zapas, Elise. U mnie też kiedyś przyszła z opóźnieniem i 

strasznie się bałam.

Elise spojrzała przelotnie na Agnes. Zaczęła się zastanawiać, ilu mężczyzn 

miała Agnes przez te wszystkie lata.

- Mam takie okropne przeczucie, że mi się to przytrafiło.
- Wmawiasz to sobie. Na razie i tak nic byś nie zauważyła. Elise z trudem 

przełknęła ślinę, niepokój znów powrócił.

- Wydaje mi się, że mam poranne mdłości.
- Jesteś pewna? - Agnes posłała jej przerażone spojrzenie.
- Nie wymiotowałam, ale mam mdłości.
- Może ze strachu.
- Staram się tak myśleć.
-   Ale   może   masz   powody,   żeby   się   bać.   Wielkie   nieba   -   dodała   z 

westchnieniem. - Jeśli to prawda, Elise, to wiesz, co masz zrobić.

- Między innymi dlatego tu dziś przyszłam.
- Dobrze to przemyślałaś? - Agnes zniżyła głos do szeptu. - Wiesz, że to 

niebezpieczne?

Elise pokiwała głową.
- Tak się boję, Agnes. Peder jest ode mnie całkowicie uzależniony i wiem, 

że   ze   względu   na   niego   nie   powinnam   ryzykować,   ale   nie   mogę   znieść 
myśli, że... - urwała, walcząc ze łzami.  - Nie mogę  mieć  dziecka z tym 
barbarzyńcą,   z   tym   brutalnym   idiotą.   -   Ukryła   twarz   w   dłoniach   i 
wybuchnęła płaczem.

Agnes objęła ją ramionami.
-   Nie   płacz,   Elise.   Znam   wiele   dziewcząt,   które   to   zrobiły.   Wszystkie 

przeżyły. Poza tym na razie nic nie wiadomo. Może niedługo przyjdziesz do 
mnie i będziesz się śmiała ze swojego strachu. Człowiek szybko zapomina 
takie straszne rzeczy.

background image

Elise otarła łzy rękawem.
- Ale jeśli moje podejrzenia się potwierdzą, powiesz mi, dokąd mam pójść?
- Możesz mi zaufać - powiedziała Agnes.- Problem w tym, że to kosztuje.
Elise spojrzała na nią z przerażeniem.
- Dużo?
- Dość dużo. Ale nie myśl o tym na razie. Nie ma do czego się śpieszyć. 

Musisz zaczekać do następnego terminu.

- Nie wiem, czy wytrzymam tak długo. Nie mogę nawet spać.
- Możesz tu przychodzić i wziąć na siebie trochę moich obowiązków, a 

będziesz spała jak kamień.

- Zupełnie cię nie rozumiem, Agnes. Wybrać taką harówkę tylko po to, by 

czasem widywać Emanuela Ringstada?

- Nigdy nie byłaś zakochana? - roześmiała się Agnes.
- Byłam, w Johanie. Ale zaczynam się zastanawiać, czy przeżywałam to 

wystarczająco silnie, gdy ciebie słucham.

- W dalszym ciągu chcesz na niego czekać?
- Mówiłam ci, że zerwał zaręczyny.
- Jeśli cię dobrze znam, to i tak będziesz na niego czekać.
- Chcę przynajmniej napisać do niego jeszcze raz.
- No tak, wiesz, co ja o tym myślę, więc nie muszę nic mówić.
- Jednak spróbuję, Agnes. Powinnam już iść. Chłopcy pewnie już dawno 

wrócili do domu.

Ledwo przeszła przez bramę, ujrzała ciemną postać nieco niżej na drodze. 

Mężczyznę w mundurze. Przez chwilę miała ochotę udać, że go nie widzi, 
ale zorientowała się, że Emanuel ją poznał. Na dworze wciąż było jasno.

Uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Byłaś u Agnes? Przytaknęła.
- Dziękuję, że zabrałeś ze sobą chłopców. Byli zachwyceni.
- To ważne, by dzieci też poczuły to pragnienie wolności. - Zatrzymał się i 

zmierzył   ją   spojrzeniem.   -   A   ty   nie   miałaś   ochoty.   -   Zabrzmiało   to   jak 
konstatacja, a nie pytanie.

- Głowa mnie bolała.
- Ale już ci przeszło.
Poczuła, że się rumieni, i spuściła wzrok.
- Chodź, odprowadzę cię do domu.
- To niepotrzebne. Jest jeszcze jasno.
- Chciałbym z tobą porozmawiać.

background image

Nie zaprotestowała i ruszyli razem w stronę chodnika.
- Peder mówi, że się ostatnio dziwnie zachowujesz. Płaczesz.
- Peder mówi różne rzeczy.
- Rozumiem, że nie chcesz mi o tym opowiedzieć.
- Nie ma o czym opowiadać. Nie odpowiedział.
Elise zrozumiała, że jej nie uwierzył, bo zaczął mówić o czymś innym.
-  Napisałem   do  rodziców,   że  za   jakiś  czas  przywiozę   ze  sobą   gości  w 

niedzielę.

- I co oni na to?
-   Na   pewno   się   ucieszą.   Oboje   bardzo   lubią   dzieci.   Pomyślałem,   że 

moglibyśmy zabrać także Everta.

Elise zrobiło się cieplej na sercu. Evert będzie zachwycony. Obym tylko ja 

nie była pewna swojego nieszczęścia do tego czasu, pomyślała i poczuła, że 
znów ogarnia ją niepokój.

- Zdecydowałeś już, kiedy to będzie?
- Chciałem zaproponować wam niedzielę za dwa i pół tygodnia. Bo w dwie 

najbliższe niestety nie mogę.

Elise przeszył zimny dreszcz. Wtedy już będzie miała pewność.
-   Zobaczymy.   -   Ledwo   dobyła   z   siebie   głos.   Obrócił   się   ku   niej 

zaniepokojony.

- Nie masz ochoty?
- Oczywiście, że mam. Evert podskoczy z radości, a Peder i Kristian już się 

cieszą.

- A ty?
- Ja... ja... Agnes będzie zazdrosna i wścieknie się na mnie.
- Nie to chciałaś powiedzieć. Co się z tobą dzieje, dlaczego nie wiesz, czy 

masz ochotę na wyjazd, czy nie? Z powodu Johana? Boisz się, że on się o 
tym dowie i uzna to za potwierdzenie plotek, które słyszał?

Pośpiesznie pokiwała głową.
-   Wówczas   będzie   przekonany,   że   między   nami   coś   jest.   Emanuel   nie 

odpowiedział i przez dłuższy czas szli w milczeniu.

-   Jeśli   zupełnie   nie   masz   ochoty,   mogę   zabrać   samych   chłopców   - 

powiedział w końcu. - Ale martwi mnie to. Dobrze by ci zrobiło, gdybyś się 
na   chwilę   od   wszystkiego   oderwała,   pomyślała   o   czymś   innym.   Jestem 
pewien,   że   będziesz   zachwycona,   gdy   zobaczysz   dwór.   Jest   pięknie 
położony na wzgórzu, z widokiem na wszystkie strony. Matka kocha kwiaty, 
podobnie jak ty. Mnóstwo ich zasadziła i zasiała. W ogrodzie mamy altanę, 

background image

gdzie sobie siedzimy i pijemy kawę, a tuż koło werandy rośnie ogromna 
wiśnia, która na pewno będzie obsypana kwiatami, gdy przyjedziemy.

Elise ze smutkiem pokręciła głową.
- Źle mnie zrozumiałeś, Emanuelu. To, o czym mówisz, to raj. Tylko że ja 

mam   tyle   kłopotów.   Hilda   może   urodzić   lada   moment,   nie   wiem,   kiedy 
mama wróci z sanatorium.

-   Możesz   przynajmniej   obiecać,   że   pojedziesz,   jeśli   Hilda   jeszcze   nie 

urodzi, a mama nie wróci do domu?

- Mogę - przytaknęła Elise.  - I bardzo  dziękuję. Myślę, że możesz  już 

wrócić do domu. I Agnes, i Karolinę będą złe, jeśli się dowiedzą, że mnie 
odprowadziłeś.

-   Uważasz,   że   powinienem   być   im   posłuszny?   Elise   musiała   się 

uśmiechnąć.

-   Może   powinieneś   to   zrobić,   żeby   w   domu   był   spokój.   Emanuel   się 

zatrzymał.

- Do widzenia, Elise. Mam nadzieję i wierzę, że znów będziesz radosna, 

czas leczy rany.

Pokiwała głową, idąc dalej. Gdyby on wiedział...

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Gdy w sobotę Elise wróciła do domu, znalazła w drzwiach karteczkę ze 

starannym pismem Emanuela:

Droga Elise!
Załatwiłem sprawy tak, że jednak mogę jutro wyjechać. Przyjdę po was o 8 

rano i pójdziemy razem na stację, żeby wsiąść do pociągu w stronę Eidsvold. 
Podróż trwa mniej więcej godzinę.

Pozdrawiam Emanuel
Zerknęła   na   liścik.   Emanuel   uważał   za   oczywiste,   że   ona   chce   i   może 

jechać. Nawet nie zapytał.

Pewnie, że ma ochotę, a chłopcy wręcz oszaleją z radości. Zamyśliła się.
Wciąż jeszcze mogła mieć nadzieję, że napad nie będzie miał przykrych 

konsekwencji... Mogła przeżyć beztrosko jeszcze jeden dzień, gdyby tylko 
zdołała   przezwyciężyć   niepokój.   To   będzie   dla   wszystkich   wspaniałe 
przeżycie, może najwspanialsze z dotychczasowych. Nie wolno jej niszczyć 
tego dnia, zamartwiając się tym, co nie musi się zdarzyć.

Usłyszała   czyjeś   kroki   na   schodach   i   obróciła   się.   Po   chwili   ujrzała 

niesforną grzywkę Pedera.

- Dlaczego tu stoisz, Elise?
-   Czytam   wiadomość   od   kapitana   Ringstada.   Pyta,   czy   chcemy   jutro 

pojechać do jego domu na wsi. Evert mógłby wybrać się z nami.

-   Naprawdę?   -   Twarz   Pedera   rozjaśnił   radosny   i   promienny   uśmiech. 

Przyśpieszył   kroku   i   zaraz   był   koło   niej.   -   Naprawdę?   Będziemy   mogli 
pojechać? Stać nas na to, Elise?

- Kapitan Ringstad zafunduje nam podróż.
- Naprawdę? Jak to możliwe? Czy ci, co pracują w Armii, mają pieniądze?
- Nie, nie zarabiają tam wiele, ale jego ojciec jest zamożny. Może daje mu 

trochę pieniędzy od czasu do czasu.

- Kiedy pojedziemy?
- Pan Ringstad będzie tu jutro o ósmej rano i pójdziemy razem na stację 

kolejową. Mógłbyś zejść do pani Berg i zapytać, czy puści z nami Everta? 
Powiedz, że wrócimy do domu jutro wieczorem.

Peder obrócił się na pięcie i popędził na dół.
Elise była ciekawa, jak się czuje Hilda. Jeśli coś się zmieniło w ciągu dnia, 

to nie będzie mogła pojechać.

background image

Hilda nie chodziła już ostatnio do fabryki. Miała szczęście, że pozwolono 

jej   pracować   stosunkowo   długo,   wszyscy   się   dziwili,   że   przychodzi   do 
fabryki   z   takim   wielkim   brzuchem,   ale   nikt   nie   narzekał.   Ludzie   uznali 
zapewne, że kierownictwo patrzy przez palce na jej brzuch, bo potrzebuje 
rąk do pracy. Takie sytuacje już się zdarzały.

Elise nie zastała jednak siostry w domu. Jedzenie stało nieruszone. W balii 

nie   było   żadnych   naczyń   do   zmywania.   Elise   pokręciła   głową   ze 
zdziwieniem. Gdzie ona jest i co robiła przez cały dzień? Chyba nie siedzi w 
jego biurze w środku roboczego dnia?

W końcu usłyszała ciężkie kroki siostry.
-   Spotkałam   Pedera   na   ulicy   -   powiedziała   od   razu   zdyszana   Hilda, 

ocierając pot z czoła. - Mówił,  że jedziecie jutro pociągiem na wieś, do 
państwa Ringstadów. Czy to prawda?

Elise przytaknęła z uśmiechem.
- O ile mnie nie potrzebujesz. Wrócimy do domu jutro wieczorem. Podróż 

trwa godzinę w jedną stronę.

- Dla mnie to bez różnicy. I tak nie będzie mnie w domu.
- Muszę pójść i powiedzieć mamie, że jej jutro nie odwiedzimy. Jesteś 

pewna, że z tobą wszystko w porządku? To znaczy, czy nic nie wskazuje na 
to, że wkrótce urodzisz?

Hilda pokręciła głową.
- Nie denerwuj się. Jestem w dobrych rękach.
Nic więcej nie powiedziała, a Elise się nie dopytywała.
Tego wieczoru zarówno Elise, jak i chłopcy mieli kłopoty za zaśnięciem. 

Uwierzyć nie mogli, że pierwszy raz w życiu pojadą pociągiem.

Elise   dostała   nawet   kolki   z   nerwów.   Targały   nią   na   przemian   lęk   i 

podniecenie, a odgłosy dochodzące z łóżka chłopców wskazywały na to, że 
oni przeżywają to samo. W jej głowie kłębiły się historie, o których słyszała 
lub czytała. Czy nie zdarzyło się kiedyś, że zepsuły się hamulce w pociągu i 
wagon przejechał przez miasto jak meteor w stronę głównej stacji? A gdyby 
tak zaspała i obudziło ją dopiero pukanie Emanuela? Wtedy pewnie by się 
spóźnili. Wprawdzie codziennie wstaje o piątej, czy idzie do fabryki, czy też 
nie, ale ból brzucha zapewne nie pozwoli jej dziś zasnąć.

Musiała jednak w końcu zasnąć i obudziła się, gdy na dworze było jeszcze 

ciemno.   Na  wszelki  wypadek  wstała,  żeby  znów  nie  zapaść w sen.  Gdy 
paliła w piecu, żeby ugotować owsiankę na śniadanie, przydreptał Peder. 
Ziewał szeroko i nie mógł otworzyć oczu.

background image

- Usłyszałem, jak hałasujesz pogrzebaczem.
- To jeszcze nie ranek, Peder.
- Nie mogę spać. Coś mnie łaskocze w brzuchu.
- W takim razie umyj się i włóż niedzielne ubranie.
W tej samej chwili znów się otworzyły drzwi do sypialni i stanął w nich 

Kristian.

- Już jedziemy?
Zdążyli właśnie zjeść i przygotować się do wyjścia, gdy drzwi do sypialni 

znów się otworzyły. Hilda wystawiła głowę do kuchni.

- Możesz pożyczyć mój kapelusz, Elise. Nie pojedziesz przecież w tym 

starym   kapeluszu   po   matce.   -   W   ręce   trzymała   nowy   kapelusz,   jasny, 
słomkowy, z kwiatami.

Elise osłupiała.
- To twój kapelusz?
-   Oczywiście,   że   mój.   Myślisz,   że   go   ukradłam?   Masz,   weź.   Weź   też 

torebkę i białe rękawiczki. Nie możesz pojechać do rodziców pana Ring-
stada w takim stroju.

Elise   nie   zdołała   się   oprzeć   pokusie.   Zerwała  z   głowy   stary   kapelusz   i 

przymierzyła   nowy.   Z   torebką,   w   białych   rękawiczkach   czuła   się   innym 
człowiekiem.

Pod   bramą   czekali   już   na   nich   Emanuel   z   Evertem.   Evert   miał 

wyszorowaną na glans buzię, jak mawiał Peder, nowe łaty na marynarce i 
spodniach, był schludny i uczesany.

Emanuel uśmiechnął się ze zdumieniem na widok Elise.
- Nowe rzeczy?
- Hilda mi pożyczyła kapelusz, torebkę i rękawiczki.
- Ładnie z jej strony.
-  Spał  pan  dziś   w  nocy,  panie   Ringstad?   -  Peder  rzucił   mu   promienne 

spojrzenie.

- Pewnie, że spałem - roześmiał się Emanuel. - A ty nie? Peder pokręcił 

głową.     

-   Motyle   mi   tańczyły   w   brzuchu.   I   jeszcze   tam   są.   Emanuel   znów   się 

roześmiał.

- Pierwszy pociąg został skonstruowany pięćdziesiąt lat temu i wiele osób 

twierdziło, że to będzie pierwszy i ostatni pociąg w Norwegii. Ludziom nie 
podobał się pęd, hałas ani dym, całe miasto czuło się zagrożone przez tego 

background image

potwora. Ale imponowało im to, że można dojechać z Kristianii do samego 
Eidsvold w dwie godziny. Teraz pociąg jeździ aż do Hamar.

Wszyscy chłopcy patrzyli na niego szeroko otwartymi oczami.
Gdy dotarli do Dworca Wschodniego, pociąg już czekał. Kristian chciał 

przede wszystkim obejrzeć wspaniały parowóz, a Peder i Evert nie mogli się 
doczekać, kiedy wsiądą do wagonu i zobaczą pociąg od środka. Emanuel 
wytłumaczył im, w jaki sposób konduktorzy przypinają się do uchwytów na 
zewnątrz wagonów i jak kontrolują bilety, stojąc na platformach.

- Zimą jest tu strasznie zimno, tylko wagony pierwszej klasy są ogrzewane 

- ciągnął. - Zainstalowano tam zbiorniki na gorącą wodą.

Po chwili usłyszeli gwizdek i trąbkę, a zaraz potem zobaczyli czarny dym 

unoszący się nad parowozem. Lokomotywa szarpnęła wagony i pociąg się 
potoczył. Chłopcy siedzieli przyklejeni do okien i co chwila pokrzykiwali z 
zachwytu. Elise i Emanuel spoglądali na siebie i uśmiechali się.

-   Pomyśleć,   że   tu   naprawdę   razem   siedzimy.   -   Obrzucił   ją   ciepłym 

spojrzeniem.

- Nie wierzyłam w to. - Od razu się zarumieniła. - To znaczy nie sądziłam, 

że to tak szybko nastąpi. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam, że chodzisz w 
cywilnym ubraniu - dodała szybko, żeby zmienić temat.

- Nigdy nie jeżdżę do domu w mundurze.
- Rodzice w dalszym ciągu nie zaakceptowali, że poświęciłeś swoje życie 

Armii?

- Zaakceptowali, ale nie podoba im się to. Ale teraz musisz zacząć patrzeć 

przez okno, Elise. Po drodze zobaczysz wiele interesujących rzeczy.

Gdy wysiedli z pociągu, rozpogodziło się i przywitało ich jasne słońce. 

Elise rozejrzała się po pięknym budynku stacji, ze zdobieniami na brzegach 
dachu, i po peronie, na którym stało wielu podróżnych z walizami i torbami 
podróżnymi.

Emanuel   pomachał   do   kogoś   i   gdy   Elise   spojrzała   w   tym   kierunku, 

zobaczyła bryczkę i konia.

- To Andreas, nasz woźnica - wyjaśnił i ruszył w stronę bryczki. Elise i 

chłopcy poszli za nim z pewnym wahaniem.

Nie odezwali się nawet słowem, wsiadając do bryczki. Elise czuła niemy 

zachwyt chłopców, którzy nigdy jeszcze nie byli pasażerami bryczki i nigdy 
nie siedzieli w takiej pięknej bryczce. Czasami tylko udawało im się uprosić 
Hansena, żeby pozwolił im usiąść na koźle swego skrzypiącego wozu, albo 
wskoczyć na wóz rozwożący opał.

background image

Emanuel usiadł z przodu z woźnicą i rozmawiał z nim ciągle, ale czwórka, 

która przycupnęła na tylnym siedzeniu, przez całą drogę nie odezwała się 
nawet słowem.

Dopiero   gdy   skręcili   w   aleję   prowadzącą   do   wielkiego,   białego   domu, 

Pederowi wyrwało się:

- Czy tu mieszka pemier, Elise?
-  Pemier,   też  coś -  prychnął pogardliwie  Kristian.   -  Mówi się   premier. 

Premier mieszka w Kristianii, ty ośle.

- Cicho, Kristian. - Elise rzuciła mu surowe spojrzenie. - Nic dziwnego, że 

Peder   o   to   zapytał.   Christian   Michelsen   pochodzi   z   Bergen.   Peder   mógł 
pomyśleć, że to właśnie tutaj.

Emanuel obrócił się do nich z uśmiechem.
- To jest mój dom rodzinny, Peder. Tutaj spędzimy dzisiejszy dzień.
W bryczce zapadła cisza.
Elise   była   coraz   bardziej   zdenerwowana.   Dlaczego,   u   licha,   Emanuel 

zaprosił   ich   do   domu,   skoro   wiedział,   w  jakich   warunkach   żyją?  Nie   są 
przecież   odpowiednio   ubrani,   żeby   się   pokazywać   wśród   bogaczy,   nie 
mówią w odpowiedni sposób.

Bryczka   zatrzymała   się   na   dziedzińcu   i   prawie   w   tej   samej   chwili 

otworzyły się drzwi. Kobieta w średnim wieku, w prostej, niebieskiej obfitej 
sukni przewiązanej fartuchem wyszła im na spotkanie. Emanuel zeskoczył z 
kozła, podszedł do niej i uścisnął, po czym pociągnął ją w stronę bryczki.

- To jest Elise z chłopcami, mamo.
Podał rękę Elise, żeby pomóc jej wysiąść. Czerwona z zakłopotania, ujęła 

niezręcznie jego dłoń i zeskoczyła. Dygnęła nisko przed jego matką.

- A więc to jest Elise, o której tyle opowiadałeś. Witaj w Ringstad, Elise - 

uśmiechnęła się ciepło i przywitała się najpierw z Elise, potem z chłopcami. 
- Na pewno jesteście głodni po podróży. Nakryłam dla was w kuchni.

Elise   spojrzała   na   Emanuela   ze   zdumieniem.   Skąd   jego   matka   mogła 

wiedzieć, że przyjadą?

Emanuel chyba zrozumiał jej wątpliwości, bo uśmiechnął się szeroko:
-   Ojciec   był   w   środę   w   mieście.   Powiedziałem   mu,   że   was   dziś   naj-

prawdopodobniej przywiozę.

- Jest nam naprawdę bardzo miło - wtrąciła pani Ringstad. - Brakuje nam 

dzieci we dworze. Zwłaszcza teraz, gdy mamy malutkie kocięta, jagniątka i 
cielątka do pokazania.

- Kociaki? - Peder szeroko otworzył oczy. - Gdzie?

background image

- Najpierw zjemy  - powiedziała  pani Ringstad.  - Potem wam wszystko 

pokażę.

Weszli   do   obszernej   sieni   i   wskazano   im   drogę   do   pomalowanej   na 

niebiesko kuchni. Pod jedną ze ścian królował ogromny piec z wielką płytą 
kuchenną w rogu. Drzwi były pomalowane na biało, a na masywnym długim 
stole leżał biały obrus i stały porcelanowe nakrycia. Pewnie spodziewają się 
jeszcze   innych   gości,   pomyślała   Elise   z   nadzieją,   że   chłopcy   skończą 
jedzenie,   zanim   tamci   się   pojawią.   Rozejrzała   się   w   poszukiwaniu 
mniejszego stołu, przy którym mogliby usiąść, ale niczego nie zauważyła.

-   Proszę   bardzo,   siadajcie.   -   Głos   pani   domu   był   bardzo   przyjazny. 

Skonfundowana Elise spojrzała na Emanuela.

- Nie rób takiej przestraszonej miny, Elise - roześmiał się. - Mama nie 

gryzie. Chodź, usiądź tutaj - dodał, odsuwając dla niej krzesło.

Do Elise dotarło wreszcie, że stół był przygotowany dla nich. Spociła się ze 

zdenerwowania.   Chłopcy   na   pewno   poplamią   obrus,   nie   są   przecież 
przyzwyczajeni do jedzenia w takich warunkach. A co będzie, jeśli potłuką 
którąś z tych pięknych filiżanek albo któryś z talerzy? Usiadła na brzeżku 
krzesła i zapragnęła znaleźć się gdzieś daleko stąd.

Chłopcy byli dziwnie milczący. Pożerali wzrokiem wszystkie smakołyki, 

stojące na stole, ale na szczęście nie rzucili się na jedzenie tak, jak by to 
zrobili   w   domu.   Nawet   gdy   pani   Ringstad   usiadła,   zmówiła   modlitwę   i 
zaprosiła ich do jedzenia, żaden się nie ruszył.

Emanuel   wziął   kromkę   świeżego,   upieczonego   w   domu   chleba,   po-

smarował ją grubo masłem i przykrył plastrem mięsa. Chłopcy śledzili każdy 
jego ruch. A on, zamiast włożyć kromkę do ust, położył ją na talerzu Pedera.

- Musicie być bardzo zmęczeni po podróży, skoro żaden z was nie ma siły 

jeść - zażartował.

Wtedy Kristian i Evert szybko sięgnęli po chleb, jakby się bali, że dla nich 

zabraknie.

- Nie  przejmujcie   się  Emanuelem  - roześmiała   się  pani  Ringstad.  - On 

uwielbia się droczyć. - Zwróciła się do Elise: - Słyszałam, że pracujesz w 
przędzalni. To chyba męcząca praca.

- Jeszcze gorzej mają służące. - W tej samej chwili rumieniec oblał jej 

twarz, bo przypomniała sobie, jak Emanuel mówił, że jego matka też ma 
kogoś do pomocy w domu.

- Słyszałam, że sytuacja służby w mieście się zmieniła - pokiwała głową 

gospodyni. - Tutaj na wsi gospodyni pracuje razem ze służbą, często tak 

background image

samo ciężko, ale podobno panie domu w mieście zaczęły zostawiać prawie 
wszystkie obowiązki służbie. To bardzo smutne zjawisko.

Elise słuchała jej z wdzięcznością. Pani Ringstad na pewno zauważyła jej 

zakłopotanie   i   starała   się   przyjść   jej   z   pomocą.   Wyglądała   na   dobrego 
człowieka.

- Emanuel opowiadał, że twój ojciec nie żyje, a matka ma suchoty. Wielka 

odpowiedzialność spadła na twoje młode barki.

Elise spuściła wzrok i poczuła się niezręcznie. Jej sytuacja nie jest przecież 

wcale gorsza niż sytuacja wielu innych dziewcząt.

- W fabryce jest wiele dziewcząt w moim wieku, które mają własne dzieci - 

powiedziała głośno. - Im jest jeszcze trudniej.

Ledwo to powiedziała, ogarnęło ją przerażenie. Uderzyła ją najpierw fala 

gorąca, a zaraz potem fala chłodu. Pani Ringstad chyba nic nie zauważyła.

- Być może. Może w mieście ludzie pobierają się wcześniej niż tutaj, na 

wsi.

Elise   chciała   już   powiedzieć,   że   wiele   dziewcząt   nad   rzeką   Aker  rodzi 

dzieci w panieńskim stanie i że jest to dla nich jedyna radość w życiu, ale 
doszła   do   wniosku,   że   lepiej   zamilknąć.   Zastanawiała   się,   czy   Emanuel 
opowiadał matce o Hildzie, ale gospodyni nie zadawała więcej pytań.

W sieni rozległy się ciężkie kroki, otworzyły się drzwi i do kuchni wszedł 

potężny mężczyzna w średnim wieku. Miał przyprószone siwizną skronie, 
zmarszczki   na   twarzy,   ale   nie   ulegało   wątpliwości,   że   to   przystojny   i 
wspaniały mężczyzna. To musiał być ojciec Emanuela.

- No proszę, mamy już naszych młodych gości! - wykrzyknął. - Matka od 

wielu dni cieszyła się na wasz przyjazd.

Podszedł do stołu. Elise wstała i dygnęła, chłopcy poszli za jej przykładem 

i wszyscy trzej się ukłonili. Gospodarz podał dłoń Elise.

-   A   więc   to   jest   Elise   Loylien,   o   której   tyle   słyszeliśmy.   Witaj,   moje 

dziecko. Cieszę się, że wreszcie mogliście przyjechać. Emanuel nam o was 
opowiadał, o wszystkim, co przeszliście.

Emanuel opowiadał tak, że teraz się nad nami litują, pomyślała nagle Elise.
Pan Ringstad puścił dłoń Elise, wziął krzesło i usiadł obok Emanuela, po 

drugiej stronie stołu, zerkając na chłopców z wesołym błyskiem w oku.

- Widzieliście kiedyś ledwo urodzonego źrebaka, chłopcy? Wszyscy trzej 

pokręcili głowami. Żaden nie odważył się wykrztusić

słowa.

background image

- To dziś zobaczycie. - Zwrócił się do żony: - Wszystko poszło jak z płatka. 

Z tego źrebaka wyrośnie z czasem dobry koń, silny i dobrze zbudowany.

- Po jedzeniu zabierzesz chłopców do stajni - uśmiechnęła się - a ja pokażę 

Elise mój ogród kwiatowy.

W tej samej chwili rozległy się kościelne dzwony. Była jedenasta. Dźwięk 

był dość głośny, kościół leżał zapewne nieopodal.

- Nie pójdziemy dziś na nabożeństwo - dodała z uśmiechem - skoro mamy 

taką wyjątkową wizytę.

-  Lepiej  powiedz   prawdę   -  zażartował  Emanuel.   -  Nie  ośmieliłabyś  się 

pokazać w kościele razem ze mną, skoro jestem członkiem niebezpiecznej i 
grzesznej sekty.

-   Przesadzasz,   Emanuelu.   Pastor   zmienił   poglądy   na   Armię   Zbawienia. 

Zobaczył, ile dobra czynicie. Kiedy się dowie, że zaprosiłeś do domu te... 
dzieci, będzie cię szanował.

„Zaprosiłeś   do   domu   te...   dzieci..."   Słowa   zawisły   w   powietrzu   i   Elise 

poczuła się nędzarką. Nie podejrzewała, by pani Ringstad miała złe intencje, 
po prostu w ten sposób patrzyła na sprawę i w zasadzie miała rację. Emanuel 
przywiózł do domu nędzarzy, żeby ofiarować im jeden dzień na wsi. Elise 
poczuła nagle wielki ciężar gdzieś w głębi duszy. Do tej pory wyobrażała 
sobie, że Emanuel ich zaprosił, bo jest jej przyjacielem, a nie dobrodziejem. 
Często mówił przecież, że ją kocha, i traktował ją jak równą sobie, ale o tym 
jego matka nie mogła wiedzieć. Co by powiedziała, gdyby to zauważyła? 
Pewnie by się przeraziła i raczej by się nie ucieszyła.

Emanuel zrozumiał chyba, jak te słowa podziałały na Elise.
- Nie zaprosiłem tu  Elise  z chłopcami,  żeby  zrobić dobry  uczynek, ale 

dlatego, że miałem ochotę pokazać im dwór. To nie ma nic wspólnego z 
moją pracą w Armii.

Elise zauważyła, że matka spojrzała na niego ze zdziwieniem, ale nic nie 

powiedziała.

Gdy skończyli jeść, pani domu złożyła ręce, pochyliła głowę i zamknęła 

oczy.

- Dziękujemy za jedzenie, dziękujemy za picie, dziękujemy za wszystkie 

Twoje dary, Panie. Nasyć tych, którzy cierpią głód i niedostatek, i wspomóż 
nas wszystkich w imię Jezusa Chrystusa. Amen.

Elise  pomyślała   z  zawstydzeniem,   że  gdy   matka   była  w  domu,   zawsze 

odmawiali modlitwę przed jedzeniem, ale w ciągu ostatnich miesięcy zaczęli 
to zaniedbywać. Zauważyła, że Evert rozgląda się ze zdziwieniem i nie wie, 

background image

co zrobić, gdy wszyscy złożyli dłonie. W domu Hermansenów nikt się raczej 
nie modlił przy stole.

Gdy tylko wybrzmiały słowa modlitwy, Peder wykrzyknął:
- Możemy  teraz pójść i zobaczyć źrebaka tej kobyły? Ojciec Emanuela 

roześmiał się głośno.

- Kobyły, powiedziałeś? Oj, wstydź się, chłopcze. To najpiękniejsza klacz 

w całej okolicy.

Peder   zaczerwienił   się   i   spojrzał   z   przerażeniem   na   siostrę.   Elise 

uśmiechnęła się do niego uspokajająco.

- Peder zna tylko starą szkapę woźnicy Hansena - wyjaśniła. - On pozwala 

chłopcom od czasu do czasu wsiąść na swój wóz i nazywa swojego konia 
kobyłą.

Pan   Ringstad   pokiwał   głową   z   uśmiechem,   zabrał   chłopców   i   wszyscy 

znikli. Elise pomogła gospodyni zebrać naczynia ze stołu. Dowiedziała się, 
że   służąca   ma   wychodne   co   drugą   niedzielę.   Emanuel   także   wyszedł   z 
kuchni i panie zostały same.

- Emanuel nie jest taki jak inni młodzieńcy - zaczęła pani Ringstad, gdy 

tylko syn wyszedł. - Wierzy, że sam uratuje cały świat, ale obawiam się, że 
się   zamęczy.   I   nie   zabraknie   mu   rozczarowań.   Nie   wystarczy   paru 
idealistów, by znikło ubóstwo, niesprawiedliwość i cierpienie.

- Uważam, że ludzie z Armii wykonują wspaniałą pracę - odparła Elise. - 

Nie wiem, co by się z nami stało, gdybyśmy nie poznali Emanuela. Dzięki 
niemu siostry z Armii pomogły matce, on zdobył dla nas opał, ubrania i 
buty.

Pani Ringstad spojrzała na nią z pewną ostrożnością.
- Cieszę się, że to słyszę - westchnęła. - Ale my też go potrzebujemy. Nie 

jesteśmy już młodzi, praca jest dla nas coraz cięższa. Przykro myśleć, że nikt 
nie   przejmie   po   nas   gospodarstwa.   Dwór   przechodził   z   pokolenia   na 
pokolenie od czterech generacji, ale jeśli Emanuel się nie ożeni i nie będzie 
miał dzieci, dwór przestanie być własnością naszej rodziny. Nie przyszło 
nam nawet do głowy, że Emanuel może wybrać inną drogę. Doszło do tego, 
że zagroziliśmy mu nawet wydziedziczeniem, ale bez skutku. - Przez chwilę 
milczała,   przyglądając   się   Elise.   -   Wydaje   mi   się,   że   wy   dwoje   macie 
wspólny język. Może mogłabyś szepnąć słówko w naszej sprawie? Pomóc 
mu   spojrzeć   na   wszystko   w   inny   sposób?   Zdaje   się,   że   córka   jego 
gospodarza   w   mieście   jest   nim   zainteresowana.   Emanuel   nam   się   nie 
zwierza,   ale   znamy   ojca   tej   panny.   Ona   by   się   świetnie   nadawała.   Po 

background image

pierwsze   jej   matka   pochodzi   z   wielkiego   dworu   w   tej   okolicy.   Karolinę 
przyjeżdżała tu na wakacje przez wiele lat i wszyscy ją znają. Poza tym jest 
śliczna i miła. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Emanuel nie zdaje sobie 
sprawy,   że   spotkało   go   wielkie   szczęście.   -   Roześmiała   się,   trochę 
zakłopotana. - Chyba mówię trochę za dużo, ale wzbudziłaś od razu moje 
zaufanie. Wydajesz się mądra i dojrzała jak na swój wiek. Skoro Emanuel 
cię   tak   szanuje,   może   szybciej   posłucha   ciebie   niż   nas.   Ludzie,   którzy 
przeżyli wiele bólu, potrafią wczuć się w sytuację innych.

Elise poczuła się niezręcznie. Nie mogła przecież wpłynąć na Emanuela, 

skoro wiedziała, że on nawet nie lubi Karolinę. Matce Emanuela nigdy nie 
przyszłoby   nawet   do   głowy,  że   jej   syn   może   być  zakochany   w   zwykłej 
robotnicy, w przeciwnym razie nie mówiłaby  tego wszystkiego. Każde z 
nich należało do innego świata, ich związek był nie do pomyślenia. Elise 
powinna uznać za komplement to, że pani Ringstad zwierza jej się ze swych 
zmartwień.

- Ja... ja myślę, że zdaniem Emanuela ona jest zbyt natarczywa - wyjąkała 

Elise bezradnie.

- A więc poznałaś ją?
- Moja przyjaciółka jest tam służącą.
- Czy Emanuel rozmawiał z tobą o Karolinę?
Elise nie mogła się oprzeć poczuciu, że to pragnienie, by się czegoś od niej 

dowiedzieć,   sprawiło,   że   matka   Emanuela   tak   dobrze   ich   wszystkich 
przyjęła. Nie miała przecież nikogo innego, kogo mogłaby wypytać.

- Tylko trochę - wykręcała się. - On chyba nie lubi jej w ten sposób. Pani 

Ringstad roześmiała się nieco zrezygnowana.

- Nie lubi? A któż ma możliwość żenić się z tym, wobec którego coś czuje 

„w ten sposób", jak to określiłaś?

Elise nie odpowiedziała.
-   Przepraszam.   Nie   powinnam   mówić   tego   wszystkiego.   Jeśli   Emanuel 

dowie   się,   że   z   tobą   o   tym   rozmawiałam,   będzie   zły,   ale   ja   jestem 
zrozpaczona.   Nie   znam   ludzi,   ż   którymi   on   się   zadaje   tam   w   mieście. 
Dlatego jestem niespokojna.

Elise nie wiedziała, co powiedzieć, cała rozmowa była dla niej krępująca. 

Nie oczekiwała, że taka pani jak matka Emanuela będzie taka otwarta, i nie 
wiedziała, jak to przyjąć.

-   Chodź   -   powiedziała   pani   Ringstad,   gdy   postawiła   ostatni   talerz   w 

kredensie. - Musimy nacieszyć się piękną pogodą. Ale najpierw pokażę ci 

background image

dom. To jest zielony salon - wyjaśniła, wprowadzając Elise do ogromnego, 
pomalowanego   na   zielono   pokoju   z   białymi   koronkowymi   firankami   w 
oknach. Na podłodze leżał wielki dywan, na ścianach wisiały ciężkie obrazy, 
a pod sufitem kołysał się ogromny żyrandol. Stała tu zarówno kanapa, jak i 
dwa   bujane   fotele   oraz   wiele   krzeseł.   To   była   kiedyś   liczna   rodzina, 
pomyślała Elise. W kącie tykał stojący zegar, a na potężnym biurku stało 
kilka pięknych figurek.

Z zielonego salonu weszły do nieco mniejszego pokoju, pomalowanego na 

niebiesko.

- To jest stara izba - rzekła pani Ringstad. - Nic tu się nie zmieniło od 

czasu,   gdy   dom   został   wybudowany   w   osiemnastym   wieku.   Etażerkę 
pomalował   miejscowy   artysta,   a   pradziadek   mojego   męża   własnoręcznie 
zrobił ten stół. Skrzynia jest jeszcze starsza niż dom.

Elise stała w milczeniu i przyglądała się wszystkiemu. Nigdy w życiu nie 

widziała nic równie pięknego. Pomyśleć, że Emanuel wychował się w takim 
domu.

Weszły   do   jeszcze   większego   pokoju,   do   jadalni,   w   której   stał   wysoki 

malowany sekretarzyk. Namalowane na nim obrazki powtarzały się także na 
ścianach.

- Ten pokój pomalował dziadek mojego męża - tłumaczyła pani Ringstad. - 

Jak widzisz, na obrazach zostały przedstawione pory roku. - Obróciła się do 
gościa. - Chyba rozumiesz, jak bolesne byłoby dla nas, gdyby to wszystko 
trafiło w obce ręce.

Dlatego   mi   to   wszystko   pokazuje,   pomyślała   Elise.   Ma   nadzieję,   że 

zrozumiem jej rozpacz i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wpłynąć 
na Emanuela.

-   Rozumiem   -   potwierdziła,   zastanawiając   się,   co   by   pani   Ringstad 

powiedziała, gdyby zobaczyła ich mieszkanko w Andersengarden.

Matka Emanuela spojrzała na nią z nadzieją.
-   Naprawdę?   Myślisz,   że   mogłabyś   spróbować   wytłumaczyć   to 

Emanuelowi? Wiem, że młodzi myślą inaczej niż my i dopiero z czasem 
zaczynają   się   interesować   tradycją.   Ale   Emanuel   niedługo   skończy   dwa-
dzieścia osiem lat. Tak się boję, że znajdzie sobie jakąś narzeczoną, która 
lubi życie w mieście i nie będzie chciała przeprowadzić się na wieś. To by 
była tragedia.

-   On   jest   oficerem   w   Armii   Zbawienia   -   zaczęła   Elise   ostrożnie,   za-

stanawiając   się,   czy   powinna   tłumaczyć   gospodyni,   że   oficerowie   Armii 

background image

Zbawienia szukają sobie małżonków we własnych szeregach, ale zrezyg-
nowała z tego. Emanuel sam to musi zrobić.

Pani Ringstad zrezygnowana pokręciła głową.
- Jesteś w stanie to zrozumieć? Porzucić to wszystko... - rozłożyła ręce.
Elise milczała. Nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć, zresztą wydawało 

jej się, że nie powinna się w to wtrącać. Gospodyni otworzyła drzwi na 
werandę.

- No, musimy wyjść do ogrodu, póki świeci słonce. Nie wiem, gdzie się 

podział   Emanuel.   Myślałam,   że   pokaże   ci   resztę   dworu,   podczas   gdy   ja 
zacznę szykować obiad.

- Mogę pani pomóc.
- Nie ma mowy. Dziś jesteś gościem. Na pewno nie często masz okazję być 

gościem, skoro musisz się opiekować chorą matką i dwoma braćmi.

Elise  się nie odezwała. Nie sądziła, by matka  Emanuela  potrafiła  sobie 

wyobrazić,   co   to   znaczy   żyć   w   robotniczej   dzielnicy   nad   rzeką   Aker. 
Kapelusz, torebka i rękawiczki Hildy wywarły chyba niewłaściwe wrażenie, 
pomyślała Elise.

Od strony ogrodu rozległy się czyjeś kroki i między krzakami bzu pojawił 

się Emanuel. >

- Posprzątałem trochę w altanie. - Mówił radosnym i pełnym ożywienia 

głosem.

- W takim razie zajmij się teraz Elise, a ja pójdę. Zajrzyj później do kuchni, 

żeby wziąć sok i ciasteczka dla chłopców.

Gdy tylko matka znikła, Emanuel obrócił się z uśmiechem do Elise.
- Mam nadzieję, że mama nie wierciła ci, dziury w brzuchu. Jest bardzo 

dobrym człowiekiem, ale mówi stanowczo za dużo.

- Uważam, że jest bardzo miła. Oprowadziła mnie po domu. Nie miałam 

nawet pojęcia, że istnieją takie dwory.

-   Rodzice   wolą   nie   zmieniać   tu   niczego.   Elise   spojrzała   na   niego   ze 

zdziwieniem.

- Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego jak te izby. To niezwykłe móc 

mieszkać w domu, w którym żyli rodzice, dziadkowie i pradziadkowie. To 
coś jakby... - rozłożyła ręce, nie znajdując właściwego sowa.

- Duchowa wartość - podpowiedział z uśmiechem. - Wiem o tym, Elise. 

Mama powtarzała mi to wiele razy. Podejrzewałem, że będzie próbowała cię 
namówić,   żebyś   mnie   przekonała   do   powrotu   do   domu.   Wkrótce   chyba 

background image

zrozumie, że ja nie żartuję. Nie wrócę do domu. Ojciec patrzy na to bardziej 
trzeźwo, już przestał mówić o powrocie.

- Sądzę, że myślałabym tak samo jak ona, gdybym była na jej miejscu. 

Choć podziwia cię za to, co robisz, ma prawo rozpaczać z tego powodu, że 
dwór przejdzie kiedyś w obce ręce. Może nowi właściciele zmienią ten dom, 
zniszczą   obrazki   pór   roku,   które   namalował   twój   pradziadek,   albo 
przemalują   ściany   w   starej   izbie,   w   której   nic   się   nie   zmieniło   od 
osiemnastego wieku. Albo wyrzucą stary stół ze wszystkimi zadrapaniami i 
śladami posiłków, które jedli twoi przodkowie.

- Uważam, że powinnaś zająć się polityką, Elise - roześmiał się Emanuel. - 

Udałoby ci się zdobyć wiele głosów dla Partii Pracy, skoro potrafisz mówić 
tak przekonująco. Niedługo nawet ja zacznę inaczej patrzeć na ten dwór.

Elise musiała się roześmiać.
- Kpisz ze mnie.
- Ależ skąd. To jeszcze nie znaczy, że zmienię zdanie na temat mojego 

własnego życia, ale całkiem poważnie mówiłem o twoim krasomówczym 
talencie. Przyłącz się do emancypantek. Do tych, którzy walczą o zasiłki 
chorobowe   i   ubezpieczenia.   Walcz   o   to,   żeby   miejsca   pracy   były 
bezpieczniejsze,   żeby   nie   zatrudniano   dzieci   w   fabrykach.   Jest   mnóstwo 
rzeczy,   o   które   warto   walczyć,   potrzeba   kobiet,   które   potrafią   myśleć   i 
mówić, co myślą.

- Wiesz przecież, że nie mam takich możliwości.
- Na razie nie. Ale to się wkrótce może zmienić. Kiedy twoja matka wróci 

do domu, a majster zajmie się Hildą i jej dzieckiem, będziesz miała więcej 
czasu. Masz talent, nie możesz go zaprzepaścić. Nie należysz do tych, którzy 
będą   się   włóczyć   po   knajpach   albo   leżeć   na   łóżku   z   pismem   dla   pań. 
Wykorzystaj swój talent.

Jego słowa wzbudziły w niej radość. Czy to możliwe, że on ma rację? Czy 

mogłaby przemawiać w ważnych sprawach? Ciepło jej się zrobiło na sercu, 
gdy o tym pomyślała.

- Gdyby tak dzieci urodzone poza małżeństwem miały prawo do nazwiska 

ojca   -   ciągnął   Emanuel   z   zapałem.   -   I   prawo   dziedziczenia,   na   równi   z 
dziećmi   urodzonymi   małżeństwie.   Gdyby   matki   zostały   zobowiązane   do 
podawania  nazwiska   ojca,  gdyby  mężczyzna  musiał   łożyć na  utrzymanie 
dzieci. Teraz wszystkie samotne matki znad rzeki Aker same dźwigają ciężar 
odpowiedzialności,   podczas   gdy   ojcowie   żyją   sobie,   jakby   nic   się   nie 
zdarzyło.

background image

Tym razem słowa Emanuela trafiły w czuły punkt. Elise znów sparaliżował 

strach.   Teraz,   gdy   udało   jej   się   na   chwilę   całkiem   o   nim   zapomnieć.   Z 
trudem zdołała się opanować, a Emanuel mówił dalej z zapałem.

-   Wiem,   że   większość   kobiet,   które   o   to   teraz   walczą,   pochodzi   z 

zamożnych domów, to one mają dość czasu i siły. Ale trzeba się angażować. 
Spójrz na Katti Anker Molier. Jeździ po całym kraju i wygłasza prelekcje o 
warunkach, w jakich się wychowują nieślubne dzieci. Twierdzi, że kiepskie 
warunki, w jakich żyją samotne matki, prowadzą do nieodwracalnych szkód. 
Twierdzi także, że z powodu ubóstwa matki nie mogą spełniać swojej misji i 
swoich obowiązków i że całe społeczeństwo na tym traci.

Elise nie była w stanie wykrztusić ani słowa, z trudem koncentrowała się 

na tym, co mówi Emanuel. Lęk przed tym, co najprawdopodobniej dzieje się 
w jej ciele, przesłaniał jej wszystko.

-   Przeciwnicy   się   wściekają   -   ciągnął   Emanuel.   -   W   jednej   z   kon-

serwatywnych gazet napisano o niej: „Jak ta osoba może spojrzeć w oczy 
własnym dzieciom". Oni twierdzą, że jej propozycje doprowadzą do tego, że 
„kobiety   lekkich   obyczajów   będą   prześladować   dobrze   urodzonych 
chłopców, żeby im wmówić swoje dzieci". Twierdzą, że jeśli tego rodzaju 
prawo zostanie uchwalone, osłabieniu ulegnie pozycja rodziny, a na świat 
będzie przychodzić jeszcze więcej nieślubnych dzieci. I „dzieci prostytutek 
zajmą miejsca należne prawowitym dziedzicom".

Szkoda, że Agnes tego nie słyszy, pomyślała Elise.
- Twierdzą także, że tego rodzaju prawo „umożliwi niemoralnym kobietom 

pozyskiwanie   środków   na   utrzymanie   poprzez   rodzenie   pozamałżeńskich 
dzieci, a także wyłudzanie zasiłków od ojca dziecka i od państwa, a nawet 
części dziedzictwa zamożnych młodzieńców, których zdołają uwieść".

Elise   zebrało   się   na   wymioty.   Jeśli   się   okaże,   ze   przytrafiło   jej   się   to 

nieszczęście i nie zdobędzie się na odwagę, by szukać pomocy u kobiety, 
która prowadzi nielegalny interes na Mollergata, to ci ludzie będą mówić o 
niej takie same rzeczy; że urodziła dziecko po to, żeby wyłudzić zasiłek od 
władz.

Emanuel zatrzymał się i spojrzał na nią badawczo.
- Coś się stało? Tak nagle pobladłaś. Pokręciła głową.
- Naprawdę? To chyba z powodu gorąca.
- Powinnaś mieć parasolkę.
-   Widziałeś   kiedyś  robotnicę   z   parasolką?   -  uśmiechnęła   się   Elise.   Nie 

odpowiedział.

background image

- Usiądziemy w altanie, tam jest chłodno i przewiewnie. - Otworzył drzwi 

do pomalowanego na biało domku, którego prawie nie było widać między 
krzakami bzu. - Usiądź i odpocznij trochę, a ja przyniosę sok i wodę.

Uśmiechnęła się do siebie i poczuła, że powoli ogarnia ją spokój. On mówi 

do mnie, jakbym należała do jego świata, pomyślała.

Emanuel   zostawił   otwarte   drzwi,   więc   Elise   mogła   podziwiać   piękny 

ogród. Usiadła na ławce, oparła się wygodnie i napawała się widokiem oraz 
pięknymi zapachami.

Emanuel   nawet   nie   wie,   jaki   jest   szczęśliwy.   Gdyby   tak   urodzić   się   i 

wychować   w   takim   pięknym   miejscu.   Jak   on   może   z   tego   wszystkiego 
zrezygnować?

Im   dłużej   o   tym   myślała,   tym   lepiej   rozumiała   jego   matkę.   Mógłby 

przecież   pomagać   ludziom,   nawet   gdyby   tu   mieszkał.   Mógłby   wysyłać 
pieniądze Armii Zbawienia, wysyłać jedzenie głodującym, ścinać drzewa we 
własnych lasach i rozdawać drwa tym, którzy marzną.

Mógłby się ożenić z Karolinę albo inną zamożną panną, mieć dzieci, które 

bawiłyby   się   beztrosko   we   dworze,   jadłyby   zawsze   do   syta,   miałyby 
szczerze im oddanych babcię i dziadka. Emanuel mógłby swoim dzieciom 
zapewnić takie dzieciństwo, o jakim inni tylko marzą.

Gdzieś daleko rozległ się tupot dziecięcych nóżek i wkrótce na ogrodowej 

ścieżce pojawili się chłopcy. Zatrzymali się przed altaną.

- Siedzisz tu sama, Elise? - W głosie Pedera słychać było troskę.
- Kapitan Ringstad poszedł do domu po sok i wodę dla nas - uśmiechnęła 

się Elise.

- Sok i woda? - Piegowata twarz Everta rozjaśniła się od razu. - Pić mi się 

chce, jakbym był starym koniem pociągowym na Saharze.

Kristian się roześmiał. Rzadko widywali go zadowolonego.
-   Nawet   nie   wiesz,   gdzie   jest   Sahara,   ty   tumanie.   Evert   spuścił   głowę 

zawstydzony.

Elise patrzyła to na jednego, to na drugiego.
- Opowiedzcie mi o tym źrebaczku. Udało mu się stanąć na nogach?
-   Wiesz   co,   Elise?   -   Peder   aż   zaczerwienił   się   z   podniecenia.   -   Kiedy 

wyszedł z brzucha swojej mamy, od razu wstał. Był cały zakrwawiony, ale 
mama go wylizała do czysta.

- Zdaje się, że słyszę tu gdzieś spragnionych chłopców. - Głos Emanuela 

rozległ   się   tuż   pod   altaną.   Wszedł   do   środka,   niosąc   tacę   z   pięcioma 
szklankami i karafką pełną czerwonego soku. Peder spojrzał łakomie na sok.

background image

-   Evertowi   chce   się   pić,   jakby   był   koniem   pociągowym   na   Saharze. 

Emanuel się roześmiał.

-   Myślę,   że   koń   umarłby   z   pragnienia   na   Saharze.   Tam   najlepiej   mieć 

wielbłąda.

- Dlaczego? - Peder spojrzał na niego z zainteresowaniem.
-   Wielbłądy   mają   w   brzuchu   takie   specjalne   miejsce,   w   którym 

przechowują wodę.

- Pan dużo wie, panie Ringstad. Jak urosnę, też się zapiszę do Armii.
- O wielbłądach nie dowiedziałem się w Armii.  Nauczyłem się tego w 

szkole - wyjaśnił rozbawiony Emanuel.

- Widzisz, Peder - powiedział Kristian z wyższością. - Tylko ty masz siano 

w głowie.

Peder obrócił się do brata z oczami pełnymi łez.
- To nie moja wina.
- Jedni uczą się wcześniej - wtrącił Emanuel - inni później. Znam wielu 

takich, którzy sobie nie radzili w szkole, a potem osiągnęli o wiele więcej 
niż inni.

Peder wytarł nos i posłał Kristianowi urażone spojrzenie.
- No widzisz, Kristian.
Chłopcy wypili sok jednym haustem i już ich nie było. Emanuel stał w 

drzwiach i odprowadzał ich wzrokiem.

- Wszystkie dzieci powinny mieć takie dzieciństwo.
- Ty miałeś takie dzieciństwo. - Elise nie mogła się powstrzymać. - I tak 

będą żyły twoje dzieci.

Emanuel uśmiechnął się zaczepnie i usiadł koło niej.
- Czy znowu obudził się w tobie polityk?
Elise nie odpowiedziała uśmiechem. Siedziała w milczeniu i patrzyła na 

zieleń   przez   otwarte   drzwi.   Jeśli   podejrzenia   się   potwierdzą,   a   ona   nie 
znajdzie   tyle   pieniędzy,   by   wybrać   się   do   tej   kobiety   na   Mollergata... 
Poczuła, że znów nachodzą ją mdłości. Wtedy będzie musiała donosić to 
dziecko   i   to   ona,   a   nie   Hilda   będzie   biegała   o   świcie   do   żłobka   z   tłu-
moczkiem w ramionach, żeby zdążyć do fabryki na szóstą. Hilda może się 
spodziewać   pomocy,   a   ten,   który   jest   winien   jej   nieszczęściu,   grasuje   z 
innymi  kryminalistami   po  Yaterlandzie.  Biedne  dziecko   będzie  rosło   bez 
ojca i będzie miało jeszcze mniejsze szanse niż Peder i Kristian, żeby się 
wyrwać z ubóstwa. Oni mieli mimo wszystko ojca i nosili jego nazwisko, a 
poza tym mieli matkę, Hildę i ją. Ale Hilda niedługo się wyprowadzi, za 

background image

parę lat zrobią to także chłopcy. Jeśli nawet matka poczuje się lepiej, to 
raczej nie wróci do pracy i długo nie pożyje.

A tu siedzi Emanuel i mówi o tym, że wszystkie dzieci powinny mieć duży 

ogród do zabawy i dzieciństwo takie, jakie miał on sam...

Nie, Elise nie była zazdrosna, była po prostu zmęczona. Zmęczona nędzą, 

zmęczona liczeniem, czy stać ją na mleko do kaszy i masło do chleba, czy 
będą mogli napalić w sypialni, czy raczej kupić nowe spodnie Pederowi, bo 
ze starych zostały same strzępy. Była zmęczona strasznym hałasem, który 
panował w fabryce, bolała ją głowa i gardło od wirującego pyłu. Opadała z 
sił na myśl o tym, że w jej życiu zawsze będzie ta sama harówka, to samo 
niezdrowe powietrze, ten sam lodowaty pokój.

- Jesteś taka milcząca. - Głos Emanuela przerwał ciszę, słowa zabrzmiały 

jak zdziwienie albo pytanie.

Westchnęła ciężko.
- Myślałam o tym, co powiedziałeś. O niesprawiedliwości, o kobietach...
- To dobrze. Myśl o tym, Elise. Pewnego pięknego dnia zapiszesz się do 

organizacji, która walczy o prawa wyborcze dla kobiet, i będziesz jedną z 
osób zabiegających o to, by kobiety mogły brać udział w polityce. Dopiero 
od szesnastu lat dziewczęta mogą uczestniczyć w pochodzie Siedemnastego 
Maja, choć chłopcom pozwolono na to dziewiętnaście lat wcześniej. Cztery 
lata temu także kobiety z wysokimi dochodami zyskały prawo wyborcze, a 
teraz   walczą   o   to,   by   mogły   też   głosować   w   sprawie   rozwiązania   unii. 
Ciekawe, czy im się uda.

On   nic   nie   rozumie,   pomyślała   Elise   pełna   rezygnacji.   Myśli,   że   mogę 

robić, co zechcę. W ogóle nie potrafi wczuć się w moją sytuację.

- Słyszałem kobiety, które mówiły, że są już tak przyzwyczajone do życia 

na   uboczu   i   do   przechodzenia   do   porządku   dziennego   nad   wszelkimi 
niesprawiedliwościami, iż wkrótce stanie się to częścią ich natury - ciągnął. - 
One już zrezygnowały, a ja ciągle zadaję sobie pytanie, czy w tym kraju są 
kobiety,   które   nie   czują   się   głęboko   zranione   tym,   że   rząd   i   parlament 
traktują je, jakby należały do jakiejś niższej kasty.

Żadna z kobiet, o których on mówi, nie jest robotnicą, pomyślała. Należą 

do innej, wyższej klasy, mają wykształcenie. Nie powiedziała jednak tego 
głośno. Jeśli człowiek wychował się w takim miejscu jak ten dwór, nie może 
rozumieć, co czują i jak myślą ci, którzy żyją nad rzeką Aker. Choć Emanuel 
pomagał   chorym,   zdobywał   jedzenie   i   ubrania   dla   najbardziej 
potrzebujących,   nie   umiał   wczuć   się   w   ich   sytuację.   Przed   chwilą   to 

background image

udowodnił, mówiąc, że mogłaby wstąpić do organizacji walczącej o prawa 
wyborcze dla kobiet.

- Pomyśl o dzieciach, Elise. - Emanuel zapalał się coraz bardziej. - Pomyśl 

o dzieciach, które się rodzą, bo ich matki zostały zmuszone do sprzedawania 
swoich ciał. Jaka przyszłość je czeka? Pogarda i poniżenie, żadnych szans na 
przyzwoite życie?

Elise nie mogła już tego znieść. Zerwała się z ławki i wybiegła z altanki. 

Biegła ogrodową alejką, zalewając się łzami i z trudem łapiąc oddech. Nie 
widziała, dokąd biegnie, wiedziała tylko, że musi uciec daleko, daleko od 
Emanuela i jego słów, daleko od rajskiego ogrodu i rozmowy o tym, czego 
nigdy nie osiągnie.

Słyszała   jego   kroki   za   swoimi   plecami,   słyszała,   jak   ją   woła   trochę 

zdziwionym, a trochę przestraszonym głosem, ale nie miała już siły słuchać 
jego kazania o sprawie kobiet i o prawie wyborczym. Chciała do domu. 
Chciała wrócić do Andersengarden, tam gdzie był jej dom, gdzie wszyscy 
byli tacy jak ona, gdzie ludzie znali się nawzajem i nie próbowali być inni, 
niż   są.   Chciała   wrócić   do   swojego   pokoju,   ukryć   twarz   w   poduszce   na 
swoim   własnym   łóżku   i   wypłakać   ten   strach   i   zwątpienie,   które   ją 
przepełniały.

Dogonił ją wreszcie i chwycił za ramię.
- Elise? Co się stało?
Obrócił ją siłą, objął ramionami i mocno przytulił.
- Co się dzieje, Elise? Powiedz mi. - W jego głosie słychać było kontuzję, 

ale i rozkazującą nutę.

Elise pokręciła głową, ciągle łkając.
- Nie mogę.
Płacz   ucichł,   dziewczyna   wyślizgnęła   się   z   jego   ramion   i   otarła   łzy 

rękawem.

- Przepraszam. Nie wiem, co się ze mną stało.
Stał   w   milczeniu   i   przyglądał   się   jej,   czekając   prawdopodobnie   na 

wyjaśnienie.

- Jestem po prostu zmęczona. Tyle się działo ostatnio. - Nie miała odwagi 

spojrzeć mu w oczy.

-   Co   się   stało,   Elise?   -   powtórzył   pytanie,   jakby   nie   słyszał   tego,   co 

powiedziała. - Dlaczego wpadłaś w taką rozpacz, gdy mówiłem o sprawie 
kobiet?

- To nie miało z tym nic wspólnego. Chwycił ją mocno za ramię.

background image

- Kłamiesz.
Gwałtownie pokręciła głowa.
- Powiedziałam, że jestem zmęczona. Ale ty nie wiesz, co to znaczy. Nigdy 

nie stałeś w fabryce przez czternaście godzin i nie musiałeś potem wracać do 
domu,   żeby   wyszorować   podłogę   i  zrobić   pranie.   Nigdy   nie   odchodziłeś 
głodny od stołu i nie marzłeś w nocy tak, że nie sposób zasnąć. Nie masz 
pojęcia, co to znaczy być jednym z nas. Fundujesz nam jeden dzień w raju i 
myślisz, że to może zmienić nasze życie. Mówisz, że powinnam jeździć po 
kraju, żeby walczyć o prawa kobiet, ale nie jesteś w stanie zrozumieć, że nie 
mam na to ani czasu, ani pieniędzy. Myślisz, że mogę zapisać się do jakiejś 
organizacji   i   chodzić   na   spotkania   razem   z   wykształconymi   kobietami, 
jakbyś   nie   rozumiał,   że   muszę   się   zajmować   dwoma   małymi   braćmi   i 
bezmyślną młodszą siostrą w ciąży.

Zobaczyła, że Emanuel blednie i zapada się w siebie.
- Masz rację, Elise - powiedział cicho. - To ja byłem bezmyślny. Elise 

zawstydziła się. Emanuel pomyślał na pewno, że jest pełna

goryczy i że pobyt w jego domu podsycił w niej bunt przeciwko wszelkiej 

niesprawiedliwości.   Nie   miał   pojęcia,   że   to   ze   strachu   przed   tym,   co 
prawdopodobnie w niej rośnie, zachowała się tak dziecinnie i impulsywnie. 
A   teraz   tłumaczyła   swoje   zachowanie   w   taki   sposób,   który   najbardziej 
przemawia do jego wyobraźni. Wzięła głęboki, drżący oddech.

-   Wybacz   mi,   Emanuelu.   Nie   chciałam   być   niewdzięczna.   Ofiarowałeś 

chłopcom i mnie dzień, który długo będziemy miło wspominać.

Pokiwał głową, ale zauważyła, że jej słowa do niego nie dotarły, wyglądał 

tak, jakby ciągle myślał o swojej własnej niemocy.

- Czy ja też mogłabym zobaczyć źrebaka? - uśmiechnęła się do niego w 

nadziei, że oboje zapomną o tym, co się zdarzyło.

Ujął jej rękę i mocno uścisnął.
- Gdybym tylko mógł dać ci wszystko, co posiadam, Elise.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Gdy tego samego wieczoru siedzieli w pociągu, który wiózł ich do domu, 

widać było, że Emanuel nie jest zadowolony. Był uśmiechnięty i miły jak 
zwykle, ale spoglądał na nią ze smutkiem w oczach, ciągle się zamyślał i 
zapadał w siebie. Elise nie mogła się pozbyć przykrego poczucia, że ciągle 
myśli o tym, co mu powiedziała, i nie wiedziała, jak przywrócić mu humor. 
Nie powinien myśleć tego, co zapewne myślał. Dzień był przecież wspaniały 
od początku do końca, chłopcy byli wciąż zarumienieni z radości, nawet 
Kristian był pogodniejszy, bardziej pozytywny i rozmowny niż zazwyczaj. 
Ona sama cieszyła się każdą godziną, wspaniałą naturą, pięknym ogrodem, 
oborą   ze   wszystkimi   zwierzętami,   znakomitym   jedzeniem   i   rozmową   z 
przemiłymi rodzicami Emanuela.

A on teraz myśli sobie, że Elise jest zazdrosna, choć to nieprawda. Prawdy 

nie mogła mu jednak powiedzieć.

- Przykro mi, że cię zasmuciłam - zaczęła niezbyt zręcznie. - Na pewno 

myślisz sobie, że jestem zazdrosna i niewdzięczna.

Pokręcił głową, jakby chciał odpędzić te podejrzenia.
- Nie, wcale nie, zresztą myślę o czymś zupełnie innym. Spojrzała na niego 

pytająco.

- Siedemnastego maja przeżyłem coś, co wywarło na mnie niezapomniane 

wrażenie.

- Gdy byłeś z chłopcami w mieście?
- Nie, gdy wróciłem do domu. Znajomi studenci, którzy wynajmują pokój 

w jednym z sąsiednich domów, zorganizowali przyjęcie z szampanem, żeby 
uczcić ten dzień. Stali w otwartym oknie i wymachiwali flagami. Gdy mnie 
spostrzegli,   poprosili,   bym   się   przyłączył.   Wydawało   mi   się,   że   nie 
powinienem odmawiać, i poszedłem. Atmosfera była bardzo ożywiona.

- Byli pijani?
- Niektórzy. Nagle otworzyły się drzwi i stanęła w nich uboga kobieta. 

Drżała na całym ciele. Niektórzy z młodych panów próbowali bawić się jej 
kosztem, ale ja podszedłem i zapytałem, czego sobie życzy.

- Chciałam tylko pożyczyć jedną z flag - powiedziała pełna przerażenia. 

Widziała  flagi,   którymi  wymachiwali  w oknie.  -  Mam  malutkie  dziecko, 
które właśnie umiera. Synkowi nie pozostało wiele życia i chciałabym go 
trochę rozweselić. Dziś przez cały dzień leżał przy otwartym oknie, słuchał 
radosnych   okrzyków   innych   dzieci   i   błagał,   żebym   mu   dała   flagę.   Gdy 

background image

powiedziałam, że nie mam żadnej, poprosił, żebym się pomodliła do Boga. 
Dlatego tu przyszłam.

Elise słuchała, wyobrażając sobie małego chłopca w łóżku koło okna.
- I jak to się skończyło? Dali jej flagę?
- Wziąłem jedną z flag i poszedłem z nią. Po drodze opowiedziała mi, że 

jej   mąż   zginął   w   wypadku   podczas   pracy,   a   ona   jest   bezrobotna   i   ma 
sześcioro dzieci. Utrzymują się z zasiłków z gminy. Mimo nędzy i ciężkiej 
pracy mówiła ciepło i pięknie o swoich dzieciach, zrozumiałem, jak bardzo 
się boi, że straci to najmłodsze.

- Widziałeś tego chłopca? Emanuel z powagą pokiwał głową.
- Gdy wszedłem do pogrążonego w półmroku pokoju, leżał i wpatrywał się 

w   drzwi,   jakby   wiedział,   że   przyjdę.   Jego   spojrzenie   zatrzymało   się   na 
fladze, którą trzymałem w ręku, i radosny uśmiech rozjaśnił jego twarz.

- Jesteś Bogiem? - zapytał.
- Nie, jestem zwykłym człowiekiem - powiedziałem. - Ale przysłał mnie tu 

Bóg, żebym dał ci flagę  i żebym ci powiedział,  że niedługo  będziesz  w 
niebie.

- Czy w niebie jest fajnie? - zapytał.
-   Tak   -   odparłem.   -   Wszystkie   małe   aniołki   chodzą   z   czerwonymi 

jedwabnymi flagami na złotych patykach, jedzą prażone migdały i słodkie 
rodzynki i popijają je wiśniową oranżadą.

Usiadłem na łóżku i zacząłem z nim rozmawiać.
- Mamo, mamo, nigdy nie było tak fajnie! - zawołał, ale nagle poczuł się 

tak zmęczony, że musiał się położyć, ciągle ściskając flagę. Przez chwilę 
leżał z zamkniętymi oczami, potem je otworzył i uśmiechnął się do mnie, 
zanim je zamknął ponownie. Chwilę później usłyszałem z jego ust delikatne 
dmuchnięcie, jakby gasił świeczkę. Chłopiec już nie żył.

Elise   siedziała   nieruchomo   i   wpatrywała   się   w   Emanuela.   Wzruszenie 

ścisnęło ją za gardło.

- Nigdy nie zapomnę widoku tego martwego, małego chłopca, norweskiej 

flagi,   leżącej   jak   całun   na   jego   ciele,   i   tego   słabego   uśmiechu   -   dodał 
Emanuel cicho.

Elise   długo   nie   mogła   dobyć   z   siebie   słowa.   Wydawało   jej   się,   że   w 

opowiadaniu Emanuela kryją się jakieś symbole.

- Co powiedziała jego matka? - wykrztusiła wreszcie schrypniętym głosem.

background image

- Usiadła blada i milcząca, oczy miała suche, twarz pozbawioną wyrazu. 

Nigdy   nie   widziałem   tak   wielkiej   rozpaczy.   Pomyślałem,   że   największa 
żałoba obywa się bez łez.

Elise znów zaniemówiła. Często słyszała o ludziach, którzy stracili dzieci z 

powodu odry, wypadku albo suchot. Ale Oline była jedyną taką osobą, którą 
znała osobiście. Oline niewiele mówiła o tym, co ją spotkało. Elise myślała 
nawet, że to dobrze dla niej, bo ma jedną gębę mniej do wyżywienia.

Ale jednak prawdą jest to, co ludzie mówią, że matka nigdy nie ma za dużo 

dzieci. Ta kobieta była uboga, miała sześcioro dzieci, brakowało jej zapewne 
i sił, i możliwości, żeby zrobić dla nich coś więcej niż to, co niezbędne. A 
jednak tak bardzo chciała spełnić ostatnie życzenie syna, że przezwyciężyła 
wstyd i poszła do zamożnych, rozbawionych studentów, żeby poprosić o 
jedną z ich narodowych flag.

Szacunek Elise dla Emanuela wzrósł.
- Dobrze, że z nią poszedłeś - powiedziała cicho. - I że chłopiec dostał 

flagę przed śmiercią.

Emanuel pokiwał głową z uśmiechem.
-  W   takim  razie   rozumiesz   chyba,   dlaczego   wybrałem  taką   drogę,   jaką 

wybrałem? Wielu ludzi mnie potrzebuje.

Elise skinęła głową.
- Wybacz mi. Starałam się po prostu patrzeć na sytuację oczami twojej 

matki.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Parę dni później, gdy Elise wróciła z fabryki, na schodach spotkała zde-

nerwowaną panią Thoresen.

- Musisz się pośpieszyć, Elise. Przyszła akuszerka.
Elise jęknęła i pobiegła na górę, przeskakując po dwa stopnie naraz.
Kuchnię   zasnuła   całkiem   para   wodna.   Przed   piecem   kuchennym   stała 

akuszerka Lagerta, kobieta o szerokich biodrach i mocnych ramionach, z 
włosami upiętymi w węzeł na karku, w wielkich butach. Odsunęła właśnie 
garnek z gotującą się wodą na bok i zsunęła żelazną fajerkę na miejsce z 
ogłuszającym  brzękiem.   Gdy   się   obracała,   podtarła   sobie   nos  wierzchem 
dłoni.

- A, to ty, Elise. Siostra o ciebie pytała.
- Co z nią? - Elise czuła, że niepokój rozprzestrzenia się po całym jej ciele i 

że serce jej coraz szybciej bije. Nigdy nie asystowała przy porodzie, a teraz 
sprawa dotyczyła Hildy, jej młodszej siostry.

- Normalnie. - Lagerta miała niski, męski głos. - W bólu będziesz rodzić 

dzieci,   napisano   w   Piśmie,   a   ten,   co   myśli   przede   wszystkim   o 
przyjemnościach, wcale nie będzie miał lepiej.

Elise rzuciła jej urażone spojrzenie, bo uważała, że to nie najwłaściwszy 

moment na kazania. Drzwi do pokoju były otwarte, Elise wślizgnęła się więc 
do środka.

Pokój też był zasnuty szarą mgłą pary wodnej, a w powietrzu unosił się 

gryzący   zapach   fenolu.   Hilda   leżała   na   własnym   łóżku,   uznały 
najprawdopodobniej,   że   to   najlepsze   miejsce.   Jej   długie   włosy   były 
rozpuszczone,   wilgotne   kosmyki   leżały   rozrzucone   na   poduszce.   Kilka 
włosków   przylepiło   się   do   czoła   zroszonego   potem.   Oczy   miała   szeroko 
otwarte, źrenice rozszerzone, jakby śmiertelnie się czegoś bała. Patrzyła w 
stronę drzwi, ale Elise wcale nie była pewna, czy Hilda ją widzi. W tej samej 
chwili Hilda wrzasnęła tak, że zatrzęsły się dziurawe ściany.

Elise wzdrygnęła się. Dlaczego ona tak strasznie krzyczy? Czy dzieje się 

coś złego?

Lagerta weszła ostrożnie, niosąc miskę z parującą wodą, którą odstawiła ją 

na komodę. Potem wzięła wilgotną ścierkę i położyła ją na czole Hildy.

- Ja już dłużej nie wytrzymam - krzyknęła Hilda. - Wolę umrzeć.
- Co ty wygadujesz, dziewczyno. Wytrzymasz. Tylko przestań wrzeszczeć 

jak zarzynane prosię, boli cię tak samo jak każdą inną. - Podwinęła rękawy i 

background image

zaczęła naciskać brzuch ciężarnej, ale w tej samej chwili ból znów targnął 
Hildą, bo wrzasnęła po raz kolejny. Z zaczerwienioną twarzą napięła mięśnie 
pleców i wczepiła się rękami w pościel.

- Ja już nie chcę! - krzyczała zdartym głosem. - Dobry Boże, pozwól mi 

umrzeć! Ja już nie wytrzymam!

Gdy skurcz znów ustał na parę minut, Hilda opadła jak zwiędnięty kwiatek, 

zrobiła się maleńka i biedna. Łzy płynęły po jej policzkach.

- Pomóż mi, Elise - błagała z przerażeniem w oczach. - Poproś, żeby mi 

dała coś na te bóle. Ja już nie wytrzymam.

Elise podeszła do łóżka i wzięła rękę siostry w swoją dłoń.
- Wytrzymasz, Hildo, świetnie sobie radzisz Każdy bardzo cierpi podczas 

porodu, a potem o wszystkim zapomina, wszyscy tak mówią.

Hilda pokręciła głową tak energicznie, że jej mokre loki zatańczyły.
- Jestem pewna, że coś jest nie w porządku. Dziecko utknęło, nie chce się 

urodzić.   Lagerta   mówi,   że   wszystko   jest   w   porządku,   ale   ona   nie   jest 
lekarzem.

W tej samej chwili ból znów ściągnął jej rysy twarzy, przygryzła wargę aż 

do krwi, spoglądając na Elise z przerażeniem, napięła całe ciało i zacisnęła 
dłonie tak mocno, że paznokcie zraniły jej dłonie.

- Tak, właśnie tak - pochwaliła ją Lagerta. - Przyj. Przyj z całej siły. - 

Położyła się na brzuchu Hildy całym ciężarem. Krzyk Hildy zamienił się w 
wycie.

I   nagle   stało   się.   Coś   wilgotnego,   fioletowoczerwonego   i   wielkiego 

pojawiło się między udami Hildy i już po chwili dziecko było na świecie.

Hilda przestała krzyczeć, a Elise zaniemówiła, patrząc na cud, który się stał 

na jej oczach. Lagerta uniosła w górę zakrwawione maleństwo, gdy tylko 
odcięła   pępowinę,   i   klepnęła   je   po   pupie   tak,   że   malutkie   usteczka 
wykrzywiły się, nim wydały pełen złości i oburzenia krzyk.

- To dopiero silny chłopak - wykrzyknęła akuszerka, wyraźnie zadowolona.
Elise omal nie zemdlała. Poród zakończony, wszystko poszło dobrze, Hilda 

jest matką zdrowego chłopczyka. Elise wpatrywała się w maleństwo i nie 
mogła się nadziwić, że jeszcze przed chwilą leżało w brzuchu Hildy z tymi 
nóżkami   i   rączkami,   z   paluszkami   i   buzią,   która   -   Elise   na   moment 
wstrzymała oddech - była tak podobna do twarzy majstra, że trudno było 
powstrzymać śmiech.

background image

Hilda opadła na poduszki i leżała z błogim uśmiechem na ustach, jakby te 

straszne  bóle  były tylko złym snem.  Lagerta  wykąpała niemowlę, otuliła 
czystym ręcznikiem i ułożyła w ramionach matki.

Hilda spojrzała na Elise błyszczącymi oczami.
- On jest mój, Elise. Popatrz, czy nie jest śliczny? Elise pokiwała głową, a 

łzy popłynęły jej po policzkach.

- Tak, Hildo, on jest twój - mruknęła i nie była w stanie powiedzieć nic 

więcej.   Przypomniała   sobie   od   razu   smutną   historię,   którą   jej   opowiadał 
Emanuel,   o   chorym   chłopczyku   i   wielkiej   matczynej   miłości.   Hilda   ma 
szczęście, urodziła zdrowe dziecko, kochała jego ojca, bez względu na to, 
jak dziwnie to brzmiało, a on kochał ją. Mogło być gorzej.

Usłyszała, że chłopcy wpadli do kuchni, i wyszła do nich.
- Już po wszystkim. - W jej głosie była radość. - Hilda ma synka, a wy 

zostaliście wujkami wspaniałego, małego siłacza.

Chłopcy stanęli jak wryci.
Peder spojrzał na siostrę, jakby nie wierzył własnym uszom.
- Chłopiec? Gdzie on jest?
Elise roześmiała się, wszystko wydawało jej się takie piękne i dobre.
- W łóżku u Hildy.
- Ma muskuły?
- Nie, żartuję, Peder - roześmiała się Elise. - On się dopiero urodził.
- Ale powiedziałaś, że to siłacz. - Spojrzał z pewnym zakłopotaniem na 

swoje chude nóżki i ramiona.

- Nie bój się, Peder. Jeszcze wiele lat upłynie, zanim on będzie taki duży 

jak ty. A poza tym jest prawie twoim bratem.

Peder zerknął z ukosa na Kristiana. Raczej nie uznał tego za pocieszenie. 

Kristian wyprostował się i zapytał nieco mniej opryskliwie niż zwykle:

- Możemy wejść i go zobaczyć?
Pogoda w następnych dniach była piękna. Wszystko wskazywało na to, że 

lato   przyszło   już   na   dobre,   było   cieplej   niż   zazwyczaj   o   tej   porze   roku, 
drzewa i kwiaty zazieleniły się i zakwitły znacznie wcześniej niż normalnie. 
Codziennie rano Elise słyszała w fabryce, że flaga na Sankt Hanshaugen 
zapowiada piękną pogodę. Na wieży wywieszano kwadratową flagę, żeby 
ostrzec przed złą pogodą, i trójkątną, gdy zapowiadał się ładny dzień. Elise 
cieszyła się, że Hilda nie marznie, i powtarzała sobie, że dziecko ma większe 
szanse na przeżycie, skoro powietrze jest ciepłe i suche.

background image

Noce   mijały   znacznie   lepiej,   niż   można   się   było   spodziewać.   Kristian 

uznał, że jednak wcale nie musi spać w kuchni. Maleństwo płakało tylko 
parę razy, ale gdy Hilda przykładała je do piersi, od razu się uspokajało. Na 
sznurach nad piecem kuchennym suszyły się pieluchy i kocyki, na dole na 
podwórzu wisiało ich jeszcze więcej, razem z powiewającymi na wietrze 
prześcieradłami i nocnymi koszulami Hildy. Elise ciągle schodziła do pralni, 
szorowała na tarze i wykręcała, ale nie sprawiało jej to przykrości. Cieszyła 
się, piorąc wszystkie te małe  fatałaszki,  cieszyła się, że wreszcie coś się 
pomyślnie ułożyło w mieszkaniu na trzecim piętrze w Andersengarden.

Hilda   mówiła,   że   Peder   i   Kristian   przychodzą   ze   szkoły   szybciej   niż 

zazwyczaj i że nigdy nie odmawiają, gdy prosi, żeby przynieśli wody czy 
drew z piwnicy albo żeby kupili coś u Magdy na rogu.

- To zupełnie tak, jakbyśmy mieli małe kociątko! - wykrzykiwał
Peder, stojąc nad łóżkiem i głaszcząc delikatnie pokrytą meszkiem główkę.
Kristian stawał raczej w drzwiach, ale on też często zaglądał do pokoju i 

nieustannie zerkał na małego szkraba w ramionach Hildy. Nic nie mówił, a 
Elise nie potrafiła rozszyfrować jego miny, ale wydawało jej się, że jest 
trochę   dumny   ze   swego   nowego   rodzinnego   tytułu,   z   tego,   że   został 
wujkiem.

Gdy Elise poszła z chłopcami w niedzielę do sanatorium, Peder pierwszy 

podbiegł do leżaka matki na tarasie.

- Mamo, mamo, już jest. Nie krzyczy i nie ma muskułów. Za to ma taką 

mięciutką   skórę   i   jest   taki   maleńki   jak   kot   syjamski   tej   Gurine   spod 
czternastki.

Matka spojrzała na Elise, nie rozumiejąc, o czym on mówi. Elise podbiegła 

do niej i zarzuciła jej ręce na szyję.

-   Zostałaś   babcią.   Hilda   urodziła   zdrowego,   ślicznego   chłopca.   Matka 

patrzyła na nią, jakby słowa do niej nie całkiem dotarły, a jej oczy wypełniły 
się łzami. Odezwała się schrypniętym ze wzruszenia głosem:

- Wszystko w porządku? Bardzo cierpiała?
- Lagerta twierdzi, że to był normalny poród.
Matka  wzięła  głęboki  oddech i odetchnęła  z  ulgą.  Elise  spostrzegła,  że 

matka złożyła ręce pod kocem, zamknęła oczy i przez chwilę coś szeptała. 
Gdy znów otworzyła oczy, było w nich więcej radości niż kiedykolwiek.

- Doktor mówi, że za dwa tygodnie wrócę do domu. Wtedy będę mogła 

opiekować się małym w czasie, gdy Hilda będzie w fabryce. A w czasie 
przerwy obiadowej Hilda będzie przychodzić na karmienie.

background image

- Najpierw zobaczymy, jak się będziesz czuła. Poza tym na razie nie wiem, 

kiedy Hilda wraca do pracy. Jedna z dziewcząt w fabryce przynosi dziecko 
w tekturowym pudełku i stawia w przedsionku, pozwalają jej od czasu do 
czasu wychodzić do niego na karmienie.

Matka uśmiechnęła się, biorąc córkę za rękę.
- Czy to nie zadziwiające, jak wszystko się dobrze układa, nawet wtedy, 

gdy się wydaje, że nie ma wyjścia?

Elise pokiwała głową. Tak, chyba wszystko się ułoży, pomyślała.
W   tej   samej   chwili   bezwiednie   dotknęła   dłonią   brzucha.   Wszystko   z 

wyjątkiem tego, dodała w duchu, starając się zdławić strach. Za trzy, cztery 
dni będzie już pewna. Jeśli miesiączki znowu nie będzie, zniknie wszelka 
nadzieja.

- Słyszałaś, że król Oscar odrzucił nową ustawę o służbie konsularnej i że 

rząd z tego powodu podał się do dymisji?

Elise, wyrwana z zamyślenia, pokiwała głową, choć ta wiadomość mało ją 

w tym momencie obchodziła.

- Król nie przyjął dymisji. I prawica, i lewica są wyjątkowo zgodne co do 

tego,   że   unię   trzeba   rozwiązać.   Wszyscy   o   tym   mówią.   I   pacjenci,   i 
pielęgniarki.

Elise   znów   pokiwała   głową.   Jak   długo   zdoła   ukrywać   przed   Hildą   i 

chłopcami swój stan?

- Ludzie też są tego samego zdania - ciągnęła matka, nie mogła wiedzieć, 

że Elise myśli o czymś innym. - Jeden z pacjentów mówił mi, że wyjątkowo 
dużo ludzi w tym roku obchodziło Siedemnastego Maja. Teraz mówi się o 
tym,   że   parlament   sprzeciwi   się   królowi.   -   Matka   mówiła   z   wielkim 
zaangażowaniem o tym, co się dzieje w kraju, to znak, że siły jej wracają.

Na   początku   lipca   będę   w   strasznej   rozpaczy,   pomyślała   Elise.   Albo 

oszaleję z radości.

- Wtedy wybuchnie wojna - wtrącił ponuro Kristian, który słuchał tego, co 

mówi matka.

Matka spojrzała na niego z przerażeniem.
-   Musimy   się   modlić,   żeby   Szwedzi   pozwolili   to   przeprowadzić   w 

pokojowy sposób.

- Co będzie, jak wybuchnie wojna? - zainteresował się Peder. - Będą do nas 

strzelać? - Peder i Evert bawili się w wojnę norwesko-szwedzką na stole w 
kuchni   miedzianymi   guzikami,   zardzewiałymi   gwoźdźmi   i   guzikami   od 
spodni. Ustawiali je w szeregach i pozwalali im strzelać do siebie nawzajem, 

background image

póki wszyscy guzikowi żołnierze i miedziani oficerowie nie leżeli martwi na 
polu bitwy. Przy każdym zabitym guziku wrzeszczeli z radości, a gdy Elise 
wtrącała się i mówiła, że wojna jest straszna, a nie zabawna, pocieszali ją, 
tłumacząc,   że   wszyscy   guzikowi   żołnierze   się   obudzą.   A   poza   tym   nie 
powinna się denerwować, bo Norwedzy wygrywają.

- Wtedy wszyscy mężczyźni dostaną broń i pojadą na granicę - wyjaśnił 

Kristian. - I będą strzelać do siebie.

- Pan Ringstad też? - Zapał Pedera nieco osłabł.
-   On   nie   będzie   musiał   -   odparła   matka   spokojnie.   -   On   jest   w   Armii 

Zbawienia.

Elise pomyślała, że to wcale nie takie pewne, ale nic nie powiedziała.
Nagle matka spojrzała na nią badawczo.
- Co się stało, Elise?
- Nic? Dlaczego pytasz?
- Wyglądasz tak, jakby coś się dręczyło.
- Jestem po prostu zmęczona. Mimo wszystko budzimy się parę razy w 

nocy. - Odwróciła wzrok, nie mogła spojrzeć matce w oczy, więc udała, że 
poprawia wełniany koc. - Dla ciebie, z powodu choroby, to będzie jeszcze 
gorsze. Mam nadzieję, że płacz niemowlęcia nie zmęczy cię za bardzo, gdy 
już wrócisz do domu.

- Oczywiście, że nie. Urodziłam przecież czworo dzieci. Nawet nie macie 

pojęcia, jak bardzo się cieszę - dodała z promiennym uśmiechem. - Będziesz 
musiał zaprowadzić mnie nad rzekę, Peder. Poza wami najbardziej tęskniłam 
za szumem wodospadu i pluskiem rzeki.

- Wezmę cię za rękę, mamo, żebyś się nie poślizgnęła i nie upadła. - Gdy 

tylko Peder to powiedział, spojrzał z przerażeniem na siostrę i matkę.

Elise domyśliła się, co mu się przypomniało.
-   Wiesz   przecież,   że   tylko   zimą   na   moście   jest   ślisko.   Matka   mocno 

ścisnęła jego rączkę.

-   Dobrze,   że   chcesz   się   mną   opiekować.   -   Odwróciła   twarz   w   stronę 

Kristiana. - Ty też, Kristianie, prawda?

Pokiwał głową, nie patrząc na nią. Ale miał radość w oczach.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Elise obudziły mdłości. Wstała szybko i pobiegła do kuchni. Tam pochyliła 

się nad wiadrem.

Gdy było już po wszystkim, wyprostowała się i wpatrywała przed siebie 

niewidzącym   wzrokiem,   podczas   gdy   jej   ciałem   wstrząsały   lodowate 
dreszcze.

-   Nie   ma   już   żadnych   wątpliwości   -   szepnęła,   nie   mogąc   się   oprzeć 

wrażeniu, że podłoga kołysze się jej pod nogami. Nie warto już dłużej się 
oszukiwać.   Nie   zaczęła   krwawić,   zaczęła   za   to   wymiotować   nad   ranem. 
Będzie miała dziecko. Z tym, który ją zgwałcił, z tym, który ją i jej życie 
rozszarpał na strzępy.

Zachowywała się, jakby była w transie. Najpierw złapała się na tym, że 

trzyma w ręku fartuch, który przed chwilą założyła, potem okazało się, że 
zbiera ze stołu kubki i talerze, które na nim przed chwilą rozstawiła. Strach 
rozdzierał jej serce. Pragnęła się rozpłakać, ale łzy w niej stężały, zamarzły, 
nie   mogły   znaleźć   ujścia.   Nie   zdołała   nawet   złożyć   rąk   do   modlitwy, 
wydawało je się, że nic nie ma sensu. Nikt nie odmieni tego, co się stało, 
nawet Bóg.

Muszę pójść do Agnes i dostać ten adres, pomyślała, czując, jak ogarnia ją 

panika.   Nie   ma   czasu   do   stracenia.   Słyszała,   że   to   trzeba   zrobić   jak 
najszybciej. Jeśli będzie zwlekała zbyt długo, tamta kobieta jej nie pomoże. 
Tylko skąd wziąć pieniądze? I kiedy tam pójść? Chyba tylko wieczorem, a 
wówczas Hilda i chłopcy będą się zastanawiać, co ona robi, bo przecież 
zazwyczaj pomaga wieczorami przy Braciszku, jak nazywali między sobą 
małego, i przy praniu.

Niewykluczone, że umrze od tego. Wykrwawi się. Dostanie zapalenia, bo u 

tej kobiety na pewno jest bardzo brudno, coś już o tym słyszała.

Może nawet już się czymś zaraziła, jak ta biedna ulicznica z Vaterlandu. 

Gwałciciel mógł przecież współżyć z wieloma innymi i zarazić ją czymś, na 
co chorują tamte dziewczęta. W takiej sytuacji nie ma sensu robić czegoś, co 
może być niebezpieczne, bo i tak umrze.

Mogłaby   jeszcze   płakać.   Płakać   i   zapłakać   się   na   śmierć.   Peder 

opłakiwałby ją na pewno, matka, Hilda i Kristian też, ale przeżyliby większy 
ból, gdyby się dowiedzieli, że zapadła na taką chorobę jak ulicznice, i gdyby 
widzieli, jak umiera powoli.

background image

Głowa ją bolała, krew pulsowała w skroniach, a strach, który drążył jej 

serce, rozprzestrzeniał się po całym ciele, docierał już do łopatek i wędrował 
wzdłuż kręgosłupa. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że sufit przytłacza ją 
swym ciężarem, wydawało jej się, że się udusi.

Dźwięki docierające z pokoju sprawiły, że wzięła się w garść. Pośpiesznie 

zrzuciła koszulę nocną, ubrała się i otworzyła drzwi na oścież.

-   Wychodzę   już.   Muszę   coś   załatwić   przed   pracą.   -   I   czym   prędzej 

zamknęła drzwi, żeby uniknąć pytań.

Było chyba jeszcze bardzo wcześnie, bo horyzont był stalowoszary. Jeśli 

się pośpieszy, uda jej się może dobiec do wzgórza Aker i zamienić kilka 
słów z Agnes, zanim wstaną jej państwo.

Biegła, nie rozglądając się ani na prawo, ani na lewo, nie zwróciła uwagi 

na wóz konny, który omal jej nie przejechał, przebiegła przez most i pędziła 
bez zatrzymania aż do Maridalsveien, a potem na wzgórze.

Spocona i zdyszana szła szybkim krokiem pod górę. Jeśli dostanie adres od 

Agnes,   pójdzie   tam   jeszcze   dziś   wieczorem.   Powie   wszystkim,   że   musi 
zanieść list Johanowi. Może Agnes mogłaby jej pożyczyć pieniędzy. Albo 
Hilda.

Dom wydawał się cichy i zamknięty, najprawdopodobniej wszyscy jeszcze 

śpią. Otworzyła bramę z kutego żelaza tak bezszelestnie, jak tylko potrafiła, i 
biegła bez tchu w stronę drzwi kuchennych.

Wówczas   zatrzymała   się   nagle   i   dotknęła   czoła.   Płot   spływał   z   niej 

strugami,   gwiazdy   wirowały   jej   przed   oczami.   Biegłam   za   szybko,   po-
myślała, nie ruszając się z miejsca. Zaraz mi przejdzie.

Ale ogarniała ją coraz większa słabość. Chwiejąc się na nogach, podeszła 

do kuchennych schodów i opadła bez sił na najniższy  stopień.  Świat się 
kołysał wokół niej, głowa jej ciążyła. Chyba zemdleję, wymamrotała i oparła 
się o schody. W następnej chwili zapadła się w miękki, cichy mrok.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Jakieś głosy próbowały się w nią wedrzeć. Usiłowała się skupić, usłyszeć, 

co mówią, ale nie zdołała. Chciała otworzyć oczy, żeby zobaczyć, co się 
dzieje, ale nie była w stanie unieść powiek, jakby się skleiły.

Może to tylko sen. Poruszyła się nieco. Poczuła, że jej głowa leży na czymś 

ostrym i twardym, to pewnie kant łóżka. A słyszy zapewne głosy Hildy i 
chłopców. Mogliby mówić ciszej, ostre dźwięki ranią jej uszy.

W tej samej chwili poczuła na karku czyjąś rękę, która pomagała jej się 

podnieść. Nie, to nie Hilda. To Agnes. Przypomniała sobie wszystko. Biegła 
tak szybko do Agnes, że zemdlała, a teraz Agnes ją znalazła.

- Muszę mieć adres, Agnes - wymamrotała, próbując jeszcze raz otworzyć 

oczy i oprzytomnieć. - Nie dostałam...

- Elise? - Głos był teraz wyraźniejszy. Ktoś nią potrząsnął, żeby ją do-

budzić. Czy fabryczne syreny już wyły? Czyżby zaspała?

-   Elise?   -   W   głosie   pojawiła   się   nuta   przerażenia,   niemal   rozpaczy.   - 

Powiedz coś do mnie, Elise.

To nie jest głos Agnes. To głos Emanuela.
Uniosła powieki i spojrzała wprost w jego zmartwione niebieskie oczy.
- Wielkie nieba - westchnął. - Ale się przestraszyłem. Dlaczego, na Boga, 

tu siedzisz?

Wyprostowała   się,   chciała   wstać.   Oprzytomniała   i   znów   była   sobą. 

Uzmysłowiła sobie, że powiedziała coś w malignie, ale nie pamiętała co. A 
może tylko o tym śniła.

Otworzyły   się   drzwi   kuchenne   i   pojawiła   się   w   nich   Agnes.   Szeroko 

otworzyła oczy.

- Elise? - W jej głosie było zdumienie. - Co się stało?
- Znalazłem ją nieprzytomną na schodach. - Emanuel wziął ją za ramię i 

pomógł wstać. - Mówiła coś w malignie, pytała o jakiś adres.

-   A,   tak   -   zareagowała   szybko   Agnes.   -   Obiecałam   jej   adres   mojego 

kuzyna. - Spojrzała na Elise i zaśmiała się nieco. - Nie przypuszczałam, że 
przyjdziesz tak szybko. Przed rozpoczęciem pracy w fabryce. Ale możesz 
tam pójść dopiero po dziewiątej, on prawie codziennie pracuje po godzinach. 
Poczekaj chwilę, wejdę do środka i zapiszę ci jego adres.

background image

I znikła, a Elise stała zalękniona, onieśmielona i pełna podziwu dla Agnes, 

która tak szybko znalazła wyjaśnienie, choć miała  zarazem nieprzyjemne 
poczucie, że Emanuel wcale w to nie uwierzył.

- No proszę, Elise. - Próbował żartować, ale bez powodzenia. - A więc 

interesujesz się kuzynem Agnes?

Nie odpowiedziała. Nie chciała go zbyć, nie chciała kłamać. Jeszcze nie 

zdążyła mu podziękować za wyjazd i uważała, że Emanuel zasługuje na jej 
uprzejmość,   ale   nie   była   w   stanie   grać,   udawać,   że   wszystko   jest   w 
porządku.

Zdołała się jakoś pozbierać.
-   Chłopcy   nie   mówią   o   niczym   innym,   tylko   o   wycieczce   do   twoich 

rodziców. To było dla nich wielkie przeżycie.

Stał w milczeniu i patrzył na nią.
- Mam nadzieję, że i tobie było choć trochę miło.
W tej samej chwili zawyła fabryczna syrena. Elise wzdrygnęła się.
- Muszę iść.
- Uważaj. Nie zapominaj, że właśnie zemdlałaś. Mogę zaczekać na Agnes i 

przynieść ci ten adres później. I tak zajrzę dziś do Anny.

- Nie... nie trzeba. Jeśli pobiegnę, zdążę do fabryki, nawet jeśli jeszcze 

chwilę zaczekam.

- Nie możesz biegać, nie jesteś w formie, myślę, że powinnaś już iść. Czy 

Oline nie straciła pracy za to, że się dwukrotnie spóźniła?

- Tak, ale...
- Pośpiesz się, Elise. Nie zdążysz, jeśli nie ruszysz od razu.
Myśli kotłowały się w jej głowie. Jeśli Agnes napisze tylko adres, Emanuel 

nie domyśli się, o co chodzi. Ale jeśli napisze również nazwisko? Nie, nie 
można   ryzykować.   Jeśli   ma   to   przeprowadzić,   nikt   nie   może   się   o   tym 
dowiedzieć.

- Wejdę do kuchni i sprawdzę, czy Agnes jest już gotowa - powiedziała 

szybko, obróciła się i pobiegła na górę tak, że nie zdążył zaprotestować.

Agnes schodziła właśnie na dół.
- Przemyślałaś to dobrze, Elise? - powiedziała cicho, mierząc przyjaciółkę 

zmartwionym spojrzeniem.

Elise pokiwała głową.
- I jesteś całkiem pewna?
- Minęły już dwa terminy. A na dodatek dziś rano wymiotowałam.
- Masz pieniądze?

background image

- Chciałam cię prosić o pożyczkę. Albo Hildę, jeśli ty nie możesz.
- Nie mam nawet złamanego ore. No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak 

życzyć   ci   szczęścia.   -   Podała   jej   karteczkę.   -   Nie   bój   się,   Elise.   To   się 
najczęściej dobrze kończy.

Elise odwróciła się, żeby ukryć łzy.
- Dzięki za pomoc - zawołała, zbiegając po schodach.
Ku jej przerażeniu Emanuel wciąż tam stał. Wydało jej się, że patrzy na nią 

jakoś dziwnie.

- Odprowadzę cię.
- Nie, to niepotrzebne.
- Nie chcę, żebyś znowu zemdlała. Dostałaś adres jej kuzyna? - wychodzili 

właśnie przez bramę, gdy zadał to pytanie.

- Tak.
Przez chwilę maszerowali w milczeniu.
Gdy odeszli na tyle, że nikt nie mógł ich zobaczyć z domu, zatrzymał się 

nagle i chwycił ją mocno za ramię.

- Teraz możesz mi powiedzieć, o co chodzi - powiedział rozkazującym 

tonem.

- Co to znaczy? - Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy.
- Agnes nie ma żadnego kuzyna. Elise poczuła, że nachodzą ją mdłości.
-   Odpowiedz   mi.   Dlaczego   chciałaś   dostać   od   niej   jakiś   adres?   O   co 

chodzi?

Elise   rozgniewała   się.   On   nie   jest   przecież   jej   ojcem.   Ani   bratem,   ani 

narzeczonym. Nie ma nic wspólnego z jej życiem.

- To nie twoja sprawa.
Puścił ją, spojrzenie miał zranione.
- Nie, to nie moja sprawa - westchnął głęboko. - Ale jeśli chodzi o to, co 

podejrzewam, mam nadzieję, że się dobrze zastanowisz. Możesz zrobić coś, 
czego będziesz żałowała do końca życia. Spotykałem dziewczęta, które coś 
takiego zrobiły, widziałem więcej żalu, bólu i rozpaczy, niż możesz sobie 
wyobrazić.   Byłem   w   Ulleval   i   rozmawiałem   z   młodą,   umierającą 
dziewczyną. Gdyby ona tu teraz była, potrząsnęłaby tobą i zawołała: „Nie 
rób tego. Nie rób tego co ja!"

Elise czuła, że gniew walczy w jej sercu ze strachem.
-   Łatwo   ci   mówić.   -   Jej   głos   nabrzmiał   z   zdenerwowania.   -   Nie   masz 

pojęcia, co to znaczy. Nic nie rozumiesz. Potrafisz prawić kazania, potępiać, 

background image

krytykować i może nawet litować się, ale nie potrafisz postawić się w mojej 
sytuacji. Nie rozumiesz, co przeżywam, nie wiesz, jak się czuję.

Odwróciła się na pięcie i uciekła.
Nie pobiegł za nią. Przez chwilę wyobrażała sobie, że słyszy jego kroki za 

plecami, ale wkrótce zrozumiała, że się myli.

Gdy Elise wróciła z fabryki wieczorem tego samego dnia, Hilda siedziała 

sama przy kuchennym stole. Wyglądało na to, że właśnie skończyła jeść. 
Talerz stał na stole, nie zjadła wszystkiego. Coś z nią nie tak, pomyślała 
Elise. Rzadko któreś z nich zostawiało coś na talerzu. Zauważyła także, że 
na twarzy siostry pojawiła się niepokorna mina, ta sama, którą Elise widziała 
zimą, gdy domyśliła się, co się dzieje z Hildą.

- Czy coś się stało? Spojrzenie Hildy pociemniało.
- Dlaczego pytasz?
- Dziwnie  wyglądasz. I nie  skończyłaś jedzenia.  Zostało  coś  dla  mnie? 

Hilda wskazała brodą piec kuchenny.

- Kristian i Peder już jedli?
- Tak.
Na   dnie   garnka   było   jeszcze   trochę   kaszy,   Elise   wyskrobała   wszystkie 

resztki.

- Braciszek śpi?
Hilda nie odpowiedziała.
- Pytałam, czy Braciszek śpi.
Hilda w dalszym ciągu nie odpowiadała.
Elise już się chciała zdenerwować, zła, że siostra nie raczy jej odpowiadać, 

ale pomyślała, że lepiej się z nią dzisiaj nie kłócić. Bo może Hilda nie zechce 
pożyczyć jej pieniędzy...

Bez  pieniędzy   Hildy  nie   da  sobie  rady,  a  przecież  widziała,  jaką  sumę 

siostra trzyma w komodzie. Hilda kupiła sobie wprawdzie kapelusz, torebkę, 
rękawiczki i pewnie jeszcze wiele innych rzeczy, ale powinno jej jeszcze 
sporo zostać.

Jadła kaszę w milczeniu, zastanawiając się, dlaczego Hilda jest taka zła. Na 

pewno z czasem to wyjdzie na jaw. Elise nie zamierzała  się dopytywać. 
Miała dość swoich problemów. Przez cały dzień myślała o tym, co ją czeka, 
z jednej strony cierpiała z tego powodu, z drugiej - pragnęła mieć to jak 
najszybciej  za   sobą.   To   nie   jest  jeszcze  dziecko,   to,   co   we   mnie   rośnie, 
powtarzała sobie zdecydowanym tonem. Jakieś małe coś. Nie wiadomo co.

background image

Wróciły   do   niej   słowa   Emanuela.   Na   pewno   ją   przejrzał   na   wylot,   w 

przeciwnym razie nie mówiłby w ten sposób. Musiała się jakoś zdradzić, 
może   w   tę   niedzielę,   którą   spędzili   razem   na   wsi,   gdy   zareagowała   tak 
nerwowo na jego wypowiedź o nieślubnych dzieciach. Może zorientował 
się,   gdy   zemdlała   dziś   rano.   Niewykluczone,   że   wyczytał   to   z   jej 
przerażonych oczu.

Ale Emanuel jest mężczyzną i nie rozumie, co to znaczy. Człowiek nigdy 

nie zrozumie tego, czego nie doświadczy na własnym ciele.

Przełknęła   ostatnią   łyżkę   kaszy,   wstawiła   miskę   do   balii   z   brudnymi 

naczyniami   i  nalała   ciepłej  wody   z  garnka,  żeby   zacząć  zmywać.  Za  jej 
plecami   siedziała  nadal milcząca   Hilda.  Może  lepiej   zaczekać  do  jutra   z 
pytaniem o pożyczkę. Skoro Hilda jest w złym humorze, na pewno odmówi. 
Będzie chciała wiedzieć, na co Elise potrzebuje pieniędzy, i jeśli się nie 
dowie, nie zechce pomóc.

Może Hilda jest wycieńczona niemowlęcym płaczem, ciągłym praniem i 

karmieniem. Elise nie miała pojęcia, ile roboty jest z takim maleństwem. 
Przy każdym przewijaniu trzeba było Braciszka najpierw dokładnie umyć, 
potem oprószyć mu pupę mąką. Następnie każdą nóżkę owijało się płótnem, 
zakładało się bawełnianą pieluchę, potem podkładkę, którą Hilda uszyła ze 
starych wełnianych gałganów, i szarą flanelę, a na końcu otulało się go w 
becik zrobiony z prostego, półtorametrowego kawałka płótna, zakończonego 
taśmami,   którymi   obwijało   się   tłumoczek.   Hilda   radziła   sobie   z   tym 
wszystkim, trzymając go na kolanach, a Elise podziwiała siostrę za to, że tak 
szybko   się   wszystkiego   nauczyła.   Po   wszystkich   tych   zabiegach   Hilda 
karmiła małego.

- Au! - Elise za szybko włożyła rękę do wody i się skaleczyła o ostrze 

noża.   Krew   leciała,   więc   Elise   zaczęła   się   rozglądać   za   czymś   do 
przewiązania palca, ale nie znalazła. Z irytacją wypuściła to, co trzymała w 
rękach, i poszła do pokoju. Pamiętała, że w najwyższej szufladzie komody 
leżą jakieś stare gałganki. Środkową szufladę opróżnili, żeby położyć w niej 
Braciszka.

Wówczas   zatrzymała   się   gwałtownie.   Szuflada   Braciszka   nie   stała   na 

podłodze koło łóżka jak zwykle. Znów była w komodzie, na swoim miejscu. 
Czyżby   Hilda   zamierzała   spać   z   nim   w   jednym   łóżku?   Czy   to   nie   jest 
niebezpieczne? Elise słyszała już o matkach, które przydusiły swoje dziecko 
przez sen.

background image

Rozejrzała się dokoła. Braciszka nie było w szufladzie, nie było go też w 

łóżku Hildy. Co ta głupia gęś wymyśliła. Może zrobiła łóżeczko z pudełka 
po   margarynie,   tak   jak   Oline,   i   wsunęła   je   całkiem   pod   łóżko?   Elise 
pochyliła się i zajrzała pod łóżko, ale nic nie znalazła. Lodowaty dreszcz 
przeszedł   jej   po   plecach.   Hilda   nie   była   chyba   aż   tak   nieostrożna,   żeby 
zabrać małego na dwór?

Może zaniosła go na dół, żeby Anna mogła popatrzeć na maleństwo? Na 

pewno tak właśnie zrobiła. To właśnie cała Hilda, nic nie powiedziała, bo 
jest w złym humorze.

Elise pośpieszyła z powrotem do kuchni.
- Zaniosłaś Braciszka do Anny?
Hilda pokręciła głową, nie patrząc na siostrę. W końcu Elise oświeciło. 

Hilda zabrała synka do ojca, żeby sobie popatrzył na to cudo.

- Zabrałaś Braciszka do niego?
Tym razem Hilda pokiwała głową, ale wciąż unikała wzroku siostry.
- Nie mogłaś mi powiedzieć?
- Po co? - Głos Hildy był dziwnie zimny i bezbarwny.
- Jako to po co? Weszłam do pokoju po jakiś gałganek i zobaczyłam, że 

Braciszka nie ma. Nie od razu się domyśliłam.

- Wiesz przecież, kto jest jego ojcem.
- Przepraszam, Hildo. Nie pomyślałam o tym. Wydawało mi się, że jest 

jeszcze za mały, żeby go brać na dwór. Co powiedział? Spodobał mu się 
Braciszek?

Hilda pokiwała głową, w dalszym ciągu nie patrząc na Elise.
- Co się z tobą dzieje? - Elise zmarszczyła czoło.
- Nic.
- Czemu siedzisz i nic nie robisz?
- Bo mam ochotę.
Elise znów się zdenerwowała.
- W wiadrze leży stos brudnych pieluch. Dobrze wiesz, że byłam cały dzień 

w   fabryce.   Jeśli   masz   dość   siły,   żeby   wychodzić   sobie   na   spacer,   to 
mogłabyś trochę pomóc w domu.

Hilda nie odpowiedziała.
-   Kiedy   masz   go   zabrać   z   powrotem?   Hilda   wpatrywała   się   w   stół   w 

milczeniu.

- Chyba możesz mi powiedzieć, kiedy masz go stamtąd zabrać? O której 

jadł i kiedy następne karmienie?

background image

Hilda nadal milczała.
- Nie rozumiem, co się z tobą dzieje - westchnęła Elise. - Nawet jeśli jesteś 

w złym humorze, możesz mi chyba odpowiedzieć na proste pytanie.

Hilda obróciła twarz ku siostrze, a w jej oczach pojawiły się błyskawice.
-   Jeśli   tak   koniecznie   chcesz   wiedzieć,   to   w   ogóle   go   nie   zabiorę   z 

powrotem. Oddałam go. Komuś, kto zapewni mu dobrze życie, dużo lepsze 
niż nasze. Komuś, kto go nakarmi i ubierze, pośle do szkoły i wykształci. 
Tam gdzie będzie miał piękny dom i dobrych rodziców.

Elise patrzyła na nią z otwartymi ustami. Kompletnie osłupiała. To chyba 

jakiś kiepski żart.

- Kłamiesz - szepnęła.
Hilda roześmiała się szyderczo. Elise nigdy nie słyszała takiego śmiechu.
- Dobry temat do kłamstw. Elise nadal nie mogła uwierzyć.
- Nikt nie oddaje swojego dziecka
- Nie? - Hilda spojrzała na nią wyzywająco. - Idź do żłobka i zapytaj. Elise 

pokręciła głową.

- Ale przecież tak się cieszyłaś... Chciałaś mieć dziecko... Żartujesz sobie 

ze mnie, Hildo - dodała. - To nieładnie.

Hilda   mocno   zagryzła   wargi   i   zapatrzyła   się   w   okno.   Prawda   powoli 

docierała do Elise.

- Ale... ale... majster... pan Paulsen... Był przecież dla ciebie dobry. ..
- Dalej jest dobry.
- Ale jak... Myślałam, że chciał mieć dziecko.
- Bo chciał. Jest wujkiem tego człowieka, co wziął małego. Oni nie mogli 

mieć własnych dzieci.

Elise nie mogła się oprzeć wrażeniu, że jej głowa zamieniła się w gniazdo 

os, po którym wszystkie myśli fruwał)' bez ustanku. Ilekroć próbowała jakąś 
myśl pochwycić, od razu ją traciła.

- Nie jest ci smutno? - Tylko tyle z siebie wydobyła. Hilda spuściła wzrok.
- Pan Paulsen mówi, że mam wielkie matczyne serce, skoro chcę, żeby mój 

synek miał lepsze życie niż to, które sama mu mogę zapewnić.

- Ale kto go będzie karmił? Kobieta, która nie urodziła dziecka, nie ma 

mleka.

- Znaleźli kogoś, kto właśnie stracił własne dziecko.
- Dlaczego ty nie możesz go karmić?
- Bo przywiązałabym się do niego za bardzo. Tak mówi pan Paulsen. I 

potem byłoby mi ciężko.

background image

Elise milczała.  Starała się zrozumieć,  ale nie potrafiła. Hilda miała  ją i 

matkę, miała dwóch braci, którzy ją kochali. Na pewno mogłaby wrócić do 
pracy,   gdyby   chciała,   kierownik   ją   zawsze   lubił.   Majster   dał   jej   zresztą 
pieniądze...

Elise   olśniło.   To   dlatego   dał   jej   pieniądze?   Nie   dlatego,   że   chciał   się 

opiekować nią i dzieckiem, ale żeby ją zmiękczyć, żeby łatwiej mu było ją 
przekonać do oddania dziecka? Przeszył ją zimny dreszcz. Może nawet od 
razu to zaplanował? Że kupi od niej dziecko dzięki pieniądzom i prezentom, 
a   potem   odda   maleństwo   swemu   siostrzeńcowi?   Teraz   już   wiadomo,   że 
nigdy nie zamierzał się żenić z Hildą. To byłby mezalians. Pan Paulsen nie 
miał innych dzieci, a jednak nie chciał przyznać się do własnego syna. Może 
bratanek jest jego jedynym spadkobiercą. Jeśli więc zaadoptuje synka Hildy, 
to uczyni go dziedzicem prawdziwego ojca. Dyrektor będzie miał potomka, 
któremu przekaże nazwisko i majątek, bez konieczności wiązania się z jego 
matką. I niechcianym dzieckiem.

Elise   z   niedowierzaniem   pokręciła   głową.   Czy   można   być   aż   tak 

nikczemnym? Wykorzystać w ten sposób niewinną dziewczynę, która ledwo 
skończyła siedemnaście lat? Wyłudzić od niej jej własne dziecko, jedyny 
skarb, jaki mają ci, co mieszkają po tej stronie rzeki?

Elise miała na końcu języka ostry komentarz, ale zauważyła, że usta Hildy 

drżą. W następnej chwili Hilda położyła się na kuchennym stole, a jej ciałem 
wstrząsnął płacz.

Elise   usiadła   cicho   na   taborecie   koło   siostry   i   zaczęła   ją   głaskać   nie-

zgrabnie po głowie i po plecach.

- Możesz powiedzieć, że chcesz się wycofać - zaczęła. Hilda ze łkaniem 

pokręciła głową.

- Za późno. Już wszystko podpisałam. Elise jęknęła na głos.
- Panie Jezu - szepnęła przez zdławione płaczem gardło.

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Elise  leżała w ciemnościach i słuchała szlochu Pedera. Wydawało jej się, 

że Kristian już zasnął, Hilda też, tylko Peder był niepocieszony. Zauważyła 
oddanie, z jakim Peder wodził oczami za Braciszkiem, jak wślizgiwał się do 
pokoju, żeby na niego zerknąć, jak długo potrafił siedzieć i wpatrywać się w 
wymachujące   bezładnie   w   powietrzu   małe   ramionka   i   w   dziwne   miny 
maleństwa.   Cieszył   się,   że   Braciszek   kiedyś  podrośnie   i   że   będzie   mógł 
uczyć go rzucać patykiem i nożem. Chwalił się nim przed kolegami z klasy i 
codziennie zaraz po lekcjach biegł do domu, żeby sprawdzić, czy wszystko 
w porządku.

Nagłe zniknięcie Braciszka było dla niego wielkim ciosem. Żal był jeszcze 

większy   niż   wtedy,   gdy   umarł   ojciec.  Elise  próbowała   mu   wytłumaczyć 
przyczyny, ale jej nieporadne wysiłki, by jakoś upiększyć prawdę, tylko go 
rozgniewały.   Stwierdzenie,   że   Hilda   oddała   go   komuś,   kto   zapewni   mu 
lepszą przyszłość, znaczyło tyle co stwierdzenie, że ich własne życie jest 
straszne, a z tym Peder nie chciał się zgodzić.

- Chciałem go zabierać nad rzekę i puszczać razem z nim kaczki na wodzie 

- szlochał. - Mógłby pojechać ze mną i z kapitanem Ringstadem na ryby. 
Mogłem go pokazać Pingelenowi i innym chłopakom, powiedzieć, że to jest 
jakby mój młodszy brat.

Hilda się zdenerwowała.
- Przestań się mazgaić, Peder. Powinieneś się cieszyć, że będzie chodził w 

nowych butach każdej zimy, że będzie codziennie jadł do syta i odwiedzał 
Tivoli, gdy tylko zechce.

Peder popatrzył na siostrę zaokrąglonymi oczami.
- Będzie chodził do Tivoli, gdy tylko zechce?
- Jasne. Tak tam jest, po drugiej stronie rzeki.
Kristian   nie   odezwał   się   nawet   słowem,   ale   Elise   zauważyła,   że   znów 

zamknął się w sobie i był równie milczący i twardy jak przed narodzeniem 
małego.

A mnie się wydawało, że znaleźliśmy szczęście w nieszczęściu, pomyślała 

Elise, martwiąc się, jak powie o wszystkim matce. Hilda błagała, by siostra 
ją wyręczyła.

Własne   nieszczęście   Elise   nieco   się   oddaliło.   Ku   swemu   przerażeniu 

stwierdziła, że Hilda wydała już tyle pieniędzy, że pewnie niewiele jej zosta-
ło. Niewykluczone, że będzie trzeba zdobyć pieniądze w inny sposób.

background image

Usłyszała, że ktoś płacze w ciemnościach. To był jakiś inny płacz. Peder 

skończył szlochać, jakby on też leżał cicho i słuchał. W tej samej chwili 
Elise usłyszała głos Hildy mówiącej przez sen. Mamrotała coś pod nosem, 
wykrzykując od czasu do czasu niewyraźne słowo, a potem zawołała: „Nie, 
powiedziałam, że nie chcę!" I załkała.

Elise wstrzymała oddech. Hilda sprawiała ważenie osoby zimnej jak lód, 

udawała, że nic się nie stało, w gruncie rzeczy była jednak taka sama jak 
inne matki. Była dziecinna i lekkomyślna, bezmyślna i głupia, ale czegoś ją 
to nauczyło. Elise nie miała co do tego wątpliwości.

Usłyszała czyjeś dreptanie po podłodze, a po chwili Peder szepnął jej do 

ucha:

- Elise? Mogę się koło ciebie położyć na trochę?
Elise uchyliła kołdrę i przyciągnęła brata do siebie. Przytulił się tak jak 

wtedy, gdy chłopcy zagnali go aż do wodospadu.

- Słyszałaś Hildę? Płacze i gada przez sen. Pogłaskała go po głowie.
- Smutno jej.
- To dlaczego to zrobiła?
- Nie widziała innego wyjścia, Peder. Musi wrócić do pracy, mama nie ma 

jeszcze dość siły, żeby zająć się niemowlęciem.

-   Moim   zdaniem   dalibyśmy   radę   -   stwierdził   stanowczo   chłopiec.   -   W 

każdym razie ty i ja, Elise.

Przytuliła go, ale nie znalazła żadnych słów pocieszenia. Wystarczy już 

kłamstw, którymi go karmię, pomyślała. Hilda oddała swoje własne dziecko 
nie z biedy, ale z chciwości.

Gdy parę dni później Elise wracała do domu podczas przerwy obiadowej, 

ze   zdumieniem   stwierdziła,   że   Hilda   chce   jej   towarzyszyć.   Kierownik 
pozwolił jej wrócić do pracy. Elise nie miała wątpliwości, że majster miał tu 
coś do powiedzenia.

Padało, było szaro, zimno i ponuro. Nie do wiary, że nieledwie parę dni 

temu było ciepło i słonecznie. Deszcz sprawił jednak, że wszystko zaczęło 
rosnąć, liście na drzewach zrobiły się całkiem duże, w miejsce majowych 
żółtozielonych   kolorów   pojawiła   się   ciemniejsza,   letnia   zieleń.   Pachniało 
słodko ziemią i roślinami, rzeka zaczynała występować z brzegów, szum 
rzeki i wodospadu był głośniejszy niż kiedykolwiek.

Nie mogły rozmawiać, póki nie oddaliły się od mostu, gdzie szum rzeki 

zagłuszał słowa.

- Elise?

background image

Elise obróciła się ku siostrze. W jej głosie było coś, co zwróciło jej uwagę.
- Okłamałam cię.
Elise poczuła, że wzbiera w niej radość. A więc sprawa nie jest jeszcze 

przesądzona?

-   Nie   wydałam   wszystkich   pieniędzy.   Radość   ustąpiła   miejsca 

rozczarowaniu.

- Dlaczego mi o tym mówisz?
- Wiedziałam, że potrzebujesz na coś pieniędzy. A ja chciałam je zachować 

dla siebie i teraz tego żałuję. Jeśli istnieje Bóg, to będzie miał za co mnie 
karać.

Elise spojrzała na nią z ukosa.
- Zdaje się, że różnych rzeczy żałujesz...
Hilda nie odpowiedziała, ale gdy Elise na nią spojrzała, ocierała ukradkiem 

łzy.

- Jest ci teraz źle, Hildo. Hilda załkała.
- Najgorsze jest to, co on sobie pomyśli o swojej matce. Od kiedy się na to 

zgodziłam, wydawało mi się, że on leży w swojej szufladzie i patrzy na mnie 
swoimi   wielkimi   oczami,   jakby   chciał   zapytać,   dlaczego   chcę   go   oddać. 
Teraz też mam wrażenie, że on cały czas na mnie patrzy. Śnił mi się dziś w 
nocy, stał w czarnym ubraniu i filcowym kapeluszu i pytał, co ze mnie za 
matka,   skoro   potrafiłam   oddać   własne   dziecko.   Nagle   znów   zrobił   się 
malutki i leżał w swojej szufladzie, ciągle krzycząc. Krzyczał i krzyczał, aż 
się zrobił siny i nagle ucichł. A gdy na niego spojrzałam, był martwy.

Elise było jej żal. Sumienie ją strasznie dręczyło, dniami i nocami.
- Na pewno najgorsze są początki - powiedziała, żeby jakoś się odezwać.
Chociaż to wcale nie jest takie pewne. A jeśli nie będzie miała  więcej 

dzieci i nigdy nie zdoła zapomnieć o tym, które oddała?

- Dlaczego chciałaś ode mnie pożyczyć pieniądze?
Pytanie   padło   tak   nieoczekiwanie,   że   Elise   nie   znalazła   od   razu   od-

powiedzi.

- Ja tylko... ja tylko... potrzebuję na coś pieniędzy - wyjąkała. Hilda nie 

odpowiedziała.

- Planowałaś wyprawę na Mollergata, prawda?
Elise nie potrafiła kłamać pod obstrzałem ostrych spojrzeń siostry. Nagle 

role   się   odwróciły,   pomyślała.   Teraz   Hilda   mówi,   jakby   była   dorosła, 
żądając odpowiedzi, a ona sama próbuje wykręcić się od kary. Elise poczuła, 
że oblewa ją zimny pot.

background image

-   Czy   mało   mamy   nieszczęść?   -   wykrztusiła   wreszcie,   nie   zdobyła   się 

jednak na to, by spojrzeć siostrze w oczy.

- No właśnie. - Hilda była spokojna i dziwnie pewna swego. - Od razu się 

domyśliłam,   Elise.   Tak   jak   ty   się   domyśliłaś,   gdy   chodziło   o   mnie.   W 
wiadrze nie leżały żadne podpaski, a ty byłaś ciągle nieobecna duchem albo 
śmiertelnie przerażona.

Elise   nic   nie   powiedziała,   nie   było   sensu   zaprzeczać,   skoro   Hilda   się 

wszystkiego domyśliła.

- Nie rób tego. - Ton Hildy był tak pewny i pełen zaangażowania, że Elise 

spojrzała na nią ze zdumieniem. - Będziesz tego żałowała do końca życia. Po 
pierwsze, to jest niebezpieczne, możesz wykrwawić się na śmierć. Po drugie, 
wystarczy, że rodzina Lovlien pozbyła się jednego dziecka.

Elise   zdenerwowała   się.   A   więc   ona   ma   cierpieć   z   powodu   grzeszków 

Hildy, ona, która została zgwałcona.

- To nie moja wina, że sprzedałaś swoje dziecko - rzuciła. Twarz Hildy 

poszarzała.

- Nie sprzedałam go - powiedziała tak cicho, że Elise ledwo usłyszała jej 

słowa. - Wierzyłam w każde słowo pana Paulsena. Dawał mi pieniądze na 
ubrania dla mnie i dla dziecka i na zdrowe, pożywne jedzenie. Dopiero teraz 
rozumiem, dlaczego to było takie ważne. Chciał mieć zdrowe dziecko, bo 
chłopiec   ma   zostać   jego   spadkobiercą.   Gdyby   nie   urodził   się   chłopiec, 
zrobiłby   mi   jeszcze   jedno   dziecko,   mając   nadzieję,   że   bardziej   mu   się 
poszczęści. I wcale nie z dobroci umieścił matkę w sanatorium, tylko ze 
strachu. Żebym się nie zaraziła. Nie będzie już więcej pieniędzy ani na to, 
ani na tamto - dodała z goryczą w głosie.

Elise stała w milczeniu i patrzyła na siostrę. Myślała wprawdzie już o tym 

wszystkim, ale z wielkim bólem słuchała tego z ust Hildy.

-   Tak   cię   proszę,   Elise.   Błagam,   nie   rób   tego.   Widzisz   przecież,   jaki 

nieszczęśliwy jest teraz Peder. Co się z nim stanie, gdy ciebie zabraknie? Dla 
niego jesteś ważniejsza niż matka od czasu, gdy ona zaczęła niedomagać. 
Spróbuj zapomnieć, kto ci zrobił to dziecko, powiedz sobie, że przynajmniej 
nie będzie miało ojca, który ci je zechce odebrać.

Słowa Hildy były bardzo mocne i bezpośrednie.
- Powiedz Pederowi, żeby się nie martwił, bo będzie miał jeszcze jednego 

braciszka   albo   siostrzyczkę   za   parę   miesięcy.   Postaraj   się   zmienić 
nieszczęście w coś dobrego, tak jak ci się udało ze mną. Cieszyłaś się moim 
synkiem, widziałam to w twoich oczach, widziałam, jak go przytulasz.

background image

Hilda musiała otrzeć łzy, zanim zaczęła mówić dalej:
- Nie czułaś do niego niechęci, chociaż nie podobało ci się to, że ojcem jest 

pan   Paulsen.   Przestałaś   się   wstydzić.   Zaczęłaś   patrzeć   na   to   jak   te 
dziewczęta,   które   pędzą   do   żłobka   z   małym   zawiniątkiem   w   ramionach 
przed szóstą każdego ranka. Mówią, że dziecko jest ich jedyną radością. 
Choć nie widzą go przez cały dzień.

Łzy potoczyły się po jej policzkach, nie zdołała nic więcej wykrztusić. 

Elise otoczyła ją ramionami.

-   Jesteś   dzielna,   Hildo.   Gdybyś   tylko   mi   zdradziła,   co   zamierzasz, 

usłyszałabyś ode mnie to, co sama teraz powiedziałaś. Zanim było za późno.

- Przecież dlatego ci to mówię - łkała Hilda. - Dla mnie jest już za późno, 

ale dla ciebie - nie.

Elise   nie   odpowiedziała.   Nie   mogła   dyskutować   z   Hildą,   która   była   w 

takim stanie ducha. Musi najpierw pomóc siostrze, a potem będzie szukać 
wyjścia ze swojej sytuacji.

Ale gdy stanęła przy swojej maszynie po przerwie obiadowej, w uszach 

dzwoniły jej słowa siostry. Gdyby Hilda została zgwałcona przez takiego 
drania, na pewno też chciałaby się pozbyć tego, co by w niej rosło. Hilda 
była zrozpaczona tym, co sama zrobiła, i nie potrafiła myśleć trzeźwo. Elise 
nie mogła pozwolić, by tragedia siostry przesądziła o jej własnym życiu.

A więc Hilda ma jeszcze pieniądze... Tylko jak je pożyczyć, skoro Hilda 

zna już zamiary Elise?

Mogłaby poszukać pieniędzy pod nieobecność siostry, pożyczyć tyle, ile 

potrzebuje, i zostawić karteczkę, że będzie spłacać dług stopniowo, w każdy 
piątek, gdy dostanie tygodniówkę. Jeśli pójdzie na Mollergata i zrobi to, co 
zamierza, nie będzie żadnego odwrotu. Nie pomogą płacze i błagania Hildy.

Elise czekała na siostrę po skończonej pracy, nie mogła pozwolić, by Hilda 

wracała sama w takim stanie ducha. Niektóre dziewczęta dowiedziały się 
już,   że   Hilda   oddała   dziecko   „jakimś   bogatym   ludziom   w   zachodniej 
dzielnicy" po to, by zapewnili mu lepsze życie. Elise zastanawiała się, ile z 
nich się domyśla, że majster miał z tym coś wspólnego. Wydawało jej się, że 
kilka dziewcząt patrzy na Hildę z przerażeniem, ale to pewnie były te, które 
jej   zazdrościły.   Wiele   dzieci   urodzonych   nad   rzeką   Aker   czekało   trudne 
życie.   Tak   trudne,   że   niejedna   matka   marzyła   o   innej   egzystencji   dla 
swojego synka czy córeczki, bez względu na to, czy w tych marzeniach 
miały mieć dziecko przy sobie, czy też nie.

Hilda szybko podeszła do siostry.

background image

- Idź już, Elise. Wrócę trochę później. Elise spojrzała na nią pytająco.
- On... on chce ze mną chwilkę porozmawiać.
Elise nie rozumiała, dlaczego, ale pokiwała głową i zostawiła siostrę. Żal 

mu się zrobiło Hildy? Pokręciła głową. Tego rodzaju mężczyźni nie mają 
takich uczuć. W każdym razie nie wobec siedemnastoletniej prządki.

Szła pogrążona w myślach przez całą drogę do domu. Czy zdobędzie się na 

odwagę, żeby pożyczyć pieniądze od Hildy i pobiec na Mollergata już dziś 
wieczorem? W tym, że Hilda nie wraca prosto do domu, jest chyba palec 
Boży, pomyślała. Jeśli Bóg istnieje, to na pewno nie ma nic przeciwko temu, 
by Elise pozbyła się owocu takiego grzechu.

Na schodach wpadła na Emanuela.
Zatrzymała   się   gwałtownie,   nie   widziała   go   od   pamiętnego   ranka,   gdy 

odwiedziła Agnes i rozstali się w takim gniewie.

- Byłeś u Anny?
Pokiwał głową. Stał w milczeniu i patrzył na nią.
- Co u niej słychać? Ostatnio nie miałam czasu, żeby do niej zajrzeć.
- W porządku. - Wciąż się jej przyglądał. Czuła się nieswojo.
- Co słychać u Agnes?
Wzruszył ramionami, to go najwyraźniej nie interesowało.
- Muszę się śpieszyć do chłopców. - Chciała go wyminąć, ale zastąpił jej 

drogę.

-   Sprawdzałem,   co   robisz,   Elise   -   powiedział   pełnym   zdecydowania 

głosem. - Trzymałaś się domu. Mam nadzieję, że to znaczy, iż zmieniłaś 
zdanie?

Elise   poczuła,   że   wzbiera   w   niej   gniew.   Stoi   tu   jak   jakiś   pastor   czy 

nauczyciel, pomyślała ze złością. I nawet mu nie wstyd, że ją szpieguje.

- Skoro jesteś tak dobrze poinformowany, to pewnie wiesz, co się zdarzyło 

ostatnio w tym domu.

Na jego twarzy pojawiły się ślady niepewności. Nic nie wie, pomyślała.
- Muszę biec na górę, żeby zrobić coś do jedzenia i przypilnować, aby 

chłopcy odrobili lekcje - dodała pośpiesznie. - Hildy nie ma w domu.

- Pedera i Kristiana też nie ma w domu. A lekcje już odrobili. Widziałem, 

jak się bawią z kolegami. Gdy Peder mnie zauważył, poprosił, żebym ci to 
przekazał.

Bogu dzięki, że wyszedł na dwór i znów się bawi, pomyślała Elise z ulgą. 

To znaczy, że zaczął się już oswajać z tą myślą.

- Chciałbym z tobą o czymś porozmawiać - ciągnął Emanuel. - To ważne.

background image

-   Nie   mógłbyś   przyjść   jutro?   Dziś...   dziś   muszę   coś   załatwić.   Pokręcił 

głową.

- Muszę ci o tym powiedzieć dzisiaj.
Elise nie potrafiła znaleźć żadnej innej wymówki. Skoro Hilda umówiła się 

z majstrem, to pewnie nie wróci tak prędko, pocieszyła się.

Zeszyty chłopców wciąż leżały na kuchennym stole. Puste kubki i talerze 

świadczyły o tym, że chłopcy sami coś zjedli.

- Dziecko jest w pokoju? Samo? Hilda nie wróciła jeszcze do fabryki?
Elise zatrzymała się i spojrzała Emanuelowi w oczy.
- Nie ma żadnego dziecka. Zmarszczył czoło, niczego nie rozumiejąc.
- Hilda oddała dziecko bratankowi majstra. Żeby miało lepsze życie.
Emanuel chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego został z otwartymi ustami.
- Chciałaby zapewnić synkowi lepszy los niż ten, który sama mu może dać. 

-   Elise   usłyszała,   że   mówi   do   Emanuela   słowami   Hildy.   -   Ma   wielkie 
matczyne serce - ciągnęła, broniąc siostry.

Odwrócił wzrok i pokiwał głową.
- A więc o to chodziło... - mruknął, biorąc głęboki oddech. Spojrzał na 

Elise. - A co ty na to?

- Najpierw byłam w szoku, ale teraz mi jej żal.
- Tak, szkoda Hildy - pokiwał głową. - Zwłaszcza że została oszukana.
-   Nie   została   oszukana   -   zdenerwowała   się   Elise.   -   Podjęła   dorosłą   i 

dojrzałą decyzję. Chłopcu będzie znacznie lepiej u bezdzietnej pary, która 
ma dość pieniędzy.

- Miejmy nadzieję.
Rzuciła mu pełne irytacji spojrzenie.
- Nie ma co do tego wątpliwości.
- Może nie. Miejmy nadzieję, że będą serdeczni i kochający. Nie jestem 

wcale pewien, że pieniądze są najważniejsze na świecie.

- Łatwo tak mówić komuś, kto jada zawsze do syta. Podniósł nagle dłoń i 

pogłaskał ją szybko po policzku.

- Rozumiem, że ci smutno, Elise. Jestem pewien, że zrobiłabyś wszystko, 

co w twojej mocy, żeby Hilda zmieniła zdanie, gdybyś tylko wiedziała, do 
jakiego wyboru została zmuszona.

Elise poczuła, że płacz dławi jej gardło, nie chciała jednak pokazać, że 

Emanuel ma rację.

- Na pewno słyszałaś o innych dziewczętach, które sprzedały swoje dzieci, 

wiesz,   jakie   katusze   później   przechodziły.   Niektóre   zamartwiły   się   na 

background image

śmierć.   Myślę,   że   żal   jest   ten   sam,   czy   chodzi   o   dziecko,   którym   się 
człowiek już trochę zajmował, czy o takie, co dopiero opuściło matczyny 
brzuch.

Elise energicznie pokręciła głową.
-  Nie   masz   żadnych  podstaw,   żeby   to   rozumieć.   Jesteś   mężczyzną,   nie 

masz pojęcia, co to znaczy nosić w łonie dziecko, które zostało poczęte w 
alkoholowej malignie albo poprzez gwałt. Łatwo ci mówić, bo wiesz, że 
nigdy tego nie doświadczysz. Poza tym wcale nie jestem pewna, czy Hilda 
miała   jakiś   wybór.   Została   narażona   na   nieludzkie   naciski.   Na   pewno 
nasłuchała   się   przerażających   historii   o   tym,   na   co   może   zachorować 
niemowlę, zwłaszcza tu, gdzie nie ma pieniędzy ani na lekarstwa, ani na 
zdrowe,   pożywne   jedzenie.   Na   pewno   oszołomił   ją   złotymi   obietnicami, 
jakie wspaniałe i radosne życie zapewni jej synkowi tamten człowiek. Po-
czekali na chwilę jej słabości i wetknęli ołówek do ręki, zanim zdążyła się 
opamiętać. Nawet się nie zorientowała, kiedy wszystko podpisała.

- Czy domyślasz się tego, czy znasz to z jej opowiadań? Elise spuściła 

wzrok zawstydzona.

-   Jestem   pewna,   że   to   mniej   więcej   tak   się   odbyło.   Emanuel   stał   w 

milczeniu przez chwilę.

- Wydawało mi się, że widziałem, jak Hilda wchodziła wczoraj do biura 

pana Paulsena.

- Tak? No i co z tego? - Nie zapytała, co Emanuel tam robił.
-  No  nic...   Pomyślałem,   że   nadal  są   dobrymi  przyjaciółmi.   Rzuciła   mu 

urażone spojrzenie.

- Nie sądzisz chyba, że zależy jej na nim - w ten sposób - skoro wyłudził od 

niej dziecko?

- „Zależy jej na nim" to chyba niewłaściwe określenie - zawahał się. - Ty i 

Hilda macie bardzo różne podejście do pieniędzy i tego rodzaju spraw. - 
Więcej nie powiedział, ale odgadła, co miał na myśli.

- Chcesz powiedzieć, że chodzi tam dla korzyści finansowych? - Sama 

usłyszała, jak ostro to zabrzmiało.

Nie odpowiedział.
- Jak się miewa Peder? - zapytał.
Teraz   Elise   zamilkła.   Nie   mogła   mu   przecież   opowiadać,   jaki   nie-

szczęśliwy jest Peder. To by go tylko utwierdziło w przekonaniu, że ma 
rację. Odwróciła się od niego i podeszła do kuchennego okna, żeby stanąć 
do niego plecami. Przez dłuższy czas w kuchni panowała cisza.

background image

Wzięła głęboki oddech i westchnęła, nim zdobyła się na szczerość.
- Masz rację, Emanuelu - powiedziała cicho. - Ale to tylko zwiększa ból. 

Nie mogę zmienić decyzji, którą podjęła Hilda. Nie mogę także zmienić jej 
charakteru.   Peder   płakał   dniami   i   nocami.   Był   taki   dumny   ze   swojego 
młodszego braciszka, jak go nazywał. Nazywaliśmy go Braciszkiem, bo Hil-
da jeszcze nie wymyśliła mu imienia. Teraz rozumiem, dlaczego pan Paul-
sen chciał, żeby go na razie nie chrzciła - dodała z goryczą. - Peder cieszył 
się, że nauczy go rzucać patykiem i nożem, miał zamiar zabrać go na waszą 
wspólną wyprawę na ryby, chciał go pokazać kolegom z klasy. Jakby Bra-
ciszek był kluczem do innego życia, tarczą, która miała go ochronić przed 
wszystkim, czego się lęka. Nie mógł pojąć, dlaczego dziecko nagle znikło, 
myślę, że opłakiwał to bardziej niż śmierć ojca.

Emanuel stał w milczeniu i słuchał. Może zdumiała go jej szczerość, może 

współczuł Pederowi. Zakasłał.

- Postaraj się nie sprawiać mu jeszcze większego bólu, Elise - powiedział 

tak cicho, że dopiero po chwili dotarło do niej prawdziwe znaczenie jego 
słów.

- Co chcesz powiedzieć? - Obróciła się gwałtownie.
- On jest od ciebie uzależniony.
Nie odpowiedziała, patrzyła mu tylko prosto w oczy w milczeniu. Przez 

chwilę  chciała   wybuchnąć  gniewem,   wykrzyczeć  całą  swoją  rozpacz, ale 
zamilkła. Rozumiała, co miał na myśli. Mogła przecież umrzeć. Emanuel 
znał jej sytuację. Może nawet Agnes mu coś powiedziała.

- A co z hańbą, Emanuelu? - szepnęła prawie bezgłośnie.
- Masz dość siły, żeby ją udźwignąć. Gdy Peder i Kristian zrozumieją, że 

jesteś niewinna, będą cię szanować za wybór, którego dokonałaś. Jeśli nie 
teraz, to w przyszłości, gdy dorosną.

Elise pokręciła głową.
- Nie wiesz, co znaczy być biednym. Mama wróci do domu, nie ma pracy, 

więc nic nie zarobi. To oznacza, że ja i Hilda będziemy mieć pięć osób na 
utrzymaniu. Jeśli zachoruję...

Zmarszczył brwi ze zmartwioną miną, jakby w końcu zrozumiał. Jeśli Elise 

nie pójdzie na Mollergata, w tym mieszkanku będzie sześć, a nie pięć osób 
do   wyżywienia.   On   zresztą   nie   rozumie   wszystkich   innych   problemów, 
pomyślała. Plotka się rozniesie, a hańba bardzo boli. Może Peder ucierpi na 
tym   jeszcze   bardziej   niż   do   tej   pory.   Kristian   może   się   tak   wściec,   że 
ucieknie na dobre. Już parę razy był tego bliski, gdy ojciec wracał pijany do 

background image

domu. Z czego wtedy będzie żył? Przyłączy się do jednego z chłopięcych 
gangów i zacznie kraść, żeby mieć co jeść?

-   Rozumiem,   w   jakich   strasznych   tarapatach   się   znalazłaś,   Elise   - 

powiedział wreszcie Emanuel. - Ale proszę cię: dobrze się zastanów. Nie rób 
niczego, dopóki nie będziesz całkiem, całkiem pewna, że nie masz innego 
wyjścia.

Zdołała powstrzymać łzy, gdy szedł z wolna do drzwi, otwierał je i znikał 

za nimi. Dopiero wtedy wpadła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Ale łzy tym 
razem nie popłynęły. Rozległ się tylko suchy szloch.

Nie miała pojęcia, jak długo tam leżała, gdy nagle poczuła, że ktoś jest w 

pokoju.  Obróciła  się  i zobaczyła,  że  koło  łóżka   stoi  nieruchomo   Peder i 
patrzy na nią okrągłymi z przerażenia oczami.

- Płaczesz, Elise?
Wyciągnęła do niego ręce. Od razu wdrapał się na łóżko.
- Płaczesz z powodu Braciszka, tak?
Elise   nie   odpowiedziała,   przytuliła   go   tylko   mocno.   Poczuła   się   lepiej, 

trzymając   w   ramionach   ciepłe   chłopięce   ciałko,   choć   Peder   był   chudy   i 
kościsty.

- Pingelen mówi, że to nieprawda. Ci bogacze, co mieszkają po drugiej 

stronie rzeki, wcale nie chodzą do Tivoli, kiedy tylko zechcą. I ciągle chodzą 
do szkoły, aż robią się tacy starzy jak nauczyciel. Nie wolno się im bawić, 
żeby nie pobrudzili sobie ubrania. Nie wolno im rzucać patykami, bo noszą 
białe rękawiczki. On mówi, że to prawdziwe nieszczęście być dzieckiem w 
takim domu.

- Pingelen chyba wcale się na tym nie zna - powiedziała ostrożnie.
- Właśnie, że tak. Pingelen wie wszystko. Więcej niż ty, bo ty krążysz tylko 

między domem a fabryką, a on zna całe miasto na wylot. Tak mówił.

Elise nie odpowiedziała. Lepiej nie odbierać mu tych złudzeń, pomyślała. 

W każdym razie nie w tej chwili.

- Myślisz, że Hilda mogłaby go dostać z powrotem?
- Nie, Peder, myślę, że nie. - Pogłaskała go po głowie na pocieszenie.
Rozległy się jakieś dziwne dźwięki, tak jakby płacz uwiązł mu w brzuchu.
- No to co ja mam powiedzieć innym chłopakom? Mówią, że ja kłamię, że 

nigdy nie było żadnego dzieciaka w szufladzie pod łóżkiem Hildy. Mówią, 
że on już nie żył, jak się urodził.

background image

- Nie przejmuj się tym, co oni mówią. I Anna, i pani Thoresen, i  pani 

Evertsen mogą potwierdzić, że tu na trzecim piętrze płakało niemowlę. Pani 
Albertsen też. Ona codziennie rozmawia z panią Evertsen.

- Ale dlaczego ty płaczesz, Elise? Ty też byś chciała, żeby on tu
był?
- Tak, bardzo bym chciała.
- A nie mogłabyś urodzić dziecka, Elise? Tu nad rzeką jest dużo takich, co 

rodzą dzieci, chociaż nie mają mężów.

-   To   prawda.   Ale   dzieci   dużo   kosztują.   Potrzebują   jedzenia   i   ubrania, 

szczepionek i lekarstw.

- Ja bym i tak to zrobił, gdybym był na twoim miejscu. Widziałem, jak się 

cieszyłaś, gdy był tu Braciszek.

- Dziecko powinno mieć ojca, kogoś, kto je nauczy tego, czego my kobiety 

nie potrafimy.

- Przecież ja będę już niedługo duży, ja go nauczę. Mogę nosić wodę i 

drewno na opał, mogę palić w piecu i zapalać lampy parafinowe.

- Tak, to prawda. Wkrótce tak urośniesz, że będziesz mógł nawet rąbać 

drwa.

Zapadła cisza. Elise sądziła nawet, że Peder już zasnął, gdy nagle znów 

usłyszała jego głos.

- Słyszałaś, że siostra Gwoździa była u jakiejś czarownicy na Mollergata, 

żeby jej dziecko znikło z brzucha?

Słowa   brata   mocno   ubodły   Elise.   Nie   była   w   stanie   wykrztusić   nawet 

słowa.

-   Słyszysz,   Elise?   Siostra   Gwoździa   jednak   nie   będzie   miała   dziecka. 

Znikło z jej brzucha.

- Dziwne - wymamrotała. Serce waliło jej młotem, naszły ją mdłości.
-  To  nie   jest  dziwne,  tylko  okropne.  Gwóźdź  mówi,  że  mogła  umrzeć. 

Teraz leży w Ulleval z gorączką i spaleniem.

- Spaleniem? Chyba zapaleniem. - Elise nie wiedziała, co mówi, czuła się 

tak, jakby opuściła własne ciało, jakby ciało jej zwiędło.

-   Matka   Gwoździa   mówi,   że   ta   jego   siostra   jest   równie   głupia   jak   ta 

czarownica z Mollergata. Normalny człowiek by tam nie poszedł. Mówi, że 
tylko ktoś, komu brak piątej klepki, może wpaść na taki durnowaty pomysł. - 
Peder zaśmiał się. - Gwóźdź zawsze mówił, że jego siostra jest głupią gęsią. 
No i proszę, miał rację.

background image

- Wydawało mi się, że kiedyś mówiłeś, że jej matka płacze, a ojciec ją zbił 

za to, że zaszła w ciążę.

- No tak. Ale wcale nie musiała się tak głupio zachować.
Elise   nic   nie   powiedziała.   Peder   usłyszy   to   samo,   gdy   wszyscy   się 

dowiedzą, że ona też poszła do tej samej kobiety na Mollergata.

Tylko skąd ludzie mieliby się tego dowiedzieć? No tak niewykluczone, że 

spotka w pobliżu kogoś, kto zauważy, gdzie weszła. W tej okolicy wszyscy 
wiedzą wszystko o wszystkich. Nic się nie da utrzymać w tajemnicy.

- Cieszę się, że to ty jesteś moją siostrą, Elise. Ty nie jesteś głupią gęsią. 

Gwóźdź też tak mówi. „Masz szczęście, Peder - mówi - że nie masz takiej 
tępej siostry".

Elise poczuła, że płacz dławi jej gardło. Przełknęła ślinę, zamrugała i znów 

przełknęła.

-   Idź   do   kuchni   i   napal   w   piecu,   Peder.   Zrobimy   trochę   owsianki. 

Wyskoczył z łóżka, jakby wszystkie smutki pierzchły w jednej chwili.

- Z mlekiem i z cukrem? Uśmiechnęła się, walcząc ze łzami.
- Z mlekiem i z cukrem, ty spryciarzu.
We czwartek ósmego czerwca wieczorem Emanuel zapukał do ich drzwi. 

Miał promienną i radosną twarz, jakby zapomniał o ich poważnej rozmowie.

- Słyszałaś już nowiny, Elise? - powiedział z zapałem. - Unia ze Szwecją 

zostanie rozwiązana!

Pokiwała   głową.   Wiele   dziewcząt   znało   kogoś,   kto   był   w   mieście   po-

przedniego dnia i stał pod parlamentem, by poznać rezultat głosowania.

- Opowiedz - poprosiła, zapraszając go do środka. Ucieszyła się, że jest 

coś, czym może zająć swoje myśli. Rozpamiętywanie nieszczęścia Hildy i 
własnej tragedii nie dawało jej spokoju i sprawiało wielki ból. - Byłeś tam?

Przytaknął z iście chłopięcym zapałem.
- Szkoda, że ciebie tam nie było, Elise! O dziesiątej drzwi do parlamentu 

zostały otwarte i wbiegliśmy  tłumnie  na galerię. Dwadzieścia pięć minut 
później   wszyscy   już   wiedzieli,   że   unia   ze   Szwecją   przestała   istnieć,   że 
jesteśmy wolnym krajem.

Uśmiechnęła   się,   zapłonęła   w   niej   nawet   iskra   radości   rozpalona   przez 

zapał Emanuela.

-   Gdy   to   ogłoszono,   wybuchła   wielka   radość   -   ciągnął   Emanuel,   pełen 

entuzjazmu.   -  Załopotały   wszystkie   flagi.   Zaludniły   się  kawiarnie,  ludzie 
zaczęli rozchwytywać dodatki do gazet. Jakby znów był Siedemnasty Maja. 
I   wiesz   co?   Tego   samego   dnia   rozesłano   telegraficznie   wiadomość   do 

background image

wszystkich pastorów, by w modlitwie wiernych podczas nabożeństwa nie 
wymieniano już króla Oscara.

- Jakie to dziwne. Aż trudno uwierzyć, że król Oscar nie jest już królem, że 

jesteśmy wolnym i niezależnym krajem.

Emanuel pokiwał głową.
-   Teraz   wszystko   zależy   od   reakcji   Szwedów.   Miejmy   nadzieję,   że 

zaakceptują   postanowienie   parlamentu.   Muszę   już   iść,   chciałem   tylko 
upewnić się, czy wiesz, co się stało. Powiedz chłopcom, żeby zapamiętali tę 
datę. Siódmy czerwca 1905 roku. Za pewien czas będą ich z tego odpytywać 
w szkole.

Elise odprowadziła go do sieni. Potem przez chwilę stała i patrzyła, jak 

zbiega po schodach. Żałowała, że nie może się cieszyć tak samo jak on.

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Johan cofnął się o parę kroków, przekrzywił głowę i uważnie przyglądał 

się rzeźbie. Czuł, jak duma wzbiera w jego sercu, rozgrzewając całe ciało. 
To   jego   własne   dzieło.   Pozwolili   mu   pracować   nad   tym   całkiem 
samodzielnie, nie wtrącał się ani majster, ani nikt inny.

Poprzedniego   dnia   jeden   ze   strażników   zatrzymał   się   przed   figurą, 

otworzył  szeroko  oczy  i  zapytał,   czyje to   dzieło.  Gdy   jeden  z  więźniów 
wskazał głową Johana, strażnik uśmiechnął się i powiedział:

- Tego bym nie przypuścił.
Od dnia, w którym uratował więźniów zamkniętych na piętrze w stolarni, 

podczas gdy pożar szalał na parterze, traktowano go w szczególny sposób. 
Strażnicy uśmiechali się do niego, zagadywali o samopoczucie, od czasu do 
czasu pytali nawet o radę.

Tylko   jedna   osoba   patrzyła   na   niego   ponuro;  Reinhardt,  więzienny 

inspektor. Najdziwniejsze było to, że właśnie on na początku wydawał się 
Johanowi   miłym   człowiekiem.   Johan   był   pewien,   że  Reinhardt  jest 
sympatyczny,   dopiero   ostatnio   zaczął   w   to   trochę   wątpić.   Najpierw   za-
uważył, że  Reinhardt  i Lort-Anders rozmawiają ze sobą tak, jakby mieli 
jakąś tajemnicę. Poza tym zrozumiał, że to właśnie Reinhardt ponosi winę za 
to,   że   stary   więzień,   zwany   Torkildem   Brodawą,   bo   miał   dwie   wielkie 
brodawki koło ust, dostał baty zupełnie bez powodu. Od tamtej pory Torkild 
nie mógł się wyprostować.

Johan odpędził te myśli i wrócił do pracy. Nikt mu jeszcze nie powiedział, 

gdzie stanie ta rzeźba, przypuszczał jednak, że w jakimś kościele albo gdzieś 
pod kościołem. To zresztą bez znaczenia, najważniejsze, że temu podołał. 
Nie   on   jeden   był   zadowolony   z   efektu,   również   majster   i   tamci   ważni 
panowie, którzy tu kiedyś przyszli i podziwiali „piękną formę i znakomite 
rzemiosło",   jak   sami   powiedzieli.   Kamień   miał   półtora   metra   wysokości, 
zadecydowano już o typie liter, jakie zostaną zastosowane, Johan nie znał 
jednak jeszcze treści inskrypcji.

Szkoda,   że   Elise   mnie   teraz   nie   widzi,   pomyślał.   Gdyby   usłyszała,   jak 

chwali go majster, i zrozumiała, że Johan może jeszcze być kimś, pewnie by 
pożałowała tego, co zrobiła. Może nie rzuciłaby się od razu w ramiona tego 
oficerka z Armii Zbawienia. Gorycz znów zaczęła go dławić, więc czym 
prędzej odsunął do siebie te myśli. Elise nie może zniszczyć mu tej radości. 

background image

Trzeba o niej zapomnieć. Poświęcić wszystkie siły i myśli pracy, pokazać, 
na co go stać.

- Czy to jest rzeczywiście dzieło jednego z więźniów? - zapytał jeden z 

panów. - Jak zwykły złodziej, wychowany w nędzy, z tego, co słyszałem, 
może stworzyć coś takiego? W tak krótkim czasie?

Majster uśmiechnął się zagadkowo i odparł:
- Artyści nie zawsze rodzą się po słonecznej stronie, panie Borresen. Ten 

młody człowiek ma talent. Zamierzam dać mu więcej zleceń. Wykształcić 
go. Tak, on może zajść daleko.

Użył słowa „artysta". Johan poczuł, że zarumienił się z radości na dźwięk 

tego słowa. On jest artystą. Nie wiedział, czy śmiać  się, czy płakać. Od 
dziecka bardzo lubił rysować, ale rzadko miewał papier i ołówek. Rysował 
więc   kamieniem   na   piasku,   czasem   udawało   mu   się   wyżebrać   gdzieś 
kawałek starej gazety, ale najczęściej matka mu ją wyrywała, żeby zapchać 
nią   dziurę   w  bucie   albo   zużyć  na  podpałkę.   Nigdy   nie   widziała   niczego 
szczególnego   w   figurach,   które   Johan   tworzył   na   gazetowym   papierze. 
Nauczyciel   też   nie,   nauczyciela   interesowały   tylko   rachunki   i   charakter 
pisma.

Za   plecami   Johana   rozległy   się   czyjeś   kroki.   Gdy   się   odwrócił,   ujrzał 

majstra   w   towarzystwie   jeszcze   innego   obcego   pana.   Obaj   szli   w   jego 
kierunku.

- Oto i on, panie Cederstrom. Będzie pan zadowolony. Myślę, że to się 

będzie dobrze prezentować na państwa grobowcu rodzinnym. Płyta też jest 
już gotowa, jak pan widzi. Pan Borresen już to widział i był tak zachwycony, 
że zaproponował, by ten więzień pracował także nad następnym pomnikiem 
nagrobnym, który zostanie u nas zamówiony.

Nagle mężczyzna odwrócił się do Johana.
- Czy ty to zrobiłeś, chłopcze?
Johan poczuł, że się czerwieni. Ukłonił się i nie wiedział, co powiedzieć 

czy zrobić.

- Gdzie się nauczyłeś pracować w kamieniu?
-   Tu   w   więzieniu.   Od   majstra.   -   Wskazał   głową   majstra,   który   stał 

nieopodal i się uśmiechał.

- Słyszałem, że siedzisz tu dopiero od czterech czy pięciu miesięcy. Johan 

potwierdził, czując, że rumieniec wstydu oblewa mu twarz.

Pewnie ten człowiek wie także, za co Johan tu siedzi.
- Jak człowiek tak utalentowany może wplątać się w zwykły napad?

background image

Johan nie zdobył się na to, by spojrzeć mu w twarz, ale wzbierała w nim 

chęć, by się usprawiedliwić.

- To z nędzy. Moja siostra jest sparaliżowana od dzieciństwa. Potrzebowała 

drogich lekarstw. Nie widziałem innego wyjścia.

Mężczyzna nic nie powiedział, stał tylko w milczeniu i patrzył na Johana. 

Potem zakasłał, odwrócił się do majstra i zaczął mówić o czymś innym.

Gdy   tamci   odwrócili   się,   by   odejść,   Johan   zauważył   nagle   Reinhardta, 

który stał nieopodal i wpatrywał się w nich. Brwi miał ściągnięte, spojrzenie 
mroczne. Johana coś zmroziło. W spojrzeniu tego człowieka była nienawiść. 
Ale dlaczego? Przecież Johan nic złego mu nie zrobił.

background image

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Elise zapłaciła woźnicy Hansenowi i pomogła matce wysiąść z wozu. Hilda 

zaskoczyła siostrę, wręczając jej pieniądze na transport, ale poprosiła, by 
mogła wrócić do domu dopiero wtedy, gdy Elise opowie matce, co się stało. 
Chłopcom pozwoliła zostać na dworze, dopóki ich nie zawoła. Wolała, żeby 
ich nie było w tym trudnym momencie.

Nie odwiedzali matki w sanatorium od tamtej niedzieli, kiedy powiedzieli 

jej o narodzinach wnuka. Matka została w sanatorium dłużej, niż planowano. 
Zbliżała   się   już   połowa   czerwca.   Elise   gryzło   sumienie,   ale   zabrakło   jej 
odwagi   i   siły,   by   iść   aż   do   Grefsen   i   zanieść   matce   nowinę.   Nie   miała 
wątpliwości, że matka będzie wstrząśnięta i zrozpaczona, gdy się dowie, że 
Hilda   oddała   swoje   dziecko;   jej   pierwszego   wnuka,   którego   nawet   nie 
zdążyła zobaczyć, choć tak się cieszyła, że weźmie go w ramiona. Hilda jak 
zwykle   stchórzyła   i   uciekła,   pomyślała   Elise,   przygnieciona   wszystkimi 
zmartwieniami. Człowiek nie powinien czuć się taki stary i zmęczony, skoro 
nie skończył jeszcze nawet dziewiętnastu lat.

Swojego   wyboru   już   dokonała.   Komentarze   nieświadomego   niczego 

Pedera pomogły jej podjąć decyzję. Postanowiła pokazać mu, że nie brak jej 
„piątej klepki". W uszach wciąż dźwięczały jej słowa brata: „Cieszę się, że 
to ty jesteś moją siostrą, Elise. Ty nie jesteś głupią gęsią".

Co by powiedział, gdyby zrobiła to samo co siostra Gwoździa?
Ale   nie   tylko   słowa   Pedera   wpłynęły   na   jej   decyzję.   Taką   samą   rolę 

odegrały słowa Emanuela: „Postaraj się oszczędzić mu cierpienia, Elise..."

- Wiesz chyba, co się stało siódmego czerwca, Elise?
Dotarły  do  połowy  schodów,  szły   powolutku.  Matka  dostała   zadyszki i 

musiała   natychmiast   odpocząć.   Elise   pomyślała,   że   nie   byłoby   jej   łatwo 
opiekować się niemowlęciem przez cały dzień. Nie miała za wiele siły mimo 
długiego pobytu w sanatorium.

- Tak, król Oscar nie jest już norweskim królem - odparła,  myśląc,  co 

będzie, gdy matka zauważy, że w domu nie ma żadnego niemowlęcia.

Matka znów się zatrzymała i spojrzała na córkę.
- Ależ Elise. Nie możesz być tak obojętna. Zawsze interesowałaś się tym, 

co się dzieje. Nie wystarczy powiedzieć, że król Oscar nie jest już naszym 
królem. Siódmego czerwca parlament uchwalił, że nie jesteśmy już w unii ze 
Szwecją. Rozumiesz, co to znaczy? Najpierw panowali nad nami Duńczycy 

background image

przez czterysta lat, a przez następne sto byliśmy w unii ze Szwecją. Minęło 
aż pięćset lat, od kiedy byliśmy wolnym krajem!

Przerwała, żeby wziąć oddech, monolog był wyczerpujący, ale wypełniał ją 

zbyt wielki zapał, by miała się poddać, nim powie córce wszystko, co jej 
leży na sercu.

- Żałuję, że mnie przy tym nie było. Gdybym tak mogła przeżyć tę radość, 

zobaczyć   wszystkie   flagi.   Siódmy   czerwca   to   historyczna   data,   Elise. 
Rozumiesz   chyba,   co   to   dla   nas   oznacza?   Ministrowie   złożyli   wy-
powiedzenia, a król nie zdołał powołać nowego rządu. Unia musi zostać 
rozwiązana. Parlament wysłał do króla Oscara list z prośbą, by król wy-
znaczył jednego ze swoich synów na tron królewski w Norwegii. Chyba o 
tym słyszałaś?

Elise   pokiwała   głową.   A   jeśli   matka   znów   się   rozchoruje   ze   zdener-

wowania? Jeśli zacznie płakać i pluć krwią?

- Ciekawe, czy Szwedzi zgodzą się na tę propozycję - ciągnęła matka. - 

Chyba wielu naszych polityków w to nie wierzy. Parlament wysłał specjalny 
list do szwedzkiego Riksdagen i do szwedzkiego narodu, prosząc, by unia 
została   rozwiązana   w   sposób   pokojowy.   Dwa   sąsiednie   narody   powinny 
chyba umieć się rozstać bez kłótni, jak przyjaciele. Jeśli wszystko się dobrze 
skończy, będziemy to zawdzięczać Christianowi Michelsenowi.

Doszły  na pierwsze piętro i w tej samej chwili otworzyły się drzwi do 

mieszkania pani Thoresen.

Na ich widok złożyła ręce i zawołała radośnie:
- Czy to naprawdę Jensine wraca do domu? Tak się cieszę, że cię znów 

widzę. Zrobisz wreszcie porządek ze swoimi dziećmi. - Rzuciła natychmiast 
przepraszające   spojrzenie   w   stronę   Elise.   -   Bardzo   dobrze   zajmujesz   się 
rodzeństwem, Elise, ale to nie to samo, co mieć matkę w domu.

- Porozmawiamy później, Aslaug. Na razie muszę dojść do domu i trochę 

odpocząć.

Gdy tylko pani Thoresen znikła za drzwiami, matka znów odwróciła się do 

Elise.

- Chodziło jej o małego? Wie, kto jest ojcem?
- Chyba nie - zaprzeczyła Elise. - Wszyscy byli bardzo ciekawi, ale nikomu 

nic nie zdradziliśmy.

Żadna już nic nie powiedziała.
Gdy doszły na samą górę, Elise się zatrzymała.

background image

- Mamo, muszę ci coś powiedzieć, zanim wejdziemy. Matka spojrzała na 

nią pytająco.

- Stało się coś złego?
- To zależy, jak na to spojrzeć.
- Chyba nie z dzieckiem? Czy dlatego mnie nie odwiedziliście? - W jej 

spojrzeniu czaił się lęk.

- Dziecku nie stało się nic złego, ale już go tu nie ma.
Matka zrozumiała chyba, że czeka ją nieprzyjemne zaskoczenie, bo czym 

prędzej weszła do kuchni.

W kuchni opadła na najbliższy stołek.
- Hilda się wyprowadziła? Elise pokręciła głową.
- Nie Hilda, tylko jej dziecko.
Zapadła cisza. Ciężka, nieprzyjemna cisza.
- Może tak będzie najlepiej, mamo - zaczęła Elise po chwili. - Nie masz 

dość siły, żeby się zajmować niemowlęciem, zawsze było ci żal młodych 
matek, które pędzą z dzieckiem do żłobka przed szóstą i zabierają je stamtąd 
dopiero po ósmej.

Matka nie słuchała, co mówi Elise.
- Czy to on zajął się chłopcem?
- W pewien sposób. Jego bratanek. Oni nie mają dzieci.
- A co na to Hilda, nie ma nic przeciwko temu? - Zabrzmiało to bardzo 

spokojnie, ale Elise zrozumiała, że matka ma wiele przeciwko temu.

- Na początku płakała, ale chyba już się oswoiła z tą myślą. W dalszym 

ciągu przyjaźni się z panem Paulsenem.

- Oswoiła się z myślą - warknęła niemal matka. - Czy można oswoić się z 

myślą, że człowiek sprzedał własne dziecko?

- Nie sprzedała dziecka, ona je oddała. Matka spiorunowała ją wzrokiem.
- Jeśli je oddała, jak mówisz, to ktoś ją musiał do tego przekonać. Znam 

Hildę.   Jeśli   chcesz,   żeby   zrobiła   coś  wbrew   swojej   woli,   musisz   ją  albo 
nastraszyć, albo skusić.

Elise nie odpowiedziała. Matka miała rację, ale Elise nie mogła jej tej racji 

przyznać. Patrzyła tylko, jak matka zapada się w siebie i robi się maleńka. 
Na pewno cieszyła się, że będzie bawić wnuka, choć tyle łez wylała, gdy się 
dowiedziała o przygodzie Hildy.

Milczały   przez   dłuższy   czas.   Elise   stanęła   koło   kuchennego   pieca.   W 

zasadzie miała zamiar napalić w piecu i nastawić kawę, ale czuła, że to nie 
jest właściwy moment.

background image

- Może tak będzie najlepiej - powtórzyła ostrożnie jeszcze raz.
Ale matka  jej chyba nie słuchała.  Wpatrywała się w przestrzeń  pustym 

wzrokiem i z niedowierzaniem kręciła głową.

-   Oddać   swoje   własne   dziecko...   -   szepnęła   ze   zdumieniem,   a   po   jej 

policzku potoczyła się łza. - Co ja takiego zrobiłam? Gdzie popełniłam błąd? 
Myślałam, że wychowałam was na uczciwych i porządnych ludzi, choć było 
nam ciężko.

- I zrobiłaś to, mamo. Nie możesz się obwiniać. To nie ty sprawiłaś, że 

Hilda jest, jaka jest. Może to... - urwała nagle. Chciała powiedzieć, że w 
żyłach   Hildy   płynie   cygańska   krew,   jak   w   żyłach   ojca,   ale   uświadomiła 
sobie, że to by było niesprawiedliwe. Cyganie kochają swoje dzieci tak samo 
jak inni. Podobno nawet bardziej.

- Co na to Peder? Był taki zachwycony. Elise nie mogła kłamać.
- Peder cierpi.
Matka podniosła się powoli ze stołka.
- Pójdę do pokoju i położę się na chwilę. To był wyczerpujący dzień.
Elise odprowadziła matkę wzrokiem, czując wielki ciężar na piersi.
Wkrótce będzie miała jeszcze więcej powodów do zmartwień, pomyślała. 

Będzie jeszcze bardziej przybita, gdy się dowie, że zostałam zgwałcona i 
urodzę dziecko gwałciciela.

A miał to być radosny dzień dla matki. Powinna wejść do domu, w którym 

wszyscy, odświętnie ubrani, czekają na nią przy pięknie nakrytym stole, z 
twarzami rozjaśnionymi oczekiwaniem i radością z jej powrotu. Tymczasem 
Hilda uciekła, a chłopców trzeba było odesłać, by zdradzić matce tę smutną 
nowinę. Teraz matka, pogrążona w rozpaczy, poszła się położyć.

Przepełniona smutkiem Elise napaliła w kuchennym piecu, odsunęła fajerki 

i   nastawiła   kawę.   Potem   przykryła   stół   niewielkim,   haftowanym   białym 
obrusem,   którego   matka   używała   na   specjalne   okazje,   i   wyjęła   tanie 
ciasteczka, które kupiła Hilda.

Potem wyszła z kuchni, żeby zbiec na dół i zawołać Pedera i Kristiana.
Nie od razu ich znalazła, ale wydało jej się, że słyszy podniecone głosy 

dzieci zza domu  majstra,  i poszła w tamtą  stronę. Ku swemu zdumieniu 
ujrzała Emanuela, który z wielkim zapałem grał w piłkę z chłopięcą zgrają. 
Musiała się uśmiechnąć. Emanuel był chyba jedyną osobą, która potrafiła 
przywrócić Pederowi radość życia.

Gdy zawołała, wszyscy odwrócili głowy w jej stronę. Evert podał piłkę 

innym chłopcom.

background image

-   Matka   wróciła   -   zawołała   głośno,   dbając   o   to,   by   jej   głos   zabrzmiał 

radośnie. - Napijemy się kawy.

Peder przybiegł do niej natychmiast.
- Czy Evert i pan Ringstad mogą pójść z nami?
Może to nie jest taki głupi pomysł, pomyślała natychmiast Elise. W tej 

sytuacji matka i chłopcy zajmą się czymś innym. Pokiwała głową.

- Podzielimy ciasteczka.
- Będą ciasteczka? - Pederowi zaświeciły się oczy. - Chodź, Evert. Chodź, 

Kristian. Kto pierwszy na schodach.

Znikli,  wzbijając tumany  kurzu. Emanuel,  pełen napięcia,  obrócił się w 

stronę Elise.

- Jak twoja matka to przyjęła?
-   Tak   się   zmartwiła,   że   poszła   się   położyć.   Zastanawiała   się,   gdzie 

popełniła błąd i jak Hilda mogła zrobić coś takiego. Matka uważa, że obie z 
Hildą możemy bez trudu utrzymać rodzinę, i sądzi, że jesteśmy w znacznie 
lepszej sytuacji niż wielu innych ludzi, bo mamy dwie pensje.

Emanuel spojrzał na nią z ukosa.
- A nie jest tak? Nie jesteście w lepszej sytuacji niż wielu innych? Elise 

zacisnęła   usta,   nie   patrząc   na   niego.   Najpierw   zrobił   wszystko,   żeby   nie 
pozbywała się tego, co nosi w łonie, a teraz uważa za oczywiste, że powinna 
utrzymywać   całą   rodzinę.   Nie   przyszło   mu   do   głowy,   że   mogłaby   się 
rozchorować? Że nie zdoła obsługiwać maszyny z wielkim brzuchem i że 
będzie musiała wrócić do fabryki zaraz po porodzie, żeby nie stracić pracy? 
Jej nie pomoże żaden majster, ona jest w takiej samej sytuacji jak Oline i 
inne dziewczęta.

Chyba zrozumiał swoją niedelikatność.
- A co u ciebie, Elise?
- Co u mnie? Myślałam, że wiesz.
- Jesteś na mnie zła.
- Może.
- Uważasz, że nie mam prawa ci radzić  ani cię pouczać, i masz  rację. 

Wtrącam   się   tylko   dlatego,   że   mi   na   tobie   zależy.   Widziałem   inne 
dziewczęta, które później chorowały z rozpaczy, a moim zdaniem ty masz i 
tak dość powodów do zmartwień.

- Tylko jak mam temu sprostać? Na Hildę nie mogę liczyć, ona w każdej 

chwili może pójść w swoją stronę, jest taka nieodpowiedzialna. Jak mam 
sobie   poradzić   z  utrzymaniem  matki,   chłopców,  siebie   i jeszcze  tego...  - 

background image

Przełknęła  brzydkie słowo. - I tego dziecka  - dokończyła. - Pięć osób z 
jednej pensji, i to najniższej z możliwych. Wiem, że są ojcowie, którzy jakoś 
sobie z tym radzą, ale mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety. Poza tym 
biorą jakąś dodatkową robotę, gdy tylko mogą. Kobiety nie mogą sobie na to 
pozwolić. My musimy zajmować się rodziną. Tylko mi nie mów, że mogę 
pójść do gminy - powiedziała, biorąc głęboki oddech. - To by zabiło matkę. 
Nie wiem zresztą, jak ona zniesie jeszcze jedną złą nowinę. Mam nadzieję, 
że tak prędko tego nie zauważy.

- Postanowiłaś więc nic z tym nie robić? - powiedział ostrożnie, ale Elise 

wydało się, że słyszy ulgę w jego głosie. Dlaczego on się tym przejmuje, 
pomyślała. Skoro twierdzi, że ją kocha, to chyba nie cieszy go świadomość, 
że Elise nosi w brzuchu cudze dziecko.

- Musimy  zapomnieć  o tym wszystkim na chwilę - westchnęła. - Mam 

nadzieję, że pomożesz mi rozweselić matkę.

- Pomogę. Właśnie idzie Hilda - dodał ze zdumieniem.
-   Nie   miała   odwagi   pojawić   się   w   domu,   póki   nie   powiedziałam   o 

wszystkim matce.

- Zaczynam rozumieć to, o czym mówisz. Ona chyba nie dorosła do tego, 

by zajmować się dzieckiem.

- Dziwne, że ona i pan Paulsen wciąż trzymają się razem. Jestem niemal 

pewna, że on wszystko od samego początku zaplanował.

- To całkiem prawdopodobne.
Hilda spostrzegła ich i podeszła bliżej. Była zafrasowana.
- Czy matka jednak nie wróciła do domu?
- Wróciła. Zeszłam na dół, żeby zawołać chłopców. Zaprosiłam też Everta i 

Emanuela, żeby matka zajęła się czymś innym.

Hilda zaczerwieniła się i nie miała odwagi spojrzeć na Emanuela.
- Jak to przyjęła?
- Z bólem. Zastanawiała się, gdzie popełniła błąd, a potem się położyła.
- Gdzie ona popełniła błąd?
- Twierdziła, że próbowała nas wychować na dobrych i porządnych ludzi.
Hilda zaczerwieniła się jeszcze bardziej, ale w jej oczach pojawił się ten 

dobrze znany wyraz buntu.

- Co to ma do rzeczy?
- Jeśli tego nie rozumiesz, to chyba nie ma sensu ci tłumaczyć. Hilda się 

rozgniewała.

background image

- Wcale nie rozumiecie, co ja poświęciłam,  żeby mojemu dziecku było 

dobrze.   Pan   Paulsen   mówi,   że   to   wielkoduszność.   Prawdziwa   matczyna 
miłość.

Elise tego nie skomentowała. Emanuel też nie.
W milczeniu poszli na górę.
Ku radości Elise matka  siedziała  już za kuchennym stołem,  z czystym, 

letnim szalem zarzuconym na ramiona, piękna i zadbana, z uśmiechem na 
ustach. Peder powiedział prawdopodobnie coś zabawnego, bo wszyscy się 
śmiali.

- Jesteś wreszcie, Hildo! - zawołała matka i wyciągnęła ramiona do córki. 

Hilda   podbiegła,   żeby   ją   uścisnąć.   -   Jak   to   miło,   że   będzie   pan   z   nami 
świętował, kapitanie Ringstad - dodała matka i podała mu rękę, nie wstając z 
miejsca.

-   Cała   przyjemność   po   mojej   stronie,   pani   Lovlien.   Cieszę   się,   że   tak 

zdrowo pani wygląda.

- Dzięki słońcu i powietrzu. Pielęgniarki wywoziły nas na taras, gdy tylko 

zrobiło się słonecznie. Nie miałam pojęcia, że słońce tyle znaczy dla nas, 
ludzi. I dla całego życia na ziemi.

Emanuel przytaknął z uśmiechem. Matka zwróciła się do Hildy.
-   Mam   nadzieję,   że   będę   mogła   podziękować   naszemu   hojnemu 

dobrodziejowi.   Gdyby   nie   pobyt   w   sanatorium,   najprawdopodobniej   nie 
siedziałabym dziś na tym miejscu.

Hilda się uśmiechnęła. Z całą pewnością spodziewała Się czegoś innego 

niż pochwały.

Elise nalała wszystkim kawy i postawiła talerz z ciasteczkami na stole.
- Jest tak pięknie jak wtedy, gdy Evert mnie uratował. - Peder rozejrzał się 

po kuchni błyszczącymi oczami. - Nawet jeszcze piękniej, bo mama jest z 
nami. Brakuje tylko... - urwał nagle i posłał Elise przerażone spojrzenie.

- Nikogo nie brakuje - powiedziała spokojnie matka. - Jesteśmy wszyscy 

razem. Wszyscy z wyjątkiem ojca.

Elise spojrzała na nią z wdzięcznością. Matka zdążyła się już pogodzić z 

bolesną myślą. Może nawet znalazła w tym jakiś sens, we wszystkim zawsze 
widziała jakiś sens.

- Cieszę się, że moje dzieci znalazły w panu oparcie, gdy mnie tu nie było - 

ciągnęła matka, spoglądając na Emanuela z ciepłym uśmiechem.

Emanuel też się uśmiechnął z pewnym zakłopotaniem.
- Nie zrobiłem nic wielkiego.

background image

- O tak! - zawołał Peder z zapałem. - Anna mówi, że pan jest taki jak 

Archamioł Gabrielsen.

-   Archamioł   Gabrielsen!   -   roześmiał   się   Kristian.   -   Chyba   Archanioł 

Gabriel, ty ośle.

Zawstydzony Peder spuścił wzrok.
- Nie musisz mówić do niego w ten sposób, Kristian. - Matka napomniała 

Kristiana spojrzeniem, po czym znów zwróciła się w stronę Emanuela. - To 
wyjątkowo miło z pana strony, że zabrał pan dzieci na wieś.

Mówi o mnie tak, jakbym była dzieckiem, pomyślała Elise. Ciekawe, czy 

pojechalibyśmy na tę wycieczkę, gdyby nie chodziło o mnie.

-   Jak   pana   rodzice   zareagowali   na   widok   takiej   gromadki?   Emanuel 

mrugnął do Elise, zanim odpowiedział.

-   Oboje   bardzo   lubią   dzieci.   Niełatwo   było   im   pogodzić   się   z   tym,   że 

wybrałem życie w stolicy. Wiedzą, że dwór przejdzie w obce ręce, gdy nie 
będą mieli dość siły, by się nim zajmować.

- Współczuję im. - Matka spojrzała na niego ze zrozumieniem. - Nie wiem, 

czy zniosłabym takie rozczarowanie. Dzieci są dziwnie podzielone na tym 
świecie. Niektórzy ich w ogóle nie mają, a innym się wydaje, że mają ich za 
dużo.

Elise zerknęła na siostrę. Matka zapewne nie miała nic złego na myśli, ale 

Hilda zesztywniała.

- U nas jest za dużo? - zapytał Peder.
- Oczywiście, że nie - roześmiała się matka. - Cieszę się z każdego z was.
- Ale Hilda miała o jedno za dużo. - Peder rozejrzał się niewinnie dokoła.
- Peder! - Elise rzuciła mu srogie spojrzenie i pokręciła głową, żeby go 

uciszyć, ale było już za późno. Hilda zerwała się z miejsca, przewracając 
stołek,  podbiegła  do drzwi i zatrzasnęła  je za sobą tak mocno,  że kubki 
zadzwoniły na stole.

Przybity Peder spojrzał na matkę.
- Ja nie chciałem.
- Wiem, Peder. - Matka podniosła się, żeby wziąć dzbanek z kawą, choć 

Elise przed chwilą nalała wszystkim kawy do kubków. Elise zauważyła, że 
matka otarła łzę w kąciku oka.

-   Opowiadałeś   już   mamie   o   nowo   narodzonym   źrebaczku,   Peder?   - 

Emanuel chciał załagodzić jakoś niezręczną atmosferę.

Ale   Peder   nie   odpowiedział.   Zauważył,   że   matka   płacze,   i   był   nie-

szczęśliwy.

background image

Nie powinnam oczekiwać, że to będzie radosny dzień, pomyślała Elise.
Gdy następnego dnia wybierała się do domu podczas przerwy obiadowej, 

zauważyła, że Hilda poszła w inną stronę. Poprzedniego wieczoru wróciła 
bardzo późno, a rano wymknęła się z domu, nim siedli do śniadania. Źle 
zrobiła, pozwalając, by komentarz Pedera dotknął matkę. Peder był przecież 
tylko dzieckiem, dzieci z reguły mówią to, co myślą. Skoro podjęła taką 
decyzję,   jaką   podjęła,   to   powinna   znosić   cierpliwie   reakcje   w   postaci 
dziwnych spojrzeń albo uwag. Matka od dawna się cieszyła, że wróci do 
domu, potem starała się zaakceptować fakt, że nigdy nie zobaczy swojego 
wnuka, a Hilda wszystko zniszczyła swoim zachowaniem.

Matka siedziała na brzegu łóżka i wyglądała przez okno. Gdy usłyszała 

kroki Elise, odwróciła się z matowym uśmiechem na bladych ustach.

-   Sądziłam,   że   będę   taka   dziarska,   a   tymczasem   siły   mnie   opuściły   - 

westchnęła.   -   Gdy   byłam   w   sanatorium,   wydawało   mi   się,   że   mogę   się 
postarać   o   jakąś  pracę,   jeśli   nie   na   cały   dzień,   to   przynajmniej   na   kilka 
godzin, a okazało się, że nie jestem w stanie nawet zejść na dół po wiadro 
wody.

- Moja kochana, przecież dopiero wróciłaś do domu. Nie tak łatwo wstać z 

łóżka i od razu ruszyć do pracy. Musisz dać sobie trochę czasu.

Matka pokiwała głową.
- Tak mi przykro, że ty i Hilda musicie nas utrzymywać.
- Jesteśmy we dwie, mamo. Pomyśl o rodzinach, które mają tylko jednego 

żywiciela. Albo żadnego.

Matka znów pokiwała głową.
- Wiem o tym. Ale i tak mi przykro. Jesteście moimi dziećmi. To ja was 

powinnam utrzymywać, a nie wy mnie.

- Ależ mamo. Jesteśmy dorosłe.
-   Postanowiłam   porozmawiać   z   Magdą.   Może   ona   będzie   potrzebowała 

kogoś do pomocy w sklepie. To byłoby całkiem zabawne postać sobie za 
ladą. Ma się wtedy kontakt z ludźmi.

- Na razie jesteś na to za słaba. Postaraj się raczej siedzieć na słońcu tyle, 

ile możesz, to szybciej odzyskasz siły. Skoro tak lubisz rzekę, to mogłabyś 
sobie usiąść tam koło domu  majstra i popatrzeć na wodospad. A jak się 
będziesz   czuła   na   siłach,   to   pójdziesz   pod   te   duże   drzewa   i   posłuchasz 
świergotu ptaków.

- A w tym czasie moje dzieci będą sobie niszczyć zdrowie w fabryce przez 

czternaście godzin na dobę - westchnęła przygnębiona matka.

background image

Zapadła cisza.
- Rozmawiałaś z Hildą?
- Nie, szła już w inną stronę, gdy wychodziłam z pracy. Matka spojrzała na 

nią pytająco.

- Myślisz, że do niego?
- Nie wiem. Ona mało mówi.
- Czego on od niej chce? Elise wzruszyła ramionami.
- Hilda mówi, że on ją kocha.
- Wyłudziłby od niej dziecko, gdyby ją kochał? - W głosie matki była 

gorycz. - Wiem, że powinnam być mu wdzięczna. Gdyby nie jego pomoc, 
już by mnie tu nie było. Ale nie mogę uwolnić się od podejrzenia, że posłał 
mnie do sanatorium, żeby Hilda się nie zaraziła. Nie ze względu na Hildę, 
nie ze względu na mnie, ale ze względu na bratanka, który miał przejąć 
dziecko.

Elise pokiwała głową.
-  Myślę,  że   masz   rację.  Ale   Hilda   sama   szukała   jego   towarzystwa,   ma 

siedemnaście   lat   i   jest   prawie   dorosła.   Musi   wziąć   na   siebie   odpowie-
dzialność za to, co robi.

Otworzyły się kuchenne drzwi.
- To chyba ona.
Zamilkły, a po chwili Hilda wsunęła głowę do pokoju.
- Wyprowadzam się. - Rzuciła im wyzywające spojrzenie.
- Wyprowadzasz się? - Matka spojrzała na nią, nic z tego nie rozumiejąc.
- Zwalniam się z fabryki i będę pracować jako służąca u pana Paulsena.
Elise zorientowała się, że stoi z otwartymi ustami. Gdy zerknęła na matkę, 

zauważyła, że i ona ma podobną minę. W końcu matka odzyskała mowę.

- Jako służąca? Chcesz tego?
- Czy chcę? - zdenerwowała się Hilda. - Oczywiście, że chcę. Może to 

moja   jedyna   możliwość,   żeby   uciec   z   tego   szczurzego   gniazda.   Będę 
mieszkać w pięknym domu, a nie w tej dziurze pełnej pluskiew. - Wskazała 
dłonią pogardliwie sufit i ściany. - Poza tym niedaleko mieszka bratanek 
pana Paulsena, więc będę mogła widywać mojego synka.

Elise i matka spojrzały na siebie znacząco.
- Ale... - zaczęła raz jeszcze matka, lecz od razu urwała.
-   Nie   mam   zamiaru   stać   przy   przędzarce   do   końca   życia,   żeby   mieć 

ziemistą cerę, przykrótki oddech i garbate plecy, zanim skończę trzydzieści 

background image

lat. Chcę prowadzić przyzwoite życie, wśród porządnych ludzi, którzy ładnie 
mówią i wiedzą, jak się zachować.

Elise poczuła, że serce jej mocniej bije z gniewu.
- A kto będzie utrzymywał matkę i chłopców? Mamy żyć z jednej pensji?
- To nie moja sprawa.
Obróciła się na pięcie i wybiegła, trzaskając drzwiami. Elise podbiegła do 

matki i objęła ją ramieniem.

- Nie przejmuj się tym, mamo. Ona jest w trudnym wieku, a poza tym ta 

cała historia z dzieckiem podziałała na nią dużo bardziej, niż się do tego 
przyznaje.   Na   pewno   nie   miała   zamiaru   mówić   tak   brzydko   o 
Andersengarden. W głębi duszy wie, że się źle zachowała wobec ciebie, ma 
wyrzuty sumienia i dlatego jest taka bezwzględna.

Matka pokręciła głową.
- Ale ona ma rację, Elise. Ta czynszówka to szczurze gniazdo, jak wiele 

innych robotniczych domów po tej stronie rzeki. Zauważyłam to, gdy tylko 
wróciłam wczoraj do domu. Zapomniałam już, jak tu jest brzydko. To szare i 
smutne   podwórko,   na   które   nigdy   nie   dociera   słońce.   Te   nagie,   ceglane 
ściany,   które   zrobiły   się   czarne   od   dymu,   sadzy   i   kurzu.   Te   cuchnące 
śmietniki i rynsztoki, szopy z krzywych i przegniłych desek, które wyglądają 
tak, jakby się miały rozpaść w każdej chwili. Gdy patrzysz na to codziennie, 
nic nie widzisz, ale ten, kto spędził dłuższy czas gdzie indziej albo widział 
całkiem   inne   domy   z   malowanymi   fasadami,   kwiatowymi   ogrodami   i 
czystymi schodami, przeraża się na widok Andersengarden.

Elise spojrzała na nią ze zdumieniem.
- Bronisz Hildy?
- Nie, ale rozumiem ją. Pan Paulsen chyba ją naprawdę kocha, skoro daje 

jej taką możliwość. I jak to dobrze, że Hilda będzie blisko swojego dziecka, 
może nawet będzie je codziennie widywać. Może ja też je kiedyś zobaczę.

Elise pomyślała o tym, jak ciężko haruje Agnes, ale nic nie powiedziała. 

Pomyślała   też,   że   byłoby   dziwne,   gdyby   żona   tego   bratanka   pozwoliła 
rodzonej matce widywać się z dzieckiem, na pewno chce być jego jedyną 
matką. Ale tego też nie powiedziała. Usiadła tylko i zaczęła się zastanawiać, 
jak utrzyma wszystkich przy życiu za siedem koron tygodniowo...

background image

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Elise   stała   ze   skrzyżowanymi  ramionami   i  patrzyła,   jak   Hilda   opróżnia 

swoją szufladę pośpiesznymi, nerwowymi ruchami. Matka zeszła na dół, do 
pani   Thoresen.   Elise   podejrzewała,   że   matka   woli   nie   patrzeć   na 
przeprowadzkę Hildy.

-   Mogłabyś   mi   pomóc,   zostawiając   parę   koron   -   powtórzyła.   -   Miałaś 

kopertę pełną pieniędzy, gdy szukałam papeterii.

-  Przecież  mówię,   że  nic  już  nie   mam.   -  W  głosie  Hildy  była  złość.   - 

Musisz wreszcie zrozumieć, że nie mogę zacząć nowej pracy w cerowanej 
koszuli nocnej, dziurawych majtkach i starych pończochach.

Elie nie poddawała się.
- Miałaś sto koron. Tyle ile ja zarabiam przez cztery miesiące. Nie mogłaś 

wszystkiego wydać na swoje ubrania.

Hilda obróciła w stronę siostry twarz czerwoną ze zdenerwowania.
- Czy ty wiesz, że para nowych sznurowanych trzewików kosztuje dziesięć 

koron? A letnia suknia piętnaście.

- Po co ci letnia suknia, skoro cały dzień będziesz chodzić w fartuchu?
- Myślisz, że będę chodzić w białym fartuchu i czepku także wtedy, gdy 

będę miała wychodne?

Hilda wyjęła nowy kapelusz i położyła go na łóżku, potem zapakowała do 

torby   podróżnej,   którą   gdzieś   zdobyła,   wyciągnęła   także   parę   białych 
rękawiczek   i   dwie   pary   cienkich   pończoch.   Chyba   rzeczywiście   zdołała 
wydać na to wszystko całe sto koron.

- Ależ Hildo, nie zapłaciłam czynszu za ostatni miesiąc.
- Nie moja wina, że wydajesz na jedzenie więcej niż zwykle. Widziałam, 

jak ciągle coś podsuwasz Pederowi. Twojemu pieszczochowi.

- Jesteś złośliwa. Sama widzisz, jaki on jest chudy. Jeśli nie dostanie od 

czasu   owsianki   na   mleku   i   trochę   masła   na   chlebie,   to   nic   z   niego   nie 
zostanie. Może się rozchorować.

Hilda zacisnęła wargi, nie przestając się pakować.
-   Przykro   mi,   ale   nic   mi   nie   zostało.   Pomogę   ci,   jak   dostanę   pierwszą 

wypłatę.

Chyba nie zarobi wiele, skoro będzie miała wikt i opierunek za darmo, 

pomyślała Elise.

Hilda skończyła pakowanie i wstała.

background image

-   No   to   idę.   Wpadnę   kiedyś   wieczorem,   gdy   będę   miała   wolne,   żeby 

zobaczyć, co u was słychać. Pozdrów chłopców i powiedz, że coś im kupię z 
pierwszej pensji - powiedziała, po czym włożyła kapelusz, podniosła ciężką 
torbę i poszła do drzwi.

Elise nie ruszyła się z miejsca. Powinna ją odprowadzić, powinna być dla 

niej miła. W gruncie rzeczy to przecież wielka chwila, gdy się opuszcza na 
dobre dom rodzinny. Ale troska o przyszłość odebrała jej siły, Elise niebyła 
w stanie nic przedsięwziąć.

A kiedyś myślała, że pożyczy od Hildy pieniądze, żeby zapłacić tej babie z 

Mollergata. Od Hildy, która nie miała nawet trzech koron i pięćdziesięciu 
ore na czynsz, choć dostała tyle pieniędzy od pana Paulsena. Jeśli nie liczyć 
kosztów   transportu   z   sanatorium   i   tanich   ciasteczek,   kupionych   z   okazji 
powrotu matki, Hilda wydała wszystkie pieniądze na siebie. A przecież Elise 
pozwalała jej zawsze zatrzymać trzydzieści ore z każdej piątkowej wypłaty.

Jak może być taką egoistką? Hilda, która mówiła tak rozsądnie tego dnia, 

gdy wracały razem z fabryki. Co się z nią dzieje? Czasem jest pogodna i 
miła, a już po chwili nie da się z nią wytrzymać pod jednym dachem.

Usłyszała podniesione głosy chłopców na schodach, więc poszła do kuchni, 

żeby im przygotować kanapki.

- Ser? Pycha. - Peder oblizał usta, rzucając swoje szkolne przybory na stół i 

opadając   na   stołek   Elementarz,   tabliczka,   rylec   i   gąbka,   przewiązane 
skórzanym rzemieniem, bo nie stać ich było na plecak. - Pal dostał rózgą, a 
Bolla musiał stać przez całą lekcję w kącie.

- A co takiego przeskrobali?
- Pal trzepnął Bollę w ucho, więc Bolla się zemścił i go szarpnął. Elise 

słuchała   tylko  jednym  uchem.   Jak   zdobędzie   pieniądze   na   czynsz?   Stary 
Torgny, zarządca domu, wściekał się, gdy ktoś nie płacił czynszu na czas. 
Istny cud, że jeszcze do nich nie wpadł.

- Stary Torgny jest na dole - dodał Peder, jakby czytał w jej myślach. - 

Chyba tu idzie.

Elise zrobiło się słabo.
-   Możecie   powiedzieć,   że   nie   ma   mnie   w   domu,   a   ja   się   schowam   w 

pokoju? Nie zapłaciłam czynszu. I nie mam pieniędzy.

Nie czekając na odpowiedź, wymknęła się z kuchni. Po chwili usłyszała 

ciężkie kroki i głos zasapanego i zdyszanego zarządcy.

- Gdzie wasza siostra?
- W fabryce - odparł Kristian.

background image

- W fabryce? Fabryka dawno zamknięta.
- To pewnie w sklepie u Magdy.
- Kłamiesz, chłopcze. Magda już godzinę temu poleciała do domu.
- Może jest na dole, u Anny? - zawołał Peder z zapałem.
- Pozdrówcie ją ode mnie i powiedzcie, że mam tego dość. Jeśli do jutra do 

godziny ósmej wieczorem nie dostanę czynszu, wyrzucę was na ulicę.

W kuchni zapadła cisza. Elise wyobraziła sobie przerażone miny chłopców.
Czekała, aż Torgny zejdzie na dół, nim odważyła się wyjść do kuchni.
- Brawo, chłopcy - pochwaliła braci. Peder siedział ze łzami w oczach.
- On nas wyrzuci na ulicę.
- Nie, Peder. Zawsze to wszystkim powtarza, ale jeszcze nigdy tego nie 

zrobił. Zresztą zapłacę mu jutro wieczorem.

- Z czego mu zapłacisz, skoro nie masz pieniędzy?
- Nie martw się. Jestem pewna, że mama ma parę koron w zapasie.
Gdy   jednak   biegła   wzdłuż   rzeki   nieco   później   tego   samego   wieczoru, 

mdliło ją z przerażenia. Powiedziała matce i braciom, że idzie na spacer 
nazbierać trochę kwiatków, ale tak naprawdę nie chciała im pokazać, jak 
bardzo się boi. Matka nie miała pieniędzy. Ledwie kilka zaoszczędzonych 
dziesięcioorówek.   Elise   nie   miała   pojęcia,   kogo   prosić   o   pożyczkę,   i 
obawiała się, że tym razem zarządca nie rzuca słów na wiatr.

Mogła   poprosić   o   pomoc   tylko   Emanuela,   ale   tego   za   nic   nie   chciała 

zrobić. Dość już im pomógł, zapłacił za pociąg, pozwolił im się najeść do 
syta   w   tamtą   niedzielę.   Poza   tym   widział,   że   jedli   ciasteczka   z   okazji 
powrotu matki i że kupowali to i owo. Elise nie chciała, by Emanuel uznał, 
że jest lekkomyślna.

Bo okazała właśnie lekkomyślność. Miała zaufanie do Hildy, sądziła, że 

siostra coś dorzuci do wspólnej kasy, że ma jeszcze trochę pieniędzy od pana 
Paulsena.   Dobrze   wiedziała,   że   nie   zapłacili   czynszu,   ale   liczyła,   że 
wszystko się jakoś ułoży. Dlatego wydawała na jedzenie więcej niż zwykle.

Może Agnes mogłaby jej pożyczyć parę koron?
Już   po   chwili   porzuciła   tę   myśl.   Służące   zarabiają   niewiele.   Agnes   na 

pewno wszystko wydaje.

Może pani Thoresen ma jakieś oszczędności? Nie, to niemożliwe, ona ma 

tyle wydatków. Dostaje wprawdzie pieniądze na lekarstwa Anny od Armii 
Zbawienia, ale ma też inne potrzeby.

Emanuel jest ostatnią deską ratunku, ale na samą myśl, że miałaby iść do 

niego   i   żebrać   o   pieniądze,   oblał   ją   zimny   pot.   Nie   przeżyłaby   takiego 

background image

wstydu. Już lepiej będzie, jak Torgny ich wyrzuci i będą musieli znaleźć 
sobie   jeszcze   mniejsze   mieszkanie,   ze   wspólną   kuchnią.   Wiele   osób   tak 
ostatnio kończy. Elise nie może sobie pozwolić na dług wdzięczności wobec 
człowieka, który mówił, że ją kocha. To byłoby nieuczciwe.

Westchnęła ciężko i podniosła głowę. Zbliżała się najjaśniejsza pora roku, 

wstawali i kładli się przy dziennym świetle. Wielkie korony drzew uginały 
się pod ciężarem zielonych liści, słońce przedzierało się przez nie wąskimi, 
roziskrzonymi   smugami,   nad   rzeką   złociły   się   żółte   nagietki   i   kaczeńce. 
Rzeka płynęła wartkim nurtem, ptaki śpiewały głośno nad jej głową, było 
ciepło.

Elise nie mogła jednak napawać się pięknem, które ją otaczało. Sytuacja 

była przecież trudna nawet przed przeprowadzką Hildy.

Dotarła aż na Myralokka, tam gdzie zaskoczyła Agnes i Emanuela wiosną. 

Wydawało jej się to tak dawno temu, choć to było przecież w marcu. Wtedy 
bardzo przejmowała się tym, że Agnes kompromituje się wobec Emanuela. 
Dziś   wydawało   jej   się   to   błahostką.   Gdyby   wówczas   wiedziała,   jakie 
problemy ją czekają...

Zbiegła nad brzeg rzeki i usiadła. Dziś mech był tu suchy. Zrobiło się tak 

cicho, że nie mogła się oprzeć wrażeniu, iż jest sama na świecie, słychać 
było tylko szum rzeki i świergot ptaków. Dziwne, że nikt nie przychodzi tu 
odpocząć po ciężkim dniu pracy, ale ludzie nie mają siły na nic, idą prosto 
do domu.

Może pójść do pastora i poprosić o radę? Może on ma jakieś środki na 

pomoc   w   nagłych   przypadkach?   Oddałaby   pieniądze   z   pierwszej   pensji, 
jedliby samą kaszę przez parę tygodni.

Do Armii Zbawienia nie mogła się zwrócić. Otrzymali od nich przecież już 

tyle pomocy. I pastor, i ludzie z Armii dziwiliby się tylko, czemu Elise nie 
pójdzie do gminy. Oni na pewno nie rozumieją, że są ludzie zbyt dumni, by 
przyjmować pomoc.

- Przypuszczałem, że właśnie tu cię znajdę.
Obróciła się gwałtownie. Za jej plecami stał Emanuel i uśmiechał się. Nie 

usłyszała jego kroków w porę.

- Zajrzałem do was, żeby zapytać o ciebie. Peder powiedział, że poszłaś 

nazbierać kwiatków, bo Hilda się wyprowadziła, a ty nie masz pieniędzy na 
czynsz.

Elise poczuła rumieniec na twarzy. Emanuel kucnął koło niej.

background image

- Kwiatki, które miałaś zbierać, to pewnie po prostu myśli, które chcesz 

uporządkować?

Nie odpowiedziała. Czy to przypadek, że zjawił się tu właśnie dzisiaj, czy 

może zesłała go jakaś wyższa siła? Jeśli zaproponuje jej pożyczkę, weźmie 
od niego pieniądze. Matka i chłopcy bardzo by cierpieli, gdyby musieli się 
przeprowadzić. Tak się cieszyli, że mają własną kuchnię. Zwłaszcza gdy 
słyszeli, jak inni kłócą się o miejsce, narzekają na zapachy jedzenia i dym, 
sprzeczają się o drwa na podpałkę. W takich sytuacjach szybko rodzi się 
wrogość.

Spojrzał jej w oczy bardzo poważnie.
-   Dlaczego   nie   przyszłaś   do   mnie?   Chyba   wiesz,   że   pożyczyłbym   ci 

pieniądze.

Nie wiedziała, co powiedzieć. Podniósł się, zszedł jeszcze niżej i usiadł 

koło niej.

- Z powodu dumy czy dlatego, że nie chciałaś mieć długu wdzięczności 

wobec mnie?

- Z obu powodów - powiedziała, spuszczając wzrok. Pokiwał głową.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
- Więc Hilda przyjęła posadę u pana Paulsena - powiedział w zadumie.
- Tak, to był dla nas szok. Po pierwsze liczyłam, że jeszcze przez jakiś czas 

będziemy mieć dwie pensje, po drugie nie rozumiem, jak ona mogła tego 
chcieć. Będzie chyba bardzo cierpiała, widując swojego syna w sąsiednim 
domu i nie mogąc z nim przebywać. Wątpię, żeby żona tego bratanka chciała 
widzieć matkę dziecka.

- Chyba znów została oszukana - pokiwał głową Emanuel. - A miałem 

nadzieję, że się czegoś nauczyła.

-   Zupełnie   jej   nie   rozumiem.   Co   dzień   jest   w   innym  humorze.   No   ale 

zawsze taka była.

- Może to wcale nie takie dziwne, na pewno boryka się ze sprzecznymi 

uczuciami. Z jednej strony ciągnie ją do pana Paulsena, czy to z miłości, czy 
dlatego, że marzy o lepszym życiu. Z drugiej strony cała jej natura buntuje 
się przeciwko temu. Nie sądzę, by jakakolwiek matka potrafiła oddać swoje 
dziecko i nic w związku z tym nie przeżywać.

- A ja raz jestem na nią wściekła, a raz jej żałuję. Potrafi być bardzo dobra, 

ale   i   strasznie   samolubna.   Wszystkie   pieniądze,   które   dostała   od   pana 
Paulsena,   wydała   na   siebie.   Nie   zostało   jej   nawet   tyle,   żeby   mogła   mi 
pożyczyć na czynsz.

background image

- Na jakie wydatki dawała pieniądze?
- Ja płaciłam za mieszkanie, opał i jedzenie, a jej pensję wydawaliśmy na 

szare   mydło,   gazetę   raz   na   jakiś   czas,   ubrania,   buty   i   to,   co   nam   było 
potrzebne w kuchni. Trzydzieści ore zatrzymywała co tydzień dla siebie.

- Pewnie teraz będzie jeszcze gorzej z ubraniem i butami, prawda? Elise 

pokiwała głową.

- Martwisz się? - zapytał cicho i ostrożnie. Zacisnęła mocno wargi, żeby się 

nie rozpłakać.

- Elise. - Obrócił się do niej i wziął ją za rękę. - Nie mogę patrzeć na twoje 

cierpienie. Wiesz, że żyję w dostatku. Jeśli brakuje mi pieniędzy, mogę je 
dostać od ojca. Zdaję sobie sprawę, że mam wielkie szczęście, i staram się 
nie nadużywać jego hojności, ale ojciec na pewno poczułby się dotknięty, 
gdybym nie poprosił go o pomoc, znalazłszy się w poważnych tarapatach. 
Dlatego przyjmuję pieniądze w razie potrzeby. Czy mogłabyś postąpić tak 
samo? To znaczy przyjąć pieniądze?

-   Wiem,   że   pomógłbyś   mi,   gdybym   poprosiła.   Ale   postaraj   się   mnie 

zrozumieć. Powiedziałeś, że mnie kochasz, a ja dałam ci do zrozumienia, że 
nie darzę cię takim samym uczuciem. Lubię cię jak przyjaciela, ale nie tak, 
jak byś chciał. Nigdy zresztą nie mogłam zrozumieć, dlaczego zdradzasz się 
ze swoimi uczuciami, skoro wiąże cię lojalność wobec Armii Zbawienia, ale 
to   jest   całkiem   inna   sprawa.   Przyjmując   od   ciebie   pomoc,   miałabym 
wrażenie, że wykorzystuję twoje uczucia.

Pokiwał głową w zamyśleniu. Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
- Czy myślisz, że wszyscy ludzie, którzy się pobierają, darzą się wielką 

namiętnością?

Spojrzała na niego ze zdumieniem.
- Co masz na myśli?
- Czy nie sądzisz, że wiele osób mówi „tak" z rozsądku? Albo dlatego, że 

znaleźli dobrą partię i obie rodziny skorzystają na małżeństwie, albo dlatego, 
że   pragną   mieć   dzieci,   ale   nigdy   nie   spotkali   tej   właściwej   osoby.   Albo 
dlatego, że jest im wszystko jedno, z kim się żenią, bo nie wierzą w wielką 
miłość?

Elise pokiwała głową.
- Tak, na pewno masz rację. Dziewczęta z fabryki czasem idą do łóżka z 

kimś, w kim są szaleńczo zakochane, a potem dochodzą do wniosku, że to 
nie   było   nic   wielkiego.   Inne   wychodzą   za   mąż   za   tego,   którego   sobie 

background image

wybrały, a potem okazuje się, że trafiły na pijaka i łajdaka i że nigdy nie 
powinny się z nim wiązać

- A jak jest wtedy, kiedy jedna strona kocha, a druga nie? Czy taka para 

może być szczęśliwa?

- Tak, myślę, że tak. Ten, kto na razie nie czuje zbyt wiele, może z czasem 

zacząć szanować albo i kochać drugą stronę.

Spojrzał jej prosto w twarz.
- Czy to mogłoby się zdarzyć z tobą?
Poczuła rumieniec na twarzy. Dlaczego on jej zadaje takie pytania?
- Mogłoby?
- Jeśli z innymi mogłoby się tak zdarzyć, to dlaczego nie ze mną?
- A mogłabyś spróbować? Roześmiała się, nieco skonfundowana.
- Nie mam z kim.
- Masz. Siedzi tu, obok ciebie. Spojrzała na niego zmieszana.
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie - pokręcił głową. - Nigdy w życiu nie byłem tak poważny. Może 

robię to wyjątkowo niezręcznie, ale oświadczam ci się. Czy zostaniesz moją 
żoną, Elise?

- Zupełnie cię nie rozumiem. Wiesz przecież, że nie możesz się ze mną 

ożenić. Po pierwsze jesteś oficerem w Armii Zbawienia. Po drugie należysz 
do całkiem innej klasy.

- Po pierwsze mogę przestać być oficerem w Armii Zbawienia. Po drugie 

nic mnie  nie obchodzi, że należysz do innej klasy. Nie mówię tego pod 
wpływem   impulsu,   Elise.   Dobrze   to   przemyślałem.   Proponuję   ci 
małżeństwo, żeby uratować cię z trudnej sytuacji i żeby dziecko, którego się 
spodziewasz, miało ojca. Ale przede wszystkim dlatego, że cię kocham.

Elise nie mogła się ruszyć z miejsca. On chyba rzeczywiście z niej nie 

żartuje,   ale   jak   mogło   mu   coś   takiego   przyjść   do   głowy.   Zostać   ojcem 
dziecka jakiegoś łajdaka, który ją zgwałcił? Ożenić się z ubogą robotnicą, 
chociaż jest synem bogatego gospodarza? Czytała kiedyś, że pożądliwość 
może odebrać człowiekowi rozum i uczynić go niewolnikiem grzesznych 
namiętności. Emanuel chyba zapadł na tę chorobę.

- Nigdy nie mogłabym ci tego zrobić - powiedziała powoli.
- Nie mogłabyś mi tego zrobić? Nie rozumiem.
- Miłość cię chyba całkiem zaślepiła, więc ja muszę mieć oczy szeroko 

otwarte.

Uśmiechnął się.

background image

-   Nie   jestem   zaślepiony.   Nigdy   w   życiu   nie   widziałem   tak   jasno.   Nie 

odpowiedziałaś na moje pytanie, a ja proszę cię o szczerość. Jeśli zamiast 
zastanawiać się, co byłoby najlepsze dla mnie, zapytasz sama siebie, czy 
możesz zostać moją żoną, to jaka będzie twoja odpowiedź?

Patrzyła na niego i widziała pełne nadziei oczy, tęsknotę... oczekiwanie... 

Nie mogła przecież jeszcze raz go zranić, mówiąc, że nic do niego nie czuje 
w ten sposób. Już mu to mówiła, on to na pewno wie.

- Chyba nie ma żadnej dziewczyny, która nie chciałaby zostać żoną kogoś 

takiego jak ty, Emanuelu.

- Czy ty także mogłabyś to sobie wyobrazić?
- Tak, ale to nie znaczy...
Nie zdołała powiedzieć nic więcej. Objął ją ramionami i mocno przytulił.
- W takim razie pobierzemy się, Elise - szepnął jej do ucha.
W   następnej   chwili   poczuła   jego   usta   na   swoich   wargach   i   ku   swemu 

zdumieniu nie obudziło to w niej niechęci... wręcz przeciwnie...

- Powiedziałaś „tak", prawda? - szeptał namiętnie.
- Powiedziałam - szepnęła.
Chyba oszalałam, dodała w głębi serca. Jak mogłam się zgodzić? Przecież 

kocham Johana...