background image

Alan Loy McGinnis

Sztuka Przyjaźni

Jak zbliżyć się do ludzi na których Ci zależy

DEDYKACJA

Człowiek uczy się zarówno odnosząc powodzenia, jak i niepowodzenia w bliskich 
kontaktach z innymi ludźmi. Osobiście nauczyłem się wiele w obu tych przypadkach. 
Książkę tę dedykuję ludziom, którzy pomogli mi odnieść sukces, tym, którzy byli moimi 
nauczycielami, doktorowi Taz Kinney'owi oraz Markusowi Svenssonowi. Nie tylko dlatego 
spędzamy wspólnie całe dnie, że czujemy potrzebę dyskutowania o różnych sprawach, 
ale potrzebujemy rozmawiać ze sobą o nas samych. Opowiadam im o moich małych 
zwycięstwach i olbrzymich porażkach. Mogę tak postępować, ponieważ oni postępują 
podobnie w stosunku do mnie. Dedykuję tę pracę także Dagny Svensson, Katrinie Grant, 
Monice Baaska, ColleonAcord. Każda z nich jest dla mnie kimś innym, każda też jest 
kimś więcej niż tylko sekretarką.

Kontakty międzyludzkie mają charakter wielopokoleniowy. Spoglądając wstecz widzę, że 
wszystko, co wiem o miłości zawdzięczam moim rodzicom, Alanowi UnezMcGinnis. 
Patrząc zaś w drugą stronę dochodzę do wniosku, że moje dzieci - Sharon, Alan, Scott i 
Donna - są dawcami miłości innego pokolenia. Uczę się jej także od nich.

Ale przede wszystkim książkę tę dedykuję Dianie, która twierdzi, że jestem jej 
najlepszym przyjacielem, a która jednocześnie jest nim z pewnością dla mnie. To, że 
jesteśmy małżeństwem jest jednym z najwspanialszych prezentów odżycia.

OD AUTORA

1

background image

Na wstępie składam podziękowanie za przeczytanie tej książki i cenne, na jej temat 
uwagi następującym osobom: Jeffowi Hansenowi, Don fnezowiMcGinnis, dr. Walterowi 
Rayowi, Bobowi i SuzanRitchie, Edowi Spanglerowi, dr. Bruce'owi Thieleman, dr. 
Johnowi Todo iKaren Todd.

Pierwszym człowiekiem, który powiedział: "to się nadaje do druku!" był David Leek, 
natomiast Mikę Somdal interesował się tą pracą od samego początku.

Wyrażam wdzięczność wydawnictwu Simon i Schuster za pozwolenie cytowania książki 
pt. "Jak zdobywać przyjaciół i wpływać na ludzi" (How to Win Friends and Influence 
People) Dale'a Carnegie oraz wydawnictwu Word Books za pozwolenie cytowania 
książki pt. "Już nie obcy" (No Longer Strangers) Bruce'a Larsona.

Kolejność opisów różnych przypadków z mojej praktyki w poradni została zmieniona, a 
nazwiska, miejsca i szczegóły są odpowiednio inne, ze względu na konieczność 
zachowania dyskrecji. Jednakże problemy opisywanych tu ludzi są całkowicie 
prawdziwe.

"Życie należy umacniać wieloma przyjaźniami.

Kochać i być kochanym to największe

szczęście istnienia."

Sydney Smith

Wspaniałe nagrody przyjaźni

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, jak to się dzieje, że pewni ludzie są w 
stanie przyciągać do siebie innych oraz zdobywać podziw i uczucia swoich przyjaciół? 
Niektórzy, czasami niepozornie wyglądający przyciągają do siebie innych jak magnes 
przyciąga opiłki żelaza. Ludzie zajmujący kierownicze stanowiska, którym brakuje suk-
cesów mają często wielu lojalnych przyjaciół.

Tacy ludzie mogą być bogaci lub biedni, bardzo inteligentni lub nie, lecz gdzieś w ich 
osobowościach znajduje się element, który powoduje, że są oni szanowani i podziwiani. 
Tym elementem jest przyjaźń.

Moja praca psychologa umożliwia mi obserwowanie wszelkich współzależności 
międzyludzkich. Rozmawiałem z tysiącami ludzi o ich najbardziej intymnych sprawach, a 

2

background image

obserwując to, co czynili ci, którzy odnieśli sukces w miłości, poznałem niektóre z ich 
sekretów. Celem tej książki jest przekazanie tych obserwacji.
Jak poznanie warunków przyjaźni może uczynić Cię ekspertem bliskich stosunków 
międzyludzkich

Podczas badań w naszej klinice odkryliśmy, że przyjaźń jest podstawą każdej miłości. 
Przyjaźń ma też wpływ na inne ważne relacje w życiu. U ludzi, którzy nie mają przyjaciół 
obserwuje się zmniejszoną zdolność do przeżywania jakiejkolwiek miłości. Mają oni 
tendencję do zawierania licznych małżeństw, zrażania do siebie członków rodziny, często 
też borykają się z kłopotami w pracy zawodowej. Z drugiej strony ci, którzy nauczyli się 
kochać swoich przyjaciół, przeżywają długie i przepełnione szczęściem małżeństwa, 
dobrze współżyją ze współpracownikami i potrafią cieszyć się swoimi dziećmi.

Wkrótce po śmierci znanego w USA komika, Jacka Benny'ego, w telewizji 
przeprowadzono wywiad z George Burns. "Przeżyliśmy wspaniałą przyjaźń przez te 55 
lat - powiedziała. - Jack nigdy nie wychodził z pokoju, gdy ja śpiewałam, a ja nigdy nie 
wychodziłam, gdy on grał na skrzypcach. Śmialiśmy się razem, bawiliśmy się razem, 
pracowaliśmy i jedliśmy wspólnie. Sądzę, że przez te lata rozmawialiśmy ze sobą każ-
dego wieczora."

Gdybyśmy nie wiedzieli nic więcej o tej parze, można byłoby założyć, że nie mieli 
konfliktów także w innych sytuacjach życiowych. Dlaczego? Ponieważ przyjaźń jest 
modelem wszystkich bliskich spotkań. Podstawowymi elementami dobrego małżeństwa, 
wg socjologa Andrew Gree-ley'a, są przyjaźń i seks.

A jak przedstawia się sprawa, jeżeli chodzi o stosunki z naszymi rodzicami i dziećmi? 
Henry Luce, założyciel Time Life Inc., miał prawdopodobnie większy wpływ na literaturę i 
opinię światową niż jakikolwiek inny wydawca. Jego czasopisma czyta ponad 13 
milionów ludzi, a ich międzynarodowe wydania docierają do 200 krajów. Zbudował on nie 
tylko imperium finansowe, ale także zrewolucjonizował współczesne dziennikarstwo.

Luce był synem misjonarza w Shantung w Chinach i często wspominał swoje chłopięce 
lata. Wieczorami chadzali na długie spacery, a ojciec rozmawiał z nim jak z dorosłym 
człowiekiem. Problemy zarządzania szkołą i pytania filozoficzne zajmujące ojca były 
głównymi tematami ich dyskusji. "Traktował mnie jak równego sobie" - mówił Luce. Ich 
więź była silna, ponieważ byli przyjaciółmi i zarówno ojciec, jak i syn "żywili się" tym 
związkiem.
Dlaczego kobiety mają więcej przyjaciół

"Czy masz kogoś bliskiego? - spytałem. - Czy istnieje ktoś, komu możesz powiedzieć 
wszystko?" Ona była nową pacjentką, załamaną

3

background image

rozwodem, a ja próbowałem określić, czy można ją poddać psychoterapii. "Ależ tak - 
odpowiedziała żywo. - Bez niej nigdy nie przebrnęłabym przez to wszystko. Jest co 
prawda o 26 lat starsza ode mnie, ale opowiadamy sobie o naszych największych 
tajemnicach. Jesteśmy prawdziwymi przyjaciółkami."

Ta kobieta jest szczęśliwą kobietą. Po godzinie stwierdziliśmy wspólnie, że dopóki ma 
powiernicę, nie potrzebuje się martwić. Dlaczego tego typu przyjaźnie są tak rzadkie 
wśród mężczyzn? Oczywiście z powodu różnych uwarunkowań. W naszym 
społeczeństwie mężczyznom nie wolno dotykać się, z wyjątkiem podawania ręki przy 
powitaniu. Dick i Paula McDonald, współcześni pisarze amerykańscy, wyjaśniają ten 
fenomen następująco:
"Większość mężczyzn nie ma pojęcia o sztuce intymności, ani wzorów do naśladowania. 
Małe dziewczynki mogą iść do szkoły trzymając się za ręce, podtrzymywać się podczas 
jazdy na łyżwach, brać się w objęcia i płacząc mówić: Jesteś moją najlepszą 
przyjaciółką. Potrzebuję cię. Kocham cię. Mali chłopcy nie ośmieliliby się tak 
postępować. Olbrzymia czarna chmura homoseksualizmu zawsze wisi nad ich głowami, 
a jej niszczycielska siła działa od najmłodszych lat. Pedzio - jest słowem, którego tak 
bardzo boją się mali chłopcy i to właśnie wpływa na ich zachowanie w stosunku do 
innych mężczyzn, którzy mogliby zostać ich przyjaciółmi."
Ostatecznie ma to, oczywiście, wpływ na zachowanie mężczyzny w stosunku do kobiet, 
które spotyka w życiu.

Zapytano kiedyś kilku spośród najwybitniejszych psychologów i terapeutów 
amerykańskich, ilu mężczyzn ma prawdziwych przyjaciół. Ponure odpowiedzi brzmiały: 
"Zbyt mało". Zazwyczaj oceniano tę liczbę na 10%. Richard Farson, profesor z Instytutu 
Psychologii Humanistycznej w San Francisco, powiedział: "Miliony ludzi w Ameryce nie 
ma w swoim całym życiu nawet jednej chwili, w której mogliby się wewnętrznie obnażyć i 
podzielić z kimś innym swoimi głębszymi uczuciami."

Ponieważ bardzo niewielu mężczyzn może sobie pozwolić na luksus otwartości i 
słabości, nie zdają więc sobie nawet sprawy z pustki w ich życiu emocjonalnym. ICrótko 
mówiąc, nie wiedzą ile tracą.

Na podstawie niedawnych badań brytyjski socjolog, Marion Crawford stwierdził, że 
kobiety i mężczyźni w średnim wieku definiują przyjaźń za pomocą znacznie różniących 
się determinantów. W przeważającej większości przypadków kobiety mówią tu o zaufaniu 
i powiernictwie, podczas gdy mężczyźni określają przyjaciela (przyjaciółkę) jako kogoś, z 
kim "chodzą" lub "osobę, której towarzystwo lubią". Na ogół przyjaźnie mężczyzn dotyczą 
działalności zawodowej, natomiast przyjaźnie kobiet

dzielenia się z drugą osobą problemami i sprawami dnia powszedniego. Mężczyzna 
mówi "mój bardzo dobry przyjaciel" o osobie, z którą od czasu do czasu gra w tenisa, lub 
którą dopiero co poznał. Ale czy są oni naprawdę przyjaciółmi? Raczej nie.

4

background image

Jak wyjaśnia Paula McDonald, młode kobiety biorą sobie to wszystko bardzo do serca i 
są wybredne. "Sądzę, że większość kobiet szuka dziś czułych mężczyzn - mówi Lynn 
Sherman - i naprawdę nie ma różnicy, czy potrafi on podnieść tapczan jedną ręką czy 
dwiema. Uważam, że większość kobiet pragnie znaleźć raczej mężczyznę - przyjaciela."
Introwertyzm nie jest złą cechą

Kiedy zachęcam kogoś do poświęcenia się przyjaźni, nie twierdzę, że należy być 
ekstrawertykiem. Niektórzy ludzie sądzą, że ich głównym problemem jest nieśmiałość.

Pewnego wieczora stałem z pewnym neurochirurgiem przy oknie i patrzyliśmy, jak 
zapalają się światła miasta. Nie było mu łatwo zacząć rozmowę. W końcu wziął głęboki 
oddech, jak człowiek zamierzający wskoczyć do basenu z zimną wodą, i powiedział: 
"Sądzę, że jestem tutaj dlatego, ponieważ nie układają mi się stosunki z innymi ludźmi. 
Przez wszystkie te lata walczyłem o to, by stać się wybitnym w swoim zawodzie, myśląc, 
że kiedy to osiągnę, ludzie będą mnie szanować i będą chcieli być blisko mnie. Lecz tak 
się - niestety - nie stało."

Zgniótł w dłoni styropianowy kubek do kawy, jakby chciał podkreślić swoją determinację. 
"Uważam, że wzbudzam szacunek tam, w szpitalu - kontynuował - lecz w rzeczywistości 
nie mam nikogo bliskiego. Nie mam nikogo, w kim mógłbym znaleźć oparcie. Nie wiem, 
czy pan może mi pomóc - całe życie byłem nieśmiały i pełen rezerwy. Wszystko, czego 
potrzebuję, to gruntowne przebadanie mojej osobowości."

Gdybym spotkał tego człowieka, gdy rozpoczynałem pracę po studiach, dwadzieścia lat 
temu, prawdopodobnie spróbowałbym takiego gruntownego przebadania, jakiego 
oczekiwał. Lecz im dłużej pracowałem z ludźmi, tym więcej czci miałem dla 
nieskończonej osobowości ludzkiej i tym bardziej niechętnie próbowałem zmieniać 
kogokolwiek.

Jednym z niebezpieczeństw bycia psychologiem - reformatorem jest możliwość ulegania 
pokusie podejmowania prób zmieniania pacjentów wg własnych wyobrażeń i wzorców. A 
przecież Bóg uczynił każdego z nas niepowtarzalnym, a duszę ludzką otacza 
tajemniczość i piękno! Dobry psychoterapeuta jest czasem podobny do astronoma. 
Poświęca swoje życie na studiowanie gwiazd i na podejmowanie prób określenia, 
dlaczego pewne systemy gwiezdne zachowują się tak czy inaczej. Wyjaśnia istnienie tak 
zwanych czarnych dziur, a w końcu wspaniałość tego wszystkiego przyprawia go o 
grozę.

Mimo że nigdy w pełni nie zrozumiałem moich pacjentów, moim celem jest być przy nich 
blisko, kiedy próbują odnaleźć siebie. Wspólnie obserwujemy powstawanie i zmiany 
danej osobowości - a wszystko to w celu lepszego jej zrozumienia. Zamiar jej 
dogłębnego poznania byłby z mojej strony równie arogancki, jak ze strony astronoma 
zamiar przebudowania systemu słonecznego. Natomiast, jeżeli będę w stanie pomóc 

5

background image

pacjentowi zrozumieć, kim Bóg go stworzył, a potem pomóc mu być tym kimś, będzie to 
dla mnie wystarczającą nagrodą.

Wobec tego powiedziałem mojemu nieśmiałemu znajomemu, że nie mam ochoty 
zmieniać go w gadatliwego i towarzyskiego poklepywacza po plecach. Poza tym, to nie 
tyle jego cicha osobowość wpędzała go w kłopoty, co raczej jego wzory postępowania w 
stosunku do innych ludzi. Kiedy miejsce tych złych zwyczajów zajęła umiejętność 
dobrego współżycia, całe jego życie też się zmieniło. Odkrył nagle, że swobodniej 
rozmawia ze swoimi pacjentami, a inni lekarze także zaczynają się przed nim otwierać. 
Nadal jest on introwertykiem, ale zaprzyjaźnił się już mocno z trzema czy czterema 
osobami. Kiedy go widziałem po raz ostatni, spostrzegłem, że coś się już w jego życiu 
zmieniło.

Fakt zostania lub nie duszą towarzystwa nie ma wpływu na naukę sztuki kochania i bycia 
kochanym. W rzeczywistości człowiek, który nie pełni takiej roli, może lepiej współżyć z 
innymi niż ten, kto rozwesela i zabawia całe towarzystwo.

W moim rodzinnym mieście zmarł ostatnio pewien skromny hodowca drzew. Nazywał się 
Hubert Bales i był najbardziej nieśmiałym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek poznałem. 
Kiedy mówił, płonął ze wstydu, mrugał nerwowo oczami i nerwowo się uśmiechał. Nigdy 
nie bywał w kołach wpływowych. Hodował swoje krzewy i drzewa, obrabiając własnymi 
rękami pozostawiony przez ojca kawałek ziemi. Był typowym introwertykiem, lecz kiedy 
zmarł, jego pogrzeb był największym pogrzebem w historii miasta. Było na nim tylu ludzi, 
że zajęty był nawet balkon w kościele.

Dlaczego nieśmiały człowiek zdobył sobie serca tak wielu ludzi? Po prostu dlatego, że z 
powodu swej nieśmiałości wiedział, jak zdobywać przyjaciół. Opanował tę umiejętność 
do perfekcji i przez ponad 60 lat ludzie byli u niego zawsze na pierwszym miejscu. Być 
może spostrzegli oni, że hojność jego ducha była czymś niezwykłym. Dlatego tak bardzo 
go kochali.
Przyjaźń: rzecz cenna

Jezus przywiązywał wielką wagę do kontaktów międzyludzkich. Większość jednak czasu 
spędzał raczej na pogłębianiu swego związku z kilkoma wybranymi osobami niż na 
zwracaniu się do tłumów. Co więcej,

Jego nauki pełne były praktycznych rad dotyczących zdobywania sobie przyjaciół oraz 
odnoszenia się do bliźnich. Przykazanie dotyczące tych spraw było tak ważne, że 
Chrystus zawarł je w słowach: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie 
miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym 
wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali." (J 
13,34-35)

6

background image

Te słowa zostały wypowiedziane 2000 lat temu, lecz ich aktualność potwierdzana jest 
również przez współczesne badania. Dr James J. Lynch, angielski nauczyciel i autor, w 
swojej książce pt. "Złamane serce" (The Broken Heart), wskazuje, że osoby samotne 
żyją wyraźnie krócej. Lynch, będąc specjalistą chorób psychosomatycznych, cytuje wiele 
danych statystycznych dla zademonstrowania ujemnego wpływu samotności oraz 
magicznej wręcz siły kontaktów międzyludzkich.

Nawet z punktu widzenia spraw finansowych, nasze przyjaźnie są najcenniejsze. Studia 
przeprowadzone przez Carnegie Institute of Technology wykazały, że na polu inżynierii 
sukces finansowy w 15 proc. zależy od posiadanej wiedzy technicznej, natomiast aż w 
85 proc. jest on uzależniony od umiejętności, które można nazwać "inżynierią ludzką", 
czyli od osobowości i umiejętności kierowania ludźmi. Dr William Menninger, znany 
amerykański psychiatra i psychoanalityk, stwierdził, że gdyby uwolnić ludzi od ich pracy 
w przemyśle i wówczas przeprowadzić badania dotyczące podziału kompetencji oraz ich 
związku z niepowodzeniami, to okazałoby się, że niekompetencja społeczna jest powo-
dem aż 60-80% niepowodzeń. Jedynie 20-40% niepowodzeń powodowanych jest przez 
niekompetencję techniczną.
Można uniknąć powtarzania dawnych niepowodzeń

"Próbowałem wiele razy - powiedział pewien muzyk, który opuścił zespół. - Chyba już to 
zaakceptuję - nie potrafię współdziałać z innymi. Z pewnością będę samotny już do 
końca życia." Przyszedł do naszej poradni z zamiarem poddania się leczeniu 
antydepresyjnemu. Nie otrzymał żadnych leków, jedynie pomoc dotyczącą współżycia z 
innymi. Depresja znikła. Ja i moi koledzy pomogliśmy mu zapomnieć o dawnych 
przeżyciach i skoncentrować się na nauce sztuki przyjaźni. Podczas terapii mógł on 
analizować swoje niepowodzenia. Kiedy był odrzucany, nauczył się analizować i 
wyciągać wnioski ze swoich błędów. Nie przychodziło to łatwo, ale z czasem wszystko 
zaczęło się dobrze układać.

Podczas niedawnego ślubu owego muzyka zadowolenie w oczach panny młodej 
potwierdziło, że nauczył się on bardzo dobrze sztuki kochania.

Lincoln uważał się w swej młodości za ponurego niedołęgę, jeśli chodzi o stosunki z 
innymi ludźmi. Oświadczając się Mary Owens w roku 1837 dodał posępnie: "Według 
mnie, lepiej żebyś tego nie zrobiła." Po tym, jak panna Owens odrzuciła jego propozycję, 
Lincoln napisał do jednego ze swych dobrych przyjaciół: "Doszedłem teraz do wniosku, 
że przestanę już myśleć o małżeństwie - a to dlatego, że nigdy nie usatysfakcjonowałaby 
mnie kobieta, która byłaby na tyle głupia, żeby wziąć mnie za męża."

Lecz mimo to ów człowiek kontynuował naukę współżycia z ludźmi, a kiedy zmarł, 
minister wojny Scanton - niegdyś wróg Lincolna - powiedział: "Teraz należy on już do 
wieczności."

7

background image

Kolejnym przykładem na to, że można nauczyć się kochać i być kochanym, jest życie 
Benjamina Franklina. Będąc ambasadorem we Francji był najbardziej rozchwytywaną 
osobą. Lecz czy Franklin zawsze był tak popularny? Raczej nie. W swojej autobiografii 
przedstawia on siebie jako zbłąkanego, nieokrzesanego, mało interesującego młodego 
człowieka. Pewnego dnia w Filadelfii jeden z dobrze znanych mu kwak-rów wziął go na 
stronę i smagnął następującymi słowami: "Ben, jesteś niemożliwy. Twoje opinie są 
policzkiem dla każdego, kto choć trochę różni się od ciebie. Twoi znajomi czują się w 
towarzystwie lepiej, kiedy ciebie tam nie ma."

Jedną z najwspanialszych cech charakteru Franklina był sposób przyjęcia tak ciętego 
upomnienia. Był on na tyle mądrym człowiekiem, że zdał sobie sprawę z tego, iż 
najwyraźniej zmierza ku niepowodzeniu i katastrofie towarzyskiej; dzięki zasadom 
przyjaźni, do których się zastosował, zmienił swoje postępowanie i siebie samego w 
radykalny sposób.
Nikt nie musi być samotny

Można nauczyć się zasad odnoszenia się do bliźnich tak dobrze, jak uczynili to Lincoln i 
Franklin. W każdym z następnych rozdziałów podana będzie prosta reguła, której 
zastosowanie ułatwia współżycie z innymi ludźmi. Reguły te nie zostały stworzone 
przeze mnie. Są one ekstraktem doświadczeń pacjentów, którzy zostali moimi 
przyjaciółmi. Zasady te mają również swe źródło w pracach filozofów i psychologów, od 
Sokratesa do dr. Joyce Brothersa. Ponadto przeczytałem wiele książek historycznych i 
setki biografii, aby określić, co spowodowało, że mieliśmy w historii tyle wielkich przyjaźni 
i miłości.

Sztuki współżycia z innymi można nauczyć się tak, j ak gry na pianinie, czy 
programowania komputera. Nie chcę bynajmniej powiedzieć, że jest to łatwe - ten 
problem jest oczywiście bardzo złożony. Tego rodzaju umiejętności można się jednak 
nauczyć, a przeistoczenie się w eksperta przyjaźni będzie jedną z najcenniejszych 
rzeczy w życiu.

PIĘĆ SPOSOBÓW POGŁĘBIANIA KONTAKTÓW TOWARZYSKICH
Część pierwsza

"Miłości trzeba się uczyć i jeszcze raz uczyć;

ten proces nie ma końca.

Nienawiść nie potrzebuje instrukcji;

wystarczy ją tylko sprowokować."

Katherine Annę Porter

8

background image

Dlaczego niektórym ludziom nigdy nie brakuje przyjaciół

Człowiek, o którym tutaj mowa, był otoczony absolutną tajemnicą -był tak skryty i 
enigmatyczny, że przez ponad 15 lat nikt nie mógł z pewnością stwierdzić, czy 
rzeczywiście żyje; nie mówiąc już o jego wyglądzie i sposobie zachowania.

Howard Hughes był jednym z najbogatszych ludzi świata, mającym wpływ na tysiące 
ludzi, a może nawet na rządy i mimo to jego życie pozbawione było słońca i radości. W 
późniejszych latach swego życia miał zwyczaj latać samolotem z jednego kurortu do 
drugiego - Las Vegas, Nikaragua, Acapulco - a jego wygląd zewnętrzny stawał się coraz 
bardziej dziwaczny. Rzadka broda zwisała mu do pasa; włosy sięgały do połowy pleców. 
Jego paznokcie u rąk miały po 5 cm długości, a u nóg poskręcały się na kształt 
korkociągu.

Przez 13 lat Hughes był mężem Jean Peters, jednej z najpiękniejszych kobiet świata. Ale 
ani razu przez ten okres nie widziano tej pary razem, nie było wiadomo też o istnieniu 
choćby jednej wspólnej fotografii. Przez jakiś czas zajmowali dwa oddzielne domki w 
Beverley Hills Hotel (płacili po 175 dolarów za dobę za każdy z nich); później ona 
mieszkała we wspaniałym i dobrze strzeżonym domu French Regency na szczycie 
wzgórza Bel Air. Z czasem zaczęła coraz rzadziej odwiedzać swego męża w Las Vegas. 
W końcu, w 1970 roku rozwiedli się.

"O ile wiem - wyznał później jeden z powierników Hughesa - on nigdy nie kochał żadnej 
kobiety. Po prostu nic dla niego nie znaczyły." Sam Hughes często mawiał: "Każdy 
człowiek ma swoją cenę, inaczej tacy jak ja nie mogliby istnieć." Mimo to, nie było takiej 
sumy, która dałaby mu uczucie, że ludzie są z nim związani. Większość jego 
pracowników twierdziła, że czuli do niego odrazę.

Dlaczego Hughes był tak samotnym człowiekiem? Dlaczego, mimo posiadania 
nieograniczonej ilości pieniędzy, setek pomocników i tylu pięknych kobiet, nikt go nie 
kochał?

Proste - taki był jego własny wybór.

Od dawna wiadomo, że Bóg dał nam w posiadanie rzeczy po to, by ich używać i cieszyć 
się nimi. Hughes nigdy nie potrafił cieszyć się otaczającymi go ludźmi. Zbyt zajęty był 
manipulowaniem nimi. Interesowały go maszyny, przyrządy, technologie, samoloty i 
pieniądze. Były to zainteresowania tak dla niego zajmujące, że nie było w jego życiu 
miejsca dla ludzi.
Pierwsze miłości

Podczas obserwacji ludzi bardzo kochanych przez innych stwierdziłem, że wierzą oni, iż 
ludzie są podstawowym źródłem szczęścia. Dla takich osób ich bliscy są czymś bardzo 

9

background image

ważnym. Bez względu na to, jak bardzo byli zajęci, tak układali sobie życie, aby mieć 
zawsze czas na utrzymywanie dobrych kontaktów towarzyskich.

Z drugiej zaś strony, rozmawiając z osobami samotnymi, często mogłem zauważyć, że 
mimo narzekania na brak bliskich znajomych, właściwie nie robią nic, żeby mieć 
przyjaciół. Ludzie ci, podobnie jak Howard Hughes, są tak zajęci zarabianiem pieniędzy, 
osiąganiem stopni naukowych albo powiększaniem swoich kolekcji znaczków 
pocztowych, że po prostu nie mają czasu na uczucia.

Emerson zauważył kiedyś, że: "troszczymy się o swoje zdrowie, odkładamy pieniądze, 
urządzamy mieszkania; lecz kto może powiedzieć

z całą pewnością, że nie jest prawdą, iż najbardziej potrzeba nam przyjaciół?"

Wobec tego pierwszą zasadą, która pogłębi waszą przyjaźń jest:

DAJ PIERWSZEŃSTWO KONTAKTOM TOWARZYSKIM
Miłość i strata

Czasami ktoś zadaje mi pytanie: "Doktorze McGinnis, czy sądzi pan, że miłość jest 
rzeczywiście tego warta?" Często pytający jest osobą rozwiedzioną i obawia się, że 
kolejna miłość może oznaczać kolejne rany.

Tacy ludzie prawdopodobnie nigdy nie zaznali prawdziwej miłości, bo jeżeli ktoś 
doświadczył choć raz intymności i poświęcił jej swoje myśli, ten zgodzi się z poetami, 
którzy od wieków głoszą, że miłość JEST tego warta. Po śmierci A. H. Hallama, 
angielskiego eseisty, Tennyson -najbardziej wpływowy poeta epoki wiktoriańskiej - 
powiedział: "Lepiej jest kochać i stracić osobę kochaną, niż nie kochać w ogóle."

Ja też miałem znajomości, które się skończyły. W kilku przypadkach niepowodzenia były 
dość spektakularne i pozostawiły po sobie ból emocjonalny. Ale bez względu na to, jak 
krótko trwało uczucie i jak bolesne było rozstanie, patrzę na nie z wdzięcznością za 
doświadczenia, których nabyłem dzięki innym ludziom. Jeżeli rozstanie spowodowane 
było tylko przeprowadzeniem się przyjaciela, miło jest mieć świadomość, że na drugim 
krańcu kraju jest ktoś, komu na nas zależy.

Moi rodzice mieszkają w Teksasie, ja w Kalifornii i nasze ścieżki rzadko się spotykają. W 
sumie byłem poza domem dłużej niż tam mieszkałem. Mimo to wątpię, żebym przeżył 
choć jeden dzień i nie pomyślał o rodzicach. Kiedy byłem dzieckiem otaczali mnie 
miłością, a i teraz okazują duże zainteresowanie tym, co robię i co czuję. Kiedy więc 
moje myśli biegną do nich, przynosi mi to spokój i ciepło - po prostu dlatego, że się 
kochamy.

10

background image

Helen Keller powiedziała kiedyś: "Razem ze śmiercią kogoś, kogo kocham...umiera 
cząstka mnie samej...lecz wkład takich ludzi do mojego szczęścia, siły i rozumienia daje 
mi nowe bodźce do życia na tym świecie."
Za mato czy zbyt wielu przyjaciół?

Dr Stephen Johnson sugeruje, aby zadać sobie następujące pytania dotyczące 
kontaktów towarzyskich:

1.Czy masz chociaż jedną osobę, do której możesz pójść w chwilach załamania?

2.Czy masz choć kilku takich znajomych, którym możesz złożyć niespodziewaną wizytę 
bez potrzeby usprawiedliwiania się?

3.Czy masz takich znajomych, z którymi spędzasz czas na rekreacji?

4.Czy masz takich znajomych, którzy pożyczą ci pieniędzy, kiedy ich potrzebujesz, lub 
takich, którzy pomogą ci w sposób praktyczny, kiedy liczysz na taką pomoc?

Jeżeli twoje odpowiedzi są generalnie negatywne, to znaczy, że twoje życie towarzyskie 
hamuje rozwój twoich przyjaźni. Niektórzy ludzie bywają tak zaabsorbowani licznymi 
przyjęciami i innymi wydarzeniami towarzyskimi, że po prostu nie mają okazji związać się 
z kimś bliżej. Wynika to stąd, że nie sposób jest mieć więcej niż kilku naprawdę bliskich 
przyjaciół. Czas na to nie pozwala. Prawdziwa przyjaźń potrzebuje pielęgnacji - 
wspólnych wieczorów przy kominku, długich spacerów, a przede wszystkim mnóstwa 
czasu na rozmowy. Wymaga to, na przykład, wyłączenia telewizora, aby nie 
przeszkadzał. Jeśli twój kalendarz towarzyski jest zbytnio zapełniony, aby umożliwić tak 
bliskie związanie się z kimś, należy go po prostu odpowiednio "okroić". "Prawdziwe 
szczęście - powiedział Ben Jonson, angielski dramaturg i poeta - nie polega na 
posiadaniu niezliczonej liczby przyjaciół, lecz na odpowiednim ich wyborze".

Są ludzie, którzy dzięki przebywaniu w dużych grupach mają silnie rozwinięte poczucie 
wspólnoty i w takim przypadku nie jestem oczywiście ani "za", ani "przeciw" bogatemu 
życiu towarzyskiemu. Apeluję jednak bardzo o odpowiednie ustalenie "priorytetów" 
towarzyskich. Zacieśnienie więzów przyjaźni z kilkoma tylko osobami jest czymś o wiele 
ważniejszym, niż zdobycie aż takiej popularności, żeby otrzymywać 400 pocztówek z 
życzeniami świątecznymi.

Miłość drogą do szczęścia

George Bernard Shaw powiedział: "Najszybszym sposobem unieszczęśliwienia się jest 
mieć tyle wolnego czasu, aby móc zastanawiać się, czy jest się szczęśliwym, czy też 
nie." Zazwyczaj nie znajdujemy szczęścia, szukając go. Jest ono najczęściej produktem 
ubocznym, który otrzymujemy w procesie dawania siebie innym. Jezus wiele razy i 
wieloma sposobami mówił, że znajdujemy siebie, tracąc siebie.

11

background image

Pewna młoda kobieta tak wyjaśniała sobie znaczenie intymności: "Dla przyjaciół trzeba 
wiele poświęcenia, a wtedy przełamuje się ową barierę. To jest wspaniałe: idę do domu, 
kładę się i nie śpię, ponieważ tak wiele otwarło się w moim umyśle i w mojej duszy. Kiedy 
tak się dzieje, zapominam o wszystkim. To nie ma nic wspólnego z fizycznym aspektem 
życia. Mogę siedzieć godzinami ze szklanką wody - nie potrzebuję papierosów, wina, 
seksu, ani jedzenia. To jest uczucie odkrycia, że coś , tutaj w tobie rośnie, otwiera się i 
rozprzestrzenia. A potem, następnego dnia jestem bardziej energiczna i optymistycznie 
nastawiona. Dzielić się z innymi, angażować się - to się naprawdę liczy. To daje siłę i 
energię."

Dlaczego tak rzadko potrafimy mocno się z kimś związać? Dlaczego tak nam brak 
przyjaźni? Istnieje jeden prosty powód: zbyt słabo sami się angażujemy. Jeżeli nasze 
kontakty towarzyskie mają być czymś najcenniejszym w naszym życiu, to każdy z nas 
we wszystkich okolicznościach powinien dawać pierwszeństwo przyjaźni. Niestety, wielu 
z nas nie posiada jej nawet na liście swoich celów życiowych. Ludzie, którzy tak 
postępują, najwyraźniej zakładają, że miłość "po prostu się zdarzy".

Wiadomo jednak, że niewiele rzeczy naprawdę cennych w życiu człowieka "po prostu się 
zdarza". Natomiast kiedy już się zdarzają, to są wynikiem tego, że zdajemy sobie 
sprawę, jak bardzo są one ważne, oraz tego, że się im poświęcamy. Można mieć 
wszystko, czego naprawdę mocno się pragnie. Można zarobić milion dolarów, jeśli się 
bardzo tego chce. Można przebiec Maraton Bostoński, jeśli bardzo się tego zapragnie. 
Jeżeli chce się więc bardzo miłości, można mieć ją również. Zależy to jedynie od tego, 
czemu nada się pierwszeństwo. Cenne i znaczące kontakty towarzyskie mają ci, którzy 
uważają je za coś ważnego i potrafią je odpowiednio pielęgnować.
Dlatego pierwszą naszą zasadą będzie:
Daj pierwszeństwo kontaktom towarzyskim

"Miłość to dwie samotności,

które spotykają się i wspierają ".

Reiner Maria Rilke

Sztuka otwierania się przed innymi

Ludzie posiadający głębokie i trwałe przyjaźnie mogą być introwertykami, 
ekstrawertykami, mogą być młodzi, starzy, brzydcy, inteligentni, przystojni; ale jedyną ich 
wspólną cechą jest otwartość. Takich ludzi cechuje swego rodzaju przejrzystość, 
pozwalająca innym dostrzec to, co jest w ich sercach.

Drugą zasadą pogłębiania kontaktów towarzyskich jest więc:

12

background image

KULTYWUJ PRZEJRZYSTOŚĆ SWOJEJ OSOBOWOŚCI

Gdy Betty Ford stała się pierwszą damą Ameryki, wkrótce zwrócono na nią większą 
uwagę - dzięki jej szczerości. Pytana przez wścibskich reporterów o wiele spraw 
odpowiadała im wprost. Pewnego razu jeden z reporterów posunął się na tyle daleko, że 
spytał, jak często pani Ford "sypia" ze swoim mężem. Odpowiedź była zaskakująca: "Tak 
często, jak tylko mogę." Nie próbowała też ukrywać swego załamania nerwowego, ani 
walki z alkoholem i narkotykami.

Wszyscy ci, którzy potrafią być tak otwarci, jak pani Ford, zawsze są w stanie mieć dobre 
kontakty towarzyskie. Nie twierdzę oczywiście, że taka otwartość zawsze prowadzi do 
popularności; pani Ford doznała wielu przykrości od tych, którzy nie zgadzali się z jej 
sposobem bycia. Lecz gdy będziemy otwartymi, znajdą się ludzie, którzy nie będą wręcz 
w stanic powstrzymać się od tego, by nas kochać.

Papież Jan XXIII, gdziekolwiek był, spotykał się z ciepłymi uczuciami ze strony ludzi; z 
pewnością po części dzięki jego bezpretensjonalności. Będąc przez całe życie osobą 
otyłą, dzieckiem biednej rodziny, nigdy nie próbował być kimś więcej, niż był. Kiedy zaś 
wybrano go papieżem, pierwszą rzeczą, jaką wykonał "z urzędu", była wizyta w Regina 
Coeli, olbrzymim więzieniu w Rzymie. Błogosławiąc więźniów, nadmieniał, że ostatnio był 
w więzieniu podczas odwiedzin u swojego kuzyna!

Oto człowiek, uważany przez miliony za prawdziwego sługę Chrystusa na ziemi. Mimo to 
(a może właśnie dzięki temu) wiedział, jak dzielić smutki i radości innych, Conrad Barrs 
określił Jana XXIII jako człowieka "bez maski".

Psycholog Sidney Jourard, w swojej książce "Przejrzysta osobowość" (The Transparent 
Self), relacjonuje badania rzucające światło na problem otwartości. Jego głównym 
odkryciem było stwierdzenie, że osobowość ludzka posiada "wbudowaną", naturalną 
tendencję do "wewnętrznego obnażania się". Kiedy ta tendencja zostanie zablokowana i 
zamykamy się w sobie przed innymi, prowadzi to do problemów i trudności emoc-
jonalnych.

Dr Jourard wysunął tę koncepcję po przeanalizowaniu częstotliwości, z jaką jego 
pacjenci mówili do niego: "Jest pan pierwszą osobą, z którą byłem całkowicie szczery."

"Byłem ciekaw - pisał Jourard - czy istniał związek pomiędzy niechęcią tych ludzi do 
ujawniania ich osobowości przed współmałżonkiem, rodziną i przyjaciółmi, a ich potrzebą 
skonsultowania się z zawodowym terapeutą". Doprowadziło go to do wniosku, że stałe 
odcinanie się i wycofywanie z towarzystwa prowadzi do dezintegracji osobowości; z 
drugiej strony, do konkluzji, że szczerość może być sposobem zabezpieczenia zdrowia, 
chroniącym zarówno przed chorobami umysłowymi, jak i przed pewnymi dolegliwościami 
fizycznymi.

13

background image

Bez względu na to, na ile prawdziwa jest teoria dra Jourarda, nie ma wątpliwości, że 
szczerość wspaniale pomaga przyjaźni. Po prostu lubimy ludzi, którzy otwierają się przed 
nami.
Maski

Dlaczego więc tak często chowamy twarz za maską? Oscylujemy pomiędzy impulsami 
do otwarcia się przed innymi, a chęcią zasłonięcia

się kurtyną prywatności. Pragniemy być zarówno znani, jak i pozostać w ukryciu.

Wznosimy mur wokół siebie z wielu powodów. Nasza kultura zdaje się podziwiać takich 
"zimnych" bohaterów, jak James Bond - silnych, polegających tylko na sobie, 
oderwanych od wszelkich kontaktów osobistych.

Często zdaje się nam, że będziemy bardziej lubiani, jeśli staniemy się takimi 
indywidualistami, którzy nikogo nie dopuszczają do swego wnętrza. Owszem, pewna 
liczba ludzi będzie podziwiać takie cechy. Jednak podziw niekoniecznie przecież 
prowadzi do zażyłości.

Najpoważniejszym powodem "zakładania" przez nas masek jest obawa przed 
odrzuceniem. Otwarcie się, i wskutek tego utrata przyjaciela, może okazać się niszczące. 
Zatem wielu z nas wzniosło wokół siebie fasady złudy, uważając, że gdyby inni zobaczyli 
to, co my sami w sobie widzimy, odeszliby.

Mimo to, podczas moich obserwacji pacjentów w najróżniejszych sytuacjach 
interpersonalnych, stwierdziłem, że ujawnienie swojej osobowości daje całkowicie 
przeciwne wyniki. Kiedy ludzie zdejmują maski, inni po prostu do nich lgną.

Niektórzy z nas próbują za wszelką cenę ukryć swoje pochodzenie, podczas gdy jego 
ujawnienie "rozbroiłoby" ludzi dokoła i przyciągnęłoby ich do nas.

Soi Hurok, impresario koncertowy, nie twierdził, że Marian Anderson, pierwsza Murzynka 
występująca w Metropolitan Opera w Nowym Jorku, stała się wielką osobistością, ot tak, 
po prostu; mawiał on, że stało się to dzięki jej prostocie. Mówił więc:
"Parę lat temu pewien reporter przeprowadził wywiad z Marian i poprosił ją, aby 
wymieniła najwspanialsze chwile swojego życia. Ja byłem akurat w jej garderobie i 
przypadkiem słyszałem jej odpowiedź. Wiedziałem, że było w czym wybierać. Pewnej 
nocy Toscanini powiedział jej, że ma najwspanialszy głos stulecia. Kiedyś grała prywatny 
koncert w Białym Domu dla państwa Roosevelt oraz dla angielskiej rodziny królewskiej. 
Otrzymała Nagrodę Boka w wysokości 10 000 dolarów jako osoba, która zrobiła 
najwięcej dla swego rodzinnego miasta, Filadelfii. Wreszcie, pewnego roku w 
Waszyngtonie, podczas Świąt Wielkiej Nocy, stała u stóp statuy Lincolna i śpiewała dla 

14

background image

siedemdziesięciopięciotysiecznego tłumu, w tym dla członków Gabinetu Sądu 
Najwyższego oraz dla większości członków Kongresu."
Które z tych wielkich wydarzeń wybrała? - "Żadnego z nich - powiedział Hurok - Panna 
Anderson odpowiedziała dziennikarzowi, że największym i najwspanialszym momentem 
w jej życiu był dzień, w którym

poszła do domu i powiedziała swojej matce, że ta nie będzie już musiała brać prania do 
domu".

Budując więcej okien, a mniej ścian, zdobędziemy sobie więcej przyjaciół.
O odkrywaniu swoich myśli o seksie

Jedną z ostatnich barier, które należy przełamać, kiedy dwoje ludzi zaczynają łączyć 
coraz to bliższe więzy, jest owa tajemniczość otaczająca własne odczucia seksualne. 
Jednym z najbardziej zdumiewających odkryć w mojej praktyce był fakt, że większość 
małżeństw nigdy nie dyskutuje ze sobą o sprawach seksu! Robią to przez 25 lat, lecz 
nigdy o tym nie mówią. Często zdarza się, że nie znają nawet słownictwa potrzebnego 
do takich rozmów. Ona mówi o jego penisie "to", a oboje często nie wiedzą co to znaczy 
"clitoris" (łechtaczka). Nigdy wręcz nie wypowiadają pewnych słów w obecności 
współmałżonka.

Lecz gdy zedrzemy z siebie maskę i pozwolimy się w pełni poznać, nasze doznania 
seksualne mogą niepomiernie wzrosnąć. Ważne jest, aby dać się poznać od strony 
seksu; wtedy partner zrobi to samo. Seks powinien przecież być wyrazem radości życia, 
dzieleniem się z partnerem tym, co w życiu dobre. Seks przynoszący zadowolenie jest 
chętnie dawany i chętnie przyjmowany, przynosi głębokie i wstrząsające duszę 
uniesienia, powoduje wreszcie, że małżonkowie czasem spojrzą na siebie z uśmiechem, 
mrugną okiem... Miło jest wspominać przeżyte radośnie chwile i myśleć o tych, które nam 
jeszcze przyjdzie przeżyć.

W kontaktach towarzyskich pozbawionych seksu miarą bliskości może być właśnie to, 
czy obie osoby potrafią swobodnie mówić o seksie. Rozmawiamy o tym na ogół z 
najbliższymi. Są, oczywiście, pewne grupy ludzi ogarnięte wręcz obsesją tego tematu, 
natomiast zwykłe rozmowy o seksie są zazwyczaj sztywne i napuszone. Ja zaś mówię tu 
o takiej przyjaźni, która jest na tyle głęboka, aby można było mówić nie tylko o swoich 
doznaniach seksualnych, ale także o lękach i niepewnościach.

Również w układzie rodzice - dzieci należy w końcu dołączyć ten problem do repertuaru 
rozmów, a im wcześniej przełamie się tutaj tę barierę, tym lepsze będą stosunki rodziców 
z dziećmi.

Pewien 34-letni adwokat rozmawiał ze mną przez prawie rok o swoich kłopotach w 
stosunkach z rodzicami, którzy nie mieszkali razem z nim. Chciał on jednak przełamać 

15

background image

wszystkie bariery, zwłaszcza te, które dzieliły go od matki. Udał się więc do domu, żeby 
poinformować rodziców o zbliżającym się nieuchronnie rozwodzie. "Nie miałem pojęcia, 
co na to powiedzą - opowiadał - W mojej rodzinie nie było rozwodów, sądziłem więc, że 
nie przejdzie mi to gładko. A jednak! Były oczywiście łzy, ale, ogólnie mówiąc, starali się 
podtrzymać mnie na duchu i wyrażali współczucie.

Jednak najważniejsze wydarzyło się wtedy, gdy po śniadaniu siedzieliśmy z matką przy 
stole w kuchni. Żeby docenić znaczenie faktu, trzeba wiedzieć, że matka nigdy nie 
wymawiała w domu słowa seks. Dowiadywałem się o sprawach z nim związanych z 
książek, od przyjaciół, a zwłaszcza od dziewcząt. I tak oto siedzieliśmy, ja - dorosły 
mężczyzna -i moja matka, gdy w pewnej chwili powiedziała: »Przykro mi, że nie układa ci 
się z Shirley. Szkoda, że nie łączy was to, co łączy mnie z twoim ojcem. Nigdy nie 
przypuszczałam, że seks może przynieść tyle radości ludziom starym.« Nieśmiały błysk 
pojawił się w jej oczach i dodała: »To wszystko, oczywiście, dzięki twojemu ojcu. Ciągle 
czyta te książki i obmyśla różne nowości, których trzeba by popróbować.

Nie potrafię tego wyjaśnić, ale coś we mnie wtedy przy stole pękło. Nie wiem, czy 
dlatego, że rozmawialiśmy o wręcz elementarnych sprawach dotyczących nas obojga, 
czy też dlatego, że dobrze było dowiedzieć się, że moi »staruszkowie« tak miło spędzają 
czas w łóżku. Co by to nie było, od tamtej pory patrzyłem na swoją matkę z zupełnie 
innej perspektywy."

James Joyce stwierdził, że czasem w takich chwilach na całą naszą egzystencję spada 
jakaś światłość. Doświadczenie tego człowieka nazwałby Joyce "oświeceniem".
"Nie ma mnie już w jego życiu "

"Musi istnieć coś więcej, dla czego można by żyć - powiedziała. Jesteśmy małżeństwem 
od ponad 23 lat, ale jeżeli nic lepszego nie pojawi się przede mną w moim małżeństwie, 
jestem gotowa odejść". Jej mąż był spokojnym człowiekiem, czasami nawet dumnym z 
tego, że potrafił zachować spokój we wszystkich sytuacjach. Dla jego żony nie było to 
jednak zaletą. "Nigdy nie wiem, co on myśli - narzekała -1 zdaje mi się, że nie ma mnie 
już w jego życiu."

Bardzo często zdarza się, że terapeuta zna takiego męża tylko dzięki relacjom małżonki; 
ktoś taki z natury obawia się wypróbowania terapii i z daleka omija poradnię. Jednak w 
tym przypadku cała historia miała swój happy end. Joel chciał spróbować terapii 
małżeńskiej i okazało się, jak to często bywa, że za jego "murem" krył się strach, fobie i 
poczucie niepewności. Obawiał się mówić o tych elementach swojej osobowości, 
sądząc, że żona będzie patrzeć na niego z góry, gdy dowie się, jak słabym człowiekiem 
jest jej mąż. Jednak całe nieporozumienie - o ironio! -

polegało na tym, że ona była już na granicy opuszczenia go właśnie z powodu "muru", 
jaki wzniósł wokół siebie. Ale gdy zaczął ujawniać swoje niepewności, ona poczuła, że 
jest mu potrzebna i znowu obdarzyła go czułością.

16

background image

Ty i twoje wnętrze

Carl Jung, psychiatra szwajcarski, polecał swym pacjentom zapoznawać się z, jak to 
nazywał, "ciemną stroną", albo "niższymi partiami" osobowości. Rzeczywiście, istnieje 
pewna ukryta sfera w umyśle człowieka, składająca się ze wspomnień przeszłości, które 
przyprawiają nas

0 strach, nie mówiąc już o owych niższych instynktach, których się wstydzimy i które 
staramy się usprawiedliwiać na tysiące najróżniejszych sposobów.

Jesteśmy bardzo przeciwni ujawnianiu tej strony nas samych przed innymi ludźmi tak 
długo, jak długo się tego boimy. Naturalnym przypuszczeniem jest, że jeśli pozwolimy 
innym ujrzeć tę ciemną stronę naszej osobowości, będą nas oni nienawidzieć. Na ogół 
inni bywają dla nas bardziej tolerancyjni, niż my jesteśmy sami dla siebie. Tutaj rozpo-
czyna się swoista reakcja chemiczna: ponieważ odkryliśmy przed kimś nasze sekrety, 
zaczynamy samych siebie lepiej rozumieć.

Sądzę, iż mogę nawet powiedzieć, że nie możemy nigdy w pełni poznać samego siebie, 
dopóki nie otworzymy się przed drugą osobą. W procesie tym człowiek dowiaduje się, jak 
pogłębić kontakty z inną osobą oraz jak kierować na tej podstawie swoim losem. Jedna z 
mądrości delfickich powiada "poznaj siebie", a my możemy ją jeszcze rozszerzyć

1 radzić: "daj się poznać innym, a wtedy poznasz siebie."

To poznanie jest źródłem olbrzymiej satysfakcji i energii, którą uzyskujemy dzięki 
przyjaźni. Jeżeli ukochana przez nas osoba akceptuje nas razem z ciemnymi stronami 
naszej osobowości, to ów fakt wiary pozwala nam lepiej akceptować samych siebie.

Chrześcijańska praktyka spowiedzi świętej uznawana była zawsze ze względu na swoje 
terapeutyczne działanie. Biblia mówi: "Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, 
módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała 
modlitwa sprawiedliwego." (Jk 5,16). Nie przypadkiem mówił św. Jakub, że jeżeli 
poznamy nawzajem ciemne strony siebie samych, to dopiero wtedy będziemy jasnością. 
W sposób, którego w pełni nie rozumiemy, samootwarcie się pomaga nam lepiej widzieć, 
czuć, wyobrażać sobie, mieć nadzieję na rzeczy, o których wcześniej nawet nie 
pomyślelibyśmy. Zatem zachęta do przejrzystości jest w rzeczywistości zachętą do 
autentyczności.
Dlaczego skłaniamy się ku ludziom przejrzystym

Bruce Larson, wieloletni prezydent Faith at Work ("Czynna wiara") utrzymuje, że mamy 
przynajmniej jedną taką osobę, której możemy wszystko powiedzieć. Zdziwiłem się, 
czytając tę myśl, ponieważ nigdy w pełni nikomu się nie zwierzałem. Próbowałem 
oczywiście odkrywać przed innymi to i owo, czasem nawet rzeczy bardzo intymne, ale 
totalne otwarcie się przed jedną osobą było zbyt wielką próbą.

17

background image

Jednakże kilka lat później dokonałem tego, a raczej mój przyjaciel dokonał tego wobec 
mnie, co z kolei skłoniło mnie do podobnego zachowania się. Od tamtej pory znam to 
poczucie ulgi wynikające z posiadania "brata", który mnie całkowicie akceptuje. Mark 
Svensson i ja różnimy się od siebie pod wieloma względami. On jest 15 lat starszy ode 
mnie. Jest niski i ma czarną brodę; ja jestem niskim blondynem. Jest zdolnym 
pracownikiem przemysłu, chociaż niezbyt długo poddawał się edukacji formalnej; ja 
spędziłem połowę swego dotychczasowego życia w akademii. On jest imigrantem 
szwedzkim, ja rodowitym Amerykaninem. Mimo tych różnic mogę być SOBĄ w obecności 
Marka. Akceptuje mnie bez względu na to, jak kapryśne miewam nastroje, a ja postępuję 
tak samo w stosunku do niego. Oczywiście, on nie zawsze aprobuje moje zachowanie 
czy moje sądy, ale wiem, że bez względu na to, na ile się nie zgadzamy, nie będzie mnie 
krytykował. I chociaż bywamy czasami źli na siebie, nasza przyjaźń nie zostanie 
naruszona.

Marian Evans (George Eliot), angielska nowelistka, musiała zaznać takiej przyjaźni, 
skoro napisała:
"Cóż to za nieopisana ulga, mieć poczucie bezpieczeństwa przy innej osobie; nie musieć 
ważyć myśli, ani mierzyć słów, lecz wylewać je wszystkie z siebie wiedząc, że wierna 
dłoń przyjmie je i zachowa...".
Najlepszy sposób przyciągania do siebie ludzi

Pewien znany psychiatra prowadził kiedyś sympozjum na temat skłaniania pacjentów do 
otwartości. Psychiatra ów rzucił w pewnej chwili wyzwanie swoim kolegom, chwaląc się: 
"Założę się, że moja metoda pozwoli mi skłonić pacjenta do ujawnienia najskrytszych 
jego spraw podczas pierwszego z nim spotkania, bez konieczności zadawania pytań z 
mojej strony." Na czym polegała ta metoda? Oto ona: Rozpoczął spotkanie z pacjentem 
od ujawnienia czegoś bardzo osobistego, co mogłoby zniszczyć jego karierę, gdyby 
zostało ujawnione. Pomimo wątpliwości, nasuwających się w związku z tą metodą, 
osiągnięty został pożądany efekt: Pacjent odkrył swoje wnętrze.

Ta sama reguła odnosi się do wszystkich stosunków międzyludzkich. Jeżeli ośmielisz się 
otworzyć swoje wnętrze, druga osoba najprawdopodobniej wyjawi swoje sekrety tobie.

Moim mentorem, któremu jakże chciałem dorównać, jest człowiek, którego nigdy nie 
spotkałem. Mimo to znam go bardzo dobrze. Znam też jego prace, dzięki licznym 
publikacjom. Będąc prostym i bezpretensjonalnym człowiekiem, dr Paul Tournier posiada 
z pewnością wspaniały dar leczenia.

Jaki jest jego sekret? Otóż, wskazuje on na pewien znaczący punkt zwrotny w jego 
karierze. Podczas praktyki internistycznej w Genewie wziął udział w spotkaniu, podczas 
którego ludzie byli po prostu sobą, dzielili się swoimi troskami, radościami, grzechami. 
Chociaż był człowiekiem religijnym, Tournier stwierdził, że w takim klimacie doznał 
transformacji duchowej. Gdy powrócił do swojej praktyki, spostrzegł, że ludzie otwierają 

18

background image

się przed nim. Zamiast mówić jedynie o swoich dolegliwościach fizycznych, pacjenci 
zaczynali opowiadać mu o swoich przeżyciach.

Ale dlaczego zaczęli to robić? Ponieważ on sam stał się osobą otwartą, a przecież 
otwartość rodzi otwartość.

Jednym z najbardziej charakterystycznych aspektów życia Jezusa Chrystusa była 
przejrzystość Jego postaci. W przeciwieństwie do większości guru, którzy pozostają 
niejako ponad swoimi uczniami, Jezus przeżył swe życie razem z nimi. Łamiąc się z nimi 
chlebem, modląc się i płacząc z nimi, godząc ich kłótnie, Chrystus był głęboko 
zaangażowany w ich wspólne życie. Raz po raz otwierał się przed uczniami, a kiedy nie 
rozumieli Go - cierpiał. Aby upewnić się, czy uczniowie rozumieją Jego samootwarcie, 
mówił: "Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale 
nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wara wszystko, co usłyszałem od 
Ojca mego." (J 15,15).

Kiedy napotkamy na swej drodze kogoś tak otwartego, od razu jesteśmy "rozbrojeni". 
Samarytanka, którą Jezus spotkał w Sychar, najpierw spierała się z Nim, zachowując 
ostrożność, ponieważ był obcym. Lecz wkrótce otwarła się przed nim z uczuciem ulgi.

W rzeczywistości nikt nie lubi przywdziewać maski. Być poznanym i zaakceptowanym 
przez Boga jest wyzwalającym i uzdrawiającym doświadczeniem i jest zarazem 
najlepszym modelem stosunków międzyludzkich.
Czy totalna szczerość?

Czas teraz dodać kilka wyjaśnień w celu określenia, czego NIE rozumiem pod pojęciem 
przejrzystości.

Najpierw chciałbym wyjaśnić, że nie popieram kontrowersyjności. Ludzie próbujący być 
absolutnie szczerymi, wyrażają swoją opinię na każdy poruszony temat. Jeśli 
zaryzykujesz twierdzenie, z którym taki człowiek się nie zgadza, jego "otwartość" 
powoduje, że z miejsca wyraża on swoje przeciwne zdanie.

Powyższy sposób jest ryzykownym sposobem życia. Czasami sprawą rozumu jest 
zachowanie opinii dla siebie samego. Dean Martin, popularny piosenkarz i aktor 
amerykański, powiedział kiedyś: "Pokażcie mi chłopca, który nie wie, co to strach, a 
pokażę wam chłopca, którego często biją."

Po drugie, nie uważam, że należy całkowicie się "obnażać". Często sądzi się, że "nagość 
psychiczna" jest zaletą. Jednak takie osoby mogą pozostawać bardziej poza kontrolą, niż 
zdają sobie z tego sprawę. Przecież jednym z objawów ciężkiej psychozy jest 
niezdolność pohamowania się w wyrażaniu emocji.

19

background image

Większość z nas ucieka przed ludźmi, którzy opowiadają swe szczegółowe życiorysy już 
w pierwszej godzinie znajomości. Nie ma więc sensu otwieranie się w pełni przed 
każdym. Mamy prawo do ciszy i każdy z nas musi sam decydować, jaką część swojej 
osobowości może ujawnić w danej sytuacji.

Ostatnia uwaga: oczywiście, będziemy unikać ujawniania uczuć i faktów, które mogłyby 
przynieść szkodę innym lub zranić słuchającego. Mam tutaj na myśli wyjawianie 
niewierności seksualnej swemu partnerowi. Wielu psychologów, zafascynowanych ideą 
szczerości totalnej, poleca małżeństwom wyjawić wszystkie dawne złe występki, bez 
względu na ich druzgocące następstwa. Są jednak przypadki, kiedy partner, próbując 
ulżyć swojemu poczuciu winy, nieświadomie przerzuca ów ciężar na ramiona ukochanej 
osoby.

Wiem, że w niektórych małżeństwach katharsis wspólnej spowiedzi przynosi korzyści, 
oraz że takie oczyszczenie może bardziej zbliżyć partnerów. Jednak "spowiedź" nie 
zawsze przynosi takie efekty i dlatego twierdzę, że należy posługiwać się nią bardzo 
ostrożnie.

Nasza naczelna zasada pozostaje mimo to niezmienna. Jeśli chcesz pogłębić swoje 
kontakty, zasadą drugą będzie:
Kultywuj przejrzystość swojej osobowości

"Nasza opinia o innych ludziach zależy mniej od tego,

co my widzimy w nich, a bardziej od tego,

co dzięki nim widzimy w sobie samych."

Sara Grand

Jak okazywać uczucia

Kiedy Gale Sayers i Brian Piccolo, Murzyn i biały, obaj będący w drużynie futbolowej 
Chicago Bears, zamieszkali razem w 1967 roku, okazało się to pierwszym tego typu 
zdarzeniem między zawodowymi piłkarzami. Także dla każdego z nich było to pierwsze 
takie przeżycie. Sayers nigdy przedtem nie miał białego przyjaciela, może z wyjątkiem 
George'a Halasa, a Piccolo nigdy NAPRAWDĘ nie znał czarnego człowieka.

Jednym z sekretów ich wzrastającej przyjaźni było podobne poczucie humoru. Na 
przykład, przed grą pokazową w Waszyngtonie w 1969 roku pewien poważny reporter 
wszedł do ich pokoju hotelowego w celu przeprowadzenia wywiadu.

- "Jak się wam razem mieszka? - spytał dziennikarz.

20

background image

- W porządku, dopóki on nie korzysta z łazienki - odrzekł Piccolo.

- A o czym rozmawiacie? - dziennikarz pytał dalej, ignorując śmiech swoich rozmówców.

- Głównie o sprawach rasowych - odrzekł Gale.

- Po prostu o rasizmie - dodał Piccolo.

- Gdybyście mieli wybierać - kontynuował reporter - kogo wybralibyście na 
współlokatora?

- Jeżeli pyta pan, jakiego białego włoskiego obrońcę z Wake Forest, powiedziałbym, że 
Picka - odpowiedział Gale."

Ale pod przykrywką śmiechu i żartów ukryta była głęboka lojalność jednego względem 
drugiego, a w filmie "Brian's Songs" (Pieśni Briana) wyraźnie pokazano, że przyjaźń 
Sayersa i Piccolo była największą w historii sportu.

Potem, w sezonie 1969 roku, okazało się, że Piccolo jest chory na raka. Starał się 
jeszcze grać, chociaż jeden sezon, ale w końcu więcej przebywał w szpitalu, niż na 
boisku. Gale Sayers starał się być razem ze swoim przyjacielem tak często, jak tylko 
mógł.

Wcześniej planowali spędzić wspólnie razem z żonami obiad podczas Professional 
Writers (corocznej imprezy pod nazwą Zawodowi Reporterzy Futbolu) w Nowym Jorku, 
gdzie Sayers miał otrzymać nagrodę S. Halasa, przyznawaną najlepszemu zawodnikowi 
futbolu. Niestety, choroba przykuła Piccolo do łóżka. A kiedy Sayers stał w oczekiwaniu 
na nagrodę, łzy pojawiły się w jego oczach. Na ogół lakoniczny czarny atleta miał 
powiedzieć, przyjmując nagrodę:
"Wyrażacie uczucie dla mnie, dając mi tę nagrodę, ale oświadczam wam, że przyjmuję ją 
dla Briana Piccolo. To on jest tym człowiekiem, który powinien otrzymać tę nagrodę. 
Kocham Briana Piccolo i chciałbym, żebyście i wy go kochali. Gdy uklękniecie 
wieczorem do modlitwy, proszę pomódlcie się też za niego."

"Kocham Briana Piccolo". Jak często można usłyszeć mężczyznę wypowiadającego 
takie słowa? O ile bogatsze mogłoby być nasze życie, gdybyśmy ośmielali się okazywać 
nasze uczucia tak, jak to zrobił Sayers tamtego wieczoru w Nowym Jorku.

Zatem trzecią zasadą polepszenia stosunków interpersonalnych jest:
OŚMIELAJ SIĘ MÓWIĆ O SWOICH UCZUCIACH

Z obawy przed okazaniem się sentymentalnymi, wielu z nas powstrzymuje się od 
wyrażania uczuć i dlatego tak wiele traci z bogactwa przyjaźni. Mówimy "dziękuję", gdy 
mamy na myśli "niech Bóg cię błogosławi"; mówimy "do zobaczenia", mając na myśli 

21

background image

"będzie mi ciebie bardzo brak". G. K. Chesterton, angielski pisarz, powiedział kiedyś, że 
najmniej uzasadniony jest strach przed sentymentalizmem. A przecież tak wiele mogłoby 
to dać, gdybyśmy czuli się bardziej wolni w wyrażaniu swoich uczuć. Jezus miał swoją 
metodę robienia tego. Na sto sposobów mówił uczniom, że ich kocha, przez co w żaden 
sposób nie mogli mieć co do tego wątpliwości.

Dlaczego tak bardzo jesteśmy przeciwni otwartemu mówieniu, że nam na kimś zależy? 
Powodów jest kilka. Jednym z nich jest obawa, że nasze uczucia nie będą 
odwzajemnione, oraz że zostaniemy odrzuceni. A co gorsza, zwłaszcza między 
mężczyznami, boimy się wyśmiania nas przez innych z powodu naszej 
sentymentalności. Istnieje niewiele bardziej przerażających uczuć, niż poczucie 
zmieszania i zakłopotania. Dlatego staramy się z całych sił nie dopuścić nawet do 
możliwości ich powstania.

Jednak ludzie, których inni kochają, to tacy, którzy odrzucają obawy i deklarują otwarcie 
swoją miłość. Na przykład Thomas Jefferson był prawdziwym mężczyzną, a mimo to był 
chyba najbardziej uczulony na odrzucenie. W pewnym momencie jego kariery, kiedy był 
przybity po przegranej z Hamiltonem w Waszyngtonie, wysłał swoje książki i meble do 
domu w Monticello, odwołał prenumeraty gazet, zerwał swoje kontakty polityczne i przez 
następne 37 miesięcy praktycznie nie wytknął nosa z domu. Jak widać, Jefferson był 
wręcz przesadnie czułym człowiekiem.

Ale czy powstrzymało go to od wyrażania miłości, gdy ta nadeszła? M. Brodie, biograf 
Jeffersona, mówi: "Listy Jeffersona do jego dwóch dorosłych już córek , Marty i Marii, są 
tak przepełnione uczuciem i tak niewinnie uwodzicielskie, że stały się dla niego oknem 
na świat." A pisząc w roku 1819 do swojego przyjaciela, Johna Adamsa, Jefferson 
wypowiada tak "sentymentalne" zdanie, jak: "Uważaj na siebie i bądź pewien, że jesteś 
mi ciągle miły."

Mimo obfitej korespondencji, Jefferson i Lafayette nie widzieli się już od 35 lat, kiedy 
prezydent Monroe zaprosił w 1824 roku wielkiego generała francuskiego do odwiedzenia 
Ameryki. Lafayette miał wtedy 67 lat, a Jefferson 81. Po przyjeździe do USA Lafayette 
pozostał w Quincy i Massachusetts tylko jeden dzień, a potem pospieszył na południe 
zobaczyć się z Jeffersonem.

Tego listopadowego ranka, gdy powóz Lafayette'a dotarł do Monticello, oczekiwał go tam 
już cały tłum. John Randolf, który pomagał w urządzaniu całej uroczystości, opowiadał, 
jak jego dziadek schodził po schodach z tarasu, kiedy Lafayette wysiadł z powozu. 
"Jefferson - powiedział - ruszył starczym galopem, aż wreszcie padli sobie w objęcia ze 
łzami w oczach."

W pracy z ludźmi rozwiedzionymi, bardzo często chciałbym dać im lekcję tego, co tak 
wspaniale robili Gale Sayers, Thomas Jefferson i Jezus - śmiałości w pokazywaniu 
uczuć. Wiele kobiet sądzi, że powinny okazywać wręcz oziębłość, bo inaczej stracą 

22

background image

mężczyznę. Chociaż są nim oczarowane, zachowują swe uczucia dla siebie. Ale 
przecież takie zachowywanie dystansu niszczy ich cel. Nie ma nic tak przyciągającego 
mężczyznę, jak świadomość, że kobiecie na nim zależy.

Przykro jest, gdy spotyka się dwoje ludzi, którzy się polubią, ale z powodu nieśmiałości 
nie deklarują swoich uczuć. Uczucie wtedy umiera. Tragedią jest, jeżeli miłość nie wraca, 
ponieważ jest niezadeklarowana.

Kobieta, którą trudno zdobyć

Jeżeli to, co powiedziałem wcześniej jest prawdą, to co mamy począć z trwającym wieki 
uczuciem do kobiety zimnej i trzymającej wszystkich na dystans? Według powszechnej 
opinii kobieta, którą trudno zdobyć jest bardziej pożądaną, niż kobieta ogólnie chętna do 
zawierania bliskich znajomości. Sokrates, Owidiusz, Kamasutra, Dear Abby, wszyscy oni 
zgadzają się, że osoba, której uczucia łatwo jest pozyskać, prawdopodobnie nic wzbudzi 
wielkich uczuć u innych.

Jednakże dr Elaine Walster wraz z innymi badaczami ujawnili na łamach czasopisma 
"Psychology Today" (Psychologia dzisiaj) wyniki eksperymentu przeprowadzonego z 
udziałem setek studentów, w celu określenia ich reakcji na różne typy kobiet. Podczas 
wstępnego wywiadu okazało się, że wolą oni kobiety "trudne", ponieważ mogą one być 
wybredne tylko wtedy, gdy są popularne. Twierdzili, że takie kobiety są zazwyczaj 
atrakcyjne, ładne, seksowne - posiadają więc cechy, którym trudno się oprzeć. Ale owa 
niedostępność bardzo studentów intrygowała. Z drugiej wszakże strony, studenci 
twierdzili, że kobiety "łatwe" sprawiały niejakie kłopoty. Zazwyczaj bardzo chętnie 
umawiały się na randki, ale gdy już znalazły "swego" mężczyznę, stawały się zbyt 
poważne, zbyt zależne i zbyt wymagające. Krótko mówiąc, prawie wszyscy mężczyźni 
potwierdzają wyjściową hipotezę, że korzystne dla kobiety jest być zimną.

Dane te jednak nie potwierdziły się zupełnie podczas wywiadu z mężczyznami na temat 
pierwszych randek, zaaranżowanych przez komputer, z kobietami biorącymi udział w 
tworzeniu eksperymentu. Poinstruowano je, aby w stosunku do połowy mężczyzn były 
oziębłe, a w stosunku zaś do drugiej połowy były przyjazne, chętne do bliższego 
poznania prawie natychmiast. Twórcy testu zakładali, że najbardziej poszukiwanymi do 
drugiej randki będą kobiety wybredne.

Ale okazało się coś zupełnie przeciwnego. Im bardziej romantyczne zainteresowania 
wykazywała dziewczyna, studenci oceniali ją jako bardziej pożądaną. Jasne jest, że 
wszyscy kochają kochanków.

23

background image

Wróćmy zatem do tablicy. Psycholodzy byli tak poruszeni wynikami testu, że porzucili 
swoje wcześniejsze hipotezy i powrócili do przeprowadzenia wywiadów ze studentami. 
Tym razem pytania były bardziej szczegółowe. Poproszono studentów, aby opowiedzieli 
o korzyściach i problemach w przypadku kobiet "łatwych" i tych, które zdobyć jest trudno. 
Stwierdzono, że obydwa rodzaje kobiet są równie pożądane, jak i zniechęcające. 
Chociaż kobieta wymagająca może być interesującym materiałem na randki, przysparza 
ona także problemów. Ponieważ kobieta taka nie wykazuje szczególnego entuzjazmu 
zainteresowanym mężczyzną, może go pogrążyć i ośmieszyć w oczach jego znajomych. 
Możliwe jest też, że taka kobieta będzie niesympatyczna, zimna, uparta: słowem może 
posiadać cechy, których młody mężczyzna raczej nie oczekuje od swojej partnerki. 
Natomiast nawet jeżeli kobieta jest "łatwa", może potraktować sprawę poważnie, tak że 
trudno jej się będzie pozbyć; mimo to wzmocni "ego" mężczyzny i uczyni spotkania 
przyjemnymi. Prowadzący test zaczęli więc dochodzić do wniosku, że korzyści i strony 
ujemne obu typów kobiet równoważą się.

Zapoznajmy się teraz z wnioskami. Twórcy eksperymentu stwierdzili, że jeżeli kobieta 
uważana jest za trudną do zdobycia, uważa się ją za godną zainteresowania. Taka 
kobieta jest dynamitem dla mężczyzny, ponieważ ma opinię kobiety bardzo wybrednej; 
lecz kiedy napotka mężczyznę, którego polubi, nie wstrzymuje się od ujawniania swych 
uczuć. Stąd spotkania z nią są dla mężczyzny przyjemne i dają mu satysfakcję. Dlatego 
badacze polecają: zachowuj się wybiórczo. Jeśli posiadasz cechy kobiety popularnej i 
pożądanej, a zachowasz się przyjaźnie w stosunku do mężczyzny, na którym ci zależy - 
będziesz zwyciężczynią.
Jak wytwarzać pole emocjonalne

Czy zaakceptowalibyście sposób, dzięki któremu drugiej osobie zaczęłoby na was 
zależeć, a który działałby w 90%? To jest tak proste, że wręcz nie wiem, jak to wyrazić. 
Znam przecież tak wielu ludzi, którzy marzą o tym, żeby być kochanymi, a którzy nie 
korzystają w życiu z tej prawie niezawodnej zasady. Przytoczę ją tutaj, chociaż nie ja ją 
stworzyłem. Seneka wyraził ją zwięźle 2000 lat temu: "Jeśli chcesz być kochanym, 
kochaj." Ci, którzy puszczą wodze swego serca i otwarcie wyrażą swój dla kogoś podziw 
i uczucia, najprawdopodobniej nie zostaną odrzuceni.

W książce pt. "Miłość i wola" (Love and Will) Rollo May'a znajduje się następujący 
fragment, który chciałbym tutaj przytoczyć:
"Istnieje taki dziwny fenomen w psychoterapii, że kiedy pacjent coś odczuwa - erotyzm, 
złość, alienację lub nienawiść - terapeuta zwykle odkrywa po chwili, że zaczyna mieć te 
same uczucia. Bierze się to stąd, że jeżeli ich stosunek do siebie jest szczery, to 
powstaje wspólne pole emocjonalne. Prowadzi to do tego, że w życiu codziennym 
zakochujemy się w tych, którzy nas kochają. W tym też odnajdujemy znaczenie słów 
»zalecać się« i »zdobywać«. Owa niepohamowana chęć kochania danej osoby wynika 
dokładnie z jej lub jego uczucia do ciebie. Wielkie uczucia wywołują wielkie uczucia."

24

background image

O ile wiem, to właśnie Rollo May opisuje po raz pierwszy tego typu "pola emocjonalne", a 
przecież każdy z nas doświadczył kiedyś tego magnetycznego przyciągania do innej 
osoby. Gdy komuś na nas zależy i okazuje to oczami, swoją uwagą i wyrażeniem swoich 
uczuć, stwierdzamy, że i w nas powstają takie uczucia. Jak zacytowałem wcześniej, "owa 
niepohamowana chęć kochania danej osoby wynika dokładnie z jej lub jego uczucia do 
ciebie."

Marlena Dietrich, zapytana kiedyś jak być kochaną przez mężczyznę? odpowiedziała 
niezwykle prosto i jakże adekwatnie: "Kochać go".
W obronie miłości

Czy odczuwasz onieśmielenie, gdy masz powiedzieć komuś, że ci na nim zależy? 
Przyjrzyjmy się kilku przykładom wielkich uczuć wyrażonych przez ekspertów miłości.

"Najdroższa, jakże marzę o tym, żebyś była tutaj." Tak pisał Woodrow Wilson do swej 
narzeczonej Ellen Axon w 1884 roku. Dalej wyraża to, co można by nazwać zbyt 
sentymentalnym: "Tak wspaniale i tak przyjemnie byłoby siedzieć razem w takich 
chwilach; mówić o przyszłości, o tym j ak wspólnie będziemy wspierać naszą miłość, jak 
będziemy razem pracować, żeby stworzyć wokół nas jaśniejsze miejsce na świecie." 
Sentymentalne? Może. Jednak to wielkie uczucie podbiło serce kobiety, tak jak dzieje się 
to od wieków. Oczywiście sentymentalizm może osiągnąć swe ekstrema. Pewna, 
najprawdopodobniej nieautentyczna historia, dotycząca dramatopisarza z okresu 
Restauracji, Tomasza Otway'a, była jakże faworyzowana przez romantyków. Mówi się, że 
Otway głodował przez trzy dni, mając nadzieję, że w ten sposób "zmiękczy" serce aktorki 
Elizabeth Barry, a potem tak łapczywie zaczął jeść chleb, że zadławił się na śmierć.

Jeśli ktokolwiek był ekspertem miłości, był nim na pewno Teodor Roosevelt. Będąc 
studentem Harvardu, spotkał Alice Hathaway, kuzynkę jednego ze swych najlepszych 
przyjaciół. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, co zresztą potwierdzają 
wyraźnie jego listy. Co więcej, prywatne notatki w jego diariuszu wskazują, że jego 
uczucie nie było tylko na pokaz. Zapis przy dacie 25 stycznia 1880 roku brzmi:
"Podczas Święta Dziękczynienia w zeszłym roku powiedziałem sobie, że jeśli będzie to 
możliwe, zdobędę ją. A teraz, gdy tak już się stało, celem całego mojego życia będzie 
uczynić ją szczęśliwą i chronić ją przed wszystkim, co złe. O, jak będę wielbił moją 
księżniczkę! Jak ona, będąc tak czystą i piękną, może myśleć o poślubieniu mnie - nie 
wiem. Ale dziękuję Bogu, że tak jest."

Na koniec jeszcze jeden przykład: Marian Evans, której pseudonim pisarski brzmiał 
George Eliot, napisała w 1875 roku do panny Burns -Jones:
"Lubię nie tylko być kochaną, ale lubię też, gdy mówi się o tym, że się mnie kocha. Nie 
jestem pewna, czy podzielasz moje zdanie. Wystarczająco dużo ciszy znajdziemy w 
grobie. Ten zaś świat jest światem literatury i mowy, wobec tego pozwolę sobie wyrazić, 
jak bardzo jesteś mi droga."

25

background image

Któż mógłby być nieczuły w stosunku do autora takiego listu?
W słowach "kocham cię " kryją się też pułapki

W deklarowaniu miłości należy unikać pułapek, które są w niej ukryte. Osoby przesadnie 
wylewne, to ludzie, którzy wyrzucają z siebie zdania pełne uczuć przy każdym otwarciu 
ust. Jeśli ktoś ciągle wyraża niewłaściwe lub sztuczne uczucia, inni ludzie wkrótce 
przestaną wierzyć wszystkiemu, co mówi. Nie mów więc o niczym, czego nie czujesz, ale 
wyrażaj wszystkie dobre uczucia, które rzeczywiście żywisz w stosunku do innych.

Wymusza to osoba, która mówi "kocham cię" po to, aby skłonić drugą osobę do 
wypowiedzenia tych właśnie słów w stosunku do niej samej. Nie oczekuj zatem 
komplementów w zamian za ujawnienie swoich uczuć, ani też zobowiązań od drugiej 
osoby. Pozwól, żeby to, co mówisz, było po prostu wyrazem tego, co tkwi w tobie 
samym.

Ostatnia grupa ludzi to osoby "uparte". W rzeczywistości są to ludzie, którzy dużo mówią 
o swoich uczuciach, lecz nie potrafią rozpoznawać właściwie reakcji innych. Dr Stephen 
Johnson uważa, że proces zbliżania się do drugiej osoby opiera się na zasadzie trzech 
kroków: pierwszy -wyciągnij rękę; drugi - zwróć uwagę na reakcję drugiej osoby; trzeci 
-kontynuuj to, co zacząłeś, zatrzymaj się albo wycofaj, w zależności od napotkanej 
reakcji.
Tragedią jest czekać aż będzie za późno

Hugh był młodym komiwojażerem o kędzierzawych włosach i mocnym uścisku dłoni. 
Przyszedł do mojej poradni, ponieważ dręczyła go niepewność co do jego kariery 
zawodowej. Poprosiłem go, żeby opowiedział mi o swoim dzieciństwie. Szczególnie 
chciałem wiedzieć, czy było ono szczęśliwe?

"Hm, nie całkiem - odpowiedział. Mój ojciec był wymagający i zawsze bardzo krytyczny. 
Kiedy byłem mały, bardzo starałem się zadowolić go, ale najwyraźniej trudno mu było 
powiedzieć cokolwiek dobrego o mnie. Kilka lat po śmierci ojca rozmawiałem z kilkoma 
spośród jego najlepszych znajomych, którzy opowiedzieli mi o tym, jak dobre zdanie miał 
o mnie mój ojciec tam, w fabryce. Nieprawdopodobnie mnie to zaskoczyło. Nie miałem 
przecież pojęcia, że tak był ze mnie dumny."

Takich tragedii można uniknąć, jeśli ludzie ośmielą się mówić od razu o swoich 
uczuciach. Stwierdzenie "kocham cię" zawiera pewien magiczny wydźwięk. Twoje dzieci 
odpowiedzą na nie, rodzice będą głęboko poruszeni, a przyjaciele będą cię kochać za to, 
że mówisz to do nich.

Być może mężczyznom trudniej jest między sobą wymawiać słowa "kocham cię", ale jest 
przecież jeszcze tyle innych sposobów wyrażania swoich uczuć. Mężczyzna może 
przecież powiedzieć swemu przyjacielowi, jak bardzo cieszy się ze spotkania z nim, oraz 

26

background image

że wspólne zjedzenie posiłku wiele znaczy dla niego. Może też powiedzieć, że jego 
przyjaźń jest dla niego najcenniejsza.

Czasem możemy zwielokrotnić efekt komplementu, mówiąc go trzeciej osobie. Na 
przykład, mówiąc żonie znajomego, jak bardzo go cenisz, sprawisz przyjemność obojgu. 
Jej, dlatego że ona lubi, gdy inni szanują jej męża; jemu, ponieważ - możesz być tego 
pewien - ona o tym opowie, jak tylko wróci do domu!

To, co próbowałem powiedzieć w tym rozdziale Benjamin Franklin zawarł w jednym 
zdaniu: "Nie mów źle o nikim, ale mów wszystko, co najlepsze o każdym."

Niech więc trzecią naszą zasadą będzie:

Ośmielaj się mówić o swoich uczuciach

"Najlepsza część życia ludzkiego,

to małe, bezimienne i zapomniane

akty dobroci i miłości."

William Wordsworth

Miłość jest czymś, co się tworzy

Frederick Speakman napisał kiedyś książkę zatytułowaną "Miłość jest czymś, co się 
tworzy". Tytuł jest bardzo adekwatny do podjętego przez nas tematu, ponieważ myśląc o 
miłości, myślimy o spektakularnych uczuciach i bohaterskich czynach względem 
ukochanej osoby. A przecież tak niewiele ludzkiego życia przebiega z równą im 
intensywnością.

Najlepsze stosunki międzyludzkie powstają jednak poprzez kumulowanie wielu drobnych 
aktów dobroci. Gdy w roku 1936 umarła żona Alberta Einsteina, jego siostra Maja 
przeprowadziła się do niego, aby pomóc wielkiemu geniuszowi w sprawach domowych. 
W roku 1950 doznała ona pewnego ataku, w wyniku którego straciła przytomność do 
końca życia. W związku z tym Einstein spędzał każdego popołudnia dwie godziny przy 
jej łóżku, czytając głośno Platona. Chociaż Maja nie dawała żadnego znaku zrozumienia, 
intuicja Einsteina mówiła mu, że część jej mózgu ciągle żyje, oraz że wiele miłości 
można przekazać w ten właśnie sposób.

Wobec tego czwartą zasadą dla poprawienia naszych stosunków z innymi ludźmi będzie:
NAUCZ SIĘ GESTÓW MIŁOŚCI

27

background image

Podczas mojej pracy w charakterze doradcy małżeńskiego często dziwiła mnie naiwność 
par małżeńskich, które doznały rozczarowania, gdy przeminęły już pierwsze 
romantyczne uczucia. Często z olbrzymim poczuciem winy kobieta mówi: "Doktorze, 
wydaje mi się, że nie kocham już mojego męża. Coś chyba jest ze mną nic tak." 
Oczywiście, nic złego się z taką kobietą nie dzieje. Może z wyjątkiem tego, że zbyt dużo 
czasu poświęca na analizę swoich uczuć. Eksperci od spraw związanych z miłością 
zdają sobie sprawę z faktu, że emocje przemijają i dlatego poszukują gestów miłości 
nawet wtedy, gdy uczucia małżonków już prawie znikły. Co więcej, takich ludzi nigdy nie 
zadowala mówienie osobom drugim, że im na nich zależy - starają się to po prostu 
okazać odpowiednim zachowaniem. Mark Twain powiedział kiedyś: "Miłość jest szybka, 
ale mimo to charakteryzuje ją najpowolniejszy ze wszystkich wzrost".

Małżonek w czasie przerwy na lunch jedzie samochodem 20 mil do domu, żeby zabrać 
żonę do ulubionej restauracji. Mężczyzna widzi na wystawie interesującą książkę, więc 
kupuje ją i wysyła pocztą do przyjaciółki z krótkim listem. Kobieta słyszy, że jej znajoma 
mogłaby codziennie jeść do obiadu chińską sałatę; wobec tego zawsze, gdy zaprasza ją 
na obiad, w domu jest chińska sałata, choćby tylko dla znajomej. To wszystko są gesty, 
które wiążą ludzi i zapobiegają tarciom, gdy ich wzajemne stosunki są zagrożone.

Rozmawiałem pewnego razu z mężczyzną, w którego małżeństwie po 18 latach zaczęło 
się źle dziać. "Skąd pan wiedział, że to już po wszystkim?" - spytałem. "Kiedy przestała 
nakładać co rano pastę na moją szczoteczkę do zębów - odpowiedział. Kiedy się 
pobraliśmy, którekolwiek z nas wstawało pierwsze, wyciskało pastę na szczoteczkę 
drugiego i zostawiało na umywalce. W pewnym momencie przestaliśmy to robić i od 
tamtej pory wszystko poleciało jak z górki." Powyższy przykład jest, oczywiście, 
przesadnym uproszczeniem, ale tak drobne przysługi naprawdę się liczą. Nawet nie 
zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo.

Von Herder, niemiecki krytyk, historyk i teolog luterański, napisał: "Najgłębsza nawet 
miłość umiera, gdy nie jest dobrze pielęgnowana." Natomiast Edna St. Vincent Millay 
lamentowała: "To nie miłość rani moje dni, lecz to, że jest ona tak słaba."

To właśnie te najmniejsze akty dobroci mają tak wielką siłę, ponieważ to one naprawdę 
pokazują, że komuś zależy na drugiej osobie. Trzeba więc czasami zastanowić się, co 
może przywołać te chwile szczęścia. Galett Burgess, amerykański humorysta i ilustrator, 
wysłał swojej znajomej książkę, której otrzymanie potwierdziła listownie. A po dwóch 
miesiącach napisała drugi list, w którym wyraziła swoje zdanie na temat tej książki, co 
potwierdziło, że ją przeczytała. Burgess napisał potem: "Jej serce wie, w czym rzecz. 
Dzięki takim osobom wdzięczność staje się podobna do długu, który spłaca się na raty."
Znaczenie rytuałów

Robert Brian, antropolog badający przyjaźń w kilku różniących się od siebie kulturach, 
mówi, że rytuał jest jednym z najbardziej uniwersalnych elementów dobrych kontaktów 

28

background image

międzyludzkich. Przecież mężowie i żony cementują swoją miłość takimi zachowaniami, 
jak pocałunki na dobranoc, wspólne obchodzenie różnych rocznic, przynoszenie drugiej 
osobie śniadania do łóżka, wspólne wychodzenie na wieczorne spacery.

Osoba pragnąca pogłębić swe kontakty z innymi będzie zawsze wypatrywać u nich 
podobnych rytuałów. Wspólny lunch co tydzień, stałe spotkania na polu golfowym, albo 
coroczne kilkudniowe wycieczki na ryby - to wszystko są bardzo ważne wydarzenia. 
Uściski dłoni, żarty i przekomarzania - to gesty umacniające miłość i pozwalające z 
optymizmem patrzeć w przyszłość.

Kiedy mój syn był w szkole średniej, odwoziłem go codziennie samochodem na lekcje, a 
jedzenie po drodze śniadania stało się naszym zwyczajem. Wypróbowaliśmy kilka barów, 
aż wreszcie znaleźliśmy Vern's Coffee Shop, w którym podawali najlepiej na świecie 
wypieczone angielskie bułeczki "muffins" z jajkiem. Bywało, że jedząc w ogóle nie 
rozmawialiśmy. Ale bywało też i tak, że dzieliliśmy się wówczas naszymi najskrytszymi 
tajemnicami, których nie odkrylibyśmy przed nikim innym. Ów rytuał wspólnego 
śniadania był nam pomocą także w późniejszych latach. Już jako dorosły mężczyzna, 
mój syn mieszka w innym mieście, ale gdy przyjeżdża czasem do domu rodzinnego, 
wszyscy wiedzą, że przynajmniej raz podczas jego pobytu musimy "zaliczyć" śniadanie u 
Verna.

Jednym z najlepszych sposobów pogłębiania kontaktów z innymi jest wspólne 
spożywanie posiłków. Nie przypadkiem tak wiele istotnych wydarzeń między Jezusem a 
Jego uczniami miało miejsce wtedy, gdy siadali razem do stołu. W łamaniu się chlebem 
jest coś z sakramentu. Czy zauważyłeś kiedykolwiek, jak trudno jest spożywać obiad z 
kimś, kto jest twoim wrogiem i jednocześnie pozostawać wrogami?

Jeśli więc chcesz uczynić wroga swoim przyjacielem, spróbuj zaprosić go do domu i 
przedyskutować istotę waszej wrogości, trzymając nogi pod jednym stołem. A jeśli 
chcesz polepszyć swe kontakty z większą liczbą ludzi, zapraszaj na lunch każdego 
tygodnia innych lub oferuj wspólne wypicie kawy przed pracą.

Inną metodą skumulowania dobrych wspomnień jest pomaganie przyjacielowi w 
wykonaniu jakiegoś zadania. Praca ramię w ramię zbliża ludzi, nawet wtedy, gdy się w 
czasie jej wykonywania niewiele rozmawia. Rozejrzyj się, czy ktoś z twoich znajomych 
nie ma jakiejś niewdzięcznej roboty do wykonania i zaproponuj, że pomożesz mu to 
zrobić. Będziesz z pewnością zaskoczony ciepłem, z jakim spotkasz się ze strony tej 
osoby w przyszłości.

Małżonkowie także byliby z siebie bardziej zadowoleni, gdyby mogli więcej wspólnie 
pracować. Nasze bezsensowne "podziały obowiązków" często powodują, że żona 
pozostaje w domu, aby pozmywać naczynia, podczas gdy mąż wychodzi umyć 
samochód. A może by tak wspólnie wykonywać te zadania i cieszyć się w tym czasie 
swym towarzystwem?

29

background image

Część bogactwa w najlepszych kontaktach to rezultat zbierania całymi latami wielu 
dobrych wspomnień. Wspomnienia spełnionych przysług, pożyczonych narzędzi, 
wspólnych wycieczek, pożyczonych książek - to te tysiące drobnych aktów miłości.
O sztuce dawania prezentów

Jednym z najstarszych gestów miłości jest dawanie prezentów. Drogi prezent 
niekoniecznie musi być wyrazem wielkiej miłości. Ważniejsza jest myśl towarzysząca 
prezentowi.

Moja żona znakomicie potrafi wyczuwać upodobania innych, i to czyni ją najlepszym 
dawcą prezentów. Pióro, którym piszę kosztuje mniej niż dolara, a mimo to jest jednym z 
jej niezliczonych małych prezentów, z których tak bardzo jestem zadowolony. Słyszała, 
jak mówiłem, że podoba mi się tego typu pióro, ale że nie mogę nigdzie takiego znaleźć. 
Rozpoczęła więc poszukiwania. Kilka dni później znalazłem na biurku dowód tego, jak 
bardzo moja żona myśli o mnie.

Wymiana prezentów jest także rzeczą ważną wśród zwierząt. Na przykład Empidae - 
rodzaj małych muszek, które chmarami unoszą się w ciężkim letnim powietrzu - mają 
bardzo rozbudowany sposób zalecania się. Gdy samiec poszukuje samicy, wyszukuje on 
kilka przysmaków, "opakowuje" je w błyszczące kokoniki i "wręcza" swojej wybrance.

Pingwiny Adeli, żyjące na Antarktydzie, nie mają zbyt dużego wyboru prezentów w ich 
surowej krainie. Zatem samiec dotąd szuka wśród skał, aż znajdzie wyjątkowo gładki 
kamień i ten właśnie składa, jako cenny skarb, u stóp swojej wybranki.

Dr Lars Granberg, obecnie psycholog i szef college'u, gdy był studentem w Chicago, miał 
bardzo ciężkie życie, gdyż były to jednocześnie pierwsze lata jego małżeństwa. Jego 
żona ciężko pracowała na utrzymanie ich obojga. Granberg powiedział później:

"Głupio mi było, że jestem tak ubogi, a moja żona musi pracować, abym ja mógł 
skończyć studia. Ale wykonałem pewną inwestycję, dzięki której mogłem poczuć się 
lepiej. Na jednej ze stacji kolejki, którą wracałem co wieczór do domu, pewien Włoch miał 
kwiaciarenkę. Wysiadałem z pociągu i kupowałem u niego jedną różę za ćwierć dolara. 
Ten starszy człowiek wypatrywał mnie potem i zawsze miał w pogotowiu jedną różę, 
żebym mógł wy skoczyć z pociągu, kupić jąi jechać tym samym pociągiem dalej. Gdy 
stawałem wieczorem w drzwiach z teczką w jednej, a różą w drugiej ręce, moja żona 
zarzucała mi ręce na szyję i mówiła, że ta jedna róża znaczy dla niej więcej, niż gdyby 
ich było trzy tuziny."

Merle Simpson opowiada, że gdy była w szpitalu, w odwiedziny przyszedł jej przyjaciel z 
pięcioletnim synkiem. Gdy tylko weszli do pokoju, chłopiec położył na stoliku trzy 
prezenty. Były to trzy samochodziki, z których farba zdarta była przez godziny zabawy.

30

background image

"Próbowałam odmówić - mówi Simpson. - Ale spostrzegłam w oczach chłopca taki 
smutek, że odmowa z pewnością zraniłaby go. Były to przecież jego skarby, które mówiły 
o jego uczuciu do mnie. Było to wiele lat temu, a chłopiec ów ma już swoje dzieci. Ja 
jednak ciągle trzymam tamte jego zabawki."
Dobroć rozchodzi się jak fala

Akty dobroci przenoszą się często daleko poza ich miejsce występowania. Norman L. 
Lobsenz zastanawiał się - gdy jego żona poważnie zachorowała - jak da sobie radę z 
fizycznym i emocjonalnym obciążeniem towarzyszącym opiece nad chorą żoną. 
Pewnego wieczoru przypomniał sobie dawno już zapomniane zdarzenie:

"Miałem wtedy dziesięć lat i moja matka była bardzo chora. Pewnego razu wstałem w 
środku nocy, żeby się czegoś napić. Kiedy przechodziłem obok sypialni rodziców, 
spostrzegłem światło. Zajrzałem do środka. Mój ojciec siedział w szlafroku przy jej łóżku i 
nic nie robił. Matka spała. Wpadłem do pokoju i krzyknąłem: - Co się stało? Dlaczego ty 
nie śpisz? - Ojciec uspokoił mnie i powiedział: -Nic się nie stało. Po prostu jestem przy 
niej."

Sam nie wiedząc skąd, Lobsenz znalazł siłę do podołania swoim kłopotom, gdy 
przypomniał sobie tamto dawne zdarzenie.

"To światło i ciepło z pokoju moich rodziców miało niesamowitą siłę, a słowa mojego ojca: 
»Po prostu jestem przy niej« tchnęły coś we mnie. Rola, jaką miałem teraz spełnić, nie 
wydawała mi się aż tak ciężka. To tak, jakby odezwało się coś z przeszłości albo z 
mojego wnętrza."
Uprzejmość wchodzi w nawyk

Ktoś kiedyś powiedział, że miarą ludzi wielkich jest ich stosunek do ludzi małych, oraz że 
gdy ktoś potrafi rozwinąć w sobie zwyczaj poszukiwania gestów, które tworzą dobrą 
wolę, dobroć jest jego drugą naturą.

Birch Foracker był jednym z zarządzających firmą "New York Bell Company". Miał 
reputację człowieka, który wychodząc zimnym wieczorem z teatru zostawiał-swoje 
towarzystwo na chodniku, a sam wchodził do włazu kanalizacyjnego na środku ulicy, 
żeby upewnić się, czy z ludźmi tam pracującymi wszystko jest w porządku, oraz by im 
powiedzieć, jak bardzo docenia ich pracę. Taki akt nie trwa dłużej niż minutę, ale czyni 
jego sprawcę osobą bardzo kochaną.

"Zbyt mało uwagi poświęca się temu, na ile ludzkie życie składa się z takich małych 
zdarzeń" - napisał Samuel Johnson w jednym ze swych wspaniałych esejów. Życie 
ludzkie jest kształtowane i kierowane zbiorem wielu drobnych zdarzeń, zatem naszą 
zasadą będzie:
Naucz się gestów miłości

31

background image

"Miłość nie dopuszcza się bezwstydu,

nie szuka swego."

1 Kor 13,5

Zignoruj "to", a zobaczysz jak przyjaciele cię opuszczają

Istnieje taka cecha osobowości, która jest w stanie zniszczyć więcej niż każda inna. Do 
pewnego stopnia tkwi ona w każdym z nas, lecz gdy wymknie się z rąk, zawsze działa 
niszcząco i zawsze odpycha nas od ludzi. Mówię tutaj o tendencji do sprawowania 
kontroli nad innymi. Owa tendencja często przebiera się w strój miłości. Przesadnie 
opiekuńcza matka mówi: "Kochanie, ja przecież robię to tylko dla twojego dobra", a 
mężczyzna stale poprawiający swego przyjaciela myśli, że "to wszystko dla jego 
korzyści". W rezultacie takie postępowanie jest dążeniem do kontrolowania kogoś i 
naprawdę nie znam takiej osoby, która nie próbowałaby uciec od manipulatorów. 
Przypomnij sobie swoje własne odrzucone przyjaźnie. Czy ludzie, których nie 
zaakceptowałeś, przypadkiem nie próbowali ci doradzać, dominować nad tobą, 
kontrolować i osądzać cię?

"W sercu miłości - jak powiedział pewien mędrzec - jest pewien sekret: Kochankowie 
pozwalają sobie nawzajem być wolnymi." Ci ludzie, którzy zaznali prawdziwej przyjaźni, 
zawsze zostawiają osobom kochanym "wolną przestrzeń". Nie "posiadają" oni swoich 
przyjaciół, ale raczej pomagają im rozwijać się i stawać się wolnymi.

Wobec tego naszą piątą zasadą będzie:
STWARZAJ PRZESTRZENIE WOLNOŚCI

W SWOICH KONTAKTACH TOWARZYSKICH

Wiosną 1887 roku do miejscowości Tuscumbia w Alabamie przyjechała pewna 
dwudziestoletnia dziewczyna z zamiarem zaopiekowania się osobą głuchą i niewidomą. 
Była to Annę Sullivan, a jej podopieczną miała być Helen Keller. Jak się później okazało, 
miała połączyć je -najbardziej podziwiana w tamtym stuleciu - przyjaźń. W wieku siedmiu 
lat głuchoniema i niewidoma Helen Keller była właściwie dzikim zwierzęciem, wydającym 
z siebie niezrozumiałe dźwięki. W szale potrafiła zrzucać ze stołu talerze i padać razem z 
nimi na podłogę. Niejedna osoba mówiła wtedy pani Keller, że jej dziecko jest idiotą.

Całymi dniami Annę przemawiała do małej dłoni Helen, lecz jakoś nie mogła przebić się 
do jej świadomości. Nagle, piątego kwietnia tegoż roku stało się coś cudownego. Oto 
wspomnienia Helen Keller spisane ponad 60 lat później:

32

background image

"Stało się to przy studni, kiedy ja trzymałam naczynie, a Annie pompowała wodę. Gdy 
woda przelała się i zaczęła płynąć po mojej ręce, Annie wzięła moją drugą dłoń i powoli 
przeliterowała w-o-d-a. I nagle zrozumiałam. Po raz pierwszy od czasu mojej choroby, 
szczęśliwa, wyciągnęłam rękę po zawsze gotową do pomocy dłoń Annie, prosząc o 
podawanie coraz to nowych słów określających wszystko, czego tylko dotykałam. Z dłoni 
na dłoń przeskakiwały iskierki znaczeń, aż zrodziła się przyjaźń. Od studni odeszły dwa 
zachwycone stworzenia, mówiące do siebie: »Helen« i »nauczycielka«."

Annę Sullivan poświęciła Helen Keller większość swojego życia. Kiedy j ej sławna 
pupilka postanowiła pój ść do college' u, Annę siadywała przy niej na każdych zajęciach 
w szkole w Redcliff. Przekładała wyrazy na język jej dłoni i przemęczała swoje oczy nad 
książkami, które nie były pisane Braillem.

Annę Sullivan zorientowała się, że Helen jest wyjątkowo utalentowana i że ma 
nieograniczone możliwości myślenia i odczuwania. Nie było wątpliwości, która z nich ma 
wyższy współczynnik inteligencji. Przed ukończeniem dziesiątego roku życia Helen 
pisywała listy do różnych znanych osobistości w Europie w języku francuskim. Szybko 
opanowała pięć języków i wykazywała talent, o jakim jej nauczycielka nawet nie marzyła.

Lecz czy to wszystko zmieniło Annę Sullivan? Nie. Doznała wiele satysfakcji, będąc 
towarzyszką Helen i pozwalając jej zachować własną osobowość. Jednym słowem, dała 
jej przestrzeń do rozwoju.
Tęsknota za wolnością

Pisząc książkę "Małżeństwo bez granic" (Open Marriage), George i Nena O'Neill 
przeprowadzili wywiady z setkami osób, pozostających w najróżniejszych stosunkach z 
innymi ludźmi. Rozmawiali z ludźmi rozwiedzionymi, z parami żyjącymi bez ślubu, z 
parami "spalonymi" małżeństwem oraz z małżeństwami, które przeżyły zgodnie dziesiątki 
lat.

Z zebranych danych najbardziej rzucały się w oczy dwie sprawy. Pierwsza - tęsknota za 
związaniem się z kimś. Druga - potrzeba wolności. W najlepszych przyjaźniach i 
małżeństwach jest miejsce dla obu tych potrzeb. Wszyscy przecież potrzebujemy 
powietrza do życia. A kiedy obiecująco rozwijająca się przyjaźń nagle rozpada się, jest to 
najczęściej wynikiem tego, że jeden z partnerów manipulował drugim.

Na nieszczęście, tendencja do kontrolowania i manipulowania osobą ukochaną - przez 
nas zresztą odrzucana - rozpowszechniana jest przez niektórych współczesnych 
psychologów. Tacy psycholodzy zachęcają do agresji i zastraszania. Tragicznym jednak 
wydaje się takie podejście do kontaktów międzyludzkich, gdyż prowadzi ono do 
samotności. Zdobywanie przyjaciół przez zastraszanie może przysporzyć pieniędzy, ale 
nigdy przyjaciół.

33

background image

Jeżeli traktujesz wszystkie swoje kontakty z ludźmi jako walkę i jeżeli twoim celem jest 
dominacja nad innymi, powinieneś prześledzić niżej zamieszczoną biografię człowieka, 
który kiedyś taki właśnie cel przed sobą wytyczył. Alan Bullock napisał o nim:

"Wszystko dookoła niego urządzone było dla spełnienia jego chęci sprawowania władzy i 
dominowania".

Tym człowiekiem był Adolf Hitler.

Albert Speer, którego wessała hipnotyczna siła Hitlera, a który za tę pomyłkę zapłacił 20-
letnim pobytem w więzieniu w Spandau, wspominał potem:

"Nigdy nie spotkałem później w życiu nikogo takiego, przy kim odczuwałbym ów brak 
czegoś. Jedynie wtedy, gdy razem z Hitlerem zagłębialiśmy się w planach 
architektonicznych, albo przeprowadzaliśmy inspekcję makiet »Berlina przyszłości", 
widziałem go w stanie ożywienia, przyjemności i spontaniczności. Nie wierzę, żeby Hitler 
był w stanie w ogóle kochać. No, może raz mu się to zdarzyło, kiedy połączyły go 
kazirodcze stosunki z jego siostrzenicą Geli Raubal, którą zresztą doprowadził potem do 
samobójstwa."
Czy jesteś manipulatorem?

Zdarza się często tak, że kontrolujemy osoby ukochane, nie zdając sobie sprawy z faktu, 
że odmawiamy im tym samym wolności. Oto trzy główne typy manipulatorów, którzy 
potrafią wycisnąć ostatnie soki ze swoich bliskich:

• Typ opiekuńczo-manipulacyjny - osoba, która MUSI być silniejsza i bardziej rozgarnięta 
niż ty, żeby być z tobą szczęśliwa. Dla sprawdzenia, czy należysz do tej kategorii ludzi, 
przeprowadź na sobie poniższy test:

a. Czy zazwyczaj chodzimy do restauracji lub na film, który ja wolę?

b. Czy lubię w rozmowie poprawiać błędy innych?

c. Czy używam swego poczucia humoru dla upokorzenia przyjaciół?

d. Czy muszę wiedzieć więcej niż inni na temat danej sprawy, żeby być zadowolonym z 
dyskusji na jej temat?

Jeżeli twoje odpowiedzi są ogólnie pozytywne, to prawdopodobnie jesteś w 
niebezpieczeństwie. Przyjaźń nie potrzebuje kontroli ze strony któregokolwiek z 
partnerów. Istnieje w niej równość, dzięki której każdy z nich może pozwolić sobie 
czasem na chwile słabości bez obawy, że jego towarzysz "zdobędzie punkt".

34

background image

C. S. Lewis, studiując w Oksfordzie, zaprzyjaźnił się na całe życie z kilkoma osobami, 
między innymi z Nevillem Coghillem i Owenem Barfieldem. Niektórzy z nich zostali 
pisarzami i mieli zwyczaj spotykać się i czytać sobie nawzajem swoje prace. Wkrótce 
sława Lewisa przyćmiła ich wszystkich, a on sam pisał popularne książki w niezwykłym 
tempie. Mimo to, bardziej niż kiedykolwiek cenił sobie swych starych przyjaciół. Owen 
Barfield powiedział potem: "Nie przypominam sobie ani jednej uwagi, ani jednego słowa, 
ani spojrzenia..., które mogłoby sugerować, że jego opinie należałoby bardziej szanować 
niż nasze... Ciekaw jestem, ilu jest sławnych ludzi, o których można by powiedzieć to 
samo."

Jeżeli czujesz się bezpieczny, nigdy nie próbujesz sprawdzać, kontrolować ani 
wywyższać się nad innych. Sarah Teasdale powiedziała kiedyś, że "nie można nigdy 
posiadać osoby godnej posiadania".

• Typ "biedny-ja" to przeciwieństwo typu opiekuńczo-manipulacyjnego. Taka osoba 
dostosowuje do siebie innych poprzez ukazywanie siebie jako osoby słabej.

Pewna nieco otyła kobieta siedzi w mojej poradni, prezentując grupę symptomów, które 
określa "atakami lęku". Jej kłopoty fizyczne przechodzą ciągłe mutacje. Była już wiele 
razy w szpitalu, dręczyło ją wiele chorób, zawsze znajdowała się w kłopotach, zawsze w 
nieładzie emocjonalnym.

Mimo to jest kobietą bardzo inteligentną i wydaje się mieć wiele sił wewnętrznych. Skąd 
więc cały ten łańcuch nieszczęść? Dlaczego nigdy nie może skorzystać z życia?

Nagle zaczyna to do mnie docierać. Dlaczego też nie wpadłem na to wcześniej? 
Największą tragedię swojego życia przeżyła w domu, kiedy jej ojciec opuścił rodzinę dla 
innej kobiety. Jej matka była przedsiębiorcza, zdołała dobrze wychować dzieci, a w 
końcu ponownie wyszła za mąż. Jednak po latach okazuje się, że stosunki społeczne 
następnego pokolenia obciążone są ciągle tamtym faktem rozbicia rodziny.

Pamiętając, co przydarzyło się matce, moja pacjentka za wszelką cenę starała się ukryć 
swoją siłę i niezależność. Wygląda na to, że robi to z powodzeniem. Gdy ona dostaje 
"ataku lęku", jej mąż bardzo się nią opiekuje i jest bardzo troskliwy.

Tym sposobem kobieta ta wpędza się w cierpienie, będąc przekonaną, że dopóki ma 
kłopoty, jej mąż przy niej zostanie.

Nie chcę tutaj oczywiście oskarżać mojej pacjentki o świadome udawanie chorej, 
ponieważ jest naprawdę chora i doznaje wiele bólu. Cały ten mechanizm działa 
nieświadomie, ale mimo to jest potężnym środkiem manipulowania.

W końcu, przecież takiego typu uzależnianie od innych zacznie przynosić zupełnie inne 
od oczekiwanych efekty. Stephanie i Linda były od dzieciństwa bliskimi przyjaciółkami. 

35

background image

"Wpadamy do siebie kilkanaście razy w roku - mówi Stephanie. - Właściwie mamy wiele 
wspólnych zainteresowań, a można powiedzieć, że Linda jest osobą samotną. Ona 
jednak tak się do mnie »przykleja«, że od momentu powitania przez trzy godziny 
opowiada mi o swoich kłopotach, tak że po prostu nie mogę już tego znieść. Unikam 
więc jej tak, jak mogę."

• Typ, który potrzebuje być potrzebnym. Nie należy sobie gratulować, jeśli się nie jest 
typem osoby "przyklejonej".

Trzeba najpierw sprawdzić, czy nie jest się jej przeciwieństwem.

Pozwólcie, że poprę to przykładem. Oto matka dwóch zamężnych córek Nie pracuje i 
jest zazwyczaj znudzona. Wszelkie roboty domowe wykonuje do 10 rano. Jednym z 
niewielu momentów, przerywających jej nudę jest telefon od jednej z córek. Gdy córka 
informuje, że ma jakieś kłopoty, wówczas wewnętrzny mechanizm matki zaczyna działać, 
a adrenalina rozprzestrzenia się po jej organizmie jak błyskawica. Czuje

się potrzebna! Pędzi więc do domu córki, opiekuje się nią i wszystko jest znowu dobrze.

Ale jest to niebezpieczne. Matka może rozwinąć chorobliwą zależność i znowu traktować 
swoje córki jak małe dziewczynki.
Jak pewna znana para połączyła intymność z wolnością

Zamiast obezwładniać się nawzajem uzależnianiem, dobre kontakty z drugą osobą mogą 
nas wyzwolić. Moi małżonkowie są ludźmi zdolnymi i agresywnymi, cechy te zapewniają 
wzajemne pozytywne oddziaływanie. Partnerzy nie przejmują się tym, kto jest silniejszy. 
Oto przykład:

Czasopismo "The Readers Digest" wydawane jest w i3 językach w 170 krajach, w 
łącznym nakładzie 30 milionów egzemplarzy miesięcznie. Dochód firmy ocenia się na 
500 milionów dolarów rocznie. Historia powstania takiego imperium finansowego 
(zaczynającego z kapitałem 1800 dolarów) jest przykładem najwspanialszego sukcesu w 
amerykańskich annałach finansowych. Jest to również historia sukcesu w stosunkach 
mąż-żona.

Kiedy Dewitt Wallace leczył swe rany od szrapnela w szpitalu wojskowym w Aix-les-
Bains w 1918 roku, czytał każde czasopismo, które wpadło mu w ręce. W trakcie 
czytania doszedł do wniosku, że artykuły są zbyt długie, więc zaczął eksperymentować i 
skracać je, pozostawiając niejako samą ich esencję. Po wyjściu ze szpitala, Wallace 
wybrał kilka tych skondensowanych artykułów, nazwał je "The Reader's Digest" i rozesłał 
próbki do różnych wydawców w kraju. Zaoferował jednocześnie, że przekaże swe 
"skróty" temu wydawcy, który zgodzi się, żeby Wallace był edytorem.

36

background image

Jednak specjaliści nie okazali zainteresowania. Spośród tych, którzy zadali sobie trud 
odpisania, tylko William Randolf Hearst uznał, że ten pomysł może chwycić. Przewidywał 
jednak, że nakład nie przekroczy 30 tysięcy egzemplarzy. A to było dla niego zbyt mało. 
Wallace niestety załamał się. Odrzucenie artykułów nie zdawało się być dobrym począt-
kiem fortuny. Później w Minneapolis Wallace znalazł pomocnika. Lila Bell Acheson 
przyjechała odwiedzić swego brata i wtedy poznali się. Podobnie jak Dewitt, Lila 
wychowała się w rodzinie prezbiteriańskiej i tak jak on nie miała pieniędzy. Ale przed 
wyjazdem z Minneapolis zakochała się w Dewitcie i dała się wciągnąć w sprawę "Digest".

W ciągu następnych kilku miesięcy, podczas gdy Lila była w Seattlc, Dewitt spędzał czas 
na wysyłaniu listów do potencjalnych subskryben-tów, dołączając do każdego z nich 
ręcznie wykonaną stronę tytułową. W tym też czasie zebrał cały kufer katalogów szkół 
wyższych i rozsyłał prowizoryczne abonamenty do wymienionych w katalogach 
pracowni-

ków naukowych. Apelował do stowarzyszeń kobiecych i grup zawodowych, rozdzielając 
prenumeraty nie istniejącego ciągle "The Reader's Digest". Gdy przeprowadzał się do 
Nowego Jorku, zabrał kufer ze sobą i kontynuował wysyłanie szalonej ilości ofert.

Piętnastego października 1921 roku Lila i Dewitt pobrali się, a przed wyjazdem w podróż 
poślubną do Poconos, Dewitt rozesłał ostatnią porcję listów.

Po powrocie czekała na nich sterta listów. Przekazy pieniężne opiewały na prawie 5000 
dolarów. Pożyczyli więc jeszcze 1300 dolarów i złożyli zamówienie na 5000 egzemplarzy 
w jednej z drukarni w Pittsbur-gu. Numer 1, Tom 1 ukazał się w lutym 1922 roku, Dewitt 
Wallace i Lila Bell Acheson byli współzałożycielami, współwydawcami i współwłaś-
cicielami.

Lecz jak podołali finansowo wydawaniu pierwszych numerów? Mieszkanie w Greenwich 
Village opłacała Lila, która była pracownikiem socjalnym (pracowała 8 godzin w ciągu 
dnia, a czasopismem zajmowała się w nocy). Jeden pokój wynajęli pewnemu 
małżeństwu, wspólnie z nim korzystając z kuchni i łazienki. Ponieważ nie było ich stać na 
prenumeratę czasopism, z których czerpali artykuły, Dewitt pracował w Nowojorskiej 
Bibliotece Publicznej, pisząc pracowicie na kawałkach żółtego papieru. Pracował dopóki 
oczy nie zachodziły mu mgłą i nie bolały ramiona. Wtedy wymykał się na lunch i szybko 
wracał do pracy.

Wkrótce nakład czasopisma przewyższył najśmielsze oczekiwania ich obojga - 50 000 
egzemplarzy w 1926 roku, a 228 000 egzemplarzy w roku 1929. Małżeństwo Wallace 
znalazło się w czołówce świata wydawniczego Stanów Zjednoczonych. Ostatnio pewien 
wydawca powiedział o nich:

"Oni oboje wspierali się wspólnie w nieprawdopodobny sposób. On potrzebował kobiety, 
która uwierzy w to, co on robi; sądzę, że nie było wieczoru w ich życiu małżeńskim, żeby 

37

background image

nie rozmawiali o rękopisach. Ona pracowała nad szatą graficzną czasopisma i możecie 
wierzyć, że chociaż oboje przekroczyli już osiemdziesiąty rok życia, nadal wybiera 
okładki do kolejnych numerów."

Natomiast sam Wallace powiedział: "Uważam, że to właśnie Lila przyczyniła się do 
powstania naszego czasopisma." Przyjaźń może więc być wyzwalająca, a nie hamująca, 
jeżeli oboje partnerzy od początku zaczną stosować pewne reguły wolności.

Oto sześć sugestii co do tworzenia "wolnej przestrzeni".

1. Ostrożnie z krytycyzmem -Niektórzy ludzie czerpią zadowolenie i poczucie 
wyższości z krytyki swoich przyjaciół. Jeżeli jesteś dotknięty

tą "chorobą", pozbądź się tej infekcji jak najszybciej. Alice Miller proponuje bardzo 
pożyteczną zasadę: "Jeśli krytykowanie przyjaciół sprawia ci ból, wszystko jest w 
porządku. Jeżeli zaś znajdujesz w tym choćby najmniejszą przyjemność, powinieneś 
trzymać język za zębami."

Istniało coś, co odróżniało Jezusa od wielu reformatorów, którzy poświęcili się 
wskazywaniu innym jak powinni się zmienić i kształtować. To faryzeusze byli 
samozwańczymi krytykami Chrystusa. Posiadając cechę, którą Mark Twain nazwałby 
"kwaśną pobożnością" denerwowali innych. Natomiast zwykłych ludzi przyciągało do 
Jezusa to, że Jego łagodność pozwalała Mu rozumieć powody popełniania przez nich 
błędów. Jezus był pewien, że ludzie dobrze wiedzą, iż są grzesznikami; nie trzeba więc 
było im o tym przypominać. Wszystko, czego potrzebowali, to nie większego poczucia 
winy, lecz zbawienia.

Szarzy ludzie zawsze patrzyli "spod oka" na reformatorów, lecz instynktownie kochali 
świętych. Robili to, ponieważ reformator jest pochłonięty grzechami innych ludzi, a święty 
zajmuje się swoimi własnymi grzechami.

D. L. Moody był jednym z największych duszpasterzy chrześcijańskich, jacy kiedykolwiek 
żyli. Potrafił on "trzymać tłum w jednej dłoni", zdobył tysiące wiernych i był założycielem 
kilkunastu instytucji religijnych. Jednak nigdy nie tworzył wokół swej osoby atmosfery 
ważności, jak to czyni wielu w naszych czasach. Był on człowiekiem tolerancyjnym, 
wyrozumiałym i rzadko krytykował innych. Jednym z jego powiedzeń było: "Mam obecnie 
zbyt dużo kłopotów z niejakim D. L. Moody, abym mógł znaleźć czas na szukanie wad u 
innych." Biorąc pod uwagę tylko ten jeden cytat, zawsze życzyłem sobie mieć D. L. 
Moody'ego za przyjaciela. Przebywanie w jego towarzystwie zapewne przynosiłoby mi 
ulgę, ponieważ potrafiłby on zrozumieć, że sam staram się pracować nad moimi wadami. 
Przez tego rodzaju akceptację pomógłby mi rozwijać się. "Ludzie jakimś sposobem 
starają się być tym, do czego się ich zachęca -nie tym, do czego się ich nakłania". 
Właśnie D. L. Moody był jednym z tak zachęcających ludzi.

38

background image

Kiedy zaś wszystko będzie już powiedziane i zrobione, duża część powodzenia w miłości 
zależeć będzie od naszych zdolności akceptowania natury ludzkiej taką, jaka ona jest. 
Człowiek, który lubi osądzać innych nigdy nie zdobędzie sobie wielu przyjaciół. Innymi 
słowy, musimy starać się tak rozumieć innych, jak robimy to w stosunku do siebie 
samych. Indianie z plemienia Siuksów mieli taką dewizę: "Nie będę sądził swego brata, 
dopóki nie przechodzę dwa tygodnie w jego mokasynach". Eksperci w sprawach 
dotyczących miłości zawsze próbują postawić siebie samych w położeniu swoich 
ukochanych bliskich. Krótko mówiąc, są tolerancyjni.

Spośród wszystkich Amerykanów posiadających tę cechę, Abraham Lincoln jest 
najlepszym przykładem. Pełen cichej otwartości, wysłuchiwał opinii całych zastępów 
krytyków, doradców i innych łudzi, którzy uważali się za lepszych od prezydenta. Tym 
sposobem wykazywał on dużą dozę łaskawości. Jednym z ulubionych cytatów Lincolna 
było zdanie: "Nie sądź, abyś sam nie był sądzonym." Kiedy podczas wojny Północy z 
Południem pani Lincoln w ostrych słowach wyrażała się o ludziach z Południa, Lincoln 
odpowiedział: "Nie krytykuj ich, Mary; będąc na ich miejscu postępowalibyśmy tak samo."

John F. Kennedy wypowiedział prawie identyczne zdanie w dniu wyborów w 1960 roku. 
Kennedy i jego doradcy to cieszyli się, to znów popadali w rozpacz, czytając kolejne 
doniesienia wyborcze. Najpierw wyprzedzali Nixona znaczną liczbą głosów, ale gdy 
nadszedł wieczór, ów margines zaczął się niebezpiecznie zmniejszać. Na krótko przed 
północą sekretarz prezydenta Eisenhowera, Jim Hagerty, zatelefonował i powiedział, że 
Nixon podda się i że telegram z gratulacjami od prezydenta jest już w drodze. W końcu, 
o czwartej rano zmęczony Nixon wystąpił w telewizji. Powiedział on: "Jeżeli obecna 
tendencja wyborcza utrzyma się, wybrany zostanie Kennedy". Owa wypowiedź miała 
miejsce na krótko przed całkowitym poddaniem się.

Ludzie zebrani wokół telewizora w domu Kennedy'ego ledwo wytrzymali nerwowo, 
natomiast sam kandydat był bardzo spokojny. Spokojnie wyłączył telewizor i powiedział: 
"Gdybym był na jego miejscu, zrobiłbym to samo", po czym poszedł spać.

Jeżeli więc potrafimy nauczyć się stawiać siebie samych w sytuacji innych ludzi, tak jak 
to robili Lincoln i Kennedy, łatwiej będzie nam być tolerancyjnym. Beethoven powiedział: 
"Wszyscy popełniamy błędy, choć każdy z nas inne", a Goethe: "Wystarczy się trochę 
zestarzeć, aby stać się bardziej tolerancyjnym. Nie widzę takiego błędu, którego sam nie 
mógłbym popełnić". Natomiast Samuel Jonson postawił kropkę nad "i", mówiąc: "Sam 
Bóg nie sądzi człowieka, dopóki ten żyje. Dlaczego miałbym to robić ja lub ty?"

Nie należy tu oczywiście sądzić, że zalecam absolutny brak stanowczości lub też, że 
propaguję zgadzanie się z każdym i niemożność wyrażania swojej opini. Nie, nie 
odstępujcie od swojego zdania! Wyrażajcie swą indywidualność tak głośno, jak potrzeba. 
Ale zawsze dawajcie ten sam przywilej swym przyjaciołom. Stanowczość jest dobrą 
cechą, dopóki nie prowadzi do posiadania, ingerencji, bądź nadmiernych wymagań.

39

background image

2. Stosuj język akceptacji - Wiele można się dowiedzieć o przyjaźni, obserwując jak 
pracują utalentowani psycholodzy. A to dlatego, iż wielu pacjentów twierdzi, że ich 
kontakt z terapeutą był najlepszym spośród

wszelkich kontaktów międzyludzkich, jakie kiedykolwiek mieli. Dr Paul Tournier, 
mieszkający w Genewie, stał się tak sławny, że wielu młodych lekarzy jeździ do Europy 
uczyć się jego techniki terapeutycznej. Tournier w typowy dla siebie sposób mówił o tym 
ostatnio. "To czasem żenujące dla studentów przyjeżdżać tutaj w celu poznania moich 
»technik«, bo zawsze odjeżdżają stąd rozczarowani. A przecież wszystko, co robię, to 
akceptacja ludzi." Właśnie to jest prawdopodobnie najważniejsze, co można powiedzieć 
o sztuce psychoterapii.

Jeżeli potrafimy nauczyć się akceptować integralność osobowości ludzi obok nas, 
znacznie wzrośnie wartość naszych stosunków z nimi. Nie znaczy to, że należy ze 
wszystkim się zgadzać. Akceptacja jest czymś zupełnie innym. Większość tego, co 
słyszę podczas pracy stoi w sprzeczności z moim własnym kodeksem moralnym: 
opowiadanie o stosunkach pozamałżeńskich, o niemądrych planach na przyszłość, o 
wszelkiego rodzaju przestępstwach. Gdybym czuł się zobowiązany wydawać opinie o 
wszystkich typach spraw i protestować, kiedy pacjent robi coś złego, sam stawiałbym się 
na miejscu Boga. Jednocześnie sam "przygotowałbym się" do załamania nerwowego.

Podczas mojej praktyki stwierdziłem, że mogę okazać akceptację w stosunku do 
pacjentów bez zgadzania lub też nie zgadzania się z nimi. Robię to, po prostu słuchając 
ich. A już najbardziej staram się przysłuchiwać opowiadaniom o uczuciach ludzi. 
Najczęściej podczas terapii zajmujemy się emocjami. Pewien mąż opowiada, jaki 
chciałby przeżyć stosunek płciowy z pewną młodą dziewczyną. Nastolatek marzy o po-
rzuceniu domu rodzinnego. Matka żałuje, że ma dzieci, a po chwili czuje się winna, że 
ma takie myśli. Oto materiały na sesje terapeutyczne. Wobec tego robię wszystko, co 
mogę, aby ludzie ci mogli zdać sobie sprawę z tego, że mają prawo do swoich uczuć, że 
ich uczucia nie są ani złe, ani dobre, oraz że zdrowo jest się tak wygadać.

Dr Thomas Gordon w swej wspaniałej książce "Nauka efektywnego rodzicielstwa" 
(Parent Effectiveness Training) sugeruje stosowanie "kluczy", gdy chce się spowodować, 
aby dzieci więcej o sobie mówiły. Ale mają to być takie "klucze", które jednocześnie 
zapewniają dzieci, że wysłucha się ich bez osądzania. Oto one: "Naprawdę?" "Aha, tak 
to zrobiłeś." "To ciekawe."

"Powiedz coś więcej o tym." "Ciekawa jestem twojego zdania na ten temat." "Zdaje mi 
się, że jest to dla ciebie ważne."

3. Zachęcaj swych bliskich do odrębności - Trzecia rada, pomagająca uczynić 
kontakty międzyludzkie mniej napiętymi, dotyczy różnych dziwactw twoich przyjaciół, ich 
ekscentryczności i osobliwych marzeń. Zamiast nakładać na swoich bliskich obowiązek 
dostosowywania do tak zwanych "norm ogólnych", powinno się ich raczej zachęcać do 

40

background image

odrębności. Każdy ma marzenia, właściwe tylko sobie, a ty możesz być kochany właśnie 
za zachęcanie do realizacji tych marzeń.

24 maja 1965 roku dziwny stateczek cicho wymknął się z portu Falmouth w 
Massachusetts i skierował swój dziób na otwarty ocean. Jedyną osobą na pokładzie był 
Robert Manry, wydawca pisma "Plain Dealer" w Cleveland. Po dziesięciu latach 
spędzonych przy biurku, Manry doszedł do wniosku, że ma już dosyć i postanowił zrobić 
coś niezwykłego. Zakupił więc sekstans oraz tablice logarytmiczne i zaczął układać plan 
rejsu do Anglii. Mająca 13,5 stopy długości "Tinkerbellc" miała być najmniejszą łodzią, na 
której chciano pokonać ten dystans.

Z obawy przed tym, że jego przyjaciele będą się starali wyperswadować mu tę podróż. 
Manry po prostu wziął urlop. Poinformował tylko kilkoro swoich znajomych, a jego siostra 
odpisała mu: "Wspaniale jest spotkać kogoś, kto chce zrealizować swoje marzenia. Tak 
niewielu z nas próbuje to robić."

Ale najbardziej poparła ten pomysł żona Manry'ego, Virginia. "Nikt na świecie nie ma tak 
cudownej żony jak ja - powiedział później Manry. - Mogła przecież nalegać, abym 
zachowywał się jak wszyscy racjonalnie myślący ludzie i zaniechał tej »szalonej 
podróży«. Wiedziała jednak, że maszeruję w takt innego rytmu i dała mi olbrzymi bodziec 
do samorealizacji, pozwalając dalej kroczyć w rytm muzyki, którą słyszałem."

Podróż oczywiście nie była idyllą. Manry spędził wiele bezsennych nocy, próbując 
przekraczać trasy przepływu wielkich frachtowców tak, aby któryś nie zmiażdżył jego 
łódki. Po tygodniach spędzonych na morzu jedzenie przestało mieć smak, samotność 
powodowała halucynacje, ster złamał się trzy razy, a flauta uniemożliwiała 
kontynuowanie rejsu. Sztormy wyrzucały go za burtę i tylko dzięki linie, którą był 
opasany, udawało mu się wrócić na pokład. Ostatecznie po 78 dniach rejsu Manry 
wpłynął do portu Falmouth w Anglii.

Podczas samotnych nocy spędzonych z rumplem w dłoni, Manry często zastanawiał się, 
co zrobi, kiedy wyjdzie na ląd. Myślał o tym, żeby wynająć pokój w hotelu, zjeść samotnie 
dobry obiad w jakiejś restauracji, a potem pójść do biura agencji Associated Press, żeby 
zobaczyć czy zainteresuje ich jego przygoda. Ale wieść o jego zbliżaniu się do brzegów 
Anglii rozeszła się szeroko. Manry był absolutnie nieprzygotowany na to, co go czekało. 
Trzysta jednostek pływających eskortowało go przy wejściu do portu, dając sygnał 
syrenami. Na nabrzeżu wiwatowało 40000 ludzi, w tym tłum reporterów. Nagle stał się 
bohaterem, a o jego wyczynie mówiono na całym świecie.

Jednak największym bohaterem spośród ludzi stojących na nabrzeżu była jego żona, 
Virginia. To ona miała odwagę dać mężowi tę wolność do spełnienia marzeń.

Naturalnie, nie każda żona zgodzi się, aby jej mąż ryzykował życie. Ważne jest jednak, 
aby zauważyć owe odrębne pomysły ukochanych osób. Bo jeżeli się kogoś kocha, kocha 

41

background image

się również jego projekty życiowe. Należałoby tutaj zapytać, kiedy taka ekscentryczność 
staje się przesadna. Oto znakomita zasada Williama Jamesa: "Najlepiej jest, gdy nie 
przeszkadzamy innym w ich sposobie bycia szczęśliwym, pod warunkiem, że ich metody 
w zasadniczy sposób nie przeszkadzają naszym."

Podobnie jak przesadnie pielęgnowane zalety, także wolność może stać się wadą. 
Nadużywanie zasady "ty rób swoje, a ja swoje" może doprowadzić do rozpadu 
najlepszych nawet układów. Podobnie może zadziałać przesadne zaangażowanie się w 
sprawy bliskich. Przecież tak jak różni są ludzie, tak różnej skali niezależności i 
współzależności potrzebują.

4. Respektuj prawo do samotności - Dojrzałą przyjaźń cechuje szacunek dla instytucji 
prywatności. Istnieje coś takiego, jak nadmiar bliskości. We wszystkich rodzajach 
kontaktów ludzie poruszają się razem i oddzielnie. Oznaką dojrzałych relacji 
międzyludzkich jest fakt, że możesz odpocząć, kiedy bliska ci osoba na krótko oddali się.

Dr Lawrence Hattere, profesor psychiatrii w Cornell Medical School, mówi: "Mam kilku 
przyjaciół artystów, którzy są na ogół bardzo zaabsorbowani swoją pracą. Rzadko się 
z'nimi widuję. Ale to właśnie z nimi mogę rozmawiać bardziej otwarcie niż z ludźmi, z 
którymi spotykam się na co dzień."

Szczególnie dzieci potrzebują tego zacisza, aby móc pomarzyć, aby móc zbadać własną 
dziką naturę i wyobraźnię. Niektórzy rodzice o tym wiedzą. Pięcioletni Bili jest w swoim 
pokoju. W tym czasie do jego matki przychodzi przyjaciółka na pogawędkę. Minęła 
godzina i owa cicha nieobecność Billa wydała się gościowi złowieszczą. "Co on tam 
robi?" -spytała. Matka chłopca uśmiechnęła się pogodnie. "Kto wie? Czasami, gdy jest 
cicho Bili jest Indianinem podchodzącym do niedźwiedzia albo kosmonautą. On tworzy 
swój własny świat, do którego nigdy nie wchodzę, jeśli mnie nie zaprosi." Ta kobieta 
rozumie, że dając dzieciom tę odrobinę intymności, umacniamy ich wiarę w siebie, której 
przecież tak bardzo potrzebują.

To samo odnosi się do małżeństwa. Zdarza się, że jest się tak blisko siebie, iż nieomal 
można się od tego nawzajem podusić. Oto komentarz niemieckiego poety, Reinera Marii 
Rilke:

"Dobre małżeństwo to takie, w którym każde z małżonków staje się strażnikiem wolności 
drugiego. Jeżeli zaakceptuje się fakt, że nawet pomiędzy najbliższymi sobie istotami 
istnieje nieskończona przestrzeń, życie obok siebie będzie cudowne. Pod warunkiem że 
małżonkowie pokochają ten dzielący ich dystans, który przecież pozwala doskonale 
widzieć na tle nieba całą postać ukochanej osoby."

5. Dobrze jest mieć wielu przyjaciół -Zazdrość jest, jak określił to Szekspir, 
"zielonookim potworem", który niszczy wiele wspaniałych przyjaźni. Jeżeli wpadasz w 
złość, gdy twój najlepszy przyjaciel spędza miło czas z innymi ludźmi, albo kiedy 

42

background image

zaprzyjaźniona para "wyłącza" cię z niektórych jej poczynań towarzyskich, powinieneś 
wystrzegać się niszczycielskiej siły zazdrości. Nikt nie posiada wyłącznych praw do 
nikogo, więc spodziewając się, że jesteś jedyną liczącą się osobą, "wiążesz" ręce swemu 
przyjacielowi.

Zachowanie się typu "mocny chwyt" nadchodzi wraz z "przemęczeniem" naszych 
kontaktów. Antidotum dla zazdrości jest rozszerzanie zainteresowań i przyjaźnienie się z 
ludźmi z różnych grup. Nie ma wyłącznie jednej osoby, która mogłaby cię "uszczęśliwić". 
Twoje życie powinno zawierać wiele zainteresowań, pasji i przyjaźni, jeżeli chcesz 
uniknąć owego "tłoku" wokół ukochanej osoby.

Na przykład wielu ludziom brakuje głębokiej miłości tylko dlatego, że usłyszeli kiedyś 
plotkę, iż szczęśliwe małżeństwa nie potrzebują przyjaciół. "Mój mąż jest jedynym 
przyjacielem, jakiego potrzebuję" -powiedziała pewna młoda kobieta. Takie podejście do 
sprawy wywiera olbrzymią presję na małżeństwo. Bez względu na to, jak cudowne jest to 
małżeństwo, nie ma takiej osoby, która mogłaby spełnić wszystkie twoje potrzeby. Wobec 
tego, dobrze zrobisz, nawiązując wiele relacji pozaseksualnych. Małżeństwo powinno 
być twoją najwspanialszą przyjaźnią, ale nie jedyną. Zubożysz siebie, jeżeli nie będą cię 
łączyć bliskie kontakty z wieloma ludźmi.

Ludzie często wpadają w pułapkę sądząc, że po ślubie powinni zaniechać przyjaźni z lat 
kawalerskich i panieńskich, a poszukać innych par małżeńskich, z którymi mogliby miło 
spędzać razem czas. Przecież mało prawdopodobne jest, aby czwórka ludzi mogła się 
tak samo wzajemnie lubić.

Dobrze jest, gdy mąż i żona znajdą inną parę, która da się lubić. A jeżeli nie, co przecież 
często się zdarza, należy bez wahania zawiązywać przyjaźnie osobiste, w których 
współmałżonek może nie uczestniczyć.

Marge i Dianę były w tym samym żeńskim kole studenckim w college'u i były na swoich 
ślubach. Najpierw, mając małe dzieci w domu, niezbyt często rozmawiały ze sobą i 
zdawało się, że oddalają się od siebie. Lecz teraz są bliżej i często jadają razem lunch w 
restauracji. Ich mężowie raczej nie znajdują wspólnego języka, a wszelkie próby robienia 
czegokolwiek we czwórkę spełzły na niczym.

"Kiedy ja i Marge zdałyśmy sobie sprawę z faktu, że nasi mężowie wolą, gdy spotykamy 
się same - powiedziała Dianę - i kiedy przestałyśmy czuć się winne, że razem jemy 
lunch, kiedy nam się to podoba, nasza przyjaźń doznała swoistego uwolnienia. Obie 
mamy bzika na punkcie muzyki Bacha, czego nie znoszą Alan i Mark, więc czasami 
chodzimy razem na koncerty organowe. Teraz, gdy wracam do domu, przytulam się w 
łóżku do Alana i jestem mu bardzo wdzięczna za to, iż nie oczekuje ode mnie, że 
WSZYSTKIM będziemy się razem dzielić. A poza tym, dobrze się czuję, gdy mogę mu 
opowiedzieć o czymś nowym. Połowę przyjemności, jaką sprawiały mi koncerty, był fakt, 

43

background image

że mogłam opowiedzieć Alanowi, jak ta muzyka na mnie działa." Zatem, dzięki przyjaź-
niom, małżeństwa Marge i Dianę są wzbogacone, a nie zubożone.

6. Bądź przy gotowany do zmian swoich relacji -Weźmy pod uwagę taki przykład: 
Twoja młodsza siostra wszędzie z tobą chodziła, gdy ty dorastałeś i oczywiście byłeś 
osobą dominującą. Jeżeli w życiu dorosłym mają was łączyć zdrowe stosunki, musisz 
dać swej siostrze więcej swobody, musisz pozwolić jej być dorosłą, musisz uczynić ją 
równą sobie samemu. Jest to trudne, ponieważ lata uwarunkowań stworzyły zwichro-
wany układ. Jednak musi się to zmienić i oczywiście może, o ile jesteś gotów zmienić 
swój stosunek do innych.

Podobna modulacja jest niezbędna także w "uwalnianiu" kilkunastoletnich dzieci. Wydaje 
się, że to było tak niedawno, kiedy zawiązywaliśmy naszym dzieciom sznurowadła i 
braliśmy je za rękę, przechodząc przez jezdnię. Teraz należy oduczyć się tych 
zwyczajów, ponieważ to nie są już małe dzieci i nie są już od nas tak zależne.

Pewna mądra matka powiedziała mi ostatnio: "Są dwie rzeczy, które chciałabym dać 
swoim dzieciom. Jedna to korzenie, druga to skrzydła, to pierwsze jest jednak dużo 
łatwiejsze."

Henri Nouwen mówiąc o tym używa metafory gościnności.

"Dziwnym może się wydawać dyskutowanie o stosunkach między rodzicami i dziećmi w 
kategoriach gościnności. Ale przecież jedna z głównych cech chrześcijaństwa mówi, że 
dzieci nie są czymś, co można posiadać, ani czym można rządzić, lecz są one Darem, 
którym należy się opiekować i dbać o niego. Nasze dzieci są naszymi najważniejszymi 
gośćmi, którzy wchodzą do naszych domów, proszą o naszą opiekę, pozostają w nim 
trochę, a potem odchodzą swoimi własnymi drogami. "

Życzyłbym sobie, aby każdy rodzic, przychodzący do mnie po radę w sprawie problemów 
emocjonalnych swoich dzieci, wieszał sobie to hasło na lustrze w łazience i czytał je pięć 
razy dziennie. A to dlatego, że coraz częściej widzę tę "rzeź", której dokonują rodzice, 
zastępując miłość manipulacją.

Jeżeli chciałbyś przeczytać wspaniałą książkę o rodzicielstwie w ogóle i o tym, ile 
wolności dawać dzieciom, polecam "Obietnice dla Piotra" (Promises to Peter) Charliego 
Shedda. Razem z żoną staramy się czytać ją co roku. Dr Shedd opisuje w niej 
szczegółowo opracowany przez siebie plan "rosnącego samorządu" dla dzieci. 
Oczywiście może się zdarzyć, że ktoś nie zechce dawać swoim dzieciom tyle swobody, 
co rodzina Sheddów, ale jakiś plan stopniowej emancypacji trzeba stosować, bo inaczej 
nasze dzieci przestaną być naszymi przyjaciółmi.

Antropolog Gregory Bateson był pierwszym człowiekiem, który dokonał rozróżnienia 
między stosunkami komplementarnymi i symetrycznymi. Według niego stosunek 

44

background image

komplementarny ma miejsce w przypadku zachowań niejednakowych, 
charakteryzujących się zależnością i opiekuńczością, poczuciem wyższości i 
kompleksem niższości. Zaś stosunek symetryczny ma miejsce w przypadku osób 
równych sobie. Używając więc tego języka, stosunki między rodzicami i dziećmi powinny 
zmieniać się od komplementarnych do symetrycznych.

Należy jednak pamiętać, że taka zmiana jest równie trudna dla dzieci, jak i rodziców i 
żeby pojąć zażenowanie, jakiego doznaje dziecko, trzeba przyjrzeć się stosunkowi do 
własnych rodziców. Można mieć własne dzieci i wnuki, a mimo to w obecności własnych 
rodziców zachowywać się właśnie tak, jak dzieci.

Pewna światowej sławy aktorka skandynawska, mająca własną córkę zapytana została 
kiedyś, czy potrafiłaby odnosić się do swojej matki jak dorosły do dorosłego. "Bardzo 
bym chciała - powiedziała. - To moje wielkie marzenia. Niestety, moja matka ciągle chce 
być matką, a ja mam być córką. Ona robi to nieświadomie, ponieważ twierdzi, że tak nie 
jest. Tak już zostanie na zawsze. Być może i ja jestem tu winna, ponieważ ciągle, choć 
mimowolnie, zachowuję się jak córka. Bardzo chciałabym wiedzieć, kim moja matka jest 
naprawdę, poznać jej myśli, jej rozczarowania i nadzieje. Chciałabym ją poznać jako 
kobietę."

Podobne zmiany mają, a przynajmniej powinny mieć miejsce w małżeństwie. Wiele 
rozwodów spowodowane jest tym, że silniejszy partner nie jest w stanie przystosować 
się do wzrastającej niezależności drugiego. Ma to zazwyczaj miejsce, gdy żona jest 
osobą pasywną i znajduje się jakby na uboczu. Jest zaabsorbowana wychowywaniem 
dzieci przez kilkanaście lat i nagle "gniazdko" pustoszeje. Kobieta przygląda się wtedy 
sobie samej i dochodzi do wniosku, że musi zacząć domagać się należnego jej 
szacunku, aby przetrwać.

Mąż, który zawsze narzekał, że jego żona jest nieśmiała i usuwa się w cień, teraz jest 
zaskoczony i przerażony wzrostem jej pewności siebie.

Ten mechanizm może oczywiście zadziałać odwrotnie. Mężczyzna po czterdziestce, 
który był człowiekiem agresywnym i przesadnie męskim, może zacząć bardziej 
interesować się domem oraz delikatnymi i duchowymi aspektami życia. Kobieta zaś 
może mieć w tym momencie kłopoty z odnalezieniem się, w tak innej sytuacji domowej.

Nie są to sprawy łatwe, ale nasze uzależnienia wymagają zmian, a zdrowe stosunki 
wymagają elastyczności w reagowaniu na potrzeby takich zmian.

Gail Sheehy przeprowadziła kiedyś wywiad z mężczyzną w średnim wieku - wziętym 
projektantem - na temat jego małżeństwa i tego, czym w średnim wieku powinna być 
miłość. Powiedział on: "Sądzę, że miłość wymaga uznania własnych uzależnień. Dopiero 
potem można by zająć się czymś, co nie ma z nimi nic wspólnego. Na przykład, kiedy 

45

background image

oboje partnerzy chcą widzieć drugiego jak dojrzewa, bez względu na to, czy przyniesie 
im to jakiekolwiek korzyści."

"Myśli pan o znajdowaniu przyjemności w swobodnym przyglądaniu się wspólnemu 
życiu?" - spytała Sheedy.

"Tak. To jest to, co o wiele częściej zdarza się w głębokich przyjaźniach, niż w 
małżeństwie."

Zasadą numer pięć jest więc:
Stwarzaj przestrzenie wolności w swoich kontaktach towarzyskich

PIĘĆ WSKAZÓWEK WZMOCNIENIA ZAŻYŁOŚCI

Część druga

"Istnieje jedna świątynia we wszechświecie - ciało ludzkie.

Dotykamy nieba, dotykając ciała ludzkiego"

Thomas Carlyle

Dotknij mnie, proszę

Kilka lat temu grupa studentów medycyny odbywała praktykę na oddziale dziecięcym 
pewnego dużego szpitala. Wydawało się, że dzieci darzą szczególną sympatią jednego 
studenta, zawsze witały go z radością. Inni studenci nie mogli tego pojąć. W końcu 
postanowili podpatrzyć w czym rzecz. Nie zauważono niczego szczególnego do 
wieczora. Kiedy młody medyk wykonywał swój ostatni obchód, poznano tajemnicę. Ów 
student całował każde dziecko na dobranoc.

Pierwszą więc wskazówką pogłębienia zażyłości jest:
UŻYWAJ SWEGO CIAŁA DLA OKAZYWANIA CIEPŁA
Najsilniejszy organ twego ciała

Nasze ciało może stać się najlepszym narzędziem pomocnym w osiągnięciu 
autentycznej intymności w stosunku do ludzi znajdujących się wokół nas. Gdyby 
przyjrzeć się tym, którzy mają doskonałe stosunki z innymi, można by zauważyć, że - z 
pominięciem niewielkiej liczby tych, którzy zawzięcie ściskają każdego, kto jest w 
zasięgu ręki - większość z nich "ustawia" delikatnie zmysł dotyku i używa go we 

46

background image

wszystkich kontaktach z ludźmi. Tacy ludzie słuchają oczami, stają blisko rozmówcy i 
często używają dotyku jako środka komunikowania na poziomie tego właśnie ciepła.

Ashley Montagu napisał długą naukową książkę o sztuce dotykania. Demonstruje on w 
niej, że skóra ludzka, niegdyś uważana za zwykłe "okrycie" ciała ludzkiego, jest w 
rzeczywistości naszym najsilniejszym organem. Ponad pół miliona receptorów 
czuciowych połączonych jest poprzez rdzeń kręgowy z mózgiem. Człowiek może 
funkcjonować będąc pozbawionym wzroku, słuchu, węchu i smaku, ale niemożliwe jest 
przetrwanie bez funkcji pełnionych przez skórę. Kiedyś uważano, że zwierzęta liżą swoje 
małe tylko dla utrzymania ich w czystości. Montagu wykazał jednak, że mycie służy o 
wiele głębszemu celowi. Odpowiednia stymulacja skóry jest sprawą zasadniczą dla 
rozwoju organicznego i zachowawczego.
Powszechna potrzeba bycia dotykanym

Młode wszystkich ssaków przytulają się i ocierają o ciało swojej matki i rodzeństwa. 
Prawie każde zwierzę lubi jak się je głaszcze lub w jakikolwiek inny sposób miło pobudza 
jego skórę. Psy zdają się mieć nienasycone apetyty na pieszczoty, koty objawiają 
zadowolenie z pieszczot mruczeniem, a delfiny również lubią być delikatnie dotykane.

W dziewiętnastym wieku ponad połowa dzieci umierała w pierwszym roku życia z 
powodu marazmu (greckie słowo "marasmus" znaczy "uwiąd"). Według Montagu jeszcze 
w latach dwudziestych dwudziestego wieku procent umieralności dzieci w pierwszym 
roku życia w różnych sierocińcach amerykańskich dochodził do 100! Fascynującą lekturą 
o tym alarmującym zjawisku jest praca badawcza dra Henry'ego Chapina. Dr Chapin, 
znany psychiatra nowojorski, zwrócił uwagę, że niemowlęta trzymano w czystych i 
zadbanych pomieszczeniach, ale że rzadko były brane na ręce. Chapin zatrudniał więc 
kobiety, których zadaniem było branie tych niemowląt na ręce, gaworzenie i głaskanie 
ich. Procent umieralności znacznie się zmniejszył.

Kto ponosi odpowiedzialność za niepotrzebną śmierć tych wszystkich dzieci? Kierownicy 
sierocińców nie, ponieważ działali na podstawie "najlepszych" osiągalnych dla nich 
informacji. Winnym tego jest Emmet Holt Sr., profesor pediatrii w Columbia University. 
Holt był autorem broszury zatytułowanej "Opieka nad dziećmi i karmienie ich" wydanej

po raz pierwszy w 1894 roku (w roku 1935 wyszło jej piętnaste wydanie). Przez długie 
lata Holt był największym autorytetem, doktorem Spockiem swoich czasów. To właśnie w 
tamtej książeczce Holt nalegał, aby matki zaniechały kołysania i nie brały dzieci na ręce, 
gdy płaczą - żeby ich nie rozpieścić przesadną opieką. Czuła opieka uważana była za 
nienaukową.

Wiadomo obecnie, że małe dzieci denerwują się i stają się wyjątkowo aktywne, gdy 
pozbawione są kontaktu cielesnego. W wielu eksperymentach z dziećmi normalnymi i 
nienormalnymi te, które miały więcej kontaktu fizycznego z rodzicami lub innymi osobami 

47

background image

zajmującymi się nimi, wcześniej uczyły się chodzić i mówić oraz miały wyższy współ-
czynnik inteligencji.

Dzieci bardzo pragną tego kontaktu z rodzicami. Howard Maxwell j est człowiekiem 
nowoczesnym, więc kiedy jego czteroletnia córka "oszalała" na punkcie opowiadania o 
trzech świnkach i zażyczyła sobie, aby czytać jej to opowiadanie co wieczór, pan 
Maxwell - zadowolony z siebie - nagrał bajkę na taśmę magnetofonową. Gdy Melinda 
prosiła o bajkę, on po prostu włączał magnetofon. Funkcjonowało to dobrze przez kilka 
wieczorów, ale pewnego dnia Melinda przyszła do ojca i wetknęła mu książeczkę w ręce.

- "Ależ kochanie - powiedział ojciec - przecież wiesz, jak włączyć magnetofon. - Tak - 
odrzekła Melinda - ale nie mogę mu usiąść na kolanach."

Wielu rodziców przestaje dotykać swoje dzieci, gdy mają pięć lub sześć lat. Wkrótce 
dzieci przestają się dotykać nawzajem, naginając się w ten sposób do niesamowitej 
presji społecznej naszej kultury, która rezygnację z dotykania się uważa za cechę 
dorosłości. Podczas gdy Włosi i Francuzi dotykają się w trakcie rozmowy około stu razy 
w ciągu godziny, Amerykanie robią to mniej niż trzy razy. Gordon Inkeles, który był 
instruktorem masażu na uniwersytetach w całych Stanach Zjednoczonych, mówi, że 
skóra większości dorosłych Amerykanów jest "za-morzona". "Fakt, że skóra »głodowała« 
przez większą część życia staje się widoczny już po dwóch godzinach masażu - pisze 
Inkeles. - W tych chwilach ciszy, kiedy odbywa się masaż, można często zauważyć taki 
wyraz twarzy masowanego, który zarezerwowany jest zazwyczaj dla świętych i dla 
bożków hinduskich."

Istnieją tylko dwie sytuacje, w których większość z nas pozwala innemu dorosłemu 
dotykać się. Mianowicie, podczas stosunków płciowych oraz w czasie zabiegów 
przeprowadzanych przez osoby "upoważnione" do dotykania - krawców, fryzjerów, 
terapeutów i masażystów. Ci z kolei starają się zazwyczaj być chłodnymi, chyba że 
dotykanie ma tutaj być wstępem do seksu. Jednak pomiędzy seksem, a chłodem terapii 
istnieje cała gama doznań dotykowych.

Przyglądając się kontaktom Jezusa z Palestyńczykami, obserwuje się, jak Jezus ciągle 
dotyka ich. "Wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: »chcę, bądź oczyszczony*. I natychmiast 
został oczyszczony z trądu" (Mt 8, 3). Kiedy teściowa Piotra była chora, Jezus "ujął ją za 
rękę, a gorączka ją opuściła (...)" (Mt 8, 15) Kiedy zaś matki przyniosły do Jezusa swoje 
chore dzieci, Jezus"(...) biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je" (Mk 10, 16).
Jak komunikować serdeczność bez jednego słowa

Autobiografia aktorki Meliny Mercouri - "Urodziłam się Greczynką" - zaczyna się tak:

"Pierwszym człowiekiem, którego pokochałam, był Spiros. Był on nadzwyczaj przystojny i 
niezwykle uwodzicielski. Jego usta miały zapach słodszy niż usta innych mężczyzn, 
których znałam. Kochałam jego objęcia, objęcia pachnące różą i bazylią. Był silny i 

48

background image

wysoki. Uwielbiał mnie. To uczyniło moje dzieciństwo szczęśliwym. Spiros był moim 
dziadkiem."

Jeżeli chcesz zbliżyć się do ludzi, którzy są wokół ciebie, musisz zdać sobie sprawę z 
siły komunikowania, którą masz w swoich rękach. Podczas mojej pracy czasami nie 
wiem, co powiedzieć w obliczu złożonych problemów moich pacjentów. Wtedy 
odruchowo wstaję z fotela i kładę dłoń na ramieniu pacjenta, chcąc przekazać, co czuję.

Pewnego dnia przyszła do mej poradni zdenerwowana i załamana dziewczyna. Przez 
prawie całe spotkanie płakała. Tydzień później zamierzałem dyskutować z nią o jej 
sprawie, lecz ku mojemu zdziwieniu, dziewczyna nie wiedziała o czym poprzednio 
mówiliśmy! Jedno, co zapamiętała, to fakt, że objąłem ją, gdy wychodziła. Zarówno 
mężczyźni, jak i kobiety zwierzają się często, że najbardziej tęsknią za możliwością 
podejścia do ich partnerów i przytulenia się na chwilę.

Wylewność fizyczna jest równie odpychająca, jak wylewność werbalna. Ale gdy jest ona 
autentycznym wyrazem uczuć, dotyk może zbliżyć nas do drugiej osoby bardziej niż 
tysiące słów. Mężczyźni także mogą znaleźć męskie sposoby wyrażania swych uczuć w 
stosunku do siebie samych. Już zbliżenie się na odległość wyciągniętej ręki jest 
nośnikiem komunikacji. Klepnięcie po plecach, żartobliwy cios w brzuch albo ręka 
położona w trakcie rozmowy na ramieniu rozmówcy - to wszystko powinno znajdować się 
w słowniku twoich gestów.

W naszych kontaktach z przedstawicielami płci przeciwnej dotykanie nie musi być 
związane z seksem. Za pomocą demonstracji fizycznych oferujemy ulgę, dajemy zachętę 
lub wyrażamy czułość.

Kiedy alkoholizm Marka trzymał go mocno w swych szponach, poniedziałki były dla 
niego najgorsze. Po pijaństwie w czasie weekendu wlókł się jakoś do pracy, ale praca 
była ośmiogodzinnymi torturami. "Gdy wracałem wieczorem do domu - mówił Mark - 
zerkałem na skrzynkę na listy i szedłem prosto do sypialni. Nie chciałem z nikim 
rozmawiać. Ale często zdarzało się, że gdy leżałem na łóżku, czytając gazetę, moja 
córka Katrina wchodziła, żeby powiedzieć mi »cześć«. Widziała, że okropnie się czuję i 
jakby wiedziała, jak bardzo potrzebuję wsparcia, chociaż nie proszę o nie. Kładła się 
więc obok mnie, dotykając mej ręki. Bez słów czułem, że dzięki jej obecności trucizna 
opuszcza me ciało."

Dotyk zmysłowy

Najbliższa intymność dwóch osób może, oczywiście, być zwielokrotniona dzięki 
stymulacji zmysłowej oraz dzięki samemu seksowi. W uniesieniu miłosnym wielu z nas 
potrafi zakomunikować głębię miłości lepiej, niż potrafią dokonać tego słowa. Jednakże 
błędem jest ograniczanie kontaktów cielesnych do samego tylko stosunku płciowego. 

49

background image

Żyjemy w dobie wyzwolenia seksualnego i łamania wszelkich tabu, a jednak istnieje 
wiele par, które zdają się ignorować większą część ciała partnera. Wolni seksualnie 
kochankowie wiedzą wszystko o tak zwanych miejscach erogennych, ale wielu z nich 
ignoruje pozostałe 95% ciała partnera.

W naszej pracy z parami, mającymi różne problemy seksualne -najczęściej kobiety nie 
doznają orgazmu, a mężczyźni są impotentami -prawie zawsze dochodzimy do wniosku, 
że mąż i żona dosłownie nie dotykają się. To znaczy, że to, co znajdowało się w centrum 
ich związku - pieszczoty, objęcia, pocałunki - stopniowo zaczęło znikać. Nic więc 
dziwnego, że zaistniały takie kłopoty seksualne.

Kuracja wszelkich problemów seksualnych jest właściwie jedna: wszystkich nakłaniamy 
do dotykania się. Masters i Johnson opracowali specjalne ćwiczenia dla pobudzania 
zakończeń nerwowych, które przyniosą ćwiczącemu olbrzymią przyjemność. Oczywiście, 
nie potrzeba chodzić do poradni seksuologicznej, aby tam dokonywać tych ćwiczeń. Jest 
to bardzo prosta gra, w którą można znakomicie "grać" w domu. Gdyby każda para, 
łącznie z tymi, których pożycie seksualne jest w porządku, wykonywały te pobudzające 
ćwiczenia co jakiś czas, okazałoby się, że ich związek bardzo na tym korzysta.

Wybierzcie taki czas, kiedy będziecie mogli zamknąć się w sypialni bez obawy 
przeszkadzania wam ze strony innych. Nie powinno się tego robić późno wieczorem - 
wówczas oboje jesteście już zmęczeni. Teraz kładziecie się nago na łóżku. Przez 
pierwsze 20 minut jedna osoba jest dawcą, druga - biorcą. Jedynym zadaniem biorcy jest 
leżeć spokojnie i

pozwolić partnerowi działać. Nie należy się odwzajemniać, oglądać ani rozmawiać; 
chyba, żeby powiedzieć partnerowi, kiedy dotyk sprawia przyjemność, gdzie powinien 
dotykać delikatnie, gdzie mocniej. Podczas gdy partner delikatnie pociera twą skórę 
(dobrze jest stosować jakiś płyn, zmniejszający tarcie), należy zwracać baczną uwagę na 
różnorodność odczuwanych przez skórę bodźców. To, oczywiście, nie ma być preludium 
do stosunku płciowego i dlatego w czasie kilku pierwszych sesji nie zalecamy dotykania 
piersi i genitaliów.

Oczywiście, żadnego seksu potem! Dlaczego? Ponieważ nie myśląc o tam, co nadejdzie, 
można poświęcić 100 proc. swojej uwagi na doznania przenoszone przez skórę. Po 20 
minutach partnerzy zamieniają się rolami.

Wiele par przychodzi do naszego biura po takich ćwiczeniach i opowiada, że równie 
dużo przyjemności przyniosło im dawanie, jak i przyjmowanie pieszczot. Niektórzy ludzie 
po 20 czy 30 latach małżeństwa, przychodzą, mówiąc: "Wie pan, nigdy przedtem nie 
znałam tak ciała swojego partnera jak teraz i to mi się podoba!" Nie muszę pytać, żeby 
wiedzieć, iż druga strona też to polubiła.

50

background image

Doszliśmy też do wniosku, że mąż i żona, którzy różnią się pod względem 
zapotrzebowania na stosunki płciowe, będą spędzać więcej czasu na wspólnych 
pieszczotach, a ich potrzeby seksualne niejako wyrównają się. Partner narzekający 
wcześniej na niewystarczającą ilość seksu (zazwyczaj mąż), zadowala się rzadszymi 
stosunkami, dzięki przyjemności osiąganej podczas tego intensywnego dotykania. Zaś 
partner, który wcześniej był "wyłączony" przez większość czasu, teraz staje się bardziej 
pobudzony, dzięki tym nowym doświadczeniom i częściej pragnie stosunków płciowych.

Zatem wskazówką pierwszą dla kultywowania intymności z ukochaną osobą jest:
Używaj swego ciała dla okazywania ciepła

"Potrafię przeżyć dwa miesiące dzięki jednemu tylko

dobremu komplementowi''.

Mark Twain

O sztuce afirmacji

Swego czasu wykonano fascynującą pracę badawczą z uczniami drugiej klasy szkoły 
podstawowej. Nauczycielka narzekała, że coraz trudniej jest jej sprawować kontrolę nad 
uczniami. Wstawali, chodzili po klasie, rozmawiali - zamiast zajmować się pracą.

Dwóch psychologów spędziło kilka dni, siedząc z tyłu klasy ze stoperami w rękach. 
Uważnie obserwowali zachowanie zarówno dzieci, jak i nauczycielki. Co 10 sekund 
notowali liczbę dzieci, nie będących na swoich miejscach. Okazało się, że w każdym 
dwudziestominutowym okresie dzieci wstawały 360 razy, a nauczycielka 7 razy mówiła 
"siadaj!".

Psycholodzy zasugerowali, żeby nauczycielka świadomie częściej wypowiadała 
polecenie "siadaj". W ciągu następnych kilku dni nauczycielka wołała "siadaj" średnio 
27,5 razy w ciągu każdych 20 minut. Czy zmieniło to zachowanie dzieci? Niestety, nie. 
Wstawały ze swych miejsc 540 razy w ciągu tego czasu, a więc o 50 proc. częściej. Dla 
sprawdzenia danych badacze poprosili nauczycielkę, aby powróciła do swej poprzedniej 
częstotliwości upominania uczniów i okazało się, że w ciągu dwóch dni ilość "wyjść" z 
ławek powróciła dokładnie do poprzedniego poziomu. Wobec tego przez dwa następne 
dni ilość poleceń "siadaj" zwiększono i oczywiście dzieci częściej wstawały z miejsc.

Oto rewelacja: w ostatnim tygodniu pracy psychologowie poprosili nauczycielkę, aby 
całkowicie powstrzymała się od upominania dzieci, a zamiast tego, żeby spokojnie 
chwaliła te dzieci, które pozostawały na miejscach i wykonywały swą pracę. Rezultat był 
zaskakujący: ilość wyjść z ławek zmalała o 33 proc; był to więc najlepszy wynik w całym 
eksperymencie.

51

background image

Wniosek jest oczywisty: dzieci będą wzmacniać każde zachowanie, które zwróci na nie 
uwagę, nawet jeśli będzie to uwaga w negatywnym sensie tego słowa. W 
niebezpieczeństwie są więc rodzice, którzy surowo karzą "szalejące" dzieci, a nie 
zwracają uwagi, kiedy ich pociechy bawią się ładnie i grzecznie.

Trzeba jednak powiedzieć, że te pryncypia nie zostały sformułowane w ostatnich latach. 
Już dawno temu Lincoln powiedział: "Kropla miodu przyciągnie więcej much niż beczka 
żółci."

Jeżeli zatem szukasz sposobu powiększenia sukcesu w stosunkach z innymi ludźmi - 
ćwicz sztukę afirmacji. To, co sprawdziło się w przypadku dzieci w szkole, z pewnością 
przyniesie dobre rezultaty w stosunkach z twoimi pracownikami. W afirmacji jest coś z 
magii.

Drugą wskazówką będzie więc po prostu:
BĄDŹ HOJNY W POCHWAŁACH

W roku 1936 pewien nieznany instruktor YMCA (Związek Młodzieży Chrześcijańskiej) 
opublikował niepokaźną książeczkę. Zrezygnował on z dobrze płatnej pracy handlowca i 
opuścił Warrensburg w stanie Missouri z zamiarem nauczenia zasad kontaktów 
międzyludzkich, których nauczył się jako handlowiec. Dyrektorzy YMCA przy 23 Ulicy w 
Nowym Jorku nie chcieli płacić dwóch dolarów za lekcję nieznanemu instruktorowi. Ale 
kiedy nalegał i zaproponował zorganizowanie i prowadzenie kursu na zasadach 
komisyjnych, postanowili dać mu szansę.

W ciągu dwóch lat mężczyzna ten stał się niezwykle popularny. Zarabiał trzydzieści 
dolarów za wieczór, a nie dwa. Pewien wydawca zapisał się na jego kurs w Larchmont w 
stanie Nowy Jork. Wywarł na nim takie wrażenie, że zachęcił on instruktora do zebrania 
swojej wiedzy w książkę. Ten młody człowiek nazywał się Dale Carncgie, a jego książka 
"Jak zdobywać przyjaciół i wpływać na ludzi" przez 10 lat pozostawała na "liście 
przebojów" gazety "The New York Times". Jeszcze nigdy nie notowano takiego rekordu. 
W sumie sprzedano ponad 10 milionów egzemplarzy, a mimo to książka ta nadal 
sprzedaje się w nakładzie 200 tys. egzemplarzy rocznie.

Na czym polega wiedza pana Carnegie? Zawarta jest w rozdziale pt. "Wielka tajemnica 
postępowania z ludźmi". Oczywiście Carnegie nie stworzył wszystkiego tego, o czym 
pisze w swojej książce. Każdy dobry kochanek, każdy pierwszorzędny kierownik, każdy 
dobry rodzic stosuje tę technikę codziennie. Ty też używałeś jej w czasach, gdy najlepiej 
układały ci się stosunki z innymi. Właściwie całą tę technikę Carnegie zawarł w jednym 
zdaniu: "Bądź serdeczny w aprobowaniu i hojny w pochwałach".

Charles Schwab, przyszły rekin amerykańskiego przemysłu stalowego, był chyba jednym 
z pierwszych ludzi zarabiających milion dolarów rocznie. Dlaczego Andrew Carnegie, gdy 
został przemysłowcem, płacił Schwabowi ponad 3000 dolarów dziennie? Czy dlatego, że 

52

background image

wiedział o produkcji stali więcej niż inni? Nie. Schwab zawsze mawiał, że dla Carnegie'a 
pracuje wielu ludzi, których wiedza techniczna znacznie przerasta jego wiedzę.

Płacono mu tyle pieniędzy przede wszystkim za to, że wiedział jak należy postępować z 
ludźmi. Oto jego sekret, opisany jego własnymi słowami:
"Swoją umiejętność wzbudzania entuzjazmu u innych uważam za coś najbardziej 
wartościowego. To, co najlepsze w człowieku, można rozwinąć najlepiej poprzez 
zachęcanie i wyrażanie uznania. Nie ma nic bardziej zabójczego dla ambicji człowieka, 
jak krytycyzm ze strony przełożonych. Ja nigdy nikogo nie krytykuję. Wierzę w istnienie 
podniet do pracy. Więc chętnie chwalę ludzi, ale wystrzegam się wyszukiwania u nich 
błędów. Jeżeli coś mi się podoba, jestem serdeczny w wyrażaniu aprobaty i hojny w 
pochwałach."
Niektórzy znani krytycy atakowali tę technikę jako nieszczerą i manipulacyjną. Książka 
Dale'a Carnegie była wiele razy parodiowana i traktowana jako literatura naiwna. Cóż 
jednak nieszczerego i manipulacyjnego znajduje się w wypowiadaniu tego, że coś nam 
się w innych ludziach podoba? Afirmacja okazywana tylko dla uczynienia kogoś 
szczęśliwym jest przecież jedną z najprzyjemniejszych czynności dnia codziennego. 
Pozwólcie, że zilustruję powyższe rozważania pewnym incydentem z życia Carnegie, 
opisanym przez niego w książce:
"Pewnego razu stałem w kolejce na poczcie na rogu 33 Ulicy i 8 Alei w Nowym Jorku, bo 
chciałem nadać list polecony. Zauważyłem, że urzędnik był strasznie znudzony swoją 
pracą - ważeniem kopert, wydawaniem znaczków, wypisywaniem potwierdzeń przyjęcia - 
monotonną dłubaniną przez okrągły rok. Powiedziałem więc do siebie: »Spróbuję 
uczynić tego człowieka takim, jakim ja jestem.« Oczywiście, żeby mogło mi się to udać, 
muszę mu powiedzieć coś miłego. Nie o sobie, ale o nim samym. Zadałem sobie wobec 
tego pytanie: »Co w nim jest takiego, co mógłbym szczerze pochwalić ?«

To czasem trudno określić, zwłaszcza w przypadku obcych. W tym wypadku jednak 
sprawa była prosta. Spostrzegłem nagle coś, co niezwykle mi się spodobało.

W czasie, gdy ważył moją kopertę, powiedziałem z entuzjazmem: »Chciałbym bardzo 
mieć takie włosy, jak Pan.«

Spojrzał na mnie zaskoczony i uśmiech zabłysnął na jego twarzy. »No, nie są już takie, 
jak kiedyś« - powiedział skromnie. Zapewniłem go, że choć może straciły już co nieco ze 
swej wspaniałości, to mimo to godne są pozazdroszczenia. Zdawał się być niezwykle 
zadowolony. Porozmawialiśmy sobie miło przez chwilę, a na koniec on powiedział:» 
Wielu ludzi podziwiało już moje włosy.«

Opowiedziałem tę historię kiedyś w towarzystwie i pewien mężczyzna zapytał mnie:

»Co chciał pan tym sposobem od niego uzyskać?«

53

background image

Co ja próbowałem uzyskać od niego ?!!

Jeżeli będziemy tak niegodnie samolubni, to nigdy nie wyrazimy szczęścia i nie 
przekażemy odrobiny uznania bez chęci wydębienia czegoś w zamian... spotka nas 
porażka, na którą tak bardzo zasługujemy.

Owszem, zyskałem wiele od tamtego człowieka; coś bezcennego. Zyskałem uczucie, że 
zrobiłem dla niego coś, za co on w żaden sposób nie mógł mi się »zrewanżować«. 
Zyskałem uczucie, które płonie i śpiewa w naszej pamięci jeszcze długi czas po 
zaistnieniu takiego wydarzenia."
Jeśli nauczysz się wyszukiwać pozytywne cechy u innych ludzi, będziesz zaskoczony, 
jak wiele dobrego można u nich zaobserwować. Ralph Waldo Emerson, amerykański 
poeta i wykładowca, powiedział: "Każdy człowiek, którego spotykam, jest w jakiś sposób 
ode mnie lepszy." Jeżeli ktoś taki, jak Emerson mógł wypowiedzieć takie zdanie, 
dlaczego my, prości ludzie, nie mielibyśmy potrafić odkrywać w naszych bliźnich różnych 
wyróżniających ich cech.

Sztuka afirmacji nabędzie większej wartości, kiedy nauczymy się wyrażać pochwały, 
wtedy gdy nikt się ich nie spodziewa. Są, oczywiście, okazje, na przykład po smacznym 
posiłku lub interesującej przemowie. Mówienie komplementów jest swego rodzaju 
zwyczajem. Sir Henry Taylor w swej dziewiętnastowiecznej książce pt. "Mąż stanu" (The 
Statesman) twierdzi wręcz, że lepiej jest odczekać i przypomnieć sobie szczegóły 
zdarzenia później:
"Wyraź podziw dla przemowy, kiedy mówca usiądzie, a weźmie twój komplement za 
zwykły okaz uprzejmości. Ale poczekaj trochę i potem powiedz, jak duże wrażenie 
wywarła na tobie ta przemowa, a mówca będzie pamiętał twoją aprobatę dłużej niż ty 
jego wypowiedź."
Jak rozwijać umiejętność samooceny

Kiedy nabędziesz już tego wspaniałego zwyczaju wyrażania aprobaty w stosunku do 
ludzi, z którymi się spotykasz, spostrzeżesz pewien znakomity efekt kumulacyjny. Dr 
Paul Roberts, psycholog dziecięcy, mówi, że regularne wyrażanie akceptacji i miłości są 
bardzo ważnymi czynnikami w tworzeniu u dziecka obrazu samego siebie. Ta akumulacja 
powoduje, że dziecko dochodzi do wniosku: "Wiem, że mnie akceptują", a nie do 
konkluzji: "Może mnie akceptują, a może nie. Zobaczę, jak zareagują następnym razem."

Czy rodzice mogą cokolwiek zrobić w celu wytworzenia się w dziecku poczucia zaufania 
do siebie? "Tak, mogą", mówi Ruth Stafford Peale, współczesna działaczka religijna, 
żona znanego w USA pastora:
"Rzecz polega na tym, aby obserwować, gdzie znajdują się wrodzone zdolności dziecka, 
potem delikatnie (nie spodziewając się szybko wielkiego efektu) pokieruj je we właściwą 
stronę. Trudnym może okazać się dla ojca sportowca zrozumienie i pomoc synowi, który 

54

background image

wolałby grać w szachy niż w piłkę nożną. Ale to właśnie szachy są tym, czego potrzebuje 
chłopak, aby mogła rozwinąć się w nim pewność siebie. Jeżeli tę jedną rzecz będzie 
robił dobrze, wkrótce uwierzy, że także z innymi sprawami może sobie poradzić, a co 
ważniejsze, nie będzie bał się próbować."
Wyrażając afirmację albo powstrzymując się od tego możemy wywierać olbrzymi wpływ 
na zdolność samooceny innych ludzi. Podczas jednej z naszych terapii grupowych 
dyskutowaliśmy o problemie dotyczącym wyobrażenia o własnej powierzchowności. 
Różni ludzie opowiadali, jak sami siebie widzą. Wysoka i szczupła kobieta o pięknych 
długich włosach powiedziała:

- Widzę się grubą i pryszczatą.

- Czy to znaczy, że była pani kiedyś gruba i miała krosty? - zapytał ktoś.

- Nie, ja widzę siebie taką w tej chwili.

Jeśli już można było coś o niej powiedzieć, to była ona chuda, ale cerę miała jasną i 
ładną. Skąd więc ten wypaczony obraz własnej osoby? Bez wątpienia można stwierdzić, 
że w pewnym stadium jej rozwoju osobowego, prawdopodobnie we wczesnej dojrzałości, 
kobieta ta nie była atrakcyjna. Ten obraz utkwił w jej pamięci, a nie znalazł się nikt, kto by 
go zmienił. Był to przykład pięknej kobiety, która nie wiedziała, że jest piękna, bo nikt jej o 
tym nie powiedział.
O sile pobudzania dobra

Ktoś kiedyś powiedział: "Aprobata to bodziec dla światłych umysłów." Wszyscy mamy 
więc dostęp do tej olbrzymiej siły - możliwości

pobudzania innych za pomocą pochwały. Komplement nic przecież nie kosztuje, a mimo 
to są wśród nas tacy, którzy zrobiliby cokolwiek lub wszystko, żeby tylko ich pochwalić. 
Przodujący psycholog amerykański, William James, mówi: "Najgłębszym pragnieniem 
natury ludzkiej jest chęć bycia docenianym."

Oto, co Dale Carnegie mówi o pragnieniu pochwał: "Niewielu jest ludzi, którzy szczerze 
potrafią nasycić ten głód serca i dzięki temu »mieć w ręce innych«. Gdy taki człowiek 
umrze, nawet właścicielowi zakładu pogrzebowego jest przykro."

Gandhi inspirował miliony ludzi do łamania przestarzałych "norm" i dokonywania 
bohaterskich czynów. Louis Fischer, jeden z najwierniejszych biografów Gandhiego, tak 
mówi o sposobie inspirowania ludzi, stosowanym przez geniusza Hindusów: "Gandhi nie 
szukał złych cech w ludziach. Często zmieniał on ludzi, uważając ich nie za tych, którymi 
są, lecz za tych, którymi chcieliby być oraz traktował ich tak, jakby dobro istniejące w 
nich było nimi samymi".

55

background image

Większość z nas miała we wczesnych latach życia szczęście posiadania kogoś - 
nauczyciela, dziadka czy przyjaciela, kto się nami bardziej interesował, puszczał płazem 
niemądre błędy, a wyciągał na światło dzienne te ważne aspekty nas samych, których 
inni nie próbowali nawet szukać. Jeśli w ten sposób będziesz postępował w stosunku do 
innych ludzi, staniesz się ich dożywotnim wierzycielem i będą cię oni pamiętać jeszcze 
długo po twoim odejściu.

Kiedy Annę Morrow i Charles Lindbergh spotkali się, on był już narodowym bohaterem. 
Charles otrzymał nagrodę 40 000 dolarów za pokonanie Atlantyku. Latał od miasta do 
miasta, lansując lotnictwo. Ojciec Annę był ambasadorem w Meksyku. Podczas wizyty 
Lindbergha w tym państwie rozkwitła między nimi miłość, która miała połączyć tę parę na 
47 lat. Annę była nieśmiała, lecz pomimo tego że była żoną człowieka będącego zawsze 
w świetle reflektorów, została jedną z najpopularniejszych pisarek Ameryki.

Opisując swoje małżeństwo, mówi o tym, w jaki sposób osiągnęła sukces. Jej mąż 
wierzył w nią w niewiarygodnym stopniu:
"Być bardzo zakochaną, znaczy posiadać siłę do osiągnięcia wolności ... W idealnym 
układzie oboje małżonkowie dają sobie nawzajem wolność do poznania nowych i 
różnych światów. Nie byłam wyjątkiem od tej reguły. Odkrycie, że jestem kochaną było 
niewiarygodne i całkiem zmieniło mój świat, moje odczucia o życiu i o mnie samej. 
Otrzymałam pewność, siłę i prawie nowy charakter. Mężczyzna, którego miałam 
poślubić, wierzył we mnie i w to, co robię, aż w końcu i ja uwierzyłam, że potrafię zrobić 
więcej niż przedtem sądziłam".
Pozwólcie, że zilustruję silę afirmacji, odnosząc się do zdarzenia, które przytrafiło się 
mojemu przyjacielowi Bruce'owi Larsenowi. Oto jego własny opis tej sprawy:

"Pewnego dnia wcześnie rano musiałem zdążyć na połączenie lotnicze zNewark w 
stanie New.Jersey do Syracuse w stanie Nowy Jork. Poprzedniej nocy wróciłem późno z 
pewnej konferencji, a teraz śpieszyłem się na następną.

Byłem zmęczony. Nie zaplanowałem sobie dobrze rozkładu zajęć i okazało się, że byłem 
zupełnie nieprzygotowany do wypełnienia napiętego programu moich przyszłych działań. 
Wstałem wcześnie, w pośpiechu zjadłem śniadanie i ruszyłem na lotnisko z poczuciem, 
którego nie można było nazwać pozytywnym. Było mi żal samego siebie.

Siedząc w samolocie, z notatnikiem na kolanach, modliłem się: »O Boże, pomóż mi. 
Spraw, bym mógł napisać coś, co przyda się twemu ludowi w Syracuse«.

Nic mi jednak nie przychodziło do głowy. Zanotowałem coś niecoś wyrywkowo i czułem 
się podle, z minuty na minutę coraz bardziej winny. Taką sytuację można by porównać do 
swego rodzaju pomieszania zmysłów. Zaprzecza to wszystkiemu, co wiemy o Bogu i o 
jego zdolności wybawiania ludzi z opresji. Mniej więcej w połowie tego krótkiego lotu 
pojawiła się stewardessa, roznosząc kawę. Pasażerami w tym rejsie byli sami 

56

background image

mężczyźni, ponieważ kobiety mają zbyt dużo rozsądku, żeby wybierać się w podróż 
samolotem o tej porze dnia. Stewardessa, zbliżając się powoli do mnie, nagle 
wykrzyknęła: Hej, ktoś tutaj używa wody po goleniu »English Leather«. Nie potrafię 
oprzeć się mężczyźnie używającemu tej wody. Kto to jest?

Szybko podniosłem rękę i powiedziałem, że to ja.

Stewardessa natychmiast do mnie podeszła i powąchała mój policzek, a ja 
rozkoszowałem się tą uwagą i wyrazem uznania w oczach innych pasażerów.

Przez resztę lotu, gdy tylko stewardessa przechodziła obok mnie, żartowaliśmy wesoło. 
Ona coś komentowała, a ja odpowiadałem z humorem. Dwadzieścia minut później, kiedy 
samolot podchodził do lądowania, zdałem sobie sprawę z tego, że moje »szaleństwo« 
minęło. Pomimo faktu, że nic mi się nie udawało - rozplanowanie dnia, przygotowanie do 
konferencji, moja własna postawa - wszystko nagle się zmieniło. Ponownie wiedziałem, 
że kocham Boga, i że On mnie kocha, pomimo moich niepowodzeń.

Co więcej, czułem, że kocham siebie i ludzi wokoło, i tych, którzy czekali na mnie w 
Syracuse. Byłem jak ów szaleniec z Gerazim po tym, jak Jezus położył na nim swoje 
dłonie: odziany, przy zdrowych zmysłach

i siedzący u stóp Jezusa. Spojrzałem na notatnik i ujrzałem stronę pełną myśli, które 
będą użyteczne podczas tego weekendu.

»Boże - zadumałem się - jak to się stało ?«

Wtedy właśnie doszedłem do wniosku, że ktoś wszedł w moje życie i przekręcił klucz. Był 
to całkiem malutki kluczyk, przekręcony przez zupełnie nieoczekiwaną osobę. Lecz ten 
prosty akt afirmacji, ta nieoczekiwana i niezasłużona uwaga ze strony innych, przywróciły 
mi jasność umysłu ".

Sztuka afirmacji to cudowny klucz. Pablo Casalas powiedział: "Dopóki ktoś potrafi 
podziwiać i kochać, pozostaje na zawsze młodym". Wobec tego drugą wskazówką do 
pogłębiania intymności będzie:
Bądź hojny w pochwałach

"Odkryliśmy znakomite czteroliterowe słowo

dla psychoterapii: mowa ".

Penni i Richard Crenna

Koncepcja małżeństwa przy filiżance kawy

57

background image

"Droga Anno,

Mój mąż nie rozmawia ze mną. On zwyczajnie siada przed telewizorem lub czyta gazetę. 
Gdy zapytam go o coś, odpowiada: "aha" lub "no". Czasem nawet i tego nie zrobi. 
Wszystko, czego potrzebuje to gospodyni i kogoś, z kim by się przespał, kiedy ma na to 
ochotę. Są takie chwile, kiedy zastanawiam się, dlaczego on w ogóle się ożenił".

Tego typu narzekania nie są rzadkością. Z powodów, które są zupełnie jasne, wielu z nas 
ma tendencję do tego, by przestać rozmawiać z najważniejszymi ludźmi w naszym życiu. 
Niedawno pewien psycholog przeprowadził eksperyment, mający na celu określenie 
ilości czasu poświęcanego na rozmowę pomiędzy przeciętnym mężem i żoną w ciągu 
jednego tygodnia. Aby pomiar mógł być dokładny, nasz badacz zaopatrzył każdego z 
partnerów w przenośny mikrofon i liczył w ten sposób każde wypowiedziane słowo: 
rozmowy o niczym w drodze do sklepu,

prośby o podanie chleba podczas posiłku - dosłownie wszystko. W tygodniu jest 168 
godzin, czyli 10 080 minut. Jak sądzicie, ile czasu przeciętne małżeństwo poświęca z 
tego na rozmowę? Nie, nie 10 godzin, nie godzinę, ani nawet nie pół godziny. Średnio 
rozmowy zajęły 17 (siedemnaście) minut! Germaine Greer, współczesna pisarka 
amerykańska, mówi: "Samotność jest najokrutniejsza wtedy, kiedy odczuwa się ją w 
towarzystwie bliskiej osoby, która zaprzestała komunikowania się".
Przyczyna pewnego romansu

Mówi się, że rozmowa niewiele kosztuje, ale jest ona zasadniczym elementem dobrych 
kontaktów międzyludzkich. Już od wielu lat do mojej przychodni przychodzi kobieta 
zamężna, która ostatnio nawiązała "romans" z jakimś mężczyzną. Sądziłem, że 
większość energii podczas ich potajemnych spotkań tracą na seks. "Nie - powiedziała - 
szczerze mówiąc, spałam z nim tylko dwa czy trzy razy i nie okazało się to wcale takie 
wspaniałe. Powodem, dla którego tak bardzo go kocham i dla którego chcę być przy nim 
jest to, że możemy ze sobą rozmawiać. Dyskutujemy o różnych rzeczach całymi 
godzinami. Boże! Jakie to wspaniałe rozmawiać z kimś takim jak on, opowiadać mu o 
tym, co się czuje i otrzymywać w zamian to samo. Dlaczego ja i mój mąż nie potrafiliśmy 
nigdy się tak porozumieć?"

Prawdopodobnie jest wiele powodów, dla których to małżeństwo nie mogło się 
porozumieć. Jednym z nich może być fakt, że małżonek nie zdaje sobie sprawy z tego, 
jak ważnym czynnikiem jest rozmowa.

Eric Hoffer był dokerem w San Francisco. Spędzał całe wieczory na pisaniu książek o 
filozofii. Sławę przyniosły mu: "Naprawdę wierny" (TheTrueBeliever), "Próbazmiany" (The 
OrdealofChange), "Żarliwość umysłu" (The Passionate State of Mind). Dzieciństwo 
Hoffera nie było łatwe. Matka zmarła mu, kiedy miał siedem lat, a w tym samym roku 
sam Hoffer nagle i z niewyjaśnionych przyczyn stracił wzrok. Aż do momentu odzyskania 

58

background image

wzroku, w wieku 15 lat, opiekowała się nim wieśniaczka bawarska. To ona nauczyła go, 
jak ważną rzeczą jest rozmawiać. Napisał o niej:

"Ta kobieta z pewnością mnie kochała, ponieważ te osiem lat ślepoty uważam za 
szczęśliwe. Pamiętam, że dużo rozmawialiśmy ze sobą i śmialiśmy się. Musiałem dużo 
mówić, bo Martha ciągle powtarzała: Pamiętam, jak mówiłeś... Ona rzeczywiście 
pamiętała wszystko, co powiedziałem i dlatego przez całe życie mam wrażenie, że 
wszystko, o czym myślę i wszystko, co mówię warte jest wysłuchania i zapamiętania. To 
ona dała mi to poczucie".

Oczywiście, rozmowa niekoniecznie prowadzi do zbliżenia. Istnieją przecież różne 
rodzaje rozmów, zwykła wymiana słów między ludźmi nie gwarantuje zażyłości. Niemniej 
jednak, zażyłość nie jest w ogóle możliwa bez rozmawiania. Aby poznać i kochać, należy 
przez długie lata regularnie rozmawiać. Wydaje się to oczywiste, ale przecież tak wiele 
kontaktów towarzyskich psuje się z powodu zaniechania rozmów. Wobec tego zasadą 
numer trzy będzie:
REZERWUJ SOBIE CZAS NA ROZMOWY

Od ponad 10 lat w każdy czwartek Stan i Richard grywali w golfa. Są oni zupełnie 
różnymi typami ludzi. Stan ma mały warsztat naprawy telewizorów, a Richard jest 
aktorem reklamowym. Ale popołudnia na polu golfowym są dla nich obu ważnym 
rytuałem i żaden z nich, o ile gdzieś nie wyjeżdża, nie próbuje nawet w najmniejszym 
stopniu podważać tego zwyczaju.

"Robimy to dla zachowania sprawności fizycznej i jednocześnie traktujemy jako okazję 
do wyjścia z domu - mówi Stan. Jednak najważniejszym powodem, o którym obaj wiemy, 
jest to, że mamy wtedy okazję porozmawiać. Po prostu potrzebujemy spotykać się raz w 
tygodniu".
Plan rozmowy

Charlie Shedd napisał więcej i mądrzej na temat małżeństwa, niż ktokolwiek inny. On ma 
prawo mówić na ten temat. Wychował pięcioro dzieci, a razem z Martą stworzyli jedno z 
najwspanialszych małżeństw w Ameryce. W jednej ze swych książek Shedd mówi o tym, 
że zawarł z żoną dwa porozumienia, dzięki którym ich stosunek wzajemny miał szansę 
dobrze się układać: raz w tygodniu wspólny samotny posiłek i 15 minut codziennego 
wnikania w głąb siebie.

Pierwsze dotyczy posiłku spędzonego tylko we dwoje, bez gości, bez rozrywek. "To 
może być lunch - wyjaśnia Charlie - ale gdziekolwiek i kiedykolwiek byśmy byli, opieramy 
łokcie na stole i spoglądamy sobie głęboko w oczy. Zaglądamy do wnętrza naszych 
dusz".

59

background image

Drugie porozumienie - codzienne piętnastominutowe wnikanie w głąb nie jest 
przeznaczone na dyskutowanie o rachunkach albo o problemach dzieci lub na 
planowanie pikniku. Tematem tej rozmowy jest: "Co się dzieje tam, wewnątrz Marty i 
Charliego?"

Inna para, którą znam, opowiada o ich "koncepcji małżeństwa przy filiżance kawy". Kiedy 
zjedzą obiad, a naczynia znajdą się w zlewozmywaku, nalewają sobie jeszcze po jednej 
filiżance kawy i opowiadają sobie o swoim dniu. Rąbka tajemnicy owej filiżanki kawy 
uchyla mąż: "Sądzę, że gdybym kiedyś do końca zrozumiał moj ą żonę, nasze życie 
stałoby się mniej interesujące. Ona jednak nigdy nie straciła dla mnie swego rodzaju 
tajemniczości i dlatego zawsze niecierpliwie wyczekuję naszych wieczornych rozmów, 
ponieważ wiem, że za każdym razem dowiem się o niej czegoś nowego".

Kolejna para małżeńska utrzymuje, że muszą chodzić do pobliskiej kawiarenki, aby tam 
porozmawiać o poważnych sprawach. W domu łatwo jest opuścić ręce i zająć się 
bielizną albo oglądaniem zawsze obecnego telewizora w czasie, gdy partner do ciebie 
mówi. Spróbuj zaprosić małżonka na kawę, usiąść naprzeciw niego, wziąć go za ręce, a 
zobaczysz, co to znaczy niczym nie zajęta uwaga podczas rozmowy.

Faktem jest, że dobra i bogata konwersacja jest możliwa wtedy, kiedy jej naprawdę 
chcemy.
Jak rozmawiać z dziećmi

Również w przypadku dzieci, ważne jest, by znaleźć czas na rozmowę. W książce pt.: 
"Obietnice dla Piotra" Charlie Shedd pisze o innym sekrecie, którego treść może pomóc 
Ci w domu. Kiedy jego dzieci dorastały, miał zwyczaj każde z osobna zabierać raz w 
miesiącu na obiad do miasta. Zazwyczaj dzieci wybierały restaurację. A po rozmowie 
wchodzili do pewnego sklepu i kupowali coś taniego za 50 centów. Shedd mówi, że 
nawet wtedy, gdy dzieci osiągają swój "wiek jaskiniowy" (okres wczesnej dorosłości, w 
którym przestają rozmawiać z rodzicami, mieszkają w czymś, co ledwie przypomina 
pokój, eta), mimo wszystko znajdują zadowolenie w takich jak ich, rozmowach. 
"Czasami, dla żartu, mówiłem do jednego z mieszkańców jaskini: Dzisiaj wychodzimy! 
Wolałbyś raczej nie iść? Nie uwierzycie, ale nigdy nie spotkałem się z odmową".
Mówienie to wysiłek

Jednym z powodów, dla których unikamy regularnych rozmów jest fakt, że poważna 
rozmowa z bliską osobą wymaga czasem wiele wysiłku. Pewna matka opowiedziała mi o 
tym, jak co wieczór przed położeniem dzieci do łóżek przez jakieś pół godziny planują 
różne przyszłe zadania lub dyskutują o tym, co się danego dnia wydarzyło albo też 
matka daje dzieciom reprymendę, co zresztą jest najtrudniejsze. "Zupełnie dobrze daję 
sobie radę z moimi dziećmi, z opowiadaniem bajek, zabawami, przygotowywaniem 
posiłków. Ale siedzenie z nimi i rozmawianie przychodzi mi naprawdę ciężko".

60

background image

To rzeczywiście może być dla niej trudne, ale dzieci tej kobiety są szczęśliwe, że mają 
taką matkę. Jeżeli więc jesteśmy tak bardzo zajęci różnymi codziennymi czynnościami, 
że nie mamy czasu na rozmowę z dziećmi, to znaczy, że naprawdę jesteśmy ZBYT 
zajęci.

Pewnego dnia, Franciszek Ksawery zmęczony swą ciężką pracą misjonarską poszedł do 
swego pokoju, wydając przedtem kategoryczne polecenie, aby mu pod żadnym pozorem 
nie przeszkadzano. Ale ledwo drzwi się zamknęły, zaraz znów się otworzyły i Ksawery 
dodał: "Obudźcie mnie jednak, gdyby przyszło któreś dziecko".

Trzecią zasadą będzie więc:
Rezerwuj sobie czas na rozmowy

"Naczelnym obowiązkiem miłości jest słuchać".

PaulTillich

O polepszaniu umiejętności prowadzenia rozmowy

Znałem kiedyś kobietę, która nienawidziła przyjęć. Opowiadała mi o tym tak: "Zanim 
poszłam na jakieś spotkanie, mówiłam sobie: postaraj się teraz. Bądź wesoła. Wyrażaj 
się błyskotliwie. Rozmawiaj. Ale żeby móc podołać temu zadaniu, musiałam sporo pić i w 
rezultacie wracałam do domu załamana. Ja po prostu nie nadawałam się do tego".

"Ale teraz, zanim pójdę na party - mówi ta sama kobieta - mówię sobie, że mam słuchać 
z podziwem każdego, kto mówi do mnie, że mam starać się poznać mówcę bez 
stosowania presji mojego własnego intelektu; bez sprzeciwiania się, bez zmieniania 
tematu. Moją dewizą jest po prostu: powiedz mi więcej. Wtedy taka osoba pokazuje mi 
swoją duszę. Początkowo są to bardzo proste i skromne rozmowy, jednak wkrótce twój 
rozmówca zacznie się przed tobą otwierać, pokaże swoje prawdziwe Ja. Właśnie wtedy 
stanie się on, lub ona, wspaniale ożywiony".

Nie trzeba być psychologiem, żeby o tym wiedzieć. Dzięki takiej postawie kobieta ta jest 
poszukiwana w towarzystwie przez wiele osób. Ona po prostu poznała sztukę 
przyciągania do siebie innych w trakcie rozmowy. Czwartą zasadą kultywowania 
zażyłości jest więc:
NAUCZ SIĘ SŁUCHAĆ

Wielu ludzi uważa się za zbyt cichych lub zbyt nerwowych w licznym towarzystwie i w 
związku z tym są pełni obaw, związanych z tym, że nie mają nic ciekawego do 
powiedzenia. W rzeczywistości jednak nie trzeba być dowcipnym i gadatliwym, aby być 
dobrym rozmówcą. Zasadniczą sprawą jest tu umiejętność słuchania.

61

background image

Opiszę teraz prostą zasadę, dzięki której staniecie się interesującymi rozmówcami. 
Pamiętam jeszcze ten dzień, kiedy poszedłem odwiedzić Billa Carrutha, który przybył do 
naszego małego miasteczka teksańskiego, aby nauczać historii. Człowiek ten wspaniale 
się ubierał i był najdowcipniejszym i najbardziej światowym człowiekiem, jakiego znałem. 
Dziwnym jednak trafem zainteresował się cichym i zakłopotanym chłopakiem.

"Panie Carruth - powiedziałem - chciałbym, aby nauczył mnie pan rozmawiać z innymi 
ludźmi, tak jak pan to robi. Zawsze jest mi trudno wymyśleć coś ciekawego do 
powiedzenia. Słuchaj - odpowiedział -sekret bycia interesującym polega na byciu 
zainteresowanym".

Ta prosta zasada dobrze funkcjonuje już przez 25 lat mojego zajmowania się ludźmi i 
mogę bez przesady dodać, że w moim przypadku chodzi przecież o tysiące ludzi. Należy 
zadawać pytania, na które rozmówcy będą z chęcią odpowiadać. Należy też zachęcać 
ludzi do opowiadania o sobie.
0 terapii słuchania

Pacjenci przychodzą do przychodni psychiatrycznych, bo wiedzą, że tak niewielu łudzi 
potrafi naprawdę słuchać innych.

Kiedy pewna kobieta opowiadała znajomym, że była na seansie psychiatrycznym, któraś 
z jej uczęszczających do kościoła koleżanek, upomniała ją: "Masz przecież przyjaciół 
chrześcijan. Dlaczego nie porozmawiasz z nimi, kiedy masz kłopoty? No właśnie - 
odpowiedziała - to prawdopodobnie byłoby to, o co mi chodzi, gdyby tylko oni słuchali 
mnie naprawdę. Ale czy wiesz, jak szybko ci znajomi wytrącają mnie z rytmu i zaczynają 
opowiadać o sobie samych? Trochę mnie krępuje płacenie za to, ale gdy ktoś poświęca 
mi 50 minut i autentycznie uważnie mnie słucha przez ten czas, to dla mnie jest 
prawdziwym lekarstwem".
Dlaczego słuchający jest zawsze lubiany

Ponieważ tak niewielu ludzi potrafi uważnie słuchać innych, ci, którzy się tego nauczą 
mają zagwarantowane wszystkie przyjaźnie i mogą być pewni zdecydowanego 
polepszenia swych obecnych kontaktów towarzyskich. "Drogą do serca jest ucho" - 
powiedział kiedyś Wolter.

Dr Carl Rogers, jeden z najlepszych psychologów amerykańskich mówi, że czasami 
podczas rozmowy z pacjentem zauważa nagle, że wokół oczu mówiącego pojawia się 
coś wilgotnego, co zdaje się mówić: "Dzięki Bogu! Nareszcie ktoś mnie słucha!"

A jak rozmawiał sam Chrystus? Mówi się często, że był On wielkim Nauczycielem i 
Uzdrowicielem, ale przecież Jego doświadczenia z ludźmi wykazują także to, że był On 
również uważnym Słuchaczem. Zadawał pytania trędowatym, rzymskim oficerom, 

62

background image

ślepcom, rabinom, prostytutkom, rybakom, politykom, matkom, zagorzalcom religijnym, 
inwalidom i prawnikom.

Ta Jego cecha była czymś niezwykłym. Wielu tzw. geniuszów ma tylko wyjściowe obiegi 
komunikacji; tacy bez przerwy mówią. Jezus pokazał jak należy uruchamiać swego 
rodzaju "kanały" wejściowe. On najpierw słuchał innych.

Skoro więc jest to tak istotne, pomocne może okazać się zapoznanie się z cechami 
dobrych słuchaczy.

1. Dobrzy słuchacze słuchają oczami - Specjaliści od komunikowania się twierdzą, że 
nawet wtedy, kiedy mamy usta zamknięte, możemy mówić. Gdy ktoś do ciebie mówi, 
odbiera wiele informacji na temat tego, jak jesteś zainteresowany tym, co mówi. Pamiętaj 
więc: najlepszym sposobem na to, by zostać interesującym jest bycie zainteresowanym, 
a stopień twojego zainteresowania mierzony jest sposobem "mowy" całego ciała.

Jednym z najlepszych wskaźników jest kontakt wzrokowy. Jeżeli gapisz się na ściany 
albo na innych ludzi, mówiący do ciebie od razu rozumie, jak mało obchodzi cię to, o 
czym on mówi. Z drugiej zaś strony, jeżeli będziesz patrzył swemu rozmówcy prosto w 
oczy, zdziwi cię na pewno to, w jak szybkim tempie "odbierze" on ten komplement.

Po wizycie Gordona Gosby, duchownego z Kościoła Zbawiciela w Waszyngtonie, ktoś 
powiedział: "Niesamowite jak ten człowiek potrafi słuchać. Gdy do niego mówisz, patrzy 
ci prosto w oczy. Wydaje się, że o niczym innym nie myśli i chwyta każde wypowiedziane 
słowo. To schlebia, gdy ktoś poświęca ci tyle uwagi."

Wzrok jest jak silny magnes w porozumiewaniu się z innymi. Dr Julius Fast, autor książki 
pt: "Język ciała" (Body Language), badał gesty zalotów i stwierdził, że najlepszym z nich 
jest dłuższy kontakt wzrokowy.

"Jeżeli ktoś pochwyci twoje spojrzenie - mówi dr Fast - dłuższe, niż powiedzmy 2 
sekundy, stanie się jasne dla niego, że jesteś nim zainteresowany".

2. Dobry słuchacz oszczędnie szafuje radami - W czasie ciemnych dni wojny, Lincoln 
napisał do starego przyjaciela i kolegi, prawnika, Lepnarda Swetta w Springfield, prosząc 
go o przyjazd do Waszyngtonu. Napisałmu, że ma jakieś kłopoty, o których chciałby z 
nim porozmawiać.

Swett pospieszył do Białego Domu i Lincoln mógł rozmawiać ze swym przyjacielem 
przez kilka godzin na temat proponowanej proklamacji zniesienia niewolnictwa. 
Przedyskutował wszystkie argumenty za i przeciw, a potem przeczytał listy i artykuły z 
prasy, w których jedni potępiali go za to, że jeszcze nie uwolnił niewolników, a inni robili 
to samo z obawy, że on tych niewolników uwolni. Prowadził rozmowę aż do późnego 
wieczora, potem uścisnął dłoń swego przyjaciela i odesłał go z powrotem do Illinois, nie 

63

background image

zadając ani jednego pytania w tym względzie. Lincoln cały czas mówił sam. Zdawało się, 
że rozjaśnia mu to umysł. "Wydawało mi się, że po tej wielogodzinnej przemowie Lincoln 
poczuł się jakby lżej" - powiedział potem Sweet. On nie oczekiwał porad. On po prostu 
potrzebował przyjacielskiego i uważnego słuchacza, przy którym mógłby zrzucić ciężar z 
serca.

Eksperci w sprawach dotyczących miłości są bardzo ostrożni w udzielaniu porad. Kiedy 
ludzie przychodzą do ciebie ze swoimi problemami, może zdawać się, że poszukują rady. 
Ale często zdarza się, że podziękują ci już za uważne wysłuchanie ich. Dzięki tobie 
bowiem wyrzucają z siebie swoje problemy na stół między wami i sprawy stają się na tyle 
jasne, że sami potrafią podjąć własne decyzje.

W przypadku ludzi młodych należy bardzo uważać na to, by poprzez oferowanie 
nadmiernej ilości porad nie przerwać rozmowy w ogóle. Philip Wylie, pisarz amerykański, 
analizując problem konfliktu pokoleń mówi:
"Podstawowe narzekania młodych Amerykanów... nie dotyczą hipokryzji, kłamstw, 
błędów i problemów, które odziedziczyli. Ich problemem jest natomiast to, że nie mogą, 
czy też nie potrafią rozmawiać z dorosłymi ... Dochodzę do wniosku, że olbrzymia 
większość naszych dzieci nigdy nie doznała prawdziwej przyjaźni ze strony choćby 
jednej dorosłej osoby. Dlaczego? Na to pytanie mamy tylko jedną odpowiedź: ich wysiłki 
zmierzające do dogadania się z nami, niezmiennie i zawsze spełzają na niczym".
3. Dobry słuchacz zawsze zachowuje tajemnicę - Jedną z oznak pogłębiającej się 
przyjaźni jest powierzanie Ci przez innych swoich sekretów. Krok po kroku odbierasz 
cząstki informacji, które, gdybyś je ujawnił,

mogłyby zaszkodzić twojemu partnerowi. Wobec tego czeka on i sprawdza, jak 
postępujesz z jego tajemnicą. Jeżeli "obchodzisz się" właściwie z powierzonym 
sekretem, oddycha z ulgą i mówi więcej o sobie.

Wobec tego naczelną zasadą dla każdego, kto pragnie głębokiej przyjaźni jest: trzymać 
język za zębami. Nie ma takiej rzeczy, która by szybciej odpychała innych od nas, jak 
odkrycie, że ujawniliśmy ich sekrety, które nam powierzyli.

Jeżeli jesteś jak przedziurawiona dętka, inni wkrótce się o tym dowiedzą. Opowiadając 
innym rzeczy powiedziane tylko tobie, od razu przyrównujesz się do ludzi określanych 
mianem konfidentów. Nie trzeba być bardzo inteligentnym, żeby dojść do wniosku, że 
jeżeli powtarzasz swojemu rozmówcy tajemnice innych, to wkrótce i jego sekrety spotka 
ten sam los.

Żeby więc móc stać się powiernikiem danej osoby, nie należy nikomu mówić, że jest się 
już kimś takim dla kogoś innego. Niektórym z nas przychodzi to niełatwo, ponieważ 
nasza potrzeba bycia aprobowanym popycha nas do pokazania innym, że są ludzie, 

64

background image

którzy nam wierzą. Trzeba tutaj jednak uważać: szybko może się okazać, że nikt nam nie 
ufa.

Pewien mężczyzna wychodził pijany z baru i omal nie przewrócił napotkanego 
przypadkowo pastora.

"O, pastorze, przykro mi, że widzi mnie pan w takim stanie. - Hm, nie wiem, dlaczego 
miałoby być ci przykro, że JA widzę cię takiego. W końcu teraz przecież Pan Bóg patrzy 
na ciebie, nieprawdaż? - Tak, odpowiedział pijany - ale On nie jest takim plotkarzem, jak 
pan, pastorze".

4. Dobry słuchacz zamyka pętlę - W książce pt.: "Miraże małżeństwa" (Mirrages of 
Marriage), Lederer i Jackson proponują ćwiczenie, dzięki któremu zdobędziesz przyjaciół 
i polepszysz swoje isniejące już relacje z innymi. Ma ono na celu pomóc ludziom 
uzupełniać pętlę porozumienia.

Oto przykład nie zamkniętej pętli: małżonkowie jadą samochodem wzdłuż plaży. Ona 
mówi:

"Jaki piękny zachód słońca". Odpowiedź męża? Cisza. Absolutna cisza. Co to może dla 
niej oznaczać?

Cisza w takim przypadku może zadziałać jak negatywne sprzężenie zwrotne. Tak jak 
uszkodzona aparatura pokładowa rakiety kosmicznej, która mówi ci, że coś nie jest w 
porządku, ale w żaden sposób nie określi dokładnie co.

Trzeba więc posiąść zwyczaj uzupełniania pętli. Lederer i Jackson nakreślają trzy 
podstawowe stopnie tego ćwiczenia:

1. Osoba A wypowiada coś.

2. Osoba B odbiera wiadomość.

3. Osoba A potwierdza odbiór informacji.

Na przykład:

- Mary: Czy odebrałeś rzeczy z pralni?

- Dick: Nie, nie odebrałem. Nie miałem gdzie zaparkować.

- Mary: Być może ja będę mogła zrobić to jutro.

Albo inny przykład:

65

background image

- Joan: Wpadłam dzisiaj do Boba Bartleta.

- Gail: Co u niego słychać?

- Joan: Zdaje się, że wszystko w porządku.

Uważne słuchanie kogoś jest najlepszym komplementem. Pokazujesz wtedy, że cenisz 
to, co myśli twój rozmówca.

Pewna młoda kobieta została zaproszona na kolację przez Williama E. Gladstone'a, 
znanego angielskiego męża stanu, a następnego wieczora przez Benjamina Disraeli, 
równie znanego przeciwnika Gladstone'a. Zapytana później, jakie wrażenie wywarli na 
niej ci dwaj panowie, odpowiedziała z rozmysłem: "Po kolacji u pana Gladstone'a 
sądziłam, że jest on najinteligentniejszym człowiekiem w Anglii. Lecz po kolacji z panem 
Disraeli, doszłam do wniosku, że to ja jestem najinteligentniejszą kobietą w tym kraju".

5. Dobry słuchacz okazuje wdzięczność, gdy ktoś mu się zwierza - Prawie zawsze, 
gdy ludzie się zwierzają, mają obawy, czy nie powiedzieli zbyt wiele. Obserwują 
rozmówcę, aby spostrzec, czy partner nie unosi brwi lub czy nie przestaje wierzyć.

Ważne, wobec tego, jest rozwianie tych wątpliwości. Obserwując ludzi, którzy się przede 
mną otwierają, czuję się bliższy dla nich i zadowolony, że mi zaufali i powierzyli swoje 
najskrytsze tajemnice. Zawsze staram się wtedy dziękować im. Mówię, że miło mi, iż to, 
co mówią nie pomniejsza mojej opinii o nich.

Jest wielkim zaszczytem posiadać informacje, które mogą - gdyby je ujawnić - 
zaszkodzić danej osobie. Jest to zaszczytem dlatego, że twój rozmówca wziął pod 
uwagę ryzyko jeszcze przed wyjawieniem swoich sekretów. Gdy zatem okażesz otwarcie 
wdzięczność, otworzysz tym samym drzwi do większej intymności.

Zapamiętaj czwartą zasadę:
Naucz się słuchać

"Zawsze żal mi było ludzi, którzy obawiają się uczuć,

sentymentalności, którzy nie potrafią płakać z całego serca.

Ci, którzy nie wiedzą jak płakać,

nie wiedzą też jak się śmiać".

Golda Meir

66

background image

Gdy łzy są darem Boga...

Pewien zrzędliwy przedsiębiorca budowlany opowiadał mi: "Wszędzie słyszę, że 
porozumienie jest sekretem dobrego małżeństwa, ale kiedy przyjdzie co do czego, to nie 
wiem o czym rozmawiać z kobietą, z którą przeżyłem 29 lat? Wiem, o czym ona myśli i 
znam jej zdanie prawie o wszystkim. Znamy swoje poglądy polityczne, słyszała moje 
opowieści już setki razy. Kiedy więc wracam wieczorem do domu zastanawiamy się 
wspólnie, co zjeść na kolację i na tym koniec".

Jeżeli w małżeństwie ograniczycie rozmowy do takich faktów, jakie opisałem powyżej, to 
rzeczywiście będzie źle. Ale kiedy spróbujecie rozmawiać o uczuciach, zawsze znajdzie 
się temat, ponieważ każdy z nas ma setki różnych odczuć w ciągu dnia. Świat uczuć jest 
czymś zmiennym, ma różne oblicza, prawdziwa zażyłość jest właśnie spotkaniem dla 
poruszenia tematu uczuć.

Rozmowy można ogólnie podzielić na trzy kategorie: mogą dotyczyć faktów, opinii i 
uczuć. Oczywiście każda rozmowa zawiera w sobie wszystkie te trzy elementy. Można 
jednak "zmierzyć", jak bliscy są sobie ludzie, obserwując jak temat rozmowy przenosi się 
stopniowo z faktów poprzez opinie do uczuć. Ludzie, którzy dopiero co poznali się ze 
sobą, najczęściej ograniczają rozmowę do faktów. Potem, gdy zaczynają już sobie ufać, 
przechodzą do opinii. W końcu stają się przyjaciółmi i na pierwszy plan wychodzą 
uczucia.

Oto jak trzema sposobami można opowiedzieć koledze z biura o obiedzie:

a) same fakty: "Jedliśmy dziś z Tomem kanapki Reuben".

b) włączając opinie: "Rozmawialiśmy dzisiaj z Tomem podczas obiadu. Nie uważam, 
żeby jego pomysł z komputerem był dobry".

c) włączając uczucia: "Załamałem się po dzisiejszym wspólnym obiedzie z Tomem. Nie 
podoba mi się to, że Tom jest w dobrych stosunkach z szefem, a ja nie".

Badania wykazują, co nie jest zaskakujące, że młode małżeństwa rozmawiają ponad 
dwa razy więcej, niż małżeństwa wieloletnie. Poza tym treść ich rozmów jest o wiele 
ważniejsza. Na początku więc są to rozmowy, które lubiane są szczególnie przez bliskich 
przyjaciół: "badanie" i odkrywanie przekonań oraz uczuć, opowiadanie o tym, co się lubi, 
a co nie, porównywanie opinii na temat seksu, problemów estetycznych i planów na 
przyszłość. Potem tematy rozmów przenoszą się z wolna na sprawy bardziej 
przyziemne: decyzje dotyczące pieniędzy, sprawy związane z gospodarstwem 
domowym, problemy dotyczące dzieci. Pewna mężatka, która zakochała się w innym 
mężczyźnie zamyśliła się nad tym, o czym rozmawiała ze swoimi dwoma mężczyznami. 
"W przypadku męża rozmawia się tylko o biurze, o dzieciach, o kryzysach w domu. 
Rzadko mówiłam wierzę lub czuję. Teraz uczucia i przekonania wzrastają i mnożą się. 

67

background image

Jeśli chodzi o tego drugiego mężczyznę, przymusem wręcz jest ujawnianie tajemnic, 
uzewnętrznianie się, mówienie o zwykłych prawdach, które gdzieś tam tkwią we mnie".

Gdyby małżeństwa zadawały sobie trud niegmatwania i ujawniania uczuć, wspólne 
wieczory byłyby o wiele bardziej ekscytujące.

Wskazówką numer pięć będzie więc:
MÓW OTWARCIE O SWYCH UCZUCIACH
Syndrom "zawsze muszę być silny "

Dlaczego tak rzadko ujawniamy nasze głębokie i prawdziwe uczucia, nawet przed 
przyjaciółmi? Prawdopodobnie istnieje wiele powodów; jednym z nich jest z pewnością 
fakt zasłyszenia przez nas gdzieś kiedyś, że jeżeli ujawnimy nasze potrzeby lub 
będziemy uczuciowi, ludzie przestaną nas lubić. Prawdą jest jednak coś zupełnie 
przeciwnego. Ludzie czują się bliżsi tym, którzy opowiadają im o swoich potrzebach.

Kobieta, która niedawno się rozwiodła, mówi, że jej przyjaźnie jakby pogłębiły się od 
momentu rozwodu. "Zawsze słyszałam o kłopotach innych ludzi, ale nigdy nie mówiłam o 
swoich. Teraz mogę to wszystko z siebie wyrzucić. Pewnego dnia któraś z przyjaciółek 
powiedziała mi: Zawsze podziwiałam twój charakter superkobiety. Teraz zaś wydajesz się 
być bardziej otwarta, cieplejsza."

Czasami rozwijamy w sobie zwyczaj noszenia maski emocjonalnej, który jest wynikiem 
wcześniejszych złych doświadczeń. Oto, na przykład, piękna młoda kobieta, która nie 
jest w stanie pokochać mężczyzny. Zachowuje się z rezerwą i jest jakby oderwana od 
rzeczywistości. W rezultacie wszyscy mężczyźni zniechęcają się i odchodzą. Podczas 
naszych spotkań staramy się wydobyć z jej pamięci coś, co było źródłem tej swoistej 
"polityki" emocjonalnej. Wreszcie jest! Gdy była dziewczynką, miała bardzo dużo włosów 
na całym ciele. Pewnego dnia, gdy kilkoro dzieci z sąsiedztwa przyszło popływać, wraz z 
jej siostrami nazwały ją "wiecha".

"Zaczęłam płakać - opowiadała - i bardzo się tego płaczu wstydziłam. Pobiegłam więc do 
garażu i zamknęłam za sobą drzwi. Pochlipywałam pewnie z pół godziny i tam właśnie 
postanowiłam, że już nigdy nikomu nie pozwolę się tak zranić".

Jej tragedia polega na tym, że biorąc sobie tak bardzo do serca tamte słowa, nie tylko 
nie pozwalała się ponownie zranić w podobny sposób, ale też nie pozwalała się kochać.

Przemawiając na konferencji w Beverly Wilshire Hotel, dr Roy Menninger, prezes 
Fundacji Menningera w Topeka w stanie Kansas, wyjaśnił, że mężczyźni są bardziej 
skłonni niż kobiety do "zdobywania", jak to nazwał, syndromu: "zawsze muszę być silny". 
"Mężczyzna - mówił Menninger - widzi siebie jako swoistą, bardzo silną maszynę, a nie 
jako system ludzkich potrzeb".

68

background image

Wiara w siebie jest cenną cechą charakteru i jest zarazem głęboko wpleciona w zjawisko 
nazywane "amerykańskim snem" (American dream). Lecz można ją doprowadzić do 
takiego stopnia, że człowiek nie tylko staje się silny, ale i twardy. Ta cecha może się 
zmienić w stoicyzm i spowodować, że ludzie staną się odizolowani, aroganccy, że 
zaczną uciekać od przyjaznych stosunków z innymi, jakby byli dziećmi słabości i 
zależności.

Większość z nas uczono w dzieciństwie, że nie należy nosić naszych uczuć na ramieniu 
oraz że należy zawsze trzymać głowę wysoko uniesioną. Pewnego razu miałem do 
czynienia z pacjentem, który nauczył się tej lekcji zbyt dobrze i doprowadziło go to do 
samobójstwa. Był w mojej poradni tylko dwa razy i wiele razy plułem sobie potem w 
brodę, że nie wyczułem, jak bardzo cierpi. Właściwie niewiele mogło na to wskazywać. 
Miał wkrótce skończyć "cum laude" pewien elitarny college, był mężczyzną wysokim, 
przystojnym, wesołym. Rodzina hojnie łożyła na jego edukację. Miał też kilka propozycji z 
innych uczelni.

Dylemat, który go męczył, jest dobrym komentarzem dotyczącym współczesnego 
podejścia do seksu, jak również do problemu tak zwanej siły charakteru. Kobieta, z którą 
sypiał przez kilka miesięcy, zainteresowała się jego najlepszym przyjacielem i 
utrzymywała stosunki płciowe także z nim. Z jego relacji wynikało, że problem nie polegał 
na "menage atrois". W jego odczuciu dojrzały i wytworny mężczyzna powinien sobie 
dobrze poradzić z taką sytuacją. Dziwił się więc sobie, dlaczego jest zazdrosny i 
zdenerwowany.

Wewnątrz skręcał się z bólu i wściekłości, a mimo to czuł się zobowiązany zachować 
twarz i pozostać wesołym w stosunku do swoich przyjaciół oraz do owej młodej kobiety; 
to znaczy powinien zachowywać się tak, jakby się nic nie działo. To było jednak zbyt 
wiele dla jego duszy. Pewnego wieczoru pożyczył od znajomego samochód, pojechał na 
parking, włożył sobie lufę pistoletu w usta i wypalił. Chociaż miało to miejsce już wiele lat 
temu, często wspominam tamtego młodego człowieka.

Jego przyjaciółka razem z kilkoma znajomymi zatelefonowali do mnie w dniu 
samobójstwa i kilka razy umawialiśmy się na spotkania. Oprócz wielu innych rzeczy, 
mówili niemal ze złością: "Gdyby tylko powiedział nam, co czuje!"

Czy jest sens cierpieć w samotności? Nie. Jeżeli Jezus otwarcie płakał, a Abraham 
Lincoln często miał łzy w oczach, dlaczego my mielibyśmy zachowywać nasze emocje 
tylko i wyłącznie dla siebie samych? Nie okazując innym swego bólu wcale nie jest się w 
stosunku do nich miłosiernym. W powieści pt.: "Oliver Twist" Charles Dickens umieścił 
postać pana Bumble, który mówi: "Płacz otwiera płuca, obmywa oblicze, ćwiczy oczy i 
zmiękcza usposobienie więc płaczcie!"

Teraz W. Kinney, psychiatra kalifornijski, twierdzi, że mężczyzn alkoholików jest trzy razy 
więcej niż kobiet, a to dlatego, iż nie potrafią tak spontanicznie płakać. Gdy są małymi 

69

background image

chłopcami mówi się im, żeby otarli łzy i zachowywali się jak mali mężczyźni. W 
konsekwencji szukają wsparcia w alkoholu. Kilka głębszych pozwala im na tyle "rozluźnić 
się", że mogą wtedy wyrazić swoją złość lub smutek. Łzy są wielkim darem Boga, 
zaworem bezpieczeństwa dla naszego organizmu i nie ma powodu wstydzić się płaczu.
Łzy drogą do zbliżenia

Płacz nie musi wcale być oznaką słabości, ani też sposobem narzucania czegokolwiek 
świadkowi tegoż. Przeciwnie płacz jest swego rodzaju uhonorowaniem osoby, która go 
widzi. Łzy mogą popłynąć w chwilach radości lub nagłej ulgi. Ponadto mogą one być 
drogą do zbliżenia z kimś. Agnes Turnball opowiada o swym podnieceniu, gdy wręczano 
jej honorowy stopień naukowy: "Kiedy stałam, czekając na tę chwilę, łzy popłynęły po 
policzkach mego męża. Nigdy nie pomyślałam nawet, że może to dla niego znaczyć tak 
wiele, żeby aż płakał!" Dzięki temu otwartemu wyrażeniu emocji, ich związek zyskał 
więcej niż dzięki jakiejkolwiek kombinacji słów.

Poeta Robert Herrick nazywa łzy "szlachetnym językiem oczu". Skoro eksperci twierdzą, 
że w większości porozumiewamy się bez słów, to łzy, jeżeli płyną szczerze, mogą być 
sposobem zbliżenia.

Moja żona, która posiada nieprzeciętny zakres różnych uczuć, zawsze płacze, kiedy 
słyszy jakieś wstrząsające, ale dobre wiadomości. Kiedy, na przykład, wchodząc w drzwi 
mówię, że jakieś czasopismo zamówiło u mnie artykuł, ona zarzuca mi ręce na szyję i 
płacze. Albo kiedy pochylamy głowy w modlitwie, a nasza dziewięcioletnia córeczka dzię-
kuje Bogu za swojego braciszka, mamę, tatusia, ukochanego psa i hamburgery, wiem, że 
moja żona uniesie głowę, a w oczach jej pojawi się błysk łez. Czy ta skłonność do łez 
oznacza jej słabość? Zupełnie przeciwnie! Ona jest najsilniejszą kobietą spośród 
wszystkich, jakie znam. Płacząc, pozwala mi głębiej zajrzeć w swoje serce.
Dwa magiczne słowa: "Potrzebuję cię "

Naczelną zasadą wobec tego jest: nie ukrywaj, że jesteś w potrzebie. Trudno jest oprzeć 
się osobie, która pokazuje nam swe słabe strony i mówi: "potrzebuję cię". "Czy wie pan, 
kiedy poczułam się najbliżej mojego męża? - spytała mnie pewna czarnooka i pewna 
siebie kobieta -To było wtedy, gdy odkryłam, że mój mąż boi się niedźwiedzi!" Jej mąż 
jest pilotem, człowiekiem silnym i pewnym siebie, a ona do tamtej pory nie wiedziała, że 
może on się czegokolwiek bać. Gdy jednak ukazał swoje słabe punkty, jeszcze bardziej 
go pokochała.

Myśląc o mojej głębokiej przyjaźni z Markiem Svenssonem, zdaję sobie sprawę z tego, 
że wielka siła tej przyjaźni powstała dzięki cierpieniom przeżywanym przez każdego z 
nas w obecności drugiego. Często telefonowaliśmy do siebie, mówiąc: "Czy mógłbym 
wpaść do ciebie i porozmawiać? Stało się coś, co zupełnie wytrąciło mnie z równowagi i 
potrzebuję cię".

70

background image

"Potrzebuję cię". To wspaniałe słowa. Wszyscy przecież pragniemy, żeby ktoś nas 
potrzebował. Kiedy więc nauczysz się wypowiadać je w chwilach potrzeby, drzwi mocno 
zamknięte przed innymi, przed tobą szeroko się otworzą. Widziałem wielu mężczyzn, 
którzy przyciągali do siebie kobiety właśnie dzięki temu. Kobiety, oczywiście, nie 
poszukują mężczyzn o słabym charakterze, ale chcą takich, którzy będą ich potrze-
bować.

Dyskutujemy tutaj na temat bardzo starej zasady dotyczącej kontaktów międzyludzkich: 
"Jeżeli chcesz, żeby obca ci osoba stała się twoim przyjacielem, zwróć się do niej z jakąś 
prośbą". Kiedy apelujemy do naturalnej ludzkiej uprzejmości, przyciągamy ludzi do 
siebie. Być może jest tak dlatego, iż więcej satysfakcji znajdujemy w tym, że możemy 
być pomocni niż w tym, że ktoś może nam pomóc.
Wspólne cierpienie

Jesienią 1974 roku lekarze w National Naval Medical Center w Bethesada w stanie 
Maryland wykryli, że Betty Ford ma raka piersi. Przez cały dzień wypełniała normalnie 
obowiązki pierwszej damy w kraju, a o godzinie 17.55 samochód zajechał pod szpital w 
Bethesada. Ówczesny prezydent Ford mówi, że nigdy nie czuł się tak samotny, jak 
tamtego wieczoru, kiedy wracał sam do mieszkania w Białym Domu. "Był bardziej 
zdenerwowany niż ja - powiedziała potem Betty Ford. - Wydaje mi się, że ja podeszłam 
do sprawy bardziej na zasadzie stało się. Uważałam, że jest to jeden z wielu 
oczekujących mnie jeszcze kryzysów i byłam pewna, że on także minie".

Pięć dni po operacji pani Ford przeżyła opóźnioną reakcję - ataki płaczu. Lekarz 
zapewniał ją, że jest to normalna reakcja pooperacyjna i zachęcał, aby płakała, ile tylko 
chce. Jej umysł był jednak zaprzątnięty pytaniem, kiedy będzie mogła wrócić do męża i 
kiedy będzie mogła znowu zacząć normalnie funkcjonować. Pierwszego dnia była w 
stanie unieść prawą ręką filiżankę kawy i była tym wręcz zachwycona. Po tygodniu od 
momentu operacji czuła się na tyle silna, że wyszła do windy spotkać się z mężem. 
Cztery dni po powrocie do domu oboje uroczyście obchodzili dwudziestą szóstą rocznicę 
ślubu. Oto, co pani Ford o tym napisała:

"To była wspaniała rocznica. Cudownie było być znów zdrową i w domu. Nie odniosłam 
żadnych ran psychicznych ani nie czułam się beznadziejnie okaleczona. W końcu Jerry i 
ja jesteśmy małżeństwem od wielu lat, a nasza miłość jest wypróbowana. Nie miałam 
powodu, aby wątpić w męża. Gdyby on stracił nogę, również nie pozostawiłabym go. 
Byłam też pewna, że i on mnie nie opuści tylko dlatego, że miałam to nieszczęście być 
dotkniętą mastektomią".

Pani Ford otrzymała kilkanaście listów od kobiet, które pisały, że nie mogły na siebie 
patrzeć po takiej operacji; ona jednak była ciekawa efektu już w momencie, gdy lekarz 
zaczął zmieniać jej ubranie. Przejmowała się tylko tym, czy będzie mogła zakładać tak, 

71

background image

jak dawniej swoją nocną bieliznę. "Jerry powiedział, że jestem głupia. - Jeżeli nie możesz 
mieć dekoltu z przodu, noś koszule z dekoltem z tyłu - powiedział".

Ich wspólne cierpienie, oczywiście, zbliżyło ich jeszcze bardziej. Szwedzi mają takie 
powiedzenie: "Dzielić się radością, to dwa razy tyle radości, dzielić się smutkiem, to 
połowa smutku".
Czytanie w myślach innych ludzi jest niemożliwe

Znałem pewnego mężczyznę, którego małżeństwo miało kłopoty. Przychodząc co tydzień 
na spotkania grupy terapeutycznej, opowiadał nam, czego oczekuje od życia, mówił o 
wojnie, jaka panowała w jego domu. Członkowie grupy zauważyli od razu, że nam mówił 
o swoich potrzebach, ale nigdy nie mówił o nich swojej żonie. Pewnego razu zmarł jego 
najbliższy przyjaciel. "Stanąłem przy trumnie ostatni - mówił -Ostatni rzuciłem garść ziemi 
na trumnę i ostatni wyszedłem z cmentarza. On był dla mnie bardzo ważny. Wyobraźcie 
sobie jednak, że moja żona nawet nie wyraziła chęci, aby pójść ze mną na pogrzeb. 
Potrzebowałem jej wtedy, ale nie było jej ze mną".

Wszyscy członkowie grupy jednym głosem zadali oczywiste pytanie: "Czy powiedziałeś 
żonie, że chciałbyś, aby ona poszła z tobą? - Oczywiście, że nie - odpowiedział. Powinna 
przecież wiedzieć, że będę jej tam potrzebował. Po tylu latach małżeństwa nie muszę jej 
chyba prosić o takie rzeczy".

Chcielibyśmy, żeby nasi bliscy byli tak z nami "zestrojeni", by instynktownie wyczuwali 
takie potrzeby . To jednak rzadko się zdarza. Tylko dlatego, że jest się małżeństwem od 
wielu lat, nie należy spodziewać się, że partner potrafi czytać w naszych myślach. W 
przypadku tego mężczyzny tragedia polega na tym, że jego żona nigdy nie będzie w 
stanie spełniać jego potrzeb, dopóki ich nie pozna. Być może z biegiem lat w jakiś 
sposób już się od siebie oddalili. Kiedyś prawdopodobnie poprosił o pomoc, a ona mu 
odmówiła. Dlatego przestał prosić. Otwarcie mówiąc o swoich potrzebach człowiek 
naraża się oczywiście na pewne ryzyko. Od czasu do czasu druga osoba nie odpowiada, 
ale jest to smutne, kiedy przestaje się wyrażać swoje potrzeby tylko dlatego, że czasem 
bywa się rozczarowanym i przybiera się postawę rozczarowania na zawsze.

Zapamiętaj więc zasadę numer pięć:
Mów otwarcie o swoich uczuciach

JAK PRZECIWDZIAŁAĆ NEGATYWNYM EMOCJOM

Część trzecia

"Gniewajcie się, a nie grzeszcie;

niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!"

72

background image

Ef4,26

Miły facet” postawa, która prowadzi donikąd

Istnieje taki typ człowieka, którym często zajmujemy się w klinikach psychiatrycznych. Na 
pewno go znasz, ponieważ jest on wszędzie. Może nawet być członkiem twojej rodziny. 
Mam na myśli "miłego faceta". Dużo się uśmiecha, jest wesoły w stosunku do każdego, 
nigdy się nie złości ani nie kłóci, wszystkim wydaje się, że jest powszechnie lubiany i 
można by myśleć, że ma przynajmniej kilkoro prawdziwych przyjaciół. Jednak w 
rzeczywistości tego typu osoby są skłonne do rozwijania w sobie mnóstwa problemów 
natury psychologicznej. Co więcej, mają one tendencje do gmatwania swoich kontaktów 
towarzyskich.

Może się to wydawać dziwne, ponieważ taki człowiek nie ma zwykle wrogów. 
Popularność nie jest jednak równoznaczna z zażyłością, a człowiek sztucznie lubiany 
przez każdego, rzadko jest kochany przez kogokolwiek. Na taki stan rzeczy składa się 
kilka elementów: Nigdy nie odbiera się go jako otwartego. Ludzie zawsze, chronicznie

wręcz weseli, są "podejrzani".

Taki człowiek jest nieciekawy. Miło jest, gdy ma się go obok siebie raz czy dwa, ale na 
dłuższą metę wolimy zazwyczaj ludzi z pasjami. Mogą oni nas czasem zdenerwować, ale 
nigdy nie będą nudzili.

Jeżeli nie potrafi okazać złości, nie potrafi też okazać miłości, nie pozwala mu na to jego 
ścisła kontrola własnych emocji.

Bezwiednie zatruwa swoje stosunki z innymi bierną wrogością. Psychologowie na ogół 
nie zgadzają się ze sobą w wielu kwestiach, ale wskazują nieprawdopodobną zbieżność 
poglądów, co do tego, że nie istnieje ktoś taki, kto nigdy się nie denerwuje; są tylko tacy, 
którzy tłumią złość. A ukrywanie złości "pod powierzchnią" może przecież prowadzić do 
poważnych problemów natury psychosomatycznej, takich jak: wrzody, migreny, 
nadwrażliwość, nadciśnienie; jak również do kłopotów czysto towarzyskich.
"Nigdy nie jestem wściekły, jestem tylko zraniony "

Bierna wrogość jest niebezpiecznym wężem w trawie przyjaźni. Oto przykład. Janet i 
Monica otworzyły boutique. Są przyjaciółkami od lat, a teraz są partnerkami i muszą 
razem pracować każdego dnia. Sklep otwierany jest o 10 rano, a w tym tygodniu Janet 
spóźniła się już dwa razy. Monica jest podenerwowana, ale nie okazuje tego. Dzisiaj 
Janet wpada jeszcze później, kiedy Monica zrobiła już wszystko co trzeba po otwarciu 
sklepu. Janet nie tłumaczy się i nie przeprasza, a Monica czuje się urażona. Przez cały 
ranek pozostaje w magazynie, pracując w ciszy. Robi kwaśną minę i odpowiada na 

73

background image

pytania Janet półsłówkami i ze zdenerwowaniem. W końcu Janet pyta: "Jesteś wściekła, 
czy jak? - Kto, ja? - Oczywiście, że nie" - odpowiada Monica.

To nie jest uczciwy sposób walki. Biernie wrodzy sobie ludzie są trudniejsi w "pożyciu", 
niż tacy, którzy wybuchają szczerą i bezpośrednią złością. Dzieje się tak dlatego, 
ponieważ ich zachowanie pokazuje w różny sposób, że czują się zranieni, a 
jednocześnie zaprzeczają aby cokolwiek było "nie tak". W rezultacie kwas skumulowanej 
złości zżera przyjaźń. Wiele osób biernie wrogich nie kłamie, kiedy mówią, że nie są źli, 
faktycznie mogą nie odczuwać złości. Ich system kontroli emocji jest tak dobrze 
rozwinięty, że złość jest upychana gdzieś na samym dnie i mogą oni sobie nawet nie 
zdawać sprawy z tego jak bardzo są wściekli.
Zasada czajnika z gwizdkiem

Innym destruktywnie działającym rezultatem ukrywania złości jest to, że czasami 
wybuchamy. Różni się to jednak znacznie od spontanicznego wyrażania złości, kiedy ta 
się pojawi. Gdy tracimy cierpliwość, jest to zazwyczaj wynikiem kumulowania się złości 
przez długi czas, a to powolne "gotowanie się" wytwarza tak wielkie ciśnienie pary, że 
kapturek z gwizdkiem spada z czajnika. Kiedy tak zwany miły facet wybucha jak wulkan, 
nikt nie może zrozumieć, co się właściwie stało. W końcu jego złość opada, a on sam 
zaczyna czuć się winnym, bardzo wszystkich przeprasza i... wraca do swoich metod 
postępowania.
Nadmierna złość uniemożliwia porozumienie

Gdy człowiek biernie wrogi wybucha, jego złość jest niewspółmierna do jej powodu, 
ponieważ w rzeczywistości ów wybuch dotyczy wszystkich skumulowanych wcześniej 
krzywd. W rezultacie uniemożliwia on porozumienie się z nim. Keith Miller, współczesny 
pisarz amerykański, opowiada o tym, jak pewnego wieczoru odezwał się uwodzicielskim 
głosem do żony: "Kochanie, czy jesteś już gotowa iść do łóżka? - Nie - odpowiada. - 
Chciałabym jeszcze skończyć artykuł, ale ty już idź".

Wobec tego, z urażoną dumą, Keith poszedł do sypialni i położył się przy samym brzegu 
łóżka po swojej stronie. Następnego ranka zszedł na dół w kiepskim humorze, a tutaj, jak 
na złość, tosty były przypalone. Nagle coś w nim pękło. Rzucił tostem o ścianę kuchni.

Żona powiedziała, że jak na przypalone tosty, to ta reakcja nie była na miejscu. Keith 
odpowiedział: "Ależ rzecz nie w przypalonych tostach. Chodzi mi o seks!".

Innym niebezpieczeństwem "połykania" złości jest to. że kiedy wybuchamy, nasza złość 
jest często kierowana pod innym adresem. Klasycznym przykładem jest mąż, który po 
nieudanym dniu, będąc sfrustrowany i poirytowany sprawami zawodowymi, wyładowuje 
się na rodzinie. Inni członkowie rodziny otrzymują tym sposobem "przesyłki" adresowane 
do kogoś zupełnie innego. Wtedy cała budowla, jaką jest rodzina zaczyna się chwiać.
Zdrowa złość

74

background image

Ponieważ agresja, frustracja i złość są tak powszechnymi emocjami, najlepsze kontakty 
towarzyskie mają niejako wbudowaną tolerancję dla tych negatywnych uczuć. Nie znam 
takich, najbliższych nawet kontaktów międzyludzkich bez względu na długość ich 
trwania, które nie zawierałyby w sobie irytacji i wrogości, oczywiście od czasu do czasu. 
Jeżeli dwoje ludzi wystarczająco wcześnie zaakceptuje w przyjaźni uczucia negatywne, 
będzie to dla nich nieopisaną pomocą.

W rzeczywistości złość może być siłą pozytywną. Channing Pollock powiedział kiedyś: 
"Ludzie i samochody posuwają się naprzód, dzięki następującym po sobie wybuchom".

Złość powoduje przedostawanie się adrenaliny do krwiobiegu, a glikogenu do 
sfatygowanych mięśni ożywiając je. Zdarzało się, że oczy Chrystusa błyszczały 
gniewem. Dr Neil Warren, dziekan Wydziału Psychologii w Seminarium Teologicznym 
Fullera, opowiada o tym, jak wyglądała jego młodzieńcza edukacja religijna. Mówiono 
mu, jak zresztą nam wszystkim, że gniew jest grzechem. Jezusa przedstawiano mu jako 
osobę spokojną, nie doznającą naszych, ludzkich emocji. Lecz późniejsza lektura Biblii 
ujawniła, że Jezus wpadał czasami w gniew, a i sam Bóg nie powstrzymuje się przed 
gniewem. Warren zauważa, że w Starym Testamencie słowo "gniew" użyte jest ponad 
450 razy (słowo "miłość" około 350 razy), a w 375 przypadkach dotyczy ono gniewu 
Boga.

Mahatma Gandhi zawsze będzie słynny, dzięki swemu poświęceniu się pacyfizmowi. 
Zapytany kiedyś o najbardziej inspirujący go moment, opowiedział o pewnym burzliwym 
epizodzie w Mritzburgu w Afryce Południowej.
"Było to w 1893 roku, kiedy będąc wojowniczym młodym prawnikiem, podróżowałem do 
Pretorii, nieświadom niepisanego zakazu podróżowania pierv,'szą klasą przez ludzi 
kolorowych. Strażnik pociągu poprosił mnie, abym opuścił przedział i zajął miejsce w 
wagonie bagażowym. Kiedy zaprotestowałem, konstabl policji wyrzucił mój bagaż na 
peron i pociąg odjechał. Ruszyłem więc w stronę poczekalni, gdzie było mroczno i 
panował miły chłód. Nie mając płaszcza, spędziłem noc skulony w kącie, drżąc ze złości 
na myśl o zniewadze. Nadszedł ranek i postanowiłem, że będę bronił praw swojej rasy, 
bez względu na ryzyko z tym związane".
Czytając biografię prezydenta Jeffersona, natknąłem się na słowa, które zdawały się być 
niewłaściwą generalizacją: "Jefferson, jak wszyscy wielcy ludzie, potrafił bardzo 
nienawidzić". Wojowniczość nigdy nie była cechą mojego charakteru, ale im dłużej 
rozmyślam nad oburzeniem dręczącym takich ludzi jak Jefferson i Gandhi, tym więcej 
mądrości widzę w powyższym stwierdzeniu. Złość może być czynnikiem inspirującym.
Jeżeli sam to robisz, musisz to tez akceptować

Oczywiście jest i druga strona medalu. Zdrowe stosunki pozostają takimi nie tylko 
dlatego, że wyrzucamy z siebie uczucia negatywne, wtedy, gdy one nadchodzą, lecz 
także dlatego, że pozwalamy swoim bliskim robić to samo. Nasi przyjaciele mają 

75

background image

szczęście, skoro nie zawsze muszą być przyjemnymi w towarzystwie to znaczy, że 
czasami mogą być nieznośni, wiedząc, że nie odrzucimy ich z tego powodu.

Łatwiej będzie ci być takim przyjacielem, jeżeli zdasz sobie sprawę z tego, że wybuchy 
złości twoich bliskich niekoniecznie muszą dotyczyć twojej osoby. Mogą oni być po 
prostu w podłym nastroju i potrzebować wyrzucić z siebie tę truciznę z twoją pomocą. 
Sztuka polega jednak na tym, żeby potrafić słuchać i nie komentować emocji przyjaciela.
Jak nie zgadzać się, a jednocześnie rozumieć

Jednym z najpewniejszych sposobów popsucia kontaktów z drugą osobą jest używanie 
zwrotu: "Nie denerwuj się, proszę", który tak często pada w rozmowach.

Jest to chyba najgorsze, co można powiedzieć przyjacielowi, który ma kłopoty 
emocjonalne. Zwróć uwagę, co się stanie, gdy dokonamy porównania:

Żona wraca do domu zła jak osa, ponieważ jakiś sprzedawca grubiańsko potraktował ją 
w sklepie.

"Nigdy więcej nie pójdę do tamtego sklepu" - mówi, a złość tryska z każdego milimetra jej 
ciała.

"Kochanie, nie denerwuj się tak -mówi uspokajająco mąż. - Pamiętaj, że tacy ludzie mało 
zarabiają, i być może ów sprzedawca był zmęczony przy końcu dnia pracy".

Jaki był rezultat takiego uspokajania żony? Stała się jeszcze bardziej poirytowana, 
ponieważ wydawało jej się, że małżonek trzyma stronę sprzedawcy.

Mąż miał dobre chęci, chciał uspokoić żonę. Prawdopodobnie czuł też, że żona trochę 
przesadzała, złoszcząc się w takim stopniu. Ale nie potrafił sobie zdać sprawy z tego, że 
nie potrzebował się z nią zgadzać lub nie. Jej prawdopodobnie nie chodziło o to; ona po 
prostu chciała być wysłuchana. Mąż, wyrażając opinię o jej uczuciach, jeszcze bardziej ją 
rozzłościł. Co więcej, nagle stanęła między nimi ściana, ponieważ ona poczuła, że nie 
jest rozumiana przez męża, co jest jednym z najbardziej bolesnych uczuć.

Wiadome jest, że ludzie mają prawo być czasami w złym nastroju. Jeżeli więc kogoś 
kochamy, nie powinniśmy nierozważnie skłaniać go do zaniechania swoich negatywnych 
uczuć. Należy zwyczajnie dać mu wolność odczuwania.

Dr Edith Munger, jedna z moich ulubionych psychologów, wie dużo o poradnictwie 
małżeńskim i mówi:

"Problem leży częściowo w tym, że zdaje nam się, iż musimy mieć gotową odpowiedź na 
każdą sprawę poruszoną przez małżonka. W rzeczywistości taki związek nie ma za 
zadanie rozwiązywania problemów

76

background image

czy odpowiedzi napytania. Celem najważniejszym powinno być wzajemne zrozumienie, 
zbliżenie się, wspólne doświadczenia. Aby móc porozumiewać się z mężem, nie trzeba 
mieć gotowych odpowiedzi na wszystko. Wystarczy być świadomą jego obecności, czuć 
go".
Pozwolić się trochę nienawidzić to też sztuka

Mówiliśmy do tej pory o cnocie akceptowania uczuć negatywnych naszych bliskich, 
przejdziemy teraz do sprawy o wiele poważniejszej. Co się dzieje, gdy czyjaś złość 
skierowana jest do ciebie?

Nie znam osoby, która lubiłaby być celem czyjejś złości. Ale od czasu do czasu tak się 
zdarza i z pewnością stosunkom między dwojgiem ludzi wyjdzie na dobre stosować się 
do pewnych zasad przyjmowania czyjegoś gniewu. Oto kilka sugestii:

a) Nie wpadaj w panikę. Niektórzy myślą, że jeżeli znajdują się w centrum czyjegoś 
gniewu, dobre stosunki muszą się skończyć. Oczywiście, niekoniecznie tak musi być. 
Burze zdarzają się w każdej przyjaźni i jeżeli ma się tego świadomość, nie będzie to 
takie przerażające.

b) Nie tłum w sobie własnego gniewu. Nie musisz siedzieć spokojnie, gdy twoja 
ukochana osoba daje upust swej złości. Nie należy ukrywać swoich uczuć. Walter Kerr, 
krytyk teatralny, często wywoływał gniew u swych przyjaciół autorów, którym dawał złe 
recenzje. "Pozwalałem wściekać się im na mnie przez jakiś czas - mówił. - Dawałem im 
pół roku na wyżycie się, ale gdy później jeszcze się dąsali, uznawałem, że teraz ja mam 
prawo być na nich zły".

c) Me nadawaj swym emocjom cech trwałości. Błędem jest zakładać, że skoro twój 
przyjaciel dzisiaj się na ciebie złości, także jutro będzie robił to samo. W rzeczywistości 
większość takich uczuć jest krótkotrwała. Kobieta mówiąca "Nigdy nie zapomnę, co on 
mi powiedział" rani tylko samą siebie, bo gdy już miną emocje, wypowiadający raniące 
słowa prawdopodobnie nie będzie już o tym pamiętał.

d) Pamiętaj, że można jednocześnie kochać i być na kogoś złym. Większość z nas 
doznaje uczucia swego rodzaju mieszaniny miłości i gniewu we wszystkich bliskich 
kontaktach. Jeżeli więc przypomnisz sobie o tym, gdy twój partner wpada w gniew, z 
pewnością będzie ci to pomocne. Jeden z popularnych w Stanach autorów, Charlie 
Shedd przypomina sobie, jak po jednej ze sprzeczek ze swój ą żoną zauważył w kuchni 
kartkę ze słowami:

"Drogi Charlie, nienawidzę cię.

Twoja na zawsze Martha".

Alternatywne metody rozładowania gniewu

77

background image

Niektórzy ludzie krzyczą na wszystkich ponieważ słyszeli, że jakiś psycholog powiedział, 
że wyrażanie gniewu jest zdrowe. Nie polecam tego. Wybranie właściwego miejsca dla 
wyrażenia niezadowolenia jest i ostrożnością, i miłosierdziem. Zrezygnowanie w gniewie 
z przezorności może spowodować, że stracimy pracę, albo nawet nastąpi coś gorszego.

Niektóre przypadkowe znajomości po prostu nie są warte wysiłku utarczki. Odejdź. 
Innym razem możesz rozważyć czas, miejsce i szkody, jakie możesz wyrządzić 
wyrzuceniem z siebie gniewu. Jeśli samoocena Twojego przyjaciela jest nadwerężona w 
danym momencie, albo jeśli Twoja ukochana osoba polega teraz przede wszystkim na 
Tobie w ocenie swojej wartości, musisz się poruszać z wielką ostrożnością.

Jedna z dróg wyjścia: rozładuj gniew z przyjacielem, a nie z tą osobą, która Cię drażni. 
Jeśli jesteś zły jak osa na swojego przełożonego, wybuchnięcie na niego nie jest mądre, 
ale miejmy nadzieję, że masz siostrę, przyjaciela albo małżonka, który pozwoli Ci 
pozłościć się trochę na szefa.

Alternatywa numer dwa: daj upust swojej agresji w formie fizycznej. Niektórzy ludzie po 
prostu mają w sobie więcej wrogości i agresji niż inni i ważne jest, aby takie osoby miały 
więcej energicznych ćwiczeń -tym lepszych, im więcej w nich rywalizacji. Tenis, odbijanie 
piłki rakietką, strzelanie z torebki, bieganie pomoże Ci poradzić sobie z tym.

Stary dowcip. Zapytano małżeństwo z pięćdziesięcioletnim stażem o tajemnicę ich 
małżeńskiego szczęścia. "Żona - wycedził staruszek - i ja zaraz po ślubie zawarliśmy 
porozumienie. Umowa polegała na tym, że kiedy żonę coś dręczy, to ona zbeszta mnie i 
wyrzuci wszystko z siebie. Jeśli ja jestem na nią o coś zły, to idę na spacer. Myślę, że 
nasz sukces małżeński można przypisać faktowi, że dużą część życia spędziłem na 
świeżym powietrzu."
Niech gniew polepsza wzajemne kontakty

Jeżeli żadne z partnerów nie wpada w panikę, gdy drugie wybucha złością i jeżeli stosują 
się do zasad czystej walki, opisanych w niniejszym rozdziale, możliwe, że ich przyjaźń 
pogłębi się po catharsis "wymiany" gniewu. Istnieje poczucie czystości uczuć po takim 
wyżaleniu się. Często też uczucia stają się głębsze i cieplejsze niż przedtem.

W kilku przypadkach prawdziwa przyjaźń zaczęła się dla mnie właśnie po poważnej 
konfrontacji. W końcu "obnażaliśmy się wewnętrznie" przed sobą do końca, 
przeżywaliśmy autentyczne wspólne doświadczenia. Kiedy wreszcie problem został 
rozwiązany, czuliśmy się naprawdę bliscy.

Kiedy James Thurber pracował dla pisma "New Yorker", na początku obawiał się tego 
dziwacznego wydawcy i założyciela, jakim był Harold Ross. W pierwszym roku Ross dał 
Thurberowi dwa tygodnie urlopu. Thurber spóźnił się do pracy dwa dni, ponieważ szukał 
zaginionego psa. Oto co powiedział o swym pracodawcy:

78

background image

Ross unikał mnie przez cały dzień. Był w jednym z tych nastrojów, kiedy żal mu było 
samego siebie. Wreszcie około siódmej wezwał mnie do swojego biura. W jego oczach 
widać było błyskawice, a w głosie dawał się słyszeć grzmot.

"Rozumiem, że przedłużył pan sobie urlop z powodu zaginięcia psa - mruknął- Wydaje 
mi się jednak, że coś tu nie gra".

Scena, która wówczas nastąpiła, była krótka, głośna i trudna do zrozumienia. 
Powiedziałem mu, co może zrobić ze swoim pismem, i że już u niego nie pracuję. 
Zaproponowałem, że będę z nim walczył tam i wtedy, powiedziałem mu, że ma serce z 
kamienia i zasugerowałem, żeby lepiej zawołał sobie kogoś do pomocy. Ross nienawidził 
scen, przemocy fizycznej i grożenia nią, złego zachowania i nieposłuszeństwa.

"Kogo proponuje mi pan wezwać? - spytał, a grzmot zniknął z jego głosu. -Alexandra 
Woolcotta!" -wrzasnąłem, a on zaczął się śmiać. (A. Woolcott - pisarz amerykański, 
przyp. tłum.)

Jego śmiech był wspaniały i wypełnił całe biuro. Takim właśnie było moje pierwsze z nim 
doświadczenie. Jego śmiech ostudził powietrze, jak letni deszcz. Godzinę później 
jedliśmy razem obiad u Tony'ego..., a tego samego wieczora miała swój początek nasza 
wzajemna znajomość pozbawiona biurowego makijażu. Był to zarazem początek naszej 
trwałej i głębokiej przyjaźni.

"Mądry sercem przyjmie nakazy; upadnie,

kto wargi ma nierozsądne"

Przysł 10,8

Pięć technik złoszczenia się

Czy możliwa jest czysta walka? Nie tylko możliwa, ale i konieczna w prawdziwej 
przyjaźni. Oto pięć technik czystej walki.

1. Mów o swoich uczuciach, a nie błędach przyjaciela. - Scott i Gene mieszkają w 
jednym pokoju w akademiku i na ogół żyje im się zgodnie. Postanowili razem mieszkać, 
ponieważ są najlepszymi przyjaciółmi i lubią swoje towarzystwo. Kiedy jednak zbliżają 
się egzaminy, ciśnienie emocjonalne rośnie. Obaj stają się podatni na zdenerwowanie, a 
ich przyjaźń wkracza w stadium kłopotów, zwłaszcza, gdy ma miejsce taka na przykład 
rozmowa:

Gene: Czy ty "musisz budzić cały akademik, kiedy zabierasz się do roboty ?

79

background image

Scott: A czy ty myślisz, że ja lubię wstawać o piątej rano, żeby iść pracować w tej 
śmierdzącej kuchni? Szkoda, że mój ojciec nie pomaga mi przez cały rok. Ty za to jesteś 
największym leniem, jakiego znam.

Gene: O, daj spokój. A kto uczył się do drugiej rano? Zresztą, czy ja o tym mówię ? Chcę 
tylko wiedzieć, czy nie potrafisz trochę pomyśleć, kiedy wcześnie wstajesz.

Scott wolał raczej zamilknąć, niż powiedzieć, co naprawdę czuje; uczynił tak, jak 
większość z nas, gdy się zdenerwujemy. Gdy ktoś nas atakuje, milczenie jest odruchem 
instynktownym.

Okazanie poirytowania, za które uważamy się odpowiedzialni, nie zapewnia 
zabezpieczenia przed gniewem ze strony partnera, ale jest to o wiele lepsze niż 
milczenie. Gdyby Gene zaczął rozmowę tak:

"Muszę ci powiedzieć, że jestem zły. Być może jestem w ogóle podekscytowany 
egzaminami, ale wiedz, że uczyłem się do drugiej nad ranem. Więc kiedy mnie obudziłeś 
wstając o piątej, wpadłem w szewską pasję. Zawsze mnie to denerwuje, gdy sprawiasz 
wrażenie, jakbyś nie myślał co robisz"

byłaby to czysta walka.

Scott mógł się w takiej sytuacji bronić, ale z pewnością nie zrobiłby tego, ponieważ: a) 
Gene mówił o swoich odczuciach, a nie o tym, co zrobił Scott i b) próbował wyjaśnić stan 
swojego wnętrza, dopuszczając możliwość, że w ogóle jest przewrażliwiony.

Oto jeszcze jedna ilustracja: Jeżeli żona powie do męża: "Zupełnie nie zwracasz na mnie 
uwagi", to z pewnością zadziała to na niego, jak czerwona płachta na byka. Odpowie 
mniej więcej tak:

"Co masz na myśli mówiąc, że nie zwracam już na ciebie uwagi? A co z sobotnim 
wieczorem? Pamiętasz? Czyżby dla ciebie nic nie znaczyło, że wychodzę wcześniej z 
pracy, żeby zabrać cię na ten, hm, balet, podczas gdy w robocie wszystko wali mi się na 
głowę ?Naprawdę, Helen, nie wiem już czym można cię zadowolić. Czego bym nie 
zrobił, psioczysz".

Dlaczego zachowuje się tak brutalnie? Ponieważ został zaatakowany. Wszyscy tak 
reagujemy, gdy ktoś powie: "Ty nigdy..." albo "Ty zawsze...".

A jak żona mogła lepiej powiedzieć to, co chciała? Mogła po prostu opisać swoje 
uczucia. Na przykład: "Wiesz, czuję się jakaś samotna i opuszczona w ostatnich dniach". 
To zdanie mówi dokładnie to samo, co: "Już nie zwracasz na mnie uwagi". Ale uchwyćcie 
różnicę: ona go o nic nie oskarża. Po prostu mówi to, co czuje.

80

background image

Można uchronić się przed brutalnością, dopóki uchylamy się przed powiedzeniem: 
"Denerwujesz mnie, gdy ...". Spróbuj więc wyrażać swe najsilniejsze emocje, ale mów 
tylko o nich, a nie o tym, co ktoś zrobił:

"Tom, jestem na ciebie tak zła, że nie wiem! Powiedziałam ci, że potrzebuję samochód 
na siódmą trzydzieści, a już jest prawie ósma. Chłopcze, czy wiesz, co to dla mnie 
znaczy? Im dłużej cię nie było, tym bardziej gotowało się we mnie!"

Jednocześnie odrobina nieszczerości też nie zaszkodzi. Kobieta mówiąca do męża: 
"Postępujesz nieładnie, wstając od stołu po obiedzie i maszerując prosto do telewizora" z 
pewnością nie poprawi swoich stosunków z mężem. Tę samą myśl mogłaby przecież 
wyrazić tak: "Brakuje mi ciebie, kiedy robię po obiedzie porządek na stole. Bardzo 
chciałabym, abyś towarzyszył mi aż skończę". Niewielu jest mężów, którzy na taką 
prośbę odpowiedzą "nie".

2. Mów tylko na jeden temat- Szybko nauczymy się, jak rozwiązywać konflikty 
interpersonalne stosując zasadę obowiązującą w sądownictwie: zajmujmy się w każdej 
sprawie tylko jednym przestępstwem. Jeżeli już zwracasz się z jakimiś uwagami do 
przyjaciela, sprawa powinna być zawarta w jednym zdaniu, na przykład: "Przeszkadza 
mi, że kiedy skończymy obiad siadasz tam i dłubiesz w zębach".

Trudno jest załatwić jakiś problem za jednym zamachem bez przypominania starych 
urazów. Dlatego należy rozwiązywać konflikty wtedy, gdy powstają i nie przechowywać w 
sobie starej złości.

3. Pozwól przyjacielowi odpowiadać- Jeden z moich pacjentów opowiadał mi, z 
widoczną zazdrością, o kłótni, którą widział w domu swoich przyjaciół. Natrafił akurat na 
poważny konflikt pomiędzy matką a jej kilkunastoletnią córką. Obie krzyczały na siebie 
tak głośno, że gość wszedł i wyszedł nie zauważony.

Wpadł później, żeby zobaczyć, czy już jest po wszystkim. "Wspaniale walczyłyście - 
powiedział. - Żałuję, że moja matka tak ze mną nie walczy. Zamiast tego wpada do 
mojego pokoju, krzyczy na mnie i wypada z pokoju trzaskając drzwiami, zanim ja zdążę 
cokolwiek powiedzieć".

Ludzie, którzy wychodzą w czasie kłótni nie grają fair. Jeżeli jesteś zły na swojego 
przyjaciela, masz prawo to wyrazić, ale masz też obowiązek pozwolić jemu zabrać głos. 
Wtedy istnieje możliwość pozytywnego załatwienia sprawy lub kompromisu. Ale nigdy nie 
mów zbyt długo, żeby twój przyjaciel też mógł zacząć i nie używaj takich znaków 
przestankowych, jak trzaskanie drzwiami.

4. Pamiętaj, aby dążyć do rozładowania się, nie do walki - Można uniknąć wielu dni 
dąsów po stoczonej walce, ale pod warunkiem, że nie wyraża się swojego gniewu dla 
odniesienia zwycięstwa lecz dla wyrzucenia go z siebie. Wielu ludzi, mając jeszcze 

81

background image

resztki starych urazów, mówi często: "Dlaczego miałbym mówić memu ojcu o mojej 
złości? On i tak się nie zmieni i nic na to nie można poradzić".

Rzecz jednak w tym, żeby pokazywać swoje negatywne uczucia bliskim osobom nie po 
to, żeby się poddali lecz po to, żeby się ich pozbyć. Zbyt wiele par małżeńskich uważa, 
że jeżeli między nimi ma miejsce kłótnia, to zawsze ktoś musi przepraszać. Przeprosiny 
są czasami na miejscu, a czasami nie. W większości przypadków kłótnia jest wentylem 
bezpieczeństwa dla emocji i małżeństwo dalej żyje zgodnie. Nikt nie musi zwyciężać!

5. Należy równoważyć krytycyzm uczuciem - Kilka lat temu mój przyjaciel Mark 
Svensson rzucił mi w twarz jakąś ostrą uwagę. Uważał, że popełniam wielki błąd 
postępując tak głupio i że załamuję tym faktem jego i jeszcze kilka innych osób. 
Wpadłem do samochodu ... ale byłem wkurzony! Tym razem całkowicie się mylił, bo nie 
wiedział, dlaczego podjąłem taką decyzję i okazał się przez to marnym przyjacielem z 
powodu swego nietaktownego krytycyzmu.

Pojechałem wściekły do domu, a i następnego dnia też byłem bardzo zły. Odwołałem 
nasz wspólny wtorkowy lunch, też z powodu mojej złości. W środę Mark zatelefonował, 
żeby zobaczyć, w jakim jestem stanie. Odpowiadałem chłodno i zdawkowo. Rany nadal 
mnie bolały.

Mark wiedział, że mnie zranił, mimo to nie czuł, że musi mnie przepraszać. To, co zrobił 
tego dnia przez telefon, zrobił osobiście następnego wieczora i konsekwentnie 
kontynuował to przez kilka następnych dni. W specyficzny sposób wyrażał dla mnie swój 
podziw. Był oburzony moim zachowaniem. Powiedział mi, co miał do powiedzenia i był z 
tego zadowolony. Mimo to, zdawał sobie sprawę, że uraził mnie, ale zrozumiał też mój 
zły humor. Nie trwało długo, jak zapomniałem całkowicie o całej sprawie, dzięki jego 
umiejętnemu okazywaniu swych ciepłych uczuć dla mnie.

Nauczyłem się wtedy od Marka jednej cennej rzeczy: można wyrazić bardzo dużo 
gniewu, jeśli zrównoważy się to mnóstwem miłości.

CO SIĘ DZIEJE, GDY TWOJE KONTAKTY Z LUDŹMI ZACZYNAJĄ SIĘ PSUĆ

Część czwarta

"Nikt nie może cię poniżyć bez twojej zgody".

Eleonora Roosevelt

Jak ocalić słabnącą przyjaźń

82

background image

Wszystkie przyjaźnie przechodzą swoje okresy prób i przeżywają różne 
nieporozumienia. Faktem jest, że jednym z sekretów dobrych kontaktów z innymi jest 
akceptacja tego typu burz. Wiadomo, że każda długotrwała znajomość będzie 
przechodzić swoje ciężkie czasy i nie jest się zachwyconym, gdy przyjaźń zbacza z 
właściwego toru i upada.

Na szczęście, jeżeli spodziewasz się burz, będziesz przygotowany do odnowienia 
upadającej przyjaźni dzięki niżej opisanym technikom. Oto pięć propozycji:

1.Zlokalizować defekt - Przeprowadziłem ostatnio zdumiewającą rozmowę z pewnym 
mężczyzną, który był bardzo załamany.

Zadałem standardowe pytanie: "Czy ma pan bliskich przyjaciół?

- Nie. Rozmawiamy z sąsiadami, ale nikt nigdy do nas nie przychodzi.

- Dlaczego? - Dziesięć lat temu mieliśmy zaprzyjaźnioną parę. Często grywaliśmy razem 
w karty. Raz nawet wyjechaliśmy wspólnie na urlop. Pewnego dnia nie przyszli do nas. 
Moja żona rozmawiała z tamtą kobietą i ona powiedziała, że to z powodu czegoś, co 
powiedziałem w żartach. Wtedy widzieliśmy ich po raz ostatni".

Jego opowiadanie zrobiło mi mętlik w głowie. "Ale co było powodem tego, że się obrazili? 
- spytałem. - Nie mam pojęcia".

Nie dowierzałem. "Czy to znaczy, że nigdy nie zapytaliście, w czym rzecz? - Nie, 
pozostawiliśmy to tak jak było. Doszliśmy do wniosku, że jeżeli oni mają się na nas tak 
obrażać, to rozmowa na ten temat nie ma sensu".

Dla mnie ta historia jest bardzo smutna. Oto było czworo ludzi, którzy wiele dla siebie 
znaczyli, których łączyła przyjaźń, którzy wreszcie zainwestowali wiele lat w zbieranie 
dobrych wspomnień. A teraz z powodu jakiegoś nieporozumienia, przyjaźń umarła. A 
ludzie ci nie spróbowali nawet dowiedzieć się, o co chodziło.

Gdy twój samochód się zepsuje, zazwyczaj dajesz go do naprawy. Nie wyrzucasz go na 
złom, ponieważ wiele za niego zapłaciłeś. Kiedy więc zainwestowało się w przyjaźń czy 
małżeństwo, nie należy takiego związku zaraz "wyrzucać na złom". Najprawdopodobniej 
można je jeszcze naprawić. Naturą kontaktów interpersonalnych jest rodzenie 
czasowych nieporozumień, więc trzeba szukać przyczyn tych zjawisk.

Sposobem diagnozy jest spojrzenie za siebie i spróbowanie określenia, co złego się 
działo. Gdzie zaczęło się nieporozumienie? Jak doszło do tych pełnych złości zdarzeń?

Czasami też mądrym będzie dokonanie prewencyjnego "odstrzału" kłopotów w naszych 
przyjaźniach. Laura Huxley, w swej książce pt: "Między niebem a ziemią" (Between 
Heaven and Earth), daje następującą radę:

83

background image

"Przyjrzyjmy się związkowi, który według twych odczuć mógłby być zadowalającym, a 
jednak pozostawia wiele do życzenia. Weźmy więc byka za rogi. Spytajmy partnera: 
Czego ja nie zauważam w naszych kontaktach, a co dla ciebie jest oczywiste? Następnie 
należy uważnie wysłuchać odpowiedzi, nawet jeśli się z nią nie zgadzamy. Nad sprawą 
należy się przecież bardziej zastanowić".

2. Przepraszaj, gdy nie masz racji - Może funkcjonowało to u Ali Mac-Graw i Ryana 
O'Neala, ale w życiu codziennym? Nie zdarzyło mi się, by to potwierdzić. W ich filmie 
"Love Story" konkluzja jest następująca: miłość oznacza, że można nigdy nie mówić 
przepraszam. Jasne, dobrze byłoby mieć takie kontakty z innymi ludźmi, żeby nie musieć 
nigdy przepraszać. Jednak widziałem wiele par małżeńskich i wielu ludzi połączonych 
przyjaźnią, którzy nigdy nie mówili "przepraszam" i ich związki kończyły się w mojej 
poradni. W wielu przypadkach wyrządzono tyle szkód, że moja pomoc na nic nie mogła 
się przydać. Wielu problemów rodzinnych można by uniknąć używając trzech prostych 
słów: "chyba masz rację".

My wszyscy mylimy się wiele razy. Bez sensu jest więc powstrzymywać się z powodu 
dumy lub niepewności od wypowiadania tych słów, a jednocześnie narażać na 
niepowtarzalne straty swój związek z inną osobą.

Norman Vincent Peale pisze: "Prawdziwe przeprosiny to coś więcej, niż zwykłe 
przyznanie się do popełnienia błędu. Autentyczne przeprosiny to rozpoznanie, że było 
powiedziane lub zrobione coś, co nadwątliło związek. Jest to jednocześnie wyraz troski o 
to, aby związek ten został jak najszybciej naprawiony".

W 1775 roku, podczas kampanii wyborczej do zgromadzenia w stanie Virginia 
dwudziestotrzyletni pułkownik George Waszyngton powiedział coś obraźliwego do 
pewnego porywczego, choć niewielkiego wzrostem Payne' a, który natychmiast powalił 
pułkownika uderzeniem kij a. Żołnierze pobiegli na pomoc młodemu pułkownikowi, ale 
ten zdążył podnieść się i powiedzieć, że da sobie radę sam i że dziękuje.

Następnego dnia napisał do PayneTa list z prośbą o spotkanie w tawernie. Kiedy Payne 
przybył na umówione miejsce, oczywiście spodziewał się żądania przeprosin i wyzwania 
na pojedynek. Zamiast tego, Waszyngton przeprosił Payne'a za obraźliwe słowa, które 
spowodowały taką jego reakcję. Wyraził też nadzieję, że Payne jest usatysfakcjonowany 
i wielkodusznie podał mu rękę.

Ludzie, którzy przyznają się do swoich błędów i przepraszają za nie, nie są wcale słabi. 
Trzeba być silnym wewnętrznie, by przyznać się do błędu. Ponieważ kontakty 
interpersonalne są najtrudniejszą rzeczą, jakiej podejmujemy się w życiu, wiadomo, że 
będziemy popełniać błędy. Ale gdy tak już się stanie, przepraszając możemy 
zaoszczędzić sobie wielu utrapień.

84

background image

3. Sprawdź, czy twoje nerwice nie niszczą twoich przyjaźni - Jeżeli większość twoich 
przyjaźni napełnia cię goryczą, dobrze zrobisz sprawdzając czy twoje nerwy i wzorce 
odnoszenia się do innych nie są powodem takiego stanu rzeczy. Oto kilka elementów 
niszczących. Może niektóre z nich pasują do ciebie?

Czasami patrzymy na innych przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń. Dana 
osoba przypomina nam kogoś, kogo przedtem znaliśmy, albo kojarzy nam się ona z 
konkretnymi niepowodzeniami.

Przez kilka miesięcy obserwowałem pewną trzydziestojednoletnią wdowę. Była kobietą 
drobną, miała błyszczące niebieskie oczy, ale przy każdym ruchu drżała. Była dowcipna i 
odrzucała głowę do tyłu, śmiejąc się. Miała odpowiedzialną pracę i bardzo dobre zarobki. 
Jej inteligencja była wyższa ponad przeciętną.

Ale dokąd zaprowadziły ją te wszystkie atrybuty w stosunkach z mężczyznami? Nigdzie. 
Oczywiście, była bardzo atrakcyjna i bardzo

chciała ponownie wyjść za mąż. Niestety bez przerwy mówiła i robiła takie rzeczy, które 
odstraszały mężczyzn. Oni ją opuszczali, a ona znów przez jakiś czas lamentowała.

Próbowaliśmy znaleźć ten element, który powodował, że miała tyle kłopotów. W tym 
czasie zaczęła przypominać sobie i opowiadać okropne zdarzenia towarzyszące 
przypadkowej śmierci jej męża. Cały ten materiał był tak niemiły i tragiczny, że odrzuciła 
go ze swej pamięci. Kiedy udało mi się odkryć jej przeszłość - najdelikatniej jak mogłem - 
raz nad tym wszystkim płakała, to znowu wpadała w złość. Jednak w trakcie 
przyglądania się tej plątaninie emocji, zauważyła tę wojnę, która w niej się toczyła. Zdała 
sobie też sprawę z tego, jakiego spustoszenia dokonały te wspomnienia w jej stosunkach 
z mężczyznami. Z jednej strony chciała ponownie wyjść za mąż, z drugiej obawiała się, 
że może znowu stracić drogą jej osobę. Odpychał ją nawet widok ciała mężczyzny.

Przeszłość wpływała więc znacząco na teraźniejszość. Kiedy jednak zauważyła, co jej 
podświadomość z nią "wyprawia", zaczęła postępować tak, aby nie dopuścić do 
skażenia teraźniejszości dawnymi zdarzeniami. Wkrótce jej kontakty z mężczyznami 
zaczęły wyglądać normalnie. Teraz od kilku lat jest szczęśliwą mężatką.

Mam jeszcze jedną pacjentkę, która ma problemy we współżyciu z innymi, również z 
powodu przeszłych doświadczeń. W tym przypadku kobieta nie ufa kobietom. Nie była 
potrzebna jakaś wyjątkowa psychoanaliza, żeby stwierdzić gdzie ten brak wiary ma 
początek. Jej matka była alkoholiczką, nieosiągalną dla swej córki przez większość 
czasu. Kiedy była trzeźwa, krytykowała dziewczynkę i karała ją najsurowszymi karami. 
Dziewczynka była szczupła i miała słaby apetyt. Kiedy nie jadła tyle, ile uważała za 
stosowne jej matka, rozstawiano dokoła niej swego rodzaju metalowy ekran, aby nie 
rozpraszała się, patrząc na rodzeństwo przy stole. Jeżeli wtedy także nie jadła, kazano 
jej siedzieć nad zimnym jedzeniem, czasem tak długo, aż inni szli już spać.

85

background image

Moja pacjentka nie była dobrą uczennicą, a jej rodzice intelektualiści wymyślali jej za jej 
głupotę. Prowadzili ją do psychiatrów (którzy orzekli, że dziewczynka nie jest umysłowo 
chora, lecz ma po prostu średni współczynnik inteligencji), aż stargali jej poczucie 
pewności siebie do tego stopnia, że jest ona teraz pełna lęków i błagalnie prosi mnie co 
tydzień o dodanie otuchy. Przywiera do pożywienia emocjonalnego, jakie jej daję, jakby 
była głodującym dzieckiem w Kalkucie.

Ona nawet nie śmie mieć nadziei na miłość ze strony kobiet. Przeszłość jest wciąż od 
niej silniejsza. Leczenie tej kobiety z pewnością będzie długie i uciążliwe. Będę jej jednak 
pomagał, bez względu na to, jak długo to potrwa.

4. Sprawdź, czy nie stosujesz przestarzałych metod współżycia z innymi - Każdy z 
nas posiada jakieś potrzeby emocjonalne i z czasem każdy z nas wypracował sobie 
swoje metody ich zaspokajania. Niestety można nauczyć się metod, które zamiast 
pomagać, będą przysparzać nam coraz to nowych kłopotów.

Pewien znajomy mi mężczyzna wzrastał w domu wystarczająco ustabilizowanym, w 
którym jednak nie było dość miejsca na wyrażanie uczuć ani słownie, ani fizycznie - 
chyba, że zachorował. W takim przypadku jego matka stawała się dość czuła, 
opiekowała się nim, wstawała w nocy, żeby go otulić i poświęcała mu wiele uwagi.

Dziecko potrzebuje okazywania miłości, będzie więc chwytać się wszelkich metod jej 
osiągnięcia. W tym przypadku metoda była prosta: chorować jak najwięcej. Nie, chłopak 
nie udawał, że jest chory. On łatwo zapadał na przeziębienia, zawsze, gdy czuł się 
zagrożony lub znalazł się pod presją, albo potrzebował nieco więcej miłości. Była to 
neurotyczna metoda otrzymywania potrzebnych bodźców, ale przecież działała.

Potem chłopak ożenił się. Oczywiście większość swoich starych modeli współżycia z 
ludźmi przeniósł do małżeństwa, włącznie ze sztuczką "zachoruj, kiedy potrzebujesz 
miłości".

Rzecz jednak polegała na tym, że jego żona nic chciała mieć nic wspólnego z chorobami 
i chorymi ludźmi. Sama nigdy nie chorowała. Kiedy więc on okazywał swoje stare 
syndromy chorobowe, ona zwracała na niego mniej uwagi zamiast więcej. Mimo to 
biedak wykorzystując prawie nieświadomie stare metody dalej prosił o miłość, zapadając 
na przeziębienia. Oczywiście bez skutku.

Po latach niepowodzeń małżeńskich mężczyzna ten odkrył, w jaki sposób problemy 
psychosomatyczne wpędzały go w kłopoty, dlaczego rozwinął w sobie to zjawisko i jak 
maje zmienić na bardziej bezpośrednie i przynoszące sukces w ubieganiu się o miłość 
żony.

86

background image

Być może, że twoje metody są inne, ale przyjrzyj się twoim kontaktom z innymi i 
sprawdź, czy któraś z dotychczas stosowanych przez ciebie metod nie działa przeciwnie 
do twoich planów.

5. Sprawdź, czy nie masz zbyt wygórowanych potrzeb - Jednym ze zjawisk, z jakimi 
my psychoterapeuci spotykamy się na co dzień, jest to, że im większe mniemanie 
posiada ktoś o sobie, tym lepszych przyjaciół będzie prawdopodobnie wybierał; dlatego, 
im lepsze stosunki interpersonalne, tym bardziej wzmacniane jest poczucie swojej 
wartości. Natomiast im gorsze ktoś posiada o sobie mniemanie, tym gorszych wybiera 
sobie przyjaciół. Stąd też jego stosunki prawdopodobnie będą marne, a samoocena 
będzie się obniżać.

Jak przerwać to błędne koło? Istnieją dwa podstawowe sposoby. Pierwszym jest próba 
zainicjowania dobrych stosunków w poradni. Nie jest wykluczone, że będą one najlepsze 
z tych, które dany pacjent posiada. Może nawet będzie to jedyny dobry kontakt.

To jednak nie wszystko, ponieważ ludzie, którzy uzależnieni są od ich aprobowania przez 
innych mogą być rozczarowani; co więcej, ich silna potrzeba aprobaty może zniszczyć 
relację przez jej przeciążenie.

Psycholog M. Esther Harding dobrze przeanalizowała to powszechne zjawisko i dlatego 
mogła napisać:

"Kiedy ktoś nie jest pewny siebie, zawsze potrzebuje aprobaty innych lub ich pomocy i 
jest załamany krytycyzmem z ich strony. Znaczy to, że nie posiada wewnętrznego 
kryterium oceny samego siebie. Jeżeli takiego człowieka nie akceptują, załamuje się; 
jeżeli go nie zauważają, przestaje, egzystować, ale jeżeli go chwalą, znajduje się w 
siódmym niebie. Ma on słabe poczucie własnej wartości, chociaż może wydawać się 
osobą ego-tyczną, ponieważ zawsze poluje na pochwały. Mruczy z zadowolenia i pyszni 
się, kiedy je otrzymuje, rozkoszując się atmosferą aprobaty. Jednocześnie, zazwyczaj, 
ukrywa siebie i swoje urazy, jeśli ona nie nadchodzi. Jego środek ciężkości nie znajduje 
się w nim samym, lecz w ludziach, którzy znajdują się dokoła niego".

Nauka płynąca z tego jest oczywista: nie można być zależnym od innych jeśli chodzi o 
poczucie własnej wartości. Musi ono wypływać z naszego wnętrza.

"Przyjaźń jest jak pieniądze; łatwiej ją zdobyć,

niż zatrzymać przy sobie".

Samuel Butler

Sztuka twórczego przebaczania

87

background image

Z tego, co do tej pory powiedziałem jasno wynika, że wierzę, iż można uratować 
upadające przyjaźnie. Zdarza się, że współżycie z daną osobą zupełnie się nie układa, 
wtedy taki kontakt jest przerywany. Najczęściej jednak nadwątlone stosunki 
interpersonalne pozostają takimi z powodu braku cierpliwości, która pozwoliłaby 
partnerowi na wspomniane wcześniej uczucia negatywne, na czasowe zawieszenie 
kontaktów, a w końcu na przebaczenie.

Czasem w samej naturze kontaktów międzyludzkich leży tworzenie konfliktów. Gdy 
porównamy, trwającą prawie przez całe życie, korespondencję Tomasza Jeffersona z 
Jamesem Madisonem, która była z zasady bardzo formalna i chłodna (obaj nigdy się nie 
kłócili) z błyskotliwymi i czasem swarliwymi listami tego pierwszego do Johna Adamsa, 
widać wyraźnie, że Jefferson o wiele bardziej kochał Adamsa niż Madi-sona. Mimo to ta 
znana przyjaźń została przerwana przez jedenastoletnią złowrogą ciszę. Obaj czuli się 
nieszczęśliwi z powodu urazy, odwilż okazała się jednak bardzo powolna. Benjamin 
Rush, lekarz i polityk, zwany ojcem psychiatrii, znał dobrze obu mężczyzn i wiedział, że 
obaj tęsknią za pojednaniem. Wobec tego przenosił informacje od jednego do drugiego, 
aż ci dwaj zdecydowali się w końcu na podjęcie korespondencji. W ciągu następnych 14 
lat, dopóki obaj nie umarli w 1826 roku, wymienili wiele ciepłych listów, z których kilka 
było najwspanialszymi listami Jeffersona w ogóle.
Wybaczanie jako siła pozytywna

Osoba przebaczająca jest czasami pojmowana jako osoba słaba, ale przecież prawda 
jest zupełnie inna. Trzeba mieć wiele sił, żeby wybaczać, ponieważ wybaczanie zawiera 
w sobie ogromną moc. Zmienia ono zarówno ciebie, jak i osobę tobie najbliższą.

Nienawiść zaś wyrządza wiele złego nienawidzącemu. Rozmawiałem kiedyś z pewną 
młodą matką, najeżoną zawziętością. Rodzice jej męża powiedzieli jej coś niemiłego, 
miała miejsce nieprzyjemna scena i kobieta ta powiedziała: "Nigdy już nie będę miała 
tego samego uczucia do teściów. On, przepraszali mnie, ale nie mogę zapomnieć, co 
powiedzieli".

Zrobiło mi się jej żal, ponieważ to ona bardziej cierpiała z powodu nienawiści, niż jej 
teściowie. W rzeczywistości niebezpieczeństwo zawziętości, oszczerstw, gniewu i złości 
polega na tym, że takie postawy zżerają nas samych jak kwas (porównaj Ef 4,31-32). 
Nasza zawziętość nie tylko przelewa się na ludzi dokoła nas, ale pożera także nasze 
własne dusze.

Przyjaciółka Clary Barton, założycielki Amerykańskiego Czerwonego Krzyża, 
przypomniała jej kiedyś o pewnej brutalności, którą kiedyś jej wyrządzono. Zdawało się 
jednak, że Panna Barton nie pamięta tego faktu.

- "Nie pamiętasz tego? - spytała przyjaciółka. - Nie - padła odpowiedź

- ale dobrze pamiętam, jak o tym zapomniałam".

88

background image

Nie można być wolnym i szczęśliwym, przechowując w pamięci stare żale, pozbądź się 
ich więc. Zbieraj znaczki pocztowe, monety, cokolwiek, ale nie zbieraj urazów. Tak jak 
nasza zawziętość wyzwala to samo uczucie u innych, tak miłość fodzi miłość. Bogu 
dzięki za tych wszystkich dynamicznych i twórczych ludzi, którzy mimo skrzywdzenia nie 
pozwalają na skumulowanie się na świecie tak wielkiej ilości nienawiści. Tacy ludzie 
zamiast oddawać cios, przebaczają.

Kiedy byłem studentem, mieszkaliśmy w takiej dzielnicy Los Angeles, w której było 
bardzo dużo dzieci, w tym wiele z biednych rodzin. Jedynym miejscem do zabawy była 
dla nich ulica i często zatrzymywałem się, aby porozmawiać z chłopcami i 
dziewczynkami. Pewnego dnia jakiś miły głos powiedział za mną: "Dzień dobry panie 
McGinnis".

Odwróciłem się i ujrzałem małąpieguskę w wieku siedmiu lub ośmiu lat. Jechała, 
chwiejąc się, na rowerze brata. Miała na sobie kostium kąpielowy i lizała lizaka. Jej oczy 
były niebieskie, jak zatoka w Santa Monica. Opuściła jedną nogę, żeby się zatrzymać, a 
ja powiedziałem: "Cześć mała, nie widziałem cię już tutaj od paru dni.

- Byłam na wycieczce.

- Gdzie?

- Pojechałam na dwa tygodnie do mamy, do Santa Barbara. Widzi pan, ona się 
wyprowadziła i więcej już z nią nie mieszkam".

Skrzywiłem się i zacząłem się zastanawiać, jak matka mogła zostawić tak wspaniałą 
dziewczynkę. Oczywiście nie wiem dlaczego życie jej matki tak się ułożyło, być może 
okoliczności były dla niej nie do przezwyciężenia. Jednak, czy nie zdaje sobie sprawy, jak 
zawzięta kobieta wyrośnie z jej córki? Wówczas zatrzymałem się, żeby popatrzeć jak 
dziewuszka odjeżdża na rowerze, szczęśliwie liżąc lizaka. Zdałem sobie sprawę z tego, 
że ona wcale nie jest zawzięta. Otrzymała cios, o który nie prosiła, i na który nie 
zasługiwała. Nie oddaje go jednak dalej. Dla niej ważniejsze jest słońce i szczęście. 
Zatrzymała się, by powiedzieć mi "Dzień dobry, panie McGinnis" i żeby opowiedzieć mi o 
swojej podróży. Jeżeli więc dalej będzie szła przez życie nie "kolekcjonując" żali, a 
uśmiechając się w odpowiedzi na cios, z pewnością wyrośnie z niej piękna i czarująca 
kobieta.
Bądź pierwszym, który zakopie topór wojenny

Jeżeli przebaczamy pozytywnie, przejmujemy inicjatywę. W tym miejscu mam wielką 
trudność. Gdy ktoś przeprasza, zazwyczaj ma chęć zakopać topór, ale gorzej jest, gdy 
zostałem urażony (albo sądzę, że tak było), a przeciwnik nie zdaje sobie nawet sprawy 
ze swego błędu.

89

background image

Co począć z osobą, która jest na tyle nieznośna, że nigdy nie mówi "przepraszam"? W 
tym miejscu wiele zrozumiemy, przyglądając się jak Chrystus nam przebacza. 
Wstrząsającą dla nas rzeczą jest, że Bóg nie czekał aż Go przeprosimy, zanim przysłał 
nam swojego Syna. "Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za 
nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami." (Rz 5,8) To znaczy nie czekał na naszą skruchę, 
na zmianę naszego sposobu życia. Gdyby czekał, oczywiście nie okazalibyśmy skruchy. 
Lecz On okazał nam swą Miłość przez to, że wybaczył nam, kiedy na to nie 
zasługiwaliśmy, ani nawet o to nie prosiliśmy.

Kiedy ktoś tak cię pokocha, chcesz się zmienić. Pomyśl przez chwilę o ludziach, którzy 
mieli na ciebie dobry wpływ, którzy wyłuskali z ciebie to, co w tobie najlepsze. Czy nie są 
to ludzie, którzy mieli inicjatywę w stosunku do ciebie, którzy w ciebie wierzyli, i którzy 
przebaczali ci twoje błędy? Zmieniłeś się, ponieważ zaakceptowali cię takim, jakim byłeś.

W powieści Jamesa Hiltona pt: "Do widzenia, panie Chips", bohater jest nieśmiałym, 
głupkowatym nauczycielem, niezdarnym i nieatrakcyjnym na tuzin różnych sposobów. 
Spotyka kobietę, zakochują się w sobie i pobierają się. Właśnie przez nią staje się miłym, 
łaskawym i przyjacielskim człowiekiem na tyle, że w końcu staje się najbardziej 
kochanym nauczycielem w szkole. W miłości zawarta jest potencjalna pozytywna siła.

Co miał na myśli św. Paweł pisząc w swym hymnie do miłości, że "Miłość (...) nie 
pamięta złego (...)"? (1 Kor 13,5) Sądzę, że miał na myśli to, że aby kochać trzeba 
wierzyć, że charakter człowieka się zmienia, że zmiany w ogóle istnieją, że ludzie 
okazują skruchę i że czasami się zmieniają. Innymi słowy twierdził, że kiedy łączą nas z 
kimś stałe kontakty, należy żyć teraźniejszością, a nie przeszłością, ponieważ wcześniej 
czy później, w każdej relacji międzyludzkiej, ktoś zostanie urażony. W chwili słabości 
ukochana osoba zostawi nas, skrytykuje bardzo, onieśmieli, albo w ogóle od nas 
odejdzie. Jeżeli zatrzymamy w pamięci te złe postępki, nasz kontakt będzie stracony. 
Prowadzenie zaś szczegółowych "wykazów" czyichś postępków prowadzi nas do oskar-
żania bliskich, ponieważ mamy zazwyczaj krótką pamięć, jeśli chodzi o nasze własne 
błędy.

Gdy więc chcemy autentycznie przebaczać, musimy tolerować postępowanie innych tak 
samo, jak tolerujemy siebie samych. Zwróćmy uwagę na to, jak wyrozumiali potrafimy 
być w stosunku do własnych "faux pas" interpersonalnych: nie zamierzaliśmy popełniać 
błędu, albo nastąpił on w momencie stresu, albo nie byliśmy tamtego dnia w nastroju, 
albo następnym razem będzie już lepiej. Nie widzimy siebie takimi, jakimi naprawdę 
jesteśmy, ale takimi, jakimi chcielibyśmy być, podczas gdy innych widzimy dokładnie 
takimi, jakimi są. Jezus w takich kontaktach jak ze św. Pawłem, czy kobietą przy studni, 
widział ich takimi, jakimi próbowali być i takimi, jakimi mogli się stać. Rozszerzmy ten 
sposób rozumowania na wszystkich naszych bliskich, może on pomóc w budowaniu 
prawdziwych głębokich przyjaźni.
Wybaczać proporcjonalnie

90

background image

Pomocne będzie przypomnienie sobie, jak wielkodusznie wybaczył nam Bóg. Generał 
Oglethorpe powiedział kiedyś do Johna Wesley'a, angielskiego ewangelisty i teologa: 
"Nigdy nie przebaczam i nigdy nie zapominam". Wesley odpowiedział na to: "Wobec 
tego, sir, mam nadzieję, że nigdy pan nie grzeszy". Bardzo trafnie, bo kiedy 
przypominamy

sobie, iłe nam Bóg przebaczył, nasze własne żale do innych okażą się wręcz 
mikroskopijne.

Modlenie się "Ojcze, odpuść nam nasze winy, tak jak i my odpuszczamy naszym 
winowajcom" może nas zmienić. Pewien makler, którego nazwę Jerry, poróżnił się z 
innym maklerem z tego samego biura. Pokłócili się z powodu pewnego klienta i od tego 
czasu, chociaż codziennie przechodzili obok siebie, nie rozmawiali ze sobą. Pewnego 
dnia, kiedy Jerry modlił się w kościele modlitwą Pańską, doszedł do fragmentu o 
przebaczeniu. "Nie miałem wątpliwości - powiedział - kto nie miał racji. Sam nie miał 
racji, zabierając mi klienta. Ale to, że nie rozmawialiśmy ze sobą też nie było słuszne i 
musiałem coś z tym zrobić. Kiedy inni powtarzali dalszą część modlitwy, ja prosiłem Boga 
o pomoc w relacji z Samem. W poniedziałek rano, kiedy giełda została zamknięta i 
kończyłem pracę, jeszcze raz się pomodliłem, podszedłem do biurka Sama i 
powiedziałem: "Sam, mówiłeś mi kiedyś, że Twoja żona cierpi na artretyzm. Jestem 
ciekaw, jak sobie z tym daje radę".

Na początku Sam wydawał się zaskoczony, ale później zaczęły się sypać słowa - jak to w 
ciągu ostatniego roku byli u trzech specjalistów i że ona czuje się teraz trochę lepiej. W 
trakcie rozmowy powiedział o spacerze, jaki odbyli poprzedniego wieczora na odcinku 
dwóch bloków i że to się udało. Wśród innych rzeczy powiedział, że jest zbyt szybki w 
mowie i że często robi rzeczy, których potem żałuje. Chociaż nie powiedział tego wprost, 
wiedziałem, że w taki sposób mnie przeprasza.

Następnego ranka Sam przechodząc koło mojego biurka powiedział tak jak dawniej 
"Dzień dobry, Jerry". Ja odpowiedziałem "Dzień dobry, Sam".

Przebaczanie z modlitwą

Jeszcze jedna rzecz. W ostatecznej analizie potrzebujemy Boskiej mocy, aby móc 
zapomnieć. Chociaż próbujemy być podobni do Chrystusa i cierpliwi, chociaż z wysiłkiem 
staramy się kontrolować nasze uczucia, jednak zgorzknienie i chęć zemsty czasem w 
nas wybucha i wylewa się wrząca lawa naszej wściekłości. Potrzebujemy pomocy od 
Boga. Z pewnością nie przez przypadek Chrystus namawia nas do modlitwy za tych, 
którzy nas prześladują. Kiedy modlimy się za naszych nieprzyjaciół, zdarzają się 
zdumiewające rzeczy.

91

background image

Rozmawiałem z młodym mężczyzną, który niedawno zdecydował się uwierzyć i oddał 
Bogu kierownictwo nad swoim życiem. Wcześnie został sierotą, miał ograniczone 
możliwości startu w życiu. "Nigdy nie byłem w stanie żyć w zgodzie z moimi 
zwierzchnikami - powiedział - a szczególnie pogardzałem moim majstrem. Wyglądało na 
to, że on mnie

nie znosi, a ja nie mogłem się doczekać okazji do zemsty. Skoro jednak teraz próbuję 
być chrześcijaninem, to zdecydowałem się modlić codziennie. Modliłem się za moją 
rodzinę, za sąsiadów, a potem zaciskałem zęby i modliłem się za mojego majstra. 
Wyobraź sobie, od kiedy zacząłem to robić, coś się z tym facetem zaczęło dziać. Minęło 
tylko kilka tygodni, ale on bardzo się zmienił i jesteśmy teraz najlepszymi przyjaciółmi.

Oczywiście - uśmiechnął się - to chyba ja zmieniłem się najbardziej".

Bóg może Cię zmienić, jeśli Go o to poprosisz. Jeśli system pamięci w Twoim umyśle 
gromadził zgorzknienie, chęć zemsty i złośliwość, Chrystus chce tam wejść i skasować 
to wszystko, a w zamian dać Ci miłość.

Chrystus jest kimś w rodzaju eksperta od przebaczania. To On powiedział "Ojcze, 
przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią".

"Spojrzenia ponad koktajlem,

Które zdawały się tak słodkie,

Nie są tak pełne miłości,

Nad ściętą pszenicą."

Benny Fields

Eros: jego siła i jego problemy

Przez całą tę książkę starałem się wykazać, że najlepsze przyjaźnie i najlepsze 
małżeństwa mają wolność niejako w nie wbudowaną. Co więcej, powiedziałem, że 
powinniśmy zawierać bliskie przyjaźnie z przedstawicielami płci przeciwnej, także poza 
małżeństwami.

Co jednak stanie się wtedy, gdy Eros uniesie swą głowę i zaangażujemy się seksualnie z 
jedną z tych bliskich znajomych osób? Co wtedy, gdy ta druga osoba zacznie być dla 
ciebie czymś więcej niż twój małżonek? Wcześniej czy później tak się stanie, jeśli 
będziesz propagatorem bliskości i będziesz otwarcie wyrażał swoje ciepłe uczucia do 
innych.

92

background image

Zanim zaczniesz czytać dalej, powinieneś wiedzieć dokąd zmierzam. Bo może się 
zdarzyć, że nie będziesz chciał tego czytać. Jestem prawowiernym chrześcijaninem, 
który mocno wierzy w zobowiązania małżeńskie i rodzinne. Jako psychoterapeuta, 
rozmawiam z ludźmi połączonymi wszystkimi z możliwych stosunków seksualnych i im 
więcej dowodów klinicznych zbieram, tym bardziej jestem przekonany, że zakaz cudzo-
łóstwa był dany nie po to, żeby nas pognębić, ale po to, aby nas uchronić. Jeżeli więc 
spodziewasz się znaleźć w tym rozdziale jakieś usprawiedliwienie dla swych 
pozamałżeńskich poczynań seksualnych, zawiedziesz się. Jeżeli jednak dokuczają Ci 
twoje ciągoty seksualne i często czujesz się winny, przyda Ci się przeczytać ten rozdział.

Seksualizm trzeba akceptować

Pan Bóg stworzył nas istotami płciowymi i, co jasno widać, nie uczynił nas 
zainteresowanymi tylko jedną osobą. Należy to stwierdzić na samym początku. 
Faktycznie powiedziałbym nawet, że pewna ilość napięcia seksualnego wisi w powietrzu 
zawsze, kiedy mężczyzna i kobieta są razem. Zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego 
sprawy, ale tak jest.

Czy to źle? Zdecydowanie nie. Jest to jedna z rzeczy, które "napędzają" świat.

Ostatnio jadłem obiad z pewną 85-letnią kobietą, pobożną chrześcijanką, ale jakby 
jednocześnie trochę kokietką. Jedliśmy w romantycznej restauracyjce i nie było 
wątpliwości, seks wisiał w powietrzu. Sądzę, że podobało jej się to i wiem, że mnie 
również!

Jednym z problemów ludzi mających taki zawód jak mój, jest to, że terapeuta mężczyzna 
ma stale kontakt z atrakcyjnymi kobietami, które odczuwają głód emocjonalny. Według 
pewnych danych, przynajmniej 10 proc. psychiatrów i psychologów dopuszcza istnienie 
stosunków płciowych z pacjentkami. Osobiście wyrażam nad tym ubolewanie. Takie 
postępowanie zawiera w sobie wszelkiego rodzaju szkodliwe psychologicznie rezultaty, 
nie mówiąc o aspekcie moralnym i etycznym. Ja jestem więc uczciwy w stosunku do 
kobiet, które przychodzą do mnie po poradę. Czy to jednak ma znaczyć, że nigdy moje 
pacjentki nie pociągają mnie? Nie. W rzeczywistości byłbym zdziwiony, gdyby od czasu 
do czasu jakaś kobieta nie powiedziała mi, że odczuwa do mnie pociąg seksualny.

W pewnych kołach religijnych tak wiele mówi się o kontrolowaniu instynktów, że ogromna 
większość energii psychicznej zużywana jest na hamowanie fantazji seksualnej, żeby 
mieć "czyste myśli".

Istnieją dwa rezultaty takiego postępowania. Pierwszym jest niepokój. Nasz popęd 
seksualny jest ogromną siłą i próbowanie "wycofania go do podświadomości" podobne 
jest do próby "zakorkowania" wulkanu; eksplozja jest bardziej niż tylko prawdopodobna. 
Często widzę to w mojej poradni. Osoby religijne mówią:" Nie wiem co we mnie wlazło. 

93

background image

Zawsze byłam świętoszką i nie interesował mnie nikt poza moim mężem, aż nagle, ni 
stąd, ni zowąd, okazało się, że mam romans".

Drugim wynikiem takiego hamowania popędu jest stałe poczucie winy z powodu jej czy 
jego pociągu seksualnego, ponieważ "wycofanie" nigdy nie jest w pełni osiągalne.

Chciałbym teraz zaproponować inne podejście do sprawy odczuć seksualnych: akceptuj 
je takimi, jakimi są. Jak powiedzieliśmy wcześniej twoje odczucia nie są złe, problem 
zaczyna się, gdy zaczynasz według nich postępować i wkraczasz w świat moralności. 
Pozwól więc sobie na to, by czuć wszystko. Nie obawiaj się swojej podświadomości.

Wielu z moich religijnych pacjentów odczuwa ulgę, gdy dowiaduje się, że ludzie 
fantazjują podczas stosunków płciowych i myślą wtedy o zupełnie innych osobach. 
Wydawało im się, że to tylko oni tak postępują.

Kiedy Jezus powiedział, że pożądając kobietę już dopuszcza się z nią cudzołóstwa, nie 
mówił, że popełnia się grzech za każdym razem, kiedy ma się "seksualne" myśli. Gdyby 
tak było, wszyscy grzęźlibyśmy w błocie codziennego grzechu. Przez pożądanie 
rozumiał on świadome dążenie do uwiedzenia, pozwalając sobie na obsesję pożądania 
seksualnego. Wtedy właśnie nadchodzi niebezpieczeństwo, dzieje się tak jak 
powiedziano. Wcześniej czy później, na skutek obsesji, nastąpi czyn. Istnieje przecież 
różnica między przemijającym zainteresowaniem, co jest normalne, a konkretnym 
zamiarem uwiedzenia.
Czy przestałem kochać?

To pytanie często słyszę i naprawdę zawsze biorę je sobie głęboko do serca, ponieważ 
osoba zadająca je boi się tego robić. Czuje się winna posiadania takich wątpliwości i 
prawie zawsze mówi: "A może ja nigdy nie kochałam".

Ci, którzy mówią o zakochaniu się, jak o czymś, co niejako zdarza się wbrew ich woli, jak 
przypadkowe wpadnięcie do wody, zazwyczaj odkochują się równie łatwo. Miłością 
nazywają to, co miało miejsce pomiędzy Omarem Sharifem i Julie Christie, albo 
pomiędzy Clarkiem Gable i Carole Lombard - nieprzezwyciężona pasja i chęć pozostania 
z osobą ukochaną do końca życia, nieodparte uczucie, że On jest jedynym mężczyzną 
na świecie i że każda chwila spędzona bez Niego jest torturami. Wszystko to puste 
słowa. Idea istnienia na świecie tylko jednego mężczyzny albo tylko tej jednej kobiety jest 
nonsensem. Można z pewnością kochać więcej niż jedną osobę jednocześnie. W 
rzeczywistości byłbyś szczęśliwy, poślubiając jedną z wielu tysięcy osób.

Niektórym kobietom wydaje się niezrozumiałe to, że mogłaby kochać jednocześnie męża 
i jakiegoś innego mężczyznę. Kiedy więc pojawia się jakiś inny, sądzą, że stara miłość 
już umiera. Kochać można jednak więcej niż jedną osobę. Mężczyzna kocha matkę, 
żonę, córkę na różne sposoby, ale kocha przecież wszystkie trzy. Kiedy zaś będzie miał 

94

background image

kontakt z wieloma kobietami, będzie okazywał im zainteresowanie w najróżniejszym 
stopniu, włącznie z pociągiem seksualnym.

Kiedy więc kobieta mówi: "Proszę mi pomóc, nie wiem czy jeszcze kocham swego męża" 
odpowiadam, że prośba ta nie ma sensu. Ona oczywiście kocha go, inaczej nie 
zależałoby jej w ogóle na poruszaniu tej sprawy. Jej miłość będzie podlegać wielu 
zmianom i jeżeli nie wpadnie w panikę, może od przyszłości oczekiwać tylko dobrego. 
Sensownym pytaniem będzie natomiast: "Czy pragnę kontynuowania kontaktów z moim 
partnerem?" Kiedy miłość zniknęła, znaczy to prawdopodobnie tyle, że to, co może się 
popsuć w stosunkach międzyludzkich, popsuło się, a zazwyczaj można to naprawić. 
Fakt, że mężczyzna chciałby mieć czasem jedną z sex-bomb zamiast swojej żony, w 
rzeczywistości ma niewielki związek z przyszłością małżeństwa. We wszystkich trwałych 
małżeństwach jakie znam, każdy z partnerów w jakimś czasie interesował się osobą 
trzecią. Kiedy kobieta zauważy, że może rozmawiać ze swoim szefem o poezji i odkrywa, 
że szef jest także zafascynowany Baudelairem, wytwarza się owo napięcie, a żadne 
małżeństwo nie jest w stanie dostarczać regularnie takiego bodźca.

Stara plotka mówi, że ludzie nigdy nie szukają nikogo poza małżeństwem, jeśli w domu 
nie zacznie się coś psuć, ale jest to, oczywiście, nieprawdą. Nie ma sposobu, aby 
długoletnie małżeństwo, bez względu na to jak dobre, mogło uniknąć czasowych 
perturbacji.

Rzecz w tym, że nowe związki w końcu stają się starymi, a nuda od której się ucieka 
pojawia się na nowo. Niektórzy ludzie raz po razie zmieniają partnerów, ale takie "seriale" 
pozostawiają za sobą rany i w końcu prowadzi to do cynizmu w sprawach miłości.
Słabnąca miłość romantyczna

Centralnym problemem jest tutaj efemeryczna, mijająca ekstaza, nazywana miłością 
romantyczną, która pojawia się i znika jak światło świecy na wietrze. Większość z nas 
przeżyła coś takiego i wiemy, że kiedy jesteśmy w to zaangażowani jest wspaniale. 
Oczywiście nie neguję jej, ponieważ jest ona jedną z najwspanialszych rzeczy w życiu 
człowieka. Po wielu latach małżeństwa większość z nas przeżywa czasem jej powrót. 
Szaleństwem jednak jest spodziewać się, że będzie ona nas podtrzymywać przez całe 
małżeństwo.

Denis de Rougemont jest ekspertem w sprawach dotyczących romansu i napisał już 
wiele książek na ten temat. Mówi on:

"W ciągu 7000 lat historii, kiedy jedna cywilizacja następowała po drugiej, nikt nie nadał 
miłości znanej pod nazwą romansu tyle rozgłosu, co kino, druk i reklamy ... Żadna inna 
cywilizacja nie była tak przeładowana zapewnieniem, że małżeństwo niebezpiecznie 
gryzie się z miłością tak pojętą, oraz że należy małżeństwo uzależnić od miłości 
romantycznej".

95

background image

James Thuber, reporter "Chicago Tribune" i "New York Times'a" nie jest takim erudytą jak 
Rougemont, ale okazuje się równie dobrym analitykiem, skoro pisze:

"Moją antypatią jest ten czysty głos przeciętnego amerykańskiego piosenkarza, 
mężczyzny, czy kobiety, wyjącego lub zawodzącego w kiepskich piosenkach o miłości. 
Amerykanie wychowani są tak, że nie potrafią odróżnić miłości od seksu. Uważamy, że 
jest rozwiązanie typu nacisnąć guzik, albo, że jest to stała kuracja niezadowolenia i 
najpewniejsza droga do szczęścia. Nasza ignorancja sentymentalna powoduje, że 
traktujemy małżeństwo jako swego rodzaju środek uspokajający. Pewna 
czterdziestosiedmioletnia kobieta, mająca za sobą dwadzieścia siedem lat małżeństwa i 
sześcioro dzieci, i która naprawdę wie co to jest miłość, opisała mi ją kiedyś tak: Miłość 
jest wtedy, gdy już nikogo nie potrzebujemy"'.
Korzenie impulsów błądzenia seksualnego

Przyjaźnie prowadzą czasami do cudzołóstwa, ponieważ gdzieś głęboko w umyśle 
każdego z nas tkwi owa prowokująca idea. Taka tęsknota za czymś więcej, chęć 
wpadnięcia w pułapkę "wspaniałych" przeżyć seksualnych młodości, nie może być lekko 
traktowana. Najczęściej jest to oznaką nudy. Często zauważam, że mężczyzna jest nie 
więcej znużony żoną niż sobą samym. Dla niektórych życie jest po prostu czasami nudne 
i nie ma od tego ucieczki. We wszystkim tkwi monotonność, stąd poszukiwanie nowych 
przygód. Nie można za to winić mężczyzny czy kobiety, że chcą mieć osobę, która 
będzie za nimi "szaleć", podziwiać ich i tęsknić za nimi. Kiedy jednak przyjrzeć się 
zjawisku bliżej, wiemy, że pogoń za ciałem drugiej osoby nie zniweluje zupełnie poczucia 
nudy. Do tego należy dojść samemu. Życie może być przygodą, jeżeli sami je takim 
uczynimy. Żadna osoba nie wyleczy nas ze znudzenia.

Często ludzie nudzą się, ponieważ nie starają się uczynić swego małżeństwa 
ekscytującym. Czasami mówię osobie rozmyślającej nad niewiernością: "Czy sądzi pan 
(pani), że gdyby włożyć tyle samo wysiłku w uszczęśliwienie swojego partnera, co w 
nowy związek, to czy małżeństwo zyskałoby na tym?" Taka osoba często przyznaje, że 
małżeństwo stało się monotonne nie z powodu wyboru niewłaściwej osoby na partnera, 
ale dlatego, że spodziewała się, iż małżeństwo może być ekscytujące bez podejmowania 
starań w tym kierunku.

Wcale nie kwestionuję, że w przypadku nowego partnera występuje pewna ilość 
dodatkowego niejako zainteresowania, ale jak powiedział

pewien mężczyzna, który wiele w swym życiu błądził: "Kiedy wszystko jest już 
powiedziane i zrobione, najlepszy na świecie seks przeżywa się ze swoją własną żoną w 
swojej własnej sypialni. Jest się wolnym, należy się do siebie, a wiara i zaangażowanie 
pomiędzy małżonkami czyni ten fizyczny akt wyjątkowo satysfakcjonującym".
O zdrowym rozsądku w przyjaźniach kobiet z mężczyznami

96

background image

Oto sześć sugestii przydatnych w kontrolowaniu swoich odczuć seksualnych dla 
podtrzymania przyjaźni:

1. Nie ufaj zbytnio samemu sobie. Wiedz, że pożądanie seksualne zanika z czasem. 
Większość z nas różni się pod względem ilości odczuć seksualnych i czasami ich siła 
może na nas spaść w najbardziej niespodziewanej chwili. Gdy twe uczucia seksualne 
znajdą się w stadium "przypływu" uważaj na siebie.

2. Wybieraj sobie towarzyszy, których małżeństwa są mocnymi związkami. Gdy partner 
poszukuje miłości, trudno będzie utrzymać się w ryzach.

3. Bierz pod uwagę, gdzie i kiedy planujesz spotkania. Jedne bardziej pobudzają 
seksualnie, inne mniej. Lunch, na przykład, z pewnością nie będzie prowadził do 
kłopotów, może natomiast kolacja spędzona w restauracji, gdzie kochankowie spożywają 
wspólnie posiłki przy świetle świec.

4. Rozmawiaj o przyjaźniach. Sygnałem ostrzegawczym jest też fakt, że spotkania stają 
się potajemne. Albo więc opowiedz o tej przyjaźni małżonkowi, albo uciekaj od niej.

5. Zakreśl sobie granice kontaktu fizycznego. Znajdź taką ilość afektacji fizycznej, która 
jest wygodna i bezpieczna, ponieważ trudno jest kontrolować, gdy dotyk i pocałunki 
przekroczą pewne granice.

6. Uwalniaj się z sideł, gdy potrzeba. Czasem przyjaźń z przedstawicielem płci 
odmiennej wymyka się nam z rąk i wiemy od razu do czego to doprowadzi. Jeśli więc 
zależy ci na małżeństwie, nie ma wątpliwości, trzeba się wycofać, niezależnie od tego ile 
bólu będzie to kosztować.
Ufność cenniejsza od ekstazy

Nie zamierzam tu mówić, że dochowanie wierności małżeńskiej jest rzeczą łatwą. Od 
kilku tysiącleci mężczyźni i kobiety walczą z faktem, że społeczeństwo domaga się 
monogamii, podczas gdy jesteśmy jakby stworzeni do kochania większej liczby osób 
jednocześnie. Jest w nas równocześnie chęć bycia wiernym jednej osobie, oraz dążenie 
do wielokrotnego kochania.

Zasadniczym pytaniem jest jednak, czy chcielibyśmy, aby nasz małżonek zaangażowany 
był w podobne do omawianych flirty. Mężowie często mówią mi, że mogą mieć niewielkie 
przygody "na boku" bez narażania na szwank swego małżeństwa. Lecz kiedy pytam, czy 
przyznaliby swoim żonom prawo do takich tymczasowych stosunków bledną ze 
zdziwienia. Bertrand Russel, angielski filozof i matematyk, laureat Nagrody Nobla, był 
wielkim propagatorem wolnej miłości, nie lubił jednak, gdy ktoś kręcił się koło jego żony.

Na dłuższą metę istnieje jednak coś bardziej cennego niż uniesienie pochodzące z 
nowego seksualnego skoku w bok. Tym czymś jest ZAUFANIE. Mam szczęście być 

97

background image

mężem kobiety bardzo atrakcyjnej. Co więcej ma ona cudowny uśmiech i zawsze wielu 
facetów wokół siebie, gdy jesteśmy w towarzystwie. Ponieważ podoba mi się to, że moją 
żoną zachwycają się inni mężczyźni, i ponieważ nie mogę jej przecież trzymać w 
zamknięciu, cieszę się, że zdołaliśmy w naszym małżeństwie wypracować sobie 
wzajemne zaufanie.

Oboje mogliśmy przecież wybrać seksualną wolność, gdybyśmy chcieli pozostać w życiu 
sami, ale zamiast tego chcieliśmy związku charakteryzującego się głębokim 
zaangażowaniem. Pozwala nam to na całkowicie wolne przyjazne kontakty z 
przedstawicielami płci odmiennej. Kiedy zasiadamy wieczorem razem do kolacji, żeby 
opowiedzieć sobie zdarzenia minionego dnia, nie potrzebujemy się pytać wzajemnie o 
szczerość.

Czasami zdaje mi się, że jestem facetem "sexy", ale nawet w chwilach wyjątkowych 
złudzeń nie spodziewam się, żeby moja osobowość seksualna absolutnie wykluczała 
możliwość zainteresowania mojej żony innymi mężczyznami. W rzeczywistości jestem 
pewien, że czasami jakiś mężczyzna wydaje się jej bardziej atrakcyjny ode mnie. Jest to 
jednak w porządku, ponieważ nasz związek cechuje coś mocnego: wspólne wzajemne 
zaangażowanie.

"Przyjaciel to ktoś, kto przychodzi, gdy inni wychodzą ".

Walter Winchell

Ważny składnik: wierność

Jeżdżę czasami do Valyermo, gdzie klasztor benedyktyński stoi u stóp Gór Gabriel. 
Jedzenie jest tam dobre, w pokojach nie ma telefonów i jest tam możliwość robienia 
długich spacerów pomiędzy drzewami Jozuego.

A i podczas posiłków rozmowy są interesujące. Bracia są dobrze wykształceni, szczycą 
się doktoratami z takich uniwersytetów jak Harvard, Louvain, czy Sorbona.

Pewnego dnia siedziałem naprzeciw Ojca Eleuteriusza. Jest on wysokim, ascetycznym 
mężczyzną, który raz w tygodniu jeździ setki mil do Claremont Graduate School 
wygłaszać wykłady dla studentów. Znany jest ze swych uczonych prac filozoficznych. 
Tamtego dnia jego umysł zaprzątnięty był czym innym i niewiele mówił podczas posiłku, 
dopóki nie dowiedział się, że piszę książkę o przyjaźni. Jego oczy ożywiły się i 
powiedział: "Aha, o przyjaźni"

Potem zamilkł na chwilę, dumając. Jego twarz spochmurniała i rzekł: "To smutne, że w 
Ameryce tak mało uwagi przykłada się do przyjaźni. Moich prawdziwych przyjaciół tutaj 

98

background image

nie ma. Jeden jest w Indiach, drugi w Belgii. Rozumiem przez to, że cechuje nas swoista 
wierność. Ja jestem przywiązany do nich, a oni do mnie".

Wierność. Przywiązanie. To zapomniane słowa przeszłości, które jakby zniknęły z 
naszego słownika.
Piękno długotrwałych związków

Ci, których łączy z innymi wiele związków, wydają się wierzyć w związki trwające całe 
życie. To ludzie, którzy pozostają ze swymi partnerami na dobre i na złe, którzy 
nawadniają wysychające źródła uczuć.

Mój ojciec miał 68 lat, gdy umarł jego najlepszy przyjaciel. Żal ojca po śmierci Huberta 
upewnił mnie, że ich przyjaźń znaczyła dla nich więcej niż te 60 lat wspólnie przeżytych. 
Jako chłopcy wzrastali w tym samym miasteczku, razem chodzili na ryby i razem 
polowali. Przypominając sobie ich podobieństwa, ojciec powiedział: "Tak, Hubert i ja 
mieliśmy wiele wspólnego. Margaret i twoja matka były jedynymi kobietami, z którymi 
którykolwiek z nas wychodził i pozostaliśmy małżeństwami przez ponad 40 lat". Czasem 
ci dwaj mężczyźni rzadko się widywali z powodu mnogości najróżniejszych zajęć. Istniała 
jednak między nimi ukryta siła wierności. Hubert zawsze przysyłał nam pomarańcze, gdy 
jego sady owocowały jesienią, a ojciec często wpadał do ogrodu Huberta, gdzie 
rozmawiali długo spacerując między szpalerami krzewów. Przez prawie ćwierć wieku 
chodzili do tej samej grupy w szkółce niedzielnej.
Stałość

Są ludzie, którym nigdy nie udaje się połączyć z kimś innym jakimś stałym związkiem, i 
którzy są stale w "ruchu", przeskakują z jednej przyjaźni do innej, sądząc, że dzieje się 
tak właśnie z powodu przyjaciół. Tacy ludzie spodziewają się znaleźć gdzieś na świecie 
kogoś, z kim będzie im wreszcie naprawdę dobrze. Będąc często skłóconymi z rodziną, 
prowadzą ciągłe wojny z sąsiadami i często "przenoszą się" z jednego małżeństwa na 
drugie.

Weźmy jednak pod uwagę następujący fakt: wcześniej czy później trzeba się będzie 
zatrzymać, żeby dawać, nawet jeżeli otrzymuje się niewiele.

Dzisiejsze prawo małżeńskie umożliwia łatwe zrywanie małżeństw, ale czy ktokolwiek 
uważa, że dziś ludzie są ogólnie bardziej szczęśliwi żeniąc się w życiu wiele razy, niż sto 
lat temu, gdy mimo nieporozumień zostawali małżeństwem. Z moich doświadczeń 
wynika, że większość ludzi niezadowolonych ze swoich obecnych partnerów, będzie tak 
samo niezadowolona z nowych partnerów.

Nie osądzam tutaj, ani nie krytykuję tych, którzy decydują się przerwać niszczące 
związki. Czasami jest to konieczne, aby przetrwać. Generalnie uważam jednak, że nie 

99

background image

ma powodów do przeciwstawiania się stanowczemu poleceniu biblijnemu, które dotyczy 
trwałości małżeństwa i rozwodu, jako manifestacji naszej grzeszności.

W większości trwałych przyjaźni, spoiwem, które trzyma ludzi razem, jest 
zaangażowanie. Pozwólcie, że poprę to przykładem. Co dwa tygodnie spotykam się z 
grupą mężczyzn, którzy mówią o swoich przemyśleniach oraz uczuciach i modlą się za 
siebie. Wszyscy oni w jakiś sposób kierują innymi ludźmi, są księżmi w dużych 
kościołach albo zuchwałymi lekarzami. Gdy tacy ludzie spotykają się co miesiąc, nie da 
się uniknąć współzawodnictwa i czasami depczemy sobie po odciskach. Jeden z 
członków grupy jest naukowcem i, jak do tej pory, to on właśnie wydaje mi się mieć 
najsilniejszy intelekt. Łatwo jest mu opanować rozmowę i zboczyć na tematy, które go 
interesują, nie oglądając się na innych.

Ponieważ celem naszych spotkań nie jest dyskutowanie o problemach intelektualnych, 
ów człowiek najczęściej wpada w pułapkę, kiedy po pięciu minutach monologu nikt nie 
zachęca go do dalszych wywodów. Czasem, gdy jesteśmy dla niego tak bezwzględni, 
przy końcu spotkania bywa mi go często żal i zastanawiam się, czy jeszcze kiedykolwiek 
przyjdzie.

Ale oto ujawnia się rzecz wspaniała, nigdy nie brakuje go z powodu naszej krytyki. Bez 
wątpienia znalazłby sobie inne zajęcia na ten czas, ale jest on człowiekiem szanującym 
zobowiązania. Zawarł z nami pakt, że połączymy dłonie i będziemy się wzajemnie 
wspierać, jak bracia chrześcijanie i choć czasami coś w naszych stosunkach "zgrzyta", 
on nie ucieka. Rezultat? Mężczyzna ten jest prawdziwym przyjacielem dla każdego z nas 
i jest naprawdę niewiele rzeczy, których nie zrobilibyśmy dla niego. Mówi on teraz, że 
nigdy nie miał tak dobrych towarzyszy, jak ta siódemka, z którą co dwa tygodnie się 
spotyka. Twierdzi, że jesteśmy najlepszymi jego przyjaciółmi. Ma rację. Bardzo go 
kochamy i być może jesteśmy względem niego lojalni właśnie dlatego, że znosił dzielnie 
nasze traktowanie go, słuchał naszych uwag i był współtwórcą naszego związku.
O zbyt łatwym poddawaniu się

W trwałych związkach zdarzają się okresy, w których przyjaciel nie "funkcjonuje" 
najlepiej. Próba polega na tym, czy potrafimy zostać i przetrwać.

Każdy z nas przeżywa okresy przejściowej niemożności. Nasz system umysłowy 
oddzielany jest przez swego rodzaju pas graniczny od świata

nierzeczywistości i każdy z nas od czasu do czasu przekracza tę zieloną granicę. 
Najczęściej stan taki trwa krótko, prawdopodobnie krócej niż jeden dzień, a dobry sen w 
nocy jest tutaj najlepszym lekarstwem. Są jednak tacy, którzy w takich chwilach 
potrzebują wsparcia i pomocy ze strony tych, którzy ich kochają.

Od czasu, gdy sam tego doświadczyłem, stałem się bardziej wyrozumiały dla takich 
"ataków" irracjonalizmu u moich pacjentów. Kilka lat temu po bezsennej nocy 

100

background image

stwierdziłem, że wymykam się sam sobie spod kontroli. Kilka następnych miesięcy było 
dla mnie piekłem na ziemi. Prawdopodobnie nigdy nie pojmę wszystkich powodów 
tamtego załamania. Nie mogłem sobie sam z tym poradzić i zawsze będę wdzięczny tej 
garstce ludzi, głównie członkom mojego Kościoła, za to, że pomogli mi przetrwać. Po 
kilku miesiącach odzyskałem równowagę i wróciłem do "normalności".

Oto klucz do sprawy: prawie zawsze udaje się ludziom przejść przez taki okres 
niestabilności. Utrata kontroli nad sobą jest czasowa. Dzięki odrobinie spokoju, umysł 
wkrótce powróci do normalnego stanu.

Harry Emerson Fosdick, który później stał się szeroko znanym pastorem Riverside 
Church w Nowym Jorku, przeżył w seminarium poważne załamanie nerwowe. Po kilku 
dniach i nocach wykańczającego napięcia, poleciał samolotem do rodziny w Buffalo i nie 
był w stanie wrócić do szkoły, aż do następnego roku.

Jak Fosdick odzyskał równowagę? Głównie dzięki upływowi czasu. No i dzięki 
wyrozumiałej pomocy jego narzeczonej i rodziny. W końcu najgorszy okres minął, ale 
jeszcze przez kilka miesięcy rozpaczał, że nigdy już nie powróci do dawnego stanu 
swego umysłu i był na krawędzi samobójstwa. Pisząc prawie 50 lat później o swojej 
podróży w ciemność, Fosdick powiedział, że nauczył się wtedy o Bogu więcej niż potrafi 
nauczyć jakiekolwiek seminarium. Nauczył się modlić i poznał siłę tej garstki ludzi, którzy 
nie opuszczają cię, gdy jesteś w kłopotach.

Otrzeźwiająco działa przypuszczenie, co by się zdarzyło, gdyby rodzina Fosdicka doszła 
do wniosku, że jest on całkowitym szaleńcem i zostawiła go swemu losowi. Kościół 
straciłby jednego ze swoich najwspanialszych liderów.

To, do czego namawiam, to wytrwałość w kontaktach międzyludzkich, która pomoże 
przetrwać najgorsze.

Wymaganie absolutnej wzajemności przez cały czas może zniszczyć przyjaźń. Glenn i 
Harry byli blisko, odkąd zostali księgowymi w tej samej firmie 10 lat temu. Razem 
zmieniali pracę i nadal mają ze sobą wiele wspólnego. Jednak Glenn dostał ostatnio 
awans na kierownicze stanowisko, pełne stresów i pieniędzy, został też członkiem klubu, 
w którym zamierza bywać. Harry mówi sobie, że nie zazdrości Glennowi i że nie chciałby 
jego pracy nawet na minutę. Uważa jednak, że nowy prestiż uderzył Glennowi do głowy i 
czuje się urażony brakiem czasu ze strony Glenna na wspólne wycieczki na ryby.

Zapewne jest prawdą, że nowa praca całkowicie zaprzątnęła uwagę Glenna przez kilka 
pierwszych miesięcy. Gdyby Harry mógł zmierzyć jakoś to, co daje i to co dostaje w tej 
przyjaźni, okazałoby się, że daje więcej, niż otrzymuje od Glenna. Na szczęście Harry 
jest człowiekiem zrównoważonym i bardzo cierpliwym. Tak długo są przyjaciółmi, że nie 
obawia się, iż Glenn chce się go pozbyć, ale że po prostu zajęty jest innymi sprawami. 
Ich wzajemny stosunek z pewnością wkrótce się polepszy, a na razie Harry akceptuje tę 

101

background image

mniejszą wzajemność w przyjaźni. Harry jest człowiekiem mądrym, ponieważ we 
wszelkich kontaktach międzyludzkich istnieje stały ruch raz w kierunku bardziej bliskiej 
zażyłości, to znowu w kierunku jakby wycofania się i dystansu. Czujący się bezpiecznie 
przyjaciel nie wpada w panikę w momentach takiego wycofania się partnera.
Czy szukać numeru pierwszego?

Współczesna, tak zwana pop-psychologia spowodowała powstanie całej fali poradników i 
książek, które zalecają stanowczość, dbałość o swoje sprawy, wykorzystywanie innych 
zanim oni wykorzystają ciebie i polecanie ludziom, którzy nie dają tego, czego się po nich 
spodziewać, żeby po prostu zniknęli. W rzeczywistości tendencja ta nie jest niczym 
nowym. Arogancja jest obecna wśród nas od dłuższego już czasu.

Filozofii tej towarzyszy jednak patos. Jest nim mianowicie zamiar uszczęśliwienia ludzi w 
jakiś sposób pogrążonych. Powiedziano im, że ignorowanie potrzeb ludzi, którzy ich 
otaczają i przebijanie się za pomocą łokci naprzód, uczyni ich szczęśliwymi. Jednak moje 
doświadczenia wyraźnie wskazują, że osoby, które odpychają innych, zastraszają swoich 
konkurentów i gardzą ludźmi od nich zależnymi, dochodzą do szczytu i stwierdzają, że 
nie ma tam nikogo, kto byłby im pomocny. Jezus negował taki styl życia mówiąc, że ci, 
którzy uratują swoje życie skończą tracąc je. Chrystus powiedział też, że ci którzy stracą 
swe życie dla Niego, będą uratowani, a Biblia pełna jest fragmentów opisujących 
poświęcenie siebie, które w dalszej perspektywie prowadzi do szczęścia. Innymi słowy, 
szczęście nie przychodzi zazwyczaj do tych, którzy go intensywnie poszukują. Szczęście 
jest przecież produktem ubocznym.

Zauważyłem, że ludzie szczęśliwi nie przepychają się, nie zastraszają innych. Sąpewni 
swej wartości, której część pochodzi z czynienia innych szczęśliwymi. Istnieje też 
nagroda za takie czyny, ponieważ przyjaciel chętny do poświęcenia dla drugiego nigdy 
nie będzie zapomniany.

Oto kobieta, której mąż stracił pracę i pewność siebie. Życie z nim jest dla niej udręką, a 
on stał się z tego powodu impotentem. W domu brakuje pieniędzy. Kobieta 
zapobiegawcza szybko znajdzie swój "numer jeden". Natomiast kobieta cierpiąca, która 
wierzy w wartości długotrwałego zaangażowania się, rozpoznaje, że małżonek 
potrzebuje jej teraz bardziej, niż kiedykolwiek, oraz że istnieją takie okresy w kontaktach 
międzyludzkich, że jedna strona daje z siebie wszystko.

Jest jakaś wrodzona dobroć w jej miłości, dzięki której inni ludzie bardzo ją kochają. Kto 
wie, może kiedyś w przyszłości ona będzie potrzebować pomocy i po prostu będzie 
potrzebowała mieć coś lub kogoś w zanadrzu.

A co powiedzieć o matkach, które przez całe swoje życie zajmują się swoimi kalekimi 
dziećmi? Czy niepotrzebnie zadają sobie tyle trudu? Czy nie powinny poszukać swojego 
"numeru pierwszego"?

102

background image

Rozmawiam z czterdziestoletnią kobietą, która opiekuje się swoimi, starszymi już 
rodzicami i zastanawiam się, czy nie jest zbytnio do nich przywiązana.

- "O, nie sądzę - odpowiada.

- "Ale czy naprawdę sprawia pani przyjemność chodzenie z nimi do lekarza itd?" - mówię 
z naciskiem. Podejrzewam u niej słabe "ego" i staram się wypróbować poprzez rozmowę, 
czy nie znajduje przyjemności w karaniu samej siebie. Jej odpowiedź jest tak 
przepełniona zdrowym rozsądkiem i wspaniałomyślnością, że zapominam o zamierzonej 
próbie i jestem onieśmielony zabawą w detektywa.

- "Czy to lubię? Nie, jeżeli ma pan na myśli przyjemność w całym tego słowa znaczeniu. 
Kto lubi przesiadywać całymi godzinami w poczekalniach tylko po to, żeby dowiedzieć 
się od lekarza, że ból w plecach matki to tylko artretyzm, że ona po prostu starzeje się i 
że powinniśmy być przygotowani na takie rzeczy?

Ale jeśli pod tym słowem rozumie pan satysfakcję - owszem, mam z tego bardzo dużo 
stysfakcji. Moi rodzice przez tyle lat poświęcali się dla mnie, że i dziś nie wiem, czy 
należycie im się odpłacam. Nie myśli się o tym, kiedy jest się młodym.

Teraz więc, kiedy mogę coś dla nich zrobić, cieszę się. Oczywiście, wolałabym 
rozmawiać popołudniami z kimś innym, historyjki ojca słyszałam już setki razy, a on 
dodatkowo tak się podnieca rozmowami o polityce. Czasami wybucham, kiedy nie mogę 
już wytrzymać.

Ale oni kochali mnie przez 40 lat i wiem, że nic mi nie ubędzie, kiedy będę się nimi 
opiekować. Zresztą bardzo, bardzo ich kocham".

Ta kobieta zalicza się do grupy ludzi, którzy zdają się mieć mało czasu na przejmowanie 
się samooceną, samospełnieniem i innymi doświadczeniami. Ludzie tacy znajdują 
zadowolenie w dawaniu siebie innym.

Motywacja do takiej wspaniałomyślności istnieje już 2000 lat i pochodzi od pewnego 
Człowieka z Nazaretu, który, jak mówił pewien naoczny świadek, powiedział: "Idźcie i 
czyńcie dobro". On sam nie tylko nauczał miłości, On także był ucieleśnieniem takiej 
miłości.

Po raz pierwszy widzimy Go w wieku 12 lat, kiedy otoczony jest ludźmi, z którymi wiele 
Go łączy. Otwiera się przed bliskimi i coraz częściej widzimy Go, jak przejmuje inicjatywę 
miłowania innych, wyrządzając przysługi obcym, broniąc potrzebujących, ryzykując 
siebie za innych, podczas gdy nie istnieje możliwość uzyskania tego samego w zamian.

Jezus oczywiście miał właściwy obraz samego siebie. Dlatego nie musiał 
"wypróbowywać się" w jakiejkolwiek potyczce słownej, czy w walce o władzę. Zamiast 

103

background image

tego Chrystus wyrażał delikatność i wspaniałomyślność. Jego Miłość przemieniła 
piaszczystą prowincję Imperium Rzymskiego w Ziemię Świętą. On po niej chodził.

To wszystko mówi nam, że Chrystus nie był słaby. Brak agresywności nie oznacza 
bierności. I dziś ludzie pełni miłości też nie są słabymi. Są mocni. Oni budują. Są 
twórcami. Nie dziedziczą nienawiści, lecz zbierają miłosierdzie.

104

background image

Ja po prostu idę naprzód i nie poddaję się”

Babę Ruth

Nie można zdobyć wszystkiego

Na imię miała Cassandra. Jej uroda zaczęła już znikać, ale oczy jeszcze żywo błyszczały 
i jej zachowanie było ciągle eleganckie. Gdy poznaliśmy się, jej pewność siebie zdawała 
się ginąć w oczach, a ona sama coraz bardziej upodabniała się do wystraszonego ptaka. 
Małżeństwo, które zawarła skończyło się rozwodem 10 lat temu. Jej stosunki z ludźmi w 
supermarkecie, na stacji benzynowej, ze sprzątaczkami były przyjacielskie, ale wieczory 
spędzała przed telewizorem. Nie miała prawdziwych przyjaciół. W końcu znalazła się w 
mojej poradni; nikt przecież nie zniesie takiego odizolowania się.

Cassandra ma wielu braci i sióstr syjamskich - ludzi, którym brak miłości - ponieważ 
wybrali izolację, samotność. Zranieni niepowodzeniem w pewnym momencie życia, 
doszli do wniosku, że nie mogą, lub nie powinni próbować związać się ponownie.
Rozwód i jego następstwa

Jeżeli cokolwiek może w naszym dorosłym życiu zniechęcić nas do nawiązywania 
kontaktów z innymi ludźmi, to tym czymś jest właśnie rozwód. Co roku, ponad półtora 
miliona Amerykanów rozwodzi się i kiedy dokładniej przyjrzeć się tej statystyce, co 
dziewiąty uległ poważnemu urazowi.

Obserwator z zewnątrz mógłby podejrzewać, że ludzie rozwiedzeni będą za to winić 
swoich partnerów, bez względu na naturę ludzką. Prawda jest jednak inna. Większość 
znanych mi rozwiedzionych ludzi wini siebie za niepowodzenie małżeństwa. 
Niewykluczone, że ludzie, których spotykam mają mniejsze mniemanie o sobie - szukają 
przecież porady. Zajmowałem się jednak wielokrotnie zarówno mężem, jak i żoną 
rozbitego małżeństwa i okazywało się, że oboje oskarżali siebie samych, zresztą dość 
mało przekonująco. Nikt z nich nie potrafił unieść bagażu miłości małżonka i zobowiązań 
wynikających z nowych związków.

Oczywiście arogancją byłoby lekko traktować kogoś, kto w ogóle nie poczuwa się do 
odpowiedzialności za rozwód. Z drugiej jednak strony, tragiczne jest, gdy ktoś wyczołguje 
się z nieudanego małżeństwa, będąc przekonanym, że nie powiedzie mu się już żaden 
przyszły związek. Za żadną cenę nie wolno wycofywać się z życia, z powodu nieudanego 
małżeństwa. To właśnie w czasie stresu potrzebujesz przyjaciół i rodziny i jeśli pozwolisz 
im zaopiekować się tobą choć trochę, stwierdzisz, że zdolność kochania powoli wraca.

Jedną z przyjemności w mojej pracy jest właśnie obserwowanie takiego zjawiska. 
Pewien mężczyzna wchodzi na pierwszą wizytę, pozbawiony zupełnie energii, 

105

background image

entuzjazmu, wiary w siebie, z udręką na twarzy. Jego żona poinformowała go, że sypia z 
innym i że żąda rozwodu.

Ten znękany człowiek zaczyna się jednak niejako przegrupowywać. Żywotność i 
ożywienie powracają. Zaczyna się śmiać. A potem pewnego dnia mówi mi o kobiecie, 
którą poznał.

Dodatkową nagrodą mojego zawodu jest fakt, że bywam na wielu szczęśliwych ślubach.
Błądzić - rzecz ludzka

Aby mieć dobre, bliskie kontakty z ludźmi, trzeba umieć popełniać błędy. Większość 
ludzi, którzy zaznali wspaniałych przyjaźni wie, że od czasu do czasu to się zdarza. 
Starają się jak mogą podtrzymać swoje przyjaźnie i związki rodzinne, lecz gdy czasami 
coś zaczyna się psuć, nie zakładają od razu, że to z nimi dzieje się coś niedobrego. 
Przyjaźń, jak roślina, może czasem umrzeć śmiercią naturalną. Ludzie odchodzą od 
swoich bliskich w interesach lub dla zaspokojenia swoich potrzeb. Wszędzie może 
przecież wystąpić swoiste tarcie. Przyjaźń na całe życie może być cudowna, ale zdarza 
się bardzo rzadko. Przeżywszy przyjaźń kilkumiesięczną lub kilkuletnią, powinniśmy 
cieszyć się, a nie lamentować, że nie trwała ona całe wieki.
Oznaka sukcesu: zdolność właściwego traktowania odrzucenia

Rozmawiałem kiedyś z pewnym dyrektorem do spraw handlowych, który wykształcił kilku 
spośród najlepszych i najlepiej płatnych urzędników handlowych. "Czy wie pan co jest 
najlepszą wskazówką, informującą o tym, że ktoś będzie dobrym handlowcem?" - spytał.

Zgadywałem: "Inteligencja? Ambicja? Wygląd zewnętrzny?

- To zdolność właściwego traktowania odrzucenia - powiedział. Jeżeli przeraża go 
niepowodzenie z kilkoma klientami, nigdy do niczego nie dojdzie. Gdy jednak przetrzyma 
i będzie dalej próbował, będąc pewnym, że w końcu znajdzie klienta - nie ma siły aby 
zatrzymać takiego człowieka".

Identyczna zasada funkcjonuje w kontaktach międzyludzkich. Umiejętność odkrywania 
miłości zależy po części od naszych zdolności do dawania sobie rady z odrzuceniem 
przez innych. Zdarzyć się przecież może, że czasami ktoś, z kim próbujemy zaprzyjaźnić 
się, odrzuci nas. Takie zdarzenie będzie ranić do głębi. Wiadome jest przecież, że nie 
każdy cię polubi. Kiedy tak się dzieje, nie musi to oznaczać twojej winy. Po prostu 
wspomniana już wcześniej reakcja chemiczna nie przebiega tak, jak należy.

Nawet Jezus nie był lubiany powszechnie. W rzeczywistości też miał wrogów. Ciebie też 
to czeka, nawet jeśli będziesz starał się prowadzić swe życie najlepszymi drogami. Rollo 
May, amerykański psychoanalityk i psycholog, mówi w jednej ze swych książek, że jedną 
z korzyści mieszkania w małej miejscowości jest to, że uczysz się tam współżyć z 

106

background image

własnymi wrogami. Rzeczywiście jest to lekcja godna uwagi, dzięki której możesz dojść 
do wniosku, że mimo iż pewna liczba ludzi nie będzie cię lubić, będziesz mógł mieć 
więcej przyjaciół, niż czasu i możliwości do podołania wszystkim potencjalnym 
przyjaźniom.
Radość z nowych przyjaciół

Nawet Samuel Johnson, ten najbardziej towarzyski człowiek, zauważył, że jego 
przyjaźnie podlegają ciągłym zmianom. Stąd jego celna uwaga: "Człowiek musi ciągle 
ulepszać swoje przyjaźnie. Nie poszukując nowych znajomości z upływem czasu, 
wkrótce można zostać samotnym".

Pisarz i myśliciel Paul Tournier powiedział w wieku 75 lat, że jedną z radości przejścia na 
emeryturę jest fakt, że ma się zazwyczaj przyjaciół młodszych od siebie. Oto jego słowa:

"Czasami słyszy się, że nie jest łatwo nawiązywać nowe przyjaźnie kiedy nie jest się już 
młodym. Gdyby tak rzeczywiście było, okazałoby się, że mam wyjątkowe szczęście. Moi 
najbliżsi przyjaciele z lat dzieciństwa i młodości już prawie wszyscy nie żyją. Moja żona 
także straciła już wielu swoich przyjaciół. Mamy jednak mnóstwo nowych przyjaźni, 
przyjaźni wspaniałych z mężczyznami i kobietami, którzy w większości są od nas młodsi i 
którzy mają swój udział w tym, że mamy ciągle młode dusze i serca. Niektórych naszych 
przyjaciół znamy dopiero od kilku lat".
Ażeby mieć wielu przyjaciół, należy ciągle próbować

W przyjaźni, jak we wszystkim innym, odnosi się sukces, jeśli nie zniechęca się 
niepowodzeniami i rozczarowaniami, a ciągle się próbuje. Rzadko kto zauważył, że jeden 
z najlepszych zawodników baseballu w Stanach, Babę Ruth, zdobywając rekord trafnych 
uderzeń nie notowany od 40 lat, jednocześnie ustanowił rekord bezskuteczności. W 
rzeczywistości nie trafiał dwa razy częściej. Ale jedno, co ludzie pamiętają, to fakt, że 
zdobył 714 punktów wspaniałymi strzałami. Ktoś spytał Rutha o sekret jego sukcesu. "Ja 
po prostu idę naprzód i nie poddaję się" - powiedział.

Miłość nigdy nie ustaje (...)”

1 Kor 13,8

I ciebie ktoś pokocha

Henry Drummond napisał kiedyś wspaniały esej o miłości, który zatytułował 
"Najwspanialsza rzecz na świecie" (The Greatest Thing in the World). Nigdy nie 
spotkałem człowieka, który by zaprzeczał, jakoby miłość nie była najwspanialszą rzeczą 
na świecie, ale często spotykam ludzi, którzy nie mają nawet nadziei na jej znalezienie. 

107

background image

Ludzie ci przekonani są, że nie da się ich kochać i rzeczywiście ich przeszłość zdaje się 
to potwierdzać.

Jednak w ciągu tych wszystkich lat udzielania porad nie spotkałem takiej osoby, której 
absolutnie nie dałoby się pokochać. Być może, że ktoś rozwinął w sobie tendencje do 
komplikowania sobie kontaktów z innymi ludźmi, ale w zasadzie każdy zdolny jest 
kochać i być kochanym.

Mam zwyczaj jadać sobotni lunch z jednym z moich dawnych pacjentów. Wracam 
zazwyczaj zadowolony z tego, że jestem psychologiem, ponieważ wielu z moich 
pacjentów, będących w chwili rozpoczynania terapii załamanymi swoimi kryzysami, jest 
teraz bardziej szczęśliwymi i lepiej dającymi sobie radę z otaczającym ich światem.

Często jestem mile zaskoczony tym jak moi starzy przyjaciele dają sobie znakomicie 
radę w życiu beze mnie. Czasem przecież dawałem im niewłaściwe dla nich rady, a teraz 
oni znakomicie funkcjonują i są już bardzo daleko od punktu wyjścia. Dlaczego? Zawsze 
dlatego, że połączyli się z jedną lub kilkoma osobami, które pokochali i które ich 
pokochały. Odkryli po prostu fenomen przyjaźni.

Oto pewien młody człowiek, który przez całe swe życie był nieśmiały i trzymał się na 
uboczu, przyszedł do nas. Jego depresja zdawała się go już pokonywać i obawiał się, że 
coś już niedługo pęknie. Ostatnie spotkanie miał z nami trzy lata temu i wtedy zdawałem 
sobie sprawę, że może dojść do nawrotu i że będzie musiał przyjść do nas ponownie. Ale 
oto siedzi naprzeciw mnie i opowiada mi o klubie narciarskim, w którym jest skarbnikiem! 
Pytam więc, gdzie znalazł tyle sił i odwagi, aby podjąć się tak odpowiedzialnego zajęcia.

"Podejrzewam, że po prostu odpowiednio się zmieniłem - odpowiada. Nie dlatego, że 
jestem typem człowieka towarzyskiego nie, nic z tych rzeczy. Ja już po prostu nie boję 
się ludzi i to z pewnością dzięki kilku przyjaźniom nawiązanym w biurze. Zacząłem 
poszukiwać innych nieśmiałych, z którymi mógłbym znaleźć wspólny język i pewnego 
dnia trafiłem na jednego starszego faceta. On też jest narciarzem i wiele rzeczy robimy 
wspólnie, ale najwspanialsze jest to, że mam z kim porozmawiać. Mam tu na myśli 
rozmowy z prawdziwego zdarzenia. Mogę powiedzieć mu wszystko, nie obawiając się, 
że będzie mnie pouczał. A i on mi się zwierza. Nie, nie ma w naszej przyjaźni nic z 
homoseksualizmu - dodał z uśmiechem. Z pewnością zainteresuje pana to, że mam 
teraz także dziewczynę. Przez dłuższy już czas nie umawiałem się z nią i chwilami 
zaczynam mieć o nią obawy, ale to dzięki Harv'owi odważyłem się związać z kobietą".

To działa zawsze.

Każdy, kto próbuje zasad miłości i kto zastosuje je w nowych przyjaźniach, zaczyna 
nabierać siły i pewności siebie. Ta nowa pewność siebie pozwala na podejmowanie 
nowych kontaktów z ludźmi.

108

background image

Założeniem tej książki było przekonanie, że życie może być przepełnione miłością. Bez 
względu na to, na ile brakuje ci zacięcia towarzyskiego, albo jak słabo oceniasz swoje 
predyspozycje do nawiązywania przyjaźni, możesz być osobą dającą się kochać. Dopóki 
nie zamkniesz się w osamotnionym domku na Jukonie, z pewnością będziesz mógł 
zawiązać długotrwałe i głębokie przyjaźnie.

Miłość nie przychodzi od tych, którzy po prostu są przystojni lub utalentowani - piękno i 
talent nie są podstawą kontaktów międzyludzkich. Miłość jest czymś, co się CZYNI, jeśli 
więc zastosujesz podstawowe prawa opisane w tej książce, z pewnością przeżyjesz 
wiele wspaniałych przyjaźni.
Siła miłości

W roku 1925 założono w Topeka w stanie Kansas mały szpital dla umysłowo chorych. W 
czasach, gdy "kuracja wypoczynkowa" była modna w psychiatrii, grupa lekarzy - ojciec i 
dwóch synów po szkole medycznej - postanowiła stworzyć rodzinną atmosferę wśród 
pacjentów. Pielęgniarkom wydano dokładne instrukcje jak mają zachowywać się w 
stosunku do określonych pacjentów: "Niech pani da mu poznać, że pani go lubi i ceni". 
"Niech pani będzie uprzejma, ale stanowcza w stosunku do tej kobiety".

Tymi lekarzami byli Karl i Will Menninger, a klinika Menningera, stosując tak 
"rewolucyjne" metody, stała się znana na całym świecie.

Podsumowując, Karl Menninger powiedział: "Miłość jest lekarstwem na choroby ludzkie. 
Można żyć jeśli ma się miłość".

Podobna konkluzja pochodzi od innego psychiatry obecnie również bardzo znanego 
który doszedł do tego wniosku w innym miejscu. Viktor Franki, Żyd wiedeński, więziony 
przez Niemców ponad trzy lata. Przenoszono go z jednego obozu koncentracyjnego do 
drugiego. Kilka miesięcy spędził też w Oświęcimiu. Dr Franki powiedział, że dość 
wcześnie poznał jedyny sposób przeżycia - codzienne golenie się rano, nawet gdyby 
brzytwą miał być kawałek szkła, bez względu na samopoczucie. A to dlatego, że stając 
do porannego apelu, chorzy więźniowie, którzy nie mieli siły pracować, wysyłani byli do 
gazu. Gdy zaś ktoś był ogolony, a jego twarz bardziej różowa, szansę na uniknięcie 
śmierci tego dnia zwiększały się.

Musieli przeżyć, żywiąc się 300 gramami chleba i połową litra wodnistej zupy. Sypiali na 
gołych deskach, po dziewięciu w rzędzie i mieli po dwa koce na każdych dziewięciu 
więźniów. Trzy piskliwe gwizdki budziły ich o trzeciej rano do pracy.

Pewnego ranka, gdy wychodzili układać tory kolejowe na zamarzniętej ziemi wiele 
kilometrów od obozu, towarzyszący im strażnicy wrzeszczeli na nich i popędzali ich 
kolbami swoich karabinów. Każdy, kto miał poranione stopy, wspierał się na ramieniu 
towarzysza. Sąsiad Frankla, chowając usta za podniesionym kołnierzem, wyszeptał:

109

background image

"Żeby tak nasze żony nas teraz zobaczyły! Mam nadzieję, że lepiej im się dzieje w ich 
obozach i że nie wiedzą co dzieje się z nami".

Franki pisze:
"To przypominało mi o mojej żonie. Wlokąc się tak kilometrami, ślizgając się na 
zamarzniętych kałużach, podtrzymując się i pomagając sobie iść, żaden z nas nic nie 
mówił. Ale obaj myśleliśmy o naszych żonach. Od czasu do czasu spoglądałem w niebo, 
na którym gwiazdy już bledły, a różowe światło poranka zaczynało rozchodzić się za 
ciężkimi

chmurami. Moje myśli przy lgnęły jednak do obrazu mojej żony. Słyszałem jak mi 
odpowiada, uśmiecha się i spogląda na mnie swym dodającym odwagi wzrokiem.

Przeszyła mnie pewna myśl: po raz pierwszy wżyciu ujrzałem prawdę, jaką opisują poeci 
w swych pieśniach, którą obwieszczają najwięksi mędrcy. Prawdę, która mówi, że miłość 
jest podstawowym i najwyższym celem ludzkich dążeń. Potem uchwyciłem znaczenie 
tego największego z sekretów, przekazywanego przez ludzką poezję, ludzką myśl i 
ludzką wiarę: zbawienie nadchodzi przez miłość i w miłości".

110

background image

Spis treści

Wspaniałe nagrody przyjaźni 3

Część 1: Pięć sposobów pogłębiania kontaktów towarzyskich 7

Dlaczego niektórym ludziom nigdy nie brakuje przyjaciół 7

Sztuka otwierania się przed innymi 10

Jak okazywać uczucia 16

Miłość jest czymś, co się tworzy 21

Zignoruj "to", a zobaczysz jak przyjaciele cię opuszczają 24

Część 2: Pięć wskazówek wzmocnienia zażyłości 34

Dotknij mnie, proszę 34

O sztuce afirmacji 38

Koncepcja małżeństwa przy filiżance kawy 42

0 polepszaniu umiejętności prowadzenia rozmowy 45

Gdy łzy są darem Boga 49

Część 3: Jak przeciwdziałać negatywnym emocjom 53

"Miły facet" - postawa, która prowadzi donikąd 53

Pięć technik złoszczenia się 58

Część 4: Co się dzieje, gdy twoje kontakty z ludźmi zaczynają się psuć 60

Jak ocalić słabnącą przyjaźń 60

111

background image

Sztuka twórczego przebaczania 64

Eros: jego siła i jego problemy 67

Ważny składnik: wierność 71

Nie można zdobyć wszystkiego 76

I ciebie ktoś pokocha 78

112