background image
background image

Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment

pełnej wersji całej publikacji.

Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji 

kliknij tutaj

.

Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie
rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez
NetPress Digital Sp. z o.o., operatora 

sklepu na którym  można

nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji

. Zabronione są

jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody
NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej 
od-sprzedaży, zgodnie z 

regulaminem serwisu

.

Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie

internetowym 

e-booksweb.pl - audiobooki, e-booki

.

background image
background image

Copyright © by Anna Pasikowska

Copyright © for this edition by Walkowska Wydawnictwo / JEŻ

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone

Projekt okładki: Szymon Jeż, Adrian Łaskarzewski

Opracowanie graficzne i skład: Adrian Łaskarzewski

Powieść ta jest fikcją. Zbieżność nazwisk postaci powieści

z osobami żyjącymi bądź zmarłymi jest niezamierzona.

ISBN 978-83-61805-45-8

Wydanie II

Szczecin 2012

Walkowska Wydawnictwo / JEŻ

ul. Falskiego 29/8, 70-733 Szczecin

www.walkowska.pl

background image

Powieść tę dedykuję

mojemu mężowi Grzegorzowi,

który jako jedyny wierzył,

iż ujrzy ona światło dzienne,

a także dzieciom, które na ile potrafiły,

były wyrozumiałe

i pozwoliły mi ją napisać.

background image

PROLOG

Po  raz  pierwszy  od  niepamiętnych 

asów 

uła  się  wolna,  bezpie na

i  sz ęśliwa.  Wody  oceanu  w  kolo e  głębokiego  indygo  działały  na  nią
wyjątkowo kojąco.

Z radością pat yła w dal z dziesiątego pokładu wielkiego transatlantyku,

podziwiając  kilkumetrowe  fale,  których 

ienione  g ywy  wyglądały  jak

zwały  bitej  śmietany  na  rozg ebanym  torcie  urodzinowym.  Rozpierała  ją
duma,  bo  udało  jej  się  doprowadzić  do 

ełnienia  jednego  ze  swoich

najbardziej  nieśmiałych  ma eń,  którym  był  rejs  z  Europy  do  Stanów
Zjedno onych  i  dalej  wzdłuż  Karaibów  do  Ameryki  Południowej.  Po em
docelowym było Rio de Janeiro.

Laura  wiele  razy  wyobrażała  sobie  tę  chwilę,  nie  mając  nadziei,  że

kiedykolwiek  na ąpi.  Teraz  cieszyła  się  jak  dziecko,  bo 

e ywi ość,

w której się znalazła przerosła jej najśmielsze wyobrażenia.

A to był dopiero po ątek. T y dni temu wsiadła na najnowo eśniejszą,

pasażerską  jedno kę  pływającą  na  świecie,  noszącą  imię  „Lady  Diana”,
płynącą w swój dziewiczy rejs.

Dopiero  teraz  mogła  sobie  pozwolić  na  tę  ekskluzywną  podróż  ponieważ

była bogatą kobietą. Bogatą jednak od niedawna, zaledwie od roku.

W eśniej  ledwo  wiązała  koniec  z  końcem,  ciągle  za anawiając  się,  jak

ona i jej troje dzieci przeżyją następny miesiąc.

Teraz już nikt jej nie p ekona, że pieniądze w życiu nie są najważniejsze.

Są, bo bez nich, zwyczajnie, nie da się żyć.

Wiele razy słyszała, że pieniądze szczęścia nie dają, ale przekonała, się że to

nieprawda.  W  życiu  zawsze  wszy ko  rozbija  się  o  pieniądze,  na  nich  się
zaczyna i na nich się kończy.

Mogła  porównać  p eszłość,  w  której  bez  p erwy  ich  brakowało

z  teraźniejszością,  kiedy  ma  ich  pod  do atkiem.  Pieniądze  są  w  życiu
najważniejsze,  zwłasz a  kiedy  ma  się  dzieci.  Bo  ona  sama  nie  miała  zbyt
wielkich  wymagań.  Natomia   pot eby  dora ających  pociech  prawie
zawsze przekraczały możliwości finansowe rodziców.

Wielokrotnie  denerwowała  się,  gdy  któreś  z  jej  dzieci  chciało  do ać  coś

ponadplanowego.  One 

adko  chciały  zrozumieć,  że  są 

e y  bardziej

potrzebne w codziennym życiu, niż najnowsze zabawki.

Teraz, kiedy była zamożna  ać ją było na wiele. I  uła się z tym bardzo

dobrze, tym bardziej, że zarobiła te pieniądze sama i były one nagrodą za jej
pracę.  Stan  jej  konta  powiększał  się  dzięki  wielbicielom  literatury  pięknej,
a właściwie jednego z jej działów – literatury kobiecej.

background image

Laura  Pilawska  pisała  powieści  dla  kobiet,  chociaż  wiedziała,  że  i  wśród

panów  ma  wielu  zwolenników.  W  ciągu  dwóch  lat  napisała  tery  książki.
To  był  naprawdę  dobry  wynik.  Pierwsza 

edała  się  w  około  dwu u

tysiącach  egzempla y.  Jak  na  warunki  polskie,  był  to  bardzo  duży  sukces.
Nakłady kolejnych powieści zwiększały się.

Dziś  Laura  mogła  pochwalić  się 

edażą 

ędu  pó ora  miliona

egzempla y.  Wobec  innych  pozycji,  ukazujących  się  na  rynku,  to  był
nokaut.  Jedyne  w  swoim  rodzaju  mi

o wo  świata,  jeśli  chodziło

edaż  książek.  Nie  mogła  porównywać  się  z  pisa ami  o  światowej

sławie, ale w nowej Polsce jeszcze nikt nigdy tyle nie sprzedał.

Na po ątku trochę, ale tylko trochę, dziwiła się, że jej powieść tak dob e

się 

edaje.  Okazało  się,  że  tra ła  na  podatny  grunt.  Wiedziała,  że  od

asów Mniszkówny, Dołęgi Mo owi a, a potem Fleszarowej-Muskat nikt

nie pokusił się o napisanie zwyczajnego romansu.

Na  półkach  księgarskich  można  było  znaleźć  same  niezbyt  interesujące,

powieściopodobne  pozycje  autorów  uważających  się  za  wielkich  pisa y,
któ y,  w  wywiadach  prasowych  i  nie  tylko,  utwierdzali  odbiorców
w przekonaniu, że w Polsce z pisarstwa wyżyć się nie da.

A p ecież Laura Pilawska była żywym p ykładem tego, że je  całkowicie

ina ej.  Nie  tylko  udowodniła,  że  da  się  wyżyć,  ale  luksusowo  żyć.
Wystarczy po prostu pisać o tym, o czym ludzie chcą czytać, a nie wychodzić
nap eciw o ekiwaniom krytyków, któ y w większości cierpią na syndrom
nie ełnionych  ma eń  o  pisarskiej  sławie  i  forsują  pogląd,  że  dobra
literatura, sztuka, kino i teatr powinny być ambitne, mądre i mę ące, p y
tym niezrozumiałe i egzaltowane.

Tylko, że ci któ y two ą taką kulturę nie zdają sobie  rawy, że two ą ją

dla  siebie.  Publi ność  domaga  się 

e y  pro ych,  bezpośrednich,

wzruszających.  W  literatu e  szuka  rozrywki  i  oderwania  od  codzienności.
Dlatego  auto y,  z  uporem  maniaka  demonizujący  szarą  e ywi ość,  nie
mogą wyżyć z pisarstwa, a ona właśnie płynie w egotyczną podróż.

Laura  myśląc  o  tym  wszy kim  uśmiechała  się  do  siebie.  Ale  najbardziej

podobało  jej  się  po ucie  bezpie eń wa,  jakie  dawały  pieniądze.  Jej
własne  pieniądze.  Było  to  dla  matki  trojga  dzieci,  do  niedawna,  zupełnie
obce  u ucie.  Nigdy  w eśniej  nie 

uła  się  tak  bezpie nie.  Dotąd  nie

zdawała  sobie 

rawy,  jaką  rolę  odgrywają  pieniądze  w  zapewnieniu

bezpie eń wa  dzieciom.  Nie  jej  samej,  a  właśnie  dzieciom.  Po ucie
pewności, że będzie miała za co je wykształcić,  ełnić ich ma enia i pomóc
w starcie życiowym napawała ją ogromnym szczęściem.

Laura  była  sz ęśliwa,  bo  miała  zdrowe  i  udane  dzieci.  Była  wolna,  bo

background image

niezależna,  wyzwolona  z  chorego,  kilkuna oletniego  związku  z  męż yzną
i  bezpie na,  bo  nie  musiała  się  ma wić  jak  ona  i  jej  dzieci  p eżyją
następny miesiąc.

***

–  Widzę,  że  wpadłaś  w  melancholijny  na rój  –  kobieta  mniej  więcej,

w wieku Laury bezceremonialnie przerwała jej rozmyślania.

–  Nie,  po  pro u  cieszę  się,  że  je em  tutaj,  że  mogę  odpo ąć  od  tego

zamieszania,  które  rozpo ęło  się  dwa  lata  temu  i  trwa  do  dziś.  No  i  cieszę
się  też,  że  je eś  tutaj  ze  mną,  ina ej  musiałabym  ten  rejs  p eżyć  sama
– Laura z rozrzewnieniem spojrzała na przyjaciółkę.

–  Daję  głowę,  że  nie  nudziłabyś  się,  ale  je em  ci  bardzo  wdzię na,  że

pomyślałaś właśnie o mnie, kiedy twoje dzieci dały ci kosza.

–  No  cóż,  bardzo  chciałam,  żeby  popłynęły  ze  mną,  ale  sama  wiesz,  one

w aniałomyślnie  uwolniły  się  ode  mnie  na  ten  as.  Może  to  i  dob e,
odpo nę od nich, a one ode mnie. Wyjdzie nam to tylko na dobre. A jeśli
chodzi o dot ymanie towa y wa, to kogo miałam zaprosić jak nie ciebie?
Ty,  chyba  bardziej  niż  ktokolwiek  inny,  zasługujesz  na  trochę  radości
w  życiu.  Mało  kto  p eszedł  taką  „golgotę”  jak  ty.  Zresztą  po  co  ja  o  tym
mówię, sama wiesz najlepiej – popatrzyła współczująco na Ewę.

– To prawda, każdy dźwiga jakiś tam swój k yż. Tobie też nie było łatwo,

a  jednak  potra łaś  wyko y ać  swoje  możliwości  i  dlatego  je eś  tu  gdzie
je eś,  a  ja  pewnie  już  nigdy  się  nie  pozbieram.  Te  dwanaście  lat,  które
poświęciłam  Moni ce,  a  potem  ta  jej  bezsensowna  śmierć.  To
niesprawiedliwe – w oczach Ewy pojawiły się łzy.

Rok  temu  zmarła  jej  córka.  Zawsze  li yła  się  z  tym,  że  ta  śmierć  jej  nie

ominie, ale do końca miała nadzieję, że może los ją oszczędzi.

Mała urodziła się z rozsz epem kręgosłupa i wodogłowiem. Na po ątku

leka e nie dawali dziecku żadnych szans. A dziew ynka, wbrew wszy kim
p ewidywaniom oraz dzięki determinacji swojej matki, rosła, rozwijała się,
robiła  małe  po ępy.  Na  o a u  miłości  do  córki,  Ewa  złożyła  swoje
małżeń wo  ale  i  to  nie  pomogło.  Po  dwuna u  latach  morder ej  walki
o  życie,  ciało  Moniki  poddało  się.  Dziecko  rosło  zbyt  szybko,  pękła  jedna
mała  żyłka  i  było  po  wszy kim.  Z  jednej 

rony  dob e  się 

ało,  bo

dziew ynka  p e ała  się  mę yć,  matka  uwolniła  się  od  cierpień.  Ale
Monika była wszy kim, co miała Ewa. Żyła tylko dla niej. Wszyscy się od
nich  odsunęli,  a  mąż  i  ojciec  jako  jeden  z  pierwszych.  Nie ety,  panowie
chcieliby,  aby  cała  ota ająca  ich 

e ywi ość  była  doskonała

i  bezproblemowa.  A  kiedy  taka  nie  je ,  najzwy ajniej  w  świecie  nie

background image

p yjmują  tego  do  wiadomości  i  odchodzą.  Im  wolno.  Nikt  ich  za  to  nie
potępia.  Zupełnie  nie  ma wią  się  tym,  co 

uje  kobieta,  która  zo aje

z problemem sama.

Ewa  po  śmierci  córki  zdecydowała  się  w ąpić  do  zakonu,  życie  wśród

ludzi  nie  miało  dla  niej  sensu.  Ale  właśnie  wtedy 

otkała,  całkowicie

przypadkowo, Laurę, która była już sławną pisarką .

Panie  chodziły  razem  do  pod awówki,  potem  ich  drogi  rozeszły  się.

O atni  raz  rozmawiały  około  dziesięć  lat  temu,  więc  Laura  znała  sytuację
dawnej  p yjaciółki.  Kiedy  wpadły  na  siebie  w  centrum  mia a,  Ewa  nie
mogła  uwie yć,  że 

oi  p ed  nią  koleżanka  ze  szkolnej  ławki.  Za ęła

płakać.  Od  słowa  do  słowa  i  Laura  usłyszała  dramaty ną  hi orię
umęczonej życiem kobiety, walczącej przez ostatnie lata z wiatrakami.

Pod  koniec  rozmowy  Ewa  uzmysłowiła  sobie,  z  kim  właściwie  rozmawia,

zauważyła bowiem, iż ludzie, siedzący p y sąsiednich  olikach w kawiarni,
bacznie obserwowali rozmawiające kobiety. W tym momencie zreflektowała
się i zaczęła gratulować koleżance sukcesu.

–  Wiesz, 

ytałam  twoje  powieści.  Są  rewelacyjne.  Chciałam  nawet  do

ciebie zadzwonić i podziękować, że je napisałaś, ale nie miałam odwagi.

–  Źle  zrobiłaś,  p ecież  nic  się  nie  zmieniło.  P yjaciele  pozo ają

p yjaciółmi,  niezależnie  od  tego,  jak  poto y  się  ich  życie.  Sama  widzisz,
siedzimy,  rozmawiamy,  jakby  tych  dziesięciu  lat  wcale  nie  było  –  w  tym
momencie Laura postanowiła pomóc koleżance.

–  Słuchaj,  zapomnij  o  tym  zakonie.  To  nie  je   najlepszy  pomysł.  Zo ań

wśród ludzi. A ponieważ nie możesz znaleźć pracy, zostałaś sama, to przyjmij
pomoc ode mnie.

–  Ale  ja  tak  nie  mogę.  Ty  masz  swoje  problemy,  je eś  bardzo  zajęta,

sławna, musisz pisać książki. Nie, ja już podjęłam decyzję. Jadę za tydzień.
Wszy ko  mam  załatwione.  Sio ry  na  mnie  ekają  -Ewie  p ez  myśl  nie
przeszło, że mogłoby być inaczej.

–  Zadzwonisz  i  odwołasz  to  –  Laura  nie  miała  zamiaru  słuchać  prote u

koleżanki – Będziesz pracowała u mnie. Pot ebna mi je  asy entka, sama
już  sobie  nie  radzę  i  najwyższy 

as  to  zmienić.  Spadłaś  mi  po  pro u

z  nieba.  O  wiele  bardziej  p ydasz  się  mnie,  z  całym  szacunkiem  dla  pracy
w  zakonie,  a  tym  samym  p y ynisz  się  do  rozwoju  polskiej  literatury
pięknej. Nie masz wyboru. No więc jak? – niecierpliwiła się.

–  I  co,  mam  zmienić  wszy kie  swoje  plany  w  pięć  sekund?

– zdezorientowana kobieta była p ekonana, że Laura proponuje jej tę pracę
po prostu z litości.

– No cóż, ja też podjęłam kilka takich pięciosekundowych decyzji w ciągu

background image

ostatniego roku i jak widzisz dobrze na tym wyszłam.

Ewa  jesz e  p ez  chwilę  wahała  się.  To  wszy ko  wydawało  się  jej

niedo e ne.  Ale  ponieważ  całe  życie  było  jedną  wielką  niewiadomą
i balansowaniem na krawędzi, zdecydowała:

–  Dob e,  p ekonałaś  mnie.  Ale  co  ja  miałabym  robić?  –  zapytała

zaskoczona.

–  Czy  musimy  rozmawiać  o  tym  teraz?  –  Lau e  wy ar yło,  że  Ewa

podjęła decyzję, szczegóły mogły odłożyć na później.

W taki właśnie 

osób panie rozpo ęły w ółpracę. Dziś obie były z niej

bardzo  zadowolone.  Ewa,  bo  po uła  się  komuś 

e ywiście  pot ebna.

Laura, bo nareszcie mogła p ekazać komuś  ęść swoich mniej p yjemnych
obowiązków  całkowicie  nie  związanych  z  pracą  twór ą.  A,  że  znały  się
bardzo  długo,  a  Ewa  z  wykształcenia  była  ekonomi ką  od  organizacji
i zarządzania, więc uzupełniały się w każdym calu.

Dob e  im  się  razem  pracowało.  W eśniejsza,  młodzień a  p yjaźń

zmieniła  się  w  prawdziwą,  dorosłą.  Dla  obu  pań  było  to  całkiem  nowe
doświad enie.  W eśniej  ani  jedna,  ani  druga  nie  miała 

asu  na

p yjaciółkę,  której  mówiłaby  wszy ko.  Każda  miała  swoje,  ważniejsze
problemy niż babskie pogaduszki. Dla Laury całym światem były jej dzieci
i mąż, dla Ewy jej Monika.

Teraz,  opierając  się  o 

alową  porę   wielkiego  pasażerskiego 

atku,

patrzyły na coraz bardziej niespokojny ocean.

–  Wiesz,  uwielbiam  mo e.  Bardzo  mnie  u akaja.  Lubię  pat eć  na  fale,

słuchać  jak  szumią  i  rozbijają  się  o  b eg.  W  p eciwień wie  do  Rafała,
mogłam  godzinami  leżeć  na  piasku  i  pat eć  na  wodę.  On  nigdy  nie  lubił
się  smażyć.  Dob e,  bo  p ynajmniej  zajmował  się  dziećmi.  A  ty  lubisz
mo e?  –  Laura  zdała  sobie 

rawę,  że  nigdy  nie  rozmawiała  z  koleżanką

o  tak  p yziemnych 

rawach.  Zabrała  ją  w  podróż  zupełnie  nie  znając  jej

upodobań.

– No, może nie je em tak wielką jego miłośni ką jak ty, ale owszem, na

mnie też ma dobry wpływ.

–  P yjemnie  tak 

ać  i  nie  myśleć  o  ni ym  ważnym,  o 

e ach  na

w oraj,  o 

otkaniach  odkładanych  w  nieskoń oność,  o  nieudzielonych

wywiadach. Wiesz, gdyby ktoś jesz e t y lata temu p epowiedział mi taki
sukces,  pomyślałabym,  że  ma  nie  po  kolei  w  głowie.  A  teraz?  Sama  nie
wiem.  Biorę  udział  w 

ymś,  co  mogłam  oglądać  jedynie  na  ka kach

kolorowych  asopism. I muszę p yznać, że oglądając w p eszłości zdjęcia
z  wielkich  p yjęć,  pokazów  mody,  bankietów,  jakbym  p e uwała,  że
kiedyś  i  ja  się  na  nich  znajdę.  Nie  zdawałam  sobie 

rawy  jednak,  że  tak

background image

szybko to na ąpi, i że w ogóle. Teraz dopiero p ypomniały mi się te moje
mrzonki.

–  Miałaś  intuicję.  To  jednak  nie  były  m onki.  Je eś  wielka.  Robisz  ze

swoimi czytelnikami to, co chcesz. Oni cię uwielbiają .

– Nie mnie, moje powieści.
–  Co  za  różnica.  Właściwie 

anowicie  jedność.  Ale  powiem  ci,  iż  nie

myślałam,  że  będzie  z  tym  tyle  roboty.  Ciągle  je eśmy 

óźnione,  zawsze

coś  musi  być  na  w oraj.  Całe  sz ęście,  że  promocję  „Dzikiego  b egu”
mamy już za sobą. Należy ci się te półtora miesiąca lenistwa.

– No może nie do końca – uśmiechnęła się Laura tajemniczo.
Ewa spojrzała na przyjaciółkę, domyślała się co oznacza ten uśmiech.
–  Znowu  coś  wymyśliłaś?!  Kobieto, 

y  ty  ani  na  chwilę  nie  możesz

odpuścić! Doprowadzisz swoich wielbicieli do bankructwa.

–  Wiesz,  że  to  nieprawda.  W  p eciwień wie  do  innych,  moje  książki  są

o  t ydzieści  procent  tańsze  –  nie  kryła  zadowolenia  autorka  –  Poza  tym,
sama  mówiłaś,  że  moje  hi orie,  to  najlepsze  pocieszycielki  pod  słońcem.
Więc  jak  mogę  p e ać  pocieszać.  Lubię  to  robić,  lubię 

rawiać  innym

radość, pomagać zapominać o szarości dnia.

– I stwierdzam, że ci się to udaje.
– Dziękuję, zawsze mogę liczyć na twoją przychylność.
–  Polecam  się  na  p yszłość.  A  teraz  mam  pytanie:  y  wybieramy  się  na

ten  bal  kapitański  dziś  wie orem?  –  Ewa  nie  była  pewna,  y  powinna
pójść.

–  Ależ  o ywiście.  Chyba  nie  chcesz  pozbawić  się  widoku  europejskiej

„śmietanki  towa yskiej”.  Podobno  je   tutaj  książę  Kentu,  Claudia  Shiffer
i  Antonio  Moderas  z  małżonką.  To  ci,  o  których  wiem,  a  to  podobno  nie
wszyscy.

– O takich rzeczach mówisz mi dopiero teraz?!
–  No  cóż,  p yznaję,  że  zrobiłam  to  z  premedytacją.  Chciałam,  żebyś

popłynęła  ze  względu  na  moje  towa y wo,  a  nie  żeby  po i ować
z  bożysz em  kobiet  –  Laura  miała  niezłą  zabawę,  widząc  zdumienie
przyjaciółki.

– Po i ować to ja sobie mogę, ze  ewardem. A i to nawet nie, nie znam

angielskiego.

– Służę jako tłumacz – zaoferowała się Laura.
–  Taki  atrakcyjny  tłuma   jak  ty  nie  tylko  mi  nie  pomoże,  a  na  pewno

zaszkodzi.

– Oj, Ewka, Ewka mówisz tak, jakby tobie  egoś brakowało. Poza tym ja

mam 

terdzieści  jeden  lat  i  nie  w  głowie  mi 

i y.  Dość  mam

background image

skomplikowanych sytuacji w mojej  kcji literackiej. W życiu p ez jakiś  as
może być nudno. Wcale się nie pogniewam.

–  Gdybyś  chciała,  żeby  tak  było,  nie  płynęłabyś  atkiem,  którym  płyną

same  sławy.  P ecież  tutaj  romans  będzie  gonił  romans,  a  od  we chnień
niedługo zgęstnieje powietrze! – podekscytowanym głosem mówiła Ewa.

– Świetnie to ujęłaś. Muszę to zapamiętać. Szybko się u ysz moja droga.

Jednak  wbrew  temu  co  mówisz,  ja  naprawdę  mam  zamiar,  p ede
wszy kim  odpo ąć  –  Laura  ob awała  p y  swoim.  Nie  robiły  na  niej
wrażenia  osobi ości  obecne  na  „Lady  Dianie”.  Zdecydowała  się  na  tę
podróż,  między  innymi,  ze  względu  na  nazwę  tego  pływającego  mia a.
Swego 

asu,  jesz e  za  życia  księżnej  Walii,  była  jej  wielbicielką.

Podziwiała jej stroje, sposób bycia, klasę. Uwielbiała ją oglądać.

Jeden z najbogatszych Anglików wybudował to pływające cudo w hołdzie

„Królowej  ludzkich  serc”.  A  że  było  to  cudo,  nikt  nie  miał  wątpliwości.
Pasażerowie mogli do woli wybierać w naprawdę imponującej ofercie, którą
p ygotowali 

ecjalnie  dla  nich  projektanci 

atku.  A  były  to:  kryte

i  odkryte  baseny,  mini  pole  golfowe,  ko y  tenisowe,  siłownie,  gabinety
odnowy  biologi nej,  kilka  sal  kinowych,  kilkanaście  re auracji,  barów,
dwie  ogromne  sale  balowe.  A  kajuty  były  kajutami  tylko  z  nazwy.

e ywi ości  były  to  eleganckie  apa amenty  dwu-,  t y-,

teropokojowe. Nawet najbardziej wybredny gość nie mógł znaleźć nic, co

by  mu  się  nie  podobało.  Wszy ko  było  na  najwyższym,  światowym
poziomie klasy XXS.

Stylistyka wnętrz miała charakter i nowoczesny i tradycyjny, klasyczny.
Dywany,  meble,  boazeria 

rawiały  wrażenie  jakby  były  żywcem

p eniesione  z  „Titanica”.  Całość  powodowała,  że  każdy  pasażer  mógł  się

uć  wyjątkowo,  tak  jakby  cały  ten  kram  zo ał  wo ony 

ecjalnie  dla

niego.

P yjemnie  było  pop ebywać  w  tych  luksusowych  wnęt ach  chociaż

p ez  kilka  tygodni.  A  p ede  wszy kim,  na 

ym  Lau e  zależało

najbardziej, oddawać się błogiemu leni wu, z jakim nie miała do  ynienia
nigdy  p edtem.  Najlepiej  byłoby  o  ni ym  nie  myśleć,  nie  dzwonić  do
nikogo, zupełnie się wyłą yć. Jednak w jej p ypadku nie było to możliwe
ze względu na dzieci. Dzwoniła do nich codziennie.

Były akurat wakacje. Na pierwszy miesiąc babcia, mama Laury, pojechała

z dziećmi nad Ba yk, do pensjonatu, do którego jeździli p ez o atnie kilka
lat.  Znajome  dzieciaki  zap yjaźnionych  rodzin  i  w asowi e  też  od  lat
zawsze  ci  sami.  „Wyrodna  matka”  mogła  więc  być 

okojna  o  to,  że  jej

pociechy nie będą się nudzić i uprzykrzać babci życie.

background image

Naj arszy  syn  Laury,  Tomek,  t yna olatek,  nie  bardzo  miał 

as  na

rozmowę  kiedy  mama  dzwoniła,  bo  właśnie  wygrywał  kolejny  gem
w  me u  tenisowym,  Jacuś  –  dziewięciolatek  pokonywał  na ępny  poziom
w  gameboyu  z  kolegą,  i  tylko  ośmioletnia  Ana azja  miała  więcej  asu,
żeby porozmawiać z mamą.

Bardzo  było  im  obu  żal  się  roz awać  ale  o ate nie  dziew ynka

zrozumiała, że mama powinna jechać i odpoczywać.

Laura miała bardzo dobre i mądre dzieci. Wiedziały, że t eba dać mamie

urlop. O ywiście nie same z siebie, ciężką pracę w tym względzie wykonała
ich  babcia.  I  nawet  Ana azja  zacisnęła  zęby  i  udało  się  mamie  i  córce
przebrnąć przez dramat pożegnania.

Po powrocie znad mo a ojciec dzieci miał zabrać je na Mazury. O ten  as

Laura  również  mogła  być 

okojna.  Cała  trójka  miała  z  nim  dobry  kontakt

i bardzo go kochała.

Za  to  ona  nie  miała  z  nim  już  ani  dobrego  kontaktu,  ani  go  nie  kochała.

Była  jednak  skazana  na  obecność  byłego  męża  w  swoim  życiu  ze  względu
na dzieci.

Ale  gdyby  nie  dramaty ne  wrę   zbiegi  okoli ności,  dziś,  tak  jak  p ez

o atnie  kilka  lat,  byłaby  ze  swoimi  pociechami  nad  mo em  i  myślałaby
jak  zwykle  o  tym,  że  już  nic  ciekawego  się  nie  zda y,  że  już  będzie  tylko
opiekunką 

go osią. A  tu  proszę,  dzięki  niewiernemu  mężowi,

niewie ącemu ani trochę w jakiekolwiek możliwości swojej żony, ona, kura
domowa  odniosła 

ektakularny  sukces.  Stała  się  kobietą  światową,  dla

której  jesz e  niedawno  nie  i niało  nic  poza  dziećmi,  domem  i  mężem
udającym, że nim jest.

W  owym  asie  Laura  nawet  nie  chciała  wiedzieć,  że  można  mieć  swoje

życie,  swój  świat,  problemy  nie  tylko  domowe,  ale  i  inne,  które  każda
kobieta powinna mieć dla zdrowia psychicznego.

Paradoksalnie, to Rafałowi zawdzięcza pasmo swoich sukcesów.
Na  na ępny  dzień  po  szokującym  odkryciu,  iż 

raciła  wyłą ność  na

bycie  żoną  swojego  męża,  po anowiła:  po  pierwsze,  że  tatuś  będzie
dochodzący,  po  drugie,  pokaże  mu,  że  sobie  bez  niego  poradzi.  Nawet  nie

ekała  na  jakiekolwiek  tłuma enia,  nie  pomyślała,  żeby  mu  cokolwiek

wyba ać.  Zdecydowała  od  razu:  nikt  nie  będzie  jej  dłużej  upoka ał
i  oszukiwał  jej  dzieci.  Zasługiwała  na  coś  lepszego  niż  życie,  które  do  tej
pory wiodła.

Wtedy,  kiedy  pierwsze  emocje  opadły,  najbardziej  p erażające  było  dla

niej nie to, że zo ała oszukana i zdradzona, ale to, że w jednym momencie
ona i jej dzieci zostały bez środków do życia. Od zawsze to on zarabiał, a ona

background image

rodziła i wychowywała dzieci.

Laura  nie  miała  nigdy  swoich  własnych  pieniędzy,  bo  i  skąd.  Człowiek,

któremu tak bardzo zaufała, któremu zawie yła los swoich dzieci, po pro u
ją zawiódł.

Ta  bezradność,  niemożność  zrobienia 

egokolwiek  była  porażająca,

najgorsza ze wszystkiego, co mogło spotkać matkę trojga dzieci.

W  tamtej  chwili  Laura  uzmysłowiła  sobie,  że  męż yźni  to,  nie ety,

egoiści 

adko  myślący  o  konsekwencjach  swoich 

ynów.  Wychodzą,

zamykają za sobą d wi i wieszają  apkę na innym wieszaku. Najgorsze je
jednak  to,  że  panowie  uważają,  iż  wolno  odejść  im  i  zo awić  rodzinę  na
pa wę  losu.  Nikt 

ecjalnie,  bowiem,  nie  potępia  odchodzących  z  domów

tatusiów.

Bardzo  ę o,  do  tego  jesz e,  dzieci  mają  pretensje  do  swoich  mam,  że

pozwoliły im odejść. O zgrozo!

background image

1

K

iedy  była  młodą  dziew yną  i  słyszała,  że  kiedyś  urodzi  dziecko,  to

uła  ciarki  na  całym  ciele.  Laura  wyobrażała  sobie  poród  jako  coś

ek remalnie  bolesnego  i  dziwiła  się,  że  mimo  wszy ko,  kobiety  p ez  to
p echodzą  i  nie  umierają  z  bólu  po  wydaniu  na  świat  kilku  kilogramów
sinego ciałka.

W  opowieści,  że  to  cudowne,  niepowta alne  p eżycie,  że  w  momencie,

kiedy zoba y się nowo narodzone dzieciątko, to natychmia  zapomina się
o bólu – jakoś nie mogła uwierzyć.

Potem,  po  wielu  latach  okazało  się,  że  jej  obawy  były  słuszne,  a  to  co

sama  p eżyła  pod as  pierwszego  porodu  p erosło  jej  naj arniejsze
wyobrażenia.  Nie  chodziło  o  ból,  trwający  kilkanaście  godzin,  kiedy  po
każdym kolejnym skur u była pewna, że nie dożyje na ępnego. Najgorszy
był  res,  który  p eżyła,  kiedy  w  malignie  usłyszała,  że  grozi  jej  poród
klesz owy,  bo  na  cesarkę  było  już  za  późno.  Doszło  do  tego,  że  kilku

ojących  nad  rodzącą,  leka y  bezradnie  rozłożyło  ręce,  nie  wiedząc  jak

pomóc malcowi uj eć nowy świat i tej, która naraziła go na takie męki. Na
sz ęście,  jednego  z  owych  bezradnych  olśniło  i  o ate nie  udało  się
wyciągnąć matkę i noworodka z opresji.

Wtedy Laura obiecała sobie: nigdy więcej żadnych dzieci. Po anowiła, że

nie będzie narażała drugiej niewinnej istoty na podobną gehennę.

A później, kiedy znalazła się już w sali poporodowej, w najwygodniejszym

łóżku na świecie – tak jej się wtedy wydawało – płakała przez kilka godzin.

Nie mogła pow

ymać łez, nie mogła uwie yć, że już je  po wszy kim,

że jej Tomek je  cały i zdrowy, i że to co uważała za najgorsze w życiu, ma
już  za  sobą.  Teraz  miała  już  tylko  karmić,  zmieniać  pieluchy,  nie 

ać  po

nocach i być, po prostu być przy swoim maluszku.

Mąż Laury, Rafał cieszył się, że wreszcie został ojcem.
Byli  już  t y  lata  po  ślubie,  a  jej  w  ogóle  do  macie yń wa  się  nie

spieszyło.

Miała  swoją  ulubioną  pracę  w  bibliotece  wojewódzkiej.  Do ała  się  tam

zaraz po  udiach bibliotekoznaw ych, uwielbiała książki. Znalazła się więc
w  swoim  żywiole.  Cisza, 

okój  i  zapach  arych  woluminów  p enosiły  ją

w  magi ny  świat.  Lubiła  też  rozpakowywać  nowe  książki,  p eglądać
kartki, ustawiać na półkach.

Kiedy urodziła Tomka, myślała, że szybko wróci do pracy. Ale tak zatraciła

się w opiece nad oseskiem, że dopiero po dwóch latach p ypomniała sobie

background image

o swojej ukochanej bibliotece.

Bardzo  cieszyli  się  z  Rafałem  ze  swojego  synka.  Chował  się  zdrowo,  był

mądrym i ładnym chłopcem. Wszyscy go kochali i rozpieszczali.

Ojciec  był  dumny  ze  swojej  pociechy  i  mimo  zapracowania  dużo  asu

spędzał z Tomkiem. Wszyscy troje tworzyli zwyczajną rodzinę.

Rafał był bardzo zakochany w żonie i p ez te kilka lat bycia razem nic się

nie zmieniło. Pobrali się, bo bardzo się kochali, chcieli być ze sobą, tylko we
dwoje. Poznali się na  udiach, on był na o atnim roku architektury, ona na

wa ym bibliotekoznaw wa. A ponieważ Laura była nie tylko atrakcyjną
udentką  ale  również  mającą  „dob e  poukładane  w  głowie”  panienką,

p yszły  pan  architekt 

wierdził,  że  już  lepszej  kandydatki  na  żonę  nie

znajdzie i poprosił swoją ukochaną o rękę. Pobrali się po roku szaleństw.

Świetnie  im  się  żyło.  Od  razu  mieli  swoje  dwupokojowe  mieszkanie,  on

do ał  się  do  biura  projektów  na 

aż,  ona  obroniła  pracę  magi erską

i rozpoczęła pracę w bibliotece.

Młody  pan  Pilawski  z  niepoprawnego,  wie nego  imprezowi a

p edzie gnął  się  w  domatora  i  cały  swój  wolny 

as 

ędzał  ze  swoją

piękną, mądrą żoną. Kiedy pojawił się Tomasz, szybko „zaprogramował się”
na  tatusia  i  chcąc  up yjemnić  Lau e  bycie  mamą,  pomagał  jej  jak  mógł

ełnianiu  rodzicielskich  obowiązków.  Laura  również,  nie  chcąc  dać

poznać  po  sobie  jak  bardzo  dziecko  wywróciło  jej  świat  do  góry  nogami,

arała  się  t ymać  fason  i  robiła  wszy ko  co  mogła,  żeby  być,  p ede

wszystkim, idealną matką.

Chciała również dalej być dobrą żoną. A kochanką? – Machnęła na tę sferę

życia  ręką.  Doszła  bowiem  do  wniosku,  że  nie  da  się  wszy kiego  robić  na

o procent. Uważała, że teraz je   as Tomka. Więc Rafał, chce  y nie chce,

musi zejść na drugi plan . Zresztą, uważała to za naturalny  an p ejściowy
i specjalnie nie zawracała sobie tym głowy.

A mąż, jak to mąż, szybko zaczął domagać się swojego.
Ona,  nie ety,  była  permanentnie  niewy ana  i  zbywała  sypialniane

zaloty, a tym samym odsuwała Rafała od siebie.

Po  kilku  miesiącach  zabawy  w  kotka  i  myszkę  on  za ął  mieć  coraz

ę sze,  słuszne  zresztą,  pretensje  o  brak  zainteresowania  jego  osobą.

Wtedy,  w  sytuacjach  kryty nych  Lau e  udawało  się  go  jakoś  ułagodzić.
A potem wszystko zaczynało się od nowa.

Stało  się  tak,  że  ona,  która  nigdy  w eśniej  nie  interesowała  się  dziećmi,

po  urodzeniu  własnego,  ała  się  matką  na  tery a  procent.  Nic,  ani  nikt
nie  był  w  anie  tego  zmienić. Od  kiedy  mieli  dziecko,  życie  towa yskie
p e ało  i nieć.  Ani  oni  nigdzie  nie  wychodzili,  ani  do  nich  nikt  nie

background image

przychodził. Odbyły się jakieś tam kurtuazyjne wizyty i to wszystko.

Kiedy  pojawia  się  maluch,  dla  towa y wa  jego  rodzice  już  nie  są

atrakcyjni  – 

ają  się  monotematy ni.  Tak  też  było  z  Pilawskimi.  Rafał

jesz e  asami  otykał się ze  arymi kumplami, ale Lau e koleżanki nagle
p e ały być pot ebne. Było jej dob e. Dużo  asu  ędzała na powiet u,
na 

acerach  z  wózkiem.  Nawet  nie  miała ochoty  na  zawieranie  nowych

znajomości z innymi paniami „od wózków”.

I  tak  sobie  to  wszy ko  trwało.  Tomek  skoń ył  dwa  latka  i  jego  matka

za ęła  myśleć  o  powrocie  do  pracy.  Wtedy  jesz e  tak  masowo  nie
wrę ano  wypowiedzeń  po  urlopach  wychowaw ych.  Wróciła  więc  do
swojej  biblioteki.  Tomkiem  zaopiekowała  się  babcia,  co  ozna ało,  iż
ominęła ją batalia o wybranie odpowiedniej opiekunki do dziecka.

Rafał  zakoń ył 

aż  w  biu e  projektów  i  rozpo ął  pracę  jako

samodzielny  architekt.  Założył,  z  kolegą  po  fachu,  biuro  projektów
i  rozpo ęła  się  karuzela  poszukiwania  zleceń.  Na  swoim  nie  było  już  tak
łatwo,  ale  powoli  bez  większych  pe urbacji,  Rafał,  w  miarę  zdolny
architekt,  za ął  zarabiać  jakieś  pieniądze.  Sytuacja  była  dość 

abilna.

Wszy ko  to yło  się  dob e.  Babcia,  mama  Rafała,  póki  co,  nie  wyrażała
chęci  rezygnacji  z  zajmowania  się  wnukiem,  co  bardzo  cieszyło  rodziców
chłopca.

Niestety, szczęście nigdy nie może trwać zbyt długo.

background image

Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment

pełnej wersji całej publikacji.

Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji 

kliknij tutaj

.

Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie
rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez
NetPress Digital Sp. z o.o., operatora 

sklepu na którym  można

nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji

. Zabronione są

jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody
NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej 
od-sprzedaży, zgodnie z 

regulaminem serwisu

.

Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie

internetowym 

e-booksweb.pl - audiobooki, e-booki

.