background image

Rozdział 18 

Całując trumny 

 
 

- To trudne, wiesz, bez lustra – mówiłam z niepokojem niezgrabnie 

próbując przykleić swoje sztuczne kły do zębów w pokoju Alexandra.  
Soundtrack z Całując trumny grał w tle. – Są proste? – oślepiłam go seksownym 
wampirzym uśmiechem. 

- Wow! – powiedział będąc pod wrażeniem – Jesteś pewna, że są 

plastikowe? – dotknął je swoimi palcami – wyglądają jak prawdziwe. 

- Uważaj. Jeszcze nie są suche. – warknęłam. 
- Dlaczego jesteś taka zdenerwowana? To tylko film. 
- Nie tylko. Mam ci coś do powiedzenia. Obiecaj, ze nie będziesz na mnie 

zły. 

- Okey. Czy to obejmuje innego faceta? 
- Tak, ale to nie to, co myślisz. Jagger nadal jest w Dullsville. 
- Skąd wiesz? – spytał wstrząśnięty. 
- Widziałam go – przyznałam się. 
- Gdzie? 
- Przed rezydencją z Trevorem. 
- Trevorem? To jest ostatnia osoba, z którą powinien rozmawiać. 
- Cóż, widziałam też Jaggera innej nocy w moim domu. Ale ostrzegł 

mnie, że jeśli ci powiem on powie każdemu o tobie. 

- Był w twoim domu? – zapytał gniewnie – Skrzywdził cię? 
- Nie – zapewniłam go. – Ale planuje dzisiaj w drive-in. Trevor 

powiedział Jaggerowi, że został zbudowany na świętej ziemi i Jagger przekonał 
go do pokazania mu gdzie to jest. Wcześniej Jagger chciał bym policzyła się z 
tobą. Teraz myślę, że on chce mnie dla siebie – o ile jest przekonany, że już 
zostałam zabrana. 

- Ale… 
- Potrzebuję cię by go przekonać. 
- Ale to znaczy… 
- Tak jak Vladimir ocalił Jenny w filmie. To będzie takie romantyczne. 
- Nie wiem, czy mogę. 
- Musisz. Nie mamy innego wyboru. 
Dałam mu uspokajający pocałunek – Będzie dobrze. Zaufaj mi. 
Nastroszyłam włosy i obróciłam się prezentując swój strój – Jak 

wyglądam? 

- Podobasz mi się jako blondynka – powiedział rozproszony. 
- I wyglądasz jak Vladimir – pochwaliłam go wyrównując jego ciemny 

garnitur i poprawiając czarną pelerynę. 

- A ty tak jak Jenny – powiedział. 
- Ale chcę się zobaczyć dla siebie. 

background image

Złapałam swój portfel na jego łóżku, otworzyłam go i spojrzałam do 

ś

rodka szukając puderniczki Ruby. 

Alexander złapał się za brzuch – Nie czuję się zbyt dobrze. 
- Jesteś tylko zdenerwowany. Obiecuję ci, będzie dobrze. 
- Nie sądzę. 
- Poczekaj chwilę – powiedziałam szukając mięty pieprzowej. 
- Co to? – zapytał odpierając to, co zaoferowałam. 
- To tylko mięta – odpowiedziałam. – Nie mają jej w Rumunii? To 

uspokoi twój żołądek. 

- Weź to ode mnie – powiedział odmawiając i odsuwając się dalej. 
Wtedy poczułam zapach czegoś dziwnego pochodzący z mojego portfela. 
Włożyłam rękę do środka i poczułam w środku coś, co było powodem. 
- O nie! To mój czosnkowy proszek – powiedziałam zabierając 

plastikowy pojemnik od niego. Pokrywka otworzyła się. 

- Odłóż to! – Powiedział, trzymając się za żołądek. 
- Przepraszam! – Powiedziałam szarpiąc się i oddalając od niego. 
- Dalej. Jak w Utah!

1

 

- Nie to miałam na myśli – przepraszałam. 
Jego upiornie blada twarz stawała się jeszcze bardziej chuda za każdym 

oddechem, który wziął. 

Otworzyłam okno mansardowe i rzuciłam pojemnikiem nocne niebo tak 

daleko jak tylko mogłam.  

Alexander wciąż nabierał do mnie dystansu. Jego oddech stał się cięższy. 
- Wyrzucę swój portfel, jeśli będę musiała. 
Ale nic nie powiedział, ponieważ z trudem łapał powietrze. 
- Jameson! – zawołałam, ale soundtrack Całując trumny grał za głośno 

ż

eby ktokolwiek mógł usłyszeć. 

Wybiegłam z jego pokoju i pobiegłam w dół – Jameson! – płakałam. – 

Jameson!  
Nie słyszałam żadnego dźwięku biegnąć przez drugie piętro. Poleciałam na 
główne schody. Dlaczego on musi mieszkać w tak dużym domu? 

Przedarłam się przez drzwi do kuchni i znalazłam Jamesona wkładającego 

naczynia do zmywarki. 

- Alexander! – wysapałam. – Odkrył czosnek! Dzwoń na 911! 
Oczy Jamesona stały się bardziej szczególne niż zazwyczaj, czyniąc mnie 

jeszcze bardziej przerażoną ze szczególnego stanu sytuacji. Ale potem zabrał się 
i otworzył drzwi gabinetowe. 

Na półce leżało antidotum. Jameson podał mi ampułkę. 
- Musisz dać mu to na jego nogi – zarządził. 
- Muszę? – powiedziałam zszokowana. 
- Kiedy ja wejdę na te schody, panienko Ravel, może być już za późno. 
Złapałam ampułkę z jego smukłej ręki i pobiegłam. 

                                                 

1

 Nie wiem, o co tutaj chodzi. Nie mogę nic znaleźć. W oryginale „

Farther. Like in Utah!”.

 

background image

Moje serce biło gwałtownie, ponieważ gnałam w górę głównych schodów 

pełna wątpliwości, czy zdążę do Alexandra na czas. 

Wpadłam do pokoju i znalazłam Alexandra leżącego na plecach na łożku, 

jego skóra zsiniała i jego oczy stały się puste. Jego oddech był płytki. 

Przypomniałam sobie, gdy oglądałam Pulp Fiction. Zdenerwowany Jon 

Travolta skaleczył jego ramię i strzelił do zatrzymanego serca

2

 Umy Thurman. 

Zastanawiałam się czy mogłabym być tak dzielna. 

Położyłam drżącą rękę na udzie Alexandra i wywołałam strzał

3

 - Raz. 

Dwa. Trzy. – Przygryzłam swoja wargę i wstrzyknęłam zastrzyk w jego nogę.  

Czekałam. Ale Alexander się nie poruszył. Jak dawno to wziął? Czy jest 

za późno? 

- Alexander! Powiedz coś! Proszę! 
W końcu Alexander usiadł sztywno, jego oczy otworzyły się szeroko. 
Wziął pełny wdech jakby chciał wyssać cały tlen z pokoju. 
Wziął wydech i jego ciało się zrelaksowało. 
Popatrzył na mnie znużonymi oczami. 
- Dobrze się czujesz? – zapytałam. – Nie chciałam… 
- Potrzebuję trochę… - spróbował powiedzieć. 
- Krwi? – spytałam zmartwiona. 
- Nie. Wody. 
Wtedy Jameson wszedł to pokoju z wysoką szklanką. 
Przytrzymałam szklankę przy jego ustach. Alexander szybko wypił do 

dna. Z każdym łykiem jego oczy stawały się pełniejsze życia. 

- Twoja twarz znów wygląda prawie blado – powiedziałam z zapałem. 
Jameson i ja odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ Alexander powrócił. 
- Dlaczego nosisz czosnek? -  w końcu spytał Alexander. 
- W przypadku gdyby Jagger odwiedził mnie jeszcze raz.  
- Jagger? – Jameson zapytał zaniepokojony. – Jest tutaj? 
Alexander i ja przytaknęliśmy. 
- Nie powinniśmy wyjechać? Czy panienka Ravel jest bezpieczna? 
Złapałam za rękę Alexandra. – Batman uratował mnie przed jego złym 

nemezis wcześniej. A dziś wieczorem chce na dobre.

4

 

 

Najwcześniej byłam w drive-in w Dullsville, kiedy Becky i ja byłyśmy w 

szkole podstawowej. Chcieliśmy usiąść za ogrodzeniem i obejrzeć film siedząc 
w ostrej trawie jedząc popcorn i słodycze, które przynieśliśmy z domu. 
Jeślibyśmy mieli dosyć szczęścia włączyliby głośniki pełną parą. Jeśli nie, 
Becky i ja świadczyłybyśmy nasz dialog i trzeszczały (?) aż strażnik by nas 
przegonił. 

Nigdy nawet w moich najdzikszych snach nie mogłam sobie wyobrazić, 

ż

e Becky i ja przejedziemy przez bramę drive-in w Dullsville z dwoma 

chłopakami. 

                                                 

2

 ang. a shot into Uma Thurman’s arrested hearth 

3

 ang. raised the shot 

4

 ang. 

And tonight he will for good.

 

background image

 

Kiedy pogłoski, że drive-in w Dullsville chcą zbudować na starym 

cmentarzysku, musieli je zamknąć. Ale koparki odkryły w ziemi tylko robaki i 
ponownie je otworzyli. Zapach świeżej farby wymieszany z nocnym 
powietrzem. Metaliczne szare głośniki wisiały na stojakach obok 
przyjeżdżających samochodów. Żółto-biały bar z przekąskami i stoły piknikowe 
stały pięćdziesiąt metrów za zaparkowanymi samochodami. 
 

Kiedy Alexander, Matt, Becky ja jechaliśmy przez parking widzieliśmy 

pełno par ubranych w własnoręcznie zrobione peleryny i zaczesane do tyłu 
włosy, podczas gdy małe dzieci były ubrane w sportowe piżamy, a nietoperze 
skrzydła wisiały na dachach samochodów. Uczniowie z Liceum w Dullsville 
założyli czarne t-shirty i jeansy. Było oczywiste, że nikt oprócz mnie i 
Alexandra nie widział filmu. Byliśmy jedynymi, którzy przyszli ubrani jak 
Vladimir i Jenny; każdy wiedział, ze to film o wampirach, więc po prostu ubrali 
się na czarno. Widzowie patrzyli na nas, gdy jechaliśmy przez tłum. 
 

Znaleźliśmy miejsce z tyłu drive-in i czworo z nas wysiadło, by podjąć 

decyzję w sprawie przekąsek.  
 

Miałam na głowie inne sprawy niż popcorn. Trzech z nich dyskutowało 

czy ma być „z masłem czy bez masła”, a ja poszłam na palcach wokół parkingu. 
Jagger może być wszędzie czekając by zatopić żeby w mojej szyi. 
 

Alexander znalazł mnie, gdy chodziłam wokół krzewów. 

 

- Chodź tu – powiedział prowadząc mnie z powrotem do samochodu. – 

On już zepsuł tyle naszej zabawy. Powinniśmy chociaż spróbować cieszyć się 
sobą. Popatrz. Dzisiejszej nocy nie jesteśmy wyrzutkami – Alexander dał mi 
kuksańca w bok. Miał rację. Spojrzałam w tłum, był większy niż na jego 
imprezie powitalnej. 
 

- To dobry pomysł – powiedziałam zapominając na chwilę o 

nadchodzącym niebezpieczeństwie.  
 

Matt i Becky wrócili z popcornem i piciem. Zapowiedzi zaczęły się i 

wsiedliśmy do samochodu – Matt i Becky z tyłu, a ja i Alexander z przodu. 
 

Natychmiast zablokowałam drzwi. 

 

- Co to robisz? – zapytał Matt. – To drive-in. 

 

- Utrzymuję nas z dala od hołoty – powiedziałam. 

 

Wtedy mały chłopiec ze słomkami naklejonymi na zęby wcisnął się przed 

moje okno. 
 

- Widzisz! – powiedziałam i wszyscy zaczęli się śmiać. Oparłam się o 

okno, rozszerzyłam oczy i błysnęłam moimi wampirzymi zębami. 
 

Chłopiec otworzył usta, a jego słomki spadły na ziemię – Mamo! – zaczął 

płakać i uciekł. 
 

- To było okropne – upomniała mnie Becky. 

 

- Ale zabawne – potwierdził Matt. 

 

Ż

uliśmy nasze przekąski i przytulaliśmy się, aż film się zaczął. Przez cały 

ten czas Alexander i ja spoglądaliśmy na zewnątrz szukając jakiegoś wampira. 
 

- Nie sądzę, że mogę to zrobić – szepnął Alexander łapiąc mnie i 

koncentrując się na stołach piknikowych zamiast na ekranie. 

background image

 

- Oczywiście, że możesz – zobaczyłam obawę w jego oczach i dałam 

schyliłam się by dać mu pocałunek w usta. 
 

- Hej! Nie widzimy – powiedzieli Matt i Becky. 

 

Alexander i ja śmialiśmy się z wielką ulgą od napięcia, które się w nas 

buduje. Przytuliłam się do niego i na chwilę zapomniałam o Jaggerze. 
Zgubiliśmy się w tej chwili i recytowaliśmy razem kwestie z filmu. 
 

Trzy kwadranse później, gdy Valdimir niósł Jenny na wesele na cmętarzu 

ekran stał się żółty, a film się spalił i rozsypał. Mogliśmy usłyszeć trzepoczący 
dźwięk. 
 

Tłum zaczął krzyczeć. – Buu! 

 

- O jaa – usłyszałam Matta. 

 

- To jest spisek, by zmusić nas to kupienia większej ilości popcornu – 

powiedziałam. 
 

Wysiedliśmy z samochodu i rozciągaliśmy się. 

 

- Przydałoby mi się coś do picia. Chcecie coś? – zapytał Matt. 

 

- Dzięki, tak – powiedziałam. 

 

- Pójdę z tobą – zaoferowała się Becky. Matt złapał ją za rękę i razem 

poszli do baru. 
 

- Czy powinniśmy się o nich martwić? – zapytałam czując się nieswojo. 

 

- Jagger chce ciebie, a nie meczu piłki nożnej. 

 

Obejrzałam się. Moje serce zaczęło szybciej bić. 

 

- Teraz zaczynam się denerwować – powiedziałam. 

 

- Dlaczego nie zrelaksujesz się w aucie? Ja będę stał na straży. 

 

Otworzyłam drzwi od strony kierowcy, wskoczyłam do środka i szybko 

zablokowałam drzwi. 
 

 Obróciłam się, by zablokować drzwi od strony pasażera i dyszałam. 

 

Jagger siedział obok mnie! 

 

- Myślałaś, że nie rozpoznam cię w blond peruce? – uśmiechnął się 

ironicznie. 
 

Próbowałam otworzyć drzwi, ale on złapał mnie za ramię. 

 

- Przyszedłem zabrać to, czego nie zdobyłam wcześniej – powiedział 

patrząc w moje oczy, jego kły się ukazały. Odepchnęłam go i usłyszałam 
pukanie w okno. Spojrzałam w górę i zobaczyłam rozwścieczonego Alexandra. 
 

Próbował otworzyć moje drzwi, a ja walczyłam, by utrzymać kły Jaggera 

z dala ode mnie. 
 

Sfrustrowany Alexander pobiegł do drugich drzwi, ale one zablokowały 

się automatycznie. 
 

- Pomocy! – płakałam, trzymając go na dystans. 

 

Alexander wrócił do mojego okna i wybije pięścią, kiedy mi udało się 

odklinować moją nogę. Wyciągnęłam rękę w stronę okna i ledwie dotknęłam 
palcami zamka. Wszystkimi siłami udało mi się podnieść klamkę palcem 
wskazującym. 
 

Moje drzwi otworzyły się, ale Jagger wyciągnął mnie z drzwi pasażera 

nim Alexander mógł dotrzeć do mnie. 
 

Wyciągnął mnie z samochodu i wziął na tyły drive-in’u.  

background image

 

Ale zanim Jagger dotarł do wyjścia Alexander dogonił go i złapał za 

ramię. – Pozwól jej odejść – domagał się. – Ja przedtem… 
 

Chwyt wokół mojego nadgarstka nie rozluźnił się. 

 

- Przyszedłem, by zrobić to czego ty nigdy nie będziesz mógł – 

powiedział Jagger. 
 

- O czym on mówi? – zapytałam. 

 

Alexander pokazał jego kły i wkroczył między mnie i Jggera. – Nie każ 

mi tego robić przed tymi ludźmi – powiedział odnosząc się do kilku gapiów, 
którzy patrzyli na nas z zaciekawieniem.  
 

Cofnęłam się poza zasięg Jaggera. 

 

- To się mogło nigdy nie wydarzyć – kontynuował Jagger. – Moja siostra 

chciała tylko być jak inni. Mogła mieć każdego. Ale my wybraliśmy ciebie! A 
ty ją zostawiłeś! 
 

- Wiesz dlaczego. Nigdy nie miałem skrzywdzić jej lub twojej rodziny – 

bronił się. 
 

- Będziesz robić to samo z Raven. Nigdy naprawdę nie byłeś jednym z 

nas. Mażesz zaprzeczać, kim jesteś – Jagger krzyknął – ale ja nie przeczę kim 
jestem! 
 

Pobiegł do mnie i chwycił mnie za ramię, tak jak Alexander chwycił za 

resztę. 
 

Jagger pokazał jego kły i rzucił mi się na szyję. 

 

- Już za późno! – wrzasnęłam odchylając się – Alexander ma już mnie. – 

Pochyliłam się i ugryzłam ramię Jaggera. 
 

Nagle światła na parkingu zostały przyciemnione i film znów zaczął 

lecieć. Wampir Vladimir prowadził Jenny za rękę przez cmentarz. Gang 
wampirów podążał za nimi na próżno próbując zatrzymać uroczystość. 
 

Jagger zawył z bólu, a ja pociągnęłam Alexandra w kierunku ekranu 

filmowego. 
 

Alexander opierał się. – Gdzie idziesz? Nie możemy obrócić się do niego 

plecami. 
 

Patrzyłam się na ekran. Vladimir prowadził Jenny do grobów. – Nie 

mamy dużo czasu. 
 

Ale Alexander patrzył w tył na Jaggera, którego blada twarz przybierała 

czerwony kolor. 
 

- Tak jak planowaliśmy. Proszę, zaufaj mi – prosiłam ciągnąc go za rękę. 

Alexander zerknął przez ramię. Jagger zmierzał prosto na nas. Widziałam Matta 
i Becky idących przez parking z napojami w rękach. 
 

- Hej, o co chodzi? – zapytała Becky, gdy podeszła bliżej. 

 

- Nie mogę teraz powiedzieć, ale idź do auta i zamknij drzwi – 

rozkazałam. 
 

Alexander i ja pobiegliśmy w kierunku przedniej części parkingu, tam 

gdzie był ekran. Wściekły Jagger czaił się za nami. 
 

- Co Raven robi? – słyszałam jak Becky pyta Matta, gdy wsiadali do 

Mercedesa. 

background image

 

Alexander i ja stanęliśmy przed ekranem filmowym i nasze Całując 

trumny lustrzane odbicia. 
 

Ludzie zaczęli wrzeszczeć. – O co chodzi? 

 

Patrzyłam w tłum, ale nie mogłam zobaczyć Jaggera. Wtedy zauważyłam 

go za rodziną, tylko pięćdziesiąt metrów od nas. Kiedy go zobaczyłam, on 
zobaczył nas. – Szybciej! – zawołałam. – Nie mamy dużo czasu! 
Kiedy Vladimir podniósł ukochaną Jenny, ja zaplotłam ręce wokół szyi 
Alexandra. Podniósł mnie. 
 

Tłum ryczał i klaskał, kiedy odgrywaliśmy film za nami. 

 

Widziałam katem oka, że Jagger był tylko kilka metrów dalej, szedł po 

mnie. 
 

- Jak w filmie – szepnęłam. 

 

Alexander z niepokojem patrzył w moje oczy. Zacisnęłam pięści 

przygotowując się do tego, co miało się zdarzyć. 
 

- Ugryź mnie, Alexandrze! – płakałam – Ugryź mnie! 

 
 

Jagger wyciągnął

5

.Alexander przyłożył usta do mojej szyi, tak jak wampir 

na ekranie do jego narzeczonej. Poczułam lekki ucisk na moim ciele. Złapałam 
się za szyję i zapłakałam. Moja głowa gwałtownie opadła, moje ciało 
bezwładnie leżało w jego ramionach. Moje serce pulsowało mocno dla nas obu. 
Czułam ciepłą czerwoną ciecz powoli kąpiącą z mojej szyi, zapach krwi 
przenikał powietrze wokół nas. Alexander podniósł głowę dumnie 
odzwierciedlając wampira na ekranie trzymającego w ramionach pannę młodą, 
czerwona rzeka płynęła z ust wampirów.  
 

Tłum wiwatował. 

 

Spojrzałam na Jaggera, którego niebiesko-zielone oczy były teraz 

czerwone ze złości. Alexander delikatnie postawił mnie. 
 

Byłam lekkomyślna. Potknęłam się trzymając moją szyję poplamioną 

czerwoną cieczą, płyn spływał mi na przedramię. Kiedy kamera zrobiła 
zbliżenie na twarz Jenny spojrzałam na Jaggera z grzesznym uśmieszkiem i 
błysnęłam wampirzymi kłami. 
 

Zaczął wyć z taką wściekłością, że jego ciało przeszedł wstrząs, ale jego 

krzyk zamaskował tłum wrzeszczący i trąbiący klaksonami. 
 

Nie ma już nic co mógłby zrobić Alexandrowi, nic nie może wziąć. 

 

Oczy Jaggera zrobiły się bardziej czerwone, jego mięśnie się napięły, a on 

oblizał kły. Wycofał się w mrok i zniknął. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

                                                 

5

 Ang. Jagger reached out. 

background image

Rozdział 19 

Noc i Dzień 

 
 
 

- Bardzo podobał mi się sposób, w jaki odegraliście film ostatniej nocy! – 

Becky komplementowała mnie następnego dnia przy naszej szafce szkolnej. – 
Nie mam pojęcia jak udało ci się to zaplanować. Jesteś totalnie odjazdowa! 
 

- Dzięki. Musiałam tylko poczekać na odpowiedni moment. 

 

- Nikt nie mógł wiedzieć, że Vladimir tylko udawał, że ugryzł Jenny, więc 

wampiry nie chciały już by była jednym z nich. 
 

- On robi to tak, żeby wampiry myślały, że Jenny jest z nim zwiazana na 

wieczność. Są zmuszeni do opuszczenia Londynu i powrotu do Rumunii, by nie 
szkodzić jej znowu. 
 

- Tak, ale można by pomyśleć, że Vladimir chciał ją przemienić w 

wampira tylko dla siebie. 
 

- Więc lekcja brzmi „nie wszystkie wampiry są złe” – powiedziałam ze 

ś

miechem. 

 

- Nie są? – zapytał Matt stojąc za nami. 

 

- Tak, tylko jak piłka nożna snobów – dokuczałam. 

 

- Cóż, myślałem, że Alexander naprawdę ugryzł cię. Mogę zobaczyć 

twoje rany? – dodał. 
 

- Czy to nie osobiste pytanie? – żartowałam. – Poza tym, Alexander tylko 

udawał, że mnie ugryzł – tak jak Vladimir nie ugryzł Jenny. Dał zwycięski 
występ – powiedziałam dumnie. – Myślę, że faktycznie lubi występować przed 
tymi wszystkimi ludźmi. 
 

- Cóż, krew też wyglądała realistycznie – powiedział. 

 

- Głupi kolega mojego brata, Henry, posiada wszystkie te efekty 

specjalne. Od niego mam te wampirze zęby – powiedziałam pokazując je. 
 

- Dlaczego nadal je nosisz? – zapytał. 

 

- Nie mogę ich zdjąć. Myślę, że Henry pobiera dodatkowe opłaty 

zasunięcie kleju. 
 

Wtedy dwie z cheerleaderki z Liceum w Dullsville zatrzymały się przy 

naszej szafce. 
 

- Mogłabyś powiedzieć mi gdzie mogę dostać takie kostiumy jakie miałaś 

ostatniej nocy? – zapytała jedna. 
 

- Wyglądałaś jak Marilyn Monroe – powiedziała druga do mnie. – A ty 

wyglądałaś jak Elvira – zwróciła się do Becky. – Chce mieć kostium jak Elvira. 
 

Kostium? Zastanawiałam się. Czy one nigdy nie zauważyły, że zawsze się 

tak ubieram? Uznałam, ze powiem im o Hot Gothics w Hipsterville, albo 
zaproszę je do mojego domu żeby pożyczyły coś z mojej szafy. Ale myśl o 
szpanerskich cheerleaderkach ubranych jak goth tylko dlatego, że tak sobie 
wymyśliły skręcała mi żołądek. Byłam wyrzutkiem tak długo, że mogę mieć 
trudności z byciem popularną. 

background image

 

- Wyglądałaś niesamowicie wczorajszej nocy – komplementowała jej 

przyjaciółka. – Skąd miałaś tę krew? 
 

Myślałam o powiedzeniu im o Henrym, ale zdecydowałam, że będzie on 

moją tajemnicą. 
 

- Była prawdziwa – powiedziałam. 

 

- O cholera! – krzyknęły obie i odeszły. 

 

Musiałam przyznać, że spodobała mi się popularność, jaką przyniósł 

występ w drive-in. Nawet gdybym wiedziała, że to potrwa tak długo jak słodkie 
idiotki-cheeleaderki skupiają się. 
 

Zadzwonił dzwonek. 

 

- Drive-in będzie musiał mieć inne kostiumy dzisiaj – dodał Matt. – A 

ludzie mówią już o odgrywaniu filmu. 
 

- Może Alexander i ja powinniśmy ciąć opłaty. Gdzie jest mój agent, 

kiedy go potrzebuję? 
 

- Kim był ten przerażający siwy dzieciak, który podszedł do ciebie przy 

ekranie filmowym? – spytała Becky. 
 

- Myślę, że ktoś chce grac jednego z członków wampirzego gangu – 

odpowiedziałam i zatrzasnęłam moją szafkę. – Ale myślę, że jest bardzo kiepski 
– dodałam. – W ogóle nie był przekonujący w roli złego wampira. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Rozdział 20 

Taniec w mroku 

 
 

To była nowa dziewczyna w Dullsville – ja. Po tym wszystkim, gdy 

spędziłam szesnaście lat monotonnego istnienia. Teraz Dullsville nie było już 
tak nudne. Klika przecznic ode mnie na Benson Hill żyła miłość mojego życia – 
Alexander Sterling. Mój chłopak. Mój Gotycki Koleś. Mój Wampir. 

Ponownie spotykałam się z Alexandrem, a jego nemezis uczestniczył w 

naszym życiu. Miałam się zastanowić, co byłoby dla nas normalne. Umawiałam 
się z wampirem. Będę musiała dochować tajemnicy, którą nie będę mogła się 
podzielić ani z Becky, ani z rodzicami, ani z nikim innym. Żeby zatrzymać go w 
swoim życiu musiałam założyć kłódkę na swoje czarne usta. 

Alexander i ja zawsze musimy spotykać się po zmierzchu. Nigdy nie będę 

w stanie zjeść z nim śniadania czy lunchu. Idąc do eleganckiej restauracji 
musielibyśmy się upewnić czy nie siedzimy obok lustra i czy nie ma nigdzie w 
pobliżu mielonego czosnku. 

I najważniejsze, zastanawiam się czy będę musiała się stać wampirem dla 

naszej przyszłości. 

Tego wieczoru spotkałam Alexandra stojącego w drzwiach rezydencji z 

plecakiem zawieszonym na ramieniu i parasolem w ręku. 

- Chodźmy – powiedział dumnie biorąc mnie za rękę. 
- Gdzie zabierasz mnie dzisiaj w nocy? Do grobu? 
- Zobaczysz… 
- Byłeś niesamowity tamtej nocy. Wszyscy w szkole mówią, że jesteś 

odjazdowy! Przez chwilę myślałam, że naprawdę mnie ugryziesz. 

- Przez chwilę naprawdę chciałem – powiedział z mrugnięciem. 
- To musi być dla ciebie trudne opierać się swoim impulsom. 
- Ty też masz impulsy, którym się opierasz, prawda? – zapytał żartobliwie 

łaskocząc mnie. – Dlaczego ja mam być inny? 

Zachichotałam. 
Po kilku blokach zatrzymaliśmy się przed country clubem w Dullsville. 
- Żartujesz sobie? Mój tata do niego należy. 
- Cóż, ma dobry gust. 
- Nie powiedziałabym. 
Krzewy wysokie na osiem stóp pokrywały pole golfowe, otoczone były 

niskim ogrodzeniem z łańcucha. 

Szybko przeszliśmy przez blokadę metalu i weszliśmy na pole golfowe 

Dullsville. Spośród wszystkich miejsc, do których się wkradłam to nie było na 
mojej liście. 

- Jeśli zostanę złapana na włamywaniu się tutaj – żartowałam – to może 

poważnie zniszczyć moją reputację. 

W nocy pole wydawało się tajemnicze, straszne i piękne. 

background image

Szliśmy przez trawnik w dół toru unikając pułapek i bunkrów jak piłki 

golfowe. 

Alexander i ja usiedliśmy na trawniku trzeciego dołka, który wychodził na 

małe jeziorko z oświetloną fontanną. Kilka płaczących wierzb równoważyło 
jeziorko, w ciemności wyglądały jakby płakały czarną koronką, a nie liśćmi. 
Pole było niesamowicie spokojne. Jedynym dźwiękiem, jaki mogliśmy usłyszeć 
były świerszcze i plusk wodospadu. 

- Lubię był otoczona pięknymi krajobrazami – ale ty przesłaniasz nawet 

ten. 

Dałam mu szybki pocałunek. 
- Lubię także tańczyć w nietypowych miejscach. – Otworzył swój plecak i 

wyciągnął odtwarzacz CD. Włączył go, a Marilyn Mason zaczął zawodzić. 

- Czy mogę prosić do tańca? – zapytał oferując swoją rękę. 
Na początku tańczyliśmy wolno na trawniku do jednego z chorobliwie 

słabych utworów. Musieliśmy być nietypowym widokiem – dwóch gotów 
tańczących w mroku na polu golfowym. 

Jako że wzrosło tempo piosenek tańczyliśmy wokół siebie i masztu 

flagowego dopóki nie byliśmy całkowicie wyczerpani. 

Pobiegliśmy do jeziora i moczyliśmy ręce w wodzie. Światło z fontanny 

złapało moje odbicie w wodzie. Tam gdzie powinno być odbicie Alexandra były 
tylko fale wody, w której on zamoczył ręce. Spojrzałam na niego. Uśmiechnął 
się z radością nie zdając sobie sprawy z jego zaginionego odbicia. Poczułam 
ukłucie samotności dla niego zastanawiając się, jak to jest prowadzić życie 
pustych refleksji. 

Zdyszani opadliśmy na trawnik i oglądaliśmy gwiazdy. Niebo było czyste 

z wyjątkiem niewielu chmur w oddali. Leżąc na otwartym polu golfowym bez 
unoszących się drzew i jaskrawych świateł ulicznych mogliśmy zobaczyć 
miliony gwiazd, jak się wydawało, migoczących tylko dla nas.  

Alexander usiadł i wyciągnął z plecaka dwa napoje dla nas. 
- Gumi robaki, pająki czy jaszczurki? – zapytał sięgając do środka. 
- Robaki poproszę. 
Oboje siedzieliśmy i żuliśmy kolorowe cukierkowe insekty. 
- Jak to jest nigdy nie widzieć swojego odbicia? – zapytałam, wciąż 

brakowało mi w myślach jego obrazu. 

- To wszystko, co znam. 
- Więc skąd wiesz jak wyglądasz? 
- Z obrazów. Kiedy miałem pięć lat moi rodzice zlecili jednemu ze swoich 

malarzy, aby namalował nasz portret. Wisi nad kominkiem w Rumunii. To była 
najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. To jak artysta uchwycił 
ś

wiatło, szczegóły dołeczków na twarzy mojej mamy, radość w oczach mojego 

taty dzięki łagodnym pociągnięciom z palety. Malarz sprawił, że wyglądałem 
ż

ywiej, podczas gdy w środku czułem się samotny i ponury. W ten sposób 

zobaczył mnie ten człowiek. Zdecydowałem wtedy, że to to co chcę robić. 

- Podoba ci się twój wygląd? 

background image

- Jestem pewien, że wyglądam lepiej niż gdybym zobaczył swoje odbicie 

– głos Alexandra stał się namiętny, jak gdyby wyrażał swoje myśli po raz 
pierwszy. – Zawsze żałowałem ludzi spędzających dużo czasu przed lustrem. 
Układającym fryzury, ubrania i makijaż, najczęściej, by zaimponować innym. 
Czy naprawdę widzą siebie w lustrze? Czy to jest to, co chcieli zobaczyć? Czy 
to pozwoli im poczuć się lepiej lub gorzej? A najbardziej zastanawiam się, czy 
na podstawie jednego odbicia odzwierciedlają ich wizerunek. 

- Masz rację. Spędzamy wiele czasu martwiąc się jak wyglądamy, zamiast 

skupiać się na tym, co jest w środku. 

- Artysta ma moc, by to uchwycić. Aby wyrazić to, co myśli na ten temat. 

Pomyślałem, że to znacznie bardziej romantyczne niż zobaczyć siebie w 
zimnym, surowym, szklanym odbiciu.  

- Więc dlatego malujesz portrety? Jak ten jeden mój na Śnieżnym Balu? 
- Tak. 
- Musi być ciężko być artystą wśród wampirów. 
- Dlatego nigdy nie mogę się dopasować. Wolę tworzyć niż niszczyć. 
Alexander nagle popatrzył w górę na księżyc. Wstał i chwycił solidną 

gałąź, która spadła z jednego z drzew i leżała nad jeziorem. Zdjął pasek i 
przywiązał gałąź do uchwytu parasola. Wyjął maszt flagowy i wsadził kij z 
parasolem do trzeciego dołka. 

- Co ty robisz? Chcesz trzymać się z dala od księżyca? 
Nagle usłyszałam dźwięk włączania zraszaczy. Woda była jak spadała jak 

deszczyk nad nami, jak delikatna burza. 

Chichotałam, kiedy zimna woda spływała mi po nogach. 
- To takie niesamowite! Nigdy nie myślałam, że pole golfowe może być 

tak piękne. 

Całowaliśmy się pod wodą ze zraszaczy, gdy zauważyliśmy jak 

błyskawica miga w oddali. 

Szybko spakowałam nasze napoje i odtwarzacz CD, podczas gdy 

Alexander demontował parasol. 

- Przepraszam, że musieliśmy skończyć to tak szybko – powiedział, gdy 

udaliśmy się do domu. 

- Żartujesz? Było doskonale” – powiedziałam przytulając go szybko. – 

Nigdy nie spojrzę już na golf w ten sam sposób. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Rozdział 21 

Przerażający karnawał

 

 
 

 

Przez następne kilka dni chodziłam do szkoły, włóczyłam się z Becky i 

Mattem, unikałam Trevora, przychodziłam do domu i opiekowałam się 
Koszmarem. Po zachodzie słońca spędzałam z Alexandrem tyle czasu ile 
mogłam, oglądaliśmy filmy, przytulaliśmy się i słuchaliśmy muzyki w 
ciemności. 
 

W sobotę byłam wyczerpana. Spałam w dzień, a po zmierzchu spotkałam 

się z Alexandrem w jego rezydencji. To była noc Wiosennego Karnawału 
Dullsville. 
 

W przeszłości Becky i ja zawsze brałyśmy udział w karnawale razem. 

Tym razem przyjedziemy osobno, na czas naszych poszczególnych randek. 
 

Alexander i ja weszliśmy razem jako para, krótko po zachodzie słońca. 

Przeszliśmy przez dwa łuki wykonane z balonów. Alexander podszedł do 
Starego Jima, który sprzedawał bilety; Luke, jego Dog Niemiecki siedział u jego 
stóp. 
 

- Dwa poproszę – Alexander poprosił płacąc za nas obu. 

 

- Widziałem, że spałaś w jednej z wolnych trumien – ostrzegł Stary Jim. 

 

- Nie spałam na cmentarzu od miesięcy – odparłam. – Może to… 

 

Spojrzał na mnie sceptycznie – Cóż, wiesz, że jeśli cię złapię będę musiał 

powiedzieć o tym twoim rodzicom. 
 

Alexander złapał mnie za rękę i poprowadził z dala od Starego Jima przez 

przejście pełne balonów. Karnawał odbywał się na boisku do piłki nożnej 
Liceum w Dullsville. Były tu stoiska z ciastami domowej roboty, z kukurydzą, 
ze śnieżnymi stożkami oraz Diabelski Młyn, Dom Śmiechu, gry kółko-krzyżyk, 
rzucanie pierścieniami

6

 i beczka podtapianka

7

. Powietrze pachniało watą 

cukrową i kukurydzą z grilla. Alexander i ja szliśmy przez tłum jak książę i 
księżniczka ciemności. Ale on był obojętny na spojrzenia i wyglądał jak dziecko 
z szeroko otwartymi oczami nie wiedząc, w co zagrań najpierw. 
 

- Nigdy wcześniej nie byłeś na karnawale? – zapytałam. 

 

- Nie. A ty? 

 

- Oczywiście. 

 

- Dotarłaś – usłyszałam znajomy głos. To bym mój tata. 

 

Odwróciłam się i znalazłam moich rodziców jedzących hot dogi na stole 

piknikowym. 
 

Alexander uścisnął rękę mojego taty i grzecznie przywitał się z moją 

mamą. 
 

- Chciałbyś usiąść z nami? – zaoferowała moja mama. 

                                                 

6

 Taka gra polegajaca na rzucaniu ringiem na jakiś kij: 

http://catalog.depotcatalog.com/images/edu/big/TCP/MAS_RT4.gif

 

7

 Ang. dunking Booth. O takie coś: 

http://aabcorents.com/i/products/2581_Dunking_Booth.jpg

  - jedna osoba 

siedzi na tym, a jak ktoś trafi w środek tarczy to ona wpada do wody.  

background image

 

- Nie chcą spędzać całej nocy ze staruszkami – wtrącił mój tata. – Musicie 

się bawić – powiedział sięgając do portfela i oferując mi dwadzieścia dolarów. 
 

- Mi to obojętne, pani Madison – powiedział Alexander. 

 

- Podoba mi się twój styl – odpowiedział mój tata wkładając pieniądze z 

powrotem do portfela. 
 

- W każdym razie dzięki, tato – powiedziałam. – Zobaczymy się później. 

 

Kiedy Alexander i ja przechodziliśmy obok kabiny ludzie i pracownicy 

patrzyli na nas jak na część przedstawienia. 
 

- Hej, Raven – powiedziała Becky, kiedy znalazłam ją sprzedającą psa 

domowej roboty na stoisku jej taty. – Tata musiał biec do domu. Sprzedaliśmy 
wszystkie jabłka z karmelem i tylko dwa ciasta po lewej. 
 

- Gratuluję – pochwaliłam ją. – Ale ja na kogoś czekam. 

 

- Zarezerwuję dwa dla was, kiedy on wróci – powiedział Matt podając 

kawałek ciasta jabłkowego klientowi. 
 

- Myślę, że znalazłam twoje powołanie – powiedziałam do niego. 

 

Pożegnaliśmy się z Becky i Mattem, którzy starli się utrzymać przewagę 

nad klientami. Na naszej drodze do przejażdżki dostrzegłam Ruby stojącą 
między dwoma kabinami. – Cześć, Ruby. Przyszłaś z Janice? – zapytałam. 
 

- Oh, cześć, Raven – powiedziała dajac mi przyjacielski uścisk. – Nie, 

jestem tu z przyjacielem – dodała puszczając perskie oko. 
 

Wtedy Jameson, bez stroju lokaja, ubrany w ciemny garnitur i czarny 

krawat z nową porcją zawirowanej niebieskiej waty cukrowej. 
 

- Witam, panienko Ravel – powiedział delikatnie przekazując Ruby watę. 

– Cieszę się, ze Alexander jest w tak dobrych rękach, kiedy mam wolny wieczór 
 

Alexander obdarował Strasznego Mężczyznę uśmiechem. 

 

- Cieszę się, że ty i Jameson wróciliście do miasta – Roby powiedziała do 

Alexandra. 
 

- Ja też – odpowiedział i uścisnął mi rękę. – Czy Jameson traktuje cię 

dobrze? Wiem, że umie wykrzesać jakiś rodzaj szaleństwa – wyśmiewał się. 
 

- Był tylko perfekcyjnym gentlemanem – powiedziała, a potem 

wyszeptała – mam nadzieję, że będzie taki w dalszym ciągu. 
 

Alexander i ja śmialiśmy się. – Zostawimy was z waszą watą cukrową. 

Obiecałem Ravel, ze wezmę ją na Diabelski Młyn. 

Poszliśmy do budek z jedzeniem i skierowaliśmy się do gier 

karnawałowych. 

- Raven – Billy Boy zawołał z tyłu. 
Obróciliśmy się i mój brat biegł do nas trzymając plastikowy worek z 

fantastyczną rybką w środku. Henry biegł obok z własną rybką. 

- Popatrz, co właśnie wygraliśmy! – zawołał Billy Boy. 
- Ekstra – skomentował Alexander. 
- Jest słodki – powiedziałam dotykając torebkę z boku. – Tylko trzymaj 

Koszmar z daleka od niego. Teraz jest mały, ale będzie rosnąć. 

- Nie bój się, mam zamiar zrobić pokrywkę bezpieczeństwa dla ich 

akwariów – Henry powiedział dumnie. 

- Jestem pewna, że zrobisz – powiedziałam do głupka mojego brata. 

background image

- Tutaj – powiedział Alexander sięgając do tylnej kieszeni nim zdążyłam 

coś powiedzieć. Dał Billy Boy’owi trochę gotówki. 

Oczy mojego brata rozszerzyły się jak gdyby wygrał na loterii. 
- Dzięki, Alexander! – zawołał. 
- Tak, dzięki – powiedział Henry i z powrotem wystartował do stoiska ze 

złotymi rybkami. 

- To było miłe z twojej strony. Nie musiałeś tego robić – powiedziałam. 
- Nie martw się o to. Teraz chodźmy na Diabelski młyn – zasugerował. 
Normalnie nienawidzę czekać na przejażdżki. Ale teraz cieszę się, bo to 

oznacza, że więcej czasu spędzę z Alexandrem. 

Wkrótce wstąpiliśmy do nieba. Powoli wszedł na górę, gdy Młyn przestał 

się kręcić pozwalając wsiąść ludziom na dole. – Czy myślisz, ze to będzie 
trudne, bo jesteśmy inni? – zapytałam patrząc w dół na inne pary. 

- Jesteśmy bardziej podobni niż większość. 
- Martwi cię to, ze nie jesteśmy sami w środku? – zapytałam patrząc na 

niego. 

- Ale jesteśmy tutaj – powiedział wskazując na jego serce. 
- Gdybym była Luną opuściłbyś ceremonię? 
Alexander wyglądał na zmieszanego. – Co masz na mysli? 
- Czy chcesz żebym…? – zapytałam. 
Nagle zaczęła się przejażdżka, ucięliśmy naszą krótką rozmowę. 

Przytuliliśmy się w naszym samochodzie i w końcu zeszliśmy na ziemię. 

Alexander pomógł mi wysiąść. Zatrzymaliśmy się przytłoczeni wyborem 

jedzenia, gier i przejażdżek, które jeszcze na nas czekają. 

- Chodźmy porzucać pierścieniami – powiedział, kiedy wysiadaliśmy. 
Alexander i ja poszliśmy do odpowiedniego stoiska. Jako para wyszliśmy 

z pustymi rękoma. 

 
Patrzyłam na wypchane zwierzaki, kiedy ekspedient w biało-niebieskim 

uniformie ubrany w czarną czapkę podnosił pierścienie z podłogi. 

- One są sfałszowane. Nigdy nie wygram. Wydam całe moje kieszonkowe 

i nawet nie wygram koralików Mardi Gras

8

 – ubolewałam. 

Alexander położył pieniądze na ladzie, a ekspedient podał mu trzy 

pierścienie. 

- To trudniejsze niż wygląda – powiedziałam. 
Alexander patrzył na jeden drewniany pręt niczym wilk na niczego 

niespodziewającego się jelenia. 

Szybko rzucił pierścień jak dealer w kasynie. Ekspedient i ja byliśmy 

zdziwieni. Trzy pierścienie spoczywały wokół słupka. 

Podskoczyłam w górę. – Udało ci się! 
Alexander promieniał, kiedy ekspedient wręczał mi ogromnego 

fioletowego niedźwiedzia. Ścisnęłam go mocno i dałam Alexandrowi 
ogromnego buziaka. 

                                                 

8

 Nazwa różnego typu festiwali lub parad ulicznych, odbywających się niezależnie od siebie w wielu miastach na 

całym świecie. Również ostatni dzień karnawału, tłusty wtorek. 

background image

Jaśniałam trzymając niedźwiedzia prawie większego ode mnie. 
- Stożki śniegu są na mnie – ogłosiłam zwracając się z powrotem do 

tłumu. Mój marsz został przerwany, gdy wpadłam na kogoś. 

- Przepraszam – powiedziałam umieszczając mojego misia na biodrze 

bym mogła coś zobaczyć. 

- Hej, potworze, uważaj! – wrzasnął Trevor trzymając dwa bilety. – Szłaś 

ż

eby pomalować twarz? – zapytał. – Być może powinnaś. 

- Mnie też miło cię widzieć – powiedziałam sarkastycznie. 
Chwyciłam Alexandra za rękę i skierowaliśmy się w stronę śnieżnych 

stożków. 

- Hej, Luna! – słyszałam z tyłu rozmowę Trevora. 
Alexander i ja zatrzymaliśmy się nagle. Nie mógł po prostu powiedzieć co 

myśli. 

- Luna! – Trevor zawołał ponownie. 
Alexander i ja spojrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem. 
Luna? To nie możliwe! Siostra bliźniaczka Jaggera? Co ona będzie robić 

w Dullsville? Obróciliśmy się i zobaczyliśmy Trevora patrzącego w kierunku 
Domu Śmiechu – ogromnego prostokątnego wielobarwnego budynku. Po lewej 
stronie była gigantyczna głowa clowna, jego usta były wejściem na wystawę. Po 
prawej stronie na dole były jego ogromne brązowe buty z czerwonymi 
sznurowadłami. 

- To ona – Alexander powiedział drżącym głosem wskazując na 

dziewczynę stojącą w pobliżu rampy, która prowadziła do wejścia. Miała długie, 
białe włosy i bladą porcelanową skórę, miała na sobie różową sukienkę i 
pastelowe czarne buty. 

- To jakby zobaczyć objawienie. Ostatni raz widziałem ja w Rumunii. 
- Co ona tu robi? – zapytałam. – To nie jest miasto, w którym spędza się 

wakacje. 

- To właśnie chcę wiedzieć! 
Podałam misia Alexandrowi i szybko poszliśmy za nią by złapać Trevora. 
- Znasz tę dziewczynę? – zapytałam Trevora, moje serce biło szybciej. 
- Przyjaciel Alexandra poznał nas ze sobą i poprosił bym wziął ją tutaj. 

Ona jest naprawdę ładna – powiedział mi w twarz. – Dlaczego jesteś zazdrosna? 

- Jagger? Nadal tu jest? – zapytałam zdezorientowana. 
- Jeśli jesteś jego naprawdę dobrą przyjaciółką powinnaś to wiedzieć. 
- On nie jest moim przyjacielem. On jest zły. Nie można mu ufać – 

ostrzegłam. 

- No cóż, to rodzaj faceta dziwacznego jak ty, ale powiedział, że wpadnie 

do Alexandra, więc pomyślałem, ze może sprawi, ze będzie fajny. 

- Rozmawiał z tobą więcej razy poza nocą pod rezydencją? 
- Co, szpiegujesz mnie? Przyszedł do mnie w wieczór meczu i powiedział, 

ze jego siostra przyjeżdża do miasta. Zapytał mnie, czy będę chciał się z nią 
spotkać. Trener nie pozwolił mu przebywać na boisku. Ten gość ma wiecej 
metalu w twarzy niż para knag

9

                                                 

9

 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/24/Klampe_04_KMJ.jpg

 

background image

- Jagger nie jest zamiennikiem Matta, wiesz? – próbowałam powiedzieć 

Trevorowi. – On nie jest jak Matt. Jagger po prostu pogrywa z tobą. 

- Brzmisz jak ktoś zazdrosny. 
- On nie jest tym kim myślisz, ze jest – ostrzegł Alexander. 
- Słuchaj, wspaniale jest z tobą gadać, ale mam randkę. Poza tym lepiej 

wróć do swojej klatki. Myślę, że zoo zgłosiło, że zaginęłaś. 

Zginął w tłumie. Próbowaliśmy za nim iść, ale tęgi mężczyzna z 

dzieckiem na rękach zatrzymał nas. Widziałam jak Luna i Trevor ścigali się w 
Domu Śmiechu. 

- Koniec linii jest tam z tyłu! – tęgi mężczyzna nakazał pokazując za nas. 
- To pilne – powiedziałam. 
Spojrzałam na ostatnich niezadowolonych klientów Domu Śmiechu i 

zobaczyłam Trevora przekazującego swoje bilety ekspedientowi. Weszli do ust 
clowna i znikli. 

Chwyciłam Alexandra za rękę i ścigaliśmy się dookoła mężczyzny, który 

wycierał lody z ust swojego dziecka. 

Pobiegliśmy przez belki i wokół ludzi stojących w kolejce. – Hej, do 

kolejki! – zaczęło krzyczeć kilka dzieciaków. 

Kiedy dotarliśmy do wejścia drogę zablokował nam ekspedient. – Bilety, 

proszę. 

- Nie.. – sięgnęłam do kieszeni, wyciągnęłam garść żetonów i umieściłam 

je w jego ręce. 

- Tyle wystarczy dla jednego. 
Alexander wyciągnął zwitek dolarów, wcisnął go ekspedientowi i 

umieścił misia u jego stóp. – Wrócę po niego – powiedział Alexander. Chwycił 
mnie za rękę i popędziliśmy przez usta clowna. 

Weszliśmy do pomieszczenia do kolan wypełnionego kolorowymi 

kulkami. Brnęliśmy przez kulki starając się poruszać jak najszybciej. 

- W tym tempie nigdy jej nie znajdziemy – powiedziałam. 
Kiedy w końcu dotarliśmy do końca pokoju zobaczyliśmy czerwone 

drzwi po naszej prawej stronie, a po lewej czarno-biały tunel. 

- O nie, to labirynt! – jęknęłam. – Mamy monetę? 
- Nie ma na to czasu – powiedział Alexander. 
Podążałam za nim przez ogromny czarno-biały tunel kręcący się wokół 

nas, gdy szyliśmy. Miałam zawroty głowy, potykałam się, więc trzymałam się 
poręczy i wspierałam na Alexandrze. Mieliśmy przejść przez szklany most. 
Mogłam dostrzec pod nim Trevora. Uderzałam w szkło, ale on nie spojrzał w 
górę. 

Za mostem znajdowała się czerwona zjeżdżalnia. Zjechałam na dół 

pierwsza z Alexandrem z tyłu. Kiedy stanęliśmy na nogi zobaczyłam blond 
włosy Trevora dziesięć metrów przede mną. 

- Trevor – zawołałam. 
Ale on skręcił za róg kierując się do pokoju obok. Przeszłam ostatnie trzy 

metry i otworzyłam kolorowe drzwi. 

Alexander i ja byliśmy sami. 

background image

- Trevor? – zawołałam. 
Ś

wiatła zgasły. Stałam zmrożona. Słyszeliśmy maniakalny śmiech 

clowna, gdy oświetlenie gasło. Wtedy Luna pojawiła się przed nami. 

Była piękna. Oczy niebieskie jak ocean, pełne różowe usta, genialne rzęsy 

lalki dla dzieci. Jej blada bawełniana sukienka w kolorze gumy do żucia z 
koronkami koloru fuksji wisiała na niej. Na jej chude alabastrowo białe nogi 
włożyła masywne czarne buty do kolan. Jej ramię było ozdobione tatuażem 
czarnej róży. 

Zanim mogliśmy coś powiedzieć zrobiła się całkowicie ciemno. 
Alexander chwycił mnie za rękę, kiedy pokój zaczął się rozjaśniać. 

Czarne ściany były teraz szklane. Luna nadal stała przed nami. 

Złapałam moje odbicie. Mimo wszystko nie była to szklana ściana, lecz 

sala luster. Dziesiątki Ravel odbijały się w niej. Alexander wciąż stał obok 
mnie, nie odbijał się. Nie było tam jeszcze jednego odbicia. 

Brakło mi tchu. 
- Po co przyjechałaś? – Alexander wyzwał ją. 
- Luna! – słyszałam jak Trevor wołał z innego pokoju. – Gdzie jesteś? 
Luna uśmiechnęła się bladym złym uśmiechem, dwa kły błysnęły. 

Dyszałam. 

- Cóż, jeżeli spełniłaś swoje marzenie, by zostać wampirem – powiedział 

Alexander – to dlaczego tu jesteś? 

- Jagger posłał po mnie. Teraz mam szansę żyć życiem, jakim nie byłam 

w stanie żyć wcześniej. Jagger dał mi szansę wydostania się z Rumunii. 

- Co z wampirem, który cię ugryzł? Nie powinnaś być z nim? – stwierdził 

Alexander. 

- To była tylko zabawa, na nieoświeconej ziemi. Kiedy mnie opuściłeś 

stwierdziłam, że mogę znajdę kogo innego – byle kogo – by mnie przemienił, a 
potem poszukam prawdziwej miłości. 

- Mogłaś znaleźć ją w Rumunii – zakwestionował Alexander. 
- Nie mogłam – powiedziała ze złym spojrzeniem. – Poza tym Jagger 

powiedział mi, ze znalazł idealnego faceta dla mnie. 

- Trevor? – zapytałam. – Żartujesz sobie? 
- Ale nie możesz ufać Jaggerowi – przekonywała Alexander. – On nie 

patrzy na twoje dobro, tylko na swoje własne. Motywuje go zemsta. 

- Teraz jestem w twoim świecie. Postrzegam rzeczy inaczej. Widziałam to 

w twoich oczach na cmentarzu, Alexandrze. Oboje chcemy tego samego – 
powiedziała. – Wampir czy człowiek. Chcę związku, w którym będę mogła 
zatopić zęby. 

Ś

wiatła zgasły. Mocno ścisnęłam rękę Alexandra. Sięgnęłam na oślep. 

Musiałam znaleźć Trevora nim Luna to zrobi. 

- Trevor! – zawołałam – Nie… 
Ś

wiatła zapaliły się ponownie. 

Luna znikła. 
 

KONIEC