background image

CECILY VON ZIEGESAR

CHCĘ TYLKO WSZYSTKIEGO

plotkara 3

Przekład Małgorzata Strzelec

Tytuł oryginału

ALL I WANT IS EVERYTHING

Muszę, muszę, muszę być uwielbiany.

The Stone Roses

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

Boże Narodzenie w Nowym Jorku jest naprawdę magiczne, zwłaszcza na przedmieściach. Pachnie 

świeżym śniegiem, palącym się drewnem i świątecznymi ciastami. Z góry, z naszego penthouse'u, 

Central  Park  wygląda  jak  srebrzysty   las,  Park  Avenue  to  parada  świątecznych  świateł,  a  rozmiar 

choinki przed Centrum Rockefellera obiecuje, że to będą najbardziej niezwykłe święta ze wszystkich - 

chociaż większość z nas wypije za dużo szampana, żeby to zauważyć.  Okna wystawowe wzdłuż 

Piątej Alei są świątecznie udekorowane, a dziewczyny  idą na zakupy w tych cudnych lazurowych 

płaszczach z kaszmiru od Marca Jacobsa, które kupiły w październiku i już nie mogły się doczekać, 

żeby je włożyć. A wieczorem wszyscy wychodzą, żeby się bawić, bawić, bawić! Zapomnij o uczeniu 

się przed końcem semestru, zapomnij o ostatniej szansie na wysłanie podania do college'u, zapomnij 

o pomaganiu mamie przy kupowaniu prezentów dla pokojówek, kucharzy, kierowców i pań z  pralni. 

Łap swoją obcisłą kieckę z czarnej satyny od Prady, dziesięciocentymetrowe szpilki od Christiana 

Louboutina z obcasami z perspeksu, pomarańczową torebkę Hermesa, najprzystojniejszego chłopaka, 

jakiego znasz, i chodź ze mną!

Na celowniku

D z V przyklejeni do siebie przy Siedemdziesiątej Dziewiątej, koło przystani. To właściwie tragiczne - 

tyle czasu minęło, nim się zorientowali, że się sobie podobają. N kupuje czerwone róże dla J - kto by 

się spodziewał, że w tym wiecznie najaranym ciele kryje się romantyczny duch. B i S wybierają się do 

Bendela, żeby kupić sukienki na dzisiejszy bal charytatywny Czerń i Biel. Słyszę właśnie, że Flow 

(były model, wspaniały wokal i gitarzysta, którego zespół 45 za swoją debiutancką płytę  Komunik8 

zdobył   MTV   Music   Award   dla   najlepszego   albumu)   będzie   miał   zaszczyt   ogłosić,   ile   pieniędzy 

zebrano. Dochód z balu jest przeznaczony dla Bądź dobry, organizacji walczącej o prawa zwierząt, 

której rzecznikiem jest Flow. Ale kogo to obchodzi? Wszyscy wiemy, że idziemy tam tylko po to, żeby 

  plotkara.net jest tłumaczeniem nazwy autentycznej  strony internetowej:  

www.gossipgirl.net

  (przyp. 

red.).

*

background image

popatrzeć na jego idealną buzię. Do zobaczenia!

CZY ZNOWU SĄ PRAWDZIWYMI PRZYJACIÓŁKAMI?

To prawda: S i B postanowiły się pocałować i pogodzić. Najwyższy czas. No bo w końcu, jak długo 

można wściekać się na kogoś, z kim w szkole średniej razem się kąpiesz? B może nie jest tak blond 

ani tak wysoka, ani tak „doświadczona” jak S, ale to nie znaczy, że musi jej nienawidzić. A S nigdy nie 

będzie   tak   zwodnicza   ani   tak   skupiona   na   sobie   jak  B,   ale   to   nie   znaczy,   że   musi   się   jej   bać. 

Dziewczyny   postanowiły   więc  zapomnieć   o  dzielących  je   różnicach   i  zaczęły  być  dla   siebie   miłe, 

przynajmniej na razie. Pytanie brzmi: Skoro znowu są razem, to co szalonego zmalują? Wierzcie mi, 

pierwsza się o tym dowiem, a wy zaraz potem. Nie żebym była dobra w dotrzymywaniu tajemnicy.

Wiem, że mnie

kochacie plotkara

background image

piękności na balu

- Gdyby   była   z   piętnaście   centymetrów   wyższa,   mógłby   oprzeć   brodę   na   rowku 

między jej piersiami - zauważyła Blair Waldorf, przyglądając się swojemu ekschłopakowi 

Nate'owi Archibaldowi. Tańczył z Jennifer Humphrey, niską i wyjątkowo dobrze zbudowaną 

dziewiątoklasistką, dla której z niewyjaśnionych przyczyn zerwał z Blair raptem parę tygodni 

temu. - Ale wtedy nie miałby jak oddychać.

Na   szczęście   tego   wieczoru   Blair   nie   zjadła   kolacji.   W   przeciwnym   wypadku 

pobiegłaby prosto do toalety, żeby zwymiotować z obrzydzenia.

Serena   van   der   Woodsen,   najstarsza   i   najnowsza   przyjaciółka   Blair,   pokręciła   w 

odpowiedzi jasnoblond czupryną.

- Nie rozumiem - powiedziała. - Nie mam nic przeciwko Jenny, ale zawsze uważałam, 

że ty i Nate jesteście idealną parą. Jesteście sobie przeznaczeni i powinniście spędzić razem 

resztę życia.

To nie były słowa w stylu Sereny. W końcu latem po dziewiątej klasie ona i Nate za 

plecami Blair stracili razem dziewictwo. Jeśli jakaś para była sobie przeznaczona, to raczej 

należałoby   się   spodziewać,   że   właśnie   Serena   i   Nate.   Ale   jak   w   przypadku   wszystkich 

związków Sereny, romans z Nate'em stanowił tylko chwilowy kaprys. Blair i Nate tworzyli 

starą parę, na poważnie. Zawsze byli elementem pewnym i niezmiennym - jak odźwierny w 

wejściu do apartamentowca Sereny przy Piątej Alei. Nie sposób wyobrazić sobie przyszłości 

tych  dwojga jako pary. Obserwując ich, Serena mogła posmakować, co to znaczy być w 

stałym związku. To trochę przerażające zobaczyć, jak bardzo sprawy mogą się posypać.

Blair   wypiła   duszkiem   kieliszek   szampana.   Dziewczyny   siedziały   samotnie   przy 

wielkim, okrągłym stole przykrytym udrapowanym muślinem i czarną taftą. Cała sala balowa 

hotelu St. Claire, w której na dobre rozkręcił się coroczny grudniowy bal Czerń i Biel, była 

bogato   udekorowana.   Dziewczyny   w   długich   czarnych   sukienkach   na   ramiączkach   od 

Versacego   i   Dolce&Gabbany,   z   białymi   piórami   we   włosach,   tańczyły   z   chłopcami   w 

szeleszczących   czarno   -   białych   smokingach   projektowanych   dla   Gucciego   przez   Toma 

Forda. U sufitu wisiała gigantyczna kula z czarnych i białych róż. Blair miała silne wrażenie 

déjà vu.

background image

Jej matka wyszła za mąż raptem miesiąc temu za Cyrusa Rose'a, głośnego, pocącego 

się, grubego frajera, a przyjęcie weselne urządzono w tej sali. Wesele ponadto odbyło się w 

siedemnaste urodziny Blair, w dniu, w który planowała pójść na całość z Nate'em. Poświęciła 

długie godziny na przygotowania i raz za razem wyobrażała sobie ze wszystkimi szczegółami, 

jak to wszystko po kolei będzie przebiegało. Ale potem wpadła na Nate'a obściskującego się z 

tą  małą   w  korytarzu  hotelowym  i  zdała  sobie  sprawę,  że  to  koniec.  I  nieważne  już,  jak 

seksownie wyglądała w ciemnobrązowej sukience druhny od Chloé, jak niesamowite miała 

włosy i jak wysokie miała szpilki od Manolo Blahnika. Nate za bardzo był zajęty macaniem 

balonów tej czternastolatki z loczkami, żeby cokolwiek zauważyć.

Były to najgorsze urodziny w życiu Blair. Ale nie miała zamiaru o tym rozmyślać. To 

nie w jej stylu. Aha, jasne.

- Już nie wierze w przeinaczenie - odezwała się do Sereny, z rozmachem odstawiając 

smukły kieliszek na stół i prawie tłukąc przy tym nóżkę. Przejechała palcami po długich 

ciemnobrązowych włosach, które tego samego dnia przystrzygł Antoine, jej nowy ulubiony 

fryzjer w salonie Red Door Elizabeth Arden.

Serena roześmiała się i przewróciła oczami.

- Więc dlaczego zawsze mówisz, że Yale to twoje przeznaczenie?

- To co innego - upierała się Blair.

Ojciec Blair poszedł do Yale i ona od zawsze marzyła, żeby też tam studiować. Była 

najlepsza w swojej klasie w szkole Constance Billard, a zajęć dodatkowych miała po prostu 

od zarąbania, więc podanie o wcześniejsze przyjęcie wydawało się najbardziej oczywistym 

rozwiązaniem. Ale w czasie rozmowy kwalifikacyjnej nie wytrzymała napięcia i zamieniła się 

w   gwiazdę   srebrnego   ekranu.   Z   łamiącym   sercem   szlochem   opowiedziała   facetowi   od 

rozmowy kwalifikacyjnej historię o matce, która rozwiodła się z jej ojcem, gejem, i właśnie 

miała   zamiar   poślubić   człowieka,   którego   ledwo   znała,   a   Blair   nie   może   doczekać   się 

college'u, żeby wreszcie zacząć nowe życie. A potem pocałowała go - stanęła na palcach i 

pocałowała go w zapadnięty, niedogolony policzek!

Blair   zawsze   wyobrażała   sobie,   że   jest   bohaterką   czarno   -   białego   filmu   z   lat 

pięćdziesiątych, kimś w stylu Audrey Hepbum, jej idolki. Tym razem poniosła klęskę. Teraz 

była zmuszona złożyć podanie o przyjęcie w normalnym trybie, tak jak wszyscy. Rozmawiała 

nawet  z   ojcem,   żeby  zasponsorował  wymianę  studencką   z  Yale   do  Francji.   Dzięki  temu 

zyskałaby przewagę nad resztą. Mimo wszystko miała niewielkie szanse dostać się do Yale.

Wyjęła butelkę szampana ze srebrnego kubełka z lodem, który stał na środku stołu, i 

nalała sobie kieliszek.

background image

- Przeznaczenie jest dla frajerów - stwierdziła. - To tylko nędzna wymówka, żeby 

pozwolić, aby sprawy same się toczyły, zamiast wziąć je we własne ręce.

Gdyby tylko  wiedziała, jak załatwić swoje sprawy, nie pieprząc  wszystkiego  przy 

okazji!

Serena nie potrafiła na niczym skupić się dłużej, zupełnie jak małe szczenię, i wypiła 

już za dużo wina, żeby poruszać poważne tematy.

- Nie   rozmawiajmy   o   przyszłości,   dobra?   -   zaproponowała.   Zapaliła   papierosa   i 

wydmuchnęła dym nad głową Blair. - Wiesz, ten blondynek, z którym gada Aaron, gapi się na 

ciebie   bez   przerwy   od   dziesięciu   minut.   -   Przykryła   usta   długimi,   smukłymi   palcami   i 

zachichotała. - Ups! Idą tutaj.

Blair   odwróciła   się   i   zobaczyła,   że   jej   przybrany   brat,   który   nosi   dredy   i   jest 

wegetarianinem. Aaron Rose, idzie do ich stolika z niewiarygodnie wysokim chłopakiem o 

nastroszonych blond włosach, jasnobrązowych oczach i w doskonale skrojonym smokingu od 

Armaniego. Blondyn bębnił smukłymi palcami w swoje nadzwyczaj długie nogi i gapił się na 

lśniące, czarne buty od Christiana Diora, jakby bał się, że się potknie. Za plecami tych dwóch 

chłopców   parkiet   roił   się   od   ślicznych,   prześlicznie   ubranych   dziewczyn   z   wyjątkowo 

przystojnymi facetami, obejmującymi się za szyje i kołyszącymi się do piosenki Becka.

- Powiedz Blair coś miłego - podsunęła Serena Aaronowi, - Dziewczyna martwi się 

przyszłością.

- A kto się nie martwi? - Blair przewróciła oczami.

Aaron wykrzywił wąskie usta we współczującym uśmiechu. Przyjechał na bal razem z 

Blair   i   Sereną,   lecz   od   razu   zostawił   dziewczyny   przy   szampanie   i   papierosach,   żeby 

poszukać swoich znajomych.  Ale Blair ostatnio była  przybita  Z powodu ślubu rodziców, 

koszmarnej rozmowy kwalifikacyjnej w Yale i całej reszty. Potrzebowała wsparcia.

- Przepraszam. Kiepski ze mnie partner na randkę. Może chcesz zatańczyć?

Blair go zignorowała. Czy wyglądała na kogoś, kto ma ochotę tańczyć? Zerknęła na 

wysokiego przyjaciela Aarona.

- Kim jesteś?

Blondyn uśmiechnął się szeroko. Zęby miał jeszcze bielsze od koszuli.

- Miles. Miles Ingram.

Syn   Danny'ego   Ingrama,   słynnego   właściciela   restauracji   i   nocnych   klubów,   tak 

popularnych jak Gorgon w Nowym Jorku i Trixie w Los Angeles, i wiele innych.

- Chodzi ze mną do klasy w Bronxdale - dodał Aaron. - Zakładamy zespól. Miles gra 

na perkusji.

background image

Blair sączyła szampana, czekając, aż powiedzą coś, co nie będzie tak strasznie nudne.

Miles uśmiechnął się do niej szeroko i zabębnił palcami w oparcie wolnego krzesła.

- Jesteś o wiele ładniejsza, niż myślałem - powiedział.

Był milutki, ale to bębnienie palcami potrafiło naprawdę wkurzyć. Nie odpowiedziała 

uśmiechem.   Podniosła   kieliszek.   Aaron   pewnie   odmalował   ją   przed   przyjacielem   jako 

potworną jędzę, a Miles spodziewał się, będzie miała brodawki na nosie i miotłę pod tyłkiem.

Niezupełnie. Aaron nie lubił mówić o swojej nowej przybranej siostrze, bo chciał ją 

zatrzymać dla siebie. Ale spokojnie, bez pośpiechu - dojdziemy do tego później.

Aaron odgarnął dredy za ucho.

- A to Serena - wyjaśnił Milesowi.

Miles   obrzucił   wzrokiem   idealne   rysy   twarzy   Sereny,   jej   głębokie   błękitne   oczy, 

smukłą figurę i fantastyczną czarną sukienkę od Gucciego. Pozwolił sobie zatrzymać na niej 

wzrok przez chwilę - trudno było się powstrzymać, po czym odwrócił się do Aarona.

- To dziwne. Nie mówiłeś, że Blair jest taka piękna.

Aaron wzruszył ramionami. Wyglądał na zakłopotanego.

- Przepraszam.

Dziewczyny   zapaliły   i   nadal   czekały,   aż   wydarzy   się   coś   szalonego.   Biorąc   pod 

uwagę, co przed chwilą Blair powiedziała na temat przeznaczenia, to one powinny zadbać, 

aby coś się wydarzyło.

Aaron odchrząknął.

- Na pewno nic masz ochoty zatańczyć? - zapytał znowu Blair.

Blair zauważyła, że Aaron nie ma muszki, a koszulę wypuścił ze spodni i rozpiął pod 

szyją. Najwyraźniej chciał przez to dać coś do zrozumienia. Zaciągnęła się i dmuchnęła mu 

dymem prosto w twarz.

- Nie, dzięki.

Piosenka Becka skończyła się i ludzie tłoczyli się wokół stolików, żeby wlać w siebie 

trochę procentów.

- Nóg   nie   czuję!   -   jęknęła   Kati   Frank,   opadając   na   krzesło   naprzeciwko   Blair   i 

zdejmując szpilki.

- Ja też - wtrąciła Isabel Coates, opadając na krzesło obok Kati.

Przez ostatnie dwa lata, kiedy Serena była w Hanover Academy w New Hampshire, 

Isabel i Kati nie odstępowały Blair na krok. Razem kupowały kosmetyki w Sephorze, razem 

piły   cappuccino   w   Le   Canard   i   nawet   do   toalety   chodziły   razem.   Blair   rządziła   życiem 

towarzyskim, więc kiedy z nią były, czuły się niemal sławne, wszędzie przyjmowano je jak 

background image

królowe. Ale przed Dniem Kolumba

 wyrzucili Serenę ze szkoły z internatem. Wróciła więc 

do Nowego Jorku i ukradła Blair dziewczynom. Kati i Isabel znowu stały się zwykłą Kati i 

zwykłą Isabel.

- Dziewczyny, a dlaczego nie tańczycie? - zapytała Kati.

Blair wzruszyła ramionami.

- Nie jestem w nastroju.

- Musimy tylko przetrwać ten tydzień przed końcem semestru - westchnęła Isabel. 

Znudzenie na twarzy Blair pomyliła ze zmęczeniem. - A potem wyrwiemy się gdzieś na Boże 

Narodzenie.

- Macie szczęście, że wyjeżdżacie gdzieś, gdzie jest ciepło - dorzuciła Kati. - Ja będę 

musiała jechać na głupie narty do głupiego Aspen. Znowu!

- To i tak masz lepiej niż ja w moim nudnym domku w Connecticut - odparła Isabel.

- Ja się cieszę. Będzie niesamowicie. - Serena uśmiechnęła się podekscytowana.

Kati i Isabel spiorunowały ją wzrokiem.

Blair i Serena razem wyjeżdżały na ferie świąteczne na St. Hans. Matka Blair i ojciec 

Aarona spędzali miesiąc miodowy, żeglując po Karaibach i ustawili wszystko tak, żeby w 

święta spotkać się z Blair, Aaronem i młodszym bratem Blair, Tylerem, w ekskluzywnym 

kurorcie Isle de la Paix na St. Bans. Każde mogło zabrać ze sobą kogoś z przyjaciół, więc 

Blair zaprosiła Serenę po tym. jak pogodziły się w łazience w czasie wesela matki.

Oczywiście wracają do Nowego Jorku na sylwestra. Po ukończeniu dwunastego roku 

życia   żadna   szanująca   się   dziewczyna   nie   wita   Nowego   Roku   gdzieś   na   wakacjach   z 

rodzicami.

- Świetnie będzie - zgodziła się Blair z szelmowskim uśmiechem. Oczami wyobraźni 

już   widziała   siebie:   ze   skórą   gładką   od   olejku,   w   nowym   bikini   od   Missoniegona 

nieskazitelnym białym piasku plaży, twarz ma schowaną za ogromnymi ciemnymi okularami 

od Chanel, a zabójczo przystojni chłopcy w szortach do surfingu przynoszą jej egzotyczne 

drinki w łupinach kokosa. Zapomni o Yale i Nacie, i o matce, i o Cyrusie. Będzie przypiekać 

się na kolor kawy z mlekiem, leżąc pod gorącym słońcem. Oczywiście wiedziała, że Kati i 

Isabel aż skręca z zazdrości, bo nie zaprosiła żadnej z nich na St. Bans, ale miała to absolutnie 

gdzieś.

Jeszcze tylko tydzień.

Chuck Bass stanął za Blair i położył swoje wielkie, ciepłe ręce na jej odsłoniętych, 

 Dzień Kolumba - święto obchodzone w Stanach Zjednoczonych w drugi poniedziałek października - 

upamiętniające odkrycie Ameryki przez Krzysztofa Kolumba (przyp. tłum.).

background image

wyćwiczonych dzięki tenisowi ramionach.

- Właśnie   widziałem   Nate'a   i   tę   małą   z   Constance   obściskujących   się   w   kącie   - 

oznajmił, jakby ktokolwiek chciał o tym wiedzieć.

Chuck był przystojny, tak jak ci mroczni faceci z reklam wody po goleniu. Był też 

najbardziej   napalonym   chłopakiem   w   całym   Nowym   Jorku.   W   październiku   próbował 

napastować Serenę w apartamencie hotelu Tribeca Star (należącym do jego rodziny), kiedy 

straciła przytomność, bo za dużo wypiła. W tym samym tygodniu prawie namówił małą Jenny 

Humphrey,   żeby   zdjęła   dla   niego   sukienkę   w   damskiej   toalecie   na   imprezie   „Buziak   w 

usteczka”.

Chuck to wyjątkowo odrażający typ, ale nadal wszyscy go tolerowali, bo był jednym z 

nich.   Chodził   do   małej   prywatnej   szkoły  tylko   dla   chłopców.   W   podstawówce   uczył   się 

tańczyć w studiu Arthura Murraya i brał lekcje tenisa w Asphalt Green. Śpiewał w chórze 

kościelnym   kaplicy   hotelu   na  plaży   w   południowej   Francji.   Był  zapraszany   na  najlepsze 

imprezy i na najbardziej ekskluzywne prywatne wyprzedaże, tak jak oni wszyscy. Urodził się, 

żeby żyć w wielkim świecie, tak jak oni wszyscy. Nawet gdy został odrzucony, i tak wracał 

po więcej. Absolutnie nic go nie zrażało.

Blair próbowała strącić jego dłonie.

- I co z tego?

Chuck nadał trzymał dłonie tam, gdzie je położył.

- Nate'owi nigdy nie udało się ciebie namówić, nie? - Zaczął masować jej ramiona. - 

Pomyślałem sobie, że może mnie przypadnie ten zaszczyt.

Blair zesztywniała. Do tej pory nie miała specjalnych problemów z Chuckiem, ale 

teraz zrozumiała, dlaczego Serena tak serdecznie go nie cierpi. Odsunęła krzesło, wyszarpując 

się spod jego dłoni, i wstała.

- Muszę zrobić siusiu - oznajmiła wszystkim przy stole, Chucka ignorując całkowicie. 

- A potem wynośmy się stąd. Możemy się zabawić u mnie w domu.

Aaron wstał i zrobił krok w jej stronę, odgarniając w zażenowaniu dredy za uszy.

- Wszystko w porządku? - zapytał z troską.

W tej chwili zachowanie w stylu Pan Wrażliwy wkurzało Blair równie mocno, co 

obrzydliwe zagrywki Chucka.

- Tak.

Odwróciła się i przemaszerowała przez salę w dziesięciocentymetrowych szpilkach od 

Christiana Louboutina z obcasami z perspeksu i w superobcisłej czarnej sukience Gucciego. 

Patrzyła przed siebie, żeby nie zauważyć Nate'a z małą Ginny, czy jak ona się nazywała.

background image

Ludzie   zaczęli   zbierać   się   na   parkiecie,   rozmawiali   z   podnieceniem.   Flow   - 

najprzystojniejszy lider spośród wszystkich liderów różnych zespołów - zaraz się zjawi. Ale 

Blair miała to gdzieś. Nie szalała na punkcie sławnych ludzi. Nie musiała: była  gwiazdą 

filmu, który nieustannie widziała w wyobraźni, najsłynniejszą osobą, jaką znała.

background image

sławny przystojniak całkowicie zmienia sytuację

Jenny przez cały wieczór chodziła jak pijana ze szczęścia. Zanim przyjechali na bal, 

Nate ubrany w nowiutki smoking od Donny Karan podjechał po nią taksówką, zabrał ją na 

sushi i zbyt dużą ilość sake w Bond, a potem podarował jej mały turkusowy wisiorek w 

kształcie   gwiazdki   od   Jade   Jaggera.   Jego   zielone   oczy   błyszczały   w   świetle   świec,   a 

złocistobrązowe włosy były idealnie zmierzwione. Jenny starała się zapisać w pamięci każdą 

scenę, żeby rano namalować następny jego portret i dodać do swojej kolekcji.

Najlepsze był to, że kiedy zjawili się na balu, Nate nie ciągał jej, żeby rozmawiała z 

ludźmi, których nie znała Nawet jego najlepsi, wiecznie hałaśliwi przyjaciele, Jeremy Scott 

Tompkinson, Anthony Avuldsen i Charlie Dern, zostawili ich w spokoju. Dziś wieczór Nate 

należał tylko do niej; wystarczało mu do szczęścia, że ją obejmował, gdy całowali się po 

cichu w kącie.

- Kojarzysz  taki  obraz  Pocałunek  Gustava  Klimta?  - zapytała z przejęciem Jenny, 

patrząc na prześliczną twarz Nate'a.

Nate zmarszczył brwi.

- Chyba nie.

- Tak, na pewno kojarzysz. Jest strasznie znany. W każdym razie pasuje do tego, co 

teraz czuję.

Nate wzruszył ramionami i spojrzał na scenę.

- Chyba ten gość z 45 zaraz wyjdzie i coś powie.

Jenny oparła się o ścianę. Jeszcze niedawno by się posiusiała ze szczęścia, że zobaczy 

taką sławę jak Flow, ale teraz chciała tylko dalej całować się z Nate'em.

- I   co   z   tego?   -   zachichotała   i   dotknęła   wierzchem   dłoni   ust,   ostrożnie,   żeby   nie 

rozmazać błyszczyka. - To było mile - dodała cicho.

- Co? - zapytał Nate, rozglądając się z roztargnieniem po sali.

- Nigdy wcześniej nie całowałam się tak długo - wyznała Jenny.

Nate odwrócił się do niej i uśmiechnął. Wypalił skręta po drodze, gdy po nią jechał, i 

nadal czuł efekt. Podobała mu się sukienka Jennifer. Długa i czarna, z głębokim wycięciem z 

przodu i z tyłu oraz z efektowną białą lamówką, która okręcała się wokół drobniutkich kostek 

background image

Jenny.

Kupiła   ją   w   Century   21,   w   sklepie,   gdzie   po   zniżkowych   cenach   można   kupić 

markowe   ciuchy.   Odwiedzają   go   łowcy   okazji   i   ludzie   wyjątkowo   bezmyślni,   kupujący 

wszystko,   co   ma   odpowiednią   metkę,   nawet   jeśli   ewidentnie   jest   to   rzecz   nieudana   albo 

pomyłka projektanta, która nigdzie indziej poza Century 21 w życiu by się nie sprzedała.

Jenny poświęci kieszonkowe z czterech miesięcy, żeby zwrócić ojcu za sukienkę, ale 

Nate nie musiał o tym wiedzieć. Uważał, że wygląda w niej jak czarno - biały anioł. Anioł z 

najładniejszymi balonami, jakie w życiu widział. Wyciągnął ręce i pogłaskał ją po ramionach. 

W dotyku też była miła, mila i ciepła, jak świeżo upieczony chleb w pięciogwiazdkowej 

restauracji.

Didżej zaczął grać przebój 45,  Korrupr Me.  Flow wkroczył dumnie - nie wiadomo 

skąd - na parkiet. Miał na sobie smoking i czerwoną koszulkę z napisem  

BĄDŹ MIŁY 

wypisanym dużymi białymi literami. Szczerzył zęby w uśmiechu jak ktoś, kto wie, że jest 

jednym z najprzystojniejszych facetów na świecie. Flow był synem duńskiej modelki bielizny 

i   jamajskiego   króla   kawy.   Wyglądał   jak   opalona,   błękitnooka   wersja   Jima   Morrisona   z 

Doorsów   -   kapeli   z   lat   sześćdziesiątych.   Stanął   za   szklanym   pulpitem,   muzyka   ucichła. 

Wszyscy zaczęli wrzeszczeć i klaskać. Jenny wsunęła swoją drobną dłoń w większą dłoń 

Nate'a i uścisnęła ją, gdy wyszli z kąta, żeby popatrzeć.

- Chcę wam wszystkim gorąco podziękować za to, że się odstawiliście i przyszliście 

tutaj,   żeby   zbierać   pieniądze   na...   -   Flow   rozsunął   poły   smokinga   i   wskazał   na   swoją 

koszulkę. Któryś z dziarskich, rozentuzjazmowanych gości, kto nie bal się wyjść na kretyna, 

krzyknął: „Bądź miły!”

W tej samej chwili Blair z rozmachem otworzyła drzwi damskiej toalety i zobaczyła, 

że Nate i Jenny stoją dokładnie na jej drodze, trzymając się za ręce. Jenny miała na sobie 

sukienkę w stylu babuni, za dużej w biodrach, a za ciasnej w ramionach, wątpliwej marki. 

Wyglądali z Nate'em tandetnie, jak dzieciaki z przedmieścia na balu maturalnym.

Blair poprawiła ramiączka sukienki i cmoknęła pomalowanymi na rubinowo ustami. 

Im prędzej się stąd wyniesie, tym lepiej. Ale nie mogła uciec chyłkiem jak jakaś biedna, 

porzucona eksdziewczyna. Cholera, na to była zbyt dumna. Zdecydowanie zbyt dumna.

- Chciałbym   także   podziękować   komitetowi   organizacyjnemu,   któremu 

przewodniczyły Blair Waldorf i Serena van der Woodsen - ciągnął Flow, czytając z maleńkiej 

karteczki   schowanej   w   dłoni.  -  Ej,   dziewczyny,   może   byście   tu   przyszły   i   pomogły   mi 

ogłosić, ile zebraliśmy pieniędzy?

background image

Wszyscy wykręcili głowy, szukając Sereny i Blair.

Z   typową   dla   siebie   żywiołowością,   Serena   wykrzyknęła   radośnie   i   swobodnie,   z 

wdziękiem przeszła przez parkiet w stronę podium z rozwianymi  jasnymi  włosami. Flow 

cofnął się o krok. oniemiały jej urodą, a Serena pochyliła się nad mikrofonem:

- Chodź, Blair! - krzyknęła, rozglądając się po zatłoczonej sali. - Rusz się tutaj!

Blair   czuła,   że   ludzie   gapią   się   na   nią.   Spróbowała   się   uśmiechnąć   i   ruszyła   ze 

swojego posterunku przy drzwiach do toalety. Przeszła tuż przed nosem Nate'a i Jenny.

Nate   otworzył   usta,   gdy   Blair   śmignęła   obok   niego.   Wyglądała   na   wyższą,   niż 

pamiętał,   a   jej   pupa   nabrała   wyrazu.   Jej   długie   włosy   błyszczały,   a   skóra   miała   perlisty 

połysk.  Wyglądała rewelacyjnie. Nie, wyglądała lepiej niż rewelacyjnie. Nagle poczuł się 

zagubiony. Miał ochotę złapać Blair za rękę i powiedzieć: „Chodź no tutaj. Popełniłem błąd”. 

Ale Jenny uścisnęła jego dłoń, a on spojrzał w jej ujmujące brązowe oczy i głęboki rowek 

miedzy piersiami. Natychmiast zapomniał o Blair.

Był jak wyjątkowo głupi labrador. Jeśli mu pomachasz przed nosem kijkiem, będzie 

musiał go złapać, ale jeśli rzucisz mu piłkę tenisową, zapomni o kijku i poleci za piłką.

Blair stanęła za pulpitem. Flow podał Serenie karteczkę, uśmiechając się od ucha do 

ucha, bo przewodniczące komitetu okazały się prawdziwymi Ślicznotkami.

- No dobra - powiedziała Serena, czytając karteczkę. - Zebraliśmy więc osiem tysięcy 

czterysta dolarów. Wszystko zostanie przekazane organizacji Bądź Miły, międzynarodowemu 

funduszowi ratowania zwierząt. - Popisała się słynnym uśmiechem, który obfotografowało 

już tylu reporterów z kronik towarzyskich i rubryk z plotkami. Szturchnęła Blair w rękę.

Blair uczestniczyła w setkach takich imprez. Wiedziała, jak to leci.

Pochyliła się do mikrofonu.

- Dziękujemy  wam  za  przyjście!   - krzyknęła   i uśmiechnęła   się swoim  najlepszym 

uśmiechem dobroczyńcy. - I nie zapomnijcie zabrać torebek z upominkami - to najlepsza 

część zabawy!

Muzyka znowu zaczęła grać, ale teraz głodniej. Wszyscy znowu pili i tańczyli. Flow 

szepnął coś Serenie do ucha. Jego oddech połaskotał ją w ucho i nieco je rozgrzał. Pachniał 

świeżą skórą.

Serena zachichotała.

- Poczekaj chwile, dobra?

Flow   kiwnął   głową,   a   Serena   złapała   Blair   za   rękę,   wyciągnęła   ją   zza   pulpitu   i 

poprowadziła do stołu.

- Chce,   żebym   spotkała   się   z   nim   na   zewnątrz.   Przejedziemy   się   jego   limuzyną. 

background image

Zabieraj szybko swój płaszcz. Ty też jedziesz.

Blair zmarszczyła brwi. Nie lubiła być piątym kołem u wozu, to nie w jej stylu.

- Nie sądzę.

Serena udawała, że jej nie słyszy. Nie miała zamiaru pozwolić Blair, żeby popsuła całą 

imprezę.

Kati, Isabel, Chuck, Aaron i Miles nadal siedzieli przy stoliku, popijając wódkę, którą 

Chuck przemycił w srebrnej piersiówce z monogramem.

- Chodźcie! - zawołała Serena rozradowana. - Wszyscy wychodzimy!  Jedziemy na 

imprezę limuzyną Flowa!

Blair   wyłowiła   numerek   do   szatni   ze   swojej   niezupełnie   ekologicznej,   podłużnej 

torebki z norek i pancernika od Fendiego. Entuzjazm Sereny bywał irytujący.  Ale trudno 

powiedzieć, żeby na balu bawiła się jakoś szczególnie dobrze.

Podobał jej się pomysł, żeby odstawić się i pojeździć po mieście, oglądać świat zza 

przyciemnionych szyb limuzyny. To było takie w stylu Audrey ze Śniadania u Tiffany'ego.

A może przejażdżka z Flowem będzie czymś, co w magiczny sposób zmieni jej życie 

z pasma katastrof w ciąg spełnionych marzeń.

A może nie.

Nate   zaczął   się   nudzić   samym   całowaniem   Jenny.   Nie   miał   co   pić   i   naprawdę 

potrzebował następnego skręta.

- Masz ochotę na spacer? - zapytał.

Jenny   uśmiechnęła   się.   Jego   rzęsy   wyglądały   jak   skąpane   w   złocie,   zupełnie   jak 

włosy. Jedno tylko mogłoby uczynić ten wieczór jeszcze bardziej idealnym - gdyby Nate 

powiedział, że ją kocha. I mając nadzieję, że to właśnie chce jej powiedzieć, zgodziła się z 

zapałem:

- Jasne.

Zabrali  płaszcze. Nate  przytrzymał  jej  drzwi, gdy wychodzili  z tętniącego  życiem 

hotelu.

Ogromna limuzyna o przyciemnianych szybach stała zaparkowana przed budynkiem. 

Zeszli na chodnik po marmurowych schodach. Nate wypuścił dłoń Jenny, żeby dyskretnie 

zapalić skręta. Jenny zawiedziona bawiła się czarnymi  zamszowymi  rękawiczkami. Jeżeli 

Nate ma zamiar wyznać jej miłość, to wolałaby, żeby nie był wtedy na haju.

Nagle   ciemna   szyba   w   limuzynie   opuściła   się   i   pojawiła   się   śliczna   blond   głowa 

Sereny.

- Ej, wy!  - krzyknęła  do Jenny i Nate'a. - Chodźcie!  Mamy imprezę!  Wsiadajcie! 

background image

Wsiadajcie!

Serena jak zwykle działała pod wpływem impulsu. Nawet nic pomyślała, że to ostatni 

ludzie na ziemi, których Blair chciałaby widzieć.

Jenny   zawsze   uwielbiała   Serenę,   przejażdżka   z   nią   wydawała   się   ekscytującym   i 

dekadenckim pomysłem. Bardziej ekscytującym niż chodzenie w mroźną noc i czekanie, aż 

Nate odpłynie. Dotknęła jego ręki.

- Możemy?

Nate wzruszył ramionami. Mógł zrobić wszystko, o ile będzie mógł zabrać ze sobą 

skręta.

- Jasne. Czemu nie?

Drzwi   otworzyły   się,   a   Jenny,  chichocząc,   zaczęła   gramolić   się   nad   masą   nóg   w 

kabaretkach i w spodniach od smokingów. W końcu wkręciła się w odrobinę miejsca tuż przy 

oknie, obok dziewczyny, która miała najbardziej niezwykłe buty. chyba potwornie drogie. 

Jenny w życiu czegoś takiego nie widziała. I tak się składa, że to była eksdziewczyna Nate'a - 

Blair Waldorf.

Jenny zaczerwieniła się jak burak i natychmiast odwróciła głowę - a wtedy zobaczyła 

rzucającego jej lubieżne spojrzenie Chucka Bassa, tego dupka, który przykleił się do niej w 

łazience na imprezie „Buziak w usteczka” w październiku.

Widzisz, co się dzieje, kiedy nurkujesz do limuzyny, nie sprawdziwszy wcześniej, kto 

jest w środku?

background image

D może uchowa się do ślubu

Daniel Humphrey odgryzł różowy paznokieć Vanessy Abrams i wypluł go na brązowy 

kudłaty dywan leżący w jego sypialni. Ten paznokieć był dużo dłuższy od reszty i Dan miał 

już dość tego, że Vanessa cały czas go nim drapała.

- Ej, to był mój paznokieć do gitary! - zaprotestowała Vanessa, wyrywając dłoń. żeby 

ocenić straty.

Dan roześmiał się. Jego blada twarz wykrzywiła się pod szopą włosów. Rzadko kiedy 

je obcinał, ale za długie włosy pasowały do wizerunku poety, który nadużywa kofeiny.

- Jakbyś grała na gitarze.

Vanessa   wzruszyła   ramionami   i   potarła   czubek   głowy   bladymi   knykciami.   Miała 

ogromne   brązowe   oczy,   bladą   cerę,   wąskie   czerwone   usta   i   mogłaby   być   ładna,   gdyby 

przestała   golić   głowę.   Ale   Vanessy   nie   interesowała   uroda,   ona   wolała   brzydką   stronę 

rzeczywistości, jej mroczne zakamarki.

- Skąd wiesz? Za dnia widuję się z tobą, ale w nocy daję czadu.

- Nawet nie lubisz głośnej muzyki - szydził Dan. Pchnął ją na łóżko i zaczął łaskotać 

pod pachami. - Twoja ulubiona płyta to nagranie burzy z piorunami.

- Przestań! - pisnęła Vanessa, śmiejąc się histerycznie, machając na oślep rękoma i 

nogami. - Danielu Randolphie Humphreys, przestań natychmiast!

Prawda, że są słodcy?

Dan przestał ją łaskotać i usiadł prosto.

- Powiedziałaś to słowo na „r”.

Vanessa   poprawiła   golf.   który   podjechał   w   górę   na   jej   bladym,   nieco   pulchnym 

brzuchu.

- Randolph, Randolph, Randolph.  Kto daje dziecku na drugie Randolph? Brzmi jak 

nazwa prezerwatyw albo imię gwiazdy porno. Randolph Posuwacz! - zanosiła się od śmiechu.

Dan nagle umilkł. Marszcząc brwi, wsunął palec w dziurę wypaloną papierosem w 

starym, zielonym wełnianym kocu wojskowym, którym przykrywał łóżko.

Vanessa usiadła.

- Przepraszam. Obiecałam, że nie będę już nabijać się z twojego drugiego imienia, a 

background image

teraz siedzę tu i wyję jak szakal.

Ale nie to gryzło Dana.

- Ile lat ma Clark? Dwadzieścia dwa? - zapytał.

Oczy Vanessy zrobiły się jeszcze większe. Clark był barmanem, z którym widywała 

się, zanim Dan w końcu zajarzył i zrozumiał, że on i .Vanessa powinni być kimś więcej niż 

przyjaciółmi.

- No, i co z tego?

- Prawdziwy ogier?

- Chyba. - Nadal nie wiedziała, do czego Dan zmierza. Zakręcił się gwałtownie na 

łóżku   i   zapalił   milion   któregoś   camela   tego   dnia.   Zaciągnął   się   głęboko   i   wydmuchnął 

błękitnoszary dym nad głową Vanessy. Chciał wyglądać na spokojnego.

- Więc wy... OM... uprawialiście seks?

Vanessa   próbowały   ukryć   uśmiech.   A   więc   o   to   chodziło.   Zastanowiła   się   nad 

odpowiedzią.

- Tak jakby.

- Tak jakby tak, czy tak jakby nie?

- Tak jakby tak, ale niedużo - odparła z wahaniem Vanessa.

Poszła  do łóżka z  Clarkiem dwa razy. Pierwszy raz  był  w  środku  dnia. Była  tak 

skrępowana myślami o swoim ciele, że nie zwracała uwagi na nic innego. Za drugim razem 

bardziej się rozluźniła, ale nadal nic rozumiała, o co tyle 

hałasu

. Dla niej to było w zabawny 

sposób prehistoryczne. Bo to właściwie dokładnie to samo, co robią zebry i hieny w porze 

godowej na filmach przyrodniczych. Z drugiej strony fajnie było mieć to za sobą. Dzięki temu 

czuła się bardziej doświadczona - pewne rzeczy już znała i robiła.

Rozumiem. - Dan znowu zaciągnął się. I jeszcze raz. Patrzył na szew na obszyciu 

białej, poplamionej kawą poduszki. On był prawiczkiem, a Vanessa już nie była dziewicą. Nie 

wiedział, jak się powinien z tym czuć.

Właściwie to wiedział. Czul się zdenerwowany, głupi, niski, chudy, blady, dziwny i 

kompletnie z innej bajki. Czemu poszła do łóżka z innym facetem?

Słuchaj,  wiem,  że jesteś  prawiczkiem - powiedziała  wprost  Vanessa.  - Ale to nie 

znaczy, że musisz nim zostać na zawsze. - Uniosła znacząco brwi i uśmiechnęła się szeroko.

Dan podniósł wzrok i odpowiedział uśmiechem. Zaczerwienił się mocno.

- Naprawdę?

Vanessa skinęła głową i przysunęła się nieco do niego.

- Naprawdę.

background image

Położyła dłonie na jego chudej piersi i pchnęła go na łóżko. Potem wyjęła papierosa z 

jego dłoni i utopiła go w niedopitej wystygłej kawie.

- Nie martw się - powiedziała chrapliwym głosem doświadczonej kobiety. - Wiem, co 

robię.

Pocałowała go delikatnie w usta i zaczęła ich oboje rozbierać. Najpierw ściągnęła z 

niego szarą koszulkę, a potem zdjęła swój czarny golf. Miała na sobie obcisły czarny top. 

Zawsze ubierała się na czarno.

Dan wziął głęboki wdech i zamknął oczy. Nie tak to sobie wyobrażał. Dla niego seks 

był zaraz obok narodzin i śmierci jednym z najbardziej krańcowych, poetyckich doświadczeń 

w życiu  człowieka. To nie coś, co człowiek robi z dziewczyną  w sobotni wieczór przed 

końcem semestru, kiedy trochę się nudzi. To było coś, co się robi, kiedy już naprawdę ludzie 

znają się do końca i pod każdym  względem - intelektualnym,  duchowym,  filozoficznym. 

Bawił się nawet mysią, żeby poczekać z seksem aż do małżeństwa. Chciał mieć pięciu synów 

i dać im imiona  swoich ulubionych  pisarzy:  Kafki, Goethego, Sartre'a, Camusa i Keatsa. 

Nawet jeśli nie poczeka do ślubu, pierwszy raz powinien być częścią odkrywania, jakby się 

uczyli mówić do siebie w nowym języku.

Ale Vanessa nauczyła się już tego języka od innego faceta.

- Masz   piękne  wąskie  stopy -  zauważyła,  gdy  klęczała  na  podłodze  i  zdejmowała 

Danowi skarpetki.

Dan usiadł i cofnął stopy.

- Poczekaj.

Vanessa wpełzła na materac i usiadła obok niego po turecku, w samych rajstopach i 

topie.

- Co jest?

- Nie chcę tego robić - powiedział Dan. Splótł chude ręce na nagiej piersi. Nadal miał 

na sobie sztruksy, ale czuł się całkiem nagi. - To znaczy nie tak od razu.

Vanessa szturchnęła go zawadiacko w ramię.

- Za   pierwszym   razem   też   się   denerwowałam.   To   nic   takiego   -   powiedziała 

uspokajająco. - Obiecuję.

Dan przełknął ślinę i spojrzał na sufit. Patrzył na pęknięcie w sztukaterii.

- Wolałbym poczekać, aż to będzie bardziej... naturalne.

- No... dobra - odparła powoli Vanessa. - Ale to tylko seks, zrozum. To nie jest wiersz.

Najwyraźniej nie rozumiała. Dla Dana to był wiersz. Pewnie najważniejszy wiersz, 

jaki kiedykolwiek napisze.

background image

Sięgnął po koszulkę i wciągnął ją przez głowę.

- Naprawdę wolałbym poczekać, i tyle.

- Dobra - rzuciła Vanessa, tracąc cierpliwość.

Dan zawsze wszystko analizował. Pisał w swoich czarnych notatnikach tak długo, aż 

nie pozostawało nic więcej do napisania. Uwielbiała to, że jest taki wrażliwy i romantyczny, 

ale   czasem   byłoby  miło,  gdyby   trochę  się   zapomniał  i   dał  się   ponieść.  Z  drugiej  strony 

podkochiwała się w nim od pierwszego spotkania, odkąd postali najlepszymi przyjaciółmi, 

jakieś trzy lata temu. Nie miała zamiaru wszystkiego popsuć, skoro w końcu byli razem.

Dan zapalił następnego papierosa. Ręce mu się potwornie trzęsły.

Vanessa znowu go szturchnęła.

- Ej, nie martw się. Jeśli o mnie chodzi, możemy tego nie robić. W porządku?

Kiwnął głową, a Vanessa złapała jego rękę i położyła ją na ramieniu tak, żeby ją objął. 

Ułożyli się na łóżku. Dan wydmuchiwał dym w stronę chińskiego czerwonego lampionu nad 

swoją głową i delikatnie głaskał kciukiem szorstką, ciemną głowę Vannessy. Cieszył się, że 

nie musi wiele tłumaczyć. To było fajne - spotykać się z najlepszą przyjaciółką. Znała go 

niemalże lepiej niż on sam.

Leżeli tak przez chwilę, patrząc, jak dym z papierosa szybuje w powietrzu. To była 

kolejna fajna rzecz w chodzeniu z najlepszą przyjaciółką. Nie zawsze trzeba rozmawiać.

- Kiedy tylko zaczną się ferie, chcę nakręcić jeszcze trochę materiału do mojego filmu 

-   powiedziała   Vanessa,   przerywając   ciszę.   -   Boję   się,   że   moja  Wojna   i   pokój  jest  zbyt 

mroczna, żeby wysłać ją na uniwersytet.

Ostatni film Vanessy opierał się na scenie z Wojny i pokoju Tołstoja. Dan grał w nim 

księcia   Andrzeja   uzależnionego   od   kokainy.   Vanessa   złożyła   już   wcześniej   papiery   na 

Uniwersytet   Nowojorski   i   chciała   im   wysłać   film   zamiast   eseju,   ponieważ   jej   główną 

specjalizacją miała być reżyseria. Nic mogła się doczekać. Jeszcze tylko jeden semestr w 

Constance Billard. w szkole dla grzecznych dziewcząt, do której (Bogu dzięki) nie pasowała, 

i wreszcie będzie wolna, wolna, wolna!

Dan wydmuchnął długą smużkę dymu. Nie rozumiał, czym Vanessa się denerwuje. Jej 

filmy były mroczne, ale dzięki temu genialne. Nie ma siły - muszą ją przyjąć na uniwerek.

- Jeżeli ktoś tu powinien się martwić, to ja - powiedział i znowu ręce mu zadrżały.

- Co masz na myśli? Każda szkoła, w której jest porządny kurs pisarski, zabiłaby się, 

żeby cię tylko zdobyć.

- Tak,   ale   mówimy   o   mrocznych   rzeczach.   Moje   wiersze   są...   -   Dan   urwał.   Jego 

wiersze były bardzo osobiste. Wydawało mu się to trochę dziwne - wysłać cały ich plik do 

background image

przypadkowych   ludzi   zajmujących   się   rekrutacją   w   Columbii,   w   Brown   albo   w   Vassar. 

Zupełnie   jakby   obnażał   duszę   przed   kimś   zupełnie   obcym,   kto   mógł   nawet   nie   czytać 

Goethego, Sartre'a albo Camusa i mógłby nie zrozumieć ewidentnych odniesień do ich dzieł.

- Wiesz, mógłbyś opublikować kilka swoich wierszy - zasugerowała Vanessa. - To 

naprawdę zachęciłoby ludzi od rekrutacji, żeby się tobą zainteresowali.

Dan wcisnął peta do pustej puszki po coli.

- Aha. jasne - powiedział.

Lubił   pisać,   ale   zdecydowanie   nie   był   gotowy,   żeby   cokolwiek   wysłać   do   druku. 

Jeszcze nawet nie odnalazł własnego stylu. Wiedział to. Każdy jego nowy wiersz brzmiał 

inaczej niż poprzednie.

Vanessa znowu usiadła.

- Mówię poważnie. Powinieneś spróbować.

Dan schował się pod prześcieradła.

- Jak uważasz - mruknął bez przekonania.

Nie był gotowy na seks, nie był gotowy na opublikowanie wierszy. Poczuł jeszcze 

mocniej, że do niczego się nie nadaje.

Vanessa wiedziała, kiedy trzeba się wycofać. Wzięła głęboki wdech i przestroiła się na 

swojego wewnętrznego kociaka, tego, który wstawał z ciepłego legowiska przy kaloryferze, 

kiedy ślicznej buzi Dana należał się całus.

Wsunęła się pod prześcieradła i pocałowała go w brodę.

- Jeszcze tydzień i będziemy mogli tak spędzić całe ferie - wymruczała.

W przeciwieństwie do swoich koleżanek z Constance Billard i kolegów z prywatnej 

szkoły   średniej   Riverside,   ani   Vanessa,   ani   Dan   nie   wyjeżdżali   w   żadne   oszałamiające 

miejsce na ferie. Vanessa mieszkała na Brooklynie, w części Williamsburg, ze swoją starszą 

siostrą  Ruby,  która grała na gitarze basowej.  Ich rodzice byli  awangardowymi  artystami. 

Mieszkali w Vermont i zawsze w święta mieli objazd z występami swojej grupy. Dan i jego 

siostra   Jenny   mieszkali   z   ojcem,   Rufusem,   komunistycznym   pisarzem   i   wydawcą   mniej 

znanych bitników, który nie uznawał Bożego Narodzenia, Chanuki ani żadnych innych świąt.

- Tata w piątek przygotowuje swoją doroczną lasagne - powiedział Dan i pogłaskał 

Vanessę po plecach. Znowu się rozluźnił Uwielbiał jej plecy, takie mocne i gładkie, a nie 

kościste jak jego. - Przyjdziesz, prawda?

Wzruszyła ramionami.

- Jasne. Ale powiedz tacie, że nie będę się tak obżerać jak w zeszłym roku. W ferie 

mam zamiar zrzucić trzy kilo.

background image

Dan nadal głaskał ją po plecach.

- Po co?

Vanessa nie musiała stosować diety. Jej ciało - opisał je w jednym ze swoich wierszy - 

było jak woda.

- Bo ubrania będę lepiej pasować na mnie, jeśli schudnę. - Vanessa nie miała zamiaru 

wyglądać jak jej wychudzone koleżanki z klasy, ale nie podobało jej się to, że musi wciągać 

brzuch, żeby zapiąć spodnie.

- Mnie się podobasz taka, jaka jesteś - powiedział Dan, trącając ją nosem w ucho.

Vanessa obróciła głowę i ich usta spotkały się w długim, słodkim pocałunku. Kiedy 

się całowali, nic na to nie mogła poradzić, ale pomyślała, że seks z Danem mógłby być o 

wiele, wiele bardziej znaczący od seksu z Clarkiem. Gdyby tylko Dan by! gotowy.

- Kocham cię - szepnął, otwierając oczy.

- Ja też cię kocham - szepnęła, zamykając oczy.

Przez chwilę chciała zapytać go jeszcze raz, czy nie chciałby się kochać, ale nie, bo 

popsułaby tę chwilę. Może poczekać, aż będzie gotowy, chociaż w przypadku Dana to może 

oznaczać czekanie do ślubu.

Nuda. Już się zachowują, jakby byli małżeństwem.

background image

J żałuje, że zgodziła się na tę imprezę

Na   tylnym   siedzeniu   limuzyny   Flowa   Blair   ledwo   mogła   odetchnąć,   tak   było   jej 

ciasno między piersiastą Jenny Humphrey a nastroszonym, patykowatym perkusistą Milesem, 

kumplem Aarona. Serena siedziała na kolanach u Flowa - „żeby reszta miała miejsce”, jak 

stwierdziła. Nate przycupnięty przy oknie palił trawkę. Zrobił też skręta dla Kati, Isabel i 

Chucka, który po trawce jest jeszcze bardziej denerwujący niż po alkoholu. Aaron siedział po 

turecku   na   podłodze,   palii   jednego   ze   swoich   ziołowych   papierosów   i   grał   na   konsoli 

PlayStation 2, w którą wyposażono limuzynę.

- Jak się naprawdę nazywasz? - zapytała Flowa Serena, chociaż wiedziała z MTV, że 

naprawdę nazywa się Julian Prospere. Właściwie brzmiało to o wiele lepiej niż Flow, ale nie 

miała zamiaru lego mówić.

Wyszczerzył   zęby   w   tym   swoi   m   słynnym   uśmiechu   nieśmiałego   chłopca,   który 

pojawiał się tyle razy na okładkach „Spin”, „Rolling Stone”, „Entertainment Weekly” oraz 

„Interview”. Pokręcił głową.

- Nie powiem.

- Cóż, na żywo nie jesteś już taki przystojny - powiedziała, odwracając się od niego z 

szelmowskim uśmieszkiem. Oczywiście kłamała. Na żywo wyglądał z dziesięć razy lepiej niż 

na zdjęciach, o ile to jeszcze możliwe.

Serena wiedziała, że jest zalotna do granic śmieszności, ale podobało jej się to, jak 

jego ciemnobrązowe włosy wiją się na skroniach, uwielbiała jego złocistą skórę i długie, 

delikatne palce. Dlaczego nie poflirtować? To tylko jedna noc. Jutro Flow poleci do LA albo 

gdzie indziej - tam gdzie mieszka, a ona zacznie się uczyć do egzaminów na koniec semestru. 

Chciała się tylko trochę zabawić.

Serena zawsze chciała tylko tej jednej rzeczy: trochę się zabawić.

Flow skrzywił się, jakby wstydził się swojego boskiego wyglądu.

- Wybacz. Obawiam się, że nie jestem też tak wysoki.

Schylił się i otworzył małą lodówkę schowaną pod siedzeniami.

- Ej, mamy tu co nieco do picia? Ktoś ma ochotę?

- Poproszę - odpowiedziała natychmiast Blair. Upić się i robić dobrą minę do złej gry - 

background image

to jedyny sposób, żeby to przetrwać.

- Eee, ja też spróbuję - zaryzykowała niepewnie Jenny.

Limuzyna skręciła gwałtownie na włazie kanalizacyjnym i piersi Jenny podskoczyły 

bezlitośnie. Zerknęła na Nate'a, żeby zobaczyć, czy to zauważył, ale on wyglądał przez okno 

zapatrzony w dal, jak zawsze, kiedy zupełnie odlatywał.

Miles pomógł Flowowi nalać szampana do dziesięciu kieliszków. Podał jeden Blair, 

mówiąc „na zdrowie” i stuknął się z nią swoim.

Blair wzięła kieliszek, a ponieważ nie siedziała przy oknie i nie miała na co patrzeć, 

przyjrzała  się  twarzy Milesa.  Miał okrągłe piwne  oczy,  trochę  jak  Mookie,  pies Aarona. 

Sterczący, lekko zadarty nos Milesa był usiany drobniutkimi piegami, a blond włosy sterczały 

niemal pionowo. Sądząc po tym, jak rysowały mu się na długiej szyi żyły, pewnie wyciskał 

ciężary albo grał w koszykówkę, czy coś takiego. W sumie wyglądał jak posiać z kreskówki z 

ciałem sportowca. Ale ponieważ nie miała nic innego do roboty, a on zdecydowanie się na nią 

napalił, Blair postanowiła się nieco zabawić w uwodzenie.

Położyła dłoń na jego nodze.

- Dzięki - powiedziała, upijając łyk szampana.

Miles uśmiechnął się, jakby pomyślał, że to początek pięknej przyjaźni.

Flow nie mógł przestać ślinić się do Sereny.

- Naprawdę jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką ostatnio widziałem - mruknął jej do 

ucha. - Może nawet jaką w ogóle spotkałem. Nie mogę uwierzyć, że nie jesteś modelką.

Serena zanurzyła palce w kieliszku z szampanem i włożyła je do ust. Spodziewała się, 

że   sławny   Flow   będzie   arogancki   i   wygadany,   ale   się   zawiodła.   Gdyby   nie   był   takim 

przystojniakiem   i   gwiazdą   rocka,   mógłby   się   okazać   całkowitym   niewypałem,   ale   był 

gwiazdą rocka i przystojniakiem, więc postanowiła przymknąć oko.

- Nie - odparła. - Jestem po prostu sobą.

Tak naprawdę zdjęcia Sereny ciągle ukazywały się w rubrykach towarzyskich. Po 

prostu nie płacili jej za nie, ale nie potrzebowała tych pieniędzy.

Flow cały czas gapił się na nią.

Serena zachichotała.

- Przestań.

- Oooch, kochana - rzucił niezbyt grzecznie Chuck, zaciągając się skrętem. - Komuś 

dziś   wieczór   co   nieco   się   dostanie!   -  Zamknął   oczy.  Wyglądał,   jakby   miał   zaraz   stracić 

przytomność.

- Umieram z głodu - powiedziała Kati. Otworzyła popielniczkę w drzwiach i zamknęła 

background image

ją z powrotem. - Masz coś do jedzenia?

- Czuję... mrowienie - oznajmiła Isabel z lekką paniką.

Aaron podniósł wzrok i zobaczył, że Blair siedzi bardzo blisko Milesa, a jej dłoń leży 

nonszalancko na jego kolanie. Nie kończąc gry, wyłączył  konsolę, wsiał i wcisnął się na 

siedzenie między nimi.

- Auć! - jęknęła Blair, gdy jego kościsty tyłek uderzył ją w biodro.

- Przesuń się trochę - powiedział Aaron. - Ej, gdzie my właściwie jedziemy? - zapytał 

Flowa.

Flow,   który gładził  swoimi  długimi  palcami  niekończące   się blond  włosy  Sereny, 

wzruszył ramionami.

- Do centrum. Może zajrzymy do jakiegoś klubu.

Jenny ściskała kieliszek szampana i miała ochotę zapaść się pod ziemię. Dla reszty 

pójście do klubu to drobiazg. Wyglądali na dorosłych i pewnie mieli podrobione dowody. A 

Jenny mimo swoich piersi wyglądała na dziesięć lat. Musiała się nawet legitymować przy 

wypożyczaniu filmów wideo dla dorosłych! Ostatnia rzecz, o jakiej marzyła, to patrzeć, jak 

wszyscy   wchodzą   swobodnie   do   fajnego   klubu,   a   ją   bramkarz   grzecznie   pyta,   czy   nie 

powinna być już w łóżku. Czemu nie poszła na spacer z Nate'em? Zawsze o wiele lepiej się 

bawiła, gdy zostawali sami, niż kiedy byli z innymi ludźmi.

- Nate? - Wzięła go za rękę. - Muszę już wracać. - Była dopiero chwila po dwunastej, 

ale i tak na pierwszą miała być w domu.

Wbrew powszechnym przekonaniom Nate nie umarł całkiem dla świata. Zauważył, że 

Blair pokłada się na tym chudym, nastroszonym chłopaku, którego w życiu wcześniej nie 

widział, i zauważył też, że Jenny nie bawi się najlepiej. Ale kiedy sprawy przybierały dziwny 

obrót. Nate zwykle wyłączał się i czekał, aż ktoś inny coś zrobi.

- Dobra - rzucił. - Wynośmy się stąd.

Trawka, którą wziął ze sobą, okazała się wyjątkowo mocna, a poza tym  nic miał 

ochoty iść teraz do hałaśliwego klubu. Jak odwiezie Jenny, może zadzwonić na komórkę do 

Jeremy'ego i spotkać się z chłopakami w barze na Rivington, W jakimś przytulnym pokoju na 

tyłach,   gdzie   można   spokojnie   siedzieć   na   sofie   i   palić   trawkę,   i   nikt   człowiekowi   nie 

przeszkadza.

- Ej! - krzyknął, uderzając w szybę między tylnym siedzeniem a kierowcą. - Możesz 

nas wypuścić?

Blair uśmiechnęła się. Czyżby tak działała Nate'owi na nerwy, że musiał wysiąść, bo 

nie mógł patrzeć, jak dotyka innego faceta?

background image

- Och, Natie, nie chcecie iść z nami? - zapytała Serena.

- Muszę ją odwieźć do domu - odpowiedział.

Jenny   zmarszczyła   brwi.   Nie   lubiła,   kiedy   mówiło   się   o   niej   „ona”.   Kierowca 

zatrzymał się i otworzył dla nich tylne drzwi. Jenny wyskoczyła, a za nią wygramolił się 

Nate.

- Cześć! - krzyknęła wesoło do wszystkich w samochodzie.

Chuck uśmiechnął się do niej głupawo, patrząc przez zmrużone powieki.

- Szkoda - burknął.

Jenny nie wiedziała, co miał na myśli, ale z pewnością chodziło o coś zboczonego.

- Do zobaczenia! - zawołała Serena. - Powodzenia w czasie egzaminów!

Nate  i  Jenny  siedzieli  w  milczeniu,   jadąc  taksówką  na  przedmieścia.  Nate'owi   do 

szczęścia wystarczyło patrzenie na sklepy i restauracje migające za oknem. W myślach liczył 

od   jednego   do   dwudziestu   i   z   powrotem,   kompletnie   najarany.   Jenny   zmartwiona 

zastanawiała się, co poszło nie tak. To była przede wszystkim jej wina, doszła do wniosku. To 

ona chciała przejechać się limuzyną.

Taksówka zatrzymała się przy domu Jenny na rogu Dziewięćdziesiątej Dziewiątej i 

West End Avenue. Jenny sięgnęła do klamki.

- Ej - odezwał się Nate, dotykając rękawa jej płaszcza.

Nie mógł pozwolić dziewczynie odejść bez powiedzenia dobranoc. Niezależnie od 

tego, czy się najarał, czy nie, miał pewną ogładę, wiedział, jak się zachować”.

Pocałował ją w policzek. Jego włosy w kolorze piasku połaskotały ją lekko.

- Dobranoc - powiedział ze słodkim, chłopięcym uśmiechem.

Jenny odpowiedziała uśmiechem, desperacko chcąc zapomnieć o ostatniej godzinie i 

udawać, że wieczór kończy się tak samo idealnie, jak się zaczął.

- Dobranoc - odpowiedziała i nagle odechciało jej się wysiadać.

- Śpij dobrze - dodał Nate, a jego zielone oczy rozbłysły w świetle lampy ulicznej.

Och.

Potrafi być tak niesamowicie uroczy. Jej serce wezbrało prawdziwą miłością. Jenny 

trzasnęła drzwiami taksówki i pobiegła do domu. Zamiast wsiąść do windy, przebiegła osiem 

pięter i wpadła do mieszkania.

- Heja - rzucił Dan, jej starszy brat. Niósł właśnie do swojego pokoju dwa kubki kawy.

- Heja.

Jenny zdjęła płaszcz ze sztucznego czarnego futra i rzuciła na krzesło w kącie. Płaszcz 

background image

zawisł na  chwilę  na  krześle, a  potem  zjechał  na podłogę.  Nikt na  to nie  zwrócił  uwagi. 

Rozległe mieszkanie z czterema sypialniami nie było od lat porządnie wysprzątane.

- I jak? - zapytał Dan.

Turkus   w   kształcie   gwiazdy   nadal   wisiał   na   szyi   Jenny.   Dotknęła   go,   żeby   się 

upewnić.

- W porządku. - Spojrzała na kubki w rękach Dana. - Vanessa jest jeszcze?

Dan kiwnął głową. Wyczuwał, że coś się stało.

- Aha. Wejdziesz do nas na chwilę i posiedzisz?

Jenny i Dan dobrze się ze sobą dogadywali, ale nie zawsze był dla niej tak miły.

- Dobra - zgodziła się i ruszyła za nim do jego pokoju.

Vanessa siedziała na łóżku, nadal w samym topie i rajstopach.

- Cześć, Jennifer - powiedziała, biorąc kubek z kawą z rąk Dana. - Nadal chcesz, 

żebym cię tak nazywała, tak?

Jenny skinęła głową. Tylko Nate i Vanessa mówili do niej Jennifer. Nate robił tak, 

ponieważ w ten sposób mu się przedstawiła, kiedy spotkali się w parku. A Vanessa, ponieważ 

Jenny ją poprosiła.

Vanessa zawsze była dla niej miła. Zawsze traktowała ją z szacunkiem.

Łóżko Dana było w nieładzie, reszta ubrań Vanessy leżała na podłodze. Dla Jenny 

było to całkiem oczywiste, że Dan i Vanessa uprawiali seks. Stanęła niepewnie w progu, zbyt 

skrępowana, żeby wejść dalej.

- Mogę   zadać   jedno   pytanie?   -   powiedziała   w   końcu.   Nie   sprecyzowała,   kogo 

właściwie pyta, ale to dlatego, że nie miała nic przeciwko dwóm odpowiedziom.

- Śmiało - powiedziała Vanessa, sącząc kawę z parującego kubka, który trzymała w 

obu dłoniach.

- Możecie mi szczerze powiedzieć, co myślicie o Nacie?

Dan   zmarszczył   brwi.   Nie   chodzili   z   Nate'em   do   tej   samej   szkoły,   ale   czystym 

przypadkiem w zeszłym miesiącu wybrał się do Brown z nim, Sereną van der Woodsen i ich 

naćpanymi trawką kumplami. Na ile mógł go ocenić. Nate był bogaty, przystojny i wieczne 

najarany.   Nic   można   mu   nic   zarzucić,   ale   też   trudno   powiedzieć,   żeby   był   kimś 

nadzwyczajnym. Dana gryzło to, że jego mądra, śliczna siostra traci czas z facetem, który z 

pewnością   złamie   jej   serce.   Ale   z   drugiej   strony   rozumiał,   dlaczego   Jenny   tak   dała   się 

oczarować. Przede wszystkim Nate jest starszy, no i to przystojny chłopak, z którym każda 

dziewczyna   chciałaby   się   umawiać.   Przynajmniej   dopóki   nie   zda   sobie   sprawy,   że   jest 

potwornie nudny.

background image

W głębi serca Dan obawiał się, że Nate naciskał Jenny, aby zrobiła coś, do czego nie 

jest   jeszcze   gotowa.   Wróciła   jednak   niemal   godzinę   przed   wyznaczonym   czasem   i   nie 

wyglądała na szczególnie zdenerwowaną, więc postanowił nie poruszać tego tematu.

Vanessa   wzruszyła   ramionami.   Nate   należał   do   rodzaju   przystojnych   idiotów,   dla 

których nie miała czasu. Nie chciała jednak zranić uczuć Jenny, mówiąc jej o tym.

- Tak naprawdę to go nie znam, ale wszystkie dziewczyny w Constance wiecznie o 

nim mówią. Chyba nadaje się na chłopaka.

Dany kiwnął głową.

- Właśnie.

To było dobrze powiedziane. Jenny zmarszczyła brwi.

- Dobra - powiedziała, czując się jeszcze bardziej zagubiona. - Chyba wezmę prysznic.

Zamknęła   drzwi   do   pokoju   Dana   i   poszła   do   siebie.   „Nadaje   się   na   chłopaka”, 

powtórzyła  sobie w myślach. Co to ma znaczyć,  do cholery?  Nie chciała po prostu mieć 

chłopaka.   Chciała   tego,   co   Gustav   Klimt   idealnie   oddal   na   obrazie  Pocałunek.  Tego 

promieniejącego, elektryzującego uczucia, wrażenia, „że musisz trzymać mnie mocno, bardzo 

mocno, żebym nie spadła z nieba”, jakie ma człowiek zakochany.

Cóż, tak naprawdę wszystkie tego chcemy, prawda?

background image

trzeba być okrutnym, żeby być miłym

Nim limuzyna zatrzymała się przed Gorgon, nowym, popularnym klubem na Lower 

East Side. Kati, Isabel i Chuck zasnęli,  tworząc  na czarnym  skórzanym  siedzeniu  coś w 

rodzaju zakręconego stosu włosów, szalików, torebek, nóg i płaszczy. Blair, Serena, Flow, 

Miles i Aaron stali na chodniku i patrzyli na nich z góry.

- Bogu dzięki - powiedziała Blair.

Jeśli miałaby jeszcze raz usłyszeć jakąś kretyńską uwagę naćpanej Kati albo Isabel na 

temat tego, że wszyscy wydają się fioletowi albo coś w tym stylu, zaczęłaby krzyczeć.

- Wyglądają jak szczeniaki - zauważyła Serena.

- Mam ich obudzić? - zaproponował Miles.

- Nie! - krzyknęły jednym głosem obie dziewczyny.

- Ej, Miles - odezwał się Aaron - to nie jest jeden z klubów twojego ojca?

Miles zaczerwienił się i spuścił wzrok na swoje lśniące buty od Prady.

- No.

Blair pomyślała, że to właściwie milutkie, że tak się zawstydził.

- Super. - Flow splótł pałce z palcami Sereny, która już włożyła rękawiczki. - Gotowi 

na zabawę?

Serena miała to zwariowane wrażenie zawrotu głowy, które zawsze pojawiało się, gdy 

nie była pewna, co będzie za chwilę. Bardzo lubiła to uczucie. Uścisnęła dłoń Flowa.

- Zdecydowanie.

Ruszyli do klubu. Bramkarz już zaczął zdejmować czerwony aksamitny sznur, żeby 

ich wpuścić.

- Poczekajcie   -   powiedziała   Blair.   Zatrzymała   się,   bo   przypomniała   sobie   obleśny 

komentarz,   z   którym   Chuck   wyskoczył   wcześniej   tego   wieczoru.   Teraz   miała   szansę   na 

słodką, tanią zemstę. - Ma ktoś długopis?

Flow   wyjął   z   kieszeni   na   piersi   w   smokingu   pisak,   który   trzymał   pod   ręką   do 

rozdawania   autografów.   Blair   pochyliła   się   do   wnętrza   limuzyny   i   ostrożnie,   żeby   nie 

połaskotać Chucka rękawem płaszcza w nos, napisała mu na czole: 

Zabierz tego frajera 

do domuA potem trzasnęła drzwiami limuzyny.

background image

- Dzięki - powiedziała, oddając pisak Flowowi.

Ruszyli w stronę bramkarza z ogromną brodą, który stał za linką.

- Hm  - mruknął   Aaron. Otworzył   zapalniczkę   marki  Zippo  i  zamknął.   - Ja  chyba 

wracam do domu. Jutro mam mnóstwo nauki.

Blair przewróciła oczami.

- I co Z tego? Ja też.

- Chcesz wracać ze mną? - zaproponował Aaron.

Blair zerknęła na Serenę, która twardo kręciła głową.

- Eee, nie.

- Na pewno chcesz już iść? zapytał Aarona Miles. - Tam jest naprawdę fajnie. Mogę 

nam załatwić prywatną salę.

- Totalnie - rzucił z podziwem Flow.

Aaron pokręcił głową. Był piątym kołem u wozu i dobrze o tym wiedział.

- No to do zobaczenia.

Pozostała czwórka patrzyła, jak odchodzi z rękoma w kieszeniach smokingu, z dołem 

koszuli powiewającym za nim. Potem Flow złapał Serenę w tali, podniósł i popędził z nią do 

drzwi klubu.

- Ostatni w środku to zgniłe jajo! - wrzasnęła.

Blair już miała ruszyć za nimi, gdy Miles chwycił ją za rękę.

- Ej, masz coś przeciwko temu, żebym coś zrobił, nim wejdziemy do środka?

Blair   spojrzała   na   niego.   Nie,   nie   miała   nic   przeciwko.   W   końcu   to   ona   w 

samochodzie położyła dłoń na jego kolanie.

Miles pochylił się i pocałował ją bardzo delikatnie w usta. To był bardzo grzeczny, 

dżentelmeński pocałunek.

- Czekałem na to cały wieczór - przyznał się z nieśmiałym uśmiechem.

Blair starała się utrzymać podejście w stylu Sereny - „kogo to obchodzi”. Też tak 

potrafiła. Mogła zabawić się z przypadkowym chłopakiem, który w niczym nie przypomina 

Nate'a. Poza tym po tym wieczorze nie musi nigdy więcej spotkać Milesa, jeśli nie będzie 

chciała.

Uśmiechnęła się wstydliwie.

- Chyba   jesteśmy   zgniłe   jaja   -   powiedziała,   gdy   podniosła   twarz,   aby   znowu 

pocałować Milesa. Tym razem pocałunek bynajmniej nie był taki grzeczny.

W nie więcej niż trzech tysiącach słów opisz osobę, która stała się dla ciebie prawdziwą, życiową 

background image

inspiracją. Jak najdokładniej przedstaw wpływ, jaki wywarła na twoje życie.

BLAIR WALDORF

ESEJ

UNIWERSYTET YALE, 18 GRUDNIA

Audrey   Hepburn   urodziła   się   w   Brukseli   4   maja   1929   roku.   Była   córką   duńskiej   baronowej   i 

irlandzkiego   biznesmena.   Na   jej   świadectwie   urodzenia   widniało:   Audrey   Kathleen   van   Heemstra 

Ruston.   Kiedy   miała   raptem   trzy   tygodnie,   zachorowała   na   koklusz   i   jej   serce   przestało   bić. 

Zdesperowana matka przywróciła ją życiu, dając klapsa. I chociaż Audrey była maleńkim dzieckiem, 

musiała tamtego dnia przyswoić sobie nową lekcję, ponieważ potem do końca swoich dni, nawet kiedy 

była bardzo chora, żyła pełnią życia. Za każdym razem, gdy mam wrażenie, że przytłaczają mnie 

starania się o stypendium na uniwersytecie albo mój zwariowany rozkład zajęć, myślę o Audrey i czuję 

się zainspirowana. Wierzę, że jeżeli człowiek przykłada się i ciężko pracuje nad osiągnięciem celu, 

zostanie nagrodzony. Audrey została wynagrodzona tym, że odkrył ją...

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

CZY SŁAWY SĄ NAPRAWDĘ CIEKAWSZE OD ZWYKŁYCH LUDZI?

Mówimy o nich tak, jakbyśmy ich znali. Czytamy na ich temat wszystko, co nam wpadnie w ręce. 

Żałujemy ich, gdy przechodzą trudne chwile, i cieszymy się, gdy biorą ślub albo zdobywają Oscara. 

Krytykujemy ich fryzury, zauważamy, kiedy przytyli albo schudli. Fantazjujemy nawet o przyjaźni z 

nimi. I oczywiście oni mają fantastyczne ciuchy, mnóstwo domów i zawsze aktualne zaproszenie do 

wszystkich nowo otwartych restauracji. Ale my też. Prawda jest taka, że jedyna interesująca rzecz w 

stawnych ludziach to ich sława. No chyba że rzeczywiście są interesujący, jak na przykład... cóż, jak 

na przykład ja.

Na celowniku

S i Flow - tak, ten Flow, którego ostatnio widzieliśmy, jak odbierał nagrodę MTV za debiutancki album 

- tańczyli ostatniej soboty jak wariaci w Gorgon. Potem widziano ich, jak wchodzili do hotelu Tribeca 

Star - może by wynająć pokój? Niegrzeczni, niegrzeczni - jestem pewna, że przeczytamy o tym jutro w 

jakimś brukowcu. B i nowy chłopak, którego będziemy nazywać M, też w Gorgon, wylądowali w kącie 

na romantycznym papierosieKI C zdezorientowani wytoczyli się z zaparkowanej limuzyny przed 

świtem, kiedy kierowca zatrzymał się gdzieś w okolicach mostu przy Trzeciej Alei, żeby zatankować. 

Miejmy nadzieję, że kierowca byt dość uprzejmy, by zawieść ich do domu, gdzie powinni już być. A w 

smokingu na spacerze po Piątej Alei wygląda smutno. Czy taki przystojny chłopak z dredami nie 

zasługuje na trochę radości?

Wasze e - maile

P:

 Hej, P!

Wiem na pewno, że Flow jest gejem. Kręci z  S  tylko dlatego, żeby ludzie myśleli, że jest 

background image

normalny.

Snoopy

O:

 Drogi Snoopy!

Zauważyłam na balu Czerń i Biel, że jego spodnie były trochę za ciasne na pupie, więc 

może masz rację!

P

P:

 Heja, P!

Jestem w klasie z M w Bronxdale. Podkochuję się w nim i jego samochodzie już jakieś dwa 

lata. To takie słodkie, że zawsze bębni palcami w ławkę i jeździ swoim rozkosznym, starym 

pomarańczowym porsche. Nie mam pojęcia, co robi z B. To zwykła larwa!

Olive

O:

 Droga Olive!

Widzisz, gdybyś się nie opieprzała, to by ci larwa faceta nie zabrała. Hal Sama nie czuję, 

jak mi się rymuje! A tak poważnie: nawet jeżeli nigdy się nie spikniecie z  M, to zawsze 

możesz go poprosić, żeby cię zabrał na przejażdżkę swoimi rozkosznym starym porsche.

P

OSTANIE SŁOWO NA TEMAT KOŃCA SEMESTRU

Nie zakuwaj. Wiem, że to ostatnie oceny, które liczą się do college'u, ale ty już to wszystko wiesz. A 

jeśli nie, i tak za późno, żeby nadrobić. Weź sobie gorącą kąpiel z solami z Morza Martwego, włóż 

ulubioną   jedwabną   fioletową   piżamę   od   Versacego,   wypij  kieliszek  szampana,   pomaluj   paznokcie 

nowym lakierem Chanel, który kupiłaś w Bendel, i wyśpij się, żeby dobrze wyglądać. O wiele lepiej na 

tym wyjdziesz, niż gdybyś siedziała do późna, zapełniając karteluszki zapiskami, których rano nie 

będziesz w stanie odczytać. Powodzenia. Trzymam kciuki!

Wiem, że mnie kochacie

plotkara

background image

nawet słynne dziewczyny zaliczają semestr

Był   poniedziałek,   pierwszy   tydzień   zaliczeń   semestralnych,   a   dziewczyny   w 

najstarszej   klasie   szkoły   Constance   Billard   siedziały   na   francuskim   na   trzecim   piętrze. 

Wszystkie w mundurkach: superkróciutkich spódniczkach z szarej wełny, czarnych golfach z 

kaszmiru   firmy   TSE.   rajstopach   od   Wolforda   i   czarnych   zamszowych   mokasynach   od 

Gucciego. Siedziały zgarbione nad niebieskimi kartkami testu egzaminacyjnego i bazgrały jak 

szalone. Blair siedziała w pierwszym rzędzie, tuż obok pilnującego ich nauczyciela, pana 

Beckhama, tego nieudacznika. Nie cierpiała go, bo postawił jej tróję za ostatnią pracę na 

temat filmu. Praca dotyczyła filmów Woody'ego Allena i tego, że nie przemawiają do szerszej 

amerykańskiej publiczności, ponieważ opowiadają tylko o Nowym Jorku i żyjących w nim 

neurotykach. Okazało się, że chociaż pan Beckham pochodzi ze Środkowego Zachodu, jest 

fanatycznym wielbicielem Woody'ego Allena. Uznał pracę Blair za „protekcjonalną”. Co za 

dupek.

Na   początku   egzaminu   była   seria   pytań,   na   które   trzeba   odpowiedzieć   w   jednym 

zwięzłym akapicie. Pierwsze pytanie brzmiało:  Qu'est - ce que vous voulez faire pendant  

votre temps libres? Co lubisz robić w wolnym czasie?

To było za łatwe. Blair lubi kupować przepiękne, markowe i drogie buty, jeść steki z 

frytkami, pić wódkę Ketel One z tonikiem w towarzystwie Sereny i mnóstwo palić. Latem 

lubi grać w tenisa. Kiedyś lubiła też całować się w łóżku z Nate'em, gdy w tle na DVD leciało 

Śniadanie u Tiffany'ego, ale już tego nie lubi. Jest za bardzo zajęta innymi sprawami.

Następne pytanie: Decrivez voire familie. Opisz swoją rodzinę.

Blair   westchnęła   zirytowana.   Po   francusku   mówiła   płynnie,   więc   znała   takie 

wyrażenia jak „zadufany homoseksualista”, „głupia dziwaczka” albo „otyły, obleśny frajer”, 

których   by   użyła   do   opisu   ojca,   matki   i   ojczyma.   Ale   pani   Rogers,   nauczycielka   od 

francuskiego, była sztywna do bólu i nie miała za grosz, poczucia humoru, więc taki opis nie 

zrobiłby na niej dobrego wrażenia. Wobec tego Blair opisała wspaniałomyślnie  ojca jako 

„przystojnego  gościa, które ma  takie samo hobby jak  ja: kupowanie butów”, matkę  jako 

„łagodną blondynkę, która potrafi zapomnieć jak się nazywa”, ojczyma zaś jako „wesołego 

mężczyznę, który głośno się śmieje i ma niezwykły gust, jeśli idzie o ubranie”. Jej młodszy 

background image

brat Tyler to łatwizna: „może wyrosnąć na przystojniaka, ale jego najlepszy przyjaciel to 

konsola PlayStation 2 i kolekcja płyt z lat osiemdziesiątych”. Został Aaron. Blair zatrzymała 

się na chwilę. Lubiła Aarona, chociaż ostatnio był przygaszony i smutny. Mierząc według 

skali braci przyrodnich, mogła trafić o wiele gorzej. Uśmiechnęła się do siebie i napisała: 

„Mój nowy brat przyrodni, Aaron, prawdopodobnie ocali świat”. Tak. Chyba nigdy o nikim 

nie powiedziała tak miłej rzeczy.

Następne pytanie brzmiało: Imaginez qu'un djinn apparait sur votre épaule pour vous 

dire qu'il vous accordera un seul souhait.  Quel serait votre souhait?  Wyobraź sobie, że na 

ramieniu przysiada ci dżin i obiecuje spełnić jedno twoje życzenie. Jak by ono brzmiało?

Blair   zapukała   ołówkiem   w   drewniany   blat   ławki.   Czego   by   sobie   życzyła? 

Oczywiście chciałaby się dostać do Yale. I chciałaby, żeby matka i Cyrus nigdy nie wrócili z 

miesiąca miodowego, żeby nie musiała z nimi mieszkać i patrzeć, jak przez cały czas się 

całują i obściskują publicznie. Chciałaby, żeby Nate wyprowadził się na Antarktydę, żeby nie 

wpadała ciągle na niego i tę jego gówniarę. I chciała też dostać jasnobrązowe skórzane kozaki 

na cieniutkim dziesięciocentymetrowym obcasie - ciągłe jeszcze nie znalazła właściwej pary. 

I chciała mieć kurtkę z baraniej skóry. I czapkę uszatkę z lisa.

Blair naprawdę nie przeszkadzało, że jej ojciec jest gejem, ale żałowała, że znalazł 

sobie faceta we Francji, a nie w Nowym Jorku, bo wtedy częściej zabierałby ją na zakupy. I 

żałowała, że  Serena nie  chodzi  na francuski, bo wtedy mogłyby  siedzieć  obok siebie na 

egzaminie   i   pisać   do   siebie   liściki   na   temat   tych   wszystkich   szalonych   historii,   które 

wypisywali w gazetach na temat Sereny i Flowa. Żałowała też, że nie poszli z Nate'em na 

całość, kiedy jeszcze byli razem, bo wtedy nie byłaby już dziewicą. Żałowała też, że tak długo 

siedziała w klubie z Milesem, Flowem i Sereną, bo nadal miała lekkiego kaca. No i jeszcze 

Miles   dzwonił   do   niej   wczoraj   dwa   razy   i   zostawił   wiadomości   na   sekretarce,   chociaż 

specjalnie dała mu zmyślony numer, żeby więcej nie musiała z nim rozmawiać. Nie żeby w 

ogóle brała pod uwagę oddzwonienie do niego.

W   sobotę   wieczór   dobrze   się   bawiła,   ale   do   cholery,   ostatnia   rzecz,   której   teraz 

potrzebowała, to nowy chłopak.

Pan Beckham odchrząknął głośno. Blair podniosła wzrok znad pracy i spojrzała na 

niego.   Miał   żółte   włosy.   Nie   blond,   ale   właśnie   żółte   -   jak   smarki   naprawdę   chorego 

człowieka.   Ich   spojrzenia   się   spotkały,   a   pan   Beckham   zrobił   naprawdę   coś   dziwnego: 

zaczerwienił się.

Excuzes - moi?

Blair   odwróciła   wzrok   przerażona.   Zamachała   nerwowo   stopami,   gdy   przeczytała 

background image

następne pytanie. Vous avez une desire. Que desirez vous? Czego pragniesz?

Chciała, żeby ten obleśny nauczyciel od filmu, który jej nic cierpiał, nie patrzył na nią 

tak, jakby się w niej podkochiwał. Chciałaby być teraz na plaży, zamiast odmrażać sobie tyłek 

w   tej   niedogrzanej   klasie.   Żałowała,   że   nie   zjadła   śniadania,   bo   teraz   umierała   z   głodu. 

Chciała mnóstwa rzeczy, ale musiała podać jedną odpowiedź.

Napisała coś o dostaniu się do Yale, chociaż w przypadku uczennicy w ostatniej klasie 

pisanie   o   chęci   pójścia   do   college'u   wydawało   się   oczywiste.   Wolała   jednak   wyjść   na 

nudziarę, niż zdradzić pani Rogers osobiste, soczyste  szczegóły ze swojego życia. Potem 

narysowała   na   marginesie   arkusza   egzaminacyjnego   bucik   na   wysokim   obcasie   i   znowu 

podniosła wzrok na pana Beckhama. Nadal gapił się na nią, a jego policzki miały okropny, 

buraczkowo - czerwony kolor. O czym myślał? Planował zamordowanie jej, czy zastanawiał 

się. jak by wyglądała w samej bieliźnie? Blair zdegustowana odwróciła wzrok. Zerknęła na 

swój platynowy zegarek od Cartierd. Cholera, jeszcze godzina. Następne pytanie.

Dwa piętra pod Blair, w auli, Serena męczyła się na egzaminie z historii Ameryki.

Nie. Męczenie się nie było w stylu Sereny.

Policzyła   już   wszystkie   rozdwojone   końce   w   swoim   kucyku   -   dziewięć   -   i 

odpowiedziała na pytanie o zaangażowanie Anglików w działania wojenne w czasie II wojny 

światowej. Napisała bardzo krótki esej na temat tego, jak to w czasie wojny wszystkiego 

brakowało i Angielki przestały nosić pończochy, bo nylon był nie do dostania. Te śmiałe, 

pracowite kobiety, mające doskonałe wyczucie stylu, malowały wzdłuż tyłu nogi linie, by 

wyglądało, że noszą pończochy.

Serena   westchnęła.   W   tamtych   czasach   dziewczyna   pewnie   mogła   spędzić   z 

chłopakiem noc w mieście i nie znajdowała na drugi dzień swoich zdjęć w każdej rubryce z 

plotkami. Zdjęcia Sereny i Flowa w Gorgon pojawiły się w „Post”, „Entertainment Weekly”, 

„People”, „Women's Wear Daily” i na niezliczonych stronach internetowych, gdzie wszyscy 

mówili o nich „nowa para”.

To śmieszne. Pocałowała Flowa na do widzenia w niedzielę, tuż nad ranem przed 

barem   hotelu   Tribeca   Star,   a   on   pojechał,   żeby   złapać   prywatny   samolot   nad   Zatokę 

Kalifornijską, gdzie kręcił wideoklip do najnowszej piosenki 45 -  Life of Krime,  a stamtąd 

wybierał   się   gdzieś   na   Boże   Narodzenie.   Był   niesamowicie   słodki   i   spędzili   naprawdę 

niesamowicie ten czas, ale zdecydowanie nie byli parą. Para znaczy, że widujecie się co-

dziennie. To znaczy, że jesteście zakochani. Może i mieli z Flowem trochę na siebie ochotę, 

ale to zdecydowanie nie była miłość, chociaż już zdążył przysłać jej kwiaty.

background image

Ściśle rzecz biorąc, trzy tuziny naprawdę trudnych do znalezienia czarnych tulipanów.

Serena była przyzwyczajona do otrzymywania prezentów od facetów, więc kwiaty jej 

nie zbiły z tropu - przynajmniej do czasu, kiedy Flow nie zaczął przysyłać różnych rzeczy 

dosłownie   codziennie.   Czasem   facet   zaczyna   przesadzać.   Weźmy   na   przykład   Dana 

Humphreya. Kiedy na jesieni wróciła z Francji, ze szkoły z internatem, chodził za nią jak 

zakochany psiak. Nawet pisał dla niej wiersze, które były tak chore z miłości i poważne, że 

wydały jej się przerażające. Serena lubiła Dana, ale było tego trochę za dużo. Na szczęście 

związał się z Vanessą, która przeżywała wszystko równie mocno. Tworzyli świetną parę. A 

Serena nie chciała się z nikim wiązać. Ceniła sobie niezależność, możliwość kierowania się 

własnymi kaprysami i robienia, co jej się żywnie zechce. Żyła chwilą - nie miała zamiaru z 

nikim być parą, bo to zniszczyłoby jej styl.

Spojrzała   na   drugie   pytanie:   „Kiedy   Siany   Zjednoczone   przystąpiły   do   II   wojny 

światowej i dlaczego?”

Stosowniejsze byłoby pytanie: Czy kiedykolwiek ta wiedza do czegoś jej się przyda'?? 

Odpowiedź była dość oczywista: Nigdy! Kogo obchodzi, co się wydarzyło w przeszłości, 

kiedy   przed   nią   rozciąga   się   przyszłość   pełna   niesamowitych   niespodzianek   i   szaleństw 

kryjących się za każdym zakrętem?

Ktoś popukał ją w ramię i Serena podniosła wzrok. To był pan Hanson, jej nauczyciel 

od łaciny, który pilnował uczennic na egzaminie z historii. Był wysoki i szczupły, nosił wąsy 

zawsze tej samej długości, więc dziewczyny z Constance uważały, że muszą być fałszywe.

- Co? - zapytała Serena zaskoczona. Wiedziała, że odjechała, ale nikt nie mógł się za 

to czepiać w czasie egzaminu, nie? - Co takiego zrobiłam?

Wtedy zorientowała się, że pan Hanson uśmiecha się pod wąsem.

Włożył jej do ręki egzemplarz „Post”. Gazeta była otwarta na szóstej stronie, tej z 

plotkami   o   gwiazdach,   gdzie   widniało   wielkie   zdjęcie   Sereny   i   Flowa   wsiadających   do 

taksówki, gdy wychodzili w sobotę w nocy z Gorgon.

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale zauważyłem, że prawie już skończyłaś pisać, a ja 

się zastanawiałem, czy mogłabyś poprosić Flowa o autograf dla mnie - szepnął. - Jestem jego 

wielkim fanem. Wspaniale by było, gdybyś ty też się podpisała.

Serena zamrugała ze zdziwienia. Przede wszystkim nie miała pojęcia, że pan Hanson 

jest dość wyluzowany, by wiedzieć, kim w ogóle jest Flow. Po drugie, nie miała zamiaru 

prosić   Flowa   o   nic.   Po   trzecie   -   że   co   proszę?   Daleko   jej   jeszcze   było   do   skończenia 

egzaminu!

- Flow jest w Kalifornii  - odpowiedziała szeptem. - Wystarczy, jeśli tylko  ja dam 

background image

autograf? - Rozejrzała się po sali zażenowana. Większość dziewczyn przesiała pisać i albo pa-

trzyły na nią i pana Hansona, albo gadały między sobą.

- Słyszałam,  że Serena i Flow się zaręczyli  - powiedziała  Nicki Button do swojej 

przyjaciółki Alicii Edwards. - Pobierają się w sylwestra, w Vegas. W kasynie Bellagio.

- W „Post” napisali, że poznali się w sobotę na balu Czerń i Biel - powiedziała Isabel 

Coates do Kati Farkas. - Ale to nieprawda.

- Poznali  się w  zeszłym  roku na odwyku,  nic?  - powiedziała Kati. - Flow  był  na 

odwyku chyba ze dwadzieścia razy. Ona też.

Serena   złożyła   autograf   i   oddała   gazetę   panu   Hansonowi.   Miała   nadzieję,   że   nie 

postawi jej kiepskiej oceny z łaciny, skoro nie załatwiła mu autografu Flowa.

- Dzięki - szepnął, oglądając jej podpis. Uśmiechnął się rozradowany. - Na pewno to 

kiedyś będzie warte fortunę!

- Nie ma sprawy - odparła cierpliwie Serena. Szum na sali był coraz głośniejszy.

- No dobra, dziewczęta. Wracajcie do pracy! - zawołał surowo pan Hanson, kiedy 

wrócił do biurka.

Serena  spojrzała  jeszcze  raz  na arkusz egzaminacyjny.  „Kiedy Siany Zjednoczone 

przystąpiły II wojny światowej i dlaczego?”

Zanim zaczęła odpowiadać na to pytanie, cała gromada jej koleżanek podbiegła z 

egzemplarzami „Post”, żeby dała im autograf. Pan Hanson nie mógł im zabronić, skoro sam 

zaczął.

- No  dobrze - powiedział,  ignorując błagalne spojrzenie  Sereny,  - Dam wam pięć 

dodatkowych   minut   na   pisanie.   Pięć   minut,   a   polem   wszystkie   macie   wrócić   na   swoje 

miejsca.

- Ja pierwsza! krzyknęła Rain Hoffstetter, podsuwając Serenie „Post”.

- Nie, ja! - wrzasnęła Laura Salon, odpychając Rain.

Serena   zachichotała   ubawiona.   Kiedy   dwa   miesiące   temu   wróciła   z   internatu, 

traktowano ją jak trędowatą. A teraz wszyscy chcieli mieć jej autograf?

Zawahała   się   z   długopisem   nad   egzemplarzem   Laury.   Napisała   swoim 

charakterystycznym, nierównym charakterem pisma: Wiem, że mnie kochasz. Serena.

background image

seks, miłość i frankenstein

Egzamin z angielskiego w ostatniej klasie w Riverside Prep nieodmiennie był długi i 

trudny,   ale   Dan   się   nie   martwił.   Przeczyta!  Frankensteina  Mary   Shelley   dwa   razy,   a 

większość   wierszy   Keatsa   z   antologii   znal   na   pamięć.   Poza   tym   z   zamkniętymi   oczami 

potrafił napisać wypracowanie na piątkę.

Po gruntownej analizie Ody do słowika zamknął arkusz egzaminacyjny i zaczął pisać 

nowy wiersz, który - miał nadzieję - okaże się czymś, co będzie można wysłać razem z 

podaniami do college'ów. Właściwie zawsze pisał tylko pełne niepokoju wiersze miłosne. Ten 

zatytułował Dla Vanessy.

Papier rani

rozcinając cytryny

słona woda w moich oczach

Eksperymentował z nową formą białego wiersza i nie był pewien, czy to ma jakiś 

sens.

Twoja twarz

Orzech

Koisz rany

I nakręcasz mój silnik

Nakręcasz mój silnik? Nie, to brzmi zbyt seksualnie. Nie chciał, żeby Vanessa coś 

sobie pomyślała, gdyby jednak pokazał jej ten wiersz. Chodziło mu o to, że jest dla niego 

inspiracją.   Dan  zagapił   się   na   słowa   i   próbował   znaleźć   lepszy   sposób   wyrażenia   myśli. 

Potem wyrwał kartkę z zeszytu i zmiął ją w kulkę. Dlaczego nie potrafi już napisać niczego 

dobrego?

Poczuł, że ktoś na niego patrzy, i zerknął w lewo, gdzie siedział Chuck Bass, ostatni 

kretyn.  W siódmej klasie był jednym z najniższych  wśród rówieśników. Nosił okulary w 

background image

rogowej oprawie, brązowe garnitury ze sztruksu i ciągle musiał iść do łazienki. Dan chodził z 

nim na angielski w siódmej klasie. Nauczyciel kazał im napisać na lekcji wiersz o jakiejś 

części ciała. Chuckowi pisanie szło naprawdę fatalnie. Podał więc liścik do Dana, błagając, 

żeby napisał coś za niego. Danowi pisanie przychodziło z łatwością, więc napisał pierwszą 

rzecz, która przyszła mu do głowy - wiersz o rękach i o tym, co robiły dla niego w ciągu dnia. 

Dał ten wiersz Chuckowi, a potem w pośpiechu napisał o swoich ustach, ale ten wiersz nie 

był nawet w połowie tak dobry jak pierwszy. Chuck dostał piątkę z plusem za kawałek o 

rękach i notkę: 

Widzisz, ile potrafisz, jak się przyłożysz?  Dan za wiersz o ustach 

dostał czwórkę i notatkę od nauczyciela Wiem, że stać cię na więcej

Początkowo   Dan   nie   miał   nic   przeciwko   temu.   Pomógł   dzieciakowi,   który 

najwyraźniej tego potrzebował. Ale w ciągu roku Chuck urósł prawic pól metra, zaczął się 

golić, nosić sygnet z monogramem na małym palcu i granatowy szalik z kaszmiru. W dodatku 

okazał   się   potwornym   dupkiem,   zwłaszcza   jeśli   chodzi   o   dziewczyny.   Próbował   nawet 

molestować młodszą siostrę Dana, Jenny, w ubikacji na imprezie w zeszłym miesiącu. Dan 

bardzo jasno dał do zrozumienia, że szczerze go nie cierpi, ale Chuck najwyraźniej miał to 

gdzieś. Nadal od czasu do czasu prosił o pomoc w angielskim, a Dan za każdym  razem 

odpowiadał mu, żeby spieprzał.

W tym momencie Chuck właśnie zerkał do arkusza egzaminacyjnego Dana i próbował 

przeczytać jego wypracowanie na temat Ody do słowika. Dan odwrócił kartkę na pustą stronę 

i napisał wielkimi czarnymi literami: 

Co tu zaglądasz, dupku? Pieprz się! Chuck, mrużąc 

oczy, zerknął na błękitny arkusz Dana. a potem pokazał mu środkowy palec.

Nie, to Ty się pieprz! - napisał Dan i podkreślił to dwa razy.

Zanim przeszedł do następnego pytania, przeczytał kilka linijek  Z Ody do słowika  

arkusza egzaminacyjnego.

Słucham w ciemnościach. Często na pół zakochany

Byłem w śmierci kojącej. Do niej słałem pienie... 

To idealny początek wiersza dla Vanessy. Ona jest jego ciemnością. Dan naprawdę 

był na wpół zakochany w śmierci - to jego odpalanie jednego papierosa od drugiego, rzadkie 

posiłki   i   picie   kawy   w   zdecydowanie   za   dużych   ilościach.   Vanessa   trzymała   go   przy 

zdrowych zmysłach. Trzymała go przy życiu.

 Przeł. Jerzy Pietrkiewicz.

background image

Wziął znowu do ręki długopis i próbował wymyślić bardziej zwięzły, poetycki sposób 

wyrażenia tego samego, co napisał Keats, tylko innymi słowami. Ale choć się bardzo starał, 

nie potrafił wymyślić innego, choćby w połowie równie dobrego sposobu napisania tej samej 

myśli. Zamiast tego więc przeczytał następne pytanie egzaminacyjne.

„Na   lekcji   omawialiśmy   różnorakie   symboliczne   znaczenia   stworzonej   przez 

człowieka i na jego podobieństwo istoty - Frankensteina Mary Shelley. Ale co dla ciebie 

znaczy Frankenstein?”

Dan zagapił się w zamyśleniu na jaśniejący nad drzwiami sali gimnastycznej znak 

Wyjście. Zawsze uważał, że Frankenstein był przerażający, ale też na swój sposób piękny. 

Frankenstein nie chciał nikogo skrzywdzić, ale nic panował nad sobą - był potworem. W 

pewnym  sensie był jak miłość: straszny i cudowny, przerażający i wyzwalający, budzący 

dreszcz i smutny jednocześnie.

Drżąc pod wpływem twórczej energii, Dan przekartkował arkusz egzaminacyjny na 

pustą stronę i napisał na górze Dla Vanessy. A potem napisał pierwszą linijkę: 

Jesteś moim 

Frankensteinem.

O Boże. Czy w ogóle chcemy wiedzieć, jak brzmiała druga linijka?

Vanessa   siedziała   na   końcu   auli   w   szkole   Constance   Billard.   Zdawała   egzamin   z 

historii razem z Sereną. Skończyła pisać czterdzieści pięć minut wcześniej. Teraz, kiedy jej 

głupawe koleżanki z klasy roiły się wokół Sereny jak pszczoły robotnice wokół królowej, 

ponieważ tak się zdarzyło, że sfotografowano ją razem z tym nudnym, pozbawionym słuchu 

chłopaczkiem z plakatów, wokalistą z zespołu 45, Vanessa planowała trasę po mieście do 

filmu,   który   miała   nadzieję   wysłać   do   Uniwersytetu   Nowojorskiego   razem   z   podaniem. 

Pieprzyć rubrykę towarzyską. Ona udokumentuje prawdziwe życie, które toczy się w tym 

mieście,   naprawdę   interesujące   rzeczy,   które   rozgrywają   się   tuż   pod   nosem   ludzi 

zaczytujących się plotkami z rubryki towarzyskiej.

Przede wszystkim chciała wstać przed świtem i sfilmować rybaków, jak przywożą 

ryby na targ w Fulton. Od zapachu ryby krztusiła się, ale to był idealny pomysł: prześledzi 

drogę ryby z łodzi na targ, gdzie zostanie sprzedana po jakieś sześćdziesiąt cztery centy za 

kilogram, potem do jakiejś restauracji na przedmieściach, gdzie zostanie podana z orzeszkami 

pistacjowymi, pomidorami i masłem grzybowym za dwadzieścia dziewięć dolarów porcja. 

Zamówi ją jakaś anorektyczka, która zje ledwie parę kęsów, a reszta zostanie wyrzucona.

Vanessa żyła właśnie dla takiej ironii: gorzko - słodkiej. Była pesymistką, a Dan był 

background image

romantykiem i dlatego właśnie, choćby nie wiem jak go kochała, nie rozumiała, dlaczego Dan 

tak się nakręcał w związku z seksem. Uważała, że im dłużej będzie zwlekał i im bardziej 

będzie rozdymał sprawę seksu, im więcej będzie pisał o tym wierszy i im bardziej martwił się 

z   tego   powodu   i   nie   mógł   spać,   tym   większe   ma   szanse   się   rozczarować.   Nie   potrafiła 

wymyślić, jak delikatnie dać mu to do zrozumienia. Przychodziła jej do głowy tylko myśl, 

żeby go związać i zerwać z niego ubranie. Co może nie być takim najgorszym pomysłem.

Uśmiechnęła się do siebie i wróciła myślami do filmu.

Po targu rybnym chciała spędzić dzień z policjantami, którzy na rowerach patrolują 

parami   Central   Park.   Zawsze   wyglądają   tak,   jakby   nic   nie   obchodziły   ich   niepełnoletnie 

dzieciaki, które na Owczej Łące ćpają albo piją. Chciała sprawdzić, czy kiedykolwiek kogoś 

aresztują, czy tylko próbują sobie wyrobić mięśnie nóg pedałowaniem. Policja pewnie nie 

zgodzi się na filmowanie, jeżeli Vanessa nie zdobędzie jakiegoś specjalnego pozwolenia, ale i 

tak pomysł był fajny.

Na  koniec  chciała   pokręcić   się  przy sprzedawcy  hot  dogów.   Zobaczyć  jego   dom, 

rodzinę, psa. Sprawdzić, czy ma stałych klientów. Zobaczyć, czy przypadkiem, gdy czeka na 

klientów,   nie   czyta   czegoś,   co   naprawdę   jest   wyzwaniem,   na   przykład  Tęczy   grawitacji 

Thomasa Pynchona. I sprawdzić, czy nie marzy, aby pewnego dnia stanąć na czele tłum. A 

może jest po prostu szczęśliwy jako sprzedawca hot dogów i cieszy się, że przez cały dzień 

może jeść je za darmo.

Poruszenie   na   początku   sali   przyciągnęło   uwagę   Vanessy.   Tłum   lemingów   wokół 

krzesła Sereny zaczął się rozpraszać.

- Dziękuję   wam,   dziewczęta.   Dziękuję,   Sereno!   -   zawołał   pan   Hanson.   -   Macie 

dziesięć dodatkowych minut.

Vanessa patrzyła, jak Serena wraca do gorliwego liczenia rozdwajających się włosów.

Serena i Dan mieli grać w październiku w filmie Vanessy, w Wojnie i pokoju. Ale Dan 

zachowywał się w towarzystwie Sereny jak kompletny idiota i Vanessa nie mogła tego znieść, 

więc  poprosiła   dziewczynę,   która  ledwie  potrafiła  grać,  żeby wzięła   główną żeńską  rolę. 

Serena   też   zainteresowała   się   Danem,   ale   to   trwało   jakieś   pięć   sekund.   I   zanim   zdążyła 

narobić zbyt wielu szkód, Vanessa wparowała ze swoją ogoloną głową, czarnym golfem i 

glanami, żeby uleczyć jego złamane serce.

Założyła nogę na nogę. Myśl o ratowaniu Dana przed złamaniem serca sprawiła, że 

jeszcze bardziej chciała iść z nim do łóżka. Westchnęła niecierpliwie. W ferie będą spędzać z 

Danem mnóstwo czasu razem. Bez specjalnej opieki ze strony dorosłych. Jest gotowy czy nie, 

to tylko kwestia czasu - w końcu to zrobią.

background image

Widzicie?   Mimo   wizerunku   twardziela   i   pogardy   dla   niemal   wszystkich 

przedstawicieli rasy ludzkiej, Vanessa była tylko kolejną, ciekawą świata siedemnastolatką. 

Wszystkie jesteśmy takie same.

background image

N nie może przestać myśleć o tylko B

Nate jadł lunch w Jackson Hole razem z Anthonym Avutdsenem, Charliem Demem i 

Jeremym   Scottem   Tompkinsonem   w   czasie   godzinnej   przerwy   między   egzaminami   z 

matematyki   i   chemii.   Egzamin   z   matmy   byt   cholernie   trudny.   Teraz   ładowali   w   siebie 

hamburgery,  frytki  i colę, żeby przetrwać przez chemię,  na której  będzie pewnie jeszcze 

gorzej. Nate myślał o tym, że restauracja powinna zainwestować w wiatraki na suficie, by 

pozbyć   się   smrodu  cebuli   smażonej   na   głębokim   oleju,   który  ciągle   wisiał   w   powietrzu. 

Rozmyślał też o Jenny i Blair w taki luźny, niesprecyzowany sposób, w jaki zwykle myślał o 

większości spraw.

Od soboty Jennifer się nie odzywała, co było dość dziwne. bo zwykle wysyłała mu 

zagadkowe, krótkie SMS - y na komórkę albo słodkie liściki na adres mailowy w Szkole 

Świętego Judy. Może po prostu była zajęta uczeniem się do egzaminów semestralnych.

Nate   odsunął   talerz   i   wyjął   z   kieszeni   nokię.   Nie   zaszkodzi,   jeśli   wyśle   krótką 

wiadomość, żeby nie upadała na duchu w czasie egzaminów.

Och, jakie to przemyślne.

Napisał: Powodzi Czw popoł św - czne zakupy razem. Buziaki. N.

Jeremy wyciągnął swoje chude ręce w górę i pokręcił głową, żeby rozluźnić mięśnie 

karku.

- Ej, facet, do kogo piszesz? - Był niskim, niezgrabnym dzieciakiem, tak chudym, że 

prawie   gubił   spodnie,   ale   nadrabiał   to   fryzurą   w   stylu   angielskich   gwiazdorów   rocka   i 

slangiem trawiarzy.

- Nie twój interes. - Nate wzruszył ramionami.

Anthony   wsunął   do   ust   garść   zimnych,   przesiąkniętych   keczupem   frytek.   Grał   w 

niemal wszystkich drużynach Szkoły Świętego Judy, więc mógł jeść frytki przez cały dzień i 

nadal świetnie wyglądał.

- Ej, zauważyłeś, że w sobotę Blair wyglądała naprawdę odlotowo?

Nate kiwnął głową, widząc oczami wyobraźni napiętą od gry w tenisa pupę Blair pod 

obcisłą czarną sukienką. Naprawdę dobrze wyglądała.

- Oczywiście, nie jest tak rozwinięta jak Jennifer - dodał Anthony.

background image

Chłopcy przestali się już od jakiegoś czasu nabijać z Nate'a z powodu umawiania się z 

dziewięcioklasistką,   ale   przez   cały   czas   robili   aluzje   do   wyjątkowo   dużych   piersi   Jenny. 

Trudno było się powstrzymać.

Nate   uśmiechnął   się.   Potem   zmarszczył   brwi,   próbując   przypomnieć   sobie,   jak 

wyglądała w sobotę, ale przypominała mu się tylko burza brązowych loków, cudowny rowek 

i nieśmiały uśmiech.

Łyknął coli, mrużąc śliczne zielone oczy i myśląc intensywnie.

A to było naprawdę niezwykłe w jego przypadku.

Dziwne, ale Nate jeszcze nigdy nie usiadł i nie zaczął porównywać dwóch dziewczyn. 

Naprawdę bardzo lubił Jennifer - była  mniej  wymagająca  od Blair, która zawsze chciała 

wiedzieć, o czym myśli albo gdzie był i z kim. Jenny nie naciskała go w żaden sposób, a Blair 

zmuszała go, żeby też złożył papiery do Yale. aby mogli razem mieszkać w kampusie, albo 

dawała mu drogie prezenty, zmuszając go do odwzajemnienia gestu i kupienia czegoś dla 

niej.   Jenny   miała   niesamowite   piersi,   a   Blair   po   prostu   miała   piersi.   Ładne,   ale   nic 

nadzwyczajnego.

Jednak mimo wad Blair Nate zawsze czuł, że naprawdę się znają - w końcu razem 

dorastali. Przez cały czas, kiedy się spotykali, miał wrażenie, że zmierzają ku czemuś. Był w 

tym jakiś cel, jak czerwona pinezka, którą wbijał w mapę morską, kiedy przybijał łodzią do 

jakiegoś portu. Tym celem był po części seks - robili już wszystko poza tym, więc siłą rzeczy 

musiał to być następny krok. Ale też coś mniej określonego. Ich życie płynęło w podobnym 

tempie, osobno, ale razem, jak łodzie na regatach. Oboje mieli siedemnaście lat. Oboje w 

czerwcu kończyli szkołę. Oboje od przyszłego roku zaczynali naukę w college'u.

On i Jennifer płynęli zupełnie różnym kursem. I niestety seks nie majaczył nawet na 

horyzoncie. Miała dopiero czternaście łat. W przyszłym roku i jeszcze przez kolejne dwa lata 

będzie codziennie wkładała mundurek i biegła do Constance Billard, podczas gdy on Bóg 

jeden wie co będzie robił w college'u. Większość chłopaków ta różnica wieku by odrzuciła, 

ale dla Nate'a to było na swój sposób wygodne. Podczas gdy on będzie dryfował w kierunku 

nieopisanych wód przyszłości, Jenny zostanie bezpiecznie zakotwiczona w domu. On będzie 

mógł do niej pisać, dzwonić albo wrócić i zobaczyć się z nią i nic się nie zmieni.

Charlie dźgnął niedojedzoną marynatę widelcem i rzucił ją na wierz Nate'a, jakby to 

była martwa ryba.

- Wyglądasz, jakbyś był na głodzie. Wytrzymasz na chemii?

Nate podniósł wzrok i ścisnął w kieszeni małą plastikową torebkę z trawką. Zerknął na 

zegarek.

background image

- A co powiecie na szybkiego dymka przed egzaminem?

Pozostała trójka z entuzjazmem pokiwała głowami. Nate uśmiechnął się i wstał. Coś 

sobie poukładał w głowie, chociaż nie był do końca pewien co.

- Dobra - powiedział. - Do dzieła.

background image

może faceci są jak ciuchy

Podczas gdy starsze i młodsze klasy w szkole Constance Billard zaczynały swój drugi 

egzamin   semestralny,   Jenny   siedziała   na   lekcji   higieny,   rozmawiając   między   innymi   o 

miłości, seksie, szamponie i fizjologii chłopców.

Jedenaście   dziewcząt   w   kole   na   podłodze   pod   rozświetlonym   słońcem   oknem,   w 

przytulnym kącie pokoju, który pomyślano w szkole specjalnie dla tak intymnych lekcji jak 

zajęcia   z   higieny   w   dziewiątej   klasie.   Na   podłodze   leżał   puszysty   karmazynowy   dywan 

zamiast   zielonego   chodnika   w   odcieniu   wymiocin,   jaki   leżał   w   szkole   wszędzie.   Ściany 

pomalowano   na   wesoły   chabrowy   kolor   z   bordiurą   w   kolorze   lnu.   Stała   tam   tablica   z 

mnóstwem kolorowej kredy do rysowania diagramów przez nauczycieli. A co najważniejsze, 

nie stały tam żadne ławki, więc dziewczyny mogły się naprawdę rozluźnić i mówić o tym, co 

chodzi im po głowie.

Zajęcia prowadziła pani Doherty, hipiska w stylu New Age, nauczycielka tańca, która 

miała   dwadzieścia   pięć   lat,   wspaniałą,   wyrobioną   dzięki   jodze   figurę,   długie   kasztanowe 

włosy i bladą twarz zawsze bez grama makijażu. Była jedyną nauczycielką gimnastyki, która 

nie wyglądała jak babochłop. Dziewczyny uwielbiały jej otwarty, prostolinijny sposób bycia, 

może z wyjątkiem jej skłonności do mówienia o różnych kłopotliwych częściach ciała, jakby 

opowiadała   o   swoim   psie.   Pani   Doherty   pozwalała   dziewczynom   wybierać   temat   do 

rozmowy, więc zwykle na zajęciach rozmawiały o chłopcach.

- Serio nic rozumiem, jak mamy poznawać nowych chłopaków, skoro dziewięćdziesiąt 

procent czasu spędzamy w wyłącznie damskim  środowisku  - skarżyła  się Kim Swanson. 

Ostrożnie pogładziła dłońmi wymodelowane blond włosy, na których od czwartej klasy co 

miesiąc miała robione jasne pasemka w salonie Johna Barretta.

Jenny   siedziała   obok   Kim   i   zachwycała   się   tym,   że   wszystko   w   niej   jest   takie 

perfekcyjne.   Paznokcie   z   francuskim   manikiurem,   złotobeżowa   opalenizna   z   solarium, 

subtelnie nałożony tusz Chanel, cienie do oczu, błyszczyk. kwadratowe, brylantowe wkrętki 

od Cartiera w uszach, śnieżnobiała koszula od Agnés B. Może gdyby Kim nie poświęcała tyle 

czasu na pielęgnację urody, miałaby więcej wolnego czasu na spotykanie się z chłopakami.

Pani Doherty uśmiechnęła się swoim pogodnym, życzliwym uśmiechem.

background image

- Wiem,   że   jest   trudno,   Kim   -   powiedziała   współczująco.   -   Mogę   ci   tylko 

podpowiedzieć, żebyś  zaangażowała się w koedukacyjne  zajęcia międzyszkolne, takie jak 

kółko   teatralne   albo   chór.   A   jeśli   twoje   przyjaciółki   mają   znajome,   które   znają   jakichś 

chłopców, to nie wstydź się i poproś, żeby cię przedstawiły!

- Pani Doherty, jak pani uważa, czy trzeba być zakochaną w chłopaku, żeby z nim 

być?  - zapytała  Jessica Soames. Jessica wyglądała  dokładnie tak jak baśniowa Królewna 

Śnieżka: miała gęste czarne włosy, czerwone pełne usta, szare oczy o długich rzęsach, ale nie 

była tak czysta jak świeży śnieg. Zaczęła miesiączkować już w czwartej klasie, a według 

plotek straciła dziewictwo w szóstej. Początkowo to ona miała największe piersi w klasie, ale 

w ciągu ostatniego roku Jenny ją przegoniła.

Pani   Doherty   odgarnęła   kasztanowe   pasmo   za   ucho   i   pogładziła   cieniutkie   brwi, 

ewidentnie szukając dyplomatycznej odpowiedzi, tak żeby podtrzymać dyskusję. Ale zanim 

zdążyła coś powiedzieć, odezwała się mała Jenny Humphrey.

- Tak,   zdecydowanie.   To   znaczy,   może   potrzeba   chwili,   żeby   się   zorientować,   że 

jesteście  w  sobie  zakochani, ale  kiedy okaże  się, że ty nie jesteś,  uważam, że  powinnaś 

zerwać.

Wszystkie,   łącznie   z   panią   Doherty,   spojrzały   na   nią.   Pani   Doherty   -   bo   Jenny 

Humphrey   nigdy   nie   odzywała   się   na   zajęciach,   a   tu   nagle   wyraża   tak   jednoznaczne 

przekonania. Dziewczyny - bo wiedziały, że Jenny zdołała zwinąć Nate'a Archibalda Blair 

Waldorf, co wydawało się niezwykłe i nie było siły, żeby lego dokonała bez pójścia na całość, 

i to niejeden raz. Czy Jenny Humphrey w ukryciu nie jest jeszcze gorszą puszczalską od 

Jessiki Soames? I czy właśnie się do tego przyznała?

Kiedy Jenny zorientowała się, że wszyscy na nią patrzą, zaczerwieniła się.

- To znaczy, nie uważam, że musisz zerwać, skoro nie powiedzieliście sobie „kocham 

cię”. Nadal możecie spotykać się i w ogóle, i czekać, aż nadejdzie na to właściwa chwila.

Pani Doherty skinęła głową i rozciągnęła w uśmiechu nieumalowane usta. Miłość to 

jej ulubiony temat.

- Kiedy   człowiek   się   zakocha   pierwszy   raz,   czasem   nic   potrafi   tego   rozpoznać. 

Niektórzy mylą miłość z grypą!

Kilka   dziewczyn   zachichotało,   a   Jenny   uśmiechnęła   się   do   siebie.   Doskonale 

wiedziała, co ma na myśli pani Doherty. Czasem Jenny kręciło się w głowie i robiło się słabo, 

gdy była z Nae'em. Jakby ją rozkładało zapalenie płuc albo coś takiego.

- Ale nie uważam też - ciągnęła pani Doherty - że trzeba być zakochanym, aby być w 

związku. Macie dopiero czternaście lat. Nie zamierzacie od razu wychodzić za chłopaka, nie? 

background image

Dopiero uczycie się być z kimś. To jak przymierzanie ubrań. Trzeba przymierzyć różne style i 

rozmiary, żeby wiedzieć, w czym ci jest najlepiej.

Jenny   zmarszczyła   brwi.   Nie   chciała   przymierzać   różnych   stylów   i   rozmiarów. 

Chciała tylko Nate'a.

- Czekajcie, mówimy o seksie z kimś, kogo się nie kocha, czy tylko o spotykaniu się? 

- zapytała sprytnie Alicia Armstrong. Okręcała na nadgarstku opaskę z różowej skóry. - Bo ja 

uważam, że zdecydowanie trzeba się zakochać, jeśli myśli się o seksie.

- Och, na pewno - zgodziła się szybko Jenny, znowu się czerwieniąc.

Reszta klasy znowu spojrzała na nią. Więc przyznaje, że poszła do łóżka z Nate'em, 

czy temu zaprzecza?

Jenny nie mówiła o seksie, ale teraz zdała sobie sprawę, co Jessica miała na myśli, gdy 

powiedziała „być z facetem”. Wyciągnęła nitkę włóczki z czerwonego dywanu. Ona nawet 

nie myślała o seksie. Chodziło o miłość. Jak długo powinna czekać, nim powie Nate'owi, że 

go kocha? A może powinna poczekać, aż on pierwszy to powie?

Znowu podniosła rękę, ale Azaria Muniz była pierwsza.

- Pani Doherty, czy to prawda, że trzeba zmieniać szampony przy myciu włosów, żeby 

uniknąć problemów? - Azaria miała faliste włosy w kolorze miodu aż do tyłka, a w szafce 

pełno kosmetyków do ich pielęgnacji.

Pani Doherty spojrzała na Azarię nieprzytomnie.

- Proszę  się na  mnie  nie powoływać,  ale  osobiście  uważam, że  dopóki używa  się 

dobrych kosmetyków z naturalnych składników, można używać cały czas jednego szamponu i 

o nic się nie martwić. - Uśmiechnęła się i odwróciła do Jenny, chętna, aby wrócić do tematu 

miłości. - Tak, Jenny? Podniosłaś rękę?

Jenny   spojrzała   na   sufit,   ostrożnie   dobierając   słowa.   Zanim   zaczęła,   Jessica 

niegrzecznie weszła jej w słowo.

- Czy   to   prawda,   że   wszystkie   wrażenia   odbiera   tylko   koniec   penisa?   -   zapytała, 

marszcząc z powagą brwi, jakby pytała o odkrycie atomu.

Reszta klasy zachichotała. Jessica zawsze zadawała najbardziej szokujące pytania, ale 

w głębi ducha wszystkie się z tego cieszyły.

- Jessica, proszę nie przerywać koleżankom - powiedziała spokojnie pani Doherty. - 

Żeby krótko odpowiedzieć na twoje pytanie: tak, zakończenie penisa jest bardzo wrażliwe, ale 

to się różni w zależności od osoby. - Potem odwróciła się do Jenny: - Co chciałaś powiedzieć?

Jenny   parsknęła   i   zaczerwieniła   się.  Penis,   penis,   penis!  To   słowo   zawsze   ją 

śmieszyło.

background image

- Tak? - ponaglała nauczycielka.

Jenny zakryła usta dłonią.

- Och, nic takiego.

Jessica zmrużyła oczy.

- Co cię tak śmieszy? To najwrażliwsza część Nate'a? Koniuszek?

Jenny przestała się śmiać. Zaczerwieniła się aż po czubki uszu.

- Jessica,   nie   zapominaj,   żadnych   imion   i   nazwisk   -   ostrzegła   ją   pani   Doherty. 

Poprawiła   nogi   splecione   w   pozycji   lotosu   i   odchrząknęła.   -   Chcę   wam   przypomnieć, 

dziewczęta, że nasza rozmowa jest poufna. Nic, co zostanie tu powiedziane, nie może zostać 

powtórzone poza grupą.

Aha, jasne. No więc jakim cudem cala szkoła wie, że Alicia Armstrong nie używa 

tamponów, bo jej rodzice uważają, że gdyby zaczęła, przestałaby być dziewicą?

Jenny nie była głupia. Wiedziała, że cokolwiek powie, na pewno zostanie powtórzone, 

więc pomyślała, że bezpieczniej nic nie mówić.

- Pamiętam,  jak pierwszy raz zobaczyłam  penis - wypaliła  Jessica, po raz kolejny 

wywołując w klasie wybuch chichotów. - Zupełnie spanikowałam!

Pani Doherty uśmiechnęła się ze spokojem buddysty zen. Nawet Jessica Soames nie 

potrafiła wyprowadzić jej z równowagi.

- Przypominam - powiedziała - to jest miejsce do zadawania pytań...

- Nie rozumiem, na czym polega erekcja. Jak to właściwie się dzieje? - zapytała Kim 

Swanson.

- Czy to prawda, że każdy chłopak ma erekcję z samego rana? - spytała Roni Chang.

Pani Doherty westchnęła. Zaczęła taktownie odpowiadać. Jenny wyłączyła się, wolała 

dalej rozmyślać o miłości.

Jeżeli chłopcy byli jak ciuchy, jak to ujęła pani Doherty, to Nate był jak jej pierwsza 

para dżinsów Diesela, które wkładała tylko na specjalne okazje, ponieważ były tak ładne, że 

nie chciała ich zabrudzić. Ale im częściej je nosiła, im częściej je prała, tym lepiej pasowały, 

aż w końcu nie mogła żyć bez nich - tak idealnie leżały. A skoro tak absolutnie była pewna 

swoich uczuć do niego, to co złego jest w powiedzeniu mu o tym?

background image

niezwykła odpowiedź na zwykle pytanie

Blair  oddala  swój  esej,  który miała  wysiać  do Yale  wcześniej  tego ranka  i kiedy 

egzaminy z matmy i francuskiego wreszcie się skończyły,  wpadła do biura doradcy, żeby 

sprawdzić, czy pani Glos już go przeczytała.

Pani Glos przeglądała akta, a zadziwiająco długie, szczupłe nogi trzymała poprawnie 

skrzyżowane w kostkach.

- O, witam. Może usiądziesz?

Blair spojrzała krytycznie na brzydkie, ortopedyczne buty pani Glos. Co za strata, 

żeby takie wspaniałe nogi trafiły się starej kobiecie, która nie ma żadnego gustu, jeśli idzie o 

buty. Usiadła na twardym, drewnianym krześle naprzeciwko biurka.

- Przeczytałam twoje wypracowanie. - Pani Glos przekartkowała stos prac na biurku, 

aż znalazła esej Blair. Zacisnęła wąskie usta i dotknęła lekko chusteczką nosa. Często miała 

krwotoki   z   nosa   i   uważano,   że   choruje   na   jakąś   rzadką   zakaźną   chorobę.   Wszystkie 

dziewczyny bały się dotykać materiałów, które im rozdawała.

Blair uniosła idealnie wyregulowaną brew.

- I...?

Pani   Glos   podniosła   wzrok.   Włosy   w   mysim   odcieniu   brązu   podwijały   się   jej   na 

końcach, ledwie muskając podbródek. Zawsze wyglądały dokładnie lak samo, więc musiała 

to być peruka.

- Powinnaś jeszcze raz się do niego przymierzyć, jeśli poważnie myślisz o pójściu do 

Yale.

Chwilę potrwało, nim Blair to zrozumiała.

- Ale...

Pani Glos otworzyła pracę Blair i popukała w spięte kartki długim, ohydnym, żółtym 

paznokciem.

- To jest idealne wypracowanie na temat życia Audrey Hepburn - powiedziała. - Ale 

nic nie mówi o tobie. Musisz pokazać ludziom w Yale, że potrafisz dobrze pisać, że myślisz 

w twórczy sposób i że potrafisz dać niezwykłą odpowiedź na zwykłe pytanie.

Blair   wzięła   sześć   spiętych   kartek   w   dwa   palce.   W   skroniach   jej   dudniło.   Miała 

background image

potworną ochotę powiedzieć pani Glos, żeby spieprzała i żeby kupiła sobie nową perukę, ale 

wiedziała, że doradczyni jest naprawę dobra w swojej pracy i mogła pomóc dostać się do 

Yale.

- Dobrze - stwierdziła krótko. - Spróbuję jeszcze raz.

- Grzeczna dziewczynka. Spróbuj nie być taka dosłowna. Pokaż im, jak bardzo cenisz 

filmy Audrey Hepburn, zamiast mówić im o tym.

Blair   kiwnęła   głową   i   wstała.   Poprawiła   spódnicę,   próbując   zachować   kamienną 

twarz, mimo że tak potwornie ją obrażono. Zachowała się właśnie tak, jak zrobiłaby Audrey.

- Wesołych świąt - dodała uprzejmie.

Pani Glos znowu przytknęła chusteczkę do nosa i uśmiechnęła się.

- Wesołych świąt, Blair.

Blair zamknęła za sobą drzwi i wrzuciła skażony zarazkami esej do metalowego kosza 

na śmiecie, wzdychając przy tym ze złością. Tyle jeśli idzie o dobrą zabawę na plaży w St. 

Bans. Serena będzie musiała sama o siebie zadbać, bo Blair cale pieprzone ferie spędzi w 

domu, pisząc od początku wypracowanie do Yale. Miała ochotę napisać: „Do jasnej cholery, 

po prostu mnie przyjmijcie” i wysłać to do komisji rekrutacyjnej w Yale, ale zważywszy, że 

opowiedziała facetowi od rozmowy kwalifikacyjnej cale swoje życie, a potem go pocałowała, 

to chyba nie był najlepszy pomysł.

Ruszyła schodami na górę, żeby zabrać z szafki niebieski płaszcz od Marca Jacobsa. 

Po drodze wpadła na Kati Farkas i Isabel Coates, które akurat schodziły.

- Jak ci poszło na francuskim? - zapytała Kati. Tego ranka padało, gdy szła do szkoły, 

i jej jasnorude włosy się poskręcały.

Blair  pomyślała,  że  Kati wygląda  jak  pudel, w  którego strzelił piorun.  Wzruszyła 

ramionami.

- Bez sensu.

Niecierpliwie   odrzuciła   włosy   z   twarzy.   Miała   już   dość   rozmawiania   o   ocenach, 

szkole i egzaminach.

Isabel przeczesała palcami krótki ciemny kucyk i uniosła podbródek.

- Wiem, że to zabrzmi dziwacznie, ale wczoraj poszłam na powtórkę Z historii do 

pana Noble'a i to mi pomogło. Naprawdę dla mnie egzamin był całkiem prosty.

A   ty   jesteś   naprawdę   wkurzająca,   zauważyła   w   myślach   Blair.   Ojciec   Isabel   był 

aktorem telewizyjnym, który głównie czytał zza kadru i miał sztuczny brytyjski akcent. Isabel 

lubiła   go   naśladować   i   dlatego   mówiła   „całkiem   prosty”   zamiast   „totalnie   lajtowy”.   nie 

wrzucała na luz.

background image

Kati kiwnęła głową.

- I był krótki. A widziałaś Serenę? Jeszcze nie skończyła. Siedziała i gapiła się na 

swoje włosy, gdy my już wychodziłyśmy.

Oczywiście pominęła ten epizod, kiedy Serena rozdawała autografy. Żadna by się nie 

przyznała Blair, że poprosiła o podpis.

- Na pewno dobrze jej poszło - stwierdziła lojalnie Blair. Serena nigdy się nie uczyła i 

nie chodziła na zaawansowane zajęcia, ale zawsze udawało jej się jakoś wybronić dzięki 

aktywności na lekcjach i pisaniu względnie przyzwoitych prac. Była bystra - jak wszystkie 

dziewczyny w Constance - ale nauczyciele już od drugiej klasy narzekali, że nie wykorzystuje 

potencjału. W głębi duszy Blair cieszyła się, że Serena tak odpuszcza sobie szkołę. Żadnym 

cudem nie mogłyby się przyjaźnić, gdyby Serena nie dość, że była taka śliczna, to jeszcze by 

zbierała same piątki.

- Więc co było między tobą a Milesem? - zapytała Isabel.

Blair nie mogła uwierzyć własnym uszom. Przecież leżały nieprzytomne, pijane na 

tyle limuzyny, a ona pozbyła się ich bez mrugnięcia okiem. Teraz zachowywały się, jakby 

znowu chciały być jej najlepszymi przyjaciółkami. Nie miała ochoty na pogaduszki z nimi o 

jakimś gościu, którego pewnie nigdy więcej nic zobaczy. I to tylko po to, żeby miały o czym 

plotkować w szkole.

- Naprawdę nic takiego - odparła nonszalancko.

- Och, robisz się taka tajemnicza - zagruchała Isabel. - To znaczy, że musiało coś być.

Blair przewróciła oczami.

- Jak chcesz.

- Więc   co   powiedziała   pani   Glos   na   temat   twojego   wypracowania   do   Yale?   - 

dopytywała się Kati.

Tak   to   właśnie   jest,   jak   chodzisz   do   małej   żeńskiej   szkoły:   wszyscy   wiedzą   o 

wszystkim. To doprowadzało Blair do szału.

- Podobało   jej   się   -   skłamała.   Zaczęła   iść   po   schodach,   a   jej   mały   pierścionek   z 

rubinem pobrzękiwał metalicznie o poręcz. - Do zobaczenie później. Muszę zacząć uczyć się 

do angielskiego.

- Czekaj! - krzyknęła Isabel.

Blair odwróciła się i zatrzymała.

- Co?

- To prawda, że Serena i Flow się zaręczyli?

Blair ledwo potrafiła zdusić śmiech. Wiedziała, że powinna im powiedzieć prawdę, ale 

background image

o wiele ciekawsze było skłamać.

- Aha - powiedziała, kręcąc głową z niedowierzającym uśmiechem. - Szaleństwo, nie?

Obie   dziewczyny   popatrzyły   po   sobie,   podniecone   tym,   że;   potwierdziły   u 

wiarygodnego źródła lak wstrząsającą plotkę.

- I nadal jedzie z tobą na St. Bans? - dopytywała się Kati.

Blair kiwnęła głową i obróciła pierścionek z rubinem na palcu.

- Będziemy tam planować jej ślub.

- Och,   to   brzmi   super!   -   rzuciła   Isabel   z   wyjątkowo   odrzucającym   brytyjskim 

akcentem.  Zerknęła  na Kati,  a potem  na Blair.  - Myślisz,  że poprosi nas, żebyśmy  były 

druhnami?

Blair   odwróciła   się   i   poszybowała   z   wdziękiem   po   schodach,   tak   jak   Audrey   we 

wspaniałej sukni od Givenchy'ego w czasie pokazu mody w Zabawnej buzi.

- Może! - krzyknęła. - Jeśli będziecie dla niej mile.

To, że całe ferie musi spędzić na ponownym pisaniu wypracowania, nie znaczy, że nie 

może jednocześnie trochę się zabawić.

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie

!

No dobra, przetrwałyśmy koniec semestru - teraz trzeba sobie umilić życie.

LISTA ŚWIĄTECZNYCH ŻYCZEŃ

1 czapka z lisiego futra z Fendi, chociaż pewnie któregoś późnego wieczoru zostawię ją w taksówce.

1 zamszowa torebka z frędzelkami, na nadgarstek - dobra, żeby wyjść z domu, mając tylko klucze, 

kartę kredytową i błyszczyk do ust. Po co komu coś więcej?

Roczny abonament na wizyty w salonie Red Door Elizabeth Arden na nakładanie wosku na twarz, 

brwi i okolice bikini, na maseczki z wodorostów, podcinanie włosów i robienie pasemek.

1 para kozaków z jasnobrązowej skóry.

1 para ciemnobrązowych kozaków.

1   para   czarnych   kozaków   do   kolan.   Wszystko   od   Stephane'a   Keliana   i   wszystkie   na 

dziesięciocentymetrowych obcasach. Nie można mieć za dużo butów.

1 kurtka z baraniej skóry z Fendi.

1 superduże pudełko trufli z ciemną czekoladą Godivy - moja słabość. Cóż, jedna z wielu.

1 kaszmirowy szlafrok kąpielowy, biały, z TSE, a do tego pasujące kapcie, też z kaszmiru.

Wszystkie klasyczne filmy Hitchcocka na DVD.

Przyjęcie do wszystkich college'ów. do których wysłałam podanie.

Sylwester, który całkowicie odmieni moje życie!!

Na celowniku

B  wypożycza z biblioteki na Manhattanie wszystkie książki o Audrey Hepburn. A i jego przyjaciel 

spacerują z bokserem (to jest pies, a nie mistrz wagi ciężkiej) koło szkoły dla dziewcząt Constance 

Billard i zaglądają w ośmiokątne okna na parterze - ciekawe, kogo szukają? S sprezentowała swojemu 

odźwiernemu akwarium z małymi barakudami. Codzienne prezenty od Flowa to lekka przesada?  

background image

popala z kumplami na Owczej Łące.  J  przygotowuje wspaniałą złoconą kartkę dla  N  na zajęciach z 

plastyki. D wyrzuca jeden ze swoich cennych czarnych notatników do kosza na Broadwayu. Blokada 

twórcza to straszna sprawa, nie? V kręci się za jakimś biednym, Bogu ducha winnym sprzedawcą hot 

dogów w parku na Washington Square. K i I walczą o czapkę z lisa w Intermix.

Wasze e - maile

P:

 Kochana „Plotkaro”!

Odkąd zaczęłaś pisać tę stronę, staram się domyślić, kim jesteś. Chyba nie mogłabyś tyle 

mówić o swoich znajomych, gdybyś nie była w ostatniej klasie. Ja jestem w młodszej, ale 

trzymam się z najfajniejszymi ludźmi z ostatniej. Więc może nie jesteś taka super, jak ci się 

wydaje. Ciągle podejrzewam, że jesteś jakimś zboczonym nauczycielem od wuefu.

Jdwack

O:

 Najdroższa jdwack!

Daruj sobie zgadywanie, kim jestem, bo i tak ci nie powiem, Ale jedno mogę ci obiecać: po 

śmierci nie znajdą mnie w drelichowych spodenkach z gwizdkiem na szyi.

P

P:

 Hej, P!

Co   myślisz   o   tej   plotce   na   temat   zaręczyn   Flowa   i  S?   Ona   zawsze   zachowywała   się 

tajemniczo, jakby ukrywała wielki sekret, więc trudno coś powiedzieć.

duch

O:

 Drogi duchu!

Wiem, co masz na myśli - S wyjątkowo mało mówi o Flowie, jeśli plotki są prawdziwe. Ale 

bądźmy realistami. Ma dopiero siedemnaście lat. Nawet jeśli się zaręczyła, wątpię, żeby za 

chwilę czekał nas ślub.

P

P:

 Hej, Plotkaro!

Nie wiem, czy  B  o tym wie, ale dobiegły mnie słuchy, że gość, z którym spędziła cały 

sobotni wieczór - ten perkusista, kumpel jej przyrodniego brata - też wybiera się na St. Barts 

na ferie.

informator

O:

 Drogi informatorze!

O: Jezu! Myślę, że to będzie wielka niespodzianka i chyba B nie będzie nią zachwycona.

P

background image

I wreszcie...

Ejże? Jaki sens ma zjawianie się w szkole po semestrze, skoro oceny już nie będą się do niczego 

liczyć? W letnim semestrze powinni pozwolić nam wybrać sobie jedne zajęcia, na przykład przerwę na 

lunch, czytelnię albo teatr. W końcu zasłużyliśmy sobie na chwilę odsapki, nie?!

Wiem, że mnie kochacie

plotkara

background image

barneys kształtuje charakter

W czwartek przed Bożym Narodzeniem szkoła Constance Billard wreszcie pozwoliła 

dziewczynom  na luksus - dwunastodniowe ferie. Po szkole Jenny spotkała się z Nate'em 

przed sklepem  Barneysa.  Miała na  sobie  błękitny sweter z  szalowym  kołnierzem,  czarną 

parkę   z   obszyciem   ze   sztucznego   lisa,   króciutki   szary   mundurek   szkolny,   kapelusik   z 

czerwonego   moheru,   spod   którego   wystawały   jej   ciemne   loki,   i   dopasowane   kolorem 

rękawiczki z czerwonego moheru. Wyglądała prześlicznie Nate pocałował ją w dłoń. Załatwił 

większą działkę trawki u swojego dostawcy w pizzerii na rogu Osiemdziesiątej i Madison, 

więc był w doskonałym nastroju.

- Stęskniłem   się   za   tobą   -   powiedział,   a   jego   szmaragdowej   oczy   skrzyły   się   w 

zimowym zmroku.

Serce Jenny natychmiast się rozpłynęło.

- Ja za tobą też - odpowiedziała, a jej policzki delikatnie się zaróżowiły. Wyjęła z 

kieszeni parki świąteczną kartkę, która zrobiła specjalnie dla niego. - Proszę.

Nate   rozdarł   ręcznie   zrobioną   kopertę.   Gapił   się   na   rysunek   wykonany   węglem, 

akwarelami i złotym flamastrem, próbując odgadnąć, co to właściwie jest.

- To   bałwan   obejmujący  renifera   -  wyjaśniła   Jenny.   -   Połączyłam   styl  Matisse'a   i 

Picassa, ale nie wiem, co mi z tego wyszło.

Nate nic miał zielonego pojęcia o Matissie i Picassie. Otworzył kartkę. WESOŁYCH 

ŚWIĄT, NATE! Całuję, Jennifer - napisano błyszczącymi, złotymi literami. Nate uśmiechnął 

się i wsunął kartkę do kieszeni płaszcza.

- Dzięki.

Jenny wzięła go pod ramię. Weszli do sklepu.

- Więc co chcesz pod choinkę? Ja kupuję pierwsza.

Pożyczyła od ojca kolejne pięćdziesiąt dolarów, co właściwie było niczym przy sumie, 

jaką już mu wisiała. Odkąd była z Nate'em, wydała więcej pieniędzy niż przez całe swoje ży-

cie.

Każda dziewczyna ci to powie, że dobry wygląd kosztuje, ale warto zainwestować.

W dziale męskim Nate podał jej parę szarych skarpetek z wełny merynosów.

background image

- Co powiesz na to?

- Skarpetki? Ale ja chcę kupić ci coś wyjątkowego. Coś... świątecznego - uparła się 

Jenny. - Szykownego - tego słowa szukała. Szykowny. Widziała je w „Vogue'u”. Brzmiało z 

francuska i tak wyrafinowanie.

Nate odłożył skarpetki i rozejrzał się po sklepie.

- Nie chcę, żebyś wydawała na mnie za dużo pieniędzy, Jennifer.

Jenny uśmiechnęła się promiennie. Teraz kochała go jeszcze bardziej. Uwielbiała to, 

że   mówi   do   niej   Jennifer.   Uwielbiała   te   króciutkie,   słodkie   SMS   -   y,   które   jej   wysyłał. 

Uwielbiała jego złotobrązowe włosy i zawsze opaloną, idealną skórę. Uwielbiała sposób, w 

jaki   robił   różne   rzeczy,   na   przykład   całował   ją   w   rękę.   A   najbardziej   ze   wszystkiego 

uwielbiała to, jak kilkoma słowami, które wypowiadał swoim seksownym głosem, potrafił 

sprawić, że czuła się największą szczęściarą w Barneysie, a to naprawdę coś znaczyło.

- Nie mogę ci kupić skarpetek - tłumaczyła Jenny. - To musi być coś wyjątkowego.

Nate  wzruszył z rozbawieniem  ramionami.  To miłe,  że  Jenny chce  mu kupić coś 

bardziej znaczącego niż skarpetki albo woda kolońska. Była taka szczera w swojej hojności. 

Nigdy nie oczekiwała niczego w zamian.

- A to? - Jenny podniosła flanelowe czerwone spodenki w prążki, ze sznureczkiem w 

pasie. - To chyba ma robić za piżamę.

Nate zmarszczył brwi.

- Trochę gejowskie - stwierdził.

Jenny odłożyła spodenki z powrotem.

- Masz rację. Przepraszam.

A   potem   zobaczyła   stolik   ze   stosem   bokserek,   które   na   pupie   miały   fotografie 

żaglówek   nałożone   sitodrukiem.   Była   tam   para   niebieskich   z   czerwoną   łódką.   Idealne. 

Przecież  Nate   żegluje.  Nawet  buduje   lodzie  w   Maine.  Bokserki  kosztowały  sześćdziesiąt 

dolarów, czyli więcej niż planowała wydać i całkiem sporo jak na bieliznę, ale była gotowa 

zapomnieć o tych dodatkowych dziesięciu dolarach dla chłopaka, którego tak kochała.

- Te   są   naprawdę   czadowe   -   powiedział   Nate,   podnosząc   bokserki   i   oglądając 

żaglówkę. - Tylko nie ma mnie kto w nich oglądać.

Rumieniec zalał szyję Jenny, gdy wyobraziła sobie oglądanie Nate'a w samej bieliźnie.

- Musisz je mieć - uparła się. - Są dokładnie w twoim stylu.

Złożyła bokserki i zaniosła do lady.

- Czy   może   je   pani   zapakować   jak   prezent?   -   Odwróciła   się   do   Nate'a.   -   Jest 

zabawniej, kiedy sam możesz rozpakować to jak prawdziwy prezent.  - Jej brązowe oczy 

background image

płonęły z radości. Miała cudownego chłopaka, kupiła mu naprawdę odlotowy prezent, a Nate 

uśmiechał   się   do   niej   tak,   że   miała   ochotę   krzyczeć   „jestem   TAKA   SZCZĘŚLIWA!” 

Wręczyła mu małą czarną reklamówkę Barneysa.

- Wesołej Chanuki - zażartowała, chociaż sama tylko w połowie była Żydówką, a Nate 

wcale.

- Dzięki, Jennifer. - Nie spodziewał się, że znajdzie coś, co mu się naprawdę spodoba, 

ale te bokserki były w porządku. Wziął ją za rękę. - Teraz idziemy kupić coś tobie.

Wepchnął ją do windy i pojechali na szóste piętro. Jenny nie wiedziała, dokąd jadą, 

dopóki nie otworzyły się drzwi. Wyszli w dziale z damską bielizną.

Jenny się zawahała. Wyobrażała sobie, że Nate kupi jej coś słodkiego i świątecznego, 

na przykład szalik z głupawym reniferem. A nie bieliznę.

- Wybierz, co chcesz - powiedział Nate.

Jenny rozejrzała się po wieszakach z delikatną, ręcznie robioną, importowaną bielizną, 

czerwieniąc się z zakłopotania. Zawsze kupowała zabudowane staniki Bali w Macy, bo miały 

dodatkowe wzmocnienia i naprawdę grube ramiączka, które nie wrzynały się w ramiona pod 

ciężarem piersi. Staniki w Barneysie wyglądały tak, że mogłyby się podrzeć, gdyby włożyła 

do któregoś jedną  pierś, już  nie wspominając  o dwóch naraz.  Nie było  siły.  żeby Jenny 

wybrała tu biustonosz, obcisły top albo koszulkę nocną. Po pierwsze, chybaby umarła, gdyby 

Nate usłyszał, jaki ma rozmiar miseczki. Po drugie, pewnie nie robili ładnych, koronkowych 

rzeczy o takim rozmiarze miseczki.

Ale nie mogła powiedzieć Nate'owi, że nic chce bielizny.  Nie chciała zranić jego 

uczuć. Sięgnęła po jedwabne figi La Perła, z ładnym  różowym  obszyciem  na brzegach i 

różową satynową kokardką na gumce.

- Te są ładne.

- Czy   dobrać   dla   pani   pasujący   stanik?   -   zaskrzeczała   sprzedawczyni   koło 

siedemdziesiątki, podchodząc do nich niepewnym krokiem.

- Nie. - Jenny prawie krzyknęła. Wyszarpnęła majtki z wieszaka i pospiesznie ruszyła 

do lady, żeby Nate za nie zapłacił i wreszcie mogli się stąd wynieść.

Sprzedawczyni przy kasie wzięła figi i zaczęła je pakować w bibułkę.

- Tylko stringi, proszę pani?

Jenny spojrzała na kawałek jedwabiu zwieszający się z dłoni kobiety. Teraz zobaczyła, 

że praktycznie nie ma w nich części zasłaniającej pośladki.

Nie miała odwagi spojrzeć na Nate'a.

- Tak - wychrypiała. - To wszystko.

background image

- I proszę zapakować w ozdobny papier - dodał Nate. Blair nosiła stringi przez cały 

czas. Nie rozumiał, dlaczego Jenny tak się czerwieni.

Kiedy pakunek był gotowy, Nate wręczył go Jenny i pocałował ją w policzek.

- Wesołych świąt.

Jenny podniosła oczy - do tej pory nie odrywała spojrzenia od włosia kremowego 

dywanu - i wzięła torebkę. To kolejna rzecz, którą uwielbiała w Nacie - nie panikował z 

powodu takiej głupiej rzeczy jak stringi. Zawsze był spokojny i wyluzowany.

Cóż, łatwo jest wrzucić na luz. kiedy człowiek cały czas chodzi najarany.

Gdy zjeżdżali windą, Jenny zastanawiała się, gdzie teraz powinni pójść. Do domu, 

żeby   przymierzyć   prezenty   i   się   sobie   w   nich   pokazać?   Na   samą   myśl,   że   miałaby 

przedefilować przed Nate'em z pośladkami na wierzchu, chciała umrzeć.

Drzwi windy się otworzyły.

- Pomyślałem, że moglibyśmy zajrzeć do St. Regis - rzucił Nate, gdy szli przez dział z 

kosmetykami, żeby wyjść ze sklepu.

Serce Jenny zabiło niespokojnie. St. Regis to hotel. O Boże!

- Tam jest miły bar. Moglibyśmy napić się czekolady - dodał Nate.

Zabrzmiało  to tak, jakby naprawdę miał  ochotę na gorącą czekoladę, a nie pokaz 

striptizu w pokoju hotelowym. Jenny westchnęła z ulgą.

- Dobry pomysł.

Zanim   doszli   do   wyjścia,   Nate   zobaczył   dwie   dziewczyny,   jedną   z   włosami 

jasnoblond zebranymi w kucyk, drugą z ciemnymi i rozpuszczonymi. Serena i Blair. Stały 

przy ladzie z kosmetykami Estée Lauder, dokładnie na ich drodze.

Nate objął Jenny i zaczął ją prowadzić w innym  kierunku, z powrotem do działu 

męskiego, do drugiego wyjścia. Nie żeby nie chciał, aby go widziano z Jennifer. Po prostu 

łatwiej było, kiedy nie musieli z nikim rozmawiać, zwłaszcza z Blair.

Jenny zawahała się i spojrzała na niego, marszcząc brwi.

- Gdzie idziemy? - spytała zakłopotana.

- Eee, pomyślałem, że powinienem kupić sobie nowy pasek - powiedział Nate, mając 

nadzieję, że Blair i Serena nie zauważyły ich jeszcze.

Za późno.

- Nate? - usłyszał za plecami glos Sereny. - Hej, Natie! Odwrócił się powoli. Poczuł 

ziemno - sandałowy i liliowy zapach Sereny, gdy zarzuciła mu ramiona na szyję. Wypuściła 

go i pocałowała Jenny w policzek.

- Co sobie kupiliście?

background image

Jenny znowu się zaczerwieniła.

- E, nic takiego.

Blair stała kawałek od nich i w milczeniu krytykowała brzydką, czarną parkę Jenny i 

mechacący się czerwony kapelusz. Nate uśmiechnął się do niej.

- Cześć. Blair.

Blair   poprawiła   pasek   fioletowej   torebki   Prady   na   ramieniu   i   odgarnęła   włosy   z 

twarzy.

- Cześć - rzuciła ogólnie. Zerknęła na Jenny. - Cześć, Ginny. Wesołych świąt.

Jenny chowała za piecami firmową torebkę Barneysa, bojąc się, że ktoś” mógłby ją 

wyrwać jej z rąk i sprawdzić, co jest w środku.

- Wesołych   świąt   -   odpowiedziała   słabo.   Blair   tak   wkurzył   widok   Nate'a   i   Jenny 

robiących   razem   świąteczne   zakupy   -   nudna,   szczęśliwa   para   -   że   nie   mogła   oprzeć   się 

pokusie, by się ich kosztem zabawić.

- Może nam pomożecie - zaproponowała wesoło. - Kupujemy właśnie prezenty dla 

Flowa i Milesa, wiecie, tych facetów, którzy byli z nami w sobotę. Ale nie wiemy, co wybrać. 

- Szturchnęła Serenę w łokieć. - Serena myślała o wodzie kolońskiej. Nate, mogłybyśmy 

przetestować kilka zapachów na tobie?

Nate nie używał wody kolońskiej i naprawdę chciał się już wynieść z tego sklepu, ale 

nie miał pomysłu, jak się wyłgać.

- Jasne - odparł bez entuzjazmu.

Blair poprowadziła ich do lady i nim zdążył zaprotestować, złapała prawą rękę Nate'a i 

spryskała  go wodą kolońską Dolce&Gabbana,  która  - jak  dobrze wiedziała  - śmierdziała 

serem pleśniowym i tyłkiem.

- Co o tym myślisz? - zapytała, podsuwając rękę Nate'a pod nos Jenny.

Jenny zaczęła kichać.

- Na zdrowie - powiedziała Serena.

Jenny kichała i kichała. Nie mogła przestać.

Nate skrzywił się.

- Trochę za mocna.

- Serio? A co powiesz na to? - Blair złapała jego lewą rękę i spryskała ją Hermes Eau 

D'Orange Verte. To był czysty, klasyczny zapach, który uwielbiała tak bardzo, że czasem 

sama go używała, chociaż był dla mężczyzn.

Nate powąchał dłoń i natychmiast owiała go nostalgia. Pomyślał o czasie, kiedy leżał 

z Blair w łóżku i całował jej nagi brzuch, rozśmieszając ją przy tym.

background image

- Ładny - powiedział, wąchając jeszcze raz.

Jenny zaczęło lać się z nosa. Otarła go rękawiczką.

Serena podniosła sobie lewą dłoń Nate'a pod nos.

- Och, to absolutnie pasuje do ciebie, Nate. - Uśmiechnęła się szczerze do Jenny. - 

Powinnaś mu ją kupić na Gwiazdkę. Jest niesamowita.

Jenny znowu otarła nos. Nie miała już pieniędzy, poza tym kupiła mu znacznie lepszy 

prezent. Zerknęła na Nate'a, mając nadzieję, że powie coś takiego i będą mogli już iść, ale on 

tylko stał i gapił się na Blair z wyciągniętymi rękoma, jak jakiś kretyński sprzedawca wody 

kolońskiej.

W sercu Jenny pojawiła się wątpliwość. Jak to jest, że Nate wydaje się taki wspaniały, 

gdy są sami, a kiedy wokół pojawiają się inni ludzie, zachowuje się tak... głupio?

Blair zmarszczyła nos.

- No, nie wiem - zastanawiała się. - Pomyślałam, że może powinnyśmy im dać coś 

bardziej osobistego.

- Na przykład co? - zapytała Serena, wciągając się w zabawę.

- Ja kupiłam Nate'owi bokserki z nadrukowaną żaglówką - podsunęła pomocnie Jenny. 

- Mają tam różne. Powinnyście obejrzeć.

Nate uśmiechnął się nieśmiało.

- Aha, są naprawdę fajowe.

Blair złapała zieloną buteleczkę z próbką wody D'Orange Verte, gotowa rzucić nią w 

głowę Jenny. Bokserki? A to mała zdzira!

Serena zauważyła, że niewinny dowcip przyjaciółki zaczyna się obracać przeciwko 

niej.

- Chodź, Blair. - Pchnęła ją delikatnie za łokieć. - Pójdziemy na górę. Mają bikini, 

które chciałabym przymierzyć. Powiesz mi, co o tym myślisz.

Blair odstawiła wodę kolońską z powrotem na ladę.

- Jasne - odparła spokojnie.

- Jedziemy jutro na St. Barts - - Serena pocałowała Nate'a w policzek. Potem pochyliła 

się i pocałowała Jenny. - Ale zobaczymy się wszyscy w sylwestra, okay?

Nate patrzył, jak Blair bawi się swoim pierścionkiem z rubinem. Zrobił krok w przód, 

położył dłoń na rękawie jej płaszcza i pocałował ją w policzek.

- Wesołych świąt, Blair.

Najlepsza aktorka zawsze jest opanowana, nawet wobec jawnej obelgi.

- Wesołych świąt - odparła Blair, trzymając podbródek tak wysoko, jak tylko można, 

background image

nie przewracając się do tyłu. Polem ze spokojem odwróciła się do wind na tyłach sklepu i 

pociągnęła za sobą Serenę.

Nate   patrzył,   jak   odchodzą.   Podziwiał   długie   ciemne   włosy   Blair   opadające   na 

błękitny kaszmirowy płaszcz. Podniósł lewą dłoń i wciągnął czysty,  świeży zapach, który 

przypominał mu nagą skórę Blair. A potem odwrócił się do Jenny. Jej ciemne roztrzepane 

loki. Za duża czarna parka. Drobniutkie dłonie. Nieśmiały uśmiech. Co za ulga, że Blair już 

poszła, bo nie musi już ich porównywać. Bo prawdę mówiąc, nie było porównania.

Na szklanej ladzie za nimi stała buteleczka perfum w kształcie primabaleriny.

- Ej!   -   Nate   zmienił   temat.   -   Widziałaś   kiedyś  Dziadka   do   orzechów?  -   Jenny 

interesowała się sztuką, więc pewnie wiedziała wszystko o balecie.

Jenny pokręciła głowa, uśmiechając się niepewnie. Chodziła do Lincoln Center na 

zajęcia z architektury i projektowania, ale nigdy nie oglądała tam prawdziwego baletu.

- Nie, jeszcze nie.

To nie wypada. Po prostu nie wypada. Nate zabierał Blair na  Dziadka do orzechów 

przez ostatnie trzy lata w Boże Narodzenie. I chociaż widział, że to niepoważne, zawsze 

świetnie  się bawił. To był  taki  odlot: na początku, w  pierwszej scenie kolacji wigilijnej, 

drzewko na scenie było normalnych rozmiarów. A polem dziewczynka zasypia i zaczyna 

śnić, a choinka wyrasta jak na sterydach na gigantyczne drzewo, o wiele, wiele większe od 

tego   przy   Rockefeller   Center.   A   potem   wszystkie   zabawki   ożywają   i   zaczynają   ze   sobą 

walczyć. To było niesamowite.

Nate wyciągnął komórkę z kieszeni.

- Jutro wieczorem jemy kolację u twojego ojca, prawda?

Jenny kiwnęła głową.

- To zobaczmy, czy zostały jeszcze jakieś bilety na popołudnie.

Jenny oparła się o ladę w perfumerii, czując, jak biorą górę objawy przypominające 

grypę. Nate zabiera ją na balet! Jak można go nie kochać?

background image

D próbuje pisać o seksie w nowym sposób

Gdy tylko skończyły się ostatnie egzaminy w czwartek, Dan poszedł do ulubionej 

chińsko - kubańskiej kawiarni na Broadwayu. Zamówił kawę z mlekiem i krokiet po chińsku. 

Wyciągną! nowiutki, czarny notes i czarny cienkopis. Przez cały tydzień próbował napisać 

coś względnie przyzwoitego, żeby to wysłać razem z podaniem o przyjęcie na uczelnię, ale 

wychodziły mu same śmiecie. Nigdy wcześniej nie miał kłopotów z pisaniem - zwykle słowa 

po prostu  z  niego  wypływały.  Jasne,   egzaminy  rozpraszały go  trochę,  ale  nie  ma  co  się 

oszukiwać. Opuściła go wena.

Sączył kawę, rozchlapując mlecznobrązowe kropelki na czystej stronie notatnika. W 

pewnym   sensie   to   go   stawiało   na   równi   z   wielkimi.   Tołstoj   miał   blokadę   twórczą, 

Hemingway też. Nie był pewny co do swoich ulubionych francuskich egzystencjalistów, ale 

potem doszedł do wniosku, że w takim czy innym, momencie też musieli to przeżywać. Mimo 

wszystko mu nie ulżyło. Tak naprawdę to była tortura.

Biedna, zbolała dusza.

Przeglądając swoje stare notatniki, stwierdził, że ostatni raz napisał coś sensownego 

przed Świętem Dziękczynienia, zanim pocałowali się z Vanessą i zdali sobie sprawę, że są 

zakochani.

Przetoczył  krokiet   w  kleistym   śliwkowym  sosie  i  odgryzł  kawałek.   Poza  śmiercią 

miłość była jego ulubionym tematem, ale teraz, kiedy był zakochany, słowa, którymi o niej 

pisał, wydawały mu się powierzchowne i niezręczne. Gdyby potrafił spojrzeć na miłość pod 

innym niż zwykle kątem... Zanurzył krokieta w sosie i znowu odgryzł kęs. Po nadgarstku 

popłynął mu gorący tłuszcz. Kelnerka strzeliła go biodrem w łokieć i resztka krokieta wpadła 

do kubka, rozpryskując po całym stole kawę z mlekiem.

Większość ludzi by się wkurzyła, ale w głowie Dana zapaliła się żaróweczka.

Seks! - pomyślał. Seks był ostatecznym wyrazem miłości. Dlatego jeśli kiedykolwiek 

to zrobi, to tylko wtedy, kiedy będzie czuł, że jedynym sposobem wyrażenia tego, co chce po-

wiedzieć, będzie kochanie się.

Zdjął skuwkę z cienkopisu. Czyta! dość o teorii literatury, by wiedzieć, że najbardziej 

wyświechtany sposób pisania o seksie to opisywanie kwitnących kwiatów, zachodów słońca i 

background image

fajerwerków. I wiedział też, że praktycznie  wszystko może zabrzmieć seksownie. Ale on 

chciał pisać o seksie w zupełnie nowy i zaskakujący sposób.

Zagapił się na krokieta porzuconego w kawie i myślał.

Każdy normalny chłopak, gdy myśli o seksie, natychmiast ma ochotę zedrzeć ubranie 

ze swojej dziewczyny. Ale Dan nie był normalnym chłopakiem. Zamiast pomyśleć o zdarciu 

z Vanessy ubrania, myślał o słowach, a nie ma nic seksownego w prostych, starych słowach, 

chyba że używa się ich w seksowny sposób. Żeby tego dokonać, trzeba przestać myśleć o 

słowach   i   zacząć   myśleć   o   czymś   innym,   a   jeszcze   lepiej   o   kimś   innym.   Najlepiej 

rozebranym.

Ale Dan ugrzązł w słowach. Im bardziej biedził się nad słowami, tym bardziej był 

przekonany, że nie może pisać o seksie, bo go jeszcze nie uprawiał. A jeśli nie może pisać o 

seksie, nie może też pisać o miłości, a skoro nie może pisać o miłości, to nie może pisać w 

ogóle.

Czy seks to lekarstwo na blokadę twórczą?

background image

V odkrywa sekret victorii

W czwartek po szkole Vanessa szła Broadwayem w Soho, filmując transwestytę w 

czarnej   plastikowej   spódniczce,   napiętnastocentymetrowych   obcasach,   który   szedł   z 

maleńkim czarnym chihuahua w puchatym pomarańczowym sweterku. I nagle przed sklepem 

firmowym   Victoria's   Secret

  zatrzymała   ją   kobieta   rozdająca   promocyjne   ulotki,   które 

reklamowały Bardzo Seksowną kolekcję bielizny.

Kup dwa Bardzo Seksowne staniki, a dostaniesz za darmo dobrane do nich 

albo v - stringi, albo tang! - zachęcała ulotka.

Vanessa nie była pewna, co to są v - stringi albo tanga. Swoją bawełnianą bieliznę 

Hanes Her Way i topy kupowała w Rite Aid, w Victoria's Secret nigdy nie była. Spojrzała na 

wypełniający   okno   wystawowe   plakat   z   Gisele   Bündchen   w   bieliźnie   z   kolekcji   Angel. 

Bielizna bezszwowa, bosko dopasowana - tak napisano na plakacie. Oczywiście na Gisele 

wszystko wygląda bezszwowo i bosko, ale czy na niej też będzie się tak prezentowało?

Przewiesiła   pasek   od   kamery   przez   ramie   i   pociągnęła   ciężkie   szklane   drzwi   do 

sklepu. Pomyślała, że to może być zabawne, sprawdzić, co to jest.

Gdy tylko weszła, zaczepiła ją sprzedawczyni.

- Witamy   w   Victoria's   Secret   -   powiedziała   drobna   blondynka   w   dopasowanym 

czarnym kostiumie. - Czy mogę pani w czymś pomóc?

Vanessa spiorunowała ją wzrokiem. Nie cierpiała namolnych sprzedawców.

- Nie - odparła lekceważąco. - Chcę się rozejrzeć.

Sprzedawczyni uśmiechnęła się grzecznie.

- Dobrze. W takim razie powiem tylko, że nazywam się Vanessa.

Vanessa spojrzała na nią zaskoczona.

- Ja  też  tak  się  nazywam  -  powiedziała   i  poczuła wyrzuty  sumienia,   że  była   taka 

niegrzeczna dla tej kobiety. - Mamy takie samo imię.

Blond Vanessa się rozpromieniła.

- Co za zbieg okoliczności! W takim razie nie zapomni pani mojego imienia. Proszę 

zawołać, gdyby czegoś pani potrzebowała. - Odwróciła się, żeby się zająć inną klientką.

 Victoria's Secret - marka damskiej bielizny; dosłownie: Sekret Victorii (przyp. tłum.).

background image

W sklepie pachniało perfumami, z głośników płynęła muzyka, dywan na podłodze 

miał kolor głębokiej aksamitnej czerwieni. Okrągłe stoliki przykryte udrapowaną czerwoną 

satyną. były zawalone stringami i figami w zwierzęce i roślinne wzroki Na każdej ścianie 

wisiały wieszaki ze stanikami z koronki, satyny i bawełny. Były tutaj body. figi, stringi i 

męskie bokserki. Slipki, obcisłe topy, podwiązki i pasy do pończoch.

Vanessa   nigdy   nie   widziała,   żeby   tyle   metrów   kwadratowych   poświecono   takim 

erotycznym   fatałaszkom.   których   nigdy   nie   cierpiała.   Ale   może   jednak   bardzo   seksowna 

koronkowa   różowa   bardotka   z   odpowiednimi   koronkowymi   stringami   to   jest   coś,   czego 

potrzebuje,   aby   Dan   nie   mógł   jej   się   oprzeć,   by   poczuł,   że   nadeszła   la   poetycka...   ta 

„naturalna” chwila - czy na co on tam czekał - i żeby wreszcie zdecydował się pójść z nią do 

łóżka.

Podeszła   do   wieszaka   z   czerwonymi   koronkowymi   biustonoszami   z   fiszbinami   i 

zaczęła je oglądać. Trzydzieści cztery B, trzydzieści sześć C, trzydzieści osiem D. Nawet nie 

wiedziała, jaki nosi rozmiar. Pod wieszakiem ze stanikami wisiały koronkowe figi, właściwie 

bardziej przypominały spodenki, tyle że wyjątkowo króciutkie spodenki. Vanessa sprawdziła 

metkę. Ach, więc to są tanga. Cóż, nie wyglądały źle. Rozejrzała się za swoją imienniczką.

- Jednak zdecydowała się pani coś przymierzyć? - zapytała blondynka, wychodząc zza 

lady, gdzie składała stos bawełnianych stringów.

Vanessa wzruszyła bezradnie ramionami.

- Są jakieś w czarnym kolorze? - Wskazała czerwoną koronkową bardotkę z kolekcji 

Bardzo Seksowne.

- A jaki rozmiar?

Vanessa zmarszczyła brwi. Jak mogła przeżyć siedemnaście lat i nie wiedzieć, jaki 

nosi rozmiar stanika?

- Nie jestem pewna - wymamrotała prawie niesłyszalnie.

Blond Vanessa uśmiechnęła się życzliwie.

- Chodźmy do przymierzalni, zmierzę panią. A potem porozmawiamy o tym, czego 

pani szuka. Znajdziemy coś w pani stylu i w czym będzie się wygodnie chodziło. Co pani na 

to? Vanessa kiwnęła głową niechętnie. Nie bardzo jej się podobał pomysł, że ktoś będzie 

mierzył jej klatkę piersiową, i nie miała pojęcia, czego szuka, ale skoro zaszła tak daleko, to 

równie dobrze może spróbować dalej.

- Pod warunkiem że będzie w czarnym kolorze - dorzuciła z uporem.

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie

!

KOCHAJ SIOSTRĘ SWOJĄ, ALE NIE ZA BARDZO

Zwrócił moją uwagę fakt, że dawno nie było nic a nic słychać o milusim przyrodnim bracie Et, A z 

dredami. Można by pomyśleć, że zbytnio pochłonęły go egzaminy i zakładanie kapeli. Ale nic takiego. 

On  się  ukrywa.  Jestem  prawie   przekonana,  że  ukrywa   się,   ponieważ dręczą  go  bardzo  poważne 

kwestie.   No,   właściwie   to   jedna   poważna   kwestia:   zakochał   się   w   swojej   przybranej   siostrze. 

Najświeższe nowinki mówią, że zaprosił swojego kumpla, perkusistę, M, na St. Barts i podejrzewam, 

że zrobił to po to, aby M zajął się B i trzymał ją poza zasięgiem jego wzroku.

Wasze e - maile

P:

 Droga P!

Chodzę z J na zajęcia z higieny i wiem na pewno, że ona uczęszcza na terapię z powodu 

obsesji na punkcie pępków. Na przykład musi iść co godzinę do łazienki, żeby sprawdzić, 

czy jej pępek nadal jest na miejscu, a kiedy przebieramy się przed wuefem, gapi się na 

pępki innych. To jest naprawdę pokręcone.

Roni

O:

 Hej, ron!

I co w tym złego? Pępki są bardzo seksowne. Przynajmniej mój jest.

P

P:

 Hej, P!

Myślę, że chyba mieszkam w tym samym domu co B, o której tyle opowiadasz, i czasem 

przez pomyłkę dostaję jej pocztę. Jej matka odbiera tony listów z Nowego Początku, a to 

musi być albo klinika płodności, albo ośrodek leczenia uzależnień - według tego, co widzę 

background image

w książce telefonicznej.

a kuku

O:

 Cześć, a Kuku!

Miejmy nadzieję, że po prostu daje im pieniądze, a nie korzysta z ich usługi.

P

Na celowniku

S  dała odźwiernemu metrowego bałwanka z czekolady zawiniętego w firmowe złotko Godivy. Flow 

zdecydowanie przesadza, wyrzuca liściki bez czytania, chyba że S ma jakiegoś innego wielbiciela. D 

gapi się w wodę przystani przy Siedemdziesiątej Dziewiątej i szuka natchnienia. V siedzi w barze w 

Billyburg - może sprawdza działanie swojej figury wymodelowanej za pomocą zakupów w Victoria's 

Secret?  B  i  S  opuszczają salon J. Sisters po nakładaniu wosku na okolice bikini - wszystko przed 

wyjazdem na St. Barts. Wygląda na to, że tam będzie naprawdę, ale to naprawdę gorąco! Bawcie się 

dobrze w czasie ferii i nie marnujcie żadnej okazji na odlotową zabawę. Ja na pewno nie zmarnuję. Do 

zobaczenia na miejscu!

Wiem, że mnie kochacie

plotkara

background image

B ugrzęzła w klasie turystycznej i przyciąga facetów jak lep muchy

BLAIR WALDORF

ESEJ

UNIWERSYTET YALE, 23 GRUDNIA

W kreacjach filmowych Audrey Hepburn najbardziej podoba mi się to, że zachowują 

rezerwę,  a  jednocześnie  pozostają  przystępne.   Są  spokojne,  ale   mocno  stoją   na 

ziemi. Tajemnicze, lecz otwarte.

Blair   przestała   pisać   na   laptopie   i   przytrzymała   backspace   tak   długo,   aż   zniknęły 

wszystkie słowa. Kreacje filmowe? Co to, do cholery, znaczy? To brzmi, jakby była jakimś 

snobem, wariatką na punkcie filmów, jak Vanessa Abrams, ta dziewczyna z zajęć o filmie, co 

ma ogoloną głowę i tłuste kolana. Problem polega na tym, że Blair musi pisać o bohaterkach 

granych   przez   Audrey,   a   nie   o   niej   jako   prawdziwej   osobie,   bo   szczerze   mówiąc,   nie 

wiedziała za dużo o prawdziwej Audrey poza tym, że na starość przestała nosić szyte na 

miarę  ubrania   od  Givenchy'ego,  ścięła  włosy   i  przez   cały  czas  chodziła   w  drelichowych 

spodniach i czarnym golfie. Blair wypożyczyła z biblioteki masę książek o Audrey Hepburn, 

ale z żadnej nie przeczytała więcej niż pierwszy rozdział. Nie chciała tak naprawdę wiedzieć 

o problemach  Audrey z zapaleniem  okrężnicy ani o jej  pracy dla UNICEF - u. O wiele 

ciekawsze było wyobrażanie sobie życia Audrey niż poznawanie faktów.

- O czym piszesz? - zapytał Miles, dolewając jej smirnoffa do soku pomarańczowego.

Jak   się   okazało,   Aaron   zaprosił   Milesa   na   St.   Baits,   żeby   spędzi!   z   nimi   Boże 

Narodzenie, i postanowił nie mówić o tym Blair aż do chwili, gdy spotkali się na lotnisku. 

Było oczywiste, że Miles zgodził się na wyjazd tylko z jednego powodu: myślał, że miło 

spędzi ten czas z Blair. Ale ona postanowiła dać mu do zrozumienia, że się myli, zanim 

jeszcze wylądują na miejscu.

- O niczym - powiedziała, nie podnosząc wzroku.

Musieli   wyjść   z   domu   o   nieludzkiej   porze   -   siódmej   czterdzieści   rano.   Teraz 

dochodziła pierwsza, a samolot miał jeszcze godzinę do St. Bans. Aaron spał, a może udawał, 

background image

że śpi, żeby nie musieć patrzeć, jak Miles uderza do Blair. Serena słuchała na discmanie płyty 

Coldplay i cieszyła się, że nieustanny przypływ prezentów od Flowa wreszcie się urwie. Tyler 

grał w szachy na Game Boyu i dąsał się, ponieważ w ostatniej chwili matka jego przyjaciela 

księcia Rolfa von Wurtzela postanowiła nie puścić syna na wyjazd do St. Barts, ponieważ 

młody   niemiecki   książę   cierpiał   na   kłopotliwą   przypadłość   -   moczył   się   w   nocy.   Blair 

zamieszała brązową słomką kostki lodu w drinku. Cholera, pięknie Ci dziękuję. Boże, za te 

drobne przysługi.

- Przez   cały   tydzień   próbowałem   się   do   ciebie   dodzwonić   -   powiedział   Miles, 

wyciągając się na swoim siedzeniu, żeby wyprostować nogi. Ku konsternacji Blair, wszyscy 

zostali upakowani do klasy turystycznej jak sardynki. - Ale chyba źle zapisałem twój numer.

Blair nie odrywała oczu od ekranu. Nie, odparła w myślach. Po prostu podałam ci 

zmyślony numer.

Miles wyciągnął rękę i przesunął palcami po końcach długich włosów Blair.

- Tęskniłem - szepnął.

Zerknęła na niego bez uśmiechu i odwróciła wzrok, zastanawiając się, co by zrobiła 

Audrey Hepburn w tak niemiłej sytuacji.

Znacie tych religijnych wariatów, którzy na zderzakach mają naklejki typu: „Co by 

zrobił Jezus?” Cóż Blair miała podobne powiedzonko: „Co by zrobiła Audrey?”

Nie   żeby   miała   coś   przeciwko   Milesowi.   Nie   był   odrażającym   typem,   który   nosi 

niesamowite ciuchy od Armaniego. Był przystojny i przyjaźnił się z Aaronem, który też był w 

porządku, chociaż, jeśli miałaby wybór, Blair wolałaby w ogóle nie mieć przybranego brata. 

Uwaga   Milesa   powinna   jej   pochlebiać   i   może   by   tak   było.   gdyby   miała   ochotę   z   nim 

poflirtować. Ale o jedenastej rano przed południem, upchana do klasy turystycznej w małym, 

kiepskim samolocie z laptopem na kolanach i brudnymi włosami spiętymi w kucyk, nie miała 

ochoty na żaden flirt.

- Przepraszam, czy może życzy sobie pani brytyjskie wydanie „Vogue'a”? - zapytał 

steward z pierwszej klasy. Wyglądał jak młodsza, wyższa wersja Pierce'a Brosnana. Gdyby 

nie nosił uniformu United Airlines, mógłby świetnie się prezentować.

Blair   wzięła   czasopismo.   Zauważyła,   że   steward   nie   proponował   brytyjskiego 

„Vogue'a” nikomu innemu w klasie turystycznej oprócz niej.

- Czy przynieść pani coś do picia? Szampana? - zaproponował, mrugając okiem.

Blair upuściła pismo na podłogę. Czy nie widział, że jest zajęta?

- Nie, dziękuję - odparła.

Miles podał stewardowi pustą szklankę po coli z rumem.

background image

- Poproszę jeszcze raz.

Steward wziął szklankę wkurzony. Zapytał tylko Blair, czy czegoś sobie życzy, a teraz 

musiał obsługiwać siedzącego obok niej zarozumiałego nastolatka.

Miles znowu pogładził jej włosy.

- Nie będziesz czytać pisma?

Blair miała ochotę mu powiedzieć, żeby wsadził sobie tę gazetę w tyłek. Wiedziała 

jednak,   że   Audrey   w   takiej   sytuacji   zachowałaby   spokój   i   dalej   robiłaby   swoje,   mając 

nadzieję, że namolny facet wreszcie zrozumie aluzję i zostawi ją w spokoju.

Skupiła się ponownie na wypracowaniu. Chciała napisać, że Audrey miała wszystkie 

cechy,   które   powinna   mieć   każda   kobieta.   Klasę,   urodę,   wdzięk,   inteligencję,   poczucie 

humoru, odwagę i pewną tajemniczość, która sprawiała, że mężczyźni natychmiast się w niej 

zakochiwali. Ale Blair nie była idiotką. Nie mogła napisać w wypracowaniu dla Yale, że 

podziwia Audrey Hepburn, ponieważ mężczyźni nie potrafili jej się oprzeć - nie po tym, jak 

pocałowała tego człowieka od rozmowy kwalifikacyjnej.

Pani   Glos   powiedziała   jej,   żeby   nie   była   dosłowna.   Blair   położyła   dłonie   na 

klawiaturze i znowu zaczęła pisać, pozwalając, aby słowa same płynęły.

Czasem marzę, że jestem Audrey Hepburn. Czuję się lżejsza i czystsza, i mówię z 

tym samym fajnym akcentem co ona. Audrey sprawia, że wszystko wydaje się łatwe. 

Nigdy   nie   musiała   zdawać   egzaminów   ani   pisać   kretyńskich   wypracowań,   które 

dołącza   się   do   podań   o   przyjęcie   do   college'u.   Nigdy   nie   musiała   wyjeżdżać   na 

wakacje   z   matką   i   jej   tłustym,   wkurzającym   ojczymem   albo   z   napalonym, 

denerwującym   kumplem   przybranego   brata.   Chłopak   nigdy   jej   nie   rzucił   dla 

dziesięciolatki. I nawet jeśli miała jakieś problemy, radziła sobie z nimi sama, zamiast 

opowiadać o nich całemu światu, także na rozmowie kwalifikacyjnej do Yale, Kiedy 

jestem Audrey, czuję, że mogłabym zmierzyć się z całym światem.

Blair przeczytała jeszcze raz to, co napisała, zaznaczyła cały akapit i go skasowała. 

„Kiedy jestem Audrey, całkiem świruje” - to było bliższe prawdy.

- Za chwilę lądujemy w St. Barts, gdzie panuje teraz piękna pogoda - oznajmił niskim 

głosem kapitan przez system nagłośnienia w samolocie. - Dziękujemy państwu za dzisiejszy 

lot   naszymi   liniami.   W   szczególności   pragnę   podziękować   uroczej   szatynce   z  miejsca 

dwadzieścia   cztery   B.   Życzymy   miłych   wakacji   i   mamy   nadzieję,   że   ponownie   wybiorą 

państwo samolot naszej linii.

background image

Dwadzieścia cztery B. Blair sprawdziła tabliczkę na suficie. To jej fotel. Czy jej się 

tylko przyśniło, że kapitan ją podrywa, czy on naprawdę to powiedział?

Miles nadal głaskał jej włosy - Przyszedł steward z drinkiem dla Milesa i szampanem 

dla Blair, chociaż powiedziała, że nie chce.

- Z wyrazami uszanowania od kapitana - rzekł ze znaczącym uśmiechem.

Blair   czuła   się   jak   Mia   Farrow   w  Alice,  filmie   Woody'ego   Allena,   do   którego 

obejrzenia pan Beckham zmusił je nie raz. lecz dwa razy. W tym filmie Alice - nudna matka 

mieszkająca przy park Avenue - trafiła do dziwnego miejsca w Chinatown, gdzie zjadła jakieś 

chińskie zioła, po których przyciągała facetów jak lep muchy.

Blair nie należała do osób, które odmawiają podawanego jej drinka, więc wychyliła 

kieliszek, zatrzasnęła laptop i wrzuciła do torby podróżnej od Louisa Vuittona, którą potem 

kopniakiem wcisnęła pod siedzenie przed sobą. Samolot zaczął schodzić do lądowania, a za 

oknem cieple Morze Karaibskie połyskiwało obiecująco. Blair obróciła na placu pierścionek z 

rubinem. Była gotowa wskoczyć w nowe czarne bikini od Gucciego i wyjść na plażę z dala od 

wszystkich i wszystkiego.

Aaron otworzył oczy, usiadł prosto i zasłonił jej widok. Uśmiechnął się do niej.

- Skończyłaś wypracowanie?

- Odpieprz się - odpowiedziała Blair.

background image

D jest gotów albo nie

- Więcej   curry!   -   Rufus   Humphrey   spróbował   sosu   pomidorowego   i   warknął   pod 

nosem: - Więcej rumu!

To było piątkowe popołudnie i za godzinę miała zacząć się jego coroczna świąteczna 

impreza.

- Ale tato, lasagne chyba powinna smakować po włosku, nie? - rzucił Dan.

Rufus zmarszczył krzaczaste siwe brwi i wytarł uwalane w sosie ręce o brudną białą 

koszulkę z napisem 

OCALCIE KOMUCHÓW!

- Od kiedy z ciebie taki sztywniak? - Machnął drewnianą łyżką. - Tu nie ma zasad, 

tylko możliwości!

Dan wzruszył ramionami i wlał kilka filiżanek ciemnego rumu do sosu. Nic dziwnego, 

że wszyscy zakochują się w lasagne ojca. Już po kilku kęsach są kompletnie uwaleni.

- Więc co to za gościu, którego zaprosiła twoja siostra? - zapyta! Rufus.

Używał słowa „gościu”, nabijając się ze sposobu, w jaki mówią Dan i Jenny. To było 

potwornie irytujące.

- Nazywa się Nate - odparł Dan z roztargnieniem. - Jest całkiem w porządku - dodał, 

chociaż był pewny, że ojcu absolutnie się nie spodoba. Nate chodził do drogich fryzjerów, 

nosił koszulki polo i buty z prawdziwej skóry, i zwykle był tak najarany,  że nie potrafił 

rozmawiać bez wybuchania kretyńskim śmiechem w środku zdania. Ale Dan nie chciał o tym 

mówić ojcu. Za bardzo skupił się na tym, że w każdej chwili może zjawić się Vanessa, a on 

prawie już postanowił powiedzieć jej, że chce z nią iść do łóżka.

- Miejmy nadzieję, że ten Nate lubi lasagne po indyjsku - zażartował Rufus, wlewając 

chianti do swojego ogromnego kubka reklamowego Metsów.

Rozległ   się   dzwonek   do   drzwi   i   Rufus   popędził,   żeby   wpuścić   swojego   starego 

kumpla Lyle'a Grossa, którego poznał w parku dwadzieścia lat temu. Lyle należał do tych 

facetów o nieokreślonym wieku, których zawsze się widuje w parku na ławce, jak słuchają 

transmisji z meczu Metsów w przenośnym radiu albo czytają znalezione na śmietniku „Daily 

News” sprzed trzech tygodni. Był pisarzem - tak mówił - ale Dan nigdy nie wiedział żadnego 

dowodu, który by to potwierdzał.

background image

- Przyniosłem winogrona - ogłosił Lyle. Zaczesał rzadkie siwe włosy na pożyczkę i 

włożył sweter w kolorze musztardowym, brązowe wełniane spodnie i białe tenisówki Nike. 

Na szyi miał drobne strupki po zacięciach przy goleniu. Trudno było na niego patrzeć. - 

Cześć, Danielson!

- Cześć - odpowiedział Dan.

Lyle zawsze ubarwiał imiona ludzi. Pewnie myślał, że jest niesamowicie zabawny, ale 

Dana jakoś to nie bawiło.

Rufus złapał winogrona i rzucił je Danowi.

- Dodaj też parę winogron - polecił.

- Dobra. - Nie do końca przekonany Dan oderwał kilka owoców i wrzucił je do sosu. 

W tym momencie mógłby dołożyć kilka bobków Marksa i nikt by nawet nie zwrócił uwagi. 

Marx to ich stary, tłusty, pręgowany kocur, które właśnie rozwalił się na stole kuchennym 

między bagietką a krążkiem parmezanu.

Rufus i Lyle wybierali w salonie płytę z kolekcji analogów Rufusa, a Dan mieszał sos 

drżącą   dłonią   i   zastanawiał   się,   jak   nawiązać   do   tematu   seksu   w   rozmowie   z   Vanessą. 

Powiedział, ze chce, aby to wypłynęło naturalnie, ale kogo on oszukuje? Teraz tak naprawdę 

chciał mieć to za sobą, i to szybko, żeby móc wrócić do pisania. Robiło mu się już niedobrze 

na widok swoich czarnych notesików. Jego umysł był równie pusty jak ich stronice.

Mieszał sos coraz szybciej i szybciej, aż pasta pomidorowa zaczęła przelewać się z 

rondla.  Będzie  musiał  zwyczajnie   jej   to  powiedzieć.   I  mieć  nadzieję,  że   Vanessa   go  nie 

wyśmieje.

background image

V jest we właściwym miejscu, w złym czasie

Vanessa powinna już być w domu Dana, ale taszczyła ze sobą cały swój filmowy 

sprzęt,   a   to   był   taki   kawał   drogi   -   najpierw   kolejką   L   z   Williamsburga   do   Czternastej 

Zachodniej, potem pociągiem E aż do Central Parku. Wieczór był piękny - wstyd, żeby nie 

nakręcić trochę materiału do filmu, skoro już wyszła z domu. Zeszłej nocy padał śnieg, alejki 

w parku były zmarznięte i śliskie. Gdy wędrowała ścieżką w stronę zamarzniętego jeziora, 

żałowała, że włożyła nową bieliznę z Victoria's Secret na siebie, zamiast wrzucić do torby. 

Koronka   wydawała   się   taka   zimna   na   skórze   i   w   dodatku   gryzła   ją   we   wszystkich 

niewłaściwych miejscach.

Nad jeziorem rósł ogromny stary dąb; z gałęzi zwisało mu mnóstwo sopli. Vanessa 

wyciągnęła kamerę z futerału. Mogła sfilmować sople i wykorzystać je jako wprowadzenie do 

filmu  o  Nowym  Jorku.  Odlotowe  wprowadzenie  miejsca  akcji.  Przez  chwilę  ludzie  będą 

myśleli, że akcja rozgrywa się na spokojnej wsi. Potem zrobi ciecie i pokaże coś ewidentnie 

miejskiego, na przykład dostawców mięsa wyładowujących krwawe tusze na Zachodniej.

Pokręciła obiektywem, próbując zrobić zbliżenie sopli, a polem odjazd. W odwrotnej 

kolejności za bardzo by to przypominało kawałek „National Geographic”. Dan zawsze mówił, 

że w jej filmach brakuje akcji, ale Vanessa upierała się, żeby ten film był jak wiersz. Nic nie 

musiało się dziać, widz miał po prostu coś poczuć.

I   kiedy   stała   na   ośnieżonym   brzegu   zamarzniętego   stawu   i   próbowała   uchwycić 

surowe, ulotne piękne sopli, zdecydowanie coś czuła: zimną koronkę fig na tyłku.

Wcześniej tego popołudnia Nate i Jenny wybrali się do Lincoln Center na Dziadka do 

orzechów.  Było właśnie tak, jak to Nate pamiętał: z gigantyczną choinką i niesamowitymi, 

walczącymi   myszami   wielkości   ludzi.   Jenny   siedziała   zachwycona,   oczarowana   muzyką, 

scenografią, tancerzami i kostiumami  -  zwłaszcza Wieszczki Cukrowej. Serce mało jej nie 

pękło,   kiedy   pod   koniec   Klara   i   Książę   poszybowali   w   niebo   na   zaprzężonych   w   konie 

saniach.

Potem Jenny i Nate powinni ruszyć prosto do domu na przyjęcie Rufusa, ale nie ma 

szybszego sposobu na zniszczenia idealnego popołudnia niż wejście w kuchni na jej ojca bez 

background image

koszuli, nalewającego właśnie do gara rum i keczup z gigantycznej butelki. Nate przez cały 

dzień był taki idealny, trzymał  ją za rękę i wskazywał ulubione fragmenty baletu. Nawet 

wyglądał idealnie: włożył szary garnitur z kaszmiru i niebiesko - fioletową koszulę. Więc 

Jenny postanowiła wrócić do domu dłuższą drogą, przez Central Park.

Kiedy szli ścieżką w stronę stawu, złapała Nate'a za rękę i ścisnęła ją mocno. Jej 

czarne zamszowe kozaki miały gładkie podeszwy i cały czas ślizgała się na lodzie. Teraz, 

kiedy balet nie odciągał jej uwagi, nie mogła na to nic poradzić, ale ciągle czuła, jak koronka 

wgryza jej się między pośladki. W duchu upomniała się, że powinna wyluzować - to tylko 

nowe stringi.

Wolną rękę Nate zaciskał wokół torebki z trawą, którą niósł w kieszeni wełnianego 

płaszcza.   Ogrzewał   ją.   Nie   ma   nic   gorszego   niż   przemrożona   trawka.   Robiła   się   wtedy 

rozmokła i potwornie kopciła po zapaleniu. Miał zamiar zapalić zaraz po wyjściu z Lincoln 

Center, ale było coś surrealistycznego i pięknego w słońcu rozświetlającym śnieg i cieple 

dłoni Jenny. Odechciało mu się skręta. Miał ochotę porozmawiać.

- Bez sensu, że muszę jechać jutro do Maine - powiedział. - Ale muszę skończyć moje 

podania,   więc   przyda   mi   się   chwila   spokoju.   Na   rozmowie   kwalifikacyjnej   w   Brown 

powiedzieli mi, że mają nową superspecjalizację: nauki ścisłe i techniczne. Myślałem, że jeśli 

to wybiorę, mógłbym zająć się projektowaniem łodzi, no wiesz.

Jenny skinęła głową, skupiając się na nogach. Nie chciała, żeby Nate jutro wyjeżdżał. 

Nie chciała też, żeby wyjechał do college'u.

Staw już było widać. Wiosną Nate lubił stawać w altance, palić i patrzeć na kaczki z 

pisklętami. Teraz jeziorko było całkiem zamarznięte. Pewnie można by po nim przejść.

- To dziwne - mówił dalej. - O tej porze w zeszłym roku dokładnie wiedziałem, gdzie 

będę za rok: tu, w mieście, będę chodził do szkoły i opieprzał się z kumplami, jak zwykle. Ale 

teraz nie mam pojęcia, co będzie za rok. Niesamowite.

Jenny   spojrzała   na   Nate'a,   zastanawiając   się,   jak   by   zareagował,   gdyby   mu   teraz 

powiedziała, że go kocha. Miał od zimna zaróżowione policzki i czubki ślicznych, idealnych 

uszu. Był taki cudowny, że chciała krzyczeć ze szczęścia.

- Mam   na   sobie   stringi   -   wydyszała,   zanim   zdążyła   ugryźć   się   w   język.   Zaczęła 

szybciej iść. Nie mogła uwierzyć, że to powiedziała!

- Co?! - Nate przyspieszył, żeby ją dogonić. Nie dosłyszał, co powiedziała.

Jenny puściła jego dłoń.

- Mam na sobie stringi! - krzyknęła głośniej. A potem zachichotała i zaczęła biec, 

ześlizgując się ze wzgórza ku stawowi.

background image

Nate tym razem ją usłyszał. Przestaj ściskać torebkę z trawą i ruszył pędem za Jenny.

- Wracaj tutaj! Chcę zobaczyć te stringi! - krzyknął za nią upiornym głosem wampira.

Jenny pisnęła i biegła dalej. Oczy jej łzawiły z zimna, a oddech wiązł w gardle.

Nate biegł za nią po lodzie przykrytym  śniegiem, aż do miejsca, w którym  Jenny 

poślizgnęła się i wyciągnęła jak długa pod wielkim dębem ozdobionym  długimi soplami. 

Rzucił się na nią i zaczęli się tarzać, śmiejąc się bez tchu i zbierając śnieg we włosy.

Nate obrócił Jenny na brzuch i podciągnął jej płaszcz.

- Pokaż, pokaż! - krzyczał, ściągając jej czarne, aksamitne spodnie, żeby zerknąć na 

nagą pupę.

- Czekaj! - Jenny piszczała, chichotała i wierciła się. Zacisnęła oczy, nie mogąc się już 

dłużej powstrzymać. - Czekaj. Nate kocham cię!

Nate znieruchomiał na chwilę. Potem, zamiast ją obrócić, pocałować i powiedzieć, że 

też ją kocha, cmoknął w śliczny, zaróżowiony pośladek, a potem przewrócił się na plecy i 

wyrzucił chmurkę ciepłego oddechu prosto w błękitne niebo.

Jenny leżała dalej wyciągnięta na brzuchu przez kilka sekund, łapiąc oddech. Potem 

wstała i poprawiła ubranie. Dobrze, że w końcu to powiedziała, ale byłoby o wiele milej, 

gdyby Nate odwzajemnił się tym samym. Powinien był odpowiedzieć „kocham cię”, wziąć ją 

na ręce i zanieść do sań, które zabrałyby ich do Krainy Nigdy - Nigdy.

Ale on tylko cmoknął ją w pośladek.

- Nie   masz   na   sobie   bokserek   z   żaglówką,   co?   -   zapytała   z   nadzieją,   próbując 

przywrócić żartobliwy ton, od którego wszystko się zaczęło.

- Nie wiem. - Nate odpiął pasek. Ściągnął spodnie do bioder. - W niebieską kratkę. 

Wybacz.

- W   porządku   -   odparła   szybko   Jenny,   owijając   się   płaszczem.   -   Przejdźmy   koło 

pomnika Romea i Julii. To mój ulubiony i jest po drodze.

Nate spędził w tym parku mnóstwo czasu, ale nie miał pojęcia, o czym Jenny mówi.

- Jaki pomnik Romea i Julii?

- Nieważne. Pokażę ci, jak tam dojdziemy.

- Zimno ci? - zapytał Nate, opierając się na łokciach i wyciągając dłoń. - Chodź tu.

Zawahała się przez sekundę, a potem podeszła. Nate przygarnął ją, zawinął w swój 

płaszcz, pocałował w czoło i w oba zimne zaczerwienione policzki.

Musnęła go ustami w brodę i nie mogła się oprzeć, żeby nie powiedzieć tego jeszcze 

raz. Może nie usłyszał jej za pierwszym razem.

- Kocham cię - szepnęła.

background image

Patrzyli   sobie   prosto   w   oczy.   Tym   razem   Nate   musiał   odpowiedzieć.   Dopiero   co 

widzieli Dziadka do orzechów, a na litość boską, to była historia miłosna, na wypadek gdyby 

mu to umknęło.

- Ja też cię kocham - wymamrotał.

A potem całowali się. Długo, naprawdę długo. Jenny spadł czerwony kapelusik, a jej 

ciemne loki zakryły ich twarze.

Ale niezbyt dobrze.

Dan powiedział Vanessie, że w jej filmach brakuje akcji. Cóż, to zdecydowanie jest 

akcja. Tak, sople były wspaniałe, po prostu super. Ale jak często widzi się kobietę z nagim 

tyłkiem  na  śniegu?  Jak często  widzi się  całkiem porządnego  faceta ściągającego  spodnie 

zimą,   w   biały   dzień?   I   jak   często   widuje   się   parę   tarzającą   się   w   jednym   płaszczu   po 

zamarzniętym jeziorze, w środku najżywszego miasta na świecie? Gdyby tylko Vanessa miała 

śmigłowiec,   wzniosłaby   się   wysoko   i   kręciła   ich   z   coraz   większej   odległości,   aż   para 

zamieniłaby   się   w   plamkę   wielkości   łebka   od   szpilki   pośród   przecinających   się   ulic 

Manhattanu.   Ale   nie   miała   helikoptera,   więc   musiała   bardziej   twórczo   rozwiązać 

zakończenie. Najlepsze było to, że nie złapała dokładnie twarzy tej dwójki, więc mogli być 

kimkolwiek,   w   dowolnym   wieku   -   tobą   i   twoim   chłopakiem   albo   twoją   babcią   i   jej 

chłopakiem.   Czysta   poezja,   surowa   i   piękna.   Nie   mogła   się   doczekać,   żeby   pokazać   to 

Danowi.

Zaraz... Ma to zrobić przed czy po tym, jak mu pokaże, co ma pod czarnym golfem i 

czarną wełnianą spódniczką?

background image

la isla bonita

W   kurorcie  Isle   de  la  Paix   na  wyspie  St.  Barts  ukrywały   się  sławy  i  mieszkanki 

Nowego Jorku w średnim wieku, które muszą dojść do siebie po operacji plastycznej. Nie 

można było tam się zatrzymać, jeśli człowiek nie był kimś albo kogoś nie znał. Ale tak się 

składało, że do Cyrusa Rose'a, ojczyma Blair, należała firma budowlana, która zbudowała ten 

kurort. Dlatego trzy wille, które on i matka Blair zarezerwowali dla rodziny, należały do 

najlepszych.

Wokół całej willi Sereny i Blair ciągnął się taras. Mogły z niego oglądać basen w 

kurorcie, gdzie kobiety po czterdziestce z chirurgicznie poprawionym biustem i chirurgicznie 

wyszczuplonymi  udami leżały na leżakach w wielkich okularach przeciwsłonecznych  i w 

jednoczęściowych   kostiumach   kąpielowych   bez   ramiączek,   udając,   że   czytają   francuskie 

pisma z modą, podczas gdy tak naprawdę zalewały się ponczem rumowym. Jedna z kobiet 

miał ze sobą małego biszona - nawet jej pies nosił ciemne okulary. Z drugiej części tarasu 

widziały kawałek plaży o białym piasku, gdzie młodsze kobiety opalały się topless, a faceci 

nonszalancko surfowali na deskach z żaglem, udając, że nie patrzą. Morze było tak spokojne i 

miało tak idealny odcień turkusowy, że wyglądało jak sztuczne.

Serena usiadła na tarasie i, paląc gitana, przeglądała francuską „Elle”, Czekała, aż 

Blair ubierze się, nim pójdą spotkać się ze wszystkimi w jadalni na późnym lunchu. Dopiero 

co umyła włosy, które teraz ociekały jej na odsłonięte ramiona i łopatki w topie bez pleców 

od Diane von Furstenberg. Po prysznicu wtarła w siebie samoopalacz Lancôme i jej skóra już 

nabrała   zdrowego,   złotego   odcienia   brązu.   Na   nogach   miała   sandałki   z   białej   skóry 

wysadzane kryształkami.

Jej minispódniczka z białego dżinsu od Agnes B. ledwo zakrywała górę ud.

W pobliżu barierki tarasu koliber wysysał pyłek z hibiskusa, latając od jednego kwiatu 

do drugiego. Serena zastanawiała się, dlaczego nie zostanie przy jednym i porządnie sobie nie 

łyknie, zamiast tak latać z miejsca na miejsce.

Dobre pytanie.

- Przepraszam? Pardon? - usłyszała.

Zgasiła papierosa, przydeptując go butem, i wstała. Facet w koszulce Isle de la Paix 

background image

stał u stóp schodów i trzymał olbrzymi bukiet rzadkich, tropikalnych kwiatów.

Çac'estpour vous, mademoiselle - powiedział, wchodząc i podając Serenie kwiaty.

Jezu! Czy Flow ma szpiegów? Jak, do cholery, ją odnalazł?

Powąchała kwiaty.

- Dzięki - powiedziała do faceta.

- Nie ma sprawy - odparł po angielsku. Już miał się odwrócić, kiedy Blair otworzyła 

drzwi i wyszła na taras.

- Lepiej, żeby mama miała otwarty rachunek w barze - powiedziała do Sereny, nim 

zauważyła faceta. Blair miała na sobie dopasowaną, jedwabną beżową sukienkę, która była 

praktycznie takiego samego koloru jak jej opalenizna po Lancôme. Z daleka wydawała się 

naga. Na nogach miała plastikowe czerwone klapki, które kupiła w drogerii, a na mały palec 

lewej   stopy   założyła   pierścionek   z   fałszywym   diamentem   -   wypróbowywała   nowy   styl 

„biedaczki Z kasą”. Zauważyła, że gość z obsługi kurortu gapi się na nią.

- Tak? - zapytała ostro. - Parlez vous anglais?

Facet wyglądał na zakłopotanego.

- Przepraszam. Chciałem tylko przywitać dwie najpiękniejsze dziewczyny na wyspie.

Na szczęście jego akcent był wyjątkowo seksowny. Tylko dzięki temu mógł mu ujść 

taki kwasiarski tekst.

- Dzięki - rzuciła Blair. - Zobaczymy się później - dodała, spławiając go.

- Mam nadzieję, że kwiaty się podobają, mademoiselle. - Skinął głową do Sereny. 

Potem uśmiechnął się szeroko do Blair i poszedł sobie.

Blair przeczesała włosy palcami i mrużąc oczy, spojrzała na morze. To, że podrywają 

każdy facet, na którego wpada, zaczynało być trochę nudne.

Serena położyła kwiaty na ratanowym stoliku.

- Od kogo? - zapytała Blair.

Serena wzruszyła ramionami.

- Chyba nie musisz pytać.

Blair podeszła do bukietu i obróciła bilecik przyczepiony do kryształowego wazonu, w 

którym przyszły kwiaty.

- „Życzymy wspaniałych wakacji i nie stresujcie się za bardzo ślubnymi planami - 

przeczytała na głos. - Całusy, wasze kochane przyjaciółki, K i I”.

Obie wybuchły śmiechem.

Serenie   naprawdę   ulżyło,   gdy   dowiedziała   się,   że   może   to   nie   Flow   przysyłał   te 

wszystkie prezenty. Na przykład czekoladowego bałwana i akwarium z barakudami. Może to 

background image

też przysłały Kati i Isabel.

- Chodź! - Złapała Blair za rękę i pociągnęła ją na schody. - Dajmy szansę Cyrusowi, 

niech postawi nam drinka!

Aaron i Miles już siedzieli w barze, grali w tryktraka i próbowali namówić Tylera na 

zjedzenie smażonego ślimaka. Matka Blair i Cyrus nadal żeglowali na jachcie właścicieli 

kurortu i nikt ich do tej pory nie widział.

Jadalnia nie wyglądała wcale jak jadalnia: to był wielki kryty taras wychodzący na 

plażę i idealnie turkusowe morze. Po jednej stronie stał bar z bambusa i szkła ze stołkami 

barowymi z białej skóry. Bardzo nowoczesny, tropikalny styl.

- Dwa rumy i dwie cole proszę - powiedziała Blair po francusku do barmana. We 

francuskich wyspach piękne było to, że człowiek nie musiał się martwić, że go wylegitymują.

Nie żeby często ją legitymowano.

Serena wzięła swojego drinka i stuknęła się szklanką z Blair. - Za nas - wzniosła toast. 

Potem obie przechyliły głowy i wypiły jednym haustem.

Wow! - sapnął Miles, patrząc z podziwem na Blair. Przebrał się w czarne spodnie z 

mnóstwem kieszeni od Armaniego i popielatą koszulkę polo (też Armani). Wyglądał dość 

blado. - Jak wam się udaje nie bekać potem jak kierowcy ciężarówki?

Blair uśmiechnęła się szeroko i otarła usta wierzchem dłoni.

- Lata praktyki.

Aaron pokręcił głową. Teraz jego dredy wyglądały bardziej na miejscu, z plażą w tle. 

Wsuną! dłonie do kieszeni swoich wojskowych zielonych szortów.

- Nie wiem, czy jest czym się chwalić.

Blair przewróciła oczami.

- Jakbyś nigdy nie pił.

Aaron wzruszył ramionami.

- Piję. Po prostu wolę napić się wody, kiedy jestem spragniony.

Tyler ugryzł kawałek ślimaka i wypluł kęs do serwetki.

- A Blair pije denaturat - zażartował.

Blair już miała go zdzielić, kiedy zobaczyła, że nadbrzeżem idą matka i Cyrus. Cyrus 

trzymał Eleanor za łokieć, jakby bał się, że się potknie. Gdyby to był ktoś inny, Blair by 

pomyślała, że to słodkie, ale jej zdaniem nic, co robił Cyrus, nie było słodkie. Matka miała na 

sobie sukienkę Lilly Pulitzer w rażącym,  zielono - różowym kolorze z deseniem w białe 

żabki, która wyglądałaby o wiele lepiej, gdyby była w jednym kolorze i bardziej zakrywała 

background image

nie takie znowu szczupłe nogi. Na blond włosach z pasemkami, obciętych na pazia, miała 

białą płócienną opaskę. Już się mocno opaliła. Cyrus włożył czerwone płócienne spodnie i 

koszulkę polo w marynarskie biało - granatowe pasy. Twarz miał czerwoną i błyszczącą - nie 

mógł już bardziej przypominać knura.

Czyli świni, dla tych, którzy mieli niskie wyniki na skali umiejętności werbalnych.

Eleanor Waldorf Rose pisnęła, gdy zobaczyła ich wszystkich przy barze.

- Cześć, dzieciaki! - krzyknęła, podbiegła i mocno objęła Tylera. Puściła go i rzuciła 

się na Blair. - Tak się za wami stęskniłam. I mam wam tyle do powiedzenia!

Serena uśmiechnęła się uprzejmie.

- Dzień dobry, pani Rose. - Matka Blair była trochę zbzikowana, ale zdecydowanie 

mniej zadzierała nosa niż jej matka.

Cyrus uścisnął dłoń Aarona.

- Cieszę się, że cię widzę, synu. Mój prawnik do mnie nie dzwonił, więc zakładam, że 

udało się wam z Blair nie spalić domu podczas naszej nieobecności.

Aaron uśmiechnął się szeroko.

- Pewnie,   że   spaliliśmy.   Ale   budujemy   ci   nowy.   Zobaczysz,   jak   wrócisz.   Będzie 

naprawdę odjazdowy.

Blair postanowiła też trochę się zabawić. A może po prostu była pijana.

- Jestem w ciąży - powiedziała. Objęła Milesa. - Z Milesem. On jest ojcem.

Szeroki uśmiech zniknął z twarzy Aarona.

- Od kiedy z ciebie taki komik? - zapytała Eleanor i przekrzywiła głowę, dziwiąc się, 

skąd u córki takie niesmaczne poczucie humoru.

Blair zabrała ręce Z ramion Milesa i uśmiechnęła się krzywo do matki.

- Odkąd wyrzucili mnie z Constance.

Serena uśmiechnęła się szeroko.

- Ale z ciebie kłamczucha.

Cyrus złapał Blair swoją mięsistą łapą i objął.

- Ktoś jest w świetnym humorze! - powiedział.

Już nie.

Wypuścił ją i machnął do barmana.

- Szampan dla wszystkich!

Blair wykrzywiła się. Co za tandeta.

Eleanor poklepała się po brzuchu.

- Beze mnie, kochanie.

background image

Od kiedy ona odmawia szampana?

- Więcej będzie dla nas. - Cyrus mrugnął do Blair, podając kieliszki Aaronowi, Blair, 

Serenie,   Milesowi   i   Tylerowi.   Wręczył   Eleanor   kieliszek   z   wodą   sodową,   a   swój,   z 

szampanem, uniósł do toastu.

- Za naszą wielką, szczęśliwą rodzinę! - zawołał i wyszczerzył zęby jak idiota.

Blair już miała dość rodziny.

- Czy możemy usiąść i coś zjeść? - jęknęła. - Umieram z głodu. - Nie zmuszała się do 

wymiotów, odkąd matka i Cyrus wyjechali, ale miała przeczucie, że cokolwiek dziś zje, nie 

utrzyma długo w żołądku.

Weszli gromadą do jadalni i usiedli na jednej długiej ławie z białej skóry. Wiatrak na 

suficie kręcił się leniwie nad ich głową, lekka bryza poruszała gałęziami palm. Wszyscy z 

wyjątkiem   Aarona   zamówili   hamburgery.   To   była   francuska   restauracja   i   nie   mieli   ani 

jednego wegetariańskiego dania.

- Wezmę tylko sałatkę i frytki - powiedział Aaron kelnerowi, zapalając ziołowego 

papierosa.

- Świetnie się bawiliśmy - wyrzuciła z siebie Eleanor, smarując bułeczkę masłem i 

zajadając   ją   z   wilczym   apetytem,   jakby   przez   tygodnie   nic   nie   jadła.   Tyle   przytyła   od 

wyjazdu, że Blair zastanawiała się, czy nie powinna czegoś powiedzieć. - Ale tak się cieszę, 

że przyjechaliście.

Cyrus ścisnął jej rękę.

- I mamy dla was wielką niespodziankę - powiedział, a jego niebieskie oczy były 

bardziej wytrzeszczone niż zwykle.

Eleanor położyła dłoń w diamentach na jego tłustych wargach.

- Ciii... Dopiero w święta.

Aaron poczuł, że kolano Blair dotyka jego kolana pod stołem. Nie odsunął się. To była 

jedna   z   jego   pokręconych,   małych   radości   -   przypadkowe   zetkniecie   kolanami,   jej   ręka 

ocierająca się o jego, gdy sięgała po chleb, jej oddech łaskoczący jego ucho. gdy wzdychała 

znudzona.

Wiedział,   że   dopiero   co   brała   prysznic,   chociaż   miała   suche   włosy,   ponieważ 

pachniała jej ulubionym kokosowym szamponem firmy Kiehl. Zauważył też, że jej skóra jest 

ciemniejsza, niż gdy siedzieli w samolocie, więc najwyraźniej musiała użyć jakiego balsamu 

do opalania zaraz po przyjeździe. Widział, że paznokcie u stóp pomalowała na blady róż, i 

zauważył,  że zdjęła zegarek. Nienawidził siebie za to, że zauważa te rzeczy, bo brat nie 

powinien ich dostrzegać.

background image

Tyler patrzył zniechęcony w swoją colę. Chciał pewnego dnia mieć własną wytwórnię 

płytową i robić klipy dla MTV. Nie dość, że wolałby jechać na festiwal Osbourne'ów, zamiast 

spędzać ferie z rodziną, to jeszcze każdy oprócz niego miał tu przyjaciela.

- Nie martw się, koleś - powiedział Aaron, widząc minę młodszego przybranego brata. 

- Zaraz po jedzeniu zabieramy cię z Milesem na skuter wodny.

Tyler wyjął ze szklanki słomkę i próbował ją podpalić zippo Aarona.

- Super   -   powiedział,   próbując   podtrzymywać   wizerunek   jedenastoletniego   łobuza, 

chociaż był ubrany w absurdalnie ugrzecznione spodenki i zieloną koszulkę Lacoste.

Przyniesiono  jedzenie i Cyrus  z Eleanor zaczęli pokrótce opowiadać o poślubnym 

rejsie. W zeszłym tygodniu wspięli się na wulkan i oglądali jadowite płaszczki na Martynice. 

Na St. Johns Cyrus kupił Eleanor szpilkę z brylantami i koralami, którą wyłowiono z wraku. 

Na   Wyspach   Dziewiczych   pili   koktajl   z   Albertem   Finneyem,   podobno   bardzo   sławnym, 

starym aktorem, ale nikt o nim nie słyszał.

Serena   wyłączyła   się.   Siedziały   z   Blair   twarzą   do   plaży.   Na   niebie   nad   wodą 

hydroplan wykręcał pętle i nurkował w powietrzu. Szybko zorientowała się, że pilot pisze coś 

na niebie. Jak oni to robią? Byłoby zabawnie, gdyby pilot miał kłopoty z ortografią, nie? 

Zmrużyła oczy i zaczęła czytać szybujące po niebie litery, zakładając, że będą po francusku.

S - E - R - E - N - A

Serena   zakryła   usta  dłonią  i  ostro  strzeliła  łokciem   Blair.   Blair  oddała  jej  równie 

mocno. Wzięła mały, złożony bilecik wyłożony na środku stołu i podała go Serenie.

Palce Sereny drżały, gdy odczytywała złoty druk:

Prosimy zrobić rezerwację na kolację wigilijną

Isle de la Paix

Występ 45

20.00 - 0.00

Serena uścisnęła mocno dłoń Blair. Nie zwariują w te święta, tylko jeśli będą trzymać 

się razem.

- Och,   patrzcie!   -   syknęła   Eleanor,   przez   co   Blair   i   Serena   prawie   podskoczyły. 

Machnęła ręką w stronę recepcji. - To Misty i Bartholomew Bassowie! - Zniżyła głos do 

szeptu. - Słyszałam, że wycięli Misty wątrobę. Ma potworny problem z piciem. Ale moim 

zdaniem   wygląda   dobrze.   Ciekawe,   czy   przypłynęli   tu   łodzią.   Co   za   sprytny   pomysł   na 

background image

odwyk. No bo trudno się napić czegoś na łódce, jeśli nie wniesiesz tam żadnej wódy.

Misty i Bartholomew Bassowie, rodzice niesławnego Chucka Bassa, meldowali się w 

hotelu, a obok nich stał stos walizek Louisa Vuittona. Blair i Serena czekały, czy pojawi się 

Chuck - całe ich pieskie szczęście - ale nigdzie go nie było widać.

- To był wyrostek, mamo - powiedziała po chwili Blair. Wyglądało na to, że Chuck 

został w domu. Bogu dzięki. - Miała zapalenie wyrostka. To nic wielkiego.

- Ja słyszałam co innego - upierała się Eleanor. - W każdym razie nie wiedziałam, że 

przyjeżdżają tu na Boże Narodzenie. - Rozejrzała się po restauracji, głaszcząc palcami szpilkę 

z brylantami i koralami. - Słyszałam też, że zatrzymuje się tutaj dużo sław, ale nie widziałam 

jeszcze nikogo, kogo bym rozpoznawała.

Cyrus uciszył ją, wsuwając jej do ust frytkę.

- Dbaj   tylko,   żebyś   przyjmowała   wszystkie   witaminy   i   minerały,   kochanie   - 

powiedział z miłością.

Blair była pewna, że jej matka nie potrzebuje dodatkowej porcji frytek, i była też 

pewna, że nie chce tak siedzieć i patrzeć, jak Cyrus ją nimi karmi. Już jej się chciało rzygać.

- Przepraszam - mruknęła i popędziła do najbliższej toalety dla pań.

Wszyscy przyzwyczaili się do tego, że Blair nagle zrywa się od stołu, więc nikt się 

nad   tym   nie   zastanawiał,   ale   Serenę   gryzła   mysi.   Że   Blair   zmusza   się   w   łazience   do 

wymiotów. Położyła serwetkę na niedojedzonym hamburgerze.

- Dziękuję za lunch powiedziała słabo. Wstała i ruszyła za Blair, żeby sprawdzić, czy 

wszystko z nią w porządku. Trzymała głowę nisko na wszelki wpadek, gdyby Flow był w 

pobliżu i czaił się za jakąś palmą.

background image

kto naprawdę chce poznać sekret vicorii?

- Czekaj, aż zobaczysz, co dziś nakręciłam - powiedziała Vanessa do Dana, gdy siadali 

u jego ojca w jadalni. Jenny i Nate jeszcze nie przyszli, ale Rufus wypił za dużo czerwonego 

wina i nie mógł się doczekać jedzenia. - Totalny odlot. Będziesz ze mnie dumny.

- Więc   kręcisz   filmy,   Vanessamondo?   -   zapytał   przyjaciel   ojca   Dana,   Lyle, 

nakładające sobie lasagne. - Jakiego typu?

Vanessa łyknęła wody.

- Czarno - białe. No wiesz. Mało akcji.

Lyle zapełnił talerz gotowaną fasolką, którą Rufus wybrał na przystawkę do lasagne.

- Artystyczne, hę?

- Tak jakby. - Vanessa kiwnęła głową.

- Ja   jestem   wielbicielem   kina   przygodowego.   Widziałaś   kiedyś  Mumię?  Moim 

zdaniem to idealny film.

Vanessa nie słuchała. Właśnie przyszli Nate i Jenny i rozbierali się pospiesznie w 

korytarzu.

- Przepraszam, tato - powiedziała Jenny, ledwo łapiąc oddech i zdejmując kapelusz. 

Vanessa rozpoznała go natychmiast. Czerwony i kudłaty, tak jak kapelusz tamtej dziewczyny 

z parku. A Nate miał na sobie długi granatowy płaszcz, jak tamten chłopak - Tamten leż 

wyglądał jak uczniak i miał takie same złotobrązowe włosy.

Ups! Vanessa odłożyła widelec.

- Tato, to jest Nate - powiedziała Jenny, prowadząc Nate'a do stołu. Miała ochotę 

tańczyć i wszystkich całować. Nie wiedziała, że można czuć takie szczęście! Powiedział, że ją 

kocha!

Nate uścisnął rękę jej ojcu.

- Miło mi pana poznać, panie Humphrey.

Rufus miał pełne usta. więc musiał popić winem.

- Nate, mój chłopcze - powiedział - to przez ciebie moja córka w ciągu ostatniego 

miesiąca pożyczyła ode mnie ponad czterysta dolarów. Miło cię wreszcie poznać. - Odsunął 

krzesło obok siebie. - Chodź, siadaj.

background image

Jenny była tak rozradowana, że nie miała do ojca pretensja Oby tylko był miły dla 

Nate'a.

- Więc powiedz mi, Nate - ciągnął Rufus, wlewając mu do kieliszka beczkę wina - 

czym się zajmujesz?

Nate uśmiechnął się. Ojciec Jennifer wydawał się całkiem spoko.

- Łodziami   -   powiedział.   -   Moi   rodzice   mają   dom   w   Mount   Desert,   w   Maine. 

Budujemy z ojcem łodzie i żeglujemy.

Dan   czekał,   aż   Rufus   pożre   Nate'a   żywcem,   pomstując   na   temat   egoistycznych 

rozrywek wyższych klas i bezużyteczności takich rzeczy jak żaglówki, ale Rufus wydawał się 

zafascynowany i cały czas zadawał Nate'owi pytania.

Normalnie taka hipokryzja doprowadziłaby Dana do białej gorączki, ale teraz zbyt 

pochłaniało go to. co miał zamiar powiedzieć Vanessie, więc nie denerwował się tym, że tata 

pieprzy od rzeczy z takim zepsutym, wiecznie ujaranym dzieciakiem. Wziął się za swoją 

lasagne. Za dziesięć minut przeprosi wszystkich i pójdą z Vanessą do jego pokoju.

Nagle Rufus zapukał w siół.

- Czekajcie,  wszyscy   mają  podać  mi  swoje   talerze.   Lasagne  będzie  o  wiele  lepiej 

smakować, jeśli się ją podpali.

- Tato! - jęknęła Jenny. To naprawdę było żenujące. I nie dało się lego uniknąć.

Nate podał Rufusowi swój talerz. Rufus podpalił zapałkę i rzucił ją na lasagne Nate'a. 

W sosie było tyle rumu, że buchnęły płomienie.

- Super! - wykrzyknął Nate.

Rufus roześmiał się wesoło, a Jenny podała mu swój talerz z uśmiechem. Wygląda na 

to, że się polubili!

Dan nie mógł tego dłużej znieść. Odwrócił się i pochylił do Vanessy.

- Możemy pogadać minutkę? - Z nerwów dłonie mu się trzęsły.

- Dobra - odparła Vanessa, też zdenerwowana. Czy będzie miała odwagę przejść przez 

to? Lyle zabrał jej talerz i oddał stojący w płomieniach.

- Dzięki - mruknęła z roztargnieniem.

Dan wstał.

- Chodź.

Vanessa   zabrała   swoją   torbę   i   poszli   długim   korytarzem   do   jego   sypialni. 

Humphreyowie mieli mieszkanie w zabytkowym domu, nieodnawiane od lat czterdziestych. 

Było ogromne i zakurzone. Podłogi skrzypiały, ze ścian schodziła farba. Pachniało jak stare 

buty i butwiejące książki. Dan znalazł raz na półce u ojca nierozpakowaną talię kart z 1955 

background image

roku. Wszystkie króle wyglądały jak Elvis Presley. Były niesamowite.

- Więc...   -   zaczął   niezręcznie   Dan,   gdy   już   zamknął   drzwi.   -   Chciałem   ci   coś 

powiedzieć.

Vanessa usiadła na podłodze i rozsznurowała swoje czarne glany. Jeśli miała przez to 

przejść, musi to zrobić szybko, zanim zacznie myśleć.

- Yhm... - odparła. Zdjęła czarne wełniane podkolanówki i poruszyła palcami nagich 

stóp. Dwa wieczory temu pozwoliła swojej siostrze Ruby pomalować sobie paznokcie u stóp 

na czekoladowy kolor. Nadal wyglądały całkiem dobrze. Wstała i rozpięła czarny sweter.

Dan   podszedł   do   biurka   i   wziął   ostatni   czarny   notatnik,   myśląc,   że   może   pokaże 

Vanessie, jak kiepsko z jego poezją, a ona zrozumie, że muszą iść do łóżka. Przekartkował 

strony.   Były   pełne   początków   wierszy   typu:  Jesteś   moim   Frankensteinem,   moim 

Liechsteinem, jesteś boska.

Żaden się nie kończył, bo pod koniec wszystkie robiły się zbyt potworne. Czytał je, 

czerwieniąc się ze wstydu.

- Nie potrafię już napisać niczego dobrego - powiedział. przerzucając kartki.

Vanessa   zdjęła   czarną   wełnianą   spódnicę.   Ściągnęła   golf   przez   ogoloną   tuż   przy 

skórze głowę. Potem stanęła dłońmi na biodrach i czekała, aż Dan się odwróci.

- I myślałem, że może nie mogę pisać, ponieważ... - Dan zamknął notatnik i odwrócił 

się gwałtownie. - Muszę,.. - Urwał.

Vanessa   stała   koło   jego   łóżka   w   czarnym   koronkowym   staniku   i   czarnych 

koronkowych szortach, tak cieniutkich, że wszystko przez nie było widać.

Jasne. O to chodziło.

Vanessa uśmiechnęła się szeroko i zatrzepotała rzęsami.

- Co o tym myślisz?

Dan patrzył na nią wstrząśnięty. To była ostatnia rzecz. którą spodziewał się zobaczyć.

- Co robisz?

Vanessa podeszła do niego, próbując nie myśleć, jak wygląda górna część jej ud i 

dolna część tyłka w wysoko podciętych figach. Położyła dłonie na ramionach Dana. Drżał. 

Nic była pewna, czy to dobrze, czy źle.

Dan rozejrzał się po pokoju.

- Nie filmujesz tego, prawda? - zapytał podejrzliwie. Zwykle Vanessa najpierw go 

pytała, czy chce być na filmie, ale mogła próbować zdobyć zupełnie naturalny materiał, nie 

mówiąc mu o niczym.

Pokręciła głową.

background image

- Pocałuj mnie - powiedziała.

Dan splótł ręce na piersiach. Zaczynał widzieć, do czego Vanessa zmierza.

I co z tego? Byli zakochani. Dlaczego w końcu tego nie spróbują?

Każdy inny facet zdecydowanie by spróbował. Ale Dan nie był taki jak inni. On był 

wrażliwym  romantykiem. Nie chciał, żeby za jego pierwszym razem wszędzie walała się 

czarna koronkowa bielizna. To było zbyt wyrachowane, zbyt oczywiste... i złe. Chciał, żeby 

to było czyste, spontaniczne i... dobre.

Odsunął się o krok i odwrócił głowę.

- Przepraszam - powiedział.

Vanessa zrozumiała, że zbyt go naciska i może to było nie w porządku, ale próbowała 

się tylko trochę zabawić. Próbowała też zrobić coś, żeby nie mógł jej się oprzeć, ale on 

najwyraźniej opierał się jej bez trudu. Złapała koszulkę z łóżka i naciągnęła ją szybko przez 

głowę. Czuła się kompletnie upokorzona.

Dan zapalił papierosa i zaciągnął się głęboko.

- Chcesz mi pokazać ten kawałek, który nakręciłaś w parku?

Hm. Może nie.

Vanessa   pokręciła   głową,   nie   potrafiąc   spojrzeć   na   niego.   Wciągnęła   spódnicę   i 

zapięła sweter.

Dan zgasił papierosa w pustym kubku po kawie.

- W takim razie chyba powinniśmy wracać do stołu.

Vanessa zawiązała sznurówki i wstała.

- Ja chyba już pójdę - powiedziała drżącym głosem.

Nie płakała, odkąd skończyła cztery lata, ale teraz niewiele jej brakowało.

Dan skinął głową, rozdarty między chęcią zapytania jej, co się stało, a pragnieniem, 

żeby już wyszła, to on siądzie i spróbuje coś napisać. Właściwie co mogli sobie powiedzieć, 

gdyby została?

To   dziwne,   jak   zobaczenie   swojej   dziewczyny   w   skąpej   bieliźnie   może   totalnie 

odmienić związek.

Vanessa otworzyła drzwi.

- Do widzenia - szepnęła.

- Do   widzenia   -   odpowiedział   Dan,   gdy   drzwi   zamknęły   się   za   nią.   Podszedł   do 

biurka, usiadł, otworzył notatnik, mając nadzieję, że to przeżycie zainspiruje go do czegoś 

genialnego. Ale nie - więc tylko palił jednego papierosa za drugim.

background image

sztuka J przeraża N

- Możemy na chwilę was przeprosić, tato? - zapytała Jenny. - Chcę pokazać Nate'owi 

mój pokój.

Rufus nawet na nią nie spojrzał.

Mais oui - powiedział z okropnym francuskim akcentem.

Bien sûr.

Jenny przewróciła oczami. Kiedy jej ojciec wypił za dużo, próbował stać się bitnikiem 

mówiącym po francusku w kafejce z cyganerią. .

Jaki ojciec, taki syn.

- Chodź - powiedziała do Nate'a i poprowadziła go korytarzem do siebie. Otworzyła 

drzwi i zapaliła światło.

Nate   nie   spodziewał   się,   że   pokój   Jenny   go   zaskoczy.   Reszta   mieszkania   była 

wygodna i rozpadająca się jak domek na wsi, którego nigdy się nie sprząta. Myślał, że jej 

pokój będzie podobny. Ale Jenny nigdy nie lubiła prostych, szarawych ścian, pękającej farby 

na suficie, gołej drewnianej podłogi, swojej starej, zwykłej białej pościeli i naprawdę sporo 

potrafiła.   Od   kilku   miesięcy   zajmowała   się   malowaniem,   zwłaszcza   portretów.   Było   tam 

sześć   portretów   Nate'a,   każdy   w   innym   stylu.   Był   więc   Nate   w   stylu   Moneta, 

impresjonistyczny, Nate w stylu Picassa, z oczami na stopach, Nate Dalego, spływający do 

kałuży   na   chodniku.   Nate   w   stylu   Warhola,   z   oczami   w   kolorze   elektryzującej   zieleni   i 

złotymi   włosami,   Nate   według   Pollocka,   z   farbą   rozlaną   w   kształt   jego   głowy,   i   Nate 

Chagalla, z głową latającą po nocnym niebie.

- Podobają ci się? - zapytała Jenny z nadzieją. - Próbowałam kopiować różne style. 

Pollock był chyba najtrudniejszy.

Nate z otwartymi ustami gapił się na obrazy na ścianach. Nie wiedział, który portret to 

Pollock, tak samo jak nie poznał pozostałych stylów, które wykorzystała Jenny, ale rozpoznał 

siebie w sześciu wersjach. I to wystarczyło, żeby go zbić z tropu.

- Tutaj spędzam większość czasu - wyjaśniła radośnie Jenny. Nate był taki czarujący 

w rozmowie z jej ojcem, że jeszcze bardziej się w nich zakochała. Odważnie stanęła na 

palcach   i   położyła   ręce   na   jego   ramionach.   -   Chciałabym   cię   całować   przez   całą   noc   - 

background image

szepnęła chrapliwym głosem.

Nate zesztywniał, ale nie tak, jak by się człowiek mógł spodziewać.

Tak, zwykle takie słowa sprawiłyby, że stanąłby w pełnej gotowości, ale teraz miał 

przed   oczami   obraz   Jenny   spędzającej   samotne   godziny   w   swoim   pokoju   i   malującej   te 

świetne, ale niewiarygodnie dziwaczne portrety. Jego portrety.

Dopiero co powiedział Jenny, że ją kocha. Na tym polegał problem. I wtedy naprawdę 

tak myślał, w pewnym sensie. Ale teraz czego ona się spodziewała? Że ją rozprawiczy?

Pocałował Jenny delikatnie w usta.

- Lepiej już pójdę - powiedział cicho. - Muszę się spakować na jutro.

Zmarszczyła brwi.

- Proszę, nie wychodź jeszcze. - Uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na podłogę. - 

Nadał mam na sobie stringi.

Nate musiał wyjść stamtąd, zanim Jenny zacznie się rozbierać przed swoją kolekcją 

obrazów.  Na   szczęście   nie   musiał   wymyślać   pretekstu   do   natychmiastowego   wyjścia,  bo 

zadzwoniła jego komórka.

Wyciągnął  ją  z kieszeni  spodni i spojrzał  na numer  rozbłyskujący na ekranie.  To 

Jeremy.

- Ej, gościu, gdzie jesteś? Spotykamy się w barze na Rivington. Kojarzysz? W tym. z 

którego wywalili Charliego za przypalanie trawy na drabinie przeciwpożarowej.

- Dobra, uspokój się - rzekł Nate do telefonu, mając nadzieję, że to zabrzmi, jakby 

sprawa była pilna i Jenny go puści.

- Co? - zdziwił się Jeremy.

- Zaraz będę. - Nate rozłączył się i złapał Jenny za rękę. - Przepraszam, Jennifer, ale 

muszę   jechać.   Jeremy   powiedział,   ze   Charlie   i   Anthony   wzięli   jakąś   fatalną   „eskę”   i 

zaczynają świrować. Muszę im pomóc, zanim narobią sobie kłopotów.

Jenny kiwnęła głową. Dolna warga jej zadrżała. Nate jutro wyjeżdża do Maine. Nie 

zobaczy go przez tyle dni.

- Dobra.

Objął ją.

- Wrócę na sylwestra. Bądź grzeczna, dobrze?

Zacisnęła oczy i objęła go mocno.

- Kocham cię. - Nie mogła przestać tego powtarzać.

Nate oswobodził się i złapał misia pandę z jej łóżka. Wcisnął go jej w ramiona.

- Pomyśl,   że   to   ja   -   powiedział,   całując   ją   w   nos.   Wyskoczył   z   pokoju,   popędził 

background image

korytarzem, obsypał pana Humphreya podziękowaniami, a potem wskoczył do taksówki i 

pojechał   prosto   do   baru   na   Rivington   Street,   gdzie   miał   zamiar   postawić   Jeremy'emu 

wielkiego drinka w podzięce za uratowanie mu niechcący tyłka.

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie

!

Przepraszam, że dawno się nie odzywałam, ale wiecie, jak jest: nie ma szkoły i mnie też nie ma - 

każdego wieczoru!

WIĘC O CO CHODZI Z TYM LINKIEM?

Wszyscy słyszeliśmy o tych ludziach, którzy w Świadku dają policji cynk, bo akurat tak się złożyło, że 

filmowali swoje dziecko bawiące się na podwórku, kiedy zaczęła się strzelanina i mają numery reje-

stracyjne samochodu. Więc tutaj mam coś dokładnie odwrotnego. Wiem, kto jest na taśmie, w tym 

wypadku pod linkiem, ale jak to się znalazło w Internecie?

Jestem pewna, że już wiecie, który link mam na myśli. Kliknijcie tam i znajdziecie doskonale ujęcia 

dwojga ludzi, których znamy i kochamy, w parku, w śniegu. Zobaczycie, jak ściągają sobie spodnie i 

tarzają  się  otuleni  jednym   płaszczem.  J  ma  całkiem  zgrabny  tyłeczek,  nie   żebym przyglądała   się 

szczególnie uważnie. A tyłek  N  nie zawodzi nawet w bokserkach. Nic dziwnego, że link krąży po 

całym Internecie, jak najświeższy bootleg z koncertu 45. Nie będę rzucać nazwiskami, ale jestem 

prawie pewna, że nakręciła to V - widać typowe dla niej artystyczne ujęcia i pewną rękę. Ale po co, do 

cholery, wrzucałaby to do sieci? To nie ma sensu. Jeśli to ona. nigdy tego nie odpokutuje, a jeśli nie 

ona, to kto? Muszę po raz pierwszy przyznać: jestem w kropce.

Na celowniku

Prosto z ekskluzywnego hotelu Isle de la Paix na St. Barts: Flow wychodzi ze sklepu zoologicznego w 

Gustavii - jedynym prawdziwym mieście na St. Barts - z klatką dla ptaków. Nie pytajcie. Pani MWR 

wymiotuje   do   kosza   na   śmieci   w   damskiej   toalecie.   Teraz   już   wiemy,   po   kim   ma   to  B.  B  i  

przeszmuglowały do willi kolejny dzbanek z ponczem rumowym, gdzie się ukrywają od wczorajszego 

przyjazdu. Na plaży A gra samotnie na gitarze. Może i jest milusi, ale nie ma nic seksownego w 

smętnym wegetarianinie w koszulce z napisem „ZALEGALIZOWAĆ KONOPIE”. A w Nowym Jorku: 

background image

I płaczą i obściskują się na Park Avenue, bo rozstają się na święta. Hm, może powinny wymienić się 

pierścionkami zaręczynowymi.

Wasze e - maile

P:

 Kochana Plotkaro!

Mam przyjaciółkę, której starsza siostra przyjaźni się z rzeczniczką prasową Flowa. I ona 

powiedziała siostrze mojej kumpeli, że Flow próbuje na St. Barts skończyć z kokainą.

Brownie

O:

 Hej, Brownie!

Cóż, słyszałam, że St. Barts to narkotykowy raj, więc jeśli masz rację, to pewnie długo nie 

powalczy.

P

WŚRÓD NOCNEJ CISZY

Dzisiaj jest Wigilia. Ostatnia szansa, żeby kupić wszystko, co macie na liście. Ostatnia szansa, żeby 

zerknąć pod choinkę i upewnić się, że zgarniecie najwięcej prezentów, a jeśli nie, to naklejcie nowe 

karteczki na pudełkach. Ostatnia szansa, żeby zjeść tyle trufli z deserową czekoladą Godivy, ile dusza 

zapragnie. Ostatnia szansa, żeby znowu poczuć się pięciolatką i zostawić pierniczki dla Świętego 

Mikołaja.   I  ostatnia  szansa,   żeby  być  bardzo  miłym  dla  ludzi,   którzy   kupują  wam  prezenty.  Może 

zmienią zdanie i jednak kupią wam tę pomarańczową torebkę ze świńskiej skóry u Hermesa Birkina.

Wesołych świąt!

Wiem, że mnie kochacie

plotkara

background image

S i B pozwalają chłopcom być chłopcami

- Nie możemy tu siedzieć cały dzień - powiedziała Serena do Blair. Dochodziło prawie 

południe w Wigilię, a ona stała w oknie i patrzyła tęsknie przez taras na biały piasek plaży i 

turkusowe morze w oddali.

- Ale co z Flowem i Milesem? - zapytała Blair, wyciskając koperkową pastę do zębów 

na elektryczną szczoteczkę. - Myślałam, że się ukrywamy.

Myślała, że chowając się z Sereną w willi, znajdzie czas, żeby skończyć swój esej do 

Yale, ale jak na razie głównie piły z wysokich szklanek poncz rumowy przybrany kawałkami 

pomarańczy, wisienkami i papierowymi parasoleczkami; grały w brydża; pomalowały sobie 

nawzajem paznokcie u stóp na cukieroworóżowy kolor. Najwyższy czas otworzyć laptop.

Serena miała inny pomysł. Cały wieczór i pól dnia w domu spędzone na absolutnym 

nieróbstwie przekraczało jej wytrzymałość.

- Idziemy na plażę - ogłosiła, wciągając króciutkie białe szorty Miu Miu na białe 

bikini. - I jeśli ktoś będzie chciał z nami rozmawiać, to będzie musiał rozmawiać z nimi. - 

Błyskawicznym ruchem obróciła się i rozsunęła białe trójkąciki stanika od bikini, pokazując 

piersi.

Blair uniosła brwi i wróciła do mycia zębów. Wypluła pianę do umywalki.

- Masz na myśli topless? - Wreszcie załapała, o co chodzi.

Serena kiwnęła głową z szatańskim uśmiechem.

- Właśnie to mam na myśli.

Aaron, Miles i Tyler brali lekcję windsurfingu kilka metrów od brzegu, kiedy .Serena i 

Blair rozłożyły swoje kanarkowożółte ręczniki na piasku, zdjęły górę od bikini i położyły się 

na plecach, z obnażonymi piersiami do nieba.

- Ohyda - powiedział Tyler, odwracając się, żeby nie musieć patrzeć.

Miles puścił żagiel i wpadł do wody. Wypłynął i pokręcił głową do Aarona, który 

nadal stał na desce.

- Nie mogę uwierzyć, że co dzień to widujesz - powiedział z zazdrością.

Aaron   nie   mógł   podnieść   żagla   z   wody.   Szarpał   linkę   z   całej   siły.   Blair   pewnie 

background image

myślała, że dzięki toplessowi wydaje się taka europejska i wyrafinowana, ale jego zdaniem 

zachowała się jak zdzira. Każdy, kto będzie przechodził, popatrzy sobie, a potem, w czasie 

kolacji, chociaż Blair już się ubierze, każdy będzie mógł sobie wyobrazić, jak wygląda naga. 

Już na samą myśl o tym kręciło mu się w głowie.

Prinz, ich rastafariański instruktor, który nosił kostium pływacki Speedo, szedł przez 

wodę tyłem do plaży.

- Pomogę ci. - Zanurkował jak delfin, podpłynął pod żagiel. Aarona i wypchnął go Z 

wody głową.

Sprytne.

Aaron zbierał luźną linkę, aż ustawił żagiel prostopadle do deski. Złapał gumową 

rączkę i przechylił się do tyłu. żeby złapać wiatr. Deska prześlizgnęła się po powierzchni 

wody z cichym pluskiem. Zostawiała za sobą ładną smugę. Aaron czuł się naprawdę super. 

Udało się!

Ludzie zaczęli krzyczeć za jego plecami, więc zerknął przez ramię.

Serena i Blair stały na ręcznikach, nadal topless, i kibicowały mu.

- Dalej, Aaron! Dawaj, dawaj! Prawdziwy ogier!

Aaron zagapił się na nie - nie mógł się powstrzymać - o sekundę za długo. Zakręcił 

znowu, jego deska osiadła na mieliźnie w zatoczce, a on poleciał do tyłu i wylądował jak 

przewrócony krab na plecach w płytkiej wodzie.

Auć!

Miles   chciał   porozmawiać   z   Blair,   ale   nie   wiedział,   czy   nie   istnieje   jakaś   reguła 

mówiąca, jak blisko można stanąć obok dziewczyny, która opala się topless, żeby nie wyszło, 

że się na nią obleśnie gapi. Nie był pewien, czy Blair w ogóle to rusza.

Prinz podpłynął, żeby pomóc Aaronowi na mieliźnie, więc Miles wyciągnął swoją 

deskę na brzeg. Stanął jakieś dwa metry od ręcznika Blair. Obie z Sereną leżały na plecach. 

Człowieku, to był widok!

- Hej - rzucił nonszalancko.

Blair odwróciła głowę i mrużąc oczy, spojrzała na niego. Będzie zabawnie. Usiadła, 

pokazując mu się w całej krasie. W każdym razie od pasa w górę.

- Cześć.

Miles   spojrzał   na   piasek,   rumieniąc   się   mimo   woli.   Wyglądał   milutko   w 

pomarańczowych  szortach do surfowania i naszyjniku  z muszelek, a jego najeżone blond 

włosy sterczały na wszystkie strony.

background image

- Eee...   Tak   się   zastanawiałem,   czy   wybieracie   się   dziś   wieczorem   na   te   imprezę 

wigilijną.

Blair zerknęła na Serenę.

- Wybieramy się dziś wieczorem na imprezę wigilijną? - szepnęła.

Serena uśmiechnęła się szeroko, osłaniając oczy dłonią.

- Zdecydowanie.

Blair odwróciła się do Milesa.

- Jasne - odparła.

Miles kiwnął głową, próbując patrzeć jej w twarz.

- Super. Do zobaczenia.

Blair uśmiechnęła się i osłoniła oczy, patrząc, jak odbiega do swojej deski i popisuje 

się mięśniami, spychając ją do wody. Zabawne. Jak często faceci dają ci dwa metry swobody 

ruchu? Położyła się na ręczniku i obróciła na brzuch.

Po   półtorej   godzinie   opalania   Serena   zbrązowiała   po   obu   stronach.   Już   miała 

powiedzieć Blair, że ma dość, kiedy...

- Serena?

Obróciła się i usiadła.

Tak, to był Flow. Tak, nadal była topless.

Jemu   to   nie   przeszkadzało.   Stanął   na   brzegu   jej   ręcznika.   Obok   Blair   leżała   na 

brzuchu, z głową przykrytą koszulką. Udawała. że śpi.

- Wreszcie - westchnął Flow, odgarniając ciemne loki z ocienionych długimi rzęsami 

niebieskich oczu. Miał jadowicie pomarańczowe szorty do surfingu i nic poza tym.  Jego 

szczupłe, muskularne ciało było idealnie opalone na ciemny kolor tostu z cynamonem. Na 

szyi miał rzemyk z zębem rekina. - Tęskniłaś?

Serena wzruszyła  ramionami  i potarła nagie ramiona, zasłaniając częściowo piersi, 

żeby mu nic nie ułatwiać.

- Eee... przysłałeś tyle prezentów...

Zmarszczył brwi.

- Nie lak wiele.

Może więcej prezentów, niż początkowo myślała, przyszło od Kati i Isabel. Z tymi 

dwiema nigdy nic nie wiadomo.

- Nieważne - powiedziała. - A słyszałeś nowiny? Podobno jesteśmy zaręczeni.

Flow uśmiechnął się szeroko.

background image

- Aha, też tak słyszałem. Nie martw się. Przywykniesz.

Problem polegał na tym,  że Serena z pewnością  nie chciała do tego  przywyknąć. 

Nigdy wcześniej nie umawiała się z gwiazdą rocka i miło spędziła tamten wieczór z Flowem, 

ale jest tylu  innych  facetów - alpinistów, fotografów, kierowców wyścigowych,  aktorów, 

didżejów. Serena była jak ten koliber, którego obserwowała ostatniego wieczoru, nieustannie 

kręcący się między kwiatami. Nie chciała się trzymać tylko jednego kwiatka, wysysać z niego 

wszystko, co miał. Chciała zasmakować wielu kwiatów. Przewiesiła kucyk przez ramię i bez 

słowa   zaczęła   oglądać   końcówki   włosów.   Flow   nie   był   przyzwyczajony   do   tego,   że 

dziewczyny są w jego obecności tak zblazowane. Kiedy wreszcie rzuci mu się na szyję i 

powie, że tęskniła za nim i nigdy nie chciała się z nim rozstawać?

- Mój zespół gra dziś wieczorem - powiedział w końcu. - Przyjdź. Chciałbym ci dać 

gwiazdkowy prezent.

Serena uśmiechnęła się. O Boże, jeszcze jeden prezent! Tylko nie to!

- Przyjdę.

- Świetnie. - Zamilkł, czekając, aż Serena powie coś więcej. Ale milczała. - Dobra. Do 

zobaczenia wieczorem.

- Do zobaczenia. - Położyła się znowu na plecach i walnęła Blair w żebra.

- Ale z ciebie hipokrytka - mruknęła Blair, obracając się i ściągając z twarzy koszulkę.

Serena przechyliła głowę.

- Jak to?

- Zachowujesz, się, jakbyś nie cierpiała tych jego prezentów, ale mogę się założyć, że 

nie możesz się doczekać, by zobaczyć, co da ci na Gwiazdkę.

Serena wyszczerzyła zęby. Blair miała rację. Mogła narzekać na nieustanny strumień 

prezentów od Flowa, ale dziewczyny lubią prezenty, zwłaszcza od sławnych, nieprzyzwoicie 

przystojnych gwiazd rocka.

background image

zagadka linku rozwiązana

- Jaka kamera? - wymamrotała Ruby, starsza siostra Vanessy.

Była   trzecia   po  południu   w   niedzielę,   ale   wyglądało   na  to,   że   Ruby  położyła   się 

raptem parę godzin temu. Pod oczami miała jeszcze rozmazany tusz z zeszłego wieczoru i 

nadal była w obcisłych, skórzanych spodniach w kolorze burgunda. Spała na materacu w 

Czymś, co miało robić za salon w ich mieszkaniu z jedną sypialnią w Williamsburgu, na 

Brooklynie. W mieszkaniu walało się mnóstwo różnego sprzętu - wzmacniaczy, głośników, 

gitar   i   mikrofonów,   należących   do   zespołu   Ruby,   Sugar   -   Daddy,   oraz   kamer   i   sprzętu 

oświetleniowego do filmów Vanessy. Na podłodze leżał dywan w kolorze wojskowej zieleni i 

czerwonego jabłka, który utkali ich zwariowani rodzice na krosnach. Była na nim arka Noego 

ze zwierzętami stojącymi w parach na zielonej rafie pośród czerwonego morza, ale wzór znik-

nął pod stertami ubrań Ruby i sprzętu nagłośnieniowego.

- Moja kamera cyfrowa Sony - dopytywała się ze złością Vanessa. - Zostawiłam ją na 

blacie w kuchni. - Chciała przejrzeć materiał, który nakręciła w piątek w parku, i sprawdzić, 

czy kawałki z soplami warto zostawić. No i planowała skasować Nate'a i Jenny, ale nie mogła 

nigdzie znaleźć kamery.

Ruby obróciła się na drugi bok i przykryła twarz poduszką.

- Pożyczyłam ją.

Vanessa się wściekła.

- Co ty mówisz?! Jak to pożyczyłaś?! Gdzie ona jest, do cholery?!

- Pożyczyłam ją znajomym w Five and Dime. Kręcą coś o skate'ach.

- Ja tam miałam nakręcony materiał! - wrzasnęła przerażona Vanessa. - Materiał do 

nowego filmu!

Ruby odepchnęła poduszkę i usiadła prosto.

- Jakbyś   nie   miała   dziesięciu   innych   kamer.   Przepraszam   -   rzuciła   zgryźliwie.   - 

Przepraszam, że naruszyłam twoją prywatność bez pytania. Możesz mnie przytulić?

Vanessa zacisnęła pięści tak mocno, że paznokcie wbiły jej się w dłonie. Teraz już 

wiedziała, dlaczego dostała dziś rano piętnaście e - maili oskarżających ją, że jest lesbijką, 

kręci pornografię, podgląda ludzi i jest zdzirą. Znajomi Ruby wrzucili film do pieprzonego 

background image

Internetu!

Dan i tak już myślał, że jest zboczona. Co teraz sobie pomyśli?

W wigilijne popołudnie Dan surfował po Internecie, szukając sposobów na poradzenie 

sobie z blokadą twórczą. Wszystko, co znalazł, było głupie i dziwaczne. „Idź na spacer”. 

Jakby już nie włóczył się codziennie po całym Manhattanie, wciąż się zadręczając, że nie 

potrafi   napisać   niczego   do   rzeczy.   ..Weź   gorącą   kąpiel”.   Nie   cierpiał   kąpieli.   Tylko   go 

usypiały. „Poćwicz”. Nie ma mowy. Jego dieta z papierosów i kawy nie komponowała się z 

wysiłkiem fizycznym. Na jednej stronie rozważano korzyści z łyknięcia kwasu. Podobno jakiś 

nagrodzony   pisarz   napisał   całą   powieść   w   ciągu   jednej   nocy   pod   wpływem   odjazdu   po 

kwasie, a rano nawet nie pamiętał, jak ją pisał. Ale poza piciem na imprezach Dan przez całą 

szkole   średnią   był   czysty   i   nie   miał   zamiaru   zaczynać   teraz   z   kwasem.   Inna   strona 

proponowała ćwiczenie. Trzeba zapisać pierwsze słowo, które przychodzi człowiekowi do 

głowy, a potem dopisywać do niego skojarzenia. Może to się zakończyć listą zakupów w 

spożywczym,  jak ostrzegano  na stronie, ale nawet to jest lepsze niż nic. Dan postanowił 

spróbować. Otworzył notatnik na świeżej stronie i chwycił długopis.

Napisał słowo „telefon”, ale wtedy komputer zapiszczał sygnalizując, że przyszedł 

nowy e - mail. Złapał za myszkę i otworzył skrzynkę odbiorczą. Wiadomość była od Zeke'a, 

jego jedynego dobrego kumpla z Riverside.

Facet, zajrzyj pod ten link. Z.

Dan kliknął na link, myśląc, że to pewnie jakieś głupie ciekawostki z koszykówki, 

które Zeke gdzieś wygrzebał. Wrócił do notatnika, nie czekając, co pokaże się na monitorze.

„Telefon”. Co teraz? Szukał następnego słowa.

Ojciec zapukał w otwarte drzwi i zajrzał do pokoju.

- Cześć, Dan. Wychodzę po bajgle. Jakieś życzenia?

Dan odwrócił się na krześle i już miał powiedzieć ojcu, żeby mu przyniósł bardzo 

dużą czarną kawę, gdy nagle na twarzy ojca pojawiło się przerażenie. Patrzył na monitor.

- Jennifer   Tallulah   Humphrey,   to   ty?!   -   ryknął,   wpadając   do   pokoju   jak   wściekły 

niedźwiedź.   Miał   na   sobie   podartą   koszulkę,   a   jego   potargane   siwe   włosy   sterczały   na 

wszystkie strony.

Dan   obrócił   się   i   spojrzał   na   ekran.   Najpierw   rozpoznał   kapelusz   Jenny.   Potem 

zobaczył   coś,   co   wyglądało   jak   jej   odsłonięta   pupa   w   białych   stringach.   Nagle   facet   o 

background image

falujących złotobrązowych włosach pocałował ją w pośladek. Potem kamera pokazała go. jak 

ściąga spodnie, a potem obraz pokazywał ich dwoje zawiniętych ciasno w płaszcz i robiących 

coś, co wyglądało naprawdę ohydnie.

Ojciec i syn patrzyli z przerażeniem i niedowierzaniem na zapętlony filmik.

- Jennifer! - wrzasnął znowu Rufus z taką złością, że opryskał śliną ekran komputera.

Jenny stanęła w drzwiach. W błękitnym welurowym dresie i loczkach związanych w 

kucyk. Wyglądała jak chodząca niewinność.

- Co? - zapytała.

Dan odjechał na krześle, żeby odsłonić jej ekran.

- Co? - powtórzyła niecierpliwie Jenny. Zrobiła krok w przód. Wtedy zobaczyła swój 

nagi tyłek na ekranie i zakryła usta dłonią. Jakby oglądała horror, w którym zagrała główną 

rolę. Jak to mogło się stać? - zastanawiała się, umierając ze wstydu.

- To   ty   i   ten   chłopak,   Nate   -   zauważył   całkiem   niepotrzebnie   Rufus,   z   twarzą 

wykrzywioną ze złości.

Był liberalnym rodzicem. Pozwolił palić Danowi w swoim pokoju i pić, kiedy chciał. 

Pozwolił Jenny kupić pierwsze buty na platformie, gdy miała dziewięć lat. Ale Jenny nadal 

była  dzieckiem  i oglądać w Internecie,  jak wije  się półnaga z chłopakiem,  to więcej niż 

otrzeźwienie.

Oniemiała z przerażenia Jenny gapiła się na ekran z zapętlonym filmem. Widać było 

jej kapelusz, jej stringi, jej pośladki i głowę Nate'a przyciśniętą do nich, potem ich dwoje 

tarzających  się w śniegu, zawiniętych  w jego płaszczu. To było  coś tak intymnego, taka 

specjalna   chwila,   ale   teraz   oglądał   to   cały   świat   -   łącznie   z   jej   ojcem   i   bratem.   Pisnęła 

zduszonym głosem i pomknęła jak strzała do swojego pokoju.

Rufus patrzył jeszcze przez chwilę na ekran, a potem spojrzał krzywo na Dana.

- Wiesz coś na ten lemat?

Dan pokręcił głową. Chociaż czuł się za to po części odpowiedzialny. Tak się skupił 

na  swojej  blokadzie   twórczej   i  rozważaniu,  czy  iść  z  Vanessą   do  łóżka,   czy  nie,   że  nie 

uchronił Jenny przed bogatym wielbicielem małych dziewczynek, łajdakiem.

- Od dzisiaj chcę, żebyś miał na nią oko - warknął Rufus. - Mogę być pobłażliwy, ale 

nie pozwolę jej prowadzać się jak jakiejś lafiryndzie.

Dan poważnie pokiwał głową, Rufus klepnął go w ramię i poszedł do córki. Jenny 

leżała   na   łóżku   z   twarzą   schowaną   w   poduszkę   z   gęsiego   pierza,   otoczona   portretami 

ukochanego Nate'a.

- Jennifer   -   powiedział   jej   ojciec,   starając   się   panować   nad   głosem.   -   Nigdy   nie 

background image

sądziłem, że będę musiał to zrobić, ale nie dałaś mi wyboru. Do końca ferii masz szlaban. 

Żadnego   wychodzenia.   Żadnych   filmów.   Żadnego   kieszonkowego.   Żadnych   rozmów 

telefonicznych. Żadnych e - maili. Nic. A już z pewnością żadnych kontaktów z tym Nate'em. 

Dan będzie cię miał na oku i dopilnuje, żebyś się nigdzie nie wykradła, bo najwyraźniej nie 

można ci ufać.

Jenny usiadła prosto. Miała zaczerwienioną od płaczu twarz, usta jej drżały.

- To niesprawiedliwe! - zaprotestowała. - Nie wiem, kto to zrobił! To nie moja wina! 

Nate i ja się kochamy - Zabrał mnie na Dziadka do orzechów. Nie robiliśmy nic złego!

Rufus tylko machnął ręką.

- Jesteś   za   młoda,   żeby   wiedzieć   wszystko   o   świecie,   a   zwłaszcza   o   miłości.   - 

Odchrząknął.

- Ale tato, nie wiedziałam, że ktoś nas filmuje - starała się tłumaczyć Jenny, ściskając 

misia pandę.

Rufus uniósł krzaczaste brwi i podrapał się po brodze.

- Myślisz, że to wszystko załatwia?

- Mam to gdzieś! - wrzasnęła Jenny. Rzuciła miśkiem o podłogę i na nowo poryczała 

się ze złości. - Mam gdzieś, co sobie myślisz! Nie robiliśmy nic złego.

Rufus przykucnął i zdjął z półki nieczytaną  Annę Kareninę,  którą podarował Jenny 

zeszłego lata. Wstał i rzucił książkę na łóżko.

- Powiem ci. co ja myślę! Moim zdaniem powinnaś siedzieć w domu i więcej czytać!

Jenny obrzuciła książkę  wściekłym  spojrzeniem i dziecinnym  gestem skopała ją z 

łóżka. Rufus pokręcił głową, odwrócił się i wyszedł, trzaskając drzwiami, nim stracił resztki 

nerwów.

Dan nasłuchiwał ze swojego pokoju, nadal gapiąc się na film powtarzający się na 

ekranie komputera. Teraz, kiedy minął już początkowy szok związany z oglądaniem młodszej 

siostry w pornograficznym  filmie w sieci, dostrzegł coś przerażająco znajomego w pracy 

kamerą. Ujęcia pod niezwykłymi kątami. Te zbliżenia tak bliskie, że obraz stawał się niemal 

abstrakcyjny, a potem odjazdy tak odlegle, że Nate i Jenny wydawali się jedynie wijącą się 

plamą na białym śniegu. To robota Vanessy Abrams. Dan był tego pewny.

Wyłączył komputer, zdegustowany sobą, że tak długo oglądał ten film, ale jeszcze 

bardziej zdegustowany Vanessą i Jenny. Jak to jest, że obie okazały się takimi... Wziął czarny 

notatnik i natychmiast wymyślił nowe słowo, od którego zacznie swojej ćwiczenie na blokadę 

twórczą. Wziął długopis i napisał: Zdziry.

background image

niezbyt liczny zjazd u N

Można by pomyśleć, że siedząc w wiejskim domku tak daleko od Nowego Jorku, na 

Mount Desert Island, człowiek czuje się osamotniony. Jednakże w Mount Desert stało pełno 

ogromnych „domków”, które należały do najstarszych i najbogatszych rodzin nowojorskich. 

Ich dzieci od małego bawiły się ze sobą latem i w czasie ferii. W czasie szkoły średniej 

większość porozjeżdżała się do różnych szkół z internatami na Wschodnim Wybrzeżu, więc 

kiedy spotykali się na wyspie, trochę przypominało to zjazd dawnych przyjaciół. Każdego 

Czwartego Lipca całą bandą organizowali wielkie ognisko na plaży i puszczali fajerwerki 

przeszmuglowane  z  Kanady. W   każdą  Wigilię  Nate   spotykał  się   z  tymi   samymi   dwoma 

kumplami. Siadywali wtedy z fajką wodną i trawką w jego pokoju wypoczynkowym.

Pokój wypoczynkowy miał dębową boazerię, ogromny kamienny kominek, podłogę z 

łupków, którą podgrzewały biegnące w niej miedziane rury. Na ścianach wisiały poroża jeleni 

i łosi, trofea dziadka Nate'a. Był tam dębowy bar pełen starej whisky i rzadkich europejskich 

brandy oraz piwniczka z winem, do której trzeba zejść po drabinie przez klapę przykrytą 

ręcznie   tkanym   perskim   dywanem.   Antyczny   mahoniowy   stół   bilardowy   z   pięknie 

rzeźbionymi nóżkami i pokryły czerwonym filcem stał na samym środku.

Nate załadował fajkę. Dostał ją, kiedy miał trzynaście lat - cała była w naklejkach z 

Kaczorem   Duffym   i   Strusiem   Pędziwiatrem.   Pozostali   dwaj   chłopcy   wyszczerzyli   zęby. 

patrząc na nią, jakby była starym kumplem, który przeżył jeszcze więcej zakręconych historii 

niż oni sami.

- Gościu - powiedział John Gause, który przyniósł towar. - Dobrze cię widzieć.

John miał na sobie kamizelkę z baraniej skóry, rozszerzane u dołu wyblakłe dżinsy i 

zdarte kowbojki z jasne skóry. Nie najlepszy styl, no chyba że jesteś Mężczyzną Marlboro 

albo modelem u Ralpha Laurena, a on nie by! żadnym z nich.

Tydzień przed końcowymi egzaminami Johna usunięto z Deerfield za rozprowadzanie 

trawki  i  właśnie  wrócił   z  dziesięciodniowego pobytu  na  ranczu  dla  turystów,   gdzie  miał 

przyswoić sobie takie wartości, jak uczciwość, zaufanie i szacunek dla bliźniego.

Nate nałożył trawkę i podał fajkę Ryanowi O'Brienowi, który miał dopiero piętnaście 

lat,   ale   palił  znacznie  więcej  niż  John,   i  Nate   razem   wzięci.   Już   w  pierwszym   tygodniu 

background image

wywalili go ze Szkoły Świętego Judy. Wyjechał do Hannover Academy, szkoły z internatem, 

do której chodziła Serena.

- Chyba urosłeś - powiedział Nate. - Nie uważasz, że Ryan wygląda doroślej? - zapytał 

Johna.

Ryan zapalił zapalniczkę nad miseczką z trawką. Miał bez mała metr dziewięćdziesiąt 

i długie  kręcone  włosy, które  spadały mu na ramiona,  dokładnie  takie jak Flow,  tyle  że 

ciemniejsze.

- Odpieprz się - rzekł, podciągając workowate szare spodnie do snowboardu.

Nate poczekał, aż Ryan się zaciągnie i poda mu fajkę. Słońce zachodziło i okna w 

pokoju jaśniały różem. Tej zimy ostro padał śnieg i wielki dom otuliła dwumetrowa zaspa. Na 

zewnątrz   nie   było   piszczących   alarmów   samochodowych   i   ryczących   autobusów.   Trwała 

kompletna cisza. Ale gdyby Nate wytężył  słuch, usłyszałby fale oceanu rozbijające się o 

skały. Uwielbiał ten dźwięk. Czasem leżał nocą na łóżku i nasłuchiwał.

Zaciągnął się, przykrywając górny wylot fajki, żeby dym nie mógł uciec. Potem wziął 

drugiego   dymka,   nagradzając   się   za   poświęcenie   dwóch   godzin   tego   dnia   na   przejrzenie 

swoich podań do college'ów i wypełnienie najłatwiejszych części. Wypuścił dym, podał fajkę 

Johnowi i zamknął oczy. Jak dobrze uciec z miasta - być z dala od szkoły i ludzi nieustannie 

mówiących o przyszłości. Tutaj mógł się zrelaksować i cieszyć życiem,  nie martwiąc się 

egzaminami, college'em i nie musząc się nikomu z niczego tłumaczyć.

John zaciągnął się i postawił fajkę na stole bilardowym. Wziął do ręki białą bilę i 

obrócił ją w dłoni.

- No więc, Nate - zaczął - o co chodzi z tym pornosem w Internecie?

Nate zamrugał powoli. Był rozleniwiony jak jaszczurka na słońcu.

- Hę?

Ryan zapalił marlboro light i wypuścił krążek dymu w stronę belek sufitu.

- No wiesz... z tobą i tą niską panną z kręconymi włosami i wielkimi cyckami.

Nate kiwnął głową. Wiedział, o kim mówi Ryan, ale przez ułamek sekundy nie mógł 

sobie przypomnieć jej imienia.

- Jennifer - skojarzył sobie nagle.

- Aha, Jennifer. Widziałeś ten link?

Nate pokręcił głową.

- Jaki link?

John złapał kij bilardowy z wieszaka na ścianie i zakręcił nim jak bagnetem.

- Ten link, o którym wszyscy mówią, człowieku! - Roześmiał się. - Nie wierze, że go 

background image

jeszcze nie widziałeś!

Ryan   podniósł   kawałek   niebieskiej   kredy   do   kijów,   podsunął   sobie   pod   nos   i 

powąchał. Coś takiego mogła zrobić tylko nieźle najarana osoba.

- To cały film o tobie i tej lasce, Jennifer - wyjaśnił. - Wiesz, pieprzenie w Central 

Parku.

Nate trzymał fajkę przed sobą. Nie mógł sobie przypomnieć pieprzenia Jennifer w 

parku. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek ją przeleciał. Pamiętał tylko te dziwaczne portrety 

wiszące na ścianach jej sypialni. Pokręcił ciężką, zaćpaną głową i zachichotał pod nosem. 

Pornos   w   Internecie?   A   to   dobre.   Ci   goście   nabijali   się   z   niego.   Wzruszył   ramionami   i 

przytknął   usta   do   cybucha   fajki   i   zapalił   zapalniczkę,   żeby   wziąć   sobie   porządnego, 

bożonarodzeniowego dymka. Wybierał się do krainy błogości, gdzie Jennifer i jej szalone 

obrazy były tylko drobnymi punktami w mglistej oddali.

Zgrzytnął domowy intercom. Nagle pokój wypełnił głos ojca Nate'a.

- Twoja matka i ja robimy koktajle w dużym salonie. Przyjdziesz do nas?

Można   by   pomyśleć,   że   to   koniec   odlotu,   ale   Nate   zawsze   świetnie   się   bawił   ze 

swoimi arystokratycznymi rodzicami, gdy był najarany. Robili mocne drinki, a poza tym była 

Wigilia.

Nate podał fajkę Johnowi i nacisnął guzik intercomu.

- Zaraz będę. - Puścił przycisk i kiwnął na Johna. - Streszczaj się. Jeszcze jeden dymek 

i lepiej się zmywajcie.

Patrzyli z Ryanem, jak John zaciąga się ostatni raz.

- Więc ty i ta Jennifer dalej jesteście razem? - zapytał Ryan.

Nate złapał ósmą bilę i potoczył ją po stole. Próbował sobie przypomnieć, na czym 

ostatnio stanęło z Jenny, ale pamiętał tylko misia pandę siedzącego na jej łóżku.

To zabawne, jak udawało mu się nie pamiętać tego momentu z „kocham cię”.

- E tam - odparł. - Nie bardzo.

John   skończył   dymka.   Nate   wypuścił   kumpli   tylnymi   drzwiami   wprost   na   śnieg. 

Zamknął drzwi, włożył fajkę do puszki po ciastkach i schował pod barowym zlewem. Potem 

poszedł na górę do rodziców napić się dżinu z tonikiem i zjeść z nimi trochę świeżych ostryg 

z Maine.

background image

matka B powala niespodzianką

Blair   wzięła  prysznic  i  włożyła  nową  różową  sukienkę   z gazy,   prosto  z  Calypso. 

Siedziała teraz na tarasie i paliła merita. Czekała, aż Serena będzie gotowa. Rozmyślała o 

Audrey Hepburn.

Jakby nie myślała o niej na okrągło.

Kolejna rzecz, którą w niej uwielbiała i o której chciała napisać w wypracowaniu, to 

wszechstronność. Niezależnie od tego, gdzie Andrey wylądowała albo co miała na sobie - czy 

staroświecki   kostium   z   tweedu,   jak   w  Zabawnej   buzi,  czy   też   zwariowany   kapelusz   i 

koronkowe suknie z Ascot jak w My fair lady - zawsze była naturalna, potrafiła przystosować 

się do otoczenia i zachować ten charakterystyczny luz.

Blair   lubiła   myśleć,   że   ona   też   tak   będzie   potrafiła,   gdy   wyjedzie   do   college'u. 

Najwyraźniej nie zamieszkają z Nate'em poza kampusem w mieszkaniu w New Haven, więc 

może przyjdzie jej mieszkać w jednym pokoju z jakąś dziewczyną. Pewnie będzie musiała 

jeść w stołówce i zdecydowanie będzie musiała chodzić na zajęcia. Ale nie ma siły, żeby 

zaczęła   nosić   za   duże   bluzy   Yale   i   plecak.   Zachowa   swoją   godność,   swój   styl   i   swoją 

niepowtarzalność.

Wypuściła dym. Próbowała wyobrazić sobie Audrey na Yale, ubraną w sukienkę ze 

Śniadania u Tiffany'ego. w rękawiczkach do łokci i naszyjniku z pereł i brylantów.

Wtedy   to  do   niej   dotarło.   Tak   właśnie   powinna   napisać   wypracowanie:   w   formie 

scenariusza dla Audrey w roli studentki Yale!

Pani Glos powiedziała, że ma być twórcza. Chyba już trud - no być bardziej twórczą! 

Blair skoczyła na równe nogi, otworzyła z rozmachem drzwi, gotowa zacząć pisać od razu. 

Mogła   sobie   odpuścić   to   głupie   przyjęcie   wigilijne.   Dostanie   się   do   Yale   jest   o   wiele 

ważniejsze.

Serena   stała   przed   lustrem   i   wiązała   w   talii   wyszywany   koralikami   szal   koloru 

morskiej zieleni. Nadal miała na sobie mokre białe bikini i jeszcze widać było piasek w jej 

włosach.

- Myślałam, że się przebierzesz - powiedziała Blair.

Serena zmarszczyła brwi.

background image

- Nie miałam ochoty.

Wszyscy spodziewali się, że się odstawi dla Flowa, ale właściwie dlaczego ma to 

robić? Zresztą i tak była dziesięć razy ładniejsza od każdej dziewczyny na wyspie, niezależnie 

od tego, co miała na sobie.

- Więc idziesz w kostiumie kąpielowym? - zdziwiła się Blair.

- Aha - przytaknęła Serena.

Blair wyjęła laptop z torby i rzuciła go na łóżko.

- Moim zdaniem trochę przesadzasz.

Serena klapnęła na łóżko obok niej.

- Może. - Zerknęła badawczo na Blair, która już się wzięła do roboty. - Co piszesz?

- Scenariusz. - Blair wstukała datę „24 grudnia” oraz tytuł: Audrey idzie do college'u. 

Chyba odpuszczę sobie imprezę, żeby móc nad tym popracować.

- I ty mówisz, że ja przesadzam! Miles napalił się, żeby spędzić ten wieczór z tobą, a 

ja w żadnym razie nie pójdę lam sama. - Serena oparła głowę na ramieniu Blair. - Nie chcesz 

się zabawić w Wigilię?

Blair przygryzła dolną wargę.

- Chcę, ale jeszcze bardziej chcę dostać się do Yale.

Serena wyciągnęła rękę i szybko zamknęła laptop.

- Zadbam, żebyś dostała wszystko, czego chcesz! - krzyknęła. Poderwała przyjaciółkę 

na równe nogi. - Proszę, chodź ze mną.

Serena w mgnieniu oka potrafiła przejść od smutku do radości.

- No dobra. - Blair westchnęła. - Ale jeśli nie dostanę się do Yale, to będzie twoja 

wina.

Miles i Aaron czekali na dziewczyny w barze. Aaron ułożył inaczej dredy, teraz z 

boków  opadały płasko,  a na czubku  stały.  Miał  na sobie czarną  lnianą marynarkę,  szarą 

koszulkę i czarne lniane spodnie. Gdyby nie był jej przybranym brałem, Blair mogłaby nawet 

uznać, że wygląda naprawdę dobrze.

Aaron uważał, że Blair wygląda lepiej niż dobrze. Miała ciemniejszą opaleniznę, a w 

jej   ciemnych   włosach   pojawiły   się   złote   pasemka   od   słońca.   Delikatna   sukienka   z   gazy 

przylegała do jej ciała we wszystkich właściwych miejscach. Blair wyglądała jak bogini, ale 

oczywiście nie mógł jej tego powiedzieć. Bardzo się bal, że może zrobić coś niestosownego, 

w efekcie w stosunku do niej zachowywał się jak automat.

- Usiądźmy - rzucił ogólnie.  - Twoja mama  i mój tata mają dla  nas  jakąś  wielką 

background image

niespodziankę. Czekali na was prawie godzinę.

Blair zerknęła do zatłoczonej jadalni, gdzie jej matka, Cyrus i Tyler siedzieli już przy 

stole.

- O Boże, bardzo jestem ciekawa. Mogę się najpierw czegoś napić? - poprosiła.

- Pod warunkiem że wypijesz szybko - zgodził się Aaron.

Jakby to był jakiś problem.

Miles uśmiechnął się do Blair.

- Ładnie wyglądasz.

Aaron przykopał sobie w myślach. Sam mógł to powiedzieć!

Miles   nieźle   się   prezentował,   ubrany   w   czarną   koszulę   z   białymi   guzikami   od 

Armaniego, kremowe, bawełniane spodnie i skórzane sandały - na coś takiego mogą pozwolić 

sobie faceci, którzy naprawdę mają styl.  Blair mimo  woli odpowiedziała mu uśmiechem. 

Może jednak nie będzie żałować, że przyszła na to przyjęcie.

- Dzięki.

Serena poprawiła węzeł w talii i rozejrzała się za Flowem. Część stolików w jadalni 

przesunięto   pod   ściany,   żeby   zostawić   miejsce   do   tańca.   Instrumenty,   wzmacniacze   i 

mikrofony ustawiono nad basenem. Ale muzyków nigdzie nie było widać.

- Zaczną grać dopiero po dziewiątej - rzekł Aaron, zgadując jej myśli. - Zapytałem 

barmana.

Serena nie odpowiedziała. Do dziewiątej brakowało tylko dwudziestu minut, a ona nie 

stęskniła się za Flowem.

Blair błyskawicznie wypiła wódkę z tonikiem i podała pusty kieliszek Aaronowi.

- Dobra, jestem gotowa.

Restauracja w hotelu Isle de la Paix to doskonale miejsce na Wigilię. Na jednym 

końcu sali najsłynniejsza angielska modelka karmiła swoje dziecko zupą rybną, a obok niej 

siedziała   w   zawansowanej   ciąży   gwiazda   serialu  Przyjaciele  i   trzymała   za   rękę   swojego 

przystojnego męża, gwiazdora z Hollywood. Jadalnię wypełniały tłumy opalonych ludzi w 

markowych   ciuchach,   skubiących   wigilijne   specjalne   danie:   okonia   pieczonego   razem   z 

głową i ogonem, z młodymi ziemniakami w czarnym kawiorze i z duszonymi porami.

- Nie martw się, kochanie - zapewniła Aarona Eleanor, gdy; usiadł z nimi przy stoliku. 

- Zamówiliśmy ci coś specjalnego.

Kelner nalewał szampan do kieliszków.

Matka Blair zachichotała i zerknęła na Cyrusa. Poklepał ją po dłoni uspokajająco. 

Eleanor odchrząknęła.

background image

- No dobrze. Już dłużej nie mogę tego trzymać w sekrecie. - Wzięła głęboki wdech. - 

Cyrus i ja będziemy mieli dziecko.

Blair właśnie rozmyślała, jak zacząć scenariusz, kiedy niepokojące słowa matki raz na 

zawsze zmieniły jej świat. Wykrzywiła się z niedowierzaniem i obrzydzeniem.

Co takiego?!

- Wiem, że czterdzieści siedem lat to trochę późno na ciążę, nawet w Nowym Jorku, 

ale lekarz mnie zapewnił, że jestem idealnie zdrowa i w świetnej kondycji, więc nie ma się 

czym martwić. - Zachichotała. - Poza tym że zrobię się wielka jak szafa.

Przez chwilę nikt nic nie mówił. Cyrus uścisnął Eleanor.

- Nie gadajcie jedno przez drugie - zażartował niezręcznie, masując się po tłustym 

brzuchu wolną ręką.

Serena nie chciała być niegrzeczna.

- To niesamowite! - krzyknęła, przerywając ciszę z całym entuzjazmem, jaki zdołała z 

siebie wykrzesać.

Zerwała się z krzesła i pochyliła nad stołem, żeby ucałować w policzki Eleanor i 

Cyrusa,  jednocześnie  pokazując  całej  sali  swoją   talię,  Blair  miała   ochotę  jej   przykopać”. 

Cholera, Serena nie byłaby taka radosna, gdyby chodziło o jej matkę.

- Kiedy się urodzi? - zapytała Serena, siadając z powrotem.

Eleanor rozpromieniła się ze szczęścia.

- Osiemnastego czerwca.

Blair   nawet   nie   próbowała   wymyślić,   co   powinna   powiedzieć.   Czuła   się,   jakby 

przywalił ją w głowę pień palmy. Bardzo możliwe, że nie odezwie się już nigdy więcej.

Aaron zerknął niespokojnie na Blair. Wzniósł kieliszek z szampanem.

- Moje gratulacje - powiedział, mając nadzieję, że Blair przyłączy się do toastu.

Ale ona oczywiście tego nie zrobiła, nawet kiedy delikatnie szturchnął ją stopą pod 

stołem. Miles bębnił długimi palcami o stół i kręcił się niespokojnie na krześle, żałując, że nie 

może wrócić do baru. Przyjaźnił się z Aaronem od dziewiątej klasy,  ale la sytuacja była 

trochę zbyt prywatna jak na jego gust.

Eleanor sięgnęła przez stół i uścisnęła sztywne palce Blair.

- Mam nadzieję, że przemyślisz teraz sprawę przyjęcia nazwiska Cyrusa, kochanie. 

Będziemy mieli teraz całkiem sporą, wspaniałą rodzinę.

Tyler   i   Eleanor  zmienili   nazwisko   na  Rose   po  ślubie   Eleanor   i   Cyrusa,   ale   Blair 

odmówiła. Blair Rose? Nie, dziękuję bardzo. To brzmiało jak nazwa tanich perfum.

- Oczywiście nie musisz podejmować decyzji już teraz - dodała Eleanor.

background image

Blair zabrała dłoń z uścisku matki. Gdyby nie siedziała na ławce wciśnięta między 

Serenę   i   Milesa,   już   by   poleciała   do   łazienki,   żeby   puścić   pawia.   Zamiast   tego   wypiła 

szampana jednym haustem.

- A gdzie dziecko będzie spało? - zapytał Tyler. Posmarował kawałek bagietki masłem 

i wsadził ją sobie do ust. - Skoro teraz Aaron śpi w pokoju gościnnym?

Eleanor i Cyrus  spojrzeli po sobie, jakby nie pomyśleli o tym.  Eleanor wzruszyła 

ramionami.

- Cóż, w przyszłym roku na jesieni Blair i Aaron wyjeżdżają do college'u. Na pewno 

nie będą  mieli  nic  przeciwko  temu,  żeby w  czasie  wizyt  w  domu spać  razem  w pokoju 

gościnnym, Pokój Blair przerobimy na dziecinny!

Aaron poczuł, że policzki mu płoną. Blair zmrużyła oczy. Więc teraz mają zamiar 

zabrać jej pokój, żeby tam umieścić diabelski pomiot?

Już się nakręcała, żeby powiedzieć coś, co zamknie usta matce, a potem pobiec do 

łazienki i wyrzygać sobie flaki, ale wtedy bez żadnej zapowiedzi członkowie 45 weszli po 

cichu na scenę i zaczęli grać. A muzyka była naprawdę głośna. Fantastycznie ogłuszająco 

głośna.

Miles złapał Blair za rękę.

- Zatańczysz?

Blair zerwała się, prawie ściągając za sobą obrus.

Zespół nie zdobył nagrody MTV za nudy - naprawdę potrafili rozgrzać ludzi. I nie 

było siły, żeby Serena siedziała przy stole, kiedy grali. Złapała za rękę Aarona i Tylera i 

pociągnęła ich, żeby wstali.

- Ej, chodźcie! - krzyknęła. - Zatańczcie ze mną!

Kiedy tylko nagimi stopami dotknęła parkietu, zamknęła oczy i poddała się muzyce. 

Odrzuciła głowę w tył, poruszała biodrami i tupała nogami bez opamiętania. W białym bikini 

i skąpym zielonym szalu w talii wyglądała jak syrena, która uciekła z morza. Flow nie mógł 

przestać gapić się na nią, kiedy wykrzykiwał słowa ich przeboju Masakra. To o niej zawsze 

śpiewał w swoich piosenkach. Była dziewczyną jego marzeń.

Blair   włożyła   całą   swoją   złość   w   taniec,   bijąc   powietrze   pięściami,   wymachując 

nogami, rzucając głową i chłoszcząc twarz Milesa włosami w stylu, który w niczym  nie 

przypominał  Audrey.  Różowa sukienka lepiła jej  się do spoconego ciała, ale Blair miała 

gdzieś, jak wygląda. Nie żeby wyglądała źle. Miles nie mógł od niej oczu oderwać.

Trzecia piosenka była wolna i parkiet pękał w szwach, gdy do tańczących dołączyło 

background image

kilka   starszych   par.   Serena   tanecznym   krokiem   zbliżyła   się   do   Tylera   i   uśmiechając   się 

szeroko, położyła  jego  dłonie  na swoich  nagich  biodrach. Tyler  zaczerwienił  się, ale  nie 

cofnął dłoni. Wiedział, jakie ma szczęście. Nawet we krwi jedenastolatka płynie testosteron.

Piosenka była powolna i seksowna. Miles przesunął dłonie na talię Blair i przytulił jej 

głowę   do   swojej   piersi.   Blair   przytuliła   się   do   niego   mocno.   Nadal   była   wściekła   i 

zrozpaczona. Drżała na całym ciele. Nie chciała o niczym myśleć. Chciała tylko dobrze się 

czuć i cholera jasna, na szczęście tańczyła z Milesem, z facetem, który... tak, zgadza się, nie 

był Nate'em, ale był cholernie przystojny. Odsunęła twarz od piersi Milesa i spojrzała w jego 

migdałowe brązowe oczy, pozwalając, aby wódka z szampanem uderzyły jej do głowy. Nim 

zapanowała nad sobą, przyciągnęła jego twarz i pocałowała go, długo i mocno, podczas gdy 

ich ciała kołysały się do muzyki.

Aaron stał przy barze, na przemian patrząc i nie patrząc na Blair z Milesem; wypił 

jedną   tequilę,   potem   drugą.  Był  wdzięczny  Milesowi,   bo   lepiej   niż   on  potrafił   poprawić 

samopoczucie   Blair.   Tyle   że   tańczyli   nieprzyzwoicie   mocno   przytuleni   do   siebie.   Nie 

zaszkodzi, jeśli wetnie się przy następnym kawałku. Zapalił ziołowego papierosa, pospiesznie 

zaciągnął   się   dwa  razy,  potem   zgasił   go   w   popielniczce.   Gdy  Flow   zagrał   ostatni   akord 

piosenki, Aaron zaczął przeciskać się między starszymi parami na obrzeżach parkietu.

Ale kiedy doszedł do miejsca, w którym stali Blair i Miles, oni już odchodzili objęci. 

Poszli spacerem w stronę krzewów hibiskusa okalających basen, do willi.

Aaron stał pośrodku zatłoczonego parkietu z rękami w kieszeniach i patrzył za nimi. 

Naprawdę uważał, że zabranie Milesa na St. Bans to dobry pomysł? Nie do wiary.

Zespół przyspieszył,  grając  Pocałuj, pocałuj, pocałuj,  jeden ze swoich  tanecznych 

przebojów w stylu retro ska. Nadał tańcząc jak nakręcona, Serena doskoczyła do Aarona i 

zaczęła tańczyć wokół niego.

- Ej, smutasie, ściągaj te gacie i tańcz! - krzyknęła.

Aaron   uśmiechnął   się   z   zakłopotaniem,   ale   ruszył   za   Sereną   w   wijący   się   tłum 

spoconych tancerzy. Bardzo chciał przestać myśleć o Blair, a Serena potrafiła skupić na sobie 

uwagę. Zdjął marynarkę i rzucił ją w powietrze, jego dredy kołysały się w tańcu.

Muzyka była coraz głośniejsza, tempo narastało. Szal Sereny spadł na podłogę, ale 

ona tańczyła dalej. Potrząsała włosami i machała rękoma nad głową. Podobało jej się to, jak 

Aaron tańczy całym ciałem. Większość facetów tylko kołysze głową i drepcze z nogi na nogę, 

ale   Aaron   był   naturalny.   I   wyglądał   prześlicznie   w   tych   naprawdę   fajnych   płóciennych 

spodniach,  z dredami sterczącymi  na czubku głowy. Zaczęła  tańczyć  trochę bliżej niego, 

wdychając jego zapach i potrząsając biodrami. Dlaczego nie zauważyła wcześniej, jaki jest 

background image

przystojny?

Flow patrzył, jak tańczą, i przypominał sobie w myślach listę następnych kawałków. 

Samo   patrzenie,   jak   miłość   jego   życia   tańczy   półnaga   z   innymi   facetami,   było   już   dość 

bolesne. Jedno tylko mógł zrobić - zadbać, żeby już nie było więcej wolnych kawałków.

Za późno. Niektórzy już tańczyli swój prywatny, wolny taniec. W łóżku.

background image

B postanawia stracić raz na zawsze

Może to przez upał. A może przez to, że jej życie to jeden wielki burdel i chciała coś 

radykalnie zmienić. Niezależnie od przyczyny Blair wiedziała, że pójdą z Milesem do łóżka.

Właściwie to ona prowadziła jego. Praktycznie go ciągnęła.

- Nie wolisz iść do ciebie? - zapytał po drodze Miles. On, Aaron i Tyler zrobili u 

siebie niezły bajzel.

Blair   pomyślała,   że   powinna   zostawić   ich   willę   przyjaciółce,   na   wypadek   gdyby 

musiała uciec przed Flowem.

- Serena może potrzebować miejsca dla siebie - odparła. - Chyba nie sądzisz, że Aaron 

miałby coś przeciwko.

- E, nie. - Miles zamknął za nimi drzwi. - Już zacząłem myśleć, że ci się nie podobam. 

- Skrzywił się, gdy zapalił światło. Podłoga była zarzucona ubraniami i kompaktami. Na noc-

nym stoliku Milesa leżał nawet niedojedzony banan. Pokojówki musiały go przeoczyć, gdy 

pościeliły łóżka i zostawiły na poduszce miętowe czekoladki.

Nadgryziony banan? Jakie to romantyczne!

Ale Blair miała to gdzieś. Wyślizgnęła się z sandałów Jimmy Choo i zdjęła przez 

głowę sukienkę, zrzucając ją na podłogę obok reszty ubrań chłopców. Została w różowych 

stringach La Perla.

- Podobasz mi się - powiedziała najbardziej zmysłowym tonem, opadając na łóżko 

Milesa. - Chodź tu.

Miles   ściągnął   koszulkę,   zrzucił   buty   i   położył   się   obok   niej.   Wziął   z   poduszki 

czekoladki, odwinął sreberko i zaczął ją karmić.

Blair przytrzymała czekoladkę w ustach, złapała Milesa za głowę, pocałowała go i 

wcisnęła   mu   językiem   czekoladkę   między   zęby.   Nie   miała   już   ochoty   udawać   Audrey 

Hepburn ze  Śniadania u Tiffany'ego.  Audrey to przeszłość, wczorajsze wiadomości. Teraz 

była Debbie, jak z Debbie Does Dallas

.

Sięgnęła ręką do jego białego płóciennego paska, a drugą do gumki swoich stringów, 

żeby je ściągnąć.

 Debbie Does Dallas - słynny film pornograficzny z 1978 roku.

background image

Witaj, kobieto! Żegnaj, dziewczynko!

Po kilku kolejnych piosenkach Serena, Aaron i Tyler wrócili do stolika.

- Czyż nie jest zabawnie? - zapytała radośnie Eleanor. Zjadła już cały talerz okonia, 

ziemniaków z kawiorem i porów i właśnie pracowała nad czekoladowym sufletem na ciepło. 

To mile, że dzieci tak dobrze się bawią. Nie miała nawet nic przeciwko temu, że Blair i 

młody, przystojny przyjaciel Aarona jeszcze nie wrócili na kolację.

Aaron zmarszczył brwi nad zimnym szpinakiem i duszonymi porami.

Tyler oderwał rybie głowę i cisnął nią w stronę Aarona jak torpedą.

- Uwaga! - wrzasnął. - Latająca ryba!

- Talerze Waldorfie Rose! - syknęła Eleanor.

Aaron walnął w rękę Tylera i oderwany łeb ryby wylądował na jego talerzu. Skrzywił 

się.

- W porządku, i tak nie mam ochoty jeść.

Serena nie była pewna, dlaczego Aaron jest w takim podłym nastroju, ale chciała mu 

pomóc.

- Proszę   -   zaoferowała   się,   myśląc,   że   pewnie   umiera   z   głodu.   Wzięła   jeden   z 

ziemniaków i zaczęła go wycierać serwetką. - Zjesz, jeśli wytrę go z kawioru?

Nie zauważyła, że zespół zrobił sobie przerwę i Flow ruszył w jej kierunku.

- Serena! - zawołał.

Podniosła wzrok. Flow miał na sobie czarny podkoszulek bez rękawów i rzemyk z 

zębem rekina, a jego szyja i ramiona mokre były od potu. Błękitne oczy błyszczały mu od 

adrenaliny.

Serena podała ziemniak Aaronowi, wzięła widelec i włożyła do ust kawałek ryby.

- Cześć - rzuciła lekko, z pełnymi ustami.

Flow zerknął na Eleanor i Cyrusa.

- Cześć - powiedział.

- Synu,   może   usiądziesz?   -   zaproponował   Cyrus.   -   Musisz   być   wykończony. 

Odwalacie kawał fantastycznej roboty. Naprawdę fantastycznej.

Jakby miał jakieś pojęcie o rock and rollu.

Flow pokręcił głową.

- Dzięki, ale zaraz muszę wracać. - Zwrócił się znowu do Sereny, marszcząc brwi. - 

Podoba ci się muzyka?

Roześmiała się. Nie widział, że tańczyła jak szalona?

background image

- Aha, jesteście rewelacyjni. Potraficie rozgrzać tłum.

Flow przyjął to z ulgą.

- Zagramy jeszcze parę kawałków, a potem, mam nadzieję, będę mógł postawić ci 

drinka i może dać gwiazdowy prezent.

Serena napiła się wody. Trochę się zmachała tańcem.

- Właściwie to jestem zmęczona. Może spotkamy się przy śniadaniu? A poza tym nie 

powinieneś dawać mi prezentów.

- Przy śniadaniu? - powtórzył z powątpiewaniem Flow. W końcu był gwiazdą rocka. 

Zwykle nie wstawał przed południem.

- Aha. Wpół do jedenastej - zaćwierkała. - Będzie fajnie!

Gitarzysta basowy zagrał akord, a perkusista uderzył kilka razy w bębny, żeby dać 

Flowowi znać, że na niego czekają.

- Dobra - powiedział. Pochylił się, zamknął swoje ocienione długimi rzęsami błękitne 

oczy i pocałował Serenę w usta. - Nie zapomnij.

Uśmiechnęła się do niego słodko.

- Nie zapomnę.

Nagle cały pokój zahuczał od plotek.

„Widziałaś to?”

„Słyszałam, że ona kręci też z gitarzystą basowym”.

„Myślisz, że naprawdę się pobiorą?”

„Podobno są zamieszani w przemyt narkotyków”.

Kilka  dziewczyn pisnęło, gdy Flow  wskoczył  z  powrotem na scenę  i złapał  białą 

gitarę. Poprawił mikrofon długimi,  delikatnymi  palcami i spojrzał na widownię, szukając 

jednej dziewczyny.

- Dla Sereny - mruknął, marszcząc brwi ze wzruszenia. Potem zagrał kilka pierwszych 

akordów swojej ulubionej piosenki  Mroczny rycerz.  Teraz rozumiał, do kogo te słowa są 

kierowane.

Dziewczyno, jesteś moją jasną gwiazdą.

Podążam za tobą, gdziekolwiek jesteś,

Walczę Z wilkami, które cię ścigają...

Serena usiadła z powrotem przy stoliku. Słuchała Jak Flow otwiera przed nią serce. 

Trudno, żeby jej to nie schlebiało. Był taki przystojny, a kiedy śpiewał te seksowne, wysokie 

background image

tony, nie mogła powstrzymać uśmiechu.

Aaron nagle wstał.

- Chcesz zatańczyć? - zapytała z nadzieją.

Pokręcił głową.

- Chyba wrócę do siebie - wymamrotał.

Zachowywał się tak dziwnie, że zaczęła się o niego martwić.

- Pójdę z tobą - zaproponowała, zapominając kompletnie o Flowie.

Ruszyła   za   Aaronem   obrzeżem   parkietu   i   przez   tłum   otaczający   bar.   Zerknęła   na 

nieruchome zielone morze i idealnie białą plażę jaśniejącą w blasku księżyca. Przypomniała 

sobie letnie noce w domku ojca Blair, na plaży w Newport. Zwykłe wypijały martini, a potem 

wybiegały z domku i nago wskakiwały do zimnej wody.

Serena nie mogła oprzeć się pokusie.

- Chodź, pójdziemy popływać!

Aaron wciąż był markotny.

- E, idź sama.

- Serio?

Kiwnął głową.

- Ale nie wypływaj za daleko.

- Dobra! - krzyknęła Serena i puściła się biegiem. Popędziła przez plażę, wpadła w 

fale   i   zanurkowała,   chcąc   poczuć   ten   dreszczyk   obejmujący   całe   ciało,   gdy   wokół   niej 

zamknęła się zimna woda. Płynęła jak foka, aż w końcu wynurzyła się i nabrała powietrza. 

Czasem dobrze po prostu czuć, że się żyje.

background image

beznadzieja, kiedy nie możesz znaleźć swojego ubrania

Blair chciała mieć to za sobą jak najszybciej, ale Miles postanowił wykorzystać swój 

czas.   Badał   każdy   centymetr   jej   skóry   z   niemal   lekarską   dokładnością,   jakby   był 

dermatologiem, który szuka egzemy albo czerniaka. Próbowała się rozluźnić i dobrze się 

bawić, gdy Miles całował podbicie jej stopy, ale oboje byli kompletnie nadzy i nie mogła 

pozbyć się myśli, że gdyby Miles był Nate'em, mieliby już to za sobą.

Nate, kiedy się napalał, robił się gwałtowny. Nie w przerażający sposób, ale namiętny, 

budzący dreszczyk - nic go nie mogło powstrzymać. Blair zawsze musiała bardzo stanowczo 

odmawiać, skoro nie chciała iść na całość, a potem musiała jakoś odwrócić jego uwagę.

Teraz pewnie już by było po wszystkim, leżeliby objęci, patrzyli na gwiazdy przez 

okno, palili papierosy i gadali leniwie O przyszłości.

Miles wziął się do jej drugiej stopy. Przygryzł czubek dużego palca i muskał językiem 

delikatną skórę między palcami obok pierścionka z diamentem. Wzdrygnęła się. Kiedy była z 

Nate'em, wszystko zawsze wydawało się takie, jak trzeba. Byli jak dwa pasujące do siebie 

kawałki   puzzli.   Czemu   leży   całkiem   naga,   na   hotelowym   łóżku   na   wyspie   pośrodku 

Karaibów, z nagim Milesem liżącym jej stopy? A samotny Nate pewnie właśnie marznie w 

Maine i być może - miała nadzieję - myśli o niej...

Wyszarpnęła duży palec z ust Milesa i sturlała się z łóżka.

Miles wynurzył głowę spod prześcieradła.

- Co się stało? - zapytał.

- Muszę iść - powiedziała, nawet nie patrząc na niego. Przykucnęła i zaczęła szukać 

sukienki, ale było ciemno, a na podłodze leżało tyle śmiecia, że nic mogła jej znaleźć.

Miles przygarbiony siadł na brzegu łóżka. Bębnił palcami o udo.

- Starałem się nie spieszyć.

No jasne, wiadomo.

- Gdzie ta pieprzona sukienka? - mruknęła Blair.

Nagle zapaliło się światło i zobaczyła sukienkę na stosie rzeczy u stóp łóżka. Aaron 

stał w drzwiach, ale zamiast natychmiast przeprosić i wycofać się z pokoju, jak powinien 

każdy przybrany brat, gapił się na nią.

background image

Początkowo   była   straszliwie   zakłopotana.   W   ciągu   dwóch   sekund   zakłopotanie 

przerodziło się w gniew. Jak on śmie? Jak śmie gapić się na nią w ten sposób? Jest jej 

dziwacznym przybranym bratem.

Aaron wiedział, że powinien się odwrócić i zostawić ich samych, ale nie mógł się 

poruszyć. Miles schylił się i podniósł różową sukienkę Blair z podłogi - leżała koło jego nóg.

- Cześć - powiedział do Aarona, rzucając sukienkę Blair.

Blair naciągnęła ją na siebie i ruszyła w stronę drzwi.

- Masz jakiś problem? - syknęła, przeciskając się w drzwiach obok Aarona.

Nie była ciekawa odpowiedzi.

Willa Blair i Sereny była raptem sześć metrów dalej. Blair minęła ją i poszła w stronę 

plaży,   a   kiedy   tylko   stopami   dotknęła   piasku,   zaczęła   biec.   Miała   gdzieś   to,   że   włożyła 

sukienkę z Calypso, szytą na zamówienie i dopłaciła do niej sto pięćdziesiąt dolarów. Biegła 

co   sił,   wreszcie   rzuciła   się   w   fale,   niszcząc   sukienkę.   Nabrała   pełne   płuca   powietrza   i 

zanurkowała. Dopiero kiedy płuca mało już jej nie pękły, wynurzyła  się, łapiąc z trudem 

powietrze i mrugając od soli w oczach.

Księżyc świecił jasno, muzyka  z przyjęcia gwiazdkowego niosła się nad wodą. 45 

skończyło grać i didżej puścił Blame it on the boogie - stary kawałek Michaela Jacksona. Na 

plaży Blair dostrzegła sylwetkę dziewczyny, która stała w płytkiej wodzie. Wyglądała jak 

Halle Berry w Śmierć nadejdzie jutro, tyle że miała jasne włosy i białe, a nie pomarańczowe 

bikini.

Oczywiście to była Serena.

- Gdzie Miles?! - zawołała Serena, zwijając dłonie w trąbkę przy ustach.

- A kogo to obchodzi? - odkrzyknęła Blair, płynąc. - A gdzie Flow?

- A kogo to obchodzi? - odkrzyknęła Serena.

Obie się roześmiały, Blair przez chwilę leżała na wodzie, patrząc na księżyc. Potem 

obróciła się i popłynęła do Sereny.

- Jutro   wracam   -   powiedziała,   wychodząc   z   wody.   Chciała   popracować   bez 

towarzystwa matki w ciąży, dziwacznego przybranego brata i jego tyczkowatego kumpla.

Serena nie musiała pytać, co się stało.

- Ale jutro jest Boże Narodzenie - zauważyła. - Twoja matka się wścieknie.

Blair wycisnęła wodę z włosów.

- Nic mnie to nie obchodzi. Poza tym Cyrus jest Żydem.

Dziewczyny  wolno szły plażą do swojej  willi,  ciesząc się swoim towarzystwem  i 

kojącym szumem fal rozbijających się o brzeg. Gdyby tylko mogły tak iść bez końca!

background image

Kiedy wreszcie doszły do willi, przy drzwiach stało coś, co wyglądało jak wielka 

klatka z kutego żelaza przykryta czerwono - zielonym materiałem w kratę.

Prezent gwiazdkowy.

Serena podniosła klatkę za mosiężną rączkę i wniosła do domu. Postawiła na nocnym 

stoliku i zdjęła materiał, a Blair włączyła światło.

W   klatce   siedziała   przepiękna   niebiesko   -   zielona   papuga   z   żółtym   dziobem. 

Przycupnęła na cienkiej, drewnianej huśtawce. Papuga zamrugała, patrząc na Serenę oczami 

jak paciorki.

- Kocham cię, Sereno! Kocham cię, Sereno! - zaskrzeczała. - Wyjdź za mnie. Wyjdź 

za mnie.

Blair parsknęła.

- Myślisz, że to od Kati i Isabel?

Serena zachichotała.

- Nie wiem. Nie ma wizytówki.

- Kocham   cię,   Sereno!   Wyjdź   za   mnie.   Wyjdź   za   mnie   -   powtarzała   papuga, 

trzepocząc skrzydłami.

Serena   przykryła   klatkę   materiałem   i   odsunęła   się   od   klatki.   Owszem,   Flow   był 

szalenie przystojny i pochlebiała jej jego hojność, ale posunął się za daleko. Spojrzała na 

Blair.

- Mówiłaś coś o wyjeździe jutro?

- Aha! - Blair zdjęła przemoczoną sukienkę i rzuciła ją w kąt do kosza na śmieci.

Serena podeszła do szafy i zdjęła z górnej półki czerwoną walizkę od Kate Spade.

- Mogę wyjeżdżać, gdy będziesz gotowa.

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie

!

Ho, ho, ho! Wesołych świąt!

Wiem, że rodzina V nie świętuje Bożego Narodzenia, ale i tak mam dla niej prezent. Wygląda na to, że 

mimo wszystko wyniknie coś dobrego z faktu, że pewien link krążył po Internecie. Patrzcie niżej:

Droga Plotkaro!

Nazywam się Ken Mogul i jestem niezależnym reżyserem. Może widziałaś film  Seahorse  z Chloe 

Sevigny i Tobeyem Maguire, który wyszedł teraz na DVD? Tak się składa, że widziałem ten kawałek w 

Internecie pod linkiem, o którym mówiłaś na swojej stronie, i chciałem zapytać, jak skontaktować się z 

osobą, która go nakręciła. Ktokolwiek to jest, ma talent i bardzo chciałbym z nią lub nim pracować. 

Wielkie dzięki, a poza tym naprawdę jesteś niezła.

Buziaki

KM

Pozwoliłam sobie odegrać jednocześnie Świętego Mikołaja i dobrą wróżkę. Podałam panu Mogulowi 

nazwisko  V  i poinformowałam, że mieszka na Brooklynie. Uważaj,  V: dziś porno w Internecie, jutro 

festiwal w Cannes!

Reszta waszych e - maili

P:

 Hej, P!

muszę ci powiedzieć, że słyszałem, że S znowu wróciła do narkotyków. Plotki mówią, że 

ona i Flow wmieszali się w coś brzydkiego. Tak naprawdę pojechała na St. Barts, żeby zna-

leźć   dealera   -   planowała   wrócić   z   całym   mnóstwem   towaru   do   rozprowadzenia. 

Pomyślałem, że wszyscy powinni wiedzieć.

wtajemniczony

background image

O:

 Cześć, wtajemniczony!

Możesz mieć rację. Słyszałam też, że chce urządzić własną noworoczną balangę. Ale nie 

zapominaj: musi jeszcze przejść przez celników na lotnisku.

P

P:

 Droga plotkaro!

mam dom w Mt. Desert w Maine. Spotkałam się z kilkoma znajomymi, żeby pojeździć na 

sankach, między innymi z N. Myślałam, że ma dziewczynę, ale on flirtował ze wszystkimi, 

ze mną też. Był tak najarany, że nie chciałam, żeby zjeżdżał ze mną i sterował sankami. 

Całuję

misiaczek

O:

 Drogi misiaczkul

Wygląda na to, że N po prostu szuka pokrewnej duszy. A moimi sankami może kierować, 

kiedy zechce. Pozdrówki.

P

Na celowniku

Ślicznie  opalone  B  i  S  łapią  taksówkę  z lotniska JFK na Piątą  Aleję.  Jak dla mnie wyglądają  na 

szczęśliwe. K i I znowu są razem.

Sprawdzają w Williams Sonoma na Madison, czy S i Flow dali już listę prezentów ślubnych. Opalony 

gość w koszulce obsługi hotelu Isle de la Paix zwraca wielką zielono - niebieską papugę do sklepu 

zoologicznego w Gustavii.

OSTATNIE ŻYCZENIE

Dobra, więc dostałam prawie wszystko, co było na mojej gwiazdkowej liście, nawet pomarańczową 

torebkę z Hèrmes Birkin. Wiem, myślicie, że jestem zepsuta, ale zasłużyłam sobie na nią. Nie do-

stałam   jeszcze   -   bo   ciągle   brakuje   sześciu   dni   -   sylwestra,   który   odmieniłby   moje   życie.   Miejmy 

nadzieję, że S zrobi imprezę i kto wie - może zjawi się Flow! Do zobaczenia na miejscu o północy.

Wiem, że mnie kochacie

plotkara

background image

zamknięta w wieży

Zamknięta w domu, nie mając nic innego do roboty oprócz czytania i marzenia, Jenny 

czuła   się   jak   Złotowłosa,   tyle   że   z   krótszymi   włosami   i   większymi   cyckami.   Schowała 

satynowe   stringi   na   dnie   szuflady   z   bielizną   do   czasu,   aż   znowu   spotka   się   z   Nate'em. 

Sylwester był już niedaleko, ale może nie będzie musiała czekać aż tak długo. W głębi ducha 

miała nadzieję, iż Nate tak będzie za nią tęsknił, że wróci z Maine i zakradnie się do jej 

pokoju w środku nocy po drabinie przeciwpożarowej. Wyobrażanie sobie, co zrobią, gdy 

znowu się zobaczą, zajmowało jej całe godziny.

Biedny   Nate,   zasypany   śniegiem   w   Maine!   Wczoraj   było   Boże   Narodzenie,   a   on 

pewnie przez cały dzień oglądał stare filmy z rodzicami, co jakiś czas patrzył przez okno na 

śnieg i zastanawiał się, kiedy znowu usłyszy jej głos. Jenny nie miała nic przeciwko temu, że 

nie rozmawiali przez telefon - wymuszona separacja tylko umacniała ich miłość - ale musiała 

coś   zrobić,   by   Nate   wiedział,   że   myśli   o   nim   i   kocha   go   jeszcze   bardziej.   I   dlatego 

postanowiła wysiać mu paczkę.

Najpierw znalazła stare pudełko po butach Nike, które wyłożyła folią aluminiową. 

Potem włożyła do środka zaczytany egzemplarz Romea i Julii, Trudne położenie, w którym 

znaleźli   się   kochankowie   z   tej   tragedii,   przypominało   ich   sytuację:   byli   w   sobie   mocno 

zakochani i nie mogli się widywać, a jednak miłość na końcu zwycięży. Oczywiście ona i 

Nate nie umrą w przeciwieństwie do Romea i Julii. Pobiorą się, będą mieli wielką rodzinę i 

będą opowiadać wnukom, jak poznali się w parku pewnego słonecznego jesiennego dnia, 

kiedy wszystkie siły wszechświata im sprzyjały.

Potem   Jenny   dołożyła   dwie   paczki   jagodowych   batoników   PopTart.   To   były   jej 

ulubione,   ale   rzadko   je   jadła,   bo   miały   za   dużo   kalorii   i   absolutnie   żadnych   wartości 

odżywczych. Ale spodobała jej się myśl, że Nate zje coś, co ona uwielbia, i będzie za nią 

tęsknił.

Potem dołożyła jeszcze swoje zdjęcie, które Dan zrobił jej latem. Miała na sobie żółtą 

sukienkę bez rękawów i stała na brzegu basenu w motelu w Hershey, w Pensylwanii, gdzie 

Rufus ich zabrał, żeby uciec z miasta na weekend. Podobało jej się, że na zdjęciu jej włosy 

wydawały się takie błyszczące i że jej opalone ręce przesłaniały piersi, więc nie było widać, 

background image

jakie są wielkie.

Potem dorzuciła program z Dziadka do orzechów, który zachowała sobie na pamiątkę. 

Chciała,   by   Nate   wiedział,   że   począwszy   od   przedstawienia,   ten   dzień   był   najbardziej 

niezwykły w jej życiu - dzień, w którym powiedzieli sobie „kocham cię”.

Na koniec obcięła pukiel swoich włosów, przewiązała je czerwoną nitką i wrzuciła do 

pudełka. Wyglądały trochę dziwnie w zestawieniu z resztą, jak pamiątka po kimś zmarłym, 

ale chciała, by Nate czuł, że jest tuż obok niego. Wydawało jej się, że to najlepszy sposób.

Zamknęła paczkę i zakleiła wieczko. Potem zawinęła ją w strony z różnych pisemek 

dla nastolatków, których miała pełno w pokoju. Uważała jednak, żeby nie wziąć żenującej 

reklamy   tamponów,   pigułek   antykoncepcyjnych   albo   leków   na   drożdżycę.   Na   koniec 

przykleiła żółtą naklejkę i uważnie napisała adres Nate'a w Maine, który miała spisany w 

notatniku wraz z adresami wszystkich innych domów jego rodziny w Montauk, Nicei, St. 

Anton, na Barbadosie - tak na wszelki wypadek.

Po naklejeniu na paczkę dwudziestu znaczków, które ukradła z szuflady w biurku 

ojca,   Jenny   zaniosła   paczkę   do   kuchni,   otworzyła   tylne   drzwi   i   zostawiła   paczkę   dla 

listonosza na klatce schodowej. To jest zaleta mieszkania w starych budynkach. Nie ma na 

dole skrzynek na listy, więc listonosz musi wjechać na górę i dostarczyć pocztę pod drzwi. 

Postawiła paczkę na podłodze obok stojaka na pocztę. Chwilę jeszcze się zastanawiała, czy 

nie powinna dołożyć stringów, żeby paczka była  trochę bardziej seksowna, ale doszła do 

wniosku, że to zbyt wulgarne. Poza tym Nate dał je Jenny na Boże Narodzenie. Mógłby 

pomyśleć, że jej się nie podobają i je odsyła.

Dan wszedł do kuchni i zobaczył Jenny stojącą w drzwiach.

- Co   robisz?   -   zapytał   podejrzliwie.   Ojciec   kazał   mu   pilnować   siostry   i   Dan 

potraktował swoje zadanie bardzo poważnie.

Jenny zamknęła drzwi.

- Sprawdzałam, czy nie przyszła żadna poczta. - Odwróciła się i przyjrzała mu się, 

mrużąc oczy. Włosy miał matowe i od dwóch dni nosił tę samą. zaplamioną kawą koszulkę. - 

Wyglądasz okropnie.

Dan wrzucił łyżeczkę kawy rozpuszczalnej do kubka i odkręcił kran z gorącą wodą, 

czekając, aż będzie dość ciepła, żeby rozpuścić kawę. Nalał jej do kubka i pociągnął łyk.

- Pracuję nad wierszem - powiedział, jakby to wyjaśniało wszystko.

Jenny otworzyła lodówkę, sięgnęła po jogurt kawowy Danona, a polem cofnęła rękę i 

zatrzasnęła drzwiczki. O nie, nie może utyć przed kolejnym spotkaniem z Nate'em.

Dan dmuchał do kubka, patrząc na siostrę.

background image

- Wiesz, że to Vanessa, prawda? - powiedział zimno. - To ona was nagrała w parku.

Jenny odwróciła się, poprawiając biustonosz, który podjechał jej w górę. Nie zaglądała 

na   stronę   od   czasu,   gdy   zobaczyła   ją   na   komputerze   Dana.   Nie   przyszło   jej   do   głowy 

zastanawiać się, kto to zrobił. Myśl, że Vanessa mogła to umieścić na stronie, była śmieszna.

- Skąd wiesz? - zapytała ostro.

Dan wzruszy! ramionami.

- Obejrzyj ten film. To musiała być Vanessa.

Jenny splotła ręce na piersiach.

- Wolałabym nie. A zresztą co z tego, że to ona? - Pracowały razem przy „Rancor”, 

artystycznym piśmie uczennic z Constance Billard, i zawsze świetnie się dogadywały. Jeżeli 

Vanessa sfilmowała ich z Nate'em w parku, to na pewno miała jakieś usprawiedliwienie, 

dlaczego to wylądowało w Internecie.

- Pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć, tylko tyle - odparł Dan i poszedł do swojego 

pokoju. Cały czas przestawiał słowa na liście, którą stworzył w ramach ćwiczenia na blokadę 

twórczą. Teraz próbował je ustawić w kolejności stosownej do wiersza Zdziry.

Dziwka,   niewolnik,  ogolony,  czarny,  koronka,  lód,  zimno,   deszcz,   plącz,  wycierać,  

spać, kawa, plama, wina...

To   miał   być   gniewny   wiersz,   rzecz   jasna,   ale   nie   o   gniewaniu   się.   Miał   być   o 

odkryciu, że osoba, którą kochasz, jest kimś zupełnie innym. Jenny nie była słodką, niewinną 

siostrzyczką, jak zawsze o niej myślał, a Vanessa okazała się podglądaczem, który nosi taką 

bieliznę jak dziwki i wykorzystuje sfilmowane intymne sytuacje między innymi ludźmi, żeby 

zwrócić na siebie uwagę.

Zaczął   wypisywać   słowa   z   listy,   dodając   od   czasu   do   czasu   czasownik   lub 

przymiotnik dla ozdoby.

Otrzyj   resztki   snu   z   moich   oczu   i   nalej   mi   następną   filiżankę.   Rozumiem,   co 

próbowałaś mi przez cały czas powiedzieć. Goląc głowę i obchodząc się ze mną (tak 

delikatnie)

Za pomocą satyny i koronki:

Jesteś dziwką.

Danowi podobała się bezpośredniość tego, co napisał, i energia w tym zawarta. Pisał 

background image

dalej, podekscytowany faktem, że znów wypełnia strony. Kiedy skończy, wyśle wiersz e - 

mailem   do   Vanessy.   Pisanie   wierszy   to   jedyny   sposób,   w   jaki   potrafił   określić   własne 

uczucia, i wysłanie go to jedyny sposób, w jaki potrafił to powiedzieć.

background image

V znajduje sposób na przeprosiny

Ruby zajrzała do pokoju Vanessy. Miała na sobie czarną gumowaną kurtkę, dżinsy, 

czarne buty w szpic na szpilce. Podcięła czarną grzywkę żyletką na superkrótko.

- Jakaś poczta? - zapytała.

Vanessa pokręciła głową. Ich rodzice podróżowali po Europie - mieli tournee z jakąś 

grupą artystyczną i nawet nie przysłali żadnej kartki.

- Telefony? Wiadomości?

Vanessa znowu pokręciła głową.

- Są jakieś szanse, że wyjdziesz razem ze mną? - zaproponowała Ruby. - Przecież 

masz ferie.

Vanessa wzruszyła ramionami i zapięła suwak czarnej bluzy z kapturem aż pod brodę. 

Nadal była wściekła na siostrę za to, że wzięła kamerę bez pytania, i nie miała ochoty na nic, 

może z wyjątkiem rozmowy z Danem.

Nie rozmawiała z Danem, odkąd wyszła od niego w piątek. Nie mieli tak długiej 

przerwy w rozmowach, odkąd trzy lata temu zostali przyjaciółmi. Chciała mu wyjaśnić, że ta 

wpadka   z   linkiem   była   potwornym,   nieszczęśliwym   wypadkiem,   że   kupiła   bieliznę   w 

Victoria's Secret, bo myślała, że to pomoże mu się rozluźnić i będzie zabawnie. Chciała mu 

powiedzieć,   że   zbyt   długo   byli   przyjaciółmi,   by   tak   się   wściekać   na   siebie,   i   chciała 

przeprosić go na milion innych sposobów. Ale w głębi duszy miała nadzieje, że Dan znają 

dość dobrze, żeby domyślić się, że nigdy nie wysłałaby do Internetu czegoś takiego. I w głębi 

duszy miała nadzieję, że zrozumie, że upokorzy i ją, gdy ona stała przed nim prawie naga, 

tylko w skąpej bieliźnie, i że to on pierwszy przeprosi.

- No dobra. Do zobaczenia później. Przyniosę ci coś na wynos - powiedziała Ruby i 

wyszła.

Vanessa podeszła do komputera, żeby po raz setny sprawdzić, czy Dan nie przysłał jej 

e - maila.

Tym   razem   tak!   Przysłał!   I   to   był   wiersz!   Szybko   przysunęła   do   biurka   krzesło, 

kliknęła na plik i zaczęła czytać.

Przeczytała wiersz trzy razy na ekranie, potem go wydrukowała i przeczytała jeszcze 

background image

raz. Słowa były wstrętne i wściekłe. Złamały jej serce. Dan jej nie wybaczył, to było jasne.

Ale Vanessa zawsze potrafiła dostrzec piękno w brzydocie i przeczytała dość dużo 

propozycji przynoszonych do „Rancore”, by wiedzieć, że ten wiersz jest specjalny. Zdobiły 

go bogate metafory,  a język  był  pełen  pasji.  I chociaż miała  ochotę  schować głowę pod 

prześcieradłami   i  szlochać,  nie  mogła   też  nie  podziwiać   zręczności  zwrotów   we frazach. 

Wiersz był genialny.

Nawet jeśli Dan nigdy więcej się do niej nie odezwie i nawet jeśli ten wiersz był 

właśnie o niej i o tym, za jakiego potwora ją uważał, miała zamiar opublikować ten wiersz.

Dan nigdy nie próbował niczego opublikować. Nie ma siły, żeby nie zdumiał się, gdy 

otworzy „New Yorkera” i zobaczy wydrukwany swój wiersz Zdziry. Co za wspaniały sposób, 

żeby zrobić wrażenie na college'ach, do których będzie składał podania. Nie mogła tego nie 

zrobić. Była mu to winna.

Zerwała się z krzesła i zaczęła krążyć po pokoju Ruby, aż znalazła egzemplarz „New 

Yorkera”   przycięty   drzwiami   do   szafy.   Przekartkowała   go   i   znalazła   nazwisko   redaktora 

zajmującego się przysyłanymi  tekstami. Napisała list, wpisując nazwisko i adres Dana na 

zwrotnej kopercie.

background image

audrey idzie do college'u

PRZED   BUDYNKIEM   WYDZIAŁU   LITERATURY   ANGIELSKIEJ,   COLLEGE   W 

NOWEJ ANGLII, DZIEŃ W KAMPUSIE

Trzypiętrowy   budynek   z   cegły   z   białymi   kolumnami   i   bluszczem.   Zielony   trawnik 

przed nim. Marmurowe schody.

Osiemnastoletnia Audrey, śliczna brunetka w modnej spódnicy i bluzce, w butach na 

płaskim obcasie, jedzie przez trawnik na klasycznym rowerze Schwinn i parkuje na 

stojaku przy marmurowych schodach. Potem wbiega po schodach do budynku.

WNĘTRZE BUDYNKU WYDZ. LIT ANGIELSKIEJ - BEZ ZMIAN

Wzdłuż długiego korytarza znajdują się małe gabinety. Drzwi do nich są otwarte, w 

każdym profesor ze swoim studentem omawia ważniejsze kwestie w literaturze.

STUDENT A

- Naprawdę   uważam,   że   lepiej   by   było,   gdyby   wieloryb   potrafił   mówić,   panie 

profesorze.

PROFESOR A

- Ale tu nie chodzi o gadającego wieloryba. Chodzi o człowieka, który szuka sensu 

życia.

STUDENT B

- Tu nie ma interpunkcji. Widzi pan? Nie postawiłem nawet jednego przecinka ani 

kropki.

PROFESOR B

background image

- Ale to nie czyni z tego wiersza. W wierszu jest... cóż, w wierszu jest poezja.

PROFESOR C

- Czy przeczytał pan książkę, o której mówiłem?

STUDENT C

- Tę o wielorybie?

PROFESOR C

- Yhm. I co pan myśli?

STUDENT C

- Cóż, uważam, że lepiej by było, gdyby wieloryb potrafił mówić, panie profesorze.

Czwarty profesor wychodzi na korytarz, rozgląda się po korytarzu i zatrzaskuje drzwi. 

Audrey biegnie korytarzem, wygląda na wykończoną. Puka do drzwi, które profesor 

dopiero co zatrzasnął.

AUDREY

- Profesorze Weeks! Och, profesorze Weeks!

Profesor otwiera drzwi.

PROFESOR WEEKS

- Spóźniła się pani.

AUDREY

- Tak, ale mam doskonałe usprawiedliwienie.

Profesor czeka, aż Audrey się wytłumaczy. Długa chwila ciszy.

PROFESOR WEEKS

- Tak?

background image

AUDREY

(ledwo łapiąc oddech)

- Och, ale nie mogę panu powiedzieć. To coś niezgodnego z prawem.

PROFESOR WEEKS

(marszcząc brwi)

- Niezgodnego z prawem? Czy powinienem wezwać ochronę kampusu?

AUDREY

(kręcąc głową)

- Och,   nie.   Przynajmniej   jeszcze   nie.   (Podaje   mu   pracę).   Nie   mogłam   się 

zdecydować, o której sztuce Szekspira napisać, więc napisałam o wszystkich. Mam 

nadzieję, że nie ma pan nic przeciw temu.

Profesor zakłada okulary do czytania i zaczyna przeglądać pracę. Siada za biurkiem, 

zaabsorbowany lekturą. Kiedy on czyta, Audrey wychodzi jakby nigdy nic z gabinetu i 

zamyka za sobą drzwi. Idzie korytarzem do drzwi wyjściowych, wsiada na rower i 

jedzie przez trawnik.

DZIEDZINIEC COLLEGE'U - BEZ ZMIAN

Ogromny trawnik okolony budynkami z cegły.

Audrey jedzie trawnikiem, patrząc w górę na jesienne liście, zamiast uważać, gdzie 

jedzie. Wpada na chłopca w bluzie drużyny uniwersyteckiej, który właśnie szedł na 

trening. Chłopak się przewraca.

To Colin Davis.

COLIN

- Auć!

Audrey zsiada z roweru i kuca obok niego.

AUDREY

background image

- Przepraszam. Nic ci nie jest?

COLIN

- Chyba złamałem nogę. (Próbuje się poruszyć). Auć!

AUDREY

- Nie ruszaj się. Zaraz wezwę karetkę.

Grzebie w torebce, żeby znaleźć komórkę. Z torebki wypada pistolet. Colin patrzy 

szeroko   otwartymi   oczami.   Audrey   podnosi   broń   i   chowa   ją   do   torebki.   Otwiera 

komórkę i wybiera numer pogotowia.

background image

S rozkręca imprezę

Serena   stwierdziła,   że   jedyny   sposób,   by   nadrobić   fatalne   Boże   Narodzenie,   to 

zafundować   sobie   naprawdę   nieziemskiego   sylwestra,   a   najlepiej   można   o   to   zadbać, 

urządzając własną imprezę. Uwielbiała planować imprezy i naprawdę świetnie sobie z tym 

radziła, ale była już środa i zostało jej tylko trzy i pół dnia, żeby wszystko zorganizować. Z 

Blair nie było żadnej pomocy. Zamknęła się w pokoju z laptopem, kanonem papierosów i 

ekspresem do kawy, i postanowiła nie wychodzić, dopóki nie skończy scenariusza. Serena nie 

lubiła nic robić sama. Do kogo mogła zadzwonić? No do kogo, jak nie do dwóch dziewczyn, 

które tak desperacko chciały stać się jej najlepszymi przyjaciółkami?

- Halo? Kati? Mówi Serena. - Cześć!

- Słuchaj, jest tam Isabel? - Aha.

Pewnie, że była.

- Super. Tak się zastanawiałam, czybyście nie wpadły i nie pomogły mi w planowaniu 

sylwestra? Postanowiłam urządzić coś w ostatniej chwili i naprawdę chcę, żeby impreza była 

udana, ale mam mało czasu.

Obie dziewczyny zatkało. Potem zaczęły piszczeć.

- O   mój   Boże!   To   będzie   najlepsza   impreza   w   historii!   Nie   martw   się,   zaraz 

przyjeżdżamy.

I przyjechały.

Serena otworzyła drzwi w aksamitnych czerwonych spodniach od dresu Juicy Couture 

i obcisłej koszulce z obrazkiem bałwana.

- O mój Boże, ale jesteś opalona! - pisnęła z zachwytu Isabel, całując ją w policzek.

- Schudłaś? - dorzuciła Kati, też ją całując.

Zupełnie jakby Serena musiała chudnąć!

Jako dobrze wychowana gospodyni zaprowadziła dziewczyny do salonu ogromnego 

mieszkania, które znajdowało się na Piątej Alei i wychodziło na Metropolitan Museum of Art. 

Jej rodzice wyjechali na wakacje do Ridgfield, a brat z przyjaciółmi z colleges siedział w 

Bostonie. Cale mieszkanie miała więc dla siebie.

Rozłożyła już kilka arkuszy białego papieru na szklanym stoliku do kawy i napisała na 

background image

nich   nagłówki:  Miejsce.   Alkohol/   Jedzenie.   Muzyka   /Nagłośnienie.   Motyw  

przewodni/Dekoracje/Oświetlenie.   Zaproszenia.   Lista   gości.  Wręczyła   kartki   Kati   i 

Isabel.

Widzicie, jaka dobra była w wydawaniu dyspozycji?

- Byłyście w komitecie organizacyjnym imprezy „Buziak w usteczka” w październiku, 

nie?

Kiwnęły głowami.

- Świetnie.  Możecie  zamówić  tego   samego  dostawcę   jedzenia  i   dekoratora,   którzy 

robili tamtą imprezę?

- Jasne! - Isabel rzuciła się po torebkę, żeby wyjąć palmtop.

- I musimy znaleźć fajnego didżeja - pouczyła je Serena.

Kati była zakłopotana.

- 45 nie zagra?

Serena   zamrugała.   Nie   miała   pojęcia,   jakie   plany   na   sylwestra   ma   Flow,   ale   nie 

chciała, żeby uganiał się za nią na jej własnej imprezie.

- Nie, jest zajęty, nagrywa nową płytę - zmyśliła na poczekaniu. - Didżej i tak jest 

lepszy. Większa różnorodność.

Obie dziewczyny były zawiedzione.

- Pomyślałam, że mogłybyśmy wykorzystać listę gości z balu Czerń i Biel - ciągnęła 

Serena, biorąc kolejną garść kartek ze stolika. - Oczywiście możecie dopisać, kogo chcecie.

Isabel zerknęła na listę.

- A przyjdzie chociaż Flow?

Serena zawahała się. Jeżeli powie, że nie, Kati i Isabel pewnie znowu rozpuszczą 

plotki - zaręczyny Sereny i Flowa zostały zerwane, i takie tam bla, bla, bla. To mógłby być 

miły gest, wysłać mu zaproszenie do domu na Malibu, zwłaszcza po tym, jak zostawiła jego 

papugę w recepcji w kurorcie na St. Barts i odleciała rano w dzień Bożego Narodzenia do 

Nowego Jorku. Pewnie i tak by nie przyszedł na imprezę.

- Obiecał, że będzie - powiedziała, wskazując nazwisko Flowa na liście.

Nie zastanawiając się. co robi, przekartkowała listę, aż doszła do litery R i sprawdziła, 

czy jest Aaron Rose. Aaron nie wróci z St. Barts przed trzydziestym, ale miała nadzieję, że 

zjawi się na imprezie. Kiedy go ostatnio widziała, wyglądał na bardzo smutnego. Chciała go 

rozweselić.

- Mam   się   zająć   zaproszeniami?   -   spytała   Kati,   wchodząc   w   rolę   organizatorki. 

Wyciągnęła   nokię   z   czerwonej   torby   na   zakupy   od   Hervé  Chapeliera.   -   Mogę   od   razu 

background image

zadzwonić do drukarza.

- Dobrze - zgodziła się Serena. - A ty, Isabel, zadzwoń do agencji w sprawie miejsca 

na imprezę, dobrze? Powiedz im, że potrzebujemy wielkiego poddasza w centrum z dobrym 

widokiem na fajerwerki. Najlepiej z tarasem.

Kiedy wręczała Kati listę gości, zauważyła pierwsze nazwisko: Nathaniel Archibald. 

Do cholery, gdzie ostatnio Nate się podziewał? - zastanawiała się. Musi być na jej przyjęciu. 

Bez niego sylwester się nie uda.

Nate  właśnie otwierał  paczkę  od Jenny, co  nie było  prostym  zadaniem,  ponieważ 

zawinięto ją w pięciocentymetrową warstwę pism dla nastolatków i zaklejono taśmą klejącą. 

Paczka dotarła wczoraj po południu, ale jakoś między zjazdami na snowboardzie z Cadillav 

Mountain   z   Johnem   i   Ryanem   a   paleniem   haszyszu   w   jacuzzi   u   jakiejś   dziewczyny   na 

imprezie w Bar Harbor zupełnie o niej zapomniał.

Jedyne czyste bokserki, jakie zostały Nate'owi w szufladzie, to były te, które Jenny 

kupiła mu w Barneysie. Siedział więc na podłodze w bokserkach z żaglówkami i rozdzierał 

stronice pism okrywających pudełko od butów, w którym przyszła paczka - właśnie tak, jak to 

sobie wyobrażała Jenny.

Uniósł   wieczko   i   zajrzał   do   środka.   Zachichotał   pod   nosem,   gdy   znalazł   pukiel 

włosów Jenny. Wysłanie mu pukla włosów to coś w stylu Blair, tyle że ona pewnie najpierw 

spryskałaby   je   perfumami,   a   potem   włożyła   do   srebrnego   pudełeczka   od  Tiffany'ego, 

wykładanego czerwonym aksamitem i z inicjałem Nate'a na wieczku. Nate wyjął program 

Dziadka do orzechów  i przekartkował go. Zamiast powrócić myślami do popołudnia sprzed 

pięciu dni, kiedy zabrał Jenny na balet i kiedy siedzieli w pierwszym rzędzie na balkonie w 

New York State Theatre w Lincoln Center i trzymali się za ręce, patrząc na walkę ołowianych 

żołnierzyków   ze   złymi   myszami   pod   zaczarowaną,   ogromną   choinką,   Nate   pomyślał   o 

ostatnim razie, kiedy poszedł na ten balet z Blair.

Blair bolał brzuch, więc w czasie przerwy Nate załatwił dla niej tabletkę advilu i wodę 

perrier od barmana, a potem wyszli na taras zapalić. W końcu zaczęli się całować i spędzili 

tam   cały   drugi  akt   -   paląc,   całując   się  i   patrząc,   jak   ludzie   przechodzą   obok  nieczynnej 

fontanny. Blair miała na sobie płaszcz z wielbłądziej sierści i kołnierz z norek, do którego 

Nate lubił przytulać twarz i wdychać pomieszany zapach zwierzęcego futra, perfum Blair i 

dymu papierosowego.

Na komodzie z drewna klonowego, która stała w sypialni Nate'a w Mount Desert, 

zadzwoniła komórka. Na sekretarce było już dziewięć telefonów z domowego numeru Jenny, 

background image

ale Nate jeszcze nie oddzwonił. Lecz tym razem na ekranie rozbłysnął inny numer.

Nate wyszczerzył zęby w uśmiechu. Super! Serena się odezwała!

Aha, tak właśnie by się ucieszył każdy facet na jego miejscu.

- Cześć. Co jest?

- Natie? - głos Sereny zadźwięczał poprzez fale radiowe. - Tak się zastanawiałam, 

kiedy znowu cię zobaczę. Masz zamiar zostać w Maine do końca szkoły?

Nate   schylił   się  i   złapał   opakowanie   jagodowych   batoników   PopTart   z  paczki   od 

Jenny. Rozdarł folię zębami, wyciągnął jeden baton i zjadł migiem.

- Chyba zostanę tu jeszcze chwilę. - Chciał odłożyć spotkanie z Jenny do ostatniej 

chwili. Albo na zawsze, jeśli to możliwe.

- Ale ja urządzam sylwestra - powiedziała kwaśno Serena. - Kati i Isabel pomagają mi 

wszystko   zorganizować.   Mamy   obłędny   pomysł,   najlepszego   didżeja   i   ogromny   taras,   z 

którego będzie można oglądać fajerwerki. Wyjdziesz na frajera, jeśli się nie zjawisz, a ja 

przysięgam, że ci tego nie wybaczę.

Nate zachichotał pod nosem. Impreza zapowiadała się fajnie. A potem coś mu - się 

przypomniało.

- Ej, a gdzie jest Blair? Nie siedzicie na St. Bans?

- Wróciłyśmy wcześniej - westchnęła Serena. - Blair jak ostatni kujon pracuje nad 

swoim podaniem do Yale.

Nate wziął Romea i Julię i przekartkował kartki o pozaginanych rogach. Spojrzał na 

okładkę - klasyczny wizerunek chłopca i dziewczyny w objęciach.

- Ale przyjdzie na imprezę, nie?

- Jasne! - wykrzyknęła Serena. - Aż tak nie zgłupiała.

- Dobra - zgodził się. - Będę.

Serena   się   rozłączyła.   Naprzeciwko   niej   Kati   i   Isabel   siedziały   na   obitej   biało   - 

czerwonym perkalem sofie i pracowicie rozmawiały przez komórki, zamawiając dostawców 

jedzenia i więcej alkoholu, niż ktokolwiek potrzebował, Serena uśmiechnęła się do siebie. To 

całkiem ciekawe - Nate powiedział, że przyjdzie, dopiero po tym, jak wspomniała, że Blair 

też się zjawi. Miała przeczucie, że to będzie naprawdę ciekawy sylwester.

background image

wielki czas dla udręczonych artystów

Od niemal tygodnia Dan nie zdejmował zaplamionej kawą koszulki i prawie wypełnił 

cały nowy czarny notesik chorobliwymi wierszami, które mówiły o tym, że miłość to żałosny 

żart wymyślony przez Hallmark, by sprzedawać kartki walentynkowe i dać ludziom fałszywe 

wrażenie, że ich życie ma sens. Teraz właśnie pracował nad kawałkiem pod tytułem  Wóz 

pełen kamieni, o chłopaku, który napełnił samochód kamieniami i wjechał nim do rzeki, bo 

auto przypominało mu byłą dziewczynę, która lubiła jeździć po okolicy i słuchać zakłóceń w 

radiu samochodowym zamiast muzyki.

Jenny zapukała do jego drzwi.

- List do ciebie, panie Pustelniku.

Dan odłożył długopis i otworzył drzwi. Jenny miała na sobie różowy szlafrok, a na 

twarzy wąsy z gęstego białego kremu. Podała mu kopertę.

- Co masz na twarzy? - zapytał, biorąc list.

- Depiluję się - powiedziała, odwróciła się i poszła korytarzem do łazienki.

Co to znaczy, do cholery?  - pomyślał  Dan, zamykając drzwi. Najwyraźniej Jenny 

zdecydowanie za dużo czasu spędzała zamknięta w domu razem z kobiecymi pisemkami, ale 

to jej się należało. Zdzira.

Dan odwrócił cieniutką białą kopertę i obejrzał adres zwrotny. To był list z „New 

Yorkera”.   Pewnie   prośba   o   prenumeratę,   skoro   jego   ojciec   już   był   dożywotnim 

prenumeratorem. Rozdarł kopertę i wyjął dwie złożone kartki.

Drogi Panie Humphrey.

Dziękuję za przysłany przez Pana do „New Yorkera” wiersz Zdziry Gratuluję! Z 

przyjemnością informuję, że opublikujemy Pana wiersz w naszym walentynkowym 

wydaniu. Proszę wypełnić dołączony formularz Informacje o pisarzu.  abyśmy mogli 

napisać kilka słów o Panu na naszej stronie współpracownikach. Prześlemy Panu 

czek na osiemset dolarów.

Szczęśliwego Nowego Roku!

red. Jani Price

background image

Czy to jakiś żart? - zastanawiał się Dan. Przeczyła! list dwa razy i w końcu opadł na 

łóżko, trzęsąc się z przerażenia. „New Yorker” rzadko publikuje wiersze nieznanych autorów, 

a   Jani   Price   słynęła   z   przysyłania   wrednych   jednozdaniowych   odmów   typu:   „Próbować 

zawsze   warto!”   albo   „Przykro   mi,   Charlie”.   Dan   przyjrzał   się   nagłówkowi   firmowemu. 

Wyglądał na autentyczny. Przeczytał list jeszcze raz nadal z potwornie trzęsącymi się rękoma 

na myśl, że ktoś obcy - już nie mówiąc o kimś tak słynnym w literackim świecie jak Jani 

Price - czytał jego wiersz.

Im dłużej o tym myślał, tym bardziej wydawało mu się jasne, że jedyna osoba, która 

mogła przesłać ten wiersz do pisma, to Vanessa. Jakby nie dość już narobiła szkód. Co sobie 

myślała, do cholery... nie, co jej, do cholery, odpieprzyło?

Rzucił list na łóżko i zdjął brudną koszulkę. Najpierw weźmie gorący prysznic i włoży 

coś czystego.

Wreszcie!

A potem wybierze się prosto do Brooklynu i objedzie Vanessę z góry na dół. Jak śmie 

pogwałcać jego prywatność, wysyłając jego prace, komu zechce, bez pytania go o zdanie? Co 

ona sobie wyobraża, że niby kim jest? Dobrą wróżką z ogoloną głową i w glanach?

A może złośliwą Dobrą Czarownicą ze wschodu?

Ruby w końcu odzyskała zaginioną kamerę cyfrową Sony. Vanessa siedziała teraz 

przy komputerze, przegrywała z niej materiał z soplami i wklejała go do nowego filmu, tuż 

przed kawałkiem z gołębiami siedzącymi w śmieciarce. Usunęła już fragment z Nate'em i 

Jenny w śniegu. Postanowiła zapomnieć o tym i skupić się na nowym filmie. Za siedzącymi 

gołębiami z pękającej torby na śmieci wystawała brudna, łysa głowa lalki bez jednego oka. 

Coś niesamowitego!

W   górnym   prawym   rogu   ekranu   komputera   pojawiło   się   okienko   komunikatora   z 

nową wiadomością. Vanessa kliknęła na nie, mając nadzieję, że to Dan. Może dostał już 

odpowiedź z „New Yorkera” i odezwał się, żeby jej podziękować, ponieważ postanowili 

wydrukować jego wiersz i wszystko jej wybaczył. Ale to nie był Dan.

KM10001: Jesteś vanessa abrams, robisz filmy?

Łysakotka: może

KM10001: szukam osoby, która nakręciła tych dwoje dzieciaków baraszkujących w 

parku, praca kamery była niewiarygodna.

background image

Łysakotka: serio? kto tak mówi?

KM10001:   ken   mogul,   zrobiłem  Seahorse,  może   widziałaś,   to   jak   rozmawiam   z 

właściwą osobą?

Łysakotka: tak.

KM10001: super, więc naprawdę chciałbym z tobą pracować, kończę właśnie film, 

który   zgłaszam   do   Cannes,   jesteś   zainteresowana?   Łysakotka:   właściwie   nadal 

chodzę do szkoły, ale jasne, jestem zainteresowana.

KM10001: super, możemy się gdzieś spotkać? na przykład dzisiaj? właśnie jestem w 

nowym jorku.

Łysakotka: będę dziś kręciła wieczorem w central parku koło dziesiątej, może tam?

KM10001: świetnie, chętnie popatrzę, jak pracujesz, do zobaczenia.

Łysakotka: na ra

Vanessa wróciła do pracy nad filmem, wiedząc, że najprawdopodobniej osoba, z którą 

właśnie rozmawiała, to ktoś z szkolnych kolegów Nate'a. Pewnie teraz wyrąbywali dziurę w 

lodzie na stawie w Central Parku, żeby ją wrzucić do lodowatej wody i utopić z powodu tego 

linku,   który   krążył   po   Internecie.   A   może   to   naprawdę   był   Ken   Mogul,   reżyser   kina 

niezależnego, jeden z jej idoli? Łatwo ją nabrać. Ale kto wie? Wszystko jest możliwe.

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie

!

JAK ZAFUNDOWAĆ SOBIE NAJLEPSZEGO SYLWESTRA W ŻYCIU

Dwie krótkie rady:

1) Trzymajcie się mnie. Wiem, gdzie coś się dzieje.

2) Całujcie ludzi. Dziś o północy przychodzi czas, kiedy jedyny raz w roku można całować całkowicie 

przypadkowe osoby i wcale się z tego nie tłumaczyć. Więc korzystajcie z okazji!

Wasze e - maile

P:

 Droga Plotkaro!

Dobra, zwykle nie zajmuję się plotkami, ale myślę, że powinnam to powiedzieć, skoro nadal 

siedzę tutaj na  St. Barts.  M, ten chłopak, z którym  kręciła  B, kojarzysz?  Po tym  jak  

wyjechała,   zaczął   spotykać   się   z   Francuzką,   która   uczy   jazdy   na   nartach   wodnych   i 

spędzają razem mnóstwo czasu.

groszek

O:

 Drogi groszku!

Dzięki   za   informacje.   Przykro   mi,   że   ugrzęzłaś   tam,   zamiast   być   tutaj.   A   przy   okazji: 

powinnaś więcej plotkować. Od tego skóra nabiera blasku.

P

Na celowniku

A chodzi na spacery z bokserem wzdłuż Park Avenue. Najwyraźniej wrócił już z St. Barts, chociaż 

został.   Flow   dziś   z   samego   rana   wskakuje   do   samolotu   z   LA   do   Nowego   Jorku   na   lotnisko 

Kennedy'ego. Serio? B wynurza się z pokoju, żeby kupić super - mocny lakier do włosów Frederica 

background image

Fekkaia w drogerii Zitomer na Madison. Najpewniej planuje jakąś zwariowaną fryzurę na dzisiejszy 

wieczór. Nie mogę się doczekać, żeby ją zobaczyć. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć was 

wszystkich!

JEDYNA IMPREZA, NA KTÓRĄ WARTO IŚĆ

Jeżeli nie dostaliście jeszcze czegoś takiego, to lepiej od razu wyjeżdżajcie z miasta:

Nie bądź frajerem!

Przyjdź i świętuj Nowy Rok razem ze mną!

Motyw: szalona noc w raju.

Gdzie? Lodowy Zamek, West, Dziewiętnasta.

Kiedy? Niedziela wieczór, ech... od 21.00 do...

Co zabrać? Siebie i swoich przyjaciół, tylu, ilu zmieści się do windy.

Do zobaczenia na miejscu!

Serena

NASZE ŻYCIE JEST LEPSZE OD FILMU

Gdyby   nasze   życie   było   kiepskim   filmem   dla   nastolatków,   to   zaprosilibyśmy   członków   komisji 

rekrutacyjnych z college'ów, do których staramy się dostać, i zadbalibyśmy, żeby dobrze się bawili i 

nas przyjęli. Ale nasze życie jest lepsze od filmów, więc nie musimy popadać w takie skrajności, 

prawda?

Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, kogo pocałuję o północy!

Wiem, że mnie kochacie

plotkara

background image

wielka ucieczka J

Jenny ogoliła nogi, wydepilowała się, wyregulowała brwi, zrobiła peeling, nawilżyła 

całe ciało, wypolerowała paznokcie, wymodelowała włosy i nałożyła delikatny makijaż w 

odcieniach złota i brązu zgodnie z tabelą, którą zostawiła sobie z pisma „Allure”. Potem 

włożyła stringi i te same czarne aksamitne spodnie, która miała na sobie tamtego specjalnego 

dnia w parku. Do tego obcisły czarny sweter w serek ze złotą nitką. Wyglądał kwasiarsko na 

wieszaku, ale wspaniale na niej.

Przynajmniej zdaniem Jenny.

Jeszcze turkusowy wisiorek od Nate'a i buty w szpic na wysokim obcasie, w których 

źle się chodziło, ale co z tego? O szóstej była gotowa. Przez ostatnie dwie i pół godziny 

próbowała dobrze się bawić,  oglądając powtórki  Osbourne'ów  i powoli pochłaniając  całą 

torbę   chrupek   o   smaku   serowym.   Przez   cały   czas   trzymała   komórkę   w   kolorze   błękitny 

metallic na kolanach. Dochodziło wpół do ósmej, trwał sylwestrowy wieczór, a Nate jeszcze 

nie zadzwonił.

Jenny   tak   była   zajęta   przygotowaniami   i   czekaniem   na   telefon   Nate'a,   że   nie 

zauważyła, co robi jej rodzina. Wyłączyła telewizor i ruszyła ciężko korytarzem.

Drzwi   do   pokoju   Dana   były   uchylone,   więc   pchnęła   je   mocniej.   Komputer   stał 

wyłączony, w popielniczce nie było zapalonego papierosa.

- Dan! - zawołała, ale nikt jej nie odpowiedział.

Zrobiła w tył zwrot i pobiegła do gabinetu ojca. Drzwi były otwarte. Pusto.

- Tato!

Znowu żadnej odpowiedzi.

Zwykle w sylwestra Rufus szedł ze swoimi kumplami na całonocny maraton czytania 

poezji w kafejce w Greenwich Village. Wyglądało na to, że już wyszedł.

Jenny przycisnęła kilka klawiszy na komórce i telefon natychmiast wybrał numer do 

Nate'a. Odezwała się automatyczna sekretarka. Znowu.

- Jeżeli próbujesz połączyć się z... - zaczął nagrany kobiecy głos.

- Nate'em - odezwał się Nate.

- Proszę,  naciśnij jeden  i  zostaw  wiadomość albo  poczekaj na sygnał  - dokończył 

background image

kobiecy głos.

- To   znowu   ja   -  zaćwierkała   Jenny,  próbując   mówić   radośnie.   -   Podejrzewam,   że 

ugrzęzłeś w korku. Ja chyba po prostu pojadę teraz na imprezę do Sereny. Może wezmę 

taksówkę, żeby zatrzymać  się koło ciebie i sprawdzić, czy jesteś. W każdym  razie  mam 

nadzieję, że spotkamy się przed północą! Dobra. Całuję. Cześć.

Rozłączyła się i wróciła do swojego pokoju po torbę i płaszcz. Co z tego, że oficjalnie 

ma szlaban? Rufus i Dan zostawili ją samą w domu.

Czego spodziewali się po księżniczce, która zbyt długo siedziała zamknięta w wieży?

Nate zastanawiał się, czy nie zaczekać z paleniem, dopóki nie dotrze na imprezę, bo 

wiedział, że Blair woli. kiedy nie jest najarany. Ale dajcie spokój, w końcu to sylwester.

- Masz   - powiedział  Jeremy,  podając  Nate'owi  ogromnego  skręta,  którego  właśnie 

przypalił. Nate, Jeremy i Anthony skupili się pod pomnikiem Gandhiego przy Union Square. 

Niedaleko ktoś puścił Yesterday.

- Zaciągnij się porządnie - doradził Jeremy. - A potem zbierajmy się na tę cholerną 

imprezę. Tutaj można sobie tyłek odmrozić.

Nate włożył skręta w usta, zaciągnął się i zamknął oczy. Nie ma nic lepszego niż 

porządny towar w mroźną noc. Podał skręta Charliemu, przytrzymując dym w płucach chwilę 

dłużej.

- A jeśli impreza będzie do bani? - zapytał Charlie, nim wziął dymka.

Nate przypomniał sobie, co Serena mówiła o Blair zamykającej się w swoim pokoju 

przez   cały   tydzień,   żeby   pracować   nad   podaniem   do   Yale.   Zawsze   kiedy   Blair   spędzała 

dłuższy czas na nauce, robiła się potem strasznie napalona.

- Gościu - powiedział, wydmuchując  w powietrze chmurkę dymu,  tuż koło głowy 

Gandhiego. - Uwierz mi, będzie w porzo.

background image

N nadal nosi serce B w swoim rękawie

Zostaw to Serenie, a wywinduje standard każdej imprezy. Wystarczyły dwie minuty 

na poddaszu w Chelsea, które wynajęła na sylwestra, by zorientować się, że to zdecydowanie 

najlepsza impreza w historii. Pochodnie tliły się w kątach, parkiet do tańca by! zrobiony z 

prawdziwej   trawy.   Barmani   nosili   slipki   robione   na   szydełku,   a   didżejem   był   popularny 

ostatnio gość z Islandii. Na jednym końcu poddasza znajdowały się trzy pokoje z kanapami z 

białej   skóry   i   wannami,   gdyby   ktoś   potrzebował   prywatności   albo   po   prostu   chciał   się 

wykąpać. Z olbrzymiego tarasu z widokiem na miasto na wszystkie trzy strony można było 

oglądać fajerwerki.

Blair   od   powrotu   z   St.   Barts   nie   spala   więcej   niż   kilka   godzin   i   praktycznie   nie 

wychodziła   z   domu.   Żyła   na   kawie   espresso,   adrenalinie,   papierosach   i   determinacji.   Jej 

scenariusz musi zadziałać, czuła to - dzięki niemu dostanie się na Yale!

Ale nawet najwięksi pisarze potrzebują przerwy.

Zjawiła się w superminispódniczce z fioletowego zamszu od Diora, czarnej satynowej 

koszulce   od   Chloé  i   w   czarnych   kabaretkach.   Włosy   związała   na   samym   czubku   w 

ekstrawysoki   koński   ogon   w   stylu   lat   sześćdziesiątych.   Miała   sztuczne   rzęsy   i   srebrną 

szminkę   na   ustach.   Do   tego   włożyła   nowiutkie   botki   do   kostek   z   czarnego   zamszu   na 

dziesięciocentymetrowych szpilcach od Christiana Louboutina, które ojciec przysłał jej na 

Gwiazdkę z Francji. Dołożył do tego kartkę: Wesołych świąt, misiaczku. Uwaga: nie noś ich 

sama, bez opieki! Ale Blair nie posłuchała rady - przyszła w nich sama.

Nie musiała długo szukać Sereny. Była jedyną dziewczyną z różowymi pasemkami we 

włosach,   która   tańczyła   boso   w   wiązanym   staniku   od   bikini   Missoni,   w   króciutkich 

aksamitnych   czarnych   szortach   i   długich   kolczykach   z  diamentami.   Didżej   podkręcił 

głośność. Od muzyki ściany drżały.

- Cycki mnie bolą! - wrzasnęła Serena do Blair, nie przerywając tańca.

- Mózg mnie boli! - odkrzyknęła Blair.

Zanim   będzie   choćby   mogła   pomyśleć   o   tańcu   czy   rozmowie   z   kimkolwiek, 

potrzebowała mocnego drinka.

Albo trzech.

background image

- Dopiero co widziałam Nate'a! - krzyknęła Serena, wskazując gdzieś w tłum. - Szukał 

cię!

Jasne.

Blair minęła Serenę i przepchnęła się przez tłum do baru. Zasłużyła sobie, żeby się 

upić.   Prawie   skończyła   swój   scenariusz   -   ma   wszystko,   prócz   zakończenia   -   i   wiedziała 

niemal na pewno, że jest niezły. W dodatku był pieprzony sylwester i jeśli Nate chciał z nią 

rozmawiać, to musiała wcześniej wypić przynajmniej jednego drinka.

Kati i Isabel przy barze czekały na swoje cosmo.

- Cześć, Blair! - zagruchały zgodnym chórkiem.

Obie miały na sobie długie czarne sukienki bez pleców, dokładnie takie, jakie Blair i 

Serena miały na balu Czerń i Biel.

- Serena   mówiła,   ze   pracujesz   nad   podaniem   do   Yale   -   powiedziała   Kati,   sącząc 

cosmo. - A przecież mamy jeszcze miesiąc na złożenie podań.

Blair spiorunowała wzrokiem barmana za to, że tak długo każe jej czekać.

- Po prostu chcę, żeby było idealne.

- I na pewno będzie - zapewnił ją znajomy głos.

Blair obróciła się gwałtownie i zobaczyła Nate'a - swojego mężczyznę - stojącego tuż 

obok w zielonym kaszmirowym swetrze w serek, który podarowała mu zeszłej Wielkanocy. 

Zanim go zapakowała, zaszyła w rękawie małe złote serduszko, żeby Nate zawsze je nosił. 

Zastanawiała się, że czy serduszko nadal lam jest.

Kati i Isabel zostawiły ich samych. Chyłkiem oddaliły się do grupy dziewczyn, które 

szeptały między sobą.

- Podobno straciła z Milesem na St. Bans - powiedziała Tina Ford.

- Dlatego wróciła wcześniej - dodała Rain Hoffstetter. - Żeby wziąć od ginekologa 

pigułkę „dzień po”.

- Ktoś widział Flowa? - zapytała Kati.

- Serena obiecała, że się zjawi - westchnęła Isabel.

Nicki Button pokręciła głową z miną osoby wszystkowiedzącej.

- Słyszałam, że Flow zerwał z Sereną, ponieważ nie chce już brać, a ona jest totalnie 

uzależniona.

- Więc gdzie twój przedszkolak? - zapytała Blair, wyciągając merita ultralight z paczki 

w torebce i czekając, aż Nate jej zapali.

Nate uśmiechnął się szeroko. To dobry początek. Przynajmniej odezwała się do niego.

- Zerwaliśmy - powiedział po prostu.

background image

Zerwali? Ciekawe kiedy...

Barman w końcu zjawił się w swoich skąpych szydełkowych slipkach i Nate uderzył 

dłonią w bar.

- Ketel one z tonikiem oraz jack z colą i mnóstwem lodu - zamówił dla nich obojga.

Blair uwielbiała to, że Nate bez pytania wiedział, co ona chce, ale udawała, że niczego 

nie zauważyła. Paliła papierosa i patrzyła, jak tańczący uderzają się tyłkami.

- Jak   święta?   -   zapytał   Nate,   ostrożnie   podając   jej   zbyt   pełny   kieliszek   wódki   z 

tonikiem.

Nie najlepszy początek rozmowy.

Blair łyknęła solidnie, a potem zaciągnęła się papierosem.

- Do dupy.

Nate widział, że nie chce o tym mówić.

- Nieważne - rzucił. - Już za sześć miesięcy koniec szkoły.

Spojrzeli po sobie z przerażeniem.

- Sześć miesięcy - powtórzyła Blair, upijając kolejny łyk.

- To zdecydowanie zbyt dużo - stwierdził Nate, kończąc za nią myśl.

Blair prawie pozwoliła sobie na uśmiech. To kolejna rzecz, którą uwielbiała w Nacie: 

zawsze dokładnie wiedział, co ona myśli.

- To szaleństwo - ciągnął Nate, zachęcony drgnieniem jej ust. - W przyszłym roku o 

tej porze będziemy bawić się z nowymi znajomymi, których poznamy w college'u. Z ludźmi, 

o których istnieniu jeszcze nie wiemy.

Blair   zagryzła   słomkę,   patrząc,   jak   Serena   zderza   się   tyłkiem   z   dwoma 

ciemnowłosymi   facetami   koło   dwudziestki,   w   podobnych   granatowych   marynarskich 

mundurach. Ci dwaj wyglądali jak bliźniacy.

- Kiedy dostanę się do Yale, nigdy nie wrócę.

Nate uśmiechnął się. Uwielbiał to. że Blair zawsze zakładała, że pójdzie do Yale.

- Będę w takim razie musiał jeździć do ciebie w odwiedziny.

Blair czuła, że wódka uderza jej do głowy. Widziała, że Nate próbuje rozmawiać z nią, 

jakby nigdy nic się nie stało, jakby nie rzucił jej dla jakiejś gówniary i jakby nie unikali się 

przez  kilka tygodni  - To było  trochę  irytujące,  ale  też  wspaniałe,  jak ten  kawałek w  jej 

scenariuszu, kiedy Audrey zdaje sobie sprawę, że Colin byt dla niej równie okropny, jak ona 

dla niego, i postanawia pokochać go za to jeszcze bardziej. Blair wzięła głęboki wdech i 

skończyła drinka. Zapomniała, jak zielone były oczy Nate'a.

Charlie Dren podszedł do nich i przybił z Nate'em piątkę.

background image

- Witaj w mieście, facet. Widziałem twój tyłek w sieci. Niezła robota!

Świetne wyczucie czasu.

- Dzięki. - Nate próbował zachować spokój. - Do zobaczenia później - dorzucił, dając 

Charliemu do zrozumienia, że nie chce teraz rozmawiać.

Charlie zniknął, a Blair włożyła do ust następnego papierosa.

- Co on miał na myśli?

Nate wyjął zapalniczkę Zippo i zapalił jej papierosa. Skoro Blair nie słyszała o stronie 

z nim i Jenny, chociaż wszyscy o niej mówili, to zdecydowanie wolał, żeby tak zostało.

- Nic - odpowiedział.

Pukiel włosów opadł mu na czoło i Blair odgarnęła go. Uśmiechnęli się do siebie.

Prawie jak za starych dobrych czasów.

Prawie.

background image

A znajduje odmianę

Chwilę   po   dziesiątej   zaginiony   przybrany   brat   Blair,   Aaron,   wysiadł   z   windy   w 

chmurze dymu z ziołowego papierosa. Miał na sobie jedną z wielu swoich czarnych koszulek 

z hasłem 

ZALEGALIZOWAĆ KONOPIEWygląda! zaskakująco blado jak na kogoś, kto 

dopiero co spędził tydzień na St. Baits.

W gęstym tłumie pijących, palących oraz spoconych tancerzy od razu dostrzegł Blair i 

Nate'a, którzy rozmawiali przy barze, nie odrywając od siebie oczu. Serce zabiło mu mocniej. 

Blair wyglądała całkiem inaczej niż na St. Barts. Jaśniała.

Chciał podejść, przeprosić ją i wyjaśnić swoje idiotyczne zachowanie w willi, ale 

potem wpadł na lepszy pomysł. To była impreza, wszyscy mieli się dobrze bawić. Może 

zaczekać do jutra, jeśli Blair nie będzie miała zbyt dużego kaca.

Serena   wyśledziła   z   parkietu   dredy   Aarona.   Zbliżyła   się   tanecznym   krokiem, 

potrząsając włosami z różowymi pasemkami, lśniąc pomalowanymi na srebrno paznokciami u 

nóg. Zarzuciła mu ramiona na szyję i przycisnęła rozpalony policzek do jego ucha.

- Tak się cieszę, że przyszedłeś! - powiedziała, jakby naprawdę tak uważała.

- Ja też - odparł z szerokim uśmiechem i pomyślał, że może rzeczywiście tak uważa.

- Gdzie jest Miles? Nie przyszedł z tobą?

Aaron pokręcił głową.

- Nadal siedzi na St. Barts. Chyba kogoś poznał.

Serena zachichotała.

- O, serio?

Aaron schował ręce do kieszeni bojówek i zerknął w stronę Blair i Nate'a.

Serena podążyła za jego wzrokiem. Dlaczego Aaron zawsze gapił się na Blair z takim 

smutnym, strasznie smutnym wyrazem twarzy?

- Świetnie, że znowu są razem, nie? - Miała nadzieję, że Aaron przytaknie.

Aaron kiwnął głową. Nie mógł mieć Blair, a teraz wydawała się szczęśliwa.

- Aha - powiedział. - Racja.

Serena wzięła go pod ramię i poprowadziła w stronę parkietu.

- Chodź! - krzyknęła. - Zatańczymy!

background image

Pachniała drzewem sandałowym i paczulą. Bez butów była dokładnie takiego samego 

wzrostu co on.  Wow!  Ona jest naprawdę prześliczna! - zachwycił się, gdy Serena uniosła 

gibkie,   złote   ramiona   nad   głowę   i   obróciła   się,   sprawiając,   że   jej   włosy   z   różowymi 

pasemkami rozsypały się we wszystkie strony.

Może i wyglądał  nieco blado, gdy się zjawił, ale chyba  komuś się kroi naprawdę 

bardzo szczęśliwy Nowy Rok.

background image

tylko w nowym jorku

Vanessa nie przepadała za ideą całowania mnóstwa pijanych ludzi, których zbytnio nie 

lubiła,   i   krzyczenia   „Szczęśliwego   Nowego   Roku!”   Dla   niej   to   był  prawdziwy   koszmar. 

Zamiast iść na imprezę do Sereny, spakowała sprzęt, ubrała się ciepło i pojechała metrem do 

Central Parku. Wszyscy z „towarzystwa” są na przyjęciu Sereny, więc może warto zobaczyć, 

co robią pozostali? Na dworze było minus sześć stopni i temperatura ciągle spadała. Nie 

można chyba znaleźć większych dziwaków niż ludzie, którzy biorą udział w corocznym biegu 

o północy po zmarzniętym parku. To idealne zakończenie do jej filmowego wypracowania o 

Nowym Jorku.

Zaczęła filmować zawodników, którzy zjawili się na starcie przy wejściu do parku w 

pobliżu   jeziorka   przy   Osiemdziesiątej   Dziewiątej.   Zaczął   padać   śnieg   i   trudno   było 

upilnować, żeby nie prószyło do obiektywu i żeby światło było dobre, ale park wyglądał 

pięknie pod cieniutką powłoką świeżego śniegu, a biegacze byli kompletnie szurnięci. To 

będzie jeszcze lepsze od głowy lalki w śmieciarce.

- Czy   to   pana   pierwszy   bieg,   czy   biega   pan   tak   co   roku?   -   zapytała   Vanessa 

wychudzonego faceta ubranego tylko w spodenki z obciętych dżinsów i buty do kosza, bez 

skarpetek. Zrobiła najazd na jego chudą, zapadniętą klatkę piersiową, spodziewając się gęsiej 

skórki. Ale facet jej nie miał, co było przerażające.

- Pierwszy raz?! - wykrzyknął, zaczesując siwe włosy w kucyk i szczerząc do Vanessy 

żółte od tytoniu zęby. - Czy ja wyglądam na dziewicę?

Fuj!

Vanessa cieszyła się, że chowa twarz za kamerą.

- No dobra - powiedziała, wycofując się. - Powodzenia.

Wpadła prosto na kobietę około siedemdziesiątki w płaszczu i nausznikach z norek 

oraz w trampkach od Chanel. Prowadziła białego pudla, też w kurteczce z norek.

- Ej. a to kto?! - zawołała Vanessa, przykucając koło psa.

- Uwielbiamy biegać po śniegu. - Starsza pani uśmiechnęła się wesoło. Pomarszczone 

usta miała mocno pomalowane pomarańczową szminką. Siwe włosy upięła we francuski kok, 

a na policzkach miała pomarańczowy róż. - Moje dzieci dorosły, a mąż pojechał grać do 

background image

Nicei, więc Aniołek i ja postawiliśmy trochę się zabawić.

- Ja też - powiedziała Vanessa, chociaż rzecz jasna nie miała dzieci, męża ani nawet 

psa. Uśmiechnęła się porozumiewawczo do kobiety. - Prawdziwy odjazd, nie?

Kobieta wyjęła coś z zielonej torebki od Hermesa Kelly, a Vanessa zrobiła zbliżenie 

na małe gumowe buciki.

- Żeby mu się śnieg nie zbierał na poduszkach łap - wyjaśniła kobieta, pochylając się i 

zapinając psu buły na rzepy.

- A jakie są stylowe - dodała Vanessa.

Teraz już wiedziała, co ludzie mają na myśli, kiedy mówią „tylko w Nowym Jorku”. 

Tylko   w   Nowym   Jorku   można   spotkać   kobietę   z   pudlem   -   oboje   w   norkach,   biegną   w 

wyścigu o północy z dziwakiem w krótkich spodenkach. Teraz miała już tytuł do swojego 

filmu: Tylko w Nowym Jorku. Genialne, nawet jeśli to tylko jej zdanie.

Aniołek już w bulach biegał w kółko, popisując się.

- Dobry piesek! - zawołała Vanessa, powoli wodząc za nim kamerą.

Tak była oczarowana pudłem, że nawet nie zauważyła swojego idola Kena Mogula, 

który usiadł na pobliskiej ławce i zaczął ją obserwować.

Dan   szukał   Vanessy   od   kilku   godzin.   Najpierw   pojechał   do   jej   mieszkania. 

Czternaście razy zadzwonił dzwonkiem z dołu i wrzeszczał pod jej oknami, zanim się poddał. 

Potem zszedł do Five and Dime, speluny w Williamsburgu,  gdzie grywała  kapela Ruby, 

SugarDaddy. Ruby była zajęta, miała próbę, ale powiedziała Danowi, że Vanessa wspomniała 

coś o filmowaniu wariatów w parku o północy.

Bardzo   przydatna   informacja.   Jakby   każdy   park   w   tym   mieście   nie   był   pełny 

wariatów.

Najpierw   poszedł   do   parku   przy   Madison   Square,   gdzie   Vanessa   kręciła   scenę   z 

Wojny i pokoju. Ale poza kilkoma ludźmi z psami i mężczyzną śpiącym na ławce z papierową 

torbą na głowie, w parku było spokojnie. Potem zajrzał do parku przy Washington Square, 

gdzie pełno było zbuntowanych skate'ów i studentów, którzy odpalali nielegalne fajerwerki. 

W   końcu   wrócił   do   centrum,   do   Central   Parku,   gdzie   włóczył   się   bez   celu   i   przeklinał 

Vanesse   za   to,   że   nie   uznaje   komórek.   Okrążył   jeziorko,   patrząc   na   pływające   kry. 

Zastanawiał się, gdzie podziały się kaczki. A potem zauważył tłum zbierający się przy wej-

ściu od Osiemdziesiątej Dziewiątej. A przez tłum, zagadując ludzi i patrząc na nich przez 

kamerę, przepychała się blada dziewczyna w czarnym płaszczu, czarnej czapce i czarnych 

glanach.

background image

Dan podszedł do szerokich stopni prowadzących nad jeziorko i usiadł na ławce obok 

faceta koło trzydziestki, piegowatego, o kręconych rudych włosach, który miał na sobie szarą 

narciarską kurtkę z kapturem obszytym filtrem, wyglądającą na dość drogą. Facet przysiadł 

na dłoniach, bo nie miał rękawiczek, i najwyraźniej bacznie obserwował Vanessę.

- Widzisz,   jak   łapie   ludzi,   zanim   do   nich   podejdzie   i   zagadnie?   -   zapytał   Dana   i 

wskazał Vanessę. - Jakby poznawała tę część ich samych, której nawet oni nie znają.

Dan kiwnął głową. A właściwie kim, do cholery, był ten facet?

- Cudownie wtapia się w tło, stoi całkiem nieruchomo i pozwala robić ludziom, co 

chcą. Jest piękna.

Dan odwrócił się i spiorunował faceta wzrokiem. Miał ochotę mu przywalić.

Facet wyciągnął dłoń.

- Ej,   jestem   Ken   Mogul,   reżyser   -   przedstawił   się.   -   Też   siedzisz   w   biznesie 

filmowym?

Dan pokręcił głową.

- Nie. - Jego oddech uleciał w powietrze w postaci białego dymu. - Jestem poetą.

Obaj patrzyli, jak Vanessa pochyla się nad pudlem w kurtce z norek i manipuluje przy 

obiektywie. Miała tyle wdzięku za kamerą, że trudno było uwierzyć, by nakręcony materiał 

wykorzystała   do   czegoś   złego.   Pomyślał,   że   może   Jenny   ma   rację,   nie   wierząc   w   winę 

Vanessy. Może jakimś cudem film po prostu wpadł w nieodpowiednie ręce.

- Publikowałeś już coś? - zapytał go Ken Mogul.

- Jeszcze nie. - Dan uśmiechnął się do siebie. - Ale w przyszłym miesiącu mój wiersz 

będzie w „New Yorkerze” - dodał z dumą.

background image

ona nie chce tego, co ma

Dochodziła prawie jedenasta, gdy Jenny zjawiła się na imprezie u Sereny. Jej zbyt 

przyjacielski taksówkarz utknął w korku przy Times Square - każdy wie, że trzeba unikać 

tego miejsca w sylwestra, bo roi się od zalanych turystów i robi się tam kompletny koszmar. 

Więc Jenny wysiadła i poszła piechotą. Czuła się taka dojrzała i wyluzowana, sama w nocy, 

w mieście  - szła na imprezę, żeby wreszcie zobaczyć  swojego chłopaka, miłość swojego 

życia.

Kiedy wysiadła  z windy na poddaszu, rozpięła płaszcz i podała go szatniarce. Jej 

ogromne piersi wyskoczyły w czarno - złotym sweterku wprost do pokoju.

Kilku  chłopaków  natychmiast  rozpoznało   drobną  brunetkę  o  kręconych   włosach  z 

linku w sieci, który okazał się hitem tych ferii. Przerwali zabawę i zaczęli bić brawo.

- Ej,   chodź   tu   i   pokaż   mi   swoje   stringi!   -   krzyknął   pijacko   któryś   chłopak   w 

staroświeckim cylindrze.

- Chcesz wskoczyć do mojego płaszcza?! - wrzasnął inny.

Jenny zamarła w drzwiach, ścisnęła torebkę i czuła się dokładnie jak Klara, kiedy 

otoczyły ją złe myszy. Desperacko zaczęła rozglądać się za Nate'em.

Gdzie, och, gdzie jest jej Książę?

Na   drugim   końcu   pomieszczenia   przy   barze   stał   chłopak   o   falujących 

złocistobrązowych   włosach   z   dziewczyną   o   ciemnych   włosach   sięgających   do   połowy 

pleców. Rozmawiali, patrząc sobie w oczy i stojąc tak blisko, że równie dobrze mogliby się 

całować. Jakby zapomnieli, że na imprezie jest mnóstwo ludzi, zbyt byli pochłonięci swoją 

miłością.

Chłopcy   nadal   klaskali   i   pokrzykiwali   na   Jenny,   kiedy   złotowłosy   chłopak   i 

ciemnowłosa dziewczyna odwrócili się w jej stronę.

Jenny natychmiast zrozumiała.

Nate   nie   był   w   niej   zakochany,   bo   nigdy   nie   przestał   kochać   Blair.   A   ponieważ 

okłamywał ją i udawał, że jest zakochany, nie okazał się nawet przyzwoitym chłopakiem, 

choć za takiego mieli go Vanessa i Dan. Nate nie był jej Księciem, tylko jeszcze jedną złą 

myszą.

background image

- Nate! - jęknęła; głos uwiązł jej w gardle. Chybotliwym krokiem podeszła do baru, 

szarpnęła turkusowy wisiorek i cisnęła nim w Nate'a z całej siły.

- Jennifer, przepraszam... - Nate zaczął się jąkać, ale w jego oczach nie było żalu, a 

Jenny nie chciała słuchać. Blair spiorunowała ją wzrokiem, lecz to też jej nie przeszkadzało.

- Pieprz się - szepnęła.

Gorące łzy płynęły jej po policzkach. Odwróciła się. żeby znaleźć łazienkę, gdzie 

mogłaby przemyć twarz zimną wodą i potem wyjść z imprezy z godnością.

Nate pochylił się i schował wisiorek do kieszeni. Wyglądał na zmęczonego i był taki 

niezdarny. Blair włożyła do ust kolejnego papierosa i potarła zapałką o draskę. Pocierała tak 

kilka razy bez skutku, aż w końcu odrzuciła zapałkę z pełnym irytacji westchnieniem.

Nate otworzył zapalniczkę i podał jej ogień, ale Blair go zignorowała.

- Co jest? - zapytał, chociaż dobrze wiedział.

Blair zmrużyła oczy. W ustach nadal trzymała niezapalonego papierosa. Nie był jej 

mężczyzną. To tylko jej eks. A na świecie czeka tyle obiecujących młodych gwiazd - czego 

ona od niego chciała?

- Jesteś kolejnym powodem, dla którego nie mogę doczekać się wyjazdu do college'u.

- Chciałem tylko dać ci ogień - odparł Nate słabo.

- Dobra.

Zapalił jej papierosa. Blair zaciągnęła się mocno. Wydmuchnęła dym prosto w jego 

twarz.

- A teraz odpieprz się.

Nate   zmarszczył   brwi.   Zamknął   zapalniczkę,   gasząc   płomień.   Blair   zawsze 

przesadzała. Ludzie wokół zaczęli odliczać: Dziesięć! Dziewięć! Osiem!

- Blair? - Nate zrobił krok. Musieli tylko pocałować się i wszystko wróci do normy. 

Jak za starych dobrych czasów.

Ale  Blair  już   zniknęła, rzucając   zapalonego papierosa   Nate'owi  na  stopy.  Ciemny 

kucyk kołysał się między jej łopatkami, gdy ruszyła w stronę przesuwanych szklanych drzwi 

prowadzących na taras. Dochodziła północ i miała lepsze rzeczy do roboty niż całowanie 

kolejnego frajera.

background image

S dostaje serenadę

Serena tańczyła tak ostro, że czuła się, jakby przebiegła maraton. W ustach jej zaschło, 

nogi ją bolały, a ręce opadły bezwładnie. Ktoś wypluł drinka prosto w jej włosy, ale miała to 

gdzieś. Obok jej tyłka kołysał się zgrabny tyłeczek, ubrany w zielone wojskowe spodnie, 

który należał do bardzo milusiego chłopaka z krótkimi ciemnymi dredami.

- Siedem! Sześć! Pięć!

Aaron złapał Serenę za rękę.

- Chodźmy na taras! - wrzasnął, ciągnąc ją w stronę szklanych drzwi.

- Serena! - ktoś krzyknął, zatrzymując ich w pól kroku.

Serena się odwróciła W jej niebieskich oczach malowało się niedowierzanie. Flow! 

Wysiadł z windy w zamszowym jasnobrązowym płaszczu i niósł futerał na gitarę. Oczy miał 

podkrążone, kręcone ciemne włosy z jednej strony trochę mu oklapły po długim locie z LA, 

ale   nadał   wygląda!   prześlicznie.   Dziewczyny   na   imprezie   zamarły   i   zaczęły   się   gapić. 

Podobnie większość facetów.

- Cześć. - Serena uśmiechnęła się z zakłopotaniem.

Flow   oddychał   nią   jak   świeżym   powietrzem.   W   bikini,   skąpych   szortach   i   boso 

wyglądała jak bogini z jego najdzikszych snów. Przyklęknął i otworzył futerał.

- Po drodze napisałem piosenkę dla ciebie.

Serena puściła dłoń Aarona i splotła ręce na piersi. Nie chciała być niegrzeczna, ale 

kiedy w końcu Flow sobie odpuści i wróci do domu?

Aaron zgarbił się obok niej i schował ręce do kieszeni. Chętnie posłucha Flowa. Tak 

samo jak pozostali goście.

- Nazywa się Moja słodka dziewczyna - mruknął cicho Flow. Przewiesił sobie gitarę 

przez ramię, zacisnął powieki i zaczął śpiewać.

Skradłaś mi serce, a ja za to płacę.

Zostawiłaś bez niczego, a ja grunt tracę.

Moja miłość jest słodka, w twych dłoniach się stopiła,

Gdybyś jej spróbowała, nigdy byś nie zwątpiła.

background image

Fuj! Ale pamiętajcie, on był naprawdę przystojny.

To pewnie najgorsza piosenka, jaka kiedykolwiek powstała, ale goście nadal tłoczyli 

się wokół, oczarowani muzyką i urodą Flowa. Wszystkie dziewczyny miały nadzieję, że je 

zauważy i zaimprowizuje piosenkę dla nich, faceci myśleli, że gdyby pokręcili się z Flowem, 

to na pewno tej nocy by im się poszczęściło.

Serenę kusiło, by wrzucić dolara do futerału gitary, ale wystarczy, że złamała Flowowi 

serce, nie musiała go jeszcze upokarzać.

- Chodź - szepnęła do Aarona, wycofując się z tłumu i szarpiąc go za rękę. - Wyjdźmy 

na taras.

Blair nic była zaskoczona, gdy Chuck Bass znalazł ją na tarasie. Zajadała ze złością 

oliwki, paliła papierosy, popijała veuve clicquot i odmrażała sobie tyłek. Właśnie dochodziła 

północ i Chuck szukał kogoś, kto zrobi mu usta - usta, gdy zaczną strzelać fajerwerki.

- Szczęśliwego Nowego Roku! - Podszedł do Blair i pocałował ją w usta. Miała w buzi 

pestkę od oliwki, ale jemu to nie przeszkadzało.

Blair wypluła pestkę na ziemię.

- Oby był taki.

Chuck powoli zjechał dłonią z jej pleców na pupę.

- Wiesz, jak najlepiej świętować Nowy Rok?

Odsunęła się i wskazała przez szklane drzwi na Kati i Isabel, które stały na małym 

stoliku i odliczały sekundy do północy.

- Te dwie zawsze na ciebie leciały - stwierdziła, próbując zachować powagę. - Jeżeli 

chcesz z kimś świętować Nowy Rok, to czemu nie z nimi?

Chuck uśmiechnął się szeroko.

- Serio?

Kiwnęła głową.

- Śmiało. Ja... - Ale nim skończyła zdanie. Chuck już wpadł do środka i objął obie 

dziewczyny.

- Cztery! Trzy! Dwa!

background image

V i D mają własne przedstawienie

Mróz był spory. Za kwadrans północ zawodnicy ruszyli powoli trasą wokół parku. 

Vanessa   biegła   obok   nich   z   kamerą,   próbując   uchwycić   mieszaninę   determinacji,   bólu   i 

uniesienia na ich twarzach. Koniec starego roku i początek nowego - może to nawet początek 

nowej ery!

Biegli powoli i nadążała za nimi bez trudu, ale zostawiła torbę ze sprzętem w śniegu i 

obcierały ją buty, więc postanowiła wrócić do mety, żeby złapać zawodników na finiszu.

Dan i Ken Mogul nadal czekali na ławce.

- Nominowano mnie kilka razy - mówił Ken - ale nigdy żadnej nagrody nie zdobyłem. 

Może praca z Vanessą to zmieni. - Prowadził swój monolog od chwili, gdy Dan usiadł obok 

niego.

Danowi   to   nie   przeszkadzało.   Siedział   z   otwartym   notatnikiem   na   kolanach   i 

wpatrywał się w poświatę wokół latarni rozpraszającą się w śniegu. Szukał właściwych słów, 

aby opisać płatki lecące w świetle tak wolno, że chyba wcale nie spadały na ziemię.

Nagle w kręgu światła pojawiła się Vanessa z policzkami zaróżowionymi od biegu. Jej 

wielkie   brązowe   oczy   błyszczały.   Uśmiechnęła   się,   patrząc   na   śmieszny   obrazek:   Dan   z 

jakimś   starszym   gościem   w   eleganckiej   kurtce   narciarskiej   siedzą   razem   na   ławce   z 

kilkucentymetrową warstwą świeżego śniegu na ramionach. Ujmujące oczy Dana spojrzały na 

nią spod białej wełnianej czapki. Nie wyglądał na wściekłego. Boże, jak się cieszyła, że go 

widzi!

- Jak długo tu siedzisz?

Facet w kurtce wstał.

- Dość długo, by się przekonać, że zdecydowanie jesteś świetnym filmowcem.

Vanessa znowu się roześmiała. Ten facet jest prawdziwy? Podszedł do niej i podał jej 

wizytówkę. Ken Mogul, reżyser filmowy - tyle było napisane.

- Jadę do Brazylii, żeby nakręcić parę zdjęć do dokumentu o prostytutkach w Rio - 

mówił dalej. - Mam nadzieję, że zadzwonisz do mnie. Może razem coś zrobimy.

Vanessa podeszła do torby ze sprzętem i wrzuciła do środka kamerę. Podziwiała prace 

Kena Mogula, ale nie była pewna, czy chce pracować razem z kimś, choćby nie wiadomo jak 

background image

dobrym. Chciała pracować sama.

- Zadzwonisz do mnie? - dopytywał się Ken.

- Przepraszam... - odezwał się cicho Dan za ich plecami.

Ken odwrócił się.

- Ten chłopak czekał na ciebie tak długo jak ja. A kim właściwie pan jest?

Dan wstał z ławki, zrzucając notatnik w śnieg. Podszedł do Vanessy i ją objął.

- Jej chłopakiem - powiedział Kenowi Mogulowi przez ramię.

Potem pocałował ją mocno, bojąc się, że jeśli zrobi to zbyt delikatnie, to Vanessa go 

zlekceważy. Był jej chłopakiem, do cholery! Był na nią wściekły, był z niej dumny i dumny z 

siebie, że ją całował i skończył z tym zamieszaniem raz na zawsze.

Vanessa   odpowiedziała   równie   namiętnym   pocałunkiem.   Pieprzyć   Kena   Mogula, 

reżyserii.   Robiła   film   o   niebo   lepszy   od  łych,   co   kręcił   Ken  Mogul.   I  nić   miała   ochoty 

rozmawiać teraz o swojej karierze. Była zbyt zajęta całowaniem Dana.

Nad ich głowami rozbłysły fajerwerki. Taki banał zniszczyłby każdy film czy wiersz, 

ale to było o niebo lepsze od filmu i o niebo lepsze od wierszy. To się działo naprawdę.

background image

J olewa słynną gwiazdę rocka

Przy ostatniej   nucie   piosenki  Flow   otworzył   oczy  i  zobaczył,  że   Serena  zniknęła. 

Zegar wybił północ, wszyscy zaczęli się całować, dmuchać w papierowe trąbki, kompletnie 

go ignorując, co przydarzyło mu się pierwszy raz w życiu.

Kilka osób wrzuciło dla zabawy parę setek do futerału gitary. Cisnął je na podłogę, a 

potem schował gitarę i zatrzasnął futerał. Złapał windę w chwili, gdy drzwi już się zamykały. 

Wcisnął futerał między zsuwające się skrzydła i poczekał, aż znowu się otworzą.

Niska dziewczyna o kręconych włosach i wyjątkowo dużych piersiach opierała się o 

ścianę windy.

- Cześć. - Flow rzucił jej swój słynny chłopięcy uśmiech.

Dziewczyna nie odpowiedziała nic. Chyba płakała.

- Jedziesz do centrum? - zapytał. - Mam samochód. Może postawić ci drinka?

Jenny nie odrywała wzroku od podłogi. Flow, Nate, oni wszyscy są tacy sami. Tylko 

dlatego, że jest słynny, nie znaczy, że musi z nim rozmawiać, nie?

Nie, z pewnością nie musi.

Drzwi windy się otworzyły.

- Spadaj - powiedziała Jenny.

Przeszła przez obrotowe drzwi i rozejrzała się za taksówką. Zaczął się Nowy Rok i 

całe miasto było  jednym  wielkim przyjęciem,  ale Jenny jechała do domu, żeby choć raz 

posłuchać rady ojca i położyć się do łóżka z dobrą książką.

Gdy tylko Serena i Aaron wyszli na taras, wokół nich na niebie rozbłysły fajerwerki. 

Było potwornie zimno i raptem kilka osób wyszło na taras. Reszta została w środku, oblewała 

się szampanem i tańczyła jak szalona, bo didżej podkręcił muzykę jeszcze głośniej.

Patrząc na psychodeliczny krajobraz, Serena znowu to poczuła - uwielbiała to uczucie. 

Nie była pewna, co stanie się w przyszłości, ale wiedziała, że to będzie coś dobrego. Może 

nawet coś najlepszego.

- Patrz!   -   Wskazała   wielką   błękitną   fontannę   iskier,   która   śmignęła   po   niebie   i 

wybuchła nad ich głowami drobnymi kaskadami, dokładnie nad East River.

background image

Aaron zapalił ziołowego papierosa. Miał na sobie tylko koszulkę, ale nie było mu 

zimno.

- Nigdy nie przepadałem za sztucznymi ogniami - powiedział, wydmuchując dym. - 

Uważałem, że są głośne, szkodliwe dla środowiska i że to tylko wyrzucanie pieniędzy.

- Ale teraz ci się podobają, prawda? - zapytała Serena. Pożyczyła sobie z krzesła czyjś 

kożuch, lecz nadal była boso.

Aaron kiwnął głową.

- Uwielbiam je.

- Ja też - westchnęła. Drżała i nie była pewna, czy z zimna, czy dlatego, że za chwilę 

mieli się pocałować.

Aaron wziął ją za rękę.

- Nie marzniesz? - Nie.

Kąciki jego ust delikatnie się uniosły.

- Nie całujmy się, dopóki nie skończą się fajerwerki, dobrze?

- Dobrze   -   zgodziła   się   zaskoczona   Serena.   Najbardziej   lubiła   niespodzianki.   Nad 

Times Square zaczęła się następna fala sztucznych ogni. - Chociaż może nie wytrzymam 

takiego czekania.

Teraz, kiedy koliber znalazł kwiat, przy którym chciał się chwilę pokręcić, nie mógł 

doczekać się, żeby wylądować.

- Dlaczego   nie   pocałujecie   się   już   teraz?   Potem   możecie   pocałować   się   znowu   - 

powiedziała dziewczyna za ich plecami.

To była Blair. Stała ze dwa metry od nich, opatulona w błękitny płaszcz od Marca 

Jacobsa i mimo to drżąca z zimna.

- Szczęśliwego Nowego Roku! - Podeszła i pocałowała Aarona w policzek.

Aaron objął ją. Normalnie, jak brat.

- Szczęśliwego Nowego Roku, siostrzyczko.

Blair objęła Serenę.

- Szczęśliwego   Nowego   Roku!   -   pisnęły   dziewczyny,   ściskając   się   jak   szalone. 

Jeszcze niedawno miały ochotę się pozabijać. Teraz nie wiedziały, co by bez siebie zrobiły.

- No, możecie już się pocałować - powiedziała Blair.

Zostawiła ich, żeby zdecydowali, czy całować się teraz, czy nie. Poszła na koniec 

tarasu i spojrzała na rzekę Hudson oraz przystań. Patrzyła, jak sztuczne ognie rozbłyskują nad 

Statuą Wolności i toną w ciemnej wodzie.

Przedostatnia scena jej scenariusza kończyła się pocałunkiem. Teraz musiała dopisać 

background image

tylko finał, zakończenie.

Nie będzie prawdziwego końca, pomyślała. Żadnego zamknięcia. Najlepsze historie 

nigdy się nie kończą. Może po prostu przeskoczy na następny poranek. Audrey wymieni kilka 

zabawnych uwag z facetem w delikatesach, u którego kupi sobie kawę. Potem roześmieje się, 

wyjdzie na ulicę i zostawi wszystkich w niepewności.

background image

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź

Wszystkie  nazwy   miejsc,   imiona   i   nazwisko   oraz   wydarzenia   zostały   zmienione   lub   skrócone,   po   to   by   nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie

!

Dobra, więc zdecydowanie spełniła się moja prośba o sylwestra, który zmieni moje życie. Myślę, że 

spełniła   się   wszystkim,   którzy   przyszli   na   tę   szaloną,   niewiarygodną   imprezę.   No   bo   kto   z   was 

uwierzyłby, że Flow naprawdę się zjawi? Tym gorzej dla niego, bo impreza rozkręciła się, dopiero gdy 

wyszedł.

Wasze e - maile

P:

 Hej, P!

Słyszałem, że cała ta impreza była za kasę z narkotyków rozprowadzanych przez  S. Nie 

poszedłem tam, ale jak inaczej ściągnęłaby takiego didżeja?

półświatek

O:

 Drogi półświatku!

S ma dość kasy, żeby nie potrzebować forsy z narkotyków na urządzenie takiej odjazdowej 

imprezy. A skoro tam nie byłeś, po co w ogóle się odzywasz?

P

P:

 Droga P!

Chyba tańczyłem z tobą na sylwestrze. Masz długie blond włosy i wspaniałe ciało?

CliffS

O:

 O: Cześć, CliffS!

Może. Tylko tyle powiem.

P

Na celowniku

background image

O świcie w Nowym Roku: C śpi z K i I w ramionach na sofie w holu hotelu Tribeca Star. Chyba nawet 

nie dotarli do apartamentu jego rodziny. N przypala fajkę z przyjaciółmi w parku przy Union Square. 

Najlepiej skończyć wieczór tak samo, jak się go zaczęło. V i D trzymają się za ręce w księgarni Strand. 

Tylko tych dwoje może się napalać w takim miejscu. S i A jedzą śniadanie we Florencie. Wyglądają na 

zmęczonych,   ale   szczęśliwych.  B  kupuje   kawę   w   delikatesach   przy   Madison   Avenue   i   wraca 

pospiesznie do siebie.  J  puszcza z dymem obrazy w metalowym koszu na śmieci przy West End 

Avenue   i   próbuje   nauczyć   się   palić   papierosy.   Teraz,   gdy   jest   kobietą   zdeprawowaną,   musi   się 

odpowiednio prezentować.

PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI

Czy B w końcu straci? A jeśli tak, to z kim?

Czy N odzyska twarz? (Chociaż i tak będziemy go kochać, nawet jeśli mu się nie uda).

Czy S ustatkuje się i wytrzyma z A dłużej niż jeden dzień?

Czy D będzie gotów zrobić to z V teraz, kiedy jest publikującym poetą?

Czy J znajdzie prawdziwą miłość?

Czy ktokolwiek z nas wyleczy się z kaca dość wcześnie, żeby skończyć pisanie podań do college'ów?

A co ważniejsze - czy ktokolwiek z nas gdzieś się dostanie?

Nie żebym się bardzo martwiła. Następny semestr to impreza za imprezą i mam zamiar dobrze się 

bawić.

Do następnego razu.

Wiem, że mnie kochacie

plotkara


Document Outline