background image

Suma błędów. Protestantyzm w ocenie bp. J. S. Pelczara

 
 
- Ryszard Mozgol

Rodzina Katolicka, 2-01-2009

 
 
 
 
Jedność  chrześcijaństwa  istnieje  wyłącznie  w  Kościele  katolickim,  a  protestanci  mogą  ją 
osiągnąć wyłącznie poprzez wyparcie się zgubnych błędów i powrót do odrzuconego niegdyś 
katolicyzmu.
 
 
Stosunek  katolików  do  protestantyzmu  jest  papierkiem  lakmusowym  ich  wierności 
Chrystusowi  i  Tradycji  Kościoła.  Trudno  znaleźć  dwie  bardziej  przeciwstawne  koncepcje 
religijne,  które  pozornie  wyrastają  ze  wspólnego  pnia.  Ci  spośród  katolików,  którzy 
wierzą  w  bajkę  o  wspólnym  pniu  chrześcijańskiego  drzewa,  z  którego  wyrastają  gałęzie 
kolejnych  konfesji  –  katolickiej,  luterańskiej,  zwinglańskiej,  kalwińskiej,  anglikańskiej  itd. 
–  zapominają,  że  różne  odłamy  protestantyzmu  powstały  w  wyniku  rebelii  wymierzonej  w 
jedność Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa. Są to więc gałęzie uschłe... Zazwyczaj 
ci  sami  ludzie  starają  się  sprowadzić  zasadnicze  różnice  w  pojmowaniu  rzeczywistości 
nadprzyrodzonej  do  poziomu  sporu  religijnego  powstałego  na  gruncie  politycznym, 
charakterystycznego  dla  specyficznego  okresu  historycznego.  Dziś,  ich  zdaniem,  spór  ten 
jest  nieistotny,  należy  szukać  tego,  co  łączy,  a  nie  tego,  co  dzieli...  Ale  co  może  łączyć 
katolika z protestantem? Gdzie istnieje płaszczyzna realnego porozumienia dogmatycznego? 
Jaką  wybrać  przestrzeń  dialogu,  aby  działania  ekumeniczne  były  rzeczywiste,  a  nie  stały 
się  czczym  propagandowym  działaniem,  mającym  na  celu  osiągnięcie  doraźnych  celów 
politycznych?  Spróbujmy  odpowiedzieć  na  to  pytanie  w  oparciu  o  analizę  protestantyzmu, 
dokonaną  przez  jednego  z  najbardziej  znamienitych  hierarchów  polskiego  Kościoła, 
wybitnego teologa, historyka, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, bp. Józefa Sebastiana 
Pelczara.  Będzie  to  jeszcze  bardziej  interesujące  w  kontekście  trwających  przygotowań 
–  również  w  obrębie  Kościoła  katolickiego  –  do  ekumenicznych  obchodów  490.  rocznicy 
wystąpienia Marcina Lutra przeciw papieżowi.
 
 
Autorytet bp. Józefa Sebastiana Pelczara
 
Bogaty dorobek pisarski Józefa Pelczara i jego znajomość tematu, przedstawiana zwłaszcza 
na  kartach  prac  apologetycznych,  predestynuje  jego  osobę  do  autorytatywnego  spojrzenia 
na  protestantyzm.  O  ile  wśród  dzisiejszych  hierarchów  polskiego  Kościoła  dominuje 
ekumeniczne  spojrzenie  na  relacje  katolicko-protestanckie,  niejednokrotnie  zacierające 
istotne  różnice  dogmatyczne  czy  wręcz  przyznające  rację  stronie  protestanckiej  w  sporach 
dogmatycznych,  to  tradycyjny  punkt  widzenia  bp.  Józefa  Pelczara  za  punkt  odniesienia 
względem protestantyzmu przyjmował wyłącznie troskę o zbawienie dusz.
 
Na  czoło  dzisiejszych  przyjaciół  Lutra  wysuwa  się  osoba  ordynariusza  opolskiego  Alfonsa 
Nossola, znanego miłośnika wittemberskiego kacerza i propagatora pisarstwa dolnośląskiego 
apostaty,  eksksiędza  Józefa  Wittiga.  Biskup  opolski  twierdzi,  że  nie  istnieją  już  zasadnicze 
przeszkody na drodze do pełnej jedności katolików i protestantów. Przeszkody pomniejsze, 
takie  jak  ordynacja  kobiet,  zostaną  niebawem  przezwyciężone.  „Dzisiaj  uznajemy,  że 
te  luterańskie  «sola-pryncypia»  nie  są  już  przeszkodą.  Usprawiedliwienie  następuje 
rzeczywiście mocą Bożej łaski, mocą wiary” – stwierdza bp Nossol

1

.

background image

 
Swoje  rozważania  dotyczące  protestantyzmu  Józef  Pelczar  rozpoczynał  od  rozpatrzenia 
myśli  i  intencji  samych  założycieli  protestantyzmu.  Jest  to  działanie  konieczne,  a  jego 
istotą  jest  nie  tyle  wyciągnięcie  na  wierzch  –  jak  by  się  mogło  wydawać  –  wszystkich 
błędów,  grzechów  i  nieczystości  ich  założycieli,  co  zestawienie  twórców  wyznań 
reformowanych  z  założycielem  Kościoła  katolickiego:  Jezusem  Chrystusem.  Ten  argument, 
szczególnie  znienawidzony  przez  protestantów,  starano  się  zbijać  na  różne  sposoby: 
legitymistyczny  –  poszukując  korzeni  reformacji  wśród  antycznych  chrześcijan,  szczególnie 
heretyków  „prześladowanych”  przez  Kościół,  lub  sceptyczny  –  zmieniając  samą  koncepcję 
Kościoła,  jako  instytucji  wyłącznie  ludzkiej,  która  nie  musi  posiadać  fundamentu  w  postaci 
słów  Zbawiciela.  W  tym  drugim  przypadku  utrzymywano,  że  Chrystus  nie  powołał  do  życia 
żadnego z widzialnych „Kościołów”, to jest różnych konfesji chrześcijańskich.
 
Kościół katolicki jest instytucją łączącą sferę nadprzyrodzoną z przyrodzoną, jest instytucją 
doskonałą, pomimo grzechów i niedoskonałości wynikających ze skaleczonej natury ludzkiej 
swoich  poszczególnych  członków.  Dla  protestantów  taki  punkt  widzenia  jest  zupełnie  obcy. 
Nie jest zgodny z ich koncepcją całkowicie zniszczonej przez grzech natury ludzkiej. Ludzie – 
ich zdaniem – nie mogą uczestniczyć i współtworzyć instytucji doskonałej, jaką jest Kościół.
 
 
„Ojcowie założyciele” protestantyzmu
 
Biskup  Pelczar  nie  miał  dobrego  zdania  o  ojcach  założycielach  poszczególnych 
protestanckich  konfesji.  Motorem  działania  „reformatorów”  była  zapiekła  nienawiść  do 
Kościoła,  która  wypaczała  charakter  podejmowanych  przez  nich  działań  i  sprowadzała 
wszystkie  przedsięwzięcia  na  drogę  destrukcji  i  grzechu.  Inicjator  reformacji,  Marcin  Luter, 
powodowany  swą  niepohamowaną  pychą  i  niezwykle  gwałtownym  charakterem,  szybko 
przemienił  zaistniały  między  zakonem  augustiańskim  a  dominikańskim  spór  o  prawo 
do  zbierania  opłat  za  odpusty  w  najstraszliwszy  konflikt  w  dziejach  Kościoła.  Sprzeczka 
mnichów,  powstała  na  gruncie  urażonej  dumy  augustianów,  do  których  należał  Luter,  o 
przekazanie  prawa  do  zbierania  opłat  odpustowych  zarządzonych  przez  papieża  Leona  X, 
została  wykorzystana  do  zaprezentowania  swoich  koncepcji  na  temat  odpustów  i  wolnej 
woli człowieka. Kiedy tezy zostały potępione jako sprzeczne z nauczaniem Kościoła, Lutrowi 
pozostało  albo  ich  pokorne  odwołanie,  albo  dalsze  podważanie  dogmatów  i  rozpoczęcie 
otwartej wojny z Kościołem, na czele zbuntowanych przeciw cesarzowi książąt.
 
Według  bp.  Józefa  Pelczara  koncepcje  Lutra  powstawały  jako  usprawiedliwienie  dla  jego 
niestabilnego  umysłu  oraz  cholerycznego  charakteru,  żądnego  rozkoszy  i  poklasku.  „Chcąc 
zagłuszyć w sobie wyrzuty sumienia, bo sam został zakonnikiem i kapłanem bez powołania 
–  pisze  bp  Pelczar  –  przyjął  on  wygodną  teorię  o  całkowitym  skażeniu  natury  ludzkiej,  tak 
że  człowiek,  ulegając  pożądliwości,  może  chcieć  i  czynić  tylko  źle”

2

.  Luter  w  istocie  miał 

świadomość  pogrążania  się  w  grzechu  i  stopniowego  odchodzenia  od  Chrystusa,  zdając 
sobie  sprawę,  że  pycha  osłabia  działanie  jego  woli.  W  jednym  z  listów  pisał  o  zerwaniu  z 
celibatem: „Stałem się przez to małżeństwo tak nędznym i nikczemnym, iż myślę, że anieli 
w niebie ze mnie się śmieją, a diabli w piekle wyją z radości” (list z 16 VI 1525 r.).
 
Inni,  szukający  okazji  do  rozprawy  z  Kościołem,  szybko  wzięli  przykład  z  Lutra.  W 
Szwajcarii  stały  bywalec  lupanarów  Ulryk  Zwingli  i  rzezimieszek,  skazany  w  końcu  na 
śmierć  Ludwik  Heter  podjęli  myśl  i  czyny  Lutra.  Demokratyczne  przekonania  Zwinglego 
i  jego  pycha  spowodowały  wojnę  kantonów  protestanckich  przeciw  katolickim  i  krwawe 
prześladowania „papistów”. Motorem działania szwajcarskiego „reformatora” były nabyte we 
Włoszech przekonania humanistyczne, przejęte od ateisty Giovanniego Pico della Mirandoli, 
z  którym  Zwingli  utrzymywał  przez  pewien  czas  serdeczne  kontakty.  Stąd,  jak  pisze  Józef 

background image

Pelczar, charakter szwajcarskiej reformacji był bardziej racjonalistyczny niż luterański.
 
Przyczyną  zerwania  Anglii  z  Rzymem  był  tyleż  gwałtowny  charakter  króla  Henryka  VIII, 
co  skomplikowana  sytuacja  polityczna.  Rządy  króla  szybko  przekształciły  się  w  tyranię, 
a  miłość  ludu  zastąpił  strach.  Brak  męskiego  potomka  –  następcy  tronu  –  spowodował 
fałszywą  i  nieuczciwą  chęć  uznania  małżeństwa  z  Katarzyną  Aragońską  za  niebyłe.  Papież 
nie  zezwolił  na  rozerwanie  węzła  małżeńskiego  i  małżeństwo  z  brzemienną  dwórką  Anną 
Boleyn,  co  spowodowało  zerwanie  z  Rzymem  i  wkroczenie  na  powolną,  ale  konsekwentną 
drogę  protestantyzacji  Anglii.  Gniew  Henryka  VIII  był  potężny,  dotknął  duchownych 
wiernych  Kościołowi,  bliskich  przyjaciół  króla,  starą  katolicką  arystokrację  i  przywiązany 
do  katolicyzmu  lud.  Henryk  VIII  umierał  w  1547  roku  sześciokrotnie  żonaty,  bez  jasnych 
widoków  na  przekazanie  tronu  swojemu  chorowitemu,  małoletniemu  synowi  Edwardowi 
VI, zależnemu od woli nowej szlachty, wzbogaconej na reformacyjnej grabieży katolickiego 
mienia.
 
Również  pobudki  Jana  Kalwina  nie  należały  do  czystych.  Pycha,  okrucieństwo  i  chciwość 
tego  człowieka  została  wprzęgnięta  w  służbę  zemsty  za  –  zdaniem  Kalwina  –  niesłuszne 
oskarżenie go o głoszenie na Sorbonie heretyckich poglądów na temat wolnej woli. W 1533 
r. Kalwin wraz z grupą stronników opuścił Francję i osiadł w Genewie, w której po likwidacji 
wewnętrznej  opozycji  przejął  całkowitą  władzę,  likwidując  we  władzach  miasta  wszelkie 
rozróżnienie  pomiędzy  sferą  świecką  a  religijną.  Stworzona  komuna  teokratyczna  poddała 
kontroli  wszystkie  przejawy  życia  mieszkańców  Genewy,  a  wyroki  śmierci  za  przewinienia 
w  rodzaju  wdowiej  modlitwy  za  duszę  zmarłego  męża  stały  na  porządku  dziennym.  Józef 
Pelczar pisał o Kalwinie:
"Słusznie powiedział historyk Kolb, że „Kalwin chciał zamienić całą ziemię w ponury i zimny 
zakład  pokutniczy”.  Wyznawcy  Kalwina  tchnęli  zawsze  religijnym  fanatyzmem,  czego 
objawem były mordy dokonane na katolikach we Francji i Holandii."

3

 
Antykrólewska  polityka  hugenotów  (francuskich  wyznawców  kalwinizmu)  doprowadziła  do 
długotrwałej  okrutnej  wojny  domowej,  w  której  –  zanim  doszło  do  nocy  św.  Bartłomieja  w 
1572 r. – hugenoci szczycili się zburzeniem 20 tys. kościołów, 2009 klasztorów i 9 szpitali, 
zamordowaniem ok. 4 tys. zakonników i zgwałceniem prawie 2 tys. zakonnic. Rzeź w trakcie 
ślubu księżniczki Małgorzaty z Henrykiem z Nawarry była aktem politycznej zemsty, za który 
– jak słusznie pisze Józef Pelczar – „Kościół nie odpowiada”.
 
Konsekwencją  nienawiści  „reformatorów”  do  Kościoła  było  religijne  rozdarcie  Europy. 
Efektem  stał  się  podział  Europy  na  kilka  wzajemnie  zwalczających  się  stron,  ponieważ 
protestanci  nie  stworzyli  (na  szczęście!)  jednolitego  obozu  religijno-politycznego,  a 
przystąpili  do  niszczenia  siebie  nawzajem  z  nie  mniejszym  zapałem  niż  do  wieszania, 
topienia  i  ćwiartowania  katolików.  Luteranie  utopili  w  morzu  krwi  powstanie  anabaptystów 
w  Rzeszy,  Kalwin  ścigał  z  całą  surowością  zwolenników  Zwinglego  i  Lutra,  a  spalony 
na  stosie  w  Genewie  antytrynitarz  Michał  Servet  jest  tylko  z  racji  swojej  sławy  często 
przywoływanym  przykładem  protestanckiej  nietolerancji.  Nie  inaczej  było  w  Anglii, 
gdzie  na  wspólnych  szubienicach  i  stosach  ginęli  katolicy  wraz  z  angielskimi  i  szkockimi 
zwolennikami  kalwinizmu  i  nawet  ultraprotestant  Jan  Knox  przyznawał,  że  pokój  religijny 
zapanował  w  Anglii  dopiero  za  katolickiej  królowej  Marii  Tudor.  Zjednoczeni  w  swojej 
herezji  „reformatorzy”  nigdy  wspólnie  nie  patrzyli  na  Europę  –  jeśli  nie  liczyć  wieży 
luterańskiej  katedry  w  Magdeburgu  ani  Ściany  Reformatorów  w  Genewie...  Mit  „jednego 
protestantyzmu”  jest  wyłącznie 

utopijnym  życzeniem 

protestanckich  przywódców 

czasów  Bismarcka,  które  nigdy  faktycznie  nie  zostało  zrealizowane.  Nienawiść,  śmierć 
i  zniszczenie  –  oto  wkład  protestantyzmu  w  historię  Europy.  Niejednokrotnie  władcy 
protestanccy  byli  bardziej  nieufni  wobec  swoich  „braci  w  wierze”  z  innych  konfesji  niż 
względem  „zabobonnych  papistów”.  Tak  było  przykładowo  w  Prusach  (zwłaszcza  po 

background image

zawarciu  tzw.  unii  staropruskiej  w  1817  r.),  w  których  kalwińska  dynastia  Hohenzollernów 
(od  1613  r.)  darzyła  większym  zaufaniem  (np.  za  króla  Fryderyka  Wilhelma  IV  i  cesarza 
Wilhelma II) katolików niż poddanych luteran.
 
 
Przyczyny protestanckiego sukcesu
 
Jak  mogło  dojść  do  sukcesu  protestantyzmu,  skoro  kierował  się  tak  niskimi  pobudkami? 
Nie sposób pominąć w tym miejscu teologicznego, „niepostępowego” spojrzenia na historię 
ludzkości.  Jest  ona  ze  względu  na  skaleczenie  natury  ludzkiej  tragicznym  osuwaniem  się 
w  grzech,  z  którego  może  zostać  podźwignięta  wyłącznie  poprzez  łaskę  Boga.  Przyczyny 
zwycięstwa protestantyzmu tkwią zatem w ułomności ludzkiej natury.
 
Nietzche  uważał,  że  Luter  zalał  całą  swoja  żółcią  Kościół  i  chrześcijaństwo  w  momencie, 
kiedy  było  ono  najnormalniejsze  w  swojej  historii.  Pogląd  ten  wynika  z  agnostycznego, 
ale  i  pobieżnego  punktu  widzenia  niemieckiego  filozofa.  Zeświecczenie  Kościoła,  będące 
efektem  blisko  stuletniej  zależności  od  królów  Francji  (niewola  awiniońska),  jak  również 
wyniszczająca  obie  siły  wojna  pomiędzy  władzą  świecką  a  duchowną  i  osłabiająca 
papiestwo  walka  wewnętrzna  pomiędzy  koncyliarystycznymi  paleomodernistami  a 
zwolennikami  prymatu  papieży,  uczyniła  z  Kościoła  łakomy  kąsek  dla  umacniających  się 
monarchii  narodowych.  Tendencja  ta  spowodowała  przedkładanie  zależności  państwowych 
nad  religijne,  a  narodowych  nad  cywilizacyjne.  W  tym  wymiarze  postrzegać  możemy 
protestantyzm jako antyuniwersalistyczną rebelię.
 
Pomijając  takie  przyczyny  jak  ówczesny  upadek  obyczajów,  który  nie  był  ani  pierwszym  w 
historii  Europy  i  Kościoła,  ani  też  niestety  nie  ostatnim,  za  tendencjami  sekularyzacyjnymi 
szła  nienawiść  do  wszystkiego,  co  przychodziło  z  Rzymu  –  czy  to  pod  względem 
religijnym,  czy  politycznym.  Stąd  częsty  postulat  uniezależnienia  od  Rzymu  poprzez 
utworzenie  „Kościoła  narodowego”,  któremu  w  wielu  częściach  Europy  (także  w  Polsce) 
przyklaskiwała  duża  cześć  duchowieństwa.  Stąd  przyjęcie  takiej  optyki  narodowej  przez 
zwolenników  reformacji,  wzywających  do  zrzucenia  zwierzchności  politycznej  Rzymu  i 
Cesarstwa,  zaniechania  płacenia  świętopietrza,  odrzucenia  języka  łacińskiego,  utworzenia 
parlamentarnych  reprezentacji  narodowych  (stanowych),  stojących  ponad  królem  lub 
kontrolujących  monarchę,  czy  wynikający  z  tej  tendencji  postulat  uproszczenia  rytuałów 
i  sakramentów,  mających  być  zrozumiałymi  dla  ogółu.  Aby  lepiej  przeforsować  swoje 
pomysły, reformatorzy zastosowali skuteczną taktykę stopniowania żądań, propagandowego 
oddziaływania  na  lud  przez  szkalowanie  przeciwnika.  Św.  Józef  Sebastian  Pelczar  opisywał 
to w następujący sposób:
"Taktyka  nowatorów  była  taka,  że  w  przesadnym,  a  często  nieprawdziwym  świetle 
przedstawiali  zboczenia,  jakie  do  pewnej  części  świeckiego  i  zakonnego  duchowieństwa 
rzeczywiście  się  zakradły  pod  wpływem  ustroju  feudalnego,  humanizmu,  braku  seminariów 
i  synodów,  zachodniego  odszczepieństwa  w  XIV  w.,  dążności  rewolucyjnych  w  XV  w., 
nagromadzenia  bogactw  i  innych  złych  czynników,  a  stąd  wysnuwali  fałszywy  wniosek, 
że  duchowieństwo  żądne  mienia  i  panowania  zepsuło  dzieło  Jezusa  Chrystusa  i  błędnymi 
dodatkami  przeinaczyło  Jego  naukę.  Wskutek  tego  –  tak  dalej  dowodzili  –  Kościół  katolicki 
przestał  być  Kościołem  Chrystusowym.  Należy  zatem  wrócić  do  pierwotnego  Kościoła,  jaki 
był w I w. po Chrystusie, a takim zreformowanym Kościołem jest właśnie protestantyzm.
 
Jest  to  argument,  którym  z  lubością  posługiwali  się  wszyscy  heretycy,  a  który  i  dziś 
pada  z  ust  radykalnych  modernistów  wszelkich  odmian.  Nie  wynika  z  niego  chęć 
autentycznego  reformowania  Kościoła  poprzez  odnowienie  religijności  czy  obudowanie 
życia  sakramentalnego,  uświęcenie  wiernych,  czyli  poprzez  „przylgnięcie  do  starożytności” 
(św.  Wincenty  z  Lerynu),  ale  ukryty  duch  rebelii  skrywanej  pod  płaszczem  troski.  Za 

background image

każdym  razem  chodzi  o  zmianę,  o  stworzenie  nowego  „Kościoła  pierwszych  wieków 
chrześcijaństwa”, na miarę wyobrażeń każdoczesnych reformatorów.
 
 
Błędy protestantyzmu
 
Protestantyzm,  pomimo  posługiwania  się  pojęciami  drogimi  dla  każdego  katolika,  jest 
całkowitym zerwaniem z dogmatami Kościoła, stanowi również opozycję wobec katolickiego 
postrzegania  świata  i  praw  rządzących  nim  w  sferze  społecznej.  Konsekwencje  tego  są 
widoczne w mentalności dzisiejszego świata, ufundowanego na „osiągnięciach” reformacji.
 
 

1. Usprawiedliwienie

 
Św. Józef Sebastian Pelczar zaliczał do najgroźniejszych tworów protestantyzmu luterańską 
koncepcję  usprawiedliwienia.  Zdaniem  Lutra  zbawienie  następuje  wyłącznie  przez  wiarę, 
z  pominięciem  dobrych  uczynków.  Tak  jednoznaczne  postawienie  tej  kwestii  eliminowało 
podstawę  chrześcijańskiej  etyki,  jaką  –  prócz  wiary  w  Boga  –  jest  miłość  bliźniego, 
objawiająca  się  poprzez  uczynki.  Dla  luteran  dobre  uczynki  nie  posiadały  praktycznie 
żadnego  znaczenia  religijnego,  traktowane  były  co  najwyżej  jako  przejaw  spoistości 
więzi  pomiędzy  ludźmi  wierzącymi  w  tego  samego  Boga.  Nie  obowiązywały  wobec  nie 
przynależących  do  tej  samej  wspólnoty  wierzących.  Tak  było  do  XIX  wieku,  kiedy  to, 
naśladując  katolików,  protestanci  rozpoczęli  działalność  charytatywną  tzw.  zakładów 
dobroczynnych,  z  taką  bezwzględnością  i  realizmem  opisywanych  przez  Dickensa. 
Protestancka dobroczynność, tak jak i stworzona w tym samym wieku instytucja diakonisek, 
miały  za  zadanie  wyłącznie  realizację  utylitarnych  celów:  pozyskiwanie  zwolenników  i 
łagodzenie napięć społecznych. Z obserwacji społeczeństwa radykalnych protestantów doby 
angielskiej  wojny  domowej  narodziła  się  skrajnie  pesymistyczna  wizja  Tomasza  Hobbesa, 
w  której  więzi  społeczne  są  wyłącznie  efektem  zbiorowego  egoizmu  przezwyciężającego 
egoizm jednostek. Kiedyś protestanci mówili: nie ma ludzi świętych, dzisiaj mówią: nie ma 
ludzi rzeczywiście dobrych.
 
 

2. Sekularyzacja etyki

 
Z  protestanckiej  koncepcji  usprawiedliwienia  wyrasta  wprost  kantowska  idea  etyki 
autonomicznej,  stanowiąca  podwalinę  liberalnej  etyki  sytuacyjnej.  Jak  stwierdził  biskup 
przemyski,  protestanckie  usprawiedliwienie  doprowadziło  w  konsekwencji  do  uwolnienia 
etyki  od  dogmatów  religijnych.  Zdaniem  Kanta  etyka  i  obyczajność  wynikają  z 
powszechnego  uznania  ludzi,  a  nie  Bożego  prawa  danego  ludziom.  Prawo  moralne  w 
koncepcji  nudziarza  z  Królewca  powstaje  z  czystego  rozumu,  a  dobre  jest  to,  co  jest 
jednostkowo  zgodne  z  powszechnym  prawem  moralnym,  akceptowanym  przez  wszystkie 
istoty rozumne. Konsekwentnie przyjmując sposób myślenia protestanckiego filozofa, dobre 
jest  to,  co  jest  ponadkonfesyjną  zasadą  etyczną  wynikającą  z  przymusu,  a  nie  z 
poszukiwania rozkoszy czy zadowolenia – nie zabijaj, nie kradnij itd. Kant ujął ją w postaci 
nowoczesnego przykazania: „Czyń tak, aby zawsze maksyma twej woli mogła być zarazem 
zasadą  powszechnego  prawodawstwa”

4

.  I  w  tym  miejscu  myśli  etycznej  Kanta  nastąpiło 

zerwanie  z  dotychczasowym  chrześcijańskim  systemem  etycznym.  Już  nie  bojaźń  Boża, 
strach  przed  potępieniem  i  pragnienie  zbawienia,  ale  poczucie  obowiązku  względem  innych 
ludzi  i  szacunek  dla  prawa  stanowią  podstawę  moralności.  Dla  Kanta  czyn  staje  się 
moralnym  dopiero  wtedy,  gdy  wynika  z  powinności  (imperatyw  kategoryczny).  Prawo 
powinniśmy  pełnić  dla  samego  prawa.  –  Należy  podkreślić,  że  Kant  nie  negował  wprost  w 
swoim  agnostycznym  systemie  zasad  religijnych  i  istnienia  Boga,  traktując  je  jako 

background image

niezbędne  elementy  utrzymywania  ludzi  w  karbach,  jednak  nie  wolno  nie  zauważyć,  że 
stworzony  przez  niego  system  etyczny,  wyrastający  z  luterańskiego  źródła,  poszedł  o  krok 
dalej,  traktując  zasady  moralne  jako  twory  czysto  ludzkie.  Skoro  zaś  zasady  moralne  są 
tworami  ludzkiego  rozumu,  to  istnienie  Boga  należy  przyjąć  wyłącznie  ze  względów 
moralnych. Ludzie nie będą słuchać siebie nawzajem, potrzebują zatem Boga. Skoro rozum 
praktyczny  potrzebuje  wyłącznie  Boga  jako  składnika  powodzenia  utylitarnego  prawa 
moralnego, jaki zatem jest cel moralności i czym jest dobro najwyższe? Dla Kanta nie było 
nim  ani  zbawienie,  ani  Bóg.  Dobrem  najwyższym  jest  wyłącznie  cnota  i  szczęśliwość.  Ta 
degradacja  moralności,  poprzez  odarcie  jej  z  elementów  nadprzyrodzonych,  musiała  także 
zmienić  jej  cel.  Celem  zasad  moralnych  jest  człowiek,  któremu  moralność  nadaje 
odpowiednio  wysoką  godność.  Brzmi  to  bardzo  nowocześnie,  a  echa  kantowskiej  etyki 
znajdziemy dziś w niejednym dokumencie pseudokatolickich modernistów.
 
 

3. Sola scriptura: podwaliny indywidualizmu

 
Św. Józef Sebastian Pelczar określił wiarę w Biblię jako jedyne źródło wiary, „drugą główną 
zasadą protestantyzmu”. Luter, a za nim inni reformatorzy, odrzucając Świętą Tradycję jako 
drugi  obok  Biblii  fundament  wiary,  de  facto  zanegowali  szacunek,  jakim  otaczano  Pismo 
święte  w  Kościele  katolickim.  Całość  interpretacji  tekstów  Biblii  opierała  się  w  Kościele  na 
zasadzie  autorytetu  Ojców  Kościoła,  zajmujących  się  od  zarania  Kościoła  tłumaczeniem 
zawiłości zawartych w wersetach biblijnych. Luter odrzucił ten autorytet, dokonując nie tyle 
pierwszego przekładu Biblii na język narodowy, co odpowiedniej – dostosowanej do swoich 
poglądów – cenzury fragmentów Pisma św.
 
Biskup  przemyski  w  następujący  sposób  charakteryzuje  ten  błąd  protestantyzmu  i  jego 
opłakane skutki:

"Jedynym  źródłem  wiary  jest  Biblia,  którą  każdy,  według  wyroków  „Kościoła”,  może 
tłumaczyć,  doprowadziła  nie  tylko  do  zupełnego  rozbicia  się  w  jedności  w  wierze  i  do 
powstania  nowych  sekt,  tak  że  w  samej  Ameryce  Północnej  naliczono  ich  przeszło  70,  ale 
również do fałszywego mistycyzmu, znajdującego ostateczny wyraz w spirytyzmie, to znowu 
do  skrajnego  racjonalizmu,  rugującego  z  religii  wszelki  pierwiastek  nadprzyrodzony,  za 
którym poszedł monizm w różnej postaci, a więc niszczący wszelką religię ateizm."

 
Błąd reformacji nie polegał na przekazaniu ludziom Biblii do czytania, ale na pozostawieniu 
ich  z  Pismem  św.  „sam  na  sam”  i  wmówieniu  im,  że  każda  interpretacja wersów  biblijnych 
jest prawdziwa, o ile jest w zgodzie z ogólnymi zasadami protestantyzmu. Za interpretację 
inną  można  było  zostać  wykluczonym  ze  wspólnoty.  Jednak  uzbrojenie  ludzi  w  Biblię 
z  prawem  samodzielnego  komentowania  nie  tyle  uwolniło  od  tyranii  Kościoła  –  jak 
przedstawiali  to  protestanci  –  ale  wydało  chrześcijan  na  łup  małych  biblijnych  satrapów, 
założycieli  kolejnych  sekt,  nowych  „mojżeszów”  wiodących  zagubione  plemię  Izraela  do 
Nowego Jeruzalem. Odrzucenie autorytetu zawsze kończy się tyranią opinii. Jak się modlisz, 
tak wierzysz. Jak wierzysz, tak żyjesz.
 
Zasada  samodzielnego  interpretowania  Pisma  św.,  przeniesiona  ze  sfery  religii  na 
grunt  społeczny,  dała  początek  indywidualizmowi  i  subiektywizmowi,  w  którym  nie  ma 
obiektywnej  prawdy,  ponieważ  wymagałaby  ona  istnienia  obiektywnego  autorytetu, 
a  ten  został  odrzucony  przez  reformację.  Istnieją  wyłącznie  subiektywne  prawdy 
indywidualne,  które  kiedyś  w  przyszłości,  w  toku  rozwoju,  dadzą  początek  „prawdzie”.  W 
tej  koncepcji  „prawda”  jest  efektem  ewolucji  błędów  i  prawd.  Nie  na  tym  jednak  koniec, 
ponieważ ta koncepcja istnieje w obrębie protestantyzmu w wersji religijnej.
 
 

background image

4. Fałszywa idea Kościoła

 
Dla  Lutra  i  innych  reformatorów  Kościół  jest  wyłącznie  instytucją  ziemską  i  materialną. 
Jest  to  konsekwencja  przyjęcia  idei  o  skrajnie  złej  naturze  ludzkiej,  przeniesionej  na 
grunt  eklezjologii.  Instytucja  tworzona  przez  ludzi  nie  może  być  –  jak  przyjmował  Luter 
–  ani  nieomylna,  ani  idealna.  Obserwacja  pogrążonych  w  grzechach  ludzi  skłoniła  go  do 
odrzucenia  prawdy  o  Kościele  jako  Mistycznym  Ciele  Jezusa  Chrystusa.  Skoro  więc  Kościół 
jest  jedynie  instytucją  materialną,  nie  różni  się  niczym  od  takich  instytucji  jak  państwo,  a 
jego  funkcjonowanie  jest  ściśle  utylitarne.  Józef  Sebastian  Pelczar,  powołując  się  w  tym 
miejscu  na  wrogiego  protestanckiemu  chrześcijaństwu  Fryderyka  Nietzschego,  stwierdzał 
wprost,  że  „protestantyzm  zniszczył  ideę  Kościoła”.  Na  potwierdzenie  tych  słów  biskup 
przemyski  odwoływał  się  do  szokujących  wspomnień  apostaty,  eksjezuity,  hrabiego 
Hoensbroecka,  który  odchodząc  stopniowo  od  religii,  ostatecznie  został  luteraninem.  W 
swojej autobiografii Vierzehn Jahre Jesuit tak pisał o protestantyzmie:

"To  dzieło  ludzkie  bardzo  niedoskonałe,  osłabione  w  swoim  charakterze  religijnym  i 
chrześcijańskim przez urzędowy biurokratyzm i dworactwo. Summus episcopus i presbyteri 
tego  kościoła  nie  mają  stanowczo  nic  wspólnego  z  Pismem  świętym  i  z  chrześcijaństwem. 
Zależny jest od państwa, a jego dostojnicy uganiają się przede wszystkim za zadowoleniem 
swej  próżności  i  pychy.  Kościół  protestancki  nie  może  natchnąć  żadną  miłością,  nawet 
żadnym poszanowaniem. Jego obrachunek religijny zamyka się deficytem."

5

 
 

5. Ekumenizm

 
Konsekwencją  przyjęcia  fałszywej  koncepcji  Kościoła  i  odrzucenia  obiektywnego 
autorytetu  religijnego  musiało  być  poszukiwanie  stałości  religijnej  w  koncepcji  ewolucji 
prawdy.  Na  gruncie  religijnym  zaowocowało  to  ideą  tzw.  wolnej  religii,  stworzonej 
przez  racjonalistycznie  nastawionych  pastorów  niemieckich  jeszcze  pod  koniec  XIX 
w.  Nowa  „wolna  religia”  miała  być  pierwszą  nowoczesną  religią  niedogmatyczną, 
łączącą  z  jednej  strony  wszystkie  najlepsze  elementy  wszystkich  systemów  religijnych 
świata,  z  drugiej  –  religią  humanistyczną,  wyrastającą  z  indywidualistycznych  podstaw 
światopoglądowych

6

.  Pomysł  protestantów  dał  początek  międzyreligijnym  spotkaniom 

ekumenicznym,  które  zwłaszcza  spodobały  się  protestantom  amerykańskim  i  masonerii. 
Józef  Sebastian  Pelczar  przy  okazji  charakteryzowania  tych  koncepcji  wspominał 
organizowane  „kongresy  postępu  religii”  przez  łączącego  w  sobie  wszystkie  możliwe 
pierwiastki  ideowe  (żydowski,  masoński,  niemiecki  i  amerykański)  Teodora  Reinacha, 
na  których  pracowano  nad  połączeniem  elementów  kilku  religii  w  jeden  „postępowy” 
system.  Najbardziej  zastanawiającym  faktem,  na  który  zwrócił  uwagę  biskup  przemyski, 
jest  okoliczność  zaproszenia  na  kongres  buddystów,  protestantów  różnych  konfesji, 
przedstawicieli  lóż  masońskich,  monistów  oraz  wyznawców  judaizmu  –  przy  jednoczesnym 
pominięciu  katolików,  okraszonym  stwierdzeniem,  że  takie  zaproszenie  zostanie 
wystosowane  tylko  w  sytuacji  rezygnacji  Kościoła  z  dogmatów.  Ekumenizm  drogą  do 
chrześcijaństwa bezdogmatycznego?
 
 

6. Sceptycyzm

 
Przykład  idei  ekumenicznej  jest  klinicznym  objawem  sceptycyzmu,  do  jakiego  prowadzi 
protestantyzm.  W  sferze  społeczno-politycznej  protestantyzm  jest  tworem  bezbronnym, 
wydanym  na  pastwę  systemu  państwowego.  Nie  inaczej  jest  w  wymiarze  religijnym,  w 
którym uległość względem świata współczesnego, jego szaleństw i pomysłów spowodowała 
przyjęcie najbardziej kuriozalnych koncepcji i idei.
 

background image

Do  głośniejszych  (...)  należy  pastor  Jatho,  który  na  zebraniu  publicznym  w  Berlinie  tak 
sformował  swoje  credo:  „Jezus  Chrystus  nie  jest  Synem  Bożym  ani  naszym  Mistrzem, 
ani  Zbawicielem”,  pastor  Heydorn,  który  chciał  pogodzić  protestantyzm  z  monizmem, 
predykant  berneński  Albert  Kalthof,  który  trzy  teorie  o  utrzymaniu  siły,  o  prawie  ewolucji 
i  o  nieskończoności  świata  nazwał  nowszą  nauką  o  Trójcy  Świętej,  pastor  Steudel,  który 
proponował „nowszą etykę” nie uznającą dekalogu, superintendent Lahusen, który radził nie 
trzymać  się  przy  „ordynacji”  dosłownego  tekstu  Składu  Apostolskiego,  teolog  protestancki 
Artur  Drews,  który  w  1910  roku  miewał  w  Berlinie  wykłady  na  temat,  że  “Chrystus  jest 
postacią mityczną.”

7

 
Nadworny  pruski  kaznodzieja  pastor  Stocker  jeszcze  w  1909  roku  ubolewał,  że 
protestantyzm  trapią  najcięższe  choroby  duchowe,  których  niepodobna  przezwyciężyć 
żadnymi  materialnymi  środkami,  a  także  stwierdził  wprost,  że  protestantyzm  wystąpił 
przeciwko  Bóstwu  Jezusa  Chrystusa.  Pastor  Wolt  dodawał,  że  protestanccy  wierni  są 
forpocztą pogaństwa i rewolucji w cesarstwie niemieckim.
 
Józef  Sebastian  Pelczar,  opisując  występujące  wśród  protestanckich  teologów  przypadki 
negowania  dogmatu  Trójcy  Świętej,  Bóstwa  Jezusa  Chrystusa,  odrzucenia  Składu 
Apostolskiego i innych przykładów stwierdził, że całość historii i budowy religii protestanckiej 
predestynuje  ją  do  niedowiarstwa.  Skoro  przyjmiemy  tę  myśl  świętego  biskupa  za 
prawdziwą, musimy uznać dzisiejszy modernizm za pokłosie protestanckiego sceptycyzmu w 
Kościele katolickim.
 
Pod  koniec  swego  burzliwego  życia  zgorzkniały  Luter  podsumował  swoje  wytężone  wysiłki 
wprowadzenia  „religii  czystej  Ewangelii”  słowami:  „Teraz  ludzie  opętani  są  przez  siedem 
diabłów, podczas gdy najpierw byli opętani przez jednego”. Efekty rebelii protestanckiej dla 
Europy  były  opłakane:  potępienie  dusz,  rozbicie  religijne  i  polityczne,  wojny  i  rewolucje. 
Jeden  z  najznamienitszych  protestanckich  historyków  epoki  zjednoczenia  Niemiec,  Jan 
Gustaw Droysen, charakteryzował skutki reformacji następująco:

"Nie  było  rewolucji,  która  by  głębiej  wstrząsnęła  społeczeństwem,  która  by  straszliwiej 
burzyła  i  niemiłosierniej  wyrokowała.  Od  razu  wszystko  się  rozpadło  i  zostało 
zakwestionowane, najpierw w umysłach ludzi, potem z niesłychaną szybkością w stosunkach 
społecznych, we wszelkiej karności i wszelakim porządku."

 
 
Uwaga Droysena pozostaje aktualna również dziś. Co prawda sam protestantyzm w swoich 
tradycyjnych  formach  pozostaje  od  dłuższego  czasu  religijnym  trupem,  poddawanym 
kolejnym  reformacjom,  jednak  błędy  protestantyzmu,  tak  celnie  zdiagnozowane  przez  bp. 
Józefa  Sebastiana  Pelczara,  funkcjonują  w  obiegu  społecznym.  Przedostały  się  również  do 
wnętrza  Kościoła  katolickiego,  wywołując  najgroźniejszy  kryzys  wiary,  jakiego  doświadczył 
katolicyzm na przestrzeni wieków. Nie przez przypadek biskup przemyski upatrywał korzeni 
niebezpiecznego modernizmu w wyrastającej z protestantyzmu etycznej koncepcji Emanuela 
Kanta.
 
Antidotum  na  morderczy  kryzys  może  być  wyłącznie  odrzucenie  modernistycznych  błędów, 
przeniesionych  do  Kościoła  z  protestantyzmu,  i  odrodzenie  misyjnej  postawy  katolików. 
Od  fatalnego  roku  1517  była  ona  najlepszą  bronią  przeciwko  kłamstwom  Lutra,  głupocie 
Karlstadta  i  fanatyzmowi  Kalwina,  a  świadczą  o  tym  rzesze  wybitnych  konwertytów, 
wracających  z  protestanckiego  wygnania  na  łono  Kościoła  katolickiego.  Ponieważ,  jak 
wielokrotnie  powtarzał  za  papieżem  św.  Piusem  X  i  Leonem  XIII  święty  biskup  Józef 
Sebastian  Pelczar,  jedność  chrześcijaństwa  istnieje  wyłącznie  w  Kościele  katolickim,  a 
protestanci  mogą  ją  osiągnąć  wyłącznie  poprzez  wyparcie  się  swoich  zgubnych  błędów  i 
powrót  do  odrzuconego  niegdyś  katolicyzmu.  Płaszczyzna  dialogu  i  porozumienia  zawiera 

background image

się w niezmiennym depozycie wiary Kościoła katolickiego, o czym protestanci zawsze winni 
pamiętać.
 
 
 
- Ryszard Mozgol, Rodzina Katolicka, 2-01-2009.
 
 
 
 
Przypisy:
 

1

 Kościół XX wieku. Rozmowy Ewy K. Czaczkowskiej, Katowice 1999, s. 93.

 

2

 J. S. Pelczar, Obrona religii katolickiej, tom I: Jak wielkim skarbem jest religia katolicka i 

dlaczego ta religia ma dzisiaj tylu przeciwników, Przemyśl 1920, s. 99.
 

3

 Ibid., s. 101.

 

4

 A. Stöckl, J. Weingärtner, Historia filozofii, Kraków 1927, s. 343–346.

 

5

 J. S. Pelczar, op. cit., s. 105.

 

6

  Zob.  J.  S.  Pelczar,  Masoneria,  jej  istota,  zasady,  dążności,  początki,  rozwój,  organizacja, 

ceremoniał i działanie. Poznań 1997, s. 322.
 

7

 J. S. Pelczar, op. cit., s. 107.

 
 
 
 
 
 
 

Benedykt XVI z wizytą apostolską w Niemczech 

(22-25 września 2011)

 
 

przemówienia

 pożegnalnego na lotnisku w Lahr, 25-09-2011:

 
"W kraju Reformacji ekumenizm stanowił oczywiście jeden z centralnych punktów podróży. 
Chciałbym tu podkreślić spotkanie z przedstawicielami Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego 
w  byłym  klasztorze  augustianów  w  Erfurcie.  Jestem  głęboko  wdzięczny  za  braterską 
wymianę opinii i wspólną modlitwę."
 
   

przemówienia

  wygłoszonego  podczas  ekumenicznej  Liturgi  Słowa,  w  byłym  klasztorze 

augustianów w Erfurcie, 23-09-2011:
 
"(...)  Historia  chrześcijaństwa  jest,  by  tak  rzec,  widzialną  stroną  tego  dramatu,  w 
którym  Chrystus  zmaga  się  i  cierpi  wraz  z  nami,  ludźmi.  Ciągle  na  nowo  musi  On  znosić 
przeciwieństwo  jedności,  a  mimo  to  dokonuje  się  nieustannie  na  nowo  jedność  z  Nim, 

background image

a  tym  samym  z  Trójjedynym  Bogiem.  Musimy  widzieć  zarówno  grzech  człowieka,  który 
odmawia posłuszeństwa Bogu i wycofuje się w samego siebie, ale również zwycięstwo Boga, 
który  wspiera  Kościół  pomimo  jego  słabości  i  nieustannie  przyciąga  za  sobą  nowych  ludzi 
i  w  ten  sposób  prowadzi  jednych  ku  drugim.  Dlatego  podczas  spotkania  ekumenicznego 
powinniśmy  nie  tylko  narzekać  na  podziały  i  rozłamy,  ale  dziękować  Bogu  za  wszystkie 
zachowane  elementy  jedności,  które  nieustannie  daje  nam  na  nowo.  Ta  wdzięczność  musi 
być jednocześnie gotowością, by nie tracić w okresie pokus i zagrożeń tak danej jedności.
 
Podstawowa  jedność  polega  na  fakcie,  że  wierzymy  w  Boga  Wszechmogącego,  Ojca, 
Stworzyciela  nieba  i  ziemi.  Że  wyznajemy  Go  jako  Trójjedynego  -  Ojca,  Syna  i  Ducha 
Świętego.  Najwyższa  jedność  nie  jest  samotnością  monady,  ale  jednością  przez  miłość. 
Wierzymy  w  Boga  -  konkretnego  Boga.  Wierzymy,  że  Bóg  przemówił  do  nas  i  stał  się 
jednym z nas. Naszym wspólnym zadaniem w obecnej chwili jest zaświadczenie o tym Bogu 
żyjącym. (...)
 
Przed  wizytą  papieża  kilkakrotnie  mówiono  o  ekumenicznym  darze  gościa,  jakiego 
spodziewano  się  po  tej  wizycie.  W  związku  z  tym  pragnę  powiedzieć,  że  jest  to  polityczne 
niezrozumienie  wiary  i  ekumenizmu.  Jeśli  głowa  państwa  składa  wizytę  w  zaprzyjaźnionym 
kraju, poprzedzają ją zazwyczaj kontakty między instancjami, które przygotowują zawarcie 
jednej  lub  więcej  umów  między  dwoma  państwami:  rozważając  korzyści  i  straty  dochodzi 
się  do  kompromisu,  który  w  końcu  wydaje  się  być  korzystny  dla  obu  stron  tak,  że  traktat 
może  być  podpisany. 

Jednak  wiara  chrześcijan  nie  opiera  się  na  analizie  naszych  korzyści 

i  strat.  Wiara  tworzona  przez  samych  siebie  jest  bezwartościowa.  Wiara  nie  jest  czymś  co 
wymyślamy i co negocjujemy. Jest ona fundamentem, którym żyjemy. Jedność nie wzrasta 
przez  rozważanie  plusów  i  minusów,  lecz  przez  coraz  głębsze  przemyślenia  i  przeżywanie 
wiary.

  W  ten  sposób  w  ciągu  ostatnich  50  lat,  zwłaszcza  od  czasu  wizyty  papieża  Jana 

Pawła  II  przed  30  laty  wzrosło  wiele  elementów  wspólnych,  za  które  możemy  być  jedynie 
wdzięczni.  Chętnie  wspominam  spotkanie  z  komisją  pod  przewodnictwem  biskupa 
[luterańskiego]  Lohse,  w  której  doświadczaliśmy  wspólnie  tych  głębszych  przemyśleń  i 
przeżywanie  wiary.  Pragnę  wyrazić  serdeczne  podziękowanie  wszystkim,  którzy  w  niej 
współdziałali,  a  ze  strony  katolickiej  szczególnie  kardynałowi  Lehmannowi.  Nie  wymieniam 
więcej nazwisk - Pan zna je wszystkie. Wspólnie możemy jedynie dziękować Bogu za drogi 
jedności,  którymi  nas  prowadził  i  z  pokorną  ufnością  włączać  się  w  modlitwę:  "Pozwól 
abyśmy byli jedno, tak jak Ty jesteś jedno z Ojcem, aby świat uwierzył, że On Ciebie posłał 
(por. J 17,21)."
 
   
 

Pretensje synodu Kościołów Ewangelickich w Niemczech po papieskiej 

pielgrzymce Benedykta XVI

 
[

Radio Vaticana

, Niemcy, 11-11-2011]

 
Niemieccy  biskupi  skrytykowali  bilans  najnowszego  synodu  Kościołów  Ewangelickich  w 
Niemczech. 

Podsumowując  spotkanie  Benedykta  XVI  w  Erfurcie  protestanci  stwierdzili,  że 

„Papież  zawiódł  ekumeniczne  oczekiwania  wielu  ludzi”.

  Kierujący  komisją  ekumeniczną 

katolickiego  episkopatu  bp  Gerhard  Ludwig  Müller  odniósł  się  do  zarzutów  ze  strony 
protestantów.
 
Przewodniczący  komisji  stwierdził,  że  niektóre  ich  wypowiedzi  „były  beznadziejne  i 
polemiczne”

Widocznie niektórzy oczekiwali, że Benedykt XVI w Erfurcie poprowadzi Kościół 

katolicki  w  protestanckim  kierunku

  –  stwierdził  na  łamach  dziennika  Passauer  Neue  Presse 

bp  Müller.  Według  niego  nie  do  zaakceptowania  są  twierdzenia  ewangelików,  że  Papież 

background image

nie  docenił  wystarczająco  Marcina  Lutra.  „Papież  podkreślił  jego  radykalną  wiarę  w  Boga”
istotny  czynnik  dla  dialogu  ekumenicznego.  Ale,  jak  stwierdził  bp  Müller,  nawet  Lutrowi 
nie  chodziło  przecież  o  docenianie  jego  osoby.  Przewodniczący  komisji  ekumenicznej  ostro 
skrytykował  twierdzenia  niektórych  protestantów,  jakoby  większość  niemieckich  katolików 
była  przeciwna  biskupom  i  Papieżowi.  „Kto  w  ten  sposób  chce  przyciągnąć  do  siebie 
wiernych, działa według projektu kulturkampfu z czasów Bismarcka”
 – powiedział bp Müller.
 
Inny  członek  komisji  ekumenicznej  episkopatu,  bp  Hans-Jochen  Jaschke  stwierdził,  że 
nieuczciwym  jest  przedkładanie  Papieżowi  listy  postulatów  i  ocenianie  według  tej  listy 
owoców jego pielgrzymki do Niemiec.
 
W  ubiegłą  niedzielę  w  Magdeburgu  synod  Kościołów  Ewangelickich  w  Niemczech 
podsumował  wrześniowe  ekumeniczne  spotkanie  z  Benedyktem  XVI.  Przewodniczący  Rady 
Nikolaus  Schneider  stwierdził  wtedy,  że  „Papież  za  mało  lub  w  ogóle  nie  poruszył  kwestii 
dotyczących  dialogu  ekumenicznego”
  i  „zawiódł  wielu  ludzi,  którym  na  takim  dialogu 
zależy”
.  W  sumie  ewangelickie  podsumowanie  papieskiej  wizyty  w  Niemczech  wypadło 
krytycznie.
 
[T.  Kycia,  Berlin, 

"Katolicy  krytykują  protestanckich  krytyków  Papieża"

,  Niemcy,  11-11-

2011]