background image
background image
background image

MaureenChild

Seksownaszantażystka

Tłu​ma​cze​nie:

AnnaBień​kow​ska

<

background image

ROZDZIAŁPIERWSZY

–Taze​szło​ty​go​dnio​wakra​dzieższma​rag​dówtoro​bo​tapapy,praw​da?–Gian​niCo​ret​tiści​-

szyłgłos,spo​glą​da​jącnasie​dzą​ce​gopodru​giejstro​niesto​łubra​ta.

Pau​lowzru​szyłra​mio​na​mi,upiłłykszkoc​kiejiuśmiech​nąłsięlek​ko.
–Znaszpapę.
Gian​nispo​chmur​niał,prze​cią​gnąłdło​niąpoczu​pry​nie.Wie​dział,żebratce​lo​woogra​ni​czył

siędola​ko​nicz​nejod​po​wie​dzi.Zresz​tącze​gomógłsięspo​dzie​wać?Wia​do​mo,żePau​losta​nie
postro​nieojca.

Prze​niósłwzroknado​sko​na​leutrzy​ma​nytraw​nikprzedluk​su​so​wymho​te​lemVin​leyHall,

ulu​bio​nym miej​scem Co​ret​tich, ema​nu​ją​cym nie​wy​mu​szo​ną ele​gan​cją. Po​sia​dłość w ser​cu
Hamp​shi​re, na po​łu​dnio​wym wy​brze​żu An​glii i – co naj​waż​niej​sze – w po​bli​żu pry​wat​ne​go
lot​ni​skaBlack​thorn.

Co​ret​tini​g​dynieko​rzy​sta​lizrej​so​wychli​nii.
Wdro​dzenalot​ni​skoza​trzy​ma​lisięwho​te​lunadrin​ka.Pau​lowra​całzLon​dy​nudoPa​ry​ża.

Tetrzydnizbra​temdlaGian​nie​gotrwa​łyjaktrzylata.Nieprze​pa​dałzago​ść​mi,na​wetznaj​-
bliż​szejro​dzi​ny.Awto​wa​rzy​stwiebra​tajegocier​pli​wośćbyławy​sta​wio​nananaj​wyż​sząpró​bę.

Wdaw​nejbi​blio​te​cemie​ściłsięte​razele​ganc​kibar.Nawi​dokzbli​ża​ją​cejsiękel​ner​kiGian​-

niprze​szedłnawło​ski.

– Za​po​mnie​li​ście, że rok temu za​war​łem układ z In​ter​po​lem, za co od​pu​ści​li nam wcze​-

śniej​szegrze​chy?

Pau​lowzdry​gnąłsięiwy​piłspo​ryłykwhi​sky.
– Tak się z nimi za​przy​jaź​ni​łeś? Nie wiem, jak ci się to uda​ło. I cze​mu za​wra​ca​łeś so​bie

nami gło​wę. – Od​sta​wił krysz​ta​ło​wą szklan​kę, prze​cią​gnął pal​cem po brze​gu szkła. Wbił
wzrokwbra​ta.–Niepro​si​li​śmyoto.

Nie pro​si​li, to praw​da, jed​nak po​sta​rał się i za​pew​nił im nie​ty​kal​ność, choć wca​le nie byli

muzatowdzięcz​ni.Po​mysł,żemie​li​bystra​cić„ro​dzin​nyfach”,niemie​ściłimsięwgło​wie.

RódCo​ret​tichprzezwie​kido​sko​na​liłsięwkra​dzie​żykosz​tow​no​ści.Zło​dziej​skieumie​jęt​no​-

ściprze​ka​zy​wa​nozpo​ko​le​nianapo​ko​le​nie.Co​ret​timie​liswo​jespo​so​byichro​nio​neta​jem​ni​-
ce.Bylizręcz​niiby​strzy,po​tra​fi​liprze​ni​kaćprzezza​ry​glo​wa​nedrzwi,niepo​zo​sta​wia​jącśla​du.
Po​li​cjanaca​łymświe​cieszu​ka​łado​wo​dówprze​ciw​konim,do​tądbez​sku​tecz​nie.

Co​ret​tibyliświet​ny​mifa​chow​ca​mi,wdo​dat​kumie​liszczę​ście.Jed​nakGian​nizda​wałso​bie

spra​wę,żeszczę​ściesiękie​dyśskoń​czy.

Dopapyibra​tatoniedo​cie​ra​ło.
–Tyna​praw​dęwtowie​rzysz,co?–za​py​tałPau​lo.
–Wco?–Wgło​sieGian​nie​goza​brzmia​łoznie​cier​pli​wie​nie.
–Wtonoweży​cie.Wuczci​wośćido​bro–wy​ja​śniłPau​loziro​nią.
Gian​niztru​demtłu​miłwzbie​ra​ją​cąiry​ta​cję.
– Ga​dasz, jak​bym na​gle zmie​nił się w… – przez mo​ment szu​kał wła​ści​we​go okre​śle​nia –

har​ce​rzy​ka.

Pau​loro​ze​śmiałsię.
–Anie?
Roz​ma​wia​liotymodroku,aleoj​ciecibratwciążniemo​glipo​jąćjegode​cy​zji.Wsu​mienic

background image

dziw​ne​go.Trud​nona​gleod​rzu​cićzło​dziej​skątra​dy​cjęizdnianadzieństaćsiępra​wo​rząd​nym
oby​wa​te​lem.ChoćGian​nioddaw​namiałnatoocho​tę.

Na szczę​ście wspie​ra​ła go sio​stra. Te​re​sa ro​zu​mia​ła jego po​bud​ki, bo sama przed laty wy​-

bra​ła po​dob​ną dro​gę. Dla resz​ty ro​dzi​ny to było nie do po​ję​cia. By​wa​ły mo​men​ty, że na​wet
jegoogar​nia​łozdu​mie​nie.

–Gian​ni,tymasznor​mal​nąpra​cę.–Pau​loznówosten​ta​cyj​niesięwzdry​gnął.–Co​ret​titego

niero​bią.Mytyl​kocho​dzi​mynaro​bo​tę,atoróż​ni​ca.

W ka​mien​nym ko​min​ku pło​nął ogień, rzu​ca​jąc re​flek​sy świa​tła na dę​bo​wą bo​aze​rię. Za

okna​miwiatrtar​gałga​łę​zia​midrzew.Miłowtakąpo​go​dępo​sie​dziećwprzy​tul​nymwnę​trzu.
Gdy​bytyl​konietabez​na​dziej​naroz​mo​wazbra​cisz​kiem.

–Róż​ni​cajesttaka,żemo​że​cietra​fićzakrat​ki.
–Ja​kośdotejporytosięniezda​rzy​ło.
Jesz​czenie.Jed​nakDo​mi​nickCo​ret​ti,oj​ciecGian​nie​go,miałco​razwię​cejlat,azwie​kiem

na​wetnaj​lep​siwbran​żytra​cąkunszt.Oczy​wi​ścieNickwży​ciusiędotegonieprzy​zna.Todla​-
te​goGian​niza​trosz​czyłsięojegonie​ty​kal​ność.Gdy​byNicktra​fiłdowię​zie​nia,szyb​koby​ło​by
ponim.

Rzeczja​sna,toniebyłje​dy​nypo​wód„zdra​dyro​dzin​ne​godzie​dzic​twa”,jakokre​ślałtooj​ciec.

By​cie świa​to​wej sła​wy zło​dzie​jem ma swo​je plu​sy, ale też mi​nu​sy. Na przy​kład ko​niecz​ność
nie​ustan​ne​goza​cho​wy​wa​niaczuj​no​ści.

Gian​nichciałodży​ciacze​goświę​cej.
Je​ślioj​ciecibratnieza​prze​sta​nąswejdzia​łal​no​ści,od​bi​jesiętoinanim.Coztego,żedo​-

ga​dałsięzIn​ter​po​lem.Wra​ziewpad​kipo​cią​gnągonadno.Niemiałzłu​dzeń.Agen​ci,zktó​ry​-
miza​warłukład,zmiej​scauzna​jągozaze​rwa​ny.

–Gian​ni,tysięzabar​dzoprzej​mu​jesz–rzekłPau​lo.–Je​steśCo​ret​ti.Jakmy.
–Wiem,kimje​ste​śmy.
–Wiesz?–Pau​loprze​krzy​wiłgło​węiprzezchwi​lęprzy​pa​try​wałsiębra​tuuważ​nie.–Amy​-

śla​łem, że za​po​mnia​łeś. Jak już so​bie w koń​cu przy​po​mnisz, od​rzu​cisz to swo​je nowe ży​cie.
Itozwiel​kąchę​cią.

Gian​nido​piłdrin​kaipo​pa​trzyłnabra​ta.
–Do​brzewiem,kimje​stem.Kimje​ste
–Tomojesło​wo–wark​nąłGian​ni.–Umo​wazIn​ter​po​lemdo​ty​czywy​łącz​nietego,cobyło

wcze​śniej.Je​ślite​razzła​piącie​bieczyojca…

–Zno​wusięprzej​mu​jesz.–Pau​lopo​krę​ciłgło​wą.–Niktnasniezła​pie.Ni​g​dynasniezła​-

pa​li.Zresz​tąznaszpapę.Po​wie​dziećmu,żebyprze​stałkraść,tojakka​zaćprze​staćmuod​dy​-
chać.

–Wiem.–Ża​ło​wał,żeniemożepo​zwo​lićso​bienadru​gie​godrin​ka,bopood​sta​wie​niubra​-

tanalot​ni​skochciałwró​cićdodomuwMay​fa​ir.Le​piejnieku​sićlosu.Tyl​kotegotrze​ba,byja​-
kiśgli​naza​trzy​małgozajaz​dęzyg​za​kiem.

Pau​loza​śmiałsięgło​śno.
–Gian​ni,papajest,jakijest.AladyvanCo​urtsamasiępro​si​ła,żebyktośzwę​dziłteszma​-

rag​dy.

Ro​bo​tatakła​twa,żeoj​ciecniebyłwsta​niesięoprzeć.Gian​niwes​tchnął.
–Po​wiedzmu,żebyprzy​cza​iłsię,ażspra​waprzy​cich​nie.Za​mknijgowsza​fie.
Pau​loznówsięza​śmiał.Do​piłwhi​sky,od​sta​wiłszklan​kęipod​niósłsięzmiej​sca.
–Po​zo​sta​więtobezod​po​wie​dzi,bodo​brzewie​my,żeondoni​cze​goniedasięzmu​sić.

background image

–Nie​ste​ty–mruk​nąłGian​ni.–Wstałipo​dą​żyłzabra​tem.Wsie​dlidosa​mo​cho​du.
Gdychwi​lępóź​niejzna​leź​lisięnapa​siestar​to​wym,zim​nywiatrude​rzyłichwtwa​rze.
–Uwa​żajnasie​biewtymsza​cow​nymświe​cie,bra​cie.
–Tyteżsiępil​nuj.–Gian​nimoc​nouści​snąłbra​ta.–Ojcateż.
–Ja​sne.–Pau​lood​wró​ciłsięiru​szyłwstro​nępry​wat​ne​good​rzu​tow​ca.
Gian​niwró​ciłdosa​mo​cho​du.

–Jakwi​dać–szep​nę​łaMa​rieO’Hara–zło​dziej​stwobar​dzopo​pła​ca.

Za​kra​dłasiędodomujed​ne​goznaj​słyn​niej​szychzło​dzieibi​żu​te​riiwświe​cie.Wewnę​trzu

po​grą​żo​nym w mro​ku ci​sza dzwo​ni​ła w uszach. Ma​rie mia​ła ner​wy na​pię​te jak po​stron​ki.
Czu​łauciskwżo​łąd​ku,ztru​demod​dy​cha​ła.Za​wszekie​ro​wa​łasięsu​ro​wy​miza​sa​da​miini​g​dy
niena​ru​sza​łapra​wa.Te​razporazpierw​szywży​ciupo​sta​wi​ławszyst​konajed​nąkar​tę.Wimię
spra​wie​dli​wo​ści.

Choćtaświa​do​mośćnieuspo​ka​ja​ła.Takczyina​czejzna​la​złasiętu​tajimusizro​bićswo​je:

bły​ska​wicz​nieista​ran​nieprze​szu​kaćmiesz​ka​nie.

Przez wie​le ty​go​dni ob​ser​wo​wa​ła Gian​nie​go, po​zna​wa​ła jego tryb ży​cia. Na pew​no nie bę​-

dziegojesz​czeprzezparęgo​dzin,jed​nakle​piejmiećsięnabacz​no​ściidmu​chaćnazim​ne.

Nieza​pa​li​łaświa​tła.Wpraw​dziery​zy​ko,żektó​ryśzsą​sia​dówmógł​byjąza​uwa​żyć,byłorów​-

ne zeru, jed​nak wo​la​ła nie ry​zy​ko​wać. Luk​su​so​wy pen​tho​use Co​ret​tie​go mie​ścił się na dzie​-
sią​tejkon​dy​gna​cjiiwi​doknaLon​dynza​pie​rałdech.Przezprze​szklo​nąścia​nędośrod​kawle​-
wa​łosięświa​tłoksię​ży​ca.

–Pięk​nietu,aletobar​dziejprzy​po​mi​nano​wo​cze​snemu​zeumniżdom–wy​szep​ta​ła,idąc

polśnią​cejpo​sadz​cezbia​łe​gomar​mu​ru.

Wszyst​koutrzy​ma​newbie​li,jakbia​łypian​ko​wycu​kie​rek,jed​nakostrekątyisu​ro​weli​nie

prze​czy​łytemuwra​że​niu.Zim​neinie​przy​tul​newnę​trze.

Po​krę​ci​ła gło​wą i opu​ści​ła pięk​ny ste​ryl​ny sa​lon. Dłu​gi ko​ry​tarz z mar​mu​ro​wą po​sadz​ką.

Ostroż​niesta​wia​łasto​py,leczwprze​ni​kli​wejci​szykaż​dykrokod​bi​jałsięechem.

Mia​łaszpil​kinanie​bo​tycz​nymob​ca​sie,kró​ciut​kączar​nąspód​nicz​kęibluz​kęzczer​wo​ne​go

je​dwa​biu.Strójmałood​po​wied​nidojejza​da​nia,jed​nakbyniezwró​cićnasie​bieuwa​gipor​tie​-
ra,mu​sia​łaupodob​nićsiędoosób,zja​ki​mispo​ty​kałsięCo​ret​ti.

Kuch​nia jak resz​ta miesz​ka​nia, zim​na i od​py​cha​ją​ca, wy​po​sa​żo​na w pro​fe​sjo​nal​ny sprzęt:

re​stau​ra​cyj​nąpły​tęiogrom​nąlo​dów​kę,alechy​banikttuniego​to​wał.Obokja​dal​nia.Notak,
mo​gła się tego spo​dzie​wać – szkla​ny stół i sześć krze​seł z prze​zro​czy​ste​go pla​sti​ku. W prze​-
stron​nympo​miesz​cze​niuteme​blegi​nę​ły.

Jaktojest,żetacylu​dziemajątylekasy?Mi​nę​ładwago​ścin​nepo​ko​jeiwe​szładogłów​nej

sy​pial​ni.Uciskwżo​łąd​kusięna​si​lił.Niemia​łana​tu​rywła​my​wa​cza,wprze​ci​wień​stwiedowła​-
ści​cie​lategopa​ła​cuzchro​mo​wa​nejsta​liiszkła.

– Mógł​by wpro​wa​dzić tu tro​chę cie​pła. – Jej ci​chy głos od​bi​jał się echem, po​tę​gu​jąc zło​-

wiesz​czyna​strój.

Ode​pchnę​łaodsie​bietęmyśl. Przy​szłatuwkon​kret​nym celu,chcezna​leźćcoś prze​ciw​ko

Co​ret​tie​mu.Po​li​cjanaca​łymświe​cieodlatbez​sku​tecz​nietegopró​bu​je,jed​nakonamacoś,co
niepo​zo​sta​wiGian​nie​goobo​jęt​nym.Onamaszczę​ście,alecza​semtoniewy​star​czy.

Rzeczwtym,żechcia​ła…cze​goświę​cej.Zwłasz​czawkon​tek​ściepla​nu,któ​rywięk​szośćlu​-

dziuzna​ła​byzasza​lo​ny.

background image

–Niejestsza​lo​ny–po​wie​dzia​łapół​gło​sem.Wo​la​łaechoniżtęna​pię​tąci​szę.
Za​miastścia​nyko​lej​naszkla​nata​fla,zaniąroz​le​gływi​doknaroz​świe​tlo​nemia​sto.Sy​pial​-

niarów​nieżutrzy​ma​nawbie​li.

Przy jed​nej ścia​nie ol​brzy​mie łoże, na wprost łóż​ka ogrom​ny pła​ski te​le​wi​zor nad ko​min​-

kiem. Wbu​do​wa​ne ko​mo​dy, obok gar​de​ro​ba i ła​zien​ka z gi​gan​tycz​ną wan​ną i prysz​ni​cem
wfor​miewo​do​spa​du.Izno​wutaolśnie​wa​ją​cabiel.Nieprze​pa​da​łazata​kimsty​lem,aledo​ce​-
ni​łarzu​ca​ją​cysięwoczyluk​sus.

We​szła do gar​de​ro​by i przej​rza​ła ubra​nia. Ostroż​nie prze​szu​ka​ła kie​sze​nie płasz​czy, ma​ry​-

na​rekispodni.Je​ślicho​dziostro​je,Co​ret​timado​brygust,zgo​da.Zaj​rza​ładoszu​fladwko​-
mo​dzie,sta​ra​jącsięniezwra​caćuwa​ginaczar​neje​dwab​nebok​ser​ki.

Do​tądni​cze​goniezna​la​zła.Przy​klę​kłaizaj​rza​łapodłóż​ko.Lu​dziezwy​kletamcoścho​wa​ją.

Do​strze​gładłu​giepła​skiepu​deł​koiuśmiech​nę​łasiędosie​bie.

– Ta​jem​ni​ce, Co​ret​ti? – wy​szep​ta​ła, sta​ra​jąc się do​się​gnąć pu​dła. Mu​snę​ła pal​ca​mi drew​-

nia​nybok,spo​chmur​nia​łaiwsu​nę​łasięgłę​biej.

Na​gleznie​ru​cho​mia​ła.Cotozaod​głos?Wstrzy​ma​łaod​dechiod​cze​ka​łase​kun​dę.Dru​gą.To

chy​ba tyl​ko jej na​pię​te ner​wy. Wszyst​ko jest do​brze. Poza nią w tym zim​nym pa​ła​cu ni​ko​go
niema.Za​razoka​żesię,cotenCo​ret​tituukrył.Jesz​czemo​menti…jużma!

–Icojatuznaj​dę?–wy​szep​ta​ła.
–Py​ta​niebrzmi–gdzieśzaniąroz​ległsięgłę​bo​kigłos–cojatuzna​la​złem?
Zdą​ży​łatyl​kokrzyk​nąć.Po​czu​ła,żedwiesil​nedło​niechwy​ta​jąjązakost​kiiwy​cią​ga​jąspod

łóż​ka.

Le​d​wieprze​kro​czyłprógmiesz​ka​nia,wie​dział,żeniejestsam.Możetoszó​styzmysł,amoże
głę​bo​koza​ko​rze​nio​nyin​stynktprze​trwa​nia.Wmgnie​niuokapo​czuł,żecośsięzmie​ni​ło.Ina​-
tych​miastza​re​ago​wałtak,jakro​biłtojesz​czeroktemu.

Są​dził, że tam​te do​świad​cze​nia zo​sta​wił za sobą, jed​nak wy​uczo​nych za​cho​wań trud​no się

po​zbyć. Bez​sze​lest​nie prze​su​nął się w głąb miesz​ka​nia, płyn​nie jak kot omi​ja​jąc me​ble, wta​-
pia​jąc się w cie​nie na ścia​nach. Srebr​ne świa​tło księ​ży​ca roz​świe​tla​ło bia​łą po​sadz​kę, roz​ja​-
śnia​łomrok.Gian​niza​mie​niłsięwsłuch,od​bie​ra​jącnaj​cich​szeod​gło​sy.Sze​lesttka​ni​ny.Mi​-
mo​wol​newes​tchnie​nie.Ci​chut​kieszur​nię​ciebutapopod​ło​dze.

Mi​ja​jącko​lej​nepo​ko​je,prze​su​wałwzro​kiemposzkla​nychścia​nach,niezwra​ca​jącuwa​gina

swo​jeod​bi​cie.Sku​pio​nyiczuj​ny,czułna​ra​sta​ją​cena​pię​cie.

Po​bież​niezlu​stro​wałpo​ko​jego​ścin​ne,zaj​rzałdoła​zie​nek.In​stynk​tow​nieczuł,żein​tru​zatu

nie znaj​dzie. Nie wie​dział, skąd bie​rze się to prze​ko​na​nie. Może to in​stynkt, może in​tu​icja.
Wie​dział,żemusiiśćda​lej.

Usły​szałją,nimzo​ba​czył.Mó​wi​łacośdosie​biestłu​mio​nymszep​tem.Mia​łani​skigłos.In​-

try​gu​ją​cy.Gian​niza​trzy​małsięprzywej​ściuipo​pa​trzyłnale​żą​cąnapod​ło​dzeko​bie​tę.Wy​cią​-
gnię​tąrękąsię​ga​łapodłóż​ko.

Toniepo​li​cjant​ka.
Nieztakąfi​gu​rą.
Zapro​ba​tąprze​su​nąłponiejwzro​kiem.Czer​wo​naje​dwab​nabluz​ka,czar​naminipod​kre​śla​-

ją​cabio​dra,zgrab​nenogiidrob​nesto​pywwy​so​kichszpil​kach.

Zpew​no​ściątoniejestpo​li​cjant​ka.
Po​czułprzy​jem​nydresz​czyk.Chęt​niesięjejprzyj​rzy.Nietyl​kopoto,bydo​wie​dziećsię,kim

background image

jest.Chcespraw​dzić,czybu​ziajestrów​niein​te​re​su​ją​cajakresz​ta.

Po​chy​liłsięichwy​ciłko​bie​tęzanogi.Zdu​szo​nyokrzyk,jakiwy​rwałsięjejzpier​si,byłmu​-

zy​ką dla jego uszu. Nie dość, że zła​pał ją na go​rą​cym uczyn​ku, to do​dat​ko​wo jej spód​nicz​ka
prze​su​nę​łasię,jesz​czebar​dziejod​sła​nia​jącuda.

Nie​zna​jo​ma szarp​nę​ła się gwał​tow​nie i wy​zwo​li​ła z uści​sku. Jed​ną ręką ob​cią​gnę​ła spód​-

nicz​kę i mach​nę​ła nogą obu​tą w mor​der​cze szpi​le. Gian​ni uchy​lił się w ostat​niej chwi​li. Ko​-
bie​tacof​nę​łasię,zie​lo​neoczyrzu​ca​łyognie.Ciem​newło​syopa​dłyjejnaczo​ło,nie​cier​pli​wie
od​gar​nę​łajewtył.Po​de​rwa​łasię,go​tu​jącsiędoata​ku.Gian​niomalsięniero​ze​śmiał.

–Nieza​mie​rzamztobąwal​czyć–rzekłszorst​ko.
Ko​bie​taza​śmia​łasięipo​krę​ci​łagło​wą.
–My​liszsię.
Bły​ska​wicz​nierzu​ci​łasięwjegostro​nę,wy​mie​rza​jąccios.Gdy​byniebyłczuj​ny,pew​nieby

gotra​fi​ła.Zła​pałjejrękęiwy​krę​ciłdotyłu.Pchnąłko​bie​tęnałóż​ko.

Nimzdą​ży​łasięru​szyć,przy​siadłnaniej,przy​gnia​ta​jącjąswo​imcię​ża​rem.
–Zejdźzemnie!–za​wo​ła​łaostro.
Ame​ry​kan​ka,są​dzącpoak​cen​cie.
Mie​rzy​łagogniew​nymspoj​rze​niem.Możektośinnybyuległ,Gian​nijed​nakpo​sta​no​wiłją

przy​ci​snąć.

– Ni​g​dzie cię nie pusz​czę. Na pew​no jesz​cze nie te​raz – oznaj​mił, przy​trzy​mu​jąc ją za ra​-

mio​na.Dziew​czy​naza​czę​łasięszar​pać,pró​bu​jączrzu​cićgozsie​bie.Zgię​tymko​la​nemrąb​nę​ła
gowple​cy.

–Dośćjużtego!–zde​ner​wo​wałsię.
–Spró​bujmniepo​wstrzy​mać!–Wal​czy​łada​lej.
–Chy​bategoniezro​bię.–Zna​czą​cozni​żyłgłos.–Praw​dęmó​wiąc,tocał​kiemmisiępo​do​-

ba.

Tesło​wapo​dzia​ła​łynaniąjakku​bełzim​nejwody.Znie​ru​cho​mia​ła.Ibar​dzodo​brze,bojego

cia​łoza​re​ago​wa​ło.Nie​czę​stomusięzda​rzamiećpodsobąatrak​cyj​nąnie​zna​jo​mą.Nicdziw​ne​-
go,żetonanie​godzia​ła.

Jejzie​lo​neoczypło​nę​łyogniem.Od​dy​cha​łapłyt​koigwał​tow​nie.Nie​któ​regu​zi​kibluz​kisię

roz​pię​ły.Zmu​siłsiędokon​cen​tra​cji.

–Sko​rojużsięopa​no​wa​łaś,możeła​ska​wiepo​wiesz,coro​biszwmoimdomu.
–Puśćmnie,topo​ga​da​my–wy​ce​dzi​ła.
Gian​niro​ze​śmiałsię.
–Czyjawy​glą​damnagłup​ca?–Po​trzą​snąłgło​wą.–Cotyturo​bisz?–po​wtó​rzył.
Wy​pu​ści​łapo​wie​trze,przezmo​mentsięza​sta​na​wia​ła.Wresz​ciesięode​zwa​ła:
–Cze​ka​łamnacie​bie.My​śla​łam,żemożesię…za​ba​wi​my.
Roz​ba​wio​nyiza​in​try​go​wa​nyjed​no​cze​śnieprzyj​rzałsięjejba​daw​czo.Wie​dział,żegra.
–Na​praw​dę?
Mi​nę​łase​kun​da,możedwie.
–Nodo​brze.Nie.
–Je​ślinie,tocoturo​bisz?Cze​goszu​kasz?
Mil​cza​ła, wle​pia​jąc w nie​go wzrok. Nie wie​dzia​ła, jak to pło​mien​ne spoj​rze​nie na nie​go

dzia​ła.Tako​bie​tana​praw​dęcośwso​biema.Możedla​te​go,żejestdrob​naiape​tycz​na.Amoże
dla​te​go,żeoddaw​najestsam.

–Niemaszminicdopo​wie​dze​nia?Wta​kimra​ziejacitopo​wiem.Je​steśzło​dziej​ką,toje​-

background image

dy​newy​ja​śnie​nie.Bar​dzoatrak​cyj​ną–do​dał,prze​su​wa​jącwzro​kiempojejpeł​nychpier​siach.
–Coniezmie​niafak​tu,żekrad​niesz.Je​ślili​czysz,żeoka​żęsiębar​dziejwy​ro​zu​mia​łyniżinni,
doktó​rychsięwła​ma​łaś,tobar​dzosięroz​cza​ru​jesz.

–Niewła​ma​łamsię…
Prze​rwałjej,boczuł,żeniepo​wiemupraw​dy.
–Je​stemcie​ka​wy,wjakispo​sóbdo​sta​łaśsiętuicochcia​łaśzna​leźć.Niewyj​dziesz,pókimi

nieod​po​wiesz,zło​dziej​ko.

Za​nie​mó​wi​ła.Po​trzą​snę​łagło​wą,za​śmia​łasięiwbi​ławnie​gozdu​mio​nespoj​rze​nie.
–Wtympo​ko​jujesttyl​koje​denzło​dziej.Co​ret​ti.
–Achtak.–Za​in​try​go​wa​łagojesz​czebar​dziej.–Znaszmojena​zwi​sko,czy​liwła​ma​nienie

byłoprzy​pad​ko​we.

–Tonie…
– Jak na wła​my​wa​cza je​steś wy​jąt​ko​wo do​brze ubra​na – za​uwa​żył, znów prze​su​wa​jąc po

niejwzro​kiem.

–Nieje​stemwła​my​wa​czem.
–Czy​lije​steśdrob​nązło​dziej​kąiprzy​szłaśsięuczyć?Sko​roznaszmnieimojąro​dzi​nę,po​-

win​naś wie​dzieć, że nie bie​rze​my uczniów. A na​wet gdy​by​śmy bra​li, to za​pew​niam cię, że to
nie jest spo​sób na zy​ska​nie w mo​ich oczach. – Spo​waż​niał na​gle. – Kim je​steś i po co przy​-
szłaś?

–Kimś,ktomawy​star​cza​ją​cydo​wód,żebypo​słaćtwo​je​goojcazakrat​ki.
Aha,po​my​ślałzim​no.Te​razna​praw​dęgoza​in​te​re​so​wa​ła.

śmy.Pau​lo,da​łemsło​wowza​mianzaobiet​ni​cę,żenamod​pusz​czą.

Pau​lozno​wuprych​nął.
–Da​łeśsło​wopo​li​cji.

background image

ROZDZIAŁDRUGI

Błyskroz​ba​wie​nia,jakilśniłwbrą​zo​wychoczachGian​nie​go,znik​nąłwjed​nejchwi​li.Ma​rie

na​bra​ła po​wie​trza, pró​bu​jąc uspo​ko​ić gwał​tow​nie bi​ją​ce ser​ce. Co nie było ła​twe, bio​rąc pod
uwa​gę, że jej „plan” spa​lił na pa​new​ce. Nie spo​dzie​wa​ła się, że Co​ret​ti wró​ci tak wcze​śnie
i przy​ła​pie ją na bu​szo​wa​niu w jego domu. Tak jak nie spo​dzie​wa​ła się, że rzu​ci ją na łóż​ko
iprzy​gwoź​dzidoma​te​ra​ca.Cogor​sza,wca​leniebyłojejprzy​kro,gdyczu​łanaso​biejegocię​-
żar.

Gian​nibyłwyż​szy,niżmy​śla​ła.Po​czu​łateżjegode​li​kat​nyko​rzen​nyza​pach,ku​szą​cyiuwo​-

dzi​ciel​ski.Aleprze​cieżnieprzy​szłatupoto,byulecbu​zu​ją​cymhor​mo​nom,speł​nićna​gleroz​-
bu​dzo​nepra​gnie​nia.

Jużrazpo​peł​ni​łatakibłąd.Ule​ga​łacza​ro​wizło​dzie​ja–iwię​cejtegoniepo​wtó​rzy.
Cho​le​ra.Dla​cze​gowszyst​kopo​to​czy​łosiętakfa​tal​nie?Za​kła​da​ła,żeskon​fron​tu​jesięznim

wod​po​wied​nimmo​men​cie,samawy​bie​rzemiej​sceiczas.Bę​dziemiećwszyst​kopodkon​tro​lą.
Awy​szłonato,żejestzda​nanajegoła​skę.Są​dzącpopo​nu​rymspoj​rze​niuGian​nie​go,niebar​-
dzomanacoli​czyć.

Po​stą​pi​łatakjakza​wszewta​kiejsy​tu​acji–pierw​szaprzy​pu​ści​łaatak.
–Puśćmnieiwte​dypo​roz​ma​wia​my.
–Za​cznijmó​wić,awte​dyciępusz​czę–od​parł.
Czy​li pu​dło. W bla​dej po​świa​cie księ​ży​ca wi​dzia​ła su​ro​we rysy Gian​nie​go. Tyl​ko na po​zór

sy​tu​acjawy​glą​da​łanaro​man​tycz​ną–Gian​nimiałza​ci​śnię​teusta.

Ma​rieza​czerp​nę​łapo​wie​trzaipo​my​śla​ła,żemusizdo​byćsięnaod​wa​gę.Odmie​się​cyszy​ko​-

wa​łasiędotejkon​fron​ta​cjiijejwy​sił​kispeł​złynani​czym.Tyl​kodla​te​go,żeCo​ret​tiwró​ciłdo
domuzawcze​śnie.Gdysięnadtymza​sta​no​wić,tojegowina.

Tamyślna​peł​ni​łajązło​ścią.
–Niemogęod​dy​chać,kie​dymnieprzy​gnia​tasz.
Na​wetniedrgnął.
–Wta​kimra​ziega​dajszyb​ko.Comaszprze​ciw​komo​je​muojcu?
Naj​wy​raź​niejtęrun​dęprze​gra​ła.
–Mamzdję​cie.
Gian​niprych​nąłiro​nicz​nie.
–Zdję​cie?Po​win​naśpo​sta​raćsięocoślep​sze​go.Wdzi​siej​szychcza​sachcy​fro​waob​rób​kato

oczy​wi​stość.

–Tegozdję​cianiktnietknął.Możejestnie​cociem​ne,aletwo​je​goojcamoż​nała​tworoz​po​-

znać.

TwarzGian​nie​gosta​łasięjesz​czebar​dziejchłod​na.Ijesz​czebar​dziejatrak​cyj​na.
–Mamciuwie​rzyć?Na​wetniewiem,jaksięna​zy​wasz.
–Ma​rie.Ma​rieO’Hara.
Zsu​nąłsięnie​cozjejbrzu​cha.Te​razmo​głaode​tchnąćtro​chęgłę​biej.
–Odtegoza​cznij​my–ode​zwałsięcierp​ko.–Mów.Skądmnieznasz?Skądwieszomo​jej

ro​dzi​nie?

–Czyżar​tu​jesz?
Oddzie​się​cio​le​ciro​dzi​naCo​ret​tichbyłanace​low​ni​kupo​li​cjica​łe​goświa​ta.Przy​ła​pa​nieich

background image

nakra​dzie​żypo​zo​sta​wa​łoma​rze​niem.Nie​praw​do​po​dob​ne,żeGian​niotopyta.

–Je​steśzro​dzi​nyCo​ret​tich,naj​słyn​niej​szychwświe​ciezło​dzieikosz​tow​no​ści.
Za​ci​snąłmoc​niejusta.Czytodo​bryznak?Czymożezły?Nie​waż​ne.
–Rze​ko​mychzło​dziei–spro​sto​wał,nieod​ry​wa​jącodniejoczu.–Niktnasonicnieoskar​-

żył.

–Bonieuda​łosięzna​leźćdo​wo​dów.Ażdote​raz.
–Ble​fu​jesz.
–Nie.–Wy​trzy​ma​łajegospoj​rze​nie.
Przezdłu​gąchwi​lęmie​rzyłjąprze​ni​kli​wymwzro​kiem.Po​krę​ciłgło​wąiza​py​tał:
–Cze​mumiał​bymwie​rzyćko​bie​cie,któ​rawła​ma​łasiędomo​je​godomu?
–Niewła​ma​łamsię–spro​sto​wa​ła.–Jatyl​kotuwe​szłam.
Zwę​ziłoczy,jesz​czemoc​niejza​ci​snąłusta.
–Jakmamtoro​zu​mieć?Wjakispo​sóbsiętu​tajdo​sta​łaś?
Prych​nę​ła,sły​szącjegoton.
–Na​praw​dęniewiesz?Wy​star​czy​łowło​żyćkrót​kąspód​ni​cęinie​moż​li​wiewy​so​kieob​ca​sy,

a por​tier z miej​sca się przede mną kła​niał. – Jej uwa​dze nie uszedł lu​bież​ny błysk w oczach
por​tie​ra.Zpew​no​ściąwpusz​czałdoGian​nie​gosek​sow​nepa​nien​ki.–Na​wetniepo​pro​siłodo​-
wód.Za​pew​nił,żewin​da,doktó​rejmniepo​pro​wa​dził,do​jeż​dżawy​łącz​niedotwo​je​goapar​ta​-
men​tu,więcniepo​trze​bu​jęklu​czy.Wca​lesięnieprze​jął,żecięniema.Naj​wy​raź​niejjestprzy​-
zwy​cza​jo​nydota​kichsy​tu​acji.

Gian​ni zmarsz​czył brwi. Czy​li tra​fi​ła cel​nie. To do​brze, bo musi prze​cią​gnąć go na swo​ją

stro​nę.Niepo​do​ba​łajejsięmyśl,żenieobej​dziesiębezpo​mo​cyzło​dzie​ja,jed​nakbeznie​go
niewy​peł​nimi​sji.

–Wi​dzę,żemu​szęroz​mó​wićsięzpor​tie​rem.
Uśmiech​nę​łasię,wi​dzącjegozi​ry​to​wa​nąminę.
– Czy ja wiem? Do​brze go wy​szko​li​łeś. Od​pro​wa​dza pa​nien​ki do win​dy i wpusz​cza do

miesz​ka​nia,nie​za​leż​nieczyje​steśwdomu,czynie.

Do​pie​kłamu,wi​dzia​łatopojegotwa​rzy.
–Wpo​rząd​ku,po​wie​dzia​łaśswo​je.Te​razwy​ja​śnij,pocotuprzy​szłaś.Nie​czę​stosięzda​rza,

żebyktośzmo​ichgo​ściza​glą​dałpodłóż​ko.Cze​gotamszu​ka​łaś?

–In​nychdo​wo​dów.
–In​nychdo​wo​dów?–Za​śmiałsięostro.
Po​pa​trzy
–Po​trze​bu​jętwo​jejpo​mo​cy.
Ro​ze​śmiałsięgło​śno,od​rzu​ca​jącgło​wędotyłu.Takjątymza​sko​czył,żeniebyławsta​nie

wy​do​byćzsie​biesło​wa.Wle​pi​ławnie​gowzrok.Gdysięśmiał,wy​glą​dałjesz​czebar​dziejuwo​-
dzi​ciel​sko. Sta​ra​ła się nie za​uwa​żać jego oczu, cu​dow​nie za​ry​so​wa​nych ust. Gład​ka, świe​żo
ogo​lo​naskó​ra,gę​steczar​newło​sylek​kopod​wi​ja​ją​cesięnadkoł​nie​rzy​kiemko​szu​li.Czu​łabi​-
ją​ceodnie​gocie​pło,drże​niecia​ławstrzą​sa​ne​gośmie​chem.Trud​nojejbyłoze​braćmy​śli.Cóż,
najejmiej​scukaż​dako​bie​taby​ła​bynie​co…roz​ko​ja​rzo​na.

Wkoń​cuprze​stałsięśmiaćipo​pa​trzyłnanią.
– Po​trze​bu​jesz mo​jej po​mo​cy. Fan​ta​stycz​ne stwier​dze​nie. Wdar​łaś się do mo​je​go domu,

gro​ziszmo​jejro​dzi​nieispo​dzie​waszsię,żeciwczymśpo​mo​gę?

–Je​ślisą​dzisz,żemitood​po​wia​da,tosięmy​lisz–od​par​ła.Ko​rzy​sta​niezjegopo​mo​cyod​-

strę​cza​łoją,jed​nakniemia​ławyj​ścia.Ina​czejniedo​pad​niezło​dzie​ja.

background image

–Ajakchcia​łaśna​kło​nićmniedopo​mo​cy?Szan​ta​żem?
–Niewpu​ścił​byśmniedodomu,gdy​bympopro​stuprzy​szłapo​roz​ma​wiać.
– No nie wiem. – Prze​su​nął spoj​rze​niem po jej twa​rzy, po​pa​trzył na biust opię​ty czer​wo​-

nymje​dwa​biem.–Możebymcięwpu​ścił.

Za​czer​wie​ni​łasię,do​tknię​tatąuwa​gą.
–Tenstrójmożemy​lić,alenieje​stemtakajaktwo​jeci​zie.
–Ci​zie?–Uniósłlek​kobrwi.
–Cociętakzdzi​wi​ło?Prze​cieżciętuod​wie​dza​ją.
Uśmiech​nąłsię,codo​da​łomuuro​ku.Musisięsku​pić,od​su​nąćodsie​bienie​wcze​snemy​śli.

Prze​cieżtozło​dziej.Sy​tu​acjaitakjestwy​star​cza​ją​cotrud​na.

–Świet​nie.Nieje​steści​zią,nieje​steśwła​my​wacz​ką,wta​kimra​ziekimje​steś?
Po​ru​szy​łasię,leczGian​nina​wetniedrgnął.Niemaszans,bymusięwy​rwa​ła.
– Za​wrzyj​my układ – ode​zwa​ła się po se​kun​dzie. – Od​po​wiem na py​ta​nie, a ty mnie pu​-

ścisz.

–Uwa​żasz,żewtwo​jejsy​tu​acjimo​żeszne​go​cjo​wać?
Miałuro​czywło​skiak​cent,gdy zni​żałgłos,ak​centsta​wał sięjesz​czewy​raź​niej​szy.Nie po​-

win​notakbyć.Miećtakiwy​gląd?Takiak​cent?Dodia​bła,możeonwca​leniemu​siałkraść,ko​-
bie​typew​niesamewrę​cza​łymukosz​tow​no​ści.Tamyśldo​dat​ko​wojązi​ry​to​wa​ła.

–Mamdo​wódob​cią​ża​ją​cytwo​je​goojca–oznaj​mi​łaina​tych​miasttegopo​ża​ło​wa​ła.
Gian​nizmie​niłsięnatwa​rzy.Prze​stałsięuśmie​chać,po​pa​trzyłnaniątwar​do.
–Taktwier​dzisz.–Umilkł,jak​bycośroz​wa​żał.–Zgo​da.Po​wiedzmi,kimje​steś,awte​dycię

pusz​czę.

–Jużpo​wie​dzia​łam,na​zy​wamsięMa​rieO’Hara.
–Je​steśAme​ry​kan​ką.
–Tak.
–Icoda​lej?Na​zwi​skotomało.Kimje​steś?
Wpa​try​wałsięwniąin​ten​syw​nie.Świa​tłoksię​ży​caod​bi​ja​łosięwjegooczach.
–By​łampo​li​cjant​ką…
–By​łaś?–Wy​pu​ściłpo​wie​trze,zwę​ziłoczy.–Jakmamtoro​zu​mieć?
–Od​po​wie​dzia​łamnajed​nopy​ta​nie.Puśćmnie,aopo​wiemciresz​tę.
–Do​brze.–Od​su​nąłsię.
Wresz​ciemo​głagłę​bo​koode​tchnąć.Usia​dła,po​pra​wi​łabluz​kęiob​cią​gnę​łaspód​nicz​kę.Ru​-

chemgło​wyod​rzu​ci​ławło​syiwbi​ławzrokwGian​nie​go.

– Cze​go była po​li​cjant​ka szu​ka w moim domu? – Gian​ni pod​niósł się, wło​żył ręce do kie​-

sze​niiba​daw​czoprzy​pa​try​wałsięMa​rie.–Pocojejmojapo​mocijakzdo​by​łado​wo​dyprze​-
ciw​komo​je​muojcu?

Ma​rieteżwsta​ła.Sto​jąc,czu​łasiępew​niej.Dochwi​li,gdypo​pa​trzy​łamuwoczy.Wy​czu​wa​ła

skry​wa​nąwnimsiłę.Sa​miecalfa.

– Wy​ja​śnij mi, dla​cze​go nie po​wi​nie​nem za​dzwo​nić na po​li​cję z in​for​ma​cją, że zła​pa​łem

wła​my​wa​cza.

–Słyn​nyzło​dziejwzy​wa​ją​cypo​li​cję?Cozairo​nia.
Nie​cier​pli​wiewzru​szyłra​mio​na​mi.
–Niewiem,oczymmó​wisz.Je​stempra​wo​rząd​nymoby​wa​te​lem.Do​damjesz​cze,żepra​cu​ję

dlaIn​ter​po​lu.

Wie​dzia​ła o tym, lecz to ni​cze​go nie zmie​nia​ło. Co z tego, że od nie​daw​na współ​pra​cu​je

background image

zmię​dzy​na​ro​do​wąpo​li​cją?Jegoro​dzi​nana​dalżyjenaba​kierzpra​wem.Zresz​tąwia​do​mo,że
zwy​kletojestja​kiśukład.Bar​dzopraw​do​po​dob​ne,żeGian​nipo​szedłnawspół​pra​cęwza​mian
zada​ro​wa​niewcze​śniej​szychwin.Nieporazpierw​szyprze​stęp​caprze​cho​dzinadru​gąstro​nę,
żebyra​to​waćskó​rę.

–Notopro​szę,dzwońnapo​li​cję.Napew​noza​in​te​re​su​jeichzdję​cieDo​mi​nic​kaCo​ret​tie​go

wy​my​ka​ją​ce​gosięprzezoknozwło​skie​gopa​ła​cy​ku,dzieńprzedzgło​sze​niemprzezvanCo​ur​-
tówwła​ma​nia.

Cho​le​ra.Tyl​kosiłąwolizdo​łałza​cho​waćka​mien​nątwarz.Szma​rag​dyvanCo​ur​tów.Je​ślible​-
fo​wa​ła, to tra​fi​ła bez​błęd​nie. Szma​rag​dy znik​nę​ły w ze​szłym ty​go​dniu. Wie​dział, że to oj​ciec
stoizatymsko​kiem.Je​ślionarów​nieżtowie,tojaknicmazdję​cieNic​ka.Atowy​star​czy,by
oj​ciecwy​lą​do​wałwwię​zie​niu.

Po​pa​trzyłwzie​lo​neoczyMa​rie.Żeteżjątuprzy​nio​sło!Odpo​nadrokuwie​dzienoweży​cie,

aprzeztędrob​nąko​bie​tęwszyst​kostra​ci.Nie​waż​ne,żemusiępo​do​ba.Niepo​zwo​lijejznisz​-
czyćży​ciaswo​je​goiro​dzi​ny.

–Zo​bacz​myto.–Pod​szedłdościa​nyiwłą​czyłświa​tło.Wpo​ko​juzro​bi​łosięja​sno.
–Co?
Wpół​mro​kuwy​glą​da​łapo​cią​ga​ją​co,alete​raz,przyza​pa​lo​nymświe​tle,niemógłode​rwaćod

niejwzro​ku.Nie​sa​mo​wi​ciezie​lo​neoczy,lśnią​cekasz​ta​no​wewło​sy,po​nęt​nekształ​tyskry​wa​-
nepodczer​wo​nąbluz​kąiczar​nąspód​nicz​ką.Po​czułfalęgo​rą​ca.

To była po​li​cjant​ka. To przy​po​mnie​nie po​dzia​ła​ło jak zim​ny prysz​nic. Co z tego, że była?

Zdo​świad​cze​niawie​dział,żegli​naza​wszepo​zo​sta​niegli​ną.

–Zdję​cie,naktó​rymja​ko​byjestmójoj​ciec.Chcęjezo​ba​czyć.Za​raz.
–Mamjewto​reb​ce.
Szyb​koprze​su​nąłponiejwzro​kiem.
–Gdzieonajest?
–Wsa​lo​nienaka​na​pie.
Uniósłbrwi.Niewi​działtamżad​nejto​reb​ki.Gdywszedłdodomuipo​czuł,żektośtujest,

skon​cen​tro​wałsięnazna​le​zie​niuin​tru​za.

–Po​czu​łaśsięjakusie​bie,co?
–Mia​łamza​braćją,wy​cho​dząc.–Po​sła​łamuostrespoj​rze​nie.–Są​dzi​łam,żewró​ciszdo​-

pie​rozaparęgo​dzin.

–Mamcięprze​pro​sićzapo​mie​sza​nieszy​ków?
Gło​śnowcią​gnę​łapo​wie​trze.
–Chceszzo​ba​czyćtozdję​cie?
Wca​leniechciał.Bogdyjeuj​rzy,bę​dziemu​siałja​kośspra​węza​ła​twić.Zna​leźćspo​sób,by

za​mknąćjejustaichro​nićojca.Wszyst​kopoko​lei.

–Chodź​my.
Cof​nął się, ro​biąc jej przej​ście. Z przy​jem​no​ścią pa​trzył na idą​cą przed nim po​stać. Po​li​-

cjant​kaczynie,alejestnaczymokoza​wie​sić.Onzaś,zło​dziejczynie,na​daljestmęż​czy​zną.

Stu​kotob​ca​sówniósłsięechempopo​grą​żo​nymwci​szyapar​ta​men​cie.Gian​nipoko​leiza​-

pa​lałświa​tła,bia​łapo​sadz​kaiścia​nyja​śnia​łyzim​nymbla​skiem.

Kie​dy zna​leź​li się w sa​lo​nie, Ma​rie po​chy​li​ła się nad bia​łą ka​na​pą i się​gnę​ła po to​reb​kę.

Czar​naitakmała,żepew​niemie​ściłsięwniejtyl​kodo​wódite​le​fon.Wcze​śniejjejnieza​uwa​-

background image

żył,bozsu​nę​łasięmię​dzypo​dusz​ki.

Ma​riewy​ję​łate​le​fon,włą​czy​łagoipo​ka​za​łaGian​nie​muekran.
–Po​wie​dzia​łamci,żetomam.
Wziąłodniejapa​rat,spoj​rzałnazdję​cieipo​czułprzy​kryuciskwżo​łąd​ku.Tooj​ciec.Niema

wąt​pli​wo​ści.Je​dy​napo​cie​cha,żezdję​ciebyłociem​neiroz​po​zna​nieczło​wie​kawy​my​ka​ją​ce​go
sięprzezoknomo​głospra​wićpro​ble​my.

–Przejdźdona​stęp​ne​gozdję​cia.
Usłu​chał.Nadru​giejfot​ceNicknada​chu.Nie​wy​raź​nerysy,aleonodrazugopo​znał.
–Tomożebyćkaż​dy–od​rzekłszorst​ko,ka​su​jącobazdję​cia.
–Alejestina​czejiobo​jetowie​my–od​pa​ro​wa​ła.–Mo​głeśso​bieda​ro​waćka​so​wa​nie.Mam

wię​cejko​pii.

–Noja​sne.Czu​jeszsięjakbo​ha​ter​kafil​mówszpie​gow​skich?Tociębawi?
– To ra​czej jak film „Zło​dziej w ho​te​lu” – od​po​wie​dzia​ła i po raz pierw​szy lek​ko się

uśmiech​nę​ła.

Tensta​ryfilmna​le​żałdojegoulu​bio​nych.CaryGrantwroliwy​traw​ne​gozło​dzie​jabi​żu​te​rii.

Niedość,żeprze​chy​trzyłpo​li​cję,tojesz​czezdo​byłser​cepięk​nejdziew​czy​nygra​nejprzezGra​-
ceKel​ly.

–PaniO’Hara,docze​gopanizmie​rza?
–Cóż,pa​nieCo​ret​ti–od​par​ła,cho​wa​jącte​le​fondoto​reb​ki–totakjakwtychfil​mach…Po​-

trze​bu​jęzło​dzie​ja,żebydo​paśćzło​dzie​ja.
łananie​gopo​sęp​nie.

–Mamjed​nozdję​cie.Chcia​łamzdo​byćcoświę​cej.
–Poco?–Spo​chmur​niałjesz​czebar​dziej.

background image

ROZDZIAŁTRZECI

–Mówja​śniej.
Zer​k​nę​łananie​go.Wkosz​tow​nymsza​rymgar​ni​tu​rze,bia​łejko​szu​liiczer​wo​nymkra​wa​cie

wy​glą​dałnaban​kie​ra.Do​pó​kinieuj​rza​łosięjegooczu,bonatympo​do​bień​stwosiękoń​czy​ło.
By​stre, in​te​li​gent​ne, z nie​bez​piecz​nym bla​skiem. Taki wi​dok z pew​no​ścią dzia​łał na ko​bie​ty.
Na​wetnanią,choćprze​cieżwie​dzia​ła,zkimmadoczy​nie​nia.

–Mogęusiąść?–za​py​ta​ła.
–Amogęciępo​wstrzy​mać?
– Ra​czej nie – mruk​nę​ła, sia​da​jąc na ka​na​pie. Tak jak my​śla​ła, oka​za​ła się bar​dzo nie​wy​-

god​na.–Nogimnieroz​bo​la​ły–wy​zna​ła,zrzu​ca​jącszpil​kiima​su​jącsto​py.

–Notousiądźipo​czujsięle​piej–rzekłiro​nicz​nie.
–Natejtwar​dejka​na​pie?–skrzy​wi​łasię.
–Mamciprzy​nieśćpo​dusz​kę?
–Prze​pra​szam.Nodo​brze,jużmó​wię.
–Za​mie​niamsięwsłuch–po​wie​działuprzej​mie.
Nie dała się zwieść. Jego oczy świad​czy​ły o tym, że jest skon​cen​tro​wa​ny i spię​ty, choć się

kon​tro​lo​wał.

Toniepo​win​nojejdzi​wić.Przezostat​niety​go​dnieze​bra​łain​for​ma​cjenate​matjegoro​dzi​ny

iuzna​ła,żeGian​nijestnaj​bar​dziejpre​de​sty​no​wa​nydoroli,jakąza​pla​no​wa​ła.Dlado​braro​dzi​-
nygo​tówjestzro​bićwszyst​ko.Toonnaj​prę​dzejjejpo​mo​że,na​wetwbrewso​bie.

–Jużciwspo​mnia​łam,żeby​łampo​li​cjant​ką.
–Ow​szem.
Czytomoż​li​we,żesięwzdry​gnął?
–Po​cho​dzęzro​dzi​nypo​li​cyj​nej.Oj​ciec,wu​jo​wieiku​zy​nisłu​ży​liwpo​li​cji.
–Fa​scy​nu​ją​cahi​sto​ria–stwier​dziłoschle.–Jakitomazwią​zekzmojąro​dzi​ną?
–Jużdotegodo​cho​dzę.
Po​czu​ła pra​gnie​nie. Może z po​wo​du zde​ner​wo​wa​nia. Gian​ni przy​siadł na sto​li​ku, nie​mal

do​ty​kałjejko​la​na​mi.Po​wie​trzewi​bro​wa​ło,niemo​głasięsku​pić.

Po​de​rwa​łasięzka​na​py,cogoza​sko​czy​ło.Noido​brze.Onświet​niesiękon​tro​lu​je,jejprzy​-

cho​dzitozco​razwięk​szymtru​dem.Musisięopa​no​wać.

–Na​pi​ła​bymsięher​ba​ty.Maszher​ba​tę?
–Prze​pra​szam,żeoka​za​łemsięmar​nymgo​spo​da​rzem–mruk​nął,pod​no​szącsię.–Oczy​-

wi​ście,żemamher​ba​tę.Je​ste​śmywLon​dy​nie.

–Świet​nie.–Ru​szy​ławstro​nękuch​ni,przy​ci​ska​jącdosie​bieto​reb​kę,jak​bytobyłokołora​-

tun​ko​we. Pod sto​pa​mi czu​ła zim​ny do​tyk mar​mu​ru, ale przy​najm​m​niej nie mu​sia​ła mę​czyć
sięnaob​ca​sach.Gian​niszedłtużzanią.

–Usiądźipo​roz​ma​wiaj​my–po​wie​dział,gdyzna​leź​lisięwkuch​ni.
Usia​dłanaprze​zro​czy​stymkrze​śleisięskrzy​wi​ła.
–Tekrze​słasąstrasz​ne.
– Za​pa​mię​tam so​bie. – Na​peł​nił bia​ły czaj​nik wodą, po​sta​wił go na bla​cie i włą​czył. – Nie

otymmie​li​śmymó​wić.

–Ra​cja.–Na​bra​łapo​wie​trzaiprzy​pa​try​wa​łasię,jakGian​niwyj​mu​jekub​kiibia​łydzba​nek.

background image

Na​sy​pałher​ba​ty,oparłdło​nienabla​ciezbia​łe​gogra​ni​tuipo​pa​trzyłnaniązna​czą​co.

– Kil​ka lat temu za​pro​po​no​wa​no mi sta​no​wi​sko sze​fa ochro​ny no​wo​jor​skie​go ho​te​lu Wa​-

inw​ri​ght–za​czę​ła.–Zre​zy​gno​wa​łamzesłuż​bywpo​li​cjiiprzy​ję​łamtępo​sa​dę.

–Bar​dzopre​sti​żo​wą–mruk​nął.
–Ow​szem.Wszyst​kobyłodo​brzedodnia,gdykil​kamie​się​cytemuAbi​ga​ilWa​inw​ri​ghtzo​-

sta​łaokra​dzio​na.

–Wa​inw​ri​ght–po​wtó​rzyłGian​ni,wza​du​miemarsz​czącbrwi.–Na​szyj​nikCon​tes​sa.
–Tak.–Kiw​nę​łagło​wąipo​ru​szy​łasię,szu​ka​jącwy​god​niej​szejpo​zy​cji,aleszyb​kosiępod​-

da​ła.

Po​ło​ży​łaręcenaszkla​nymbla​cie.Zim​nyjakwszyst​kowtymmau​zo​leum,aletonie​istot​ne.

Gian​niwie,oczymjestmowa.Takjakza​kła​da​ła.

– Abi​ga​il jest po osiem​dzie​siąt​ce, od trzy​dzie​stu lat miesz​ka w apar​ta​men​cie na ostat​nim

pię​trzeho​te​lu.–Wspo​mnie​nieele​ganc​kiejmi​łejpanina​peł​ni​łojąża​lem.Zo​sta​łaob​ra​bo​wa​na
wewła​snymdomu,na​szyj​nikbyłwjejro​dzi​nieodpo​ko​leń.Adokra​dzie​żydo​szło,gdytowła​-
śnieMa​rieod​po​wia​da​łazabez​pie​czeń​stwo.

Niemia​łanicnaswo​jąobro​nę.Dałasiępo​dejść.
–Nieukra​dłemna​szyj​ni​ka.Aniniktzmo​jejro​dzi​ny.
–Niepo​wie​dzia​łam,żetotwo​jaspraw​ka.Wiem,ktotozro​bił.
–Tak?–Na​peł​niłdzba​nekwodą,od​sta​wiłczaj​niknablat.–Kto?
–JeanLucBap​ti​ste.
Nieod​ry​wa​łaodnie​gowzro​ku.Wi​dzia​łajegore​ak​cję.Skrzy​wiłsiępo​gar​dli​wie,oczygniew​-

niemubły​snę​ły.Zdjąłkra​watirzu​ciłgonablat.Nabia​łymgra​ni​ciewy​glą​dałjakkrwa​wapla​-
ma.Gian​niroz​piąłkoł​nie​rzykko​szu​liizdjąłma​ry​nar​kę.

–Na​zwi​skoobi​łomisięouszy.
Wko​szu​liwy​glą​dałnapo​staw​niej​sze​go.Pa​trzy​ła,jakpod​wi​jarę​ka​wy,od​sła​nia​jącopa​lo​ne

przed​ra​mio​na.Ztru​demprze​łknę​łaśli​nę.

–JeanLuc–po​wtó​rzył.–Nie​udol​nyiaro​ganc​ki,alepo​tra​fitakomo​taćko​bie​tę,żenieod​-

mó​wimupo​mo​cy.

Ma​rieza​ci​snę​łazęby.Byłazła,wdo​dat​kuGian​nitowi​dzia
Ztru​demprze​łknę​łaupo​ko​rze​nie.Nie​ła​twoprzy​znać,żepo​łknę​łaha​czyk.Dałasięomo​tać.

Po​zwo​li​ła,byuśpiłjejczuj​ność.Zdru​giejstro​nyczymo​głamusięoprzeć?Przy​stoj​nyiuro​czy
Fran​cuz.Cza​ro​wałją,aonawewszyst​koświę​ciewie​rzy​ła.Całeszczę​ście,żenieoka​za​łasięaż
takąidiot​ką,bypójśćznimdołóż​ka.Choćktowie,cobysięsta​ło,gdy​byzo​stałjesz​czety​dzień
czydwa?

Gian​niprych​nąłznie​sma​kiem.Przy​niósłkub​ki,wró​ciłpodzba​nek,po​temwy​jąłzkre​den​su

pacz​kęcia​stek.Usiadłnawprostniejido​pie​rowte​dysięode​zwał.

–JeanLucjestśle​pynapraw​dzi​wąuro​dęiwdzięk.Amimotociępod​szedł.
Za​pie​kły ją po​licz​ki. Gian​ni z pew​no​ścią wi​dział, że zro​bi​ła się czer​wo​na. W do​dat​ku miał

ra​cję.Przezcałeży​cieob​ra​ca​łasięwśródpo​li​cjan​tów.Oj​ciecna​uczyłjąroz​trop​no​ściikry​tycz​-
nejoce​nyludz​kichza​cho​wań,ajed​nakJeanLucoka​załsięspryt​niej​szy.

–Topraw​da.
–Jestta​kimdo​brymko​chan​kiem,jakmó​wią?
Po​pa​trzy​łananie​goroz​sze​rzo​ny​miocza​mi.
–Tegoniewiem.Toje​dy​nybłąd,przedja​kimsięustrze​głam.
Gian​niza​śmiałsięci​cho.

background image

–JeanLucnaj​wy​raź​niejstra​ciłurok.Czy​li–do​dał,niedo​pusz​cza​jącjejdogło​su–wy​cią​-

gnąłodcie​biein​for​ma​cjenate​matho​te​luisys​te​muochro​ny.Akie​dyjużtowie​dział,ukradł
na​szyj​nikiznik​nął.

Ma​riewes​tchnę​łacięż​ko.
–Mniejwię​cejtak.
Gian​nina​peł​niłkub​kiher​ba​tą.
–Mle​ko?Cu​kier?
–Nie,dzię​ku​ję.–Upi​łałyk.–Dla​cze​goje​steśtakimiły?Her​ba​ta,cia​stecz​ka?
–Chy​baniemapo​wo​du,że​by​śmynieza​cho​wy​wa​lisięjakcy​wi​li​zo​wa​nilu​dzie?
–Nonie–rze​kłacierp​ko.–Po​li​cjant​kaizło​dziejsie​dząprzyjed​nymsto​leiczę​stu​jąsięcia​-

stecz​ka​mi.Toko​me​dia.

–Cia​stecz​kasąna​praw​dędo​bre.–Gian​nipod​su​nąłjejpu​deł​ko.
Rze​czy​wi​ście nie były złe. Dziw​na sy​tu​acja. Nie tak wy​obra​ża​ła so​bie pierw​sze spo​tka​nie

zGian​nim.

–Wra​caj​mydoopo​wie​ści.
–Je​stembar​dzocie​ka​wy,jaktosięskoń​czy​ło.Wprostniemogęsiędo​cze​kać.
Zmie​rzy​łagochmur​nymspoj​rze​niem.Wja​snymświe​tlejegooczylśni​ły.Bawisięjejkosz​-

tem?

–Abi​ga​ilniemia​ładomniepre​ten​sji,jed​nakradady​rek​to​rówbyłain​ne​gozda​nia.Zo​sta​łam

zwol​nio​na.

–Nicdziw​ne​go.Da​łaśsiępo​dejśćzło​dzie​jo​wi.–Gian​niod​chy​liłsięnakrze​śle,spo​chmur​-

niał.–Ito,mu​szępo​wie​dzieć,nie​spe​cjal​nielot​ne​mu.

– Dzię​ki, od razu po​czu​łam się le​piej. – Dała się omo​tać zło​dzie​jo​wi, w do​dat​ku ta​kie​mu,

któ​re​goko​le​dzypofa​chuniece​nią.

Za​ci​snę​łapal​cenakub​ku,po​pa​trzy​łanaGian​nie​go.
–Po​peł​ni​łambłądiAbi​ga​ilprzeztoucier​pia​ła.Niemogęsięztympo​go​dzić.Chcęod​zy​skać

na​szyj​nik.Nie,mu​szęgood​zy​skaćizwró​cićwła​ści​ciel​ce.

Gian​niski​nąłgło​wą,jak​bywczu​wałsięwjejsy​tu​ację.Jed​nakgdysięode​zwał,towra​że​nie

pry​sło.

–Ży​czępo​wo​dze​nia.
–Po​trze​bamicze​goświę​cej.Po​trze​bu​jęcie​bie.
Ro​ze​śmiałsię,po​trzą​snąłgło​wą,upiłłykher​ba​tyisię​gnąłpona​stęp​neciast​ko.
–Nibycze​mumia​ło​bymnietoob​cho​dzić?
–Zpo​wo​dutegozdję​cia.
Zmie​niłsięnatwa​rzy.
–Achtak.Szan​taż.
–Jawolęsło​wo„wy​mu​sze​nie”.
–Jakzwał,takzwał.
Za​czerp​nę​łapo​wie​trza.
–Ze​bra​łamspo​roin​for​ma​cji.Pokra​dzie​żywy​je​cha​łamzNo​we​goJor​ku.Pod​ję​łamoszczęd​-

no​ści,ku​pi​łambi​letdoFran​cjiiza​czę​łamkrą​żyćpoEu​ro​pie.Niemia​łampo​ję​cia,gdziemiesz​-
kaJeanLuc.Po​cząt​ko​woszu​ka​łamgowPa​ry​żu,bez​sku​tecz​nie…

–Onmiesz​kawMo​na​ko.
–Nowi​dzisz!–Wy​ce​lo​wa​ławnie​gopal​cem.–Wła​śniedla​te​gociępo​trze​bu​ję.Maszin​for​-

ma​cje,któ​rychjaniemam.

background image

–Itonie​ma​ło–przy​znał,poczymspo​sęp​niał.
–Niemo​głamtra​fićnaśladtegodra​niaiwte​dyzda​łamso​biespra​wę,żepo​trze​bu​jępo​mo​-

cy.–Opar​łasię,leczkrze​słobyłona​praw​dęnie​wy​god​ne.Wy​pro​sto​wa​łasięzno​wu.–Eu​ro​pa
towiel​kiob​szariwy​tro​pie​niezło​dzie​jawy​da​jesięnie​wy​ko​nal​ne.Zatowa​sząro​dzi​nęznapo​-
li​cjanaca​łymświe​cie,nieukry​wa​ciesię…

–Bopoco?–Wzru​szyłra​mio​na​mi.–Niktnasnieści​ga.
Po​zo​sta​wi​łatobezko​men​ta​rza.
–Po​trze​bu​jęnaj​lep​szych,awa​szaro​dzi​natakajest.
–Bar​dzonampo​chle​biasz–pod​su​mo​wałiro​nicz​nie.
– Ja my​ślę. – Uśmiech​nę​ła się, wie​dząc, że mimo sar​ka​zmu jest sku​pio​ny. Tak było od

chwi​li, gdy zo​ba​czył zdję​cie ojca. – Po​je​cha​łam do Włoch, ko​le​gów w Sta​nach po​pro​si​łam
okil​kain​for​ma​cjiizna​la​złamtwo​je​goojca.

Ja​kiśmię​sieńza​drgałwjegotwa​rzy.
–Za​czę​łamgośle​dzić.
–Śle​dzi​łaśmo​je​goojca.–Gian​niza​ci​snąłzęby.
Ma​riekiw​nę​łagło​wą.
– Ca​ły​mi dnia​mi. Za​trzy​ma​łam się w miej​sco​wym ho​te​lu i po​zna​wa​łam jego tryb ży​cia.

Oka​zał się uro​czym czło​wie​kiem. Raz na​wet po​sta​wił mi kawę w swo​jej ulu​bio​nej knajp​ce.
Po​wie​dział,żemamcza​ru​ją​cyak​centiży​czyłuda​nychwa​ka​cjiweWło​szech.

Gian​niwes​tchnąłiprze​wró​ciłocza​mi.
–Twójoj​ciecjestbar​dzoprzy​stoj​ny.Po​dob​nydo…
–Geo​r​ge’aClo​oneya–pod​su​nąłcierp​ko.–Mojasio​stratwier​dzi,żejeststar​sząibar​dziej

wło​skąwer​sjąClo​oneya.

Ma​rieuśmiech​nę​łasię.
– Bar​dzo traf​nie. – Przy​glą​da​ła mu się przez mo​ment. – Ty chy​ba bar​dziej po​sze​dłeś

wmamę.

–Bar​dzoza​baw​ne.Czytahi​sto​riamaja​kiśko​niec?
– Ow​szem. – Szko​da, że mu​szą wra​cać do kon​kre​tów. Z dru​giej stro​ny nie przy​szła tu na

po​ga​węd​kę.–Ztymzdję​ciemmisiępo​szczę​ści​ło–przy​zna​ła.–Nickpo​szedłnaprzy​ję​ciedo
pa​laz​zo.Ob​ser​wo​wa​łamtomiej​sceprzezdo​brągo​dzi​nę,przy​glą​da​jącsięsław​nymibo​ga​tym.
Wkoń​cumia​łamdośćijużchcia​łamodejść,gdynada​chuspo​strze​głamtwo​je​goojca.

Gian​ni za​ci​snął zęby na ciast​ku, na stół po​sy​pa​ły się okrusz​ki. Ma​rie uśmiech​nę​ła się do

sie​bie.

–Nieza​uwa​żyłmnie.Po​szedłpro​stododomu.Zro​bi​łamko​piezdjęć,po​cho​wa​łamjewróż​-

nychmiej​scachiza​czę​łamcięszu​kać.

–Dla​cze​gomnie?Dla​cze​goniepo​szłaśdomo​je​goojca?Albobra​ta?
– Bo ty masz naj​wię​cej do stra​ce​nia – od​par​ła, pa​trząc mu w oczy. – Śle​dzi​łam cię przez

ostat​nity​dzieńimamprze​czu​cie,żelon​dyń​skąpo​li​cjębar​dzoza​in​te​re​su​jefakt,ilecza​suspę​-
dzi​łeśwluk​su​so​wychskle​pachju​bi​ler​skich.

–Ni​cze​gonieukra​dłem,by​łemnaza​ku​pach.Szu​ka​łempre​zen​tu.
–Niewy​da​jemisię,żebytwo​jepa​nien​kipo​tra​fi​łyod​róż​nićpraw​dzi​wąbi​żu​te​rięodsztucz​-

nej.Alon​dyń​skapo​li​cjanapew​nobę​dziecie​ka​wa,pocotamcho​dzi​łeś.

–My​ślę,żepo​li​cjamanagło​wieważ​niej​szespra​wy.
–Moż​li​we–zgo​dzi​łasię–nieza​po​mi​najjed​nakoIn​ter​po​lu.Maszznimiukład.Wy​co​fa​łeś

sięzin​te​re​su,aletwo​jaro​dzi​nana​dalwnimsie​dzi.Je​ślitozdję​ciewy​pły​nie,twójoj​ciectra​fi

background image

dowię​zie​niaibar​dzopraw​do​po​dob​ne,żeIn​ter​polze​rwietęumo​wę.

–Dla​cze​gotaksą​dzisz?
–Do​pie​roodnie​daw​naje​steśpra​wo​rząd​nymoby​wa​te​lem,wie​dziesznoweży​cie.Lo​kal​nym

wła​dzomnietrze​bawie​le,żebyzwąt​pićwtwo​jąuczci​wość.

Gian​niprze​su​nąłdło​niąpokar​ku,wes​tchnąłcięż​ko.Po​pa​trzyłnaMa​rie.
–Sta​wiaszmniepodścia​ną?Do​brze.Mów,cze​gochcesz.Kon​kre​ty.
–Chcę,że​byśpo​mógłmigona​mie​rzyćizna​leźćna​szyj​nik,że​bymmo​głagozwró​cićAbi​ga​il.

Chcęod​zy​skaćdo​brąopi​nię.–Po​ło​ży​łanasto​lesple​cio​nedło​nie.–Wte​dyod​damcizdję​cie
iznik​nę.

Gian​niwy​piłłykher​ba​ty,ża​łu​jąc,żetoniewhi​sky.Ma​riegoosa​czy​ła.Wzbie​ra​ławnimzim​na
fu​ria.

Popierw​sze,niezno​siłin​tru​zów.Podru​gie,śle​dzi​łago,aonni​cze​gonieza​uwa​żył.Niemógł

so​bietegoda​ro​wać.Potrze​cie,mi​mo​wol​nieprzy​po​mi​nałso​biechwi​lę,kie​dyprzy​ci​skałjądo
ma​te​ra​caiczułpodsobąjejcia​ło.Anadewszyst​kowku​rza​łogo,żeMa​riemagowgar​ści.

Wy​ra​zi​łasięja​sno.Tu​tej​szapo​li​cja,ana​wetIn​ter​pol,mogąnieuwie​rzyćwjegouczci​wość,

je​śliMa​riesięznimiskon​tak​tu​je.Ostat​niorze​czy​wi​ściespę​dziłdużocza​suunaj​lep​szychlon​-
dyń​skichju​bi​le​rów.Po​li​cjamożeuznać,żelu​stro​wałbu​dyn​kiisys​te​myza​bez​pie​czeń,bopla​-
no​wałskok.Aontyl​koszu​kałpre​zen​tudlasio​stry,któ​ranie​daw​nozo​sta​łamat​ką.

Po​li​cjazpew​no​ściąwtonieuwie​rzy.Pa​trzyłnasie​dzą​cąprzednimMa​rieichoćroz​pra​sza​-

łygojejlśnią​cewło​syizie​lo​neoczy,tojegoumysłpra​co​wałnanaj​wyż​szychob​ro​tach,szu​ka​-
jącopty​mal​ne​gowyj​ścia.Cho​le​ra,ja​kie​go​kol​wiekwyj​ścia.Iżad​ne​goniewi​dział.Je​ślisięznią
nieuło​ży,NickCo​ret​tinieprze​ży​jewy​ro​ku.Byłprzy​zwy​cza​jo​nydoży​ciawkom​for​cie,to​wa​-
rzy​stwako​biet,nie​ogra​ni​czo​nejwol​no​ści.Je​śligoza​mkną,umrzejegodu​sza.Niemamowy,
bysyndotegodo​pu​ścił.

– Zaj​mę się tym – mruk​nął, wier​cąc się na krze​śle i za​sta​na​wia​jąc, dla​cze​go za​okrą​glo​ne

opar​ciewbi​jamusięwple​cy.–Od​naj​dęna​szyj​nikiskon​tak​tu​jęsięztobą.

– To od​pa​da. – Po​krę​ci​ła gło​wą, wło​sy za​tań​czy​ły wo​kół jej twa​rzy. – Nie spusz​czę cię

zoczu,do​pó​kiniedo​sta​nędorąkna​szyj​ni​ka.

–Pro​siszmnieopo​moc,aniemaszdomnieza​ufa​nia?–Prych​nąłdrwią​co.
–Jakmamciufać,sko​rotępo​mocwy​mu​si​łamszan​ta​żem?–Uśmiech​nę​łasięiwy​pi​łałyk

her​ba​ty.–Za​po​mnia​łeś,żeby​łampo​li​cjant​ką?

Ta​kichrze​czysięnieza​po​mi​na.Byłzły.
– Po​słu​chaj – za​czął, sta​ra​jąc się mó​wić spo​koj​nie. – Za kil​ka dni mam ro​dzin​ną uro​czy​-

stośćnawy​spieTe​so​ro.Do​pie​ropo​tembędęmógłza​jąćsiętwo​jąspra​wą.

–Do​brze.Po​ja​dęztobą.
Gwał​tow​niewcią​gnąłpo​wie​trze,sta​ra​jącsięstłu​mićna​ra​sta​ją​cązłość.Ma​riezmu​si​łagodo

współ​pra​cy,aleniechniespo​dzie​wasię,żeprzed​sta​wijąro​dzi​niejakouro​cząszan​ta​żyst​kę.

–Tochrzestdziec​kamo​jejsio​stry.Niemogępo​ja​wićsięzobcąoso​bą.
Na​wetniemru​gnę​łaokiem.
–Mu​siszcośwy​my​ślić.
Prze​niósł wzrok na szkla​ną ścia​nę, za któ​rą wid​nia​ło roz​świe​tlo​ne mia​sto. Zwy​kle urze​kał

gotenwi​dok,leczdziśmiałwgło​wiego​ni​twęmy​śli.

Nie może zre​zy​gno​wać z wy​jaz​du, Te​re​sa ni​g​dy by mu nie wy​ba​czy​ła nie​obec​no​ści na

background image

chrzciesyn​ka.Byłjesz​czeinnypo​wód:wtymsa​mymcza​sienawy​spieod​bę​dziesiępo​kazluk​-
su​so​wejbi​żu​te​riiiIn​ter​polna​le​gał,byGian​nibyłwte​dynamiej​scu.Czytonieiro​nialosu?

In​ter​po​lo​wiza​le​ży,żebyzło​dziejmiałokonain​nychzło​dziei.TakjakMa​rie.
Upiłłykher​ba​ty.Pro​szę,jaksięomnieza​bi​ja​ją,po​my​ślałzsar​ka​zmem.Niemiałwyj​ścia.

Musipo​go​dzićsięzsy​tu​acją,naktó​rąniemawpły​wu.Ta​kiepo​dej​ścienie​je​denrazra​to​wa​ło
muskó​rę.Po​pa​trzyłnaMa​rie.

–Do​brze.Po​je​dzieszzemną,apo​tempo​le​ci​mydoMo​na​kood​zy​skaćna​szyj​nik.
–Tomiod​po​wia​da.–Wsta​ła.–Kie​dywy​jeż​dża​my?
–Zatrzydni–od​parłroz​wście​czo​ny.
–Trzydni?–Za​gry​zładol​nąwar​gę.Do​my​ślałsię,cojejcho​dzipogło​wie.Za​sta​na​wiasię,

jakgoprzy​pil​no​wać,byjejniezwiał.Roz​wią​za​niebyłooczy​wi​ste.

–Zo​sta​niesztu​taj–oznaj​mił.
–Słu​cham?
–Po​trze​bu​je​mycza​su,żebysięprzy​go​to​wać–wy​ja​śnił,od​cho​dzącodsto​łu.
–Docze​go?
Po​pa​trzyłjejwoczy.Do​pie​rote​razuj​rzałwnichcieńwąt​pli​wo​ści.Totro​chępo​pra​wi​łomu

na​strój.

–Doby​ciaparą.
–Parącze​go?
Wto​nieMa​rieza​brzmia​ławy​so​kanuta.Jejwzbu​rze​niespra​wi​łomuprzy​jem​ność.
–Ro​dzi​nani​g​dybyminieda​ro​wa​ła,gdy​bymnachrzestprzy​je​chałzobcąoso​bą.–Umilkł

dlawzmoc​nie​niaefek​tuiba​daw​czoob​ser​wo​wałre​ak​cjęMa​rie.–Dla​te​goprzezna​stęp​nyty​-
dzieńbę​dzieszmojąuko​cha​nąna​rze​czo​ną.
łimiałsa​tys​fak​cję.

–Takczyina​czej–zmu​si​łasiędoza​cho​wa​niaspo​ko​ju–JeanLucza​trzy​małsięwna​szym

ho​te​luibył…cza​ru​ją​cy.

background image

ROZDZIAŁCZWARTY

–Na​rze​czo​ną?–Je​ślili​czy​ła,żepo​wtó​rze​nietegonagłoscośzmie​ni,tobar​dzosięza​wio​-

dła.–Zwa​rio​wa​łeś?

–Za​pew​niamcię,żenie.–Stałnatleszkla​nejścia​ny,wdolewid​niałroz​ja​rzo​nyświa​tła​mi

Lon​dyn.–Je​ślichceszpo​le​ciećzemnąnawy​spę,toniemain​ne​gospo​so​bu.Ro​dzi​nani​g​dyby
miniewy​ba​czy​ła,gdy​bymnachrzciepo​ja​wiłsięzobcąko​bie​tą…

–Ale…–we​szłamuwsło​wo,oszo​ło​mio​natympo​my​słem–wy​ba​cząci,żeprzy​wie​zieszna​-

rze​czo​ną,októ​rejnicniesły​sze​li?

–Niein​for​mu​jęro​dzi​nyoswo​ichpry​wat​nychspra​wach.Uwie​rząmi,gdyoświad​czę,żeza​-

ko​cha​łemsiębezpa​mię​ci.

Za​śmia​łasię.Tochy​baniedzie​jesięna​praw​dę?
–Wo​lał​bymnieokła​my​waćro​dzi​ny–cią​gnąłGian​ni–aleniewi​dzęin​ne​gowyj​ścia.
–Jestjesz​czeszcze​rość–pod​su​nę​ła.
–Na​zy​waszmniezło​dzie​jemiocze​ku​jeszszcze​ro​ści?
Punkt dla nie​go. Jed​nak nie po​do​bał się jej ten po​mysł. Ow​szem, była skłon​na kła​mać

wzboż​nymcelu,aleta​kiejsy​tu​acjiso​bieniewy​obra​ża​ła.Jakmauda​waćza​ko​cha​ną,sko​rona​-
wetniejestpew​na,czywogó​legolubi?

–Maszwąt​pli​wo​ści?–za​py​tał,krzy​żu​jącręcenapier​siibu​ja​jącsięnapię​tach.Jejza​kło​po​-

ta​niespra​wia​łomuprzy​jem​ność.–Od​zy​wasiętwo​japo​li​cyj​naprze​szłość.Trud​nocizmu​sić
siędokłam​stwa.

–Cozawy​ro​zu​mia​łość.
–Praw​da?–po​tak​nął.–Niemu​si​mysięnatode​cy​do​wać.Je​śliwo​liszpo​cze​kaći…
–Nie.–Te​razmagowgar​ści,aleje​ślispu​ścigozoczu,Gian​nimożeroz​pły​nąćsięwpo​-

wie​trzu,jegooj​ciecteż.Awte​dysamozdję​cienanie​wie​lejejsięprzy​da.Ow​szem,możepo​ka​-
zaćjepo​li​cji,alenicztegoniewy​nik​nie,je​śliCo​ret​tiukry​jąsięprzezświa​tem.

Niemożery​zy​ko​wać.Musibyćprzynim,nie​za​leż​nieodoko​licz​no​ści.
–Jużcipo​wie​dzia​łam,żeniepo​zbę​dzieszsięmnie,do​pó​kiniedo​sta​nęna​szyj​ni​ka.
–Wta​kimra​ziejedź​mydoho​te​lupotwo​jerze​czy.Mu​si​mypo​ćwi​czyćrolęza​ko​cha​nych.–

Przyj​rzałsięjejtak​su​ją​cymwzro​kiem.–Cobę​dziewy​ma​ga​łospo​rowy​sił​ku.

–Wiel​kiedzię​ki.
Jegouśmiechjąpo​ru​szył.Nie,niepo​win​nasięgo​dzićnatenpo​mysł.Tenczło​wiekzabar​-

dzonaniądzia​ła.Zresz​tąnicdziw​ne​go.Aimdłu​żejbędąra​zem,tymtrud​niejbę​dziejejstłu​-
mićtęfa​scy​na​cję.JeanLucomo​tałjąbeztru​du,aGian​nijestjesz​czebar​dziejnie​bez​piecz​ny.

Gian​nijestnad​zwy​czajatrak​cyj​ny,pew​nieteżpo​tra​fibyćcza​ru​ją​cy,je​ślize​chce.Win​nych

oko​licz​no​ściachtakaprze​bie​ran​kachy​ba​byjąba​wi​ła.Szko​da,żeniesąpotejsa​mejstro​nie.

Ru​szy​ładosa​lo​nuiza​trzy​ma​łasięgwał​tow​nie,boGian​niprzy​trzy​małjązara​mię.Prze​bie​-

głająfalago​rą​ca.Gdypo​pa​trzy​łanajegodłoń,cof​nąłjąpo​śpiesz​nie.

–Ostat​niachwi​la,że​byśsięroz​my​śli​ła–oświad​czył,nieod​ry​wa​jącodniejoczu.–Je​ślisię

zgo​dzisz,toniemaod​wro​tu.Moibli​scyniemogąsięde​ner​wo​wać,żewpa​ku​jesznamojcaza
krat​ki.

Jegociem​neoczywpa​try​wa​łysięwniąprze​ni​kli​wie.Po​czu​ławy​rzu​tysu​mie​nia,aletrwa​ły

onekrót​ko.Niechcia​łapo​słaćNic​kadowię​zie​nia.Jestzło​dzie​jem,topraw​da,alebyłdlaniej

background image

wy​jąt​ko​womiły.Skrzy​wi​łasięmi​mo​wol​nie.Nicdziw​ne​go,żewy​rzu​ci​lijązho​te​lu.

Byłażycz​li​wiena​sta​wio​nadoNic​ka,młod​sze​muzło​dzie​jo​widałasięotu​ma​nić,ate​razpo​-

cią​gałjąko​lej​ny.Chy​bajestbli​skaza​ła​ma​nia.

–Niewy​co​famsię.Chcędo​pro​wa​dzićspra​wędokoń​ca.
Gian​niski​nąłgło​wą,uśmiech​nąłsięką​ci​kiemust.
–Umo​wastoi.Czy​lije​ste​śmyparąza​ko​cha​nych.
Po​czu​łaskurczżo​łąd​ka,gdypo​chy​liłsiękuniej.
–Przy​pie​czę​tu​je​mytobu​zia​kiem?
– Uhm – wy​szep​ta​ła, jak urze​czo​na wpa​tru​jąc się w jego usta. Co​raz bli​żej i bli​żej… Po​-

śpiesz​niezro​bi​łakrokdotyłu.–Toniejestko​niecz​ne.

Na wi​dok jego uśmie​chu ogar​nę​ła ją złość na samą sie​bie. Po​win​na pod​jąć wy​zwa​nie i go

po​ca​ło​wać.Możetobyuspo​ko​iłona​pię​tąat​mos​fe​rę.Aje​ślinie,je​ślido​dat​ko​wobyjąpod​grza​-
ło? Bała się, dla​te​go się cof​nę​ła. Naj​gor​sze, że Gian​ni zo​rien​to​wał się, jak bar​dzo jest spię​ta.
Tozłypo​czą​tek.Je​śliniebę​dzieczuj​na,onprzej​miekon​tro​lę,anatoniemożesięzgo​dzić.

–Ko​cha​nie–zro​biłura​żo​nąminę–czytaksiętrak​tu​jeuko​cha​ne​go?
Ma​riepra​wiesięza​krztu​si​ła.
Gian​niuśmiech​nąłsię,leczszyb​kospo​waż​niał.
–Toje​dy​nyspo​sób,żebyosią​gnąćcel.Mu​siszsięprze​móc.
–Pu​blicz​niejaknaj​bar​dziej–od​par​ła,lecznieza​brzmia​łotoprze​ko​nu​ją​co.
–Pry​wat​nieteż.Mojaro​dzi​nabę​dziespo​dzie​waćsięko​bie​tyza​ko​cha​nejpouszy.Je​steśdo​-

brąak​tor​ką?

Niebę​dzieuda​waćpo​żą​da​nia.Zoka​zy​wa​niemmi​ło​ścija​kośso​biepo​ra​dzi.
–Wpo​li​cjiby​łamtaj​nąagent​ką.Damradę.
–Notosięprze​ko​na​my.–Wziąłjązarękęipo​pro​wa​dzi

Wsie​dli do sa​mo​cho​du Gian​nie​go. Dwu​gwiazd​ko​wy ho​tel, w któ​rym się za​trzy​ma​ła, wpraw​-
dzieznaj​do​wałsięwtejsa​mejdziel​ni​cy,leczniemógłsięrów​naćzapar​ta​men​temGian​nie​go.
Ja​kimścu​demGian​nizna​lazłpar​kingdo​kład​nienawprostwej​ścia.Ma​rieznie​do​wie​rza​niem
po​krę​ci​łagło​wą.Wi​daćtenczło​wiekmanie​by​wa​łeszczę​ście.

Po​pa​trzy​łanaho​tel.Gdyprzy​je​cha​ładoLon​dy​nu,wy​dałsięjejsta​ry,leczmiałwso​biewie​-

leuro​ku.Te​raz,pa​trzącnanie​goocza​miGian​nie​go,po​strze​ga​łagocał​kiemina​czej.

–Jaksięna​zy​wa?–za​py​tałdrwią​co.
–Bra​ku​jejed​nejli​te​ry–wy​ja​śni​ła.–Chy​bawy​pa​dła.
–Bra​ku​jenietyl​kotego–rzekł,wy​sia​da​jąciokrą​ża​jącsa​mo​chód,byotwo​rzyćjejdrzwi.–

Rów​nieżwiel​ko​ści,wy​go​dy,wy​glą​dumi​łe​godlaoka…

–Mówitoktoś,ktomiesz​kawpa​ła​cuzlodu.
–Mampre​sti​żo​wyad​resiwspa​nia​ływi​dok.
–Ianijed​ne​gowy​god​ne​gokrze​sła.
Spo​chmur​niał.Te​razza​uwa​ży​ła,żetoczę​stomusięzda​rza.Czyż​byprzeznią?Amożetaki

mana​wyk?

– Za​sko​czy​ło mnie, że krze​sła oka​za​ły się nie​wy​god​ne. Mia​łem wra​że​nie, że coś wpi​ja mi

sięwple​cy.

Za​trzy​ma​łasięiwbi​ławnie​gowzrok.
–Niewy​pró​bo​wa​łeśichprzezza​ku​pem?

background image

–Niewy​bie​ra​łemich.Za​jąłsiętymde​ko​ra​tor.
–Aha.–Po​krę​ci​łagło​wąiru​szy​ładowej​ścia.
Jak zna​leźć wspól​ny ję​zyk z czło​wie​kiem, któ​ry ma nie​ogra​ni​czo​ne środ​ki? Ku​pu​je rze​czy

bezoglą​da​nia,robi,cochce,aje​ślicośmunieod​po​wia​da,popro​stusię​gapocośin​ne​go?Nie
po​do​ba​ją mu się prze​zro​czy​ste krze​sła, to je wy​mie​nia. Znu​dził mu się zło​dziej​ski fach, to
idzienawspół​pra​cęzpo​li​cją.Tacylu​dziezanicniepo​no​sząkon​se​kwen​cji.

–Maszkrze​sła,zktó​rychnieko​rzy​stasz,iścia​ny,któ​repro​sząsięoodro​bi​nęko​lo​ru.–Po​-

now​niepo​krę​ci​łagło​wą.–Je​dy​ne,coza​chwy​cawtwo​immiesz​ka​niu,towi​dok.

Gian​nispo​chmur​niał.Zno​wu.
–Je​ślimy​ślisz,żeprzej​mu​jęsięopi​niąszan​ta​żyst​ki,tosięmy​lisz.
Wzru​szy​łara​mio​na​mi,sta​ra​jącsięzwal​czyćpo​czu​ciewiny.Szan​ta​żyst​ka.Pięk​neokre​śle​nie

by​łejpo​li​cjant​ki.Aleczymawy​bór?Ina​czejbygoniena​kło​ni​ładowspół​pra​cy.Za​le​ża​łojejna
od​zy​ska​niuna​szyj​ni​ka.Nietyl​kozewzglę​dunaAbby,któ​raoka​za​łajejtyledo​bro​ci,rów​nież
zewzglę​dunasie​bie.Niespraw​dzi​łasię,za​wio​dłanaca​łejli​nii.Wdo​dat​kudałasięwziąćna
lepczu​łychsłó​wek,stra​ci​łaczuj​ność.Jużsamowspo​mnie​niebo​la​ło.Iutwier​dza​łojąwpo​sta​-
no​wie​niu.

Zro​bi wszyst​ko, cze​go wy​ma​ga sy​tu​acja. Bę​dzie prze​ko​nu​ją​co grać rolę na​rze​czo​nej Gian​-

nie​go,uda​wać,żejestwnimbez​gra​nicz​nieza​ko​cha​na.Coztego,żeonna​praw​dęjąpo​cią​ga?
Ja​koś so​bie z tym po​ra​dzi. A kie​dy mi​sja zo​sta​nie wy​ko​na​na, wró​ci do No​we​go Jor​ku i do
swo​je​goży​cia.Nawła​snychza​sa​dach.

Gian​ni wszedł za nią do nie​wiel​kie​go lob​by. Czy​ste​go, lecz tro​chę pod​nisz​czo​ne​go. Ho​tel

mie​ścił się w West​min​ste​rze, w po​bli​żu me​tra. Oko​li​ca była wpraw​dzie dość ha​ła​śli​wa, lecz
cena w sam raz na jej kie​szeń. Jej po​kój był na trze​ciej, ostat​niej kon​dy​gna​cji. Jak na złość
win​dabyłaze​psu​ta.Idą​cyztyłuGian​niza​mru​czałcośpowło​sku.

–Comó​wi​łeś?
Wes​tchnąłipo​pa​trzyłnanią.Sta​łakil​kascho​dówwy​żej.
–Je​steśna​praw​dęza​wzię​ta,sko​rowy​bra​łaśpo​kójnagó​rze.
–Przy​kromi,aleniemogępo​zwo​lićso​bienaRit​za.
–Mnieteżjestprzy​kro,cara–po​wie​dział,wol​noki​wa​jącgło​wą.
Zdu​si​łapo​trze​bę,bysięja​kośuspra​wie​dli​wić,iwspi​na​łasiępową​skichdrew​nia​nychscho​-

dach. Prze​su​wa​jąc dło​nią po po​rę​czy, przy​po​mnia​ła so​bie, jak wcho​dzi​ła tu po raz pierw​szy.
Za​sta​na​wia​ła się wte​dy, kto przez mi​nio​ne stu​le​cia wcho​dził po tych scho​dach. Stop​nie były
wy​tar​te.Ocza​miwy​obraź​niwi​dzia​łaty​sią​celu​dzi,któ​rzytubyliprzednią.Ry​ce​rze?Po​ko​jów​-
kizku​beł​ka​migo​rą​cejwodydlawy​ma​ga​ją​cychgo​ści?Ra​bu​sie,ba​ro​no​wie,możeteżko​chan​-
ko​wiespo​ty​ka​ją​cysiętupo​ta​jem​nie?Ate​razoni,po​li​cjant​kaizło​dziej.

–Do​my​ślamsię,żemaszpo​kójnasa​mejgó​rze.
–Tak.–Nieza​trzy​my​wa​łasię.
–Pięk​nie.
–Gian​ni,nieprze​sa​dzasz?Przezlataskra​da​łeśsiępoda​chach,atakprzej​mu​jeszsięscho​-

da​mi?

–Doni​cze​gosięnieprzy​zna​łem.Aleje​ślitwo​jein​sy​nu​acjesąpraw​dą,tona​gro​dazawspi​-

nacz​kębyłanie​po​rów​ny​wal​niewięk​szaniżte​raz.

Od​wró​ci​ła się. W świe​tle są​czą​cym się ze sta​re​go kin​kie​tu jego oczy lśni​ły zło​ci​stym bla​-

skiem.Miałza​ci​śnię​teusta,amimotouzna​ła,żedo​tądniewi​dzia​łarów​nieprzy​stoj​ne​gomęż​-
czy​zny.

background image

Niebę​dzielek​ko,po​my​śla​ła,ru​sza​jąc.Gdydo​tar​linanaj​wyż​szepię​tro,wy​ję​łaklucziotwo​-

rzy​ładrzwi.Po​kójbyłnie​wiel​ki.Łóż​ko,sto​lik,sta​ro​świec​kasza​fa,małyte​le​wi​zorielek​trycz​ny
grzej​nik,któ​rysięprzy​da​wałna​wette​raz,wsierp​niu.

– Za mi​nu​tę będę go​to​wa. – Przez ostat​nie ty​go​dnie prze​no​si​ła się z miej​sca na miej​sce,

śle​dzącCo​ret​tichiszu​ka​jącdo​wo​dówprze​ciw​konim.

Wy​cią​gnę​łaspodłóż​kaskó​rza​nątor​bę,wło​ży​ładoniejubra​nia.Nawierz​chupo​ło​ży​łate​ni​-

sów​kiipo​szładoła​zien​kiporesz​tęrze​czy.Ro​zej​rza​łasiępopo​ko​juipo​pa​trzy​łanawy​glą​da​ją​-
ce​goprzezoknoGian​nie​go.

–Mo​że​myiść.
Od​wró​ciłsięiuniósłbrwi.
–Je​stempodwra​że​niem.Wży​ciuniewi​dzia​łem,żebyko​bie​tatakbły​ska​wicz​niesięspa​ko​-

wa​ła.

–Ostat​niona​bra​łamwpra​wy.
–Notak.–Kiw​nąłgło​wą.–Po​lu​jącnaCo​ret​tich.
Prze​szedłprzezpo​kój.Jegoskó​rza​nebutyja​skra​wokon​tra​sto​wa​łyzwy​tar​tymdy​wa​ni​kiem

napod​ło​dze.

–Je​steśupar​taizde​ter​mi​no​wa​na.Bę​dziezcie​bienie​sa​mo​wi​tana​rze​czo​na.
–Nie​sa​mo​wi​ta?
Pod​szedłbli​żej.Takbli​sko,żemu​sia​łaunieśćgło​wę,bypo​pa​trzećmuwoczy.Czu​łalek​ką

wońjegowodypogo​le​niu.Igęst​nie​ją​cąat​mos​fe​rę.

–Przeztewszyst​kielatana​bra​łemprze​świad​cze​nia,żeko​bie​ta,któ​ramaplan,jestbar​dzo

nie​bez​piecz​na.

Nie​bez​piecz​na?Czu​łasięra​czej…nie​pew​nie.Jejplanspełzłnani​czym.Te​razbę​dziemiesz​-

kaćzGian​nim,uda​waćjegona​rze​czo​ną.Po​zwo​lisobąkie​ro​wać,aztymtrud​nojejsiępo​go​-
dzić.

–Jakdłu​gototrwa?–Jegogłosprzy​wo​łałjądorze​czy​wi​sto​ści.
–Co?
– To. – Wska​zał ręką na po​kój. – Po​dró​żo​wa​nie po Eu​ro​pie, miesz​ka​nie w ta​kich ho​te​li​-

kach,śle​dze​niemo​jejro​dzi​ny.

–Dwamie​sią​ce.
–Staćcięna…takiluk​sus?WAme​ry​cesłuż​bawochro​niemusibyćbar​dzoopła​cal​na.
–Nieażtakjakby​ciezło​dzie​jem,aleniena​rze​kam.
Wziąłodniejtor​bę.
–Rze​czy,któ​respa​ko​wa​łaś,ab​so​lut​nieniena​da​jąsiędlamo​jejna​rze​czo​nej.
Za​czer​wie​ni​łasięlek​ko.Topraw​da,żeniemia​ławie​luko​bie​cychstro​jów.Wła​ści​wietyl​ko

to,wczymbyłate​raz.Wpo​dró​życięż​kiba​gażtoprze​szko​da.

–Trud​no,towszyst​ko,cozsobąmam.
–Wta​kimra​zieju​trowy​bie​rze​mysięnaza​ku​py.
–Niestaćmnienaza​ku​pywtwo​imsty​lu–od​pa​ro​wa​ła,pró​bu​jącode​braćmutor​bę.
–Je​steśmojąna​rze​czo​ną.Tojazro​bięza​ku​py.
–Wy​klu​czo​ne.
–Niktnieuwie​rzy,żesięztobąza​rę​czy​łem,kie​dyzja​wiszsięnawy​spiewspra​nychdżin​-

sachista​rychte​ni​sów​kach.

Pew​niemiałra​cję,alejejsiętoniespodo​ba​ło.
–Do​brze.Alejakjużbę​dziepowszyst​kim,zwró​cęciterze​czy.

background image

–Cozaszczo​drość.–Ru​szyłdodrzwi.–Zo​sta​wiszjeso​biealbood​daszbied​nym,je​ślize​-

chcesz.

Pa​trzy​ła,jakGian​niwy​cho​dzizpo​ko​ju.Po​li​czy​ładodzie​się​ciuido​pie​rowte​dypo​dą​ży​łaza

nim.Cze​kająpraw​dzi​wapró​bacier​pli​wo​ściiopa​no​wa​nia.

Wszyst​ko wska​zu​je na to, że dla Gian​nie​go li​czy się tyl​ko i wy​łącz​nie ro​dzi​na. Tym le​piej

dlaniej.Dla​cze​gowięcznówobu​dzi​łosięwniejpo​czu​ciewiny?Obo​jero​biąto,comu​szą.

Przy​naj​mniejtoichłą​czy.

Je​dliśnia​da​nienata​ra​sie,gdyGian​nipo​pro​sił:

–Opo​wiedzmioso​bie.
Za​chłyst​nę​łasiękawą.Gdyklep​nąłjąpople​cach,spio​ru​no​wa​łagowzro​kiem.
–Dzię​ku​ję–po​wie​dzia​ła,gdyod​zy​ska​łaod​dech.
–Nieumie​raj,za​nimdo​sta​nętozdję​cie.–Się​gnąłpoku​bekiwy​piłspo​ryłyk.Od​chy​liłsię

dotyłuiuśmiech​nąłdosie​bie.Przy​naj​mniejtokrze​słojestwy​god​ne.Dla​cze​godotejporynie
za​uwa​żył,żeca​łymdomuniemagdziewy​god​nieusiąść?

Możedla​te​go,żerzad​kotuby​wał?Nie​waż​ne.Gdytaspra​wasięza​koń​czy,zmie​nime​ble.
–Cochceszwie​dzieć?–za​py​ta​łaMa​rie,pa​trzącnanie​goznadbrze​gukub​ka.
–Wszyst​ko.Wskró​cie,je​śliła​ska.Mu​si​myconie​cooso​biewie​dzieć,za​nimspo​tka​mysię

zmojąro​dzi​ną.

–Wra​mach„przy​go​to​wań”?
–Moż​nataktoująć.
–Do​brze.Je​stemcór​ką,wnucz​kąipra​wnucz​kągli​nia​rzy.
–Współ​czu​ję.
Po​sła​łamugniew​nespoj​rze​nie,cogoroz​ba​wi​ło.
– Moja mama umar​ła, kie​dy mia​łam czte​ry lata. Wy​cho​wy​wał mnie tata. Mia​łam dwóch

wuj​kówitrzechku​zy​nów,rzad​kosięznimiwi​dy​wa​łam.Wza​sa​dziebyłtyl​kotataija.

–Był?
–Umarłkil​kalattemu–od​par​łaci​cho.
Wez​bra​łownimwspół​czu​cie,choćtegoniechciał.Ma​riewdar​łasięwjegoży​cie,jestza​gro​-

że​niemdlatych,któ​rychko​cha.Ajed​naksmu​tekwjejoczachgopo​ru​szył.

–Wkaż​dymra​zie–na​bra​łapo​wie​trza–pojegośmier​cipra​casta​łasięca​łymmoimży​ciem

ikie​dyjąstra​ci​łam…

–Ro​zu​miem.Mojeży​cieprzezlatateżob​ra​ca​łosięwo​kółpra​cyi…
–Pra​cy?Dlacie​bietobyłapra​ca?Kra​dzież?
–Kra​dzież,pra​ca…Totyl​kosło​wa.Dlamnietobyłaka​rie​raalbo…po​wo​ła​nie.
–Nopięk​nie.Po​wo​ła​niedoza​wo​dumi​strzazło​dzieibi​żu​te​rii.
–Mi​strza.–Uniósłku​bek.–Tomisiępo​do​ba.
Za​śmiał się i do​pił kawę, a po​tem wstał i wy​sta​wił twarz do słoń​ca. Spoj​rzał na Ma​rie

iuśmiech​nąłsię.

–Kie​dybę​dzieszgo​to​wa,po​je​dzie​mynaza​ku​py.
–Niezno​szęza​ku​pów.
–Wiel​kaszko​da–od​rzekł,idącdoszkla​nychdrzwi.–Bojacał​kiemlu​bię.

Za​ku​pyzGian​nimotwo​rzy​łyjejoczy,oka​za​łysięzu​peł​nieno​wymdo​świad​cze​niem.

background image

Gdywcho​dziłdoskle​pu,sprze​daw​cysięprzednimkła​nia​li.Aniebyłytobyleja​kieskle​py,

lecznaj​lep​szeinaj​droż​sze.

Prze​szlicałąBondStre​et.Naubra​niaGian​niwy​dałfor​tu​nę,pew​niewy​star​czy​ło​bynakup​no

nie​wiel​kie​go domu. Za​ku​py mia​ły zo​stać ode​sła​ne na do​mo​wy ad​res Gian​nie​go, żeby mo​gli
spo​koj​niebu​szo​waćda​lej.

Szyb​koprze​sta​łapa​trzećnaceny,zresz​tąnawie​lurze​czachichniebyło.Do​my​śla​łasię,że

w ta​kich skle​pach nie pyta się o cenę, bo to zna​czy, że cię nie stać. Gian​ni ka​zał jej mie​rzyć
stro​je, na ja​kie sama by nie spoj​rza​ła. I za każ​dym ra​zem oka​zy​wa​ło się, że wy​glą​da w nich
świet​nie. Miał fan​ta​stycz​ne wy​czu​cie sma​ku i naj​wy​raź​niej za​le​ża​ło mu, by jego na​rze​czo​na
pre​zen​to​wa​łasięide​al​nie.

Gdywkoń​cuwy​bra​libutyito​reb​kiuFer​ra​ga​ma–Gian​niuparłsię,żetomu​sząbyćwło​-

skiewy​ro​by–byławy​czer​pa​na,głod​na,bo​la​łyjąnogiiczu​ła,żeje​ślijesz​czerazbę​dziemu​sia​-
łacośmie​rzyć,towolipo​zo​staćnago.

–Lunch,ko​cha​nie?–Pod​sko​czy​ła,sły​szącpiesz​czo​tli​wygłosGian​nie​go.
Od dwóch go​dzin Gian​ni ćwi​czył rolę ko​chan​ka. Ko​rzy​stał z każ​dej oka​zji, by przy​trzy​mać

jej dłoń, po​gła​dzić po wło​sach czy na​mięt​nie szep​nąć jej coś do ucha, tak by inni sły​sze​li.
Oświad​czył, że po​win​na się z tym oswo​ić, bo Wło​si nie kry​ją się z oka​zy​wa​niem uczuć. Dla
nie​gotocał​kiemna​tu​ral​neza​cho​wa​nie.Itegosa​me​gobę​dzieocze​ki​wa​łajegoro​dzi​na.

Była wy​koń​czo​na. Mia​ła za sobą nie​prze​spa​ną noc. Wpraw​dzie go​ścin​na sy​pial​nia była

kom​for​to​wa,jed​nakświa​do​mość,żeGian​nijesttużzaścia​ną,niepo​zwa​la​łajejzmru​żyćoka.
Sły​sza​łajegokro​ki,cojesz​czemoc​niejnaniądzia​ła​ło.Jaktomoż​li​we,żeGian​niażtakjejsię
po​do​ba?Prze​cieżtoja​kiśab​surd.Szan​ta​żu​jego.Gian​nijestkry​mi​na​li​stą.Ta​kichjakonaresz​-
to​wa​łaiwsa​dza​łazakrat​ki.Ajed​nak…

Za​sko​czyłją,boprze​su​nąłdło​niąpojejra​mie​niu.Prze​szyłjądreszcz.Pró​bo​wa​łaprzy​zwy​-

cza​ićsiędojegodo​ty​ku,leczdzi​siej​szydzieńbyłpo​nadjejsiły.Bez​u​stan​nauwa​ga,jakąsku​-
piałnaniejGian​ni,iza​ku​pywy​czer​pa​łyją.Wluk​su​so​wychskle​pachczu​łasięnie​swo​jo,ele​-
ganc​kie eks​pe​dient​ki ją onie​śmie​la​ły. Tak jak ta, któ​ra te​raz przy​glą​da​ła się jej zza zło​co​nej
kasy.

Wy​so​ka,zgrab​na,sta​ran​nieupię​teja​snewło​sy.Wy​raź​nieza​ry​so​wa​neko​ścipo​licz​ko​we,ak​-

centoso​byzwyż​szychsfer.Gian​nipew​niezta​ki​mizwy​klemadoczy​nie​nia.Zna​czą​cespoj​rze​-
nienie​bie​skichoczu,któ​reza​trzy​ma​łosięnapal​cuMa​rie.Bezpier​ścion​ka.

Eks​pe​dient​kazuśmie​chemwzię​łaczar​nąkar​tęGian​nie​goizer​k​nę​łanaMa​rie,pró​bu​jącpo​-

jąć, jak zdo​ła​ła usi​dlić ta​kie​go fa​ce​ta. Gdy​by zna​ła praw​dę! Ale czy to ma zna​cze​nie? Mu​szą
ode​graćswo​jerole.Prze​ko​naćro​dzi​nęinie​zna​jo​mych,żesąwso​bieza​ko​cha​ni.

Spró​bu​jejużte​raz.Za​sko​czyGian​nie​go,niechzo​ba​czy,żejestdo​brąak​tor​ką.Uję​łagopod

ra​mię,przy​lgnę​ładonie​goiusta​wi​łatwarzjakdopo​ca​łun​ku.Je​ślimy​śli,żeniepo​tra​figrać,
tote​razmupo​ka​że.Tejsprze​daw​czy​niteż.

–Ma​rzęolun​chu,ko​cha​nie.Do​kąddziśpój​dzie​my?Możewja​kieś…pry​wat​nemiej​sce?–

spy​ta​ła na​mięt​nym szep​tem, wpa​tru​jąc się w nie​go za​ko​cha​nym wzro​kiem. W brą​zo​wych
oczachGian​nie​gocośbły​snę​ło.

–Ku​siszmnie,skar​bie–wy​szep​tał,prze​su​wa​jącrękąpojejple​cach.Wjegooczachbły​snę​-

ło roz​ba​wie​nie. Od​pła​cił jej pięk​nym za na​dob​ne. Niech to dia​bli. – Ku​pi​my jesz​cze tro​chę
rze​czy.

–Och,tak–wy​szep​ta​ła.
– Szczę​ścia​ra z pani – wes​tchnę​ła eks​pe​dient​ka. – Do​brze mieć chło​pa​ka, któ​ry ob​sy​pu​je

background image

pre​zen​ta​mi…

–Toniejestchło​pak–spro​sto​wa​łaMa​rie,się​ga​jączasie​bieiod​su​wa​jącrękęGian​nie​go.
–Je​stemjejna​rze​czo​nym–po​twier​dził,niezwra​ca​jącuwa​ginaspoj​rze​nie,ja​kimko​bie​ta

ob​rzu​ci​łarękęMa​rie.Le​ciut​kouszczyp​nąłMa​riewpo​śla​dek,przy​po​mi​na​jąc,żena​dalgra​ją.

Przy​war​ławięcdonie​gojesz​czemoc​niej,za​bor​czymge​stemprze​su​nę​ładło​niąpojegopier​-

si.Gian​nipo​chwy​ciłjąipo​wie​działci​cho:

–Możewró​ci​mydodomunalunch?Niemogęsiędo​cze​kać,kie​dyzno​wubędęcięmiećtyl​-

kodlasie​bie,ko​cha​nie.–De​li​kat​nieuszczyp​nąłzę​ba​mijejdłoń.

Za​bra​kłojejpo​wie​trzawpłu​cach,za​la​łająfalago​rą​ca.Cozausta!Po​czu​łaiskrynaskó​rze,

prze​sta​łamy​śleć.Gian​nijestgórą.

Chcia​łamupo​ka​zać,żeświet​nieso​biepo​ra​dzi,aleprze​gra​ła.Icote​raz?Jakztegowy​brnąć,

pa​trzącnaza​zdro​snąeks​pe​dient​kęifał​szy​we​gona​rze​czo​ne​go,pod​czasgdyjejcia​łopło​nie?
łdosa​lo​nu.–Za​in​sta​lu​je​mycięwna​szymmi​ło​snymgniazd​ku,żebyjaknaj​szyb​ciejwcią​gnąć
sięwna​szerole.

Te​razura​tu​jejątyl​kospo​kój.

background image

ROZDZIAŁPIĄTY

–Mamcośdlacie​bie–po​wie​działGian​ni,się​ga​jącdokie​sze​ni.
–Nie!–jęk​nę​łaMa​rie,pod​no​sząckie​li​szekzbia​łymwi​nem.–Bła​gam,jużnicminieda​-

waj.Na​ku​pi​łeśtyleubrań,żewy​star​czydladzie​się​ciuko​biet.Jajużnicniechcę.

Uśmiech​nąłsię,pa​trzącnanią.Tosau​vi​gnonblancmadwa​dzie​ściaje​denlat,aonapijeje

jakwodęzkra​nu.Do​tądniespo​tkałta​kiejko​bie​ty.Te,któ​reznał,uwiel​bia​ły,gdyza​bie​rałje
naza​ku​py.Ob​sy​py​wałjąpięk​ny​mi rze​cza​mi,aMa​riema​ru​dzi​ła, jak​bytospra​wia​łojejprzy​-
krość.

Imbar​dziejgotoba​wi​ło,tymnie​szczę​śliw​sząmia​łaminę.Wy​szu​kałdlaniejod​po​wied​nie

stro​je. W wy​ra​zi​stych bar​wach, któ​re pod​kre​śla​ły pło​mien​ny od​cień wło​sów. Ob​ci​słe spód​-
nicz​ki, wy​de​kol​to​wa​ne bluz​ki i buty na wy​so​kich ob​ca​sach, w któ​rych jej nogi wy​da​wa​ły się
jesz​czedłuż​sze.Wy​glą​da​łanie​sa​mo​wi​cieku​szą​co.Paręrazy,gdywy​cho​dzi​łazprzy​mie​rzal​ni,
pre​zen​tu​jącko​lej​nąkre​ację,le​d​wiesiępo​wstrzy​mał,byza​razjejtamniedo​paść.

Za​brałjądojed​nejznaj​lep​szychlon​dyń​skichre​stau​ra​cjiina​dalmy​ślałtyl​kootym,byzo​-

stać z nią sam na sami i „prze​ćwi​czyć” bli​skość obo​wią​zu​ją​cą mię​dzy na​rze​czo​ny​mi. Ode​-
pchnąłodsie​bietemy​śli.Chy​baniepoj​mie,dla​cze​goMa​rietaknanie​godzia​ła.Musisiępil​-
no​wać,tako​bie​tasta​no​wiza​gro​że​nie.Dlajegoprzy​szło​ściidlaca​łejro​dzi​ny.Ajed​nak…

Wi​dział, że jest wy​koń​czo​na, on zaś z tru​dem za​cho​wy​wał spo​kój. Był pod​mi​no​wa​ny, czuł

ad​re​na​li​nęjaknie​gdyśprzedkaż​dymwiel​kimsko​kiem.Togozdu​mie​wa​ło,boprzyin​nychko​-
bie​tachni​g​dycze​gośta​kie​goniedo​świad​czał.Zmie​niałjejakrę​ka​wicz​ki.Bru​net​ki,blon​dyn​ki,
rude – nie przy​wią​zy​wał się do nich i ni​g​dy wie​le dla nie​go nie zna​czy​ły. Zna​jo​mość zwy​kle
koń​czy​łasięponocyczydwóch.Zdo​świad​cze​niawie​dział,żedłuż​szyukładnie​uchron​niepro​-
wa​dzidowięk​szychocze​ki​wańzichstro​ny.

Ma​riejestinna.Wjejzie​lo​nychoczachwi​działde​ter​mi​na​cję.Napew​noniepra​gnie​nie,by

ten układ zmie​nić w coś trwa​łe​go. Gdy tyl​ko osią​gnie cel, znik​nie z jego ży​cia. Ude​rzy​ła go
myśl,żeporazpierw​szytoko​bie​tamaza​miarodnie​goodejść.

Dla​cze​gotojestta​kie…in​try​gu​ją​ce?
–Mogęjużprzy​jąćza​mó​wie​nieczyzachwi​lę?
Gian​nispoj​rzałnamło​dąkel​ner​kę.
–Je​ste​śmygo​to​wi.–Za​mknąłkar​tęioznaj​mił:–Pro​si​mydwaro​st​be​fy.
–Bar​dzopro​szę.–Kel​ner​kawzię​łakar​tyiode​szła.
–Możeniemamocho​tynaro​st​bef?–Ma​riezmie​rzy​łagogniew​nymspoj​rze​niem.–Może

wolękur​cza​ka?Alborybę?

–By​ła​byśza​wie​dzio​na–od​rzekł,upi​ja​jącłykwina.
–Za​wszemu​siszowszyst​kimde​cy​do​wać?
–Tyniepró​bu​jeszrzą​dzićin​ny​mi?
–Niemamta​kiejob​se​sji–oznaj​mi​ła.–Popro​stuwiem,jakpo​win​nobyć.
–Jateż–od​parł,zroz​ba​wie​niemob​ser​wu​jącjejfru​stra​cję.–Jakjużwspo​mnia​łem,mam

cośdlacie​bie.

–Co?–Po​pa​trzy​łananie​gonie​uf​nie.
–Aha,niemo​żeszsiędo​cze​kać.Jakdziec​kowBożeNa​ro​dze​nie.
Za​baw​najesttaMa​rie.Wciążpro​te​stu​je,cobar​dzogopo​cią​ga.Przy​wykłdotego,żeko​bie​ty

background image

za​wsze mu po​ta​ki​wa​ły, i to z czu​łym uśmie​chem. A ta cią​gle go za​ska​ku​je, co jest dla nie​go
no​wo​ścią.Pod​nie​ca​ją​cymdo​świad​cze​niem.

–Nieje​stemdziec​kiem…
–Za​uwa​ży​łem.
Za​ci​snę​łausta.
–ToniejestBożeNa​ro​dze​nie,ajanadziśmamdośćnie​spo​dzia​nek.
–Za​wszemożebyćjed​nawię​cej.–Pod​su​nąłjejpu​de​łecz​ko.
Znie​ru​cho​mia​ła.Wpa​try​wa​łasięwpu​de​łecz​ko,jak​bycze​ka​jąc,żeza​razwy​sko​czyznie​goja​-

do​wi​tako​bra.Wresz​ciepod​nio​sławzrok.

–Pier​ścio​nek?
–Prze​cieżje​ste​śmyza​rę​cze​ni–od​parł,wzru​szyw​szyra​mio​na​mi.–Wi​dzia​łem,jaktasprze​-

daw​czy​nipa​trzy​łanatwójser​decz​nypa​lec.

–Tobezzna​cze​nia.
–My​liszsię.Wna​szymprzy​pad​kutobar​dzoistot​narzecz.Za​bra​łemtenpier​ścio​nekrano,

gdywy​cho​dzi​li​śmyzdomu,aleza​po​mnia​łemcigodać.

Zno​wupo​pa​trzy​łanapu​de​łecz​koiwes​tchnę​ła.
– Moja ro​dzi​na jest jesz​cze bar​dziej spo​strze​gaw​cza niż eks​pe​dient​ka. Dla nich to oczy​wi​-

ste,żeno​siszpier​ścio​nekodemnie.Ma​rie,toczęśćtwo​jejroli.

Wzię​ła się w garść. Się​gnę​ła po pu​de​łecz​ko, pod​nio​sła wiecz​ko i gło​śno wy​pu​ści​ła po​wie​-

trze.

–Niemogęgono​sić.Tomon​strum!
Prze​peł​ni​ła go duma. Bry​lant na​praw​dę był ogrom​ny. Je​den z naj​więk​szych, ja​kie ukradł.

Dlanie​gomiałwar​tośćsym​bo​licz​ną,dla​te​gogotrzy​mał,choćjużdaw​notemupo​wi​nienpu​-
ścićgodopa​se​ra.

– Wła​śnie taki pier​ścio​nek ku​pił​bym na​rze​czo​nej – wy​ja​śnił, wyj​mu​jąc go z wy​ście​ła​ne​go

ak​sa​mi​tempu​de​łecz​ka.

–Czy​liefek​ciar​skiiosten​ta​cyj​ny?
Zno​wugoza​sko​czy​łaiza​in​try​go​wa​ła.
–Je​steśpierw​sząko​bie​tą,któ​ramimówi,żebry​lantjestzaduży.
–Nieje​stemtakajakwięk​szośćk
–Po​wie​dzia​łeś,żewzią​łeśgozdomu.Kie​dygoku​pi​łeś?Jestja​kaśna​rze​czo​na,októ​rejnie

wiem?Niebę​dziewście​kła,żeda​łeśmipier​ścio​nek,któ​ryku​pi​łeśdlaniej?

–Nieku​pi​łemgo.
Po​pa​trzy​łananie​goroz​sze​rzo​ny​miocza​mi.Byławszo​ku,itomusiępo​do​ba​ło.
–Chceszpo​wie​dzieć…
– Cza​ru​ją​ca nie​win​ność – mruk​nął, krę​cąc gło​wą. – Tyle wiesz o mnie i mo​jej ro​dzi​nie,

amimotoje​steśwszo​ku.

–Ukra​dłeśgo.
–Rze​ko​mo–od​parł.Nawszel​kiwy​pa​dekle​piejnieda​waćjejar​gu​men​tówprze​ciw​konie​-

mu.–Tenpier​ścio​nekmadlamniewar​tośćsen​ty​men​tal​ną.

–Dla​cze​go?
Przezdłu​gąchwi​lęprzy​pa​try​wałsięjejwmil​cze​niu,wkoń​cuode​zwałsięci​cho:
– Sko​ro mamy uda​wać na​rze​czo​nych, po​win​ni​śmy się po​znać, czy​li do​wie​dzieć się tro​chę

ona​szejprze​szło​ści.Cho​ciaż–ba​wiłsiękie​lisz​kiem–mampew​neoba​wy,czymojana​rze​czo​-
nanieprze​ka​żetychin​for​ma​cjiswo​imkum​plomzpo​li​cji.

background image

Oczyjejbły​snę​ły.Ura​ziłją. Tymzno​wugoza​in​try​go​wa​ła. Onajestnie​sa​mo​wi​ta,cią​gle go

za​ska​ku​je.Jestwniejcoświę​cej,niżpo​cząt​ko​wosą​dził.Na​praw​dęgoin​te​re​su​je.Niemó​wiąc
otym,żegopo​cią​ga.Takjakte​raz.

–Słu​cham?–za​py​ta​łaci​cho,leczwjejgło​siebrzmia​łafu​ria.–My​ślisz,żewszyst​kono​tu​-

ję?Żeje​stemnapod​słu​chu?

–Otymniepo​my​śla​łem–rzekłwza​du​mie.
Może po​wi​nien wziąć pod uwa​gę taką ewen​tu​al​ność. Służ​by wy​ko​rzy​stu​ją pięk​ne ko​bie​ty

doswychce​lów,do​ty​czy​łototak​żejego.Żad​nejnieuda​łosięzdo​byćdo​wo​dówob​cią​ża​ją​cych
Co​ret​tich,ni​cze​goodnie​goniewy​cią​gnę​ły.

Jed​nak…możetoagent​ka?Spryt​naza​gryw​kazszan​ta​żem,te​raztenzwią​zeknaniby.Może

chcewtenspo​sóbpo​znaćjegota​jem​ni​ce?

Ba​daw​czo po​pa​trzył jej w oczy, wsłu​chał się w jej głos. Ob​ser​wo​wał mowę cia​ła. Już jako

dziec​ko na​uczył się roz​po​zna​wać kłam​cę. W za​cho​wa​niu Ma​rie nie do​strzegł ni​cze​go po​dej​-
rza​ne​go.

–Niemamprzyso​bieżad​ne​gourzą​dze​nia.Je​ślichceszsięupew​nić,mo​żeszmniepóź​niej

ob​szu​kać.

Ku​szą​capro​po​zy​cja.Zsu​nąćjejzra​miontęnowąbluz​kęzbia​łe​goje​dwa​biu,roz​piąćko​ron​-

ko​wysta​nikido​kład​niespraw​dzić,czypo​li​cjacze​gośgdzieśnieukry​ła.Nasamąmyślzro​bi​ło
musięgo​rą​co.

–Brzmitobar​dzoza​chę​ca​ją​co.
W oczach Ma​rie po​ja​wił się krót​ki błysk. Jej re​ak​cja, acz​kol​wiek na​tych​miast ukry​ta, po​-

dzia​łamanie​gojesz​czemoc​niej.Dodia​bła.

–Po​miń​mytote​raz–ode​zwa​łasięcierp​ko.–Wja​kimcelumia​ła​bymprze​ka​zy​waćpo​li​cji,

coodcie​bieusły​szę?

–Możezniąwspół​pra​cu​jeszitojestza​pla​no​wa​naak​cja.–Niesą​dził,bywrze​czy​wi​sto​ści

takbyło,alele​piejwy​ło​żyćkawęnaławę.

–Niktbyniewy​my​śliłta​kie​gosce​na​riu​sza.–Pa​trzy​łananie​gosze​ro​kootwar​ty​miocza​mi.

–Aleje​ślitocipo​mo​że,toza​rę​czam,żedlani​ko​goniepra​cu​ję.Zresz​tącomo​gła​bympo​wie​-
dziećpo​li​cji?–Za​śmia​łasięgorz​ko,roz​ło​ży​łaręce.–Niktbyminieuwie​rzył.Niemia​ła​bym
żad​nychdo​wo​dównapo​par​cieswo​ich słów,atypew​nie byśutrzy​my​wał,żecię szan​ta​żo​wa​-
łam.Nieby​ła​bymwia​ry​god​na.

– Bar​dzo prze​ko​nu​ją​ce wy​ja​śnie​nie – uznał, ki​wa​jąc gło​wą. Praw​dę mó​wiąc, o nic jej nie

po​dej​rze​wał,leczdo​brzesięupew​nić.–Alechciał​bymmiećtwo​jesło​wo,żeniepo​wtó​rzyszni​-
cze​go,cousły​szyszodemnieczyko​gośzmo​jejro​dzi​ny.

Miałsa​tys​fak​cję,wi​dzączdu​mie​niewjejoczach.
–Uwie​rzyszminasło​wo?
Uśmiech​nąłsiędosie​bie.Po​li​cjant​kadoszpi​kuko​ści.Pro​sto​li​nij​naiuczci​wamimopró​by

szan​ta​żu.Spoj​rzałjejgłę​bo​kowoczy.Niemu​siałsięwa​hać.

–Tak,tomiwy​star​czy.
–Wta​kimra​zieobie​cu​ję,żeniepo​wtó​rzęni​cze​go,oczymusły​szę.Tu​tajinawy​spie.
–Sko​rotak…–Wy​jąłpier​ścio​nekiprzyj​rzałmusięuważ​nie.Po​ru​szyłnimde​li​kat​nie,ob​-

ser​wu​jąc re​flek​sy świa​tła. – Ukra​dłem go dwa​na​ście lat temu. Ra​zem z Pau​lem. To był nasz
pierw​szywiel​kiskok.

Ma​riewcią​gnę​łapo​wie​trzeiwstrzy​ma​łaod​dech.Za​pew​neztru​demsłu​cha​łatychzwie​rzeń

iwszyst​kosięwniejbun​to​wa​ło,alepa​no​wa​łanadsobą.

background image

–By​li​śmywHisz​pa​nii–cią​gnął,wra​ca​jącmy​ślądotam​tejgo​rą​cejnocywBar​ce​lo​nie.Ra​-

zemzbra​temsa​mo​dziel​nieza​pla​no​wa​liskokisku​tecz​niegoprze​pro​wa​dzi​li.Porazpierw​szy
po​ka​za​liro​dzi​nie,żesągod​niro​do​we​godzie​dzic​twa.

Ko​lej​nepo​ko​le​niaCo​ret​tichkon​ty​nu​owa​łyro​dzin​nątra​dy​cję.Dzie​ciodma​łe​gouczo​nopo​-

słu​gi​wa​niasięwy​try​cha​mi,bez​sze​lest​ne​gopo​ru​sza​nia,bez​piecz​ne​goprze​kra​da​niasiępoda​-
chach,od​róż​nia​niabry​lan​tówodstra​sów,sku​tecz​ne​gowy​my​ka​niasięznaj​bar​dziejkło​po​tli​-
wychsy​tu​acji,la​wi​ro​wa​niaprzedpo​li​cją.Co​ret​tibylimi​strza​miwswo​imfa​chu,naj​lep​szy​mi
znaj​lep​szych,aro​dzin​nybiz​neskwitł.

Je​dy​nieTe​re​sa,sio​straGian​nie​go,wy​ła​ma​łasięztra​dy​cji,wy​bra​łauczci​wądro​gę.Niktnie

mógł tego po​jąć. Do​pie​ro rok temu Gian​ni za​czął ro​zu​mieć ra​cje, ja​kie nią kie​ro​wa​ły. Otwo​-
rzy​ły mu się oczy. Zro​zu​miał, że w ten spo​sób nie moż​na żyć, że krad​nąc lu​dziom ich wła​-
sność,okra​dasięichzczę​ściży​cia.

Dziw​ne,botare​flek​sjaprzy​szłatużpotym,jakukradłan​tycz​nyszty​letna​le​żą​cydoczło​wie​-

ka,któ​ryoka​załsięmę​żemTe​re​sy.Prze​żyłwte​dywe​wnętrz​nąprze​mia​nę,po​sta​no​wiłzmie​nić
do​tych​cza​so​weży​cie.Jed​nakresz​taro​dzi​nypo​zo​sta​łaprzyswo​im,aonniechciałichna​ra​żać.

–Tenpier​ścio​nekna​le​żałdouro​czejko​bie​ty.Pau​lobyłwniąza​pa​trzo​ny–po​wie​dział.
–Mimotojejgoukradł.
–Oczy​wi​ście.Tobyłona​szeza​da​nie.Wdłu​giweek​endurzą​dzi​ławiel​kieprzy​ję​ciewdomu

podBar​ce​lo​ną.Pau​loijawmie​sza​li​śmysięwtłumgo​ści,apo​temdo​bra​li​śmysiędobi​żu​te​rii,
któ​rątrzy​ma​ławsej​fiewsy​pial​ni.Po​szłonamjakpoma​śle.

–Niktwasniepo​dej​rze​wał?
–Nas?–Uśmiech​nąłsięiza​ci​snąłpal​cenaka​mie​niu.–Naprzy​ję​ciubyłodwie​ścieosób,

amywy​mknę​li​śmysięnadłu​goprzedprzy​jaz​dempo​li​cji.

–Niewiem,czypo​win​nambyćpodwra​że​niem,czyra​czejzbul​wer​so​wa​na.
Gian​niza​śmiałsię,otwo​rzyłdłońipo​pa​trzyłnapier​ścio​nek.
–Wolę,że​byśbyłapodwra​że​niem.
Przy​nie​sio​noza​mó​wio​neda​nia.Gdykel​nerod​szedł,Ma​riepo​pa​trzy​łanata​lerz.
–Tenro​st​befwy​glą​danie​źle–przy​zna​łanie​chęt​nie.
–Totu​tej​szaspe​cjal​ność.Zwy​kletuprzy​cho​dzę,kie​dyje​stemwLon​dy​nie.
–Coczę​stocisięniezda​rza.
Stwier​dzi​ła fakt. Gian​ni wzru​szył ra​mio​na​mi. Przy​glą​dał się, jak Ma​rie od​kra​wa ka​wa​łek

mię​sa.

–Ow​szem.Dużopo​dró​żu​ję.
–Towiem.
– Od​bie​głaś od te​ma​tu. Mó​wi​li​śmy o two​im pier​ścion​ku. – Pod​su​nął go w jej stro​nę. Od​-

cze​kałchwi​lę,leczMa​rieniedrgnę​ła.Samwsu​nąłgojejnapa​lec.

–Toniejestmójpier​ścio​nek.Na​le​żydotejko​bie​tyzBar​ce​lo​ny.
–Te​razjużnie.Oddwu​na​stulatjestmój.
–To,żegomasz,jesz​czeniezna​czy,żejesttwój.
–Dlamniezna​czy.–Się​gnąłposztuć​ce.GdyMa​rieza​czę​łazdej​mo​waćpier​ścio​nek,zmie​-

rzyłjąostrymspoj​rze​niem.–Zo​stawgo.Toistot​nyre​kwi​zytwgrze,naktó​rąsięumó​wi​li​śmy.
Patrznanie​gotak,jak​bytobyłstras.Mu​si​myuda​waćprze​ko​nu​ją​co.

–Stras.–Po​pa​trzy​łanaol​brzy​mibry​lant.–Niewiem,czytocośpo​mo​że.
Gian​nipo​krę​ciłgło​wą.
–Przezna​stęp​nyty​dzieńmu​sisz ha​mo​waćteswo​jeuczci​we za​pę​dy.Po​go​dzićsię,że poza

background image

bie​ląiczer​niąjestjesz​czewie​leod​cie​nisza​ro​ści.

MinaMa​riemó​wi​ła,żenieprzyj​dziejejtoła​two.Imiałprze​czu​cie,żejestzbytuczci​wa,by

uda​wa​niepo​szłojejjakzpłat​ka.

Niemia​łapew​no​ści,czyspro​stawy​zwa​niu.

Niesą​dzi​ła,żebę​dzieażtaktrud​no.Odkil​kudnicałyczasspę​dza​ławto​wa​rzy​stwieGian​-

nie​go. Do​pie​ro w nocy, gdy za​mknę​ła drzwi ste​ryl​nie urzą​dzo​nej sy​pial​ni, mo​gła ode​tchnąć
ipo​my​śleć,za​sta​no​wićnadsy​tu​acją,wktó​rejsięzna​la​zła.Jakzdo​łaprze​żyćtena​stęp​nedni?

Gian​nioka​załsięuro​czyisek​sow​ny.Ow​szem,byłzło​dzie​jem,alezszedłzezłejdro​gi.Imiał

mnó​stwoza​let.Byłza​baw​ny,urze​ka​łojąjegocierp​kie,czę​stoau​to​iro​nicz​nepo​czu​ciehu​mo​ru.
Lu​biłwłó​czyćsiępocie​ka​wychmiej​scach,ko​rzy​staćzży​cia.Za​brałjąnawy​ciecz​kępoLon​dy​-
nie,po​ka​załmnó​stworze​czy,októ​rychsły​sza​łaiwie​leno​wych.Byliwtwier​dzyTo​wer,zwie​-
dzi​liskar​biec,przedpa​ła​cemBuc​kin​ghamoglą​da​lizmia​nęwar​ty.

Po​ka​załjejOpac​twoWest​min​ster​skie,Tra​fal​garSqu​are,po​pro​wa​dziłnaCar​na​byStre​et.Na

lunchwpa​da​lidopu​bów,nako​la​cjeza​bie​rałjądoele​ganc​kichpię​cio​gwiazd​ko​wychre​stau​ra​-
cji,wczo​rajwy​bra​lisiędoklu​bunatań​ce.

Cza​ro​wałjąico​razbar​dziejsięjejpo​do​bał.Ko​rzy​stałzkaż​dejspo​sob​no​ści,bypo​trzy​maćją

zarękę,od​gar​nąćjejwło​syztwa​rzy.Dotejporynieod​wa​żyłsięnapo​ca​łu​nek,aonaniemia​ła
pew​no​ści, czy się z tego cie​szyć, czy nie. Do​my​śla​ła się, że to też po​win​ni prze​ćwi​czyć, choć
czu​ła, że w tej dzie​dzi​nie Gian​nie​mu nie brak do​świad​cze​nia. Jed​nak wte​dy sa​mot​ne noce
jesz​czebar​dziejbędąsięjejdłu​żyć.

Po​pa​trzy​łanapier​ścio​nekzbry​lan​temiwes​tchnę​ła.Ogrom​ny.Ukra​dzio​ny.Ionaco​razbar​-

dziejsiędonie​goprzy​zwy​cza​ja.Jaktooniejświad​czy?

Wczo​rajwie​czo​rem,gdytań​czy​li,Gian​niobej​mo​wałjąmoc​no.Czu​łanaple​cachcie​płydo​-

tykjegodło​ni,pul​so​wa​łojejwskro​niach.Wo​kółnichupoj​niebrzmia​łamu​zy​ka.Ma​rieza​po​-
mnia​łaoin​nychpa​rachnapar​kie​cie.Nie​maluto​nę​ławoczachGian​nie​go,onteżnieod​ry​wał
odniejwzro​ku.Pa​trzyłnaniątak,jak​bypozanimijużni​cze​goniebyło…

–Tuje​steś.–GłosGian​nie​gowy​rwałjązza​my​śle​nia.
Sta​łaza​pa​trzo​nawTa​mi​zę.Od​wró​ci​łasięodka​mien​nejba​rier​ki.Gian​nimiałwło​syroz​wia​-

newia​trem.Wczar​nejko​szu​lizkrót​ki​mirę​ka​wa​mi,nie​bie​skichdżin​sachiczar​nychbu​tach
wy​glą​dałfan​ta​stycz​nie.

Niósłdwakub​ki.Po​dałjejje​den.
–Lat​te?
–Dzię​ki.
–Oczymtakroz​my​śla​łaś?–za​py​tał.
–Oni​czym–skła​ma​ła,dzi​wiącsię,żetakła​twojejtoprzy​cho​dzi.Po​pa​trzy​łanaBigBena

igmachpar​la​men​tu.

–Nieumieszjesz​czedo​brzekła​mać–za​uwa​żyłzuśmie​chem.
–Dzię​ku​ję.Wła​śniemy​śla​łam,żeumiemażzado​brze.
–Nie.Uczci​wośćna​dalbijecizoczu.Na​praw​dęwstyd.
Ro​ze​śmia​łasię,onteż.Pew​niechciałjąroz​śmie​szyć.
–Uczci​wośćtoniecho​ro​ba.Nieza​ra​ziszsię.
–Po​wiedztomo​je​mubra​tu.–Oparłłok​cienaba​rier​ceiza​pa​trzyłsięwwodę.–Od​kądpo​-

sze​dłemnaukładzIn​ter​po​lem,Pau​loutrzy​mu​jedy​stans,jak​bysiębał,żetauczci​wośćgodo​-

background image

pad​nie.Jakna​sząsio​strę.

–Te​re​sę?–Od​wró​ci​łasiędonie​go.–TęzTe​so​ro?
 – po​wie​dział mięk​ko, a w jego oczach po​ja​wił się czu​ły uśmiech. Ten wi​dok po​ru​szył

Ma​rie.–Tomojaje​dy​nasio​stra.Oddziec​kawie​dzia​ła,żeniechcebyćjakmy.

–Aha.–Samawy​cho​wa​łasięwro​dzi​niestró​żówpra​wa.Cobyjejbli​scypo​wie​dzie​li,gdy​by

niechcia​łakon​ty​nu​owaćro​dzin​nejtra​dy​cji?–Jakprzy​jąłtotwójoj​ciec?

–My​ślę,żenapo​cząt​kubyłbar​dzoza​wie​dzio​ny–za​du​małsięGian​ni–chciałjed​nak,żeby

byłaszczę​śli​wa.Niero​zu​miałjejde​cy​zji,alejąwspie​rał.

–Jakdo​bryoj​ciec.
Gian​niod​wró​ciłsięipo​pa​trzyłjejwoczy.
–Jestdo​brymoj​cem.Za​wszemo​gli​śmynanie​goli​czyć.Pośmier​cimamyjestsa​mot​ny,ale

siętrzy​ma.

–Mójtatateżbyłwspa​nia​ły–po​wie​dzia​łatę​sk​nie.Ogrom​niegojejbra​ko​wa​ło.–Byłbar​-

dzofaj​ny.Za​wszemnieroz​śmie​szał.Przy​tu​lałimó​wił,żewszyst​kobę​dziedo​brze.Za​wszeaż…
ażgoza​bra​kło.

–Daw​nogostra​ci​łaś?
–Pięćlattemu.Pi​ja​nykie​row​carąb​nąłwra​dio​wóz.Tatazgi​nąłnamiej​scu.
–Przy​kromi.–Wziąłjązarękę.
Cie​płojegodło​nida​wa​łopo​cie​chę…icoświę​cej.Iwła​śnietojąmar​twi​ło.
Gian​niwy​pro​sto​wałsięiru​szyłprzedsie​bie.Niepusz​czałjejręki.
–Do​kądidzie​my?
–Dodomu,mu​si​mysięspa​ko​wać.Ju​trowy​jeż​dża​my.
–Ju​tro?–Po​znajegoro​dzi​nę.Bę​dzieuda​waćza​ko​cha​ną,oszu​ki​waćlu​dzi,któ​rychjesz​cze

niezna.Nogijejzmię​kły.

–Tak–po​wie​dział.–Jużpora.Lu​dziomzIn​ter​po​luza​le​ży,że​bymbyłprzedotwar​ciemwy​-

sta​wy,miałnawszyst​kooko.Pozatymsio​strachce,że​bymna​cie​szyłsięsio​strzeń​cem.

–Aha.–Kiw​nę​łagło​wą.Czy​liza​czy​na​ją.
Naj​pierwchrzestiza​da​niezle​co​neGian​nie​muprzezIn​ter​pol,po​temod​zy​ska​niena​szyj​ni​ka

ipo​wrótdodomu.DoNo​we​goJor​ku.

Cie​ka​we,żetaper​spek​ty​wawca​leniebu​dzi​ławniejta​kie​goen​tu​zja​zmujakjesz​czenie​daw​-

no.
o​biet–od​par​ła,po​trzą​sa​jącgło​wąiod​su​wa​jącpu​de​łecz​ko.

–Zdą​ży​łemza​uwa​żyć.
Przy​mknę​łaoczy.

background image

ROZDZIAŁSZÓSTY

Wca​lesięniede​ner​wu​je.Na​praw​dęnie.Popro​stuniemożeza​snąć.Todużaróż​ni​ca.
Na pal​cach szła przez ste​ryl​ny apar​ta​ment. Wszę​dzie tyl​ko biel i biel. Miesz​ka​ła tu już od

kil​kudni,alena​dalczu​łasięnie​swo​jo.Niepo​tra​fi​łaprzy​zwy​cza​ićsiędotejwszech​ogar​nia​ją​-
cejbie​li.CzyGian​nie​muna​praw​dępo​do​basiętakiwy​strój?Wąt​pli​we.Zdą​ży​łagotro​chępo​-
znać. Miesz​ka​nie zwy​kle od​zwier​cie​dla cha​rak​ter wła​ści​cie​la, tak się uwa​ża. Je​śli to praw​da,
townio​sekjestoczy​wi​sty–de​ko​ra​torniemiałoka​zjipo​znaćGian​nie​go.

Tesu​ro​weod​py​cha​ją​cewnę​trzazu​peł​nieniepa​su​jądojegocie​płejży​wio​ło​wejoso​bo​wo​ści.

Je​dy​nemiej​sce,wktó​rymczu​łasięwmia​rędo​brze,tota​ras.Wła​śnietamza​mie​rza​łapójść.

Ostroż​nie,cen​ty​metrpocen​ty​me​trze,prze​su​wa​łaszkla​nedrzwi,wzdry​ga​jącsięzakaż​dym

ra​zem,gdyci​choza​skrzy​pia​ły.Niechcia​łaobu​dzićGian​nie​go.

Lek​kipo​wiewwia​truwdarłsiędośrod​ka,gdyodro​bi​nęroz​su​nę​ładrzwi,bywy​do​staćsięna

ze​wnątrz.Wy​sta​wi​łatwarzdowia​tru,po​czu​łanaskó​rzeprzy​jem​nychłód.

Zdołudo​cho​dziłda​le​kiszummia​sta.Nanie​biemi​go​ta​łygwiaz​dy,ja​śniałksię​życ.Lon​don

Eyejakla​tar​niamor​ska.

Wzdłuż ba​rier​ki wo​kół ta​ra​su ro​sły ro​śli​ny. Na tle ciem​nej zie​le​ni ró​żo​we, po​ma​rań​czo​we

iżół​tekwia​ty.Mi​nę​łastółifo​te​le,za​ska​ku​ją​cowy​god​ne,ipo​de​szładokra​wę​dzita​ra​su.Za​pa​-
trzy​łasięwmia​stowdole.

Przeztekil​kadniwie​lesięwy​da​rzy​ło.Gian​nioka​załsięzu​peł​nieinny,niżsą​dzi​ła,atospra​-

wi​ło, że stra​ci​ła pew​ność sie​bie. Za​kła​da​ła, że w ja​kimś sen​sie jest złym czło​wie​kiem, bo to
prze​cieżzło​dziej.Awrze​czy​wi​sto​ścibyłcie​pły,we​so​łyimiałdo​breser​ce.

Wczo​rajwziąłjąnaspa​cerpoWestEn​dzie.Prze​cha​dza​lisiębru​ko​wa​ny​miulicz​ka​mi,usie​-

dlinalunchwka​wiar​nia​nymogród​ku.

Wczo​rajzno​wująza​sko​czył.
Nawy​sta​wiebu​ti​kuza​cie​ka​wi​łyjąskó​rza​nebot​ki.Mi​ja​lijąprze​chod​nie,zzachmurwy​glą​-

da​łosłoń​ce,lek​kiwiatrpo​de​rwałzuli​cyzmię​tąga​ze​tę,ktośrzew​niegrałnaskrzyp​cach.Nie
od​ry​wa​łaoczuodwy​sta​wy,gdyna​glewoknieuj​rza​łaod​bi​cieGian​nie​go.Pod​szedłdostar​sze​-
gomęż​czy​znygra​ją​ce​gonaskrzyp​cachidosto​ją​ce​gonazie​mipu​de​łecz​kawło​żyłkil​kabank​-
no​tów.

Lu​dzieprze​cho​dzi​li,nieza​uwa​ża​jącgraj​ka.Gian​niprzezchwi​lęwsłu​chi​wałsięwbrzmie​nie

in​stru​men​tu,oka​zu​jącpo​dziw.Gdypod​szedłdoMa​rie,po​wi​ta​łagouśmie​chem,uda​jąc,żeni​-
cze​goniewi​dzia​ła.

I co ma o nim my​śleć? Zło​dziej, któ​ry przez lata okra​dał bo​ga​tych, do​strzegł czło​wie​ka

wpo​trze​bieihoj​niegowspo​mógł.

Uj​rza​ła go na​gle z in​nej stro​ny. I to zbi​ło ją z tro​pu. Przez całe ży​cie wi​dzia​ła tyl​ko do​bro

izło,czerńibiel.Takzo​sta​ławy​cho​wa​na.Te​razna​gleotwo​rzy​łysięjejoczy,za​czę​łado​strze​-
gać,żeniewszyst​kojestta​kiejed​no​znacz​ne.Bieliczerńprze​cho​dząwsza​rość.

Zmie​nia​łosięjejpo​dej​ściedowie​lurze​czy,po​zna​wa​łanoweemo​cje.Wbrewso​bie.Wiel​ki

bry​lantcią​żyłjużnietyl​konapal​cu,od​ci​skałsięwjejświa​do​mo​ści.Spoj​rza​łanapier​ścio​nek,
rzu​ca​neprzeznie​gore​flek​sy.Ukra​dzio​nyko​bie​ciezBar​ce​lo​ny.Cen​netro​feumdlazło​dzie​ja,
októ​rymniemożeprze​staćmy​śleć.

–Nodo​brze–po​wie​dzia​łaci​cho.–Możesięde​ner​wu​ję.

background image

–Niemaszpo​wo​du.
Pod​sko​czy​ła,sły​szączasobągłosGian​nie​go.Od​wró​ci​łasięgwał​tow​nie.
–Chcesz,że​bymspa​dłazta​ra​su?
Oparłsięofra​mu​gęprze​szklo​nychdrzwi.Byłwspodniachodpi​ża​my,zczar​ne​goje​dwa​biu.

Wpo​świa​cieksię​ży​cajegoskó​ramia​łamie​dzia​nypo​łysk.Pięk​nieumię​śnio​naklat​kapier​sio​-
wa, luź​no za​wią​za​ny pa​sek w ta​lii. Wy​star​czy lek​ki ruch, by spodnie zsu​nę​ły się na zie​mię.
Zro​bi​łosięjejgo​rą​co.Mia​łana​dzie​ję,żewpół​mro​kuGian​niniewi​dzijejtwa​rzy.

– Gdy​byś chcia​ła spaść – jego wło​ski ak​cent cza​ro​wał ją – mu​sia​ła​byś wejść na skrzyn​ki,

przejśćzaba​rier​kęisko​czyć.Chy​banieje​steśażtakzde​ner​wo​wa​na?

–Alemogębyć,je​ślipo​dej​dzieszbli​żej.
Czu​łaprze​peł​nia​ją​cejąpra​gnie​nie.Jesttrud​niej,niżmy​śla​ła.Znacz​nietrud​niej.Teo​re​tycz​-

niemia​łobyćina​czej.Mie​lityl​kouda​wać,jed​nakemo​cjeniedająsiępod​po​rząd​ko​wać,zra​cjo​-
na​li​zo​wać.Wy​my​ka​jąsięspodkon​tro​li.Za​bra​kłojejtchu,gdyGian​nipo​wo​liza​cząłiśćwjej
stro​nę.

Za​czerp​nę​łapo​wie​trza,wstrzy​ma​łaod​dech.Możewtenspo​sóbtro​chęsięuspo​koi.Jed​nak

tena​dzie​jeoka​za​łysiępłon​ne.Wi​ro​wa​łojejwgło​wie.Tagrasta​wa​łasięco​razbar​dziejre​ali​-
stycz​na.Inie​bez​piecz​na.

–Niezbli​żajsię,Co​ret​ti.
–Bo​iszsię,O’Hara?–Jegogłosota​czałją,obej​mo​wał.Jaktomoż​li​we,żesamgłostakna

niądzia​ła?

–Popro​stuje​stemostroż​na.
–Mniebar​dziejin​te​re​su​je,dla​cze​goje​steśtakaspię​ta.Ococho​dzi?
–O…cie​bie.Omnie.Tora​czejkiep​skipo​mysł.–Po​stą​pi​łakrokczydwadotyłu,do​szłado

koń​cata​ra​su.

– Dla mnie świet​ny. Je​ste​śmy do​ro​śli. Wie​my, cze​go chce​my. Dla​cze​go tak się de​ner​wu​-

jesz?–za​py​tał,ro​biącko​lej​nykrokwjejstro​nę.

–Chceszwie​dzieć?Prze
–Jakmiło.–Ro​zej​rza​łasię,szu​ka​jącdro​giuciecz​ki.–Cie​szęsię,żeje​steśszczę​śli​wy.
–Mo​gli​by​śmyobo​jebyćszczę​śli​wi.
Spoj​rza​łananie​gouważ​nie.Stałtakbli​sko.Wy​star​czywy​cią​gnąćrękę,bydo​tknąćjegotor​-

su. Och, jak tego chcia​ła! Pal​ce same się do nie​go wy​cią​ga​ły. Za​ci​snę​ła je w pię​ści, opu​ści​ła
ręce.

–Tozna​czy…
Za​śmiałsiękrót​ko.
–Wiesz,cotozna​czy.
Oczy​wi​ście.Na​wetje​śliniedokoń​cagoro​zu​mia​ła,tocia​łowie​dzia​łobar​dzodo​brze.
–Tak,wiem.–Od​gar​nę​ławło​syztwa​rzyizmu​si​łasię,bypo​pa​trzećmuwoczy.Wy​star​czy

jed​nanoczGian​nim,żebypo​czu​łasięwię​cejniższczę​śli​wa.–Aletosięniesta​nie.

Gian​niwzru​szyłra​mio​na​mi.
–Oczy​wi​ściede​cy​zjana​le​żydocie​bie,aleje​ste​śmyza​rę​cze​ni.
Jak ła​two zre​zy​gno​wał! Do​pie​ro co cza​ro​wał ją uwo​dzi​ciel​skim gło​sem i wpa​try​wał się

wniąpło​ną​cymwzro​kiem,ate​razzbyłjąwzru​sze​niemra​mion.Jak​bymię​dzynimiwca​lenie
iskrzy​ło.Po​win​nagozatopo​dzi​wiaćczymożepo​czućsięura​żo​na?Boże,dla​cze​gosamanie
po​tra​firoz​pra​wićsięzeswo​iminie​po​kor​ny​mimy​śla​mi?

–Dla​cze​gonieśpisz?

background image

–Mamlek​kisen.Sły​sza​łem,jakotwie​raszdrzwiiwy​cho​dzisznata​ras.Za​nie​po​ko​iłemsię,

po​my​śla​łem,żele​piejspraw​dzę.

–Je​steśbar​dzo…tro​skli​wy.
–Ow​szem,je​stem.–Prze​su​nąłwzro​kiempojejnoc​nejko​szul​ce.Od​ga​dła,cote​razmy​śli.

Czar​na,ozdo​bio​nadwie​maży​ra​fa​miiza​baw​nympod​pi​sem:„Tobyłabar​dzodłu​ganoc”.

–Chy​bapo​win​ni​śmyspę​dzićdziświę​cejcza​suwskle​piezbie​li​zną.
Zi​ry​to​wał ją. Skrzy​żo​wa​ła ra​mio​na na pier​si. Tę ko​szul​kę do​sta​ła w pre​zen​cie od taty, gdy

wBożeNa​ro​dze​niepra​co​wa​łananoc​nejzmia​nie.TomiałbyćżartiMa​rietaktoode​bra​ła.To
jejulu​bio​nako​szul​ka.Odtaty.

Niechcia​ławra​caćmy​ślądodzi​siej​szychza​ku​pów.Ni​g​dywcze​śniejniero​bi​łaichwto​wa​-

rzy​stwiemęż​czy​zny.Ini​g​dyniktniewy​bie​rałjejta​kichrze​czy.

–Nowięc–ode​zwałsię,gdymil​cze​nieza​czę​łosięprze​dłu​żać–sły​sza​łem,jakmó​wisz,że

je​steśzde​ner​wo​wa​na.

–Niepo​wi​nie​neśpod​słu​chi​wać.
–Atymó​wićdosie​bie.Czy​liobo​jepo​win​ni​śmysięwsty​dzić.Alewróć​mydotwo​je​gozde​-

ner​wo​wa​nia.

–Nicminiejest.
–Napew​no?–Przy​su​nąłsiębli​żej.
– Na pew​no. Tro​chę de​ner​wu​ję się spo​tka​niem z two​ją ro​dzi​ną i tym uda​wa​niem. Ale… –

uśmiech​nę​łasięzprzy​mu​sem–tochy​baniebę​dziestrasz​ne?

–Uda​wa​niemo​jejna​rze​czo​nej?–Pu​ściłdoniejoko.–Obie​cu​ję,żebędębar​dzotro​skli​wy.

Zro​bięwszyst​ko,cowmo​jejmocy,żebycipo​móc.

Wła​śnietegosięoba​wia​ła.Przezostat​niedninie​malnonstopbylira​zemitajego„tro​skli​-

wość”mą​ci​łajejwgło​wie.Atakniepo​win​nobyć.Po​win​nakon​cen​tro​waćsięnaswo​impla​-
nie,nietra​cićgło​wy,niere​ago​waćnajegobli​skość.Takjakte​raz.

Lek​kipo​wiewwia​truuzmy​sło​wiłjej,żezro​bi​łosięchłod​niej.Ostat​niednibyływy​jąt​ko​wo

cie​płe,aletosięzmie​nia.Mapre​tekst,bystąduciec.

–Zim​nomi–oznaj​mi​ła.BogdyGian​nitaknaniąpa​trzył,nierę​czy​łazasie​bie.
–Bra​wo.
–Słu​cham?
–Pięk​nieskła​ma​łaś–od​rzekł.–Zka​mien​nątwa​rzą.Pra​wieciuwie​rzy​łem.
–Pra​wie?–Pod​nio​sławy​żejgło​wę.
–Nietrzę​sieszsięzzim​na–wy​ja​śnił–abłyskwtwo​ichoczachzdra​dza,żejestcigo​rą​co.
–Gian​ni,daj​mytemuspo​kój–wy​szep​ta​ła,ro​biąckrokdoprzo​duima​jącna​dzie​ję,żezej​-

dziejejzdro​gi.

Nic z tego. Nie prze​su​nął się, tyl​ko po​ło​żył dło​nie na jej bar​kach i przy​trzy​mał w miej​scu.

Pod​nio​słananie​gowzrok.Jegoustabyłytużprzyjejwar​gach.

–Przezwy​jaz​dempo​win​ni​śmyza​ła​twićjed​nąrzecz.
Po​czu​łasu​chośćwustach,ser​ceszyb​kojejza​bi​ło.
–Tozna​czy?–Zmu​si​łasię,żebyza​daćpy​ta​nie.–Comasznamy​śli?
–Po​ca​łu​nek.–Jegogłosprze​ni​kałjądogłę​bi.
Boże,jak​żetegopra​gnę​ła,choć niepo​win​na.Prze​su​nę​łaspoj​rze​nie najegousta,a Gian​ni

uśmiech​nąłsię,jak​byczy​tałwjejmy​ślach.Po​pa​trzy​łamuwoczy.

–Natosięnieuma​wia​li​śmy–po​wie​dzia​łaci​cho.
–Umo​węmoż​nare​ne​go​cjo​wać–za​uwa​żył.

background image

–Poco?–Po​trzą​snę​łagło​wą.–Prze​cieżobo​jewie​my,żetotyl​konachwi​lę.
–Coniezna​czy,żeniemożebyćmiło–od​parł.–Ma​rie,żyjchwi​lą.Tomożecisięspodo​-

bać.

Ni​g​dynieżyłachwi​lą.Za​wszesta​ran​niepla​no​wa​łaprzy​szłość,wy​zna​cza​łaso​biecele,na​wet

gdybyładziec​kiem.Innerze​czysiędlaniejnieli​czy​ły.Nieuga​nia​łasięzamęż​czy​zna​mi,ni​g​dy
szcze​gól​nie jej to nie in​te​re​so​wa​ło. Mia​ła swo​je spra​wy i swo​je ży​cie, na męż​czyzn nie było
wnimmiej​sca.Zresz​tąniespo​tka​łani​ko​go,dlakogochcia​ła​bytozmie​nić.

Ażdote​raz.
PrzyGian​nimza​czę​łamy​ślećorze​czach,ja​kiewcze​śniejnieprzy​cho​dzi​łyjejdogło​wy.Nie

po​zna​wa​łasa​mejsie​bie.Coztego,żeporazpierw​szyjejcia​łotakre​agu​je,tojesz​czenicnie
zna​czy.

Prze​su​wałrę​ka​mipojejbar​kach,przezko​szu​lęczu​łacie​płojegopal​ców.Przy​gar​nąłjąbli​-

żej,aonain​stynk​tow​niepo​chy​li​łasięwjegostro​nę.Tobłąd,prze​mknę​łojejprzezmyśl.Wiel​-
kibłąd.

–Za​ży​ło​ściniedasięuda​wać.–Czu​łajegood​dech.Mi​mo​wol​nieroz​chy​li​łausta.–Mojaro​-

dzi​nabę​dzienasob​ser​wo​wać.Je​śliza​uwa​żą,żecośjestnietak,za​cznąsiędo​my​sły,aprze​cież
tegoniechce​my?

–Chy​banie–po​tak​nę​ła,bomiałra​cję.Po​win​niro​bićwra​że​nieza​ko​cha​nejpary.Ina​czejpo

coba​wićsięwtouda​wa​nie?

Wsu​nąłdłońwjejwło​sy.
–Po​win​ni​śmysiępo​ca​ło​wać,Ma​rie.Jużczas.
Mil​cza​ła. Nie mu​sia​ła nic mó​wić. Zresz​tą chy​ba nie mo​gła, na​wet gdy​by chcia​ła. Prze​sta​ła

my​śleć,li​czy​łosiętyl​kopra​gnie​nie,ja​kiejąprze​peł​nia​ło.Za​wszewie​rzy​ła,żele​piejbyćsa​mej
niżznie​wła​ści​wymmęż​czy​zną.Niedo​pusz​cza​ładogło​suhor​mo​nówiswo​ichpo​trzeb.Te​raz
tamapę​kła.

Wie​dzia​ła, że Gian​ni nie jest od​po​wied​nim męż​czy​zną, ale w tym mo​men​cie tyl​ko on dla

niejist​niał.Póź​niejbę​dziesiętymmar​twić,aleniete​raz.Toniejestporanaroz​my​śla​nie.Pra​-
gniegopo​czuć,ityl​kotosięli​czy.

Po​chy​liłsiękujejtwa​rzy.Wes​tchnę​ła,czu​jącdo​tykjegowarg.Towes​tchnie​niepo​dzia​ła​ło

nanie​go,boob​jąłjąwpa​sieiprzy​cią​gnąłdosie​bietakmoc​no,żejużniemia​ławąt​pli​wo​ści:
pra​gnąłjejrów​niego​rą​co,jakonajego.

Od​da​łamupo​ca​łu​nek.Prze​su​nę​ładłoń​mipocie​płejzło​ci​stejskó​rze,za​rzu​ci​łamuręcena

szy​ję.Bi​ją​ceodnie​gocie​płoprze​ni​ka​łojąnawskroś.Wsu​nąłpal​cewjejwło​syica​ło​wałco​raz
bar​dziejna​mięt​nie.

Po​ca​łu​nektenniósłroz​kosz​nąobiet​ni​cęcze​goświę​cej.Wy​obraź​niapod​su​wa​łajejpod​nie​-

ca​ją​cecu​dow​neob​ra​zy.Ma​riewi​dzia​łaichwogrom​nymłożuGian​nie​go,roz​pa​lo​nychiroz​na​-
mięt​nio​nych,ob​sy​pu​ją​cychsiępiesz​czo​ta​mi,za​tra​co​nychwbli​sko​ści.Niechcia​łamy​śleć,je​-
dy​nieczuć.Ni​g​dywcze​śniejnieza​zna​łata​kichemo​cji.Byłobo​sko.

Gian​nitu​liłjądosie​bieco​razmoc​niej,jużnieumia​łastwier​dzić,gdziekoń​czysięjejcia​ło,

aza​czy​najego.Chciałwię​cejida​wałwię​cej.Po​ca​ło​wałjągo​rę​cejijęk​nąłgłu​cho,gdypo​czuł
do​tykjejję​zy​ka.Mie​sza​łysięichod​de​chy,ser​cabiłysza​lo​nymnie​rów​nymryt​mem.

Możetobyłymi​nu​ty,możego​dzi​ny.Niebyławsta​niemy​śleć,cia​łojejpło​nę​ło.Nocota​cza​-

łaichmięk​kimko​ko​nem,nadgło​wa​mimi​go​ta​łygwiaz​dyiświe​ciłksię​życ,chłod​nywiatrmu​-
skałtwa​rze.Światwo​kółprze​stałist​nieć,bylityl​koonidwo​jenata​ra​sie,pozacza​semiprze​-
strze​nią.Ma​riewie​dzia​ła,żeodtejporymię​dzyniąaGian​nimjużni​g​dyniebę​dzietakjakdo​-

background image

tąd.

Kie​dyod​su​nąłodniejusta,wi​ro​wa​łojejwgło​wie,ko​la​namia​łajakzwaty.Za​chwia​łasię,

beztchuopar​łasięonie​go.Je​dy​nąpo​cie​chąbyłaświa​do​mość,żejegoser​cebiłorów​niesza​-
leń​czojakjej.Czy​linanie​gototeżpo​dzia​ła​ło.

–Tobyłoob​ja​wie​nie–po​wie​działnieodrazu.
Ro​ze​śmia​łasię,po​ru​szy​łagło​wą.
–Ob​ja​wie​nie?
–Tak.–Spoj​rzałjejwoczy.–Ni​g​dynieca​ło​wa​łemsięzpo​li​cjant​ką.Chy​baprzezlatacoś

so​biewma​wia​łem.

–Po​wiemci–ce​lo​woprzy​bra​łapo​dob​nielek​kiton–żeni​g​dynieca​ło​wa​łamsięzezło​dzie​-

jemimu​szęprzy​znać,żebyłocał​kiemnie​źle.

–Cał​kiemnie​źle?–Oczymusięśmia​ły.–Przy​wo​ła​łaśmniedopo​rząd​ku.
Uśmiech​nę​łasiędonie​go.
–Ktowie?Je​ślitro​chępo​ćwi​czysz,możebyćle​piej.
Od​gar​nął jej wło​sy z twa​rzy, prze​su​nął pal​cem po po​licz​ku. W ciem​nych oczach na​dal ja​-

śniałuśmiech.

–Po​ćwi​częznaj​więk​sząchę​cią,cara.Pocopo​prze​sta​waćnadrob​nejpo​praw​ce,sko​romoż​-

nadojśćdoper​fek​cji?

Nonie.

LotnaSt.Tho​masdłu​żyłsięnie​mi​ło​sier​nie.

Gian​ni z tru​dem pa​no​wał nad emo​cja​mi. Pa​trzył na Ma​rie ubra​ną w mar​ko​we ciusz​ki,

a ocza​mi wy​obraź​ni wi​dział ją w śmiesz​nej ko​szul​ce z ży​ra​fa​mi, le​d​wie przy​kry​wa​ją​cej uda.
Wciąż pa​mię​tał chwi​lę, gdy miał Ma​rie w ra​mio​nach. Przy​gar​niał ją do sie​bie tak moc​no, że
czułjejna​brzmia​łepier​si.

Mia​ła sta​ran​nie ucze​sa​ne roz​pro​sto​wa​ne wło​sy i ide​al​ny ma​ki​jaż, a on cią​gle przy​wo​ły​wał

wspo​mnie​nia tam​tej nocy: Ma​rie z bu​rzą roz​wia​nych wia​trem lo​ków, z sen​ny​mi ocza​mi
i usta​mi na​brzmia​ły​mi od po​ca​łun​ków. Po​wi​nien się opa​mię​tać. Nie może się w to wcią​gać,
niemożeza​po​mi​nać,żetotyl​kogra.

Ma​rie jest szan​ta​żyst​ką, za​gro​że​niem dla ro​dzi​ny. To od razu usta​wia ich re​la​cję. Po​do​ba

musię,leczztakąko​bie​tąniepój​dziedołóż​ka,tozbytry​zy​kow​ne.

Za​cho​wady​stans.Ja​kośwy​trzy​matenty​dzień.Po​temod​zy​skadlaniejna​szyj​nikiod​bie​rze

tonie​szczę​snezdję​cie.Ichdro​gisięro​zej​dą.Staw​kąjestbez​pie​czeń​stworo​dzi​ny,więcgo​tów
jestsiępo​świę​cić.Na​wetza​miesz​kaćzMa​riewjed​nympo​ko​ju.

Lottrwałdłu​go.Przezostat​nirokGian​niwie​lo​krot​nieod​wie​dzałTe​re​sę,po​dob​niejakresz​-

taro​dzi​ny.Za​wszetrzy​ma​lisięra​zemiko​rzy​sta​lizkaż​dejoka​zji,bysięspo​tkać.ZSt.Tho​mas
naTe​so​ropły​nę​liło​dziąmo​to​ro​wą.

Za​pa​no​wałnadmy​śla​mi,wie​dział,naczymmusisięsku​pić.Na​wetje​śliczułnie​po​kój,ce​lo​-

wogoigno​ro​wał.

–Tujestpięk​nie.
Od​wró​ciłsięipo​pa​trzyłnaMa​rie.Sie​dzia​łanawprostnie​go,nanie​bie​skiejław​ce.Wsłoń​cu

jejwło​sylśni​łyciem​nymogniem,oczybłysz​cza​ły.

Pozaniminiebyłoin​nychpa​sa​że​rów,adotejporynieza​mie​ni​lizsobąsło​wa.Odwczo​raj​-

szejnocymię​dzynimiwciążbyłona​pię​cie.Tojegowina.Dałsiępo​nieśćchwi​li.Je​denpo​ca​łu​-

background image

nek.Wma​wiałso​bie,żetotyl​kozręcz​naza​gryw​ka,bywy​trą​cićMa​riezrów​no​wa​gi,zbu​rzyćjej
opa​no​wa​nie.Efektprze​szedłjegowy​obraź​nię.

Ni​g​dydo​tądje​denpo​ca​łu​nekniepo​dzia​łałnanie​goztakąsiłą.Le​d​wiedo​tknąłjejust,za​-

pra​gnąłwię​cej.Tobyłocośnie​sa​mo​wi​te​go.Nie​malza​po​mniał,kimonajesticze​gochce.Za​-
wsze taki ostroż​ny i czuj​ny, pra​wie stra​cił nad sobą kon​tro​lę. Z tru​dem się po​wstrzy​mał, by
niepójśćda​lej,aprzezna​stęp​nego​dzi​nyoszu​ki​wałsie​bie.

Samjestso​biewin​ny.Izanicniemożejejpo​ka​zać,cote​razczu​je.
– Te​so​ro ci się spodo​ba – rzekł, przy​glą​da​jąc się jej twa​rzy. Nie mu​siał pa​trzeć na wy​spę,

wie​dział,jakwy​glą​da.Ki​lo​me​trybia​łychplaż,pal​myko​ły​szą​cesięnawie​trze,drze​waocie​nia​-
ją​ce wą​skie dro​gi i dom​ki z czer​wo​ny​mi da​cha​mi. W por​cie ku​try ry​ba​ków i łód​ki dla tu​ry​-
stów.

–Cu​dow​nywi​dok.–Pod​nio​słagłos,byprze​krzy​czećszumsil​ni​ka.Od​wró​ci​łasiędoGian​-

nie​goipa​trzy​łananie​goroz​pro​mie​nio​na.

Jakoprzećsiętejko​bie​cie?Jestnietyl​kopięk​na,mawso​biecoświę​cej,by​stryumysłisiłę

woli,cowy​jąt​ko​wodonie​goprze​ma​wia​ło.Tymgo​rzejdlanie​go.

–Bar​dzotupięk​nie–po​tak​nął,zmu​sza​jącsiędokon​cen​tra​cjinaroz​mo​wie.–Te​re​sako​cha

tomiej​sce.

–Tynie?
–Je​steśdo​myśl​na,co?Te​so​rojestide​al​nymmiej​scemnakrót​kiewa​ka​cje.Mia​stecz​kocię

za​chwy​ci.Mnó​stwokwia​tów,bru​ko​wa​neulicz​ki,ko​lo​ro​weskle​pi​ki.

–Za​po​wia​dasięfan​ta​stycz​nie.
–Itakjest.Alepoty​go​dniuczydwóchza​czy​namnieno​sić.–Po​pa​trzyłnaMa​rie.–Chy​ba

naj​le​piejczu​jęsięwmie​ście.Lu​bięmiej​skipo​śpiech,miej​skiha​łas.Po​czu​cie,żecośsiędzie​-
je.Tu​tajży​ciebie​gnieswo​imryt​mem,spo​koj​nymisen​nym.

Ma​riesięza​my​śli​ła.
–Mnieteżnaj​bar​dziejod​po​wia​dadużemia​sto.Mó​wią,żeczło​wiekjestwnimano​ni​mo​wy,

ale ja tak nie uwa​żam. Lu​dzie są za​bie​ga​ni, nie wtrą​ca​ją się w spra​wy in​nych. – Wy​sta​wi​ła
twarz do słoń​ca i wia​tru, za​mknę​ła oczy. – Masz przy​ja​ciół i zna​jo​mych, a kie​dy zda​rzy się
wol​nachwi​la,mia​stomawie​ledoza​ofe​ro​wa​nia.

Cho​le​ra.Wręczcho​dzą​cyide​ał,gdy​bynietenszan​taż.Musimiećsięprzyniejnabacz​no​ści.

Ich„zwią​zek”totyl​kogra.Cona​pa​wa​łogoco​razwięk​szymża​lem…
zcie​bie.

Le​ciut​kouniósłką​cikust.
–Tomisięcał​kiempo​do​ba–oznaj​mił,omi​ja​jącstółipod​cho​dzącdoMa​rie.

background image

ROZDZIAŁSIÓDMY

–Chy​bamamyko​mi​tetpo​wi​tal​ny–za​uwa​żyłGian​ni,pa​trzącwstro​nębrze​gu.–Tomoja

sio​straiRico,jejmąż.Wy​szliponas.

–Cho​le​ra.Zno​wusięde​ner​wu​ję.
Ro​zu​miał ją. W spra​wach za​wo​do​wych kłam​stwo było dla nie​go czymś na​tu​ral​nym, lecz

okła​my​wa​nie ro​dzi​ny bu​dzi​ło w nim opo​ry. Tyl​ko czy ma wyj​ście? Robi to dla ojca, w imię
jego bez​pie​czeń​stwa. Kie​dy to się skoń​czy i Ma​rie wy​je​dzie, wy​tłu​ma​czy się przed ro​dzi​ną.
Zro​zu​mie​jąjegora​cje.Takąmiałna​dzie​ję.

–Bę​dziedo​brze.
–Ła​twocimó​wić.Tyichznasz.
–Atyznaszmnie–od​parł.
–Na​praw​dę?–Wbi​ławnie​gowzrok.
Uniósłbrwiilek​kosięuśmiech​nął.
–Uwa​żasz,żetood​po​wied​nimo​mentnaroz​mo​węnate​ma​tyeg​zy​sten​cjal​ne?Do​bi​ja​mydo

brze​gu.

–Nie–od​rze​kła,wy​pro​sto​wa​łasięiunio​słagło​wę,jak​byszy​ko​wa​łasiędowej​ścianaszu​-

bie​ni​cę.

Nie​sa​mo​wi​ta jest ta Ma​rie. Za​ska​ku​ją​ca kom​bi​na​cja nie​ugię​tej de​ter​mi​na​cji i skry​wa​nej

wraż​li​wo​ści.Naj​chęt​niejwziął​byjąte​raznaręceitu​lił,do​pó​kizjejoczunieznik​nienie​uf​na
czuj​ność.Do​pie​robywy​szedłnaidio​tę.Albojesz​czego​rzej.

–Todo​brze.
– Gian​ni! – za​wo​ła​ła Te​re​sa. Czar​ne wło​sy spię​ła w koń​ski ogon, była w bia​łych lnia​nych

szor​tach,czer​wo​nejba​weł​nia​nejbluz​ceiwsan​da​łach.

Gian​nize​sko​czyłnaląd,chwy​ciłsio​stręwra​mio​naiuści​snąłjąmoc​no.
–Ma​cie​rzyń​stwocisłu​ży.
–Tyza​wszewiesz,copo​wie​dzieć.
–Mamtakidar–od​parł,pusz​cza​jącoko.
Ricopod​szedłiwy​cią​gnąłrękę.
–Cie​szęsię,żeje​steś–oznaj​mił.–Te​re​sastrasz​nietę​sk​nizaro​dzi​ną.
Ricona​wetnatro​pi​kal​nejwy​spieniezmie​niłsty​lu.Ubra​nybyłnaczar​no,cowtejsce​ne​rii

wy​glą​da​łodziw​nie.

–Po​win​ni​ścieprzy​je​chaćdomniedoLon​dy​nu.Od​po​cząćodtejwy​spy.
–Wy​je​chaćstąd?–Te​re​saza​śmia​łasię,po​trzą​snę​łagło​wą.–Dzię​ki,aleniemamowy.
Gian​niod​wró​ciłsiędoMa​rieiwy​cią​gnąłrękę,bypo​mócjejzejśćnaląd.Sio​strana​gleza​-

mil​kła. W ci​szy sły​chać było tyl​ko krzyk mew, ude​rze​nia fal o bur​tę, z po​bli​skie​go ku​tra do​-
cho​dziłprzy​tłu​mio​nydźwiękra​dia.

Ma​riepo​pa​trzy​łamuwoczy;bar​dzochciał,bychoćtro​chęsięroz​luź​ni​ła.Lek​kaner​wo​wość

na​rze​czo​nejniezdzi​wiTe​re​syiszwa​gra,bopo​zna​jącnowąro​dzi​nę,Ma​riemapra​woczućsię
nie​cospię​ta.Jed​naknad​mier​naczuj​nośćmożewzbu​dzićpo​dej​rze​nia.

Ma​rie,jak​byczy​ta​jącwjegomy​ślach,ski​nę​łagło​wąiuśmiech​nę​łasięzprzy​mu​sem.Te​re​sa

na​bie​rzesięnatenuśmiech,leczjegoniezwie​dzie.Zado​brzeznaMa​rie.Mi​nę​łoza​le​d​wiekil​-
kadni,ajużumieroz​po​znaćjejminyina​stro​je.Ijestniąza​fa​scy​no​wa​ny.

background image

–Gian​ni?–GłosTe​re​syprzy​wo​łałgodorze​czy​wi​sto​ści.
Przy​cią​gnąłMa​riedosie​bieiob​jąłra​mie​niem.Od​wró​ciłsiędosio​stryiszwa​gra.
–Te​re​so–za​czął–przed​sta​wiamciMa​rieO’Harę.
Za​kło​po​ta​nie,ja​kiebły​snę​łowoczachsio​stry,zmie​ni​łosięwra​dość,gdydo​dał:
–Mojąna​rze​czo​ną.
–Cota​kie​go?Och,Bożedro​gi!Towspa​nia​le!–wy​krzyk​nę​łaiuści​snę​łaMa​rie.–Jak​żesię

cie​szę!Tocu​dow​nano​wi​na.Mójbratsiężeni!–Pu​ści​łaMa​rieiza​rzu​ci​łamuręcenaszy​ję.

Po​czu​ciewiny,ja​kiegoogar​nę​ło,spo​tę​go​wa​łosię,gdyTe​re​saszep​nę​łamudoucha:
–Gian​ni,je​stemtakaszczę​śli​wa.Chcę,że​byśko​chałibyłko​cha​ny,takjakja.Chcia​ła​bym

tegodlanaswszyst​kich.

Przy​gar​nąłjądosie​biejesz​czemoc​niej.Źlesięczuł,okła​mu​jącsio​strę.Wdo​dat​kutodo​pie​-

ropo​czą​tektejko​me​dii.Odktó​rejniemaod​wro​tu.

Gdypu​ściłroz​pro​mie​nio​nąsio​strę,Te​re​saod​wró​ci​łasiędoMa​rieiwzię​łająpodrękę.
–Jakawspa​nia​łanie​spo​dzian​ka!–Po​cią​gnę​łaMa​rie,pro​wa​dzącjąwzdłużbrze​gu.Gian​ni

iRicozo​sta​liwtyle.–Zo​ba​czysz,jaksięza​przy​jaź​ni​my!Ma​rie,mu​siszmiwszyst​koopo​wie​-
dzieć.Je​stemstrasz​niecie​ka​wa,jakigdziesiępo​zna​li​ście.Ach,mu​si​myteżpo​ga​daćoślu​bie
iwe​se​lui…

Ma​rieprzezra​miępo​sła​łaGian​nie​muroz​pacz​li​wespoj​rze​nie,jed​nakte​razniemógłjejpo​-

móc.GdyTe​re​sana​bie​rzeroz​pę​du,nicjejnieza​trzy​ma.Moż​naalbojejulec,albowziąćnogi
zapas.

Zresz​tąmożeido​brzewy​szło,po​my​ślał.Ma​riezo​sta​łarzu​co​nanagłę​bo​kąwodę,musisama

sięwy​bro​nić.

– Te​re​sa mar​twi się o cie​bie, Pau​la i wa​sze​go ojca – po​wie​dział Rico. – Cią​gle je​ste​ście

sami.

–Je​ste​śmysamityl​kowte​dy,kie​dytegochce​my.
Ricoza​śmiałsięci​cho.
–Samtakmia​łem,więcświet​niero​zu​miem.Nie​ste​tyTe​re​sanie.Dlaniejtorów​no​znacz​ne

zsa​mot​no​ścią.

Sa​mot​ność.Ni​g​dydo​tądtakoso​bieniemy​ślał.Bratrów​nież,tegobyłpe​wien.Żyliposwo​-

je​mu,spo​ty​ka​lisięzko​bie​ta​mi,mie​liczasdlasie​bie.Samni​g​dyniewcho​dziłwdam​sko-mę​-
skieukła​dynadłu​żejniżkil​kadni.Wie

Jed​nakdnispę​dzo​nezMa​riewca​legonieznu​dzi​ły.Prze​ciw​nie,czułsięzniąza​ska​ku​ją​co

do​brze.Skrzy​wiłsięwdu​chu,uświa​da​mia​jąctoso​bie.Nieznie​chę​ci​łagodosie​bie,ajesz​cze
na​wetsięzniąnieprze​spał.

Jesz​cze.
– Dam gło​wę – mó​wił Rico – że Te​re​sa za​raz wy​cią​gnie z Ma​rie wszyst​kie szcze​gó​ły na

waszte​mat.Nimdo​łą​czy​mydopań,chciał​bymcośztobąusta​lić.

Wiatrniósłza​pachmo​rzaitro​pi​kal​nychkwia​tów.Gian​nipo​pa​trzyłnaszwa​gra.
– W związ​ku z wy​sta​wą bi​żu​te​rii – rzekł Rico i przy​mknął oczy. – Daj sło​wo, że Co​ret​ti

wtymcza​sieniebędą…pra​co​wać.

Gian​niza​śmiałsiękrót​ko.Szwa​giermapra​wobyćostroż​ny.Przedlatyskradłaz​tec​kiszty​let

zko​lek​cjiRicaitam​towy​da​rze​nieza​po​cząt​ko​wa​łojegowe​wnętrz​nąprze​mia​nę.Zmie​niłswo​-
jedo​tych​cza​so​weży​cie.

Nicdziw​ne​go,żeRicomawąt​pli​wo​ści,bona​wetonsamcza​semsięza​sta​na​wiał,czydaradę

wy​trwać.

background image

– Masz moje sło​wo. Mó​wię też w imie​niu papy i bra​ta. Je​ste​śmy te​raz ro​dzi​ną, a ro​dzi​nę

trak​tu​je​myzsza​cun​kiem.

–Cie​szęsię.Niechciał​bym,żebywy​ni​kłyja​kieśpro​ble​my.Przy​go​to​wa​niadowy​sta​wycią​-

gnąsiępra​wieodroku.Za​le​żymi,żebywszyst​kosięuda​ło.

–Je​stemza.Jakcimó​wi​łem,je​stemtunazle​ce​nieIn​ter​po​lu.Mammiećokonaod​wie​dza​-

ją​cych,wy​chwy​ty​waćpo​dej​rza​neza​cho​wa​nia.

Ricoru​szyłnad​brze​żem,Gian​nisięznimzrów​nał.
–Mamnaj​lep​szynaświe​cieze​spółochro​nia​rzy.
–Sądo​brzy–przy​stałGian​ni–alejaje​stemlep​szy.
–Pew​nietak–po​tak​nąłRico.Po​pa​trzyłnaidą​ceprzednimiko​bie​ty.–Czy​lije​steśza​rę​czo​-

ny.Cosięsta​ło?

Gian​niza​du​małsięnamo​ment.Mógłskła​mać,jakza​mie​rzał.Jed​nakpa​trzącnaru​do​wło​są

ko​bie​tę,októ​rejmi​mo​wol​niewciążmy​ślał,po​wie​działpraw​dę:

–Stra​ci​łemdlaniejgło​wę.

–Tosta​łosięznie​nac​ka.–Ma​rieupi​łałykkawy.

Nie mo​gła so​bie da​ro​wać, że zgo​dzi​ła się na tę ma​ska​ra​dę. W żywe oczy okła​mu​je tę miłą

ko​bie​tęiczu​jesięztymco​razgo​rzej.

Te​re​sa Co​ret​ti King oka​za​ła się fan​ta​stycz​ną oso​bą. Cie​płą, otwar​tą, od​da​ną ro​dzi​nie. Cie​-

szy​ła się szczę​ściem bra​ta, była prze​ję​ta jego „za​rę​czy​na​mi”. Ma​rie zży​ma​ła się w du​chu na
swą de​cy​zję, ale prze​cież już się nie wy​co​fa. Gdy​by wy​zna​ła praw​dę, wy​szło​by na jaw wcze​-
śniej​sze kłam​stwo. I szan​taż, do któ​re​go się ucie​kła. Na​sta​wie​nie Te​re​sy na​tych​miast by się
zmie​ni​ło.Mil​cza​ławięc,uśmie​cha​jącsięzprzy​mu​semiczu​jącżal.

Ob​rzu​ci​łaspoj​rze​niempen​tho​use,wktó​rymmiesz​ka​liwła​ści​cie​leluk​su​so​we​goho​te​luTe​-

so​roCa​stle.Prze​stron​newnę​trzeurzą​dzo​newzu​peł​niein​nymsty​luniżste​ryl​nyapar​ta​ment
Gian​nie​go. Za​miast wszech​obec​nej bie​li na​sy​co​ne bar​wy. Na żół​tych ka​na​pach sza​fi​ro​we
iciem​no​czer​wo​nepo​dusz​ki,do​bra​nedonichfo​te​le.Wpro​mie​niachsłoń​calśni​łabam​bu​so​wa
pod​ło​ga, przez otwar​te ta​ra​so​we drzwi wle​wa​ło się świa​tło, wiatr niósł za​pach tro​pi​kal​nych
kwia​tów.

Wi​dok za​pie​rał dech w pier​siach: bia​łe pla​że, drze​wa i ob​sy​pa​ne kwia​ta​mi krze​wy, w dali

nie​bie​skatońsię​ga​ją​ce​gopoho​ry​zontoce​anu,bia​łejach​ty.

Od go​dzi​ny prze​by​wa​li na raj​skiej wy​spie. Po wspa​nia​łym lun​chu w ho​te​lo​wej re​stau​ra​cji

po​szlinagórę;Ma​riedo​my​śla​łasię,żeTe​re​sachcejąpo​znaćipo​cią​gnąćzaję​zyk.Wzdry​ga​ła
sięnamyśl,żezno​wubę​dziemu​sia​łakła​mać.

–Ogrom​niesięcie​szę–po​wie​dzia​łaTe​re​sa.Sie​dzia​łanaka​na​piepodru​giejstro​nieszkla​-

ne​go sto​li​ka, na wprost Ma​rie. Trzy​ma​ła w ra​mio​nach dwu​mie​sięcz​ne​go Mat​tea. – To ta​kie
ro​man​tycz​ne,praw​da,Rico?

–Trze​baprzy​znać,żenie​złetem​po–od​rzekłcierp​ko.
Ma​rie zer​k​nę​ła na Gian​nie​go. Po​ru​szył się nie​spo​koj​nie. Bar​dzo do​brze. A więc nie tyl​ko

onaczu​jesięnie​swo​jo.

–Oileso​bieprzy​po​mi​nam,tyteżnietra​ci​łeścza​suzmojąsio​strą–mruk​nąłGian​ni.
–Topraw​da.
–Niepatrznanie​go–żar​to​bli​wieskrzy​wi​łasięTe​re​sa.–Onuwa​ża,żesko​rosiępo​bra​li​-

śmy,tojużniemusisięsta​rać.

background image

–Jesz​czecimało?–Ricopo​chy​liłsięipo​ca​ło​wałżonę.Uśmiech​nąłsięzna​czą​co.–Prze​-

cieżprze​ra​bia​mydom,że​byśmo​głaurzą​dzićgoposwo​je​mu.

Te​re​sana​bra​łapo​wie​trzaiwes​tchnę​ła.
– No do​brze, je​steś ro​man​tycz​ny. I po​bła​żasz mi. – Po​pa​trzy​ła na Ma​rie. – Mamy pięk​ny

domnawzgó​rzuzaho​te​lem.Ricozbu​do​wałgo,kie​dybyłka​wa​le​rem.Te​raz,gdyje​ste​śmyro​-
dzi​ną… – prze​nio​sła spoj​rze​nie na syn​ka – chcę, żeby dom stał się bar​dziej przy​ja​zny dzie​-
ciom. Ku​zyn Rica, Sean King, miesz​ka na wy​spie z żoną Me​lin​dą. Zna​lazł nam eki​pę, któ​ra
prze​pro​wa​dzaka​pi​tal​nyre​mont,dla​te​gochwi​lo​womiesz​ka​mywho​te​lu.

–Ma​rieniejestza​in​te​re​so​wa​nata​ki​mispra​wa​mi–za​uwa​żyłGian​ni.
–Cotyopo​wia​dasz!–zgro​mi​łagosio​stra.–Wszyst​kieko​bie​tylu​biąaran​żo​waćwnę​trza.
–Kie​dyskoń​czy​ciere​mont,towy​ślij​cietęeki​pędomiesz​ka​niaGian​nie​go–za​su​ge​ro​wa​ła

Ma​rie.–Przy​damusiętro​chęzmian.

–Ode​zwa​łasięwto​biede​ko​ra​tor​ka?–skrzy​wiłsięGian​ni.–Praw​dzi​wako​bie​tare​ne​san​-

su.

–Je​dy​newy​god​nekrze​słamasznata​ra​sie.Nietrze​babyćde​ko​ra​to​rem,żebytostwier​dzić

–od​pa​ro​wa​ła.

Gian​nipo​pa​trzyłnaniąkrzy​wo,Te​re​saro​ze​śmia​łasięser​decz​nie.
–Mojemiesz​ka​niejestbar​dzoprak​tycz​ne.–Gian​nizre​zer​wąpo​pa​trzyłnasio​strę.
–Notak,takprze​cieżpo​win​nobyć–zgo​dzi​łasięTe​re​sa,uśmie​cha​jącsiędoMa​rie.
–Naszdomteżjestprak​tycz​ny–pod​jąłRico.
–Nowła​śnie!
Ide​al​napara,po​my​śla​łaMa​rie.Jaktojest,kie​dyktośko​chacięnaj​bar​dziejnaświe​cie?Kie​-

dypa​trzynacie​bietak,jakte​razRicopa​trzynaTe​re​sę?

–Jużwiem!Po​bie​rze​ciesiętu​taj!–oznaj​mi​łaTe​re​sa.
Za​sko​czo​naMa​riezezdu​mie​niemprze​no​si​ławzrokzTe​re​synaGian​nie​go.
–Mo​że​myzor​ga​ni​zo​waćtowtymty​go​dniu!PapaiPau​loteżtubędą,czy​liwszyst​kodo​sko​-

na​lesięskła​da.–Te​re​sapo​rwa​łazesto​li​kano​tesiza​czę​łacośza​pi​sy​wać.

– Te​re​sa wszę​dzie ma kart​ki i dłu​go​pi​sy, żeby na​tych​miast za​pi​sy​wać po​my​sły na nowe

prze​pi​sy–wy​ja​śniłRico.

Ma​riezza​kło​po​ta​niempo​pa​trzy​łanaGian​nie​go.
–Mojasio​straod​rzu​ci​łazło​dziej​skątra​dy​cjęizo​sta​łasze​femkuch​ni.Wczymjestświet​na.
Te​re​saprzyj​rza​łasiębra​tu,prze​nio​słaspoj​rze​nienaMa​rie.
–Czy​liznaszpraw​dęoro​dzi​nieCo​ret​tich?
– Tak – po​twier​dzi​ła. Cie​szy​ła się, że przy​naj​mniej te​raz nie mu​sia​ła kła​mać. – Wiem, że

za​wo​do​wozaj​mu​je​ciesiękra​dzie​ża​mi.

Te​re​saza​mru​ga​ła,Gian​nisięza​śmiał.
–My​śla​łaś,żebymjejniepo​wie​dział?
–Nie,alecie​szęsię,żetozro​bi​łeś.Je​ślimał​żeń​stwoza​czy​nasięodkłam​stwa,tomogąpo​-

ja​wiaćsiępro​ble​my,wiemposo​bie.

–Tobyłoimi​nę​ło,Te​re​so–po​wie​działRico.–Iniechtakzo​sta​nie.
–Wiem.–Uśmiech​nę​łasiędomężaipo​pa​trzy​łanaMa​rie.–Alecie​szęsię,żewiesz.Kłam​-

stwotrud​noukry​wać.

–Zga​dzamsię.–Ma​riepo​ru​szy​łasięnie​spo​koj​nie.
–Wra​ca​jącdoślu​bu.Ma​rie,Ricoza​ła​twiprzy​jazdtwo​jejro​dzi​ny,atyiGian​nizo​sta​nie​cie

tunamie​siącmio​do​wy.Mysięowszyst​koza​trosz​czy​my,praw​da.Rico?

background image

–Te​re​so…–od​parłRicozwa​ha​niem.
–Or​ga​ni​zu​je​mywspa​nia​łewe​se​la–cią​gnę​łaTe​re​sa.–Wmia​stecz​kujestfan​ta​stycz​nybu​-

tik z suk​nia​mi ślub​ny​mi, z pew​no​ścią znaj​dziesz od​po​wied​nią dla sie​bie. Albo mo​że​my wy​-
braćsięnaza​ku​pydoSt.Tho​mas!Samaprzy​go​tu​jęwamślub​nytort.Tozbytważ​naspra​wa,
że​bymmo​głająko​muśpo​wie​rzyć.

Ma​rieczu​ładła​wie​niewgar​dle.Toniedzie​jesięna​praw​dę…
–Te​re​so–ła​god​nymto​nemode​zwałsięRico.Zroz​ba​wie​niempa​trzyłnażonę.
–Nicniemów.Prze​cieżtoświet​nypo​mysł.Czymożebyćlep​szemiej​scenaślub?Jestpięk​-

nie,wszyst​kokwit​nie…

Ba​sta–Gian​niprze​rwałmo​no​logsio​stry.–Te​re​so,wy​star​czy.Niepo​bie​rze​mysięwtym

ty​go​dniu.

Ma​rieode​tchnę​ła.Do​brze,żesięwtrą​cił.Jużsiębała,żewszyst​kozrzu​cinanią.
Ko​bie​ta,któ​rawe​szładosa​lo​nu,zuśmie​chempo​da​łaTe​re​siebu​tel​kędlasyn​ka.
–Zaj​mijsiędziec​kiemidajspo​kójbra​tu–rzekłGian​ni.
–Prze​cieżmogęro​bićjed​noidru​gie–od​par​ła,czu​leuśmie​cha​jącsiędosyn​ka.
Ma​rieprzy​pa​try​wa​łasiętejsce​nie,czu​jącza​zdrość.Tobezsen​su.Chcia​ła​bymiećdziec​ko,

a do​tąd na​wet ni​g​dy nie była na praw​dzi​wej rand​ce… Ode​pchnę​ła od sie​bie te my​śli. To ani
miej​sce, ani czas. Pa​trzy​ła na pulch​ne rącz​ki ma​leń​stwa. Wy​ma​chi​wa​ło nimi, do​ma​ga​jąc się
je​dze​nia.Głów​kaocie​nio​naczar​nympusz​kiem,ja​sno​nie​bie​skieoczy.Ta​kiejakojca.

Two​rzą pięk​ną ro​dzi​nę, po​my​śla​ła, co​raz bar​dziej czu​jąc się tu jak in​truz. Gian​ni też ich

okła​mał,alena​le​żydoro​dzi​ny.Onajesttuprze​jaz​dem.Gdyod​zy​skana​szyj​nikiwró​cidoNo​-
we​goJor​ku,wszy​scycilu​dzieszyb​kooniejza​po​mną.

Gian​nipo​dej​mieswo​jedaw​neży​cie:coty​dzieńujegobokubę​dzieinnako​bie​ta.Te​re​sana​-

dalbę​dzieży​wićna​dzie​ję,żebra​ciasięustat​ku​ją.Atoma​leń​stwodo​ro​śnieiniebę​dziemia​ło
po​ję​cia,żeonakie​dyśtubyła.

Znówznaj​dziesięwNo​wymJor​ku,leczniemaszansnapo​wrótdopo​przed​niejpra​cy.Nie

jesttakna​iw​na,bysięłu​dzić.Nieprzy​wró​cąjejnadaw​nesta​no​wi​sko.Ode​szłazpo​li​cji,więc
tamteżjejnieprzyj​mą.Bę​dziemu​sia​łaszu​kaćno​wejpo​sa​dy.Po​zo​sta​nietyl​kowspo​mnie​nie
tro​pi​kal​nejwy​spy,eks​klu​zyw​nychstro​jówiste​ryl​ne​goapar​ta​men​tuGian​nie​go.

– Dla​cze​go nie chcesz ślu​bu w tym ty​go​dniu? Wy​tłu​macz mi. – Te​re​sa po​ca​ło​wa​ła syn​ka

wczo​łoichmur​niepo​pa​trzy​łanaGian​nie​go.–WiemodMa​rie,żeza​rę​czy​li​ściesięwbły​ska​-
wicz​nymtem​pie.Cze​muwięcślubniemożebyćszyb​ki?

–Wtymty​go​dniupra​cu​jędlaIn​ter​po​lu.Pozatymprzy​je​cha​łemnachrzestsio​strzeń​ca.To

niezadużoatrak​cjijaknaje​denty​dzień?

DlaMa​rietowy​ja​śnie​nieza​brzmia​łoroz​sąd​nie.
–Nomoże.–Wto​nieTe​re​sysły​chaćbyłonutęza​wo​du.–Ale…
–Te​re​so,dajspo​kój–wszedłjejwsło​woGian​ni.–Maszmężaisyn​ka.Za​cznijmę​czyćich.
Ricoro​ze​śmiałsię,akie​dyżonapo​pa​trzy​łananie​gozura​zą,uśmiech​nąłsięjesz​czesze​rzej.

Po​chy​liłsięimoc​nopo​ca​ło​wałjąwusta.

–Do​padłcię,skar​bie.Te​razjużmuod​puść.
Te​re​sapo​trzą​snę​łagło​wąiod​wró​ci​łasiędoMa​rie.
–Ży​częciszczę​ściazmoimbra​tem.Onjest…te​stadura.Re​ali​stą.
– Pięk​nie. – Gian​ni wzniósł szklan​kę ze szkoc​ką. Opróż​nił ją, po​sta​wił na sto​li​ku i wziął

Ma​riezarękę.–Ileosóbweź​mieudziałwpo​ka​ziebi​żu​te​rii?–za​py​tał.

Ricopo​pa​trzyłnanie​gozpo​wa​gą.

background image

–Kil​ku​dzie​się​ciupro​jek​tan​tówiju​bi​le​rów,pra​saitro​chęsta​ra​nieprze​świe​tlo​nychgo​ści.
–Prze​świe​tlo​nych?–spy​ta​łaMa​rie.
Gian​niuści​snąłjejdłoń.
–Cho​dziowy​eli​mi​no​wa​niepo​ten​cjal​nychzło​dziei.
–Och,notak.
–Wy​sta​wata​kiejran​giprzy​cią​gazło​dzieizca​łe​goświa​ta,nie​za​leż​nieodtego,czyichumie​-

jęt​no​ścisąwy​star​cza​ją​ce.–Zna​czą​copo​pa​trzyłnaMa​rie.

Wie​dzia​ła,kogomiałnamy​śli.Czytomoż​li​we,byJeanLucsiętupo​ka​zał?Ser​ceza​bi​łojej

szyb​ciej.Chy​baode​zwa​łasięwniejdu​szapo​li​cjant​ki.Gdy​byuda​łosięgozła​paćizmu​sićdo
od​da​niana​szyj​ni​ka…

Na​glecośjątknę​ło.Je​śliJeanLuctuprzy​le​ci,po​win​nasięukry​wać,bojąpo​zna.Aje​ślizo​-

ba​czyjązGian​nim,na​bie​rzepo​dej​rzeńiuciek​nie.

–Jestktoś,przedkimpo​wi​nie​nemszcze​gól​nieuczu​lićmojąochro​nę?–za​py​tałRico.Czy​li

jegouwa​dzenieumknę​łaichszyb​kawy​mia​naspoj​rzeń.

–JeanLucBap​ti​ste–od​parłGian​ni.Te​re​sarap​tow​niepod​nio​słananie​gowzrok.
–JeanLuc?–Skrzy​wi​łasięznie​sma​kiem.–Tunieod​wa​żysięniczro​bić.Jestzasła​by.
Ma​rie uśmiech​nę​ła się w du​chu. Te​re​sa od​cię​ła się od ro​dzin​nej tra​dy​cji, lecz pew​ne pre​-

dys​po​zy​cje w niej po​zo​sta​ły. Czu​ła się ura​żo​na po​my​słem, że Jean Luc mógł​by pró​bo​wać
okraśćjejmęża.

–JeanLucjestsła​by–po​tak​nąłGian​ni–alemaroz​bu​cha​neego.Jesttakpew​nysie​bie,że

możeza​ry​zy​ko​wać.

–Ktotojest?
Gian​nipo​pa​trzyłnaszwa​gra.
–Toaro​ganc​kizło​dziejzma​niąwiel​ko​ści.Bar​dzoprze​ce​niaswo​jeumie​jęt​no​ści.
Ma​riewes​tchnę​ła.Jak​żetraf​nieGian​nigooce​nił!JeanLucbyłatrak​cyj​nyicza​ru​ją​cy.Po​-

tra​fiłtakjąomo​tać,żestra​ci​łaro​zum.Taświa​do​mośćjąprzy​gnę​bia​ła.

Ricoprze​cha​dzałsiępopo​ko​ju.
–Sko​roniejestmi​strzemwswo​imfa​chu,topocomiał​bysięna​ra​żać?Zpew​no​ściąwie,że

niezo​sta​niewpusz​czo​nynawy​spę.

–Popierw​sze,niezja​wisiętupodswo​imna​zwi​skiem–wy​ja​śniłGian​ni.–Wąt​pięteż,żeby

za​mel​do​wałsięwwa​szymho​te​lu,ra​czejwy​bie​rzeinny.Mniej​szyinietakstrze​żo​ny.

Ricopo​nu​ropo​ki​wałgło​wą.
Ma​rieniespusz​cza​łaoczuzGian​nie​go.Nicdziw​ne​go,żeIn​ter​polza​pro​po​no​wałmuwspół​-

pra​cę.Jestin​te​li​gent​nyiby​stry,ajegowie​dzajestbez​cen​na.

Ricowy​raź​niesięza​nie​po​ko​ił.
–Tona​dalniemasen​su.Je​śliniejestwy​star​cza​ją​cospraw​ny…
–Jesttakza​ro​zu​mia​ły,żeniezdo​łaoprzećsiępo​ku​sie.–Gian​niniewy​pusz​czałdło​niMa​-

rie.Prze​su​wałpal​cempojejskó​rze.–Wmó​wiso​bie,żeje​ślipo​wie​dziemusięskoknata​kiej
pre​sti​żo​wejim​pre​zie,towy​ro​biso​bieopi​nię.

–Po​dajmijegoopis,prze​ka​żęgoochro​nie.
–Jacigoopi​szę–ode​zwa​łasięTe​re​sa.–Oddaw​nado​brzegozna​my.
–Notoza​ła​twio​ne.–Gian​niwstałipo​cią​gnąłMa​rienanogi.–Pój​dzie​myod​po​cząćitro​-

chęsięod​świe​żyć.Spo​ty​ka​mysięnako​la​cji,praw​da?

–Tak.–Te​re​sapo​ma​cha​ładonichzuśmie​chem.–Idź​cie.Masztensamapar​ta​mentcopo​-

przed​nio.Pa​mię​tasz?

background image

– Tak. – Trzy​ma​jąc Ma​rie za rękę, ob​szedł sto​lik, po​chy​lił się i cmok​nął sio​strę. – Nie

martwsię,JeanLucniemaszans.Rico,ochro​naijado​pil​nu​je​my,żebyni​cze​goniezwę​dził.

–Wiem–od​par​łazuśmie​chem.
–Tonara​zie–rzekł,pro​stu​jącsię.–Dozo​ba​cze​nia.
Do​pie​rogdywy​szlinako​ry​tarz,Gian​nipo​pa​trzyłnaMa​rieistwier​dził:
–Po​szłonie​źle.

�dział,żedłuż​szazna​jo​mośćmaswo​jekon​se​kwen​cje:ko​bie​tyza​czy​na​jąsnućpla​ny,ma​rzy
imsiędomiro​dzi​na,gro​mad​kadzie​ci,psy.Onbyłjaknaj​da​lejodta​kichpo​my​słów.

background image

ROZDZIAŁÓSMY

Do​tar​li do apar​ta​men​tu, roz​pa​ko​wa​li ba​ga​że i kwa​drans póź​niej byli go​to​wi do wyj​ścia.

Ogrom​nełożetakku​si​ło,żeGian​niwo​lałniery​zy​ko​wać.Wie​dział,żetenty​dzieńbę​dziepraw​-
dzi​wymwy​zwa​niem.Tymbar​dziejniewar​tosięnie​po​trzeb​nietor​tu​ro​wać.

–Tojestnie​sa​mo​wi​temiej​sce.–Ma​rieniekry​łaza​chwy​tu,gdyszliprzezho​te​lo​wyogród.
Do​sko​na​lejąro​zu​miał.Sammiałpo​dob​neod​czu​cia,kie​dybyłtu​tajporazpierw​szy.
Rico stwo​rzył praw​dzi​wy Di​sney​land dla do​ro​słych. Ba​se​ny z wi​do​kiem na ho​ry​zont, pry​-

wat​nespa,wewszyst​kichpo​ko​jachwi​doknaoce​an.Eks​klu​zyw​nyho​telza​pew​nia​ją​cygo​ściom
dys​kre​cjęiwy​szu​ka​nyluk​sus.Miałstopięć​dzie​siątpo​koiiza​to​pio​newzie​le​nipry​wat​nebun​-
ga​lo​wy.Kom​for​to​wepo​ko​je,do​sko​na​łaob​słu​ga,jed​nymsło​wemrajdlatych,któ​rzymo​glipo​-
zwo​lićso​bienaKing’sCa​stle.

Sta​le wie​ją​cy pa​sat niósł za​pach tro​pi​kal​nych kwia​tów. Mi​go​ta​ła nie​bie​ska ta​fla oce​anu,

wgłąbwy​spycią​gnę​łysięlasyben​gal​skichba​na​now​ców.Wi​dokbyłprze​pięk​ny.

–Robiwra​że​nie–po​tak​nąłGian​ni.
Za​trzy​ma​ła się i po​pa​trzy​ła na nie​go. Od tyłu ob​le​wa​ło ją słoń​ce, roz​świe​tla​jąc pło​mien​ne

wło​sy.

–Na​praw​dęmy​ślisz,żeJeanLucmożesiętuzja​wić?
Spo​chmur​niał i po​pa​trzył w dal, w stro​nę ba​se​nów. Pięk​ne ko​bie​ty opa​la​ły się na ko​lo​ro​-

wychle​ża​kach,kil​kaosóbpły​wa​ło,kel​ne​rzyroz​no​si​lidrin​ki.

At​mos​fe​ra,któ​rajakma​gnesprzy​cią​gata​kichjakJeanLuc.Zo​stałzło​dzie​jem,boma​rzy​ło

mu się luk​su​so​we ży​cie. Co​ret​ti trak​to​wa​li swój fach z sza​cun​kiem, to było ich dzie​dzic​two,
spo​sóbnaży​cie.JeanLucro​zu​miałswójza​wódjakogrę–iza​wszechciałwy​gry​wać.Niebył
wy​star​cza​ją​codo​bry,leczroz​bu​cha​neegoniepo​zwa​la​łomusiędotegoprzy​znać.Więcry​zy​-
ko​wał.

–Tak–po​wie​działci​cho.
–Je​ślituprzy​je​dzie,tobezCon​tes​sy.
Prze​niósłwzroknaMa​rie.
–Na​szyj​nikzo​sta​wiwdomu.Niemasen​suwo​zićzsobąłu​pów,gdypla​nu​jesięskoknako​-

lej​ne.

– Ra​cja. – Kiw​nę​ła gło​wą. Oczy jej błysz​cza​ły. – Czy​li tak czy owak mu​si​my po​je​chać do

Mo​na​ko.

–Ow​szem.Poza​mknię​ciupo​ka​zu.
Ma​riezno​wukiw​nę​łagło​wą.
–Aleje​ślizła​pie​mygotu​taj,tobę​dzie​mymiećuła​twio​nąsy​tu​ację?
–Zła​pie​my?
Ma​rieunio​słagło​węipo​pa​trzy​łamuwoczy.
–Słu​ży​łamwpo​li​cji,je​stemspe​cemodochro​ny.Mojapo​mocsięprzy​da.
–Ajaby​łemzło​dzie​jemimojedo​świad​cze​nieoka​żesięte​razbar​dzopo​moc​ne.Ricoza​trud​-

niadoochro​nynaj​lep​szychlu​dzi.

–Toniezna​czy,żenieprzy​dasiędo​dat​ko​waparaoczu–niezra​ża​łasięMa​rie–więcza​-

miastopro​wa​dzaćmniepoogro​dzie,możepo​ka​żeszmisalę,wktó​rejbę​dziewy​sta​wa?

Znałjużtospoj​rze​nie.Upóride​ter​mi​na​cja.Je​śliniepo​ka​żejejsali,Ma​riesamająznaj​dzie.

background image

Wy​jąłzkie​sze​niko​mór​kęiwy​brałnu​merRica.
–Do​wiemsię,gdzietobę​dzie.
–Świet​nie.–TwarzMa​riesięroz​pro​mie​ni​ła.
Tenwi​dokgoza​chwy​cił.Po​czułprzy​pływad​re​na​li​ny.Wła​ści​wiesta​lesięprzyniejtakczuł.

Prze​ma​wia​ładonie​gonietyl​kouro​daMa​rie–tako​bie​tamia​ławso​biecoświę​cej.De​ter​mi​-
na​cję,wia​ręwsie​bie,nie​złom​ność.Itogowniejpo​cią​ga​ło.Trud​nosięjejoprzećichoćbar​-
dzosięsta​rał,chy​babyłnaprze​gra​nejpo​zy​cji.

–Cześć,Rico–po​wi​tałszwa​gra.Nieod​ry​wa​jącoczuodMa​rie,do​dał:–Chcie​li​by​śmyobej​-

rzećsalęwy​sta​wo​wą.

–Maszja​kieśpo​my​słynawzmoc​nie​nieochro​ny?
–Naj​pierwmu​szęsięro​zej​rzeć.
– Dam znać Fran​kli​no​wi Hick​so​wi, że się po​ja​wi​cie. To szef ochro​ny. Ła​two go po​zna​cie.

Trzy​dzie​ścipięćlat,pra​wiedwame​trywzro​stu,ogo​lo​nynałyso,by​strenie​bie​skieoczy.

–Zopi​sudośćgroź​ny.
–Itakijest.Nie​wie​lemuumy​ka,alezpew​no​ściąucie​szygowspar​cieta​kie​gofa​chow​cajak

ty.

–Zło​dzie​ja,chcia​łeśpo​wie​dzieć–mruk​nąłGian​ni.
–Jed​ne​goznaj​lep​szych–uści​śliłRico.
–Oczymonmówi?–za​py​ta​łaMa​rie.
Gian​niuci​szyłjąge​stem.
– Wie​my, jak wy​glą​da ten Jean Luc – mó​wił Rico. – Te​re​sa dała mi do​kład​ny opis. Za​po​-

zna​li​śmyznimna​szychlu​dzi.

–Todo​brze–od​rzekłGian​ni.–Mógł​byśro​ze​słaćjegoopisdoin​nychho​te​linawy​spie?
–Tojużzo​sta​łozro​bio​ne.
– Opis? – wtrą​ci​ła się Ma​rie. – Opis tego dra​nia? – Po​trzą​snę​ła gło​wą. – Nie sły​sze​li​ście

ocha​rak​te​ry​za​cjachiprze​bra​niach?

–Ma​rieprzy​po​mi​na,żeonmożepo​ja​wićsięwprze​bra​niu–po​wie​działdosłu​chaw​ki.
–Do​brze.Zro​bi​mywszyst​ko,żebygona​mie​rzyć.
–Myteż.
–Świet​nie.Spró​bu​jęzła​paćFran​kli​naiuprze​dzićgoowa​szymprzyj​ściu.
–Do​bra.Dzię​ki.Zo​ba​czy​mysiępóź​niej.
GdyRicosięroz​łą​czył,Gian​niwzru​s
Ma​rieuśmiech​nę​łasięsze​ro​ko.
–Wspa​nia​le.Notochodź​my.
Gian​niwziąłjązarękęiru​szyłwstro​nęgłów​ne​gowej​ścia.Nie​sa​mo​wi​tajesttaMa​rie.Za​-

miastpo​dzi​wiaćho​te​lo​weogro​dy,idzieoglą​daćza​bez​pie​cze​niasali.Któ​rako​bie​tabytakzro​-
bi​ła?Tyl​kota,któ​ranie​po​trzeb​niesta​jesiędlanie​goco​razważ​niej​sza.

Salagłów​nejre​stau​ra​cjizmie​ni​łasięniedopo​zna​nia.

Gian​ni pa​mię​tał ją z wcze​śniej​szych po​by​tów. Ele​ganc​kie sty​lo​wo oświe​tlo​ne wnę​trze

zosza​ła​mia​ją​cymwi​do​kiemnaoce​an,dys​kret​nikel​ne​rzy,kil​ka​dzie​siątokrą​głychsto​li​ków,na
każ​dymbu​kie​cikkwia​tów.

Te​razichmiej​sceza​ję​łokil​kadłu​gichsta​ro​świec​kichsto​łówna​kry​tychczer​wo​nymak​sa​mi​-

tem.Wmięk​kimświe​tlezło​ci​ścielśni​łabam​bu​so​wapod​ło​ga,lek​kieprze​pie​rze​niawy​dzie​la​ły

background image

ka​me​ral​neką​ci​kizfo​te​la​midlago​ści,któ​rzychcie​linaosob​no​ściprzyj​rzećsięklej​no​tom.

Wdal​szejczę​ścisaliusta​wio​nobam​bu​so​westo​li​kizeszkla​ny​mibla​ta​mi,wo​kółnichkrwi​-

sto​czer​wo​neka​na​pyifo​te​le.Tuwy​staw​cyiklien​cimo​gliwy​god​nieusiąśćispo​koj​niepo​roz​-
ma​wiać. O ni​czym nie za​po​mnia​no. Wnę​trze olśnie​wa​ło wy​ra​fi​no​wa​nym pięk​nem. Pod​ło​ga
lśni​ła,mo​sięż​nekin​kie​tyja​śnia​łysub​tel​nymświa​tłem,przezszkla​nąścia​nęroz​ta​czałsięwi​-
doknaoce​an.

–Jakmy​ślisz,czytaścia​naioknasąpodalar​mem?–za​py​ta​łaMa​rie.
–Do​brepy​ta​nie.Niewiemnapew​no,alepo​dej​rze​wam,żetak.Riconi​cze​gobynieza​nie​-

dbał.

Ro​zej​rzał się po sali. Ochro​na pod​wyż​szo​na, to od razu rzu​ca​ło się w oczy. Wszę​dzie dys​-

kret​ne ka​me​ry. Z miej​sca na​li​czył dwa​na​ście, każ​da obej​mu​ją​ca inny re​jon. Ma​rie też je od
razuza​uwa​ży​ła.

–Wi​dzędwa​na​ścieka​mer,nawi​do​ku–po​wie​dzia​ła,zwę​ża​jącoczyipo​wo​liprze​su​wa​jącpo

wnę​trzuba​daw​czymspoj​rze​niem.

–Zga​dzasię.–Gian​niru​chemgło​wywska​załod​le​głykąt.–Musibyćjesz​czewię​cej,mniej

wi​docz​nych.Chy​bawi​dzęjed​nąwtam​tychkwit​ną​cychhi​bi​sku​sach.

–Do​brzeukry​ta.–Uśmiech​nę​łasię.–Jestteżjed​nazaramątam​te​goob​ra​zu.
Po​pa​trzyłnaniązuśmie​chem.
–Wi​dzisz,żebygdzieśichbra​ko​wa​ło?
– Trud​no po​wie​dzieć. Mu​sia​ła​bym zo​ba​czyć mo​ni​to​ry w biu​rze ochro​ny – rze​kła w za​du​-

mie.Ob​ró​ci​łasiępo​wo​li,uważ​nieoglą​da​jącsalę.–Za​wszejestpro​blemzta​kimroz​miesz​cze​-
niemka​mer,żebyichza​sięgobej​mo​wałca​łośćpo​miesz​cze​nia.Choćdo​my​ślamsię,żeototu
za​dba​no.

–Teżtakmy​ślę–po​tak​nął–jed​nakza​wszezo​sta​jeja​kiśmar​gi​nes.Do​sko​na​łaochro​nanie

ist​nie​je. Jak sama po​wie​dzia​łaś, ka​me​ra obej​mu​je tyl​ko wy​ci​nek prze​strze​ni. Wy​traw​ne​mu
zło​dzie​jo​winiepo​trze​bawie​le.

–Zga​dzasię.–Po​pa​trzy​łananie​go.–By​łeśwy​traw​nymzło​dzie​jem,praw​da?
Po​słałjejszyb​kiuśmiech.
–Za​wo​dow​cem.
–Ja​sne.–Uśmiech​nę​łasię.–Wta​kimra​zie,za​wo​dow​cu,jaktybyśtuso​biepo​ra​dził?
–Hm.–Wes​tchnąłwdu​chu.Nieporazpierw​szysta​wiałsięwsy​tu​acjipla​nu​ją​ce​goskok

prze​stęp​cy.

Uwa​żałtozaro​dzajćwi​cze​niaumy​sło​we​go.Mu​siałbyćwświet​nejfor​mie,bybyćprzy​dat​-

nymdlaIn​ter​po​lu.Pozatymspra​wia​łomutofraj​dę.Wpraw​dziesamstałsiępra​wo​rząd​nym
oby​wa​te​lem,aleza​wszemiłoso​biepo​ma​rzyć.

Wła​śnieota​kichrze​czach.Sy​tu​acji,wktó​rejosią​gasuk​cesmimowszel​kichmoż​li​wychza​-

bez​pie​czeńzestro​nypo​sia​da​cza.Wy​ko​rzy​stu​jewszyst​kieswo​jeumie​jęt​no​ści,byzro​bićskok
iniedaćsięzła​pać.

Po​czułprzy​pływad​re​na​li​ny,wy​obraź​niaza​czę​ładzia​łać.Przyj​rzałsięszkla​nejścia​nie,sto​ją​-

cym przy niej sto​łom, oknom po dru​giej stro​nie, wy​so​kie​mu na po​nad czte​ry me​try skle​pie​-
niu.Za​wszejestja​kiśspo​sób.Ka​na​ływen​ty​la​cjiikli​ma​ty​za​cji,po​my​ślał,za​trzy​mu​jącnanich
wzrok, choć ten po​mysł go od​strę​czał. Nie zno​sił za​mknię​tych prze​strze​ni, ko​ja​rzy​ły mu się
zwię​zie​niem.Możeoknoda​cho​we,przezktó​rete​razwi​daćbez​chmur​nenie​bo?

–Jesttylemoż​li​wo​ści–rzekłpół​gło​sem.
–Bra​ku​jecitego.

background image

Po​pa​trzyłnaniąza​sko​czo​ny.Przej​rza​łago.Choćmożeniepo​wi​niensiędzi​wić.Ma​riebyła

do​myśl​na,wi​dzia​ławię​cejniżinni.Sku​piłsięnajejsło​wach.

–Chy​batak.–Za​my​śliłsię.–Maszsa​tys​fak​cję,kie​dyprze​chy​trzyszochro​nę,kie​dypo​wie​-

dziesiętwójplan,kie​dywśliź​nieszsiędodomuczybu​dyn​ku,apo​temwyj​dziesznie​zau​wa​żo​-
ny.Skra​daszsiępoda​chu,ajesttakciem​no,żenicniewi​dziszimu​siszzdaćsięnain​stynkt.–
Uśmiech​nąłsiętę​sk​nie.–Toświat,októ​rymwięk​szośćlu​dziniemapo​ję​cia.

–Mó​wisztak,jak​bycho​dzi​łotyl​kooza​pla​no​wa​nieiwy​ko​na​niesko​ku–po​wie​dzia​łaci​cho.

Gian​niob​ser​wo​wał,jakod​gar​niazauchopa​smowło​sów.–Czy​litoniełupbyłdlacie​bieważ​-
ny?Nietocięcią​gnę​ło?

Po​ru​szyłusta​mi,bonie​sfor​nepa​sem​kowło​sówwy​su​nę​łosięzzaucha.Od​gar​nąłjedotyłu,

de​li​kat​nieprze​su​wa​jącpal​ca​mipojejskó​rze.Pa​li​ła,jak​bydo​tknąłprze​wo​dupodna​pię​ciem.

–Skła​mał​bym,gdy​bymtopo​wie​dział,samawiesz.
Ma​riekiw​nę​łagło​wą.Cze​ka​ła.
Ni​g​dywcze​śniejzni​kimotymniemó​wił.Niepró​bo​wałni​cze​gowy​ja​śniać.Ma​rie,jakobyła

po​li​cjant​ka,orien​tu​jesięwspra​wachkry​mi​nal​nych,acz​kol​wiekoce​niajezin​ne​gopunk​tuwi​-
dze​nia.Na​gleza​pra​gnął,byspoj​rza​łananiezjegoper​spek​ty​wy.

–Zło​dziejnieza​kra​dasiędostrze​żo​nychmiejscje​dy​niedlasa​mejsa​tys​fak​cji,żepo​tra​fito

zro​bić.Nakoń​cumusibyćna​gro​da,torzeczoczy​wi​sta.–Ująłjejdłoń,prze​su​nąłpal​cempo
pier​ścion​ku. Je​den z łu​pów z uda​ne​go sko​ku. – Nie wiem, jak ci wy​tłu​ma​czyć, co się wte​dy
czu​je.Nikttegoniezro​zu​mie,je​ślitegoniedo​świad​czył.

–Spró​buj–wy​szep​ta​ła,spla​ta​jącznimpal​ce.
Po​pa​trzyłwjejpięk​neoczy.Zie​lo​nejaklato.
–Weź​mynaprzy​kładtenpier​ścio​nek–za​cząłci​cho.–Mia​łemtyl​kokie​szon​ko​wąla​tar​kę.

Otwo​rzy​łemsejf…

–Je​steśteżka​sia​rzem?–za​py​ta​ła.
– Wszy​scy Co​ret​ti od ma​łe​go uczą się za​wo​du. Pra​cy wy​try​chem, otwie​ra​nia sej​fów, kra​-

dzie​żykie​szon​ko​wych…

–Na​praw​dę?
–Mu​siszmiećde​li​kat​neizręcz​nepal​ce,je​ślichceszbyćzło​dzie​jeminieskoń​czyćwwię​zie​-

niu.–Wzru​szyłra​mio​na​mi.–Wra​ca​jącdotam​tejhi​sto​rii,przy​ję​cieod​by​wa​łosięnapar​te​rze.
Napię​trze,wga​bi​ne​cie,gdziebyłsejf,pa​no​wa​łanie​zmą​co​naci​sza.Nocbyłaczar​najaksmo​ła,
tyl​kochwi​la​mizzachmurwy​glą​dałksię​życ.Spie​szy​łemsię,boza​wszele​piejnietra​cićcza​su.

–Wy​obra​żamso​bie–rze​kłacierp​ko.
Uśmiech​nąłsiędoniej.
–Niemoż​nadzia​łaćzbytner​wo​wo,bocośniewyj​dzie.Niemoż​nateżzabar​dzoma​ru​dzić,

bo cię zła​pią. Trze​ba do​brze utra​fić. W każ​dym ra​zie otwo​rzy​łem sejf, się​gną​łem do środ​ka
iwy​ją​łemczar​nyak​sa​mit​nywo​re​czek.Wie​dzia​łem,cownimznaj​dę.Ra​zemzbra​templa​no​-
wa​li​śmytenskokodmie​się​cy.Wie​dzie​li​śmy,gdziejestscho​wa​nabi​żu​te​ria,ja​kieklej​no​tysą
wsej​fie…

–Byłoichwię​cej?
–Jakza​wsze.Alena​wetwie​dząc,cozo​ba​czę,mu​sia​łemnaniespoj​rzeć.–Wzru​szyłra​mio​-

na​miido​dał:–Pau​loijawło​ży​li​śmymnó​stwowy​sił​kuwtęro​bo​tę,więcchcia​łemwkoń​cu
zo​ba​czyć na​gro​dę. Wy​sy​pa​łem za​war​tość wo​recz​ka na rękę i dia​men​ty roz​bły​sły w świe​tle
księ​ży​ca.Wstą​pi​łownieży​cie.

Ma​riemil​cza​ła,wpa​tru​jącsięwnie​goin​ten​syw​nie.Pa​trzyłjejwoczy,dzie​lącsięwspo​mnie​-

background image

niemtam​tejchwi​li.Ni​g​dyni​ko​muotymnieopo​wia​dał.

– W wo​recz​ku był na​szyj​nik z sie​dem​dzie​się​cio​ma sied​mio​ma bry​lan​ta​mi opra​wio​ny​mi

w pla​ty​nę i ten pier​ścio​nek – po​wie​dział, de​li​kat​nie prze​su​wa​jąc pal​ca​mi po jej pal​cu. – Za​-
mknię​tewmro​ku,jak​byska​za​nenawiecz​neza​po​mnie​nie.Kie​dyjewy​ją​łemipadłnaniepro​-
mieńksię​ży​ca,tojak​bywes​tchnę​ływpo​dzię​ce,żejeoca​li​łem.Dia​men​typo​win​nylśnić,od​bi​-
jaćświa​tło,byćno​szo​ne,po​dzi​wia​ne,bu​dzićza​zdrość.–Uśmiech​nąłsięsze​rzej.–Pa​trzy​łem
narzu​ca​neprzeznieświe​tli​stere​flek​syitobyłojakma​gia.Jak​bycośzim​ne​go,za​po​mnia​ne​go
imar​twe​gona​gleoży​ło.

Po​pa​trzy​łanapier​ścio​nek.Gian​nina​dalprze​su​wałponimkciu​kiem.
–Za​cho​wa​łeśgoso​bienapa​miąt​kętam​tejchwi​li.
–Tak–od​rzekłido​dałzuśmie​chem:–iżebydaćgomo​jejsłod​kiejna​rze​czo​nej.
Po​ru​szy​łausta​mi,jak​bypró​bo​wa​łazdu​sićuśmiech.Togoza​sta​no​wi​ło.Możewtymjejczar​-

no-bia​łymob​ra​zieświa​tapo​ja​wiłsięcieńsza​ro​ści?Dla​cze​gotogowniejtakpo​cią​ga?

–Acozna​szyj​ni​kiem?–za​py​ta​ła.
–Ach…–Pu​ściłjejdłoń.–Sprze​da​li​śmygozbra​tem,tobyłyna​szepierw​szewięk​szepie​-

nią​dze.

–Wca​leniejestciprzy​kro,praw​da?
– Że by​łem zło​dzie​jem? – za​py​tał, a kie​dy upew​nił się, że o to jej cho​dzi​ło, po​wie​dział: –

Nie.By​łemwtymbar​dzodo​bry.Pra​co​wa​łemprzezlatainiktprze​zemnienieucier​piał,je​dy​-
nie to​wa​rzy​stwa ubez​pie​cze​nio​we. – Uśmiech​nął się. – Nie mam pro​ble​mów z tym, jaki je​-
stem,skądpo​cho​dzę,ja​kichdo​ko​na​łemwy​bo​rów.Pocomiał​bymsiętymprzej​mo​wać?Prze​-
szłośćjestza​mknię​ta,żalni​cze​goniezmie​ni.

–Ale…
–Za​czą​łeminneży​cie,aleniedla​te​go,żewsty​dzęsięprze​szło​ści.–Po​ło​żyłdłońnakar​ku

Ma​rie,po​chy​liłsiękuniej.–Je​stemCo​ret​tiini​g​dyniebędęsięwsty​dziłro​dzi​nyanina​sze​go
dzie​dzic​twa. Mój wy​bór nie ma nic wspól​ne​go z prze​szło​ścią. Mia​łem mo​ment ob​ja​wie​nia,
któ​ryskie​ro​wałmnienainnetory,alewgłę​bidu​szyje​stemzło​dzie​jem,Ma​rie.

Po​krę​ci​łagło​wąiwbi​ławnie​gowzrok.
–Nie,Gian​ni.Je​steśkimśznacz​niewię​cej.
–Niewma​wiajso​bietego–mruk​nął,choćbyłomumiło,żeMa​riepa​trzynanie​gocie​pło.

Wi​dzia​ła w nim męż​czy​znę, nie zło​dzie​ja, i to go cie​szy​ło. Chciał, żeby tak było, jed​nak nie
mógłwy​rzecsięswejna​tu​ry.

Niezmie​niłsię,jesttaki,jakiza​wszebył.Wi​dokdia​men​tówna​tych​miastbu​dziłwnimza​in​-

te​re​so​wa​nieichęćzdo​by​cia.Topra​gnie​niejestczę​ściąjegoisto​ty.Itakza​wszebę​dzie.

– Nie łudź się, że jest we mnie coś wię​cej – po​wie​dział ci​cho. – Je​stem tym, do kogo się

wła​ma​łaś.Tym,kimgar​dzi​łaś.

–Niegar​dzi​łamtobą…
Uniósłbrwi,ująłdło​niąpo​li​czekMa​rie.
–Gar​dzi​łaś.Iniechtakzo​sta​nie.Chy​bale​piej,że​byśsięnatymskon​cen​tro​wa​ła.Le​piejza​-

pa​mię​tasz,żetona​rze​czeń​stwotoko​me​dia,naktó​rąsięumó​wi​li​śmy.

Na​kry​ładło​niąjegorękę.
–Gian​ni,toniejamampro​blem,żebyotympa​mię​tać.
Praw​datychsłówza​sko​czy​łagotak,żepu​ściłjąipo​stą​piłkrokdotyłu.Wpadłwta​ra​pa​ty.

Za​po​mniał, w każ​dym ra​zie chwi​lo​wo, od cze​go za​czę​ła się ich zna​jo​mość i dla​cze​go się tu
zna​leź​li.Ma​riegoszan​ta​żu​je.Ma wrękudo​wódob​cią​ża​ją​cy ojca,jestdlanich za​gro​że​niem.

background image

Za​miast wciąż o tym pa​mię​tać, za dużo cza​su tra​ci na za​sta​na​wia​nie się, jak za​cią​gnąć ją do
łóż​ka.

–PanCo​ret​ti?
Zulgąod​wró​ciłsięwstro​nęwy​so​kie​go,ogo​lo​ne​gonałysomęż​czy​znyoprze​ni​kli​wychnie​-

bie​skichoczach.Zpew​no​ściąszefochro​ny.Riconieprze​sa​dzał,wy​chwa​la​jącgo.Jakoza​wo​-
do​wyzło​dziejGian​nina​tych​miastwy​czułwnimza​gro​że​nie.Czło​wiek,któ​rysta​no​wiwy​zwa​-
nie.

–Tak.Fran​klinHicks?
–Toja.–Męż​czy​znaski​nąłgło​wąipo​pa​trzyłnaMa​rie.–Wi​tam.PanKingpro​sił,że​bym

po​ka​załpań​stwunaszsys​temochro​nyiod​po​wie​działnapy​ta​nia.

Ol​brzym prze​su​nął po Ma​rie uważ​nym wzro​kiem i w jego oczach od​ma​lo​wa​ło się czy​sto

mę​skieuzna​nie.Gian​ninaj​chęt​niejosło​nił​byjąsobąprzedtymspoj​rze​niem.

–Dzię​ku​je​my.–Ma​riepo​pa​trzy​łanaGian​nie​go,zno​wunaFran​kli​na.–Bę​dzie​mywdzięcz​-

ni.

Hicksru​szyłprzo​dem,Ma​riezanim,Gian​niza​my​kałpo​chód,mi​mo​wol​nieob​ser​wu​jącbio​-

draidą​cejprzeznimMa​rie.Coztego,żewciążpo​wta​rzałso​bie,żemusikon​cen​tro​waćsięna
za​da​niu,sko​rojegocia​łomia​łoinnepo​my​sły?

–Łóż​kojestażzasze​ro​kienanasdwo​je.–Gian​ni,le​żącwpo​przeknaogrom​nymłożu,za​pra​-
sza​ją​coroz​ło​żyłra​mio​na.

Ma​rieza​czerp​nę​łapo​wie​trza.Musisiętrzy​mać,bynieulecpo​ku​sie.Zresz​tąniecho​dzioto.

Odwie​ludniniespa​ła,atołóż​kowy​glą​da​łonie​sa​mo​wi​cieza​chę​ca​ją​co.Wca​leniezpo​wo​du
fan​ta​stycz​ne​gomęż​czy​zny,któ​rynanimle​żał.

Ro​zej​rza​ła się po urzą​dzo​nym z prze​py​chem po​ko​ju. Sta​ra​ła się za​cho​wać obo​jęt​ną twarz,

choćczu​łanaso​biewzrokGian​nie​go.Ce​lo​wouni​ka​łajegospoj​rze​nia.Po​pa​trzy​łanaotwar​te
ta​ra​so​wedrzwinapa​tio.Wdaliwi​daćbyłooce​an.Prze​pięk​nywi​dok.

Bam​bu​so​wa pod​ło​ga lśni​ła w słoń​cu, ocie​pla​ły ją róż​no​barw​ne dy​wa​ni​ki. Przed ga​zo​wym

ko​min​kiemmiej​scedowy​po​czyn​ku,nasto​li​kuprzyfo​te​lachsrebr​nyku​be​łek,wnimbu​tel​ka
szam​pa​na.Przyszkla​nejścia​niebrzo​skwi​nio​wyszez​long,naktó​rymmoż​nasięwy​god​nieuło​-
żyćipo​dzi​wiaćwi​doknaoce​an.Kre​mo​weścia​nyozdo​bio​netro​pi​kal​ny​miob​ra​za​miizwiew​ne
za​sło​nyde​li​kat​niepo​ru​sza​nepo​wie​wemnie​usta​ją​ce​gowia​tru.

Z po​ko​jem są​sia​do​wa​ła ła​zien​ka z ogrom​ną wan​ną, w któ​rej mo​gły​by się zmie​ścić czte​ry

oso​by.Otwar​tynapo​kójprysz​niczsze​ścio​mady​sza​mi.Jed​naknaj​więk​szewra​że​niero​bi​łogi​-
gan​tycz​nełóż​ko.

Ogrom​ne, za​sła​ne na​rzu​tą w od​cie​niu mor​skiej zie​le​ni, z wez​gło​wiem z ja​sne​go drew​na

imasąpo​du​szek.Jed​naktole​żą​cynanimmęż​czy​znaprzy​ku​wałjejuwa​gę.Natlebia​łychpo​-
du​szekjegoczar​newło​sywy​da​wa​łysięjesz​czeciem​niej​sze.Sze​ro​kitors,urze​ka​ją​cyuśmiech.
Le​d​wiezdu​si​łapo​ku​sę,byrzu​cićsięnatomu​sku​lar​necia​ło.

– Nie bę​dzie​my tu ra​zem spać – oświad​czy​ła, za​sta​na​wia​jąc się w du​chu, kogo pró​bu​je

prze​ko​nać.Sie​bieczyjego?

–Jakchcesz.–Jegowło​skiak​centcza​ro​wał.–Aleoba​wiamsię,żenaszez​lon​guniebę​dzie

ciwy​god​nie.

–Je​ślije​steśdżen​tel​me​nem,po​wi​nie​neśza​pro​po​no​wać,żeod​stą​piszmiłóż​ko.
–Czyjaje​stemdżen​tel​me​nem?–Wsu​nąłręcepodgło​węiwy​god​nieroz​parłsięnapo​dusz​-

background image

kach.–Je​stemzło​dzie​jem.

–Czy​lipo​zwo​lisz,że​bymspa​łanaszez​lon​gu?
–Za​pra​sza​łemciędołóż​ka.
Ma​rie za​gry​zła war​gi. Gian​ni świet​nie się bawi. Sam prze​śpi się w tym wy​god​nym łożu,

aonabę​dzieku​lićsięnaszez​lon​gu,któ​ryna​razwy​dałsiędziw​niewą​ski.

–Prze​cieżje​ste​śmyza​rę​cze​ni–mruk​nąłza​chę​ca​ją​co.
Wez​bra​ławniejfalago​rą​caidziw​nejtę​sk​no​ty.Za​czerp​nę​łapo​wie​trza,lecznie​wie​letopo​-

mo​gło.

–Sammnieostrze​ga​łeś,żepo​win​nampa​mię​tać,wcogra​my–po​wie​dzia​ła.
Przy​mknąłpo​wie​ki,sek​sow​nyuśmiechzgasł.
–Maszra​cję.Wta​kimra​zietrzy​majsięodemniezda​le​ka,boje​śliprzyj​dziesztudomnie–

do​dał,nieod​ry​wa​jącodniejoczu–tonie,żebyspać.Obie​cu​ję.

Dwadnipóź​niejwrazzTe​re​sąod​po​czy​wa​łaprzypry​wat​nymba​se​nienada​chuho​te​lu.Słoń​ce
roz​kosz​niepie​ści​łoskó​rę,lek​kiwiatrła​god​niechło​dził,wi​doknaoce​anuspo​ka​jałna​pię​tener​-
wy.Przy​jem​niebyłochoćtro​chępo​byćzdalaodGian​nie​go,bowresz​ciemo​głaodro​bi​nęsię
roz​luź​nić.Oczy​wi​ścieprzedTe​re​sąna​dalgra​łarolęjegona​rze​czo​nej,aleprzy​naj​mniejmia​ła
chwi​lęod​de​chu.

Od​kądza​czę​łasiętama​ska​ra​da,nieprze​spa​łado​brzeanijed​nejnocy.Tu​tajbyłojesz​czego​-

rzej. Dzie​le​nie z Gian​nim wy​staw​ne​go apar​ta​men​tu przy​cho​dzi​ło jej z co​raz więk​szym tru​-
dem.

Wciąż mia​ła w pa​mię​ci jego sło​wa. Ostrzegł ją, a mimo to wy​obraź​nia sta​le pod​su​wa​ła jej

go​rą​ce ob​ra​zy, przez któ​re nie mo​gła za​snąć i któ​re do​pro​wa​dza​ły ją do sza​leń​stwa, pod​czas
gdyGian​nispałjakza​bi​ty!Wsłu​chi​wa​łasięwjegogłę​bo​kirów​nyod​dechimia​łaocho​tękrzy​-
czeć. Za​miast tego prze​wra​ca​ła się na nie​wy​god​nym szez​lon​gu i po​wta​rza​ła w du​chu ar​gu​-
men​typrze​ma​wia​ją​cezatym,żesekszGian​nimtozłypo​mysł.

Coztego,sko​rocia​łowie​dzia​łoswo​jeipo​zo​sta​wa​łogłu​chenaar​gu​men​ty.Mu​sia​ławal​czyć

zsobą,zespa​la​ją​cymjąpra​gnie​niem.Możegdy​bynachwi​lęprze​sta​łamy​ślećroz​sąd​nie,pod​-
da​łasięiwsko​czy​ładołóż​ka…

Po​trzą​snę​ła gło​wą. Musi się trzy​mać, da radę. Dzi​siaj, w przed​dzień po​ka​zu, za​pla​no​wa​no

uro​czy​stykok​tajlprzymu​zy​cedlawy​staw​cówigo​ści.Zatrzydnichrzest,apoza​mknię​ciuwy​-
sta​wywrazzGian​nimpo​le​cidoMo​na​ko.Gdyod​zy​ska​jąCon​tes​sę,każ​deznichpój​dzieswo​ją
dro​gą.Onawró​cidoNo​we​goJor​ku,doswo​je​gonud​ne​goży​ciaiza​po​mniotym,cosiętu​taj
wy​da​rzy​ło.

–Cojestmię​dzytobąaGian​nim?
GłosTe​re​syprzy​wo​łałMa​riedorze​czy​wi​sto​ści.Rap​tow​niepod​nio​sławzrok.Sie​dzia​łyprzy

ba​se​nie,ra​czącsięprze​ką​ska​miibrzo​skwi​nio​wymdrin​kiem.Szko​da,żeniejestmoc​niej​szy,
na​glepo​my​śla​łaMa​rie.Byłysame,boMat​teospałwdomu.

–Tozna​czy?
Te​re​saza​śmia​łasię,opu​ści​łaciem​neoku​la​rynaczu​beknosaiuważ​niepo​pa​trzy​łanaMa​-

rie.

–Dajspo​kój,prze​cieżwi​dzę,żecośjestnietak.Gian​nini​g​dydo​tądtakiniebył.Za​ko​cha​ny

pouszy,akie​dyjestprzyto​bie,spra​wiawra​że​nieudrę​czo​ne​go.

–Na​praw​dę?

background image

Te​re​sauśmiech​nę​łasięła​god​nie.
–Ztobąjesttaksamo.Więcococho​dzi?
Czy​li Gian​ni nie jest taki wy​wa​żo​ny i spo​koj​ny. Do​brze wie​dzieć. Naj​gor​sze, że Te​re​sa za​-

czę​ła się cze​goś do​my​ślać. Nie po​win​na się de​ma​sko​wać, jed​nak sko​ro nada​rza się oka​zja,
możewar​tosięzwie​rzyć?

Przez dzie​sięć se​kund biła się z my​śla​mi, roz​wa​ża​jąc ra​cje za i prze​ciw. Zde​cy​do​wa​ła się

wresz​cieiza​czę​łamó​wić.Natwa​rzyTe​re​syma​lo​wa​łysięmie​sza​neuczu​cia,odszo​kuilękudo
roz​ba​wie​niaizno​wupo​wa​gi.Ma​rienieprze​sta​wa​łamó​wić.Czu​łaulgę,żewkoń​cumo​głato
zsie​biewy​rzu​cić.Niechcia​łasięza​sta​na​wiać,jakTe​re​satood​bie​rzeanijakoce​nijejpo​stę​po​-
wa​nie.Za​gra​żajejojcu,szan​ta​żu​jebra​ta.Gdyskoń​czy​łamó​wić,zna​pię​ciemcze​ka​łanare​ak​-
cję.

–Maszdo​wo​dyprze​ciw​komo​je​muojcu?
–Tak,mam.Aleniechcęichużyć.
Kie​dy wy​po​wie​dzia​ła to na głos, uzmy​sło​wi​ła so​bie, że rze​czy​wi​ście tak było. Nie chcia​ła

skrzyw​dzićCo​ret​tich.Niechcia​ławy​daćichojcapo​li​cji,wtrą​cićgodowię​zie​nia.Jużniesłu​ży​-
ławpo​li​cji,czy​liniemazo​bo​wią​zańwo​becspo​łe​czeń​stwa.Jed​nakza​le​ża​łojejnazwró​ce​niu
Con​tes​sywła​ści​ciel​ce.Dlasie​bieiwimięspra​wie​dli​wo​ści.

–Alepo​su​nę​łaśsiędoszan​ta​żu?
–Niemia​łamwyj​ścia.Czyina​czejGian​nibymipo​mógł?Tobyłmójje​dy​nyar​gu​ment.
–Ro​zu​miem.–Te​re​sawy​pu​ści​łapo​wie​trze.–Alepapa…
–Wiem,jaktowy​glą​da.JeanLucokradłuro​cząstar​sząpa​nią.Prze​zemnie.Da​łammusię

omo​tać,stra​ci​łamczuj​ność,aontowy​ko​rzy​stał.Za​kradłsiędojejmiesz​ka​nia,zra​bo​wałcen​-
nąpa​miąt​kę.Po​czu​wamsiędowiny.

Te​re​saza​sę​pi​łasię.
–Notak.JeanLucmógłcięocza​ro​wać,boniemia​łaśpo​ję​cia,kimna​praw​dęjest.–Usia​dła

ipo​pa​trzy​łanaMa​rie.–Niepo​wiem,żepo​do​bamisięszan​taż,alero​zu​miemtwo​jepo​bud​ki.

– Dzię​ki. – Spły​nę​ła na nią ulga. Wresz​cie wy​zna​ła praw​dę, a Te​re​sa po​sta​wi​ła się na jej

miej​scu.

Oka​za​łasięwy​ro​zu​mia​łaiwiel​ko​dusz​na.Ro​dzi​naCo​ret​tichbyłajejco​razbliż​sza,na​praw​dę

ich po​lu​bi​ła. Za​zdro​ści​ła Te​re​sie jej ży​cia, nie tyle bo​gac​twa, co od​da​ne​go męża i słod​kie​go
dziec​ka.Miej​scanazie​miiko​cha​ją​cychbli​skich.

Jejbar​dzotegobra​ko​wa​ło.Te​raz,kie​dypa​trzy​łanaCo​ret​tich,jesz​czein​ten​syw​niejma​rzy​ła

ota​kimży​ciu.

–Wie​rzę,żeniechceszza​pusz​ko​waćojca–po​wie​dzia​łaTe​re​sa.–Szan​tażbyłdlacie​bieje​-

dy​nymspo​so​bemnaod​zy​ska​niena​szyj​ni​ka.

–Tak.Aimle​piejpo​zna​jęGian​nie​goiwa​sząro​dzi​nę,tymmniejchcęwi​dziećwa​sze​goojca

zakrat​ka​mi.Tyl​kote​razjużniemamod​wro​tu.Gdy​bymdałaGian​nie​mutendo​wód,topoco
miał​bymipo​ma​gać?

–Mo​gła​byśsięzdzi​wić–od​rze​kłaTe​re​sa.–Alecobę​dziepo​tem,kie​dyod​zy​ska​ciena​szyj​-

nik?Costa​niesięztobąiGian​nim?

–Każ​deznaspój​dzieswo​jądro​gą.
–Takpopro​stu?–Te​re​sapo​krę​ci​łagło​wąiwzię​łaMa​riezarękę.–Niewy​da​jemisię.Nie​-

za​leż​nieodtego,jaktosięza​czę​ło,mię​dzywamijestcoświę​cej,cho​ciażsamiprzedsobąnie
chce​cietegoprzy​znać.

–My​liszsię–za​prze​czy​ła,choćwśrod​kuczu​łapa​lą​cyżar,tensamodkil​kudni.

background image

–Maminnezda​nie.Cościopo​wiem–do​da​łaTe​re​sa,niewy​pusz​cza​jącjejdło​ni.–Omnie

iRicu.Błę​dach,ja​kiepo​peł​ni​li​śmy.

Ma​riesłu​cha​ławmil​cze​niu,oszo​ło​mio​naichhi​sto​rią.Ifak​tem,żechoćichzna​jo​mośćza​-

czę​łasięodkłam​stwa,uda​łoimsięstwo​rzyćsil​nyiuda​nyzwią​zek.

– Wiem, jak to jest, kie​dy po​czu​cie ho​no​ru prze​sła​nia wszyst​ko inne – mó​wi​ła Te​re​sa. –

Chcia​łamosła​niaćojcaibra​ci,tobyłodlamnienaj​waż​niej​sze,waż​niej​szeodwła​sne​goszczę​-
ścia. Przez pięć lat umie​ra​łam z mi​ło​ści do Rica, każ​dy dzień bez nie​go był dla mnie męką.
Akie​dyna​szedro​giznówsięze​szły,po​now​niegood​trą​ci​łamwimięho​no​ruro​dzi​ny.–Uści​-
snę​ładłońMa​rie.

–Róż​ni​capo​le​ganatym,żewysięko​cha​li​ście–za​uwa​ży​łaMa​rie.
–Tyko​chaszmo​je​gobra​ta.
–Co?–Ma​rieuwol​ni​ładłońzuści​skuTe​re​sy,po​trzą​snę​łagło​wąipo​spiesz​niesię​gnę​łapo

ko​lo​ro​we​godrin​ka,ża​łu​jąc,żejesttakisła​by.

Sło​waTe​re​sywy​war​łynaniejsil​newra​że​nie,aleniechcia​łaza​sta​na​wiaćnadswy​miemo​-

cja​mi.

ZGian​nimłą​czyjątyl​koukład.Ko​me​dia,któ​raszyb​ki​mikro​ka​mizmie​rzadokoń​ca.Czy​li

le​piejniean​ga​żo​waćsięuczu​cio​wo.

–My​liszsię.Le​d​wiegoznam.Ajużnapew​nonieko​cham.
–My​ślisz,żejanicniewi​dzę?–Te​re​sauśmiech​nę​łasiędoniej.–Wo​dziszzanimwzro​-

kiem, kie​dy wej​dzie do po​ko​ju. Drżysz, kie​dy cię do​ty​ka. Bły​ska​wicz​nie wpra​wia cię w fu​rię,
atoznakskry​wa​nejmi​ło​ści.Do​pro​wa​dzaciędosza​łu,atopo​tra​fiątyl​koci,naktó​rychnam
za​le​ży.

Uchwy​ci​ła się tego jak to​ną​cy brzy​twy. Za​le​ży jej na Gian​nim, to ja​sne. Jest cie​pły, miły

iwe​so​ły,choćteżiry​tu​ją​cy.Pra​gniego,toteż.Któ​rabygoniepra​gnę​ła?

–Mi​łośćtocoin​ne​go.
Mi​łośćniespa​danaczło​wie​kaznie​nac​ka.Ro​dzisiępo​wo​li,wci​szy,wrazzewza​jem​nympo​-

zna​wa​niem,po​czu​ciemwspól​no​ty.Mu​sząbyćwspól​nepa​sje,przy​jaźń,po​ciągfi​zycz​ny.Musi
być…dużowię​cej.

–Toniejestmi​łość–po​wie​dzia​łazprze​ko​na​niem.–Po​żą​da​niemożetak,aleniemi​łość.
Te​re​sauśmiech​nę​łasiętyl​ko.CiCo​ret​tipo​tra​fiąbyćde​ner​wu​ją​cy,po​my​śla​łaMa​rie.
–Znammo​je​gobra​ta–ode​zwa​łasięTe​re​sa.–Chro​nina​sząro​dzi​nę.Mimoszan​ta​żuni​g​dy

byciętu​tajnieprzy​wiózł,gdy​bynieczuł…

–Tuje​ste​ście!–roz​ległsięgłosGian​nie​go.
Ilebydała,byTe​re​sazdą​ży​łaskoń​czyćzda​nie!Coonachcia​łapo​wie​dzieć?Cze​goGian​ninie

czuł?

Gian​niiRicoszlidonichszyb​kimkro​kiem.Gian​nispoj​rzałnaMa​rie,wjegooczachpo​ja​wił

siębłysk.Byławno​wymbi​ki​niku​pio​nymwLon​dy​nie.Wie​dzia​ła,żewtymską​pymko​stiu​mie
wod​cie​niuli​mon​ko​wejzie​le​niwy​glą​danie​źle.Możena​wetle​piejniżnie​źle,są​dzącpowy​ra​-
zietwa​rzyGian​nie​go.

Wpa​try​wałsięwniąprzezkil​kase​kund,do​pie​roci​chyśmiechTe​re​sywy​rwałgoztransu.
–Zna​leź​li​śmyJeanLuca.Jestnawy​spie.

zyłra​mio​na​mi.

–Po​kazod​bę​dziesięwnaj​więk​szejre​stau​ra​cjiho​te​lu.Mo​że​myjąobej​rzeć.Ricouprze​dzi

background image

ona​szymprzy​by​ciusze​faochro​ny.

background image

ROZDZIAŁDZIEWIĄTY

Półgo​dzi​nypóź​niej,jużwichapar​ta​men​cie,da​rem​niepró​bo​wałprze​mó​wićMa​riedoroz​-

sąd​ku.Takjaksięspo​dzie​wał.Tako​bie​tazdu​mie​wa​łago,boodsa​me​gopo​cząt​kunieda​wa​ła
sięna​mó​wićdowspół​pra​cy.Tyl​kodla​cze​gotogoza​chwy​ca​ło?

–Po​win​namtambyć.Po​mo​gęgona​mie​rzyć.
Gian​ni z de​spe​ra​cją prze​cią​gnął dło​nią po czu​pry​nie. Cho​le​ra, gdy​by cho​ciaż coś na sie​bie

wło​ży​ła,okry​łasięszla​fro​kiem.Tenską​pyko​stiumpod​kre​ślaape​tycz​nekształ​tyitakkusi,że
czło​wie​ko​witrud​noskon​cen​tro​waćsięnawy​szu​ki​wa​niuar​gu​men​tów.

Wi​dokjejnie​malna​gie​gocia​łanie​sa​mo​wi​cienanie​godzia​łał.CotamJeanLuc,wtymmo​-

men​ciemógł​bydlanie​gonieist​nieć.Naj​chęt​niejbygopo​słałdodia​bła.Jed​nakdrańzja​wiłsię
nawy​spieimu​szągomiećnaoku.Ipo​sta​raćsię,bynieuj​rzałMa​rie.JeanLucniejestnaj​by​-
strzej​szymzło​dzie​jemnaświe​cie,jed​nakna​wetonzo​rien​tu​jesię,żecośtuniegra.

Te​so​rotoniemiej​scedlata​kichjakMa​rie.
– Jean Luc za​trzy​mał się w jed​nym ze star​szych ho​te​li na wy​spie, na​le​żą​cym do dziad​ka

żonySe​ana,ku​zy​naRica.

Ma​riepo​pa​trzy​łananie​gozza​kło​po​ta​niem.
–Wiem,todośćza​gma​twa​ne.Wkaż​dymra​zieza​trzy​małsiętam,alejużzdą​żyłtuzaj​rzeć.

Ochro​naza​uwa​ży​łagonate​re​nieho​te​lu.Wie​czo​remspró​bu​je​mygoująć.

–Comuzro​bi​cie,sko​rojesz​czeni​cze​gonieukradł?
–Po​stą​pi​myznimtak,jakro​biątowka​sy​nach,kie​dypo​ja​wiasięzna​nyzło​dziej.Na​wetje​-

śli jesz​cze nic nie zro​bił, pro​fi​lak​tycz​nie się go wy​pro​wa​dza. Wy​star​czy od​po​wied​nia re​pu​ta​-
cja.

–Aha.Wy​pro​wa​dzągoiwy​pro​szązwy​spy,tak?
–Tak.Wy​spana​le​żydoosóbpry​wat​nych,mogągostądwy​rzu​cić.
–Alenaj​pierwmu​siszgozła​pać,ajamogęwtympo​móc–upie​ra​łasię.–Je​stemdo​dat​ko​-

wąparąoczu.

Tomałopo​wie​dzia​ne,po​my​ślał,sta​ra​jącsięsku​piaćnapro​ble​miedoroz​wią​za​nia,aniena

cie​leMa​rie,doktó​re​gowy​cią​ga​łymusięręce.Samsięwtowpa​ko​wał,wkoń​cutobyłjegopo​-
mysł.Tenprze​krętzna​rze​czo​ną,za​miesz​ka​niewewspól​nymapar​ta​men​cie.Drę​czy​łagoświa​-
do​mość,żeMa​rieśpinaszez​lon​gu,nie​malnawy​cią​gnię​cieręki.Moż​naosza​leć.

Wszyst​ko w niej go po​cią​ga​ło. Wes​tchnie​nia, śmiech, po​ca​łun​ki. Na​gle od​kry​wał w so​bie

mrocz​neza​ka​mar​ki,októ​rychdaw​noza​po​mniał.Ma​riebez​wied​nienanowomujeuzmy​sło​-
wi​ła.Zdałso​biespra​wę,żejegoży​cieniejesttakpeł​ne,jakdo​tądsą​dził.Albojakso​biewma​-
wiał.Zbytdużocza​suspę​dzałsam.Zabar​dzoizo​lo​wałsięodlu​dzi,na​wetodro​dzi​ny.

Te​razpo​ja​wi​łasięona.Ico,dodia​bła,ztympo​cząć?Ode​pchnąłodsie​bietemy​śli.
–A je​śli Jean Luccię zo​ba​czy? Co wte​dy?Na​wet on nie jest ażtak głu​pi, żeby niena​brać

po​dej​rzeń.Como​gła​byśturo​bićwprzed​dzieńeks​klu​zyw​ne​gopo​ka​zubi​żu​te​rii?Nieuwie​rzy,
żetoprzy​pa​dek.

Ma​rieza​mru​cza​łacośpodno​sem.
–Nibydla​cze​goniemo​gła​bymtubyć?
Gian​nityl​kopar​sk​nął.
–Pra​cawochro​niebyłatakdo​brzepłat​na,żestaćcięnata​kiewa​ka​cje?

background image

Ma​rieskrzy​wi​łasięlek​ko.
–Nie,alemogębyćbo​ga​tazdomu.Cosięsta​nie,je​ślionmniezo​ba​czy?
–Zło​dzie​jesąprze​sąd​ni–spró​bo​wałzin​nejbecz​ki.Za​le​ża​łomunatym,byjąznie​chę​cić.

Niechciał,żebynajejwi​dokJeanLucwpadłwpa​ni​kę.–Mar​nizło​dzie​jetymbar​dziej.Je​śli
cięzo​ba​czy,prze​ra​zisięiuciek​nie,na​wetniepró​bu​jącsko​ku.Wte​dy–do​dałzna​dzie​ją,żeto
ją prze​ko​na – może zli​kwi​do​wać miesz​ka​nie w Mo​na​ko i znik​nąć. I jak za​bie​rze​my mu na​-
szyj​nik?

Praw​dęmó​wiąc,samwtoniewie​rzył.Bar​dzopraw​do​po​dob​ne,żewta​kiejsy​tu​acjiJeanLuc

wró​cidodomunawy​brze​żuMo​na​koiprzy​czaisięnaja​kiśczas.Od​cze​ka,ażzno​wupo​ja​wisię
oka​zja.AletegoMa​rieniemusiwie​dzieć.

Przezotwar​tedrzwita​ra​suzaple​ca​miMa​riewpa​da​łoja​skra​weświa​tło,ota​cza​jącjązło​ci​stą

po​świa​tą.Gdy​bybyłma​rzy​cie​lem,uj​rzał​bywniejisto​tęznie​rze​czy​wi​ste​goświa​ta.

Niebu​jałwob​ło​kach,byłra​cjo​na​li​stą.Mógłso​bietyl​kowy​obra​żać,żetakako​bie​tamożesię

przy​śnić.Gład​kaje​dwa​bi​staskó​ra,twarzoko​lo​nabu​rząnie​sfor​nychwło​sów,wszyst​kowniej
gopo​cią​ga​ło.Na​wetgniew​nybłyskwoczachizu​chwa​łeunie​sie​niegło​wy.

Ma​rieza​ci​snę​łazębyiskrzy​żo​wa​łara​mio​na,nie​świa​do​mieeks​po​nu​jącpier​si.Gian​niza​ci​-

snąłpal​cewpię​ści.

–Do​brze,niechcibę​dzie.Niepój​dęztobąnapo​kaz.
–Świet​nie.–Bi​twawy​gra​na.
–Aletrze​bado​pil​no​wać,żebyka​me​ryobej​mo​wa​łycałąsalę.Ricopo​wi​niensiętymza​jąć–

przy​po​mnia​ła.

–Roz​ma​wia​li​śmyjużotymzHick​sem.
–Notak.–Na​bra​łapo​wie​trza,poczymwy​pu​ści​łajeprze​cią​gle.–Czy​lite​razmamgraćrolę

damywopa​łach,tak?Sie​dziećwukry​ciu,asil​nimęż​czyź​niwszyst​koza​ła​twią?

–Wiel​kiedzię​ki.Bę​dziedo​brze,zo​ba​czysz.
Wpa​try​wa

Od​gar​nę​ławło​sydotyłu,tup​nę​łanogąipo​ma​sze​ro​wa​ładoła​zien​ki.Kie​dypochwi​lizniej

wy​szła,mia​łanaso​biebia​łyho​te​lo​wyszla​frok.Za​ci​snę​łapa​sekwta​lii.Gian​nichciałjejzato
jed​no​cze​śniedzię​ko​waćibła​gać,żebyzno​wugozdję​ła.

Cotako​bie​taznimwy​pra​wia!
–Wo​la​ła​bymiśćztobą–oznaj​mi​ła.
–Wiem,alepo​patrznatoina​czej.Je​śligozła​pie​my,zmu​si​my,żebyzwró​ciłna​szyj​nik.
–Jak?
–Po​tra​fiębyćprze​ko​nu​ją​cy.JeanLucznaj​dziesięwmałokom​for​to​wejsy​tu​acji,je​śliprzy​-

ła​pie​my go mysz​ku​ją​ce​go na po​ka​zie bi​żu​te​rii. Po​stra​szę go, że po​wia​do​mię In​ter​pol, to po​-
win​nowła​ści​wiegona​sta​wić.

–Po​win​no–po​tak​nę​ła.
–Takbę​dzie–rzekłpół​gło​sem.–Wprze​szło​ściJeanLucniewy​ka​załsiętakąostroż​no​ścią

jakro​dzi​naCo​rel​lich.Jestno​to​wa​nyinapew​noniechcemiećdoczy​nie​niazpo​li​cją.–Te​raz,
kie​dyMa​riebyławszla​fro​ku,ła​twiejsiękon​cen​tro​wał.Asko​rojużusta​li​li,żebę​dzietrzy​ma​ła
sięnaubo​czu,chciałwy​ja​śnićjesz​czecoś.–Kie​dyprzy​szli​śmy,roz​ma​wia​łaśzTe​re​są.Mia​łem
wra​że​nie,żewczymśprze​szko​dzi​li​śmy.

–Nie–od​par​ła,od​wra​ca​jącsięiwy​cho​dzącnata​ras.
Nie dał się zwieść i ru​szył za nią. Po​czuł na skó​rze cie​pły do​tyk słoń​ca i orzeź​wia​ją​cy po​-

wiewwia​tru.Ma​riesta​łaprzyże​la​znejba​rier​ce.

background image

–Wiesz,mia​łaśra​cję–za​gad​nął.
Po​pa​trzy​łananie​go.
–Wzwiąz​kuzczym?
– Kie​dy się po​zna​li​śmy, po​wie​dzia​łaś, że nie umiesz do​brze kła​mać. Zga​dzam się. – Pod​-

szedłdoniej.–Oczymroz​ma​wia​ły​ściezTe​re​są?

–Po​wie​dzia​łamjejpraw​dę–od​par​ła,pa​trzącmuwoczy.–Żenieje​ste​śmyza​rę​cze​ni…
Za​sko​czy​ła go. Nie są​dził, że wy​zna ko​muś praw​dę, bo to po​sta​wi ją w złym świe​tle. Choć

możepo​wi​niensiędo​my​ślić,żejejwro​dzo​nauczci​wośćzwy​cię​ży.

–Po​wie​dzia​łaśjej,żemnieszan​ta​żu​jesz?
–Tak.–Wes​tchnę​łaiwzru​szy​łara​mio​na​mi,jak​byzrzu​ca​łaznichcię​żar.–Te​raztojużnie

mazna​cze​nia,praw​da?Na​dalbędętwo​jąprzy​kryw​kądlaIn​ter​po​lu,cho​ciażniewiem,jakto
ro​zu​mieć,sko​roniechcesz,że​bymcito​wa​rzy​szy​ła,boJeanLucmniezo​ba​czy…

–Tosięzmie​ni,kie​dygozła​pie​my.
–Je​ślitygozła​piesz.
–Ja​sne.Znamjegospo​sóbmy​śle​nia.–Umilkłnachwi​lę.–Nie​po​trzeb​niepo​wie​dzia​łaśTe​-

re​sieona​szymukła​dzie.Niechcia​łem,żebyro​dzi​nawie​dzia​łaodo​wo​dachprze​ciw​kopa​pie.

–Two​jasio​strajestbar​dzodo​cie​kli​wa.Czu​ła,żecośjestnietakipo​sta​no​wi​łamnieprzy​ci​-

snąć.

Prze​niósłspoj​rze​nienaroz​cią​ga​ją​cysięprzednimioce​an,że​glu​ją​cejach​ty,opa​lo​necia​łana

bia​łympia​sku.

–Praw​dajestprze​re​kla​mo​wa​na–po​wie​działpół​gło​sem.
Ma​rieza​śmia​łasięci​cho.
–Po​dej​ściewsamrazdlazło​dzie​ja.
Po​pa​trzyłnanią,od​cze​kał,ażspoj​rzymuwoczy.
–By​łe​gozło​dzie​ja–wy​szep​tał.
– No tak. – Uśmiech​nę​ła się. – Wciąż o tym za​po​mi​nam. – Od​krę​ci​ła się, opar​ła się bio​-

drem o ba​rier​kę. – Jesz​cze coś. Sko​ro two​ja ro​dzi​na już o nas wie, to nie mu​si​my ra​zem
miesz​kać.

–Ach,niepo​wie​dzia​łemci?–Wy​su​nąłrękęide​li​kat​niepo​cią​gnąłpołęjejszla​fro​ka,od​sła​-

nia​jąc de​kolt. Ma​rie za​sty​gła. Gian​ni prze​su​nął pal​ca​mi po jej na​giej skó​rze; Ma​rie za​drża​ła,
jego prze​bie​gła fala go​rą​ca. – Ho​tel jest za​re​zer​wo​wa​ny do ostat​nie​go miej​sca. Nie ma wol​-
nychpo​koi.

Na​bra​łapo​wie​trzaiwstrzy​ma​łaod​dech.
–Czy​lije​ste​śmynasie​bieska​za​ni–pod​su​mo​wał.
–Nara​zie–po​wie​dzia​ła.
–Li​czysiętyl​kote​raz.–Pod​su​nąłsiębli​żej,po​chy​liłsięipo​ca​ło​wałją.
Tomiałbyćtyl​kole​ciut​kipo​ca​łu​nek,mu​śnię​ciewarg.Jed​nakgdydo​tknąłjejust,sta​łosię

ina​czej. Wszyst​ko się zmie​ni​ło. Owład​nę​ło nim po​żą​da​nie i mu​siał przy​gar​nąć ją do sie​bie
moc​no,ażpo​czułbi​ciejejser​ca.Biłotaksamogwał​tow​niejakjego.

Przy​war​ładonie​gojesz​czemoc​niej,ob​ję​łagozaszy​jęiod​da​łapo​ca​łu​nek.Po​czułdo​tykję​-

zy​ka,tchnie​nieod​de​chu,na​ra​sta​ją​cewniejpo​żą​da​nie.Brałwszyst​ko,cobyłago​to​wamuofia​-
ro​wać, i mil​cząc, bła​gał o wię​cej. In​tu​icyj​nie wie​dział, że za​wsze bę​dzie mu za mało. Chciał
miećjąbli​żej,ca​ło​waćjesz​czemoc​niej.Miałgło​węwy​peł​nio​nąsza​lo​ny​mimy​śla​mi.Je​śliza​-
razsięnieopa​mię​tainiewy​co​fa,tojużni​g​dytegoniezro​bi.

Ode​rwałodniejusta,oparłczo​łooczo​łoMa​rie.Pró​bo​wałuspo​ko​ićzdy​sza​nyod​dech.

background image

–To„te​raz”tocośdużowię​cej–wy​szep​ta​łapodłu​giejchwi​li.

–Papaniepój​dziedowię​zie​nia.–Gian​niza​ci​snąłpal​cenasłu​chaw​ce,skrzy​wiłsięiza​pa​trzył
wciem​ność.Pau​lonieprze​sta​wałwrzesz​czeć.

Uro​czy​ste otwar​cie wy​sta​wy roz​po​czę​ło się trzy go​dzi​ny temu. Gian​ni krą​żył wśród go​ści,

wmie​sza​ny w ele​ganc​ki tłum na​sta​wiał uszu i uważ​nie ob​ser​wo​wał przy​by​łych. Kon​tro​lo​wał
te​ren nie​za​leż​nie od ochro​nia​rzy Fran​kli​na, wy​czu​lo​ny na ewen​tu​al​ne pro​ble​my. Jean Luc
chy​basięniepo​ja​wił,bonieuda​łosięgoroz​po​znać.Możeprzezostat​nirokstałsięmi​strzem
ka​mu​fla​żu.

Gian​nida​rem​nielu​stro​wałwzro​kiemgo​ści,pró​bu​jącgowy​ło​wić.Byłpod​eks​cy​to​wa​ny,jak

nie​gdyśprzyro​bo​cie.Po​dob​nie,choćwpew​nymsen​sieina​czej.Roz​mo​wazbra​temdo​dat​ko​-
wogopo​bu​dzi​ła.

–Te​re​samiwszyst​kopo​wie​dzia​ła–po​wtó​rzyłPau​lo,aGian​niprze​wró​ciłocza​mi.
Spo​dzie​wałsię,żetaksięsta​nieipod​świa​do​miecze​kałnatente​le​fon.Dziw​ne,żebra​tuza​-

bra​łototylecza​su.Gian​nipod​szedłdokra​wę​dzita​ra​su,zo​sta​wia​jączasobąroz​świe​tlo​nąsalę.
Bezżaluwy​co​fałsięztłu​mu.Na​wetiry​tu​ją​caroz​mo​wazbra​tembyłalep​szaniżtam​tenświat.

–Onacięszan​ta​żu​je!–Pau​lomó​wiłco​razgło​śniej,takżeGian​nimu​siałod​su​nąćte​le​fon

oducha.–Mado​wódprze​ciw​koojcu,atyzniąsy​piasz?

–Jawca​le…–Po​wstrzy​małsię,na​brałpo​wie​trza.Zanicsięnieprzy​zna,żedotejporynie

za​cią​gnąłMa​riedołóż​ka.–To,zkimsy​piam,tonietwójin​te​res.

–Ow​szem,mój,bokie​dymy​śliszswo​imcaz​zo,na​ra​żaszro​dzi​nę.
Gian​niza​go​to​wałsięzezło​ści.Od​wró​ciłsięodroz​ja​rzo​nejświa​tłemsaliipo​pa​trzyłnaoce​-

an w dole. Mie​nił się w świe​tle księ​ży​ca. Gian​ni ob​ser​wo​wał mi​go​czą​cą ta​flę, pró​bu​jąc po​-
wścią​gnąćwście​kłość.

Na szczę​ście na ta​ra​sie poza nim ni​ko​go nie było. Ze​bra​ni gro​ma​dzi​li się przy sto​łach, po​-

dzi​wia​jąc wy​sta​wio​ne klej​no​ty, roz​ma​wia​jąc z ju​bi​le​ra​mi. Szam​pan lał się stru​mie​nia​mi
iGian​nimiałstu​pro​cen​to​wąpew​ność,żeniktgonieob​ser​wu​je.

–My​ślisz,żena​ra​żał​bymojca?–za​py​tał,zni​ża​jącgłosdoszep​tu,byprzy​pad​kiemktośgo

nieusły​szał.–Tojapró​bu​jęprze​ko​naćcie​bieipapę,że​by​ściedaliso​biespo​kójzza​wo​dem,bo
ina​czejobajwy​lą​du​je​ciewki​ciu.

–Zmie​niaszte​mat,Gian​ni?
– Nie zmie​niam te​ma​tu, tyl​ko przy​po​mi​nam ci, że je​stem star​szym bra​tem – prych​nął ze

zło​ścią.–Pau​lo,prze​stańmniepo​uczaćisięwy​mą​drzać.

Za​pa​dładłu​gaci​sza.Ocza​miwy​obraź​niwi​dział,jakPau​losięuspo​ka​ja.Byłpo​ryw​czyiwgo​-

rą​cejwo​dzieką​pa​ny,alejegoemo​cjeszyb​koopa​da​ły.

–Nodo​brze.Nie​dłu​gozja​wi​mysiętamzpapąichciał​bympo​znaćtęko​bie​tę.
Gian​ni prze​niósł spoj​rze​nie na pla​żę. W świe​tle księ​ży​ca wi​dział sa​mot​ną syl​wet​kę. Ja​kaś

ko​bie​taszławzdłużbrze​gu.Przy​mknąłoczyipose​kun​dzieroz​po​znałwniejMa​rie.

Mia​łazo​staćwapar​ta​men​cie.Czytako​bie​tani​g​dygoniepo​słu​cha?
–Po​znaszją–od​rzekł.–Ibę​dzieszmi​lut​ki,je​śliniechceszmisięna​ra​zić.
–Za​wszeje​stemmi​lut​ki–ob​ru​szyłsięPau​lo.
Gian​nipar​sk​nąłszy​der​czo.
–Takjakte​raz?Drzeszsięjakopę​ta​nyimó​wisz,żeje​steś„mi​lut​ki”?
–Je​ste​śmyWło​cha​mi–za​uwa​żyłPau​lo.–Wia​do​mo,żepo​win​ni​śmywrzesz​czeć.

background image

Napla​żyza​ma​ja​czy​łajesz​czejed​nasyl​wet​ka.DoMa​riezbli​żałsięmęż​czy​zna.Niewi​dzia​ła

go,byłaza​pa​trzo​nawmo​rze.Teo​re​tycz​nienicjejniegro​zi​ło,jed​nakwgłę​bidu​szyGian​nipo​-
czułdziw​nylęk.Ina​glestałsięczuj​ny.Chmur​nymwzro​kiemob​ser​wo​wałzbli​ża​ją​ce​gosiędo
niejczło​wie​ka.Byłownimcoś,cogoza​nie​po​ko​iło.

Ciao,Pau​lo–rzu​ciłdosłu​chaw​ki,roz​łą​czyłsięischo​wałko​mór​kędokie​sze​ni.
Topew​nienic.Jed​nakza​nimtopo​my​ślał,prze​sko​czyłprzezba​rier​kęiwy​lą​do​wałwpia​sku.

Czu​łasięfa​tal​nie.Za​miastiśćnaotwar​ciewy​sta​wy,otrzy​ma​łapo​le​ce​nie,bysie​dziećwpo​ko​-
ju. Prze​cież nie brak jej do​świad​cze​nia, ma by​stre oko i umie​jęt​no​ści, mo​gła​by się przy​dać.
Gian​nika​załjejniewy​chy​laćnosa.Bę​dziejakdziec​koza​mknię​tewpo​ko​ju,boowszyst​koza​-
trosz​cząsięro​dzi​ce.Atakbar​dzochcia​łapójśćnatenpo​kaz!Cóż,niezro​bitego,bomożepo​-
mie​sza​ła​byimszy​ki.Jakobyłapo​li​cjant​kazda​wa​łaso​biespra​wę,żepod​czasdzia​łańope​ra​cyj​-
nychniepo​win​nawcho​dzićimwpa​ra​dę.

Jed​nakniewy​trzy​mawpo​ko​ju.Tylerazyner​wo​woprze​mie​rzy​łaapar​ta​ment,za​sta​na​wia​jąc

się,cote​raztamsiędzie​je,żewkoń​cupo​sta​no​wi​ławyjść.Pój​dziesięprzejśćpopla​ży,bę​dzie
siętrzy​maćzdalaodwy​sta​wy,niktjejnieza​uwa​ży.JeanLuc,je​ślisiętupo​ja​wił,tonapew​no
niepoto,byukraśćkil​kazia​re​nekpia​sku.

Choćtonieonza​przą​tałjejmy​śli.Nie​ustan​niezaj​mo​wałjeGian​ni.Za​trzy​ma​łasięprzyli​nii

wody,cie​płafalamięk​kozmo​czy​łajejsto​pyicof​nę​łasięwgłąboce​anu.

Tenpo​ca​łu​nek.Cootymmy​śleć?
Le​d​wie jej do​tknął, a za​pło​nę​ła. Po​ca​ło​wał ją, i na​tych​miast go za​pra​gnę​ła. Może Te​re​sa

mia​łara​cję?MożeGian​nie​muteżnaniejza​le​ży,takjakjejnanim?Tyl​koczytosiędzie​jena​-
praw​dę?Nie,nie​moż​li​we.Totyl​kochwi​lapozacza​sem,pozanor​mal​nymży​ciem.

Znagonie​ca​łyty​dzień,aczu​je,jak​byzna​łagoodza​wsze.Czytakmożebyć?Jaktojest,że

Gian​nibu​dziwniejtyleuczuć,choćdwaty​go​dnietemusięniezna​li?Dla​cze​goso​biewma​wia,
żetocośzna​czy?Toniejestpraw​dzi​weży​cie.Toniejestjejświat.

Zna​la​złasięwraj​skimza​kąt​kudlasław​nychibo​ga​tych.Iwma​wiaso​bie,żezło​dziejklej​no​-

tówstałsiępo​rząd​nymczło​wie​kiem.

–Wie​dzia​łem,żetoty.
Wstrzy​ma​łaod​dechiod​wró​ci​łasięgwał​tow​nie.Zna​łatengłos.Księ​życoświe​tliłtwarzmęż​-

czy​znyiprzezchwi​lęza​sta​na​wia​łasię,jakmo​głauwa​żaćgozaprzy​stoj​ne​go.Ja​snewło​sy,zbyt
rzad​kieizadłu​gie,ni​ja​kienie​bie​skieoczy,szczę​kaibro​dasła​boza​ry​so​wa​ne.

–JeanLuc.
Pod​szedłdoniejzde​cy​do​wa​nymkro​kiemiprze​su​nąłponiejtak​su​ją​cymspoj​rze​niem.
–Ma​rie,coro​bisztakda​le​kooddomu?Icze​muje​steśtuzGian​nim?
Chcia​łaskła​mać,leczchy​bająroz​szy​fro​wał,bopo​krę​ciłgło​wą.
–Da​rujso​bie.Wczo​rajwi​dzia​łemwasra​zem.
Czy​lina​wetgdy​byzo​sta​ławapar​ta​men​cie,ni​cze​gobytoniezmie​ni​ło.
–Nowięc,Ma​rie?–po​wtó​rzyłci​cho,przy​my​ka​jącoczyipod​cho​dzącbli​żej.Jegofran​cu​ski

ak​centbyłjesz​czewy​raź​niej​szy.–Pocotuprzy​je​cha​łaś?Iznim?

Nie​zau​wa​żal​nieza​par​łasięsto​pa​miwpiach,przy​bie​ra​jącobron​nąpo​sta​wę.Nawszel​kiwy​-

pa​dek.Pozaniminapla​żyni​ko​goniemaije​śliJeanLucjąza​ata​ku​je,bę​dzieprzy​go​to​wa​na,
cho​ciażwgrun​cierze​czyni​g​dyniewi​dzia​ławnimza​gro​że​nia.Nędz​nykłam​li​wyzło​dziej.

–Po​słu​ży​łaśsięnim,żebymniezna​leźć?–Uśmiech​nąłsięnie​szcze​rze.–Tomipo​chle​bia.

background image

Możetodla​te​go,żemię​dzynaminiedo​szłodosek​su?Ża​łu​jesztego,Ma​rie?–Wy​cią​gnąłdo
niejrękę.–Jateż.Aledziświe​czo​remmo​że​mytonad​ro​bić.

Nimzdą​ży​łaza​pro​te​sto​wać,chwy​ciłjąiprzy​cią​gnąłdosie​bie,chcącjąpo​ca​ło​wać.Ma​rieza​-

mie​rzy​łasięnanie​gopra​wąpię​ścią,go​to​wajed​nymcio​sempo​wa​lićgonazie​mię.

Na​gleJeanLucznik​nął.
Ma​rieza​chwia​łasię,za​sko​czo​naizdez​o​rien​to​wa​na.Do​biegłjąod​głoscio​su,po​temgłu​chy

od​głospa​da​ją​ce​gonapiachcia​ła.Roz​ległsięsła​byjękitużprzedniąwy​rósłGian​ni.Chwy​cił
jąimoc​noprzy​tu​lił.

–Nicciniejest?
–Nie,dzię​ki.–Za​rzu​ci​łamuręcenaszy​ję.
Mo​gła sama uniesz​ko​dli​wić na​past​ni​ka, ale to nie​spo​dzie​wa​ne przy​by​cie Gian​nie​go, jak

baj​ko​we​go jeźdź​ca na bia​łym ko​niu, było… fan​ta​stycz​ne. Ro​man​tycz​ne. Jak cu​dow​nie czuć
siłęukry​tąwjegora​mio​nach,gdyjąobej​mu​je!Tachwi​lajestnie​sa​mo​wi​ta.

Wtu​li​łatwarzwszy​jęGian​nie​goiwdy​cha​łajegoza​pach.Niemia​łapo​ję​cia,jakjątuzna​lazł,

alecie​szy​łasię,żejestprzyniej.Agdyjąpo​ca​ło​wał,żar​li​wieod​da​łapo​ca​łu​nek,wie​dząc,żeto
naza​wszewszyst​kozmie​ni.

Przy​tu​lałjądosie​biezca​łychsił,achciałmiećjąjesz​czebli​żej.Gdybiegłdoniej,niesą​dził,że
Ma​riena​praw​dęcośgro​zi.Za​mie​rzałwy​ra​zićswenie​za​do​wo​le​nieztego,żeopu​ści​łaapar​ta​-
ment, jed​nak gdy zo​ba​czył, jak Jean Luc wy​cią​ga do niej ręce, szar​pie i pró​bu​je po​ca​ło​wać,
krewgoza​la​ła.

Jesz​cze ni​g​dy nie bu​zo​wa​ła w nim taka wście​kłość. Gniew wręcz go roz​sa​dzał. Na​wet nie

przy​pusz​czał,żejestzdol​nydotakin​ten​syw​nychemo​cji.Jed​naktenwi​dokdo​pro​wa​dziłgodo
sza​łu.

Wsu​nąłpal​cewewło​syMa​rie,od​chy​liłjejgło​węizaj​rzałwoczy.Mi​nę​ładłu​ga,peł​nana​pię​-

ciachwi​la,nimdo​tknąłusta​mijejwarg.Obo​jetegochcie​li,obo​jeule​glina​ra​sta​ją​ce​muwnich
pra​gnie​niu.Za​tra​ci​lisięwna​mięt​nympo​ca​łun​ku.

Ma​rieob​ję​łagowpa​sieno​ga​mi,Gian​nipod​trzy​my​wałją,czu​jącwniejtensamogień,jaki

tra​wiłjego.Po​żą​dałjejiwie​dział,żemusiza​braćjądoho​te​lu.Jaknaj​szyb​ciej.Alenaj​pierw…

Ode​rwałodniejustaiza​czerp​nąłpo​wie​trza.Za​to​piłwzrokwoczachMa​rie.
–Naj​pierwza​ła​tw​mypil​niej​sząspra​wę.JeanLuc…
Ma​riepo​pa​trzy​ławdalpo​nadjegora​mie​niem.
–Jegotuniema.
– Co? – Nie wy​pusz​cza​jąc jej z ob​jęć, od​wró​cił się i spoj​rzał na pla​żę. Jean Luc znik​nął.

Wte​dy,gdyoniMa​riesięca​ło​wa​li.–Cho​le​ra,możejużbyćda​le​ko.

Po​ło​ży​łarękęnapo​licz​kuGian​nie​goiod​wró​ci​łagodosie​bie.
–Kogotoob​cho​dzi?
Przezmo​mentbyłza​sko​czo​ny.JeanLucjejnieob​cho​dzi?Prze​cież…
Po​pa​trzyłwjejpło​ną​ceoczy.Jejcia​łodrża​ło.Te​razobo​jechcie​litegosa​me​go.Ityl​kotosię

li​czy​ło.

–Maszra​cję–od​rzekł,ca​łu​jącjągo​rą​co.–Chodź​my.
Po​sta​wił ją na zie​mi, wziął za rękę i ru​szy​li w stro​nę ho​te​lu. W po​wie​trzu roz​brzmie​wa​ły

dźwię​kimu​zy​kiiwe​so​łygwar,leczniezwra​ca​linatouwa​gi.Coin​ne​goichte​razpo​chła​nia​ło.

Gdywe​szlidoapar​ta​men​tu,Gian​niza​trza​snąłdrzwi,od​wró​ciłsiędoMa​rie,aonapa​dłamu

background image

wra​mio​na.Przy​gar​nąłjądosie​bie,ob​ję​łagowpa​sieno​ga​mi.Wsu​nąłdło​niepodjejciem​no​-
zie​lo​nąje​dwab​nąbluz​kę.

Ma​riewes​tchnę​łaiwy​gię​ładotyługło​wę.Gian​niprze​su​wałdłoń​mipojejpier​siach,przez

ko​ron​kęsta​ni​kaczułpodpal​ca​mina​brzmia​łesut​ki.Zjegoustwy​rwałsiębez​wied​nyokrzyk.
Chy​bacałelatacze​kałnatęchwi​lę.

–Mu​szęcięmieć–wy​szep​tał,prze​no​szącustanajejszy​ję.
–Tak–wy​krztu​si​łazdła​wio​nymszep​tem.–Tak.
Po​sta​wił ją, zdjął jej przez gło​wę bluz​kę, a po​tem zsu​nął ra​miącz​ka sta​ni​ka. Ma​rie za​czę​ła

roz​pi​naćmuko​szu​lę.Po​mógłjej,boniemógłsiędo​cze​kaćchwi​li,kie​dypo​czu​jedo​tykjejskó​-
ry. Gdy resz​ta ubrań sfru​nę​ła na pod​ło​gę, de​li​kat​nie po​pchnął ją na ma​te​rac. Ma​rie upa​dła
iza​śmia​łasięgar​dło​wo.

Uśmiech​nąłsię,po​ło​żyłprzyniejiwy​cią​gnąłdoniejręce.Gła​skałjejskó​rę,po​zna​jącjądo​-

kład​nie.Ma​rieprzy​cią​gnę​łagodosie​bieiroz​chy​li​łaustadopo​ca​łun​ku.Byłgo​rą​cyina​brzmia​-
łydo​ma​ga​ją​cymsięspeł​nie​niapra​gnie​niem.

Wbi​ja​łapa​znok​ciewjegople​cyiprze​su​wa​łanimiposkó​rze,roz​pa​la​jącgojesz​czebar​dziej.

Niecof​nę​łasię,gdyjegorękapo​wę​dro​wa​łani​żej.Ma​rieroz​chy​li​łanogi,spra​gnio​najegopiesz​-
czot.Za​mru​czał,czu​jącza​le​wa​ją​cąichfalępo​żą​da​nia.Jużniebyłood​wro​tu.

Ode​rwał od niej usta, prze​su​nął je ni​żej. Pie​ścił jej pier​si zmy​sło​wo i na​mięt​nie, a Ma​rie

wiłasięzroz​ko​szy.Ję​cza​ła,bood​szu​kałjejnaj​czul​szemiej​sceipiesz​czo​ty,ja​ki​mijąte​razob​-
sy​py​wał, do​pro​wa​dza​ły ją do kra​wę​dzi roz​ko​szy. Ma​rzył o tym, by wresz​cie po​czuć ją ca​łym
sobą.Unio​słabio​dra,in​stynk​tow​niepod​da​jącsięjegodło​ni.Po​pa​trzyłwjejoczy.Wi​dział,że
chcia​ławię​cej,czu​łanad​cho​dzą​cyor​gazm.Tegopra​gnął.Chciałpa​trzeć,jakjejoczyza​cho​dzą
mgłą.

Przy​spie​szył. Czu​ła w so​bie jego pal​ce, gdy po​ru​szał nimi co​raz szyb​ciej, a ona pod​da​wa​ła

siętemuzra​do​snymunie​sie​niem.

–Tak.Gian​ni.Tak.Pro​szę–bła​ga​łaszep​tem.
–Takbę​dzie,cara–od​parłci​cho.–Patrznamnie.Chcęcięwi​dzieć.
Ma​riepod​nio​słapo​wie​ki,po​pa​trzy​łamuwoczyiski​nę​łagło​wą.Go​rącz​ko​wochwy​ta​łapo​-

wie​trze,po​ru​sza​łasięzgod​niez jegoryt​mem.Bosesto​pyśli​zga​ły siępoje​dwab​nejna​rzu​cie,
alejużtegonieza​uwa​ża​lipo​chło​nię​cisobą,chwi​lą,któ​ranad​cho​dzi​ła.

–Gian​ni,pro​szę.Chcę…
–Wiem,cara.Wiem,cze​gochcesz.
Nieod​ry​wałodniejoczu.Czułwzbie​ra​ją​cewnimpod​nie​ce​nieikaż​dewes​tchnie​nieMa​rie,

każ​dyurwa​nyod​dechpo​bu​dza​łygojesz​czemoc​niej.Te​razprzy​szłako​lejnanie​go.

Chy​bastra​ci​ławzrok.

Nie,maza​mknię​teoczy.OBoże.Wciążcaładrży,jak​bybyłozim​no.Cia​łojed​nakmaroz​pa​-

lo​ne,jak​bymia​łago​rącz​kę,aleje​dwab​nana​rzu​tawy​da​jesięchłod​na.Czu​łasięoszo​ło​mio​na,
chy​bajesz​czeniecał​kiemwró​ci​łanazie​mię.Po​wo​liotwo​rzy​łaoczy.Gian​nisię​gałdonoc​nej
szaf​ki.Pa​trzy​ła,jakwyj​mu​jezszu​fla​dypre​zer​wa​ty​węibły​ska​wicz​niejąza​kła​da.

Pochwi​libyłprzyniej.
–Gian​ni!
Byłtakiduży,takcia​snojąwy​peł​niał.Po​ru​szy​łasię,bygoprzy​jąć.Jesz​czenieoprzy​tom​nia​-

ła,aprze​ży​łako​lej​nyor​gazm.Obej​mo​wa​łaGian​nie​gorę​ka​miino​ga​mi,bra​ko​wa​łojejpo​wie​-

background image

trza.Po​ru​szałsięswo​imryt​mem, szyb​ciejiszyb​ciej,nanowo roz​bu​dza​jącwniejpo​żą​da​nie.
Pra​gnę​łagode​spe​rac​koisza​leń​czo.Czytomoż​li​we?Po​pa​trzy​ławjegociem​neoczyiwie​dzia​-
ła,żetodo​pie​ropo​czą​tek.

Jegodo​tykjąpo​bu​dzał,spoj​rze​nieelek​try​zo​wa​ło.To,comię​dzynimisiędzia​ło,wy​my​ka​ło

się okre​śle​niom, było cu​dow​ne i nie​okieł​zna​ne. Emo​cje prze​peł​nio​ne unie​sie​niem, roz​kosz
bezgra​nic,osza​ła​mia​ją​caiprze​kra​cza​ją​cawy​obraź​nię.Byłojesz​czecu​dow​niejniżprzedchwi​-
lą.Omdle​wa​ła,gdycia​łemGian​nie​gowstrzą​snąłdreszczipo​czu​łanaso​biejegocię​żar.

–Mu​si​mypo​roz​ma​wiać.–Ma​rieusia​dłanałóż​ku,od​gar​nę​łaztwa​rzywło​syipo​pa​trzy​łana
le​żą​ce​goobokniejna​gie​gomęż​czy​znę.

Gian​niza​śmiałsięci​cho.
–Dla​cze​goposek​sieko​bie​tyza​wszechcąpo​ga​dać?
Posek​sie?Tobyłocośznacz​niewię​cej.Przy​naj​mniejdlaniej.Prze​ży​łacośnie​sa​mo​wi​te​go,

coś,cowszyst​kosta​wia​łowin​nymświe​tle.Zmie​nia​łoży​cie.Cud.

Oczy​wi​ścieniepo​wiemutego.Jużsamospoj​rze​nienaGian​nie​go,gdyle​żałnazie​lo​nejna​-

rzu​cie,bu​dzi​łowniejpo​ku​sę.Jed​nakmusinadsobąza​pa​no​wać.

–Chodź,cara–po​wie​dział,za​pra​sza​ją​cowy​cią​ga​jącrękę.Chęt​niebyztegosko​rzy​sta​ła.
Alepoko​lei.
–Gian​ni,aJeanLuc?Cote​razbę​dzie?
– Ach… – wes​tchnął, za​mru​czał coś pod no​sem po wło​sku, po​pa​trzył na Ma​rie i wzru​szył

ra​mio​na​mi.–Zmyłsię,cara.Na​wetonniejestażtakgłu​pi,żebyzo​staćnawy​spie,wie​dząc,
żegowy​pa​tru​je​my.

–Towiem.–Przezdrzwinata​rasob​ser​wo​wa​łaroz​gwież​dżo​nenie​bo.–Py​ta​łam,cote​raz

zro​bi​my.

–Tozna​czy?
–Cho​dziotenprze​krętzna​rze​czo​ną.–Lek​kipo​wiewwia​truprzy​jem​niechło​dziłskó​rę.–

Two​jaro​dzi​najużznapraw​dę,JeanLucuciekł.Więccote​razzro​bi​my?

Gian​nioparłsięnałok​ciu,wziąłjązarękęiprze​su​wałpal​cemposkó​rze,bu​dzącroz​kosz​ne

dresz​cze.

–To,copla​no​wa​li​śmy.Jużniemu​si​myuda​wać,żeje​ste​śmyza​rę​cze​ni,alejamu​szętubyć

dokoń​cawy​sta​wy.

–Apo​tem?
–Po​temdo​pad​nie​mygoiod​zy​ska​myna​szyj​nik,atyod​daszmizdję​cie.Nicsięniezmie​ni​ło,

cara.

Uśmiech​nąłsiędoniejuwo​dzi​ciel​skoipo​cią​gnąłzarękę,prze​wró​ciłMa​rienaple​cyiza​czął

jąpie​ścić.

Wes​tchnę​ła i go ob​ję​ła. I choć czu​ła na​ra​sta​ją​ce pod​nie​ce​nie, w gło​wie mia​ła tyl​ko jed​ną

myśl:Gian​ni,bar​dzosięmy​lisz.Wszyst​kosięzmie​ni​ło.
�łasięwnie​goprzezdłu​gąchwi​lę,poczymza​śmia​łasiębez​rad​nie.

–Je​steśnie​moż​li​wy.
–Jużmitomó​wio​no.

background image

ROZDZIAŁDZIESIĄTY

–Do​braro​bo​ta.–Ricozza​do​wo​le​niemski​nąłgło​wą,ob​ser​wu​jąc,jakFran​klinHickspro​-

wa​dziza​ku​te​gowkaj​dan​kimęż​czy​znęwstro​nęło​dziob​słu​gu​ją​cejtu​ry​stów.

Pobłę​kit​nymnie​biepły​nę​łybia​łechmu​ry,bia​łejach​tywy​cho​dzi​łyzpor​tu.Nafa​lachko​ły​-

sa​łysięry​bac​kieku​try,gdzieśwpo​bli​żugra​łora​dio.

–Po​szłoza​ska​ku​ją​coła​two.–Wgło​sieGian​nie​goza​brzmia​łapo​gar​dli​wanuta.
Ma​riesta​łatużoboknie​go.Gdyoto​czyłjąra​mie​niem,namo​mentlek​koze​sztyw​nia​ła,za​-

nim przy​tu​li​ła się do nie​go. Tak było od tam​tej nocy, kie​dy po raz pierw​szy po​szli do łóż​ka.
Sta​lisięso​biebli​scy,ajed​no​cze​śniezkaż​dymdniemro​słamię​dzynimiścia​na.Ico​raztrud​-
niejbyłosięprzezniąprze​bić.Ostat​niedwadnibyłypeł​newspa​nia​łe​gosek​suizakaż​dymra​-
zembyłoco​razle​piej.

Wca​leniemiałjejdość.Jak​żeina​czejbyłozpo​przed​ni​miko​bie​ta​mi!Spo​dzie​wałsię,żegdy

pierw​szy głód zo​sta​nie za​spo​ko​jo​ny, Ma​rie prze​sta​nie go po​cią​gać. Sta​ło się ina​czej: po​żą​dał
jejjesz​czebar​dziej.Te​razbezprze​rwyoniejmy​ślał,wciążjejpra​gnął.Iniepo​tra​fiłtegowso​-
biezdu​sić.

ZMa​riechy​babyłotaksamo.Gdysięko​cha​li,za​tra​ca​łasięwna​mięt​no​ści,alepo​temnie​-

spo​dzie​wa​nie mu się wy​my​ka​ła, za​my​ka​ła w so​bie, od​da​la​ła. Nie umiał do niej do​trzeć.
Amożewca​letegoniechciał?Ostat​nity​dzieńob​fi​to​wałwmnó​stwozda​rzeń,tylera​zemprze​-
ży​li,ajed​nakwciążwie​leichdzie​li​ło.Iobo​jeniemo​gli,amożeniechcie​litegozmie​nić.

Ma​rie była z nim tyl​ko z po​wo​du szan​ta​żu. Sta​no​wi​ła re​al​ne za​gro​że​nie dla jego ro​dzi​ny

ichoćin​tu​icjapod​po​wia​da​łamu,żeniechcepo​słaćojcadowię​zie​nia,tojakąmiałgwa​ran​cję?
Czy może jej za​ufać? Roz​są​dek ostrze​gał, że wia​ra to za mało. Nie są praw​dzi​wą parą. Są
zsobącza​so​wo,agdyprzyj​dziepora,każ​deznichwró​cidoswo​je​goży​cia.

Je​śliwy​czu​wałwtympust​kę,sta​rałsiętoigno​ro​wać.
–Jaktenzło​dziejwpadł?–za​py​tałRico,przy​glą​da​jącsię,jakFran​klinwsa​dzawięź​niana

łódź.

–Za​uwa​ży​łam,żenieoglą​dabi​żu​te​rii–od​par​łaMa​rie.–In​te​re​so​wa​łygoka​me​ry,spraw​-

dzałichza​sięg.Akie​dysą​dził,żeniktgonieob​ser​wu​je,ro​biłzdję​ciako​mór​ką.

Ricospo​chmur​niał.
–Ro​bie​niezdjęćwsaliwy​sta​wo​wejjestza​bro​nio​ne.
–Zło​dzie​jeno​to​rycz​nieła​miąza​ka​zy–od​rzekłcierp​koGian​ni.
Ricospo​chmur​niałjesz​czebar​dziej.
–Czy​lispraw​dzałza​bez​pie​cze​nia?
–Ow​szem.Atak​żewkie​sze​nimiałwskaź​nikla​se​ro​wy–po​wie​działGian​ni.
–Skądtowie​dzia​łeś?–Ricopo​pa​trzyłnanie​gospodprzy​mknię​tychpo​wiek.
–GdyMa​riezwró​ci​łaminanie​gouwa​gę,zba​da​łemjegokie​sze​nie.
– A niech cię… – Rico ze zło​ścią prze​stą​pił z nogi na nogę. – Da​łeś sło​wo, że ni​cze​go nie

ukrad​niesz.

–Je​ślikrad​nęzło​dzie​jo​wi,totakakra​dzieżchy​basięnieli​czy?
Przy​glą​dał się, jak Rico pró​bu​je nad sobą za​pa​no​wać. Uśmiech​nął się pod no​sem, sły​sząc

jegomru​cze​nie:

–Nodo​brze.Cze​muza​nie​po​ko​iłciętenla​se​ro​wywskaź​nik?

background image

Gian​nipo​pa​trzyłnaszwa​gra.
– Od nie​daw​na po​słu​gu​ją się nim ha​ke​rzy. Z jego po​mo​cą moż​na zha​ko​wać kom​pu​ter,

usta​la​jącnaj​czę​ściejwy​bie​ra​nekla​wi​sze,iwtenspo​sóbzła​two​ściądo​braćsiędosys​te​mu.

–Niero​zu​miem–zza​kło​po​ta​niemprzy​znałRico.
Ma​rieprze​ję​łapa​łecz​kę.
– Gdy​by zha​ko​wał two​je ka​me​ry, w nocy bez pro​ble​mu mógł​by do​stać się do środ​ka, nie​-

zau​wa​żo​ny.Inieby​ło​byśla​du,boznał​bytwo​jekody.

Ricoprych​nąłiwsu​nąłręcedokie​sze​ni.
–Asej​fy?Jakbysięprzedarłprzezza​bez​pie​cze​nia?
– W jego po​ko​ju zna​leź​li​śmy wzmac​niacz – od​rze​kła Ma​rie, wy​sta​wia​jąc twarz w stro​nę

wie​ją​ce​gowia​tru.Roz​wie​wałjejwło​syitakąbu​rzęlo​kówGian​nilu​biłuniejnaj​bar​dziej.

–Niero​zu​miem–po​wie​działRico.
–Tocośwro​dza​juwy​ra​fi​no​wa​ne​goste​to​sko​pu–zlek​kimwes​tchnie​niemwy​ja​śniłGian​ni.
Pa​mię​tał cza​sy, gdy sam otwie​rał sej​fy. Wszy​scy Co​ret​ti byli do​sko​na​le wy​szko​le​ni i dla

więk​szo​ściznichża​densejfniebyłpro​ble​mem.Pra​co​wa​liwe​długsta​rejszko​ły,niepo​słu​gi​-
wa​lisięga​dże​ta​mi.Choćtenoweza​baw​kimo​gły​bybyćfraj​dą.

–Słu​chaw​kipod​łą​czo​nedoelek​tro​nicz​ne​gourzą​dze​niawzmac​nia​jądźwię​kiwy​da​wa​neprzy

wbi​ja​niukodu.Zta​kimwy​po​sa​że​niemuta​len​to​wa​nyzło​dziejwmgnie​niuokado​sta​niesiędo
każ​de​gosej​fu.

–Uta​len​to​wa​ny,toklu​czo​wewtymwy​pad​ku–pod​kre​śli​łaMa​rie.
–Topraw​da–po​tak​nąłGian​ni.–Otym,któ​re​gozła​pa​li​śmy,tegoniemoż​napo​wie​dzieć.

Prze​trze​pa​łem mu kie​sze​nie, a on ni​cze​go nie za​uwa​żył. – Z nie​sma​kiem po​krę​cił gło​wą. –
Szko​dasłów.Dziśtasztu​kajużpod​upa​dła.

Ricowle​piłwnie​gozdu​mio​nespoj​rze​nie.Ma​rieza​chi​cho​ta​ła,aGian​nisięuśmiech​nął.Ona

przy​naj​mniejwie,oczymmó​wił.Ze​tknę​łasięz

–Sko​romó​wi​myomar​nychfa​chow​cach–Ma​rieusu​nę​łasięspodra​mie​niaGian​nie​go–to

wia​do​mo,wjakispo​sóbJeanLucwy​mknąłsięzwy​spy?

– Tak. Ka​me​ry uchwy​ci​ły go na te​re​nie ho​te​lu. Fran​klin po​ka​zał zdję​cie w mia​stecz​ku

iwpor​cie,py​tałlu​dzi.Je​denzry​ba​kówza​wiózłgonaSt.Tho​mas.Uwie​rzyłwhi​sto​ryj​kę,że
musipil​niewra​caćdodomu.Niemiałpo​ję​cia,żetozło​dziej,któ​ryucie​kaprzedpra​wem.

–Do​my​ślamsię,żeJeanLucwy​ka​załsięhoj​no​ścią–pod​su​mo​wa​łaMa​rie.
–Itowiel​ką.Dałmutyle,iletenry​bakza​ra​biaprzezkil​kamie​się​cy.
Gian​nipo​pa​trzyłnaMa​rie.Byłasfru​stro​wa​na.Togoniedzi​wi​ło,bosamczułsiępo​dob​nie.

Spryt​ny Fran​cuz zręcz​nie ich wy​ma​new​ro​wał. Jed​nak z dru​giej stro​ny tro​chę się cie​szył, że
takwy​szło.Gdy​bygozła​pa​li,wkrót​ceod​zy​ska​li​byCon​tes​sęiichwspól​nyczasdo​biegł​bykoń​-
ca.Ategoniechciał.Niebyłjesz​czego​to​wy,bysięroz​staćzMa​rie.

Cosięznimdzie​je?Ni​g​dynieszu​kałko​gośnadłu​żej,uni​kałzwiąz​ków.Lu​biłsięza​ba​wić,

aleroz​sta​wałsięzko​chan​ka​mibezżalu.Iniewra​całdonichpa​mię​cią.

ZMa​riebę​dzieina​czej,czułto.Bę​dzieoniejmy​śleć.Tę​sk​nić.Nie​chęt​nietoprzy​zna​wał,ale

tojestpraw​da.Sa​me​gosie​bieniebę​dzieoszu​ki​wać.

Wszedłwtenukład,zda​jącso​biespra​wę,żepo​trwaontyl​koja​kiśczas.Wte​dywy​da​wa​łosię

topro​ste.Te​raz…jużtakniebyło.

–Czy​liniemamypo​ję​cia,do​kądpo​je​chał–po​nu​rostwier​dzi​łaMa​rie.
–Nie​ste​ty–po​tak​nąłRico.–Do​my​ślamsię,żezpor​tuodrazuru​szyłnalot​ni​sko.Alenic

wię​cejniewie​my.

background image

Gian​niob​ser​wo​wałemo​cjema​lu​ją​cesięnatwa​rzyMa​rie.Po​pa​trzy​łananie​go.
–My​ślisz,żepo​le​ciałdoMo​na​ko?
–Praw​do​po​dob​nietak,aleotymprze​ko​na​mysię,gdysamitampo​le​ci​my.
Ma​riekiw​nę​łagło​wąiza​gry​zładol​nąwar​gę.
–Chy​bazo​sta​nie​ciedokoń​cawy​sta​wy?
Gian​nispoj​rzałnaRica.
–Tak.Obie​ca​łemtoIn​ter​po​lo​wi,aniechcęza​wieśćno​wychpra​co​daw​ców.
–Ja​sne,cie​szęsię.Przy​dasiękaż​dado​dat​ko​waparaoczu,tojużsięopła​ci​ło.–Po​pa​trzyłna

od​pły​wa​ją​cąłódź.–Czy​lipopo​łu​dniuzja​wi​ciesięnapo​ka​zie?

–Tak.–Gian​niprze​niósłwzroknaMa​rie.–Przyj​dzie​my.
–Wie​czo​remprzy​je​dziePau​loiwaszoj​ciecnaju​trzej​szychrzest–przy​po​mniałRico.
–Uhm.–Gian​niniemógłode​rwaćwzro​kuodzie​lo​nychoczuMa​rie.
–Do​brze–za​śmiałsięRico.–Wra​camdoho​te​lu.Bę​dzie​ciezago​dzi​nę?
–Tak–po​wie​dzia​łaMa​rie.
–Świet​nie.–Ricood​szedłdwakro​ki,za​trzy​małsięiod​wró​cił.–Nie​złyzwasduet.
–Co?–za​py​tałGian​ni.
–Co?–za​wtó​ro​wa​łamuMa​rie.
Ricoro​ze​śmiałsięgło​śno.
–To,copo​wie​dzia​łem.Nie​złyzwasduet.
–Jakiduet?–Gian​nile​ciut​kosięuśmiech​nął.–Sher​lockiWat​son?
Ma​rieteżsięuśmiech​nę​ła,oczyjejroz​bły​sły.
–My​ślę,żera​czejTur​neriHo​och.
Zmarsz​czyłbrwi,apochwi​liprzy​po​mniałso​biefilm.
–Nonie,skar​bie,je​steśdużoład​niej​szaodma​sti​fa.
Zgod​niezjegoocze​ki​wa​niem,Ma​riesięro​ze​śmia​ła.Wziąłjąpodra​mię,awte​dypo​chy​li​ła

siękunie​muipo​wie​dzia​łaszep​tem:

–Roz​śmie​szy​łeśmnie.Aleje​ślije​ste​śmyjakSher​lockiWat​son,toWat​so​nemje​steśty.

Na​de​szłaporachrztu.Ma​rieczu​łasięjakpią​tekołouwozuinaj​chęt​niejniebra​ła​byudzia​łu
wtejuro​czy​sto​ści.Odwczo​raj​sze​goprzy​jaz​duPau​lojaw​nieoka​zy​wałjejwro​gość.Pod​czasko​-
la​cjiwapar​ta​men​cieTe​re​syiRicarzu​całnaniąpo​dejrz​li​wespoj​rze​nia,leczdoroz​mo​wynie
do​szło,je​dy​niesięprzy​wi​ta​li.

Te​raz,przedwyj​ściemdoko​ścio​ła,zno​wuspo​tka​lisięwsa​lo​nie.Pau​lojużniebyłtakipo​-

wścią​gli​wyjakwczo​raj.Ma​riewzdry​gnę​łasię,czu​jącnaso​biejegosu​ro​wywzrok.Niepo​win​-
nasięprzej​mo​wać,wkoń​cutonieonajestczar​nymcha​rak​te​rem,choćPaulmożebyćin​ne​go
zda​nia. Ma do​wo​dy prze​ciw​ko ich ojcu, szan​ta​żo​wa​ła jego bra​ta. Mi​mo​wol​nie zer​k​nę​ła na
Gian​nie​go.Ro​biłwra​że​nie,jak​bywzbu​rze​niePau​lawogó​legonieob​cho​dzi​ło.

Gian​niiPau​lobylidosie​biepo​dob​ni,aleGian​nipo​do​bałjejsiębar​dziej.Byłwyż​szy,szczu​-

plej​szy – acz​kol​wiek pięk​nie umię​śnio​ny, co przez te ostat​nie dni zdą​ży​ła stwier​dzić – i nie
miałpo​ryw​czejna​tu​ryPau​la.

Po​ru​szy​łasięnie​spo​koj​nie.Sie​dzia​łanaka​na​pieiczu​łasięjaknacen​zu​ro​wa​nym,bood​no​-

si​ławra​że​nie,żeoczyze​bra​nychsązwró​co​nenanią.Trud​noichwi​nić,jed​nakczu​łasięztym
nie​do​brze.

Te​re​sasie​dzia​łanaka​na​pieobokojca,Nicktrzy​małnarę​kachwnucz​ka.Ricostałprzybar​-

background image

ku i pio​ru​no​wał wzro​kiem Pau​la, da​rem​nie pró​bu​jąc go utem​pe​ro​wać. Gian​ni sie​dział obok
niej,zjegotwa​rzyni​cze​goniemo​gławy​czy​tać.

Oddwóchdnipra​wiesięnieroz​sta​wa​li,od​da​nina​mięt​no​ści,jakaichpo​łą​czy​ła.Ma​rieprze​-

sta​łasięnadtymza​sta​na​wiać,li​czy​łosiętyl​kotuite​raz.Chcia​łacie​szyćsięchwi​lą,pókitrwa​-
ła.

Nie cho​dzi​ło tyl​ko o sza​leń​stwo zmy​słów. Cie​szył sam fakt by​cia ra​zem. Każ​da wspól​nie

spę​dzo​nachwi​la,wdzieńiwnocy.Zda​wa​łaso​biespra​wę,żetylerze​czydo​pie​rocze​kanaroz​-
strzy​gnię​cie,wza​sa​dzienicniejestjesz​czeza​ła​twio​ne.JeanLuc,Con​tes​sa,do​wo​dyprze​ciw​ko
Nic​ko​wi…Jed​nakprzeztedwadniniemy​śla​łaoprzy​szło​ściicie​szy​łasiętym,cojestte​raz.
Takjakwcze​śniejpo​wie​działGian​ni.Tyl​koto„te​raz”bywacza​semmniejprzy​jem​ne.Jakwtej
chwi​li.

–Onamado​wo​dyprze​ciw​kopa​pie–zem​fa​ząrzu​ciłPau​lo–amimotosie​dziznami,jak​by

byłaczłon​kiemro​dzi​ny,jak​bytubyłojejmiej​sce.–Pau​lote​atral​nymge​stemuniósłręceiru​-
szyłdobar​ku,gdzieRicona​szy​ko​wałdlanie​gozim​nepiwo.

Gian​ni pew​nie nie zda​wał so​bie spra​wy, lecz Ma​rie te sło​wa ode​bra​ła jak sma​gnię​cie bi​-

czem.Wie​dzia​ła,żejestdlanichobca.Odśmier​citatyza​wszeczu​łasięoso​bąpo​stron​ną,obcą.
Co​ret​tista​no​wi​lizwar​tykrąg,mo​głaimtyl​koza​zdro​ścić.Choćmiesz​ka​lizdalaodsie​bieiwi​-
dy​wa​lisiękil​karazywroku,bylinie​sa​mo​wi​ciezży​ci.Czło​wiekzze​wnątrzodrazutowy​czu​-
wał.

Jestout​si​der​kąijużtakzo​sta​nie,nie​za​leż​nieodtego,copo​łą​czy​łojąiGian​nie​go.
–Pau​lo–uspo​ka​ja​ją​coode​zwa​łasięTe​re​sa–Ma​rienieza​mie​rzawsa​dzićgozakrat​ki.
Ma​riepo​pa​trzy​łananiązwdzięcz​no​ścią.Te​re​saoka​za​łajejser​ce,za​przy​jaź​ni​łysię.Bę​dzie

jejżalsięzniąroz​stać.

Pau​loza​śmiałsięcierp​ko.
–Wie​rzyszjejnasło​wo?Sło​wogli​ny?
– Już nie je​stem gli​ną – za​pro​te​sto​wa​ła, sta​wia​jąc mu czo​ło. Po​sła​ła gniew​ne spoj​rze​nie

wstro​nęGian​nie​go.Dla​cze​gona​wetsięnieode​zwie?

Sama po​tra​fi się bro​nić, ale on też mógł​by coś po​wie​dzieć. By​ło​by miło. Jed​nak wi​dać, że

niemaconanie​goli​czyć.Od​wró​ci​łasiędoPau​la.

–Te​razniemampra​cy.JeanLucmitoza​ła​twił.
Pau​lopo​cią​gnąłdłu​giłykpiwa.
–Alewśrod​kuna​dalje​steśgli​ną–dlapod​kre​śle​niatychsłówude​rzyłsięwpierś–itojest

naj​waż​niej​sze. Zjeź​dzi​łaś świat, szu​ka​jąc do​wo​dów prze​ciw​ko nam. Po​tem za​szan​ta​żo​wa​łaś
Gian​nie​go,żebyod​zy​skaćna​szyj​nik,któ​ryJeanLucbuch​nąłcisprzednosa.Ty​po​wepo​dej​ście
gli​ny.Towa​szepo​czu​ciespra​wie​dli​wo​ści!

Ma​riewsta​łaiwy​pro​sto​wa​łasię.
– To za​brzmia​ło jak obe​lga, ale praw​da jest inna. Mój oj​ciec był gli​nia​rzem, tak jak wcze​-

śniejjegooj​ciec.Je​steśdum​nyzeswo​jejro​dzi​ny?

Po​pa​trzyłnaniązwę​żo​ny​miocza​miikiw​nąłgło​wą.
–Ajaje​stemdum​nazeswo​jej–od​pa​ro​wa​ła.–Wku​rzacię,żetuje​stem,alenieży​częso​-

bie,że​byśmnieata​ko​wał.

Pau​logo​to​wałsięwśrod​ku,alewi​dzia​ła,żewjegooczachbły​snąłsza​cu​nek.Naniclep​sze​-

gora​czejniepo​win​nali​czyć.

Przezchwi​lętrwa​łaci​sza.Gian​niza​cząłpo​wo​likla​skaćwdło​nie.Ze​bra​niob​ró​ci​lisięwjego

stro​nę.Gian​niwstał,przy​gar​nąłMa​riedosie​bieiprzy​trzy​małmoc​no.

background image

–Pau​lo,wy​star​czy.Ma​riejestzemnąiwię​cejanisło​wa.
Pau​lona​brałpo​wie​trza,jak​byza​mie​rzałsięspie​rać,aleGian​niuci​szyłgowzro​kiem.
–Mó​więse​rio.To,cojestmię​dzyMa​rieimną,totyl​kona​szaspra​wa.
–Ado​wo​dy,któ​reonama?
Ma​riepo​ru​szy​łasięnie​spo​koj​nie.Gian​niob​jąłjąmoc​niej.
–Tojużzo​stawmnie.
–Ła​twocimó​wić,sko​rotopapajestza​gro​żo​ny.
Ma​rie skrzy​wi​ła się, spoj​rza​ła na Nic​ka ko​ły​szą​ce​go w ra​mio​nach śpią​ce nie​mow​lę. Nick,

jak​byczu​jącnaso​bieoczyze​bra​nych,ode​zwałsię,nieod​ry​wa​jącspoj​rze​niaoddziec​ka.

–Pau​lo,wię​zie​nianiemasięcobać.Je​ślitauro​czako​bie​tauwa​ża,żetakpo​win​napo​stą​pić,

prze​ka​żezdję​ciewło​skiejpo​li​cjiibę​dziepospra​wie.

–Papo…–Pau​loumilkłpodostrymspoj​rze​niemojca.
–Dość.JakGian​nimówi,comabyć,tobę​dzie.Dzi​siajjestchrzestmo​je​gownu​kainieży​-

częso​bie,żebycośtendzieńpo​psu​ło–oświad​czył.–Zro​zu​mia​no?

Ze​bra​ni po​tak​nę​li zgod​nie, Gian​ni moc​no uści​snął Ma​rie. Gdy po​pa​trzy​ła na nie​go,

uśmiech​nąłsię.Iwte​dyspły​nę​łonaniązro​zu​mie​nie.Chciał,byprze​mó​wi​ławswo​imimie​niu,
po​sta​wi​łasięPau​lo​wi.

Toko​cha​ławGian​nim.Gdytrze​ba,bę​dziery​ce​rzemnabia​łymko​niu,alenatylejejufa,że

po​zwa​lajejprze​jąćini​cja​ty​wę,wal​czyćoswo​je.

Za​czerp​nę​łapo​wie​trzaiza​my​śli​łasięgłę​bo​ko.Ro​dzi​nazbie​ra​łasiędowyj​ścia,amy​śliMa​-

rie szy​bo​wa​ły wo​kół Gian​nie​go. Przy​jem​nie było ra​zem z nim ob​ser​wo​wać go​ści na po​ka​zie,
wspól​niezła​paćzło​dzie​ja.

Ricostwier​dził,żesta​no​wiązgra​nyduet.Gian​nijestwy​jąt​ko​wy,po​tra​fijąroz​śmie​szyćito

w nim ko​cha. Tak jak to, że sza​nu​je jej zda​nie. Ko​cha, gdy pa​trzy na nią z ża​rem. Ko​cha…
och…

Ko​chago.Jaktosięsta​ło?
Dodia​bła,jaktowogó​lesięsta​ło?Gian​niuosa​biawszyst​ko,zczymwal​czy​łaprzezcałedo​-

ro​słeży​cie.Jestzło​dzie​jem–by​łymczynie–ijestztegodum​ny.Po​cho​dzizro​dzi​ny,któ​ra
sta​wia sie​bie po​nad pra​wem. Re​pre​zen​tu​je wszyst​ko, cze​go po​win​na się wy​strze​gać –
iwszyst​ko,cze​gopra​gnie.

Bez​na​dziej​nasy​tu​acja.

Małyko​ściółka​to​lic​kistałnakoń​cumia​stecz​ka.Byłzbu​do​wa​nyzrzecz​nychka​mie​niispra​-
wiał miłe wra​że​nie. Chrzciel​ni​ca zo​sta​ła wy​rzeź​bio​na z pnia fi​gow​ca, wi​tra​żo​we okna, przez
któ​redośrod​kawpa​da​łoko​lo​ro​weświa​tło,roz​ja​śnia​ływnę​trzeiro​dzi​nębio​rą​cąudziałwuro​-
czy​sto​ści.

Ma​rie na​dal czu​ła się jak oso​ba z ze​wnątrz. Gian​ni chy​ba to wy​czuł, bo trzy​mał ją za rękę

alboobej​mo​wał,włą​cza​jącjądoichgro​na.

Ro​dzi​natrzy​ma​łasięra​zem,sku​pio​nanaod​by​wa​ją​cejsięuro​czy​sto​ści.Ro​dzi​ca​michrzest​-

ny​mibyliku​zynRicaijegożonaMe​lin​da.Nickzaj​mo​wałsiędwój​kąichma​lu​chów.Uro​czy​-
stośćbyłaskrom​naibez​pre​ten​sjo​nal​na.Byłotakro​dzin​nieizwy​czaj​nie,żeMa​riepo​czu​ładła​-
wie​niewgar​dle.

Co​ret​tibyliso​biebez​gra​nicz​niebli​scy iod​da​ni.Tenwi​dok jąpo​ru​szył,uświa​do​mił,że nie

możewpro​wa​dzićwży​ciepla​nu,któ​ryjątuprzy​wiódł.

background image

Po​pa​trzy​ła na ojca Gian​nie​go. Star​szy pan z uśmie​chem szep​tał coś do ma​łych urwi​sów.

Jestzło​dzie​jem,aletoprze​cieżniewszyst​ko.

Wjejczar​no-bia​łyświatwkra​dłysięod​cie​niesza​ro​ści.Po​ja​wi​łysięnowebar​wy,nowespoj​-

rze​nienaży​cie.Po​działnado​broizłojużniewy​star​czał,zbytogra​ni​czał.Jakmo​głado​tądtak
żyć? Nie po​śle Nic​ka do wię​zie​nia. Nie mo​gła​by so​bie da​ro​wać, że przez nią sie​dzi w celi,
zdalaoduko​cha​nejro​dzi​ny.

Gian​niści​skałjejdłoń.Szan​ta​żo​wa​łago,aleztymko​niec.Gdywró​cądoho​te​lu,oddamu

zdję​cieiza​pew​ni,żezjejstro​nyjużnicimniegro​zi.Niemożeszan​ta​żo​waćko​goś,kogoko​-
cha.Zwłasz​czagro​żącro​dzi​nie,któ​ratyledlanie​gozna​czy.Mia​ławgło​wietakągo​ni​twęmy​-
śli,żepra​wieniere​je​stro​wa​łaprze​bie​guchrztu.

Poce​re​mo​niiwy​szlinasłoń​ce,śmie​jącsięiroz​ma​wia​jąc.Ma​rieczu​łasiętakwy​czer​pa​na,

jak​byprze​bie​głama​ra​ton.Po​trze​bo​wa​łapo​wie​trza,prze​strze​ni.Cza​su,bywspo​ko​jusięza​sta​-
no​wić,roz​wa​żyć,cozro​bićzży​ciem.

Jed​naktegocza​suniebyło.Gian​nipo​chy​liłsiękuniej.
– Te​re​sa za​pra​sza wszyst​kich na lunch – oznaj​mił szep​tem. – Ale po​tem może pój​dzie​my

donasna…drzem​kę.

Jegouśmiechdo​dałjejsiły.Ule​głapo​ku​sieipo​gła​dzi​łagopal​ca​mipopo​licz​ku.Niemado​-

bre​goza​koń​cze​nia.Nie​ste​ty.Niemażad​ne​godo​bre​gowyj​ścia.

Jed​nakchcia​łajesz​czerazbyćznim,po​czućgowso​bie.Niechtachwi​lajesz​czetro​chępo​-

trwa.Jesz​czetajed​nawspól​nanoc.Bojużwie​dzia​ła,copo​win​nazro​bić.

Obytyl​kozna​la​zławso​biedośćod​wa​gi.

Le​że​lisple​ce​niwmi​ło​snymuści​sku,po​wo​liwra​ca​jącnazie​mię.Ma​rieprze​su​nę​ładło​niąpo
gę​stych wło​sach Gian​nie​go, roz​ko​szu​jąc się ich je​dwa​bi​stym do​ty​kiem. Za​pa​mię​ta tę chwi​lę
naza​wsze.Wsłu​chi​wa​łasięwjegozdy​sza​nyod​dech,bi​cieser​ca.Pa​trzy​liso​biewoczy.Gian​ni
prze​krę​ciłsięnabok,wsparłnałok​ciuispy​tał:

–Po​wiesz,oczymmy​ślisz?
–Możele​piejnie.–Czu​ławzbie​ra​ją​cywniejnie​po​kój.Ismu​tek.
–Ma​rie…
Chciałprzy​cią​gnąćjądosie​bie,leczuchy​li​łasięiwy​szłazłóż​ka.
–Gian​ni,wy​jeż​dżam.
Lek​kozmarsz​czyłczo​łoipo​trzą​snąłgło​wą.
–Obo​jewy​je​dzie​my,kie​dywy​sta​wasięskoń​czy.
–Nie.–Po​krę​ci​łagło​wą.–Jawy​jeż​dżamza​raz.
–Za​raz?–Usiadł.–Dla​cze​go?
–Botyl​kotomogęzro​bić.–Niespo​dzie​wa​łasię,żeGian​nizro​zu​miejejra​cje.Bez​na​dziej​-

nie za​czę​ła tę roz​mo​wę. – Pró​bu​ję po​wie​dzieć, że wszyst​ko skoń​czo​ne. Jean Luc uciekł. Już
wie,żeje​ste​śmyra​zem,więctymbar​dziejbę​dziesiępil​no​wać.Niemamyszansnaod​zy​ska​nie
Con​tes​sy.

Gian​nipo​de​rwałsięzłóż​ka.Wy​glą​dałcu​dow​nie,jejręcesamesiędonie​gowy​cią​ga​ły.
Tyl​kopo​sęp​naminamo​głabu​dzićgro​zę.
–Po​wie​dzia​łemci,żeod​zy​skamna​szyj​nik,itozro​bię.
–Wiem,żebyśpró​bo​wał.–Jegotwarzpo​ciem​nia​ła.
–Pró​bo​wał?Je​stemGian​niCo​ret​ti.Jakpo​wie​dzia​łem,żecośzro​bię,todo​trzy​mamsło​wa.

background image

Jestnie​moż​li​wy,zu​chwa​łyipew​nysie​bie.Wie​rzy,żewszyst​kojestwjegomocy.Dla​cze​go

przeztoonajesz​czebar​dziejgoko​cha?

–Alejaniechcę.Naj​le​piejbę​dzie,je​ślikaż​deznaswró​cidoswo​je​goży​ciai…za​po​mni​my

oso​bie.

Gian​niza​nie​mó​wił.Porazpierw​szyniewie​działcopo​wie​dzieć.Przy​gnę​bie​niema​lu​ją​cesię

najejtwa​rzy,smu​tekwoczach.Po​że​gna​łasięznim,jużtowie​dział.Gdysięko​cha​li,po​zwo​li​-
łamuodejść,men​tal​niepo​wró​ci​ładoswo​je​gowcze​śniej​sze​goży​cia.

Niebyłnatogo​to​wy.Niechciałoniejza​po​mnieć,niechciał,byznik​nę​ła.Jesz​czenie.Sza​-

leń​cze my​śli wi​ro​wa​ły mu w gło​wie. Za​sko​czy​ła go. Nie spo​dzie​wał się, że Ma​rie bę​dzie dla
nie​gotylezna​czyć.Zna​jąsięprze​cieżtakkrót​ko.Niebyłwy​star​cza​ją​coczuj​nyiprzyj​dziemu
zatopła​cić.

Pod​szedłdoniejszyb​ko.
–JedźzemnądoLon​dy​nu–po​pro​sił.–Za​miesz​kaszzemną,pókiniewy​my​śli​mydo​bre​go

pla​nunazna​le​zie​niena​szyj​ni​ka.

Ma​riezesmut​kiempo​krę​ci​łagło​wą.Ogar​nąłgonie​po​kój.Dla​cze​gotakła​twosiępod​da​je?

Zro​biłkrokwjejstro​nę,alesięcof​nę​ła.

–Wta​kimra​ziejedź​myra​zemdoMo​na​ko–pró​bo​wałjąza​chę​cić.–JakRicopo​wie​dział,

sta​no​wi​myzgra​nyduet.Ra​zemod​zy​ska​myna​szyj​nik.Ra​zem,cara.

Ma​rieuśmiech​nę​łasiębla​do.
–Lon​dyn,Mo​na​ko,ty.Brzmitocu​dow​nie.
–Więczo​stań.
–Nie.Niemogę.
–Dla​cze​go?–Po​ło​żyłręcenajejbar​kachiprzy​trzy​mał,gdychcia​łasięcof​nąć.–Po​wiedz.
Po​pa​trzy​łamuwoczy.Zża​lem.
–Bogdy​byprzy​ła​pa​licięnakra​dzie​żyiza​mknę​li,toni​g​dybymso​bietegoniewy​ba​czy​ła.
Za​śmiałsięlek​ce​wa​żą​co.
–Co​ret​tiniedająsięzła​pać.Ni​g​dy.
–Za​wszejestpierw​szyraziniechcęry​zy​ko​wać–po​wie​dzia​łaszyb​ko.
–Cho​dziocośin​ne​go.–Przy​glą​dałsięjejba​daw​czo.
–Tak.–Uwol​ni​łasięzjegouści​sku,alenieod​ry​wa​łaodnie​gooczu.–Gian​ni,je​steśzło​-

dzie​jem.Wiem,by​łym–uści​śli​ła,niedo​pusz​cza​jącgodogło​su–jed​nakwgłę​bidu​szyje​steś
zło​dzie​jem.Takjakjaza​wszebędęgli​ną.

–Cotomazazna​cze​nie?
Od​gar​nę​ławło​sydotyłu,wy​pu​ści​łapo​wie​trze.
– Przez ten ostat​ni ty​dzień otwo​rzy​ły mi się oczy na wie​le rze​czy. Od kie​dy cię po​zna​łam,

mójświatsięzmie​nił,wy​da​jemisięobcy.Two​jaro​dzi​na,tomiej​sce.–Po​krę​ci​łagło​wąiwes​-
tchnę​ła.–Towszyst​kojestzin​ne​goświa​ta.Wy​cho​wa​łamsięwpo​sza​no​wa​niupra​wa.Mamto
wekrwi,wDNA.Je​ślitostra​cę,kimbędę?

–Dla​cze​gomia​ła​byśstra​cić?–Wy​cią​gnąłdoniejręce,leczsięcof​nę​ła.
Po​pa​trzy​łanapier​ścio​nekipo​wo​lizsu​nę​łagozpal​ca.Po​ło​ży​łagoso​bienadło​ni.
– Ten pier​ścio​nek wy​star​czy za sło​wa. Na​le​ży do ko​bie​ty, któ​rej nie zna​łam. Zo​stał zra​bo​-

wa​ny,uzna​nyzatro​feum,apo​temdanymnie,że​bymuda​wa​łacoś,cze​goniema.–Zesmut​-
kiemwsu​nę​łagonapa​lecGian​nie​go.–Gian​ni,towszyst​kobyłaułu​da.Coś,cobyłotyl​kote​-
raz.

Chęt​niezgnió​tł​bytenbry​lantnamia​zgę.

background image

–„Te​raz”toniczłe​go,cara.
–Nie.–Mi​nę​łago,leczjejnieza​trzy​mał.Boipoco?–Jed​nakwcze​śniejczypóź​niej„te​raz”

sta​jesięprze​szło​ściąipo​zo​sta​jątyl​kowspo​mnie​nia.

Gian​niza​ci​snąłzębyipo​pa​trzyłnapier​ścio​nek.Porazpierw​szyniedo​strzegłwnimpięk​na.

Wy​glą​dałjakka​wa​łekszkła.Zim​ny.Mar​twy.

–Gian​ni…
Prze​niósłwzroknaMa​rie.Za​trzy​ma​łasięprzydrzwiachdoła​zien​ki.
– Od​dam ci zdję​cia ojca. Nie chcę, że​byś się mar​twił. Nick nie tra​fi do wię​zie​nia prze​ze

mnie.Anite​raz,anini​g​dy.

Znik​nę​ła w ła​zien​ce. Gian​ni stał w po​grą​żo​nej w pół​mro​ku sy​pial​ni, ze wsty​dem uświa​da​-

mia​jącso​bie,żegdyMa​riesięznimże​gna​ła…aniprzezmgnie​nieniepo​my​ślałoojcu.
eświa​temprze​stęp​czym.Ichoćsta​łapodru​giejstro​nieba​ry​ka​dy,todo​sko​na​lezda​wa​łaso​bie
spra​wę,żesamsprytiumie​jęt​no​ścitozamało,bywtejbran​żyosią​gnąćkunszt.

background image

ROZDZIAŁJEDENASTY

–Niemogęuwie​rzyć,żena​praw​dęwy​jeż​dżasz.–Te​re​saser​decz​nieuści​snę​łaMa​rie.
–Mu​szętozro​bić,pókijesz​czemogę–od​par​ła,ma​jącwpa​mię​cinoc​nąroz​mo​węzGian​-

nim.

W pa​mię​ci wi​dzia​ła, jak ubie​ra się, mil​cząc, i wy​cho​dzi z apar​ta​men​tu. Nie wró​cił, a ona

przezcałąnocroz​pa​mię​ty​wa​łaspę​dzo​neznimchwi​le.

Jak to moż​li​we, że tyle się wy​da​rzy​ło, choć zna​li się za​le​d​wie kil​ka dni? Uczu​cia, ja​kie

w niej obu​dził… Czy moż​na tak bły​ska​wicz​nie się za​ko​chać? Po​ko​chać bez​gra​nicz​nie, ca​łym
ser​cem?

Roz​sta​nie z Gian​nim jest naj​trud​niej​szą rze​czą, z jaką kie​dy​kol​wiek przy​szło się jej zmie​-

rzyć.Bę​dziejejteżbra​ko​wa​łoTe​re​syijejmęża,jużsięznimiza​przy​jaź​ni​ła.

–Prze​cieżko​chaszGian​nie​go–rze​kłamięk​koTe​re​sa,przy​glą​da​jącsięjejba​daw​czo.
–Tak,wkaż​dymra​zietaksą​dzę.Alemyzna​mysięnie​wie​lepo​nadty​dzień,ami​łośćniewy​-

bu​chatakszyb​ko.

– Ile cza​su musi mi​nąć? Ty​dzień? Rok? A może mi​łość od pierw​sze​go wej​rze​nia ist​nie​je?

Wtejkwe​stiinieobo​wią​zu​jąre​gu​ły.Gdymi​łośćsiępo​ja​wia,odrazutowiesz.

Świę​tapraw​da.Boprze​cieżko​chaGian​nie​go,tyl​kowma​wiaso​bie,żetakniejest.
–Toniemazna​cze​nia–wy​szep​ta​ła.
–Jaknaj​bar​dziejma–za​opo​no​wa​łaTe​re​sa.–Gian​niteżcięko​cha.
Pod​nio​sła na nią wzrok, lecz na​dzie​ja, jaką obu​dzi​ły sło​wa Te​re​sy, zga​sła nie​mal na​tych​-

miast.

–Tegoniewiesz.
–Oczy​wi​ście,żewiem.Znamgooddziec​kaiwi​dzę,cosięznimdzie​je.Za​cząłsięśmiać,na​-

brałin​ne​gosto​sun​kudoświa​ta.Wszyst​kodzię​kito​bie.

Gdy​bymo​gławtouwie​rzyć!Możewte​dyina​czejbytowszyst​kopo​trak​to​wa​ła.Jed​nakrze​-

czy​wi​stośćjestinna.Gian​nichciał,bypo​je​cha​łaznimdoLon​dy​nuiMo​na​ko,leczna​wetnie
wspo​mniałomi​ło​ści.Onateżnie,botakimie​liukład.Ro​mans,prze​lot​naprzy​go​da.Wy​pu​ści​li
sięwświatfan​ta​zji.

Itosięskoń​czy​ło.
–Onmnienieko​cha.–Musiprze​ko​naćsamąsie​bie,uwie​rzyćwto.–Jestdo​brze,Te​re​so.

Na​praw​dę.Ja…mu​szęwy​je​chać.

–Mójbrattoskoń​czo​nyidio​ta.
Ma​rieuści​snę​łająjesz​czeraz.Obie​ca​łyso​bie,żesięspo​tka​ją,Ma​riejed​nakwie​dzia​ła,żedo

tegoniedoj​dzie.

Z cięż​kim ser​cem ru​szy​ła do win​dy. Wkrót​ce do​trze do por​tu, stam​tąd na lot​ni​sko na St.

Tho​mas.Po​wró​cidopo​nu​rejrze​czy​wi​sto​ści.

–Po​wi​nie​neśsięcie​szyć!–Pau​loznie​do​wie​rza​niemspo​glą​dałnaGian​nie​go.Zdję​ciaob​cią​-
ża​ją​ceojcazo​sta​łyznisz​czo​ne,jużnicimniegro​zi​ło.Ma​riewy​je​cha​ła.

Gian​niwciążniemógłsięotrzą​snąć.Wwy​obraź​nibez​u​stan​nieoglą​dałostat​niąsce​nęzMa​-

rie.Niemie​ści​łomusięwgło​wie,żena​praw​dęodnie​goode​szła.Za​wiódłwnaj​waż​niej​szym

background image

mo​men​cie.Na​wetluk​su​so​wawhi​skyser​wo​wa​naprzezRicaniepo​ma​ga​ła.

–Pau​lo,dajmuspo​kój–rze​kłapół​gło​semTe​re​sa.
–Ocowamcho​dzi?–Pau​louniósłbu​tel​kęzpi​wem.–Za​cho​wu​je​ciesięjaknapo​grze​bie.

Wy​je​cha​łaijużpowszyst​kim.Po​win​ni​śmyświę​to​wać.

– Pau​lo – ode​zwał się Nick ci​cho i po​pa​trzył na Gian​nie​go – ty jesz​cze wie​lu rze​czy nie

wiesz.

–Naprzy​kład?
Nickwes​tchnąłiprze​niósłspoj​rze​nienadru​gie​gosyna.
–Naprzy​kładniewiesz,czymjestpraw​dzi​wami​łość.
Gian​nipo​de​rwałgło​węiwbiłwzrokwojca.
–Mi​łość?Ktośotymmó​wił?
–Naj​wy​raź​niejnikt.Tyjed​nakpo​wi​nie​neś.
–Dzię​ki,papo!–Te​re​saostropo​pa​trzy​łanaGian​nie​go.–Go​dzi​nętemupo​wie​dzia​łammu

tosamo.

–Ajacipo​wie​dzia​łem,że​byśpil​no​wa​łaswo​je​gonosa–mięk​kood​rzekłGian​ni.
–Li​czy​łeśnato?–za​śmiałsięRico.–Nieznaszswo​jejsio​stry?–Te​re​sawbi​łamuło​kieć

wże​bra,aRicoczu​leprzy​gar​nąłjądosie​bie.

– Ro​dzi​na to jak naj​bar​dziej moja spra​wa – od​pa​ro​wa​ła, ce​lu​jąc pal​cem w Gian​nie​go. –

Dla​cze​gopo​zwo​li​łeśjejodejść?

Za​ci​snąłzęby,niechcącwy​po​wia​daćnie​wła​ści​wychsłów.Do​brzejed​nakwie​dział,żeTe​re​sa

nieod​pu​ści.

–Acomo​głemzro​bić?–Po​cią​gnąłłykszkoc​kiej.–Chcia​ławy​je​chać,towy​je​cha​ła.
– Oczy​wi​ście, że nie chcia​ła – za​pro​te​sto​wa​ła Te​re​sa. – Gian​ni, nie wi​dzia​łeś tego w jej

oczach?Onacięko​cha.

Ser​ceza​bi​łomuszyb​ciej.
–Gdy​bytakbyło,zo​sta​ła​bytu​taj.
–Po​wie​dzia​łeśjej,codoniejczu​jesz?–za​py​tałNick.
–Jasamtegoniewiem–wy​znał.Pod​szedłdodrzwinata​rasiza​pa​trzyłsięwksię​życod​bi​-

ja​ją​cysięwoce​anie.–Pro​si​łem,żebyzo​sta​ła,aleod​mó​wi​ła.

–Nieda​łeśjejpo​wo​du,żebyzo​sta​ła–za​uwa​żyłoj​ciec.
Pro​po​no​wałjejswo​jemiesz​ka​nie.Po​dróż.Przy​go​dę.Comógłwię​cej?Ma​rieode​szła.Te​raz

pew​niezbli​żasiędoNo​we​goJor​ku.Sama.Czymy​ślionim?Ża​łu​je,żegozo​sta​wi​ła?

–Je​ste
Ba​sta.Do​brzewiesz,żeonabymnieniewy​da​ła.
–Byłapo​li​cjant​ką–wtrą​ciłPau​lo.–Zro​bi​ła​byto.
–Nie.–Nickzprze​ko​na​niempo​krę​ciłgło​wą.–Niechcia​ła​byskrzyw​dzićGian​nie​go.
–Tato,tuniecho​dziomi​łość–od​rzekłGian​ni–aleowy​bór.Ma​riegodo​ko​na​ła.Wo​la​ła

wró​cićdoNo​we​goJor​ku,bowciążwi​dziwemnieko​goś,kimby​łemwcze​śniej.

– Scioc​co. – Nick pod​niósł się i pod​szedł do nie​go. – Za​cho​wu​jesz się jak głu​piec. Nie

chceszspoj​rzećda​lej,żebynieuj​rzećpraw​dy.

–Toniejesttak,papo.DlaMa​rieży​ciejestczar​no-bia​łe,do​broizłosądo​kład​niezde​fi​nio​-

wa​ne.Niechceiśćnakom​pro​mis.

Byłazu​chwa​łaiupar​ta,alejużmujejbra​ko​wa​ło.Jaktomoż​li​we,żetakgoza​wo​jo​wa​ła?Bez

niejwszyst​kobyłobez​barw​neipo​zba​wio​nesen​su,na​wetpo​wie​trzeniemia​łoza​pa​chu.Ikaż​-
dyod​dechpo​tę​go​wałtę​sk​no​tę.

background image

–Icote​raz?–wy​szep​tałtakci​cho,żetyl​koNickgousły​szał.
Star​szypanpo​ło​żyłrękęnara​mie​niusyna.
–Otosięmo​dli​łem.Zna​la​złeśko​bie​tędlasie​bie,jaknie​gdyśja.Two​jamat​kazna​czy​ładla

mniewię​cejniżży​cie.Bezniejby​łemni​kim,zniąmia​łemwszyst​ko.

Gian​nipo​trzą​snąłgło​wąipo​pa​trzyłnaojca.
–Alemamachcia​łabyćztobą.
–Nieodrazu.–Nickpu​ściłoko.–Nieodrazudałasięna​mó​wić–do​dał,uśmie​cha​jącsię

tę​sk​nie.–Prze​ko​ny​wa​niejejbyłona​praw​dęsłod​kie.

–Prze​ko​ny​wa​nie.–Gian​niza​pa​trzyłsięnaoce​an.
Niewi​działbez​mia​ruwód,leczwiel​kiezie​lo​neoczy,bu​rzękasz​ta​no​wychlo​kówiza​gad​ko​-

wyuśmiech.

Przy​mru​żyłoczyiza​ci​snąłwar​gi.Jesz​czeni​g​dyniestra​ciłcze​goś,naczymmuna​praw​dęza​-

le​ża​ło.Ite​razteżtakbę​dzie.

Ma​rieude​rzy​ładło​niąwkli​ma​ty​za​toriza​klę​łapodno​sem,bonictoniepo​mo​gło.Po​psułsię
naamen.

Włą​czy​ławen​ty​la​tor,na​sta​wi​łagonanaj​wyż​szeob​ro​ty.Przezotwar​teoknowpa​dałulicz​ny

gwar,dźwiękklak​so​nów,roz​mów.Jak​żeina​czejwy​glą​dalatowNo​wymJor​kuwpo​rów​na​niu
zTe​so​ro!

Usia​dła przy ku​chen​nym sto​le, się​gnę​ła po mro​żo​ną her​ba​tę i mi​mo​wol​nie przy​po​mnia​ła

so​biebrzo​skwi​nio​wyna​pój,któ​rysą​czy​łyzTe​re​sąprzyba​se​nie.Przy​wo​ła​łasiędopo​rząd​ku–
oddwóchty​go​dnijestwdomuiczasza​po​mniećoeg​zo​tycz​nejwy​spie.

IoGian​nim.Conocpo​wra​całdoniejwsnach.Bu​dzi​łasięzmę​czo​na,spra​gnio​najegobli​-

sko​ści,stę​sk​nio​nazanim…Jed​naktojużprze​szłość,musiznówza​cząćżyćjakwcze​śniej.

Roz​ło​ży​ła ga​ze​tę i prze​bie​gła wzro​kiem ogło​sze​nia. Nic, co by ją za​in​te​re​so​wa​ło. Szu​ka​ła

cie​ka​wejpra​cy,roz​sze​rza​ją​cejho​ry​zon​ty.Gdy​bymo​głamiećcośta​kie​go…NoiGian​nie​go.

Po​stą​pi​ła wła​ści​wie. Nie mo​gła z nim zo​stać, sko​ro nie od​wza​jem​niał jej uczuć. Jed​nak

myśl,żejużni​g​dygoniezo​ba​czy,roz​dzie​ra​łajejser​ce.Bra​ko​wa​łojejłez,boprze​pła​ka​ładwa
ty​go​dnie.

Pod​sko​czy​ła,gdyktośza​dzwo​niłdodrzwi.Szyb​kopo​szłaotwo​rzyćiznie​ru​cho​mia​ła.
–Gian​ni…
Gra​fi​to​wy gar​ni​tur, ciem​no​nie​bie​ski kra​wat, sty​lo​wa fry​zu​ra i za​pach, któ​ry na​tych​miast

roz​po​zna​ła.

Wy​glą​dał świet​nie, w prze​ci​wień​stwie do niej, zmę​czo​nej i spo​co​nej. Była boso, w bia​łej

bluz​cebezrę​ka​wówiczer​wo​nychszor​tach.Niemo​gławy​do​byćzsie​biegło​su.

–Wej​dędośrod​ka.
Mi​nąłją.Po​pa​trzy​łanaswo​jemiesz​ka​niejegoocza​mi.Byłonie​wiel​kie,leczmiłeiprzy​tul​-

ne.Małaka​na​paifo​telobi​tekwie​ci​stątka​ni​ną,bar​dzowy​god​ne.Wkuch​niwą​skistółidwa
krze​sła. Mała ła​zien​ka i sy​pial​nia, w któ​rej nie mie​ści​ło się nic poza du​żym łóż​kiem. Szko​da
tyl​ko,żeaku​ratjesttakgo​rą​co.

–Cotyturo​bisz?
–Nieza​koń​czy​li​śmyspra​wy.–Po​pa​trzyłnaga​ze​tęzogło​sze​nia​miipo​krę​ciłgło​wą.–Ma​-

rie,niepo​trze​bu​jeszno​wejpo​sa​dy.Mo​żeszod​zy​skaćpo​przed​nią.

Pod​szedłbli​żejiwy​jąłzkie​sze​niak​sa​mit​nywo​re​czek.Wstrzy​ma​łaod​dech,ob​ser​wu​jąc,jak

background image

Ma​riegoroz​wią​zu​jeiwy​sy​pu​jeza​war​tośćnasto​likprzyka​na​pie.

Con​tes​saza​bły​sławsłoń​cu,tę​czo​were​flek​sywy​peł​ni​łypo​kój.
–OBoże.–Prze​nio​sławzrokzna​szyj​ni​kanaGian​nie​go.–Jaktozro​bi​łeś?
–Po​je​cha​łemdoMo​na​koiza​bra​łemmutenna​szyj​nik.JeanLucna​wetniemasej​fu,trzy​-

małjąwszu​fla​dziewsy​pial​ni.Na​praw​dęża​ło​sne.Za​le​ża​łomi,że​byśmo​głazwró​cićCon​tes​sę,
od​zy​skaćdo​breimię,któ​rejestdlacie​bietakważ​ne.

Za​wszebyłoważ​ne,aletosięzmie​ni​ło.Te​raznaj​waż​niej​szyjestGian​ni.
–Niepo​wi​nie​neśry​zy​ko​wać.Mo​glicięzła​pać,wsa​dzićdowię​zie​nia.
–Dajęsięzła​paćtyl​kowte​dy,kie​dysamtegochcę.–Nieod​ry​wałodniejoczu.
–Jakmamtoro​zu​mieć?
– Po​wiem ci, kie​dy od​po​wiesz mi na py​ta​nie. – Roz​luź​nił kra​wat i roz​piął koł​nie​rzyk. –

Strasz​nietugo​rą​co.

–Kli​ma​ty​za​torznówsiępo​psuł.
Gian​nizdjąłma​ry​nar​kęirzu​ciłjąnafo​tel.
–Chceszwró​cićdopra​cywho​te​luWa​inw​ri​ght?Kie​dyod​daszna​szyj​nik,tosta​niesięmoż​-

li​we.

Niebyłategotakapew​na.Jużprzy​ję​toko​gośnajejmiej​sce.Możetoido​brze?
–Nie,niechcę.Cie​szęsię,żebędęmo​głagozwró​cić.Idzię​ku​ję,choćwca​lecięotoniepro​-

si​łam.Niepo​wi​nie​neśbyłsięna​ra​żać.

–Cozawdzięcz​ność.Jużsięzatymstę​sk​ni​łem.
–Po​dróżpoEu​ro​piezmie​ni​łamojepo​dej​ściedoży​cia.Chcęcze​goświę​cej…przy​go​dy.Dla​-

te​goniewró​cędopo​przed​niejpra​cy.

–Do​brzewie​dzieć.–Skrzy​wiłsięipod​wi​nąłrę​ka​wy.–Nie​moż​li​wiego​rą​co.Mo​żeszotwo​-

rzyćokno?

–Oknasąotwar​te.
San​taMa​dre–mruk​nąłza​sko​czo​ny.
–Ta​kiemamylato.–Skrzy​żo​wa​łara​mio​nanapier​siipo​pa​trzy​łananie​go.–Od​po​wie​dzia​-

łamnatwo​jepy​ta​nie,te​razko​lejnacie​bie.Cotomia​łozna​czyć,żeda​jeszsięzła​pać,je​ślisam
tegochcesz?

Przy​gar​nąłjądosie​bie.
–Żetotymniezła​pa​łaś.Ajategochcia​łem.
–Chcia​łeś?–Ser​ceza​bi​łojejszyb​ciej,woczachbły​snę​łyłzy.
De​li​kat​nieotarłjepal​ca​miiuśmiech​nąłsięlek​ko.
–Niepłacz,cara,bonatenwi​dokser​cemisiękra​je.
Na​bra​łapo​wie​trzaista​ra​łasięuspo​ko​ić.
–Gian​ni,copró​bu​jeszmipo​wie​dzieć?
– Że przy​go​da jest na wy​cią​gnię​cie ręki. Wspól​na. Dla nas oboj​ga. Bra​ko​wa​ło mi cie​bie,

cara.–Po​ca​ło​wałjąmoc​no.–Chcę,że​byśzamniewy​szła.NiechTe​re​sawy​pra​winamślubna
Te​so​ro.Prze​nieśsiędomniedoLon​dy​nuipo​móżzro​bićcośztymikosz​mar​ny​mime​bla​mi.

Za​śmia​łasięnie​pew​nie.Niewie​rzy​ła,żetodzie​jesięna​praw​dę.Możetotyl​kosen?
– A je​śli ko​niecz​nie chcesz słu​żyć w po​li​cji, to mam te​raz kon​tak​ty w In​ter​po​lu. Mo​gli​by​-

śmypra​co​waćra​zem…

Drża​ła na ca​łym cie​le. Czu​ła się jed​no​cze​śnie szczę​śli​wa i za​kło​po​ta​na. Tyle jej ofia​ro​wał,

jed​nakniepo​wie​działtego,naconaj​bar​dziejcze​ka​ła.

–Nieod​po​wia​dasz–mruk​nął.–Chy​baporazpierw​szyza​nie​mó​wi​łaś.Wta​kimra​ziemoże

background image

tocięprze​ko​na…Ko​chamcię,Ma​rie,cór​koiwnucz​kopo​li​cjan​tów.

–OBoże!–Za​śmia​łasięiza​kry​ładło​niąusta.
–Takbar​dzocięko​cham,żezwró​ci​łemtwójtym​cza​so​wypier​ścio​nekza​rę​czy​no​wypra​wo​-

wi​tejwła​ści​ciel​ce.

– Na​praw​dę? – Uśmiech​nę​ła się sze​ro​ko. Od​dał swo​je tro​feum, zro​bił to dla niej. – Och,

Gian​ni!

– Nie patrz na mnie, jak​bym był bo​ha​te​rem. Nie od​da​łem go oso​bi​ście, wy​sła​łem eks​pre​-

semimampo​twier​dze​nie,żegootrzy​ma​ła.

–Na​dalniemogęwtouwie​rzyć–wy​szep​ta​łazuśmie​chem.
–TakjakPau​lo.–Pu​ściłdoniejoko.–Alesko​rotobyłoważ​nedlacie​bie,toidlamnie.
–Gian​ni…
–Dajmiskoń​czyć–uci​szyłjązuśmie​chem.–Naj​pierwniemo​żeszwy​do​byćzsie​biegło​su,

ate​razmiprze​ry​wasz.Przyj​dzieczasnacie​bie.Cościprzy​nio​słem.–Wy​jąłzkie​sze​niciem​-
no​czer​wo​nepu​de​łecz​ko.

Ser​cewniejza​mar​ło.Chy​baza​razze​mdle​je.
–Dotegomniedo​pro​wa​dzi​łaś.Ku​pi​łemtospe​cjal​niedlacie​bie.Iza​pła​ci​łem,corzad​komi

sięzda​rza.

Za​śmia​ła się po​now​nie. Jak​że bra​ko​wa​ło jej śmie​chu przez te ostat​nie dni! Przy Gian​nim

oży​ła,jak​byobu​dzi​łasięześpiącz​ki.

–Zo​ba​czy​łemgonawy​sta​wieju​bi​le​rawMay​fa​iriodrazuwie​dzia​łem,żeotomicho​dzi.–

Otwo​rzyłpu​de​łecz​ko.–Szma​ragdwod​cie​niutwo​ichoczu.Ita​kiejsa​mejwiel​ko​ścijaktam​ten
bry​lant…

Za​par​łojejdechwpier​si.Po​pa​trzy​ławoczyGian​nie​go,prze​peł​nio​neuczu​ciem.Porazdru​gi

do​sta​łaszan​sęnami​łośćitymra​zemjejniepo​grze​bie.

Gian​niwsu​nąłjejnapa​lecpier​ścio​nek.
– Ma​rie, wyjdź za mnie. Bądź moją uko​cha​ną. Przy​ja​ciół​ką. Stwórz​my ra​zem ro​dzi​nę. Bez

cie​bieje​stemni​czym.

–Gian​ni,takbar​dzomicie​biebra​ko​wa​ło.–Wspię​łasięnapal​ceipo​ca​ło​wa​łagomoc​no.–

Jateżcięko​cham.Chy​baodtegopierw​sze​gowie​czo​ruwtwo​immiesz​ka​niu.

Gian​niuśmiech​nąłsię.
–Wpierw​sząrocz​ni​cęmu​siszpo​ło​żyćsięnapod​ło​dzewtejkrót​kiejspód​nicz​ce…–Wes​-

tchnąłte​atral​nieiude​rzyłsiędło​niąwser​ce.–Prze​pa​dłem,kie​dyuj​rza​łemtwo​jepięk​nenóż​-
kiwy​sta​ją​cespodmo​je​gołóż​ka.

Ma​riero​ze​śmia​łasięiob​ję​łagozaszy​ję.Gian​niob​jąłjąwpa​sieiokrę​ciłwko​ło.Spoj​rzałjej

woczy.

–Ma​rzę,żebypójśćztobądołóż​ka,aletujestjakwsau​nie.Pój​dzie​mydoho​te​lu?
–Gdziesięza​trzy​ma​łeś?
–WWal​dorfAsto​ria–od​parłgład​ko,aMa​riepo​pa​trzy​łananie​gopo​dejrz​li​wie.
–Ską​d​inądwiem,żemajątamdo​sko​na​łąochro​nę…
Tyl​kosięuśmiech​nął.
–Po​wta​rzamci,cara,żeje​stemby​łymzło​dzie​jem.
Ma​riepo​pa​trzy​łananie​gouśmiech​nię​ta.
–Gli​naizło​dziej.Dwiestro​nyjed​nejmo​ne​ty.
–Czy​stapo​ezja.–Po​ca​ło​wałjązno​wu.–Zresz​tąmożeije​stemzło​dzie​jem,cara,aletoty

skra​dłaśmiser​ce.

background image

mbar​dzode​lu​sio​ne–wes​tchnąłNick.

–Roz​cza​ro​wa​ny?–Gian​nipo​pa​trzyłnaojca.–Dla​cze​go?Jużnicciniegro​zi.


Document Outline