background image

 

1

 Adam Nowaczyk 

 

Uogólniająca parafraza teorii prawdy Tarskiego w języku teorii mnogości  

i jej filozoficzne implikacje 

J. Pelc (red.) Deskrypcje i prawda, BMS, Warszawa 2010, s. 187 – 208. 

 

 

Parafrazą  nazywamy  tutaj  to,  czego  przykładu  dostarczył  Ajdukiewicz 

formułując tezę transcendentalnego idealizmu w języku teorii systemów deduk-
cyjnych

1

. Chodzi zatem o interpretację tezy lub pojęcia filozoficznego z wyko-

rzystaniem  pewnych  narzędzi  formalnych.  Mówiąc  o  teorii  prawdy  Tarskiego 
mamy  na  myśli  koncepcję  przedstawioną  w  jego  słynnej  rozprawie  z  roku 
1933

2

,  spopularyzowaną  następnie  w  roku  1944

3

.  Rozważania  te  nie  dotyczą 

pojęcia  prawdy  zrelatywizowanego  do  tzw.  modeli  semantycznych  języków 
sformalizowanych. Pojęcie to, zwane teoriomodelowym pojęciem prawdy w po-
jawiło się publikacjach Tarskiego w latach pięćdziesiątych i stało się centralnym 
pojęciem  metalogiki.

4

  Chociaż  są  autorzy,  którzy  nie  dostrzegają  między  tymi 

dwoma pojęciami istotnej różnicy

5

, to jednak w polu zainteresowań większości 

filozofów znalazło się to pierwsze. Ono to stało się przedmiotem licznych kry-
tyk, radykalnie odmiennych interpretacji i ocen. Teoriomodelowe pojęcie praw-
dy,  poddane  następnie  licznym  uogólnieniom

6

,  nie  jest  przedmiotem  sporów  o 

interpretację, jego teoretyczna użyteczność na gruncie metalogiki nie jest kwe-
stionowana,  natomiast  na  ogół  nie  przypisuje  się  mu  istotnego  znaczenia  dla 
rozwiązywania dylematów filozoficznych. 

Ktoś mógłby zauważyć, że żadna parafraza w stylu Ajdukiewicza nie jest 

tu  potrzebna,  ponieważ  sam  Tarski  przedstawił  swoją  koncepcję  korzystając  z 
narzędzi  formalnych  i  wyłożył  ją  szczegółowo  z  najwyższą  starannością.  To 
prawda, a jednak rodzi ona pytania, wokół których po dziś dzień toczą się spory. 
Parafraza  w  stylu  Ajdukiewicza  jest  zatem  w  tym  przypadku  zabiegiem  her-
meneutycznym, który może pomóc pewne kontrowersje rozstrzygnąć  

Tutaj będzie nam chodziło przede wszystkim o jedno z owych pytań: Czy 

pojęcie  prawdy  wymaga  relatywizacji  do  języka?  Jest  to  —  jak  zobaczymy 

                                                           

1

  W  artykule  „Problemat  transcendentalnego  idealizmu  w  sformułowaniu  semantycznym”,  vide:  K. 

Ajdukiewicz., Język i poznanie t. I, Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 264 – 277. 

2

 Pojęcie prawdy w językach nauk dedukcyjnych, Warszawa 1933. Tę i inne rozprawy Tarskiego cytu-

ję wg wydania zbiorowego pod redakcją Jana Zygmunta: Alfred Tarski, Pisma logiczno-filozoficzne
tom I Prawda, tom II Metalogika, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1995, 2001, skracając odnośnik 
do Prawda lub Metalogika

3

 Chodzi o „The semantic conception of truth and foundation of semantics”, Przekład polski w Prawda 

s. 228 – 282.  

4

 

Ale jeszcze w opublikowanym w roku 1969 popularnym artykule „Truth and proof” (przekład polski 

Prawda, s. 293 – 332) powraca do koncepcji z lat trzydziestych. 

5

 W niektórych podręcznikach logiki omawia się teoriomodelowe pojęcie prawdy wskazując na roz-

prawę Tarskiego z 1933 roku jako na źródło. 

6

 Między innymi przez R. Montague i S. Kripkego. 

background image

 

2

— kwestia, w której opinie filozofów są rozbieżne, a  pewne wypowiedzi same-
go Tarskiego rozmijają się z jego praktyką.  

Chociaż Tarski utrzymywał zażyłe stosunki z filozofami, zarówno z war-

szawskimi jak i wiedeńskimi, domeną jego zainteresowań była nie filozofia, lecz 
logika i  metamatematyka — dyscyplina uprawiana podówczas w getyngeńskiej 
szkole  Hilberta.  Można  zatem  przypuszczać,  że  nie  zainteresowałby  się  poję-
ciem  prawdy,  gdyby  nie  zauważył,  że  pojęcie  to  występuje  w  sposób  zakamu-
flowany w dociekaniach metamatematycznych.

7

 Zauważył jednakże zarazem — 

czemu  sprzyjały  jego  kontakty  z  polskimi  filozofami  (a  zwłaszcza  z  Kotarbiń-
skim) — że kryje się za tym pojęcie bliskie „klasycznemu”, czyli odpowiadają-
cemu idei korespondencji (jako „zgodności z rzeczywistością”) filozoficznemu 
pojęciu  prawdy.  Dlatego  właśnie  rozpoczął  swoje  dociekania  od  pytania,  czy 
pojęciem  tym  można  posługiwać  się  odpowiedzialnie  i  bezpiecznie  na  gruncie 
języka naturalnego. Odpowiedź negatywna skłoniła go do zajęcia się wyłącznie 
pojęciem  zdania  prawdziwego  w  sformalizowanych  językach  „nauk  dedukcyj-
nych”. Tego ograniczenia nie zależy — naszym zdaniem — lekceważyć, ponie-
waż wiąże się z nim określona koncepcja języka oraz teorii będącej „nauką de-
dukcyjną”. Wprawdzie w przekładzie na niemiecki Tarski używa określenia „ję-
zyki  sformalizowane”  (formalisierten  Sprachen),  zaś  w  późniejszej  publikacji

8

 

rozważa  możliwość  zastosowania  swojej  koncepcji  w  metodologii  nauk  empi-
rycznych, to jednak pojęcie języka, którym się posługuje, nie uległo tu istotnym 
zmianom.  Natomiast  filozofów  interesuje  przede  wszystkim  możliwość  zasto-
sowania wyników uzyskanych przez Tarskiego w odniesieniu do języków natu-
ralnych, przy czym mają oni na uwadze różne wizje tego, czym są owe języki. 

Warto tu zauważyć, że zanim zainteresował się pojęciem prawdy, Tarski 

zajmował się innymi pojęciami z dziedziny metamatematyki, którą sam nazywał 
„metodologią nauk dedukcyjnych”. Wyniki swoich dociekań przedstawił w ob-
szernej  rozprawie  opublikowanej  w  roku  1930  w  języku  niemieckim.

9

  W  tejże 

rozprawie  poświęconej  pojęciu  konsekwencji  i  szeregowi  pojęć  pochodnych 
czytamy: 

„Ściśle biorąc, metamatematyki nie należy uważać za pojedynczą teorię. Albowiem w 
celu zbadania dowolnej nauki dedukcyjnej trzeba skonstruować dla niej specjalną me-
tanaukę.  Studia  niniejsze  mają  jednak  charakter  ogólniejszy:  ich  celem  jest  sprecyzo-
wanie  szeregu  ważnych pojęć metamatematycznych
 wspólnych metanaukom szczegó-
łowym, i ugruntowanie podstawowych własności tych pojęć. W wyniku tego podejścia 
pewne pojęcia, które na gruncie metanauk szczegółowych dają się zdefiniować, w ni-
niejszej pracy uważane będą za pierwotne i zostaną scharakteryzowane za pomocą ak-
sjomatów.”

10

 

                                                           

7

 Pod postacią określeń: Gültigkeit i Richtigkeit

8

 Chodzi o „The semantic conception of truth and foundation of semantics”, patrz przypis 3. 

9

  Pod  tytułem  „Fundamentale  Begriffe  der  Methodologie  der  deductiven Wissemschaften”, przekład 

polski w Metalogika s. 31 – 92. 

10

 Metalogika, s. 32. 

 

background image

 

3

 

Jak widać, Tarski dostrzegał możliwość przypisania pojęciom metamate-

matyki  definiowanym  dotychczas  oddzielnie  dla  każdej  „nauki  dedukcyjnej” 
sensu bardziej ogólnego, przy którym mogą one odnosić się do wielu takich na-
uk. Zauważa przy tym, że pewne spośród takich pojęć muszą być potraktowane 
jako  pierwotne,  zatem  scharakteryzowane  wyłącznie  za  pomocą  aksjomatów, 
inne  zaś  —  zdefiniowane  za  ich  pomocą,  jako  pojęcia  wtórne.  I  rzeczywiście, 
Tarski  przyjął  tu  za  pierwotne  pojęcia  zdania  i  konsekwencji  i  za  ich  pomocą 
wprowadził cały szereg pojęć wtórnych (m. in. pojęcie systemu dedukcyjnego, 
jego niesprzeczności, zupełności i aksjomatyzowalności).  

Czy można się było spodziewać, że podobne podejście zastosuje do poję-

cia zdania prawdziwego, nadając swoim dociekaniom charakter równie ogólny 
jak w przypadku teorii konsekwencji? Jak wiadomo, wielu filozofów czegoś ta-
kiego oczekiwało i miało za złe Tarskiemu, iż nie zapewnił pojęciu prawdy ja-
kiegoś  sensu  ogólnego.  A  jak  wiadomo,  Tarski  zdefiniował  pojęcie  zdania 
prawdziwego wyłącznie dla konkretnego języka sformalizowanego algebry klas, 
czyli w ramach „specjalnej metanauki”. Dlaczego? 

Być  może  zauważył, że będzie musiał potraktować pojęcie zdania praw-

dziwego jako pierwotne, czego starał się uniknąć ze względu na groźbę znanej 
antynomii.  Natomiast  wiele

 

przemawia  za  tym,  że  powód  był  inny.  Tarski  był 

niewątpliwie świadom tego, iż ogólne pojęcie zdania prawdziwego powinno być 
zrelatywizowane do języka. Już na wstępie swojej rozprawy zauważył, że: 

„...to samo wyrażenie może być zdaniem prawdziwym w jednym języku, a na gruncie 
innego okazać się zdaniem fałszywym lub wyrażeniem pozbawionym sensu.”

11

 

Wskazuje to wymownie na potrzebę relatywizacji do języka; jednakże już 

w następnym zdaniu Tarski zapowiada: 

„O jednej ogólnej definicji rozważanego terminu nie będzie tu w ogóle mowy: intere-
sujące  nas  zagadnienie  rozpadnie  się  na  szereg  oddzielnych  zagadnień,  dotyczących 
poszczególnych języków.” 

Natomiast w końcowych partiach rozprawy zauważa, że: 

„Z chwilą, gdy rozważania dotyczą większej liczby języków, nazwa «zdanie prawdzi-
we»  przestaje  być  jednoznaczna;  dla  uniknięcia  wieloznaczności  musimy  ją  zastąpić 
wyrażeniem relatywnym «zdanie prawdziwe ze względu na dany język».”

12

 

 

Jednakże  tej  drogi  Tarski  nie  obrał,  ponieważ  dostrzegał,  że  pojawiłyby 

się tu „nowe zupełnie komplikacje (związane np. z koniecznością sprecyzowa-
nia wyrazu «język»)” Oznajmia zatem, że: 

„...byłoby  iluzją  przypuszczać,  że  relatywizacja  pojęcia  prawdy  –  w  tym  kierunku,  o 
którym  powyżej  była  mowa  —  otwiera  drogę  do  jakiejś  ogólnej  teorii  tego  pojęcia, 
dotyczącej  wszelkich  możliwych  języków  lub  choćby  tylko  języków  sformalizowa-
nych.”

13

 

Mając  na  względzie  wspomniane  trudności,  Tarski  zdefiniował  pojęcie 

prawdy  wyłącznie  dla  konkretnego  języka  i  udzielił  jedynie  ogólnych  wskazó-

                                                           

11

  Prawda, s.15. 

12

  Tamże, s. 153. 

13

 Tamże, s. 154.  

background image

 

4

wek,    jak  można  to  zrobić  w  zastosowaniu  do  innych  języków  sformalizowa-
nych.  

Do  kwestii  relatywizacji  pojęcia  prawdy  do  języka  powrócił  na  Trzecim 

Polskim Zjeździe Filozoficznym (Kraków 1936). Wówczas to  zwracając się do 
Marii Kokoszyńskiej, która proponowała relatywizację pojęcia prawdy do poję-
cia znaczenia, Tarski wypowiedział słowa następujące: 

„Czy nie byłoby rzeczą prostszą relatywizować pojęcie prawdy do pojęcia języka, któ-
re wydaje się pojęciem prostszym i logicznie mniej skomplikowanym od pojęcia zna-
czenia?”

14

 

 

Potwierdził w ten sposób, że istotnie dostrzega potrzebę relatywizacji po-

jęcia prawdy do języka, natomiast trudno ustalić, jakie to pojęcie języka, które 
byłoby „prostsze i logicznie mniej skomplikowane” od pojęcia znaczenia, miał 
na myśli. Nie mogło tu chodzić o języki, o których wcześniej pisał, że: 

„...nie interesują nas tu wcale języki i nauki «formalne» w pewnym specyficznym zna-
czeniu  tego  wyrazu,  a  mianowicie  tego  rodzaju  nauki,  iż  występującym  w  nich  zna-
kom  i  wyrażeniom  nie  przypisuje  się  żadnego  intuicyjnego  sensu;  w  odniesieniu  do 
takich nauk postawione tu zagadnienie [definicji pojęcia zdania prawdziwego – A. N.] 
traci wszelką rację bytu i przestaje być po prostu zrozumiałe.” 

Natomiast już w następnym zdaniu oświadczał: 

 „Znakom,  występującym  w  tych  językach,  których  dotyczą  niniejsze  rozważania, 
przypisujemy całkiem konkretne i zrozumiałe dla nas znaczenie.”

15

 

 

Jednakże tak scharakteryzowane pojęcie języka nie może być prostsze od 

pojęcia znaczenia, skoro to drugie jest przezeń implikowane. Jakie zatem poję-
cie języka mógł mieć Tarski na uwadze proponując relatywizację pojęcia praw-
dy do języka? Wszak trzeba się z nim zgodzić, iż rozprawianie o prawdziwości 
zdań zbudowanych z wyrażeń pozbawionych sensu samo jest pozbawione sensu. 
 

Zarzucano  zatem  Tarskiemu,  że  proponując  definiować  pojęcie  zdania 

prawdziwego w językach, których wyrażenia mają „konkretne i zrozumiałe dla 
nas  znaczenie”  nie  wyjaśnia  czym  jest  znaczenie  i  kiedy  takowe  wyrażeniom 
przysługuje.  Zrozumiałe  zdziwienie  budziło  osobliwe  stwierdzenie  Tarskiego, 
ż

e odnosi to do języków sformalizowanych, w których rzekomo „sens każdego 

wyrażenia  jest  jednoznacznie  wyznaczony  przez  jego  kształt”

16

.  Pojawiło  się 

zagadnienie  „priorytetu”:  czy  należy  najpierw  zdefiniować  pojęcie  znaczenia, 
aby  można  było  się  do  niego  odwołać  w  definicji  prawdy,  czy  może  odwrot-
nie.

17

  

Z drugiej zaś strony, Tarski deklarował, iż zamierza zdefiniować pojęcie 

zdania  prawdziwego  na  gruncie  składni  (którą  nazywał  „morfologią  języka”  i 
charakteryzował  jako  „naukę  o  kształcie  wyrażeń”),  nie  korzystając  z  żadnych 
pojęć  semantycznych,  które  nie  zostały  uprzednio  zdefiniowane.  Tymczasem 
pojęcie znaczenia ewidentnie do „morfologicznych” nie należy. Nawiązując do 
jego  propozycji  relatywizacji  pojęcia  prawdy  do  języka  należy  zatem  postawić 

                                                           

14

 Tamże, s. 203. 

15

 Tamże, s. 33. 

16

 Tamże, s.31 

17

 Taką odwrotną kolejność zaproponował D.Davidson. 

background image

 

5

pytanie, jakim pojęciem języka sformalizowanego Tarski się faktycznie posłużył 
i jak dalece można to pojęcie uogólnić abstrahując od szczegółów, które można 
potraktować jako cechy indywidualne. Wzorcem powinien tu być opisany prze-
zeń szczegółowo język algebry klas.  

Jest  to  —  jak  wiadomo  —  język  elementarny  z  jednym  dwuargumento-

wym predykatem pozalogicznym. Opisany on zastał w sposób ściśle struktural-
ny  (czyli  „morfologiczny”)  w  kategoriach  kształtu  wyrażeń,  bowiem  Tarski 
pojmował wyrażenia jako napisy, a ściślej ich kształty (utożsamiając wyrażenia 
równokształtne). Podał zatem ścisłe definicje funkcji zdaniowej, zmiennej wol-
nej i zmiennej związanej, zdania i operacji konsekwencji. Są to wszystko poję-
cia, z którymi powszechnie wiążemy pewien ogólny sens intuicyjny

18

, natomiast 

definicje Tarskiego odnoszą się wyłącznie do konkretnego języka i mają istotnie 
charakter  ściśle  „morfologiczny”.  W  definicjach  tych  korzysta  on  z  pojęć  lo-
giczno-matematycznych  (które  nazywa  „ogólnologicznymi”),  co  sprawia,  że 
jego  składnia  języka  algebry  klas  jest składnią nieelementarną. Po wyjaśnienia 
wspomnianych  pojęć  odsyła  czytelnika  do  systemu  przedstawionego  w  dziele 
Russella i Whiteheada Principia Mathematica.  

Czy Tarski faktycznie nie dysponował żadnym ogólnym pojęciem języka, 

do którego pojęcie prawdy mogłoby być relatywizowane? Wydaje się, że odwo-
ływanie  się  przezeń  do  dzieła  Russella  i  Whiteheada,  czyli  do  teorii  typów, 
sprawiało tu pewne trudności ze względu na brak ogólnych pojęć zbioru, relacji 
i funkcji. Natomiast różne ogólne pojęcia języka dają się ściśle zdefiniować na 
gruncie aksjomatycznej teorii mnogości, która obecnie przejęła funkcję ogólnej 
metateorii  w  dociekaniach  logicznych  i  metamatematycznych.  Wśród  tego  ro-
dzaju  pojęć  można  wskazać  również  bliskie  intuicjom  Tarskiego,  którym  hoł-
dował on w latach trzydziestych. 

Teoriomnogościowe pojęcia języka to pojęcia formalne w tym znaczeniu, 

przy  którym  formalne  są  wszystkie  pojęcia  teorii  mnogości.  W  porównaniu  z 
„morfologicznymi”  opisami  języka  występują  tu  pewne  subtelne  różnice,  od 
których jednakże można abstrahować. Wyrażenia nie są tu napisami ani kształ-
tami napisów, lecz skończonymi ciągami pewnych ustalonych elementów. Naj-
dogodniej jest przyjąć, że są nimi Zermelowskie „praelementy”, czyli indywidua 
(obiekty nie będące zbiorami) i mając na względzie bogactwo i rozmaitość języ-
ków, założyć, że takich indywiduów jest nieskończenie (ale przeliczalnie) wiele 
i  tworzą  one  zbiór  będący  „fundamentem”  wszystkich  pozostałych  zbiorów. 
Konstruując konkretne języki zakładamy, że to właśnie jakieś indywidua są od-
powiednikami  tego,  co  w  podejściu  „morfologicznym”  było  znakami  prostymi 
określonego  kształtu  składającymi  się  na  alfabet  danego  języka.  Natomiast 
wszelkie  pozostałe  wyrażenia,  a  w  szczególności  zdania,  są  skończonymi  cią-

                                                           

18

 Próbę sprecyzowania tego intuicyjnego sensu ogólnego podjął nieco później Carnap w swojej kon-

cepcji składni ogólnej. 
 

 

background image

 

6

gami  indywiduów  w  matematycznym  znaczeniu  słowa  „ciąg”.  Utożsamiając 
wyrażenia z ciągami wybranych indywiduów możemy bez zastrzeżeń utrzymy-
wać,  że  zbiór  zdań  danego  języka  jest  nieskończony.  Tarski,  który  utożsamiał 
wyrażenia  z  kształtami napisów napotykał tu pewną trudność. Radził z nią so-
bie,  odwołując  się  do  mocnych  założeń  egzystencjalnych  geometrii,  które  za-
pewniają istnienie aż nieprzeliczalnie wiele różnych kształtów. Warto tu zauwa-
ż

yć, że oba rozwiązania mają charakter teoretycznej fikcji, bowiem ilekroć prze-

chodzimy  na  grunt  pragmatyki  języka  musimy się zgodzić, iż zdania są obiek-
tami  fizycznymi,  które  my  ludzie  produkujemy  i  postrzegamy.  Zbiór  tak  poj-
mowanych wyrażeń jest oczywiście skończony.  

Przenosząc dociekania nad językiem na teren teorii mnogości utożsamia-

my  języki  z  pewnymi  obiektami  określanymi  na  ogół  mianem  „układów” 
względnie „struktur”.  Ma to tę zaletę, że pozwala precyzyjnie wyjaśnić nie tyl-
ko, co nazywamy językiem, lecz również pojęciem języka, a także istotnym dla 
nas pojęciem zrelatywizowanym do języka. Wyjaśnienia te nie są bez znacze-
nia  z  uwagi  na  trwające  spory  o  to,  czy  Tarski  zdefiniował  „pojęcie  prawdy”, 
czy tylko jego zakres. Nie zawsze też wiadomo, co różni autorzy mają na myśli 
mówiąc o relatywizacji do języka.

19

 

Posłużymy  się  tutaj  procedurą,  powszechnie  stosowaną  przez  matematy-

ków, kiedy rozwijają na gruncie teorii mnogości jakąś teorię z gatunku „abstrak-
cyjnych” (na przykład teorię grup lub teorię przestrzeni topologicznych). Robią 
to — jak wiadomo — w taki sposób, iż wprowadzają  ogólną definicję pewnego 
typu struktur teoriomnogościowych, a następnie definiują szereg pojęć zrelaty-
wizowanych do owych struktur i dowodzą pożądanych twierdzeń posługując się 
owymi  pojęciami.

 

Ustalają  oni  —  na  przykład  —  że  grupą  jest  dowolna  para 

uporządkowana G = 〈X, 

〉, gdzie X jest niepustym zbiorem zaś 

 określonym w 

tym  zbiorze  dwuelementowym  działaniem  spełniającym  określone  warunki. 
Działanie to opatruje się mianem „pojęcia pierwotnego teorii grup” i przy jego 
pomocy wprowadza się szereg „pojęć wtórnych teorii grup”, na przykład pojęcie 
elementu neutralnego grupy. Pojęcia, zarówno pierwotne jak i wtórne są zrela-
tywizowane do poszczególnych grup, zatem, ściśle rzecz biorąc, pojęcia teorii 
grup
  są  funkcjami,  które  każdej  grupie  G  przyporządkowują  pewien  obiekt 
teoriomnogościowy (na przykład element neutralny tej grupy), natomiast poję-
ciem  grupy
  należałoby  wówczas  nazwać  klasę  wszystkich  grup  będącą  dzie-
dziną owych funkcji.

20

 

 

Odwołując  się  do  wspomnianej  praktyki  matematycznej,  językiem  bę-

dziemy  tu  nazywali  konkretną  strukturę  teoriomnogościową  (n-kę  uporządko-
waną). Uogólniając pojęcie języka, którym posłużył się Tarski opisując szczegó-

                                                           

19

 Często ma się wrażenie, że chodzi im o pojęcia, których zakresy są po prostu ograniczone do wyra-

ż

eń określonego języka. 

20

 Czytelnika, który miałby wątpliwość, czy klasa wszystkich grup może być dziedziną funkcji, odsy-

łam do wyjaśnień zawartych w mojej książce Wprowadzenie do logiki nauk ścisłych, PWN, Warszawa 
1990, s. 93 – 97,  gdzie proponuję pewne proste rozwiązanie tej kwestii. 

background image

 

7

łowo  skonstruowany  przezeń    język  algebry  klas  można  przyjąć,  że  językiem 
jest dowolna trójka uporządkowana: 

J = 〈〈〈〈AZCn〉〉〉〉, 

w  której  A  jest  skończonym  zbiorem  indywiduów  (alfabetem  języka  J),  Z  — 
nieskończonym  podzbiorem  właściwym

21

  zbioru  wszystkich  ciągów  skończo-

nych utworzonych z elementów zbioru A (zbiorem zdań języka J), natomiast Cn 
—  operacją  określoną  na  podzbiorach  zbioru  Z  o  własnościach  wskazanych 
przez Tarskiego w Fundamentale Begriffe (operacją konsekwencji w języku J). 
Własności te, to — jak wiadomo — zwrotność, monotoniczność, przechodniość 
i zwartość.

22

 

 

Zgodnie  z  przyjętymi  ustaleniami  pojęciem  języka  będziemy  nazywać 

klasę wszystkich trójek postaci J = 〈〈〈〈AZCn〉〉〉〉 spełniających wyszczególnione tu 
warunki, natomiast pojęciami zrelatywizowanymi do języka funkcje, które każ-
dej  takiej  trójce  przyporządkowują  pewien  obiekt  teoriomnogościowy.  Takimi 
pojęciami  są  w  szczególności  pojęcie  alfabetupojęcie zdania i pojęcie kon-
sekwencji
.  Te  trzy  pojęcia  można  określić  mianem  pierwotnych;  jak  widać, 
każdej trójce będącej językiem przyporządkowują one jeden z jej elementów.

23

 

Przykładem zrelatywizowanego do języka pojęcia wtórnego jest pojęcie syste-
mu dedukcyjnego
, które definiuje się następująco: 

Zbiór zdań X języka J = 〈〈〈〈AZCn〉〉〉〉 jest systemem dedukcyjnym wtedy i 
tylko wtedy gdy Cn(X) = X

Pojęcie to jest funkcją przyporządkowującą dowolnemu językowi rodzinę zbio-
rów  zdań  zamkniętych  ze  względu  na  właściwą  temu  językowi  konsekwencję. 
Innym pojęciem wtórnym jest pojęcie sprzecznego zbioru zdań zdefiniowane 
jak następuje: 

Zbiór zdań X języka J = 〈〈〈〈AZCn〉〉〉〉 jest sprzecznym zbiorem zdań wtedy 
i tylko wtedy gdy Cn(X) = Z

a także pojęcie zupełnego zbioru zdań: 

Zbiór zdań X języka J = 〈〈〈〈AZCn〉〉〉〉 jest zupełnym zbiorem zdań wtedy i 
tylko wtedy gdy dla dowolnego 

α∈

Z, jeżeli 

α∉

 X, to Cn(X

{

α

}) = Z,  

Zdefiniowane powyżej pojęcie języka jest niewątpliwie zgodne z ogólną 

charakterystyką  języków  sformalizowanych,  jaką  przedstawia  Tarski  „nie  ku-

                                                           

21

 Zazwyczaj nie nazywa się językiem czegoś, w czym zdaniem mógłby być dowolny ciąg elementów 

alfabetu;  taki  „język” byłby pozbawiony gramatyki, jako systemu restrykcji nałożonych na strukturę 
zdań. 

22

 Jeśli tak scharakteryzowane języki miałyby być ścisłym odpowiednikiem tego, co nazywa się języ-

kami sformalizowanymi, to należałoby tu dołączyć pewne warunki traktujące o rozstrzygalności ich 
elementów składowych. Zazwyczaj zakłada się, że rozstrzygalny ma być zbiór Z, a każdy zbiór zdań 
Cn(X)  — „połowicznie rozstrzygalny”, ilekroć rozstrzygalny jest zbiór X. Pojęcia te mają — jak wia-
domo  —  ścisłe  odpowiedniki  w  teorii  mnogości,  jako  obliczalność  i  rekurencyjna  przeliczalność
Tu warunki te pomijamy, ponieważ dla teorii prawdy nie mają one istotnego znaczenia (ważne są dla 
teorii dowodu). 

23

 Określenie „pierwotne” ma tu uzasadnienie następujące: gdybyśmy owe trzy pojęcia charakteryzo-

wali aksjomatycznie, to odpowiadające im terminy byłyby terminami pierwotnymi. 

background image

 

8

sząc się o zupełnie wyczerpujący i precyzyjny opis”.

24

 Jako konstytutywne ele-

menty  języków  sformalizowanych  istotnie  wskazuje  on  alfabet,  zbiór  zdań  i 
operację konsekwencji. Lecz pojawia się tu jeszcze (co ze współczesnego punk-
tu widzenia może uchodzić za osobliwość)  pewien zbiór zdań nazywany zbio-
rem aksjomatów
. Tarski uważa bowiem, że w przypadku nauk dedukcyjnych  

„...język  zrasta  się  z  nauką  w  jedną  całość  tak,  że  zamiast  mówić  o  tym  lub  innym 
sformalizowanym języku, mówi się o języku tej lub innej nauki dedukcyjnej.”

25

 

Ma  on  —  jak  widać  —  na  uwadze  pewne  „językoteorie”,  które  można 

utożsamić z układami typu 

J

T

 = 〈〈〈〈AZCnAx〉〉〉〉, 

w których 〈〈〈〈AZCn〉〉〉〉 jest językiem w przyjętym uprzednio znaczeniu, natomiast 
Ax podzbiorem Z z założenia niesprzecznym, a więc takim, że Cn(Ax

≠≠≠≠

 Z. Po-

jęcie aksjomatu zostało tu potraktowane jako zrelatywizowane do języka pojęcie 
pierwotne.  Natomiast  jako  pojęcie  wtórne  pojawia  się  wówczas  pojęcie  tezy, 
zdefiniowane następująco: 

α

  jest  tezą  języka  J

T

  =  〈〈〈〈A,  Z,  Cn,  Ax〉〉〉〉  wtedy  i  tylko  wtedy,  gd

α∈

Cn(Ax). 

 

Zakładając,  iż  Tarski  miał  na  uwadze  taką,  jak  przedstawiona  powyżej, 

koncepcję języków sformalizowanych, postawmy pytanie: Jaki mógłby być sta-
tus  zrelatywizowanego  do  języka  pojęcia  prawdy,  a  ściślej  —  pojęcia  zdania 
prawdziwego w danym języku

 

Aby na pytanie to odpowiedzieć, należy wpierw ustalić jakie to własności 

powinien  —  zdaniem  Tarskiego    —  mieć  w  dowolnym  języku  zbiór  zdań 
prawdziwych. Otóż jego wypowiedzi w tej kwestii nie pozostawiają miejsca dla 
ż

adnych  wątpliwości.  Kiedy  już  sformułował  definicję  zdania  prawdziwego  w 

konkretnym języku algebry klas, wskazał na jej konsekwencje, które uważa za 
istotne,  a  więc  zapewne  takie,  które  powinny  obowiązywać  w  przypadku  do-
wolnego języka. Zauważa więc, że „wszystkie konsekwencje zdań prawdziwych 
są prawdziwe”
, a ponadto: 

„Do najważniejszych bodaj wniosków natury ogólnej płynącej z definicji prawdy, za-
liczyć należy zasadę sprzeczności i zasadę wyłączonego środka. Obie te zasady w ze-
stawieniu  z  wspomnianym  już  twierdzeniem  o  konsekwencjach  zdań  prawdziwych 
wykazują,  że  klasa  wszystkich  zdań  prawdziwych  tworzy  system  dedukcyjny  nie-
sprzeczny i zupełny
.

26

 

 

Zasady  sprzeczności  i  wyłączonego  środka  w  zwykłym  sformułowaniu 

odnoszą się do języków, w których dysponujemy znakiem negacji. Jednakże ne-
gację można scharakteryzować za pomocą pojęcia konsekwencji

27

, stąd pojęcia 

niesprzeczności i zupełności  mają sens ogólniejszy i stosują się również do ję-
zyków,  których negacja nie występuje. 

                                                           

24

 Prawda, s. 32. 

25

 Prawda, s. 32. 

26

 Tamże, s. 119 i nast. 

27

 Taką charakterystyką jest równoważność:  

α∈

 Cn(X) wtedy i tylko wtedy, gdy dla dowolnego 

β

β∈

Cn(X

{

¬

A}) =.Z. 

background image

 

9

 

Wśród  konsekwencji  wspomnianej  definicji  pojawia  się  również  stwier-

dzenie, że „wszystkie aksjomaty nauki stanowiącej przedmiot badań należą do 
zdań  prawdziwych

28

.  Dotyczy  to  oczywiście  aksjomatów  „nauk  dedukcyj-

nych”.

29

 

 

Co  z  dokonanych  tu  spostrzeżeń  wynika,  odnośnie  do  pojęcia  prawdy? 

Zauważyliśmy na wstępie, że Tarski zainteresował się pojęciem prawdy w kon-
tekście  metamatematyki  zwanej  przezeń  „metodologią  nauk  dedukcyjnych”. 
Doszedł  do  wniosku,  że  na  konstytutywną  charakterystykę  konkretnej  „nauki 
dedukcyjnej” powinien składać się nie tylko zbiór tez, lecz również zbiór zdań 
prawdziwych, który na ogół nie pokrywa się ze zbiorem tez. Mógł oczywiście 
kontynuując przedstawioną w Fundamentale Begriffe ogólną metodologię nauk 
dedukcyjnych umiejscowić pojęcie prawdy w „szeregu ważnych pojęć metama-
tematycznych”
 po to, aby — podobnie jak to uczynił z pojęciem konsekwencji 
—  „ugruntować  jego  podstawowe  własności”,  któreśmy  powyżej  odnotowali. 
Jest oczywiste, że nie mógł zdefiniować pojęcia prawdy za pomocą pojęć pier-
wotnych,  za  które  przyjął  pojęcie  zdania  i  pojęcie  konsekwencji.  Byłby  zatem 
zmuszony  potraktować  pojęcie  prawdy  jako  pierwotne,  charakteryzując  je  od-
powiednimi aksjomatami.  

  Podobny efekt możemy osiągnąć modyfikując znane nam formalne poję-

cie języka, przez potraktowanie zbioru zdań prawdziwych jako elementu konsty-
tutywnego  struktury  zwanej  językiem.  To,  co  nazwiemy  tu językiem nauki de-
dukcyjnej  jest  oczywiście  również  samą  „zrośniętą  z  językiem”  nauką  deduk-
cyjną, skoro jej aksjomaty zostały wprowadzone do charakterystyki języka. 

Pojęcie to należałoby zatem zdefiniować jak następuje: 

Językiem nauki dedukcyjnej jest dowolna struktura postaci 

J

T

 = 〈〈〈〈 AZCnAxVer〉〉〉〉, 

w której: 
(1) A jest skończonym zbiorem indywiduów,  
(2) Z  jest  nieskończonym  podzbiorem  właściwym  zbioru  wszystkich  ciągów 

skończonych utworzonych z elementów zbioru A

(3) Cn jest operacją określoną na podzbiorach zbioru Z, zwrotną, monotoniczną, 

przechodnią i zwartą, 

(4) Ax jest podzbiorem zbioru takim, że Cn(Ax

 Z,  

(5) Ver jest podzbiorem zbioru Z takim, że: 

(a) Jeżeli X 

 Ver, to Cn(X

 Ver 

(b) Ver 

 

(c) Dla dowolnego 

α

 

 Z, jeżeli 

α∉

Ver, to Cn(Ver 

{

α

}) = 

(d) Ax 

 Ver. 

                                                           

28

 Prawda, s.119. 

29

 Tarski wyklucza zatem możliwość, by aksjomaty jakiejś nauki dedukcyjnej mogły być fałszywe, 

aczkolwiek to się zdarza, kiedy okazują się sprzeczne. Jak widać, nauka o sprzecznych aksjomatach 
jest dlań tylko w zamierzeniu, (a więc nieudaną) nauką dedukcyjną. 

background image

 

10

Ver oznacza tu zbiór zdań prawdziwych języka J

T

natomiast warunki (a) – 

(d)  stwierdzają  kolejno,  że  konsekwencje  zdań  prawdziwych  są  prawdziwe,  że 
zbiór zdań prawdziwych jest niesprzeczny i zupełny oraz, że prawdziwe są ak-
sjomaty. 

Pojęcie  prawdy  jest  tu  zrelatywizowanym  do  języka  pojęciem  pierwotnym, 

ewidentnie  nieredukowalnym  do  pozostałych.  Można  wprawdzie  założyć,  że 
zbiór zdań prawdziwych danego języka pokrywa się ze zbiorem jego tez, czyli z 
Cn(Ax), ale tylko wtedy, gdy zbiór tez jest zupełny, co w naukach dedukcyjnych 
jest rzadkością. 

Ktoś mógłby zauważyć, że kolekcjonując warunki, które powinien spełniać 

zbiór  zdań  prawdziwych  w  danym,  ale  dowolnym  języku  pominęliśmy  rzecz  z 
punktu  widzenia  Tarskiego  najistotniejszą:  warunek  zawarty  w  jego  słynnej 
„Umowie P”. Otóż pominęliśmy go dlatego, że umowa ta nie nakłada żadnych 
dodatkowych warunków na zbiór zdań prawdziwych. Mówi jedynie o tym, jak 
taki zbiór należy zdefiniować w przypadku konkretnego języka, a ściślej, o tym, 
co  z  takiej  definicji  powinno  wynikać.  Jak  wiadomo,  powinny  z  niej  wynikać 
słynne T-równoważności.  

Spełnianie  tego  postulatu  uważa  Tarski  za  warunek  „merytorycznej  trafno-

ś

ci” definicji w sensie jej zgodności z „klasyczną” koncepcją prawdy, samą zaś 

spełniającą  go  definicję  nazywa  „semantyczną”  (w  odróżnieniu  od  „struktural-
nej”  definicji  zbioru  tez).  Nasuwa  się  tu  pytanie,  czy  definiując  zbiór  zdań 
prawdziwych sposobem „strukturalnym” (co jest możliwe, gdy zbiór tez jest zu-
pełny)  stworzylibyśmy  definicję  „nietrafną”?  Tak  mógłby  stwierdzić  filozof 
utrzymując, że jeśli nawet zdania prawdziwe pewnego języka różnią się od po-
zostałych pewną cechą strukturalną, to przecież „nie dlatego” są prawdziwe. Na-
tomiast  z  punktu  widzenia  „metodologii  nauk  dedukcyjnych”  Tarskiego  wyż-
szość metody „semantycznej” polegała po prostu na jej większej uniwersalności. 
Odnosi  się  wrażenie,  że  Tarski  gotów  byłby  zaakceptować  każdy  sposób  defi-
niowania  zbioru  Ver,  —  a  więc  również  „strukturalny”  —  który  pozwoliłby 
przypisać mu wyszczególnione tu własności. Natomiast znamienny jest fakt, że 
nie potrafił wskazać żadnego innego równie uniwersalnego sposobu, poza tym, 
który podpowiedziały mu „klasyczne” intuicje filozoficzne. 

Zauważmy, że utożsamiając pojęcie nauki dedukcyjnej z klasą struktur typu 

J

T

 = 〈〈〈〈 AZCnAxVer〉〉〉〉 

spełniających  przedstawione  powyżej  warunki  stworzylibyśmy  pojecie  teore-
tycznie  jałowe,  gdyby  poważne  przykłady  tego  rodzaju  struktur  nie  dały  się 
skonstruować. A jak wiadomo, problem, z którym zmagał się Tarski, polegał na 
tym, jak do znanych i dających się „strukturalnie” opisać elementów AZCn
Ax dołączyć równie ściśle zdefiniowany obiekt Ver. Zaproponowanym przezeń     
rozwiązaniem  tego  problemu  było  właśnie  zastosowanie  metody  „semantycz-
nej”.  Tarski  wykorzystał  tu  fakt,  że  zbiór  zdań  (a  ściślej:  formuł  zdaniowych)  
danego  języka  definiuje  się  rekurencyjnie  według stopnia złożoności i tę samą 
procedurę zastosował do zbioru zdań prawdziwych. Metodę tę wprawdzie tylko 

background image

 

11

naszkicował i zilustrował konkretnym przykładem, ale przy tak ogólnym pojęciu 
języka,  jakim  implicite  dysponował,  niczego  ponadto  nie  można  było  oczeki-
wać.  

Tarski przyznawał, że różnica między strukturalną a semantyczną defini-

cją zbioru zdań prawdziwych była dlań trudno uchwytna, zaś sposób, w jaki ów 
zbiór zdefiniował jest nadal przedmiotem kontrowersji, do których on sam się w 
pewnej  mierze  przyczynił  wypowiedziami,  które  można  uznać  za  niefortunne. 
Jedna  z  tych  kontrowersji  dotyczy  tego,  czy  przedstawiona  przezeń  definicja 
istotnie jest semantyczna.

30

 

W  konstrukcji  Tarskiego  punktem  wyjścia  jest  „Umowa  P”.  Jest  to  w 

istocie wskazówka heurystyczna postulująca, aby w przypadku konkretnego ję-
zyka J

T

 z definicji zbioru Ver wynikały wszystkie T-równoważności postaci: 

α∈

Ver wtedy i tylko wtedy, gdy p

gdzie p ma być zdaniem metajęzyka (w naszym ujęciu — języka teorii mnogo-
ś

ci).  Zdaniami  metajęzyka  są  również  wszystkie  T-równoważności,  natomiast 

sama  „Umowa  P”  nie  może  być  sformułowana  w  metajęzyku,  ponieważ  mówi 
się  w  niej  o  zdaniach  metajęzyka  (jest  zatem  zdaniem  meta-metajęzyka).  Tym 
samym  —  jak  już  zauważyliśmy  —  nie  nakłada żadnych dodatkowych warun-
ków na zbiór Ver, który jako pewien obiekt teoriomnogościowy powinien być 
zdefiniowany w języku teorii mnogości.  

Z  perspektywy  meta-metajęzykowej  T-równoważności  odwzorowują 

zbiór zdań języka J

w zbiór zdań języka metateorii. Odwzorowanie to nazywał 

Tarski  przekładem  zakładając,  że  odpowiadające  sobie  zdania  mają  być  rów-
noznaczne
. Było to niefortunne nie tylko dlatego, że sprowokowało zarzut od-
woływania się do niejasnego pojęcia znaczenia. Przede wszystkim dlatego, wy-
rażeniom języka J

T

 żadne znaczenia nie zostały wcześniej przypisane 

31

, czym-

kolwiek by one być miały. Można by co najwyżej oczekiwać, że z chwilą sfor-
mułowania  definicji  zbioru  Ver  zostaną  im  jakieś  znaczenia  przypisane  za  po-
ś

rednictwem owej definicji.  

Natomiast jeśli na T-równoważności spojrzymy z pragmatycznego punk-

tu widzenia, to zauważymy coś istotnego, czego nie da się wyrazić ani w meta-
języku  (tj.  języku  teorii  mnogości),  ani  w  meta-metajęzyku,  który  ma  być  wy-
łącznie „morfologią” metajęzyka. Chodzi o to, że w T-równoważnościach zda-
nia języka J

T

 zostały nazwane, a zdania metajęzyka użyte. Oznacza to, że meta-

język  jest  dla  nas  tym  językiem,  którym  się  aktualnie  posługujemy,  temu  zaś 
towarzyszy nasze nieodparte przekonanie, że jego wyrażenia faktycznie mają — 
używając  słów  Tarskiego  —  „konkretne  i  zrozumiałe  dla  nas  znaczenie”.  Co 
więcej,    jesteśmy  przekonani,  że  używając  tych  wyrażeń  „mówimy  o  czymś” 
czyli,  że  odnoszą  się  one,  w przypadku stałych — w sposób jednoznaczny, do 

                                                           

30

 Kwestionowali to m. in. J. Etchemedy i H. Putnam. 

31

 Odnosi się to również do języków sformalizowanych, które ma na uwadze Tarski, skoro jego zda-

niem mają to być języki „sztucznie skonstruowane”, a ich wyrażeniom żadne znaczenia nie zostały 
explicite przypisane. 

background image

 

12

pewnych przedmiotów (tu, do konkretnych zbiorów, na przykład zbioru pustego, 
zbioru  wszystkich  indywiduów,  zbioru  wszystkich  jego  podzbiorów  itp.).  Po-
nadto niektóre zdania metajęzyka są przez nas uznawane, ponieważ — używa-
jąc słów Tarskiego — „wydają się intuicyjnie prawdziwe”, a często wydają się 
takie dlatego, że „intuicyjnie wynikają” z innych zdań uznanych. Jeśli te zdro-
worozsądkowe  przekonania,  będące  wyrazem  realizmu  teoriopoznawczego 
odrzucimy, to istotnie zagadnienie podjęte przez Tarskiego „traci wszelką rację 
bytu  i  przestaje  być  po  prostu  zrozumiałe”.  Jednakże  owe  zdroworozsądkowe 
przekonania  odnoszą  się  metajęzyka,  a  nie  do  języka  sformalizowanego,  który 
konstruujemy  celem  formalizacji  pewnej  „nauki  dedukcyjnej”.  Język  sformali-
zowany jest tu obiektem teoriomnogościowym, o którym mówimy, a możemy 
o nim powiedzieć tylko tyle, ile da się wyrazić w języku teorii mnogości.  

Czego zatem mógł Tarski wymagać od przekładu konstytuowanego przez 

T-równoważności?    Przekład  we  właściwym  tego  słowa  znaczeniu  to  relacja 
między  wyrażeniami  zazwyczaj  dwu  różnych  języków,  zatem  w  rozważanym 
przypadku  —  konkretnego  języka  J

T

  i  jego  metajęzyka.  Może  on  być  opisany 

wyłącznie  w  meta-metajęzyku,  zaopatrzonym  w  nazwy  wyrażeń  metajęzyka. 
Lecz jeśli nie można lub nie należy tu mówić o równoznaczności, to jakie wa-
runki powinna spełniać owa relacja przekładu? 

Jeśli  naszym  celem  jest  formalizacja  jakiejś  szczegółowej „nauki deduk-

cyjnej”, a jako metateorię przyjęliśmy teorię mnogości, to zapewne dlatego, że 
uważamy ją za siedzibę wielu „nauk dedukcyjnych”, które preegzystują w niej 
w postaci niesformalizowanej. Postulujemy zatem, aby aksjomaty Ax języka J

T

 

odpowiadały tezom metateorii aksjomatyzującym zadowalająco upatrzoną przez 
nas „naukę dedukcyjną”. Postulujemy ponadto, aby operacja Cn była odwzoro-
waniem  intuicyjnego  pojęcia  wynikania  między  zdaniami  metateorii.  Nic  nie 
wskazuje na to, by pod hasłem „równoznaczności” kryły się jakieś inne postula-
ty, które „Umowa P”  nakłada na T-równoważności, a postulaty tutaj wyszcze-
gólnione są właśnie takie a nie inne, ponieważ jesteśmy przekonani, iż tezy me-
tateorii są „intuicyjnie prawdziwe” jak również wszelkie zdania, które „intuicyj-
nie wynikają” ze zdań „intuicyjnie prawdziwych”. To te przekonania sprawiły, 
ż

e w naszej definicji pojęcia języka, odpowiadającej — jak zakładamy  — po-

glądom Tarskiego, na zbiór zdań Ver zostały nałożone warunki: 

(a) Cn(Ver

 Ver 

(b) Ver 

 

(c) Dla dowolnego 

α

 

 Z, jeżeli 

α∉

Ver, to Cn(Ver 

{

α

}) = 

(d) Cn(Ax

 Ver. 

Są  to  —  jak  widać  —  warunki  charakteryzujące  czysto  formalne  związki 

zbioru  Ver  z  innymi  elementami  konstytutywnymi  konkretnego  języka  J

T

.    

tym, jaka jest zawartość zbioru Ver w tym języku, miała nas poinformować do-
piero semantyczna definicja tego zbioru czyniąca zadość „Umowie  P”.  Z defi-
nicji tej istotnie możemy — korzystając z aksjomatów metateorii — dowiedzieć 
się,  że  prawdziwe  są  wszystkie  tezy  języka  J

T

.  Czy  tylko  one?  Niekoniecznie, 

background image

 

13

bowiem  wśród  zdań  języka  J

T

  mogą  znaleźć  się  również  takie,  które  są  odpo-

wiednikami tez metateorii, a nie są tezami języka J

T

. Ponadto, zgodnie z wyni-

kającą z definicji zbioru Ver zasadą wyłączonego środka, prawdziwe są również 
pewne  zdania  języka  J

T

,  których  odpowiednikami  w  metajęzyku  są  zdania  nie 

będące tezami metateorii, jednakże na pytanie, które to są zdania, metateoria — 
jako teoria niezupełna — nie odpowiada. Tak niewątpliwie postrzegał to Tarski 
pisząc: 

„Aczkolwiek definicja ta nie daje sama przez się żadnego ogólnego kryterium prawdy, 
to  jednak  w  wielu  przypadkach  wspomniane  tezy  [chodzi  o  T-równoważności  —  A. 
N.] pozwalają definitywnie rozstrzygnąć kwestię prawdziwości lub fałszywości bada-
nego zdania.”

32

 

Wynika  stąd,  że  definicja  zbioru  zdań  prawdziwych  konkretnego  języka 

sformalizowanego  dostarcza  przynajmniej  cząstkowego  kryterium  prawdzi-
wości
 pewnych jego zdań. Można tak utrzymywać przy założeniu, że prawdziwe 
są tezy metateorii, a kryterium ich prawdziwości jest ich wywodliwość z praw-
dziwych  aksjomatów.  Sugeruje  to,  że  jakieś  pojęcie  prawdy  odnoszące  się  do 
zdań metateorii zostało tu założone. 

Natomiast odwoływanie się w opisie procedury mającej prowadzić do wy-

różnienia  zbioru  zdań  prawdziwych  do  pojęcia  równoznaczności  było  —  na-
szym  zdaniem  —  zbędne,  a  tym  samym  zarzut,  iż  Tarski  się  owym  niejasnym 
pojęciem posłużył bez próby jego eksplikacji należy uchylić. Natomiast rozwa-
ż

yć należy pytanie, czy sposób definiowania zbioru zdań prawdziwych spełnia-

jący  postulaty  „Umowy  P”  jest  rzeczywiście  metodą  semantyczną,  a  ponadto, 
czy  stanowi  eksplikację  korespondencyjnego  pojęcia  prawdy?  Jest  to  —  jak 
wiadomo — przedmiotem sporu. W traktacie Tarskiego znajdujemy charaktery-
stykę pojęć semantycznych uchodzącą dziś za„klasyczną”. 

„Cechę  charakterystyczną  pojęć  semantycznych  stanowi  ta  okoliczność,  że  wyrażają 
one pewne zależności między wyrażeniami języka a przedmiotami «o których w tych 
wyrażeniach  mowa»,  względnie  że  przy  pomocy  podobnych  zależności  wyodrębniają 
pewne kategorie wyrażeń lub innych przedmiotów.”

33

 

 

Autorzy utrzymujący, że mamy tu do czynienia z definicją semantyczną, 

powołują się na to, że Tarski skorzystał w niej z pomocniczego pojęcia spełnia-
nia, które oznacza właśnie jedną z zależności między wyrażeniami a przedmio-
tami. Jednakże sam Tarski utrzymywał, że udało mu się sprowadzić pojęcia se-
mantyczne  do  „strukturalnoopisowych”,  czyli  do  pojęć  z  zakresu  „morfologii 
języka”.

34

 Narzuca się zatem pytanie: czy rzeczywiście się udało, a jeśli tak, to 

czy nie podważa to swoistości pojęć semantycznych? 

                                                           

32

 Prawda, s. 119. 

33

 Tamże, s. 139. 

34

 Zmierzając do tego Tarski powoływał się na precedens: „...oto do pojęć strukturalnoopisowych uda-

ło się sprowadzić pewne pojęcia odmiennej natury, różniące się od poprzednich zarówno genezą, jak i 
potocznym sensem, mianowicie pojęcie konsekwencji wraz z szeregiem pojęć pokrewnych, jako dział 
morfologii  udało  się  ugruntować  to,  co  można  by  nazwać  logiką  danej  nauki.”  (Prawda,  s.  138  – 
139.)W przypisie Tarski wyraża wątpliwość, czy „sprowadzenie to zostało dokonane bez reszty”. Fak-
tycznie dokonane zostało wyłącznie dla języków elementarnych. Stwarza to oczywiście problem, jak 

background image

 

14

 

Zauważmy, jak Tarski wprowadza pojęcie spełniania w zastosowaniu do 

wzorcowego języka algebry klas. W języku tym niema stałych indywiduowych, 
zatem zdania otrzymuje się z funkcji zdaniowych przez wiązanie występujących 
w  nich  zmiennych  wolnych  kwantyfikatorami.  Elementarna  funkcja  zdaniowa 
ma tu postać Iv

k

v

l

. Mówi się, że jest ona spełniona przez nieskończony ciąg klas 

f =f

1

, ...,f

n

,...〉 

wtedy i tylko wtedy, gdy f

  f

l

. Znak 

 jest tu predykatem metajęzyka oznacza-

jącym relację zawierania między klasami potraktowanym jako „równoznaczny” 
odpowiednik predykatu I. Jest oczywiste, że w definicji pojęcia spełniania znak 

 pełni rolę istotną, skoro zastąpienie go, na przykład znakiem 

 (symbolizują-

cym „ostre” zawieranie) zmieniłoby zakres terminu „funkcja zdaniowa spełnio-
na przez ciąg f”, a w rezultacie terminu „zdanie prawdziwe”. Wszystkie pozosta-
łe wyrażenia metajęzyka pełnią tu raczej rolę pomocniczą. Tarski był przekona-
ny, że zdefiniował pojęcie spełniania na gruncie „morfologii”, ponieważ pojęcie 
zawierania  się  klas  było  w  niej  jednym  z  pomocniczych  pojęć  „ogólnologicz-
nych”. Ale pojęcie to pełniło tu również inną rolę: skoro znak 

 miał zarazem 

być owym „równoznacznym” przekładem predykatu I.  

Jeśli określenie „równoznaczny” zignorujemy, to pojawi się pytanie o na-

turę  zależności  między  predykatem  I  a  relacją  zawierania 

.  Otóż  definicja 

spełniania,  która  jest  tu  definicją  projektującą,  zakłada implicite, iż I denotuje 

.  Podobnie,  ustalając  (za  pomocą  indeksów  liczbowych)    korelację  między 

zmiennymi a elementami ciągu f , definicja ta postuluje związek zwany warto-
ś

ciowaniem zmiennych. Nasuwa to podejrzenie, że definiując pojęcie spełniania 

Tarski  odwołuje  się  implicite  do  dwóch  pojęć  natury  semantycznej,  których 
uprzednio nie zdefiniował.

35

 Byłoby to niezgodne z deklaracją, iż zmierzając do 

definicji zdania prawdziwego nie posłuży żadnym pojęciem semantycznym, któ-
rego by uprzednio nie zdefiniował za pomocą innych pojęć. Gdyby to podejrze-
nie było zasadne, to omawiana definicja spełniania (i odwołująca się do niej de-
finicja  zbioru  zdań  prawdziwych)  byłaby  istotnie  definicją  semantyczną,  ale 
oznaczałoby to  zarazem, że nie powiódł się program „sprowadzenia tych pojęć 
do pojęć strukturalnoopisowych  — o jasnej i wyraźnej treści i oczywistych wła-
snościach”.

36

 

Jednakże  podejrzenie,  że  Tarski  posługuje  się  niezdefiniowanymi  poję-

ciami semantycznymi, nie wydaje się trafne. Nawet jeśli uznamy, że w definicji 
spełniania  powinny  wystąpić  explicite  pojęcia  denotowania  i  wartościowania 
zmiennych,  to  pojęcia  te  można  zdefiniować  bez  odwoływania  się  do  innych 
pojęć  semantycznych.  Kiedy  w  języku  występują  (  jak  w  języku  algebry  Bo-
ole’a) funktory nazwotwórcze, pojęcie denotowania jest niezbędne jako poprze-
dzające  pojęcie  spełniania,  zaś  jeśli  w  języku  (np.  w  języku  dwuelementowej 

                                                                                                                                                                                     

w przypadku naszego pojęcie języka interpretować operację Cnstrukturalnie, czy semantycznie. Je-
ż

eli semantycznie, to należałoby odwołać się do teoriomodelowego pojęcia prawdy. 

35

 Janowi Zygmuntowi zawdzięczam informację, że do podobnego wniosku doszedł Hao Wang.  

36

 Prawda, s. 139

background image

 

15

algebry  Boole’a)  nie  ma    zmiennych,  to  zbędne  okaże  się  pojęcie  spełniania  i 
zbiór  zdań  prawdziwych  można  zdefiniować  korzystając  wyłącznie  z  pojęcia 
denotowania. W skrajnie uproszczonym języku, w którym występują wyłącznie 
zdania elementarne i zdania molekularne (tworzone przez łączenie zdań elemen-
tarnych spójnikami) zbiór zdań prawdziwych można zdefiniować bez pośrednic-
twa pojęć oznaczających relacje między wyrażeniami a przedmiotami.

37

 

 Otóż we wszystkich wymienionych tu przypadkach zbiór zdań prawdzi-

wych  definiuje  się  za  pomocą  „przedmiotowych”  wyrażeń  metajęzyka,  czyli 
wyrażeń,  o  których  z  góry  zakładamy,  że  odnoszą  się  do  jakichś  przedmiotów 
pozajęzykowych. Zatem nie są to wyrażenia „strukturalnoopisowe”, a ich obec-
ność na terenie „morfologii języka” jest uwarunkowana wyborem „nauki deduk-
cyjnej”, którą zamierzamy formalizować. W teorii prawdy Tarskiego mamy za-
tem do czynienia z redukcją pojęć semantycznych nie do pojęć strukturalnoopi-
sowych, lecz do „przedmiotowych” pojęć metajęzyka. Trzeba jednakże zauwa-
ż

yć, że nie definiuje się tu żadnych pojęć ogólnych, lecz tylko podaje się jedno-

znaczną  charakterystykę  relacji  między  wyrażeniami  konkretnego  języka,  a 
przyporządkowanymi im przedmiotami. To, co nazywamy tu pojęciami seman-
tycznymi, to nie są  żadne pojęcia zrelatywizowane do języka w przyjętym tu 
znaczeniu. Wprawdzie faktem jest, że z terminami takimi jak „denotuje”, „speł-
nia” itp. wiążemy intuicyjnie pewien sens ogólny,  ale nie został on tutaj sprecy-
zowany. U filozofów, którzy chcieliby wiedzieć na czym polega „odnoszenie się 
słów do przedmiotów”, wywołuje to pewien niedosyt, podobnie jak — wpraw-
dzie  ogólne  i  zrelatywizowane  do  języka  —  pojęcie  prawdy  traktowane  jako 
pierwotne.  

Wywody powyższe można podsumować jak następuje. Jeżeli potraktuje-

my poważnie deklarację Tarskiego, iż pojęcie zdania prawdziwego powinno być 
zrelatywizowane  do  języka  jako  obiektu  logicznie  prostszego  od  pojęcia  zna-
czenia (a zatem nie odwołującego się w swojej charakterystyce do pojęcia zna-
czenia), to pojęcie zdania prawdziwego spełniające klasyczne zasady metalo-
giczne (niesprzeczności, zupełności, zasadę wyłączonego środka) trzeba potrak-
tować jako pierwotne. Nie można zatem utrzymywać, że Tarski zdefiniował tak 
rozumiane pojęcie za pomocą innych pojęć zrelatywizowanych do języka. Poję-
cie to musiało być potraktowane jako pierwotne. 

Czego  zatem  dokonał  Tarski?  Otóż  wskazał  on  metodę,  która  pozwala 

zdefiniować zbiór zdań prawdziwych konkretnego języka w odpowiedniej meta-
teorii. Z dzisiejszego punktu widzenia, dla wszelkich „nauk dedukcyjnych”, ja-
kie Tarski zapewne miał na myśli, taką metateorią jest teoria mnogości. 

Czy tak opisane dokonanie Tarskiego ma jakieś istotne implikacje filozo-

ficzne? Naszym zdaniem ma. Jeśli zbioru zdań prawdziwych danego języka nie 
można  (poza  nielicznymi  przypadkami,  kiedy  zbiór  tez  jest  zupełny)  zdefinio-

                                                           

37

 Co prawda w angielskim przekładzie artykułu „O ugruntowaniu naukowej semantyki” Tarski mówi 

o  pojęciach  semantycznych,  że  wyrażają  związki  między  wyrażeniami  a  przedmiotami  „  i  stanami 
rzeczy”, co sugeruje, że członami relacji semantycznych mogą być również zdania. 

background image

 

16

wać  w  żaden  inny  sposób,  to  wynika  stąd  poważny  argument  na  rzecz  kore-
spondencyjnej teorii prawdy. Jaki to argument? Otóż polega on na tym, że z teo-
rii prawdy Tarskiego wynika, iż prawdziwość zdań jest uwarunkowana tym, co 
się  dzieje  w  „rzeczywistości  pozajęzykowej”  i  to  tej,  „o  której  mowa”.  Argu-
ment ten oczywiście zachowuje swój walor tylko dla tych, którzy utrzymują, że 
używając wyrażeń rzeczywiście „o czymś mówimy”. Jednakże filozofowie, któ-
rzy  poddają  to  w  wątpliwość,  nie  mają  powodów  ani  podstaw,  aby  wiązać  ze 
zbiorem zdań prawdziwych te własności, które z założenia przypisał mu Tarski. 
Toteż często  odrzucają zasadę wyłączonego środka i zastępują pojęcie prawdy 
pojęciem „racjonalnej akceptowalności”.  

W naszym ujęciu, ograniczonym co prawda — podobnie jak u Tarskiego 

— do „języków nauk dedukcyjnych”, granicę między językiem a „rzeczywisto-
ś

cią  pozajęzykową”  da  się  przeprowadzić  w  sposób  ścisły.  Jako  uniwersalną 

metateorię  przyjęliśmy  tu  system  teorii  mnogości  z  przeliczalnym  zbiorem  in-
dywiduów. W takiej teorii wszystkie terminy stałe, które można w niej explicite 
zdefiniować, odnoszą się do obiektów formalnych rozumianych jako niezmien-
niki wszelkich permutacji zbioru indywiduów. Zakładamy, że „nauki dedukcyj-
ne”, o których mówi Tarski, to nauki formalne, czyli takie, w których mówi się 
wyłącznie o obiektach formalnych (mówiąc bardziej precyzyjnie: tylko obiekty 
formalne mogą tu być denotacjami wyrażeń).

38

 Takim obiektem formalnym jest 

między innymi zbiór wszystkich indywiduów, ale nie jego podzbiory (z wyjąt-
kiem pustego) ani poszczególne indywidua. Tymczasem konstruując konkretny 
język  musimy  pewne  indywidua  wyróżnić  i  odróżnić  od  siebie  jako  elementy 
alfabetu wprowadzając do języka teorii mnogości ich nazwy. Korzystając z tych 
nazw, możemy konstruować nazwy wyrażeń złożonych rozumianych jako ciągi 
wyróżnionych indywiduów. Można zatem przyjąć, że każdy konkretny język to 
twór skonstruowany z „obiektów językowych”, którymi są niepuste zbiory (do-
wolnego rzędu) ufundowane nad jego alfabetem. Takimi obiektami są miedzy 
innymi zdania, klasy zdań i wszelkie operacje na zdaniach. Otóż żaden z takich 
obiektów  językowych  nie  jest  obiektem  formalnym.  W  świecie  teoriomnogo-
ś

ciowym  obejmującym  to,  „o  czym  mowa”  w  naukach  dedukcyjnych  są  one 

„ciałami obcymi”, które znalazły się tam na skutek wyróżnienia pewnych indy-
widuów.  Zdań  tak  rozumianych  języków  jednakże  nie  sposób  podzielić  na 
prawdziwe i fałszywe inaczej, jak ustalając korelacje między obiektami języko-
wymi a różnymi od nich obiektami formalnymi składającymi się na „rzeczywi-
stość  pozajęzykową”.  I  na  tym  polega  semantyczny  charakter  metody  definio-
wania zbioru zdań prawdziwych zaproponowany przez Tarskiego. A ponieważ 
prawdziwość zdania zależy tu od tego, „jak się rzeczy mają” w świecie teoriom-

                                                           

38

 Sądzę, że Tarski mógłby się zgodzić z taką charakterystyką nauk dedukcyjnych. Zapewne miał na 

myśli logikę i matematykę, czyli dyscypliny zaliczane powszechnie do „nauk formalnych” (przeciw-
stawianych  „naukom  realnym”,  czyli  empirycznym.  Jestem  przekonany,  że  nie  zaliczyłby  do  nauk 
dedukcyjnych  dowolnych  teorii  aksjomatycznych  bez względu na przypisywane im interpretacje (na 
przykład zaksjomatyzowaną przez siebie, wspólnie z J. Woodgerem, genetykę, która jest nauką „real-
ną”, czyli empiryczną). 

background image

 

17

nogościowym, można utrzymywać, że mamy tu do czynienia z eksplikacją kore-
spondencyjnej  koncepcji  prawdy  na  użytek  nauk  dedukcyjnych,  czyli  formal-
nych. 

Ktoś mógłby zauważyć, że nie tylko formalnych, skoro w późniejszej pu-

blikacji sam Tarski rozważa możliwość zdefiniowania zbioru zdań prawdziwych 
w również w językach nauk empirycznych. Czym różnią się takie języki od ję-
zyków nauk dedukcyjnych? Tarski wyjaśnia to następująco: 

„W  takich  językach  uznawanie  zdań  może  np.  nie  zawsze  zależeć  od  ich  formy,  ale 
czasem od innych , pozajęzykowych czynników. Skonstruowanie języka tego typu — 
a  zwłaszcza  języka,  który  by  się  okazał  wystarczający  dla  szerokiej  dziedziny  nauk 
empirycznych — byłoby naprawdę rzeczą ciekawą i ważną."

39

 

 

Autor ma tu niewątpliwie na myśli jakieś reguły uznawania zdań na pod-

stawie  danych  empirycznych,  reguły,  które  byłyby  konstytutywne  dla  języka 
podobnie jak aksjomaty i reguły wyznaczające operację konsekwencji. Lecz je-
ś

li  obecność  takich  reguł  miałaby  coś  wnosić  do  charakterystyki  zbioru  zdań 

prawdziwych,  to  powinny  to  być  reguły  „prawdotwórcze”  podobnie  jak  aksjo-
maty. Ponieważ istnienie takich reguł jest wielce wątpliwe (wszelkie procedury 
uznawania  zdań  ma  podstawie  obserwacji  uważa  się  za  zawodne),  uwagę  Tar-
skiego dotyczącą możliwości rozszerzenia zakresu języków i nauk, dla których 
można  określić  zbiór  zdań  prawdziwych,  należy  uznać  za  marginesową.  Przy 
sparafrazowanej  tu  koncepcji  języka,  jego  teoria  prawdy  odnosi  się  wyłącznie 
do  języków  nauk  dedukcyjnych,  jak  to  zostało  zaanonsowane  w  tytule  rozpra-
wy.

40

  

Zauważmy, że w przedstawionej tu parafrazie język, o którym mowa i ję-

zyk metateorii, w którym o nim mówimy, to nie są obiekty homogeniczne. Ten 
pierwszy, to pewien osobliwy (bo nie formalny) obiekt teoriomnogościowy zbu-
dowany  z  indywiduów,  które  zostały  w  języku  metateorii  nazwane.  Możemy 
domniemywać  lub  zakładać  (chociaż nie potrafimy tego wyrazić w teoriomno-
gościowym  metajęzyku!),  że  są  to  jakieś  znaki  graficzne,  które  wyróżniamy 
przez wskazanie (czyli ostensywnie). Może się wówczas zdarzyć, że są to zara-
zem pewne znaki, którymi posługujemy się w metateorii, ale nie oznacza to, że 
język,  o  którym  mowa,  jest  fragmentem metajęzyka. Zdania tego pierwszego 
są obiektami abstrakcyjnymi (ciągami indywiduów), tymczasem zdania metaję-
zyka,  jako  języka,  którym  się  posługujemy,  są  napisami  zbudowanymi  ze  zna-
ków  układanych  w  porządku  liniowym.  Wyrażenia  te  wytwarzamy,  postrzega-
my, uznajemy i możemy je „morfologicznie” opisywać.  

W ujęciu Tarskiego język, o którym mowa, czyli — jego terminologii — 

język przedmiotowy jest podobnej natury, co metajęzyk, a zatem może być je-
go  fragmentem.  Jest  to  przypadek  szczególny,  ale  bywa  on  często  traktowany 

                                                           

39

 Prawda, s. 240. 

40

 Dla uniknięcia pewnych nieporozumień korzystne byłoby połączenie tego tytułu z tytułem przekła-

du niemieckiego. Otrzymalibyśmy wówczas: „Pojęcie prawdy w sformalizowanych językach nauk 
dedukcyjnych”, co zwróciłoby uwagę na to, że mamy tu do czynienia z procesem formalizacji „nauki 
dedukcyjnej” egzystującej uprzednio  w postaci niesformalizowanej w metajęzyku. 

background image

 

18

jako „ten właściwy”. Przyczynia się do tego fakt, że hasłem wywoławczym teo-
rii prawdy Tarskiego, stała się przekładana na wiele języków równoważność: 

Zdanie  „śnieg  jest  biały”  jest  prawdziwe  wtedy  i  tylko wtedy, gdy śnieg 
jest biały. 

 

Zdanie, o którym tu mowa, jest zarazem zdaniem metajęzyka, w którym o 

nim mowa. A ponieważ z wszelkimi zdaniami metajęzyka wiążemy „konkretne 
i zrozumiałe dla nas znaczenie”, możemy (chociaż nie musimy!) założyć, że to 
samo  znaczenie  przysługuje  zdaniom  języka  przedmiotowego.  Przytoczona  tu 
słynna  równoważność  jest  zdaniem  języka  polskiego  i  mówi  pewnym  zdaniu 
tegoż języka, że jest prawdziwe. Domyślamy się, że jest prawdziwe w języku 
polskim
, bo przecież mogłoby ono wystąpić również w innym języku, w którym 
byłoby fałszywe. Konieczność relatywizacji do języka wręcz się tu narzuca, za-
tem omawiana równoważność w pełnym brzmieniu powinna mieć postać: 

Zdanie  języka  polskiego  „śnieg  jest  biały”  jest  prawdziwe w tym języku 
wtedy i tylko wtedy, gdy śnieg jest biały. 

 

Takie sformułowanie skłania do postawienia pytania ogólnego: Kiedy to 

jakieś zdanie pewnego języka jest w tym języku prawdziwe?  Zapewne wielu 
filozofów chciałoby znać odpowiedź na takie właśnie pytanie.

41

 Odpowiedź na 

nie wymagałaby oczywiście wypracowania takiej koncepcji języka, do którego 
pojęcie prawdy mogło być zrelatywizowane. Jeśli koncepcja taka miałaby obej-
mować języki naturalne nie obciążone z góry pewnymi parametrami semantycz-
nymi, to należałoby sprowadzić pojęcie prawdy do składniowych i pragmatycz-
nych aspektów języka, co jest zapewne niewykonalne. Dlatego pewni filozofo-
wie i logicy wolą zajmować się innym zagadnieniem, od którego zaczynał swoje 
dociekania Tarski: Jak do pewnego języka wprowadzić predykat „jest praw-
dziwe
” odnoszący się do zdań tegoż języka, a przy tym uchylić groźbę anty-
nomii? 
 

Zakłada się wówczas, że „jest prawdziwe” ma się odnosić do zdań w spo-

sób bezwzględny, czyli bez jakichkolwiek relatywizacji, a wszystkie równoważ-
ności w rodzaju: 

Zdanie  „śnieg  jest  biały”  jest  prawdziwe  wtedy  i  tylko  wtedy,  gdy  śnieg 
jest biały. 

wzięte  dosłownie  mają  być  bezwzględnie  uznawane,  czyli  stanowić  swego  ro-
dzaju  aksjomaty  języka.  Ponadto  utrzymuje  się,  że  wszystkie  takie  równoważ-
ności wyczerpują treść predykatu „jest prawdziwe”, a przynajmniej charaktery-
zują jednoznacznie jego zakres. Można je zatem uważać za cząstkowe definicje 
tego predykatu, a ich zbiór za pełną definicję, chociaż nie w ścisłym tego słowa 
znaczeniu. Trzeba tu zauważyć, że sam Tarski określał wspomniane równoważ-
ności mianem „cząstkowych definicji prawdy”, a o definicji ogólnej powiedział, 

                                                           

41

 Nie odnosi się to do tych filozofów, dla których nośnikami prawdy są sądy, ale oni mają inne kłopo-

tliwe problemy. 

background image

 

19

ż

e „musi być w pewnym określonym sensie logiczną koniunkcją wszystkich ta-

kich cząstkowych definicji”.

42

 

 

Tego rodzaju wypowiedzi Tarskiego będące komentarzem do równoważ-

ności, w których predykat „jest prawdziwe” pozbawiony jest relatywizacji, stały 
się podstawą przypisywania mu deflacyjnej koncepcji prawdy, czyli koncepcji 
pozbawionej  implikacji  filozoficznych  wiązanych  zazwyczaj  z  koncepcją  se-
mantyczną.  Autorem  jednej  z  nich,  zwanej  „dyskwotacyjną”  jest  Willard  Van 
Quine,  chociaż  on  sam  przypisuje  jej  autorstwo  Tarskiemu,  mówiąc,  że  to  on 
„...podjął niebezpieczne zadanie zdefiniowania prawdy dla danego języka w ra-
mach  tegoż  języka
  [podkreślenie moje – A. N.]przy zachowaniu minimum wa-
runków, które ratują tę sytuację”.

43

 

 

Chcąc  zdefiniować  w  pewnym  języku  predykat  „jest  prawdziwe”  odno-

szący  się  do  zdań  tegoż  języka  musimy  dysponować  ich  nazwami.

44

  Chociaż 

Quine  mówi  o  „przechodzeniu  na  poziom  semantyczny”,  to  semantyczny  cha-
rakter swojej koncepcji on sam poddaje w wątpliwość, mówiąc, że posługiwanie 
się  wewnątrzjęzykowym  pojęciem  prawdy  jest  tyko  środkiem  pozwalającym 
formułować  uogólnienia  w  inny  sposób  nieosiągalne. Na przykład uogólnienie 
w rodzaju: 

„Każde zdanie podpadające pod schemat «p lub nie p» jest prawdziwe.” 

Według Quine’a nie jest to zdanie o języku i jego związkach ze światem 

w  nim  przedstawianym,  lecz  tylko  sposób  mówienia  o  samym  świecie. „Praw-
dziwość  jest  własnością  zdania  —  mówi  Quine  —  lecz  własność  ta  polega  na 
tym,  że  świat  jest  taki,  jak  to  zdanie  głosi”.

45

  Nasz  przykład  głosi  zatem,  że 

ś

nieg jest biały lub nie jest biały, że trawa jest zielona lub nie jest zielona, itd. —

i nic poza tym. Naszym zdaniem można jednak mieć wątpliwość, czy dotyczy to 
wszelkich uogólnień, w których mowa o prawdziwości zdań. Na przykład, czy 
uogólnienie: 

„Wszystkie konsekwencje zdań prawdziwych są prawdziwe” 

rzeczywiście mówi coś tylko o świecie, a nic o języku? 
 

Jeśli  język,  do  którego  wprowadzamy  predykat  „jest  prawdziwe” jest ję-

zykiem, którym się posługujemy, to zazwyczaj towarzyszy temu przekonanie, że 
jego  wyrażenia  do  czegoś  się  odnoszą,  a  w  szczególności  nazwy  wyrażeń  do 
wyrażeń.  Można  zatem  powiedzieć  —  korzystając  z  przykładu  Quine’a  —  że 
„królik” denotuje króliki. Należałoby jednak dopowiedzieć, że jest tak w języku 

                                                           

42

 Prawda, s. 236. 

43

  W.  V,  Quine,  Na  tropach  prawdy,  wydawnictwo  SPACJA,  Warszawa  1997  (Tłum.  B.  Stanosz), 

s.131. Jednakże we wcześniejszej Filozofii logiki Quine pisał, że Tarski definiował pojęcie prawdy w 
metajęzyku różnym od języka przedmiotowego 

44

 W najprostszej i najłatwiej przyswajalnej postaci są to nazwy cudzysłowowe. Warto zauważyć, że 

traktując  wyrażenia  cudzysłowowe  jako  nazwy  wyrażeń  musimy  odwołać  się  do  ostensji,  bowiem 
nawet  gdy  posłużymy  się  opisem strukturalnym w rodzaju „wyrażenie utworzone z liter....” musimy 
wskazać  egzemplarze  liter.  Odwoływanie  się  do  ich  opisu  w  terminach  geometrii  pozwoliłoby  tego 
uniknąć, ale byłoby wielce uciążliwą ekstrawagancją. 

45

 Quine, Na tropach... s. 121. 

background image

 

20

polskim, co nastręcza pytanie: jakie pojęcie języka mamy tu na myśli? 

46

 Mamy 

tu oczywiście do czynienia z interpretacją teorii Tarskiego różną od naszej para-
frazy  i  związaną  raczej  z  językami  naturalnymi,  a  nie  z  językami  nauk  deduk-
cyjnych. 
 

Przejdźmy na koniec do teoriomodelowej koncepcji prawdy. Podobnie jak 

w  naszej  parafrazie,  można  tu  traktować  języki  jako  obiekty  teoriomnogościo-
we.  Jednakże  pragnąc  dysponować  ogólnym  pojęciem  prawdy odnoszącym się 
do  wielu różnych języków, należy dysponować wspólnym dla nich schematem 
budowy przedstawiającym wewnętrzną strukturę zdań i związków między zda-
niami,  co  pozwoli  określić  dla  każdego  języka  klasę  jego  modeli  semantycz-
nych
. To z kolei pozwoli zdefiniować ogólne pojęcie prawdy zrelatywizowane 
do modelu. 
Pragnąc mówić o prawdziwości zdań „po prostu”, musimy to poję-
cie zderelatywizować przez wskazanie konkretnego modelu. Pozostaje wówczas 
tylko relatywizacja do języka, ale ten musimy utożsamić z trójką uporządkowa-
ną 

 = 〈〈〈〈JM

M

M

M

M〉〉〉〉, 

gdzie J jest językiem scharakteryzowanym wyłącznie „strukturalnie”, M

M

M

M

 — kla-

są jego modeli semantycznych, zaś — wyróżnionym elementem tej klasy od-
powiadającym naszej zamierzonej interpretacji języka J jako języka pewnej teo-
rii.  Takie  podejście  pozwala  wprowadzić  —  jako  zrelatywizowane  do  języka 
pojęcia wtórne — pojęcie konsekwencji w języku JJJJ zdefiniowane jako pojęcie 
semantyczne oraz pojęcie zdania prawdziwego jako prawdziwego w modelu M
Jest jednak wątpliwe, aby taka definicja zadowoliła poszukiwaczy filozoficzne-
go  pojęcia  prawdy,  skoro  konstytutywnym  elementem  języka  uczyniono  tu 
fragment  rzeczywistości,  o  którym  mowa.  Przywykliśmy  bowiem  do  myśli,  że 
język  jest  konstruktem  złożonym  wyłącznie  z  wyrażeń,  spośród  których  przy-
najmniej niektóre odnoszą się do rzeczywistości pozajęzykowej. Zauważmy, że 
przedstawiona tu parafraza teorii Tarskiego warunek ten spełnia. 

*   *   * 

Postscriptum. Nie było moim zamiarem przedstawić — czerpiąc inspira-

cję  z  traktatu  Tarskiego  —jakąś  teorię  prawdy,  którą  skłonny  byłbym  zalecać. 
Dzieło  Tarskiego  dopuszcza  wiele  interpretacji,  mniej  lub  bardziej  uprawnio-
nych,  natomiast  przedstawiona  tu  parafraza  —  moim  zdaniem  —  w  dużym 
stopniu odpowiada jego intencjom, dopóki chodzi o pojęcie prawdy w naukach 
dedukcyjnych  (formalnych).  Wszak  zauważył  on,  że  identyfikując  takie  nauki 
nie  można  ograniczać  się  do  zbioru  zdań  i  zbioru  tez,  lecz  należy  również 
uwzględnić zbiór zdań prawdziwych, ten zaś można scharakteryzować odwo-
łując  się  do  interpretacji  wyrażeń  językowych.  Wydaje  się,  że  również  współ-
cześnie podejście matematyków do uprawianych przez nich teorii jest podobne. 
Stawiają oni pytanie o model standardowy teorii, ale lekceważą różnice między 

                                                           

46

 Quine ma na uwadze pragmatyczną koncepcję języka, co oczywiście wyklucza zdefiniowanie po-

jęcia prawdy jako zrelatywizowanego do języka i zapewne pozwala posługiwać się nim wyłącznie 
jako wewnątrzjęzykowym. Takie zresztą jest zdanie Quine’a. 

background image

 

21

modelami izomorficznymi. Chodzi im zatem właśnie o zbiór zdań prawdziwych, 
który jest taki sam we wszystkich modelach izomorficznych.