background image

Strona 1 z 37 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
MEDYTACJE BIBLIJNE 

Święta Urszula Ledóchowska 

Rozważania rekolekcyjne na Wielki Post 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 2 z 37 

 

JEZUS GŁOSI DOBRĄ NOWINĘ O KRÓLESTWIE BOŻYM  

I WZYWA DO NAWRÓCENIA 

 

Jakże powinniśmy cenić, kochać Ewangelię! Tam mamy wskazówki, jak postępować  

w każdej okoliczności życia. 
 
O, żebyśmy umiały przez częste jej czytanie 
wyrobić sobie taki jasny obraz Chrystusa, by 
Jego Boska postać towarzyszyła nam zawsze, 
żebyśmy  w  każdej  niepewności  umiały 
podnosić oczy do naszego Wodza i w 
przykładzie Jego życia szukać wskazówek co 
do naszego postępowania! 
Cudowna postaci Chrystusa,  muszę usilną 
pracą jakby odtworzyć dla siebie Twój obraz, 
tak żebym w ubóstwie, w niewygodach 
widziała Ciebie - czy to w biednej stajence 
betlejemskiej, czy też w warsztacie świętego 
Józefa  lub zgłodniałego,  zmęczonego  po 
pracy dnia przy studni Jakubowej. 
W chwilach radości niech Cię widzę podczas 
godów weselnych w Kanie Galilejskiej. 
Niech pola pokryte zbożem przypominają mi 
Twe współczucie dla ludu zostawionego jak 
owce bez pasterza i Twą zachętę, by modlić 
się o robotników dla żniwa Bożego. 

Wody jeziora - Ciebie uczącego z łodzi rzesze 
stojące nad brzegiem. 
Burze  i  wichry  -  Twą  Boską  potęgę,  która  
uciszyła wzburzone żywioły. 
Gdy na mnie spadną krzyże i cierpienia, niech 
widzę  Ciebie  smutnego  aż  do  śmierci, 
pocącego  się krwią w Ogrójcu,  Ciebie 
ukoronowanego  cierniem,  oblanego  krwią 
przy kolumnie biczowania. 
W  upokorzeniu  -  Ciebie,  Panie,  na 
pośmiewisko  królem  nazwanego,  przez 
Heroda wyśmianego i spoliczkowanego. 
W troskach i prześladowaniu - Ciebie krzyż 
dźwigającego, na krzyżu umierającego. 
Jezu, niech Ewangelia Twoja staje się dla 
mnie  drogowskazem,  wierną  przyjaciółką 
każdego dnia, światłością rozpraszającą cienie 
zwątpienia, smutku, pokus i śmierci. 
Panie, często, bardzo często przeczytam sobie 
choć stroniczkę Ewangelii. 

Niech nie będzie dla mnie piękniejszej książki nad Ciebie, Ewangelio moja!  
św. Urszula Ledóchowska 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 3 z 37 

 

JEZUS  

PODNIÓSŁ OCZY NA SWOICH UCZNIÓW I MÓWIŁ... ŁK 6,20 

 

"Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni 
na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni 
będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni 
czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, 
albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla 
sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam 
urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i 
radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie". Mt 5,3-12a 
 
Jezus podnosi oczy ku uczniom swoim. Widzi 
w nich dobrą wolę, pragnienie naśladowania 
Go, kroczenia Jego śladami - i wskazuje im 
drogę już nie tylko do zbawienia, ale i do 
najwyższej świętości i doskonałości. 
Pan Jezus patrzy i na nas, (...) i do nas zwraca 
się z pragnieniem ujrzenia nas na drodze 
świętości... Czy jest we mnie to zrozumienie, 
ale to zrozumienie prawdziwe, praktyczne? 
Ile dusz chce świętości, ale nie rozumie, że do 
świętości dochodzi się tylko po twardej i 
stromej  ścieżce.  Świętość  domaga  się 
nieustannej  walki,  nieustannego  łamania 
siebie,  swej  woli,  swej  pychy,  swej  chęci  
używania... Trzeba chcieć świętości w czynie 
-  nie świętości w  pięknych uczuciach, 
pragnieniach, frazesach, bo to służy chyba 
tylko do zbałamucenia biednej duszy, która 
myśli, że wielkimi krokami idzie naprzód, bo 
pragnie,  a  zapomina,  że  piekło  jest 
wybrukowane dobrymi pragnieniami,  które 
niestety, czynu nie rodzą... 
Jak dalekie są myśli Chrystusowe od naszych. 
My przywiązujemy wagę właśnie do tego, 
nad czym Chrystus swoje biada wymawia. 
Martwimy  się  tym,  ubolewamy  nad  tym,  co  
Chrystus nagradza błogosławieństwem. 
W tym  cudownym  kazaniu  na  górze 
przedstawia nam Jezus obraz cnót świętych na 
ziemi i nagrodę ich w niebie. Dążyć do cnoty 
- to walka ciężka, trudna, nieraz bolesna, ale 
za to jaka  nagroda, jaki spokój,  jakie 
szczęście w niebie. Podnieś wzrok twój, 
duszo moja, patrz na zastępy świętych, jakim 
światłem są otoczone, jak wielkie jest ich 

szczęście, jaka radość na  ich twarzach. 
Cierpieli na ziemi, ale już każda ich łza 
osuszona, zapomnieli o swych krzyżach. Mają 
Boga,  a z  Nim najczystsze  szczęście, 
najczystszą miłość. 
Święci w niebie, módlcie się za nami, którzy 
jeszcze walczymy na tym łez padole... Dajcie 
nam choć troszkę zapomnieć o ziemi, by 
radować się szczęściem waszym w niebie! 
Wyżej,  duszo  moja,  ku  Bogu  wznoś  wzrok  
swój i ręce, i serce, i duszę. Wyżej - odetchnij 
swobodnie w krainie wiecznej miłości. 
Jezu dobry, chcę być uboga duchem, to jest 
prawdziwie pokorna. Nie chcieć posiadać, nie 
chcieć być wielka, nie chcieć pierwszeństwa, 
jak  żebrak  maleńka  -  czy  to  za  wielkie  
wymaganie od mojej natury, jeżeli za to 
Chrystus mi królestwo niebieskie obiecuje? 
Dobry  mój  Pan  tak  mało  chce  ode  mnie,  a  
taką mi za to przygotowuje nagrodę. Czyż 
miałabym się lenić w pracy nad sobą, na 
pierwszym miejscu w pracy nad wyrobieniem 
w sobie prawdziwego  ubóstwa ducha - 
prawdziwej pokory, która za świętym Janem 
od Krzyża powtarza: nic nie posiadam, jestem 
nicością, do niczego prawa nie mam, nic mi 
się nie należy, nicość nic nie umie, nicość 
nigdy się nie skarży, nicość się nie obraża, 
nicość  niczego  nie  żąda,  niczego  nie 
wymaga... 
Błogosławione to ubóstwo ducha, które duszę 
tak (...) odrywa od ziemi, tak kieruje ku Bogu. 
Dusza tak rzucona we własne swe nicestwo 
rozszerza się w Bogu, w miarę jak unicestwia 

background image

Strona 4 z 37 

się w poczuciu swej nędzy; podnosi się, staje 
się zdolna wołać w uniesieniu miłości w całej 
prawdzie: Bóg mój i wszystko moje. 
Jezu dobry, chcę być czystego serca, bym 
mogła  oczyma duszy  już  teraz  Ciebie 
oglądać! Czystego serca, a więc odrzucać 
chcę daleko wszelkie ziemskie przywiązania, 
które - choćby nitkami tylko - duszę mą do 
ziemi przywiązały. Szczęśliwa dusza, która 
oswobodziwszy  serce  z  wszystkich 
przywiązań ziemskich, kocha Boga samego, a 
bliźnich swoich tylko w Nim i dla Niego. 
Wznosi się na skrzydłach miłości w te 
wyżyny jasne, niebiańskie, gdzie panuje stały 
pokój,  radość,  gdzie woła w uniesieniu 
radości: Miły mój mnie, a ja Jemu. 
Nie  mogę  mówić  o  nienawiści  ludzi 
względem  mnie,  o  prześladowaniu,  o 
oszczerstwach...  Chyba  wyjątkowo  dusza 
spotyka się z tymi próbami. Ale nieraz mogę 
odczuć, że ktoś ma do mnie niechęć, może 
czasem  ktoś  mnie  niezupełnie  słusznie 
posądza, może mi czyni uwagę, która choć 
słuszna, rani moją miłość własną i jej przyjąć 
nie chcę. Czasem znowu okazują mi pewien 
brak zaufania, widząc moją niedołęż- ność w 
pracy,  nieakuratność,  niesystematyczność, 

czego ja jednak nie uznaję... Jak ja się wtedy 
na to zapatruję? Czy rozumiem, że i te małe 
ciernie w życiu moim są - według nauki 
Chrystusa - błogosławieństwem? Czy raczej 
narzekam, czuję się nieszczęśliwa, jeśli nie 
jestem  otoczona  uznaniem,  pochwałą, 
zaufaniem, miłością? A Pan Jezus inaczej na 
to patrzy. Czemu nie umiem myśli moich 
upodobnić  do  myśli,  do  przekonań 
Chrystusowych? 
Panie mój, naucz mnie cenić to, coś Ty cenił, 
(...) kochać to, coś Ty kochał... 
Cieszmy się, że jesteśmy ubogie, że może 
nieraz odczuwamy braki, doznajemy skutków 
ubóstwa. Cieszmy się, gdy nieraz Jezus zsyła 
na nas krzyżyki, wyciskające łzy z naszych 
oczu. Ciesz- my się, gdy świat prześladować 
nas będzie, a w nienawiści ku Bogu i nas 
znienawidzi, wzgardą otoczy. Cieszmy się, bo 
wtedy podobne jesteśmy do Jezusa, a On z 
miłością na nas patrzy i błogosławi... 
A teraz zróbmy sobie rachunek sumienia. Czy 
idziemy za tą nauką Chrystusa? Czy cieszymy 
się z tego, z czego Jezus każe się radować? 
Czy też z tego, z czego świat się cieszy? (...) 

 
Jezu, naucz mnie szukać szczęścia tam, gdzie Ty każesz mi go szukać, to jest w ubóstwie, w 
krzyżu, w prześladowaniu - tak jak Ty to czynisz i dla Ciebie! 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 5 z 37 

 

NIE SĄDŹCIE,  

ABYŚCIE NIE BYLI SĄDZENI 

 

"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką 

miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie 
dostrzegasz belki we własnym oku?" Mt 7,1-3 
 
W stosunku do ludzi nigdy nie mogę z pewnością powiedzieć: lepsza jestem od tej lub owej osoby, 
od tego grzesznika, od tego zbrodniarza. Nic nie wiem, może być tak, może być inaczej, ale nie 
mam prawa wynosić się nad kogokolwiek. Wszak sąd tylko do Boga należy. W każdym razie 
wynoszenie się nad innych jest pychą, szkodzi mej duszy, zaś uniżenie się, stawianie się na 
ostatnim miejscu zapewnia mi opiekę Bożą. Wejrzy Bóg z miłością na niskość biednej służebnicy 
swej... 
Pokora względem bliźnich jest właściwie zewnętrznym objawem naszej pokory względem Boga. 
Tam, gdzie panuje wyniosłość, zarozumiałość wobec ludzi, nie może być prawdziwe, choćby 
pozornie, najgłębsze upokorzenie się wobec Boga. Nie jest to tak trudne (...) uniżać się przed 
Panem... Kamieniem probierczym jest nasze uniżenie, nasza pokora w stosunku do innych... 
Inaczej na bliźnich (...) patrzy dusza przejęta przekonaniem o swej nędzy, a inaczej dusza, która 
choćby w najskrytszych swoich tajnikach wynosi się nad inne. Nie myśl, że naprawdę stawiasz 
innych wyżej od siebie, jeśli nimi gardzisz, patrzysz na nich z lekceważeniem, gorszysz się ich 
wadami. Nie tłumacz sobie, że takie usposobienie da się pogodzić z prawdziwą pokorą. Jeżeli to 
wmawiasz w siebie, jesteś w najkompletniejszym złudzeniu. Wierz mi, im gorzej o sobie myślisz, 
tym jaśniej patrzeć się będziesz na bliźnich... Im zaś ostrzej sądzisz bliźnich, tym mniej masz 
pokory, tym bardziej jesteś przekonana, choć się do tego za nic nie przyznajesz, żeś lepsza od 
innych... 
Pamiętaj, wielkie wady i słabości, niedoskonałości innych tają - jak śnieg w słońcu - w 
niewidzialnych promieniach prawdziwej pokory... 
Bądźmy pokorne wobec ludzi... Ten fundament pokory kłaść musimy w modlitwie, a szczególnie w 
rozmyślaniu. Korzmy się w modlitwie nie tylko do stóp Boga naszego, ale - w uczuciu naszej nędzy 
- i do wszystkich ludzi, a szczególniej takich, których nie kochamy, których ostro sądzimy. 
Oddawajmy im cześć jako istotom umiłowanym przez Boga, uniżajmy się przed nimi w głębi 
naszej duszy. 
Prośmy gorąco Boga o prawdziwą pokorę względem bliźnich, a w ciągu dnia starajmy się 
okazywać szacunek tym wszystkim, z którymi mamy do czynienia. 
Dużo wymaga od innych pod względem cnoty ten, który sam mało w cnocie się ćwiczy, i dlatego 
nie zna i nie doświadczył trudności, które się ma przy wykonywaniu cnoty. Bądźmy bardzo, bardzo 
wyrozumiałe dla innych. Więcej się robi dla dobra dusz wyrozumiałością aniżeli ostrością... 
Ta dusza najświętsza, która najściślej spełnia wolę Bożą, najakuratniej do wymagań Bożych 
względem niej się stosuje. A że znam, albo znać powinnam, wymagania Boże względem mnie, a 
nie znam wymagań względem innych, więc też nigdy nie mam prawa wynosić się ponad innych, 
uważać się za lepszą... Powinnam trwać u stóp Pana w uczuciu mej wielkiej, bardzo wielkiej nędzy, 
korzyć się głęboko, tuląc się do nóg Ukrzyżowanego i wołając: Boże, bądź miłościw grzesznej 
duszy mojej! 
Chcę was zachęcić do ćwiczenia się w pokorze - w tej cnocie może trudnej dla ludzkiej natury, ale 
tak bardzo zbliżającej nas do Serca Boskiego Mistrza... Bóg z miłością spogląda na niskość 
służebnicy swojej, a odwraca się od duszy pysznej, pełnej własnego "ja". Modlitwa pokornych 

background image

Strona 6 z 37 

niebiosa przebija - pokornym Bóg łaskę daje, którą pysznym odmawia. Nie obawiajmy się, (...) nic 
nie stracimy, gdy będziemy małe, bardzo małe, jak robaczek, co pełza po drodze i po którym noga 
dziecięca depcze bez obawy. Im mniejsze będziemy, tym będziemy bezpieczniejsze - tej zasady 
zawsze się trzymajmy... 
Te rozmyślania (...) opierają się na długoletnim doświadczeniu w pracy nad nabyciem pokory 
(...),  piszę  więc  to,  co  mi  serce  dyktuje.  Wiem  z  doświadczenia  własnej  nędzy,  jak  pycha  
wszędzie się wciska, jak umie znaleźć piękne wytłumaczenie, wiem, że pycha (...) mówi o sobie, 
że nie jest pychą, tylko słusznym wymaganiem. Chcę (...) wam otworzyć oczy na jej sztuczki, 
jej kryjówki, parawaniki, za którymi się ukrywa, i chcę wam wlać jedno pragnienie - niech 
kosztuje, co chce, muszę zabić w sobie pychę z całym jej sztabem zarozumiałości, próżności, 
obraźliwości..., by stać się cicha i pokornego serca na wzór Boskiego Serca Jezusa naszego. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 7 z 37 

 

MIŁUJCIE  

WASZYCH NIEPRZYJACIÓŁ 

 

"Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie 

tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. (...) czyńcie dobrze i 
pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. (...) Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest 
miłosierny". Łk 6,27b-28.35b.36 
 
Ideał miłości bliźniego! 
A  my?  (...)  Czy  uważamy,  że  (...)  nie  
potrzebujemy  się  stosować  do  nauki 
Chrystusa, odnoszącej się do nieprzyjaciół? I 
dlatego w małych doznanych przykrościach 
ze spokojnym sumieniem oddajemy pięknym 
za nadobne? Jak  źle w  takim razie 
tłumaczymy sobie słowa Ewangelii, takie 
jasne: kochać, dobrze czynić tym, dla których 
mniej czujemy sympatii... 
Jezu mój, (...) pragniesz być kochany przez 
ludzi  i dlatego też dajesz  im miłość 
nieskończoną, Boską, choć wiesz, że oni 
obojętnością, chłodem, a nawet nienawiścią 
płacić Ci będą. Jezu, ja też powinnam tę 
naukę  wykonać  względem  (...)  tych 
wszystkich, którzy mnie otaczają. A jak to 
czynię? Czy nie muszę raczej przyznać się, że 
inaczej dbam o siebie, inaczej myślę o sobie, 
inaczej wymagam od siebie, a inaczej od 
innych? (...) 
Jezu, naucz mnie przynajmniej nie wymagać 
większych względów dla siebie  niż dla 
innych! 
Chrystus  każe  kochać  tych,  co  nas 
nienawidzą,  tych,  co  nas  przeklinają... 
Zdarzyć się mogą w naszym życiu małe braki 
miłości pochodzące z ludzkiej słabości, ale 
powinnam zrozumieć, że należy je pokrywać 
miłością, nie zważać na te drobnostki... A 
patrząc w głąb swego  sumienia,  muszę 
przyznać,  że  właśnie takie  małe  braki, 
niepochodzące często ze złej woli, tylko z 
braku zastanowienia, ostudzają moją miłość 
(...), moją  życzliwość i dają mi niby prawo - 
w moich własnych oczach - płacić wet za wet, 
okazywać niechęć, obraźliwość, obojętność... 
Jezus uczy mnie szczytów doskonałości, a 
sam w męce swojej daje mi przykład, jak tę 

naukę  świętości w czyn wprowadzić. Uczy 
mnie Chrystus ustępliwości doprowadzonej 
do granic... A jakże ja postępuję, Jezu, wobec 
Twojej nauki? Proszą mnie czasem o małą 
przysługę, a ja jak na to reaguję? 
Jezus każe dać więcej aniżeli to, o co proszą, 
a  ja  -  nieraz  dla  wygody,  dla  lenistwa,  dla  
pewnej wyniosłości -  uchylam się  od 
usłużności, od ustępliwości, byleby było we 
wszystkim tak, jak chcę ja... Jezu, co Ty o 
mnie myślisz, widząc, jak się nie liczę ani z 
Twoją nauką, ani z Twoim przykładem? 
O, gdybym pamiętała, że Jezus w bliźnich 
moich  (...)  oczekuje  mojej  miłości, 
usłużności, ustępliwości! (...) Czemuż, Jezu, 
nie kocham Cię czynem? 
Wiem dobrze,  czego  od innych żądam. 
Umiem nawet być bardzo względem nich 
wymagająca.  Zauważę  najmniejszą 
nieuprzejmość,  brak  szacunku,  zaufania; 
owszem, nieraz spostrzegam tam coś, czego 
wcale nie ma, podejrzewam o brak miłości 
tam, gdzie nikt krzywdzić mnie nie chciał, 
wyczuwam złą, nieprzychylną intencję tam, 
gdzie jej nigdy nie było. 
Umiem od innych wymagać, ale czy tego 
samego żądam od siebie dla innych? To 
nieraz wątpliwe. Ważę, mierzę postępowanie 
innych względem mnie z całą  ścisłością i 
surowością,  ale  na  moje  postępowanie 
względem nich patrzę z wyrozumiałością, 
znajduję  wymówkę,  wytłumaczenie  na 
wszystko,  co  naprawdę  tchnie  brakiem 
względów, miłości, pamięci. Inaczej sądzę 
innych w stosunku do mnie, inaczej siebie w 
stosunku do innych. 
Jezu, oddal ode mnie tę zatwardziałość serca. 
Jezu, naucz mnie patrzeć na świat okiem 
dobroci. Czy nie należę do tych, którzy 

background image

Strona 8 z 37 

wszędzie potrafią znaleźć coś złego, wszędzie 
widzą niedoskonałości, braki - i tym sobie i 
innym psują  życie? Nie ma nic doskonałego 
na ziemi. Wszędzie znaleźć można coś do 
zarzucenia, bo doskonałość nie ma swej 
siedziby na ziemi, ale tylko i jedynie w 
niebie.  Ale  źle  jest,  gdy znajdujemy 
przyjemność w wynajdywaniu, w tropieniu 
wszędzie słabych stron; źle, gdy chcemy 
wszystko  skrytykować  i zganić.  Więcej 
zachęcimy do  dobrego  dobrym  słowem, 

delikatną  pochwałą  aniżeli  ciągłym 
gderaniem, niezadowoleniem. 
Miłości nam potrzeba - dużo miłości, która 
wszystko  widzi  w  jasnym  świetle,  z 
wszystkiego jest zadowolona, a nawet gdy 
trzeba zwrócić na zło uwagę, umie to czynić 
łagodnie, słodko, by nie ranić, nie zniechęcać 
nikogo. 
Miłości mi daj, Panie, dobroci coraz więcej! 
(...) 

Nie wtedy jestem wielka, gdy mnie ludzie podziwiają, pochlebiają mi, ale wtedy, gdy jedynie 
miłosiernie na mnie patrzy Bóg. 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 9 z 37 

 
 

BĄDŹ OCZYSZCZONY! 

 

Do Jezusa podszedł trędowaty i upadł przed Nim, mówiąc: "Panie, jeśli chcesz, możesz 

mnie oczyścić". Jezus wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: "Chcę, bądź oczyszczony!" I 
natychmiast został oczyszczony z trądu. Mt 8,2-3 
 
Uczmy się od tego trędowatego... Wzbudźmy 
w sobie silną wiarę w dobroć Jezusa. To 
właśnie ściąga na nas dary Jego miłosierdzia. 
Panie, (...) dusza moja grzechami zeszpecona, 
ale jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić. Jezu 
dobry,  Jezu  dla mnie  przebywający w 
Przenajświętszym Sakramencie ołtarza, i ja 
powinnam  rzucić  się  do  nóg  Twoich  i  w  
głębokim uniżeniu,  w  żalu  prawdziwym 
wyznawać przed Tobą swą nędzę, swój 
grzech... 
Czy takie jest moje usposobienie, gdy zbliżam 
się do Jezusa? Czy w tym usposobieniu, które 
czyni  mnie  miłą  Jezusowi,  trwam w 
obcowaniu z bliźnimi? 
Jezu, daj mi to prawdziwe przekonanie o mej 
wielkiej,  bardzo  wielkiej  nędzy  i 
nikczemności. Wtedy będę mogła spodziewać 
się od Ciebie litości i miłosierdzia... 
Nigdy, Jezu, (...) nie zdołam pojąć dobroci 
Twej -  tak wielkiej,  tak  bezgranicznie 
wielkiej! Jaką ufność powinna ona we mnie 
obudzić, jaką świętą pewność, że mimo nędzy 
mojej zawsze na Ciebie liczyć, zawsze do 
Ciebie z ufnością zbliżać się mogę. Choćby 
wszyscy ode mnie się odwrócili, choćby 
wszyscy dla mej nędzy i nikczemności mną 
słusznie wzgardzili - Jezus mój nigdy mnie 
nie odrzuci,  nigdy  mną  nie wzgardzi. 
Bylebym, jak ten biedny trędowaty, nędzę mą 
poznała, do niej się przyznawała i korząc się u 
stóp 

Jezusa,  

o miłosierdzie prosiła... 
Ty na mnie czekasz w Tabernakulum, a ja do 
Ciebie przychodzę i wołam z całą pokorą, na 
jaką zdobyć się mogę: Jezu, jeżeli chcesz, 
możesz mnie oczyścić. 
Chcę, bądź oczyszczony... Ty dla mnie tego 
pragniesz, bym oczyszczona została z trądu 

grzechu. Ty chcesz, rękę podajesz, ale (...) 
czy ja naprawdę chcę? 
Można chcieć, ale to chcenie nic czasem nie 
pomaga, a można chcieć, i to pragnienie 
doprowadzi do świętości. Moja wola musi 
opierać się na woli Jezusa, który zawsze 
gotów jest rękę ku mnie wyciągnąć i 
powiedzieć: Ja chcę, bądź  święta! Moje 
pragnienie, Jezu, musi wydawać owoce, musi 
oddziaływać na moje czyny. Chcę, więc 
zapanuję nad wolą własną, która wszystko 
pragnie zrobić po  swojemu. Chcę, więc 
zapanuję nad swą próżnością, która lubi tak 
bardzo o sobie mówić. Chcę, więc zapanuję 
nad  swą  kłótliwością,  ciekawością, 
gadatliwością,  ambicją,  lenistwem...  Chcę, 
chcę razem z Jezusem i opierając się na Nim, 
chcę czynnie - mimo trudności, mimo tego, że 
natura jęczeć będzie - chcę całą siłą swej woli 
i proszę Jezusa całą siłą swych pragnień. A 
wtedy Jezus wyciągnie wszechmocną rękę i 
złączy swoją wolę z moją. I wtedy zdobędę 
świętość i cnotę. 
Czas przypomnieć sobie, że stworzona jestem 
dla Boga, iż (...) jeden mam cel, jeden 
obowiązek - uświęcenie moje. Bo wolą Bożą 
uświęcenie wasze - mówi święty Paweł, a 
Kościół nawołuje nas: powstańmy ze snu 
obojętności, lenistwa, idźmy naprzód, coraz 
wyżej! Czy ja nie mam sobie do zarzucenia 
braku pracy nad sobą? (...) Tak powoli, 
powoli wpada się w sen duchowy - niby nie 
jestem zła, ale śpię, nie idę naprzód, nie idę 
ku świętości. 
Jezu, wyrwij mnie z tego letargu, daj przede 
wszystkim poznać moją nędzę, mój brak 
pracy nad sobą... 
Panie, chcę korzyć się przed Tobą, aż dusza 
moja zrzuci z siebie wszelką pychę, wszelkie 
pretensje mej ambicji i próżności, wszelkie 

background image

Strona 10 z 37 

wymagania uznania i chwały, aż naprawdę 
powstanie we mnie gorące pragnienie być 
małą, bardzo małą, ostatnią. To początek 
świętości, pierwsze staranie, by powstać ze 
snu... 
Oto, Panie, teraz, gdy przez głęboką pokorę 
skruszyłam swe serce, w tym najgłębszym 
uniżeniu łatwiej mi będzie oczy podnieść ku 
światłości  Twojej,  wchłaniać  ją,  by 
przeniknęła moje serce i skłoniła do szukania 
jedynie cnoty i świętości. Chcę, Panie, odziać 
się w zbroję, jaką jest wiara święta. Chcę 
wierzyć, Panie! 
Wierzę, ale czy nie w słowach tylko? Wierzę, 
ale czy życie moje tak często nie jest dalekie 
od zasad wiary, od nauki Chrystusowej? (...) 
Gdybym  tak  zaczęła  się  nad  sobą 
zastanawiać,  jak często musiałabym sobie 
powiedzieć: nie żyję z wiary, życie moje 
niezgodne jest z nauką Chrystusa! (...) 

Jezu mój, chcę być obleczona w Ciebie, nie 
żyć dla siebie, w sobie, ze sobą, lecz żyć dla 
Ciebie, byś Ty, jedynie Ty żył we mnie. 
Wszelkie troski moje złożę na Ciebie, Jezu... 
Tobie oddam wszystko, co mnie gnębi, co 
mnie trapi, niepokoi, by cała moja uwaga 
mogła być skierowana do tego jednego: to jest 
miłowania Boga... 
Jezu, módl się ze mną i za mną, gdy wpadam 
w roztargnienie lub gdy ogarnia mnie taka 
niemoc, że i myśleć, i modlić się nie mogę. 
Pracuj  ze  mną  i  za  mnie,  gdy  moja  
nieudolność nie umie sobie dać rady z 
powierzoną sobie pracą. Cierp ze mną, gdy 
cierpienie przygniata i do zniechęcenia kusi. 
Obcuj ze mną i za mnie z bliźnimi, gdy moja 
zła  natura  skłaniać  się  będzie  ku 
nieuprzejmości, złości, niecierpliwości..., gdy 
mój ostry język zechce innych zranić... 

 
Działaj we mnie i przeze mnie, Jezu dobry, abym już nie żyła ja, lecz byś Ty żył we mnie! 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 11 z 37 

 

NAUCZYCIELU - GDZIE MIESZKASZ? 

 

Dwaj uczniowie (...) poszli za Jezusem. Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą 

za Nim, rzekł do nich: "Czego szukacie?" Oni powiedzieli do Niego: "Rabbi! - to znaczy: 
Nauczycielu - gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, a zobaczycie". Poszli więc i zoba- 
czyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z 
dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał 
najpierw swego brata i rzekł do niego: "Znaleźliśmy Mesjasza" - to znaczy: Chrystusa. I 
przyprowadził go do Jezusa. (...) Nazajutrz Jezus postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. 
Jezus powiedział do niego: "Pójdź za Mną!" J 1,37-43 

 

Chodźcie,  a  zobaczycie...  On  zaprasza, 
zostawiając wolność opuszczenia Go, jeśli 
nam u Niego podobać się nie będzie; 
zostawiając wolną wolę... 
Panie mój, (...) dobrze mi u Ciebie, w Twoim 
domu, dobrze z Tobą, u stóp Twego 
Tabernakulum.  Nigdy  już  nie  opuszczę 
Ciebie, nigdy. Tak, cały świat nie ma dla 
mnie znaczenia, bylebym tylko zawsze mogła 
być z Tobą. 
Jakie słodkie jest życie z Jezusem. Z Nim 
chcę się modlić, a modlitwa moja będzie 
gorętsza, pobożniejsza. Z Nim pracować, a 
pracę lepiej wykonam, dokładniej i odważniej 
do  niej  się  zabiorę.  Z  Nim  radować  się,  a  
radość stanie się czystsza i świętsza. Z Nim 
cierpieć, a to cierpienie będzie pełne zasługi, 
a  nawet  i  słodyczy.  Z  Nim  w  moich  
stosunkach z bliźnimi, a te stosunki staną się 
święte i Boże. 
Jezu, zawsze chcę być z Tobą. 
Znaleźliśmy Mesjasza... Oto duch apostolski. 
Swoje szczęście chcą dać innym, chcą innych 
pociągnąć do Chrystusa. To jest jedna z 
charakterystycznych  cech  prawdziwego, 
głęboko wierzącego katolika: chce swojego 
szczęścia udzielać bliźnim. Tak mu dobrze z 
Jezusem, że pragnie, by innym było tak samo, 
a przy tym tak kocha Pana, że pragnie, aby 
Mu wszyscy oddawali hołd miłości. 
Broń  nas,  Boże,  od takiego  ciasnego, 
zazdrosnego  usposobienia,  które  wszystko 
chce mieć dla siebie i z pewną zazdrością 
patrzy na pobożność innych; ze strachem, że 
oni bardziej Jezusa kochać i więcej do cnoty 
garnąć się będą. 

Bądźmy szerokie. Cieszmy się, że inni Jezusa 
kochają, a jeśli czuję się zimna, obojętna, to 
przynajmniej niech mam pociechę, że Jezus 
przez innych jest chwalony, uwielbiany, i że 
ja do tego przyczynić się mogę. 
Pójdź za Mną... Jak słodkie są te słowa dla 
duszy miłującej Jezusa... Dokąd, Jezu mój, 
chcesz zaprowadzić duszę, którą wzywasz do 
pójścia za Tobą? Chcesz ją prowadzić do 
szczytów świętości... Droga do szczytów - 
droga to niełatwa, nieraz ciernista, im wyżej, 
tym skalistsza, kwiatów na niej coraz mniej, 
śniegi i lody się piętrzą. Ale gdy Jezus 
prowadzi, wszystko zamienia się w radość... 
Jezu, Ty i do mnie odezwałeś się: Pójdź za 
Mną. Oto pójdę. Chcę kochać Ciebie tak 
gorąco, bym dla Ciebie gotowa była na 
wszystko, by miłość Twoja  była  mym 
szczęściem, siłą i pociechą. 
Jezu, wołaj, wołaj mnie nieustannie,  jam 
nędzna, grzeszna, słaba i - mimo najlepszych 
postanowień  -   tak   łatwo   znowu   Cię 
opuszczam... Tylko łaska Twoja może mnie 
utrzymać i uchronić od zdradzenia Ciebie i 
mego świętego powołania. Jezu, trzymaj mnie 
mocno za rękę, bym się Tobie nigdy nie 
wymknęła... Nigdy nie cofnę się z już 
rozpoczętej drogi do świętości. 
Czy  ja  z  czystym  sumieniem  mogę 
powiedzieć, że wszystko opuściłam? 
Wielka zapłata obiecana jest tym, którzy 
wszystko porzucili, ale opuścić wszystko - to 
nie tak łatwo. Nie wystarcza opuścić dom, 
rodziców, rodzinę, bogactwa, wygody, świat, 
ale  trzeba  opuścić,  a  to  najważniejsze,  swoje  
"ja"  -  to  "ja"  ambitne,  egoistyczne, 

background image

Strona 12 z 37 

samowolne, grymaśne, obraźliwe... Odwrócić 
od niego oczy, a wpatrywać się nieustannie w 
Jezusa, Mistrza naszego, aby wiernie iść za 
Nim. 
Bo sam fakt opuszczenia nie wystarcza, 
trzeba jeszcze iść za Jezusem. Iść za Nim, 
dokąd On prowadzi, nie pytając nawet, co z 
nami zamierza uczynić. Iść za Nim w 
zupełnym ubóstwie... Iść za Nim, za Jezusem 
wzgardzonym i upokorzonym, który sam o 
sobie mówi: Jam robak, a nie człowiek, 
pośmiewisko ludu i wzgarda pospólstwa. Iść 
za Nim w pracy ciężkiej, bo ileż On się 
napracował (...)  w czasie  swego  życia 
apostolskiego,  jaki  był  zmęczony,  jaki 
zgłodniały przy studni Jakubowej! Iść za 
Nim,  za  Jezusem  obarczonym  ciężkim 
krzyżem, a przez krzyż do nieba, bo droga 
krzyżowa jest najbezpieczniejsza! 
Pójdź za Mną... Jaka Boska siła mieści się w 
tych słowach! (...) Nic nie wiedzą, a jednak w 
tych prostych słowach kryje się taka siła i tak 
przyciąga ich postać Jezusa, tyle w Nim 
dobroci i wielkości, że nawet nie zastanawiają 
się nad tym, co czynią... Siła Jego słów, 
świętość,  promieniejąca  z  Jego  postaci, 
przymuszają ich jakby do pójścia za Nim... 
Czy też chętnie, całym sercem za Nim idę? 
Dusza często w pierwszej chwili wszystko 
wspaniałomyślnie  oddaje,  wszystkiego  się 
wyrzeka, a nieraz powoli, powoli odbiera to, 
co Jezusowi ofiarowała. Odbiera swoją wolę, 
swą pamięć, serce - i już nie jest całkiem 

Jezusowa, bo znowu, biedna, zwróciła się do 
głupstw tego świata. Czy to nie szkoda? 
Wszak dla Jezusa warto wszystko opuścić, by 
stać się tylko Jego własnością... 
Jezu, i najświętsze węzły rodzinne trzeba 
umieć rozerwać dla Ciebie, dla Ciebie ich się 
wyrzec, a Ty sam wtedy będziesz dla wiernej 
duszy ojcem, matką, bratem i wszystkim. 
Jezus  wszechmocnym  swym  wzrokiem 
poznaje,  że w tych prostych,  biednych 
robotnikach biją gorące, miłujące i pokorne 
serca... Pokorne serce jest proste jak serce 
dziecka... 
Jezu, i ja chcę (...) iść za Tobą w pokorze 
serca... Tyś  Mądrością samą, Ty rządź, 
prowadź, kieruj mną, dobry Jezu. Panie, liczę 
tylko na Twe miłosierdzie. 
Jezu, i ja Tobie powiem: raczej wszystko chcę 
wycierpieć, raczej śmierć ponieść, ale nigdy 
Ciebie nie opuścić! Pójdę za Tobą, dokąd 
zechcesz mnie zaprowadzić, zamykam oczy, a 
Ty prowadź. I czy powiedziesz po drodze 
gładkiej, równej, czy po ścieżce stromej i 
skalistej, czy w jasności wiosennego poranku, 
czy w ciemności nocy - zawsze pójdę za Tobą 
i bać się nie będę, bylebyś Ty, Panie, był przy 
mnie! Prowadź! Ale Ty znasz moją słabość, 
więc daj odwagę, daj męstwo, a gdy ujrzysz, 
że słabnę, że siły mnie opuszczają, wyciągnij 
swą wszechmocną rękę i dźwignij duszę z 
upadku... 

 
Jezu, (...) byleby być blisko, bliziutko Ciebie, Panie ukochany! 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 13 z 37 

 
 

NIE POTRZEBUJĄ LEKARZA ZDROWI... 

 

Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: 

"Pójdź za Mną!" A on wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło 
wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze 
mówili do Jego uczniów: "Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?" 
On, usłyszawszy to, rzekł: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się  źle mają. Idźcie i 
starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby 
powołać sprawiedliwych, ale grzeszników". Mt 9,9-13 
 
Mateusz - celnik, w domu którego spotykać 
można było grzeszników i celników (...) - 
jakim  sposobem  doszedł  on  do  tej  wielkiej  
świętości Apostoła i męczennika? (...) 
Łaską dotknięty Mateusz zrozumiał wezwanie 
Chrystusowe: opuszcza wszystko, idzie za 
Jezusem...  Nie  wie,  co  go  w  tej  służbie  
Chrystusa spotka, ale idzie. Po co? Dokąd? - 
nic nie wie... Pójdzie mimo natury, która 
musiała się sprzeciwiać, która musiała mu 
szeptać:  (...)  masz  wygodne  życie, 
zapewniony byt i to wszystko masz rzucić? 
(...) 
Czy i ja, na wzór świętego Mateusza, 
gotowam wszystko opuścić, by iść wskazaną 
mi tak jasno drogą? (...) Czy nie należę do 
tych dusz, które dobrze zaczynają, a potem 
znowu cofają się? A może i ja zaczęłam 
gorąco, a potem, powoli, coraz obojętniejsza 
się robiłam? (...) 
Odnowię  się  w  mych  dobrych 
postanowieniach wierności. 
Przez Jezusa przemawia Boska dobroć... 
Potrzeba nam dobroci, by pociągać dusze do 
Jezusa. My nie wiemy, jaka ukryta siła w niej 
tkwi, a to dlatego, że dobroć sama przez się 
jest rzeczą Boską, tą małą iskierką, rozpaloną 
w człowieku przy ogromnym ognisku Bożej 
dobroci. Każdy jej objaw w duszy ludzkiej 
zbliża ją samą, choć bezwiednie, do Boga, jak 
również i tych, dla których jesteśmy dobrzy. 
Bądźmy dobre.  Do  dobroci trzeba  się 
przyzwyczaić, wprawić się w nią. Na wzór 
Boskiego  Mistrza  bądźmy  dobre  i dla 
dobrych, i dla złych, wielkich i małych, dla 
dzieci  i  dorosłych...   Bądźmy  dobre  dla  

zwierząt, kwiatów, dla wszystkich stworzeń, 
bo każde z nich Bóg stworzył w swojej 
dobroci.  A  my  ją  czcijmy  we  wszystkich  
stworzeniach przez okazywanie im dobroci. 
Jezus (...) co dzień w Komunii świętej mówi 
do mnie: Pójdź za Mną - pójdź za Mną drogą 
świętości,  dobroci,  posłuszeństwa,  pokory, 
pójdź  za  Mną.  Co  dzień  dobry  Pan  Jezus  
powtarza to wezwanie miłości... Co dzień na 
nowo trzeba zabierać się do postępowania za 
Jezusem drogą cnoty, choć ta droga nieraz 
ciężka,  trudna,  ciernista.  Odwagi,  choć 
trudno. Nie ma nic cudowniejszego  jak 
trzymać się blisko Jezusa! 
Nie  przyszedłem,  aby  powołać 
sprawiedliwych, ale grzeszników... Jaka to 
pociecha dla duszy grzesznej i nędznej. Im 
jestem nędzniejsza, Jezu, tym większe mam 
prawo  do  Twej  litości,  do  Twej  pomocy.  I  
dlatego, Jezu mój, nigdy nie powinnam się 
zniechęcać swą nędzą, złoś- cią, grzechami i 
niedoskonałościami. Tyś przyszedł dla mnie. 
Im jestem gorsza, tym bardziej Ty jesteś 
litościwy dla mnie... Dlatego, Panie, o jedno 
proszę: bym zawsze grzech mój miała przed 
oczyma, bym zawsze pamiętała o swej nędzy. 
Wówczas z całą ufnością będę mogła liczyć 
na Twoje miłosierdzie. Daj mi być małą, 
bardzo małą w moim przekonaniu, i niech z 
tego przekonania o mej największej nędzy 
wypłynie prawdziwe, a nie udane, pełne 
pokory  postępowanie  względem  innych; 
cześć  okazywana  im,  a  wynikająca  z 
przekonania,  żem  najgorsza,  najmniejsza, 
najsłabsza ze wszystkich. 
Jezu, zlituj się nade mną, daj głębokie 
zrozumienie, że najgłębsza nędza najłatwiej 

background image

Strona 14 z 37 

spotyka  się  z  najcudowniejszym  Twym 
miłosierdziem. 
Jezus otacza się celnikami, grzesznikami... 
Stąd płynie nauka dla mnie, gdy kuszona 
jestem  do  niewyrozumiałości  względem 
bliźnich. Jezus jest tak pełen dobroci dla 
grzeszników,  a  jam  często  tak 
niewyrozumiała dla innych, tak ostro sądzę - i 
to nie tylko czyn sam przez się naganny, ale 
nawet i intencję, której przecież nie znam, 
znać nie mogę i sądzić nie mam prawa. Jezus 
chce ode mnie miłosierdzia dla innych, tak 
jak i On im miłosierdzie okazuje. 
Jezu,  niech  od  Ciebie  nauczę  się 
wyrozumiałości. Czy ja jestem lepsza od 
innych - ja, która ich często tak twardo, tak 
ostro sądzę? A jeżeli, co jest rzeczą możliwą, 
gorsza jestem od wszystkich, skądże mam 
prawo  ich sądzić? O  Jezu, chcę  być 

miłosierna dla innych, a Ty, Panie, okaż mi 
miłosierdzie swoje. 
Dobrze trzeba zrozumieć - nie my robimy 
Panu Bogu łaskę, jeżeli idziemy za Jego 
wezwaniem do pracy Bożej, ale On nam 
wyświadcza łaskę, że nas do służby swej 
woła. Służyć Bogu - to królować; służyć 
Bogu - to największe szczęście, jakie mamy 
na  ziemi;  służyć  Panu  -  to  znaczy  ciągle  
wpatrywać się w Jego oczy, by odgadywać 
choćby najmniejsze skinienie Jego woli. Nie 
dajmy się powstrzymać, gdy Pan wzywa. Nie 
ociągajmy się  leniwie. Prędko  i wesoło 
pośpieszajmy tam, gdzie Pan nas woła. 
Jezu  mój,  oto  mnie  masz  przed  sobą.  Wołaj,  
rozkaż, jak chcesz, a ja zawsze Ci powiem: 
Idę tam, gdzie mnie chcesz mieć, by czynić 
to, czego ode mnie chcesz. Jezu, jam biedna, 
mała,  ale  oddana  Tobie zupełnie,  bez 
zastrzeżenia... 

Jezu dobry, chcę pracować nie dla nagrody, ale z pragnienia okazywania Tobie mej miłości. 
Im więcej pracy, im więcej potu i zmęczenia, im więcej ofiar, tym miłości więcej, a o miłość 
tylko niech mi chodzi. 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 15 z 37 

 

WYPŁYŃ NA GŁĘBIĘ  

I ZARZUĆCIE SIECI NA POŁÓW 

 

Jezus rzekł do Szymona: "Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!" A Szymon 

odpowiedział: "Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo 
zarzucę sieci". Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się 
rwać. (...) Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: "Wyjdź ode mnie, Panie, 
bo jestem człowiek grzeszny". Łk 5,4-6.8 
 
Przypatrzmy się pokorze świętego Piotra w 
tym cudownym połowie ryb. Rybacy przez 
całą noc nic nie złapali, pracowali, męczyli 
się, ale wszystko bezskutecznie. Przyszedł 
Jezus... Piotr Mu się szczerze przyznaje, że 
całą noc pracowali, a nic nie ułowili. Nie ma 
w nim tej chełpliwości, która koniecznie chce 
zasłonić swą nieudolność i nie chce pokazać, 
że nie umie, nie potrafi. 
Stawiam sobie pytanie, czy przed samą sobą 
umiem przyznać się do mej nieudolności. 
Bywają dusze, które za nic na świecie nie 
chcą przyznać się do tego, że czegoś nie 
umieją albo że cokolwiek źle zrobiły. Gdy im 
się powie, że to albo tamto niedobrze jest 
zrobione,  obmyślone,  to  bronią  się  zażarcie,  
dowodząc, że wszystko jak najlepiej zrobiły. 
Same tak są o tym przekonane, że nieraz i 
innym to wmawiają. 
Naucz mnie, Panie, tej dziecięcej pokory 
świętego Piotra, która umie przyznać się nie 
tylko do winy, ale i do nieudolności, do 
nieudanej pracy... Wielka jest pycha moja. 
Złam ją, Panie! (...) 
Jezu, daj mi tak głęboko odczuć całą mą 
nędzę, mą niegodność. Wszak Ty i mnie, tak 
jak świętego Piotra, obsypujesz łaskami. Czy 
(...) odbieram z wdzięcznością Twą dobroć? 
Czy odczuwam, jak niegodna jestem Twych 
łask, Twych dobrodziejstw? 
O Jezu, naucz mnie pokory. 
Gotowość Piotra w służbie Pana jest dla mnie 
nauką, jak i ja na każde skinienie woli Jezusa 
powinnam być gotowa na wszystko - na 
każdą pracę, na każdą ofiarę, na każde 
poświęcenie. 
Panie, Ty wskaż - i pójdę; wołaj, dokąd 
chcesz - ja zawsze Tobie powiem: oto idę, 

Panie, by spełnić wolę Twoją zawsze i 
wszędzie! 
Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie 
ułowiliśmy... Dlaczego? Bo Jezus nie był z 
nimi.  Iluż  to  ludzi  pracuje,  męczy  się,  a  dla  
nieba ci biedacy nic nie zarabiają - praca ich 
jest daremna. Ilu takich, którzy w chwili 
śmierci będą musieli sobie powiedzieć: całe 
życie pracowaliśmy w pocie czoła i teraz z 
pustymi rękoma stajemy przed sądem Bożym 
- pracowaliśmy dla siebie, dla swojej chwały, 
próżności, wygody, dla swego wywyższenia. 
Myśl o Bogu daleka była od nich. Pracowali 
ciężko i nic nie zarobili dla nieba! To tak 
łatwo  rzucić  się  w  wir  pracy  dla  siebie  
zamiast dla Boga. Panie, strzeż mnie od 
podobnego nieszczęścia, broń - naucz mnie 
pracować dla Ciebie, nie dla siebie; dla 
chwały Twojej, nie dla chwały swojej; dla 
przypodobania się Tobie, a nie ludziom. 
Do tego potrzeba dobrej woli i skupienia - tej 
dobrej woli, która naprawdę szuka tylko 
Jezusa, i tego skupienia, które często odnawia 
dobrą intencję, które każdą pracę rozpoczyna 
z jasną świadomością, że dla Boga, z miłości 
ku Bogu ją wykonuje mimo zmęczenia, 
trudności,  przeciwności,  jakie  w 
wykonywaniu spotka. 
Jezu, bądź przy mnie podczas mojej pracy, a 
będzie ona pożyteczna dla mojej duszy i miła 
Tobie, Mistrzu mój jedyny, dla którego żyć i 
umierać pragnę. 
Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek 
grzeszny... Przykład to dla mnie, bym nigdy 
nie wynosiła się z powodu łask, jakich Bóg 
mi udziela; ażeby moja wrodzona próżność 
nie przypisywała sobie tego, co jest Boże, nie 

background image

Strona 16 z 37 

pragnęła, nie szukała pochwał, które tylko 

Bogu się należą. 

Jezu, zawsze chcę o tym pamiętać: wszystko, co we mnie jest złego, to jest moje, tak, zupełnie 
moje, a co mam dobrego, to jest Twoje, z Twojej łaski, Twoja dobroć mi to dała. Ciebie za to 
chcę chwalić i siebie uniżać w proch przed Tobą. 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 17 z 37 

 
 

JEZUS WYSZEDŁ NA GÓRĘ, ABY SIĘ MODLIĆ 

 

Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga. Z nastaniem 

dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami. 
Łk 6,12-13 
 
Odszedł Jezus, opuścił uczniów, udał się na 
górę i tam spędził noc na modlitwie. Miał 
przed sobą wielką chwilę - wybór Apostołów. 
Jak budowniczy zabiera się do założenia 
fundamentów  wielkiego  gmachu  Bożego, 
Kościoła  świętego,  katolickiego. 
Przygotowuje się do tego czynu modlitwą 
przez całą noc trwającą. 
Uczy nas po pierwsze, że im ważniejszą pracę 
mamy przed sobą, im ważniejszy obowiązek 
do wykonania, tym goręcej powinniśmy do 
tego przygotować się modlitwą, tym usilniej 
musimy ściągnąć modlitwą na tę pracę, na 
obowiązek na nas ciążący błogosławieństwo 
Boże. Czy ja, Jezu, często o tym nie 
zapominam? Boję się pracy mi powierzonej, 
ociągam się, lękam się, a nie zwracam się z 
ufnością do Boga, który dać mi może 
błogosławieństwo i zdolność do wykonania 
tego obowiązku, a także i siłę, i zdrowie, i 
wszystko, czego mi potrzeba, a czego sama z 
siebie mieć nie mogę. Ja nic nie mogę, z 
Bogiem moim mogę wszystko. 
Po drugie, uczy mnie Chrystus, że dla natury 
ludzkiej modlitwa  nieraz z trudem jest 
połączona.  Chrystus  był  zmęczony  po 
całodziennej pracy, Jego natura ludzka czuła 
potrzebę spoczynku, ale mimo to udaje się na 
samotną górę. Dusza Chrystusa wyrywa się 
do Ojca niebieskiego i jakby zapomina o ciele 
i o jego prawach. 
Nie mogę naśladować Chrystusa w tych 
całonocnych  modlitwach...  Ale  powinnam 
sobie zdawać z tego sprawę, że modlitwa 
nieraz ciąży ludzkiej naturze, nieraz męczy, 
nieraz nudzi, a wtedy tak łatwo pofolgować 
sobie i opuścić modlitwę albo nie przykładać 
się do niej z całą pilnością. Nieraz myślę, że 
modlitwa powinna być tylko pociechą. Może 
nią być, ale też często jest ona z jednej strony 
pociechą dla duszy chcącej wznosić się do 

Boga, ale z drugiej strony pokutą dla natury 
ludzkiej przywiązanej do ziemi. 
Jezu, naucz mnie modlić się mimo wstrętu 
natury, naucz mnie nie zważać na to, czy mi 
się chce, czy nie chce, czy mi łatwo, czy 
trudno. Chcę odważnie, mężnie, im trudniej, 
tym gorliwiej do modlitwy się zabierać. Im 
większy czuję  wstręt  natury do  wysiłku 
modlitwy, tym goręcej będę się modlić, a w 
takiej  modlitwie  będzie  większa  miłość, 
większa pokuta, większa zasługa. 
Żebyśmy w  swoich  małych krzyżykach, 
trudnościach umiały też patrzeć w niebo. Ono 
otwarte przed nami, tylko trzeba umieć głowę 
podnieść, oczy zwrócić ku górze... Ale ja 
wpatrzona jestem w małe, ziemskie sprawy, 
zajęta ziemią, dlatego nade mną ciemno i nie 
widzę tego, co widzą dusze całkiem żyjące 
tylko dla Boga, nieba, Jezusa. A wszak mam 
niebo w Tabernakulum. 
Żebym umiała  przez  całe  moje  życie 
nieustannie zwracać oczy mej duszy ku 
Tabernakulum! 
Jezu, oczy ku Tobie, serce z Tobą, miłości 
moja! (...) 
Modlić się, gdy nieraz na mnie spadają 
krzyżyki, nieprzewidziane trudności, niechęć 
ludzka,  niesłuszne  podejrzenia,  troski - 
modlić się, modlić się zawsze i oddać się w 
zupełności w ręce Pana. 
Jezu, przyjmij mnie bez zastrzeżenia, przyjmij 
całe moje biedne "ja". Moje serce, bo ono 
Ciebie chce kochać, tylko Ciebie, a wszystko 
inne tylko z Tobą i dla Ciebie. Moją duszę, bo 
ona do Ciebie tylko tęskni, wszak bez Ciebie, 
Jezu, jest ona jak ziemia sucha i bezwodna. 
Moją wolę, bo chcę w zupełności być 
poddana  Tobie,  o  Jezu,  miłości  moja,  chcę 
przeistoczyć się w Twoją wolę, by mojej już 
nie było we mnie i by tylko Twoja wola mną 

background image

Strona 18 z 37 

kierowała. Moje ciało, by ono tu żyło dla 
Ciebie, pracowało dla Ciebie, paliło się w 
pracy Twojej, aż się spali, wyniszczy w 
zupełności w służbie Twej. 
Weź mnie, Panie Jezu, bom Twoja, zupełnie 
Twoja na zawsze. 
Z Bogiem wszystko idzie, z Nim każda praca 
będzie  owocodajna,  zabiegi  nasze 
błogosławione, życie święte... Bóg gotów być 
ze mną, bylebym ja przy Nim trwała. A to się 
stanie,  jeśli pracować  będę usilnie  nad 

wyrobieniem  w  sobie  ducha  skupienia, 
pamięci o obecności Bożej. To prawdziwa i 
niełatwa praca, bo domaga się wytrwałego 
starania  o  skupienie,  ciągle  na  nowo 
podejmowanego, by myśl swoją, choć na 
chwilkę, ale często wznosić ku Bogu, nawet 
przy  zajęciu  absorbującym  lub  w 
towarzystwie ludzi.  Króciutkie, ale gorące 
akty strzeliste, prośba, akt ognistej miłości - 
to minutka czasu nieprzeszkadzająca w pracy, 
a łącząca duszę z Bogiem. Ale to wymaga 
codziennego, wytrwałego ćwiczenia. 

Panie, dla Ciebie chcę pracować nad wyrobieniem ducha skupienia. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 19 z 37 

 

JEZUS  

ROZKAZAŁ SUROWO DUCHOWI NIECZYSTEMU 

 

Ktoś z tłumu zawołał: "Nauczycielu, proszę Cię, wejrzyj na mego syna; to mój jedynak.  

A oto chwyta go duch, tak że nagle krzyczy; miota nim tak, że się pieni, i tylko z trudem odstępuje od 
niego, rzucając nim o ziemię". (...) Jezus rozkazał surowo duchowi nieczystemu, uzdrowił chłopca i 
oddał go jego ojcu. A wszyscy osłupieli ze zdumienia nad wielkością Boga  Łk 9,38-39.42b-43a 
 
I ja mam jedną tylko duszę - ta dusza to moja 
jedynaczka, o którą przede wszystkim powinno 
mi chodzić... Czy pamiętam o swojej duszy? 
(...)  Chorobą  jej  rozmaite  grzechy, 
niedoskonałości, wady, którym podlega, które 
ją oddalają od celu jej, od Boga, od świętej 
Bożej miłości... Powinnam znać słabości mej 
duszy, z całą szczerością i z całą pokorą 
przyznawać  się  do  nich  u  stóp  Jezusa.  A  jak  
często miłość własna tak mnie zaślepia, że 
choć mi się wydaje, że znam siebie, w gruncie 
rzeczy wcale nie mam jasnego pojęcia o stanie 
mej duszy. 
Chcę być pokorna, nie wierzyć zbyt prędko, że 
siebie znam, a chętnie przyjmować uwagi... 
Często korzyć się chcę przed Panem Jezusem, 
oskarżając się w uczuciu najgłębszej nędzy ze 
swych grzechów i niedoskonałości... Z głębi 
serca, tak bardzo gorąco prosić muszę: Jezu, 
ratuj biedną duszę moją! Przedstawię Mu 
choroby swej duszy, błagać będę o pomoc, o 
ratunek. 
Często w medytacjach naszych zapominamy o 
tej prawie najważniejszej części - o prośbie. A 
choćby nam żadna myśl nie przychodziła, to 
nie szkodzi. Nie męczmy sobie głowy, by 
koniecznie coś wymyślić, ale prośmy gorąco, 
natrętnie Jezusa o zdrowie duszy, o cnotę, o 
miłość Bożą, o silną wiarę, o pokorę, o miłość 
bliźniego... Prośmy, prośmy, prośmy! (...) 
Może być, że im bardziej dusza do Jezusa się 
chce zbliżyć, im bardziej stara się pracować 
nad sobą, tym bardziej zły duch szarpie ją 
rozmaitymi pokusami. Bylebym tylko nie dała 
się wystraszyć i choć wśród najstraszniejszych 
burz, pokus, przyczołgała się do Jezusa, to On 
nie  odepchnie,  bo  ma  moc  skruszenia 
zabiegów złego ducha. Chrystus, gdy się 
przekona,  że  przy Nim  trwać  chcemy, 
wypowie słowo wszechmocne, które tę biedną, 
strwożoną, zaniepokojoną duszę utuli, uspokoi 

i podniesie. Zrobi się cisza wielka i dusza 
pełna radości chwalić będzie Pana i cieszyć się 
Jego wielkością i potęgą. 
Tylko wytrwać przy Jezusie i nigdy od Niego 
się nie oddalać. Nie bać się pokus, ale mężnie, 
odważnie je zwalczać i mimo pokus ciągle, z 
miłością do Jezusa dążyć. 
W tym wypadku diabeł jawnie okazuje swoje 
panowanie nad swą nieszczęśliwą ofiarą, ale 
często zdarza się, że bawi się duszą i kieruje 
nią  tak  nieznacznie,  że  ona  sobie  z  tego  nie  
zdaje sprawy. Dusza nie chce przyjmować rad 
tych, którzy czują, że źle się w niej dzieje, i 
powoli coraz bardziej wpada w sidła złego 
ducha. Wie on, ten duch ciemności, kiedy 
może jawnie występować, wie też, kiedy musi 
się ukrywać. I dlatego  bądźmy ostrożne! 
Szatan powoli pociąga duszę do złego, do 
małych niewierności, tłumacząc, że to nic, że 
można sobie na to i owo pozwolić... Gdy raz 
już dusza przezwyciężyła tę pewną obawę 
przed niewiernościami, gdy już spokojnie do 
małych i coraz większych niewierności się 
zabiera, to coraz bardziej zły duch ją za swoją 
uważa, wlewa w nią niechęć do modlitwy, do 
rzeczy Bożych. Dusza coraz mniej czuwa nad 
sobą  (...)  i  coraz  dalej  odchodzi  od  Boga.  
Biedna duszo... Jakie to straszne! 
Prośmy gorąco, by Pan Jezus zawsze nad nami 
królował, nami rządził, by nigdy nas z opieki 
swej świętej nie wypuścił! 
Jak często w chwilach ciężkich, jakich zawsze 
jest dużo w życiu, uciekamy się najpierw do 
ludzi, w nich szukamy pomocy, pociechy, 
ratunku. I często zapominamy o tym, że Jezus 
jest blisko, że najlepiej uciekać się do Niego, z 
tą silną wiarą, że On pomoże. Ludzie sami z 
siebie nic dać nie mogą, a jeżeli przynoszą 
uspokojenie biednej duszy naszej, to tylko jeśli 
Jezus na to pozwala. Więc we wszystkich 
kłopotach,  wątpliwościach,  niepewnościach 

background image

Strona 20 z 37 

idźmy zawsze najpierw do Jezusa, bo tam 
zbawienie,  tam  u  stóp  Tabernakulum 
znajdziemy szczęście i światło Boże, tam 
źródło miłości. Więc zawsze, zawsze - do 
Tabernakulum! (...) 
Wiemy, że Jezus to Syn Boga żywego, Bóg 
wszechmocny, wszechpotężny - a mimo to tak 
słabo wierzymy. Gdybyśmy miały silną wiarę, 

wszystko potrafiłybyśmy uczynić. Wiara góry 
przenosi. Wszystko potrafiłybyśmy wymodlić, 
wyprosić. Jezus da, na pewno da, byleby prosić 
o rzeczy dobre - i prosić z wiarą i 
wytrwałością. I jaki spokój miałybyśmy w 
swej duszy, w tym błogim oczekiwaniu, że Pan 
na pewno wysłucha, na pewno nie opuści! 

 
Jezus przede wszystkim chce wiary, a dziecięca, pełna ufności wiara zniewala Go do 
wysłuchania nas. Jezu, daj mi tę silną wiarę 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 21 z 37 

 
 

PANIE,  

ULITUJ SIĘ NAD NAMI, SYNU DAWIDA 

 

Dwaj niewidomi, którzy siedzieli przy drodze, słysząc, że Jezus przechodzi, zaczęli wołać: 

"Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida!" Tłum nastawał na nich, żeby umilkli; lecz oni jeszcze 
głośniej wołali: "Panie, ulituj się nad nami, Synu Dawida!" Jezus przystanął, kazał ich przywołać  
i zapytał: "Cóż chcecie, żebym wam uczynił?" Odpowiedzieli Mu: "Panie, żeby się otworzyły nasze 
oczy". Jezus więc, zdjęty litością, dotknął ich oczu, a natychmiast przejrzeli i poszli za Nim.  Mt 
20,30-34 

 

Trzeba nam podziwiać wiarę tych dwóch 
ślepych - wiarę, z jaką wołają za Jezusem: 
Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nad nami! (...) 
A ja, czy nie jestem w gorszym stanie od tych 
nieszczęśliwych? (...) 
Wejdź w siebie, duszo  moja, zbadaj się 
dokładnie, czy twe oczy są otwarte na świat 
nadprzyrodzony, który cię otacza? Czy umiesz 
utkwić swój wzrok w Jezusa, w Maryję, w to 
piękne niebo, które cię tam czeka na górze? 
Czy umiesz rozpoznać zło, jakie tkwi w tobie? 
Wszak to jest tak ważne, bo bez tego jasnego 
poznania Boga i poznania siebie nie ma pracy 
wewnętrznej... 
Żeby we mnie było takie samo gorące 
pragnienie światła Bożego, uleczenia wzroku 
duszy, by móc widzieć zawsze przy sobie 
Jezusa, by Go nie tracić z oczu nawet wśród 
największego wiru pracy zewnętrznej! 
Jezu, gdy klęczę u stóp Tabernakulum, spraw, 
bym umiała utkwić oczy duszy w Twym 
Boskim Sercu, bym już nie zwracała uwagi na 
to, co około mnie się dzieje, bym cała zatopiła 
się w widoku Twej piękności, Panie mój i 
Boże  mój! Tyś  pięknością  samą,  pełną 
wdzięku i słodyczy, Tyś otoczony światłością, 
a z oblicza Twego biją promienie najczulszej, 
ojcowskiej miłości. Niech mnie nie rozprasza 
świat zewnętrzny. Gdy patrzę w Ciebie, Jezu, 
tak cicho, tak jasno robi się w duszy mojej. 
Światłości moja cudna, rozświeć ciemności 
umysłu mojego! O, niech Twe Boskie usta 
wypowiedzą nad mą biedną duszą te twórcze 
słowa: Fiat lux! - Niech się stanie światłość! 
Jaka pokora u tych dwóch ślepych! Wołają 
głośno o pomoc i nawet ostre słowa nagany 

obcych nie potrafią im ust zamknąć... Nie 
wstydzą się tego, że sami są nędzarzami, że 
sami sobie pomóc nie mogą, nie zważają na to, 
że są biedni, że inni nimi gardzą. Chcą pomocy 
Jezusa i o nią wołają mimo ludzkich urągań i 
naśmiewań. Potrzeba im Jezusowej pomocy, w 
nią tylko wierzą. 
Oto jakie powinno być moje usposobienie 
względem Boga, względem siebie i względem 
ludzi. 
Względem siebie - pokorne zrozumienie swej 
nicości, swej nędzy... Jezus tylko może mi 
dopomóc, On tylko może mi dać  światło 
potrzebne  do  dobrego  i  pożytecznego 
wykonania moich obowiązków. On tylko może 
mnie wzmocnić w pracy zewnętrznej i w pracy 
wewnętrznej. On tylko może otworzyć oczy 
mej duszy, bym umiała patrzeć w górę i 
poznawać Ojca, który jest  w niebie,  i 
wypełniać  Jego  najświętszą  wolę,  według 
której muszę  żyć, abym mogła dostać się do 
królestwa  niebieskiego. Tylko  Jezus może 
skutecznie podać mi rękę i poprowadzić mnie 
bezpiecznie drogą zbawienia, tylko Jezus jest 
Pośrednikiem między człowiekiem i Bogiem. 
Toteż  do  Niego  mam  się  uciekać,  do  Niego  
wołać nieustannie, coraz natarczywiej, coraz 
goręcej, choćby mi się wydawało, że Jezus nie 
słyszy.  Wołać,  wołać,  nigdy  się  nie 
zniechęcając, nigdy nie tracąc ufności. I nie 
zważać na to, co ludzie mówią. Niech łają, 
niech się wyśmiewają, starając się mnie od 
Jezusa oddalić, niech gardzą za wierne wołanie 
do Jezusa. Cóż mnie zdanie świata obchodzi? 
Jezu, chcę w Tobie ufność swą pokładać... 
Nieraz zdaje mi się, żem od Ciebie tak daleko, 
ale i tym nie chcę się niepokoić. Nieraz wokoło 

background image

Strona 22 z 37 

mnie ciemno, zupełnie ciemno, drogi swej już 
nie widzę. Niech to mi nie odbiera spokoju. 
Bylebym do Ciebie wołać nie przestała, to 
wiem, przyjdzie chwila, że i Ty do mnie się 
odezwiesz i powiesz: Co chcesz, bym ci 
uczynił? A ja wtedy o jedno poproszę: Panie, 
bym przejrzała, byś otworzył oczy mej duszy, 
bym mogła widzieć Ciebie, Jezu, Panie mój i 
Boże mój! 
Duszo moja, czy często, i to bardzo często, nie 
jesteś i ślepa, i niema wobec Jezusa w 
Tabernakulum? 

Przychodzisz do świątyni, gdzie jest Jezus, 
Pan, Bóg i Zbawca twój, a ty oczyma duszy nic 
nie  widzisz.  Klęczysz  przed  twym  Panem,  a  
rozmaite obrazy przechodzą ci przed oczyma i 
nie widzisz Jezusa, nie umiesz do Niego 
mówić. Nic ci do głowy nie przychodzi, nie 
wiesz,  co  Jezusowi  powiedzieć,  o  co  prosić.  
Cóż wtedy masz zrobić? (...) Wołaj do Niego: 
Jezu, daj, abym przejrzała, Jezu mój, daj, abym 
umiała przemówić do Ciebie! 

 
Proś, a Jezus na pewno wysłucha. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 23 z 37 

 

APOSTOŁOM PRZYSZŁA MYŚL,  

KTO Z NICH JEST NAJWIĘKSZY. ŁK 9,46 

 
Oto zarozumiałość, córka pychy, wkradająca się do serc Apostołów, którzy niedawno, będąc 

biednymi celnikami lub rybakami, nie myśleli o żadnym wyniesieniu się... Dziś już myślą o swej 
wielkości. 
 
Ostrożnie,  by  i nam nie groziło  coś 
podobnego... Uważasz się za ważną, robisz się 
-  jednym  słowem  -  "wielka".  Twoja 
zarozumiałość zaślepia cię, sądzisz, że jesteś 
pożyteczna, zdolna (...), więc coraz bardziej 
podnosisz głowę. Czujesz się większa od 
innych, okazujesz im to, traktując je z góry, 
lekceważąc pracę  innych.  Zachwycasz  się 
sobą, swoimi zasługami.  Wtedy zaczynasz 
wymagać, by i inni zachwycali się tobą, 
szukasz uznania, pochwał, zazdrościsz innym 
pochwał i powodzenia. Biedna duszo, nie 
zdajesz  sobie  sprawy  z  tego,  jak  ta 
zarozumiałość ciągnie cię coraz bardziej w swe 
sidła, a tym samym odciąga cię od Boga i 
wykrada tobie ten skarb niebiański - pokój 
duszy, który jest własnością dusz pokornych. 
Czujesz się wielka, chcesz być wielka, choć do 
tego otwarcie się nie przyznajesz. 
Powiem ci, biedna, zarozumiała duszo, po 
czym na pewno poznać możesz, choć tego nie 
chcesz, żeś bardzo zarozumiała. Po pierwsze - 
po  tym,  że  we  wszystkich,  którzy  stoją  wyżej  
ciebie albo lepiej od ciebie jakąś pracę, jakiś 
urząd  wykonują,  niechybnie  wykryjesz 
ogromną  zarozumiałość,  choćby  w  tych 
duszach nic zarozumiałości i pychy nie było. 
Zarozumiała dusza wszędzie, tylko nie w 
sobie, widzi zarozumiałość i wszędzie tą niby 
zarozumiałością drażni się i gorszy. Po drugie - 
że czujesz pewną niechęć do tych, które wyżej 
od ciebie postępują w urzędach, w pracach, 
które  częściej  są  używane  do  ważnych  spraw,  
(...) więcej są lubiane. To strasznie korci twoją 
pychę i zarozumiałość pobudza cię do niechęci 
względem nich. Po trzecie - że traktujesz 
niższych w sposób wyniosły i rozkazujący. 
Nieraz zdarza się, że dusza jest pokorniutka, 
cichutka,  póki nie  ma odpowiedzialności, 
urzędu, a jak tylko trochę wyżej stanie, staje 
się rozkazująca, niegrzeczna, myśli, że wolno 
jej  niższych  traktować  z  pewnym 
lekceważeniem, myśli, że im bardziej ich z 

góry traktuje, tym bardziej swą wyższość 
podkreśla  i  uwydatnia.  Biedna  duszo 
zarozumiała, czemu nie pamiętasz o słowach 
Chrystusowych: kto najmniejszy wśród was, 
ten  największy?  (...)  Im  wyżej  jesteś 
postawiona, tym bardziej pilnuj się, byś nie 
poddała się zarozumiałości, by twe obcowanie 
z innymi było pokorne i miłe. 
Jezu, wpatrywać się w Twoje Serce, takie 
pokorne! Tyś przedwieczną mądrością, Tyś 
samą  świętością. Zniżasz się ku najniższym. 
Tak cichy, pokorny jesteś w obcowaniu z 
innymi, jak gdybyś był jednym z nich. Jak 
łaskawy jesteś dla grzeszników, celników, jaki 
dobry,  wyrozumiały  dla  swych  uczniów. 
Niczego dla siebie nie wymagasz, o Panie... 
Jezu, chcę walczyć z moją zarozumiałością. 
Dusza pokorna rozumie, iż dla wszystkich bez 
wyjątku powinna być uprzejma i usłużna... 
Wszystkich ma za wyższych od siebie i dlatego 
ze wszystkimi postępuje z pełną  pokory 
uprzejmością.  Uprzejmość i usłużność dla 
jednych, a przy tym brak uprzejmości dla 
innych to znak, że ta uprzejmość i usłużność 
nie wypływa z pokory lub z cnoty ani z miłości 
ku Bogu, tylko z konieczności lub z miłości 
własnej albo  z chęci uzyskania  własnej 
korzyści. 
Dusza pokorna, uznająca się szczerze za 
najgorszą, ostatnią ze wszystkich, uważa sobie 
za święty obowiązek być pełną grzeczności, 
uprzejmości dla innych, bez względu na to, 
jacy inni są dla niej. Nie czeka, czy inni dla 
niej są grzeczni, uprzejmi, by wtedy dopiero 
zdobywać się na grzeczność. Ona chętnie 
pierwsza się kłania, pierwsza uprzejmie się 
odzywa,  nie  uważając  na  mały  brak 
grzeczności ze  strony innych,  i własną 
uprzejmością  i grzecznością  uczy  innych 
dobroci. Dusza pokorna będzie uprzejma dla 
nieznajomych, równie jak i dla znajomych, dla 
ubogich, jak i dla bogatych, dla żebraka, jak i 

background image

Strona 24 z 37 

dla króla. Nic ją nie obchodzi osoba, ale korzy 
się przed Bogiem, mieszkającym w każdej 
duszy dobrej woli, przed duszą będącą bardziej 
może od niej ukochanym dzieckiem Boga. 
Zrobię sobie rachunek sumienia. Jakże z moją 
grzecznością dla innych? Czy zależy ona tylko 
od fantazji, od humoru? Czy jestem uprzejma 
tylko dla niektórych osób, tylko dla własnej 
przyjemności?  A  moja gotowość  służenia 
innym?  (...)  Czy  pamiętam  o  tym,  że  ta  
uprzejmość, usłużność pochodząca z pokory to 
prawdziwe apostolstwo? (...) 
Jak błogo mieć do czynienia z osobą zawsze 
uprzejmą, uprzedzająco grzeczną, jakby zajętą 
tym, by ludziom z nią dobrze było. Przyjemnie 
jest temu, który gdy o co prosi, otrzyma tę miłą 
odpowiedź,  że  chętnie  zadośćuczynimy 
wyrażonej prośbie, że to uważamy raczej za 
szczęście, iż możemy w bliźnim usługę Bogu 
oddać. 
A my - często mamy słowa pokory na ustach, 
ale myśl nasza nie zgadza się z tym, co 
mówimy, i dlatego obrażamy się nieraz o byle 
co, a choć niby o sobie źle mówimy, to 
martwimy  się  najmniejszą  zrobioną  nam 
uwagą, tracimy pokój duszy. A gdzież jest 
nasza pokora? Prośmy o nią dobrego Jezusa. 
Pytanie, które stawia ludzka pycha i ambicja: 
kto będzie większy? (...) 
Wolno nam pragnąć  świętości, ale nie dla 
ambicji, tylko dla Boga, aby spełnić wolę 
Bożą. Jednakże i w tym pragnieniu chwały 
niebieskiej  nie przekraczajmy granic woli 
Bożej. Jak Bóg chce! 
I w niebie, Jezu, chcę być tam, gdzie Ty mnie 
mieć chcesz, chcę dojść do tego stopnia 
świętości, którego ode mnie żądasz, do którego 
mnie przeznaczyłeś - nie więcej... Chcę jak 
najgorliwiej pracować nad swym uświęceniem, 
ale tylko z miłości, z czystej miłości ku Tobie, 
Jezu, byś Ty był zadowolony... Nie potrzeba 
mi chwały ani w niebie, ani na ziemi, Ty sam 
jeden mi wystarczysz, mój Jezu. Ciebie chcę 
kochać,  Twą  wolę  spełnić,  Tobie  się 
przypodobać - oto jedyna moja ambicja. 
Pamiętajmy o tym, że pycha, będąca matką 
wszelkich występków, jest też matką kłamstwa 
i fałszu. Zaglądajmy do swego sumienia, czy i 
nam ono  nie wyrzuca małego  kłamstwa, 
przekręcenia prawdy, małego fałszu wyrosłego 
na pysze. Aby się lepszą przedstawić, niż 

jestem, aby zrzucić z siebie jakiś zarzut, jakieś 
podejrzenie,  może  prawdziwe,  czy  nie 
wymykało mi się nieraz małe kłamstwo? Albo 
by siebie przedstawić w lepszym świetle, czy 
nie upiększałam nieraz swego postępowania, 
dodając, ujmując,  jednym słowem: kłamiąc, 
choć my tego i kłamstwem nie nazywamy? 
Albo by siebie uniewinnić, czy może małym 
kłamstwem nie zrzucałam winy na innych? 
Pokorny tych tak nieraz częstych kłamstw nie 
potrzebuje, bo jemu o to nie chodzi, by siebie 
wywyższyć, on raczej przedstawia się gorzej, 
niż  jest,  bo  sam  w  to  wierzy.  A  na  tej  naszej  
pysze, czy nie wyrasta niesłuszne zupełnie 
posądzanie innych, którzy nas przewyższają? 
Bo pycha tego nie znosi, więc może nawet i do 
oszczerstwa  doprowadzić...  Zaglądajmy  do 
swego sumienia. 
Panie,  strzeż  nas,  strzeż  nawet  od 
najmniejszego kłamstwa... 
Jeżeli  chcemy  być  blisko  Jezusa,  (...) 
przejdźmy przez świat  z oczyma zawsze 
skierowanymi ku naszemu Bogu, dotykając się 
ziemi stopami, ale  myślą, sercem, duszą 
przebywając w niebie. 
Nasza radość musi być w Bogu... Patrz, duszo 
moja, czy nie możesz powiedzieć sobie z całą 
prawdą, że tu masz źródło szczęścia? Masz 
Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie, On 
jest tu dla Ciebie i z Tobą. Jest tu, byś nie była 
sierotą, byś w Nim miała wiernego, tak bardzo 
ciebie kochającego Przyjaciela, Pocieszyciela 
w każdym zmartwieniu, krzyżu, cierpieniu, byś 
miała  Doradcę  w  niepewnościach  i 
wątpliwościach  swoich.  On  chce  być 
Lekarzem, uzdrawiającym twoją duszę, gdy 
wpadniesz w chorobę grzechu, byś nigdy, 
nigdy nie mogła powiedzieć, żeś opuszczona, 
osamotniona. Masz Jezusa, który co dzień 
wstępuje do Twego serca, by je napełnić 
światłością, siłą i radością. Masz Jezusa tak 
blisko... On tu jest dla Ciebie, a ty nie miałabyś 
być szczęśliwa? Skąpa ta dusza, której Jezus 
do szczęścia nie wystarczy. Dusza kochająca 
Jezusa zawsze jest szczęśliwa. 
Dusza prawdziwie pokorna ze wszystkimi żyje 
w zgodzie. Dlaczego? Bo się nie wyrywa na 
pierwsze miejsce; bo chętnie ustępuje (...); bo 
zawstydzona  własną  niedoskonałością,  nie 
sądzi innych i nie oburza się ich uchybieniami; 
bo chętnie przyznaje rację innym. I dlatego 
wszyscy ją kochają i cenią, i w świętej zgodzie 

background image

Strona 25 z 37 

z nią żyją... A tam, gdzie zgoda i miłość, tam 
pokój, a gdzie pokój, tam Bóg! Prośmy Pana 
Jezusa, by nam dał usposobienie zgodne i 
ciche, które jest podstawą pokoju i szczęścia... 
Jakże to piękne, ale jak się to nie zgadza z tą 
biedną, ludzką naturą, która wszędzie pragnie 
się wysuwać, wystawiać na pokaz to trochę 
dobrego, które z łaski Bożej ma w sobie. 
Jezu dobry, daj mi być małą, to znaczy nie 
pragnąć, nie szukać ludzkiego oka, ludzkich 
poklasków,  ludzkiego  uznania.  Daj  mi 
pracować pod okiem Bożym cichutko, tylko 
dla Boga. 
Duszo moja, podobna bądź do kwiatka na 
pustyni, który rośnie, rozwija się i kwitnie 
tylko po to, by spełnić wolę Boską, nie pytając 
się, czy widział go ptak w przelocie albo czy 
wietrzyk  poranny  igra  z  wiotkimi  jego 
listkami. 
Ty mi służysz, Boże ukryty pod postacią 
chleba w Tabernakulum, i jesteś gotów służyć 
mi dniem i nocą. Zawsze mogę do Ciebie 
przychodzić po radę, po pociechę, po pomoc, a 
Ty mnie zawsze łaskawie wysłuchasz. Gdym 
słaba, bezsilna, przygnębiona, Ty dajesz mi się 
jako pokarm na wzmocnienie duszy mojej. 
Służysz mi dniem i nocą, ale czy ja rozumiem 
ten nadmiar poświęcenia i czy choć trochę 
staram się Ciebie, Jezu, naśladować, służąc 
Tobie w bliźnich? (...) Czy jestem tak pełna 

poświęcenia dla innych, wymagając od nich 
jak najmniej dla siebie, a za to dając im jak 
najwięcej? 
Duch świata obecnego jest duchem pychy. 
Pragnienie wywyższenia pożera  nas. Świat 
dzisiejszy woła: coraz wyżej, coraz wyżej... 
Czy we mnie nie pracuje choroba współczesna 
- ambicja? Boże, strzeż od tej choroby duszę 
moją! Straszna to choroba, która pozbawia 
człowieka pokoju wewnętrznego, wesołości - 
człowiek dąży do czegoś wyższego, nie pytając 
się, czy to do Boga prowadzi, czy nie. 
Na czym polega ambicja? Jest to pragnienie 
wywyższenia, wstręt, strach przed tym, co 
pycha  nasza  czasem  nawet  zupełnie 
bezpodstawnie  nazywa  poniżeniem.  To 
pragnienie nie daje duszy spokoju, rodzi 
zazdrość, czasem nienawiść do tych, którzy 
wyżej stoją. Ambicja zabija w człowieku 
zupełnie pracę  wewnętrzną; człowiek  nie 
pragnie nieba, ale wywyższenia tu, na tej 
ziemi. Ambicja jest trucizną dla każdej duszy... 
I jak strasznie wielkie spustoszenia ona w nich 
sprawia. 
Powinnam zaglądać do własnej duszy, czy tam 
nie ma choć lekkich śladów ambicji... Jakie 
nieraz burze miotają biedną, ambitną duszą... 
Rzuca się w niepohamowanym gniewie, nie 
mogąc sobie znaleźć miejsca, opłakuje siebie 
jako  ofiarę niesprawiedliwości,  pełna  jest 
niechęci... 

 
Matko moja, Maryjo, uproś mi siłę i łaskę, bym w swoim sercu wytępiła każdy ślad ambicji, 
bym, jak Ty, raczej pragnęła być małą, bardzo małą, jak ten robaczek, co pełza po drodze, po 
którym noga dziecięca depcze bez obawy. 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 26 z 37 

 
 

TWOJA WIARA CIĘ OCALIŁA,  

IDŹ W POKOJU! 

 

Kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że Jezus gości w 

domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u Jego stóp, płacząc, 
zaczęła łzami oblewać Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i 
namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: "Gdyby on 
był prorokiem, wiedziałby, co to za jedna i jaka to jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest 
grzesznicą". (...) Jezus rzekł Szymonowi: "Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo 
umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje". Do niej zaś rzekł: "Odpuszczone są 
twoje grzechy. (...) Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!" Łk 7,37-39.47-48.50 
 
Oto  miłość  przyprowadza  ją  do  stóp 
Chrystusowych,  żal wyciska  z  jej oczu 
strumienie łez, upokorzenie, uznanie swej winy 
każe  jej  kłaść  się  u  nóg  Chrystusowych  w  
uczuciu  swej  nicości,  a  pragnienie 
odpokutowania każe jej wylać na nogi Jezusa 
drogocenny olejek i wycierać Boskie nogi 
włosami, które dotychczas służyły próżności... 
Myśli tylko o tym, że kocha, i wierzy, że i 
Jezus w swej niezmiernej dobroci nie pogardzi 
żałującą grzesznicą... 
Jezus  z  miłością  patrzy  na  pokutującą 
grzesznicę i odpuszcza jej grzechy. Nic jej nie 
mówi, a ona miłuje, żałuje i wciąż milczy. 
Wreszcie Jezus wypowiada to jedno zdanie: 
Grzechy twoje są ci odpuszczone, idź w 
pokoju.  Oto  najpiękniejsza spowiedź,  jaka 
kiedykolwiek była i będzie. Z jednej strony - 
najgłębsza pokora i miłość żałująca, a z drugiej 
- Boska wyrozumiałość i miłość przebaczająca. 
A  jaki  owoc  tej  spowiedzi?  Bogaty  w  żal  i  
miłość pokój Boży, który przechodzi wszelkie 
dobra świata. 
Żebyśmy  umiały  tak  żałować  -  nie  z  żalu  nad  
nami,  nie z pychy,  nieumiejącej znieść 
własnego poniżenia, ale z czystej miłości ku 
dobremu Jezusowi! (...) Pokornym, uniżonym 
obiecane jest królestwo pokoju, a w nim 
światło i szczęście Boże. 
Żal za grzechy,  można powiedzieć,  jest 
motorem,  inspiracją  każdego  uczynku 
pokutnego. Bez pobudki żalu pokuta nie jest 
właściwą pokutą, a przynajmniej nie jest 
zadośćuczynieniem miłości... 

Dlaczego żal jest pokutą? Bo aby rzeczywiście 
wyrobić w sobie prawdziwy żal za grzechy, 
żal, który by tak nieustannie tlił się w duszy, 
który podtrzymywałby ciągle ducha pokuty, 
trzeba usilnie pracować. Trzeba wywalczyć w 
sobie ten ból duszy, jakim jest żal za grzechy, a 
to dla człowieka niełatwe, bo dusza ludzka ma 
naturalny wstręt  przed  cierpieniem,  przed 
bólem jakiegokolwiek rodzaju. A choć czasem 
Bóg zaprawia żal miłością i wtedy staje się on 
nader słodki, to w zwyczajnych warunkach żal 
zdobywa się wysiłkiem, mozolną pracą i jest 
on bólem duszy. 
Ale niech mnie to nie odstrasza. Jeżeli kocham 
Boskie Serce, które widzę przed sobą otoczone 
koroną cierniową, to musi w sercu mym 
powstać  pragnienie tej korony cierniowej, 
korony uplecionej z ciernia ustawicznego żalu 
za grzechy moje, za grzechy świata. I muszę 
zrozumieć, że ten żal to  najprawdziwsze 
wynagrodzenie za grzechy moje. Choćbym się 
zabijała  postami,  czuwaniem,  uczynkami 
pokutnymi, ale nie miałabym żalu, to wszystko 
nie byłoby jeszcze prawdziwą pokutą, bo nie 
byłoby tam ducha pokuty, który ją ożywia i 
czyni  miłą  naszemu  Jezusowi.  Muszę 
zrozumieć, że bez żalu nie ma poprawy życia, 
bo jakże mam się poprawić, zaniechać czynu, 
za który nie żałuję, ale owszem, który mi jest 
miły? 
Żal więc jest moją pierwszą i najważniejszą 
pokutą, bo rodzi ducha pokuty, bo bez niego 
pokuta jest bez duszy, bez siły i - co 
najważniejsze - bez miłości. Wszak żal jest 
miłością cierpiącą. Gdzie żal, to i miłość, bo on 
bez niej nie istnieje. O żal się starać powinnam 

background image

Strona 27 z 37 

w pocie czoła - to pierwszy obowiązek duszy 
grzesznej, potrzebującej pokuty. A jak starać 
się o żal, jak go w sobie wyrobić? Ćwiczyć się 
w  nim  codziennie,  i  to  po  kilka  razy,  (...)  i  
często prosić gorąco o wielką łaskę żalu. 
Chciejmy,  pragnijmy,  błagajmy,  a 
zdobędziemy ten żal miłosny, który najlepiej 
zamieni życie nasze w życie świętej pokuty i 
miłości. 
Ojcze, zgrzeszyłam, niegodna jestem nazwać 
się  Twoim  dzieckiem,  niegodna  jestem 
wznieść oczy moje ku niebu! Oto uczucie 
pokory, wypływające z prawdziwego żalu za 
grzechy. Panie, jam niegodna! 
Żal za grzechy opiera się na poznaniu mej 
moralnej nędzy, żal daje zrozumienie, że za 
grzech należy mi się kara. Jeżeli rozważamy 
grzechy,  któreśmy popełnili,  daleko  mniej 
cierpimy, aniżeliśmy zasłużyli. Jeśli naprawdę 
za grzechy, za nieprawości żałuję, będzie we 
mnie to zrozumienie, że właściwie zasłużyłam 
na piekło, wobec tego czy mam prawo 
narzekać, choć Bóg zsyła krzyżyki, choć 
prowadzi twardą i ciernistą drogą? 
Czy w uczuciu swych win nie powinnyśmy 
dziękować Bogu za wszystko? Gdybym przez 
ten prawdziwy, uniżenia pełen żal doszła 

rzeczywiście do przekonania, że wszystko jest 
dla mnie za dobre, że nic nie ma dla mnie zbyt 
złego w porównaniu z tym, na co zasłużyłam - 
jak umiałabym zawsze za wszystko Bogu 
dziękować, jak wielką wdzięczność czułabym 
dla Ojca mego w niebie, który nie według swej 
sprawiedliwości,  ale  według  ogromu 
miłosierdzia swego ze mną postępuje. Z jaką 
wdzięcznością, pełną  miłości, tuliłabym się 
zawsze, w szczęściu i w cierpieniu, w 
oschłości i w pociechach, do stóp Boskiego 
Mistrza,  który z nadmiaru  dobroci swej 
nadłamanej trzciny nie dołamie i gasnącego lnu 
nie zagasi. Stosunek mój do Boga byłby tak 
pełen miłości, pełen wdzięczności, ale  i 
zarazem pełen głębokiej czci, wypływającej z 
poczucia mej nędzy, mej niskości. 
Nieraz  tak  obojętnie  przyjmuje  dusza 
dobrodziejstwa Boże, jak gdyby się jej one 
należały, kiedy tymczasem nic się jej nie 
należy - nic prócz kary... 
Jezu mój, (...) nieskończenie dla mnie dobry. 
Daj, niech nigdy nie zapomnę, że wobec 
Ciebie jestem biednym skazańcem, któremu 
darowałeś życie i który odtąd chce być Twym 
niewolnikiem, choćby ostatnim, byleby zawsze 
z Tobą i przy Tobie. Nie chcę sobie nigdy 
pozwolić na niezadowolenia, na narzekania... 

 

Panie mój, i śpiewać będę chwałę Twoją, i cieszyć się Twą dobrocią. Bo dobry jest Pan i na wieki 
miłosierdzie Jego! 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 28 z 37 

 
 

PRZYJDŹCIE DO MNIE WSZYSCY,  

KTÓRZY UTRUDZENI I OBCIĄŻENI JESTEŚCIE 

 
Jezus przemówił tymi słowami: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te 

rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje 
upodobanie. (...) Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was 
pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, 
 a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych". Mt 11,25-26.28-29 
 
Wiary nam potrzeba. Nigdy nie myślmy, że 
nasza wiara jest już doskonała, że mamy jej 
dosyć! Wiara nasza to sędzia, który nam 
wyrzucać będzie nasze grzechy i niewierności. 
Gdybym wiary nie miała, nie byłabym winna i 
wszystkie  moje  wykroczenia,  od 
najmniejszych do największych, nie byłyby 
karygodne albo byłyby mniej karygodne. Ale 
ja  wierzę...  Wszystko  naokoło  mnie 
przypomina, że stworzona jestem dla Boga, że 
życie jest mi dane na to, bym Boga kochała i 
Jemu służyła. 
Życie moje upływa w atmosferze wiary, więc 
też obowiązkiem moim - według wiary żyć, w 
duchu wiary postępować, z wiarą wykonywać 
moje obowiązki,  tak  największe,  jak  i 
najmniejsze, w duchu wiary patrzeć na tych, 
którzy mnie otaczają... Oto mój obowiązek: 
żyć z wiary, z wiarą w sercu. Ażeby tak było, 
muszę o nią prosić, ciągle prosić. 
Posłuchajmy z zachwytem tych cudownych 
słów Chrystusa, dziękującego Ojcu swemu, iż 
te rzeczy - to jest wiarę, zrozumienie tego, co 
Boże, nadprzyrodzone - ukrył przed mądrymi i 
pysznymi tego świata i objawił maluczkim, 
pokornym. Jaka to zachęta do pokory, do tego 
najpiękniejszego ze wszystkich pragnień: być 
malutką, bardzo malutką, by Bogu zostawić 
chwałę, wielkość, panowanie. Przez te słowa 
uczy Chrystus nas, że kto chce otrzymać łaskę 
wiary - bo pamiętajmy, że wiara to łaska wlana 
w serca nasze dla zasług Jezusa Chrystusa, i 
my jej sobie dać nie możemy, ale tylko Bóg 
nam ją daje - ten musi być maleńkim, bardzo 
maleńkim we własnym mniemaniu. 
Im więcej pragniesz tego światła, które ci daje 
poznać  życie nadprzyrodzone, które ci daje 
wnikać w myśl Bożą, tym więcej musisz 
walczyć o pokorę... 

Jezu,  chcę  wołać  często  za  świętym 
Augustynem: "Panie, daj bym poznała Ciebie, 
bym poznała siebie. Ciebie, bym Cię miłowała, 
siebie, bym sobą gardziła". Im lepiej poznam 
swoją nędzę, tym lepiej poznam Ciebie, Twą 
wielkość, Twą wspaniałość. Im lepiej poznam 
swą nicość, tym goręcej będę umiała Ciebie 
kochać, bo myśl moja nie będzie zajęta moim 
"ja", tylko całkowicie zwróci się do Ciebie, 
zatopi się w oceanie Twej miłości. Panie, daj 
mi poznanie mej nędzy... 
Jezus dziękuje Ojcu Przedwiecznemu za to, że 
wielkie Boże prawdy odsłania malutkim, a 
zakrywa je pysznym... Pokorne serce łatwiej 
aniżeli  pyszne  pojmuje  wielkość  spraw 
Bożych,  bo  trzyma  się  w  swej  pokorze  
cichutko blisko Boga. Nie jest ciekawe spraw 
ziemskich, nie szuka honorów i poważania, 
otwarte jest dla światła Bożego... 
Czy ci to potrzebne, czy to chwała dla ciebie, 
że możesz powiedzieć, że wszystko wiesz, co 
się dzieje na świecie, co się dzieje w domu? 
Czy to wstyd, że nie jesteś szafką do 
przechowywania nowin i plotek? Nie pragnij 
nowin,  wiadomości  tobie  niepotrzebnych. 
Chciej Boga, interesuj się więcej sprawami 
Bożymi, a trzymaj serce i umysł wyżej ponad 
tą  ziemią,  wtedy  światło  Boże  i  prędzej,  i  
łatwiej je oświeci. 
Jezu, uczyć się chcemy od Ciebie, żeś cichy i 
pokorny. Jak słodki jesteś, jaki dobry dla 
wszystkich, którzy się do Ciebie zbliżają... 
Jezu, chcę iść Twą drogą cichości i pokory - 
cicho, nie skarżąc się na nic. Cicho, bez 
niecierpliwości,  nieuprzejmości,  szorstkości. 
Cicho w przeciwnościach, by nigdy nie stać się 
przez swe skargi i złe humory ciężarem dla 
nikogo. A jaka cudna nagroda: znajdziecie 
ukojenie dla dusz waszych! 

background image

Strona 29 z 37 

Nie ma większego dobra dla duszy żyjącej tu, 
na ziemi, jak mieć w sercu wielki, święty pokój 
Boży. Pokój to pierwszy dar, jaki Chrystus 
przyniósł  Apostołom  po  swym 
Zmartwychwstaniu, to najcenniejszy dar, bo 
jest  on podstawą  szczęścia,  złączenia z 
Bogiem, pracy nad sobą i świętej radości. 
Dusza pyszna nigdy nie doznaje pokoju, dusza 
zaś pokorna ma w sobie święty, Boży pokój, 
bo nią nie miotają ani ambicja, ani próżność, 
ani pragnienie chwały i uznania, ani zazdrość, 
ani kłótnie. Pokorny nie staje do kłótni, w 
Bożym pokoju znajduje radość i szczęście, 
znajduje siłę i ochotę do pracy nad sobą, moc 
w  przeciwnościach,  odwagę  w 
niebezpieczeństwach - znajduje Boga, bo gdzie 
pokój, tam Bóg. 
Jakże z głębi serca wołać powinnam: Jezu 
cichy i serca pokornego, uczyń serce moje 
według Serca Twego i daj mi Twój święty, 
Boży pokój! 
Pokora to rozum oświecony światłem Bożym, 
to rozum, który każdy może w sobie wyrobić... 
To zrozumienie prawdy - prawdy, której nikt 
zaprzeczyć nie może. A jaka jest ta prawda? 
Bóg jest wszystkim, a ja jestem niczym. Bóg 
jest wszystkim, alfą i omegą mego istnienia. 
On mi dał życie, On w każdej chwili może mi 
je odebrać. Nie mogę właściwie powiedzieć: za 
dziesięć, za pięć minut zrobię to, pójdę tam - 
bo może mnie już  śmierć zabierze, czy ja 
wiem? To od Boga zależy, nie ode mnie. Życie 
moje do Boga należy, nie do mnie. W stosunku 
do życia mego doczesnego - jam niczym. Bóg 
mi  dał  rozum,  zdolności,  talenty,  w  większej  
lub mniejszej mierze. To wszystko do Niego 
należy, nie do mnie. Ja sobie nie mogę dodać 
ani rozumu, ani zdolności, ani talentu, a Bóg, 
który mi dał to, co mam, może w okamgnieniu 
wszystko  zabrać. Może odebrać zdolności, 
może odebrać wzrok, słuch, mowę, a nawet 
rozum. On wszystko może, bo wszystko to, co 
jest niby moje, nie jest moje, ale Boże. On 
wszystko może, a ja nic, nic a nic! Więc w 
stosunku  do  moich  zdolności,  rozumu, 

talentów - jestem niczym, a Bóg  jest 
wszystkim. 
A zdrowie moje? Bóg mi je dał, nie ja. Bóg 
może z dnia na dzień, z godziny na godzinę 
zesłać na mnie niemoc, może zesłać bolesną, 
długotrwałą, strasznie męczącą chorobę, a ja na 
to nic nie poradzę. Jeśli Pan Bóg zechce, to 
lekarze znajdą na nią lekarstwo, pomoc, a jeśli 
Bóg nie zechce, to i cały zastęp lekarzy nic nie 
pomoże, a choroba zrobi swoje, nie pytając 
wcale. W stosunku do zdrowia mojego - jam 
niczym, a Bóg jest wszystkim. 
A od czego zależy moje powodzenie w życiu? 
Wszystko  robię,  by  osiągnąć  swój cel 
upragniony.  Nieraz  wszystko  idzie  jak 
najpomyślniej,  a  tu  -  mimo  moich 
przewidywań,  mojej  przezorności  - 
niespodzianie wszystko obraca się przeciwko 
mnie, wszystko się rwie, psuje. Ja chciałam 
inaczej, a tu Bóg inaczej kieruje. Jak On chce, 
nie jak ja chcę! Więc w stosunku do mego 
życia  doczesnego,  do  powodzenia,  do 
bogactwa, do pracy mojej - ja jestem niczym, 
Bóg jest wszystkim. Jeżeli mi pobłogosławi, 
będę miała powodzenie, droga mego życia 
będzie jasna i łatwa. Jeśli Bóg będzie chciał 
inaczej, poprowadzi mnie przez głogi i ciernie. 
On jest wszystkim, ja nicością, więc czy mam 
prawo pysznić się czymkolwiek, wynosić się z 
czegokolwiek ponad inne? Czy mam prawo 
przechwalać się tym, co nie jest moje, jakby to 
było moje? Szukać chwały dla siebie z tego, co 
powinno Bogu przynosić chwałę, bo to jest dar 
Boży, bo to jest Boże? Czy to, co mi Bóg dał, 
dał mi dla mojej zasługi, czy tylko ze swej 
łaski i ze swego miłosierdzia? 
O tę pokorę rozumu, o to zrozumienie prawdy 
przede wszystkim starać się powinnam... To 
prawdziwe, a nie tylko pozorne zrozumienie 
swej  nicości  muszę  w  sobie  wyrabiać 
mozolnie, choć to i nieraz może mi się nudne 
wydawać. Powinnam ciągle wracać i do aktów 
pokory, i do prośby, by Bóg dał mi 
zrozumienie,  żem  nicością,  i przekonanie 
głębokie o mej nędzy i nicości. 

Jezu, jak bardzo maleńka czuje się dusza, gdy jest blisko Ciebie. Jaki spokój w takiej duszy, (...) 
bo im mniejsza się czuje, tym więcej odczuwa wielkość Bożą i nią się raduje. 
 

 
 

background image

Strona 30 z 37 

 

CHCĘ RACZEJ MIŁOSIERDZIA NIŻ OFIARY 

 
Pewnego razu Jezus przechodził w szabat pośród zbóż. Uczniowie Jego, odczuwając głód, 

zaczęli zrywać kłosy i jeść [ziarna]. Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: "Oto twoi uczniowie czynią 
to, czego nie wolno czynić w szabat". A On im odpowiedział: (...) "Gdybyście zrozumieli, co znaczy: 
chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych" Mt 12,1-2.7 

 

Jak często gotowa jestem do sądzenia innych. 
Coś mi się nie podoba, i już nie pytam, czy są 
do tego słuszne powody, słuszne przyczyny, 
pozwolenie,  sądzę  tylko  według  mojego 
widzimisię...  Ile przez to jest  w sercu 
niepokoju, goryczy, niezadowolenia! Ile czasu 
tracę na sądzenie innych, na drażnienie się tym, 
co inne robią, a mogłabym tak użytecznie 
spędzić te chwile na rozważaniu własnej 
nędzy, na badaniu własnego sumienia, na 
zatapianiu się w wielkości, piękności i miłości 
Bożej.  Czy  to  nie  dziwna  rzecz  -  mogę 
rozważać piękność Bożą, zachwycać się nią, 
wpatrywać się w nią, a wolę zatrzymywać 
wzrok na nędzy mych bliźnich, choć to się 
Bogu nie podoba, a duszy mej szkodzi, Boże 
zmiłowanie ode mnie odwraca. 
Jezu mój, Ty chcesz okazać mi miłosierdzie, 
jeśli ja je innym okażę. Wolisz znaleźć we 
mnie serce wyrozumiałe aniżeli serce gotowe 
do ofiary, ale przy tym twardo domagające się 
ofiary od innych. Jezu, chcę być pełna 
wyrozumiałości dla bliźnich, a dla siebie 
twarda, gotowa do ofiary. Chcę mieć serce 
matki dla innych, kamienne dla siebie. Im 
twardsza będę dla siebie, tym wyrozumialsza 
stanę się dla bliźnich. Jezu, dopomagaj mi w 
tym! 
Jezu, jakiś Ty dla mnie wyrozumiały - zawsze 
pełen miłości, pełen dobroci. Mimo grzechów 
moich nie potępiasz mnie na wieki. Od Ciebie, 
Jezu-Hostio, chcę uczyć się tej wyrozumiałości 
i dobroci, która czyni życie (...) tak słodkim, 
jasnym, pogodnym - tak podobnym już do 
życia w niebie. 
Zdajmy sobie sprawę z tego, czy i my nieraz 
nie  ukrywamy  swych  namiętności  pod 
płaszczykiem gorliwości o chwałę Bożą? (...) 
Wstydzimy się same przed sobą swych złych 
skłonności, którym się poddajemy, więc przed 
innymi, a szczególnie przed samymi sobą, 
tłumaczymy je na dobre. To niebezpieczna 

zabawa...  Nie  wierzymy  głosowi 
wewnętrznemu, który nas ostrzega, że nie 
jesteśmy  w  prawdzie,  (...)  i  upór  nasz  coraz  
bardziej się wzmacnia... Miłość własna na 
wszystko znajduje parawanik, aby nim zasłonić 
swoje słabe strony, swe niedoskonałości i 
namiętności; zawsze znajduje farbę, by je na 
różowo pomalować. 
Chcę, Jezu, zaglądać do własnego sumienia, by 
nie ulegać złudzeniom, a przede wszystkim (...) 
nigdy nie wmawiać w siebie, że źle widzą, że 
za ostro mnie sądzą, że się mylą... O nie, oni 
lepiej widzą me słabe strony niż ja, która 
patrząc na swą duszę, mam przed oczyma gęstą 
zasłonę miłości własnej. 
Jezu, pozwól mi iść prostą drogą, która nie zna 
krętactwa i obłudy w stosunku do własnej 
duszy. Daj mi oko jasne, które w świetle 
Bożym widzi sumienie tak, jak ono się 
przedstawia Bogu, nie jak nasza pycha i miłość 
własna chce je widzieć. A przede wszystkim 
daj mi, Panie, głęboką pokorę, uznanie mej 
nędzy. Wtedy nie będzie dla mnie trudne 
uznanie mych niedoskonałości i nie będzie we 
mnie tego fałszu, który zasłania zło pod 
pokrywką dobra. 
Dobra jest gorliwość i ścisłość w zachowaniu 
prawa, ale musi ona zawsze iść w parze z 
dobrocią i wyrozumiałością. Gorliwość ostra, 
twarda,  więcej robi złego  niż  dobrego. 
Gorliwość bez miłości i dobroci nie pociąga do 
Boga, ale od Niego, od religii, od pobożności 
odstręcza... 
Również nie wolno mi być twardą, gdy miłość 
bliźniego domaga się tego, bym dla słusznych 
powodów odstąpiła od przepisu. Trzeba mi być 
bardzo ścisłą dla siebie, ale tą  ścisłością 
jeszcze niech kieruje miłość, dobroć bez 
granic,  podobna  do  dobroci  Jezusowej... 
Dobrocią i miłością najpewniej,  najłatwiej, 
najszybciej, pozyskuje się dusze dla Boga... 
Więc dobroci mi potrzeba, dobroci bez granic. 

background image

Strona 31 z 37 

Bądźmy dobre na wzór dobroci Jezusa, miejmy 
zawsze oczy otwarte na wszystko, co innym 
może sprawić ból, aby to usunąć; na wszystko, 
co innym może zrobić przyjemność, aby to 
uczynić. Być dobrą to jest żyć dla szczęścia 
innych, ich szczęście mieć przede wszystkim 
na względzie. Równie w rzeczach wielkich, jak 
i w małych zawsze dążyć do tego, by innym 

życie osładzać i upiększać. Miejmy serce 
szerokie w swej dobroci, serce, które w świetle 
Bożym umie rozpoznać, kiedy miłość powinna 
brać górę nawet nad mniej ważnym od miłości 
obowiązkiem, a też kiedy obowiązek jest 
ważniejszy i przede wszystkim musi być 
uwzględniony. 

 

Jezu, (...) daj mi coraz więcej miłości i dobroci. Być dobrą, bardzo dobrą, nieskończenie dobrą - 
oto droga Jezusa, którą powinnam iść 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 32 z 37 

NAUCZYCIELU,  

CO MAM CZYNIĆ, ABY OSIĄGNĄĆ ŻYCIE WIECZNE? 

 

Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: "Nauczycielu, co 

mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?" Jezus mu odpowiedział: "Co jest napisane w Prawie? 
Jak czytasz?" On rzekł: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją 
duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego". Jezus rzekł 
do niego: "Dobrze odpowiedziałeś. To czyń, a będziesz żył". Łk 10,25-28 
 
 
W tym przykazaniu zawarte jest wszystko, co 
prowadzi do świętości. 
Co to znaczy kochać Boga? To nie znaczy 
tylko bawić się słowami, zapewnieniem o 
miłości w słowach. To znaczy nieustannie 
starać się o to, by nigdy nie zranić boleśnie 
Serca Bożego  grzechem,  by zawsze być 
pociechą dla Jezusa, który tak czule nas kocha. 
W tym zawiera się miłość. Więc przede 
wszystkim  unikanie  grzechu,  unikanie 
najmniejszej  niedoskonałości,  tego 
wszystkiego, co Jezusowi nie podoba się. Czy 
to jest największą troską w mym życiu - nie 
obrazić Jezusa? Czy o to mi najwięcej chodzi? 
Czym gotowa raczej brać na siebie ciężkie 
ofiary i nieprzyjemności, byleby nie zranić 
Serca Jezusa? (...) 
Czy (...) szukam sposobności,  by Jezusa 
zadowolić, by pocieszyć Jego kochające Serce? 
Nieraz anioł stróż podaje mi myśl dobrą, 
zachęca do małej ofiary, do małego zaparcia 
się siebie. Nie jest to nakazane, nie obowiązuje 
pod grzechem, ale Jezus ucieszyłby się z tego 
małego  dowodu mej miłości. Czy wtedy 
korzystam z tych okazji? Albo może bierze 
górę moje lenistwo, moje nieumiarkowanie - i 
odmawiam Panu Jezusowi małej pociechy? (...) 
Dla  siebie  jesteśmy bardzo  wyrozumiałe, 
bardzo łagodne, szerokie - a dla bliźnich? 
Przeciwnie, nieraz i bardzo ostre, nieusłużne; 
wymagające dla siebie, a niedające nic innym. 
A przecież najpewniej mogę sobie powiedzieć, 
że kocham Boga, gdy mi sumienie mówi, że 
służę  bliźnim,  że  jestem  dla  nich  dobra  -  tak  
jak chcę, by i oni byli dla mnie. Trzeba mi co 
do tego zrobić dokładny rachunek sumienia. 
Potrzeba mi miłości bliźniego, bo bez niej nie 
ma miłości Bożej. 
Kochać Boga. Ale jak okazywać miłość temu 
niewidzialnemu Panu, który nas wcale nie 

potrzebuje? Oto łatwym sposobem, którego nas 
też Pan Jezus uczył: kochając bliźnich. Coście 
najmniejszemu z moich uczynili, Mnieście 
uczynili. Jaki Jezus dobry! Wiedział, że 
uczucie ode mnie nie zależy, że czasem mimo 
mojej woli mnie opuszcza, ale wiedział, że 
czyn miłości zawsze leży w mojej mocy. Więc 
uczy mnie, jak go wykonać, jak nim okazać 
Bogu, że Go kocham... 
Przykazanie  miłości  bliźniego  jest  ściśle 
złączone z przykazaniem miłości Bożej, bo 
miłość bliźniego niczym innym nie jest jak 
miłością Bożą w czyn wprowadzoną... 
Odchodzę  rano  od  Komunii  świętej - 
powtarzam raz po raz Panu Jezusowi, że Go 
kocham  i  kochać  chcę  zawsze,  a  teraz  woła  
mnie praca, ale ona nie odciągnie duszy mojej 
od Pana Jezusa. Idę służyć Mu czynem (...) w 
bliźnich moich. Tak jak Mu Marta służyła w 
Betanii, tak i ja dla Jezusa, dla okazywania Mu 
swej miłości, starać się będę dogadzać (...), 
służyć im, gdzie tylko się da. 
Jezu, daj mi tę prawdziwą miłość Bożą, 
objawiającą się czynem miłości bliźniego! 
Czy Bóg mnie potrzebował? Czy Syn Boży 
mnie potrzebował do swego szczęścia? Nie. I 
przewidział  Bóg,  jaką  niewdzięcznością 
zapłacę za tyle łask, tyle trudu dla mnie 
podjętego,  za  tyle  cierpień  dla  mnie 
zniesionych, tyle miłości mi okazanej. A (...) 
moja złość, obojętność, niewdzięczność  nie 
były w stanie zmniejszyć ogromu Bożej 
miłości... 
Boże mój, daj mi coraz większą, gorętszą 
miłość ku Tobie, rozpal nią moje serce, nie 
dopuść, abym obojętnością Serce Twe zraniła. 
Panie, miłować Ciebie - oto jedyne pragnienie 
serca mego i najgorętsza prośba, którą do 
Ciebie zanoszę! 

background image

Strona 33 z 37 

Miłość Boża domaga się od nas tej dziecięcej 
ufności, która tuli się do Boga jak do 
najlepszego  Ojca  i  w  Nim  widzi 
najwierniejszego Przyjaciela; ufności, która nie 
zna bojaźni - bo bojaźń jest oznaką, że o sobie 
tylko myślimy - a żyje w miłości i miłością. 

Zaglądajmy do swego sumienia, do swego 
serca: czy Jezus jest serdecznym naszym 
Przyjacielem? Czy z całą ufnością do Niego się 
zwracamy,  Jemu oddajemy swe trudności, 
krzyżyki,  troski,  a  przede  wszystkim  swą 
wolę? 

Jezu, jeśli Ciebie naprawdę kocham, to powinnam oddać się zupełnie w Twe ręce, powinnam 
mieć jedno pragnienie - należeć do Ciebie, byś ze mną mógł czynić, co tylko Tobie się podoba. 
Powinnam zupełnie oddać Tobie, memu najlepszemu Przyjacielowi, swą wolę, prosząc, by 
zawsze Twoja wola we mnie się spełniała, bo Ty najlepiej mną pokierujesz. Czy tak jest w 
rzeczywistości?
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 34 z 37 

 

ŁAZARZU, 

 WYJDŹ NA ZEWNĄTRZ! 

 
Jezus rzekł do Marii: "Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?" 

Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: "Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. 
Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to 
powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś". To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: 
"Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!" J 11,40-43 
 
 
Jezus od sióstr Łazarza żąda wiary, i to wiary 
silnej, bo takiej było potrzeba, by uwierzyć, że 
On potrafi wskrzesić umarłego przyjaciela, 
który już cztery dni leżał w grobie... 
Uwierzyły,  bo  Jezus kazał,  uwierzyły z 
posłuszeństwa - oto wzór dla mnie, wzór w 
chwilach  trudnych,  gdy  dręczą  pokusy 
przeciwko wierze, gdy w duszy robi się tak 
ciemno, tak czarno, że nic się nie widzi, że się 
ma uczucie, iż Tabernakulum jest puste i niebo 
puste, i poza życiem doczesnym nic nie 
istnieje. Ciężkie to chwile, ciężka próba naszej 
wiary, ale nie trzeba się lękać ani upadać na 
duchu. To pokusa, to uczucie, które nie ma 
znaczenia, bylebym wolą zawsze wierzyła, 
choć w ciemnościach, choć w czarnej mgle. 
Wierzę z posłuszeństwa, bo Jezus każe mi 
wierzyć, wierzę z posłuszeństwa względem 
Kościoła  naszego  świętego,  katolickiego, 
wierzę tak mocno, że im mniej widzę, czuję, 
rozumiem, tym silniej wierzę. 
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli 
- powiedział Jezus. Panie, niech więc i ja biorę 
udział w tym błogosławieństwie, skoro Ty tak 
chcesz mnie doświadczyć. Im ciemniej, tym 
bardziej chcę wołać ku Tobie: Wierzę, Panie, 
ale wzmocnij wiarę moją. 
Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! Jezu, to Boskie 
wołanie - to rozkaz, który mógł dać jedynie 
Twórca  życia.  Tak,  Tyś  Syn  Boga  żywego,  
trzykroć święty, wielki, wszechpotężny. 
Pozwól mi, Panie, zatopić się choć chwilkę w 
rozpamiętywaniu  Twej  wielkości... 
Zapominam o wszystkim, co mnie otacza - o 
moich  radościach  i  o  moich  smutkach,  o  
troskach, które odpędzają sen z moich powiek, 
o pracach, które mi są powierzone, i o 
odpowiedzialności, która na mnie ciąży. Ja, 

nicość,  zapominam  o  wszystkim  wobec  Tego,  
który jest, był i będzie. 
I wokoło mnie rozszerza się horyzont - Pan 
sięga aż do granic okręgu ziemskiego, On 
wszędzie, On nie ma granic, niebo i ziemia 
pełne są Jego chwały i Jego wielkości, a duchy 
niebieskie zapełniają przestwory niezmierzone, 
wołając:  Święty,  święty,  święty  Pan,  Bóg  
Zastępów. Jakam ja mała, a jakiś Ty wielki, 
wielki w dziełach swoich, wielki w Twej 
niezbadanej niewidzialności! (...) 
Panie mój, proszę Ciebie z głębi duszy, daj mi 
choć trochę wniknąć w  niezbadaną Twą 
wielkość,  by dusza  moja,  olśniona Twą 
światłością  i  majestatem,  coraz  bardziej 
odwracała się od ziemi, obojętniała dla niej, 
odrywała się od doczesności, by zawsze i 
wszędzie mogła żyć w Tobie, o Boże serca 
mego. 
Dobroć Jezusa nie ma granic. Jak dobry był dla 
Łazarza, tak dobry jest i dla mnie... Jak 
powinnam kochać Jezusa za Jego dobroć i 
starać się o naśladowanie tej Boskiej dobroci i 
Boskiego poświęcenia! (...) 
Dobroć  musi  być  pełna  poświęcenia, 
gotowości do ofiary, bez tego jest raczej tylko 
zadowoleniem własnego "ja". Dobroć, która 
nie opiera się na ofierze, nie jest nią właściwie. 
Aby być dobrą, zawsze dobrą - nie tylko 
wtedy, kiedy mi to sprawia przyjemność, ale i 
wtedy,  kiedy  mnie  to  dużo  kosztuje  -  trzeba  
mieć ducha ofiary. Czy ja go mam? Lubię być 
dobra,  kiedy inni otaczają  mnie za to 
wdzięcznością,  przywiązaniem,  ale  czy 
potrafię być taka, choć nikt mi nie podziękuje, 
nikt nawet dobrego słówka nie powie? Czy 
dobra jestem nie tylko dla tych, których 
kocham, ale również i dla tych, którzy mi są 

background image

Strona 35 z 37 

niesympatyczni? Czy mam uśmiech dobroci 
zawsze i dla wszystkich, nie tylko kiedy mi 
wesoło na duszy, ale i wtedy, gdy wewnątrz 
ogarnia smutek, przygnębienie, troska gryzie? 
Jezus jest dobry, choć przez to naraża się na 
utratę życia, a czy ja potrafię być dobra, choć 
to wymaga ode mnie ofiary? 
Jezu, Tyś wszechmocny, dla Ciebie nie ma nic 
niemożliwego,  potrafisz  wskrzesić  nawet 
umarłych. Więc patrz, Panie, wierzę w Twoją 
wszechmoc, bom i ja pogrążona we śnie - we 
śnie obojętności, lenistwa i oziębłości - ale 
proszę Cię, Jezu, obudź mnie! Jedno Twe 
wszechmocne  słowo  potrafi  tego  cudu 

dokonać, potrafi wlać w serce moje nową chęć 
do  życia  Bożego,  nowy  zapał  do  cnoty,  nową 
siłę, która duszę moją może wznieść wyżej, 
coraz   wyżej  ku   niebu.   Ufna   w   Twą 
wszechmoc, zachęcę się do nowej gorliwości. 
Chcę wznosić się (...) ku szczytom, nie 
zadowalać się ziemią i tym, co ona dać może. 
Ostatecznie czym jest to, co ludzie nazywają 
szczęściem na ziemi? Trochę blichtru, trochę 
hałasu i pustka. I za taką marną zapłatę 
miałabym spać dla spraw Bożych - bo mi 
wygodnie, bo to podoba się mojemu lenistwu? 

 

Jezu dobry, niech już noc przeminie, bo chcę  żyć w świetle Bożym, w jasnych promieniach 
wieczności. Obudź więc mnie, Panie, bym żyła dla Ciebie, zawsze dla Ciebie 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Strona 36 z 37 

 

TY JESTEŚ MESJASZ,  

SYN BOGA ŻYWEGO 

 

Jezus zapytał swych uczniów: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Szymon Piotr: 

"Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". (...) Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że 
musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w 
Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić 
Mu wyrzuty: "Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie". Lecz On odwrócił się i 
rzekł do Piotra: "Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po 
ludzku". Mt 16,15-16.21-23 

 

I  my  za  świętym  Piotrem  wołajmy  z  głęboką,  
żywą  wiarą:  Tyś  jest  Chrystus,  Syn  Boga  
żywego! Ile  
w tym dla nas szczęścia, spokoju, ufności. 
Chrystus - Bóg-Człowiek - Bóg wszechmocny, 
wielki, święty, lecz zarazem i Człowiek, który 
rozumie biedne, ludzkie stworzenie, odczuwa 
nasze biedy, nasze cierpienia. Jezus  sam 
cierpiał, więc wie, co to łza, co to ból. On nasz 
Brat, nasz  Przyjaciel,  taki swojski,  taki 
kochany, na którego zawsze liczyć możemy, 
który  się  nami  zawsze  opiekuje.  A 
równocześnie  Bóg trzykroć  święty,  przed 
którym  aniołowie  upadają  na  twarz  i 
zasłaniając się skrzydłami,  wołają: Święty, 
święty, święty Pan Bóg Zastępów! 
Panie, chcemy trwać zawsze w tej wierze tak 
pełnej pociechy, tak pełnej pokoju Bożego... 
Ty  jesteś  naszym  Bratem,  Ojcem, 
Przyjacielem, który pozwala nam rozmawiać 
ze sobą, który chce nas pocieszać i bronić, 
pouczać i wskazywać drogę do nieba. Do 
Ciebie zawsze z ufnością przystąpić możemy i 
choćby wszyscy nas opuścili, Ty nas nigdy nie 
odrzucisz.  Choćbyśmy  nawet  strasznie 
zawinili, Ty nas nigdy nie odepchniesz, zawsze 
przyjmiesz i zawsze to biedne, nędzne serce 
ludzkie przytulisz do Boskiego Serca swego... 
Jezus, Brat nasz, Człowiek, Syn Człowieczy, 
podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. 
Gdybym zawsze o tym pamiętała, klęcząc 
przed Tabernakulum, gorliwsza byłaby moja 
modlitwa, gorętsza miłość, głębsza adoracja. I 
zapominając  o  sobie,  dusza  moja 
rozradowałaby się w Bogu, Zbawicielu swoim. 
Jezus,  widząc,  że  wierzą  głęboko, 
przygotowuje  ich do  zrozumienia wielkiej 
tajemnicy cierpienia Boga-Człowieka. On, Bóg 

prawdziwy, zamiast  czci i chwały Bogu 
należnej spotka się z cierpieniem. 
Potrzeba, aby Syn Człowieczy dużo cierpiał... - 
potrzeba! On, Bóg (...) - dlaczego tak? 
Potrzeba - bo chodzi Jezusowi o nasze, o moje 
wieczne szczęście; potrzeba - bo cierpieniem 
odpokutuje za moje grzechy; potrzeba - bo 
cierpieniem  wyprosi  mi  u  Ojca 
przedwiecznego  łaski,  zmiłowanie, 
przebaczenie grzechów i zbawienie wieczne. A 
więc potrzeba! 
Jezu, miłość każe Ci powiedzieć, że potrzeba, 
byś tyle cierpiał, bo to dla mego szczęścia, a 
nie dla Ciebie! Ty, Panie, nie myślisz o sobie, 
nie pytasz się, co dla Ciebie będzie milsze, 
przyjemniejsze! (...) Tyś się poświęcił bez 
granic dla mnie, dla mego dobra, dla mego 
szczęścia, dla mego zbawienia. 
Jakże  Cię  nie  kochać  wobec  takiego 
poświęcenia, a z drugiej strony - jakże nie 
zrozumieć wartości cierpienia, cierpienia nie 
cenić? 
Jakże nie zrozumieć, że skoro Chrystus tyle 
przyjął na siebie dla mego dobra, to i ja 
powinnam być gotowa chętnie dzielić Jego 
cierpienia, które właściwie mnie, a nie Panu się 
należą? (...) 
Duszo moja, pamiętaj o tym: im bliżej jesteś 
Chrystusa, tym bardziej powinien On liczyć na 
to, że chętnie weźmiesz na siebie choć cząstkę 
Jezusowego krzyża, aby Mu pomóc w jego 
dźwiganiu. Miłość krzyża się nie lęka, bo wie, 
że krzyż nas ściśle łączy z Chrystusem - a 
czego więcej chcę, o Jezu, jak nie tego, by być 
najbliżej Ciebie? 
Chcę więc kochać moje krzyżyki - pragnę was, 
bo mnie ściśle łączycie z moim Jezusem! 

background image

Strona 37 z 37 

Nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku... 
Zastanowię  się  nad  świętym  oburzeniem 
Jezusa, gdy Piotr pragnie oddalić od Pana 
kielich cierpienia... Dla nas to nauka, jak 
mamy się zapatrywać na cierpienia w myśli 
Bożej... 
Cóż Jezus myśli o  nas, gdy jęczymy, 
uskarżamy się na najmniejsze cierpienia (...), 
gdy łzami je oblewamy, poddajemy się złym 
humorom i - rękami i nogami, dozwolonym i 
niedozwolonym  sposobem  -  staramy  się 
zrzucić z siebie te przykrości, które w myśli 
Bożej mają nam pomóc do świętości? 
Prosić chcę Jezusa, niech mi da ducha Bożego, 
abym zrozumiała całą wartość mych małych 
krzyżyków, abym je umiała znosić wesołym 
sercem, bez złego humoru i kwasu, zawsze z 
wdzięcznością i weselem. 
Spojrzyj, duszo moja, w tę przepaść męki 
Serca Jezusowego...  Oczekiwanie  cierpienia 
jest boleśniejsze, bardziej męczące niż samo 
cierpienie. A Jezus widzi wszystko przed sobą 
- te straszne męki, to bezmierne upokorzenie i 
tę haniebną  śmierć. I Serce Przenajświętsze 
odczuwa lęk, wstręt przed tą straszną chwilą, a 
jednak  spełnia  spokojnie,  z  niezrównaną 
dobrocią  i  poświęceniem,  pracę  swą 
apostolską: koi rany serc ludzkich,  leczy 
choroby, pociesza strapionych. Jaka w tym siła 
i jaka miłość! 
Jezu, ileś Ty przecierpiał, nie tylko w czasie 
męki, ale w ciągu całego życia swego... A nikt 
o tym nie wiedział, nikt Cię nie pocieszał, 
nawet Apostołowie Cię nie rozumieli i Tobie 
nie współczuli... 
Chcę odczuwać Twój ból, Jezu drogi. Miłością 
chcę pocieszyć Twoje Serce, które przez całe 
Twoje życie konało widokiem konania na 
krzyżu. 

Pan nas kocha i w miłości swej gotów na 
wszelkie poświęcenie, na krzyż i na śmierć. 
Kto miłuje, ciężaru nie czuje, a gdy go czuje, 
to go miłuje... Miłość wszystko przezwycięży! 
(...) 
O miłość Bożą mam więc prosić, o nią błagać, 
starając się spokojnie, lecz wytrwale o miłość 
w uczuciu, w modlitwie, a przede wszystkim w 
czynie. 
Jezu dobry, wobec Twego krzyża daj mi 
zrozumieć całą głębię Twej miłości i wzrusz 
twarde serce moje, bym jednego pragnęła: za 
Twą miłość miłością odpłacać. 
Im wyżej dążymy w życiu duszy i bardziej 
zmierzamy ku świętości, tym bardziej gotowe 
być musimy na krzyże. Krzyż jest drogą do 
nieba, tą drogą szedł Chrystus, tą drogą szła 
Najświętsza,  Niepokalana  Maryja,  Matka 
Boża, i wszyscy święci. Do nieba idzie się 
drogą krzyżową - tę prawdę muszę zawsze 
mieć przed oczyma... 
Szukam świętości, a więc i ja muszę pić z tego 
kielicha cierpienia, który Chrystus wypił aż do 
dna. Im bardziej dusza postępuje na drodze 
świętości, tym bardziej Bóg ją doświadcza, 
zsyłając na nią krzyżyki. Ale jakie krzyżyki 
przyczyniają się do świętości? Niestety, nie 
wszystkie, tylko te, które przyjmujemy z 
miłością,  do  serca  tulimy  i  dźwigamy 
spokojnie, pogodnie. Te krzyże, które nie 
zamykają serca w egoistycznym smutku dla 
bólów bliźniego,  które nie prowadzą do 
rozczulania się nad sobą samą i wskutek tego 
do  lenistwa  w pracy,  do  zaniedbywania 
obowiązków... Muszą być krzyżyki i one są 
drogocennym skarbem, bo prowadzą do nieba, 
bo  pozwalają  mi  dać  Jezusowi  dowód  mej  
miłości.  Więc trzeba  je kochać,  bardzo 
kochać... 

 
Jezu dobry, daj mi miłość krzyża. Witaj, krzyżu święty, jedyna moja nadziejo!