background image

~ 1 ~ 

 

 

Piękna i bestia ( część I ) 

 

 

 

Bella  raźnym  krokiem  zmierzała  w  stronę  domu  pana  Franciszka,  który  oprócz 

uczenia w szkole, zajmował się także wypożyczaniem i sprzedażą książek. Uwielbiała 
zapach  jego  salonu  na  pięterku,  gdzie  znajdował  się  cały  księgozbiór.  Ustawiony  na 
regałach tematycznie i alfabetycznie, z pedantyczną dokładnością. 

Tak,  Bella  kochała  czytać,  a  dzisiejszy  słoneczny  i  rześki  poranek,  postanowiła 

spędzić  w  swoim  sekretnym  miejscu  nad  rzeką,  w  cieniu  wierzb  zagłębiając  się  w 
lekturze.  To  będzie  doskonała  metoda  by  choć  na  chwilę  zapomnieć  o  tym,  że  jej 
ojciec Maurycy, nie wraca zbyt długo do domu. 

Stanęła przed drzwiami domu pana Franciszka i uderzyła w nie kołatką. Po chwili 

szła za gospodarzem na górę. 

-  Wiedziałem,  że  tylko  ty  możesz  zawracać  mi  głowę  o  tak  wczesnej  porze  -  z 

uśmiechem  stwierdził  pan  Franciszek.  -  Jesteś  nienasyconym  molem  książkowym, 
moja droga. 

- Zgadza się, proszę pana - przyznała Bella. - A nikt w najbliższej okolicy nie ma 

większej i ciekawszej kolekcji niż pan. 

Twarz gospodarza promieniała. Któż z nas, nie lubi komplementów? 

-  Wybierz  sobie  co  uważasz,  a  ja  zaraz  wrócę  -  powiedział  księgarz  i  zszedł  z 

powrotem na dół. 

Bella  namyślając  się  przez  chwilę,  wybrała  trzy  książki  i  z  zadowoloną  miną, 

krzyknęła do nauczyciela. 

- Panie Franciszku, już wybrałam! 

Usłyszała szuranie kapci gospodarza, a po chwili on sam stał koło niej. 

- Chciałabym zajrzeć jeszcze do kuferka - przyznała cicho. 

background image

~ 2 ~ 

 

- Ależ oczywiście moja droga - pan Franciszek podszedł do sporej skrzyni i uchylił 

jej wieko. - Wybieraj! 

Lekko  zawstydzona,  co  zdarzało  jej  się  zawsze,  gdy  następował  ten  moment, 

zaczęła  szukać  odpowiedniej  książki.  Oprócz  czytania,  fascynował  ją  seks.  Odkąd 
skończyła  szesnaście  lat,  z  każdym  kolejnym  rokiem  odkrywała,  że  ma  olbrzymi  na 
niego apetyt. Czasem nie potrafiła opanować swojego pożądania. 

Niezmiernie  ucieszyła  się,  gdy  przy  okazji  jednej  z  wizyt  u  pana  Franciszka,  ten 

zaproponował jej książkę o rozpustnej księżniczce zza siedmiu mórz. 

- Zauważyłem, że dorosłaś i interesują cię hmm... te sprawy. 

W  pierwszej  chwili  chciała  zaprzeczyć,  ale  po  dłuższym  namyśle  sięgnęła  do 

ukrytych  w  skrzyni  ksiąg.  Od  tamtej  pory,  prawie  przy  każdej  wizycie,  oprócz 
zwykłych książek, dobierała jedną stamtąd. 

Dziś  wybrała  szybko.  Wpadła  jej  w  ręce,  dawno  nieczytana  księga  o  pięciu 

córkach  króla  Adalberta.  Zrobiło  jej  się  ciepło  na  samą  myśl,  co  będzie  czuła 
pochłaniając kolejne jej strony. 

"Zabiorę ja nad rzekę!" - postanowiła w duchu, a do gospodarza powiedziała. 

-  Panie  Franciszku,  oczywiście  ani  słowa  tacie,  ani  nikomu  innemu  - 

przypomniała. - Dopiero by mi ludzie w miasteczku nie dali spokoju. 

Podstarzały nauczyciel spojrzał na swojego gościa z lekkim wyrzutem. 

-  Moja  droga,  wiesz,  że  u  mnie  twój  mały  sekret  jest  bezpieczny  -  stwierdził.  - 

Umowa to umowa, ja mam mieć buzię zamkniętą, a ty... otwartą. 

Mówiąc  to  lekko  pchnął  ją  w  stronę  zamkniętego  już  kufra.  Bella  poddała  się 

bezwolnie i usiadła na nim, broniąc się żeby z niego nie spaść. Po chwili odłożyła na 
bok książki i rozwiązała troki swojej sukienki. Cienki materiał zsunął się z jej ramion i 
zatrzymał na biodrach. 

Na  ustach  nauczyciela  wykwitł  lubieżny  uśmieszek.  Oblizał  mimowolnie  usta, 

wpatrując się w kształtne, jędrne piersi Izabeli. 

-  Wciąż  nie  mogę  się  nadziwić,  jak  piękną  córkę  ma  Maurycy  -  wyszeptał  i 

zagarnął w dłonie obydwa kuliste kształty. 

background image

~ 3 ~ 

 

Bella  westchnęła  cicho.  Franciszek  nie  był  najmłodszy,  a  wręcz  podstarzały  i  z 

początku  ta  forma  płacenia  za  jego  milczenie,  wydawała  jej  się  niezbyt  miła,  ale  po 
kilku razach przyzwyczaiła się. Teraz nie sprawiało jej to żadnego kłopotu i chcąc być 
jak  najszybciej  nad  rzeką, sam  na sam  z  lekturą książki,  bez ociągania zabrała się do 
rzeczy. 

Rozchyliła  stary,  poplamiony  szlafrok  nauczyciela  i  wzięła  w  dłoń  jego  lekko 

sflaczałego  i  pomarszczonego  członka.  Dłonią  szybko  doprowadziła  go  do  stanu 
sztywności. Stary lubieżnik z błyskiem w oku obserwował jej zabiegi. 

-  O  tak,  moja  droga  -  westchnął  zachwycony,  gdy  dziewczyna  językiem  wodziła 

po zaczerwienionym czubku jego penisa. - O taak! 

Starała  się  tego  nie  słyszeć,  koncentrując  się  na  pieszczocie.  Kiedy  księgarz 

zaproponował  jej  swoją  cenę  za  milczenie,  stwierdziła,  że  to  obrzydliwe.  Dziś  nie 
stanowiło to żadnego problemu.  Lubiła czuć - tak jak teraz - jak członek rośnie w jej 
ustach. Wypełnia je sobą pęczniejąc. 

Przeciągała ustami po całej jego długości, czując na twarzy kłujące włosy łonowe 

pana Franciszka. Każdy kolejny ruch był wykonywany z pieczołowitością. Gorliwie  i 
dokładnie. 

Twarz  nauczyciela  wykrzywił  grymas  rozkoszy.  Niewielkie  okulary  zsunęły  mu 

się na czubek nosa. Twarz zaczerwieniła się z podniecenia. 

- Starczy, moja panno! - zarządził i wyciągnął penisa z jej ust. 

Bella  wiedziała,  czego  teraz  chce.  Podsunęła  się  bliżej,  złapała  się  za  piersi  i 

odchyliła je lekko na boki. Franciszek przytrzymał swojego członka u nasady i wsunął 
go  między w rozkoszną szczelinkę, a potem zaczął pocierać nim o piersi dziewczyny. 
Z  satysfakcją  patrzył  jak  budzi  się  rozkosz  Belli.  Niestety  był  w  wieku,  kiedy  zbyt 
długi wysiłek jest problemem. To on miał mieć przyjemność, a Iza niech jej szuka na 
spotkaniach z tym swoim narzeczonym - Gastonem. Dlatego przesuwał swoją męskość 
z  coraz  większym  zapałem,  póki  jeszcze  starczało  mu  sił.  Czuł,  że  kulminacja  zbliża 
się coraz bardziej. 

W  końcu  strumień  nasienia  wydobył  się  z  jego  lędźwi  i  popłynął,  wypełniając 

podbrzusze  przyjemnym  uczuciem,  a  po  chwili  wystrzelił  w  stronę  twarzy 
dziewczyny. 

Franciszek  zacisnął  usta  w  spazmie  rozkoszy  i  z  zachwytem  patrzył  jak  kolejne 

strużki  spermy  przylepiają  się  do  ślicznego  lica  Izabeli.  Czerpał  dodatkową 

background image

~ 4 ~ 

 

przyjemność  z  tego  widoku.  Kleiste  krople  przywarły  do  brody,  szyi  i  policzków 
dziewczyny. Resztkę, która wisiała smętnie z końca jego penisa wytarł o jedną z piersi. 

-  Moja  słodka  panno,  interesy  z  tobą  to  czysta  przyjemność  -  wydyszał  z 

zadowoleniem, zawiązując pasek od szlafroka, gdy już ochłonął. 

Bella  tylko  coś  wymruczała,  ocierając  chusteczką  twarz  z  nasienia.  Ubrała  się 

pośpiesznie i skierowała na schody. 

-  Mam  nadzieję,  że  kiedyś  pozwolisz  mi  na  coś  więcej  -  pan  Franciszek 

zaryzykował zapytanie. 

Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem. 

- Umowa to umowa, proszę pana! - przygadała mu i pogroziła palcem. 

Stary lubieżnik uśmiechnął się niewinnie. 

- Nie dziw się, że próbuję - stwierdził - Jesteś cudowna, moja droga. Zazdroszczę 

Gastonowi. 

Uśmiechnęła się do niego bez przekonania. 

-  Nie  ma  czego,  proszę  pana  -  powiedziała  mrugając  do  niego  okiem.  -  On  gania 

cały  czas  po  lesie  polując,  albo  wypija  beczki  piwa  w  karczmie  i  zagląda  do  mnie 
nieczęsto, a ja u pana jestem raz albo dwa razy w tygodniu. 

Franciszek zaśmiał się rubasznie. 

-  Coś  nie  tak  z  głową  tego  Gastona  -  przyznał.  -  Gdybym  był  młodszy  nie 

wypuszczałbym cię z łoża. 

- No, cóż... - westchnęła Bella - Chyba już pójdę. 

- Do zobaczenia, mój droga - pożegnał się z nią księgarz, stojąc w progu swojego 

domu. 

 

*** 

 

 
Wyprawa nad rzekę była bardzo udana. Lektura książki wywołała w Belli tyle emocji, 
że doprowadziła się do szczytu dłonią. Wracając do domu, jeszcze pod drzwiami czuła 

background image

~ 5 ~ 

 

piekące  ją  policzki.  Wróciła  na  chwilę  myślami  do  poranka.  Do  wizyty  u  pana 
Franciszka i pobytu nad rzeką. 

"Czy ze mną jest coś nie w porządku?" - pomyślała. 

Inne panny w miasteczku, raczej się tak nie zachowywały. Ich dni były wypełnione 

obowiązkami i jeśli myślały o kochaniu, to nie przekraczało to zwykłych norm. 

"Hmm, trudno... jestem jaka jestem!" - rozgrzeszyła się w duchu. 

Z myślenia wyrwał ją męski głos. 

- Bella, co z tobą?! 

Wróciła  do  salonu  i  niechętnie  spojrzała  w  stronę  sofy.  Na  niej  leżał  z  nogami 

położonymi  na  oparciu  mebla  Gaston.  Jedna  z  jego  skarpet  miała  dużą  dziurę  na 
pięcie, 

ale 

to 

najwyraźniej 

nie 

spędzało 

snu 

powiek 

właściciela. 

Gaston nigdy nie przejmował się takimi drobiazgami, przekonany o swojej wyższości 
nad  mieszkańcami  małej  mieściny,  jeśli  nie  całego  świata.  Dobrze  zbudowany,  o 
twarzy  urodziwej,  choć  nieco  prymitywnej  był  dla  tutejszych  mieszkańców 
usposobieniem  prawdziwego  mężczyzny.  Uwielbiał  wieczory  w  karczmie,  polowania 
na 

dziką 

zwierzynę 

okazywanie 

wyższości 

nad 

innymi. 

Z  ust  rzadko  kiedy  schodził  mu  bezczelny  uśmiech  człowieka  pewnego  siebie. 
Nieodłącznym  jego  towarzyszem  był  Lefou,  mały,  niepozorny  człowieczek  o  niskim 
poczuciu własnej wartości. Idealny kumpel dla kogoś takiego jak Gaston. 

Bella poznała jednak miejscowego bohatera nieco lepiej. Od roku byli uważani za 

narzeczonych,  odkąd  Gaston  zaczął  ją  odwiedzać.  Z  początku  imponowało  jej,  że 
wybrał  właśnie  ją,  ale  z  każdym  miesiącem  coraz  bardziej  ją  drażniło  jego 
towarzystwo. Był nieokrzesanym prostakiem, którego ulubionym tematem był on sam, 
a potem sukcesy w polowaniu i obgadywanie innych. 

Jednak  najbardziej  stracił  w  jej  oczach,  okazując  jej  zbyt  mało  zainteresowania. 

Poza  tym  był  chyba  najnudniejszym  kochankiem  na  świecie.  Zawsze  to  samo. 
Piętnaście minut łowów, gdy musiała pozwolić Wielkiemu Łowcy się złapać, a potem 
dwie minuty sapania i  mozolenia się między jej nogami. Ona na plecach, on na niej  - 
za  każdym  razem.  Obowiązkowo  też  po  wszystkim  musiała  wyznać,  jak  jej  było 
cudownie. 

Tego wieczoru Gaston był już mocno podchmielony wypitym wcześniej piwem. 

background image

~ 6 ~ 

 

- Lefou, czyż Bella nie jest szczęściarą, że jest moją narzeczoną? - rzucił pytanie w 

stronę towarzysza, którego czasem zabierał ze sobą do niej. Tak jak dziś. 

Skulony na krześle Lefou przytaknął energicznie. 

- Pewnie, że tak Gastonie. Pewnie. 

Dziewczyna  poczuła  nagle  przemożna  chęć  wypędzenia  ich  za  drzwi.  Jednak  nie 

zrobiła tego. To był Gaston. Całe miasteczko wzięłoby ją za wariatkę. 

- I tak się czuję - wyznała zrezygnowana. 

Gaston uśmiechnął się od ucha do ucha. 

- Usiądź przy mnie, szczęściaro! - zaproponował. 

Bella przemogła w sobie niechęć i zrobiła o co prosił, starając się jak najmniej do 

niego przytulać. 

Przez  ponad  godzinę  udawała,  że  słucha  z  przejęciem  jego  opowieści  o  ostatniej 

wyprawie  do  lasu.  Lefou  chyba  nie  udawał.  W  końcu  Gaston  zmęczony  gadaniem 
zarządził. 

- Przynieś nam piwa Bello. Gębę mam suchą jak wiór po tej opowieści. 

"Boże, co za prostak!"  - pomyślała dziewczyna, ale z ochotą uwolniła się od jego 

towarzystwa. Chciała  go poprosić o pomoc w odnalezieniu ojca, który zbyt długo  nie 
wracał, a o którego się obawiała, ale z każdą chwilą miała na tą coraz mniejszą ochotę. 

Gdy  wróciła  z  dzbanami  wypełnionymi  złocistym  płynem,  Gaston  spał  w 

najlepsze,  chrapiąc  jak  wieprz.  Tylko  obecność  Lefou  powstrzymała  ją,  by  nie 
parsknąć  śmiechem.  Lefou  siedział  na  krześle,  wiercąc  się  nerwowo.  Najwyraźniej 
czuł  się  niepewnie.  Nie  wiedzieć  czemu  w  głowie  Belli  zrodziła  się  pewna  szalona 
myśl. 

- Ja już chyba pójdę - stwierdził Lefou, podnosząc się z krzesła. 

Uśmiechnęła się do niego. 

-  Nie  musisz  wychodzić.  Zostań!  -  zaproponowała  przyjaźnie.  -  Poza  tym,  ktoś 

musi wypić to piwo. 

Mały  człowieczek  stał  niezdecydowany  co  zrobić.  Bella  pociągnęła  go  za  rękaw 

koszuli. 

background image

~ 7 ~ 

 

- Usiądź! 

Lefou jeszcze chwilę się wahał, ale w końcu jej posłuchał. 

Pierwszy dzbanek opróżnił prawie jednym haustem. Chciał jak najszybciej znaleźć 

się poza drzwiami. Bliskość Belli krępowała go, tym bardziej, że Gaston spał tuż obok. 
Ona  jednak  nie  zamierzała  mu  niczego  ułatwiać  i  coraz  bardziej  zapalała  się  do 
swojego pomysłu. 

- Gaston to twój przyjaciel, prawda? - zapytała. 

-  O  tak,  dobrze  o  tym  wiesz  -  odpowiedział  Lefou,  przyglądając  jej  się 

podejrzliwie. 

Kiwnęła głową ze zrozumieniem. 

- Obydwoje chcemy, żeby był zadowolony, zgadza się? - znów spytała. 

- Nie wiem jak ty Bello, ale ja na pewno! 

Uśmiechnęła się pod nosem. Lefou nie był taki głupi, na jakiego wyglądał. 

-  Myślisz,  że  byłby  w  dobrym  humorze  wiedząc,  że  jestem  zła?  -  padło  kolejne 

pytanie. 

Lefou próbował się zmierzyć z drugim dzbanem piwa, ale nie dał rady. 

-  Byłby  wściekły  -  stwierdził  z  przekonaniem.  -  Lubi  cię  niemal  tak  bardzo  jak 

swoją strzelbę. 

- No właśnie, no właśnie... - Bella skrzywiła się, udając złość. 

- Co?! Zrobiłem coś nie tak?! 

Dziewczyna machnęła uspokajająco ręką. 

- Nie, ale on nie zrobił nic! - wskazała na śpiącego Gastona. 

- Czego nie zrobił? - zainteresował się Lefou. 

-  Tego  co  robi  chłopak  z  dziewczyną,  gdy  się  spotykają  -  Bella  podniosła  się  i 

podeszła do małego człowieczka. - Dlatego jesteś mi potrzebny ty! 

Usiadła  znienacka  na  kolanach  Lefou  i  wpiła  się  wargami  w  jego  usta.  Był 

kompletnie zaskoczony, ale po chwili próbował ją zepchnąć. 

background image

~ 8 ~ 

 

- Oszalałaś! On mnie zabije jak się dowie! - warknął ze złością, patrząc nerwowo 

czy Gaston przypadkiem się nie budzi. 

Był  zbyt  słaby,  by  sobie  z  nią  poradzić.  Złapała  jego  dłoń  i  wsunęła  sobie  pod 

sukienkę, pomimo jego oporów. 

- Bądź cicho to się nie dowie! - szepnęła. 

- Ale... 

- Jeśli nie weźmiesz się zaraz do roboty, to obudzę go i powiem, że chciałeś mnie 

zgwałcić - mówiąc to uśmiechała się do niego słodko. - Więc? 

Poznała po oczach, że dociera do niego, w jakim znalazł się położeniu. Popchnęła 

jego dłoń głębiej, aż do krocza. 

- Czujesz ten żar? 

Przytaknął przestraszony. 

-  Trzeba  go  ugasić,  mój  słodki  Lefou  -  powiedziała,  kiwając  głową  w  stronę 

sypialni. - Chodźmy do sypialni! 

Wykorzystując  słaby  charakter  Lefou,  postanowiła  sprezentować  sobie  dużo 

przyjemności,  a  przy  okazji  utrzeć  nosa  temu  pyszałkowi  -  Gastonowi.  Z 
zadowoleniem  myślała  o  tym,  że  będzie  się  pieprzyć  z  jego  wiernym  towarzyszem, 
podczas,  gdy  on  śpi  za  ścianą.  Narzeczona  wspaniałego  Gastona  daje  dupy  takiemu 
łamadze  jak  Lefou.  Nie  miałaby  nic  przeciwko,  żeby  jej  narzeczony  przebudził  się  i 
nakrył ich na tym, co będą robić. 

Nie  minęła chwila, gdy zostali bez ubrań. Lefou nerwowo zerkał w stronę salonu, 

ale  i  jej  ciało  wzbudziło  jego  zainteresowanie.  Bella  z  zadowoleniem  stwierdziła,  że 
jak na takiego mikrusa, natura obdarzyła go całkiem hojnie. Położyła się wygodnie na 
plecach i rozłożyła szeroko nogi. Lefou chwycił swojego członka i podsunął go do jej 
szparki. 

- Nie tak od razu! - zganiła go. 

Mały człowieczek znieruchomiał zaskoczony. 

- Chyba niezbyt często to robiłeś, co? 

Twarz  Lefou  oblała  się  jaskrawym  rumieńcem.  Bella  uśmiechnęła  się  do  niego 

życzliwie. 

background image

~ 9 ~ 

 

- Z tym zawsze zdążysz - pouczyła go. - Teraz potrzebuję pieszczot i pamiętaj, że 

od mojego zadowolenia zależy jak załatwię sprawę z Gastonem. 

Mikrus wciąż nie ruszał się z miejsca. 

- Nie wiem, co... 

- Lefou biedaku! - westchnęła Bella. - Masz dłonie, palce i język, więc do dzieła! 

Przyciągnęła  go  do  siebie.  Coś  chyba  do  niego  dotarło,  bo  chwycił  w  dłonie  jej 

piersi  i  zaczął  je  miętosić.  Niezbyt  finezyjnie,  tak  że  odczuwała  lekki  ból,  ale  był  na 
tyle nieduży, że dodatkowo wzmagał je podniecenie. 

- Dobrze, Lefou... dobrze - pochwaliła go cicho. 

Pochwała zdziałała swoje. Przestał się rozglądać na boki, tylko skrył głowę między 

jej nogami. 

Zadrżała 

lekko, 

czując 

jak 

dotyka 

palcami 

płatków 

cipki. 

Przesuwał  po  nich  przez  dobrą  chwilę,  aż  Bella  pod  wpływem  pieszczoty,  zaczęła 
poruszać tyłkiem. 

Zaraz potem wsunął w ciepłą szparkę palec i zaczął ją penetrować. Bella czuła, że 

ogarnia  ją  rozkosz,  która  stawała  się  coraz  większa,  gdy  do  palców  dołączył  język 
Lefou. 

- Wspaniale mój drogi - jęknęła cicho dziewczyna. 

Jej kochanek uniósł głowę na chwilę, ukazując brodę mokrą od jej soków. 

-  Wredna  z  ciebie  suka,  Bello,  że  robisz  to  Gastonowi  -  stęknął.  -  Ale  dobrze,  że 

trafiło na mnie. 

Uśmiechnęła się do niego szeroko. Mały Lefou nie był takim ciamajdą, za jakiego 

go  wszyscy  uważali.  Czuła,  że  pora  przejść  do  konkretów,  tym  bardziej,  że  jego 
męskość nabrała odpowiednich rozmiarów. 

Podniosła się i pchnęła małego człowieczka na łóżko, tak, że leżał na plecach. 

- Teraz mój mały Lefou... mój ogierze... będę cię ujeżdżać - mrugnęła do niego. 

Kucnęła  nad  jego  kroczem  i  podtrzymała  dłonią  członka.  Po  chwili  nabiła  się  na 

niego,  z  dzikim  jękiem.  Oczy  Lefou  całkiem  przesłoniła  mgła  podniecenia.  Przestał 

background image

~ 10 ~ 

 

myśleć  o  Gastonie,  przestał  się  bać.  Myślał  tylko  o  kolejnych  ruchach  tyłka  Belli  i 
czuł, że dochodzi. 

-  Jeśli  skończysz  przede  mną...  już  po  tobie!  -  mruknęła  dziewczyna,  czując,  że 

cały penis Lefou jest już w niej. 

Kumpel  Gastona  zacisnął  zęby,  by  powstrzymać  budzącą  się  w  lędźwiach  falę. 

Zacisnął mocniej dłonie na nabrzmiałych piersiach dziewczyny i dopasował swój rytm 
do ruchów bioder Belli. 

Tymczasem ona pojękiwała coraz głośniej. Lekko spocone końcówki jej pięknych, 

kasztanowych włosów przylepiły się do zaróżowionych policzków, do ramion i szyi. 

Odgłosy  pieprzenia  musiały  zbudzić  Gastona,  który  stanął  w  progu  sypialni,  z 

niedowierzaniem wpatrując się w scenę rozgrywającą się przed jego oczami. Lefou nie 
mógł  go zobaczyć, bo widok przesłaniało  mu ciało  Belli, ale ona zorientowała się, że 
są  obserwowani,  gdy  spojrzała  lekko  do  tyłu.  Na  jej  twarzy  wykwitł  tryumfalny 
uśmieszek.  Po  minie  narzeczonego  widziała,  że  jej  zdrada  dotknęła  go  do  żywego. 
Przez moment myślała, że wpadnie do komnaty i użyje swojej siły, ale on tylko syknął 
ze złością. 

- Ty pieprzona dziwko! Ty... suko! - i wypadł z domu. 

Lefou próbował ją z siebie zsunąć, ale docisnęła go mocniej. 

- Leż i skończ to, co zacząłeś! 

Chwilę potem jej ciało wyprężyło się i zaczęła szczytować. Jedna fala rozkoszy po 

drugiej  zalewała  jej  ciało.  W  końcu  uniosła  się  lekko  i  opadła  bez  sił  na  łożu,  obok 
Lefou. 

Ten ukląkł i przytrzymując członka, wystrzelił w jej stronę kilka porcji nasienia.  

Po chwili brzuch dziewczyny lśnił od spermy. 

- Nigdy... tego... nie zapomnę - wydyszał z wysiłkiem. 

Bella nie miała siły się uśmiechnąć. 

- Jasne Lefou, a teraz już idź! - powiedziała tylko. 

Po jego wyjściu leżała jeszcze kilka minut, rozpływając się w przeżytej rozkoszy. 

 

background image

~ 11 ~ 

 

*** 

Bella obawiała się gniewu Gastona i martwiła o ojca. Po kiepsko przespanej nocy 

bladym  świtem  wyruszyła  szukać  tatę.  Pozwoliło  to  jej  być  daleko  od  byłego  już 
raczej narzeczonego. Nie spodziewała się jak bardzo przeceniała swoje siły. Po sześciu 
dniach  wędrówki  nie  była  nawet  o  krok  od  znalezienia  ojca.  Co  więcej,  do  tej  pory 
udawało  jej  się  spędzić  noce  w  wioskach  lub  miasteczkach,  ale  teraz  zmierzchało,  a 
ona  była  w  środku  lasu.  Zanosiło  się,  że  spędzi  tu  noc.  Nie  napawało  jej  to 
optymizmem i przeklinała w duchu swój los, gdy nagle między drzewami zamajaczyły 
jej jakieś mury. 

Niestety,  nie  była  to  chata,  ale  ruiny.  Jednak  lepsze  to,  niż  spanie  na  mchu.  Co 

więcej rozglądając się po tym  miejscu, natknęła się na  ukryte po stertą gałęzi wejście 
ze schodami prowadzącymi w dół. Owinęła gruby konar szmatą, podpaliła i uzbrojona 
w taką pochodnię zeszła na dół. 

Znalazła się w wąskim  tunelu, w którym  mieszkało tysiące pająków  i śmierdziało 

wilgocią.  Z  duszą  na  ramieniu,  ale  ciekawa,  co  znajdzie  na  końcu  korytarza  ruszyła 
powoli do przodu. 

Po kilku  minutach znalazła się w pomieszczeniu, które przypominało kryptę. Gdy 

się  rozejrzała  fala  gorąca  wypełnił  jej  ciało.  Na  podłodze  walał  się  mnóstwo  rzeźb, 
przedstawiających  nagich  mężczyzn  i  kobiet.  Niektórzy  byli  spleceni  w  miłosnych 
pozach. 

"Co to za miejsce?" - pomyślała. 

Rozejrzała się jeszcze i stwierdziła, że najlepiej będzie spędzić tu noc. 

Pomimo  zmęczenia  nie  mogła  jednak  usnąć.  Obecność  tych  wszystkich  figur 

wywoływała w niej dziwne uczucie niepokoju. 

I  wtedy  to  dostrzegła.  Małą  niszę  w  ścianie,  którą  wcześniej  przeoczyła.  Zajrzała 

tam  i  zobaczyła  kamienny  blok,  który  imitował  łoże  i  płaskorzeźbę  przedstawiającą 
śpiącego  mężczyznę.  Nietypowym  w  tej  figurze  było  to,  że  na  odpowiednim  miejscu 
strzelał w górę, sporych rozmiarów kamienny członek. 

Bella nie potrafiła się powstrzymać i złapała za niego. Poczuła, że nieznacznie się 

poruszył, a potem podłoga pod jej nogami znikła, a ona zapadła się w ciemność. 

background image

~ 12 ~ 

 

Kiedy się ocknęła leżała na zimnej ziemi w ciemnym tunelu, ale o kilka kroków od 

niej światło słońca wdzierało się przez duży otwór. Była obolała, ale cała, więc ruszyła 
w stronę światła. 

Kiedy wydostała się  na powietrze jej oczom  ukazał się  niesamowity widok.  Stała 

prze  wielką,  kutą  bramą,  za  którą  majaczył  ponury  pałac.  Nigdy  nie  słyszała  o  takim 
budynku w okolicy, ale po chwili wiedziała już dlaczego. Z każdej strony otaczały go 
wysokie  skały,  a  jedyne  wejście  do  wąwozu  to  było  to,  którym  ona  tu  się  dostała. 
Bella  uwielbiała  przygody  i  choć  czuła  na  skórze  gęsią  skórkę,  naparła  na  jedno  ze 
skrzydeł  bramy.  Z  głuchym  stęknięciem,  powoli  ustąpiło,  a  ona  ruszyła  przez  wielki 
plac w stronę pałacu. 

Była niezmiernie ciekawa, co ją tam czeka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

~ 13 ~ 

 

 

Piękna i bestia ( część II ) 

 

 

 

Jeśli  tajemniczy  pałac  na  zewnątrz  sprawiał  posępne  wrażenie,  to  w  środku  to 

uczucie  potęgowało  się  o  wiele  bardziej.  Wielki  hol,  w  którym  się  Bella  znalazła  po 
przekroczeniu  drzwi,  tonął  w  półmroku.  Po  chwili  zachciało  jej  się  przeraźliwie 
kichać,  co  było  reakcją  na  zalegający  wszędzie  kurz.  Gdy  już  oswoiła  się  z  tym, 
zaczęła  rozglądać  się  dookoła.  Tutaj  podobnie  jak  w  krypcie,  można  było  zobaczyć 
mnóstwo rzeźb i obrazów przedstawiających postacie w miłosnym uniesieniu. Tyle, że 
bohaterami byli nie ludzie, a przeróżne potwory i bestie. 

Jakiś podskórny niepokój ogarnął Bellę. Miała wrażenie, że słyszy jakieś szepty, a 

może to były jęki. Czuła, że nie jest to przyjazne miejsce i postanowiła je opuścić, gdy 
w oczy rzucił się jakiś  przedmiot  leżący  na drugim stopniu wielkich schodów.  Kiedy 
podeszła  bliżej,  natychmiast  go  poznała.  To  był  ulubiony  płaszcz  jej  ojca.  Jeśli  on  tu 
jest, to musi tu zostać i go odnaleźć. 

Powoli,  z  lękiem  w  duszy  zaczęła  się  wspinać  na  kolejne  stopnie  schodów.  Gdy 

była  już  na  samej  górze  usłyszała  dźwięk.  Nienaturalny,  zwierzęcy.  Poczuła  ciepło 
ogarniającego ją strachu. Jednak, gdzieś tutaj był jej ojciec. Nie mogła zrezygnować i 
uciec. Krok za krokiem posuwała się w stronę, skąd dobiegały ją tajemnicze odgłosy. 
Wreszcie stanęła przy drzwiach, za którymi wyraźnie czuć było czyjąś obecność. Bella 
miała  gardło  suche  niczym  pustynia,  spieczone  usta  co  chwila  mimowolnie 
przygryzała  z  przejęcia.  Musi  to  zrobić!  Musi!  Nacisnęła  klamkę  i  uchyliła  lekko 
drzwi. 

Nie  mogła  uwierzyć  w  to,  co  zobaczyła.  Pod  ścianą,  wisiał  bezwładnie  na 

podtrzymujących  go  łańcuchach  jej  ojciec.  Dyszał  ciężko,  z  wysiłkiem.  Z  jego 
spojrzenia  wyzierała  rozpacz.  W  komnacie  oprócz  niego  były  jeszcze  trzy  kobiety, 
choć  Bella  nie  była  tego  do  końca  pewna,  czy  na  pewno  są  zwykłymi  niewiastami. 
Wszystkie  były  piękne,  każda  inna  i  na  swój  sposób  przerażająca.  Jedna  z  nich  o 
prostych włosach czarnych jak noc i sięgających ramion uniosła lekko ręce i Bella ze 
zdumieniem zobaczyła skórzaste błony tworzące skrzydła niczym u nietoperza.  

background image

~ 14 ~ 

 

Kobieta,  a  właściwie  istota,  miała  skórę  tak  bladą,  że  prawie  białą,  na  piersiach 

zmieniającą kolor w siny błękit. Tęczówki jej oczu razem z źrenicami tworzyły czarne 
okręgi, z których wyzierała pustka, natomiast usta miały barwę krwistoczerwoną.  

Druga z towarzyszek ojca nie ustępowała pierwszej w dziwności. Jej ciało w wielu 

miejscach  pokrywały  gadzie  łuski  i  tam  było  zielonkawe,  tam  zaś  gdzie  skóra  była 
normalna barwy złocistej. Łuski zdobiły nogi kobiety od połowy ud do kostek, ręce od 
ramion  do  nasady  dłoni  oraz  tworzyły  odwrócony  trójkąt  nad  jej  piersiami,  którego 
czubek  znajdował  się  między  nimi.  Najosobliwiej  jednak  wyglądał  ten  gadzi  atrybut 
na  jej  plecach,  ciągnąc  się  od  góry  tyłka  wzdłuż  kręgosłupa,  przez  szyję  aż  na  tył 
pozbawionej włosów głowy. Tutaj pasmo łusek rozdzielało się na boki i zakręcało nad 
uszami, na skronie. Nieruchome oczy tej istoty były żółtego koloru. 

Ciało  ostatniej  z  istot  było  lekko  brązowawe,  niczym  opalone,  i  na  plecach, 

przedramionach i łydkach pokryte było krótkim, ale gęstym owłosieniem. Najbardziej 
jednak rzucał się w oczy długi, pozbawiony jakichkolwiek włosów ogon, który wił się 
na  boki.  Rude,  gęste  i  kręcone  włosy  były  długie,  kończyły  się  w  połowie  pleców. 
Uszy  były  spiczaste,  natomiast  oczy  tej  istoty  były  zielone  i  miały  niczym  u  kota 
wąskie źrenice. 

W  takim  to  towarzystwie  przebywał  zaginiony  Maurycy.  Bella  była  jak 

sparaliżowana.  Z  jednej  strony  chciała  uciekać,  z  drugiej  nie  mogła  oderwać  wzroku 
od tego co działo się w komnacie. 

Nagle ta ze skórzastymi skrzydłami przemówiła. 

- Powiedz skąd masz ten zwój! 

Z ust Maurycego wydobył się słaby głos. 

- Mówiłem już... jestem aptekarzem... szukałem nowych receptur i... przypadkiem 

natknąłem się... na niego. 

Ta z ogonem prychnęła dziko. 

- I my mamy w to uwierzyć! Jesteś żałosnym kłamcą! 

Ojciec Belli szarpnął się słabo w okowach. 

- Mówię prawdę... proszę uwolnijcie mnie... nikomu nie pisnę ani słowem o was - 

poprosił błagalnie. 

Teraz przemówiła ta z łuskami, sycząc przy tym jak wąż. 

background image

~ 15 ~ 

 

- Nie ma mowy! Chciałeś sprawdzić prawdziwość tego, co było w zwoju, to teraz 

cierp! – mówiąc, wysuwała co chwila długi gadzi język. 

- Poza tym, tu wszystko zależy od naszego gospodarza - dodała ta z ogonem. 

Bella  zobaczyła  dość.  Musi  uwolnić  ojca  od  tych  kreatur.  Tylko  jak?!  Musiała  to 

przemyśleć. Postanowiła się wycofać, gdy nagle poczuła potężny ucisk na ramieniu, a 
potem  przerażający,  dziki  ryk.  Ktoś  uniósł  ją  w  górę  niczym  szmacianką  lalkę  i 
wrzucił do komnaty. Trzy niby-kobiety podskoczyły nerwowo. 

- Mamy kolejnego gościa - oznajmił niski, potężny głos, kogoś kto stał za Bellą. 

Trzy istoty podeszły do niej, 

- Dorianie, to dziewczyna - stwierdziła odkrywczo ta z ogonem. 

- Widzę, nie jestem ślepy - odpowiedział jej właściciel potężnego głosu. Bella nie 

zdążyła  mu  się  przyjrzeć,  usłyszała  tylko  jak  ojciec  wymawia  jej  imię,  a  potem 
zemdlała. 

Gdy się obudziła, miała nadzieję, że to co się wydarzyło było tylko snem. Jednak, 

gdy uniosła głowę zobaczyła siedzącego w fotelu gospodarza zamku. Był przerażający 
i  potężny.  Większy  o  połowę  od  człowieka,  który  uchodziłby  za  wysokiego.  Jego 
ciemne  ciało  było  plątaniną  mięśni,  lśniące  niczym  naoliwione.  Jego  jedynym 
odzieniem był futrzana przepaska na biodrach, sięgająca połowy ud. Gdy się podniósł, 
Bella  dostrzegła  na jego  plecach ciągnące  się wzdłuż kręgosłupa pasmo sierści, które 
poprzez szyję wspinało się na czubek głowy ku czołu. Na bokach głowa była bezwłosa 
i uzbrojona w dwa lekko skręcone rogi. Twarz miał paskudną i brutalną, oczy błyskały 
złowrogo patrząc w jej stronę. 

- W końcu się obudziłaś - stwierdził ponuro. 

Bella przezornie milczała. Nie wiedziała, jak się zachować. 

- Według naszego więźnia jesteś jego córką - ni to stwierdził, ni zapytał potwór. 

Skinęła głową. 

- Domyślam się, że go szukałaś i odkryłaś ruiny w lesie - gdy stwór stanął przy niej 

wydał się Belli jeszcze większy. - Jesteś dzielna, dziewczyno. 

- Cóż, to mój ojciec... - odważyła się odezwać. 

Bestia zamilkła na chwilę, wpatrując się w nią. 

background image

~ 16 ~ 

 

- Tak... no tak. 

Bella odsunęła od siebie swój strach i zapytała. 

- Co z nami będzie? 

Stwór patrzył jeszcze przez chwilę, a potem odpowiedział. 

-  Zostaniecie  z  ojcem  w  zamku,  do  czasu,  aż  wszystko  się  skończy,  potem 

będziecie wolni. - Wyciągnął  łapę jakby chciał dotknąć twarzy Belli, ale cofnął ją po 
chwili. - Jednak nie wolno wam wchodzić do wieży! 

Niewiele z tego zrozumiała, toteż spytała odważnie. 

- Co się skończy? 

Coś na kształt smutku błysnęło w oczach potwora. 

- Będziesz wiedziała, wierz mi. 

Podniósł się i zerkając jeszcze raz szybko w jej stronę wyszedł z komnaty. 

 

*** 

 

Dni snuły się powoli, ale  Bella z ojcem  nie narzekali. Cieszyli się, że gospodarze 

zamku dają im spokój i starają się nie wchodzić im w drogę. Do tego zamek posiadał 
bogatą kolekcję ksiąg, za których lekturę ochoczo zabrała się Bella. 

Spacerując  po  zamkowym  placu  często  rozmawiali  o  swojej  sytuacji.  Na  drugi 

dzień po tym jak Bella pojawiła się w zamku ojciec wyjaśnił jej zagadkę tego miejsca. 

Otóż,  wiele  lat  temu  pałac  tętnił  życiem.  Zamieszkiwał  go  młody  i  przystojny 

książę, któremu w głowie były tylko miłosne harce. Uwielbiał uwodzić piękne panny i 
zaciągać je do swojego łoża. Jego pożądanie nie znało granic, a orgie przybierały coraz 
wymyślniejsze formy. Pewnego razu zorganizował taką imprezę w swoim zamku, dla 
czterech  panien.  Jedna  się  spóźniała,  ale  ani  jemu,  ani  pozostałym  trzem  to  nie 
przeszkadzało. Orgia trwała w najlepsze, gdy pojawiła się spóźniona dama. 

Okazało  się,  że  nieco  naciągnęła  fakty,  aby  wziąć  udział  w  zabawie.  Była  - 

delikatnie  mówiąc -  niezbyt  urodziwa.  Książę i jego kochanki zaczęli z  niej szydzić  i 
to był początek ich tragedii. Brzydula okazała się być adeptką magii. Sprawiła, że całe 

background image

~ 17 ~ 

 

otoczenie zamku zaczęło się palić. Wszyscy  mieszkańcy uciekli, zostali tylko książę i 
jego  trzy  kochanice.  Gdy  oni  również  próbowali  ujść  przed  gniewem  czarownicy, 
zmieniła ich w to, czym są teraz. Serafinę w kobietę z ogonem, Henriettę w skrzydlatą 
panią, a Matyldę w  gadzinę.  Legenda, którą Maurycy  odnalazł w tajemniczym zwoju 
mówiła  też,  że  na  tym  zemsta  czarownicy  się  nie  skończyła.  Ponoć  zostawiła  księciu 
długowieczną różę barwy najczarniejszej nocy, oznajmiając, że jeśli żadna kobieta nie 
zachce  mu  się  oddać  nim  opadnie  ostatni  z  jej  płatków,  on  i  jego  trzy  towarzyszki 
zginą w męczarniach, jako potwory. 

Bella  domyśliła  się  teraz  o  co  chodziło  Dorianowi,  bo  tak  zwał  się  potworny 

gospodarz  zamku.  Zapewne  w  wieży  znajdowała  się  ta  róża,  której  ostatni  płatek, 
wkrótce opadnie. Pomimo strachu i odrazy nie umiała nie współczuć Dorianowi i jego 
przyjaciółkom. 

 

*** 

 

Minął chyba miesiąc od przybycia Belli do zamku, gdy nie mogąc spać z powodu 

gorąca,  podniosła  się  z  łóżka,  żeby  poszukać  czegoś  do  picia.  Gdy  znalazła  się  na 
korytarzu  w  pobliżu  schodów  usłyszała  jakieś  odgłosy.  Jej  ciekawski  charakter 
sprawił,  że  ruszyła  za  źródłem  dźwięku  i  stanęła  przed  drzwiami  prowadzącymi  do 
wieży. 

Wahała się przez dobrą chwilę, ale ciekawość przezwyciężyła  lęk. Cicho wsunęła 

się  na  wąskie  schody.  Starając  się  nie  robić  hałasu  wspinała  się  na  górę.  Głosy  były 
coraz mocniejsze. Schody kończyły się niewielkim pomieszczeniem, gdzie pod ścianą 
na  marmurowym  cokole  stała  pod  szklanym  kloszem  czarna  różą.  Legenda  był  wiec 
prawdziwa, a Bella domyślała się słusznie. Oprócz łodygi i liści, pozostał tylko jeden 
smętnie wiszący pomarszczone płatek. 

Bella poczuła smutek, ale wciąż była ciekawa bardzo już teraz głośnych odgłosów, 

dobiegających z góry. W pomieszczeniu z różą były jeszcze zwykłe drewniane schody, 
które  prowadziły  do  drewniany  klapy.  Bella  wspięła  się  na  schody  i  uchyliła  ją,  by 
stwierdzić, że prowadzą do ciasnego holu. Weszła na górę i usłyszała. 

- Aaach... Dorianie! 

background image

~ 18 ~ 

 

W ciemności rozpoznała kontur małych drzwiczek. Wiedziała, że nie powinna tego 

robić, ale było to silniejsze od niej. Uchyliła je i zaczęła obserwować. 

Zobaczyła  klęczącego  na  szerokim  łożu  Doriana.  Mięśnie  prężyły  się  na  jego 

plecach i lśniły od potu, gdy potężnymi pchnięciami wbijał się w Serafinę. Podkulone 
nogi kochanki były szeroko rozchylone, podczas gdy jej długi ogon owinął się wokół 
jego bioder. Tworzyli wspaniale współgrającą i jęczącą jedność. W drugim końcu łoża 
Matylda  pieściła  swoim  długim,  gadzim  językiem  krocze  Henrietty.  Scena  ta  zrobiła 
na Belli piorunujące wrażenie. W jednej chwili poczuła falę gorąca rozchodzącą się po 
całym ciele. Tylko ze strachy przed zdradzeniem swojej obecności, powstrzymała się 
przed  włożeniem  dłoni  między  nogi  i  zrobieniu  sobie  dobrze  palcami.  Z  przejęciem 
patrzyła, co będzie się działo dalej. 

Tymczasem  Serafina  uwolniła  się  na  chwilę  od  Doriana  i  cicho  pomrukując 

uklękła podpierając się rękami  i wypinając zgrabny tyłek. Ogon zawinęła w  górę, tak 
że  ułożył  się  na  jej  plecach.  Dorianowi  nie  trzeba  było  więcej.  Złapał  Serafinę  za 
biodra  i  podsunął  się  bliżej.  Wtedy  oczom  Belli  ukazał  się  jego  penis.  Potężny, 
znaczony  grubymi  żyłami  kutas.  Wbił  go  w  lśniącą  od  soków  cipkę  Serafiny  i  z 
głuchymi  jękiem  szybko  doprowadził  ją  na  szczyt.  Małą  komnatę  wypełnił  dziki  jęk 
rozkoszy.  Serafina  bezsilna  chciała  opaść  na  łoże,  ale  Dorian  trzymał  ja  w  swoich 
łapach  mocno.  Dopiero,  gdy  jego  ciało  wyprężyło  się  w  spazmie  rozkoszy  zwolnił 
swój uścisk. Po chwili oboje leżeli obok siebie dysząc z uniesienia. 

Bella  była  tak  podniecona,  jakby  to  ona  była  na  miejscu  Serafiny.  Z  trudem 

przychodziło  jej  zachować  bezwzględna  ciszę.  Jej  oddech  gwałtownie  przyśpieszył, 
serce  biło  jak  oszalałe.  Co  więcej,  kochankowie,  których  podglądała  nie  zamierzali 
wcale kończyć. Minęło kilka minut i po Serafinie przyszła kolej na Henriettę. 

Gdy  członek  Doriana  zaczął  zdradzać  oznaki  ponownej  gotowości,  usiadła 

okrakiem  na  udach  potwora  i  ujęła  go  w  dłoń.  Jej  szczupłe,  blade  palce  z  wielką 
wprawą  stawiały  go  do  pionu.  Gdy  stan  dorianowego  penisa  wydał  się  Henrietcie 
odpowiedni  oplotła  go  swoimi  krwistoczerwonymi  wargami.  Potwór  jęknął  cicho. 
Znów  budziła  się  w  nim  żądza.  Położył  łapę  na  głowie  Henrietty  i  zaczął  na  nią 
napierać. 

- Ssij... o tak... ooo - wymruczał. 

Gdy oboje mieli już dość tej pieszczoty, skrzydlata kochanka podeszła do ściany i 

oparła się o nią plecami. 

- Chodź do mnie! - powiedziała cicho rozkładając ręce. 

background image

~ 19 ~ 

 

Dorian podszedł i wielkim łapami otoczył sino-błękitne piersi kochanki. Pieścił je, 

a ona powoli składała ręce na jego plecach, otaczając go peleryną swoich skrzydeł. 

Bella mimowolnie westchnęła, gdy ciało Henrietty uniosło się gwałtownie w górę, 

a  na  jej  twarzy  wykwitł  grymas  rozkoszy.  Dorian  właśnie  w  nią  wszedł.  Powolnymi 
ruchami  bioder  nadawał  tempo  ich  pełnej  żądzy  grze.  Tymczasem  pozostałe  dwie 
uczestniczki zabawy zajęły się z wielką wprawą sobą. Matylda jak zwykle korzystała 
ze  swojego  języka,  penetrując  nim  wszystkie  zakamarki  ciała  Serafiny  i  trzymając  w 
jednej  z  dłoni  ogon  przyjaciółki,  którego  koniec  wił  się  między  jej  rozłożonymi 
nogami, w rozkosznej szparce. 

Bella  nie potrafiła się powstrzymać.  To było dla  niej za wiele. Wsunęła dłoń pod 

koszulę  nocną  i  odnalazła  pulsującą  z  podniecenia  cipkę.  Gdy  włożyła  w  nią  palce 
poczuła, jak bardzo opanowała ją żądza. Jej palce stały się lepkie od wilgoci. 

Podglądani  przez  nią  lokatorzy  zamku  dalej  oddawali  się  swoim  żądzom.  Ruchy 

ciał  Doriana  i  Henrietty  stawały  się  coraz  mniej  skoordynowane.  Po  twarzy  potwora 
płynęły  krople  potu.  Z  twarzy  jego  kochanki  nie  znikał  grymas  rozkoszy,  zębami 
przygryzała  swoje  rubinowe  usta,  kręcąc  mimowolnie  głową  na  boki.  Jej  wątłe  w 
porównaniu  z  dorianowym  ciało,  zaczęło  się  osuwać  ze  ściany.  Potwór  uniósł  ją  bez 
wysiłku i opuścił na podłogę, tak aby mogła oprzeć się o łoże. 

Henrietta  krzyknęła  z  rozkoszy,  gdy  potężny  kutas  Doriana  wbił  się  w  jej  mokrą 

szparkę  jednym,  silnym  pchnięciem.  Jego  wielkie  łapska  oparły  się  na  bladych 
pośladkach  uskrzydlonej  kochanki  i  dodatkowo  nabijały  ją  na  penisa.  Raz  za  razem, 
systematycznie,  aż  po  sam  szczyt.  Tym  razem  oboje  kochanków  osiągnęło  orgazm 
prawie  w  jednym  momencie.  Ich  głosy  zlały  się  w  jeden  potężny  jęk.  Potworny 
kochanek znalazł siłę na tyle, aby wyjść z Henrietty i usiadł na podłodze opierając się 
plecami o łóżko. Dyszał z wysiłku, a wzrok miał zmętniały z przeżytej ekstazy. 

Tym  razem  Bella  musiała  dłużej  uzbroić  się  w  cierpliwość,  zanim  ostatnia  z 

kochanek  upomniała  się  o  swoje  prawa.  Pomimo  to  była  pełna  podziwu  dla  sił 
witalnych  Doriana.  Gdzieś  w  głębi  duszy  jej  strach  ustępowała  miejsca  pożądaniu  i 
zaczęła sobie wyobrażać siebie z nim. Jak pieści ją swoimi wielkimi łapami! Jak jego 
wielkie, umięśnione ciało napiera na nią, a potem...! Och! 

Przygryzła  wargi,  by  nie  wydać  żadnego  głosu,  bo  nadszedł  orgazm,  wywołany 

obrazem wielkiego, prężącego się penisa wbijającego się w jej cipkę.  

W końcu nadeszła chwila Matyldy. Kobieta o skórze węża na czworakach zbliżyła 

się do  leżącego wciąż  na podłodze potwora. Kucnęła  między  jego  nogami  i  nieco się 

background image

~ 20 ~ 

 

pochyliła.  Wysunęła  swój  długi  język  i  oplotła  nim  członka  bestii.  Owijała  go  tak 
wokół  niego,  aż  począł  zdradzać  oznaki  ożywienia.  Gdy  tak  się  stało,  zmieniła 
technikę  i  zaczęła  pieścić  fioletowy  czubek  penisa.  Dorian  mruknął  coś  cicho, 
otwierając oczy. Był niesamowity! Na jego twarzy znów wykwitł grymas pożądania  i 
zadowolenia. 

Pozwolił jednak popracować Matyldzie jej sprawnym językiem, stworzonym jakby 

do  pieszczot.  Przeciągała  nim  po  całej  długości  członka,  nie  zapominając  o  wielkich 
jajach.  Henrietta  po  pieprzeniu  z  Dorianem  nie  była  już  w  stanie  kontynuować 
dalszych igraszek. Leżała na łożu bezsilna, wpatrując się w zaczynającą zabawę parę, 
albo w robiącą sobie dobrze ogonem Serafinę. 

Tymczasem  Matylda  doprowadziła  penisa  Doriana  do  rozmiarów  ją 

zadowalających i mając wzgląd na to, ile go kosztowały igraszki z Serafiną i Henriettą, 
sama nabiła się na sterczący członek. Wtuliła się w potężny tors kochanka i rozpoczęła 
taniec.  Z  początku  leniwie,  kręcąc  ponętnie  pupą,  by  stopniowo  zwiększać  tempo. 
Łuski  na jej plecach  lśniły zielonkawym blaskiem,  gdy tak się poruszała. W Dorianie 
przebudziła  się  wreszcie  siła  żądzy  i  objął  swoimi  łapami  tyłek  Matyldy.  W  jego 
żelaznym  uścisku  praca  jej  bioder  nabrała  większego  tempa.  Matylda  zaczęła  szybko 
dochodzić.  Wypuściła  ze  swoich  objęć  szyję  Doriana  i  bujając  się  na  jego  kutasie, 
prężyła  ciało  i  pieściła  dłońmi  swoje  piersi.  Z  każdą  chwilą  jej  westchnięcia  stawały 
się coraz głośniejsze, by przemienić się w urywane jęki. Trwało to jeszcze kilka chwil, 
aż jej ciało wygięło się w łuk i z gardła wydobyło się dzikie syknięcie. Ona również tej 
nocy osiągnęła szczyt. 

Dorian  nie  potrzebował  kolejnych  orgazmów.  Podniósł  umęczoną  Matyldę  i 

położył  na  łożu,  obok  pozostałych  kochanek.  Wszyscy  czworo  wtulili  się  w  swoje 
nagie,  zmęczone  seksem  ciała  i  najwyraźniej  postanowili,  że  czas  na  sen. 
 
Bella  odczekała  chwilę  i  po  cichu  wymknęła  się  ze  swojej  kryjówki.  Gdy  wróciła  do 
swojego  zimnego  łóżka,  nie  mogła  zasnąć,  wciąż  przed  oczami  mając  sceny,  które 
udało jej się podejrzeć. 

 

 

*** 

 

 

background image

~ 21 ~ 

 

Bella spała długo, odsypiając  nocne podglądanie. Obudziło ją  łomotanie do drzwi 

jej  komnaty.  Na  pół  obudzona  otworzyła  je  i  ujrzała  ojca.  Z  jego  twarzy 
wywnioskowała, że dzieje się coś niezwykłego. 

- Co się stało, tato? - spytała. 

-  Nigdzie  nie  ma  naszych  gospodarzy!  -  w  głosie  Maurycego  słychać  było 

podniecenie. - Byłem w każdym kącie oprócz wieży! Myślę Bello, że nadchodzi czas 
naszego powrotu!  

W  jednej  chwili  dotarło  do  Belli,  że  wczorajsza  noc  mogła  być  pożegnaniem 

kochanków.  Nie  bacząc  na  to,  że  jest  tylko  w  krótkiej  koszuli  nocnej  biegiem 
popędziła w stronę wieży. Za plecami słyszała głos ojca. 

- Bello, tam nie wolno! Bello, nie idź tam! 

Otworzyła drzwi prowadzące na wieżę i nakazała Maurycemu. 

-  Zostań  tu  tato!  -  starała  się  by  jej  głos  brzmiał  spokojnie.  -  I  nie  martw  się  o 

mnie! Wszystko będzie dobrze, obiecuję.  

Przesłała mu pocałunek na odległość, przekroczyła próg i zamknęła za sobą drzwi. 

Wejście  na  górę  zajęło  jej  dużo  mniej  czasu  niż  w  nocy.  Pędziła  po  schodach, 

zdając  sobie  sprawę  z  powagi  sytuacji.  W  przelocie  rzuciła  okiem  na  różę,  której 
ostatni  płatek  trzymał  się  ledwie  na  małym  skrawku.  Koniec  mógł  nastąpić  w  każdej 
chwili. 

Wspięła  się  na  górę  i  ujrzała  ta  samą  komnatę  co  w  nocy,  w  dziennym  świetle. 

Gospodarze  zamku  nie  wyglądali  jednak  tak  samo.  Ich  twarze  postarzały  się  jakby  o 
wiele lat.  

Serafina  i  Matylda  leżały  na  podłodze  zwinięte  w  pozycjach  embrionalnych. 

Henrietta  oparła  głowę  na  brzuchu  Doriana  i  jako  jedyna  z  kobiet  zdawała  się  być 
jeszcze  przytomna.  Książę  w  ciele  potwora  dyszał  ciężko  i  patrzył  nieprzytomnym 
wzrokiem przed siebie. 

Bella podeszła do łoża. Henrietta wyciągnęła z wysiłkiem rękę i szepnęła. 

-  Tylko  ty...  możesz  nam...  jeszcze  pomóc  -  dłoń  skrzydlatej  piękności  była 

zimna jak lód. - Błagam cię... 

background image

~ 22 ~ 

 

Wcześniejszy  lęk  Belli  przed  lokatorami  zamku,  ustąpił  miejsca  fascynacji  i 

podnieceniu.  Winna  temu  była  wczorajsza  noc.  Poza  tym  uważała,  że  przewinienie 
księcia i jego kochanek nie zasługiwało na taka karę. Było ich jej żal. 

Weszła  na  łoże  i  spojrzała  na  straszliwą  twarz  Doriana,  która  teraz  wyglądała 

mizernie. Usłyszała bicie swojego serca. Próbowała odzyskać spokój, ale nadaremnie.  

Zrezygnowała  z  tego  i  wzięła  w  dłoń  penisa  bestii.  Nawet  teraz,  gdy  Dorian  był 

niepodniecony, jego kutas wydawał się jej potężny. 

Dłonie jej drżały, gdy powolnymi ruchami, podszytymi lękiem zaczęła go pieścić. 

Czuła jak rumieńce rozpalają jej policzki. Po małej chwili z zadowoleniem stwierdziła, 
że penis twardnieje. Zerknęła na Doriana i dostrzegła coś, jakby błysk w jego oczach. 
Może było to tylko złudzenie, a może nie, ale potwór wciąż leżał nieruchomy niczym 
głaz. Ruchy dłoni Belli stawały się coraz szybsze. Coraz mniej też było w niej lęku. 

Pomimo  tragizmu  sytuacji  czuła  falę  gorącego  pożądania  pod  skórą.  W  końcu 

członek  bestii  zesztywniał  na  tyle,  że  stał  bez  pomocy  Belli.  Ujęła  go  u  nasady  i 
zaczęła  przesuwać  językiem  po  ciemnym  łepku,  pieszcząc  jednocześnie  drugą  dłonią 
jaja.  W  końcu  z  trudnością,  ale  powoli  wsunęła  go  sobie  do  ust.  Miała  wielką  chęć 
celebrować ten  moment, ale okoliczności jej na to  nie pozwalały, tak więc,  gdy tylko 
doszła do wniosku, że kutas Doriana większy  i sztywniejszy już  nie będzie, przestała 
zabawiać się nim w ten sposób. 

Płonęła  pożądaniem,  ale  z  lękiem  patrzyła  na  sterczący  w  górę  członek. 

Bohaterskie  czyny  wymagają  wyrzeczeń,  wytłumaczyła  sobie  i  kucnęła  nad  tym 
potężnym palem.  

Opuszczała  ciało  powoli.  Pierwszy  spazm  poczuła,  gdy  mokre  płatki  jej  cipki 

zetknęły  się  z  czubkiem  penisa.  Naparła  lekko  i  ze  zdziwieniem  przyjęła  fakt,  że  jej 
szparka  poddała  się  bez  oporów.  Kolejny  spazm  i  uderzająca  fala  gorąca.  Drugie 
pchnięcie było mocniejsze i poczuła niewielki ból. 

"Powoli, Bello, powoli!" - szepnęła cicho. 

Rozchyliła  płatki  cipki,  licząc,  że  to  coś  pomoże  i  opuściła  tyłek  trochę  niżej. 

Znów ból, ale  i zagłuszająca  go rozkosz. Bella jęknęła  mimowolnie, a potem  pchnęła 
następny raz i kolejny, kolejny, kolejny... 

Oczy  zaszły  jej  mgłą,  ciało  spalało  się  wewnątrz  od  żądzy.  Ból  wymieszany  z 

rozkoszą okazał się piorunującą mieszanką. Gdy Bella poczuła, że ma w sobie całego 

background image

~ 23 ~ 

 

kutasa  Doriana,  była  zdziwiona,  że  ból  ją  opuścił.  Została  tylko  rozkosz.  Jej  ciało 
płonęło, więc pozbyła się koszulki nocnej.  

Tańcząc  na  wielkim  członku,  jedną  dłonią  ściskała  swoją  pierś  i  sutek,  a  drugą 

pieściła  łechtaczkę. Miała wrażenie, że  unosi się w  powietrzu, tak było jej cudownie. 
Bez  skrępowania  pozwoliła  swoim  ustom  krzyczeć.  Potem  był  już  orgazm. 
Zapierający  dech,  zabierający  wszelkie  myśli.  Ona  i  wypełniająca  ją  rozkosz.  Cała 
drżała  unosząc  się  do  góry.  Była  zadowolona  spełnieniem,  ale  chciała  doprowadzić 
sprawę do końca.  

Chwyciła w drżące dłonie kutasa i  nieco  niezdarnie zaczęła  go pieścić. To jednak 

wystarczyło.  Po  małej  chwili  poczuła  lekkie  drgnięcie  i  w  górę  wystrzeliła  fontanna 
ciepłej  spermy.  Bella  patrzyła  na  to  z  fascynacją,  nie  czując  jak  duże  krople 
przylepiają  się  do  jej  ciała.  Były  wszędzie,  we  włosach,  ma  twarzy,  piersiach, 
naprawdę wszędzie. 

Czuła  się  zmęczona  i  ułożyła  się  na  łożu,  obok  Doriana,  licząc,  że  gdy  się 

przebudzi spełni się przepowiednia.  

Jednak  po  przebudzeniu  przemieniony  książę  i  jego  trzy  towarzyszki  wciąż  leżeli 

w tych samych miejscach, nie dając oznak życia.  

Bella  zaklęła  za  złości  i  rzuciła  się  w  stronę  pomieszczenia  z  różą,  zapominając 

nawet o tym, że jest naga. 

Koszmarne przeczucie, że się spóźniła spełniło się.  

Pod  szklanym  kloszem  tkwiła  tylko  zielona  łodyga,  a  na  dnie  ścieliły  się  ciemne 

płatki.  Łącznie  z  tym  ostatnim.  Wzięła  w  ręce  klosz  i  nieprzytomna  za  złości  i  żalu 
zeszła na dół. 

Gdy Maurycy ją zobaczył krzyknął przerażony. 

- Coś ty zrobiła córeczko?! 

Spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem i pokazała klosz z różą. 

- Za późno... za późno - wydukała tylko. 

Szklany  klosz  wypadł  z  jej  rąk  i  poturlał  się  po  podłodze,  rozbijając  się  o  nogę 

stolika. Bella poczuła, że jej nogi uginają się w kolanach i że ojciec ją łapie.  

Zemdlała. 

background image

~ 24 ~ 

 

 

Piękna i bestia ( część III ) 

 

 

 

Kiedy  otworzyła  oczy,  leżała  na  łóżku  w  swojej  komnacie.  Przypomniała  sobie 

ostatnie  wydarzenia  i  w  oczach  stanęły  jej  łzy.  Nagle  uświadomiła  sobie,  że  coś  jest 
inaczej.  Coś  ulotnego,  czego  nie  potrafiła  określić.  Nagle  to  do  niej  dotarło!  Zapach! 
W komnacie, zamiast stęchłego zapachu czuć było świeżość... jak to było możliwe?!  

Poderwała się z łóżka, nie zważając na swoją nagość i rzuciła się w stronę okna. 

Serce zabiło jej mocniej. Plac przed pałacem wyglądał wspaniale. Wypełniony był 

soczyście  zielonymi  żywopłotami  i  kolorowymi  klombami  kwiatów.  Fontanna 
radośnie  wytryskiwała  z  siebie  parasol  wody,  a  rzeźby,  choć  dalej  nieprzyzwoite,  nie 
wyglądały  już  ponuro  i  straszliwie.  Przede  wszystkim  jednak,  gdy  spojrzała  w  stronę 
bramy, zamiast skały i wejścia do pieczary, zobaczyła drogę. 

Zamek choć dalej ukryty w wąwozie, przestał być niedostępny. 

Bella  cała  drżała  z  podniecenia.  Czyżby...  czyżby  to  znaczyło,  że...!  Musiała  to 

sprawdzić! W biegu założyła na siebie kusą koszulkę nocną i wybiegła z komnaty. 

Od razu dostrzegła zmianę w wystroju zamku. Tak jak i plac, przestał być ponury, 

budzący  grozę.  W  oczy  rzucił  się  też  jej  czerwony  dywan  pod  jej  nogami,  którego 
wcześniej tu nie było. Pod żadnymi innymi drzwiami takiego samego nie było Uznała, 
ze  został  rozłożony  w  konkretnym  celu  -  dla  niej.  Śmiało  ruszyła  tam,  dokąd 
prowadził. 

Najpierw trafiła do łaźni, gdzie zastała wannę - czystą, o dziwo - z ciepłą, parującą 

wodą. Z boku na taborecie leżała peleryna, która była chyba przygotowana dla niej. W 
powietrzu  unosił  się  zapach  dodanego  do  wody  olejku.  Jaśmin,  lawenda  i  chyba  coś 
jeszcze. 

Z  uczuciem błogości zanurzyła się w wodzie  i  nie wyszła z niej, póki  nie zaczęło 

się jej robić zimno. Natarła się ręcznikiem i nałożyła na ramiona pelerynę. Była cienka 

background image

~ 25 ~ 

 

i  niczym  firanka  prześwitująca.  Jednak  w  podniecający  sposób  nie  obnażała 
wszystkiego, pozostawiając coś dla wyobraźni. 

Po  kąpieli  Bella  ruszyła  dalej  wyznaczonym  tropem.  Czerwony  dywan 

zaprowadził ją bezbłędnie do wielkiej sypialni, kończąc się u stóp wielkiego łoża.  

Dziewczyna  przesunęła  dłonią  po  pościeli.  Była  niezwykle  delikatna  i  świeża.  Z 

przyjemnością Bella położyła się na niej, czekając z bijącym z podniecenia sercem, co 
się stanie dalej. 

Leżała,  płonąc  z  niecierpliwości,  ale  minęło  kilka  długich  chwili  nim  usłyszała 

skrzypnięcie drzwi.  Uniosła  głowę  i chociaż spodziewała się czegoś takiego, jej oczy 
rozszerzyły się ze zdziwienia. 

Do komnaty weszły trzy piękne kobiety, ubrane w takie same peleryny jak jej. Od 

razu  je  poznała  -  czarnowłosa  o  alabastrowej  skórze  to  była  Henrietta.  Jej  usta  wciąż 
były rubinowe, a jej szyję ściśle opinała czarna aksamitka, na której wisiał medalion w 
kształcie  uskrzydlonego  bóstwa.  Na  kostkach  nóg  miała  nieduże  tatuaże  imitujące 
skrzydła. 

- Witaj, Henrietto - przywitała się Bella. 

- Witaj. 

Dawna uskrzydlona niewiasta usiadła na skraju jej łoża.  

Następnie  uczyniła to Matylda. Jej skóra miała piękny brzoskwiniowy kolor, a na 

głowie  miała  fikuśnie  kręcące  się  krótkie,  złociste  włosy.  Jej  również  pozostała 
pamiątka  po  czasie  kary.  Szyję  ozdabiał  jej  naszyjnik,  na  którym  wisiał  medalion  w 
kształcie  wężowego  języka.  Na  nadgarstkach  miała  skręcone  niczym  wężowe  ciało 
bransolety. 

- Witaj, Matyldo. 

- Witaj. 

Na  koniec  przywitała  się  z  nią  Serafina.  Jej  skóra  wciąż  połyskiwała  brązem 

opalenizny, a na głowie wciąż miała burzę rudych włosów. Szyję i nadgarstki opinały 
jej  futrzane  ozdoby,  a  gdy  na  chwilę  odwróciła  się  tyłem,  Bella  ujrzała  tatuaż 
zaczynający  się  przy  kości  ogonowej,  a  kończący  poniżej  łopatek,  przedstawiający 
lekko wywinięty ogon. 

background image

~ 26 ~ 

 

Wszystkie  były  cudowne  i  pachnące.  Świeże  i  wciąż  pełne  temperamentu.  Bella 

czuła  co  się  teraz  stanie,  a  przecież  najbardziej  chciała  wiedzieć,  co  się  stało  z 
Dorianem. 

- A co z... 

Henrietta zamknęła jej  usta pocałunkiem.  Długim  i  namiętnym, potem kolejnym  i 

następnym.  Bella  poczuła  jak  guziki  jej  peleryny  poddają  się  palcom,  którejś  z 
pozostałej  dwójki  kobiet.  Przeszył  ją  przyjemny  dreszcz,  gdy  jednocześnie  poczuła 
język Henrietty w swoich ustach i dłonie Serafiny na swoich piersiach. Wyprężyła się 
jak kotka, poddając się bezwolnie pieszczotom swoich towarzyszek.  

Westchnęła czując czułość dotyku Serafiny drażniącej jej sutki, palcami malującej 

owale wokół jej brodawek i przesuwającej swoimi piersiami po brzuchu Belli. 

Tymczasem Henrietta nie zamierzała zaprzestać pocałunków. Bella odwzajemniała 

je najlepiej jak potrafiła. Ich wargi drżały, a języki splątały w przedziwnym tańcu.  

Żaden mężczyzna nigdy jeszcze nie całował tak Belli, jak teraz robiła to Henrietta. 

Wspólne pieszczoty jej dwóch kochanek sprawiły, że wokół kręgosłupa owinęła jej się 
nić upleciona z delikatnej rozkoszy. 

Potem  do  ich  trójki  dołączyła  Matylda  i  Bella  przestała  kontrolować  swoje 

podniecenie  i  żądzę.  Jej  uda  zadrżały,  gdy  dłonie  Matyldy  zaczęły  je  pieścić  od 
wewnętrznej strony. Poczuła jak nogi rozjeżdżają jej się powoli na boki i nim zdążyła 
pomyśleć, co za chwile się stanie, poczuła dłoń Matyldy przesuwającą się po jej łonie, 
a  potem  czubek  języka  na  płatkach  cipki.  Zacisnęła  dłonie  na  prześcieradle.  Miała 
ochotę krzyczeć z radości. 

Na razie jednak pojękiwała tylko cicho, gdy Henrietta uwolniła jej usta od swoich i 

dołączyła  do  Serafiny,  pieszcząc  jej  piersi.  Kochanki  Belli  pomrukiwały  z 
zadowolenia,  niewiele  pozostawiając  żadnych  miejsc  na  ciele  bez  pieszczot.  Nie 
pozwoliły jej na rewanż. Dziś one były dla niej, a ona tego chciała. Bardzo chciała. 

Czuła jak jej wnętrze wypełnia się żarem.  Jak jej podniecenie zaczyna  galopować 

niczym dziki rumak. Nie mogła powstrzymać dłoni, którymi zagarnęła piersi i zaczęła 
je masować. Serafina i Henrietta swoje pieszczoty skierowały na jej nogi.  

Gdy  Matylda  wciąż  drążyła  jej  coraz  bardziej  wilgotną  cipkę,  one  masowały  jej 

stopy  i  lizały  palce  stóp.  Bella  nigdy  nie  czuła  się  tak  dopieszczona,  jęczała  z 
rozkoszy, coraz bardziej tracąc kontakt z rzeczywistością. 

background image

~ 27 ~ 

 

Nagle  wszystko  ustało  i  przez  chwilę  Bella  poczuła  się  oszukana.  Jednak  zaraz 

zobaczyła  nad  sobą  uśmiechniętą  twarz  Serafiny,  której  oczy  błyszczały 
podnieceniem. 

-  Jesteś  cudowna  -  usłyszała  jej  szept  i  zobaczyła  w  jej  dłoni  kawałek  czarnego 

materiału. 

Serafina  zawiązała  jej  przepaskę  na  oczach,  a  potem  trzy  pary  delikatnych,  ale 

stanowczych rąk uniosły ją i ułożyły w potrzebnej im pozycji.  

Bella  klęczała,  podpierając  się  rękami.  Nogi  miała  lekko  rozchylone  i  dyszała  z 

podniecenia, ciekawa, co teraz nastąpi. Czuła dłonie dziewczyn błądzące leniwie po jej 
ciele i znów traciła kontakt z rzeczywistością. Rozkosz wracała z dawną mocą. 

Nagle na pośladkach poczuła dotyk innych dłoni. Silniejszych, męskich i w jednej 

chwili zrozumiała, do kogo należą. 

- Dorian - wyszeptała. 

- Ciii... 

Kochanek  podrażnił  przez  chwile  dłonią  jej  wilgotną  szparkę,  a  potem  wszystko 

straciło znaczenie. Wszedł w nią jednym, silnym pchnięciem, aż jęknęła głucho.  

Potem z  niej wyszedł  i poprawił drugi  raz. Kolejny  głośny jęk wypełnił komnatę. 

Znów z niej wyszedł, ale tym razem nie kwapił się do następnego uderzenia. Poczuła 
mokry  czubek  członka  na  różowych  płatkach,  na  pośladkach  i  rowku  pupy.  Było  to 
przyjemne, ale ona chciała znów poczuć go w sobie. 

- Proszę... - jęknęła błagalnie. 

Nic. Ta sama pieszczota i cisza. 

- Proszę... nie drocz się ze mną. 

Znów bez skutku. 

- Wsadź mi go... bo oszaleję! - krzyknęła podniecona. 

Tym  razem  się  doczekała.  To  pchnięcie  było  jeszcze  silniejsze  niż  poprzednie. 

Było po prostu... cudowne.  

Tym  razem  Dorian  -  tylko  jego  brała  pod  uwagę  Bella  -  pozostał  w  niej.  Mocno 

chwycił ją w biodrach i silnymi pchnięciami pozbawiał ją zmysłów.  

background image

~ 28 ~ 

 

Opuściły ją myśli, czuła tylko kolejne uderzenia i fale rozkoszy, która wzbierała w 

niej  niczym  rodzący  się  huragan.  Dopasowała  się  do  rytmu  kochanka  i  pomagała  mu 
pracą tyłka i bioder. 

On zaś nie ustawał ani na chwilę. Jego pchnięcia cały czas były takie same, jak na 

początku.  Pieprzył  ją  tak,  jak  tego  pragnęła.  Nie  jak  damę  czy  księżniczkę,  ale  jak 
nałożnicę. Ostro, bez zahamowań, aż traciła oddech. 

Nadeszła  pora,  gdy  w  jej  wnętrzu  przebudziła  się  bestia  i  ze  straszliwą  siłą 

opanowała jej ciało. Jej ciało wygięło się w łuk  i zamarło w kobiecych dłoniach. Nie 
myślała  o  niczym  innym,  jak  tylko  o  tym,  żeby  wykrzyczeć  swoją  rozkosz.  I 
krzyczała,  a  on  wciąż  wbijał  się  w  nią,  aż  po  kilku  następnych  pchnięciach  zacisnął 
dłonie na jej biodrach, aż syknęła z bólu i znieruchomiał w niej, wypełniając ciepłym 
strumieniem. 

Dopiero  wtedy  zelżał  jego  chwyt  i  Bella  mogła  opaść  na  miękkie  łoże.  Przed 

oczami wirowały jej kolorowe plamy, nie mogła skupić myśli, z ledwością czuła, że na 
jej pośladki skapują resztki nasienia. 

Poczuła, że ktoś kładzie się na łożu. Jedna z dziewczyn zdjęła jej opaskę z oczu i 

obok siebie zobaczyła męską, przystojną twarz. 

- Dorian - szepnęła. 

- Tak, moja wybawicielko - odpowiedział cicho. 

Potem pozwolił jej wtulić się w siebie i obracał w palcach jej kasztanowe loki.  

Henrietta,  Serafina  i  Matylda  znikły  z  komnaty  nie  wiadomo  kiedy. 

Bella była szczęśliwa. 

 

*** 

 

Ten  dzień  był  jak  cudowny  sen.  Prawie  nie  wychodziła  z  łóżka.  Kochała  się 

jeszcze z Dorianem kilka razy, aż usnęli zmęczeni tuż przed świtem. 

Gdy się obudziła słońce stało wysoko, a obok niej nie było Doriana. Jego miejsce 

było zimne, jakby wstał dawno temu. 

background image

~ 29 ~ 

 

Zarzuciła  na  siebie  pelerynkę,  w  której  tu  przyszła  i  wybiegła  go  szukać.  Na 

schodach spotkała ojca. 

- Są na placu przed zamkiem - wskazał jej ręką kierunek. 

- Dziękuje tato - rzuciła w jego stronę i wybiegła na zewnątrz. 

Gdy zobaczyła całą czwórkę, jej serce zamarło. 

Wszyscy  byli  ubrani,  jakby  za  chwilę  mieli  wyruszyć  w  podróż.  Na  grzbietach 

osiodłanych konie, piętrzyły się pakunki. 

Serafina, Henrietta i Matylda podeszły do niej na chwilę. 

- Chciałyście odjechać bez pożegnania?! - spytała Bella z wyrzutem. 

Spuściły lekko głowy. 

- Wybacz, ale bałyśmy się, że będziesz robiła problemy - wyjaśniła Henrietta. 

- I słusznie... - wypaliła, ale nie dały jej dokończyć. 

- Żegnaj Bello, nie zapomnimy nigdy o tobie - Serafina miała w oczach łzy. 

Uściskały ją mocno, a gdy zdumiona chciała zapytać, co to wszystko ma znaczyć, 

Matylda ubiegła ją mówiąc. 

- Daj spokój pytaniom, czeka się trudniejsza rozmowa - oczami wskazała Doriana, 

stojącego nieco na uboczu. 

Wszystkie trzy oddaliły się i czekały przy bramie. Bella wiedziała, na kogo i czuła, 

że pęka jej serca. 

Dorian  -  jej  wspaniały  kochanek,  rogaty  potwór  z  koszmarów,  a  teraz  wspaniały, 

pełen życia mężczyzna, przytulił ją i pocałował w usta. 

- To na pożegnanie, prawda? - domyślnie zapytała Bella. 

Spojrzał smutno w jej oczy. 

-  Ja  nie  mogę  tu  zostać  Bello  -  stwierdził  szczerze.  -  Zbyt  wiele  tu  złych 

wspomnień. 

W jednej chwili podjęła decyzję. 

- Poczekasz na mnie i pojedziemy razem. 

background image

~ 30 ~ 

 

Złapał ją, gdy chciała się odwrócić. 

-  Nie  Bello!  -  w  jego  głosie  była  determinacja.  -  Ja  się  nie  zmieniłem.  Kara 

czarownicy nic mnie nie nauczyła. 

Bella nie wiedziała, o co mu chodzi. Poznał to po wyrazie jej twarzy. 

- Zrozum, ja dalej  mam ochotę  na pieprzenie  ładnych panien  - wydusił z siebie. - 

Zrozumiałem  to  dzisiejszej  nocy,  leżąc  przy  tobie.  Powinienem  czuć  miłość,  a  gdy 
zasnęłaś  snułem  wizje  o  następnych  upojnych  nocach,  spędzonych  na  rżnięciu 
księżniczek i innych piękności. 

Bella słuchała go zdumiona. 

- Byłabyś  nieszczęśliwa bólem  moich zdrad - brutalna szczerość jego słów bolała 

jeszcze bardziej. - Zrozum, proszę! 

- Ale... - zająknęła się. 

-  Wiem,  myślałaś,  że  będziemy  razem.  Ja,  ty  i  nasze  trzy  boginie  -  powiedział 

Dorian. - Jak jedna wielka, niewyżyta rodzinka, ale... to nie bajka, Bello. One też chcą 
jechać, każda w swoją stronę - wskazał ręką stojące przy bramie kobiety. - Zbyt długo 
byliśmy w swoim towarzystwie. 

- Dlaczego tak musi być? - spytała cicho. 

- Nie zmienię swojej natury, a ty musisz zostać tutaj - jego głos brzmiał stanowczo. 

- Jako pani tego zamku. Wiem, że  uczynisz go pięknym, a poza tym... zostawiłem ci 
jeszcze inny prezent. 

Jeszcze  raz  ja  pocałował,  a  potem  wsiadł  na  konia  i  odjechał  razem  ze  swoimi 

trzema  towarzyszkami.  Bella  stała  jeszcze  długo  w  patrząc  za  nimi,  zanim  ojciec  nie 
zabrał jej do zamku. 

 

*** 

 

Bella  pochyliła  się  nad  kołyską.  Minęło  dwanaście  miesięcy,  odkąd  pożegnała 

Doriana. Trochę płakała, trochę cierpiała, a potem zorientowała się, co miał na myśli, 
mówiąc, że dał jej jeszcze jeden prezent. 

background image

~ 31 ~ 

 

- Jesteś śliczny jak tata - z czułością powiedziała do śpiącego dziecka. 

Syn pana tego zamku. Mały książę. Imię dostał po ojcu, podobnie jak urodę. Bella 

miała nadzieję, że nie tylko. 

-  Zostań  tu  z  nim  jeszcze  przez  chwilę  -  nakazała  niani  i  wyszła  z  komnaty 

dziecka. Musiała zajrzeć do podziemi, na krótką pogawędkę. 

Na schodach natknęła się na ojca. 

- Gdzie mój wnuk, skarbie? - spytał rozpromieniony. 

- Śpi tato. Idź do niego, tylko go nie zbudź! 

Patrzyła za odchodzącym Maurycym z czułością. Wnuk był całym jego światem. 

Kiedy zeszła do  lochu, przypomniała sobie dawny wygląd zamku. W  jednej z cel 

przykuty  do  ściany  tkwił  z  grymasem  bólu  Gaston  -  jej  dawny,  pożal  się  Boże  - 
narzeczony. Gdy ją zobaczył splunął ze złością. 

Uśmiechnęła się szeroko. 

- Gaston, jak zawsze miły i uroczy - nie kryła ironii. 

Uniósł głowę i wysyczał jej w twarz. 

- A ty co?! Zawsze napalona, jak suka?! 

Uderzyła go w twarz i odpowiedziała. 

- Zawsze, mój drogi, ale... już nie dla ciebie. 

Gaston szarpnął się w kajdanach. 

- Jestem niewinny! - krzyknął. 

Bella postanowiła odejść, ale powiedziała jeszcze. 

-  Cóż,  powiem  szczerze,  że  jestem  innego  zdania.  Poszedłeś  na  polowanie  z 

biednym Lefou i wróciłeś, oznajmiając, że zagubił się w lesie - ciągnęła dalej - Oboje 
wiemy, że  miałeś powód, żeby  go skrzywdzić  i to zaginięcie  nie  ma  nic wspólnego z 
prawdą. 

- Jesteś wredną suką! 

background image

~ 32 ~ 

 

-  W  twoim  przypadku  tak,  dlatego  zgnijesz  w  tym  lochu!  -  zakończyła  rozmowę 

Bella. - Nawet nie zaprzeczyłeś temu, co powiedziałam. 

Wychodząc, słyszała jego wyzwiska. 

Oddając klucz do lochów Bella zwróciła uwagę na młodego kapitana. Stało się tak 

nie  tylko  z  powodu  jego  urody,  ale  i  prężącego  się  pod  spodniami  członka. 
Najwyraźniej piękna pani zamku zrobiła na nim wrażenie. 

- Pan, kapitanie jest u nas chyba od niedawna? - spytała. 

Żołnierz stuknął obcasami i odpowiedział. 

- Zgadza się, pani. 

- Nie lubię tytułów, stopni i tych etykiet, więc spytam od razu - jak panu na imię? 

Twarz młodego oficera oblała się rumieńcem. 

- Marcel, moja pani. 

- Jak się czujesz u nas? 

- Powoli się przyzwyczajam, pani. 

Bella jeszcze raz rzuciła okiem na prężącego się pod spodniami żołnierza penisa i 

stwierdziła. 

-  Nic  tak  dobrze  nie  wpływa  na  żołnierzy  jak  służba,  dlatego  dziś  będziesz  mi 

dotrzymywał towarzystwa przy kolacji. 

- Jak sobie życzysz, pani. 

-  Aha,  i  zabierz  proszę  ze  sobą  tego  młodego  porucznika,  jak  mu  tam...  Juliana  - 

przypomniała sobie. 

- Oczywiście - rozanielona mina oficera spodobała się Belli. 

Uważała,  że  wojsko  jest  jej  niepotrzebne,  ale  kilka  tygodni  po  wizycie 

królewskiego  marszałka,  który  po  nocy  z  Bellą  stwierdził,  że  żadna  bitwa  go  tak  nie 
zmęczyła,  zaczął  u  niej  stacjonować  mały  garnizon,  na  tyłach  zamku.  Królewski 
marszałek  przysłał  też  list,  w  którym  wyjaśniał,  że  utrata  takiego  skarbu,  jak  ona 
byłaby dla królestwa niepowetowaną stratą. Skoro tak, to wymyśliła sobie powód, dla 
którego  warto  było  mieć  wojsko  pod  bokiem.  Młodym  oficerom  przeważnie  wiele 
brakowało do Doriana, ale zdarzało się, że była przyjemnie zaskoczona. 

background image

~ 33 ~ 

 

Idąc  do  swoich  komnat,  z  podnieceniem  myślała  o  dzisiejszym  wieczorze.  Ten 

kapitan  wyglądał  apetycznie,  a  młody  porucznik  Julian  ostatnim  razem  dał  wiele 
przyjemności swojej pani. Zapowiadała się wspaniała noc. Jeszcze kilka takich zanim 
się  znudzi  kochankami  i  trzeba  ich  będzie  odesłać.  Marszałek  zadba  o  to,  żeby 
następne miejsce ich służby było odległe. Wyjrzała za okno. Nad drzewami pojawił się 
blady księżyc w pełni. 

"Może  dlatego  czuję  się  dzisiaj  taka  pobudzona?"  -  zastanowiła  się  w  duchu. 

Pełnia. Czemu nie ma jej częściej? 

 

*** 

 

Ciszę  zamku  przerywały  tylko  pojękiwania  jego  gospodyni.  Dwóch  żołnierzy 

postanowiło nie zawieść Belli, czym najwyraźniej sprawili jej wiele przyjemność. 

Tymczasem spokój dziecinnej komnaty, zmącił niespodziewanie jakiś pojawiający 

się  znikąd  podmuch  wiatru  i  blada  srebrzysta  poświata.  Podmuch  zmienił  się  w 
nieregularnych  kształtów  mglisty  słup,  a  zaraz  potem  wyłoniła  się  z  niego  kobieca 
postać. 

Eteryczna  kobieta  przyjrzała  się  śpiącemu  w  pobliżu  kołyski  starszemu 

mężczyźnie  i stwierdziwszy, że jego sen jest wystarczająco  mocny, skierowała swoją 
uwagę na dziecko. 

Chłopiec był wyjątkowo urodziwy i tajemnicza niewiasta przez moment nie mogła 

oderwać od niego wzroku. 

- Masz niezwykłych rodziców, mały książę - wyszeptała prawie bezgłośnie. 

Jej  długie,  szczupłe  palce  muskały  złote  włoski  na  główce  dziecka.  Na  twarzy, 

która nie była skora do uśmiechu, pojawił się wyraz czułości. 

"Beze mnie, nie byłoby ciebie - pomyślała z wesołością - Jestem jakby twoją matka 

chrzestną, więc... należy ci się prezent." 

Zza  połów  płaszcza  kobieta  wyciągnęła  piękną  różę,  o  czerwonych  płatkach  i 

delikatnie  dotknęła  jej  pąkiem  maleńkiego  torsu,  czoła  i  krocza.  Usta  bezgłośnie 
wypowiedziały formułę. 

background image

~ 34 ~ 

 

- Kiedy staniesz się silnym i pięknym  mężczyzną, żadna kobieta ci się nie oprze - 

szepnęła cicho tajemnicza postać. - Jeśli tylko zechcesz. 

Schowała  różę  i  przez  moment  delektowała  się  jeszcze  widokiem  malucha, 

wsłuchując  się  w  jego  spokojny  oddech.  Potem  równie  cicho  jak  się  pojawiła, 
rozpłynęła się w mglistym podmuchu. 

Księżyc  wciąż  swym  światłem  rozjaśniał  noc.  Jęki  Belli  ustały,  wieszcząc  finał 

miłosnych uniesień. A zamek i jego mieszkańcy pogrążyli się we śnie.