background image

VI. Struktura społeczna i anomia

1

 

 

Jeszcze  do  niedawna,  szczególnie  za   w  przeszło ci,  teorie  psychologiczne  i  socjologiczne  wadliwe 

działanie  struktur  społecznych  ch tnie  przypisywały  niedostatkom  społecznej  kontroli  nad  pot nymi 
pop dami  biologicznymi  człowieka.  Zakładany  przez  tak   doktryn   obraz  stosunków  mi dzy  jednostk  
a społecze stwem  jest  równie  klarowny,  co  w tpliwy.  Mamy  oto  najpierw  ludzkie  pop dy  biologiczne 
zmierzaj ce ku pełnej ekspresji, a dalej — porz dek społeczny, który w swej istocie stanowi urz dzenie 
słu ce  do  kierowania  pop dami,  do  społecznego  przetwarzania  napi ,  zmuszaj ce  —  u ywaj c  słów 
Freuda  —  do  „wyrzeczenia  si   zaspokojenia  zmysłów”.  Uznaje  si   tym  samym,  i   nonkonformizm 
wobec  wymogów  struktury  społecznej  zakorzeniony  jest  w  naturze  pierwotnej

2

.  Biologicznie 

zakorzenione  pop dy  co  jaki   czas  przełamuj   kontrol   społeczn .  Wynika  st d,  e  konformizm  jest 
rezultatem utylitarnej kalkulacji lub bezmy lnego uwarunkowania. 

Wraz z post pem, jaki si  ostatnio dokonał w naukach społecznych, owe koncepcje uległy zasadniczej 

modyfikacji. Po pierwsze, nie wydaje si  ju  tak oczywiste, i  człowiek przeciwstawia si  społecze stwu 
w  nieustaj cej  wojnie  mi dzy  pop dem  biologicznym  a  społecznym  ograniczeniem.  Wizerunek 
człowieka  jako  nieokiełznanego  kł bka  pop dów  zaczyna  bardziej  przypomina   karykatur   ni   portret. 
Po  drugie,  analiza  zachowa   odbiegaj cych  od  przepisanych  wzorców  w  coraz  wi kszym  stopniu 
uwzgl dnia  perspektyw   socjologiczn .  Jakakolwiek  bowiem  byłaby  rola  pop dów  biologicznych, 
pozostanie  otwarte  pytanie,  dlaczego  w  ró nych  strukturach  społecznych  zachowania  dewiacyjne 
wyst puj   z  odmienn   cz sto ci ,  przybieraj   inne  formy  oraz  przebiegaj   wedle  odmiennych  sche-
matów.  Musimy  si   jeszcze  wiele  nauczy   o  procesach,  dzi ki  którym  struktury  społeczne  wytwarzaj  
warunki,  w  jakich  pogwałcenie  kodeksu  społecznego  stanowi  „normaln ”  —  to  znaczy  oczekiwan   — 
reakcj

3

. Rozdział niniejszy jest prób  wyja nienia tego problemu. 

Ma  on  na  celu  prezentacj   systematycznego  podej cia  do  analizy  społecznych  i  kulturowych  ródeł 

zachowa   dewiacyjnych.  Chcemy  si   przede  wszystkim  przekona ,  w  jaki  sposób  pewne  struktury 
społeczne  wywieraj   wyra n   presj   na  niektóre  jednostki  w społecze stwie,  skłaniaj c  je  do  podj cia 
zachowa  raczej nonkonformistycznych ni  zgodnych z przyj tymi wzorcami post powania. 
Je li si  nam 
uda  zlokalizowa   grupy  szczególnie  podatne  na  owe  naciski  —  mo emy  oczekiwa ,  e  napotkamy 
w nich stosunkowo wysok  cz stotliwo  zachowa  dewiacyjnych, nie dlatego,  e członkowie tych grup 
cechuj  si  okre lonymi skłonno ciami biologicznymi, lecz dlatego, i  reaguj  oni normalnie na sytuacj  
społeczn , w której si  znajduj . Nasza perspektywa jest socjologiczna. Badamy ró nice w cz sto ciach 
zachowa   dewiacyjnych,  a  nie  rozmiary  ich  wyst powania

4

.  Je eli  nasze  poszukiwania  zostan  

uwie czone  powodzeniem,  to  pewne  formy  zachowa   dewiacyjnych  oka   si   równie  normalne,  jak 
zachowania  konformistyczne,  i  wypadnie  zakwestionowa   uto samianie  dewiacji  z  psychologiczn  

                                                           

1

 Opublikowane po raz pierwszy w 1938 r., wersja poszerzona i poprawiona została opublikowana w The Family: Its Function 

and Destiny, R. N. Anshen (ed.), New York 1949 

2

 Patrz np.: Z. Freud Kultura jako  ródło cierpie , w: Człowiek, religia, kultura, tłum. J. Prokopiuk, Warszawa 1967, passim, 

a zwłaszcza  s.  270,  283,  292;  E.  Jones  Social  Aspects  of  Psychoanalysis,  London  1924,  s.  28.  O  ile  koncepcja  Freuda  jest 
odmian  doktryny „grzechu pierworodnego", o tyle interpretacja proponowana w tym rozdziale stanowi doktryn  „grzechu 
o proweniencji społecznej". 

3

  „Normalnej"  w  znaczeniu  psychologicznie  oczekiwanej,  je li  nic  zgoła  uznanej  kulturowo  reakcji  na  okre lone  warunki 

społeczne. W stwierdzeniu tym nie neguje si  oczywi cie roli biologicznych oraz osobowo ciowych ró nic wpływaj cych na 
rozmiary  wyst powania  zachowa   dewiacyjnych.  Tyle  tylko,  e  nie  to  zagadnienie  jest  tu  obecnie  rozpatrywane.  W  tym 
samym  znaczeniu,  jak  rozumiem,  J.  S.  Plant  (patrz  Personality  and  the  Cultural  Pattern,  New  York  1937,  s.  248)  mówi 
o „normalnej reakcji normalnych ludzi na nienormalne sytuacje". 

4

  Przyj te  tu  stanowisko  wnikliwie  omówił  E.  Sapir  (patrz  Why  cultural  anthropology  needs  the  psychiatrist,  „Psychiatry" 

1938,  1,  s.  7  -  12):  „[...]  problemy  nauk  społecznych  ró ni   si   od  problematyki  zachowa   indywidualnych  nie 
w rodzaju, lecz w stopniu szczegółowo ci. Ka de twierdzenie o zachowaniu, w którym nacisk poło ony jest — explicite 
lub  implicite  —  na  praktyczne,  cało ciowe  do wiadczenia  okre lonych  osobowo ci  albo  typów  osobowo ci,  nale y  do 
psychologii  czy  te   psychiatrii,  a  nie  do  nauk  społecznych.  Wszystkie  twierdzenia  o  zachowaniu,  w  których  si   nie 
próbuje opisa  dokładnie zachowania danej jednostki lub jednostek ani oczekiwanych zachowa  fizycznie i psychicznie 
okre lonego  typu  jednostkowego,  lecz  si   abstrahuje  od  takowych  celem  wyra nego  wydobycia  na  jaw  pewnych 
oczekiwa   wzgl dem  tych  aspektów  indywidualnego  zachowania,  które  wspólne  s   ró nym  ludziom  jako  wzorzec 
mi dzyosobowy  albo  «społeczny»,  stanowi   dane  —  jakkolwiek  surowo  wyra on e — z   dziedziny  nauk  społecznych". 
Wybrałem tutaj drug  perspektyw ; chocia  b d  miał sposobno  wspomina  o postawach, warto ciach i funkcji, czynił 
to b d  z punktu widzenia sposobu, w jaki struktura społeczna sprzyja lub pow ci ga ich wyst powanie w okre lonych 
rodzajach sytuacji. 

background image

anormalno ci . 

Wzory celów kulturowych i norm instytucjonalnych 

Spo ród  wielu  elementów  struktury  społecznej  i  kulturowej,  dwa  maj   tu  dla  nas  znaczenie 

bezpo rednie.  Cho   w  konkretnych  sytuacjach  wyst puj   one  ł cznie,  dla  celów  analizy  mo na  je  od 
siebie  oddzieli .  Element  pierwszy  składa  si   z  kulturowo  zdefiniowanych  zamierze   i  zainteresowa  
wytyczonych  jako  usankcjonowane  cele  dla  wszystkich  lub  dla  ró nie  umiejscowionych  członków 
społecze stwa.  Cele  s   mniej  lub  bardziej  zintegrowane  -  stopie   integracji  jest  zagadnieniem 
empirycznym – i z grubsza uporz dkowane w jak  hierarchi  warto ci. Cele dominuj ce stanowi  układ 
odniesienia aspiracji, z ró nym nat eniem anga uj c emocje i znaczenie. S  to rzeczy „warte zabiegów”. 
S   one  podstawowym,  cho   nie  wył cznym  składnikiem  tego,  co  Linton  nazwał  „wzorami  ycia  gru-
powego”. I chocia  niektóre — nie wszystkie — cele kulturowe bezpo rednio si  wi

 z biologicznymi 

pop dami człowieka, nic s  przez nic zdeterminowane. 

Drugi element struktury kulturowej okre la, reguluje i kontroluje przyj te sposoby zd ania do owych 

celów. Ka da grupa społeczna nieodmiennie kojarzy swe cele kulturowe z zakorzenionymi w obyczajach 
b d   instytucjach  przepisami,  wyznaczaj cymi  dozwolone  sposoby  zmierzania  do  tych  celów.  Takie 
regulatywne wzorce nie musz  by  to same z normami okre laj cymi form  albo skuteczno  działania. 
Wiele  sposobów,  które  z  punktu  widzenia  poszczególnych  jednostek  byłyby  najbardziej  skuteczne  dla 
osi gni cia  po danych  warto ci  —  stosowanie  pomocy,  oszustwo,  siła  —  jest  wył czonych 
z instytucjonalnego  obszaru  dozwolonych  zachowa .  Niedozwolone  metody  obejmuj   czasami  takie, 
jakie  byłyby  przydatne  dla  samej  grupy  —  na  przykład  eksperymenty  medyczne  czy  socjologiczna 
analiza  „ wi tych”  norm  —  jako  e  kryterium  przyzwolenia  stanowi  nie  praktyczna  skuteczno ,  lecz 
naładowane  warto ciami  emocje  (podtrzymywane  przez  wi kszo   członków  grupy  lub  przez  tych, 
którzy  mog   lansowa   owe  przekonania  przy  ł cznym  u yciu  władzy  i  propagandy).  We  wszystkich 
wypadkach 

dobór 

rodków 

wiod cych 

do 

celów 

kulturowych 

ograniczony 

jest 

przez 

zinstytucjonalizowane normy. 

Socjologowie  powiadaj   cz sto,  e  te  urz dzenia  kontrolne tkwi   „w  obyczajach”  albo  oddziałuj   za 

pomoc   instytucji  społecznych.  Takie  eliptyczne  stwierdzenia  s   oczywi cie  prawdziwe,  zaciemniaj  
jednak fakt, i  kulturowo znormalizowane praktyki nie s  jednolite. Podlegaj  szerokiej gamie kontroli. 
Mog  stanowi  wzory zachowa  jednoznacznie nakazanych, preferowanych; pozostawionych własnemu 
wyborowi  lub  zakazanych.  Owe  warianty  —  z  grubsza  okre lane  jako  przepisanie,  uprzywilejowanie, 
przyzwolenie  
zakaz  —  musz   by   naturalnie  wzi te  pod  uwag   przy  ustalaniu  funkcjonowania  spo-
łecznych czynników kontroluj cych. 

Co  wi cej,  twierdzenie,  i   cele  kulturowe  i  zinstytucjonalizowane  normy  w  kształtowaniu  zachowa  

dominuj cych  działaj   ł cznie,  nie  oznacza,  i   pozostaj   w  ci głym  wzajemnym  zwi zku.  Kulturowy 
nacisk  na  pewne  cele  zmienia  si   niezale nie  od  stopnia  nacisku  kładzionego  na  zinstytucjonalizowane 

rodki. Mo e w ten sposób powsta  bardzo silny nacisk na warto  okre lonych celów przy stosunkowo 

niewielkim  zainteresowaniu  zaleconymi  instytucjonalnie  rodkami  do  nich  wiod cymi.  Kra cowy 
przypadek  tego  typu  wyst puje  wtedy,  kiedy  rozpi to   rodków  alternatywnych  okre lana  jest  przez 
normy  proceduralne,  a  nie  instytucjonalne.  W  takim  hipotetycznym  biegunowym  przypadku  wszelkie 
sposoby  rokuj ce  osi gni cie  wa nego  ponad  wszystko  celu  byłyby  dozwolone.  Jest  to  jeden  rodzaj 
kultury  le zintegrowanej. Drugi typ biegunowy wyst puje w grupach, w których działania pocz tkowo 
uznawane  za  instrumentalne  przekształcaj   si   w  zachowania  samowystarczalne,  pozbawione  dalszej 
celowo ci.  Pocz tkowe  zamierzenia  ulegaj   zapomnieniu,  a  staranne  przestrzeganie  przepisanych 
instytucjonalnie  poczyna   staje  si   rytuałem

5

.  Konformizm  jako  taki  staje  si   podstawow   warto ci . 

Kosztem elastyczno ci — równowaga społeczna jest na jaki  czas zapewniona. Poniewa  skala ró nych 
zachowa   dozwolonych  przez  kultur   jest  mocno  ograniczona,  pozostaje  niewiele  miejsca  na  przysto-
sowanie  do  warunków  nowych.  Powstaje  społecze stwo  zwi zane  tradycj ,  „ wi te”,  nacechowane 
neofobi .  Pomi dzy  tymi  typami  kra cowo ci  lokuj   si   społecze stwa  utrzymuj ce  jak   tak  

                                                           

5

  Rytualizm  ten  mo e  si   wi za   z  mitologi ,  która  tak  racjonalizuje  owe  praktyki,  i   si   wydaje,  e  zachowuj   one  status 

rodków; bez wzgl du na mitologi  — nacisk pada jednak na sztywny, zrytualizowany konformizm. Pełny rytualizm pojawia 

si  zatem wtedy, kiedy racjonalizacje takie nie s  ju  nawet przywoływane. 

background image

równowag   mi dzy  naciskami  na  cele  kulturowe  i zinstytucjonalizowane  zachowania;  stanowi   one 
zintegrowane i stosunkowo stabilne, aczkolwiek zmieniaj ce si  społecze stwa. 

Faktyczna  równowaga  pomi dzy  tymi  dwoma  stanami  struktury  społecznej  utrzymywana  jest  tak 

długo,  jak  długo  jednostki  poddane  obu  ograniczeniom  kulturowym  osi gaj   zadowolenie,  to  znaczy 
satysfakcj  płyn c  z realizowania celów oraz wynikaj c  bezpo rednio z instytucjonalnie ulokowanych 
sposobów  d enia  do  nich.  Liczy  si   tutaj  produkt  i  proces,  rezultat  i działanie.  Je li  porz dek 
współzawodnictwa  ma  by   utrzymany  —  trwałe  zadowolenie  musi  zatem  wynika   zarówno  z  samego 
udziału w tym porz dku, jak i z faktu prze cigania własnych rywali. Kiedy zainteresowanie przesuwa si  
wył cznie  na  wynik  współzawodnictwa,  ci  nieustannie  ponosz cy  pora ki  mog   —  co  oczywi cie  jest 
zrozumiałe — podj  starania o zmian  reguł gry. Po wi cenia, które czasami — a nie nieodmiennie, jak 
zakładał  Freud  —  poci gaj   za  sob   konformizm,  musz   by   kompensowane  uznawanymi  społecznie 
nagrodami. Podział statusów społecznych na drodze współzawodnictwa musi by  tak zorganizowany, by 
dla  ka dej  pozycji  wewn trz  porz dku  rozdzielczego  istniały  pozytywne  bod ce  do  wykonywania 
zobowi za   nakazanych  statusem.  W  innym  wypadku,  jak  poka emy  niebawem,  pojawiaj   si  
zachowania  aberracyjne.  W  istocie  —  nasza  podstawowa  hipoteza  brzmi,  i ,  z  socjologicznego  punktu 
widzenia, zachowania aberracyjne wolno uzna  za symptom rozziewu pomi dzy przepisanymi kulturowo 
aspiracjami a społecznie ustrukturowanymi mo liwo ciami ich realizacji. 

Spo ród typów społecze stw powstałych wskutek niezale nego od siebie działania celów kulturowych 

i zinstytucjonalizowanych  rodków  zajmiemy  si   przede  wszystkim  pierwszym  —  społecze stwem, 
w którym istnieje wyj tkowo silny nacisk na praktyki instytucjonalne. Stwierdzenie to nale y rozwin , 
aby  nie  zostało  le  zrozumiane.  Normy  kieruj ce  zachowaniem  istniej   w  ka dym  społecze stwie. 
Społecze stwa  ró ni   si   jednak  mi dzy  sob   co  do  stopnia,  w  jakim  czynniki  kontroluj ce,  takie  jak 
zwyczaje  grupowe,  obyczaje  i instytucje  s   rzeczywi cie  zintegrowane  z  celami  umieszczonymi 
w hierarchii warto ci na wysokich pozycjach. Mo e istnie  tego rodzaju kultura,  e skłania jednostki do 
zogniskowania  ich  emocjonalnych  przekona   na  zespole  kulturowo  uznanych  celów,  przy  znacznie 
słabszym  poparciu  uczuciowym  dla  zaleconych  sposobów  ich  osi gania.  Przy  takich  zró nicowanych 
naciskach na cele i  rodki instytucjonalne — te ostatnie mog  zosta  tak wypaczone przez podkre lanie 
celów,  i   zachowania  wielu  ludzi  b d   ograniczane  wył cznie  wzgl dami  praktycznej  sprawno ci. 
W takiej  sytuacji  jedyne  istotne  pytanie  brzmi:  która  z dost pnych  metod  daje  najbardziej  po dane 
wyniki  w  postaci  osi gni cia  uznawanej  kulturowo  warto ci

6

.  W  miejsce  post powania  przepisanego 

instytucjonalnie,  metoda  praktycznie  najskuteczniejsza,  dozwolona  kulturowo  lub  nic,  poczyna  by  
wtedy  wybierana  najcz ciej.  W  miar ,  jak  si   ów  proces  pogł bia,  społecze stwo  staje  si   niestabilne 
i pojawia si  to, co Durkheim nazwał „anomi ” (lub brakiem norm)

7

Przebieg  procesu  prowadz cego  do  anomii  mo na  z  łatwo ci   wy ledzi   w  wielu  powszednich,  ale 

pouczaj cych, cho  by  mo e trywialnych zdarzeniach. I tak, we współzawodnictwie sportowym, kiedy 
cel  zwyci stwa  zostaje  pozbawiony  swych  instytucjonalnych  ozdóbek,  a  sukces  interpretowany  jest 
raczej  jako  „wygranie  gry”  ni   „zwyci stwo  wedle  reguł  gry”,  nagrod   zyskuje  po rednio  stosowanie 
metod  niedozwolonych,  lecz  praktycznie  skutecznych.  Gwiazda  piłkarskiej  dru yny  przeciwników 
zostaje  ukradkiem  pobita;  za  pa nik  unieszkodliwia  swego  rywala  za  pomoc   pomysłowych,  ale 
zakazanych sposobów; wychowankowie uniwersytetu potajemnie opłacaj  „studentów”, których „talenty 
ograniczaj   si   do  dziedziny  sportu.  Nacisk  na  cel  tak  bardzo  osłabił  satysfakcj   płyn c   z  samego 
udziału  we  współzawodnictwie,  e  zadowolenia  dostarcza  jedynie  pomy lny  wynik.  W  ten  sam  sposób 

                                                           

6

 Doceni  mo na w tym wzgl dzie celowo  parafrazy tytułu znanej ksi ki R. Tawneya [The Acquisilive Society (Zachłanne 

społecze stwo) — przyp. tłum.] dokonanej przez E. Mayo (Human Problems of an Industrial Civilization, New York 1933, 
s. 153):  „W  rzeczywisto ci  problem  nie  polega  na  chorobie  zachłannego  społecze stwa  —  to  problem  zachłanno ci 
społecze stwa  chorego".  
Mayo  rozwa a  proces,  w  którym  bogactwo  staje  si   podstawowym  symbolem  społecznych 
osi gni

  i  traktuje  je  jako  wyj cie  ze  stanu  anomii.  Ja  ze  swej  strony  skupiam  uwag   na  społecznych  rezultatach 

silnego  nacisku  na  sukces  finansowy  jako  cel  w  społecze stwie,  które  nie  dostosowało  swej  struktury  do  konsekwencji 
owego nacisku. Pełna analiza wymagałaby jednoczesnego rozpatrzenia obu tych procesów. 

7

 Wskrzeszenie przez Durkheima terminu ,,anomia", który — o ile wiem — pojawił si  po raz pierwszy w tym samym mniej 

wi cej znaczeniu w ko cu szesnastego wieku, mo e si  sta  przedmiotem analizy dla badacza zainteresowanego historyczn  
filiacj  idei. Podobnie jak wyra enie „klimat opinii", które zyskało popularno  w  wiecie akademickim i politycznym dzi ki 
A. N. Whiteheadowi w trzy wieki po tym, jak ukute zostało przez J. Glanvilla słowo „anomia", odk d ponownie wprowadził 
je Durkheim, weszło ostatnio do potocznego u ycia. Sk d ten rezonans we współczesnym społecze stwie? Znakomity model 
analizy niezb dnej do udzielenia odpowiedzi na pytania tego rodzaju znajdzie czytelnik w artykule L. Spitzera «Milieu» and 
«Ambiance»: an essay in historical semantics, „Philosophy and Phenomenological Research" 1942, 3, s. 1 - 42, 169 - 218. 

background image

napi cie  wywołane  ch ci   zwyci stwa  w  partii  pokera  usuwane  jest  przez  rozdanie  samemu  sobie 
czterech asów lub — kiedy kult sukcesu rozkwita ju  naprawd  — przez odpowiednie przetasowanie kart 
w układanym pasjansie. Uczucie lekkiego speszenia w tym ostatnim wypadku i ukradkowo  przest pstw 
publicznych wskazuj  jasno,  e instytucjonalne reguły gry znane s  tym, którzy ich unikaj . Kulturowa 
(i indywidualna) przesada w nacisku na cel sukcesu skłania ludzi do wycofania emocjonalnego poparcia 
dla przepisów

8

 

Proces  ten  nie  ogranicza  si ,  rzecz  jasna,  do  dziedziny  współzawodnictwa  sportowego  —  ono 

dostarczyło  nam  tutaj  po  prostu  mikroskopowych  obrazów  społecznego  makrokosmosu.  Proces 
wyniesienia 

celu 

ponad 

wszystko 

inne 

powoduje 

dosłown  

demoralizacj , 

to 

znaczy 

deinstytucjonalizacj   rodków,  wyst puje  w  wielu

9

  grupach,  w  których  te  dwa  składniki  struktury 

społecznej nie s   ci le zintegrowane. 

Współczesna kultura ameryka ska wydaje si  zbli ona do typu biegunowego, w którym istnieje silny 

nacisk na pewne cele sukcesu, bez odpowiedniego podkre lania  rodków instytucjonalnych. Twierdzenie, 
i  nagromadzone bogactwo jest jedynym symbolem powodzenia, byłoby oczywi cie równie fantastyczne, 
jak  negowanie  faktu,  i   Amerykanie  przypisuj   mu  wysokie  miejsce  na  swej  skali  warto ci.  Pieni dze 
zostały  w du ej  mierze  u wi cone  jako  warto   sama  w  sobie,  poza  i  ponad  wydatkowaniem  ich  na 
artykuły  konsumpcyjne  czy  u yciem  do  wzmocnienia  władzy.  „Pieni dz”  jest  szczególnie  dobrze 
przystosowany  do  obj cia  roli  symbolu  presti u.  Jak  zauwa ył  Simmel,  jest  on  wysoce  abstrakcyjny 
i bezosobowy.  Jakkolwiek  zdobyty  —  oszustwem  czy  na  drodze  instytucjonalnej  —  mo e  słu y   do 
nabycia  tych  samych  dóbr  i  usług. Anonimowo   zurbanizowanego  społecze stwa  w  poł czeniu  z tymi 
osobliwo ciami  pieni dza  dopuszczaj   do  tego,  aby  bogactwo,  którego  ródła  mog   by   nie  znane 
społeczno ci, w której  yje plutokrata, lub — je li znane -z biegiem czasu usprawiedliwione, odgrywało 
rol   symbolu  wysokiego  statusu  społecznego.  Co  wi cej,  American  Dream  nie  zna  ostatecznego, 
ko cowego  —  „stop”.  Miara  „sukcesu”  finansowego  jest  w  sposób  wygodny  nieokre lona  i  wzgl dna. 
W ka dej  grupie  dochodu  —  jak  stwierdził  H. F.  Clark  — Amerykanie  pragn   mie   około  25%  wi cej 
(oczywi cie owo ,,tylko troszk  wi cej”, kiedy ju  zostanie zrealizowane, działa w dalszym ci gu). Przy 
takiej płynno ci zmieniaj cych si  standardów nie istnieje punkt graniczny; jako  tak si  dzieje,  e jest on 
zawsze umieszczany „z pewnym wyprzedzeniem”. Badacz społeczno ci, w której sze ciocyfrowe roczne 
zarobki  nie  nale   do  rzadko ci,  przytacza  pełne  niepokoju  słowa  jednej  z  ofiar  American  Dream: 
„Poniewa  zarabiam tylko tysi c dolarów tygodniowo, jestem w tym mie cie społecznie lekcewa ony. To 
boli”

10

Twierdzenie,  i   cel  sukcesu  finansowego  zawarowany  jest  w  kulturze  ameryka skiej,  oznacza  tyle 

tylko,  e  Amerykanie  bombardowani  s   ze  wszystkich  stron  przykazaniami  utwierdzaj cymi  prawo  lub 
—  cz sto  —  obowi zek  utrzymania  celu,  nawet  w obliczu  powtarzaj cej  si   frustracji.  Ciesz cy  si  
społecznym  presti em  przedstawiciele  społecze stwa  wzmacniaj   nacisk  kulturowy.  Rodzina,  szkoła 
i miejsce  pracy  —  najwa niejsze  placówki  kształtuj ce  cele  i  struktur   osobowo ci  Amerykanów  — 
ł cz  wysiłki w intensywnym treningu. Jest on niezb dny, je li jednostka ma utrzyma  w nie naruszonym 
stanie  nieuchwytny  cel,  który  ci gle  pozostaje  poza  jej  zasi giem,  je eli  ma  by   motywowana  nie 
spełnion  obietnic  nagrody. Jak zaraz zobaczymy, rodzice słu  za pas transmisyjny dla warto ci i celów 
grupy,  do  której  nale   —  przede  wszystkim  swej  klasy  społecznej  lub  klasy,  z  któr   si   sami 
identyfikuj . Szkoły za  s , oczywi cie, oficjalnym po rednikiem w przekazywaniu dalej dominuj cych 
warto ci;  przy  czym  w ogromnej  cz ci  podr czników  u ywanych  w  szkołach  miejskich  sugeruje  si , 
albo  otwarcie  stwierdza,  e  „wykształcenie  zapewnia  inteligencj ,  a  ta  z  kolei  powodzenie  w  pracy 
i pieni dze”

11

. Kulturowe prototypy sukcesu, prawdziwe dokumenty za wiadczaj ce, i  American Dream 

mo e  zosta   zrealizowany,  je li  si   tylko  posiada  wymagane  zdolno ci,  pełni   podstawow   rol   w  tym 

                                                           

8

 Nie wydaje si  prawdopodobne, by si  dało całkowicie wyeliminowa  raz zinternalizowane normy kulturowe. Jakiekolwiek 

byłyby  ich  pozostało ci,  powodowa   b d   —  przy  pewnym  stopniu  ambiwalencji  —  napi cia  i  konflikty  osobowo ciowe. 
Otwarte odrzucenie raz zinternalizowanych norm instytucjonalnych b dzie si  ł czy  z cz ciowym, latentnym utrzymaniem 
ich emocjonalnych korelatów. Poczucie winy, grzechu, wyrzuty sumienia to ró ne terminy u ywane w odniesieniu do owego 
nie  rozładowanego  napi cia.  Symboliczne  poparcie  dla  tych  nominalnie  odrzuconych  warto ci  lub  racjonalizacje  ich 
zarzucenia stanowi  subtelniejszy wyraz owych napi . 

9

  Z  przyczyn  wspomnianych  wy ej,  dzieje  si   tak  w  „wielu",  nie  wszystkich,  grupach  nie  zintegrowanych.  Tam,  gdzie 

podstawowy nacisk przesuwa si  na  rodki instytucjonalne, wynikiem jest zazwyczaj raczej rytualizm ni  anomia. 

10

 L. C. Rosten Hollywood, New York 1940, s. 40. 

11

 M. S. MacLean Scholars. Workers and Gentlemen, Cambridge 1938, s. 29. 

background image

procesie  podporz dkowywania  ludzi  w  ten  sposób,  aby  nadal  utrzymywali  swe  nie  spełnione  aspiracje. 
Chciałbym  w  tym  wzgl dzie  zwróci   uwag   na  nast puj ce  wyj tki  z  handlowego  periodyku  „Nation's 
Business”, wybrane  spo ród  wielkiej  ilo ci  podobnych  materiałów znalezionych w  rodkach masowego 
komunikowania, które prezentuj  warto ci kulturowe klasy biznesmenów. 

 

ródło

12

 

Jego implikacje socjologiczne 

 „«Do  takich  zaj   trzeba  si ,  kolego,  urodzi   lub  mie  

du e plecy»”. 

Jest  to  opinia  heretyka  (by   mo e  wynikaj ca  z  trwałej 

frustracji),  w  której  si   odrzuca  warto   podtrzymywania 
jawnie  nie  realizowanego  celu  i,  co  wi cej,  kwestionuje 
prawomocno   struktury  społecznej  ró nicuj cej  do  niego 
dost p. 

„Jest to  odwieczny   rodek u mierzaj cy ambicj ”. 

Kontratak,  w  którym  si   otwarcie  stwierdza  warto  

kulturow  podtrzymywania aspiracji w stanie nienaruszonym, 
nietracenia „ambicji”. 

„Zanim si  poddasz tej pokusie, zapytaj tych ludzi” 

Wyra ne  okre lenie  funkcji,  jak   ma  pełni   wymieniona 

ni ej lista „sukcesów”. Ludzie ci stanowi   ywe  wiadectwo, 
i   struktura  społeczna  zezwala  na  zrealizowanie  owych 
aspiracji,  je li  tylko  człowiek  jest  cokolwiek  wart. 
I odpowiednio  —  nieosi gni cie  celów  wiadczy  wył cznie 
o jednostkowych,  osobistych  niedostatkach.  Wywołana 
niepowodzeniem  agresja  winna  by   zatem  kierowana  do 
wewn trz,  nie  na  zewn trz,  przeciw  samemu  sobie,  nie  za  
przeciw  strukturze  społecznej,  która  zapewnia  swobodny 
i równy dost p do mo liwo ci. 

Elmera  R.  Jonesa,  prezesa  Wells-Fargo  and  Co.,  który 

rozpocz ł  ycie  jako  biedny  chłopiec  i  w  pi tej  klasie 
porzucił szkol , aby podj  pierwsz  prac ; 

Prototyp  sukcesu  I:  Wszyscy  mog   słusznie  ywi   tak 

samo  wysokie  ambicje,  poniewa   niezale nie  od  tego,  jak 
nisko  znajdowałby  si   punkt  wyj cia,  prawdziwy  talent  jest 
w stanie  doj   do  szczytu.  Aspiracje  musz   pozosta  
nienaruszone. 

Franka  C.  Balia,  ameryka skiego  króla  przetworów 

owocowych firmy Mason, który wzi wszy konia swego brata 
George'a,  wyjechał  (podró uj c  w  zamkni tym  wagonie 
towarowym)  z  Buffalo  do  Muncie  w  stanie  Indiana,  aby 
otworzy   tam  mały  interes  —  potem  najwi kszy  w swojej 
bran y; 

Prototyp  sukcesu  II:  Bez  wzgl du  na  obecne  rezultaty 

wysiłków,  przyszło   pełna  jest  obietnic;  zwykły  bowiem 
człowiek mo e jednak zosta  królem. Mo e si  wydawa ,  e 
nagroda  odwleka  si   bez  ko ca,  przyjdzie  jednak  wreszcie 
wtedy, kiedy własne przedsi biorstwo stanie si  „najwi ksze 
w swojej bran y”. 

J.  L.  Bevana,  prezesa  Illinois  Central  Rail-road,  który 

w wieku  dwunastu  lat  był  chłopcem  na  posyłki  w  biurze 
przewozowym w Nowym Orleanie”. 

Prototyp sukcesu III: O ile współczesne trendy gospodarki 

ameryka skiej  zdaj   si   ogranicza   mo liwo ci  drobnego 
biznesu,  o  tyle  nie  ma  przeszkody w wybiciu  si  w wielkich 
biurokratycznych organizacjach przedsi biorstw prywatnych. 
Je li  ju   nie  mo na  by   władc   stworzonego  przez  siebie 
królestwa,  mo na  przynajmniej  zosta   prezesem  jednej 
z demokracji  gospodarczych.  Bez  wzgl du  na  obecn  
pozycj , chłopca na posyłki czy urz dnika, spojrzenie nale y 
kierowa  ku wy ynom. 

 
Ustawiczna  presja,  a eby  utrzyma   wysoki  poziom  ambicji,  płynie  wi c  z  rozmaitych  ródeł. 

Literatura  pełna  napomnie   jest  olbrzymia,  mo na  wi c  wybiera   —  ryzykuj c  wył cznie  pos dzenie 
o zawi .  Popatrzmy  tylko:  wielebny  Russell  H.  Conwell  z  jego  przemówieniem  Acres  of  Diamonds, 
słuchanym  i czytanym  przez  setki  i  tysi ce  ludzi  oraz  pó niejsz   ksi k   The  New  Day  czy  Fresh 
Opportunities:  A  Book  for  Young  Men;  
Elbert  Hubbard  autor  słynnego  Message  to  Garcia,  które 
wygłaszał  je d c  po  całych  Stanach  Zjednoczonych;  Orison  Swett  Marden,  który  w  lawinie  ksi ek 
przedstawił  najpierw  The  Secret  of  Achievement,  wysoko  cenion   przez  rektorów  college'ów,  nast pnie 
wyja nił  proces  Pushing  to  the  Front,  chwalon   przez  prezydenta  McKinleya,  i  wreszcie,  mimo  tych 
demokratycznych  dowodów  uznania,  naszkicował  sposoby,  jakimi  uczyni   Every  Man  a  King. 
Symbolika  zdobycia  maj tku  króla  ekonomicznej  monarchii  przez  biedaka  jest  gł boko  wpleciona 
w kanw  ameryka skiego wzorca kulturowego; swój ostateczny bodaj wyraz znalazła w słowach Andrew 

                                                           

12

 „Nation's Business", vol. 27, nr 8, s. 7. 

background image

Carnegie, człowieka, który wiedział, o czym mówi: „W swoich marzeniach b d  królem. Powiedz sobie: 
«Moje miejsce jest na szczycie»„

13

Z  owym  stanowczym  podkre laniem  konieczno ci  utrzymywania  wzniosłych  celów  idzie  w  parze 

presja  w  kierunku  karania  tych,  którzy  zaw aj   swoje  ambicje.  Przestrzega  si   Amerykanów,  by  „nie 
rezygnowali”, poniewa  w słowniku kultury ameryka skiej, a tak e w leksykonie młodo ci, „nie istnieje 
takie słowo, jak «niepowodzenie»„. Manifest kultury jest jasny: nie wolno dawa  za wygran , nie wolno 
zaprzesta  stara , nie wolno pomniejszy  swych celów, jako  e „zbrodni  jest cel mało znacz cy, a nie 
pora ka”. 

Kultura  zaleca  wi c  przyj cie  trzech  jej  zasad:  pierwsza,  wszyscy  winni  zd a   do  tych  samych, 

istotnych  celów,  gdy   s   dost pne  dla  wszystkich,  druga,  obecne,  widoczne  niepowodzenie  jest  tylko 
przystankiem  na  drodze  do  ostatecznego  sukcesu,  i  trzecia,  autentyczn   pora k   jest  wył cznie 
ograniczenie lub wyzbycie si  ambicji. 

Sparafrazujmy,  z  grubsza,  j zyk  psychologii  —  owe  zasady  stanowi ,  po  pierwsze,  symboliczne, 

wtórne  wzmocnienie  bod ca;  po  drugie,  poprzez  bodziec  skojarzony  zapobiegaj   zagra aj cemu 
wyga ni ciu  reakcji;  po  trzecie,  powoduj   wzrost  siły  motywacji  wywołuj cej  trwale  reakcje  pomimo 
ci głego braku nagrody. 

Parafrazuj c za  j zyk socjologii — powy sze zasady u ludzi tak usytuowanych w społecze stwie, i  

nie  posiadaj   pełnego  i równego  dost pu  do  mo liwo ci,  powoduj   po  pierwsze,  przemieszczenie 
krytycyzmu wobec struktury społecznej na siebie samego; po drugie, dzi ki temu,  e jednostki z ni szych 
warstw społecznych identyfikuj  si  nie ze swymi  współtowarzyszami, lecz z tymi znajduj cymi si  na 
szczycie  (do  których  si   w  ko cu  przył cz ),  chroni   struktur   władzy,  i  po  trzecie,  pod  gro b  
ograniczenia  uczestnictwa  w  społecze stwie  skłaniaj   tych,  którzy  działaj   nonkonformistycznie,  do 
konformizmu wobec kulturowych nakazów nieograniczonej ambicji. 

Wedle  takich  wła nie  kategorii  i  dzi ki  takim  procesom  współczesn   kultur   ameryka sk   nadal 

cechuje  silny  nacisk  na  bogactwo  jako  na  podstawowy  symbol  sukcesu,  bez  odpowiadaj cego  mu 
podkre lenia  dozwolonych  dróg,  którymi  mo na  zmierza   do  tego  celu.  Jaka  jest  reakcja  w  takiej 
sytuacji? W jaki sposób nasze spostrze enia wi

 si  z doktryn , wedle której zachowania dewiacyjne 

wywodz   si   z  pop dów  biologicznych?  Krótko  mówi c:  jaki  jest  wpływ  kultury,  w  której  nacisk  na 
dominuj ce  cele  sukcesu  uniezale nia  si   coraz  bardziej  od  odpowiedniego  nacisku  na 
zinstytucjonalizowane metody zmierzania do owych celów, na zachowania ludzi odmiennie ulokowanych 
w społecznej strukturze? 

                                                           

13

 Por.: A. W. Griswold The American Cult of Success, Yale University 1933 (praca doktorska); R. O. Carlson «Personality 

Schools»: A Sociological Analysis, Columbia University 1948 (praca magisterska). 

background image

Typy indywidualnego przystosowania 

Pozostawiaj c  wzory  kulturowe,  zajmiemy  si   obecnie  typami  przystosowania  jednostek 

w społecze stwie  —  nosicielu  kultury.  Cho   przedmiotem  naszego  zainteresowania  nadal  pozostaje 
kulturowa  oraz  społeczna  geneza  ró nych  cz sto ci  i  rodzajów  zachowa   dewiacyjnych,  nasza 
perspektywa  przesuwa  si   z  płaszczyzny  wzorów  warto ci  kulturowych  na  sfer   typów  przystosowania 
do owych warto ci w ród ludzi zajmuj cych odmienne pozycje w strukturze społecznej. 

Rozpatrzymy  pi   typów  przystosowania,  tak  jak  zostały  one  schematycznie  przedstawione 

w poni szej tabeli. 

Typologia sposobów indywidualnego przystosowania 

14

 

 

Sposoby przystosowania 

Cele  kulturowe  Zinstytucjonalizowane  rodki 

I   Konformizm 

II   Innowacja 

– 

III   Rytualizm 

– 

IV   Wycofanie 

– 

– 

V   Bunt

15

 

+/– 

+/– 

(+) oznacza „akceptacj ”, (—) „odrzucenie”, (+/–) oznacza za  „odrzucenie warto ci panuj cych 
i zast pienie   ich   warto ciami   nowymi”

 

 

Analiz   sposobów,  za  pomoc   których  struktura  społeczna  skłania  jednostki  do  takiego  czy  innego 

z owych zachowa , nale y poprzedzi  uwag ,  e podejmuj c ró ne rodzaje działalno ci, ludzie mog  si  
przerzuca   z  jednej  mo liwo ci  do  drugiej.  Kategorie  te  odnosz   si   nie  do  osobowo ci,  ale  do  ról 
społecznych pełnionych w okre lonych rodzajach sytuacji. Stanowi  typy mniej czy bardziej utrwalonych 
reakcji, a nie typy organizacji osobowo ci. Rozwa anie typów przystosowania w wielu naraz dziedzinach 
zachowa   wymagałoby  zbyt  zło onej  analizy,  jak  na  ramy  niniejszego  rozdziału.  Z  tego  powodu 
zajmiemy  si   przede  wszystkim  działalno ci   ekonomiczn ,  szeroko  rozumian   jako  „produkcja, 
wymiana,  dystrybucja  oraz  konsumpcja  dóbr  i  usług”  w rywalizuj cym  ameryka skim  społecze stwie, 
w którym bogactwo stało si  symbolem. 

                                                           

14

  Nie  brak  jest  typologii  ró nych  sposobów  reakcji  na  sytuacje  frustruj ce.  Jednej  dostarcza  Freud  w  pracy  Kultura  jako 

ródło  cierpie ,  s.  250  i  nast.;  typologie  pochodne,  cz sto  ró ni ce  si   w  podstawowych  szczegółach,  mo na  znale

 

w pracy  K.  Horney  Neurotyczna  osobowo   naszych  czasów,  tłum.  H.  Grzegołowska,  Warszawa  1976;  w  eseju 
S. Rosenzweiga The experimental measurement of types of reaction to frustration, w: H. A. Murray et al. Exphrations in 
Personality, 
New York 1938, s. 585 - 599 oraz w pracach J. Dollarda, H. D. Lasswelia, A. Kardinera, E. Fromma. S  
to jednak - zwłaszcza w typologii  ci le freudowskiej — podej cia, z punktu widzenia reakcji jednostkowych, całkowicie 
nie  uwzgl dniaj ce  miejsca  jednostki  wewn trz  struktury  społecznej.  K.  Horney  np.,  mimo  jej  konsekwentnego 
zainteresowania  „kultur ",  nie  analizuje  ró nic  wpływu  tej  kultury  na  farmera,  robotnika  i  biznesmena,  na  ludzi 
z klasy  ni szej,  redniej  i  wy szej,  na  członków  odmiennych  grup  etnicznych  i  rasowych  itd.  W  rezultacie  rola 
„niespójno ci w kulturze" nie jest rozwa ana w kontek cie jej zró nicowanego oddziaływania na ró nie ulokowanie grupy. 
Kultura staje si  czym  w rodzaju płachty przykrywaj cej równo wszystkich członków społecze stwa, bez wzgl du na 
indywidualne ró nice w ich  yciowych biografiach. Podstawowym zało eniem naszej typologii jest twierdzenie,  e reakcje 
owe  wyst puj   z  ró n   cz sto ci   w  rozmaitych  podgrupach  społecze stwa  ameryka skiego  dlatego  wła nie,  e 
członkowie tych grup lub warstw na inne sposoby podlegaj  kulturowym bod com i społecznym naciskom.  T   orientacj  
socjologiczn   mo na  znale

  w  pracach  Dollarda  oraz  —  mniej  systematycznie  —  w  dziełach  Fromma,  Kardinera 

i Lasswella. W sprawie problematyki ogólnej patrz wy ej przypis 4. 

15

  Ta  pi ta  odmiana  wyst puje  na  wyra nie  innej  płaszczy nie  ni   pozostałe.  Stanowi  przej ciow   reakcj ,  zmierzaj c   do 

zinstytucjonalizowania  nowych  celów  i  nowych  metod,  które  maj   si   sta   wspóln   własno ci   innych  członków 
społecze stwa.  Chodzi  tu  wi c  raczej o  usiłowania  zmiany  istniej cej  struktury  kulturowej  i  społecznej ni li  o  ulokowanie 
tych wysiłków wewn trz tej struktury. 

background image

Konformizm 

W  społecze stwie  ustabilizowanym  typ  przystosowania  I  —  konformizm  zarówno  wobec  celów 

kulturowych,  jak  i zinstytucjonalizowanych  rodków  —  jest  reakcj   najbardziej  typow   i  szeroko 
rozpowszechnion .  Gdyby  tak  nie  było,  równowaga  i  ci gło   społecze stwa  nie  mogłyby  zosta  
utrzymane.  Sie   oczekiwa ,  któr   wytwarza  ka dy  porz dek  społeczny,  podtrzymywana  jest  przez 
typowe  zachowania  jego  członków,  konformistyczne  wobec  ustalonych,  cho   mo e  zmieniaj cych  si  
w dłu szych  odcinkach  czasu,  wzorów  kulturowych.  W  gruncie  rzeczy,  dlatego  tylko  mo emy  mówi  
o zbiorowo ci ludzkiej jako o społecze stwie,  e zachowania zorientowane s  zazwyczaj na podstawowe 
warto ci społeczne. Je liby nie istniał jaki  zbiór warto ci podzielanych przez oddziaływuj ce na siebie 
jednostki,  to  istniałyby  stosunki  społeczne  —  je eli  mo na  nazwa   w  ten  sposób  nie  uporz dkowane 
interakcje  —  lecz  nie  społecze stwo.  I tak,  dzisiaj,  w  połowie  wieku,  wolno  si   odwoływa   do 
Społecze stwa  Narodów  przede  wszystkim  jako  do  figury  retorycznej  albo  wyimaginowanego 
przedmiotu,  ale  nie  do  socjologicznej  rzeczywisto ci.  Poniewa   zajmujemy  si   głównie  ródłami 
zachowa   dewiacyjnych  i  skoro  przeanalizowali my  krótko  mechanizmy  powoduj ce,  i   konformizm 
w społecze stwie  ameryka skim  stanowi  typow   reakcj ,  wystarczy  nam  to  obecnie,  je li  chodzi  o  ten 
rodzaj przystosowania. 

Innowacja 

Ogromny nacisk kulturowy na cel sukcesu zach ca do podj cia tego sposobu przystosowania poprzez 

wykorzystanie  instytucjonalnie  zakazanych,  lecz  cz sto  skutecznych  rodków  zdobycia  przynajmniej 
oznak sukcesu — bogactwa i władzy. Reakcja ta wyst puje wtedy, kiedy jednostka bez zinternalizowania 
w równym  stopniu  norm  instytucjonalnych  kieruj cych  sposobami  i  rodkami  prowadz cymi  do  jego 
osi gni cia przyswoiła kulturowy nacisk na cel. 

Z psychologicznego punktu widzenia, mo na si  spodziewa ,  e wielkie emocjonalne zaanga owanie 

w  cel  wytworzy  gotowo   podj cia  ryzyka,  i  postaw   tak   mog   rzeczywi cie  przyj   ludzie  we 
wszystkich  warstwach,  społecznych.  Z  punktu  widzenia  socjologii,  pojawia  si   jednak  pytanie,  jakie 
cechy  struktury  społecznej  predysponuj   do  tego  typu  przystosowania,  powoduj c  wyst pienie 
odmiennych cz sto ci zachowa  dewiacyjnych w ró nych warstwach społecznych? 

Presja  w  kierunku  innowacji  na  samej  górze  drabiny  ekonomicznej  zaciera  nierzadko  ró nic  

pomi dzy  działalno ci   kupieck ,  która  si   mie ci  w  ramach  przyj tych  zwyczajów,  a  oszuka czymi 
praktykami  wykraczaj cymi  poza  te  granice.  Jak  zauwa ył  Veblen:  „W  konkretnych  przypadkach 
niełatwo jest — czasami bywa to zupełnie niemo liwe a  do chwili orzeczenia s du — ustali , czy mamy 
do  czynienia  z godn   pochwały  znajomo ci   kupiectwa,  czy  te   z  wykroczeniem  podlegaj cym  karze”. 
Liczne  pochwały  pod  adresem  Magnatów-Rabusiów  za wiadczaj   o  tym,  e  historia  wielkich  fortun 
ameryka skich pełna jest prób w tpliwych instytucjonalnie innowacji. Wyra any wielokrotnie prywatnie, 
a nierzadko  i publicznie,  niech tny  podziw  dla  tych  „sprytnych,  bystrych  i  zwyci skich”  ludzi  jest 
produktem struktury kulturowej, w której przenaj wi tszy cel u wi ca  rodki. Nie jest to zjawisko nowe. 
Nie  zakładaj c,  e  obserwacje  Karola  Dickensa  dotycz ce  Ameryki  były  całkowicie  słuszne,  i  zdaj c 
sobie  w pełni  spraw   z tego,  i   nie  był  on  bynajmniej  bezstronny,  zacytujmy  jego  wnikliwe  uwagi 
o ameryka skim 

 
„[...]  zamiłowaniu  do  «szykownego»  post powania.  Pozłaca  ono  niejedno  szachrajstwo  i  ordynarne  nadu ycie 

zaufania,  niejedno  sprzeniewierzenie  na  gruncie  publicznym  i  prywatnym,  i  pozwala  niejednemu  szubrawcowi,  a   nadto 
zasługuj cemu  na  stryczek,  nosi   głow   równie  wysoko  jak  najlepsi.  [...]  Warto   zerwanej  spekulacji  czy  bankructwa 
albo  ocena  łajdaka,  któremu  si   powiodło,  nie  bywa  szacowana  podług  złotej  maksymy:  «Nie  czy   drugiemu,  co  tobie 
niemiło», ale rozwa a si  j  pod k tem «szykowno ci». [...] Setki razy zdarzało mi si  prowadzi  nast puj cy dialog: 

—  Czy  to  nie  ha ba, 

e  taki  człowiek  jak  X  dorobił  si   jakoby  wielkiego  maj tku  najnikczemniejszymi 

i najwstr tniejszymi  sposobami  i  pomimo  wszystkich  popełnionych  przest pstw  jest  podobno  tolerowany  i  popierany 
przez waszych obywateli? Przecie  to istna zakała dla całego miasta, prawda? 

— Tak, prosz  pana. 
— Wierutny kłamca? 
— Tak, prosz  pana. 

background image

— Skopano go ju  kiedy , spoliczkowano i obito lask , jak słysz ? 
— Tak, prosz  pana. 
— I jest w najwy szym stopniu niehonorowy, spodlony i niegodziwy? 
— Tak, prosz  pana. 
— No wi c, do kro set diabłów, na czym polega jego warto ? 
— Ano, prosz  pana, to szykowny facet”

16

 

Karykaturuj c w ten sposób konfliktowe warto ci kulturowe, Dickens był oczywi cie zaledwie jednym 

z wielu m drców, bezlito nie tropi cych konsekwencje silnego nacisku na sukces finansowy. Miejscowe 
głowy podj ły to zadanie w miejscu, w którym porzucili je cudzoziemcy. Artemus Ward póty wy miewał 
pewniki ameryka skiego  ycia, póki nie wydały si  dziwnie niespójne. „Filozofowie-prze miewcy” Bill 
Arp  i Petroleum  Volcano  (pó niej  Vesuvius)  Nasby  oddali  swój  dowcip  w  słu b   ikonoklazmu, 
z nieukrywan  przyjemno ci  burz c wyobra enia na temat publicznych osobisto ci. Kiedy Josh Billings 
(i jego alter ego Wuj Esek) zauwa ył,  e zadowolenie jest rzecz  wzgl dn  — poniewa  „najwi kszym 
szcz ciem  w  wiecie  jest  posiadanie  tego,  czego  inni  mie   nie  mog ”  —  wypowiedział  otwarcie  to, 
czego  wielu  ludzi  nie  mogło  otwarcie  przyzna .  Wszyscy  oni  dowodzili  w  ten  sposób  społecznych 
funkcji  tendencyjnego  dowcipu[

17

]  —  tak  jak  został  on  pó niej  zanalizowany  przez  Freuda  w  jego 

monografii Wit and Its Relation to the Unconscious — u ywaj c go jako ,,broni w ataku na to, co przed 
bezpo redni   obraz   osłaniane  jest  wewn trznymi  przeszkodami  lub  warunkami  zewn trznymi”. 
Najcenniejsz   bodaj  dla  naszych  tu  rozwa a   odmian   błyskotliwo ci  umysłu  zaprezentował  jednak 
Ambrose Bierce, dowodz c, i  dowcip nie odci ł si  od swych etymologicznych  ródeł i nadal oznacza 
władz , dzi ki której człowiek poznaje, uczy si  i my li. Typowo dla  ironiczny i wnikliwy esej na temat 
„przest pczo ci  oraz  metod  jej  korygowania”  rozpoczyna  Bierce  spostrze eniem,  e:  „Socjologowie  od 
dawna  rozprawiaj   nad  teori ,  wedle  której  impuls  do  popełnienia  przest pstwa  stanowi  chorob , 
i wi kszo   głosów  wydaje  si   by   za  —  chorob ”.-Po  tym  wst pie  opisuje  sposoby,  jakimi  łobuz, 
któremu  si   powiodło,  zyskuje  społeczne  przyzwolenie,  a  nast pnie  analizuje  rozbie no ci  mi dzy 
warto ciami kulturowymi a stosunkami społecznymi. 

 
„Dobry  Amerykanin  jest  zazwyczaj  bardzo  niech tnie  nastawiony  wobec  łobuzerii,  lecz  łagodzi  sw   surowo  

uprzejm   tolerancj   okazywan   hultajowi.  Wymaga  jedynie,  aby  znał  łobuzów  osobi cie.  Wszyscy  «oskar amy»  gło no 
złodziei,  je li  nie  mamy  zaszczytu  zna   ich  bezpo rednio.  Je eli  ten  honor  mamy,  có ,  to  co  innego  —  chyba  e 
rzeczywi cie  pachn   oni  slumsem  lub  wi zieniem.  Wiemy,  e  s   winni,  ale  widujemy  ich,  ciskamy  im  r ce,  pijemy 
z nimi, a je li s  akurat bogaci albo wielcy w jaki  inny sposób — zapraszamy ich do naszych domów i poczytujemy sobie 
za zaszczyt bywanie u nich. Nie «popieramy ich metod» — to powinno by  jasne; tym samym s  ju  dostatecznie ukarani. 
Pomysł,  e dra  cho  za grosz dba o to, co o jego metodach my li kto  dla  uprzejmy i przyjazny, wydaje si  wymy lony 
przez humoryst . Idea taka zrobiłaby prawdopodobnie fortun  w wodewilu na Marsie. 

[Natomiast  —  R.K.M.:]  Gdyby  si   odmówiło  łobuzom  społecznego  uznania,  byłoby  ich  o  wiele  mniej.  Niektórzy 

zacieraliby  jedynie  staranniej  swoje  lady  na  kr tych  cie kach  nieuczciwo ci,  innym  jednak  zadawałoby  to  tyle  gwałtu 
ich  wiadomo ci,  e wymieniliby minusy dra stwa na te zwi zane z  yciem uczciwym. Człowiek niegodny niczego si  tak 
bardzo  nie  boi,  jak  odmowy  podania  mu  uczciwej  r ki,  powolnego,  nieuniknionego  lekcewa

cego  spojrzenia  zimnych 

oczu. 

Mamy  bogatych  hultai,  poniewa   istniej   «szanowani»  ludzie,  którzy  si   nie  wstydz   podania  im  r ki,  pokazywania 

si  z nimi, przyznania si  do tego,  e ich znaj . W ten sposób pot pienie ich stanowi zdrad ; podniesienie alarmu, kiedy 
nas obrabowali, jest zeznaniem przeciw uczestnikom przest pstwa. 

Mo na si  u miecha  do łobuza (wi kszo  z nas czyni to wiele razy w ci gu dnia), je eli si  nie wie, i  jest draniem, 

i si  nic mówiło,  e nim jest. Lecz wiedz c o tym, lub powiedziawszy to przedtem, u miecha  si  do niego — znaczy by  
hipokryt ,  zwyczajnym  obłudnikiem  lub  hipokryt -pochlebc ,  w  zale no ci  od  yciowej  pozycji  łobuza,  którego 
obdarzono  u miechem.  Zwykłych  dwulicowców  jest  wi cej  ni   hipokrytów-pochlebców,  poniewa   wi cej  jest  drani  bez 
znaczenia ni  tych bogatych i wybitnych, chocia  ka dy z nich otrzymuje mniej u miechów. Społecze stwo ameryka skie 
b dzie pl drowane tak długo, jak długo  ameryka ski charakter pozostanie tym,  czym  jest; jak długo b dzie  tolerancyjny 
wobec  łobuzów,  którym  si   powiodło;  jak  długo  ameryka ska  pomysłowo   b dzie  dokonywa   wyimaginowanego 
rozró nienia pomi dzy publicznym charakterem człowieka a jego charakterem prywatnym: kupieckim i osobistym. Krótko 
mówi c, ameryka skie społecze stwo b dzie grabione tak długo, jak długo b dzie na grabie  zasługiwało.  adne ludzkie 
prawo nie mo e, ani nie powinno kła  temu kresu, poniewa  naruszyłoby to prawo wy sze i bardziej uzdrawiaj ce: «Jak 

                                                           

16

  Spostrze enia  Dickensa  pochodz   z  jego  Notatek  :  podró y  do  Ameryki,  tłum.  B.  Czerwijowska,  posłowie  i  przyp. 

A. Staniewska, Warszawa 1978, s. 279. 

[17]

 W j zyku polskim brak jest, chyba, terminu, który w pełni oddawałby wszystkie elementy angielskiego „wit”: m dry, ci ty, 

błyskotliwy  umysł,  staropolski  „dowcip”.  W  sformułowaniu  „tendencyjny  dowcip”  (tendentious  wit)  chodzi  o  tak  
wła ciwo   umysłu,  która  pozwala  na  —  wprawdzie  zło liwie  i  selektywnie  —  celne  uchwycenie  okre lonych  cech 
przedmiotu lub sytuacji — przyp. tłum. 

background image

zasiałe , tak i zbierzesz»”

18

 

yj c  w  czasach,  w  których  prosperowali  ameryka scy  magnaci-rabusie,  Bierce  nie  mógł  nie 

dostrzega   tego,  co  pó niej  nazwano  „przest pczo ci   białych  kołnierzyków”.  Zdawał  sobie  jednak 
spraw ,  e spo ród tych wielkich i dramatycznych odchyle  od norm instytucjonalnych wyst puj cych w 
najwy szych  warstwach  ekonomicznych  nie wszystkie s  znane, a  prawdopodobnie  tak e i na  ni szych 
szczeblach  klasy  redniej  mniej  dewiacji  dobywanych  jest  na  wiatło  dzienne.  Sutherland  wielokrotnie 
wskazywał  na  obecno   „przest pczo ci  białych  kołnierzyków”  w ród  biznesmenów.  Stwierdził  on,  e 
du a  liczba  tego  rodzaju  przest pstw  nie  była  cigana,  poniewa   ich  nie  ujawniono,  lub  ze  wzgl du  — 
je li  przest pstwa  zostały  ujawnione  —  na  „status  społeczny  biznesmena,  tendencj   przeciwn   karaniu 
oraz pewn  niech  opinii publicznej wobec przest pców w białych kołnierzykach”

19

. Z badania, którym 

obj to  tysi c  siedemset  osób,  głównie  z  klasy  redniej,  wynikało,  e  w ród  ciesz cych  si   pełnym 
„szacunkiem”  obywateli  społeczno ci  „przest pstwa  prywatne”  były  powszechne.  Dziewi dziesi t 
dziewi   procent  badanych  przyznało  si   do  popełnienia  jednego  —  lub  wi cej  —  z  czterdziestu 
dziewi ciu  wykrocze   przeciw  prawu  karnemu  stanu  Nowy  Jork,  przy  czym  ka de  z  tych  wykrocze  
było  wystarczaj co  powa ne,  by  ci gn   maksymaln   kar   w  wysoko ci  nie  mniejszej  ni   jeden  rok 
wi zienia.  rednia  liczba  wykrocze   popełnionych  w  okresie  dojrzało ci  —  wył czono  tu  wszystkie 
przest pstwa  dokonane  przez  osoby  w  wieku  poni ej  szesnastu  lat  —  wynosiła  osiemna cie  dla 
m czyzn  i  jedena cie  dla  kobiet.  Pełne  66%  m czyzn  i 29%  kobiet  przyznało  si   do  winy  wobec 
jednego  lub  wi cej  zarzutów  przest pstw,  które,  wedle  prawa  Nowego  Jorku,  stanowi   podstaw   do 
pozbawienia  ich  wszelkich  praw  obywatelskich.  Wypowied   pewnego  duchownego  odno nie  do 
zło onych  przeze   fałszywych  zezna   w  sprawie  sprzeda y  jakiego   towaru  mo e  posłu y   do 
wyja nienia owych wyników: „Próbowałem najpierw prawdy, ale nie zawsze wiedzie ona do pomy lnych 
rezultatów”. Opieraj c si  na uzyskanych wynikach Wallerstein i Wyle stwierdzaj  skromnie,  e „liczba 
aktów  prawnie  stanowi cych  przest pstwo  znacznie  przewy sza  liczb   tych,  które  zostały  odnotowane 
urz dowo.  Zachowanie  niezgodne  z  prawem  nie  stanowi  anormalnej,  społecznej  czy  psychologicznej 
manifestacji, jest to zjawisko w rzeczywisto ci bardzo powszechne”

20

Jednak  bez  wzgl du  na  to,  jak  ró ne  byłyby  cz sto ci  zachowa   dewiacyjnych  w  rozmaitych 

warstwach  społecznych  —  a  na  podstawie  wielu  ródeł  wiemy,  e  urz dowe  statystyki  przest pczo ci, 
zgodnie wykazuj ce wi ksz  ich cz stotliwo  w warstwach ni szych, nie s  bynajmniej kompletne ani 
godne  zaufania  -  nasza  analiza  dowodzi,  e  najsilniejsze  naciski  w  kierunku  dewiacji  wywierane  s   na 
członków  warstw  ni szych.  Tego  rodzaju  przypadki  pozwalaj   wydoby   na  jaw  mechanizmy 
socjologiczne wytwarzaj ce owe presje. Wielu badaczy twierdzi,  e wyspecjalizowane obszary wyst pku 
i  zbrodni  stanowi   „normaln ”  reakcj   na  sytuacj ,  w  której  przyswojona  została  kulturowa  warto  
finansowego  sukcesu,  lecz  dost p  do  tradycyjnych,  usankcjonowanych  rodków  osi gania  sukcesu  jest 
niewielki.  Mo liwo ci  zawodowe  ludzi  na  tych  obszarach  s   w  du ej  mierze  ograniczone  do  pracy 
fizycznej  oraz  pomniejszych  zaj   umysłowych.  Ameryka ska  postawa  pi tnuj ca  prac   fizyczn , 
postawa,  która  —  jak  stwierdzono  —  charakteryzuje  raczej  jednolicie  członków  wszystkich  klas 
społecznych

21

oraz brak realistycznych perspektyw awansu poza ten szczebel rodz  wyra n  skłonno  

                                                           

18

 Dawno ju  powinna była zosta  przeprowadzona analiza socjologiczna stanowi ca formalny, cho  oczywi cie pomniejszy 

odpowiednik Freuda analizy funkcji tendencyjnego dowcipu. Praca doktorska J. Tandy (Crackerbox Philosophers: American 
Humor  and  Satire,  New  York  1925),  chocia   nie  socjologiczna,  dostarczy   tu  mo e  punktu  wyj cia.  W  pi tym  rozdziale 
ksi ki Intellectual America, New York 1941, słusznie zatytułowanym  The Intelligentsia, O. Cargill  czyni kilka zwi złych 
spostrze e   nad  rol   dziewi tnastowiecznych  mistrzów  ameryka skiego  dowcipu,  lecz  zajmuj   one,  rzecz  jasna,  niewiele 
miejsca  w  tym  grubym  tomie  po wi conym  „pochodowi  ameryka skich  idei".  Esej  A.  Bierce'a,  którego  tak  obszernie 
cytowałem,  znajduje  si   w  The  Collected  Works  of...,t.  11,  New  York-Washington  1912,  s.  187  -  198.  Musz   jednak 
zaprotestowa   przeciw  surowej  i  bardzo  niesprawiedliwej  ocenie  Bierce'a  przez  Cargilla.  Wydaje  si ,  e  jest  to  nie  tyle 
ocena,  co  wyraz  „uprzedzenia",  które  —  w  uj ciu  samego  Bierce'a  —  jest  jedynie  „lu n   opini   bez  widocznych 
argumentów”. 

19

  E.  H.  Sutherland  White  collar  criminality,  „American  Sociological  Review"  1940,  5,  s.  1  -  12;  id.  Crime  and  business, 

„Annals, American Academy of Political and Social Science" 1941, 217, s. 112 - 118; id. Is «white collar crime» crime?, 
„American  Sociological  Review"  1945,  10,  s.  132  -  139;  M.  B.  Clinard  The  Black  Market:  A  Study  of  White  Collar 
Crime, 
New York 1952; D. R. Cressey Other People's Money. A Study in the Social Psychology of Embezzlement, Glencoe 
1953. 

20

 J. S. Wallerstein, C. J. Wyle Our law-abiding law-breakers, „Probation” April 1947. 

21

 National Opinion Research Center, National Opinion on Occupations (April 1947). Badanie to, przeprowadzone na próbie 

ogólnokrajowej  i  dotycz ce  uszeregowania  i  oceny  dziewi dziesi ciu  zawodów,  przynosi  wiele  istotnych  danych 

background image

do zachowa  dewiacyjnych. Status niewykwalifikowanej pracy i wynikaj cy ze  niski dochód pieni ny 
nie  s   w  stanie  z  łatwo ci   współzawodniczy   —    w  kategoriach  przyj tych  wzorców  warto ci  — 
z obietnicami  władzy  i  wysokich  zarobków  płyn cych  ze  zorganizowanego  nierz du,  oszustwa 
i zbrodni

22

Sytuacje  te  wskazuj   na  dwie  istotne  dla  naszych  rozwa a   cechy.  Po  pierwsze,  zach ty  do  sukcesu 

dostarczaj   ustalone  warto ci  kulturowe  i,  po  drugie,  dost pne  sposoby  zd ania  do  tego  celu  s   przez 
struktur   klasow   w  du ej  mierze  ograniczone  do  zachowa   dewiacyjnych.  To  wła nie  poł czenie 
nacisku kulturowego i społecznej struktury tworzy siln  presj  w kierunku dewiacji. Si gni cie po uznane 
metody „zdobywania pieni dzy” ograniczone jest przez struktur  klasow , która nie na ka dym szczeblu 
jest  całkowicie  otwarta  dla  ludzi  o  du ych  zdolno ciach

23

.  Pomimo  utrzymuj cej  si   w  USA  ideologii 

klas  otwartych

24

,  osi gni cie  sukcesu  jest  stosunkowo  rzadkie  i  wyra nie  utrudnione  dla  ludzi 

posiadaj cych  niskie  wykształcenie  formalne  i  niewielkie  zasoby  ekonomiczne.  Dominuj ca  presja 
wiedzie  do  stopniowego  osłabiania  uznanych,  lecz  na  ogół  nieskutecznych  wysiłków  oraz  do  coraz 
cz stszego stosowania sposobów niedozwolonych, ale za to mniej albo bardziej efektywnych. 

Wobec jednostek ulokowanych na ni szych szczeblach struktury społecznej kultura stawia wymagania 

nie do pogodzenia. Z jednej strony 

da si  od nich, by poczynania swe orientowali na widoki wielkiego 

bogactwa — „Ka dy człowiek mo e zosta  królem” twierdzili i Marden, i Carnegie, i Long — z drugiej 
za , w powa nej mierze odmawia si  im faktycznych szans osi gni cia tego celu drog  instytucjonaln . 
Rezultatem owej niespójno ci strukturalnej jest wysoka cz stotliwo  zachowa  dewiacyjnych. Wraz ze 
wzrostem  nacisku  na  osi gni cie  za  wszelk   cen   presti owych  celów,  ogromnie  chwiejna  staje  si  
równowaga  pomi dzy  kulturowo  przepisanymi  celami  a  rodkami.  Al  Capone  reprezentuje  w  tym 
kontek cie  triumf  amoralnej  inteligencji  nad  moralnie  zalecan   „pora k ”,  kiedy  to  kanały  ruchliwo ci 
pionowej s  zamkni te albo zaw one w społecze stwie wysoko nagradzaj cym ekonomiczne bogactwo 
i awans społeczny 
wszystkich swych członków

25

. 

Ten  ostatni  warunek  ma  podstawowe  znaczenie;  je li  mamy  zrozumie   społeczne  ródła  zachowa  

dewiacyjnych, nale y rozpatrzy  - prócz skrajnego nacisku na sukces finansowy - równie  i inne aspekty 
struktury społecznej. Wysokiej cz stotliwo ci zachowa  dewiacyjnych nie powoduje jedynie brak szans 
lub  owo  przesadnie  wysokie  warto ciowanie  pieni dza.  Stosunkowo  sztywna  struktura  społeczna, 
porz dek  kastowy,  mo e  ogranicza   mo liwo ci  w  stopniu  daleko  wi kszym,  ni   dzieje  si   to  dzisiaj 
w społecze stwie  ameryka skim.  Zachowania  dewiacyjne  wyst puj   na  szerok   skal   wtedy,  kiedy 
system  warto ci  kulturowych  wynosi  faktycznie  ponad  wszystko  inne  pewne  wspólne  cele  sukcesu  dla 
całego społecze stwa, podczas gdy struktura społeczna rygorystycznie ogranicza albo całkowicie zamyka 
dost p  do  uznanych  sposobów  osi gania tych  celów znacznej  cz ci tego  społecze stwa. Innymi  słowy, 
ameryka ska  egalitarna  ideologia  implicite  neguje  istnienie  jednostek  i  grup  nie  bior cych  udziału  we 

                                                                                                                                                                                                            

empirycznych.  Ogromn   wag   posiada  stwierdzenie,  e  pomimo  pewnej  skłonno ci  ludzi  do  umieszczania  ich  własnego 
i pokrewnych  mu  zawodów  wy ej,  ni   czyni   to  inne  grupy,  we  wszystkich  warstwach  zawodowych  istnieje  podstawowa 
zgodno  w zaszeregowaniu zawodów. Trzeba jeszcze dalszych bada  tego rodzaju, by mo na było naszkicowa  topografi  
kultu  row   współczesnych  społecze stw.  (Patrz  studium  porównawcze  na  temat  presti u  przyznawanego  najwa niejszym 
zawodom w sze ciu krajach rozwini tych: A. Inkeles, P. H. Rossi National comparisons of occupational prestige, „American 
Journal of Sociology
” 1945, 61, s. 329 - 339.) 

22

 Patrz J. D. Lohman The participant observer in community studies, „American Sociological Review” 1937, 2, s. 890 - 898 

i W.  F.  Whyte  Street  Corner  Society,  Chicago  1934.  Prosz   zwróci   uwag   na  ko cowe  wnioski  Whyte'a  (s.  273  -  274): 
„Mieszka cowi  Cornerville  trudno  jest  wej   na  drabin   (sukcesu  —  R.K.M.],  nawet  na  jej  najni szy  szczebel.  [...]  Jest 
Włochem,  a  ludzie  z  klasy  wy szej  uwa aj   Włochów  za  jednych  z  najmniej  po danych  imigrantów  [...],  atrakcyjnych 
nagród, tzn. pieni dzy i zasobów materialnych, społecze stwo dostarcza ludziom, którym si  «powiodło». Nagrody te s  dla 
mieszka ców Cornerville dost pne jedynie poprzez awans w  wiecie gangów i polityki”. 

23

 Liczne badania dowodz , i  piramida wykształcenia działa w taki sposób, by du ej cz ci młodzie y niew tpliwie zdolnej, 

lecz ekonomicznie upo ledzonej nie dopu ci  do uzyskania wy szego formalnego wykształcenia. T  cech  naszej struktury 
klasowej z konsternacj  odnotował V. Bush w raporcie rz dowym: Science: The Endless Frontier. Patrz tak e W. L. Warner, 
R. J. Havighurst, M. B. Loeb  Who Shall Be Educated?, New York 1944. 

24

 Zmieniaj ca si  rola historyczna tej ideologii stanowi po yteczny przedmiot analizy. 

25

 Rola Murzyna stwarza w tym wzgl dzie niemal tyle  problemów teoretycznych, co praktycznych. Stwierdzono,  e ludno  

murzy ska w du ej  mierze  przyswoiła  sobie  warto ci kasty  dominuj cej:  finansowego sukcesu  i  społecznego awansu,  lecz 
„przystosowała  si   realistycznie”  do  „faktu”,  i   awans  społeczny  jest  obecnie  prawie  całkowicie  ograniczony  do 
przemieszcze   wewn trzkastowych.  Patrz  J.  Dollard  Caste  and  Class  in  a  Southern  Town,  New  York  1937,  s.  66  i  nast., 
D. Young American Minority Peoples, New York 1937, s. 581; R. A. Warner New Haven Negroes. New Haven 1940, s. 234. 
Patrz tak e dalsza dyskusja w tym rozdziale. 

background image

współzawodnictwie w d eniu do sukcesu finansowego. Uwa a si  natomiast,  e ten sam zestaw symboli 
sukcesu odnosi si  do wszystkich. Zakłada si ,  e cele przecinaj  linie ugrupowa  klasowych, nie b d c 
przez  nie  ograniczane,  tymczasem  w  rzeczywistej  organizacji  społecznej  dost p  do  owych  celów  jest 
klasowo  zró nicowany.  W  takiej  wła nie  sytuacji  najwi ksza  ameryka ska  cnota  -  „ambicja”  — 
prowadzi do głównej ameryka skiej wady — „zachowa  dewiacyjnych”. 

Obecna analiza teoretyczna mo e posłu y  do wyja nienia ró nych zale no ci mi dzy przest pczo ci  

a bied

26

.  „Bieda”  nie  jest  bynajmniej  odosobnion   zmienn ,  działaj c   wsz dzie  dokładnie  w  ten  sam 

sposób;  stanowi  zaledwie  jedn   ze  zbioru  mo liwych  do  zidentyfikowania,  społecznych  i  kulturowych 
zmiennych niezale nych. Bieda jako taka i wynikaj ce z niej ograniczenia mo liwo ci nie wystarczaj  do 
wywołania  zwracaj cej  uwag   wysokiej  cz stotliwo ci  zachowa   przest pczych.  Nawet  osławiona 
„n dza w sercu obfito ci” niekoniecznie musi prowadzi  do takiego rezultatu. Kiedy jednak bieda i zwi -
zane  z  ni   niekorzystne  poło enie  we  współzawodnictwie  'o  warto ci  kulturowe  zalecane  wszystkim 
członkom  społecze stwa  współwyst puj   z  naciskiem  kulturowym  na  sukces  finansowy  jako  na  cel 
dominuj cy,  normalnym  wynikiem  takiej  sytuacji  jest  wysoka  cz stotliwo   zachowa   przest pczych. 
I tak,  z  surowych  (ale  niekoniecznie  rzetelnych)  statystyk  kryminalnych  wynika,  e  w  południowo-
wschodniej  Europie  bieda  jest  słabiej  skorelowana  z  przest pczo ci ,  ni   dzieje  si   to  w  Stanach 
Zjednoczonych.  Ekonomiczne  szanse  yciowe  ludzi  biednych  na  tych  obszarach  Europy  wydaj   si  
nawet  mniej  obiecuj ce  ni   w  USA,  zatem  ani  n dza,  ani  jej  zwi zek  z ograniczeniem  mo liwo ci  nie 
wystarczaj   do  wyja nienia  odmiennych  zale no ci.  Kiedy  jednak  rozpatrzymy  pełny  układ  —  bieda, 
ograniczone  szanse  oraz  rozmieszczenie  celów  kulturowych  -  pojawia  si   pewna  podstawa  do 
wyja nienia silniejszej zale no ci pomi dzy n dz  a przest pczo ci  w społecze stwie ameryka skim ni  
w  innych,  gdzie  sztywna  struktura  klasowa  współwyst puje  z  klasowym  zró nicowaniem  symboli 
sukcesu.
 

Ofiary  owej!  sprzeczno ci  pomi dzy  kulturowym podkre leniem  ambicji finansowych a społecznymi 

barierami  na  drodze  do  pełnych  mo liwo ci  nie  zawsze 

wiadome  s   strukturalnych 

ródeł 

pokrzy owania ich aspiracji. Cz sto zdaj  sobie one oczywi cie spraw  z rozbie no ci mi dzy warto ci  
jednostki a społecznymi nagrodami. Nie musz  jednak wiedzie , jak si  to dzieje. Ci, którzy odnajduj  jej 

ródło w strukturze społecznej, mog  si  wyalienowa  z tej struktury, staj c si  ch tnymi kandydatami do 

przystosowania  V  (bunt).  Inni  jednak  —  jak  si   wydaje,  dotyczy  to  ogromnej  wi kszo ci  -  mog  
przypisywa   swe  trudno ci  raczej  ródłom  mistycznym  ani eli  socjologicznym.  Jak  bowiem  zauwa ył 
Gilbert  Murray,  znakomity  znawca  staro ytno ci  i socjolog-mimo  woli:  „Społecze stwo,  w  którym 
fortuny  ludzi  wydaj   si   praktycznie  najzupełniej  niezale ne  od  ich  zasług  i  wysiłków,  jest  najlepszym 
polem pod zasiew zabobonu. Stabilne i dobrze rz dzone społecze stwo stara si  zapewni , by — mówi c 
ogólnie — Cnotliwe i Pracowite Terminowanie wie czyło w  yciu powodzenie, Niegodziwe i Bezczynne 
odnosiło  pora k .  A  w  takim  społecze stwie  ludzie  skłonni  s   przywi zywa   wag   do  racjonalnych 
i widocznych ła cuchów przyczynowych. Lecz w [społecze stwie cierpi cym na anomi  — R.K.M.] [...] 
zwykłe  cnoty  pilno ci,  uczciwo ci  i  łagodno ci  wydaj   si   niewiele  warte”

27

.  W  takim  społecze stwie 

ludzie skłonni s  do zwracania si  ku mistycyzmowi - podkre laj c działanie takich czynników, jak Los, 
Przypadek, Szcz liwy Traf. 

Rzeczywi cie,  w  społecze stwie  ameryka skim  zarówno  osoby,  którym  si   nadzwyczajnie 

„powiodło”,  jak i te,  które odniosły  wyra n   „pora k ”, nierzadko  przypisuj  ów rezultat  „trafowi”.  Na 
przykład,  zamo ny  biznesmen  Julius  Rosenwald  o wiadczył,  e  95%  wielkich  fortun  było  „wynikiem 
szcz liwego  trafu”

28

.  W  redaktorskiej  nocie,  wyja niaj cej  społeczne  korzy ci  wielkiego 

                                                           

26

  Ten  schemat  analityczny  mo e  posłu y   do  rozwi zania  niektórych  widocznych  sprzeczno ci  we  wzajemnej  relacji 

przest pczo ci  i  statusu  ekonomicznego,  wspominanych  przez  P.  A.  Sorokina.  Powiada  on  (Contemporary  Sociological 
Theories,  
New  York  1928,  s.  560  -  561)  na  przykład,  e  „nie  wsz dzie  ani  nie  zawsze  wi ksze  rozmiary  przest pczo ci 
wyst puj  w ród  ludzi  biednych  [...], w  wielu'  krajach biedniejszych  mniej jest przest pstw ni   w  tych  bogatszych.  Post p 
ekonomiczny w drugiej połowie dziewi tnastego i na pocz tku dwudziestego wieku nie spowodował spadku przest pczo ci”. 
Najistotniejszy jest jednak fakt,  e niski status ekonomiczny — jak wyło ono w tek cie — pełni odmienne role dynamiczne 
w  ró nych  strukturach  społecznych  i  kulturowych.  Nie  mo na  wi c  oczekiwa   korelacji  liniowej  mi dzy  przest pczo ci  
a bied . 

27

  G.  Murray  Five  Stages  of  Greek  Religion,  New  York  1925,  s.  164  -  165.  Rozdział:  The  Failure  of  Nerve,  z którego 

zaczerpn łem  ten  wyj tek,  z  cał   pewno ci   nale y  uzna   za  jedn   z  najbardziej  wiatłych  i wnikliwych  analiz 
socjologicznych naszych czasów. 

28

 Patrz cytat z wywiadu przytoczonego przez G. Meyersa w pracy History of the Great American Fortunes, New York 1937, 

s. 706. 

background image

indywidualnego bogactwa, czołowe czasopismo handlowe wymieniaj c czynniki sprzyjaj ce ogromnym 
fortunom,  uznaje  za   za  konieczne  dodanie  szcz cia  do  m dro ci:  „Kiedy  jeden  człowiek  zgromadzi 
kilka  milionów  dzi ki  m drym  inwestycjom  —  w wielu  wypadkach,  owszem,  wspomaganym 
szcz liwym  trafem  —  nie  oznacza  to,  e  odbiera  co   reszcie  z  nas”

29

.  W  bardzo  podobny  sposób 

robotnik wyja nia cz sto status ekonomiczny jako rezultat przypadku. „Robotnik wsz dzie dookoła siebie 
widzi do wiadczonych i wykwalifikowanych ludzi bez pracy. Je li ma prac , uwa a to za szcz liwy traf. 
Kiedy jest bezrobotny, pada ofiar  pecha. Dostrzega niewielki zwi zek mi dzy warto ci  człowieka a jej 
konsekwencjami 
[podkr. R.K.M.]” 

30

Odwoływanie  si   do  działania  przypadku  lub  trafu  pełni  jednak  odmienne  funkcje,  w  zale no ci  od 

tego,  czy  robi   to  ludzie,  którzy  osi gn li  podkre lane  kulturowo  cele,  czy  te   ci,  którzy  ich  nie 
zrealizowali. U tych, którym si  powiodło, jest to bowiem — w sensie psychologicznym — rozbrajaj cy 
wyraz skromno ci. W istocie, powiedzenie,  e miało si  raczej szcz cie ni  w zupełno ci zasługiwało na 
swój  dobry  los  nie  ma  nic  wspólnego  z  pych .  W  kategoriach  socjologicznych  doktryna  trafu  głoszona 
przez ludzi, którym si  powiodło, pełni podwójn  funkcj : wyja nia cz st  rozbie no  pomi dzy zasług  
a nagrod , chroni c jednocze nie przed krytycyzmem struktur  społeczn , w której si  dopuszcza wysok  
cz stotliwo  owej rozbie no ci. Je eli bowiem sukces zale y przede wszystkim od szcz cia, je li le y 
w  lepej  naturze  rzeczy,  je eli  „pada  tam,  gdzie  chce”  i  nie  sposób  orzec,  sk d  nadchodzi,  lub  dok d 
zmierza,  to  jasne  jest,  i   nie  ma  na   adnego  wpływu  i  e  objawi  si   tak  samo  w  ka dej  strukturze 
społecznej.
 

Ludziom,  którym  si   nie  powiodło,  a  spo ród  nich  zwłaszcza  tym  zyskuj cym  niewielk   nagrod   za 

swe  zasługi  i  wysiłki,  doktryna  trafu  w  swej  funkcji  psychologicznej  umo liwia  zachowanie  poczucia 
własnej  warto ci  w  obliczu  pora ki.  Mo e  równie   stanowi   dysfunkcj ,  osłabiaj c  motywacj   do 
dalszych  wysiłków

31

.  Jak  wskazywał  Bakke

32

,  z  socjologicznego  punktu  widzenia,  doktryna  ta  mo e 

odzwierciedla   niemo no   zrozumienia  zasad  funkcjonowania  społecznego  oraz  ekonomicznego 
systemu i mo e by  dysfunkcjonalna, o ile usuwa uzasadnienie działa  w kierunku zmian strukturalnych 
zmierzaj cych do wi kszej równo ci szans i nagród. 

Taka  orientacja  na  los  szcz cia  i  ryzyko,  wzmocniona  napi ciem  sfrustrowanych  aspiracji,  mo e 

pomóc  w wyja nieniu  wyra nego  w  pewnych  warstwach  społecznych  zainteresowania  hazardem  — 
rodzajem działalno ci instytucjonalnie zakazanej lub co najwy ej raczej dozwolonej ni  preferowanej czy 
przepisanej

33

U tych, którzy w celu wyja nienia rozbie no ci mi dzy zasług  a nagrod  nie stosuj  doktryny trafu, 

mo e  si   pojawia   zindywidualizowana  i  cyniczna  postawa  wobec  struktury  społecznej.  Najlepiej 
ilustruje j  frazes kulturowy: „Liczy si  nie to, co umiesz, lecz to, kogo znasz”. 

Zatem  w  społecze stwach  takich,  jak  ameryka skie  ogromny  nacisk  kulturowy  na  sukces  finansowy 

oraz  struktura  społeczna  nadmiernie  ograniczaj ca  praktyczne  mo liwo ci  odwołania  si   do  uznanych 

rodków  tworz   napi cie  skłaniaj ce  do  poczyna   innowacyjnych,  które  odbiegaj   od  norm 

instytucjonalnych. W tym rodzaju przystosowania zakłada si  jednak,  e jednostki zostały zsocjalizowane 
w sposób niepełny, tak i  przy zachowaniu aspiracji do sukcesu porzucaj   rodki instytucjonalne. W ród 
tych,  którzy  w  pełni  zinternalizowali  warto ci  instytucjonalne,  podobna  sytuacja  prowadzi  jednak e 

                                                           

29

 „Nation's Business”, vol. 27, nr 9, s. 8 - 9. 

30

 E. W. Bakke The Unemployed Man, New York 1934, s. 14. Wskazuje on na strukturalne  ródła robotniczej wiary w traf. 

„Jest  nieco beznadziei w  sytuacji, w której  człowiek  zdaje  sobie  spraw   z  tego,  e  jego  dobry  lub  zły  los  w  przewa aj cej 
mierze znajduje si  poza jego kontrol  i zale y od szcz liwego albo nieszcz liwego trafu”. 
Je li robotnik zmuszony jest do 
przystosowania  si   do  cz sto  nieprzewidywalnych  decyzji  kierownictwa,  to  ma  poczucie  l ku  i  niepewno ci  pracy:  oto 
kolejne  ródło wiary w przeznaczenie, los, przypadek. Pouczaj ce byłoby stwierdzenie, czy przekonania takie zostaj  osła-
bione,  kiedy  dzi ki  działalno ci  robotniczych  organizacji  zostaje  zmniejszone  prawdopodobie stwo,  e  robotnicy  nie  b d  
mieli wpływu na swój własny los zawodowy. 

31

  W  sytuacji  kra cowej  mo e  to  wywoła   rezygnacj   i  zachowania  zrutynizowane  (przystosowanie  III)  lub  fatalistyczn  

bierno  (przystosowanie IV), o której za chwil . 

32

  E.  W.  Bakke  (The  Unemployed  Man,  s.  14)  powiada,  i   „w  porównaniu  z  biznesmenem  czy  przedstawicielem  wolnego 

zawodu,  robotnik  gorzej  si   orientuje  w  procesach,  które  sprawiaj ,  e  wiedzie  mu  si   dobrze,  lub  e  nie  ma  szans  na 
powodzenie.  Istnieje  zatem  wi cej  momentów,  w  których  wydarzenia  wydaj   si   zawdzi cza   swoje  pojawienie  si  
szcz liwemu albo nieszcz liwemu trafowi”. 

33

  Por.  R.  A.  Warner  New  Haven  Negroes  i  H.  F.  Gosnell  Negro  Politicians,  Chicago  1935,  s.  123  -  125;  w  zwi zku  z  tym 

ogólnym  problemem  obaj  autorzy  zwracaj   uwag   na  ogromne  zainteresowanie,  jakim  w ród  mniej  uprzywilejowanych 
Murzynów ciesz  si  „gry liczbowe”. 

background image

cz ciej do innej reakcji: cel zostaje porzucony, ale utrzymuje si  konformizm wobec obyczajów. Ten typ 
reakcji wymaga bli szego zbadania. 

Rytualizm 

Rytualistyczny rodzaj przystosowania łatwo jest okre li . Polega on na odrzuceniu kulturowych celów 

wielkiego sukcesu finansowego i szybkiego społecznego awansu b d  te  zani eniu ich do poziomu, na 
którym  aspiracje  jednostki  mog   zosta   zaspokojone.  A  jednak,  chocia   zostaje  odrzucony  kulturowy 
wymóg d enia do „wybicia si  w  wiecie”, cho  horyzont zostaje zaw ony, w dalszym ci gu — niemal 
przymusowo — przestrzegane s  normy instytucjonalne. 

Pytanie, czy stanowi to autentyczn  dewiacj , jest pewnym wybiegiem terminologicznym. Rytualizmu 

nie uwa a si  zazwyczaj za problem społeczny, poniewa  przystosowanie jest, w gruncie rzeczy, decyzj  
subiektywn   i  poniewa   zachowanie  to  jest  instytucjonalnie  dozwolone,  cho   kulturowo  nic  cenione. 
Przyjaciele przystosowanych w ten sposób ludzi mog  ocenia  ich w kategoriach panuj cych wymogów 
kulturowych i „współczu ” im; w konkretnych przypadkach mog  uwa a ,  e „stary Kowalski naprawd  
popadł w rutyn ”. Bez wzgl du na to, czy si  je okre la jako dewiacj , czy nie, zachowanie takie stanowi 
wyra ne odchylenie od modelu kulturowego, w którym ludzie zobowi zani s  aktywnie d y , najlepiej 
za pomoc   rodków zinstytucjonalizowanych, do awansu w społecznej hierarchii. 

Wolno oczekiwa ,  e ten typ przystosowania b dzie dosy  cz sty w społecze stwie, w którym status 

społeczny  jednostki  jest  w  du ej  mierze  uzale niony  od  jej  własnych  osi gni .  Jak  bowiem  cz sto 
stwierdzano

34

,  ta  nieustaj ca,  konkurencyjna  walka  wywołuje  ostry  l k  o  status.  Jednym  ze  sposobów 

u mierzenia owych niepokojów jest trwałe zani enie poziomu własnych aspiracji, l k powoduje bezruch 
lub  ci lej — zachowanie zrutynizowane

35

Syndrom społecznego rytualisty jest równie znajomy, jak i pouczaj cy. Jego filozofia  yciowa wyra a 

si   w  wielu  kulturowych  frazesach:  „Nie  b d   si   wychylał”;  „Grunt  to  działa   bezpiecznie”;  „Jestem 
zadowolony  z  tego,  co  mam”;  „Nie  mierz  wysoko  —  nie  spotka  ci   wtedy  rozczarowanie”.  W  tego 
rodzaju  postawach  przewija  si   taki  oto  w tek:  du e  ambicje  powoduj  frustracje i zagro enie,  podczas 
gdy  mniejsze  daj   zadowolenie  i  bezpiecze stwo.  Jest  to  reakcja  na  sytuacj ,  która  si   wydaje 
zagra aj ca,  i budzi  nieufno .  Postaw   tak   mo na  po rednio  odnale   u  robotników  z  organizacji 
przemysłowej, którzy l kaj c si , i  zostan  „zauwa eni” przez kierownictwo i  e „co  si  stanie”, je li 
ich  produkcja  b dzie  na  przemian  wzrastała  i  malała,  ostro nie  ustawiaj   swoj   wydajno   na  stałym 
poziomie

36

.  Jest  to  punkt  widzenia  przera onego  urz dnika,  fanatycznego  biurokraty-konformisty 

siedz cego  w  okienku  kasjera  prywatnego  banku  lub  w  głównym  biurze  przedsi biorstwa  robót 
publicznych

37

.  Jest  to,  krótko  mówi c,  sposób  przystosowania  ludzi  na  własn   r k   poszukuj cych 

prywatnej  ucieczki  od  niebezpiecze stw  i  frustracji,  które  wydaj   si   im  nieodł czne  od 
współzawodnictwa o najwa niejsze warto ci kulturowe, ucieczki poprzez zarzucenie owych celów i tym 
silniejsze przywi zanie do bezpiecznej rutyny i norm instytucjonalnych. 

Wolno  nam  oczekiwa ,  e  w  obliczu  frustracji  spowodowanych  dominuj cym  naciskiem  na  wysoko 

ulokowane  cele  kulturowe  oraz  niewielkimi  mo liwo ciami  społecznymi  Amerykanów  z  klasy  ni szej 
charakteryzowa   b dzie  przystosowanie  II  —  „innowacja”;  Amerykanie  z  klasy  ni szej- redniej  b d  
natomiast  szeroko  reprezentowani  w ród  ludzi,  których  cechuje  przystosowanie  III  —  „rytualizm”.  To 
bowiem  wła nie  w  klasie  ni szej- redniej  rodzice  wywieraj   na  dzieci  ustawiczn   presj   w  kierunku 
podporz dkowania si  moralnym  daniom społecze stwa i tam równie  szanse powodzenia w d eniach 
do awansu społecznego s  mniejsze ni  w klasie wy szej- redniej. Twardy trening konformizmu wobec 
obyczajów  obni a  prawdopodobie stwo  przystosowania  II  i  zwi ksza  je  w  odniesieniu  do 
przystosowania  III.  Surowy  trening  powoduje,  e  wielu  ludzi  d wiga  ci kie  brzemi   l ku.  Wzorce 

                                                           

34

  Patrz  np.  H.  S.  Sullivan  Modern  conceptions  of  psychiatry,  „Psychiatry”  1940,  3,  s.  111  -  112;  M.  Mead  And  Keep  Your 

Powder Dry, New York 1942, rozdz. VII; R. K. Merton, M. Fiske, A. Curtis Mass Persuasion, New York 1946, s. 59-60. 

35

 P. Janet The fear of action, „Journal of Abnormal Psychology” 1921, 16, s. 150- 160 oraz znakomita analiza F. L. Wellsa 

Social  maladjustments:  adaptive  regression,  w:  Handbook  of  Social  Psychology,  C.  A.  Murchison  (ed.),  Clark 1935, która 
blisko wi e si  z rozpatrywanym tu typem Przystosowania. 

36

  F.  J.  Roethlisberger,  W.  J.  Dickson  Management  and  the  Worker,  Boston  1934,  rozdz.  18  oraz  s.  531  i  nast.;  w  kwestii 

bardziej ogólnej patrz tak e wnikliwe, jak zwykle, uwagi G. Murraya Five Stages of Greek Religion, s. 138 - 139. 

37

 Patrz rozdz. VII, VIII i IX niniejszej ksi ki. 

background image

socjalizacji  w  klasie  ni szej- redniej  kształtuj   wi c  tak   wła nie  struktur   charakterologiczn ,  która 
najbardziej predysponuje do rytualizmu

38

, i w zwi zku z tym w tej wła nie warstwie schemat adaptacyjny 

III wyst powa  powinien najcz ciej

39

Nale y jednak podkre li  jeszcze raz, jak to uczyniono na wst pie tego rozdziału,  e analizujemy tutaj 

sposoby  przystosowania  do  sprzeczno ci  w  strukturze  kulturowej  i  społecznej:  nie  zajmujemy  si  
charakterem czy te  typami osobowo ci. Jednostki schwytane w sie  tych sprzeczno ci mog  i faktycznie 
wymieniaj   jeden  sposób  przystosowania  na  inny.  Na  przykład  niektórzy  rytuali ci  tak  drobiazgowo 
przestrzegaj   przepisów  instytucjonalnych,  tak  bardzo  s   nimi  pochłoni ci,  e  staj   si   biurokratami-
wirtuozami,  wykazuj c  nadmierny  konformizm  dlatego  wła nie,  i   uprzednie  nieprzestrzeganie 
przepisów  (to  znaczy przystosowanie  II)  zrodziło u  nich  poczucie winy.  Dokonywane czasem  przej cia 
od  adaptacji  rytualistycznej  do  dramatycznych,  zakazanych  rodzajów  przystosowania  s   dobrze 
udokumentowane  w klinicznych  historiach  chorób  i  cz sto  wnikliwie  przedstawiane  w powie ciach.  Po 
wydłu onych okresach nadmiernego przystosowania nierzadko nast puj  pełne buntu wybuchy

40

. Mimo 

                                                           

38

 Patrz np. A. Davis, J. Dollard Children of Bondage, Washington 1940, rozdz. 12: Child Training and Class, który, chocia  

traktuje o wzorach socjalizacji charakterystycznych dla Murzynów z klasy ni szej i ni szej- redniej z gł bokiego południa, 
wydaje si  stosowa  równie  — z drobnymi poprawkami — do ludno ci białej. W tej kwestii patrz M. C. Erickson Child-
rearing and social status, 
„American Journal of Sociology” 1946, 53, s. 190 - 192; A. Davis, R. J. Havighurst Social class 
and  color  differences  in  child-rearing,  
„American  Sociological  Review”  1946,  11,  s.  698  -  710:  „[...]  kluczowe  znaczenie 
klasy  społecznej  
dla  badaczy  rozwoju  człowieka  polega  na  tym,  i   okre la  ona  i  systematyzuje  ró ne  rodowiska 
socjalizuj ce dzieci z ró nych klas”. „Uogólniaj c wyniki przedstawione w tabelach mo emy powiedzie ,  e dzieci z klasy 

redniej  [autorzy  nie  rozró niaj   warstw  ni szej- redniej  i  wy szej- redniej  —  R.K.M.]  wcze niej  i  konsekwentniej 

poddawane  s   wpływom,  które  czyni   z  dziecka  osob   uporz dkowan ,  skrupulatn ,  odpowiedzialn   i  uległ .  W  trakcie 
owego treningu pop dy dzieci z klasy  redniej ulegaj  przypuszczalnie silniejszej frustracji”. 

39

 Hipoteza ta ci gle jeszcze oczekuje testu empirycznego. Badania w tym kierunku zapocz tkowały eksperymenty dotycz ce 

„poziomu aspiracji”, w których analizuje si  determinanty kształtowania si  i zmiany celu w okre lonych, eksperymentalnie 
obmy lonych  sytuacjach.  Istnieje  jednak  podstawowa,  nie  przezwyci ona  jak  dot d,  przeszkoda  w  wyci ganiu  wniosków 
sytuacji  laboratoryjnej,  przy  stosun  kowo  słabym  zaanga owaniu  ego  w  dora ne  zadania  (rozwi zywanie  labiryntów  na 
papierze, rzucanie kółkiem, problemy arytmetyczne itd.), wniosków, które by si  stosowały w wypadku silnego emocjonal-
nego zaanga owania w cele sukcesu w rutynie dnia codziennego. Eksperymenty te, powołuj c do  ycia grupy ukształtowane 
ad  hoc,  nie  były  równie   w  stanie  odtworzy   silnych  nacisków  społecznych  istniej cych  na  co  dzie .  (Jaki  eksperyment 
laboratoryjny  odtworzy  na  przykład  swarliwe  zrz dzenie  współczesnej  Ksantypy:  „Nie  masz  ambicji,  oto,  co  ci  dolega; 
prawdziwy  m czyzna  poszedłby  i  co   by  zrobił”?)  Spo ród  bada ,  które  wyra nie,  cho   w  sposób  ograniczony  wi

  si  

z omawianym  tu  zagadnieniem,  mo na  wymieni   przede  wszystkim  artykuł  R.  Goulda  Some  sociological  determinants  of 
goal strivings, 
„Journal of Social Psychology” 1941, 13, s. 461 - 473; L. Festingera Wish, expectation and group standards 
as  factors  influencing  level  of  aspiration,  
„Journal  of  Abnormal  and  Social  Psychology”  1942,  37,  s.  184-  200. 
Podsumowanie  bada   znajdzie  czytelnik  w  pracy  K.  Lewina  et  al.  Level  of  Aspiration,  w:  Personality  and  the  Behavior 
Disorders, 
t. 1, J. McV. Hunt (ed.), New York 1944, rozdz. 10. 

Koncepcja  „sukcesu”  jako  proporcji  osi gni   do  aspiracji  (proporcji  systematycznie  tropionej  w  eksperymentach  nad 

poziomem aspiracji) ma, rzecz jasna, dług  histori . G. Murray (Five Stages of Greek Religion, s. 138 - 139) zwraca uwag  
na  rozpowszechnienie  tej  koncepcji  w ród  my licieli  greckich  czwartego  wieku.  W  pracy  Sartor  Resartus  [(1835),  wyd. 
polskie  1882,  tłum.  S.  Wi niowski]  T.  Carlyle  powiada  natomiast,  e  „szcz cie”  (zaspokojenie)  mo e  by   wyra one 
ułamkiem,  którego  licznik  stanowi   osi gni cia,  mianownik  za   aspiracje.  Bardzo  podobny  pomysł  analizuje  W.  James 
The Principles of Psychology, t. 1, New York 1902, s. 310 [Fragmenty tomu 1 tej pracy zostały opublikowane w tłum. H. 
Buczy skiej-Garewicz w Wybór pism, w: H. Buczy ska-Garewicz James, Warszawa 1973, s. 134 - 153 - przyp. red. pol.]. 
Patrz tak e F. L. Wells Social maladjustments, s. 879 i P. A. Sorokin Social and Cultural Dynamics, t. 3, New York 1937, 
s. 161  -  164  [Fragmenty  tej  pracy  w  tłum.  B.  Chwede czuka  zostały  opublikowane  w  Elementy  teorii  socjologicznych. 
Materiały  do  dziejów  współczesnej  socjologii  zachodniej,  
wyb.  W.  Derczy ski,  A.  Jasi ska-Kania,  J.  Szacki,  Warszawa 
1975, s. 292 - 308 — przyp. red. pol.]. Krytyczne znaczenie posiada tutaj pytanie, czy ow  dobrze nam znan  intuicj  da si  
podda   cisłemu eksperymentowi, w którym wymy lona sytuacja laboratoryjna adekwatnie odtworzy istotne aspekty sytuacji 
rzeczywistego  ycia, czy te  staranna obserwacja codziennych zachowa  oka e si  płodniejsz  metod  analizy. 

40

 E. Clark opisała ten proces z du

 doz  wra liwo ci w powie ci The Bitter Box, New York 1946. Mo na w tym miejscu 

przytoczy  analiz  E. Fromma z Ucieczki od wolno ci (tłum. O. i A. Ziemilscy, przed. F. Ryszka, Warszawa 1978, s. 164 - 
185);  nie  oznacza  to  jednak,  e  przyjmujemy  tu  jego  poj cie  „spontaniczno ci”  i  „wrodzonej  skłonno ci  ludzkiej  do 
samorozwoju”.  Oto  przykład  trafnego  sformułowania  socjologicznego:  „Dopóki  utrzymujemy,  e  [...]  charakter 
«analny»,  typowy  dla  europejskich  ni szych  klas  rednich,  jest  efektem  do wiadcze   wczesnego  dzieci stwa  zwi zanych 
z procesem  wydalania,  nie  b dziemy  mie   adnych  prawie  danych,  które  pozwoliłyby  zrozumie ,  dlaczego  okre lo  na 
klasa  miałaby  si   odznacza   wła nie  «analnym»  charakterem  społecznym.  Je li  jednak  potraktujemy  t   cech   jako 
jedn   z  form  powi za   człowieka  z  innymi  lud mi,  wynikaj c   ze  struktury  charakteru  i  zrodzon   z  do wiadcze   ze 

wiatem zewn trznym, uzyskamy klucz do zrozumienia, dlaczego cały sposób  ycia ni szych warstw klasy  redniej, ich 

ograniczono ,  izolacja  i  wrogo ,  prowadz   do  rozwoju  tego  rodzaju  struktury  charakteru”  (E.  Fromm  Ucieczka  od 
wolno ci,  
s.  271).  Oto  za   przykład  wypowiedzi  wywodz cej  si   z  pewnego  rodzaju  współczesnego  anarchizmu 
dobroczynnego,  tutaj  uznawanego  za  w tpliwy:  „[...]  w  człowieku  tkwi   równie   pewne  wła ciwo ci  psychologiczna, 

background image

i   psychodynamiczne  mechanizmy  tego  typu  adaptacji  zostały  do   dobrze  opisane  i  odniesione  do 
wzorów treningu i socjalizacji w rodzinie, potrzeba jeszcze wielu bada  socjologicznych, aby wyja ni , 
dlaczego  wzorce  te  s   przypuszczalnie  cz stsze  w okre lonych  warstwach  i  grupach  społecznych. 
W naszej  obecnej  dyskusji  zarysowali my  wył cznie  analityczne  ramy  bada   socjologicznych  po wi -
conych temu zagadnieniu. 

Wycofanie 

O  ile  przystosowanie  I  (konformizm)  jest  najbardziej  powszechne,  o  tyle  przystosowanie  IV 

(odrzucenie celów kulturowych i  rodków instytucjonalnych) stanowi prawdopodobnie reakcj  spotykan  
najrzadziej. Ludzie,  którzy  si   w  ten  sposób przystosowuj  (lub  nie  przystosowuj ),  pozostaj  —  ci le 
rzecz  bior c  —  w  społecze stwie,  ale  do  niego  nie  nale .  Z  socjologicznego  punktu  widzenia,  to 
autentyczni  obcy.  Nie  podzielaj c  wspólnego  systemu  warto ci,  mog   by   uznani  za  członków 
społecze stwa (w odró nieniu od ludno ci) jedynie w sensie formalnym. 

Do  kategorii  tej  nale   niektóre  poczynania  adaptacyjne  psychotyków,  ludzi  dotkni tych  autyzmem, 

pariasów,  wyrzutków,  włócz gów,  wagabundów,  trampów,  nałogowych  alkoholików  i  narkomanów

41

Zarzucili oni zalecane cele kulturowe, a ich zachowania nie odpowiadaj  normom instytucjonalnym. Nie 
znaczy to, by w niektórych przypadkach  ródłem przyj tego przez nich sposobu przystosowania nie była 
ta  sama  struktura  społeczna,  któr   w  rzeczywisto ci  odrzucili,  ani  by  samo  ich  istnienie  na  danym 
obszarze nie stanowiło problemu dla członków społecze stwa. 

Z  punktu  widzenia  społecznych  ródeł  owego  sposobu  adaptacji,  najwi ksze  prawdopodobie stwo 

jego  wyst pienia  istnieje  wtedy,  kiedy  zarówno  cele  kulturowe,  jak  i  praktyki  instytucjonalne  zostały 
całkowicie przyswojone przez jednostk  (nacechowane emocjonalnie oraz wysoko warto ciowane), lecz 
dost pne 

rodki  instytucjonalne  do  sukcesu  nie  prowadz .  Powoduje  to  podwójny  konflikt: 

zinternalizowane zobowi zanie moralne do przyj cia  rodków instytucjonalnych za własne jest sprzeczne 
z  naciskami  w kierunku  odwołania  si   do  sposobów  niedozwolonych  (dzi ki  którym  cel  mo e  zosta  
osi gni ty),  przy  czym  jednostka  odci ta  jest  od  rodków,  które  s   zarówno  uznane,  jak  i  skuteczne. 
Konkurencyjny  porz dek  zostaje  utrzymany,  ale  sfrustrowana  i upo ledzona  jednostka  —  nic  b d c 
w stanie  stawi   mu  czoła  —  wypada  z  gry.  Defetyzm,  kwietyzm  i  rezygnacja  znajduj   wyraz 
w mechanizmach  eskapistycznych,  które  prowadz   w  ostateczno ci  do  „ucieczki”  od  wymogów 
stawianych przez społecze stwo. Jest to wi c sposób adaptacji wywołany niepowodzeniami w osi ganiu 
celu  uznanymi  społecznie  metodami  oraz,  ze  wzgl du  na  zinternalizowane  zakazy,  niemo liwo ci  
wykorzystania drogi zakazanej; proces ten ma miejsce wtedy, kiedy najwy sza warto  celu sukcesu nie 
została jeszcze odrzucona. Konflikt zostaje rozwi zany przez odrzucenie obu stymuluj cych elementów: 
celów  i  rodków.  Ucieczka  jest  całkowita,  konflikt  wyeliminowany  i  jednostka  staje  si   człowiekiem 
odspołecznionym. 

Ten  typ  zachowania  dewiacyjnego  jest  w  yciu  publicznym  i  obrz dowym  jak  najusilniej  pot piany 

przez  konwencjonalnych  przedstawicieli  społecze stwa.  W  przeciwie stwie  do  konformisty  —  dzi ki 
któremu  si   obracaj   tryby  społecze stwa  —  taki  dewiant  stanowi  nieproduktywne  obci enie. 
W przeciwie stwie  do  innowatora,  który  jest  przynajmniej  „przebiegły”  i  aktywny,  nie  dostrzega  on 

adnej  warto ci  w  celu  sukcesu  tak  wysoko  cenionym  przez  kultur .  W  przeciwie stwie  do  rytualisty, 

który si  przynajmniej stosuje do zwyczajów, ledwo ledwo zwraca on uwag  na praktyki instytucjonalne.  

Społecze stwo  nie  godzi  si   tak  łatwo  na  takie  odrzucenie  swoich  warto ci.  Zgoda  oznaczałaby  ich 

zakwestionowanie.  Ci,  którzy  przestali  ugania   si   za  sukcesem,  s   bezlito nie  prze ladowani  przez 

                                                                                                                                                                                                            

które 

daj   usatysfakcjonowania  [...].  Najwa niejsz   z  nich  zdaje  si   by   tendencja  do  wzrostu,  do  rozwoju  i  do 

realizowania potencjalnych mo liwo ci, jakie człowiek posiadł w toku historii, np. zdolno ci do twórczego i krytycznego 
my lenia  [...]  Wydaje  si   tak e,  e  rezultatem  tej  powszechnej  tendencji  wzrostowej  —  b d cej  psychologicznym 
odpowiednikiem identycznej tendencji biologicznej — s  takie specyficzne d

no ci, jak pragnienie wolno ci i nienawi  

do przemocy, gdy  wolno  jest podstawowym warunkiem wzrostu” (ibid., s. 266 - 267). 

41

 Jest to oczywi cie twierdzenie o charakterze eliptycznym. Ludzie ci mog  si  nadal orientowa  na warto ci własnych 

ugrupowa   wewn trz  szerszego  społecze stwa  lub  sporadycznie  na  svarto ci  wła nie  samego  społecze stwa 
konwencjonalnego.  Mog ,  innymi  słowy,  si ga   po  inne  sposoby  przystosowania.  Nietrudno  jest  jednak  wytropi  
przystosowanie IV. Na przykład opis zachowa  i postaw włócz gi przez N. Andersona mo na z łatwo ci  przeło y  na 
j zyk naszego schematu analitycznego (patrz The Hobo, Chicago 1923, passim, a zwłaszcza s. 93 - 98). 

background image

społecze stwo  domagaj ce  si ,  by  wszyscy  jego  członkowie  do   d yli.  I  tak  na  przykład  w  sercu 
chicagowskiej  dzielnicy  lumpów  i  włócz gów  (Hobohemia)  znajduj   si   stragany  z  ksi kami 
wypełnione towarem przeznaczonym do o ywienia obumarłych aspiracji: 

 
„Ksi garnia  Gold  Coast  mie ci  si   w  suterenie  starego  domostwa,  została  wybudowana  na  tyłach  ulicy,  dzisiaj  jest 

wci ni ta mi dzy dwa sektory handlowe. Przestrze  na przodzie wypełniona jest pólkami, dziwnymi afiszami i plakatami. 

Plakaty reklamuj  takie ksi

ki, jakie przyci gn  uwag  tych wyrzutków społecze stwa. Czytamy tam: «[...] Tysi ce 

ludzi mija codziennie to miejsce, lecz wi kszo ci z nich nie powodzi si  dobrze finansowo. Nie wi cej ni  dwa kroki za 
nimi  zawsze  kroczy  komornik.  Powinni  by   za  to  mielsi,  odwa niejsi».  «Przepychanie  si   do  przodu»  od  młodo ci 
wysysa z nich soki  ycia i rzuca na  mietnisko ludzkich wraków. Je li chcesz unikn

 tego fatalnego losu, losu ogromnej 

wi kszo ci  ludzi,  wejd   i  kup  egzemplarz  ksi

ki  The  Law  of  Financial  Success.  Dostarczy  ci  to  nowych  pomysłów 

i ustawi na najprostszej drodze do sukcesu. Cena 35 centów. 

Koło  pólek  zawsze  si   kr c   ludzie.  Kupuj   jednak  rzadko.  Dla  lumpa  cena  sukcesu  jest  wygórowana,  nawet  wtedy, 

kiedy wynosi 35 centów”

42

 

O  ile  jednak  w  yciu  codziennym  dewiant  jest  pot piany,  o  tyle  wiat  fantazji  mo e  mu  dostarcza  

satysfakcji. Kardiner sformułował zatem przypuszczenie,  e we współczesnej kulturze ludowej i masowej 
takie  postaci  podtrzymuj   „morale  i  poczucie  własnej  warto ci  dzi ki  widowisku  przedstawiaj cemu 
człowieka, który odrzuca istniej ce ideały i wyra a dla nich pogard ”. Jego filmowym prototypem jest, 
oczywi cie, włócz ga Charlie Chaplina. 

 
„To  Pan  Nikt,  który  jest  doskonale  wiadom  swojej  znikomo ci.  Jest  zawsze  po miewiskiem  zwariowanego 

i oszałamiaj cego  wiata,  w  którym  nie  ma  dla niego  miejsca  i od którego nieustannie  ucieka w pełne  samozadowolenia 
nieróbstwo. Jest wolny od konfliktu, poniewa  odrzucił pogo  za bezpiecze stwem oraz presti em i pogodził si  z brakiem 
jakiegokolwiek  tytułu  do  cnoty  czy  wyró nienia  
[podkr.  R.K.M.].  [Jest  to  dokładny  portret  charakterologiczny 
przystosowania IV — R.K.M.], W  wiat zawsze si  wł cza jedynie przez przypadek. Napotyka w nim zło i agresj  wobec 
słabych  i  bezradnych,  z  czym  walczy   nie  jest  władny.  Zawsze  jednak e,  wbrew  sobie,  zostaje  mistrzem  oszukanych 
i zniewolonych, nie dzi ki swym zdolno ciom organizacyjnym, lecz przez pospolit  i zuchwał  chytro , za pomoc  której 
odkrywa słaby punkt złoczy cy. Pozostaje zawsze pokorny, biedny i samotny, z pogard  si  odnosz c do niezrozumiałego 

wiata  i  jego  warto ci.  To  posta   naszej  epoki,  skonfundowana  dylematem,  czy  da   si   zmia d y   w  walce  o  osi gni cie 

społecznie  przyj tych  celów  sukcesu  i  władzy  (osi ga  to  tylko  raz  —  w  Gor czce  złota),  czy  te   popa   w beznadziejn  
rezygnacj  i od nich uciec 
[podkr. R.K.M.], Włócz ga Charlie'ego przynosi nam wielkie pocieszenie dzi ki temu,  e je li 
tylko  chce,  to  rozkoszuje  si   umiej tno ci   przechytrzania  zgubnych  sił  zjednoczonych  przeciw  niemu  i dostarcza 
wszystkim  poczucia  satysfakcji,  i   ostateczna  ucieczka  od  celów  społecze stwa  w  samotno   jest  aktem  wyboru  [podkr. 
R.K.M.], a nie symptomem jego pora ki. Mickey Mouse stanowi przedłu enie sagi Chaplina”

43

 

Ów czwarty  sposób  przystosowania jest  zatem metod  ludzi  społecznie  wydziedziczonych; je eli  nie 

otrzymuj   adnych nagród oferowanych przez społecze stwo, to prze ywaj  równie  niewiele frustracji, 
oczekuj cych  tych,  którzy  kontynuuj   zabiegi  o  te  nagrody.  Co  wi cej,  jest  to  sposób  adaptacji  raczej 
indywidualny  ni   grupowy.  Chocia   jednostki  przejawiaj ce  ten  rodzaj  dewiacji  ci

  czasem  ku 

o rodkom,  gdzie  mog   spotka   innych  dewiantów  i  cho   współuczestnicz   czasem  w  ich  subkulturze 
grupowej,  ich  adaptacja  ma  charakter  przede  wszystkim  prywatny  i  izolowany,  a  nie  ujednolicony  pod 
egid  nowego kodeksu kulturowego. Typ zbiorowego przystosowania musimy jeszcze rozwa y .  

Bunt 

Ten  rodzaj  przystosowania  wyprowadza  ludzi  na  zewn trz  otaczaj cej  struktury  społecznej,  aby 

tworzyli  wizj   i  próbowali  realizowa   struktur   now ,  to  znaczy  zupełnie  przekształcon .  Zakłada  to 
wyobcowanie z panuj cych celów i wzorców, które uznawane s  za czysto arbitralne. Arbitralne za  to, 

ci le  rzecz  bior c,  takie,  jakie  nie  s   ani  prawomocne,  ani  te   nie  s   w  stanic  egzekwowa  

posłusze stwa,  poniewa   równie  dobrze  sytuacja  mo e  wygl da   inaczej.  Zorganizowane  ruchy 
społeczne  buntowników  w  społecze stwie  ameryka skim  najwyra niej  zmierzaj   do  wprowadzenia 
struktury  społecznej,  w  której  kulturowe  wzorce  sukcesu  zostan   zasadniczo  przekształcone 
i zagwarantowana zostanie wi ksza zgodno  pomi dzy zasług , wysiłkiem i nagrod . 

Zanim jednak zanalizujemy „bunt” jako sposób przystosowania, nale y go odró ni  od resentymentu, 

                                                           

42

 H. W. Zorbaugh The Gold Coast and the Slum, Chicago 1929, s. 105. 

43

  A.  Kardiner  The  Psychological  Frontiers  of  Society,  New  York  1945,  s.  369  -  370  [Fragmenty  tej  pracy  w  tłum. 

B. Chwede czuka zostały opublikowane w Elementy teorii socjologicznych, s. S5 - 102 — przyp. red. pol.]. 

background image

który  —  cho   powierzchownie  podobny  —  jest  typem  zasadniczo  odmiennym.  Poj cie  resentymentu, 
wprowadzone  przez  Nietzschego  w okre lonym,  szczególnym  znaczeniu,  rozwin ł  socjologicznie  Max 
Scheler

44

.  To  zło one  odczucie  składa  si   z  trzech  powi zanych  nawzajem  elementów.  Jest  to,  po 

pierwsze,  rozproszone  uczucie  nienawi ci,  zawi ci  i  wrogo ci;  po  drugie,  poczucie  niemo no ci 
aktywnego wyra enia tych emocji wobec osoby albo warstwy społecznej, która je wywołuje, i po trzecie, 
nieustanne  do wiadczanie  na  nowo  owej  bezsilnej  wrogo ci

45

.  Najistotniejszym  elementem 

odró niaj cym  resentyment  od  buntu  jest  fakt,  i   pierwszy  z  nich  nie  obejmuje  autentycznej  zmiany 
warto ci.  Resentyment  przypomina  schemat  kwa nych  winogron[

46

];  chodzi  w  nim  wył cznie  o  to,  e 

po dane, lecz nieosi galne cele w rzeczywisto ci nie reprezentuj  cenionych warto ci — ostatecznie, lis 
z  bajki  nie  twierdzi,  e  nie  lubi  ju   w  ogóle  słodkich  winogron,  powiada  tylko,  e  te  oto  konkretne 
winogrona  nie  s   słodkie.  Bunt,  z  drugiej  strony,  dotyczy  autentycznej  przemiany  warto ci,  kiedy  to 
bezpo rednie  lub  zast pcze  do wiadczenie  frustracji  prowadzi  do  całkowitego  odrzucenia  warto ci 
uprzednio cenionych — zbuntowany lis odrzuca po prostu powszechnie przyj te upodobanie do słodkich 
winogron.  W resentymencie  pot pia  si   to,  czego  si   potajemnie  po da;  w  buncie,  pot pieniu  podlega 
samo  po danie.  Mimo 

e  s   to  zjawiska  odmienne,  w  miar   jak  si   zaostrzaj   zaburzenia 

instytucjonalne,  zorganizowany  bunt  mo e  czerpa   z  wielkiego  rezerwuaru  ludzi  pełnych  uraz 
i niezadowolonych. 

Kiedy  system  instytucjonalny  postrzegany  jest  jako  przeszkoda  w  realizowaniu  uznawanych 

społecznie  celów,  sytuacja  dojrzała  jest  do  buntu  jako  reakcji  adaptacyjnej.  Lojalno ,  aby  si  
przekształci   w zorganizowane  działanie  polityczne  -  musi  nie  tylko  zosta   wycofana  z  panuj cej 
struktury  społecznej,  ale  równie   przemieszczona  na  nowe  grupy  wyposa one  w  nowy  mit

47

Umiejscowienie  ródła  masowych  frustracji  w  strukturze  społecznej  oraz  zarysowanie  struktury 
alternatywnej,  która  najprawdopodobniej  nie  b dzie  powodowała  frustracji  ludzi  zasłu onych,  stanowi  
podwójn   funkcj   mitu.  Jest  to  statut  działania.  Funkcje  przeciwstawnego  mitu  konserwatystów  — 
naszkicowane  krótko  w poprzedniej  cz ci tego  rozdziału — staj  si  w tym  kontek cie jeszcze  wyra -
niejsze:  jakiekolwiek  byłyby  ródła  masowej  frustracji,  nie  tkwi   one  w  podstawowej  strukturze 
społecze stwa.  Frustracje  owe  —  wedle  mitu  konserwatywnego  —  mog   le e   w  naturze  rzeczy 
i wyst powa   w  ka dym  systemie  społecznym:  ,,Okresowego,  masowego  bezrobocia  i  gospodarczych 
depresji nie mo na zlikwidowa  za pomoc  ustawodawstwa; to zupełnie jak człowiek, który jednego dnia 
czuje  si   dobrze,  nast pnego  za   le”

48

.  B d   te   —  zamiast  doktryny  nieuchronno ci,  doktryna 

stopniowych,  nieznacznych  poprawek:  „Kilka  zmian  tu  i  ówdzie  i  sprawy  potocz   si   tak  gładko,  jak 
tylko jest to mo liwe”. Albo — doktryna przemieszczaj ca wrogo  ze struktury społecznej na jednostk , 
której si  „nie powiodło”, jako  e ,,w tym kraju ka dy w istocie osi ga to, co sam na siebie sprowadza”. 

Oba  mity,  buntu  i  konserwatyzmu,  zabiegaj   o  „monopol  wyobra ni”,  usiłuj c  zdefiniowa   sytuacj  

w ten  sposób,  aby  popchn   frustrata  do  lub  od  przystosowania  V.  Obiektem  najwi kszej  wrogo ci 
po ród zbuntowanych staje si  przede wszystkim renegat, który — cho  jemu samemu si  powiodło — 
odrzuca  panuj ce  warto ci.  Nic  tylko  bowiem  podwa a  warto ci,  jak  czyni  to  grupa  zbuntowana,  ale 
stanowi  równie   wiadectwo,  e  została  załamana  jej  jedno

49

.  A  jednak,  jak  cz sto  stwierdzano,  to 

                                                           

44

  M.  Scheler  Resentyment  a  moralno ,  tłum.  J.  Garewicz,  wst p  H.  Buczy ska-Garewicz,  Warszawa  1977.  Praca  ta 

wywarła  du y  wpływ  na  rozmaite  koła  intelektualne.  W  artykule  V.  J.  McGilla  Scheler's  theory  of  sympathy  and  love, 
„Philosophy  and  Phenomenological  Research”  1942,  2,  s.  273  -  291  znajdzie  czytelnik  znakomit   i  wywa on   analiz  
eseju  Schelera,  wskazuj c   na  niektóre  jego  ograniczenia  i  uprzedzenia,  uj cia  stanowi ce  prototypy  koncepcji 
nazistowskich,  jego  orientacj   antydemokratyczn ,  a  przy  tym  genialne  czasem  intuicje.  Patrz  tak e  opracowanie 
S. Ranulfa  Moral  Indignation  and  Middle-Class  Psychology:  A  Sociological  Study,  Copenhagen  1938,  s.  199  -  204, 
w którym autor słusznie  krytykuje  pogl d  Schelera,  jakoby  struktura  społeczna  odgrywała  jedynie  drugorz dn   rol  
w resentymencie. 

45

 M. Scheler Resentyment a moralno

s. 34 - 35. 

46

  Sformułowanie  „kwa ne  winogrona”  (sour  grapes)  pochodzi  z  bajki  La  Fontaine'a  o  lisie,  któremu  odmówiono  tego 

przysmaku i który w zwi zku z tym — w  celu „ratowania  twarzy” —  utrzymuje,  e winogrona te s  zgoła niesmaczne 
(kwa ne).  Okre lenia  „it  is  sour  grapes  on  his  part”  u ywa  si   do  opisania  postawy  człowieka,  który  swoje 
niezadowolenie,  rozczarowanie  czy  zawi   wobec  cudzych  osi   gnie   usiłuje  zniwelowa   podwa aj c  ich  warto

  — 

przyp. tłum. 

47

 G. S. Pettee The Process of Revolution, New York 193S, s: 8 - 24, patrz zwłaszcza opis „monopolu  wyobra ni”. 

48

  Wiele  frazesów  ilustruj cych  mit  konserwatywny  mo na  znale   w  ksi ce  R.  S.  i  H.  M.  Lyndów  Middletown  in 

Transition, New York 1937, s. 408. 

49

 Patrz wnikliwe spostrze enia G. Simmla  Socjologia, tłum. M. Łukasiewicz, wst p S. Nowak, Warszawa  1975,  s.  270-

276. 

background image

raczej  zazwyczaj  członkowie  klasy  wst puj cej  ni   warstw  najbardziej  upo ledzonych  organizuj   ludzi 
pełnych uraz i zbuntowanych w grup  rewolucyjn . 

Skłonno  do anomii 

Analizowana  przez  nas  struktura  społeczna  wywołuje  skłonno   do  anomii  oraz  zachowa  

dewiacyjnych.  W  tego  rodzaju  porz dku  społecznym  kładzie  si   nacisk  na  pokonanie  własnych  rywali. 
Póki odczucia podtrzymuj ce ten konkurencyjny system podzielone s  na cały wachlarz zachowa , a nie 
ograniczone  jedynie  do  ostatecznego  rezultatu  „sukcesu”,  wybór  rodków  instytucjonalnych  w  du ej 
mierze  pozostaje  w  obr bie  kontroli  instytucjonalnej.  Kiedy  jednak e  nacisk  kulturowy  przesuwa  si  
z satysfakcji  płyn cych  z  samego  współzawodnictwa  na  niemal  wył czne  zainteresowanie  jego 
rezultatem, wynikaj ce st d napi cie powoduje załamanie struktury regulatywnej. Przy takim osłabieniu 
kontroli  instytucjonalnej  powstaje  sytuacja  zbli ona  do  tej,  któr   filozofowie-utylitary ci  bł dnie 
uznawali  za  charakterystyczn   dla  społecze stwa:  sytuacja,  w  której  kalkulacja  osobistego  zysku  i  l k 
przed kar  stanowi  wył czne czynniki reguluj ce. 

Owa  skłonno   do  anomii  nie  oddziałuje równomiernie  w całym  społecze stwie. W  obecnej  analizie 

próbowano  wskaza   warstwy  najbardziej  podatne  na  dewiacje  i  przedstawi   niektóre  mechanizmy 
wytwarzaj ce  owe  naciski.  Sukces  finansowy  został  wybrany  jako  główny  cel  kulturowy  tylko  w  celu 
uproszczenia  problemu,  cho   w  magazynie  wspólnych  warto ci  istniej ,  rzecz  jasna,  cele  alternatywne. 
Dla  przykładu,  osi gni cia  intelektualne  i  artystyczne  dostarczaj   alternatywnych  wzorów  kariery  nie 
przynosz cej  wysokich  nagród  pieni nych.  System  jest  w  pewnym  stopniu  ustabilizowany,  o  ile 
struktura kulturowa obdarza presti em owe alternatywy, struktura społeczna za  zapewnia do nich dost p. 
Potencjalni  dewianci  mog   nadal  pozostawa   konformistami  ze  wzgl du  na  owe  pomocnicze  zespoły 
warto ci. 

Podstawowe  skłonno ci  do  anomii  utrzymuj   si   jednak  nadal  i  na  nie  si   wła nie  zwraca  uwag  

w przedstawionym tu schemacie analitycznym. 

Rola rodziny 

Podsumowuj c powy sze rozwa ania, trzeba na zako czenie powiedzie  co  o roli, jak  we wzorach 

zachowa  dewiacyjnych odgrywa rodzina. 

Jest  ona  oczywi cie  najwa niejszym  pasem  transmisyjnym,  który  słu y  przekazywaniu  wzorców 

kulturowych  nast pnemu  pokoleniu.  Do  bardzo  niedawna  pomijano  jednak  fakt,  i   rodzina  przekazuje 
przewa nie cz

 kultury, dost pn  warstwie społecznej i grupom, w których si  znajduj  sami rodzice. 

Jest  to  wi c  mechanizm  socjalizowania  dziecka  w  kategoriach  celów  kulturowych  i  obyczajów 
charakterystycznych  dla  tego  w skiego  kr gu  grup  społecznych.  Socjalizacja  nie  jest  te   bynajmniej 
ograniczona  do  bezpo redniego  treningu  i  podporz dkowywania.  Proces  ten  jest  przynajmniej  w  cz ci 
mimowolny.  Obok  bezpo rednich  zalece ,  nagród  i  kar,  dziecko  -  obserwuj c  codzienne  zachowania 
i lu ne  rozmowy  rodziców  —  wystawione  jest  na  oddziaływanie  społecznych  prototypów.  Dzieci 
nierzadko  odkrywaj   i  internalizuj   standardy  kulturowe,  je li  nawet  nie  zostały  one  sformułowane 
explicite i nie sprowadzone do przepisów. 

Schematy j zykowe stanowi  wyra ny dowód (łatwy do zaobserwowania metod  kliniczn ) na to,  e 

w procesie socjalizacji dzieci odkrywaj  wzorce, które nie zostały sformułowane dla nich explicite przez 
starszych lub rówie ników i których dzieci nie potrafi  same wyrazi . Powtarzaj ce si  bł dy j zykowe 
dzieci  s   wielce  pouczaj ce.  A  wi c,  dziecko  spontanicznie  b dzie  u ywało  takich  słów,  jak  „mouses” 
czy  ,,moneys”,  cho   nigdy  nie  słyszało  takich  wyra e   ani  nie  uczono  go  „zasad  tworzenia  liczby 
mnogiej”.  
Albo  -  dziecko  stworzy  takie  słowa,  jak  „falled”,  „runned”,  „singed”,  „hitted”,  chocia  
w wieku trzech lat nie uczono  go „zasad” odmiany  czasowników. B d  te  okre li wybrany  k sek jako 
„gooder”,  lepszy  ni   inny,  mniej  ulubiony,  lub  mo e  —  przez  logiczne  rozwini cie  —  opisze  go  jako 
„goodest”, najlepszy  ze  wszystkich. Dziecko  odkryło  oczywi cie ukryte paradygmaty wyra ania  liczby 
mnogiej, odmiany czasowników i stopniowania przymiotników.  wiadczy o tym sama istota jego bł du 

background image

i niewła ciwe zastosowanie paradygmatu

50

Mo na  zatem  hipotetycznie  zało y , 

e  dziecko  jest  równie 

ywo  zaj te  wynajdywaniem 

i post powaniem  wedle  ukrytych  paradygmatów  ocen  kulturowych,  klasyfikowania  ludzi  i  rzeczy  oraz 
kształtowania  godnych  szacunku  celów,  
jak  i  przyswajaniem  orientacji  kulturowej  prezentowanej 
w ci głym  strumieniu  nakazów,  wyja nie   i  napomnie   ze  strony  rodziców.  Wydaje  si ,  e  oprócz 
wa kich  bada   psychologii  gł bi  nad  procesem  socjalizacji,  istnieje  potrzeba  przeprowadzenia 
uzupełniaj cej,  bezpo redniej  obserwacji  dyfuzji  kulturowej  wewn trz  rodziny.  Niewykluczone,  i  
dziecko  zachowuje  w  sobie  ukryty  paradygmat  warto ci  kulturowych,  który  odkryło  w  codziennych 
zachowaniach  swoich  rodziców,  nawet  je li  jest  on  sprzeczny  z zaleceniami  i  napomnieniami 
formułowanymi przez nich explicite. 

Równie  istotna  dla  obecnych  rozwa a   jest  projekcja  rodzicielskich  ambicji  na  dziecko.  Jak  dobrze 

wiadomo,  w  obliczu  osobistej  „pora ki”  albo  ograniczonego  „sukcesu”  wielu  rodziców  tłumi  swe 
pocz tkowe  cele-warto ci  i  odracza  dalsze  wysiłki,  próbuj c  zast pczo  osi gn   cel  poprzez  dzieci. 
„Oddziaływanie  mo e  nast pi   ze  strony  matki  lub  ojca.  Nierzadko  które   z  rodziców  ma  nadziej ,  e 
dziecko  osi gnie  szczyty,  których  on  lub  ona  osi gn   nie  zdołali”

51

.  W  przeprowadzonym  niedawno 

badaniu  organizacji  społecznej  osiedli  mieszkaniowych  stwierdzili my, 

e  du a  cz

  białych 

i Murzynów o niskiej pozycji zawodowej pragn ła dla swych dzieci kariery zwi zanej z wykonywaniem 
wolnego  zawodu

52

.  Gdyby  powy sze  odkrycie  zostało  potwierdzone  w  dalszych  badaniach,  miałoby  to 

du e  znaczenie  dla  rozpatrywanego  tutaj  problemu.  Je li  bowiem  kompensacyjna  projekcja  ambicji 
rodzicielskich  na  dzieci  jest  rozpowszechniona,  to  znaczy  to,  i   wła nie  rodzice  najmniej  zdolni  do 
zapewnienia  swym  dzieciom  swobodnego  dost pu  do  mo liwo ci  —  „nieudacznicy”  i  „frustraci”  — 
wywieraj   na  nie  najsilniejsz   presj   w  kierunku  du ych  osi gni .  A  jak  widzieli my,  ten  syndrom 
wysokich  aspiracji  i  ograniczonych  w  rzeczywisto ci  szans  stanowi  wła nie  wzorzec  skłaniaj cy  do 
zachowa  dewiacyjnych. Je eli mimowolna rola rodzinnej socjalizacji do zachowa  dewiacyjnych uj ta 
ma  by   w  perspektywie  naszego  schematu  analitycznego,  to  pojawia  si   wyra na  potrzeba  bada  
po wi conych kształtowaniu si  celów zawodowych w ró nych warstwach społecznych. 

Uwagi ko cowe 

Powinno  by   dla  wszystkich  rzecz   oczywist   to,  e  powy sze  rozwa ania  nie  miały  charakteru 

moralizatorskiego.  Jakiekolwiek  byłyby  odczucia  czytelnika  odno nie  do  moralnej  celowo ci 
skoordynowania  celów  i  rodków  struktury  społecznej,  jasne  jest,  e  niedoskonała  ich  koordynacja 
prowadzi  do  anomii.  Je li  jedn   z  najbardziej  powszechnych  funkcji  struktury  społecznej  jest 
zapewnienie podstaw przewidywalno ci i regularno ci zachowa  społecznych, w miar  jak owe elementy 
struktury  społecznej  rozszczepiaj   si ,  staje  si   ono  coraz  mniej  skuteczne.  W  sytuacji  kra cowej 
przewidywalno  zostaje zminimalizowana i pojawia si  stan, który słusznie mo na nazwa  anomi  lub 
kulturowym chaosem. 

Esej  ten  —  dotycz cy  strukturalnych  ródeł  zachowa   dewiacyjnych  —  ma  charakter  zaledwie 

wst pny.  Nie  dokonałem  tu  szczegółowej  analizy  elementów  strukturalnych,  które  skłaniaj   do 
okre lonej  reakcji  spo ród  dost pnych  jednostkom  umieszczonym  w  niestabilnej  strukturze  społecznej; 
pomin łem  w  du ej  mierze  (cho   nie  negowałem)  wag   socjopsychologicznych  procesów 
determinuj cych takie, a nie inne rozmiary owych reakcji; krótko jedynie rozwa yłem społeczne funkcje 
spełniane  przez  zachowania  dewiacyjne;  nie  poddałem  szczegółowemu  testowi  empirycznemu  mocy 
wyja niaj cej  schematu  analitycznego  poprzez  okre lenie  grupowych  ró nic  w  zachowaniach 
dewiacyjnych  i  konformistycznych;  wspomniałem  zaledwie  o  zachowaniach  buntowników  pragn cych 
przemodelowa  system społeczny. 

Takie i pokrewne problemy mog  by , jak my l , z po ytkiem analizowane za pomoc  tego schematu. 

                                                           

50

  W.  Stern  Psychology  of  Early  Childhood,  New  York  1924,  s.  166:  autor  odnotowuje  zjawisko  takich  bł dów  (np. 

„drinked”,  zamiast  „dranic”),  nic  wyci ga  jednak  wniosków  odno nie  do  odkrycia  przez  dzieci  ukrytych 
paradygmatów. 

51

 H. A. Murray et al. Explorations in Personality, s. 307. 

52

 Ze studium społecznej organizacji społeczno ci planowanej: R. K.  Merton, P. S.  West, M. Jahoda  Patterns  of  Social 

Life (rps).