background image
background image

Bronwyn Jameson

Smak dojrzałego wina

background image

PROLOG

Gdy   w   kaplicy   w   Vegas   rozległy   się   pierwsze   dźwięki   marsza   weselnego, 

Spencer  Ashton   nawet   nie   próbował   ukryć  obrzydzenia.   Zamknął   oczy,   by   nie 

patrzeć na kolumny ze sztucznego marmuru i sufit z chmurami namalowanymi 

przez jakiegoś fuszera.

Niestety, odcięcie wrażeń wzrokowych wyostrzyło pozostałe zmysły Spencera. 

Muzyka z płyty brzmiała jeszcze żałośniej, duszący zapach naręczy kwiatów i dym 

świec wypełniły mu płuca.

Nie tego chciał. Miał prawo brać ślub w katedrze przy dźwiękach organów i 

pieśniach chóru. Pragnął się odwrócić i spojrzeć na ławy pełne osobistości świata 

biznesu   i   nauki,   uścisnąć   im   dłonie,   wysłuchać   gratulacji.   Przede   wszystkim 

zasłużył na  to, by  panna  młoda  podeszła  do  ołtarza wraz  z  towarzyszącym  jej 

ojcem.

Tak bardzo pragnąłby usłyszeć, jak John ofiarowuje mu swoje jedyne dziecko i 

odpowiada na pytanie: „Kto przekazuję tę kobietę?".

Tylko to się liczyło dla Spencera. Krótkie , ja" wypowiedziane przez Johna, od 

pięciu lat jego przełożonego i mentora. W ten sposób John ofiarowałby mu ostatni 

klucz,   nie   tylko   do   potężnego   banku   inwestycyjnego,   lecz   także   do   całego 

bogactwa Lattimerów.

Tym razem przeszył go dreszcz emocji i podniecenia. Stojąca u boku Spencera 

Caroline opacznie zrozumiała jego zachowanie. Łagodnie pogłaskała go po łokciu i 

przysunęła się bliżej.

– Wiem, wiem – szepnęła. – Tak samo przeżywam tę chwilę.

Spencer szczerze w to wątpił, ale nie zamierzał wyprowadzać panny młodej z 

błędu.

background image

Ceremonia   pozostawiała   wiele   do   życzenia,   jednak   jej   rezultat   był 

satysfakcjonujący.  Spencer uścisnął  drżącą dłoń dziewczyny  i uśmiechnął  się z 

udawaną czułością.

–   Caroline,   jesteś   piękną   panną   młodą   –   powiedział.   Słowa   nic   go   nie 

kosztowały. W razie potrzeby mógł każdej kobiecie przysiąc dozgonną miłość tak, 

jak to uczynił przed oświadczynami i żądaniem natychmiastowego ślubu, „bo już 

nie mogę się doczekać, kochanie".

Nie   lubił   pośpiechu,   ale   nie   mógł   ryzykować   komplikacji   związanych   z 

wystawnym   ślubem,   balem   zaręczynowym   i   wszelkiego   typu   uroczystościami 

rodzinnymi.

Nie miał rodziny, którą pragnąłby komukolwiek przedstawić, ale teraz stawał 

się członkiem jednej z najwspanialszych familii w Kalifornii. Wkrótce zasiądzie po 

prawicy teścia w radzie nadzorczej Lattimer Corporation, która z czasem zmieni 

nazwę na Ashton-Lattimer Corporation.

Tak, sama myśl o tym dostarczała mu rozkoszy. Jego przyszłość zapowiadała 

się  wspaniale.  Wystarczyło tylko,  że  będzie udawał  uwielbienie  do  bezbarwnej 

blondynki, która lada moment zostanie jego żoną.

Pastor wśliznął się do kaplicy i przeprosił za spóźnienie. Najwyraźniej gonił go 

czas,   bo   z   miejsca,   bez   zbędnych   ceregieli,   przystąpił   do   ceremonii.   Spencer 

słuchał   go   jednym   uchem.   Jego   wzrok   spoczął   na   perłach   zdobiących   szyję 

Caroline.

Może dziewczyna nie dorównywała mu urodą, ambicją ani charakterem, ale 

jako córka Johna Lattimera stanowiła niemal wymarzoną partię, a do tego była 

skromna, zgodna, cicha i ofiarna. Na dodatek w przyszłości miała odziedziczyć 

wielki majątek.

Uśmiechnął się i zajrzał jej w oczy, powtarzając te same pozbawione znaczenia 

słowa przysięgi, które wypowiadał poprzednio. W myślach dorzucił jeszcze jedną 

background image

obietnicę: zamierzał spędzić w łóżku Caroline akurat tyle czasu, by spłodzić dzieci, 

tak bardzo przez nią upragnione. W ten sposób  zapewni żonie zajęcie, a sobie 

spokój.   Ponadto   oczekiwał,   że   potomstwo   połączy   nazwiska   Ashtonów   oraz 

Lattimerów   i   tym   bardziej   zwiąże   go   z   bogactwem,   które   kiedyś   przejmie   na 

własność.

Pastor   wypowiedział   ostatnie   słowa,   które   uczyniły   z   nich   męża   i   żonę,   a 

Spencer poczuł narastającą euforię.

Spencer Ashton pokonał długą drogę z farmy w Crawley w stanie Nebraska, ale 

wreszcie dotarł do celu podróży. Nie uprawiał hazardu, nie szukał szczęścia byle 

gdzie. Osiągnął sukces, bo był inteligentny, sprytny i wystarczyło mu cierpliwości, 

by zmienić ambicje w rzeczywistość.

Wszystko, czego pragnął, na co zasłużył, wkrótce będzie należało do niego.

Wszystko.

background image

Rozdział 1

Dolina Napa, Kalifornia. 

Trzydzieści osiem lat później.

Naiwna Mian Ashton postawiła wszystko na jedną kartę, uciekając potajemnie 

z   Jasonem   Bennedictem   do   Vegas.   Gdy   małżeństwo   zakończyło   się   wraz   z 

potworną, nocną kolizją drogową, uświadomiła sobie, że przegrała z kretesem całą 

rozgrywkę.

Straciła zakłamanego, niewiernego męża,  dom,  oszczędności, pracę i resztki 

szacunku do siebie.

Trzask, prask i już.

Dwa lata później Jillian miała dom i pracę w rodzinnej winnicy w dolinie Napa. 

Co   do   utraconego   szacunku   do   siebie...   Cóż,   teraz   mogła   go   odzyskać, 

przynajmniej częściowo. Właśnie siedziała w sali konferencyjnej winnicy Louret i 

uważnie patrzyła na brata. Jako dyrektor zarządzający Cole kontrolował sprawy 

finansowe przedsiębiorstwa. Dotąd nigdy nie ułatwiał jej życia.

Tymczasem...

–   Zgodziłeś   się   na   wszystkie   zmiany?   –   spytała   podejrzliwie.   Prima   aprilis 

wypadał dopiero w piątek.

– Nie popadaj w samozachwyt, Jellie. Uważam tylko, że twój pomysł ma sens.

– Ale nie widziałeś reszty moich...

– Kolorowych obrazków? – Cole kołysał się na krześle, bardziej rozbawiony 

niż poruszony starannie przygotowaną prezentacją, którą przed chwilą zakończyła 

jego siostra. – Zostaw coś na następny poniedziałek. O dziesiątej mam spotkanie.

Jillian odetchnęła głęboko. Powinna być przyzwyczajona do kpiącego tonu w 

background image

wypowiedziach obu braci.

Jako   najmłodsza   z   czworga   rodzeństwa   doświadczyła   w   życiu   sporo 

lekceważenia oraz ironii.

Od   miesięcy   pracowała   nad   propozycją   rozbudowy   i   przekształcenia   sali 

degustacyjnej winnicy. Przywiązywała wielką wagę do prezentacji projektu.

Potrzebowała wyzwania. Musiała się sprawdzić i udowodnić swoją wartość w 

oczach członków rodziny oraz własnych.

– Jellie, na kiedy planujesz zakończenie wdrażania projektu?

Jillian   –   zwana   również   Jillie,   Jellie,   Jellie-Belly   –   zamarła.   Tak,   z   całą 

pewnością musiała stawić czoło wyzwaniu i dowieść, że jest kimś więcej niż tylko 

najmłodszą, rozkapryszoną siostrą. Mogła ponieść klęskę w małżeństwie, ale w 

dziedzinie enologii oraz uprawy winorośli uważała się za specjalistkę. Ostatecznie 

taki był kierunek jej studiów. Przed ostatnie półtora roku skutecznie zarządzała salą 

degustacyjną.

Poza tym miała już ponad trzydzieści lat, na litość boską! Nie była dzieckiem.

Z trudem zapanowawszy nad emocjami, starannie spakowała ostatnie materiały 

do prezentacji i dopiero wtedy odpowiedziała na pytanie Cole'a.

– Całość zajmie od dziesięciu do czternastu dni, w zależności od tempa pracy 

wybranej i zakontraktowanej firmy.

– Masz listę kontrahentów?

Jillian uśmiechnęła się słodko i poklepała teczkę.

– Jest na następnej stronie. Tej, która poprzedzała stronę z harmonogramem 

prac. Ilu kooperantów mam zatrudnić?

–   Ilu   chcesz,   pod   warunkiem,   że   jednym   z   nich   będzie   Seth   Bennedict.   – 

Zamilkł, patrząc na nią uważnie. – Czy to jakiś problem?

Przełknęła ślinę, by powstrzymać panikę, i spojrzała bratu w oczy.

– Nie – odparła. Cole skinął głową.

background image

– To dobrze – mruknął. – Jeśli wybrałaś Setha, to mam pewność, że wszystko 

będzie zrobione jak należy.

– Postaram się o tym pamiętać.

Z teczką pod pachą spokojnie wyszła z sali i zamknęła za sobą drzwi. Oparła 

się o nie plecami i usiłowała zapanować nad drżeniem nóg.

W następnej chwili poczuła wściekłość. Z irytacją ruszyła do swojego gabinetu, 

najmniejszego z sześciu nad salą degustacyjną winnicy Louret.

Jeśli wybrałaś Setha, to mam pewność, że wszystko będzie zrobione jak należy.

Tyle tytułem wiary brata w jej zdolność radzenia sobie z zadaniem. Tak się 

złożyło, że przeprowadziła stosowne rozpoznanie. Rozmawiała z miejscowymi o 

ich doświadczeniach z firmami budowlanymi w Napa. Faktycznie, jej brat trafnie 

wytypował   nazwisko,   które   najczęściej   wymieniano   w   korzystnym   świetle, 

niemniej...

– Wcale nie wybrałam Setha Bennedicta – mruknęła pod nosem i opadła na 

fotel.

Mimowolnie pomyślała o tym smagłym, potężnym mężczyźnie, obdarzonym 

niepokojąco przenikliwym spojrzeniem oraz skłonnością do dominacji.

Na   domiar   wszystkiego   Seth   był   szwagrem   Jillian   i   znał   najbardziej 

upokarzające szczegóły jej fatalnego małżeństwa.

Nawet   gdy   nie   potrzebowała   pomocy   Setha   –   zwłaszcza   gdy   jej   nie 

potrzebowała, poprawiła się natychmiast – siłą pokonywał jej opór. Fakt, zrobił 

porządek z chaosem pozostawionym w finansach przez Jasona, co oznaczało, że 

wiedział, jak łatwowierna i bezmyślna była, dopuszczając do takiego bałaganu.

Zacisnęła dłonie na poręczach fotela. Sprawna przebudowa sali degustacyjnej 

była jej szansą na oderwanie się od przeszłości. Skoro musiał się tym zająć Seth 

Bennedict, trudno.

Jego obecność popsuje jej przyjemność stawiania czoła wyzwaniu, ale mogła 

background image

się z tym pogodzić.

Powinna się trochę rozerwać. Musiała się zbierać natychmiast, zanim stchórzy. 

Wyciągnęła z szuflady torebkę i kluczyki do samochodu, a następnie z rezygnacją 

pokręciła głową.

Seth   Bennedict   nie   stronił   od   dobrej   zabawy.   Ten   trzydziestoośmioletni 

mężczyzna,   zaprawiony   w   pracy   fizycznej,   lubił   od   czasu   do   czasu   zaszaleć. 

Niestety, od pewnego czasu był zbyt zajęty, aby szukać rozrywek.

Tego ranka obudził się z bardzo konkretnym wspomnieniem snu, który rozpalił 

mu ciało i umysł. Właśnie się zastanawiał, co dalej, kiedy zadzwonił telefon – Lou, 

jego   brygadzista,   zachorował.   Gdy   tylko   Seth   odłożył   słuchawkę,   jego   córka 

wpakowała się na łóżko, podskakując i piszcząc z zachwytem, że tata ma urodziny.

Po chwili telefon zadzwonił ponownie. Następnie zjawiła się gospodyni, Rosa, 

aby zająć się Rachel i spytać, co podać na śniadanie.

Świetnie   prosperujący   interes,   stale   dzwoniący   telefon   i   trzyletnia   córka, 

niepodzielnie władająca sercem i duszą tatusia. Nic dziwnego, że brakowało mu 

czasu na cokolwiek poza poranną fantazją.

Seth wytężył wzrok, by dojrzeć coś przez chmury pyłu skupił uwagę na punkcie 

w ścianie i uniósł ciężki młot.

– Szefie?

Odwrócił się i ujrzał jednego z młodszych robotników który stanął na tym, co 

pozostało z progu.

– Szefie, masz gościa. – Tony wskazał kciukiem kogoś za swoimi plecami i 

uśmiechnął się lubieżnie.

Seth westchnął głęboko. Był na to za stary – cokolwiek miał ujrzeć. Niechętnie 

opuścił narzędzie, ściągnął maskę przeciwpyłową i okulary ochronne.

W następnej chwili ogarnęło go takie zdumienie, że zupełnie zapomniał języka 

background image

w  gębie.   Możliwe,   że   właśnie   przypomniał   sobie   wszystkie   poranne   fantazje   z 

ubiegłe go roku.

Co   prawda   Jillian   Ashton-Bennedict   nie   była   dostatecznie   skąpo   ubrana... 

Nosiła skromną beżową sukienkę do kolan i nie wypinała kusząco bioder, tylko z 

gracją   stąpała   wśród  gruzu,   prezentując   długie  nogi,  wysokie  obcasy  i  chłodną 

kobiecą elegancję. Była kwintesencją kobiecości.

Nic nie podniecało Setha bardziej niż ten typ kobiety. Niestety, dzieliły ich 

problemy z przeszłości. Uraził ją, bo był świadkiem jej tragedii, a teraz musiał 

ukrywać, jak bardzo go wzburzył jej widok.

Paradoksalnie,   dramat   z   przeszłości   połączył   ich   na   zawsze:   oboje   stracili 

małżonków w jednym wypadku samochodowym.

– Nie ruszaj się – przykazał ostrzejszym tonem, niż zamierzał. Cholera, nadal 

nosiła obrączkę. – Tony nie powinien był wpuszczać cię tutaj bez kasku.

– Powiedziałam, że długo nie zabawię.

– To nic nie zmienia. Tony zna zasady.

– Nie wiń go – poprosiła pospiesznie. – Szczerze mówiąc, trochę nakłamałam.

Seth  ściągnął  rękawice  i  podszedł   do  bratowej.  Wiedział,  jak  bardzo  ceniła 

uczciwość.

– Powiedziałam, że mnie oczekujesz.

W rzeczy samej, skłamała. Ostatni raz widział ją kilka dni przed Gwiazdką, 

kiedy przyniosła prezenty dla Rachel.

– Nie widzieliśmy się od ponad trzech miesięcy. Zaczynałem podejrzewać, że 

mnie unikasz.

– Skąd. – Pokręciła głową, ale nie spojrzała mu w oczy.

– Dziwne, że Tony dał ci wiarę. Marna z ciebie kłamczucha.

– Fakt – przyznała. – Tony pewnie pomyślał to samo. Wpuścił mnie tylko przez 

wzgląd na twoje urodziny.

background image

– Uznał, że masz dla mnie prezent-niespodziankę? – Zastanawiał się, czy w 

jego głosie słychać pożądanie.

– Wybacz. Powinnam była pamiętać – westchnęła, szczerze zawstydzona.

– Co byś mi ofiarowała?

– Co najmniej kartkę pocztową. Może nawet tort.

– Ze świeczkami?

– A zagrożenie pożarowe?

Jego bratowa chyba nie miała na myśli ognia namiętności? Do diabła, nie miał 

prawa jej pożądać.

– Wpadłam do twojego biura. – Zmieniła temat. – Mel powiedziała, że tutaj 

pracujesz. Nie sądziłam, że burzysz Villa Firenze.

– Państwo Maldini chcą otworzyć restaurację na parterze.

– Ach. – Obróciła się na wysokich obcasach i rozejrzała się ze zmrużonymi 

oczami. – Fura roboty.

– Poważne wyzwanie. – Również powiódł wzrokiem po przestronnej stuletniej 

willi we włoskim stylu.

– Mam nadzieję, że w ich menu znajdą się toskańskie potrawy – oświadczyła.

– Z pewnością. Jillian skinęła głową.

– Właśnie o tym chciałam z tobą rozmawiać, Seth. Nie krył zaskoczenia.

– Otwierasz restaurację?

– Och, nie, skąd. – Uwielbiała dobre jedzenie, a znaczyło to jedynie, że ktoś 

inny   musiał   je   przyrządzać.   –   Ale   rozbudowuję   i   przekształcam   naszą   salę 

degustacyjną. Chciałabym, żebyś podjął się prac wykonawczych.

Proszę,   nic   trudnego.   Żałowała   tylko,   że   nie   wiedziała   o   urodzinach   Setha. 

Mogła mu podarować tort albo butelkę wina.

Nie mogła oderwać od niego wzroku. Miał lekko rozdarty podkoszulek, spod 

którego wystawał fragment opalonej skóry i ciemne włosy na torsie... Zaraz, zaraz, 

background image

skąd te nieprzyzwoite myśli?

–   Przychodzę   nie   w   porę?   –   spytała   i   odwróciła   wzrok   –   Możemy   teraz 

porozmawiać?

– Pewnie, ale musimy wyjść na dwór.

– Chyba łamię wszystkie możliwe przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy – 

westchnęła.

– Nie da się ukryć – przyznał i popatrzył jej w oczy. Znowu poczuła niepokój.

– Do rzeczy. Jaki zakres robót wchodzi w grę? Potrafiła udzielić odpowiedzi na 

to pytanie, zwłaszcza że Seth trochę się odsunął, by wyprowadzić ją na dwór, pod 

drzewa   oliwne,   które   chroniły   ich   przed   ciekawskimi   spojrzeniami   Ton/ego   i 

innych robotników.

Oparł   się   o   sękaty   pień   starego   drzewa,   założył   ręce   i   patrzył   na   kobietę, 

zrelaksowany, lecz skupiony.

– Prace nie będą  tak rozległe  jak te, które teraz wykonujesz  – powiedziała 

Jillian. – Głównie chodzi o renowację, lecz chcę także zlikwidować magazyn, który 

posłuży do rozbudowy sali degustacyjnej.

– Interes się kręci?

– Jak nigdy. Każdy weekend to kompletne szaleństwo, a latem spodziewamy 

się wzmożonego ruchu, bo rozszerzamy działalność na cały kraj.

Seth nie krył zaskoczenia.

– Sądziłem, że tak ekskluzywne winiarnie prosperują wyłącznie dzięki swojej 

renomie i wygranym konkursom.

– Tak, ale rozpoczynamy produkcję pierwszego chardonnay. Poza tym na rynku 

zmniejsza się różnica cenowa pomiędzy winami wysokiej jakości, takimi jak nasze, 

oraz produktami średniej klasy.

– Tracicie udziały w rynku?

Z   Coleem   u   steru   firmy?   Wykluczone.   Jej   brat   nie   pozwoliłby   sobie   na 

background image

pozostanie w tyle.

– Nasza sprzedaż bezustannie rośnie, ale nie spoczywamy na laurach.

– Masz plan robót remontowych?

–   W   gruncie   rzeczy   zależy   mi   na   czasie   i   jakości   wykonania.   Nie   chcę 

przerywać prac kiperskich, więc w piwnicy przygotuję tymczasowe pomieszczenie. 

– Pomyślała, że Eli nie będzie nim zachwycony. – Zaczniemy, kiedy uznasz za 

stosowne.

Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.

– Nie powiedziałem, że podejmę się tej pracy, Jillian – zauważył.

– Jak to, nie zgadzasz się?

– Nie mogę, jeżeli chcesz mieć wszystko gotowe za miesiąc lub dwa.

Jillian poczuła ucisk w żołądku.

– Jesteś tak bardzo zajęty?

– W ubiegłym tygodniu podpisałem umowy na dwa nowe zlecenia, a i tak mam 

pełne ręce roboty.

Tak bardzo się denerwowała przed spotkaniem, przejmowała, że musi prosić go 

o pomoc, i wszystko na marne? Dlaczego nie wzięła pod uwagę tej ewentualności?

Przecież to jasne, że świetni fachowcy zawsze są rozchwytywani.

Kciukiem pogłaskała obrączkę, którą nadal nosiła na serdecznym palcu lewej 

dłoni, nie po to, by pamiętać, lecz żeby mieć się na baczności i nie powtarzać 

popełnionych błędów.

Nie rozumiała tylko, dlaczego Seth wyprowadził ją na dwór i kazał opowiadać 

o planach. W czym rzecz?

– Skoro nie byłeś zainteresowany, to czemu nie powiedziałeś tego wcześniej, w 

budynku? – zapytała ostrożnie.

– Nie powiedziałem, że nie jestem zainteresowany – odparł. – Po prostu nie 

mogę się dostosować do twoich terminów.

background image

Jillian niecierpliwie wzruszyła ramionami.

– Poczekaj chwilę – poprosił. Nie zamierzał zmieniać zdania, ale chciał pomóc 

bratowej.   –   Słyszałem,   że   Terry   Mancini   źle   znosi   emeryturę.   Może   będzie 

zainteresowany pracą u ciebie. Ewentualnie zadzwonię do kilku osób...

– Nie ma potrzeby – przerwała mu. – Dam sobie radę sama.

Wyprostowała się dumnie i odwróciła, aby odejść. Cała ona. Kiedyś przyjęła 

jego pomoc, ale nie dlatego, że tego pragnęła. Nie miała wyboru. Fatalnie znosiła 

interwencję Setha i nieuchronne upokorzenie, związane z ujawnieniem prawdy o 

romansach Jasona.

– Z pewnością znajdziesz mnóstwo firm remontowych, które podejmą się tego 

zadania, Jillian. Pytanie tylko, czy sobie poradzą?

Zatrzymała się w pół kroku i zerknęła na Setha przez ramię.

– Tego nie wiem – przyznała. – Właśnie dlatego najpierw przyszłam do ciebie.

– Przykro mi, że nie mogłem udzielić ci pomocy.

– Mnie też. – Spojrzała mu w twarz. – Chciałam wszystkiego, co najlepsze.

background image

Rozdział 2

Słońce jeszcze nie wzeszło, kiedy Jillian wstała i na palcach wyszła ze swojej 

sypialni   na   pierwszym   piętrze.   Mimo   półmroku   sprawnie   zbiegła   kręconymi 

schodami.   Pokonywała   tę   drogę   tyle   razy,   że   zapewne   potrafiłaby   ją   przejść   z 

zamkniętymi oczami. Tu był jej dom rodzinny, tutaj dorastała. Wyprowadziła się, 

gdy miała dwadzieścia parę lat, a powróciła po śmierci Jasona.

Nie   przeszkadzało   jej,   że   mieszka   z   rodzicami.   Nie   prowadziła   życia 

towarzyskiego, nie wspominając już o intymnym. Zależało jej na bezpieczeństwie i 

spokoju, które znalazła w rodzinnej posiadłości The Vines.

Na   dole   schodów   skręciła   do   kuchni...   i   wpadła   prosto   na   matkę.   Caroline 

Sheppard głośno jęknęła, a zaskoczona Jillian wydała z siebie pisk. Położyła rękę 

na sercu.

– Mamo, śmiertelnie mnie przeraziłaś! Co ty tu robisz o tej porze?

– Mogłabym spytać ciebie o to samo.

–   Tak   się   składa,   że   mam   uzasadniony   powód.   –  Jillian   podniosła   buty   do 

konnej jazdy. – Dzisiaj rano pełnię dyżur w stajni i muszę skończyć przed ósmą.

– Znowu przychodzi ktoś z firmy budowlanej?

– Tak. – Niestety.

Westchnęła   i   z   pewnością   jej   matka   domyśliła   się,   jak   bardzo   Jillian   jest 

wyczerpana, bo łagodnie uścisnęła jej ramię.

– Nie przemęczaj się, Jilli. Nie ma pośpiechu.

– Mamo, przebudowa musi się zakończyć przed sezonem letnim, a im szybciej, 

tym lepiej. Dam sobie radę.

Przez cały tydzień intensywnie poszukiwała wykonawcy robót, lecz wszyscy 

oświadczyli,   że   najpierw   muszą   się   wywiązać   ze   zobowiązań.   Tylko   jeden 

background image

specjalista wątpliwej reputacji wykazał zdecydowane zainteresowanie.

–   Z   pewnością,   kochanie.   –   Matka   ponownie   ją   uścisnęła.   –   Kogo   się 

spodziewasz dzisiaj rano?

– Travisa Carmodyego. Caroline zmarszczyła brwi.

– Nie znam go.

– Jest w Kalifornii od niedawna.

– Wiarygodny?

– Przede wszystkim dostępny. – Ten czynnik dawał mu znaczącą przewagę nad 

konkurencją. Przygryzła wargę. – Przynajmniej tak twierdzi.

– Nie ufasz jego słowu? To o czymś świadczy.

– Że mam problemy z ufaniem ludziom?

Caroline się uśmiechnęła, słysząc nieoczekiwany żart.

– Niewykluczone, że to nie jest odpowiedni kontrahent. Rozmawiałaś z Sethem 

Bennedictem?

– Od razu powiedział, że nie da rady. Matka uniosła starannie wyregulowane 

brwi.

– Dziwne, że nie spróbował ci pomóc.

– Nie chciałam, żeby mi pomagał. Zaproponowałam mu to samo, co innym. 

Zwykłe zlecenie, bez żadnych przywilejów.

Popatrzyła   Caroline   w   oczy   i   obydwie   przypomniały   sobie   okoliczności 

wcześniejszych kontaktów rodziny z Sethem Bennedictem. Nigdy nie rozmawiały 

o szczegółach małżeństwa Jillian, a matka nie żądała wyjaśnień.

Caroline   znalazła   się   w   podobnej   sytuacji   po   rozpadzie   małżeństwa   ze 

Spencerem Ashtonem. Jillian dostrzegła w jej oczach współczucie i poczuła ucisk 

w gardle.

Zarzuciła matce ręce na szyję i mocno się przytuliła.

– A to co ma znaczyć? – Caroline z trudem złapała oddech.

background image

– Nic szczególnego  – zapewniła ją Jillian. W jej oczach  zalśniły  łzy. – Za 

krótko spałam, żeby zapanować nad emocjami.

– Och, kochanie. – Matka objęła ją serdecznie. – Wiesz, czego potrzebujesz?

Jillian pokręciła głową.

– Solidnej przejażdżki galopem, żeby przewietrzyć umysł.

O, tak. Świetna myśl. Jillian i Marsanne potrzebowały intensywnego wysiłku 

fizycznego i świeżego powietrza.

Jillian natychmiast usiadła na najniższym stopniu schodów i zaczęła wciągać 

buty.

–   Mamo,   może   się   przyłączysz?   –   zapytała   nieoczekiwanie.   –   Od   lat   nie 

jeździłyśmy razem.

Galopowały, choć nie tak energicznie, jak chciałaby długonoga klacz Jillian. 

Piękny koń musiał się jednak dostosować do starszego wierzchowca matki.

Pozbywszy   się   nadmiaru   energii,   obydwa   konie   chętnie   szły   stępa.   Ich 

przyspieszone oddechy pozostawiały w powietrzu kłęby pary, która mieszała się z 

wstęgami nadpływającej znad jeziora mgły.

Jillian pomyślała, że tak wygląda wzorcowy, wiosenny poranek. Uśmiechnęła 

się pogodnie.

– Do twarzy ci z uśmiechem – zauważyła jej matka.

–   Lubię   się   uśmiechać   –   odparła   Jillian   i   roześmiała   się   szczerze.   –   Nie 

powiedziałaś   mi   jeszcze,   czemu   bladym   świtem   kręciłaś   się   po   domu   – 

przypomniała   matce   beztroskim   tonem,   który   pasował   do   spokojnego   tempa 

spaceru po winnicy.

– Wcześnie się obudziłam. – Caroline się uśmiechnęła, ale jej oczy pozostały 

smutne.   –   Bóg   mi   świadkiem,   że   kocham   Lucasa,   ale   jego   chrapanie   jest   tak 

donośne, że butelki grzechoczą w piwnicy.

background image

– Nie możesz dojść do siebie po tamtej awanturze, co?

„Awantura" wybuchła w styczniu, kiedy odkryto kompletnie nieznany rozdział 

w przeszłości Spencera Ashtona. Miał drugą rodzinę w Nebrasce. Biorąc ślub z 

Caroline, był już żonaty i tym samym dopuścił się bigamii.

Wieść   o   tym   wyszła   poza   kręgi   rodzinne.   Media,   zarówno   brukowe,   jak   i 

opiniotwórcze, nagłośniły wszystkie możliwe brudne aspekty całej sprawy. Akcje 

przedsiębiorstwa Ashton-Lattimer spadły do poziomu najniższego w historii, gdy 

opublikowano   najnowsze   odkrycie:   chodziło   o   nieślubne   dziecko,   urodzone   w 

wyniku romansu Spencera z byłą sekretarką.

Czy właśnie ta konkretna sprawa spędzała Caroline sen z powiek?

–   Mam   nadzieję,   że   nie   martwisz   się   o   nas,   mamo.   Nie   sądzisz   chyba,   że 

uważamy   się   za   nieślubne   potomstwo?   –   Aby   wyrazić   troskę,   którą   szczerze 

odczuwała, Jillian położyła dłoń na ręce matki. – Widzisz, jeśli o mnie chodzi, to 

nie ma znaczenia, czy byłaś żoną Spencera, czy nie. Wszyscy uważamy Lucasa za 

naszego ojca.

–   Wiem,   słonko.   Nie   potrafię   jednak   przestać   żałować,   że   nie   jest   waszym 

prawnym   ojcem.   Najlepiej   by   było,   gdyby   was   adoptował   i   dał   wam   swoje 

nazwisko.   –   Rozżalona   Caroline   zamilkła,   lecz   po   chwili   potrząsnęła   głową   i 

cmoknęła   zniecierpliwiona.   –   Dość   tego   litowania   się   nad   sobą.   Nie   ma   co 

zaprzątać sobie myśli tym, czego się nie da zmienić.

Ich   spojrzenia  się   skrzyżowały.   Matka   i  córka   nagle  poczuły,  jak   blisko   są 

związane i jak świetnie się rozumieją.

W   następnej   chwili   Marsanne   parsknęła   i   potrząsnęła   łbem,   burząc   powagę 

chwili. Jillian roześmiała się.

– Czyżbym słyszała śmiech? – spytała konia i pochyliła się, by pogłaskać klacz 

po   jedwabistej   sierści   na   karku.   –   A   może   przypominasz,   że   minęła   już   pora 

śniadania?

background image

Marsanne   wstrzymała   się  z  odpowiedzią, ale  zastrzygła uszami  i  wydłużyła 

krok, kiedy skręciły i ruszyły z powrotem ku stajni.

– Sporo rozmyślałam – wyznała Caroline po kilkuminutowym milczeniu. Ciszę 

przerwało   jedynie   kwakanie   kaczki   wypłoszonej   z   gniazda   nad   wodą.   –   Tak, 

rozmyślałam zamiast spać.

Jillian uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

–   Głowy   nie   zaprzątała   mi   jednak   legalność   małżeństwa   ze   Spencerem. 

Złożyłam przysięgę   przed   Bogiem  i  pozostałam  jej  wierna.  Umysłem  i  sercem 

czuję, że to było najprawdziwsze małżeństwo, bo z niego pochodzą cztery moje 

najcenniejsze dary.

Eli, Cole, Mercedes i Jillian.

Obie ściągnęły wodze. Poruszały zbyt ważkie tematy aby jednocześnie skupiać 

się na jeździe.

– Nie obchodzi mnie już, jak to się zaczęło i jak skończyło – ciągnęła Caroline 

cichym głosem. – Za to niewypowiedzianie się cieszę, że sprawa znalazła swój 

finał. Inaczej nie znalazłabym Lucasa. Nie miałabym tego wszystkiego.

Chociaż ruchem dłoni Caroline wskazała okoliczny krajobraz, Jillian wiedziała, 

że   jej   matka   ma   na   myśli   coś   więcej   niż   tylko   piękną   okolicę   i   wykwintną 

winiarnię, jedną z najlepszych w Napa.

„To wszystko" oznaczało trwałą moc miłości, którą od kryła przy Lucasie, oraz 

szczęście jej samej i rodziny.

Właśnie ten problem zakłócał sen Caroline: kwestia potencjalnego zakłócenia 

spokoju jej rodziny, dysharmonii spowodowanej przez Spencera Ashtona. Wynik 

rozprawy   rozwodowej   był   wyraźnie   krzywdzący   dla   Caroline,   która   w   końcu 

zgodziła się poszukać pomocy prawnej.

– Nie chcesz wszczynać postępowania prawnego, tak? – spytała Jillian.

– Boję się, że doprowadzę do rozdrapywania ran – wyznała Caroline. – W imię 

background image

czego? Mam wszystko, czego mi potrzeba. – Tym razem machnęła ręką z większą 

energią – To zamieszanie i tak skłoniło Cole'a i Dixie do potajemnego ślubu.

Rzeczywiście   uznali,   że   to   nie   jest   stosowny   moment   na   organizowanie 

ceremonii. Ten fakt w oczywisty sposób kłopotał Caroline. Poślubiła Spencera w 

pośpiechu, a Jillian poszła w jej ślady.

Nic dobrego z tego nie wynikło.

– Jestem samolubna, wiem – przyznała Caroline cicho.

– Ale chciałam tu być.

Jillian się nachyliła i uścisnęła dłoń matki.

–  Nie  jesteś   samolubna  –  zaprzeczyła.  –  Jako   matka   masz   prawo  do  takiej 

decyzji. Wiesz, co mi przyszło do głowy? – spytała z uśmiechem.

– Jillian, błagam, jeśli chodzi ci o coś równie niegodziwego jak błysk w twoich 

oczach, możesz natychmiast o tym zapomnieć.

– Niegodziwego? Nie użyłabym tego słowa. – Przechyliła głowę z namysłem. – 

Powinniśmy   z   zaskoczenia   urządzić   im   przyjęcie.   Zasłużyli   na   to,   skoro   sami 

zafundowali nam niespodziankę i uciekli, żeby po kryjomu wziąć ślub.

Z szerokim uśmiechem na twarzy Caroline zacisnęła palce na dłoni Jillian i 

mocno ją uścisnęła.

– Przyjęcie z okazji ślubu Cole'a i Dixie? Och, tak, Jillie, to pierwszorzędny 

pomysł!

Przez   chwilę   siedziały   ze   splecionymi   dłońmi.   Uśmiechały   się   do   siebie   i 

myślały o tym, co razem zrobią. Uroczystość rodzinna to okazja do śmiechów, 

tańca i pamięci o tym, co ważne. Tak, pomysł naprawdę był pierwszorzędny.

– Jeśli Travis stanie na wysokości zadania – Jillian w duchu zacisnęła kciuki – i 

szybko przeprowadzi prace remontowe, będziemy mogli urządzić zabawę w sali 

degustacyjnej.

– Wesele połączone z inauguracją nowej sali – mruknęła Caroline. – Kiedy?

background image

– Czy początek maja byłby odpowiedni?

– Wiosna. Wszystko się budzi do życia. To doskonały moment na puszczenie w 

niepamięć   dawnych   problemów   i   skoncentrowanie   się   na   nowym   początku. 

Prawda?

Jillian   już   zamierzała   zaprotestować,   lecz   nagle   Caroline  popatrzyła   w  bok, 

jakby   spostrzegła   coś,   co   przykuło   jej   uwagę.   Cofnęła   rękę   i   wyciągnęła   ją   w 

tamtym kierunku.

– Twój kontrahent z firmy budowlanej zatrzymał się przy stajni – oświadczyła.

Dlaczego tam przystanął? Czyżby zabłądził? Przecież starannie mu opisała, jak 

ma dojechać do winnicy. Jillian ściągnęła wodze i pospieszyła Marsanne.

–   Przybył   za   wcześnie.   To   ciekawe...   –   Zamilkła,   bo   nagle   zauważyła 

furgonetkę.

– Czy coś się stało? – spytała Caroline.

– Kompletnie nic – odpowiedziała Jillian powoli.

Poza tym, że Travis Carmody jeździł czerwonym, sfatygowanym samochodem, 

a przed stajnią stało intensywnie błękitne auto.

Jillian poprawiła się w siodle i poklepała zaniepokojonego konia.

– Twoja Marsanne ma chyba ochotę na ostatni galop do domu – zauważyła 

Caroline. – Ty przodem. Śmiało, ja pojadę we własnym tempie. Jeśli twój gość 

nikogo nie zastanie, może odjechać.

– Wybacz, stary, ale nie zrozumiałem ani słowa. Nie władam końskim.

Seth nie czuł się komfortowo,  przemawiając  do konia, ale ten najwyraźniej 

oczekiwał odpowiedzi. Właściwie trudno było nazwać tego zwierzaka koniem, bo 

miał krótkie nogi i tylko z grubsza przypominał szlachetne rumaki, za to odznaczał 

się wyraźną gadatliwością. Nie rżał w typowy dla koni sposób ani też nie parskał, 

za to sprawnie łączył te dwa rodzaje dźwięków i robił niepowtarzalne miny.

Po prostu koń, który mówi, tylko trochę za niski.

background image

Zwierzę zastrzygło uszami  i skupiło uwagę na otwieranych drzwiach stajni. 

Seth dopiero wtedy usłyszał stukot kopyt.

Jego towarzysz prychnął i sapnął. Seth z trudem powstrzymał się od podobnej 

reakcji.

Podszedł do drzwi w samą porę, by ujrzeć zbliżającego się konia i jeźdźca. 

Wiedział, że Jillian umie jeździć konno, a przed ślubem z Jasonem uczestniczyła w 

zawodach, lecz nigdy nie widział jej w siodle. Nie spodziewał się, że to, co ujrzy, 

przekroczy jego najśmielsze oczekiwania.

Wyobrażał   sobie   Jillian   wyprostowaną,   jak   przystało   damie,   dumnie   sunącą 

stępa. Tymczasem ujrzał przytuloną do końskiego grzbietu kobietę, która gnała pod 

górę na złamanie karku.

Seth uznał, że Jillian panuje nad rumakiem, lecz i tak całe jego ciało zdrętwiało 

na osiem sekund, potrzebnych jej do wyhamowania. Nie znał Jillian z tej strony: jej 

twarz była zaróżowiona z emocji, a oczy lśniły.

Proszę,   proszę.   Elegancka   dama   okazała   się   demonem   prędkości.   Kto   by 

pomyślał?

– Poranek w sam raz na przejażdżkę – zauważył uprzejmie.

–   Niedopowiedzenie.   –   Uśmiechnęła   się   kącikiem   ust.   –   Ten   poranek   jest 

idealny, nie tylko na jazdę konną.

– Słusznie – przyznał Seth, kiedy Jillian zatrzymała wierzchowca.

Gdy przygotowywała się do zeskoku, natychmiast ruszył na pomoc. Ostatecznie 

znajdowała   się   dość   wysoko   nad   ziemią.   Pomimo   swojego   wyrobionego   oka 

architekta   z   niewiadomych   powodów   źle   oszacował   dystans.   Zapewne 

zdekoncentrował   się   widokiem   atrakcyjnych   krzywizn   jej   pośladków,   opiętych 

spodniami do konnej jazdy tak ściśle, jak drugą skórą. Na krótką chwilę jego oczy 

zasnuła mgła. W następnej trzymał już dłonie na biodrach dziewczyny. Jej drobne 

ciało stężało na moment. Zrozumiał wówczas, że Jillian także coś poczuła.

background image

Nic dziwnego, miała powód.

Puścił ją niechętnie i cofnął się, aby podczas zdejmowania siodła przypadkiem 

nie uderzyła go łokciem w czuły punkt.

–   Pomóc?   –   zaproponował   po   kilku   sekundach   bezczynnego   patrzenia,   jak 

Jillian zmaga się z paskami i sprzączkami.

– Dam sobie radę. Znam się na tym, podobnie jak na samodzielnym zsiadaniu z 

konia.

Zapamiętał to sobie na przyszłość.

–   Seth,   co   ty   tutaj   robisz?   –   Zerknęła   na   niego   przez   ramię.   Miała   uroczo 

zarumienione  policzki.  Seth musiał  sobie  przypomnieć,   że  Jillian nie  ochłonęła 

jeszcze   po   przejażdżce,   a   jego   poczynania   nie   miały   nic   wspólnego   z   jej 

rumieńcem. – Oczekiwałam kogoś innego.

– Tak, słyszałem. Zmarszczyła brwi.

– Słyszałeś? Od kogo?

– Od Elego.

– Mój brat do ciebie dzwonił? – spytała z niedowierzaniem.

– Nie. Dzisiaj z samego rana do ciebie telefonowałem, żeby sprawdzić, czy 

znalazłaś wykonawcę. Eli odebrał i powiedział, że jesteś na przejażdżce. Potem 

wspomniał, że przychodzi Carmody, aby przyjąć zlecenie.

Seth   próbował   mówić   spokojnie,   aby   jego   rozmówczyni   nie   czuła   się 

strofowana. Najwyraźniej nic mu z tego nie wyszło. Zmrużyła oczy.

– A tobie się nie podoba mój wybór, co? – zapytała buńczucznie.

– Mówiłaś, że interesują cię tylko najlepsi. Carmody jest beznadziejny.

– Najlepsi są zajęci. Carmody jest wolny. – Nie spuszczała wzroku z Setha. – 

Chyba że coś się zmieniło od poniedziałku. Czy dlatego przyjechałeś?

– Przyjechałem, bo chcę cię uchronić przed popełnieniem błędu. Nie zatrudniaj 

kiepskiego fachowca, Jillian. Sugerowałem, że dam ci namiary na kilka niezłych 

background image

osób.

– Nikt inny nie jest dostępny. Ani Terry Mancini, ani bracia Maine, ani O'Hara. 

Rozmawiałam z wszystkimi. Travis to moja ostatnia deska ratunku. Powiedz, Seth, 

czy on naprawdę jest taki beznadziejny?

–   Po   rozmowie   z   Elim   natychmiast   wskoczyłem   do   samochodu   i   tutaj 

przyjechałem. Nie zdążyłem nawet wypić porannej kawy. Czy to brzmi poważnie?

– Jest aż tak źle?

Uśmiechała się, ale było widać, że robi dobrą minę do złej gry. W następnej 

chwili opuściła ręce i zaczęła obracać w palcach obrączkę.

Seth zaklął w myślach. Ta kobieta nadal kochała jego brata, który zginął przed 

dwoma  laty. Kochała go, choć dwa lata temu  odkryła, jakim był zakłamanym, 

niewiernym sukinsynem.

Potem się wyprostowała i spojrzała mu prosto w oczy.

– Remont jest nieduży, ale bardzo dużo dla mnie znaczy Może jednak zerkniesz 

na moje plany?

– Skoro i tak jestem na miejscu?

– Właśnie. Skoro i tak tu jesteś. Stała dumnie wyprostowana i przez cały czas 

go obserwowała. Poprosiła o pomoc i nawet nie dopuszczała myśli że otrzyma 

negatywną odpowiedź.

– Nic nie obiecuję – mruknął ostrożnie. – Ale sprawdzę. co się da zrobić.

– Rozumiem. – Westchnęła ciężko. – Darowanemu koniowi nie patrzy się w 

zęby, zwłaszcza jeśli wcześniej już się popełniło ten błąd.

Seth skierował wzrok na jej usta. Podejrzewał, że pocałunek nie wchodzi w grę, 

ale o nim myślał. Wystarczyło się tylko pochylić...

– Seth Bennedict?

Jillian cofnęła się o krok. Seth odwrócił się powoli i zrozumiał, że oboje byli 

tak zajęci sobą, że nie usłyszeli Caroline Sheppard. Wjechała do stajni na znacznie 

background image

mniejszym koniu i o wiele wolniej niż córka.

Uśmiechnęła się do Setha, miło zaskoczona.

– To ty! – wykrzyknęła.

– Jak się pani miewa?

– Miewałabym się znacznie lepiej, gdybyś mówił mi po imieniu. – Zaczęła 

zsiadać i niecierpliwym ruchem odpędziła Setha, który usiłował jej pomóc. – Mam 

cały ranek na to, żeby zejść z konia i o wiele chętniej robiłabym to bez widowni, 

niemniej dziękuję ci bardzo.

Mając w pamięci  swoje ostatnie doświadczenia,  Seth musiał  się pogodzić z 

odmową. Odwrócił się do Jillian.

Podczas   ściągania   siodła   z   grzbietu   wielkiego   wierzchowca   nieoczekiwanie 

rozbawiona Jillian popatrzyła Sethowi w oczy.

– Nawet nie myśl o udzielaniu mi pomocy, Seth – ostrzegła go. – Dam sobie 

radę sama.

–   Wiemy,   jaka   jesteś   samodzielna   –   wtrąciła   się   Caroline,   z   wyraźnym 

zaciekawieniem   patrząc   na   córkę   i   gościa.   –   Skoro   jednak   musicie   oboje   coś 

załatwić, sama zajmę się końmi i zrobię tu porządek.

– Mamo, jesteś cudowna. Seth ostatecznie zgodził się rzucić okiem na moje 

plany.

– Miło to słyszeć. Seth, może zjesz z nami śniadanie, jak skończycie?

–  Dziękuję  za  zaproszenie,   ale  obiecałem,   że wrócę  do domu,   aby  zawieźć 

Rachel do przedszkola. Muszę się spieszyć.

– Wobec tego nadrobimy to innego dnia.

– Chętnie przyjdę. – Odwrócił się do Jillian. – Jesteś gotowa?

– Tylko odłożę siodło.

Pospiesznie skierowała się w głąb stajni. No dobrze, nie chciała jego pomocy 

przy noszeniu siodła, ale nie zabroniła mu patrzeć, prawda?

background image

Dziwne. Zawsze uważał, że takie spodnie do jazdy konnej są trochę sztywne i 

nieatrakcyjne. Teraz doszedł do zupełnie innych wniosków.

Niepotrzebnie   gnał   tutaj   na   złamanie   karku,   żeby   ocalić   Jillian   przed 

popełnieniem fatalnego błędu i wybraniem Travisa Carmodyego na kontrahenta. 

Głupio zrobił, proponując, że rzuci okiem na jej plany. Potem przypomniał sobie, 

jak Jillian popatrzyła mu w oczy i wyznała, że potrzebuje jego pomocy.

Od razu wszystko stało się jasne. nigdy w życiu nie będzie żałował tego, co 

zrobił dla Jillian.

background image

Rozdział 3

Dwa dni później Seth zatrzymał furgonetkę na parkingu przy budynku winnicy 

Louret i powiódł wzrokiem po stojących tam samochodach. Oprócz aut personelu 

ujrzał jednego minibusa, dwa auta z wypożyczalni i kilka pojazdów z tablicami 

rejestracyjnymi spoza stanu. Pomyślał, że to w zupełności wystarczy, aby Jillian 

miała urwanie głowy w sali degustacyjnej.

Wyśmienicie.

Pospieszne spotkanie w poniedziałek zupełnie mu nie wystarczało. Potrzebował 

skupienia i czasu do namysłu, bez konieczności gnania na łeb na szyję do domu, 

żeby zająć się Rachel. Chciał zobaczyć Jillian przy pracy i dopiero wtedy wyrazić 

opinię o jej koncepcji remontu.

W sali degustacyjnej przystanął na chwilę, aby jego wzrok przystosował się do 

łagodnego, przytłumionego światła. Wkrótce wiedział już na pewno, że w sali jest 

zbyt ciemno, pomimo kilku lamp i jednego wielkiego okna, sięgającego od podłogi 

do sufitu.

Powiódł wzrokiem po całym pomieszczeniu,  rozważając jego kształt, układ, 

możliwości i... usiłując dojrzeć Jillian. Stała za jedną z dwóch lad degustacyjnych, 

usytuowanych wzdłuż  bocznych  ścian,  i  nalewała  wino dla  grupy  pań,  które  – 

ciekawostka – wszystkie nosiły czerwone kapelusze. Jillian w żaden sposób nie 

dała po sobie poznać, że zauważyła Setha.

Stała   w   złym   miejscu,   przestrzeń   w   sali   była   fatalnie   rozplanowana,   co   w 

konsekwencji   niekorzystnie   wpływało   na   funkcjonalność   pomieszczenia. 

Wszystkie te wady powinny zniknąć po zrealizowaniu planu Jillian, która chciała 

postawić jeden długi bar, biegnący przez środek sali. Seth, jednocześnie architekt i 

budowniczy, musiał się upewnić, że nowe rozwiązania będą optymalne. Wszedł 

background image

głębiej,   aby   pokręcić   się   po   pomieszczeniu.   Po   chwili   wyczuł   na   sobie   wzrok 

gospodyni.

Zaczekał na końcu długiej lady, aż Jillian przeprosi zebrane panie i do niego 

podejdzie.

– Witaj, Seth. Nie spodziewałam się ciebie. – Uśmiechała się ciepło i życzliwie. 

Jeżeli jego nieoczekiwany przyjazd zbił ją z tropu, nic nie dała po sobie poznać. – 

Właśnie jestem w trakcie prowadzenia degustacji.

Ruchem głowy wskazał grupkę przy ladzie.

– Niemało gości jak na połowę tygodnia – zauważył.

– Shannon oprowadza po winnicy jeszcze szóstkę. Fakt, mamy co robić. Ludzie 

przyjeżdżają bez przerwy, od kiedy zaczęliśmy działalność. Co cię tu sprowadza?

–   Wpadłem   na   chwilę,   żeby   sprawdzić   kilka   drobiazgów.   Nie   przeszkadzaj 

sobie.

–   Powinieneś   był   zadzwonić.   Uprzedziłabym   cię,   że   kończę   o   czwartej. 

Przyjechałbyś później.

– Chciałem zobaczyć cię przy pracy. – Popatrzył jej w oczy i dostrzegł w nich 

nieufność. Postanowił dokładniej wyjaśnić w czym rzecz. – Muszę wiedzieć, jak 

funkcjonuje   sala   degustacyjna.   Pokręcę   się   trochę,   nawet   nie   zauważysz,   że   tu 

jestem.

– Pokręcisz się? – powtórzyła sceptycznie. – I co jeszcze?

– Wymierzę to i tamto...

– Nie musisz weryfikować moich pomiarów – obruszyła się niezadowolona, że 

kwestionuje jej wiarygodność.

– Owszem, muszę. To moja praca. – Dyskretnie wskazał ręką na delektujące się 

winem kobiety. – . Lepiej wracaj do swoich obowiązków.

Następnie skupił się na zbieraniu danych potrzebnych do przebudowy. Zaczął 

od   zaplecza,   wymierzył,   gdzie   powinny   się   znaleźć   nowe   drzwi,   obejrzał 

background image

przeznaczony   do   likwidacji   magazyn   i   wrócił   do   sali.   Wiedział   już,   że   Jillian 

bardzo starannie wszystko wymierzyła, i miał w umyśle jasną wizję tego, co należy 

zrobić.

Przez cały czas do jego uszu docierał głos bratowej, rozbrzmiewający niczym 

cicha melodia w tle. Gdy się przybliżył, pomruki zmieniły się w słowa, potem 

zdania,   a   wreszcie   w   kompletną   wypowiedź.   Seth   wyciągnął   trzy   zasadnicze 

wnioski.

Jillian znała się na winach. Rozumiała potrzeby i oczekiwania publiczności. Jej 

praca w sali degustacyjnej była połączeniem poprzednich dwóch czynników.

I   jeszcze   jedno.   Gdyby   podjął   się   przeprowadzenia   tej   przebudowy, 

udowodniłby, że jest masochistą.

Przykucnął, żeby z bliska obejrzeć cyprysową podłogę. Zgodnie z planami, była 

przeznaczona do usunięcia, a w jej miejsce miała się pojawić terakota.

Jillian   nalała   odrobinę   szkarłatnego   napoju   do   kieliszków   słuchaczek   w 

czerwonych kapeluszach i przystąpiła do dzielenia się z nimi wiedzą o doskonałych 

czerwonych winach kalifornijskich.

– Z pewnością docenią panie bukiet tego wina – zapowiedziała. – To cabernet 

sauvignon, zapas z roku dziewięćdziesiątego ósmego.

– Zdaniem mojego męża, cabernet to męskie wino – skomentowała jedna z pań. 

– Podobno kobiety nie mają odpowiedniego podniebienia, by je docenić.

–   Carol.   Czy   dobrze   zapamiętałam   imię?   Pięćdziesięcioparoletnia   kobieta 

skinęła głową.

–   Posłuchaj,   Carol.   Twój   mąż   powinien   zainteresować   się   badaniami 

prowadzonymi w ramach projektu Ludzki Genom. Dowiodły one, że kobiety mają 

delikatniejsze   podniebienia.   Jako   płeć...   –   Umilkła   dla   większego   efektu   i 

uśmiechnęła się porozumiewawczo do pań. – Jako płeć jesteśmy lepsze w ocenie 

opartej na zmysłach.

background image

–   Popatrzcie   państwo.   –   Carol   odwzajemniła   uśmiech.   –   Więc   słusznie 

powiedziałam Jimowi, że gada, co mu ślina na język przyniesie.

Seth zauważył, że Julian usiłuje ukryć rozbawienie.

– Uwaga o „męskim winie" jest o tyle ciekawa, że odmiana cabernet sauvignon 

jest   uważana   za   królewską   wśród   czerwonych   winogron.   Powstają   z   niej   wina 

wyraziste, mocne i bogate. Niektórzy powiadają, że to męskie atrybuty, zdaniem 

innych to seksizm. Albo gadanie, co komu ślina na język przyniesie.

Panie się ubawiły. Carol chichotała najdłużej i najgłośniej.

– Rzecz jasna, niejedna kobieta ceni te walory w winie – oświadczyła Jillian. – 

A panie?

– Nie mam nic przeciwko wyrazistym, mocnym i bogatym mężczyznom. Czy 

to się liczy?

Ponownie   rozległa   się   salwa   śmiechu.   Seth   również   się   uśmiechnął,   bo 

żartownisia była wyniosłą damą pod osiemdziesiątkę. Rozbawiony pogawędką i 

zaintrygowany łatwością, z jaką Jillian nawiązywała bliski kontakt z grupą, oparł 

się   o   grubą,   pionową   belkę,   założył   ręce   i   usadowił   się   wygodnie,   by   biernie 

uczestniczyć w widowisku.

– Jillian, lubisz mocne wina? – zagadnęła prowadzącą inna kobieta.

– To zależy od nastroju, ale owszem, lubię. Często jednak miewam ochotę na 

coś bardziej eleganckiego i wykwintnego.

– Z pewnością masz ulubione wino – nie ustępowała kobieta. – Którą odmianę 

z Louret cenisz najwyżej?

Jillian   uniosła   kieliszek   i   przechyliła   go,   by   obejrzeć   rubinowy   płyn   pod 

światło.

– Zaraz jej skosztujemy – zapowiedziała.

– Zatem dzisiaj masz chrapkę na coś, co daje w kość, Jillian? – spytała Carol.

Seth usłyszał gromki śmiech pań, ale pomyślał, że tym razem Jillian nie miała 

background image

ochoty   na   nic   w   tym   rodzaju.   W   przeciwieństwie   do   poniedziałku,   kiedy 

galopowała   na   grzbiecie   wielkiego   konia,   teraz   była   bardziej   odprężona, 

zrelaksowana i pewna siebie.

– Pinot noir – zasugerował cicho.

Kątem oka dostrzegł, że tuzin czerwonych kapeluszy odwraca się ku niemu, 

lecz nie odrywał wzroku od Jillian, która starannie odstawiła kieliszek na bar i 

skierowała spojrzenie na Setha.

–   Dlaczego   pinot   noir?   –   zapytała,   gdy   ich   oczy   się   spotkały.   Wstrzymała 

oddech w oczekiwaniu na odpowiedź.

–   To   moja   interpretacja   twojego   nastroju.   Proszę,   proszę.   Jillian   nie   była 

przygotowana na taką wyrafinowaną odpowiedź.

Pod warunkiem, że Seth nie podał pierwszej lepszej nazwy, jaka mu przyszła do 

głowy.

Wiedziała, że jeszcze długo będzie o tym rozmyślać. Może przez wiele dni. Na 

razie  musiała   się   skoncentrować,   bo  jej   słuchaczki   momentalnie   przystąpiły   do 

zasypywania nowej ofiary pytaniami.

– Czy pana zdaniem cabernet to męskie wino? – chciała wiedzieć Carol.

– Jaka jest pańska opinia na temat projektu badawczego, o którym wspomniała 

Jillian?

– Czy pija pan wino?

– Czy kiedykolwiek degustował pan z Jillian? Naprawdę musiała się skupić, 

zwłaszcza że wydało się jej, iż słyszy „Czy degustował pan Jillian". Oblała ją fala 

gorąca na myśl o ustach Setha na jej ciele...

Momentalnie   zakręciło   się   jej   w   głowie   i   zaschło   w   ustach.   Drżącą   ręką 

sięgnęła   po   wodę   i   wypiła   spory   łyk,   by   spłukać   wyrazisty   smak   wina   oraz 

niecenzuralne myśli.

Od razu lepiej. Problem w tym, że panie z Klubu Czerwonego Kapelusza z 

background image

siedzibą w Golden Elms najwyraźniej uparły się  wciągnąć Setha do udziału w 

degustacji. Jillian musiała interweniować.

–   Drogie   panie!   –   zawołała   donośnie,   by   przekrzyczeć   harmider.   –   Dajmy 

Sethowi chwilę wytchnienia.

Trudno w to uwierzyć, ale na szczęście umilkły. Kiedy Kitty zabrała głos, jej 

słowa zabrzmiały jasno i wyraźnie.

– Jillian, czy Seth jest twoim mężczyzną? – spytała spokojnie.

Muszę   coś   odpowiedzieć,   pomyślała.   Boże,   spraw,   żebym   się   nie   jąkała   i 

mówiła z sensem oraz godnością.

– Seth pracuje w firmie budowlano-remontowej. Jest architektem.

Hura! Jej głos działał. Pokrzepiona, spojrzała na Setha. Nie sprawiał wrażenia 

zakłopotanego.   Przeciwnie,   spokojnie   stał   oparty   o   filar,   z   podciągniętymi 

rękawami   założonymi  na  szerokiej   piersi.   Wyglądał  jak  uosobienie   caberneta  z 

dziewięćdziesiątego ósmego.

Mocny, wyrazisty. Do tego smakowity.

Dobry Boże, nie chciała tego pomyśleć! Po prostu wydawał się mniej poważny 

niż zazwyczaj. Nie wyglądał na rozbawionego, ale w jego oczach dostrzegła błysk 

wesołości.

–   Pomaga   mi   –   ciągnęła   Jillian.   –   Wspólnie   planujemy   przebudowę   sali 

degustacyjnej.

– Robicie remont tego pokoju? Dlaczego? Po co?

– Mam nadzieję, że rozjaśnisz pomieszczenie pastelowymi kolorami.

–   Co   za   pomysł,   Lindo!   Uwielbiam   naturalne   drewno.   Nie   wolno   go 

zamalowywać!

Kobiety zupełnie straciły panowanie nad sobą. Zadawały pytania i nie czekały 

na odpowiedzi. Podrzucały pomysły, zmieniały koncepcje i hałasowały.

Po   kilku   minutach   Jillian   postanowiła   powrócić   do   tematu   spotkania,   ale 

background image

poniosła   klęskę.   Pokręciła   głową   z   rezygnacją   i   wzruszyła   ramionami.   Gdy 

spojrzała na Setha, uśmiechnął się do niej, a jej serce mocniej zabiło.

Jeszcze nigdy nie widziała, by się uśmiechał, a przynajmniej niebezpośrednio 

do   niej.   Jej   wewnętrzny   system   ostrzegawczy   momentalnie   zawiadomił   ją   o 

niebezpieczeństwie, lecz nie potrafiła odwrócić wzroku. Dopiero Helen, najcichsza 

w grupie, dotknięciem ręki wyrwała ją ze stuporu.

–   Jillian,   nie   mamy   nic   przeciwko   temu,   żebyś   porozmawiała   ze   swoim 

mężczyzną, jeśli musisz.

Tym   razem   darowała   sobie   wyjaśnienia,   związane   z   określeniem   „twój 

mężczyzna". Nie warto było od początku tłumaczyć, co Seth tutaj robi.

– Zamienię z nim tylko słowo o modernizacji sali.

–   Idź   śmiało.   Zaczekamy,   aż   skończysz.   Właśnie,   tego   się   obawiała. 

Natychmiast ruszyła do Setha, ale po drodze zdążyła jeszcze usłyszeć wygłoszony 

szeptem komentarz Kitty, dotyczący wyrazistego i mocnego smaku.

Wino. Oczywiście, że chodziło o wino. Wszystkie panie wzniosły kieliszki i 

pociągnęły pierwszy łyk trunku z rocznika dziewięćdziesiątego ósmego.

Bardzo wyraziste wino.

Policzki   Jillian   poczerwieniały,   gdy   wychodziła   zza   baru.   A   jeśli   Seth 

podsłuchał? Nie uśmiechał się już, tylko stał nieruchomo i patrzył na bratową.

Wyprostowała się, odchyliła ramiona i spróbowała uśmiechnąć się uprzejmie i 

profesjonalnie.

– Zrobiłam kilkuminutową przerwę, żeby porozmawiać z tobą o remoncie. Z 

pewnością dobrze się przyjrzałeś wszystkim pomieszczeniom. Może podejdziemy 

do okna?

– Znajdziemy tam nieco prywatności?

Zerknęła   przez   ramię.   Rzeczywiście,   panie   z   grupy   nie   spuszczały   z   nich 

wzroku.

background image

Seth   najwyraźniej   nie   tracił   jednak   pogody   ducha,   więc   się   uśmiechnęła   i 

pokręciła głową, kiedy szli na drugi koniec pomieszczenia.

– Nie nawykłam do tak zafascynowanej publiczności – wyznała.

– Czy nie tak wygląda twoja przeciętna grupa degustacyjna?

– Skąd! Nie wiem, jak mogłabym kilka razy dziennie wytrzymać z kimś takim, 

jak Kitty!

Kąciki jego ust podniosły się w uśmiechu. Seth sprawiał wrażenie odprężonego, 

czego nie dało się powiedzieć o Jillian. Usiadła na krześle pod oknem.

– Chyba nie istnieje coś takiego, jak przeciętna grupa – ciągnęła ze wzrokiem 

skierowanym   na   winnicę.   –   Gościmy   najrozmaitsze   osoby,   chociaż   rzadko   się 

zdarzają przypadkowi ludzie. Częściej widujemy takich, którzy zadali sobie sporo 

trudu, żeby nas odszukać.

– Chodzi ci o ludzi, którzy poważnie traktują wino?

–   Tak   Większość   z   nich   dobrze   wie,   czego   chce.   Przykładowo,   pytają   o 

konkretne   odmiany   lub   pionowy   przekrój   jakiegoś   rodzaju   wina,   dajmy   na   to, 

caberneta.   –   Przewidując   następne   pytanie,   wyjaśniła:   –   Chodzi   o   degustację 

jednego   gatunku   wina   z   różnych   roczników,   od   najmłodszego   do   najstarszego. 

Przeciwieństwem jest przekrój poziomy, czyli ten sam rocznik z różnych winnic. 

Tak czy owak, to są enofile. Dla równowagi zdarzają się też takie grupy, jak ta 

dzisiejsza. – Ruchem dłoni wskazała panie przy barze.

– Masz na myśli grupy specyficznie pojmujące estetykę odzieżową?

– Nigdy dotąd nie spotkałeś Czerwonych Kapeluszniczek?

–   Nie   w   takiej   obfitości   –   mruknął.   –   Przerażające.   Mimowolnie   parsknęła 

śmiechem.

– Tylko wtedy, gdy kogoś przerażają kobiety w pewnym wieku, które nie boją 

się używać życia.

– Tworzą jakąś organizację?

background image

–   Obecne   tu   panie   tworzą   raczej   dezorganizację.   Jillian   miała   nadzieję,   że 

kiedyś starczy jej ostentacji, by nosić ubranie w barwach fioletu i czerwieni.

– Dobrze się bawią – zauważył. – Ale także mają ochotę czegoś się nauczyć.

–   Tak   –   przyznała.   Zerknęła   na   niego   i   przekonała   się,   że   patrzy   na   nią   z 

zainteresowaniem. – Tak zachowują się moi ulubieni goście w winnicy.

– Prowadzisz degustację inaczej, niż sobie wyobrażałem – zauważył i rzucił 

okiem na grupę, bo okno zadrżało od salwy śmiechu.

– Pod jakim względem?

–   Nie   koncentrujesz   się   na   sprzedaży   wina,   które   dajesz   gościom   do 

wypróbowania, jak to się robi w wielu innych winnicach. Dajesz ludziom o wiele 

więcej.

Jillian uśmiechnęła się zadowolona, że Seth docenia jej starania.

–   Postanowiliśmy   skupić   się   na   zapewnianiu   ludziom   edukacji   winiarskiej. 

Chyba   dobrze   zrobiliśmy,   bo   większość   gości   przyjeżdża   dzięki   rekomendacji 

znajomych i przyjaciół.

– To zrozumiałe – potwierdził. – Jestem pełen podziwu.

Taki   drobny   komplement   nie   powinien   wprawić   jej   w   oszołomienie,   ale   w 

ustach Setha zabrzmiał jak wyraz najwyższego uznania. Niczym uczennica Jillian 

nabrała ochoty, aby dopominać się o więcej.

– Nie było za duszno? – zapytała.

Damy   ponownie   wybuchnęły   śmiechem,   a   Seth   tylko   spojrzał   na   nią 

wymownie. Ten gest wystarczył jej za odpowiedź.

– Czy dlatego chcesz przeprowadzić remont? – zapytał.

– Żeby nie było tu duszno?

–   To   jeden   z   powodów,   dla   których   zamierzam   powiększyć   salę   i   wpuścić 

więcej światła. Dzięki temu będę mogła naprawdę pokazywać różnice w wyglądzie 

i kolorze win. Nie da się tego zrobić przy sztucznym świetle.

background image

– Już myślałem o problemie oświetlenia.

Seth wstał i ruszył wzdłuż ściany, uważnie ją badając, a zaintrygowana Jillian 

zapomniała o zmęczeniu i podążyła za nim.

– Co byś powiedziała na łukowo sklepione okna po obu stronach sali?

– Jak wysokich?

– Od podłogi do sufitu. Byłyby wzorowane na drzwiach wejściowych. Takiego 

samego kształtu, takiej samej szerokości.

– Tak. Och, tak! – westchnęła Jillian, nawet nie próbując kryć entuzjazmu. 

Czyżby jednak zamierzał to zrobić?

– Łuki wyglądałyby pierwszorzędnie. W ten sposób okna będą nawiązywały 

kształtem   do   beczki   z   winem,   butelki   i   kieliszka.   Czy   wykucie   w   ścianie 

odpowiedniej wielkości otworu to problem?

–  Nie  dla   mnie,   ale  okna  trzeba   będzie  wykonać   na  zamówienie.  To  może 

kosztować.

– Coś wymyślę, żeby przekonać Cole'a.

– Mogę z nim porozmawiać... – Nie!

Zaprotestowała   zbyt   gwałtownie.   Zmrużył   oczy,   najwyraźniej   zdziwiony   jej 

oporem.   Rzecz   w   tym,   że   koniecznie   chciała   zachować   kontrolę   nad 

przedsięwzięciem.

– Nie ma potrzeby – dodała znacznie spokojniejszym tonem. – Cole powinien 

przywyknąć do proponowanych przeze mnie zmian i uzupełnień.

–   Tak?   –   Patrzył   na   nią   z   zaciekawieniem.   –   Co   jeszcze   zmieniłaś   od 

poniedziałku?

– Ubiory firmowe. Te odchodzą do lamusa – zapowiedziała i lekko uniosła 

ręce, prezentując ciemnoczerwoną koszulkę polo. W takich samych chodził cały 

personel sali degustacyjnej.

– Wyszły z mody?

background image

– Tak, a w dodatku brak im charakteru. Kampania marketingowa opiera się na 

niepowtarzalnym   charakterze   Louret   i   dbałości   o   szczegóły.   Dlatego   wraz   z 

Mercedes   postanowiłam,   że   sprawimy   wszystkim   pracownikom   niestandardowe 

uniformy. Kupimy koszule oraz spodnie i spódnice w zbliżonej palecie barw, lecz 

każdy komplet będzie odzwierciedlał nasze indywidualne preferencje.

Seth skinął głową, najwyraźniej pod wrażeniem.

Jillian zwróciła uwagę, że jej rozmówca nie zrobił wielkich oczu tak jak Cole i 

Eli,   kiedy   zaprezentowała   im   swój   pomysł.   Rzecz   jasna,   mieli   świadomość 

ogromnego  znaczenia sali degustacyjnej dla funkcjonowania  winnicy w Louret, 

tyle że dobór ubrań niewiele ich obchodził.

Na   dodatek   od   pewnego   czasu   obaj   musieli   uczestniczyć   w   zebraniach 

związanych   z   prawnym   statusem   posiadłości   Spencera   Ashtona   i   rodziny 

Lattimerów.

–   Zatem   jesteś   zwolenniczką   przyjemnej   atmosfery   oraz   funkcjonalnej, 

obszernej przestrzeni do pracy?

– Tak! Nic dodać, nic ująć!

Seth   Bennedict   nie   tylko   rozumiał   jej   plany,   lecz   także   wiedział,   dlaczego 

nadała im taki kształt. W żadnej innej firmie remontowej nie spotkała się z taką 

akceptacją. Odetchnęła głęboko.

– Czy to znaczy, że zamierzasz przyjąć to zlecenie?

– Tak.

Tak!   Z   trudem   pohamowała   chęć   podskakiwania   i   wymachiwania   rękami   z 

radości. Musiała zadać jeszcze jedno, zasadnicze pytanie.

– Czy to poważna oferta, Seth? Czy naprawdę chcesz tej pracy, czy też może po 

prostu   zamierzasz   poprawić   mi   humor,   bo   niemal   błagałam   cię   na   kolanach   o 

zgodę?

Popatrzył na nią dziwnie.

background image

– Zaraz, zaraz. Czyżbym przeoczył chwilę, kiedy mnie błagałaś?

– Tamtego ranka, w stajni. – Machnęła ręką mniej więcej w kierunku stajni, ale 

nie chciała wracać myślami  do tamtych chwil. Wolała nie pamiętać o tym, jak 

panika zmusiła ją do proszenia wprost o jego pomoc. – Powiedziałeś, że rzucisz 

okiem, ale nic nie obiecujesz. Dlaczego zmieniłeś zdanie?

Przez moment patrzył jej prosto w oczy. Coś w jego wzroku sprawiło, że się 

cofnęła. Seth wzruszył ramionami.

– Sama zauważyłaś, że to nieduże zlecenie. Postanowiłem skorzystać z okazji, 

zakasać rękawy i wziąć się do roboty.

– Sam będziesz wykonywał prace fizyczne?

– Tak. Nie mogę się doczekać.

– Przecież podobno jesteś zajęty przez całe lato. – Usiłowała zebrać myśli. – 

Czemu nagle znalazłeś czas?

– Będę kombinował i pracował po godzinach. Czy pracując w nocy, będę tutaj 

zakłócał komukolwiek spokój?

Tak. Nie, chyba nie. Zmarszczyła brwi.

– To dobry pomysł – przyznała powoli. – Ale co zrobisz z Rachel?

Patrzył na nią przez chwilę.

– Sądziłem, że chcesz mnie zatrudnić do tej przebudowy.

– Tak, chcę. Bezwzględnie.

– Zatem po co mi przypominasz, że to nie będzie łatwe?

– Obiecaj, że dasz mi znać, jeśli pojawi się jakiś problem z opieką nad Rachel.

– Nie musisz się przejmować Rachel.

– Wiem. – Jillian nie miała żadnego powodu do urazy, bez względu na to, co 

czuła do dziewczynki, która straciła matkę z powodu bezmyślności Jasona.

To nie twoja wina, upomniała siebie w myślach. Nie miałaś na niego wpływu. 

Nie mogłaś go uspokoić ani usatysfakcjonować. Nie możesz poczuwać się do winy 

background image

za jego poczynania.

Uniosła brodę i spojrzała Sethowi prosto w oczy.

– Nie chcę stać się przyczyną jej problemów. Robisz mi ogromną przysługę. 

Pozwól, że w rewanżu pomogę ci choć trochę.

– Jeśli kiedykolwiek zajdzie taka potrzeba. W przeciwieństwie do brata, Seth 

Bennedict był człowiekiem honoru i Jillian zamierzała trzymać go za słowo.

background image

Rozdział 4

Jillian   nie   mogła   się   doczekać,   kiedy   uzyska   aprobatę   rodzeństwa   i 

przyzwolenie   na   rozpoczęcie   prac   remontowych,   więc   umówiła   się   z   braćmi   i 

siostrą na późne popołudnie w piątek. Seth zapewnił ją, że nie widzi problemu, 

kiedy zadzwoniła i poprosiła go o przybycie. Jego siostra przyjeżdżała na weekend 

z San Francisco i mogła zająć się Rachel.

Nie mógł przewidzieć, że ciężarówka się przewróci, zablokuje jezdnię, a Eve 

zadzwoni z samego środka korka. Jego gospodyni Rosa już wyszła i miała wolny 

weekend. Co mu pozostało? Musiał zadzwonić i przełożyć spotkanie.

– Wybacz, ale jest już za późno, aby zamówić inną opiekunkę – wytłumaczył w 

rozmowie z Jillian.

– Gdzie jest teraz Rachel?

– Zaraz odbiorę ją z przedszkola.

– Przywieź ją ze sobą – zaproponowała. – Przeniesiemy się do domu. Caroline 

będzie zachwycona, mogąc porozpieszczać takiego malucha.

Seth zmarszczył brwi. Nie dlatego, że Caroline mogła rozpieszczać mu córkę. 

Rzecz w tym, że Rachel była nieśmiała, a nie miała okazji poznać nikogo z rodziny 

Jillian.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł.

Zapadło milczenie.

– Powiedziałeś, że pozwolisz mi pomóc sobie z Rachel. Czy zamierzasz się 

wycofać?

– Spotkamy się za pół godziny.

Dwadzieścia osiem minut później Seth wjechał na teren winnicy.

background image

Jillian,   nadal   ubrana   w   strój   firmowy,   zbiegła   po   schodach   przed   drzwiami 

wejściowymi   do   wielkiego,   wiejskiego   domu.   Seth   nie   zdążył   nawet   wyłączyć 

silnika, kiedy przeszło mu przez myśl, że Jillian na niego czeka. Ta świadomość 

okazała się niesłychanie przyjemna, zwłaszcza że na ustach bratowej ujrzał ciepły, 

życzliwy uśmiech.

Jego spojrzenie powędrowało do lusterka, w którym ujrzał zaniepokojoną buzię 

córki.   Momentalnie   wpakowała   kciuk   do   ust.   Cholera.   Po   śmierci   Karen 

poprzysiągł   sobie,   że   nigdy   nie   przedłoży   pracy   nad   dziecko.   Popełnił   błąd, 

przywożąc tu małą.

Nie zdążył wygramolić się zza kierownicy, a Jillian już odpinała pasy Rachel. 

Nie   porwała   jej   jednak   i   nie   zaczęła   kołysać   w   ramionach.   Nie   zalała   jej 

bezsensownym potokiem słów. Zamiast tego przykucnęła obok otwartych drzwi i 

zagadnęła pogodnie:

– Jaki ładny różowy kucyk! – Następnie uważnie przyjrzała się zabawce, którą 

Rachel tuliła do piersi. Był to gwiazdkowy prezent od Jillian. – Cieszę się, że 

zabrałaś go z wizytą do mnie i jego przyjaciół.

Rachel powoli wysunęła kciuk z buzi, choć jej duże brązowe oczy nadal zerkały 

podejrzliwie.

– Maś inne kuciki? – spytała dziewczynka cicho.

– Pewnie.

Rachel jeszcze przez trzy sekundy wykazywała nieufność, a potem wygrzebała 

się z fotelika i wsunęła rączkę w dłoń Jillian.

– Maś je w sipialni?

– Tak. Spytamy tatusia, czy pozwoli nam je obejrzeć.

– Tatuś nie pozwoli. Tatuś nie lubi kucików, bo siem nieśtosiownie ziachowują.

– Naprawdę? Nie wiedziałam. – Jillian się wyprostowała i równie poważnym 

tonem,  jak  jej trzyletnia  rozmówczyni,  spytała Setha:  – Czy  to  prawda,  że  nie 

background image

lubisz kucyków z powodu ich niestosownego zachowania?

Bezradnie wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia, gdzie ona się uczy tych słów – wyznał.

Z trudem stłumiła śmiech.

– Zatem, czy chcesz iść z Rachel, żeby obejrzeć kucyki? – spytała rozbawiona.

– Do twojej sypialni? Raczej nie.

Od razu zrozumiał, że nie powiedział nic mądrego. Jednak nie wprawił jej w 

zakłopotanie.   Zamrugała   i   coś   się   zmieniło   w   jej   nastroju.   Może   uświadomiła 

sobie,   że   dla   Setha   jej   sypialnia   nie   jest   miejscem   na   trzymanie   kucyków   i 

urządzanie przyjęć dla dziewczynek, tylko oazą kobiecych zapachów, koronek i 

tajemnic.

Popatrzyła   na   niego   zagadkowo,   lecz   zanim  zdążyła   cokolwiek   powiedzieć, 

Rachel szarpnęła ją za rękaw.

–   Choć,   ciociu   Dzieli.   Choć   do   kucików.   Rzekomo   nieśmiałe   dziecko 

zaciągnęło Jillian do drzwi.

Zdążyła się odwrócić i zawołać przez ramię:

– Wejdź do środka, Seth. Cole czeka w bibliotece, a Mercedes jest w drodze. 

Eli nie wie, czy zdoła dotrzeć. Biblioteka jest na prawo. – Głos Jillian docierał już z 

półpiętra na kręconych schodach. – Idź, za parę minut do ciebie dołączę.

– Wszystko dobrze, księżniczko?

– Idę obejzieć kuciki cioci Dzieli – oznajmiła dziewczynka wyniośle.

– Baw się dobrze. I nie wyjadaj koniom siana. Dziecko prychnęło śmiechem i 

zasłoniło usta dłonią, a Seth ruszył do biblioteki wniebowzięty, że kogoś rozbawił 

jego mizerny żart.

– Ciociu Dzieli?

Na   progu   biblioteki   odwrócił   się   i   ujrzał,   jak   Jillian   klęczy   i   w   skupieniu 

wysłuchuje   tego,   co   ma   do   powiedzenia   jej   tymczasowa   podopieczna.   Przez 

background image

moment nie mógł złapać tchu. Dopiero po chwili odzyskał równowagę, a wówczas 

przyszło mu do głowy, że ma swoje lata i wie, jak sobie radzić z zauroczeniem 

osobą Jillian, ale jak przez to przejdzie jego córka?

Jillian   powróciła   dziesięć   minut   później.   Sama,   bez   Rachel.   Kiedy   Seth 

omawiał szczegóły zlecenia, jego córka zakochiwała się w jeszcze jednej kobiecie 

z rodziny Ashtonów-Sheppardów. W Caroline.

–   Poszły   do   stajni,   pewnie   nieprędko   wrócą   –   wyjaśniła   Jillian,   kiedy 

wychodzili po zakończeniu spotkania. – Najlepiej sam po nią idź.

–   Może   pójdziemy   razem.   Pomożesz   mi   oderwać   ją   od   tego   twojego 

gadatliwego kuca.

– Pewnie.

Seth   postanowił   w   duchu,   że   w   przyszłości   będzie   zdecydowanie   oddzielał 

życie   prywatne   od   zawodowego,   chociaż   nie   wątpił,   że   Rachel   pozostawała   w 

dobrych rękach. Teraz jednak nie potrafił się oprzeć pokusie spaceru.

–  Pomyśleć,   że  wszystko  się   zaczęło   od  tego  różowego   kucyka  –  zagadnął 

towarzyszkę.

– Chodzi ci o to, że Rachel trochę lubi konie?

– Trochę? – Pokręcił głową z udawanym przerażeniem.

– Stworzyłaś potwora.

– Chyba nie masz na myśli tej słodkiej trzylatki.

– Chyba nie miałaś okazji znosić zmęczonej i złej trzylatki, która nie może 

postawić na swoim.

– Nie, nie miałam, chociaż moi bracia zgodnie twierdzą, że w jej wieku byłam 

chodzącym monstrum.

– Trudno w to uwierzyć.

– Jeśli robiłam coś potwornego, to tylko sprowokowana przez braci – wyznała i 

background image

niewinnie zatrzepotała rzęsami. Postanowił zmienić temat.

– Nie lubisz, kiedy ktoś mówi na ciebie Jellie, prawda?

– spytał.

Jillian przeszył dreszcz.

– Nie cierpię! – wyznała.

– A jednak pozwalasz Rachel tak się do siebie zwracać.

– W ustach dziecka takie zdrobnienie jest urocze. Gdy bracia tak się do mnie 

zwracają podczas narady, mam wrażenie, że przylepiają mi okropną łatkę.

Seth   ugryzł   się   w   język.   Postanowił   nie   zwierzać   się   z   tego,   jak   ogromnie 

podoba   mu   się   kontrast   między   elegancką   Jillian   Ashton   a   Jellie,   uroczo 

zarumienioną za każdym razem, gdy bracia wtykali jej szpilki.

–   Czy   podczas   spotkania   zwróciłeś   uwagę   na   coś   jeszcze?   –   spytała 

buńczucznie i założyła ręce na piersiach.

– Eli był zamyślony.

– Ma sporo na głowie.

– Cole nie mógł się doczekać końca.

– Świeżo upieczony mąż.

– Mercedes lubi ciastka czekoladowe.

– Nie zjadła obiadu. – Jillian roześmiała się perliście. – Nie miałam pojęcia, że 

jesteś taki spostrzegawczy.

– Za mało mnie znasz – zauważył i poczuł, że dotychczasowy nastrój prysł. 

Atmosfera  stała się intymniejsza,  zwłaszcza  że stali w cichym,  nieoświetlonym 

holu.

– Fakt – przyznała. – Podejrzewam, że wiesz o mnie więcej niż ja o tobie.

– Uważasz, że cię dobrze znam? – Nie wiedział, czy się nie przesłyszał. W tym 

tygodniu nie sprawdziło się nic z tego, co sądził na temat  rzekomo  chłodnej i 

wyniosłej Jillian Ashton.

background image

– Wiesz o mnie więcej, niż powinieneś. – Uniosła brodę i patrzyła mu w oczy. – 

Więcej niż ktokolwiek spoza mojej rodziny.

– Mówisz o przeszłości, Jillian, o Jasonie i bagnie, które stworzył w swoim 

życiu i małżeństwie. Nie o sobie.

Stanowczo pokręciła głową.

–   Wiem,   że   byłam   zbyt   łatwowierna   i   naiwna.   Uwierzyłam   mu,   kiedy 

powiedział, że padł ofiarą oszustwa i że nie ma nic wspólnego z tym przekrętem 

inwestycyjnym. Dałam mu wiarę nawet wtedy, gdy zapewnił mnie, że odzyska 

moje pieniądze, że przestanie oszukiwać, kłamać i robić ze mnie idiotkę!

Seth pomyślał, że to wszystko prawda, a stało się tak dlatego, że Jillian kochała 

męża. Była lojalną, wierną i dobrą żoną.

Jego małżonka w niczym nie przypominała Jillian.

– Byłaś jego żoną. Nigdy cię nie osądzałem z tego powodu. Poruszyła się, a w 

mroku   nie   potrafił   określić,   czy   była   zaskoczona,   czy   też   mu   nie   dowierzała. 

Wzruszyła ramionami.

– Mogę ci tylko podziękować – oznajmiła stłumionym głosem. – Dziękuję, że 

mnie nie osądzałeś i że pomogłeś mi wyplątać się z chaosu.

– Drobiazg – mruknął, bo nie wiedział, co powiedzieć.

– Szczególnie dziękuję ci za to, że teraz mi pomagasz. – Patrzyła na niego 

poważnie i szczerze. – Ta praca dużo dla mnie znaczy, a ty zdejmujesz mi z ramion 

ogromny ciężar.

Seth wiedział, że to nie jest pusta gadanina. Jillian przyszła do niego, poprosiła 

go o pomoc, już wcześniej mu podziękowała i zaoferowała gotowość pomocy przy 

Rachel.

– Dlaczego ten projekt jest dla ciebie tak ważny? – zapytał wprost.

– Praca to moje życie. I moje błogosławieństwo – wyznała po prostu.

Tak. Zauważył to i zrozumiał tamtego dnia w sali degustacyjnej, a podczas 

background image

spotkania obserwował ją znacznie uważniej niż jej rodzeństwo.

Nie chodziło wyłącznie o pracę. Sprawa miała charakter osobisty.

– Czego chcesz dowieść, Jillian? – spytał ze wzrokiem utkwionym w jej twarzy. 

Nie musiał kończyć psychologii, aby zrozumieć jej motywację, lecz nie chciał nic 

sugerować. Wiedział, co to cierpliwość – miał trzyletnią córkę.

–   Popełniłam   mnóstwo   błędów   –   westchnęła   w   końcu.   –   Choćby   ten,   że 

wyjechałam   z   Louret,   bo   uznałam,   że   nikt   tutaj   nie   widzi   we   mnie 

profesjonalistki...

– Wtedy podjęłaś pracę w Sonomie?

– Tak.

I tam poznała Jasona, młodszego brata Setha, zdemoralizowanego dyrektora 

działu   sprzedaży,   który   zapragnął   Jillian   dla   jej   nazwiska   i   koneksji.   Jason 

wykalkulował   sobie,   że   Ashtonowie   zapewnią   mu   to,   do   czego   nigdy   by 

samodzielnie nie doszedł, ze względu na swoje lenistwo.

– Rodzina nie chciała mi pozwolić odejść, ale doszłam do wniosku, że wiem 

lepiej   –   ciągnęła.   –   Zamierzałam   udowodnić,   że   jestem   dorosła   i   sama   mogę 

podejmować decyzje.

– A teraz chcesz zmienić Louret, aby dowieść swojej wartości?

– Nie, po prostu muszę zrobić coś przydatnego. Dla siebie. Dzięki temu oderwę 

się od przeszłości.

– Może warto zburzyć stare ściany i postawić nowe? Na jej ustach zagościł 

uśmiech, jakby doceniła metaforę, lecz oczy miała pełne powagi.

–   Bywa,   że   stare   ściany   walą   się   dookoła   i   trzeba   czasu,   aby   uprzątnąć 

gruzowisko.

– Czasami człowiek nie daje sobie z tym rady w pojedynkę.

– A niekiedy jedyna dostępna osoba... – Nieoczekiwanie zamilkła i zacisnęła 

usta.

background image

Seth pomyślał, że Jillian nie może teraz zamknąć się w sobie.

– Jedyna dostępna osoba... No, wykrztuś to, Jillian! – zachęcił.

– Rzuca się w rumowisko i tylko wznieca pył!

–   Zupełnie   cię   nie   rozumiem   –   mruknął   z   goryczą.   –   Parę   minut   temu 

dziękowałaś mi za zrobienie porządku po Jasonie.

–   Tak,   i   mówiłam   szczerze.   Chodzi   o   to,   że   byłeś   niesłychanie   skuteczny. 

Przejąłeś   kontrolę   i   wyjaśniłeś   wszystko   zupełnie   bez   wysiłku,   podczas   gdy   ja 

błądziłam we mgle. Przy tobie poczułam się bezużyteczna i nieistotna.

Przecież tylko jej pomógł, żeby nie musiała sama się wszystkim zajmować. 

Błądziła we mgle, to jej własne słowa. A mimo to...

Potarł dłonią kark.

– Czy nadal tak się przy mnie czujesz?

– Nie.

Nie   uwierzył   w   jej   pospiesznie   udzieloną   odpowiedź.   Po   paru   sekundach 

westchnęła, a jej ramiona lekko opadły.

–   Niech   będzie   –   poddała   się.   –   Nie   czuję   się   przy   tobie   bezużyteczna   i 

nieistotna. Po prostu jest mi... niekomfortowo. Czasami.

– Dlatego, że jestem bratem Jasona?

– Tak. To jedno.

– A drugie? – naciskał.

–   Jesteś   taki   poważny.   I   surowy.   –   Umilkła,   jakby   nie   była   pewna,   co 

powiedzieć i jak to ująć. – Dziwnie na mnie patrzysz i nie mam pojęcia, co myślisz.

Seth przez krótką chwilę miał ochotę powiedzieć jej, co myśli, kiedy jego ciało 

oblewa fala gorąca, a napięcie nie pozwala mu się skupić.

Rzecz w tym, że dziesięć minut wcześniej uścisnął dłonie jej braci. Musieli 

razem pracować, bez względu na okoliczności. A on postanowił, że nie będzie 

łączył życia prywatnego i zawodowego.

background image

– Czy wspólna praca przy remoncie będzie dla ciebie problemem?

– Sądziłam, że tak, kiedy przyjechałam na spotkanie z tobą w Villa Firenze. 

Jednak po tym tygodniu, a zwłaszcza po dzisiejszym dniu... – Odetchnęła głęboko i 

wyprostowała ramiona. – Tak, Seth, mogę z tobą pracować.

– Zwłaszcza jeśli będę pogodniejszy?

– To by było wskazane. – Wyraźnie się odprężyła. – Zatem wszystko ustalone?

Nie do końca, pomyślał Seth, ale pełna nadziei Jillian patrzyła na niego z takim 

napięciem, że musiał skłamać.

– Tak, wszystko ustalone.

Uśmiechnęła się szeroko. Tak uśmiechała się do niego tylko Rachel.

Pospiesznie zerknął na zegarek. Jak mógł zapomnieć o Rachel?

– Muszę pędzić po małą, bo siostra porachuje mi kości – oświadczył.

Jej oczy nieznacznie się rozszerzyły, jakby również coś sobie przypomniała.

– Gdybyś zechciał zaczekać kilka minut, to zdążyłabym się przebrać w strój do 

jazdy konnej i zeszła z tobą do stajni.

– Wybierasz się na przejażdżkę? Teraz?

– Mam nadzieję, że zdążę przed zmrokiem – wyjaśniła. – Przede wszystkim 

jednak chciałabym pomóc ci oderwać córkę od kucyka. Daj mi minutę, to szybko 

wskoczę w bryczesy.

–   Wystarczy   ci   jedna   minuta?   Spodnie   takie   wąskie,   a   nogi   takie   długie   – 

mruknął,   kiedy   Jillian   biegła   po   schodach   na   górę.   Jej   spódnica   łopotała 

energicznie wokół zgrabnych kostek, a Seth zrozumiał,  że za żadne skarby nie 

przepuściłby okazji do ponownego popatrzenia na jej atrakcyjną sylwetkę.

background image

Rozdział 5

Jillian   pospiesznie   ściągnęła   spódnicę   i   opadła   na   łóżko.   W   dłoni   ściskała 

bryczesy.   Więc   jednak   zwrócił   uwagę   na   jej   obcisłe   spodnie.   Czy   był   nią 

zainteresowany tak, jak ona nim?

Jej hormony najwyraźniej się przebudziły, przypominając Jillian, że swojego 

czasu z przyjemnością flirtowała i cieszyła się intymnością kontaktów damsko-

męskich. Wtedy jeszcze ceniła sobie seks. Ale wówczas sądziła, że mąż ją kocha, 

ceni i pragnie spędzić z nią życie, stworzyć rodzinę i dom. Była naiwną, zakochaną 

kretynką.

Gdy   dojrzeje   do   następnego   związku,   będzie   chciała   tego,   co   połączyło 

Caroline   i   Lucasa.   Pragnęła   głębokiej   więzi,   która   nie   miała   nic   wspólnego   z 

hormonami, bo opierała się na zaufaniu i szacunku.

Była Jillian Ashton, dorosłą kobietą i specjalistką w branży winiarskiej. Musiała 

odzyskać   szacunek   do   siebie   i   powinna   utrzymać   oficjalne   stosunki   z   Sethem. 

Może   za   jakiś   czas   on   również   zacznie   ją   respektować.   Tamtego   dnia,   w   sali 

degustacyjnej, kiedy komplementował jej pracę, sądziła, że podąża we właściwym 

kierunku. Nie powinna teraz leżeć i rozmyślać o tym, czy jakiś mężczyzna obejrzał 

jej pupę, bo to nie poprawiało jej sytuacji.

Z   trudem   wepchnęła   nogi   do   bryczesów.   Najwyraźniej   od   czasu   ostatnich 

zawodów w siodle przybrała na wadze parę kilogramów. Zawody jednak odbyły 

się dziesięć lat temu i nie zamierzała się z tego tłumaczyć. Podeszła do drzwi i 

otworzyła je, balansując na jednej nodze i jednocześnie wciągając pierwszy but z 

wysoką cholewą.

Nagle usłyszała głosy w holu i jej serce głośno załomotało. Na bosej nodze 

doskakała do schodów, aby lepiej słyszeć rozmowę Setha i swojej matki.

background image

Z przyciszonego tonu pogawędki wywnioskowała, że Rachel zasnęła podczas 

krótkiej przejażdżki.

Jillian tchórzliwie postanowiła zaczekać minutę, aż rozmówcy sobie pójdą.

Jej   umysł   zdecydowanie   potrzebował   czasu,   by   ochłonąć,   najlepiej   podczas 

jazdy konnej – pierwszej od poniedziałkowego poranka – ale gdy dotarła do stajni, 

słońce właśnie skrywało się za górami Mayacamas. Obiecała sobie, że wycieczkę 

urządzi jutro, zaraz po tym, jak wysprząta salę degustacyjną po sobotnich gościach. 

Następnie pospiesznie wróciła do domu.

Przed   głównym   wejściem   ujrzała   zaparkowany   samochód.   Przystanęła 

zaskoczona,   lecz   powściągnęła   ciekawość   i  ruszyła   do   kuchni.  Na   szczęście   w 

ostatniej chwili wyhamowała i uniknęła zderzenia z Mercedes, która dźwigała tacę 

z najlepszą zastawą Caroline.

– Uważaj – ostrzegła ją Mercedes.

– Urządzasz przyjęcie? – spytała Jillian, nim zdążyła spojrzeć na twarz siostry. 

Mercedes była wyraźnie przejęta i poważna. – Co się stało?

– Mama ma gościa.

–   Prawnika?   –   zapytała   machinalnie,   mając   w   pamięci   liczne   w   ostatnich 

tygodniach   spotkania   Cole'a.   W   następnej   chwili   uświadomiła   sobie,   jak 

absurdalny był to pomysł: prawnicy nie jeździli małymi, poobijanymi gruchotami, 

takimi jak ten przed domem.

– Gorzej. – Mercedes się skrzywiła. – Annę Sheridan. Na szczęście to nie Jillian 

trzymała tacę, bo jej cenna zawartość natychmiast wylądowałaby na podłodze.

– Masz na myśli tę kobietę?

– Tę samą. Przyszła z dzieckiem.

Dzieckiem,   które   było   ich   przyrodnim   bratem.   Jednym   z   wielu   nigdy 

niewidzianych braci przyrodnich, spłodzonych przez mężczyznę, którego Jillian nie 

background image

chciała nazywać ojcem.

– Co tu robi? – wymamrotała Jillian. – Czego chce?

– Nie mam pojęcia. – Mercedes poprawiła tacę. – Weź filiżankę, razem się 

przekonamy.

Seth pojechał do The Vines tylko w jednym celu. Chciał znaleźć ulubionego 

różowego   kucyka   córki,   przypadkowo   pozostawionego   poprzedniego   wieczoru. 

Dziewczynka najwyraźniej  była tak  bardzo zauroczona  prawdziwym  kucem,  że 

zapomniała o zabawce. Problem w tym, że następnego dnia przed snem sobie o nim 

przypomniała   i   odmówiła   spania   bez   ukochanego   pluszaka.   Nauczony 

doświadczeniem ojciec dał sobie spokój z negocjacjami.

– Tak, pojadę po kucyka – poddał się z rezygnacją, przygnębiony perspektywą 

przetrząsania stert siana.

Gdy stanął przed stajnią, zwrócił uwagę na nieobecność samochodów. Wielki 

biały budynek był zupełnie opustoszały, jeśli nie liczyć zwierząt. No i dobrze. Seth 

nie miał ochoty na pogaduszki.

Wszedł przez otwarte na oścież drzwi i niemal od razu zauważył nieobecność 

siwka, którego Jillian dosiadała w poniedziałek.

Było za  późno  i za  ciemno   na bezpieczne   przejażdżki,  zwłaszcza  że  Jillian 

uwielbiała cwałować. Wyszedł na dwór i znieruchomiał, wyczuwszy drżenie ziemi 

pod stopami. Wkrótce potem usłyszał tętent kopyt. Deja vu.

Koń pojawił się w półmroku niczym szary duch, galopując z oszałamiającą 

prędkością.

– Głupia dziewczyna – wymamrotał Seth. – Jeśli sama nie skręci sobie karku, 

osobiście jej pomogę...

Głos ugrzązł mu w gardle, a serce mocno zabiło z przerażenia. Tym razem koń 

naprawdę   wyrwał   się   spod   kontroli.   Wodze   zwisały   luźno,   a   siodło   na   jego 

background image

grzbiecie było puste.

Seth   momentalnie   wskoczył   do   samochodu   i   uruchomił   silnik.   Ruszył   tak 

gwałtownie,   że   spod   opon   wyleciał   grad   żwiru.   Pędził   jak   oszalały,   niemal 

rozbijając   po   drodze   bramę   i   ogrodzenie.   Musiał   zwolnić,   aby   pomyśleć,   skąd 

przybiegł koń.

Nagle wydało mu się, że przy drodze widzi jakiś niewyraźny kształt i przeraziła 

go wizja nieruchomego  ciała Jillian.  Na szczęście  rzekoma  sylwetka  człowieka 

okazała się tylko cieniem, rzucanym przez gęste zarośla. Odetchnął głęboko, zdjął 

nogę z gazu i poluzował uścisk dłoni na kierownicy.

Na   rozstajach   dróg   postanowił   jechać   w   lewo.   Dotarł   do   domu   na   końcu 

nieutwardzonej drogi, lecz nikogo nie zastał. Najwyraźniej mieszkańcy wyjechali 

na weekend, a on nie miał pojęcia, czy Jillian nie leży gdzieś w ciemnościach. 

Mogła   pojechać   wszędzie.   Potrzebował   pomocy.   Powoli   zawrócił,   aby   przed 

powrotem do The Vines jeszcze raz uważnie obejrzeć okolicę.

I nagle ujrzał smukłą kobiecą sylwetkę. Setha ogarnęła trudna do opisania ulga. 

Natychmiast   przełączył   światła   drogowe   na   światła   mijania,   podjechał   bliżej   i 

wyskoczył z samochodu.

Wydawała się niezadowolona, ale nie dał jej czasu na wyrażenie dezaprobaty. 

Momentalnie złapał ją za ramiona, jakby chciał sprawdzić, czy jest cała i zdrowa.

– Co ty...

– Muszę się upewnić, że jesteś w jednym kawałku – mruknął.

– ... tutaj robisz? – dokończyła słabym głosem i ukryła twarz w dłoniach.

– Jesteś ranna? – Pochylił się, by obejrzeć jej oczy i policzki.

– Nie, jeśli nie liczyć urażonej dumy. Odetchnął głęboko.

– Seth, nie wyjaśniłeś, co tutaj robisz.

–   Odgrywam   rolę   poszukiwacza   i   ratownika   –   wyjaśnił.   Postanowił 

background image

potraktować   całą   sprawę   z   dystansem   i   humorem,   chociaż   z   trudem   mu   to 

przychodziło.

– Nic nie rozumiem – oświadczyła zdezorientowana Jillian i pokręciła głową.

– Byłem w stajni, kiedy wróciła twoja klacz.

– Nic jej nie jest? – Nagle zacisnęła palce. – Marsanne? Mój koń? Nie okulała?

–   Nie   zauważyłem   nic   niepokojącego.   Galopowała   pod   górę   na   czterech 

nogach.

Najwyraźniej   zadowoliło   ją   to   wyjaśnienie.   Westchnęła   ciężko,   ale   się 

odprężyła.

– Mam nadzieję, że nie spadłaś przy takiej prędkości.

– Nie. W ogóle nie powinnam była spaść! – Wzdrygnęła się z niesmakiem. – 

Marsanne szła stępa, a ja nie zachowałam dostatecznej czujności. Coś zaszeleściło 

w   trawie,   koń   się   spłoszył.   Nie   wybaczyłabym   sobie,   gdyby   moja   nieuwaga 

doprowadziła do zranienia Marsanne!

– A co z tobą? A gdybyś ty się zraniła?

– Powiedziałam ci, że tylko moja duma ucierpiała. No, może prawie tylko – 

sprostowała, masując pośladki.

– Wygląda na to, że raczej wylądowałaś na twarzy – mruknął i kciukiem starł 

jej z policzka brudną smużkę.

– Mogłam się przetoczyć.

– Mogłaś – przytaknął i powiódł dłonią po jej szczęce i brodzie. Powinien był 

przestać, cofnąć ręce, ale nie potrafił się opanować. Na razie nawet nie chciał.

– Dobrze, że miałam dżokejkę – wykrztusiła Jillian szeptem.

Popatrzył jej głęboko w oczy.

– Teraz jej nie masz – zauważył. – Może ją zgubiłaś podczas upadku?

Czy musiał jej wypominać to upokorzenie?

– Nie, dżokejka ochroniła mi głowę. Zgubiłam ją później. Jutro jej poszukam. 

background image

Dobrze wiem, gdzie ją cisnęłam.

Oparł dłonie na biodrach i czekał, aż wreszcie dała za wygraną.

–   Dobra,   niech   ci   będzie   –   westchnęła   z   rezygnacją.   –   Miałam   lekki   atak 

zniecierpliwienia. Nie lubię lądować na ziemi w najdalszym punkcie przejażdżki, 

zwłaszcza jeśli sama jestem sobie winna.

Nie powinna była wspominać o ataku szału. Jej słowa zabrzmiały dziecinnie, a 

przecież chciała zdobyć szacunek Setha!

Ruchem ręki wskazała samochód.

– Nie miałam ochoty na długi spacer – wyznała. – Jeśli nie masz nic przeciwko 

temu, pojadę z tobą do stajni.

Gdy tylko zajęła fotel pasażera i Seth zamknął drzwi, od razu zrozumiała, że 

coś jest nie tak. Seth nie uruchomił samochodu.

–   Co   się   stało?   –   spytała   zdziwiona.   Pokręcił   głową   i   powiedział   coś 

niezrozumiałego. Niespokojnie potarła dłonią policzek.

– Czy mam twarz umorusaną ziemią? – zapytała skrępowana. – Patrzysz, jaka 

jestem brudna?

– Usiłowałem sobie wyobrazić, jak dostajesz szału. Nic mi z tego nie wyszło – 

wyznał i wreszcie uruchomił silnik.

– Rzadko mi się zdarza coś podobnego – pośpieszyła z wyjaśnieniem.

Zerknął na nią z ukosa.

– Mam nadzieję, że równie rzadko jeździsz konno po nocy.

–  Zamierzałam   wrócić znacznie   wcześniej,  ale...  – Wzruszyła  ramionami.   – 

Ale?

– Ale nie wróciłam. – Machnęła ręką, ucinając temat. Od pewnego czasu już 

jechali, i to stanowczo zbyt szybko.

– Dojeżdżamy  do zakrętu – ostrzegła Setha. – Lepiej zwolnij, jedziemy  do 

background image

stajni.

– Podrzucę cię do domu.

– Nie ma potrzeby.

– Niedawno spadłaś z konia.

– Nie chcę, żeby ktokolwiek podejmował za mnie decyzje. Wiem, że przed 

chwilą przyznałam się do małego ataku szału, ale nie jestem dzieckiem.

– Wiem o tym dobrze, Jillian. – Odwrócił się ku niej powoli. – Bardzo dobrze.

Nagle   zrozumiała,   że   on   jej   pożąda.   Ten   fakt   wszystko   zmieniał.   Potrafiła 

zapanować nad własnymi zakusami, ale nie mogła dodatkowo przeciwstawiać się 

Sethowi.

Nerwowo wyprostowała plecy i wyzywająco uniosła brodę.

– Zawieziesz mnie do stajni, czy mam wysiąść i iść pieszo?

– Oczywiście, że cię zawiozę – odparł bez zmrużenia powiek.

Serce Jillian mocniej zabiło. Wiedziała, że Seth nie ustępuje tak łatwo.

– Ale najpierw powiesz mi, dlaczego wyjechałaś o tak późnej porze.

– Zgoda, ale przedtem ty mi powiesz, co dzisiejszego wieczoru robiłeś w stajni 

– zażądała.

Wzruszył ramionami.

– Stanąłem na czele jednoosobowej ekspedycji poszukiwawczo-ratunkowej.

– Jaśniej.

– Wczoraj wieczorem Rachel zgubiła w stajni zabawkę – wyznał i potarł dłonią 

kark. – Odmówiła pójścia do łóżka bez ulubionej maskotki.

– Różowy kucyk?

– Ten sam. Znalazłaś go?

–   Nie,   ale   pomogę   ci   w   poszukiwaniach,   kiedy   tylko   oporządzę   Marsanne. 

Zresztą   mam   w   sypialni   całą   kolekcję   takich   pluszaków.   Wiem,   które   z   nich 

nadadzą się na zastępstwo, jeśli misja ratunkowa zakończy się niepowodzeniem.

background image

– Rachel nie zgodzi się na zastępstwo. – Wzrok Setha był tak przenikliwy, że 

jej serce niemal zamarło. – W grę wchodzi wyłącznie oryginał.

background image

Rozdział 6

Okazało się, że kucyka nie ma w stajni. Po powrocie do The Vines w celu 

wybrania   zastępcy   Jillian   odnalazła   zgubę   wśród   innych   zabawek   w   sypialni. 

Uparła się przekazać za pośrednictwem Setha dodatkowego kucyka dla Rachel.

Rachel, jak to ona, postanowiła, że różowy kucyk musi podziękować „cioci 

Dzieli" za kolegę do zabawy. Z tego powodu dziewczynka od śniadania wierciła 

ojcu dziurę w brzuchu, a pokrzepiona poobiednią drzemką na nowo zabrała się do 

dzieła.

–   Tatusiu,   mówiłeś,   zie   tsieba   zawsie   pamiętać   o   mówieniu   dziękujem. 

Mówiłeś...

Wreszcie, aby zapewnić sobie odrobinę spokoju w niedzielne popołudnie, Seth 

zgodził się na telefoniczne podziękowanie.

– Ale Jillian jest dziś w pracy – uprzedził córkę. – Zadzwonimy, jak wróci do 

domu.

– A ja dzwonię do ciebie do praci.

– Mam telefon komórkowy. Jillian nie. Rachel uniosła brwi. Seth westchnął, 

przygotowany na następne...

– Dlaczego?

–   Bo   mam   córkę-gadułkę,   która   uwielbia   dzwonić   do   mnie   –   do   pracy.   – 

Delikatnie pociągnął ją za warkoczyk, lekko przekrzywiony po spaniu. – Dlatego 

mam telefon komórkowy.

– Ciocia Dzieli nie ma.

Sądził, że Rachel mówi o telefonie, lecz dziecko spojrzało na niego uważnie 

wielkimi, inteligentnymi oczami.

– Dlatego pozwala mi bawić się kucikami. Bo nie ma ciórki.

background image

Westchnął i posadził małą na kolanie.

– Wiesz co, zawrzyjmy kompromis.

– A cio to? – spytała podejrzliwie.

–   Umowa.   Obiecasz,   że   nie   będziesz   mi   wiercić   dziury   w   brzuchu,   a   ja 

zatelefonuję do Caroline i spytam, kiedy Jillian kończy pracę. Wtedy dowiemy się, 

kiedy do niej zadzwonić i podziękować. Zgoda?

– Ziadźwonimy teras?

– Zadzwonimy teraz do Caroline.

Rachel ochoczo potrząsnęła dłonią ojca i popędziła po telefon oraz obydwa 

kucyki, które „mogom chcieć posłuchać, tatusiu".

Czekając na powrót Rachel – jej wyprawa mogła się przeciągnąć, zważywszy, 

że musiała skompletować widownię – wspomniał swoje ostatnie spotkanie z Jillian. 

Poprzedniego wieczoru, w rewanżu za podwiezienie, obiecała mu wyjaśnić, czemu 

wyjechała na konną przejażdżkę o tak późnej porze.

Podczas poszukiwań zguby zapomniał wyegzekwować od Jillian obietnicę. Na 

dodatek miał ochotę spotkać się z tą kobietą... właściwie nie mógł się doczekać 

chwili, kiedy ją ponownie zobaczy.

Pół godziny później Seth nadal z niedowierzaniem kręcił głową. Nie wiedział, 

jak to się stało, że teraz skręcał z głównej drogi w kierunku Louret. Po raz trzeci w 

ciągu ostatnich trzech dni.

– Jedziemy tylko po to, żeby podziękować – przypomniał córce, która kręciła 

się niecierpliwie na foteliku. – Natychmiast potem wracamy do domu.

– I psiwitamy siem z kucikiem.

– Ale szybko.

Rachel natychmiast przystąpiła do ćwiczenia rozmaitych powitań, szybszych i 

wolniejszych. Seth pokręcił głową, lecz tym razem szeroko się uśmiechał.

Jak   to   możliwe,   że   miał   tyle   szczęścia?   Czym   byłoby   jego   życie   bez   tej 

background image

cudownej istotki?

– Powiem kucikowi cieść – oznajmiła dziewczynka. – Tak bendzie sibko.

– To powinno wystarczyć – potwierdził.

Przejechał   między   kamiennymi   słupami   i   otwartymi   skrzydłami   bramy. 

Wkrótce   dostrzegł   Caroline   w   towarzystwie   rudowłosej   nieznajomej.   Obydwie 

pochylały się nad rabatą kwiatów. Słysząc warkot nadjeżdżającego auta, zgodnie 

popatrzyły na Setha. Caroline pomachała mu ręką i ściągnęła rękawice.

Chociaż ostrzegał córkę, że wizyta będzie krótka, nie wiedział, co się może 

zdarzyć. Zgasił silnik i przesunął dłonią po karku. Caroline Sheppard szła ku niemu 

z uśmiechem.

Jillian   została   zawczasu   ostrzeżona   o   wizycie   Setha   i   Rachel   w   niedzielne 

popołudnie. Informację uzyskała telefonicznie od matki.

– Zaproponowałam wpół do piątej – powiedziała Caroline. – W ten sposób 

będziesz miała dość czasu, aby posprzątać po zakończeniu degustacji. Przyślę po 

ciebie Setha i uraczymy się kawą w ogrodzie.

Jillian miała dość czasu, aby także odświeżyć wspomnienia z jego poprzedniej 

wizyty   w   sali   degustacyjnej   oraz   z   niezwykłego   spotkania   po   jej   wczorajszym 

upadku. Potem spakowała kieliszki do chardonnay.

Miał taki głęboki, niski, oszałamiający głos. Takie gładkie krzywizny mięśni na 

założonych rękach. Odważne spojrzenie. Dotykał jej twarzy...

Zamknęła wieko pudła i zakleiła je taśmą samoprzylepną. Znajdowała się na 

własnym terenie, tutaj pracowała i zamierzała zachować całkowity profesjonalizm 

pomimo perspektywy spotkania z Sethem. Dzisiaj musiała stawić czoło wyzwaniu, 

wcześniej niż zakładała, ale była w pełni przygotowana.

Problem w tym, że pięć minut później, kiedy usłyszała stukot ciężkich kroków 

mężczyzny   idącego   przez   salę   degustacyjną,   uświadomiła   sobie,   że   choć 

background image

przygotowała   się   psychicznie,   jej   ciało   ani   myślało   słuchać   nakazów   rozumu. 

Ignorując gwałtowny łomot serca, odwróciła się do przybysza, który stanął przy 

barze.

– Jak się miewasz? – spytał. – Po upadku?

– W porządku, dzięki. Właściwie tylko się zsunęłam na ziemię, trudno mówić o 

upadku. – Odchrząknęła. – Gdzie zostawiłeś Rachel?

– W stajni. Idę o zakład, że karmi twojego kuca chrupkami ryżowymi.

– Innymi słowy, kupuje sobie jego dozgonną miłość. – Jillian poczuła, jak jego 

spojrzenie wędruje ku jej ustom. – Na dodatek wreszcie zrozumiałam, ile jestem 

warta. Pytająco uniósł brwi.

–   Sądziłam,   że   Rachel   przyjechała   dzisiaj,   aby   mi   podziękować.   To 

przynajmniej sugerowała mi mama. Jak myślisz, czy w gruncie rzeczy chodziło o 

odwiedzenie kucyka?

– Ani przez chwilę w to nie wątpiłem – odparł. – Twoja mama miała rację.

– Masz na myśli cel waszej wizyty, czy coś innego?

– Zgadła, że będziesz się pakować. – Ruchem głowy wskazał ustawione na 

barze pudła z kieliszkami. – Mogę się na coś przydać? Dokąd zanieść te graty?

– Do piwnicy. Jutro przychodzi człowiek z firmy remontowej – wyjaśniła z 

kamienną twarzą. – Do tego czasu wszystko musi stąd zniknąć.

– Chyba nie zamierzasz robić wszystkiego sama?

– Eli przyśle tu kilku ludzi z piwnic, żeby zajęli się większymi przedmiotami. 

Ja się zajmuję kieliszkami i butelkami.

– Na wszelki wypadek sama? – spytał z uśmiechem.

– Niezupełnie Sama. Ty mi pomożesz – odparła i przesunęła ku niemu jedno z 

pudeł. – Ufam ci.

– Naprawdę? – zapytał powoli.

Wierzyła w jego słowo, uczciwość, bezpośredniość. Miała świadomość, że do 

background image

tego człowieka można się zwrócić o pomoc w trudnej sytuacji, a na pewno uzyska 

się jego wsparcie.

Ale czy mogła mu ufać jako mężczyźnie?

Jej   serce   mocniej   zabiło.   Nie,   nie   obawiała   się   Setha,   tylko   siebie.   Swojej 

niemożności odróżnienia pożądania od miłości. I z całą pewnością nie wierzyła 

swojemu ciału, które rozbudził po długim okresie uśpienia.

– Ufasz mi, Jillian?

– Tak – przyznała. – Ufam.

Skinął głową. Następnie ułożył trzy pudła jedno na drugim i je podniósł.

– To dobrze – mruknął. – Wobec tego razem zajmiemy się znoszeniem pudeł do 

piwnicy, a ty skorzystasz z okazji i opowiesz mi, co się z tobą działo wczoraj 

wieczorem.

– Jak to? – wymamrotała zaskoczona.

– Obiecałaś, że mi wyjaśnisz, dlaczego jeździłaś konno o tak późnej porze. I co 

cię rozproszyło do tego stopnia, że spadłaś z konia.

– Osunęłam się na ziemię – sprostowała i wyszła zza baru. – Chyba słyszałeś 

najnowsze wieści o Spencerze Ashtonie?

– Podobno twoja rodzina pozywa go do sądu. Podniosła pudło z butelkami i 

ruszyła do winiarni.

– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Przez wzgląd na mamę.

– Z tego, co słyszałem, posiadłość Ashtonów powinna należeć do niej. – Seth 

biodrem i łokciem otworzył drzwi, a następnie ruchem głowy dał Jillian znak, by 

szła przodem. – Twoja matka ma powody, by się procesować.

– Eli mówi to samo. Wiem, że niesłusznie straciła majątek Lattimerów, ale ona 

uważa, iż podczas rozprawy wyjdą na jaw najgorsze tajemnice rodzinne. Spencer i 

jego rodziny – mruknęła z obrzydzeniem. – Ciekawe, ile ich jeszcze pozakładał.

Przeszli wąskim korytarzem, minęli następne drzwi i weszli do winiarni. Jillian 

background image

poczuła bolesny skurcz żołądka na samą myśl o Annie Sheridan i o wcześniejszej 

historii z Grantem Ashtonem.

Odziedziczyła geny Spencera Ashtona, tego pozbawionego zasad, niewiernego, 

kłamliwego drania, który był jej biologicznym ojcem. Codziennie rano widziała w 

lustrze jego oczy i nos, miała też po nim wzrost i szczupłą sylwetkę. Co najmniej 

raz każdego dnia dziękowała Bogu za kochającą i zrównoważoną matkę,  która 

pozwalała jej zachować zdrowie psychiczne.

– Wczoraj po południu, kiedy wróciłam z pracy, zastałam w domu gościa – 

wyjaśniła Jillian. – Ktoś przyszedł w odwiedziny do mamy.

– Anna Sheridan?

Jillian znieruchomiała i zrobiła wielkie oczy.

– Znasz Annę?

– Przed chwilą ją widziałem na tyłach domu.

– Nie spotkałeś przypadkiem Jacka?

– Pewnie. Uroczy malec.  – Seth nie spuszczał z niej wzroku. – To pewnie 

członek jednej z tych rodzin, o których wspomniałaś.

– Trafiłeś w dziesiątkę. – Westchnęła ciężko. – Matka tego uroczego malca była 

sekretarką Spencera. Zmarła niedługo po porodzie.

– Anna nie jest matką dziecka?

– Jest jego ciotką. Po śmierci siostry stała się prawną opiekunką małego. Jakoś 

sobie radziła bez pomocy Spencera, lecz nagle informacja o nieślubnym dziecku 

znanego człowieka trafiła na pierwsze strony brukowców. Pewnego pięknego dnia 

Anna   ujrzała   na   progu   mieszkania   stado   fotoreporterów.   I   na   dodatek   jakiś 

psychopata śle jej listy z pogróżkami.

Jillian   miała   ręce   zajęte   pudłem   ze   szkłem   i   tylko   dlatego   nie   mogła   nimi 

bezsilnie potrząsnąć. Ograniczyła się do pełnego rezygnacji jęknięcia i skierowała 

się ku drzwiom do piwnicy.

background image

Sethowi  wystarczyły  trzy  kroki,  aby   ją dogonić.  – I przyszła  po  pomoc  do 

Caroline? Dlaczego nie na policję?

Jego zaskoczenie dorównywało jej reakcji z poprzedniego dnia.

– Najwyraźniej dochodzenie  policyjne nie dało rezultatów. Anna uznała,  że 

Spencer   mógłby   skorzystać   ze   swoich   wpływów   i   skłonić   policję   do 

poważniejszego traktowania sprawy. Usiłowała go odnaleźć, ale bezskutecznie.

– Próbowała szukać w jego posiadłości?

– Próbowała. Jego  żona nie uwierzyła Annie albo nie chciała  jej uwierzyć. 

Megan,   jedna   z   jej   córek,   podsłuchała   całą   rozmowę   i   zaproponowała   Annie 

przyjazd tutaj i spotkanie z mamą.

– Dotarła wczoraj i nadal tu jest? – spytał powoli. – Długa wizyta.

– I prędko się nie skończy! – Zirytowana Jillian przystanęła. – Kiedy mama się 

dowiedziała, że Anna i Jack mieszkają w obskurnym motelu, uparła się, żeby się 

zatrzymali w pokoju gościnnym w The Vines.

– A ty nie możesz się pogodzić z faktem, że w twoim domu mieszkają obcy?

–   Nie,   nie   o   to   chodzi.   Anna   jest   szczera,   a   w   dodatku   szaleje   za   małym 

Jackiem.   Zgodziła   się   zatrzymać   w   posiadłości   dopiero   wtedy,   gdy   mama 

wzbudziła w niej poczucie winy za niewygody Jacka.

Jillian ściągnęła brwi, jakby chciała ustalić, co najbardziej ją niepokoi. Miała 

zbyt duży wybór.

– Martwię się, jak ta sytuacja odbije się na mamie – zadecydowała ostatecznie.

– Dzisiaj nie sprawiała wrażenia przejętej albo przygnębionej.

– Wiem, ale ona tłumi w sobie emocje. Potem nie może spać nocą. Widzisz, 

obecna żona Spencera również była jego sekretarką. Mama była wówczas żoną 

tego sukinsyna.

– Historia się powtarza – westchnął Seth spokojnie.

–  W  wypadku  Spencera  powtarza  się  bezustannie.  Wyczuła  na  twarzy  jego 

background image

spojrzenie.

–   Chyba   sama   powinnaś   zrobić   coś   mądrego   i   mniej   niebezpiecznego   niż 

duszenie emocji i zarywanie nocy.

Zastanowiła   się.   Mogła   przecież   zorganizować   przyjęcie   rodzinne   z   okazji 

otwarcia   nowej   sali   degustacyjnej.   Od   pewnego   czasu   planowała   urządzić   taką 

imprezę razem z Mercedes.

– Masz rację – przyznała cicho.

– Jak zwykle.

Zachichotała i napięcie w jej ramionach, szyi i głowie momentalnie ustąpiło. 

Przebudowa miejsca pracy będzie zaledwie wstępem do następnych przemian w jej 

życiu.   Drugim   krokiem   powinno   się   stać   rozliczenie   z   przeszłością,   a   w 

szczególności ze Spencerem Ashtonem. Te rozważania przerwał głos Setha:

– Nie wiem jak ty, ale jeśli nie postawię gdzieś tych pudeł, moje ręce na zawsze 

pozostaną wykrzywione – zapowiedział.

Jillian odetchnęła z ulgą i zerknęła na niego.

– Trzeba było nie zgrywać twardziela i nie brać trzech pudeł naraz.

– Dam sobie radę.

Dla  podkreślenia   swoich   słów  przesunął   cały   ciężar  ładunku  na  jedną  rękę. 

Jillian wstrzymała oddech, przerażona wizją rozbitego szkła i zarazem zachwycona 

widokiem   naprężonego   bicepsa.   Seth   otworzył   drzwi   do   piwnicy,   a   wtedy 

przemknęła pod jego potężną ręką i ruszyła w dół schodów.

– Ostrożnie! – zawołał z tyłu.

– Znam każdy stopień jak własną kieszeń – odparła i zerknęła przez ramię. Seth 

szedł dwa kroki za nią. – Mogę po nich skakać z zamkniętymi oczami.

– Lepiej nie – zaprotestował. – Nie mam ochoty ponownie zbierać cię z ziemi.

Po chwili położyła pudło na długim stole. Seth poszedł w jej ślady. Oparła 

biodro o krawędź blatu i spróbowała się odprężyć. Ten mężczyzna najwyraźniej 

background image

zawrócił jej w głowie, ale nie zamierzała uciekać. Chciała stawić czoło pokusie z 

dojrzałym, racjonalnym spokojem. Uderzyła dłonią w stół.

– Tutaj będziemy przeprowadzać degustacje, kiedy zajmiesz się przebudową – 

oznajmiła.

Najwyraźniej uznał klepanie stołu za zachętę do zajęcia miejsca. Nie dotykał 

Jillian,   ale   znajdował   się   na   tyle   blisko,   że   jej   poziom   hormonów   gwałtownie 

podskoczył.

Powinna się odsunąć. Nie mogła.

Seth rozglądał się ze zmrużonymi oczami.

– Kontrolowana temperatura  i słabe oświetlenie  tworzą idealne warunki dla 

dojrzewającego wina – wyjaśniła.

– Tak, ale czy piwnica to dobre miejsce na degustacje?

–   Szczerze   mówiąc,   nie   mogę   się   doczekać   przeprowadzki.   Uwielbiam 

atmosferę piwnicy. Gdy miałam osiem lat, bracia zamknęli mnie tu i byli wściekli, 

że nie ryczałam z przerażenia. – Uśmiechnęła się z satysfakcją. – Potem spytałam 

Lucasa, czy mogłabym się tutaj przenieść na stałe.

– Pozwolił ci?

– Przekonał mnie, że kuce źle by się tu czuły. Uniósł brwi.

– Już wtedy je zbierałaś?

– Lucas dał mi pierwszego, kiedy się tutaj przeprowadziliśmy. Byłam niewiele 

starsza od Rachel – przypomniała sobie z uśmiechem. – Mój ojczym wykształcił 

we mnie dwie namiętności: do koni i do wina.

– Nie masz ich więcej?

Patrzył na nią, gdy skierowała na niego wzrok. Przeszył ją dreszcz. Czy chciała 

odpowiedzieć na to pytanie? Czy znała na nie odpowiedź?

Wiedziała na pewno tylko to, że gdy Seth ją pocałuje, ona nie będzie się bronić.

background image

Rozdział 7

Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Obiecał sobie, że tylko skosztuje smaku jej 

warg.   Gdy   je   musnął,   znieruchomiał.   Nie   oczekiwał,   że   będą   takie   chłodne   i 

zarazem delikatne, niczym pierwszy łyk subtelnego, białego wina.

– Jeszcze – szepnęła.

Wiedział, że to niedobry pomysł. Bardzo niedobry.

Kiedy jednak jej dłoń przesunęła się po jego ramieniu, a palce zacisnęły wokół 

bicepsów, poczuł gwałtowne pulsowanie krwi.

Czy   jeden   przelotny   pocałunek   może   komuś   zaszkodzić?   Odrobina 

namiętności?

Kiedy   jego   wargi   przesunęły   się   po   ustach   Jillian,   jęknęła   cicho.   Jej   głos 

przeniknął mu ciało, a gdy rozchyliła wargi, zrozumiał, że przepadł z kretesem.

Kończ, póki możesz, podpowiadał mu rozsądek. Rzecz w tym, że nie mógł. 

Zbyt wiele lat czekał na sposobność  pocałowania Jillian Ashton. Obsypywał ją 

pocałunkami i rozkoszował się nią, bo smakowała tak, jak sobie wyobrażał, była 

słodka i delikatna, zupełnie jak jej naga skóra, po której sunęły jego dłonie... Nagle 

znieruchomiał.

Przecież zamierzał zdobywać ją powoli, zyskiwać jej zaufanie, chciał dać jej 

czas. Jego siła woli nie była niewyczerpana i w pewnym momencie musiała się 

skończyć, a wtedy z pewnością pchnąłby Jillian na stół, zdarł z niej ubranie i wziął 

ją tak, by zyskać pełną satysfakcję.

Nie   do   takich   uciech   zmysłowych   był   przeznaczony   ten   stół.   Ostrożnie 

przesunął dłonie po jej zgrabnych pośladkach w górę, by zatrzymać je na talii. 

Następnie łagodnie ją odsunął  i patrzył, jak jej spojrzenie odzyskuje ostrość,  a 

dłonie zsuwają się z jego szyi.

background image

Siedzieli nieruchomo, a Seth się zastanawiał, czy powinien przeprosić Jillian. 

Pewnie oczekiwała przynajmniej banalnego zapewnienia: „Przepraszam, to się już 

nie powtórzy", ale, psiakrew, wcale nie było mu przykro.

– Zapomniałam o całowaniu.

Co takiego? Seth patrzył na nią kompletnie zdezorientowany.

– O czym zapomniałaś?

– O całowaniu – powtórzyła. – To jedna z rzeczy, które na mnie działają. Jak 

dobre wino albo szybki galop.

–   Chcesz   powiedzieć,   że   całowanie   powinno   się   znaleźć   na   twojej   liście 

namiętności?

– Niewykluczone. – Opuszkami palców dotknęła ust, a następnie wyciągnęła 

rękę i tak samo dotknęła jego warg. – Powinno także znaleźć się na liście twoich 

umiejętności.

– Tak uważasz?

– Zdecydowanie.

Dotknął   jej   dłoni   i   przytulił   ją   do   policzka.   Wtedy   właśnie   wyczuł   gładką 

obrączkę na jej palcu.

Zrozumiał, dlaczego nie powinien był całować Jillian. Wdowa po jego bracie 

nadal   nosiła   symbol   związku   z   mężczyzną,   który   splamił   świętość   związku 

małżeńskiego, a potem stracił życie.

–   Nie  powinienem  był   cię  całować   –   powiedział   krótko.   –  Pójdę   po  resztę 

pudeł.

– Nie ma potrzeby – odparła.

– Przestałaś wierzyć, że je bezpiecznie przeniosę?

– Nie, Seth, nie w tym rzecz. Proszę, nie odchodź. Wytłumacz mi przynajmniej, 

co się tutaj zdarzyło.

– Nie zawsze byłem wobec ciebie uczciwy – przyznał spięty. – Jeśli chodzi o 

background image

ciebie i o mnie.

– Chodzi ci o to... zauroczenie?

– Tak. Właśnie o to mi chodzi.

– Ach, tak. Ja też coś czułam, przez cały poprzedni tydzień. Wiem...

– Nie chodzi tylko o ostatni tydzień, Jillian. Miałaś prawo czuć się przy mnie 

niezręcznie. Od dłuższego czasu ten pocałunek był nieuchronny.

Ona   również   miała   powody,   by   być   wstrząśnięta.   Wpatrywała   się   w   niego 

wielkimi zielonymi oczami.

– A teraz... skoro się pocałowaliśmy... – Przełknęła ślinę i zwilżyła usta. – Co 

dalej?

Seth się wyprostował, gotowy pójść po resztę pudeł, bez względu na to, czy ich 

potrzebowała, czy nie.

– Dopóki nosisz obrączkę? Nic, Jillian. Zupełnie nic.

W tamto parne niedzielne popołudnie Seth nieco zachwiał światem Jillian, ale 

jeden pocałunek niewiele zmienił w jej życiu.

Gdy wrócili do The Vines, Caroline uparła się, żeby podać w ogrodzie kawę i 

ciasto.   Rachel   wskoczyła   na   kolana   Jillian   i   za   nic   nie   chciała   z   nich   zejść. 

Najwyraźniej   nikt   nie   dostrzegł,   że   Seth   i   Jillian   starannie   unikają   kontaktu 

wzrokowego.

Następnego dnia życie toczyło się jak gdyby nigdy nic. Seth rozpoczął remont 

od najcięższych prac, gdyż przez dwa dni winnica nie spodziewała się gości. Jillian 

zostawiła go samego. W razie potrzeby wiedział, gdzie jej szukać.

Rzecz jasna, taka potrzeba nie zaistniała.

I dobrze, powtórzyła sobie Jillian po raz setny we wtorkowe popołudnie. Nie 

widziała Setha, więc nie musiała się przejmować tym, że się zapomniała w chwili 

słabości. Zresztą, miała dość roboty.

background image

We   wtorek   po   południu   dla   towarzystwa   i   moralnego   wsparcia   zabrała 

Mercedes i pojechała w odwiedziny do majątku Ashtonów. Spotkała tam siostry 

przyrodnie Paige oraz Megan, a także ich kuzynkę Charlotte, której nie miała dotąd 

okazji   poznać.   Podczas   wizyty   wymieniano   uprzejmości,   raczono   się   herbatą   i 

dzielono   bolączkami.   Chociaż   żadna   ze   stron   nie   osiągnęła   nic   konkretnego, 

wreszcie nawiązały kontakt. I to bez prawnika!

W   drodze   do   domu   Mercedes   i   Jillian   zgodnie   uznały,   że   to   obiecujący 

początek.

Jillian skręciła na parking przed winnicą, a jej serce jak zwykle szybciej zabiło, 

gdy ujrzała znajomą niebieską furgonetkę. Samochód stał przed salą degustacyjną. 

Jillian zahamowała.

– Jak przebiega remont? – zainteresowała się Mercedes, zajmująca miejsce dla 

pasażera.

– Nieźle, jeśli pominąć gderanie Elego.

– To dobrze. Jak na mój gust sytuacja wygląda dość dramatycznie. Jeden wielki 

bałagan.

–   Tak   sądzisz?   –   Jillian   popatrzyła   uważnie   i   poczuła   nagły   przypływ 

entuzjazmu. – Och, patrz, są okna!

Mercedes również się przyjrzała.

– Przykro mi, ale coś ci się pomyliło. To nie okna, tylko wielkie dziury w 

murze.

– Skąd, to okna. Wielkie i łukowato zakończone, żeby odzwierciedlać kształt i 

rozmiar naszych pierwszorzędnych butelek z winem.

– Chyba się przepracowałaś – mruknęła Mercedes. – Mówisz tak, jak ja. To 

niepokojące. – Pokręciła głową i otworzyła drzwi samochodu. – Lepiej wybierz się 

na   konną   przejażdżkę,   może   świeże   powietrze   ukoi   twój   umysł,   przesiąknięty 

reklamowymi sloganami.

background image

Jillian uśmiechnęła się szeroko.

–   Właśnie   zamierzałam   to   zrobić   –   odparła.   Najpierw   jednak   musiała   się 

przebrać i porozmawiać z Anną. Siostry przyrodnie Jillian wydawały się życzliwe i 

przyjacielskie,   ale   na   wzmiankę   o   Annie   i   Jacku   reagowały   wymownymi 

spojrzeniami.   Ich   przychylny   nastrój   znikał,   a   w   jego   miejsce   pojawiało   się 

niewypowiedziane ostrzeżenie przed poruszaniem pewnych tematów. Najmłodszy 

członek klanu Ashtonów nie miał szans na natychmiastową akceptację i uczciwe 

potraktowanie.

Zaparkowała   i   pospiesznie   ruszyła   na   piętro   budynku.   Przystanęła   obok 

otwartych drzwi pokoju gościnnego. Anna siedziała na środku podłogi, otoczona 

stertą ubrań i akcesoriów dziecięcych. Na widok Jillian zrobiła wielkie oczy.

– Wróciłaś – powiedziała na powitanie.

– Cała i zdrowa. – Jillian ominęła stosik pluszaków i przycupnęła na skraju 

łóżka. – Gdzie Jack?

– Twoi rodzice go rozpuszczają. – Anna rozprostowała w dłoniach koszulkę i 

ponownie spojrzała na Jillian. – Nie poszło tak, jak powinno, prawda?

–   Rozmawiałyśmy   z   Megan,   Paige   i   Charlotte.   Z   uwagą   wysłuchały 

wszystkiego,   co   miałyśmy   do   powiedzenia.   Zwłaszcza   Megan.   Ale   wstrząsnęła 

nimi   informacja   o   Jacku.   Moim   zdaniem   potrzebują   czasu,   aby   się   oswoić   z 

nowinami.

Anna odetchnęła głęboko.

– Nie jestem zaskoczona, ale dziękuję za pomoc, Jillian.

– Zaraz, zaraz, to dopiero pierwszy krok. Nawet nie myśl o kapitulacji. Nie 

damy za wygraną.

– Wcale nie zamierzam się poddawać. – Anna przycisnęła koszulkę do piersi. – 

Zrobię, co w mojej mocy, aby go chronić i zapewnić mu bezpieczeństwo.

– Z pewnością czułabym to samo, gdyby Jack był moim dzieckiem.

background image

Anna skinęła głową i ponownie skupiła uwagę na ubrankach. Jillian po raz 

pierwszy zastanowiła się nad przyczyną tych porządków.

– Pakujesz się? – spytała. Dłonie Anny znieruchomiały na krótką chwilę.

– Zbyt długo nadużywałam gościnności twojej rodziny – oświadczyła.

– Och, nieprawda, nawet nie zaczęłaś jej nadużywać. Ani razu nie pozwoliłaś 

mi zająć się Jackiem, a dobrze wiesz, że marzę o tym, by choć na pewien czas mieć 

go wyłącznie dla siebie.

– Mówisz tak, bo nigdy nie musiałaś zmienić mu pieluchy.

– Codziennie wynoszę łajno po sześciu koniach. Jeden maluch to drobiazg.

Anna uśmiechnęła się, doceniając próbę rozładowania napięcia przez Jillian, ale 

nie robiła wrażenia przekonanej. Pieczołowicie ułożyła w torbie stos ubrań.

–   Nie   zatrzymuj   mnie,   Jillian   –   poprosiła.   –   Nie   mogę   w   nieskończoność 

korzystać z waszej życzliwości i nie chcę wyjeżdżać ze świadomością, że jestem 

winna tobie i twojej rodzinie więcej niż w tej chwili.

Dumnie wyprostowała plecy, a Jillian uświadomiła sobie, że dobrze rozumie tę 

potrzebę   niezależności.   Tak   samo   nie   podobało   się   jej,   kiedy   Seth   chciał   jej 

koniecznie pomagać i nie przyjmował do wiadomości odmowy.

– Wracasz do San Francisco? Anna pokręciła głową.

– Nie mogę ryzykować. Z jednej strony otrzymuję pogróżki, z drugiej czyhają 

fotoreporterzy.

– Zatem dokąd?

– Coś wymyślę.

Nie   miała   dokąd   jechać.   Musiała   zadowolić   się   innym   tanim   pokojem, 

podobnym do tego, w którym schroniła się poprzednio. Bez miejsca do zabawy dla 

Jacka, bez ochrony przed autorem gróźb.

– Zostań jeszcze kilka dni, aż znajdziesz jakiś czysty, wygodny i bezpieczny dla 

Jacka lokal. Pomogę ci. Wszyscy pomożemy. Jeśli połączymy siły, z pewnością 

background image

wypatrzymy   jakieś   odpowiednie   miejsce:   mieszkanie,   nieduży   dom   albo   nawet 

pokój w pensjonacie. – Wyczuła, że Anna się spięła. – Obiecaj, że teraz jeszcze nie 

wyjedziesz. Daj nam kilka dni.

– Zaczekam do weekendu – ustąpiła Anna w końcu. Jillian się uśmiechnęła.

– Do tego czasu z pewnością będziesz miała gdzie się zatrzymać – obiecała z 

zadowoleniem.

Jillian nie podejrzewała, że tak szybko rozwiąże problem. Pół godziny później 

ujrzała odpowiednie miejsce podczas przejażdżki. Momentalnie ściągnęła wodze.

–   Zaczarowany   domek   Caroline   –   mruknęła.   –   Czemu   od   razu   o   nim   nie 

pomyślałam?

Potrząsnęła wodzami i Marsanne pokłusowała dalej, do ładnego ogrodzenia. 

Domek   stał   pusty   od   dwóch   miesięcy,   bo   właśnie   wtedy   nadzorca   winnicy 

zakochał się w Abby Ashton i przeniósł do Nebraski.

Entuzjazm   Jillian   nieco   osłabł,   gdy   ujrzała   uroczy,   lecz   niebezpieczny   dla 

dziecka płot oraz pobliskie jezioro.

We wtorkowe popołudnie Seth odjechał, zanim Jillian dotarła do winnicy, ale 

zadzwoniła na jego telefon komórkowy. Miał inne zajęcia, ale obiecał do soboty 

rzucić okiem na ogrodzenie. W czwartek przejeżdżał obok Louret po drodze do 

domu   z   oględzin   placu   budowy   i  uznał,   że   to  dobry   moment,   aby   zahaczyć   o 

wiejski domek.

Naprawa   dziury   w   płocie   potrwała   kilka   minut.   Seth   się   zirytował,   bo   do 

wykonania tej pracy wystarczyłby byle robotnik z winnicy. Jillian nie musiała go 

angażować, a on nie miał obowiązku się zgadzać.

Wskoczył do furgonetki i zapiął pas z narzędziami. Skoro już był na miejscu, 

mógł naprawić poluzowaną okiennicę, którą dostrzegł z tyłu domu. Miał też okazję 

background image

sprawdzić wszystkie zasuwy. Jillian wspomniała, że Anna Sheridan niepokoi się o 

bezpieczeństwo swoje i siostrzeńca.

W pewnej chwili usłyszał warkot silnika, ale nie zwrócił na to uwagi do chwili, 

gdy samochód stanął przed wejściem do domu. Cholera, nawet nie wiedział, kto 

przyjechał. Mogła to być Anna lub Caroline.

Nie była to żadna z nich.

Jillian   niosła   w   rękach   pokaźny   stos   bliżej   nieokreślonych   przedmiotów. 

Samochód Setha stał pod domem, niemniej na widok architekta Jillian stanęła jak 

wryta.

– Och – westchnęła zaskoczona.

Minęły cztery dni, a nadal czuł jej smak i pragnął ponownie przeżyć tamte 

chwile.

Oparł się ramieniem o słupek na werandzie, spróbował skupić na czymś innym 

niż namiętne usta Jillian.

– Wprowadzasz się? – spytał i ruchem głowy wskazał na przedmioty w jej 

rękach.

– Nie. To drobiazgi dla Anny, żeby lepiej się tutaj czuła. Przede wszystkim do 

pokoju Jacka.

– Zgodziła się tutaj zamieszkać?

– Tak, choć trzeba ją było przekonywać. – Skrzywiła się i poprawiła ładunek. – 

To nie jest ciężkie, ale niewygodne. Czy możesz mi przytrzymać drzwi?

Wyprostował się i odwrócił, lecz nagle przypomniał sobie, że są zamknięte na 

klucz. – A klucze?

–   Mam   je   w   dłoni.   –   Potrząsnęła   kluczami,   ukrytymi   gdzieś   pod   wielkimi 

fałdami przedmiotu wyglądającego jak kołdra. W następnej chwili pisnęła głośno, 

bo jej bagaż zaczął się zsuwać.

Seth rzucił się na pomoc.

background image

– W porządku, trzymam – zapewniła go niskim, aksamitnym głosem. – Drzwi – 

dodała pospiesznie. – Otwórz je, bo znowu wszystko się zsuwa.

– Masz tego więcej w samochodzie? – zapytał, gdy weszła do środka.

–   Nie.   –   Pokręciła   przecząco   głową.   –   Mama   wcześniej   kazała   Lucasowi 

przynieść dziecięce łóżeczko i trochę drobiazgów.

– Nie przyszło ci do głowy, że Lucas mógł zreperować ogrodzenie? Przecież 

wiedziałaś, że tutaj przyjedzie.

Była zajęta układaniem kołdry i kocyka, ale uniosła głowę, słysząc napastliwy 

ton Setha.

– To prawda, ale uznałam, że lepiej sobie poradzisz, bo zapewne musiałeś już 

rozwiązywać problemy związane z zapewnianiem bezpieczeństwa Rachel.

– To nie sztuka.

–   Skoro   nie   chciałeś   mi   pomagać,   wystarczyło   powiedzieć   –   oznajmiła 

lodowatym tonem.

Miała   rację,   ale   skoro   była   nie   w   sosie,   postanowił   dodatkowo   podgrzać 

atmosferę.

– Nie robię tego po to, żeby ci pomóc, Jillian. – Podszedł do okna w dużym 

pokoju i sprawdził zasuwkę. – Pomagam Annie.

Powiodła za nim spojrzeniem,  gdy szedł do kuchni. Wyczuwał na sobie jej 

wzrok,   a   każda   jego   komórka   mózgowa   podpowiadała   mu,   by   przestał   się 

zachowywać jak dureń i wyznał, czego chce, otwarcie i wprost.

– Cieszę się, że tak to widzisz – odparła w końcu. – Anna potrzebuje przyjaciół.

– Tak, chociaż nie darzę taką samą życzliwością jej siostry.

– A to czemu?

Powoli odwrócił się od okna i napotkał jej pytające spojrzenie.

– Miała romans z żonatym mężczyzną.

Otarł się o nią, gdy wychodził z kuchni. Nie poszła za nim, stała w całkowitym 

background image

milczeniu, oszołomiona. Seth przeszedł się po pokojach i starannie zapamiętywał, 

ile   zamków   wymaga   wymiany,   ile   zasuwek   należy   zreperować.   Praca, 

systematyczność, rutyna: dzięki nim przetrwał krótkie i burzliwe małżeństwo, a 

także poradził sobie psychicznie z niewiernością Karen.

Jasona nie obchodziło, że nosiła obrączkę i była żoną jego brata, ale Seth nie 

przypominał Jasona. Nigdy nie przespałby się z cudzą żoną... ani z wdową, która 

nadal nosiła obrączkę.

Dlaczego, do licha, nadal miała ją na palcu? Może w końcu powinien ją o to 

spytać?

Seth odetchnął głęboko. Tak, nadeszła pora na szczerą rozmowę.

Wrócił   do   salonu   i   zobaczył,   że   na   łóżku   rozpostarła   kołdrę   w   kolorowej 

poszwie,   a   na   dziecięcym   łóżeczku   położyła   kocyk.   Teraz   stała,   odwrócona 

plecami do drzwi, i przytrzymywała przy ścianie obrazek w ramce.

Ten widok poruszył go tak samo, jak tamtego dnia w The Vines, kiedy Julian 

zabrała Rachel, aby pokazać jej kolekcję kucyków. Podobnie się czuł w niedzielny 

wieczór,   w   ogrodzie   Caroline,   gdy   mysie   ogonki   Rachel   spoczywały   ufnie   na 

ramieniu Jillian.

Cholera, to musiał być pociąg fizyczny. Słodki ból pożądania, przypływ żądzy 

seksualnej. Tylko tego pragnął. Nie interesowały go emocje ani szczęśliwe rodziny. 

Nic z tych rzeczy.

– Chcesz zawiesić ten obrazek? – spytał szorstko.

– Tak, ale sobie poradzę. – Była taka chłodna. Nawet się nie odwróciła. – 

Skończyłeś robić swoje?

– Owszem, sprawdziłem zamki. – Podszedł bliżej i wyjął zdjęcie z jej rąk. – Na 

środku ściany?

Przez moment sądził, że napotka opór – nawet miał taką nadzieję – ale potem 

sztywno skinęła głową.

background image

– Może wisieć tam, gdzie go trzymasz.

Przybił do ściany małą białą ramkę z drewna i dopiero wtedy zobaczył, że to 

nie obrazek, tylko artystycznie wyhaftowany napis.

Jesteś odważniejsza, niż sądzisz, silniejsza, niż się wydajesz, i mądrzejsza, niż  

myślisz.

– To twoje? – zainteresował się.

– Mama dla mnie wyhaftowała.

– Światła rada mamy dla córki? – spytał i nieznacznie uniósł lewą stronę ramki. 

Następnie przyjrzał się gotowemu dziełu i mruknął z aprobatą. Czekał na reakcję 

Jillian.

Nie   mogła   od   razu   udzielić   odpowiedzi.   Była   gotowa   pokazać   mu   drzwi, 

zatrzasnąć je za jego plecami, lecz jego wypowiedziane cichym głosem pytanie 

zmusiło ją do przemyślenia decyzji, którą podjęła dwa dni wcześniej.

Nabrała powietrza w płuca i odwróciła się  do Setha. Dłoń, którą ku niemu 

wyciągnęła, drżała jak nowo narodzony szczeniak. Jillian pokazała Sethowi nagie 

palce lewej dłoni.

– Dziwnie się czuję – wyznała. – Od bardzo dawna nosiłam tę obrączkę.

– Dlaczego nie mogłaś się z nią rozstać? – spytał po długiej chwili milczenia.

– Na pewno nie dlatego, że nadal uważałam się za żonę Jasona – odparła. – 

Nawet nie czułam, że ten człowiek jest mi bliski. – Jej dłoń nie przestawała drżeć, 

więc   wepchnęła   ją   do   kieszeni   dżinsów.   Następnie   uniosła   brodę   i   odważnie 

spojrzała na Setha. – Nosiłam obrączkę, żeby pamiętać, ile mnie kosztowało całe to 

małżeństwo. Teraz jestem gotowa rozstać się z przeszłością. Zamierzam zacząć 

nowe życie.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Nie powiedzieć, tylko spytać. – Jillian zwilżyła językiem suche wargi. – Co 

teraz, Seth? Co dalej, skoro nie noszę już obrączki?

background image
background image

Rozdział 8

Stał   nieruchomy   i   milczący.   Patrzył   na   nią   uważnie,   lecz   tym   razem 

intensywność   jego   spojrzenia   nie   przeszkadzała   Jillian.   Trapiło   ją   co   innego. 

Najwyraźniej źle oceniła intencje Setha. Sądziła, że jej pragnie, ale przecież takie 

same przekonania żywiła w stosunku do Jasona.

Uznała   się   za   osobę   całkowicie   niezdolną   do   oceniania   mężczyzn   i   ich 

motywacji.

–  Wybacz.  – Usiłowała   nie patrzeć  mu  w  oczy   na wypadek, gdyby  jednak 

skierował na nią pełen politowania wzrok. Tego byłoby za wiele. – Przesadziłam i 

teraz czujesz się niezręcznie. Zapomnij o wszystkim, co powiedziałam.

Odwróciła   się,   żeby   odejść,   ale   nagle   usłyszała   jego   głośne   westchnienie   i 

zdrętwiała.

– Dlaczego uważasz, że mógłbym o tym zapomnieć?

– Nic nie powiedziałeś. Nie zareagowałeś. Po prostu stałeś. jak wryty.

–   Trafnie   to   ujęłaś.   –   Pokręcił   głową.   –   Jillian,   dlaczego   mnie   jakoś   nie 

uprzedziłaś?

–   Wybacz,   ale   nie   dysponuję   systemem   ostrzegania.   Wolałbyś   światła, 

chorągiewki czy semafory?

– Uśmiechnął się lekko. Jillian ponownie zebrałaby się do wyjścia, gdyby nie 

żar w jego oczach. Poczuła przypływ odwagi i lekko uniosła brodę.

– Powiedziałeś, że od dłuższego czasu ten pocałunek był nieuchronny.

– Zgadza się.

–   Czy   warto   było   czekać?   Czy   miałbyś   ochotę   go   powtórzyć,   czy   też   raz 

wystarczy?

– Jeden pocałunek absolutnie nie załatwia sprawy – zapewnił. – Mam ochotę na 

background image

znacznie więcej niż tylko całowanie twoich ust.

–   Och.   –   Jillian   uświadomiła   sobie,   że   jest   lekko   zaszokowana   i   ogromnie 

podniecona. – Masz ochotę na znacznie więcej? Na co konkretnie?

– Nie prowokuj mnie, Jillian. Moja siła woli ma pewne granice.

Co z tego, skoro musiała wiedzieć, na czym stoi.

– Powiedz mi wprost, co czujesz, a unikniemy nieporozumień – poprosiła. – 

Zgoda?

Miał minę, jakby panował nad sobą ostatkiem sił.

– Proszę...

Seth wysunął brodę. Jillian zrozumiała, że za późno na odwrót. Zaczął mówić. 

Opowiadał   jej   szczegółowo,   co   chciałby   z   nią   robić.   Używał   prostych, 

jednoznacznych słów, od których kręciło się jej w głowie.

Jillian   głośno   przełknęła   ślinę.   Ich   spojrzenia   się   skrzyżowały.   Nawet   nie 

zmrużyła oczu. Potrafiła wytrzymać jego wzrok.

– Dobrze – powiedziała nagle, wprawiając siebie i jego w oszołomienie.

Seth  przez  kilka  długich sekund  nie  potrafił  zmusić   umysłu   do normalnego 

funkcjonowania.

– Dobrze? – powtórzył wreszcie z niedowierzaniem. – Nie masz nic więcej do 

powiedzenia?

– Właściwie niezupełnie. – Uśmiechnęła się lekko. – Mam jednak trudności z 

doborem właściwych słów. Nie mogę odszukać ścieżki stąd... – poklepała się po 

głowie – . dotąd. – Dotknęła ust. – Podejrzewam, że twoja bezpośrednia przemowa 

doprowadziła do krótkiego spięcia kilku połączeń nerwowych.

Tak,   wiem,   o   czym   mowa,   pomyślał.   Uważał,   że   całkowita   i   brutalna 

bezpośredniość   nią   wstrząśnie   i   skłoni   do   ucieczki,   a   tymczasem   wzbudził   jej 

ewidentne zainteresowanie.

To niemożliwe, by chciała z nim zrobić to wszystko, o czym mówił.

background image

Kręciło mu się w głowie, dopóki nie przypomniał sobie miny  Jillian, kiedy 

galopem   pędziła   na   wzgórze.   Odtworzył   w   pamięci   jej   namiętność   w   sali 

degustacyjnej i upojność jej pocałunku.

Tak, to całkiem możliwe.

– Czy dobrałaś już słowa? – spytał. Musiał mieć pewność. Chciał usłyszeć coś 

więcej niż tylko lakoniczne „dobrze". – Mam na myśli seks – dodał, żeby nie miała 

wątpliwości, o co mu chodzi. – Jednorazowy, bez wdawania się w związki.

–   Nie   szukam   trwałego   związku,   Seth.   Mam   złe   doświadczenia   pod   tym 

względem. Nigdy jednak nie zdarzyło mi się przypadkowo spędzić z kimś nocy. Co 

ty na to?

Seth zakołysał się na piętach.

– Na pewno nie potrzebujesz czasu do namysłu?

– Dobry Boże, skąd! Po tym wszystkim, co powiedziałeś. – Odetchnęła głęboko 

i wyprostowała się. – Nie chcę o tym myśleć, Seth. Chcę to zrobić.

Znęcała się nad nim. Powoli, systematycznie go wykańczała.

– Widzę problem natury logistycznej – oznajmiła. – Nie mogę cię zaprosić do 

siebie, a ty mnie do siebie. Może gdzieś wynajmiemy pokój?

Jason specjalizował się w wynajmowaniu odrażających pokoików motelowych 

dla różnych kobiet. Seth zacisnął zęby. Nie mógł tego zrobić w taki sposób.

– Nie będziemy nic wynajmowali.

– Wobec tego może tutaj – zaproponowała i rozejrzała się po pokoju. – Domek 

będzie stał pusty, dopóki nie wprowadzi się do niego Anna. Na dodatek leży na 

uboczu.

Zabrzmiało to tak, jakby byli parą napalonych nastolatków, którzy urządzają 

schadzkę za plecami rodziców.

Potarł dłonią kark. Usiłował dobrać właściwe słowa, lecz zorientował się, że 

jedyne, które powinien powiedzieć – nie – utyka mu w gardle.

background image

– Co powiesz na sobotni wieczór? – spytała z wahaniem.

– Jutro zajmuję się Jackiem, bo mama i Mercedes zabierają Annę na kolację. 

Może mogłabym zaaranżować piknik...

– W sobotni wieczór jestem zajęty.

Jej usta ułożyły się w ciche „o". W jej oczach zamigotało rozczarowanie, potem 

odwróciła wzrok.

– Idziesz na... randkę? – zapytała cicho.

– Twoim zdaniem spotykam się z kimś? I całymi nocami rozmyślam o seksie z 

tobą?

Jej policzki poróżowiały, kiedy uniosła brodę.

–   Oczywiście,   że   nie.   Tak   mi   się   tylko   powiedziało.   Pewnie   wzywają   cię 

obowiązki zawodowe?

No  proszę.   Uważała,   że  jego  życie  towarzyskie  ogranicza  się   wyłącznie  do 

kontaktów zawodowych. Zabolało go, że w dużej mierze miała rację. Teraz na 

niego patrzyła i oczekiwała wyjaśnień.

– Wybieram się na kolację, która się odbędzie nieopodal Oakville. Robert i 

Sophia Neumannowie zaprosili mnie...

– Idziesz na kolację w winnicy Casinelli? Ho, ho. Brak mi słów! – Pokręciła 

głową z niedowierzaniem. – Słyszałem, że Sophia podaje swoje pinot noir z dwa 

tysiące pierwszego roku i tylko wybrańcy mogą dostąpić zaszczytu skosztowania 

tego boskiego trunku. Jak się tam wkręciłeś?

– Neumannowie to moi przyjaciele.

– Uwielbiam ich wina! Bliscy przyjaciele? Starzy przyjaciele?

Zirytowany jej entuzjazmem, a jeszcze bardziej całą sytuacją, w której pragnął 

kobiety i nie mógł powiedzieć „dobrze, zróbmy to", skierował surowe spojrzenie 

na jej pogodną twarz.

– Czego właściwie oczekujesz, Jillian? – warknął. – Chcesz, bym cię z nimi 

background image

zapoznał? Szukasz lepszej pracy? Potrzebujesz rekomendacji?

Równie dobrze mógłby ją spoliczkować. Cofnęła się jak oparzona.

– Oczywiście, że nie chodzi mi o nic podobnego. Chłodny ton, wyniosła mina, 

urażone   spojrzenie.   Seth   uświadomił   sobie,   o   co   oskarżył   bratową.   Jason 

wykorzystał   ją   właśnie   w   taki   sposób.   Osaczył   Jillian   i   poślubił   dla   nazwiska, 

pieniędzy Ashtonów i ich koneksji w branży winiarskiej.

Właśnie dlatego Seth nigdy nie zdradził się z bliską przyjaźnią z parą stojącą za 

światowej sławy marką Casinelli. Jason wykorzystałby także tę informację. Jillian 

nie zrobiłaby tego: miała za dużo klasy, dumy i szacunku dla samej siebie.

– Wybacz – mruknął. – Nie chciałem cię urazić.

– Nie masz obowiązku mnie przepraszać.

–   Przeciwnie.   –   Musiał   coś   zrobić,   żeby   naprawić   szkody,   spowodowane 

bezmyślnymi słowami.. Wiedział, że jej chłód i dystans są formą obrony przed jego 

nieuzasadnionym atakiem. Pochylił się i dotknął jej ramienia. – Słuchaj, naprawdę 

cię przepraszam.

– Nie powinnam była wtykać nosa w cudze sprawy – westchnęła. – Po prostu 

się   zapomniałam,   słysząc   o   kolacji   w   winnicy   Casinelli.   Chyba   niepotrzebnie 

dałam upust entuzjazmowi.

– Chciałabyś się tam wybrać? Znieruchomiała.

– Nie drażnij się ze mną, Seth.

– Czy to znaczy, że się zgadzasz?

– Sophia Neumann jest boginią. Wielbię winogrona, po których stąpa. – Powoli 

pokręciła głową. – Ale czuję się tak, jakbym wyłudziła to zaproszenie...

– Masz ochotę tam iść, czy nie? – Popatrzył jej w oczy i dostrzegł w nich 

stłumione pragnienie. – Podjadę po ciebie o siódmej.

Rozchyliła   usta,   zapewne   po   to,   by   się   sprzeciwić,   potem   zamknęła   je 

ponownie. Bystra dziewczyna.

background image

Musiał jechać. Spędził tu znacznie więcej czasu, niż planował. Rachel pewnie 

już sprawdzała, czy cierpliwość Rosy  faktycznie jest bezbrzeżna, i w tym celu 

zasypywała ją pytaniami o to, gdzie jest tatuś.

Postanowił   później   zastanowić   się   nad   nieoczekiwanym   wyznaniem   Jillian. 

Wynajęcie pokoju w celu uprawiania seksu nie wydawało mu się stosowne po jego 

wielkich   przemowach   związanych   z   tym,   na   ile   sposobów   zamierzał   ją 

doprowadzić do najwyższej rozkoszy. W sumie była jego bratową, jego fantazją od 

siedmiu lat...

– Czekaj.

Seth znieruchomiał na progu i odwrócił się.

–   Co   mam   włożyć   na   sobotni   wieczór?   Chodzi   mi   o   to,   jakie   będą 

obowiązywały stroje?

– Wieczorowe – wyjaśnił, rozbawiony jej typowo kobiecą reakcją. – Przyjdzie 

śmietanka towarzyska, więc możesz się zrobić na bóstwo.

Zrobić na bóstwo? Trzeba przyznać, że posłuchała jego rady. Niemal ugięły się 

pod nim nogi, gdy ujrzał ją na kręconych schodach w The Vines. Wyglądała jak 

bogini, ubrała się w starannie dopasowaną sukienkę, która spływała po jej długich 

nogach. Wybrała czerwień w wiśniowym odcieniu młodego caberneta. Czerwień, 

barwę namiętności.

Gdy gwizdnął przez zęby, przystanęła i zmarszczyła brwi.

–   Przesadziłam?   –   spytała   z   niepokojem.   –   Za   bardzo   rzucam  się   w   oczy? 

Sukienka jest zbyt wyzywająca?

– Ściągnij szal i obróć się.

Spełniła   jego   prośbę   dopiero   po   krótkim   namyśle.   Sukienka   miała   jedno 

ramiączko i głęboki dekolt na plecach, który odsłaniał spory fragment jedwabistej 

skóry.   Seth   natychmiast   zwrócił   też   uwagę   na   elegancko   ułożone   włosy, 

background image

podkreślające smukłą linię szyi...

Jak to możliwe, że Jillian wyglądała zarazem wyniośle i namiętnie?

– No i? – spytała zniecierpliwiona.

–   Fakt,   rzucasz   się   w   oczy.   Nie,   sukienka   nie   jest   zbyt   ostentacyjna   – 

oświadczył po namyśle.

Te słowa najwyraźniej sprawiły jej przyjemność, a przynajmniej podtrzymały ją 

na duchu. Odprężyła się i niemal uśmiechnęła, schodząc po ostatnich stopniach.

– Nigdy nie widziałam cię w smokingu. To... duża odmiana po dżinsach i pasie 

z narzędziami.

Seth   wyjął   szal   z   rąk   Jillian   i   narzucił   go   jej   na   ramiona,   aby   przegnać 

niebezpieczne myśli.

–   Masz   ładne   włosy   –   zauważył.   Szczególnie   podobały   mu   się   loczki   przy 

uszach. – Cudownie pachniesz.

–   Nie   użyłam   perfum.   Nigdy   tego   nie   robię.   Sztuczne   zapachy   kolidują   z 

aromatem wina.

– Wiem – odparł. – Jesteś gotowa? Serce waliło jej jak młotem, ale śmiało 

uniosła brodę.

– Jak najbardziej – oświadczyła zdecydowanym tonem.

Seth   rzadko   dobrze   się   czuł   na   takich   imprezach,   bez   względu   na   to,   jak 

kunsztowne podawano dania i jak wyborne serwowano wina. Przyjął zaproszenie, 

ponieważ   przyjęcie   miało   charakter   dobroczynny,   a   Robert   wykorzystał   jego 

chwilę słabości, żeby go skłonić do przyjścia. Seth nie oczekiwał świetnej zabawy, 

a jednak bawił się szampańsko.

Nic dziwnego, skoro cały czas miał okazję oglądać Jillian.

W otoczeniu producentów wina, jego wielbicieli oraz zwykłych snobów, którzy 

zlatywali się na takie imprezy jak ćmy do światła, Jillian była w swoim żywiole. 

background image

Seth   usiadł   wygodnie   i   patrzył,   jak   bezpowrotnie   znika   napięcie,   towarzyszące 

jemu i Jillian podczas przejazdu taksówką do Oakville.

Faktem było, że sam ponosił odpowiedzialność za sprowadzenie Jillian w to 

miejsce.   Była   wyraźnie   ożywiona   i   zadowolona.   Z   uwagą   wsłuchiwała   się   w 

rozmowy   toczone   przy   stole   i   aktywnie   w   nich   uczestniczyła,   toteż   zwracała 

również uwagę na siedzącego obok Setha, który czerpał perwersyjną przyjemność z 

tortury podniecającego wyczekiwania.

W końcu przecież Jillian wracała z nim do domu.

W pewnej chwili zjawił się kelner, aby posprzątać po drugim daniu, i przerwał 

Jillian pogawędkę z wyraźnie zainteresowanym młodą kobietą handlarzem win, jej 

sąsiadem z prawej strony.

– Dobrze się bawisz? – spytał Seth.

Zmysłowe, pełne aprobaty „uhm" dramatycznie nasiliło jego męki.

– Jak dotąd doświadczyłam tylko jednej przykrości – dodała.

Momentalnie uniósł brwi.

–   Pamiętasz   tego   producenta   win   z   Francji,   którego   wcześniej   poznaliśmy? 

Pracuje dla mojego... – Zacisnęła zęby. – Dla Spencera.

– No i?

– Przez chwilę panikowałam, bo przecież Spencer bywa na takich imprezach. – 

Prychnęła   z  pogardą.  –  Na  szczęście   uświadomiłam  sobie,   jak  niedorzeczne   są 

moje obawy. Nawet gdyby tutaj był, nie musiałabym się tym przejmować.

– Unika cię?

– Nie unikałby nas, tylko by przed nami uciekał. Mniejsza z tym. – Machnęła 

ręką. – Bawię się rewelacyjnie, więc zapomnijmy o całej sprawie.

Seth   nie   mógł   puścić   tych   słów   w   niepamięć,   bo   zbyt   dobrze   wyczuwał 

niepokój Jillian. Mógł jednak udawać, że nic się nie zdarzyło. Absolutnie nie chciał 

psuć nastroju i nie miał ochoty, by nad nim i jego partnerką wisiał cień Spencera 

background image

Ashtona, człowieka, którego za nic nie chciała nazywać ojcem.

– Sprawa zapomniana – skłamał, za co obdarowała go szerokim uśmiechem.

– Seth, dziękuję ci za zaproszenie.

– Cała przyjemność po mojej stronie.

Dotknął jej dłoni i pochylił głowę nad winem, którym uraczył ich kelner, aby 

mogli delektować się wonią trunku przed podaniem następnej potrawy.

– Bardzo proszę – oświadczył. – Po to tu przecież przyjechałaś.

– Nie tylko. To nie jedyny powód, ale z pewnością istotny.

Po jej ustach błąkał się uśmiech, kiedy opuszkami dotknęła nóżki kieliszka i 

lekko po niej przesunęła palcami. Zapewne zrobiła to całkiem niewinnie. Pewnie 

nie chciała go prowokować, ale taki był rezultat. Z trudem przełknął ślinę.

– Czuję się jak dziecko przy choince wigilijnej – mruknęła cicho. – Nie mogę 

się doczekać, kiedy otworzę prezent.

W milczeniu skinął głową. On doświadczał tego samego uczucia.

Pochylił głowę ku winu.

– Co szczególnego widzisz w tym podarunku od Świętego Mikołaja? – spytał.

– Wszystko.

– Mogłabyś rozwinąć tę odpowiedź?

– Och, mogłabym mówić godzinami – oznajmiła z uśmiechem. – Ale nie chcę 

cię uśpić.

Ta ewentualność zupełnie nie wchodziła w grę, lecz Seth nie ustępował.

– Zaprezentuj mi skróconą wersję, a może mi się uda zachować przytomność 

umysłu.

– Niech będzie. – Przechyliła głowę i zmrużyła oczy. – Od pewnego czasu 

wszyscy chcą wytwarzać pinot noir. Ludzie przeżywają chwilową fascynację tym 

winem, podobnie jak chardonnay, tyle że pinot nie znosi amatorszczyzny. Chodzi 

nie   tylko   o   sposób   przetwarzania   winogron   –   tę   sztukę   Sophia   posiadła   w 

background image

niezrównanym   stopniu,   przynajmniej   po   tej   stronie   oceanu   –   lecz   również 

prawidłowej ich uprawy, bo mamy do czynienia z winem „terroir".

– Co to znaczy?

–   Chodzi   o  to,   że   dana  odmiana   trunku  najdobitniej  odzwierciedla   warunki 

panujące   w   winnicy.   Jeśli   potrafisz   dobrać   odpowiednią   glebę   i   mikroklimat, 

winorośl posadzisz tak gęsto, jak należy, a na koniec włożysz mnóstwo serca w 

pielęgnację roślin i zbieranie owoców, wówczas zyskujesz szansę wyprodukowania 

takiego pinot, jak ten.

Uniosła kieliszek za nóżkę i przechyliła go lekko, by ocenić barwę wina na tle 

białego obrusa.

Przypomina wiśniowy jedwab jej sukienki, skontrastowany z alabastrową skórą, 

pomyślał.

–   Patrz   –   przykazała   z   nabożną   czcią.   –   Fantazja.   To   wino   pragnęłabym 

stworzyć pewnego dnia. Może niezupełnie to wino, bo ono już istnieje. Sophia jest 

jego autorką. Chciałabym jednak wyprodukować coś równie nieziemsko pięknego.

– Louret wytwarza przyzwoity pinot.

– Nie Louret, tylko Eli – sprecyzowała. – Z pewnością byłby ci wdzięczny, 

gdybyś nie określał jego wina mianem zaledwie „przyzwoitego".

Zatem pragnęła produkować własne wino, i to nie byle jakie. Zdaje się, że z 

najbardziej wymagających winogron.

– Pod własną marką? – spytał. – Czy dla Louret?

– Z ochotą stworzyłabym wino dla Louret, ale Eli już wytwarza tę odmianę. W 

odwodzie jest jeszcze marka Mason.

Rzeczowo, bez cienia goryczy, tylko z odrobiną żalu w oczach. Nie po raz 

pierwszy   Seth   zastanowił   się   nad   specyfiką   rodziny   Jillian.   Praca   w   takim 

otoczeniu musiała być trudna. Jillian niewątpliwie otrzymywała mnóstwo wsparcia 

oraz   miłości,   lecz   przy   takich   dominujących   postaciach   jak   Eli   czy   Cole 

background image

Ashtonowie najmłodsza siostra miała problemy z udowodnieniem swojej wartości.

– Masz środki potrzebne do tego, by ręcznie wyprodukować niewielką partię 

pod własną marką?

–   Tak   i   nie.   –   Zmarszczyła   brwi   i   jednocześnie   zawirowała   kieliszkiem.   – 

Musiałabym zdobyć odpowiednie winogrona.

– Czy to problem?

–   Owszem.   Są   mało   wydajne   i   drogie.   Trudno   je   uprawiać,   są 

nieprzewidywalne,   ryzykowne.   Szczerze   mówiąc,   mam   już   dość   ryzyka   i 

nieprzewidywalności.

– Czasami warto zaryzykować.

– A czasami nie. – Z powagą popatrzyła na kieliszek. – Jak można odróżnić, 

które ryzyko jest warte podejmowania?

Czy na pewno mówiła o produkcji wina? Może miała na myśli swojego mało 

wydajnego, drogiego, nieprzewidywalnego byłego męża? A może chodziło jej o 

ryzyko związane z wypowiedzeniem krótkiego słowa „dobrze"?

– Zaufaj intuicji. Ludzie często miewają trafne przeczucia. – Co innego mógł 

powiedzieć? – Czasami wszyscy sądzą, że coś się wiąże z ogromnym ryzykiem, a 

ty i tak musisz to zrobić, bo masz takie pragnienie.

– Może moje pragnienia są zbyt słabe.

– Albo potrzebujesz odpowiedniej stymulacji, żeby twoje pragnienie odżyło.

– Celna uwaga – przyznała po namyśle. Jej spojrzenie zawisło na jego ustach, a 

potem z powrotem powędrowało ku oczom. – Rozumiem, że potrafisz mi zapewnić 

odpowiednią stymulację?

– Mam nadzieję.

Położył dłonie na stole, a Jillian – po chwili wahania – oparła dłoń na jego ręce.

– Duże dłonie bywają użyteczne – zauważyła cicho. Seth podniósł jej rękę i 

zbliżył ją do ust. Potem ktoś – zapewne Robert, chociaż Seth nie zawracał sobie 

background image

głowy sprawdzaniem – zadzwonił srebrnym sztućcem o kryształowy kieliszek, aby 

uciszyć kakofonię rozmów.

Seth   z   najwyższym   trudem   spróbował   udawać,   że   słucha   przyjaciela,   który 

oficjalnie uruchomił sprzedaż wina pinot noir rocznik dwa tysiące jeden z piwnic 

Casinelli. Robert mówił krótko i spontanicznie, a przemowę zakończył zdaniem: 

„Pozwólmy,   by   wino   samo   się   broniło".   Trzystu   enofilów   nagrodziło   go 

burzliwymi oklaskami.

Jillian, uważnie obserwowana przez Setha, przystąpiła do degustacji. Wsadziła 

nos do kieliszka, wciągnęła głęboko powietrze, zamyśliła się i dopiero po chwili 

uniosła szkło do ust. Następnie nabrała do ust mały łyk i powoli go przełknęła. 

Cały ceremoniał wzbudził w Secie nieopisane pożądanie. Patrzył, jak usta Jillian 

delikatnie się rozchylają, i przypomniał sobie, jak dotykał jej wargami, delektował 

się nią.

–   Czy   jest   tak   dobre,   jak   oczekiwałaś?   –   spytał,   a   brzmienie   jego   głosu 

dowodziło tego, jak się czuł. Był rozpalony, nienasycony, pożądliwy.

– Mhm, lepsze. Pewnie częściowo dlatego, że nie mogłam się doczekać tej 

chwili.   –   Wypiła   następny   łyk,   podelektowała   się   nim   i   zmrużyła   oczy   z 

zachwytem.   –   Bardziej   jedwabiste   niż   w   ubiegłym   roku.   Wyraźnie   owocowy 

posmak.   Pełne   wiśnie,   nieco   malin.   Wyczuwam   jeszcze   nutę   kwiatową,   tak 

wyeksponowaną w roczniku dziewięćdziesiątym siódmym.

Seth podniósł swój kieliszek i powąchał.

– Potrafisz odróżnić roczniki? – zapytał.

–   Uzyskałam   sto   procent   trafień   w   teście   pionowym   i   poziomym,   z 

zawiązanymi oczami. – Zawahała się. – Czy to zabrzmiało pyszałkowato?

–   Raczej...   fascynująco.   –   I   erotycznie,   dodał   w   myślach.   Jillian   w   pozycji 

poziomej, z zawiązanymi oczami.

–   Fascynująco?   Pod   jakim   względem?   Uśmiechnął   się   powoli,   bo   w   jego 

background image

umyśle dojrzewał pewien pomysł.

– Pod takim, że mogłabyś dowieść prawdziwości swoich słów.

Zerknęła na niego znad kieliszka.

– W jaki sposób?

– Mam w domu przyzwoitą kolekcję.

– Pinotów? Z piwnicy Sophii? Co ty wygadujesz? Wzruszył ramionami.

– Powiedziałem ci, że Neumannowie to moi przyjaciele. – I na każdą Wigilię 

przysyłają ci butelkę wina, co? – Spojrzała na gospodarzy i ponownie na Setha. Z 

trudem powstrzymywała śmiech.  – Mam rację, przyznaj się. Dostajesz  od nich 

wino w formie prezentów!

Co miał powiedzieć? Trafiła w dziesiątkę.

Z niedowierzaniem pokręciła głową.

– A ty udajesz kompletnego nieokrzesańca! Zachęcałeś mnie do opowiadania o 

różnych rodzajach pinot noir i winach Sophii!

–   Mam   wina,   co   nie   znaczy,   że   się   na   nich   znam.   –   Nie   wyglądała   na 

przekonaną. – Może to zabrzmi banalnie, ale wiem, czego w danej chwili chcę się 

napić, i na tym się kończy moje zainteresowanie winem. Więc jak, przyjmujesz 

wyzwanie?

– Badanie pinotów Casinelli? Na ślepo? Kpisz sobie, tak?

– Dobrze wiem, że nie masz poczucia humoru, jeśli chodzi o te wina.

Zwilżyła wargi językiem.

– Kiedy?

– Dziś wieczorem.

Seth   zamarł   w   oczekiwaniu   na   to,   co   powie   Jillian.   Uwielbiał   te   chwile 

niepewności i wyczekiwania.

– Zgoda.

background image

Rozdział 9

– Och, nie! Nie, Seth, nie! Nie, nie, nie!

Jillian uniosła obydwie ręce w geście protestu i przerażenia.

– Chyba nie zamierzasz otworzyć tych wszystkich butelek?

– Wycofujesz się?

Wychowana z braćmi Jillian potrafiła na kilometr wyczuć wyzwanie, nawet 

jeśli ktoś rzucał je łagodnym i cichym głosem. Uniosła brodę.

– Usiłuję cię powstrzymać przed popełnieniem dramatycznego głupstwa!

Seth   ustawił   na   stole   sześć   butelek   spośród   gigantycznej   kolekcji,   którą 

przechowywał w piwnicy. Ruchem głowy wskazał schody na górę.

– Ty pierwsza... tchórzu. Jillian tylko zmrużyła oczy.

–   Nie   pozwolę   ci   marnować   tysięcy   dolarów   na   testowanie   mojego 

podniebienia.

– Nie zapłaciłem za nie ani centa – oznajmił i uniósł cenny trunek.

– Tak czy owak, są warte gigantyczne pieniądze. Nie pozwolę ci ich otwierać.

– Nie krył rozbawienia.

– Jak zamierzasz mnie powstrzymać? Zabierzesz mi korkociąg?

Uniosła ręce w geście rezygnacji i skierowała się ku schodom.

– Twoje wino – przypomniała. – Twoje pieniądze. Twoja strata.

– Nie – zaprotestował cicho, gdy otarła się o niego. – Mój zysk.

Jillian znieruchomiała na najniższym stopniu i obejrzała się przez ramię. W 

jego oczach nie dostrzegła rozbawienia, tylko żar i drapieżną żądzę. Wstrzymała 

oddech.

– Jeśli chodzi o popełnienie głupstwa – ciągnął – jest już za późno.

Musiała wydawać sobie polecenia – lewa, prawa, lewa, prawa – żeby zmusić 

background image

nogi do wejścia po stromych schodach.

Za późno? Och, tak, zdecydowanie za późno na to, by uniknąć zauroczenia tym 

mężczyzną.

Głupstwo? Tak, zrobiła głupstwo, przychodząc do niego. Teraz czuła na sobie 

jego wzrok. Śledził ją uważnie na schodach, w wielkim salonie, wszędzie.

Dziwne, ale to nie wytrącało jej już z równowagi. Przez całą cudowną kolację 

wiedziała,   że   Seth   nie   przestaje   o   niej   myśleć,   i   przyjmowała   to   z   radosnym 

zdenerwowaniem   oraz   skrzętnie   skrywaną   satysfakcją.   Minęło   tyle   czasu   od 

pierwszej   randki,   na   którą   została   zaproszona,   że   zapomniała,   jakie   emocje 

towarzyszą wyczekiwaniu na to, co się może zdarzyć.

Nadal nie wiedziała, czym się zakończy noc. Przyjechała do jego domu, który 

dzielił  z  gospodynią   i córką.  Nie   miała   powodu  oczekiwać   czegokolwiek  poza 

degustacją win.

Nie   było   także   powodu,   by   jej   tętno   gwałtownie   podskoczyło,   kiedy   Seth 

ściągnął rozwiązaną muchę. – Krępuje mnie ten strój – wyznał. Ale teraz...

– Co ty wyprawiasz? – spytała ze ściśniętym żołądkiem, kiedy ruszył w jej 

stronę z paskiem materiału rozciągniętym między rękami.

– Wspomniałaś coś o teście z zawiązanymi oczami. – Tak, niemniej...

– Zaraz zawiążę ci oczy – zapowiedział. – Chyba że się wycofujesz.

– Tak, tylko... – Zerknęła niespokojnie na schody. – A jeśli ktoś przyjdzie z 

góry?

– Rachel została u Rosy. Jesteśmy sami.

Serce Jillian waliło jak oszalałe. Czy była na to gotowa? Czy powinna zostawać 

sam   na   sam   z   tym   mężczyzną   i   robić   wszystko   to,   co   chciał   z   nią   zrobić? 

Odetchnęła głęboko. Próba na ślepo. Zgoda. Z zawiązanymi oczami będzie mogła 

lepiej się skoncentrować  na winie, a nie na przystojnym Secie w śnieżnobiałej 

koszuli.

background image

Lekko wzruszyła ramionami na znak przyzwolenia i odwróciła się plecami do 

gospodarza. Dostała gęsiej skórki, gdy za nią stanął i zasłonił jej oczy skrawkiem 

czarnego jedwabiu.

Zamiast odizolować zmysły od świata zewnętrznego, ciemność wzmocniła w 

Jillian   świadomość   bliskości   Setha.   Do   zawiązania   jej   oczu   użył   rozplątanej 

muchy, która emanowała jego zapachem.

Zawiązywanie oczu zdawało się trwać w nieskończoność, bo Seth musiał tak 

zręcznie   manipulować   wielkimi   dłońmi,   by   przypadkowo   nie   związać 

wymodelowanych loków Jillian.

– Aby szeroka część paska znalazła się na oczach, musisz zrobić węzeł w tym 

miejscu – wyjaśniła, wymacała jego palce i przesunęła je na swoją skroń. – Nie z 

tyłu głowy.

– Rozumiem. Nie ruszaj się, prawie skończyłem.

W następnej chwili poczuła jego dłonie na nagich ramionach. Obrócił ją twarzą 

ku sobie.

– Widzisz mnie? – spytał.

Czuję cię, pomyślała. Pokręciła głową.

– Nie.

Lekko uścisnął jej ramiona. Była prawie pewna, że ją pocałuje, ale zaraz potem 

cofnął dłonie.

– Chcesz usiąść?

– Mogę stać – odparła.

Mam nadzieję, dodała w myślach.

– Mhm – mruknął i odszedł.

Wyobraziła sobie, jak podchodzi do stołu i sięga po jedną z drogich butelek 

pinot.   Kilkanaście   głuchych   uderzeń   serca   później   usłyszała   charakterystyczny 

odgłos towarzyszący wyciąganiu korka.

background image

– Błagam,  na razie nie otwieraj pozostałych. – Złożyła dłonie. – Nie mogę 

znieść myśli, że zaraz zmarnujesz te wspaniałości.

Seth nie zareagował. Usłyszała brzęk – uderzenie metalowego korkociągu o 

szkło? – i chlupot nalewanego wina. Następnie poczuła, że Seth do niej podchodzi. 

Wsunął kieliszek w dłoń Jillian. Chwyciła naczynie za nóżkę.

– Zaczniemy od tego – zapowiedział. – Skoro tak miło poprosiłaś.

Uśmiechnęła   się   z   wdzięcznością,   zwłaszcza   że   cofnął   się   o   kilka   kroków, 

opuszczając   jej   przestrzeń   osobistą.   Dzięki   temu   mogła   trzeźwiej   myśleć   i 

skoncentrować się na winie. W zwykłych okolicznościach pozwoliłaby trunkowi 

odetchnąć, ale ta sytuacja nie miała nic wspólnego z normalnością. Szkoda, że nie 

mogła...

– Potrzebna ci pomoc przy podnoszeniu kieliszka do ust? – Myślę, że nawet w 

ciemnościach potrafię odnaleźć własne usta – mruknęła. – Ponieważ ten wspaniały 

napój   nie   miał   okazji   odetchnąć   świeżym   powietrzem,   muszę   mu   pomóc   w 

wyeksponowaniu aromatu. – Uniosła kieliszek, zaskakując samą siebie stabilnością 

dłoni. – Teraz podniosę wino do światła, aby sprawdzić barwę. Usłyszała niski 

pomruk śmiechu Setha.

–   Czy   chcesz,   bym   cię   wyręczył,   ze   względu   na   twoją   tymczasową 

przypadłość? – spytał życzliwie.

– Bardzo proszę.

Nie dotknął jej, lecz czuła jego bliskość. Wziął kieliszek za podstawę i lekko 

uniósł, by obejrzeć wino pod światło. – I jak? – ponagliła go. – Jaki widzisz kolor?

– Czerwony.

Wypuściła wstrzymywane powietrze i wybuchnęła donośnym śmiechem. Seth 

nieświadomie pomógł jej w rozładowaniu nagromadzonego napięcia.

–   Nie   zaryzykujesz   bardziej   precyzyjnego   opisu?   Na   przykład:   jaki   odcień 

czerwieni?

background image

–   Zbliżony   do   twojej   sukienki.   –   Opuszkami   palców   przesunął   po   jej 

ramiączku. – Pinot noir.

Delikatny dotyk wywołał w niej rozkoszny dreszcz, a słowa Setha wydały się 

jej znajome. Zmarszczyła brwi i zastanowiła się, kiedy wypowiedział je podobnym 

tonem. W sali degustacyjnej. Tak.

–   Pamiętasz   popołudnie,   kiedy   przyjmowałam   grupę   pań   w   czerwonych 

kapeluszach?   Zauważyłeś   wtedy,   że   mój   nastrój   jest   pinot   noir.   Co   miałeś   na 

myśli?

–   Gdybyś   była   winem,   uznałbym,   że   należysz   do   odmiany   pinot   noir. 

Przynajmniej tamtego dnia.

– A w inne dni?

– Schłodzone białe, wakacyjne musujące, śmiałe czerwone. Mówiłem już, nie 

znam się na winach. Wiem tylko, na jakie mam ochotę.

Czyżby naprawdę dostrzegał aż tyle aspektów jej osobowości?

– Przypominasz nieco ślepą próbę wina – zauważył i przesunął palcami  po 

opasce na jej oczach. – Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać.

– Zatem ustaliliśmy, że masz przed sobą pinot noir – oświadczył, ponownie 

skupiając uwagę na winie. – Co dalej?

Poruszyła kieliszkiem, ale jej zmysły były przytępione, percepcja ograniczona. 

Dziwne,   że   jego   pozornie   niewinne   uwagi   zupełnie   nie   wyprowadziły   jej   z 

równowagi.

Nie wiedziała, jakimi słowami opisać to, co ją połączyło z Sethem. To było 

silniejsze   niż   zauroczenie,   pełniejsze   niż   żądza,   poważniejsze   niż   fascynacja 

seksualna. Na dodatek go lubiła.

Wetknęła nos do kieliszka i głęboko wciągnęła powietrze. Potem je wypuściła i 

ponownie   odetchnęła,   aby   aromat   wina   wypełnił   jej   zmysły   i   wyzwolił   ją   z 

przykrego uczucia jazdy kolejką górską. Wysączyła mały łyk i smakowała go tak 

background image

długo,   aż   jej   świat   całkiem   się   uspokoił.   Odzyskawszy   wewnętrzną   stabilność, 

zamyśliła   się   nad   fakturą   wina,   jego   aromatem.   Niemal   natychmiast   odzyskała 

pewność siebie, gdy ujawniło się całe złożone, wielopoziomowe bogactwo smaku.

Łatwizna. To wino rozpoznałaby w każdej sytuacji, nawet podczas przejażdżki 

kolejką górską.

– Rocznik dziewięćdziesiąty dziewiąty – orzekła z uśmiechem satysfakcji. – 

Intensywny zapach, wyrazista osobowość, której nie sposób pomylić. Wino mocne, 

trwałe i charakterystyczne. Struktura organoleptyczna bardziej skomplikowana niż 

w roczniku dziewięćdziesiątym ósmym, niemniej zachowany jest typowy bukiet 

winnic Casinelli. – Nie potrzebowała potwierdzenia, wiedziała na pewno, że się nie 

myli. – Gdybyś był winem, to z pewnością takim – zapewniła Setha z uśmiechem i 

triumfalnie uniosła kieliszek.

– Drogim pinotem? – spytał po dłuższym milczeniu. – Jesteś tego pewna?

Czy   była?   Pamiętnego   dnia   w   sali   degustacyjnej   kojarzył   się   jej   z   silnym, 

mocnym,   pełnym   cabernetem.   W   inne   dni   był   tak   skupiony,   skoncentrowany   i 

pewny   siebie   jak   idealnie   zbilansowany   shiraz.   Podczas   niedawno   zakończonej 

kolacji niemal wyczuwała przy nim intensywne nuty czekolady, jak w merlocie.

– Może pospieszyłam się z oceną. Chyba powinnam lepiej się zastanowić – 

mruknęła.

Oczekiwała kąśliwej uwagi, lecz Seth w milczeniu wyjął jej kieliszek z rąk. 

Nagle zrobiła coś, czego jeszcze niedawno nie brała pod uwagę.

Zanim zdążył zareagować, pomimo zawiązanych oczu zanurkowała pod jego 

ramieniem i stanęła mu za piecami, wykorzystując jego potężne ciało jak kotwicę. 

Jej dłonie spoczęły na jego biodrach.

Odetchnęła   głęboko,   aby   zebrać   siły   i   zapanować   nad   nieoczekiwanym 

zawrotem głowy. Następnie zaprezentowała własną analizę:

– Wygląd trudno określić, gdyż nic nie widzę, niemniej zgaduję, że mam do 

background image

czynienia z mocnym czerwonym. – Przesunęła obydwie dłonie wyżej i zatrzymała 

je na jego plecach. – Zadziwiająco delikatna faktura, niemniej...

Chwyciła jego koszulę i wyszarpnęła ją ze spodni Następnie przesunęła dłonie 

po jego ciele, na brzuch, aby skupić uwagę na rozpinaniu guzików...

– Co ty wyprawiasz? – zapytał.

–   Przede   wszystkim   muszę   odkorkować   butelkę.   To   pierwszy   krok.   Wino 

powinno   odetchnąć.   –   Trzymając   w   dłoniach   jego   koszulę,   przysunęła   się   tak 

blisko,   że   jej   nos   niemal   dotknął   jego   szyi.   –   Aromat   jest   najważniejszym 

elementem oceny.

– Dlaczego? – Jego głęboki, gardłowy głos zdawał się przenikać jej ciało.

Na   szczęście   nie   musiała   się   zastanawiać   nad   odpowiedzią,   bo   jej   umysł 

przestał   funkcjonować   tak   jak   zwykle.   Teraz   była   skupiona   wyłącznie   na 

doznaniach zmysłowych.

– Dobre wino ma charakterystyczną, niepowtarzalną woń. Dzięki niej można 

wyróżnić każdy szlachetny trunek spośród wszystkich pozostałych. – Podobnie jak 

Setha, dodała w duchu. Rozpoznałaby go wszędzie, wyłącznie dzięki reakcji jej 

ciała   na   jego   zapach.   Oddychała   głęboko,   a   jej   zmysły   były   maksymalnie 

wyostrzone dzięki bliskości Setha. – Nos wychwytuje znacznie więcej subtelnych 

różnic niż podniebienie, więc pierwszy łyk należy wypić, kiedy aromat jeszcze 

pozostaje w nozdrzach.

Zamierzała   posmakować   jego   rozpaloną   skórę   na   szyi,   w   miejscu,   które 

degustowała   zapachowo,   lecz   w   ostatniej   chwili   doświadczyła   przypływu 

śmiałości, wspięła się na palce i posmakowała ust Setha. Długi pocałunek wzburzył 

jej krew niczym pierwszy sok spod prasy.

– Biały pieprz, wyczuwalne ciepło – szepnęła. – Bogaty aksamitny smak.

Musnęła ustami jego wargi, a on w końcu nie wytrzymał. Chwycił jej głowę w 

dłonie i pocałował ją mocno, głęboko. Odwzajemniła jego pieszczotę, nie mogła 

background image

się nasycić pocałunkiem, jego dłońmi na swojej twarzy, we włosach i wreszcie... na 

ciele.

Nie   potrafiła   przestać   go   całować   nawet   wtedy,   gdy   ustąpiła   pierwsza   fala 

namiętności. Pieściła jego wargi, szorstką skórę szczęki, wrażliwe punkty szyi.

Zapomniała   o   nieśmiałości.   Zanurzył   dłoń   w   jej   włosach   i   wymamrotał 

ostrzeżenie,   że   powinni   zwolnić.   Posłuchała   go,   ale   tylko   po   to,   by   dłużej   się 

rozkoszować każdą zmysłową chwilą bezpośredniego kontaktu. Wsunęła dłonie w 

rękawy   jego  koszuli  i  podciągnęła   je  tak,  aby  móc  zacisnąć  palce   na  gładkiej, 

rozpalonej skórze bicepsów.

Takie muskuły, istne dzieło sztuki, należało poznawać systematycznie dłońmi, 

ustami i językiem. Zachęcona przyzwalającym pomrukiem Setha, kontynuowała 

badania, aż w pewnej chwili rozległ się głośny łomot, potem przekleństwo i brzęk 

szkła o szkło.

Zamrugała i zorientowała się, że opaska znikła. Jillian. nie miała pojęcia, kiedy 

to   się   stało,   natomiast   zauważyła,   że   Seth   niechcący   wpadł   na   stół.   W   innych 

okolicznościach   dostrzegłaby   humorystyczny   element   tego   zdarzenia,   lecz   teraz 

ogarnęło ją skrępowanie. Cofnęła się i wyciągnęła rękę.

–  Pomogę  ci  – zaproponowała,  a  Seth nieoczekiwanie  chwycił jej  dłoń, by 

odzyskać równowagę.

Wtedy zrozumiała, co robiła.

Delektowała się nim, rozbierała go, uwodziła.

Spoglądali   na   siebie,   świadomi,   że   następny   krok   muszą   zrobić   bez   osłony 

ciemności i zabawy w degustację. Pod Jillian ugięły się kolana. Pospiesznie usiadła 

na   skórzanej   kanapie   i   podniosła   kieliszek,   który   potoczył   się   na   podłogę.   Na 

szczęście   był   pusty.   Odstawiła   go   na   stół,   obok   otwartej   butelki   pinota   noira 

Casinelli, rocznik dziewięćdziesiąty dziewiąty. Wzięła ją do rąk, aby zerknąć na 

etykietę.

background image

– Zaliczyłam pierwszy sprawdzian – wykrztusiła.

– Czy mogło być inaczej? – Nie.

Stanął przed nią, pochylił się, wyciągnął butelkę z jej rąk i odstawił na stole.

– Moja kolej – zapowiedział.

Podniosła wzrok i ujrzała jego uda. Jej policzki poróżowiały, żar rozlał się po 

ciele.

– Twoja kolej? – zająknęła się.

– Teraz ja będę ciebie smakował. Spojrzała mu w twarz i uświadomiła sobie, że 

doskonale wiedział, na czym wcześniej zawiesiła wzrok.

– Chyba, że nie skończyłaś – dodał. Czyżby zachęcał ją do kontynuowania 

tego,   co   zaczęła?   Oszołomiona,   skierowała   wzrok   na   jego   spodnie.   Ręce   ją 

swędziały, a całe ciało przeszył dreszcz. Mogła zrobić to, co zakazane, ale nie była 

w   stanie.   Nie   teraz,   kiedy   zsunęła   się   opaska.   Wiedziała,   że   nadeszła   chwila 

prawdy.

– W mroku było łatwiej, teraz jestem cała rozdygotana. – Przycisnęła dłoń do 

brzucha. – Tyle opowiadałeś o tym, co chciałbyś zrobić...

– Nie zamierzałem cię spłoszyć...

– Nie dlatego drżę.

– Więc czemu? Odetchnęła powoli, głęboko.

– Boję się, że nie będę taka, jak oczekujesz. Mogę cię rozczarować.

Pochylił się i pomógł jej wstać.

– To wykluczone, kochanie.

– Skąd ta pewność?

– Po prostu to wiem – wyjaśnił zwyczajnie. – Ty też powinnaś to wiedzieć. 

Widziałaś, jak na mnie działasz.

Och, tak. Świetnie widziała.

– Racja, wiem – przyznała. – Idziemy na górę? Do twojej sypialni?

background image

– Jesteś zdecydowana? Jej serce łomotało. Zwilżyła wargi językiem.

– Tak.

Wziął ją za rękę i pociągnął za sobą ku schodom. W pewnej chwili mruknął coś 

ze zniecierpliwieniem, odwrócił się i wycofał.

–   Co   robisz?   –   jęknęła,   oszołomiona   jego   nagłą   dezercją.   Chwycił   otwartą 

butelkę wina.

– Przecież nie znosisz marnotrawstwa – przypomniał.

background image

Rozdział 10

W chwili niepewności dała Sethowi szansę wycofania się bez konsekwencji. 

Mógł posłuchać głosu rozsądku, nie popędu cielesnego. Wystarczyło, by oznajmił: 

„Nie wierzę, że jesteś przekonana, więc przemyślmy sprawę seksu i ryzykownych 

następstw".

Przez   ułamek   sekundy   rozważał   tę   ewentualność,   ale   nie   mógł   jej 

zaakceptować.

Namiętność chwyciła go za gardło, na długo zanim Jillian wciągnęła go do 

zabawy w degustację. Nie miał siły zaprotestować, musiał ulec żądzy.

Otworzył ramieniem drzwi do sypialni i mocniej zacisnął dłoń na butelce. Wino 

przypominało mu, że pragnie doznań zmysłowych, chce rozpalić Jillian tak, jak ona 

jego. Nawet bardziej.

Bo uważała, że mogłaby go rozczarować. Co za bzdura.

Seth zaprowadził Jillian do łóżka i odstawił wino na nocny stolik. Potem zapalił 

światło i zaklął w myślach, bo nie kupił świec, chociaż zamierzał.

– Nie przyniosłeś kieliszków – zauważyła. Odwrócił się i spojrzał na Jillian. 

Wyglądała zjawiskowo, nawet w zwykłym świetle lampy elektrycznej.

– Nie potrzebujemy kieliszków – oświadczył.

– Nie? Zatem... w jaki sposób... ? – Umilkła, przełknęła ślinę i ruchem dłoni 

wskazała butelkę. – Powiedziałeś, że nie będziemy nic marnowali.

– Marnotrawstwo nie wchodzi w grę. Będę się delektował winem.  Prosto z 

twojego ciała.

Właśnie do tego było mu potrzebne światło. Chciał widzieć, jak rozszerzają się 

źrenice Jillian, jak jej usta się rozchylają.

– Powiedziałem, że teraz moja kolej – przypomniał łagodnie i podszedł bliżej. – 

background image

Sprawdzę, jak smakujesz.

– Odwet? – wykrztusiła. – A jakże.

Jej serce trzepotało niczym ptak w klatce.

– Na dole podkreśliłaś, że w ciemnościach było ci łatwiej. Chcesz, żebym ci 

zasłonił oczy opaską?

Oddychała gwałtownie.

– Nie... nie. Wolę cię widzieć.

– To dobrze. – Przesunął dłonią po jej włosach. – Chcę, byś wiedziała, że to ja.

– Rozpoznałabym cię nawet w kompletnych ciemnościach, Seth.

Przesunął kciukiem po jej policzku, dotknął dolnej wargi.

– Nic dziwnego – przyznał. – W końcu jesteś mistrzynią degustacji, która na 

ślepo rozpozna każde wino.

– Nie każde – zaprotestowała. – Tylko te wyraziste.

– Jak dotąd nie wyjaśniłaś mi, czy jestem wyrazistym pinotem, czy byle jakim 

czerwonym.

Niemal się uśmiechnęła.

– Może jesteś jedyny w swoim rodzaju.

–   Seth   Bennedict.   Rocznik   sześćdziesiąty   siódmy.   Klepnął   się   w   klatkę 

piersiową i zrozumiał, że popełnił błąd. Jillian momentalnie skierowała wzrok na 

jego szeroki, nagi tors i pogłaskała go z wyraźną przyjemnością.

Pożądanie uderzyło mu do głowy z taką siłą, że stracił oddech.

– Pocałuj mnie – zażądała.

Jego wargi przywarły do jej ust, gdy tylko skończyła mówić.

Zarzuciła mu ręce na szyję i wplątała je we włosy, a on położył dłonie na jej 

biodrach i przycisnął ją do siebie. Poruszali się w rytm pocałunków tak, by być jak 

najbliżej siebie.

– Nie masz pojęcia, ile przez ciebie wycierpiałem – szepnął. – Za to, co robiłaś, 

background image

należy ci się kara.

–   Jeżeli   zemsta   ma   być   sprawiedliwa,   musisz   zawiązać   sobie   oczy   – 

zasugerowała. Poczuła, jak rozpina jej dwa guziki przy ramieniu.

– Wykluczone – mruknął. W ostatniej chwili chwyciła opadającą sukienkę i 

przycisnęła ją do piersi. – Chcę cię widzieć, Jillian.

Powoli   odsunął   jej   ręce   i   patrzył,   jak   sukienka   zsuwa   się   na   podłogę.   W 

następnej chwili leżała u jej stóp niczym kałuża rozlanego pinot noir.

– Chcę cię obejrzeć całą – podkreślił z naciskiem. – Obróć się.

Dumnie uniosła brodę, ale wykonała polecenie. Wyglądała jak bogini: pyszna, 

smukła, zgrabna, ubrana wyłącznie w stringi.

Pocałował   ją   w   skroń,   w   brew,   w   nasadę   nosa,   a   gdy   pieścił   wargami   jej 

policzek i szyję, jęknęła cicho i otarła się o niego przychylnie, przyzwalająco.

Kto tutaj miał torturować kogo? Kto komu sprawiał większe męki?

Przesunął   dłońmi   po   jej   długich   nogach,   pieścił   wewnętrzną   stronę   ud. 

Patrzenie na nią i dotykanie jej było nieprawdopodobnie erotyczne.

–   Chcę   cię   skosztować   –   wyszeptał,   a   Jillian   przeszył   dreszcz,   głęboki, 

intensywny.

– Proszę...

Posiadł ją z żarliwością, której nawet w sobie nie podejrzewał. Rozkosz była 

tak niewyobrażalna, że słyszał, jak bije mu serce. Wiedział, że Jillian czuje taką 

samą   rozkosz,   bo  dostosowała  się   do  jego  rytmu,  uczestniczyła   w  tym samym 

tańcu.

Oboje   szczytowali   niemal   jednocześnie.   Jillian   wyprzedziła   go   o   ułamek 

sekundy, zapewniając mu dodatkową rozkosz.

Otworzyła oczy, kiedy pierwsze promienie porannego słońca zalały pokój przez 

listewki żaluzji. Spojrzała na swoje nagie ciało i natychmiast przypomniała sobie 

background image

to, co robiła nocą. Ogarnęła ją panika.

Kochała się z Sethem.

Nie, nie, nie, Jillian, nie mieszaj do tego miłości, nakazała sobie stanowczo. 

Uprawiałaś seks, tylko tyle pragnęłaś, tylko tyle on chciał. Instynktownie sięgnęła 

do serdecznego palca lewej dłoni. Był nagi, podobnie jak ona. Musiała się oddalić, 

znaleźć   spokojne   miejsce,   by   nabrać   dystansu   do   tego   mężczyzny   i   własnych, 

niespokojnych myśli o miłości.

Ostrożnie wyśliznęła się z łóżka, po cichu zebrała odzież i buty, a następnie na 

palcach przekradła się do drzwi. Zbiegła po schodach do łazienki na parterze, tam 

się umyła i ubrała. Szybko. Już na zewnątrz zadzwoniła do Mercedes. Zatrzymała 

się dopiero w jednej z bocznych uliczek, by tam zaczekać na samochód.

background image

Rozdział 11

Jillian niewiele wiedziała o tych sprawach, lecz sądziła, że Seth z pewnością 

zadzwoni,   jeśli   ta   noc   cokolwiek   dla   niego   znaczyła.   W   ostateczności   mógł 

zatelefonować, by dać upust złości, bo przecież zostawiła go, gdy spał.

Najwyraźniej była w błędzie.

W   poniedziałek   dostała   tylko   jedną   wiadomość.   Nie   mogła   sama   odebrać 

telefonu,   bo   jeździła   konno,   więc   tylko   odczytała   informację   od   Elego:   „S.   B. 

dzisiaj nie przyjedzie. Spotkasz się z Lou. Musisz zaakceptować podłogę".

Wiadomość nie pozostawiała złudzeń. Ich relacje ponownie przybrały charakter 

oficjalny. Kto wie, może nawet jej unikał, skoro przysyłał Lou, a sam trzymał się z 

daleka.

Tym  większe   było   zaskoczenie   Jillian,   kiedy   we   wtorkowy   poranek   ujrzała 

przed winnicą samochód Setha. Jej serce żywiej zabiło.

– Jesteś żałosna, Jillian – skarciła siebie.

Zatrzasnęła   drzwi   samochodu   i   stanęła   nieruchomo,   by   ukryć   emocje   pod 

maską   chłodu   i   opanowania.   Poprawiła   kołnierzyk   białej,   biurowej   koszuli,   a 

następnie ruszyła do drzwi.

Późnym   popołudniem   poprzedniego   dnia   podwykonawca   ułożył   podłogę. 

Niewłaściwego koloru. Pomimo wiadomości od brata Jillian nie zawiła się na czas, 

by   zapobiec   nieporozumieniu.   Przyszła   dopiero   wtedy,   gdy   wszyscy   robotnicy 

poszli już do domów.

Weszła do środka i nagle znalazła się w centrum chaosu.

Narzędzia mechaniczne wyły i warczały, podłoga była połowicznie zerwana, a 

mimo hałasu Jillian usłyszała dudnienie swojego serca, kiedy jej oczy padły na 

znajdującego się tu mężczyznę. Wiedziała, że Seth również uświadomił sobie jej 

background image

obecność. Znieruchomiał, jeszcze zanim odwrócił głowę w jej stronę.

Kiedy   podchodził,   zwróciła   uwagę   na   jego   mocno   zaciśnięte   szczęki. 

Zastanawiała się, czy w ogóle coś się między nimi zmieniło. Odniosła wrażenie, że 

przeszłość zawsze będzie stała im na drodze.

Stanął przed nią, ale nie miała pojęcia, co mogłaby powiedzieć. Nie, nieprawda. 

Pomyślała o kilku wariantach rozpoczęcia rozmowy, lecz żaden nie wydawał się 

stosowny.   Może   uprzejme:   Jak   się   masz?   Albo   humorystyczne:   Zatem   cię   nie 

wykończyłam? Ewentualnie dwuznaczne: Miło, że dzisiaj udało ci się wpaść.

Ruchem ręki wskazała bałagan.

– Przerabiasz podłogę?

– Jak widzisz – mruknął.

– Gdybyś wczoraj tutaj był, a nie przysyłał Lou, udałoby się uniknąć błędu.

Skierował na nią uważne spojrzenie.

–   Nie   mogę   być   w   dwóch   miejscach   naraz   –   oznajmił   surowo.   –   Dlatego 

poprosiłem,   abyś sama  sprawdziła,   czy  wszystko  gra.  Postawiłem  ci  zbyt  duże 

wymagania?

Urażona jego tonem i zdjęta poczuciem winy, Jillian zacisnęła usta.

– Nie. Przepraszam – burknęła. – Może powinieneś był porozmawiać ze mną 

bezpośrednio, jeżeli spodziewałeś się problemów.

–   Niczego   się   nie   spodziewałem.   Po   prostu   chciałem   się   zabezpieczyć.   – 

Ruchem głowy wskazał puste otwory okienne. – Musiałem pojechać do miasta, 

żeby załatwić inną sprawę.

A   ona   myślała,   że   przysłał   Lou,   aby   uniknąć   spotkania   z   nią.   Jakie   to 

nieprofesjonalne i niesprawiedliwe z jej strony. Pracował, doglądał interesu, a ona 

powinna się od niego uczyć.

– Właśnie, co tam z oknami? – zainteresowała się natychmiast.

– Teraz już wszystko dobrze. Producent zapewnił, że będą w ciągu tygodnia.

background image

– Zatem żadne opóźnienie nie wchodzi w grę – burknęła.

– Co masz na myśli?

– Mam na myśli imprezę, którą urządzamy pierwszego maja. Pomieszczenie 

musi być wtedy gotowe.

Podparł się pod boki i spojrzał na nią ciężko.

– Chyba powinnaś była dowiadywać się o koniec remontu przed rozesłaniem 

zaproszeń, co? – zauważył.

– Mówiłeś, że to kwestia dwóch tygodni.

– Mniej więcej dwóch tygodni. Jeśli wszystko dobrze pójdzie. – Pokręcił głową. 

– Czy twoim zdaniem wszystko tutaj idzie dobrze?

No cóż, sytuacja wyglądała dość dramatycznie.

Nagle coś przyszło Jillian do głowy.

–   Seth,   powiedz   mi,   dlaczego   właściwie   jesteś   taki   zirytowany?   –   spytała 

powoli. – Chodzi o to, że podwykonawca nawalił? A może się wściekasz, bo nie 

porozumiałam się z Lou?

Przez chwilę milczał.

– Nie musiałaś się wymykać w środku nocy – burknął wreszcie. – Zabrałem cię 

na przyjęcie i zamierzałem odwieźć do domu.

No tak. Mogła się spodziewać, że jej ucieczka nie przypadnie mu do gustu. Nie 

oczekiwała   jednak,   że   na   kilka   dni   popsuje   mu   humor.   Zaskoczenie   chwilowo 

odjęło jej mowę.

– Przepraszam – westchnęła w końcu. Musiała go przeprosić, nic innego jej nie 

pozostawało. – Nie podejrzewałam, że tak bardzo się przejmiesz.

–   Nie   przejmuję   się.   Sam   też   tak   postępuję.   Zesztywniała,   wyczuwając 

prowokację.

– Nie mam pojęcia, jak się należy zachowywać w takich sytuacjach. Nigdy 

dotąd   nie   uprawiałam   przypadkowego   seksu.   Wolałam   uniknąć   niezręcznej 

background image

sytuacji, więc sobie poszłam. I tyle.

Nie wierzył własnym uszom.

– Przypadkowy seks? Tak byś nazwała to, co nas połączyło tamtej nocy?

– Przecież sam chciałeś jednorazowego seksu bez zobowiązań. – Spojrzała mu 

w oczy. – Czyżby coś się zmieniło?

Wiedział, że zmieniło się wszystko z wyjątkiem jednej, fundamentalnej prawdy.

– Przypadkowy seks między nami to nonsens, Jillian – wyjaśnił. – Zbyt dużo 

nas łączy. Mamy wspólną, skomplikowaną przeszłość.

– Chodzi ci o Jasona i Karen? Wiedziała?

Jego   serce   zatrzymało   się   na   moment,   lecz   niemal   natychmiast   uświadomił 

sobie, że  Jillian chodzi o śmierć  Jasona  i Karen, nie o ich przygody  łóżkowe. 

Odetchnął głęboko.

– Zawsze będą stali między nami – zauważył. – Jako trzecia i czwarta osoba w 

łóżku. Dlatego nie mogę się z tobą związać.

– A jednak przespałeś się ze mną.

– Nie powiedziałem, że cię nie pragnę. Pod tym względem nic się nie zmieniło.

Wątpił, czy kiedykolwiek się zmieni, zważywszy, że nawet w tej chwili zżerała 

go żądza. Musiał się skupić na czymś innym.

– Pora wracać do pracy – przypomniał jej.

– Porozmawiamy później? – spytała.

– Nie mamy o czym, Jillian.

Zamrugała, wstrząśnięta jego opryskliwością. Miał ochotę walić głową w mur 

za   to,   że   okazał   się   takim   palantem.   Poza   tym   coraz   bardziej   pragnął   dotknąć 

Jillian, przytulić ją, wdychać ciepło jej skóry.

Wyprostowała się dumnie.

–   Jak   uważasz.   –   Skinęła   głową.   –   Byłeś   jednak   ze   mną   szczery,   więc 

zasługujesz   na   to   samo.   Nie   uważam   za   przypadkowe   tego,   co   się   wydarzyło 

background image

sobotniej nocy. Było mi z tobą tak dobrze, że nie dostrzegłam w naszym łóżku 

miejsca dla nikogo innego. Możemy w nim być tylko my dwoje, ty i ja.

Odwróciła się i odeszła z dumnie zadartą brodą.

Seth zastanowił  się nad jej słowami.  Czy był z nią szczery? Skąd. Nie był 

szczery nawet ze sobą, a co dopiero z Jillian. Teraz było już za późno, aby to 

zmienić. Dwa lata za późno.

W czwartkowe popołudnie Jillian pojechała do Napa, aby załatwić kilka spraw 

związanych z przyjęciem. Po długich przemyśleniach wiedziała już na pewno, że 

Seth miał rację. Ich wspólna przeszłość tylko komplikowała sytuację. Nie miało 

znaczenia,   że   nie   pozostała   z   nim   w   niedzielny   poranek   Nawet   gdyby   nie 

zdecydowała się wymknąć, nic by to nie zmieniło.

Nie spotkała go od wtorku i nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle. Z pewnością 

męczyła   ją   każda   minuta   spędzona   z   dala   od   niego.   Projekt   przebudowy   sali 

degustacyjnej miał wzmocnić jej pewność siebie i szacunek do swojej osoby, a nie 

zmieniać ją w kłębek nerwów.

Czyżby się zakochała?

Rety, rety.

Nie   miała   pojęcia,   jak   odróżnić   intensywne   pożądanie   –   z   pewnością   je 

odczuwała! – od mocniejszych, trwalszych więzów miłości.

Zgoda,   z   przyjemnością   przebywała   w   towarzystwie   Setha   i   z   dreszczem 

satysfakcji   wspominała   spędzoną   z   nim   noc,   ale   podobnie   jak   on   nie   chciała 

trwałego związku. Na to nie była jeszcze gotowa.

Zaparkowała i rozejrzała się dookoła. Nie dostrzegła samochodu Setha, więc 

wysiadła, zamknęła drzwi na klucz i ruszyła przed siebie. Pogrążona w myślach, 

niemal wpadła na kobietę wychodzącą zza rogu.

– Charlotte? – zdumiała się. – To ty! Jak się masz? Od początku wizyty u sióstr 

background image

przyrodnich czuła sympatię do ich kuzynki Charlotte. Swojej kuzynki. Ogarnęło ją 

poczucie winy. Tak bardzo skupiła uwagę na Secie i pracach remontowych, że nie 

zrobiła nic, aby ugruntować życzliwe relacje z Charlotte.

– Pewnie nie znajdziesz czasu na kawę? – spytała i ruchem dłoni wskazała 

wielkie torby w rękach Charlotte. – Chyba że zakupy masz już za sobą.

– Z ochotą wypiję filiżankę kawy – uradowała się Charlotte.

– Pójdziemy do kawiarni „U Enzia”? W drodze do kawiarni Jillian postanowiła 

zacząć rozmowę od pierwszego lepszego tematu, który przyszedł jej do głowy.

– Wiesz, szukam florysty – wyznała. – Potrzebuję dobrego fachowca.

– Może sama ci pomogę? – zaproponowała Charlotte. – Układam kwiaty na 

potrzeby całej posiadłości.

– Jesteś florystką? – Jillian nie mogła uwierzyć we własne szczęście. – Z ochotą 

zasięgnę twojej rady. To oznacza że ja stawiam.

Przy pierwszej kawie gawędziły o kwiatach. Charlotte poleciła kuzynce dwie 

wyjątkowo twórcze florystki. Jillian nosiła się z zamiarem zaproponowania pracy 

Charlotte,   ale   wolała   nie   naciskać,   zwłaszcza   że   wiele   rodzinnych   problemów 

wymagało rozwiązania.

Drugiej kolejce towarzyszyła rozmowa o rodzinie. Jillian dowiedziała się, że 

Spencer i Lila zaopiekowali się Charlotte oraz jej bratem Walkerem po tragicznej 

śmierci ich rodziców.

Po   drodze   do   samochodu   Jillian   rozmyślała   o   wstrząsających   informacjach, 

uzyskanych   od   Charlotte.   Ta   ostatnia   wyznała,   że   może   polegać   wyłącznie   na 

intuicji oraz na głębokiej nieufności do brata swojego ojca.

– Spencer wielokrotnie kłamał i oszukiwał dla własnej wygody. Kto wie, co 

jeszcze przed nami ukrywa?

–   W   rzeczy   samej   –   mruknęła   Jillian.   Kłamstwa   i   oszustwa   były   ulubioną 

bronią także Jasona. Jej ojciec – biologiczny ojciec – oraz były mąż należeli do 

background image

tego samego typu ludzi, kompletnie odmiennych od Lucasa czy Setha.

Seth.   Było   jasne,   czemu   tak   łatwo   zaangażowała   się   w   ten...   związek   bez 

zobowiązań.

Ufała mu.

Mówił prosto i otwarcie. Nie podsycał w niej złudnych nadziei. Wierzyła w 

jego opiekuńczy charakter. Czuła, że by jej nie okłamał.

I co z tego wynikało?

Sama   nie   wiedziała.   Gdyby   tylko   starczyło   jej   siły   i   odwagi,   aby   zaufać 

instynktowi i podjąć ryzyko. Gdyby nie było przeszłości, Jasona, Karen...

Chcąc nie chcąc, Seth widywał Jillian przez cały następny tydzień. Każdego 

dnia musieli ustalać szczegóły przebudowy. Nie znosił tych sztucznych, oficjalnych 

rozmów.  Oboje udawali, że nie ma  między  nimi  napięcia seksualnego,  chociaż 

wiedzieli, jak niewiele brakuje, by powtórzyć t co robili tamtej nocy.

Seth jakoś dotrwał do sobotniego popołudnia, kiedy skończył pracę i chciał 

poinformować   Jillian,   jak   wygląda   sytuacja   w   remontowanym   pomieszczeniu. 

Znalazł ją w piwnicy i powiedział, że do czasu przywiezienia okien nie ma co 

robić. Potem zapadło niezręczne milczenie, które musiał przerwać, bo nie potrafił 

zdobyć się na to, by odejść.

– Wracając do naszej rozmowy o nas i tym, co nas łączy... – wymamrotał.

– Wszystko w porządku – zapewniła go pospiesznie. To niedobry moment, dla 

ciebie   i   dla   mnie.   Mam   pracę   na   głowie,   nową   salę   degustacyjną,   będę 

produkowała własne wino...

– Podeślesz mi butelkę?

– Jesteś pierwszy na liście oczekujących. Skinął głową.

– Zatem umowa stoi – oznajmiła. – Żadne z nas nie pragnie trwałego związku.

Zauważył,   że   Jillian   mówi   wolno,   z   wahaniem,   jakby   zadawała   pytanie. 

background image

Musiała toczyć wewnętrzną wojnę, po dobnie jak on.

– Co dalej, Jillian? – spytał zwyczajnie. – Rachel cię uwielbia.

– Wiem i czuję do niej to samo.

–   Nie   chcę   niszczyć   tego,   co   was   połączyło.   Mogłaby   znowu   przeze   mnie 

cierpieć, bo nie potrafię z nikim się związać na stałe.

Patrzyła na niego długo, uważnie. Zrozumiał, że powie dział za dużo, ale Jillian 

– celowo lub przypadkiem – przemilczała kwestię jego małżeństwa i skupiła się 

wyłącznie na Rachel.

– Wiesz, że przez ostatnie dwa lata regularnie, co drugi tydzień, widywałam 

Rachel, lecz rzadko kiedy wpadałam na ciebie. – W jej oczach błyszczał żar, lecz 

głos brzmiał chłodno i spokojnie. – Nie pozwolę, by nasze relacje wpłynęły na mój 

stosunek do twojej córki. Ona za dużo dla mnie znaczy, Seth.

Miała rację, lecz pozwolił jej odejść. Co miał powiedzieć? Co mógł zrobić?

Gdy   nie   planowano   przyjazdu   wycieczek   i   nie   organizowano   degustacji, 

poniedziałek i wtorek były dla Jillian weekendem, niemniej rzadko robiła sobie 

wolne.   Seth   wiedział   o   tym   dobrze.   Kiedy   więc   nie   zauważył   jej   przez   cały 

poniedziałek, wywnioskował, że go unika. Nie miał o to żalu. Gdyby mógł, sam 

również by siebie unikał.

Musiał   ją   jednak   powiadomić   o   dostarczeniu   okien,   dzień   przed   terminem. 

Zamontował pierwsze i uśmiechnął się z satysfakcją. Wszystko grało.

Jillian powinna to obejrzeć.

Poszedł do biura, lecz Mercedes wyjaśniła, że jej siostra ma wolne.

– Razem z mamą pojechała na zakupy do miasta, ale zajrzyj do domu, może 

wróciły – zasugerowała.

W domu zastał Caroline.

–   Masz   pecha,   Seth,   Jillian   natychmiast   po   powrocie   pobiegła   do   stajni   – 

background image

oświadczyła. – Czy ma się z tobą skontaktować, gdy skończy przejażdżkę?

– Nie, to drobiazg. Spotkam się z nią jutro.

Pojechał do domu z zamiarem zatelefonowania do niej w dogodniejszej porze, 

lecz jego trzyletnia pociecha uparła się, by mu przeszkadzać. Od dawna nie żądała 

tylu bajek na dobranoc, a on potulnie czytał je na głos, aby zagłuszyć wyrzuty 

sumienia, bo ostatnio brakowało mu czasu na czytanie dziecku książek. W końcu 

zaniósł   śpiącą   dziewczynkę   do   łóżeczka,   lecz   było   już   zbyt   późno   na   telefon. 

Jillian. jako ranny ptaszek, zapewne wcześnie chodziła spać. Postanowił zadzwonić 

z samego rana.

– Obudziłem cię.

– Wcale nie śpię – odparła pospiesznie.

Jak miała spać, skoro jej serce tłukło się bez opamiętania, nie tylko z powodu 

nerwowych popiskiwań telefonu przy jej łóżku, lecz również w reakcji na głos 

Setha w słuchawce. Rozmawiała z nim zaraz po przebudzeniu, we własnej sypialni, 

w swoim łóżku.

– Teraz już nie.

– Niech ci będzie – zgodziła się. – Zaspałam, bo wieczorem długo nie mogłam 

zasnąć.

– Ja też nie.

– Caroline mówiła, że chciałeś się ze mną widzieć. Nie wiedziałam dlaczego...

– Przez to nie spałaś?

– Nie. – Uśmiechnęła się. – Przypominałam sobie ostatni weekend. Jesteś tam? 

Chyba nie poszedłeś spać? – zaniepokoiła się.

–   Wykluczone   –   zapewnił   ją   rozbawiony.   Zaciekawiło   ją   z   czego   miałoby 

wynikać jego poranne podniecenie, ale zabrakło jej odwagi, by zapytać go o to 

wprost. – Jest do kitu, Jillian – westchnął ze smutkiem.

– Co jest do kitu? – spytała zaniepokojona. – Okna są uszkodzone?

background image

Znowu się roześmiał, krótko i chrapliwie.

– Nie, okna są bez zarzutu. Po prostu rewelacyjne.

– Jak to, już są na miejscu? Czemu nic nie mówisz?

– Właśnie dlatego dzwonię. No tak, po to zadzwonił. Jasne.

– Idę je obejrzeć. Wyglądają tak ślicznie, jak sobie wyobrażam?

– Śliczniej. Zaśmiała się cicho.

– Dziękuję, że pamiętałeś, aby mnie zawiadomić. – Nieoczekiwanie westchnęła 

i umilkła.

– U ciebie też jest do kitu, Jillian?

Zacisnęła palce na słuchawce. Jej ciało przeszył dreszcz.

– Też – potwierdziła szeptem.

Usłyszała, jak wypuszcza wstrzymywane powietrze.

– Przyjdziesz dzisiaj rano? – zapytała.

– Nie dam rady. Mam inną pracę. – Zaklął pod nosem.

– Psiakrew.

– No właśnie – potwierdził wesoło. – Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałbym 

cię zobaczyć.

– Ja ciebie też. Kiedy skończysz tę drugą pracę?

– Późnym rankiem, ale potem muszę iść na zebranie w firmie.

– Mogę zajrzeć do ciebie do biura, kiedy skończy się zebranie? – Było jej 

wszystko jedno, czy mówiła jak desperatka.

– Przed wpół do drugiej powinienem być wolny.

– Przyniosę coś na ząb.

– Przynieś siebie.

Serce Jillian wykonało salto.

– Zgoda. Widzimy się o wpół do drugiej.

– Na razie – pożegnał ją i rozłączył się. Jillian siedziała nieruchomo na łóżku i 

background image

wpatrywała się w telefon, kiedy za dzwonił ponownie. – Nie w biurze – zaznaczył 

bez ceregieli. – U mnie w domu.

– Co z Rosą?

– Ma wolne.

background image

Rozdział 12

Jillian zajechała przed jego dom pięć i pół minuty za wcześnie. Nie miało to 

znaczenia. Furgonetka Setha już stała na podjeździe.

Drzwi wejściowe się otworzyły, zanim zdążyła unieść dłoń, by zapukać. Przez 

chwilę oboje stali i patrzyli sobie w oczy.

– Lepiej wejdź do środka – zaprosił ją, jak przystało na dobrego i gościnnego 

gospodarza.

– Bo? – spytała, wbrew sobie odnajdując przyjemność w drażnieniu się z nim.

– Bo jeszcze chwila i zaszokuję sąsiadów.

– Pytanie, czy uda ci się zaszokować mnie – powiedziała i wśliznęła się pod 

jego ręką do środka. Usłyszała szczęknięcie zamykanych drzwi i zanim zdążyła 

odetchnąć, Seth obrócił ją ku sobie.

– Mam nadzieję – mruknął i przycisnął wargi do jej ust. Odwzajemniła jego 

pocałunek, zmrużyła oczy i z przyjemnością poddała się pieszczocie.

– Pragnę cię – wyszeptała po chwili, gdy całował jej szyję. – Teraz, zaraz.

– Tutaj?

– Tak, natychmiast.

– Na górze czeka łóżko.

– Niepotrzebne mi łóżko. – Rozpięła mu spodnie. – Mam tutaj wszystko, czego 

mi potrzeba. Pomóż mi zdjąć sukienkę – zażądała, stęskniona dotyku jego nagiego 

ciała na swojej skórze, jego dłoni, jego ust. – Jestem twoja – szepnęła, przesuwając 

ustami po jego klatce piersiowej.

Wkrótce   słychać   było   tylko   ich   przyspieszone   oddechy,   kiedy   kochali   się 

pożądliwie, namiętnie, jakby chcieli nadrobić wszystkie zaległości.

– Tak, biorę pigułki.

background image

Ciche słowa Julian zabrzmiały jakiś czas później, gdy leżeli na łóżku nadzy i 

wyczerpani.   Była   tak   odprężona   i   zrelaksowana,   że   Seth   był   pewien,   iż   jego 

partnerka śpi.

– Nie tylko z powodów antykoncepcyjnych – uzupełniła po chwili. ^

Zatem   chciała   rozmawiać.   Zasługiwała   na   wyjaśnienie   jego   reakcji   pod 

prysznicem. Nie chodziło o seks – była nim dostatecznie usatysfakcjonowana – 

tylko o jego zachowanie w związku z antykoncepcją. Pierwsza runda na parterze 

domu powinna nieco ostudzić ich zapał, ale ostatecznie odbyli następną sesję pod 

prysznicem, w strumieniach wody i kłębach pary.

Nie mieli ubrań, więc nie mieli też prezerwatywy, a Jillian uparła się, by to 

zrobił.

– Nie w tym rzecz, że nie wierzę ci na słowo – wyjaśnił spokojnie i pogłaskał ją 

po gładkich, nagich plecach. – Od pewnego czasu bardzo poważnie podchodzę do 

tej sprawy.

Wiedział, że spyta o nieprzemyślany stosunek, który nieodwracalnie zmienił 

jego przyszłość.

– Ty i Karen?

– Wtedy sądziłem, że popełniłem największy życiowy błąd.

– Ale teraz masz Rachel.

Nie musiała dodawać ani słowa. Miał Rachel. Przypomniał sobie słowa córki, 

która w dzień po zgubieniu kucyka zauważyła, że ciocia Dzieli nie ma własnej 

córki.

– Rozważałaś kiedyś...

–   Możliwość   urodzenia   dziecka?   –   dokończyła.   Oparła   się   na   łokciu.   – 

Niewielu mężczyzn w twojej sytuacji ośmieliłoby się zadać to pytanie.

Chodziło jej o to, że leżał w łóżku z nagą kobietą?

– Zwróć uwagę, że nie dokończyłem tego pytania. Uśmiechnęła się.

background image

– Więc jak, doczekam się odpowiedzi?

– Tak – odparła po chwili. – Rozważałam możliwość urodzenia dzieci, kiedy 

sądziłam, że moje małżeństwo będzie trwało wiecznie.

Nigdy wcześniej nie słyszał w jej głosie takiego rozgoryczenia. Z pewnością 

zauważyła jego zaskoczenie, bo popatrzyła na niego ze smutkiem.

– Widzisz, Seth, nie byłam kompletną idiotką – zauważyła. – Przynajmniej nie 

przez pięć lat.

Nie zamierzał o to pytać, lecz musiał to wiedzieć.

– Kochałaś go?

Nie sądził, że usłyszy odpowiedź. Ponownie przytuliła głowę do jego ramienia. 

Gdy przemówiła, z trudem rozróżniał słowa.

– Tak sądziłam, ale nawet go nie znałam. Jak mogłam kochać mężczyznę tak 

nieuczciwego, niemoralnego i samolubnego?

– Czemu z nim byłaś?

–   Z   dumy.   Uporu.   Lęku   przed   tym,   co   mogłabym   utracić   po   odejściu.   Ze 

strachu przed przyznaniem się do błędu. – Zaniosła się ponurym śmiechem. – Jeśli 

dobrze pomyślę, znajdę wytłumaczenie dla każdego roku swojego małżeństwa.

– Może uważałaś, że je naprawisz.

– Wiesz, co poczułam, gdy powiedziano mi o jego śmierci? – spytała z goryczą. 

– Ulgę. Myślałam tylko o tym, że jestem wolna. Potem dowiedziałam się, że był z 

Karen,   pomyślałam   o   tobie   i   Rachel.   Natychmiast   znienawidziłam   się   za 

samolubność. Gardziłam sobą bardziej niż Jasonem.

Nienawiść do siebie. Doskonale znał to uczucie. Słuchał, jak Jillian otwiera się 

przed nim, jak wyznaje mu to, czego nigdy nikomu nie zdradziła, i czuł, jak narasta 

w   nim   potrzeba   podzielenia   się   z   nią   własnym   bólem   i   poczuciem   winy   Nie 

wiedział tylko, od czego zacząć.

– Powinniśmy porozmawiać – podjęła Jillian. – Alei nie o przeszłości, tylko o 

background image

teraźniejszości. O tym, co teraz robimy.

– Chyba właśnie to robimy. Krok po kroku.

– Krok po kroku? Nieźle powiedziane. Uśmiechnął się i wzruszył ramionami. 

Jillian uniosła głowę i nieoczekiwanie pocałowała go w usta.

– Jesteś głodny?

– Mogę być.

– Powinieneś być. – W jej oczach zamigotały wesołe iskierki. – Chodźmy do 

kuchni, możemy rozmawiać o związku i jednocześnie jeść.

Wyskoczyła z łóżka i podreptała do drzwi. Usłyszał kroki na schodach i dopiero 

wtedy   sam   wygramolił   się   z   łóżka,   wciągnął   dżinsy   i   na   bosaka   udał   się   na 

poszukiwania Jillian.

Przy drzwiach zdążył zauważyć, że zabrała ubranie z podłogi, i w następnej 

chwili usłyszał szczęknięcie obracanego w zamku klucza. Po sekundzie drzwi się 

otworzyły na oścież.

Rosa?

Tak, z Rachel na rękach. Natychmiast chwycił córkę w objęcia.

– Co tam, księżniczko?

–   Księżniczka   puściła   pawia   –   oznajmiła   Rosa,   która   nigdy   nie   owijała   w 

bawełnę. – Wśród dzieci szaleje ostatnio jakaś epidemia kataru żołądka i zdaje się, 

że nasze kurczątko dało się złapać.

– Nie jestem kurciątko – burknęła Rachel, na co Seth zapewnił ją, że z zapachu 

przypomina kucyka.

Wtedy z kuchni wyszła zaniepokojona Jillian. Rzecz jasna, Rachel chciała do 

cioci Dzieli, więc Seth ją przekazał w dobre ręce, ale tylko na chwilę.

– Dlaczego opiekunka z przedszkola do mnie nie zadzwoniła?

– Próbowała. – Rosa spojrzała na niego wymownie. – Nadal miał na sobie tylko 

dżinsy. – Nie wyłączyłeś czasem telefonu?

background image

Zrozumiał, że w pośpiechu zostawił aparat w samochodzie.

– Bez obaw, szefie, mieli także mój numer.

– Masz dzisiaj wolne – zauważył.

– Chcesz, żebym została i się nią zajęła?

– Dziękuję, Roso, poradzę sobie.

– Na pewno mnie nie potrzebujesz? – Skierowała to pytanie do Jillian.

– Sama  zostanę  i pomogę.  Dziękuję,  Roso.  Pozornie uspokojona  gospodyni 

wyszła, a Seth spojrzał na córkę.

– Chodź, księżniczko.

– Chcię do cioci Dzieli. Seth popatrzył na córkę zaniepokojony.

–   Jillian,   mogłabyś   szybko   przynieść   wiadro   i   szmatę?   –   spytał,   usiłując 

zachować spokój. – Nasza księżniczka za chwilę znowu się pochoruje.

Kilka godzin później, kiedy wyczerpana Rachel wreszcie poszła spać, aromat 

kawy   zwabił   Setha   do   kuchni.   Ujrzał   tam   Jillian,   która   mamrotała   do   siebie, 

usiłując przygotować coś, co nadawałoby się do jedzenia. Widok krzątającej się po 

kuchni kobiety rozczulił go do tego stopnia, że nie zauważył, co przyrządzała.

Jillian pragnęła mieć dziecko, zanim jej małżeństwo zakończyło się katastrofą. 

Była w naturalny sposób przygotowana do macierzyństwa, a Rachel potrzebowała i 

pragnęła matki. Jillian kochała Rachel, Rachel kochała Jillian...

W   takiej   sytuacji   tylko   jedno   rozwiązanie   przychodziło   Sethowi   do   głowy. 

Istniał tylko pewien problem...

– Powiedziałaś, że nie chcesz trwałego związku.

Najwyraźniej wyczuła jego obecność na progu, bo nawet nie drgnęła. Odłożyła 

nóż i wytarła dłonie o sukienkę, lecz się nie odwróciła.

– Niemniej musimy znaleźć jakieś wyjście z naszego problemu. – Seth podszedł 

bliżej.

background image

– Co proponujesz?

Mógłby przysiąc, że czuł, jak jego serce tłucze o żebra, kiedy stawał za jej 

plecami.

–   Małżeństwo   –   oświadczył   krótko.   Niedowierzanie,   pragnienie   i   niepokój 

jednocześnie zawładnęły umysłem Jillian. Czyżby się przesłyszała?

– Dobrze nam ze sobą – ciągnął. – A Rachel dobrze się przy nas czuje. Wyjdź 

za mnie, Jillian.

Musiała się odwrócić, chociaż jej nogi drżały jak na silnym mrozie.

– Chyba żartujesz – wymamrotała.

– Ani trochę.

Nie żartował. Patrzył jej w oczy z powagą i wyczekiwaniem...

– I co? – niecierpliwił się.

–   Ja...   chyba...   nie...   –   Uniosła   ręce,   zdruzgotana   własną   niemożnością 

wypowiedzenia   jednego   zrozumiałego   zdania.   –   Z   pewnością   nie   oczekujesz 

natychmiastowej odpowiedzi?

– Miło byłoby usłyszeć, że mogę mieć choćby cień nadziei – wyjaśnił.

Sama chciałaby wiedzieć, czy Seth pragnie tego dla siebie, nie dla Rachel. Nie 

oczekiwała erupcji emocji, wystarczył mały znak.

Patrzyła   na   niego   i   widziała   tylko   surową   fasadę,   obojętną   minę,   która 

świadczyła o tym, że panował nad uczuciami. Może powinna mu wyjaśnić...

–   Nie   jestem   przeciwna   idei   małżeństwa   –   wyznała.   –   Pragnę   mieć   dzieci, 

rodzinę, partnera, z którym będę dzieliła życie, ale to wszystko musi się opierać na 

zdrowych i solidnych podstawach.

– Uważasz, że ze mną ich nie stworzysz?

–   Sam   pomyśl.   Przy   tobie   nie   potrafię   zapanować   nad   sytuacją,   podejmuję 

decyzje, których nie kontroluję. To mnie przeraża.

–   A   może   chodzi   o   ciebie?   –   spytał   zirytowany.   –   Może   sama   unikasz 

background image

stabilizacji i bezpieczeństwa? Może wolisz galopować i produkować ryzykowne 

wina, a także...

– Nie, skąd! – sprzeciwiła się energicznie. – Chodzi o coś zupełnie innego. 

Rozmawiamy   o   małżeństwie.   Kiedy   ostatnio   pokierowałam   się   instynktem   i 

namiętnością, popełniłam fatalny błąd. Teraz wiem, o jaką stawkę toczy się gra.

–   Ostatnio,   teraz...   Porównujesz   mnie   z   moim   bratem?   Sądzisz,   że   cię 

wykorzystuję? Że cię rzucę zaraz po miesiącu miodowym?

– Doskonale wiesz, że nie o to mi chodziło. Usiłowałam tylko wyjaśnić ci, 

dlaczego nie mogę bez namysłu zaangażować się w związek.

Powoli pokręcił głową i westchnął głęboko.

– Jillian, nie jesteś jedyną osobą, która ma za sobą nieudane małżeństwo. Świat 

jest pełen ludzi takich jak my.

Zapadło   kłopotliwe   milczenie,   przerwane   dopiero   po   dłuższej   chwili   przez 

Setha.

– Nie powinienem był tego mówić – mruknął.

– Ale powiedziałeś. Mów dalej, Seth, proszę...

–   Wiesz,   czemu   poślubiłem   Karen.   Okazało   się,   że   powód   był   zły. 

Wykorzystałem ją, ona mnie uwięziła. Próbowaliśmy uszczęśliwić się nawzajem, 

ale nic nam z tego nie wychodziło. I tak nie mieliśmy przed sobą przyszłości.

– Pomimo Rachel?

–   Niestety   –   potwierdził.   –   Nie   mógłbym   pozostać   z   kobietą,   która   mnie 

zdradziła.

– Karen miała romans?

– Tak trudno w to uwierzyć?

Jak Karen mogła zdradzić Setha? Przecież miała z nim dziecko. Była jego żoną.

– Dlaczego zapragnęła innego mężczyzny? Zaśmiał się i pokręcił głową.

– Najwyraźniej nie zapewniłem jej takiej uwagi, jakiej oczekiwała. Nie miałem 

background image

okazji spytać jej o to wprost – zauważył ze smutkiem.

– Jak to? Nie wiedziałeś o niczym aż do... ?

Aż do jej śmierci. Serce Jillian tłukło się bez opamiętania, podchodziło jej do 

gardła. Była z kochankiem w noc śmierci.

–   Z   Jasonem?   –   spytała   ze   zgrozą   i   niedowierzaniem,   jakby   jej   umysł   nie 

dopuszczał takiej ewentualności. – Powiedziałeś, że podwoził ją z miasta do domu, 

bo miała awarię samochodu. Potrzebowała pomocy.

Tak jej potem powiedział.

Trzymała go wtedy w ramionach i powtarzała, jak bardzo jej przykro, podczas 

gdy jej serce i żołądek ściskały się z bólu: oto bezmyślność jej męża doprowadziła 

do śmierci niewinnej żony i matki. Poczucie winy Jillian było tym silniejsze, że 

wcześniej policjant poinformował ją, że Jason nie był sam. Zrozumiała, że jechał z 

kobietą, kochanką.

Ogarnął ją gniew. Nie chodziło o Jasona i Karen, tylko o mężczyznę, którego 

zawsze uważała za uczciwego, szczerego, bezpośredniego. Ufała mu, sądziła, że go 

kocha, a on ją okłamał.

Żeby tylko zataił prawdę. Oszukiwał wprost, łgał w żywe oczy.

– Okłamałeś mnie.

– Zaraz, zaraz. To nie tak...

– Nie! Nie interesują mnie twoje usprawiedliwienia i wymówki. Twój brat dość 

mi ich nawciskał. Od dwóch lat znałeś prawdę i nie powiedziałeś ani słowa.

– Chroniłem cię. Nie jestem taki jak Jason.

– Nigdy nie wiadomo. Zmrużył oczy i zacisnął zęby.

– Wcale tak nie myślisz.

–   Nie.   –   Potrząsnęła   głową,   wstrząśnięta   własnymi   słowami.   Mimo   to   nie 

potrafiła jednak zdobyć się na przeprosiny. Za bardzo ją rozczarował. – Ale nie 

potrafię wyjść za mężczyznę, który nie jest ze mną szczery. Nawet nie biorę tego 

background image

pod uwagę.

background image

Rozdział 13

Przez   resztę   tygodnia   Jillian   starała   się   jak   mogła,   by   nie   pogrążyć   się   w 

wyrzutach   sumienia   i   nie   użalać   nad   sobą.   Pracowała   za   dwóch,   nadzorowała 

malarzy   i  stolarza,  a  także   elektryka,   którzy  prowadzili  roboty  wykończeniowe 

przy przebudowie sali degustacyjnej. Ponadto uczestniczyła w kilku potajemnych 

spotkaniach z Caroline i Mercedes, z którymi  ustalała szczegóły niespodzianki, 

przygotowywanej na niedzielne przyjęcie. Liczyła na to, że Cole i Dode niczego się 

nie   domyśla.   Na   razie   sądzili,   że   są   zaproszeni   na   nieoficjalną   imprezę   dla 

członków   rodziny   i   bliskich   przyjaciół   oraz   pracowników   Louret,   urządzoną   z 

okazji otwarcia nowego pomieszczenia.

Prace przebiegały błyskawicznie, dzięki czemu już w piątek po południu sala 

była gotowa. Jillian weszła przez duże, łukowate drzwi wejściowe i popatrzyła na 

skończone dzieło. Wszystko było tak, jak sobie wyobrażała, więc nie rozumiała, 

dlaczego nie potrafi wykrzesać w sobie radości.

Wypełniała   ją   dziwna   pustka.   Była   przemęczona,   otępiała,   wypalona 

emocjonalnie. Pomyślała, że przyjęcie ją rozrusza. Wino poleje się strumieniami, 

sala zatętni życiem, zabrzmi gwar rozmów, dźwięki muzyki, śmiech – wówczas 

odzyska entuzjazm i radość.

W kącie sali stało kilka pudeł z różnościami, przyniesionych z piwnicy. Ich 

wypakowanie nie powinno potrwać dłużej niż pół godziny; były to głównie butelki 

wina i pamiątki, przeznaczone na sprzedaż.

Dziesięć   minut   później   na   progu   stanęła   Caroline   i   rozejrzała   się   z 

niekłamanym zachwytem.

– Och, Julian, tu jest coraz ładniej! – wykrzyknęła. Jillian uśmiechnęła się z 

wdzięcznością i dopiero wtedy ujrzała duży, płaski pakunek u matki pod pachą.

background image

– Co tam masz? – zaciekawiła się.

Caroline obeszła pomieszczenie i w końcu zatrzymała się za barem, idealnie 

pośrodku.   Tam   podniosła   obraz   przedstawiający   ją   samą,   a   namalowany   przez 

Docie z okazji premiery rynkowej Caroline Chardonnay.

– Tu? – spytała.

– Bezwzględnie.

– Też tak myślę. – Caroline oparła dzieło o ścianę. – Lucas później go zawiesi.

Popatrzyła   na   Jillian   i   podeszła   do   niej,   by   pomóc   przy   rozstawianiu 

przedmiotów.

– Jillie, co cię trapi? – Nie wytrzymała.

– Skąd ci przyszło do głowy, że coś mnie trapi?

– Matczyna intuicja.

Jillian westchnęła i wbrew sobie postanowiła zrzucić z serca nieznośny ciężar.

– Seth mi się oświadczył – wyznała.

Caroline   na   szczęście   nie   upuściła   kryształowej   karafki   którą   właśnie 

wyciągnęła z pudła.

–   Czy   ten   fakt   zaskoczył   cię   w   takim   samym   stopniu   jak   mnie?   –   spytała 

powoli.

Jillian bezskutecznie usiłowała się uśmiechnąć.

– Spotykaliśmy się. – I co?

– Och, mamo, nie wiem!

Natychmiast poczuła na ramieniu matczyną dłoń, do której przytuliła policzek. 

Nie podejrzewała, że tłumi aż tyle nagromadzonych emocji.

– Kochasz go?

– Tak sądziłam. Skąd jednak miałabym to wiedzieć na pewno? Kocham ciebie, 

Lucasa, Mercedes, nawet braci, choć Bóg jeden wie dlaczego. Jeśli chodzi o Setha, 

czasem się boję, a czasem jest fantastycznie. Wiem tylko, że potrzeba mi trwałej, 

background image

solidnej, ciepłej miłości, takiej jak twoja i Lucasa.

–   Dobra   miłość   dojrzewa   tak,   jak   nasza   –   przyznała   Caroline.   –   Z  czasem 

szlachetnieje i nabiera mocy.

– Większość win nie dojrzewa tak dobrze.

– Wina dojrzewają bez zarzutu, jeśli są starannie wyprodukowane. Dobrze o 

tym   wiesz.   Lucas   czekał   –   wyznała   Caroline   cicho.   –   Wiedział,   że   potrzebuję 

czasu, więc czekał.

Seth to nie Lucas, chciała powiedzieć Jillian, ale słowa utknęły jej w gardle.

– Okłamał mnie, mamo.

Caroline gwałtownie podniosła głowę.

– Przyznam, że tym mnie zaskoczyłaś – mruknęła. – Miał solidne powody?

– Nie chciał mnie zranić, ale nie tylko zataił prawdę. Na domiar złego okłamał 

mnie wprost, choć wie, jak cenię uczciwość.

– Moim zdaniem Seth ma bardzo rozwinięty instynkt opiekuńczy – zauważyła 

matka powoli.

– Wolę bolesną prawdę od ochronnego kłamstwa w żywe oczy.

Caroline milczała przez kilka długich sekund.

– Jillie, tylko ty możesz cokolwiek postanowić w tej sprawie. Pomyśl jednak o 

pewnym jej aspekcie. Jak bardzo musiał męczyć się Seth, robiąc coś, co kompletnie 

nie leży w jego charakterze? I jak ogromnie musi cierpieć teraz?

W niedzielny poranek zatelefonował mąż florystki z wiadomością, że jego żona 

dostała   przedwczesnych   bólów   porodowych   i   nie   może   dokończyć   pracy   przy 

organizacji   przyjęcia.   Jillian   była   mu   wręcz   wdzięczna,   bo   tylko   konieczność 

rozwiązywania problemów odwodziła ją od rozważań na temat Setha.

W tym wypadku rozwiązaniem była Charlotte.

Kuzynka natychmiast przejęła zlecenie, chociaż przygotowywała się na wielkie 

background image

przyjęcie w posiadłości Ashtonów, zaplanowane na popołudnie tego samego dnia.

– Czy mogłabym cię tylko prosić o załatwienie dostawy z kwiaciarni Regina? – 

spytała Charlotte.

Jillian  mogła   zamówić   transport,  ale wolała  sama  się   zająć  przewozem,  niż 

znosić   pełną   napięcia   atmosferę   w   sali   degustacyjnej.  Pożyczyła  furgonetkę   do 

przewozu   win,   odebrała   przygotowane   materiały   oraz   kwiaty   i   ruszyła   do 

posiadłości Ashtonów na drugim skraju Napa.

Wiedziała,   że   Charlotte   pracuje   gdzieś   w  środku   budynku,  więc   zatrzymała 

samochód przed głównym wejściem.

wysiadła   i   podeszła   do   wielkich   drzwi,   aby   spytać   kogoś   z   personelu   o 

wskazówki dla dostawców.

Nie zdążyła jednak zastukać, bo ktoś otworzył drzwi od środka. Odetchnęła 

głęboko i cofnęła się o krok. Gdyby tego nie uczyniła, wychodzący mężczyzna 

boleśnie by ją potrącił.

W taki sposób stanęła twarzą w twarz ze Spencerem Ashtonem.

Wyczuła, że ją rozpoznał. Zauważyła charakterystyczny błysk w jego oczach, 

tak   samo   zielonych   jak   jej.   Nie   przywitał   się,   nie   powiedział   ani   słowa,   nie 

wykonał żadnego gestu. Odwrócił tylko głowę i przez ramię zawołał zarządcę.

Pyszałek   w   każdym   calu,   pomyślała,   kiedy   ją   minął   i   ruszył   przed   siebie. 

Wzruszyłaby ramionami i zignorowała tę impertynencję, ale przypomniała sobie 

małego rudego cherubinka o zielonych oczach, pozbawionego wsparcia, którego 

potrzebował.

– Czekaj! – krzyknęła za Spencerem. Odwrócił się zniecierpliwiony.

– Chciałaś się ze mną spotkać? Właśnie wychodzę – warknął opryskliwie.

– Spokojnie, nie zatrzymam cię długo.

– Już mnie zatrzymujesz.

– Wcale nie chciałam się z tobą spotkać, ale jest pewien mały chłopczyk, który 

background image

potrzebuje twojej pomocy. Nazywa się Jack Sheridan i jest twoim synem, chociaż 

pewnie nie ma o tym pojęcia.

Spencer   zerknął   niecierpliwie   na   zegarek,   jakby   odmierzał   minutę   albo   pół 

minuty, które postanowił poświęcić tej sprawie.

– Ktoś grozi jemu oraz jego ciotce i zarazem opiekunce.

– Niech policja zajmie się tą sprawą – przerwał jej brutalnie. – Jeszcze coś?

Zimny, bezlitosny, samolubny sukinsyn.

– Spotkasz się z nią? – nie ustępowała. – Porozmawiaj z nią przynajmniej.

–   To   nie   twoja   sprawa,   Jocelyn.   Czy   to   się   działo   naprawdę?   Nawet   nie 

pamiętał jej imienia? A może celowo usiłował ją zbić z pantałyku, odwrócić jej 

uwagę od istoty rzeczy?

– Jesteś zwykłym draniem – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Nawet nie mrugnął. Powoli pokręciła głową. Wiedziała, że ten człowiek dba 

wyłącznie   o   siebie.   Jego   odrażające   zachowanie   wobec   Jacka   i   Anny   budziło 

wściekłość, ale bez bólu znosiła jego pyszałkowatość, bo był jej obojętny.

Zranić ją mógł tylko ktoś, kogo kochała. Nie Spencer, nie Jason, tylko ktoś, 

kogo pokochała całym sercem.

Ktoś taki jak Seth.

Przyjęcie   okazało   się   rewelacyjne.   Nowa   sala   degustacyjna,   fantastyczne 

łukowate okna, marmurowy bar, portret Caroline pędzla Dixie, kwiaty Charlotte i 

wreszcie zaskoczenie na twarzach Dixie oraz Cole'a, kiedy Mercedes wtoczyła tort 

ślubny.

Naprawdę   spodziewała   się   przybycia   Setha,   zaproszonego   osobiście   przez 

Caroline. Rozmawiali przez telefon i wtedy potwierdził, że przyjedzie.

Teraz,   pomimo   późnej   pory,   nie   przestawała   zerkać   na   drzwi   i   zaglądać 

gościom w twarze. Miała swoją dumę i to było jej przyjęcie. Wreszcie zmęczona 

background image

własną czujnością postanowiła odetchnąć świeżym powietrzem i dać sobie czas na 

odzyskanie równowagi.

Potem zamierzała powrócić z uśmiechem na ustach.

Seth zastał ją wśród winorośli. Wiedział, że go obserwowała, jak wychodził z 

sali degustacyjnej.

–   Nie   sądziłam,   że   przyjedziesz   –   powiedziała   na   powitanie,   gdy   przy   niej 

stanął. – Jest tak późno, że pogodziłam się z twoją nieobecnością.

Popatrzył na nią w skupieniu, aby dobrać odpowiednie słowa do tego, co chciał 

powiedzieć.

–   Nigdy   nie   chciałem   cię   oszukiwać,   Jillian   –   zapewnił.   –   Tyle   przeszłaś. 

Patrzyłem na ciebie i zastanawiałem się, ile jeszcze oszustw Jasona zniesiesz, nim 

się załamiesz. Uważałem, że go kochasz, i nie chciałem cię dobijać.

– Wiem. – Jej głos nieznacznie zadrżał. – Mam świadomość, że przykładasz 

ogromną wagę do prawdy.

– Nie jestem Jasonem, nigdy bym...

– Ciii... – Położyła mu palce na ustach, by go uciszyć. – Przeszłość nie istnieje.

Powoli cofnęła dłoń i przesunęła ją po jego policzku. Z trudem przełknął ślinę.

– Mam rozumieć, że mi wybaczasz? – spytał.

– Tylko jeśli sam sobie wybaczysz. Przepraszam cię za to, czego musiałeś ode 

mnie wysłuchać.

– Cierpiałaś.

– Potwornie – potwierdziła szeptem. – Najgorszy ból mogą zadać tylko nasi 

ukochani.

Patrzył na nią z niedowierzaniem.

– Pragniesz powiedzieć to, co pragnę rozumieć?

– Mam nadzieję. Kocham cię, Seth, i jestem gotowa zostać twoją żoną, jeśli 

background image

nadal mnie chcesz.

– O tak, chcę ciebie z całej duszy – wyznał.

– Więc na co jeszcze czekasz?

– Celne pytanie.

Przysunął   się   do   niej   i   popatrzył   jej   w   oczy,   jakby   nie   wierzył   we   własne 

szczęście.

– Zatem zostaniesz moją żoną.

– Tak.

Pocałował ją łagodnie i czule, cały czas uśmiechając się ze szczęścia.

– Tęskniłem za tobą, kochanie.

– Wiem. – Zamknęła oczy. – Dobrze, że przyjechałeś.

– A gdybym nie przyjechał?

– Sama bym do ciebie pojechała, jutro. Musiałam cię przeprosić.

– Lepiej, że jestem tutaj. Wyglądasz fantastycznie. – Od sunął głowę, by mogła 

widzieć jego oczy. – Jillian, kocham cię całym sercem. Dziękuję, że postanowiłaś 

zaryzykować i związać się ze mną.

– Czasami warto postawić wszystko na jedną kartę. Seth tylko pokiwał głową i 

ponownie pocałował Jillian jakby z obawy, że jego przyszła żona się rozmyśli.


Document Outline