background image

Józef Kozłowski SJ 
JAK ROZEZNAWAĆ W WIERZE 
 
SPIS TREŚCI 
 

WSTĘP

 

 

1. 

Zbawienny niepokój

 

2. 

Zgoda na łaskę nawrócenia

 

3

Pokój serca

 

4. O pocieszeniu duchowym 

a. 

Pocieszenie jako dar i wezwanie

 

b. 

Odpowiedź człowieka

 

c. 

Zakusy Złego

  

5. 

Wychowawczy charakter strapienia wewnętrznego

 

6. O przyczynach strapienia 

a. 

Z powodu naszych zaniedbań

 

b. 

Z tytułu miłości Bożej

 

c. 

Z powodu szukania własnej chwały

 

7

O zachowaniu się w pocieszeniu

 

8. O zachowaniu się Nieprzyjaciela 

a. 

Napiera gdy człowiek ucieka

 

b. 

Ukrywa swój zamysł

 

c. 

Atakuje od najsłabszej strony

  

9

Jezus zwyciężył

 

 

 
 

WSTĘP       

powrót

       

spis treści

 

   
Książka Jak rozeznawać w wierze jest wynikiem moich autora duchowych doświadczeń. 

Łączą się one ściśle z praktyką Ćwiczeń Duchownych św. Ignacego, zwłaszcza z regułami 
rozeznania  duchów,  charakterystycznymi  dla  pierwszego  etapu  rekolekcji  oraz  z 
rozpoznaniem  drogi  wiary  (na  etapie  nawrócenia  i  uzdrowienia)  w  seminarium 
rekolekcyjnym Odnowy w Duchu Świętym. Osobiście rozpoznanie duchowe jako pewien dar 
odkryłem  po  raz  pierwszy  podczas  swojego  nawrócenia  w  czasie  trzydziestodniowych 
Ćwiczeń Duchownych na początku mojej drogi życia zakonnego. 

Pragnieniem moim jest, aby każdy kto przeżywa pierwsze poruszenie ducha, wchodzi na 

drogę nawrócenia i przeżywa radość przemiany, miał stosowną pomoc w nazywaniu swoich 
doświadczeń.  Książka  ta  pomoże  mu,  aby  od  samego  początku  uczestniczył  w  nazywaniu 
prawdy o samym sobie i w głębszym jej poznaniu, by potrafił odróżnić, kiedy działa duch 
dobry  anioł  Boży,  Duch  Święty;  kiedy  duch  zły  szatan,  a  kiedy  on  sam.  Chciałbym,  by 
człowiek podejmujący łaskę nawrócenia i przeżywający radość otwarcia na działanie Ducha 
Świętego  nie  pozostawał  bez  szansy  nazywania  swoich  doświadczeń,  a  tym  samym  bez 
pomocy w codziennej współpracy z łaską Bożą. 

Pragnienie udzielenia człowiekowi pomocy w dziedzinie rozeznania duchowego stało się 

dla  mnie  szczególnie  inspirujące  ilekroć  kończyłem,  wraz  z  zespołem  ewangelizacyjnym, 
rekolekcje  dla  młodzieży  lub  innych  rodzajów  grup.  Zdawałem  sobie  wówczas  sprawę  z 
tego, że młodzi, gdy powrócą po rekolekcjach ewangelizacyjnych do swoich domów, parafii, 
środowisk uczelnianych czy zakładów pracy, będą pytali o głębszy sens tego, co się w ich 
życiu  wydarzyło.  Będą  szukać  kierownictwa  duchowego,  w  najlepszym  wypadku  pytać 
swoich duszpasterzy, albo gdy doświadczą po okresie ożywienia posuchy duchowej, będą się 

background image

gubić i powrócą do swoich dawnych grzechów i starego stylu życia. 

Takie  pragnienie  „czegoś  więcej"  zauważyłem  w  duszach  młodych  ludzi,  kiedy  w 

kwietniu 1994 r. w niedzielne przedpołudnie w Sokołowie Podlaskim na płycie miejscowego 
boiska  sportowego kończyliśmy  koncert ewangelizacyjny  z  Zespołem  Mocni  w  Duchu.  Po 
koncercie  młodzi  udali  się  procesjonalnie  do  katedry,  gdzie  Mszą  świętą  uroczyście 
zakończono  Diecezjalnego  Forum  Młodzieży  Diecezji  Drohiczyńskiej.  Wracali  oni  do 
swoich  domów  z  zapalonymi  świecami,  niosąc  światło  wiary,  a  we  mnie  dojrzewało 
przekonanie  o  konieczności  dania  im  czegoś  na  drogę  wyposażenia  ich  w  pomoce  do 
poznawania  prawdy  o  samych  sobie  i  do  coraz  pełniejszego  przyjmowania  osoby  Jezusa. 
Zrozumiałe więc będzie odwołanie się do doświadczeń, które są w każdym człowieku, choć 
nie w każdym jednakowo uświadomione. 

Stopień  naszego  doświadczenia  duchowego  zależy  od  tego,  co  się  w  naszym  życiu 

wydarzyło. Pierwsze otwarcie w wierze, przyjęcie łaski nawrócenia, prowadzi nas ku coraz 
to pełniejszemu chodzeniu w Duchu Świętym i życiu z Chrystusem oraz poznawaniu w coraz 
większym stopniu wewnętrznej przynależności do Niego: Nie jesteśmy synami nocy, ale dnia 
postępujmy więc jako dzieci światłości
 (por. 1 Tes 5,5).  j 

Treści  dotyczące  pierwszego  etapu  życia  według  Ducha,  które  stanowią  główną  część 

książki,  ukazały  się  w  „Szumie  z  Nieba",  w  cyklu  artykułów  Wzrastać  w  wierze.  Opisane 
doświadczenia osób, które zgodziły się podzielić swoim świadectwem na łamach książki Jak 
rozeznawać w wierze
, są znane autorowi osobiście. 

 

1. ZBAWIENNY NIEPOKÓJ       

powrót

       

spis treści

 

 
Sytuacja wewnętrzna człowieka, który żyje w grzechu, pełna jest zamętu i wewnętrznego 

niepokoju.  Człowiek  taki  wychodzi  z  założenia,  że  życie  należy  brać  takie,  jakie  jest,  nie 
zastanawiając się głębiej nad sobą. Pozwala mu to uśpić sumienie, a niepokój wewnętrzny, 
przejawiający  się  w  wyrzutach  sumienia,  przenieść  do  podświadomości,  i  udawać  na 
zewnątrz,  że  nie  ma  problemu.  Duch  zły  wykorzystuje  taką  sytuację  do  swoich  celów. 
Przedstawia  człowiekowi  drogę  do  grzechu  jako  niezwykle  atrakcyjną  i  pociągającą. 
Następnie  dokłada  starań,  aby  osoba  uwikłana  w  grzech  miała  zasłony  na  oczach,  by  jej 
słuch  był  zwrócony  na  to,  co  mówi  świat,  zmysły  zaś  ukierunkowane  na  zaspokajanie 
własnych pożądliwości najczęściej pod pretekstem potrzeb. 

Taki stan ducha ludzkiego jest okłamywaniem samego siebie i odsuwaniem przyjęcia łaski 

wewnętrznego nawrócenia w bliżej nieokreśloną przyszłość. Grzech jest przez ducha złego 
ukazywany  człowiekowi  jako  wyzwolenie,  samorealizacja,  jako  coś  pozytywnego.  Na 
przykład osoba popełniająca cudzołóstwo potrafi wytłumaczyć chwilowy smutek, jaki może 
zjawić  się  w  duszy  po  takim  czynie,  koniecznością  poznania  nowego  człowieka.  Jeśli 
nastąpiło  odejście  w  grzech  cudzołóstwa,  to  nieprzyjaciel  natury  ludzkiej  albo  stwarza 
sytuacje, w których człowiek oczekuje „pocieszenia", albo jeśli to mu się nie udaje, stara się 
wszelkimi sposobami skłonić człowieka do niechęci wobec samego siebie. Żeruje na tym, że 
człowiek  chce  kochać  i chce być  kochanym.  Zły  duch obiecuje,  że  sam  zaspokoi głębokie 
pragnienie  miłości,  dlatego  utrzymuje  osobę  w  otępiającym  stanie  okłamywania  samej 
siebie. A przecież pragnienia miłości w sercu ludzkim nie może zaspokoić ten, który ze swej 
istoty jest nienawiścią. On może tylko obudzić w człowieku miłość zmysłową i doprowadzić 
do  jej  wynaturzenia,  zezwierzęcenia  co  stanie  się  w  konsekwencji  pohańbieniem  godności 
osoby ludzkiej. 

Doświadczając po popełnionym grzechu egzystencjalnej pustki wewnętrznej, człowiekowi 

podsuwana jest myśl samorealizacji w tym, aby ponownie popaść w grzech. Może przybrać 
ona postać np. chęci szukania rozrywki, ucieczki od nudy. W takim rozumowaniu pomaga 
człowiekowi duch zły, który każdy przejaw budzenia się samoświadomości chce ukrócić u 
samych  korzeni.  Mami  człowieka  fałszywymi  obietnicami  nowych  wrażeń,  upatrywania 
dobra w doświadczeniach, o których wiadomo, że są w całości złe lub do zła bezpośrednio 

background image

prowadzą.  W  sytuacji,  która  wymaga  Bożego  przebaczenia,  duch  zły  potrafi  wprowadzić 
człowieka w lęk przed uznaniem grzechu i wyznaniem go w sakramencie pokuty. Lęk czy 
otrzymam  rozgrzeszenie,  czy  nie  może  przez długi  czas  zatrzymywać  niektóre  osoby  przed 
otwarciem się na Boże miłosierdzie i przyjęcie łaski przebaczenia. Najlepszym przykładem 
jest tu grzech przeciwko życiu i lęk przed jego wyznaniem. 

Zakłamanie  ducha  złego  skłania  także  człowieka  ku  temu,  aby  zaczął  rozważać  swoją 

grzeszną  sytuację,  ale  w  oderwaniu  od  Bożego  Miłosierdzia.  Osoba  taka  zaczyna  żyć  w 
poczuciu  rozdarcia,  żalu  do  samej  siebie,  chęci  samounicestwienia.  Duch  zły  ma  wtedy 
sposobność  prowadzenia  człowieka  pozostającego  w  grzechu  (jakby  w  nim  zamkniętego) 
prostą drogą do samounicestwienia. Człowiek ma wtedy świadomość, że zrobił źle, ale nie 
widzi wyjścia z tej sytuacji. Wówczas z reguły podsuwane są mu myśli przeciwko życiu albo 
nakłaniające  do  wyrządzenia  sobie  doraźnej  krzywdy.  Wymownym  przykładem  takiego 
działania  ducha  złego  na  człowieka,  jest  postać  Judasza.  Uczeń  Chrystusa  przeżywa 
rozgoryczenie z powodu zdrady swego Mistrza: Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną (Mt 
27,4). Lecz pozostaje w tym stanie sam, a duch zły pogłębia gorycz jego winy i doprowadza 
go do myśli samobójczej:  Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i 
powiesił się 
(Mt 27,5). 

Przyjęcie  z  ufnością  niepokoju,  który  pojawia  się  w  sumieniu,  oznacza  odpowiedź 

człowieka  na  działanie  Boga.  Duch  dobry  dopomina  się,  aby  człowiek  powołany  do  życia 
jako  obraz  Boży,  wrócił  do  pierwotnego  obdarowania,  uświadomił  sobie,  kim  jest  i  dokąd 
zmierza,  jaki  jest  jego  cel.  Nie  może  się  On  zgodzić,  aby  osoba  unicestwiła  siebie  w 
ciemności  grzechu.  Bóg  zna  niszczycielski  charakter  przewrotności  ludzkiej  i  zakusy 
przeciwnika.  Szanując  wolną  wolę  człowieka,  upomina  się  poprzez  naturalne  prawo 
sumienia o jego zbawienie. Wołanie, jakie kieruje Duch dobry: Bądź roztropny i nawróć się 
(por.  Ap  3,19)  może  być  kierowane  z  natarczywością.  Chodzi  przecież  o  uratowanie 
człowieka  w  sytuacji  jego  zagrożenia  nie  tylko  pod  względem  naturalnym,  ale  także  i 
nadprzyrodzonym.  Jezus,  który  zna  cenę,  jaką  zapłacił  za  człowieka  grzesznika,  nie  może 
pozostać obojętny, wiedząc, jaką tragedię gotuje człowiekowi grzech. 

W chwilach samotności i wyciszenia przychodzi, by budzić z letargu grzechu. Jeśli to nie 

wystarcza,  przemawia  przez  okoliczności:  chorobę,  śmierć  kogoś  bliskiego,  konflikt 
rodzinny,  utratę  pracy;  a  w  sensie  pozytywnym  przez  Pierwszą  Komunię  dziecka, 
skierowane przez przyjaciela zaproszenie do rozmowy połączonej ze świadectwem wiary itp. 
Przez  te  wydarzenia  zarówno  pozytywne,  jak  i  negatywne,  Pan  życia  i  śmierci,  Bóg, 
dopomina się o właściwe sobie miejsce w sercu ludzkim: On stoi u drzwi i kołacze: jeśli kto 
posłyszy Jego głos i drzwi otworzy zbawienie stanie się udziałem jego domu
 (por. Ap 3,20). 
Kiedy  człowiek  otwiera  się  z  dziecięcą  ufnością  na  łaskę  przebaczenia,  wówczas  opadają 
okowy zła. Dusza ludzka stęskniona za tym, co dobre napełnia się pokojem. Rozpoczyna się 
proces duchowego nawrócenia. Nastąpił zasadniczy zwrot w życiu człowieka odwrócenie się 
od  grzechu,  a  zwrócenie  ku  Chrystusowi.  W  Nim  doznaje  człowiek  wybawienia  i  zaczyna 
być świadomy, że to Jezus stanął na jego drodze, upomniał się o niego i przywrócił utracone 
synostwo.  

 
Gdy  miałam  16  lat,  poznałam  chłopaka,  który  w  bardzo  szybkim  czasie  stał  się  sensem 

mojego życia. Byłam osobą wierzącą, nie zdawałam sobie sprawy; że drugi człowiek może 
stać  się  powodem  oddalenia  od  Boga.  Ufając  w  miłość  w  naiwności  serca  popadłam  w 
nieczystość.  Nie  wiedziałam,  czym  naprawdę  jest  miłość.  Moje  wnętrze,  dotychczas 
wypełnione  Bogiem,  zostało  zatrute  przez  grzech.  Byłam  miotana  pytaniami:  Czy  to,  co 
robię, jest złe? Szukałam odpowiedzi wszędzie, ale tak naprawdę chciałam, żeby okazało się, 
że  wszystko  jest  w  porządku.  Było  mi  z  tym  dobrze.  Pewnego  dnia  odnalazłam  w  Piśmie 
Świętym  zdanie,  że  miłość  zakrywa  wiele  grzechów.  W  interpretacji  zdania,  które 
obiektywnie  było  prawdziwe,  poszłam,  jak  się  okazało,  za  swoimi  nieuporządkowanymi 
pragnieniami.  Teraz już  wiem,  że była to  pokusa złego,  który posłużył  się Słowem  Boga w 

background image

moim niedoświadczonym życiu. Sama wytłumaczyłam sobie, że miłość do chłopaka zakrywa 
grzech nieczystości i nic nie trzeba zmieniać. Wewnętrznie czułam się jednak coraz bardziej 
smutna  i  samotna.  Doszło  nawet  do  poczucia,  że  Bóg  mnie  opuścił.  Były  to  jedne  z 
najtrudniejszych dni w moim życiu. Wreszcie przyszedł mi do głowy pomysł, by spotkać się z 
dawnym przyjacielem,  zaangażowanym w  grupę  Odnowy  w Duchu Świętym.  On bez  słowa 
zaprowadził mnie (w godzinach nocnych!) do księdza i odbyłam spowiedź, w której poczułam 
moc samego Boga. Wiedziałam, że muszę zerwać z grzechem i tak się stało. Było to pierwsze 
tak  silne  doświadczenie  miłości  i  wszechmocy  Boga,  udzielonej  mi  przez  sakrament 
pojednania. 

 
Jakie  nasuwa  się  tu  wyjaśnienie  na  płaszczyźnie  rozeznania  duchowego?  Sytuacja 

spotkania drugiego człowieka, który okazuje swoje uczucie miłości, jeszcze nie wskazuje na 
to,  że  za  tym  skądinąd  dobrym  uczuciem  będzie  się  kryło  nieuporządkowanie.  W  sercu 
dziewczyny  coraz  bardziej  zatraca  się  roztropność  i  wolność  wobec  własnego  ciała. 
Rozpoczynając  życie  seksualne,  nie  dostrzega  niczego  złego.  Wchodzi  w  rzeczywistość 
grzechu,  gdy  ulega  pokusie  przedstawionej  pod  pozorem  dobra.  Duch  zły,  znając  jej 
uprzednie zapatrywania na zachowanie czystości w sferze swoich myśli, pragnień i zmysłów, 
kusi  do  tego,  by  przykryła  Słowem  Bożym  swój  nieporządek.  Doprowadza  do  zatarcia 
granicy między dobrem a złem, po to by prowadzić młodą dziewczynę z grzechu w grzech. 
Znajdujemy wyjaśnianie takiego zachowania ducha złego w pierwszej regule rozeznawania 
duchów Ignacego Loyoli: Ludziom, którzy przechodzą od grzechu śmiertelnego do grzechu 
śmiertelnego,  nieprzyjaciel  szatan  ma  przeważnie  zwyczaj  przedstawiać  przyjemności 
zwodnicze i  sprawia,  że  wyobrażają  sobie  rozkosze  i  przyjemności zmysłowe, aby ich tym 
bardziej utrzymać i pogrążyć w ich wadach i grzechach 
(ĆD 314, reguła 1). 

Kiedy  zostaje  skierowane  słowo,  orzekające  prawdę  o  człowieku-grzeszniku  i  każdym 

jego  czynie  a  człowiek  przyjmuje  to  słowo  i  nawraca  się  -  wtedy  Miłość  zakrywa  wiele 
grzechów
 (1 P 4,8). To samo słowo zostaje jednak pod wpływem zniewolenia w uczuciach i 
przewrotności ducha złego zinterpretowane fałszywie, że to miłość do chłopaka i jego miłość 
do  niej  przykrywa  wiele  grzechów.  Następuje  kolejne  uśpienie  wyrzutów  sumienia  i 
zafałszowanie prawdy o sobie samej. 

Skutki  działania  ducha  złego  da  się  zauważyć  w  odczuwaniu  przez  dziewczynę 

wewnętrznego  rozdarcia  i  smutku,  który  zalegał  w  jej  duszy.  Nie  dziwi  brak  radości  na 
zewnątrz, skoro nie śmiało się jej serce. Pozostawanie w tym stanie ducha przedłużał fakt, że 
duch zły to, co było w niej ciemnością, nazywał jasnością, stwarzając kolejne, nowe sytuacje 
sprzyjające popadaniu w grzech nieczystości. 

Duch Święty nie przestaje upominać się o dar zbawienia, który został złożony  w młodej 

duszy. Dziewczyna przeżywa poczucie osamotnienia, którego udziela jej Bóg, by opamiętała 
się, ale to nie pomaga. Wówczas duch dobry działa przez drugiego człowieka, który niczym 
ślepca  przyprowadza  ją  do  Chrystusa.  Zamysły  ducha  złego  stają  się  jawne  podczas 
spowiedzi,  zarówno  sposób  jego  działania  oraz  kłamstwo,  którym  dala  się  zwieść.  Wraz  z 
przyjęciem sakramentu pojednania wraca prawdziwa radość i pokój serca. Pan udziela się jej, 
przynosi wolność dziecka Bożego. Dzisiaj jest ona żywo i bardzo świadomie zaangażowana 
w  dzieło  nowej  ewangelizacji.  Jest  obecnie  studentką,  zdobywa  określony  zawód, 
uczestniczy także w życiu przyjaciół. Pragnie postępować od dobrego do lepszego, a Jezus 
jej w tym błogosławi. 

Pewien  dwudziestokilkuletni  student  opowiedział  mi,  jak  w  szkole  średniej  stracił  wiarę 

po bardzo przykrym zajściu z księdzem w konfesjonale. Uznał, że ksiądz nie wysłuchał go 
do końca, a jedynie osądził. Ów ksiądz mówił przy tym podniesionym głosem, co go jeszcze 
bardziej  dotknęło,  ponieważ  w  kościele  byli  obecni  jego  koledzy,  którzy  widzieli,  co  się 
działo.  Wielokrotnie  potem  przeżywał  poczucie  smutku,  jakiejś  dziwnej  tęsknoty,  szukał 
więc ukojenia w muzyce. Cóż naprawdę się stało? Dlaczego teraz nie chce słyszeć o pójściu 
do spowiedzi? Kto w nim działał i dlaczego? 

background image

Z opisu wynika, że był wrażliwym chłopcem, który szukał zrozumienia, wypowiedzenia 

do  końca  tego,  co  głęboko  w  sobie  nosił.  Kapłan,  być  może  kierując  się  pośpiechem  lub 
niecierpliwością  z  powodu  oczekujących  w  kolejce  do  spowiedzi,  nie  zrozumiał  jego 
zamysłu,  a  może  uznał  za  mało  istotne  wypowiedzenie  się  młodzieńca,  ponieważ  to  nie 
wchodziło  w  materię  grzechu,  a  bardziej  w  kierownictwo  duchowe.  Jeśli  jednak  odkrył  w 
nim  wrażliwość  szukania  czegoś  więcej,  mógł  zaproponować  spotkanie  na  płaszczyźnie 
rozpoznania  duchowego.  Stało  się  jednak  tak,  jak  się  stało,  młody  człowiek  odszedł  od 
konfesjonału zraniony i jak twierdzi, stracił w tym momencie wiarę i zaufanie do Kościoła. 

Duch dobry jednak nigdy nie opuścił tego młodego mężczyzny, nawet jeśli nie myślał on 

o  spotkaniu  z  Bogiem.  Bóg  jest  wierny  swojemu  przymierzu  i  dlatego  nie  przestawał  go 
szukać na drogach tego świata. W chwilach samotności, od których uciekał w muzykę i inne 
zajęcia,  duch  dobry  przemawiał  do  niego  w  formie  wewnętrznego  niepokoju.  Dawał  mu 
odczuć, że coś zostało utracone, że czegoś w jego życiu brakuje. On zaś starał się o tym nie 
myśleć  i  coraz  częściej  zagłuszał  rodzący  się  niepokój  doraźną  korzyścią  w  rzeczach 
materialnych  czy  własnym  hobby.  W  rzeczywistości  coraz  bardziej  oddalał  się  od 
możliwości  ponownego  przyjęcia  zerwanego  przymierza.  Natarczywie  pomagał  mu  w  tym 
duch zły inicjator ucieczki od samego siebie, od zastanowienia nad swoim ja w odniesieniu 
do Bożego Ty. Ilekroć chłopak był przez wewnętrzne natchnienie zapraszany, aby sięgnął po 
Słowo  Boże  i  przekonał  się,  kto  go  niepokoi,  odruchowo  włączał  telewizor,  szukał  filmu, 
który mógłby mu dostarczyć mocnych wrażeń oraz ucieczki przed szukającym go Bogiem. 
W  ten  sposób,  zamiast  godzić  się  na  dar  Bożego  natchnienia,  wprowadzał  do  swej  duszy 
coraz więcej zakłamania, a w życie coraz więcej postaw aroganckich, jakby proporcjonalnie 
do  swojej  wrażliwości.  Podobnie  postępował,  kiedy  napomnienie  lub  wezwanie  Boże 
przychodziło  przez  innych.  Z  reguły  starał  się  je  w  sposób  brutalny  odrzucać.  Dla 
obserwatora  z  zewnątrz  jawił  się  jako  trudny  w  życiu  codziennym.  Tymczasem  jego 
zachowanie zdradza pragnienie miłości, które konsekwentnie jest tłumione przez ducha złego 
i własne namiętności. Wybawienie przychodzi wówczas, kiedy decyduje się otworzyć drzwi 
Jezusowi sądzi on, że otwarcie na Chrystusa, dokonało się w całkiem przypadkowy sposób. 

Gdy  przeglądał  swój  pamiętnik  od  Pierwszej  Komunii  Świętej,  natrafił  na  słowa:  Jezu, 

chcę Ci być zawsze wierny. Po przeczytaniu tych słów nie mógł już przejść obojętnie wobec 
tego,  co  Duch  Święty,  Wielki  Zapomniany  przez  niego,  czyni  w  jego  wnętrzu.  Stanął  być 
może,  wobec  ostatniego  wyboru:  albo  jeszcze  bardziej  zbrutalizować  swoje  życie,  albo 
przyjąć zbawczy niepokój jako osobiste upomnienie się Jezusa o niego. Nadto do pokonania 
był  jeszcze  lęk,  który  wzbudzał  w  nim  zły  duch  oraz  bariery,  które  buduje  zły,  aby  nie 
nastąpiło spotkanie z Panem. Dopiero wówczas, kiedy zdecydowanie powiedział: Wrócę do 
domu Ojca
 (por. Łk 15,18), po raz pierwszy od wielu lat, doświadczył poczucia wewnętrznej 
wolności. Pękają okowy zła i rozpoczyna się współpraca z Bogiem, dawcą miłości. 

Spotkałem  go,  gdy  miał  30  lat i to,  co  opowiedział, daje się zrozumieć  w  świetle  troski 

Jezusa  o  jego  zbawienie.  Pomocą  w  zrozumieniu  mechanizmów  tu  działających,  są  reguły 
rozeznania duchowego, a konkretnie pierwsza reguła odnosząca się do człowieka, który się 
zagubił, a jeszcze nie do końca odnalazł (zob. CD 314, reguła 1). 

Spotkałem kiedyś nie sakramentalne małżeństwo, które nie zdecydowało się na zawarcie 

sakramentu,  gdyż  uważali  to  za  zbędną  ceremonię  w  ich  życiu.  Dodam,  iż  nie  mieli 
przeszkód, by ten sakrament zawrzeć. Byli ochrzczeni, a w okresie szkoły średniej przyjęli 
sakrament bierzmowania. Zastanówmy się, jak w takich osobach działa duch zły, jak działa 
duch dobry, a jak wygląda współpraca człowieka, by zrozumieć dlaczego podejmowane są 
tego typu decyzje? 

Duch  zły  skłania  ich  myślenie  ku  świeckiemu  humanizmowi,  który  aprobuje  i 

usprawiedliwia taki styl życia. Uczestnicząc w zrodzeniu potomstwa, cieszą się darem życia i 
nie  widzą  nic  złego  w  tym,  że  żyją  bez  ślubu  kościelnego.  Starają  się  nie  dopuszczać  do 
swojej  świadomości  myśli,  że  może  być  inaczej.  Uważają  siebie  za  ludzi  religijnych  i  od 
czasu do czasu chodzą do kościoła, ale tylko wtedy, gdy odczuwają taką potrzebę. W swoich 

background image

myślach  są  zwodzeni  fałszywymi  racjami  co  do  samych  siebie,  a  także  błędnym 
rozumieniem nauki Chrystusa i Kościoła. Duch zły robi wszystko, aby swoje życie budowali 
na  sobie  samych  i  na  tym,  co  posiadają.  W  ten  sposób  oddala  od  nich  myśl,  że  coś  w  ich 
życiu jest nie tak. 

Duch dobry działa w każdym z  małżonków poprzez ich sumienia, zwraca im uwagę, że 

jest  coś  ważnego  do  uporządkowania  w  ich  życiu.  To  działanie  dobrego  ducha  poprzez 
sumienie  może  być  lekceważone  przez  każdego  z  nich,  a  niepokój  sumienia  usypiany 
sprytnym  przekonaniem,  że  i  tak  są  lepszymi  ludźmi  od  tych,  którzy  chodzą  do  kościoła. 
Skoro  się  kochają  i  dobrze  wychowują  dzieci,  to  już  wystarczy.  Tymczasem  żyją  w 
notorycznym cudzołóstwie, do którego się „przyzwyczaili", uznając tę grzeszną sytuację jako 
coś normalnego. Nie tak jednak widzi człowiek, jak widzi to Bóg. Gdyby było inaczej, ludzie 
schodziliby z tego świata bez żadnego niepokoju, w poczuciu, że uczynili wszystko, co do 
nich należy. Tymczasem w każdym nowym zdarzeniu w tej rodzinie Duch Święty upomina 
się o to, aby nie zatracili daru zbawienia. Rodzi więc w ich sercu pragnienie czegoś więcej, 
rodzi  tęsknotę  za  spotkaniem  Jezusa  w  Eucharystii  i  pragnienie  pojednania.  Duch  dobry 
budzi  takie  pragnienia,  wykorzystuje  np.  okazję,  że  ich  dziecko  jest  przygotowywane  do 
Pierwszej  Komunii  Świętej.  Otwarcie  na  osobę  Jezusa  może  nastąpić  także  w  chwilach 
kryzysu i potrzeby  wybaczenia sobie  wzajemnych  zranień.  Kiedy  np.  małżonkowie pragną 
sobie wybaczyć, spostrzegają nagle, że jednak coś pozostaje coś, co upomina się o miłość i 
miłosierdzie Boże, coś co domaga się uporządkowania w relacji do Pana Boga. Duch dobry, 
który  ma  za  zadanie  pomagać  człowiekowi  i  ukazywać  drogi  zbawienia,  przychodzi  z 
pomocą  w  każdej  sytuacji  ludzkiej,  ilekroć  pod  wpływem  łaski  Bożej  czy  wewnętrznych 
okoliczności  zrodzi  się  pragnienie  pojednania  i  uporządkowania  swojego  życia.  Człowiek, 
wprowadzając  pragnienie  w  czyn,  wchodzi  na  drogę  nawrócenia,  w  tym  wypadku 
odwrócenia  się  od  grzechu  cudzołóstwa  i  przyjęcia  daru  sakramentu  małżeństwa,  którego 
kamieniem  węgielnym  jest  już  sam  Jezus  Chrystus.  Małżeństwo  budowane  na  Chrystusie 
inaczej wygląda niż małżeństwo budowane na sobie czy na własnych pożądaniach. Inaczej 
też żyje się człowiekowi w małżeństwie, na którym spoczywa Boże błogosławieństwo. 

Z  pewnością  jest  bardzo  wiele  sytuacji  w  życiu  człowieka,  w  relacjach  międzyludzkich, 

zawodowych,  małżeńskich,  które  możemy  postawić  w  świetle  działania  Bożego, 
wzywającego  do  przyjęcia  nawrócenia  (np.  grzech  przeciwko  życiu,  cudzołóstwo,  itp.) 
Poznanie  prawdy  o  sobie  może  być  trudne,  ponieważ  życie  w  grzechu,  chodzenie  w 
ciemności,  skłania  człowieka  do  takiego  stylu  życia,  który  to  usprawiedliwi,  a  raczej 
zakamufluje.  Człowiek  na  skutek  grzechu  pierworodnego  ma,  jak  już  wspomniałem, 
tendencję do szukania usprawiedliwienia dla swojego grzesznego czynu. Próbuje pozbyć się 
chwilowego  niepokoju,  dlatego  szuka  na  sposób  ludzki  polepszenia  swego  złego 
samopoczucia. A tu pojawia się wiele możliwości. Podobnie jak Pan Bóg działa przez ludzi 
także  przez  ludzi  działa  duch  zły.  Człowiekowi  niepokojonemu  przez  wyrzuty  sumienia, 
duch zły podsyła osoby, które powiedzą mu o możliwości oddalenia złych energii. Uda się 
więc za ich podszeptem do bioenergoterapeuty czy psychotronika, a tam nie wymaga się od 
niego  odejścia  od  grzechu  i  nawrócenia.  Niepokój,  strapienie,  które  człowiek  przeżywa, 
próbuje  się  rozwiązać  w  sposób  naturalny,  bez  władzy  ani  nad  grzechem,  ani  nad  złem. 
Konsekwencją takiego  działania  jest  jeszcze  większe uciemiężenie  duchowe i  uwikłanie  w 
zło. Sprawdzają się słowa Pisma, że od prawdy się odwrócą, a do kłamstwa się zwrócą (por. 
Rz 2,8). 

Jednak  nikt  z  ludzi  nie  ma  mocy  uwolnienia  człowieka  z  grzechu  i  sideł  złego  ducha. 

Możliwe  jest  to  tylko  w  Chrystusie  i  przez  Chrystusa.  Każdy  zatem  człowiek,  żyjący  w 
grzechach ciężkich, jest niepokojony przez Ducha Bożego aby przyjął zbawienie, duch zły 
zaś  na  wszelkie  możliwe  sposoby  chce  zatrzymać  duszę  ludzką  w  swoich  sidłach.  Grzech 
przedstawia jako coś bardzo pozytywnego w życiu człowieka, a zakrywa jednocześnie jego 
skutki i konsekwencje. Czytamy o tym w Katechizmie Kościoła Katolickiego: 

Grzech  śmiertelny  niszczy  miłość  w  sercu  człowieka  wskutek  poważnego  wykroczenia 

background image

przeciw prawu Bożemu; podsuwając człowiekowi dobra niższe, odwraca go od Boga, który 
jest jego celem ostatecznym i szczęściem
 (KKK 1855); 

Jak stwierdza święty Paweł: „Gdzie [...] wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała 

się łaska". Aby jednak łaska mogła dokonać swego dzieła, musi ujawnić nasz grzech w celu 
nawrócenia naszego serca i udzielania nam „sprawiedliwości wiodącej do życia wiecznego 
przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego" (Rz 5,20-21). 
Jak lekarz dokładnie bada ranę, zanim 
ją  opatrzy,  tak  Bóg  przez  swoje  Słowo  i  swojego  Ducha  rzuca  żywe  światło  na  grzech
Nawrócenie domaga się przekonania o grzechu, zawiera w sobie wewnętrzny sąd sumienia a 
sąd  ten,  będąc  sprawdzianem  działania  Ducha  Prawdy  wewnątrz  człowieka,  równocześnie 
staje  się  nowym  początkiem  obdarowania  człowieka  łaską  i  miłością:  „Weźmijcie  Ducha 
Świętego!"  Tak  więc  odnajdujemy  w  owym  „przekonywaniu  o  grzechu"  dwoiste 
obdarowanie:  obdarowanie  prawdą  sumienia  i  obdarowanie  pewnością  Odkupienia.  Duch 
Prawdy jest Pocieszycielem
 (KKK 1848). 

Duch zły ma tę właściwość, że działa po linii najgłębszych pragnień człowieka kochać i 

być  kochanym.  Wiedząc,  jak  bardzo  człowiek  tego  potrzebuje,  kusi  go  najpierw  do 
niecierpliwości,  a  potem  do  samorealizacji.  W  związku  z  tym  rozbudza  w  człowieku  chęć 
posiadania drugiej osoby, zatrzymania jej jedynie dla siebie i traktowania jak rzeczy. Łatwo 
wtedy człowiek wchodzi w grzech cudzołóstwa i to, co ma swoją wolność i Boże powołanie, 
chce  zatrzymać  jedynie  ze  względu  na  siebie.  Cudzołożyć  to  zmienić  tytuł  własności. 
Chrześcijanin jest powołany do postępowania w sposób prawy wobec własnej natury jeżeli 
podejmuje  powołanie  do  małżeństwa  ma  uczynić  ze  swej  natury  dar  dla  swego  bliźniego. 
Cudzołóstwo jest zatem zmianą hierarchii wartości w naturze ludzkiej, zarówno wobec Boga, 
jak i siebie nawzajem. W aspekcie współżycia seksualnego widać to bardziej wyraźnie taka 
postawa  prowadzi  do  podporządkowania  sobie  własnej  natury  i  „uprawiania"  egoizmu  we 
dwoje:  gdzie  uwaga  skupiona  jest  na  przyjemności  seksualnej,  z  pominięciem 
odpowiedzialności  za  uczucia  drugiej  osoby  i  odpowiedzialności  za  skutki  współżycia. 
Egoizm ten wyklucza przyjęcie odpowiedzialności nie tylko przed sobą, ale i przed Bogiem 
za dar życia i dar zbawienia. 

Każda sytuacja ludzka jest inna ma swoją specyfikę poruszeń w duszy ludzkiej i specyfikę 

osobistych  doświadczeń.  Zwrócenie  uwagi  na  realność  tych  różnorakich  poruszeń,  może 
niejednemu pomóc w odnalezieniu się na nowo we wspólnocie ludu Bożego czy w procesie 
nawrócenia, kiedy Chrystus przychodzi i kołacze, stuka do drzwi jego serca.  

 

2. ZGODA NA ŁASKĘ NAWRÓCENIA       

powrót

       

spis treści

 

 
Kiedy  w  człowieku  rodzi  się  pragnienie  pojednania  z  Bogiem  i  podejmie  je  osobiście, 

możemy powiedzieć, że nastąpiło przyjęcie łaski nawrócenia. Rozpoczął się proces stawania 
się człowiekiem duchowym i powrót do wspólnoty Kościoła. To pierwotne zwrócenie się do 
Jezusa,  początkowo  jeszcze  bardzo  nieśmiałe,  jest  bardzo  wytrwale  podtrzymywane  przez 
Ducha Świętego: Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który cię strzeże (por. Ps 121,3-
4).  Człowiek  w  swej  duszy  doświadcza  wewnętrznej  ulgi,  a  daje  się  to  odczuć  w  formie 
wewnętrznego  pocieszenia  i  radości.  Już  jakby  w  zaczynie  doświadcza  tego,  co  stanie  się 
jego udziałem z chwilą przyjęcia daru przebaczenia w sakramencie pojednania. 

Nie oznacza to jednak rezygnacji złego ducha z trzymania człowieka w sidłach grzechu i 

fałszywych  odczuciach.  Czyni  wszystko,  aby  nie  pozwolić  człowiekowi,  w  którego  duszy 
rodzi się pragnienie nawrócenia, odejść od sytuacji grzesznej. Próbował będzie tego dokonać 
przez  wyolbrzymianie  trudności,  jakie dana  osoba będzie  musiała  pokonać,  by  przyjąć  dar 
nawrócenia  i  przebaczenia  w  Jezusie  Chrystusie.  Będzie  wzbudzał  fałszywy  wstyd, 
rozdmuchiwał lęk przed wypowiedzeniem prawdy o sobie, lęk przed odrzuceniem ze strony 
kapłana (spowiednika) i przed kolejnym zranieniem uczuć. Może też pojawić się niewiara w 
to, że Jezus potrafi wszystko przebaczyć, i tu już szatan przechodzi do fałszywych racji. 

Jedną  z  nich  jest  wmawianie  człowiekowi  żyjącemu  w  grzechu,  że  nie  jest  jeszcze 

background image

wystarczająco przygotowany, by odbyć spowiedź, że powinien poczekać, odkładając sprawę 
pojednania na późniejszy termin, a tymczasem powinien zająć się pracą i póki co zapomnieć 
o  Bożej  interwencji.  Wskazując  na  wielość  zadań  spraw  człowieka  w  świecie,  szatan 
podpowiada, aby nie sięgał do Pisma Świętego, bo to może okazać się stratą czasu: A może 
to Boże poruszenie było tylko chwilowe sugeruje szatan i w żaden sposób nie należy do tego 
przywiązywać  wagi?  Co  szatan  na  tym  zyskuje?  Może  dalej  trzymać  człowieka  na  uwięzi 
grzechu,  przedstawiając  sytuacje  grzeszne  jako  życie  bardziej  udane,  zwodzić  człowieka 
swoimi  namowami  prowadzącymi  w  ciemności,  aby  całkowicie  zakryć  rozniecone  światło 
nawrócenia.  Gdyby  książę  ciemności  nie  został  pokonany  w  Jezusie,  jego  plan  miałby 
wszelkie atuty, by osiągnąć określony cel, czyli w żaden sposób nie dopuścić, aby człowiek 
przyjął łaskę wewnętrznej przemiany. 

Postępowanie ducha dobrego, skłania człowieka do przyjęcia łaski nawrócenia, jak mówi 

św.  Ignacy:  Duch  zaś  dobry  w  takich  ludziach  stosuje  sposób  działania  zgoła  przeciwny; 
kłując  ich  i  gryząc  sumienia  ich  przez  prawo  naturalnego  sumienia
  (CD  314,  część  1 
reguły). 

W istocie jednak człowiek tęskni za Tym, który daje prawdziwe życie i to życie wieczne. 

W  różnych  okolicznościach  budzi  się  pragnienie  zbawienia,  ponieważ  nigdy  nie  przestaje 
działać  duch  dobry,  anioł  Boży  posłany  dla  ratowania  człowieka.  A  nade  wszystko  działa 
Duch Święty, który roznieca ogień miłości i pragnie doprowadzić do pojednania. Wielka jest 
radość z jednego grzesznika, który się nawraca
 (por. Łk 15,7). Radości i pokoju doświadcza 
również sam nawrócony. Rodzi się w nim pragnienie postępowania od dobrego do lepszego. 
Widzi on swoje życie w nowym świetle i wchodzi w nie jako ten, który na sobie doświadczył 
miłości  i  miłosierdzia  Bożego.  W  jego  serce  głęboko  zostało  wpisane  słowo  kerygmatu: 
Jezus Chrystus umarł i zmartwychwstał dla mojego zbawienia. Stając się dzieckiem dnia, a 
nie  nocy,  doświadcza  łagodnego  działania  anioła  Światłości.  W  swej  duszy  natomiast, 
odkrywa  przemawianie  Ducha  Świętego.  Niegdyś  umarły,  dziś  żyjący,  doświadcza  daru 
synostwa. Szatan, nie mając udziału wewnątrz świątyni ducha ludzkiego, odchodzi od niego 
jako pokonany na zewnątrz gdzie, jak mówi Jezus: błąka się po miejscach bezwodnych, a nie 
znajdując dla siebie nowego miejsca będzie podejmował silniejsze ataki (por. Mt 12,43). 

Pierwsze  nawrócenie  oznacza  więc  rozpoczęcie  w  sposób  bardzo  świadomy  życia 

duchowego. Nie jest tylko jednorazowym przyjęcie łaski pojednania w sakramencie pokuty, 
ale jest także wezwaniem, aby czuwać i współpracować z Panem, by odbudowywać swoje 
życie  według  Ducha  Bożego.  Ważne  podkreślenia  jest  to,  aby  już  w  pierwszym  etapie 
nowego życia współpracować z Łaską, by umocnić się na szczególnie silne w tym momencie 
podstępy i zakusy zła (zob. Mt 12, 43-45). 

Postawa  osób,  które  budzą  się  do  przyjęcia  łaski  nawrócenia,  ale  nie  podejmują  w  tym 

celu żadnych konkretnych kroków, podobna jest do reakcji słuchaczy biernie przyjmujących 
Słowo.  Troski  doczesne  i  niestałość  w  podjętym  postanowieniu  oraz  ułuda  bogactwa 
odciągają ich od przyjęcia daru nawrócenia w sposób zdecydowany i na długi czas (por. Mk 
4,1-20). 

Siewca  wyszedł  siać  -  Słowo  Boże  było  przepowiadane.  Jedno  ziarno  padło  na  miejsce 

skaliste, nawet wzeszło, ale uschło, bo nie miało korzenia. Jest to sytuacja człowieka, który 
usłyszał to Słowo zaniepokoił się, lecz nie pozostało ono w nim, bo nie natrafiło na osobistą 
otwartość i nie znalazło gotowości współpracy. 

Innym razem współpraca została podjęta (obraz ziarna posianego między ciernie), ale nic 

nie zostało uczynione, aby uporządkować dotychczasowy styl życia. Nic więc dziwnego, że 
Słowo 

po pewnym czasie zostało zagłuszone i nie wydało żadnego owocu w konkretnym życiu. 
Są i tacy, którzy słuchają Słowa jakby przez szybę. Obija się ono o ich uszy, ale w żaden 

sposób  nie  znajduje  przebicia  przez  pragnienia  i  myśli  człowieka.  Ziarno,  które  padło  na 
drogę, zostaje natychmiast porwane przez ducha złego. Słowo odbija się od uszu słuchacza, 
którego myśli nie są myślami Bożymi, jak i drogi jego nie są drogami Bożymi (por. Iz 55,8). 

background image

Ludzie tacy są mocno zajęci sobą, uznają w swoich sercach, że nie potrzebują nawrócenia. 
Usprawiedliwiają samych siebie: Jeszcze nie teraz. Taką odpowiedź usłyszy często żona, gdy 
zwraca  się do  męża  z  prośbą:  Pojednaj się  z  Bogiem, nawróć  się w  swoim  sercu; czy  gdy 
zwraca  się  mąż  do  żony,  matka  do  dziecka,  czy  ojciec  do  swojego  syna,  przyjaciel  do 
przyjaciela mogą właśnie taką lub podobną odpowiedź usłyszeć. 

Pewien ojciec rodziny usłyszał te słowa od swojego spowiednika, ale mimo to uznał, że 

wszystko  jest  w  porządku.  Po  pewnym  czasie  jego  uwagę  zwróciła  książka:  Z  grzechu  do 
wolności, która leżała gdzieś w domu, nie budząc wcześniej jego zainteresowania. Zaczął ją 
czytać, a Duch Święty otwierał jego serce i przygotowywał do przyjęcia łaski nawrócenia. 
Powoli  następowało  głębsze  poznanie  prawdy  o  sobie  samym  i  rodziło  się  pragnienie 
pojednania.  Tak  bardzo  został  poruszony  wewnętrznie,  że  zapragnął  odbyć  spowiedź  z 
całego życia, aby pojednać się z Bogiem. 

Dlaczego człowiek mówi: Jeszcze nie teraz? Kto mu w tym pomaga? Stosunkowo łatwo 

przychodzi  nam  odkładać  na  później  to,  co  jest  trudne  mówimy:  to  może  poczekać. 
Tymczasem  duch  zły  wykorzystuje  tę  skłonność  do swoich  planów,  ukierunkowując  nasze 
myśli na trudności, aby nas zniechęcić, a potem fałszywymi racjami usprawiedliwić. Ma on 
w tym określony zamysł, by człowiek dalej chodził w ciemności i robił to, do czego skłania 
go  duch  zły.  Jeśli  kradł  i  czynił  niesprawiedliwość  -  kradł  będzie  dalej;  jeśli  nienawidził 
nadal  będzie  nienawidził;  jeśli  cudzołożył  nadal  będzie  cudzołożył;  jeśli  zabijał  -  będzie 
zabijał;  uciskał  biednego  nadal  będzie  to  czynił;  obmawiał,  uważając  siebie  za  jedynego 
sprawiedliwego  nadal  będzie  trwał  w  obmowie.  Jeśli  nie  oddawał  chwały  Bogu  -  wciąż 
będzie uznawał tylko swoje „ja", czyniąc je bożkiem. Widać wyraźnie, że za tymi pozorami 
stoi  potęga  ducha  złego,  który  chce  niepodzielnie  panować  w  sercu  człowieka,  dalej 
krępować ludzką duszę swoimi więzami, podsuwając człowiekowi rozumienie grzechu jako 
czegoś pozytywnego, z czym trzeba się uczyć żyć. 

Duch  dobry  w  takiej  sytuacji  niepokoi  człowieka  przez  gwałtowne  wyrzuty  sumienia,  a 

Duch Święty upomina się o „prawo obywatelstwa" w duszy ludzkiej. Nie rezygnuje nawet 
wtedy,  gdy  człowiek  broni  się,  trzymany  kurczowo  przez  grzeszną  sytuację.  Posyła  więc 
swoich wysłańców i wskazuje słowo, które może przemówić do wnętrza danej osoby. Tak 
też stało się z ojcem rodziny, który jakby od niechcenia wziął do ręki książkę Z grzechu do 
wolności
, a zaprowadziła go ona do nawrócenia, spowiedzi z całego życia i pokuty. Dopiero 
wówczas  więzy  grzechu  zostały  zerwane,  a  duch  zły  stracił  prawo  obywatelstwa  w  duszy 
ludzkiej. Pokój i radość stały się udziałem tego mężczyzny, a wdzięczność opanowała jego 
serce.  Mógł  na  nowo  ukochać  tych,  za  których  był  odpowiedzialny  przed  Bogiem  i  przed 
sobą  przebaczenie  zostało  wypowiedziane  także  wobec  żony,  a  dzieci  mogły  doświadczyć 
nowej miłości. Słowo Boże przyjęte wydało właściwy owoc i plon. 

Zgoda  na  łaskę  nawrócenia,  to  otwarcie  się  na  moc  Boga,  na  moc  Jego  Słowa,  które 

kruszy potęgę zła, a więzy grzechu rozrywa, czyniąc człowieka prawdziwie wolnym. 

Daje  o  tym  świadectwo  pewna kobieta, która  przyszła na  Mszę  świętą, aby  modlić  się  o 

uzdrowienie  swojej  matki.  Odpowiadając  na  miłość  do  matki,  sama  została  wezwana  do 
nawrócenia. 

 
Moje  nawrócenie  nastąpiło  podczas  Mszy  świętej  o  uzdrowienie.  Moja  mama 

opowiedziała mi o inności Mszy świętych o uzdrowienie. Zaciekawiona poszłam na tę Mszę, z 
intencją  modlitwy  o  uzdrowienie  dla  mamy.  To  czego  doświadczyłam,  wprawiło  mnie  w 
zdumienie. W jednej chwili zapomniałam o wszystkim i zanurzyłam się w morze radosnego 
śpiewu i spontanicznej modlitwy. Byłam oczarowana tęskniłam za takim przeżywaniem Boga. 
Zaczęłam sobie wtedy uświadamiać, małość mojej wiary i brak miłości do Jezusa. Wierzyłam 
w Jezusa, ale Go nie kochałam, nie wiedziałam, że można Go kochać. Nie było we mnie także 
wdzięczności  Bogu,  nie  umiałam  Go  chwalić.  Zobaczyłam  także  całą  swoją  grzeszność  i 
ogarnął  mnie  smutek.  Poczułam  ogromną  tęsknotę  doświadczenia  czegoś  więcej,  czegoś 
niezwykłego  nie  wiedziałam  wtedy,  że  jest  to  pragnienie  doświadczenia  bliskości  Boga  i 

background image

miłości Jezusa. 

Niedługo  potem,  w  listopadzie  odbywało  się  Forum  Charyzmatyczne,  w  czasie  którego 

doświadczyłam  osobistego  spotkania  z  Jezusem  ukrzyżowanym  i  zmartwychwstałym. 
Doświadczyłam  mocy  i  miłości  Ducha Świętego,  który na  mnie  zstąpił  czułam  to fizycznie. 
Od  tej  chwili  moje  życie  poświęciłam  Jezusowi,  mojemu  Panu,  którego  kocham  i  wielbię. 
Niech 

On  je  przemienia  i  nadaje  mu  nowy  sens.  Doświadczeniem  miłości  i  przebaczenia 

zaczęłam się dzielić z innymi ludźmi, w rodzinie, w pracy, wszędzie gdzie Duch Święty mnie 
postawił. Widziałam zdziwienie i zaniepokojenie na twarzach lecz wierzę, że ziarno Bożego 
Słowa posiałam, a Duch Święty rozpoczął wzrost. Całą wieczność będę dziękować Panu za 
to, co mi uczynił wielka jest Jego miłość i miłosierdzie. Jezus żyje! 

 
To,  co  Duch  Święty  zaczął  czynić  przez  innych,  wobec  jej  życia  zapraszając  na 

Eucharystię, dało początek przepowiadaniu Jezusa w codziennym świadectwie wiary. 

Jeśli  nastąpiło  w  nas  odejście  od  grzechu,  jeżeli  nawet  otrzymaliśmy  dar  powołania  do 

wyłącznej służby i zostaliśmy napełnieni pokojem, nie oznacza to jednak, że już wszystko 
zostało zrobione - Bóg oczekuje od nas czegoś więcej. Zachęca nas przez ducha dobrego do 
większej  hojności  w  pójściu  za    Jezusem  i  gotowości  podejmowania  Jego  wezwań.  Jeśli 
obdarza kogoś powołaniem, oczekuje wydania swojej woli całkowicie Jemu i zdania się na 
Jego plan. 

 
DUC IN ALTUM (Łk 5,4). Wybierając drogę życia zakonnego, nierozerwalnie wiązałam to 

z możliwością służby w moim zawodzie pielęgniarki, myślałam w przyszłości o wyjeździe na 
misje. Możliwość pracy w szpitalu była dla mnie wówczas bardzo ważną motywacją wyboru 
tego  właśnie  zgromadzenia  zakonnego.  Mogę  obecnie  powiedzieć,  że  nie  byłam  do  końca 
wolna  wobec  Bożych  planów,  gdy  chciałam  realizować  powołanie,  ale  na  swój  własny 
sposób.  Pierwsze  lata  formacji  były  dla  mnie  związane  z  pracą  w  szpitalu  prowadzonym 
przez  siostry.  Dawało  mi  to  ogromnie  dużo  satysfakcji,  „czułam  się  w  swoim  „żywiole", 
bardzo  potrzebna,  ceniona  i  lubiana,  pewna  w  zdobytej  wiedzy  i  zdolności  praktycznej, 
pewna  w  radości  odczytania  swego  powołania.  Przed  sobą  widziałam  jeszcze  tylko 
konieczność  czasowego  przerwania  pracy  na  formację  nowicjacką  i  powrót  do  służby 
chorym. 

W  nowicjacie  przygotowanie  do  złożenia  ślubów  odbywałam  z  całą  gorliwością. 

Rozważając  jednak  istotę  ślubu  posłuszeństwa  i  dyspozycyjności,  zaczęłam  przeżywać 
narastający  niepokój.  Mistrzyni  mówiła  o  potrzebie  wolności  od  tego,  w  jaki  sposób  chcę 
służyć Bogu. Mam być gotowa do każdej misji, o jaką mnie poproszą i do  jakiej mogę być 
przygotowana.  Chciałam  być  dyspozycyjna,  ale  byłam  świadoma  trwającej  we  mnie  walki, 
przywiązania do swojego zawodu. Moja odpowiedź wewnętrzna była: „Co to, to nie, na dziś, 
nie jestem gotowa i chyba tego ode mnie, Panie, nie zażądasz?" Z prawdziwą ulgą przyjęłam 
moją pierwszą misję powrotu do szpitala. I znów służyłam z całym oddaniem i radością, ale 
mój  spokój  był  coraz  częściej  przerywany  sugerowanymi  planami  ze  strony  Siostry 
Prowincjonalnej, abym odeszła ze szpitala do innego posłannictwa. Pan przeprowadził swoje 
plany  ale  w  zupełnie  inny,  nieoczekiwany  sposób.  Zaprowadził  mnie  dokładnie  na 
czterdzieści  dni  pustyni,  zamkniętych  klamrą  świąt  Maryjnych,  między  25  marca  a  3  maja 
gdy  zarażona  żółtaczką  zakaźną  musiałam  opuścić  swoje  miejsce  pracy  i  poddać  się sama 
leczeniu  w  separatce  i kwarantannie oddzielającej  mnie od ludzi.  Był to dla  mnie  czas nie 
tylko  kuracji  fizycznej  i  stanięcia  w  obliczu  śmierci,  ale  czas  dobrych  rekolekcji  i 
nawrócenia. Po przyjęciu sakramentu namaszczenia chorych  zaczęłam wracać do zdrowia, 
ale już nie do swojej pracy w szpitalu. Pan dokonał we mnie ogromnej przemiany i wracam 
wspomnieniem  do  tego  doświadczenia  z  ogromną  wdzięcznością.  To,  czego  nie  byłam  w 
stanie  przyjąć  przez  pośrednictwo  przełożonych,  On  dokonał  sam  we  mnie,  zostawiając 
pokój, radość, wewnętrzną wolność i siły do pracy, najpierw w katechizacji, a następnie w 

background image

duszpasterstwie  młodzieżowym  ONZ  (Oazy  Nowego  Życia),  w  prowadzeniu  rekolekcji  i 
skupień. 

 
To,  co  było  zakryte  poprzez  wezwanie  przełożonych,  stało  się  jawne  przez  własne 

cierpienie.  Nastąpiło  wewnętrzne  przylgnięcie  do  Bożego  planu  i  wyjście  z  fałszywej 
postawy, która na ogół wyraża się w stwierdzeniu: godzę się na łaskę nawrócenia, lecz będę 
szedł po tej drodze na swój własny sposób.  

 

3. POKORA SERCA       

powrót

       

spis treści

 

 
Jezus prowadzi tych, którzy Mu zaufali, do pokoju serca. Wprowadza ich w głębię swojej 

przyjaźni. Nie zatrzymuje tylko na radości płynącej z pierwszego nawrócenia. Zachęca, aby 
iść dalej w coraz to pełniejszym rozumieniu woli Bożej i przylgnięciu do niej całym sercem i 
umysłem. Oznacza to, że przed człowiekiem jest długa droga stawania - się zgodnego z Jego 
wolą. 

Doświadczając  pierwszych  owoców  Ducha  Świętego,  jest  wezwany,  aby  z  większą 

wytrwałością  zwracać  się  do  Dawcy,  słuchać  Jego  słowa.  Zwykle  tutaj  sprawdza  się,  czy 
mamy  do  czynienia  z  wewnętrznym  przyjęciem  łaski  nawrócenia,  czy  z  chwilowym 
entuzjazmem. 

Przyjęcie nawrócenia całym sobą oznacza przylgnięcie do osoby Jezusa, a zatrzymanie się 

na  zewnętrznych  oznakach  nawrócenia  zwracałoby  bardziej  uwagę  na  okoliczności  temu 
towarzyszące  z  pominięciem  istoty.  To,  czy  idziemy  we  właściwym  kierunku,  da  się 
zauważyć po sytuacjach wewnętrznych, jakie człowiek przeżywa w swojej duszy. Z chwilą 
stania  się  dzieckiem  Światłości  nie  ma  w  nas  już  ciemności:  Niegdyś  bowiem  byliście 
ciemnością,  lecz  teraz  jesteście  światłością  w  Panu:  postępujcie  jak  dzieci  światłości
  (Ef 
5,8).  Wnętrze  człowieka  jest  pełne  Bożego  światła  i  nie  ma  w  nim  miejsca  na  ciemności 
ducha  złego.  Nie  oznacza  to  jednak  rezygnacji  z  kuszenia  go  przez  szatana.  Opuszczając 
swoje terytorium, w chwili przyjęcia przez człowieka łaski nawrócenia, już myśli on jak by 
tu z powrotem je zagospodarować i sprawić, by czyny człowieka były gorsze niż poprzednie. 
Opuszcza  osobę,  ale  z  niej  nie  rezygnuje.  Jego  ataki  podobne  są  do  uderzeń  fali  w  burtę 
statku podczas sztormu. Chce zachwiać równowagę wewnętrzną, polegającą na całkowitym 
zaufaniu  Jezusowi  i  podążaniu  za  Panem,  co  oznacza  w  praktyce  odwrócenie  uwagi  od 
Jezusa, a zwrócenie jej na złowrogą falę. Sytuacja nasza byłaby podobna do sytuacji Piotra 
kroczącego  po  falach,  który  w  pewnym  momencie  spostrzegł  falę  i  zaczął  tonąć.  Zawołał 
więc do Jezusa: Panie, ratuj mnie! i usłyszał odpowiedź: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (Mt 
14,30-31)  co  moglibyśmy  strawestować  czemu  Piotrze  uległeś  rozproszeniu  i  oderwałeś 
swoją uwagę ode Mnie? Duch zły wielokrotnie będzie poddawał próbie fundamenty naszego 
zaufania  Jezusowi.  Będzie  na  drodze  wiary  wyolbrzymiał  przeszkody,  odwołując  się  do 
przeszłości jak i przyszłości. Na przykład pokuszenia co do przeszłości mogą przybrać taką 
postać: Niemożliwe jest, aby przez ciebie, takiego grzesznika, Pan Jezus chciał działać ty ze 
swoją grzesznością do niczego się nie nadajesz, jesteś już dawno stracony. Co do przyszłości 
natomiast: Droga za Jezusem jest trudna to nie na twoje zdrowie. Masz kłopoty z otwartością 
na drugiego człowieka, a być chrześcijaninem to znaczy służyć, a służyć to znaczy słuchać 
Boga  i  bliźniego.  W  najtrudniejszych  momentach  swojego  życia  pozostaniesz  osamotniony, 
opuszczony przez wszystkich, itd. 
Cała złośliwość pokuszeń diabła w tym drugim przypadku, 
polega na tym, że przemilcza on wypełnianie się czasu, rozwój duchowy osoby i działanie 
Ducha  Świętego.  Owszem,  jakiś  moment  drogi  z  Jezusem,  może  być  trudny,  np. 
osamotnienie w podejmowaniu swojego codziennego krzyża - ale Duch Święty do tego nas 
wychowuje  i  przygotowuje.  Ten  okres  przygotowania  jest  właśnie  jakby  zakrywany, 
przeskakiwany  przez  ducha  złego  by  od  razu  postawić  nawracającego  się  człowieka  przed 
trudnościami - przez co ów człowiek ma wrażenie, że to, co przed nim jest ponad jego siły. 
Może  wtedy  pojawić  się strach  i  lęk,  poprzez który  duch  przewrotny  chce odwieść  nas od 

background image

dalszego  kroczenia  drogą  Jezusa  i  pokładania    nadziei  tylko  w  Nim.  Jego  pokusy  mogą 
podawać także w wątpliwość otrzymane w sakramencie pokuty przebaczenie, kierując myśli 
człowieka do zatrzymania się nad perfekcją w wyznawaniu swoich grzechów, a odwracając 
je od postawy wewnętrznej skruchy i przyjęcia daru miłosierdzia. 

Święty  Ignacy  Loyola,  w  regule  2  o  rozeznawaniu  duchowym,  mówi:  U  tych  zaś,  co 

usilnie postępują w oczyszczeniu się ze swoich grzechów; a w służbie Boga, Pana naszego, 
wznoszą  się  od  dobrego  do  lepszego...  właściwością  ducha  złego  jest  gryźć,  zasmucać  i 
stawiać przeszkody; niepokojąc fałszywymi racjami, aby przeszkodzić w dalszym postępie; 
właściwością  zaś ducha dobrego  jest  dawać odwagę  i siły, pocieszenie,  łzy,  natchnienia i 
odpocznienie,  zmniejszając  lub  usuwając  wszystkie  przeszkody,  aby  mogli  postępować 
naprzód w czynieniu dobrze
 (CD nr 315). 

Duch  Boży  przychodzi  z  pomocą  duszy  człowieka  w  każdym  czasie  i  udziela  stosownej 

łaski.  Duch  dobry  pociesza  i  dodaje  odwagi  da  duszy  wiernej  i  wrażliwej  na  Boże 
natchnienia,  swoją  odwagę  i  męstwo  w  obliczu  przeciwności,  napełniając  serce  ludzkie 
pokojem.  Kiedy  nastanie  czas  świadectwa  wiary,  sam  Duch  Święty  będzie  wspomagał 
naszego ducha w wypowiedzeniu prawdy i przyznaniu się do Jezusa wobec świata. Człowiek 
w  trudnych  chwilach  podejmowania  swojego  codziennego  krzyża,  może  być  osamotniony, 
ale  nigdy  nie  pozostanie  sam.  Jest  z  nim  Ten,  do  którego  należy  i  którego  jest  własnością. 
Sam Jezus czuwa nad tym, aby ten, którego posyła, był przygotowany do wypełnienia danej 
misji.  Oczekuje  jednak  od  człowieka  całkowitego  zaufania  i  zdania  się  we  wszystkim  na 
Niego,  do  czego  zachęca  nas  słowami  św.  Pawła:  Wszystkie  troski  wasze  przerzućcie  na 
Niego, gdyż jemu zależy na was 
(1 P 5,7). 

Całą  rzeczywistość  obecności  Boga  w  sercu  człowieka  duch  zły  usilnie  stara  się  zakryć 

wszelkimi dostępnymi mu środkami, aby wywoływać w człowieku lęk i niepokój co do jego 
przyszłości  i  współbudowania  z  Jezusem  i  w  Jezusie,  Królestwa  Bożego  w  świecie.  W 
odróżnieniu od ducha złego duch dobry udziela się człowiekowi postępującemu od dobrego 
do  lepszego  bardzo  łagodnie,  niczym  powiew  łagodnego  wiatru.  Dusza  ludzka  odczuwa 
każdy  rodzaj  muśnięcia  Ducha  Świętego  i  czuje  się  wezwana  do  osobistej  współpracy. 
Odpowiedź  człowieka  na  delikatne  natchnienia  Ducha  Świętego  sprawia,  że  staje  się  on 
wrażliwy na osobistą więź z Bogiem i wytrwały w kroczeniu za Panem. Dobrze rozpoznaje 
zachowanie  się  ducha  dobrego  i  złego.  Ten  ostatni,  gdy  nie  ma  udziału  w  duszy  ludzkiej, 
działa bardzo gwałtownie, jak ktoś, kto by chciał wstrząsnąć całym domem, mimo że w jego 
wnętrzu  nie  ma  dla  niego  miejsca.  Czyni  to  w  tym  celu,  aby  choć  na  chwilę  człowiek  w 
swoim sercu, stracił ufność, co stworzyłoby pewien rodzaj szczeliny dla ducha złego. 

Duszy  ludzkiej,  która  postępuje  od  dobrego  do  lepszego,  towarzyszy  pokój  serca. 

Wewnętrzny stan pokoju, jakiego doświadcza, wskazuje na bliski kontakt z Bogiem. Ów stan 
zawiera  w  sobie  zgodę  człowieka  na  wzrastanie  w  duchu  pokory  oraz  na  posłuszeństwo 
Słowu  Bożemu  i  osobistą  z  nim  współpracę.  Chrześcijanin  uczestniczy  w  wypełnianiu  się 
błogosławieństwa  pokoju  i  żyje  według  niego:  Błogosławieni,  którzy  wprowadzają  pokój, 
albowiem oni będą nazwani synami Bożymi
 (Mt 5, 9). Wszędzie tam, gdzie przebywa, staje 
się  narzędziem  pokoju,  także  zadania,  do  których  jest  posłany,  wypełnia  z  wewnętrznym 
pokojem.  W  zetknięciu  z  nim  odczuwamy,  że  jest  człowiekiem  spotkania  Boga.  Swoim 
zachowaniem,  postępowaniem  wobec  swoich  bliźnich,  podejściem  do  rozwiązywania 
trudnych  spraw  ludzkich;  w  obliczu  zagrożeń  i  prześladowań  z  powodu  Ewangelii,  wnosi 
postawę całkowitego zaufania Panu i Zbawcy. Jego życiu towarzyszy radość i pokój. 

Jeśli pokój serca, jako owoc łaski nawrócenia, stanie się udziałem wspólnoty małżeńskiej 

jest  wtedy  szczególnym  znakiem  Królestwa  Bożego.  Zbawienie  jako  dar  musi  zostać 
przyjęte  przez  każdego  z  członków  wspólnoty  małżeńskiej  wówczas  usunięte  zostaną 
wszelkie szczeliny dla ducha złego. Natomiast dźwiganie wspólnych ciężarów, przeżywanie 
trudnych  ludzkich  spraw  pod  wpływem  łaski  Pana,  dokonuje  się  w  duchu  łagodności  i 
pokoju. Posłuchajmy, co mówią tacy małżonkowie.  

Będzie to świadectwo zarówno ich małżeńskiej wspólnoty, jak również każdego z osobna. 

background image

 
Do  całkowitego  zaufania  Panu,  po  raz  pierwszy  zmuszony  byłem  w  Afryce,  w  czasie 

silnego  trzęsienia  ziemi.  Z  miejsca  objętego  trzęsieniem  nie  mogłem  uciec,  ponieważ 
sprawowałem funkcję dyrektora technicznego byłem więc głównym odpowiedzialnym za duży 
zakład produkcyjny Mieszkałem samotnie w opuszczonym przez mieszkańców bloku i nic tu 
nie  mogło  pomóc  moje  ludzkie  myślenie.  Tego  wieczora  byłem  zdany  tylko  na  łaskę  Pana 
musiałem  więc  Jemu  zaufać.  Dzisiaj  patrzę  na  te  wydarzenia  inaczej.  Wówczas  była  to 
konieczność, trochę na zasadzie-jak trwoga, to do Boga. Teraz wiem, że nie mógłbym zaufać, 
gdyby nie zostało mi to dane. Dziś oceniam na to wydarzenie z perspektywy wiary, gdy mam 
świadomość tego, kim jestem z woli Bożej. Przy czym to, co mam i to kim jestem, jest owocem 
pracy rąk ludzkich i całkowitego zaufania Panu o czym przekonuje mnie każdego dnia Duch 
Święty i na co wskazuje Maryja swoją postawą. 

Kiedy jeszcze nie byłem związany z Odnową, przed podjęciem jakiejś decyzji byłem bardzo 

niespokojny  trwało  to  nieraz  kilka  dni.  Szukałem  pokoju  jedynie  w  sposób  racjonalny.  W 
tamtym czasie, czytając książki podróżnicze, nie mogłem zrozumieć, że ludzie żyli beztrosko, 
nie martwili się, o to co będzie następnego dnia. Obecnie tyle, ile mogę robię sam, a tego 
czego nie mogę uczynić, powierzam Panu. On przychodzi mi z pomocą i to staje się źródłem 
pokoju duchowego. W ten sposób zniecierpliwienie czy zdenerwowanie jest czymś rzadkim. 
Pod  koniec  dnia,  gdy  robię  rachunek  sumienia,  dziękuję  za  to,  co  było  dobre  i  z  ufnością 
oddaję się Panu i idę spać jak dziecko. 

Taki  sposób  postępowania  zdecydowanie  wpłynął  na  stopień  pokoju,  a  także  na 

postępowanie  z  ludźmi  i  kierowanie  fabryką,  której  jestem  współwłaścicielem.  Daje  się  to 
odczuć szczególnie w postępowaniu z innymi. Czyni mnie także wolnym od podążania jedynie 
za  pieniądzem.  Żona  zaś  doświadczając  podobnego  stanu  ducha  wewnętrznego  pokoju 
nieustannie za to wychwala Pana. 

 
Modlitwa chwały często towarzyszy ich życiu. Zgadzają się na to, co jest. Jeśli zdarzają 

się trudności czy utrapienia on potrafi się odnaleźć w modlitwie chwały z Księgi Daniela o 
trzech  młodzieńcach  w  piecu  ognistym.  Znaleźć  szczęście  w  tym,  co  się  ma  to  jest 
fantastyczne, jak twierdzi. Bóg natomiast dodaje to, czego nam niedostaje. 

W dialogu z żoną dowiaduję się, że przed przyjęciem łaski nawrócenia w Odnowie, miała 

charakterystyczne cztery momenty udzielenia jej pokoju. 

 
Mężowi,  twierdzi,  było  łatwiej,  bo  on  z  natury  był  optymistą.  Ja  zaś  spodziewałam  się 

radości, a  ciągle byłam  pełna niepokoju i  wszystkim się  martwiłam.  Towarzyszył temu  lęk, 
który  został  odjęty  podczas  modlitwy  Psalmem  121,  którym  bardzo  często  się  modliłam. 
Uwierzyłam wtedy; że Bóg do mnie mówi i że bardzo Mu na mnie zależy. Byłam pesymistką, 
lecz Bóg dał mi w darze dwa skarby: uczciwość i brak zazdrości. Staram się teraz bardziej 
zastanowić się nad czystością intencji. 

Kiedy syn opuścił rodzinę, płakałam z powodu jego zadatków na utratę zbawienia. Jako 

matka bardzo to odczuwałam, gdy mówiłam, że syn mój umiera. Mimo tego towarzyszył mi 
duch  pokoju  i  postawa  świętej  obojętności,  którą  wyniosłam  z  Ćwiczeń  Duchownych. 
Któregoś  dnia  zdarzyła  się  też  taka  sytuacja:  modliłam  się  z  synową  o  powrót  syna,  a  jej 
męża.  Podczas  modlitwy  otworzyłyśmy  Pismo  Święte  na  tekście  o  wskrzeszeniu  Łazarza. 
Wtedy  zaczęłyśmy  się  zastanawiać,  co  dzieje  się  z  ciałem  człowieka  po  jego  śmierci. 
Następnego dnia otrzymałam telefon informujący mnie o tym, że syn wynajął mieszkanie, w 
którym były karaluchy i musiał je opuścić. 

Tylko dzięki pokojowi ducha mogłam przetrwać czas rozłąki. Powtarzałam sobie, że Bóg 

jest  wierny.  Twoją  sprawą,  Panie  mówiłam  jest,  aby  on  wrócił  do  rodziny.  Skoro  Bóg 
błogosławił  sakramentowi  małżeństwa,  wierzyłam,  że  jest  On  wierny.  Całej  tej  sprawie 
towarzyszyła modlitwa wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Tam też odważyłam się po raz 
pierwszy  wyrazić  swoją prośbę w  sposób  publiczny.  Innymi  słowy odważyłam się postawić 

background image

sprawę w świetle udzielania się Ducha Świętego przez wspólnotę Kościoła, a także prosić o 
szczególne  pośrednictwo  Maryję  naszą  Matkę.  Dodam,  że  syn  odszedł  8  grudnia,  w 
uroczystość  Niepokalanego  Poczęcia  NMP,  a  wrócił  po  dwóch  latach,  w  dzień  po  naszym 
powrocie  z  pielgrzymki  do  Fatimy.  Co  do  mnie,  jako  że  jestem  skłonna  ulegać  chwilowym 
niepokojom  doświadczam  uprzedzającej  łaski  Pana.  Jest  to  dowodem  na  to,  że  On 
podtrzymuje mnie w pokoju ducha, który został mi wcześniej udzielony. 

Kiedy patrzymy na ten czas wspólnych zmagań, któremu mimo trudności towarzyszył stan 

wewnętrznego  pokoju,  jesteśmy  przekonani,  że  Pan  zmartwychwstał,  a  my  jako  wspólnota 
małżeńska jesteśmy tego świadkami. Błogosławimy Go i dziękujemy także za to, że dotknął 
nas łaską uzdrowienia: mnie z choroby kobiecej i kręgosłupa, a męża z choroby serca i rwy 
kulszowej, która przeszkadzała mu w żeglowaniu. Te wszystkie doświadczenia zmieniły nasze 
małżeńskie życie i życie każdego z osobna. 

 
Błogosławiąc Pana poprzez to, co staje się udziałem serca człowieka, które trwa w pokoju 

osoba  współpracuje  z  duchem  dobrym,  dzięki  czemu  skutecznie  przeciwstawia  się 
zewnętrznym atakom ducha przewrotnego.  

 

4. O POCIESZENIU DUCHOWYM 

 

1. POCIESZENIE JAKO DAR I WEZWANIE       

powrót

       

spis treści

 

 
Dobrze  pamiętamy  chwile  i  wydarzenia,  w  których  towarzyszyły  nam  radość  i  pokój, 

przepełnienie  duchem  miłości;  doświadczenie  żywej  obecności  osoby  Boga,  w  której 
odczuwaliśmy bezpieczeństwo i miłość. W sercu człowieka rodziło się pragnienie, aby takie 
chwile trwały zawsze, chciałby zatrzymać czas i przestrzeń. Tego rodzaju doświadczenia są 
niewątpliwie  dla  chrześcijanina  darem.  Owocem  tych  chwil  pocieszenia  duchowego  jest 
pragnienie, aby swojego Stwórcę i Pana bardziej kochać.  

W chwili pocieszenia duchowego łatwiej jest nieść swój codzienny krzyż. Odczuwamy, że 

jego  brzemię  jest  lekkie,  a  jarzmo  słodkie  (por.  Mt  11,30).  Łatwo  wtedy  przychodzi 
pragnienie tego, co dobre, co służy pokojowi, jak i wykonanie tego w wielkiej gorliwości. 

Zwykle  ten  stan  duszy  ludzkiej  pojawia  się  w  związku  z  przyjęciem  łaski  nawrócenia  i 

towarzyszy  osobie  na  drodze  wiary,  w  stawaniu  się  człowiekiem  duchowym.  W  chwili 
pocieszenia człowiek może deklarować heroiczne czyny, nie zdając sobie do końca sprawy z 
tego, że o tyle będzie mógł je wykonać, o ile będzie wspomagał go Duch Boży. Może też 
ulec  nieroztropności,  przypisując  sobie  pocieszenie  duchowe  jakoby  mu  się  ono  należało. 
Tymczasem jest ono owocem udzielania się Boga duszy ludzkiej i prowadzi duszę wierną do 
wyznania całym swoim życiem Jezusa jako Pana i Zbawiciela. W sercu człowieka dokonuje 
się pomnożenie wiary, nadziei i miłości. 

Święty  Ignacy  Loyola,  określając  pocieszenie  duchowe,  zwraca  uwagę  na  to,  że 

rozpoczyna się ono od poruszenia wewnętrznego, a jego celem jest służba Jezusowi, dawanie 
o Nim świadectwa; objawienie się chwały Bożej i zbawienie duszy ludzkiej. 

Pocieszeniem nazywam przeżycie, gdy w duszy powstaje pewne poruszenie wewnętrzne, 

dzięki któremu dusza rozpala się w miłości ku swemu Stwórcy i Panu, a wskutek tego nie 
może  już  kochać  żadnej  rzeczy  stworzonej  na  obliczu  ziemi  dla  niej  samej,  lecz  tylko  w 
Stwórcy  wszystkich  rzeczy.  Podobnie  i  wtedy  jest  pocieszenie,  gdy  wylewa  łzy,  które  ją 
skłaniają do miłości swego Pana, czy to na skutek żalu za swe grzechy, czy to współczując 
Męce Chrystusa, Pana naszego, czy to dla innych jakich racji, które są skierowane wprost 
do  służby  i  Chwały  Jego.  Wreszcie  nazywam  pocieszeniem  wszelkie  pomnożenie  nadziei, 
wiary  i  miłości  i  wszelkiej  radości  wewnętrznej,  która  wzywa  i  pociąga  do  rzeczy 
niebieskich  i  do  właściwego  dobra  i  zbawienia  własnej  duszy,  dając  jej  odpocznienie  i 
uspokojenie w Stwórcy i Partu swoim. 
(CD nr 316, reguła 3) 

 

background image

2. ODPOWIEDŹ CZŁOWIEKA       

powrót

       

spis treści

 

 
Pocieszenie duchowe nie jest wezwaniem do bezczynności. Nie odwraca też człowieka od 

realności  tego  świata.  Ono  zaprasza,  aby  podjąć  drogę  osobistego  nawrócenia  w  duchu 
wdzięczności i pokory.  Współpraca osoby idącej drogą życia duchowego nie ogranicza się 
do jednorazowego uznania stanu swej duszy, ale wyraża się w ponawianym TAK Jezusowi. 
Do  takiego  wypowiedzenia  swojego  TAK,  jest  wezwany  każdy,  jeśli  chce  wytrwać  w 
pocieszeniu  mimo  utrapień  i  przeciwności,  które  przez  jedną  z  sióstr  zakonnych,  zostało 
nazwane prawem falowania przy zachowaniu wewnętrznego spokoju. 

 
Życie  zakonne  jest  dla  mnie  pasmem  nie  kończących  się  pociech  to  brzmi  bardzo 

optymistycznie,  ale  prawdziwie,  bo  jest  moim  doświadczeniem,  o  którym  mogę  w 
nieskończoność  opowiadać,  głosząc  chwałę  Boga  i  jest  pasmem  doznawanych  strapień  co 
brzmi...  jeszcze  bardziej  optymistycznie  bo  to  znaczy,  że  Bóg  się  mną  zajmuje,  poważnie 
traktuje,  wychowuje  i  z  zazdrosną  miłością  o  mnie  zabiega.  W  chwilach  pociech 
niesamowicie  porywa  mnie  ogniem  swej  Miłości,  umacnia  i  uzdalnia  do  odważnej  próby, 
abym mogła we wszystkim być do Niego podobna w znoszeniu krzyża i darze współcierpienia 
z  Nim.  W  strapieniach  mnie  oczyszcza  i  zachowuje,  hartuje  moją  wiarę  i  daje  poznać  co 
mogę tzn. że nic nie mogę bez Niego. Strapienia i pociechy zawsze przeplatają się w życiu 
człowieka, ale bywa tak, że można dostrzegać i skupiać się bardziej na odczytywaniu jednego 
lub drugiego doświadczenia. Dziwną skłonnością człowieka jest to, że czasem bardziej widzi 
to, co negatywne. 

 
Pocieszeniu duchowemu towarzyszy światłość wewnętrzna, dzięki której łatwiej jest nam 

rozpoznawać drogę, którą mamy kroczyć. Nasuwa to większą odpowiedzialność wobec woli 
Bożej.  Aby  mówić  o  wzroście  w  nas  synostwa  Bożego,  nieodłączna  jest  w  chwilach 
pocieszenia  duchowego,  współpraca  człowieka  z  łaską  Ducha  Świętego.  Na  co  dzień 
współpraca ta wyraża się w szukaniu tego, co dobre, co służy chwale Bożej, co prowadzi do 
zbawienia  zwłaszcza  tych,  którzy  się  zagubili  na  drogach  tego  świata.  Człowiek  taki  w 
postępowaniu wobec bliźnich odznacza się wielką łagodnością i miłością. W podejmowaniu 
troski  o  drugiego  człowieka  znajduje  czas  i  wewnętrzną  łatwość  w  sercu,  aby  drugiego 
wysłuchać  i  zaradzić  jego  potrzebom.  Odczuwając  w  stanie  pocieszenia  duchowego  smak 
rzeczy Bożych, wezwani jesteśmy do umiłowania Słowa Bożego i otwartości na to, co mówi 
do  nas  Duch  Święty.  Współuczestnicząc  w  składaniu  duchowych  ofiar,  zwłaszcza  w 
Eucharystii,  podejmujemy  pragnienie  Jezusa,  aby  rozproszone  dzieci  zgromadzić  w  jedno. 
Wrażliwość  na  natchnienia  Ducha  Świętego  i  współpraca  z  duchem  dobrym  sprawia,  że 
człowiek  jest  w  stanie  w  każdej  chwili  przyjąć  dar  pocieszenia  duchowego  i  w  tym  stanie 
ducha  wykonywać  zadania,  do  których  został  powołany.  Ćwicząc  się  w  postawie 
wewnętrznej  wolności,  niczego nie zatrzymując  dla siebie  ze  względu  na  siebie, w  sposób 
wolny współpracuje z łaską pocieszenia. Ważne jest, aby nie zatracić postawy wdzięczności 
wobec Dawcy i ducha pokory w słuchaniu Słowa Bożego oraz pełnej gotowości w pełnieniu 
woli  Bożej.  Tak  rozumiana  współpraca  przyczynia  się  do  tego,  że  pocieszenie  nie  jest 
wydarzeniem  jednorazowym  w  duszy  ludzkiej  np.:  bezpośrednio  po  przyjęciu  łaski 
nawrócenia,  ale  rozciąga  się  na  całe  życie  chrześcijanina,  kształtując  je  na  świadectwo 
miłości  swemu  Panu  i  Stwórcy.  Wielokrotnie  poprzez  stan  wewnętrznego  pocieszenia  Pan 
będzie  umacniał  naszą  wiarę.  Zwłaszcza  przed  daniem  świadectwa  prawdzie  wobec 
prześladowców, że Jezus jest Panem i nie ma innego, np.: umocnienie Szczepana w czasie 
prześladowania wizją uszczęśliwiającą: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego 
po prawicy Boga
 (Dz 7,56). 

 

3. ZAKUSY ZŁEGO       

powrót

       

spis treści

 

 

background image

Duch  zły  prowadzi  do  tego,  aby  człowiek  doświadczający  pocieszenia  odszedł  od 

wytrwałej  współpracy  z  tym  darem,  zaniedbując  to,  co  do  niego  należy,  pod  pretekstem 
przekonania: Duch Święty to wszystko sam uczyni. To prawda, że bez pomocy łaski Bożej i 
całkowitego  pokładania  nadziei  w  Panu  nic  nie  możemy  uczynić  na  drodze  stawania  się 
człowiekiem  duchowym.  Nie  wyklucza  to  jednak  czynienia  tego,  co  do  nas  należy,  w 
osobistej współpracy z Tym, który nas umiłował. Od duszy wiernej oczekuje się osobistego 
zaangażowania  w  czynieniu  tego,  co  dobre,  co  służy  ku  pokojowi  i  co  prowadzi  do 
zbawienia dusz. 

Innym  działaniem  ducha  złego  jest  uśpienie  naszej  czujności  tam,  gdzie  mieliśmy  do 

czynienia z grzechem głównym, a teraz dzięki przyjęciu łaski nawrócenia i nowego życia w 
Duchu Świętym, odeszliśmy od życia według ducha starego człowieka, czyli  życia według 
ciała. Stosunkowo łatwo przyzwyczajamy się do dobrego samopoczucia, czasem łączy się to 
z  rozleniwieniem.  Uśpienie  naszej  czujności  polegałoby  na  utracie  ducha  roztropności  i 
prowokowaniu pokuszenia. Jeśli ktoś trwał w grzechu nałogowym i dzięki łasce nawrócenia 
odszedł  od  jego  popełniania,  nie  znaczy  to,  że  ma  przestać  czuwać,  zwłaszcza  tam,  gdzie 
może ulec nieroztropności, wystawiając siebie na próbę i dając okazję złu. 

Pokusa  nadgorliwości  także  nie  jest  obca  osobie,  która  przeżywa  stan  duchowego 

pocieszenia. Duch zły, gdy nie ma dostępu do duszy wiernej przez to, co dawniej było jego 
atutem, np. przez niewierność Słowu Bożemu; szuka innej sposobności. W stanie duchowego 
pocieszenia  trudności,  które  pokonujemy,  nie  wydają  się  ciężkie,  a  propozycji  służenia  i 
brania  na  siebie  ciężarów  innych  jest  dużo.  Nieoczekiwanie  jednak  dusza  może  zatracić 
miłość  roztropną  i  będzie  chciała  uczynić  więcej,  niż  zostało  jej  dane.  Jakie  są  tego 
konsekwencje, ilustruje dobrze maksyma św. Ignacego Loyoli: Przy braku umiaru nie można 
służyć Bogu długo i wytrwale. Koń przemęczony w pierwszych dniach podróży zwykle jej nie 
kończy;  co  więcej,  zazwyczaj  staje  się  konieczne,  by  inni  zajęli  się  jego  leczeniem...
  (K. 
Mądel SJ, Duchowość ignacjańska w zarysie s.36). 

 
Jestem  młodą  dziewczyną,  wkrótce  będę  zdawała  maturę.  Towarzyszy  mi  stan 

wewnętrznego pocieszenia, który trwa od kilku miesięcy. To jak się zachowuję w pocieszeniu, 
jak wygląda moje życie, ściśle wiąże się z wydarzeniami sprzed kilku lat. 

Od dziecka byłam molestowana seksualnie przez swego kuzyna. Chociaż nie doszło nigdy 

do  pełnego  współżycia,  to  jednak  byłam  wykorzystywana  dla  zaspokajania  jego  potrzeb. 
Trwało to do końca szkoły podstawowej. Moja sytuacja, sądząc po ludzku, była beznadziejna. 
Miałam  duże  kłopoty  w  szkole  i  byłam  szantażowana,  aby  nie  mówić  o  tym  najbliższym. 
Byłam  bliska  popełnienia  samobójstwa.  Nie  znałam  wtedy  Jezusa  jako  Zbawiciela.  Do 
kościoła  chodziłam,  bo  tak  kazali  rodzice.  Na  spowiedzi  w  tym  czasie  nigdy  o  moim 
problemie  nie  wspominałam.  Pod  koniec  ósmej  klasy  nastąpił  przełom  w  moim  życiu: 
dokładnie w poranek wielkanocny odkryłam, że muszę iść do kościoła, do którego wcześniej 
nie  chodziłam.  Zostałam  zachęcona  przez  Pana  aby  nie  tylko  w  niedzielę  ale  w  ciągu 
tygodnia  (przeważnie  w  środę  wieczorem)  brać  udział  w  Eucharystii.  W  dzień  Zesłania 
Ducha Świętego, podczas nocnego czuwania, podeszłam podobnie jak inni do paschału, aby 
odnowić wiarę i powiedzieć to, co dyktuje nasze serce Jezusowi. Wiem, że powiedziałam: „ 
Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” 

Następnie  kupiłam  sobie  za  trzy  złote  Pismo  Święte  czytałam  je  i  chciałam  nim  żyć. 

Wszystkie słowa natychmiast pragnęłam wprowadzić w życie. 

W  czasie  wycieczki  z  klasą  do  okolicznych  kościołów,  w  jednym  z  nich,  do  którego 

przybywają  pielgrzymi,  prosiłam  Matkę  Bożą,  aby  mi  pomogła  podejść  do  sakramentu 
pojednania  i  żebym  potrafiła  wypowiedzieć  wszystko,  co  łączyło  się  z  wykorzystywaniem 
mnie i całą przeszłość oddać Jezusowi. Dopiero kiedy odbywały się rekolekcje wielkopostne 
w  szkole,  poczułam,  że  mogę  to  uczynić.  Następnego  dnia  w  pobliskiej  kaplicy,  w  której 
wcześniej  brałam  udział  w  czuwaniu,  poprosiłam  księdza  o  spowiedź.  Stało  się  to  przed 
obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej, a kaplica była pod wezwaniem Trójcy Świętej. 

background image

W tym samym roku brałam udział w czuwaniu przed zesłaniem Ducha Świętego i po tym 

czuwaniu  zostałam  zaproszona  do  wspólnoty  Odnowy  w  Duchu  Świętym.  Początkowo 
wahałam się, ale kiedy poszłam zobaczyłam kilka osób wielbiących Pana, a ich radość stała 
się moją nadzieją. Sama byłam jeszcze zablokowana na innych. Trwało to około 2 lat. Potem 
wzięłam  udział  w  seminarium  Odnowy  w  Duchu  Świętym,  poczułam  się  wewnętrznie 
przybliżona  do  Jezusa.  Zaczęłam  czytać  książki  z  serii  Żyć  Dobrą  Nowiną  pierwszą,  którą 
dostałam  była  książka  „Z  grzechu  do  wolności".  Ujrzałam  poprzez  tę  książkę  działanie 
Jezusa  w  życiu  innych,  czytanie  jej  umocniło  moją  wiarę.  Następnie  sięgnęłam  do  książki 
„Jezus  Chrystus  uzdrowiciel  mojej  osoby"  i  na  podstawie  rozdziału  mówiącego  o  pysze  i 
egoizmie  wygłosiłam  na  godzinie  wychowawczej  przygotowane  wcześniej  wypracowanie. 
Innym  razem  w  czasie  warsztatów  teatralnych  wykonywałam  monodram  o  Matce  Bożej  w 
obliczu  zgromadzonej  widowni  i  po  raz  pierwszy  przestałam  się  bać  mówić  wobec  innych. 
Przestałam  zaniżać  wartość  swojej  osoby  i  popadać  w  kompleksy.  Byłam  zdolna  wobec 
rówieśników  mówić  o  Jezusie,  ale  jeszcze  nie  mogłam  tego  czynić  podczas  wspólnych 
spotkali modlitewnych. Trwając we wspólnocie, razem z innymi wzięłam udział w spotkaniu 
„Jezus  żyje"  z  udziałem  o.  Emiliena  Tardifa,  które  odbyło  się  na  Lublinku  w  Łodzi. 
Przystąpiłam do spowiedzi i od tego czasu zaczęłam się modlić na różańcu za swoją babcię. 
Zmieniło to nasze relacje o 180 stopni. 

Moja  przyjaciółka,  która  wróciła  z  drugiego  tygodnia  Ćwiczeń  Duchownych, 

prowadzonych przez o. Józefa Kozłowskiego w Wolborzu, zapytała mnie czy nie chciałabym 
wziąć  udziału  w  pierwszym  tygodniu  ćwiczeń.  Po  raz  pierwszy  czułam,  że  jest  wolą  Bożą, 
abym  pojechała  na  te  rekolekcje.  Na  kilka  dni  przed  ich  rozpoczęciem  zadzwoniłam  do 
Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi i otrzymałam potwierdzenie udziału. Podczas 
rekolekcji odbyłam spowiedź generalną i przeżyłam modlitwę o uwolnienie, czułam wtedy jak 
Bóg,  niczym  z  przechylającego  się  dzbana  wlewa  w  tę  czarną  przepaść  strumienie  wody. 
Odczułam  wielką  miłość  Bożą  i  pierwszą  osobę,  którą  spotkałam,  musiałam  uścisnąć  z 
radości. Wtedy poczułam, że mam serce z ciała i dostałam od Pana Boga nową duszę. Teraz 
na  spotkaniach  głośno  wielbię  Pana,  jestem  otwarta  na  inne  osoby  i  dzielę  się  Słowem 
Bożym z innymi. Zastanawiałam się jak dać świadectwo we wspólnocie i padła propozycja 
autora  tej  książki,  abym  o  tym  napisała,  zachowując  swoją  anonimowość.  Teraz  wiem,  że 
wystarczy powiedzieć Jezusowi TAK a On wszystko dobrze uczyni. Moja współpraca z łaską 
wyraża  się  między  innymi  udziałem  we  Mszy  świętej  w  ciągu  tygodnia,  uczestnictwem  w 
spotkaniach,  osobistej  modlitwie  i  głoszeniem  Jezusa  napotkanym  osobom.  Doświadczam 
opieki  Aniołów  Stróżów,  zwłaszcza  wtedy  gdy  udaję  się  w  nieznane  mi  miejsce.  Modlę  się 
modlitwą  różańcową  i  staram  się  dobrze  czynić  każdemu.  Staram  się  dążyć  do  tego  celu, 
który został mi wyznaczony w Ćwiczeniach Duchownych. Wiem także, że nie mogę pozostać 
sama w domu kiedy odwiedza nas kuzyn, by nie utracić nic z tego co otrzymałam. W szkole 
jestem  bardzo  dobrą  uczennicą  i  wiem  komu  to  wszystko  zawdzięczam.  Co  do  przyszłości 
ufam, że Pan mną pokieruje. 

 
Pierwsze  wypowiedzenie  siebie  w  sakramencie  pojednania,  napełniło  15-letnią 

dziewczynę  radością  i pokojem.  Mogła  odczuwalnie poznać, że  coś zostało od  niej  odjęte. 
Pozostał jednak skutek niesprawiedliwości, jaka się względem niej dokonała: zahamowanie 
w  uczuciach  i  lęk  przed  wypowiedzeniem  się  wobec  innych.  Duch  Boży  potrafił  w  każdej 
okoliczności jej życia ukazać nowość swojego działania dzięki temu, np. w szkole średniej 
nie ulegała poczuciu bezradności i zniechęceniu. Tym samym  w niczym nie dawała okazji 
duchowi  złemu,  który  zamierzał  poczucie  niższej  wartości,  lęk  przed  otwartością,  obrócić 
przeciwko  niej.  Duch  dobry  nieustannie  pracował  w  niej,  przygotowując  ją  do  pełnej 
otwartości.  Natomiast  Duch  Święty  wlewał  w  jej  serce  nadzieję  pełnej  wolności  i 
przekonywał o prawdzie zwłaszcza podczas Ćwiczeń Duchownych, na których przeżyła dar 
przebaczenia  i  radość  bycia  dzieckiem  Boga.  Ze  świadectwa  wynika  także,  że  w  stanie 
pocieszenia  cechowała  ją  wytrwałość  i  poszukiwanie  głębszego  zjednoczenia  z  Bogiem. 

background image

Miało to także pozytywny wpływ na wyniki w nauce. 

To szeroko omówione świadectwo ukazuje jak podstępne i niszczące mogą być wobec nas 

zakusy złego ducha, nawet wtedy kiedy przeżywamy stan duchowego pocieszenia. Dzieje się 
tak  dlatego,  że  jest  w  nas  jeszcze  wiele  ludzkich  zranień,  które  mogą  stwarzać  okazje  dla 
działań złego. 

 

5. WYCHOWAWCZY CHARAKTER STRAPIENIA WEWNĘTRZNEGO  

 

powrót

       

spis treści

 

 
Zgadzając  się  na  kroczenie  za  Jezusem,  na  to,  aby  być  człowiekiem  bardziej 

Chrystusowym, natrafimy na utrapienia i przeciwności. Jedne z nich, takie jak okoliczności, 
w których żyjemy, mają charakter bardziej zewnętrzny; inne zaś, dotyczące naszego wzrostu 
w wierze, mają charakter wewnętrzny. Strapienie, które staje się udziałem duszy ludzkiej ma 
swój  kontekst  i  głębokie  uzasadnienie.  Święty  Ignacy  Loyola  w  Regułach  o  rozeznaniu 
duchów, w regule 4, to co jest przeciwieństwem pocieszenia nazywa strapieniem: Ciemność 
w  duszy,  zakłócenie w  niej, poruszenie do  rzeczy  niskich  i ziemskich,  niepokój z powodu 
różnych miotań się i pokus, skłaniających do nieufności, bez nadziei, bez i miłości. Dusza 
stwierdza wtedy, że jest całkiem leniwa, letnia, smutna i jakby odłączona od swego Stwórcy 
i Pana. Albowiem jak pocieszenie jest przeciwieństwem strapienia, tak myśli rodzące się z 
pocieszenia są przeciwieństwem myśli rodzących się ze strapienia
 (CD 317). 

Taki  stan  duszy,  który  staje  się udziałem  osoby  pragnącej  postępować  na  drodze  Bożej, 

można wytłumaczyć jedynie postępem duszy i względem na jej większe dobro. Jezus, nasz 
Pan, wie czego nam potrzeba. Wie także o tym Ojciec, zanim Go o cokolwiek poprosimy. 
Duch  Święty,  który  modli  się  w  nas  zna  dokładnie  stan  naszej  duszy.  Przychodzi  On  z 
pomocą naszej słabości, zwłaszcza wtedy gdy nie potrafimy się modlić: Duch przychodzi z 
pomocą  naszej  słabości.  Gdy  bowiem  nie  umiemy  się  modlić  tak,  jak  trzeba,  sam  Duch 
przyczynia  się  za  nami  w  błaganiach,  których  nie  można  wyrazie  słowami.  Ten  zaś,  który 
przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. 
Wiemy  też,  że  Bóg  z  tymi,  którzy  Go  miłują,  współdziała  we  wszystkim  dla  ich  dobra
  (Rz 
8,26-28).  Nie  jest  Mu  obojętne,  kiedy  dusza  doświadcza  strapienia,  a  człowiek  odczuwa 
pociąg  do  rzeczy  zmysłowych  i  złych.  Nigdy  jednak  nie  jesteśmy  pozbawieni  obecności  i 
pomocy  Bożej,  chociaż  jej  w  danej  chwili  nie  odczuwamy.  Pozornie  może  człowiek  ulec 
złudzeniu, że jest całkowicie odłączony od Boga i wszystko zostało stracone, a pocieszenie, 
którego doświadczał, przeminęło jak sen. Święty Ignacy, mówiąc o tym stanie duszy, używa 
słów:  jakby  odłączona  od  swego  Stwórcy  i  Pana.  A  zatem  w  duszy  panuje  ciemność, 
charakteryzująca  się  ogólnym  zamętem,  utratą  nadziei  w  sercu,  poczuciem  bezsensu  i 
zwątpienia w miłość Bożą. Jednak Boża miłość, prowadzi duszę do jej dalszego postępu w 
dobrym.  Stan  strapienia  jest  wyzwaniem,  aby  nie  ustawać  w  kroczeniu  za  Panem.  W  Nim 
należy  szukać  wyjaśnienia  sytuacji  wewnętrznej,  w  której  się znajdujemy.  Bez  odniesienia 
do  Jezusa,  zwłaszcza  w  okresie  strapienia,  kiedy  jesteśmy  terenem  różnorakich  działań 
duchowych odczuwalnych działań ze strony ducha złego, nie mając mocy Ducha Świętego, 
bez  wątpienia  uleglibyśmy  niszczącym  podszeptom  diabelskim.  Duch  zły,  korzystając  z 
dogodnej  dla  siebie  sytuacji  oschłości  w  duszy  ludzkiej,  stara  się  podważyć  wszystko,  co 
było  do  tej  pory  owocem  działania  Ducha  Świętego,  łącznie  z  miłością  i  miłosierdziem 
otrzymanym w Jezusie Chrystusie. 

Zdarza się, że w stanie duchowego zamętu i wewnętrznego uciemiężenia, człowiek stawia 

pytanie:  Czy  aby  Bóg  mi  przebaczył?  Niegdyś  nie  wątpił  w  to  i  dziękował  Mu  za  okazane 
miłosierdzie,  bo  towarzyszył  mu  duch  pokoju  i  radości.  Teraz  zaś  narzucają  się,  z  dużą 
oczywistością, myśli przeciwne, podające w wątpliwość jego duchowe narodziny. W pamięci 
odnajdujemy wydarzenie przebaczenia w sakramencie pojednania, a w duszy jakby wszystko 
temu zaprzeczało. Tym bardziej, że szatan kieruje uwagę osoby będącej w stanie duchowego 

background image

strapienia ku dawnym grzechom, aby zwątpiła w miłość Bożą, a następnie poprzez zmysły 
chciałby  związać  człowieka  z  jego  dawną  sytuacją  grzeszną.  Gdyby  mu  się  to  udało, 
wrócilibyśmy  do  sytuacji  wewnętrznej  sprzed  naszego  nawrócenia,  doświadczając 
zwielokrotnionej  siły  złego.  A  zatem  nawet  w  stanie  strapienia  nie  jesteśmy  zwolnieni  z 
czujności, mimo iż przychodzi nam to bardzo trudno. Do wytrwałości na raz obranej drodze 
zachęca nas także duch dobry, anioł Boży, który nie przestaje walczyć z księciem ciemności 
i jego podstępami, zachęcając nas do trwania przy Panu. 

Objawem, z jakim spotykamy się u osób, które rozpoczęły życie duchowe, a popadły w 

strapienie, jest zniechęcenie do modlitwy. Duch zły wykorzystuje wszystkie argumenty, aby 
przekonać osobę, by  zaprzestała się  modlić.  Stara  się  wmówić  duszy:  Jeśli nie odczuwasz, 
nie  jesteś  autentyczna
.  Tymczasem  to,  że  człowiek  nie  odczuwa  obecności  Bożej  na 
modlitwie w danym czasie, tłumaczą przyczyny, z powodu których znalazł się w strapieniu 
duchowym (o przyczynach strapienia, patrz rozdział następny). 

W  strapieniu  mamy  się  osobiście  przekonać,  że  to  z  łaski  Bożej  jesteśmy  tym,  kim 

jesteśmy.  Stan  duszy,  który  przeżywamy,  nie  jest  oderwany  od  zamysłu  Bożego. 
Odczuwamy na sobie, że krzyż codziennego życia jest ciężki i jarzmo nie wydaje się słodkie. 
Trudno  dochować  wierności,  np.  w  małżeństwie,  życiu  kapłańskim  i  zakonnym,  w  dziele 
ewangelizacji i wytrwać w posłuszeństwie wobec woli Bożej, w słuchaniu Słowa Bożego i 
drugiej osoby; zachować pokorę ducha bez popadania w zniecierpliwienie. Trudno jest też z 
serca przebaczyć bliźniemu i nie czuć do niego urazy; postępować w duchu wdzięczności na 
raz  obranej  drodze,  dochowując  wierności  w  modlitwie.  Jednak  nie  jest  to  czas  na 
odpoczynek i przyjęcie postawy bierności wobec stawania się człowiekiem duchowym. Od 
tego jak wyjdziemy z okresu strapienia zależy nasze chrześcijańskie „być". Święty Ignacy w 
regule  5  zachęca  nas,  aby  nie  dokonywać  zmiany  decyzji,  którą  podjęliśmy  w  okresie 
pocieszenia: W czasie strapienia nigdy nie robić żadnej zmiany; ale mocno i wytrwale stać 
przy postanowieniach i przy decyzji, w jakiej się trwało w dniu poprzedzającym strapienie, 
albo przy decyzji, którą się miało podczas poprzedniego pocieszenia. Bo jak w pocieszeniu 
prowadzi nas i doradza nam duch dobry; tak w strapieniu duch zły, a przy jego radach nie 
możemy wejść na drogę dobrze wiodącą do celu
 (CD 318). 

Innymi słowy, zgadzając się na zmianę decyzji w stanie wewnętrznej ciemności, jesteśmy 

narażeni na obranie złej drogi, która prowadzi do coraz to większego uwikłania w diabelską 
pajęczynkę.  Możemy  popaść  w  nieroztropność  co  do  naszego  życia,  wejść  na  drogę 
irracjonalnych  lęków,  poczuć  się  osaczonym,  bez  wyjścia  i  bez  celu.  Może  się  to  stać 
udziałem  naszego  życia,  jeśli  czas  strapienia  nie  zostanie  przyjęty  jako  czas  wzrostu  w 
wierze  i  okazja  do  tego,  aby  bardziej  przylgnąć  do  osoby  Jezusa,  Jego  życia,  śmierci  i 
zmartwychwstania.  Mimo,  iż  trwanie  przy  Chrystusie  w  okresie  strapienia  nie  wydaje  się 
łatwe, to jednak tylko w Nim znajdujemy poszukiwane światło, a więzy ciemności zostają 
rozwiązane. 

Aktywna postawa osoby będącej w strapieniu wyraża się w podjęciu z wielką gorliwością 

codziennej  modlitwy,  rachunku  sumienia  oraz  osobistej  jej  praktyki  pokutnej,  pomocnej  w 
pomnożeniu  gorliwości  wewnętrznej.  Chociaż  w  strapieniu  nie  powinniśmy  zmieniać 
poprzednich  postanowień,  to  jednak  jest  rzeczą  wielce  pomocną  usilnie  zmieniać  samego 
siebie,  nastawiając  się  przeciw  temu  strapieniu,  np.  więcej  oddając  się  modlitwie, 
rozmyślaniu,  rzetelniejszemu  badaniu  sumienia  i  do  pewnego  stopnia  pomnażać  nasze 
praktyki pokutne
 (CD 319). 

Zastanawiając się nad odczuciami swej duszy i nad tym, od kogo one pochodzą, człowiek 

będzie  mógł  uczyć  się  w  trudnych  warunkach  rozpoznawać  wolę  Bożą,  Jego  obecność, 
podejmować  dialog  z  duchem  dobrym  i  wytrwale  współpracować  z  Duchem  Świętym. 
Pozwoli  mu  to  na  dobre  odczytanie  przyczyn  strapienia  duchowego  oraz  na  bardzo  ufne  i 
pełne wdzięczności wejście w pocieszenie duchowe, które niebawem nastąpi tak jak po nocy 
nastaje  dzień,  a  po  przejściu  ciemnych  chmur  świeci  słońce.  Reasumując,  musimy 
powiedzieć,  że  czas  strapienia,  to  czas  wzrostu  w  wierze  i  okazja  do  tego,  aby  bardziej 

background image

przylgnąć do osoby Jezusa Chrystusa, Jego życia, śmierci i zmartwychwstania. 

Działanie duchów w czasie strapienia zilustruję przykładem pewnej dziewczyny, z czasów 

kiedy chodziła jeszcze do szkoły średniej. Ta młoda dziewczyna zachowywała stan swojego 
dziewictwa i bardzo pragnęła spotkać kogoś, dla kogo będzie zarazem pierwszą dziewczyną, 
narzeczoną i żoną. Nie ukrywała swoich przekonań, kiedy już spotkała taką osobę. Razem 
brali udział  w  pieszych  pielgrzymkach  do  Częstochowy.  On  swoim  zachowaniem  i  stylem 
bycia potrafił ująć drugiego człowieka. Początkowa sympatia z jego strony, przerodziła się w 
miłość do dziewczyny. Miał tylko jeden problem: zawsze chciał jej coś powiedzieć. Nawet 
wybrali  się  razem  na  Jasną  Górę,  gdzie  jak  sądził  będzie  jej  mógł  to  powiedzieć. 
Zaplanowali, że ślub wezmą podczas warszawskiej pielgrzymki. I wszystko wskazywało na 
to,  że  są  bardzo  szczęśliwym  narzeczeństwem.  Wreszcie  na  miesiąc  przed  ślubem  on 
zdecydował się powiedzieć jej, że nie jest jego pierwszą dziewczyną. Kochała go bardzo i 
trudno było jej przyjąć to wyznanie. Ale jednak stało się! Było to dla niej poczuciem utraty 
wszystkiego. W takim stanie ducha, obydwoje zapłakani postanowili szukać ratunku. 

Przywitałem  ich  jak  zwykle  bardzo  serdecznie.  Zaprosiłem  do  rozmównicy  domu 

zakonnego, gdzie rozpoczął się nasz wspólnotowy dialog. Podczas rozmowy poznali prawdę 
o sobie i w miłości stanęli przed przyjęciem siebie w prawdzie, która po ludzku była bardzo 
trudna. Działanie ducha złego zmierzało do rozdzielenia osób, które zostały sobie dane przy 
jego radach nie mogliby podjąć wspólnej drogi dobrze wiodącej ich do celu. Gdyby poszli za 
odczuciami i myślami, które pojawiały się w strapieniu, pozostaliby na całe życie zranieni. 
Poznając  siebie  w  prawdzie,  w  obecności  Jezusa  Chrystusa,  któremu  zaufali,  byli  zdolni 
siebie przyjąć. Stało się to po modlitwie uzdrowienia ludzkich zranień. Rzucili się sobie w 
objęcia, przebaczając i prosząc o przebaczenie, ja zaś mogłem powiedzieć miłość leczy rany. 
Teraz  naprawdę  zgadzacie  się  na  miłość  do  siebie  nawzajem.  Ślub  odbył  się  w  miesiąc 
później, zgodnie z planem, podczas pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. Dziś mają dziecko, 
mieszkają w małym mieście i są jedno. Ich miłość została poddana próbie, gdyby pozostali w 
stanie  duchowego  strapienia,  daliby  okazję  złu,  zadręczając  swoje  sumienie.  Tymczasem 
Bóg dopuszcza na nich strapienie, aby wydoskonaliła się ich miłość wobec trudności, jakie 
przyjdzie  im  ponieść  w  kształtowaniu  życia  dziecka,  które  jak  się  okazało  jest  przewlekle 
chore. Duch dobry działał w nich, wskazując na potrzebę modlitwy i uwolnienia od ludzkich 
zranień, a Pan objawił swoją moc uzdrowienia dając możność wyjścia z trudnej sytuacji, nie 
pozostawił ich samym sobie. Duch dobry zachęcał ich, aby nie zamykali się sami ze swoim 
problemem,  lecz  szukali  pomocy  u  swego  duszpasterza.  Dzięki  temu  zamysły  złego  ducha 
zostały postawione w świetle Jezusa, rozpoznane i udaremnione. Miłość Boża zwyciężyła! 

  

6. O PRZYCZYNACH STRAPIENIA 

 

A. Z POWODU NASZYCH ZANIEDBAŃ       

powrót

       

spis treści

 

 
Ciesząc  się  duchem  pokoju  jesteśmy  wezwani  do  tego,  aby  szczególnie  czuwać  nad 

delikatnymi  poruszeniami  Ducha  Świętego.  Wyrażają  się  one  w  zachęcie  wobec  duszy 
wiernej  do  gorliwego  wykorzystania  czasu,  częstego  zatrzymania  się  nad  słowem 
natchnionym, szukania tego, co  dobre, co służy pokojowi. Człowiek jest prowadzony przez 
Ducha Świętego od dobrego do lepszego. Jako skutek grzechu pierworodnego istnieje w nas 
jednak skłonność do zaniedbań. Często w  „dobrej wierze"  odpowiedź na Boże natchnienie 
odkładamy  na  później.  Dotyczy  to  osobistej  modlitwy  i  wrażliwości  na  to,  co  dobre  dla 
bliźniego.  Nasz  Pan,  który  zna  czasy  i  chwile,  wie  najlepiej,  dlaczego  wzywa  nas  do 
osobistej  odpowiedzi  w  danym  czasie,  a  nie  w  innym:  Obyście  dzisiaj  usłyszeli  głos  Jego; 
Nie zatwardzajcie serc waszych jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa
 (por. Ps 95, 7-8). 
Jeśli nasza osobista otwartość na działania Ducha Świętego byłaby uzależniona od względów 
ludzkich  czy  dobrego  samopoczucia,  wówczas  bardzo  łatwo  byłoby  poczynić  zaniedbanie. 
Aby  być  miłym  dla  bliźniego,  przeciągamy  rozmowę  lub  wdajemy  się  w  długi  dialog 

background image

kosztem  naszych  podstawowych  obowiązków,  lub  aby  inni  sobie  o  nas  źle  nie  pomyśleli, 
przyjmujemy  postawę  zachowawczą  wobec  dania  świadectwa  prawdzie  czy  opowiedzenia 
się w sposób publiczny po stronie tego, co dobre. W krótkim czasie rozpoznamy w  swoim 
wnętrzu,  że byliśmy  niewierni  natchnieniu  Bożemu.  Skłonność,  aby  odkładać  modlitwę na 
ostatnią chwilę dnia, powoduje jej skracanie. Staje się ona coraz krótsza i coraz mniej mamy 
czasu na słuchanie tego, co Bóg mówi do nas przez swoje Słowo. Sami zatem, przez swoje 
zaniedbania, możemy być przyczyną strapienia, nie oczekując go. Zrozumiałe jest wówczas 
ze  strony  działania  Bożego,  odsunięcie  odczuwalnej  łaski,  aby  pragnący  postępować  w 
dobrym nie stał się opieszały w służbie Bożej i jego następne czyny  nie stały się gorsze od 
pierwszych.  Zatem  rozpoznanie  przyczyny  strapienia  jest  uczeniem  się,  jak  postępować  na 
drodze wiary, aby dochować wierności Bożym natchnieniom. 

Zwykle przyczynę strapienia należy rozpatrywać osobiście w odniesieniu do życia osób, 

stanu  powołania  czy  osobistego  zaangażowania,  które  podjęliśmy  w  chwili  duchowego 
pocieszenia. 

Święty  Ignacy  podaje  trzy  racje,  z  powodu  których  znajdujemy  się  w  strapieniu,  jako 

pierwszą  wymienia  rację  wynikającą  z  naszych  niewierności:  Ponieważ  jesteśmy  oziębli, 
leniwi lub niedbali w naszych ćwiczeniach duchowych i tak z powodu naszych win oddala 
się od nas pocieszenie duchowe 
(CD 322). 

Zdarza się, że młodzi ludzie, po wejściu na drogę nawrócenia podejmują odpowiedzialne 

zadania,  stosownie  do  otrzymanego  powołania  i  charyzmatu.  Jako  animatorzy  cieszą  się 
określoną pozycją w grupie, uznaniem i pewnym autorytetem. Nie zwalnia to ich jednak z 
osobistej  wierności  łasce  Bożej  i  wytrwałości  na  drodze  modlitwy.  Gdyby  w  swoim  sercu 
ulegli  zaniedbaniom  w  modlitwie,  unikając  osobistej  odpowiedzi  na  działanie  Ducha 
Świętego  „tu  i  teraz"  czy  stawania  w  prawdzie  wobec  Słowa,  które  Pan  do  nich  kieruje 
niebawem  staliby  się  uczestnikami  wewnętrznego  strapienia.  Są  osoby,  które  zaniedbując 
rachunek sumienia, nie odnajdują przyczyn swego stanu ducha, czego konsekwencją jest, z 
jednej  strony,  przenoszenie  strapienia  na  innych,  z  drugiej  natomiast,  w  nich  samych  nie 
dokonuje się duchowy postęp. Duch zły, stara się ukryć w nich przyczynę tego stanu, przez 
zwrócenie uwagi na potrzebę zewnętrznego zaangażowania. Innym razem chce on oddalić od 
nich zasadnicze pytanie o przyczynę strapienia choćby pod pozorem złego samopoczucia. 

Duch  dobry,  działając  poprzez  wyrzuty  sumienia,  przynagla  do  refleksji  nad  sobą  i 

postawienia  sobie  pytania:  gdzie  zszedłem  z  wcześniej  obranej  drogi,  gdzie  rozpoczęła  się 
osobista niewierność i utrata pierwotnej gorliwości? Jeśli w pokorze i skrusze serca człowiek 
podejmie  wołanie  dobrego  ducha,  pozna  prawdę,  a  Prawda  go  wyzwoli:  Jeżeli  będziecie 
trwać  w  nauce  mojej,  będziecie  prawdziwie  moimi  uczniami  i  poznacie  prawdę,  a  prawda 
was wyzwoli 
(J 8,31). 

 

B. Z TYTUŁU MIŁOŚCI BOŻEJ       

powrót

       

spis treści

 

 
Nasz Pan zna nasze czyny i wie, kim jesteśmy. Postępując w sposób prawy, chodzimy w 

Jego obecności. Sercem prawym i pokornym nie pogardzisz, Boże (por. Ps 51,19). Tak może 
powiedzieć  każdy,  kto  osobiście  przeżywa  swoje  powołanie  w  wierności  Duchowi 
Świętemu. Człowiek taki w swoim wnętrzu doświadcza miłości Tego, który jest jego Panem. 
Jeśli  strapienie staje  się udziałem  takiej  duszy  wiernej,  może  to  na  początku  rodzić  pewne 
zakłopotanie,  zwłaszcza  jeśli osoba przeżywa  je  po  raz pierwszy.  Odpowiedź,  która  często 
się narzuca osobom postronnym, to szukanie przyczyny w ludzkich słabościach. Tymczasem 
jesteśmy  wezwani  do  tego,  aby  zatrzymać  się  w  obecności  Bożej  miłości.  Jeśli  pełnimy 
zadanie kierowników duchowych, musimy być szczególnie otwarci, aby przyjąć daną osobę 
w doświadczanym przez nią nawiedzeniu Bożym i zatrzymać się wobec działania Bożego w 
duszy  ludzkiej.  Należy  tu  unikać  tanich  rad  i  pośpiechu  w  wypowiadaniu  sądów.  Zarówno 
osoba  postępująca  na  drodze  duchowej,  jak  i  spowiednik  lub  kierownik  duchowy,  staje 
wobec  tajemnicy  miłości  Bożej.  Jezus  zna  drogę,  po  której  idzie  człowiek.  Wie  w  jakich 

background image

sytuacjach  będzie  musiał  dać  świadectwo  wiary  i  w  jakim  osamotnieniu.  Zgadzając  się  na 
odsunięcie odczuwalnej łaski Bożej od duszy wiernej, daje jej odczuć, jak niewiele potrafi 
uczynić,  gdy  pozostaje  bez  tej  odczuwalnej  obecności  Bożej.  Święty  Ignacy  tak 
charakteryzuje drugą przyczynę strapienia: Bóg chce nas wypróbować, na ile nas stać i jak 
daleko postąpimy w Jego służbie i chwale bez takiego odczuwalnego wsparcia, pocieszeń i 
wielkich łask 
(CD 322). A zatem stan wewnętrznego strapienia w duszy wiernej i kochającej 
jest sprawdzianem, na ile miłość Boża jest w jej sercu doskonała. 

Wobec  wspólnej  drogi,  jaką  jest  powołanie  do  małżeństwa  osoby  mogą  także  przeżyć 

poczucie strapienia. Zwykle przy podjęciu niczym nie zniewolonej decyzji, aby iść wspólną 
drogą,  towarzyszy  im  duch  pokoju  i  radości.  Jak  zatem  można  odczytać  pojawiające  się 
strapienia  przed  ostatecznym  wypowiedzeniem  swojego  TAK  -  wobec  bliźniego  i  wobec 
Boga  we  wspólnocie  Kościoła?  Przypominam  sobie  pewne  wydarzenie,  które  w  tym 
kontekście postaram się omówić. 

Chłopak  i  dziewczyna  studenci  w  okresie  narzeczeństwa  byli  na  siebie  bardzo  otwarci. 

Zachowywali  się  w  sposób  nie  krępujący  drugich.  W  zachowaniu  wobec  innych  byli 
życzliwi  i  pełni  prostoty.  Byli  także  ożywieni  duchem  modlitwy  i  otwartości  na  działanie 
Ducha  Świętego  w  posługiwaniu  innym.  Zanim  rozpoznali  siebie,  jako  mający  budować 
wspólnotę rodzinną, być dla siebie nawzajem darem przeżyli łaskę chrztu w Duchu Świętym. 
Mieli  kłopoty  z  zaakceptowaniem  swojej  spontaniczności  i  inności,  ale  Pan  był  im  w  tym 
pomocny. 

Na tydzień przed ślubem, gdy jechali razem tramwajem, nagle doszli do wniosku, że się 

nie kochają i nic ich nie łączy. Byli tym  stwierdzeniem bardzo zaskoczeni i pytali samych 
siebie,  co  to  ma  znaczyć.  Wiedzieli,  jaki  stan  ducha  towarzyszył  im  w  podejmowaniu  tej 
decyzji,  a  teraz  nagle  zrodziło  się  poczucie  obcości,  które  przerodziło  się  w  strapienie.  W 
takim stanie ducha przybyli do mnie jako ich duszpasterza. Wspólnie mogliśmy odkryć od 
kogo  pochodzi  ta  oschłość  i  w  jakim  celu  Jezus  ją  dopuszcza.  Przy  swobodzie,  jaka  ich 
cechowała, usiedliśmy na podłodze może tylko w takiej pokorze ducha mogliśmy rozpoznać 
całą prawdę. Powoli Duch Święty udzielał nam zrozumienia, kto jest twórcą przeżywanego 
przez nich strapienia duchowego. 

W  świetle  przyczyn  strapienia,  mogliśmy  zauważyć,  że  spadło  ono  w  nieoczekiwany 

sposób. Zaznaczyło się poczuciem obcości wobec siebie, co mogło wskazywać na to, że nie 
pochodzi ono od dobrego, ale od złego ducha, który chciał odwrócić ich od siebie nawzajem, 
a dobro, które miałoby się stać w ich życiu, nigdy by się nie stało. Bóg, dopuszczając takie 
sytuacje,  czyni  to  ze  względu  na  większą  miłość.  Po  modlitwie  i  ujawnieniu  przeciwnika 
mogli wypowiedzieć wobec siebie nawzajem z radością swoją miłość i dziękowali Bogu za 
to  doświadczenie,  które  odebrali  jako  próbę  ich  miłości,  która  jakby  bardziej  się 
scementowała. Wrócił pokój serca i radość płynąca z miłości do bliźniego. 

Po siedemnastu latach mogę powiedzieć, że nic nie stracili ze swojej autentyczności. Mają 

czworo  dzieci  i  pełnią  odpowiedzialne  zadania  w  społeczeństwie.  Pozostając  wspólnotą 
wiary, dają świadectwo prawdzie, że Jezus jest Panem i nie ma innego! 

 

C. Z POWODU SZUKANIA WŁASNEJ CHWAŁY       

powrót

       

spis treści

 

 
Istnieje w nas skłonność do upodobania w tym, co posiadamy lub w tym, kim jesteśmy. 

Łatwo przyzwyczajamy się do tego, co jest darem, zapominając o oddaniu chwały Dawcy. 
Możemy także ze względu na naszą pobożność porównywać się z innymi, szukając w tym 
osobistego zadowolenia i z biegiem czasu zacząć przypisywać sukcesy i owoce sobie, jakby 
one od nas przede wszystkim zależały. W sercu ustaje gorliwość w oddawaniu chwały Bogu, 
a  jej  miejsce  zajmuje  chwała  ludzka.  Nic  więc  dziwnego,  że  oddala  się  od  nas  pocieszenie 
duchowe.  Bóg  chce  nam  dać  do  zrozumienia,  że  zmieniamy  kierunki  i  akcenty  naszego 
życia.  To,  co  należy  się  Bogu,  zaczynamy  przypisywać  sobie.  Jeśli  postępujemy  w  ten 
sposób, grozi nam  zagubienie na drodze Bożej  -  Zaczynając duchem, moglibyśmy skończyć 

background image

ciałem (por. Ga 3,3) i zobojętnieć na działanie Ducha Świętego. Przypisując sobie to, co do 
nas nie należy, zachowalibyśmy się jak ktoś, kto „gnieździ się w cudzym gnieździe".  

Święty  Ignacy,  wskazując  na  trzecią  przyczynę  strapienia,  określa  sposób  postępowania 

Boga,  jak  i  cel,  dla  którego  to  czyni:  Bóg  chce  nam  dać  prawdziwe  poznanie  i 
uświadomienie sobie, tak iż byśmy to wewnętrznie odczuli, że nie w naszej mocy jest zdobyć 
i zatrzymać wielką pobożność, silną miłość, łzy czy też inne jakie pocieszenie duchowe, lecz 
że to wszystko jest darem i łaską Boga, Pana naszego, i żebyśmy nie panoszyli się w cudzym 
gnieździe, podnosząc się rozumem do jakiejś pychy czy próżnej chwały i przypisując sobie 
pobożność  lub  inne  jakieś  skutki  pocieszenia
  (CD  322).  Wszystko  jednak  po  to,  abyśmy 
mieli głęboką świadomość łaski Bożej, że to dzięki niej jesteśmy tym, kim jesteśmy. Mamy 
wzrastać w duchu pokory i miłości, naśladując swojego Stwórcę i Pana tak, aby można było 
powiedzieć o nas, że nic i nikt nie jest w stanie odłączyć nas od miłości Bożej (por. Rz 8,39). 
Miarą  naszego  wzrostu  jest  pełnia  Boża  (zob.  Ef  3,17-19),  objawiona  w  osobie  Jezusa 
Chrystusa, którego wielkość mierzy się posłuszeństwem woli Ojca i ofiarą.   

   Pragnienie  szukania  własnej  chwały  jest  z  zasady  bardzo  subtelne  i  niepostrzeżenie 

wkrada się do naszego serca. W istocie jednak zmienia porządek wartości chwała, należna 
Bogu jest przypisywana sobie. Brak rozpoznania przyczyny prowadziłoby do próżnej chwały 
i  pychy  w  życiu  człowieka.  Bóg,  dopuszczając  strapienie,  okazuje  miłosierdzie  wobec 
człowieka,  upominając  się  o  należną  Mu  własność.  Świadectwo  siostry  zakonnej, 
zatytułowane:  Droga  oczyszczenia  ku  pokorze  serca,  wskazuje  jak  delikatnie  i 
niepostrzeżenie człowiek może ulec pokuszeniu próżnej chwały. 

 
Bóg,  powołując,  posługuje  się  ludźmi,  ale  w  jakże  często  paradoksalny  sposób? 

Spotykałam  często  wspaniałe  przykłady  i  świadectwa  życia  konsekrowanego,  one  mnie 
zachwycały i zachęcały do wyboru tej drogi ale tym co radykalnie wpłynęło na moją decyzję 
było anty świadectwo. 

Negatywne przykłady przeżywałam bardzo boleśnie i wywoływały one wzmagającą się we 

mnie  odpowiedz:  przecież  Bóg  zasługuje  na  całkowite,  bezwarunkowe  oddanie  się  Mu, 
bezgranicznie  w  miłości  i  wspaniałomyślności.  Nie  brakowało  mi  radości  w  wyborze  tej 
drogi, radości, która pozwoliła mi przejść przez próby kilku lat nie akceptacji przez rodziców 
i  środowisko.  Czułam  się  otulona  miłością  Bożą,  namacalnie  odczuwaną  obecnością  Boga 
na modlitwie przez wiele lat życia zakonnego. Przeżywałam piękno życia ślubami, zdolna do 
ofiar,  bezinteresownego  oddania  innym.  Tam  gdzie  byłam,  wnosiłam  radość  i  ducha 
gorliwości. Szłam  możliwie najkrótszą drogą do ślubów  wieczystych.  Powierzano mi  coraz 
bardziej  odpowiedzialne  zadania,  których  spełnianie  przychodziło  mi  z  łatwością  i 
namacalnym  towarzyszeniem  łaski  Bożej.  Była  to  długa  droga  pociech  duchowych,  mimo 
przemijających  utrapień  czułam  się  bardzo  przez  Boga  kochana  i  zdolna,  by  kochać 
wszystkich. Niepostrzeżenie jednak i jakby jeszcze nieświadomie zaczęłam przypisywać sobie 
zasługi łaski  powołania.  Często ze  zgorszeniem  patrzyłam  na  tych,  którzy opuszczali nasze 
szeregi  może  z  poczucia  słabości  wypowiadaną  opinią:  „podziwiam  cię,  ale  ja  tak  nie 
potrafię". Gdzieś na dnie serca czułam się lepsza, mocniejsza ... 

Pan  dopuścił  dla  mojego  dobra  próbę  oczyszczenia  przez  doświadczone  burzy  nie 

uporządkowanych  uczuć  zwróconych  ku  drugiemu  człowiekowi,  które  pozwoliły  mi  odkryć, 
ile jest we mnie egoizmu zdolnego zniszczyć relacje przyjaźni współpracy między ludźmi dla 
chwały Bożej i wierności powołaniu, którym zostaliśmy obdarowani. Pan zostawił mnie na 
jakiś czas swoim własnym siłom, a raczej poczuciu bezsilności i walki w pokorze prawdy o 
sobie  samej,  bezsilności  wobec  zagrożeń  zdolnej  zniszczyć  wszelkie  dobro.  Czułam  się 
nieszczera  wobec  Boga, by  móc  powiedzieć,  że  kocham  Go  całym  i  niepodzielnym sercem. 
Chciałam  przygotować  się  do  ślubów  wieczystych,  a  z  drugiej  strony  wydawało  mi  się 
niemożliwe  wyzwolenie  od  tych  uczuć.  Przeżywałam  dramat  i  rozdarcie.  Nie  pomogło 
mnożenie  praktyk  pokutnych,  rzucanie  się  w  wir  zaangażowań.  Dopiero  szczere 
wypowiadanie  siebie  w  kierownictwie  duchowym,  uzdrawianie  w  sakramencie  pojednania, 

background image

otworzyło drogę wolności, która przywróciła mi pełnię pokoju tak niespodziewanie i nagle 
jakbym  obudziła  się  dla  nowych  dni  otrzymanych  jako  dar,  w  świadomości,  że  to  nie  ja 
Jezusa  wybrałam,  ale  to  On  mnie  wybrał  i  Jemu  samemu  zawdzięczam  łaskę  powołania. 
Błogosławieni czystego serca, to ci, którzy wiedzą, że są słabi i grzeszni - ale zaufali Bogu. 

 
Stan wewnętrznego strapienia z powodu szukania uznania dla własnej osoby i  własnych 

działań, z powodu panoszenia się w cudzym gnieździe, stał się udziałem pewnego młodego 
kapłana. 

Młody ksiądz, bezpośrednio po święceniach, został skierowany do małej wiejskiej parafii. 

Nie było to jednak jego marzeniem. Wcześniej myślał raczej o większym ośrodku miejskim i 
parafii w mieście. Sam bowiem z takiej parafii pochodził. 

Jeszcze jako kleryk w seminarium, doświadczał wielu pocieszeń, zwłaszcza na modlitwie 

osobistej i słuchaniu Słowa Bożego, starał się być uważny na Boże natchnienia. Z takim też 
postanowieniem wszedł w życie duszpasterskie. Miał ustalony swój porządek dnia i wielkie 
myśli  towarzyszyły  jego  posługiwaniu.  Pierwszą  trudnością  wobec  jakiej  stanął,  była 
akceptacja  nowego  proboszcza  z  jego  przyzwyczajeniami,  stylem  bycia  i  posługiwaniem. 
Zauważył  wtedy,  że  pokora,  która  towarzyszyła  mu  na  modlitwie  w  słuchaniu  Słowa 
Bożego,  teraz  wymaga  od  niego  słuchania  proboszcza  i  widzenia  w  tym  woli  Bożej.  Nie 
zastanawiał się nad tym, że podobną trudność przeżywa proboszcz, który przez wiele lat był 
sam  w  tej  parafii,  a  ponieważ  pobudowano  w  pobliżu  wiele  nowych  domów  parafia  się 
rozszerzyła, co wymagało drugiego duszpasterza. 

Miody  wikariusz,  posługując  w  parafialnym  kościele  i  pełniąc  misję  jako  katecheta  w 

miejscowej szkole, miał do tego odpowiednie przygotowanie, zaczął zauważać, że to co robi 
wzbudza  uznanie  u  wiernych.  Ludzie  zauważali  u  niego  świeżość  myśli  i  gorliwość  w 
spotkaniu  z  dziećmi.  Był  im  oddany,  organizował  grupy  dziecięco-młodzieżowe,  zaczął 
wchodzić  w  dobre  kontakty  z  ich  rodzicami.  Proboszcz  natomiast  stanął  na  wysokości 
zadania  i  starał  się  nie  przeszkadzać  Duchowi  Świętemu.  Widział  w  swoim  podwładnym 
dobrego  współpracownika.  Pewnego  jednak  dnia  młody  ksiądz,  zaczął  odczuwać 
osamotnienie  i  smutek  zalegający  jego  duszę.  Dało  się  to  również  zauważyć  na  zewnątrz, 
jakby  na  chwilę  stracił  młodzieńczy  entuzjazm  wiary.  Pozornie  stosunkowo  łatwo  byłoby 
nazwać przyczynę takiego stanu widocznie coś zaniedbał i dobro, które miało się stać, nie 
stało się. Badając swoje sumienie w codziennym rachunku sumienia, niczego takiego jednak 
nie dostrzegał. Tym bardziej czuł się z tego powodu osamotniony i uciemiężony. Było coś 
czego nie rozumiał swojego stanu ducha i przyczyny zaistniałej sytuacji. 

Obserwując jednak swój sposób zachowania w kontaktach z innymi ludźmi, zauważył iż 

nie  jest  bez  znaczenia  to,  co  inni  mówią  o  nim  i  że  czuje  się  trochę  nieswojo,  gdy  w  jego 
obecności  dobrze  mówią  o  proboszczu.  Pod  wpływem  łaski  Pana  zaczął  coś  rozumieć, 
mianowicie  to,  co  znalazło  wyraz  w  pytaniu:  czy  ja  czasem  bardziej  nie  szukam  własnej 
chwały zamiast chwały Bożej? Czy tego, co należy się Bogu, nie zatrzymuję dla siebie? A 
więc czyżby próżna chwała byłaby powodem strapienia? Tego rodzaju odkrycie sprawiło, że 
wrócił pokój ducha, a młody kapłan odkrył przyczynę, dlaczego właśnie tak się stało? 

Potwierdzenie  odnajdujemy,  sięgając  do  jednej  z  przyczyn  strapienia  duchowego,  które 

podaje  św.  Ignacy.  W  sytuacji,  kiedy  po  ludzku  wszystko  dobrze  się  układa,  łatwo  stracić 
czujność  tam,  gdzie  się  człowiek  nie  spodziewa.  Wówczas  ujawnia  się  skutek  grzechu 
pierworodnego, tzn. skłonność przypisywania sobie tego, co do niego nie należy. Chodzi o 
przypisywanie sobie zasług i chwały, które należą się tylko Dawcy. Nic więc dziwnego, że 
Bóg  odjął  od  młodego  księdza  odczuwalną  radość  i  pokój.  Uczynił  to  w  tym  celu,  aby 
postępując w dobrym, nie dał okazji złemu. Gdyby ów kapłan nie wychwycił tej przyczyny, 
mógłby zejść na drogę zewnętrzności w posługiwaniu i bardziej zwracać uwagę na względy 
ludzkie  niż  wolę  Bożą,  co  byłoby  powodem  grzechów  takich,  jak  zarozumiałość  i  utrata 
ducha pokory, stałby się tym samym pyszny wobec Pana.  

 

background image

7. O ZACHOWANIU SIĘ W POCIESZENIU       

powrót

       

spis treści

 

 
Gdy  duszę  ludzką  ogarnia  pociecha  i  doznaje  wewnętrznego  przylgnięcia  do  rzeczy 

Bożych, mówi ona: Dobrze mi tu jest. 

Podobnie Apostołowie, doświadczając chwały zmartwychwstałego Pana na górze Tabor, 

powiedzieli:  Dobrze  nam  tu  być  (por.  Mt  17,1-8).  Jezus  przemienił  się  wobec  nich,  a  ich 
serca rozradowały się w Bogu. Chcieli na zawsze pozostać na górze, a Piotr rzekł do Jezusa: 
Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden 
dla Mojżesza i jeden dla Eliasza
 (Mt 17,4). 

Tymczasem była to jedynie zapowiedź tego, co miało nastąpić, dla uczniów zaś był to czas 

umocnienia  wiary  na  chwile  strapienia  i  doświadczania  ich  miłości  do  Jezusa.  Pociecha 
duchowa,  jaka  stała  się  udziałem  wybranych  apostołów  Piotra,  Jakuba  i  Jana,  płynąca  z 
doświadczenia chwały Jezusa, miała na zawsze pozostać w ich sercach, aby nie zwątpili w 
chwili  poniżenia  Mistrza.  Pod  krzyżem  Jezusa  pozostanie  jedynie  Jan,  którego  Jezus 
szczególnie miłował. Może dlatego, że przylgnął do Jezusa nie tylko rozumem, pamiętając o 
tym,  co  wydarzyło  się  na  górze  Tabor,  ale  i  sercem.  Możemy  zatem  powiedzieć,  że  Jan 
wyciągnął  właściwy  wniosek  z  pocieszenia  duchowego.  Nabrał  wiary  na  chwile  męki  i 
konania  Jezusa  na  chwile  osamotnienia  i  godzinę  próby  zaufania  Jezusowi  Mistrzowi  do 
końca. 

Święty Ignacy, w regule 10 mówi: Będący w okresie pocieszenia niech myśli o tym, jak 

się zachowa w strapieniu, które potem przyjdzie, i niech już teraz nabiera nowych sił na tę 
przyszłą porę 
(CD 323). 

Nasz  Pan  zna  drogę  swojego  ucznia.  Wie,  na  jakie  natrafi  przeciwności,  z  jakimi 

pokuszeniami  będzie  się  zmagał.  Chcąc  go  dobrze  przygotować,  dlatego  udziela  mu 
pociechy i umacnia tam, gdzie w przyszłości doświadczy szczególnej próby. 

Jeśli próbie poddana zostanie wiara: przez osamotnienie, obojętność, brak zrozumienia dla 

życia duchowego, odrzucenie ze strony najbliższych, osobiste cierpienie czy zniesławienie, 
Jezus,  wiedząc  o  tym  już  teraz,  poprzez  Ducha  Świętego,  który  został  dany  człowiekowi, 
udziela wewnętrznej pociechy. Przekonuje daną osobę o tym, że On jest, że żyje, że kocha i 
przebacza. Pociąga duszę wierną do miłowania Boga nade wszystko, a wszystkiego innego 
ze względu na Niego. 

Jeśli próbie zostanie poddana świętość naszego życia, np. przez praktyczny materializm, 

zgorszenie, oznacza to, że już teraz Jezus będzie umacniał z nami swoją przyjaźń, ukazując 
nasze życie jako dar, a nowe życie jako szczególny udział w synostwie Bożym. W chwilach 
takiego  doświadczenia  będziemy  odczuwać  radość  synostwa  Bożego  i  gotowość  służenia 
Jezusowi całym życiem. 

U  osób  powołanych  do  wyłącznej  służby  Bożej  zostanie  poddana  próbie  ich  gotowość 

służenia  Panu  całym  życiem.  Jeśli  dotyczyć  to  będzie  czystości,  to  już  teraz  w  chwili 
pocieszenia duch dobry będzie nam ukazywał dziewictwo jako dar i udział w misji Jezusa. 
Bóg zaś będzie objawiał swoją miłość wobec tych, których tym darem obdarzył. 

A zatem stan wewnętrznego pocieszenia jest dany i zadany. Dany, bo pochodzi nie od nas, 

lecz od Ducha Bożego, a zadany, ponieważ dotyczy naszej osobistej współpracy. Jesteśmy 
przynagleni  przez  Ducha  Świętego,  aby  nie  zatrzymywać  się  jedynie  na  pocieszeniu 
duchowym, lecz dostrzegać pocieszenie jako szczególną interwencję Boga w nasze życie, a 
to w tym celu, aby nie ustać w gorliwości w trosce o Królestwo Boże i zbawienie dusz. 

Trwając w pocieszeniu, nie możemy zapominać o tym, kim jesteśmy, o tym za jak wielką 

cenę zostaliśmy nabyci przez Jezusa Chrystusa. Powinniśmy trwać w dziękczynieniu za dar 
zbawienia,  za  osobiste  nawrócenie,  uzdrowienie  czy  uwolnienie,  pamiętając,  że  jesteśmy 
grzesznikami,  zawsze  zdolnymi  sprzeniewierzyć  się  Panu.  Tego  rodzaju  świadomość 
pozwala  na  to,  aby  trwać  w  pokorze.  Co  więcej,  jak  mówi  św.  Ignacy:  Będący  w  okresie 
pocieszenia niech się stara upokorzyć i uniżyć, ile tylko może, myśląc o tym, jak niewiele 
może w czasie strapienia bez takiej łaski i pocieszenia. I przeciwnie, ten, co jest w okresie 

background image

strapienia, niech myśli, że wiele może z łaską wystarczającą do stawiania oporu wszystkim 
swoim nieprzyjaciołom, czerpiąc siły w Stwórcy i Panu swoim
 (CD 324, reguła 11). 

Pełne pokoju i cierpliwości winno być także nasze zachowanie w strapieniu. Chociaż nie 

towarzyszy  nam  odczuwalna  łaska  Boża  w  formie  wewnętrznej  pociechy,  to  jednak 
wystarczy  nam  łaski,  aby  przeciwstawić  się  wszelkim  pokusom.  Jezus  nie  pozostawia  nas 
samych. Jesteśmy z Nim zjednoczeni. Mamy w Eucharystii moc jego Imienia, Jego Słowa i 
źródło życia. Duch dobry zachęca nas, abyśmy nie upadali na duchu, lecz z wiarą sięgali po 
to, co zostało nam dane. Duch zły chciałby nas odciągnąć wszelkimi dostępnymi sposobami 
od źródła życia. Zwraca nasze oczy ku strapieniu i na nim zatrzymuje naszą uwagę. Nasze 
myśli  kieruje  ku  trudnościom,  aby  posiać  w  sercu  zwątpienie  i  rozłam.  Zakłóca  nasz  czas 
modlitwy,  abyśmy  nie  czerpali  siły  ze  spotkania  z  Panem.  Podważa  wartość  i  skuteczność 
modlitwy, siejąc zamęt w duszy ludzkiej. 

Duch  Święty  pobudza  naszą  wytrwałość,  podtrzymuje  nadzieję  i  sprawia,  że  człowiek 

zarówno  z  pocieszenia,  jak  i  z  czasu  strapienia  wychodzi  pełen  mocy,  wiary,  nadziei  i 
miłości. 

Pamiętajmy,  że  pocieszenie  duchowe  jest  także  darem  wynikającym  z  miłości  Bożej  do 

każdego człowieka. Może On i chce udzielać tego daru niezależnie od czegokolwiek. Bóg po 
prostu chce obdarowywać człowieka jak dobry Ojciec swoje dziecko. 

Główną  radą  Św.  Ignacego  dla  osoby  będącej  w  okresie  pocieszenia  jest  to,  aby 

przygotować  się  na  przyszły  stan  strapienia.  Postawmy  więc  pytanie,  jak  w  pełni 
wykorzystać łaskę, którą niesie w sobie pocieszenie duchowe? Święty Ignacy zachęca, aby 
nabrać nowych sił na przyszłą porę. Sądzę, że każde pocieszenie, którego udziela duszy Pan 
Bóg,  niesie  ze  sobą  inną  łaskę.  Dlatego  nie  jest  możliwe  omówienie  wszystkich  sytuacji. 
Jednak  na  kilku  wybranych  przykładach  postaram  się  dać  odpowiedź  na  postawione 
wcześniej pytanie. 

 

A. Ktoś wraca z rekolekcji, pielgrzymki czy ćwiczeń duchownych, jest w stanie duchowego 
pocieszenia: cieszy się żarliwą modlitwą, głębszym rozumieniem Słowa Bożego, przeżywa 
radość  otwartości  na  innych.  Dziękując  Bogu  w  pokorze  serca  za  te  łaski,  niech  trwa  na 
modlitwie  i  kontemplacji  Słowa,  niech  się  tym  umacnia  i  ubogaca.  Niech  ochoczo  i  z 
oddaniem podejmuje swoje obowiązki i zadania, za które jest odpowiedzialny. Wskazówką 
praktyczną jest zachęta do robienia notatek. 

 
B.  Kapłan  przeżywa  pocieszenie  z  powodu  owocnych  rekolekcji  i  spowiedzi,  które 

przeprowadził. Odczuwa radość z powodu wielu nawróceń, jest pełen entuzjazmu i wielkich 
myśli.  Wielbiąc  Boga,  niech  trwa  w  dziękczynieniu,  powtarzając  za  św.  Pawłem:  sługą 
nieużytecznym jestem. Niech oddaje całą chwałę Jezusowi i stara się ćwiczyć w pokorze, i 
uniżyć, ile tylko może z myślą jak niewiele może bez łaski Pana. 

 

C.  Młode  małżeństwo  przeżywa  pocieszenie  związane  z  zawarciem  sakramentalnego 
związku. Doświadczają, że Bóg błogosławi ich miłość, że Duch Święty ogarnia ich w całej 
obfitości,  odczuwają  także  radość  Jezusa  i  Maryi  z  powodu  zawartego  przez  nich 
małżeństwa.  Niech  w  szczerości  serca  pochylają  się  przed  Dawcą  Miłości,  chwaląc  Go, 
wielbiąc i dziękując. Niech jednoczą się między sobą Chrystusową więzią, niech wkorzeniają 
się  w  Jego  serce  przez  miłość  i  oddanie,  niech  starają  się  w  pokorze  ducha  przyjmować 
inność drugiego. 

 

D.  Siostra  zakonna  znajduje  się  w  czasie  pocieszenia  związanego  ze  ślubami  zakonnymi. 
Odczuwa  bliskość  Oblubieńca  Jezusa,  jej  serce  pała  gorącą  miłością,  jest  gotowa  do 
największych  dla  Niego  ofiar.  Niech  prosi  o  łaskę  dochowania  wierności  Bogu,  niech  się 
uniża przed Jezusem, mówiąc Mu, że jest dla niej wszystkim, że bez Niego jej życie nic nie 
znaczy. Niech tylko w Nim pokłada swą nadzieję. Niech prosi Ducha Świętego, by uczynił 

background image

jej życie żertwą dla Pana i miłą ofiarą dla Boga. Niech modli się modlitwą, która została jej 
dana, a która wyraża pragnienie jej serca. 

 

E. Młody człowiek przeżywa czas pocieszenia z powodu dobrego wyboru kierunku studiów. 
Jego serce przepełnione jest wdzięcznością dla Pana, iż udzielił dobrego rozpoznania uczelni, 
o co wcześniej prosił. Odczuwa radość w nauce i ogromną chęć przyszłego służenia ludziom. 
Niech już teraz dziękuje Bogu za ten dar. Niech wypełnia serce postawą pokory, iż bez Jego 
pomocy i światła nie dokonałby właściwego wyboru. Niech okaże Panu swoją wdzięczność 
za dary, które złożył w jego życiu. 

 

F.  Młody  sportowiec,  prowadzący  życie  duchowe,  jest  w  pocieszeniu  spowodowanym 
zakwalifikowaniem go do reprezentacji kraju. Przeżywa to jako prawdziwy cud Boży. Jest 
pełen  radości  i  wdzięczności  Jezusowi  zarówno  za  naturalne  obdarowanie,  jak  i  za  łaskę 
wytrwałości towarzyszącą mu na treningach. Niech więc chwali swego Stwórcę i Pana, niech 
tylko Jemu poświęca to, co ma i co osiągnął. Niech oddaje się na własność Bogu, uzna tylko 
w Nim swego Pana, by potem w obliczu sukcesów lub porażek zachować pokój serca. 

 

G. Chory człowiek przeżywa czas pocieszenia, doświadcza bowiem, że Jego cierpienie łączy 
się  z  cierpieniem  Syna  Bożego.  Odczuwa  radość  w  duszy  z  powodu  złączenia  swego 
cierpienia  z  ofiarą  Chrystusa;  doświadcza  obecności  Ducha  Świętego,  który  go  umacnia  i 
napełnia  pokojem.  Niech  oddaje  się  Panu,  niech  zanurza  się  w  Jego  miłosierdziu,  niech 
nabiera nowych duchowych sił. Niech ofiarowuje swoje cierpienie Jezusowi, wyznając Mu 
bardzo osobiście, że bez Jego pomocy i łaski nie wytrwałby nawet dnia.  

 

8. O ZACHOWANIU SIĘ NIEPRZYJACIELA 

 

A. NAPIERA, GDY CZŁOWIEK UCIEKA       

powrót

       

spis treści

 

 
Duch  zły  ma  wielką chęć  szkodzenia  i  o tyle,  o ile  człowiek odstąpi od dobrego, o tyle 

zostanie owładnięty przez złego. Zachowuje się on czasem bardzo gwałtownie wobec duszy 
wiernej, siejąc niepokój i wystawiając na próbę. Postępuje jak ktoś, kto za wszelką cenę chce 
uzyskać przewagę nad człowiekiem, chce nad nim panować i mieć go w swoim posiadaniu. 
Jeśli  zaś  osoba  wierna  Jezusowi  nie  traci  równowagi  ducha,  nie  rezygnuje  z  wytrwałej 
modlitwy czy dodatkowych umartwień, aby być bardziej czujną, wówczas traci on swój tupet 
i musi odejść z niczym. 

W  sytuacji,  kiedy  jako  synowie  światłości,  dzieci  jedynego  Ojca,  zostajemy  posłani  do 

świata, w którym żyjemy, duch zły jako książę ciemności musi ustąpić. Nie rezygnuje jednak 
z  chęci  odegrania  się  i  szuka  ku  temu  sposobności.  Błąka  się  po  drogach  tego  świata,  by 
znaleźć nową okazję do zapanowania nad człowiekiem. Zabiera z sobą siedmiu złośliwszych 
od siebie czyli wystarczająco wielu, aby doprowadzić do tego, by osoba zwątpiła w  miłość 
Bożą,  by  jej  czyny  stały  się  gorsze  od  poprzednich.  Jeśli  jednak  zastanie  duszę  wierną  i 
czuwającą,  a  „mieszkanie  jej"  pełne  dobrych  czynów,  objawiających  chwałę  Bożą,  będzie 
musiał odejść z niczym, oniemiały z wrażenia, doznając swojej porażki.  

Święty Ignacy ukazuje nam sposób działania nieprzyjaciela na przykładzie zachowania się 

mężczyzny  i  kobiety  podczas  sprzeczki.  Jeśli  jedna  z  osób  chce  zapanować  nad  inną, 
wywiera swoją presję poprzez szantaż, kłótnię, aby wywołać w drugim strach, obawę, lęk. 
Jeśli atakowana strona traci wewnętrzną równowagę, ulega rozproszeniu w swoich myślach, 
traci  roztropność  w  słowach,  wówczas  poddaje  się  działaniom  atakującego.  Wtedy 
nieprzyjaciel, widząc efekty swego podstępu, zachowuje się jak dzika bestia i nie przebiera w 
środkach,  gdyż  chce  osiągnąć  swój  przeklęty  zamiar.  Ma  to  uzmysłowić  człowiekowi 
postępującemu  na  drogach  Bożych,  niebezpieczeństwo,  jakie  kryje  się  w  niewierności  w 
modlitwie i rachunku sumienia. 

background image

Nieprzyjaciel w zachowaniu się podobny jest do kobiety, w tym mianowicie, że siły ma 

słabe,  ale  chęć  szkodzenia  mocną.  Bo  właściwością  kobiety  w  czasie  sprzeczki  z  jakimś 
mężczyzną  jest  tracić  odwagę  i  uciekać,  jeśli  mężczyzna  stawia  jej  dzielnie  czoło;  a 
przeciwnie,  jeżeli  mężczyzna  zaczyna  uciekać,  tracąc  odwagę,  wtedy  gniew,  mściwość  i 
dzikość kobiety nie zna granic ni miary. 

Podobnie  właściwością  nieprzyjaciela  jest  tracić  siły  i  odwagę  i  uciekać  ze  swymi 

pokusami,  jeżeli  osoba  ćwicząca  się  w  rzeczach  duchownych  stawia  odważnie  czoło 
pokusom nieprzyjaciela i działa wręcz odwrotnie. A znów jeśli osoba ćwicząca zacznie się 
lękać  i  tracić  odwagę  pod  naporem  pokus,  wtedy  nie  ma  na  całej  ziemi  bestii  bardziej 
dzikiej  niż  nieprzyjaciel  natury  ludzkiej  w  dążeniu  do  spełnienia  swego  przeklętego 
zamiaru z nadmierną przewrotnością. 

Jaka jest chęć szkodzenia demona zła i do czego ona prowadzi, jeśli człowiek wiary 

straci czujność, ukazuje poniższa historia (CD 325, reguła 12). 

 
Przystępując  po  czternastu  latach  od  Pierwszej  Komunii  Świętej  do  sakramentu 

pojednania,  doświadczyłem  wylania  ogromnej  miłości  Bożej  i  uświadomiłem  sobie,  że 
obecność  Jezusa  w  moim  życiu  była  nieustanna.  Zapragnąłem  wtedy  poznać  Go  bardziej 
przez studiowanie Pisma Świętego. Chęć ta była tak przeogromna, że z czasem doprowadziła 
do coraz częstszego czytania Pisma, szczególnie Apokalipsy św. Jana. Z drugiej zaś strony, 
coś  mi  podpowiadało,  że  intelektualnie  jestem  w  stanie  przekroczyć  granice  poznania,  nie 
uwzględniając  kontekstu  biblijnego.  Finalnym  efektem  tego  była  podpowiedz,  że  jeżeli 
będziesz  dłużej  studiował  Pismo  Święte,  to  staniesz  się  nienormalny.  Zaprzestałem  więc 
studiowania  Biblii  i  moja  postawa  życiowa  ze  sfery  duchowej  została  ukierunkowana  na 
sferę materialną i zaspokajania doraźnej pożądliwości ciała. 

Dwa  lata  żyłem  z  kobietą  w  wolnym  związku,  w  którym  nieustannie  kłóciliśmy  się,  a 

elementem  jednoczącym  było  zbliżenie  fizyczne.  W  takim  zamęcie  duchowym,  liczyły  się 
jedynie dobra materialne, mające priorytet, które były wyznacznikiem życia. Podjąłem próbę 
zalegalizowania  tego  związku,  pytając  się  wcześniej  Matki  Bożej,  czy  w  tym  stanie  braku 
więzi  duchowej  z  przyszłą  żoną,  sprzecznych  z  sobą  celów  co  do  przyszłości,  powinienem 
zawrzeć  sakrament  małżeństwa.  Odpowiedź  mimo  mojej  natarczywej  modlitwy  była 
negatywna. Słyszałem ją wielokrotnie w swoim wnętrzu. Także inni wyrażali dezaprobatę i 
brak  nadziei  na  trwałość  naszego  związku.  Mimo  tego  uległem  dalszym  podszeptom,  które 
mówiły,;  że  jeśli  dwa  lata  żyłeś  z  dziewczyną,  to  nie  możesz  jej  zostawić,  bo  będzie  to 
nieuczciwe.  W  efekcie  został  zawarty  sakrament  czułem  zewnętrzny  przymus,  że  muszę  to 
zrobić, chociaż nie było wewnętrznej zgody. Zawarcie sakramentu nie zbliżyło nas, a jedynie 
jeszcze  bardziej  oddaliło  i  pociągnęło  za  sobą  jeszcze  gorsze  czyny  aż  do  usunięcia 
poczętego dziecka.  

Dzięki temu- że jak sądzę nie utraciłem, ostatecznie drogi do Pana, mogłem zauważyć jak 

On był obecny chociaż nie słuchany. Niepowodzenie w tym związku nie przekreśliło mojego 
odnalezienia  się  w  Chrystusie.  Stało  się  to,  podczas  seminarium  Życia  w  Duchu  Świętym. 
Dzisiaj poprzez tę formę ewangelizacji staram się innych przyprowadzić do Jezusa, Dziękuję 
Jezusowi, że mnie ocalił i porządkuje moje życie rodzinne. 

 
Nasz brat doświadczył miłości Bożej i wydawać by się mogło, że duch zły nie może go 

zwieść. Jednak pod wpływem chęci panowania udało mu się przemycić znaną już pokusę z 
Księgi Rodzaju, która doprowadziła ówczesnych ludzi do rozpoczęcia budowy wieży Babel: 
Chodźcie zbudujmy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba (Rdz 1,4). 
Diabeł  zwiódł  go  pokusą  zakrywając  przed  nim  prawdę  objawioną  że  będzie  mógł 
przekroczyć  granicę  poznania.  Taki  rodzaj  pokuszenia  prowadził  go  do  odrzucenia  Słowa 
Bożego,  a  postawienia  na  sobie  i  zdolnościach  intelektualnych.  W  swojej  natarczywości 
względem  niego,  duch  zły  nie  ustaje,  ukierunkowuje  pragnienia  i  myśli  na  pożądliwości 
zmysłowe.  Mężczyzna daje ku temu  okazję  i tak, ten  który  miał  małe  możliwości,  a  chęci 

background image

szkodzenia duże teraz ma coraz większe możliwości panowania nad jego życiem. Zwodzi go 
poprzez  główne  pokuszenia  tego  świata:  pożądliwością  ciała  i  chciwością  posiadania.  W 
rezultacie  duch  zły  ogarnia  jego  ciało  i  duszę.  Zaczęło  się  od  subtelnego  kuszenia,  a 
doprowadziło do dezercji od miłości Bożej i Jego planu. Ale nawet i to nie zadowala ducha 
złego.  Prowadzi  on  swoją  ofiarę  do  takiego  uwikłania,  że  wbrew  sobie  zawiera  związek 
sakramentalny. Scenariusz z najbardziej wyrafinowanego filmu ktoś by tak mógł powiedzieć, 
tymczasem  to  jest  rzeczywistość.  Ale  jak  widać  na  tym  nie  koniec.  Ten,  który  jest 
przeciwnikiem  życia  i  nienawidzi  człowieka  doprowadza  do  zabicia  dziecka  ludzkimi 
rękoma. Pała żądzą zabijania i dopina swego. I nie zatrzymałby się na jednym życiu ludzkim, 
gdyby nie natarczywe upominanie się Jezusa o naszego brata. 

Przychodzi powolne uświadomienie. Tak jak przez świadomość dał się zwieść, tak teraz 

również poprzez świadomość odkrywa Pana jako zawsze obecnego, chociaż jak sam wyznaje 
nie  słuchał  Go.  Niczym  gwałtowne  światło,  przywrócenie  wzroku  ociemniałemu,  zaczyna 
teraz widzieć wszystko innymi oczyma. 

Jak  sam  mówi  po  wielu  latach:  sfera  uzależnienia  od  pożądania  fizycznego  oraz 

zdobywania  dóbr  materialnych  tak  jak  przed  zawarciem  sakramentu  małżeństwa 
powodowała  możliwość  wzajemnej  koegzystencji,  tak  po  jego  zawarciu  działała  jako 
element niszczący. Nastąpił brak akceptacji seksualnej i walka o konkretne dobra i o to do 
kogo one mają należeć. Niszczyło to sam związek, jak i osobowości obojga małżonków. 

Patrząc  na  to,  co  się  stało  od  strony  rozeznania  w  duchu  wiary,  trzeba  powiedzieć,  że  i 

błogosławieństwo  Boże  zostało  podporządkowane  ludzkiej  pożądliwości  i  niegodziwości. 
Nic więc dziwnego, że Pan pomieszał ich języki, okazując w ten sposób swoje miłosierdzie 
(zob.  Rdz  11,5-9).  Tak  aby  widząc  brak  porozumienia  pomiędzy  sobą,  za  którym  krył  się 
brak Bożego błogosławieństwa, mogli nawrócić się i żyć. 

 

B. UKRYWA SWÓJ ZAMYSŁ       

powrót

       

spis treści

 

 
Duch  zły,  mimo  iż  jest  przewrotny  w  swoich  zamiarach,  pragnie  pozostać  w  ukryciu. 

Nienawidzi światła, lęka się i drży, kiedy przeczuwa, że jego zamysł może być postawiony w 
świetle.  Zdaje  sobie  sprawę  z  tego,  że  nie  będzie  mógł  zwieść  i  usidlić  osoby,  która  jest 
wierna Bogu i bliźniemu, np. nie namawia żony dobrego męża do zdrady. Jeśli pokuszenie 
do  zdrady  zostanie  odkryte,  wówczas  duch  zły  nie  będzie  mógł  doprowadzić  do  realizacji 
przewrotnego zamiaru. Gdyby jednak doszło do zdrady, miałby przysłowiowego „haka", aby 
dalej prowadzić do rozłamu poprzez niszczenie wspólnoty małżeńskiej, np. prowadząc żonę 
w sytuacje stresowe związane z obawą o to, co będzie, gdy mąż dowie się o niewierności.  

Nieprzyjaciel zachowuje się jak uwodziciel, który chce pozostać w ukryciu i nie chce być 

ujawniony. Albowiem człowiek przewrotny namawiając do złego córkę jakiegoś ojca, albo 
żonę  jakiegoś  dobrego  męża,  chce  żeby  jego  słowa  i  namowy  zostały  w  tajemnicy.  A 
przeciwnie, bardzo mu się nie podoba, gdy córka ojcu lub żona mężowi wyjawi jego chytre 
słowa  i  zamiar  przewrotny,  bo  wtedy  łatwo  wnioskuje,  że  sprawy  rozpoczętej  nie  będzie 
mógł doprowadzić do skutku. 

Podobnie  i  nieprzyjaciel  natury  ludzkiej,  kiedy  poddaje  duszy  sprawiedliwej  swoje 

podstępy i namowy, chce i pragnie, żeby zostały przyjęte i zachowane w tajemnicy; a kiedy 
się  je  odkrywa  przed  dobrym  spowiednikiem  albo  inną  osobą  duchowną,  która  zna  jego 
podstępy  i  złości,  bardzo  mu  się  to  nie  podoba;  wnioskuje  bowiem,  że  nie  będzie  mógł 
doprowadzić  do  skutku  swego  już  zaczętego  a  przewrotnego  zamiaru,  bo  odkryte  zostały 
jego wyraźne podstępy
 (CD 326, reguła 13). 

Diabeł jako ojciec fałszu, wciąga człowieka w kłamstwo, z którego potem trudno mu się 

będzie wyplątać. Jeśli np. człowiek wiedząc o tym, kupi kradziony samochód, kierując się 
tym, że jest tańszy, może zostać uzależniony od mafii, która prędzej czy później wymusi na 
nim jeszcze więcej. Przez nabycie rzeczy kradzionej wikła go w grzech niesprawiedliwości. 
Jeśli zaś człowiek odkryje przewrotne zamysły i nie zgodzi się na kłamstwo, to przewrotny 

background image

zamiar zawładnięcia jego osobą, nie zostanie doprowadzony do celu. Duch zły musi odejść z 
niczym, nie mając udziału w życiu tego człowieka. 

Często zdarza się, że namowy szatana są bardzo natarczywe. Jeśli spotka osobę w chwili 

uciemiężenia, poczucia utraty sensu życia kusi ją wtedy przeciwko życiu, nie pozwala, aby te 
pokuszenia  zostały  wypowiedziane  wobec  osoby  duchownej  czy  spowiednika,  lęka  się,  że 
jego przewrotny zamysł zostanie rozpoznany. Jako ojciec kłamstwa czyni wszystko, aby jego 
przeklęte zamiary pozostały w ukryciu. Dąży do tego, aby wciągnąć osobę w krąg ciemności 
za cenę utraty wewnętrznej wolności i pokoju serca. Człowiek uwikłany w podszepty złego 
zaczyna  spełniać  jego  wolę,  traci  swoją  tożsamość  i  godność  dziecka  Bożego. 
Uwodzicielskie działania złego są tak pazerne, że gdyby Bóg nie był po naszej stronie, nikt 
by się nie ostał. 

 
Gdy  miałam  22  lata  zostałam  ochrzczona.  Chrzest  przyjęłam  bardziej  ze  względu  na 

teściową niż faktycznie przeżywane nawrócenie. Wiadomo było, że mam zawrzeć sakrament 
małżeństwa  i  nie  było  dyskusji.  Przez  jakiś  czas  chodziłam  do  spowiedzi,  ponieważ  byłam 
kontrolowana  przez  teściową.  Z  biegiem  czasu  zbuntowałam  się  jednak  przeciwko  niej 
przestałam  chodzić  do  spowiedzi  i  do  kościoła.  W  rezultacie  tych  wydarzeń,  dwie  kobiety 
walczyły ze sobą: moja matka chciała, abym została ateistką, a teściowa żebym była osobą 
wierzącą. 

Po  siedemnastu  latach,  z  własnej  woli,  jak  mi  się  wówczas  zdawało,  przekroczyłam  w 

okresie Wielkiego Postu próg kościoła. Tego dnia była Środa Popielcowa. Kapłan posypał 
moją głowę popiołem i  powiedział: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Potem były 
rekolekcje  wielkopostne,  podczas  których  zrodziło  się  pragnienie  spowiedzi.  Odbyłam 
spowiedź  i  poczułam  się  jak  święta,  wolna.  I  zapragnęłam  teraz  przyprowadzić  do  Jezusa 
pozostałych członków rodziny. Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, jakie czekają mnie 
pokuszenia.  Najpierw  zakochałam  się  w  swoim  spowiedniku.  Nie  mogąc  sobie  z  tym  dać 
rady, skontaktowałam się z sektą munistów. Ci zaś wytłumaczyli mi, że grzech nieczystości, 
który  mnie  trapi  może  zostać  oczyszczony  przez  abstynencję  małżeńską,  a  potem  zawarcie 
małżeństwa w sekcie. Przy tym wyraźnie nakazywali, aby pod żadnym pozorem nie mówić o 
tym  spowiednikowi.  Rozpoczęli  kampanię  przeciwko  księżom  i  Kościołowi.  W  sekcie 
przebywałam  półtora  roku,  przeszłam  nawet  szczegółowe  szkolenie  w  Stanach 
Zjednoczonych.  Dopiero  modlitwa  nade  mną  Ojca  Franciszkanina  w  Medjugorje  modlitwa 
egzorcyzmu  dotworzyła  mnie  na  obecność  Maryi  i  Jezusa  w  Kościele  i  w  moim  życiu.  Po 
powrocie  z  pielgrzymki,  zaczęłam  brać  udział  w  spotkaniach  Odnowy  w  Duchu  Świętym  i 
uczestniczyć wraz z mężem w różnych formach rekolekcji i ćwiczeń duchownych. 

 
Pierwsze  wejście  do  wspólnoty  Kościoła,  poprzez  sakrament  chrztu  czyniło  osobę  na 

zawsze zjednoczoną z Chrystusem. Chociaż do końca nie było to jednoznaczne z przyjęciem 
łaski  nawrócenia,  to  jednak  musiała  być  jakaś  świadomość  potrzeby  nawrócenia,  skoro 
zdecydowała się przyjąć chrzest. 

Do tej łaski odwołał się Pan po 17 latach, rodząc ją na nowo w sakramencie pojednania. 

Duch zły nie zrezygnował z panowania nad nią i pokuszeń z tym związanych. Potrafił nawet 
tam, gdzie została rozwiązana z grzechu, wiązać jej uczucia. Pragnąc wyjścia z tej sytuacji, 
natrafia na zło pod pozorem dobra (zaproszenie do sekty munistów). Uwodziciel tym razem 
działa  bez  skrupułów:  nie  wolno  ci  wyjawić  prawdy  spowiednikowi.  Dopiero  po  dwóch 
latach, kiedy odbyła się nad nią modlitwa o uwolnienie, była zdolna wypowiedzieć wszystko 
wobec kapłana. Pan otworzył jej oczy i uszy i przywrócił do życia w wierze i chodzeniu w 
prawdzie. 

Teraz,  jak  sama  mówi,  rozmawia  z  mężem  o  wszystkim;  bardziej  także  poznała  sferę 

swoich  uczuć.  Bierze  udział  w  ćwiczeniach  duchownych  i  rekolekcjach  dialogu 
małżeńskiego, poznając radość wspólnej drogi życia. 

 

background image

C. ATAKUJE OD NAJSŁABSZEJ STRONY       

powrót

       

spis treści

 

 
Mimo  iż  nasze  życie  jest  ukonstytuowane  w  Jezusie,  nieprzyjaciel  dzień  i  noc  obmyśla 

jakby je zdobyć dla siebie: Krąży jak lew ryczący, szukając kogo pożreć (por. 1P 5,8). Bada 
nasze zaufanie do Jezusa, naszą wiarę i miłość. Szuka szczeliny, przez którą chce wkraść się 
do  wnętrza  człowieka,  by  go  niszczyć.  Każdy  rodzaj  cegły  w  murze  obronnym  poddaje 
próbie. Spodziewa się jej zwietrzenia oraz liczy na utratę czujności tych, którzy go strzegą. 
Jest bardzo przebiegły w tym, co czyni. Nie chce obalić całego muru, ale na początek chce 
uczynić  w  nim  wyłom.  Trudno  byłoby  podać  w  wątpliwość  wiarę  osoby,  która  spotkała 
Jezusa,  ale  na  początek  można  tę  wiarę  osłabić,  np.  odwracając  uwagę  osoby  wiernej  od 
modlitwy i trwania przy Panu ku zaradzaniu swojemu życiu w taki sposób, aby móc się jakoś 
urządzić.  Osoba  zaczyna  wtedy  wiele  czasu  poświęcać  troskom  doczesnym,  sądzi,  że  na 
modlitwę zawsze ma czas. Kiedy wreszcie przychodzi czas modlitwy, jest bardzo zmęczona. 
Jej  modlitwę  wypełnia  przedstawianie  Panu  Bogu  swoich  trosk,  a  coraz  mniej  czasu 
poświęca na autentyczne słuchanie Słowa Bożego. W ten sposób mur obronny danej osoby, 
zostaje  obalony.  Znika  stałość  w  wierze,  a  wkrada  się  chwiejność  i  zmienność.  Duch  zły, 
który  krąży,  nie  przeoczy  tej  okazji  i  zaatakuje,  by  odwieść  daną  osobę  od  pierwotnej 
gorliwości i zasiać zamęt w duszy ludzkiej. 

Może także badać świętość życia, zwłaszcza od strony naszej wady głównej czy dawnych 

nałogów.  W  chwilach  strapienia  człowiek  jest  skłonny  usprawiedliwiać  swoją  niewierność 
przez skłonność do grzechu, a w chwilach pocieszenia zapominać o nieustannej czujności i 
zaufaniu  Jezusowi  w  tym  kim  jest  (tzn.  zapomina,  że  pozostaje  grzesznikiem).  Zdarza  się 
nawet, że publicznie wypowiada słowa o pewności siebie co do raz dokonanego nawrócenia. 
Nie zdaje sobie jeszcze do końca sprawy z tego, na jakie natrafi przeciwności. To wszystko 
może  dać  ponownie  okazje  złemu,  który  zaatakuje  z  najmniej  spodziewanej  strony.  Może, 
wykorzystując  skłonność  naszej  natury  do  złego,  badać  nadzieję,  którą  pokładamy  w 
Chrystusie,  poddając  próbie  nasze  uporządkowanie  w  sferze  zmysłowej.  Może  próbować 
oddziaływać  na  naszą  wyobraźnię  i  uczucia,  aby  obudzić  w  nich  nieuporządkowane 
pragnienia. A wszystko po to, aby człowiek stracił czujność zwłaszcza tam gdzie pierwotnie 
dawał okazję złu, popadając w nieczystość w swoich myślach, słowach i uczynkach. 

Tam, gdzie chrześcijanin postanowił być wiernym uczniem Chrystusa, może spodziewać 

się  przeciwności.  Niektóre  z  nich  są  dopuszczone  przez  Boga  w  tym  celu,  aby  człowiek 
stawał  się  bardziej  dojrzały  w  wierze.  Trudności,  które  mamy  pokonywać  w  imię  naszego 
Pana, nie mają za zadanie osłabiać nas. Mają jedynie sens ze względu na większą miłość do 
Jezusa  Chrystusa.  Na  drodze  wiary  mogą  wystąpić  jednak  nawroty  gwałtownych  pokus, 
niczym powracająca fala uderzająca w nasz dom. Jeśli jest budowany na skale, nic złego stać 
się  nie  może.  Jeśli  natomiast  zaszłaby  jakakolwiek  niewierność  wobec  planu  Bożego, 
zostanie ona odszukana i wykorzystana przez złego. 

Od  strony  naszej  niewierności  wobec  miłości  Bożej,  braku  słuchania  głosu  Boga  czy 

natchnień  Ducha  Świętego,  naszej  skłonności  do  rozleniwienia  można  się  spodziewać,  że 
nastąpi atak. Duch zły atakuje od strony naszych zaniedbań i skłonności charakterystycznych 
dla  życia  starego  człowieka.  Często  najsłabszą  stroną  jest  nasza  wada  główna  na  skutek, 
której  przechodziliśmy  z  grzechu  w  grzech.  Szczególnie  w  tej  sferze  naszego  życia,  gdzie 
niegdyś  dawaliśmy  posłuch  złu,  tkwiąc  w  grzechu  a  teraz  postępujemy  na  drodze  wiary 
musimy  być  czujni,  w  chwili  bowiem,  w  której  się  nie  spodziewamy  właśnie  tam  może 
nastąpić atak szatana. 
Nieprzyjaciel  zachowuje  się  także  jak  wódz  na  wojnie,  gdy  chce  jakiś  gród  zwyciężyć  i 
złupić.  Wódz  bowiem  lub  dowódca  wojskowy;  rozbiwszy  obóz  i  zbadawszy  siły  i  środki 
obronne jakiegoś zamku, atakuje go od strony najsłabszej. Podobnie nieprzyjaciel natury 
ludzkiej  krąży  i  bada  ze  wszech  stron  wszystkie  nasze  cnoty  teologiczne,  kardynalne  i 
moralne,  a  w  miejscu,  gdzie  znajdzie  naszą  największą  słabość  i  brak  zaopatrzenia  ku 
zbawieniu wiecznemu, tam właśnie nas atakuje i stara się nas zdobyć.
 (CD 327, reguła 14) 

background image

Jak to się stało, że młoda dziewczyna po odnalezieniu Chrystusa, ponownie ulega złu; a jej 

czyny  zaczęły  swoją  złością  przerastać  zachowania  sprzed  nawrócenia?  Gdzie  dała  się 
zwieść  i  jak  to  się  stało?  Zanim  odpowiemy  na  te  pytania,  posłuchajmy  co  mówi  sama  o 
sobie.  

 
W moim życiu przeżyłam wybuch ogromnej radości i pocieszenia. Po bardzo burzliwych 

przygodach, rozdarciu, utracie sensu życia, spotkałam nareszcie prawdziwego Odkupiciela. 
Przeszłam Seminarium życia w Duchu Świętym, modlitwę uzdrowienia, oddałam swoje życie 
Jezusowi,  przeżyłam  chrzest  w  Duchu  Świętym.  Pełna  zapału  do  nowego  życia  zaczęłam 
dawać religijne książki moim dawnym kolegom i rozmawiać z nimi o Bogu. Spotykając się z 
ich  dużym  zainteresowaniem  zauważyłam,  że  mogę  pomóc  bardzo  wielu  ludziom. 
Przychodzili  do  mnie  osobiście  i  stawiali  pytania.  Bardzo  się  angażowałam,  ale  wkrótce 
zobaczyłam,  że  pomimo  moich  starań,  oni  wracają  z  powrotem  do  swoich  zniewoleń. 
Zapraszali  mnie  też,  abym  w  podobny  sposób  rozładowywała  własne  negatywne  emocje  i 
rozwiązywała  swoje  problemy.  Chodziliśmy  więc  razem  na  koncerty  rockowe,  podczas 
których widziałam, jak piją i ćpają. Tak jak dawniej zaczęliśmy spotykać się w domach, na 
imprezach,  na  których  ktoś  czy  to  dla  zabawy,  czy  na  serio,  układał  karty  tarota. 
Zauważyłam,  że  jestem  coraz  słabsza,  że  brakuje  mi  energii  i  chociaż  wewnętrznie 
sprzeciwiałam się temu, nie potrafiłam publicznie i głośno tego powiedzieć. 

Pewnego  dnia  moi  dawni  przyjaciele  zaprosili  mnie  na  wspólny  wyjazd  na  wakacje. 

Wzięłam  do  plecaka  swoją  Biblię  i  wyjechałam  razem  z  nimi.  Myślałam,  że  będę  się 
codziennie modlić, że moi najbliżsi przeżyją swoje nawrócenie. Ja już nie żyłam tym stylem 
życia, jakim żyli przyjaciele, ale jak długo można wytrzymać, gdy mieszka się we wspólnym 
pokoju?  Wewnętrznie  bolało  mnie  to,  że  moje  koleżanki  i  ich  chłopcy  współżyją  ze  sobą  i 
świetnie  się  bawią,  korzystają  bezkarnie  ze  wszystkich  „praw  młodości".  Byłam  coraz 
bardziej wyczerpana.  

Kiedy przyjechał  chłopak, na  którym  bardzo  mi zależało, aby się do niego  za bardzo nie 

zbliżyć,  zaczęłam  „ostro"  pić.  W  domu,  w  którym  wspólnie  mieszkaliśmy,  zaczęliśmy  sobie 
pozwalać na coraz „lepsze" numery. Sama byłam zdziwiona, jak mogę mieć tak „wspaniałe" 
pomysły.  Czasami  narażaliśmy  mienie  właściciela  posesji  na  szkodę,  np.  wynosiliśmy  dla 
zabawy różne rzeczy. Pamiętam, jak wyrzucałam przez okno z trzeciego piętra kołdrę i dwie 
poduchy dla  moich  kumpli z innego  miasta.  Nauczyłam się na nowo kłamać, robiłam  to w 
jeszcze  doskonalszy  sposób.  Sytuacja  była  tym  bardziej  trudna,  że  ów  dom  był  własnością 
bliskich znajomych moich rodziców, którzy również spędzali wakacje parę kilometrów obok 
naszej nadmorskiej miejscowości, a ja często chodziłam tak pijana, że nie pamiętałam, co się 
dzieje... 

To było prawdziwe zabijanie swojej duszy. Myślałam wcześniej, że pójdę na pielgrzymkę 

do Częstochowy, ale jak w błędnym kole, jak w amoku znalazłam się na festiwalu rockowym 
w  mieście  mojego  chłopaka.  Między  nami  do  niczego  nie  doszło.  Byłam  tak  bardzo  tym 
dotknięta,  że  było  mi  wszystko  jedno:  czy  pić  alkohol,  czy  palić  trawę,  czy  tak  jak  kiedyś 
wychylać  się  z  okna,  narażając  swe  życie.  „Przecież  wy  wszyscy  tak  robicie"  mówiłam  do 
moich przyjaciół „Przeginacie, szukacie śmierci. Nie wiecie, w co gracie". Ale wkrótce sama 
tak  odjechałam,  tak  mocno,  że  byłam  bliska  śmierci.  Pamiętam,  że  tracąc  przytomność 
czułam  jakbym  leciała  w  dół  przepaści,  przekraczając  różne  drzwi.  Najbardziej  dobijała 
mnie świadomość tego, że jest już za późno. Im dalej spadałam, tym intensywniej słyszałam 
jakby huk z przepaści bez końca. Wykrzyczałam bluźniercze wołanie do Boga: „Ty nie jesteś 
Miłością!" 

Ocuciła  mnie  przyjaciółka  uderzeniami  po  twarzy.  Wszyscy  byli  zdezorientowani  moim 

stanem i wściekłością. Mówili do mnie: „Uważaj! Co robisz! Tak daleko się nie wchodzi..." 
Czułam, jakby odsuwali się ze strachu przede mną, a ja jeszcze bardziej chciałam zrobić im 
krzywdę. W końcu naprawdę się odsunęli. Nie potrafili mi pomóc, więc zostawili mnie samą. 

Sama  musiałam  wracać  nocą  pociągiem  do  domu.  Usiłowałam  się  modlić,  ale  ilekroć 

background image

podejmowałam  próbę,  widziałam  zasmuconego  Ojca  Niebieskiego,  jedyne  co  mogłam 
wypowiedzieć, było to słowo jęk duszy: „Ojcze!" Powtarzałam to wielokrotnie. Przesiadłam 
się  z  tego  pociągu  i  jeszcze  tego  samego  dnia  pojechałam  do  Częstochowy.  To  nic,  że  do 
mojego przedziału dosiedli się pijani konduktorzy, nawet to nie było mnie w stanie zatrzymać 
w  drodze  do  podjętego  celu.  Gdzieś  na  dnie  duszy  przeczuwałam,  że  kiedy  pójdę  do 
spowiedzi, zostanę ocalona. 

Przypomniałam sobie słowo z Księgi Ezechiela, o polu pełnym wyschłych kości (Ez 37, 1-

14): „Synu człowieczy czy kości te powrócą znowu do życia?... Panie Boże, Ty to wiesz". To 
ja sama przecież zażyczyłam sobie śmierci i stałam się jak te martwe kości. Nie potrafiłam 
wówczas  wybaczyć  sobie  zdrady,  jaką  popełniłam  wobec  tak  bliskiego  mi  wcześniej  i 
oddanego Odkupiciela. 

Tego dnia wiele razy gubiłam adres mojego zakwaterowania, błądziłam po mieście. Trzy 

razy  mi  go  podawano,  trzy  razy  go  zapomniałam.  Zbolała  i  upokorzona  do  granic 
wytrzymałości,  od  rana  do  wieczora  tułałam  się  po  mieście,  żeby  przed  północą  znaleźć 
swoje  miejsce.  Jeszcze  tego  samego  dnia  wieczorem  poszłam  do  spowiedzi.  Nagle 
odzyskałam spokój ducha, który przyniósł mi upragnione poczucie bezpieczeństwa i stał się 
głębią, w której dzięki Panu nikt mnie nie wystraszy. Żadna obca sita nie zdoła mi wydrzeć 
pokoju Chrystusa! Wróciłam mocniejsza jako człowiek. Teraz trochę realniej chcę budować 
swoje życie i oceniać sytuacje, które napotykam. Kiedyś mogłam powiedzieć: „Wyschły kości 
moje, minęła nadzieja moja, już po mnie" (por. Ez 37,11), ale teraz słyszę, jak mówi Pan: 
„Oto  otwieram  wasze  groby  i  wydobywam  was  z  grobów,  ludu  mój,  i  wiodę  was do  kraju 
Izraela ... Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli" (Ez 37,14) - a więc znowu żyję! 

Zaczyna  się  od  zwiedzenia  w  myślach.  Szatan  wskazuje  na  „bezskuteczność  jej 

ewangelizacji". Osoba jest jeszcze na początku drogi życia duchowego, ma w pamięci dawne 
zwyczaje  i  obyczaje swoich  przyjaciół. Nie  jest  jej  to  całkiem  obce. Przyjmuje  zaproszenie 
do  życia  według  dawnego  stylu,  chociaż  wewnętrznie  z  tym  się  nie  zgadza.  W  praktyce 
okazuje się jednak, że pozostała w niej więź osobowa z dawnym światem swoich przyjaciół. 
Mimo iż odeszła na jakiś czas od dawnego stylu życia, stając się dzieckiem Bożym, to jednak 
nie  zdawała  sobie  do  końca  sprawy  z  tego,  jak  jeszcze  jest  z  tym  światem  związana,  a 
przynajmniej bardzo słaba wobec naporu świata swoich przyjaciół. To właśnie staje się tym 
przysłowiowym  wyłomem  w  murze.  Asystując  ich  życiu,  jest  jeszcze  pełna  zapału,  co  do 
bycia  ewangelizatorem.  Doświadcza  wewnętrznego  rozdarcia,  gdy  widzi  rozwiązłe  życie 
przyjaciół.  Zauważmy,  że  na  początku  tylko  się  nie  zgadza,  potem  doświadcza  rozdarcia, 
następnie uciekając przed grzechem nieczystości, wpada w pijaństwo. Innymi słowy wpada 
w sidło szatańskie, który zaczyna jej teraz „pomagać", np. podsuwa jej nowe pomysły, które 
coraz  bardziej  osaczają  ofiarę.  Na  tym  się  nie  kończy.  Niezadowolona  ze  spotkania  z 
chłopakiem  przedawkowanie  alkoholu  czy  narkotyku  wprowadza  ją  na  granicę  śmierci,  w 
której kryje się nienawiść wobec Boga. Jezus zaś jest wierny zawartemu z Nim przymierzu 
przez przyjaciółkę ratuje jej życie. Bóg bowiem nie chce śmierci grzesznika, lecz chce, aby 
się nawrócił i żył!  

Powoli rodzi się w niej trudna droga powrotu. Pośród wielu utrapień podejmuje modlitwę, 

która wyraża jęk duszy: „Ojcze!" Gdyby jednak Bóg nie był po naszej stronie, nikt by się nie 
ostał. Duch dobry daje myśli o ocaleniu: „kiedy pójdę do spowiedzi, zostanę ocalona". Duch 
zły  jednak  nie  rezygnuje  i  dalej  odciąga  swoją  zdobycz,  działa  na  jej  władze  zmysłowe  i 
sposób  kojarzenia:  przez  cały  dzień  błądzi  i  tuła  się  po  mieście  nie  może  znaleźć  miejsca 
swojego przeznaczenia. Dopiero kiedy udręczona do granic ludzkiej wytrzymałości odbywa 
spowiedź  na  Jasnej  Górze,  zostaje  przywrócona  do  życia.  W  miejscu,  w  którym  powstał 
wyłom,  zostaje  postawiony  mur  wiary  w  Jezusa  Chrystusa.  Ponownie  stanęła  na  mocnym 
fundamencie, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Jezus Chrystus. 

Wiem, że aktualnie jest studentką. Jest także żywo zaangażowana w dzieło ewangelizacji 

w  zespole  ewangelizacyjnym  Odnowy  w  Duchu  Świętym.  Nauczona  doświadczeniem 
podejmowania  ewangelizacji  w  pojedynkę,  teraz  podejmuje  je  we  wspólnocie  z  innymi. 

background image

Współtworzy nowe środowisko wiary i obyczajów wypływających z Ewangelii. I jak sama 
twierdzi: „znam siebie i nie mogę pozostać sama". Od tej chwili rozumie bardziej, co znaczy 
nie dowierzać każdemu duchowi, badać duchy, aby nie upaść i w niczym nie dać okazji złu. 

  

9. JEZUS ZWYCIĘŻYŁ       

powrót

       

spis treści

 

 
Nie  trudno  zauważyć,  że  każdy  rozdział  kończy  się  zwycięstwem  w  Jezusie  Chrystusie. 

Rozpoznawać w wierze, to stawać się bardziej dojrzałym w życiu duchowym. Podejmować 
coraz  to  bardziej  odpowiedzialne  decyzje  bycia  z  Jezusem.  Opowiadać  się  bardziej 
zdecydowanie pod sztandarem Jego krzyża. 

Tak  jak  grzechu  nie można  rozważać  w  oderwaniu  od  miłości  i  miłosierdzia  okazanego 

nam  na  drzewie  krzyża,  tak  również  nie  można  mówić  w  sposób  wolny  i  bezpieczny  o 
szatanie sprawcy grzechu, bez odniesienia się do Jezusa jako Pana i Zbawcy. 

Wielką  pomoc  w  walce  z  mocami  ciemności  otrzymujemy  przez  wstawiennictwo  Tej, 

która była bez grzechu szatan bowiem, który rozpoczął walkę z niewiastą, został pokonany 
przez Jej Dziecię (zob. Ap 12). Maryja wstawia się za  nami u Syna i zachęca nas, abyśmy 
trwali w tej samej pokorze, która towarzyszyła Jej jako Służebnicy Pańskiej, abyśmy uczyli 
się  służyć  w  miłości  do  Jezusa  i  w  miłości  Jezusa  do  naszych  bliźnich.  Przychodzi  nam  z 
pomocą  ilekroć  mogą  nas  dosięgnąć  strzały  nieprzyjaciela.  Gdy  jesteśmy  zjednoczeni  z 
Chrystusem Głową Kościoła, którego jesteśmy członkami mamy Maryję za Matkę. Maryję, 
która zna smak walki duchowej swojego Syna, a tym samym swoich dzieci. 

Ilekroć  zatem  ogłaszamy  zwycięstwo  Jezusa  nad  duchem  złym  i  jego  panowaniem, 

trwajmy  w  pokorze  u  stóp  Chrystusowego  krzyża.  Czyńmy  znak  krzyża  z  wiarą  w  moc 
Ducha  Świętego,  który  został  nam  dany.  On  też  wspomaga  naszego  ducha  do  wyznania 
wiary, daje stosowną łaskę rozeznania i uznania: Jezusa jako Pana i Zbawiciela. 

W  naszej  modlitwie  osobistej  w  chwili  zagrożenia  i  pokuszenia  ze  strony  ducha  zła, 

możemy znaleźć stosowne słowa uwielbienia Boga, które Duch Święty kształtuje w naszym 
sercu. Nie zostawia bowiem nas samych, nawet jeśli przeżywamy osamotnienie czy chwile 
duchowej posuchy. Został nam dany jako Ten, który kształtuje i prowadzi do końca dzieło 
Jezusa  w  naszym  życiu,  czyniąc  nas  Jego  świadkami  (zob.  J  16,5-15).  Dzieło  Jezusa  jest 
takie, aby Go znać, kochać i Jemu służyć. Zgadzać się być przez Niego jako Mistrza i Pana 
kształtowanym i współuczestniczyć w kształtowaniu innych. Innymi słowy zgadzać się na to, 
aby być ewangelizowanym i ewangelizować innych. Ewangelizator zaś to ten, który sam jest 
ewangelizowany,  wszystko  bowiem  zmierza  ku  temu,  aby  Słowo  Boże  nie  uległo 
skrępowaniu, a dzieło zbawienia w Jezusie Chrystusie stało się udziałem wszystkich ludzi. 
Przez  wszystkich  zostało  przyjęte,  skoro  wszystkim  zostało  darowane,  jako  nowe  życie  w 
Duchu Świętym. Sam Jezus wypowiada słowa: A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, 
przyciągnę wszystkich do siebie
 (J 12,32).  

 
 
 

(tylna okładka książki) 
 
Każdy  kto  szuka  zbawienia,  rozpoczął  drogę  nawrócenia  i  pragnie  chodzić  w  Duchu 
Świętym, znajdzie w tej książce stosowną pomoc. 
Powstała ona z myślą o tych wszystkich, którzy pragną skorzystać z rozeznania duchowego, 
aby naśladować Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. 
Reguły rozeznania duchowego z Ćwiczeń Duchownych św. Ignacego zostały omówione w 
kontekście  ludzkich  spraw  i  wyborów  życiowych,  dając  tym  samym  stosowne  światło  do 
życia w duchu wiary.  
 
   

background image

WYDAWNICTWO OŚRODEK ODNOWY W DUCHU ŚWIĘTYM 
ISBN 83-86366-06-0 
90-058 Łódź ul. Sienkiewicza 60 tel./fax (0 42) 636 46 49 tel. (0 42) 637 75 93 
e-mail: oodnow@jezuici.pl 


Document Outline