background image

Leigh Michaels

Lekcja uczuć

Tytuł oryginału: 

The Husband Sweepstake 

Pierwsze wydanie: Harlequin Romance, 2004

background image

Rozdział pierwszy

Erika wykonała w ciągu ostatnich dziesięciu dni pracę, która normalnie 

zajęłaby   jej   co   najmniej   trzy   tygodnie.   Nawet   spokojny   sen   we   własnym 

łóżku nie zdołał w pełni przywrócić jej sił i złagodzić skutków zmiany czasu.

Jednakże nie mogła pozwolić sobie na odpoczynek. Nie dzisiaj. Dzień 

miała wypełniony spotkaniami i sprawami czekającymi na natychmiastowe 

załatwienie.   Czuła   się   tak,   jakby   wróciła   do   domu   po   ponad   miesięcznej 

nieobecności.   Nawet   hol   jej   budynku   wyglądał   nieco   inaczej   niż   w   dniu 

wyjazdu.   Promienie   słońca   wpadały   przez   szybę  przy   głównym  wejściu   i 

kładły się tęczowymi smugami na świeżo wyczyszczonym dywanie.

Jednak pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, pomyślała Erika, idąc do 

małego biura, znajdującego się tuż obok windy.

Wewnątrz zastała Stephena. Był odwrócony tyłem do drzwi i pochylał 

się   nad   notatnikiem.   Pomyślała,   że   poznanie   go   było   największą   zaletą 

mieszkania w tym nowo otwartym apartamentowcu. Tabliczka na drzwiach 

głosiła,   że   Stephen   jest   administratorem   budynku,   odpowiedzialnym   za 

wynajem, depozyty, naprawy oraz reklamacje składane przez lokatorów. Ale 

w   rzeczywistości   pracę,   jaką   wykonywał   przez   ostatnie   osiem   miesięcy, 

odkąd   budynek   został   oddany   do   użytku,   można   by   raczej   porównać   do 

obowiązków portiera w pięciogwiazdkowym hotelu.

Potrzebujesz biletów do filharmonii? Porozmawiaj ze Stephenem, on 

wszędzie   ma   kontakty.   Nie   masz   czasu   regularnie   wyprowadzać   psa? 

Porozmawiaj ze Stephenem, on na pewno zna kogoś, kto chętnie się tym 

background image

zajmie. Czekasz na ludzi z firmy przeprowadzkowej? Zdaj się na Stephena, 

bo   on   nie   tylko   wpuści   tragarzy   do   budynku,   ale   także   dopilnuje,   by 

ustawiono meble zgodnie z twoimi wskazówkami.

Tak,   to   była   zdecydowanie   największa   korzyść   z   mieszkania   tutaj, 

pomyślała Erika po raz kolejny.

- Stephen, kochanie…

Wyprostował się i spojrzał na nią. Dopiero gdy mężczyzna się poruszył, 

Erika zrozumiała swój błąd. Ruchy Stephena były zdecydowane, natomiast 

nieznajomy poruszał się wolno i miękko, jak pantera na łowach. Był także 

nieco wyższy, a włosy miał o ton ciemniejsze.

Stał   teraz   naprzeciwko   niej,   mogła   lepiej   mu   się   przyjrzeć. 

Zorientowała się, że w ogóle nie przypominał Stephena. Jego włosy nie tylko 

były   nieco   ciemniejsze,   ale   niemal   czarne,   bardziej   gęste,   kręcone   i 

rozwichrzone. Jego oczy nie były brązowe, ale błękitne, jak woda w zatoce w 

ciepły letni dzień. Spojrzenie miał głębokie i intrygujące.

Może nie był zbyt przystojny, ale z pewnością mógł się podobać. Był 

lekko opalony, choć nie tak mocno jak Stephen.

Ubrany był w taki sam ciemny uniform jak Stephena, ale było widać, że 

nie czuje się w tym stroju zbyt dobrze.

- Nie jestem Stephenem… - powiedział.

Jakbym sama nie zauważyła, pomyślała sarkastycznie.

- …kochanie - dodał.

background image

Erika miała ochotę zrugać go za bezczelność, ale uznała, że na dłuższą 

metę   lepiej   nie   zadzierać   z   człowiekiem,   który   mógł   załatwić   wiele 

pożytecznych spraw.

- Zauważyłam - odparła. - A gdzie jest Stephen?

- Mogę go wezwać, jeśli pani sobie życzy, panno Forrester.

Nie zapytała, skąd zna jej nazwisko. Nie musiała.

- Nie chcę mu przeszkadzać. A pan kim właściwie jest? - zapytała.

- Jestem nowym asystentem Stephena.

-   Zorientowałam   się   po   uniformie.   -   Wskazała   na   krawat.   - 

Zdecydowanie   potrzebny   mu   pomocnik.   Powinnam   raczej   powiedzieć,   że 

mieszkańcy potrzebują dwóch Stephenów.

Mężczyzna spojrzał na swój strój i skrzywił się lekko.

-   Jak   pan   się   nazywa?   -   Ponieważ   nie   odpowiedział,   Erika 

kontynuowała: - Lubię wiedzieć, z kim rozmawiam. Zwłaszcza że będziesz 

zastępować Stephena.

- Mam na imię Amos… - zawiesił głos.

Erika   odniosła   wrażenie,   że   wcale   nie   zamierzał   podać   nazwiska. 

Prawdopodobnie   chciał   dodać   „kochanie”,   ale   szczęśliwie   zdołał   się 

pohamować.

- Powiem mu, że pani go szukała - powiedział i odwrócił się w kierunku 

leżącego na stole notes

background image

Co on sobie, u licha, wyobraża? - pomyślała.

- Cóż, pozwól, że wprowadzę cię w obowiązujące tutaj zasady. Dzisiaj 

jest dzień sprzątania, więc…

- Chodzi o ekipę sprzątającą budynek czy o pralnię? - przerwał jej. - Już 

zostałem  szczegółowo   poinstruowany.  Ponieważ   dzisiaj   jest   wtorek,   ekipa 

porządkowa   zaraz   zamelduje   się   w   pani   mieszkaniu.   Jak   wiem,   wczoraj 

wróciła pani z podróży, także dzisiaj ktoś zabierze pani rzeczy do pralni. 

Stephen   zostawił   mi   szczegółowe   informacje.   On   zawsze   o   wszystkim 

pamięta.

Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę. Czuła rosnącą irytację i chęć 

ciśnięcia czymś w tego bezczelnego typka.

- Jeśli pragniesz dobrze wypełniać swoje obowiązki - zmusiła się do 

wygłoszenia tej uwagi grzecznie - powinieneś wziąć u Stephena kilka lekcji.

Uniósł brwi.

- Ależ panno Forrester, chciałem po prostu oszczędzić pani czas. Po co 

miałaby   pani   powtarzać   instrukcje,   które   przekazał   mi   już   Stephen?   - 

Wyglądał jak niewiniątko, a w jego głosie pobrzmiewała troska.

Erika nie dała się jednak zwieść.

- Domyślam się, że wolałaby pani, aby to Stephen zajmował się pani 

sprawami, bo bardzo pani ceni jego doświadczenie i uważa za osobę godną 

zaufania.   Gdybym   jednak   mógł   być   w   czymś   pomocny,   wystarczy   mnie 

poprosić.

background image

- Zrobię co w mojej mocy, aby coś takiego wymyślić - mruknęła i 

poprawiła na ramieniu skórzaną czarną torebkę. - Nie chcę, żebyś czuł się jak 

piąte koło u wozu, o co przy Stephenie nietrudno.

Dziarski   spacer   w   stronę   budynku   firmy   Ladylove   na   środkowym 

Manhattanie   odświeżył  Erikę   i   kiedy   dotarła   do   celu,   niemal   wyrzuciła   z 

pamięci „kochanego Amosa”. Wjechała windą na ostatnie piętro. Jej osobista 

asystentka czekała już na nią z parującym cappuccino.

- Jak ty to robisz, Kelly, że zawsze masz gotową kawę, kiedy wchodzę 

do biura? - spytała Erika.

Mały rudzielec wyszczerzył zęby w uśmiechu. W jej oczach błysnęły 

figlarne ogniki.

- Firmowa sieć szpiegowska działa bez zarzutu - odparła, biorąc od 

Eriki płaszcz. - Przypominam, że masz dziś spotkanie z krawcową. Przyniesie 

kilka sukienek, żebyś mogła wybrać jedną na sobotni bankiet.

-   Spróbuj   ją   złapać,   zanim   wyjdzie   ze   sklepu,   dobrze?   Potrzebuję 

jeszcze białej, jedwabnej bluzki, bo swoją poplamiłam winem w Rzymie - 

poprosiła Erika, po czym zmarszczyła brwi. - Hej, jaki bankiet? Nie mam nic 

takiego w moim kalendarzu.

- Zaproszenie przyszło, kiedy byłaś w podróży. Ale już od zeszłego 

piątku „Sentinel” rozgłasza, że będziesz obecna, więc sama rozumiesz…

- Czasami - mruknęła pod nosem Erika - chciałabym zrobić na złość 

brukowcom.

background image

Kelly wzruszyła ramionami.

- W ten sposób tylko wyświadczyłabyś im przysługę. Pisaliby wtedy o 

tobie każdego dnia, a nie, tak jak teraz, dwa trzy razy w tygodniu. Poza tym 

bankiet jest organizowany w słusznej sprawie.

- Jak każdy, czyż nie, Kelly? - Erika uśmiechnęła się i usiadła przy 

biurku. - Czy „Sentinel” napisał również, gdzie jadę na wakacje? Jeszcze nic 

nie zaplanowałam, ale dziennikarze na pewno mają dużo do powiedzenia na 

ten temat. - Upiła łyk cappuccino i zaczęła przeglądać pocztę.

- Czy to nie za wczesna pora na takie sarkastyczne uwagi? Wiem, co 

myślisz o „Sentinelu”, ale powinnaś przeczytać dzisiejsze wydanie.

Kelly wyszła, zamykając za sobą drzwi, Erika usiadła głęboko w fotelu 

i sięgnęła po zmiętą gazetę leżącą na biurku. Przynajmniej dowie się, jakiej to 

szczytnej idei ma służyć sobotni bankiet. A dodatkowo przeczyta, co tym 

razem wysmarował na jej temat najbardziej szmatławy, plotkarski brukowiec. 

A może opublikowano jakieś zdjęcie, na którym wyszła jeszcze gorzej niż 

ostatnio?

Przeglądając pobieżnie gazetę, nie dostrzegła jednak nigdzie swojego 

zdjęcia. Zaskoczona zaczęła przeglądać ją od początku.

Znalazła to, o czym mówiła Kelly. Artykuł nie był o niej. W każdym 

razie nie dotyczył jej bezpośrednio. Oznajmiał o zaręczynach pewnej pary. 

Na   zdjęciu   widać   było   młodziutko   wyglądającą   kobietę   z   dołeczkami   w 

policzkach i mężczyznę, którego Erika ledwie mogła rozpoznać. W ostatnim 

akapicie   artykułu   znalazła   informację,   że   przyszły   pan   młody   był   już 

background image

wcześniej zaręczony…

Odstawiła cappuccino i przeczytała tekst raz jeszcze, powoli i uważnie.

Denby Miles był wcześniej zaręczony z Eriką Forrester. Była ona w  

owym czasie czołową modelką koncernu kosmetycznego Ladylove Cosmetics,  

a obecnie jest jego prezesem. Zaręczyny zostały zerwane wkrótce po tym, jak  

ojciec Eriki, Stanford Forrester III, kupił od pana Milesa prawo do sprzedaży  

nowych perfum, które natychmiast dodał do gamy swoich produktów. Nadał  

krążą pogłoski o szczegółach rozpadu tego związku.

„To,   co   ona   mu   zrobiła,   śmierdzi   bardziej   niż   jego   perfumy   -  

powiedziała naszej gazecie anonimowa czytelniczka. - Zwodziła go tylko po  

to, żeby uzyskać tę chemiczną formułę, a potem go rzuciła. Cieszę się, że ten  

biedny chłopak wreszcie znalazł ukojenie i wyleczy złamane serce”.

Erika zmięła gazetę i cisnęła ją tak daleko, jak potrafiła. Papier odbił się 

od drzwi gabinetu i upadł na dywan. Drzwi uchyliły się i ukazała się w nich 

Kelly.

- Czy to znaczy, że tego artykułu mam nie wkładać do segregatora z 

wycinkami prasowymi? - Podniosła gazetę z podłogi i rozprostowała kartki. - 

Kiedy   czytałam   artykuł,   pomyślałam,   że   wzmianka   o   śmierdzących 

perfumach  Denbyego  była naprawdę  poniżej  pasa.  To  bardzo  krzywdząca 

opinia.

Erika próbowała powstrzymać uśmieszek.

- Cóż, nic dziwnego, że autorka tych słów wolała pozostać anonimowa. 

background image

To była zapewne matka Denbyego. Kelly, powiedz mi szczerze, co ja takiego 

zrobiłam, że zalazłam za skórę tym dziennikarzom z brukowców?

- Naprawdę nie wiesz? - Kelly oparła się o poręcz fotela. - Pomyśl, 

Eriko.   Twoja   historia   to   gotowy   scenariusz   na   operę   mydlaną.   Śliczna   i 

zapewne   głupiutka   blondynka   najpierw   pracuje   jako   modelka,   a   potem 

przejmuje biznes ojca i doprowadza firmę do jeszcze większego rozkwitu. 

Właśnie dlatego zalazłaś im za skórę. Nie pasujesz do wizerunku, jaki sobie 

wymarzyli, a to działa im na nerwy.

- Nie sądzisz, że mogliby już sobie odpuścić? Minęły dwa lata, odkąd 

zerwałam te zaręczyny i odkąd zmarł mój ojciec.

- I za każdym razem, kiedy pojawia się nowa reklama Ladylove, twoje 

zdjęcia przypominają im, jak bardzo mylili się co do ciebie. Ciesz się z tego, 

Eriko. To jest miara twojego sukcesu.

- Staram się o tym pamiętać. - Uniosła pióro. - A przy okazji… jeśli 

chodzi o sobotni bankiet… czy ty lub „Sentinel” zdecydowaliście już, z kim 

powinnam pójść?

- Nie wspomnieli o tym. - Kelly starała się zachować kamienną twarz. - 

Ciesz się, że w tej sprawie pozostawiono ci wolną rękę. 

W czasie kiedy Erika płaciła za taksówkę przed wejściem do swego 

background image

apartamentowca, Stephen wybiegł, aby ją powitać.

- Oto osoba, którą pragnęłam zobaczyć - powiedziała, wręczając mu 

torbę, w której przywiozła sukienkę. 

- Witamy w domu, panno Forrester - powiedział, zapraszając ją gestem, 

aby   weszła   do   holu.   -   Żałuję,   że   nie   mogłem   powitać   pani   wczoraj 

wieczorem, kiedy pani wróciła z podróży. W moim biurze czeka na panią 

świeżo zaparzona kawa, jeśli miałaby pani ochotę na filiżankę.

-   Jesteś   kochany,   Stephen.   -   Usiadła   w   wyjątkowo   wygodnym, 

pokrytym pluszem fotelu dla gości w biurze Stephena i postawiła stopy na 

małym   podnóżku,   pasującym   idealnie   do   wystroju   wnętrza.   Patrzyła,   jak 

portier wiesza jej torbę z suknią obok identycznej torby, znajdującej się na 

wieszaku przy drzwiach. - A co stało się z twoim asystentem? Wysłałeś go na 

noc do domu czy już zrezygnował z pracy?

- Dlaczego miałby zrezygnować? - zapytał zmieszany.

Wzruszyła ramionami.

-   Dziś   rano   odniosłam   wrażenie,   że   jest   już   nieco   zmęczony 

wymaganiami   lokatorów,   więc   byłabym   zaskoczona,   gdyby   zagrzał   tu 

miejsce dłużej.

- Amos zaraz przyjdzie. On wyznaje po prostu nieco inną filozofię niż 

ja. To wszystko.

Powinieneś   dostać   tytuł   najbardziej   wyrozumiałego   człowieka   roku, 

pomyślała.

background image

- Co mogę dla pani zrobić, panno Forrester?

- Potrzebuję rady - szepnęła. - Poszperaj w swoim czarnym notesie z 

kontaktami i powiedz mi, który z twoich przyjaciół mógłby i chciałby pójść 

ze mną w sobotę na bankiet.

- Obawiam się, że nie znam nikogo odpowiedniego.

- Umiem się odwdzięczyć.

- Czyżby tak piękna kobieta potrzebowała kogoś do towarzystwa? - 

usłyszała   głos   dobiegający   zza   pleców.   Była   tak   zaskoczona,   że   niemal 

upuściła filiżankę z kawą. Odwróciła się i w drzwiach zobaczyła szeroko 

uśmiechniętego Amosa.

- Amos, nie możesz zwracać się do lokatorów w taki… - zaczął Stephen 

karcąco.

- Już jestem po pracy. - Amos oparł się swobodnie o biurko.

Istotnie, z daleka widać, że już nie jest na służbie, pomyślała Erika. 

Czarny uniform i krawat zastąpił dżinsami i cienkim swetrem. Rękawy miał 

podciągnięte powyżej łokci. Jego ramiona wydawały się jeszcze szersze, a 

niebieskie oczy bardziej błyszczące.

- Próbuję - zaczął z lekkim znużeniem Stephen - uświadomić ci, że na 

tej posadzie pracuje się dwadzieścia cztery godziny na dobę.

- Mów za siebie, Stephen. Nic dziwnego, że jesteś wiecznie zmęczony. 

Chcę się jedynie dowiedzieć, dlaczego panna Forrester potrzebuje pomocy w 

organizacji randki. Nie wspominam już o tym, że zżera mnie ciekawość, w 

background image

jaki sposób zamierza się odwdzięczyć za taką specjalną przysługę…

Było zdecydowanie za późno, by  próbować obrócić całą sytuację w 

żart. Z drugiej strony niby dlaczego miałaby się przejmować opinią Amosa na 

temat jej kontaktów z mężczyznami? Spojrzała na niego.

- Nie wiem, dlaczego jesteś złośliwy, ale jeśli to ze mną masz jakiś 

problem,   obiecuję   więcej   cię   nie   niepokoić.   Prawdę   mówiąc,   takie 

rozwiązanie   jest   mi   bardzo   na   rękę.   A   teraz,   Amos,   skarbie,   zostaw   nas 

samych, chciałabym skończyć moją prywatną rozmowę z Stephenem.

- Jeśli jeszcze kiedyś zapragniesz poufnej rozmowy, po prostu zamknij 

drzwi. Słychać cię prawie w całym domu. Nie możesz mieć do mnie pretensji, 

że akurat przechodziłem.

Stephen odchrząknął znacząco i spróbował zapanować nad sytuacją.

- Wróćmy do początku. Co to za bankiet i kto na nim będzie? Jeśli mam 

coś zaradzić, potrzebuję podstawowych informacji.

- Sprawa dotyczy walki z analfabetyzmem wśród dorosłych. Dobrze 

byłoby   zatem,   żeby   twój   przyjaciel   obracał   się   w   towarzystwie   autorów, 

wydawców, agentów…

Stephen uśmiechnął się.

- Masz kogoś? - spytała z nadzieją w głosie Erika. - Stephen, jesteś 

aniołem.

- Wygląda na to, że twój problem został rozwiązany. - Amos podszedł 

do biurka.

background image

- Wymagania w sam raz pasują do Amosa - wyjaśnił Stephen.

Erika spojrzała na niego badawczo.

- To chyba nie najlepszy czas na żarty.

- Mówię poważnie. Amos pisze książkę. Dlatego tu jest. 

Przeniosła wzrok na Amosa. Odniosła wrażenie, że dostrzegła błysk 

irytacji w jego oczach.

- Chyba nie całkiem zrozumiałam… - zaczęła zaskoczona.

-   Jest   wiele   zalet   tej   pracy.   -   Z   wyjaśnieniem   pospieszył   sam 

zainteresowany. - Główna to taka, że mam dużo wolnego czasu.

-   Rzeczywiście.   Ale   kiedy   już   wszystkich   przekonasz,   że   lepiej   nie 

zawracać ci głowy, to wyjdziesz na tym jeszcze lepiej - powiedziała, po czym 

odwróciła się do Stephena. - Nie, nie mogę odrywać artysty od pracy. Strach 

pomyśleć, co by było, gdyby nasz przyjaciel przez głupie przyjęcie stracił 

jakąś literacką nagrodę. - Wstała z krzesła. - Zresztą zapewne sam artysta 

zgodzi się ze mną.

-   No,   to   akurat   zależy   od   wyrazów   wdzięczności,   o   których 

wspominałaś - mruknął Amos.

Zapomnij o tym, skarbie, odpowiedziała mu w myślach. Spojrzała na 

wieszak i spytała Stephena, który z dwóch niemal identycznych pokrowców 

na ubrania należy do niej.

- Pozwól, że zgadnę - zaczął Amos. - Jak przypuszczam, kupiłaś białą 

background image

jedwabną bluzkę?

Zaskoczona przytaknęła.

- Hm, Stephen wysłał mnie dziś do miasta, żebym na wszelki wypadek 

taką kupił. Wygląda na to, że masz teraz dwie takie same. Pewnie będziesz 

chciała, żebym jedną oddał?

- To byłoby logiczne. Ale może raczej prosiłabym cię, żebyś wymienił 

ją na inny kolor, na przykład niebieski.

- A może czerwony niczym wino?

- Wiesz co? Może lepiej po prostu zwróć ją do sklepu. - Wzięła swoje 

rzeczy, podziękowała Stephenowi za pamięć i ruszyła w stronę wind.

Część   dla   VIP-ów   w   ekskluzywnym   klubie   Civic   nigdy   nie   była 

specjalnie zatłoczona. Tego dnia jednak ciężko byłoby wetknąć tu szpilkę. 

Erika siedziała z kieliszkiem sherry i czekając na swojego gościa, próbowała 

opanować zdenerwowanie.

Czy ty wiesz, w co się pakujesz? - pytała samą siebie w myślach.

Przypomniały jej się przestrogi i napomnienia ojca: „Nie masz żadnego 

doświadczenia w tym biznesie. Dotąd los był dla ciebie łaskawy, ale to nie 

będzie trwało wiecznie. Nie kuś losu, Eriko”.

background image

Kelly pewnie miała rację, przemknęło Erice przez głowę. Wydawcy 

„Sentinelu”   nie   byli   jedynymi,   których   zaskoczyła   jej   decyzja   przejęcia 

schedy po ojcu. Wspominając tamten czas, musiała przyznać, że początkowo 

sama była zdumiona.

Tym bardziej osłupiały był zarząd Ladylove Cosmetics, ale ich protesty 

na nic się nie zdały, bo Erika posiadała pakiet kontrolny akcji. Ojciec chyba w 

ogóle nie wierzył w jej możliwości w tej dziedzinie, bo zwykł mawiać: „Nie 

zawracaj sobie głowy biznesem, skarbie. Po prostu uśmiechaj się do kamery”.

Udowodniła jednak, że nadaje się do tej pracy. W niecałe dwa lata od 

objęcia   przez   nią   posady   dyrektora   generalnego   firmy   wzrosły   wyraźnie 

notowania Ladylove Cosmetics na giełdzie. Firma przynosiła coraz większe 

zyski. Z tak ugruntowaną pozycją Erika mogła rozwinąć skrzydła. Wydawało 

się,   że   przejęcie   firmy   Feliksa   La   Croix   to   naturalny,   kolejny   ruch,   jaki 

powinna wykonać.

Teraz tylko pozostawało przekonać Feliksa do tego pomysłu.

Ponieważ jej kieliszek był już pusty, rozejrzała się wkoło. Feliksa wciąż 

nie było nigdzie widać, a wszyscy kelnerzy gdzieś znikli. Odchyliła się na 

krześle i  zamknęła  oczy. Wierzyła, że czasem wystarczy  o czymś mocno 

pomyśleć, by stało się rzeczywistości 

Wyczuła, że ktoś stoi przed nią. Zmieszana wyprostowała się szybko.

- Felix, bardzo się cieszę… - zaczęła, ale zmieszała się jeszcze bardziej, 

bo zorientowała się, że to nie Felix przyłapał ją na fantazjowaniu.

background image

Przed Eriką stał Denby Miles, jej były narzeczony.

Od czasu zerwania zaręczyn wpadali na siebie od czasu do czasu, ale 

ograniczali się wówczas do chłodnej wymiany grzeczności i starali się zejść 

sobie z oczu.

-   Denby,   co   za   niespodzianka   spotkać   cię   tu   podczas   lunchu   - 

powiedziała.

-   Co   konkretnie   masz   na   myśli?   -   Jego   oczy   zwęziły   się,   jakby 

dopatrywał się jakiegoś podstępu w jej słowach i zachowaniu.

- Dokładnie to, co powiedziałam. Jeśli czujesz się urażony zwykłym 

powitaniem, to… - przerwała. - Widziałam informację, że żenisz się z córką 

swojego szefa. Pewnie powinnam ci pogratulować.

- To oczywiste, że czytałaś tę informację. Musiałaś znowu się pojawić i 

wszystko zniszczyć?

- Zniszczyć? Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

-   Dlaczego   jesteś  taka   samolubna   i   egocentryczna?   Twoje   nazwisko 

musiało się pojawić nawet w anonsie o moich zaręczynach!

- Wydaje ci się, że chciałam, aby mnie w ten sposób opisano? - zapytała 

zaskoczona.

- Jeanette ogromnie to przeżyła. To najważniejszy moment w jej życiu, 

a ty musiałaś wtrącić swoje trzy grosze.

Erika wstała.

background image

- Twoja narzeczona musi się nauczyć z tym żyć. Jestem częścią twojej 

przeszłości,   Denby.   Choćbyśmy   oboje   bardzo   tego   chcieli,   nie   zdołamy 

zmienić faktów. Oczywiście, jeśli te zaręczyny są dla ciebie tak samo ważne, 

jak dla niej, to twoja narzeczona nie ma powodu do obaw. A już zwłaszcza 

nie przeze mnie…

- Naprawdę musisz skupiać na sobie całą uwagę? Nie wystarczało ci już 

bycie czołową modelką i pojawianie się na okładkach wszystkich czasopism? 

Musiałaś jeszcze zostać dyrektorem generalnym, a…

- Słuchaj, Denby, to nie był mój pomysł, żeby „Sentinel” ponownie 

rozpisywał   się   o   naszym   związku.   A   teraz   przepraszam…   -   Próbowała 

przecisnąć się obok niego, ale zastąpił jej drogę.

- Może się mylę - zgodził się. - Może faktycznie nie chciałaś znów 

wyciągać tego na światło dzienne. Zwłaszcza teraz… kiedy coś szykujesz.

- A co ja takiego szykuję? O czym ty mówisz?

-   Przecież   wiesz   -   odparł.   -   Zawsze   wierzyłem,   że   to   był   pomysł 

twojego ojca, żebyś mnie zwodziła obietnicami do chwili, gdy on osiągnie 

zamierzony   cel.   A   teraz   zastanawiam   się,   kto   tak   naprawdę   pociągał   za 

sznurki. Może to był jednak twój plan?

Mówił coraz głośniej i dobitniej. Jego głos odbijał się echem i wszyscy 

siedzący przy stolikach zaczęli bacznie im się przyglądać. Jednak Denby nie 

zamierzał przerywać tyrady.

- A skoro ta metoda tak świetnie zdała egzamin w moim przypadku, 

background image

czemu nie spróbować ponownie? Może powinienem ostrzec Feliksa, w co się 

pakuje? Niech wie, że jedyne, na czym ci zależy, to przejęcie jego firmy.

- Nie zamierzam dłużej tego słuchać…

-   To   z   nim   jesteś   dziś   umówiona,   prawda?   Może   będę   siedział   w 

pobliżu, żeby upewnić się, czy powiesz mu całą prawdę.

- Denby, to jakaś kpina!

- A może pójdę prosto do redakcji jakiegoś brukowca - zagroził. - To 

jest pomysł! Efekt będzie ten sam, a przynajmniej dobrze mi zapłacą.

Kątem oka Erika zauważyła jakiś ruch. To nie mógł być żaden członek 

klubu. Ktoś poruszał się zbyt szybko, a klubowicze nigdy się nie spieszą. W 

każdym razie nie tutaj.

Kiedy dotarło do niej, co się dzieje, próbowała jeszcze opuścić głowę, 

ale już było za późno. Błysk flesza niemal ją oślepił. Fotograf uniósł aparat 

nad   głowę   i   potrząsnął   nim   w   geście   triumfu.   Po   chwili   wymknął   się 

kelnerowi, przebiegł przez hol i zniknął za frontowymi drzwiami.

Denby zamrugał i zapytał z głupia frant:

- Co to było?

- „Sentinel” - odparła ponuro. - Jeśli chcesz dostać dobrą cenę za swoją 

plotkę, lepiej się pospiesz, zanim ten paparazzi cię uprzedzi.

Odwróciła się i wpadła na kelnera, który przed momentem próbował 

zatrzymać fotografa.

background image

-   Panno   Forrester,   pan   La   Croix   prosił,   żebym  to   pani   przekazał.   - 

Wręczył jej złożoną kartkę papieru. Był to klubowy papier listowy.

Przez chwilę zapomniała o Feliksie i przyczynie, dla której umówiła się 

z nim na lunch, ale wręczony przez kelnera elegancki blankiet przywrócił jej 

pamięć.

Wiadomość była krótka i treściwa.

„Na   pewno   zrozumiesz,   dlaczego   nie   mam   ochoty   być  częścią   tego 

przedstawienia. Odezwę się, jak już wszystko przemyślę”.

Felix   La   Croix   był   więc   tutaj,   widział   Denbyego,   słyszał   jego 

przemowę i postanowił odwołać spotkanie. Nawet nie mogła go winić za 

wycofanie się. Dobrze, że chociaż zostawił wiadomość.

- Czy przejdzie pani teraz do jadalni, panno Forrester? - zapytał kelner.

Żołądek ścisnął jej się na samą myśl o jedzeniu.

- Nie, dziękuję, Harry. - Zabrała teczkę z dokumentami ze stolika i 

płaszcz z szatni, wkładając list Feliksa do kieszeni. W biurze czekało na nią 

dużo pracy.

Jednakże   nie   miała   ochoty   widzieć   się   teraz   z   Kelly   i   wysłuchiwać 

pytań, jak poszły negocjacje i dlaczego spotkanie trwało tak krótko.

Wrócę do domu i wcześniej się położę, zdecydowała. Do jej budynku 

było tylko kilka przecznic, a Stephen z pewnością znajdzie sposób, żeby ją 

rozweselić.

background image

Jednakże Stephena nie było w biurze, znów zastępował go Amos. Na 

biurku przed nim leżała kanapka i notatnik z żółtymi kartkami, na którym 

widać było same pokreślone zdania.

-   Przepraszam,   nie   zamierzałam   przeszkadzać.   -   Wycofała   się 

pospiesznie.

- Wejdź. - Wstał. - Co mogę dla ciebie zrobić? 

Erika czuła, że nadal kręci jej się w głowie. To pewnie z tego powodu 

wydało jej się, że Amos zachowuje się przyjacielsko.

- Co cię tak odmieniło? Ach, wiem… zdecydowałeś, że jednak nic się 

nie   stanie,   jeśli   pójdziesz   na   bankiet   i   spotkasz   się   z   wydawcami   i 

popularnymi pisarzami.

-   Powiedziałem  ci,   że  to   zależy   tylko  od   ciebie.   Wyglądasz,   jakbyś 

właśnie straciła ostatniego przyjaciela. Co się stało?

- Masz coś na zgagę? - westchnęła.

Wskazał na leżącą przed nim kanapkę.

- Włoska kiełbasa, cebula i szwajcarski ser. Jeśli to nie pomoże, nic nie 

pomoże.

- Miałam na myśli coś, co wyleczy zgagę, a nie ją wywoła. - Zachwiała 

się.

Amos wziął ją pod rękę i podprowadził do fotela.

-   Naprawdę   nic   mi   nie   jest   -   zaprotestowała.   -   Po   prostu   straciłam 

background image

równowagę. To wszystko. Nie zamierzam zemdleć.

- Tak czy siak, nic się nie stanie, jeśli usiądziesz. Co się stało?

-   Och,   nic   wielkiego   -   próbowała   zbagatelizować   ostatnie 

niepowodzenia. - Duch z przeszłości - to raz. Paparazzi wyskakujący zza 

kwiatów   w   miejscu,   które   miało   być   najbardziej   prywatnym   klubem   w 

mieście. I wreszcie porażka biznesowa.

-   Cieszę   się   w   takim   razie,   że   to   nie   było   nic   ważnego.   -   Odłożył 

kanapkę na bok.

- Czy to twoja książka? - Wskazała na notes.

- Jedynie mały fragment. - Westchnął, patrząc na pokreślone zdania.

- Jak ci idzie pisanie?

- Powoli. Zbyt wiele rzeczy mnie rozprasza.

- Muszę ci coś powiedzieć. Ta praca może wydawać się łatwa, ale taka 

nie jest.

- Tylko dlatego, że Stephen wszystkich rozpuścił.

- Szczególnie mnie - odparła niepewnie. - Tak przypuszczalnie myślisz.

- Ty potrzebujesz służącej, sekretarki i ochroniarza w jednej osobie. 

Chociaż w sumie właśnie takie funkcje spełnia niemal każda żona.

- Żona?

- Tak myślę. - Wydawał się z siebie bardzo zadowolony.

background image

- Taki jest twój ideał żony? Mój Boże, ty masz zupełnie spaczony obraz 

świata…

Dręczyły ją słowa, które usłyszała: potrzebujesz służącej, sekretarki i 

ochroniarza…

Sekretarkę   miała.   Z   doborem   ubrań   radziła   sobie   świetnie   i   bez 

pokojówki. Ale ochroniarz…

-   Wiesz,   myślę,   że   z   jednym  trafiłeś.   Nie   chodzi   mi   o   żonę,   bo   to 

dopiero byłby świetny temat dla brukowców. Już widzę te nagłówki. Ale mąż 

to zupełnie inna kwestia. Amos, kochanie, co o tym myślisz? 

background image

Rozdział drugi

Amosowi przychodził do głowy tylko jeden powód, dla którego Erika 

mogłaby chcieć poznać jego zdanie w tej kwestii. Jedyny, który pasował do 

całej układanki.

Gdyby powiedział, co naprawdę myśli, Erika pewnie oskarżyłaby go o 

używanie   nieprzyzwoitego   języka   w   obecności   dam.   Miałaby   rację. 

Przynajmniej w kwestii języka, bo co do obecności dam, sprawa pozostawała 

otwarta.

- Jaka kobieta… - odchrząknął i zaczął jeszcze raz. - Damy nie sugerują 

małżeństwa nieznajomym mężczyznom. Mam rację?

Kiedy dotarło do niej, o co mu chodzi, spojrzała na niego przerażona i 

oburzona.

- Odniosłeś wrażenie, że proponuję ci małżeństwo?

W głowie miał zamęt. Przecież wciąż powtarzała: „Amos, kochanie…” 

Ale jeśli nie to miała na myśli, to o co jej właściwie chodziło? - zastanawiał 

się.

- Dokładnie tak to zrozumiałem - odpowiedział.

-   Nie   dość,   że   jesteś   arogancki,   to   jeszcze   upośledzony   słuchowo. 

Wszystko, co chciałam powiedzieć, to…

- W porządku, w porządku. Już rozumiem. - Teatralnie westchnął. - I 

background image

naprawdę bardzo mi ulżyło.

-  Jak  w  ogóle  mogłeś coś takiego  pomyśleć?  Przecież  ja nawet  nie 

wiem, jak się nazywasz.

- To kogo zamierzasz poślubić? I wyjaśnij mi, o co w tym wszystkim 

chodzi. Hm, chyba że mówisz sama do siebie i nie powinienem się wtrącać.

Przez chwilę wydawało mu się, że Erika nie zareaguje na pytanie, ale 

po kilku sekundach uniosła głowę i odparła tajemniczo:

- To sprawa zawodowa.

Amos ku swemu zdziwieniu zupełnie nie poczuł się zaskoczony.

Erika zdjęła płaszcz, odchyliła się na fotelu i westchnąwszy, zamknęła 

oczy.

Amos skłamałby, mówiąc, że jej figura nie zrobiła na nim wrażenia. 

Reklamy Ladylove koncentrowały się zazwyczaj na twarzy, a teraz pierwszy 

raz   mógł   podziwiać   całą   sylwetkę   Eriki.   Miała   wspaniałą,   niemal   idealną 

figurę.

Szkoda tylko, że przymioty ciała nie idą w parze z przymiotami ducha, 

pomyślał sarkastycznie.

- Wiesz, jest firma, którą próbuję kupić - zaczęła. - Przez pewien czas 

zajmowaliśmy się jedynie kolorowymi kosmetykami, takimi jak szminki czy 

cienie do powiek. Później rozszerzyliśmy produkcję o perfumy.

- Dzięki pozyskaniu receptur Denbyego Milesa - wtrącił Amos.

background image

- Och, a zatem ty też czytasz brukowce - skomentowała ozięble.

- Jedynie kiedy stoję w kolejce po zakupy dla mieszkańców tego domu.

Erika skrzyżowała nogi.

Długie i bardzo zgrabne, jak natychmiast zauważył Amos. Spostrzegła, 

że jej się przygląda, ale nie zmieniła pozycji, co mu zaimponowało.

- Mówiłaś o gazetach - przypomniał.

- Cóż, chyba nie muszę ci wyjaśniać, że historia znajomości z Denbym 

nie przebiegła dokładnie tak, jak opisuje to „Sentinel”?

Słono zapłacę, by poznać prawdę, pomyślał.

- W każdym razie Ladylove ma ugruntowaną pozycję i pora myśleć o 

dalszej   ekspansji   rynkowej.   Jest   pewna   firma,   która   idealnie   odpowiada 

naszym zamierzeniom. - Przyjrzała mu się uważnie, ale po chwili wahania 

uznała,  że może  mu   zaufać,  i kontynuowała.  -  Chcę  przejąć  produkty  do 

pielęgnacji włosów z linii Kate La Croix.

- Myślałem, że Kate La Croix nie żyje. - Zmarszczył brwi.

- Zgadza się. Od pół roku. I dlatego jej mąż jest gotów odsprzedać 

firmę.

- A skoro ty chcesz kupić, to elementy układanki zaczynają pasować…

- Dokładnie tak. Możemy połączyć siły dwóch małych firm i stworzyć 

duże, silne przedsiębiorstwo.

background image

-   Brzmi   to   logicznie.   Nie   rozumiem   tylko,   co   tu   ma   do   rzeczy 

małżeństwo. Chyba że… O, teraz rozumiem. Jeśli za niego wyjdziesz, to nie 

trzeba będzie wydawać pieniędzy na jego firmę.

Chwilę   później   Amos   pomyślał,   że   na   reklamach   Ladylove   Erika 

Forrester wyglądała łagodnie i nic nie wskazywało, by umiała wpadać w tak 

wielką   wściekłość.   Nie   zerwała   się   gwałtownie,   nie   krzyczała,   ale   w   jej 

oczach pojawił się lód, który go niemal obezwładnił.

-   Dokładnie   tak   pomyślałby   każdy   kretyn,   który   wiedzę   o   świecie 

czerpie ze szmatławców.

- Przykro mi, że ponownie wychodzę na idiotę, ale nadal nie rozumiem, 

w czym rzecz.

-   Przepraszam.   Nie   chciałam   cię   urazić.   Nie   ty   jeden   dojdziesz   do 

takiego wniosku.

Na   biurku   zadzwonił   telefon.   Erika   spojrzała   na   Amosa,   który   nie 

kwapił się, żeby podnieść słuchawkę.

-   Automatyczna   sekretarka   załatwi   sprawę   -   wyjaśnił,   po   czym 

wyciągnął do Eriki rękę z kawałkiem kanapki. 

- Czytelnicy brukowców, czyli mniej więcej połowa świata, wierzą, że 

umawiałam się z Denbym tylko dla tych receptur, i rzuciłam go, kiedy mój 

ojciec je dostał. Teraz wszyscy pomyślą, że tak samo postąpię z Feliksem.

- Zignoruj ich. To tylko brukowce. Jakie ma znaczenie, co myślą ich 

ograniczeni czytelnicy?

background image

- Ja się nie przejmuję. Wściekam się, złoszczę, ale w końcu potrafię 

przejść nad tym do porządku dziennego. Jednak będzie to miało znaczenie dla 

Feliksa - skończyła i podała Amosowi liścik, który otrzymała w klubie.

Z ociąganiem spojrzał na treść.

- To od niego - pospieszyła z wyjaśnieniem. - Denby zrobił niezłą scenę 

dziś w klubie. Felix musiał nas zobaczyć i wycofał się. Nie mogę go winić. 

Prasa jeszcze nic nie wie o planowanych negocjacjach, ale wkrótce na pewno 

coś   wywęszą.   I   wtedy   biedny   Felix   stanie   się   obiektem   przeróżnych 

nieprzyjemnych spekulacji. Dlaczego się ze mną spotyka, jakie będą warunki 

umowy,   jak   szybko   go   zostawię   po   załatwieniu   interesów   i   tak   dalej.   A 

przecież dopiero niedawno skończyła się żałoba po jego żonie.

- To rzeczywiście może być dla niego ciężkie do zniesienia - zamyślił 

się Amos. - Ale może zmotywuje go do szybkiej sprzedaży udziałów.

- Prędzej do zerwania wszelkich kontaktów ze mną. Szczególnie kiedy 

dojdzie   do   wniosku,   że   specjalnie   manipuluję   mediami,   żeby   szybciej 

sprzedał mi firmę. Ani mi to w głowie, ale gdybym była zamężna… Nikt nie 

mógłby twierdzić, że zamierzam usidlić Feliksa.

- I twoim zdaniem to nie jest manipulowanie opinią publiczną? Zresztą 

mniejsza z tym. Jeśli Felix jest taki wrażliwy, to czemu nie rozejrzysz się za 

inną firmą tego typu?

- Bo nie ma takiej innej. Myślisz, że nie szukałam?

Większość z tych, które znalazłam, to były oddziały dużych korporacji i 

background image

nie bylibyśmy w stanie ich kupić. Nawet gdyby były na sprzedaż. Poza tym 

produkty Kate doskonale uzupełniają linię Ladylove. Przykładała dużą wagę 

do tego, by produkowano je wyłącznie ze składników naturalnych, a nie z ich 

chemicznych substytutów.

- Wydaje mi się, że Felix potrzebuje cię bardziej niż ty jego. Ponieważ 

to była firma jego żony, w tej chwili z każdym dniem traci na wartości. Siedź 

spokojnie i czekaj, a on sam do ciebie przyjdzie.

- Nie. - Erika pokręciła przecząco głową. - Od śmierci Kate sprzedaż 

ich   produktów   znacznie   wzrosła.   Obecnie   używanie   szamponów   Kate   La 

Croix stało się bardzo modne. Felix chce sprzedać firmę tylko dlatego, że 

zbyt   duży   ból   sprawia   mu   codzienny   kontakt   z   produktami,   które 

przypominają mu żonę. Zapewniłam go, że zachowamy imię Kate w nazwie i 

nie zmienimy logo na produktach. Nasze firmy to idealne połączenie. Gdyby 

tylko brukowce nie mieszały w to spraw osobistych.

- W porządku - podsumował. - Rozumiem teraz, co masz na myśli, ale 

nadal   jestem   zdania,   że   fikcyjne   małżeństwo   to   głupi   pomysł.   A   o   kim 

myślałaś jako o swym przyszłym mężu, skoro nawet nie masz z kim iść na 

sobotni bankiet?

Jej oczy zapłonęły, ale nic nie powiedziała.

-   Dlaczego   więc   prosisz   Stephena,   żeby   znalazł   ci   kogoś   do 

towarzystwa? Jeśli masz tylu dobrych kandydatów, lepiej wybierz któregoś z 

nich, zamiast szukać nowego.

- Ponieważ jeśli pojawię się publicznie z jakimś mężczyzną więcej niż 

background image

dwa razy, wywołam kolejną falę plotek. Potrzebuję kogoś takiego jak… - 

zawahała się - jak Stephen.

Amos  próbował  się  pohamować,  ale jednak nie wytrzymał.

-   Panno   Forrester,   nie   lubię   być   posłańcem   złych   wiadomości,   ale 

Stephen jest… Powiedzmy, że nie jest zainteresowany kobietami. Jedynie na 

płaszczyźnie przyjacielskiej.

Spojrzała na niego groźnie.

- Myślisz, że o tym nie wiedziałam? Tak czy siak, jaka to różnica? 

Mówię tutaj o umowie handlowej, a nie o… - Przerwała.

- Zaspokojeniu potrzeb cielesnych? - dokończył za nią.

- Gdybym szukała właśnie tego, nie miałabym problemu z wyborem - 

powiedziała gorzko.

Amos nie wątpił w jej słowa. Rozumiał też przyczynę rozczarowania 

wyczuwalną   w   jej   głosie.   Z   jej   figurą   i   urodą   miała   zapewne   wielu 

adoratorów, gotowych wskoczyć do jej łóżka, a potem przechwalających się, 

że spędzili z nią noc. Była jak trofeum, o które chętnie stanęłoby do walki 

wielu mężczyzn.

Hej, nie masz co jej współczuć, pomyślał. W końcu sama naraża się na 

częste zaczepki, regularnie pojawiając się w reklamach.

- To, czego pragniesz, nie jest w tej chwili najważniejsze - odparł. - 

Chodzi o to, co pomyśli opinia publiczna. Jeśli chcesz więc, aby wszyscy 

wierzyli,   że   wzięłaś   prawdziwy   ślub,   Stephen   nie   jest   najlepszym 

background image

kandydatem. Nikt nie da wiary jego cudownej przemianie, więc lepiej nie 

marnuj czasu.

-   Skoro   nie   może   to   być   Stephen,   potrzebuję   kogoś   podobnego   - 

upierała się. - Kogoś uprzejmego, pomocnego i miłego…

- Kogoś, kto zrobiłby to z miłości?

- Nie wierzę w miłość.

- No, przynajmniej masz na tyle rozumu. Chyba nie zaufałabyś komuś, 

kto pojawiłby się nagle i oznajmił, że szaleje za tobą?

-   Musiałabym   być   kompletną   idiotką.   Wolę   jasne   relacje   i   umowy 

biznesowe.

- Skoro nie wymieniasz żadnych nazwisk, to znaczy, że rozpaczliwie 

brakuje ci odpowiednich kandydatów - wywnioskował. - No trudno, w takim 

razie będziesz musiała kupić sobie męża.

- Dlaczego jesteś taki brutalnie szczery?

-   Nie   jestem   brutalny,  skarbie.   Po   prostu   jasno   myślę.   Mówiłaś,   że 

chcesz   czystego   biznesowego   układu.   Jeśli   wolisz,   możemy   nazywać   to 

właściwą motywacją kandydata.

Kluczowe pytanie brzmi, co on będzie z tego miał?

- Będzie miał z tego rozliczne korzyści - powiedziała sucho, marszcząc 

brwi.

- Podaj mi choćby dwa przykłady.

background image

Zapadła cisza. Amos skończył jeść kanapkę, podniósł papier, zmiął go i 

cisnął do kosza.

- Tego się właśnie obawiałem - kontynuował. - Nie masz poważnych 

propozycji.

-   Nie   mogę   podać   żadnych   szczegółów.   To   będzie   zależało   od 

mężczyzny. Każdy jest zainteresowany tym samym rodzajem…

- Łapówki.

- Korzyści. Tak czy siak nie mówię tu o związku na stałe. To umowa 

krótkoterminowa. Kiedy już kupię firmę La Croix, umowa wygaśnie. Ten 

związek potrwa zaledwie kilka miesięcy.

-   A   co   zrobisz,   jeśli   kiedyś   ponownie   będziesz   chciała   kupić   jakąś 

firmę?

- Słuchaj, nie mam zamiaru kupić całego świata. Jeśli wyjdzie mi ten 

interes, będę bardzo szczęśliwa.

- Tak ci się teraz wydaje.

- W porządku - zgodziła się. - Być może będę jeszcze kiedyś chciała 

kupić   jakąś   firmę.   Ale   wtedy   będą   inne   okoliczności.   Dla   sprzedającego 

plotki na mój temat mogą być nawet na rękę. Tak czy inaczej, za wcześnie się 

tym martwić, prawda?

- W takim razie najlepiej byłoby wziąć ślub odnawialny.

- Naprawdę myślisz, że to jest śmieszne?

background image

- Skoro pytasz, to odpowiem. Tak, to jest śmieszne.

- Nie wiem, jak ci dziękować, Amos, kochanie. - Wstała. - Byłeś bardzo 

pomocny   w   rozjaśnieniu   moich   myśli.   Z   pewnością   dam   ci   znać,   co 

postanowiłam.

-   Trzymam   cię   za   słowo   -   odparł   uprzejmie.   Telefon   ponownie 

zadzwonił.   Amos   położył   rękę   na   słuchawce.   -   Po   prostu   nie   mogę   się 

doczekać dalszego ciągu tej historii.

Amos   bez   wątpienia   miał   rację,   doszła   do   wniosku   Erika,   kiedy 

wszystko   spokojnie   przemyślała.   Była   wstrząśnięta   atakiem   Denbyego   i 

reakcją Feliksa, dlatego początkowo wpadła w lekki popłoch i stąd ten głupi 

pomysł. Nie wart dalszego rozważania.

Oczywiście nie zamierzała zdradzać „kochanemu Amosowi”, że jego 

opinia wpłynęła na jej decyzję. Poza tym nie miała nawet okazji. W ciągu 

kolejnych dni po ich rozmowie widzieli się tylko kilka razy, a do tego na 

odległość lub w obecności Stephena.

Zapomni o całej sprawie, nadal będzie ignorowała informacje zawarte 

w brukowcach, a Felix La Croix przemyśli wszystko i odezwie się, tak jak 

obiecywał. Podpiszą korzystny kontrakt i koniec.

Nie   mogła   do   końca   zrozumieć,   dlaczego   nadal   ocenia   każdego 

napotkanego mężczyznę jako potencjalnego kandydata na męża. Przecież raz 

na zawsze ustaliła, że pomysł ze ślubem nie był trafiony.

Szef działu reklamy, który pracował już nad nową wiosenną kampanią, 

background image

był zbyt bystry, zbyt skory do flirtu, no i znali się zbyt długo. Kierownik 

działu marketingu Ladylove był zbyt poważny i miał zapędy dyktatorskie 

także w prywatnym życiu. Prawnik, którzy tworzył ofertę dla firmy La Croix, 

był zbyt pewny siebie i arogancki.

Jednakże   kiedy   przyłapała   się   na   ocenianiu   dostawcy   chińskiego 

jedzenia jako „zbyt młodego i prostodusznego”, załamała się i postanowiła 

wziąć się w garść.

- Wszystko w porządku? - zapytała Kelly, zaglądając do gabinetu Eriki.

- Nie - wymknęło jej się. - Tak, nic mi nie jest - poprawiła się. - Chcesz 

moje jedzenie? Straciłam apetyt.

- Musisz coś jeść - upomniała ją Kelly, sięgając po porcję smażonego 

ryżu.   -   W   przyszłym   tygodniu   masz   sesję   zdjęciową   do   nowej   jesiennej 

reklamy. Nie możesz wyglądać jak szkielet.

- Nie mogę? Wydawało mi się, że specjaliści od reklamy wolą, gdy 

jestem szczupła.

-   Nie,   nie   możesz   -   odparła   Kelly   łagodnie.   -   Makijaż   dla 

nieboszczyków nie zapewni nam wystarczającego udziału w rynku.

Erika nie słuchała. Patrzyła na projekt zamówienia, który czytała, zanim 

przywieziono jej lunch.

- Czy Felix La Croix już dzwonił?

- Nie i nic się nie zmieniło od twojego pytania dziesięć minut temu. 

Obiecał,   że   się   odezwie,   jak   już   wszystko   przemyśli.   Za   godzinę   mam 

background image

spotkanie z prawnikami i nie wiem, co im powiedzieć.

- Może Felix wciąż się zastanawia. - Kelly wzruszyła ramionami. - A 

może ma nadzieję, że jeśli będzie zwlekał z decyzją, to podniesiesz cenę. 

Chyba powinnaś zabrać go na bankiet. Zdecydowałaś się już na kogoś?

- Nie, ale nie sądzę, żeby  Felix był zainteresowany tym pomysłem. 

Minęło ledwo sześć miesięcy od śmierci Kate.

- Czyli nadszedł już czas, żeby wyszedł ze swojej skorupy  i zaczął 

bywać wśród ludzi. Zabierasz go tylko na obiad, nie do ołtarza, prawda?

Erika   miała   ochotę   uderzyć   asystentkę   w   głowę.   Ty   też   o   tym?   - 

pomyślała smętnie.

-   W   każdym   razie   -   kontynuowała   Kelly   -   jeśli   jesteś   pewna,   że 

odmówi, to tym bardziej możesz do niego zadzwonić.

- A może po prostu wezmę ciebie - pogroziła jej Erika. - Dlaczego 

wszyscy myślą, że wyjście na taką imprezę jest równoznaczne z randką?

- Wybacz, ale mam już plany. Będę pomagać na jednym ze stoisk z 

książkami, to świetne miejsce, żeby poznać wielu ludzi - powiedziała Kelly, 

po czym sięgnęła po telefon.

Erika   spostrzegła,   że   dzwoni   prywatna   linia,   której   numer   dała 

Feliksowi. Jej serce zabiło mocniej z podniecenia.

- Biuro panny Forrester - powiedziała Kelly. - Nie, panie La Croix. Z tej 

strony jej osobista asystentka. Już pana przełączam. - Podała Erice słuchawkę.

background image

- Dzień dobry, Feliksie - zaczęła Erika. - Przykro mi, że nie udało nam 

się zjeść razem lunchu. Może przełożymy to na przyszły tydzień?

- Powodem mojego wyjścia była rozmowa z reporterką z „Sentinelu”. 

Uznałem, że tak będzie lepiej - odparł, nie reagując na propozycję ponownego 

spotkania.

- Przykro mi to słyszeć - odpowiedziała na głos, a w myślach dodała, że 

wcale nie jest zaskoczona.

- Dziennikarka sprawiała wrażenie, jakby uważała, że coś nas łączy - 

ciągnął Felix. - I nie miała na myśli spraw zawodowych. Wyraźnie dała do 

zrozumienia,   że   jej   gazeta   przymierza   się   do   opisania   historii   naszego 

planowanego ślubu.

To gorzej, niż przypuszczałam, pomyślała Erika.

- Nie pierwszy raz się ośmieszą, pisząc bzdury - próbowała łagodzić 

sytuację.

- Nie pozwolę, by prasa grzebała w moim prywatnym życiu. - Głos 

Feliksa był zdecydowany. - Nie życzę sobie żadnych plotek, które godzą w 

imię   mojej   zmarłej   żony.   Dzwonię,   żeby   ci   powiedzieć,   że   rozpocząłem 

negocjacje z twoją konkurencją.

Erika poczuła, że grunt usuwa się jej spod nóg.

- Felix, przecież powiedziałeś mi, że nie sprzedasz firmy Kate żadnemu 

z   wielkich   koncernów.   Właśnie   dlatego   rozmawiałeś   najpierw   ze   mną, 

prawda?

background image

- Cóż, nie uważasz, że sytuacja się zmieniła? Nie widzę innego wyjścia. 

Jeśli nie powstrzymasz tych plotek, sprzedam firmę każdemu, tylko nie tobie.

Erika z trudem przełknęła ślinę.

- Daj mi kilka dni, proszę. Zobaczę, co mogę zdziałać.

Przez chwilę milczał, a potem odezwał się oschle:

-   W   porządku,   masz   czas   do   poniedziałku   -   oświadczył   i   odłożył 

słuchawkę.

Cóż   za   wspaniałomyślność   z   jego   strony,   dał   mi   cały   weekend, 

pomyślała przerażona i wściekła Erika.

- Chyba sprawy nie mają się dobrze - mruknęła Kelly.

- Wiesz, pójdę dziś wcześniej do domu. - Erika odchyliła się w fotelu. 

Może   to   właściwy   moment,   żeby   zrezygnować   z   ambicji   zawodowych?   - 

zastanawiała się. Czas, jaki dał jej Felix, niewiele zmieni. Może powinnam 

pogodzić się z porażką i poszukać innego zajęcia? - rozważała.

Nawet ojciec nie wróżył jej powodzenia. Zdenerwowana zdławiła w 

sobie wątpliwości. Wierzyła, że nie myli się co do produktów Kate La Croix. 

Połączenie   sił   to   było   najlepsze   rozwiązanie   dla   obu   przedsiębiorstw. 

Dlaczego   Felix   tego   nie   widzi?   No,   ale   skoro   nie   rozumie,   pomyślała,   a 

transakcja ma dojść do skutku, to muszę coś wykombinować.

„Jeśli nie powstrzymasz tych plotek…”

Była tylko jedna rzecz, jaką Erika mogła zrobić. Pokona „Sentinel”, 

background image

jeśli przed publikacją ich artykułu ogłosi publicznie zaręczyny.

Założenie   było   słuszne,   jednak   jego   realizacja   nie   należała   do 

najłatwiejszych.   Jak   to   Amos   powiedział?   -   przypominała   sobie.   „O   kim 

myślałaś, jako o swym przyszłym mężu, skoro nawet nie masz z kim iść na 

sobotni bankiet?”

Jest przecież wiele możliwości, przekonywała siebie. Oczywiście, na 

pewno   nie   chłopak   z   restauracji,   ale   szef   reklamy,   dyrektor   marketingu, 

prawnik… Prawda jednak była taka, że nie odważyłaby się porozmawiać o 

tym z żadnym z ich.

Pomyślała   o   Amosie.   Co   prawda   uznał   jej   pomysł   za   szalony,   ale 

przynajmniej   wysłuchał,   co   miała   do   powiedzenia.   Skoro   raz   pomógł 

uporządkować   jej   zamęt   w   głowie,   może   zechce   zrobić   to   ponownie. 

Pokrzepiona tą myślą ruszyła raźno do domu.

Amos siedział za biurkiem i przeglądał jakieś notatki.

- Muszę z tobą porozmawiać - powiedziała.

- Weź numerek. Jesteś dwudziesta w kolejce - odparł.

-   Poczekam.   -   Zdjęła   płaszcz,   po   który   sięgnął   Stephen,   gdy 

nieoczekiwanie pojawił się w pokoju. - Och, nie wiedziałam, że tu jesteś - 

powiedziała zaskoczona.

- Właśnie wszedłem. Ale cieszę się, że panią widzę i służę pomocą.

- W porządku - odparła z wdzięcznością. - Amos uczy mnie czekania na 

swoją kolejkę, więc poczekam.

background image

-   No   nie,   miałem   nadzieję,   że   zrezygnujesz   -   mruknął   zawiedziony 

Amos.

- Co się stało? - Erika usiadła na krześle. - Czyżby praca okazała się 

bardziej wymagająca, niż się spodziewałeś? Wiesz, odnoszę wrażenie, że za 

każdym razem kiedy cię widzę, jesteś bardziej wykończony.

- A ciebie to najwyraźniej cieszy. - Spojrzał na nią groźnie, ale nie 

przejęła się.

- Jadłeś już lunch?

- Dlaczego pytasz? - spytał podejrzliwie.

-   Ponieważ   teraz   ja   coś   kupię.   Byłam   ci   to   winna.   Ostatnio 

poczęstowałeś mnie kanapką, a ja nawet ci nie podziękowałam.

- Zastąpię cię - odezwał się Stephen, sięgając z uśmiechem po telefon.

Amos wstał niechętnie. Erika włożyła płaszcz.

- Jak ci idzie z książką?

- Dobrze wiesz, jak dobić faceta, prawda? - odpowiedział zgryźliwie.

-   Uważa,   że   w   tym   tempie   skończy   za   jakieś   czterdzieści   lat   - 

pospieszył z wyjaśnieniem Stephen.

- No cóż, przynajmniej nie musisz się obawiać odrzucenia ze strony 

czytelników. Gdzie chcesz zjeść?

Amos wyprowadził ją na ulicę.

background image

- Gdzieś, gdzie nikt cię nie rozpozna. Zostają nam zatem budki z hot 

dogami i bary.

Dotarli do najbliższego stoiska z hot dogami. Erika kupiła im po sztuce, 

wzięła coś do picia i poprowadziła Amosa w stronę ławki w parku. Kiedy 

usiedli i zaspokoili pierwszy głód, Amos spytał:

- To o czym chciałaś porozmawiać?

-   Pamiętasz   mój   plan,   o   którym   dyskutowaliśmy?   Zamierzam 

wprowadzić go w życie.

- A dlaczego mi o tym opowiadasz? - Przyjrzał się jej nieufnie.

- Kwestia dobrego wychowania. Powiedziałeś, że chcesz wiedzieć, co 

postanowiłam. Poza tym… - zawahała się. - Poza tym uważam, że jesteś 

idealnym kandydatem.

Amos zastygł w bezruchu niczym figura woskowa.

- O, co to, to nie. Nie wciągniesz mnie w to - odezwał się po chwili.

-   Nie   zamierzam   cię   wciągać.   Sam   stwierdziłeś,   że   wszystko   jest 

kwestią   odpowiedniej   motywacji.   Porozmawiajmy   zatem   o   tym.   Amos, 

kochanie, jak można cię kupić?

Nie odpowiedział.

-  Czterdzieści  lat  ślęczenia  nad  książką  -  powiedziała  pod  nosem.  - 

Warto   jakoś   temu   zaradzić.   Jeśli   oczywiście   jesteś   zainteresowany   dalszą 

rozmową.

background image

Rozdział trzeci

- Sam nie wierzę, że w ogóle słucham czegoś podobnego - powiedział 

Amos.

Sprawiał wrażenie, jakby na chwilę zapomniał o obecności Eriki.

- Dlaczego tak się zdenerwowałeś? - spytała. - Boisz się, że propozycja 

będzie zbyt kusząca?

- Pobożne życzenie, skarbie.

Erika odetchnęła głęboko.

-   Amos,   wydajesz   się   mądrym   człowiekiem,   który   odznacza   się 

praktycznym zmysłem. Zatem…

- No tak! Znasz mnie tak dobrze po zaledwie czterech dniach?

- Widzę, że prowadzisz dokładne statystyki.

- Nie schlebiaj sobie. - Spojrzał na nią kpiąco. - Wierzę, że z twoim 

rozległym doświadczeniem psychologicznym zdążyłaś mnie już odpowiednio 

zaszufladkować. Jednak czasami pozory mylą.

- Nie złość się na mnie. Mam powody, by uważać, że w pierwszej 

kolejności dbasz o własny interes. Dlatego wziąłeś tę pracę, choć to nie w 

twoim stylu odpowiadać na głupawe telefony.

- Zapewne zaraz mi powiesz, co jest w moim stylu - ironizował.

- Dążysz do tego, żeby być niezależnym - ciągnęła niezrażona. - Żeby 

background image

samemu sobie szefować. A przede wszystkim wydawało ci się, że ta praca 

będzie miła, łatwa i przyjemna.

Poruszyło go to.

- Nie mam nic złego na myśli - dodała pospiesznie. - Spodziewałeś się 

spokojnego   i   niezbyt   czasochłonnego   zajęcia,   dzięki   któremu   zarobisz   na 

utrzymanie. W ten sposób mógłbyś skoncentrować się na pisaniu.

- Cóż, tak było - westchnął ciężko.

- Rzeczywistość okazała się dużo bardziej brutalna. Gdybyś miał więcej 

doświadczenia   z   mieszkańcami   ekskluzywnych   dzielnic   Manhattanu, 

wiedziałbyś, co cię czeka.

Skrzywił się i zapatrzył na drzewa. Ech, błąd, skarciła się w myślach.

- Przepraszam - powiedziała. - Zabrzmiało to trochę snobistycznie i 

protekcjonalnie, prawda? Chodziło mi jednak o nakreślenie nagich faktów.

- Masz specyficzny sposób przedstawiania faktów, wiesz? - odparł, nie 

patrząc na nią.

- Nie jesteś lepszy. No, ale nie zmieniajmy tematu. Praca okazała się 

daleka od ideału, dlaczego więc nie rozejrzeć się za lepszym rozwiązaniem?

- To, co oferujesz, nie jest lepszym rozwiązaniem.

- Skąd wiesz? Przecież jeszcze nie rozmawialiśmy o mojej propozycji.

Ugryzła   hot   doga.   W   jej   głowie   kłębiły   się   myśli.   Nie   spiesz   się, 

pomyślała. Nie wystrasz go. Spraw, żeby sam zaczął zachodzić w głowę, ile 

background image

straci, jeśli odrzuci plan.

- Masz rację. Mogę cię przynajmniej wysłuchać - odezwał się w końcu.

Poczuła się wspaniale. Niczym wytrawny myśliwy, który po długich 

podchodach wreszcie zwabił zwierzynę w pułapkę.

-   Oferuję   ci   wolność   -   odpowiedziała.   -   Coś,   czego   szukałeś, 

podejmując   tę   pracę.   Dach   nad   głową,   pełną   lodówkę   i   żadnych   więcej 

telefonów. Pasuje?

-   No   i   oczywiście   kilkanaście   sznurków,   za   które   będziesz   mogła 

pociągać?

-   Wystarczy,   jeśli   od   czasu   do   czasu   pokażesz   się   gdzieś   w   moim 

towarzystwie.   -   Wzruszyła   ramionami.   -   Ale   nie   znaczy   to,   że   będziesz 

dreptał za mną całymi dniami.

- A co w ogóle popchnęło cię do takiego ruchu? - zainteresował się.

Opowiedziała mu o telefonie od Feliksa. Przez dłuższą chwilę milczał 

w zamyśleniu.

- Zdaje się, że ten facet jest odrobinę przewrażliwiony… - mruknął 

wreszcie.  - Rozumiem,  jest wciąż  w żałobie, ale  żeby  dać się zwariować 

głupim plotkom w jakimś szmatławcu i przez to stracić doskonałą transakcję? 

Jesteś pewna, że nie chodzi o zabieg zmierzający do uzyskania lepszej ceny?

- Jego przekaz był klarowny. Albo do poniedziałku ukręcę łeb sprawie, 

albo idzie do konkurencji.

background image

- A tego byś nie chciała.

- Oczywiście, że nie. I dlatego muszę zaprzeczyć plotkom. Pomożesz 

mi, Amos?

- Co konkretnie proponujesz? - spytał, wyrzucając papier po hot dogu 

do kosza.

- Krótkoterminowe małżeństwo.

- Możesz sprecyzować ramy czasowe?

-   Do   momentu   podpisania   formalnej   umowy   z   Feliksem. 

Prawdopodobnie to potrwa dwa do trzech miesięcy.

Szczęśliwie…

- A potem? - przerwał jej.

- Dyskretny rozwód. I tyle.

- W twoich ustach brzmi to niezwykle prosto - zadumał się.

- Bo takie jest. Pomyśl o tym, Amos. Dwa, trzy miesiące pisania bez 

przerwy, dzień po dniu. Ile jesteś w stanie napisać przez dwa miesiące?

- To zależy, ile będę miał dodatkowych zadań.

- Nie wiem - wzruszyła ramionami. - Ważne, żebyśmy raz na jakiś czas 

pokazywali   się   publicznie.   Poszli   czasem   na   jakiś   lunch.   Nic   więcej   - 

zapewniała go.

- A co z mieszkaniem pod jednym dachem?

background image

-   Z   tym   nie   będzie   problemu.   Mam   trzy   sypialnie.   Jedna   jest 

przerobiona na gabinet. Okna i balkon wychodzą na Central Park. Doskonałe 

miejsce do pracy. Jestem przekonana, że uda nam się ułożyć jakiś sensowny 

plan współistnienia. Mam dużo pracy i w domu bywam raczej gościem.

- I to całe moje zadanie?

- W zasadzie tak. Oczywiście nigdy, pod żadnym pozorem, nie możesz 

rozmawiać o mnie z prasą.

- I nawzajem.

- O to się nie martw. Z „Sentinelem” nie rozmawiam nawet o pogodzie. 

- Zawahała się chwilę. - Chciałabym dać ci coś w rodzaju stypendium.

- Żebym pamiętał o zakazie kontaktów z prasą?

- Niezupełnie. Potraktujmy to jako honorarium za wykonaną pracę.

Uniósł brwi zdziwiony.

- Spodziewam się, że będą cię nachodzić. Chcę jakoś wynagrodzić ci 

czas, który zmarnujesz na użeranie się z nimi - wyjaśniła.

- Skoro tak stawiasz sprawę, jak mógłbym odmówić? 

Nie  brzmiało to  całkiem jak  pytanie, choć  nie  było też wyrażeniem 

zgody. Postanowiła jednak nie drążyć tematu.

- O jakich pieniądzach rozmawiamy? - spytał.

Teraz z kolei ją zaskoczyła nieoczekiwana bezpośredniość pytania, ale 

background image

zaraz uświadomiła sobie, że przecież tego właśnie chciała. Uczciwej, szczerej 

i prowadzącej prosto do celu rozmowy.

- Powiedziałam stypendium - ostrzegła. - Nie obiecywałam, że dam ci 

niezależność. Ale rozumiem, że potrzebujesz pieniędzy. Pisanie książki to z 

pewnością pasjonujące zajęcie, jednak zajmuje dużo czasu, a pracując tutaj, 

nie zbijesz fortuny. - Zrobiła pauzę. - To trochę krępujące, żeby pytać, ale…

-   Zadziwiasz   mnie.   Erika   Forrester   zażenowana?   Umieram   z 

ciekawości, z jakiego powodu.

- Cóż… Amos. Widzisz, nie znam twojego nazwiska. Nigdy mi nie 

powiedziałeś.

- Nigdy nie pytałaś - przypomniał. - Nazywam się Abernathy. Może 

powinienem zapisać ci to na dłoni? Prawdę mówiąc, spodziewałem się pytań 

typu, czy nie jestem już żonaty, czy nie byłem karany…

Zamilkła. O czymś intensywnie myślała, po czym odezwała się:

- Zakładam, że Stephen już to sprawdził. Nie zatrudniłby cię tutaj bez 

odpowiednich referencji.

Amos nie mógł powstrzymać śmiechu.

- Jesteś niesamowita. Jeśli chodzi o karalność, to masz rację. Jednak 

Stephena zupełnie nie interesowało, czy mam żonę.

Pomyślała,   że  nie   ułatwia   jej   zadania.   Ale   ponieważ   to   ona   była  w 

potrzebie, nie okazała więc irytacji, a nawet zmusiła się do uśmiechu.

background image

- W porządku, zapytam zatem. Czy jesteś lub kiedykolwiek byłeś w 

związku małżeńskim?

- Na oba pytania odpowiadam przecząco.

- Wspaniałe - ucieszyła się. - Podpiszemy zatem przedślubną umowę 

i…

- Nie. - Amos pokręcił energicznie głową. - Taki dokument łatwo może 

wpaść w niepowołane ręce - odparł spokojnie. - Nie wierzę, że naprawdę 

odważyłabyś się na spisanie tego wszystkiego, o czym tu rozmawiamy.

-   Ależ   ja   zamierzam…   -   przerwała   jednak,   uświadomiwszy   sobie 

ewentualne konsekwencje takiego postępku. A niech to…

- Tak? Spisać warunki umowy, daty spotkań, wystąpień publicznych, 

wysokość   honorarium?   Dokument   na   wagę   złota   dla   łowców   sensacji   ze 

wszystkich brukowców.

Erika   przygryzła  wargę.   Nie   chciała   nawet   myśleć,   co   powiedzą   jej 

prawnicy na ślub bez intercyzy, ale Amos miał rację.

- Wyobrażasz sobie, że wystarczy uścisk dłoni?

- Jeśli nie możemy sobie ufać, to lepiej w ogóle zapomnijmy o całej 

sprawie - powiedział i wstał z ławki. - Dzięki za hot doga.

-   W   porządku.   -   Zerwała   się   na   równe   nogi   i   wyciągnęła   w   jego 

kierunku dłoń. - Umowa stoi.

Zwlekał przez moment, ale potem ujął jej rękę.

background image

Nie   był   to   pierwszy   raz,   kiedy   się   dotknęli,   ale   poczuła,   że   w  tym 

dotyku jest coś niezwykłego. Miała wrażenie, jakby w jego dłoń włożyła nie 

tylko swoją rękę, ale całe życie.

Zaraz zresztą zezłościła się na siebie, że pozwala sobie na takie myśli. 

To tylko krótkoterminowa umowa biznesowa, środek do celu. Powinna się 

cieszyć, że poszło tak gładko.

Przyglądał się jej, jakby pierwszy raz widział ją na oczy.

- Miło cię poznać, Eriko - powiedział lekko zachrypniętym głosem. Nie 

sprawiał wrażenia specjalnie zachwyconego.

Zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy nie nazwał jej panną Forrester, 

lecz po imieniu.

- Mnie również - zdołała z siebie wykrztusić. - Ach, Amos, kochanie - 

przypomniała sobie - zanim złożysz wymówienie, zrób, proszę, jeszcze jedną 

rzecz. Wpadnij do sądu i weź zezwolenie na zawarcie małżeństwa.

Amos   zdawał   sobie   sprawę,   że   zdecydowana   większość   osób   z 

otoczenia Eriki Forrester będzie miała sporo do powiedzenia, kiedy prawda 

wyjdzie   na   jaw.   W   końcu   Erika   zdecydowała   się   na   ślub   z   obcym 

człowiekiem… Nie spodziewał się jednak, że pierwszym i najgłośniejszym 

komentatorem nowiny będzie Stephen.

background image

Słuchał go jednym uchem, podczas gdy walczył z krawatem, który za 

nic   nie   dawał   się   porządnie   zawiązać.   Kiedy   Stephen   zrobił   przerwę   na 

zaczerpnięcie powietrza, Amos odezwał się.

- Zdawało mi się, że będziesz zadowolony. Przecież to w zasadzie był 

twój pomysł.

-   Ja   chciałem   tylko,   żebyś   towarzyszył   jej   na   bankiecie   -   jęknął 

oburzony Stephen.

- No i właśnie to robię.

- Żeby tylko to - nie dawał się przekonać.

- Wydawało mi się, że ją lubisz.

- Lubię, ale tylko jako miłą lokatorkę. Owszem, bywa nieco władcza…

-   Władcza?   Masz   na   myśli   te   chwile,   kiedy   zachowuje   się   jak 

rozkapryszona królewna?

- Ale nie szczędzi też pochwał i podziękowań.

-   Doprawdy?   Nie   miałem   przyjemności   zauważyć   -   skomentował 

Amos. - Słuchaj, Stephen, wiem, że dość nieoczekiwanie zrezygnowałem z 

pracy…

- Zanim tu przyszedłeś, sam sobie ze wszystkim radziłem. - Stephen 

wzruszył   ramionami.   -   Poradzę   sobie   i   teraz.   Skoro   uważasz,   że   panna 

Forrester jest władcza i despotyczna, to dlaczego u licha…

- Dlaczego się z nią żenię? - zapytał, przyglądając się swemu odbiciu w 

background image

lustrze. - Wszyscy pisarze są masochistami.

- Jeśli ci się wydaje, że to jest odpowiedź… Musisz wszystko dobrze 

przemyśleć, Amos. Kręcenie się tutaj i udawanie administratora przez kilka 

miesięcy to jedna sprawa, ale ten pomysł…

- A co to za różnica? Będę się po prostu włóczył gdzieś na górze, a nie 

w holu. Na razie, stary.

Wsiadł do windy jadącej na górne piętra do apartamentów. Kiedy Erika 

otworzyła mu drzwi, wydała mu się niższa niż zwykle. To pewnie dlatego, że 

jest   na   bosaka,   pomyślał.   Miała   na   sobie   ciasno   zawiązany   granatowy 

szlafrok. Bose stopy kuliła na marmurowej, z pewnością lodowatej, posadzce.

- Wybacz - powitała go - jestem nieco spóźniona. Wejdź i nalej sobie 

drinka, a ja pójdę się ubrać.

Wszedł   do   salonu.   Spojrzał   w   kierunku   drzwi,   za   którymi   zniknęła 

Erika, zostawiając je jednak niedomknięte. Dziwne, pomyślał, ale złożył to na 

karb jej zdenerwowania.

Kiedy później zastanawiał się nad tym, doszedł do wniosku, że to wcale 

nie   było   dziwne.   Erika,   jako   modelka,   często   pozowała   do   zdjęć   w 

niekompletnym stroju. Dlaczego teraz miałaby się nagle wstydzić?

A może starannie to zaplanowała, żeby go przetestować? Tak jakby sam 

się nie pilnował. Tak jakby był nią w najmniejszym stopniu zainteresowany. 

Co z tego, że była śliczna i zgrabna, przynajmniej według obowiązujących 

kanonów? Prawdziwe piękno to nie tylko fiołkowe oczy, śnieżnobiałe zęby, 

background image

krągłe piersi i długie nogi.

W pewnym  momencie  uświadomił  sobie,  że  nadal  stoi  w  drzwiach. 

Dokładnie w tym samym miejscu, w którym go zostawiła. Ruszył więc w 

stronę barku. Łyk whisky być może pomoże mu wziąć się w garść.

- Nalać ci coś?! - krzyknął w stronę uchylonych drzwi.

- Poproszę sherry.

Spodziewał   się,   że   Erika,   myjąc   się   i   ubierając,   nie   dosłyszy   jego 

pytania. Jednak jej odpowiedź zabrzmiała bardzo wyraźnie. Znaczyło to, że 

musiała   zatrzymać   się   na   środku   pokoju,   żeby   zdjąć   szlafrok…   żeby 

delikatnie wślizgnąć się w sukienkę, nie niszcząc przy tym misternej fryzury.

Zauważył butelkę sherry. Sięgnął po szklaneczkę.

Drzwi   od   sypialni   otworzyły   się.   Zaskoczył   go   stukot   wysokich 

obcasów o marmurową posadzę. Nie spodziewał się takiej przemiany.

Jej   sukienka   wykonana   była   z   bardzo   miękkiego   materiału,   który 

wyglądał jak obłoczek, przetykany srebrną nitką odbijającą promienie słońca. 

Sukienka miała odkryte ramiona, ale długie rękawy. Spódniczka była za to 

bardzo   krótka.   Amos   pomyślał,   że   projekt   sukni   wyszedł   spod   ręki 

wyjątkowo utalentowanego człowieka.

Erika   nie   paradowała   jak   modelka   na   wybiegu   i   nie   oczekiwała   na 

komplementy. To pozytywnie zaskoczyło Amosa. Co mógłby jej powiedzieć? 

Że   suknia   sprawia   wrażenie,   jakby   krawcowej   nie   starczyło   materiału   na 

dokończenie dzieła?

background image

- Ładny smoking - powiedziała, sięgając po szklankę sherry.

- To zrozumiałe. Stephen załatwił mi go z wypożyczalni.

-   Widzę,   że   zaczynasz   się   przyzwyczajać   do   korzystania   z   pomocy 

Stephena.   Zobaczysz,   jakie   to   wygodne.   -   Uśmiechnęła   się.   -   Chyba 

powinieneś   kupić   sobie   własny   smoking.   To   opłacalna   inwestycja,   która 

szybko się zwróci, zwłaszcza że korzystanie z wypożyczalni jest dość drogie.

- A po co?

- Na te huczne balangi z okazji wydania twojej książki.

-   A,   o   to   chodzi.   Sądziłem,   że   sugerujesz,   jak   mam   się   ubrać   do 

następnego ślubu.

- To także - przyznała. - Nigdy nie wiadomo, co może się przydać. Chcę 

zrobić wszystko, aby pomóc ci odnieść sukces, Amos. Powinnam wiedzieć 

nieco więcej na temat twojej książki. Od tego będzie zależało to, jak cię 

przedstawię.

- Czy określenie „mój narzeczony” nie jest wystarczająco dobre?

- Amos, dziś wieczór spotkamy wielu wydawców, agentów. Ja znam 

tych wszystkich ludzi. Kiedy zorientują się, że jesteś ze mną, będą się bić o 

twoje   zainteresowanie   i   względy.   Gdybym   przedstawiła   cię   jako   mojego 

narzeczonego,   który   pisze   najwspanialszą   amerykańską   powieść 

dwudziestego pierwszego wieku…

- Zimno, zimno. Nie trafiłaś. - Potrząsnął głową.

background image

- No i to jest właśnie pocieszające. - Odstawiła szklankę z sherry. - 

Nigdy   wcześniej   nie   spotkałam   autora,   który   nie   uważałby   się   za   twórcę 

genialnego dzieła.

- Nie powiedziałem, że nie jestem genialny - odparł skromnie. - Jedynie 

to, że moja książka nie jest zupełnie w stylu przygód Hucka Finna.

Po   raz   pierwszy   zauważył,   że   jego   słowa   sprawiły   jej   dużą 

przyjemność. Zaśmiała się cicho. Radość rozświetliła jej oczy, rysy twarzy 

złagodniały.

Powinni ją pokazywać z tym uśmiechem w reklamach, pomyślał.

Erika   zostawiła   płaszcz   w   damskiej   szatni,   tuż   obok   hotelowej   sali 

balowej,   po   czym   weszła   do   łazienki,   aby   upewnić   się,   czy   wszystko   w 

porządku   z   jej   makijażem.   Ku   swemu   zaskoczeniu   zastała   tam   Kelly 

poprawiającą fryzurę.

- Więc jednak przyszłaś? - zapytała Erika zaskoczona. - Myślałam, że 

będziesz się dzisiaj udzielać jako wolontariuszka.

-   Już   to   zrobiłam.   Muszę   się   trochę   rozluźnić   po   kilku   godzinach 

rozpakowywania książek i układania ich przy nakryciach dla gości. Zajmij 

szybko   miejsce,   to   jeszcze   załapiesz   się   na   jakieś   dzieło.   Próbowałam 

wymieszać horrory, romanse i science fiction na każdym stole. Teraz muszę 

odpocząć.

- Tak, zasłużyłaś na wypoczynek. Wyświadczysz mi przysługę? - Erika 

otworzyła kosmetyczkę. - Zadzwoń do „Sentinelu” i powiedz im, że jestem tu 

background image

dzisiaj z moim narzeczonym.

- Chcesz, żebym oznajmiła… co takiego?

-   Nie,   nic   nie   oznajmiaj,   bo   od   razu   pomyślą,   że   wszystko   jest 

zaaranżowane. Zadzwoń jako anonimowy informator i powiedz, że słyszałaś, 

jak przedstawiałam komuś mojego narzeczonego.

- I oni w to uwierzą? Taka bajeczka wcale nie odciągnie ich uwagi od 

twojego rzekomego związku z Feliksem…

Erika wyciągnęła garść monet z torebki.

- Weź to, w szatni jest automat telefoniczny. 

- Jeśli jesteś zaręczona, Eriko, to gdzie jest pierścionek z brylantem?

Erika zamarła. Pierścionek. Kompletnie o tym zapomniała.

-   Jest…   eee…   u   jubilera.   Kamień   należał   do   rodziny   mojego 

narzeczonego, a teraz został oddany do jubilera, który go oprawi.

- W porządku - Kelly uśmiechnęła się. - Więc o co ci tak naprawdę 

chodzi?

- Oto i on - odparła Erika. Amos czekał na nią przy wejściu na salę 

balową.   Położyła   rękę   na   jego   ramieniu,   stanęła   na   palcach   i   delikatnie 

pocałowała go w policzek. - Kelly, to mój narzeczony. Amos, kochanie, to 

jest Kelly, moja asystentka. Z pewnością będziecie się często spotykać.

Kelly   zerknęła   na   nią   zaskoczona.   Po   chwili   odwróciła   się,   żeby 

spojrzeć na Amosa, a jej już i tak szeroko otwarte oczy zrobiły się jeszcze 

background image

większe.

- Ślub odbędzie się we wtorek - dodała Erika. - Wejdźmy i znajdźmy 

dobre miejsce, kochanie. Kelly, czy chcesz, żebyśmy zajęli miejsce również 

dla ciebie? Wiem, że musisz teraz załatwić ważny i pilny telefon.

Kelly pokiwała powoli głową, zupełnie jakby działała na zwolnionych 

obrotach.   Zupełnie,   jakby   nie   mogła   uwierzyć   w   to,   co   widzi.   Erika 

poprowadziła Amosa ku sali balowej.

- Musimy  załatwić pierścionek zaręczynowy. Nikt nam nie uwierzy, 

jeśli  na  palcu narzeczonej  nie pojawi się brylant. Gdyby  ktokolwiek o  to 

pytał, powiedz, że oddaliśmy do jubilera kamień, który od dawna należy do 

twojej rodziny.

- Cieszę się, że tak szybko zdecydowałaś o wyborze kamienia. A zatem 

brylant - powiedział sucho. - Tam, skąd pochodzę, kamieniami nazywa się 

marmur i granit. O co chodzi z tym telefonem, który Kelly musi tak pilnie 

wykonać?

- Skup się lepiej na operatorach kamer i fotografach. Wkrótce tu będą.

- I co mam zrobić, jeśli jakiegoś zobaczę?

Erika rozejrzała się po zatłoczonej sali.

- Łagodna forma publicznego okazywania uczuć byłaby na miejscu.

- Może powinniśmy doprecyzować to sformułowanie, zanim nie będzie 

za późno. Czy to będzie odpowiednie? - pochylił się i musnął ustami jej kark.

background image

Erika poczuła, jak jej ciało przebiegają dreszcze.

- A co powiesz na to? - Skubnął wargami płatek jej ucha.

- A to? - Powiódł palcami po jej nagich ramionach. Drugą ręką chwycił 

ją   za   brodę   i   uniósł   twarz   tak,   że   ich   usta   znalazły   się   na   tym   samym 

poziomie.

- W porządku - wydusiła z siebie. - Posunąłeś się wystarczająco daleko.

- Jaka szkoda. Miałem nadzieję, że może zsuniemy się pod stół w czasie 

jakiegoś   nudnego   przemówienia.   -   Puścił   ją   i   podał   jej   ramię,   aby 

poprowadzić na salę.

Po   jednej   stronie   znajdowały   się   stoiska   znanych,   liczących   się 

wydawców i księgarni, ogromne plakaty i stosy książek. Ludzie kręcili się, 

rozmawiali,   niektórzy   usiedli   już   przy   okrągłych   stołach.   Na   niektórych 

krzesłach stały torebki i wisiały marynarki.

W   przeciwległym   rogu   za   stosem   bestsellerów   stała   niewysoka, 

korpulentna kobieta o nieprawdopodobnie czarnych włosach i w rzucającej 

się w oczy jasnozielonej sukience. Zobaczyła Erikę i zaczęła przeciskać się 

przez tłum w jej kierunku.

Erika westchnęła i próbowała dodać sobie odwagi.

Robię   to   wszystko   w   szczytnym   celu,   przekonywała   siebie.   Na 

szczęście dzisiaj podsunę jej wiadomość, która z pewnością ją zadowoli.

- Witaj, Philippo. Dobrze wyglądasz.

background image

- Nie oszukuj mnie, ty niegrzeczna dziewczynko - zażartowała Philippa. 

Głos miała niski jak palacz z długoletnim stażem. Z głośnym mlaśnięciem 

ucałowała   powietrze   tuż   obok   policzka   Eriki.   -   Mam   nadzieję,   że 

przemyślałaś moją ofertę.

- Ach, tak. Oczywiście.

-   Jest   nadal   aktualna.   Twoja   historia   jest   świetna   i   moglibyśmy   ją 

sprzedać każdemu z tych wydawców. - Wskazała ręką na stoiska za nimi. - 

Bardzo bym chciała uruchomić ten projekt jeszcze dzisiaj.

- Wiesz, może zajmiemy się tym kiedy indziej. Chciałabym ci kogoś 

przedstawić.   To   jest   Amos   Abernathy,   pisarz.   Amos,   kochanie,   to   jest 

Philippa Strang, agentka.

Philippa zmrużyła oczy.

- Nie kojarzę pana nazwiska. Kto pana reprezentuje?

- Och, nie mogła pani o mnie słyszeć. - Wyciągnął do niej rękę na 

powitanie. - Jestem kompletnie nieznany.

Spojrzała na niego badawczo.

-   Jeśli   zajmujesz   się   czymś   z   mojej   dziedziny,   chętnie   rzucę   na   to 

okiem.

- To bardzo uprzejme z pani strony, panno Strang.

- Nie bądźmy tacy oficjalni. Nazywaj mnie Philippa.

- Skarbie - mruknął Amos do ucha Eriki - miałaś rację, że wszyscy 

background image

starają się być dziś wieczór bardzo pomocni.

- Skarbie? - wykrzyknęła zdumiona Philippa.

- Tak. Amos jest nie tylko bardzo dobrym pisarzem, ale także moim 

narzeczonym - wyjaśniła Erika słodkim głosem. - Zobacz, kochanie, tam w 

rogu są dwa wolne miejsca. Wszyscy już siadają przy stołach. Chyba my też 

powinniśmy usiąść. - Uśmiechnęła się do Philippy i pociągnęła Amosa za 

sobą.

- Możesz mi powiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło? - spytał. - Po 

co mnie przedstawiłaś, skoro nie chciałaś rozmawiać o biznesie?

- Czy te dwa miejsca są wolne? - zapytała. - Tak? Dziękuję.

Amos pomógł jej usiąść.

- Ty to nazywasz biznesem? - wyszeptała. - Nie sądzę, żeby zamierzała 

rozmawiać z tobą o kwestiach zawodowych.

Pochylił się w jej stronę, otaczając ramieniem. Ustami musnął jej ucho.

- Wspaniały sposób publicznego okazywania uczuć. Szkoda, że nie było 

wtedy fotografa. - Jego oddech łaskotał jej szyję. - Muszę przyznać, że sam 

bym na to nie wpadł. To był bardzo efektowny pokaz zazdrości, Eriko.

background image

Rozdział czwarty

Zazdrość? Jak on śmiał sugerować coś podobnego? Ostatnim uczuciem, 

jakie   mogła   żywić,   gdy   w   grę   wchodziła   Philippa,   była   zazdrość   o 

mężczyznę. Irytacja czy rozdrażnienie - owszem - ta kobieta była mistrzynią 

prowokacji. Ale zazdrość?

Nagle zauważyła komizm całej sytuacji. Jeśli prasa będzie chciała w ten 

sposób interpretować jej zachowanie, to chyba nikt na tym nie ucierpi. Amos 

miał   rację.   Nie   mogła   wybrać   lepszego   sposobu   na   publiczne   ogłoszenie 

swych zaręczyn. Philippa zaprowadzi ich do upragnionego celu. A jeśli prasa 

zauważy   i   skomentuje   jej   wybuch   zazdrości…   Cóż,   jeśli   kobieta   okazuje 

zaborczość   względem   jednego   mężczyzny,   to   najprawdopodobniej   nie   w 

głowie jej ktoś inny. To powinno zakończyć spekulacje na temat jej związku 

z Feliksem.

Pogładziła policzek Amosa, z nadzieją, że zostanie to odebrane jako 

wyraz sympatii. Po chwili odwróciła się, aby przedstawić się osobie, która 

siedziała po jej lewej strome.

Ucichły rozmowy, wszyscy zajmowali miejsca przy stołach i zaglądali 

do menu. Kelnerzy ruszyli przez salę zbierając zamówienia.

- Weź swoją książkę - zwrócił jej uwagę Amos, kiedy kelner nadszedł z 

pierwszym daniem.

- Jaką książkę? - Erika po chwili przypomniała sobie, co Kelly mówiła 

background image

o   darmowych   egzemplarzach   leżących   przy   każdym   nakryciu.   Uniosła 

serwetkę i podniosła książkę w twardej oprawie.

- Madison Adams „Mroczne historie” - przeczytała. - Cóż, mogę się 

mylić,   ale   z   widoku   ociekających   krwią   kłów,   widocznych   na   okładce, 

wnoszę, że to niezbyt ambitna pozycja.

Sąsiad, siedzący po jej lewej stronie, zaśmiał się.

-   Już   chciałem   się   z   panią   wymienić   -   powiedział,   wskazując   na 

trzymamy w dłoni romans, na którego okładce widać było pirata z nagim 

torsem   i   okiem   zasłoniętym   opaską.   -   Jednak   po   namyśle   doszedłem   do 

wniosku, że to byłoby niegrzeczne.

- Ja się z panem wymienię - powiedziała kobieta siedząca po przekątnej 

i wręczyła mu opowiadania science fiction w zamian za romans.

Erika spojrzała na książkę leżącą obok Amosa. Przykrył ją serwetką, ale 

bez trudu dostrzegła tytuł. Judd Thorne „Złośliwe działania”.

- Skoro to wydają, ktoś musi to czytać - zauważył Amos. - Szarpnęli się 

na twardą oprawę, a w dodatku widnieje tu długa lista innych tytułów z tej 

serii.

Wokół uwijali się kelnerzy. Inni goście przy stoliku zaczęli już jeść.

- Podobno masz do sprzedania jakąś historię o sobie - zagadnął Amos. - 

Odniosłem wrażenie, że Philippa chciała cię namówić do napisania książki. 

- Następnym razem, jeśli o tym wspomni, powiem jej, że w rodzinie nie 

ma   miejsca   dla   dwóch   autorów.   O,   przepraszam,   pisarzy.   Jedyne,   czego 

background image

chciała, to żebym jej wszystko opowiedziała. Ma to być moja biografia, choć 

w rzeczywistości chodzi raczej o opisanie, jak mój ojciec stworzył firmę, z 

iloma modelkami sypiał i jak to jest dorastać w cieniu takiego człowieka.

Jeden   z   mężczyzn   skinął   głową   w   stronę   kryminału   leżącego   przy 

talerzu Amosa.

- To jest akurat całkiem dobra książka - zagadnął. - Wypożyczyłem ją z 

biblioteki zaraz po jej opublikowaniu. Zawsze tak robię z książkami nowych 

autorów. Wolę pożyczyć niż kupować, jeśli nie znam twórcy.

- Chce się pan zamienić? - zaoferował Amos. - Będzie pan miał własny 

egzemplarz.

- Nie, dziękuję. - Pokręcił głową. - Teraz, kiedy znam całą historię, nie 

muszę już ponownie tego czytać.

-   To   ciekawa   filozofia   -   wtrącił   ktoś   inny.   -   Znawcy   i   miłośnicy 

Szekspira zapewne byliby zbulwersowani taką opinią, bo oni czytają dzieła 

mistrza po kilkanaście razy.

Wielbiciel powieści detektywistycznych zaśmiał się.

- Cóż, Juddowi Thorneowi daleko do Szekspira. Czy ktoś z państwa 

zgodzi   się   ze   mną,   że   pierwsza   książka   autorów   kryminałów  jest   zwykle 

najlepsza?

- Ciii - zganiła go żona. - Przedstawiają pierwszego prelegenta.

Amos pochylił się ku Erice.

background image

-   Spójrz   na   tego   mężczyznę   z   lewej   strony.   Wygląda   na   mocno 

przejętego. Nie widzę aparatu, ale…

Spojrzała przez ramię. Na sali panował ruch, część osób wracała do 

stolików,   aby   posłuchać   przemówienia,   inni   wstawali,   aby   podejść   bliżej 

sceny. Kelnerzy krążyli po całej sali, zbierali naczynia i roznosili filiżanki z 

kawą.   Zajęło   jej   więc   dłuższą   chwilę,   zanim   dostrzegła   mężczyznę 

wskazanego przez Amosa.

- To Felix - mruknęła. - Zastanawiam się, czego on chce.

Felix La Croix podszedł do ich stolika.

- Mogę poprosić panią na chwilę, panno Forrester? - zapytał.

- Oczywiście. - Rozejrzała się. - Tam jest wolne krzesło. Proszę się 

przysiąść.

Felix   jednak   nie   odpowiedział.   Poszedł   w   kierunku   kolumn, 

oddzielających   główną   część   sali   od   wejścia   do   kuchni.   Najwyraźniej 

oczekiwał, że Erika pójdzie za nim. Chociaż w sali było bardzo tłoczno, Felix 

nie chciał, by ktoś zobaczył go w towarzystwie Eriki. To nie był dobry znak. 

Odłożyła serwetkę i wstała.

Amos poszedł w jej ślady.

Chciała przekonać go, że powinna sama porozmawiać z Feliksem, ale 

po chwili zdecydowała, że lepiej będzie się czuła, jeśli ktoś ją wesprze. Czego 

też   Felix   mógł   od   niej   chcieć?   Raczej   nie   chodziło   o   sprawy   zawodowe, 

ponieważ   obiecał   dać   jej   odpowiedź   dopiero   w   poniedziałek. 

background image

Prawdopodobnie zdążył już usłyszeć o niej i o Amosie. Jeśli to właśnie był 

temat, o którym chciał z nią rozmawiać, zupełnie bez powodu zachowywał 

się jak konspirator.

Felix stał oparty o pierwszy filar. 

- W co ty pogrywasz? - warknął, kiedy zbliżyła się do niego. - Pierwszą 

rzeczą, jaką dzisiaj usłyszałem, były pogłoski o zaręczynach.

- Pogłoski o naszych zaręczynach? - dopytywała się. - Czy może o 

moich zaręczynach? A właśnie, chciałabym ci przedstawić… - Odwróciła się, 

żeby włączyć Amosa do rozmowy.

Jednakże Amosa nie było, chociaż szedł zaledwie kilka kroków za nią. 

Rozejrzała się nerwowo, ale nie sposób było dojrzeć kogoś w takim tłumie. 

Wszyscy wstali, żeby nagrodzić mówcę oklaskami. Amos był wyższy niż 

większość mężczyzn, powinien więc górować nad tłumem.

- Prosiłem cię, żebyś zakończyła plotki. - Felix był tak wściekły, że 

niemal krzyczał. - Zamiast tego słyszę wokół różne spekulacje. Powiem to raz 

jeszcze: nie zamierzam żenić się z tobą, choćby od tego zależało twoje życie.

Erika zamarła. A więc Felix myślał, że ona zaaranżowała wszystko, 

gdyż chciała wyjść za niego za mąż? Musiała mu wyjaśnić pomyłkę.

Nagle jak spod ziemi u jej boku pojawił się Amos.

- Oczywiście, że się z nią nie ożenisz - zwrócił się do Feliksa. - Eriko, 

skarbie,   naprawdę   musisz   przestać   traktować   tak   życzliwie   każdego 

napotkanego   mężczyznę,   bo   to   prowadzi   do   licznych   nieporozumień.   Oni 

background image

zaczynają   wierzyć,  że   ci   na   nich   zależy,  potem   zachowują   się   jak   dzikie 

zwierzęta.   Przepraszam,   jeśli   przeszkodziłem   w   rozmowie.   Pan   La   Croix, 

prawda?

- Kto pana prosił, żeby pan się wtrącał do naszej rozmowy? - krzyknął 

Felix. - I w ogóle, kim pan jest?

Amos jednak zignorował to pytanie.

- Mówiłaś mi przed kolacją, kochanie, że nikt nie potraktuje poważnie 

informacji o zaręczynach, jeśli nie będziesz miała na palcu pierścionka. - 

Wysunął przed siebie rękę, jakby chciał zrobić magiczną sztuczkę. Odwrócił 

dłoń.

Okazało się, że trzyma w niej małe pudełeczko. 

- Zróbmy to zatem oficjalnie.

Poprowadził Erikę w mniej zatłoczoną część sali. Uklęknął na jedno 

kolano i ujął dłoń Eriki.

- Eriko, czy zostaniesz moją żoną? - Nie mówił głośno, ale nagle na sali 

zapanowała kompletna cisza.

Nie  odpowiedziała,  ale musiała  poruszyć się  w sposób,  który   został 

odczytany jak zgoda, gdyż ludzie przy stolikach odetchnęli z ulgą i zaczęli bić 

brawo.

Amos   otworzył   pudełeczko.   Wewnątrz   znajdował   się   pierścionek   z 

pięknym   dużym   brylantem,   w   którym   odbijało   się   światło,   opromieniając 

twarz Eriki.

background image

Poczuła dotyk chłodnego metalu i ciepłej dłoni Amosa, kiedy, nadal 

klęcząc, wsuwał jej pierścionek na palec. Pociągnął lekko jej dłoń. Pochyliła 

się i musnęła delikatnie ustami jego wargi.

Amos   wstał,   otoczył   ją   ramionami   i   przytulił   do   siebie.   Erika 

zauważyła, że wszyscy goście patrzyli tylko na nich.

Nie   mogła   złapać   oddechu.   Ledwie   trzymała   się   na   nogach.   Kiedy 

pocałował ją wcześniej, przed salą balową, gdy nikt na nich nie patrzył, czuła, 

że kolana się pod nią uginają. Teraz, w obecności licznie zebranych gości, 

musiała zmobilizować wszystkie siły, żeby  nie zemdleć. Uśmiechnęła się, 

otoczyła szyję Amosa ramionami i oddała się jego pocałunkowi. 

Amos całował ją w sposób, jakiego nie oczekiwała. Usta miał miękkie, 

delikatne   i   gorące.   Pocałunek   nie   miał   nic   wspólnego   z  okazaniem   siły   i 

dominacji,   których   się   po   nim   spodziewała.   Był   dostatecznie   długi,   żeby 

paparazzi   zdążyli   zrobić   wystarczająco   dużo   zdjęć,   ale   na   tyle   krótki,   że 

zapragnęła, aby trwał dłużej.

- Powinno wystarczyć - mruknął Amos.

Przyznała mu rację. Przedstawienie powinno odnieść skutek.

- Gdzie Felix? - spytała.

- Zmył się, kiedy pojawiły się kamery.

Amos poprowadził ją do stolika. Kiedy usiedli na swoich miejscach, 

spostrzegła, że współtowarzysze przypatrują się im z zaciekawieniem.

-   Nie   mieliśmy   pojęcia   -   szepnęła   kobieta   siedząca   na   przeciwko.   - 

background image

Pokaż nam pierścionek, kochanie.

Erika sama z przyjemnością rzuciła na niego okiem. Kamień był bardzo 

duży, kształtem przypominał kroplę. Obrączka była z platyny.

Prowadzący   opowiedział   żart   i   sala   buchnęła   śmiechem.   Erika 

skorzystała z hałasu, nachyliła się i spytała:

- Amos, skąd jest ten pierścionek?

- Nie wiem - odparł beznamiętnym głosem.

- O czym ty mówisz? - Zmarszczyła czoło. - Przecież nie pojawił się 

znikąd w twoim portfelu. Pomyślałam, że może od kogoś pożyczyłeś.

- Pożyczyć pierścionek zaręczynowy? Eriko, skarbie. To nie byłoby w 

dobrym guście. Poza tym ktoś mógłby go rozpoznać…

- Ale przecież, kiedy przypomniałam sobie o pierścionku, to zniknąłeś 

mi z oczu na zaledwie kilka minut. Skąd zatem go wytrzasnąłeś? - Patrzyła na 

niego szerokimi ze zdziwienia oczami.

- Hm, masz bujną wyobraźnię, a może po prostu wszystko odbyło się o 

wiele prościej?

Poczuła, że robi się jej gorąco.

-   Czy   to   znaczy,   że   miałeś   go   cały   czas   przy   sobie?   Ale   dlaczego 

ukrywałeś aż do teraz?

- To nie tak. Kiedy rozmawiałaś z Kelly, zadzwoniłem do Stephena. - 

Rzucił okiem na zegarek. - Sporo czasu zajęło mu dotarcie tutaj. Prawdę 

background image

mówiąc, zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle podoła temu wyzwaniu.

- Jak mu się to udało?

- Pytasz, który jubiler otworzył dla niego sklep o tej porze? Nie mam 

zielonego pojęcia. Zapewne dowiesz się, kiedy przyjdzie rachunek.

Kiedy  weszli  do  holu,  Stephen  wciąż  tam  siedział.  Było  już  późno, 

nawet jak na niego, więc Erika doszła do wniosku, że został po godzinach z 

jakiegoś ważnego powodu.

- Sprawdzasz, czy zdążymy przed godziną policyjną? - spytał go Amos. 

- Czy może chcesz się upewnić, że brylant dotarł do adresata? Nie martw się, 

kolego, twoja nieskazitelna reputacja nie została nadszarpnięta.

-   Dziękuję,   Stephen   -   odezwała   się   Erika.   -   Ten   pierścionek   nas 

uratował.

-   Prawdziwy   gwóźdź   programu   -   przyznał   Amos.   -   Warto   było 

zobaczyć minę Feliksa, kiedy dotarło do niego, że to nie on jest gwiazdą 

wieczoru.

-   Choć   może   powinnam   była   przeprosić   go,   kiedy   powiedziałeś,   że 

zachowuje się jak zwierzę - dodała Erika.

- Dlaczego? On nawet nie zauważył, że go obrażam.

- Tego nie byłabym taka pewna. Być może przemyśli to po powrocie do 

domu.

- Wątpię. Będzie próbował opanować szok, jakiego doznał na wieść o 

background image

naszych zaręczynach. - Amos potrząsnął głową.

-   Zobaczymy.   -   Erika   sięgnęła   po   książki,   które   przynieśli.   -   Mam 

nadzieję, że się nie mylisz.

Stephen osłupiały patrzył na tytuły książek.

- Panno Forrester?

- To tylko tak wygląda, jakby Erika miała zły gust - wtrącił Amos. - 

Trudno   w   to   uwierzyć,   ale   okazuje   się,   że   panna   Forrester   jest   amatorką 

okazji. Książki były darmowe, więc wzięliśmy wszystko, co się nawinęło.

-  Jasne!  Za  darmo!   -  oburzyła się.  -  Zapłaciłam   pięćset   dolarów  za 

bilety   na   bankiet,   więc   chyba   mam   prawo   do   skromnego   upominku   od 

organizatorów.   Poza   tym   niegrzecznie   byłoby   zostawić   prezenty,   które 

przygotowali dla gości. Dobranoc wam obu.

W windzie dotarło do niej, że nie pożegnała swojego narzeczonego w 

sposób, w jaki żegnają się zakochani. W końcu Amos był mężczyzną, za 

którego lada dzień miała wyjść za mąż. A niech to, powinna być ostrożniej 

sza. Nie mogą dać się przyłapać na kłamstwie, ważny jest każdy szczegół, 

nawet właściwe pożegnanie.

Przeszedł ją dreszcz na myśl o powtórzeniu pocałunku. Szczęśliwie, 

pomyślała, ten problem nie będzie pojawiał się zbyt często. Kiedy już się 

pobiorą,   nie   będą   musieli   na   każdym   kroku   przekonywać   ludzi   o   swoim 

uczuciu.

Uniosła rękę i z westchnieniem zachwytu przyglądała się kamieniowi, 

background image

który błyszczał cudownie na jej palcu. Brylant skrzył się niczym gwiazda.

Weszła do mieszkania i opadła na fotel. To była pierwsza chwila od 

zakończenia bankietu, kiedy mogła sobie pozwolić na chwile relaksu. Prawdę 

mówiąc, już na długo przed bankietem była wyczerpana zarówno fizycznie, 

jak   i   psychicznie.   Później,   po   oficjalnym  wystąpieniu,   zrobiło   się   jeszcze 

gorzej. Wszystkie oczy skierowane były na nich. Wszyscy o nich mówili. 

Czuła się wykończona jak po intensywnym dniu zdjęciowym.

Ale   teraz,   siedząc   w   swoim   cichym   apartamencie,   mogła   się   już 

całkowicie rozluźnić i na spokojnie przeanalizować ostatnie wydarzenia.

Pomyślała, że w istocie wszystko poszło nadzwyczaj dobrze i po jej 

myśli. Oczywiście poza tym dziwnym oświadczeniem Feliksa. Co u licha 

kazało mu podejrzewać, że zamierzała wmanewrować go w małżeństwo?

Kusiło ją, by zerwać negocjacje, ale zależało jej na produktach Kate La 

Croix. Prawdę powiedziawszy, potrzebowała ich. W najgorszym przypadku 

chciała być pewna, że nikt inny nie dostanie receptur. No i zawarła umowę z 

Amosem,   o   czym   nie   powinna   zapominać.   Obiecała   mu   trzy   miesiące 

spokojnej pracy w zmian za pomoc. Trzeba przyznać, że dzisiaj spisał się 

wspaniale. Nie mogła teraz zmienić planów, to byłoby niepoważne.

Choć z drugiej strony mogłaby zapewnić mu spokój i warunki do pracy 

bez kontynuowania tej farsy. Pewnie Amos poczułby ulgę, że nie musi już 

wypełniać żadnych punktów umowy, a jedynie czerpać z niej korzyści.

Spojrzała na pierścionek. I nagle poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.

background image

Siedziba   Ladylove   Cosmetics   była   elegancka   i   nowoczesna,   ale 

bezpretensjonalna   -   szans   na   wygranie   nagrody   w   konkursie 

architektonicznym   raczej   nie   miała.   Prawdę   mówiąc,   Amos,   kiedy   ją 

zobaczył, pomyślał, że przypomina coś pomiędzy krzyżem a wielką butelką 

perfum.   Nie   bardzo   wiedział,   czego   się   spodziewać.   Może   raczej   czegoś 

podobnego   do   sklepów   Ladylove,   jakie   widział   w   mieście?   Ostatnio 

przechodził koło jednego, kiedy wybrał się po bluzkę dla Eriki. Swoją drogą 

zapomniał jej zwrócić. Trudno, przecież miał kilka ważniejszych spraw na 

głowie.

W każdym razie gdy przechodził koło sklepu firmy Eriki, poświęcił mu 

nieco   uwagi.   Nigdy   nie   przykładał   specjalnej   wagi   do   makijażu   czy 

kobiecych perfum. Chyba że jakaś kobieta zdecydowanie przesadziła lub z 

innych powodów zwróciła na siebie jego uwagę. Poznanie właścicielki takiej 

firmy   zmieniło   jego   podejście   i   skłoniło   do   pewnego   zainteresowania 

sprawami dotyczącymi tej branży.

W przeciwieństwie do sklepów, centrala była wyciszona i spokojna. 

Jedyną ekstrawagancją była fantazyjna linia recepcji. Naprzeciwko wejścia 

widniało   logo   firmy   i   wisiały   naturalnej   wielkości   fotografie   modelek 

Ladylove.

Większość dziewczyn osiągnęła wielki sukces na wybiegu lub planie 

background image

filmowym po tym, jak pojawiły się w reklamach Ladylove.

Recepcjonistka uniosła wzrok, ale zanim Amos zdążył się przedstawić, 

dziewczyna powiedziała:

- Pan Abernathy? Powiem pannie Forrester, że już pan przyszedł.

Zastanawiał   się,   czy   recepcjonistka   otrzymała   tak   dobry   opis   jego 

wyglądu, czy też tak mało gości przychodziło do biura, że nie mogła się 

pomylić. Uniosła słuchawkę telefonu, a Amos podszedł, aby bliżej przyjrzeć 

się   portretom.   Na   jednym   z   ostatnich   zdjęć   zobaczył   Erikę.   Oczy   miała 

szeroko otwarte, usta piękne, lecz bez uśmiechu.

- To wielki błąd - powiedział sam do siebie.

Technika   komputerowa   zrobiła   swoje,   pomyślał.   Nikt   nie   ma   tak 

idealnej cery. Nie chodzi o to, że zauważył jakieś niedoskonałości na twarzy 

Eriki, kiedy całował ją wczorajszej nocy…

- Panie Abernathy?

Drgnął, słysząc głos asystentki Eriki.

Kelly wygląda dzisiaj nieco inaczej, pomyślał. W końcu miała kilka dni 

na   oswojenie   się   z   sytuacją.   Nie   mógł   jej   winić   za   to,   że   na   sobotnim 

bankiecie przyglądała mu się niczym przybyszowi z Marsa. Dzisiaj sprawiała 

wrażenie kompetentnej i pewnej siebie osoby.

- Mów mi po imieniu - poprosił Amos.

- Co miałeś na myśli, mówiąc „to wielki błąd”?

background image

 Spojrzał ponownie na zdjęcie Eriki.

- Powinni sfotografować ją, kiedy się uśmiecha.

- Twarz Ladylove jest zawsze poważna.

-   Można   nawet   powiedzieć   smutna.   -   Wskazał   na   zdjęcie   modelki 

równie   pięknej   jak   Erika.   Dziewczyna   miała   mocno   umalowane   oczy,   w 

których widać było ból i cierpienie, co makijaż jeszcze podkreślał. - Może 

nadszedł czas, aby to zmienić.

Chyba powinieneś zachować swoje opinie dla siebie… Amos niemal 

usłyszał, co pomyślała lub mogła pomyśleć Kelly. Prawdopodobnie miała 

rację, doszedł do wniosku. Co on wiedział o biznesie kosmetycznym? Nie był 

także ekspertem w dziedzinie marketingu i reklamy. Ostatnią rzeczą, jakiej 

pragnął, było krytykowanie Eriki i jej sposobu zarządzania firmą.

- Przemawia przeze mnie czysty egoizm - dodał. - Po prostu wolę, kiedy 

Erika się uśmiecha.

Kelly przyjrzała mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Tędy. -  Wskazała na windę.  - A dla  ścisłości, to był portret  pani 

Forrester.

-   Ta   smutna   kobieta   na   zdjęciu   to   była   matka   Eriki?   Nie   miałem 

pojęcia…

- Zdjęcie zostało zrobione kilka lat po ślubie, ale przestała pozować, 

kiedy zaszła w ciążę.

background image

- A potem były nowe twarze Ladylove - mruknął Amos, przypominając 

sobie rząd zdjęć dzielących matkę i córkę.

Zastanawiał się, z iloma modelkami Stanford Forrester III spędził noc w 

łóżku. Erika wspominała o miłosnych podbojach ojca i Amos nie zdziwiłby 

się, gdyby większość tych dziewczyn była kochankami jej ojca.

- Erika chciałaby spotkać się z tobą w jej biurze przed ceremonią - 

powiedziała Kelly. Zastukała do drzwi, otworzyła je, a następnie zamknęła za 

Amosem.

Amos   zastanawiał   się,   czy   biuro,   w   którym   się   znajdował,   należało 

kiedyś   do   Stanforda   Forrestera.   Jeśli   tak,   prawdopodobnie   zmieniono 

całkowicie wcześniejszy wystrój. Był to bowiem bardzo kobiecy gabinet. I to 

nie z powodu koronek czy falbanek. Stylowy stół o rzeźbionych nogach stał 

na środku pokoju nieopodal kominka. Obok dwa obrotowe fotele pokryte 

perkalem.

Świetny   sposób,   żeby   odstraszyć   mężczyznę   od   zajęcia   miejsca, 

pomyślał. Jedynym miejscem, na którym mógłby usiąść, było proste krzesło 

stojące przy biurku. Z tego wynikało, że Erika nie organizuje tu spotkań, 

przynajmniej tych dłuższych.

Erika wstała zza biurka. Ubrana w świetnie dopasowany biały komplet 

ze spodniami, wyglądała doskonale. Amos był nieco zaskoczony faktem, że 

zadała sobie tyle trudu. Przecież to wszystko tylko na niby…

- Dziękuję, że przyszedłeś - powitała go.

background image

- Wydawało mi się, że byliśmy umówieni na ślub?

-   No   tak.   Oczywiście.   Chyba   nie   masz   nic   przeciwko   temu,   by 

ceremonia   odbyła   się   tutaj,   w   sali   konferencyjnej?   Kelly   wspaniale 

udekorowała pokój.

- W sali konferencyjnej?

-   Cóż,   branie   ślubu   w   kościele   byłoby   w   naszych   okolicznościach 

pewną hipokryzją - broniła się.

Bez   wątpienia   pragnęła   mieć   już   ten   krok   za   sobą   i   przystąpić   do 

realizacji kupna firmy Kate La Croix.

-   Jestem   po   prostu   zaskoczony,   bo   to   niezbyt   duże   pomieszczenie. 

Nawet w tak nagłym przypadku i bez wcześniejszego powiadamiania, musi 

być  spora   grupa   osób,   która   chciałaby   być  na   twoim   ślubie.   No   wiesz… 

rodzina, przyjaciele…

- Nie aż tak wiele. A czy ty kogoś zaprosiłeś?

Amos miał nadzieję, że Erika nie zauważy braku gości z jego strony.

- To chyba nie jest ślub twoich marzeń - zmienił temat.

- Moich marzeń? - spytała zaskoczona.

-   Sama   rozumiesz…   katedra,   biała   suknia   z   trenem,   szesnaście 

druhen…

- To wszystko tylko niepotrzebne zamieszanie. - Potrząsnęła głową.

background image

- I do tego mąż, w którym jesteś zakochana - skończył.

- To mity. Zakochanie jest ulotne jak perfumy. - Koś zapukał do drzwi. 

- Słucham, Kelly?

- Wszyscy już czekają - poinformowała asystentka.

- Miejmy to za sobą - powiedziała Erika. Wyprostowała się i wzięła 

głęboki oddech.

background image

Rozdział piąty

Erika odnosiła wrażenie, że sala konferencyjna ginie w gęstej mgle. Nie 

widziała zbyt dobrze, a i dźwięki docierały do niej nieco przygłuszone. A 

może to po prostu jej umysł nie funkcjonował jak należy? Nikt inny chyba nie 

miał problemów ze wzrokiem czy słuchem.

Miłość nigdy nie była tematem, którym zaprzątałaby sobie głowę. Zbyt 

często widziała opłakane skutki uczuć, a raczej mitów o miłości.

Stanford Forrester był playboyem i wszyscy o tym wiedzieli. Jednak 

powszechnie rozprzestrzeniony mit głosił, że nawet playboy zmienia się w 

obliczu miłości. A dokładniej, że powinien się zmienić, kiedy sam się w kimś 

zakocha. A może wtedy, gdy pokocha go właściwa kobieta…

To i tak bez znaczenia, bo jej ojciec zupełnie się nie zmienił. Erika nie 

wiedziała,   czy   czuł   się   kochany   i   zakochany   i   specjalnie   o   to   nie   dbała. 

Musiał czuć coś szczególnego do jej matki, bo tylko z nią się ożenił. Nawet 

kiedy odzyskał wolność, nigdy więcej nie planował powtórnego ożenku.

Erika   nie   miała   żadnych   wątpliwości,   że   jej   matka   była   szczerze 

zakochana   w   ojcu   i   chciała   stworzyć   idealną   rodzinę.   Jej   uczucia   nie 

wystarczyły, aby zmienić Stanforda Forrestera z playboya w przykładnego 

męża, ale nie poddawała się. Wierzyła, że miłość może zdziałać cuda.

Patrząc na jej cierpienie, Erika dorastała w przekonaniu, że miłość nie 

jest niczym więcej jak romantycznym mitem. Kiedy już trochę dorosła do 

background image

tego, by zmienić zdanie i uwierzyć w moc uczuć, w jej życiu pojawił się 

Denby Miles…

- Eriko? - szepnął Amos.

- Tak - odpowiedziała automatycznie, po czym zorientowała się, że nie 

takiej odpowiedzi od niej oczekiwano. - To znaczy będę - dodała zmieszana. - 

To znaczy tak…

- To mi wystarczy. - Sędzia pokoju uśmiechnął się przyjaźnie. - Czy 

macie obrączki?

Amos sięgnął do kieszeni.

Erika wyciągnęła rękę z nadzieją, że Amos wsunie jej obrączkę obok 

pierścionka zaręczynowego. Amos jednak najpierw zdjął pierścionek z jej 

palca, potem zastąpił go obrączką.

-  Żono,   przyjmij   tę  obrączkę  jako   znak  mojej   miłości   i  wierności  - 

powiedział.

Romantyczna bzdura, miała ochotę odpowiedzieć.

- Na mocy uprawnień nadanych mi przez Stan Nowy Jork ogłaszam 

was mężem i żoną - oznajmił sędzia i zebrani zaczęli klaskać.

Erika   niemal   zapomniała   o   pozostałych   uczestnikach   ceremonii.   Nie 

chciała żadnego zamieszania wokół tego ślubu. Ot, tyle osób, ile wypada. 

Jednak   Kelly   była   odmiennego   zdania.   Uważała,   że   jest   istotna   różnica 

między   cichym  ślubem   i   zakonspirowaną   ceremonią   podobną   do   jakiegoś 

tajnego spisku. Dlatego też zaprosiła na uroczystość personel firmy. Choć 

background image

Erika marzyła teraz jedynie o powrocie do domu, posłusznie przyjmowała 

kolejne gratulacje.

-   Zapomniałaś   o   pocałunku   -   wypomniał   jej   szeptem   Amos.   -   Ale 

poczekaj, aż nie będę musiał przejmować się tym całym makijażem.

Pocałunek.   No   tak,   kompletnie   nie   pomyślała,   że   wypadałoby   tak 

zakończyć ślub. Teraz już trochę na to za późno. Ruszyła dalej, rozmawiając 

z gośćmi i sącząc szampana.

Spostrzegła, że w kącie sali stoją dyrektor marketingu i szef reklamy, 

namiętnie dyskutując o jesiennej kampanii. Uśmiechnęła się do siebie.

- Co cię rozbawiło? - spytał zza jej pleców Amos.

-   Och,   zastanawiałam   się   tylko,   co   ci   dwaj   pomyśleliby,   gdyby   się 

dowiedzieli,   po   co   bierzemy   ślub.   Jak   nazwałeś   moją   akcję?   Mąż   do 

wynajęcia?

- Nie mówisz poważnie. - Amos zlustrował wzrokiem obu mężczyzn. - 

Obaj byli na twojej liście?

- A co z nimi jest nie tak?

- Jeden to wazeliniarz, drugi naiwniak - skomentował. - Kogo jeszcze 

brałaś pod uwagę?

Jakoś nie miała ochoty opowiadać mu o gońcu z chińskiej restauracji.

- Dlaczego pytasz?

- Wiesz, będę ich liczył, jeśli nie będę mógł zasnąć.

background image

- Przykro mi, ale chyba jednak musisz zostać przy baranach. - Ruszyła 

w stronę mężczyzn. - Hej, czy rozmawiacie o sesji zdjęciowej?

-   Najpierw   praca,   potem   przyjemności   -   odparł   szef   reklamy   z 

przymilnym   uśmiechem.   -   Skoro   zyskaliśmy   kilka   dodatkowych   dni, 

myślałem…

- Dodatkowych dni? - zdziwiła się Erika. - Zdjęcia zaczynają się jutro.

Dyrektor marketingu zmieszał się, nawet zaczerwienił, a potem zaczął 

przebąkiwać o zwłoce z powodu ślubu Eriki.

- O co chodzi? - spytała. - Nie zamierzam nic przekładać.

- Chyba chodzi mu o to - wtrącił niewinnie Amos - że skoro dziś jest 

twoja noc poślubna, to nie będziesz miała ochoty na wczesne zrywanie się i 

pozowanie od bladego świtu.

Twarz   dyrektora   płonęła   niemal   żywym   ogniem.   Jęczał   coś 

niezrozumiale.

- Ach - szepnęła ze słabym uśmiechem. - Cóż, jako profesjonalistka, 

poradzę sobie z tym.

- I zaczniesz później - skończył za nią Amos. - Jeśli wy dwaj dacie jej 

kilka dodatkowych godzin na pozbieranie się rano, to ja obiecuję, że dziś 

zaciągnę ją wcześniej do łóżka.

Szef reklamy zaczął się śmiać, jakby usłyszał najlepszy kawał w swoim 

życiu. Dyrektor marketingu sprawiał wrażenie rozeźlonego.

background image

-   Prawdę   mówiąc   -   dodał   Amos   -   skoro   już   ze   wszystkimi 

porozmawialiśmy,   to   najchętniej   wróciłbym  do   domu.   Co   o   tym  myślisz, 

kochanie? Chyba należy nam się chwila wytchnienia?

Wytchnienie, odpoczynek… To zabrzmiało cudownie. Szybko jednak 

uświadomiła sobie, że od tej chwili będzie wypoczywać zupełnie inaczej.

Kiedy  dotarli  pod drzwi apartamentu,  zaczęła szukać  kluczy. Zanim 

wygrzebała je z dna torebki, Amos otworzył drzwi i schował swój klucz do 

kieszeni.

Opanowała   się,   żeby   nie   wyskoczyć  z   jakąś   gwałtowną   reakcją.   To 

oczywiste,   że   będzie   potrzebował   klucza.   Powinna   to   załatwić,   ale 

zapomniała. Ciekawe, dlaczego zezłościło ją, że Amos sam się tym zajął?

-   Złościsz   się   z   powodu   klucza?   -   spytał.   -   Czy   może   czekasz,   aż 

zgodnie ze zwyczajem przeniosę cię przez próg?

-   Nie   bądź   śmieszny.   -   Minęła   go   i   weszła   do   środka.   -   Po   prostu 

zaskoczyłeś mnie, ale to oczywiste, że potrzebujesz klucza, choćby po to, 

żeby móc przywieźć tu dziś swoje rzeczy.

Rozejrzała się po mieszkaniu, i choć na pierwszy rzut oka nic się nie 

zmieniło, czuła, że jest jakoś inaczej.

background image

- Chyba już częściowo zdążyłeś się z tym uporać - raczej stwierdziła niż 

spytała.

-   Oczywiście.   Nie   chciałem,   żeby   przeszkadzały,   dlatego   na   razie 

umieściłem wszystko w pokoju gościnnym i w gabinecie.

Amos rewelacyjnie wywiązywał się ze swojej części umowy, natomiast 

Eriką targały wątpliwości, czy odgrywa swoją rolę należycie. Równie dobrze 

mogła sama zgłosić się do „Sentinelu” i udzielić im długiego, smakowitego 

wywiadu.

Postanowiła jak najszybciej się poprawić.

- Nie jesteś głodny, Amos? Lodówka jest prawie pusta, ale możemy 

zamówić pizzę.

- Jasne, chętnie.

- Masz jakiś ulubiony rodzaj?

-   Jeśli   chodzi   o   pizzę,   to   zjadam   każdą,   jaka   wpadnie   mi   w   ręce. 

Poproszę tylko bez oliwek.

Złożyła   zamówienie   przez   telefon   i   sięgnęła   po   portfel   do   torebki. 

Uświadomiła   sobie,   że   zapomniała   zatrzymać   się   przy   bankomacie,   żeby 

pobrać gotówkę.

-   Przepraszam   cię   bardzo,   ale   muszę   iść   do   gabinetu   po   czeki…   I 

jeszcze jedno. Powiedziałam, że możesz korzystać z tamtego pokoju, ale nie 

wyniosłam jeszcze swoich rzeczy. Przepraszam.

background image

- Nie żartuj, przecież to cały czas jest twój gabinet. Wiesz co? Możemy 

się umówić, że ja nie dotknę twoich czeków, a ty nie będziesz zaglądać do 

moich szuflad. Obie strony będą zadowolone.

Choć   odparła,   że   to   świetne   rozwiązanie,   wchodząc   do   „pokoju 

Amosa”, czuła się niezręcznie. Czego się spodziewasz? - zadawała sobie w 

duchu pytanie. Jeśli schował tu jakieś pisemka dla dorosłych, to wymyśliłby 

coś i sam przyszedł po czeki.

Na biurku, które zostawiła puste, stał teraz laptop, a obok na podłodze 

tekturowe   pudło.   Pewnie   przybory   biurowe   albo   materiały   do   książki, 

domyśliła się.

Zaskoczyło ją, że przynajmniej na pierwszy rzut oka w pomieszczeniu 

nic   więcej   się   nie   zmieniło.   Powiedział   jej,   że   zostawił   swoje   rzeczy   w 

gabinecie i pokoju gościnnym. Skoro tutaj niemal nic nie było, to zapewne 

drugi pokój jest wyładowany pod sufit, pomyślała. Nieważne, to przecież nie 

jej sprawa. Wypełniła dwa czeki i wróciła do salonu.

- Trochę się zawiodłam. - Uśmiechnęła się. - Sądziłam, że piszesz w 

tradycyjny sposób. Wiesz, papier, ołówek.

- Kwestia bezpieczeństwa i wygody - odparł. - Tylko ja jestem w stanie 

odczytać moje bazgroły.

- Możesz odebrać pizzę? - Podała mu czek. - Chciałabym się szybko 

wykąpać i przebrać - powiedziała i podała mu drugi czek.

Spojrzał na nią zdziwiony.

background image

- Będziesz potrzebował trochę pieniędzy. Pomyślałam, że najprościej 

będzie wypisywać ci czek każdego dnia.

- Kieszonkowe, jak miło.

- Jeśli wolisz w innej formie…

- Tak jest w porządku.

- Albo gdybyś chciał więcej…

- Przecież mówię, że tak jest w porządku.

- Świetnie. Nie chcę, żebyś musiał mnie prosić o pieniądze za każdym 

razem,  kiedy  na  przykład  zaplanujesz  jakieś wyjście.  -  Nigdy   jeszcze  nie 

czuła   się   tak   niezręcznie.   -   Powiedziałeś,   że   mam   traktować   nasz   układ 

poważnie. Staram się, prawda?

- Tak - odparł po chwili zastanowienia. - Oczywiście, że tak. - Miał 

zaciśnięte usta i wcale nie wyglądało na to, że myśli dokładnie to, co mówi.

Erika przywykła do sesji zdjęciowych, choć dla laika mogły się one 

wydawać   czymś   niezwykle   ekscytującym.   Dzień   zawsze   zaczynał   się   od 

żmudnych przygotowań pod opieką stylistów. Później traktują człowieka jak 

lalkę i ustawiają w setkach dziwnych póz, każąc robić różne dziwne miny. 

Następnie przechodzą do etapu zażartych kłótni każde ujęcie i często cała 

background image

zabawa zaczyna się od nowa.

Kiedy już są zadowoleni z efektu, modelka jest na ogół tak zmęczona, 

że ledwie może się ruszyć.

Erika uważała, że dziewczyny, które uczestniczą w sesjach dzień po 

dniu, albo jakimś cudem przyzwyczaiły się do tego trybu życia, albo są tak 

próżne,   że   wymagają   stałego   adorowania   i   podziwiania,   toteż   takie 

zamieszanie wokół ich osoby jest im potrzebne jak tlen. Ona sama, po trzech 

latach pozowania do zdjęć, nadal nie przyzwyczaiła się do trudów tej profesji. 

Nigdy   natomiast   nie   marzyła   o   wianuszku   pochlebców.   Ponieważ   jednak 

dobro firmy stawiała ponad wszystko, cierpliwie znosiła kolejne sesje, które 

szczęśliwie zdarzały się teraz nie więcej niż dwa, trzy razy do roku.

Ze względu na jej noc poślubną sesja zaczęła się później, co wpędziło 

wszystkich w jakiś ponury nastrój. Kiedy zrobili pierwszą przerwę, wciąż byli 

na początku pracy. Erika wzięła butelkę zimnej wody od Kelly. Miała ochotę 

przyłożyć ją do czoła. Było jej gorąco od świateł lamp fleszy. Wiedziała 

jednak, że wtedy będzie trzeba poprawiać makijaż, a na to nie miała ochoty. 

Dlatego zachowywała ostrożność i nawet piła w taki sposób, żeby nie zetrzeć 

szminki.

Za   ścianą   światła   pomieszczenie   tonęło   w   mroku.   Erika   na   wpół 

oślepiona   światłem,   przecisnęła   się   pomiędzy   ludźmi   i   sprzętem,   znalazła 

kanapę w kącie sali i opadła na nią. Poluzowała perłowe kolczyki, które były 

zapięte tak ciasno, że czuła ból. Odchyliła głowę i oparła ją o pozostawioną 

przez kogoś poduszkę.

background image

Ktoś zbliżył się do niej. Widziała jedynie cień. To Amos przysiadł na 

oparciu kanapy.

- Nienawidzisz tego pozowania, prawda?

Wyprostowała się gwałtownie.

- Co ty tu do diabła robisz? I od jak dawna mnie podglądasz?

- Jakąś godzinkę. Przyszedłem, żeby mieć na oku moją ukochaną nowo 

poślubioną żonę. Muszę się upewnić, czy nikt cię tu nie dręczy.

- Czyli innymi słowy pakujesz nos w nie swoje sprawy i szpiegujesz.

- To także. - Uśmiechnął się, jakby jej słowa nie zrobiły na nim żadnego 

wrażenia.

Zresztą, nie ma się co dziwić, pomyślała. W końcu to także część gry. 

Chciał, żeby jak najwięcej osób zobaczyło, jak troszczy się o swoją żonę.

- Nikt nie wyglądał na zdziwionego moją obecnością - dodał.

- A może po prostu dobrze to ukrywali?

- A może są przyzwyczajeni do gości na planie?

- Nie, wolę, kiedy na sesjach jest jak najmniej osób.

- Zabawne. Policzyłem, są tu trzydzieści dwie osoby, a jestem prawie 

pewien, że jeszcze nie wszystkich widziałem.

Nagle Erice wydało się, że cała ekipa gdzieś się rozpłynęła. Zostało 

jedynie   kilku   techników,   którzy   zajmowali   się   przygotowaniem   kolejnych 

background image

ujęć.   Nikt   nie   zwracał   uwagi   na   Erikę.   Poza   Amosem   oczywiście,   który 

patrzył na nią badawczo.

- Nienawidzisz tego pozowania, prawda? - powtórzył.

Chciała zaprzeczyć, ale czuła się zbyt zmęczona.

- Nie sądziłam, że tak to widać.

- Pewnie nie dla każdego jest to widoczne. - Wskazał na pokój. - Ale w 

końcu ja nie jestem kimś z ekipy. Widzę wszystko dużo wyraźniej. Dlaczego 

pozujesz, skoro tak tego nie znosisz?

- Sesje mam tylko trzy razy do roku.

- Zleć to komuś innemu.

- Może kiedyś. - Wypiła łyk wody i wstała. - Wracajmy do pracy i 

miejmy to z głowy.

Amos nie ruszał się.

- Rozumiem. Nie lubisz pozować, ale nie chcesz stracić kontroli nad 

wszystkim.

- To nieprawda. Ja… - Dlaczego się z nim kłóciła? Jaka to różnica, co 

on myśli? Poirytowana Erika odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku 

świateł i statywów. Była tak zdenerwowana na siebie, że ledwie zachowywała 

równowagę.   Nagle   czubkiem   buta   zaczepiła   o   statyw  i   upadła   na   ziemię. 

Nawet   gumowana   wykładzina   nie   mogła   w   pełni   zamortyzować   upadku. 

Świat jej zawirował przed oczami. Jęknęła i leżała bez ruchu.

background image

Kiedy otworzyła oczy, Amos klęczał przy niej.

- Nawet nie próbuj się ruszać - zakomenderował. - Nieźle się potłukłaś.

- Zabawne - syknęła. - Sama to zauważyłam.

Technicy patrzyli na nią ponad ramionami Amosa.

- Będzie siniak - skomentował jeden z nich.

Erika intuicyjnie uniosła dłoń do twarzy, żeby sprawdzić, czy mocno 

ucierpiała. Amos chwycił ją za nadgarstek, unieruchamiając rękę.

- Czy ja krwawię?

Pokręcił przecząco głową.

-   Skóra   nie   jest   przecięta.   Na   szczęście   upadłaś   na   podłogę,   nie 

uderzyłaś w żaden kant.

- Cała połowa twarzy mnie boli, a ty mówisz, że miałam szczęście?

-   Tak.   Mogłaś   zranić   się   w   oko.   -   Spojrzał   na   technika.   -   Czy   dla 

odmiany   mógłbyś   zrobić   coś   pożytecznego   i   skierować   tu   jeden   z 

reflektorów, zamiast stać i gapić się? I poślij kogoś po lód. - Wziął butelkę 

wody, którą Erika upuściła, upadając, i przyłożył ją do jej obitego policzka. 

Drgnęła, gdy poczuła zimny plastik. Nawet tak drobny ruch powodował ból, 

dlatego postanowiła leżeć spokojnie.

Coraz   więcej   osób   pochylało   się   nad   nią.   Słyszała   szepty,   okrzyki, 

dyskusje. Ktoś mówił o wezwaniu pogotowia.

background image

-   Czy   wszyscy   mogą   się   zamknąć!   -   krzyknął   Amos.   -   Jeśli   Erika 

jeszcze nie ma bólu głowy, zaraz się go nabawi. 

- Już za późno - mruknęła.

Zdenerwowana asystentka nadbiegła, niosąc garść kostek lodu. Woda 

wyciekała   spomiędzy   jej   palców.   Amos   rozejrzał   się,   chwycił   ręcznik 

należący do stylisty i owinął weń kostki lodu. Delikatnie przyłożył zawiniątko 

do twarzy Eriki.

- Ten ręcznik kosztuje sto dolarów - pisnął stylista.

-  Świetnie.  A  teraz   jest   bezcenny,  bo  służy  do   udzielenia   pierwszej 

pomocy. - Pochylił się niżej nad Erika. - Chyba już minął pierwszy szok. Czy 

myślisz, że dasz radę wstać, czy powinniśmy wezwać pogotowie?

- Boli mnie biodro. - Wyprostowała nogę i próbowała poruszyć kostką. 

- Ale mogę wstać.

- Sprawdźmy to. Skończyłaś pozowanie na dzisiaj - dodał stanowczo.

Erika dotknęła opuszkami palców policzka. Czuła, że jest opuchnięta.

- Chyba że nalegasz na kontynuowanie zdjęć - mruknął.

- Następne ujęcia będą warte niezłą sumkę, o ile „Sentinel” zechce je 

kupić.

Erika nie zgodziła się pojechać do szpitala. Amos musiał przyznać, że 

rozumie jej punkt widzenia. Zdjęcie Eriki Forrester, siedzącej w zatłoczonej 

poczekalni w szpitalnej izbie przyjęć i trzymającej worek z lodem przytknięty 

background image

do twarzy, byłoby z pewnością warte tysiące dolarów. Przysięgała, że nie 

straciła przytomności nawet na sekundę. Nie krwawiła też, a skóra nie była 

przecięta. Amos zgodził się więc odwieźć ją do domu.

Stephen zadzwonił po miłego emerytowanego lekarza, mieszkającego 

na trzecim piętrze, który zgodził się przyjść i obejrzeć Erikę.

- Obserwuj ją uważnie przez kilka godzin - powiedział do Amosa i 

pokazał mu, jak sprawdzać, czy źrenice oczu prawidłowo reagują na światło. 

-   Jeśli   nic   złego   nie   wydarzy   się   do   wieczora,   myślę,   że   szybko   z   tego 

wyjdzie.

Amos odprowadził lekarza do drzwi i wrócił do sypialni. Erika uniosła 

rękę do twarzy. Amos nie był pewien, czy zasłania oczy przed światłem, czy 

próbuje   zakryć  opuchliznę.   Rano   miejsce   stłuczenia   zamieni   się   w   wielki 

siniak. Tak jak mówił jeden z techników.

- Zostaw mnie - mruknęła. - Nie rób sobie kłopotu. 

Podał jej szklankę zimnej wody i kilka tabletek przeciwbólowych.

- Potrzebujesz trochę świeżego lodu?

- Czuję się idiotycznie, przykładając sobie lód. Dla ciebie to też nie 

najlepszy sposób spędzania wolnego czasu, jak sądzę.

- Na dobre i na złe. W chorobie i zdrowiu… - powiedział łagodnie. 

Zgasił światło. - Spróbuj odpocząć. Będę w salonie, gdybyś czegokolwiek 

potrzebowała.

- Może lepiej… - przerwała nagle. - Nie, to głupie.

background image

- Co chciałaś powiedzieć?

Wahała się, czy odpowiedzieć.

- Zastanawiałam się, czy mógłbyś jeszcze ze mną zostać. Pewnie masz 

inne ciekawsze zajęcia - powiedziała z ledwo słyszalnym drżeniem głosu.

Usiadł na brzegu łóżka i chwycił ją za rękę. Zacisnęła palce na jego 

dłoni, a po chwili rozluźniła uścisk, zapadając w spokojny sen.

Siedział przy niej długo, słuchając równego oddechu.

Na dobre i na złe… Dlaczego to powiedziałem? - zastanawiał się. W co 

ja się u licha pakuję?

background image

Rozdział szósty

Erika   obudziła   się   z   dziwnym   przeczuciem,   że   nie   powinna   zbyt 

gwałtownie   się   poruszać.   Nie   była   do   końca   pewna   dlaczego.   Po   chwili 

przypomniała   sobie   dokładnie   wczorajsze   zdarzenie.   Leżała   więc 

nieruchomo, próbując wybadać sytuację. Głowa ani biodro już tak mocno jej 

nie   bolały.  Czuła   jednak   tępy   ból   wokół   prawego   oka.   Opatrunek   z   lodu 

zsunął jej się w czasie snu. Dotknęła delikatnie policzka opuszkami palców. 

Nadal był opuchnięty i wrażliwy na dotyk.

Jak przez mgłę pamiętała, że Amos wchodził kilkakrotnie w nocy do jej 

pokoju,   żeby   sprawdzić,   czy   wszystko   u   niej   w   porządku.   Czy   naprawdę 

poprosiła go, żeby z nią został?

Opuściła   nogi   z   łóżka   i   usiadła.   W   tej   samej   chwili   na   wpół 

przymknięte drzwi do jej sypialni otworzyły się na oścież. Stał w nich Amos.

- Lepiej się czujesz?

-   Tak.   -   Wstała   zbyt   raptownie   i   chwyciła   się   pionowej   podpory 

baldachimu, żeby nie stracić równowagi. - Wygląda na to, że siedziałeś tuż za 

drzwiami.

- Musiałem mieć na ciebie oko.

- Jak dziś wyglądam? - Wskazała na swój policzek.

-   Nie   za   dobrze,   ale   też   nie   na   tyle   tragicznie,   byś   pomyślała   o 

samobójstwie.

background image

Czego   się   spodziewała?   Może   wolałaby   usłyszeć   mniej   szczerą 

odpowiedź, ale w przypadku Amosa taka ewentualność nie wchodziła w grę. 

Mimo wszystko trochę się zdenerwowała. Czy on naprawdę myśli, że jestem 

tak niesamowicie próżna?

- Daj spokój, Amos - żachnęła się. - Nauczyłam się kilku pożytecznych 

sztuczek. Prawie wszystko można zatu¬szować umiejętnym makijażem… - 

Spojrzała na swoje odbicie w dużym lustrze przy toaletce i zesztywniała.

Wiedziała, że policzek ma nadal spuchnięty. Teraz jednak zauważyła, 

że   cała   połowa   jej   twarzy   wyglądała   wręcz   karykaturalnie,   a   okolice   oka 

przybrały sinoczarny kolor.

- Co mówiłaś? - zapytał grzecznie.

Nawet nie próbowała odpowiadać. Usiadła na krześle przy toaletce i 

włączyła  oświetlenie.   Żarówki   zainstalowane   wokół   lustra   dawały   niezbyt 

silne światło, w którym jej siniaki wyglądały wręcz fatalnie. Zabawne, sądziła 

przed chwilą, że już nie może być gorzej.

Nasączyła wacik mleczkiem kosmetycznym i zaczęła zmywać resztki 

wczorajszego makijażu. Przyjrzała się swemu odbiciu i doszła do wniosku, że 

to   będzie   prawdziwe   wyzwanie   dla   jej   kosmetyków.   Potrzebowała   tony 

podkładu, żeby zakryć sińce.

- A może przyda ci się kapelusz z szerokim rondem i czarna woalka? - 

zaoferował. - Jestem pewien, że Stephen znajdzie coś odpowiedniego…

- Nigdy nie pokazałabym się publicznie w czymś takim. - Dotknęła 

background image

policzka i syknęła.

- Ostrożnie - poradził. - Nie naciskaj, bo będzie jeszcze gorzej.

-   Gorzej   niż   w   tej   chwili?   To   mało   prawdopodobne.   Czy   mógłbyś 

przynieść mi sok pomarańczowy? W lodówce jest kilka butelek.

- Zrozumiałem aluzję. Nie potrzebujesz publiki, kiedy się malujesz.

Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Poderwała się na równe nogi. A 

może to fotografom z brukowców udało się przechytrzyć Stephena na dole…

- Amos, nie otwieraj! - krzyknęła.

- To na pewno Kelly - odkrzyknął. - Dzwoniła wcześniej i powiedziała, 

że wpadnie.

Erika usiadła ponownie i spojrzała na swą twarz. Kapelusz z woalką? - 

pomyślała. Nie, nie wystarczy. Potrzebowałabym koca…

Właściwie dlaczego miałaby się zachowywać tak, jakby się wstydziła? 

Przecież   nie   zrobiła   nic   złego.   Spróbuje   zamaskować   obrażenia,   ale   nie 

będzie się przesadnie ukrywać. Miała wypadek przy pracy. To wszystko.

Sięgnęła po róż, żeby pokryć nim policzki mocniej niż zwykle. Nie 

mogła zbyt silnie uciskać opuchniętych miejsc, a to stanowiło dodatkową 

trudność.

Słyszała   odgłosy   rozmowy   w   holu.   Damski   głos   z   pewnością   nie 

należał do Kelly. Zaintrygowana poszła w kierunku holu, żeby dowiedzieć 

się, o co chodzi.

background image

Drzwi wejściowe były na wpół otwarte, a Amos skutecznie je blokował. 

Tuż   pod   jego   ramieniem   Erika   ujrzała   kobietę   o   rudych   włosach.   Kolor 

włosów był znajomy, ale nie mogła przypomnieć sobie osoby. Wydawało jej 

się tylko, że musi to być jej sąsiadka.

-   Doskonale   rozumiem,   że   nie   pracuje   już   pan   jako   gospodarz   tego 

budynku - kobieta mówiła bardzo szybko. - wiem, że jest pan zajęty pisaniem 

książki.   Jestem   zaszczycona,   mogąc   poznać   prawdziwego   pisarza!   Ale 

Stephen jest kompletnie zawalony robotą dziś po południu i zastanawiałam 

się, czy pan nie mógłby mi pomóc.

- A co Stephen ma tak pilnego do roboty? - zapytał Amos.

Dobry ruch, pomyślała Erika. Nie odmówił, choć to właśnie miał na 

myśli. A teraz wyproś ją, Amos…

- W holu było bardzo wiele obcych osób, kiedy tam weszłam. Nie mam 

pojęcia, po co oni wszyscy tu przyszli. A pan…

Erika tak była zaciekawiona ich rozmową, że nie zdawała sobie sprawy, 

jak   daleko   weszła   w   głąb   holu   i   jak   głośno   się   poruszała.   Nagle   kobieta 

odwróciła się i spojrzała wprost na Erikę. Krzyknęła, a Erika cofnęła się do 

sypialni. Chwała Bogu, pomyślała, że stałam w cieniu.

-   Nie   wiedziałam,   że   ona   jest   w   domu   -   powiedziała   sąsiadka   z 

rozczarowaniem.

Och, wierzę ci, skarbie, pomyślała Erika. Po chwili usłyszała dźwięk 

zamykanych drzwi, a następnie kroki w korytarzu.

background image

- Już jest bezpiecznie. Przepraszam za opóźnienie. - Amos przyjrzał się 

jej uważnie, podając jednocześnie butelkę soku. - Nie wygląda na to, żebyś 

robiła jakieś postępy.

- Dzięki. Naprawdę dodajesz mi otuchy - odparła ironicznie i powróciła 

do prób zatuszowania siniaka.

Niestety musiała przyznać, że Amos miał rację. Sięgnęła po wacik i 

zaczęła zmywać makijaż.

- Poddajesz się? - spytał.

- Gdzież tam. Zaczynam od początku.

-   Cóż,   nie   jestem   lekarzem,   ale   wydaje   mi   się,   że   lepiej   zostawić 

zasinienie nie przykryte, żeby skóra mogła oddychać i szybciej się zagoić.

- Jeśli uda mi się zamaskować, to co za różnica, czy będzie się goiło 

dzień   czy   dwa   dłużej?   -   Odkręciła   butelkę   i   upiła   łyk  soku.   -   Widzę,   że 

cieszysz   się   sporą   popularnością.   Jeśli   sądzisz,   że   ci   odpuszczą,   bo   ich 

unikasz,   to   chyba  nie   zdajesz   sobie   sprawy   z   tego,   jakim   jesteś   dla   nich 

wyzwaniem.

- A konkretnie? - W jego oczach pojawił się dziwny błysk.

-   „Jestem   zaszczycona,   mogąc   poznać   prawdziwego   pisarza!”   - 

naśladowała sąsiadkę. - Szczerze? Niektóre kobiety są po prostu tępe. Albo 

traktują mężczyzn jak skończonych idiotów.

Amos przestał pić i spojrzał na Erikę.

background image

- Co masz na myśli? - spytał uprzejmie. - Że wcale nie robię dobrego 

wrażenia?

- Nie. Chodzi mi o to, że gdyby ta kobieta naprawdę szanowała twoją 

pracę, to nie zawracałaby ci głowy… Czego ona chciała?

Nagle ponownie rozległ się dzwonek u drzwi. Amos poszedł sprawdzić, 

kto to.

- Amos, uważaj - krzyknęła za nim. - Pamiętaj, co mówiła o grupie 

ludzi na dole. Jeśli są tam jacyś dziennikarze, to mogli prześliznąć się na 

górę.

- Zdawało mi się, że uważałaś Stephena za niepokonanego - odkrzyknął 

przez ramię i otworzył drzwi.

Tym razem wrócił szybciej. Za nim szła Kelly. Spojrzała na Erikę i 

jęknęła.

- A tobie co? - zezłościła się Erika. - Wiem, że nie wygląda to najlepiej, 

ale też nie przypominam chyba potwora, na litość boską!

- Jest gorzej niż wczoraj. Co zrobisz?

Erika   rzuciła   okiem   w   lustro.   Bez   makijażu   twarz   wyglądała 

rzeczywiście   gorzej.   Może   Amos   dobrze   radził,   żeby   zostawić   obrzęk   w 

spokoju.   Nadszedł   czas,   by   stawić   czoła   faktom.   Cokolwiek   zrobi,   nie 

zatuszuje stłuczenia. Co najwyżej zmieni kolor siniaka.

- Cóż, chyba nic na to już nie poradzę - przyznała, wstając z krzesła. - 

Chodźmy do salonu, tam będzie nam wygodniej.

background image

- W porządku. - Kelly kiwnęła głową. - Mam ze sobą twój kalendarz. 

Będziesz   musiała   zdecydować,   co   przełożyć,   a   co   można   załatwić 

telefonicznie.

- O czym ty mówisz?

Weszły do salonu. Na stoliku stał laptop, przed nim usiadł Amos.

- Przepraszam - speszyła się Erika. - Nie będziemy ci przeszkadzać? 

- W porządku, wchodźcie. Przeniosłem się z gabinetu, żeby mieć na 

ciebie oko. - Zamknął komputer i usiadł na kanapie. - Napijesz się czegoś, 

Kelly?

- Chętnie - odparła, nie spuszczając wzroku z Eriki.

- Nie możesz nigdzie się pokazać w takim stanie - odpowiedziała na 

wcześniej zadane pytanie.

- Ależ oczywiście, że mogę - sprzeciwiła się Erika kategorycznie. - 

Pracuję.   Nie   mogę   zniknąć,   dopóki   moja   twarz   nie   będzie   wyglądała 

normalnie.

- Musisz. Nikt nie może zobaczyć cię w takim stanie. - Kelly nie dawała 

za wygraną.

- Kelly, to był zwykły wypadek.

-   Wypadek   czy   nie,   z   marketingowego   punktu   widzenia   to   istny 

koszmar - oświadczyła asystentka stanowczo. - Czołowa twarz Ladylove nie 

może pokazać się z podbitym okiem.

background image

- Przecież jesienna kampania nie będzie kręcić się tylko wokół mojej 

twarzy.

-   To   bez   znaczenia.   Gdziekolwiek   się   pojawisz,   jesteś   kojarzona   z 

Ladylove. Co powiedzą o firmie, widząc twoje stłuczenia?

Erika otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć, ale zaraz je zamknęła.

- Przyszłam, żeby cię ostrzec - kontynuowała Kelly. - Trzy minuty po 

twoim   wyjściu   zaczęła   się   narada   osób   odpowiedzialnych   za   reklamę   i 

wizerunek firmy. Początkowo myślałam, że przesadzają, ale teraz…

- Ostrzec mnie? - Erika miała złe przeczucia. - Jakie wnioski wyciągnęli 

na naradzie?

- Uznali, że nie możesz tak pokazać się światu. Niestety mają rację - 

westchnęła.

- Widzisz mnie w złym momencie - zaczęła Erika.

Za plecami Kelly pojawił się Amos z butelką soku.

- Przykro mi to mówić, ale uważam, że jutro będzie jeszcze gorzej.

- Cudownie - jęknęła Erika.

-   A   za   dwa   dni   stłuczenie   zacznie   nabierać   śliwkowego   koloru.   Za 

kolejne trzy - zielonego, potem żółtego…

- Dziękuję, wystarczy. Przecież nie mogę bezczynnie siedzieć w domu i 

czekać, aż siniak zniknie.

background image

- Widzisz inne wyjście? - Wzruszył ramionami.

Jedyne, co przychodziło jej do głowy, to papierowa torba na głowie. 

Trzeba by tylko wyciąć otwory na oczy…

-   A   gdybyś  zrobiła   sobie   taki   makijaż,   jaki   miałaś  podczas   sesji?   - 

spytał. - Wyglądał na niezniszczalny.

- Jest dobry - przyznała Erika. - Ale przy dziennym świetle człowiek 

wygląda w nim jak upiór.

- Hm, kiedy tam leżałaś, to rzeczywiście wyglądałaś nieszczególnie… - 

mruknął   pod   nosem.   -   Czy   podczas   sesji   zdjęciowych   nie   korzystasz   z 

produktów własnej firmy? To co to za reklama?

-   Ależ   korzystam.   To   jest   nasza   specjalna,   profesjonalna   linia 

kosmetyków, skierowana do aktorów i modelek.

- Ale nawet one nie wystarczą, żeby zamaskować twoje obrażenia - 

wtrąciła Kelly.

-   I   dlatego   uważam,   że   jedynym   sensownym   rozwiązaniem   jest 

normalne funkcjonowanie, bez ukrywania się - złościła się Erika. - Po prostu 

powiem, co się stało, tak będzie najlepiej. Po kilku dniach spekulacji, sprawa 

ucichnie.

-   Nie   bądź   taka   pewna   -   ostrzegła   Kelly.   -   Rozmawiałam   z 

marketingiem i działem PR. Przekonałam ich, żeby powstrzymali się przed 

wszelkimi działaniami, zanim nie dowiem się, jak to wygląda, ale…

- Mów śmiało, już chyba nie może być gorzej - mruknęła Erika.

background image

- Ich zdaniem, jeśli nie będziesz wyglądała bardzo źle, to nie będzie 

miało  znaczenia,  co  kto  myśli  lub  mówi.  Ale  jeśli  będzie  okropnie,  będą 

musieli   natychmiast   coś   zrobić,   żeby   zapobiec   plotkom,   zanim   brukowce 

zaczną spekulować i wymyślać niestworzone rzeczy.

Erika ukryła twarz w dłoniach, po czym natychmiast znów je odsunęła, 

gdyż ból przy dotyku był zbyt silny.

-   Zwołali   wszystkich,   którzy   byli   na   sesji   i   zagrozili   im 

natychmiastowym   zwolnieniem,   jeśli   ktokolwiek   powie     prasie,   co   ci   się 

stało. Oficjalne stanowisko jest takie, że nic się nie wydarzyło. Mamy ujęcia, 

które są nam potrzebne.  A ty zostaniesz w domu, żeby delektować się swym 

miodowym miesiącem.

- Zamorduję ich - syknęła Erika przez zęby.

-   Robili   tylko   to,   co   uznali   za   najlepsze   -   przekonywała   Kelly.   - 

Przecież wiesz, że prasa uwielbia o tobie pisać.

Przyznaj   też   uczciwie,   że   wczoraj   nie   byłaś   w   stanie   podejmować 

żadnych decyzji.

Amos rozsiadł się wygodniej na kanapie.

- Skoro zaprzeczyli, że cokolwiek ci się stało…

- A teraz pojawisz się nagle z podbitym okiem i będziesz opowiadała, 

że potknęłaś się o statyw aparatu… - dodała Kelly.

Nikt   w   to   nie   uwierzy,   to   było   pewne.   Zaczną   spekulować   i 

rozdmuchają całą sprawę.

background image

Erika wyglądała na zszokowaną.

- Chyba masz jakieś hobby, kochanie - powiedział Amos. - Musisz coś 

zrobić z wolnym czasem.

Rozłożyły   kalendarz   Eriki   na   stole   kuchennym   i   ponad   godzinę 

zastanawiały się, które sprawy mogą zostać przekazane komuś innemu, co 

Erika może załatwić przez telefon, a co może zaczekać do jej powrotu do 

biura.

- Tydzień - mruknęła z niedowierzaniem.

- Lepiej nastaw się na dziesięć dni - zasugerował Amos, wchodząc do 

kuchni   z   naręczem   listów,   które   właśnie   dostarczono.   -   Tak   na   wszelki 

wypadek.

Próbowała zignorować jego słowa.

To   nie   może   być   dłużej   niż   tydzień,   myślała.   Zawsze   szybko 

dochodziłam do siebie.

Kiedy   Kelly   wyszła,   zaopatrzona   w   szczegółowe   instrukcje,   Erika 

poszła szukać Amosa.

Najwyraźniej zabrał komputer do gabinetu, bo na stoliku w salonie już 

go nie było. Amos siedział na kanapie w salonie, z notesem na kolanach i 

długopisem w ręku. Erika zastanawiała się, czy rozmyśla nad swoją książką, 

czy też snuje filozoficzne refleksje na temat ludzkiej egzystencji. Właściwie 

szczerze mu współczuła. Nie tego się przecież spodziewał po ich umowie. 

Przyszedł na sesję tylko po to, żeby uwiarygodnić ich historię. Był to pewnie 

background image

chybiony ruch, ale nie miała wątpliwości, że wynikał ze szczerych chęci. A 

teraz wszystko wywróciło się do góry nogami.

Amos wydarł kartkę z notesu, zmiął ją w kulkę i cisnął w stronę kosza.

- Co mogę dla ciebie zrobić? - zapytał.

- Musimy to i owo ustalić. Nie miałam w planach spędzenia tego czasu 

w domu i przykro mi, jeśli moja obecność zakłóci ci spokój, ale nie mogę bez 

przerwy tkwić w sypialni.

Amos wzruszył ramionami.

- To twoje mieszkanie. Ja jestem tylko gościem.

- Ja muszę tu siedzieć niczym w wiezieniu, ale ty masz wolną rękę. 

Możesz  na  przykład   przenieść  się  do   hotelu…  -   przerwała,   bo  spojrzenie 

Amosa prawie ją zmroziło.

- Bez ciebie? - zapytał cicho. - Ależ kochanie, nie mógłbym zostawić 

mojej żony samej podczas miesiąca miodowego. Tylko pomyśl, co by się 

stało, gdyby „Sentinel” się o tym dowiedział.

Przygryzła wargę. Oczywiście Amos miał rację. Nawet nie przyszło jej 

do głowy, co pomyśleliby wszyscy, gdyby wyprowadził się od niej dzień czy 

dwa po ślubie. Zwykły, na pozór niewinny upadek, a takie konsekwencje… 

Teraz ona i Amos  byli skazani na swoje  towarzystwo  dwadzieścia cztery 

godziny na dobę.

Czy w zaistniałej sytuacji to papierowe małżeństwo rzeczywiście nie 

będzie miało żadnego wpływu na jej życie? Wszystko miało być takie proste, 

background image

łatwe i krótkotrwałe. A teraz…

Spędzenie tygodnia w mieszkaniu wpędzi ją ani chybi w klaustrofobię. 

A   spędzenie   tego   czasu   w   towarzystwie   doprowadzi   ją   do   szaleństwa. 

Zwłaszcza jeśli jej towarzyszem będzie Amos. Sama myśl o tym, że tydzień 

może przeciągnąć się do dziesięciu dni, przeraziła ją i zdenerwowała.

Nigdy   wcześniej   nie   myślała   o   swoim   mieszkaniu   jako   o   ciasnym 

miejscu.   Teraz   wydało   jej   się   duszną   klitką   o   bardzo   ograniczonej 

powierzchni.

Mieszkając razem,  nie mogli skutecznie się unikać ani tym bardziej 

strzec swej prywatności. Erika postanowiła zatem poniechać takich prób, bo 

były skazane na niepowodzenie.

Amos słusznie zauważył, że to w końcu było jej mieszkanie. Poza tym 

to przez niego doszło do wypadku. Nie, wcale nie próbowała zwalić na niego 

winy za swą nieuwagę, po prostu taka była prawda. Trudno, teraz będzie 

musiał znosić jej nieustanną obecność. Zamierzała ignorować Amosa i zająć 

się własnymi sprawami na tyle, na ile będzie to możliwe. Zacznie od tego, że 

odda   się   błogiemu   lenistwu.   Nie   pamiętała,   kiedy   ostatnio   leniuchowała, 

niczym się nie przejmując.

Dopiero   teraz   zauważyła,   że   nadal   ma   na   sobie   niebieską   satynową 

bluzkę, w której pozowała do zdjęć reklamowych, w tej chwili już mocno 

wygniecioną   i   pobrudzoną   makijażem.   Skoro   wszystko   omówiła   z   Kelly, 

mogła wreszcie zająć się sobą. Najpierw zrelaksowała się w wannie, potem 

przebrała w wygodną koszulę nocną z czerwonego jedwabiu, sięgającą ziemi, 

background image

na czarnych ramiączkach. 

Po kąpieli przygotowała w kuchni przekąskę i weszła do salonu. Było 

tam   cicho   i   nawet   magnetofon,   z   którego   dobiegała   wcześniej   delikatna 

muzyka, teraz zamilkł. Słychać było jedynie szum samochodów z ulicy.

Amos   nadal   leżał   na   kanapie.   W   pierwszej   chwili   Erika   sądziła,   że 

zasnął, ale musiał usłyszeć jej ciche kroki, bo otworzył oczy, kiedy weszła do 

pokoju.

-   Przepraszam,   ale   to   jest   jedyny   telewizor   w   tym   mieszkaniu. 

Chciałabym trochę pooglądać, jeśli nie masz nic przeciwko temu - odezwała 

się.

- Ani trochę - odparł i usiadł.

Erika skuliła się w końcu kanapy. Skórzane obicie nadal było rozgrzane 

od jego stóp. Sięgnęła po marchewkę, zaczęła ją chrupać i przełączać kanały.

-   Marchewka   -   zauważył   inteligentnie.   -   Seler   naciowy.   Zielona 

papryka.

- Częstuj się - zaoferowała.

Po   chwili   doszła   do   wniosku,   że   niewiele   straciła,   nie   oglądając 

regularnie telewizji.

- Widziałeś ten film?

Amos spojrzał na ekran.

- Każdy go widział, Eriko. Ma więcej lat niż my oboje razem wzięci. - 

background image

Wstał i wyszedł z pokoju.

Punkt   dla   mnie,   pomyślała.   Nie   czuła   jednak   radości,   jak   się 

spodziewała. Usiadła wygodniej i próbowała wciągnąć się w fabułę.

Amos wrócił po chwili z ogromną chińską misą, której do tej pory nie 

widziała, wypełnioną popcornem.

- Spróbuj, proszę. Wyglądasz na zaskoczoną. Jeśli dziwi cię, że umiem 

przygotować popcorn, powinienem cię ostrzec, że potrafię również odgrzać 

pizzę.

- Nie o to chodzi. Zaskoczyło mnie, że masz misę wielkości małego 

basenu, która najwyraźniej jest przeznaczona na popcorn. Tak zresztą głosi 

napis   na   bocznej   ściance.   Mało   który   mężczyzna   inwestuje   w   naczynia 

kuchenne.

- Popcorn, pizza i piwo. - Amos wyliczał na palcach. - Ukochane dania 

każdego mężczyzny. - Postawił misę na środku kanapy i ułożył się wygodnie.

Erika   próbowała   wciągnąć   się   w   akcję   filmu,   ale   nie   bardzo   jej   to 

wychodziło. Dla zabicia czasu zastanawiała się, co by zrobiła, gdyby Amos, 

zamiast zajadać popcorn i oglądać film, położył się trochę bliżej niej, otoczył 

ją silnym ramieniem, pieścił jej szyję, chciał się z nią kochać… Zamknęła 

oczy, niemal poczuła ciepło jego dłoni…

Ochrypły szept przywołał ją do porządku.

- Czas do łóżka. Chodź, skarbie.

Uśmiechnęła się do siebie. Cóż za wyraziste fantazje… Kiedy jednak 

background image

otworzyła oczy, zrozumiała, że to nie był tylko wytwór jej wyobraźni. Głowę 

miała opartą na barku Amosa, jego ramię otaczało ją, a ciepłe usta były tuż 

przy policzku. Usiadła gwałtownie, o mały włos nie wybijając mu zębów.

- Co ty robisz? - spytała przestraszona.

- Budzę cię - odparł. - Ale tylko po to, żeby odprowadzić cię do sypialni 

i położyć do łóżka - dodał łagodnie. - Samą. Jeśli miałaś nadzieję na coś 

więcej, to musisz rozbudzić się całkowicie, bo zniewolenie półprzytomnej 

kobiety niezbyt mi się uśmiecha.

Na te słowa Erika rozbudziła się w okamgnieniu.

- Tylko w ten sposób mógłbyś zaciągnąć mnie do łóżka - krzyknęła 

wściekła.

- Doprawdy? - przekomarzał się. - Hej, nie odchodź zła - krzyknął za 

nią.

Miała nadzieję, że przybiegnie, a ona z triumfalną miną zatrzaśnie mu 

drzwi   przed   nosem.   Była   w   połowie   drogi   do   sypialni,   kiedy   rozległ   się 

dzwonek do drzwi.

- Kogo u diabła niesie o tej porze? - Zaskoczona zatrzymała się.

- Wcale nie jest tak późno - uświadomił jej Amos.

Schowała się za drzwiami sypialni, a Amos wyjrzał przez wizjer.

- To tylko goniec - uspokoił Erikę.

Goniec? - pomyślała jeszcze bardziej zdziwiona. O tej porze? Ciekawe, 

background image

co przynosi.

Przez szparę podglądała, co się wydarzy. Poza plecami Amosa i stosem 

pudełek nic nie widziała.

- Zamawiałeś coś?  -  spytała szeptem.  - Czy  to może  twoje rzeczy? 

Wydawało mi się, że wszystko przywiozłeś wczoraj.

- Zamawiałem - przyznał.

Zza pudeł wychyliła się głowa Stephena.

- To prezenty ślubne - wyjaśnił. - Nie miałem możliwości dostarczenia 

ich wcześniej. Miałem nadzieję, że… - Zamilkł, widząc Erikę.

-   Daruj   sobie   -   powiedziała   zniecierpliwiona.   -   Dobrze   wiem,   jak 

wyglądam - dodała, ale w tym samym momencie zorientowała się, że Stephen 

wcale nie patrzy na jej podbite oko.

Rozchylone poły szlafroka ukazywały pomiętą koszulę nocną i trochę 

nagości.

Stephen odwrócił wzrok.

- …teraz jest dobry moment - skończył i wszedł do środka. - Na pewno 

nie przeszkadzam? - upewnił się.

background image

Rozdział siódmy

Erika poprawiła szlafrok.

- Oczywiście, że nie przeszkadzasz, Stephen.

- W każdym razie nie robimy nic, o czym chcielibyśmy rozmawiać - 

dodał radośnie Amos. - Gdzie zamierzasz ulokować te łupy, kochanie?

Odeślij je, miała ochotę powiedzieć.

- Jadalnia to chyba dobre miejsce - zasugerował Amos.- Na razie nie 

planujemy  żadnego przyjęcia, a tam Erika będzie mogła tygodnie napisać 

liściki   z   podziękowaniami.   Pomogę   rozładować   wózek   -   zwrócił   się   do 

Stephena.

Erika przygryzła wargi i niecierpliwie czekała, by weszli do jadalni. 

Kiedy   wszystkie   pudełka   leżały   już   na   stole,   a   Stephen   poszedł   odstawić 

wózek, Erika spojrzała na Amosa.

- Wygodne miejsce, bym mogła napisać podziękowania? - spytała.

- Oczywiście. Podczas gdy ja będę pracował w gabinecie…

- Nie sądzisz, że to trochę nie w porządku zwalać całą robotę na mnie?

- Wiesz, może rzeczywiście tak to zabrzmiało - przyznał. - Jednak to są 

prezenty od twoich przyjaciół, których  ja nawet nie znam.

- Musiałeś zadbać o swój wizerunek macho, prawda? - niespodziewanie 

background image

zmieniła temat.

- O czym mówisz? - spytał szczerze zaskoczony.

- Wtedy, gdy sugerowałeś… kiedy Stephen…

- A, rozumiem. Martwi cię, że Stephen mógł pomyśleć, że przeszkodził 

nam w intymnej sytuacji.

-   Na   miłość   boską   -   zdenerwowała   się.   -   Nie   musisz   grać   przed 

Stephenem.

- Nie grałem. Ot, wykorzystałem sytuację, kiedy się nadarzyła. Swoją 

drogą, bardzo sugestywnie i przekonująco rozchyliłaś szlafrok.

Ściągnęła mocniej pasek.

-   Nie   zrobiłam   tego   celowo,   chyba  mi   wierzysz   -   powiedziała.   -   A 

czemu miało służyć to przedstawienie? Stephen wie o naszej umowie, więc 

po co komplikować sprawy?

- Chciałem zasiać w jego umyśle ziarno wątpliwości.

- Ale po co? Nie było potrzeby… - zawahała się. - No chyba że nie 

ufasz nawet jemu.

- To nie kwestia zaufania - odparł zamyślony. - Ale wiesz, on jest zbyt 

uczciwy, żeby być dobrym kłamcą. Lepiej, by wierzył, że coś nas łączy. Na 

wypadek, gdyby jakiś dociekliwy dziennikarz zaczął mu zadawać za dużo 

pytań.

- Celowo wprowadzasz go w błąd? - Erika próbowała uporządkować 

background image

sobie w głowie to, co właśnie usłyszała.

- Każdy, kto cię zna, doskonale zna również twój stosunek do Stephena 

- tłumaczył dalej Amos. - Będą zatem spodziewali się, że on wie wszystko i 

zna twoje tajemnice. Prędzej czy później spróbują coś z niego wyciągnąć. Ja 

tylko ułatwiam mu zadanie. 

Chociaż musiała przyznać Amosowi rację, nadal się złościła.

- Dlaczego wobec tego poprzestajemy jedynie na odgrywaniu jakichś 

ról?   -   zapytała.   -   Następnym   razem,   kiedy   Stephen   przyniesie   paczki   z 

prezentami, otwórz drzwi, a potem rzuć się na mnie i zacznij tarzać się ze 

mną po podłodze. Wtedy nie tylko nie będzie musiał kłamać, ale nawet nie 

będzie musiał wysilać wyobraźni!

Amos nie odpowiedział, ale jego uśmiech sprawił, że pożałowała swych 

słów.

- Miałam na myśli… - próbowała wytłumaczyć.

- Och, nie psuj chwili, w której wreszcie otwarcie przyznałaś, o co ci 

chodzi. Wiesz co? Odegrajmy tę scenkę w salonie. Na dywanie będzie nam 

wygodniej niż na tej zimnej i twardej posadzce.

Następnego   poranka   Erika   nie   spieszyła   się   ze   wstawaniem   i 

background image

wychodzeniem z sypialni. Przekonywała się w myślach, że nie miało to nic 

wspólnego z wczorajszą rozmową z Amosem.

Wzięła gorący prysznic i zeszła na dół, licząc na to, że Amos będzie 

pogrążony w pracy i nie usłyszy nawet jej kroków.

Niestety nie było go w gabinecie. Siedział w kuchni, w dodatku miał 

gościa.

Erika   schowała   się   w   holu   i   nasłuchiwała.   Gościem   Amosa   była 

kobieta. Najwyraźniej dobrze się bawiła i co jakiś czas wybuchała perlistym 

śmiechem.

Nagle jej głos spoważniał.

- Może powinieneś zobaczyć, co się z nią dzieje, Amos.

Erika odetchnęła i przekroczyła próg.

- Witaj, Kelly. Przecież umówiłyśmy się, że będziemy się kontaktować 

wyłącznie   przez   telefon.   Twoje   częste   wizyty   u   mnie   mogą   wzbudzić 

czujność paparazzich.

-   Widzisz?   -   powiedział   Amos.   -  Mówiłem   ci,  że   dobrze   się   czuje. 

Napijesz   się   kawy?   -   Nie   czekając   na   odpowiedź,   podał   jej   filiżankę   z 

parującą kawą.

- Prawdziwa kawa? - Erika była wyraźnie zdziwiona. - Pachnie niemal 

równie dobrze jak cappuccino robione przez Kelly.

- Jest lepsza - odezwała się Kelly. - Przyniosłam ze sobą ostateczny 

background image

projekt kontraktu dla La Croix. Podpiszesz i możemy wysyłać to Feliksowi.

A   Felix   raz,   dwa   odeśle   nam   podpisane   dokumenty   i   całe   to 

przedstawienie się skończy, pomyślała uradowana Erika.

- Przeczytam to od razu - zapaliła się.

- Mam też dla ciebie zdjęcia z sesji.

- Bardzo źle wyszły?

- Widziałam gorsze. - Kelly pchnęła teczkę ze zdjęciami po blacie.

- Zgaduję, że szef reklamy będzie chciał je powtórzyć?

-   Nie   wiem,   czy   zdążymy.   Kampania   trwa,   sesja   przesunęła   się   z 

powodu twojego wyjazdu do Europy, teraz ten wypadek…

Erika przejrzała zdjęcia.

- No tak, nic nadzwyczajnego. Cóż, przekaż, że mu współczuję, ale na 

razie nie ma po co przysyłać fotografa. 

- Nie ucieszy się, kiedy to usłyszy - zauważyła Kelly. - Sam chciał tu 

dziś przyjść, ale przekazałam mu, że zgodnie z twoim poleceniem tylko ja 

mogę cię odwiedzać.

- Świetnie. Teraz zapewne jest przekonany, że unikam pracowników, bo 

mam ochotę na wakacje. Jeśli będzie nalegał, pozwól mu przyjść, niech się 

przekona, że zdjęcia są niemożliwe.

- To chyba nie najlepszy pomysł.

background image

- Nieważne - skwitowała. - Idę teraz przeczytać ten kontrakt, żeby nie 

trzymać cię tu dłużej, niż to konieczne.

- Nie spiesz się. Mogę przysłać po południu kuriera…

Erika potrząsnęła głową.

-   Wolę   pilnować   tych   dokumentów   jak   oka   w   głowie.   Mam   duże 

zaufanie do firm kurierskich, jednak gdyby kopia tej umowy dostała się w 

ręce ludzi z jakiegoś brukowca… No nic, życzę smacznego. To mi nie zajmie 

dużo czasu.

Wzięła teczkę z dokumentami i automatycznie skierowała się w stronę 

gabinetu.

Drzwi   były   otwarte.   Na   biurku   stał   włączony   komputer   Amosa. 

Jednakże na monitorze nie było widać, nad czym pracował, gdyż włączony 

był wygaszacz ekranu. Erika ucieszyła się. Obiecała sobie, że nie przeczyta 

jego notatek, a gdyby siedziała przed otwartym tekstem, trudno by jej było na 

niego nie spoglądać. Gdyby zaś przeczytała kilka linijek, a potem udawała, że 

tego nie zrobiła, byłoby to nieuczciwe.

A   gdyby   na   przykład   przeczytała   pół   strony   i   była   rozczarowana 

lekturą? Lubiła Amosa, ale czy spodobałaby się jej jego książka? To przecież 

dwie różne sprawy.

Nie, wcale nie chce wiedzieć, o czym pisał.

Kiedy wróciła do kuchni, Kelly skończyła już śniadanie. Jej talerz stał z 

boku, a dziewczyna siedziała wsparta łokciami o stół, z kubkiem kawy w 

background image

ręku.

- Pracuję w Ladylove od około trzech lat - opowiadała. - Zatrudniono 

mnie jako asystentkę Eriki przy jej pierwszej sesji zdjęciowej. Biegałam po 

grzebień i podawałam jej wodę do picia, żeby nie musiała wstawać. Potem, 

kiedy przejęła zarządzanie firmą, potrzebowała kogoś, komu mogłaby zaufać.

- Miło sobie plotkujecie?  - zapytała Erika, kładąc na stole teczkę  z 

dokumentami.

Kelly   otworzyła   szeroko   oczy.   Wydawała   się   tak   pochłonięta 

pogawędką z Amosem, że dopiero teraz zauważyła obecność szefowej. Erika 

wyczuwała   jednak,   że   chodzi   o   coś   więcej.   Wygląda   na   zdenerwowaną, 

pomyślała. Zupełnie jakby została przyłapana na czymś, czego nie powinna 

robić. Cóż, odpowiedź nasuwa się sama. Po prostu flirtowała z Amosem i 

bała się, że Erika będzie na nią zła. Miała ochotę powiedzieć Kelly, żeby się 

nie krępowała, ponieważ Amos jest do wzięcia.

Oczywiście nie zrobiła tego. Co takiego Amos powiedział o Stephenie? 

Że będzie znacznie bardziej przekonujący, kiedy uwierzy w prawdziwość jej 

związku z Amosem. To samo dotyczyło Kelly.

Jeśli Feliksowi spodoba się oferta, wtedy Kelly, a wraz z nią połowa 

Nowego Jorku, dowie się, że Amos był tylko narzędziem. Jednak do tego 

czasu…

- Co myślisz o tej umowie? - zapytała Kelly.

Erika musiała wrócić do rzeczywistości. 

background image

-   Zrobiłam   kilka   uwag   na   marginesie.   Jeśli   te   kwestie   zostaną 

sprawdzone,   możemy   wysyłać   kontrakt   do   Feliksa   i   czekać   na   jego 

odpowiedź.

- Chyba powinniśmy to uczcić - zasugerował Amos.

Eriki   nie   zdziwiło,   że   Amos   cieszył   się   z   perspektywy   odzyskania 

wolności. Mimo to pokręciła przecząco głową.

- Jeszcze nie teraz. Na razie to tylko wstępna oferta. Negocjacje mogą 

potrwać bardzo długo.

Przeszła   przez   kuchnię,   żeby   dolać   sobie   kawy.   Kelly   wstała   i 

wygładziła spódnicę.

- Zajmę się wysłaniem tej oferty. Miło się z tobą rozmawiało Amos.

Ale najwyraźniej nie spieszyło jej się do wyjścia. Erika słyszała ich 

głosy przy drzwiach wejściowych jeszcze przez dłuższy czas.

Kiedy Amos wrócił do kuchni, Erika wyglądała na zaskoczoną.

- Myślałam, że wracasz prosto do pracy.

- Wybacz, że ci przeszkadzam.

- Nie o to chodzi. Po prostu myślałam… Nie przeszkadzasz mi.

- Muszę wypić jeszcze filiżankę kawy, zanim siądę do pisania.

No tak, wcale nie wrócił, żeby z nią porozmawiać.

- Nalałam sobie resztkę z dzbanka, ale zaraz przygotuję świeżą.

background image

Spodziewała się, że Amos podziękuje i wyjdzie, ale zamiast tego oparł 

się   o   blat   i   przyglądał   się,   jak   przygotowywała   kawę.   Erika   czuła,   że   ją 

obserwuje, co zdenerwowało ja nieco.

- Przyniosę ci filiżankę, jak tylko kawa będzie gotowa - zaproponowała. 

- To dla mnie żaden problem. I tak nie mam teraz zbyt wiele zajęć. 

Amos nadal się nie poruszał.

- Co zaplanowałaś na dzisiaj?

-   Nic   szczególnego.   W  ciągu   dnia   jest   tu   bardzo   cicho   i   spokojnie, 

prawda?

- Tylko tutaj na górze.

- Cóż, chyba faktycznie za bardzo nie wiem, co ze sobą począć.

- Kiedy ostatnio byłaś choćby przez tydzień poza biurem?

-   Masz   na   myśli   taką   nieobecność,   która   nie   byłaby   spowodowana 

wyjazdami służbowymi?

- No tak, znam już odpowiedź na moje pytanie. - Wziął ze stołu talerz 

Kelly i wstawił go do zmywarki. - Czy nikt do ciebie nie telefonuje?

-   Bardzo   rzadko.   Większość   osób   dzwoni   na   mój   biurowy   numer 

telefonu.

- Teraz chyba zamartwiają się twoim zdrowiem i samopoczuciem?

- Nie pamiętasz? Przecież oficjalnie nic się nie stało i świetnie się bawię 

background image

podczas miesiąca miodowego.

- No tak. Prawie zapomniałem. - Przysunął się bliżej, odsuwając włosy 

z   jej   policzka   i   przyjrzał   się   siniakom.   -   Wygląda   trochę   lepiej,   niż   się 

spodziewałem. Przeszkadza ci, że na ciebie patrzę?

- Niespecjalnie - skłamała. - Sama nie mogę ocenić, jak to wygląda. 

Trudno zobaczyć cały efekt w lustrze. - Jeśli ci to nie przeszkadza, Eriko, to 

dlaczego nie jesteś w stanie ustać na nogach? - pytała się w myślach. - Poza 

tym - dodała - przecież w końcu nie wybieramy się razem na randkę.

-   Nie,   spędzamy   po   prostu   nasz   miesiąc   miodowy   -   odparł.   -   A   z 

ciekawości, Eriko, kiedy ostatnio jakiś mężczyzna widział cię bez makijażu?

Zaczęła się zastanawiać.

- Poza wizażystami, którzy przygotowują mnie do sesji zdjęciowej? Nie 

mogę sobie przypomnieć. Miałam około dwunastu lat, kiedy ojciec zabrał 

mnie do centrali Ladylove, żeby nauczyli mnie tajników makijażu, a potem…

- Rety, otrzymanie formalnych instrukcji musi odebrać całą frajdę z 

dziewczęcych przebieranek i podkradania mamie szminki.

- Nikomu nie było wolno dotykać kosmetyków mamy. - Wyrzuciła fusy 

po kawie ze swojego kubka. - Lubisz Kelly? - zapytała, nie patrząc na Amosa.

- Wydaje się bardzo miła.

Erika nie spodziewała się, że będzie wylewny, ale ostrożność w jego 

głosie   i   fakt,   że   zwlekał   z   udzieleniem   odpowiedzi   o   sekundę   za   długo, 

zaskoczyły   ją.   Taka   rozwaga   z   jego   strony   mogła   znaczyć   tylko   jedno. 

background image

Naprawdę lubił Kelly, ale nie chciał się do tego przyznać przed Eriką.

Nie miała mu tego za złe, bo cóż ją to mogło obchodzić? Oboje byli 

miłymi   ludźmi   i   cieszyłaby   się,   gdyby   coś   ich   połączyło.   Jednak   sprawy 

sercowe rzadko kiedy toczą się tak gładko.

Tak jak Erika powiedziała, apartament był cichy i spokojny. Nazbyt 

cichy,   pomyślał   Amos,   wręcz   nienaturalnie.   To,   czego   bezskutecznie 

nasłuchiwał, to dowody na obecność Eriki. Wściekał się sam na siebie, ale to 

było silniejsze od niego.

Wiedział,   że   nigdzie   nie   wyszła:   No   bo   jak   mogłaby   wyjść?   - 

zastanawiał się. Po pierwsze obiecała, że dla dobra firmy  nie ruszy  się z 

domu, a po drugie, żadna kobieta nie miałaby ochoty paradować z podbitym 

okiem. A już szczególnie kobieta, w której życiu wygląd odgrywał tak ważną 

rolę.

Jak   to   możliwe,   że   w   ogóle   jej   nie   słychać?   -   zachodził   w   głowę, 

próbując   skoncentrować   się   na   pracy.   Niemożliwe   chyba,   żeby   przez   te 

ściany nie dochodziły żadne dźwięki. Rano przecież bardzo wyraźnie słyszał 

szum prysznica. Co ona teraz robi? Może położyła się spać?

Nie, na pewno nie. Była pora lunchu, a przecież Erika wstała późno i 

nie powinna być jeszcze zmęczona. No, chyba że leki przeciwbólowe działały 

usypiająco.  A  może  lekarz  wykazał się  nadmiernym optymizmem  i Erika 

straciła przytomność?

Tak bardzo wsłuchiwał się w ciszę, że kiedy wreszcie coś huknęło w 

drugim końcu mieszkania, Amos przez chwilę myślał, że to tylko wytwór 

background image

jego   wyobraźni.   Zerwał   się   z   krzesła   i   rzucił   w   stronę   źródła   hałasu. 

Zatrzymał się w progu jadalni.

Erika   stała   przy   stole.   Dookoła   niej   na   podłodze   leżał   stos 

porozrzucanych pudełek.

- Co się stało? - spytał.

- Chciałam to tak poprzestawiać, żeby w pewnym momencie nie runęło 

-   wyjaśniła.   -   Teraz   musze   otworzyć   wszystkie   prezenty   i   sprawdzić,   co 

stłukłam.

Amos   westchnął   i   zaczął   zbierać   porozrzucane   pudełka.   Każdym 

delikatnie potrząsał, sprawdzając zawartość.

-   Wiesz,   skarbie   -   zagadnął   -   odkąd   zeszłej   nocy   poruszyłaś   temat 

wspólnej sypialni…

- Nie zrobiłam niczego takiego.

-   Zastanawiałem   się,   czy   nasza   demonstracja   przed   Stephenem   była 

dostatecznie   przekonująca   -   kontynuował   niezrażony.   -   Odrobina   praktyki 

bardzo by nam pomogła.

- Zastanów się, co mówisz, Amos - powiedziała chłodno.

- Wszystko bardzo się zmieniło. Pierwotny układ nie zakładał spędzania 

z sobą dwudziestu czterech godzin na dobę.

- Faktycznie, nie planowaliśmy tego. Jednak skoro odmówiłeś spisania 

naszych ustaleń, pozostaje nam trzymać się ustnej umowy.

background image

- Zgadza się. Twoje słowo kontra moje. - Czekał i patrzył, jaki wpływ 

wywarła na niej jego wypowiedź. Chyba zaczynała rozumieć, jak jej własne 

argumenty mogły obrócić się przeciwko niej. W oczach Eriki pojawiła się 

obawa.

To   wielki   postęp,   pomyślał.   Teraz   musiał   się   zastanowić,   jak   to 

najlepiej wykorzystać. Jednej rzeczy mógł być pewien. Erika już nigdy nie 

będzie próbowała go ignorować.

background image

Rozdział ósmy

Erika nie potrafiłaby powiedzieć, ile razy telefon dzwonił, zanim jego 

dźwięk dobiegł do jej umysłu. Jednakże nawet gdy już go usłyszała, nadal 

miała kłopot, żeby się poruszyć.

To śmieszne, myślała, ale czuję się jak zahipnotyzowana przenikliwym 

spojrzeniem Amosa. A co do ich umowy - dokładnie pamiętała, co ustalili. 

On także bez wątpienia to pamiętał.

- Więc do czego zmierzasz, Amos? - zapytała. - Jeśli nie prześpię się z 

tobą,   opowiesz   wszystkim   o   naszej   umowie?   Przecież   nie   jesteś   mną   tak 

naprawdę zainteresowany. Myślę, że drażnisz się ze mną tylko dla własnej 

zabawy. To na nic - oznajmiła z mocą i poszła sprawdzić, kto dzwoni.

- Więc twój telefon jednak czasami ożywa - zagadnął, kiedy wróciła do 

kuchni. - Myślałem, że jest kompletnie nieużywany. - Spojrzał na nią. - Co się 

stało? Jesteś bardzo blada.

-   Dzwoniła   Kelly   -   wykrztusiła   z   siebie.   -   Ktoś,   kto   był   na   sesji, 

opowiedział, co się stało i „Sentinel” zamierza opublikować artykuł na ten 

temat.

- To rozwiązuje wiele twoich problemów. Jeśli cały świat dowie się, że 

masz podbite oko, będziesz mogła ubrać się i iść do pracy. Przecież tego 

właśnie pragniesz. Czyż nie? Powiedz mu, Eriko. Musisz powiedzieć mu całą 

prawdę, przekonywała się.

background image

Wzięła głęboki oddech.

- Jest gorzej, niż myślisz, Amos. Plotka głosi, że nie pod biłam sobie 

oka, upadając, tylko że ty mnie pobiłeś.

Nastąpiła długa cisza.

- I to cię martwi? - spytał w końcu.

- A czego się spodziewałeś? Oczywiście, że mnie martwi!

- Dlaczego?

-   Co   z   tobą,   Amos?   „Sentinel”   wypisuje   o   mnie   okropne   rzeczy. 

Zdążyłam się przyzwyczaić, robią to od lat. Ale czego chcą od ciebie? To nie 

w porządku! Ty tego nie zrobiłeś i wszyscy, którzy byli na sesji, dobrze znają 

prawdę. - Odruchowo otarła łzy.

- Chodź tutaj - powiedział.

Wcale nie miała na to ochoty, ale dziwny ton w jego głosie zmusił ją do 

posłuszeństwa.

- Nie zasłużyłeś na takie traktowanie. - Łzy ponownie potoczyły się po 

jej policzkach.

Amos pochylił się i uniósł ją w ramionach.

- Co ty wyprawiasz? - spytała zdumiona.

-   Spokojnie.   Jeśli   cię   upuszczę,   będziesz   miała   kolejnego   siniaka   i 

„Sentinel” już nigdy nie przestanie o tobie pisać.

background image

Doszedł   do   salonu   i   usiadł   na   kanapie,   sadzając   sobie   Erikę   na 

kolanach.

- Teraz możesz sobie spokojnie popłakać.

- Zamierzasz tu tak siedzieć i pocieszać mnie? - zapytała sceptycznie.

- A czemu nie? To miejsce jest równie dobre jak każde inne. Trzeba 

parę spraw przemyśleć.

- To znaczy? - zapytała, ocierając oczy.

- Najwyższy czas, żebyś miała kogoś, kto będzie cię chronił.

- A konkretnie?

- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę.

Położył   dłoń   na   jej   głowie.   Erika   poczuła,   że   nie   może   opanować 

napływających do oczu łez. Płakała zbyt głośno, żeby słyszeć jego szept, ale 

dochodził do niej jego cichy niski głos. Zdołałby uspokoić nawet rozpłakane 

niemowlę… Ta myśl przestraszyła ją i kazała się podnieść.

-   Już?   -   zapytał.   -   To   nie   trwało   długo.   Skąd   „Sentinel”   zdobył   tę 

historię?

-   Pewnie   wyssali   z   palca   -   odparła,   wzruszając   ramionami.   -   Albo 

zaoferowali komuś tyle pieniędzy, że powiedział im, co chcieli usłyszeć. To 

nawet bardziej prawdopodobne, bo potem będą mogli zrzucić winę na tak 

zwane   dobrze   poinformowane   źródło.   -   Przygryzła  wargę.   -   Co   my   teraz 

zrobimy, Amos?

background image

- Jeśli Kelly tylko słyszała o artykule, ale nie czytała go, to nadal nie 

wiemy, co dokładnie w nim jest. Ludzie z tego brukowca są wystarczająco 

przebiegli, żeby rozprzestrzeniać różne plotki i spokojnie czekać na twoją 

reakcję. Może w ogóle nie opisali tej historii.

- Owszem - zgodziła się. - Ale nigdy wcześniej nie stosowali takich 

chwytów. 

- Mimo wszystko nie róbmy niczego, dopóki nie sprawdzimy, co tak 

naprawdę   ukaże   się   drukiem.   Wtedy   podejmiemy   ostateczną   decyzję. 

Wszystko będzie dobrze, Eriko.

Dotknął wargami jej włosów. Zamknęła oczy i oparła się o jego ramię. 

Nie wiedziała, czy sprawiło to bijące od niego ciepło, czy jego czuła troska, 

ale nagle poczuła się bardzo senna.

- Amos? - ziewnęła. - Przepraszam, że wciągnęłam cię w to bagno. 

Opiszą cię jako potwora, który pastwi się nad żoną.

- W ogóle nie zawracaj sobie tym głowy, skarbie. Z drugiej strony - 

zaśmiał się - to dobrze wpływa na mój wizerunek twardego faceta.

- No tak, Kelly zapewne zadrży z rozkoszy, kiedy dowie się, że jesteś 

nie tylko pisarzem, ale i dzikusem. Takie połączenie będzie dla niej niczym 

afrodyzjak.

Nic nie odpowiedział, tylko delikatnie ją pocałował.

Nie   ma   nic   złego   w   przyjacielskim,   uprzejmym   pocałunku 

wynikającym   z   sympatii,   pomyślała.   Dopóki   oczywiście   nikt   nie   zacznie 

background image

myśleć o nim zbyt poważnie. Zamierzała dopilnować, żeby tak się nie stało.

Odwzajemniła pieszczotę.

- Jeśli tak właśnie zachowuje się dzikus…

Amos   uśmiechnął   się   i   przytulił   ją   mocniej.   Trzymał   Erikę   blisko 

siebie, ale bardzo delikatnie. Gdyby tylko chciała, z łatwością uwolniłaby się 

z jego ramion.

Ona jednak nawet nie próbowała.

Działała na zwolnionych obrotach, nie nadążała za jego ruchami. Nie 

miała nawet siły, by zaooponować, gdy porwał ją w ramiona i poniósł w 

stronę sypialni.

- Sytuacja chyba wymyka się spod kontroli - zdołała  powiedzieć, kiedy 

kładł ją na łóżku. Sama ledwo słyszała, co mówi. - Nie  miałam na myśli…

- Zdrzemnij się - powiedział. - Ja wracam do pracy.

Erika oprzytomniała. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.

- Masz na myśli książkę? - upewniła się.

Odwrócił się w drzwiach.

- Wiesz, nie mogłem sobie poradzić z pewną sceną miłosną, ale chyba 

już wiem, jak to opisać. Dzięki za pomoc.

Wzięła do ręki pierwszy przedmiot, jaki się nawinął, a był to horror z 

bankietu, i rzuciła nim w Amosa.

background image

Uchylił się sprawnie, po czym odrzucił powieść w jej stronę.

- No, jeśli to czytałaś całą noc, doskonale rozumiem, dlaczego ziewasz.

Przycisnęła książkę do piersi i mruknęła.

- Jednak jest w tobie wiele z dzikusa…

- Ale z takiego, który pragnie, by jego kobiety były zaangażowane w 

takim samym stopniu co on - odparł zagadkowo. - Poczekam, aż będziesz 

gotowa, Eriko.

-   Uzbrój   się   zatem   w   cierpliwość.   -   Otworzyła   książkę   i   udała,   że 

zaczyna czytać.

Jestem   pewna,   że   tylko   udawał   zainteresowanie   moją   osobą,   by 

sprawdzić, jak zareaguję, doszła do wniosku, kiedy zamknął za sobą drzwi. I 

dobrze, to mi odpowiada. 

Skończyła   czytać   późnym   popołudniem.   Kiedy   przyszła   do   salonu, 

Amos wstał z kanapy i podał jej kieliszek sherry.

Zachowuj się normalnie, upomniała się. Co z tego, że cię  pocałował i 

wciąż czujesz na wargach smak tego pocałunku. Dla niego to na pewno nie 

miało żadnego znaczenia. Dla mnie też. Choć to może nie całkiem prawda, 

pomyślała z poczuciem winy.

background image

- Byłeś bardzo cicho przez całe popołudnie. Poradziłeś sobie z tą sceną 

miłosną? - spytała.

- Jeszcze nie do końca, ale robię postępy. Dzięki tobie.

-   Cieszę   się,   że   mogłam   pomóc.   -   Wskazała   na   stolik.   -   Czy   to 

„Sentinel”?

Skinął głową.

- Stephen przyniósł gazetę kilka minut temu. Kelly miała rację.

Zadrżała. Do tej pory wmawiała sobie, że może nie zamieścili nic na jej 

temat. Po przeczytaniu artykułu poczuła się fatalnie.

-   Najbardziej   podoba   mi   się   fragment,   w   którym   proponują,   żebyś 

pokazała   się   publicznie  i  rozwiała  wątpliwości  czytelników  -  odezwał   się 

Amos, gdy skończyła czytać.

- Cóż, to brzmi jak wyzwanie, prawda? Co teraz zrobimy? Jeśli będę się 

ukrywać, uznają to za potwierdzenie ich domysłów. A z kolei jeśli się pokażę, 

tym bardziej będą triumfować i wtedy nikt nie uwierzy w moją wersję. - 

Wypiła sherry do końca i wyciągnęła do Amosa rękę z pustym kieliszkiem, 

prosząc o dolewkę. - Kelly mogłaby oświadczyć, że wymknęliśmy  się na 

tydzień do Europy. Choć wątpię, czy to coś da.

Amos potrząsnął głową.

-   Nie.   Będziemy   musieli   stawić   temu   czoła.   Mamy   zarezerwowany 

stolik na dzisiejszą kolację w „Civic Club”.

background image

-   Oszalałeś?   -   zapytała   zdumiona.   -   Chcesz,   żebym   poszła   taka 

posiniaczona na kolację?

- Oczywiście, kochanie - powiedział spokojnie.

- Doskonale. I jaki masz plan? Znalazłeś dla mnie dublerkę?

- Z tak rozpoznawalną twarzą nie ma mowy o zastępstwie. Stephen jest 

teraz w mieście i kupuje dla ciebie kapelusz z szerokim rondem i czarną 

woalką. Chyba masz jakąś suknię, która będzie do tego pasować.

Erika była wściekła i najchętniej zaczęłaby krzyczeć.

- Amos, powiedziałam ci już dawno temu, że kapelusz nie jest dobrym 

rozwiązaniem.   Nigdy   nie   noszę   kapeluszy.   Wyglądałam   w   nich   jak 

spiskowiec,   nawet   kiedy   z   moją   twarzą   wszystko   było   w   porządku.   A 

chowanie się za woalką sprawi, że ludzie będą zadawali jeszcze więcej pytań.

- I bardzo dobrze. Chodźmy poszukać czegoś odpowiedniego w twojej 

garderobie.

W  „Civic   Club”   było  jeszcze  więcej  gości  niż  zazwyczaj.  Kapelusz 

Eriki ledwie się mieścił w drzwiach taksówki, którą podjechali pod główne 

wejście. Kiedy wysiadła, wiatr zaczął unosić jej woalkę.

- Czuję się tak, jakbym miała oponę na głowie - mruknęła, kiedy weszli 

background image

do środka.

Amos oddał szatniarzowi okrycia wierzchnie i pomógł Erice otulić się 

szalem. 

- To powinno pomóc. Nic nie będzie widać.

- Wiesz, na co się porywamy? To nie ma prawa się udać.

Jednak Amos wydawał się zachwycony swoim pomysłem i nie miał 

zamiaru zmieniać planów.

- Przekonamy się, czy jesteś dobrą aktorką.

- Chcę tylko wrócić do kierowania moją firmą.

- A to jest właśnie najkrótsza i najszybsza droga do twojego biura. - 

Rozejrzał się po sali i zatrzymał wzrok na pokrytym freskami suficie. - Ładne 

miejsce, choć oczywiście nie w moim stylu.

- Pamiętaj tylko, co ci mówiłam o używaniu sztućców. Gdybyś miał 

wątpliwości, zacznij od tych najbardziej zewnętrznych.

- Będę robił to samo co ty. Ludzie wprawdzie zauważą, że nie odrywam 

od ciebie wzroku, ale złożą to na karb wielkiej miłości.

- Tędy. - Przeszła przez hol i skierowała się w stronę sali.

Kiedy   szef   sali   spojrzał   na   kapelusz   Eriki,   dość   nieudolnie   ukrył 

zaskoczenie.   Jednakże   jego   praca   polegała   na   udawaniu,   że   nie   zauważa 

ekscentrycznego wyglądu czy zachowania klientów. Błyskawicznie wziął się 

w garść.

background image

-   Tędy,   proszę,   panno   Forrester.   Proszę   pana   -   skinął   na   Amosa   - 

państwa stolik jest już gotowy.

Poprowadził ich przez środek sali do spokojnego miejsca w rogu, w 

którym stał mały okrągły stolik nakryty dla dwóch osób. Zamiast krzeseł była 

tu   skórzana   kanapa.   Erika   widziała   to   miejsce   setki   razy,   ale   nigdy   nie 

poświęciła mu uwagi. Tej nocy odniosła wrażenie, że jest to kącik stworzony 

dla zakochanych par.

Wsunęła się za stolik, a Amos podążył w jej ślady, siadając tuż obok. 

Serce Eriki już od kilku sekund przyspieszyło, ale kiedy udo Amosa otarło się 

o jej nogę, zaczęło bić w zawrotnym tempie.

To wszystko jest częścią naszego planu, musimy tylko dobrze odegrać 

nasze role, przypomniała sobie.

Rozejrzała się po sali, próbując zorientować się, kto z jej znajomych 

przyszedł dziś do klubu. Po chwili coś ją tknęło i spojrzała na Amosa.

- Nie przypominam sobie, żeby ten stolik był tak na widoku.

- Stephen musiał dać im łapówkę, żeby wynieśli część roślin - wyjaśnił. 

- Oczywiście tylko część, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Wszelka 

ostentacja jest niewskazana, ale chcemy zwrócić na siebie uwagę.

-   Cóż,   teraz   sądzę,   że   moim   pierwszym   poważnym   błędem   było 

zasugerowanie   ci,   byś   korzystał   z   dobrych   rad   Stephena   -   powiedziała 

zrezygnowanym głosem.

- Och, kochanie, po co te zgryźliwe uwagi? Powiedz, proszę, na co 

background image

masz ochotę?

Otworzyła kartę dań i odruchowo sięgnęła do woalki, ale w ostatniej 

chwili cofnęła rękę.

- Homar odpada. W tym stroju nie dałabym rady.

Przy stoliku pojawił się kelner z winem. Amos z łatwością przebrnął 

przez rytuał próbowania trunku. Kiedy mężczyzna odszedł, Erika odetchnęła 

z ulgą. Miała nadzieję, że Amos nie spostrzeże jej zdenerwowania. Ponieważ 

jednak siedzieli bardzo blisko siebie, nie mogło ujść jego uwadze drżenie ud 

Eriki. 

- Stephen mnie podszkolił - wyjaśnił z szelmowskim błyskiem w oku. - 

Powiedz, czy dziś po południu naprawdę czytałaś tę książkę o duchach, czy 

dąsałaś   się,   bo   zająłem   się   własnymi   sprawami   i   nie   dotrzymywałem   ci 

towarzystwa?

- Naprawdę czytałam. Powieść okazała się zupełnie do rzeczy.

-  Opowiedz,  proszę.  -  Zachęcił  ją  do  mówienia.  -  Musimy  przecież 

znaleźć   temat   do   swobodnej   pogawędki.   Przynajmniej   dopóki   nie 

przebrniemy   przez   przystawki.   Choć   dużo   zależy   od   tego,   jak   liczną 

będziemy mieli widownię.

- Aha! A twoja praca będzie polegała jedynie na wpatrywaniu się we 

mnie i udawaniu, że chłoniesz każde moje słowo, tak?

- Czuję się niedoceniony. Słuchanie streszczenia horroru to wcale nie 

taka łatwa sprawa. Naprawdę podobała ci się ta książka?

background image

-   Powiedziałabym   nawet,   że   bardzo   -   westchnęła.   -   To   chyba   nie 

najlepiej świadczy o mojej kondycji psychicznej. - Uśmiechnęła się blado. - 

W każdym razie będę się czuła trochę głupio, opowiadając ci mrożące krew w 

żyłach historie, podczas gdy będziesz zamawiał średnio wysmażony stek. Po 

prostu przejdę od razu do zakończenia książki. Co ty na to? Choć ostrzegam, 

to bardzo krwawa opowieść.

- Przeczytałaś ja do końca? - Spojrzał zdziwiony. - Kiedy zdążyłaś to 

zrobić?

- Zeszłej nocy. Ale rozumiem i przepraszam, następnym razem zapytam 

o pozwolenie. Ta książka należy do ciebie.

- Ty zapłaciłaś za bilety. - Wzruszył ramionami. - To znaczy, że nie 

mogłaś spać. Interesujące. Obawiałaś się, że źle zrozumiałem twoją ofertę 

pokazania Stephenowi siły naszego związku?

Taka woalka to niegłupia rzecz, pomyślała Erika. Można ukryć wyraz 

zażenowania   i   zaróżowione   policzki.   Erika   bowiem   nie   zamierzała   się 

przyznać, że właśnie wspomnienie tamtej rozmowy z Amosem odebrało jej 

sen.

Kiedy przywitali się mniej więcej z tuzinem podchodzących co chwila 

do ich stolika gości, Erika przestała liczyć.

- Mam nadzieję, że nie spieszy im się do wyjścia - powiedziała, kiedy 

przez chwilę przy ich stoliku nikogo nie było. - Nie chciałabym, żeby stracili 

przedstawienie. Zobacz, fotograf z „Sentinelu” stoi tam w rogu, robi zdjęcia 

teleobiektywem.

background image

Odsunęła swój talerz. Już czas, pomyślała.

Złapała obiema rękami za brzeg szerokiego ronda od kapelusza. Szmer 

przebiegł   po   sali   i   wszystkie   twarze   skierowały   się   ku   niej.   Krzesła 

skrzypnęły, gdyż ludzie przesiadali się, żeby mieć lepszy widok. Niektórzy 

szturchali sąsiadów łokciem i wskazywali na Erikę.

- Czuję się tak, jakbym robiła publicznie striptiz - mruknęła.

- Wiele masz jeszcze tych erotycznych fantazji? Chętnie posłucham, bo 

to ciekawsze niż streszczenie książki. - Wypił łyk wina.

Erika zdjęła kapelusz i położyła go na stole. Kiedy się poruszyła, szal 

ześlizgnął   się   z   jej   szyi,   odsłaniając   gołe   ramiona.   Teraz   Erika   dobrze 

widziała całą salę, ale sama też była lepiej widoczna. Wszyscy goście mogli 

zobaczyć nie tylko jej podbite oko, ale także wszystkie inne obrażenia: siniaki 

i zadrapania na szczęce, sine smugi na obojczyku, wcześniej zakryte szalem, 

purpurowe ślady na obu ramionach, wyglądające tak, jakby ktoś ścisnął ją 

zbyt mocno.

Na sali zapanowała martwa cisza, a potem rozległy się zaniepokojone, 

przybierające na sile szepty.

- O rany, dobra jesteś - szepnął Amos. - Prawdziwa mistrzyni. Pozbądź 

się tego jak najszybciej, zanim każdy obecny tu mężczyzna będzie próbował 

mnie zabić.

Erika zawahała się.

-   Muszę   się   zastanowić.   Teraz   jest   niezła   okazja   do   renegocjacji 

background image

warunków naszej umowy. Amos, kochanie…

- Eriko, skarbie… - Oczy miał coraz szersze ze zdumienia, patrzył na 

nią z uznaniem.

Wstała, rozejrzała się dookoła tak, żeby każdy, łącznie z fotografem 

stojącym   w   rogu,   mógł   zobaczyć   pełen   efekt   najlepszej   pracy 

charakteryzatorskiej, jaką kiedykolwiek wykonała.

- Domyślam się, że wszyscy czytaliście dzisiejsze wydanie „Sentinelu” 

- oznajmiła. - I wiecie zapewne, że dziennikarze nigdy się nie mylą. Napisali, 

że jestem maltretowaną żoną, więc muszę nią być. Pokażę wam jednak, jak 

jest naprawdę.

Wyjęła z torebki gąbkę nasączoną mleczkiem do zmywania makijażu. 

Jeden   ruch   wystarczył,   a   żółte   smugi   na   jej   twarzy   zniknęły.   Wszyscy 

wpatrywali się w nią zaskoczeni. Zmyła ślady z ramion i podniosła wysoko 

nad głowę ubrudzony kosmetykami wacik. Teraz tłum zaczął klaskać i śmiać 

się z żartu, jaki im zafundowała.

- Dobrze im tak - powiedziała jedna z kobiet. - To, co wypisują w tych 

gazetach, jest po prostu obrzydliwe.

- Czas się zbierać - mruknął Amos.

- A teraz, jeśli pozwolicie, pójdę do domu, żeby zmyć resztę makijażu - 

oznajmiła.

Zajęło im dobre piętnaście minut, nim przecisnęli się przez otaczający 

ich tłum. Kiedy wychodzili z klubu, Erika z trudem powstrzymywała śmiech.

background image

-   Chyba   będę   zmuszona   oddać   kartę   członkowską.   Dyrekcja   może 

uznać moje zachowanie za wielce naganne. Cóż, warto było.

-   A   widziałaś   twarz   fotografa,   kiedy   ślady   zaczęły   znikać   z   twojej 

twarzy? - dopytywał się uśmiechnięty Amos.

- Tych zdjęć raczej dobrze nie sprzeda. 

Nagle ktoś odezwał się niskim głosem.

- Szczerze się cieszę, że te historie okazały się wyssane z palca.

Erika odwróciła się gwałtownie.

- Felix?! Nie zauważyłam cię wcześniej.

-   W   przeciwieństwie   do   ciebie,   preferuję   spokojne   i   ciche   miejsca. 

Cieszę się, że na ciebie wpadłem, bo nie będę musiał nękać cię telefonami. 

Nie chciałbym zakłócać waszego miesiąca miodowego.

- Zakłócać? - powiedziała wolno.

- Tak. Przeczytałem twój projekt umowy. Chciałbym się spotkać w celu 

omówienia szczegółów. Może jutro u mnie w biurze?

Erice   zaschło   w   gardle.   Plan   Amosa   zaczynał   działać.   „Sentinel” 

przegrał   tę   rundę   z   kretesem,   ale   to   jeszcze   nie   koniec   bitwy.   Wszyscy 

musieli uwierzyć, że jej podbite oko jest tylko zręczną charakteryzacją. A 

zatem chwilowo nie powinna wychodzić z domu.

-   Jutro   nie   mogę   -   odpowiedziała.   -   Może   w   przyszłym   tygodniu? 

Wrócę   do   biura   i   łatwiej   będzie   mi   skupić   się   wyłącznie   na   prawach 

background image

zawodowych.

-  Jak  bardzo  ci  zależy, żeby   zamknąć  tę  sprawę?  -  spytał łagodnie, 

przyglądając się jej uważnie.

Cholera, nie mogę tego teraz popsuć, pomyślała nerwowo. Nie po tym 

wszystkim, co zrobiłam dla tego kontraktu. Gwałtownie szukała w głowie 

innego rozwiązania.

- Może u mnie w mieszkaniu? Wpadnij jutro w porze obiadu, dobrze?

- Chcesz spotkania na osobności? - Nie odrywał od niej wzroku.

-   Tak   -   odparła.   -   Będzie   nam   łatwiej   skoncentrować   się   na   pracy. 

Prawnikom pokażemy już finalny produkt naszych ustaleń. Inaczej będziemy 

to ciągnąć w nieskończoność.

- No tak, masz rację - zgodził się. - Jednak i tak czekają nas długie 

rozmowy. Może lepiej przyjedź na weekend do mojego domku za miastem. 

Nie jest to zbyt rozrywkowe miejsce, ale przecież mamy odbyć spotkanie 

robocze. - Jego wzrok ześliznął się z Eriki i na chwile zatrzymał na Amosie. - 

We trójkę - dodał.

- Nie wiem, czy Amos będzie mógł… - zaczęła.

- Musi. - Felix uniósł brew. - Nie śmiałbym rozłączać nowożeńców. 

Przyślę po was samochód jutro około piątej. - Nie czekając na odpowiedź, 

odwrócił się i wszedł do klubu.

Wsiedli do taksówki.

background image

- I co teraz? - Gryzła nerwowo wargi. - Przepraszam, Amos. Naprawdę 

próbowałam cię chronić, ale…

- Widziałem i słyszałem.

- Co masz na myśli? Że wolałabym pojechać sama? Nic podobnego. - 

Położyła dłoń na jego ramieniu. - Będę potrzebowała wsparcia. Muszę cię 

mieć blisko siebie, Amos.

Te  słowa  odbiły  się  echem w jej głowie. Kiedy  dotarło  do niej, co 

właśnie powiedziała, aż się skuliła z wrażenia. O rany, pomyślała. Tak bardzo 

bym chciała, żeby to wszystko nie działo się naprawdę.

Bo absolutnie nie powinna, nie mogła się w nim zakochać. To byłaby 

katastrofa…

background image

Rozdział dziewiąty

Jeszcze   godzinę   wcześniej   takie   słowa   nie   przeszłyby   Erice   przez 

gardło.   Zakochać   się   w   Amosie?   To   byłoby   naprawdę   żałosne   i   głupie. 

Jednak  po  słowach,  które  padły  z  jej  ust  w taksówce,  zaczęła  patrzeć  na 

wszystko z zupełnie innej perspektywy. Nagle porozrzucane części układanki 

wskoczyły na swoje miejsce i Erika uzyskała jasny ogląd sytuacji. Zakochała 

się, nie było innego logicznego wyjaśnienia jej stanu ducha.

Przemawiał za tym na przykład fakt, że przy nim czuła się spokojna i 

bezpieczna.   Lubiła,   gdy   ją   całował,   jego   troska   i   czułość   wzruszały   ją, 

instynktownie szukała schronienia w jego silnych ramionach. Tak, to musiała 

być miłość.

Czuła   się   bardzo   niezręcznie   za   każdym   razem,   kiedy   wspominał   o 

seksie.   Ta   perspektywa   kusiła   ją   i   wprowadzała   w   stan   miłego 

podekscytowania. Wiedziała też, że rozmowy Kelly z Amosem działają jej na 

nerwy   z   bardzo   prozaicznego   powodu.   Była   zazdrosna,   czas   spojrzeć 

prawdzie w oczy.

Popatrzyła na brylant błyszczący na jej palcu i obrączkę.

To czary, pomyślała.

Nie,   wcale   nie,   poprawiła   się.   W   tym   pierścionku   nie   było   nic 

magicznego. To jedynie rekwizyty, potrzebne w grze, którą prowadzili.

Zaaranżowała tę fikcyjną sytuację w określonym celu. Jednak gdzieś po 

background image

drodze zmieniła zdanie na temat tego, czego pragnie i oczekuje.

Przestań, skarciła się w duchu. Nie możesz zmieniać reguł w trakcie 

gry, to nie w porządku.

- Co się dzieje, Eriko? - Głos Amosa wyrwał ją z rozmyślań.

Zamrugała szybko i starała się przypomnieć sobie, o czym rozmawiali. 

O tak, Felix

-   Potrzebuję   cię   -   odezwała   się.   -   Nawet   jeśli   Feli   wierzy   w 

prawdziwość naszych uczuć, nie mogę pozwolić, by ktoś inny zastanawiał 

się, dlaczego wyjeżdżam sama na weekend tuż po ślubie. Poza tym nadal 

mam podbite oko. Jeśli chcę to załatwić z klasą, potrzebuję twojego wsparcia.

- Eriko, powiedziałem już, że pojadę z tobą.

Tak była zajęta swoimi rozmyślaniami, że zupełnie go nie słuchała.

- Ach tak. Chyba to do mnie nie dotarło.

Ponownie   ucieszyła   się,   że   gęsta   woalka   skutecznie   skrywa   jej 

zarumienione policzki.

Taksówka   zatrzymała   się   przed   ich   budynkiem.   Jedyne,   czego   teraz 

pragnęła   Erika,   to   znaleźć   się   we   własnym   łóżku.   Jutro   wszystko   będzie 

wyglądało lepiej.

Przy   odrobinie   szczęścia,   wmawiała   sobie,   jutro   spojrzę   na   sytuację 

chłodnym okiem. Zrozumiem, że wcale nie zakochałam się w Amosie, a moje 

pobudzenie jest zwykłą reakcją na stres. To był przecież bardzo ciężki dzień, 

background image

w którym wiele się zdarzyło.

Co   ona   w   ogóle   wiedziała   o   miłości?   Wydawało   jej   się,   że   kocha 

Denbyego   Milesa.   I   proszę,   jak   to   się   skończyło.   Może   i   tym   razem   się 

myliła?

Kiedy się nad tym zastanawiała, doszła do wniosku, że jej uczucia w 

stosunku do Amosa nie były ani trochę podobne do wcześniejszych. Ale to 

żaden dowód, że tym razem chodziło o prawdziwą miłość…

Wóz, który przysłał po nich Felix, okazał się elegancką limuzyną. Erika 

wcisnęła na głowę kapelusz i przemknęła przez hol w stronę samochodu. 

Usiadła   na   wygodnym   siedzeniu   i   z   satysfakcją   spostrzegła,   że   auto   ma 

przyciemniane szyby, co chroniło ją przed wścibskimi spojrzeniami. Amos 

dopilnował, by szofer zapakował ich torby, po czym usiadł obok Eriki.

- Gdzie jest moja aktówka? - spytała

- W bagażniku.

- Chciałam jeszcze raz przejrzeć notatki.

- Kolejny raz? Czasem zbyt duże zaangażowanie w sprawę może jej 

tylko zaszkodzić. Każdy powinien od czasu do czasu wziąć sobie urlop od 

obowiązków i na przykład wyskoczyć na pizzę.

- Ta filozofia pozwoliła ci skończyć szkołę?

-   Nie   tylko,   bo   na   przykład   wyłącznie   dzięki   niej   przetrwałem   aż 

tydzień na stanowisku asystenta Stephena. Ciekawe, czy kierowca pozwoliłby 

nam zatrzymać się gdzieś na małą przekąskę.

background image

- Jestem przekonana, że Felix ugości nas obiadem.

- Zapewne, pytanie tylko, co poda.

- Dlaczego go nie lubisz? - spytała zaintrygowana.

-   Ponieważ   jest   potwornym   sztywniakiem   -   wyjaśnił   bez   chwili 

zastanowienia. - Założę się, że da nam oddzielne sypialnie.

To rozwiązałoby wiele problemów, pomyślała.

- Na to bym nie liczyła, bo zbyt często powtarzał, że nie chce rozłączać 

nowożeńców. Ale skoro już jesteśmy przy tym temacie…

- Mówisz o wspólnym spaniu? Skarbie, nigdy nie traciłem nadziei, że w 

końcu dasz się przekonać…

- Nie obiecuj sobie zbyt wiele. Dzielenie pokoju nie oznacza od razu 

dzielenia łóżka.

- Tego się obawiałem - westchnął. - A tak w ogóle, to gdzie jest ten 

dom?

- Nie mam bladego pojęcia.

- W takim razie muszę zamówić aż dwie pizze - oświadczył. - Jedna 

uratuje mnie od śmierci głodowej. Drugą będziemy po kawałku wyrzucać 

przez okno, żeby na wszelki wypadek bez trudu odnaleźć drogę powrotną.

Miejsce, do którego dotarli, w oczach Eriki nie zasługiwało na miano 

domku   na   wsi.   Dojazd   zabrał   im   sporo   czasu,   ale     powodowane   to   było 

wyłącznie korkami na drogach wyjazdowych. Dom znajdował się po prostu 

background image

na   przedmieściu.   Samochód   zatrzymał   się   przed   dużym,   nowoczesnym 

budynkiem w pobliżu małego jeziorka. 

- Nie jest to klasyczna chatka w lesie - zauważył Amos.

Felix   wyszedł   na   powitanie   i   zaprosił   ich   do   środka.   Przeszli   do 

pomieszczenia, które pełniło rolę salonu.

- Proponuję, żebyśmy dziś spędzili miły, relaksowy wieczór, a sprawy 

zawodowe zostawili na jutro - powiedział, po czym zwrócił się do Amosa: - 

Wierzę, że nie będziesz się nudził, podczas gdy my z Eriką zajmiemy się 

pracą.

Amos nic nie odpowiedział, rozejrzał się jedynie po pokoju. Na jego 

twarzy widoczne było zaintrygowanie. Erika zastanawiała się, co tak przykuło 

jego uwagę, szczególnie że pomieszczenie urządzone było dość skromnie. 

Jedynymi   przedmiotami     rzucającymi   się   w   oczy   były   dwa   współczesne 

obrazy wiszące naprzeciwko przeszkolonej ściany, przez którą rozciągał się 

widok na jezioro.

- Co się stało? - spytała cicho.

- Pomyślałem, że te współczesne bohomazy muszą być odbiciem gustu 

Feliksa. Nie sądzę, żeby Kate się podobały.

Erika poczuła się jeszcze bardziej zaintrygowana.

- Skąd możesz wiedzieć, jaki gust miała Kate?

- Oceniam to jedynie na podstawie charakteru jej zdjęć reklamowych. - 

Amos wzruszył ramionami.

background image

- Ale to ogromna różnica - wtrącił Felix. - Urządzanie własnego domu 

to sprawa  osobista, zdjęcia reklamowe  to element  wielkiej marketingowej 

machiny.

- Najmocniej cię przepraszam. - Amos odwrócił się w stronę Feliksa. - 

Nie powinienem był poruszać tego bolesnego dla ciebie tematu.

Felix chłodno przytaknął.

- No dobrze, pójdę sprawdzić, na jakim etapie przygotowań jest obiad. 

Ale najpierw pokażę wam wasze pokoje.

Erika odetchnęła z ulgą, że ich po prostu nie wyrzucił na ulicę. Nawet 

nie spostrzegła, że Felix powiedział „pokoje”. Poprawiała makijaż, kiedy do 

jej pokoju wszedł Amos.

- Chyba nie słyszałam pukania - powiedziała, nie odwracając się od 

lustra.

- Bo nie pukałem - odparł radośnie. - Jak twoje oko?

- Opuchlizna wreszcie zeszła, więc łatwiej mi to przykryć pudrem, ale 

siniak jeszcze nie znikł.

- Dziwne, Felix słowem nie skomentował twojego wyglądu.

-   Widzę,   że   dla   ciebie   wszystko   jest   dziwne,   gdy   w   grę   wchodzi 

zachowanie Feliksa.

- Mam powody, uwierz mi. Zresztą czy nie miałem racji w sprawie 

oddzielnych   sypialni?   A   teraz   twierdzę,   że   Kate   nie   wiedziała   o   tym 

background image

zacisznym gniazdku, w którym gościmy.

-   Co?   Wyciągasz   takie   wnioski   na   podstawie   umeblowania?   To 

śmieszne   i   niepoważne.   Przecież   sam   powiedziałeś,   że   Felix   to   taki 

ugrzeczniony typ…

- Nie. Ja powiedziałem, że jest sztywny, a to nie zawsze idzie w parze 

ze szlachetnością charakteru. Musi sprawiać wrażenie dobrze wychowanego, 

bo   to   część   jego   wizerunku   na   potrzeby   marketingu.   Do   zobaczenia   na 

obiedzie - powiedział i wyszedł.

Bez   względu   na   to,   co   myślał   Amos,   Erika   uważała   Feliksa   za 

wspaniałego gospodarza. Po wystawnym obiedzie i doskonałym śniadaniu 

następnego ranka, upewnił się, czy Amos jako tako orientuje się w okolicy i 

załatwił mu nawet kartę wstępu do siłowni.

Jednak Amos najwyraźniej nie spieszył się do ćwiczeń.

Rozsiadł się za to wygodnie z gazetą w pobliżu gabinetu Feliksa.

W   południe   Felix   podskakiwał   nerwowo   na   każdy   szelest   gazety   i 

zaczął zapominać o dobrych manierach.

- Myślałem, że ten facet zrozumie aluzję i zostawi nas w spokoju - 

prychnął. - To jego niemal psie przywiązanie jest co najmniej niesmaczne.

Erika przygryzła wargę.

- Może pójdź i zrób sobie filiżankę kawy, a ja z nim porozmawiam, 

dobrze?

background image

Kiedy Felix wyszedł, przeszła do salonu i usiadła naprzeciwko Amosa. 

Ten jednak nawet nie oderwał wzroku od gazety. Erika gotowa była przysiąc, 

że od kilku godzin czyta ten sam artykuł.

- Posuwacie się do przodu? - zapytał znad gazety.

- Prawdę mówiąc, nie. Felix wydaje się nieco rozkojarzony.

- Doprawdy? Ja bym powiedział „niezorganizowany”. Wygląda na to, 

że   większość   z   jego   oczekiwań   została   już   zawarta   w   tekście   wstępnej 

umowy.

- Daj spokój. Idź się pobawić na dwór. Zawołam cię na obiad.

Myślała,   że   będzie   protestował,   ale   stało   się   inaczej.   Powoli   i 

precyzyjnie złożył gazetę i wyszedł z pokoju. Erika wróciła do gabinetu, a 

chwilę potem zjawił się Felix, niosąc dwa kubki z kawą.

-  Wspaniale  -  powiedział.  -  Cieszę  się,  że wszystko  mu  wyjaśniłaś. 

Niepotrzebnie   tak   często   wspominałem   o   tym,   że   nie   chcę   rozdzielać 

nowożeńców.   To   był   tylko   taki   konwencjonalny   zwrot,   jednak   Amos 

potraktował go poważnie. Powinien zrozumieć, że jest tu w roli piątego koła 

u wozu.

- Oczywiście, nasza rozmowa niezbyt go obchodzi, jednak Amos…

- Nie oskarżam twego  męża o  szpiegostwo  przemysłowe.  Po  prostu 

uważam, że nie potrzebujemy przyzwoitki.

- Nie potrzebujemy - bąknęła. - Mówiliśmy o opakowaniach. Wydaje 

mi się, że już na wstępie negocjacji zgodziłam się zachować wzory stworzone 

background image

przez Kate…

- Tak, tak, wyraziłaś się jasno. Wiesz, imponujesz mi. To było bardzo 

sprytne posunięcie, że zdecydowałaś się wyjść za mąż, Eriko. Tak długo, jak 

paradujesz   publicznie   u   boku   przystojnego   męża,   nikt   nie   będzie   się 

zastanawiał, co i z kim robisz. Prawda?

Erika zamrugała ze zdziwienia.

- Co takiego?

- Teraz możemy przejść do prawdziwych interesów. Chyba powinniśmy 

kontynuować nasze… negocjacje… w twoim lub moim pokoju.

- Nie pójdę z tobą do łóżka, jeśli to miałeś na myśli.

- Dlaczego zatem prosiłaś o prywatne spotkanie, skoro nie zależało ci 

na tym, żeby być ze mną sam na sam?

Erika dotknęła swojego podbitego oka, ale nie zamierzała tłumaczyć się 

Feliksowi. I tak by nie uwierzył.

- Byłeś niezadowolony z plotek, które o nas rozgłaszano - zaczęła. - 

Powiedziałeś, że nie jesteś mną zainteresowany.

- Nie - poprawił ją. - Powiedziałem, że nie chcę cię poślubić. Mam za 

sobą jedno nieudane małżeństwo i nie zamierzam marnować reszty życia z 

kolejną   rozpieszczoną   księżniczką.   W   każdym   razie   nie   w   związku 

małżeńskim. Ale teraz, kiedy pokonałaś tę przeszkodę i ukręciłaś łeb plotkom 

na nasz temat, nie widzę najmniejszego powodu, dla którego nie moglibyśmy 

się trochę zabawić. 

background image

Erice zabrakło tchu.

- Nie widzisz powodu, Feliksie? - odezwał się cichy głos. - Ale ja widzę 

- dodał Amos, wchodząc do pokoju.

-   Zbieraj   dokumenty,   Eriko.   Samochód   stoi   przed   drzwiami.   Twoje 

walizki już są w bagażniku.

Patrzyła na niego przez chwilę, a potem zaczęła wkładać papiery do 

teczki. Dłonie trzęsły jej się tak mocno, że nie była w stanie zapiąć zamka. 

Amos   sięgnął   nad   jej   ramieniem   i   zapiął   teczkę.   Obejmując   nadal   Erikę, 

zwrócił się do Feliksa.

-   Od   tej   pory   będziesz   się   kontaktował   z   Eriką   wyłącznie   przez 

prawników, La Croix. Trzymaj łapy z dala od mojej żony. I nie waż się pisnąć 

słowa na temat tego, co tu miało miejsce, bo osobiście dopilnuję, żebyś tego 

gorzko żałował. Rozumiesz?

Erika   potknęła   się,   idąc   do   samochodu,   ale   Amos   podtrzymał   ją. 

Pomógł też zająć miejsce na tylnym siedzeniu małego białego kabrioletu.

- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?

Przytaknęła.

- Po prostu nie mogę uwierzyć, że nie zauważyłam, co z niego za facet. 

Wydawał się taki oddany Kate.

- Wizerunek na potrzeby marketingu - Amos rzekł cierpko.

- Niestety masz rację. Skąd wziąłeś ten samochód?

background image

-  Zadzwoniłem z  samego  rana  do  firmy  wynajmującej  samochody   i 

wszystko   załatwiłem.   Zapakowałem   nasze   bagaże,   kiedy   siadaliście   po 

śniadaniu do pracy.

- Wiedziałeś, że tak mnie potraktuje.

- Aha.

- Skąd?

- Po prostu wiedziałem - odparł, nie patrząc na nią.

- Wszystkie moje wysiłki na nic - mruknęła Erika.

-   Niekoniecznie.   Felix   może   być   świnią,   ale   na   pewno   zna   się   na 

interesach i nie przepuści takiej okazji.

Erika nie była co do tego przekonana. Zaskoczyło ją jednak, że nie 

zależy jej już tak bardzo na zdobyciu firmy Kate La Croix. Czy kiedykolwiek 

o   to   dbała?   O  tak,   z  pewnością.  Jedyne,  czego   nie   była pewna,   to  kiedy 

przestało jej na tym zależeć. Kiedy najważniejszym życiowym celem stało się 

zatrzymanie przy sobie Amosa?

Czy   stało   się   to   na   bankiecie   wydawców,   gdy   otrzymała   od   niego 

pierścionek   z   brylantem?   A   może   jeszcze   wcześniej,   podczas   lunchu   w 

parku?

W sumie co za różnica, ważne, że zupełnie straciła głowę. Nie była 

przyzwyczajona do stałej obecności mężczyzny w swoim życiu. W dodatku 

Amos opiekował się nią z oddaniem. Oczywiście, wcześniej troszczył się o 

nią   Stephen,   ale   to   przecież   coś   zupełnie   innego,   bo   on   nigdy   nie   był 

background image

zagrożeniem dla jej serca. Natomiast Amos to zupełnie inna historia…

Weszli do mieszkania. Amos zebrał pocztę wrzuconą przez otwór w 

drzwiach. 

- Dziękuję, że wybawiłeś mnie z opresji… - Głos Eriki załamał się w 

pewnym momencie i nie mogła skończyć zdania.

- Wykonuję jedynie moją pracę, proszę pani - odparł łagodnie.

Czuła, że nie może tego dalej ciągnąć. Zbyt wiele wycierpiała.

- Nie obchodzi mnie, co myśli Felix ani co piszą brukowce. Nie musisz 

ze mną zostawać, Amos. Rozwiązuję naszą umowę.

- Nie muszę też nigdzie odchodzić - odezwał się szorstko.

- Nie kłóć się ze mną, nie zniosę tego.

- Nie chciałem cię denerwować, kochanie. Decyzja należy do ciebie.

Przez   chwilę   stali   nieruchomo,   potem   Amos   gestem   pokazał,   by 

podeszła bliżej. Zanim się zorientowała, już była w jego ramionach.

Poprzedni   pocałunek   wywarł   na   niej   wielkie   wrażenie,   ale   to,   co 

nastąpiło   teraz,   niemal   pozbawiło   ją   oddechu.   Przywarł   do   niej   ciepłymi, 

łagodnymi,   ale   zdecydowanymi   wargami.   Całował   ją   powoli   i   namiętnie. 

Ugięły się pod nią kolana i musiał przytrzymać ją mocniej, żeby nie osunęła 

się na podłogę.

- Powinnaś dopisać noszenie cię do listy moich obowiązków - mruknął 

pomiędzy pocałunkami.

background image

Chwilę później byli już w sypialni. Tym razem Amos nie wyszedł z niej 

aż do rana.

Następnego dnia Erika miała się spotkać z prawnikami.

- Co im powiesz? - spytał Amos.

Siedział przy kuchennym stole, z kubkiem kawy w dłoniach. Miał na 

sobie jedynie dżinsy, a jego włosy pozostawały w nieładzie.

- Poza tym, że Felix to drań? Nie myślałam o tym jeszcze.

- Czyżbyś miała głowę zajętą czymś innym? - przekomarzał się.

Zupełnie straciłam głowę, pomyślała. Myślę tylko o tobie.

- To także - dodała na głos. - Muszę kiedyś wrócić do pracy. I ty także 

powinieneś.

-   Chodź   do   mnie,   skarbie.   -   Ucałował   ja   tak   czule,   że   niemal 

zapomniała, gdzie jest i co robi.

Pomyślała nagle, że prędzej czy  później sprawa umowy  z La Croix 

zostanie   zakończona,   pozytywnie   lub   negatywnie,   i   Amos   odejdzie   z   jej 

życia.

Obiecała   sobie,   że   będzie   silna.   Jednak   jeśli   chce   dotrzymać   tej 

background image

obietnicy, Amos nie może poznać jej uczuć. Nie może się dowiedzieć, że jego 

odejście złamie jej serce.

Kiedy weszła do swojego biura, Kelly stawiała właśnie cappuccino na 

jej biurku, obok stosu korespondencji i zwiniętych gazet. Przez chwilę Erice 

zdawało się, że czas zatrzymał się w miejscu i ostatnie dni były tylko snem.

- Jesteś cudowna, Kelly. - Upiła łyk kawy i zaczęła przeglądać listy. - 

Co „Sentinel” ma tym razem do powiedzenia?

- O tobie? Nic. Milczą jak zaklęci i udają, że nic się nie stało, choć inne 

gazety nie zostawiły na nich suchej nitki.

- To miła odmiana.

-   Natomiast   Denby   Miles   i   jego   narzeczona   mieli   przedmałżeńską 

sprzeczkę w teatrze w ostatni weekend. Komuś udało się to uwiecznić i teraz 

„Sentinel”   będzie   o   tym   pisać   przez   kilka   dni.   A   przy   okazji,   dzwoniła 

Philippa Strang. Chciała się z tobą spotkać, choćby na parę minut dziś rano.

- Nie mam ochoty na to spotkanie. Jeśli do tej pory nie dotarło do niej, 

że nie zamierzam napisać historii mego życia, to…

-   Nie   zamierzasz?   -   rozległ   się   chrapliwy   głos   przy   drzwiach.   -   To 

zdecydowana zmiana frontu. Rozumiem, wydaje ci się, że to  wielka różnica, 

czy   będziesz   tylko   współpracowała   z   autorem,   czy   też   napiszesz   książkę 

sama.   -   Pucułowata   kobieta   o   nienaturalnie   czarnych   włosach   wyglądała 

starzej   niż   na   bankiecie   wydawców.   -   Wybacz,   że   wparowałam   tak   bez 

zapowiedzi,   ale   jeśli   nie   chcesz,   żeby   ludzie   cię   podsłuchiwali,   powinnaś 

background image

zamykać dokładnie drzwi.

Erika policzyła do dziesięciu, żeby się opanować.

- Dzień dobry, Philippo. Skoro tak dobrze mnie słyszałaś, nie ma sensu, 

żebym wszystko powtarzała. Poza tym jestem dzisiaj dość zajęta, więc…

-   Prosiłam   cię,   żebyś   napisała   tę   książkę.   To   był   mój   pomysł,   mój 

projekt, moje dziecko. Powinnaś przynajmniej zachować dobre maniery i do 

mnie pierwszej zwrócić się z propozycją.

- Nie mam pojęcia, o czym mówisz, ale nie zamierzam pisać historii 

mego życia ani współpracować w tej sprawie z nikim innym.

-   Jak   więc   wytłumaczysz   obecność   u   twego   boku   Amosa 

Abernathyego?

Pytanie   wydawało   się   tak   zabawne,   że   Erika   omal   nie   parsknęła 

śmiechem.

- Wytłumaczyć? O co ci chodzi?

Philippa przyglądała jej się przez dłuższy czas, mrużąc oczy.

-   Jeśli   naprawdę   nie   wiesz,   to   może   powinnaś   z   nim   pilnie 

porozmawiać.   Poproś,   żeby   ci   wyjaśnił,   dlaczego   spotyka   się   ze   swoim 

wydawcą w barze, zamiast w wydawnictwie.

- Amos ma wydawcę? - zapytała słabym głosem.

- I dlaczego rozmawiali o tobie.

background image

- Daj spokój, Philippo, przecież jesteśmy małżeństwem.

- Ale on nie opowiadał o ślubie. Możesz się także dowiedzieć, dlaczego 

zadawał wszystkim tak wiele pytań na twój temat, na temat twojego ojca i 

firmy. - Rzuciła okiem na Kelly. - Ciebie także wypytywał, mam rację?

-   Nie   nazwałabym   tego   wyciąganiem   zeznań.   Oczywiście   był 

zainteresowany… - plątała się Kelly.

- Podpytywał cię o mnie? Myślałam, że kiedy rozmawialiście, chodziło 

mu raczej o ciebie - zdziwiła się Erika.

- To właśnie sprawia, że jest w tym dobry - wtrąciła się Philippa. - 

Ludzie chcą z nim rozmawiać.

Erika zauważyła, że Kelly zagryza wargi i jest bardzo zmieszana.

-   Wydaje   mi   się,   Eriko,   moje   dziecko,   że   nie   masz   pojęcia,   co   on 

naprawdę robi. Ten chłopak zebrał całkiem sporo interesującego materiału do 

swojej książki.

background image

Rozdział dziesiąty

Philippa się myli, powtarzała sobie w myślach zdenerwowana Erika. To 

jakaś pomyłka, kosmiczne nieporozumienie!

Co z tego, że Amos wszystkich o nią pyta? Ma do tego prawo. Poza 

tym niby kiedy spotykał się z tymi wszystkimi ludźmi? W końcu od kilku dni 

prawie nie wychodził z mieszkania.

Zaraz, przecież ma telefon i komputer, przypomniała sobie. Co on robił 

przez te wszystkie godziny, kiedy siedział zamknięty w gabinecie? Pisał? A 

może dzwonił i wypytywał o nią?

Jeśli ciekawiło go, kim jest kobieta, którą poślubił, wszystko było w 

porządku. W sumie ona także chciałaby dowiedzieć się o nim kilku rzeczy. 

Ale dlaczego wypytywał o jej ojca i o Ladylove?

Czy dlatego tak chętnie pomagał jej przechytrzyć „Sentinela”, bo chciał 

ją chronić, czy może zamierzał odciągnąć uwagę brukowców, by nie ukradli 

mu wspaniałego tematu?

Nie   masz   dowodów   na   prawdziwość   tych   teorii.   Nie   wyciągaj 

pochopnych wniosków, nie oskarżaj bezpodstawnie Amosa. Philippa musi się 

mylić, przekonywała się.

A może Amos skusił się na posadę u boku Stephena nie tyle z powodu 

elastycznych godzin pracy, lecz by znaleźć się bliżej obiektu swego śledztwa? 

- zastanawiała się.

background image

- Skąd to wszystko wiesz? - spytała Philippę, próbując uspokoić drżący 

głos.

- W zeszłą środę rano wpadłam do baru i natknęłam się na Amosa i jego 

wydawcę.

To był dzień sesji zdjęciowej, szybko przypomniała sobie Erika. Dzień, 

w którym doszło do wypadku. Amos pojawił się w studiu dość późno. Co 

robił przedtem?

- Pamiętałam go z bankietu - kontynuowała Philippa. - Znam też dobrze 

tego wydawcę, bo kilka lat temu robiłam z nim interesy. No i na dodatek 

słyszałam fragment ich rozmowy. Mówili o zaliczkach, kontrakcie i o tobie. 

Zaliczki i kontrakt? Czyżby Amos sprzedał swoją książkę? Jeśli tak, 

dlaczego nie podzielił się z nią tą radosną nowiną? Na myśl przychodził jej 

tylko jeden powód. Nagle poczuła dziwny skurcz w okolicach serca.

- A potem podpytałam przyjaciela, który pracuje w tym wydawnictwie i 

dowiedziałam   się,   że   mają   na   tapecie   rewelacyjny   projekt,   książkę   pod 

roboczym  tytułem „Prywatnie   i  z  bliska”.   Dodał,  że  autor   wolał  na  razie 

pozostać anonimowy, aby móc zakończyć zbieranie materiału. Wybacz mi, 

moje dziecko - powiedziała Philippa ze smutkiem. - Niezwykle przykro być 

osobą, która przynosi złe wieści.

Kiedy drzwi za agentką zamknęły się, Kelly wzięła głęboki oddech.

- Och, Eriko, co ty teraz zrobisz?

-   Spotkam   się   z   prawnikami   -   odparła,   wstając   z   fotela.   -   Muszę 

background image

sfinalizować podpisanie dokumentu z Feliksem.

Erika wracała do domu bardzo powoli, w kapturze nasuniętym na głowę 

mimo ciepłych promieni wiosennego słońca. Przywitała się słabym głosem ze 

Stephenem, odebrała od niego pocztę i poszła na górę, wzdrygając się na 

myśl o spotkaniu z Amosem.

Czy to, co wydarzyło się między nimi w ciągu ostatnich trzech dni, było 

prawdziwe?   A   może   Amos   zaciągnął   ją   do   sypialni   z   wyrachowania,   by 

poznać jeszcze więcej sekretów „żony”?

Z góry zakładasz, że jest winny, skarciła się. Poczekaj, dowiedz się, co 

on ma do powiedzenia na ten temat.

W mieszkaniu nie było nikogo. Czuła to już w chwili, gdy przekraczała 

próg.

Tak mocno w to uwierzyła, że widok komputera Amosa naprawdę ją 

zdziwił. Gdziekolwiek podziewał się Amos, najwyraźniej planował tu wrócić.

Oczywiście nie oczyszczało go to jeszcze z podejrzeń. Prawdopodobnie 

nie wiedział jeszcze, że Erika dzięki Philippie poznała prawdziwe motywy 

jego postępowania.

Najpierw   przekonaj   się,   czy   jest   winny,   przypomniała   sobie.   Głowa 

background image

zaczęła jej powoli puchnąć od nadmiaru niespokojnych, dręczących myśli.

Korciło ją, żeby włączyć jego komputer i przeszukać wszystkie pliki. 

Obiecała jednak, że tego nie zrobi, a skoro tak, dotrzyma słowa.

Ale nie obiecywała przecież, że nie spojrzy na biurko. Nadal było to jej 

biurko. Miała pełne prawo grzebać w swoich szufladach.

W   środkowej   szufladzie   znalazła   żółty   notes   zapisany   drobnym 

pismem. To był ten sam notatnik, który widziała w pokoju Stephena, kiedy 

pierwszy   raz   rozmawiała   dłużej   z   Amosem.   Powiedział,   że   bez   wahania 

zostawia notatki na wierzchu, ponieważ i tak nikt nie jest w stanie odczytać 

jego pisma. Teraz rozumiała, o czym mówił.

Mimo   takich   trudności   nie   sposób   było   przeoczyć   jednego   imienia, 

które pojawiało się w zapiskach niezwykle często. I było to jej imię.

Zorientowała   się,   że   Amos   oprócz   obserwacji   zapisywał   też   własne 

wnioski   i   spekulacje,   a   także   próbował   analizować   jej   postępowanie   i 

zachowanie. Pierwsze notatki powstały w dniu, w którym się poznali, kiedy 

to opisał historię białej jedwabnej bluzki.

Przeglądała notatki, gdy usłyszała kroki w holu. Amos zatrzymał się w 

progu, zaskoczony jej widokiem.

- Wróciłaś wcześniej, niż się spodziewałem.

- Najwyraźniej. Co to jest, Amos? - Podniosła notatki.

- Mój notes. Dlaczego to czytasz?

background image

- A dlaczego nie miałabym czytać? Wygląda na to, że dotyczą mnie. 

Nie jestem w stanie odszyfrować każdego słowa, ale zrozumiałam sens. - 

Rzuciła notes na biurko. - Domyślam się, że nie masz ochoty opowiedzieć mi 

o dziele zatytułowanym „Prywatnie i z bliska”?

Amos nie zdołał ukryć zaskoczenia.

- Skąd o tym wiesz?

Erika poczuła, że robi jej się słabo. A więc to prawda, pomyślała. To 

wszystko, co usłyszała od Philippy, okazało się prawdą…

-   Nieważne.   Masz   godzinę,   żeby   spakować   swoje   rzeczy.   Jeśli   nie 

wyprowadzisz się do tego czasu, poproszę Stephena, żeby wezwał ochronę.

Ruszyła w stronę swego pokoju, ale po namyśle zmieniła zdanie. To nie 

ona   powinna   się   wstydzić   i   ukrywać.   Weszła   do   kuchni   i   zrobiła   sobie 

filiżankę herbaty, na którą wcale nie miała ochoty.

- Eriko, czy powiesz mi przynajmniej, dlaczego jesteś na mnie zła?

- Nie udawaj, że nie wiesz. Kontrakt, wydawca, zaliczka „Prywatnie i z 

bliska”. Czy to układa się w całość?

- Tak, ale nie rozumiem, dlaczego jesteś zła.

- Nie rozumiesz, dlaczego jestem zła? - Odwróciła się, żeby spojrzeć 

mu   w   twarz.   -   Wydaje   ci   się,   że   lubię,   kiedy   moje   życie   osobiste   jest 

wystawiane   na   sprzedaż?   Wystarczająco   cierpię   z   powodu   artykułów   w 

brukowcach, ale gazeta ma krótki żywot, następnego dnia ludzie przeczytają 

plotki o kimś innym. Ty zamierzasz napisać o mnie książkę, a ona zostanie na 

background image

zawsze!

- Eriko, „Prywatnie i z bliska” nie jest o tobie.

- No jasne. I zrobiłeś te wszystkie notatki na mój temat tylko dla żartu.

- Kiedyś będziesz musiała mnie wysłuchać, wiesz o tym. Nie podpiszę 

dokumentów rozwodowych, jeśli nie pozwolisz mi wszystkiego wyjaśnić.

-   W   porządku.   Nie   podpisuj.   -   Spojrzała   na   zegar.   -   Zostało   ci 

czterdzieści pięć minut.

Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Wrócił po chwili z plikiem papierów 

w ręku.

- Masz tu coś do poczytania, podczas kiedy ja będę się pakował.

Udawała,   że   go   nie   słyszy   i   przegląda   pocztę.   Jednak   ciekawość 

zwyciężyła i już po chwili Erika podeszła do rozrzuconych papierów. Było 

tego nad podziw dużo. Postanowiła sprawdzić, co Amos napisał na jej temat. 

Lepiej przygotować się na ból, zanim książka trafi na rynek.

Nie   bawiła   się   w   szczegółową   lekturę,   przerzucała   kartki,   czytając 

zdanie to tu, to tam. Kiedy Amos wrócił, skończyła wertować ostatnie strony i 

usiadła, wpatrując się w ścianę. Nie odwróciła się, aby na niego spojrzeć.

- To nie jest o mnie.

-   Właśnie   próbowałem   ci   wyjaśnić,   Eriko.   -   Usiadł   na   krześle 

naprzeciwko niej.

- Więc co to jest i dlaczego mi to dałeś?

background image

-   To   jest   historia   o   życiu   codziennym   mieszkańców   pewnego 

luksusowego   apartamentowca.   To   kryminał.   Będą   co   najmniej   dwa 

morderstwa.   Może   trzy.   Nie   wiem,   bo   jeszcze   nie   skończyłem.   Wśród 

bohaterów jest i modelka, i menedżer, który prowadzi prywatne śledztwo, 

pragnąc   zapobiec   kolejnemu   zabójstwu.   Książka   będzie   nosiła   tytuł 

„Prywatnie   i   z   bliska”.   Oczywiście,   jeśli   kiedykolwiek   uda   mi   się   ją 

dokończyć.

- Piszesz kryminały?

- Tak.

- Po co robiłeś z tego taki wielki sekret? Może nie jest to literatura 

najwyższych lotów, ale nie ma się czego wstydzić. Dlaczego nikomu o tym 

nie powiedziałeś?

- Czy naprawdę myślisz, że mógłbym przedstawić się w ten sposób 

lokatorom? Cześć, jestem nowym pomocnikiem Stephena. Będę was uważnie 

obserwował,   bo   może   wkrótce   znajdziecie   się   na   kartach   mojej   książki, 

niestety   w   charakterze…   zwłok.   Obawiam   się,   że   większość   z   was   nie 

okazałaby zbytniego zrozumienia.

- A więc to dlatego przyjąłeś tę pracę? Chciałeś być bliżej lokatorów?

- Sama powiedziałaś - przypomniał jej - że niewiele wiem o ludziach, 

którzy   mieszkają  w  takich   miejscach.   I  rzeczywiście   nie   wiedziałem   tyle, 

żeby   napisać   o   nich   przekonującą   opowieść.   Musiałem   zebrać   trochę 

informacji, zabawić się w detektywa.

background image

- Czy wtajemniczyłeś we wszystko Stephena? Ile on wie?

- Tylko tyle, ile sam ci powiedział. Że przyjąłem tę posadę, bo jestem 

początkującym   pisarzem,   który   potrzebuje   niezbyt   uciążliwego   i 

absorbującego zajęcia. 

- A zatem teraz to ja jestem najlepiej zorientowana. - Wygładziła kartki. 

-   Dlatego   pomysł   poślubienia   mnie   tak   bardzo   przypadł   ci   do   gustu? 

Wszystko jasne…

- Jeśli dobrze pamiętasz, to wcale nie był mój pomysł.

Nie słuchała jego odpowiedzi.

- Dlaczego wydawca tak bardzo na ciebie naciska? - zapytała nagle.

- To nieco trudniej wyjaśnić.

- Mamy przed sobą całą noc.

- Co za postęp - mruknął. - Już nie zamierzasz wyrzucić mnie z domu 

za… - spojrzał na zegarek - piętnaście minut.

- Dzięki za przypomnienie. I nie próbuj unikać odpowiedzi.

- W porządku. Kiedy ukazała się moja pierwsza książka…

- Twoja pierwsza książka? To ta nie będzie pierwsza?

-   Każde   pytanie   wydłuża   moją   opowieść   co   najmniej   o   minutę   - 

ostrzegł. - Pierwszą książkę opublikowałem pod pseudonimem, ponieważ nie 

chciałem, żeby mój pracodawca odkrył, co robiłem w wolnym czasie.

background image

Ciekawe dlaczego? - pomyślała Erika, ale ugryzła się w język, żeby 

znów mu nie przerywać.

- Marzę, że dzięki tej książce będę mógł zrezygnować z pracy i zająć się 

wyłącznie   pisaniem.   Oczywiście,   o   ile   sprzedadzą   się   więcej   niż   dwa 

egzemplarze.

- A czym się zajmujesz? - Nie zdołała powstrzymać się przed zadaniem 

tego pytania.

-   Byłem   prawnikiem   w   dużej   kancelarii.   Początkującym,   więc   w 

zasadzie chłopcem na posyłki.

A   to   dopiero   niespodzianka,   pomyślała   w   przebłysku   wisielczego 

humoru.

- Tak więc książka ukazała się pod innym nazwiskiem - kontynuował. - 

Nie   jeździłem   na   wieczory   autorskie,   nie   podpisywałem   egzemplarzy   w 

księgarniach, co mogłoby podnieść sprzedaż. Jednak mimo to moja historia 

znalazła uznanie w oczach czytelników. Wszyscy byli ciekawi, jaka będzie 

kolejna powieść Judda Thorne'a.

- Judd Thorne… - Próbowała sobie przypomnieć, gdzie widziała lub 

słyszała to nazwisko. - Książka, którą dostałeś na bankiecie wydawców… To 

twoja?

- Właśnie dlatego tak bardzo chciałem ją komuś oddać, a potem miałem 

nadzieję,   że   nigdy   do   niej   nie   zajrzysz.   Bałem   się,   że   po     przeczytaniu 

domyślisz się, kto jest jej autorem.

background image

- Ale nie udało mi się.

- Za każdym razem, kiedy napomykałaś o mojej książce, truchlałem ze 

strachu.   Chyba   jednak   nie   znasz   mnie   tak   dobrze,   jak   myślałem.   -   Cień 

smutku przebiegł przez jego twarz.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - szepnęła, a potem sama znalazła 

odpowiedź na swoje pytanie. Tak było lepiej, niż gdyby usłyszała to z jego 

ust. - Ponieważ nie było powodu, żebym o tym wiedziała. Ponieważ nigdy nie 

byłam dla ciebie kimś wyjątkowym.

- Tak, ale tylko na początku naszej znajomości. A potem, potem było 

już   za   późno   i   zupełnie   nie   wiedziałem,   jak   to   zrobić.   Znalazłem   się   w 

niezręcznej sytuacji…

- Zrobiłeś tak dużo notatek na mój temat, bo miałam być kolejną ofiarą 

morderstwa w twojej książce? - próbowała zażartować. - Pewnie były dni, 

kiedy miałeś ochotę mnie zamordować.

- Może nie dni, ale chwile - poprawił. Miał teraz bardzo poważną minę, 

jakby   szykował   się   do   wygłoszenia   przemówienia.   -   Eriko,   zbierałem   te 

notatki, ponieważ chciałem zrozumieć, dlaczego taka cudowna kobieta tak 

nisko się ceni. Jak to się dzieje, że potrafi być silna jak skała, a chwilę potem 

słaba i bezradna jak dziecko.

- Ach, studia psychologiczne. Daj mi znać, kiedy mnie rozpracujesz. 

Zaoszczędzę na rachunkach za sesje u psychoterapeuty. Więc dlaczego się ze 

mną ożeniłeś?

background image

Przez chwilę myślała, że Amos nie odpowie, lecz przemówił bardzo 

poważnym tonem.

- Chcesz poznać prawdziwą przyczynę czy wymówkę?

-   A   czy   jest   między   nimi   duża   różnica?   Autor,   który   z   sukcesem 

zadebiutował na rynku, a teraz przymierza się do napisania kolejnej powieści 

i   prawdopodobnie   stanie   się   sławny…   Musiałeś   się   nieźle   ubawić,   kiedy 

zaproponowałam ci stypendium, żebyś mógł spokojnie zająć się pisaniem. 

Nieważne. Pewnie chodziło o to, że mieszkając tutaj jako mój mąż, więcej 

zobaczysz.

- Tak. To jest ta wymówka - zgodził się.

- Prawnicy są pewni, że Felix podpisze umowę, tak więc nie muszę się 

już przejmować, co wydrukuje na mój temat „Sentinel”.

- Czyli to koniec?

-   Cóż,   umowa,   którą   zawarliśmy,   miała   obowiązywać   do   chwili 

sfinalizowania kontraktu z Feliksem. Tak, chyba jesteśmy  blisko celu. Na 

pewno   bardzo   cię   to   cieszy.   Wreszcie   będziesz   mógł   spokojnie   zająć   się 

pisaniem. Zdaje się, że w tym tygodniu nie udało ci się za wiele popracować. 

No ale przynajmniej zebrałeś sporo materiału.

- Bardzo dużo się nauczyłem - odparł poważnie.

-   Ja   także.   Dzięki,   że   wszystko   mi   wyjaśniłeś.   To   było   bardzo… 

pouczające. I dziękuję za ten cały tydzień. - Chciała być twarda, ale głos jej 

się załamał. - Powiedziałabym, że dobrze się bawiłam, ale…

background image

- Czego chcesz, Eriko? 

Ciebie, wołało jej serce, ale po co było mówić to głośno? Nie chciała 

usłyszeć, że nie jest nią zainteresowany.

- Pragnę odzyskać moje życie.

Siedział jeszcze przez chwilę nieruchomo, po czym wstał i odstawił 

krzesło na miejsce.

- Skończę się pakować.

- Nie zapomnij tego. - Pchnęła w jego stronę plik papierów. - Aha! 

Przyszedł też do ciebie jakiś rachunek.

Amos popatrzył prosto w jej oczy. 

- I pomyśleć, że uważałem Denbyego za idiotę, który nie potrafił o 

ciebie walczyć i pozwolił ci odejść.

- Słucham?

-   Przynajmniej   w   tej   sprawie   „Sentinel”   napisał   szczerą   prawdę. 

Zwodziłaś go, żeby uzyskać receptury, a potem porzuciłaś. W gruncie rzeczy 

może Felix tak bardzo się nie mylił, kiedy miał wątpliwości co do czystości 

twoich intencji.

- Wynoś się!

- Dobrze, że twój ojciec nie żyje - stwierdził, a w jego głosie nie słychać 

już było gniewu, tylko zmęczenie. Zaczął zbierać notatki ze stołu. - Ponieważ 

musiałbym go zabić za to, co ci zrobił. Sprawił, że przestałaś wierzyć w 

background image

siebie. Zmienił cię w bezdusznego robota, który boi się okazywania emocji.

Erika czuła, że gardło jej się zaciska, a oczy wypełniają się łzami.

- A to co? - zapytał.

Trzymał w ręku małe pudełeczko, przesyłkę, którą wręczył jej na dole 

Stephen,  kiedy  dziś  po  południu  wracała  do  domu.   Zostawiła  pudełko  na 

stole,   a   potem   przysypała   przeglądanymi   listami.   Pod   wpływem   emocji 

zupełnie o nim zapomniała.

- Nic. Oddaj mi to.

- Ale na opakowaniu jest moje nazwisko - zauważył.

Patrzyła, jak zagląda do środka.

- Obrączka? Dlaczego, Eriko?

Potrząsnęła   głową,   ale   nie   była   w   stanie   nic   powiedzieć.   Odstawił 

pudełko delikatnie na stół i podszedł do niej.

- Kilka minut temu zadałaś mi pytanie, dlaczego się z tobą ożeniłem. 

Znasz już wymówkę. Chcesz poznać prawdziwą przyczynę?

Nie, pomyślała. Nie chcę już więcej cierpieć.

Amos nigdy jej nie skrzywdził i wierzyła, że nie miał nawet takiego 

zamiaru. Po prostu zbierał materiały do swej książki. To ona sprawiła, że ich 

związek stał się czymś więcej, niż przewidywała umowa. Kiedy zakochała się 

w Amosie, odsłoniła się, stała się słaba i bezbronna, nieodporna na ból i 

cierpienie. Nie powinna winić za to Amosa.

background image

Ale nie musiała słuchać jego wyjaśnień i jeszcze bardziej pogrążać się 

w rozpaczy.

- Byłeś mną zafascynowany - powiedziała wypranym z emocji głosem. 

- Już mi to kiedyś powiedziałeś.

- To tylko część prawdy - zgodził się. - Jednak powód tej fascynacji 

poznałem dopiero niedawno. Zbyt późno, jak się okazuje. Spodziewałem się, 

że będziesz taka jak zdjęcia z twoją podobizną: perfekcyjna i zimna. Stephen 

próbował   mi   otworzyć   oczy,   ale   zapomniał   mnie   ostrzec,   jak   łatwo   cię 

pokochać.

- Nie wierzę ci.

- Nie oczekuję, że uwierzysz, ale to prawda. Nie wiedziałem, co się ze 

mną   dzieje.   Pragnąłem   chronić   cię,   opiekować   się   tobą.   A   kiedy   już 

zrozumiałem, z czego to wynika, nie umiałem wyznać ci mojej miłości. Tak, 

straciłem dla ciebie głowę. Powiedziałaś kiedyś, że musiałabyś być głupia, 

żeby   w   coś   takiego   uwierzyć.   A   przecież   nie   brakuje   ci   inteligencji   i 

zdrowego rozsądku. Nigdy o tym nie zapominaj. - Zamilkł na chwilę. - Kiedy 

kupiłaś obrączkę, kochanie? I dlaczego to zrobiłaś?

Powiedział to miękko i ze smutkiem w głosie. Serce Eriki ścisnęło się 

ponownie. Musiała wyznać mu prawdę.

- Poprosiłam rano Stephena o kupno obrączki. Tak bardzo pragnęłam, 

aby nasze małżeństwo było prawdziwe.

Amos chwycił ją w ramiona i zaczął namiętnie całować.

background image

- Kocham cię - zdołała wykrztusić. Potem nie mogła już powiedzieć nic 

więcej.

Po chwili przypomniała sobie o obrączce i wsunęła ją na jego palec.

- Przyjmij tę obrączkę… - zaczęła uroczyście. - Och, nie pamiętam, co 

trzeba powiedzieć. Ale wiesz, co mam na myśli.

Uśmiechnął się i ponownie ją pocałował.

-   Przypomnij   mi,   żebym   uregulowała   rachunek   za   pierścionek 

zaręczynowy. Powiedziałeś, że już przyszedł, ale nie znalazłam go.

- Nie znalazłaś, bo zapłaciłem dziś rano. Prawdziwy  mężczyzna nie 

pozwoli, by kobieta płaciła za pierścionek zaręczynowy. Oczywiście będę 

musiał   powiedzieć   Stephenowi,   że   jego   dobry   gust   okazał   się   nieco 

kosztowny   i   dlatego   nasz   przyjaciel   w   tym   roku   nie   dostanie   ode   mnie 

prezentu gwiazdkowego, ale…

-   Na   pewno   zrozumie   i   wybaczy.   Aha,   należy   ci   się   jeszcze   jedno 

wyjaśnienie.   Denby   wcale   nie   zamierzał   ożenić   się   ze   mną.   Chciał   być 

prezesem   Ladylove.   Był   gotów   sprzedać   receptury   i   poślubić   córkę 

właściciela firmy, byle osiągnąć cel.

-   Więc   go   porzuciłaś   i   sama   przejęłaś   to   stanowisko.   Zdolna 

dziewczynka.

- Był wściekły, kiedy przekazałam zarządowi, że nie zgodzę się na jego 

kandydaturę, ponieważ sama zamierzam objąć tę posadę. Najzabawniejsze 

było to, że ja jej tak naprawdę nie chciałam. W każdym razie wtedy tak mi się 

background image

wydawało.

- I pewnie nie byłaś pewna, czy sobie poradzisz - dodał.

-   Ponieważ   twój   ojciec   wmówił   ci,   że   masz   jedynie  piękną   buzię   i 

zgrabną figurę…

- Hm, zebrałeś sporo informacji na mój temat. - Nie miała do niego żalu 

o te gorzkie słowa. Zasmuciły ją, oczywiście, ale nie czuła się upokorzona. - 

Może masz rację. Może już pora na nową twarz Ladylove.

- Później… później o tym porozmawiamy.

-   A   może   powinno   być   wiele   twarzy.   Uśmiechnięte,   zrelaksowane, 

pełne radości życia…

Nie powiedziała nic więcej, bo Amos znów zaczął ją całować.

-   Jest   jeszcze   jedna   mała   sprawa,   kochanie   -   dodała   po   dłuższej 

przerwie.   -   Nie   mogłam   tego   nie   zauważyć,   przeglądając   „Prywatnie   i   z 

bliska”…

- Co takiego? - mruczał do jej ucha.

- Powiedziałeś mi kiedyś, że pracujesz nad sceną miłosną, a tam nie ma 

żadnej takiej sceny.

-   Czy   próbowałem   ci   wmówić,   że   chodzi   wyłącznie   o   książkę?   - 

wyszeptał. - Pozwól, że cię wyprowadzę z błędu, skarbie.

Przyciągnął   ją   bliżej   i   pokazał   dokładnie,   o   co   mu   tak   naprawdę 

chodziło.