background image

LYNNE GRAHAM

 

 

 

Harlequin

 

Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam •  Ateny • 

Budapeszt  •  Hamburg  Madryt  •    Mediolan  •  Pary

Ŝ

  •  

Praga • Sofia • Sydney Sztokholm • Tokio • Warszawa

 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

-  OŜenić  się  z  tobą?  -  powtórzył  za  nią  Luc 

i  spojrzał  z  niedowierzaniem  ciemnymi,  błyszczącymi 
oczami. - Dlaczego miałbym chcieć oŜenić się z tobą? 
Catherine zadrŜała i odwaga opuściła ją. 

-

 

Zastanawiałam  się  tylko,  czy  kiedykolwiek  o  tym 

myślałeś?  -  DrŜącymi  palcami  przestawiła  cukiernicz- 
kę.  Bała  się  napotkać  jego  spojrzenie.  -  Ot,  taki  sobie 
pomysł. 

-

 

Czyj  pomysł?  -  przerwał  jej  łagodnie.  -  Jesteś 

przecieŜ całkowicie zadowolona ze swojej sytuacji. 

Nie  chciała  myśleć  o  tym,  co  Luc  z  niej  zrobił,  bo 

zadowolenie  nie  towarzyszyłoby  tym  myślom.  Na 
początku  kochała  go  miłością  szaloną,  graniczącą  z 
rozpaczą,  która  uniemoŜliwiała  zachowywanie  się  jak 
równorzędna partnerka. 

Przez  minione  dwa  lata  Ŝyła  na  przemian  w  unie-

sieniu  i  rozpaczy,  ale  on  na  pewno  nigdy  o  tym  nie 
pomyślał.  Ten  piękny,  luksusowy  apartament  był  jej 
więzieniem.  Nie  jego.  Była  ślicznym,  śpiewającym 
ptakiem  zamkniętym  w  pozłacanej  klatce  dla  wyłącznej 
przyjemności Luca. 

Spojrzała na niego ukradkiem. Jego beztroski ton był 

zwodniczy.  Choć  nic  nie  mówił,  wrzał  gniewem  na 
jakiegoś  wyimaginowanego  kozła  ofiarnego,  który 
ośmielił  się  podpowiedzieć  jej  to,  co  dla  niego  było 
raczej sprawą kłopotliwą. 

-

 

Catherine! 

– 

nalegał 

niecierpliwie. 

Paznokcie ręki wbiły się w spoconą dłoń. 

-

 

To był mój własny pomysł i... zaleŜy mi na 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

6                                           SPOTKANIE PO LATACH 

odpowiedzi.  -  OdwaŜyła  się  na  kłamstwo,  bo  w  rzeczy-
wistości nie chciała jej znać. 

Gdyby  imperium  Santiniego  nagle  zbankrutowało, 

wyraz  twarzy  Luca  nie  mógłby  być  bardziej  ponury  niŜ  w 
tym  momencie,  gdy  rozwścieczony  zapomniał  o  dobrym 
wychowaniu. 

-Nie  masz  ani  pochodzenia,  ani  wykształcenia, 

jakie  spodziewam  się  znaleźć  u  mojej  Ŝony.  Teraz  juŜ 
wiesz!  -  wyrzucił  z  siebie  stanowczo  i  bezwzględnie,  co 
zawsze  wśród  jego  rozmówców  ze  świata  biznesu 
wzbudzało  szacunek  i  lęk.  -  Nie  musisz  się  juŜ  dłuŜej 
nad tym zastanawiać. . 

Krew  powoli  odpłynęła  z  jej  twarzy.  Te  brutalnie 

szczere słowa sprawiły jej ból. Zawstydzona zdała sobie 
sprawę,  Ŝe  mimo  wszystko  Ŝywiła  maleńką,  kruchą 
nadzieję, iŜ Luc, gdzieś w głębi duszy, ma dla niej inne 
uczucie.  Odwróciła  od  niego  spojrzenie  swych 
łagodnych, niebieskich oczu i pochyliła głowę. 

-

 

Nie,  nie  będę  się  nad  tym  zastanawiać  -  zdołała 

wyszeptać. 

-

 

To  nie  jest  temat  do  rozmowy  przy  śniadaniu 

-  mruknął  niewiele  łagodniej,  z  przykrą  szorstkością, 
w  której  bez  trudu  odczuła  naganę  za  to,  Ŝe  ośmieliła 
się  poruszyć  tę  sprawę.  -  Dlaczego  pragniesz  związku, 
w  którym  nie  czułabyś  się  dobrze...  hm?  Myślę,  Ŝe  jako 
kochanek  jestem  daleko  mniej  wymagający,  niŜ  był 
bym jako mąŜ. 

Zrozumiała,  Ŝe  juŜ  zadecydowano  o  jej  Ŝyciu.  Luc, 

opalonym  na  brąz  kciukiem,  muskał  białe  kostki  jej 
zaciśniętej  dłoni.  I  chociaŜ  wiedziała,  Ŝe  robił  to  przez 
zwykle roztargnienie, dotyk jego ręki elektryzował ją. 

Z  lekkim  westchnieniem  odwinął  mankiet  jedwabnej 

koszuli.  Spojrzał  na  zegarek  marki  Cartier  i  z  nieza-
dowoleniem zmarszczył brwi. 

-Spóźnisz się na swoje spotkanie. 

Mówiąc to wstała, po raz pierwszy zadowolona, Ŝe 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

                         SPOTKANIE PO LATACH

                                    

 

Luc wkrótce odjedzie, choć do tej pory zawsze do-

prowadzało  ją  to  do  łez,  wylewanych  w  samotności. 
Luc spojrzał na nią bacznie: 

- Jesteś dziś zdenerwowana. Czy coś się stało? 
-    Nie...  cóŜ  mogło  się  stać?  -  Odwróciła  się  zaru-

mieniona. 

-  Nie wierzę ci. Nie spałaś dziś w nocy. Catherine 

milczała zaskoczona. Przeszedł przez 
cały  pokój  i  pewnym  ramieniem  objął  szczupłą  kibić 
dziewczyny, obracając jej twarz ku sobie. ' 

-    A  moŜe  martwisz  się  o  swoje  zabezpieczenie? 

Dotyk muskularnego, szczupłego ciała wywołał 
w niej wraŜenie, z którym nie miała sił walczyć. Luc z 
właściwą  mu  pychą  poczuł,  Ŝe  Catherine  słabnie  i 
drŜy. Palcem przeciągnął po jej górnej wardze. 

-  Któregoś dnia nasze ścieŜki się rozejdą - powie-

dział  cicho  szorstkim  tonem.  -  Ale  daleki  jestem 
jeszcze od takiego zamiaru. 

Mój  BoŜe,  myślała  Catherine,  czy  on  zdaje  sobie 

sprawę, co znaczą dla niej te słowa? A jeśli nawet, to 
dlaczego  miałby  się  tym  przejmować?  Mówił  pół-
głosem  o  planowanym  spotkaniu,  ale  ona  nie  chciała 
słuchać.  Nie  moŜesz  kupić  miłości,  Luc.  Ani  teŜ  nie 
moŜesz za nią zapłacić. Kiedy to zrozumiesz? 

W  ciągu  tych  kilku  dni  w  miesiącu,  które  zimny 

Luc  przeznaczał  na  przyjemności,  musiała  bardzo 
uwaŜać.  Luc  tak  powierzchownie  traktował  ich 
związek,  Ŝe  nawet  nie  domyślał  się,  jak  strasznym 
piekłem  były  dla  niej  minione  tygodnie.  Otrząsnęła 
się  juŜ  z  fantastycznych  mrzonek,  z  którymi  zaczęła 
budować  swoje  Ŝycie  dwa  lata  temu.  On  jej  nie 
kochał. Ani teŜ nie obudzi się nagle któregoś dnia ze 
ś

wiadomością,  Ŝe  nie  moŜe  bez  niej  Ŝyć...  To  się  nie 

stanie nigdy. 

-Spóźnisz się - wyszeptała w napięciu. 
Przyciągnął ją bliŜej do siebie, drugą ręką z chłod-

nym opanowaniem nawijał na palce złote loki spływa-
jące na jej szyję. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 

background image

8

                                     

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-    Bella  mia  -  powiedział  po  włosku,  ochrypłym 

głosem.  Pochylił  ciemną  głowę,  aby  pocałować  jej 
wilgotne,  rozchylone  wargi,  zadręczając  ją  kolejnym 
sprawdzianem, który zawsze kończył się jej poraŜką. 

Z  poczuciem  winy  cofnęła  się,  aby  nie  mógł 

zauwaŜyć dziwnego, obojętnego chłodu ogarniającego 
jej ciało. 

-    Nie  czuję  się  dobrze  -  szepnęła  przeraŜona,  Ŝe 

moŜe się zdradzić. 

-  Czemu nie powiedziałaś mi tego wcześniej? Po-

winnaś się połoŜyć. 

Z  łatwością  wziął  ją  w  ramiona  i  zaczaj  znowu 

całować,  a  potem  zaniósł  do  sypialni  i  ułoŜył  na 
łóŜku. 

Przyjrzawszy się badawczo jej bladym policzkom i 

kruchej postaci, wybuchnął z nagłą drwiną:' 

-  Jeśli jest to rezultat jednej z twoich idiotycznych 

diet, to nie mam zamiaru znosić tego spokojnie. Kiedy 
wreszcie wbijesz sobie do głowy, Ŝe podobasz mi się 
taka, jaka jesteś? Czy chcesz się wpędzić w chorobę? 
Nie zniosę takich głupot, Catherine. 

-    Oczywiście  -  odpowiedziała,  nie  widząc  nic 

zabawnego w jego pomyłce. 
-  Idź dziś do lekarza -polecił. - Wychodząc wspomnę 
o tym Stevensowi. 

Na  wzmiankę  o  straŜniku,  wynajętym  dla  jej 

ochrony, ale bardziej, jak przypuszczała, dla śledzenia 
kaŜdego  jej  ruchu,  wtuliła  twarz  w  poduszkę.  Nie 
lubiła Stevensa. 

-    A  nawiasem  mówiąc,  czy  dobrze  się  z  nim 

czujesz? 

-    Zrozumiałam  juŜ  dawno,  Ŝe  wcale  nie  chodzi  o 

to, bym dobrze się czuła z twoim straŜnikiem. Czy nie 
dlatego  zwolniłeś  Sama  Halstona?  -  mruknęła  zado-
wolona ze zmiany tematu. 

-    Zbyt  był  zajęty  flirtowaniem  z  tobą,  Ŝeby  właś-

ciwie wykonywać swoje obowiązki - zimno i z nacis-
kiem odparł Luc. 

-  To nieprawda. Był tylko dla mnie Ŝyczliwy - za-

protestowała. 
      
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

                           SPOTKANIE PO LATACH 

                                  

9   

 

- Nie wynajmowałem go po to, Ŝeby był Ŝyczliwy. 

Gdybyś go traktowała tylko jak słuŜącego, pozostałby 
tutaj  -  uciął  Luc.  -  A  teraz  naprawdę  muszę  juŜ  iść. 
Zadzwonię do ciebie z Mediolanu. 

Powiedział  to  w  taki  sposób,  jakby  miało  to  być 

dowodem 

jego 

specjalnych 

względów. 

rzeczywistości  dzwonił  do  niej  codziennie,  bez 
względu na to, w jakim był zakątku świata. 

Gdy telefon odezwie się jutro, to będzie dzwonił i 

dzwonił  w  pustych  pokojach.  LeŜała  jeszcze  przez 
lalka  dręczących  minut,  patrząc  tam,  gdzie  przed 
chwilą stał Luc. Ciemnowłosy i dynamiczny, straszny 
dla  wraŜliwej  kobiety.  Nie  przebierając  w  środkach, 
zawsze  stawiał  na  swoim.  Jej  nieśmiałe  próby  oporu 
zawsze  kończyły  się  bardzo  szybko  w  zetknięciu  z 
jego silniejszą osobowością. 

Cieszył  się  sławą  jednego  z  dziesięciu  najbogat-

szych  ludzi  świata.  Dla  męŜczyzny  w  wieku 
dwudziestu  dziewięciu  lat  było  to  imponujące 
osiągnięcie.  Wystartował  w  nowojorskiej  dzielnicy 
zwanej  Małymi  Włochami,  mając  do  dyspozycji 
jedynie  swoją  niezwykłą  inteligencję.  I  w  dalszym 
ciągu  nie  przestaje  się  wspinać  w  górę.  O  wszystko, 
co miał, musiał walczyć i dlatego to, co przychodziło 
łatwo, nie miało dla niego wartości. 

W  niedawno  opublikowanym  artykule  „Time", 

próbując  zgłębić  tajemnicę  tego  samotnika  w  po-
spolitym tłumie świata sukcesu, nazwał go samotnym 
wilkiem.  Wilki  łączą  się  w  pary,  aby  Ŝyć,  nie  dla 
chwilowej  przyjemności.  A  Luc  był  w  istocie 
zwierzęciem  twardo  trzymającym  się  ziemi  i  na 
pewno 

nie 

zimnokrwistym. 

Zbudował 

swoje 

imperium  nie  tylko  dzięki  niezwykłej  fachowości. 
Potrzebna  była  równieŜ  energia  i  przedsiębiorczość, 
połączone w pewnym stopniu z giętkością, niezbędną 
przy  tak  wielkiej  konkurencji  na  rynku.  Mogłaby 
powiedzieć  dziennikarzowi,  jaki  naprawdę  był  Luc 
Santini. Był to 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

10 

SPOTKANIE PO LATACH 

 

człowiek  twardy,  okrutnie  twardy,  cyniczny,  mający 
głęboko  we  krwi  egoizm  i  ambicję.  Tylko  głupiec 
wchodził  w  drogę  Lucowi...  tylko  bardzo  głupia  kobieta 
powierzyłaby mu swe serce. 

Zacisnęła powieki w ogromnej udręce. Nigdy więcej nie 

zobaczy Luca. śaden cud nie zdarzył się w ostatniej chwili. 
Nie ma mowy o małŜeństwie obecnie, ani teŜ nigdy nie 
będzie  ono  moŜliwe.  Drobną  dłonią  pogładziła  się  po 
płaskim  jeszcze  brzuchu.  Przestała  być  lojalna  wobec 
Luca  od  momentu,  gdy  zaczęła  podejrzewać,  Ŝe  nosi 
jego dziecko. 

Instynkt ostrzegł ją, iŜ ta nowina będzie potraktowana 

jako wyrachowana zdrada i bez wątpienia Luc uzna, Ŝe za 
tę 

sytuację 

ona, 

wyłącznie 

ona, 

ponosi 

odpowiedzialność.  Z  dnia  na  dzień  zwlekała  z  powie-
dzeniem mu o tym. Jeśli kiedyś oŜeni się on z kobietą o 
odpowiednim  pochodzeniu  społecznym,  to  nie  będzie 
chciał 

mieć 

Ŝ

adnych 

niewygodnych 

tajemnic 

rodzinnych.  Poczuła  lodowaty  chłód  i  mdłości,  gdy 
uświadomiła sobie, czego uniknęła. 

Luc  nigdy  się  o  tym  nie  dowie  i  tak  być  musi.  Dzięki 

Bogu  udało  się  namówić  Sama,  aby  pokazał,  jak  działa 
system  alarmowy.  Będzie  mogła  opuścić  mieszkanie 
tylnym wyjściem. 

Czy  Luc  będzie  za  nią  tęsknił?  Będzie  czuł  się 

zniewaŜony  tym,  Ŝe  mogła  go  opuścić  i  Ŝe  nie  przewi-
dział  takiej  ewentualności.  Bez  trudu  znajdzie  kogoś  na 
jej  miejsce,  przecieŜ  nie  była  nikim  nadzwyczajnym. 
Dlaczego  więc  tak  pociągała  Luca?  Pomyślała  ze 
wstydem,  Ŝe  wyczuł  w  mej  dobry  materiał  na  pokorną 
kochankę. 

CóŜ  utraci,  rezygnując  z  tej  Ŝałosnej  egzystencji?  Nie 

miała  Ŝadnych  przyjaciół.  Tam,  gdzie  potrzebna  jest 
dyskrecja,  nie  ma  dla  nich  miejsca.  Luc  powoli,  ale 
dokładnie  izolował  ją  tak,  Ŝe  cafe  jej  Ŝycie  obracało  się 
tylko  wokół  niego.  Czasami  czuła  się  tak  samotna,  Ŝe 
mówiła głośno sama do siebie. Miłość to przeraŜające 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

                           SPOTKANIE PO LATACH 

                                11

   

 

uczucie,  pomyślała  i  wstrząsnął  nią  spazmatyczny 
dreszcz. 

Arriyederci,  Luc,  grozie  tanto  -  nabazgrała  szminką 

w  poprzek  lustra.  Teatralny  gest,  powszechnie  stoso 
wany.  Obejdzie  się  bez  skropionych  łzami  pięciu  stron 
banalnego listu. 

Catherine przekonała się, Ŝe Luc niezbyt wysoko cenił 

miłość.  Ale  z  całą  świadomością  uŜywał  miłości  jako 
broni, igrając okrutnie z jej uczuciami. 

-  Co  robisz  z  moimi  ksiąŜkami?  Catherine 

wyprostowała  się  nad  kartonowym  pudłem  i  napotkała 
oburzone spojrzenie ciemnych oczu. 

-  Pakuję  je,  chcesz  mi  pomoc?  -  zapytała  z  nadzieją 

w glosie. - Moglibyśmy porozmawiać. 

Daniel  kopnął  krzesło.  Stał,  patrząc  na  nią  nieufnie.  - 

Nie chcę rozmawiać o przeprowadzce. 

-  To  niczego  nie  zmieni  -  ostrzegła  go  Catherine. 

Daniel jeszcze raz kopnął ze złością nogę od krzesła 
i  włoŜył  ręce  w  kieszenie  -  mały  uparciuch,  miniatura 
ojca.  Catherine  powoli  policzyła  do  dziesięciu.  Jeszcze 
trochę  i  zacznie  przeraźliwie  krzyczeć,  dopóki  ten  mały 
męŜczyzna  w  białym  ubranku nie zostawi jej w  spokoju. 
Jak  długo  jeszcze  syn  będzie  traktował  ją  jak  najgorszą 
matkę  na  świecie?  Ze  stanowczym  uśmiechem 
powiedziała: 

-

 

Sytuacja 

nie 

jest 

tak 

zła, 

jak 

myślisz. 

Daniel spojrzał na nią podejrzliwie: 

-

 

Czy mamy jakieś pieniądze? 

Catherine, zaskoczona pytaniem, oblała się rumieńcem. 

- A jakie to ma znaczenie? 

-  Słyszałem,  jak  mama  Johna  mówiła  do  pani 

Withers,  Ŝe  nie  mamy  pieniędzy,  bo  gdybyśmy  mieli,  to 
kupilibyśmy ten dom: 

Catherine chętnie udusiłaby tę kobietę za jej gadulstwo. 

Daniel miał tylko cztery lata, ale był niezwykle 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

12              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

bystry,  jak  na  swój  wiek,  rozumiał  o  wiele  za  duŜo  z 
tego, co się działo dokoła. 

-  To  nieuczciwe,  ze  ktoś  moŜe  zabrać  nam  nasz 

dom  i  sprzedać  komuś  innemu,  chociaŜ  my  chcemy 
zostać tu na zawsze! - wybuchnął niespodziewanie. 

Cierpienie,  które  ujrzała  w  jego  błyszczących 

oczach,  zraniło  ją  okrutnie.  Niestety,  niewiele  mogła 
zrobić, aby je złagodzić. 

-  Greyfriars  nigdy  do  nas  nie  naleŜał  -  przypo 

mniała  mu.  -  Dobrze  o  tym  wiesz,  Danielu.  NaleŜał  do 
Harriet,  a  po  jej  śmierci,  zgodnie  z  jej  wolą,  oddany 
został  organizacji  charytatywnej.  A  teraz  ludzie,  któ 
rzy  kierują  tą  organizacją,  chcą  go  sprzedać  i  prze 
znaczyć pieniądze na... 
Daniel spojrzał na nią ze złością: 

-  Nic  mnie  nie  obchodzą  ci  ludzie  głodujący  w 

Afryce. To nasz dom! Gdzie będziemy mieszkać? 
- krzyknął rozpaczliwie. 

- Drew znalazł dla nas mieszkanie w Londynie. 
- Nie moŜna przecieŜ trzymać osiołka w Londynie! 

-  ciskał  się  rozzłoszczony  Daniel.-  Dlaczego  nie 
moŜemy mieszkać z Peggy? Ona mówiła, Ŝe moŜemy. 

-

 

Peggy naprawdę nie ma dla nas dość miejsca. 

-

 

Ucieknę  i  moŜesz  sobie  sama  mieszkać  w  Lon 

dynie,  bo  ja  nie  wyjadę  bez  Clovera!  -Daniel  krzyczał 
na  nią  w  niepohamowanym  wybuchu  złości  i  rozpaczy. 
-To  wszystko  twoja  wina!  Gdybym  miał  tatusia,  to  on 
kupiłby  ten  dom  dla  nas,  jak  kaŜdy  inny  tatuś! 
I  zrobiłby  tak,  Ŝeby  Harriet  nie  umarła.  Nienawidzę 
ciebie, bo ty nic nie potrafisz! 

Potępiwszy  ją  tak  bezlitośnie,  Daniel,  trzasnął 

drzwiami  Prawdopodobnie  schował  się  w  jednej  ze 
swoich kryjówek w ogrodzie. 

Wzięła  do  ręki  leŜący  na  stole  list  agenta.  Na  pewno 

byłby  dla  niej  bardziej  wyrozumiały,  gdyby  wiedział,  Ŝe 
niemoŜliwe  było  przedłuŜenie  ich  wakacji  na  f  armie 
rodziny Peggy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

                                 SPOTKANIE PO LATACH 

                          13

   

 

Czasami  -  tak  jak  teraz  -  Catherine  ogarniało 

przygnębiające  uczucie  całkowitej  bezsilności  wobec 
Daniela.  Nie  był  dzieckiem  podobnym  do  innych.  W 
wieku  dwóch  lat  rozebrał  na  części  radio  i  złoŜył  z 
powrotem, reperując je przy tej okazji. Gdy miał trzy lata, 
nauczył  się  sam  niemieckiego,  słuchając  w  telewizji 
programów w tym języku. Ale przecieŜ był ciągle jeszcze 
za  mały,  Ŝeby  godzić  się  na  konieczne  wyrzeczenia. 
Ś

mierć  Harriet  ugodziła  go  boleśnie,  a  teraz  tracił  swój 

dom,  ukochanego  osiołka,  przyjaciół,  z  którymi  się 
bawił...  krótko  mówiąc,  wszystko,  co  do  tej  pory 
składało się na jego bezpieczne Ŝycie. CzyŜ moŜna było się 
dziwić,  Ŝe  był  tak  przeraŜony?  Jak  mogła  go  uspokoić, 
gdy sama bała się przyszłości? 

Cztery lata temu uwaŜała swoje Ŝycie za zmarnowane, 

zmierzające  w  karkołomnym  tempie  do  nieuchronnego 
kresu.  Przyszłość  ukazywała  jej  tylko  los  pilota-
kamikaze. I wtedy pojawiła się Harriet - tak niedoceniana 
nawet  przez  tych,  którzy  znali  ją  bardzo  dobrze.  Harriet, 
którą  Drew  w  rozdraŜnieniu  nazwał  kiedyś  czarującą 
wariatką.  A  przecieŜ  to  właśnie  Harriet  pomogła  jej 
stanąć  na  nogi.  Z  czasem  stała  się  dla  niej  kimś  tak 
bliskim jak matka. 

Spotkały  się  w  pociągu.  Ta  podróŜ  i  to  spotkanie 

odmieniły  całkowicie  Ŝycie  Catherine.  Jechały  w  tym 
samym  przedziale  i  Harriet  próbowała  wielokrotnie 
nawiązać rozmowę. Catherine, czuiąc się jak zamknięta w 
pułapce  bez  wyjścia,  nie  miała  ophoty  do  rozmowy. 
Jednak uparta Harriet przełamała jej opory i nie minęło 
wiele  czasu,  gdy,  udręczona  przeŜyciami  ponad  siły, 
opowiedziała o swoim nieszczęściu. 

Czuła  się  potem  bardzo  zaŜenowana  i  szczerze 

pragnęła  uciec  od  towarzystwa  tej  starej  kobiety. 
Wysiadły  z  pociągu  na  tej  samej  stacji.  Nie  trafiły  jej 
zupełnie  do przekonania zapewnienia poczciwej  Harriet, 
Ŝ

e  podjęła  właściwą  decyzję.  Jak  narkomanka, 

rozpaczliwie pragnęła usłyszeć głos Luca w telefonie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

14

 

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Rzuciła Harriet poŜegnalne do widzenia i skierowała się 
pośpiesznie do budki telefonicznej. 

Co zdarzyłoby się, gdyby udało się jej zatelefonować? 

Nie  dowie  się  tego  nigdy.  Gdy  jak  szalona  biegła  do 
telefonu, wpadła pod samochód. Następne trzy miesiące 
spędziła w szpitalu. Minęło wiele dni, zanim była w stanie 
rozpoznać  kojący  glos,  który  pojawiał  się  i  rozpływał  we 
mgle,  wywołanej  bólem  i  szokiem.  Był  to  ^os  Harriet. 
To  ona  umieściła  ją  na  oddziale  intensywnej  opieki, 
opowiadając  o  niej  dziwne  rzeczy.  Catherine  była 
przekonana, Ŝe gdyby Harriet nie było przy niej, nigdy nie 
udałoby się jej wydostać z tych ciemności i wyzdrowieć. 

Jeszcze  przed  swoimi  przedwczesnymi  narodzinami 

Daniel  musiał  walczyć  o  przeŜycie.  Gdy  przyszedł  na 
ś

wiat,  zapłakał  przeraźliwie,  aby  zwrócić  na  siebie 

uwagę.  Był  maleńki  i  słaby,  ale  wiele  juŜ  wówczas 
zapowiadało  jego  niezwykle  silny  charakter.  Gdy  był  w 
inkubatorze, oczarował cały medyczny personel tym, Ŝe 
pokonywał  wszystkie  nawroty  choroby  w  rekordowo 
szybkim czasie. Wtedy to Catherine zdała sobie sprawę, iŜ 
syn  jej  wraz  z  genami  odziedziczył  niezwykłą  siłę,  dzięki 
której  nawet  dziesięciotonowa  cięŜarówka  nie  byłaby  w 
stanie  pozbawić  go  Ŝycia,  a  cóŜ  dopiero  kolizja 
nieuwaŜnej matki ze zwykłym samochodem osobowym. 

-  To  wspaniały  mały  wojownik  -oświadczyła  dumnie 

Harriet,  rozkoszując  się  rolą  przy  branej  babci  z  taką 
intensywnością,  na  jaką  stać  było  jedynie  samotną 
kobietę.  Drew  szczerze  lubił  swoją  starszą  siostrę,  ale  jej 
dziwactwa  doprowadzały  go  do  wściekłości.  Annette, 
jego przemądrzała francuska Ŝona i kilkunastoletnie dzieci 
nie  miały  wcale  czasu  dla  Harriet.  Posiadłość  Greyfriars 
znajdowała  się  na  peryferiach  miasteczka  w  Orfordshire. 
Był  to  stary  dom,  w  opłakanym  stanie,  otoczony  ze 
wszystkich stron zaniedbanym, dzikim ogrodem. Harriet 
i Drew urodzili się tutaj i Harriet 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

                                 SPOTKANIE PO LATACH 

                          15 

 

głośno  protestowała  przy  kaŜdej  wzmiance  o  odnowieniu 
domu.  Catherine  rozejrzała  się  po  przytulnej  kuchni.  To 
ona uszyła pasiaste zasłony powiewające w oknie, ona 
pomalowała  podniszczone  szafki  wesołą,  czerwoną farbą 
w  kolorze  motopompy  straŜackiej.  To  był  ich  dom,  w 
pełnym  znaczeniu  tego  słowa.  Jak  mogła  przekonać 
Daniela,  Ŝe  będzie  tak  samo  szczęśliwy  w  maleńkim 
mieszkaniu, skoro sama w to nie wierzyła? Ale przecieŜ nie 
mieli Ŝadnego wyboru. 

Ktoś  lekko  zapukał  do  tylnych  drzwi.  Peggy  Dow-

nes,  jej  przyjaciółka,  nie  czekając  na  zaproszenie, 
wbiegła  do  środka.  Była  to  wysoka  kobieta,  około 
trzydziestki,  z  krótko  przyciętymi  rudymi  włosami. 
Opadła  na  stojącą  pod  ścianą  zniszczoną  kanapę  i  ze 
zdziwieniem spojrzała na kartonowe pudło. 

-  Czy  trochę  nie  za  wcześnie  zabrałaś  się  do 

pakowania?  Macie  przecieŜ  jeszcze  dwa  tygodnie  do 
wyjazdu. 

-Nie mamy. - Catherine podała jej list agenta. 
- Na szczęście Drew powiedział, Ŝebyśmy zamieszkali 

u niego, jeśli znajdziemy się w przymusowej sytuacji. 

-  Psiakrew!  Nie  mogliby  ci  dać  jeszcze  jednego 

tygodnia?  

widząc  na  twarzy  Peggy  wyraźne  oznaki  przy-

gnębienia  i  poirytowania,  Catherine  odwróciła  się  i 
zabrała  do  szykowania  śniadania  w  nadziei,  Ŝe  jej 
przyjaciółka nie zacznie znowu swoim oratorskim tonem 
ostro krytykować testamentu Harriet 

-

 

Nie  mamy  Ŝadnych  podstaw  prawnych,  aby  tu 

pozostać przypomniała z naciskiem Catherine. 

-

 

Ale  z  moralnego  punktu  widzenia  macie  wszelkie 

prawa  i  spodziewałam  się  po  organizacji  charytatyw 
nej większej wyrozumiałości wobec samotnej matki! 
-

 

buntowała się w obronie Catherine Ŝyczliwa Peggy. 

-

 

A właściwie to nie wiem, dlaczego ich potępiam. Ta 

sytuacja wynikła z winy twojej ukochanej Harriet! 

- Peggy! 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

16              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Wybacz,  ale  uwaŜam,  iŜ  trzeba  nazywać  rzeczy 

po  imieniu.  Szczerze  mówiąc,  Catherine...  czasami 
myślę,  Ŝe  pojawiłaś  się  na  tym  świecie  wyłącznie  po  to, 
by  być  wykorzystywaną!  Jak  ci  podziękowano  za 
zmarnowane  cztery  lata  twego  Ŝycia,  które  spędziłaś 
biegając wokół spraw Harriet? 

-

 

Harriet  dała  nam  schronienie,  kiedy  nie  mieliśmy 

się gdzie podziać. Nie miała mi nic do zawdzięczenia. 

-

 

Prowadziłaś  ten  dom,  byłaś  zawsze  na  zawołanie 

i  tyrałaś  posłuszna  jej  zwariowanym,  charytatywnym 
pomysłom  -  mówiła  wzburzona  Peggy.  -  I  za  to 
wszystko  otrzymywałaś  wikt  i  mieszkanie  oraz  ubranie 
kupione na wyprzedaŜy! 

-

 

Harriet  była  najmilszą  i  najuczciwszą  istotą,  jaką 

kiedykolwiek znałam - odparła Catherine. 

Doprowadzona do szału Peggy miała ochotę krzyczeć 

ze złości. Trzeba przyznać, Ŝe dziwaczne pomysły Harriet 
wydawały się nie draŜnić Catherine tak, jak innych, mniej 
tolerancyjnych  ludzi.  Wyglądało  na  to,  Ŝe  Catherine  nie 
zauwaŜała,  kiedy  Harriet  głośno  mówiła  do  siebie  lub 
hałaśliwie  i  ostentacyjnie  opróŜniała  portmonetkę,  dając 
ofiarę  na  tacę  w  kościele.  Nigdy  nawet  nie  mrugnęła 
okiem, kiedy Harriet przyprowadzała na herbatę brudnych, 
ś

mierdzących  włóczęgów  mówiąc,  aby  czuli  się  jak  u 

siebie w domu. 

Catherine  była  najlepszą  przyjaciółką,  jaką  Peggy 

kiedykolwiek  miała.  UwaŜała  ją  za  osobę  niezwykle 
Ŝ

yczliwą,  szlachetną  i  bezinteresowną,  a  była  to  naj-

wyŜsza  ocena  ze  strony  kobiety,  która  samą  siebie 
nazywała zatwardziałą cyniczką. 

Peggy  napotkała  spojrzenie  zamglonych,  niebieskich 

oczu  w  ślicznej  twarzy  Catherine,  i  mimo  woli 
pomyślała  o  niewinnym,  bezbronnym  dziecku  po-
rzuconym  w  zagmatwanym  świecie  dorosłych.  Przera-
Ŝ

ająca była naiwna skłonność Catherine do znajdowania 

w  ludziach  tylko  tego,  co  najlepsze,  i  do  traktowania 
ich z ufnością. To jej niezmiennie op- 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

                                 SPOTKANIE PO LATACH 

                          17 

 

tymistyczne  widzenie  świata  czyniło  ją  zupełnie  bez-
bronną.  Była  cudownym  słuchaczem  i  przejmowała  się 
kaŜdą  wyciskającą  łzy  opowieścią.  Nie  umiała  powie-
dzieć nie, gdy ludzie prosili ją o przysługę. Jeśli ktoś był w 
potrzebie,  Catherine  zawsze  gotowa  była  przyjść  z 
pomocą. A z iloma spotkała się dowodami wdzięczności? 
Bardzo nielicznymi. 

-  Harriet  powinna  była  zostawić  ci  przynajmniej 

część  swego  majątku  -  powiedziała  Peggy  z  naganą 
w głosie. 

Catherine  postawiła  na  kuchence  czajnik  z  wodą  na 

herbatę. 

-

 

A  jak  sądzisz,  co  o  tym  pomyśleliby  Drew  i  jego 

rodzina? 

-

 

Drew ma dość pieniędzy. 

-

 

Firma  Huntingdon  nie  jest  duŜa,  a  on  nie  jest 

bogaty. 

-

 

Ma  ogromny  dom  w  Kencie  i  mieszkanie  w  cen 

trum  Londynu.  Czy  to  nie  jest  bogactwo?  -  zapytała 
Peggy sucho. 
Catherine jęknęła: 

-

 

Jego  interesy  ostatnio  nie  idą  dobrze.  Drew 

zmuszony  był  sprzedać  niektóre  ze  swoich  posiadłości 
i,  chociaŜ  nie  przyznałby  się  do  tego  głośno,  bardzo 
rozczarował go testament Harriet. 

-

 

Rozwód  z  Annette  prawdopodobnie  pozbawi  go 

resztek majątku - powiedziała w zadumie Peggy. 

- Ona nie chciała tego rozwodu - mruknęła Catherine. 

Peggy skrzywiła się. 

-  A  jaka  to  róŜnica?  To  ona  miała  romans.  Ona 

ponosi winę. 

Catherine nalewając herbatę pomyślała, Ŝe nie moŜna 

oczekiwać  ze  strony  Peggy  wyrozumiałości  w 
wypadku  zdrady  małŜeńskiej-  Do  tej  pory  mocno 
przeŜywała  nagie  zerwanie  własnego  małŜeństwa.  MąŜ 
Peggy był kobieciarzem. Annette nie moŜna z nim 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

18              

SPOTKANIE PO LATACH 

porównywać.  To  trudności  finansowe  i  kłopoty  z 
dwójką  niesfornych,  kilkunastoletnich  dzieci  do-
prowadziły  do  kryzysu  w  rodzinie  Huntingdonów. 
Annette  miała  romans,  a  Drew  był  tym  załamany.  Nie 
przyjął  jej  usilnych  prób  pojednania,  wyprowadził  się  i 
natychmiast  wystąpił  o  rozwód.  Ciekawe,  Ŝe  ludzie, 
którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, rzadko reagują tak, 
jak  się  tego  spodziewaliśmy.  Catherine  sądziła,  Ŝe  on 
przebaczy i zapomni. Myliła się. 

-

 

W  dalszym  ciągu  mam  nadzieję,  Ŝe  dojdą  do 

porozumienia, zanim będzie za późno - zauwaŜyła. 

-

 

A  dlaczego  on  miałby  tego  chcieć?  Ma  zaledwie 

pięćdziesiąt lat... i jest przystojnym męŜczyzną... 

-

 

Chyba  tak  -  przyznała  niepewnie  Catherine. 

Lubiła  bardzo  Drewa,  ale  nigdy  nie  myślała  o  nim 
w taki sposób. 

-

 

Mógłby  teŜ  znaleźć  sobie  coś  lepszego  do  roboty, 

niŜ  przyjeŜdŜać  tutaj  na  weekend  i  bawić  się  z  Danie 
lem - skomentowała Peggy z udaną obojętnością. 

Catherine,  nie  zauwaŜając  ukrytej  ironii,  zaśmiała 

się: 
-

 

Jest wolny, nie ma rodziny. 

-

 

A  nie  przyszło  ci  na  myśl,  Ŝe  Drew  przyjeŜdŜa 

z bardziej osobistych powodów? 
Catherine spojrzała na nią z pytaniem w oczach. 

-

 

Och,  na  litość  boską!  -jęknęła  Peggy.  -  Czy  mam 

ci  to  wyraźnie  powiedzieć?  Jego  zachowanie  na  po 
grzebie  wywołało  nie  tylko  moje  zdziwienie.  Ledwie 
wziejaś  do  ręki  coś  trochę  cięŜszego  od  filiŜanki,  on  juŜ 
biegł  na  pomoc  przez  cały  pokój!  Myślę,  Ŝe  kocha  się 
w tobie. 

-

 

Kocha  się  we  mnie?  -  powtórzyła  Catherine. 

     - Nigdy nie słyszałam nic tak absurdalnego.    

-

 

MoŜe się mylę - zawahała się Peggy. 

-

 

AleŜ  oczywiście,  Ŝe  się  mylisz!  -  powiedziała 

Catherine z niezwykłą u niej gwałtownością. 

-

 

No, juŜ dobrze, uspokój się westchnęła Peggy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

                                 SPOTKANIE PO LATACH 

                          19 

 

-  W  dniu  pogrzebu  zapytałam  go,  dlaczego 

wynalazł inną starą damę, aby się nią opiekowała... 

-  AleŜ pani Anstey jest jego chrzestną matką! 
-  Kiedy  poszłam  zobaczyć  to  mieszkanie  dla 

ciebie,  zmroziła  mnie  swą  miną.  Powiedziałam  to 
Drewowi. 
      -  Peggy, jak mogłaś? Mam tylko robić jej zakupy 
i  przynosić  kolację  co  wieczór.  Nie  jest  to  wiele,  w 
zamian za mieszkanie i symboliczny czynsz. 

-  I dlatego coś w tym podejrzewam. Jakkolwiek... 
-  Peggy  zawiesiła  głos.  -  Drew  pocieszył  mnie,  Ŝe 

nie  powinnam  się  martwić,  bo  chyba  długo  tam  nie 
zostaniesz. No, jak myślisz, dlaczego tak powiedział? 
     -  MoŜe przypuszcza, Ŝe nie spodobam się jej - od-
rzekła Catherine. 
Peggy  obracała  w  ręku  list  agenta  i  zmartwiona 
powiedziała: 

-  Jeśli musisz się wyprowadzić w tym tygodniu, to 

nie  będziemy  mogły  razem  pojechać  do  mojego 
domu.  A  tak  liczyłam  na  ciebie,  Catherine.  Moja 
matka i ty tak świetnie się ze sobą zgadzacie. 

-  Daniel równieŜ nie jest tym zachwycony. Wtedy 

Peggy zaproponowała z uśmiechem: 

-  A moŜe zabrałabym go ze sobą? 
-  Samego? 
-  Dlaczego  nie?  Moi  rodzice  uwielbiają  Daniela. 

Zepsują  go  do  reszty.  A  ty  do  naszego  powrotu 
urządzisz  sobie  mieszkanie,  Ŝeby  było  bardziej 
przytulne. Męczyło mnie poczucie winy, Ŝe nie jestem 
w stanie w niczym ci pomóc - wyznała Peggy. 
      -  Nie mogę pozwolić, abyś ty... 
      -  Jesteśmy  przyjaciółkami,  prawda?  Złagodzi  to 
Danielowi wstrząs związany z przeprowadzką. Bieda-
czek,  tak  bierze  sobie  wszystko  do  serca  -
przekonywała  Peggy.  -  Nie  będzie  go  tu,  gdy  oddasz 
Clovera  do  schroniska  i  uniknie  przenosin  do 
mieszkania  Drewa.  Wydaje  mi  się,  Ŝe  on  nie  bardzo 
go lubi. 
Catherine pomyślała ze smutkiem, Ŝe Daniel zdecy-

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

20

 

SPOTKANIE PO LATACH 

 

dowanie  nic  lubi  tych  wszystkich,  którzy  mu  się 
sprzeciwiają. Szczególnie zaś nie cierpi być traktowany jak 
dziecko  i  gdy  ktoś  mówi,  ze  jest  ładnym  chłopcem.  A 
przecieŜ, czy mu się to podoba, czy nie, jest to prawda: 
jest  naprawdę  ładny  z  czarnymi,  kręconymi  włosami,  z 
długimi rzęsami i wielkimi ciemnymi oczami. Niezwykle 
hibił Peggy, ale nikogo więcej. 

-

 

Ufasz mi? - Peggy ucięła jej wątpliwości. 

-

 

Alei oczywiście... 

-

 

W talom razie załatwione zdecydowała. 

Catherine zrezygnowała więc z wynajdywania dalszych 

trudności  i  nie  powiedziała,  ze  nigdy  dotąd  nie 
rozstawała  się  z  synem.  Daniel  bardzo  lubił  farmę. 
Spędzili  tam  razem  z  Peggy  kilka  tygodni  przez 
ostatnie lata. 

Sześć  dni  później  Daniel,  uściskawszy  ją  radośnie, 

wsiadł do samochodu Peggy. 
Catherine powiedziała do przyjaciółki: 

-

 

Jeśli będzie tęsknić za domem, zadzwoń do mnie. 

-

 

Nie  mamy  juŜ  domu  -  przypomniał  Daniel. 

     - NaleŜy do Afryki. 

Catherine wróciła do domu i oczami mokrymi od łez 

spojrzała na ustawione tam walizki i pudła. Nie za wiele 
tego,  jak  na  cztery  lata  Ŝycia.  Pudła  miały  być 
przeniesione  do  garaŜu  Peggy.  Jeden  z  sąsiadów  obiecał 
przewieźć je w następnym tygodniu do mieszkania Drewa. 
Przybita  otarła  łzy.  Daniel  wyjechał  tylko  na  dziesięć 
dni, nie na sześć miesięcy! 

Drew  czekał  na  nią  na  peronie  i  poprowadził  w 

kierunku  swojego  samochodu.  Był  dobrze  zbudowanym 
męŜczyzną  o  przyjemnych  rysach  twarzy.  Wyglądał  na 
bardzo zrównowaŜonego. 

- Najpierw zostawimy w mieszkaniu twoje bagaŜe. 
-

 

Najpierw? 

Uśmiechnął się. 

-

 

Zamówiłem stolik w Savoyu, zjemy tam lunch. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

                               SPOTKANIE PO LATACH 

                          21

 

 

- Czy to jakaś okazja? 

Catherine  juŜ  wiele  razy  jadła  lunch  w  towarzystwie 

Drewa  i  Harriet,  ale  wtedy  zapraszał  je  zawsze  do 
swojego klubu. 

-

 

Moja  firma  jest  bliska  zdobycia  wielkiego  kon 

traktu  -  wyjawił  nie  bez  dumy.  -  Właściwie  mamy  to 
juŜ  w  kieszeni.  Dziś  wieczór  jadę  do  Niemiec,  a  poju 
trze spisujemy umowę. 

-

 

To  wspaniała  wiadomość  -  ucieszyła  się  Cat 

herine. 

-

 

Szczerzemówiąc,  przychodzi  w  samą  porę.  Ostat 

nio  firma  Huntingdon  balansowała  na  krawędzi  prze 
paści.  Ale  to  nie  wszystko,  co  będziemy  świętować 
- powiedział. 

-

 

Kiedy  wracasz  z  Niemiec?  -  zapytała,  gdy  wy 

chodzili z jego mieszkania. 

- Za kilka dni, ale zamieszkam w hotelu. 

Dlaczego? 

zdziwiła 

się 

Catherine. 

Lekki rumieniec zabarwił jego policzki. 

-  Kiedy  jest  się  w  trakcie  rozwodu,  trzeba  bardzo 

uwaŜać,  Catherine.  Dzięki  Bogu,  za  miesiąc  będzie  po 
wszystkim.  Nie  Ŝyczę  sobie,  Ŝeby  ktokolwiek  wytykał 
cię palcem, łącząc ze sprawą mego rozwodu. 

Catherine  odczuła  nagle  ogromne  zaŜenowanie. 

Przyjęła  z  wdzięcznością  propozycję  tymczasowego 
schronienia się w jego mieszkaniu, nie zastanawiając się 
nad tym, w jakim go stawia połoŜeniu. 

-

 

Ogromnie mi przykro, Drew. Nigdy nie myślałam... 

-

 

Oczywiście,  Ŝe  nie.  Ty  nie  myślisz  o  ludziach  w  ten 

sposób.  -  Drew  uścisnął  i  przytrzymał  jej  rękę.  -  Gdy 
tylko  zakończy  się  rozprawa  sądowa,  nie  będziemy 
musieli zwaŜać na złośliwe języki. 

To  ostatnie  zdanie,  zamiast  uspokoić,  wprawiło  ją  w 

jeszcze większe zakłopotanie. Wyglądało na to, Ŝe Drew 
inaczej rozumiał ich przyjaźń. 

Nie  tak  dawno  oburzyły  ją  podejrzenia  Peggy. 

Tymczasem Drew wyraźnie zbliŜył się do niej od 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

22              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

momentu  separacji  z  Annette.  Stał  się  częstszym 
gościem w domu swojej siostry. 

-

 

Wezmę  stek.  Przynajmniej  wiadomo,  co  to  takie 

go. 

-

 

Masz  swoje  nawyki  -udał  niezadowolenie  Drew, 

ale  jednocześnie  uśmiechnął  się  do  niej.  On  teŜ  nie  lubił 
zmian.-A na przystawkę? 
Zamówiła krewetki, jak zwykle. 

-  Mogłem  z  góry  zamówić  to  dla  ciebie  -  zaŜar 

tował. 

Catherine  rzuciła  okiem  w  stronę  holu  i  ujrzała  przy 

drzwiach  wejściowych  wysokiego,  czarnowłosego  męŜ-
czyznę.  Szybko  obejrzała  się  po  raz  drugi,  ale  juŜ  go  nie 
było.  Zaskoczona zamrugała oczami, zła na siebie,  Ŝe w 
tej  krótkiej  chwili  rozpoznania  odczuła  lek,  a  ciałem  jej 
wstrząsnął dreszcz. 

- Co się stało? 

Napotkawszy zdziwione spojrzenie Drewa, wzdrygnęła 

się nienaturalnie. 

-

 

To z zimna. 

-

 

Teraz,  gdy  jesteś  w  Londynie,  będziemy  mogli 

widywać  się  częściej.  Próbuję  ci  powiedzieć,  moŜe 
niezbyt zręcznie, Ŝe... Wydaje mi się, Ŝe cię kocham. 

Wyszarpnęła gwałtownie rękę, przewracając kieliszek z 

sherry.  Mamrocząc  słowa  przeprosin,  zaczęła  szperać  w 
torebce, w poszukiwaniu chusteczki. Drew patrzył na nią 
wyczekująco. 

- Chciałem, abyś wiedziała,co czuję – westchnął 
- Ja… ja nie wiedziałam… Nie miałam pojęcia…  

- To było wszystko, co zdołała z siebie wykrztusić. 

- Sądziłem, Ŝe musisz to przemyśleć – w jego głosie 

słychać było nutkę niezadowolenia. – Najwidoczniej  
nie było to tak oczywiste, jak myślałem. Catherine,  
nie  rób  takiej  tragicznej  miny.  Niczego  od  ciebie  nie 
oczekuję. Myślę, Ŝe trudno o właściwą odpowiedź  
w  takich  okolicznościach.  Byłem  niecierpliwy  i 
zachowałem się nietaktownie. Wybacz mi. 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

                               SPOTKANIE PO LATACH 

                          23

 

 

-  Mam  wraŜenie,  jakbym  stanęła  między  tobą 

i Annette - szepnęła w poczuciu winy. 
Nachmurzył się. 

-

 

To  nonsens.  Dopiero  po  odejściu  od  niej  zdałem 

sobie sprawę, jak bardzo lubię być z tobą. 

-

 

Tak,  ale  gdyby  mnie  nie  było  w  pobliŜu,  moŜe 

wróciłbyś  do  niej  -  przekonywała  z  uporem.  -  Jesteś 
wspaniałym przyjacielem, ale ja... 

-

 

Ja  nie  poganiam  cię,  Catherine.  Mamy  duŜo 

czasu  -  zapewnił  ją,  rezygnując  z  tematu,  nad  którym, 
jak zrozumiał, nie było sensu dłuŜej dyskutować. 

Byli  w  sali  restauracyjnej  River  Room,  gdy  usłyszała 

ten  głęboki  głos  z  lekkim  obcym  akcentem,  głos,  który 
działał  na  nią  jak  kojący  balsam.  Natychmiast  zakręciło 
się  jej  w  głowie  i  oŜyły  dawne  uczucia.  Wstrząśnięta, 
otworzyła  szeroko  oczy.  W  uszach  czuła  szalone 
pulsowanie. DrŜącą ręką odstawiła kieliszek. 
Luc! 

O, BoŜe... Luc! To jego musiała zauwaŜyć przedtem. 

Rozmawiając z dwoma towarzyszącymi mu męŜczyznami, 
gestykulował opaloną ręką. Nie mogła oderwać od niego 
oczu.  Ostro  zarysowany  nos,  wydatne  kości  policzkowe, 
intensywność 

spojrzenia, 

wszystko 

połączone 

oszałamiająco przystojnej twarzy. 

Obrócił  z  lekka  głowę  o  lśniących,  ciemnych  wło-

sach.  Spojrzał  wprost  na  nią.  Zabrakło  jej  tchu  i  czas 
nagle  się  zatrzymał.  Rozsądek  nakazywał  wstać  na-
tychmiast  i  uciekać,  biec  tak  długo,  aŜ  pozostawi 
daleko  groŜące  niebezpieczeństwo.  Poczuła  szarpiący 
wnętrzności  strach,  choć  nic  nie  wskazywało,  Ŝe  ją 
rozpoznał. 

Luc  odwrócił  się.  Dał  znak  jednemu  ze  swych 

towarzyszy,  który  natychmiast  zerwał  się  z  szybkością 
wytresowanego  lokaja  i  słuchał  swego  pana  z  po-
chyloną głową. 

-  Zepsułem  ci  humor  -  mruknął  Drew.  -  Powinie 

nem był milczeć. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

24              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Gwałtownie  opuściła  powieki.  Usłyszała  znowu 

szczek  sztućców  i  szum  głosów,  ale  w  dalszym  ciągu 
czuła się odrętwiała. Gdy patrzyła na Luca, nic i nikt nie 
był  w  stanie  odwrócić  jej  uwagi.  Mówi  się,  Ŝe  gdy 
człowiek  tonie,  to  w  ułamku  sekundy  widzi  całe  swoje 
Ŝ

ycie. Och, gdyby tak znaleźć ukojenie na dnie basenu...

 

-

 

Catherine... 

-

 

Boli mnie trochę głowa - powiedziała z trudem. 

- Jeśli pozwolisz, pójdę wziąć jakiś proszek.

 

Wstała  na  trzęsących  się  nogach,  stwierdzając  z  nie-

zmierną  ulgą,  Ŝe  nie  musi  przechodzić  obok  stolika, 
gdzie siedział Luc. Mimo to miała uczucie, jakby szła na 
ś

mierć. Choć nie miało to sensu, oczekiwała dotknięcia 

jego  ręki  na  swym  ramieniu.  Weszła  szybko  do  toalety  i 
włoŜyła dłonie pod zimną wodę.

 

Gdy wycierała ręce, dotknęła cienkiej złotej obrączki 

na  serdecznym  palcu.  Prezent  od  Harriet  i  jej  pomysł. 
Wszyscy  prócz  Peggy  myśleli,  Ŝe  jest  wdową.  Harriet 
rozpowiedziała  to  kłamstwo,  zanim  Catherine  opuściła 
szpital.  Niesmakiem  i  wstrętem  napawało  ją  to,  Ŝe 
uchodziła  za  kogoś,  kim  naprawdę  nie  była,  choć  ze 
smutkiem  szybko  uświadomiła  sobie,  Ŝe  gdyby  nie  ta 
wzbudzająca szacunek historyjka, nie byłaby tak dobrze 
przyjęta przez miejscową społeczność.

 

Opanuj  się,  odetchnij  głęboko.  Dlaczego  ulegasz 

panice?  JednakŜe  gdy  w  pobliŜu  jest  Luc,  panika  jest 
uzasadniona. Trudno było przewidzieć jego reakcję, ale 
nie mogła tu tkwić wiecznie.

 

-  Myślę,  Ŝe  zanosi  się  na  burzę  -  powiedziała  do 

Drewa po powrocie na salę, starając się nie rozglądać.

 

     - Często mam bóle głowy przy takiej pogodzie.

 

Nie przestawała mówić jedząc.

 

Jeśli  Drew  był  nawet  trochę  oszołomiony  jej  gada-
tliwością, to na pewno nie zauwaŜył, Ŝe straciła apetyt. Luc 
obserwował  ją.  Czuła  to.  Czuła  hipnotyczną  siłę 
utkwionych w niej brązowozłotych oczu. I nie mogła 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

   

           SPOTKANIE PO LATACH 

                          25 

 
tego  wytrzymać.  Było  to  jak  chińska  wodna  tortura  - 
drąŜące, bezlitosne. Zaczynała ją ogarniać złość. 

Luc  był  niewzruszony.  To  wbrew  naturze,  Ŝe  potrafił 

pozostać opanowany, mimo Ŝe tak bardzo ją skrzywdził. Nie 
było miejsca na sprawiedliwość w świecie, w którym Luc w 
dalszym  ciągu  rósł  w  potęgę,  jak  wyjątkowo  zaborcza 
roślina  tropikalna.  Stratujesz  ją,  a  ona  znowu  wyrośnie, 
dwa razy silniejsza i równie groźna. 

Skrupulatnie  mieszała  kawę:  to  w  jedną,  to  w  drugą 

stronę,  aŜ  wreszcie  wsypała  cukier.  W  głowie  czuła 
zamęt,  zagubiona  gdzieś  między  przeszłością  i  teraź-
niejszością.  Była  tylko  jedną  z  wielu  na  długiej  liście 
ofiar  Luca  Santiniego.  Goryczą  napełniała  ją  świado-
mość tej poniŜającej prawdy. 

-

 

Udał,  Ŝe  mnie  nie  poznaje.  -  Drew  bezbarwnym 

głosem przerwał jej paplaninę. 

-

 

O kim mówisz? - zapytała zdezorientowana. 

-

 

O  Lucu  Santinim.  Patrzył  prosto  na  mnie,  gdy 

przechodził obok nas. 

Zaskoczyło  ją  odkrycie,  Ŝe  Drew  zna  Luca.  A  właś-

ciwie,  dlaczego  tak  się  dziwiła?  Wprawdzie  Drew 
naleŜał  do  niŜszej  kategorii,  ale  działał  na  tym  samym 
polu, co Luc. Wytwórnia podzespołów elektronicznych 
Huntingdona. 

-

 

Czy t-to t-takie waŜne? - wyjąkała. 

-

 

To  nauczy  mnie  nie  zadzierać  nosa  -  odpowie 

dział  Drew  z  kwaśną  miną.  -  Załatwiałem  z  nim 
interesy,  ale  to  było  dawno  temu.  Nie  naleŜę  dziś  do 
grupy Santiniego, moŜliwe, Ŝe mnie wcale nie pamięta. 

Luc miał niezawodną pamięć. Nigdy nie zapominał raz 

widzianej twarzy. Uświadomiła sobie z poczuciem winy, 
Ŝ

e  Luc  udał,  iŜ  nie  rozpoznał  Drewa  z  powodu  jej 

obecności.  Nie  była  teŜ  tak  głupia,  Ŝeby  udawać,  iŜ  nie 
wie,  kim  jest  Luc.  Mógł  o  nim  nie  słyszeć  tylko  jakiś 
analfabeta albo ktoś Ŝyjący na bezludnej wyspie. 

Drew popijał swoją kawę najwidoczniej zadowolony, 

Ŝ

e o nim zapomniano. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

26              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

To  niezwykły  facet.  I  jak  musiał  ryzykować,  Ŝeby 

dojść do tego, co ma dzisiaj. 

-

 

I pomyśleć, ile ma na swoim koncie kobiet. 

-

 

OtóŜ  to-zadumał  się  Drew.  -  O  ile  wiem,  wpadł 

tylko  raz.  Niech  pomyślę,  to  było  około  czterech... 
pięciu  lat  temu.  Nie  wiem,  co  się  właściwie  zdarzyło, 
ale wtedy był diabelnie bliski bankructwa. 

Zapewne  odbił  to  sobie  na  kimś  innym.  W  Ŝyciu 

kierował  się  twardą  zasadą:  oko  za  oko,  ząb  za  ząb,  no,  i 
zysk w interesie. 

Gdy  wychodzili  z  hoteli,  przybity  Drew  cicho 

powiedział: 

-

 

Chyba zrobiłem z siebie cholernego głupca? 

-

 

AleŜ skąd - pośpiesznie zaprzeczyła. 

-

 

Czy  chcesz  jechać  taksówką?  -  zapytał  stłumio 

nym głosem. - Lepiej będzie, jak wrócę do biura. 

-

 

Przejdę się trochę. 

Czuła  się  zawstydzona,  Ŝe  nie  umiała  zachować  się  z 

większym  taktem,  ale  jego  wyznanie  i  nagle  pojawienie 
się Luca pozbawiło ją zdolności rozumowania. 

- Catherine? 

Zanim  zdąŜyła  się  odwrócić,  Drew  pochylił  się  i 

zgniótł ustami jej pełne wargi. 

-  JuŜ  wkrótce  poproszę  cię  o  rękę,  czy  chcesz  tego, 

czy  nie  -  obiecał  odzyskując  pewność  siebie.  -  Minęło 
juŜ  prawie  pięć  lat,  kiedy  straciłaś  męŜa.  Nie  moŜesz 
strawić reszty Ŝycia na wspominaniu go. 

Kilka sekund później odszedł szybko w przeciwnym 

kierunku.  Niepohamowane  łzy  popłynęły  z  jej  oczu. 
PrzeŜycia ostatnich godzin wybijały opóźnioną reakcję. 
Drew  był  męŜczyzną  zupełnie  innego  rodzaju,  był 
dŜentelmenem  starej  daty,  który  juŜ  przy  pierwszym 
pocałunku  proponował  małŜeństwo.  A  ona  - 
skończoną  oszustką.  Nie  była  kobietą,  za  jaką  ją 
uwaŜał,  bolejącą  ciągle  nad  utratą  młodego  męŜa  i 
tragicznie zakończonym krótkim małŜeństwem. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

            

 

  SPOTKANIE PO LATACH 

                          27 

 

Prawda  mogłaby  go  zabić.  I  dla  niej  wspominanie 

przeszłości  było  straszne.  Przez  dwa  lata,  nawet  we 
własnym  mniemaniu,  była  dziwką  Luca  Santiniego. 
Karmiona  i  ubierana  w  zamian  za  gorliwość  w  spra-
wianiu  mu  przyjemności  w  łóŜku.  O  takiej  kobiecie 
mówi  się  w  sposób  bardziej  elegancki,  Ŝe  jest  czyjąś 
utrzymanką.  Tylko  Ŝe  utrzymaniu  bogatych  męŜczyzn 
mogą  liczyć  na  publiczne  pokazywanie  się  u  boku 
swych  opiekunów.  A  Luc  wolał,  by  pozostawała  w 
cieniu. Nigdy nie okazał najmniejszej chęci, aby wziąć ją 
ze sobą i pokazać światu. Nie miała ani odpowiedniego 
wyglądu,  ani  oglądy,  nie  mówiąc  juŜ  o  pochodzeniu  i 
wykształceniu.  Jeszcze  teraz  wspomnienia  paliły,  raniąc 
boleśnie. 

Wybór. Całe Ŝycie jest moŜliwością wyboru. W wieku 

osiemnastu  lat  Catherine  sądziła,  Ŝe  samodzielnie  / 
podejmuje  decyzje.  Tymczasem  decydowano  za  nią. 
Miłość  w  zastraszający  sposób  niszczy  poczucie  god-
ności  i  inteligencję  niedoświadczonej,  młodej  dziew-
czyny.  Zanim  spotkała  Luca,  nie  wierzyła,  Ŝe  miłość  do 
kogoś  moŜe  być  błędem.  Okazało  się,  Ŝe  moŜe,  i  to 
jeszcze  jak.  Catherine  od  dawien  dawna  rozpaczliwie 
pragnęła  być  kochana.  Zaraz  po  urodzeniu  została 
porzucona  przez  matkę,  po  której  wszelki  ślad  zaginał. 
Wychowywała  się  w  domu  dziecka,  gdzie  ginęła  w  tłu-
mie.  Była  marzycielką  snującą  przez  lata  fantastyczne 
historie  o  nieznanej  matce,  która  miała  niespodzianie 
pojawić  się  i  zabrać  ją  ze  sobą.  Ody  miała  dziesięć  lat, 
nadzieja osłabła i zaczęła marzyć o szalonej miłości. 

Po  ukończeniu  szkoły,  w  wieku  szesnastu  lat  pra-

cowała  jako  słuŜąca  w  swoim  domu  dziecka,  aŜ  do  jego 
zamknięcia  w  dwa  lata  później.  Do  kierowniczki 
zgłosili  się  wtedy  państwo  Goulds,  młodzi  właściciele 
małej  galerii  sztuki  w  Londynie.  Zatrudnili  ją  jako 
recepcjonistkę,  wykorzystywali  bez  skrupułów  i  płacili 
tylko tyle, Ŝe z trudem starczało jej na Ŝycie. PoniewaŜ ich 
dochody były małe, galeria często musiała być 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

28              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

otwarta do późna i to Catherine pilnowała sklepu przez 
wiele wieczorów. 

Pewnego  zimowego  wieczora,  gdy  juŜ  zamykała 

sklep,  Luc,  w  drodze  do  swego  hotelu,  powodowany 
jakimś impulsem wszedł do galerii bez specjalnego celu, 
w białym trenczu narzuconym niedbale na ramiona. Wtedy 
to dokonała pierwszego wyboru, oślepiona i oszołomiona 
przelotnym uśmiechem... przerwała zamykanie sklepu. 

Jej  rozmyślania  zakłócił  szum  motoru  srebrnej 

limuzyny,  stojącej  przy  krawęŜniku.  Tylne  drzwi  sa-
mochodu otworzyły się i wysiadł z niego Luc. 

- Czy mogę panią podwieźć? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Catherine  patrzyła  na  niego  z  nieukrywanym  prze-
raŜeniem w szeroko otwartych oczach. - Ja... ja nie idę 
nigdzie konkretnie. 

-

 

Po prostu spaceruje pani zadrwił Luc. 

-

 

Skąd wiedziałeś, gdzie jestem? - zapytała. 

-

 

Jechałem 

za 

tobą 

od 

samego 

hotelu. 

Poczuła, Ŝe braknie jej tchu. Czy naprawdę myślała, 
Ŝ

e  to  drugie  spotkanie  to  kolejny  przypadek?  Czy 

sądziła, Ŝe on pozwoliłby jej odejść bez wyjaśnień? 

-  Dlaczego  to  robisz?  -  szepnęła  w  napięciu. 

Chmurnie spojrzały na nią ciemne, błyszczące oczy. 

-  MoŜe  chciałbym  powrócić  do  dawnych  czasów? 

Sam  nie  wiem.  To  ty  mi  powiesz.  Czy  myślisz,  Ŝe  to 
moŜliwe? 

Odruchowo  cofnęła  się  do  balustrady,  przy  której 

stali. 

-

 

Nie jesteś człowiekiem impulsywnym. 

-

 

Dlaczego  drŜysz?  -  Podszedł  do  niej  bliŜej,  a  ona 

plecami  oparła  się  o  Ŝelazną  balustradę,  usiłując 
utrzymać pewien dystans miedzy nimi. 

-

 

Pojawiasz się tak nagle. Przestraszyłeś mnie. 

-

 

Jak dziecko lubisz ciągle niespodzianki. 

-  Nie  zauwaŜyłeś,  Ŝe  juŜ  nie  jestem  dzieckiem. 

Zebrała się na odwagę, Ŝeby ostro odpowiedzieć, ale 
był  to  błąd.  Luc  zmierzył  ją  wzrokiem,  szacując 
czerwoną, okrągłą klamrę spinającą jej jedwabiste włosy, 
bluzkę  z  koronkowym  kołnierzykiem  i  układaną, 
kwiecistą spódniczkę. Poczuła się jak obnaŜona. 

-  Widzę,  Ŝe  firma  Laury  Ashley  w  dalszym  ciągu 

ś

wietnie się rozwija - zaŜartował z powaŜną miną. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

30              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Był  teraz  tak  blisko,  Ŝe  mogłaby  go  dotknąć.  Ale  nie 

ośmieliła  się  podnieść  oczu  powyŜej  poziomu  jego 
jedwabnego  krawata.  Szary,  o  stalowym  odcieniu 
garnitur nosił z elegancją, którą niewielu tylko męŜczyzn 
mogłoby  naśladować.  Wysoką,  szczupłą  sylwetkę 
podkreślał  doskonały  krój  ubrania  człowieka  z  wyŜszych 
sfer. Ale to, co czuła w atmosferze wokół niego, dalekie 
było  od  uprzejmości  ludzi  z  towarzystwa.  Było  to  coś 
wręcz przeraŜającego. 

-  Nie  mamy  o  czym  mówić  po  tylu  latach.  -  W  sło 

wach,  które  padły  z  bladych  ust,  moŜna  było  wyczuć 
nie wypowiedzianą prośbę. 

Luc podniósł rękę i czubkiem palca przesunął powoli 

od delikatnego obojczyka, gdzie wyczuwalny był szalony 
rytm pulsu, aŜ do wygięcia dolnej wargi. Czuła, Ŝe pali 
ją skóra, a cale ciało oblewa Ŝar. 

-

 

OdpręŜ  się  -  poradził.  Opuścił  rękę  sekundę 

wcześniej,  zanim  szarpnęła  gwałtownie  głową,  nie 
godząc  się  na  tę  poufałość.  W  jego  oczach  zabłysły 
ogniki, a na ustach pojawił się uśmiech: 

-

 

Nie  chciałem  cię  przestraszyć.  CóŜ  to...  jesteśmy 

wrogami? 

 

-

 

Ja... ja się spieszę - wyjąkała. 

-

 

I  nie  chcesz,  Ŝebym  cię  podwiózł?  Zgoda.  Przejdę 

się  razem  z  tobą  -  odpowiedział  łagodnie.  -  A  moŜe 
wsiądziemy  do  samochodu  i  przejedziemy  się...  i  tak 
pewnie  utkniemy  w  korku  ulicznym.  Zaufaj  mi,  jestem 
dziś w łagodnym nastroju. 

-

 

Dlaczego?  -  odsunęła  się  odwaŜnie  od  balust 

rady. - Czego chcesz? 

-

 

Nie  spodziewam  się,  abyś  chciała  w  tłoku  ulicz 

nym  robić  to,  co  zazwyczaj  robiliśmy.  -  Ciemnymi 
zuchwałymi      oczami      przyglądał      się      rumieńcowi 
oblewającemu  jej  twarz.  -  A  według  ciebie,  czego 
mógłbym  chcieć?  Czy  to  takie  dziwne,  Ŝe  chciałbym 
zaspokoić swoją naturalną ciekawość? 

- Czego dotyczącą? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

            

 

  SPOTKANIE PO LATACH 

                          31 

 

- Ciebie. A kogóŜ by innego? 

Catherine  zagryzła  dolną  wargę.  Czuła  narastającą  w 

niej  złość.  Był  czas,  Ŝe  gdy  Luc  mówił:  wsiadaj  do 
samochodu,  skwapliwie  wykonywała  jego  polecenie. 
Uśmiechał  się  teraz,  ale  nie  moŜna  ufać  uśmiechowi 
Luca.  Mógł  uśmiechać  się  i  jednocześnie  doszczętnie 
kogoś  zniszczyć  starannie  dobranymi  słowami.  Zdecy-
dowała  się  w  jednej  chwili  i  ruszyła  w  kierunku 
samochodu.  Luc  był  człowiekiem  wyjątkowo  inte-
resującym  dziennikarzy,  nie  mogła  wiec  dopuścić  do 
tego, by ją z nim widziano. 

Jeden  z  goryli  Luca  otworzył  drzwiczki  limuzyny. 

.Wśliznęła  się  w  róg  samochodu  i  usiadła  na  obitej 
kremową skórą kanapie. Drzwiczki zatrzasnęły się. 

-  Doprawdy,  Catherine...  czy  to  było  takie  trudne? 

- zapytał Luc. - Napijesz się czegoś? 
W gardle czuła suchość. 

- Chętnie. 

Nerwowo  wygładzała  fałdy  spódniczki.  Luc  pochylił 

się,  aby  otworzyć  barek.  Przez  jeden  moment,  który 
wydał  się  jej  najdłuŜszym  w  Ŝyciu,  czarne,  gęste  włosy 
były w zasięgu jej palców. Nieuchwytny aromat płynu do 
płukania  włosów,  zmieszany  z  nieokreślonym,  ale  jakŜe 
znajomym  jego  własnym  zapachem,  uderzył  w  jej 
rozszerzone  nozdrza.  Gdy  wyprostował  się,  zmieszana 
obserwowała  ruch  muskułów  pod  drogą  tkaniną  koszuli, 
okrywającej jego szerokie ramiona. 

Luc podał jej szklankę, przytrzymując ją na tyle długo, 

Ŝ

e musiała na niego spojrzeć. Był to atak bardzo niewinny, 

jak  na  moŜliwości  Luca,  ale  i  tak  poczuła,  Ŝe  nad  nią 
panuje. Szybko wypiła kilka łyków. Nie cierpiała smaku 
brandy,  która  z  trudem  przechodziła  przez  ściśnięte 
gardło. 

- Czy teraz lepiej się czujesz? - zapytał. - Mieszkasz 

w Londynie? 

-  Nie  -  odpowiedziała  z  pośpiechem.  -  Jestem  tu 

tylko chwilowo. Mieszkam w... Peterborough. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

32              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-  Widzę,  Ŝe  jesteś  męŜatką.  Musi  to  być  dla  ciebie 

ź

ródłem wielkiej satysfakcji. 

Obrączka  ślubna  zaciąŜyła  jej  jak  ołów.  Postanowiła 

pominąć milczeniem te złośliwą uwagę. 

-

 

Kiedy wyszłaś za mąŜ? 

-

 

Ponad cztery lata temu. 

Napiła  się,  dla  dodania  sobie  odwagi  przed  następ 

nym kłamstwem. 

 

-

 

Niedługo  po...  Był  to  burzliwy,  krótkotrwały 

romans - wyjaśniła szybko. 

-

 

Na to wygląda -wycedził. -Opowiedz mi o tym. 

-

 

Nic  nie  było  w  tym  nadzwyczajnego  -  mruk 

nęła.  -  Jestem  pewna,  Ŝe  wcale  cię  to  nie  zainteresu 
je. 

-

 

Przeciwnie  -  zaprzeczył  miękko  Luc.  -  Szalenie 

jestem ciekaw. A czy twój mąŜ ma jakieś imię? 

-

 

Luc, ja... 

Ach, 

więc 

moje 

imię 

pamiętasz? 

Wbiła wzrok w swój kieliszek. 

-

 

Paul.  Ma  na  imię  Paul.  -  Pomimo  ogromnego, 

strasznego  napięcia,  udało  się  jej  uśmiechnąć.  -  Na 
prawdę nie ma o czym mówić! 

-

 

Zaspokój  jednak  moją  ciekawość.  Czy  jesteś 

szczęśliwa tam... gdzie to jest? W Peterhaven? 

-

 

Oczywiście. 

-

 

Nie wyglądasz na szczególnie szczęśliwą. 

-

 

To  nie  zawsze  jest  widoczne  -  odcięła  się  zroz 

paczona. 

-

 

dzieci? 

zapytał 

od 

niechcenia. 

Catherine zdrętwiała. 

-

 

Nie, jeszcze nie mam. 

Luc  był  bardzo  opanowany.  ZauwaŜyła  to,  choć 

sama była zmieszana. Luc nagle uśmiechnął się. 

- Co robiłaś z tym Huntingdonem? 

Pytanie rzucone znienacka zbiło ją z tropu. 

-  Ja...  zatrzymuję  się  u  niego,  gdy  przyjeŜdŜam  na 

zakupy - zawahała się, a potem ze zdecydowaniem, 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

         SPOTKANIE PO LATACH 

                          33 

 

które  miało  świadczyć  o  jej  absolutnej  pewności  siebie, 
dodała: - Mój mąŜ pracuje dla niego.

 

-  Wygląda  na  to,  Ŝe  dobrze  spędziłaś  dzień  pełen 

szczególnych  zbiegów  okoliczności  -  cudowne,  złote 
oczy  patrzyły  wprost  na  jej  zarumienioną  twarz. 
Najciekawsze jest to, co niespodziewane, czyŜ nie?

 

Odstawiła kieliszek.

 

-

 

Muszę...  naprawdę  muszę  juŜ  iść.  Bardzo  miło 

było znowu cię spotkać. 

-

 

Czuję  się  pochlebiony,  Ŝe  tak  uwaŜasz  -  powie 

dział półgłosem Luc. - Czego się tak boisz? 

-

 

Ja  się  boję?  -  powtórzyła  niepewnie.  -Nie  boję  się 

niczego. Nie mamy juŜ o czym mówić. 

-

 

A  ja  myślę,  Ŝe  mamy  jeszcze  cały  dzień  przed 

sobą. 
Catherine pochyliła głowę.

 

-

 

Nie  muszę  odpowiadać  na  twoje  pytania  -  powie 

działa  stanowczo,  usiłując  zapanować  nad  drŜeniem 
w głosie. 

-

 

Potraktuj  to  jako  mały,  nieco  spóźniony  objaw 

uprzejmości  -  zaproponował  Luc.  -  Cztery  i  pół  roku 
temu  zniknęłaś  jak  kamfora.  Bez  słowa,  bez  listu  lub 
najmniejszej  próby  wyjaśnienia.  Chciałbym  usłyszeć  je 
teraz. 
Ceglaste plamy wystąpiły na jej policzkach.

 

-

 

Związek  z  tobą  był  najgłupszą  rzeczą,  jaką  kiedy 

kolwiek zrobiłam. 

-

 

A  to,  Ŝe  mi  to  teraz  powiedziałaś,  moŜe  okazać  się 

drugą  najgłupszą  rzeczą  -  spojrzał  na  nią  pociem 
niałymi  oczami.  -  Spałaś  ze  mną  w  noc  przed  swoim 
zniknięciem.  LeŜałaś  w  mooch  ramionach  i  kochałaś  się 
ze mną, planując, Ŝe opuścisz mnie... 

-

 

Z przyzwyczajenia - wyjąkała. 

Chwycił  silnie  jej  rękę  i  przyciągnął  do  siebie  bliŜej, 

wbrew jej woli.

 

-  Z  przyzwyczajenia?  -  krzyknął  szorstko  j  z  niedo 

wierzaniem w głosie.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

34              

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Cofnęła  się  przed  niepohamowaną  złością  i  odrazą, 

które wyczytała w jego pełnych wyrazu oczach. 

Sprawiasz 

mi 

ból 

szepnęła. 

Z pogardą puścił jej rękę. 

-  W  takim  razie  wyrazy  mojego  uznania,  za  takie 

przedstawienie,  naleŜy  ci  się  nagroda  zwycięzcy.  Przy 
zwyczajenie inspiruje cię do niecodziennego zapału. 

Pod  wpływem  wspomnień  zaczerwieniła  się  po 

czubki  włosów.  Te  wspomnienia  budziły  nienawiść  do 
samej siebie. A tamtej nocy w głębi serca była przekonana, 
ze  nigdy  juŜ  nie  będzie  znowu  z  Lucern.  O  świcie,  z 
niezwykłą u niej śmiałością, obudziła go pełna rozpaczy, 
która  jedynie  w  fizycznym  kontakcie  mogła  znaleźć 
ukojenie. Kochać kogoś, kto nie odwzajemnia miłości, to 
najokrutniejszy rodzaj cierpienia. 

-

 

Nie  pamiętam  -  skłamała  bez  przekonania, 

z  uczuciem  rosnącej  nienawiści.  Zapłaciła  zbyt  wysoką 
cenę za miłość do Luca. 

-

 

Przyzwyczajenie  -  powtórzył  znowu,  ale  juŜ 

spokojnie. 

Mimo  woli  uraziła  boleśnie  jego  męską  ambicje.  Nie 

była  jedyną,  która  szalała  na  punkcie  Luca.  Kobiety 
gotowe  były  na  wszystko,  byleby  tylko  zwrócić  na 
siebie  jego  uwagę.  Zrobiłyby  jeszcze  więcej,  aby  tylko 
zatrzymać go przy sobie. 

Dla  Luca  Santiniego  kobiety  były  zabawkami  po-

trzebnymi  w  wolnym  czasie.  Łatwo  zdobywanymi  i  tak 
samo  łatwo  odrzucanymi.  Wznosząc  się  na  szczyty 
sukcesu,  Luc  nigdy  nie  pozwolił  sobie  na  utratę 
odrobiny  własnej  energii  dla  jakiejś  kobiety.  Był 
samcem o duŜych potrzebach seksualnych, ale kobiety nie 
zajmowały waŜnego miejsca w jego myślach. 

-

 

Muszę  juŜ  iść  -  powtórzyła  i  ponownie,  gdy 

napotkała  jego  błyszczące  oczy,  odczuła  dziwną  nie 
chęć do zrobienia jakiegokolwiek ruchu. 

-

 

Jak sobie Ŝyczysz. 

Chłodnym wzrokiem, wprawiającym ją w zmiesza- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          35 

 

nie, obserwował, jak brała swoją torebkę i wydostawała się 
z  samochodu  na  miękkich  nogach,  jak  zachwiała  się  na 
moment na bardzo wysokich obcasach. 

Odwracając  nieposłuszne  oczy  od  jego  smagłej, 

męskiej  twarzy  zamknęła  drzwiczki  i  przeszła  na  drugą 
stronę  ulicy.  Z  poczuciem  winy  myślała  o  wszystkich 
tych kłamstwach, które powiedziała, aby uchronić syna. I 
nie  dlatego,  by  Luc  mógł  czymś  teraz  zagrozić 
Danielowi, ale czuła się bezpieczniej, gdy on o niczym nie 
wiedział.  Luc  nie  lubił  Ŝadnych  komplikacji  ani 
ewentualnych  kłopotów.  A  nieślubny  syn  mógł  być 
powodem jednego i drugiego. 

Jeszcze  oszołomiona,  pomyślała,  Ŝe  poza  jednym 

niebezpiecznym  momentem  Luc  był  taki...  taki  chłodny. 
Mogłaby przysiąc, Ŝe w hotelu Savoy Luc był wyraźnie 
wściekły.  Ale  widocznie  to  tylko  jej  imaginacja.  A  poza 
tym,  dlaczego  miałby  być  wściekły?  Cztery  lata  to  duŜo 
czasu,  a  jemu  na  niej  nie  zaleŜało.  Nie  moŜna  ciągle 
wspominać kogoś, kto nawet kiedyś był bliski, gdy Ŝyje 
się juŜ innymi sprawami. 

Myślami  powróciła  do  ich  pierwszego  spotkania.  Z 

wdzięczności  za  to  tylko,  Ŝe  się  pojawił,  oprowadziła  go 
po  galerii:  była  to,  par  exccllence,  wycieczka  z 
przewodnikiem.  Nigdy  jeszcze  nie  znajdowała  się  tak 
blisko  męŜczyzny  tak  pięknego,  wykształconego  i  pod-
niecającego.  Luc,  znudzony  własnym  towarzystwem, 
chętnie przyjął rolę zabawianego gościa. 

Uśmiechnął  się  do  niej,  a  wtedy  zgubiła  całkowicie 

wątek.  Nie  zrobiło  to  na  nim  Ŝadnego  wraŜenia.  Nie 
podał  nawet  swojego  nazwiska,  ale  przed  wyjściem 
powiedział do niej: 

- Nie powinna pani zostawać tu sama. Nie powinna teŜ 

pani być tak bezpośrednia wobec obcych męŜczyzn. Widu 
z nich  potraktuje  to jako zachętę i  wtedy,  zapewne, nie 
będzie pani umiała sobie z tym poradzić. 

Gdy  ruszył  schodami  w  dół,  objął  ją  ostatni  raz 

spojrzeniem błyszczących, złotych oczu. I cóŜ zoba- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

36              

SPOTKANIE PO LATACH 

 
czył?  Ładną,  zaokrągloną  osiemnastolatkę,  niezręczną  i 
naiwną jak dziecko. 

Mimo  to  przez  następne  dni  nie  opuszczał  jej 

promienny  optymizm.  Jeśli  zdarzyło  się  raz,  moŜe 
zdarzyć  i  drugi.  Minęły  dwa  miesiące,  zanim  Luc 
pojawił się znowu. Tak jak poprzednim razem było późno 
i przyszedł sam. Niewiele mówiąc obejrzał nowe obrazy z 
widocznym  brakiem  zainteresowania,  gdy  tymczasem 
ona paplała z całą impulsywną bezpośredniością, którą on 
zganił  przy  pierwszej  wizycie.  Gdy  byli  juŜ  blisko 
wyjścia, odwrócił się nagle. 

-  Będę  czekał  na  panią  po  zamknięciu  galerii.  Po 

trzebuję czyjegoś towarzystwa - wycedził. 

Tak  długo  oczekiwane  zaproszenie  było  wypowie-

dziane  niedbale,  w  ostatniej  chwili,  z  niewybaczalną 
arogancją człowieka pewnego jej zgody. Czy przejęła się 
tym? Ani trochę! 

-

 

Pracowałem  cały  dzień,  Chciałem  się  przejść 

-mruknął, gdy ona, zadyszana, dreptała u jego boku. 

-

 

Bardzo  chętnie  się  przejdę  -  powiedziała.  Mógłby 

jej  nawet  zaproponować  kąpiel  w  Tamizie  zimą  i  teŜ  by 
się  zgodziła  bez  wahania.  Wziął  od  niej  płaszcz  i  podał 
jej  zgrabnie,  a  jego  eleganckie  maniery  zrobiły  na  niej 
ogromne wraŜenie. 

Zmęczył  ją  bardzo  pierwszym  spacerem.  Potem 

postawił  kawę  w  kawiarni  na  Piocadilly.  Opowiadał  jej  o 
swoim  dzieciństwie  w  Nowym  Jorku,  o  rodzinie  - 
ojcu,  matce  i  siostrze,  którzy  zginęli  rok  temu  w 
katastrofie lotniczej. Ona z kolei otworzyła przed nim serce i 
opowiedziała  o  swoim  niepewnym  pochodzeniu,  Ŝartując 
nawet na temat nieznanych przodków. 

- MoŜe zadzwonię do pani. 

Wsadził ją do taksówki nawet bez pocałunku. 

Nie  zadzwonił.  Minęło  sześć,  a  właściwie  prawie 

siedem  męczących  tygodni.  Czuła  się  ogromnie  nie-
szczęśliwa. I gdy juŜ straciła całkowicie nadzieję, zjawił się. 
Bez Ŝadnego uprzedzenia. Na jego widok roz- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          37 

 
płakała się z radości i musiał ją pocałować, aby przestała 
szlochać. 

Po  tym  pocałunku  mógłby  nawet  okazać  się  nagle 

gangsterem...  nie  miałoby  to  Ŝadnego  znaczenia.  Za-
kochała  się  szaleńczo  i  w  głębi  oszołomionej  duszy 
przekonana  była,  Ŝe  on  taksę  ją  pokochał.  Jakie  to 
romantyczne,  pomyślała,  gdy  dał  jej  jedną  białą  róŜę. 
Zasuszyła  później  ten  cudowny  kwiat,  Ŝeby  mieć 
pamiątkę w przyszłości... 

Jak wspomnienia mogą stać się przykre! Luc nie był ani 

trochę  romantyczny.  Postarał  się  tylko  o  zdobycie 
doskonałej  kochanki,  z  tym  samym  chłodnym  opano-
waniem  i  zręcznymi  intrygami,  jakie  stosował  w  inte-
resach. Etap pierwszy - pozbawić spokoju. Etap drugi 
- przekonać ją, Ŝe nie moŜe Ŝyć bez niego. Etap trzeci 
-  podbić  serce.  Została  uwiedziona  w  takim  stylu 
i  z  takim  mistrzostwem,  Ŝe  nawet  nie  zdawała  sobie 
sprawy, co się z nią dzieje. 

Znaleźć  zwykłą  dziewczynę  i  omotać  ją.  To  właśnie 

zrobił z nią Luc. Równie dobrze mogłaby połoŜyć się na 
szynach  kolejowych  przed  pędzącym  ekspresem.  Od 
początku wszystko sprzysięgło się przeciw niej. 

Gdy  na  zatłoczonej  ulicy  spojrzała  na  zegarek,  była 

zaskoczona,  Ŝe  jest  tak  późno.  Zatopiona  w  myślach, 
chodziła  bez  celu  całe  popołudnie.  Nie  zastanawiając  się 
dłuŜej, poszła w kierunku przystanku autobusowego. 

Gospodyni  Drewa,  pani  Bugle,  właśnie  nakładała 

płaszcz, gdy Catherine weszła do mieszkania. 

-

 

Proszę  wybaczyć,  panno  Parrish,  ale  byłam  zbyt 

zajęta,  Ŝeby  przygotować  pani  obiad  -  powiedziała 
zimno pani Bugle. 

-

 

Och,  nie  szkodzi.  Jestem  przyzwyczajona  sama 

siebie  obsługiwać.  -  Catherine  była  jednak  zaskoczona 
zimną  uprzejmością  tej  kobiety  i  jej  pełnym  nagany 
spojrzeniem. 

-

 

Chcę, Ŝeby pani wiedziała, Ŝe pani Huntingdon 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

38             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

bardzo  przeŜywa  sprawę  rozwodu  -  powiedziała  pani 
Bugle  oskarŜycielskim  tonem.  -  JeŜeli  pan  Huntingdon 
oŜeni się ponownie, poszukam innej posady. 

Catherine nie miała moŜliwości powiedzenia czegoś na 

swoją  obronę.  Rzuciwszy  te  niemiłe  słowa  na 
poŜegnanie,  pani  Bugle  wyszła  trzasnąwszy  drzwiami. 
Catherine,  zła  i  zaŜenowana,  uznała,  Ŝe  atak  gospodyni 
był końcowym akcentem tego okropnego dnia. 

Teraz  więc  stała  się  tą,  która  rozbiła  małŜeństwo. 

Pewnie  nie  tylko  pani  Bugle  tak  myśli.  Romans  Annette 
Huntingdon  był  trzymany  w  wielkiej  tajemnicy  i  tylko 
bardzo  niewiele  osób  o  nim  wiedziało.  Mój  BoŜe,  jak 
mogła być tak ślepa i nie zauwaŜyć uczuć Drewa? 

Harriet  była  przeciwna  rozwodowi  brata.  Robiła  mu 

wymówki, co jeszcze bardziej go rozdraŜniało. 

MoŜe  okazywała  Drewowi  za  duŜo  sympatii,  usiłując 

zrównowaŜyć  brak  delikatności  Harriet?  MoŜe  teŜ  zbyt 
chętnie  słuchała  tego,  co  mówił?  Szczerze  mu 
współczuła,  ale  naprawdę  nie  chciała  mieszać  się  w  jego 
małŜeńskie  problemy.  Na  litość  boską,  wszystko,  co 
zrobiła, to tylko to, Ŝe słuchała, a Drew... najwidoczniej 
odczytał to jako zachętę. 

Teraz  powinna  natychmiast  się  wyprowadzić  z  tego 

mieszkania!  Ale  w  jaki  sposób?  Po  zapłaceniu  pani 
Anstey  z  góry  za  jeden  miesiąc,  zostało  jej  mniej  niŜ 
trzydzieści funtów. Peggy wściekała się na nią często, Ŝe 
nie  domaga  się  jakiejś  zapłaty  za  prowadzenie  domu 
Harriet,  która  odprawiła  gospodynię  wkrótce  po 
wprowadzeniu  się  Catherine.  Jednak  sama  Catherine  nie 
potrafiła pogodzić się z myślą, iŜ mogłaby za swoje usługi 
otrzymywać pensję. 

I  nie  miało  to  Ŝadnego  znaczenia,  dopóki  Ŝyła  Harriet. 

Catherine  na  róŜne  sposoby  udawało  się  wiązać  koniec  z 
końcem  tym  bardziej,  Ŝe  nie  musiała  się  martwić  ani  o 
mieszkanie, ani

 

o jedzenie. Została zarejestrowana jako matka 

samotnie  wychowująca  dziecko,  ale  korzystała  z  tego 
rzadko. Uprawiała warzywa, szyła, karmiła 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          39 

 

podopiecznych  Harriet...  jakoś  sobie  zawsze  radzili,  ona  i 
Daniel.  Ale  teraz  niepewność  co  do  ich  przyszłości 
zawisła nad nią jak ogromna, czarna chmura. 

Gdy rozpakowywała swoje rzeczy, doszła do wniosku, 

Ŝ

e  zmuszona  będzie  zgłosić  się  do  pomocy  społecznej  z 

prośbą o wsparcie, dopóki znowu nie stanie na nogi. A 
po  powrocie  Drewa  z  Niemiec  opowie  mu  o  swojej 
przeszłości.  I  jeśli  jego  uczucie  do  niej  jest,  jak 
przypuszczała,  chwilową  namiętnością,  to  szybko  się  z 
niej wyleczy. Tak czy inaczej, straci dobrego przyjaciela. 
Drew będzie czuł się oszukany. 

O  wpół  do  siódmej  zadzwonił  dzwonek  u  drzwi 

wejściowych. Miała ochotę go zignorować, w obawie, iŜ 
jest  to  ktoś,  kto  gotów  źle  wytłumaczyć  sobie  jej 
obecność  w  tym  mieszkaniu.  Niestety,  ten  ktoś  za 
drzwiami  był  uparty,  a  nerwy  nie  pozwoliły  jej  wy-
trzymać trzeciego, przeraźliwie ostrego dzwonka. 

To był Luc. Przez kilka strasznych sekund myślała, Ŝe 

ma  halucynacje.  Gdy  oprzytomniała,  drŜącymi  rękami 
otworzyła drzwi. 

-

 

Luc...? - wyszeptała. 

-

 

Jak  widzę,  nie  wróciłaś  jeszcze  do  Peterborough. 

A moŜe Peterhaven? 
Spojrzał złośliwie w jej przeraŜone, błękitne oczy. 

-

 

Wygląda  na  to,  Ŝe  nie  bardzo  wiesz,  gdzie  miesz 

kasz.  Jesteś  nędzną  kłamczuchą,  moja  droga.  A  tak 
naprawdę,  to  kłamiesz  nieudolnie,  dziwię  się,  Ŝe  w  ogó 
le  próbowałaś  mnie  oszukać.  Kiedy  siedziałaś  w  samo 
chodzie, kłamałaś, kłamałaś  i kłamałaś... 

-

 

Kłamałam?  -  wykrztusiła  z  trudem,  nie  mogąc 

pozbierać myśli. 

-

 

Wiesz,  dlaczego  pozwoliłem  ci  odejść  dziś  po 

południu? - gwałtownym pchnięciem zamknął drzwi. 

-

 

N-n-nie. 

-

 

Byłem  w  takim  stanie,  Ŝe  gdybyś  zmyśliła  jeszcze 

jedno  kłamstwo,  udusiłbym  cię.  Skąd  w  tobie  tyle 
ś

miałości, Ŝeby mnie okłamywać? 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

40             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Bezradnie patrzyła na niego. W ustach jej zaschło, a w 

Ŝ

ołądku  czuła  ucisk.  Czy  naprawdę  przypuszczała,  Ŝe 

zdoła  zachować  obojętność?  Nic  nie  czuć  do  tego 
męŜczyzny,  którego  kiedyś  kochała,  którego  dziecko 
urodziła w strasznej samotności? 

KaŜda kobieta, która, tak jak ona, spotkałaby choć raz 

w  Ŝyciu  męŜczyznę  w  rodzaju  Luca  Santiniego,  byłaby 
szczęśliwa. I odtąd, juŜ na zawsze, czy podobałoby się jej 
to,  czy  nie,  byłby  on  wzorcem,  według  którego 
oceniałaby innych męŜczyzn. Nagle z przeraŜeniem zdała 
sobie  sprawę,  Ŝe  przez  te  wszystkie  lata,  gdy  opuściła 
apartament  na  Manhattanie,  Ŝaden  inny  męŜczyzna  nie 
wzbudził  w  niej  podniecenia.  Zrozumiała  teraz,  Ŝe  to 
ponowne  spotkanie  z  Lucern,  twarzą  w  twarz,  będzie 
decydującą próbą. 
Milczenie przeciągało się... 

-  Cristo,  cara!  -  odezwał  się  Luc  niepokojąco 

niskim  głosem.  -  O  czym  myślisz?  Wyglądasz  tak, 
jakbyś miała zaraz upaść na kolana i błagać o litość... 
Podniosła oczy. 

Tak uwaŜasz? 

To się nazywa grać na zwłokę, udając głupiego. Co on 

tu  robi?  Czego  od  niej  chce?  Które  kłamstwa  odkrył? 
Mój  BoŜe,  czyŜby  domyślał  się,  Ŝe  ma  dziecko?  Skąd 
miałby  to  wiedzieć?  -zadawała  sobie  pytania.  Na  samą 
myśl o tym zbladła z przeraŜenia. 

Nie czekając na odpowiedź, Luc przeszedł obok niej, 

pchnął drzwi i zajrzał do kuchni. Z całkowitym zamętem 
w  głowie  obserwowała,  jak  otwierał  po  kolei  wszystkie 
pozostałe drzwi - wyglądało to na systematyczną rewizję 
lokalu. Czego szukał? Jakich świadków? Jej mitycznego 
męŜa? A moŜe dziecka? Ze strachu zimny pot oblał jej 
ciało. W interesach Luc słynął z tego, Ŝe dowiadywał się 
wszystkiego  w  jakiś  niesamowity  sposób.  ZauwaŜał  to, 
czego  inni  nie  zauwaŜali.  Potrafił  wyjaśnić  to,  co  było 
ukryte. Jeśli tylko poświęciłby trochę czasu i skupił swoją 
niezwykłą inte- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

  SPOTKANIE PO LATACH 

                          41 

 

lgencję,  aby  odgadnąć  przyczynę  jej  odejścia,  to 
zrozumiałby, Ŝe najprawdopodobniej była w dąŜy.

 

-

 

Czy  tak  cię  to  bawiło,  Ŝe  dziś  po  południu  przez  trzy 

godziny  ciągnęłaś  za  sobą  przez  całe  miasto  mojego 
człowieka z ochrony? -zapytał Luc ze słodyczą w głosie. 

-

 

Ciągnęłam  twojego  człowieka?  -  powtórzyła,  a  za 

skoczenie w jej głosie mówiło samo za siebie. 

-

 

Zero  punktów  za  spostrzegawczość,  moja  droga. 

Nic  się  nie  zmieniłaś.  Włóczyłaś  się  jak  lunatyczka 
w  oczekiwaniu,  Ŝe  coś  się  zdarzy.  -  Przeszedł  się  po 
pokoju  z  nonszalancką  swobodą.  -  Nie  widać  Ŝadnej 
zieleni,  ani  zasłony  w  kwiaty,  ani  falbanki.  Albo 
mieszkasz  tu  od  niedawna,  albo  on  narzucił  ci  swój 
gust. BoŜe, miał więcej szczęścia niŜ ja... 

To  ostatnie  zdanie,  powiedziane  szeptem,  było  tak 

samo  zaskakujące,  jak  i  słowa,  które  je  poprzedzały. 
Zaczerwieniła  się,  gdy  zdała  sobie  sprawę  ze  złośliwości 
uwagi ojej sentymentalizmie, tak bardzo róŜniącym się od 
jego  upodobania  do  surowego  modernizmu.  Była  to 
aluzja,  przywołująca  niewyraźne  i  mimowolne  wspo-
mnienie kąpieli przy blasku palących się świec i łóŜka z 
baldachimem, pokrytego koronkami.

 

Trudno byłoby znaleźć dwa charaktery, które bardziej by 

się  od  siebie  róŜniły.  Jej  marzenia  były  zwykłymi 
marzeniami  o  miłości,  małŜeństwie  i  dzieciach.  A  Luc  nie 
miał  marzeń.  Kierował  swoim  Ŝyciem  według  własnego 
planu,  my  śląc  tylko  o  osobistym  sukcesie.  Gdy  osiągnął 
jeden  cel,  zmierzał  do  następnego.  MoŜliwość  niepowo-
dzenia nie przychodziła mu nawet do głowy. Na myśl o 
tym,  ile  razy  ona  sama  musiała  rezygnować  ze  swoich 
marzeń, Catherine poczuła gorycz.

 

-  Nie  krepuj  się,  czuj  się  jak  u  siebie  w  domu. 

Ten ironiczny ton tak do niej nie pasował, Ŝe Luc

 

obrócił się nagle i spojrzał na nią ze zdziwieniem.

 

- Nie mów tak do mnie - rzekł z naciskiem.

 

-  Będę  mówiła  tak,  jak  mi  się  spodoba  -  od 

powiedziała z naglą determinacją.

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

42             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Jak  uwaŜasz  -  zgodził  się  Luc.  -  Ale  nie  zrobisz 

tego juŜ więcej. 

-

 

Chcesz się załoŜyć? 

Ś

wiadomość,  Ŝe  ani  sam  Daniel,  ani  Ŝaden  siad  jego 

istnienia  nie  mogą  jej  zdradzić  w  tym  mieszkaniu, 
dodała jej odwagi i sił do przeciwstawienia się Lucowi. 

-  Gdybym  był  tobą,  nie  zaryzykowałbym  tego 

-odpowiedział  Luc.  -  Masz  przeraŜający  zwyczaj 
stawiać  na  przegranego  konia.  A  zdecydowanie  nie 
masz szans na wygraną. 
    -  Nie  boję  się  ciebie.  -  Buńczucznie  zadarła  pod-
bródek. 

-

 

A powinnaś. 

-

 

Grozisz mi? 

-

 

O  ile  mnie  pamięć  nie  myli,  nigdy  jeszcze  nie 

próbowałem  nikomu  grozić  -  zapewnił  z  niewzruszo 
nym spokojem. 
Opuściła głowę. 

-

 

Nie mam ci nic do powiedzenia. 

-

 

Za to ja chciałbym ci wiele powiedzieć. 

-

 

Nie chcę tego słuchać. 

Gwałtownym  ruchem  skrzyŜowała  ramiona,  Ŝeby 

ukryć drŜenie rąk i zrobiła kilka kroków w kierunku okna, 
odwracając się do niego plecami. 

-

 

Kiedy  mówię  do  kogoś,  to  chcę,  aby  na  mnie 

patrzono - ironicznie dodał Luc. 

-

 

Nie chcę patrzeć na ciebie. 

Z  przeraŜeniem  stwierdziła,  Ŝe  lada  chwila  wybuchnie 

płaczem. GdybyŜ mogła być teraz tysiące kilometrów od 
tego miejsca! 
Wzięła głęboki oddech i odwróciła się do niego: 

-

 

Chcę, Ŝebyś wyszedł. 

Uniósł czarną brew: 

-

 

Czy na pewno mówisz do mnie? 

Miała  na  twarzy  wyraz  ogromnego  napięcia,  ale  nie 

powiedziała  nic,  nie  chcąc  zdradzić  się  głosem,  ani 
spotkać się wprost z jego spojrzeniem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

  SPOTKANIE PO LATACH 

                          43 

 

-  Czy  moŜemy  obejść  się  bez  męŜa,  skoro  masz 

takie  trudności  z  wymówieniem  jego  imienia?-  zapytał 
bardzo  spokojnie  Luc.-  Nie  wierzę  w  ogóle  w  jego 
istnienie. 

-  Nie  rozumiem,  skąd  ci  to  przyszło  do  głowy? 

Całkowicie wytrącona z równowagi przez pytanie 
rzucone  bez  Ŝadnego  uprzedzenia,  uświadomiła  sobie,  Ŝe 
w jej odpowiedzi nie było przekonywającego zdziwienia ani 
zrozumiałej  w  takim  wypadku  irytacji.  Pod  wpływem 
spojrzenia 

ciemnych 

oczu, 

które 

ją 

po 

prostu 

unieruchamiały, poczuła się jak zwierzę złapane w sidła. 

-  Zawsze  i  wszędzie  w  moim  Ŝyciu  postępowałem 

uczciwie,  ale  z  tobą  nie  mogę.  Widziałem  was  z  Huntin- 
gdonem przed hotelem. 
Zaczęła ją ogarniać rozpacz. 

-

 

Fałszywie oceniłeś to, co widziałeś. 

-

 

Naprawdę?  Nie  sądzę  -mruknął  Luc.  -  Uspokój 

się,  niemu  się  jeszcze  nie  stało...  jest  dopiero  w  połowie 
drogi  do  Niemiec,  ale  upragnionego  kontraktu  nie 
dostanie. 

-

 

Co mówisz? 

-

 

Chyba  będę  zmuszony  sprawić  ci  przykrość. 

Zapytała z nienaturalnym spokojem: 

-

 

A co ty masz wspólnego z tym kontraktem? 

-

 

Mam pewne wpływy oświadczył. 

-

 

Ale  dlaczego?  Dlaczego  chcesz  zniszczyć  Drewa? 

- szepnęła w rozpaczy. 

-

 

Tak  się  fatalnie  dla  niego  składa,  Ŝe  jest  to  jego 

mieszkanie.  -  Luc  spojrzał  na  nią  iskrzącym  się 
wzrokiem,  z  nieukrywaną  groźbą.  -  A  gdy  jakiś 
człowiek  wchodzi  na  moje  terytorium,  musi  za  to 
zapłacić.  W  innym  wypadku,  kto  respektowałby  grani 
ce  przeze  mnie  wyznaczone?  Chyba  nie  sądzisz,  Ŝe  będę 
mu wdzięczny za uwiedzenie mojej kobiety? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Catherine  zbladła.  Luc  zadał  jej  zbyt  wiele  ciosów 

naraz. Czuła się jak człowiek, który tonie. 

Luc  spoglądał  na  nią  bezlitośnie.  Z  jego  oczu 

promieniowała  dziwna,  zatrwaŜająca  siła,  dzięki  której 
nigdy  nie  tracił  panowania  nad  sobą.  Ludzie,  którzy 
pozwalali,  by  zatriumfował  w  nich  gniew,  tracili 
kontrolę nad sytuacją. Luca nigdy nie moŜna byłoby o to 
pbwinić. Przynajmniej do tej pory... 

Nie  mogła  nawet  przełknąć  śliny  i  tylko  końcem 

jeŜyka oblizała suche wargi. 

-  Nie  jestem  twoją  kobietą  -  powiedziała  niepew 

nie. 
Przeszył ją ostrym spojrzeniem czarnych oczu. 

-  Przez  dwa  lata  byłaś  moja,  bezdyskusyjnie  moja, 

jak  Ŝadna  przedtem.  Niektórych  faktów  nie  da  się 
zmienić. W Savoyu nie mogłaś oderwać ode mnie oczu. 

Catherine  była  tak  zaskoczona  słowami  Luca,  Ŝe  na 

chwilę zapomniała o pogróŜkach pod adresem Drewa. 

-

 

To nonsens! 

-

 

Tak uwaŜasz? 

Luc utkwił w niej nieruchome, skrzące się spojrzenie. 

Wyobraziła sobie, Ŝe zapewne tak właśnie wygląda syty 
tygrys, dybiący na następną ofiarę, 

-  Nie  wydaje  mi  się  to  nonsensem.  A  zresztą, 

dlaczego  mamy  się  o  to  kłócić?  To  jakieś  ne  sais  quoi, 
nieproszone  i  jakŜe  często  niechciane,  istnieje  w  dal 
szym  ciągu  pomiędzy  nami.  Chcę,  Ŝebyś  wróciła  do 
mnie, Catherine. 

W  śmiertelnej  ciszy,  która  zapadła  po  jego  słowach, 

słyszała bicie własnego serca. Nie była w stanie wydać 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          45

 

 

dźwięku  ze  zduszonego  gardła.  Wreszcie,  gdy  minął 
szok, odzyskała mowę i panowanie nad sobą. 

Luc podszedł do stołu i otworzył jedną ze stojących tam 

karafek, wziął kieliszek i nalał sobie brandy. 

-

 

AŜ  trudno  mi  uwierzyć,  Ŝe  moŜesz  tak  do  mnie 

mówić - wyszeptała. 

-

 

Pociesz  się,  Ŝe  nie  powiedziałem  nawet  jednej 

czwartej tego, co chciałem powiedzieć. 

Luc  wsunął  kieliszek  pomiędzy  jej  bezwładne  palce  i 

zacisnął  na  szkle  -  intymny  dotyk  jego  ręki  znów 
pozbawił ją spokoju. 

-  Jestem  pewien,  Ŝe  czujesz  wdzięczność  za  moją 

powściągliwość. 

Zrozumiała  teraz,  co  czuje  zając  na  autostradzie, 

zahipnotyzowany  światłami  reflektorów.  Te  złociste 
oczy byłyby w stanie zniewolić kaŜdą kobietę. 

-

 

Naprawdę  myślisz,  Ŝe  jestem  na  utrzymaniu 

Drewa?  -  zapytała  wstrząsając  się  z  niesmakiem.  -  Czy 
to mi insynuujesz? 

-

 

Ja  nic  nie  insynuuję,  moja  droga.  Ja  stwierdzam 

fakt. 

-  Jak  śmiesz?  -  wykrzyknęła  oburzona  Catherine. 

Luc z kamiennym spokojem zmierzył ją wzrokiem. 

-

 

UwaŜam,  Ŝe  jest  to  wyjątkowo  niesmaczne,  bo 

Drew  to  człowiek  Ŝonaty  i  dostatecznie  stary,  by  być 
twoim ojcem. 

-

 

Nie  ma  nic  niesmacznego  w  tym,  co  dotyczy 

Drewa  -  zaprotestowała  gwałtownie.  -  On  jest  jednym 
z najprzyzwoitszych ludzi, jakich znam. 

-

 

Tyle  tylko,  Ŝe  jest  zdolny  zdradzać  swoją  Ŝonę 

z  kobietą  dwa  razy  od  siebie  młodszą.  -  Luc  pod 
sumował  dobitnie.  -  A  teraz  małe  ostrzeŜenie:  od 
dzisiejszego  wieczora  nie  Ŝyczę  sobie,  Ŝebyś  nawet 
wymawiała jego imię. 

Catherine  tak  się  zapamiętała  w  obronie  Drewa,  Ŝe  w 

ogóle nie dotarły do niej słowa Luca. 

- On nie zdradził swojej Ŝony. JuŜ prawie od roku 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

46             SPOTKANIE PO LATACH 
 

są  w  separacji.  W  przyszłym  miesiącu  będzie  juŜ  po 
rozwodzie. 

-

 

Wiem  o  tym  -  przerwał  Luc,  łagodnie  uprzedza 

jąc  jej  argumenty.  -  JednakŜe  powinien  być  teraz 
w  domu  ze  swoją  Ŝoną,  byłoby  to  dla  niego  znacznie 
bezpieczniejsze. 

-

 

Bezpieczniejsze? Grozisz mu? 

-

 

Nie.  Ja  tylko  doręczyłem  swoje  listy  intencyjne 

z duŜym udziałem. 

- Nie mogłeś tego zrobić!- wykrzyknęła. 

W zamyśleniu obrzucił ją przeciągłym spojrzeniem. 

-  To  twoje  zdanie.  -  Wzruszył  ramionami,  dając  do 

zrozumienia,  Ŝe  juŜ  nie  chce  poruszać  tego  tematu. 
     - Mamy waŜniejsze rzeczy do omówienia. 

Uczuła niemiły ucisk w Ŝołądku. To eleganckie, szyte 

na  miarę  ubranie  kryło  bezwzględnego  drania, 
prymitywnego  neandertalczyka,  któremu  obce  są  wyrzuty 
sumienia. 

-

 

Choć  to  absolutnie  nie  twoja  sprawa,  przyjmij  do 

wiadomości,  Ŝe  nie  mam  romansu  z  Drewem  -  powie 
działa z naciskiem. 

-

 

Wszystko,  co  ciebie  dotyczy,  bardzo  mnie  ob 

chodzi. 

Nie  zaprotestowała,  skoncentrowana  ciągle  na 

obronie Drewa. 

-

 

Dlaczego  chcesz  doprowadzić  do  ruiny  wytwórnię 

podzespołów Huntingdona? Co on ci takiego zrobił? 

-

 

I  ty  mnie  o  to  pytasz?  -  zapytał  opryskliwie, 

z  niedowierzaniem.  -  Mieszkasz  u  niego  i  jeszcze  mnie 
pytasz? To jest banalne i wstrętne. 

-

 

A  kim  ja  byłam,  Ŝyjąc  z  tobą?  -  Nie  mogła  oprzeć 

się porównaniu. 

-

 

Cristol  -  W  nagłym  porywie  gniewu  uniósł  do 

góry  obie  ręce.  -  Jak  moŜesz  mówić  mi  coś  takiego? 
W  całym  moim  Ŝyciu  nigdy  nie  traktowałem  Ŝadnej 
kobiety tak jak ciebie! 
W jego pewności siebie najgorsza była szczerość. On 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

         SPOTKANIE PO LATACH 

                          47

 

 

wierzył  w  to,  co  mówił.  Zacisnęła  zęby,  powstrzymując 
cisnące się na usta słowa. 

-  I  co  otrzymałem  w  zamian?  Odpowiedz!  -  Zaata 

kował  ją  ostro,  brutalnie,  z  wściekłością  na  twarzy. 
     -  Głupie,  cholerne  bazgrały  na  lustrze,  których  nawet 
nie  mogłem  odczytać.  Ufałem  ci  tak,  jakbyś  była 
członkiem  rodziny,  a  ty  naduŜyłaś  mojego  zaufania 
i wbiłaś mi nóŜ w plecy. 

Jego  opanowanie  gdzieś  znikło,  odsłaniając  ogrom 

gniewu, który wywołała. 

-

 

Luc, ja... 

-

 

Nie  ruszaj  się!  -  Jak  biczem  smagnął  tym  roz 

kazem,  nie  pozwalając  jej  cofnąć  się  do  drzwi.  -  Byłaś 
ze  mną  dwa  lata,  Catherine.  Dwa  lata  -  powtórzył 
z  furią,  a  kaŜdy  nerw  jego  szczupłego,  silnego  ciała 
drgał  od  miotającej  nim  złości.  -  AŜ  nagle  rozpłynęłaś 
się  w  powietrzu.  I  przez  te  pięć  lat  co  otrzymałem?  Co? 
Nawet  ani  jednej  pocztówki!  Szukam  cię.  Martwię  się, 
czy  gdzieś  nie  głodujesz.  Zastanawiam  się,  jak  sobie 
radzisz  w  Ŝyciu.  Myślę,  Ŝe  moŜe  miałaś  jakiś  wypadek, 
moŜe  nie  Ŝyjesz.  I  gdzie  cię  znajduję?  -  podniósł  glos 
prawie do krzyku. - W Savoyu, z innym męŜczyzną! 

Stała  osłupiała,  nie  mogąc  się  ruszyć,  przygnieciona 

jego  gwałtownym  atakiem.  Nigdy  nie  widziała  Luca  w 
takim stanie. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała, a cóŜ 
dopiero w jego słowa. 

Martwił się o nią? I teraz, w tej chwili, równieŜ się 

o  nią  martwi?  Była  zaskoczona.  Gdy  opuściła  go, 
wymykając  się  chyłkiem,  jak  złodziej  drzwiami  dla 
słuŜby,  przewidywała  jego  reakcję  na  jej  znikniecie. 
Niedowierzanie...  obraza...  pogarda...  pogodzenie  się 
ze  stanem  rzeczy.  Myśl,  Ŝe  moŜe  się  o  nią  martwić,  nie 
przyszła jej nawet do głowy. 

Gdy  teraz  zrozumiała,  uczuła  dziwny  niepokój  

i postanowiła nic mu nie mówić na swoją obronę. Jedno 
było  pewne:  Luc  nie  podejrzewał  istnienia  Daniela. 
Pozbywszy się tej obawy, mogła myśleć o Drewie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

48

 

SPOTKANIE PO LATACH 

 
 

-  Zostaw  Drewa  w  spokoju  -  powiedziała.  -  On 

potrzebuje tego kontraktu. 

- To wszystko, co masz mi do powiedzenia? Brnęła 

dalej. 

-  Utrata  tego  kontraktu  zrujnuje  go.  Złośliwy 

uśmieszek wykrzywił jego usta. -Wiem. 

-  Wyładuj  swoją  złość  na  mnie.  Nie  wierzę,  Ŝe 

naprawdę chcesz skrzywdzić Drewa. 

-  Uwierz w to - uciął stanowczo. 
-  Myślę  teŜ...  -  Bezradnie  skrzyŜowała  dłonie, 

zdradzając tym swoje zakłopotanie. - Przychodzisz tu 
i mówisz... Ŝądasz, Ŝebym wróciła do ciebie, ale o tym 
absolutnie nie moŜe być mowy - dokończyła drŜącym 
głosem. 

-  Nie? 
- Nie! Nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktujesz! 

-krzyknęła. 

-  MoŜe powinnaś spróbować? 
-  Nie chcę próbować - powiedziała z godnością. 
-  Byłeś  w  moim  Ŝyciu  epizodem,  o  którym  juŜ 

dawno zapomniałam. 

- Epizodem? - Zaśmiał się niedowierzająco. - Byłaś 

ze mną dwa lata! 

- Dziewiętnaście miesięcy, a kaŜdy miesiąc to mój 

błąd - poprawiła go Catherine. 

-  Modre  de  Dio.  -  Na  jego  policzkach  wystąpiły 

czerwone  plamy.  -1  uwaŜasz  to  za  epizod,  jakbyśmy 
spędzili ze sobą zaledwie jedną noc? 

-    Nie  wiem,  ale  nieraz  chciałam,  Ŝeby  to  właśnie 

była tylko ta jedna noc. 

- Jak moŜesz tak mówić? PrzecieŜ cię szanowałem 

- zmienił ton Luc. 

-  Ty  to  nazywasz  szacunkiem?  -  Zaśmiała  się  ze 

wzburzeniem. - Gdy patrzę teraz na ciebie, dziwię się, 
dlaczego to tak długo trwało, zanim się opamiętałam. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          49

 

 

-  Od  chwili,  kiedy  tu  przyszedłem,  starasz  się  nie 

patrzeć na mnie - powiedział Luc sucho. 
-  Nienawidzę cię, Luc. Nienawidzę cię tak bardzo, Ŝe 
gdybyś  w  tej  chwili  padł  martwy  u  mych  stóp, 
tańczyłabym z radości na twoim ciele! 

-  A więc przyszłość zapowiada się interesująco. 
-  Dla  nas  nie  ma  wspólnej  przyszłości!  Nie  mam 

zamiaru  podporządkowywać  się,  jak  jakaś  słuŜąca. 
Wrócić  do  ciebie?  Chyba  oszalałeś!  JuŜ  raz  mnie 
wykorzystałeś  i  raczej  umrę,  niŜ  pozwolę  ci  uczynić 
to  po  raz  drugi.  Kochałam  cię,  Luc.  Kochałam  cię  o 
wiele bardziej, niŜ na to zasługiwałeś... 

- Wiem - przerwał jej spokojnie. 

Gorączkowy  rumieniec  zabarwił  jej  policzki,  a  nie-
pohamowany gniew wstrząsnął całym ciałem. 

-  Co  ma  znaczyć  to  twoje  wiem?  Jak  śmiesz 

przyznawać się do tego? 
Spojrzał  na  nią  przeciągle,  z  dziwnym  wyrazem  w 
złocistych oczach. 

-  Myślałem,  Ŝe  to  będzie  przemawiało  na  moją 

korzyść. 

-  Na twoją korzyść? Wziąłeś wszystko, co miałam 

do  dania  i  próbowałeś  za  to  płacić,  jakbym  była 
Ŝ

ebraczką z ulicy! 

Zacisnął szczęki. 

-  Mogłem się  czasem mylić  - przyznał po  długim 

milczeniu  -  ale  jeśli  byłaś  niezadowolona  z  naszego 
związku, powinnaś byk to okazać. 

-  Co  takiego?  Okazać  niezadowolenie?  -Catherine 

była tak zdenerwowana, Ŝe z trudem wydusiła z siebie 
te słowa. - Niech Bóg ci wybaczy, bo ja ci wybaczyć 
nigdy nie będę mogła. Pozwól, Ŝe zwrócę ci uwagę na 
jedno.  MoŜesz  kupić  sobie,  co  tylko  zechcesz.  Ale 
mnie nie kupisz. Nie jestem towarem na sprzedaŜ. 
DrŜąc  na  całym  ciele  odwróciła  się  od  niego,  osłabła 
Ŝ

e wzruszenia. Nigdy nie sądziła, Ŝe będzie zdolna tak 

gwałtownie wystąpić przeciwko Lucowi, a okazało się 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

50             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

to nie tak trudne. Nie odczuwała jednak Ŝadnej satysfakcji. 
Tylko  ból.  Rozdzierający,  potworny  ból.  Nagle  runęła 
wewnętrzna  tama,  którą  zbudowała  z  takim  wysiłkiem. 
Powróciły  nie  chciane  wspomnienia,  choć  tak  gorąco 
pragnęła je zniszczyć. 

JakŜe szczęśliwa była w dniu, kiedy ofiarował jej róŜę. 

Porwał ją w świat, który oglądała tylko w ilustrowanych 
tygodnikach.  Bawiły  go  jej  naiwne,  szeroko  otwarte  oczy, 
jej  niewinność  i  to,  Ŝe  nie  umiała  ukryć,  jak  wielką 
przyjemność 

sprawiało 

jej 

przebywanie 

jego 

towarzystwie.  Wciągu  kilku  dni  niezwykłych  emocji 
zatraciła się całkowicie, do utraty tchu. Luksusowe nocne 
kluby,  w  których  tańczyli  do  późnej  nocy,  wspólne 
kolacje  w  zaciszu  dyskretnie  oświetlonych  restauracji...  i 
wreszcie ten ostatni wieczór w Londynie. 

A przecieŜ juŜ wtedy Luc nie zasługiwał na zaufanie. I 

gdy  doprowadził  do  tego,  Ŝe  po  obiedzie,  mocno 
wtulona  w  jego  ramiona,  nie  była  w  stanie  rozsądnie 
myśleć, odsunął ją od siebie i powiedział lekko: 

-  Wybieram  się  na  BoŜe  Narodzenie  do  Szwajcarii. 

Pojedź ze mną. 

Ta  nieoczekiwana  propozycja  oszołomiła  ją.  Zawsze 

marzyła  o  prawdziwych  świętach.  W  pierwszej  chwili 
odmówiła,  czując  się  niezręcznie  na  myśl,  Ŝe  Luc  będzie 
chciał opłacić jej podróŜ za granicę. 

- Nie wiem, kiedy znowu będę w Londynie. 

Nie  wiedziała  wówczas,  Ŝe  było  to  kłamstwo.  W  prze-

konaniu,  Ŝe  moŜe  stracić  go  na  zawsze  z  powodu 
przestarzałych  zasad,  poddała  się.  Była  tak  głupia,  Ŝe 
oczekiwała,  iŜ  będą  mieszkać  w  hotelu  w  osobnych 
pokojach. Jednak i wtedy zdawała sobie sprawę z tego, Ŝe nie 
zna go dobrze. Luc wrócił do Nowego Jorku. Elaine Gould 
była zaskoczona widząc ją następnego dnia w gazecie, 
na  zdjęciu  obok  Luca.  Elaine,  pełna  najlepszych  intencji, 
próbowała  przemówić  jej  do  rozsądku.  Ale  Catherine  nie 
słuchała juŜ Ŝadnych mądrych rad. 
Sześć godzin spędzonych w samotnym, alpejskim 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          51 

 

schronisku  wystarczyło,  Ŝeby  zapomniała  o  wszelkich 
swoich  zasadach.  śadna  kobieta  nie  została  uwiedziona 
tak  łatwo.  śadnej  panny  młodej  nie  zaniesiono  do 
małŜeńskiego  łoŜa  z  większym  wdziękiem  i  pietyzmem, 
niŜ  uczynił  to  Luc.  A  w  momencie,  kiedy  zabrał  jej 
dziewictwo,  posiadł  jej  ciało  i  duszę.  Poddała  się 
wielkiej  namiętności,  miała  obok  siebie  męŜczyznę 
swych  marzeń,  ale  o  ślubie  nie  było  nawet  mowy. 
Poświeciła  wszystko  dla  miłości...  Och,  głupia,  lekko-
myślna kobieto, gdzie miałaś wtedy rozum? 

- Catherine! 

Wstrząsnęła  się,  wracając  do  rzeczywistości.  -  O  czym 
myślisz? 

Oślepiona  napływającymi  łzami,  niepewnie  zaczer-

pnęła do płuc powietrza. 

-

 

To nic ciekawego. 

-

 

Jeśli  wrócisz  do  mnie,  nie  będę  przeszkadzał 

Huntingdonowi w uzyskaniu tego kontraktu. 

-  Dobry  BoŜe,  nie  moŜesz  tak  frymarczyć  Ŝyciem 

człowieka - wyszeptała z przeraŜeniem. -Mogę i będę. 

-  Nienawidzę  cię!  Nie  przeŜyję,  jeśli  dotkniesz  mnie 

choć palcem! - krzyknęła. 
Nieoczekiwany uśmiech wykrzywił jego usta: 

-

 

Uwierzę, jeśli tak się stanie. 

-

 

Luc, proszę cię. 

A  więc  tak  się  złoŜyło,  Ŝe  Catherine  zmuszona  była 

teraz odrzucić dumę i prosić. -Proszę cię, zastanów się, co 
robisz. Dla ciebie to tylko przygoda... Nie mogę do ciebie 
wrócić,  Luc...  Po  prostu  nie  mogę.  Błagam,  odejdź  i 
zapomnij, Ŝe kiedykolwiek mnie widziałeś. 
Luc przysunął się bliŜej do niej. 

-  Gdybym  mógł  zapomnieć,  nie  byłoby  mnie  tutaj, 

moja droga. 
Catherine cofnęła się w popłochu. 

-  Czy  juŜ  zapomniałeś  o  tym  wszystkim,  co  cię  we 

mnie irytowało? - wykrzyknęła w rozpaczy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

52             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Okazało  się  to  całkiem  miłe,  kiedy  zostałem  tego 

pozbawiony. 

-

 

Nie  podchodź  do  mnie!  -  W  miarę  jak  zbliŜał  się 

do  niej,  ogarniała  ją  coraz  większa  histeria.  -Jeśli  mnie 
dotkniesz, umrę! 

-

 

A  ja  umrę,  jeśli  nie  wezmę  cię  w  ramiona.  I  muszę 

ci  uprzytomnić,  Ŝe  jeszcze  Ŝyję.  -  Złociste,  płonące 
oczy  parzyły  ją  blaskiem  poŜądania.  -  Jutro  nie 
będziesz nawet pamiętać jego imienia. 
Cofnęła  się  przed  jego  ręką,  obcasem  zaczepiając  o  frędzle 
dywanu.  Przewróciła  się,  uderzając  głową  o  coś  twardego. 
Krzyknęła,  a  potem  ciemność  otuliła  ją  jak  zasłoną  i  straciła 
przytomność. 

-

 

Trudno  dostrzec  to  miejsce,  o  którym  mówię 

-  lekarz  wskazał  ciemną  plamę  na  kliszy  rentgeno 
wskiej.  -  Poprzednie  obraŜenie  wymagało  długiego 
leczenia.  Tym  razem  jest  to  tylko  wstrząs  mózgu,  ale 
chora  powinna  tu  zostać  na  całą  noc,  Ŝebyśmy  mogli 
nad nią czuwać. 

-

 

Diabeinie długo nie wracała do przytomności. 

-  Bo było to diabelnie silne uderzenie. 

Napotkawszy twarde spojrzenie zwęŜonych oczu 
stary lekarz zrozumiał, Ŝe swą Ŝartobliwą odpowiedzią trafił jak 
kulą w płot. 
Catherine  rozpoznała  głos  Luca  i  choć  nie  zrozumiała  ani 
słowa, natychmiast się uspokoiła. Czuła ostry, przenikliwy ból 
u  podstawy  czaszki,  a  kiedy  poruszyła  głową,  jęknęła  i 
otworzyła oczy. 
Ujrzała Luca i uśmiechnęła się do niego. 

- Widzę cię jak przez mgłę - powiedziała. 

Stojący po drugiej stronie łóŜka siwowłosy męŜczyzna zaczął 
badać jej koordynację ruchów. Potem zapytał ją, jaki to dzisiaj 
dzień  tygodnia.  Zamknęła  oczy  i  zaczęła  się  zastanawiać.  W 
mózgu miała jakby watę. Poniedziałek, wtorek, środa... 
Lekarz powtórzył swoje pytanie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          53 

 

-

 

Czy  nie  widzi  pan,  jak  ona  cierpi?  -  zapytał  Luc 

z rozpaczą w głosie. - Proszę pozwolić jej odpocząć. 

-

 

Catherine!  -  To  był  głos  doktora,  zmuszający  ją 

do  ponownego  uniesienia  cięŜkich  powiek.  -  Czy 
pamięta pani, jak doszło do tego wypadku? 

-

 

JuŜ  mówitem  panu,  Ŝe  upadła  -  przerwał  mu  po 

raz  drugi  Luc.  -  Czy  to  wypytywanie  jest  naprawdę 
konieczne? 

-

 

Upadłam  -  szepnęła  z  wdzięcznością  Catherine. 

Chciała,  Ŝeby  doktor  odszedł  i  przestał  ją  dręczyć. 
Najwidoczniej irytował teŜ Luca. 

-

 

Jak pani upadła? 

Gdy zadał to pytanie po raz trzeci, Luc nabrał głośno 

powietrza w płuca i właśnie w tym momencie rozległ się 
dźwięk  elektronicznego  przywoływacza.  Lekarz,  nie 
dopuszczając  Luca  do  głosu,  stanowczym  tonem 
oświadczył: 

-  Obawiam  się,  Ŝe  będę  zmuszony  skończyć  bada 

nie  rano.  Panna  Parrish  zostanie  przeniesiona  do  innej 
sali. MoŜe wróci pan do domu, panie Santini? 

-  Zostanę  tutaj  -  padła  zdecydowana  odpowiedź. 

Catherine sennym wzrokiem spojrzała na niego, 
szczęśliwa,  Ŝe  jest  tu  i  pilnuje,  by  było  jej  dobrze. 
Zamknęła powieki i poczuła, Ŝe łóŜko, na którym leŜy, jest 
gdzieś  przesuwane.  Nad  jej  głową  rozmawiały 
pielęgniarki,  prosząc  na  paskudną  pogodę,  a  jedna  z 
nich  opisywała  sukienkę,  którą  zobaczyła  u  Marksa  i 
Spencera. Wszystko to było tak pokrzepiająco normalne, 
Ŝ

e Catherine zapadła w drzemkę. 

Gdy ponownie się obudziła, stwierdziła, Ŝe znajduje 

się  w  słabo  oświetlonym,  przyjemnie  umeblowanym 
pokoju, który nie pasował do jej wyobraŜeń o szpitalu. 
Luc stał przy oknie i wpatrywał się w ciemność. 

-

 

Luc? - szepnęła. 

Odwrócił się gwałtownie. 

-

 

Gdzie ja jestem? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

54            

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

To  prywatna  klinika.  -  Podszedł  do  łóŜka.  -Jak 

się czujesz? 

-

 

Tak,  jakby  ktoś  rąbnął  mnie  workiem  z  piaskiem, 

ale  mogło  być  gorzej.  -  Poruszyła  głową  na  próbę 
i skrzywiła się z bólu. 

 

-  Leź  spokojnie.  -

Trochę za późno poradził jej Luc. 
Zmarszczyła czoło. 

-Nie  pamiętam  momentu,  kiedy  upadłam  -  szep 

nęła oszołomiona... - Nic a nic. 

Luc  podszedł  jeszcze  bliŜej.  Nie  wyglądał  tak  ele-

gancko,  jak  zazwyczaj.  Czarne  włosy  miał  potargane, 
krawat  zmięty,  dwa  rozpięte  guziki  koszuli  odsłaniały 
opaloną szyję. 

-

 

To była moja wina - przyznał. 

-

 

Jestem  pewna,  Ŝe  nie  -  pocieszyła  go  trochę 

zdziwiona Catherine. 

-

 

A  właśnie,  Ŝe  tak.  -  Ciemne  oczy  patrzyły  na  nią 

niespokojnie.  -  Nic  by  się  nie  stało,  gdybym  nie 
usiłował cię objąć wbrew twojej woli. 

-

 

Wbrew  mojej  woli?  -  Nie  pamiętała  nic  takiego, 

co uzasadniałoby te zaskakujące słowa. 

-

 

Potknęłaś  się  o  dywan  i  upadłaś.  Uderzyłaś 

głową  o  stół.  Modre  de  Dto.  cara...  Myślałem,  Ŝe  się 
zabiłaś!  -  Luc  przeŜywał  to  na  nowo,  z  niezwykłym 
dla  niego  wzruszeniem,  a  w  kąciku  jego  ust  drgał 
jakiś  nerw.  -  Myślałem,  Ŝe  nie  Ŝyjesz...  Naprawdę 
tak  myślałem  -  powtarzał,  nie  odzyskawszy  jeszcze 
równowagi. 

-  Tak  mi  przykro,  Ŝe  sprawiłam  ci  tyle  kłopotu. 

Ogarnął ją jakiś dziwny, nieokreślony lęk. Gdyby 
nie  obecność  Luca,  poddałaby  mu  się  całkowicie.  Poza 
tym,  Ŝe  nie  mogła  odtworzyć  w  pamięci  okoliczności 
swego  upadku,  uświadomiła  sobie  jeszcze  inne  dziwne 
fakty. Pielęgniarki... lekarz... są w Anglii. 

- Czy my jesteśmy w Anglii? - zapytała. 

-  Czy  my  jesteśmy...?  -  Powtórzył  zaimek  my, 

akcentując go w szczególny sposób, z widocznym 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          55 

 

zaskoczeniem  na  twarzy.  -  Jesteśmy  w  Londynie.  Nie 
wiesz o tym? - sondował ją ostroŜnie. 

-  Nie  pamiętam,  Ŝebym  przyjechała  z  tobą  do 

Londynu  -  wyznała  Catherine  w  nagłej  panice.  -  Dla 
czego nie pamiętam? 

Luc  przyglądał  się  jej  przez  kilka  sekund,  a  potem,  z 

uczuciem ulgi, usiadł obok niej na łóŜku. 

-

 

Uderzyłaś  się  mocno  i  dlatego  masz  taki  zamęt 

w  głowie.  To  wszystko  -  powiedział  cicho  i  spokojnie. 
     - Absolutnie nie ma się czym martwić. 

-

 

Jak mogę się nie martwić! Boję się! 

-

 

Nie  masz  się  czego  bać  -  Luc  zachowywał  się  jak 

ktoś,  kto  troskliwie  usiłuje  skierować  w  innym  kierun 
ku myśli osoby skłonnej do histerii. 

Palcami dotknęła jego dłoni, szukając w niej oparcia. 

-

 

Jak 

długo 

jesteśmy 

Londynie? 

Luc zesztywniał. 

-

 

Czy to takie waŜne? 

Gdy  ujął  jej  rękę  i  podniósł  do  ust,  nagle  wszystko 

przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. 

Obserwując ją spod gęstych, czarnych rzęs, koniuszkiem 

języka przeciągnął powoli, po kolei po kaŜdym paku, aŜ 
wreszcie  pocałował  namiętnie  wnętrze  jej  dłoni. 
Wprawiający w omdlenie dreszcz rozkoszy przeniknął ją 
całą. 

-Czy to takie waŜne? - powtórzył. 

-

 

Co...  waŜne?  -  wybąkała,  niezdolna  do  racjonal 

nego myślenia, wzburzona silnymi emocjami. 
-

 

Jaka jest ostatnia rzecz, którą pamiętasz? 

Z ogromnym wysiłkiem zmusiła się do myślenia i -

udało się. Okazuje się, Ŝe odpowiedź na to pytanie była 
tak łatwa, jak zjedzenie przysłowiowego ciastka. 
-

 

Chorowałeś na grypę - oznajmiła uradowana. 

-

 

Na  grypę?  -  Luc  z  niepokojem  ściągnął  brwi. 

I  raptem,  jak  za  dotknięciem  róŜdŜki  czarodziejskiej, 
twarz mu się rozjaśniła: 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

56             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Si,  grypa.  To  było  w  tysiąc  dziewięćset  osiem 

dziesiątym... 
-

 

Wiem, w którym to było roku, Luc. 

-

 

Senz  altro.  Pewnie,  Ŝe  wiesz.  Lata  zyskują  na 

wartości, jak dobre wino. 

Gdy  spojrzała  na  niego,  nie  rozumiejąc,  o  czym 

mówi,  pochylił  się  z  uśmiechem  i  odgarnął  kosmyk 
kręconych włosów z jej zmarszczonego czoła.

 

- Wydaje mi się, Ŝe to było tak dawno, i gdy myślę

 

o tym, to widzę jakąś mgłę - poskarŜyła się.

 

-

 

Nie myśl o tym - poradził Luc. 

-

 

Chyba juŜ późno? - szepnęła. 

-

 

Prawie północ. 

-

 

Powinieneś  wrócić  do  hotelu.  Czy  zatrzymaliśmy 

się w hotelu? - zapytała, znów niespokojna. 

-

 

Przestań  się  martwić.  Wszystko  będzie  dobrze 

- zapewnił ją miękko Luc.- Wcześniej lub później. 

Kciukiem wodził machinalnie po przegubie jej ręki. 

Powodowana  ogromną  potrzebą  dotknięcia  go,  uniosła 
wolną  rękę  i  pogłaskała  twardą,  mocną  szczękę.  Jego 
ciemna  skóra  o  niebieskawym  odcieniu  pociągała  ją 
swoją szorstkością. Pomyślała, Ŝe jego oczy hipnotyzują, 
ciemnieją  w  cieniu  hib  z  gniewu,  nabierają  złotego 
blasku w słońcu lub z poŜądania.

 

I  nagle  zastanowiła  się,  dlaczego  jej  jeszcze  nie 
pocałował.

 

W  tej  dziedzinie  Luc  nigdy  nie  potrzebował  ani 

zachęty,  ani  namowy.  Gdy  wracał  ze  swych  podróŜy  w 
interesach,  wchodził  do  mieszkania  i  brał  ją  w  ramiona, 
często  nie  panując  nad  swym  poŜądaniem  na  tyle,  Ŝeby 
dojść  do  sypialni.  A  gdy  był  z  nią,  miała  wraŜenie,  Ŝe 
gdyby  jej  co  jakiś  czas  nie  dotknął,  nie  byłaby  w 
stanie cokolwiek robić.

 

To  dawało  jej  poczucie  bezpieczeństwa.  Wierzyła,  Ŝe 

tam, gdzie jest tyle namiętności i uczucia, tam musi być i 
nadzieja.  Dopiero  znacznie  później  pojawiły  się 
wątpliwości.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          57 

 

-

 

Zapomniałam  tylko  o  kilku  tygodniach,  prawda? 

- upewniła się. 

-

 

To,  o  czym  zapomniałaś,  to  nic  waŜnego  -  błysz 

czącymi  oczami  objął  jej  uniesioną  do  góry  twarz 
i  napotkał  spojrzenie  pełne  niespotykanego  u  niej 
poŜądania. Zmusił się do zachowania spokoju. 

-

 

Luc - szepnęła niepewnie. - Co się stało? 

-

 

Bardzo  mnie  podniecasz.  Dio,  jak  moŜesz  tak  na 

mnie  patrzeć?  -  odetchnął  głęboko.  -  PrzecieŜ  jesteś 
chora! 

Nie wiedziała, które z nich zrobiło pierwszy ruch, ale 

niespodzianie  znalazła  się  tak  blisko  niego,  jak  tego 
chciała,  a  jej  palce  chciwie  wplotły  się  w  jego  gęste, 
spręŜyste włosy. Luc, zamiast jak zwykle zaatakować ją z 
całą  siłą,  jakby  odgadł  jej  Ŝyczenie,  wsunął  język 
pomiędzy  jej  pełne  wargi  i  z  widoczną  rozkoszą 
poruszał nim raz po raz, aŜ zakręciło się jej w głowie, w 
Ŝ

yłach zaczęła pulsować krew, a w całym omdlałym ciele 

poczuła  tak  intensywne  poŜądanie,  jakiego  nigdy 
przedtem nie zaznała. 

Z  głośnym  jękiem  rozkoszy  Luc  wziął  ją  w  ramiona. 

Choć  sprawiał  jej  tym  ogromny  ból,  gotowa  była  mu 
ulec. Odrzucając niecierpliwie przykrywającą ją pościel, 
uniósł  ją  i  ułoŜył  na  swoich  twardych  udach,  nie 
odrywając  ani  na  chwilę  wpijających  się  w  nią  ust. 
Gwałtowne  podniecenie,  które  ich  ogarnęło,  było  tak 
nagłe jak letnia błyskawica. 
Catherine szepnęła gorączkowo: 

- Zabierz mnie do hotelu. 

Luc  potrząsnął  nią  i  zamknął  oczy,  mówiąc  coś, 

czego  nie  była  w  stanie  zrozumieć.  Chwilę  później 
połoŜył ją na łóŜku, otulił lekkim kocem i westchnął: 

-

 

Chiedo scusa. Wybacz. Nie jesteś zdrowa. 

-

 

Czuję  się  doskonale  -  zaprotestowała.  -  Nie  chcę 

zostać tutaj. 

-

 

Zostaniesz.  -  Otworzył  okno,  aby  wpuścić  chłody 

ne powietrze. - Tutaj będziesz bezpieczniejsza. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

58             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Bezpieczniejsza? 

-

 

Czy wierzysz w przeznaczenie, moja droga? 

-

 

Oczywiście, Ŝe wierzę. 

-

 

Nie  naleŜy  walczyć  z  przeznaczeniem  -  powie 

dział  Luc  w  zadumie  i  uśmiechnął  się  do  niej  promien 
nie. - Ty teŜ tak uwaŜasz, prawda? 

Nigdy  nie  odbyła  z  Lucern  dziwniejszej  rozmowy,  a 

była przy tym tak wyczerpana, Ŝe z trudem zbierała myśli. 

-

 

Myślę, Ŝe nie da się walczyć z przeznaczeniem. 

-

 

ToteŜ  nie  mam  zamiaru  z  nim  walczyć.  Ja  mu 

tylko  ułatwiam  zadanie.  Śpij,  moja  droga  -  powiedział 
miękko. - Rano lecimy do Włoch. 

-

 

Do  Włoch?  -  powtórzyła,  czując  ogarniającą  ją 

słabość. 

-

 

Czy  nie  uwaŜasz,  Ŝe  juŜ  najwyŜszy  czas,  Ŝebyśmy 

uregulowali nasze stosunki? 
Patrzyła  na  niego  w  osłupieniu.  Luc  podszedł 
ponownie  do  jej  łóŜka  i  usiadł  na  fotelu  obok, 
wpatrując się w nią czarnymi oczami. 

-

 

Proszę, Ŝebyś za mnie wyszła. 

-

 

Naprawdę?  -  Była  tak  wstrząśnięta,  Ŝe  zdołała 

tylko tyle powiedzieć. 
Palcem musnął jej drŜącą, górną wargę. 

-

 

Powiedz coś - poprosił, 

-

 

Czy  myślałeś  o  tym  od  dawna?  –  zapytała  urywa 

nym głosem. 

-

 

Powiedzmy,  Ŝe  myśl  ta  drąŜyła  mnie  od  jakiegoś 

czasu. 

Nie  brzmiało  to  zbyt  romantycznie.  Miała  wraŜenie, 

Ŝ

e  wokół  niej  dzieje  się  coś  nierealnego.  Luc 

zaproponował  jej  małŜeństwo.  Znaczyło  to,  Ŝe  Ŝyła 
przez  cale  miesiące  z  człowiekiem,  którego  nie  znała. 
Znaczyło  teŜ,  Ŝe  wszystkie  jej  nielojalne  i  nieŜyczliwe 
myśli  były  okrutnie  niesprawiedliwe.  Łzy  popłynęły  po 
bladych policzkach. 

- Co ja takiego powiedziałem? - zapytał Luc. - No 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          59 

 

tak,  oczywiście  inaczej  wyobraŜałaś  sobie  moje  oświad-
czyny. 

-  W  ogóle  ich  sobie  nie  wyobraŜałam  -  zatkała. 

Wziął ją delikatnie na ręce i usadowił na swoich 
kolanach,  owijając  starannie  lekkim  kocykiem.  Za-
chłysnęła  się  zimnym  powietrzem  i  instynktownie 
przytuliła do jego ciepłego ciała. 

- Jestem taka szczęśliwa - powiedziała. 
-  Okazujesz  to  w  sposób  tobie  tylko  właściwy.  Ale 

przecieŜ  wiele  rzeczy  robisz  w  sposób  bardzo  in 
dywidualny.  Pobierzemy  się  we  Włoszech.  A  teraz,  gdy 
juŜ  powzięliśmy  tę  decyzję,  nie  będziemy  tracić  czasu, 
prawda? 

Nic  nie  powiedziała,  siedząc  z  głową  przytuloną  do 

jego  piersi,  a  on  odchylił  się  bardziej  do  tyłu,  Ŝeby  i  jej 
było  wygodniej.  Nigdy  nie  myślała,  Ŝe  moŜe  być  taki 
delikatny.  CzyŜby  jej  wypadek  tak  nim  wstrząsnął?  Z 
całą  pewnością  coś  musiało  wpłynąć  na  tak  za-
dziwiającą  zmianę  w  jego  zachowaniu  wobec  niej...  a 
moŜe  to  ona  nigdy  nie  rozumiała  Luca?  Chciałaby  go  tak 
słuchać  przez  całą  noc,  ale  śmiertelnie  zmęczona  juŜ 
wkrótce zapadła w sen. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
 

Nie  znała  tej  szykownej,  szafirowej  sukienki,  ale 

widocznie  została  kupiona,  Ŝeby  sprawić  przyjemność 
Lucowi. A pantofelki? Catherine skrzywiła się na widok 
niskich  obcasów.  Musiała  się  strasznie  śpieszyć,  kiedy  je 
kupowała.  Absolutnie  nie były  w  jej  guście,  ale  pasowały 
do sukienki. Zaskoczona była tym odkryciem, poniewaŜ 
nie miała talentu do dopasowywania swej garderoby. Luc 
dobrze  musiał  przetrząsnąć  jej  bagaŜe,  Ŝeby  dokonać 
takiej sztuki. 

Kiedy  się  obudziła,  nie  byk)  go  przy  niej.  Ubranie 

przyniesiono po śniadaniu. Przebrała się natychmiast, choć 
wysiłek  ten  osłabił  ją  bardzo.  Pielęgniarka  miała  trochę 
pretensji o to, Ŝe nie poproszono jej o pomoc i dodała, 
Ŝ

e  zaraz  przyjdzie  doktor  Ladwin,  Ŝeby  ją  zbadać. 

Catherine  miała  nadzieję,  Ŝe  Luc  będzie  tu  wcześniej. 
Denerwowała  się  w  przewidywaniu  pytań,  na  które  nie 
będzie w stanie odpowiedzieć. 

Pocieszała  się,  Ŝe  okres,  którego  nie  pamięta,  to 

zaledwie kilka tygodni. A kilka tygodni to jeszcze nie jest 
całkowita utrata pamięci. 

Niepokoiły  ją  jednak  pewne  drobne  fakty.  Kiedy 

ś

cięła  włosy?  Bóg  jeden wie,  kiedy  była  ostatni  raz  u 

fryzjera. Do tego te ręce! Chyba szorowała nimi podłogę! 
I  ten  zabawny,  mały  ślad  na  serdecznym  palcu,  jakby  po 
pierścionku, którego przecieŜ nigdy nie nosiła. 

Nie rozpoznawała teŜ zawartości swojej torebki. Obca 

nawet  była  portmonetka,  zawierająca  mnóstwo  drobnych 
banknotów. Znalazła tam zarówno dolary, jak i funty, ale 
nie  było  w  niej  kart  kredytowych,  ani  Ŝadnej  fotografii 
Luca. Nawet kosmetyki róŜniły się od 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          61 

 
tych,  których  zwykle  uŜywała.  A  co  się  stało  z  jej 
paszportem? 

Propozycja,  jaką  zrobił  Luc  poprzedniego  wieczora, 

wydała  się jej teraz nierealna, jak ze snu.  Luc  nie był taki, 
jakim go pamiętała i to było najbardziej oszałamiające ze 
wszystkiego. 

Gdy w Szwajcarii skręciła nogę w kostce, Luc wpadł we 

wściekłość. Powiedział, Ŝe jest jedyną osobą, której udało 
się w Alpach skręcić nogę, nie dotykając nawet nart Stał 
przy niej w szpitalnym ambulatorium, czyniąc złośliwe 
uwagi  na  temat  jej  ulubionych  wysokich  obcasów. 
Pewnie  tamtejszy  lekarz  pomyślał,  Ŝe  Luc  to  jakiś 
okrutny potwór, ale sama Catherine była innego zdania. 

Jej  cierpienie  zdenerwowało  go  i  wytrącony  z  rów-

nowagi  zareagował  z  wrodzoną  agresją.  Gdy  mówił,  Ŝe 
zabije ją, jeśli zobaczy ją znowu na wysokich szpilkach, to 
wyraŜał w ten szorstki sposób troskę o nią. 

Ostatniego  wieczora  Luc  nie  był  zły.  Poprosił,  Ŝeby 

wyszła  za  niego  za  mąŜ.  Czy  to  moŜe  być  prawda?  Nie 
mogła  sobie  przypomnieć,  kiedy  doszło  do  tak  zaska-
kującej zmiany w ich związku. A właśnie jej obecność z 
nim w Londynie, podczas gdy zawsze podróŜował sam, 
była  najlepszym  świadectwem  zmiany  w  jego 
zachowaniu. Ale co się do tego przyczyniło? 
Drzwi otworzyły się. Wszedł Luc, a za nim lekarz. 

Ginąca  w  obszernym  fotelu,  ze  łzami  lśniącymi  na 

drŜących  rzęsach,  mimo  kosztownego  stroju  sprawiała 
wraŜenie istoty samotnej i bezbronnej. 
Luc podszedł szybko i przykucnął przy niej. 

-  Dlaczego  płaczesz?  -  zapytał.  -  Czy  ktoś  sprawił 

ci przykrość? 

Jeśliby  tak  było,  ten  ktoś  zostałby  stąd  natychmiast 

wyrzucony.  Luc  reagował  gwałtownie,  jak  prawdziwy 
Włoch.  Opiekuńczy,  z  silnym  instynktem  posiadacza, 
gotów do natychmiastowej walki w jej obronie. 

- Jeśli ktoś cię skrzywdził, muszę to wiedzieć. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

62             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

- Jestem przekonany, Ŝe nie mógł tego zrobić nikt z 

naszego  personelu  -  doktor  Ladwin  zdecydowanie 
uprzedził jakiekolwiek sugestie. 

Luc  podał  Catherine  czystą  chusteczkę,  wypros-

tował się i powiedział spokojnie: 

- Ona jest bardzo wraŜliwa. 

Catherine  zmieszała  się  bardzo.  Pośpiesznie  otarła 
wilgotne policzki i powiedziała: 

-  Tutejszy  personel  jest  wspaniały,  Luc.  Jestem 

trochę roztrzęsiona, to wszystko. 

-  Jak  juŜ  próbowałem  panu  wyjaśnić  pół  godziny 

temu,  panie  Santini  -  burknął  lekarz  -  amnezja 
wywołuje stany lękowe. 

-  A  ja  juŜ  takŜe  panu  wyjaśniłem,  Ŝe  nie  powinno 

to pana obchodzić. 

Catherine  przyglądała  się  im  niepewnie.  Wyraźnie 

wyczuwało  się  tu  wzajemny  antagonizm.  Luc  kaŜde 
słowo wypowiadał lodowatym tonem. 
Doktor zwrócił się do niej: 

-  Musi  pani  czuć  się  nie  najlepiej,  panno  Parrish. 

Czy  nie  wolałaby  pani  tu  pozostać  i  porozmawiać  z 
jednym z moich kolegów? 

Groźba,  Ŝe  coś  moŜe  oddalić  ślub,  przeraziła  Cat-

herine. 

-  Chcę  wyjechać  z  Lucem  -  odpowiedziała z  naci-

skiem. 

- Czy jest pan zadowolony? - Luc spojrzał na 

lekarza. 

- Wygląda na to, Ŝe muszę. 

Ladwin  podał  rękę  na  poŜegnanie  i  wyszedł.  Luc 
uśmiechnął się do niej: 

- Samochód czeka. 
-  Nie  mogę  znaleźć  mojego  paszportu  -  wyznała, 

przygotowana  na  to,  Ŝe  uśmiech  zniknie  z  jego 
twarzy. Luc zawsze wpadał w złość, gdy coś gubiła. 

- Uspokój się. Ja go mam. Odetchnęła z ulgą. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          63 

 

-  Myślałam,  Ŝe  go  zgubiłam...  razem  z  naszymi 

kartami kredytowymi i kilkoma fotografiami. 

-  Zostawiłaś  je  w  Nowym  Jorku.  Uśmiechnęła  się 

wobec prostoty tego wyjaśnienia. 
No tak, zawiniło jej zwykłe roztargnienie. 

-  Dlaczego płakałaś?  
Zaśmiała się: 
-  Nie wiem - skłamała. I pomyślała w duchu: Czy 

ktoś  mnie  skrzywdził?  Kochała  Luca,  ale  dobrze 
wiedziała, Ŝe moŜe on ją i zranić, i uszczęśliwić. 

-  Gdy  jestem  z  tobą,  nie  masz  się  czego  lękać  -

zapewnił. 
Od  chwili,  kiedy  spotkała  Luca,  lęk  był  stałym 
elementem  jej  codziennej  egzystencji.  Dręczące  po-
czucie  braku  bezpieczeństwa  z  czasu,  gdy  jako 
dziecko pozbawiona była domu rodzinnego, spędzało 
jej sen z powiek. 

-  Dlaczego  chcesz  się  ze  mną  oŜenić?  -  zapytała, 

gdy byli juŜ w windzie. 

-  Nie  potrafię  wyobrazić  sobie  Ŝycia  bez  ciebie. 

Czy  nie  uwaŜasz  jednak,  Ŝe  moglibyśmy  odłoŜyć  tę 
tak  bardzo  prywatną  rozmowę  do  czasu,  gdy 
znajdziemy się w mniej publicznym miejscu? 

Catherine  dopiero  teraz  spostrzegła  uśmiechającą 

się  parę  starszych  ludzi,  którzy  razem  z  nimi  jechali 
windą,  i  zaczerwieniła  się  aŜ  po  korzonki  włosów. 
Była  tak  zajęta  własnymi  przeŜyciami,  Ŝe  nie 
zauwaŜyła,  iŜ  mają  towarzystwo.  Catherine  Santini. 
W  myślach  sprawdzała,  jak  brzmi  to  nazwisko, 
rozkoszowała się nim. 

ś

ycie nie zaczyna się jak w bajce: „Dawno, dawno 

temu...”,  ani  się  nie  kończy:  „I  Ŝyli  potem  długo  i 
szczęśliwie" - drwił kiedyś Luc.  

Ale  teraz,  nie  bacząc  na  tamte  słowa,  dawał  jej  w 

prezencie  marzenia,  jak  podarek  z  piękną  wstąŜką. 
Najwidoczniej  wszystko  moŜe  się  zdarzyć,  gdy  czło-
wiek nie traci nadziei i gorąco się modli. 

Kiedy szła do samochodu, zaskoczył ją panujący na 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

64             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

zewnątrz  upał.  Oczy  jej  spoczęły  na  kwitnących  róŜach 
wzdłuŜ muru szpitalnego i poczuła skurcz w Ŝołądku. 

- To juŜ lato - szepnęła. - A ty chorowałeś na grypę 

we wrześniu. 

Luc zdecydowanie pchnął ją w kierunku samochodu. 

No  tak,  oczywiście,  on  wiedział,  Ŝe  to  było  więcej niŜ 
kilka tygodni zaniku pamięci, ale nie chciał jej niepokoić. 
Teraz  wszystko  wydawało  się  bardziej  zrozumiałe.  Nic 
dziwnego, Ŝe Doktor Ladwin nie był zadowolony, Ŝe tak 
szybko  opuściła  szpital.  Nic  teŜ  dziwnego,  Ŝe  nie 
rozpoznała  ani  swego  ubrania,  ani  uczesania,  ani  nie 
rozumiała zmiany, jaka zaszła w Lucu. PrzecieŜ to był 
prawie cały rok jej Ŝycia. 

-

 

Luc,  co  się  ze  mną  stało?  -  zapytała  urywanym 

głosem. - Co się dzieje z moją głową? 

-

 

Nie  zadręczaj  się  tym.  Doktor  Ladwin  radził, 

Ŝ

ebym  nie  usiłował  pomagać  twojej  pamięci.  Powie 

dział,  Ŝe  potrzebujesz  spokoju  i  odpoczynku.  Napraw- 
dopodobniej pamięć powróci ci stopniowo. 

-

 

A jeśli nie? 

-

 

Jakoś  to  przeŜyjemy.  Mnie  nie  zapomniałaś. 

     - Przez chwilę w jego oczach widać było wyraźną 
satysfakcję. 

Nie  urodziła  się  jeszcze  taka  kobieta,  która  mogłaby 

zapomnieć  o  Lucu  Santinim.  MoŜna  go  było  kochać 
namiętnie  albo  nienawidzieć,  ale  w  Ŝadnym  razie 
zapomnieć. 

-

 

Czy  nie  myślisz  o  odłoŜeniu  ślubu?  -  zapytała 

z wymuszonym spokojem. 

-

 

Chcesz tego? 

Gwałtownie  potrząsnęła  przecząco  głową,  unikając 

spojrzenia  jego  dociekliwych  oczu.  Dlaczego  ciągle  tak 
boi  się  go  utracić?  PrzecieŜ  zaproponował  jej  małŜeń- 
stwo.  Co  jeszcze  mógłby  zrobić?  Czego  więcej  miałaby 
chcieć? 

On  jej  nie  kochał  i  w  dalszym  ciągu  nie  kocha.  Jeśli 

udało się jej przez to przejść, to tylko dzięki wytrwało- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          65 

 

ś

ci. Nie była wymagająca ani nieprzystępna, nie była teŜ 

zepsuta  ani  Ŝądna  władzy.  Była  lojalna,  nie  miała 
Ŝ

adnych  kochanków.  A  w  łóŜku...  Zaczerwieniła  się 

uświadamiając  sobie,  Ŝe  nigdy  nie  powiedziała  mu 
„nie", Ŝe z trudem panowała nad uczuciem rozkoszy, gdy 
tylko ją dotknął. Kochała go. I Luc zadowalał się tym, Ŝe 
jest kochany wiedząc, Ŝe Catherine nigdy nie poprosi go 
o  więcej,  niŜ  miał  zamiar  sam  jej  dać.  Tak  więc  moŜe 
chodzi mu teraz nie tyle o małŜeństwo, co o podniesienie 
jej rangi społecznej. Catherine buntowała  się  w  duchu 
przeciwko  takiej  prozaicznej  interpretacji,  ale  było  to 
lepsze niŜ całkowita odprawa. 

-  Ślub  odbędzie  się  za  kilka  dni  -  powiedział  Luc  

i podniósł słuchawkę telefonu. 

Widząc, Ŝe Catherine mu się przygląda, uśmiechnął się 

do niej, wyciągnął rękę i przytulił do siebie. 

-  Wyglądasz  na  szczęśliwą  -  stwierdził  z  zadowole- 

niem. 

Zrzuciła  pantofelki,  siedziała  bezruchu  rozkoszując  się 

błogim  ciepłem  jego  ciała  i  myślała,  Ŝe  jest  chyba 
najszczęśliwszą kobietą na świecie. Jeśli dołoŜy wszelkich 
starań,  Ŝeby  być  doskonałą  Ŝoną,  to,  być  moŜe,  Luc  ją 
pokocha. 

-  Utknęliśmy  w  korku  -  szepnęła  podniecająco 

i  szarpnęła  koniec  jego  krawata,  zdając  sobie  sprawę, 
Ŝ

e  zachowuje  się  z  o  wiele  większą  swobodą  niŜ  kie- 

dykolwiek  przedtem.  Przekonana,  Ŝe  juŜ  wkrótce  będą 
małŜeństwem, pozbyła się zwykłych zahamowań. 

Luc  nagle  zesztywniał,  z  trudem  kontynuując  roz-

mowę przez telefon. Catherine jedną ręką oparła się na jego 
udzie, a drugą ręką rozluźniła mu krawat. 

- Catherine... co robisz? 

Napotkawszy  spojrzenie  spokojnych,  złotych  oczu 

zaczerwieniła  się  i  zaczęła  rozpinać  guziki  jego  koszuli. 
Zrozumiała  jego  niedowierzanie  i  uśmiechnęła  się 
figlarnie.  Dotąd  Luc  pierwszy  ją  rozbierał.  To  do  niego 
naleŜała inicjatywa. Koniuszkami palców zaczęła pieś- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

66             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
cić  ciepłą  skórę,  z  czarnym,  kędzierzawym  zarostem. 
Ledwie  słyszalny,  przyśpieszony  oddech  i  napięcie  jego 
mięsni zachęciły ją do kontynuowania tej próby. 

Znajdowała  tyle  rozkoszy  w  samym  dotykaniu  Luca.  -

Jakie to wspaniale -pomyślała. I choć ze względu na stan 
zdrowia  nie  mogła  się  teraz  z  nim  kochać,  poczuła,  jak 
bardzo go pragnie. Gdy przybliŜyła swoje gorące usta do 
jego pałającego ciała i zaczęta całować go, gdzie się tylko 
dało,  począwszy  od  opalonej  szyi  aŜ  do  płaskiego, 
muskularnego brzucha, Luc gwałtownie drgnął i odrzucił 
słuchawkę telefonu. 

-  Catherine...  -  mruknął  karcąco,  lecz  z  widocz- 

nym podnieceniem. 

Jej mała rączka pobłądziła w kierunku jego uda. Gdy 

go dotknęła, głośno jęknął, a ją ogarnęło cudowne uczucie 
panowania nad nim. 

-

 

Catherine,  nie  powinnaś  tego  robić.  -  Jego  od 

dech był przyśpieszony i głośny, mówił niewyraźnie. 

-

 

Mnie  to  sprawia  przyjemność  -  wyznała  prawdę, 

z lekka oszołomiona swoją śmiałością. 

-

 

Per amor d i Dio, co się ze mną dzieje? - Z trudem 

łapał  oddech,  gdy  tymczasem  ona  koniuszkiem  języka 
musnęła jego brzuch powyŜej paska. 

-

 

A  co  się  dzieje?  -  zapytała  szeptem,  zatraciwszy 

się w rozkoszy. 

-

 

Cristo,  to  prawdziwe  piekło!  -  Niespodziewanie, 

gwałtownym  ruchem,  oderwał  się  od  niej.  -  Nie 
moŜemy tego robić. Jesteśmy juŜ prawie na lotnisku. 

-

 

Jesteśmy  w  korku.  -  Patrzyła  na  niego  swymi 

pięknymi  oczami,  pociemniałymi  od  poŜądania,  jakie 
go nigdy przedtem nie zaznała. 

Rzuciwszy  jakieś  niewyraźne  przekleństwo,  przy-

ciągnął  ją  blisko  do  siebie  i  ulegając  gwałtownej  Ŝądzy, 
wycisnął  na  jej  ustach  zapierający  dech  pocałunek. 
Wydawało  się,  Ŝe  w  tym  mocnym  uścisku  kaŜdy  jej 
nerw  ogarnęło  szaleństwo,  Przytuliła  się  do  niego 
całym ciałem, jego podniecenie, jego zapach, smak 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          67 

 

pocałunku wywołały cudowny zamęt w głowie, silny, jak 
odurzenie narkotykiem. 

Odrywając  usta,  ukrył  płonącą  twarz  w  jej  roz-

sypanych  włosach.  Słyszała  bicie  jego  serca  na  swej 
piersi,  czuła  wyraźnie,  jak  walczy,  Ŝeby  nie  stracić 
panowania nad sobą. Wreszcie odetchnął głęboko. 

-

 

Nie  jesteś  jeszcze  dostatecznie  silna,  Catherine. 

Powinnaś  odpoczywać  -  przypomniał  jej  szorstkim 
głosem.  -  A  więc  miej  trochę  litości  dla  mnie,  dobrze? 
Nie dręcz mnie. 

-

 

Nie  jestem  chora.  Czuję  się  doskonale.  -  Sama 

przed  sobą  udawała,  Ŝe  nie  czuje  pulsowania  u  pod 
stawy czaszki. 

Usadowił  ją  z  powrotem  wygodnie,  dając  do  zro-

zumienia, Ŝe ma swoje zdanie na ten temat 

-

 

Mówisz  tak  myśląc,  Ŝe  właśnie  to  chcę  usłyszeć. 

Jak  moŜesz  czuć  się  doskonale?  Z-całą  pewnością 
czujesz  się  paskudnie,  i  następnym  razem,  gdy  cię  o  to 
zapytam, tak właśnie masz odpowiedzieć. Jasne? 

-

 

Jak słońce. 

Chciało  jej  się  śmiać,  choć  ciało  buntowało  się. 

PrzecieŜ  odmówił  spełnienia  tego,  czego  pragnęli.  To 
wcale nie było zabawne. Ale gdyby nawet miał to być jej 
ostatni  dzień  Ŝycia,  rozkosznie  będzie  wspomnieć  jego 
pełne  niedowierzania  spojrzenie,  gdy  to  właśnie  ona 
przejęła inicjatywę. 

Zaskoczyła  go.  CzyŜ  kiedykolwiek  marzyła,  Ŝe 

potrafi tego dokonać? Jego reakcja sprawiła, Ŝe poczuła 
się grzeszną, wartą poŜądania i najbardziej uwodzicielską 
kobietą 

na 

ś

wiecie. 

czyŜ 

nie 

było 

to 

zadośćuczynieniem, Ŝe egocentryczny Luc zapanował nad 
swoją Ŝądzą ze względu na jej dobro? 

A  przecieŜ  Luc  mógł  potraktować  jej  zachętę  do-

słownie  i  zaspokoić  swoje  naturalne  pragnienie.  Fakt,  Ŝe 
jednak  pomyślał  o  niej,  to  jej  wielka  wygrana.  CzyŜ  ten 
objaw  troski  pozbawionej  egoizmu  nie  jest  juŜ  w 
połowie miłością? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

68             

SPOTKANIE PO LATACH 

Bezgranicznie  szczęśliwa  Catherine  słuchała,  jak  Luc 

przekazywał zwiezie instrukcje jakiemuś nieszczęśliwcowi, 
drŜącemu zapewne ze strachu po drugiej stronie telefonu. 

Przejechali przez płytę lotniska z ogromną szybkością, 

roztrącając niemal znajdujących się tam ludzi, a człowiek 
z ochrony Luca gorliwie czuwał, Ŝeby Ŝaden z reporterów 
ani fotografów nie zakłócił jego spokoju. Luc strzegł swej 
intymności, sprawiając tym zawód niejednej gazecie. 

-  Kim  jest  ta  blondynka,  panie  Santini?  –  wykrzyk- 

nął ktoś ochryple. 

Luc  odwrócił  się  i  bez  Ŝadnego  ostrzeŜenia  objął 

Catherine ramieniem. 

-  To  przyszła  pani  Santini  -  oznajmił,  wprawiając 

wszystkich w zdumienie. 

Po  chwili  ciszy  wybuchła  wrzawa  okrzyków  i  pytań, 

zamigotały flesze aparatów fotograficznych. Ale to był juŜ 
koniec  niezwykłej  u  Luca  wspaniałomyślności  dla 
dziennikarzy. 

Stało  się  to  wtedy,  gdy  przez  pole  startowe  szli  do 

odrzutowca.  Coś  niepojętego,  strasznego  zmusiło  ją  do 
zatrzymania  się.  Zmroziło  ją  śmiertelne  przeraŜenie. 
Zobaczyła nagle starą, siwą kobietę o miłej twarzy, która 
mówiła do niej błagalnie: 

- Nie wolno ci tego zrobić... nie wolno! 

Po chwili obraz ten znikł, a Catherine blada, osłabła od 

ogarniającego  ją  niezwykłego,  irracjonalnego  strachu, 
spojrzała na samolot. 

-

 

Nie mogę tam wejść - wyjąkała. 

-

 

Catherine - Luc groźnie spojrzał na nią. 

-

 

Nie  mogę...  nie  mogę!  Nie  wiem  dlaczego,  ale  nie 

mogę!  -Z  rękami  uniesionymi  do  góry,  w  ogarniającej 
ją histerii zaczęła się cofać. 

Luc, pokonując siłą jej opór, uniósł ją w ramionach. Pod 

wpływem  niepojętego,  gwałtownego  strachu  walczyła 
zaciekle: 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          69 

 

-

 

Nie chcę wsiąść do samolotu! 

-

 

Teraz  nie  masz  juŜ  nic  do  gadania  -  Luc  trzymał 

ją  mocno  w  uścisku.  -  Porywam  cię.  Potraktuj  to  jako 
ucieczkę  z  ukochanym.  Dzień  dobry,  kapitanie  Edgar. 
Proszę  nie  zwracać  uwagi  na  moją  narzeczoną.  Boi  się 
wszystkiego, co lata, a nie ma ptasich piór. 

Pilot,  starając  się  nie  okazać  Ŝadnego  zdziwienia, 

powiedział: 

- Lot będzie spokojny, panie Santini. 

Luc  umieścił  Catherine  na  siedzeniu,  zapiął  jej  pas  i 

poradził: 

-  Odetchnij  teraz  głęboko  i  opanuj  się.  Pomyśl 

sobie, Ŝe to pierwszy dzień twojego nowego Ŝycia. 

Z  trudem  łapiąc  oddech  spojrzała  na  niego  szeroko 

otwartymi oczami. 

-

 

Zobaczyłam  tę  kobietę.  Coś  sobie  przypominam. 

Powiedziała, Ŝe nie wolno mi tego robić... 

-

 

Ale czego? 

-

 

Nie wiem. 

Zdając sobie sprawę ze śmieszności swego zachowania, 

mówiła dalej słabym głosem: 

-  Miałam  takie  uczucie,  Ŝe  nie  powinnam  wsiadać  do 

samolotu, Ŝe coś za sobą zostawiam. AŜ się przeraziłam. 

- Czy teraz teŜ się boisz? 

-  Nie,  skądŜe!  -  Zaczerwieniła  się.  -  Wybacz. 

Zachowałam się idiotycznie. 

-

 

To  był  przebłysk  pamięci.  Widać,  Ŝe  pamięć  ci  juŜ 

wraca. 

-

 

Tak  myślisz?  -  Była  zaskoczona  jego  chłodnym 

tonem  i  twardym  spojrzeniem.  -  Dlaczego  tak  się 
przeraziłam? 

-

 

To  był  nagły  wstrząs  -  wyjaśnił  spokojnie.  -  Nie 

było to miłe przeŜycie. 

Lot  trwał  dwie  godziny.  W  samolocie  byli  teŜ 

steward  i  stewardesa,  dwaj  ludzie  z  ochrony,  ugrzecz-
niony  asystent,  notujący  wszystko,  co  mówił  Luc,  i 
jego osobista, zgrabna sekretarka. Gdy Catherine 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

70             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

napotykała  wzrokiem  kogoś  z  nich,  odwracali  po-
ś

piesznie  oczy,  jakby  była  zadŜumiona.  Gestem  ręki 

przywołała stewardesę: 

-

 

Czy mogę prosić o jakieś pismo? 

-

 

Nie  mamy  na  pokładzie  Ŝadnej  prasy,  panno 

Parrish.  Przykro  mi.  -  Stewardesa  powiedziała  to 
w  sposób  nienaturalny,  unikając  jej  wzroku.  -  MoŜe 
zje pani teraz lunch? 

-

 

Nie, dziękuję. 

Dziwne,  Ŝe  na  pokładzie  nie  było  nawet  miesięcz-

nika. ChociaŜ i tak mogłaby go tylko obejrzeć. Prędzej czy 
później  będzie  zmuszona  powiedzieć  Lucowi,  Ŝe  jest 
dyslektykiem.  Skuliła  się  na  samą  myśl  o  tym.  Nie 
przypuszczała  nigdy,  Ŝe  uda  jej  się  tak  długo  oszukiwać 
Luca. Ale właśnie on jakoś to jej ułatwiał. 

Jeśli trzeba było wybrać coś z karty, robił to zawsze on. 

Godził  się  z  tym,  Ŝe  wolała  ustnie  przekazać  mu 
informację  telefoniczną,  niŜ  ją  zapisać,  i  zaskakująco 
cierpliwie  wybaczał  jej,  gdy  zapomniała  o  jakimś 
szczególe.  Kiedyś  kupiła  jedną  ksiąŜkę  i  połoŜyła  na 
widoku, ale Luc nigdy nie zapytał o jej treść. 

Pamiętała,  Ŝe  w  szkole  często  nazywano  ją  głupią 

niedojdą,  zanim  odkryto  prawdziwą  przyczynę.  Wszyscy 
nauczyciele  opuszczali  ręce  na  samą  wzmiankę  o 
dysleksji.  Luc moŜe jeszcze zmienić zdanie,  gdy dowie 
się, Ŝe chce się oŜenić z kobietą, dla której słowa pisane są 
tylko niewyraźną plamą. 

Gdy  wylądowali  w  Rzymie,  powiedział  jej,  Ŝe  dalej 

polecą helikopterem. 

-

 

To gdzie, się zatrzymamy? - zdziwiła się. 

-

 

Nie byle gdzie. Jedziemy do naszego domu. 

-

 

Do  naszego  domu?  -  powtórzyła  zaskoczona. 

- Kupiłeś dom? 

Luc machnął ręką: 

-

 

Poczekaj, sama zobaczysz. 

-

 

Nie  byłam  w  nim  przedtem,  prawda?  To  nie  jest 

jeszcze coś, o czym zapomniałam? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          71 

 

-  Nigdy  przedtem  nie  byłaś  we  Włoszech  -  uspo- 

koił ją. 

Nie  znosiła  lotu  helikopterem  i  koniecznie  chciała 

siedzieć  z  tyłu,  rezygnując  z  oglądania  wspaniałych 
widoków.  Huk  wirników  i  ból  głowy  pogorszyły  jej 
samopoczucie.  Siedziała  pochylona  do  czasu,  kiedy 
znów dotknęli twardego gruntu. 

Luc  pomógł  jej  wydostać  się  z  helikoptera  i  cicho 

zapytał: 

- Paskudnie? 

-

 

Paskudnie  -  odpowiedziała  ze  ściśniętym  gard- 

łem. 

-

 

Powinienem  był  to  przewidzieć,  ale  chciałem, 

Ŝ

ebyś zobaczyła Castelleone z góry. 

Odprowadził ją kilka metrów i ostroŜnie obrócił. 

- To wspaniały widok, nie sądzisz? 

     Upadłaby, gdyby jej nie podtrzymał, bo aŜ ugięły się 
pod  nią  nogi.  Castellepne  był  jak  cudowny,  bajkowy 
pałac  z  mnóstwem  wieŜyczek  i  iglic,  na  tle  wzgórz 
bujnie porośniętych drzewami. Było juŜ późne popołudnie, 
słońce  odbijało  się  w  szybach  niezliczonych  okien,  a 
jasne,  kamienne  mury  rzucały  cień  na  lilie  wodne 
porastające fosę wokół zamku. 

-

 

Gdy  go  odkryłem,  nie  był  na  sprzedaŜ.  Nie  był  teŜ 

tak ładny, jak teraz. 

-

 

Ładny?  -  zaprotestowała,  odzyskując  zdolność 

mówienia. - Jest piękny! Musiał kosztować fortunę. 

-

 

Miałem  pieniędzy  jak  lodu  i  nie  było  na  co  ich 

wydać  -  pogłaskał  ją  pieszczotliwie  po  włosach.  -  Bu- 
dowla  ta  znajduje  się  na  liście  zabytków,  co  jest  diablo 
niewygodne.  Jej  odnowienie  musiało  być  właściwie 
restauracją.  Eksperci  to  ludzie  wtrącający  się  do 
wszystkiego, ale doszliśmy do porozumienia. 

-

 

Powiedziałeś,  Ŝe  gdy  zobaczyłeś  zamek  po  raz 

pierwszy, nie był na sprzedaŜ. 

-

 

Wszystko  ma  swoją  cenę,  bella  mia.  -  Objął  ją 

ramieniem z czułym uśmiechem. - Ostatni właściciel 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

72             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
nie  był  specjalnie  przywiązany  do  tego  zamku. 
Zbytnio obciąŜał jego finanse. 

- Czy juŜ mi o tym kiedyś opowiadałeś? 
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. Poprowadził ją 

do  pięknego,  kamiennego  mostku,  łączącego  dwa 
brzegi  fosy.  Przez  otwarte  wysokie  drzwi  weszli  do 
holu pokrytego wspaniałymi freskami. 

-  Nigdy  nie  widziałam  czegoś  równie  pięknego  -

szepnęła. 

-  Trzeba  przyznać,  ze  nie  w  kaŜdym  domu  moŜna 

zobaczyć  tyle  cherubinów  i  nimf  z  odkrytymi  pier-
siami.  Tu  się  z  tobą  zgadzam  bez  zastrzeŜeń  -  zaŜar-
tował  Luc.  -  Pierwszy  budowniczy  nie  odznaczał  się 
najlepszym gustem. 

-  Jeśli  nie  podoba  ci  się,  to  dlaczego  go  kupiłeś? 

Wzruszył ramionami. 

- To lokata kapitału.

                        

-  Czy  to  oznacza,  Ŝe  zamierzasz  go  sprzedać?  - 

zapytała z wyraźnym przeraŜeniem. 

- Nie, jeśli tylko chcesz zamieszkać z tymi wszyst-

kimi nagimi damami. 

- One mi nie przeszkadzają. 
- Miałem nadzieję, Ŝe właśnie to powiesz. 

Luc zauwaŜył jej bladość i czarne sińce pod oczami. 

- Myślę, Ŝe powinnaś się połoŜyć. 
- Jeszcze nie. Chcę zobaczyć cały zamek. 

    Jeśli  był  to  tylko  sen,  Ŝe  Luc  zamierza  się  z  nią 
oŜenić  i  zamieszkać  w  tej  wspaniałej  budowli,  to  nie 
chciała się budzić. 

-  Dość  juŜ  miałaś  wraŜeń,  jak  na  jeden  dzień.     

ChociaŜ Catherine skierowała się juŜ w stronę 
otwartych  drzwi  wejściowych,  Luc  zdecydowanie 
wziął ją na ręce. 

- Dlaczego się uśmiechasz? 
-  Bo  czuję  się  tak,  jakbym  umarła  i  dostała  się  do 

raju, i... - zawahała się, spoglądając na niego z uwiel-
bieniem - tak bardzo cię kocham. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          73 

 

Silny  rumieniec  oblał  jego  policzki.  Luc  zacisnął 
szczeki. 

-  Nie jestem święty. 
-  Mogę Ŝyć z twoimi wadami. 
-  Będziesz  musiała.  O  rozwodzie  nie  masz  co 

marzyć. 

- To nie jest zbyt romantyczne, mówić o rozwodzie 

przed ślubem. 

-  Catherine...  przecieŜ  powinnaś  juŜ  wiedzieć,  Ŝe 

nie  jestem  romantycznym  facetem.  Nie  jestem  ani 
poetyczny,  ani  sentymentalny,  ani  idealistyczny  -  po-
wiedział ponuro.

             

-    Gdy  się  kochamy,  mówisz  po  włosku  - 

zauwaŜyła cicho. 

- AleŜ to mój pierwszy jeŜyk! 
Z  niezrozumiałego  powodu  pogorszył  mu  się  hu-

mor.  Postanowiła  dać  spokój.  To  juŜ  jego  sprawa, 
jeśli uwaŜał, Ŝe porwanie jej, przywiezienie do zamku 
we  Włoszech  i  poślubienie  w  ciągu  kilku  dni  nie  jest 
romantyczne. Zdecydowała, Ŝe lepiej okazywać mniej 
entuzjazmu.  Tak,  ale  to  takie  trudne.  Choć  czuła  się 
słaba  i  wyczerpana,  nie  mogła  oprzeć  się  pragnieniu, 
Ŝ

eby połoŜyć się koło niego, kochać go i całować. 

Na szczycie schodów, które, zdawało się, nie miały 

końca,  Luc przystanął i przedstawił ją niskiemu męŜ-
czyźnie  o  imieniu  Bernardo,  który  był  bardzo  dumny 
z nadanego mu tytułu majordomusa. Catherine uśmie-
chnęła się do niego promiennie. 

v

 

Luc  pchnął  drzwi,  wniósł  ją  do  duŜego  pokoju  i 

połoŜył  na  łóŜku.  Było  to  łóŜko  z  przepysznym, 
brokatowym  baldachimem  z  frędzlami  Jęknęła  z  za-
chwytu. To łóŜko było zdecydowanie w jej guście. 

Z zadowoleniem na twarzy Luc powiedział: 
-    Za  pół  godziny  przyjdzie  do  ciebie  lekarz.  Po-

staraj się nie zrobić na nim wraŜenia, jakbyś wypiła za 
duŜo sherry. 

-  Po co mi jeszcze jeden lekarz? 
-  Amnezja jest trochę niebezpieczna, przynajmniej 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

74             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

niektórzy  tak  mówią.  Nigdy  nie  widziałem  cię  w 
takim stanie, jak teraz... a w kaŜdym razie od dawna. 

-  Nigdy przedtem nie prosiłeś mnie o rękę - szep-

nęła nieśmiało. 

-  PowaŜne niedopatrzenie. Nigdy teŜ nie próbowa-

łaś  uwieść  mnie  w  samochodzie.  -  Przyglądał  się  jej 
bacznie  złocistymi  oczami,  a  potem  nagle  odwrócił 
wzrok.  -  Mam  nadzieję, Ŝe  doktor  Scipione  nie wyda 
ci  się  zbyt  natrętny.  Według  niego  czas  leczy 
wszystkie  rany.  -  Luc  skierował  się  do  drzwi 
zwinnym  krokiem  lamparta  na  polowaniu.  -  Zaraz 
przyjdzie tutaj Ŝona Bernarda, pomoŜe ci się rozebrać 
i połoŜyć do łóŜka. 

- Ja nie potrzebuję... 
-  Catherine  -  przerwał  jej  -  moja  przyszła  Ŝona 

moŜe przynajmniej liczyć na to, Ŝe nie będzie musiała 
absolutnie nic robić, zachowując siły do innych, waŜ-
niejszych spraw. 

-  Czy  to  będzie  jedyna  korzyść  z  małŜeństwa?  - 

zapytała z figlarnym błyskiem w oczach. 

Obrzucił  ją  spojrzeniem  zmruŜonych,  ciemnych 

oczu,  tak  Ŝe  poczuła  gorąco  w  całym  ciele  i  ucisk  w 
Ŝ

ołądku. 

- Zostawiam to twojej wyobraźni, bujnej, na ile cię 

znam. Buona sera, cara. Zobaczymy się jutro. 

- Jutro? - Usiadła zaskoczona. 
-  Odpoczywaj  i  o  nic  się  nie  martw  -  nakazał  jej 

Luc z uśmiechem i zamknął drzwi. 

Patrzyła na wspaniały baldachim. Flirtowałaś z Lu-

cern - odezwał się w niej cichy wewnętrzny głos. Nie 
pamięta, Ŝeby robiła to kiedykolwiek przedtem. Zwy-
kle bardzo się piklowała i starannie dobierała słowa w 
rozmowie  z  Lucern.  Tylko  na  samym  początku  była 
tak naiwna, Ŝe zdradzała się z tym, co myśli. 

Teraz  juŜ  nie  bała  się  Luca.  Jak  i  kiedy  do  tego 

doszło?  Bez  wątpienia  w  ciągu  ostatniego  roku.  Luc 
jednak powiedział, Ŝe dawno nie widział jej takiej. Co 
to  znaczy?  Przyciskając  do  bijącego  serca  poduszkę, 
pomyślała, Ŝe jest bardzo szczęśliwa. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ PIĄTY

 

 

Całe  rzędy  wieszaków  w  garderobie  wprawiły  w 

zdumienie  Catherine.  Pokojówka  Guilia,  zachęcona 
przez  nią,  otworzyła  szerzej  drzwi  szaf:  stroje  na 
dzień,  stroje  na  wieczór,  ubrania  na  weekend,  półki 
pełne  delikatnej  jak  pajęczyna,  wspanialej  bielizny  i 
rzędy  pantofli,  wszystko  ułoŜone  według  odcieni 
poszczególnych  kolorów.  Ten  porządek  został 
zrobiony z myślą o kobiecie, która nie najlepiej radzi 
sobie z dobieraniem kolorów. Oszołomiona Catherine 
pomyślała, Ŝe to dla niej Luc kupił tę całą garderobę. 

Tak ogromnej kolekcji nie dałoby się zebrać z dnia 

na dzień. Zaskoczona pomyślała, Ŝe Luc musiał juŜ od 
miesięcy  planować  sprowadzenie  jej  do  Włoch.  Gdy 
palcami głaskała jedwabną długą suknię, zaniepokojo-
na  Guilia  nieśmiało  napomknęła,  w  co  powinna  się 
teraz przebrać. 

Grazzie, Guilia. 
- Pręgo, signorina. 
Guilia wyjęła z szafy bieliznę i pantofle. Catherine 

zrozumiała,  Ŝe  Guilia  teŜ  była  częścią  uknutego 
wcześniej  planu.  Miała  w  jak  najbardziej  taktowny 
sposób  nauczyć  ją  ubierać  się  na  róŜne  okazje.  Luc 
przemyślał wszystko aŜ do najmniejszego szczegółu. 

 
Była  ósma  wieczór.  Spała  całą  dobę,  mając  juŜ  za 

sobą  pierwszy  dzień  pobytu  w  Castelleone.  Poprzed-
niego  wieczora  Ŝona  Bernarda,  Francesca,  długo  się 
koło  niej  krzątała  troskliwie  i  z  wielką  Ŝyczliwością, 
aŜ  połoŜyła  ją  wreszcie  do  łóŜka.  Odwiedził  ją  teŜ 
wtedy  po  raz  pierwszy  doktor  Scipione,  niski, 
korpulentny 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

76             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

męŜczyzna,  podobny  do  Świętego  Mikołaja.  Sprawiał 
wraŜenie; Ŝe wszystko doskonale rozumie. 

Dopiero  gdy  wyszedł,  uświadomiła  sobie,  jak  wesoło 

paplała przez cały czas, gdy był u niej. Przez moment tylko 
poczuła się nieswojo, gdy powiedział: 

-

 

Czasami  mózg  zapomina  o  czymś,  czego  nie  chce 

pamiętać.  Zatrzaskują  się  w  nim  jakieś  drzwi  w  samo 
obronie. 

-

 

A  przed  czym  ja  miałabym  się  bronić?  -  Zaśmiała 

się. 

-

 

Proszę  samą  siebie  zapytać,  co  panią  najbardziej 

przeraŜa,  bo  moŜe  właśnie  tam  jest  odpowiedź.  MoŜe 
gdy  zda  sobie  pani  sprawę  z  przyczyny  tego  lęku,  pani 
mózg  otworzy  te  drzwi.  Ale  myślę,  Ŝe  nie  jest  jeszcze 
pani gotowa na ten moment. 

Czego  się  obawia  najbardziej?  Kiedyś  bała  się,  Ŝe 

utraci  Luca,  ale  teraz,  gdy  Luc  chce  się  z  nią  Ŝenić,  to 
dawne uczucie niepewności powinno zniknąć na zawsze. 
Jak  dotąd  jednak  słabe  sygnały  napływające  z 
zakamarków  jej  pamięci,  chociaŜ  niepokoiły,  nie  miały 
siły sygnałów ostrzegawczych. 

Catherine,  w  dopasowanej  sukni  wiśniowego  koloru, 

usiadła przy pięknej toaletce w stylu gotyckim i uśmiechnęła 
się  do  leŜących  tam  znajomych  przedmiotów.  Był  tam 
zegarek z wygrawerowaną datą ich pierwszego spotkania. 
Gdy nakładała go na rękę, zastanowiła się, jak długo go nie 
nosiła. A oto otwarte skórzane puzderko, a w nim piękny 
diamentowy  naszyjnik i kolczyki.  I drugie, z migoczącą 
bransoletką. Wspomniała z rozmarzeniem BoŜe Narodzenie 
w Szwajcarii i jej urodziny. 

Wychodząc  z  sypialni  wyjrzała  na  taras  biegnącej 

wokół  murów  galerii.  Daleko  w  dole  widniała  łysina 
Bernarda. Zeszła na dół i powiedziała po włosku: 

- Buona sera, Bernardo. Dov'e signor Santini? 

Bernardo  wyglądał  na  zaniepokojonego.  Załamywał 

ręce i mruczał coś niezrozumiale. W wielkim holu dudniły 
echem podniesione głosy dwóch osób. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          77 

 

Otworzyły  się  jedne  z  licznych  drzwi.  Wysoka, 

czarnowłosa kobieta mówiła coś głośno najwidoczniej do 
Luca, którego nie było widać. A moŜe o coś prosiła? 

Catherine wytęŜyła słuch. Natychmiast rozpoznała glos 

Rafaelli  Peruzzi.  Była  to  chyba  jedyna  kobieta,  która 
miała odwagę dyskutować z Lucern i nie traciła pracy pod 
koniec  dnia.  Zajmowała  w  jego  Ŝyciu  miejsce  bliŜej  nie 
określone,  gdzieś  pomiędzy  dawną  przyjaciółką  a 
urzędniczką.  Była  zarazem  jedną  z  najzdolniejszych  kobiet 
pracujących w firmie Santini Electronics. 

Wychowała  się  razem  z  Lucern.  Była  uparta,  bez-

względna i absolutnie oddana jego sprawom. Na jakimś 
etapie  dzieliła  z  nim  równieŜ  łóŜko.  Rafaella  była 
cząstką przeszłości Luca. 

- Masz sześć tygodni. Naciesz się nimi, na ile potrafisz -

zadrwiła, gdy spotkały się po raz pierwszy. - U Luca nigdy 
nie trwa to  dłuŜej niŜ trzy  miesiące,  a wziąwszy pod  uwagę 
twój  styl  ubierania  się,  kochanie,  następne  sześć  tygodni 
byłyby dla niego cięŜkim doświadczeniem. 

Doszedł  do  niej  cichy  głos  Luca.  Rafaella  wybuchła 

tłumionym  szlochem  i  zaczęła  coś  znowu  mówić  po 
włosku  urywanym  głosem.  Catherine  cofnęła  się  za-
wstydzona, Ŝe nie uczyniła tego wcześniej. Wiedziała, co 
było  powodem  tej  tragedii.  Wczoraj  Luc  publicznie 
powiedział o swoich planach 

Luc  był  słońcem,  wokół  którego  krąŜyła  Rafaella. 

Choć  teraz  zdawała  sobie  sprawę,  Ŝe  przekracza  wy-
znaczone  przez  Luca  granice,  jeszcze  próbowała  coś 
zmienić.  Była  uparta  i  wytrwała.  To,  co  najbardziej 
niepokoiło Catherine w Rafaelli, to jej podobieństwo do 
Luca. Nieraz myślała, Ŝe Luc i Rafaella przyszli na świat 
jako przeznaczeni dla siebie partnerzy. 

Drzwi trzasnęły z hukiem. Bernardo błyskawicznie się 

ulotnił,  ale  Catherine  nie  była  dostatecznie  szybka. 
Rafaella  obeszła  ją  wkoło  jak  rekin-morderca  zwabiony 
ś

wieŜym  mięsem.  Z  jej  bezlitosnych  oczu  wyzierała 

wściekłość i nienawiść. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

78             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Ty  dziwko!  -  rzuciła  obelgę,  przechodząc  do 

bezpośredniego  ataku.  -  On  nie  chciał  mi  uwierzyć,  ale 
ja  wrócę,  jak  tylko  będę  miała  dowody.  A  gdy  uda  mi 
się  go  przekonać,  wyrzuci  cię  jak  śmieć  i  nigdy  ci  nie 
wybaczy! 

-

 

Rafaela! - uciął groźnie Luc. 

Rzuciła mu ostre, pełne goryczy spojrzenie.

 

-  Przyjrzałam  się  dokładnie  kaŜdej  kobiecie,  z  któ- 

rą  miałeś  do  czynienia.  Ona  z  pewnością  jest  najba-r 
dziej  niebezpieczna.  I  pamiętaj,  mój  drogi  -zakończyła 
proroczo, idąc w kierunku drzwi - nacierpisz się przez

 

nią niemało.

 

Bernardo  znów  pojawił  się  jak  spod  ziemi  i  od-

prowadził  ją  do  wyjścia.  Catherine  z  wolna  odzyskała 
oddech.  Okrutna  reakcja  nie  panującej  nad  sobą 
Rafaelli wstrząsnęła nią boleśnie. Była teŜ zaskoczona jej 
groźbami.  W  co  nie  chciał  uwierzyć  Luc?  Co  Rafaellą 
ma  zamiar  udowodnić?  Czego  Luc  ma  jej  nigdy  nie 
wybaczyć?

 

-

 

O  czym  ona,  na  litość  boską,  mówiła?  –  wyszep- 

tała roztrzęsiona. 

-

 

To nie dotyczyło ciebie. 

Wiedziała,  Ŝe  to  nieprawda.  Luc  objął  ją  ramieniem  i 

poprowadził do wspaniale urządzonego salonu.  

- Nie przejmuj się Rafaellą - dodał.

 

-

 

Dlaczego? - zapytała niespokojna. 

-

 

Od  dziś  nie  pracuje  juŜ  u  mnie  -  powiedział  Luc 

zimno, bez jakichkolwiek sentymentów. 

Catherine natychmiast poczuła się winna.  Gdyby  nie 

sterczała  w  holu,  prawdopodobnie  nie  doszłoby  do  tego 
przykrego incydentu.

 

-  Luc,  weź  pod  uwagę,  Ŝe  ona  była  strasznie  zde 

nerwowana.

 

-  O  co  ci  chodzi?  -  z  niedowierzaniem  zapytał  Luc. 

-  Ona  na  twoim  miejscu  bez  wahania  skoczyłaby  ci  do 
gardła.  Wdziera  się  do  mego  domu,  obraŜa  mnie, 
obraŜa ciebie... i ty chcesz, Ŝebym to jej darował?

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          79 

 

-  Straciła  głowę,  a  w  ogóle  nie  zdarzyłoby  się  to, 

gdyby... gdyby...- usiłowała znaleźć właściwe słowo 
- gdyby cię nie kochała. 

-

 

Mogę się obyć bez takiej miłości - odparł. 

-

 

Czasami  robisz  wraŜenie  bardzo  niewraŜliwego, 

Luc - szepnęła. 

-

 

A  więc  to  znaczy,  Ŝe  jestem  bezwzględnym, 

okrutnym draniem, tak? - mruknął przez zęby. 

Nikt nigdy nie krytykował Luca. Rafaellą sprzeczała 

się z nim, ale nie przyszłoby jej nawet do głowy, Ŝeby go 
krytykować.  Luc  urodził  się,  jako  wybitnie  uzdol-
nione  dziecko  w  rodzinie  przeciętnej,  niewykształ-
conej,  którą  przeraŜał  jego  intelekt.  Bardzo  szybko 
wydoroślał  i  nie  odczuwał  juŜ  potrzeby  radzenia  się 
kogokolwiek. Ale tym razem nie miał racji i Catherine 
starała  mu  się  to  jakoś  uświadomić.  Nie  moŜe  tra-
ktować  Rafaelli  równocześnie  jako  starego  przyjaciela 
i pokorną urzędniczkę. I  nie było to szlachetne z jego 
strony, Ŝe pozwolił Rafaelli być tak blisko siebie, skoro 
wiedział,  jakie  Ŝywiła  dla  niego  uczucia.  To  tylko 
rozbudzało jej nadzieje. 

-  Nic  takiego  nie  powiedziałam.  I  nie  krzycz  na 

mnie. 

- Nie krzyczę. Ale w jakim ty świecie Ŝyjesz? 

- powiedział szyderczo. 
Catherine uniosła głowę. 

-

 

Ja tylko uwaŜam, Ŝe Rafaellą zasługuje na trochę 

współczucia. 

-

 

Współczucia?  Gdybyś  leŜała  przy  drodze  i  wy 

krwawiała  się  na  śmierć,  ona  nie  ruszyłaby  nawet 
palcem. Zwolniłem ją, poniewaŜ juŜ jej nie ufam. Znam 
ją zbyt dobrze. Przy pierwszej nadarzającej się okazji 
wbiłaby  ci  nóŜ  w  plecy,  nawet  gdyby  miała  stracić 
wszystko,  co  ma.  Temat  skończony.  Zjesz  ze  mną 
obiad? - zapytał sucho. 

-

 

A czy dasz jej referencje? 

Zapadła krótka, wymowna cisza. Luc odwrócił się, 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

80             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

spojrzał  w  jej  pytające,  niebieskie  oczy  utkwione  w  nim  z 
nadzieją. 

-  Per  amor  di  Dio...  zgoda,  jeśli  sobie  tego  Ŝyczysz! 

- Zacisnął zęby, tracąc cierpliwość. 

Nie  uznawał  kompromisów.  Według  niego  kaŜdy 

kompromis naraŜał na straty, a strat Luc nie uznawał. 

Catherine  jadła  obiad  z  niezmąconym  spokojem.  Za  to 

Luc  nie  miał  apetytu.  Krytykował  temperaturę  wina, 
nerwowo  bębnił  palcami  po  stole  i  upłynęło  sporo 
czasu, zanim się uspokoił. 

-

 

Co  sądzisz  o  doktorze  Scipione?  -  zapytał  przy 

kawie. 

-

 

Był bardzo miły. Czy to miejscowy lekarz? 

-

 

Mieszka  w  Rzymie.  Jest  jednym  ze  światowych 

autorytetów w dziedzinie amnezji. 

-

 

Ach  tak!  -  Catherine  nie  mogła  ukryć  konster 

nacji. - A ja go potraktowałam jakby był byle kim. 

-

 

Catherine,  jedną  z  twoich  największych  zalet  jest 

to,  Ŝe  kaŜdego,  począwszy  od  najprostszej  sprzątaczki, 
traktujesz  dokładnie  w  ten  sam  sposób  -  uśmiechnął 
się  dotykając  jej  ręki.  -  Zgódźmy  się  w  końcu,  Ŝe  twój 
sposób  patrzenia  na  ludzi  jest  o  niebo  lepszy  od 
mojego.  A  przy  okazji:  jest  kilka  dokumentów,  które 
powinnaś  podpisać  przed  ślubem.  Moglibyśmy  zająć 
się tym teraz. 

Poszła  z  nim  do  biblioteki,  gdzie  wcześniej  był  z 

Rafaellą.  Były  tam  półki  pełne  ksiąŜek,  od  podłogi  do 
sufitu, i masywne biurko ustawione przy oknie. 

Na  widok  papierów,  które  jej  pokazał,  zmieszała  się 

bardzo. Ta straszna biurokracja... formularze, które trzeba 
wypełnić. Najgorszy nocny koszmar sprawdzi się w pełni 
w obecności Luca. 

-  To  jest...-Luc  podał  jej  pióro,  ale  ona  nie  słyszała 

jego  wyjaśnień.  Krew  gwałtownie  pulsowała  w  jej 
uszach.  -  Podpisz  tu.  -  Palcem  wskazał  dokładnie 
miejsce i czekał. 

Widziała papier, jako szarobiałą, niewyraźną plamę. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          81 

 

-  Mam  tylko  podpisać?  -  wyjąkała,  myśląc  z  przera-

Ŝ

eniem, Ŝe moŜe jeszcze trzeba będzie coś pisać. 

- Tylko podpisz. 

Napisała  swoje  nazwisko  powoli  i  starannie.  Luc 

podał jej drugi dokument. 

- I tutaj. 

Tym razem podpisała się szybciej i mniej starannie. 

- Czy to juŜ wszystko? 

Usiłowała  ukryć  ulgę,  jaką  odczuła,  gdy  skinął 

głową na znak potwierdzenia. 

-  Mówiłeś  mi  kiedyś,  Ŝebym  nigdy  nie  podpisywała 

niczego  bez  czytania  -  zaŜartowała  nie  całkiem  jeszcze 
pewna siebie. 

Obserwował  ją.  Napięcie  widoczne  na  jej  delikatnej 

twarzy zaczęło ustępować, ale ręka ciągle drŜała. 

-

 

To jest po włosku - powiedział bardzo łagodnie. 

-

 

Nawet się temu nie przyjrzałam. 

Zanim  zdołała  uczynić  jakiś  ruch,  objął  ją  mocno  i 

odwrócił twarzą ku sobie. 

-  A  ja  myślę,  Ŝe  chodzi  tu  o  coś  więcej  -  powiedział 

spokojnym  tonem.  -  Czy  nie  uwaŜasz,  Ŝe  juŜ  najwyŜszy 
czas,  Ŝebyśmy  się  przestali  nawzajem  oszukiwać?  Wy- 
wołuje to wiele nieporozumień pomiędzy nami. 
Jej twarz stała się biała jak kreda. 

- Oszukiwać? 

Westchnął. 

-

 

A  jak  myślisz,  dlaczego  to  ja  zawsze  wybierałem 

dla ciebie dania, gdy jedliśmy w restauracji? 

-

 

Ja...  ja  za  długo  się  namyślałam  i  w  ten  sposób 

oszczędzałeś  czas  -  wymamrotała  i  gwałtownie  od 
sunęła się od niego, ale on nie słuchał jej wyjaśnień. 

-

 

A  ja,  oczywiście,  jestem  tak  niewraŜliwy,  Ŝe  nie 

przejmuję  się  tym,  na  co  akurat  masz  apetyt?  -  roz- 
gniewał  się.  -  Catherine,  juŜ  w  pierwszym  tygodniu  naszej 
znajomości  w  Londynie  zauwaŜyłem,  Ŝe  masz  trudności 
z  czytaniem.  Widziałem  wszystkie  twoje  bolesne  wysiłki 
i muszę przyznać, Ŝe był to dla mnie ogromny szok. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

82             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Opuściła  głowę,  a  łzy  popłynęły  z  jej  oczu.  Pragnęła, 

Ŝ

eby ziemia rozstąpiła się i pochłonęła ją. Gardło miała tak 

ś

ciśnięte,  Ŝe  nie  mogła  wykrztusić  ani  słowa.  Chciała 

uciec  stąd  jak  najdalej,  ale  jego  ręce  objęły  jej  kibić  w 
silnym jak stal uścisku. 

-

 

Powiedzmy  sobie  teraz  wszystko  jasno  i  otwarcie 

-  rzekł  stanowczo  Luc.  -  Dlaczego  nie  przyznałaś  się 
od  razu,  Ŝe  jesteś  dyslektykiem?  Nie  zdawałem  sobie 
wtedy  z  tego  sprawy.  Ty  się  wstydziłaś,  a  ja  nie 
chciałem  sprawić  ci  przykrości.  Nie  rozumiałem  całej 
sytuacji  i  w  swej  ignorancji  miałem  nadzieję,  Ŝe  bę 
dziesz próbowała coś z tym zrobić. 

-

 

Nie  mogłam!  -  wybuchnęła.  -  W  szkole  robili  dla 

mnie wszystko, co mogli, aleja nigdy nie będę w stanie 
dobrze czytać! 

-  Myślisz,  Ŝe  ja  tego  nie  wiem?  I  nie  wyrywaj  mi  się. 

Wiem, Ŝe jesteś dyslektykiem, ale wtedy myślałem... 

-

 

Myślałeś,  Ŝe  jestem  analfabetką!  -  przerwała  ze 

szlochem. - Nie wybaczę ci tego nigdy! 

-

 

Musisz  mnie  teraz  wysłuchać.  -  Przytrzymał  ją 

mocno.  -  Bardzo  się  myliłem.  Traktowałem  to  zbyt 
lekko.  Jeśli  coś  mi  się  nie  podoba,  wolę  udawać,  Ŝe  tego 
nie  widzę.  Powinienem  był  spróbować  sam  ci  pomóc. 
Ale ty powinnaś była mi o tym powiedzieć-zakończył. 

-

 

Zostaw  mnie!  -  krzyknęła  upokorzona  i  jeszcze 

bardziej się rozszlochała. 

-

 

Czy  nie  rozumiesz,  co  mówię  do  ciebie?  -  Luc 

potrząsnął  nią  lekko  i  wtedy  trochę  się  opanowała. 
-  Gdybym  wiedział,  gdybym  rozumiał,  nie  byłbym 
wściekły,  Ŝe  nic  nie  robisz,  Ŝeby  poprawić  ten  stan 
rzeczy! I nie mam zamiaru z tobą zrywać! 

-  Ale  wstydzisz  się  mnie!  -  krzyknęła  z  rozpaczą. 

Przytulił  ją  do  siebie  w  mocnym  uścisku,  głaszcząc  jej 
bujne, złote włosy. Spojrzał jej głęboko w oczy. 

- Nie wstydzę się - zaprzeczył stanowczo. - Nie ma się 

czego  wstydzić.  Einstein  był  dyslektykiem,  da  Vinci  teŜ. 
Jeśli im to nie zaszkodziło, nie zaszkodzi równieŜ tobie! 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          83 

 

-

 

Och,  Luc!  -  uśmiechnęła  się  do  niego,  powstrzy- 

mując  łkanie.  -  Nie  zaszkodzi?  Ale  u  mnie  jest  to  chyba 
w znacznie gorszym stopniu! 

-

 

Nie  rozumiem,  jak  mogłem  być  tak  długo  ślepy 

-  przyznał  z  poczuciem  winy.  -  Nie  odróŜniasz  w  ogóle 
kierunków,  strony  lewej  od  prawej,  czasem  jesteś 
trochę zapominalska. 

To ostatnie stwierdzenie nie było dla niej zbyt miłe. 

Ciągle  jeszcze  drŜała,  ale  poczuła  ulgę,  Ŝe  wyjawienie 
przynajmniej jednej ze swych tajemnic ma juŜ za sobą. 

-

 

Naprawdę nie masz mi tego za złe? - zapytała. 

-

 

Jedyne,  co  mani  ci  za  złe,  to  brak  zaufania. 

Myślałem,  Ŝe  powiesz  mi  o  tym  sama,  ale  teraz  juŜ 
moŜemy zwrócić się p pomoc do specjalisty. 
Wyjął chusteczkę i z uśmiechem wytarł jej nos. 

-

 

To  nie  było  mądre...  cierpieć  w  milczeniu.  PrzecieŜ 

zrozumiałbym  twoje  problemy.  śyjemy  w  świecie, 
w  którym  umiejętność  odczytywania  słowa  pisanego 
jest  bardzo  potrzebna.  Jak  udało  ci  się  dostać  pracę 
w galerii? Nieraz się nad tym zastanawiałem - przyznał. 

-

 

Elaine przygotowała dla mnie specjalne katalogi. 

-

 

Sekrety rodzą nieporozumienia. 

-

 

To jedyny sekret, jaki miałam - westchnęła. 

-

 

A  moŜe  właśnie  to  mi  się  podobało?  Czy  nie 

pomyślałaś o tym? - draŜnił się z nią. 

Wydało się jej nagle, Ŝe w pokoju zabrakło powietrza. 

W  Ŝołądku  poczuła  ucisk  wywołany  przypływem 
poŜądania.  Skrępowana  jedwabną  sukienką  pierś  z 
trudem  oddychała,  w  całym  ciele  narastało  napięcie, 
brodawki  boleśnie  nabrzmiewały.  DrŜała  od  tego 
silnego, obezwładniającego ją podniecenia. 
Luc przestał targać jej włosy i odsunął się trochę. 

-  Późno  juŜ.  Musisz  iść  do  łóŜka  -  mruknął  ochryp- 

le. - Jeśli nie odejdziesz, wezmę cię tu, w tym pokoju. 

Gwałtowny  rumieniec  oblał  jej  policzki.  Cofnęła  się 

posłusznie, nogi miała jak z waty. W intensywnym 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

84            

SPOTKANIE PO LATACH 

 

blasku  jego  oczu  odgadywała  dzikie  poŜądanie 
kryjące  się  pod  maską  spokoju  i  opanowania. 
Pragnęła go do utraty świadomości. Nie pamięta, Ŝeby 
kiedykolwiek opanowało ją równie silne podniecenie. 

- Czekam na waŜny telefon - powiedział Luc, a gdy 

spojrzała na niego ze zdziwieniem, dorzucił: Ź innej 
strefy czasowej. 

Nie  mogła  wyobrazić  sobie  Luca  siedzącego  

i  czekającego  na  telefon,  choćby  nie  wiadomo  w  jak 
waŜnej sprawie. Ludzie dzwonili w porach dogodnych 
dla  niego,  a  nie  dla  siebie.  Nie  odrywając  od  niego 
oczu, raczej przypadkowo odnalazła drzwi i otworzyła 
je. 

-  Czuję  się  naprawdę  doskonale  -  zapewniła  go  

z naciskiem, zanim zniknęła w holu. 

Po odświeŜającym prysznicu natarła ciało olejkiem 

znalezionym  w  łazience.  WłoŜyła  przezroczysty, 
brzoskwiniowy  szlafrok  i  wsunęła  się  miedzy 
prześcieradła. Czekała na Luca. 

Mijały minuty. Myślała z wdzięcznością o tym, jak 

Luc  spokojnie  potraktował  jej  dysleksję.  Miał  rację, 
powinna  była  zwierzyć  mu  się  juŜ  dawno.  Na  pewno 
by  ją  zrozumiał.  śałowała  swojego  milczenia  i 
wykrętów,  czuła  się  bardzo  winna,  Ŝe  go  tak  długo 
oszukiwała.  W  trakcie  tych  rozmyślań  ogarnęła  ją 
senność. Śniło jej się, Ŝe pisała coś na lustrze płacząc i 
wymawiając  głośno  litery:  Ah-rre-iv....  Co  właściwie 
pisała  i  dlaczego  była  tak  nieszczęśliwa,  nie 
wiedziała.  Tyle  było  cierpienia  w  tym  śnie,  Ŝe  miała 
ochotę  zapłakać,  i  wtedy  obudziła  się  nagle  w 
ciemnościach z policzkami zalanymi łzami. 

Ktoś  zapalił  światło.  Ocknęła  się  i  wróciła  do 

teraźniejszości.  Opadła  z  powrotem  na  poduszki. 
Chciała,  by  ten  sen  powrócił,  było  w  nim  tak  mało 
konkretów  i  tak  trudno  było  coś  z  tego  zrozumieć. 
Najbardziej zapamiętała uczucie bólu i upokorzenia. 

Wstała,  poszła  do  łazienki,  umyła  twarz  i  wytarła 

ręcznikiem. Kto zapalił światło? To pewnie Luc był 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          85 

 

u  niej.  A  ona  zasnęła.  Podniosła  rękę  do  czoła  -  pul-
sowanie  w  skroniach  powoli  ustępowało.  Nie  była  w 
stanie  stłumić  nagłej,  rozpaczliwej,  niepohamowanej 
chęci, Ŝeby być z nim. 

Podeszła  do  drzwi  sypialni,  która,  o  czym  wie-

działa,  przylegała  do  jego  pokoju.  Były  jednak  za-
mknięte,  musiała  więc  wyjść  na  zewnętrzną  galerię. 
Jego  sypialnia  pogrąŜona  była  w  ciemnościach,  ale  z 
otwartych  drzwi  łazienki  padał  snop  światła.  Usły-
szała szum wody i uśmiechnęła się do siebie. Nie jest 
chyba  za  późno.  Wskoczyła  do  jego  łóŜka  cicho  jak 
myszka. 

Szum  wody  ustał,  prawie  równocześnie  zgasło 

ś

wiatło.  W  chwilę  potem  Luc  wszedł  do  sypialni, 

odsunął  zasłony  przy  jednym  z  okien  i  otworzył  je. 
Stał  tam  w  świetle  księŜyca,  cudownie  nagi, 
wycierając ręcznikiem głowę. 

Mógł  przecieŜ  zaziębić  się  na  śmierć,  ale  nie 

chciała  zdradzić  swej  obecności.  Widziała  wyraźnie 
muskuły  napięte  pod  jedwabistą,  złotą  skórą  pleców. 
Jej  wargi  zrobiły  się  suche.  Trochę  skrępowana  tym 
podglądaniem zamknęła oczy. Materac lekko ugiął się 
pod  jego  cięŜarem,  a  on  pociągnął  do  siebie 
przykrywające ją prześcieradło. 

Gdy owijał się nim i poprawiał poduszkę, nagle jej 

dotknął. 

-  Dio.  -  Podskoczył  i  zapalił  światło  nad  łóŜkiem, 

zanim zdąŜyła go uprzedzić. 
Z ręką na Oparciu łóŜka patrzył na nią w osłupieniu. 

-  Catherine? 
Czuła,  jak  gorący  rumieniec  wstydu  oblewa  falą 

cafe  jej  ciało.  W  jego  głosie  usłyszała  coś  jakby 
naganę  i  niemiłe  zdziwienie,  Ŝe  oto  znalazła  się  w 
jego łóŜku. 

- Nie mogłam zasnąć.  
Przyjrzał się jej uwaŜnie. 
-  I ja teŜ. Przytul się do mnie. 

   Wysunął zdecydowanym ruchem rękę i przyciągnął 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

86             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

ją do siebie, nie dając jej nawet czasu na zareagowanie na 
te słowa, które były raczej poleceniem niŜ prośbą. 

-  Pragnę  de-wyznał  ochryple.  -  Czy  zdajesz  sobie 

sprawę z tego, jak bardzo cię pragnę? 

-  Jestem  przy  tobie  -  szepnęła  raptem  onieśmielona. 

       Pochylając ciemną głowę, mruknął coś dziko po 
włosku i gwałtownie przywarł wargami do jej ust. Była jak 
haust  powietrza  ratujący  Ŝycie  temu  męŜczyźnie 
doprowadzonemu przez poŜądanie do szczytu szaleństwa. 
Wpił  się  w  jej  wargi  i  całował  namiętnie  i  długo,  aŜ 
zabrakło jej tchu i nie mogła oddychać. 

Rękami  objęła  jego  ramiona.  Płonął  cały,  jakby  w 

gorączce, jego skóra była sucha i gorąca, długim silnym 
dałem  oplótł  ją  silnie.  Palcami,  z  niezwykłym  u  niego 
brakiem  zręczności,  szarpał  jedwab  oddzielający  ich  od 
siebie.  Z  tłumionym  jękiem  odsunął  się  i 
zniecierpliwiony rozerwał delikatny materiał. 

- Luc! 

Catherine,  zaskoczona  tym,  mimo  namiętnego  pra-

gnienia,  patrzyła  przeraŜona,  jak  klęcząc  zrywał  z  niej 
szlafrok. Gdy instynktownie próbowała zakryć się przed 
jego  palącym  spojrzeniem,  chwycił  przeguby  jej  rąk  i 
przycisnął do łóŜka. 

- Proszę cię! 

Było  to  słowo,  którego  uŜywał  bardzo  rzadko,  i 

było coś w tej prośbie, co wywołało ból w jej sercu. 

Namacalnie,  jak  dotyk,  odczuła  spojrzenie  błysz-

czących,  złocistych  oczu,  badających  jej  nabrzmiałe 
brodawki,  gładkość  piersi,  zaokrąglenie  bioder  i  miękkie 
pukle włosów w trójkącie między udami. 

-  Sąuisita...  perfetta  -  mruczał  urywanym  głosem, 

znowu  przyciskając  ją  do  siebie  i  ustami  przywierając 
do jej piersi. 

LeŜeli  potem  mocno  przytuleni  do  siebie,  kaŜde 

zatopione w swoich myślach. Catherine zastanawiała się, 
czy kiedykolwiek było im ze sobą tak dobrze? 

Wspominała takŜe z przykrością, Ŝe Luc natych- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          87 

 

miast  po tym szedł zawsze pod prysznic,  broniąc  się w 
ten sposób przed całkowitym zapomnieniem się, podczas 
gdy ona tak rozpaczliwie pragnęła, Ŝeby pozostał jeszcze 
w jej ramionach. 

A  teraz  obejmował  ją  mocno,  jakby  to  ona  za  chwilę 

chciała  się  uwolnić  z  jego  ramion.  Świadomość  tego 
rodziła  w  niej  ogromną  czułość  do  Luca.  Potarła 
delikatnie  podbródkiem  jego  silne,  opalone  ramię. 
Powoli, kocim ruchem, przeciągnął się pod wpływem tej 
pieszczoty,  bezwstydnie,  jak  dzikie  zwierzę,  okazując 
swoje zadowolenie. 

-  Miałam  bardzo  dziwny  sen.  -  Przerwała  ciszę 

z  wahaniem,  obawiając  się,  Ŝe  czar  pryśnie.  -  MoŜe 
właśnie było to coś, o czym zapomniałam? 
W jego głosie czuło się pewne napięcie, kiedy spytał: 

-

 

O czym śniłaś? 

-

 

Pewnie będziesz się śmiał. 

-

 

Obiecuję, Ŝe nie będę. Opowiedz. 

-

 

Pisałam  coś  na  lustrze  –  szepnęła.  -  WyobraŜasz 

sobie?  Nigdy  nie  potrafiłam  nic  napisać,  radziłam 
sobie  tylko  z  nazwiskiem.  A  w  tym  śnie  pisałam  na 
lustrze. 

-

 

Zdumiewające - mruknął łagodnie. 

-

 

Czułam  się  strasznie  -  powiedziała  półgłosem, 

z  trudem  oddychając.  -  MoŜe  to  jednak  nie  ma  nic 
wspólnego z moją amnezją? Co o tym sądzisz? 

-

 

Myślę,  Ŝe  za  duŜo  mówisz.  -  Obejmując  cały  czas 

Catherine,  przetoczył  się  wraz  z  nią  na  chłodniejsze 
miejsce  na  łóŜku.  -  Wolałbym  raczej  się  kochać,  bella 
mia.  -  
DraŜnił  ją,  gryząc  delikatnie  w  miękki  płatek 
ucha  i  wyznaczając  językiem  zmysłową  ścieŜkę  na 
smukłej  szyi,  a  ona  mimowolnie  poddawała  się  temu, 
chcąc  sprawić  mu  przyjemność.  Przyjrzał  się  bacznie 
jej włosom spływającym na poduszkę i powiedział: 

-

 

Widzę, Ŝe znów ścięłaś włosy. 

-

 

Nie  wiem  właściwie,  dlaczego  -  przyznała  się, 

marszcząc czoło. - Pójdę jutro i uczeszę się. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

88             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Fryzjerka  moŜe  cię  uczesać  tu,  na  miejscu  -  sprze 

ciwił się. 

-

 

Chciałabym zobaczyć Rzym. 

-

 

Potworny 

ruch 

na 

ulicach, 

nieprawdopodobny 

upał  i  zanieczyszczone  powietrze.  -  Długim,  przeciąg 
łym  pocałunkiem  uniemoŜliwił  jej  próby  protestu. 
A  potem  znów  zaczaj  ją  kochać.  Jedna  za  drugą 
napływały  fale  rozkoszy,  przenikające  do  samej  głębi. 
Choć  było  to  wręcz  nieprawdopodobne,  ale  tym  razem 
odczuła jeszcze większe podniecenie. 

Gdy  otworzyła  oczy,  obok  niej  na  poduszce  leŜała  biała 

róŜa.  Odnalazła  ją  przypadkowo,  gdy  na  oślep  macając  ręką 
szukała  Luca.  Zamiast  niego  natknęła  się  na  kolec,  syknęła  i 
usiadła,  ssąc  skaleczony  palec.  Z  zaskoczenia  omal  nie 
krzyknęła  głośno.  Na  płatkach  widoczne  jeszcze  były  krople 
rosy.  Usiłowała  wyobrazić  sobie  Luca,  przedzierającego  się 
przez  kłujące  róŜe  na  klombie,  ale  jakoś  to  do  niego  nie 
pasowało.  Pewnie  róŜę  ściął  ogrodnik.  Wszystko  jedno,  liczy 
się  intencja,  szczególnie  u  męŜczyzny  tak  mało  roman-
tycznego. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY

 

 

Upał  wprawił  Catherine  w  stan  sennego  lenistwa. 

Usłyszała  kroki  i  rozpoznała  je.  Siedziała  w  cieniu 
wielkiego parasola osłaniającego ją od słońca. Odwróciła 
głowę, oparła podbródek na ręce i obserwowała, jak Luc 
siada obok niej. W białej koszulce z krótkimi rękawami, 
odsłaniającej  szyję,  w  dopasowanych  dŜinsach,  był  tak 
oszałamiający,  Ŝe  aŜ  dech  zapierało.  Mimo  uśmiechu 
wyglądał na zmęczonego. 

Przedweselna  gorączka  opanowała  juŜ  Castelleone. 

Spokój  i  wspaniała  organizacja  tego  domu  zakłócone 
zostały  nieustannym  napływem  gadatliwych  dostawców 
Ŝ

ywności  i  kwiaciarzy  oraz  nieustannym,  ostrym 

brzęczeniem  telefonu.  Entuzjazm  Luca  zniknął,  gdy 
uświadomił  sobie,  co  pociąga  za  sobą  decyzja  o  wyda- 
niu przyjęcia na kilkaset osób. 

-

 

Mam  ochotę  wyrzucić  ich  wszystkich!  -  wyznał 

ponuro. 

-

 

Sam  chciałeś  tej  wielkiej  pompy  -  przypomniała 

mu niezbyt taktownie. 

-

 

A ja myślałem, Ŝe ty tego chcesz! 

-

 

Wystarczyłoby  mi  dwóch  świadków  i  bukiet 

kwiatów. 
Podniósł do góry ręce w niemym proteście: 

- I ona mi dopiero teraz o tym mówi! 

Brzęk lodu w szklankach przerwał ich rozmowę. Luc 

poderwał  się  i  wziął  tacę  od  Bernarda,  zanim  zdołał on 
podejść  bliŜej.  Catherine  obserwowała  Luca  z  ukrytym 
rozbawieniem.  MoŜna  było  wybaczyć  wszystko  komuś, 
kto uznał, Ŝe jej obnaŜone plecy to nieprzyzwoity widok. 
Jak mogła tak długo nie zauwa- 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

90             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Ŝ

yć,  Ŝe  Luc  w  niektórych  sprawach  był  szokująco 

konserwatywny? 

-  Uwielbiani  sposób,  w  jaki  się,  tu  rozkładasz, 

jakby  w  ogóle  nic  się  nie  działo  -  zauwaŜył 
uszczypliwie. 

Miała  na  końcu  jeŜyka  złośliwą  uwagę,  Ŝe  gdyby 

Luc  zaniechał  stałego  wtrącania  się  i  rozkazywania, 
ostatnie przygotowania potoczyłyby się znacznie spra-
wniej.  Chciał  osobiście  wszystko  sprawdzić  i  ocenić 
kaŜdy szczegół, nie miał więc chwili odpoczynku. 

Pomyślała  szczęśliwa,  Ŝe  to  juŜ  jutro.  JuŜ  jutro 

będzie Ŝoną Luca, ślubując mu wierność „do śmierci i 
po śmierci". Przez te wszystkie dni po przyjeździe do 
Włoch  Ŝyła  jak  otumaniona  miłością.  Nigdy  w  Ŝyciu 
nic  była  tak  absolutnie  odpręŜona.  Jedynym  jej 
wkładem do przygotowań weselnych były dwie miary 
sukni  ślubnej.  Była  to  przepiękna  kreacja  z 
haftowanymi  ręcznie  koronkami.  To  wprost  nie  do 
wiary,  ile  w  tak  krótkim  czasie  moŜna  załatwić,  jeśli 
ma się takie mnóstwo pieniędzy jak Luc. 

-  Jutro i ja będę bogata - odezwała się w zadumie. 
- Chyba jesteś jedyną kobietą na świecie, która ma 

odwagę powiedzieć mi to przed ślubem. 

Uśmiechnęła się z roztargnieniem. Luc był cudow-

ny, fantastyczny, piękny, niezwykły, boski.. Nie znaj-
dując juŜ innych superlatywów, utkwiła w nim wzrok 
pełen  uwielbienia,  a  on  odpowiedział  jej  takim 
ogniem  w  oczach,  aŜ  ciarki  przeszły  ją  od  stóp  do 
głowy. 

Poprzedniego  wieczora  Luc  znów  opowiadał  jej  o 

swojej  rodzinie.  Głęboko  wstrząsnęła  nim  śmierć 
rodziców  i  siostry  w  katastrofie  samolotowej,  i  tak 
naprawdę  nigdy  nie  pogodził  się  z  tym  faktem.  Ca-
therine  była  pewna,  Ŝe  Luc  nigdy  nie  przyzna  się  do 
dręczącego go poczucia winy. W pogoni za sukcesem 
nie  miał  czasu  dla  rodziny.  Dał  im  bogactwo,  ale  nie 
dał siebie. Interes był zawsze na pierwszym miejscu. 
    Wysłał ich na kosztowne wakacje w ramach rekom-
pensaty  za  jeszcze  jedną  odwołaną  jego  wizytę  i  juŜ 
nigdy ich nie zobaczył Ŝywych. Gdy z pozorną obojęt- 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          91 

 
nością  mówił  o  tym  ostatniej  nocy,  były  to  tego 
rodzaju  zwierzenia,  na  które  mógł  sobie  pozwolić 
tylko  pod  osłoną  ciemności,  w  sypialni.  AŜ  do  tej 
chwili nie rozumiała, jak trudno było Lucowi wyrazić 
najskrytsze myśli i uczucia. 

Podniósłszy  się  na  kolana,  zdjęła  górną  cześć 

bikini.  Jak  się  tego  spodziewała,  jego  ciemne  oczy 
powędrowały  poŜądliwie  w  kierunku  obnaŜonych 
piersi.  Gorący  rumieniec  oblał  jej  policzki,  a  gdy 
wygięła  plecy,  Ŝeby  odpiąć  klamerkę,  intensywność 
jego  spojrzenia  wzbudziła  w  niej  odwieczną 
satysfakcję Ewy. 

- Lubisz, gdy ci się przyglądam - zauwaŜył leniwie, 

nieco rozbawiony. 

Powinieneś udawać, Ŝe tego nie widzisz. 
- Jak mogę udawać, gdy jesteś tak słodka? 
Pochylając  się  zręcznie,  uniósł  ją  z  łatwością  z 

leŜaka.  Jedną  rękę  połoŜył  na  jej  włosach,  a 
zmysłowymi  ustami  szukał  jej  ust.  Świat  zawirował 
nagle,  a  w  głowie  jej  się  zakręciło.  I  niewaŜne,  jak 
często  ją  dotykał,  za  kaŜdym  razem  było  to  samo. 
Zawsze 

przenikała 

ich 

oboje 

ta 

sama, 

obezwładniająca,  fizyczna  rozkosz.  W  ciągu  długich, 
pełnych  namiętności  godzin,  zamieniających  noc  w 
dzień,  a  dzień  w  noc,  siła,  z  jaką  jej  poŜądał, 
wyczerpywała ją do granic moŜliwości. 
Z ociąganiem oderwał się od jej ust 

-  Nie  mogę  się  tobą  nasycić.  -  Wyznaniu  temu 

towarzyszył  zmysłowy  pomruk,  który  bynajmniej  nie 
ostudził jej  rozpalonej  krwi,  gdy  leŜała  dalej  z  głową 
w  jego  ramionach.  -  Zastanawiam  się  od  dawna, 
dlaczego nie zachodzisz w ciąŜę. 

- W ciąŜę? - zapytała nieswoim głosem, odsuwając 

się od niego dziwnie przestraszona. 

-  Tylko  nie  wmawiaj  mi,  Ŝe  wierzysz  w  bociany  -

draŜnił się z nią. - MoŜesz mi wierzyć lub nie, ale to, 
co  robiliśmy  przez  ostatnie  dni,  miało  na  celu  coś 
więcej niŜ samą tylko przyjemność. 

ZadrŜała. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

92             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Tak, ale... 

-

 

I  nie  stosowaliśmy  Ŝadnych  środków,  Ŝeby  temu 

zapobiec - przypomniał jej z całkowitym spokojem. 

Catherine  była  zaskoczona,  ze  problem,  który  był 

kiedyś  tak  waŜny,  teraz  całkiem  uszedł  jej  uwagi.  Nie 
miała  przy  sobie  pigułek  antykoncepcyjnych.  Naj-
widoczniej  juŜ  ich  nie  uŜywała.  Konieczność  pamiętania 
o  nich  była  kiedyś  zmorą  jej  Ŝycia.  I  gdyby  Luc 
wiedział,  jak  często  jej  się  to  zdarzało,  prawdopodobnie 
czułby się tak, jak ona teraz. 

To  wszystko  sprawiało,  Ŝe  trudno  jej  było  tak  po 

prostu  rozmawiać  z  Lucern  o  dzieciach.  Ale  przecieŜ 
skoro  się  pobiorą,  będzie  to  rzecz  naturalna.  W  takiej 
sytuacji  uznała,  Ŝe  jej  paniczny  lęk,  gdy  o  tym  wspo-
mniał, był całkiem nieuzasadniony. 

Luc,  nieświadom  tych  rozterek,  pogłaskał  ją  piesz-

czotliwie po plecach i przytulił mocniej do siebie. 

-

 

Nie zauwaŜyłaś tego? - zapytał łagodnie. 

-

 

Nie - odpowiedziała cicho, z poczuciem winy. 

-

 

Chcę  mieć  dzieci,  dopóki  jestem  wystarczająco 

młody, Ŝeby się nimi cieszyć. 

Pomyślała,  Ŝe  mógłby  coś  jej  o  tym  wspomnieć, 

zanim  powziął  taką  decyzję.  Jednak  perspektywa 
urodzenia dziecka Lucowi była bardzo kusząca. 

- Tak - zgodziła się pełna zadumy. 

Wodząc  ręką  po  obojczyku,  co  sprawiało  jej  zmy-

słową przyjemność, powiedział ochryple: 

-

 

Wiedziałem,  Ŝe  się  ze  mną  zgodzisz.  Teraz,  za 

miast  zaglądać  do  kaŜdego  mijanego  wózka  z  dziec- 
kiem, będziesz mogła pomyśleć o własnym. 

-

 

Czy rzeczywiście zaglądam? - szepnęła. 

-

 

Tak - odpowiedział krótko. 

Kiedyś,  w  minionym  okresie,  Luc  był  zimny  i  obojętny 

wobec spraw związanych z dziećmi. Naturalnie, zaskoczyło 
ją teraz, Ŝe tak natychmiast chce mieć dziecko. Ak po chwili 
zastanowienia zaczęło to nabierać sensu. 

Luc podchodził do małŜeństwa tak, jak do plano- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          93 

 

wanego  interesu:  zarówno  z  jednym,  jak  i  z  drugim 
wiązał  pewne  nadzieje.  Chciał  mieć  dziedzica,  to 
wszystko;  nie  moŜna  budować  imperium  bez  dynastii. 
Mimo  to  nie  mogła  zdobyć  się  na  uśmiech  i  pozbyć 
irracjonalnego łęku. 

Było to wbrew zdrowemu rozsądkowi. Kochała Luca. 

Lubiła dzieci. W czym więc problem? Ale uczucie leku 
pozostało,  a  w  skroniach  zaczynało  pulsować.  Rozległ 
się  dzwonek  telefonu  stojącego  na  stole  i  Luc 
niecierpliwie sięgnął po słuchawkę. 

Rozmawiał  po  japońsku  z  opanowaniem  człowieka 

znającego  płynnie  kilkanaście  języków.  Unosząc  brwi 
westchnął i odłoŜył słuchawkę. 

-  Muszę  iść  do  gabinetu,  Ŝeby  zatelefonować  do 

kilku osób. Wrócę tak szybko, jak tylko będę mógł. 

Promienie  słońca  odbijały  się  oślepiająco  w  basenie 

kilka  metrów  dalej.  Łagodny  wiaterek  musnął  wodę 
marszcząc z lekka jej powierzchnię. Ból głowy utrudniał 
Catherine  myślenie.  Czy  to  nie  skutek  zbyt  długiego 
przebywania na słońcu? 

Jakiś  dźwięk  wyrwał  ją  z  niespokojnej  drzemki. 

Miedzy  drzewami  ukazało  się  dziecko:  biegło  na  krótkich 
nóŜkach  w  pogoni  za  piłką.  Catherine,  widząc,  Ŝe  piłka 
zmierza  wprost  do  wody,  zerwała  się  przeraŜona.  Ale 
dziecko  złapało  piłkę,  zanim  doturlała  się  do  krawędzi 
basenu. Od strony zamku nadbiegła jedna ze słuŜących. 

-  Scusi,  signorina,  scusi!  -  tłumaczyła  się,  z  trudem 

łapiąc  oddech  i  obejmując  dziecko,  które  zapłakało 
głośno  w  proteście.  Catherine  ze  wstrzymanym  od- 
dechem patrzyła, jak uciekało z piłką w objęciach. 

Pulsowanie  w  głowie  przez  chwilę  stało  się  wprost 

nieznośne,  ale  wkrótce  ustąpiło.  Po  stanie  chwilowego 
odrętwienia  poczuła,  trudne  do  zniesienia,  przeraŜenie. 
Daniel! Daniel! Gdy odzyskała pamięć, przestał dla niej 
istnieć cały otaczający ją świat 

Chwyciła  słuchawkę  telefonu  i  nacisnęła  guzik 

wewnętrznej linii. Usłyszała głos sekretarki. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

94             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-  Mówi  panna  Parrish.-  Musiała  odkaszlnąć,  Ŝeby 

głos  wydobywający  się  z  trudem  ze  ściśniętego  ganiła  był 
wyraźniejszy.  -  Proszę  połączyć  mnie  z  Anglią.  To  pilne 
-  powiedziała  z  naciskiem,  podając  odtworzone  w  pamic- 
ci nazwisko panieńskie Peggy i jej adres. 

Dygocząc,  jak  w  gorączce,  usiadła,  zanim  nogi 

odmówiły  jej  posłuszeństwa.  Jaka  z  niej  matka,  skoro 
mogła  zapomnieć  o  własnym  synku?  O,  dobry  BoŜe, 
pozwól  mi  obudzić  się,  nie  daj,  aby  ten  koszmar  trwał 
dalej  -  modliła  się  gorączkowo.  Poderwała  się,  gdy 
zadzwonił telefon. 

-

 

Halo! Halo! - odezwała się Peggy. 

-

 

Tu Catherine. Czy jest z tobą Daniel? 

-

 

Nie  ma  go  tu,  przerzuca  siano.  Właśnie  go 

wołałam,  Ŝeby  przyszedł  coś  wypić  albo  zjeść  -  traj- 
kotała  Peggy.  -  Nasz  telefon  nie  działał  przez  kilka  dni 
i  nawet  tego  nie  zauwaŜyliśmy.  Czy  bardzo  dener 
wowałaś się, nie mogąc się z nami połączyć? 

-

 

Słuchaj... 

-

 

Wiedziałam,  Ŝe  się  denerwujesz  -  przerwała  jej 

niecierpliwa,  jak  zawsze,  Peggy.  -  Próbowałam  kilka 
krotnie  dodzwonić  się  do  ciebie  z  budki  telefonicznej, 
ale bez skutku. Pewnie szukałaś pracy. 

-

 

Ja... 

-

 

Daniel  bawi  się  cudownie.  Pogoda  jest  wspaniała. 

Mieliśmy  zamiar  biwakować  dziś  w  nocy  pod  gołym 
niebem, ale, oczywiście, jeśli chcesz z nim mówić... 

-

 

Nie,  nie  trzeba.  Zostałam  porwana.  Jestem  we 

Włoszech. Jutro wychodzę za mąŜ. 

Te  rewelacje  nie  wywołały  Ŝadnej  reakcji  po  drugiej 

stronie telefonu: 

-  Catherine,  właśnie  ktoś  wjeŜdŜa  na  podwórze.  Co  za 

wspaniały wóz! Czy mogę do ciebie zadzwonić potem? 

-  Nie...  nie,  ja  nie  jestem...  to  znaczy,  zadzwonię  do 

was z innego miejsca. Ucałuj ode mnie Daniela. 

Rzuciła  słuchawkę,  jakby  ją  parzyła,  i  na  chwiejnych 

nogach wróciła na leŜak. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          95 

 

Ohydne,  nie  do  darowania,  wydarzenia  minionego 

tygodnia  wywołały  nagły  chaos  w  jej  głowie.  Straszne 
upokorzenie  paliło  duszę.  Teraz  dopiero  zdała  sobie 
sprawę z tego, co Luc jej zrobił. 

Prawdę  mówiąc,  nie  było  takiej  rzeczy,  której  nie 

byłby  w  stanie  zrobić.  Kiedy  nie  wiedziała,  co  się  z  nią 
dzieje,  posunął  się  do  ostateczności.  Spisek  i  intryga 
były  rzeczą  powszednią  dla  tego  człowieka  z  charak-
terem  Borgii.  Było  to  dla  niego  tak  łatwe,  jak  zabranie 
cukierka  dziecku.  Dziecko!  Dziecko!  Dygotała,  próbując 
pozbyć się tych przeraŜających myśli. 

Przez cały tydzień nie pamiętała o ostatnich czterech 

latach. Nie zostawił nic, co mogłoby pobudzić jej pamięć. 
Ani gazety, ani telewizora, ani nawet kalendarza nie było 
w zasięgu ręki. 

KaŜdy  szczegół  został  przemyślany  w  sposób  bez-

względny  i  nieludzki.  Luc  nie  popełnił  ani  jednego 
błędu.  Została  zwabiona,  złapana  na  haczyk  i  złowiona 
jak  ryba,  ale  nawet  ryba  ma  więcej  instynktu 
samozachowawczego.  Ryba  dobrowolnie  nie  nadziałaby 
się  na  haczyk,  nie  poddałaby  się  masochistycznie 
patroszącemu noŜowi i nie oczekiwałaby z nadzieją na Ŝar 
piekarnika... A ona tak właśnie postępowała. 

Luc  dostał  to,  czego  chciał.  Koszty  nie  odgrywały 

Ŝ

adnej  roli.  Interesował  go  tylko  ostateczny  wynik.  Był 

przekonany, Ŝe zamierzała wyjść za Drewa, a poniewaŜ 
Drew  miał  być  nieobecny  tylko  lalka  dni,  Luc  nie  miał 
wiele czasu do namysłu. I nie ma wątpliwości, Ŝe gdyby 
tamtego  wieczora  rzuciła  mu  się  w  ramiona,  o 
małŜeństwie nie byłoby w ogóle mowy. Jej opór był dla 
niego wyzwaniem. 

Zacisnęła  zęby,  w  Ŝołądku  czuła  nieznośny  ucisk. 

Dłonie  zacisnęła  w  pięści.  Wstrząsała  nią  bezgraniczna 
wściekłość, wściekłość tak wielka, jakiej nigdy dotąd nie 
doświadczyła. W tym właśnie momencie pojawił się Luc. 
Zbiegał  po  schodach,  a  ona,  przypomniawszy  sobie 
epizod w jego limuzynie, pomyślała, Ŝe i śmierci 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

96             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

byłoby dla niego za mało, Ŝeby ją zadowolić. Zerwała się 
na równe nogi, chwyciła szklankę i rzuciła w Luca. Choć 
szklanka rozbiła się o kilka kroków ód niego, zachował 
spokój. 

-

 

Ty  plugawa,  zepsuta,  kłamliwa,  podstępna  świ- 

nio!  -  wymyślała  mu,  chwytając  drugą  szklankę  i  rzu- 
cając  ją  z  całą  siłą.  -  Ty  szczurze!  -  krzyczała,  ciskając 
tym  razem  telefonem.  -  Ty  gnido!  -  Miotała  obelgi 
doprowadzona  do  szału,  schylając  się,  Ŝeby  zdjąć 
pantofel,  ale  ze  zdenerwowania  i  tym  razem  nie  mogła 
trafić  do  celu.  -  Ty  bękarcie!  -  Dała  upust  swej 
nienawiści  i,  jakby  dla  podkreślenia  tego  słowa,  rzu- 
ciła drugim pantoflem. - Chciałabym cię zabić! 

-

 

Trucizna  byłaby  lepsza  od  rewolweru.  -  Luc 

rozejrzał  się  po  pobojowisku.  -  Jak  widać,  strzelanie 
do celu nie jest jednym z twoich ukrytych talentów. 

-

 

I to wszystko, co masz mi do powiedzenia? 

-

 

Wygląda  na  to,  Ŝe  odzyskałaś  pamięć  -  wy 

cedził.  -  Nie  bardzo  wiem,  co  mógłbym  jeszcze  do 
dać. 

-

 

Nie  wiesz!  –  Jego  zimne  opanowanie  rozwścieczy- 

ło  ją  jeszcze  bardziej.  -  Gdybyś  umierał  z  pragnienia, 
nie  podałabym  ci  wody!  Gdybyś  umierał  z  głodu,  nie 
przyniosłabym  ci  nic  do  jedzenia.  Gdybyś  był  jedynym 
męŜczyzną  na  tej  ziemi,  a  ja  jedyną  kobietą,  rodzaj 
ludzki  wyginąłby  do  szczętu!  ZasłuŜyłeś  na  to,  Ŝeby  cię 
obić  szpicrutą  i  powiesić,  i  gdybym  była  męŜczyzną, 
zrobiłabym to własnoręcznie! 

-

 

Gdybyś  była  męŜczyzną,  nie  znalazłabyś  się  w  ta 

kiej  sytuacji  -  wtrącił  Luc,  gdy  przerwała  dla  nabrania 
oddechu. 

-

 

Mam  zamiar  pójść  na  policję  i  opowiedzieć 

o  tobie!  -  Catherine  znów  wybuchnęła,  zadowolona, 
Ŝ

e wreszcie znalazła właściwą groźbę. 

-

 

A co masz zamiar opowiedzieć? 

-

 

C-co?  -  zająknęła  się.  -  Co  powiem?  Powiem,  Ŝe 

mnie porwałeś. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          97 

 

-

 

Czy  dałem  ci  jakiś  środek  odurzający?  Czy  uŜy- 

łem siły fizycznej? Czy masz na to świadków? 

-

 

Dowiodę tego! Będę kłamać! 

-

 

A  dlaczego  na  lotnisku,  gdy  ogłosiłem,  Ŝe  mamy 

zamiar  się  pobrać,  stałaś  przy  mnie  całkiem  dobrowo- 
nie?  -  zapytał  Luc  z  tym  samym  niewzruszonym, 
nieprawdopodobnym chłodem. 

-

 

Przez  cały  tydzień  trzymałeś  mnie  tutaj,  jak 

w  więzieniu!  -  W  rozpaczy  szukała  innego  punktu 
zaczepienia,  zdecydowana  udowodnić  mu  naruszenie 
prawa. 
Czarne brwi uniosły się ze zdziwieniem: 

-

 

Przy  otwartych  drzwiach?  Nie  przypominam 

sobie, Ŝebym nie pozwolił ci gdzieś wyjść. 

-

 

Zniewoliłeś  mnie  fizycznie!  -  rzuciła  Catherine, 

zgrzytając zębami. - Tym cię zniszczę! 
Luc uśmiechnął się: 

- O jakim fizycznym zniewoleniu mówisz? 

      Catherine wyprostowała się na cale swoje sto pięć - 
dziesiąt parę centymetrów i krzyknęła: 

-

 

Wiesz  doskonale,  o  czym  mówię!  Podczas  gdy 

ja...  podczas  gdy  ja  nie  bardzo  jeszcze  doszłam 
do  siebie,  ty  wykorzystałeś  mnie  w  obrzydliwy  spo- 
sób! 

-

 

CzyŜby?  -  mruknął.  -  Catherine,  według  mnie 

przez  cały  ubiegły  tydzień  byłaś  zdrowsza  na  umyśle, 
niŜ kiedykolwiek przedtem w ciągu pięciu lat. 

-

 

Jak  śmiesz!  -  wrzasnęła  na  niego.  -  Jak  śmiesz  mi 

to mówić! 

Wzruszył lekcewaŜąco ramionami: 
-

 

Mówię tak, bo to prawda. 

-

 

Prawda,  która  komu  odpowiada?  -  krzyknęła 

rozwścieczona. - Cofnij to natychmiast! 

-

 

Nie  mani  zamiaru  zmieniać  tej  opinii.  Kiedy  się 

uspokoisz, sama stwierdzisz, Ŝe to prawda. 

-

 

Kiedy  się  uspokoję?  -  wrzasnęła.  -  Czy  wyglądam 

tak, jakbym miała się uspokoić? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

98             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-

 

Gdybyś  umiała  lepiej  pływać,  wrzuciłbym  de  do 

basenu. 

-

 

Nawet  nie  jest  ci  przykro,  prawda?  -  To  ją 

najbardziej irytowało. 

-

 

Dlaczego miałoby być mi przykro? - westchnął. 

-

 

Dlaczego?  Dlaczego?  -  Z  trudem  powtarzała  za 

nim.  -  PoniewaŜ  mam  zamiar  zmusić  cię  do  tego,  zęby 
ci  było  przykro.  Powinnam  była  wiedzieć,  ze  nie  masz 
wyrzutów  sumienia  z  powodu  przywiezienia  mnie 
tutaj! 

-

 

Faktycznie, nie mam. 

-

 

Postępujesz  tak,  jakbym  była  jakimś  przedmio- 

tem,  który  moŜesz  podnieść  lub  rzucić,  zaleŜnie  od 
twojego kaprysu. 
Gdy  jego  usta  wykrzywił  uśmiech,  zrozumiała, 
dlaczego ludzie popełniają czasem morderstwa. ZmruŜył 
oczy. 

-  Jeśli  ty  jesteś  przedmiotem  dla  mnie,  to  równie 

dobrze ja jestem przedmiotem dla ciebie. 

Przez  kilka  sekund  bezmyślnie  wybałuszała  na 

niego oczy, aŜ wreszcie zrozumiała, co miał na myśli. 

-

 

Nie chodzi mi o seks - wybuchnęła. 

-

 

Nie  -  zgodził  się.  -  ZauwaŜyłem,  Ŝe  zarzut 

fizycznej przemocy został juŜ wycofany. 

-

 

Nie wycofałam go! - przerwała mu. 

-

 

Sprytnie  zmieniasz  temat  -  zauwaŜył.  -  Pragniesz 

mnie równie silnie, jak ja ciebie. 

-

 

Ty  zarozumiały  draniu!  Byłam  chora!  Nienawi- 

dzę cię! 

-

 

Jakoś będziesz musiała się z tym pogodzić – ospo- 

koił ją. 

-

 

Nie  mam  zamiaru  się  z  tym  godzić!  Odchodzę, 

opuszczam  cię,  wyjeŜdŜam...  -  wyrzucała  z  siebie 
wzburzona. 

-

 

Typowa  dla  ciebie  reakcja,  gdy  sytuacja  staje  się 

trudna, ale tym razem nie uda ci się zniknąć. 

-

 

Opuszczam cię! - krzyczała jak oszalała. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                          99 

 

-  UwaŜaj na szkło! - zawołał ostrzegawczo.  
Było juŜ jednak za późno. Stopę przeszył tak ostry 

ból, ze aŜ zaparło jej dech. Luc błyskawicznie znalazł 
się  przy  niej,  posadził  na  najbliŜszym  fotelu  i  ręką 
mocno ścisnął jej delikatną kostkę. 

-    Nie  ruszaj  się!  -  krzyknął.  -  Bo  szkło  wbije  się 

jeszcze głębiej. 

Szlochając  z  upokorzenia  i  bólu  pozwoliła,  Ŝeby 

wyciągnął  odłamek  szkła,  a  potem  zaczęła  mu 
złorzeczyć. 

-  Wiedziałem, Ŝe tak mi podziękujesz. 
-  Zostaw mnie! - powiedziała piskliwym głosem. 
-  A to szkło dokoła? Chyba Ŝartujesz. - Kpił z niej 

owijając  śnieŜnobiałą  chusteczką  jej  bolącą  stopę.-
Kiedy miałaś robiony zastrzyk przeciwtęŜcowy? 

-  Sześć miesięcy temu! - odpowiedziała ze złością.      
- Nie zmieniaj tematu! Czy słyszysz, co mówię? 

Odchodzę od ciebie! 

-  Nie pozwolę ci na to. - Podniósł leŜący na ziemi 

sarong i zaczął ją nim owijać, tak jakby ubierał lalkę. 
Odtrąciła jego ręce. 

-  Nie  waŜ  się  mnie  dotykać!  Co  to  znaczy:  nie 

pozwolę ci odejść? Nie moŜesz mnie tu zatrzymać! 

Odrzucając  sarong,  nieoczekiwanie  podniósł  ją  do 

góry i choć walczyła zębami i paznokciami, wymachi-
wała nogami i rękami, zarzucał ją sobie na ramię. 

-  Puść  mnie!  -  krzyczała,  tłukąc  go  pięściami  po 

plecach. - Co masz zamiar zrobić? 

-  Powstrzymać  cię.  Dla  twojego  własnego  dobra. 

Jesteś  histeryczką  -  odpowiedział  ostro  -  i  mam  juŜ 
tego dość. 

- Ty masz dość. - W jej głosie brzmiało niedowie-

rzanie. - Postaw mnie! 

- Bądź cicho! - ofuknął ją. 

Skierował  się  na  kamienne  schody,  prowadzące  do 
oszklonych drzwi tarasu na pierwszym piętrze. 

-  Nienawidzę  cię!  -  Szlochała,  a  łzy  upokorzenia, 

nie wyładowanej złości i zawodu zalewały jej oczy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

100             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

W  minutę  potem  Luc  rzucił  ją  na  łóŜko  jak  worek 

kartofli. 

-

 

Przyznaj,  ze  nienawiść  do  mnie  nie  daje  ci  szczęś- 

cia  -  zauwaŜył  drwiąco.  -  Per  Dio,  czy  sama  tego  nie 
widzisz? 

-

 

Kiedyś  musiałam  wreszcie  zrozumieć,  Ŝe  jesteś 

prymitywnym  łotrem  bez  skrupułów.  Odchodzę  od 
ciebie! 

-

 

Nigdzie nie odejdziesz. 

-

 

Nie  moŜesz  mi  przeszkodzić!  I  z  całą  pewnością 

nie moŜesz mnie zmusić, Ŝebym wyszła za ciebie! 

Zsunęła  się  z  łóŜka  i  utykając  podeszła  do  krzesła, 

Ŝ

eby  wziąć  leŜący  na  nim  lekki  szlafroczek,  gdyŜ  nagle 

poczuła się zbyt obnaŜona w samym kostiumie bikini. 

-

 

Teraz,  gdy  Drew  podpisał  ten  swój  waŜny  kon- 

trakt, juŜ nie moŜesz mnie tu dłuŜej zatrzymywać. 

-

 

Podpisanie  tego  kontraktu  nastąpi  w  godzinę  po 

naszym ślubie. 

Catherine  zdrętwiała.  Gwałtownie  odwróciła  się  w 

jego  stronę.  Błyszczące,  złote  oczy  patrzyły  na  nią 
prowokująco. 

- Przewidziałem taką moŜliwość. 
- To on... To on jeszcze nie ma tego kontraktu? 

- zapytała z ogromnym wysiłkiem. 

- Jak widzisz, jestem takim podstępnym draniem 

mruknął Luc. 

-

 

Nie moŜesz mnie chcieć, gdy ja ciebie nie chcę! 

-

 

Udowodniłem  juŜ  wcześniej,  Ŝe  się  mylisz  -  od 

parł  sucho.  -  Jestem  pewien,  Ŝe  humor  ci  się  poprawi, 
gdy jutro znajdziemy się w Anglii. 

Do  Catherine  dotarło  to  jedno  magiczne  słowo: 

Anglia. 

- Zabierzesz mnie po ślubie do Anglii? 
- Taki jest zwyczaj. 

           Najwyraźniej nie miał Ŝadnych wątpliwości, Ŝe gdy 

obrączka znajdzie się na jej palcu, będzie to miało taki sam 

skutek, jak przywiązanie skazańca łańcuchem do 

 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         101

 

 

ś

ciany  lochu.  Ale  gdy  ona  znajdzie  się  juŜ  w  Anglii,  nie 

będzie w stanie jej zatrzymać. Tu, we Włoszech, on miał 
jej paszport, nie miała najmniejszych szans na ucieczkę z 
tego  kamiennego  zamku  pilnowanego  przez  specjalną 
ochronę  wspomaganą  przez  imponujące  zabezpieczenia 
elektroniczne. 

Jeśli  nie  dojdzie  do  ślubu,  ucierpi  na  tym  Drew. 

Perspektywa  powrotu  do  Anglii  juŜ  jutro  bardzo  ją 
uspokoiła. Tam nie zmusi jej, Ŝeby z nim pozostała. 

-

 

Catherine - wycedził Luc - nawet nie myśl o tym. 

-

 

Nie  mamy  o  czym  mówić-odpowiedziała  stano- 

wczo. - Wszystko juŜ powiedziałam. 
-

 

Musimy jednak porozmawiać. 

Rozległo się pukanie do drzwi. Zignorował je. 

-  Nie  chcę,  Ŝebyś  zepsuła  uroczystość  ślubną. 

Zakneblowana i przyprowadzona pod przymusem 
narzeczona moŜe zdziwić niejednego świadka ceremonii - 
pomyślała  z  zawziętością,  gdy  pukanie  do  drzwi  znów 
się powtórzyło. 

-  Avanti!  -  wykrzyknął  Luc  z  rozdraŜnieniem. 

Ukazał się Bernardo. 

-  Signorina  Peruzzi.  -  Podał  bezprzewodowy  tele- 

fon  w  obronnym  geście.  -  Mówi,  Ŝe  to  sprawa  bardzo 
pilna i Ŝe koniecznie chce z panem rozmawiać, signor. 

-  Nie  będę  z  nią  rozmawiał.  Zostaw  nas,  Bernardo. 

Majordomus wyszedł i drzwi zamknęły się za nim. 

-

 

On  mówi  po  angielsku  -  zauwaŜyła  Catherine. 

     - Czy to ty zabroniłeś mu mówić przy mnie w tym języku? 

-

 

SłuŜba  jest  przekonana,  Ŝe  sama  o  to  prosiłaś, 

chcąc sprawdzić się w języku włoskim. 

Ukryła  twarz  w  drŜących  dłoniach.  IleŜ  trzeba  było 

zimnej krwi, Ŝeby nie stracić panowania nad sobą. -   

- Czuję wstręt do ciebie. 

-

 

Po  prostu  jesteś  na  mnie  zła.  I  przypuszczam,  Ŝe 

masz jakiś szczególny powód ku temu. 

-

 

Przypuszczasz?  -  Obrzuciła  go  wściekłym  spoj- 

rzeniem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

102             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
 

-  NaleŜysz do mnie, Catherine. UŜyj całego swego 

rozumu,  którym  cię  Bóg  obdarzył.  Byłaś  tu 
szczęśliwa,  szczęśliwszej  nigdy  cię  przedtem  nie 
widziałem. 

- śyłam w przeszłości! 
-  Ale  dlaczego  wybrałaś  właśnie  ten  fragment 

przeszłości? W ironicznym uśmiechu skrzywił swoje 
zmysłowe usta. - Zapytaj o to samą siebie. 

- Niczego   nie   wybierałam   -  zaprotestowała. 
- A skończyło się czymś, co jest nierealne! 
-  MoŜe  być  realne,  jeśli  tylko  zechcesz.  Catherine 

czuła się fatalnie. Luc zawiódł ją, ale 
najgorsze,  Ŝe  zawiodła  się  na  samej  sobie.  W  ciągu 
jednego  tygodnia,  zniweczyła  cztery  lata  poczucia 
własnej  godności  i  wszystkie  bariery,  które  miały  ją 
chronić. 

-  Przez  cały  ten  tydzień  pękałeś  pewnie  ze 

ś

miechu,  Ŝe  tak  łatwo  udało  ci  się  mnie  ogłupić  - 

stwierdziła gorzko. 

-  To nie tak było miedzy nami. 
-  Właśnie  tak  było  zawsze  -  zaatakowała  go, 

dygocąc  cała.  -  Spiskujesz,  knujesz  i  manipulujesz, 
Ŝ

eby  wszystko  odbyło  się  tak,  jak  ty  sobie  tego 

Ŝ

yczysz. 

-  Nie planowałem twojej utraty pamięci. 
- Ale nie omieszkałeś Ŝ niej skorzystać!  I tak było 

zawsze.  Kiedy  wróciliśmy  ze  Szwajcarii,  moi  praco-
dawcy, ni stąd ni zowąd, zamknęli galerię i wyjechali, 
zostawiając  mnie  bez  pracy.  Zbieg  okoliczności?  Nie 
sądzę. To ty maczałeś w tym palce. 
   Lekki  rumieniec  oblał  jego  policzki,  był  wyraźnie 
zmieszany. 

- Kupiłem ten dom - przyznał się. 
-  Wtedy  łatwiej  było  mnie  namówić  na  wyjazd  do 

Nowego Jorku. - W jej gardle uwiązł szloch. 

- Bardzo cię pragnąłem. I nie mogłem czekać. 
- Patrzył na nią z bezwstydną szczerością. - Jestem, 

jaki  jestem,  bella  mia,  i  niestety  nie  mogę  zmienić 
przeszłości. Catherine... co chcesz, Ŝebym ci powie- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         103

 

 

dział? Jeśli chcesz, Ŝebym był uczciwy, będę. Z  całej 
przeszłości  Ŝałuję  tylko  jednego:  tego,  Ŝe  cię 
straciłem. 

-  Nie  straciłeś  mnie...  ty  mnie  wyrzuciłeś!  -  za-

szlochała. 
RozłoŜył ręce. 

-  Zgoda,  jeśli  słowa  mają  takie  znaczenie...  wy-

rzuciłem  cię.  Ale  spróbuj  na  to  wszystko  spojrzeć  z 
mojego  punktu  widzenia.  Zaskoczyłaś  mnie  waria-
ckim  pytaniem,  które  spadło  na  mnie  jak  grom  z  jas-
nego nieba, tamtego ranka przy śniadaniu. 

-  Tak,  rzeczywiście,  to  było  wariactwo  -  ucięła 

drŜącym  głosem.  -  Absolutnym  idiotyzmem  była 
nadzieja,  Ŝe  mógłbyś  się  wtedy  zniŜyć  do  mojego 
poziomu i oŜenić ze mną, 

-  Nie  wiedziałem,  Ŝe  nie  będę  miał  moŜliwości 

odwołania się do sadu apelacyjnego - odparł gwałtow-
nie. -Tak, nie miałem racji. To, co powiedziałem, było 
okrutne,  przyznaję.  Jeśli  chciałaś,  Ŝebym  się 
usprawiedliwił,  to  trzeba  było  wówczas  zostać,  bo 
dziś  nie  będę  juŜ  tego  czynił.  Wróciłem  pół  godziny 
później,  nie  pojechałem  do  Mediolanu.  A  gdzie  ty 
byłaś? 

Wiadomość,  Ŝe  wrócił  tamtego  ranka,  oszołomiła 

ją 

-  No,  właśnie,  gdzie  byłaś?  -  nastawa!  Luc 

bezlitośnie.  -  Odeszłaś.  Uciekłaś,  jak  obraŜona 
primadonna, 

zostawiając 

wszystko, 

co 

ci 

kiedykolwiek  dałem,  i  jeśli  chciałaś  się  w  ten  sposób 
zemścić, w pełni ci się to udało. 

Z  tłumionym  łkaniem  wpadła  do  łazienki  i  za-

mknęła  drzwi.  Siedząc  na  podłodze,  płakała  z  twarzą 
ukrytą w dłoniach. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

W  chwili,  gdy  Luc  poprosił  ją  o  rękę,  straciła 

rozum.  Wiele  drobnych  faktów  nie  pasowało  do 
siebie,  ale  ona  nie  chciała  o  nich  wiedzieć.  Ufała 
Lucowi i zdecydowana była nie pozwolić na to, Ŝeby 
cokolwiek  przeszkodziło  jej  szczęściu.  Jeśli  jego 
zamiarem  było  odwrócenie  jej  uwagi  od  amnezji,  to. 
udało mu się to znakomicie. 

Tamtego  wieczora,  w  mieszkaniu  Drewa  Luc 

złapał  ją  w  potrzask,  kaŜąc  dokonać  niewykonalnego 
wyboru:  albo  poświecić  Daniela,  albo  Drewa.  Za 
wszelką cenę musiała walczyć o utrzymanie Daniela z 
dala od Luca. 

Ale  i  wobec  Drewa  czuła  się  w  obowiązku  być 

lojalna, zarówno ze względu na niego samego, jak i na 
jego  siostrę.  Wobec  Harriet  miała  dług  nie  do 
spłacenia  za  to,  Ŝe  pomogła  jej,  kiedy  znalazła  się  na 
dnie.  Jak  miała  wybierać  pomiędzy  Danielem  i 
Drewem? 

Luc  zatruwał  wszystko,  czego  się  tylko  dotknął. 

Ale  jeśli  gotów  był  ją  poślubić  tylko  po  to,  Ŝeby 
zagwarantować  sobie  jej  stałą  obecność  w  łóŜku,  to 
dlaczego  nie  miałby  zaakceptować  równieŜ  Daniela? 
Pomyślała  z  niepokojem,  Ŝe  teraz  Luc  chciałby  mieć 
syna.  Pięć  lat  temu  Daniel  był  niepoŜądaną 
komplikacją.  Luc  nie  zdawał  sobie  jeszcze  sprawy, 
jak  ona  sama  była  waŜna  dla  niego.  Z  pewnością 
chciałby  wówczas,  Ŝeby  pozbyła  się  dziecka,  ale  od 
tamtego czasu wiele się zmieniło... 

Daniel  był  wraŜliwym  dzieckiem  o  niezwykłej  in-

teligencji, z którą czasami trudno było sobie poradzić. 
Kiedyś  i  Luc  był  takim  małym  chłopcem,  a  jak  się 
teraz 

zmienił. 

Jest 

zimny, 

wyrachowany, 

gruboskórny. 

 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         105 

 

Daniel  ma  silną  wolę  i  gdyby  pozostawić  go  jego 

własnemu  rozumowi,  szedłby  naprzód  nie  oglądając 
się  za  siebie,  jest  teŜ  niezwykle  egocentryczny. 
Catherine przez cztery i pół roku dokładała wszelkich 
starań,  Ŝeby  Daniel  wyrósł  na  normalne,  zdrowe 
dziecko. 

Nienawidziła 

Luca, 

och, 

BoŜe, 

jakŜe 

go 

nienawidziła!  Uczepiła  się  desperacko  tej  nienawiści, 
która  była  jej  siłą.  Teraz  próbowała  nie  dopuścić  do 
siebie  myśli,  Ŝe  Luc  nie  był  jednak  tak  zimny  i 
gruboskórny,  za  jakiego  uwaŜała  go  przedtem,  jakiś 
wewnętrzny  głos  napomykał  nieśmiało,  Ŝe  Luc  mógł 
się zmienić. 

I  cóŜ  z  tego,  Ŝe  najpierw  musi  przejść  przez  ten 

ś

lub?  Gdy  wylądują  w  Londynie,  będzie  mogła 

opuścić  Luca.  Zrobiła  to  juŜ  raz  przedtem,  moŜe 
zrobić znowu, ale tym razem nie będzie juŜ tak głupia. 
Weźmie  swoją  biŜuterię  i  sprzeda  ją.  Dzięki  tym 
pieniądzom urządzi nowe Ŝycie sobie i Danielowi. 

To  nie  moŜe  się  spełnić,  nic  z  tego  nie  da  się 

zrealizować.  śyła  fantazją.  Przeszłość  była  tak  okru-
tnie oczywista. Dla małej dziewczynki, która marzyła, 
Ŝ

e  zostanie  księŜniczką,  był  ten  pałac.  Dla  młodej 

dziewczyny,  która  wierzyła  w  szczęście  małŜeńskie, 
była ta ślubna biała suknia. Ale dla kobiety, jaką teraz 
była,  nie  pozostawało  nic.  I  czy  to  jej  wina?  Dorosła 
kobieta 

powinna 

odróŜniać 

fantazję 

od 

rzeczywistości. 

Jakieś  je  ne  soi  quoi,  jak  mawiał  Luc.  Jednak  jest 

takie słowo, które wyraŜa całą istotę rzeczy: seks. Dla 
bogatego i potęŜnego Luca irytująca musi być świado-
mość,  Ŝe  tak  bardzo  poŜąda  pospolitej  blondynki, 
pozbawionej  cech  pasujących  do  pięknego  obrazu, 
jaki sobie wymarzył. 

-  Catherine!  Dobrze  się  czujesz?  Drgnęła, 

usłyszawszy głos Luca. 

- Ty przeklęty snobie! - wybuchnęła szlochem. 
- O czym ty, u diabła, mówisz? - zdenerwował się 

Luc.  -  Jeśli  nie  wyjdziesz  natychmiast,  wyłamię 
drzwi. 

-  Przemoc  jest  twoją  odpowiedzią  na  wszystko, 

tak? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

106             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
 

Tylko  ten  seks-pomyślała  o  Lucu  ze  wstrętem.  Po 

pięciu latach jej akcje wyraźnie poszły w górę. W za-
mian za to, Ŝe niczego mu nie odmawiała, Luc gotów 
był się zniŜyć i poślubić ją. No tak, ale czyŜ i dla niej 
nie jest to szczęście? 

Nic  dziwnego,  Ŝe  Luc  nie  mógł  zrozumieć 

przyczyn  tej  awantury.  Był  przystojny,  nadzwyczaj 
bogaty  i  seksowny.  Dziewięć  na  dziesięć  kobiet 
zaakceptowałoby  jego  wady.  Niestety,  ona  była  tą 
dziesiątą. 

Udało  mu  się  zdobyć  pannę  młodą,  ale  nie  będzie 

miał  Ŝony.  Będzie  Ŝył  Ŝałując,  Ŝe  zmusił  ją  do  ślubu. 
Gdy  opuści  go  po  kilku  godzinach,  będzie  to 
niezwykła 

sensacja 

publiczna. 

MoŜe 

jest 

to 

szaleństwo,  które  nic  jej  nie  da,  ale  przynajmniej 
odzyska  poczucie  własnej  godności.  Urządził  ją 
nieźle, ale i sam na tym straci. 

Przyszedł  czas  zapłaty.  Ona  sama  przejdzie  do 

historii jako kobieta z zasadami, która porzuciła męŜa, 
jednego z najbardziej godnych poŜądania. 

JuŜ  wyobraŜała  sobie  nagłówki  w  gazetach:  „Dla-

czego  na  chciałam  Ŝyć  z  Lucern  Santinim?”.  Pełna 
nowych sił wróciła do sypialni. 

Rozległ  się,  podobny  do  strzału  z  pistoletu,  huk 

wylatującego  z  butelki  korka.  Przechylił  ciemną 
głowę,  aby  upić  lejącą  się  pianę  szampana  i  rozlał 
złocisto-miodowy 

płyn 

do 

dwóch 

kieliszków, 

ukazując w uśmiechu białe zęby: 

- Przemoc nie jest moją odpowiedzią na wszystko. 

-  Spojrzał  na  nią  cudownymi,  jak  u  lwa,  złotymi 
oczami. -Byłaś w łazience tak długo, Ŝe chyba zuŜyłaś 
całą gorącą wodę, jaka była w zamku. 

Nie  spodziewała  się,  Ŝe  będzie  jeszcze  na  nią 

czekał.  Rzuciła  mu  spojrzenie  pełne  pogardy,  które 
miało  go  zmiaŜdŜyć.  Oczywiście,  nie  zrobiło  to  na 
nim  Ŝadnego  wraŜenia.  Zwinnym,  kocim  krokiem 
przeszedł po dywanie i podał jej kieliszek. 

- Nie kochasz Huntingdona - wycedził. 

 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         107

 

 

Samo  patrzenie  na  niego  odbierało  jej  siły.  Nerwy 

znowu odmówiły posłuszeństwa. Ręce drŜały. Była to 
nierówna walka. Nie była gotowa na kolejną konfron-
tację  i  on  o  tym  wiedział,  podstępna  i  bezlitosna 
ś

winia! 

-  Nie  zdołałbyś  zrozumieć  takiego  człowieka  jak 

Drew,  nawet  gdybyś  Ŝył  tysiąc  lat.  -  Policzki  jej  pło-
nęły,  wypiła  wiec  jednym  haustem  szampana  dla 
ochłody. 

-  Drew  pociąga  cię,  bo  jest  przegrany.  śal  ci  go. 

Zgrzytnęła zębami: 

- Drew nie jest przegrany. 
-  Doprowadził  do  ruiny  rodzinną  firmę  przez 

szereg  niefortunnych  decyzji  -  poinformował  ją 
zwięźle Luc. 

-  Ale  i  tak  jest  szlachetniejszym  człowiekiem  niŜ 

ty! - cisnęła mu w złości. 

Rysy jego dumnej twarzy stęŜały. 
-  Jesteś  na  uprzywilejowanej  pozycji,  cara.  Niko-

mu  innemu  nie  pozwoliłbym  bezkarnie  na  takie 
słowa. 

Lodowaty ton słów, które sprowokowała, przestra-

szył  ją.  Plecami  jej  wstrząsnął  dreszcz.  Poczuła  się, 
jak  niegrzeczne  dziecko  skarcone  przez  dorosłych  za 
sprawianie  im  kłopotu.  Ale  jego  pogarda  dla  Drewa 
złościła ją, choć w głębi serca wiedziała, Ŝe Luc miał 
rację.  Drew  nigdy  nie  był  tak  ambitny  ani 
zdecydowany,  Ŝeby  osiągnąć  sukces.  Pozwolił,  aby 
jego  rodzina  Ŝyła  ponad  stan,  marnotrawiąc  kapitał 
firmy  przeznaczony  na  inwestycje.  JednakŜe  te  fakty 
nie  umniejszały  jej  szacunku  dla  Drewa.  Nie  urodził 
się  jako  ktoś,  kto  idzie  po  trupach,  i  nigdy  takim  nie 
będzie. Bezwzględność Luca skrzywdziła go, co więc 
moŜe się stać z Danielem?... 

- Krzywdzisz Drewa - szepnęła. Nie widziała Ŝad-

nego  powodu,  Ŝeby  wyprowadzać  Luca  z  błędu  na 
temat jej związku z Drewem. Doprowadzała ją do sza-
łu pewność siebie Luca i jego taksujący wzrok. -A po-
za tym nie jestem twoją własnością. 

Zmieszała  się,  gdy  Luc  uśmiechnął  się  niemalŜe 

czule i powiedział: 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
108             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-  Nie  musisz  być  moją  własnością.  Jesteś  moja 

ciałem  i  duszą,  a  teraz  wróciłaś  tu,  gdzie  twoje 
miejsce. 

Zawrzała gniewem: 
- Ja nie naleŜę do ciebie! 
- Dlaczego walczysz ze mną? - zapytał łagodnie. 
- Dlaczego walczysz ze sobą? 
Gdy  napotkała  spojrzenie  jego  czarnych  jak  heban 

oczu,  uczuła  świdrujący  ból  w  Ŝołądku.  Strasznie 
trudno było oprzeć się jego pewności siebie. 

- Ja nie walczę ze sobą. 
-  Udowodnij  to  -  zaproponował  spokojnie. 

Catherine  zadrŜała  z  obawy,  Ŝe  mu  ulegnie.  Serce 
zabiło jej mocniej. Przez głowę przebiegła idiotyczna 
myśl,  Ŝe  Luc  powinien  zostać  wyklęty,  jako  osobnik 
niebezpieczny dla otoczenia. 

Podszedł bliŜej i znów napełnił jej kieliszek. 
- Boisz się - zauwaŜył.- Rzeczywiście, wygląda na 

to, Ŝe boisz się mnie. Wcale mi się to nie podoba. Nie 
mam  ochoty  znaleźć  się  jutro  w  łóŜku  z  taką  prze-
straszoną gęsią. Chcę, Ŝebyś była kochającą, szalejącą 
z miłości istotą, taką, jaką byłaś przez ten tydzień. 

Był teraz tak blisko, Ŝe wstrzymała oddech. 
- Nie kocham cię. 
-  Gdybym  nie  był  pewien,  Ŝe  mnie  kochasz,  nie 

Ŝ

eniłbym się z tobą. 

Cofnęła  się  pospiesznie,  aby  uniknąć  jego 

bliskości. 

-  Nawet  nie  przypuszczałam,  Ŝe  ma  to  dla  ciebie 

jakieś znaczenie. 

-  Jeśli  znowu  uciekniesz  do  łazienki,  wywaŜę 

drzwi  -  powiedział  spokojnie.  -  Chcę  wiedzieć, 
dlaczego znowu odgradzasz się ode mnie. 

-  Dlaczego?  -  powtórzyła  za  nim,  oddychając  z 

trudem. - Dlaczego? Po tym, co mi zrobiłeś? 

-  A  co  ja  takiego  zrobiłem?  Całe  te  cztery  lata 

spędziłem  na  szukaniu  ciebie,  i  gdy  wreszcie  cię 
znalazłem, poprosiłem, Ŝebyś wyszła za mnie za mąŜ. 
CzyŜ to nie dowód Ŝyczliwości? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         109

 

 

- śyczliwości? 
- To z pewnością nic obraźliwego, bella mia. 
Aleja nie chcę wyjść za ciebie za mąŜ! 
-  Jestem  ciekaw,  co  się  zmieniło  w  twojej  pod-

ś

wiadomości? - zapytał ochrypłym głosem. 

BoŜe, jakŜe on jest nieprawdopodobnie przystojny. 

W  panice  pomyślała,  Ŝe  byłby  w  stanie  przekonać 
tłum Ŝądny mordu. To, co teraz czulą, to tylko sprawa 
hormonów. To wszystko. Luc rozpalił jej namiętność, 
zdobywając  ją  podstępem.  Jeśli  choć  na  sekundę 
straci  panowanie  nad  sobą,  to  znajdzie  się  z  nim  w 
łóŜku. 

-  Nawet  seksem  nie  uda  ci  się  nakłonić  mnie  do 

zmiany zdania - przekonywała. 

Rozbawionym  spojrzeniem,  z  widoczną  kpiną, 

przeszył  ją  na  wylot.  Wziął  kieliszek  z  jej  ręki  i 
odstawił na bok. 

-  Tu  nie  chodzi  tylko  o  seks  -  zaoponował  głębo-

kim głosem, delektując się słowami. 

-  Właśnie,  Ŝe  seks!  -  powtórzyła  rozzłoszczona.- 

Czy słuchasz mnie? 

-  Słuchałbym,  gdybyś  mówiła  coś,  co  chcę 

usłyszeć  -  stał  bez  ruchu  zamiast  zbliŜyć  się  do  niej, 
wywołując  tym  jej  zmieszanie.  -  I  nie  mam  zamiaru 
ułatwiać  ci  sytuacji  przez  namawianie  do  pójścia  do 
łóŜka. 

Oderwała  się  gwałtownie  od  ściany  i  zaprotes-

towała: 

- Nie udałoby ci się mnie namówić. 
-  Nie  będę  próbował.  Oszczędzę  cię  na  jutrzejszą 

noc  -  powiedział  spokojnie,  zanim  zamknął  za  sobą 
drzwi. 

Rzuciła  się  za  nim  i  przekręciła  klucz  w  zamku.  I 

wtedy załamała się. Ocierając pot z czoła połoŜyła się 
na łóŜku, wyczerpana emocjami ostatnich godzin. 

Obudziła się spocona, było jej gorąco i chciało się 

pić.  Napełniła  kieliszek  szampanem  i  wypiła  do  dna, 
jakby to była lemoniada. Czy ktoś pukał przed chwilą 
do drzwi, czy tylko jej się zdawało? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

110             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
Wściekała  się,  zmuszona  przyznać  sama,  Ŝe  nie-

nawiść do Luca nie chroniła jej przed jego fizycznym 
urokiem.  W  tym  tkwiło  sedno  sprawy.  Przez  tyle  lat 
nie  zdołała  się  uodpornić.  Ody  odbierał  od  niej  ten 
kieliszek  z  szampanem,  gotowa  juŜ  była  ustąpić, 
czekała na... 

Spacerując  nerwowo  po  pokoju,  znowu  nalała 

sobie  szampana.  Gdy  kochała  Luca,  mogła  pogodzić 
się z tym, co z nią robił. Teraz jednak, gdy nie tylko, 
Ŝ

e  go  nie  kocha,  lecz  wręcz  gonie  cierpi,  nie  jest  w 

stanie mu wybaczyć. 

Przeglądała  sukienki  w  ubieralni,  gdy  znów 

rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Otworzyła  je 
energicznie i zobaczyła Guilię, za którą stał Bernardo, 
trzymający  ogromny  pęk  kluczy.  Pokojówka  była 
podenerwowana i zarumieniona. 

- Nie będziesz mi dziś potrzebna. Grazie, Guilia. 
- Ale, signorina... 
Obiad zostanie podany za pół godziny -wtrącił się 

Bernardo, z błagalnym wyrazem w oczacn. 

-  Przykro  mi,  ale  obiad  będzie  musiał  poczekać. 

Catherine  zamknęła  za  nimi  drzwi.  Jak  oni  świetnie 
mówią po angielsku! Przeklinała Luca, przypominając 
sobie,  jak  przez  cały  ubiegły  tydzień  rozmawiała  z 
nimi  na  migi.  Dlaczego  Bernardo  wyglądał  na  tak 
przestraszonego,  gdy  powiedziała  o  przesunięciu 
godziny podania obiadu? 

Luc  prawdopodobnie  zrobi  awanturę.  No  i  co  z 

tego?  Nic  mu  się  nie  stanie,  jeśli  raz  poczeka. 
JednakŜe  słuŜba  nie  powinna  cierpieć  z  powodu  jej 
spóźnienia  i  dlatego  postara  się  być  gotowa  jak 
najszybciej. 

Najpierw wyciągnęła z szafy lśniącą czarną tunikę, 

część  stroju  wieczorowego.  Akurat  przykryje  jej  bio-
dra, a jeśli włoŜy ją tyłem naprzód, to zmniejszy tym 
samym  dekolt.  Przezroczyste,  czarne  pończochy  to 
Ŝ

aden problem. Miała ich mnóstwo. Następnie wycia- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         111

 

 

gnęła  parę  czarnych,  pantofli  na  bardzo  wysokich 
obcasach i długie, czarne rękawiczki. 

Ubrana,  przeszła  trochę  niepewnie  do  łazienki. 

Oczy  podkreśliła  szafirem  i  fioletem,  na  rzęsy 
nałoŜyła  grubą  warstwę  niebieskiego  tuszu,  dekolt 
posmarowała  złotym  błyszczkiem,  usta  pomalowała 
szminką w kolorze truskawkowym.  Była zadowolona 
z siebie. Niezbyt starannie ułoŜone włosy spływały na 
ramiona splątaną falą. Teraz mogła się zająć biŜuterią. 

Miała trzy diamentowe bransoletki. Jedną nałoŜyła 

na  kostkę  u  nogi,  dwie  pozostałe  na  przeguby, 
powyŜej rękawiczek. Naszyjnik i kolczyki dopełniały 
całości. Zupełnie jak na choince. To zadziwiające, jak 
licho wyglądają diamenty, jeśli nałoŜy się ich za duŜo. 
Okazało  się  teŜ,  Ŝe  bez  nadzoru  Guilii  jej  garderoba 
dawała  moŜliwości  takiego  przebierania  się,  o  jakich 
Luc nawet nie marzył. Gdy spojrzała na swoje odbicie 
w lustrze, była w pełni usatysfakcjonowana. 

OstroŜnie  zeszła  po  schodach,  czując  jeszcze  w 

głowie wypity szampan. Osłupiały Bernardo nie mógł 
od niej oderwać oczu, gdy przechodziła przez hol. 

-  Dobry  wieczór,  Bernardo  -  rzuciła  mu  radosnym 

głosem. - Ale dziś gorąco, prawda? 

Pomyślała,  Ŝe  zaraz  będzie  jeszcze  goręcej.  W 

końcu  Bernardo  otworzył  szeroko  podwójne  drzwi 
salonu i oznajmił: 

Signorina Parrish. 
Dlaczego, u diabła, Bernardo ją zaanonsował? Czy 

pomyślał,  Ŝe  Luc  nie  pozna  jej  w  tym  przebraniu? 
Nabrała  głęboko  powietrza  i  śmiało  przekroczyła 
próg.  W  jej  stronę  zwróciły  się  oczy  sporej  grupy 
osób.  Catherine  sparaliŜowało  przeraŜenie.  Jej  strój 
przeznaczony był na prywatny uŜytek ich dwojga. 

Teraz,  gdy  zaczęła  przytomniej  myśleć,  co  zresztą 

wcale  nie  było  łatwe,  przypomniała  sobie,  Ŝe  Luc 
wspomniał o tym, Ŝe spodziewa się kilku przyjaciół i 
znajomych  w  wieczór  poprzedzający  ich  ślub.  Ale 
gdy 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

112             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

zachowała  się  tak  histerycznie,  nie  poruszał  juŜ  tego 
tematu. Niewątpliwie teraz bardzo tego Ŝałował. Przy-
pomniał  sobie,  Ŝe Catherinc  ma  pamięć  jak  sito. Gdy 
szedł w jej kierunku, jego oczy mówiły, Ŝe chętnie by 
ją  pokrajał  na  kawałki,  tak;  Ŝeby  cierpiała  jak 
najdłuŜej. 

- Myślałam, Ŝe to będzie fantastyczny strój - mruk-

nęła  próbując  przejść  bokiem,  ale  Luc  złapał  ją  za 
rękę. 

-  O,  jaki  awangardowy  strój  -  odezwał  się  młody, 

dziewczęcy  glos.  -  Mamusiu,  dlaczego  ja  nie  mogę 
mieć nic takiego? 

- Marna krawcowa - skomentował ktoś drugi. 
- Ale przyciąga wzrok.

                                    

-  Luc,  rozumiem  teraz,  dlaczego  aŜ  do  ostatniej 

chwili trzymałeś tę czarującą damę w ukryciu. Jestem 
Christian... Christian Dennig - podszedł do niej wyso-
ki, bardzo przystojny blondyn. 

Catherine z uśmiechem podała mu rękę. Luc zaczął 

przedstawiać  jej  wszystkich  pozostałych  gości.  Było 
tu  około  trzydziestu  osób  róŜnych  narodowości, 
najczęściej przedstawicieli elity finansowej. 

-  Ma  pani  wprost  bajeczne  nogi  -  powiedział 

Christian. - I mam takie wraŜenie, Ŝe Luc wolałby ten 
widok zatrzymać wyłącznie dla siebie. 

- Czy zna pan Luca od dawna? - zapytała. 
- Od jakichś dziesięciu lat. Siedem lat temu widzia-

łem  panią  z  daleka  w  Szwajcarii.  Na  tyle  mi  tylko 
pozwolono. 

-  Naprawdę?  -  zapytała,  starając  się,  by  jej  głos 

brzmiał jak najbardziej obojętnie., 

-  Luc  ma  bardzo  rozwinięty  instynkt  posiadania  - 

zaŜartował Christian. 

Obok nich pojawił się Luc. 
- Dobrze się bawisz, Christianie? 
-  Znakomicie.  Nie  ma  w  tym  pokoju  męŜczyzny, 

który  by  mi  teraz  nie  zazdrościł.  Dlaczego  musiałem 
tak długo czekać, Ŝeby ją poznać? 

- MoŜe przewidywałem twoją reakcję? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         113

 

 

Luc  wyciągnął  rękę  w  stronę  Catherine.  Była  juŜ 

pora, by siąść do stołu. 

-  Podobasz  się  wszystkim  -  wyszeptał,  ukradkiem 

muskając  ustami  jej  nagie  ramię,  a  pakami  delikatnie 
przesuwając  po  plecach.  -  Zapomniałaś,  Ŝe  mają 
przyjść, prawda? 

Oszołomiona  stwierdziła,  Ŝe  Luc  uśmiecha  się  do 

niej. 

-  Gdybyś  widziała  swoją  twarz,  gdy  tu  weszłaś! 

Ale  w  tej  zbieraninie  ludzi  nie  wyglądasz  tak 
szokująco, jak się spodziewałaś. 

Chyba miał rację. Właściwie nikt tu nie był ubrany 

konwencjonalnie. W tym towarzystwie kobiety przede 
wszystkim chciały się róŜnić jedna od drugiej. Mogła 
wyglądać szokująco sama dla siebie i dla tych, którzy 
ją  znali,  ale  tutaj  nikt  nie  okazał  najmniejszego  zdzi-
wienia  i  nie  uznał,  Ŝe  w  tym  stroju  wygląda  jakby 
uciekła z cyrku. 

Po  jej  lewej  stronie  usiadła  przy  stole  kobieta  w 

ś

rednim wieku, z haczykowatym nosem, i zapytała: 

Gzy pani poluje? 
- Catherine nie przepada za tym krwawym sportem 

- wyjaśnił Luc z wymuszonym uśmiechem. 

-  Chyba  więc  zamierza  zmienić  ciebie-zauwaŜyła 

złośliwie  blondynka  w  wiśniowej,  jedwabnej  sukni.  - 
Krwawe sporty to twoja najmocniejsza strona. 

-  I  twoja,  droga  siostro  -  wtrącił  sucho  Christian. 

To przyjęcie nie było tak cięŜką próbą, jak się 

obawiała.  Luc był w wyjątkowo dobrym humorze, 

a  to  ją  peszyło.  Oklapła  zupełnie,  gdy  w  salonie 
podano  kawę.  Siostra  Christiana  usiadła  obok  niej,  a 
Catherine  wytęŜyła  umysł,  Ŝeby  przypomnieć  sobie 
jej imię. Georgina, tak właśnie się nazywała. 

- Nie widziałam pani z Lucern w Nicei. 
- Bo mnie tam nie było. Georgina udała zdziwioną: 
-  Była  z  nim  Silwana  Lenzi.  Przypuszczałam… 

Och, BoŜe, czy powiedziałam coś niestosownego? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

114             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-    Powiedziała  pani  dokładnie  to,  co  zamierzała 

pani  powiedzieć,  młoda  damo  -  odparła  lapidarnie 
miła kobieta z haczykowatym nosem i zmieniła temat. 

W  drugim  kacie  pokoju  Luc  śmiał  się  w  grupie 

kilku  męŜczyzn.  Gdy  napotkał  jej  spojrzenie, 
uśmiechnął  się  do  niej  czule.  Pospiesznie  odwróciła 
wzrok.  Wbiła  paznokcie  w  dłonie.  Czuła  się 
zdruzgotana.  Luc  nie  był  w  stanie  przeŜyć  czterech  i 
pół roku bez kobiety. Celibat - to nie dla niego. 

Ta  aktorka  filmowa  z  Ameryki  Południowej  była 

znana  z  głośnych  przygód  miłosnych.  Jak  na  koloro-
wym  fiknie  wyobraziła  sobie  scenę  miłosną  z 
udziałem  tego  pięknego  męŜczyzny  o  smukłym, 
muskularnym  ciele  i  tej  rudowłosej  aktorki.  Zrobiło 
jej się-słabo. Poczuła się zdradzona. 

Kilka  minut  potem  Luc  podszedł  do  niej  i  za-

proponował,  by  opuściła  gości.  Jest  zmęczona,  na 
pewno  wszyscy  to  zrozumieją.  Popatrzyła  na  niego  z 
niechęcią. 

-    JuŜ  za  dziesięć  minut  północ  -  powiedział  nie 

zraŜony jej miną. - Czy będę miał szczęście zobaczyć 
cię  po  pomocy?  -  zapytał,  obrzuciwszy  ją  władczym, 
prowokacyjnym spojrzeniem. 

Catherine  bez  zastanowienia  uniosła  rękę  i 

uderzyła  go  z  taką  siłą  w  twarz,  Ŝe  sama  omal  nie 
upadła. 

-    To  za  Niceę!  -  syknęła  i  pobiegła  w  kierunku 

schodów.  -  A  jeśli  przyjdziesz  po  pomocy,  to  nie 
tylko  nie  będziesz  miał  szczęścia,  ale  moŜesz  stracić 
Ŝ

ycie! 

-    Buona  notte,  carissima  -  powiedział  miękko, 

nieledwie z rozbawieniem. 

Nie  wierząc  własnym  uszom,  zatrzymała  się  i  od-

wróciła. Luc stał i patrzył na nią. 

-  Jesteś szalona, ale mnie się to podoba. 
Na  policzku  Luca  odcisnęły  się  bardzo  wyraźnie 

jej  pakę.  Zawstydziła  się  nagle.  Naprawdę  nie 
wiedziała, co jej się stało. 

-  Wybacz mi. Nie powinnam była tego robić. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         115

 

 

-    Dziś  wieczór  wybaczę  ci  wszystko,  nawet  jeśli 

nic dasz mi spać - powiedział ochryple. 

Tego  było  juŜ  za  wiele.  Pobiegła  do  swojego 

pokoju tak szybko, jakby goniła ją sfora psów. 

Catherine  nie  oparła  się  wspaniałemu  śniadaniu 

przyniesionemu rano na tacy. Przybyła fryzjerka z ca-
łym orszakiem: z kosmetyczkami i manikiurzystkami. 
W  miarę  upływu  godzin  czuła  się  coraz  bardziej  jak 
lalka,  nie  musiała  nic  robić.  Te  kobiety  wszystko  za 
nią  robiły.  AŜ  w  końcu  odstąpiły  od  niej,  z 
zachwytem  komentując  swoje  dzieło...  Lalka  była 
gotowa. 

To nierealne, to nie moŜe być prawda - powtarzała 

sobie  nieustannie,  patrząc  w  lustro.  To  co  w  nim 
widziała,  było  wiernym  odtworzeniem  jej  dziewczę-
cych  marzeń.  Z  całą  pewnością  nigdy  przedtem  nie 
wyglądała tak pięknie. 

Mały  kościółek  znajdował  się  w  niedalekiej 

odległości  od  zamku.  Dziś  aŜ  jaśniał  od  kwiatów, 
których  cięŜka  woń  napełniała  powietrze.  Catherine 
była olśniona. Szła wzdłuŜ ławek wsparta na ramieniu 
hiszpańskiego  księcia,  którego  poznała  dopiero 
wczoraj  wieczorem.  -  Pięć  lat  za  późno,  pięć  lat  za 
późno,  teraz  to  nic  dla  mnie  nie  znaczy  -myślała 
uporczywie.  Luc  odwrócił  się,  Ŝeby  przesłać  jej 
długie,  zuchwałe  spojrzenie.  I  od  tego  momentu  nie 
była juŜ w stanie rozsądnie myśleć. 

-    Najpiękniejsza  panna  młoda,  jaką  kiedykolwiek 

widziałem. - Luc delikatnie musnął wargami jej usta. 

Na  twarzy  czuła  ciepło  promieni  słonecznych,  w 

ich  blasku  skrzyła  się  platynowa  obrączka  na  jej 
palcu.  Christian  ucałował  ją  w  czoło  śmiejąc  się,  Ŝe 
Luc nie pozwolił mu nawet dotknąć jej ust. 

W  limuzynie  Luc  przyciągnął  ją  do  siebie  i zaczął 

całować z całą siłą hamowanego przedtem poŜądania. 
Wiązanka  ślubna  wypadła  jej  z  rąk  na  podłogę, 
ramionami objęła go za szyję i przytuliła się mocno. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

- Catherine? 
- Coo? - westchnęła sennie, wtulona w jego ramio-

na,  i  otwierając  nieprzytomne  jeszcze  oczy,  ze 
zdziwieniem  zauwaŜyła,  Ŝe  pokój  zalany  jest 
sztucznym  światłem  ogromnych  Ŝyrandoli.  Śniła,  Ŝe 
tańczy  walca  pod  rozgwieŜdŜonym  niebem.  -  Świece 
byłyby  bardziej  nastrojowe-szepnęła,  a  po  chwili 
dodała  -  Pomyślałeś  o  niebezpieczeństwie  poŜaru  i  o 
tym, Ŝe świece kopcą. 

-  Starałem  się  nie  o  tym  myśleć.  Wiem,  czego  się 

po mnie oczekuje wyznał Luc. - Musimy jechać. 

-  Jechać?  -  powtórzyła  zaskoczona  tą  nowiną. 

Kciukiem  muskał  jej  rozchylone  usta,  a  gdy  dotknął 
nabrzmiałej  od  oczekiwania  dolnej  wargi,  całym  jej 
ciałem  wstrząsnął  dreszcz  rozkoszy.  W  tym  nagłym 
połączeniu kobiecej słabości i podniecenia napięły się 
rozpalone namiętnością jej mięśnie. 

- Tak, jechać. I to szybko. 
- AleŜ wszyscy są jeszcze tutaj. 
ZadrŜała,  gdy  spoczywająca  na  jej  plecach  ręka 

przyciągnęła  ją  mocniej  i  gdy  poczuła  podniecającą 
twardość jego ud. 

- Och! 
- No, właśnie - zamruczał. - Nasi goście będą sobie 

tańczyć bez nas. Mam inne plany. 

LeŜała  bezsilnie  w  twardym  uścisku  jego  ramion. 

Zrobiłaby  wszystko,  Ŝeby  tu  pozostać.  KaŜda  myśl  o 
oderwaniu się od niego na dłuŜszy czas przeraŜała ją. 
Budziła  się  ze  snu,  w  którym  spędziła  cały  dzień. 
Przebudzenie to było straszne. 

Czy była rzeczywiście  wystarczająco wytrwała 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         117

 

 

w swojej nienawiści? Nie czuła jej, gdy zobaczyła go 
przy ołtarzu. Nie czuła teŜ nienawiści, gdy ją dotykał. 
To  była  miłość.  Miłość.  Była  wzburzona  tą  prawdą. 
Jej uczucia przetrzymały próbę bólu, rozczarowania i 
czasu.  Wszystko  zaczyna  się  dla  niej  od  Luca  i 
kończy na nim. 

Zabrał  ją  z  sali  balowej  całkowicie  obojętny  na 

dowcipy  i  aluzje,  które  rzucano  pod  ich  adresem.  W 
cieniu  ogromnych  schodów,  napięty  i  niecierpliwy, 
musnął  palcami  jej  policzki.  Pocałował  ją,  najpierw 
brutalnie,  a  potem  coraz  bardziej  czule,  stopniowo 
pokonując jej opór. 

Ostry  gwizd  przeciął  powietrze.  Christian  przy-

glądał się im z odległości kilku kroków i uśmiechał z 
widocznym  rozbawieniem.  Luc  poprowadził  ją  scho-
dami  w  górę  tak  troskliwie,  jakby  wątpił,  czy  zdoła 
tam wejść bez jego pomocy. A tam czekała juŜ Guilia, 
Ŝ

eby pomóc jej przy zdejmowaniu stroju ślubnego. 

Dlaczego  tak  się  oszukiwała?  Jak  dziecko 

przygotowała  przebiegły  plan  ucieczki,  jak  dziecko, 
które  w  głębi  duszy  chciało  być  złapane,  zanim 
naprawdę  zrobi  sobie  krzywdę.  Prawie  siedem  lat 
temu oddała mu swoje serce, które i teraz naleŜało do 
niego. Tej miłości nie mogła zapomnieć, bo była ona 
częścią  jej  samej,  czymś,  z  czym  walka  była 
bezcelowa. 

Luc 

zabezpieczał 

ją 

przed 

samounicestwieniem.  Na  myśl,  Ŝe  porzuciła  go  pięć 
lat  temu,  jeszcze  dziś  czuła  się  tak,  jakby  wyrywano 
jej serce z piersi. 

-  Potrzebuję  ciebie  -  powiedział  kiedyś  w  Szwaj-

carii, pod osłoną nocy. 

To  wyznanie  zmieniło  wszystko.  Właśnie  za  te 

dwa słowa poszłaby za nim w ogień. Ale on nigdy ich 
nie powtórzył. 

Nie  upłynęło  wiele  czasu,  a  juŜ  zaczął  jej  dawać 

delikatnie do zrozumienia, Ŝe nie będą zawsze razem. 
Bardzo  ją  tym  zranił.  To  przez  niego  krąŜyła  nocami 
po pokoju, cierpiała z powodu obojętnego słowa lub 

 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

118             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
 

spojrzenia,  z  lękiem  czekała  na  spóźniony  telefon... 
ś

yła w nieustannej obawie, Ŝe go straci. 

- Był bardzo niedobry dla ciebie-gderała Harriet.  - 

I  zrobiłaś  to,  co  powinnaś  była  zrobić.  Ochroniłaś 
Daniela. MoŜesz być dumna, Ŝe okazałaś tyle zdrowe-
go rozsądku. 

Ilekroć  wahała  się,  a  wahania  te  były  daleko 

silniejsze,  niŜ  chciała  to  przyznać,  Harriet  zawsze 
przestrzegała  ją,  Ŝeby  nie  dała  się  ponieść  emocjom. 
JakŜe często chciała do niego zadzwonić! Ale zawsze 
tchórzyła.  Kiedyś,  przed  jego  urodzinami,  poszła 
nawet  na  pocztę  z  szalonym  zamiarem  wysłania 
Ŝ

yczeń, bo wiedziała, Ŝe od śmierci jego najbliŜszych 

nie  było  nikogo,  kto  by  o  tym  pamiętał.  Harriet 
zapobiegła  wszystkim  próbom  tego  rodzaju.  I  miała 
rację. Cały rok trzymała ją jak w zamknięciu, Ŝeby nie 
dopuścić do kontaktu z Lucern. 

Ale  i  tak  Catherine  była  bardzo  szczęśliwa  -miała 

Daniela,  na  którym  mogła  skoncentrować  uczucia. 
Czy  ktokolwiek  był  w  stanie  zrozumieć,  co  znaczył 
dla  niej  Daniel?  Gdy  pierwszy  raz  trzymała  go  w 
objęciach,  rozpłakała  się  z  Ŝalu.  Tylko  Harriet  ją 
zrozumiała.  Nareszcie  miała  rodzinę:  Daniela  i 
Harriet, dwoje najbliŜszych ludzi. 

Teraz juŜ wiedziała, dlaczego  chce znowu opuścić 

Luca.  Bała  się  powiedzieć  mu  o  Danielu,  tak  jak 
kiedyś ze strachu zataiła ciąŜę. 

Wszystko  było  tak  skomplikowane  i  tak  wiele 

miała  do  stracenia.  Daniel  sądził,  Ŝe  jego  ojciec  nie 
Ŝ

yje.  Bardzo  rzadko  zadawał  jej  pytania  i  naprawdę 

nie  wiedziała,  na  ile  jest  nieszczęśliwy  bez  ojca. 
Dopiero  wtedy,  w  Greyfriars,  zaatakował  ją  ze 
złością,  zdradzając  się  ze  swą  naiwną,  dziecięcą 
wiarą, Ŝe gdyby Ŝył jego ojciec, dokonałby cudu. 

Daniel  zaakceptowałby  Luca  bez  większych  trud-

ności,  ale  jak  zareaguje  na  prawdę?  I  czy  mogłaby 
powierzyć  Daniela  Lucowi?  Łatwo  go  skrzywdzić. 
Gdyby  Luc  nie  zaakceptował  go  całym  sercem, 
Daniel 

 
 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         119

 

 

odczuje  to  na  pewno.  A  ponadto  był  dzieckiem  nie-
ś

lubnym.  Tego  nie  da  de  ukryć  i,  wcześniej  czy 

później, zrobi  się  szum w  gazetach.  Dla  Luca  byłoby 
to nie do zniesienia. 

Wczoraj  myślała,  Ŝe  ma  moŜliwość  wyboru.  Dziś 

przyznała,  Ŝe  ponowna  ucieczka  to  zły  pomysł.  Dziś 
nie mogłoby się to udać. I, o ironio, wcale nie chciała, 
Ŝ

eby  się  udało.  Kochała  Luca.  A  to  oznaczało,  Ŝe 

trzeba Lucowi powiedzieć o Danielu. 

Nie  ma  juŜ  czasu  do  stracenia.  Pojutrze  Peggy 

przyjedzie  do  Londynu.  Jak  ona  mu  to  powie?  MoŜe 
w czasie lotu do Londynu? ChociaŜ nie, nie będzie to 
odpowiednie  miejsce.  Powie  mu  w  Londynie.  Im 
dłuŜej  myślała  o  czekającej  ją  konfrontacji,  tym 
bardziej była przeraŜona. 

-  Jesteś bardzo blada. 
W  limuzynie  nie  czuła  się  na  siłach,  Ŝeby  znieść 

jego badawcze spojrzenie. Jak Luc zareaguje? Jedynie 
o  tym  mogła  myśleć.  Wczoraj  wmawiała  sobie,  Ŝe 
Luc jest zimny, wyrachowany i gruboskórny. Wczoraj 
była  zdecydowana  go  nienawidzić,  dostrzegać  w  nim 
zagroŜenie  dla  syna.  Miało  to  usprawiedliwić  jej 
kłamstwo;  znów  poczuła  lęk.  Ci,  którzy  weszli  w 
drogę  Lucowi,  Ŝałowali  tego  potem  całe  Ŝycie. 
PoniewaŜ  nigdy  przedtem  nie  była  w  takiej  sytuacji, 
jak mogła przewidzieć jego reakcję? 

-    Jesteś  dziwnie  milcząca  -  dodał  Luc.  Przełknęła 

łzy. 

-  Rozmyślałam. 
-  O czym? 
-  O niczym szczególnym. 
Powiedz  teraz,  powiedz  teraz  -  zachęcała  samą 

siebie. - Im dłuŜej zwlekasz, tym będzie ci trudniej. 

-  O której godzinie przylatujemy do Londynu? 
-    Nie  mówiłem  ci?  Kontrolerzy  ruchu  na  lotnisku 

w Rzymie mają dwudziestoczterogodzinną przerwę w 
pracy. Do Londynu polecony jutro rano. 

-  To nie jedziemy na lotnisko? - zapytała. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

120             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-    Mój  przyjaciel  zaoferował  nam  na  tę  noc  swoją 

wille. 

Konwulsyjnie  zaciskała  dłonie.  Z  tchórzliwą  ulgą 

pomyślała,  Ŝe  to  odroczenie  wyroku.  Jeszcze  się  na-
darzy  okazja,  Ŝe  będą  sami,  a  wtedy  mu  powie. 
Limuzyna skręciła w wysoką bramę. 

Gospodyni  powitała  ich  na  ganku.  Gdy  Luc  od- 

rzucił  propozycję  zjedzenia  kolacji,  wskazano  im 
drogę  do  sypialni.  Było  w  niej  mnóstwo  luster, 
zasłony  ze  wspaniałego,  egzotycznego  jedwabiu  i 
ogromne  łóŜko.  Pomyślała  zrozpaczona,  Ŝe  to  miała 
być  jej  noc  poślubna.  Jak  ma  mu  to  powiedzieć 
dzisiaj?  Bez  przekonania  .tłumaczyła  sobie,  Ŝe 
zepsuje to cały dzień. 

Podszedł do niej z tyłu i przycisnął gorące usta do 

miękkiego,  wraŜliwego  miejsca  u  nasady  szyi,  a  pod 
nią ugięły się kolana. 

- A moŜe jednak zjedlibyśmy kolację? - powiedzia-

ła drŜąc. 

-  Jesteś głodna? 
-  Chyba tak... 
-  Kolacja  nie  zaspokoi  mojego  głodu.  -  Powoli 

obrócił ją ku sobie. - Co ci jest? zapytał bez Ŝadnego 
wstępu. 

-  Co mi jest? 
-  Wyglądasz  jak  przestępca  złapany  na  gorącym 

uczynku - mruknął zamyślony. - A moŜe mi się tylko 
tak wydaje? 

-  Och, ta twoja wyobraźnia... 
Spróbowała  skierować  uwagę  Luca  w  inną  stronę, 

sięgnęła do jego krawata i rozluźniła go. 

Obserwował jej zmagania z krawatem.  Z wymow-

nym westchnieniem połoŜył rękę na jej drŜącej dłoni. 

-  Nie ufasz mi, prawda? Nie skrzywdzę cię znowu, 

bella mia. Przyrzekam. 

Wzruszona  do  głębi,  w  nagłym  poczuciu  winy 

opuściła oczy. 

-  Miałem zaledwie dwadzieścia siedem lat, kiedy 

 
 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         121

 

 

cię  spotkałem.  -  Jednym  palcem  powiódł  po  jej 
policzku.  -  Traktowałem  cię  tak,  jak  było  mi 
wygodnie,  choć  wiedziałem,  Ŝe  zasłuŜyłaś  na  coś 
lepszego.  Tak  bardzo  mnie  kochałaś.  Pozwalałaś  na 
wszystko,  wiec  wykorzystałem  to  -  na  jego  opalonej 
twarzy  zarysowały  się  wyraźnie  kości  policzkowe, 
oczy  pociemniały.  -  Myślałem,  Ŝe  zawsze  będziesz 
przy  mnie.  AŜ  pewnego  dnia  zniknęłaś  i  dopiero 
wtedy  zrozumiałem,  Ŝe  i  ty  miałaś  swój  punkt 
widzenia. Zrozumiałem to za późno. 

-  Luc, ja... 
Pieszczotliwym  ruchem  połoŜył  palec  na  jej 

ustach, Ŝeby nic nie mówiła. 

-    Nie  chcę  teraz  mówić  o  przeszłości,  to  ponure 

wspomnienia. MoŜe pojutrze, moŜe jutro, ale nie dziś. 

Pocałowała  ciepłe  wnętrze  jego  dłoni.  Po 

policzkach  spływały  jej  łzy.  Luc,  choć  nie  było  to  w 
jego zwyczaju, prosił ją, Ŝeby go zrozumiała. Na jego 
twarzy  widoczne  było  napięcie.  Ujawnił  wreszcie  to, 
co go boli. 

Jednym szarpnięciem zerwał krawat, zrzucił mary-

narkę i objął ją mocno. 

-    Niewiele  spałm  poprzedniej  nocy  -  powiedział 

miękko.  -  I  teraz  ja  za  karę  nie  pozwolę  ci  zmruŜyć 
oka przez całą noc. 

Ciepłym  oddechem  musnął  jej  policzki,  a  potem 

wsunął  język  między  wargi.  Catherine  chętnie 
poddała  się  jego  zaborczej  pieszczocie.  Tracąc  grunt 
pod  nogami,  mocno  przytuliła  się  do  niego,  a  on 
całował  jej  usta  z  namiętną  gwałtownością.  Niemal 
nie  zauwaŜyła,  kiedy  Luc  rozpiął  jej  suknię,  która 
opadła  na  dywan.  Gdy  smukłe  palce,  pieszcząc  jej 
biodra,  usunęły  delikatną  barierę  koronek,  szarpnęła 
się z jękiem. 

Roześmiał  się  gwałtownie  i  na  chwilę  przestał  ją 

całować, po to tylko, by unieść ją do góry i zanieść na 
łóŜko.  A  potem,  miękkim,  płynnym  ruchem  opadł  na 
nią  tak,  Ŝe  poczuła  najmniejszy  zakamarek  jego 
szczupłego  ciała.  Gdy  zrzucił  koszulę,  objęta  rękoma 
jego opalone plecy, wyczuwając pod palcami drganie 
na- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
122             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

piętych mięśni. Zmysłowym, powolnym ruchem wsu-
nął  się  biodrami  pomiędzy  jej  uda,  a  nią  owładnęło 
nieprzytomne poŜądanie. 

Spojrzał  na  nią  z  góry,  a  w  jego  ciemnych  oczach 

widziała blask zadowolenia i pragnienia. 

-  Pamiętasz  tę  pierwszą  noc  w  Szwajcarii?  -  wy-

szeptał  chrapliwie.  -  Byłaś  tak  rozkosznie  nieśmiała. 
Tak  niewinna,  a  ja  zachowałem  się  podle,  bella  mia. 
To wtedy powinna była być nasza poślubna noc. 

- Dla mnie taką właśnie była. 
Lekki  rumieniec  podkreślił  jeszcze  bardziej  jego 

uwodzicielski  urok.  Zanurzył  palce  w  jej  jedwabiste 
włosy i przywarł do nich ustami. 

-  Nigdy  przedtem  nie  kochałem  się  z  dziewicą. 

Chciałem,  zęby  to  było  dla  ciebie  coś  niezwykłego.  I 
dlatego zabrałem cię do Szwajcarii. 

-  To  było  coś  niezwykłego  -  szepnęła.  -  Bardzo 

niezwykłego. 

-  Grazie...  grazie  tanio,  cara.  Dla  mnie  było  to 

niezwykłe  dlatego,  Ŝe  miałem  cię  wyłącznie  dla  sie-
bie. 

Nigdy  nie  widziała,  Ŝeby  był  tak  rozluźniony, 

nawet w tym ostatnim tygodniu. Ale znów na sekundę 
przypomniała  sobie  Daniela.  Te  same  piękne  czarne 
oczy,  te  same  pełne  usta,  których  najdelikatniejszy 
nawet uśmiech wywoływał drŜenie jej serca. 

Wstrzymała oddech,  gdy zsuwał koronkowy stani-

czek  z  jej  ramion,  a  następnie  językiem  i  ustami 
muskał  napięte  róŜowe  brodawki.  Wówczas  straciła 
zupełnie zdolność myślenia i tylko zaciskała palce, w 
miarę  jak  rosło  w  niej  napięcie.  Pod  wpływem  jego 
pieszczot drgał kaŜdy jej nerw. 

Nad  łóŜkiem  wisiało  lustro.  Obraz  jego  opalonych 

na  brąz  rąk  na  jej  białej  skórze  i  jego  czarnej  głowy 
pochylonej nad nią czule, był wzruszający. 

-  Nad nami jest lustro - szepnęła. 
-  Niesłychane! - glos jego był niewyraźny i jakby 

 
 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         123

 

 

nieobecny.  -  Następnym  razem,  jak  zobaczysz  Chris-
tiana, powiedz mu, Ŝe ma okropny gust. 

-  To jego willa? 
Luc  zsunął  się  z  niej  z  ociąganiem,  wstał  i  zaczął 

się  rozbierać.  Nie  mogła  oderwać  od  niego  oczu. 
Szerokie ramiona i klatka piersiowa, szczupłe biodra i 
muskularne  nogi...  Byt  bardzo  podniecony,  męski  i 
piękny. 

-  Gdy patrzysz na mnie w ten sposób, tracę pano-

wanie nad sobą. 

Znów  połoŜył  się  obok,  zdjął  z  niej  jedwabne 

majtki i wziął w ramiona. Ciemne włosy, okrywające 
jego  klatkę  piersiową,  ocierały  się  ojej  delikatne 
piersi. 

-  Nie powinnaś tego robić. 
-  Czego? 
-  Opuszczać  mnie  na  lotnisku.  Nie  pozwolę  ci  na 

to. Czy myślisz, Ŝe nie wiedziałem o tym? Czasem juŜ 
z góry znam twoje myśli. 

Korzystając  z  jej  ogromnego  zaskoczenia,  łapczy-

wie wpił się w jej usta. Doznana rozkosz rozproszyła 
wszelkie myśli i zatarła poczucie czasu. Upiła się jego 
pocałunkami.  Owionął  ją  ciepły,  męski  zapach,  przy-
prawiający  o  jeszcze  większy  zawrót  głowy.  Traciła 
kontrolę nad sobą. Oddychała z trudem. Nieświadoma 
była słów, jakie wypowiadały jej wargi, a jego piesz-
czoty doprowadzały ją do szaleństwa. 

-  Dio - wyjęczał chrapliwie z zadowoleniem, drŜąc 

w mocnym uścisku jej ramion i kryjąc wilgotną twarz 
w jej włosach. - Te amo - zamruczał, przygniatając ją 
całym swym cięŜarem. - Te amo. 

Nie odezwała się. 
-  Scusi. 
PołoŜył  się  na  plecach.  Na  białym  prześcieradle 

odbijała się ciemna opalenizna jego rąk i nóg. 

-  Teraz wreszcie wiem, co to znaczy być obiektem 

seksualnego  poŜądania  -  westchnął,  przyglądając  się 
jej z uśmiechem. Przez ciebie straciłem kontrolę nad 
sobą. A to zawsze była moja domena.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

124             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

Uśmiechnęła się zadowolona, jak kotka po wypiciu 

ś

mietanki. On nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, 

co  powiedział.  To  było  wspaniałe.  Sama  za  nic  nie 
chciałaby się z tym zdradzić. Prawie dwa lata przeŜyła 
bez  słów:  „Potrzebuję  ciebie”.  A  z  wyznaniem:  „Ko-
cham  cię”  przeŜyłaby  nawet  dziesięciolecia.  Uniosła 
się i obsypując go pocałunkami, szeptała gorąco: 

-  Kocham cię... kocham cię... kocham cię. PołoŜył 

rękę  na  jej  potarganych  włosach  i  powiedział 
Ŝ

artobliwie: 

-  Wiem, wiem, wiem. 
Nie  złapał  przynęty.  Wiedziała,  Ŝe  tego  rodzaju 

wyznania,  wypływające  z  podniecenia  seksualnego, 
były  uznane  na  całym  świecie  za  zdawkowe  i  bez 
znaczenia.  Czy  jednak  nie  miała  powaŜniejszych 
zmartwień  w  tej  chwili? Sprawa  Daniela  urosła  w  jej 
myślach do rozmiaru Mount Everestu. 

-  Luc... co myślisz o dzieciach? 
Przyciągnął  ją  do  siebie  i  pocałował,  wyraźnie  nie 

nastawiony na taki temat rozmowy. 

- Nigdy o nich nie myślałem, aŜ do ostatnich dni. 
- Czy... czy lubisz dzieci?   - 
- Czy lubię? - Zmarszczył czarne brwi. - CóŜ to za 

pytanie?  Przypuszczam,  Ŝe  własne  będę  lubił.  Inne 
mnie nigdy nie interesowały. 

Wyznanie to nie było zbyt zachęcające. Nie zrobiła 

najmniejszego gestu sprzeciwu, gdy jego ręce zaczęły 
od nowa pieścić jej ciało. 

-    MoŜesz  sobie  pospać  w  czasie  lotu  -  Luc 

uśmiechnął  się,  spoglądając  na  nią  z  satysfakcją  i 
szczyptą ironii. 

Właśnie  mieli  opuścić  poczekalnię  dla  VIP-ów, 

gdy 

wszedł 

niski, 

siwowłosy 

męŜczyzna 

towarzystwie człowieka z ochrony. 

-  Antonio?  -  Luc  podszedł  szybko  do  niego. 

Mówili półgłosem po włosku, ale Catherine zwróci- 

 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         125

 

 

ła  uwagę  na  wyraźnie  nerwowy  ton  tej  rozmowy. 
MęŜczyzna  podał  coś  Lucowi,  następnie  wyciągnął 
chusteczkę  do  nosa,  by  otrzeć  spocone  czoło.  Widać 
było,  Ŝe  się  z  czegoś  tłumaczy.  Wyglądał  tak,  jakby 
przyniósł  wiadomość  o  czyjejś  śmierci.  Z  trudem 
opanowała ziewnięcie i przestała się nimi zajmować. 

-  Kto to był? - zapytała, gdy  wchodzili na pokład 

odrzutowca. 

-    Jeden  z  moich  adwokatów  -  odpowiedział  Luc 

niezwykle ostrym tonem. 

Nie  znosiła  startu  samolotu.  I  tym  razem  nie 

otworzyła  oczu,  dopóki  nie  znaleźli  się  w  powietrzu. 
Luca  nie  było  przy  niej.  Siedział  w  drugim  kącie 
kabiny,  przyglądając  się  uwaŜnie  jakiejś  kartce.  Gdy 
spojrzała  na  niego,  zmiął  tę  kartkę  w  palcach  i 
chwycił  jedną  z  leŜących  na  stoliku  gazet. 
Pstryknięciem 

palców 

dał 

znak 

stewardowi. 

Przyniesiono mu duŜą whisky. Po wypiciu jej jednym 
haustem 

wstał, 

przekazując 

krótkie 

polecenie 

stewardowi, który w pośpiechu opuścił kabinę. 

-  Catherine...  podejdź  tu  -  i  zrobił  jakiś  dziwnie 

nienaturalny ruch ręką. 

Wstała, odpiąwszy pas.  Luc miał twarz zamyśloną 

i skupioną. Wskazał jej miejsce naprzeciw. 

-  Siadaj. 
Gdy  oczy  jej  napotkały  jego  wzrok;  serce  w  niej 

zamarło,  a  w  gardle  zaschło.  Przeraziła  ją  tłumiona 
wściekłość,  widoczna  w  przenikającym  ją  na  wskroś 
spojrzeniu. 

-    Nie  stracę  panowania  nad  sobą  -  zapewnił  ją, 

starając  się  mówić  spokojnym  głosem.  -  Musi  być 
jakieś  wytłumaczenie.  Ciągle  jeszcze  ci  ufam,  ale 
moje zaufanie wisi na włosku. 

-  PrzeraŜasz mnie. 
- W zeszłym tygodniu Rafaella powiedziała mi coś, 

w co nie mogłem uwierzyć. Po twoim zniknięciu, pięć 
lat temu, mieszkała przez kilka tygodni w naszym 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

126             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

apartamencie.  Nie  chciałem,  Ŝeby  nikogo  tam  nie 
było,  jeśli  zadzwonisz  lub  zdecydujesz  się  wrócić. 
Zmieszana Catherine słuchała tego bez słowa. 

-  Poinformowała mnie, Ŝe zadzwoniono z gabinetu 

jakiegoś  ginekologa  z  zapytaniem,  dlaczego  nie 
zgłosiłaś się na kontrolę. 

Catherine  pochyliła  głowę,  tępo  wpatrując  się  w 

blat  stolika.  Cierpła  jej  skóra  na  karku  od  świado-
mości nieuchronnie zbliŜającego się nieszczęścia. 

-  Na podstawie tego telefonu i drobnych szczegó-

łów,  które  odkryła  w  mieszkaniu  -  kontynuował  Luc 
tym  samym  spokojnym  tonem  -  Rafaella  wywnios-
kowała, Ŝe kiedy mnie opuściłaś, byłaś w ciąŜy. 

Siedziała  bez  ruchu,  jak  skamieniała  ze  wzrokiem 

utkwionym w stolik. 

-  Rafaella  przypuszcza,  Ŝe  zdecydowałaś  się  na 

aborcję.  Wówczas  nie  widziała  powodu,  Ŝeby 
podzielić  się  ze  mną  tą  wiadomością  i  szybko  o  tym 
zapomniała.  Catherine  zapragnęła,  Ŝeby  Bóg  porwał 
ją  stad  i  ukrył  gdzieś  daleko.  Nie  była  w  stanie 
wydobyć 

siebie 

dźwięku. 

Mózg 

przestał 

funkcjonować. 

-    Naturalnie,  sądziła,  Ŝe  to  nie  moje  dziecko.  Jej 

zdaniem winowajcą mógł być Halston - mówił dalej z 
coraz  większym  spokojem,  wymawiając  kaŜde  słowo 
powoli,  dokładnie  i  precyzyjnie.  -  Chyba  rozumiesz, 
dlaczego  wtedy  byłem  na  nią  taki  wściekły.  Po  tak 
długim  czasie  historia  ta  wydała  mi  się  niepraw-
dopodobna.  Nie  uwierzyłem  ani  jednemu  jej  słowu. 
Broniłem cię. 

Czuła  cięŜar  grzechów  całego  świata  na  swoich 

barkach. 

-  Teraz przyszła pora, Ŝebyś powiedziała, Ŝe Ŝadne 

słowo  tej  opowieści  nie  jest  prawdziwe.  Musisz  wie-
dzieć,  Ŝe  Rafaella  jest  uparta.  Ody  nie  chciałem 
odpowiadać  na  jej  telefony,  skontaktowała  się  z  jed-
nym  z  moich  adwokatów  w  Rzymie,  podając  mu 
szczegóły tego, co najwidoczniej odkryła w Anglii. 

 
 
 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         127

 

 

Antonio  spędził  bezsenną  noc,  zanim  zdecydował  się 
przekazać mi te fakty. Zmuszony był pospieszyć się z 
tą  decyzją  z  powodu  artykułu,  który  na  twój  temat 
wydrukowała jedna z angielskich gazet. 

-  Ja... ja nie chciałam, Ŝeby tak się stało - wybuch-

neła  nagle  -  miałam  zamiar  powiedzieć  ci  o  tym  po 
przyjeździe do Anglii... - Głos jej załamywał się. 

-    Spójrz  na  mnie  -  rozkazał  jej  ostro.  -  A  więc  to 

prawda? Byłaś w ciąŜy? Masz dziecko? 

Jak  bezwolna  kukła  skinęła  głową,  czując,  Ŝe  Luc 

za chwilę wybuchnie wściekłością. 

-  I ty... ty wyszłaś za mnie za mąŜ? - Powoli uniósł 

się z fotela. 

-  A czego się spodziewałeś? - szepnęła zrozpaczo-

na. 

-    Czego  się  spodziewałem?  -  ryknął,  ściskając 

mocno w przegubie jej rękę. 

-  Sprawiasz mi ból! 
-  Lepiej, Ŝeby to dziecko nie było moje! - krzyknął 

strasznym głosem. 

Nie wytrzymała dłuŜej napięcia i zaszlochała. 
-    Oczywiście,  Ŝe  jest  twoje.  Jak  mogłoby  być 

inaczej?  Uderzył  pięścią  jednej  ręki  w  otwartą  dłoń 
drugiej  i  gwałtownie  odskoczył  od  niej.  Trzęsła  nim 
szalona wściekłość. 

-  Jeśli  mi  się  teraz  nawiniesz  pod  rękę,  zabiję, 

Cisto! 

-  Luc, błagam - powiedziała załamana. 
- Gdyby to dziecko nie było moje, być moŜe... być, 

moŜe 

mógłbym 

ci 

wybaczyć, 

bo 

wtedy 

zrozumiałbym,  dlaczego  uciekłaś.  Ale  tak!  Tego  nie 
mogę pojąć. 

-  Gdybyś  zechciał  się  uspokoić  -  przerwała  mu 

błagalnie. 

-  Uspokoić  się?  Dowiaduję  się,  Ŝe  mam  prawie 

pięcioletniego  syna,  którego  nie  znam,  a  ty  prosisz 
mnie, Ŝebym się uspokoił? 

-  Powinnam ci była powiedzieć ostatniej nocy. 
- Ostatniej nocy? Ostatniej nocy, gdy zachowywa- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

128             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
 

łaś  się  jak  dziwka  w  moich  ramionach,  powinienem 
był  cię  udusić!  Nie  mówię  o  tej  przeklętej  ostatniej 
nocy,  ani  o  ostatnim  tygodniu.  Mówię  o  tym  czasie 
sprzed pięciu lat, kiedy byłaś w ciąŜy! 

-  Przestań krzyczeć. 
- Jeśli nie będę krzyczeć, zrobię ci krzywdę! Do tej 

pory  nigdy  nie  uderzyłem  kobiety  i  nie  chcę  tego 
robić teraz - krzyknął na nią wściekły. 

Nie  mogła  pojąć,  dlaczego  Luc  wolałby,  Ŝeby 

Daniel okazał się dzieckiem innego męŜczyzny. 

-  Myślałam... Próbowałam ci o tym powiedzieć... 
- Nie przypominam sobie, Ŝebyś próbo wała - prze-

rwał jej brutalnie. 

-  Bałam się. 
Zaklął  szpetnie,  czego  nigdy  przedtem  nie  robił  w 

jej obecności. 

-  No dobrze - szepnęła, zbierając resztki sił. - Nie 

spodoba ci się to, co powiem... 

-  Ty  mi  się  nie  podobasz.  -  Zmroził  ją  jego 

lodowaty  ton.  -  Nic,  co  mogłabyś  powiedzieć,  nie 
będzie gorsze od wstrętu, jaki czuję teraz do ciebie. 

Nie panując nad sobą rozpłakała się. 
-  Nie mogłam zmusić się do powiedzenia ci o tym, 

bo bałam się, Ŝe kaŜesz mi się go pozbyć. 

Ośmielasz 

się 

zrzucać 

na 

mnie 

odpowiedzialność?  -  Spojrzał  na  nią  wzrokiem 
pełnym pogardy. 

-  Zawsze  jasno  stawiałeś  sprawę,  Ŝe  nie  chcesz 

mieć  wobec  mnie  Ŝadnych  zobowiązań.  Naprawdę 
uwaŜałam,  Ŝe  usunięcie  ciąŜy  uznasz  za  najbardziej 
praktyczne rozwiązanie sprawy. 

-  Gdy  w  grę  wchodzi  moje  ciało  i  moja  krew,  nie 

jestem  taki  praktyczny.  I  co  ty  wiesz  o  moim  zdaniu 
na temat aborcji? Czy rozmawialiśmy o tym?  

-  Ja...  ja...  tak  mi  się  zdawało  -  przyznała  się, 

niezdolna dłuŜej patrzeć na niego. 

-  Do diabła z tobą i z tym, co ci się wydawało! 
-  Wtedy myślałam, Ŝe postępuję słusznie-szepnęła. 

 
 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         129

 

 

-  Czy mam ci powiedzieć, dlaczego tak myślałaś? 

Spójrz  na  mnie!  -  rozkazał  ostrym  tonem,  a  ona 
usłuchała  przeraŜona  zastanawiając  się,  jaki  jeszcze 
cios  moŜe  na  nią  spaść.  -  Nie  wiedziałem,  jaki  masz 
naprawdę  charakter.  Nie  przypuszczałem  nawet,  ile 
pod  tą  anielską  twarzą  kryje  się  zawziętości  i  uporu. 
Ale  teraz  juŜ  wiem  i  nie  potrzebuję  twojej 
interpretacji,  bo  mam  własną.  Pozwól,  Ŝe  ci  powiem, 
jak  wygląda  sytuacja:  jeśli  nie  oŜeniłbym  się  z  tobą, 
mógłbym stracić moje dziecko! 

-  Nie! - krzyknęła. - To nie było tak! 
-  To  było  dokładnie  tak!  Nie  ma  obrączki,  nie  ma 

dziecka.  Nie  wiedziałem,  Ŝe  wtedy  przy  śniadaniu 
grałem  w  rosyjską  ruletkę.  -  Spojrzał  na  nią  z 
nienawiścią. -1 pomyśleć, Ŝe zadręczałem się tym, co 
ci tego dnia powiedziałem. Nie miałaś prawa ukrywać 
prawdy przede mną! Powinienem wiedzieć, Ŝe nosisz 
moje  dziecko!  Cristo,  czy  aŜ  tak  bardzo  mnie 
nienawidziłaś, Ŝe nawet nie dałaś mi szansy? 

-  Tak cię kochałam, tak bardzo cię kochałam! 
-  Nazywasz to miłością? - Zaśmiał się chrapliwie. 

-  W  ciągu  prawie  dwóch  lat  tylko  raz  straciłem  przy 
tobie panowanie nad sobą! Jeden raz! A płacę za to do 
tej pory. To był twój rewanŜ. 

-  Ja nie myślę w taki sposób jak ty - broniła się. 
-  Gdybyś myślała tak jak ja, to byłabyś moją Ŝoną 

juŜ pięć lat temu! Si, oŜeniłbym się z tobą. - Z ponurą 
satysfakcją  spojrzał  na  jej  bladą  twarz.  -  MoŜe  nie 
zrobiłbym tego zbyt chętnie, ale oŜeniłbym się z tobą. 

Wstrząsnęła  się,  wyobraŜając  sobie  swój  los.  Luc, 

zmuszony do małŜeństwa jej ciąŜą. To byłby koszmar. 

-  Nie chciałabym, Ŝebyś Ŝenił się ze mną z takimi 

uczuciami. 

-    Dio!  A  co  mają  do  rzeczy  twoje  czy  moje 

uczucia, wobec mającego się urodzić dziecka? 

Na jego twarzy pojawił się lodowaty grymas. 
-  Jedyna, naprawdę uczciwa kobieta, tak oto po- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

130             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

wiedziałem Rafaelli o tobie. AŜ dziw, Ŝe nie parsknęła 
mi  w  twarz  śmiechem!  Ona  ma  przynajmniej  jedną 
zaletę,  której  ty  nie  masz.  Jest  lojalna,  choć  tak 
okropnie potraktowałem ją w zeszłym tygodniu. 

-  Wyjadę  z  Danielem  -  powiedziała  z  rozpaczą 

Catherine. - JuŜ więcej o nas nie usłyszysz. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
- Nigdzie go nie zabierzesz! 
- PrzecieŜ go nie chcesz. Nie chciałeś, Ŝeby to było 

twoje  dziecko.  To  była  najpodlejsza  i  najbardziej 
okrutna rzecz, jaką mi kiedykolwiek powiedziałeś. 

- Głos Catherine zadrŜał niepokojąco. 
-  Straciłem  pięć  lat  jego  Ŝycia!  -  krzyknął  Luc.- 

Jest  dzieckiem  nieślubnym.  Ile  się  nacierpi  w 
przyszłości?  Czynie  zdajesz  sobie  sprawy  z  tego,  Ŝe 
będą  ci  potrzebne  dokumenty?  Czy  myślisz,  Ŝe 
będziesz  mogła  udawać  wdowę  z  dzieckiem  przez 
resztę Ŝycia? To wyszłoby na jaw, jak wtedy czułoby 
się  to  dziecko?  Co  sądziłoby  o  tobie,  o  mnie?  I 
dlatego  właśnie  pomyślałem,  Ŝe  wolałbym,  Ŝeby  to 
nie  było  moje  dziecko.  Dla  jego  dobra.  Z 
dokumentów  od  razu  będzie  widać,  Ŝe  coś  jest  nie  w 
porządku. Ale dlaczego on został w Anglii? 

- Dokumenty? - Była śmiertelnie blada. 
-  Nie  sądzisz  chyba,  Ŝe  mogłabyś  odejść  dokąd-

kolwiek,  a  ja  Ŝyłbym  sobie  dalej,  ukrywając  prawdę? 
Gdyby  nie  Rafaella,  jego  twarz  byłaby  juŜ  na  pierw-
szych  stronach  brukowej  prasy!  Gdy  odnalazła  go  w 
domu  twojej  przyjaciółki  w  Lakę  District,  zabrała  go 
stamtąd, zanim zjawili się fotoreporterzy. 

- Zabrała go? Dokąd? - pytała gorączkowo, uświa-

damiając  sobie  jednocześnie,  Ŝe  zainteresowanie 
prasy jest znacznie groźniejsze, niŜ przypuszczała. 

-  Czekają  na  nas  w  domu,  razem  z  twoją 

przyjaciółką.- W jakim domu? - wyjąkała zaskoczona. 

-  Kupiłem  go  dla  ciebie  jako  prezent  ślubny.  Pięć 

lat  temu...  Pięć  długich,  pustych  lat!  -  wyrzucił  z 
siebie. 

-  Byłem  takim  głupcem.  Ja,  który  pyszniłem  się 

moim 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

132             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

nadzwyczajnym  rozsądkiem.  Czy  jeszcze  tego  nie 
zrozumiałaś? Kochałem cię. 

-  Pięć  lat  temu?  -  Zdruzgotana,  nie  mogła  złapać 

tchu. 

-  Nie  zdawałem  sobie  z  tego  sprawy,  dopóki  nie 

odeszłaś. Miałem nadzieję, Ŝe wrócisz... zadzwonisz... 
wyślesz  kartkę  pocztową...  Cokolwiek!  Nie  mogłem 
pogodzić  się  z  myślą,  ze  odeszłaś  na  zawsze. Ja bym 
ci tego nie zrobił. - To wyznanie wywołało ponownie 
gwałtowny przypływ złości. - Wydałem fortunę, Ŝeby 
odnaleźć  twój  ślad.  Nękany  wyrzutami  sumienia  po-
stanowiłem  oŜenić  się  z  tobą,  jak  tylko  cię  odnajdę. 
Gotów byłem zacząć od nowa. 

Łzy  powoli  toczyły  się  po  jej  policzkach,  ale  Luc 

jeszcze nie skończył. 

-  A  gdy  odnalazłem  ciebie,  przymknąłem  oczy  na 

to,  Ŝe  się  tak  zmieniłaś.  Usprawiedliwiałem  cię,  bo 
byłaś  czymś  najlepszym,  co  mnie  w  Ŝyciu  spotkało. 
Teraz mogę się do tego przyznać. 

-  Nie mów tak! - błagała załamującym się głosem, 

widząc,  z  jaką  determinacją  chce  zniszczyć  łączące 
ich więzy. 

-    Raz  ci  się  udało,  ale  nie  pozwolę  na  to  więcej  - 

zabrzmiało to jak wyrok 

- Co ja takiego zrobiłam? wyszeptała. 
- Pięć lat temu ufałem ci bardziej niŜ komukolwiek 

na  świecie,  Catherine.  A  ty  naduŜyłaś  tego  zaufania. 
Spędziłaś  całą  noc  w  moich  ramionach,  mówiąc,  jak 
bardzo mnie kochasz, a potem odeszłaś... 

-  To  było  moje  poŜegnanie,  tyle  tylko  mogłam 

zrobić - powiedziała prawie bezgłośnie. 

-  Oczywiście,  nie  przyszło  ci  na  myśl,  Ŝe  między 

innymi  dlatego  byłem  taki  zły  na  ciebie  następnego 
ranka, bo zrozumiałem, Ŝe wpadłem. 

- Co masz na myśli? 
-  Co  mam  na  myśli?  Wtedy  jeszcze  nie  chciałem 

się  z  tobą  Ŝenić,  nie  chciałem  się  Ŝenić  z  nikim.  Moi 
rodzice 

 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         133

 

 

nic dali mi zachęcającego przykładu małŜeńskiego 
stadła. Nienawidzili się wzajemnie! 

-  Nigdy mi tego nie mówiłeś!- powiedziała za-

skoczona. 

-  Miałaś tak wiele złudzeń na temat szczęśliwego 

Ŝ

ycia rodzinnego, Ŝe nie potrafiłem powiedzieć ci 

prawdy. Moi rodzice pobrali się, bo moja matka była 
w ciąŜy. Nie kochali się. Nawet się nie lubili. Uniesz-
cześliwili się na wiele lat. Jedyna rzecz, jakiej ode 
mnie chcieli, to pieniądze. Nie interesowali się, jak je 
zarobiłem. Minęło wiele czasu, zanim to 
zrozumiałem. W katastrofie lotniczej straciłem siostrę 
i oboje rodziców, którzy nigdy nie chcieli być 
rodzicami. 

-  Zawsze myślałam, Ŝe twoja rodzina kochała cię. 
-  Kochali to, co mogłem im dać odpowiedział 

ostro. - A ty niewiele się od nich róŜnisz. Dziesięć dni 
temu siedziałaś w mieszkaniu Huntingdona, gotowa 
go poślubić. 

-  Poprosił mnie o rękę tego właśnie dnia, gdy nas 

zobaczyłeś. Niczego przedtem między nami nie było. 
Przynajmniej z mojej strony. Powinnam była znacznie 
wcześniej uczciwie mu to powiedzieć. 

-  Uczciwie? - Zacisnął zęby. - Ty nie wiesz, co 

znaczy to słowo. WyobraŜam sobie, jak za kilka lat 
powiesz mojemu synowi, Ŝe dlatego tak późno 
pojawiłem się w jego Ŝyciu, bo obawiałaś się mojej 
reakcji na wiadomość, Ŝe ma się urodzić. Co mu o 
mnie powiedziałaś?! 

Poczuła się tak, jakby uczepiona była paznokciami 

urwistej ściany, a on odrywając kolejno jej palce 
przybliŜał upadek. Zdecydowała się na skok: 

-  Nic. 
-  Nic! - wykrzyknął. - Musiałaś powiedzieć mu 

coś o jego ojcu! 

Opowiedziała  o  historyjce  wymyślonej  przez  Ha-

rriet.  Zareagował  gwałtownym  wybuchem  wściekło-
ś

ci,  gdy  dowiedział  się,  Ŝe  Daniel  myśli,  Ŝe  jego 

ojciec 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

134             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

nie  Ŝyje.  Była  to  ostatnia  kropla,  która  przepełniła 
czarę.  JuŜ  wystarczająco  złe  było  to,  Ŝe  Luc  nie 
wiedział  nic  o  istnieniu  syna.  Ale  to,  Ŝe  Daniel  nie 
wiedział nic o swoim ojcu, było niewybaczalne. 

Catherine  była  zrozpaczona  i  wytrącona  z  równo-

wagi  słowami  Luca.  Wyznał,  Ŝe  kochał  ją  pięć  lat 
temu.  Wszystko  inne  stawało  się  niewaŜne  wobec 
tego  jedynego  faktu.  Miłość,  o  której  tak  marzyła, 
istniała, a ona była zbyt ślepa, Ŝeby to dostrzec. 

Dlaczego  usłuchała  Harriet?  Ale  to  nie  było 

uczciwe  oskarŜać  Harriet,  która  osadziła  Luca  na 
podstawie tego, co Catherine o nim opowiedziała. 

Luc miał rację pod jednym względem. Nie dała mu 

szansy.  Teraz  musiała  przyznać,  Ŝe  o  wiele  łatwiej 
było  uciec,  niŜ  zdecydować  się  na  konfrontację.  W 
tamtym  okresie  nie  znała  dobrze  Luca.  Nawet  nie 
przypuszczała, Ŝe utrata jej sprawi mu tyle bólu. Dziś 
ten ból wynikał z przekonania, Ŝe zawiodła go po raz 
drugi. 

Dopiero  teraz  zrozumiała,  jaki  miał  naprawdę 

charakter. Gorący w sypialni, zimny na co dzień. Nie 
potrafił  okazywać  uczuć.  Rodzice,  według  tego,  co  o 
nich  mówił,  nie  szukali  jego  miłości.  Inaczej  pojmo-
wała  teraz  hojność,  jaką  okazywał  jej  w  przeszłości, 
tak Ŝe czuła się jak przedmiot do kupienia. Luc przy-
zwyczaił  się  do  obdarowywania  swoich  najbliŜszych. 
Oczekiwali tego od niego. Gdy stracił rodzinę, na nią 
przeniósł to przyzwyczajenie. 

Tyle miała obaw! Luc nie tylko rozczarował się do 

niej,  był  uraŜony  i  zawiedziony.  Pięć  lat  temu,  być 
moŜe  nieświadomie,  wbiła  ostatni  gwóźdź  do  swojej 
trumny.  Lucowi  nawet  przez  myśl  nie  przeszło,  Ŝe 
Catherine moŜe być w ciąŜy. Nigdy by teŜ nie przewi-
dział, Ŝe posunie się ona do tego, by ukryć przed nim 
ten fakt. 

Ale  jakim  byłoby  nieszczęściem,  gdyby  Luc 

poczuł się zmuszony do poślubienia jej, mówiąc sobie 
w  duchu;  Ŝe  powtarza  błąd  swoich  rodziców.  To  nie 
mogło 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         135

 

 

się  udać.  Teraz  jednak  Luc  myślał  tylko  o  Danielu. 
Chciał być ze swoim synem, ale nie mógł juŜ patrzeć 
na jego matkę. 

- Bardzo kocham Daniela- wyszeptała Catherine. 
- Masz piękny sposób okazywania tego - zadrwił. 
-  Zostawiasz  go  gdzieś  na  końcu  świata,  z  jakąś 

wariatką feministką. 

- Nie mów tak o Peggy! - przerwała mu gorąco. 
- Jest wykładowcą na uniwersytecie i napisała trzy 

ksiąŜki. Jest takŜe wspaniałym przyjacielem. 

Być moŜe jednak, w tej koszmarnej sytuacji Peggy 

nie będzie juŜ chciała być jej przyjaciółką. Nie wiado-
mo, co naopowiadała Rafaella... 

Prezentem ślubnym dla  Catherine był wiejski dom 

w  stylu  elŜbietańskim.  Nie  był  specjalnie  duŜy,  ani 
zbyt  luksusowy,  ale  sprawiłby  jej  ogromną  radość, 
gdyby  nie  ten  jej  ponury  nastrój...  I  gdyby  u  wejścia 
nie pojawiła się Rafaella z powitalnym uśmiechem na 
twarzy... 

- Niezły, jak na prezent, wcale niezły. 
Z  rękami  opartymi  na  biodrach  Peggy  przyglądała 

się domowi. Badawczym i pełnym podziwu wzrokiem 
oceniła przystrzyŜone trawniki, las i błyszczącą w od-
dali taflę niewielkiego jeziora. 

Catherine bezwiednie spojrzała na zegarek. 
Peggy była zbyt spostrzegawcza, Ŝeby tego nie za-

uwaŜyć. 

-  Zaraz  się  zjawią.  Przestań  się  martwić.  Daniel 

poradzi  sobie.  To  moja  wina  -  westchnęła.  -  Nie 
powinnam  była  zostawiać  go  samego  z  Rafaella  ani 
na sekundę. To okropna kobieta. 

Catherine niechętnie wróciła myślami do chwili ich 

przyjazdu.  Luc  przywitał  się  od  razu  z  Rafaella. 
Catherine  nie  miała  pojęcia,  o  czym  mówili,  ale 
Rafaella rozpromieniła się i zaśmiała, roztaczając cały 
swój  urok.  Potem,  mówiąc,  Ŝe  nie  chce  tu  być 
intruzem, 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

136             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

wskoczyła  do  samochodu,  bez  wątpienia  zadowolona 
z  siebie  i  świadoma  burzy,  jaką  wywołała  pomiędzy 
męŜem i Ŝoną... miedzy matką i synem. 

Daniel  siedział  bez  ruchu  w  jednym  z  pokoi  na 

dole.  Gdy  próbowała  go  objąć,  szorstko  odtrącił  jej 
rękę: 

-  Powiedziałaś mi, Ŝe mój tatuś nie Ŝyje! Potępił ją 

i  od  tego  momentu  narastała  jego  niechęć.  Rafaella 
dobrze wykonała swoją robotę. Choć 

Daniel  był  dzieckiem  bardzo  inteligentnym,  nie 

znał  przecieŜ  spraw  dorosłych.  Rozumiał  jedynie,  Ŝe 
matka 

go 

okłamała. 

Zraniony 

niepewny,, 

zdenerwowany  przed  spotkaniem  z  ojcem,  o  którym 
Rafaella  naopowiadała  mu  niezwykłych  rzeczy, 
Daniel  skierował  cały  swój  dziecięcy  Ŝal  przeciw 
Catherine. 

Luc, który wszedł w tej chwili, natychmiast przejął 

inicjatywę  i  przykucnąwszy  obok  syna  powiedział 
spokojnie: 

-  Nie  wiedziałem,  Ŝe  jestem  ojcem.  MoŜe  teraz 

zrobię coś nie tak. Musisz mi pomóc. 

- Nie chcę tatusia, który by mi rozkazywał. 
- I ja bym nie chciał - zgodził się z nim Luc. 
-  W  ogóle  nie  wiem,  czy  chcę  jakiegokolwiek 

tatusia 

dodał 

Daniel 

tonem 

juŜ 

mniej 

zdecydowanym. 

- Rozumiem cię, ale ja na pewno chcę, Ŝebyś to ty 

był moim synem. 

-  A  czy  masz  jeszcze  innych  synów?  -  zapytał 

Daniel. 

-  Tylko  ciebie.  I  dlatego  jesteś  specjalnym  synem. 

Catherine  czuła  się  tu  całkiem  niepotrzebna.  Luc 
odegrał  doskonale  swoją  rolę,  rozpraszając  wszelkie 
obawy  Daniela.  Rozumieli  się  świetnie.  Z  jednej 
strony ostroŜny  Luc, z drugiej -  coraz bardziej ufny i 
ciekawy  Daniel.  Luc  nie  śpieszył  się,  nie  posunął  się 
teŜ  za  daleko.  Wzajemnie  się  obserwowali.  Po 
godzinie  Daniel  szczebiotał  uszczęśliwiony,  Ŝe  Luc 
tak interesuje się jego osobą. Opowiedział o Cloverze. 
Lucowi  wystarczyło  pięć  sekund,  Ŝeby  zrozumieć,  Ŝe 
sprowadzę- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         137

 

 

nie  starego  osiołka  ze  schroniska  dla  zwierząt  przy-
czyni się do umocnienia świeŜej przyjaźni z synem. 

-  Wiesz  co,  a  moŜe  byśmy  teraz  po  niego 

pojechali?  -  zaproponował  Luc,  a  Daniel  z  oczami 
pełnymi leź rzucił mu się w objęcia. 

Pojechali przed lunchem. 
-  Jest  pięknym  dzieckiem  -  półgłosem  powiedział 

Luc  do  Catherine,  odzywając  się  do  niej  po  raz 
pierwszy  od  przyjazdu.  -  I  jestem  bardzo  dumny,  Ŝe 
mam takiego syna. 

Ciągle  nie  była  pewna,  czy  to  komplement, 

zakamuflowane  przeprosiny,  szczere  uznanie  dla 
urody  Daniela,  czy  teŜ  Ŝal,  Ŝe  musiał  tak  długo 
czekać. 

-  Powinnaś  była  razem  z  nimi  pojechać  -  powie-

działa Peggy. 

- Nie zaproponowali mi. A poza tym - westchnęła -  

chciałam  z  tobą  porozmawiać.  Przypuszczam,  Ŝe 
bardzo ci się nie podoba to wszystko, co się tu dzieje. 

- Chyba Ŝartujesz! Te dwa ostatnie dni były bardzo 

podniecające! - Peggy zaśmiała się. - Byłam zdumio-
na,  gdy  Rafaella  pokazała  mi  twoje  zdjęcie  z  Lucem 
na  lotnisku,  i  wtedy  zadzwonił  pierwszy  reporter. 
Ktoś w miasteczku udzielił mu informacji. Wiele osób 
wiedziało,  Ŝe  wzięłam  Daniela  do  moich  rodziców. 
Kiedy wrócę, będę się pławić w blasku twojej sławy... 

-  śeby  ci  to  nie  zaszkodziło  -  ostrzegła  ją  ponuro 

Catherine. - Kiedy to wszystko się skończy... 

-  Kiedy  się  skończy?  Nie  przesadzaj  -  skarciła  ją 

Peggy. -śyłaś z nim, a teraz wyszłaś za niego za mąŜ. 
A Daniel jest jego synem. Koniec, kropka. 

- To nie takie proste. 
- Nie powiedziałaś mi wszystkiego o ojcu Daniela -

zauwaŜyła Peggy. - Teraz, gdy go zobaczyłam, jestem 
trochę  mądrzejsza.  Weź  pod  uwagę,  Ŝe  ma  on  trzy 
zalety,  których  nie  wolno  zlekcewaŜyć.  Po  pierwsze, 
jest  hojny.  Nie  muszę  dodawać,  Ŝe  stać  go  na  to.  Po 
drugie, jest najprzystojniejszym facetem, jakiego kie- 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

138             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

dykolwick widziałam poza ekranem. Muszę przyznać 
bezwstydnie,  Ŝe  taka  była  moja  pierwsza  reakcja.  Po 
trzecie,  ktoś,  kto  był  zdolny  oczarować  Daniela  i 
poradzić  sobie  tak  szybko  z  jego  złym  humorem, 
godny jest podziwu. 

- Im więcej? 
-  ZałoŜę  się,  ze  Luc  nigdy  przedtem  nie  widział 

osła z bliska. 

Catherine  roześmiała  się,  ale  chwilę  później  wes-

tchnęła: 

-  Gdybym  nie  straciła  pamięci,  wcześniej  powie-

działabym mu o Danielu. 

- Myślę - mruknęła Peggy - Ŝe Luc dostał to, na co 

zasłuŜył. 

Gdyby 

zapewnił 

ci 

poczucie 

bezpieczeństwa,  ufałabyś  mu  na  tyle,  Ŝeby  o  tym 
powiedzieć.  Mam  wraŜenie,  Ŝe  jest  wystarczająco 
inteligentny i sam to zrozumie. 

A  jeśli  nie  będzie  chciał  zrozumieć?  -  pomyślała 

smutno  Catherine.  Nic  nie  wskazywało  na  to,  Ŝeby 
miał być wobec niej bardziej wyrozumiały. 

Pierwszy  pojawił  się  Clover,  jak  zwykle  był 

rozdraŜniony i kłapał zębami na ogrodnika, który miał 
go  odprowadzić  za  ogrodzenie.  Wraz  z  Cloverem 
przybyła  dama,  która  z  pewnym  zaŜenowaniem 
poinformowała  Catherine,  Ŝe  Luc  ofiarował  znaczną 
sumę  na  jej  schronisko.  I  Catherine  poczuła  nagłe 
rozdraŜnienie.  Dlaczego  Lucowi  wszystko  szło  tak 
łatwo? 

Wrócił  po  dziesiątej,  trzymając  w  ramionach 

ś

piącego Daniela. Choć bardzo była ciekawa, co robili 

cały  dzień,  powstrzymała  się  od  pytań.  Chłodne 
spojrzenie  Luca  kazało  jej  przypuszczać,  Ŝe 
odpowiedzi  byłyby  równie  zimne.  Wzięła  Daniela  na 
ręce. 

- PołoŜę go do łóŜka. 
Zaniosła  zmęczonego  syna  do  sypialni.  Obudził 

się,  gdy  go  rozbierała  i  otworzył  szeroko  oczy  w 
nagłym strachu. 

- Gdzie tatuś? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         139

 

 

- Jest na dole. 
-  Myślałem,  Ŝe  tylko  mi  się  przyśnił.  -  Rozespany 

Daniel uśmiechnął się do niej słodko. - On nie wie nic 
o  dzieciach,  ale  za  to  duŜo  o  komputerach  - 
powiedział  pojednawczym  tonem  i  pozwalając  się 
wziąć w objęcia, sam zarzucił jej ręce na szyję. 

- Przepraszam, Ŝe byłem dla ciebie niedobry. W jej 

oczach ukazały się łzy. 

- Tym razem ci wybaczam. 
-  Tatuś  wszystko  mi  wytłumaczył.  To  tylko  jego 

wina,  Ŝe  byliśmy  rozdzieleni  -  wyszeptał,  ponownie 
zasypiając. 

Poczuła  wdzięczność  dla  Luca.  Zapobiegł  w  ten 

sposób rozdźwiękowi pomiędzy nią i jej synem. 

Zeszła  na  dół  do  salonu.  Choć  był  raczej  duŜy, 

robił  wraŜenie  przytulnego  i  wygodnego.  Brakowało 
w nim jednak oznak Ŝycia, od razu było widać, Ŝe nikt 
tu  nie  mieszkał  od  lat.  Gospodyni,  pani  Stokes, 
wspomniała,  Ŝe  Luc  nie  spędził  pod  tym  dachem  ani 
jednej nocy. 

- Śpi? - Luc stał na progu, pozornie niewzruszony. 

Z jego spojrzenia trudno było coś wyczytać. 

-  Zasnął  natychmiast,  solidnie  go  zmęczyłeś.  Nie-

często mu się to zdarza. 

-  Był  dla  mnie  bardzo  miły,  ale  podejrzewam,  Ŝe 

takie wybuchy złości, jakie widziałem przedtem, zda-
rzają mu się często. 

- Był bardzo przybity - próbowała bronić syna. 
-  Jest  niezwykle  inteligentnym  dzieckiem.  Powi-

nien jak najszybciej rozpocząć naukę w szkole. 

. Zbladła z przeraŜenia. 
- Nie chcę, Ŝeby gdzieś wyjeŜdŜał. 
-  A  czy  ja  coś  takiego  proponuję?  On  nie  po-

trzebuje  szkoły  z  internatem.  W  Rzymie  jest 
doskonała  szkoła  dla  dzieci  wybitnie  uzdolnionych. 
MoŜliwość współzawodnictwa z rówieśnikami dobrze 
mu  zrobi.  -  Luc  odetchnął  głęboko  i  rzucił  jej 
badawcze spojrzenie, ale ona wbiła wzrok w podłogę.  
- Jest juŜ trochę 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

140             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

za  duŜy,  Ŝeby  miewać  takie  humory.  Będzie  mógł 
lepiej wyładować nadmiar energii. 

-  Jesteś  bardzo  krytyczny  wobec  niego  -  powie-

działa sucho. 

- Nie miałem takiego zamiaru. Jest o wiele bardziej 

zrównowaŜonym  dzieckiem,  niŜ  ja  byłem  w  jego 
wieku,  ale  potrzebuje  większej  opieki.  Chyba  Ŝe 
chcesz, Ŝeby dalej wychowywała go telewizja. 

Catherine zaczerwieniła się ze zdenerwowania, ale 

nie zaprotestowała uznając, Ŝe miał podstawę, aby tak 
sądzić. 

- Starałam się, jak mogłam. 
-  W  gruncie  rzeczy  jest  on  bardzo  szczęśliwym  i 

ufnym  dzieckiem.  Przyznaję,  Ŝe  dokonałaś  wielkiej 
rzeczy,  szczególnie,  jeśli  się  weźmie  pod  uwagę,  Ŝe 
wychowywałaś  go  sama  i  jak  to  Daniel  kilkakrotnie 
powtórzył, właściwie bez pieniędzy. 

Ta  pochwała  tylko  wzmogła  jej  napięcie.  Luc  był 

taki na dystans, taki opanowany. Nie znała go takim. 

-  Czy  prawdą  jest  to,  co  mówiłaś  mi  dzisiaj  rano? 

A  moŜe  wymyśliłaś  to  w  ostatniej  chwili?  -  zapytał 
niespodzianie  spokojnym  głosem.  -  Czy  naprawdę 
sądziłaś, Ŝe zaŜądam, Ŝebyś usunęła ciąŜę? 

Krew odpłynęła jej z twarzy: 
- Pomyślałam, Ŝe jesteś... 
-  Okrutny,  nieludzki,  egoista?  -  wyrzucał  z  siebie, 

wpatrując 

się 

jej 

nieszczęśliwą 

twarz.  

Przypuszczalnie tak właśnie o mnie myślałaś. 

Gwałtownie potrząsnęła głową: 
- Nie, nie myślałam tak... kiedy coś staje na twojej 

drodze,  pozbywasz  się  tego  -  wyjąkała,  zdając  sobie 
sprawę,  Ŝe  nie  wyraziła  właściwie  swoich  myśli.  - 
Myślałam,  Ŝe  jeśli  czegoś  zechcesz,  to  nie  będę  w 
stanie  ci  przeszkodzić.  Właśnie  tego  najbardziej  się 
bałam. 

Cała jego twarz stęŜała w ogromnym napięciu. 
-  Per  amor  di  Dio,  co  ja  takiego  uczyniłem,  Ŝe 

mogłaś tak o mnie pomyśleć? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         141

 

 

-  To nie było tak. Czy nie rozumiesz, Ŝe im dłuŜej 

milczałam, tym trudniej było mi powiedzieć ci o tym? 

-  Rozumiem, iŜ bardzo się mnie bałaś, myśląc, Ŝe 

dla własnej  wygody mógłbym zabić moje dziecko. A 
przecieŜ  nawet  wtedy,  kiedy  nie  uświadamiałem 
sobie,  Ŝe  Cię  kochani,  zaleŜało  mi  na  tobie  - 
powiedział półgłosem. - A nawet, gdybym nie kochał, 
to  i  tak  nie  zdecydowałbym  się  na  takie  rozwiązanie 
sprawy. 

Łzy popłynęły jej z oczu. 
- Wybacz mi! - Był to krzyk z głębi serca. Ponury 

grymas wykrzywił jego usta. 

-  Sądzę,  Ŝe  to  ja  powinienem  przepraszać.  Do-

stałem to, na co zasłuŜyłem. Ale ty, nawet teraz, kiedy 
wychodziłaś  za  mnie  za  mąŜ,  nie  ufałaś  mi.  W 
dalszym  ciągu  nie  potrafiłaś  się  zdobyć  na  odwagę  i 
powiedzieć mi o Danielu. 

Jestem potwornym tchórzem... juŜ teraz wiesz. A 

poza  tym,  nie  chciałam  psuć  ślubu  -  wymamrotała 
niewyraźnie. 

Cisza  przedłuŜała  się,  a  Catherine  miała  nerwy 

napięte do granic wytrzymałości. 

- Jakie mamy szansę, Ŝe po tym ostatnim tygodniu 

grozi  nam  powiększenie  rodziny?  -  zapytał  z 
wymuszonym spokojem. 

Gdy zrozumiała znaczenie jego słów, oblizała ner-

wowo suche wargi. 

- Bardzo niewielkie - odpowiedziała uczciwie, czu-

jąc się nieswojo, zaŜenowana zmianą tematu. 

Luc był całkiem inny, niŜ wówczas przy basenie, a 

i tamten dzień wydawał się dziś bardzo odległy. 

Nie  był  na  tyle  nietaktowny,  Ŝeby  głośno 

odetchnąć z ulgą, ale widać było, Ŝe pozbył się obaw. 

-  Chciałbym,  Ŝebyś  wiedziała,  Ŝe  nie  myślałem  o 

skutkach  tych  pierwszych  dni,  które  spędziliśmy 
razem  -  zapewnił  ją  ze  słabym  uśmiechem.  -  Nie 
planowałem ciąŜy. 

- W porządku - zdołała wyszeptać Catherine, choć 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

142             

SPOTKANIE PO LATACH 

  

czuła się uraŜona jego reakcją.  Zrozumiała, Ŝe drugie 
dziecko skomplikowałoby sytuację, zwłaszcza po wy-
darzeniach ostatnich dni. 

NaleŜało jak najszybciej skończyć tę rozmowę. 
Jestem zmęczona. Idę się połoŜyć - powiedziała. 
- Nie będę ci przeszkadzać. 
Nie  było  dla  niej  pociechą,  gdy  stwierdziła,  Ŝe 

rzeczy  Luca  zostały  zabrane  z  sypialni.  Nie  dał  jej 
nawet  okazji,  Ŝeby  mogła  go  wyrzucić!  Chwyciła 
poduszkę i ukryła w niej twarz, Ŝeby stłumić łkanie. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

 

- Czy mam coś jeszcze przynieść, pani Santini? 
Catherine  z  poczuciem  winy  spojrzała  na  tacę. 

Jeden rogalik poszarpany na kilkanaście kawałków, a 
Ŝ

aden nawet nie nadgryziony. 

-  Nie,  dziękuję.  -  Zmusiła  się  do  uśmiechu.  -  Nie 

jestem głodna. 

Nie  miała  apetytu,  bolało  ją  serce.  Luc  wczesnym 

rankiem zabrał Daniela do ParyŜa. Wrócą wieczorem. 

obecności 

Daniela, 

Luc 

bez 

entuzjazmu 

zaproponował,  Ŝeby  im  towarzyszyła.  Jej  odmowa 
była  tak  samo  obojętnie  przyjęta.  Zaproszenie  to 
padło tylko ze względu na Daniela. 

Minione cztery dni były dla niej piekłem na ziemi. 

Luc  był  wyjątkowo  uprzejmy  i  uwaŜny,  ale  widać 
było,  Ŝe  jej  nie  kocha.  Jak  mogła  kiedykolwiek  być 
tak  głupia  i  w  to  uwierzyć?  Gdy  jej  nie  było,  Luc 
wyidealizował sobie jej wizerunek, a kiedy ją ponow-
nie odzyskał, niechęć i jawny opór, jakie okazała, gdy 
chciał  ją  zabrać  od  innego  męŜczyzny,  stały  się 
powodem  jego  agresywnego  zachowania.  Zdobył 
wszystko,  na  czym  mu  zaleŜało,  a  gdy  wygrał  tę 
batalię,  zrozumiał,  Ŝe  nic  warta  była  kosztów,  jakie 
poniósł. 

Znalazł  się  teraz  w  kłopotliwym  połoŜeniu.  Wy-

glądałoby dziwnie, gdyby tak szybko zerwali małŜeń-
stwo. NaleŜało teŜ brać pod uwagę Daniela. 

Siedziała  w  jadalni  bez  ruchu,  a  burza  uczuć 

miotała jej słabym ciałem. 

Nie  będzie  miała  jego  dziecka.  Nie  będzie  juŜ 

niczego, co mogłoby ich do siebie zbliŜyć. Zdrowy 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

144             

SPOTKANIE PO LATACH 

 
 

rozsądek  mówił,  Ŝe  to  dobrze,  ale  coś  wewnątrz  niej 
buntowało się przeciwko tej chłodnej ocenie sytuacji. 

Nie  potrafiła  sobie  wyobrazić  Ŝycia  bez  Luca.  Im 

dalej był od niej, tym bardziej czuła się nieszczęśliwa. 
Nie  mogła  jeść,  nie  mogła  spać,  nie  była  zdolna  do 
niczego.  I  co teraz będzie? - pytała samą siebie.  - Co 
mi  pozostanie?  Daniel  uwielbiał  Luca.  Z  trudem 
znosił jego nieobecność. 

Przyszłość  wydawała  się  jej  pusta  i  bezcelowa. 

Daniel  pojedzie  do  szkoły  w  Rzymie.  MałŜeństwo, 
które  od  samego  początku  nie  było  udane,  rozpadnie 
się  i  skończy  separacją.  Luc  będzie  odbywał  długie 
podróŜe w interesach, a ona, zgodnie z jego oczekiwa-
niami, regularnie będzie odwiedzać Anglię. 

To prawdziwa tortura być tak blisko i zarazem tak 

daleko, pragnąc go w nocy, leŜąc samotnie w łóŜku, a 
w  dzień  zadręczać  się  udawaniem,  ze  jest  zupełnie 
szczęśliwa. 

Wśród  tych  wszystkich  przepraszam  i  dziękuję, 

których  słyszała  teraz  znacznie  więcej  niŜ  przedtem, 
od czasu do czasu napotykała pytające spojrzenie. Luc 
chciał, 

Ŝ

eby 

spokojnie 

pogodziła 

się 

rzeczywistością.  śyczył  sobie,  by  nie  doprowadzała 
do  melodramatycznych  scen.  Powstrzymując  gniew  i 
rozpacz,  Ŝyła  jakby  w  Ŝelaznym  jarzmie  ciszy,  ale 
wewnątrz  niej  toczyła  się  walka,  która  groziła 
zniszczeniem.  Dlaczego  nie  zostawił  jej  w  spokoju? 
Dlaczego  znowu  wdarł  się  w  jej  Ŝycie?  Dlaczego 
połoŜył  białą  róŜę  na  poduszce?  Dlaczego  zmusił  ją 
do przyznania się, Ŝe go kocha? Dlaczego? Dlaczego? 
Dlaczego? 

Zła  na  samą  siebie  za  te  ponure  myśli,  wstała, 

zdecydowana nie marnować kolejnego dnia na błąka-
nie  się  bez  celu,  jak  zagubiona  dusza.  NajwyŜszy 
czas, Ŝeby zobaczyć się z Drewem, nie moŜe odkładać 
załatwienia  tej  sprawy.  Skontaktowała  się  juŜ  wcześ-
niej  z  jego  chrzestną  matką.  Pani  Anstey  wygłosiła 
całą  tyradę  przez  telefon,  nie  chcąc  przyjąć 
usprawiedliwień 

 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         145

 

 

i  mówiąc  z  wielką  satysfakcją,  Ŝe  wynajęła 
mieszkanie  osobie,  która  na  pewno  zachowa  się  o 
wiele  bardziej  stosownie.  Catherine  wysłuchała  tych 
wymówek  bez  słowa.  Rozmowa  ta  ulŜyła  jej 
sumieniu. 

Nie  spodziewała  się,  by  spotkanie  z  Drewcm  było 

łatwe.  Czy  ma  mu  powiedzieć,  ze  ponosi  winę  za 
kłopoty, które miał w Niemczech? A moŜe juŜ o tym 
wie? Czy będzie chciał się z nią widzieć? 

Jeszcze  przed  południem  weszła  do  biura  firmy 

Huntingdon  Components.  Sekretarka  Drewa  zadzwo-
niła, Ŝeby oznajmić o jej przybyciu. Drew wyszedł ze 
swojego  gabinetu,  jego  zawsze  miła  twarz  była 
chłodna i obojętna. 

- Co za niespodzianka! 
- Musiałam się z tobą zobaczyć. 
Nie wiem, jak mam panią powitać, pani Santini. 
-  Dla  ciebie  jestem  w  dalszym  ciągu  Catherine    - 

powiedziała stanowczo. 

- Próbowałem dzwonić  do ciebie z Niemiec. Moja 

gospodyni powiedziała, Ŝe zniknęłaś. Powiedziała teŜ, 
Ŝ

e w sypialni był taki porządek, jakbyś wcale tam nie 

wchodziła. 

Catherine  pochyliła  głowę.  Ludzie  Luca  dobrze 

wykonali swoją robotę. 

-  Potem  zobaczyłem  twoje  zdjęcie  z  Santinim  na 

lotnisku. Było w kaŜdej gazecie - westchnął. - Daniel 
jest jego lustrzanym odbiciem. Harriet mnie okłamała, 
domyśliłem się wszystkiego. 

- Wybacz, Ŝe nie mogłam powiedzieć ci prawdy. 
- Gdy cię poznałem, początkowo wcale mnie to nie 

interesowało. Ale wolałbym mieć za rywala zmarłego. 

- Uśmiechnął się i dodał z wahaniem: - Odjechać z 

nim w taki sposób! Musisz szaleć na jego punkcie... 

W  takiej  sytuacji  zrezygnowała  z  pierwotnego  za-

miaru  opowiedzenia  mu,  jak  się  wszystko  naprawdę 
odbyło. Nie wiadomo, dlaczego poczuła, Ŝe byłoby to 
nielojalne  wobec  Luca.  Drew  nie  musiał  tego 
wiedzieć. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

146             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

- Tak - przyznała zmieszana, a po chwili spytała: - 

Czy otrzymałeś swój kontrakt? 

Nieoczekiwanie uśmiechnął się szeroko. 
-  Nie  ten,  po  który  pojechałem.  Zupełnie  przypad-

kowo  nadarzył  się  znacznie  korzystniejszy.  Na  długi 
czas  zapewnił  firmie  bezpieczeństwo.  Jak  to  się 
mówi?  Kto  ma  szczęście  w  kartach,  ten  nie  ma 
szczęścia w miłości. 

Drew  najwyraźniej  nie  zdawał  sobie  sprawy,  co 

groziło jego firmie. Nie przeŜył Ŝadnych niepokojów, 
a  wiadomość,  Ŝe  drugi  kontrakt  uzyskał  dzięki  wpły-
wom Luca nie zachwyciłaby go. 

Odchrząknął z zakłopotaniem. 
-  Zgodziłem  się  na  spotkanie  z  Annette,  ale  nie 

wiem, czy to coś zmieni. 

Uśmiechnęła się z ulgą. 
Cieszę się. 
-  W  dalszym  ciągu  uwaŜam,  Ŝe  jesteś  jak  szczere 

złoto,  Catherińe.  -  Skrzywił  się  boleśnie.  -  I  mam 
nadzieję, Ŝe on docenia, jaki z niego szczęściarz. 

To nie jest tak, jak sobie wyobraŜasz - pomyślała z 

Ŝ

alem,  wsiadając  znów  do  limuzyny.  MęŜczyzna 

pijany ze szczęścia nie unikałby dobrowolnie małŜeń-
skiego  łoŜa  i  jakiegokolwiek  kontaktu  fizycznego. 
Szalone  poŜądanie  umaiło  wraz  z  iluzjami.  Ale  jej 
poŜądanie nie umarło. Cierpiała, stale go pragnąc. JuŜ 
wkrótce zacznie sobą pogardzać za tę słabość. 

Ich  małŜeństwo  było  błędem.  Kontynuowanie  go 

wyłącznie dla pozorów kosztowało ją zbyt wiele. Nie 
powinna poświęcać się dla dobra Daniela. Jest podob-
ny  do  Luca,  poradzi  sobie.  Teraz  chodzi  o  jej  własne 
dobro. Nie moŜe juŜ dłuŜej poddawać się i pozwolić, 
Ŝ

eby kierowano jej Ŝyciem nie pytając jej o zgodę. 

Zmęczona poszła po południu do Harrodsa. 
Gdy  wróciła  do  samochodu,  szofer  odkładał  właś-

nie słuchawkę telefonu. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         147

 

 

- Pan Santini wrócił z ParyŜa, madame. Powiedzia-

łem mu, Ŝe wrócimy mniej więcej za dwie godziny. 

Mój BoŜe, jak ten Luc jej pilnuje, chociaŜ teraz nic 

dla  niego  nie  była  warta.  Nagle  odczuła  niechęć  na 
myśl  o  powrocie  do  domu.  Pomyślała,  Ŝe  lepiej 
wrócić później, kiedy Daniel będzie juŜ w łóŜku. 

-  Wrócimy  później  -  powiedziała.  -  Chcę  się  po 

drodze zatrzymać i coś zjeść. 

Zdecydowała  się  na  hotelową  restaurację.  Długo 

wybierała  dania  proponowane  przez  szefa  sali, 
zjadając wszystko, co jej podawano. Zastanawiała się, 
co powie  Lucowi, jak mu to powie, z jaką miną? Ma 
być  chłodna,  spokojna,  opanowana.  Nie  powinna 
ujawniać  prawdziwych  uczuć.  Gdy  oznajmi  Lucowi, 
Ŝ

e  Ŝąda  natychmiastowej  separacji,  musi  to  zrobić  z 

godnością. 

Gdy  na  palcach  szła  po  schodach,  z  zamiarem 

odłoŜenia rozmowy do jutra, z salonu wyszedł Luc. 

- Gdzie, u diabła, byłaś? - zapytał ostro. 
-  W  mieście  -  mruknęła,  starannie  unikając  jego 

wzburzonego spojrzenia. - Chcę separacji. 

-  Prego!  -  zapytał  bardzo  cichym  głosem.  Wtedy 

spojrzała  na  niego.  W  świetle  padającym  z  góry,  z 
okrutną  wyrazistością  ujrzała,  jak  nagle  zbladł.  Nie 
rozumiała, dlaczego wyglądał na tak wstrząśniętego tą 
wiadomością.  Dopiero  teraz  zauwaŜyła,  jak  bardzo 
zeszczuplał w ciągu ostatnich dni. 

-  MoŜemy porozmawiać o tym jutro. 
Poruszona jego nieszczęśliwym wyglądem zapom-

niała  o  przemowie,  jaką  przygotowała  na  temat 
niemoŜliwości wzajemnego porozumienia się. 

- Porozmawiamy teraz. Byłaś u Huntingdona! 
- Jak biczem chlasnął ostrymi słowami potępienia. 
-  Ledwie  wyjechałem,  natychmiast  poszłaś  do 

niego.  Nie  pozwolę  ci  odejść.  Zabiję  go,  jeśli  zbliŜy 
się do ciebie. 

- Nie rozumiem, dlaczego. Po tym wszystkim? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

148             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-  Jesteś  moją  Ŝoną  -  uciął  rozzłoszczony. 

Wzburzona, otworzyła drzwi swojego pokoju. 

-  Ośmielani  się  przypomnieć,  Ŝe  twoja  sypialnia 

jest  dalej  -powiedziała,  bo  nic  lepszego  nie  przyszło 
jej namyśl. 

-  Byłem  głupi  godząc  się  na  to.  Jak  śmiesz  wy-

rzucać  mnie  ze  swojego  łóŜka?  -  krzyczał 
rozwścieczony,  wchodząc  za  nią  i  z  hukiem 
zamykając drzwi. 

Spojrzała na niego zaskoczona. 
- Ja nie... 
-  Nie  powinienem  był  tego  tolerować.  Odgrywasz 

się na mnie. 

-  To  pewnie  pani  Stokes  zabrała  twoje  rzeczy  - 

powiedziała  zdziwiona.  -  Przypominam  sobie,  Ŝe 
pytała mnie, ile jest sypialni w zamku Castelleone. 

- A cóŜ ma do rzeczy ta wasza rozmowa? 
- Prawdopodobnie pani Stokes doszła do wniosku, 

Ŝ

e  mieliśmy  we  Włoszech  oddzielne  sypialnie  i  Ŝe 

tutaj ma być tak samo. - Uśmiechnęła się do niego. -A 
ty myślałeś, Ŝe to moje Ŝyczenie? 

Ciemny rumieniec oblał jego policzki. 
-  Tego  wieczora  wszedłem  do  sypialni,  kiedy  juŜ 

spałaś, a moich rzeczy nie było. 

-  Ja  zaś  byłam  przekonana,  Ŝe  to  ty  kazałeś  je 

zabrać.  -  Trudno  było  uwierzyć,  Ŝe  to  pomyłka 
gospodyni  stała  się  powodem  nieporozumienia 
pomiędzy nimi. - Dlaczego nic nie powiedziałeś? 

Wyglądał na nieco oszołomionego. 
-  Nie  wiedziałem,  co  powiedzieć.  Cały  dzień 

byłem pod wraŜeniem tego, co usłyszałem od ciebie w 
samolocie.  Coś  takiego  mogło  mi  się  zdarzyć  tylko  z 
tobą - stwierdził w końcu. 

Obserwowała,  jak  zwinnie  chodził  po  pokoju,  ni-

czym kot czatujący w nocy na swoją ofiarę. 

-  Co  mogło  się  zdarzyć  ze  mną?  Przez  jego  twarz 

przebiegł skurcz. 

- Straciłem panowanie nad sobą i powiedziałem 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         149

 

 

coś, czego tak naprawdę wcale nie myślałem. Widać 
było, Ŝe jest bardzo zmieszany. Ale jakie to przykre, 
Ŝ

e tak mi nie ufałaś! 

- Czułam się zagroŜona, kiedy byłam w ciąŜy - za-

częła  niepewnie.  -  Nie  dawałeś  mi  poczucia 
bezpieczeństwa,  Luc.  Byłam  zagubiona.  Niemiałam 
odwagi stawić czoło komplikacjom, których sobie nie 
Ŝ

yczyłeś. Nie przyszło mi na myśl, Ŝe będziesz chciał 

oŜenić się ze mną i wziąć na siebie odpowiedzialność 
za dziecko, którego oczekiwałam... 

-  Nie  musisz  tłumaczyć  się  ze  swej  decyzji.  Nie 

winie  cię  za  to,  co  zrobiłaś  -  powiedział  prawie 
niedosłyszalnie.  -  Utraciłem  cię,  bo  za  późno 
zrozumiałem, ile dla mnie znaczysz. 

Miała  ochotę  podejść  i  przytulić  go.  Wiedziała,  z 

jakim trudem Luc wyjawia swoje najgłębsze uczucia. 
Nie zdobyła się jednak na to. 

-  Gdybym  wtedy  nie  wpadła  pod  samochód,  zate-

lefonowałabym do ciebie. 

Zbladł. 
- Pod jaki samochód? 
Opowiedziała mu o wypadku na parkingu i o mie-

siącach spędzonych w, szpitalu. Był tym najwyraźniej 
przeraŜony i wstrząśnięty, ale nie wziął jej w ramiona, 
jak  tego  skrycie  pragnęła.  Stanął  przy  oknie,  patrząc 
na nią błyszczącymi, ciemnymi oczyma. 

- Gdy Cię ujrzałem po raz pierwszy, przypominałaś 

mi  anioła  z  boŜonarodzeniowej  choinki.  Taka  byłaś 
krucha,  delikatna.  Miałaś  na  sobie  okropną  sukienkę 
w róŜe. Gdy uśmiechnąłem się do ciebie, twoja twarz 
zajaśniała  niezwykłym  blaskiem  i  paplałaś  bez 
przerwy  przez  piętnaście  minut.  Straciłaś  wątek  w 
ś

rodku zdania. Nie słyszałaś, Ŝe dzwoni telefon. Byłaś 

oszołomiona  i  zafascynowana  mną.  Nigdy  przedtem 
nie  spotkałem  nikogo  podobnego  do  ciebie. 
Chciałabyś 

usłyszeć, 

Ŝ

zakochałem 

się 

od 

pierwszego wejrzenia, ale tak nie było. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

150             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

-  Nigdy  tak  nie  myślałam  -  policzki  paliły  ją 

ogniem. 

-  Gdy  tamtego  wieczora  patrzyłem  na  ciebie,  nie 

łączyłem cię z seksem - relacjonował dokładnie swoje 
wraŜenia. 

- Dzięki za szczerość! - mruknęła szorstko. 
-  Ale  nigdy  przedtem  nie  spotkałem  nikogo  z  tak 

naturalnym wewnętrznym ciepłem. Przebywanie z to-
bą  było  podobne  do  przebywania  w  blasku  słońca. 
Gdy  wyszedłem,  czułem  się  tak,  jakbym  kopnięciem 
odtrącił  szczeniaka...  Zaskakująco  trudne  było  dla 
mnie  to  odejście  -wyznał  półgłosem.  -Przez  następne 
dwa  miesiące  rozmyślałem  o  tobie  w  kaŜdej  wolnej 
chwili. Spałem z inną kobietą, a myślałem o tobie. To 
było nie do zniesienia. 

- Ze mną działo się to samo! - wyrwało jej się. 
- Gdy przyjechałem do Londynu następnym razem, 

nie  zamierzałem  cię  odwiedzać.  Towarzyszyła  mi 
wówczas  pewna  kobieta  i  umyślnie  wybrałem  hotel 
daleko od twojej galerii. 

-  Sądzisz,  Ŝe  chcę  tego  słuchać?  Spojrzał  na  nią 

szybko i spuścił wzrok. 

- Ta kobieta działała mi na nerwy i odesłałem ją do 

Nowego Jorku. Byłem grubiański wobec niej i wobec 
wszystkich  kobiet,  z  którymi  się  spotykałem. 
Wiedziałem  jednak,  Ŝe  wobec  ciebie  bym  się 
zachowywał 

inaczej. 

Miałaś 

sobie 

coś 

niewiarygodnie  pociągającego.  Do  galerii  poszedłem 
od razu z lotniska. 

- Dlaczego? 
- Sam nie wiedziałem. Na mój widok okazałaś tak 

niezwykłą  radość,  jakbyś  czekała  na  mnie.  Albo 
jakbyś wiedziała o czymś, czego ja nie  wiedziałem.  I 
moŜe  tak  właśnie  było  -  uśmiechnął  się  prawie  z 
czułością. 

-Pozbawiłaś  mnie  spokoju.  Bardzo  się  tym 

wzruszyłem.  ChociaŜ  byłem  w  podłym  nastroju,  cały 
czas  mówiłaś,  wcale  tego  nie  zauwaŜając.  Byłaś  tak 
uczciwa  i  rozbrajająco  młoda,  Ŝe  poczułem  się  - 
zawahał się - bardzo stary i aŜ nadto doświadczony. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         151

 

 

- Poczułeś się tak dobrze, Ŝe minęły następne dwa 

miesiące, zanim znowu się pojawiłeś -zaprotestowała. 

Westchnął głośno. 
- Miałaś zaledwie osiemnaście lat. Nie naleŜałaś do 

mojego  świata.  Nie  chciałem  cię  zranić.  I  z  nikim 
nigdy  nie  pragnąłem  tak  się  kochać,  jak  z  tobą  tego 
wieczora. Miałem dwadzieścia siedem lat, ale czułem 
się  jak  stary  rozpustnik  -  nieoczekiwanie  zgrzytnął 
zębami.- Postanowiłem juŜ nigdy więcej nie spotykać 
się z tobą. 

- Czy potrafisz sobie wyobrazić, ile razy nie mog-

łam zasnąć czekając, aŜ zadzwonisz? 

- Tak. Wiedziałem, Ŝe czekasz i nie mogłem prze-

stać  myśleć  o  tobie.  Zrozumiałem  teŜ,  Ŝe  nie  mogę 
Ŝ

yć bez ciebie. Pomyślałem, Ŝe jeśli raz prześpię się z 

tobą, będę z tego wyleczony. 

- Jakie to obrzydliwe! 
-  Per  Dio,  czego  chcesz?  Prawdy  czy  opowieści 

dobrej  wróŜki?  -  odpowiedział  jej  ostro  w  nagłym 
wybuchu złości. - Myślisz, Ŝe łatwo przychodzą mi te 
wyznania? Kłamstwa, którymi się karmiłem? Ta pier-
wsza  noc  w  Szwajcarii  -  jak  opisałabyś  tę  euforię? 
Myślałaś, Ŝe umierasz i jesteś juŜ w raju. No cóŜ, ja to 
samo czułem, gdy pierwszy raz kochałem się z tobą. 

Na jej wzburzonej twarzy ukazał się lekki uśmiech. 
- Ale, naturalnie, przekonywałem sam siebie, Ŝe to 

tylko  z  powodu  najwspanialszych  doznań  zmysło-
wych, jakie kiedykolwiek przeŜyłem. Zakochałem się 
w tobie, ale nie  chciałem uznać tego  faktu - przyznał 
brutalnie. - Z trudem znosiłem twoją nieobecność, ale 
jednocześnie nie chciałem brać cię ze sobą za granicę. 
Dziennikarze szybko by się o tym dowiedzieli. 

- A czy miało to jakieś znaczenie? 
-  Siedem  lat  temu  nie  byłabyś  w  stanie  sprostać 

publicznym  obowiązkom  mego  Ŝycia.  Nie  chciałem 
dzielić się tobą z nikim. Nie chciałem dopuścić, Ŝebyś 
się stała obiektem złośliwości innych kobiet Nie 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

152             

SPOTKANIE PO LATACH 

 

chciałem teŜ, Ŝeby gazety rozpowszechniały plotki na 
nasz temat. 

-  A  moŜe  takŜe  bałeś  się,  Ŝeby  ktoś  nie  odkrył,  Ŝe 

mam problemy z czytaniem i pisaniem? 

- Tak, to wszystko wprawiało mnie w zakłopotanie 

i złościło - przyznał niechętnie. - Ale podszedłbym do 
tej sprawy inaczej, gdybym wiedział, Ŝe jesteś dyslek-
tyltiem.  Powinienem  był  się  tego  domyślić.  Mimo  to 
mój  dom  był  zawsze  tam,  gdzie  byłaś  ty.  Przy  tobie 
zapominałem  o  zmartwieniach  i  kłopotach.  Dopóki 
nie  odeszłaś,  nie  zdawałem  sobie  sprawy  z  tego,  jak 
bardzo cię potrzebowałem. 

Z  wielkim  wysiłkiem  powstrzymywała  się  od  pła-

czu. Przyciągnął ją do siebie i objął ramionami. 

-  Winien  ci  jestem  niejedne  przeprosiny  za  to,  jak 

się  zachowywałem  wobec  ciebie  pięć  lat  temu.  Ale 
jeśli będzie to dla ciebie pociechą, wiedz, Ŝe drogo za 
to zapłaciłem - powiedział z przejęciem. - Zapłaciłem 
za  to,  Ŝe  nie  umiałem  docenić  twojej  wartości. 
Gdybym  tego  ranka  przyszedł,  zanim  opuściłaś 
mieszkanie! Spóźniłem się nie więcej niŜ godzinę! 

Skłoniła  głowę  na  jego  szeroką  pierś,  wdychając 

jego ciepły, męski zapach, bliska omdlenia. 

- Opuszczając ciebie, cierpiałam katusze. 
- Przez jakiś czas, bella mia, nienawidziłem cię za 

to - szczupłą ręką głaskał delikatnie jej włosy. - Był to 
jedyny  okres  w  moim  Ŝyciu,  kiedy  straciłem 
zainteresowanie  pieniędzmi.  Zacząłem  nieźle  popi-
jać... 

- Ty? - spytała zdumiona. 
- Ja. Czułem się bardzo nieszczęśliwy. Inne sprawy 

przestały mnie interesować. 

Przypomniała sobie coś: 
- Drew mówił mi, Ŝe kilka lat temu prawie wszyst-

ko straciłeś. Czy to prawda? 

- Tak. 
Przeze mnie? - wyszeptała z niedowierzaniem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         153

 

 

-  Tęskniłem  za  tobą  -  powiedział  ochrypłym  gło-

sem - i czułem się bardzo samotny. 

Z oczami pełnymi łez objęła go mocno, zbyt wzru-

szona, Ŝeby móc coś powiedzieć. 

-  Pozbierałem  się  znowu,  bo  miałem  nadzieję,  ze 

wrócisz  do  mnie.  Gdy  zobaczyłem  cię  dwa  tygodnie 
temu,  nie  było  takiej  rzeczy,  której  nie  zrobiłbym, 
Ŝ

eby ciebie odzyskać. 

- Nie? - AŜ zarumieniła się przy tych słowach. 
-  Ale  nie  tak  wyobraŜałem  sobie  nasze  spotkanie. 

Nie  miałaś  być  z  innym  męŜczyzną.  Miałaś  być 
zadowolona, Ŝe mnie widzisz, a nie przeraŜona. Oba-
wiam  się,  Ŝe  nie  zachowałem  się  właściwie  tamtego 
dnia - wyrzucił z siebie jednym tchem. 

- Naprawdę? 
-  Przeraziłem  cię.  Wykorzystałem  twoją  amnezję, 

Ŝ

eby  cię  porwać.  PrzecieŜ  mogłaś  być  zakochana  w 

Huntingdonie,  ale  ja  byłem  zdecydowany  skończyć  z 
tym. Kiedy zdałem sobie sprawę, Ŝe straciłaś pamięć, 
mogłem  wymyślić  tylko  to,  Ŝeby  wywieźć  cię  z 
Anglii. 

-  Zawsze  szybko  wykorzystywałeś  nadarzającą  się 

okazję.- westchnęła z uznaniem. 

Długimi palcami ujął jej podbródek. 
- Catherine, to, co zrobiłem, było złe. Teraz, kiedy 

wiem  juŜ  o  Danielu  i  uspokoiłem  się,  jest  mi 
naprawdę wstyd. Byłem bezwzględny wobec ciebie. 

- Tak sadzisz? - Uniosła się na palce i zarzuciła mu 

ręce  na  szyję.  -  Ja  uwaŜam,  Ŝe  było  to  pasjonujące. 
Czekałam  dwadzieścia  cztery  i  pół  roku  na  to,  Ŝeby 
być porwaną do włoskiego zamku i za nic na świecie 
nie chciałabym przegapić takiej okazji. 

-  Bądź  powaŜna  -  poprosił.  Im  więcej  mu  przeba-

czała, tym bardziej był przygnębiony. - Bądź uczciwa 
wobec  mnie.  Czy  naprawdę  moŜesz  wybaczyć  mi  to, 
co zrobiłem i powiedziałem? 

- Przebaczam ci z własnej woli, całkowicie i raz na 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

154

 

SPOTKANIE PO LATACH 

 

zawsze.  A  chcesz  wiedzieć,  dlaczego?  -  szepnęła, 
draŜniąc się z nim. - Bo szalejesz za mną... czyŜ nie? 

Cofnęła  się  trochę,  Ŝeby  spojrzeć  na  niego,  bo 

mimo wszystko poczuła nagłą niepewność. 

Objął  jej  niespokojną  twarz  spojrzeniem  złotych 

oczu, pałających namiętnością. 

- Oczywiście, Ŝe Cię kocham! - przyznał. 
- Nie chcę separacji... Nie chcę wcale oddzielnych 

sypialni - zapewniła go. 

-  Uspokój  się,  nie  grozi  ci  ani  jedno,  ani  drugie. 

Jeśli juŜ coś mam, to tak łatwo z tego nie rezygnuję. - 
Uniósł  ją  z  łatwością.  -  Ale  nie  powinienem  był 
kochać  się  z  tobą,  zanim  nie  odzyskałaś  pamięci. 
Niestety,  tego  wieczora  zastałem  cię  w  mym  łóŜku  i 
nie mogłem się oprzeć. 

- Ani ja. 
Zanurzyła  ręce  w  jego  czarne  włosy  i  przybliŜyła 

usta  do  jego  ust.  UłoŜył  ją  na  łóŜku,  nie  przerywając 
pocałunku. Trwało to kilka minut, zanim

 

znów mogła 

odetchnąć. 

-  Torturą  były  dla  mnie  te  samotne  noce  -  wyznał 

ochryple.  -  Ale  sądziłem,  Ŝe  ty  tego  chcesz. 
Zorganizowałem  wyjazd  do  ParyŜa  w  nadziei,  Ŝe 
będziesz  się  chciała  przyłączyć,  ale  ty  powiedziałaś 
nie. 

- Dostało ci się za to, Ŝe byłeś taki obojętny. DrŜał 

podniecony pieszczotą jej rąk. 

- Nie rób tego - jęknął. - Gdy to robisz, reaguję jak 

smarkacz. 

-  A  jak  myślisz,  dlaczego  to  robię?  -  zamruczała 

figlarnie. 

-  Dio,  pragnę  cię  bardzo  -  powiedział  urywanym 

głosem,  gwałtownie  ściągając  z  niej  sukienkę.  Nagle 
zatrzymał się. - Czy to bezpieczne? Czy nie zajdziesz 
w ciąŜę? 

- Najprzyjemniejsze rzeczy są zawsze niebezpiecz-

ne. Decyzja naleŜy do ciebie - szepnęła. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

SPOTKANIE PO LATACH 

                         155

 

 

-  Nie  boisz  się?  -  spojrzał  zdziwiony.  -  Tego  dnia 

przy  basenie  nie  wyglądałaś  na  zachwyconą,  gdy 
wspomniałem o dziecku. Martwiłem się, Ŝe moŜe juŜ 
jest za późno. 

PołoŜyła palec na jego ustach. 
-  Obawiam  się,  Ŝe  wszystkie  nasze  intensywne 

działania w Italii pozostały bezowocne. 

Z  cudownym  uśmiechem  na  ustach  złapał  zębami 

jej palec. 

- Daj mi miesiąc. 
- AŜ tyle? 
Oblała  się  rumieńcem  pod  jego  spojrzeniem  i 

drŜała z rozkoszy. 

Zaczął  ją  całować  metodycznie,  bez  umiaru, 

gorąco,  i  Ŝadne  z  nich  nie  było  juŜ  w  stanie 
kontynuować rozmowy. 

To,  co  potem  nastąpiło,  było  szalone,  namiętne  i 

cudowne.  A  później  mówił,  jak  ją  kocha:  po  włosku, 
po angielsku, po francusku. 

-  Masz  to  swoje  je  ne  sais  quoi  -  przypomniała 

Catherine przytulona do jego ramienia końcem języka 
muskając draŜniąco jego gładką skórę. 

Luc  podniósł  potarganą  głowę,  a  jego  przystojna 

twarz rozjaśniła się w szerokim uśmiechu. 

- Zrozumiałem, Ŝe zrobiłem to z przyzwyczajenia. 
-  Rzeczywiście  -  westchnęła  z  rozkosznym  zado-

woleniem - jesteś nałogowcem. Nie mówiłam ci tego?