background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

239

 

 

 

 

**Damon** 

  

Na razie wszystko szło tak jak powinno. Chwyciłem ją w ramiona 

kiedy bezsilnie zaczęła upadać, w tym czasie podbiegł do mnie Rick. 

- Stary, wiesz co robisz? - zapytał spoglądając na nieprzytomną Meredith 

- Zabierzmy ją stąd - rzuciłem, rozglądając się dookoła, a następnie 
ruszyłem w kierunku samochodu 

Na dworze panował już mrok przez co tylko niektórzy ludzie chodzili 
jeszcze po ulicach. Położyłem ją na tylnie siedzenie, usiadłem z przodu    
na miejscu kierowcy włączając silnik. Alaric otworzył drzwi po mojej 
prawej stronie.  

- Chyba nie myślisz, że wrócę teraz do domu?! - powiedział siadając obok 
mnie na miejscu pasażera 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

240

 

 

- Jak chcesz - odparłem naciskając na pedał gazu, by ruszyć w kierunku 
rezydencji 

Spoglądałem jeszcze kilka razy w lusterko wsteczne upewniając się,         
że dziewczyna nadal jest nieprzytomna. Na szczęście na drodze nie było 
żadnych przeszkód co umożliwiło nam szybkie dotarcie na miejsce. 

Wysiadłem i trzasnąłem drzwiami od strony kierowcy zamykając je         
za sobą. Otworzyłem te po stronie Meredith wydostając ją powoli              
z samochodu. 

- Wiesz, że w ten sposób wywołasz co najmniej III Wojnę Światową? - 
zapytał z niedowierzaniem kiwając głową  

Nic nie odpowiedziałem. Trzymając w ramionach Meredith ruszyłem w 
kierunku posiadłości. Puściłem Ricka przodem, by otworzył przede mną 
drzwi. Liczyłem na to, że Stefan pojechał już odwieść Elenę oraz całą 
resztę towarzystwa do domu jej rodziców, ale najwidoczniej się 
pomyliłem. 

- Damon, coś ty zrobił? - usłyszałem głos mojego brata, gdy tylko zobaczył 
kogo niosłem  

- Wdrażam w życie mój lepszy plan, coś ci się nie podoba?! - odparłem 
kładąc ostrożnie nieprzytomną dziewczynę na kanapie  

- Kiedy Klaus się o tym dowie... - zaczął w dalszym ciągu marudzić 

- A co on mnie obchodzi i co jeśli się nie zorientuje?! - zamilkłem 
odgarniając kilka złocistych pasemek włosów, które zasłoniły mi jej twarz 
- Meredith tak jak Katherine uciekała przed nim przez paręnaście lat, 
dlatego wystarczy, aby znowu zaczął myśleć, że wykorzystała odpowiedni 
moment i uciekła. Przetrzymamy ją tutaj kilka dni - spojrzałem ponownie 
na dziewczynę -, a później się zobaczy - dodałem niepewnie  

- Gdzie chcesz ją ukryć? - wreszcie Stefan zaczął myśleć tak jak powinien  

- Chcę ją zamknąć na dole, aż wszystko się uspokoi. Klaus uwierzy,         
że uciekła i wyjedzie z miasta jej szukać... plan idealny. Upieczemy          
w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu - powiedziałem tym razem 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

241

 

 

znacznie bardziej pewny siebie spoglądając na niego i nie chcąc nawet 
myśleć, że coś mogłoby pójść nie tak 

- Już jestem! - usłyszałem głos Eleny kiedy drzwi wejściowe się otworzyły 

- Możesz odłożyć tą małą, śmieszną walizkę z powrotem do szafy - 
uśmiechnąłem się w jej kierunku podchodząc bliżej - Mam dla ciebie miłą 
niespodziankę... jesteś wolna. Klaus już ci nie zagraża - rzuciłem widząc 
jej zmieszaną minę 

- Co powiedziałeś?! - zapytała, a wtedy i Stefan spojrzał na mnie 
zdziwiony tym co jeszcze przed chwilą usłyszał 

- Nie wiem jak, ale za pewne niedługo się dowiemy, kiedy Meredith się 
obudzi - powiedziałem zadowolony z siebie 

Elena zaczęła spoglądać przez moje ramię widząc kto jest nieoczekiwanym 
gościem. Spojrzała na Alarica, ale on tylko podniósł ręce do góry w geście 
‘poddaję się’ ukazując kto jest tak naprawdę odpowiedzialny za to 
wszystko. 

- Nie patrz tak na mnie - rzuciłem w stronę Eleny i wtedy usłyszałem 
odgłos telefonu 

Wiedziałem, że to na pewno nie mój, a żadna ze znajdujących się osób   
nie kwapiła się do odebrania swojej komórki. Starłem się więc namierzyć 
skąd pochodzi ten dźwięk. Dobiegał od mojej złotej dziewczyny leżącej   
w dalszym czasie nieruchomo na kanapie. Wyciągnąłem go z jej kieszeni, 
a następnie spojrzałem na wyświetlacz; Klaus 

- Kto to? - zapytał Rick, chodź odpowiedź była prosta i nie musiałem tego 
mówić na głos 

- Czas zacząć grę - powiedziałem uśmiechając się sam do siebie                  
i nacisnąłem na klawisz odrzucając połączenie 

Sprawiło mi to ogromną radość przynajmniej teraz to my byliśmy o krok 
przed nim. 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

242

 

 

- Zadzwonię do Caroline i Bonnie, żeby nie przychodziły. Nigdzie nie 
jadę! - zwróciła się do nas Elena wyciągając swój telefon - Hej Bonnie,  
jest u ciebie Caroline... razem z Tylerem?! - dziewczyna spojrzała w moją 
stronę, gdy tylko powiedziała imię chłopaka  

- Nic nie mów, że jest tu Meredith - powiedziałem ściszając głos, a ona 
tylko posłusznie kiwnęła głową 

Zacząłem nasłuchiwać toczącą się rozmowę. 

- Źle się czuję, niestety musimy przełożyć naszą wycieczkę - skłamała - 
Caroline będzie to musiała jakoś przeżyć. Tak Bonnie wszystko w 
porządku, porozmawiamy jutro rano. Jak to macie tutaj przyjechać, Tyler 
ma nam coś do przekazania?! Będziemy czekać - po tych słowach 
dziewczyna się rozłączyła 

- O co chodzi? - odezwał się Stefan podchodząc do Eleny  

- Nie za bardzo rozumiem Bonnie powiedziała, że Tyler ma nam do 
przekazania jakąś informację, ale nic więcej nie wie i że za kilka minut 
będą u nas - odparła  

- Musimy ją stąd zabrać, im mniej osób wie tym lepiej, a przynajmniej     
im mniej wie ten zdominowany sługus gotowy donieść Klausowi o 
wszystkim i zepsuć mi zabawę - powiedziałem pochodząc do Meredith 
ponownie biorąc ją w swoje ramiona, aby znieść ją do piwnicy 

Nie było innego wyjścia, musiałem mieć przewagę nad nią. Sama z 
własnej woli nie poszłaby razem ze mną. Pchnąłem drzwi do ostatniego 
pomieszczenia w długim korytarzu, a następnie położyłem ją na ziemi. 
Była teraz wampirem, ale kiedy leżała tak nieruchomo widziałem w niej   
tą kruchą dziewczynę, którą była i którą będzie dla mnie zawsze, ponieważ 
niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. 

Wróciłem na górę, gdzie zobaczyłem naszych gości, Caroline, Bonnie  
oraz Tylera. Dziewczyny również były zaciekawione co ten mieszaniec  
ma nam do przekazania. Najwyraźniej miał jakąś wiadomość od Klausa     
i wypełniał zadanie zlecone mu przez swojego pana. 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

243

 

 

- Widzę, że jesteśmy w komplecie - powiedział rozglądając się                 
po wszystkich zgromadzonych   

- Klaus prosił mnie o przekazanie wiadomości, że Elena jest wolna - 
zapadła cisza - Nie wydajecie się tym zbytnio zaskoczeni?! - rzucił po 
chwili 

- Jasne Klaus cię prosił?! Akurat w to uwierzę, co wiesz więcej na ten 
temat?! - znalazłem się przy nim w wampirzym tempie chwytając go        
za jego koszulę, ale on mnie odepchnął 

Pojawił się pomiędzy nami mój brat próbując nie dopuścić do bójki, chodź 
muszę przyznać, że dużo mi nie brakowało. 

- Nic przysięgam, ale musicie uważać na Meredith, bo zagroziła, że jeśli 
Klaus nie powie jej prawdy to przemieni Elenę w wampira! - wykrzyczał - 
Ludzie... - pokiwał głową - Nie jestem waszym wrogiem! - odwarknął  

- Jesteś po stronie Klausa, masz pecha do wybierania sobie przyjaciół - 
chyba odrobinę liczyłem, że to jemu pierwszemu puszczą nerwy 

Niestety mógł mnie znowu ugryźć i wtedy wrócilibyśmy do punktu 
wyjścia. Ciekaw byłem do czego Meredith była się w stanie posunąć,     
aby uzyskać to czego chciała, ale na szczęście trzymając ją tutaj będę mógł  
się tego dowiedzieć. 

- Wycieczki nie będzie, wracajcie do domu - powiedziałem kończąc całe  
to przedstawienie i jednocześnie zauważając jak Elena razem z Bonnie 
oraz Caroline wymieniły się porozumiewawczymi spojrzeniami 

Blond Barbie razem z Tylerem pierwsi nas opuścili. 

- Musimy znaleźć jakąś informację jak przerwać tą klątwę ciążącą na 
Meredith. Bonnie postaraj się przynieść do nas księgi czarownic może      
w nich będę jakieś informację - odezwał się Stefan 

- Będę jutro z samego rana, ale co się stało? Dlaczego odwołałaś wyjazd? -
zapytała czarownica 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

244

 

 

- Damon porwał Meredith, jest nieprzytomna od werbeny. Na razie 
zamknęliśmy ją na dole - wyjaśniła Elena spoglądając z ukosa na mnie 

- Klaus nie odpuści tak łatwo, wiecie o tym prawda? Jeśli zginą przez       
to jacyś ludzie to ty będziesz za to odpowiedzialny! - wiedźma spojrzała    
w moją stronę 

- Cudownie... on zabija, a mnie się za to obrywa. Nie wiem jak wy, ale ja 
mam dość tego dnia, a zapowiedź Klausageddonu nie dodaje barw temu 
naszemu spotkaniu - rzuciłem i ruszyłem do swojego pokoju  

Nie musiałem nawet włączać światła, bo moje oczy od razu przyzwyczaiły 
się do panującej ciemności. Ściągnąłem koszulę rzucając ją nonszalancko 
na stojące nieopodal krzesło. Położyłem się na łóżku, a następnie 
zamknąłem oczy, by chodź przez chwilę odpocząć. Nawet nie wiem kiedy, 
ale zmęczenie dopadło i mnie pozwalając mi zasnąć. 

 

**Rebekah** 

 

Wróciłam do domu, gdy zapadał zmrok, a na dworze nie było już 

żadnych ludzi. Cieszyłam się, że pomimo tego wszystkiego co moja 
rodzina wyrządziła znajomym Matta, chłopak jednak przyjął moje 
zaproszenie. Zawsze to przynajmniej odrobina normalności, której tak 
bardzo mi brakowało, chodź nigdy na głos tego bym nie powiedziała. 
Stanęłam po środku olbrzymiego holu nasłuchując co aktualnie działo się 
w domu, ale panowała jedynie głucha cisza.                                           
Moją uwagę przykuło światło dobiegające z kominka w pokoju obok,      
do którego od razu się skierowałam. Po przekroczeniu progu rozejrzałam 
się po cały pomieszczeniu. Światło było lekko przyciemnione, paliła się 
tylko lampka stojąca na stoliku obok kanapy oraz żarzący się w kominku 
ogień. 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

245

 

 

Spojrzałam na mojego brata siedzącego na kanapie i wykręcającego         
co chwila jakiś numer. 

- Co się dzieję? - zapytałam cały czas stojąc na swoim miejscu 

- Widziałaś Meredith? - zawrócił się do mnie Nick ignorując moje pytanie, 
z resztą jak zawsze 

- Nie, myślałam, że jest z tobą - odparłam podchodząc do stolika, gdzie 
stała whisky, którą po chwili nalałam do szklaneczki - Rozumiem, że to  
do niej próbujesz się tak zaciekle dodzwonić?! 

- Coś jest nie tak - usłyszałam jego głos, chodź nie miałam pojęcia czy 
mówił to do mnie czy do siebie, w każdym razie zdawał się o czymś 
myśleć 

- A czego się spodziewałeś?! Zapewnie uciekła stąd... jak wszyscy, którzy 
zadają się z naszą rodziną, to była jedynie kwestia czasu, ale zastanawia 
mnie czemu nie zrobiła tego wcześniej?! - dodałam oschle obracając się   
w jego kierunku - Naprawdę myślałeś, że tu zostanie? Za dużo pokładasz 
w niej wiary bracie - spojrzał na mnie, a ja poczułam, że zaczynam stąpać 
po cienkim lodzie 

- Daruj sobie Rebekah swoje insynuacje. Tobie też powinno zależeć         
na tym, by Meredith jednak nie uciekła. Zapominasz, że tylko ona może 
otworzyć trumny i uwolnić naszą rodzinę, na której z resztą tak bardzo     
ci zależy - powiedział zdenerwowany wstając z kanapy, a następnie 
podszedł do stojącego obok mnie barku, gdzie idąc moim śladem nalał    
do szklanki alkoholu  

- A tobie na tym nie zależy?! - zapytałam zdziwiona i jednocześnie 
zaskoczona tym co usłyszałam, przez co wytrąciło mnie to z równowagi - 
Wierzysz jej bardziej niż własnej siostrze! - wszystko powoli zaczynało 
układać mi się w całość - To dlatego traktujesz ją inaczej, myślisz,           
że zostanie razem z tobą i nie będziesz musiał być sam?! Jedyna osoba,     
u której nie możesz nic wymusić, a więc jedyna szczera... jesteś żałosny - 
rzuciłam wkurzona, stawiając swoją szklankę z hukiem na stoliku,             
a następnie skierowałam się w stronę drzwi  

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

246

 

 

- Chciałem rodziny, lecz to ona nie chciała mnie, już o tym nie pamiętasz?! 
- powiedział głośniej, obróciłam się w jego stronę, a wtedy on spojrzał na 
mnie nie pozwalając mi dojść do słowa - Lepiej postaraj się ją znaleźć - 
rzucił tym razem spokojniej 

- Jakbyś ich tam wcześniej nie pozamykał to nie musielibyśmy teraz się    
o to martwić! - krzyknęłam, po czym ruszyłam do swojego pokoju 
zostawiając go samego  

 

**Meredith** 

 

Moje oczy zaczynały się powoli otwierać, chodź wszystko widziałam 

jeszcze jak za mgłą. Leżąc cały czas na twardej ziemi rozejrzałam się 
dookoła. Wszystko wyglądało jak z mojego koszmaru, znowu byłam 
zamknięta w jakiejś piwnicy. Całe pomieszczenie było bardzo nieduże,      
a ceglane ściany wydawały się nie do pokonania. Znajdowało się tutaj 
jedynie maleńkie okienko, przez które przebijały się nieśmiało promienie 
słoneczne oraz nieduża ławka stojąca w kącie. Powoli próbowałam wstać, 
a z każdą chwilą stawałam się silniejsza tak jakby werbena opuszczała mój 
organizm. Usiadłam na ziemi, próbując sobie przypomnieć co się 
wydarzyło, ale po usłyszeniu znajomego głosu wszystko stało się jasne. 

- Dzień dobry słońce - usłyszałam Damona 

Siedząc cały czas na podłodze spojrzałam na niego. Stał za zamkniętymi 
drzwiami patrząc na mnie z małego lufcika, w którym były kraty.  

- Gdzie ja jestem?! - zapytałam z przerażeniem w głosie, czując jak 
przeszłość zaczyna mnie dopadać 

- Uratowałem cię przed Klausem, jesteś bezpieczna... podziękujesz mi 
później - uśmiechnął się do mnie z przekąsem, po czym upił alkoholu ze 
szklanki, którą miał w ręku - Jesteś u nas w rezydencji, co prawda nie są  

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

247

 

 

to progi godne panienki, ale sama tak zdecydowałaś. Zmądrzejesz to 
pogadamy inaczej - odparł całkowicie poważnie przyjmując inny ton głosu 

- Nawet nie masz pojęcia co zrobiłeś! - powiedziałam zdenerwowana 
stając na równe nogi i w wampirzym tempie znajdując się pod drzwiami 

- Myślisz, że Klaus jest taki głupi i nie połączy mojego zniknięcia z tobą. 
On tu przyjdzie wcześniej czy później, a do tego czasu pozbija was 
wszystkich - starałam się mu przemówić do rozumu, ale Damon wolał 
trzymać się swojego pomysłu  

Coraz większe przerażenie i uczucie bezsilności rosło we mnie.  

- Nie domyśli się, Katherine wyśle mu kartkę z Honolulu z 
pozdrowieniami od ciebie i po kłopocie. Wyjedzie cię szukać, a my 
będziemy mieć święty spokój - powiedział całkowicie bagatelizując 
sprawę 

- On nie uwierzy, że uciekłam! - powiedziałam siadając na stojącej pod 
ścianą ławce opierając się o ścianę i cały czas patrząc w kierunku Damona 
- Przez ciebie Elena znowu jest w niebezpieczeństwie. Mam nadzieję,      
że zapewnisz jej lepsze warunki niż mi - rzuciłam rozglądając się po 
swoim więzieniu 

- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał nie zważając na moją 
poprzednią wypowiedź 

- On od początku wiedział, że dałam wam te kilka rozdziałów księgi 
Petrovy do przeczytania. Dzisiaj miałam dowiedzieć się co tak naprawdę  
w niej jest i jakim ma to związek ze mną i z Elenę, ale przez twój genialny 
plan wszystko popsułeś - wstałam ze swojego miejsca chodząc w tą i         
z powrotem po pomieszczeniu - Nie masz prawa za mnie decydować!   
Nikt nie ma... - spojrzałam w dół - Przestań traktować mnie jak Katherine! 
- krzyknęłam 

- To przestań się tak zachowywać! - odpowiedział również podnosząc głos 
- W porządku, nie chcesz to nie mów... sam dowiem się prawdy - dał       
za wygraną 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

248

 

 

- Wypuść mnie - powiedziałam łagodnie 

- Dlaczego tak bardzo ci zależy? Nigdy nie uratujesz wszystkich, zawsze 
ktoś na tym ucierpi - spojrzał na mnie  

- Nie zrozumiesz tego - pokiwałam przecząco głową - Ja nie mam nic      
do stracenia 

- Czyżby?!. Już się poddałaś? - zapytał niedowierzając 

- Lepiej ja niż wy - nie musiałam tego mówić, bo dokładnie wiedział,       
że nigdy bym sobie tego nie darowała jakby coś się komuś stało  

Spojrzałam ponownie w jego stronę czując jak moje oczy wypełniły się 
łzami. 

- Jak sobie chcesz - powiedział bezradnie wypijając całą zawartość 
szklanki jednym haustem 

Zaczął znikać z zasięgu mojego wzroku wycofując się w głąb korytarza. 

- Damon?! - podbiegłam do krat chwytając je w dłonie - Nie zostawiaj 
mnie tutaj samej! - krzyknęłam, ale dało się słychać tylko echo mojego 
głosu odbijającego się od ścian 

Oparłam się plecami o drzwi, zsunęłam się na podłogę siadając na ziemi    
i rozglądając bezradnie po surowych ceglastych ścianach. 

 

**Damon** 

 

Chciałem wierzyć, że robi to, aby uratować nas wszystkich. 

Najgorsze w tym jednak było to czego mi nie mówiła, ukrywając coś 
czego jeszcze nie widziałem. Mogłem sobie tylko wyobrażać co w tej 
chwili przeżywała wracając do dni kiedy to Katherine ją więziła,             
ale może dzięki temu przypomni sobie co dokładnie czuła i przez kogo     

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

249

 

 

to wszystko się jej przydarzyło. Usłyszałem jej krzyk za mną, ale nie 
mogłem tu zostać. Pozostawiłem ją i ruszyłem przed siebie, a następnie 
zatrzymałem się przy drugim pomieszczeniu, w którym stała lodówka z 
zapasem krwi. Zamknąłem za sobą drzwi, po czym opróżniłem dwie albo   
i nawet trzy torebki, a z każdym łykiem było mi łatwiej zapomnieć 
wszystkie wspomnienia z Meredith, które wracały do mnie jak bumerang.  

Po skończonym śniadaniu udałem się do salonu, gdzie Bonnie wraz           
z Eleną siedząc na kanapie przeglądały jakieś księgi czarownic.  

- Jak ona się czuje? - zapytała Elena spoglądając w moim kierunku 

- Jest wredna i uparta... szybko się nie podda. Zajrzę do niej później,         
na szczęście daleko nie może uciec - odparłem spoglądając na nią  

Katherine miała rację doszukiwałem się podobieństw pomiędzy nimi 
trzema i w tym też tkwił problem. Zanim poznałem Elenę widziałem        
w niej tylko Katherine, ten sam wygląd, ale zachowanie było zupełnie 
inne... takie jak u Meredith. Ilekroć spoglądałem na Elenę widziałem 
dawną Meredith i właśnie to nie pozwalało mi się poddać. 

- Udało wam się coś znaleźć? - odezwałem się podchodząc do stojącego  
na stoliku Burbona 

- Nie ma tu nic o tym jak zdjąć z Meredith klątwę umożliwiając zabicie 
Klausa bez jej udziału - odparła bezradnie Bonnie - Nie ma też żadnej 
informacji, dlaczego żyła kilkaset lat niestarzejąca się i będą cały czas 
człowiekiem - pokiwała przecząco głową czarownicą odkładając księgę   
na stół 

- W takim razie szukaj dalej. Nie mamy za dużo czasu - rozejrzałem się   
po pokoju w poszukiwaniu swojej kurtki 

- Wybierasz się dokądś? - usłyszałem głos Eleny  

- Gdzie Stefan? Z resztą nieważne... łap - rzuciłem dziewczynie klucze    
do celi, w której trzymaliśmy Meredith - Zobacz co u niej, tylko nie 
podchodź za blisko... gryzie. - ściszyłem głos przy ostatnim słowie - Może 
nic ci nie zrobi, ale i tak chce za wszelką cenę z tamtą wyjść - 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

250

 

 

powiedziałem - Idę zobaczyć o czym wróble ćwierkają w mieście - 
uśmiechnąłem się w ich kierunku  

Założyłem kurtkę, a następnie zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem w 
kierunku samochodu, by udać się do Grilla. 

 

**Meredith**  

 

Nawet nie wiem, kiedy ponownie zasnęłam, ale pomimo tego 

wszystkiego i miejsca gdzie byłam moje oczy otworzyły się. Werbena 
całkowicie opuściła mój organizm, ale nie oznaczało to, że byłam silna.      
Z każdą chwilą słabłam, brak stałego pożywiania się ludzką krwią 
przybliżał mnie do śmierci. Powinnam się cieszyć w końcu jeszcze 
niedawno tak bardzo tego pragnęłam, ale teraz wszystko się zmieniło... 
pragnęłam żyć. W tym czasie usłyszałam czyjeś kroki. 

- Sprawdzasz czy jeszcze żyję Eleno? - zapytałam, gdy tylko zobaczyłam 
dziewczynę przez mały lufcik w drzwiach 

- Przyniosłam ci coś - powiedziała tak jakby była nie tyle wkurzona         
co bardziej poirytowana całą tą sytuację 

Spojrzałam ponownie w stronę dziewczyny, która trzymała w ręku torebkę 
z krwią. 

- Chyba, że nie chcesz?! - odezwała się ponownie 

Jeszcze wczoraj kazałbym jej odejść i zostawić mnie tutaj, ale dzisiaj    
było inaczej. Jakaś część mnie pozbywała się wspomnień i pragnęła więcej 
od życia, a ja z każdym dniem czułam to intensywniej. Obawiałam się tych 
zmian, ale pomimo wszystkiego czułam się wystarczająco dobra, by wziąć 
to co świat mi ofiarował... moje nieśmiertelne życie. 

- Umieram z pragnienia, więc jak sądzisz?! - odparłam  

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

251

 

 

Dziewczyna przełożyła worek z krwią przez kraty i go puściła. Upadł      
na ziemię, ale na moje szczęście nie rozlał się. Znalazłam się przy nim      
w wampirzym tempie rozrywając saszetkę i wypijając ją w bardzo szybkim 
tempie. 

- Zmieniłaś się - usłyszałam głos Eleny 

- Jakbyś wierzyła, że tak bardzo się zmieniłam to, by cię tutaj nie było.     
Po prostu zmieniły się okoliczności. Nigdy nie chciałam żyć wiecznie     
ani nigdy nie chciałam być wampirem. Czego ode mnie chcesz? - 
zapytałam komentując całą sprawę i wracając na swoje miejsce rzucając 
pusty worek po krwi w kąt - Nawet nie wiesz jaka jest w tym ironia, znowu 
trafiłam do starej brudnej piwnicy. Nie powinnaś dopuścić, by Damon 
mnie tu przetrzymywał, tobie jedynej opowiedziałam jak Katherine mnie 
zamknęła! - krzyknęłam w jej stronę, a dziewczyna z przerażeniem lekko 
odsunęła się od drzwi, natomiast jej serce zaczęło szybciej pompować 
krew 

- Ale czy pamiętasz, dlaczego to zrobiła? - przeszła do kontrataku, co 
bardzo mnie zdziwiło - Pragnęła swojej wolności, ale by ją wykupić miała 
dostarczyć cię Klausowi. Już zapomniałaś o tym kto jest winny tego 
wszystkiego? Przez kogo straciłaś swój dom, swoje życie? - zapytała 
zdziwiona 

- Nie zrozumiesz tego Eleno. Żyłam już tysiącami żyć, ale nigdy tak 
naprawdę swoim własnym. Przez te wszystkie lata od przełamania klątwy 
mieszkałam u czarownic, gdy jedna ginęła przekazywano mnie kolejnej. 
Traktowały mnie jak rzecz przenosząc z miejsca na miejsce - wróciłam    
do swoich wspomnień - Dzień miał za dniem, miesiąc za miesiącem,      
rok za rokiem, a ja trzymałam się tylko dzięki własnym wspomnieniom     
o życiu w 1864 roku, kiedy byłam szczęśliwa, aż pewnego dnia po prostu 
uciekłam. Zanim pojawiłam się na twoich urodzinach przez kilka dni 
mieszkałam w Mystic Falls i wtedy okazało się jak bardzo traciłam swój 
czas rozpamiętując to czego już nigdy mieć nie miałam. Moje życie to 
pasmo nieszczęść, ale teraz może być inne. Niekoniecznie dostanę to czego 
chcę, bo czasem... pierwsza rzecz jaką chcesz, w ogóle się nie pojawia,      

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

252

 

 

a czasem ostatnia przychodzi pierwsza - powiedziałam zdziwiona tym,     
że zacytowałam dokładnie to co Klaus powiedział mi któregoś dnia  

- Teraz tak nie musi być już nigdy więcej. Nie możesz się poddać,           
bo właśnie to wszystko co powiedziałaś uczyniło cię znacznie silniejszą, 
potrafisz to zwalczyć, ale i nie możesz zapominać o bólu, bo to też część 
ciebie. Jesteś wampirem, którego nikt nie może zauroczyć i jeśli wyłączysz 
swoje uczucia to sama będziesz tylko jedyną winną w tym wszystkim 

- Ja się nie poddaję, walczę, ale siedząc tutaj nie mogę cię ochronić,        
ani nikogo innego. Wypuść mnie zanim będzie za późno - powiedziałam, 
ale spoglądając na nią wiedziałam, że tego nie zrobi, więc postanowiłam 
powiedzieć prawdę - Jesteś wolna tylko dlatego, że moja krew może 
zastąpić twoją. Twoje życie któregoś dnia się zakończy, oczywiście zanim 
wcześniej Stefan albo Damon nie zmienią cię w wampira, chodź wtedy 
będziesz bezużyteczna dla Klausa, ale za to ja będę żyć wiecznie i to co 
jest w mojej krwi nigdy się nie zmieni  

- Chcesz powiedzieć, że dzięki twojej krwi Klaus może tworzyć hybrydy 
bez obawy, że kiedyś umrzesz?! - widziałam jej zaskoczoną minę - 
Dokonałaś wymiany ty za mnie - spojrzała na mnie łącząc wszystkie fakty 
w całość 

- Tak będzie lepiej, ale teraz grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo. Masz 
brata, którym musisz się zająć i o którym powinnaś myśleć, a ja nie mam 
nikogo... straciłam wszystko - powiedziałam smutno spoglądając w jej 
stronę 

- Nie prawda... masz dla kogo walczyć, a Damon? – zapytała  

- Damon sam nie wie czego chce, a ja nie mam już sił walczenia za niego   
i za mnie. Nie chce już żyć smutkiem i miłością, która żyła w moich 
wspomnieniach jedynie dzięki mnie samej 

- Przyłączając się do Klausa to ma być to czego teraz chcesz? - zapytała 
zaskoczona 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

253

 

 

- To nie tak, ja po prostu nie wiem już czego chcę, ale wiem co muszę 
zrobić, a wy mi to teraz utrudniacie - rzuciłam ponownie wyłączając swoją 
ludzką część żyjącą jeszcze gdzieś we mnie 

- Już za niedługo nie będziesz musiała się nad tym zastanawiać. Bonnie 
znajdzie zaklęcie pozwalające nam na zniesienie klątwy, która na tobie 
spoczywa i wtedy każdy z nas będzie mógł zabić Klausa bez twojej 
pomocy. Damon ma rację on ma na ciebie zły wpływ, zmieniasz się albo 
po prostu chcesz nas odstraszyć. Żyłaś smutkiem, ale teraz wcale tak       
nie musi być... pozwól sobie pomóc - próbowała mnie przekonać Elena   
do zmiany mojego zachowania  

- To nie ma znaczenia, powinniście zacząć martwić się o siebie, a nie         
o mnie. Klaus nigdy nie uwierzy, że uciekłam, bo dobrze wie, że nigdy 
bym was nie zostawiała... nie jestem jak Katherine. Prędzej czy później 
będziecie musieli mnie stąd wypuścić - powiedziałam poważnie 

- Klaus ma władzę nad tobą, mną, nami wszystkimi od tysięcy lat. Musimy 
go powstrzymać!. Żałuję, że przestałaś widzieć to co jest najważniejsze,   
ale my go pokonamy z tobą lub bez ciebie. Chcesz chronić wszystkich       
i przez to zapomniałaś o sobie samej. Pozwól w takim razie, że teraz ktoś 
inny zatroszczy się o ciebie póki nie jest jeszcze za późno - spojrzałam 
ponownie na Elenę, a ona na mnie, po czym odeszła bez słowa 
pozostawiając mnie ponownie samą z moimi własnymi myślami  

 

**Damon** 

 

Wolałem jeszcze pojeździć samochodem po mieście, aby upewnić 

się, że Klaus nie zabrał się już za mordowanie okolicznych mieszkańców. 
Nie licząc codziennego gwaru można, by powiedzieć, że panowała cisza. 
Była godzina czternasta, kiedy pojawiłem się w Grillu. Z oddali 
zobaczyłem Alarica siedzącego przy barze i czytającego jakieś papiery. 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

254

 

 

- Co robisz? - zapytałem, gdy tylko usiadłem obok niego 

- Sprawdzam klasówki moich uczniów i nie jestem tu, żeby dzisiaj z tobą 
pić. Bycie pijanym już w samo południe nie jest dzisiaj moim priorytetem - 
odparł nawet nie spoglądając w moim kierunku 

- W porządku, ale użycie w tym zdaniu słowa dzisiaj daje mi przynajmniej 
nadzieję, że nie zwariowałeś. Nie wierzę, że karzesz mi pić samemu - 
pojawiła się w tym momencie kelnerka przyjmując moje zamówienie na 
szklaneczkę whisky 

- A jak...? - nie musiał dokańczać zdania, od razu wiedziałem o kogo pyta 

- Nienajlepiej - nie miałem co go oszukiwać 

Już miałem coś dodać, gdy usłyszałem głos, którego wolałem nigdy więcej 
nie usłyszeć. 

- Mną się nie przejmujcie - odezwał się Klaus 

- Miałeś jakiś powód, żeby do nas podchodzić, czy po prostu ci się nudzi?! 
- rzuciłem  

- Na twoim miejscu nie zachowywałbym się tak w stosunku do mnie. 
Poszukuje tylko swojej zguby - powiedział grożąc mi już na samym 
początku rozmowy  

- Czyżby Meredith od ciebie uciekła? Kobiety kto je zrozumie?! - 
uśmiechnąłem się popijając swojego drinka - No proszę kto, by pomyślał,   
a więc ma chodź trochę rozumu, żeby nie zadawać się z kimś takim jak ty. 
Wybacz, ale ona to nie moje zmartwienie - rzuciłem spoglądając w jego 
stronę  

- Dla ciebie rzeczywiście będzie lepiej jeśli nie masz z tym nic wspólnego. 
Na jej ściganie mam całą wieczność i znajdę ją o to się nie martw albo      
to ona sama prędzej do mnie wróci - uśmiechnął się pewnie w moją stronę, 
co trochę wytrąciło mnie z równowagi - Sama w końcu dojdzie do tego,   
że jesteś dla niej nikim. Wiem więcej na jej temat niż ci się wydaje. 
Wracając do sprawy, w takim razie skoro Meredith uciekła to wracamy   
do planu A. Żaden z was nie przemieni Eleny w wampira, więc będę mógł 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

255

 

 

się cieszyć krwią mojego doppelgängera do końca jej życia, chyba że 
znajdę Meredith, wtedy moje plany znowu ulegną zmianie. Wydajesz się 
być zdziwiony, czyżby Tyler nie przekazał wiadomości, że Elena jeszcze 
wczoraj była wolna?! Oczywiście wszystko ma swoją cenę 

- Do czego ci była potrzebna? - zapytałem wkurzony tym co powiedział  

Wiedziałem, że Meredith była kluczem do otworzenia trumien, ale nie 
miałem pojęcia jaki to miało związek z Eleną, więc wolałem wybadać     
co on wie na ten temat. 

- Mieliście tylko jedno zadanie, nie wytrącać się do niczego, ale ponownie 
włączam was do mojego planu. Moje mieszańce już wróciły do miasta, 
zerwałeś właśnie wcześniejszą umowę. Znajdę ją nawet jakbym miał 
przeczesać centymetr po centymetrze całą tą dziurę, bo ona gdzieś tu jest    
i ty o tym dobrze wiesz, czyż nie? - powiedział uśmiechając się wrednie 

Ciekaw byłem czy faktycznie wierzył tak bardzo Meredith, że nie 
uciekłaby, czy było w tym coś więcej?.   

- Skąd wiesz czy nie uciekła z miasta?. - zapytałem wprost - Na jej miejscu 
właśnie tak bym zrobił trzymając się od ciebie jak najdalej - 
kontynuowałem dalej coraz bardziej go wkurzając - Nie masz łatwo 
Pierwsza Petrova poświęciła się, Katherine uciekła, Elena jest pod naszą 
opieką, a Meredith najwidoczniej poszła w ślady swojej siostry... jakoś ci 
nie współczuję. Najwyraźniej masz po prostu pecha - odezwałem się, bo 
jego pewność siebie doprowadzała mnie do szału  

- I właśnie w tym tkwi twój problem, nie widzisz pewnych rzeczy, które   
ja dostrzegam, ale nie mam zamiaru marnować swojego czasu na rozmowę 
z tobą. Nie ma sensu cię jeszcze zabijać, chodź o śmierć już od dawna się 
prosisz, a pijąc werbenę nie mogę ci zauroczyć, ale stań na mojej drodze  
to zabije wszystkich na których ci zależy - rzucił zdenerwowany,                
a następnie opuścił lokal  

- Myślisz, że nie domyśla się, gdzie ona jest?! - odezwał się Alaric,        
gdy po Klausie nie było już śladu 

background image

 

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

256

 

 

- Właśnie w tym tkwi problem Meredith to nie Katherine, ona prędzej 
dałaby się zabić za nas wszystkich niż uciec, co oznacza, że mamy totalnie 
przerąbane. Bardziej martwi mnie to, że on nie spocznie, aż ją znajdzie       
i do tego te cholerne hybrydy wróciły do miasta - powiedziałem obracając 
szklankę w dłoniach 

- Mówiłem ci, że to będzie miało swoje konsekwencje, dzięki tobie Elena 
jest w niebezpieczeństwie, Klaus nie cofnie się przed niczym, a na domiar 
tego Meredith nie chcę współpracować!. Stefan cię zabije, stary - odezwał 
się Alaric mówiąc mi coś o czym dokładnie wiedziałem 

- Dzisiaj zbyt dużo osób życzy mi śmierci, jeśli mój brat również to niech 
ustawi się w kolejce - wypiłem whisky do końca, a następnie wstałem z 
miejsca 

- A ty dokąd? - spojrzał na mnie odkładając na bok kolejne sprawdzone 
wypracowanie na drugą kupkę 

- Wydusić z jednego wampira niezbędne informacje, czas przybrać inną 
taktykę. Muszę postawić ją pod ścianą inaczej nic z tego nie wyjdzie - 
rzuciłem i ruszyłem w kierunku samochodu 

 

 

Ciąg dalszy nastąpi…