background image

Róża – dramat niesceniczny Stefana Żeromskiego, wydany pod pseudonimem Józef Katerla przez Spółkę 

Nakładową Książka w Krakowie w roku 1909. Żeromski w tym utworze starał się zająć stanowisko wobec 
sprzecznych poglądów na sens i celowość rewolucji 1905 roku oraz kreśli własną wizję rozwiązania 
problemów społecznych i politycznych w Polsce na początku XX wieku
. Można przyjąć, że jego poglądy 
własne są tożsame z działalnością Traugutta,
 Montwiłła, Toczyńskiego, Okrzeji, których wymienia jako 

bohaterów narodowych (w Prologu)

 

Tytuł utworu jako symbol  

Róża była uprawiana już w starożytności w Chinach, na Bliskim Wschodzie oraz w Grecji, Rzymie i w całej Europie, 
symbolizowała miłość, piękno i subtelne uczucia. W chrześcijaństwie biała róża symbolizowała niewinność, 

a czerwona - męczeństwo

Żeromski w swym utworze (w Prologu) postulował, aby różę czarującą ustanowić (w niepodległej Polsce) 
jako znak sławy, nagrodę za bohaterstwo, cnotę i geniusz

Motyw róży występuje w utworze w różnych kontekstach. Jako symbol miłości, gdy Czarowic, jeden z głównych 

bohaterów, kupuje ukochanej wielki pąk omdlałych, damasceńskich róż i trzy pąsowe indyjskie róże, lecz są to 
tylko marzenia zza krat więziennych. 

Natomiast w sali balowej na estradzie pojawia się postać ponętnej bestyjki - dziewczyna okryta niby całunem 

ściągniętym z katafalku. U dołu szaty wyhaftowane białe róże śliczny stanowią ornament, szlak jak gdyby żałobny

Ostatecznie w Epilogu, gdy Czarowic ginie w zamachu na wojska rosyjskie: Głowa [jego] upadła między kolczaste, 
grube, wyniosłe badyle róży dzikiej i otrząsnęła płatki kwiatowe. Spadły kwiatki na czoło zroszone śmiertelnym 

potem, na pierś wydającą ostatnie tchnienie. W głowach zmarłego stanęło mgliste widmo Bożyszcza. Strząsnęło na 
piersi nieżywe ostatni płatek róży dzikiej

 

Postaci  

 

Bożyszcze (Deity), postać występująca w Prologu, wzorowana na hinduskich bytach niematerialnych, 

nawiązuje do starożytnych greckich i rzymskich wyobrażeń Mitry, boga Słońca i światłości 
charakterystyczną czapką frygijską, symbolem wolności. 

 

Anzelm, syn prostytutki, robotnik ze slumsów, rewolucjonista - zdrajca, prowokator, donosiciel, 

współpracownik tajnej policji, zastrzelony z wyroku Partii, kocha swego dziesięcioletniego synka Olesia, 
prześladowanego przez uliczników jako syna kapusia (przykład przemocy i nietolerancji), występuje jako 
zjawa

 

Jan Czarowic - jeden z głównych bohaterów dramatu, syn zamożnego ziemianina, rewolucjonista, 
narodowiec, romantyk, marzyciel, więziony, zbiegł z więzienia, zginął w desperackim zamachu 
terrorystycznym na armię rosyjską

 

Zagozda - radykalny rewolucjonista, internacjonalista, osadzony w więzieniu wraz z Czarowicem

 

Benedykt Czarowic, brat Jana, zamożny ziemianin, przedsiębiorca, po spłaceniu swego brata Jana utracił 
płynność finansową, a narzeczona Krystyna go porzuciła. 

 

Krystyna, elegancka panna na wydaniu z dobrego domu, głosi cyniczne, kontrowersyjne poglądy, jak 

urządzić się dobrze w życiu, narażając się pomogła Czarowicowi w ucieczce z więzienia, narzeczona 
Benedykta, porzuca go i podąża za jego bratem

 

Żołnierz rosyjski, rozpoznają się wzajemnie z więźniem Czarowicem, którego łomotał karabinem, gdy ten nie 

był w stanie podnieść się na rozkaz, w czasie ucieczki dwóch więźniów obezwładniony przez nich, jednak 
Czarowic go nie zabija (a powinien dla dobra rewolucji), gdy więźniowie znikają - podejmuje służbę 
wartowniczą nie wszczynając alarmu. 

 

Czas i miejsce akcji  

Akcja utworu rozgrywa się bezpośrednio po upadku rewolucji 1905 roku, oraz w Obrazie II widzimy nawiązania 
do powstania styczniowego 1863. 

 

background image

STRESZCZENIE

 

 

Prolog - Zaułek poza gmachem więzienia w twierdzy nad Wisłą (Cytadela), zima, mroźna noc (-20 
stopni), godzina duchów. 

Stefan Żeromski od razu w Prologu wprowadza postać Anzelma, donosiciela i zdrajcy. Rozmawia on z 

Bożyszczem i uważa się za kogoś, kto miał władzę, bowiem jego ciało zwabiło ludzi mu przeciwnych i 
sami poszli w ręce wrogów. Przechadza się z Bożyszczem między mogiłami i opowiada o swoich 

pierwszych mordach, o ludziach, których znał i z którymi się przyjaźnił.. Do rozmowy tej włączają się jęk 
wichry, śniegowy wąż – a więc przyroda… Bożyszcze uważa, że Ci ludzie są bohaterami, a on ich tak po 

prostu mordował. 
Wobec takich oskarżeń Anzelm zaczyna opowiadać swoją historię, tłumaczy swoje czyny. On - oddany, 

aktywny bojownik w sprawie rewolucji stał się tajnym współpracownikiem policji – jak do tego doszło, 

wyjaśnia: Już mię wtedy skazali byli na powróz. Poprzez dwie druciane kraty pozwolili mi ostatni raz 
spojrzeć na mojego jedynego syna, dziesięcioletniego Olesia. ...
 

Cicho a jasno, jak gdyby po nocy zorzeńka niebiańska, zjawiła się myśl, że można przecie uciszyć się i 
uspokoić widokiem cudzego cierpienia, którego sam nie będę doświadczał, że można się, jak w teatrze, 

nasycić obrazem tej samej bezsiły, drżenia, upadku i agonii, co mnie samego targały... 
Wszakże wszystko można kupić za złoto. Jakże mu się miała oprzeć moja dusza? Pokazali mi kupcy 

wolność za uchylonymi Iwanowskimi Wrótniami, pokazali mi synka małego, pokazali mi możność srogiego 
czynu. Dobili kupcy targu. Po to są kupcy, żeby śniąca w człowieku podłość nie zamarła. Po to są, żeby 

zdrada na ziemi nie wygasła i żeby człowiek nie zatracił natury jaguara i żmii. Widziałem ich zimne oczy i 
żelazne ręce. Jedna ręka podawała mi — powróz, a druga ręka podawała mi — trzos nabity złotem. 

Wybrałem. 
Mówi dalej, że zdrajcą mógł się stać tylko aktywny członek organizacji. Oto droga Anzelma do udziału w 

życiu społecznym: Urodziłem się w gnoju hańby, z ojca tchórza, niewiadomego z nazwy rozpustnika, i z 
matki, sekretnej, dla zarobku na życie, prostytutki. Chowałem się w zgniłym zaduchu piwnicy, pod 

obcasami majstra-dorobkiewicza, pod nahajką policjanta-kozaka, w cieniu nikczemnych obłud kleszej 

sutanny. Wywlókł mię z gnoju piosenką swoją marzyciel. Pokazał mi w długim nocnym podszepcie złote 
łany pszeniczne, łąki kwiatem zarosłe, wielkie sprawy ludzkiego geniuszu, niepodległą ojczyznę, wolność 

ducha i ciała. Ale marzyciel łatwoczujący nie urodził się w gnoju hańby z matki ladacznicy, nie przeżył 
dzieciństwa pod kułakami i plwociną, nie był nigdy poparzonym, skopanym, bez prawa na legowisko 

psiakiem z podwórza, przybłędą, podrzutkiem z przytułku, ulicznikiem, którego rynsztok hoduje, 
przypadek karmi, a grzech weseli. Marzyciel z opisu i smutnego w przejściu wejrzenia znał dolę, nad którą 

ptak by zapłakał, a polskie serce nie płacze. 
Pchnąłem marzyciela żegadłem w piersi i stanąłem na nim jak na pierwszym stopniu mych schodów, 

wiodących ku jasnym piętrom. Co bezprawie dziedziczy na mocy urodzenia, nie wiedząc o skarbie 
posiadanym, to ja, sztuka po sztuce, z nadprzepastną świadomością musiałem wysiepywać dzielnym 

ramieniem, wydeptać ze stękania konających, męstwem przebiegłym wyrwać z pięści ściśniętych. Tak 
wszedłem na wierzchołek moich schodów, osiągając wolność, swobodę niezawodną ręki i swoją własną 

niepodległość. Swoją własną niepodległość — cha-cha! 
Po schodach z trupów wszedłem na szczyt. W piersi mej był pocisk nieubłagania. Nie lękałem się był 

mocarstwa władającego milionem żołnierzy, gdy byłem pachołkiem rewolucji, i nie uląkłem się zemsty 

rewolucji, gdy zostałem jej zdrajcą. 
Bożyszcze rozmawia z Anzelmem, lecz jednoznacznie go krytykuje. Anzelm krytykuje Polaków, ich 

nieczułość, chęć walki, by potem zająć miejsce oprawców. Bożyszcze uważa, że Anzelm jest pyszny, że 
mówiąc tak negatywnie o rewolucjonistach wybiela swoją podłość, zdradę i łajdactwo.  

Anzelm odchodzi, a Bożyszcze zaczyna wygłaszać swoją mowę. Jest tu wyraźne podobieństwo do 
Konrada Wallenroda (mowa o płaszczu ;)), oraz do Dziadów. Stylizacja na język romantyczny ;). W 

swoim przemówieniu Bożyszcze sławi rewolucjonistów, ich czyny, nawołuje do walki o polską 
niepodległość. Wierzy on w zwycięstwo i w Polaków. Jego monolog przerywa ciągle strażnik, który 

modli się nieopodal słowami „Boże, zmiłuj się”. Do kolejnych powtórzeń Bożyszcze mówi o zbrodniach, 
jakich się tamten dopuścił. Mówi tez o bohaterze sprawy pierwszej – Czarowicu.  

background image

 

Sprawa I - Cela więzienna w Cytadeli w której przebywa Czarowic wraz z radykalnym 
rewolucjonistą Zagozdą, obydwaj zakuci są w kajdany. 

Po celi więziennej przechadza się Zagozda, śpiewa sobie pod nosem. Jego pieśń ma tendencje 

mesjanistyczne – on – więzień chce uratować utrudzony polski lud, jest gotów poświęcić siebie na ten 
cel. Mury nie są dla niego problemem bo „mocniejsza od murów jest ma dusza samotna […] Moja dusza 

pogardziła cierpieniem. Moja dusza podeptała żal, gniew i pogardę.  
Czarowic zagaduje do współtowarzysza – narzeka na nudę. Zagozda uważa jednak, że są sprawy gorsze 

od nudy więziennej: 1. choroba fizyczna(bez lekarza i prawa do leków), przy czym Czarowic uważa, że 
w tej nudzie to jedyna ucieczka, 2. Niepokój ducha wywołany przez wyrzuty sumienia, 3. Tęsknota. 

Wszystko inne jest lepsze od tej nudy, na którą jedynym lekarstwem jest: cierpliwość, obojętność i 

rozważania. 
Czarowic nie widzi sensu swego cierpienia w więzieniu. Swoją rewolucyjna przeszłość uważa za 

głupotę, a pracę na ten cel – za bezowocną. Odmienne zdanie ma Zagozda, jest przekonany o sensie i 
celowości rewolucji i swoich poświęceń. Na co ten drugi stwierdza, że te wyznawane przez nich idee 

prowadzą tylko do niewoli. Dla Zagozdy ważne jest jednak szerzenie ducha narodu. Mimo wielu klęsk 
pokazują, że są i że jest to jedyna droga do wolności. 

Czarowic sugeruje, że jego towarzysz więzienny jest fanatykiem ideału cierpienia, lecz tamten 
zaprzecza, mówiąc, iż w życiu cierpiał o wiele mniej, niż niejeden bogacz, który nigdy nie był szczęśliwy.  

Swój kraj rodzinny chce wspominać jako krainę mlekiem i miodem płynącą, a ludzi – sobie równych, 
pod jego żyjących ręką. Czarowic śmieje się z niego,  że żyje złudzeniami, bo na pewno nie będzie umiał 

nad ludźmi zapanować.  
Zagozda twierdzi, że świat dzieli się na dzieła sięgające nieba i na rośliny przyziemne. Od czasu do czasu 

z ziemi fruną ku niebu motyle- ideały [on]. Taki powinien być naród. Czarowic rozmywa jego nadzieje, 
mówiąc, że naród winien się rozwijać, bawić się, wzbogacać, po to, by tworzyć kulturę. Tłumaczy tez 

Zagozdzie, czym jest naród: „Naród jest tym, co w zbiorowiskach ludzi na globie ziemskim jest 

najbardziej istotnego, najściślej prawdziwego. Bytowanie narodu jest najistotniejszą prawdą i 
najgłębszą tajemnicą. Uczucie miłości dla narodu swego  jest niepojęte, a niespożyte, tak samo jak 

uczucie miłości dla rodziców i rodziców dla dzieci.” Bohater uważa, że musi to powtarzać „zdeptanemu 
narodowi polskiemu”, by w to uwierzyli. 

Jednakże Zagozda nie chce mieć nic wspólnego z tymi, co lud ciemiężą. Twierdzi, że nic – nawet dola 
polska – go z nimi nie łączy. Nie zgodzi się na żadne kompromisy, ma swoje zdanie i go nie może 

zmienić, bo wie o co walczy. Wspomina swój pobyt w wileńskim więzieniu, kiedy to uderzył w twarz 
żandarma, który poniżył swego podopiecznego. Mimo iż został skazany na 10 dni siedzenia w ciemnicy 

[ciemne pomieszczenie, bez jedzenia i picia], to czuł się wolny! Nikt nie jest bowiem ważniejszy, wyższy. 
Chce on wolności i równości, chce poszanowania ciężko pracujących chłopów. 

Czarowic doskonale wie jak skończą się te idee – dyktaturą tych, co zdobędą władzę. Jest tez ciekawy jak 
współwięzień ma zamierza cel osiągnąć pod ręką Moskwy. Zagozda idzie spać. 

Czarownic rozmyśla. Tęskni za domem, za wolnością. Jest świadomy tego, że jest w niewoli, swoją dusze 
porównuje to polskiej, źle oranej ziemi, do ludzi żyjących w nędzy- jak chłopi. Jest on szlachcicem i choć 

dobrze żyło mu się w dostatkach, wie, że lud jest wyzyskiwany. Obawia się, że przeżyje swoje życie tak 

samo, jak Polska ziemia – bez żadnych zmian na lepsze: „Polska zastój, nędza i ja – to jedno”. 
Czuje się bezradny, gdyż wie, że nie może nic uczynić, by ludzie byli sobie równych. Jedna osoba nie jest 

w stanie zmienić wieloletniej świadomości.  
Myśli doprowadzają  go do tego, że stojąc przy oknie, szarpie kraty i wyła, by go wypuściły, gdyż czas 

mu ucieka: „Mam od krańca do krańca naród polski przeorać”. Wspomina, że jest już w więzieniu 
półtora roku. Jego monolog zaczyna przypominać Wielką Improwizację: ziemia polska czeka tylko na 

znak, że on idzie, lecz „ręce lecąc do dzieła trafiają w mur, głowa uderza o kratę”. Chce on wprowadzić 
niepodległość, chce, by wszyscy byli równi! Prosi kraty, by go wypuściły, by mógł zmieniać polską 

ziemię i rzeczywistość. 
[ w czasie jego monologu Dan – więzień obok- stuka w ścianę i przekazuje wiadomość, że wynalazł 

rzecz, która pozwoli mu z dużej odległości wysadzać prochy – Czarowic słucha go, lecz trochę się z niego 
nabija]. 

Do celi przychodzi Anzelm, mówi, iż wpuścił go strażnik. Czarowic nie chce z nim rozmawiać, zaklina się, 
że nic nie powie, tak jak nie powiedział przez 17 miesięcy. Ale Anzelm nie chce go o nic pytać. 

Przywołuje za to wspomnienia, kiedy to do niego, biednego chłopa- przyszedł Czarowic – pan i czytał 

background image

mu poezję (Mickiewicz, Słowacki), dał mu nawet książeczkę na pamiątkę. Jest on na niego wściekły, bo 

w ten sposób dotknął tego „wielkiego” życia, tego dostatniego życia. Pyta się on Czarowica, jakim 
prawem miał on to robić? Co go do tego zmusiło? Czy naprawdę chciał jego śmierci? Anzelm mówi, że 

wolałby żyć- byle jak, ale żyć! Czarowic odparł na to, że dla niego ważne było życie bez hańby, aniżeli z 
nią. Dalej Anzelm z wyrzutem pyta się go, jakie były szanse na powodzenie się plany Pana, na 

powodzenie tej rewolucji. Czarowic odpowiada, że mocno w to wierzył, ale musiałby się przyłączyć cały 
lud, a to nie było możliwe. Anzelm oskarżył poezję o te pobożne mrzonki , które jego doprowadziły do 

utraty życia. Podaje mu kielich poezji – jako ten kielich trucizny, który kiedyś podał Czarowic jemu. 

Czarowic jest zaskoczony zamożnością biednego chłopa (kielich), a Anzelm kontynuuje swoją 
wypowiedź o poezji, o romantykach o kłamstwie! „My Polacy lubimy żyć cieniami kłamstwa i prawdy” 

[o Polakach i poezji]. 
Czarowic wyprasza nieproszonego gościa, lecz ten kontynuuje, śmiejąc się z jego górnolotnych planów 

naprawy polskiej ziemi, jego pychy, którą usłyszał w jego monologu. Śmieje się  niego, że chce zmienić 
dusze całego narodu, a nie potrafi zmienić duszy jednej kobiety – panny Krystyny. Czarowic jest 

zaskoczony, że Anzelm o tym wie. Gość opowiada więc całą sytuację widzianą jego oczyma- oczyma 
szpiega. Mówi o spacerze aleją, gdzie wszyscy wokół spali, a oni tak kroczyli obok siebie. Czarowic 

zakochany po uszy w pannie Krystynie: „Jak suchy liść klonowy poniewierało się u jej stóp twoje serce. 
Twe serce, tak wyniosłe, u jej stóp…”. Czarowic był szczęśliwy. Anzelm przypomina nawet rozmowę: 

mówili o sztuce, a dokładnie o pojęciu piękna, o sztuce, o sprzedawaniu się (tu w sensie: szuka 
najbogatszego kandydata na męża). Był on zawiedziony, kochał tę kobietę, ale wiedział, że nie ma u niej 

szans. Była piękną artystką i materialistką – wiedziała o tym i nie bała się o swoja przyszłość, ktoś ją na 
pewno będzie chciał. Ślub zaś brałaby dla pieniędzy a nie z miłości. Czarowic miał nawet plany, by w 

Rzymie założyć ambasadę polskiej sztuki, muzeum i że ona będzie mu pomagała, lecz ta jeszcze bardziej 

jego uczucia podeptała mówiąc, że jest obojętna na sprawy ojczyzny i  nazywa go „społecznikiem”. Mimo 
tego Czarowic prosi, by Anzelm przypomniał mu dźwięk głosu Krystyny.  Anzelm mówi, że jest 

szpiegiem, ale nic za darmo : prosi, by Czarowic (Janek) zaopiekował się jego synem – Olesiem. Dzieci za 
nim biegają i ciskają w niego kamieniami, bo jest synem szpiega, a on nie może dlatego zasnąć snem 

wiecznym… Jednakże Czarowic nie chce słuchać o Olesiu, tylko o Krystynie. Anzelm zgadza się 
powiedzieć wszystko, tylko pod warunkiem, że Jan zajmie się Olesiem. Informuje, że Krystyna często tu 

bywała, chciała go zobaczyć choćby na jednym widzeniu, sypała pieniędzmi, lecz ją wyrzucono. 
Czarowic jednak chce wiedzieć gdzie ona jest teraz – Anzelm znów proponuje wypicie kielicha, by się 

dowiedzieć… waha się jednak, bo więzień nie obiecał mu zająć się Olesiem, ale w końcu mu daje. 
Czarowic wypija jednym haustem. Anzelm znika, Czarowic jest jakby nieprzytomny, wchodzi Bożyszcze 

w zbroi Warneńczyka. 
Bożyszcze daje Czarowicowi miecz i pasuje go na „rycerza”. Jak zapowiedział: zabierze go na wędrówkę, 

w której ratować będzie polskie społeczeństwo, lecz jeśli widząc Polaków, westchnie, że to na nic – jest 
zgubiony. Bohater przyrzekł, że tak nie będzie i Bożyszcze rozwalił młotem mur więzienny. Czarowic 

chciał zabrać również Zagozgę, lecz Bożyszcze powiedziało, że nie może się tak stać, bo on sam sobie 

jest władcą i że do końca życia będzie sam, na piersi śpiącego pojawia się róża. Do Dana Bożyszcze 
mówi, by dalej tworzył swój ogień, a hasłem wywoławczym będzie: Warna. Mijają mury więzienne, 

wskakują na białe konie, odjeżdżają. 

 

Obraz I - Olbrzymi budynek fabryczny, gdzie robotnicy (w czasie niepłatnego przestoju 
spowodowanego brakiem zamówień), wymieniają krytyczne uwagi dotyczące kapitalistów, 
przedsiębiorcy, gospodarki rynkowej, kapitału zagranicznego, uprzemysłowienia kraju. 

Rozmawiają ze sobą robotnicy. Zastanawiają się jaka jest dla nich, dla państwa najlepsza droga. 

Rozmowie tej przysłuchuje się Czarowic i Bożyszcze. W krytycznym momencie Bożyszcze każe mówić 

Czarowicowi. Ten przedstawia im swoją teorię. Nawołuje ich do walki nie tylko z wrogiem, ale i z 
samym sobą. Robotnicy nie chcą słuchać Czarowica, każą mu się wynosić. 

Poglądy Robotników i Czarowica: 
Dążenia niepodległościowe przewijające się w treści utworu, w konfrontacji z poglądami 

robotników są przestawione w Obrazie I, rozgrywającym się w hali fabrycznej w atmosferze wiecu 
załogi. Po upadku rewolucji 1905 roku, wystąpił brak zrozumienia i dialogu między fabrykantami, a 

robotnikami. Oto wypowiedź jednego z robotników: Ściągnęli nam zapłatę, w dół poza rok 1904. Trzy 

background image

dni w tygodniu robimy. Resztę siedzimy z założonymi rękami, patrząc w między fabryczne pola z kupami 

łódzkiego brudu, w czerwone kominy i w czarne mury. Życie zdrożało. Nie opłata nam za tę cenę robić. 
Posłali my delegatów do właściciela. Poszli dwaj i przełożyli sprawę. Na pyski ich kazał zepchnąć ze 

schodów. 
Powstające w Łodzi fabryki były budowane przeważnie przez dorobkiewiczów i sprytnych, lecz 

głupawych parweniuszy, którzy preferowali rozwiązania siłowe, co tylko prowadziło do zaognienia 
sytuacji. Jednocześnie, również wśród robotników głos rozsądku nie znajduje posłuchu

Jeśli właściciel zatrudnia ludzi przez trzy dni w tygodniu, to znaczy przecie, że tego nie czyni dobrowolnie, 

lecz z musu. Obstalunków nie ma! Gdy po trudach niemałych zyska się obstalunek, wtedy wy, szaleńcy, 
podbechtani przez głupców, strajkę zaczynacie. Przemysł bawełniany kryzys przechodzi.
 

Natomiast socjaliści głoszą, że: 
Przemysł kraju jest jako drzewo, w które zapuszcza korzeń i na którym rośnie inny twór, niby inne drzewo 

— jemioła. Fabrykant jest to jemioła, która rośnie na drzewie pracy ludu. Robotnik jest korzeniem, pniem, 
konarem i listowiem. On to sobą karmi jemiołę. Kto strajkę rozpoczynał po to, żeby pracujący ludzie mieli 

większą zapłatę i krótszy roboczy dzień, ten nie korzenie drzewa chciał wydzierać z ziemi, lecz chciał 
wyrwać korzenie jemioły z drzewa. Gdyby wydrzeć korzenie jemioły z drzewa — cudnie by się drzewo 

rozrosło. 
Jednak nie mówią, kto będzie inwestował i zarządzał przedsiębiorstwem. Po dalszej wymianie 

poglądów między internacjonalistami, narodowcami i anarchistami, jako ostateczny argument 
pojawia się postulat

... trzeba na nowo strzelać we łby, w których się pali ogień buntu. Dokądże to będziemy cierpieć na sobie 
ten ciężar, nie dający nam uczciwie, po dawnemu pracować w zgodzie z pracodawcami? Niech poczują 

jeszcze raz naszą twardą robociarską pięść! Albo się uciszą, albo zginą! 

Wtedy odzywa się Czarowic: 
Bracia! Zniżcie broń. Wyjmijcie ładunki. Wyrwijcie zemstę z serc. Wyrwijcie z serc nienawiść proletariusza 

do proletariusza. Połączcie się w jedną falę. Wy, którzy jesteście żywą i wiecznie twórczą falą polskiego 
świata; niechaj się dokona w tej oto chwili odpływ wasz spod skały nieszczęścia. Kości po drogach Sybiru 

rozsiane, mogiły w pustkach Moskwy, lochy więzień, drewna szubienicy, łzy podań i płacz waszych dzieci 
wołają do was: „Niech żyje Polska niepodległa!" Przekazała wam to prawo wielka dusza Mickiewicza 

wielka dusza Słowackiego. 
Jednak te wywody nie znajdują zrozumienia. Słychać głos w tłumie: Czy to tylko nie prowokator?... 

Czarowic usiłuje przekonać robotników: 
Jeżeli w tę drogę pójdziecie, dokąd ja idę sam, nie zlękniecie się prowokatora. Pół serca polskiego zgniło od 

skira. Nie można już w kole braci mówić do braci bez ohydnego przekleństwa trwogi, że słucha w kole 
utajony szpieg. Nie można słuchać mowy braterskiej bez plugawego pytania w sercu: azali nie przemawia 

zdrajca? Wytężył wróg siłę swoją dzięki nam samym tak daleko, że zasiadł w kole naszej narady i w szepcie 
spisku naszego uczestniczy. Wyzywa na śmierć śmiałka i wiesza go ze śmiechem na haku. Ale ty masz w 

sobie moc wyrwania się z pęt, duchu nieśmiertelny polskiego ludu! Ty, coś przymierał głodem za 

kolejowego strajku, coś tyle krwi wylał, wiernie wspierając każde hasło, dałeś dowód, że posiadasz w sobie 
siłę do wyzwolin. Ja nie przynoszę ci nowego — po tylu innych — hasła. Nie przynoszę nowego rozkazu. 

Przynoszę radę. Słuchaj mię, serce ludowe, przez miłość dzieci, które rosną w hańbie niewoli! Ozdrowiej, 
serce zarażone od skira zdrady! Podnieś się, męstwo!
 

Wywody Czarowica nie znajdują zrozumienia, robotnicy nie chcą go słuchać: Wynoś się raz nareszcie, 
idealisto, mnichu, kozłowito! 

 

Obraz II - Wnętrze szopy na polu, murowanej, gdzieś na wsi w Królestwie Polskim, gdzie odbywają 
się odczyty dla ludu (za zezwoleniem zwierzchności). Jest zima, ludzie tłumnie zgromadzili się w 
szopie. 

Młody Prelegent wita się ze zgromadzonymi i informuje, że na pamiątkę powstania styczniowego, ten 

odczyt nie będzie wyglądał tak, jak zawsze, a stanie się analizą obrazów Grottgera. Prelegent oznajmia, 
że wielu obecnych na Sali te czasy pamięta – on nie, lecz matka mu opowiadała o tych chwilach, gdzie 

ludność polska zjednoczyła się i razem poszli bronić ojczyzny. Gdzie nie było chłopa i pana, tylko byli 
Polacy.  

background image

[w didaskaliach pojawia się rodzaj narracyjnego wprowadzenia w stan psychiczny ludzi- elementy przy 

w dramacie]. 
Prelegent opisuje obraz, a mularz i malarz wymykają się ma zewnątrz, zapalają papierosy i rozmawiają. 

Oboje przyszli na ten odczyt z podobnych powodów – chcieli, by ktoś ich widział i wziął ich do pracy. 
Komentują ludzi bogatych, którzy pomagają biednym tylko po to, by postrzegani byli, jako ci „dobrzy”. 

Do rozmawiających zbliża się Bożyszcze i Czarowic, pytają czy mogą posłuchać odczytu i tłumaczą się, 
że dowiedzieli się o nim od niejakiego Grzesia Wójcika. Bez problemu wchodzą. A rozmawiający dzielą 

się swoimi pierwszymi myślami – myśleli, że to szpiedzy. 

Prelegent pokazuje obrazy, w których widać jedność Polaków, zaś Bożyszcze wsuwając niezauważalnie 
inne klisze, te piękne obrazy rozsiewa. Zamiast płaczących kobiet, pojawia się uciekający chłop – 

powstaniec przed zgrają innych chłopów z kamieniami w rękach. Prelegent się zmieszał, oznajmił, że ta 
klisza to jakaś przypadkowa i należy tylko patrzeć na to co dobre, nie pamiętać tego co złe, bo 

zjednoczenie nie przyjdzie nigdy. Klisza na nowo się zmienia: widać tłum ludzi, którzy karzą jakiegoś 
mężczyznę na śniegu, jest mocno zakrwawiony. Prelegent gwałtownym ruchem zmienia klisze i pojawia 

się obraz chłopów, którzy zbierają rannych z pola bitwy. 
Z głębi audytorium odzywa się Czarowic – przedstawiając się jako Gorycz, iż takie uniesienia, szybko 

upadają w sercach. Komentuje, że ciągle się krzepią, umacniają, odwracają od prawdy, a nic nie robią, SA 
martwi. Dalej mówi: „Niewola leży w nas samych. Niewola leży w ruchu ręki twej, kiedyś obraz niemiły 

odepchnął…”. 
Przychodzi Grzegorz i informuje, że Kozacy są we wsi. Chociaż pozwolenie na odczyt jest sala szybko się 

opróżnia. Prezd budynkiem zostają Czarowic i Bożyszce. 

 

Obraz III - Wielka sala balowa, przeistoczona na czarodziejski pałac w czasie karnawału (a więc 
zimą). 

Ludzie bawią się na balu. Właściciele zagwarantowali przybyłym mnóstwo atrakcji, m. in. Na pięknie 

ozdobioną scenę wychodzą przeróżne postacie: kobiety w sukniach, mężczyzna, przebrany za ułana… 
Goście komentują „aktorów”. Największą przychylność mają dla nich kobiety. Oprócz tego goście 

dyskutują… o patriotyzmie, niewoli, chęci niepodległości. Wychodzi kobieta ubrana na czarno, w 
poszarpanej i okrwawionej sukni, z czarnymi skrzydłami. Jedno z nich ma złamane, próbuje je dźwignąć, 

lecz nie ma siły. Goście są zaskoczeni tym wejściem… Na pomoc przychodzi im dziennikarz, który 
tłumaczy symbol – jest to obalona rewolucja. Wszyscy są zachwyceni „mądrością” dziennikarza, który to 

zresztą swoim pisaniem próbował nawoływać do czynu – ma szacunek u ludzi starszych, ale młodsi (np. 
Złośliwy), nie liczą się z nim – przyszli tu na kobiety, a nie po to, by mówić o niepodległości. Po owej 

kobiecie na scenie pojawia się powstaniec – posiniaczony, obolały,  zakrwawiony – ludzie buntują się- 
nie chcą oglądać cierpienia i brzydoty; przyszli tu, by napawać oczy pięknem! Ponieważ obraz nie znika 

– postanawiają nie patrzeć się i tańczyć. 

Zasnunęła się kotara i nastała cisza. Zza zasłony słychać głos, który zachęca do tańca, lecz muzykant jest 
jaki jest – najlepszy jaki mógł być, taki na którego było ich stać. Nie jest on najpiękniejszy, zaśpiewa zaś 

swoją ulubioną piosenkę. „Wybaczcie prostakowi. Śpiewajże państwu pioseneczkę, warszawski 
chochole! /ewidentnie widać nawiązanie do „Wesela”/;  

DYDASKALIA: „Zasłona się potargała. Stanęła między jej połowami i zaraz zstępuje ze schodów postać w 

nakrochmalonym perkalowym worze trójkątnym, spadającym aż do samej ziemi. Śpiczasty róg worka 
sterczy nad głową postaci. Głowa jej od tułowia oddielona jest pętlicą stryczka. Reszta urwanego 

postronka zwisa na piersiach chochoła aż do ziemi 

Milczenie zrazu grobowe w tłumie, później popłoch, ścisk, przekleństwa, ucieczka.[…]”. Ludzie wołają 

policję. / z tego, co rozumiem, ów cierpiący powstaniec został powieszony :]/ 

 

Sprawa II - Biuro policji tajnej. 

background image

Na ławce siedzi osiemnastu agentów. Są to prości, polscy ludzie- mówią gwarą. Rozmawiają o losach 

Polski – wygląda, jakby chcieli spokoju i niepodległości, ale tak naprawdę zależy im tylko na 
pieniądzach, a ich obecna rola daje im sporą płacę. 

Wchodzi Naczelnik. Agenci wstają, lecz Naczelnik ruchem dłoni każe im usiąść. Wraz z nim 

wprowadzają Czarowica i Oseta- oskarżonych o zabójstwo generała. Naczelnik ich przesłuchuje. 
Naczelnik sugeruje, że Panowie się znają – jeden i drugi biali udział w rewolucji. Oset zaprzecza. 

Naczelnik informuje, że ich towarzysz- Anzelm wszystko mu wyśpiewał, tuż przed swoją śmiercią, 
zadaną przez ich towarzyszów (Anzelm był donosicielem- Prolog). Biją Oseta, lecz ten dalej zaprzecza. 

Łamią mu metalowymi prętami palce, ale nic się nie zmienia. Agenci znowu go biją – Czarowic nie 
wytrzymał- rzucił się na pomoc, lecz go powstrzymali. Naczelnik oznajmił Czarowicowi, że męki Oseta 

spowodowane są jego osobą. Gdyby tak przyznał się, to nie byłoby problemu. Oset nadal nic nie mówi, 
tuż przed omdleniem spojrzał na Czarowica i rzekł: „Niech żyje Polska”.  

Naczelnik oznajmia, że Oset został tak potraktowany przez Czarowica, woła policję, by wynieśli 

nieprzytomnego. Czarowic zwraca się do żołnierzy, by popatrzyli co się stało z tym bezbronnym 
człowiekiem, do czego są zdolni. Policjanci śmieją się z niego, odchodzą, tworząc z bagnetów rodzaj 

noszy(scena bardzo realistyczna), Czarowic zaś wyciąga chustkę i zaczyna wycierać krew Oseta z 
podłogi. Agenci ułożyli się w dwie bandy, by zablokować mu wyjście, komentują to co robi (podobne do 

wypowiedzi duchów w Dziadach). Naczelnik próbuje Czarowica przekonać, byt powiedział prawdę i 

przeszedł na ich stronę. Trochę go bałamuci. Czarowic nie daje się przekonać, pokazuje na zakrwawioną 
chustkę i mówi, że jest to róża, wierzy, że naród polski się jeszcze podniesie, wierzy, że lud będzie chciał 

walczyć o swój naród. Naczelnik każe bić Czarowica – Agenci to czynią; ich wysiłki jednak nic nie dają –
Czarowic nie chce zeznawać – milczy. Biją go. 

 

Sprawa III - Czarowic po przepiłowaniu krat ucieka wraz z więźniem Gozdawą, obezwładniają 
wartownika w zaułku przy gmachu więzienia. 

Czarowic wraz z Danem uciekają z więzienia. Zagozda pomógł im w tym – odwiązał prześcieradła, po 

których się spuszczali na dół, od krat okna. Obezwładniają strażnika – jednego z agentów. Dan 
przeskakuje przez mur, Czarowic poznał oprawcę. Popatrzył mu w twarz i pyta, czy jutro go 

rozstrzelają, tej (z zakneblowanymi ustami) potwierdził ruchem głowy, proponuje mu ucieczkę – 
strażnik zaprzecza. Żegna się z nim, jednakże nie bierze jego bagnetu. Zostawia mu go i ucieka. Strażnik 

pozbierał się, odkneblował usta, wziął bagnet i dalej strunuje podwórko. 

 

Sprawa IV - Czarowic siedzi wysoko na kamiennym występie ponad najcudniejszym morzem 
południa. 

Bardzo długie didaskalia, w których mamy zaprezentowaną przyrodę. Skały, wzburzone morze… Ale 

także uczucia jakie towarzyszą Czarowicowi. Uciekinier czuje się samotny, widzi, swój naród widzi mu 
się jako podzielony, upadły. Będąc wolnym obserwował polskie społeczeństwo i załamał się. Ludzie 

wcale nie chcieli niepodległości. Biegli za chęcią kariery, rządzą urzędu… pragnęli władzy, a nie 
wyzwolenia. Jego marzenia z więzienia okazały się teraz śmieszne. Przez swoją romantyczną naturę 

czuje się wyobcowany, widzi tez bezsens swojej walki. Zawiódł się na tych, którym ufał. „Nie mógł 
dostrzec żadnego spoidła, które by plemię polskie zjednoczyć mogło. Jedyne, ostatnie i niewątpliwe, które 

jak ściany mogłoby ten naród rozpierzchły w jedno zegnać i materialnymi środkami zjednoczyć – państwo 
niepodległe, zostało odrzucone przez wszystkich rodaków. Czuł, że dusza nie może nawet zewrzeć się z 

nikim w walce, bo walki nikt nie chce.” 

Na horyzoncie pojawia się łódź z Bożyszczem.  Zaczyna on rozmowę z Czarowicem, który przypomina 
sobie swój sen. Pochwala jego postawę oglądania morza, bowiem od niego można się uczyć stałości. 

Morze informuje tez co mamy w sercu. Czarowic zgodził się z przybyszem, zapytał się go, gdzie mieszka, 
bo chciałby wiedzieć, gdzie go może szukać. Bożyszcze mówi, że mieszka w jaskini skalnej i to miejsce 

background image

zna tylko morze i on. Czarowic jest zaskoczony tym wyznanie, jednak Bożyszcze tłumaczy, że lubi 

samotność, bo wówczas poznaje siebie. Nazywa Czarowica Człowiekiem z Północy- siebie zaś 
Człowiekiem z Południa. Namawia go, by wybrał się z nim na Południe- tam byłby wolny, szczęśliwy. 

Czarowic nie chce, chce pójść własną drogą. Bożyszcze krytykuj go, że ma przesady. Czarowic oznajmia, 
że nie ma przesądów na co towarzysz odpowiada: „Łudzisz się. Skuty jesteś kajdanami tysiąca 

przesądów: litości, współczucia, poświęcenia”. Czarowic zaś uważa, że poświęcenie nie jest przesądem a 
siłą duszy. Lecz Bożyszcze nalega dalej, by zabrał swoją kobietę i wspólnie zaczęli nowe życie z daleka 

od tego wszystkiego. Czarowic odmawia. Bożyszcze oznajmił, że jest piratem i właśnie go zdobył, więc 

jest teraz jego niewolnikiem. Czarowic wzbrania się – biją się na skałach. 

 

Sprawa V - Czarowic i Krystyna zeszli ze wzgórza w parku położonym w siedzibie rodowej 
Czarowiców. Listopad. 

W sprawie piątej Krystyna i Czarowic spotykają się w parku. Wyznają sobie miłość, lecz Krystyna 

wyjdzie za mąż, za brata Jana - Benedykta Czarowica. Jan postanawia zabrać swoją część majątku i 
przeznaczyć ją na rewolucję- w ogień. Do rozmawiających przychodzi Benedykt.  Żeromski przestawia 

dwie wizje dalszej działalności ziemiaństwa polskiego, reprezentowanego przez Jana Czarowica i 

jego brata Benedykta, prowadzącego z powodzeniem rozległe gospodarstwo rolne wraz ze zakładami 
przetwórstwa rolno-spożywczego. Benedykt tłumaczy Janowi, że tylko wytężona praca i skuteczna 

działalność gospodarcza (bez dotacji urzędowych) umożliwiają realizację celów społeczno-politycznych. 
Jan jednak obiera działalność rewolucyjną i żąda wypłaty w gotówce. Benedykt godzi się, choć będzie się 

to równało z utratą połowy majątku, a ponieważ mnożył majątek ojca na swojej i brata połówce, 
postanowił oddać mu też tę część, którą namnożył na Janowej połówce – co oznacza dla niego stratę 

połowę ziemi. Krystyna oznajmia Benedyktowi, że już jest za biedny i ona za niego nie wyjdzie.  
Benedykt odchodzi płacząc, a Krystyna z Jankiem się całują. Krystyna jednak nie chce być z Jankiem, nie 

chce być szczęśliwa w miłości. Każe mu dzielnie walczyć na rewolucji, ona zaś będzie podążać jego 
szlakiem, by obserwować jego poczynania, „węsząc kroble świętej krwi, spadłe z twoich ran”. 

 

Sprawa VI - Prześliczne szkolne wzgórze. Wieczór, jesień. Czas przed burzą. 

W  tej części dowiadujemy się, że za swój majątek Czarowic stworzył szkołę dla dzieci wiejskich. Siedzi 

na ławeczce i przygląda się dzieciakom. Podbiega do niego dziewczynka – Nastka i rozmawiają. 

Opowiada, że jej koleżanka wepchnęła kurze igłę w zadek i ta potem szczerze płakała, że to zrobiła, a 
potem o dwóch chłopcach, którzy zabrali 6 malutkich kociaków i ich żywcem zakopali. Potem całą klasą 

odkopali te 6 malutkich kociąt i pochowali obok szkoły, a Ci ani trochę nie czuli się winni. Opowiadając 
rzewnie płakała. Dziewczynka też wyznała,  że boi się powozów na parę. Ich rozmowę przerwał 

dzwonek – dziewczynka pobiegła do szkoły.  

Czarowic dostrzegł Michałka – syna Osta i Olesia – Syna Anzelma; Zaprzyjaźnieni chłopcy niosą i 

skrzypce i czekają na swojego pana od muzyki – Szczypiorka, który z racji swojej słabości do alkoholu 

zawsze się spóźniał. Czarowic zaczyna z nimi rozmawiać. Mówią o szczerości w przyjaźni. Zarówno 
Michałek jak i Oleś chcą Polski wolnej od krwi. Chcą poszanowania polskiej krwi. Michałek nawet chwali 

się swoim tatą i jego poświęceniem, lecz Czarowic zasłania mu usta, twierdząc, że nie należy się chwalić 
czyimiś dokonaniami. Oleś jednak dobrze wie, dlaczego Czarowic to uczynił. Chłopcy chcą dowiedzieć 

się od Czarowic, jak mają żyć. Mężczyzna poradził im tylko jedno: by nie pili nigdy wódki, by ich decyzje 
były zawsze trzeźwe. Uczniowie wyznają także, że dzisiaj będą grać trio – niespodziankę, trio 

pożegnalne na jego cześć – Czarowic jest wzruszony. 

Przyszedł spóźniony p. Szczypiorek – szedł chwiejnym krokiem. Przeprasza Czarowica, lecz ten nie 

widzi powodu. Chwilę rozmawiają, Szczypiorek jest zniechęcony Polską, Czarowic motywuje go, że ma 

być wychowawcą dla dusz tych młodych ludzi. Na te słowa Szczypiorek idzie z uczniami do szkoły.  

Czarowic zasiadł pod sosną. Muzyka, siąpiący deszcz, wspomnienia Czarowica zlały się w jedno. Słysząc 

muzykę widział Krystynę Polskę, męki… aż w końcu wspomniał żmije Anzelma. 

background image

 

Sprawa VII - Noc zimowa w Alpach. 

Dan i Czarowic mają spotkać się w górach, by wysadzić ładunek, a tym samym zaatakować wojsko 

nieprzyjaciela. Dan czekając na Czarowica, w lesie dostrzega cień- pojawia się Bożyszcze, które twierdzi, 

że jest Danem, jest tym, co nie pozwalało mu ustać w pracy nad jego maszyną, tym, co dodawało mu 
otuchy. Dan nie chce dzielić sławy z wynalazku na pół i mówi, że jak to nie jest tylko jego dzieło, to nie 

chce go. Bożyszcze zauważyło, że Dan się lęka. Nie chce on zabijać, jednak ciągle odpowiada na znaki 
Czarowica, by mógł zlokalizować jego położenie. Bożyszcze mówi Danowi, że choć zabije ludzi, da życie 

ojczyźnie, znika. Nadchodzi Czarowic. Uruchamiają ładunek wybuchowy. Wybuch jest ogromny (opis) – 
łuna pożaru unosi się nad lasem. Odchodzą śmiejąc się. 

 

Epilog - Pagórkowate pola w okolicach Puław. - Jan ginie w trakcie ataku terrorystycznego na 
wojska carskie, wykonanego przy pomocy między innymi Krystyny.  

Jan upada, daje napotkanemu Grzesiowi część maszyny Dana, prosi, by przekazał to dwom jeźdźcom. 

Grześ odchodzi w zboże. Czarowic wpada w ręce wroga, przyznaje się do winy, lecz informuje, że broni 

nie ma, że jeszcze ją zobaczą. Gdy już był w ich osadzie – żołnierze poparzeni, prosi – modli się, by 
Krystyna zaopiekowała się Danem. Nastąpił wybuch – porównany do pioruna. Poparzony (ogień mu 

wypalił oczy, zżarł piersi i wnętrzności:/), biegnie na oślep w zboże, ale natrafia na krzak dzikiej. 
Wtulony weń – umiera.