background image

 

 

 

 
 
 
 
 

 
 
 
 

                     SUSAN CROSBY 

 

 
 
                     Prawie miodowy miesiąc 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Obserwował  ją  od  siedmiu  godzin,  odkąd  tylko  wyszła  z 

domu  o  fasadzie  pokrytej  ciemnym  piaskowcem  i  udała  się 
taksówką 

na 

bostońskie 

lotnisko 

Logan. 

Utrzymując 

odpowiednią  odległość,  przeszedł  za  nią  przez  odprawę. 
Następne pół  godziny spędził w hali odlotów, gdzie udawał, że 
czyta  jakiś  brukowiec,  podczas  gdy  ona  wystukiwała  coś 
pospiesznie  na  podręcznym  komputerze,  nieświadoma  tego,  że 
ktoś  ją  śledzi.  Przez  cały  ten  czas  rozmawiała  tylko  zjedna 
osobą,  właścicielem  podobnego  laptopa,  wymieniając uwagi  na 
temat tego jakże przydatnego w podróży urządzenia. 

Tuż  przed  odlotem  zebrała  bagaże,  a  on  szedł  za  nią  do 

samolotu, 

uważnie 

przyglądając 

się 

współpasażerom. 

Zastanawiał  się,  który  z  nich  mógłby  przeszkodzić  mu  w 
pomyślnym wypełnieniu zadania. 

W  czasie  podróży  przejrzał  informacje  o  niej,  które 

przekazano  mu  poprzedniego  dnia.  Fakty  były  następujące: 
Paige  O’Halloran;  lat  dwadzieścia  osiem;  jedyne  dziecko 
Patricka  O’Hallorana,  właściciela  trzeciej  co  do  wielkości  linii 

żeglugowej;  ukończyła  Smith  College,  a  potem  Uniwersytet 
Harvarda. Od pięciu lat zatrudniona w firmie ojca na stanowisku 
specjalisty od spraw finansowych. 

I  jeszcze jedno  -  ostatnio  zrobiła  coś,  co do niej zupełnie  nie 

pasowało, a czego skutkiem było jego obecne zajęcie. 

Do  podanych  faktów  dodał  jeszcze  swoje  obserwacje.  Był 

pewien,  że  panna  Paige  często  podróżuje,  bo  gdy  tylko  usiadła 
w samolocie, zsunęła z nóg szpilki i włożyła miękkie pantofelki, 
przypominające baletki.  Nie oglądała filmu. Natychmiast zajęła 
się  komputerem,  nie  zwracając  uwagi  na  turbulencje.  Kiedy 
zaczynało  rzucać  samolotem,  przytrzymywała  laptop  mocno 
jedną  ręką,  podczas  gdy  drugą  pośpiesznie  wystukiwała,  dane. 
W  chwilach  odpoczynku  zamiast  najnowszej  powieści 
przeglądała czasopisma poświęcone ekonomii. 

1

RS

background image

 

 

Dwukrotnie  udała  się  do  toalety  i  gdy  przechodziła  koło 

niego, ze zdziwieniem stwierdził, że jej ciemnozielona spódnica 
i kremowa bluzka nie są pogniecione. Włosy ciągle były upięte 
w  elegancki  kok,  a  makijaż  pozostał  nieskazitelny.  Tylko  raz 
podczas lotu opuściła oparcie i przez kilka minut odpoczywała z 
zamkniętymi  oczami,  ale  nie  zasnęła.  Zjadła  wegetariański 
posiłek,  wypiła  szklaneczkę  kalifornijskiego  wina  Chardonnay, 
a  dwie  czekoladki  podane  na  deser  wsunęła  do  teczki,  z 
uprzejmym uśmiechem dziękując stewardowi. 

Wszystko  to  świadczyło  o  tym,  że  jest  pewna  siebie  i 

całkowicie się kontroluje. 

Jej  wygląd  zaprzeczał  tej  charakterystyce  -  była  delikatna, 

niemal  krucha,  pełna  kobiecego  wdzięku,  o  niezwykle  jasnej 
cerze. Mimo że wysoka, miała bardzo szczupłą sylwetkę. 

Paige O’Halloran nie należała do istot rzucających się w oczy, 

do osób, których wygląd przyciąga wzrok i świadczy o tym, że 
są wyjątkowe. 

Gdyby  nie  wiedział  o  jej  niefortunnej  przygodzie,  byłby 

pewien,  że  jest  zadowolona  ze  swojego  życia.  Ale  jednym  nie 
przemyślanym 

czynem 

zniszczyła 

wizerunek 

pełni 

szczęśliwej osoby, co spowodowało, że zaczęła go intrygować, a 
w jego zawodzie było to bardzo niebezpieczne. 

Jego  rozmyślania  przerwał  cichy,  melodyjny  głos,  który 

poinformował  pasażerów  o  zbliżającym  się  końcu  podróży. 
Pasażerowie  zaczęli  się  przeciągać,  porządkować  gazety,  a  on 
wykorzystał  tę  chwilę,  by  pójść  do  toalety.  Kiedy  wracał  na 
swoje  miejsce,  jego  podopieczna,  składając  komputer,  upuściła 
na podłogę dyskietkę. 

Pochylił  się,  by  ją  podnieść,  i  owiał  go  zapach  delikatnych 

perfum. Ze wszystkich jego zmysłów najbardziej rozwinięty był 
węch.  Wyczuwał  wszystkie  zapachy,  nawet  te  przytłumione 
perfumami. Rozpoznawał woń strachu, podniecenia, a poza tym 
potrafił  określić  najprzeróżniejsze  rodzaje  perfum,  wód 
kolońskich i wód po goleniu. 

2

RS

background image

 

 

Tym  razem  ze  złością  stwierdził,  że  ma  trudności.  Wciągnął 

głęboko zapach jej perfum, by go zapamiętać, ale denerwowało 
go,  że  nie  zna  ich  nazwy.  Rozpoznał  jaśmin  zmieszany  z 
odrobiną 

róży. 

Ale 

ostateczny 

zapach 

nie 

zawierał 

zdecydowanie kwiatowej nuty. Doszedł do wniosku, że ma dość 
czasu, by zająć się jego analizą później, 

Kiedy  podnosił  dyskietkę,  zauważył  brzeg  pończochy 

opinający  udo.  Pasek  do  pończoch?  Ta  opanowana,  elegancka 
kobieta nosi pończochy? 

Zaskakujące.  Psuło  mu  to  cały  jej  obraz.  A  jeszcze  przed 

chwilą mógłby się założyć o cały swój majątek, że Paige zawsze 
chodzi w rajstopach. 

Ujrzał  dłoń  wyciągniętą  w  swoim  kierunku.  Natychmiast 

zauważył  krótkie,  nie  polakierowane  paznokcie  świadczące  o 
tym, że ich właścicielka stale pracuje na komputerze i że przede 
wszystkim ceni sobie prostotę. Z ulgą odnotował, że chociaż raz 
fakty  pokrywają  się  z  jego  wcześniejszymi  informacjami  na  jej 
temat. 

-  Dziękuję  -  powiedziała  i  popatrzyła  na  niego  pytająco,  bo 

zwlekał z oddaniem dyskietki. 

Oczy  Paige  były  brązowe,  ale  chwilami  przebijał  w  nich 

odcień  błękitu,  a  może  zieleni.  Nie  potrafił  tego  jednoznacznie 
określić. 

-  Proszę  bardzo  -  wymamrotał  i  szybko  wrócił  na  swoje 

miejsce. Starał się zapomnieć zarówno o perfumach, jak i o tych 
przeklętych  pończochach,  które  zupełnie  nie  pasowały  do  tej 
kobiety. Nie powinien zawracać sobie głowy takimi głupstwami. 
Nie  mógł  pozwolić  sobie  na  żadne  odstępstwa  od  ustalonego 
trybu postępowania. 

Miał przecież określone zadanie do wykonania. 
Paige  O’Halloran  zwolniła  kroku,  gdy  zobaczyła  na  lotnisku 

w  San  Francisco  umundurowanego  mężczyznę  z  tabliczką,  na 
której  widniało  jej  nazwisko.  Podeszła  do  niego  zdziwiona  i 
przedstawiła się 

3

RS

background image

 

 

- Dobrze, że już pani tu jest. 
Miała  przed  sobą  mniej  więcej  pięćdziesięcioletniego 

mężczyznę,  bardziej  przypominającego  boksera  niż  kierowcę. 
Nie podobał się jej jego złamany nos ani pokiereszowana twarz. 

- Nie zamawiałam samochodu - powiedziała stanowczo. 
Wtedy mężczyzna wyciągnął z kieszeni kartkę papieru i podał 

jej.  Był  to  faks  wysłany  przez  ojca,  w  którym  prosił,  by 
odebrano ją z lotniska. 

-  Pójdę  z  panią  po  bagaż  i  zaniosę  go  do  samochodu  - 

powiedział,  zabierając  jej  z  rąk  teczkę  i  komputer.  Potem 
skinieniem głowy nakazał jej, by poszła za nim. 

To nie były jej urodziny, więc dlaczego ojciec zrobił jej taką 

niespodziankę?  Właściwie  to  już  czuła  się  niepewnie,  kupując 
bilet  pierwszej  klasy.  Ojciec  wiedział,  że  nie  szafowała 
pieniędzmi firmy. Nazywała to odpowiednim ukierunkowaniem 
przepływu  gotówki.  Według  niego  były  to  niepotrzebne, 
niczemu  nie  służące  oszczędności.  Ale  Paige  ciągle  jeszcze 
pamiętała trudne lata. 

Stała przy taśmie bagażowej. Splotła dłonie, bo tak naprawdę 

nie wiedziała, co ma z nimi robić - nie trzymała przecież teczki. 
Miała  tylko  przewieszoną  przez  ramię  małą  torebkę,  w  której 
był portfel i klucze. Uspokoiło ją tylko to, że teczka i komputer 
były  bezpieczne  w  rękach  kierowcy.  Rozejrzała  się  wokół 
siebie. Był wieczór, dochodziła dziewiąta, a w Bostonie zbliżała 
się  już  północ.  Wokół  niej  stał  tłum  ziewających,  zmęczonych 
ludzi, którzy z niecierpliwością oczekiwali na swój bagaż. 

I wtedy zauważyła tego mężczyznę. Stał naprzeciwko niej. To 

on  podniósł  i  oddał  jej  dyskietkę.  Był  bardzo  wysoki.  Dopiero 
teraz zwróciła na to uwagę, bo w samolocie przykucnął przy jej 
siedzeniu. Był naprawdę świetnie zbudowany. Pewnie uprawiał 
kulturystykę.  A  może  jest  wojskowym,  pomyślała,  patrząc  na 
jego krótko  ostrzyżone  włosy  i  gładko  ogoloną twarz.  Ale  było 
w nim coś nietypowego. 

4

RS

background image

 

 

Okulary przeciwsłoneczne! Miał na nosie okulary, choć był to 

najkrótszy  dzień  w  roku,  a  w  dodatku  wieczór.  Co  za  dziwak! 
Potrząsnęła głową i starała się patrzeć na taśmę, ale coś zmusiło 
ją,  by  znowu  powrócić  wzrokiem  do  potężnej,  nieruchomej 
postaci. 

Jego  ubiór  pasował  do  sylwetki.  Miał  na  sobie  czarną 

skórzaną  kurtkę,  czarny  golf  i  ciemne  okulary,  przez  które,  jak 
sądziła, obserwował  kobietę  w  czerwonej,  króciutkiej sukience. 
Wytarte dżinsy opinały długie, mocne nogi. 

Boże,  chroń  nas  od  takich  supersamców,  pomyślała.  Dobrze, 

że nie przyłapał jej na tym, że go obserwowała. Bo było w nim 
coś fascynującego... 

Nagle  głośny,  niski  dźwięk  zaskoczył  wszystkich.  Na  taśmie 

zaczęły  pojawiać  się  walizki  i  torby.  Wskazała  swoje  rzeczy  i 
wyszła  z  budynku  za  obładowanym  bagażami  kierowcą.  Czuła 
się jakoś niepewnie. 

Znaleźli się w dziwnie pustej części lotniska. Nie było tu ani 

pasażerów,  ani  pracowników  zajętych  swoimi  sprawami. 
Patrzyła  na  plecy  idącego  przed  nią  mężczyzny  i  czuła,  że 
ogarniają nieokreślony strach. 

Ależ  Paige,  zaczęła  strofować  się  w  myślach,  to,  że  nie 

podoba ci się wygląd tego faceta, nie oznacza, że stanowi on dla 
ciebie zagrożenie. Uspokój się natychmiast! 

Przystanęła i z pewnej odległości patrzyła, jak niski człowiek 

wkłada jej torby do bagażnika. 

W  ciemnościach  dał  się  słyszeć  jakiś  dziwny,  skrzypiący 

dźwięk.  Pojawiał  się  w  regularnych  odstępach.  Zaczęła 
wpatrywać  się  w  mrok,  niepewna,  czy  obserwować  kierowcę, 
czy  szukać  źródła  tego  dźwięku.  Może  to  skrzypienie  butów? 
Drgnęła,  gdy  tuż  przy  niej  pojawił  się  wysoki  mężczyzna  w 
skórzanej kurtce. 

Nie  miał  żadnego  bagażu  -  to  było  pierwsze,  na  co  zwróciła 

uwagę  -  poza  małą  podręczną  torbą.  Dlaczego  więc  stał  przy 
taśmie bagażowej? 

5

RS

background image

 

 

- Proszę pani? 
Popatrzyła  na  kierowcę,  który  stał  przy  otwartych  drzwiach 

samochodu. Z ulgą wsunęła się na siedzenie, ale nie udało jej się 
nawet  rozejrzeć,  gdy  pojawił  się  on.  Mężczyzna  w  czarnej 
kurtce, pachnący skórą i niebezpieczeństwem. 

Zanim  zdążyła  krzyknąć,  drzwi  się  zamknęły.  Chwyciła  za 

klamkę drugich drzwi... 

-  Zamki  elektroniczne  -  powiedział,  patrząc  na  jej  nieudane 

próby wydostania się z samochodu. 

Ciągłe  obawy  jej  ojca  spełniły  się.  Została  porwana. 

Naprawdę porwana. Próbowała opanować strach, który chwycił 
ją za gardło. 

- Kim pan jest? Czego pan chce? - zwróciła się do napastnika. 
Zdjął okulary i przyjrzał się jej bacznie. 
-  Nazywam  się  Rye  Warner  i  jestem  twoim  ochroniarzem  - 

powiedział obcesowo. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

6

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
- Proszę to udowodnić - powiedziała Paige, chociaż właściwie 

było to niepotrzebne. Od razu rozpoznała jego głos, ale musiała 
mieć kilka minut na uwolnienie się od strachu. 

Wyjął  z  kieszeni  prawo  jazdy  i  podał  jej,  a  potem  skierował 

na  nie  światło  małej  latarki,  by  mogła  zapoznać  się  ze 
szczegółami. 

Bryan  Henry  Warner.  Płeć  męska,  włosy  -  ciemne,  oczy  - 

ciemne, wzrost - 184 cm, waga - 90 kg. Określiła jego wiek na 
trzydzieści  pięć  lat.  Nad  zdjęciem,  w  górnym  lewym  rogu 
widniał  różowy  znak  honorowego  krwiodawcy.  Bryan  Warner. 
Przez kolegów nazywany Rye. A przez nią... 

- Warner-Barbarzyńca - stwierdziła, oddając mu prawo jazdy. 
-  No  cóż,  Harry,  w  końcu  spotkaliśmy  się  -  zauważył.  Paige 

była zadowolona, że ciemność ukryła grymas, który pojawił się 
na jej twarzy, gdy usłyszała przezwisko, jakie wymyślił dla niej 
w trakcie jednej z wielu rozmów telefonicznych, które odbyli w 
ciągu ostatnich dwóch lat. 

-  ,,Harry"  rymuje  się  ze  słowem  ,,czary",  a  ty  jesteś  jak 

czarownica,  jak  jędza  -  wyjaśnił  jej.  -  Choć  i  tak  to  zbyt 
pozytywne określenie dla ciebie. 

Zignorowała  tę  złośliwość,  założyła  nogę  na  nogę  i 

wygładziła spódnicę. 

-  Dlaczego  mój  ojciec  uważa,  że  potrzebny  mi  jest 

ochroniarz? - zapytała. 

- Patrick odkrył, że ktoś chce cię porwać. 
- Znowu? - jęknęła. - I ty mu uwierzyłeś? Posłuchaj, Warner, 

mój  ojciec  już  trzykrotnie  zatrudniał  kogoś  takiego  jak  ty,  bo 
sądził, że ktoś na mnie dybie. 

- Ico? 
- Jak dotąd, nic poważnego mi nie zagrażało. 
- Tym razem naprawdę jesteś w niebezpieczeństwie. 

7

RS

background image

 

 

Zaskoczyła ją pewność brzmiąca w jego głosie. Odwróciła się 

i  wyjrzała  przez  okno,  ale  nie  widziała  prawie  nic  przez 
przyciemnione szyby. Czuła na sobie wzrok Warnera. 

- Dlaczego tym razem wybrał ciebie? 
- Może dlatego, że jestem najlepszy. 
-  I  z  pewnością  najdroższy  -  nie  mogła  powstrzymać  się  od 

złośliwości. 

- Słuchaj, Harry, rozmawiamy o tym już od dwóch lat. Może 

rzeczywiście moje finansowe wymagania są dość wygórowane. 

- Dość?! Niezwykle wygórowane. 
-  Ale  ja  pracuję  szybko  i  dzięki  temu  płacisz  mi  tyle  samo 

albo i mniej niż innym. 

-  To  musi  być  bardzo  męczące,  żeby  ciągle  mieć  o sobie tak 

dobre mniemanie. 

-  To musi  być  nudne  trzymać  się  ciągle  przepisów  i    reguł.  - 

Rye postanowił jej podokuczać. 

A  co  zapobiegłoby  bankructwu  firmy,  gdybym  tego  nie 

robiła?  Paige  chciała  mu  rzucić  te  słowa  w  twarz,  ale 
zreflektowała się po chwili. 

- A któż tym razem mi zagraża? - zapytała z ironią. 
-  Wygląda  na  to, że  twój  narzeczony  wpadł w tarapaty,  gdyż 

robił interesy z niewłaściwymi ludźmi. 

Paige zesztywniała. 
- Nie mam i nigdy nie miałam narzeczonego. 
- A to niespodzianka! - wykrzyknął. 
- O co ci chodzi? - Jej głos był lodowaty. 
- Czy mówi ci coś nazwisko Falcon? 
Joey  Falcon.  Utraciła  przez  niego  szacunek  do  siebie  samej. 

Przełknęła z trudem ślinę. 

-  Chciał,  żebym  za  niego  wyszła,  ale  odrzuciłam  jego 

oświadczyny. 

- Wykorzystał cię jako osłonę. 
- Jak? I po co? 

8

RS

background image

 

 

-  Był  na  tym  samym  statku  co  ty,  bo  ukrywał  się  przed 

swoimi... nazwijmy ich  dobroczyńcami. Miał znajomego wśród 
załogi i ten dał mu listę pasażerów. I wybrał ciebie. 

-  A  ja  myślałam,  że  urzekł  go  mój  wdzięk  i  uroda.  - 

Sarkazmem  pokryła  brak  wiary  w  siebie,  który  towarzyszył  jej 
przez całe życie. 

Nie lubiła zmian. Ustalone zwyczaje, porządek dnia ułatwiały 

jej  panowanie  nad  sobą,  chociaż  wiele  wysiłku  kosztowało  ją 
dostosowanie  się  do  narzuconych  sobie  reguł,  takich  jak 
półgodzinne  ćwiczenia  jogi  rano  czy  równie  długa  kąpiel 
wieczorem. 

Jedyny tydzień w życiu, gdy nie postępowała według swoich 

ustaleń,  zakończył  się  całkowitą  klęską.  Wydawało  jej  się,  że 
utraciła  swoją  osobowość,  bo  zamiast  uprawiać  jogę, 
spacerowała po pokładzie statku, a w porze kąpieli tańczyła przy 

świetle księżyca. 

Nigdy  więcej!  Nigdy  nie  przedłoży  żadnych  rozrywek  nad 

ćwiczenia,  które  utrzymywały  ją  w  równowadze  psychicznej. 
Joey Falcon przekonał ją o tym skutecznie. 

Paige  westchnęła.  Powinna  była  przewidzieć  to,  co  się 

wydarzy,  zanim  zdecydowała  się  na  siedmiodniowy  rejs  po 
Karaibach.  Powinna  usiąść  i  spisać  wszystkie  za  i  przeciw,  a 
wtedy  z  pewnością  nie  uległaby  czarowi  Falcona. Pierwszy  raz 
w  życiu  kierowała  się  impulsem  i  również  po  raz  pierwszy 
doznała takiego upokorzenia. 

Już  w  chwili  gdy  statek  odbijał  od  brzegu,  Joey  znalazł  się 

przy  niej  i  przez  następne  dni  nie  odstępował  jej  ani  na  krok. 
Ponieważ  nie  była  przyzwyczajona  do  tego,  by  okazywano  jej 
uwielbienie, schlebiało jej takie zachowanie. Szóstego dnia Joey 
oświadczył  się,  ale  wtedy  wdarła  się  w  to  wszystko  ponura 
rzeczywistość.  Paige  zaczęła  dostrzegać  w  tym  człowieku  jakiś 
fałsz. Poczuła dziwny niepokój. Wydawało się jej, że jest wobec 
niej  nieszczery.  Nie  było  w  tym  nic  groźnego,  ale  straciła  do 
niego zaufanie. 

9

RS

background image

 

 

Nie  mógł  uwierzyć,  że  Paige  nie  chce  się  z  nim  więcej 

spotykać. Dzwonił do niej codziennie. Zasypywał ją kwiatami i 
prezentami.  Niepokój  Paige  zamienił  się  w  gniew,  a  potem  w 
strach. 

-  Całe  szczęście,  że  okazał  się  chciwy  -  odezwała  się, 

przerywając milczenie. - Gdyby mnie naprawdę kochał, pewnie 
nigdy bym się go nie pozbyła. Przypuszczam, że zażądał od ojca 
pieniędzy. 

Rye  drgnął  na  te  słowa.  Dzięki  obecności  Lloyda  pozwolił 

sobie na chwilę odpoczynku, a długie milczenie Paige niemal go 
uśpiło. 

- Kiedy Patrick odmówił spłaty jego długu - ziewnął - Falcon 

poinformował  go,  że  dzięki  zaręczynom  z  tobą  otrzymał 
prolongatę  terminu  płatności  i  dodatkowe  pieniądze.  Teraz 
ukrywa  się,  a  ponieważ  dłużnicy  żądają,  aby  wywiązał  się  ze 
swoich zobowiązań, zaproponował im ciebie w zastaw. 

- Dobrze, że chociaż o tym wiemy. 
-  Z  dokumentów,  które  widziałem,  wynika,  że  Falcon  ma 

poważne kłopoty finansowe. Myślę, że wkrótce dowiemy się, co 
nam grozi. 

-  Czyli  powinnam  się  ukrywać?  A  jeśli  wtedy  mój  ojciec 

będzie w niebezpieczeństwie? 

- Wynajął ochroniarzy. 
- Jak długo muszę siedzieć w San Francisco? 
- Dopóki nie pozbędziemy się Falcona i jego dłużników. 
- A jeśli wcześniej zakończę tu moje zajęcia? 
-  Ta  sprawa,  z  powodu  której  tu  przyjechałaś,  jest  fikcyjna. 

Musisz się ukryć, Paige. Nie wolno  ci się z nikim kontaktować 
oprócz mnie, a ja z kolei będę o wszystkim informował twojego 
ojca. 

Paige doskonale panowała nad sobą, ale Rye wiedział, że tak 

naprawdę w jej żyłach płynie gorąca krew. 

- Dokąd jedziemy? - spytała. - Do ciebie? 
- Do małego hoteliku. 

10

RS

background image

 

 

-  Dlaczego  wybrałeś  San  Francisco?  Wiem,  że  tu  mieszkasz, 

ale przecież każdy może sprawdzić, że często współpracujesz z 
moim ojcem. I jeśli twoja osoba jest tak znana, jak twierdzisz... 

- Posłuchaj. Robię to dla twojego ojca. Zadzwonił do mnie do 

Londynu  i  błagał  o  pomoc,  więc  przestań  być  złośliwa. 
Przyleciałem do  Bostonu,  żeby  cię  odnaleźć,  i  od  tamtej chwili 
nie zmrużyłem oka. Jestem cholernie zmęczony. 

-  Jeśli  naprawdę  przyleciałeś  z  Londynu,  to  gdzie  są  twoje 

bagaże? 

- Na lotnisku. Lloyd pojedzie po nie później. 
-  Co  za  głupi  pomysł!  Nie  mogliśmy  ukryć  się  gdzieś  bliżej 

mojego domu? 

-  Mam  tu  coś  do  załatwienia.  Mogę  jednocześnie  pilnować 

ciebie i wywiązać się z wszystkich zaległych zobowiązań. 

-  Przypuszczam,  że  uwzględnisz  to,  wystawiając  nam 

rachunek. - Głos Paige ociekał słodyczą. 

- Słucham? 
-  Nie  widzę  powodu,  dlaczego  mielibyśmy  płacić  za  to,  co 

robisz dla innych. 

Rye  nie  wiedział,  czy  śmiać  się,  czy  wybuchnąć  gniewem, 

słysząc, jak Paige troszczy się o finanse O'Hallo-ranów. 

-  Nie  opuszczę  cię  ani  na  chwilę,  Harry.  -  Specjalnie  użył 

znowu nie lubianego przez nią przezwiska. 

Lloyd wjechał na podjazd i okrążał właśnie trzypiętrowy dom 

przerobiony  na  hotel.  Potem  zatrzymał  się  przed  niewielkim 
budynkiem.  Reflektory  samochodu  oświetliły  murowany 
dworek  porośnięty  bluszczem  i  odgrodzony  od  szosy  niskimi 
krzewami.  Potem  zgasły  i  tylko  żółte  światło  na  ganku 
wskazywało drogę. 

- Zaczekaj chwilę - Rye zwrócił się do Paige, a potem wysiadł 

z samochodu i poszedł za kierowcą do domku, który kiedyś był 
mieszkaniem  dozorcy.  Na  kominku  płonął  niewielki  ogień,  a 
jego płomienie oświetlały elegancki salon. 

11

RS

background image

 

 

-  Wszystko  w  porządku?  -  zapytał  Lloyda,  który  właśnie 

ustawił bagaże na puszystym dywanie. 

- Wszystko jest załatwione tak, jak pan sobie życzył. 
- Nie mów do mnie ,,pan". 
- Dobrze, proszę pana. 
Rye odwrócił się w jego stronę. Poza pokiereszowaną twarzą i 

krzywym nosem dostrzegł w nim silny charakter i wrażliwość. 

- Wspaniale się spisałeś, Lloyd. I to w tak krótkim czasie. 
- Dziękuję panu. 
Poirytowany  Rye  wzruszył  ramionami  i  zaczął  sprawdzać 

resztę  domu  -  sypialnię  z  olbrzymim  łożem  i  kominkiem,  na 
którym również płonął ogień, a następnie łazienkę ze wspaniałą 
wanną. 

- Wszystko wygląda rewelacyjnie. 
- Kanapa w salonie nie jest zbyt wygodna. 
-  Zauważyłem.  Ale  jestem  tak  zmęczony,  że  jest  mi  to 

obojętne. Będę się tym martwił jutro. 

- Proszę się przespać. Ja będę wszystkiego pilnował. 
-  Dziękuję,  przyjacielu.  -  Westchnął.  -  No  cóż,  księżniczka 

czeka. Mam przeczucie, że przed nami bardzo trudne zadanie. 

- Nie wydaje mi się, żeby pana zbytnio lubiła. 
-  Och,  trochę  się  kiedyś  kłóciliśmy,  rozmawiając  przez 

telefon. 

- Jest bardzo ładna, jeśli wolno mi zauważyć. 
- Tak sądzisz? Możliwe, jakoś nie zwróciłem na to uwagi. 
Wrócił  do  samochodu  i  małym  pilotem  otworzył  wszystkie 

zamki. 

- Jak śmiałeś mnie zamknąć? - zapytała Paige z wściekłością. 

Zignorowała  dłoń,  którą  do  niej  wyciągnął,  i  sama  wysiadła  z 
samochodu. 

- Ależ, Harry, musiałem chronić cię przed intruzami. 
-  A  teraz  tracisz  cenny  czas,  by  osobiście  wprowadzić  mnie 

do domu. 

12

RS

background image

 

 

-  Musiałem  wszystko  sprawdzić.  -  Wyjął  jej  z  rąk  płaszcz  i 

torebkę  i  podał  je  Lloydowi.  Zanim  zdążyła  zaprotestować, 
wziął ją na ręce. 

- Co robisz? Postaw mnie zaraz! - Zaczęła go odpychać. 
- Obejmij mnie - rozkazał. 
- Słucham? 
-  Obejmij  mnie  -  powtórzył.  -  Jeśli  tego  nie  zrobisz,  będę 

musiał cię pocałować. Wybieraj. 

- O czym ty mówisz? 
- Jesteśmy obserwowani. Peige rozejrzała się wokół. 
- Nikogo nie widzę, a zresztą kogo to obchodzi? 
-  Siwowłosa  pani  w  różowym  szlafroku  przygląda  nam  się  z 

okna na piętrze. Harry, do licha, obejmij mnie. 

- Nigdy w życiu. 
- No cóż, ostrzegałem cię. - Nachylił się nad nią. 
- Dlaczego mam to zrobić? - zapytała pospiesznie, odchylając 

się nieco. Miała nadzieję, że wyczuł w jej głosie groźbę. 

Uśmiechnął się triumfalnie. 
- Bo właśnie wchodzimy do apartamentu dla nowożeńców. 
- Chyba żartu... 
Przysunął się bliżej, ale znowu odchyliła głowę. 
- Pomóż mi, Harry... 
Paige  przytuliła  się  do  niego.  Oddychał  spokojnie,  bez 

wysiłku.  Nie  rozumiała,  dlaczego,  ale  było  jej  bardzo  dobrze. 
Może dlatego, że jeszcze nikt dotąd nie wziął jej w ramiona. 

- No, już jesteś wolna. Chyba nie było aż tak źle. 
Jego  głos  przebił  się  przez  kłębiące  się  w  jej  głowie  myśli. 

Puściła  go,  a  on  postawił  ją  na  miękkim,  grubym  dywanie. 
Zachwiała się lekko i Rye przytrzymał ją za łokieć. 

- W porządku? - zapytał. 
-  Oczywiście.  Czemu  miałoby  być  inaczej?  -  Patrzyła  na 

piękny pokój, urządzony w angielskim, wiejskim stylu, ciepły i 
przytulny. 

13

RS

background image

 

 

-  Wydaje  mi  się,  że  odpowiada  ci  rola  żony  -  nie  mógł 

powstrzymać się od złośliwości. 

Paige udała, że nie słyszy ironii w jego głosie. 
-  Przecież  nie  jestem  głupia,  Warner.  Wiem,  że  muszę 

udawać. To dla mojego dobra. 

-  Czy  w  nocy  też  będziesz  taka  przekonywająca?  Paige  nie 

była w stanie nawet zareagować na taką odzywkę. 

- Lubię takie wyzwania - mówił dalej, uśmiechając się lekko. 
- Ty egoistyczny łobuzie... 
W pokoju pojawił się Lloyd i chrząknął głośno. 
-  Ustawiłem  pani  bagaże  w  sypialni.  Czy  mogę  coś  jeszcze 

dla pani zrobić? 

Ta chwila pomogła Paige zapanować nad sobą. Odwróciła się 

i wyciągnęła do niego rękę. 

-  Proszę,  nazywaj  mnie  po  imieniu.  A  jak  mam się do ciebie 

zwracać? 

-  Lloyd,  proszę  pani.  -  Ujął  jej  dłoń.  -  Przyniosłem  małą 

przekąskę.  Nie  wiedziałem,  jakie  trunki  pani  lubi,  więc 
zamówiłem kilka gatunków. Czy coś jeszcze? 

-  Nie,  dziękuję.  Chyba  że  potrafisz  sprawić,  by  za 

dotknięciem  czarodziejskiej  różdżki  wszystko  to  okazało  się 
snem. 

-  Niestety,  tego  nie  potrafię.  Dobranoc  -  zasalutował, 

wychodząc. 

Rye  podniósł  się,  by  go  pożegnać.  Był  bardzo  zmęczony,  a 

Paige  nie  ułatwiała  mu  sytuacji.  Obserwował,  jak  unosi 
celofanową  folię  okrywającą  owoce,  bierze  kiść  ciemnych 
winogron i siada na kanapie. Popatrzył na mebel z tęsknotą, bo 
czuł, że zasypia na stojąco. Paige powoli zsunęła pantofle z nóg 
i zaczęła jeść winogrona. Przestała, gdy zauważyła, że patrzy na 
nią. 

- O co chodzi? - spytała, a wojowniczy ton jej głosu przywołał 

go do rzeczywistości. 

14

RS

background image

 

 

Nie  odpowiedział.  Zdjął  kurtkę  i  rozwiesił  ją  na  oparciu 

krzesła.  Sięgnął  po  talerz,  na  który  nałożył  trochę  owoców, 
krakersów i  sera.  Otworzył  butelkę  czerwonego  wina  i napełnił 
szklankę. 

- Napijesz się? 
Odpowiedziało  mu  milczenie.  Odwrócił  się  i  zobaczył,  że 

Paige wpatruje się w pistolet zatknięty za pasek jego dżinsów. 

- Skąd to masz? Przecież nie mogłeś go mieć w samolocie? 
-  Dostałem  od  Lloyda  na  lotnisku.  Czemu  pytasz?  Boisz  się 

broni? 

- Do tej pory nie znałam nikogo, kto by nosił broń. Wszystko 

to zaczyna wyglądać bardzo realnie. 

- Nie traciłbym czasu na żarty, Harry. Nalać ci wina,? 
-  Tak,  poproszę.  Powinnam  przyrządzić  coś  do  jedzenia. 

Przepraszam.  Trudno  mi  się  przyzwyczaić  do  tej  dziwnej 
sytuacji. 

-  Po  prostu  musisz  ze  mną  współpracować,  Paige.  -Podał  jej 

szklankę.  -  To  ułatwi  całą  sprawę.  Może  po  spędzeniu  razem 
kilku dni uda nam się... 

- Kilku dni? - W jej głosie zabrzmiało przerażenie. - Ilu? 
- Nie mam pojęcia. 
- A co z... 
Usiadł  przy  niej,  wypił  łyk  wina  i  odstawił  szklankę na niski 

stolik, który stał przed nimi. 

- O co chcesz spytać? 
- O święta. Za cztery dni gwiazdka. 
Jej  głos  był  cichy  i  łagodny.  Zaskoczył  go  też  wyraz  jej 

twarzy.  Skąpiradło,  które  lubi  święta?  Nie  chciał  stwarzać 
konfliktów, więc podsunął jej swój talerz. 

- Poczęstuj się. Może wrócisz do domu na święta, ale tego nie 

mogę ci obiecać. 

Machinalnie  wzięła  plasterek  sera  i  zaczęła  go  obracać  w 

palcach. 

15

RS

background image

 

 

- Muszę być w domu na święta - powiedziała cicho po chwili 

milczenia. 

Rye potrząsnął głową. Zjadł resztę krakersów i odstawił pusty 

talerz na stół. 

- Oczy mi się zamykają. Będę spał na kanapie. Lloyd pilnuje 

domu, więc się nie bój. 

- Widzę, że każesz mi iść spać. 
Minął ją i wszedł do łazienki. Paige napełniła znowu szklankę 

winem,  nałożyła  na  talerz  trochę  jedzenia  i,  posługując  się 

łokciem, otworzyła drzwi do sypialni. Gdy zamykały się za nią, 
usłyszała głos Rye'a. 

- Tylko nie korzystaj z telefonu. 
- Dlaczego? - Otworzyła szeroko drzwi. 
-  Istnieją  różne  urządzenia  wykrywające.  Jedna  rozmowa  i 

jesteśmy namierzeni. 

- Chcę zatelefonować do taty. 
- W Bostonie jest pierwsza w nocy. 
- No to co? 
- Pewnie już śpi. 
- I co z tego? 
-  Ojciec  wie,  że  tu  jesteśmy.  Pozwól  mu  spać.  Paige  zaczęła 

chodzić po pokoju. 

- Dlaczego? Czemu tata traktuje mnie jak dziecko? Dlaczego 

nie  powiedział,  co  się  dzieje?  Wynajął  cię,  nic  mi  nie  mówiąc, 
chociaż  podobno  jestem  dorosła.  A  ty?  Ty  pozwoliłeś,  żebym 
myślała, iż coś mi grozi z twojej strony. To cię bawiło, prawda? 

Rye  stał  spokojnie  i  usiłował  nie  słyszeć  jej  słów.  Czuł,  że 

ogarnia  go  senność.  Wyciągnął  pistolet  zza  paska  i  położył  go 
na stoliku przy kanapie. 

- Porozmawiamy jutro. 
Uniosła w górę ręce i roześmiała się gorzko. 
-  Rozumiem.  Następny  Patrick  O’Halloran.  Sam  ustalasz 

wszystko. Ty tu rządzisz. 

- Paige... - Usiadł ciężko na kanapie. 

16

RS

background image

 

 

- Och, nie mów takim tonem, Warner. Nie lituj się nad biedną, 

zdenerwowaną kobietką, która przecież nie wie, co robi. Mylisz 
się. Doskonale potrafię zadbać o siebie. 

Jeden  but  upadł  na  podłogę,  potem  drugi.  Rye  podniósł  się  i 

popatrzył  na  Paige  z  uwagą.  Jej  zadziorność  rozbawiła  go,  ale 
powstrzymał uśmiech, bojąc się dalszych zarzutów. 

-  Posłuchaj,  w  ciągu  dwóch  dni  spałem  tylko  przez  cztery 

godziny.  Nie  jestem  w  stanie  teraz  rozmawiać  z  tobą.  -  Zdjął 
golf i położył dłonie na klamrze od paska. - Jeśli chcesz zostać i 
popatrzeć,  jak  się  rozbieram,  proszę  bardzo.  Nie  jestem 
wstydliwy. Ale to może popsuć nasze stosunki, nie uważasz? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

17

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Przyglądała  mu  się  najpierw  obojętnie,  potem  z  uwagą. 

Zauważył tę zmianę i pochlebiło mu to, ale postanowił tego nie 
okazywać. 

Bez 

pośpiechu 

zaczął 

rozpinać 

spodnie, 

spodziewając się, że Paige ucieknie. Nie zrobiła tego. Jej wzrok 
zaczął go podniecać. Czuł ciepło rozchodzące się po całym ciele 
i suchość w ustach. 

- Przykro mi, że nie mam wdzięku egzotycznej tancerki... 
Otworzyła  szeroko  oczy,  jakby  dopiero  teraz  zdała  sobie 

sprawę z tego, co robi. 

-  Widziałaś  już  dość?  - zapytał  rozbawiony.  Uśmiechnęła  się 

złośliwie. 

-  Masz  piękne  skarpetki,  Warner  -  rzuciła  przez  ramię, 

kierując się w stronę sypialni. 

Rye  popatrzył  na  swoje  stopy.  Ujrzał  uśmiechnięty  pysk 

Goofy'ego.  Skarpetki  były  prezentem  urodzinowym  od  siostry. 
Rozebrał  się  do  naga.  Włożył  podkoszulek  i  spodenki.  Zdążył 
jeszcze usłyszeć szum płynącej wody i zasnął. 

Paige  odstawiła  szklankę  na  brzeg  wanny  i  zanurzyła  się  w 

pienistej, 

ciepłej 

wodzie. 

Westchnęła. 

Czuła 

fizyczne 

zmęczenie,  ale  umysł  pracował  bez  zarzutu.  Piła  wino  i 
rozmyślała o sytuacji, w której się znalazła. Chyba rzeczywiście 
grozi jej niebezpieczeństwo, na co wskazywała 

zresztą  obecność  Rye'a.  Nie  angażowano  go  do  prowadzenia 

błahych spraw. Żądał wysokiego honorarium, ale zasługiwał na 
nie.  Poza  tym  ojciec  miał  do  niego  pełne  zaufanie.  Zanim 
zaczęła z nim rozmawiać, znała go już z przeróżnych opowieści. 
Miała  wrażenie,  że  jest  jakąś  mityczną  postacią  z  baśni  lub 
filmu. 

Okazał  się  człowiekiem  z  krwi  i  kości.  Nie  lubiła 

muskularnych 

mężczyzn. 

Uważała, 

że  są  najbardziej 

egoistycznymi  istotami  na  świecie.  Ona  na  pewno  zadowoli  się 
jakimś spokojnym, wrażliwym człowiekiem. 

background image

 

 

Akurat,  Paige!  Może  kimś  w  typie  Joeya  Falcona?  szydziła 

sama z siebie. 

Oparła  głowę  o  krawędź  wanny.  Joey  był  romantyczny, 

czarujący,  bez  przerwy  prawił  jej  komplementy,  przynosił 
prezenty,  przepuszczał  pierwszą  przez  próg,  podsuwał  jej 
krzesło - i to się jej podobało. Rye był zupełnie inny. Nie było w 
nim  nic  romantycznego.  Na  pewno  nie  szedłby  wolniej,  żeby 
mogła nadążyć za nim na szpilkach. 

Z  pewnością  nie  byłby  uległym  wielbicielem.  Ale  to,  co 

widziała, chyba jej się podobało. Musi być ostrożna. Miał na nią 
zbyt duży wpływ już od czasu pierwszej rozmowy telefonicznej. 
Zadzwoniła  wtedy  do  niego,  aby  zamiast  zwykłego  rachunku 
przedłożył  szczegółową  listę  wydatków.  Od  tej  pory 
kontaktowali się bardzo często. Rye'owi udało się to, czego nikt 
dotąd nie osiągnął: wytrącił ją z równowagi. 

A teraz Warner-Barbarzyńca pojawił się osobiście w jej życiu. 
Paige  wsunęła  się  pod  kołdrę  i  usiłowała  nie  słyszeć  szumu 

prysznica.  Wspólne  mieszkanie  z  mężczyzną  było  dość 
krępujące.  Oczami  wyobraźni  widziała  go  stojącego  w 
strumieniach wody. 

Obudziła  się  pół  godziny  temu,  zmusiła  do  ćwiczeń  i 

medytacji,  a  potem,  kiedy  usłyszała,  że  Rye  wchodzi  do 

łazienki,  wsunęła  się  z  powrotem  do  łóżka.  Tej  nocy  spała 
mocno, choć kilkakrotnie budziła się, bo śnił się jej ojciec, Rye i 
Joey, przed którymi musiała się ukrywać. 

Szum  wody  ucichł,  a  inne  dźwięki  sprawiły,  że  zaczęła  się 

zastanawiać,  co  Rye  teraz  robi.  Cisza,  gdy  się  wycierał,  stuk 
metalu o  porcelanę  podczas  golenia,  szum suszarki  do włosów, 
szelest  ubrania  i  metaliczny  brzęk  klamry  paska.  Spojrzała  na 
zegarek. Wszystko to trwało trzynaście minut. 

Kiedy  usłyszała  dźwięk  otwieranych  drzwi,  postanowiła 

wstać.  Niestety  minęła  godzina,  zanim  pojawiła  się  w  salonie 
ubrana w błękitną wełnianą spódnicę i jasnoniebieską jedwabną 
bluzkę. 

19

RS

background image

 

 

-  Dzień  dobry  -  powiedziała,  wchodząc  do  pokoju. 

Postanowiła,  że  dzisiaj  nie  pozwoli  mu  się  pokonać.  Rye 
siedział  na  kanapie.  W  jednej  ręce  trzymał  filiżankę  gorącej 
kawy, a w drugiej pióro. Przed nim leżał jakiś formularz. 

- Nigdzie nie pójdziesz. 
-  Nie  miałam  wcale  takiego  zamiaru  -  powstrzymała  się  od 

ostrzejszej wypowiedzi. 

- Jesteś wystrojona. 
-  Przepraszam,  gdybym  wiedziała,  spakowałabym  swój 

więzienny  drelich.  Byłam  jednak  pewna,  że  wyjeżdżam,  żeby 
załatwić  sprawę  służbową.  -  Popatrzyła  na  niego  zaczepnie.  - 
Wstałeś lewą nogą? 

Opadł na oparcie kanapy i głośno wypuścił powietrze z płuc. 
-  Przepraszam.  Źle  spałem.  Przeżywałem  ostatnio  trudny 

okres. Kawa jest gorąca. Lloyd przyniósł też ciastka i owoce. 

Paige nalała sobie kawy i usiadła naprzeciwko Rye'a. 
- Chciałabym porozmawiać z tatą. 
- Kiedy tylko zechcesz. Musisz tylko skorzystać z dodatkowej 

linii. 

- Jak mogę przekazać dane z mego komputera do biura? 
- Nie możesz. 
- Ale... 
- Wyobraź sobie, że to wakacje, Harry. 
- I mam spędzać czas, patrząc, jak pracujesz? Wspaniale! 
Zatopiła zęby w miękkim, posypanym migdałami ' ciastku i w 

jej oczach pojawił się wyraz zachwytu. 

- I co? - zapytała, myśląc, że ma okruchy na bluzce, ponieważ 

Rye wpatrywał się w nią intensywnie. 

- Nic. - Opuścił wzrok na papiery. 
-  Czy  nie  moglibyśmy  dojść  do  porozumienia?  -  zapytała 

Rye'a,  wycierając  kąciki  ust.  -  Nie  mogę  przez  cały  dzień 
oglądać telewizji. Zwariuję. 

- Masz drukarkę? 
- Nie. Posługuję się modemem. 

20

RS

background image

 

 

-  Jeśli  załatwię  ci  drukarkę,  będziesz  mogła  pracować,  a 

Lloyd przekaże wszystko faksem do biura, oczywiście nie stąd. 

- Wspaniale. A co z otrzymywaniem danych? 
- Wymyśl coś, a ja to załatwię. 
Oczy  Rye'a  spoczęły  na  jej  wargach  i  poczuła,  że  traci 

panowanie nad sobą. 

- Wygodnie ci się spało? - zapytał i wpisał coś do formularza. 
Uśmiechnęła się złośliwie. 

 

- Cudownie. Łóżko jest takie duże. Miałam mnóstwo miejsca, 

by się wygodnie ułożyć i... 

-  To  jest  hotel  dla  nowożeńców.  -  Nie  spuszczał  z  niej 

wzroku.  -  A  może  zamienilibyśmy  się  łóżkami?  Tobie  będzie 
wygodniej na kanapie niż mnie. 

-  Przy  twoim  zajęciu  musisz  pogodzić  się  z  pewnymi 

niedogodnościami, Warner. Jest tu jakaś obsługa, czy mam sama 
posłać łóżko? 

- Prosiłem w recepcji, żeby nam nie przeszkadzano. 
-  I  nie  możemy  w  ogóle  wychodzić?  Nawet  po  to,  by  coś 

zjeść? 

-  Lloyd  będzie  zaopatrywał  nas  w  żywność.  Możesz  mieć 

wszystko, czego zapragniesz. 

- Kiedy on śpi? W dzień dba o nas, a w nocy pilnuje domu. 
- Nie będzie pracował każdej nocy. Robił to tylko wczoraj, bo 

byłem  bardzo  zmęczony.  -  Rye  podniósł  słuchawkę  i  zaczął 
wystukiwać jakiś numer. 

-  To  znaczy,  że  zatrudniamy  dodatkową  osobę,  bo  ty 

przychodzisz  do  pracy  niewyspany?  Nic  dziwnego,  że  twoje 
rachunki są tak wysokie. 

-  Wszystko  jest  względne,  Harry.  Na  ile  oceniłabyś  swoje 

życie? 

Paige 

chciała 

coś 

powiedzieć, 

ale 

zrezygnowała. 

Przygwoździł  ją  tym  razem.  Nie  potrafiła  znaleźć  właściwej 
odpowiedzi.  Zaczęła  bębnić  palcami  o  poręcz  krzesła,  podczas 
gdy Rye nadal starał się uzyskać połączenie. Potem rozsiadł się 

21

RS

background image

 

 

wygodnie  na  kanapie  i  z  uśmiechem  przyglądał  się  nogom 
Paige.  Poczuła  dreszcz,  widząc  niekłamany  podziw  w  jego 
oczach.  Nie  pasowało  to  zupełnie  do  jej  wizerunku  Warnera-
Barbarzyńcy. 

-  Mówi  Warner  -  rzucił  do  telefonu,  a  potem  zakrył  ręką 

słuchawkę  i  zwrócił  się  do  Paige.  -  Czy  ty  nigdy  nie  nosisz 
mini? 

Widziała,  jak  przesuwa  oczyma  po  jej  ciele,  centymetr  po 

centymetrze, i obserwuje jej reakcję. Zrobiło się jej gorąco. Nie 
potrafiła sobie poradzić z uczuciem, które ją ogarnęło. 

Może Rye nie zauważy, co się z nią dzieje? 
Nadal  nie  spuszczał  z  niej  wzroku,  a  Paige  czuła  się  coraz 

bardziej niepewnie. 

-  Kiedyś  pokazywałam  kolana  -  zmusiła  się  do  mówienia.  - 

Ale teraz pracuję z mężczyznami i muszę bardzo troszczyć się o 
swój wygląd. 

-  Nie  przypuszczam,  że  to...  -  Zwrócił  się  do  słuchawki.  - 

Patrick...  Wszystko  w  porządku...  Zapytaj  ją  sam...  Dobrze... 
Rozumiem... Już ją daję. - Podał słuchawkę Paige. 

- Jak się czujesz, maleńka? - zapytał ojciec, a Paige odrzekła: 
- Jestem na ciebie wściekła. 
- A co myślisz o Warnerze? Miły, prawda? Rye wpisywał coś 

do kolejnej rubryki. Jest młodszy, niż sądziłam, pomyślała. 

- Doskonały jako strażnik więzienny - odpowiedziała, patrząc 

na jego uniesione brwi i lekko skrzywiony kącik ust. 

- Rye wie, co robi. Możesz mu zaufać. 
- No cóż, nie mam innego wyjścia. Dlaczego nie powiedziałeś 

mi o Joeyu? Przecież nie jestem dzieckiem. 

-  Dla  mnie jesteś.  Przez  długi  czas  ty  troszczyłaś się  o  mnie. 

Teraz moja kolej. 

Złość Paige zmalała. 
-  Oboje  dbamy  o  siebie  nawzajem,  ale  ja  już  dorosłam.  I 

naprawdę  potrafię  wiele  znieść.  Czy  rzeczywiście  uważasz,  że 
jestem w niebezpieczeństwie? 

22

RS

background image

 

 

- Tak. 
- A co z tobą? Jak ty się obronisz? 
-  Mam  doskonałą  ochronę,  kochanie.  Nie  martw  się  o  mnie. 

Czy Rye mówił ci, żebyś nie dzwoniła do domu? 

-  Tak.  Przekazał  mi  wszystkie  swoje  polecenia.  -  Popatrzyła 

na Rye'a, który nalewał sobie kawy do filiżanki. - Jesteś pewien, 

że nie mogę zajmować się interesami? 

-  Rye  uważa,  że  powinnaś  dać  sobie  spokój,  a  teraz  on  jest 

szefem. 

- A co będzie z ofertą Collinsa i Abrahamsona? 
- Poczekamy do twojego powrotu. 
- Obiecujesz? 
-  Czy  cię  kiedykolwiek  oszukałem?  Paige  roześmiała  się 

ironicznie. 

- To miał być żart? 
- Przecież nie kłamię w ważnych sprawach - obruszył się. 
-  A  co  z  innymi  ochroniarzami,  których  dla  mnie 

wynajmowałeś, nie informując mnie o tym? 

- Ależ Paige, robiłem to dla twojego dobra. 
-  Oj,  tato!  Jestem  na  ciebie  zła.  Pamiętaj,  porozmawiamy  o 

tym, gdy wrócę do domu. 

- Przebaczysz mi. 
- Nie bądź tego taki pewien. Kiedy znowu będę mogła z tobą 

pogadać? 

-  Codziennie.  Nie  denerwuj  się,  dobrze?  Wyobraź  sobie,  że 

jesteś na wakacjach. 

-  Czy  ty  i  Warner  umówiliście  się?  To  są  dokładnie  jego 

słowa.  Ale  przecież,  jak  obaj  pamiętacie,  kłopoty  zaczęły  się 
właśnie podczas wakacji. 

- Wszyscy popełniamy błędy. 
- Tak, tylko mój był ogromny. 
- Wszystko będzie dobrze, maleńka. Nie trać nadziei. Powoli 

odłożyła słuchawkę. 

23

RS

background image

 

 

-  Chyba  nie  jest  to  odpowiedni  czas  na  urlop  -stwierdziła 

głośno. 

-  Dlaczego?  -  zainteresował  się  Rye,  kończąc  wypełnianie 

formularza. 

-  Zaczynamy  współpracę  z  nowym  wspólnikiem.  Mój  ojciec 

ma zwyczaj zawierania kontraktów z nieodpowiednimi firmami. 
A mnie przy nim nie ma i naprawdę boję się, jak to się skończy. 

- Rozwijając firmę, twój ojciec stale ryzykował. 
-  Ale  teraz  jest  to  zupełnie  niepotrzebne.  Wielu  ludzi  jest  od 

nas zależnych, ponieważ pracują dla nas. Powinien być bardziej 
ostrożny.  -  Wstała,  nalała  sobie  kawy,  podeszła  do  kominka  i 
zaczęła wpatrywać się w płonący ogień. - Zresztą i tak zrobi, co 
zechce, a ja dowiem się o wszystkim ostatnia. 

-  Czy  ty  zawsze  jesteś  taka  porządna?  -  Rye  zmienił  nagle 

temat. 

Odwróciła  się,  nie  rozumiejąc  pytania.  Poza  tym nie  podobał 

jej się sposób, w jaki na nią patrzył. 

- O co ci chodzi? - zapytała. 
- No wiesz, wygląda na to, że nigdy się nie brudzisz, a twoje 

rzeczy  się  nie  gniotą.  Masz  zawsze  nieskazitelny  wygląd  i 
fryzurę. 

Mimowolnie  obciągnęła  spódnicę  i  przygładziła  włosy.  Rye 

przyglądał  się  jej  bez  przerwy.  Doszedł  go  zapach  jej  perfum. 
Nagle zapragnął zrobić coś, co podkreśliłoby więź między nimi, 
którą, mimo postawy Paige, wyczuwał. 

- Opowiesz mi o Falconie? - zapytał. 
- Po co? 
- Jesteś doskonała w negocjacjach - uśmiechnął się Rye. - Czy 

zawsze postępujesz tak ostrożnie? 

-  Staram  się  być  opanowana  w  interesach.  Nie  daję  się 

ponosić emocjom. 

-  Tak  było  do  momentu,  gdy  poznałaś  Falcona  -  zauważył  z 

naciskiem. 

- Ale to nie były kontakty służbowe. 

24

RS

background image

 

 

- Masz rację. 
Paige wypiła łyk kawy i odstawiła filiżankę. 
- Joey Falcon jest nieskończenie słodki. 
-  Nieskończenie  słodki  -  powtórzył  za  nią  Rye,  z  trudem 

powstrzymując się od śmiechu. 

- I oddany jak pies. 
- I to ci się podoba? 
-  Wtedy  nie  zastanawiałam  się  nad  tym.  Po  prostu 

odpowiadało mi takie zachowanie. Sama nie wiem. Teraz już mi 
na nim nie zależy. Chciałabym, żeby na zawsze zniknął z mego 

życia. 

- To może się spełnić, zależy tylko, kto pierwszy go dopadnie. 
- Nie chcę, żeby stała mu się krzywda. Pragnę tylko, żeby się 

ode mnie odczepił. 

Rye  wstał  i  nałożył  sobie  na  talerz  trochę  jedzenia.  Paige 

pokręciła przecząco głową, gdy gestem zachęcił ją, żeby zrobiła 
to samo. Zapanowała męcząca cisza. 

-  Byłem  zdumiony,  gdy  dowiedziałem  się,  ile  masz  lat  - 

odezwał  się  w  końcu.  -  Patrick  ma  teraz  czterdzieści  sześć, 
prawda? To znaczy, że miał osiemnaście, gdy się urodziłaś. 

-  A  mama  siedemnaście.  -  Paige  ucieszyła  się  ze  zmiany 

tematu. 

- To dlatego mówiłaś, że nawzajem z ojcem dbacie o siebie... 

O, przepraszam, nie chciałem podsłuchiwać. 

-  Mama  umarła,  kiedy  miałam  cztery  lata.  Jej  rodzina  nigdy 

nie  zaakceptowała  wybranego  przez  nią  męża.  Rodzice 
zamieszkali  u  ojca  taty.  Dziadek  założył  firmę.  Kiedy  zmarł  - 
miałam  wtedy  sześć  lat  -  firma  była  na  progu  bankructwa. 
Ojciec postawił ją na nogi. 

- Zrobił nawet więcej, ale jaką cenę ty za to zapłaciłaś? 
- Ja? - Paige była zaskoczona. Nikt dotąd nie pytał, czego jej 

brakowało w dzieciństwie. 

25

RS

background image

 

 

-  Młody,  samotny  ojciec,  rozwijająca  się  firma,  która 

pochłaniała  cały  jego  czas.  Pewnie  wychowywały  cię  wciąż 
zmieniające się opiekunki. 

-  Rosłam  przy  ojcu.  Gdy  wracałam  ze  szkoły,  szłam  do  jego 

biura,  chodziłam  z  nim  do  portu,  razem  podróżowaliśmy.  Na 
początku  mieszkaliśmy  w  małym  mieszkanku  obok  biura. 
Potem,  gdy  firma  zaczęła  lepiej  prosperować,  kupiliśmy  dom. 
Zanim  wyjechałam  na  studia,  pracowałam  w  biurze.  Tata 
zawsze wracał na noc do domu. 

- Wygląda na to, że nie prowadził życia towarzyskiego. 
- To prawda. Kochał mamę nad życie, nade wszystko. I ciągle 

ją kocha. Nigdy jej nie dorównam. 

- Jesteś podobna do matki? - zapytał. 
- Nie wiem. Prawie jej nie pamiętam, wiem o niej jedynie to, 

co  opowiedział  mi  mój  ojciec.  Ale  chyba  nie  jestem  do  niej 
podobna. Przynajmniej tata tak mówi. 

- Nie wiesz, jak wyglądała? 
- Nie. W przypływie rozpaczy po jej śmierci ojciec zniszczył 

wszystkie zdjęcia. 

- Czemu? 
- Nie wiem. 
- Nie pytałaś? Potrząsnęła przecząco głową. 
Nie  lubiła  ujawniać  uczuć.  Gdyby  popatrzyła  teraz  na  Rye'a, 

dostrzegłaby w jego oczach współczucie, a tego nie chciała. 

- Jak poznałeś mojego ojca? - zapytała. Zastanawiał się przez 

chwilę. 

-  Chyba  spotkaliśmy  się  po  raz  pierwszy,  kiedy  z  kilkoma 

innymi przewoźnikami odkryli kradzieże towarów na niektórych 
trasach. Wynajęli mnie, żebym znalazł sprawców. 

- A skąd ojciec wiedział, że powinien zwrócić się właśnie do 

ciebie? 

Wzruszył ramionami. 
-  Ludzie  interesu  przekazują  sobie  takie  informacje. 

Niektórych 

kontaktów 

strzegą, 

niektórymi 

się 

dzielą, 

26

RS

background image

 

 

szczególnie  gdy  chodzi  o  bezpieczeństwo.  Wtedy  współpracują 
ze sobą. 

-  Dzięki  ich  dyskrecji  łatwo  ci  zachować  anonimowość  - 

rzekła Paige. - Bez tego nie mógłbyś skutecznie działać. 

Rye skinął głową. Podziwiał sposób jej myślenia, logikę. 
Z  zadowoleniem  stwierdził,  że  jest  twardą,  silną  oraz 

opanowaną  kobietą  i  z  pewnością  nie  wymaga  tak  troskliwej 
opieki,  jak  to  wyobrażał  sobie  Patrick.  Dobrze,  że  była  taka. 
Gdyby  okazała  się  delikatna  i  wrażliwa,  jego  miękkie  serce 
natychmiast dałoby o sobie znać, a tego pragnął uniknąć. 

- Jeśli chcesz teraz popracować, ja wykonam kilka telefonów. 
Paige wypiła do końca kawę i odstawiła filiżankę na stolik. 
- Kiedy Lloyd dostarczy mi drukarkę? 
-  Zadzwoni,  jak  tylko  się  obudzi.  Jeśli  jeszcze  czegoś 

potrzebujesz, powiedz mu. 

Paige zajęła się komputerem. 
-  A  kim  jest  Lloyd?  -  zapytała  po  chwili.  -  Twoim 

pracownikiem czy kimś innym? 

- Kimś innym. 
- To znaczy? - Odwróciła się. 
-  On  sam  ci  to  powie,  jeśli  będzie  chciał.  Od  czasu do  czasu 

mi pomaga. 

- A ten wspaniały samochód należy do ciebie czy do niego? 
- Wynajmujemy go. A dlaczego pytasz? 
-  Ma  przyciemnione  szyby.  Z  pewnością  bylibyśmy  w  nim 

bezpieczni. Nie mogę znieść myśli, że jestem tu uwięziona. 

- Zastanowimy się... - wymamrotał Rye i podniósł słuchawkę 

telefonu.  Zaczął  rozmawiać,  używając  służbowego  żargonu. 
Zapisywał  przy  tym  całe  strony  w  notatniku.  Paige 
przysłuchiwała się rozmowie, bo podobał się jej sposób, w jaki 
Warner załatwiał sprawy - nigdy nie zapomniał poświęcić kilku 
minut  na  wymianę  uprzejmości;  pytał  rozmówcę  o  zdrowie, 
rodzinę, pamiętał o specjalnych okazjach. 

27

RS

background image

 

 

Z nią  nigdy  tak  nie  rozmawiał.  Poczuła zazdrość. Za kogo  ją 

uważał  i  dlaczego  traktował  tak  pogardliwie?  Czyżby  była 
gorsza od innych jego klientów? 

Kiedy  rozpoczął  chyba  dziesiątą  rozmowę,  jego  głos  zmienił 

się, stał się ciepły i czuły. 

-  Cześć...  Czuję  się  dobrze...  A  ty?  Też  tęsknię  za  tobą... 

Wszystko w porządku?... Chętnie byłbym z tobą, ale nie mogę, 
wiesz dobrze... A jak maleństwo? 

Ołówek w ręce Paige drgnął. Maleństwo? A więc jest ktoś w 

jego życiu.  Zona? Może i dziecko? No cóż. Nie powinno jej to 
dziwić.  Była  zła  na  siebie.  Pomyślała,  że  jest  przecież 
inteligentny,  przystojny,  odnosi  sukcesy,  potrafi też  być czuły i 
troskliwy. Pewnie inne kobiety wolą zdecydowanych i twardych 
mężczyzn, ale ona nie. 

Czemu  czujesz  się  rozczarowana?  pytała  siebie.  Bo  jakaś 

cząsteczka  mnie  -  maleńka,  prawie  niewidoczna  -  pragnęłaby, 

żeby się mną zainteresował, odpowiedziała w duchu na zadane 
sobie  pytanie.  Tak,  wreszcie  uświadomiła  to  sobie.  Po  prostu 
jest to chwila szczerości. No cóż, poradzi sobie i z tym. I wtedy 
pomyślała o swojej matce. Kobieta doskonała. Jedyna kobieta w 

życiu  ojca.  Cicha,  łagodna  -  kwintesencja  kobiecości.  Paige 
próbowała być lepsza od niej. Rye spowodował, że zdała sobie z 
tego sprawę. 

Znajomość  z  Joeyem  Falconem  uświadomiła  jej,  że  się 

zmieniła.  Opanował  ją  jakiś  niepokój,  oczekiwanie  na  coś,  co 
się zdarzy. Przez ostatni rok pragnęła czegoś nieznanego, nowej 
pasji,  przełomu.  Ale  nie  można  zaprzestać  chodzenia  w  kółko, 
jeśli nikt cię nie wyciągnie z tego zaklętego kręgu. 

Trzeba  zrobić  coś  samemu.  Trzeba  pomyśleć  o  przyszłości. 

Nie bardzo wiedziała, jak, szczególnie teraz, w tej sytuacji. Tata 
i Rye nakazywali jej jedno: słuchaj nas, a my zaopiekujemy się 
tobą. 

Ale ona nie chciała, by się nią opiekować. 

28

RS

background image

 

 

Rye  odłożył  słuchawkę  i  przeciągnął  się.  Spojrzenie  na 

zegarek  potwierdziło  to,  co  mu  mówił  żołądek - pora  na lunch. 
Popatrzył  na  Paige.  Siedziała  nad  komputerem  przy  nieco  za 
wysokim  stoliku.  Starała  się  rozluźnić  ramiona  i  szyję,  by 
usunąć  napięcie  spowodowane  niewygodną  pozycją.  Był 
pewien,  że  choć  nie  zna  jej  zbyt  dobrze,  potrafi  rozpoznać 
nastrój tej dziewczyny. 

Paige z pewnością zaprzeczyłaby, że miewa zmienne nastroje, 

ale  zdążył  już  zauważyć,  że  tak  się  dzieje.  Najbardziej 
spodobało  mu  się,  gdy  zażartowała  z  jego  skarpetek.  Lubił  też 
jej zapalczywość. Przyglądał jej się jeszcze przez chwilę, potem 
podniósł się z kanapy i stanął za Paige. 

Kiedy położył jej ręce na ramionach, drgnęła. 
- Nie skradaj się! - krzyknęła. 
Nacisnął  palcami  jej  spięte  ramiona  i  uśmiechnął  się,  gdy 

mimowolnie jęknęła. 

- Mam przestać? - zapytał. 
- Nie. 
Uśmiechnął  się  jeszcze  raz  i  zaczął  masować  jej  kark. 

Zaskoczyło go, że jest taka krucha. Paige pochyliła głowę. 

-  Poczekaj  chwilę  -  powiedział.  Wziął  poduszkę  i  położył  ją 

na oparciu krzesła. 

-  Usiądź  przodem  do  oparcia  -  nakazał  -  i  ułóż  głowę  na 

poduszce. 

Paige  popatrzyła  na  krzesło,  a  potem  na  swoją  spódniczkę. 

Usiadła tak, jak polecił jej Rye, ale wtedy spódniczka za bardzo 
się obciągnęła, odsłaniając uda Paige. Chciała wstać. 

- Chyba nie... 
- Harry, widziałem już nie raz kobiece nogi. To mi naprawdę 

nie przeszkadza. 

- Ale... 
- Zaufaj mi. 

 
 

29

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Spódniczka  uniosła  się,  ukazując  krawędzie  pończoch, 

ciemnoniebieskie satynowe podwiązki i skrawek gładkiej skóry. 
Paige  bezskutecznie  usiłowała  ją  obciągnąć,  ale  każdy  ruch 
podnosił ją jeszcze bardziej w górę. 

-  Daj  spokój  -  powiedział  Rye,  a  w  jego  głosie  pojawił  się 

nowy, szorstki ton. 

Paige pochyliła się i oparła głowę na poduszce. 
- Zamknij oczy i odpręż się - powiedział Rye. Znowu położył 

ręce  na  jej  ramionach  i  poczuł,  że  jest  bardziej  spięta  niż 
przedtem. Z jej ust zaczęły wydobywać się westchnienia ulgi. 

Nie  sądził,  że  będzie  tak  na  niego  działała.  Była  taka 

delikatna, taka wiotka. Owiewał go zapach jej perfum. Czuł, że 
bardzo  jej  pragnie,  ale  to  było  czyste  szaleństwo.  Zatrudniono 
go, by ją chronił, a nie uwodził. Postanowił nie myśleć o tym, co 
czuje,  lecz  skupić  się  na  masażu.  Na  chwilę  otworzyła  oczy, 
jakby chciała coś powiedzieć, po czym przymknęła je znowu. 

Gdy dźwięk telefonu wdarł się w ciszę, Paige podskoczyła na 

krześle. Wstała,  wygładziła  ubranie  i  zaczęła  przysłuchiwać  się 
ostatnim  zdaniom  rozmowy.  Domyśliła  się,  że  dzwonił  Lloyd. 
Rye  był  odwrócony  do  niej  plecami.  Popatrzyła  na  pistolet 
ukryty  pod  pachą.  Bała  się  siły  Rye'a.  Ten  człowiek  nie  miał 
sobie równych. 

Mógłby  ją  zgnieść  bez  trudu.  Cieszyło  ją  to,  że  mu  się 

podoba.  Tak  długo  dokuczali  sobie  nawzajem.  Zdawała  sobie 
jednak sprawę z tego, że Rye nie zaryzykuje utraty pracy. 

Pozostawała  jeszcze  kobieta,  z  którą  tak  czule  rozmawiał. 

Kim  była?  Czy  znaczyła  coś  w  jego  życiu?  A  może  to  tylko 
krótkotrwała znajomość? 

Paige  nie  miała  zamiaru  flirtować  z  tym  człowiekiem,  ale 

ciekawiło  ją,  na  ile  Rye  mógłby  sobie  pozwolić,  jak  daleko  by 
się posunął. 

- Harry. 

30

RS

background image

 

 

Drgnęła i popatrzyła na niego. 
- Porozmawiaj z Lloydem. Powiedz mu, czego potrzebujesz. 
Z trudem podeszła do telefonu. 
- Dzień dobry, Lloyd. Mam nadzieję, że odpocząłeś. 
- Tak. Dziękuję pani. 
Pośpiesznie  wymieniła  nazwę  i  rodzaj  drukarki,  a  potem  z 

wahaniem  zapytała,  czy  mógłby  kupić  dla  niej  jakieś 
wygodniejsze rzeczy, dres albo coś w tym rodzaju. 

- Oczywiście, proszę pani. 
- Nie potrzebuję wielu ubrań. Może już dziś pojadę do domu, 

więc nie wydawaj zbyt wiele pieniędzy. Rozmiar. .. 

- To niepotrzebne, proszę pani. Przyjadę za godzinę... 
- Ale... 
Lloyd  odłożył  słuchawkę.  Przez  chwilę  Paige  patrzyła  na 

telefon,  kręcąc  głową.  W  tym  momencie  Rye  wyszedł  z 

łazienki. 

- Po której stronie łóżka sypiasz? - zapytał. 
- Dlaczego pytasz? 
-  Bo  mam  zamiar  przespać  się  do  przyjazdu  Lloyda,  a  nie 

chciałbym spać na twojej części. 

- Prawdę mówiąc, korzystam z całego łóżka. 
- Trudno... 
-  Ale  nie  przejmuj  się  tym,  idź  spać  -  zaczęła  go  namawiać. 

Przynajmniej  nie  będzie  na  niego  patrzeć  i  może  uda  jej  się 
zebrać myśli. - Mnie to nie przeszkadza. 

- Jesteś pewna? 
- Oczywiście. Czuj się jak u siebie. 
Przymknął drzwi dzielące oba pokoje tak, że nie widziała, co 

robi,  ale  mogła  go  słyszeć.  Najpierw  spadły  na  podłogę  buty, 
potem usłyszała szelest materiału, gdy wsuwał się do łóżka. Mój 
Boże!  Nigdy  dotąd  nic  takiego  jej  się  nie  zdarzyło.  Dlaczego 
właśnie  teraz,  kiedy  była  najbardziej  podatna  na  urok  tego 
mężczyzny.  A  może  wkroczyła  w  najtrudniejszy  dla  kobiety 

31

RS

background image

 

 

okres, mając dwadzieścia osiem lat? Położyła się na sofie. I nie 
wiedziała nawet, kiedy zasnęła. 

Obudził  ją  dźwięk  przekręcanego  w  zamku  klucza.  Wszedł 

Lloyd  obładowany  paczkami.  Ukłonił  się  ziewającej  i 
przeciągającej się Paige. 

- Warner śpi - szepnęła, biorąc od niego część zakupów. 
-  Nie,  nie  śpię.  -  Rye  pojawił  się  w  drzwiach,  w  pośpiechu 

wsuwając koszulę do spodni. 

-  Sałatka  z  makaronem  dla  panny  O’Halloran  i  kanapka  dla 

pana - powiedział Lloyd, kładąc dwie torby na małym stoliku. - 
Obiad włożę do lodówki, wystarczy podgrzać w mikrofalówce. 

-  Sałatka  z  makaronem...  moja  ulubiona!  -  zawołała  Paige.  - 

Skąd wiedziałeś? 

-  Uważaj  na  niego.  Lloyd  potrafi  czytać  w  myślach  - 

zażartował Warner. 

-  Mam  nadzieję,  że  spodobają  się  pani  również  rzeczy,  które 

kupiłem. 

Sięgnęła  do  torby  i  wyciągnęła  długi,  kremowy  sweter, 

niebieskie dżinsy, szaroniebieską bawełnianą koszulkę i leginsy 
w  tym  samym  kolorze.  I  w  końcu  dwie  białe  bluzeczki 
przypominające  gorseciki.  Potem  pojawiły  się białe tenisówki  i 
trzy pary skarpetek. Wszystko pasowało na nią idealnie. 

-  Skąd  wiedziałeś,  jaki  rozmiar  odzieży  będzie  dla  mnie 

odpowiedni? - spytała ze zdziwieniem. 

Rye uśmiechnął się do Lloyda, zachęcając go do odpowiedzi. 
- Mam dobre oko. 
- Rzeczywiście. I niezły gust. A co jest w tym pudełku? 
-  Ciasteczka  czekoladowe.  Domowy  wypiek  od  pani 

MacKenzie, proszę pana. 

-  Ale  ona  nie  wie...  -  Rye  odsunął  kanapkę,  którą  właśnie 

podnosił do ust. 

-  Oczywiście,  że  nie.  Miała  chęć  coś  upiec  i  zapomniała,  że 

nie  mogę  jeść  czekolady.  Nie  wiem,  czy  dobrze  zapamiętałem 

32

RS

background image

 

 

jej  słowa,  ale  powiedziała  coś  takiego,  że  oswojenie  drugiego 
człowieka może być pułapką. 

- Cała Kani - roześmiał się Rye. 
-  Kto  to  jest  Kani?  -  zainteresowała  się  Paige,  otwierając 

pojemnik z sałatką. 

Zadzwonił telefon. Rye podniósł słuchawkę. 
- Tak?... Połącz go. To twój ojciec... - zwrócił się do Paige. - 

Patrick, co się stało?... Zniszczyli coś?... 

Chcesz  zawiadomić  policję?...  Zadzwoń  do  mnie,  jeśli  znów 

coś się wydarzy. Daję Paige. 

- Tato? - Chwyciła słuchawkę w obie dłonie. 
- Ktoś włamał się do twojego domu, córeczko. 
- O Boże! Moje prezenty! Zabrali prezenty? 
-  Wiesz,  to  jest  bardzo  dziwne.  Prawie  niczego  nie  ruszyli. 

Przyszedłem,  żeby  dolać  wody  do  pojemnika  na  choinkę,  a  tu 
drzwi otwarte. 

- Zapytaj, czy zabrali notes z adresami - poprosił Rye. 
- Słyszałem - odpowiedział Patrick. - Gdzie go trzymasz? 
- W biureczku w salonie. Niczego nie zniszczyli? A prezenty 

są pod choinką? 

- Chyba z piętnaście pakunków. 
-  To  dobrze.  Nie  znalazłeś  notesu?  Ma  okładkę  w  kolorze 

brzoskwiniowym. - Słyszała szelest przewracanych papierów. 

- Nie widzę go. 
-  W  takim  razie  go  zabrali.  Leżał  na  samym  wierzchu  - 

zwróciła się do Rye'a. 

- A w pracy? Czy też coś zginęło? Kartoteka klientów lub coś 

podobnego? 

- Powiedz Rye'owi, że zatelefonuję z biura. 
-  Chcę  z  nim  porozmawiać  natychmiast.  Patrick,  posłuchaj, 

jeśli  zginęło  coś  z  jej  biura,  sprawdź,  kto  się  tam  często 
pojawiał.  Listonosz,  konserwator,  wszyscy,  których  sam  nie 
angażowałeś.  Jeśli  niczego  nie  znajdziesz,  niech  twoi 
ochroniarze  sprawdzą  ostatnio  przyjętych  do  pracy.  Dzwoń  w 

33

RS

background image

 

 

każdej  chwili...  Paige  jest  tu  bezpieczna,  przyrzekam.  Nawet 
jeśli  mają  jej  notes  i  znajdą  mój  adres,  nie  trafią  do  nas... 
Odezwij się jak najszybciej. 

Rye  odłożył  słuchawkę  i  popatrzył  na  Paige,  która  nerwowo 

chodziła po pokoju. 

- Nie masz w domu alarmu? 
- Nie. 
- Samotna kobieta w wielkim mieście? Do czego to podobne? 

- dopytywał się. 

- To spokojna dzielnica. Nigdy dotąd nic się tam nie działo. 
- Ale tym razem zdarzyło się włamanie. 
- Posłuchaj, panie specjalny agencie, mam dość krytykowania 

mnie, mojego domu i sposobu jego ochrony... 

- A raczej jej braku - włączył się do jej monologu. 
- No właśnie. - Ton głosu Paige był lodowaty. 
-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  nie  założyłaś  sobie  systemu 

ochronnego. 

- To jest bardzo drogie urządzenie. 
-  Drogie?  - Rye  aż  podskoczył.  -  Tysiąc  dolarów  za spokój  i 

bezpieczeństwo? Przecież to taniocha. 

-  Tak  sądzisz?  I  pewnie  również  uważasz,  że  lot  pierwszą 

klasą to najnormalniejsza rzecz pod słońcem. 

- Przecież widzisz, że potrzebuję dużo miejsca - zażartował. 
-  Nie  ponoszę  odpowiedzialności  za  twój  rozmiar,  Warner  - 

powiedziała  ze  złością.  -  Ja  tylko  płacę  rachunki.  Na  loty 
międzynarodowe  kupujemy  normalne  bilety.  Jeśli  chcesz 
luksusu, musisz sam dopłacić różnicę. 

- Tak jest od czasu, gdy ty zajmujesz się finansami? 
-  A  co  ty  sobie  myślisz?  Muszę  dbać  o  interes  firmy.  Nie 

straciliśmy ani grosza, odkąd ją prowadzę. 

- Bo jesteś... 
-  Kiedyś  projektowałem  ubrania  dla  kobiet  -  przerwał  im 

kłótnię Lloyd, o którego obecności zupełnie zapomnieli. 

34

RS

background image

 

 

Jego 

spokojnie 

wypowiedziane 

słowa 

powstrzymały 

obraźliwe  określenie,  którego  zamierzał  użyć  Rye.  Oboje 
popatrzyli na kierowcę. 

- Co powiedziałeś? - zapytała Paige. 
-  Mówiłem,  że  kiedyś  projektowałem  ubrania  dla  kobiet, 

dlatego wiedziałem, jaki rozmiar odzieży pani nosi. 

Paige  zauważyła,  że  Lloyd  jest  spięty,  jakby  ich  kłótnia 

sprawiała mu przykrość. 

-  Przepraszam  cię,  Lloyd.  Kłócimy  się  tak  od  dawna,  tylko 

teraz  po  raz  pierwszy  robimy  to,  patrząc  sobie  w  oczy.  To 
naprawdę nie jest nic poważnego. 

- O, tak - potwierdził Rye z ironią w głosie. - Wprawia mnie 

to  w  dobry  humor.  Podobnie  jak  ty  wprost  uwielbiam  nasze 
rozmowy. 

Spojrzała  na  niego  zaskoczona.  Nagle  zdała sobie  sprawę,  że 

rzeczywiście lubiła te ich kłótnie. Nawet telefonowała do niego 
specjalnie pod pretekstem wyjaśnienia niektórych rachunków, a 
serce waliło jej wtedy w piersi jak szalone. 

Rye  denerwował  się  bardzo,  gdy  kwestionowała  wydatki  na 

śniadanie  lub  taksówkę.  Zmuszała  go,  by  bardziej  zastanawiał 
się  nad  wydatkami,  ale  tak  naprawdę  nie  chciała,  żeby  stał  się 
perfekcjonistą,  więc  od  czasu  do  czasu  odstępowała  od  swoich 
zasad. 

Rye  jednak  nie  dawał  się  pokonać.  Kiedyś  przesłał  jej 

wyjaśnienie rachunku w formie opowiadania i musiała wyławiać 
fakty  z  potoku  słów.  Zapłaciła  mu  wtedy  czterdziestoma 
dziewięcioma  czekami.  Urzędnik  z  banku,  zaciekawiony  taką 
ich liczbą, nawet zatelefonował do niej, ale pieniądze wypłacili, 
a Rye nie robił już więcej podobnych dowcipów. 

Zawsze  doszukiwała  się  błędów  w  jego  rachunkach,  chociaż 

sama  nie  wiedziała,  dlaczego.  Postanowiła  przemyśleć  to 
wieczorem podczas kąpieli. 

Paige  i  Rye  jedli  w  milczeniu,  tymczasem  Lloyd  poszedł  po 

czyste  ręczniki,  a  potem  zajął  się  przygotowaniem  miejsca  na 

35

RS

background image

 

 

ustawienie  drukarki.  Paige  poprosiła  go,  by  poczekał  godzinę, 
gdyż  chciała  skończyć  pracę,  którą  zaczęła  rano,  i  przesłać 
dokumenty do biura. 

- Jestem do pani dyspozycji. 
-  Jeśli  chcesz  poczytać,  mam  tu  czasopisma.  Powstrzymał  ją 

gestem ręki. 

- Zauważyłem, że czegoś zapomniałem. Wrócę za godzinę. 
Gdy wyszedł, Paige usiadła do komputera. 
-  Czy  Lloyd  mówi  prawdę?  -  zapytała  Rye'a,  który  kończył 

chyba setną rozmowę. 

- Prawdę? - powtórzył zaskoczony. 
- Czy rzeczywiście projektował suknie? Rye uśmiechnął się. 
-  Niech  ci  sam  opowie.  Ma  bardzo  ciekawy  życiorys.  Paige 

wsparła brodę na dłoni. 

-  A  może  zostaw  mnie  tutaj  z  Lloydem,  a  sam  zajmij  się 

swoimi sprawami. Opieka nade mną za bardzo cię absorbuje. 

- Trudno. Obiecałem twojemu ojcu. 
- Przecież tu chodzi tylko o to, żebym była bezpieczna. Chcę 

ci po prostu ułatwić życie. 

-  Nie  wierzę.  Chyba  zakładasz,  że  będziesz  mogła  Lloydem 

komenderować. 

- Czyżby? 
-  On  cię  bardzo  lubi.  To  widać.  Nie  ma  mowy.  Nie  zostawię 

cię  z  osobą,  którą  łatwo  owiniesz  sobie  wokół  palca.  Pewnie 
jutro  poszlibyście  na  wycieczkę.  Nigdy!  Nie  zamierzam  tak 
ryzykować. 

-  To  nieprawda,  że  mogłabym  owinąć  sobie  Lloyda  wokół 

palca. 

- Dobrze wiesz, że mam rację. 
- No, może... trochę. Ale byłabym ostrożna. 
- Nie ma mowy o żadnych spacerach. 
Paige wstała, podeszła do lodówki. Wyjęła dwie butelki wody 

sodowej: jedną dla siebie, drugą dla Rye'a. 

36

RS

background image

 

 

-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  znalazłam  się  w  takiej  sytuacji. 

Zupełnie jak w filmie i to w nie najlepszym. 

- Ale wygląd Joeya pasuje do takiej szmiry jak ulał. 
-  A  wiesz?  Podobnie  pomyślałam  o  tobie,  kiedy  zobaczyłam 

cię na lotnisku. 

- Nie rozumiem. 
-  Wyglądasz  jak  typowy  szpicel  -  czarna  skórzana  kurtka, 

czarny golf i tak dalej. 

-  Czerń  nie  rzuca  się  w  oczy.  Poza  tym  zainteresowałaś  się 

mną. 

- Ależ skąd. 
- Sprawdzałaś każdy szczegół mojego ubrania. Jego pewność 

siebie irytowała Paige. 

- Zauważyłam cię w samolocie, a poza tym wyróżniałeś się w 

tłumie. 

Wszyscy 

byli 

podenerwowani, 

zniecierpliwieni 

oczekiwaniem  na  bagaże.  A  ciebie  bardzo  interesowała  pewna 
pani w czerwonej minisukience. 

-  Okulary  słoneczne  to  wspaniały  wynalazek.  Uwierz  mi, 

patrzyłem na ciebie. 

- Przez cały czas? - zapytała z niedowierzaniem. 
- Denerwowałaś się tym, że Lloyd wziął twoje torby. 
Wciąż  na  nie  patrzyłaś.  Raz  rzuciłaś  na  mnie  okiem, 

stwierdziłaś  pewnie,  że  nie  jestem  interesujący  i  dalej 
obserwowałaś  Lloyda.  Ale  potem  nie  wytrzymałaś  i  obejrzałaś 
mnie  dokładnie.  Złościło  cię,  że  idziesz  do  samochodu  z 
pustymi rękami, a potem bałaś się wejść z Lloydem na parking, 
na którym nie było żywej duszy. Zgadza się? 

- Tak. Jesteś lepszy, niż myślałam. Ale popełniłeś jeden błąd. 

Ani przez chwilę nie myślałam, że nie jesteś interesujący. 

- To co o mnie myślałaś? 
-  Chcesz,  żebym  ci  powiedziała?  Miałam  wrażenie,  że  twoje 

samouwielbienie jest tak ogromne jak twoja postura. Myślałam, 

że jesteś kulturystą. 

37

RS

background image

 

 

- Teraz już wiesz, że nie jestem. Ćwiczę, żeby być sprawnym. 

Jest  to  bardzo  przydatne  w  mojej  pracy.  A  co  ty  robisz,  by 
utrzymać formę? 

- Od czasu do czasu ćwiczę aerobik i dużo spaceruję. 
- Wydaje mi się, że powinnaś robić coś więcej, chociażby po 

to, żeby odprężyć się po pracy. Jeśli chcesz, poproszę Kani, aby 
przygotowała  dla  ciebie  program  ćwiczeń.  Przynajmniej  czymś 
się zajmie, bo zupełnie wariuje, oczekując na dziecko. 

- Kto to jest Kani? - spytała po raz drugi tego dnia. Zadzwonił 

telefon. 

-  Tak!  -  zawołał  Rye  do  słuchawki.  -  Coś  jeszcze?  Jesteś 

pewien... Poczekaj, zapytam Paige. Zginęła kartoteka z adresami 
twoich klientów. Czy masz jej duplikat? 

-  Mam  skróconą  listę  klientów  w  moim  komputerze,  a  pełny 

spis  jest  w  komputerze  biurowym.  Przy  sobie  też  mam  wykaz 
adresów. Dlaczego pytasz? 

-  Może  będziemy  musieli  skontaktować  się  z  twoimi 

przyjaciółmi.  Dobrze  byłoby  poprosić  twoich  partnerów,  żeby 
przefaksowali niektóre informacje. 

- W sekretariacie mogą dostać się do kartoteki, ale to oznacza 

ujawnienie hasła. 

- Trudno.  Kiedy  wrócisz  do  pracy,  wymyślisz nowe. Patrick, 

czy  jest  tam  sekretarka  Paige?  -  Uniósł  ze  zdziwieniem  brwi.  - 
Matthew?... Daję słuchawkę Paige. 

-  Masz  sekretarza?  A  myślałem,  że  już  mnie  niczym  nie 

zaskoczysz. 

- Mart? Cześć. Podam ci teraz listę nazwisk dla taty. A potem 

poszukamy  dalszych  w  komputerze.  -  Zaczęła  dyktować,  ale 
przez  cały  czas  zastanawiała  się,  jak  podać  hasło  swojemu 
sekretarzowi tak, by Rye go nie usłyszał. 

Wykorzystała moment, kiedy wszedł do łazienki. 
-  ,,Barbarzyńca"...  tak.  Tak,  jak  Conan  Barbarzyńca... 

Pamiętaj,  Matt,  że  za  trzy  tygodnie  oceniam  twoją  pracę  - 

38

RS

background image

 

 

ostrzegła,  słysząc  śmiech  sekretarza.  Potem  oddała  słuchawkę 
Rye'owi, który właśnie zdążył wrócić do pokoju. 

- Jeżeli zajdzie taka potrzeba, faksujcie na numer, który wam 

podałem... będziemy  sprawdzać kilka  razy  dziennie. Nie martw 
się o nią, Patrick. Jest zdrowa i bezpieczna. 

Odłożył  słuchawkę,  zastanawiając  się  nad  czymś  przez 

chwilę. 

- A właśnie, twoje hasło to ,,Barbarzyńca"? - zapytał, tłumiąc 

śmiech. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

39

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Zaczerwieniła  się.  Rye  zauważył,  że  Paige  zaczęła 

zachowywać  się  bardziej  naturalnie,  chociaż  tego  właśnie  się 
obawiał.  Im  mniej  ją  znał,  tym  łatwiej  było  mu  się  nią 
opiekować, wykonywać swoją zwykłą pracę. 

Użyła słowa ,,barbarzyńca" jako hasła dla najbardziej tajnych 

informacji. Dlaczego? 

Otworzyły  się  drzwi.  Lloyd  niechcący  uratował  Paige  przed 

wyjaśnieniami.  Podeszła  do  komputera  i  zaczęła  naciskać 
klawisze,  aby  uruchomić  drukarkę.  Po  chwili  wyszła  z  pokoju. 
Lloyd podał Rye'owi małą torebkę. 

- Co to jest? - Zajrzał do środka. 
- Przecież ma ją pan chronić - zauważył Lloyd. 
-  Ale  tego  nie  potrzebuję.  -  Próbował  wcisnąć  pomocnikowi 

paczuszkę. 

-  Nigdy  dotąd  pan  nie  oszukiwał  sam  siebie  -  odpowiedział 

Lloyd udając, że nie widzi torebki. 

- Przecież ja nie jestem nią zainteresowany. 
-  Może  pan  jeszcze  nie,  ale  ona  tak.  Jeśli  pan  tego  nie 

wyczuwa, to na wszelki wypadek zostawię to Paige. 

- Szantaż, Lloyd? Polubiłeś ją? 
-  Jestem  przekonany,  że  pan  też  już  ją  bardzo  polubił,  choć 

nie zdaje sobie pan z tego sprawy. 

-  Dobrze.  Zatrzymam  ten  drobiazg,  ale  na  pewno  nie  będzie 

mi potrzebny. 

Rye zauważył uśmiech na twarzy pomocnika. Lloyd 
niejedno już widział w swoim życiu, a poza tym był niezłym 

psychologiem. Lekko dotknął ramienia Rye'a, a potem odwrócił 
się  w  stronę  drukarki,  pozwalając  szefowi  nacieszyć  się 
podarunkiem - tuzinem prezerwatyw. 

Obudził  się  nagle,  chwycił  broń  i  gwałtownie  zerwał  się  z 

kanapy.  Cichutko  podszedł  do  drzwi  wejściowych  i  czekał, 
nasłuchując. Była druga trzydzieści w nocy. 

40

RS

background image

 

 

- Puść mnie. 
To  był  głos  Paige,  prosząco-nakazujący.  Coś  jej  się  śni, 

pomyślał.  Nikt  nie  mógłby  się  przemknąć  obok  niego 
niepostrzeżenie,  a  okna  sypialni  były  dobrze  zabezpieczone. 
Mimo to nie odłożył broni, wchodząc do pokoju. 

Żar  kominka  oświetlał  rzucającą  się  na  łóżku  postać.  Paige 

mamrotała coś przez sen. Rye odłożył pistolet na nocny stolik i 
cicho wymówił jej imię. 

Ucichła. 
- Paige, obudź się. 
Zaczęła oddychać bardzo szybko. Nie chciał jej dotykać. Miał 

nadzieję,  że  obudzi  ją  dźwięk  jego  głosu,  ale  spała  nadal. 
Położył rękę na jej ramieniu. 

- Rye! - krzyknęła, próbując uwolnić się od niego. 
- Jestem tu, Harry. Wszystko w porządku. Uspokój się. 
Otworzyła oczy. Pojawił się w nich wyraz ulgi. Przywarła do 

niego z całych sił. Przytulił ją do siebie i delikatnie pogłaskał po 
plecach. 

- Już dobrze? - zapytał po chwili. Skinęła głową. 
- Miałaś zły sen? 
-  Tak.  Nie  mogłam  cię  znaleźć,  choć  bardzo  cię 

potrzebowałam. Szukałam, szukałam i nic. 

-  Jestem  tutaj  i  nigdzie  od  ciebie  nie  pójdę.  -  Starał  się 

uspokoić  gwałtowne  bicie  serca.  Potrzebowała  go.  Sama  to 
powiedziała.  I  w  takiej  chwili  użyła  zdrobnienia,  którym 
posługują  się  wszyscy  jego  przyjaciele.  Nie  Warner,  nie 
Barbarzyńca, ale Rye. 

Zaczęła drżeć z zimna. Powoli uspokajała się. 
- Chcesz wody? - zapytał. 
- Tak, poproszę. 
Puścił ją. Odsunęła się od niego równie niechętnie. Przyniósł 

jej  szklankę  wody.  Potem  dołożył  drewna  do  kominka.  Usiadł 
na  krawędzi  łóżka.  Kominek  dawał  teraz  więcej  światła  i  Rye 
zauważył,  że  Paige  ma  na  sobie  różową  flanelową  piżamę,  w 

41

RS

background image

 

 

której  wygląda  bardziej  pociągająco  niż  w  jakimkolwiek 
negliżu. 

- Lepiej się czujesz? Skinęła głową. 
- Chcesz porozmawiać o tym śnie? 
Pokręciła niepewnie głową. Czuła się zażenowana. 
-  To  był  zwykły  koszmar  senny.  Ktoś  mnie  ścigał,  a  ja  nie 

mogłam  uciec.  Za  każdym  rogiem  stał  mężczyzna  i  uśmiechał 
się złośliwie. 

- Czy to ktoś, kogo znasz? 
-  Nie.  Byli  jakby  pozbawieni  rysów  twarzy.  Pamiętam  tylko 

uśmiech. - Wstrząsnęły nią dreszcze. - To było okropne. Czułam 
się bezradna. Przepraszam, że cię obudziłam. 

-  I  tak  nie  spałem  -  odpowiedział.  Bardzo  mu  się  podobała 

taka łagodna Paige. Włosy miała splecione w warkocz i w swej 
różowej piżamie była taka urocza i pełna wdzięku. Podobały mu 
się  jej  wyraziste  rysy  twarzy,  które  wskazywały,  że  nawet  na 
starość będzie ładna. Miała wrodzoną elegancję i dobre maniery. 
Wszystko  to  przyciągało  wzrok.  Potrafiła  dobrać  stroje 
odpowiednie  do  swej  figury.  Zaczął  wyobrażać  sobie,  jak 

ćwiczy aerobik i jak wspaniale musi wtedy wyglądać. 

Zobaczył,  że  Paige  wysunęła  szufladę  stolika  i  wyjęła  z  niej 

małe pudełeczko.  Zapach  czekolady  wypełnił  pokój. Poczuł, że 

ślinka napływa mu do ust na widok dwóch trufli, które wysunęła 
na dłoni w jego stronę. Jedli w milczeniu. 

-  Czekoladki  z  samolotu  -  powiedział.  -  Widziałem,  jak 

wkładałaś je do teczki. 

- Chyba nic się przed tobą nie ukryje. 
-  Byłem  pod  wrażeniem  twojej  powściągliwości.  Uwielbiam 

czekoladki. To moja słabość. 

- Moja również. Ale nie jem ich od razu, żeby się sprawdzić. 
- Słucham? 
- Żeby sprawdzić, jak długo wytrzymam. 
- Dlaczego? 
- Nie wiem. Zawsze tak robiłam. 

42

RS

background image

 

 

-  Nigdy  się  nie  poddajesz?  Nie  łamiesz  zasad?  Nie 

podejmujesz ryzyka? 

Zlizała  resztki  czekolady  z  palców,  a  potem  podciągnęła 

kolana i oparła na nich ręce. 

- Chyba nie. 
Ciekawiło  go,  dlaczego  tak  się  zachowuje,  czemu  tak bardzo 

stara  się  nad  sobą  panować,  dlaczego  nie  pyta  ojca  o  matkę? 
Czemu  tak  szybko  uległa  czarowi  Joeya  Falcona,  łamiąc 
wszelkie  ograniczenia,  jakie  sobie  narzuciła.  Tak  naprawdę  to 
najbardziej interesował go Falcon. Zastanawiał się, co ją w nim 
oczarowało. Chyba stawał się zazdrosny. 

Zauważył,  że  Paige  patrzy  na  rewolwer  leżący  przy  pustej 

szklance.  Wziął  go  do  ręki,  opróżnił  magazynek  i  wyciągnął 
broń  w  jej  stronę.  Dziewięciomilimetrową,  półautomatyczną 
berettę. 

Paige  wytarła  palce  o  narzutę  i  sięgnęła  po  rewolwer. 

Zadrżała, gdy poczuła chłód stali. 

- Jak się go ładuje? - zapytała, chcąc przezwyciężyć strach. 
W milczeniu pokazał jej całą procedurę. 
- A rozładowuje? 
Zademonstrował  swoje  umiejętności  raz  jeszcze,  a  potem 

pozwolił jej zrobić to kilka razy samodzielnie. 

Paige  wyjęła  naboje  z  magazynku,  a  potem  włożyła  je 

ponownie. 

- Uczyłaś się kiedyś jakiegoś sposobu obrony? - zapytał. 
- Nie. Nigdy nie chciałabym mieć broni - powiedziała, celując 

w stronę obrazu wiszącego na ścianie. 

-  Nie  mówię  o  kupnie  rewolweru,  ale  o  umiejętności 

samoobrony. Przecież Patrick tak się o ciebie boi. Powinnaś się 
nauczyć walczyć. Dlaczego tego nie zrobiłaś? 

Rye wyjął rewolwer z jej ręki, zabezpieczył go i przypomniał, 

że mając broń, należy zawsze zachować ostrożność i posługiwać 
się nią tak, jakby była naładowana. 

43

RS

background image

 

 

-  Patrick  przesadza  -  odpowiedziała  na  jego  pytanie.  - Nigdy 

nic mi nie groziło. To znaczy: do tej pory. 

- Ale miałaś ochroniarzy. 
-  To  była  taka  gra  -  odpowiedziała,  a  potem  zaczęła  jak 

dziecko  naśladować  odgłos  strzałów.  -  Tylko  mokra  plama  z 
nich  została  -  oznajmiła  i  zdmuchnęła  nie  istniejący  dymek  z 
lufy. 

Pierś  Rye'a  uniosła  się  w  tłumionym  śmiechu.  Wziął 

rewolwer i położył go na stoliku. 

- Co miałaś na myśli, mówiąc o grze? 
-  Patrick  bawił  się  w  swatkę.  Próbował  znaleźć  dla  mnie 

męża. - Z zadowoleniem obserwowała reakcję Ryć'a, połączenie 
szoku z rozbawieniem. 

- Potrzebujesz męża? 
- Z pewnością nie takiego, jakiego mi wybierze ojciec. 
Patrzył  na  nią  pytająco,  jakby  czekał  na  dalsze  szczegóły,  a 

gdy  nie  kontynuowała  tematu,  zapytał,  czy  będzie  mogła  teraz 
zasnąć. 

- Jeśli mi się nie uda, popracuję trochę. 
- No to dobranoc. 
Paige  przymknęła  oczy  i  zaczęła  rozmyślać  o  tym,  że  Rye 

widział  ją  przestraszoną,  niespokojną.  Pewnie  zacznie  jej 
dokuczać  z  tego  powodu,  chociaż  przez  chwilę  odniosła 
wrażenie,  że  zaakceptował  jej  słabość.  Natomiast  Paige  nie 
umiała się z nią pogodzić. Była wściekła, że widział ją w takim 
stanie.  Nagle  usłyszała  jego  głos.  Pewnie  rozmawiał  przez 
telefon.  Popatrzyła  na  zegarek.  Za  dziesięć  trzecia.  W Bostonie 
dochodziła szósta. Czyżby telefonował do ojca i opowiadał o jej 
snach? 

Nie!  Musi  go  powstrzymać.  Wystarczyło,  że  on  był 

świadkiem jej słabości. Patrick nie może się o tym dowiedzieć, 
bo nigdy nie przestanie traktować jej jak dziecka. 

Odrzuciła  kołdrę,  wstała  z  łóżka  i  ruszyła  w  stronę  drzwi. 

Wtedy usłyszała pukanie i do sypialni wszedł Rye. 

44

RS

background image

 

 

- Z kim rozmawiałeś? - spytała. 
Przyglądał  się  jej  stojącej  przed  kominkiem.  Płomienie 

prześwietlały  tkaninę  piżamy,  uwidaczniając  kształty  Paige  - 
szczupłe plecy, wąską talię i krągłe biodra. Zapalił światło i czar 
prysł.  Ale  było  za  późno.  W  pamięci  pozostał  mu  obraz 
zmierzwionych 

snem 

włosów, 

twarzy 

bez 

makijażu, 

pogniecionej miękkiej piżamy. Paige bez rynsztunku stawała się 
bardziej dostępna, normalna, pociągająca. 

- Jeśli opowiedziałeś wszystko mojemu ojcu, to... 
- Nie, to nie był on. Ubierz się - rzucił krótko, przerywając jej 

w pół zdania. 

- Po co? - Otworzyła szeroko oczy. 
- Wychodzimy. 
- Teraz? O trzeciej w nocy? 
- Nie możesz przecież wychodzić w ciągu dnia. Chcesz wyjść 

czy nie? 

- Daj mi dziesięć minut. 
-  Pięć.  Nie  przejmuj  się  włosami.  Włóż  tylko  coś  na  siebie. 

Nikt nie będzie cię widział. 

- Dokąd idziemy? - krzyknęła, bo Rye wszedł do łazienki. 
Otworzyła szafę, wyjęła dżinsy i sweter. Zamiast odpowiedzi 

usłyszała szum wody. 

Pewnie chce ją zaskoczyć, by zobaczyć jej reakcję. Niech tak 

będzie,  chociaż  ona  nie  lubi  niespodzianek.  Nikt  dotąd  nie 
zaskakiwał  jej  niczym.  Ale  też  nie  znała  wtedy  Rye'a  Warnera 
osobiście. 

Z  uśmiechem  ściągnęła  górę  od  piżamy,  włożyła  bawełnianą 

koszulkę  i  gruby  sweter.  Dżinsy  pasowały  doskonale.  Były 
może  zbyt  obcisłe,  ale  bardzo  wygodne.  Szybko  zasznurowała 
tenisówki. Łazienka była już wolna. Jeszcze raz zaplotła włosy, 
umyła  twarz,  a  potem  zęby  i  weszła  do  salonu.  Wszystko  to 
trwało  siedem  i  pół  minuty.  Rye  patrzył  na  nią,  nakładając 
kurtkę.  Wpatrywała  się  w  niego  jak  w  zbawcę.  Może  znowu 

45

RS

background image

 

 

popełnił  błąd,  ale  wszystko  zostało  już  ustalone  i  nie  mógł  jej 
rozczarować. 

- Gdzie masz kurtkę? - zapytał. 
- Już ją biorę - powiedziała i pobiegła do sypialni. 
- Mamy przed sobą pół godziny marszu pod górę. Dasz sobie 

radę? 

- Oczywiście. 
- Cierpisz na klaustrofobię? 
- Nie. Skądże. 
- Masz bardzo pogodne usposobienie - zauważył. 
- Tylko udaję. 
Spojrzał  na  nią  badawczo.  Zastanawiał  się,  co  jeszcze  udaje. 

Bardzo  chciałby  wiedzieć,  jaka  jest  prawdziwa  Paige 
O'Halloran. 

- Przez cały czas trzymaj się mojej lewej strony - powiedział i 

otworzył drzwi wejściowe. 

- Dobrze. 
Dobrze?  Żadnego  sprzeciwu?  Żadnych  pytań?  Co się  dzieje? 

Czyżby tak bardzo chciała wyjść na dwór? 

Wciągnęła  głęboko  powietrze,  gdy  wspinali  się  na  pierwsze 

wzgórze. 

-  Boże!  Jak  cudownie  -  powiedziała.  Jej  oczy  powoli 

przyzwyczajały się do ciemności. 

- Cuchnie tu spalinami. 
-  Nie  narzekaj,  Warner.  Psujesz  mi  nastrój.  Tak  się  cieszę 

odrobiną swobody. 

-  Byłaś  w  zamknięciu  tylko  trzydzieści  godzin.  Chyba  nieco 

przesadzasz. 

- Nieważny jest  czas, tylko poczucie uwięzienia. Fakt, że nie 

mogę wyjść. - I nie mogę uciec od ciebie, dodała w myślach. 

Szła  obok  niego  w  milczeniu.  Żałowała,  że  nie  pomyślała  o 

małej  rozgrzewce,  bo  poczuła  ból  mięśni  nóg.  Zaczęła 
obserwować  otoczenie,  by  nie  myśleć  o  bolesnych  skurczach. 
Spojrzała  na  Rye'a,  ale  on  nie  miał  nawet  przyspieszonego 

46

RS

background image

 

 

oddechu.  Pragnęła  głośno  wciągnąć  powietrze,  ale  duma  jej  na 
to nie pozwalała. 

Kiedy zamierzała poprosić go, by odpoczęli przez chwilę, Rye 

wskazał pobliski budynek. 

- To tu. 
- Komisariat policji? 
- Nie mam wyboru - stwierdził. 
- A ja miałam nadzieję na obiad. 
-  W  komisariacie  są  automaty...  -  Ucałował  jej  dłoń.  Paige 

roześmiała się, gdy otworzył przed nią drzwi. 

Oficer dyżurny wyglądał typowo. Miał ponad pięćdziesiąt lat, 

siwe, rzadkie włosy i twarz, która mówiła, że nic go już w życiu 
nie  zdziwi.  Ku  jej  zaskoczeniu,  obaj  mężczyźni  objęli  się 
serdecznie na powitanie, a potem poklepali po plecach. 

-  Jak  ci  leci?  -  spytał  policjant,  rzucając  zaciekawione 

spojrzenie na Paige. 

- Nieźle. Jak Aggie i dzieciaki? 
-  Dobrze.  Naprawdę  dobrze.  W  zeszłym  tygodniu  po  raz 

szósty zostałem dziadkiem. 

- Przygotowany do emerytury? 
-  To  już  za trzy  miesiące.  Nie  mogę  się  jej  doczekać.  Cieszę 

się, że zmienię zawód. Dzięki, że mnie zatrudnisz. To ta dama, 
w sprawie której dzwoniłeś? 

Paige  podeszła  bliżej  i  czekała,  aż  Rye  ją  przedstawi.  Temu 

człowiekowi na pewno można zaufać. 

Policjant podał Rye'owi pęk kluczy i kawałek papieru. 
-  Tu  masz  kod  zabezpieczający.  Kapitan  powiedział,  żebyś 

zatrzymał klucze. 

-  Jeszcze  jedna  przecznica  i  będziemy  na  miejscu  -  wyjaśnił 

Rye Paige, kiedy wychodzili z komisariatu. 

Była bardzo ciekawa, ale postanowiła nie pytać, dokąd idą. 
- Skąd go znasz? 
-  Macka?  Dawno,  dawno  temu  uczęszczał  z  moim  ojcem  do 

Akademii Policyjnej. 

47

RS

background image

 

 

- Twój tata jest policjantem? 
-  Był.  Zginął  podczas  pełnienia  służby,  gdy  miałem 

dziewiętnaście lat. 

-  Bardzo  mi  przykro.  To  musiało  być  dla  ciebie  okropne 

przeżycie. 

-  Tak.  Straszne.  Kapitan,  o  którym  wspominał  Mack,  był 

wtedy partnerem mojego ojca. 

- Pewnie dlatego nie zostałeś policjantem. 
-  Ależ  skąd.  Po  prostu  bardziej  interesowały  mnie  inne 

sprawy,  a  poza  tym  chciałem  podróżować.  No,  jesteśmy  na 
miejscu. 

Weszli  do  niewielkiego  budynku,  na  którym  nie  było  żadnej 

tabliczki.  Paige  ruszyła  za  Rye'em  pustym  korytarzem.  Dotarli 
do  oszklonego  holu,  skąd  wchodziło  się  do  pomieszczenia 
wyłożonego płytkami dźwiękoszczelnymi. Była w strzelnicy. 

- Mam strzelać? - zapytała zaskoczona. - Po co? 
- Wariowałaś siedząc ze mną, a wiesz, że nie mogę wychodzić 

z tobą w ciągu dnia. To  jedyna rozrywka, jaką wymyśliłem dla 
ciebie. Poza tym uważam, że taka umiejętność ci się przyda. 

- Jakim cudem masz strzelnicę do swojej dyspozycji? 
-  Projektowałem  system  zabezpieczeń.  Strzelnica  jest 

własnością  czterech  oficerów  policji.  Oficjalne  otwarcie 
odbędzie  się  w  przyszłym  tygodniu.  Kiedy  Mack  przejdzie  na 
emeryturę,  zostanie  tutaj  szefem.  Daj  mi  kurtkę,  Harry. 
Powieszę ją. 

Paige  starała  się  uspokoić  przyspieszone  bicie  serca,  które 

waliło,  gdy  patrzyła,  jak  Rye  wyciąga  rewolwer  z  kabury,  a  z 
kieszeni wyjmuje dwa pudełka z amunicją. 

Nie  wiedziała,  dlaczego  jest  tak  podekscytowana  tym,  że 

nauczy  się  strzelać.  Nigdy  dotąd  o  tym  nie  myślała.  Broń 
oznaczała  władzę,  choć  istniało  zagrożenie,  że  może  być  źle 
użyta.  Uważnie  słuchała  każdego  słowa,  przyglądała  się 
każdemu ruchowi rąk, gdy Rye wyjaśniał jej, co ma robić. 

48

RS

background image

 

 

Po dziesięciominutowym wykładzie na temat bezpieczeństwa 

i  sposobu  posługiwania  się  bronią,  Rye  otworzył  torbę  i 
wyciągnął specjalne nauszniki. 

- Gotowa? - zapytał. 
W  ochraniaczach  na  uszach  Paige  słyszała  swój  własny 

oddech tak, jakby znajdowała się w tunelu aerodynamicznym. 

- Tak. 
- Chcesz, żebym strzelał pierwszy? 
Skinęła potakująco głową. Oboje nałożyli okulary ochronne. 
Strzelał  szybko.  Podłoga  była  zasypana  łuskami,  a  cierpki 

zapach  prochu  wypełnił  pomieszczenie.  Przysunął  tarczę,  żeby 
zobaczyć, jaki osiągnął rezultat. Wszystkie strzały trafiły prosto 
w jej środek. 

- A teraz ja mam zrobić to samo? - zapytała lekko przerażona 

Paige. 

- Ja też kiedyś zaczynałem. Potrząsnęła przecząco głową. 
- Ty? To niemożliwe. Ty urodziłeś się z pistoletem w dłoni. 
- Dobrze, dobrze. Zaczynaj. Patrzyła, jak Rye odsuwa tarczę. 
-  Nie  założysz  dla  mnie  nowej?  Przecież  nie  będziemy 

wiedzieć, które strzały ja oddałam. 

Roześmiał się głośno. 
- Przecież mogę trafić w środek. Uniósł wysoko brwi. 
Paige dokładnie naśladowała jego ruchy. Odbezpieczyła broń. 

Robiła  wszystko  zgodnie  z  jego  wcześniejszymi  instrukcjami. 
Bardzo chciała, żeby udało jej się za pierwszym razem. Pragnęła 
zasłużyć na podziw Rye'a. 

Ustawiła  muszkę,  celując  w  środek  tarczy  i  bardzo  wolno 

nacisnęła  spust.  Jej  serce  niemal  przestało  bić.  Wstrzymała 
oddech. Zapomniała o Rye'u i o wszystkim poza oddaloną tarczą 
i rewolwerem w dłoni, która lekko drżała. Wydawało jej się, że 
minęła godzina, zanim broń wypaliła. 

- Tym razem zrób to szybciej - powiedział Rye i przytrzymał 

jej rękę. 

- Poczekaj. Gdzie trafiłam? 

49

RS

background image

 

 

- W dolny lewy róg. Widzisz? 
-  Och!  -  W  głosie  Paige  zabrzmiało  rozczarowanie.  -  Tak 

chciałam, żeby mi się udało. 

-  Raz  strzeliłaś  i  oczekujesz  doskonałego  rezultatu?  Ależ, 

Harry, nie przejmuj się. Daj sobie trochę czasu na naukę. 

- Nie lubię się uczyć. Wolę od razu robić wszystko doskonale. 
Opanował  się,  żeby  nie  poklepać  jej  protekcjonalnie  po 

ramieniu. 

-  To  mnie  nie  dziwi,  ale  działasz  pod  presją,  a  to  nie  jest 

dobre. Odpręż się. 

Następne  strzały  były  dużo  lepsze.  Po  półgodzinie  strzelania 

Rye  nauczył  Paige  czyścić  broń.  Bolało  ją  trochę  ramię,  ale 
rozpierała  też  duma,  że  już  za  pierwszym  razem  poszło  jej 
bardzo dobrze. 

W  drodze  do  hotelu  spojrzała  na  Rye'a  i  dostrzegła  na  jego 

twarzy  pobłażliwy  uśmiech.  Wsunęła  dłoń  pod  jego  ramię. 
Postanowiła zapytać go o coś, co męczyło ją cały czas. 

-  Ta  kobieta,  o  której  wczoraj  wspominałeś...  Kani?  Pracuje 

dla ciebie? - Patrzyła na niego z nadzieją, że to potwierdzi. 

Chciał  już  jej  odpowiedzieć,  gdy  nagle  przystanął  i  rozejrzał 

się wokół. Paige wstrzymała oddech i starała się dostrzec to, co 
go  zaniepokoiło.  Rye  patrzył  na  nią,  ale  w  rzeczywistości 
obserwował,  co  się  dzieje  z  tyłu.  Ona  miała  chęć  się  obejrzeć, 
ale zmusiła się do patrzenia na niego. 

- Weź mnie za rękę. I idź wolniej - szepnął. - Chcę sprawdzić, 

kto jest tam z tyłu. Nie mogę go dostrzec. 

- Skąd... 
- Słyszałem coś. 
Skręcili  w  boczną  uliczkę  i  Rye  pociągnął  ją  do  ciemnej 

bramy. Oparł się o drzwi, przyciągnął ją do siebie i objął. 

- Udawaj zakochaną. Obejmij mnie. 
Paige  zawahała  się  przez  chwilę,  ale  otoczyła  Rye'a  lekko 

ramionami tak, by mógł w każdej chwili odsunąć ją od siebie. 

50

RS

background image

 

 

Usłyszała czyjś kaszel, następnie warkot samochodu, a potem 

nastąpiła  cisza.  Stopniowo  zaczynała  odczuwać  siłę  Rye'a  i 
poczucie  bezpieczeństwa,  jakie  dawały  jej  jego  ramiona.  Nie 
chciała  pamiętać  o  tym,  że  coś  może  im  grozić.  Chciała  po 
prostu wtulić się w Rye'a i tak już pozostać. 

Czuła, że dotyka policzkiem jej włosów, a jego dłoń przesuwa 

się po jej plecach. 

Grzało ją ciepło jego ciała. Czuła, że Rye jej pragnie. Uniosła 

głowę, by spojrzeć na niego. 

Nie patrzył na nią, jego słowa płynęły gdzieś nad jej głową. 
- Przepraszam. Nie traktuj tego serio. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

51

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
,,Nie  traktuj  tego  serio".  Co  on  sobie  myśli?  Był  wyraźnie 

podniecony.  Trzymał  ją  w  ramionach.  I  ma  nie  traktować  tego 
serio? 

- Zbliża się - szepnął, a jego dłoń zsunęła się niżej. Przytulił ją 

mocniej. 

Paige  ogarnęła  panika.  Była  podniecona,  a  jednocześnie 

wystraszona.  Nasłuchiwała  odgłosu  zbliżających  się  kroków. 
Przez  cały  czas  próbowała  nie  reagować  na  podniecenie  Rye'a. 
Zaczęła się kręcić, starając się uwolnić. Przyciągnął ją do siebie. 
Zamarła,  bo  ktoś  właśnie  przechodził.  Dopiero  po  chwili  Rye 
puścił ją i wyszli na chodnik. Teraz podążali za nieznajomym. 

- W porządku - powiedział Rye. - Nie zagraża nam. Paige nie 

odpowiedziała. Szła, starając się dotrzymać 

mu  kroku.  Nie  reagowała  na  jego  słowa,  więc  w  końcu 

zamilkł.  Wyczuła,  że  jest  trochę  zdziwiony  jej  zachowaniem. 
Kiedy  znaleźli  się  w  hotelu,  poszła  od  razu  do  łazienki. 
Próbowała  się  opanować.  Podniecenie  wywołane  nauką 
strzelania  i  grożącym  niebezpieczeństwem  wytrąciło  ją  z 
równowagi.  Doszła  do  tego  reakcja  na  dotyk  Rye'a,  a  potem  te 
lekceważące słowa. Była wściekła. Jak mógł ją tak obrazić? 

- Czujesz się lepiej? - zapytał, gdy wróciła do sypialni. 
Rye  stał  w  drzwiach  łączących  dwa  pokoje.  Ręce  splótł  na 

piersiach. Opierał się o framugę. Po chwili zbliżył się do Paige. 
Nie  wiedział,  dlaczego  tak  bardzo  mu  zależy,  żeby  znowu  nie 
zamknęła się w sobie. 

- Łatwo się obrażasz. Przecież cię przeprosiłem. To naprawdę 

była mimowolna reakcja. Nic nie mogłem na to poradzić. 

-  Rozumiem.  W  ciemnościach  wszystkie  koty  są  szare  - 

zaśmiała się ironicznie. 

Rye nareszcie zrozumiał, o co jej chodzi. Była wściekła. 
- Jeśli przypuszczasz, że w podobnej sytuacji zareagowałbym 

tak na każdą kobietę, to się grubo mylisz. 

52

RS

background image

 

 

- Czyżby? - spytała wyniosłym tonem. - To znaczy, że według 

ciebie  różnię się  od  innych  osobniczek  płci  żeńskiej  i nie ma  o 
co się obrażać? 

Czuł, że wszystko zniszczył niefortunnie dobranymi słowami. 

On sam był zaskoczony reakcją swojego ciała i to w chwili, gdy 
groziło im niebezpieczeństwo. Ale tak dobrze było trzymać ją w 
ramionach. 

Wiedział,  że  to  co  odczuwał,  nie  pasowało  do  sytuacji  i 

obawiał  się,  że  Paige  źle  to  zrozumie.  I  tak  się  właśnie  stało. 
Uważał, że musi się jakoś wytłumaczyć. 

- Powinniśmy chyba otwarcie przyznać, że czujemy do siebie 

nawzajem jakiś pociąg - odezwał się. 

- Nic do ciebie nie czuję. Jesteś jedynie moim ochroniarzem i 

to wszystko. 

- Nie wierzę. 
- Jesteś okropny. 
-  Okropny?  Nic  innego  nie  wymyślisz?  -  roześmiał  się  Rye. 

Fascynowało  go  jej  opanowanie,  ale  jednocześnie  był 
oczarowany, kiedy je traciła. 

- Co za barbarzyńca - odcięła się. 
-  Wiesz  co?  Zróbmy  eksperyment.  Byłaś  wściekła,  bo 

podnieciłem się, trzymając cię w ramionach... 

-  To  nieprawda.  Byłam  zaskoczona,  a  nie  wściekła.  A  poza 

tym nie próbuj mnie dotykać. 

-  Boisz  się?  Wiesz,  chciałbym  sprawdzić  twoje  odruchy 

warunkowe. 

- O co ci teraz chodzi? - Stała się trochę podejrzliwa. 
-  Przypuśćmy,  tylko  przypuśćmy,  że  znowu  wezmę  cię  w 

ramiona... 

- Ani się waż! 
-  Przecież  cię  nie  dotykam.  Puść  wodze  fantazji. Przypomnij 

sobie  sytuację  na  ulicy.  Wyobraź  sobie,  że  głaszczę  cię  po 
plecach i mocno przyciągam do siebie. - Jego głos zniżył się do 
cichego,  hipnotyzującego  szeptu.  -  A  teraz  wyobraź  sobie,  że 

53

RS

background image

 

 

pieszczę  twoje  piersi.  Jakiej  reakcji,  według  ciebie,  mógłbym 
oczekiwać? 

- Nie wiem - wyjąkała. 
Zbliżył się o krok i zaczął się w nią wpatrywać. 
- Może właśnie takiej? 
Paige czuła, że jej piersi twardnieją, a nogi ma zupełnie jak z 

waty.  Nigdy  nie  uważała  się  za  osobę  pociągającą,  pełną 
kobiecości,  która  wzbudza  zachwyt  w  mężczyznach.  Ale  w 
oczach  Rye'a  widziała  podziw  i  miała  nadzieję,  że  nie  jest  to 
część gry, jaką wymyślił. 

- Jesteś najbardziej interesującą kobietą, jaką dotąd poznałem 

- odezwał się w końcu i zaczął iść w jej stronę. 

Cofnęła się. 
- I co teraz? Jesteś w pułapce. 
- Czego chcesz? - z trudem wymówiła te słowa przez ściśnięte 

gardło. 

-  Tego  -  powiedział  cicho  i  pochylił  ku  niej  twarz.  Mogła 

odejść albo zostać. Popatrzyła mu wyzywająco w oczy. Na jego 
twarzy  pojawił  się  triumfalny  uśmiech,  gdy  przesuwał  palcami 
po  jej  wargach.  Długo  wpatrywali  się  w  siebie,  aż  w  końcu 
dotknęli  się  ustami.  Wtedy  Paige  przymknęła  oczy,  a  jej  ciało 
ogarnął żar pożądania. 

Topniała  pod  jego  pocałunkami  -  najpierw  wolnymi  i 

drażniącymi,  potem  silnymi  i  uwodzicielskimi.  Delikatnie 
pieścił palcami jej kark. Nawet dotyk jego ubrania podniecał ją. 
Nie istniało na świecie nic oprócz Rye'a. Rye... 

-  Czy  ja  naprawdę  to  robię?  -  zapytał,  dotykając  ustami  jej 

czoła. 

- Co? - Przycisnęła wargi do jego szyi i przywarła do niego. 
- Ty drżysz! 
Starała się uspokoić. Zamknęła oczy i kilkakrotnie wciągnęła 

głęboko powietrze. 

- Popełniamy błąd - stwierdziła. 

54

RS

background image

 

 

-  Prawdopodobnie.  Ale  może  jest  to  tylko  nieodpowiednie 

miejsce  i  czas.  Ja  się  nie  mylę,  Harry.  Dla  mnie  nie  jesteś 
szarym kotem - zauważył, wychodząc z jej pokoju. 

Leżała  w  łóżku,  wpatrywała  się  w  sufit  i  myślała  o  Rye'u. 

Wygląda  jak  facet  z  reklamy  sprzętu  gimnastycznego  i  jest 
naprawdę wspaniały. Poza tym nie interesuje się nią tak bardzo 
jak ona nim. Ale był podniecony. Tego nie mógł ukryć. Przestań 
o  tym  myśleć,  nakazała  sobie  w  myślach.  Co  jeszcze  o  nim 
wiesz? 

Swoje obowiązki spełnia doskonale, naprawdę doskonale. Jest 

spostrzegawczy.  Zauważył  jej  zainteresowanie  bronią.  Jeśli 
chce,  umie  być  dobrym  kompanem.  Jego  usta  mają  cudowny 
smak... 

W  jego  życiu  jest  chyba  kobieta  i  dziecko.  Jeśli  to  prawda, 

jeśli  okaże  się,  że  po  prostu  wykorzystał  sytuację,  straci  dla 
niego cały szacunek. 

Nie mogła dłużej czekać. Bała się nie tylko swojej reakcji na 

jego  obecność,  ale  również  tego,  że  zostaną  przełamane 
wszelkie  bariery.  Odrzuciła  kołdrę,  wstała  z  łóżka  i  poszła  do 
salonu. 

- Co się stało? - zapytał sennym głosem. 
- Kto to jest Kani? - wydusiła z siebie. 
- Moja siostra. A dlaczego pytasz? 
Ogarnęło  ją  uczucie  ulgi.  Kilkakrotnie  przełknęła  ślinę, 

próbując się opanować. 

- Jest w ciąży? 
- Tak. Może urodzić w każdej chwili. 
Była zadowolona, że w ciemności nie widać jej twarzy. 
-  To  wszystko,  co  chciałam  wiedzieć  -  powiedziała. 

Zamierzała odejść, gdy przytrzymał ją za ramię. 

- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, co cię martwi? 
-  Nie  mogłam  spać.  To,  co  zdarzyło  się  między  pójściem  na 

strzelnicę a tym... tym, co było potem... Boję się. 

55

RS

background image

 

 

-  Przykro mi,  że  przestraszyłaś  się  typa, który  szedł  za  nami. 

Nie mam powodu przypuszczać, że ktoś nas odnalazł, ale nigdy 
nic nie wiadomo. 

Nie zrozumiał, o co mi chodzi, ale to i lepiej, pomyślała. 
- Jak możesz tak żyć? To okropnie wyczerpujące, gdy nie ma 

się chwili wytchnienia. 

- Przyzwyczaiłem się. Bądź ostrożny, będziesz żywy. 
- Co to jest? Hasło skautów? Rye roześmiał się. 
-  Nie  podziękowałam  ci  za  dzisiejszą  wycieczkę  -rzekła.  - 

Bardzo mi się podobała. 

- Słyszę w twoim głosie nutkę nadziei, Harry. Ale nic z tego. 
-  A  gdybym  się  przebrała?  No  wiesz,  mogłabym  ufarbować 

włosy i stać się blondynką. Nikt by mnie wówczas nie poznał. 

- To chyba nie wystarczy. Powinnaś jeszcze coś zmienić, żeby 

wyglądać zupełnie inaczej. 

- Co? Zrobię wszystko. Przyjrzał jej się dokładnie. 
- Może wypchać sobie biustonosz albo... 
- Idź do diabła! 
- Przestań się denerwować. Chyba rozumiesz, o co mi chodzi. 

Musisz coś zrobić, żeby wyglądać zupełnie inaczej. 

-  A  ponieważ  prawie  nie  mam  piersi  -  powiedziała  z 

wściekłością  -  to  wypchanie  watą  biustonosza  sprawi,  twoim 
zdaniem,  że  będę  nie  do  rozpoznania.  Mylisz  się  jednak,  bo  to 
tylko przyciągnie uwagę. 

- Przecież nie muszą wyglądać jak melony. 
- Bo teraz są jak morelki - stwierdziła z ironią. 
Z  trudem  powstrzymał  wybuch  śmiechu.  Paige  była 

zawstydzona, obrażona i zdenerwowana. 

- A kogo to obchodzi, że masz małe piersi? Nie podobasz się 

sobie? 

- Ja nawet nie noszę stanika, więc nie mam czego wypychać - 

wyrzuciła  z  siebie  jednym  tchem.  -  Jesteś  typowym  macho. 
Znam  takich  jak  ty.  Chcecie,  żeby  kobieta  była  przystępna  i 
miała duży biust. A ja taka nie jestem. 

56

RS

background image

 

 

- Nie obchodzi mnie twój biust. 
- To dlaczego robisz wokół niego tyle szumu? 
- To nie ja robię szum, ale ty - odpowiedział spokojnie. 
- Wszyscy mężczyźni interesują się damskimi piersiami. 
-  Ja  nie  jestem  taki  jak  wszyscy.  A  poza  tym  skąd  wiesz,  co 

lubię,  a  czego  nie?  -  W  końcu  wytrąciła  go  z  równowagi.  - 
Traktuję kobiety tak samo jak mężczyzn. Oczywiście z początku 
zauważam  ładną  twarz  czy  figurę,  ale  zawsze  najbardziej 
interesuje mnie osobowość. 

- Trudno w to uwierzyć. 
-  Dlaczego?  -  Zastanowił  się  przez  chwilę.  -  Rozumiem, 

wyglądam na kulturystę, więc nie mogę być wrażliwy. 

-  Chyba  tak.  -  Paige  patrzyła,  jak  Rye  nerwowo  przechadza 

się po pokoju. 

-  Kobieta,  która  najbardziej  mi  się  podobała  -  powiedział 

stłumionym  głosem  -  miała  tylko  jedną  pierś,  gdy  kochaliśmy 
się po raz pierwszy, a gdy robiliśmy to po raz ostatni, nie miała 
ich w ogóle. 

Paige wpatrywała się w niego oniemiała. 
- Ona wiedziała, że nie piersi stanowią o jej atrakcyjności, ale 

rozum i serce. 

- Kochałeś ją - ni to zapytała, ni to stwierdziła Paige. 
- Aż do śmierci - powiedział, z trudem wydobywając z siebie 

głos. 

W ciszy pokoju słychać było tykanie zegara. 
- Tak mi przykro - wyszeptała - że ona nie żyje. Że musiałeś 

przez to przejść. Pójdę już. Dobranoc, Rye. 

Śmieszne,  pomyślał,  wypowiedziała  moje  imię  tak 

pieszczotliwie.  Ciekawe,  jak  długo  będę  musiał  czekać,  żeby 
zasnąć? 

Obudził  go  Lloyd,  który  przyniósł  śniadanie.  Było  wpół  do 

ósmej  -  okazało  się,  że  w  ciągu  dwóch  dni  udało  mu  się 
przespać aż całe pięć i pół godziny. 

57

RS

background image

 

 

Lloyd  poruszał  się  niemal  bezszelestnie.  Wkrótce  w  pokoju 

pojawiła się Paige, którą obudził smakowity zapach boczku. 

- Dzień dobry - zwróciła się do Lloyda. - Co za pyszności! 
- Spałeś dobrze? - zapytała Rye'a, który usiadł przy stole. 
W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. 
Zadzwonił  telefon.  Rye  podniósł  się,  by  go  odebrać.  Paige 

jadła  dalej,  ale  domyśliła  się,  że  telefonuje  jej  ojciec,  który  nie 
ma dla nich dobrych wiadomości. 

-  Chcę  rozmawiać  z  kimkolwiek,  kogo  uda  ci  się  złapać, 

Patrick...  Może  wiesz,  gdzie  jest  rodzina  Falcona?  Rodzice, 
rodzeństwo...  Pewnie  będzie  się  z  nimi  kontaktował  przed 

świętami... 

Święta.  Muszę  być  w  domu  na  święta,  pomyślała  Paige. 

Podeszła do okna. Odsunęła zasłony i wyjrzała na zewnątrz. W 
San Francisco nie można było nawet marzyć o śniegu. 

-  Podaj  mi  nazwisko  i  telefon  tego  speca  od  ochrony... 

Kobieta?... Kto?... Gdzie ją znalazłeś? W książce telefonicznej? 
Znam  wszystkich,  którzy  są  dobrzy,  a  o  niej  nigdy  nie 
słyszałem...  Dobrze.  Niech  się  do  mnie  odezwie.  Dzisiaj. 
Poczekaj chwilę, Patrick. Paige chce z tobą rozmawiać. 

- Tato? Co się dzieje? 
-  Ktoś  telefonuje  do  twoich  przyjaciół,  prosząc o informacje. 

Na szczęście nikt nie wie, gdzie jesteś. 

-  Nie  chciałabym  ich  narażać  na  niebezpieczeństwo. 

Skontaktuję się z nimi i wszystko wyjaśnię. 

-  Nie,  tego  nie  zrobisz.  To  by  zepsuło  wszystko  -  wtrącił  się 

Rye. 

- Ale... 
- Już to załatwiłem, kochanie - powiedział Patrick. 
-  Mam  dość  tego,  że  traktujecie  mnie  jak  dziecko.  To mnie  i 

moim  przyjaciołom  grozi  niebezpieczeństwo.  Nie  mówcie  mi, 

że mam tu siedzieć bezczynnie. Muszę coś zrobić. - Popatrzyła 
groźnie na Rye'a. 

58

RS

background image

 

 

-  Wytłumacz  to  swojemu  ochroniarzowi,  nie  mnie  - 

odpowiedział na jej zarzuty ojciec. 

- Tatusiu? - jęknęła łamiącym się głosem. 
- O co chodzi, kochanie? 
- Jutro Wigilia. 
- Wiem. 
- Muszę być w domu. 
- To niemożliwe. 
Przymknęła oczy, by powstrzymać łzy. 
- Pada śnieg? 
- Przestań, Paige. Twoja mama... 
- Pamiętam ostatnie wspólne święta. I to, że padał śnieg. 
- Ale to było dawno temu. 
- Nie mów, że ciebie to nie wzrusza. Widziałam twoją twarz i 

słyszałam,  jak...  -  Popatrzyła  na  Rye'a,  który  wyczuł,  że  chce 
zostać sama. Poszedł do łazienki i odkręcił kurek z wodą. 

-  Czasami  słyszałam,  jak  płaczesz  w  Wigilię  -  mówiła  Paige 

do  ojca,  który  milczał  -  albo  klniesz  lub  rzucasz  rzeczami  w 
swoim pokoju. 

- Była całym moim życiem. 
- A mnie dała życie. Muszę być w domu. 
-  Bardzo  bym  chciał,  ale  ktoś  cię  śledzi.  Zanim  go 

odnajdziemy, musisz pozostać tam, gdzie jesteś. 

- Ale dlaczego tak daleko od domu? I czemu właśnie Warner 

mnie pilnuje? Może udałoby się załatwić kogoś w Bostonie? 

-  Bo  ja  tak  zdecydowałem  -  powiedział  ojciec  stanowczym 

tonem.  -  Jeśli  nie  możecie  dogadać  się  z  Warnerem,  to  trudno. 
On  jest  najlepszy  i  dobrze  o  tym  wiesz.  Nikomu  innemu  nie 
powierzyłbym ciebie. Rozumiesz? 

- Tak. 
- A jak ci się z nim układa? 
- Możliwie. 
- To znaczy? - zapytał zaniepokojony. 
- To znaczy... Nieważne. Zapanowała cisza. 

59

RS

background image

 

 

- Zakochałaś się w nim? 
- Oczywiście, że nie. 
-  Paige?  To  nie  byłoby  rozsądne,  gdybyś  się  zaangażowała 

uczuciowo. 

- Zaangażowała? 
- Wiesz, o czym mówię. 
- Dlaczego? 
- Bo on do ciebie nie pasuje. 
- Co masz na myśli? 
- Rye jest pełen pasji. 
- A ja nie? - W jej głosie pojawiła się wściekłość. 
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć. 
- Spróbuj. 
-  On  jest...  jest  po  prostu  inny.  Przytłaczający  swoją 

osobowością. 

- Nie chce mi się wierzyć, że w ogóle o tym mówimy. A może 

to ja przytłoczyłabym go. Nie pomyślałeś o tym? A skąd wiesz, 

że jest pełen pasji? 

- Po prostu dobrze go znam. 
Wszedł  Lloyd  i  ze  zdziwieniem  zauważył,  że  Paige  jeszcze 

rozmawia z ojcem. 

- Nie przeszkadzam? - zapytał. Potrząsnęła przecząco głową. 
- Informuj nas o wszystkim, tato. Dobrze? 
- Uważaj na siebie, malutka. 
Po  tej  rozmowie  dzień  stracił  cały  urok.  Wszystko  się 

skomplikowało.  A  ona  potrafiła  myśleć  jedynie  o  Rye'u.  Nagle 
poczuła się bardzo zmęczona. Z trudnością przystosowywała się 
do zmian. Najważniejsza była dla niej praca. Wydawało jej się, 

że  w  ten  sposób  naśladuje  swoją  matkę.  Całe  życie  ojciec 
opowiadał jej, jaka była wspaniała. Paige starała się być taka jak 
ona  i  na  ogół  jej  się  to  udawało,  chociaż  często  musiała 
pokonywać  swój  temperament  i  niecierpliwość.  Wiedziała,  że 
charakter odziedziczyła raczej po ojcu. 

Jak by to było, gdyby mama żyła? 

60

RS

background image

 

 

Nigdy  nie  pozna  odpowiedzi  na  to  pytanie,  a  ojciec  też  się 

nigdy nie zmieni. 

- Przynieść coś pani, panno O’Halloran? 
Paige zupełnie nie zwróciła uwagi na jego pytanie. 
- Masz dzieci, Lloyd? 
- Nie miałem tego szczęścia. 
- Byłbyś lepszym ojcem niż mój tata. 
- Z tego co wiem, ojciec bardzo panią kocha. 
- Dziękuję ci, Lloyd. - Paige uśmiechnęła się, pokonana. 
- Za co? 
-  Za  przypomnienie  mi  tego,  co  jest  ważne.  A  co  jest  ważne 

dla ciebie? 

-  Pomagać  innym.  Cieszyć  się  życiem.  Służyć  panu 

Warnerowi. 

- W tej kolejności? 
- Niekoniecznie. 
- Jak poznałeś Warnera? 
- Ocalił mi życie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

61

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
- Łazienka wolna - oznajmił Rye, wchodząc do pokoju. 
Paige zignorowała go zupełnie. 
- W jaki sposób uratował ci życie? 
- On... 
Rye stanął za Paige. 
-  Jeśli  ubranie  się  zajmie  ci  tyle  czasu  co  wczoraj,  to  lepiej 

zacznij już teraz. 

-  Sprawdziłam  swój  kalendarz.  Z  nikim  się  na  dziś  nie 

umówiłam, Warner. 

- Nie rozumiesz? Chciałbym porozmawiać z Lloydem. 
- Powiedziałeś, że pozwolisz Lloydowi opowiedzieć mi coś - 

przypomniała mu Paige. - Zmieniłeś zdanie? 

- Ależ skąd. Ja tylko chcę przez chwilę porozmawiać z nim w 

cztery oczy. Proszę cię, przestań mi wszystko utrudniać. 

- Założę się, że gdy wyjdę z łazienki, Lloyda już tu nie będzie. 
- Mówiłaś coś, Harry? 
W odpowiedzi trzasnęła drzwiami. Rye uśmiechnął się. 
-  Nie  podoba  mi  się  sposób,  w  jaki  pan  na  nią  patrzy  - 

powiedział  Lloyd.  -  Proszę  jej  nie  skrzywdzić.  Czy  mógłby  mi 
pan to obiecać? 

- Ó czym ty mówisz? 
-  Pan  ma  większe  doświadczenie  w  nawiązywaniu 

krótkotrwałych związków niż ona. Proszę jej nie lekceważyć. 

- A skąd ty to wszystko wiesz? 
-  Przyglądam  się  jej.  I  widzę  w  jej  oczach  coś  więcej  niż 

pragnienie bycia z kimś. Dostrzegam też, że nie ma w dziedzinie 
seksu żadnej praktyki. Pan też powinien to zauważyć. 

-  Przecież  jest  nowoczesną  kobietą.  Na  pewno  nie  jest 

dziewicą. 

- Mówię panu, że nie jest taka jak inne. 

62

RS

background image

 

 

-  Jest  ze  mną  bezpieczna.  Do  licha,  przecież  ona  niemal 

rzuciła się na mnie wczoraj. Nie wykorzystałem tego wtedy i nie 
mam zamiaru robić tego teraz - wyrzucił z siebie jednym tchem. 

Lloyd pokiwał głową ze zrozumieniem. 
- Czy ty naprawdę chcesz jej powiedzieć, jak się poznaliśmy? 
- A czemu nie, proszę pana? 
- Przestań udawać lokaja - westchnął Rye. - Przerwałem twoje 

wynurzenia,  bo  nie  chcę,  żebyś  naopowiadał  jej  takich  bredni, 
jakie zaserwowałeś mojej siostrze. 

- Pani MacKenzie potrafi docenić prawdziwego artystę. 
- A ty lubisz sprawiać jej przyjemność. Ale chyba przed nikim 

więcej  się  tak  nie  popisywałeś?  Na  pewno  chcesz  o  wszystkim 
opowiedzieć Paige? Przecież jej prawie nie znasz. 

- Znam. Nie będzie mną gardzić. 
-  No  to  sprawdźmy,  czy  pamiętasz  wszystko  dokładnie.  Ilu 

tam było ludzi? 

- Sześciu, proszę pana. 
- Ilu? 
- Trzech. - Lloyd opuścił głowę. 
- A jakiej broni zamierzali użyć? 
- Wielkiego, groźnego... 
Rye popatrzył na niego z ironicznym uśmiechem. 
- Scyzoryka, proszę pana. 
-  No  właśnie.  W  końcu  mógłbyś  przestać  fantazjować. 

Poczekaj  chwilę,  przygotowałem  dla  ciebie  listę  spraw  do 
załatwienia. Tylko przesłucham automatyczną sekretarkę. 

Lloyd usiadł na kanapie i zamyślił się. 
-  Ciekawe  -  odezwał  się  nagle  Rye.  -  Jakiś  facet  zostawił 

wiadomość,  że  dzwoni  w  sprawie  pracy  z  polecenia  Patricka 
O’Hallorana i czeka na mój telefon. 

- Chyba pan w to nie wierzy. 
-  Patrick  zachowuje  się  jak  ojciec,  który  znalazł  idealną 

opiekunkę  do  dziecka  i  na  pewno  nie  podał  nikomu  mojego 

63

RS

background image

 

 

numeru  telefonu.  -  Zaczął  wybierać  cyfry.  -  Zauważyłeś,  jak 
Paige posmutniała, gdy rozmawiała z ojcem o świętach? 

- Tak. 
- Może wiesz, dlaczego? 
- To ma coś wspólnego z jej matką. 
-  Mówiła  mi,  że  jej  mama  umarła,  kiedy  ona  miała  zaledwie 

cztery lata. - Przedstawił się sekretarce Patricka. - Martwi mnie, 

że w Bostonie nic się nie dzieje. Detektywi O’Hallorana nic nie 
wykryli. 

- Czy sądzi pan, że powinien tam pojechać? 
-  Paige  chce  być  w  domu  na  święta.  Jeśli  ją  tam  zabiorę  i 

umieszczę  w  bezpiecznym  miejscu,  mogę  sprawdzić  wszystko 
osobiście. 

- Jej ojciec nie chce, żeby przyjeżdżała. 
- Ja tu czegoś nie rozumiem. Halo! Dzień dobry, Patrick. 
-  Co  się  stało?  -  zapytał  ojciec  Paige  podenerwowanym 

głosem. 

-  Czy  kazałeś  niejakiemu  Carlowi  Smithowi  zgłosić  się  do 

mnie? 

- Nie. 
-  Tak  też  sądziłem.  Zanotuj  numer  i  każ  go  sprawdzić.  Czy 

pamiętasz, że chciałbym porozmawiać z twoim detektywem? 

- Dobrze. Zadzwonię po nią. Będzie u mnie po południu. Coś 

jeszcze? 

-  Chciałbym  wiedzieć,  dlaczego  święta  są  tak  ważne  dla 

Paige? 

- Zapytaj ją. 
- A czemu ty nie chcesz mi powiedzieć? 
-  Bo  to  nasza  prywatna  sprawa,  a  ty  mógłbyś  komuś  o  tym 

wspomnieć. Znasz przecież tak wielu ludzi. 

- Byłoby jej przykro? 
-  A  czy  to  jest  takie  ważne?  -  zapytał  Patrick  po  długiej 

chwili. 

64

RS

background image

 

 

-  To  bardzo  trudny  czas  dla  Paige.  Nie  chciałbym  zrobić  jej 

przykrości. 

- Nie powinieneś tak się angażować w to wszystko. Oboje nie 

powinniście tego robić. 

- To znaczy, że nie powinienem o nic ją pytać? 
-  Przepraszam,  ale  mam  następną  rozmowę  -  powiedział 

Patrick i odłożył słuchawkę. 

Mimo  że  Rye  znał  ojca  Paige  od  dawna,  pozostawał  on  dla 

niego  zagadką.  Był  bardzo  wrażliwym  człowiekiem,  ale  kiedy 
uważał  to  za  konieczne,  naginał  prawdę  do  swoich  potrzeb.  Z 
pewnością jednak nie zrobiłby świństwa własnemu dziecku. 

- Mówił pan coś o jakiejś liście - przypomniał mu Lloyd. 
Rye  zaczął  przeglądać  papiery,  aż  wreszcie  znalazł  kartkę, 

której  szukał.  Podał  ją  Lloydowi,  a  ten  przez  kilka  chwil 
wpatrywał się  w sporządzony  przez  Rye'a  spis. Na jego  twarzy 
pojawił się uśmiech. 

- W porządku, proszę pana. 
- Uda ci się to wszystko dziś załatwić? 
-  Oczywiście.  Proszę  powiedzieć  pannie  O’Halloran,  że 

niedługo wrócę. 

- Będzie zła, że wyszedłeś. Pomyśli, że to przeze mnie. 
- Doprawdy, proszę pana? 
Dawno  temu  umilkł  szum  wody,  potem  Rye  usłyszał 

pracującą  suszarkę  do  włosów.  Nie  mógł  zrozumieć,  dlaczego 
Paige traciła tyle czasu na ubieranie się. 

- Wiedziałam! 
Rye popatrzył na nią znad papierów. 
-  Poszedł  sobie.  -  Podbiegła  do  okna  i  wyjrzała  na  ulicę, 

szukając samochodu Lloyda. 

-  Wróci. Doszedł  do  wniosku,  że  przez  ten czas, kiedy ty  się 

ubierasz, może wiele załatwić. 

Paige  stała  ciągle  przy  oknie,  jakby  jej  wzrok  mógł 

przyciągnąć Lloyda z powrotem. 

65

RS

background image

 

 

Nie  upięła  włosów  w  kok  jak  zwykle,  lecz  splotła  je  w 

warkocz.  Wyglądała  uroczo.  Miała  na  sobie  leginsy  i  obszerną 
bawełnianą bluzę, którą wybrał dla niej Lloyd. 

Rye  nagle  wyobraził  sobie,  że  stoi  przy  niej  i  trzyma  ją  w 

ramionach. Pieści ją, a ona odpowiada tym samym. 

Paige odwróciła się do niego. 
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - spytała. 
- Ładnie  wyglądasz  -  odpowiedział,  kładąc pospiesznie  notes 

na  kolanach.  Z  jednej  strony  coś  nakazywało  mu  podejść  do 
niej,  z  drugiej  poczucie  obowiązku  mówiło,  żeby  się 
powstrzymał od jakiegokolwiek ruchu. 

- Dziękuję. Wiesz, wyglądasz... dziwnie. 
-  Mam  dużo  pracy.  -  Popatrzył  na  papiery  zgromadzone  na 

stoliku. 

- Nie chcę ci przeszkadzać. 
- Co będziesz robić? 
-  Przecież  wiesz,  że  nic.  Nie  mam  zupełnie  nic  do  roboty.  I 

nikogo, z kim mogłabym porozmawiać, więc pewnie pooglądam 
telewizję. W sypialni, żeby ci nie przeszkadzać. 

Nalała  kawy  dla  siebie  i  dla  Rye'a,  zabrała  swój  kubek  i 

wyszła. 

Co za nuda, mruczała do siebie Paige, po raz setny zmieniając 

kanał.  W  końcu  zaczęła  sama  wymyślać  tematy  audycji  i  od 
czasu do czasu prezentowała je Rye'owi. 

-  Co  sądzisz  o  tym?  Mężczyźni,  którzy  lubią  jedzenie  dla 

niemowląt, i kobiety, które je dla nich przecierają. 

-  Czy  to  jest  twoje  osobiste  doświadczenie?  -  krzyknął  w 

odpowiedzi. 

-  A  to?  Kobiety,  które  kochają  się  we  własnych  szoferach,  i 

mężczyźni, którzy tego nie tolerują. 

- Muszę ostrzec Lloyda - stwierdził natychmiast. 
- Kobiety, które sypiają po prawej stronie łóżka... 

66

RS

background image

 

 

-..i mężczyźni, którzy od nich odeszli - dokończył, pojawiając 

się  w  drzwiach.  -  Kobiety,  które  przeszkadzają  w  pracy,  i 
mężczyźni, którzy to znoszą. 

Uśmiechnęła  się,  bo  nie  wyglądał  na  rozgniewanego.  Był 

tylko  zmęczony.  Brak  snu.  I  to  ciągłe  napięcie.  To  wszystko 
miało wpływ na nich oboje. 

- Chodź, usiądź tu obok mnie - zaproponowała, odsuwając się, 

aby zrobić mu miejsce na łóżku. 

Gdy  usiadł,  uklękła  za  nim  i  położyła  obie  dłonie  na  jego 

ramionach. 

-  Ach  -  jęknął,  gdy  zaczęła  go  masować.  Odczuł  prawdziwą 

ulgę. - Gdzieś ty się tego nauczyła? 

- Przez dwadzieścia lat grałam na pianinie, potem pracowałam 

na  komputerze.  Wszystko  to  bardzo  wzmocniło  mi  palce.  Poza 
tym skończyłam kurs masażu. 

Obejrzał się i popatrzył na nią z niedowierzaniem. Przez kilka 

minut  masowała  jego  barki  i  kark  w  milczeniu.  Z  satysfakcją 
zauważyła, że Rye ma gęsią skórkę. 

- Jaką nazwę noszą twoje perfumy? - zapytał nagle. 
-  Żadnej.  Kiedy  skończyłam  szkołę,  ojciec  zabrał  mnie  do 

Paryża i tam stworzono perfumy specjalnie dla mnie. 

- Nic dziwnego, że nie mogłem ich rozpoznać. 
- Czy to takie ważne? Czemu ja cię o to pytam? Przecież ty i 

tak  musisz  umieć  wszystko  zrobić  i  rozwikłać  każdą  zagadkę. 
Jesteś perfekcjonistą. - Oparła dłonie o jego plecy. - Wyglądasz 
na zmęczonego. Połóż się na chwilę. Ja pójdę do salonu. 

- Jest tu miejsce dla dwojga - powiedział cicho. 
- Nie kuś mnie. 
Rye  milczał  przez  chwilę,  a  potem  odwrócił się  i  spojrzał jej 

prosto w oczy. 

-  Próbuję  tego  nie  robić.  Może  ty  postarasz  się  nie  wieszać 

swojej bielizny w łazience? 

- Miałam tu spędzić tylko kilka dni. Muszę prać swoje rzeczy. 

Nie wiedziałam, że ci to przeszkadza. Przepraszam. 

67

RS

background image

 

 

Rye przypomniał sobie granatową i białą koronkową bieliznę, 

wiszącą na sznurku w łazience. Popatrzył badawczo na Paige. 

- A jakiego koloru majteczki masz na sobie dzisiaj? - zapytał. 
- Brzoskwiniowego - odpowiedziała cicho. 
- Zaskoczyłaś mnie. Jesteś pełna sprzeczności. 
- Naprawdę? 
- Spokojna i chłodna na zewnątrz, gorąca w środku. 
- Gorąca? 
- Ciekaw jestem... 
- Czego? 
- Czy smakujesz jak brzoskwinia? 
Zbliżał  się  do  niej  powoli,  dając  jej  czas,  by  mogła  się 

odsunąć.  Kiedy  dotknął  ustami  jej  szyi,  przymknęła  oczy  i 
poddała  się  pieszczocie.  Jęknął  cicho.  Jakże  trudno  było  mu 
zapanować nad sobą. Tak bardzo jej pragnął. 

- Paige - westchnął. 
W  ustach  Rye'a  jej  imię  zabrzmiało  jak  zaklęcie.  Do  diabła! 

Co ja wyrabiam, pomyślał. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

68

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Z  cichym  przekleństwem  odsunął  się  od  Paige.  Usiadł  na 

łóżku i oparł się o ścianę. 

-  Lloyd  wrócił  -  powiedział  ochrypłym  głosem.  -  Usiądź  tak, 

jakbyśmy oglądali telewizję. 

Paige zachichotała. Jej oczy zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. 
-  Ale  tatuś  miał  wrócić  dopiero  za  kilka  godzin  -  szepnęła 

rozdzierającym głosem, naśladując wystraszoną nastolatkę. 

- Harry, proszę. 
-  Ukarze  mnie,  jestem  pewna.  A  w  przyszłym  tygodniu  jest 

zabawa - mówiła dalej. 

- Przestań. 
Roześmiała się głośno, widząc rumieniec na jego twarzy. 
- Co się stało? Lloyd kazał ci się trzymać ode mnie z daleka? 
Rzucił jej spojrzenie, od którego śmiech zamarł jej na ustach. 
- Zrobił to? Zgadłam? 
- Jesteśmy w sypialni! - krzyknął Rye. 
W drzwiach pojawił się Lloyd obładowany paczkami; z jednej 

z  nich  wydzielał  się  apetyczny  zapach.  Paige  podskoczyła  z 
radości. 

- Pizza! Skąd wiedziałeś, że mam wielką ochotę na 
pizzę?  -  Chwyciła  pudełko,  ucałowała  Lloyda  w  policzek  i 

pośpieszyła  do  saloniku.  Zanim  Rye  przyłączył  się  do  nich, 
zdążyła  nakryć  stolik  przy  kanapie.  Usiadła  po  turecku  na 
podłodze  i  zachęcała  Lloyda,  żeby  przyłączył  się  do  nich. 
Wymówił się,  że  ma  jeszcze  coś  do  zrobienia. Pochował  resztę 
rzeczy, które przyniósł, i wyszedł. 

Podczas jedzenia Rye przeglądał papiery, a potem spojrzał na 

zegarek i stwierdził, że trzeba zatelefonować do Patricka. 

- Co to znaczy, że nie udało ci się jeszcze tego ustalić? Gdzie 

jest pani detektyw? Muszę z nią porozmawiać. 

- Jeszcze nie przyszła. Próbuje namierzyć ten numer. 

69

RS

background image

 

 

-  Dziwne.  W  takim  razie  przylatuję  z  Paige  do  Bostonu 

najbliższym  samolotem.  Sam  zajmę  się  tym  bałaganem.  - 
Udawał, że nie widzi jej pełnego wdzięczności spojrzenia. 

- Nie musisz. Poczekaj. Już przyszła. 
-  Patrick...  -  zaczął  Rye,  ale  zorientował  się,  że  po  drugiej 

stronie  słuchawki  nikogo  już  nie  ma.  Musiał  czekać.  -  Twój 
ojciec... - zwrócił się z rezygnacją do Paige. 

- Nic nie mów. Mimo wszystko jest kochany. 
- Uparty. 
- Również. 
- To numer telefonu komórkowego - rozległ się głos Patricka 

w słuchawce. 

- Cudownie. Po prostu cudownie! 
- To chyba nie jest dobra wiadomość. 
-  Można  sprawdzić,  kto  jest  właścicielem  numeru,  ale 

potrzebny  jest  nakaz  sądowy,  żeby  ustalić,  gdzie  się  ten 
człowiek  znajduje.  -  Rye  bębnił  w  zamyśleniu  palcami  o  blat 
stolika. - No cóż, zatelefonuję do niego i zobaczę, co uda mi się 
załatwić. Chciałbym porozmawiać z... 

-  Przepraszam,  Rye.  Ktoś  właśnie  wszedł.  Skontaktujemy  się 

później. 

Rye rzucił słuchawkę tak, że omal nie upadła na podłogę. 
-  Nie  wierzę  mu.  Chce  mnie  trzymać  z  daleka  od  swoich 

poszukiwań. Pewnie coś już znalazł i nie chce się ze mną dzielić 
informacjami.  Boi  się,  żebyśmy  za  szybko  nie  wrócili  do 
Bostonu. 

-  Czy  istnieje  jakaś  szansa,  żebym  na  święta  znalazła  się  w 

domu? 

- Gdybym ja tu rządził, na pewno byłoby to możliwe. 
-  Lećmy  do  domu.  Tam  też  znajdziemy  jakąś  kryjówkę.  - 

Paige postanowiła wykorzystać sprzyjający moment. 

-  Dużo  ryzykowaliśmy,  przywożąc  cię  tutaj.  Za  każdym 

razem, gdy wsiadasz do samolotu, grozi ci niebezpieczeństwo. - 
Położył  rękę  na  jej  splecionych  dłoniach.  -  Mogę  straszyć 

70

RS

background image

 

 

twojego  ojca,  ile  tylko  chcę,  ale  obaj  wiemy,  że  nie  powinnaś 
wracać do Bostonu, dopóki cała sprawa się nie wyjaśni. Przykro 
mi.  Wiem,  że  święta  Bożego  Narodzenia  mają  dla  ciebie 
szczególne znaczenie. Chciałbym ci pomóc. 

- Podobno będzie padał śnieg. 
Rye popatrzył na nią ze współczuciem. 
-  To  tylko  data,  Harry.  Możesz  świętować  umowną  rocznicę 

narodzin  Chrystusa  każdego  dnia,  na  przykład  dwudziestego 
ósmego grudnia. 

Poczuł, że się zdenerwowała. 
-  Czy  sądzisz,  że  powinienem  skontaktować  się  z  Carlem 

Smithem? - zapytał, chcąc zmienić temat. 

- Oczywiście. Wykręcił numer. 
- Firma Rothchild's Imports - po dwóch sygnałach odezwał się 

kobiecy głos. 

- Tu Rye Warner. Pan Smith chciał ze mną rozmawiać. 
-  Nie  ma  go  w  tej  chwili.  Pod  jakim  numerem  można  pana 

znaleźć? 

- Wolę sam do niego zadzwonić. Mniej więcej o której wróci? 
- Niestety, nie mogę panu pomóc. 
- Zadzwonię później. 
Powtórzył  rozmowę  Paige,  ale  zareagowała  na  to  tylko 

skinieniem głowy. 

- Nie wiem jak ty, ale ja bym chętnie odpoczął - powiedział. 
- Połóż się na łóżku, ja prześpię się tutaj. 
W drzwiach sypialni odwrócił się i spojrzał na Paige. 
- Chcesz porozmawiać o swojej matce? 
- Nie. 
Przez  chwilę  zastanawiał  się,  dlaczego  Paige  nie  chce  o  niej 

mówić.  Z drugiej strony był jej wdzięczny, że nie porusza tego 
tematu. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnął, to być jej powiernikiem. 

Zabłysło  światło.  Paige  obudziła  się  gwałtownie.  Nie  miała 

pojęcia, gdzie się znajduje i która jest godzina. 

71

RS

background image

 

 

-  Druga  w  nocy,  śpiochu.  -  Coś  wylądowało  na  kanapie.  - 

Ubieraj się w to. Wychodzimy. 

Spojrzała  na  ubranie.  Gdzie  o  drugiej  w  nocy  nosi  się  strój 

gimnastyczny?  Zresztą  to  nieważne.  Pewnie  znowu  Rye  chciał 
ją zaskoczyć. W ciągu sześciu minut była gotowa. 

Dość  długo  szli  ulicami  San  Francisco,  aż  znaleźli  się  przed 

klubem ,,Zdrowie". 

-  Mam  nadzieję,  że  znasz  właściciela  -  powiedziała,  gdy 

wybrał numer wyłączający alarm i otworzył drzwi. 

- Znam go bardzo dobrze. 
- Mówisz o sobie? 
- Jestem jednym z czterech właścicieli. Muszę gdzieś ćwiczyć 

w wolnych chwilach, więc wpadłem na pomysł założenia klubu. 
No, Harry. Bierzemy się do roboty. 

- A jeśli nie zechcę? 
-  Przecież  nie  zmuszam  cię  do  niczego.  Możesz  się 

przyglądać. 

Zdjęła kurtkę i usiadła na rowerze treningowym. Obserwował 

ją  przez  chwilę,  sprawdzając  tempo,  a  potem  rozebrał  się  i 
zaczął ćwiczyć podnoszenie ciężarów. 

- Często pracujesz jako ochroniarz? - zapytała. 
- Robiłem to kilka razy. Ale nigdy nie chroniłem kobiety. 
- A co robisz oprócz tego? 
- Nic specjalnego. Głównie przewiduję. 
- To znaczy? - Była coraz bardziej zafascynowana. 
- Kiedy ktoś wyjeżdża za granicę, szczególnie jeśli jedzie tam, 

gdzie  jest  niebezpiecznie,  pojawiam  się  na  miejscu  wcześniej, 
sprawdzam hotele, miejsca rozmów, środki transportu, angażuję 
ochroniarzy. 

- Jednym słowem działasz jako straż przednia. 
-  Specjalizuję  się  w  antyterroryzmie.  Pracuję  głównie  dla 

biznesmenów. Wiesz, sprawdzałem teren również przed twoimi 
podróżami. 

- Naprawdę? Kiedy? Dokąd jeździłeś? 

72

RS

background image

 

 

- Do Lizbony i Hamburga. 
- Niezbyt ciekawe miejsca. 
- Masz rację, ale co robić? Taka praca. Jak ci idzie? 
- Czy nogi mogą krzyczeć? Wydaje mi się, że je słyszę. 
-  Aż  tak  źle?  -  roześmiał  się.  -  Może  teraz  zajmiesz  się 

ciężarkami? Rób to samo co ja. 

Dostosowała się do jego poleceń. Wyglądała urzekająco. Czuł 

zapach jej perfum i ciała. Pragnął jej aż do bólu. 

Paige  popatrzyła  na  niego  ze  zdziwieniem,  gdy  wyjął  jej 

hantle z rąk i odłożył na bok. 

- Co się dzieje? - zapytała. 
- Muszę wiedzieć, czy czujesz się tak dobrze, jak wyglądasz - 

powiedział,  przyciągając  ją  do  siebie.  Pochylił  głowę.  Ich  usta 
się spotkały. 

Paige  przytuliła  się  do  niego  mocno.  Nie  wiedziała,  co 

spowodowało  taką  jego  reakcję,  ale  nie  miała  zamiaru  mu  się 
opierać.  Jego  oddech  palił  jej  skórę,  a  ciche  westchnienia 
rozpalały  ciało.  Opadł  na  ławeczkę  stojącą  pod  ścianą  i 
pociągnął ją za sobą. 

- Chcę patrzeć na ciebie. Czuć cię. Smakować - wyszeptał. 
-  Ale  dlaczego?  -  spytała.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  wreszcie 

stracił panowanie nad sobą. 

-  Kiedy  tylko  zamykam  oczy,  widzę  cię  w  tej  cieniutkiej 

koszulce,  w  której  byłaś  wczoraj,  z  prześwitującymi  przez 
tkaninę,  spragnionymi  pieszczoty  piersiami  -  powiedział, 
dotykając Paige delikatnie. 

-  Rye  -  westchnęła,  a  jego  imię  zabrzmiało  jak  zaklęcie. 

Objęła  go  za  szyję  i  przywarła  do  niego  całym  ciałem.  Jego 
pieszczoty  przyprawiały  ją  o  zawrót  głowy.  Z jej ust  wydobyło 
się  głębokie  westchnienie.  Nie  była  już  spokojną,  opanowaną 
dziewczyną. Dotyk Rye'a powodował, że pragnęła rzeczy dotąd 
nie poznanych. 

Drżała,  całując  jego  usta,  oczy,  policzki.  Oplatała  go  coraz 

mocniej ramionami. 

73

RS

background image

 

 

Rye zapragnął oprzeć ją o lustrzaną ścianę i wypełnić ją sobą. 

Chciał,  żeby lustra  odbijały  ich  złączone  ciała. Pragnął  słyszeć, 
jak Paige krzyczy ze szczęścia, a sam pragnął zatracić się w niej 
cały. 

Westchnęła,  gdy  odsunął  ją  nieco  od  siebie.  Bał  się  zarówno 

swojej siły, jak i tego, że mimowolnie może sprawić jej ból. Ale 
ona  nie  miała  żadnych  zahamowań.  Jej  pieszczoty  stawały  się 
coraz bardziej śmiałe. 

- Musimy przestać - powiedział cichym, ochrypłym głosem. - 

Nie mam żadnego zabezpieczenia, a na pewno go potrzebujemy. 

- Chyba tak... bo ja niczego nie stosuję. I co teraz zrobimy? 
Zastanowił się. 
-  A  mogłabyś  poczekać,  aż  wrócimy  do  hotelu  i  zrobimy  to 

prawidłowo? 

-  Prawidłowo?  A  teraz  robiliśmy  to  źle?  Może  być  jeszcze 

lepiej? Tak jest dobrze - szepnęła, tuląc się w niego. 

Dotyk  jej  ciała  zelektryzował  go.  Jego  ręce  ponownie 

rozpoczęły pieszczoty. Paige czuła narastające w niej pragnienie 
spełnienia,  zwiększone  gorącymi  pocałunkami,  aż  wreszcie 
eksplodowała, krzycząc ze szczęścia. Rye dołączył do niej. Miał 
wrażenie, że ta chwila trwa całą wieczność. 

-  To  było  lepsze  niż  czekoladka  -  szepnęła, dotykając ustami 

jego szyi, kiedy podniecenie opadło. 

- Kabina prysznicowa w klubie jest za mała dla dwojga. Mam 

pomysł. Ubierzmy się i chodźmy do hotelu. Tam wykąpiemy się 
razem. 

- Jest tylko jeden mały kłopot. Nie mogę się ruszyć. 
Roześmiał się. 
-  Mówię  poważnie.  Nie  mogę  poruszać  nogami.  Już  chyba 

nigdy nie będę chodzić. 

Uniósł  ją  i  postawił.  Jęknęła,  gdy  dotknęła  stopami  podłogi. 

Zachwiała  się,  ale  po  chwili  zmusiła  się  do  zrobienia  paru 
kroków.  Szedł  za  nią,  gotów  podtrzymać  ją  w  każdej  chwili. 
Gdy uniosła wzrok, zobaczyła ich sylwetki odbite w lustrze. 

74

RS

background image

 

 

Chciałabym mieć takie zdjęcie, pomyślała nagle. 
Rye objął ją i przytulił do siebie. 
- Jesteś taka piękna - powiedział cicho. 
Noc 

była 

bardzo 

ciemna, 

tylko 

światło  księżyca 

wychylającego się zza chmur wskazywało im drogę. Słowa były 
niepotrzebne,  chociaż  Paige  zastanawiała  się  przez  cały  czas, 
kiedy  mu  powiedzieć,  czego  pragnie.  Na  razie  cieszyła  się,  że 
szli  razem  przez  uśpione  miasto.  Gdy  zbliżali  się  do  hotelu, 
ogarnęło ich uczucie oczekiwania. Rye odezwał się pierwszy. 

- O czym myślisz? - zapytał. 
- O tobie. W łóżku. W moich ramionach. Roześmiał się. 
-  A  mówią,  że  tylko  mężczyźni  o  tym  myślą.  Przebywanie  z 

tobą staje się niebezpieczne. 

Przymknęła na chwilę oczy, by zebrać całą odwagę. 
-  Ciesz  się  tą  chwilą.  Czasami  na  człowieka  spada 

niespodziewana klęska. 

- Zniosę wszystko, jeśli ty będziesz ze mną. 
- Ale... wiesz... ja... nigdy dotąd. - Nie wiedziała, co powinna 

powiedzieć. 

Uśmiech  powoli  zniknął  z  jego  twarzy.  Zastąpiły  go 

zaskoczenie i niedowierzanie. Zatrzymał się. 

- Chcesz powiedzieć...? Nie! 
Paige czekała w napięciu. Rye zastanawiał się przez chwilę. 
-  Jak  to  jest  możliwe,  Paige?  Masz  dwadzieścia  osiem  lat. 

Spotykałaś się z chłopakami i... 

- Przecież to zupełnie nie ma znaczenia. Pomyślałam, że może 

powinieneś  o  tym  wiedzieć.  Żeby  ta  chwila  była  dla  mnie 
niezapomniana. 

-  Chyba  byłbym  mniej  zaskoczony,  gdybyś  uderzyła  mnie  w 

głowę - rzekł w końcu. 

W milczeniu doszli do hotelu i weszli do domku. Rye zapalił 

światło i zajął się rozpalaniem ognia w kominku, wkładając w to 
wiele niepotrzebnej energii. Paige czekała. W końcu postanowił 
się odezwać. 

75

RS

background image

 

 

- Mówmy otwarcie. Nigdy dotąd z nikim się nie kochałaś. 
-  Właśnie  to  przez  cały  czas  chcę  ci  powiedzieć.  Uderzył 

dłonią w gzyms kominka i cicho zaklął. Paige patrzyła na niego 
kompletnie zaskoczona. 

-  Zachowujesz  się  tak,  jakbym  popełniła  jakąś  zbrodnię  - 

powiedziała. 

- Nie chcę, żeby tak było. 
Czuła, jak jej policzki płoną z gniewu i zawstydzenia. 
-  Czy  ja  cię  dobrze  rozumiem?  Wściekasz  się,  bo  jestem 

dziewicą?  Bo  dotąd  nie  spałam  z  mężczyzną?  Czy  to  źle? 
Myślałam, że wszyscy panowie marzą o takich kobietach. 

- Mówiłem ci, że nie zachowuję się tak jak wszyscy. 
-  To  znaczy,  że  mnie  nie  chcesz?  -  Czuła,  że  w  jej  głosie 

brzmi  smutek,  który  za  wszelką  cenę  chciała  ukryć.  -  Jeśli  tak 
jest, powiedz mi to wprost. Nie zmuszaj mnie, bym cię błagała. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

76

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Wszystko  to,  czego  Rye  się  obawiał,  było  znowu  przed  nim. 

Zawsze  trafiał  na  kobiety,  które  potrzebowały  jego  opieki  i 
pomocy.  Z  początku  nawet  nie  zdawał  sobie  z  tego  sprawy. 
Najpierw była Joanna, którą uspokajał i tulił, gdy wyniszczające 
siły raka i chemioterapii pozbawiły ją nadziei i godności. Musiał 
być z nią. Nieważne, że nie dostawał prawie niczego w zamian. 

Świadomość,  że  sprawił,  iż  jej  ostatnie  dni  były  do  zniesienia, 
przynosiła mu ukojenie. Tylko to się liczyło. Potem pojawiła się 
Terri - wdowa po jego najlepszym przyjacielu. Po śmierci męża 
szukała pociechy i pomocy u niego. A on nie potrafił jej niczego 
odmówić.  Kiedy  odeszła,  by  rozpocząć  nowe  życie,  zrozumiał, 

że musi unikać kobiet, które go potrzebują, bo daje im zbyt dużo 
z siebie. 

Teraz jest Paige. Kolejna słaba istota. Nigdy dotąd nie zaufała 

żadnemu mężczyźnie. A do tego przecież sprowadza się miłość. 
Pierwszego  razu  się  nie  zapomina.  Musiałby  się  starać,  żeby 
było cudownie. To zbyt duża odpowiedzialność. 

Nie może tego zrobić ani dla niej, ani dla siebie. Połączy ich 

wtedy zbyt mocna więź i Paige będzie sądzić, że go potrzebuje, 
a przecież powinna polegać tylko na sobie. 

Powinien  więc  skłamać  i  powiedzieć,  że  jej  nie  pragnie? 

Bardzo trudny wybór. W końcu zdecydował się na kompromis. 

-  Nie  chcę  ponosić  odpowiedzialności  -  oznajmił  i  czekał  na 

jej reakcję. 

Paige  oparła  dłonie  na  biodrach  i  uniosła  dumnie  głowę. 

Zaczęła iść w stronę sypialni. Przystając w drzwiach, odwróciła 
się do Rye'a. 

- Co się zmieniło? 
-  Gdybym  wiedział,  nigdy  bym  sobie  na  nic  nie  pozwolił  - 

powiedział przepraszająco. 

- Dlaczego? 
- Bo masz rację. Ten pierwszy raz powinien być wyjątkowy. 

77

RS

background image

 

 

- A więc uważasz, że to, co przydarzyło nam się w klubie, nie 

było  czymś  wyjątkowym?  Nic  dla  nas  nie  znaczyło?  Faktem 
jest,  że  nie  przypuszczałam,  iż  może  to  się  zdarzyć  w  taki 
sposób. 

- Jest bardzo wiele sposobów - stwierdził. 
-  Zaczynam  wiele rzeczy  pojmować. Przecież wiem co nieco 

na  temat  seksu  z  książek  i  filmów.  Ale  nie  sądziłam,  że  muszę 
być profesjonalistką, by zasłużyć na romans z tobą. Uczennicom 
wara ode mnie. Powinieneś wytatuować to na swoim... czole. 

Nie  chciał  jej  ranić  jeszcze  mocniej.  Powinna  wykrzyczeć 

swój gniew. 

- Nie zachowywałaś się jak nowicjuszka. 
- Pytam jeszcze raz. Czy to coś złego? 
- Mówiłaś kiedyś, że umiesz udawać. Nie zorientowałem się, 

że to robiłaś. 

-  Reagowałam  na  twoje  pieszczoty.  Niczego  nie  udawałam. 

Nie tak jak ty. - Podeszła do niego blisko i spojrzała mu prosto 
w twarz. - Wiesz co? Znajdę mężczyznę, który mnie nauczy, jak 
uprawiać  seks,  a  potem  zgłoszę  się  do  ciebie.  Zatelefonuję, 
umówimy się, pójdziemy do łóżka, a potem porównam was obu 
i ocenię twoje możliwości. 

Wzruszył ramionami. 
- Przecież wiesz, że doświadczenie nie jest ważne. 
- Jeśli tak, to wszystko jest jasne. Po prostu mnie nie chcesz. 

W klubie tylko się mną bawiłeś. Ty, taki doświadczony. Jestem 
nowicjuszką, ale szybko się uczę. 

-  Posłuchaj!  -  Rye  wreszcie  stracił  cierpliwość.  -Nie 

planowałem  tego,  co  stało  się  w  klubie,  tak  jak  ty  tego  nie 
przewidywałaś.  Komplikuje  to  zadanie,  które  mam  do 
wykonania.  I tobie też nie ułatwi życia. Ciągle słyszę dźwięki i 
widzę  obrazy,  których  nie  mogę  zapomnieć.  Będziesz 
prześladować  mnie  do  śmierci.  To  właśnie  chciałaś  usłyszeć, 
Harry? - Ujął jej dłoń i przycisnął do swojego serca. - Czujesz? 
Myślisz,  że  już  cię  nie  pragnę?  Wstrzymuję  oddech,  bo 

78

RS

background image

 

 

pachniesz tak cudownie. Chciałbym być z tobą w łóżku, być w 
tobie  i  pozostać  tak  na  całą  wieczność.  Nie  chcę  cię?  Ja  po 
prostu staram się być wobec ciebie uczciwy. - Odsunął jej rękę i 
odwrócił się. - Kładź się spać. 

-  Na  pewno  zasnę  natychmiast  -  wymruczała,  idąc  w  stronę 

sypialni. 

-  Przynajmniej  będziesz  leżała  wygodnie  -  zawołał.  Paige 

wpadła do sypialni, chwyciła piżamę i znowu 

pojawiła się w salonie. 
- Zajmij to przeklęte łóżko, Warner. 
- Ja... nie... 
-  Mam  już  dość  twojego  narzekania.  To  ty  ustaliłeś  taki 

porządek, nie ja. A teraz zachowujesz się tak, jakby to była moja 
wina,  że  musisz  męczyć  się  na  kanapie,  podczas  gdy  ja  pławię 
się w luksusie. - Dotknęła palcem jego piersi. - Nikt nie powie, 

że  Paige  O’Halloran  nie  uznaje  kompromisu.  Idź.  Korzystaj  z 
wygody. 

Minęła  godzina.  Rye  nasłuchiwał,  jak  zmywała  pod 

strumieniem  wody  zapach  ich  miłości,  a  potem przewracała się 
z  boku  na  bok  tak  jak  i  on  to  robił  na  łóżku,  które  bez  niej 
wydawało  się  zbyt  obszerne.  Wstał,  poszedł  na  palcach  do 
salonu i ukląkł przy kanapie. 

- Przepraszam - rzekł cicho. 
Paige  przytuliła  się  do  niego  gwałtownym  ruchem  i  ułożyła 

głowę na jego piersi. 

- Ja też - wyszeptała. 
-  Jesteśmy  w  trudnej  sytuacji  -  powiedział,  głaszcząc  ją  po 

głowie. 

- Wiem. Dla mnie to też jest okropne. Jestem taka wściekła na 

siebie,  że  wplątałam  się  w  to  wszystko.  Mam  ochotę  głośno 
przeklinać. I dlatego mam pretensje do ciebie. 

- Sprawę pogarsza jeszcze to, że jesteśmy tu zamknięci razem. 

-  Odsunął  się,  żeby  na  nią  spojrzeć.  A  potem  wziął  ją  na  ręce, 

79

RS

background image

 

 

zaniósł  do  sypialni  i  położył  na łóżku.  - Ja powinienem spać w 
salonie. Przecież muszę cię pilnować. 

- Nie jesteś na mnie zły? 
- Byłem bardziej zły na siebie. 
- Ja też. 
Gdy był przy drzwiach, zawołała go. Odwrócił się. 
-  Kiedy  to  wszystko  się  już  skończy  -  powiedziała  - 

porozmawiamy  spokojnie.  W  dalszym  ciągu  chciałabym,  żebyś 
to był ty. 

- Żebym to był ja? 
- Moim pierwszym kochankiem. 
Nagle  zdała  sobie  sprawę,  że  pragnie,  aby  Rye  był  nie  tylko 

tym pierwszym, ale i jedynym mężczyzną w jej życiu. 

Początkowo zamierzał o coś zapytać, ale zrezygnował. 
-  Dobrze.  Wtedy  porozmawiamy  -  powiedział  i  wyszedł  z 

sypialni. 

Obudził ich ulewny deszcz. Dźwięk kropli stukających o dach 

zawsze  sprawiał  Paige  ogromną  przyjemność.  Kochała  deszcz. 
Ale dzisiaj nie była szczęśliwa. Dziś była Wigilia, a w Bostonie 
padał śnieg. 

Wiedziała, że nie spędzi Bożego Narodzenia w domu. Kolejne 

rozmowy  z  Patrickiem  potwierdziły,  że  święta  tylko 
przeszkadzają  mu  w  dalszych  poszukiwaniach.  Rye  uważał,  że 
ojciec  Paige  ukrywa  przed  nimi  coś  ważnego,  bo  sam  chce 
rozwiązać sprawę i zostać bohaterem w oczach córki. 

Paige  nudziła  się  straszliwie.  Bezustannie  zmieniała  kanały, 

oglądając  telewizję.  Przy  pomocy  komputera  stawiała  kabałę, 
wróżąc,  czy  powinna  podjąć  następną  próbę  zbliżenia  się  do 
Rye'a.  Kiedy  po  raz  kolejny  uśmiechnęła  się  do  niego 
zachęcająco i nie osiągnęła niczego, dała sobie spokój. W końcu 
miała swoją dumę. 

Przeszukując  torbę  z  kosmetykami,  znalazła  buteleczkę 

lakieru do paznokci. Obejrzała swoje ręce. Paznokcie były zbyt 
krótkie. Zresztą przestała je malować, bo gdy tylko miała jakieś 

80

RS

background image

 

 

kłopoty,  zdrapywała  z  nich  lakier.  A  może  polakierować 
paznokcie u nóg? Przecież nie miała kompletnie nic do roboty. 

Nakładała pierwszą warstwę lakieru, gdy wszedł Rye i stanął, 

przypatrując się jej z zainteresowaniem. 

-  Co  się  dzieje  z  twoimi  nogami?  -  zapytał.  Wzruszyła 

ramionami. 

- Bolą? 
- Wytrzymam. 
- To dobrze. Jesteś bardzo dzielna. 
- Nie bądź złośliwy - powiedziała. - Co mam mówić? Że bolą 

mnie tak, że nie mogę się ruszyć? 

- Więc to był grymas bólu? Dlaczego nic nie powiedziałaś? 
Paige wybuchnęła  śmiechem.  Tak  odczytał  jej  słodką  minkę, 

którą przybrała w celu uwiedzenia go. 

- Co w tym śmiesznego? - zapytał. 
-  Ja.  Ja  jestem  śmieszna,  a  ból  wytrzymam.  Możesz  mi 

wierzyć  albo  i  nie,  ale  moja  mina  miała  oznaczać  zupełnie  coś 
innego. Chciałam cię sprowokować. 

Pogłaskała go po policzku i uśmiechnęła się krzywo. 
- Jesteś taki miły. 
- Myślałem, że przez jakiś czas nie będziemy wracać do tego, 

o czym mówiliśmy. 

- Masz rację. Ja tylko ćwiczę. Muszę się przecież nauczyć, jak 

to robić, prawda? 

Jej  wzrok  błądził  po  twarzy  Rye'a.  Teraz,  gdy  już  znała 

prawdę,  nie  mogła  zrozumieć,  jak  obywała  się  bez  tego  tak 
długo. Kochała go. Tego była pewna. Kochała go już wówczas, 
kiedy rozmawiali przez telefon. Oczarowała ją jego logika, ostry 
dowcip  i  to,  że  doceniał  nawet  najbardziej  absurdalne  żarty. 
Teraz, gdy poznała go osobiście, wpadła po uszy. 

Gdyby  była  pewna,  że  to  coś  da,  usiadłaby  mu  na  kolanach, 

wyznała  miłość  i  uwiodła  bez  skrupułów.  Ale  nic  z  tego.  Nie 
chciał jej miłości, nie pragnął jej ciała. Bo była dziewicą! Nie do 
wiary! 

81

RS

background image

 

 

Rye  chrząknął,  czując  się  niepewnie,  gdy  tak  na  niego 

patrzyła. Dałby wiele, żeby wiedzieć, o czym myśli. Postanowił 
porozmawiać z nią o swoich zapatrywaniach. 

-  Wiesz,  jestem  feminista.  I  jestem  z  tego  dumny.  Nigdy  nie 

popierałem  teorii,  że  kobieta  powinna  być  czyjąś  własnością. 
Kobiety i mężczyźni są istotami równie inteligentnymi i mają te 
same  możliwości.  Oprócz  siły  fizycznej,  oczywiście,  choć 
kobiety są w niektórych dziedzinach lepsze niż mężczyźni. 

- W jakich? 
-  Są  silniejsze  emocjonalnie.  To  ogólnie  znana  opinia.  Ty 

masz  w  sobie  ogromną  siłę,  Paige.  Nigdy  w  ciągu  tych  dni  nie 
poddałaś  się.  Kiedy  zmarł  mój  ojciec,  myślałem,  że  mama  się 
załamie.  Ale  to  nieszczęście  ją  tylko  umocniło.  Była 
najsilniejsza  z  nas.  Musiałabyś  ją  znać,  żeby  zrozumieć,  jak 
bardzo  mnie  to  zaskoczyło.  W  dodatku  śmierć  ojca  była  taka 
nagła i brutalna. 

- Co się z nim stało? - zapytała Paige. 
-  Był  w  tajnej  policji.  Ktoś  musiał  go  zdekonspirować. 

Sprawa  dotyczyła  narkotyków.  Ojca  zabito.  Ale  mama  jakoś 
sobie  wytłumaczyła,  że  taka  śmierć  była  mu  pisana.  Ryzyko 
zawodowe. Jest bardzo silna. 

- Opowiedz mi o niej. 
-  Trudno  ją  opisać.  Kani  mówi,  że  jest  postrzelona,  ale  to 

nieprawda. Czasami przypomina dziecko. 

- Pod jakim względem? 
-  Kocha  życie.  Wierzy  w  dobroć,  lojalność  i  tym  podobne 

rzeczy. Jest wspaniała. Kani też jest taka ufna. 

Kiedy  rozmawiali,  pojawił  się  Lloyd  z  obiadem,  który 

pachniał  wspaniale.  Rye  i  Paige  przysunęli  kanapę  bliżej 
kominka, usiedli z nogami wygodnie opartymi o stolik i popijali 
czerwone wino. 

- Siadaj z nami - zwróciła się Paige do Lloyda. 
- Muszę wracać do schroniska... 

82

RS

background image

 

 

-  Przecież  jest  Wigilia.  Ogrzej  się  przy  kominku.  Spróbuj 

wina. Usiądź choć na kilka minut. 

- Obiad wam wystygnie. 
- Nie szkodzi. Nie lubię gorących potraw. 
- No, dobrze. Ale za wino dziękuję. Jestem alkoholikiem. 
Paige o mało co nie upuściła swojego kieliszka. 
- Przepraszam, nie wiedziałam. 
- Nie piję już od siedmiu lat. 
- To wspaniale. Musisz być z siebie dumny. 
- Cieszę się, że żyję. To wszystko. 
- Rye uratował ci życie. Proszę, opowiedz mi o tym. 
-  To  było  siedem  lat  temu,  w  wąskim  zaułku  w  Londynie. 

Wyszedłem z knajpy zupełnie pijany. Za rogiem zaczepiło mnie 
trzech  facetów.  Pan  Warner  włączył  się  do  akcji,  gdy  jeden  z 
nich  mnie  trzymał,  drugi  kopał  z  całych  sił,  a  trzeci  ciął  po 
twarzy  nożem.  -  Przesunął  palcem  po  bliznach.  -  Pan  Warner 
załatwił ich po kolei. Bardzo sprawnie. 

Paige popatrzyła ze współczuciem na opowiadającego. 
- Dlaczego to zrobili? Znałeś ich? 
- Nie. Po prostu nie podobało im się, że przychodzi do knajpki 

taka klientela, której zachowanie uznawali za niemoralne. 

Zacisnął mocno pięści. 
-  Zrobili  to,  bo  uważali,  że  przemocą  można  wszystko 

załatwić  -  odezwała  się  Paige  spokojnym  głosem.  Pomyślała  o 
Rye'u,  który  pomagał  Lloydowi  przez  te  wszystkie  lata,  i  jej 
podziw dla niego wzrósł jeszcze bardziej. 

-  Pan  Warner  zawiózł  mnie  do  szpitala  i  poczekał,  aż  zrobią 

mi  wszystkie  badania  i  prześwietlenia.  Przekonał,  że 
powinienem  przestać  pić.  Był  przy  mnie,  kiedy  przechodziłem 
detoksykację.  Potem  zabrał  mnie  do  Stanów  i  dał  pracę.  Kazał 
mi  ćwiczyć  i  nauczyć  się  samoobrony.  Zrobiłbym  dla  niego 
wszystko. 

- Nie wpadaj w sentymentalizm, stary - odezwał się wreszcie 

Rye. - Zrobiłem to, co każdy zrobiłby na moim miejscu. 

83

RS

background image

 

 

-  Na  pewno,  proszę  pana  -  stwierdził  z  ironią  Lloyd,  wstał  z 

kanapy i skinął im głową. - Do zobaczenia rano. 

- Dziękuję, że mi to powiedziałeś, Lloyd. - Paige podeszła do 

niego i objęła go mocno. - Uważaj na siebie. 

- Do zobaczenia. Życzę miłych snów. 
-  Odpłacił  mi  stokrotnie  za  to,  co  dla  niego  zrobiłem  - 

odezwał się Rye, gdy po wyjściu Lloyda zabrali się do jedzenia. 
- Wolałbym, żeby przestał już o tym mówić. 

-  Mam  wrażenie,  że  odpowiada  mu  to,  co  teraz  robi.  Nie 

pozbawiaj go tej przyjemności. Praca dla ciebie go trzyma przy 

życiu.  Och!  Jaki  cudowny  zapach!  -  Lloyd  przyniósł  im 
królewski  posiłek:  żeberka,  ziemniaki,  gotowaną  marchewkę, 
sałatę, a na deser szarlotkę. 

Rye  włączył  radio,  ale  gdy  rozległy  się  kolędy,  wyłączył  je 

pospiesznie. 

- Nie lubisz kolęd? - zapytała. 
- Myślałem, że nie zechcesz ich słuchać. 
-  Uwielbiam  je.  Lubię  również  święta.  Kupuję  największą 

choinkę,  jaką  mogę  dostać,  i  zapraszam  przyjaciół.  Razem  ją 
ubieramy.  Zajmuje  nam  to  cały  dzień,  a  wieczorem  gram  na 
pianinie kolędy i razem je śpiewamy. 

Rye  włączył  ponownie  radio  i  wspaniała  muzyka  wypełniła 

pokój. Paige czuła, że Warner chciałby się dowiedzieć, dlaczego 
ona  tak  przeżywa  okres  świąteczny,  ale  nie  była  pewna,  czy 
potrafi ją zrozumieć. Nigdy dotąd o tym nie rozmawiała. Nawet 
ojciec nie wiedział, co ona czuje. Zresztą nie zrozumiałby jej. A 
czy uda się to Rye'owi? 

Po  obiedzie  napili  się  wybornego  koniaku  i  zaczęli  grać  w 

warcaby. Po każdej partii Paige sięgała po następny kieliszek. 

- Nie martw się, nie upiję się. 
- Czy ja coś mówiłem? 
-  Twój  wyraz  twarzy  mówi  więcej  niż  słowa.  A  ja jestem  po 

prostu  odprężona.  Chcesz  mnie  wykorzystać?  -  zapytała 
prowokująco. 

84

RS

background image

 

 

- Nie. 
- Do licha! 
Rye  roześmiał  się.  Paige  wyglądała  cudownie.  Zastanawiał 

się, czy często chodzi z rozpuszczonymi włosami. 

- Wiesz, że jesteś jedynym mężczyzną, któremu podobają się 

moje piersi? - powiedziała z powagą. 

- Chyba żartujesz? 
- Chciałeś być uprzejmy? 
- Co to, to nie. 
- A więc przekonaj mnie o tym. 
- Udowodniłem to wczorajszej nocy. 
- Całe życie czekałam na ciebie - stwierdziła z przekonaniem. 

- Całe życie. 

Wydawało  mu  się,  że  Paige  mówi  poważnie,  ale  z  drugiej 

strony wypiła dość sporo. 

- Dlaczego, Harry? 
- Bo... bo... A o co pytałeś? 
Roześmiał  się.  Zebrał  warcaby  i  wyłączył  światło.  Tylko 

blask kominka rozjaśniał półmrok pokoju. 

- Dlaczego czekałaś całe życie? 
- Na co? 
- Dlaczego jesteś jeszcze dziewicą? 
- A, o to ci chodzi. 
- No więc? 
- Co? 
-  Paige!  -  Nie  powinien  się  denerwować.  Wypiła 

zdecydowanie  za  dużo,  mając  nadzieję,  że  pomoże  jej  to 
przetrwać kolejne Boże Narodzenie. 

- Opowiedz mi o twojej mamie i o świętach - poprosił. 
- Moja mama była aniołem. 
-  Nie  wątpię.  Dlaczego  święta  Bożego  Narodzenia  są  dla 

ciebie takie ważne? 

85

RS

background image

 

 

Przymknęła  oczy,  jakby  usiłowała  przywołać  jakieś 

wspomnienie.  Nagle  zaczęła  czystym  głosem  nucić  kolędę. 
Kiedy skończyła, uśmiechnęła się błogo. 

- Pięknie śpiewałaś - zachwycił się Rye. 
-  ,,Cicha  noc"  była  ostatnią  kolędą,  jaką  zaśpiewałam  dla 

mamy. 

Pomyślał, że nie jest tak pijana, jak mu się wydawało. 
- Wiesz, że rodzice pobrali się z mojego powodu. 
- Patrick bardzo kochał twoją matkę. 
- O, tak. Ponad życie, ale ślub wzięli dlatego, że mama była w 

ciąży. 

- W tak młodym wieku. 
- I dlatego ja ciągle jestem... Czy ja nadal jestem dziewicą po 

tym, co robiliśmy poprzedniej nocy? - zainteresowała się nagle. 

- Z medycznego punktu widzenia, tak - odpowiedział, a kąciki 

jego ust drgały od powstrzymywanego śmiechu. 

-  Było  cudownie  -  rozmarzyła  się.  -  Czy  mówiłam  ci  o  tym? 

Wiesz, powinniśmy to zrobić jeszcze raz. 

- Nie sądzę. 
- To mógłby być twój świąteczny prezent dla mnie. Co ty na 

to? 

- Powinnaś się położyć i przespać. 
-  Myślałam,  że  naprawdę  chcesz  wiedzieć,  dlaczego  nie 

spałam dotąd z nikim. 

Jednak nie jest aż tak bardzo pijana, pomyślał. 

Moi 

rodzice 

używali 

dwóch 

rodzajów 

środków 

antykoncepcyjnych, a mimo to poczęli mnie. 

-  Czy  to  prawda?  A  może  Patrick  opowiadał  ci  tę  historię, 

chcąc cię uchronić przed popełnieniem jakiegoś głupstwa? 

- Myślisz, że mógł tak postąpić? 
-  Znając  twojego  ojca  mogę  stwierdzić,  że  jest  to  bardzo 

prawdopodobne. 

- Może masz rację - powiedziała zamyślona. -I  udało mu się. 

Przez wiele lat odrzucałam wszelkie pokusy, bojąc się, że mnie 

86

RS

background image

 

 

to  też  może  spotkać.  Unikanie  pokus  stało  się  moim 
przyzwyczajeniem, a potem nawet powodem do dumy. 

- Do dumy? Z czego? 
- Że potrafię oprzeć się pokusie. 
- To tak jak z tą czekoladką? 
-  Nigdy  o  tym  nie  myślałam  w  ten  sposób,  ale  chyba  masz 

rację. 

- Ale chciałaś być ze mną? 
- I w dalszym ciągu tego chcę. 
- Dlaczego? 
-  Chyba  w  ostatnich  dniach  zrozumiałam,  że  życie  jest  zbyt 

krótkie.  -  Zabrzmiało  to  chyba  przekonywająco.  Czy  uwierzy 
jej?  Przecież  nie  może  mu  powiedzieć,  że  go  kocha.  Wówczas 
Rye odsunie się od niej jeszcze bardziej. 

- A poza tym jestem teraz pod ręką. 
- No cóż, to też się liczy. 
-  A  gdyby  teraz  Joey  Falcon  pojawił  się  w  twoim  życiu, 

przespałabyś się z nim? 

Przecież  dobrze  wie,  że  nie  chcę  mieć  nic  wspólnego  z 

Joeyem. Czemu znów zaczyna? 

-  Tak  bardzo  chcesz  się  pozbyć  tego  balastu,  że  mogę  jako 

twój opiekun skorzystać z prawa pierwszej nocy. 

-  Jesteś  barbarzyńcą  -  stwierdziła,  krzyżując  ręce  na  piersi 

obronnym gestem. 

-  Rozpoczynasz  niebezpieczną  grę,  Harry.  Rekrut  przeciwko 

weteranowi. Kto wygra? Jak myślisz? 

 
 
 
 
 
 
 
 

87

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Paige  podjęła  wyzwanie.  Ujęła  Rye'a  za  ręce  i  nakryła  nimi 

swoje  piersi.  Kiedy  zaczął  je  pieścić,  wciągnęła  głęboko 
powietrze i zamknęła oczy. 

Wszystko,  o  czym  mówili  tego  wieczoru,  wszystko,  o  czym 

myślała, stanowiło długą grę wstępną. Pragnęła go. Tuliła się do 
niego coraz mocniej. 

-  Musisz  wiedzieć,  co  robisz  -  szeptał.  -  Nie  wystarczy  się 

poruszać.  Mów  do  mnie.  Nie  chcę,  żebyś  jutro  miała  do  mnie 
pretensje. 

-  Proszę,  pieść  mnie.  Tak  bardzo  cię  pragnę.  -  Jej  biodra 

unosiły się, szukały kontaktu z jego dłonią, a on napawał się jej 
kobiecością. 

Chciał, by pozbyła się strachu i niepewności, więc szeptał jej 

do  ucha  słowa  zachęty.  Ciało  Paige  wiło  się z rozkoszy, a jego 
palce  sięgały  coraz  dalej,  aż  dotarły  do  najbardziej  wrażliwego 
miejsca.  Zaczął  je  dotykać,  pieścić.  Paige  wygięła  się  w  łuk,  a 
po  chwili  osiągnęła  rozkosz,  o  której  istnieniu  nie  miała  dotąd 
pojęcia. Westchnęła i dźwięk jej głosu wypełnił cały pokój. 

Rye wstał i nalał sobie sporą porcję koniaku. Kiedy podnosił 

kieliszek  do  ust,  czuł  na  dłoniach  zapach  Paige.  Wypity 
pospiesznie trunek palił przełyk. 

Niepewnym  krokiem  przeszedł  do  łazienki  i  odkręcił  kran 

przy  wannie.  Kiedy  wrócił  do  pokoju,  Paige  siedziała 
wyprostowana na kanapie. 

- Kąpiel będzie  gotowa  za chwilę - powiedział głosem, który 

nawet dla niego brzmiał obco. 

-  A ty? 
- Wezmę później prysznic. 
- Chodzi mi... - zająknęła się. - O to. No, wiesz. O ciebie. 
- Jakoś wytrzymam. 

88

RS

background image

 

 

Podniosła się z kanapy i podeszła do niego. Ujęła jego twarz 

w dłonie. W jej oczach odczytał coś, w co nie mógł uwierzyć - 
pożądanie. Nic, tylko pożądanie. 

- Chcę, żebyś to był ty - powiedziała cicho. 
- Czekałaś tak długo. Poczekaj na kogoś, kogo poślubisz. 
Zmartwiała, słysząc te słowa. 
-  Czy  to  ważne?  -  powiedziała  po  chwili.  -  Można  przecież 

zrobić to z przyjacielem. 

-  To  ważne.  Nie  rozumiesz?  O  Boże,  Paige.  Nie  pozwolę  ci 

wykorzystać  sytuacji,  w  jakiej  teraz  jesteśmy,  na  podjęcie 
decyzji zmieniającej twoje życie. Jutro możesz tego żałować. 

- Nie będę. 
- Nie wiesz tego. 
- Wiem. 
-  Powinnaś  się  wykąpać  -  powiedział  stanowczo,  kończąc  w 

ten sposób dalszą dyskusję. 

-  Dziękuję  za  prezent  -  powiedziała  i  wyszła  z  salonu.  Gdy 

zamknęły się za nią drzwi, zaklął głośno. Minęło 

wiele minut, zanim pogrążył się we śnie. 
- Deszcz przestał padać. 
Była  szósta  rano.  Rye  stał  przy  łóżku  Paige  i  rzucał  na  nie 

paczki i paczuszki. Usiadła i przycisnęła obie dłonie do obolałej 
głowy.  Ma  kaca,  pomyślał  Rye  zadowolony,  że  i  ona  cierpiała, 
chociaż z innego powodu. 

- Wesołych... 
- Cicho - uciszyła go gestem dłoni. Oczy miała zamknięte. 
- Świąt -  dokończył  szeptem.  Uśmiechnął się.  -  Co  się stało? 

Masz kaca? 

Poszedł do łazienki i przyniósł jej szklankę wody i aspirynę. 
Połknęła pastylkę. 
-  Dziękuję  -  rzekła  cicho.  Oddała  mu  szklankę  i  opadła  na 

poduszki. - Wesołych Świąt! 

- Przyniosłem ci prezenty. 
Otworzyła oczy i zobaczyła stos paczek na łóżku. 

89

RS

background image

 

 

- Ale ja nie mam niczego dla ciebie. 
- Nie masz? A więc muszę je zabrać - zażartował. 
-  Nigdy.  To  dla  mnie.  Nie  oddam  -  powiedziała,  a  na  jej 

ustach pojawił się uśmiech. - Takie wspaniałe prezenty. 

- Skąd wiesz, że są wspaniałe? 
-  Bo  wybierał  je  Lloyd  -  oświadczyła  i  zabrała  się  do 

oglądania podarunków. 

Gdy  rozpakowała  pierwszy  prezent,  spojrzała  na  Rye'a 

zaskoczona.  Drugi  wywołał  uśmiech  na  jej  twarzy.  Po  trzecim 
roześmiała się, a po czwartym zeskoczyła z łóżka, objęła mocno 
Rye'a i ucałowała go w policzek. 

- Już wiesz, co będziemy dzisiaj robić? - zapytał. 
- Ile mam czasu na ubranie się? 
-  Nie  spiesz  się.  Niedługo  przyjdzie  Lloyd  ze  śniadaniem.  Ja 

już się kąpałem. 

Słyszał, jak mruczała i śpiewała, a chwilami nawet chichotała 

w łazience  podczas  tajemniczego  obrzędu,  po  którym była  taka 
piękna i pachnąca. 

- Masz może szczypczyki? - zapytała. 
-  Tak.  Poczekaj  chwilę.  -  Znalazł  je  w  kieszonce  walizki  i 

podał jej przez szparę w drzwiach. 

- Tym razem oko Lloyda nieco go zawiodło. 
Po kilku minutach weszła tanecznym krokiem do pokoju. 
- Hej, ty! 
Wyglądała  niesamowicie  w  skórzanej  kurtce  i  spodniach 

przybranych  łańcuchami.  Zresztą  Rye  wyglądał  podobnie.  Na 
jego widok Paige wybuchnęła śmiechem. 

-  Fajnie  -  rzekł,  oglądając  ją  ze  wszystkich  stron.  -  Możesz 

oddychać w tych ciuchach? 

-  Musiałam  użyć  szczypczyków,  żeby  zapiąć  zamek  spodni. 

Strasznie obcisłe. Dokąd idziemy? 

-  Wsiądziemy  na  harleya  i  pojedziemy,  dokąd  zechcesz. 

Wybieraj. 

90

RS

background image

 

 

W  jej  oczach  pojawiły  się  łzy.  Ofiarował  jej  inne  święta, 

którymi mogła zastąpić te, za którymi tęskniła, aby nie myślała 
o domu. Nigdy w życiu nie spotkała tak troskliwego mężczyzny. 

Zjedli  śniadanie  w  milczeniu.  Przed  wyjściem  nałożyli  duże 

czarne kaski. 

- Harry, poruszasz się jak dama - skarcił ją. - To zupełnie nie 

pasuje  do  tego  stroju.  Ruszaj  się  tak  jak  wtedy,  gdy  wyszłaś  z 

łazienki. 

- To będzie trudne. Te spodnie są tak obcisłe, że zupełnie nie 

mogę w nich chodzić. O kurczę! 

Przed  domkiem  stał  ogromny,  błyszczący  chromem,  czarny 

motocykl. 

-  Harry,  to  jest  Harry  -  powiedział  Rye  głosem  nieco 

stłumionym przez kask. 

- Nazwałeś ten motocykl Harry? 
- Tak. Ochrzciłem go tak rok temu. 
- Dlaczego? 
- Bo jest równie niezwykły jak ty. 
- Nie wierzę. 
- Naprawdę nazwałem go Harry. - Położył rękę na sercu. 
-  To  wiem,  ale  powiedz  mi,  jaki  był  prawdziwy  powód 

nadania mu takiej nazwy? 

Przez chwilę milczał i Paige myślała, że jej nie odpowie. 
-  Bo  startuje  głośno,  a  gdy  go  trochę  uspokoję,  mruczy  z 

zadowolenia - wyznał. 

- Słucham? 
- Chciałaś wiedzieć. 
- Ale nie znałeś mnie wtedy osobiście. Skąd... 
- Tak sobie ciebie wyobrażałem. 
-  Mówisz  prawdę?  -  Patrzyła  na  niego  badawczo.  A  więc 

jednak myślał o niej. Tak jak i ona... 

- Prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. A ty myślałaś o mnie? 
- Nie musisz chyba pytać. 

91

RS

background image

 

 

Wiedziała,  że  tego  dnia  nigdy  nie  zapomni.  Czuła  pod  sobą 

potężną,  wibrującą  maszynę.  Przytulała  się  do  pleców  Rye'a. 
Czasami była przerażona, ale pokonywała strach śmiechem. 

Dla Paige były to najpiękniejsze święta w życiu. Wszystko jej 

się  podobało.  Wiedziała  już  na  pewno,  że  kocha  Rye'a.  I  to  ją 
uszczęśliwiało. 

Kiedy  po  raz  kolejny  zapytał  o  jej  matkę,  postanowiła  mu 

wszystko opowiedzieć. 

-  Ponieważ  ty  też  straciłeś  ojca,  łatwiej  ci  będzie  mnie 

zrozumieć. Wiem, że byłeś wtedy starszy i znałeś go dobrze. Ja 
miałam  zaledwie  cztery  lata,  gdy  mama  zmarła.  Chorowała  i 
większość  czasu  spędzała  w  szpitalu.  Ale  zawsze  nalegała,  aby 
na święta  wrócić  do  domu.  Dekorowaliśmy każdy kąt domu  na 
jej powrót. Była taka delikatna. Marzyłam, żeby mnie przytuliła. 
Ale  bolało  ją  każde  dotknięcie.  Więc  mogłam  tylko  siedzieć 
przy jej łóżku. A gdy zasnęła, gładziłam jej włosy. 

- To bardzo trudne przeżycie dla małego dziecka - powiedział 

Rye, kładąc dłoń na jej ręce. 

-  Nie  mogłam  zrozumieć,  dlaczego  nie  zachowuje  się  jak 

zwykła mama. Moje wspomnienia o niej to mieszanina tego, co 
było  naprawdę,  marzeń  i  opowieści  ojca.  Nie  potrafię  tego 
rozdzielić.  To  okropne,  że  nie  pamiętam,  jaka  była  naprawdę. 
Pozostał  mi  w  pamięci  jej  słodki  uśmiech  i  nieomal 
przezroczysta  skóra  pokrywająca  wychudłe  ciało.  Śpiewałam 
dla niej, a ona zachwycała się moim głosem. Tego roku nie było 
prezentów  pod  choinką.  Starałam  się  o  tym  nie  myśleć.  Ale  to 
było  niesprawiedliwe.  Kiedy  powiedziałam  o  tym  tacie,  bardzo 
się  zdenerwował.  Pamiętam,  jak  stał  nade  mną  i  krzyczał. 
Wiem, że cierpiał. Bardziej niż ja. Ale nie chciał zrozumieć, że 
nie  poznawałam  osoby,  którą  przywiózł  do  domu.  To  nie  była 
moja mama, ale jej cień. 

-  Miałaś  cztery  lata.  Dziecko  inaczej  patrzy  na  świat.  Widzi 

tylko dobro i zło. To jest białe, tamto czarne. 

92

RS

background image

 

 

Aż  drgnęła.  Chyba  całe  życie  czekała,  żeby  ktoś  jej 

powiedział, że ambiwalentne uczucia, jakie żywiła do matki, nie 
były niczym złym. 

- Od tamtej pory urządzam bardzo uroczyste święta, by uczcić 

jej pamięć, ale myślę... - przerwała i zaczęła drżeć. 

- Mów dalej, Paige. 
- Myślę, że jej nienawidzę. O Boże! Co ja mówię! 
-  Nienawidzisz  tego  wszystkiego,  co  było  wynikiem  jej 

śmierci. 

- Chyba masz rację. Nie mogę już słuchać, kiedy ojciec mówi 

,,twoja  matka"  i  opowiada  mi  kolejną  historię  albo  znowu 
porównuje mnie do niej. 

I wtedy Rye zrozumiał, że do tej pory nie wiedziała, co to jest 

zabawa.  Zbyt  szybko  dorosła.  Wyprawa  na  strzelnicę,  do  sali 
gimnastycznej i dzisiejszy wypad były dla niej zupełnie nowymi 
doświadczeniami.  Czy  kiedykolwiek  działała  spontanicznie?  A 
może pamięć o wcześnie przeżytej tragedii pozbawiła ją uroków 
dzieciństwa? Starał się sam sobie wytłumaczyć, że nie może nic 
zrobić i nie powinien angażować się emocjonalnie bez względu 
na to, jak bardzo ją lubi. 

Siedział więc bez słowa, pozwalając, by sama poradziła sobie 

z tym problemem. 

Paige była zawiedziona. Zawierzyła mu najgłębszą tajemnicę, 

a  on  starał  się  utrzymać  dystans.  Żałowała,  że  powiedziała  mu 
wszystko. 

-  Wracajmy  już  -  odezwała  się.  -  Powinnam  porozmawiać  z 

ojcem.  Zapomniałam  zupełnie,  dlaczego  tu  jestem.  Przecież 
grozi mi niebezpieczeństwo. 

Był  zaskoczony,  ale  podniósł  się  natychmiast.  Spojrzał  na 

zegarek,  chciał  coś  powiedzieć,  ale  nagle  odezwał  się  sygnał 
jego pagera. Musieli poszukać telefonu. 

-  Nie  zabrałbym  cię  tu,  gdyby  to  było  niebezpieczne  - 

odezwał się, nawiązując do jej wcześniejszej wypowiedzi. 

- Nie mam do ciebie pretensji. 

93

RS

background image

 

 

- Wiesz, że w tym przebraniu nikt by cię nie rozpoznał. 
- Jestem zmęczona - zmieniła temat. - Jedźmy. 
Patrzyła  na  niego,  gdy  rozmawiał  przez  telefon  z  pierwszej 

napotkanej budki. Na jego twarzy pojawił się radosny uśmiech. 

- Zostałem wujkiem - powiedział. 
- Jesteś pewien, że możemy wejść do szpitala w tych strojach? 

- zapytała, widząc reakcje ludzi na ich widok. 

- Nie zostawię cię samej. Nie ma innego wyjścia. Bardzo chcę 

zobaczyć dziecko. 

Wszystkie napotkane osoby usuwały się im z drogi, patrząc na 

nich z niesmakiem. 

- To tu. Pokój 409. 
Weszła za nim, bo nie miała innego wyboru. 
-  Bryan?  -  w  głosie  kobiety  brzmiała  niepewność,  która  po 

chwili zmieniła się w głośny wybuch śmiechu. Rye pochylił się 
nad nią i objął mocnym uściskiem. 

- Gratuluję, siostrzyczko! Jak się czujesz? 
-  Wspaniale.  Cudownie.  -  Uśmiechnęła  się  radośnie.  - 

Powiedz, co to za kostiumy? 

Mężczyzna stojący w głębi pokoju podszedł, by go uściskać. 
Rye odwrócił się i uśmiechnął się do Paige. 
-  To  jest  Harry.  Harry,  poznaj  moją  siostrę  Kani  i  jej  męża 

Iaina MacKenzie. 

- Harry? - powtórzyła Kani słabym głosem. 
- Tak. - Im mniej będę mówić, tym lepiej, uznała Paige. 
- No? - Rye skrzyżował ręce na piersi. 
- No co? - zapytała z uśmiechem Kani. 
- Mam siostrzenicę czy siostrzeńca? 
- Nałóż to, wtedy cię przedstawimy. - Iain rzucił 
Rye'owi fartuch, a potem wyjął z kołyski mały pakuneczek w 

kocyku i podał mu go. - Oto Kali, twoja siostrzenica. 

Na  widok  wyrazu  twarzy  Rye'a  serce  Paige  na  chwilę 

przestało bić. 

94

RS

background image

 

 

-  Jaka  piękna  -  szepnął  i  z  dzieckiem  na  rękach  podszedł  do 

okna.  Tylko  Paige  widziała  łzy  błyszczące  w  jego  oczach. 
Delikatnie kołysał maleństwo, szepcząc coś do niego. 

Gdybym  nie  zakochała  się  w  nim  wcześniej,  nastąpiłoby  to 

teraz, pomyślała Paige. 

-  Harry?  -  zapytała  z  wahaniem  Kani.  -  Chciałabyś  ją 

potrzymać? 

- O tak! Bardzo. 
I  już  po  chwili  trzymała  w  ramionach  prześliczną  maleńką 

istotkę. 

- Jest wspaniała! I bardzo podobna do Kani - zwróciła się do 

dumnych rodziców. 

-  Naprawdę?  A  ja  myślałam,  że  jest  podobna  do  Iai-na  - 

zmartwiła się siostra Rye'a. 

-  Gdy  krzyczy  i  kopie,  to  jest  podobna  do  mnie,  ale  gdy  śpi 

taka  delikatna  i  łagodna,  to  na  pewno  przypomina  Kani  - 
stwierdził Iain. 

-  Czy  mogę  wam  w  jakiś  sposób  pomóc?  -  zapytał  Rye,  nie 

mogąc  oderwać  oczu  od  Paige  z  maleństwem  na  rękach.  Była 
zafascynowana dzieckiem. 

- Tak. Jesteśmy tu już prawie dobę, a Gypsy pewnie umiera z 

głodu. Mógłbyś wpaść do nas i nakarmić ją? 

-  Otworzyła  oczy!  -  wykrzyknęła  z  zachwytem  Paige  i 

podeszła  do  Rye'a,  by  mógł  przyjrzeć  się  Kali.  -Chyba  jest 
głodna. 

- Zaraz się nią zajmę. - Kani wyciągnęła ręce po dziecko. 
- Kiedy przyjeżdża mama? - zapytał Rye. 
- Jutro rano o dziesiątej. Mógłbyś ją odebrać z lotniska? 
-  Przykro  mi,  siostrzyczko,  ale  nie  mogę.  A  co  gorsza,  nie 

będę mógł spotykać się z wami przez kilka najbliższych dni. 

- Dlaczego? 
-  Mam  pewne  zadanie  do  wykonania.  Wpadnę  do  was,  jak 

tylko będę mógł. 

95

RS

background image

 

 

Kilka minut później Rye i Paige jechali do domu Kani i Iaina. 

Był  to  piękny,  dwupiętrowy  wiktoriański  budynek.  Gdy  weszli 
do  środka,  Rye  zaczął  nawoływać  Gypsy,  ale  kocica 
najwyraźniej chciała się z nimi bawić w chowanego. Rye zaczął 
jej  szukać,  a  Paige  mogła  spokojnie  rozejrzeć  się  po  wnętrzu, 
które od pierwszej chwili ogromnie się jej spodobało. 

Poszła  na  górę  i  zaglądała  po  kolei  do  łazienki,  pokoju 

gościnnego  i  wreszcie  do  dziecinnego.  Na  jednej  ścianie  było 
namalowane  uśmiechnięte  słońce  na  błękitnym  niebie,  po 
którym  płynęły  obłoczki.  Z  przeciwnej  ściany  uśmiechał  się 
księżyc,  otoczony  srebrnymi  gwiazdkami.  Sufit  łączył  kolory 
nocnego nieba i pogodnego dnia. 

Nad  kołyską  wisiały  gwiazdki,  księżyce  i  słoneczka.  Paige 

wzięła  do  ręki  małego  miękkiego  klauna  i  przytuliła  go  do 
siebie.  Otworzyła  szufladę  i  znalazła  w  niej  sweterki  i 
czapeczki. W następnej były śpioszki i maleńkie kaftaniczki. 

W pokoju unosił się zapach dziecięcego pudru. Paige zaczęła 

się  zastanawiać,  czy  jej  mama  też  tak  czekała  na  narodziny 
swego  dziecka.  Czy  przygotowała  dla  niej  pokój?  A  może 
pachniał tak słodko jak ten? Pewnie się bardzo bała; miała tylko 
siedemnaście  lat,  kiedy  ją  rodziła.  Posadziła  klauna  na  półce  i 
zeszła  na  dół.  Rye  nasypywał  właśnie  jedzenie  do  miseczki. 
Przy jego nogach kręciła się szara kotka. 

- Gdzie ją znalazłeś? 
-  Schowała  się  za  suszarkę.  Zna  mnie,  ale  wystraszyła  się 

chyba  mego  stroju.  No,  skończyłem.  Chodźmy  już.  Nie 
powinniśmy siedzieć tu za długo. 

- Chciałabym zadzwonić do ojca. Mogłabym stąd? Tu nikt nie 

będzie mi przeszkadzał. 

Rye zaprowadził  ją  do  salonu.  Z  niecierpliwością  czekała, aż 

wybierze numer. Wreszcie oddał jej słuchawkę. 

- Będę obok - powiedział. - Tylko nie rozmawiaj zbyt długo - 

poprosił. 

Skinęła głową i usłyszała, że ojciec podnosi słuchawkę. 

96

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
- Cześć, tato - powiedziała. - Wesołych świąt. 
- Gdzie ty, u diabła, byłaś? - wrzasnął Patrick. Dzwoniłem do 

was od rana. Dziewięć razy! 

- Przepraszam. Nie było nas w domu. 
- Wyszliście? A ja się tu zamartwiam! 
-  Przepraszam  -  powtórzyła  Paige.  -  Wszystko  jest  w 

porządku. Byliśmy przebrani. 

-  Już  dobrze,  dobrze.  Przykro  mi,  że  zacząłem  na  ciebie 

krzyczeć, ale naprawdę bardzo się niepokoiłem. 

Usłyszała  skrzypnięcie  fotela,  gdy  usiadł  wygodniej. 

Domyśliła się, że jest w swoim gabinecie. 

- Dobrze się czujesz? - zapytał już spokojnym głosem. 
- Chyba tak - odpowiedziała niepewnie. 
- Coś cię gryzie, Paige? 
- Nie chcę cię zbyt długo zatrzymywać, tato. Wiem, że idziesz 

na obiad do Winchesterów. 

- Ależ mów. 
Nie wiedziała, jak ma to wyrazić. 
-  Byliście,  to  znaczy...  czy  mama  była  bardzo  przerażona,  że 

będzie mnie miała? 

- Przerażona? Nie rozumiem, o czym mówisz. 
-  No,  czy  bała  się  ciąży?  Porodu?  Usłyszała  głośne 

skrzypnięcie fotela. 

- O co ty mnie pytasz? Chyba nie jesteś... 
- Oczywiście, że nie, tato. Myślałam o mamie, o sobie, kiedy 

byłam  malutka,  i  czy  ciężko  wam  było  zostać  rodzicami  w  tak 
młodym wieku? 

- Byłaś oczekiwana i kochana od samego początku. 
- Ale musiałeś się ożenić z mamą. To chyba nie było łatwe. 
Tym razem ojciec się zawahał. 

97

RS

background image

 

 

-  Wiesz,  przez  całe  życie  powtarzałem  ci,  że  musieliśmy  się 

pobrać.  Szczerze  mówiąc,  robiłem  to,  by  cię  ustrzec  od 
popełnienia błędów młodości. 

- Udało ci się - przyznała. - A jaka jest prawda? 
-  Rodzina  mamy  miała  przeprowadzić  się  do  Dallas.  A  ona 

nie  chciała  tam  jechać.  Na  pewno  nie  pozwoliliby  jej  zostać 
samej.  Świadomie  zaszła  w  ciążę,  więc  musieli  pojechać  bez 
niej. 

Paige nie wiedziała, co powiedzieć. 
- To znaczy, że byłam ostatnią deską ratunku? - zapytała. 
-  Byliśmy  dziećmi.  Kochaliśmy  się  i  w  przyszłości 

zamierzaliśmy  się  pobrać,  a  z  powodu  młodego  wieku  nie 
mogliśmy decydować o sobie. Nigdy tego nie żałowaliśmy. 

- Czy miałam pokój dziecinny? 
-  Pokój  dziecinny?  Poczekaj,  niech  pomyślę. Mieszkaliśmy  z 

dziadkiem, jak wiesz. Tak, było coś takiego. Miałaś swój pokój. 

- A jak był urządzony? Jak pachniał? 
- Nie pamiętam. Co się dzieje, Paige? Mówisz, jakbyś płakała. 
- Nagle zatęskniłam za mamą, za swoim dzieciństwem. 
- To sprawka Rye'a. Paige zawahała się. 
-  Wiesz,  kiedy  go  sobie  wyobrażałam,  wydawał  mi  się 

nadzwyczajny  -  rzekła  cicho.  -  Najśmieszniejsze  jest  to,  że  on 
naprawdę taki jest. Ale jest też miły i... zupełnie normalny. 

Skrzypnięcie  fotela  rozległo  się  tak  głośno,  jakby  Patrick 

zerwał się gwałtownie. 

-  Nie  wierz  w  to,  kochanie.  Ten  człowiek  przynosi  kłopoty. 

On zupełnie nie pasuje do ciebie. 

- Dlaczego? - Paige aż podskoczyła. 
- Po prostu nie pasuje do takiej osoby jak ty. Złamie ci serce, 

malutka.  Uwierz  mi,  tak  będzie.  Nie  wiem,  jak  ci  to 
wytłumaczyć.  Nie...  moim  zdaniem  zupełnie  do  siebie  nie 
pasujecie. 

-  Dlaczego?  Nie  jestem  wykształcona?  Nie  potrafię  znaleźć 

się w towarzystwie, a może nie jestem pociągająca? 

98

RS

background image

 

 

-  O  tym  nawet  ze  mną  nie  mów.  Nie  chcę  słyszeć  o  takich 

rzeczach.  Jeśli  on  cię  wykorzystał  w  sytuacji,  gdy  nie  możesz 
podjąć  samodzielnie  decyzji...  to...  to  będzie  miał  ze  mną  do 
czynienia. 

-  Chwileczkę,  tato.  Po  pierwsze,  Rye  nie  wykorzystał  mnie. 

Po  drugie,  kto  mówi,  że  nie  potrafię  myśleć  za  siebie.  Nie 
jestem aż taka głupia... 

- A co z Joeyem Falconem? 
-  Z  Joeyem  Falconem?  -  Wiedziała,  o  co  chodziło  ojcu,  ale 

chciała  mieć  czas  do  namysłu.  -  On  był...  to  było  chwilowe 
szaleństwo... Już mi na nim nie zależy. 

-  Nawet  jeśli  tak  jest,  to  w  jakie  szaleństwo  chcesz  się  teraz 

wplątać? 

- Ostatecznie to moja sprawa, prawda? 
-  Wiedziałem!  Paige,  kochanie,  nie  rób  tego.  To  największy 

błąd w twoim życiu. Ja z nim nawet kiedyś piłem i wiem... 

- Aha! Przyjaciele od kieliszka? - roześmiała się ironicznie. - 

Nocne  rozmowy?  No,  ale  spóźnisz  się  na  obiad.  Zatelefonuję 
później. Cześć. 

Rzuciła  słuchawkę,  jakby  ją  parzyła.  Była  wściekła.  Wstała 

gwałtownie z krzesła i podeszła do okna. Jak on śmiał tak z nią 
rozmawiać!  Jak  on  śmiał  powiedzieć,  że  jest  jakąś  idiotką  bez 
mózgu! Czasami ojciec bywa taki... 

Usłyszała pukanie do drzwi. 
-  Musimy  już  iść,  Harry.  Za  długo  tu  siedzimy.  Otworzyła 

drzwi i przebiegła obok Rye'a. 

- Co się stało? - zapytał, idąc za nią. 
- Nic takiego. To przez ojca. Czasami potrafi być okropny. 
-  Dopiero  teraz  to  odkryłaś?  -  Chwycił  ją  za  łokieć  i  zmusił, 

by  szła  wolniej.  Przecież  nie  powinna  ściągać  na  siebie  uwagi 
innych. - Włóż kask. 

Wsiedli  na  motor  i  Rye  zapalił  silnik.  Zanim  włączył  się  do 

ruchu,  spojrzał  przez  ramię  i  zauważył  ciemnego  sedana. 
Siedział  w  nim  mężczyzna,  który  przyglądał  się  im  uważnie. 

99

RS

background image

 

 

Rye  zapamiętał  numer  samochodu  i  ruszył  w  przeciwnym 
kierunku,  niż  zamierzał.  W  lusterku  zauważył,  że  samochód 
zawraca  i  jedzie  za  nimi.  Po  kilku  minutach  udało  mu  się  go 
zgubić. 

W  połowie  drogi  Rye  przypomniał  sobie  o  jeszcze  jednym 

prezencie, jaki zamówił dla Paige. Gdyby nie deszcz, dostałaby 
go dziś rano. Nagle pomyślał, że byłoby lepiej, gdyby Lloydowi 
nie udało się tego załatwić. 

W  drodze  powrotnej  Paige  uspokoiła  się.  Ogarnęło  ją 

zmęczenie.  Oparła  się  o  plecy  Rye'a.  Czuła  się  strasznie 
samotna. Pomyślała, że ojciec nigdy nie będzie jej traktował jak 
kompetentnej,  myślącej  racjonalnie  kobiety.  A  Rye?  Zwierzyła 
mu  się  ze  swej  najgłębszej  tajemnicy.  Oczekiwała  od  niego 
współczucia,  a  on  nie  okazał  żadnego  zainteresowania  jej 
problemem. Wcześniej wydawało jej się, że jest taki troskliwy i 
wyrozumiały,  ale  to  nieprawda.  Zapragnęła  nagle  powrotu  do 
swojego  normalnego,  bardzo  usystematyzowanego  życia.  I  do 
wolności. 

Kiedy  poczuła,  że  motocykl  zwalnia,  uniosła  głowę  i 

zauważyła coś białego przed domkiem. 

Wyprostowała  się  i  popatrzyła  przez  ramię  Rye'a,  który 

właśnie zatrzymywał motor przed drzwiami. 

Czuła  się  jak  w  bajce.  Zsunęła  się  z  siedzenia,  zdjęła  kask  i 

postąpiła kilka kroków. 

- Śnieg - szepnęła. - Prawdziwy śnieg. 
Rye podszedł do niej i położył rękę na jej ramieniu. 
-  Przepraszam,  naprawdę  nie  wiedziałem,  jak  bolesne  są  dla 

ciebie  święta.  Myślałem,  że  śnieg  sprawi  ci  przyjemność.  Nie 
chciałem, naprawdę nie chciałem zrobić ci przykrości... 

-  Przywiozłeś  śnieg.  Nie  mogę  uwierzyć,  że  to  dla  mnie.  To 

najcudowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek... O, Boże! 

Opadła  na  kolana,  wzięła  śnieg  w  dłonie  i  przycisnęła  je  do 

policzków, a potem do oczu, by powstrzymać łzy. 

- Nie gniewasz się? - zapytał. 

100

RS

background image

 

 

Niepewność  w  jego  głosie  sprawiła,  że  się  uśmiechnęła. 

Takim nigdy dotąd go nie widziała. Znalazła tylko jeden sposób, 
by rozładować napięcie. Zrobiła kulkę ze śniegu i rzuciła mu ją 
prosto w twarz. 

Rye  nie  pozostał  dłużny  i  rozpętała  się  najcichsza  bitwa 

świata  -  nie  chcieli,  żeby  ktoś  ich  usłyszał.  Rye'owi  udało  się 
wrzucić jej śnieżną kulę za kurtkę. Paige usiłowała wcisnąć mu 
pełną garść śniegu za koszulę. 

Podejrzewała,  że  Rye  pozwolił  jej  zwyciężyć,  ale  mimo  to 

bawiła się jak nigdy dotąd. 

Paige jeszcze chciała ulepić bałwana, ale Rye nie zgodził się. 

Otrzepali się ze śniegu i weszli do domku. 

W czasie ich nieobecności Lloyd przyniósł jedzenie. Zostawił 

też  całą  listę  wiadomości  dla  Rye'a.  Większość  pochodziła  od 
Patricka. Paige postanowiła wziąć prysznic. Potem przebrała się 
w dżinsy i sweter i zajęła przygotowaniem jedzenia. 

Rye  nie  potrafił  jej  zrozumieć.  Rano  była  taka  szczera  i 

otwarta, a teraz, odkąd wrócili, milczała. 

-  Co  się  stało?  -  zapytał.  -  Myślałem,  że  dzisiejszy  dzień 

sprawi ci przyjemność. 

- Jestem ci taka wdzięczna. Nawet nie potrafię wyrazić moich 

uczuć słowami. To była cudowna niespodzianka i nigdy tego nie 
zapomnę.  Po  prostu  zrozumiałam,  ile  rzeczy  ominęło  mnie  w 

życiu. 

- Co masz na myśli? 
-  Zabawę,  rodzinę,  miłość  -  zaczęła  wyliczać.  -Kiedy 

patrzyłam  na  Kani  i  Iaina,  widziałam  ich  miłość,  którą  przelali 
na  dziecko.  Zrozumiałam  wtedy,  że  ja  też  tego  pragnę.  Może 
jeszcze  nie  teraz.  Kiedyś.  Ale  chciałabym,  żeby  w  moim  życiu 
był ktoś, z kim dzieliłabym wszystko. 

- Na pewno będzie. 
Poszedł do kuchni, opłukał talerze i schował je do pudła, które 

zostawił Lloyd. 

- Masz ochotę na sernik? - zapytał, chcąc zmienić temat. 

101

RS

background image

 

 

- Może później. - Weszła do kuchni i oparła się o blat stołu. - 

A ty tego nie pragniesz? 

- Nie. Nie teraz. Za parę lat rzucę tę pracę. Nie będę już taki 

szybki  i  mogę  zacząć  popełniać  błędy.  Dopóki  to  nie  nastąpi, 
muszę być wolny. To nie byłoby fair wobec żony. 

- Przecież czasami mogłaby jechać z tobą? 
- Może i tak. Do niektórych krajów. 
Paige  stłumiła  uśmiech.  Rzuciła  pomysł  i  należało  teraz 

czekać, aż przyniesie rezultaty. Popatrzyła na zegarek. 

- Wpół do ósmej. Za wcześnie na spanie, chyba że zamierzasz 

zerwać mnie w nocy, byśmy znów szukali nowych przygód. 

-  Nie  dzisiaj.  Czuję  się  mniej  więcej  tak  jak  ty.  Jestem 

zmęczony,  ale  nie  śpiący.  Muszę  wziąć  prysznic,  a  potem 
możemy pooglądać telewizję. 

- Dobrze. 
Zadzwonił  telefon.  Podczas  gdy  Rye  opowiadał Patrickowi o 

tajemniczym  sedanie,  Paige  uznała,  że  ma  już  dosyć  prób 
uwodzenia  go.  Pewnie  ma  zbyt  dużo  wewnętrznej  siły,  by 
oprzeć się jej zakusom, a ona nie potrafi przełamać jego oporu. 

Kiedy  się  kąpał,  przebrała  się  we  flanelową  piżamę  i 

rozpuściła  włosy.  Potem  włączyła  telewizor  i  wsunęła  się  pod 
kołdrę. 

Rye wyszedł z łazienki ogolony i pachnący. Usiadł na brzegu 

łóżka i patrzył na nią tak długo, aż zaczęła się zastanawiać, co 
jest nie w porządku. 

- Co się dzieje? - zapytała. 
- Wyglądasz zupełnie inaczej z rozpuszczonymi włosami. 
- Inaczej to znaczy dobrze czy źle? 
- Po prostu inaczej. Bardzo podniecająco. 
Paige  wciągnęła  powietrze.  Patrzył  na  nią  jak  na  smakowitą 

porcję lodów. 

- Chyba masz rację. Ta  flanelowa piżama rzeczywiście może 

wyzwalać  namiętności  w  każdym  mężczyźnie  -  stwierdziła  z 
ironią. 

102

RS

background image

 

 

- We mnie wyzwala. 
-  Co  się  dzieje,  Warner?  Ofiarowałam  ci  siebie  na  srebrnym 

półmisku, ale ty z tego nie skorzystałeś. Zmieniłeś zdanie? 

Milczał.  Patrick  nakazał  mu,  aby  zostawił  ją  w  spokoju,  a  to 

tylko  sprowokowało  go  do  działania.  Mógłby  wymienić  co 
najmniej dziesięć powodów, dla których postanowił nie opierać 
się dłużej. Ale jeden był najważniejszy - pragnął jej. 

- Dlaczego ja, Paige? 
-  Bo  wiem,  że  z  tobą  będzie  mi  dobrze.  Że  nigdy  tego  nie 

zapomnę. 

- Skąd wiesz? 
-  Wiem.  To  instynkt.  Nie  potrafię  ci  wytłumaczyć.  Wiem 

tylko, że chcę pamiętać ciebie przez całe życie. 

- Ja też mogę ci sprawić ból. 
- Ale tylko za pierwszym razem. Jestem niedoświadczona, ale 

nie głupia. 

Czuł,  że  wszystkie  jego  postanowienia  biorą  w  łeb.  Chciał 

uczynić  dla  niej  to  przeżycie  niezapomnianym.  Sama  myśl  o 
tym, czego od niego oczekiwała i co mógł jej dać, podniecała go 
ogromnie. 

-  Za  pierwszym  razem?  -  powtórzył  za  nią.  -  A  ilu  razy  się 

spodziewasz? 

-  Tylu,  byś  mógł  mnie  czegoś  nauczyć.  Tylu,  ile  będziemy 

chcieli.  Wiem,  że  potrzeba  czasu,  by  dwoje  ludzi  dostroiło  się 
do siebie. Nie oczekuję cudów - powiedziała z powagą. 

- Jesteś bardzo zasadnicza - jęknął z przerażenia. 
-  Mam  nadzieję,  że  możesz  się  jakoś  zabezpieczyć.  Nie 

chciałabym, by spotkała nas niemiła niespodzianka. 

Pomyślała o wszystkim. Wyłączył telewizor i pokój pogrążył 

się  w  ciszy.  Żadnej  muzyki,  postanowił.  Chciał  słyszeć  jej 
westchnienia  i  szepty.  Już  wiedział,  jaka  jest,  a  teraz  mógł  ją 
prowadzić,  dokąd  tylko  chciał,  i  przeczuwał,  że  ona  pójdzie  za 
nim. 

103

RS

background image

 

 

Przesunął  palcami  po  jej  włosach,  a  potem  ujął  jej  twarz  w 

dłonie, pochylił się ku niej i zaczął ją całować. 

- Czy to się dzieje naprawdę? - wyszeptała, gdy pokrywał jej 

szyję drobnymi pocałunkami. 

-  Na  pewno  nie  jest  to  sen  -  odpowiedział  i  pocałował  ją 

mocno. 

Pachniała  wspaniale.  Objęła  go  w  pasie  i  przyciągnęła  do 

siebie,  sama  dziwiąc  się  swojej  odwadze.  Patrzył  na  nią  z 
zachwytem.  Powoli  zdejmował  z  niej  flanelową  piżamę.  Paige 
była piękna. Podziwiał jej kształtną figurę. 

- Och, Rye - westchnęła, gdy jego usta błądziły po wszystkich 

zakamarkach  jej  ciała.  Czuła  się  cudownie.  Nagle  Rye  wycofał 
się, zostawiając ją na granicy spełnienia. 

Kiedy  się  zabezpieczył,  przywarli  do  siebie  bardzo  mocno. 

Nie  spieszyli  się.  Każda  chwila,  każdy  dotyk,  każdy  pocałunek 
były  cudem.  Rye  nie  pamiętał,  kiedy  pocałunki  sprawiały  mu 
taką  przyjemność.  Zapomniał,  jak  słodki  może  być  smak 
czyichś  ust,  jak  oddech  bliskiej  osoby  wywołuje  dreszcz 
rozkoszy w całym ciele. Zapomniał - a może nigdy tego tak nie 
odczuwał. 

- Muszę cię dotykać - szepnęła, pieszcząc jego twarz. 
Jęknął  i  zamknął  oczy,  gdy  jej  początkowo  niepewne  ruchy 

nabrały śmiałości, a kiedy dotknęła go ustami, znalazł się cały w 
jej mocy, poddając się słodkiej torturze. 

- Teraz kolej na mnie - wyszeptał. 
Wszystko  to  działo  się  po  raz  pierwszy.  Zachwycała  go 

gładkość  jej  ciała,  niezwykły  zapach  perfum.  Zamierzał  być 
bardzo delikatny, ale odkrył, że Paige pragnie go tak mocno jak 
on jej. 

Zapomniał,  że  skóra  może  mieć  gładkość  jedwabiu,  a  ciało 

emanować  tyle  urokliwych  woni.  Nie  miał  pojęcia,  jakim 
szczęściem  może  być  miłość,  gdy  ktoś  pragnie  drugiej  osoby 
nad życie. Zapomniał - a może nigdy tego tak nie czuł. 

104

RS

background image

 

 

Paige jęknęła i uniosła się, by mógł poznać jej ciało do końca. 

Ale  chciał  jej  jeszcze  pokazać  inne  rzeczy,  urzekające  aż  do 
zapamiętania. Ona dawała mu swą niewinność, on zaś chciał jej 
ofiarować czas. 

- Nie spiesz się - prosiła prawie nieprzytomna z pragnienia. - 

Chcę czuć cię jak najdłużej. 

Zacisnął powieki i zaczął poruszać się wolniej, ale tak bardzo 

chciał widzieć jej twarz, że otworzył oczy. Patrzyła na niego ze 
zmarszczonymi  brwiami  i  zaciśniętymi  zębami.  Oddychała 
szybko. 

Cały  drżał  od  powstrzymywanej  żądzy.  Czuł,  że  przedarł  się 

przez barierę, usłyszał zachętę w jej głosie, więc napierał dalej. 
Płonęła  cała,  jej  twarz  jaśniała  radością.  W  końcu  opadła  na 
poduszki,  a  z  jej  ust  wydarł  się  jęk.  Teraz  już  mógł  iść  za  nią. 
Przyciągnął  ją  bliżej,  ukrył  twarz  w  jej  włosach  i  połączyli  się 
razem w cudownym uniesieniu. 

Paige przytrzymała go, gdy chciał się podnieść. 
-  Nie  odchodź  -  szepnęła.  Nie  wiedziała,  co  ma  powiedzieć. 

Chciała mu podziękować, ale ugryzła się w język. Rye odsunął 
się  nieco.  Przytulił  twarz  do  jej  policzka  i  leżeli  tak  przez 
chwilę. 

- Dobrze się czujesz? - zapytał cicho. 
- Wspaniale. 
-  Bo  ty  jesteś  wspaniała.  -  Pochylił  się  i  pocałował 

uśmiechnięte  wargi  Paige.  Potem  przesunął  palcami  po  jej 
policzku. - Nie chciałbym zadawać głupich pytań jak nastolatek. 

Rozumiała,  że  chciał  wiedzieć,  co  ona  czuje,  sama  też 

pragnęła mu powiedzieć. 

- Warto było czekać - wyszeptała. - Naprawdę warto było. 
- A potem? 
-  Czy  można  opisać  niebo?  -  Westchnęła  i  uśmiechnęła  się 

lekko,  bo  poczuła,  że  się  odprężył.  -  Ty  uczyniłeś  to  czymś 
specjalnym, niezapomnianym. 

- Jeśli powiesz mi: dziękuję... 

105

RS

background image

 

 

-  Ależ  skąd,  nawet  nie  przyszło  mi  to  do  głowy  - 

odpowiedziała. 

- Chyba jednak przyszło. 
- Wydaje ci się, że mnie znasz - roześmiała się cicho. 
- Ależ nie. I mam nadzieję, że nigdy to nie nastąpi. Po prostu 

zawsze jesteś uprzedzająco grzeczna. 

Czy dobrze słyszała? Powiedział, że ma nadzieję, iż to nigdy 

nie  nastąpi.  Paige  zapamiętała  dobrze  te  słowa  i  pozwoliła,  by 
przeniknęły  do  jej  duszy.  Czy  on  wiedział,  co  mówi?  A  może 

źle go zrozumiała? 

- Jesteś śpiąca? - zapytał i przyciągnął ją bliżej. 
- Trochę. 
- Nie wiem, co zrobić, Paige - powiedział niepewnym głosem. 
- Z czym? - ziewnęła. 
- Mam wziąć ręcznik? 
Otworzyła  szeroko  oczy.  No  cóż.  Nie  da  się  uciec  od 

rzeczywistości. Trzeba się jednak umyć. 

- Chyba powinnam wstać - odezwała się w końcu. 
Paige  poczuła  się  niezręcznie.  Odsunęła  się  ku  krawędzi 

łóżka.  Ich  spojrzenia  mimowolnie  skierowały  się  na 
prześcieradło - dowód tego, co się stało. 

-  Nie  myślałem,  że  to  będzie  tak,  ale  gdy  poczułem,  że 

należysz  do  mnie,  chciałem  to  oznajmić  całemu  światu. 
Mógłbym wywiesić prześcieradło w oknie, jak to robiono przed 
wiekami. 

-  Barbarzyński  zwyczaj.  -  Patrzyła,  jak  przechodzi  na  jej 

stronę łóżka. Wziął ją w ramiona i trzymał długo - aż przestała 
krępować  się  swojej  nagości,  zapragnęła  go  znowu  i 
powiedziała mu o tym. 

 
 
 
 
 

106

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 
Zostali  przyłapani!  Paige  przytuliła  się  mocniej  do 

muskularnej  piersi  Rye'a.  Zasnęli  wyczerpani  po  całej  nocy 
miłości i dopiero zgrzyt klucza w drzwiach ich obudził. 

- Cicho - szepnął Rye. - Nic się nie stało. Zanim zrozumiałem, 

że mi się podobasz, Lloyd już o tym wiedział. 

Paige była tak zaszokowana sytuacją, w której się znaleźli, że 

z trudem chwytała powietrze. 

Drzwi  sypialni  były  otwarte,  więc  Lloyd  nie  mógł  nie 

zauważyć ich razem w łóżku. Spojrzała ponad ramieniem Rye'a 
i dostrzegła wzrok Lloyda. 

Widziała, jak jego oczy przesunęły się po pokoju i zatrzymały 

na małym pudełku leżącym na nocnym stoliku. 

Kto  pierwszy  się  odezwie,  zastanawiała  się  zdenerwowana 

panującą ciszą. 

- Dzień dobry, Lloyd - rzekła w końcu. 
- Proszę pani, proszę pana - słowa Lloyda brzmiały chłodno. - 

Zostawię państwu śniadanie w kuchni. 

- Dzięki. - Rye przeciągnął się. 
Paige chwyciła nerwowo kołdrę, bo odkrył ją niechcący. 
- Jeżeli można, chciałbym z panem porozmawiać. - Lloyd stał 

w salonie, odwrócony do nich tyłem. 

Rye uśmiechnął się do Paige, by dodać jej odwagi, pocałował 

ją  w  czubek  głowy  i  wyskoczył  z  łóżka.  Paige  poczekała,  aż 
zaniknie za sobą drzwi, wstała, nałożyła szlafrok i poszła wziąć 
prysznic. 

Spojrzała w lustro; była ciekawa, czy wygląda inaczej. Włosy 

miała potargane. Już chciała odkręcić wodę, gdy Rye zawołał ją, 
by przyszła do salonu. 

Westchnęła głośno i wyszła z łazienki. 
-  Lloyd  mówi,  że  zauważył  pod  moim  domem  ciemnego 

sedana. Założę się, że też okaże się wynajęty. 

107

RS

background image

 

 

- Co zamierzasz zrobić? - Starała się nie patrzeć na Lloyda, by 

nie  pogłębiać  jego  skrępowania.  Do  licha!  Czuła  się  jak 
nastolatka przyłapana przez rodziców. -Spotkasz się z nim? 

-  Tylko  pod  ochroną  policji.  Spróbuję  coś  załatwić.  Jesteś 

pewien, że cię nie śledzili? - zapytał Lloyda. 

- Na pewno nie. 
- Rozchmurz się, stary. To nie koniec świata - stwierdził Rye. 
-  A  jak  się  pani  czuje?  -  zwrócił  się  Lloyd  do  Paige.  Obaj 

popatrzyli na nią. Czuła, że się czerwieni. 

- Dobrze. 
Zauważyła, że Lloyd spojrzał na Rye'a z mieszaniną gniewu i 

wyrzutu.  Miała  chęć  go  uściskać.  Nawet  jej  ojciec  nie  był  taki 
troskliwy. 

Lloyd skłonił się i skierował się do wyjścia. 
-  Będziemy  w  kontakcie  -  zawołał  za  nim  Rye.  Drzwi 

zatrzasnęły się cicho. 

-  No  cóż.  To  było  nieco  dziwne  -  odezwał  się  po  chwili.  - 

Jesteś  pewna,  że  Lloyd  nie  był  twoim  ojcem  w  poprzednim 
wcieleniu? 

- Jest bardzo miły. Troszczy się o mnie. 
Rye wreszcie  spojrzał  na  nią.  Na  potargane  włosy,  twarz  bez 

makijażu. 

- Rankiem chyba nie czujesz się najlepiej - uśmiechnął się. 
-  Jesteś  bardzo  romantyczny,  Warner.  Ciężko  wczoraj 

pracowałam na tę fryzurę. 

-  Doprawdy?  -  Podszedł  bliżej  i  delikatnie  pogłaskał  ją  po 

ramionach. - To była niezwykła noc - powiedział. 

-  Czy  to  już  koniec?  Zamierzasz  teraz  być  już  tylko  panem 

tajnym agentem i zostawić mnie w spokoju? 

W  jej  głosie  brzmiało  napięcie,  jakby  bała  się,  że  odejdzie. 

Nie  mógł  tego  zrobić  i  nie  chciał.  Chciał  jej  powiedzieć,  żeby 
nie  próbowała  na  nim  tych  wszystkich  kobiecych  sztuczek. 
Chciał, żeby była taka, jaką znał ją przedtem. 

108

RS

background image

 

 

Był  zły,  że  zawsze  pociągała  go  kobieca  słabość.  A  słabość 

oznacza  zależność.  Zależność  to  zobowiązanie.  Zobowiązanie 
musi  być  trwałe.  A  on  nie  był  jeszcze  gotowy  na  trwały 
związek, a szczególnie z kimś takim, kto będzie trwać przy nim, 
pozbawiając go części samego siebie. 

Paige śledziła zmiany na jego twarzy. Był zakłopotany. Wahał 

się.  Chodzi  mu  o  nią?  Czy  o  nich?  Postanowiła  potraktować 
wszystko lekko i zająć się czymś przyjemniejszym. Rye od razu 
zareagował na jej dotyk. 

- Stałaś się ekspertem - stwierdził. 
-  Mówiłam  ci,  że  nie  jestem  ignorantką.  Jeśli  sądzisz,  że  nie 

znam się na seksie, to się mylisz. Kobiety też o tym rozmawiają. 

-  Czyżby?  -  Przymknął  oczy,  poddając  się  pieszczocie  jej 

palców. - To powiedz, co wiedziałaś wcześniej? 

- Och, poznałam nieco psychologię mężczyzn.  
I dowiedziałam się o waszych potrzebach i pragnieniach. 
- Ale sama nigdy im nie ulegałaś? 
- Nie jestem mężczyzną. 
Westchnął, bo jej ręka stawała się coraz śmielsza. 
-  Kobiety  też  mają  swoje  pragnienia.  Zresztą  o  ich 

urzeczywistnienie walczą feministki. 

-  Nie  jestem  typową  kobietą.  Mam  w  sobie  wiele  siły  i  ty  o 

tym dobrze wiesz. 

-  A  będziesz  zawsze  taka  silna?  -  zapytał,  patrząc  na  nią  z 

powagą. 

- Co masz na myśli? 
-  Nie  zamierzasz  wypróbowywać  na  mnie  tych  wszystkich 

babskich chwytów, no wiesz, różnych kobiecych sztuczek? 

-  Sztuczek?  -  zastanawiała  się  nad  tym,  co  Rye  powiedział, 

nie widząc poważnego wyrazu jego oczu, nie słysząc napięcia w 
głosie, jakby to było najważniejsze pytanie na świecie. 

-  Myślałam,  że  o  to  nam  chodziło.  O  różne  sztuczki  - 

zażartowała. 

- Tak, masz rację. Nie jesteś zmęczona? 

109

RS

background image

 

 

- Trochę. 
Popatrzył  na  nią  z  czułością,  a  potem  porwał  w  ramiona  i 

zaniósł do łazienki, gdzie czekała ją najcudowniejsza kąpiel. 

-  Samochód  odjechał,  proszę  pana.  -  Po  jakimś  czasie  Lloyd 

zatelefonował do nich. - Powinienem chyba tu zostać i pilnować 
domu? Dam znać, jak tylko ten sedan pojawi się znowu. 

- Nie chciałbym zabierać ci tyle czasu. 
-  Musimy  zrobić  wszystko,  co  możliwe,  żeby  to  wreszcie 

zakończyć i by panna O’Halloran mogła wrócić do domu. 

- I znalazła się jak najdalej ode mnie. 
- Tego nie powiedziałem, proszę pana. 
-  Ale  o  to  ci  chodziło.  -  Rye  nasłuchiwał,  jak  Paige  mruczy 

coś  w  kuchni,  przygotowując  kanapki.  -  Szczerze  mówiąc, 
jestem  rozdarty  między  pragnieniem  zakończenia  tej  sprawy  i 
kontynuowania  jej.  Nie  chciałbym  przerywać  miodowego 
miesiąca. 

-  Nie  można  mieć  miodowego  miesiąca  bez  świadectwa 

ślubu, proszę pana. Właściwie pan uwiódł tę dziewczynę. 

-  Ciekawe,  kto  tu  kogo  uwiódł?  -  zapytał  Rye  czując,  że  się 

rumieni. 

- Ona jest zbyt niewinna, żeby wiedziała, co robi. 
-  Posłuchaj,  stary.  Już  wcześniej  kłóciliśmy  się  na  temat 

kobiet. Nie róbmy tego. 

- Zauważyłem, że nie chce pan mówić o jej niewinności. 
- Nie, na ten temat nie mam ochoty rozmawiać. 
- Ma pan moralny obowiązek... 
-  W  którym  wieku  ty  żyjesz?  Chronię  ją,  jak  mi  kazano.  A 

cała reszta to sprawa między mną a Paige. Nie jest to ani twoja 
sprawa, ani też społeczeństwa, czyjej ojca. Zrozumiałeś? 

- Tak. Mogę więc zakończyć tę rozmowę, proszę pana? 
- Oczywiście. - Rye popatrzył na słuchawkę, zanim ją odłożył. 

Lloyd był tak zły na niego, że nawet się nie pożegnał. 

Opadł  na  kanapę  i  potarł  zmęczone  oczy.  Lloyd  miał  rację. 

Ciągle myślał  o swoich  obowiązkach.  Po  raz  pierwszy w  życiu 

110

RS

background image

 

 

nie dotrzymał słowa. Obiecał, że w tej sytuacji nie zmusi Paige 
do podejmowania życiowych decyzji, a mimo to zrobił to. 

Z  rozmysłem  zdecydował  się  na  spędzenie  z  nią  nocy. 

Chciała, żeby był jej pierwszym mężczyzną. Po prostu był Paige 
posłuszny.  Jej  uczucia  do  niego  były  na  tyle  silne,  że  Patrick 
zaczął  coś  podejrzewać.  Chciał,  żeby  potrafiła  mu  się 
przeciwstawić.  Dochodziła  do  tego  wszystkiego  jeszcze  jego 
duma, że uczyni dla niej ten pierwszy raz godnym zapamiętania. 

Tak.  Mógł  usprawiedliwić  to,  co  zrobił.  Tylko  nie  potrafił 

zagłuszyć swego poczucia przyzwoitości. 

-  Co  się  dzieje?  -  zapytała  Paige,  stawiając  na  stole  talerze  z 

kanapkami. 

Ależ  była  piękna.  Włosy  otaczały  twarz,  która,  choć  bez 

makijażu, lśniła blaskiem niezwykłej urody. Poruszała się z taką 
gracją, że nie mógł oderwać od niej oczu. 

-  Czy  zastanawiałaś  się  nad  tym,  dlaczego  poznaliśmy  się 

dopiero teraz? 

-  Często.  Ciągle  prosiłam  ojca,  by  mi  powiedział,  kiedy 

będziesz  w  Bostonie,  ale  zawsze  mnie  zbywał.  Wczoraj 
ostrzegał mnie przed tobą. 

-  Doprawdy?  -  Rye  udał  zdziwienie.  -  Dlaczego?  Co  ci 

powiedział? 

Popatrzyła mu prosto w oczy. 
- Ze możesz złamać mi serce. 
- Cieszę się wspaniałą opinią. Nawet o tym nie wiedziałem. - 

Zaczął jeść kanapkę, jakby zupełnie nie przejmował się tym, co 
mówi Patrick. 

Paige  zauważyła,  że  czuł  się  niepewnie.  Był  powściągliwy. 

Zrobił wszystko, aby ten pierwszy raz był dla niej cudowny. Nie 
myślał  o  własnej  przyjemności  i  za  to  była  mu  wdzięczna.  Jej 
uczucie do niego po tej pierwszej nocy jeszcze się nasiliło. 

Był  powściągliwy,  bo  bał  się,  że  teraz  ona  będzie  się  go 

trzymać  kurczowo.  Wiedziała,  że  tego  nie  zrobi,  choć  miała 
ogromną ochotę. 

111

RS

background image

 

 

Był  rozsądny,  miły,  czuły,  pozbawiony  egoizmu.  Ale  nie  był 

uczciwy ani wobec niej, ani wobec siebie. Dlaczego? Przez całe 

życie  miała  do  czynienia  z  mężczyzną,  który  nie  postępował 
lojalnie,  choć  musiała  przyznać,  że  ojciec  taki  był  wobec 
wszystkich. Nie chciałaby się wiązać z podobnym człowiekiem. 

Nie  baw  się  ze  mną,  ostrzegała  Rye'a  w  myślach.  Jakże 

chciała wypowiedzieć te słowa głośno. Może kiedyś to zrobi. 

Zapadła  noc.  Teraz  nie  groziła  im  niespodziewana  wizyta 

Lloyda.  Telefon  też  powinien  milczeć.  Rozpalili  ogień  w 
kominku i usiedli na kanapie wśród poduszek, przykryci kocem. 
Paige oparta o pierś Rye'a. Czuła się szczęśliwa i bezpieczna w 
jego  ramionach.  Rozmawiali  o  rodzinie,  dzieciństwie, 
dorastaniu, sukcesach i klęskach. 

-  Pewnie  znasz  wielu  ciekawych  ludzi  -  powiedziała, 

przesuwając palcami po jego dłoniach. 

-  O,  tak.  -  Objął  ją.  -  Malwersantów,  uciekinierów, 

terrorystów. 

-  Na  każdego  złego  człowieka  przypada  pięciu  dobrych. 

Zresztą... 

- Aha! Rozumiem. 
- Co rozumiesz? 
- Chcesz się po prostu dowiedzieć, jakie znam kobiety. . 
- Myślisz, że o to mi chodzi? 
- No pewnie. 
Czuła,  że  jego  pierś  drży  od  tłumionego  śmiechu.  Zaczął  ją 

pieścić powoli, ale systematycznie. 

- Jesteś doskonała - oświadczył. 
Paige  chciała  czuć  dotyk  jego  rąk,  jego  ust.  Objęła  go  za 

szyję, by być bliżej. 

- Czegoś chcesz, Harry? 
- Wiesz, czego chcę. 
- Powiedz mi to. 
- Pragnę cię aż do bólu - powiedziała po chwili milczenia. 
Ponownie zaczął ją całować. Jego usta były niestrudzone. 

112

RS

background image

 

 

-  Nigdy  dotąd  nie  romansowałem  z  kobietą  podczas 

wykonywania  zadania.  Nie  rozumiem,  dlaczego  myślisz,  że 
teraz  będzie  inaczej.  -  Starał  się  oddychać  równo.  -  Zawsze 
byłem uczciwy. 

- Ale... co ze mną? 
-  Sprawiłaś,  że  złamałem  wszystkie  moje  zasady.  A ja nawet 

nie próbowałem się temu przeciwstawić. 

Wsunęła  palce  w  jego  włosy  i  odchyliła  głowę  do  tyłu. 

Podobało  jej  się,  gdy  tak  na  nią  burczał.  Była  zadowolona,  że 
dla niej złamał swoje zasady i cierpiał z tego powodu. Cieszyła 
się, że ma nad nim przewagę. 

Paige  uśmiechnęła  się.  Ujęła  twarz  Rye'a  w  dłonie  i 

pocałowała go mocno. Była tak blisko, że aż się cofnął, by móc 
zaczerpnąć  tchu.  Nie  puszczała  go,  tuliła  się  do  niego  coraz 
mocniej, aż ogarnął go żar, a ona umierała z pragnienia. Musieli 
nasycić się nawzajem. 

Teraz  uczyła  się,  jak  balansować  na  krawędzi  spełnienia,  by 

delektować  się  tą  ostatnią  chwilą,  zanim  pogrąży  się  w 
rozkoszy. Odkryła piękno miłości, rosnące szczęście umykające 
słowom,  a  potem  czułe  rozmowy  i  pieszczoty.  Rozkwitała. 
Wszystko,  co  dotąd  ukrywała,  zostało  ujawnione.  Rye  był  taki 
wspaniały, godny zaufania, cierpliwy, pociągający. 

- A tak jest dobrze? - pytała. 
- Rób, co tylko zechcesz - usłyszała jego odpowiedź. Pragnęła 

spełnienia.  Dla  niego  i  dla  siebie.  Pragnęła  tego  rozpaczliwie. 
Nie było ani przeszłości, ani przyszłości. Tylko teraźniejszość. I 
on - obrońca, przyjaciel, kochanek. 

Zanim  rankiem  pojawił  się  Lloyd,  zdążyli  się  umyć  i  ubrać. 

Lloyd  przejeżdżał  obok  domu  Rye'a  i  zauważył,  że  tajemniczy 
sedan znów się pojawił. 

- Chciałbym, żebyś został z Paige - powiedział Rye - i musicie 

oboje obiecać mi, że nie ruszycie się stąd. 

113

RS

background image

 

 

-  Obiecujemy  -  rzekła  Paige.  Nie  chciała,  żeby  Lloyd  miał 

kłopoty z jej powodu. Będzie martwić się, by Rye'owi nic się nie 
stało, i czekać na zgrzyt klucza w zamku. 

Patrzyła, jak sięga po kaburę. Wyjął rewolwer, sprawdził go i 

schował z powrotem. 

- Zjedz coś - poprosiła. - Nie wiadomo, ile ci to zajmie. 
- Szkoda czasu - powiedział, ale pod wpływem jej spojrzenia 

podszedł do stołu. 

- A ty się tak nie uśmiechaj, stary. Usta Lloyda drgnęły. 
- Nie uśmiecham się, proszę pana. 
-  Uśmiechasz  się  i  to  z  największą  satysfakcją.  Paige  z 

przyjemnością patrzyła, jak jadł. Pewnie wygłąda jak zakochana 
nastolatka,  ale  nie  mogła  się  powstrzymać,  by  nie  pieścić 
wzrokiem jego twarzy. Gdyby mu się coś stało... 

Nie  wolno  jej  nawet  o  tym  myśleć.  Bywał  przecież  w 

gorszych sytuacjach i świetnie sobie radził. Teraz też nie da się 
zaskoczyć. 

Pocałował ją  na  pożegnanie.  Był  to  długi i  słodki  pocałunek. 

Od  sześciu  dni  w  ogóle  się  nie  rozstawali.  Nie  chciała,  by 
odchodził. Przytuliła go mocno, nie pozwalając mu odejść. 

Starał  się  odsunąć  ją  od  siebie,  ale  chwyciła  go  za  kurtkę  i 

przytuliła się do jego piersi. 

- Przestań, Paige, przestań. 
-  Wiem,  że  powinnam  być  silna,  ale  nie  potrafię. 

Przepraszam. Nie jestem taka silna jak ty. 

Westchnął  głęboko.  Przez  cały  ranek  czuł,  że  taka  chwila 

nastąpi.  Gdy  tylko  powiedział,  że  pojedzie  sprawdzić,  co  się 
dzieje u niego w domu, widział w jej oczach strach. 

Szukała  u  niego  bezpieczeństwa  i  spokoju  -  a  może  czegoś 

więcej. 

- Ja też mam swoje słabości - przyznał. - Jak wszyscy. 
- Kocham cię - wyszeptała. 
Zacisnął  mocno  powieki.  Chciał  powiedzieć  Paige,  że  tylko 

tak jej się  wydaje.  Ale  zanim  zdążył  to  zrobić,  zebrała  w sobie 

114

RS

background image

 

 

tyle  sił,  by  odsunąć  się  od  niego.  Smutek  powoli  znikał  z  jej 
oczu. Wreszcie opanowała się i uniosła dumnie głowę. 

-  Zobaczymy  się  niedługo  -  powiedziała.  Wyszedł  z  domu  i 

ruszył wolno w dół ulicy. Spojrzał 

na  zegarek.  Do  umówionego  spotkania  miał  trochę  czasu. 

Szedł  więc,  nie  spiesząc  się  zbytnio  i  rozkoszując  się  świeżym 
porankiem po deszczowej nocy. 

Kocham  cię.  Wypowiadała  te  słowa  tak,  jakby  go  za  coś 

przepraszała. 

Kocham cię. Słyszał to wyznanie już przedtem, ale nigdy nie 

było  ono  początkiem  związku  na  całe  życie,  takim  jak 
małżeństwo  jego  rodziców  czy  Kani  i  Iaina.  Znaczyło  tylko: 
kocham  cię  w  tej  chwili.  Miłość  Joanny  trwała  do  jej  śmierci, 
uczucie  Tern  wygasło,  gdy  znalazła  wreszcie  ukojenie  po 

śmierci  męża.  Żadna  nie  pragnęła  jego,  a  jedynie  spokoju  i 
bezpieczeństwa, jakie im zapewniał. 

A Paige? Co mógłby jej dać? Seks? Była pełna temperamentu. 
Potrząsnął głową, żeby pozbyć się nareszcie natrętnych myśli. 

Musi skoncentrować się na tym, co go czeka. Wolałby, żeby nie 
doszło między nimi do zbliżenia i nie prześladowała go wizja jej 
delikatnej  twarzy,  a  słowa,  które  wypowiedziała,  przestały 
rozbrzmiewać w jego myślach. 

Odezwał  się  sygnał  pagera.  Szybko  wyciągnął  go  zza  paska. 

Przez chwilę patrzył na ekranik, a potem zaczął biec z całych sił. 

Gdyby nie lata treningu, wpadłby do domku jak burza. Teraz 

zbliżył  się powoli,  nasłuchując.  Usłyszał  proszący  głos  Lloyda, 
który mówił, żeby Paige poczekała do powrotu Rye'a. Otworzył 
drzwi. 

-  Dzięki  Bogu  -  powiedział  Lloyd  z  ulgą  w  głosie.  -  Ona  się 

pakuje. 

- Co takiego? - Rye wszedł szybko do sypialni. -Co, do diabła, 

robisz? 

- Jadę do domu. - Proste pytanie, prosta odpowiedź. 
- Nie ma o tym mowy. 

115

RS

background image

 

 

Przechodząc do łazienki, rzuciła w niego gazetą. 
- Trzecia strona! - krzyknęła, zbierając swoje rzeczy. 
Rye  wziął  ,,The  Wall  Street  Journal",  otworzył  na  trzeciej 

stronie  i  pośpiesznie  odczytywał  tytuły.  Wreszcie  znalazł  to, 
czego  szukał.  Bostońskie  firmy  żeglugowe  podpisują  umowę. 
Przejrzał  artykuł.  Collins-Abrahamson  połączyła  się  z  firmą 
O’Hallorana.  Wymieniono  nazwiska  nowych  urzędników  i 
dyrektorów.  Podano  kilka  liczb.  Złożył  gazetę  i  spojrzał  na 
ogarniętą  wściekłością  Paige,  która,  mrucząc  pod  nosem 
przekleństwa, pakowała pospiesznie rzeczy. 

-  Obiecał  przecież,  że  nie  podejmie  decyzji  aż  do  twojego 

powrotu - powiedział Rye. 

-  Znasz  przecież  mojego  ojca.  Poczekaj,  aż  go  dostanę  w 

swoje  ręce.  On  nie  tylko  wykorzystał  moją  nieobecność,  by 
sfinalizować umowę. Wszystko ukartował. 

-  Myślisz,  że  nic  ci  nie  groziło?  Czyżby  Patrick  wymyślił  tę 

hecę, żebyś nie była przy rozmowach? 

- Uwierz mi. Gdybyś znał Joeya Falcona, wiedziałbyś, że nie 

jest  to  typ,  który  mógłby  zadłużyć  się  u  gangsterów.  Ojciec  go 
wykorzystał. Wykorzystał też ciebie, Rye. Wiedział, że uwierzę 
w grożące mi niebezpieczeństwo, jeśli zatrudni ciebie. 

Czy  Patrick  byłby  zdolny  do  tak  perfidnego  podstępu?  Rye 

wątpił w to. 

-  Powinniśmy  zatelefonować  do  biura  i  sprawdzić.  Jeśli  to 

nieprawda, znajdziesz się na polu minowym. 

-  Nie  będę  rozmawiać  z  ojcem  przez  telefon.  O,  nie! 

Porozmawiamy  osobiście.  Chcę  patrzeć  mu  w  twarz,  gdy 
zacznie się tłumaczyć. 

Chwycił  ją  za  ramię  i  odciągnął  od  walizki,  którą  próbowała 

zamknąć. Zrobił to za nią. 

-  Jestem  niemal  pewny,  że  masz  rację,  ale  nie  mogę 

ryzykować. Jadę z tobą. Najpierw jednak zadzwonię na policję, 
by  sprawdzili,  czy  sedan  stoi  przed  moim  domem,  a  potem 
zamówię bilety na samolot. 

116

RS

background image

 

 

-  Dobrze.  Jak  chcesz.  Och,  on  mi  za  to  zapłaci.  -  Otworzyła 

szeroko oczy, a na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. - Nie 
zamawiaj biletów. Wyczarterujemy samolot. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

117

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 
Nie ukrywała gniewu. I to najbardziej zaskoczyło Rye'a. Szedł 

za  nią  od  windy  do  biura  Patricka,  mijając  nielicznych 
pracujących  o  tej  porze  urzędników.  Płonęła  z  gniewu.  Była 
piękna. 

Jest  naprawdę  urocza,  gdy  się  złości.  Urocza,  to  za  mało 

powiedziane,  jest  zachwycająca.  Podziwiał  ją,  gdy  się  kochali, 
ale  teraz  pociągała  go  bardziej.  Twarz  miała  poważną  -  była 
przygotowana do ostatecznej bitwy. 

Nie zapukała do drzwi, lecz otworzyła je z rozmachem, tak że 

uderzyły o ścianę. Odepchnęła je jeszcze raz, przechodząc, i Rye 
o  mało  co  nimi  nie  oberwał.  Przytrzymał  je,  by  mogły  się 
zamknąć za nimi. 

Patrick  zerwał  się  z  krzesła.  Jak  zwykle,  miał  poluzowany 

krawat  i  podwinięte  rękawy  koszuli.  Swoim  wyglądem  mógł 
rywalizować  z  tragarzami  w  porcie.  Jego  gęste,  kasztanowe 
włosy wymagały przystrzyżenia. 

Rye  usiadł  na  kanapie  pokrytej  skórą,  oparł  się  wygodnie  i 

czekał na rozpoczęcie przedstawienia. 

Paige usiadła i rzuciła na biurko gazetę. 
- Ty oszuście! 
Patrick spojrzał najpierw na gazetę, potem na Paige. 
- Zmieniłaś coś w swoim wyglądzie. 
-  Nie  mówimy  teraz  o  mnie.  Rozmawiamy  o  tobie.  To...  - 

urwała gwałtownie, chwytając powietrze i starając się opanować 
- ...to jest niewybaczalne. Jak mogłeś mi zrobić coś takiego? 

Patrick rozsiadł się w fotelu i przesunął palcami po wargach. 
- To było dla dobra firmy, nie zrobiłem tego tobie. 
- Czuję się, jakbyś mnie uderzył w twarz. Już wcześniej mnie 

oszukiwałeś,  ale  to,  co  teraz  zrobiłeś,  przekracza  wszystkie 
granice. Ryzyko tego połączenia jest... 

-  Dużo  warte  -  przerwał  jej  Patrick.  Rye  wstał  i  podszedł  do 

biurka. 

118

RS

background image

 

 

- Poproszę o kawałek papieru. 
Oboje  odwrócili  się  do  niego  z  jednakowym  wyrazem 

zdziwienia na twarzy. 

- Słucham? 
- Możesz mi dać kawałek papieru. 
Patrick  machinalnie  otworzył  szufladę  biurka,  wyjął  kartkę 

papieru  z  firmowym  nadrukiem,  dał  ją  Rye'owi,  który 
podziękował mu z uśmiechem i wrócił na kanapę. Kiedy usiadł, 
wyjął z kieszeni złote pióro i zaczął coś pisać. 

Paige popatrzyła znowu na ojca. 
- To nie jest dobre dla firmy - rzekła spokojniejszym tonem. - 

Podejmujemy zbyt duże ryzyko. Nie chciałabym być świadkiem 
upadku naszego przedsiębiorstwa. 

- Nie będziesz. 
- Jesteś pewien, że wszystko się uda? 
Patrick otarł twarz dłońmi, a potem mocno je zacisnął. 
-  Nie  będziesz  świadkiem  ani  przegranej,  ani  zwycięstwa, 

Paige.  Twoje  stanowisko  objął  ktoś  z  fumy  Collinsa-
Abrahamsona. 

- Wyrzucasz mnie z pracy? - spytała zaszokowana. Rumieńce 

gniewu wystąpiły na jej policzki. Chwiejnie cofnęła się. Patrick 
wstał,  podszedł  do  niej  i  próbował  ją  objąć.  Gwałtownym 
ruchem odepchnęła go. 

-  Niszczysz  moją  firmę  -  odezwał  się  cichym,  łagodnym 

głosem. 

Paige wyprostowała się. Starała się zapanować nad emocjami. 

Trzykrotnie próbowała coś powiedzieć, aż wreszcie udało jej się 
wymówić kilka słów. 

Odkąd 

zaczęłam 

tu 

pracować, 

mieliśmy 

stały 

jedenastoprocentowy dochód. 

-  A  w  poprzednich  latach  wynosił  trzydzieści,  a  nawet 

czterdzieści procent. 

119

RS

background image

 

 

- Lecz w niektórych filiach przedsiębiorstwa nie było żadnych 

zysków, a nawet straty - przypomniała mu Paige. Jej głos stawał 
się coraz bardziej cichy. 

- To było dawno temu. - Znowu próbował wyciągnąć do niej 

rękę  i  znowu  został  odtrącony.  -  To  już  mnie  nie  bawi.  A  ja 
lubię dobrą zabawę. 

-  Ile  kosztował  nas  lunch  w  dniu  Bożego  Narodzenia?  - 

zapytał Rye. 

Paige gwałtownie odwróciła się w jego stronę. 
- Słucham? 
- Świąteczny lunch. Pamiętasz, ile za niego zapłaciliśmy? 
Wzruszyła ramionami. 
- Nie, Rye. Słuchaj, to jest bardzo ważna sprawa. 
- To też - wskazał papier leżący przed nim na niskim stole. - 

Przepraszam,  że  przeszkodziłem  -  dodał  lekkim  tonem.  Był 
pewien,  że  uspokoiła  się  na  tyle,  by  dalej  móc  rozmawiać  z 
Patrickiem. 

-  Chcesz  się  dobrze  bawić,  tato?  A  ilu  masz  teraz 

pracowników? Ci ludzie mają rodziny. Potrzebna im stabilizacja 
i  bezpieczeństwo.  Zapytaj  ich,  czy  wolą  jedenaście  procent 
stałego  dochodu,  czy  niespodzianki?  Sądzisz,  że  obchodzi  ich 
to, czy się dobrze bawisz? 

-  Chwileczkę,  Paige.  Dobrze  wiesz,  że  nigdy  nikogo  nie 

skrzywdziłem.  Mam  dość  siedzenia  za  biurkiem  i  przekładania 
papierków.  To  połączenie  daje  mi  radość.  Uwalnia  od  stosu 
papierów  i  tego  przeklętego  biura.  Będę  mógł  negocjować, 
podpisywać  umowy.  Tego  mi  brakowało.  Pracowałaś  dobrze, 
Paige. Ale jesteś taka cholernie konserwatywna. 

-  Mama  byłaby  ze  mnie  zadowolona  -  powiedziała  Paige 

stłumionym głosem. 

- To prawda. I nie wątpię, że nadajesz się do pracy w firmie, 

ale nie w mojej. 

- Nigdy nie podejrzewałabym, że jesteś takim tchórzem, tato. 

Nie  mogę  uwierzyć,  że  zadałeś  sobie  tyle  trudu,  by  móc 

120

RS

background image

 

 

podpisać  umowę.  Mogłeś  wyrzucić  mnie  z  pracy  bez  tej  całej 
wymyślonej  historii.  Rye  poświęcił  dla  ciebie  swój  czas.  Mógł 
wykorzystać  go,  by  pomóc  komuś  innemu,  kto  tego 
rzeczywiście  potrzebował.  No  cóż,  myślę,  że  to  już  koniec 
naszego trudnego układu rodzinnego. 

-  To  zmiana,  a  nie  koniec,  maleńka  -  zaprotestował 

gwałtownie  Patrick.  -  Za  jakiś  czas  zrozumiesz,  że  to  będzie  z 
korzyścią  dla  nas  obojga.  Właściwie  zawsze  pracowaliśmy 
razem. Nawet nie wiem, czy tego rzeczywiście chciałaś? 

Roześmiała się. 
-  A  co  byś  powiedział,  gdyby  okazało  się,  że  chcę  tresować 

słonie?  Dziwne,  że  nie  interesowało  cię  to  przez  całe 
dwadzieścia  osiem  lat.  A  teraz  wyrzuty  sumienia  powodują,  że 
interesujesz się moimi marzeniami? 

Rye  uśmiechnął  się.  Doceniał  to,  że  Paige  potrafi  się  bronić. 

Patrick wyglądał tak, jakby otrzymał cios w brzuch. 

- Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza, Paige. 
-  Zawsze  byłam  na  drugim  miejscu!  -  wykrzyczała,  a  potem 

zniżyła  głos  do  szeptu.  -  Na  drugim,  a  może  nawet  na  trzecim, 
bo  firma  była  zawsze  dla  ciebie  ważniejsza.  Ale  zawsze 
poprzedzała mnie matka. 

- Nigdy... 
-  Zawsze  -  zaprzeczyła.  -  Moja  matka,  wzór  wszelkich  cnót. 

Opanowana,  elegancka  kobieta.  Miłość  twojego  życia.  Istota 
doskonała. Wiem, że jej nie dorównuję, aleja tu jestem. Żyję. 

Jej ból był przeogromny. 
-  Kochałem  twoją  matkę  -  powiedział  Patrick  po  chwili 

namysłu. 

-  Czciłeśjąjak  świętą.  Chciałeś,  żebym  była  dokładnie  taka 

sama.  A  to  niemożliwe.  Ja  jestem  podobna  do  ciebie,  nie 
dostrzegasz tego? 

- Nie - pokręcił przecząco głową. - Jesteś bardzo podobna do 

niej.  Wyglądasz  i  poruszasz  się  jak  ona,  nawet  twój  śmiech... 

śmiejesz się dokładnie tak samo jak ona. 

121

RS

background image

 

 

-  Wyglądam  jak  ona?  -  Paige  ogarnęło  zdumienie.  -  Ale... 

zawsze mówiłeś... że była piękna. 

- Była najpiękniejszą kobietą, jaką znałem. 
- I wyglądam jak ona? 
- Zupełnie jak ona. Boże! Gdyby twoja matka żyła, wszystko 

byłoby  inaczej.  Nie  była  aniołem.  Za  wcześnie  wyszła  za  mąż. 
Była  zbyt  młoda,  by  stać  się  odpowiedzialną  za  dziecko,  za 
małżeństwo.  Nie  mieliśmy  pojęcia,  w  co  się  pakujemy.  Ale 
nasza  miłość  była  taka  silna.  Wszystko  inne  było  nieważne. 
Tylko my, a potem ty, 

Paige.  Owszem,  kłóciliśmy  się  czasami.  Ale  pojednanie  było 

zawsze wspaniałe. 

Paige  wpatrywała  się  w  ojca.  Jego  słowa  wyraźnie  ją 

zaskoczyły.  W  pewnym  momencie  wzięła  torebkę  i,  jak  w 
transie,  zaczęła  iść  w  stronę  drzwi.  Gdy  się  przy  nich  znalazła, 
odwróciła  się  i  jeszcze  raz  popatrzyła  na  Patricka.  Rye  miał 
wrażenie, że zupełnie o nim zapomniała. 

Zbyt dużo wrażeń; była rozdarta między bólem, zdziwieniem 

i gniewem. Nie mogła logicznie myśleć. Musiała wyjść, żeby się 
opanować. 

Obaj patrzyli, jak z godnością opuszcza gabinet. 
-  Powinieneś  za  nią  pójść  -  odezwał  się  Patrick.  -Jest  bardzo 

przygnębiona. 

- Zostanie, bo nie ma tu samochodu. 
Wyjrzał za nią i zobaczył, że wchodzi do swojego biura. 
-  Proszę  -  powiedział  Rye,  podsuwając  Patrickowi  kartkę 

papieru. 

- Co to jest? 
- Rachunek. Wszystko dokładnie wyszczególniłem, zgodnie z 

wymaganiami twojej księgowej. 

- Ile?! 
-  Najdrożej  kosztował  lot  czarterowy.  To  chyba  wszystko. 

Jeśli  coś  mi  się  przypomni,  przyślę  razem  z  rachunkami  - 
powiedział Rye. - Drogo kosztuje cię to połączenie firm. 

122

RS

background image

 

 

Patrick jakby zapomniał o obecności Rye'a. 
-  Czy  ty  masz  pojęcie,  co  mogło  z  tego  wyniknąć?  - 

Wściekłość Rye'a nareszcie znalazła ujście. Oparł się o biurko, a 
jego  głos  pełen  był  złości.  -  Mogłem  zranić,  nawet  zabić 
każdego,  kto  popatrzyłby  na  nas  krzywo.  Baliśmy  się  ludzi, 
którzy nam nie zagrażali, i wszelkich nieoczekiwanych zdarzeń. 
Paige  mogła  zginąć,  gdyby  ze  strachu  zrobiła  jakieś  głupstwo. 
Czy ty to rozumiesz? 

- Paige zawsze postępuje rozsądnie - zaczął bronić się Patrick. 
-  Najbardziej  rozsądni  ludzie  w  obliczu  strachu  popełniają 

błędy.  Czy  pomyślałeś  o  tym?  -  Rye  zamknął  oczy,  bo  jego 
wściekłość zaczęła przekraczać granicę normy. 

- Chyba nie do końca. Nie chciałem narażać ani jej, ani ciebie. 
-  Oczywiście.  Chciałeś  się  tylko  jej  pozbyć  na  czas 

negocjowania  kontraktu.  Nie  mogę  uwierzyć,  że  mnie  też 
nabrałeś. Czułem, że coś tu jest nie w porządku. Jesteś naprawdę 
utalentowanym  blagierem.  Tak  długo  utrzymywałeś  mnie  w 
przeświadczeniu, że muszę pilnować twojej córki. 

-  To  twoja  zasługa.  Wymyśliłem  tylko  włamanie.  Resztę 

pomysłów podsuwałeś mi sam, zadając pytania. 

-  Paige powiedziała  mi, że  przestraszyłeś  się, szukając nas  w 

dniu Bożego Narodzenia. 

-  Ogarnęła  mnie  panika.  Pomyślałem,  że  jedziecie  do 

Bostonu, a umowa miała być podpisana następnego dnia. 

Rye był wściekły na siebie. Co z niego za detektyw. To wina 

zbytniego zaangażowania się w wykonywane zadanie. Powinien 
się domyślić, o co O’Halloranowi naprawdę chodzi. 

Patrick  przesuwał  niepewnie  papiery  na  biurku.  Czuł  się 

winny. 

- A może coś jeszcze kryło się za tą intrygą? - zapytał go Rye. 

-  Przyznaj  się  lepiej,  kiedy  wpadłeś  na  pomysł,  żeby  nas 
połączyć? Mnie i Paige? 

 
 

123

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 

 
Paige siedziała sama w swoim biurze i wyglądała przez okno. 

Jej stosunek do ojca był dowodem na to, że prawdziwe uczucie 
nie stawia warunków. Ciągle wyczyniał z nią różne sztuczki i za 
każdym  razem  mu  przebaczała.  Tym  razem  też  to  zrobi,  ale  za 
jakiś czas. Może dobrze się stało, że nie będzie pracować w jego 
firmie. Może będzie jej lepiej w innym przedsiębiorstwie, gdzie 
sama zapracuje na swój sukces. 

Przecież  znajdę  sobie  inną  pracę,  pocieszała  się.  Najbardziej 

zastanowiły ją słowa ojca, gdy mówił, że jest podobna do matki. 
Może to było przyczyną ich konfliktów? 

Może  nie  potrafił  z  nią  postępować,  bo  była  żywym 

przypomnieniem  tego,  co  utracił.  Czy  dlatego  nie  znalazł  sobie 
kobiety, którą mógłby pokochać? 

A  do  tego  jeszcze  Rye,  następny  pionek  na  szachownicy 

Patricka. 

Tak wiele zdarzyło się między nimi podczas tych sześciu dni. 

Świadomość  niebezpieczeństwa  wzmogła  napięcie  i  wzajemną 
zależność  od  siebie.  Teraz  wszystko  ulegnie  zmianie.  Brutalna 
rzeczywistość może zniszczyć uczucia. 

Czy  to  się  działo  naprawdę?  Dziwny  pociąg,  jaki  czuła  do 

Warnera,  gdy  kontaktowali  się  tylko  telefonicznie.  Odkrył  w 
niej taką kobietę, której istnienia nawet nie 

podejrzewała - pragnącą przygód, szukającą radości życia. To, 

co robili razem, powinno ją szokować, a przecież dawało jej tyle 
szczęścia. 

Pukanie do drzwi przerwało jej rozważania. Odwróciła się. W 

drzwiach stał Rye. 

- Jak się czujesz? - zapytał. 
- Świetnie. 
- Chcesz jechać do domu? Wezwać taksówkę? 
-  Spakuję  najpierw  swoje  osobiste  rzeczy.  Nie  chcę  tu  już 

wracać. 

124

RS

background image

 

 

- Co będziesz robiła? 
Umierać powoli,  pomyślała.  Podniosła  się z  krzesła i zaczęła 

wyglądać  przez  okno.  Nie  mówił  tego,  co  chciała  usłyszeć. 
Przecież  powiedziała  mu  dziś  rano,  że  go  kocha.  Musiał  to 
usłyszeć. 

-  Może  pojadę  na  Hawaje.  Wyśpię  się,  nacieszę  słońcem, 

poczytam. 

Stanął tuż za nią. 
- Ja też o tym myślałem. Co powiesz na moje towarzystwo? 
- To zależy. 
- Od czego? 
- Od tego, dlaczego chcesz ze mną jechać. 
- Między nami dzieje się coś wspaniałego. Nie chcę, żeby się 

to tak szybko skończyło. 

- A co będzie, gdy miną wakacje? 
- Wtedy będziemy się martwić. 
Umrzeć  teraz  czy  później.  Podjęła  już  decyzję.  Była  pewna, 

że Rye nie odwzajemnia jej uczuć. 

-  Nie  chciałabym  pomniejszać  tego,  co  nas  łączyło.  Wolę 

wspominać  kilka  cudownych  dni,  niż  pielęgnować  to,  co  i  tak 
umrze naturalną śmiercią. 

- Dlaczego tak myślisz? 
Jego  głos  brzmiał  spokojnie,  jakby  rozmawiał  o  sprawach 

całkiem  błahych.  Jeśli  zaraz  stąd  nie  wyjdzie, ona rzuci mu  się 
w ramiona i zacznie go błagać. 

-  Bo  ty  nie  pragniesz  stałego  związku,  a  ja  tak.  Myślę,  że 

szukając pracy, rozejrzę się również za mężem. 

- Chyba nie mówisz poważnie. 
Stali  z  dala  od  siebie,  wyprostowani,  i  tylko  mierzyli  się 

wzrokiem. 

- Dzięki tobie nauczyłam się kochać. Pragnę jednak więcej. 
-  Pojedź  ze  mną  na  Hawaje,  Paige.  Poznałaś  zaledwie  małą 

cząstkę tego, czego możesz doświadczyć. 

- Było wspaniale, ale nie mogę ci towarzyszyć. 

125

RS

background image

 

 

- Znowu sprawdzasz siebie? 
-  Możliwe.  Lepiej,  żebyśmy  się  nie  spotykali.  Powiedz,  że 

mnie kochasz, błagała go w myślach. Milczał, a ona zrozumiała, 

że to odpowiedź. 

-  Pożegnaj  Lloyda  ode  mnie  -  rzekła,  z  trudem  panując  nad 

sobą. 

- Do diabła! To nie może tak się skończyć. 
-  Słyszałeś,  co  mówił  ojciec.  Jestem  bardzo  konserwatywna. 

Muszę działać, zanim wszystko, co miałam, ulegnie zniszczeniu. 
Dziękuję ci za... 

- Wypchaj się! - powiedział niskim, pełnym gniewu głosem. - 

Nie chcę, nie potrzebuję twojej wdzięczności. 

- Czyli nie mamy sobie nic do powiedzenia. 
- To była niezwykła wyprawa, Harry. 
Jej usta skrzywiły się w lekkim uśmiechu. Uniosła głowę. 
- Na koniec świata i z powrotem. 
Wyszedł.  Stwierdziła,  że  jeśli  się  skoncentruje,  uda  jej  się 

dojść  do  biurka  i  opaść  na  krzesło.  Postanowiła  nie  poddawać 
się  rozpaczy,  nie  wracać  do  starych  przyzwyczajeń  i  rozpocząć 
wszystko od nowa. 

Rye przycisnął guzik windy i oparł się o ścianę z zamkniętymi 

oczami.  Wszedł  do  opustoszałego  holu.  Słyszał  echo  swoich 
kroków. Nagle poczuł chłód. 

Nałożył  skórzaną  kurtkę,  którą  niósł  na  ramieniu. Spojrzał  w 

olbrzymie, ciągnące się od podłogi do sufitu okno. Padał śnieg. 

Machinalnie zapiął guziki kurtki. Przeszedł jeszcze dwa kroki 

i  zatrzymał  się.  Ruszył  i  znowu  się  zatrzymał.  Wsunął  ręce  do 
kieszeni kurtki i popatrzył na swoje nogi. Wydawało mu się, że 
są  przyklejone  do  podłogi.  W  ciszy  holu  słyszał  swój  własny 
oddech. 

- Cholera! 
Pozwoliła  mu  odejść.  Żadnych  łez,  błagań,  kompromisów. 

Powiedziała,  że  go  kocha,  i  pozwoliła  mu  odejść.  Niczego  od 
niego nie chciała. 

126

RS

background image

 

 

Nic.  Popatrzył  w  przyszłość  i  zobaczył  pustkę.  Kto  tu  jest 

słaby i wrażliwy? 

Zauważył ławkę i usiadł na niej. Wspominał Paige - spokojną, 

opanowaną,  rozbawioną,  obejmującą  Lloyda,  trzymającą  na 
ręku jego maleńką siostrzenicę. Rozkwitającą w miłości. 

Powiedziała, że go kocha. I pozwoliła mu odejść. 
Może  oszustwo,  które  popełnił  jej  ojciec,  zmieniło wszystko. 

Znowu  udawała  kobietę  opanowaną,  tak  jak  on  pozował  na 
silnego  faceta. Dlaczego  nie  chciała  się  przyznać, że  jest  słaba, 
wrażliwa i zależna od niego? 

Westchnął  głęboko,  oparł  głowę  o  ścianę  i  wpatrywał  się  w 

sufit. Nie, nie mogła tego zrobić. Przecież to była jedna z wielu 
rzeczy, które w niej kochał. Jedna z wielu. 

Paige  kątem  oka  zauważyła,  że  drzwi  uchyliły  się,  tworząc 

wąską szparę, w której pojawiła się biała chusteczka. 

- Zawieszenie broni? - zapytał Patrick. 
- To twoje biuro. 
Otworzył drzwi szerzej i schował chustkę do kieszeni. 
- Gdzie jest Rye? 
- Poszedł. 
-  Przypuszczam,  że  jesteś  na  mnie  wściekła  -  odezwał  się 

ojciec po chwili milczenia. 

- Można to tak określić, ale to szybko minie. 
- Dlaczego? 
- Bo nie będziemy już razem pracować. 
-  Przyznaj,  że  tym  razem  miałem  rację.  Uśmiechnęła  się. 

Patrick odetchnął z ulgą. 

- Myślę, że mi się to należało. Byłam nieugięta. 
- Czyżbyś chciała to zmienić? 
- Tak. 
- Muszę ci się do czegoś przyznać, kochanie. 
- Do czego? 
- Chodzi o Rye'a. Ja... ja wybrałem go dla ciebie. 
- Wybrałeś? - Paige nie mogła uwierzyć własnym uszom. 

127

RS

background image

 

 

-  Tak.  Dawno  temu,  kiedy  jeszcze  nie  byłaś  gotowa 

zaakceptować  takiego  mężczyzny.  Ale  kiedy  zakochałaś  się  w 
Falconie,  wiedziałem,  że  nie  mogę  czekać  dłużej.  On 
rzeczywiście chciał ode mnie pieniędzy. 

- O, a więc była jednak  odrobina prawdy w tym  wszystkim - 

odezwała się Paige. 

-  Wyrzuciłem  go  na  zbity  łeb.  Ale  wtedy  doszedłem  do 

wniosku, że jeśli szukasz mężczyzny, to powinnaś poznać Rye'a. 

- Tato! 
- Wierz mi, to nie było dla mnie łatwe. Przecież... 
- Zostaw nas samych, proszę, Patrick - powiedział Rye, stając 

w progu pokoju. Patrzył tylko na Paige. 

Poczuła przypływ nadziei. Nie zauważyła, że ojciec wyszedł. 

Siedziała i czekała, aż Rye wejdzie i zamknie za sobą drzwi. 

- Chciałbym ci coś zaproponować. 
- Co? 
Sięgnął  do  kieszeni  i  podał  jej  swoją  wizytówkę.  Nazwisko 

,,Warner"  było  przekreślone;  zamiast  niego  figurowało:  ,,Paige 
O’Halloran". 

- Proponujesz mi pracę? Dziękuję. Nie lituj się nade mną. Nie 

potrzebuję tego. 

-  Litość?  Propozycja  najciekawszej  z  możliwych  prac  to  nie 

litość. 

- Chronisz mnie. Uważasz, że to twój obowiązek, po tym, co 

wspólnie przeżyliśmy. Co mogłabym dla ciebie robić? 

- Księgowość całkiem u mnie szwankuje. 
-  Idź  do  diabła.  -  Wypowiedziała  te  słowa  z  ogromną 

słodyczą, a on opuścił głowę, by nie widziała, jak się cieszy, że 
odrzuciła tę ofertę. 

-  No  cóż,  jeśli  ta  praca  ci  nie  odpowiada,  to  co  powiesz  na 

inną  ofertę?  -  Podał  jej  kolejną  wizytówkę  z  nazwą  firmy  i  z 
nazwiskiem Paige Warner i drugą z Paige O'Halloran-Warner. - 
Muszę  ci  powiedzieć,  że  z  tą  pracą  związane  są  szczególne 
obowiązki. Wybór należy do ciebie. 

128

RS

background image

 

 

- Dlaczego mi to proponujesz? 
- Bo cię kocham, Harry. 
- Dlaczego? 
-  Bo  kochasz  Lloyda,  wspaniale  wyglądasz  w  skórzanych 

spodniach,  lubisz  flanelowe  piżamy  i...  -  Paige  zaczęła  płakać, 
więc  przytulił  ją  do  siebie.  -  Nie  rozumiesz?  Kocham  cię,  bo 
masz fascynujący umysł, kręcone włosy i zgrabne nogi. 

- Czy poza fizyczną fascynacją jest jeszcze coś, co wystarczy 

na  całe  życie?  -  zapytała.  -  Bo  nie  chcę  niczego,  co  trwałoby 
krócej. 

-  Harry,  jesteś  dla  mnie  zagadką.  Zaledwie  zacząłem  cię 

poznawać.  Chcę  to  robić  całe  życie.  Z  góry  się  na  to  cieszę. 
Nawet nie wiesz, jak bardzo. A teraz kolej na ciebie. 

- Kocham cię. 
- Dlaczego? 
Odchyliła głowę do tyłu i roześmiała się. 
-  Bo  nosisz  skarpetki  z  wizerunkiem  Goofy'ego,  uważasz  się 

za feministe, kochasz Lloyda i płakałeś, trzymając w ramionach 
swoją  siostrzenicę.  -  Objęła  go  za  szyję.  -  Bo  gdy  się  ze  mną 
kochasz,  nie  traktujesz  tego  lekko,  ale  z  odpowiedzialnością,  i 
było mi z tobą cudownie. 

-  Jak  myślisz,  Patrick  już  poszedł?  Może  poprosimy  go  tu  i 

oznajmimy mu dobrą nowinę? 

-  Myślę,  że  powinniśmy  zamknąć  drzwi  i  to  uczcić. 

Przyciągnęła Rye'a, by go pocałować. Ich spragnione 

siebie usta spotkały się. Gdy czuła, że nie może już być bliżej 

niego, ściągnęła go na podłogę. 

- Nie możemy tego zrobić tutaj, Harry. Patrick... 
- Wiem - jęknęła. 
- Powiedz, duże masz łóżko? 
- Dość duże - odpowiedziała ze śmiechem. Zacisnęła palce na 

jego dłoni. - Nie wiem, jak powiedzieć ojcu, że miał rację. 

129

RS

background image

 

 

- Chyba znam osobę odpowiednią dla niego - stwierdził Rye i 

roześmiał  się.  -  Zorganizujemy  spotkanie,  kiedy  przyjdzie  do 
nas w odwiedziny. 

- Nie spodoba mu się to. 
- Chyba chciałabyś, żeby ojciec też był szczęśliwy? 
-  A  ty  chcesz  tego  naprawdę,  czy  pragniesz,  aby  cierpiał  do 

końca życia? 

-  Dlaczego  miałbym  karać  osobę,  dzięki  której  poznałem 

wymarzoną kobietę mego życia? 

Paige uśmiechnęła się. 
- Widzę w twoich oczach dziwny błysk. Naprawdę myślisz o 

mnie, czy też o zemście? 

-  O  tobie,  tylko  o  tobie,  Harry  -  powiedział,  a  jego  oczy 

patrzyły na nią z uwielbieniem. 

 

130

RS


Document Outline