background image

Kerygmat - Dobra Nowina o Jezusie Zmartwychwstałym
(/index.php/55-uwielbienie-w-archikatedrze/2921-kerygmat-
dobra-nowina-o-jezusie-zmartwychwstaym)

Kerygmat - Dobra Nowina o Jezusie Chrystusie 

Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus? 

Chrześcijaństwo nie jest moralizmem 
        Moralizm jest to złudne przekonanie, że można stać  się dojrzałym chrześcijaninem, a w konsekwencji zbawić się przez
podejmowanie  osobistych  wysiłków,  i  pewnego  rodzaju  pracę  nad  sobą,  by  w  ten  sposób    -  własnymi,  czysto  ludzkimi
wysiłkami, wypełnić prawo Boże, objawione w Piśmie św. i przekazywane w nauczaniu moralnym Kościoła.

  Przy  tego  rodzaju  podejściu  Jezus  Chrystus  ukazuje  się  nam  jako  nowy  prawodawca,  jakby  nowy,  bardziej  doskonały  i  więcej  wymagający
Mojżesz przynoszący ludziom moralne zasady postępowania, które należy zachować jeśli ktoś chce osiągnąć zbawienie.     
               Zapominamy tu, że już pierwsze prawo, prawo Starego Testamentu, znane ludziom przed Chrystusem i streszczone w Dekalogu okazało
się dla ludzi niemożliwe do wykonania o własnych siłach. Św. Paweł stwierdza wyraźnie, że nikt z ludzi nie był w stanie tego prawa wypełnić:
wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej....Natomiast Prawo wkroczyło po to, by przestępstwo jeszcze bardziej się wzmogło.
Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 3,23; 5,20). Z moralistycznego podejścia wynika, że Jezus Chrystus
przyszedł,  aby  to  stare,  niemożliwe  do  wykonania  prawo,  jeszcze  utrudnić  i  powiększyć.  W  Starym  Testamencie  przykazanie  „Nie  zabijaj”
oznaczało  zakaz  fizycznego  zabicia  człowieka.  Zaś  w  Kazaniu  na  Górze  Jezus  mówi,  że  kto  powie  swemu  bratu  „głupcze”  już  przekroczył  to
przykazanie  i  winien  jest  ognia  piekielnego.  W  Starym  Testamencie  przykazanie  „Nie  cudzołóż”  oznaczało  zakaz  fizycznego  współżycia
seksualnego  z  cudzą  żoną  lub  mężem.  W  Kazaniu  na  Górze  Chrystus  mówi,  że  cudzołóstwo  można  popełnić  pożądliwym  spojrzeniem.
Przykładów takich można podać jeszcze więcej. Wszystkie one zdają się wskazywać, że Jezus Chrystus przyszedł, aby jeszcze dołożyć ludziom
obciążeń moralnych i ukazać chrześcijaństwo jako praktycznie nieosiągalny ideał.  
                            Bazowanie  na  moralizmie  pokazuje  chrześcijaństwo  jako  rzeczywistość  bardzo  trudną,  ewentualnie  osiągalną  jedynie  przez  ludzi
obdarzonych szczególną szlachetnością i niezwykle silną wolą, a zupełnie jest niemożliwe dla ludzi słabych, pozbawionych silnej woli. W ujęciu
moralistycznym  chrześcijaństwo  jest  w  pewien  sposób  zafałszowane,  wypaczone.  Jeśli  bowiem  przypatrzymy  się  pierwszym  wyznawcom
chrześcijaństwa, to zobaczymy, że przeżywali je oni w zupełnie innych wymiarach. Dla nich przepowiadanie było Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną.  
                                Dobra  Nowina  zaś  nie  jest  moralizowaniem,  nie  jest  stawianiem  człowiekowi  wymagań,  których  on  w  żaden  sposób  nie  może
zrealizować, gdyż jest do tego praktycznie niezdolny.Dobra Nowina jest przepowiadaniem człowiekowi dobrej wiadomości, na którą on czeka. Ta
dobra  wiadomość  działa  jakby  sama  z  siebie,  ma  swoją  wewnętrzną  dynamikę,  zmieniając  życie  człowieka.  Można  się  tu  posłużyć
ewangelicznym porównaniem, użytym w przypowieści, o ziarnie wsianym w glebę. Ziarno to rośnie samo, mimo że rolnik nie czuwa ustawicznie
nad nim i bezpośrednio nie pobudza jego wzrostu. Moc tego wzrostu zawarta jest w samym ziarnie, które w odpowiednim momencie rozwinie
się, wyrośnie i wyda plon (Mk 4, 4-28).Takim ziarnem złożonym w nas - niczym w glebę - jest nasz Chrzest. Ziarno to, jak każde żywe ziarno ma
swoją  moc,  swój  dynamizm  a  jego  wzrostu  dokonuje  Bóg.  Ziarno  naszego  Chrztu  zawiera  złożone  w  nim  możliwości  rozwoju.  Ten  rozwój
następuje  nie  wtedy,  gdy  słuchamy  zaleceń  moralistycznych,  ale  wtedy  gdy  słuchamy  dobrej  wiadomości  o  Jezusie  Chrystusie.  Jezus  nie
uzależnia rozwoju tego ziarna od naszych ludzkich wysiłków ale przede wszystkim od swojej łaski. Dzięki temu chrześcijaństwo ukazuje się jako
możliwe do osiągnięcia dla ludzi słabych, niedoskonałych, nie mających silnej woli i szczególnych ludzkich uzdolnień. Chrześcijaństwo więc nie
jest moralizmem, ale Dobrą Nowiną i jest ono osiągalne dla wszystkich, którzy tego zechcą, bez względu na to czy mają silną wolę czy też  nie.
Chrześcijaństwo bowiem nie jest stawianiem człowieka przed nieosiągalnymi dla niego wymaganiami. Tak jakby na przykład ktoś chciałby żądać,
aby człowiek niewidomy umiał odróżniać kolory albo aby człowiek kulawy umiał chodzić prosto, nie kulejąc.  
 
A. SYTUACJA EGZYSTENCJALNA CZŁOWIEKA POTRZEBUJĄCEGO DOBREJ NOWINY 
 
                   Opowiedziane przykłady dobrej nowiny, która dotarła do Ateńczyków, że Grecy zwyciężyli pod Maratonem i dobrej nowiny, która dotarła
do mieszkańców wybrzeża w Normandii, że alianci wylądowali i zbliża się koniec wojny, pokazują, że dobra nowina jest wtedy dobra, gdy ludzie
znajdują się w sytuacji, w której na tę nowinę oczekują. Dla nas dzisiaj tamte nowiny nie są żadną dobrą nowiną, bo jesteśmy w innej sytuacji. W
oparciu o Pismo Święte chcemy wam przedstawić sytuację w jakiej, naszym zdaniem, się znajdujecie. 
                    a) Sytuacja człowieka zaraz po stworzeniu 
                    Opis  sytuacji  człowieka  potrzebującego  Dobrej  Nowiny  dobrze  będzie  zacząć  od  zobaczenia  stanu,  w  jakim  człowiek  znajdował  się
pierwotnie,  zaraz  po  stworzeniu  go  przez  Boga.  We  wszystkim,  co  Bóg  stworzył,  w  harmonii  świata  przyrody,  w  życiu  roślin  i  zwierząt  można

background image

zauważyć  prawdziwość  słów  Księgi  Rodzaju:  A  Bóg  widział,  że  wszystko,  co  uczynił,  było  bardzo  dobre  (1,  31).  Jeszcze  dobitniej  można
stwierdzić, że Bóg wypuścił ze swojej ręki, jako bardzo dobre, swoje najdoskonalsze stworzenie, jakim był człowiek. Księga Rodzaju ukazuje, jakie
plany miał Bóg stwarzając człowieka. Obrazowe opisy pobytu pierwszych ludzi w rajskim ogrodzie Eden wskazują, że według planów Stwórcy
człowiek miał być w pełni szczęśliwy, hojnie obsypany Jego darami. Miał być koroną stworzenia, najdoskonalszą istotą stworzoną przez Boga na
ziemi, obdarzoną i uwieńczoną chwałą (Ps 8). Bóg powołał do istnienia najdoskonalszą istotę, stworzoną na swój obraz i podobieństwo, a więc
taką, która wobec innych stworzeń ziemskich miała reprezentować Boga i sprawować niejako władzę królewską. Tak ukształtowany człowiek
utrzymywał głęboki, intymny kontakt ze swoim Stworzycielem żyjąc nie tylko samym chlebem ale wszystkim, co pochodzi z Jego ust (Pwt 8, 3).
Dlatego kontakt z Bogiem, z Jego słowem, wzbudzał w człowieku nie tylko treści intelektualne, ale wiązał się także z jego życiem przepełnionym
miłością. Słowo Boga było więc dla niego tym, czym dla niemowlęcia jest słowo matki. Jeżeli nawet w danym momencie słowo to było dla niego
niezrozumiałe w swej treści, to jednak było czynnikiem, przez który otrzymywał on od Boga życie i miłość. Bóg bowiem stworzył człowieka jako
istotę zakorzenioną w Jego miłości, z tej miłości czerpiącą swoje życie i poczucie bezpieczeństwa. Bóg sprawił, że w sercu, stworzonego przez
Niego człowieka, była głęboko zakorzeniona wiara w Jego boską miłość, w to, że Bóg go akceptuje i kocha. Człowiek był pewny Jego uznania.
Czuł się blisko związany z Bogiem, jako z Istotą najpotężniejszą, będącą samą bezinteresowną i niezmierzoną Miłością. Z tego powodu czuł się
szczęśliwy i zadowolony ze swojego życia. W jego sercu zawsze rozbrzmiewało świadectwo Ducha Świętego wołającego: Abba, Ojcze (Ga 4, 6).
Z  Boga,  z  Jego  miłości  człowiek  czerpał  swoje  życie  i  szczęście,  nie  zdobywając  ich  z  żadnej  rzeczy  zewnętrznej,  a  jedynie  z  głębin  swojego
ducha, w którym stale mieszkał Bóg. 
 b) Sytuacja obecna 
                   Postawmy więc sobie pytanie: Dlaczego dzisiaj człowiek nie czuje się taki szczęśliwy i zadowolony ze swojego życia? Jaka jest
odpowiedź na to pytanie?    1. Strach przed śmiercią - podstawowy problem człowieka 
                      Obecna sytuacja nas ludzi jest zupełnie inna. Bardzo dobrze oddaje ją następujący tekst biblijny: Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we
krwi i ciele, dlatego i On bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest
diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy przez całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli (Hbr 2, 14-15). Na podstawie tego tekstu
możemy  zrozumieć,  że  obecnie  naszym  podstawowym  problemem  egzystencjalnym  jest,  wywołany  przez  szatana,  strach  przed  śmiercią.
Sytuacja zaś nasza jest taka, że przez ten strach diabeł przez całe życie może trzymać nas w swojej niewoli. Trzeba wam wyjaśnić, że nie chodzi
tu tylko o strach przed śmiercią fizyczną, który z mniejszą lub większą intensywnością odczuwa każdy człowiek, gdyż strach ten na codzień nie
jest obecny w życiu poszczególnych ludzi. Przychodzi on przy pewnych okazjach. Chodzi tu jednak przede wszystkim o strach przed śmiercią
innego  rodzaju,  przed  śmiercią  ontologiczną,  egzystencjalną.  Chodzi  tu  więc  o  lęk  przed  sytuacjami,  które  dla  danego  człowieka  bywają
równoznaczne ze śmiercią fizyczną, albo jeszcze bardziej groźne. Są to sytuacje, w których człowiek czuje zagrożenie tej rzeczywistości, która na
codzień zdaje się zabezpieczać jego życie. 
                        Jeśli ktoś czuje się zadowolony i bezpieczny, posiadając odpowiednią ilość pieniędzy, czy innych środków materialnych, to będzie
się bał tych sytuacji, w których ta zabezpieczająca rzeczywistość posiadania będzie zagrożona. Wtedy będzie on robił wszystko, gotów nawet
łamać prawa moralne, aby tylko mieć odpowiednią ilość środków materialnych, które dadzą mu poczucie zabezpieczenia jego życia. 
                      Kiedy ktoś inny czuje się zadowolony i bezpieczny, gdy ma tak zwaną dobrą opinię w swoim otoczeniu, i jest chwalony przez ludzi a
nikt  się  z  niego  nie  wyśmiewa,  taki  człowiek  będzie  się  bał  wszelkich  sytuacji,  w  których  ta  dobra  opinia  może  być  atakowana  i  narażona  na
szwank.  Na  przykład  jakaś  dziewczyna  może  się  bać  posiadania  nieślubnego  dziecka  i  tego,  że  znajomi  będą  ją  wytykać  palcami  a  własna
rodzina  potępi.  Wówczas  będzie  ona  robić  wszystko,  nawet  przekraczać  prawo  moralne,  aby  tylko  zachować  to  poczucie  spokoju,
bezpieczeństwa i zadowolenia, które daje dobra opinia otoczenia. 
                     Jeśli jeszcze ktoś inny czuje się zadowolony i bezpieczny, gdy spotykają go w życiu same przyjemności i radości, to będzie się bał
wszystkich  sytuacji,  grożących  mu  doświadczeniem  uczuć  nieprzyjemnych  i  smutnych.  Taki  ktoś  będzie  robił  wszystko,  nawet  przekraczać
zasady moralne, aby tylko stale doznawać uczuć przyjemnych i radosnych.Zwróćmy uwagę na to, że w pragnieniu posiadania pieniędzy, dobrej
opinii,  radości,  przyjemności  i  temu  podobnych  rzeczywistości,  kryje  się  właściwie  jedna,  wspólna  dla  wszystkich  ludzi  potrzeba  -  pragnienie
kochania. Każdy człowiek czuje się zadowolony i szczęśliwy tylko wtedy, gdy kocha i jest kochany. Bóg tak skonstruował serce człowieka, że ono
właśnie pragnie miłości i tęskni za nią, gdyż bez niej nie może być ono naprawdę zadowolone i szczęśliwe. Życie człowieka bowiem istnieje na
linii miłości i tylko na niej naprawdę się realizuje. Strach przed śmiercią ontologiczną, egzystencjalną, to właściwie strach przed sytuacjami, które
powodują, że człowiek odczuwa jako zagrożone to poczucie kochania i bycia kochanym. 
  
2. Człowiek w niewoli szatana  
           
                     Zgodnie z tekstem listu do Hebrajczyków, diabeł może przez całe życie trzymać nas w niewoli poprzez wzbudzanie takiego strachu
przed śmiercią. O jaką niewolę tu chodzi? Można to dobrze zrozumieć w oparciu o pewien fragment listu św. Pawła do Rzymian. Czytamy tam:
Wiemy  przecież,  że  Prawo  jest  duchowe.  A  ja  jestem  cielesny,  zaprzedany  w  niewolę  grzechu.  Nie  rozumiem  bowiem  tego,  co  czynię,  bo  nie
czynię tego co chcę, ale to, czego nie chcę, to czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię (…) Jestem bowiem
świadom,  że  we  mnie,  to  jest  w  moim  ciele  nie  mieszka  dobro,  bo  łatwo  mi  przychodzi  chcieć  tego,  co  dobre,  ale  wykonać  -  nie.  Nie  czynię
bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę (…) A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi
się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek (we mnie) ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne,
które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę (…) Nieszczęsny ja człowiek! Kto mnie wyzwoli z ciała (co wiedzie ku) tej
śmierci? (Rz 7, 14-25). 

background image

                 Zaktualizowana parafraza tego tekstu może wyglądać następująco: 
               „Wiemy przecież, że Prawo kochania Boga nade wszystko i kochania bliźnich jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę.
Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie kocham Boga i bliźnich; czego chcę; ale okazuję brak miłości, a tego przecież nienawidzę i nie chcę,
a jednak właśnie to czynię. Jeśli zaś nie kocham tak jak chcę, to tym samym przyznaję prawu miłości, że jest dobre. Jestem bowiem świadomy
tego, że we mnie, to jest w moim ciele nie mieszka dobro, bo łatwo mi przychodzi chcieć kochać, ale wykonać - nie. Nie kocham bowiem, czego
chcę, ale okazuję brak miłości, a więc czynię to, czego nie chcę. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę kochać narzuca mi się brak
miłości, albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Bożym prawem miłości. W członkach zaś moich spostrzegam prawo
inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę. Nieszczęsny ja człowiek! Kto mnie wyzwoli z tego wewnętrznego
rozdarcia, które jest dla mnie jak śmierć”. 
                 Inaczej mówiąc obecna nasza niewola polega na tym, że czuję iż moje życie może naprawdę zrealizować się tylko na linii miłości.
Pragnę wyjść z miłością do drugiego człowieka, do żony, męża czy przyjaciela, ale z tą miłością mogę dojść tylko do pewnej granicy. Tą granicą
jest wrogość. Nie potrafię tej granicy przekroczyć, czuję bowiem strach o zabezpieczenie swego własnego życia. Nie potrafi wyjść z miłością do
kogoś, kto stał się jego nieprzyjacielem, chociażby był nim własny mąż lub żona albo ktoś bliski z rodziny czy przyjaciół. Zawsze na drodze do
zrealizowania się tego zakorzenionego w sercu pragnienia kochania i bycia kochanym staje diabeł i straszy niebezpieczeństwem śmierci. Mówi
niejako  człowiekowi:  „Nie  możesz  kochać  kogoś,  kto  stał  się  twoim  nieprzyjacielem,  gdyż  wtedy  stracisz  swoje  życie,  ten  drugi  ci  to  życie
zabierze, zniszczy”. MOŻNA TO PRZEDSTAWIĆ NA RYSUNKU. Widzimy na nim człowieka zamkniętego w kręgu strachu przed śmiercią. Z jego
serca wypływa chęć wyjścia ku drugiemu człowiekowi, ale się cofa, napotyka bowiem śmierć, której się boi. 
                Dobrze tę sytuację widać na przykładzie relacji między mężem i żoną. Oni, czując w sobie, wzbudzony przez szatana strach przed
ontologiczną,  egzystencjalną  śmiercią,  mogą  co  najwyżej  ustalić  pomiędzy  sobą  pewien  kompromis,  pewne  określone  granice  swoich
wzajemnych relacji. Mąż jednak bojąc się o własne życie nie potrafi wziąć na siebie grzechów swojej żony i podobnie żona nie potrafi dać się
niszczyć przez postępowanie swego męża. Oboje są zamknięci jakby w pewnego rodzaju kręgu strachu przed śmiercią i granicy tego kręgu nie
potrafią przekroczyć, są więc w niewoli. Czują i rozumieją, że kochać, to znaczy oddać siebie drugiej osobie bez żadnych obaw i zastrzeżeń, ale
tego nie potrafią. Mają bowiem strach przed śmiercią, boją się utracić swoje życie. WIDAĆ TO NA RYSUNKU. Na przeszkodzie ich porozumieniu
stoi  pomiędzy  nimi  wąż,  który  wzbudza  strach  przed  śmiercią.  Jest  to  rzeczywiście  wielka  niewola,  na  widok  której  można  za  św.  Pawłem
powtórzyć: Nieszczęsny ja człowiek! Kto mnie z tego wyzwoli?  
 
3. Przyczyną niewoli - grzech 
 
               Zwróćcie teraz uwagę na inne słowa wzięte również ze wspomnianego tekstu listu św. Pawła do Rzymian. Chodzi o następujące zdanie:
Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka (Rz 7, 17.20). O jaki grzech tu chodzi? Nie chodzi tu o
żaden  konkretny  grzech  uczynkowy,  z  którego  można  się  wyspowiadać,  ale  chodzi  jakby  o  korzeń  wszystkich  innych  grzechów,  o  grzech
podstawowy, o rzeczywistość, z której wyrastają wszystkie inne nasze grzechy. W oparciu o, zawarty w Księdze Rodzaju, opis grzechu pierwszych
ludzi można zobaczyć, że ten konkretny grzech, czyli przekroczenie Bożego zakazu spożywania owoców z drzewa wiadomości dobrego i złego
był już właściwie skutkiem czegoś, co stało się wcześniej. Grzech ten wyrósł stąd, że pierwsi ludzie zanim przekroczyli zewnętrznie Boży zakaz
najpierw  uwierzyli  w  kłamstwo  szatana,  który  ich  przekonał,  że  Bóg  ich  nie  kocha,  gdyż  ogranicza  im  swobodę  działania.  Ukazany  w  Księdze
Rodzaju pod postacią węża diabeł posługuje się Bożym rozkazem, aby przekonać pierwszych ludzi, że Bóg ich nie kocha, ponieważ ich ogranicza
nie pozwalając spożywać owocu z zakazanego drzewa. Na wzmiankę Ewy, że Bóg powiedział iż spożywanie owoców z tego drzewa przyniesie im
śmierć diabeł odpowiada, że to nieprawda. W rzeczywistości bowiem jest inaczej. Bóg nie chce, aby ludzie byli tak jak On mogąc decydować o
tym, co jest dla nich dobre a co złe, aby sami byli bogami swego życia. Zły duch wmawia Ewie, że Bóg czyni to z zazdrości nie chcąc podzielić się
z ludźmi możliwościami, które sam posiada. Wtedy zakazane owoce wydają się Ewie dobre do jedzenia, że są rozkoszą dla oczu i nadają się do
zdobycia wiedzy(Rdz 3, 6). Wówczas Ewa dokonuje jakby aktu wyznania wiary w kłamstwo demona, uznaje, że Bóg rzeczywiście nie kocha jej i jej
męża.  Zrywa  zatem  zakazany  owoc,  kosztuje  go  i  daje  swojemu  mężowi  do  jedzenia.  W  ten  sposób  pierwsi  ludzie  powiedzieli  niejako  swoje
„amen” na oszukańczą „katechezę” złego ducha: „Bóg was nie kocha”. A więc ich konkretny grzech zerwania i spożywania zakazanego owocu
wyrósł z grzechu podstawowego, fundamentalnego, wyrósł z braku wiary w Bożą miłość do nich. Coś podobnego dzieje się właściwie z każdym
grzechem uczynkowym człowieka. Obecnie w życiu ludzi diabeł wmawia im swoją „katechezę”, że Bóg ich nie kocha. Wykorzystuje on w tym celu
wszelkie wydarzenia, które są trudne do zaakceptowania, gdyż niosą ze sobą cierpienie. Na przykład, gdy ktoś jest chory, samotny, stary, nie ma
dostatecznej sumy pieniędzy, lub ma kłopoty w swoim małżeństwie i temu podobne sprawy. Diabeł wskazuje na te cierpienia usiłując wmówić
ludziom, że są one oczywistym dowodem na to, że Bóg ich nie kocha, że nie chce ich dobra.  Krytykuje też wymagania prawa Bożego wmawiając,
że  w  konkretnej  sytuacji  danego  człowieka  niektóre  z  nich  nie  mają  żadnego  sensu  i  że  człowiek  sam  powinien  zadecydować  jaki  sposób
postępowania jest dla niego dobry, sam uczynić się niejako „bogiem” swego życia. Inny Bóg bowiem właściwie nie istnieje a już z pewnością nie
kocha człowieka. Grzech uczynkowy, podobnie jak grzech pierworodny jest zawsze owocem braku wiary w to, że Bóg kocha danego człowieka.
Gdyby ktoś wierzył stale i niewzruszenie w to, że Bóg go kocha, nie popełniałby żadnych grzechów uczynkowych. Każdy taki grzech bowiem jak z
korzenia wyrasta z braku wiary w Bożą miłość. 
                   Możemy to widzieć na konkretnych przykładach. Ktoś samotny czuje się niezadowolony, sfrustrowany i nie wierząc w to, że Bóg go
kocha,  szuka  ulgi  i  pocieszenia  w  grzechu  masturbacji.  Albo  jakiś  mąż  niezadowolony  ze  swoich  relacji  z  żoną  i  nie  wierząc  w  to,  że  Bóg  go
kocha,  szuka  rozwiązania  swoich  problemów  przez  stosunki  pozamałżeńskie  z  inną  kobietą.  Podobnie  też  ktoś,  kto  doświadcza  trudności
finansowych, a nie ma wiary w to, że Bóg go kocha, szuka rozwiązania swoich trudności przez kradzież czy rabunek.  

background image

 
4. Konsekwencje utraty wiary w Bożą miłość 
 
               Z faktu, że człowiek przestał wierzyć w to, że Bóg go kocha wynikają pewne konsekwencje, którym teraz przez chwilę się przyjrzymy. 
              a/ W historii pierwszych ludzi, opisanych przez Księgę Rodzaju, widać, że pierwszą z tych konsekwencji utraty wiary w Bożą miłość jest
pojawienie się w ludzkim sercu strachu przed śmiercią, obawy o swoje życie. Pierwsi ludzie nagle poczuli się jakby odcięci od korzenia, którym
był fakt, że Bóg ich kocha. Stracili oni jakby grunt pod nogami, przestali się czuć szczęśliwi, bezpieczni, zadowoleni. Serca ich opanował strach.
Dlatego poczuli się nadzy i schowali się przed Bogiem.  
               b/Powodowani tym strachem zaczęli szukać tego, co ich życie może zabezpieczyć. Tym zabezpieczeniem w życiu poszczególnych ludzi
mogą stać się jakieś rzeczywistości poza Bogiem i Jego miłością, a więc na przykład posiadanie wystarczającej ilości środków materialnych,
dobra opinia otoczenia, zdrowie, przyjemności i temu podobne walory. Rzeczywistości  te  zajmują  w  życiu  człowieka  miejsce,  które  przedtem
zajmował Bóg, stają się bożkami, idolami. Dzięki tym idolom człowiek szuka tego, za czym tęskni jego serce - to znaczy miłości. Staje się on
niejako żebrakiem miłości szukającym jej wszędzie, usiłującym ją zdobyć przez posiadanie pieniędzy, przez stosowanie się do opinii ludzi, przez
szukanie  przyjemności  na  przykład  w  relacjach  seksualnych  i  temu  podobnych  sprawach  lub  przeżyciach.  Usiłowania  te  pozostają  bez
oczekiwanego rezultatu. Człowiek bowiem na różne sposoby szuka miłości tam, gdzie jej nie ma, to znaczy u innych ludzi. Oni nie mogą mu jej
dać,  gdyż  sami  znajdują  się  w  tej  samej  sytuacji  i  też  poszukują  miłości.  Wszystko  to  sprawia,  że  człowiek  ciągle  czuje  się  nieszczęśliwy,
niezadowolony ze swojego życia, doświadczający, że nie potrafi niczym zaspokoić swojej tęsknoty za tym, by kochać i być kochanym.  
                  c/W oparciu o Księgę Rodzaju możemy zobaczyć, że utrata wiary w Bożą miłość i zrodzony z tego powodu strach o swoje życie, strach
przed  śmiercią,  czyni  z  człowieka  egoistę,  zainteresowanego  wyłącznie  obroną  swego  własnego  życia.  Adam,  który  przedtem  z  radością
akceptował swoją żonę i mówił o niej: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała” (Rdz 2, 23) - teraz, ogarnięty strachem o swoje
życie, zwala na nią winę za przekroczenie Bożego rozkazu. Jest w nim tylko strach o swoje własne życie. Podobnie dzieje się w naszym życiu.
Jesteśmy pełni egoizmu, który wynika ze strachu przed śmiercią, wywołanego utratą wiary w Bożą miłość. 
                  d/Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na rzecz, która jest w tym wszystkim najgorsza. Sytuacja w jakiej znalazł się człowiek po utracie wiary
w  to,  że  Bóg  go  kocha,  sytuacja  niewoli,  niezdolność  do  prawdziwego  kochania,  jest  sytuacją,  z  którą  człowiek  nie  może  sobie  poradzić  o
własnych siłach. Przekracza to jego możliwości. Z tej egzystencjalnej sytuacji nie jest on w stanie wydobyć się sam. Mówi bowiem św. Paweł, że
zrodzona  z  utraty  wiary  w  Bożą  miłość  i  istniejąca  w  człowieku  tak  zwana  dążność  ciała,  która  prowadzi  do  śmierci  wroga  jest  Bogu,  nie
podporządkowuje się prawu Bożemu ANI NAWET NIE JEST DO TEGO ZDOLNA (Rz 8, 5-8). Nie można tego zmienić, tak jak Etiopczyk nie może
zmienić swojej czarnej skóry albo lampart nie może zmienić centków na swojej sierści. Podobnie nie mogą czynić dobrze ci, którzy nauczyli się
postępować  przewrotnie  (por.  Jr  13,  23).  W  innym  miejscu  tę  samą  tragiczną  rzeczywistość  św.  Paweł  nazywa  rzeczywistością  dawnego
człowieka, albo człowieka zmysłowego. Nie można tej rzeczywistości zmienić. Można natomiast ją porzucić i przyoblec rzeczywistość nowego
człowieka, stworzonego według Boga, albo stać się człowiekiem duchowym (Ef 4, 22-24; 1 Kor 2, 14-15).      
 
B. TREŚĆ DOBREJ NOWINY O JEZUSIE CHRYSTUSIE 
 
                  Pytam was teraz, czy odnaleźliście się w opisanej przed chwilą sytuacji? Czy to, co wam opowiedziałem ma związek z waszym życiem?
Jeśli  tak,  to  jest  dla  was  Dobra  Nowina,  jest  dla  was  bardzo  pomyślna  wiadomość.  Wiadomość  ta  oznajmia,  że  jest  możliwe  wyjście  z  tej
egzystencjalnej sytuacji nieszczęścia. Jest to możliwe dzięki temu, czego dokonał Jezus Chrystus. Zobaczmy teraz czego On dla nas dokonał?    
                a) Odkupieńcza wartość krzyżowej śmierci Chrystusa    Jezus Chrystus przyszedł właśnie po to na świat, aby przez śmierć pokonać
tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy przez całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli
niewoli  (Hbr  2,14-15).  Jest  dla  was  Dobra  Nowina:  tej  niewoli  teraz  być  nie  musi.  Bóg  bowiem  z  miłością  pochylił  się  nad  tragiczną  sytuacją
ludzkiego nieszczęścia i posłał na świat swojego Syna Jezusa Chrystusa. Syn ten stał się człowiekiem, wziął na siebie grzechy wszystkich ludzi i
umarł za nie na krzyżu. Razem z Nim do tego krzyża został przybity i osądzony nasz wewnętrzny człowiek grzechu i jego grzeszne czyny (Ga 2,19
; Kol 2,14). Zapis dłużny zaciągnięty przez ludzkość wobec Bożej sprawiedliwości został skreślony. Nie muszą oni już ponosić potępienia i kary
na jaką zasłużyli przez swoje grzechy. Grzechy te zostały im odpuszczone. Człowiek nie musi już być niewolnikiem diabła, nie musi grzeszyć,
gdyż Jezus wszedł w śmierć krzyżową wierząc, że znajdzie tam kochające ramiona Ojca niebieskiego. Jezus poszedł na krzyż ale nie pozostał w
śmierci, śmierć nie mogła nad Nim zapanować. Bóg Ojciec Go wskrzesił. W ten sposób okazało się, że śmierć, którą szatan straszy i trzyma w
niewoli wielu ludzi, jest tylko jakby papierowym tygrysem. Bowiem również w śmierci jest Bóg, jest Jego miłość.    Jezus swoją śmiercią niweczy
więc po kolei wszystko, czego dokonał szatan wpędzając ludzkość w stan niewoli.- Chrystus wypełnił prawo, aby szatan nie mógł już brać okazji
z prawa Bożego, by udowadniać człowiekowi, że Bóg go ogranicza i mu zazdrości. Jezus na krzyżu pokazał, że kocha Boga całym swoim sercem,
całym swoim umysłem i ze wszystkich swoich sił. Pokazał też, że kocha ludzi nawet wtedy, gdy stają się oni Jego wrogami. Patrząc na nich z
wysokości krzyża prosił bowiem Boga: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 33). To, wypełnione przez Chrystusa, prawo Boże jest
teraz  dostępne  dla  każdego  człowieka.-  Chrystus,  umierając  na  krzyżu  nie  tylko  zadośćuczynił  za  nieskończoną  obrazę  Boga  jakiej  dokonał
człowiek,  nie  tylko  otworzył  ludziom  możliwość  wejścia  do  nieba,  ale  także  dzisiaj  umożliwia  ludziom  przemianę  ich  wnętrza.  Ludzie  już  nie
muszą czuć się tylko jako złoczyńcy, którym udzielono amnestii, gdyż Chrystus poniósł już za nich karę przewidzianą Prawem. Oni teraz mogą
stać się całkiem innymi, nowymi ludźmi. Zbawienie bowiem, jakiego dokonał Chrystus, nie jest tylko zbawieniem zewnętrznym, ale sięga ono w
głąb ludzkiej istoty, w samo jądro człowieczego dramatu grzechu. 
                   b) Powszechne znaczenie zmartwychwstania Chrystusa    Wszystko to jest możliwe dlatego, że Chrystus zmartwychwstał. Śmierć

background image

bowiem  nie  mogła  nad  Nim  zapanować.  Nie  mogła  ulec  zagładzie  miłość  do  Boga  i  do  ludzi,  z  którą  On  poszedł  na  krzyż.  Tylko  taka  miłość
bowiem jest prawdą i Bóg wskrzeszając Jezusa, zapewnił jej wieczne trwanie. Wszystkie inne wartości ludzkie, cała kultura nie mają zapewnienia
tej trwałości. Miłość ukazana przez Chrystusa na krzyżu a potem widoczna w życiu chrześcijan była zawsze czynnikiem, który pociągał ludzi do
Boga i Kościoła. Miłość ta zawsze wprowadzała ludzi w zdumienie i czyni to teraz a także czynić będzie w przyszłości, do końca czasów. W tej
miłości bowiem, niejako dotykalnie, doświadczalny jest Bóg, który jest Miłością. Zmartwychwstanie Chrystusa nie było więc tylko jakąś formą
osobistej nagrody i zadośćuczynienia Chrystusowi za Jego poświęcenie i śmierć dla zbawienia ludzkości, lecz jest namacalnym dowodem na to,
że  ofiara  krzyżowa  Chrystusa  została  przez  Boga  Ojca  przyjęta;  i  że  istotnie  dzięki  tej  ofierze  dla  każdego  człowieka  jest  przygotowane
przebaczenie wszystkich grzechów, zdobyte dla niego przez Chrystusa. Bez zmartwychwstania Chrystusa fakt Jego krzyżowej ofiary byłby tylko
dowodem na to, jak wielkiej podłości i zbrodni dopuściła się ludzkość, zabijając Dawcę życia. Zmartwychwstanie Chrystusa pokazuje, że wszelkie
te podłości i zbrodnie zostały zgładzone i przebaczone. Przed ludźmi zaś stoi możliwość całkowicie innego życia. 
                c) Jezus Chrystus - Panem i Mesjaszem    Dobra Nowina nie ogranicza się tylko do zwiastowania faktu zmartwychwstania Chrystusa.
Św. Piotr w swoim kazaniu w dniu Pięćdziesiątnicy obwieszcza najpierw, że zabitego przez nich Jezusa Nazarejczyka Bóg wskrzesił, zerwawszy
więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim (Dz 2, 22-24). Następnie głosi jeszcze radośniejszą nowinę, że ten wskrzeszony
Jezus został wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go; tego Jezusa bowiem UCZYNIŁ BÓG I PANEM I
MESJASZEM  (Dz  2,  32-36).  Najradośniejszą,  najlepszą  nowiną  jest  zatem  to,  że  Chrystus  jako  Pan  i  Mesjasz  jest  dawcą  Ducha  Świętego  dla
każdego człowieka, który tego zechce, jest Duchem Ożywiającym. Za św. Piotrem wołamy dzisiaj do was: dla was jest ta obietnica i dla dzieci
waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz (Dz 2, 39). Aby ten dar Ducha Świętego otrzymać trzeba jedynie
uwierzyć, że Jezus Chrystus rzeczywiście jest Panem i Mesjaszem, że może dawać Ducha Świętego, nawrócić się do Niego, ochrzcić się i wziąć
ten dar. Kto zaś jest już ochrzczony ma tylko nawrócić się do Chrystusa i wkroczyć na drogę rozwijania łaski Chrztu św. (Por. Dz 2, 37-39). Ten dar
Ducha Świętego jest darmową łaską Chrystusa. Nie trzeba na niego zasługiwać ale tylko z wiarą przyjąć. 
                  d) Działanie Ducha Świętego we wspólnocie Kościoła    To przyjęcie Ducha Świętego dokonuje się jakby samo, z siebie, spontanicznie,
bo  Dobra  Nowina  ma  w  sobie  wewnętrzną  dynamikę,  wewnętrzną  moc.  Kto  tę  Dobrą  Nowinę  usłyszy,  wie,  co  ma  robić,  jest  spontanicznie
popychany do działania w kierunku obietnicy, w kierunku dobra, które ona ogłasza. Wydarzenie otwarcia się człowieka na dar Boży i przyjęcia
Ducha  Świętego  jest  spełnieniem  prorockiej  obietnicy:  Ducha  nowego  tchnę  do  waszego  wnętrza,  odbiorę  wam  serca  kamienne,  a  dam  wam
serce  z  ciała  (Ez  36,  26).  Człowiek,  który  od  Chrystusa  -  Pana  i  Mesjasza  otrzymuje  Ducha  Świętego  doświadcza  tego,  że  ten  Duch  wypisuje
prawo  Boże  w  jego  sercu.  Ten  Duch  sprawia,  że  teraz  dla  człowieka  jest  możliwe  to,  co  przedtem  było  niemożliwe.  Rozrywa  się  zaklęty  krąg
strachu  przed  śmiercią.  Człowiek  przestaje  bać  się  kochać  drugiego  człowieka,  nawet  swojego  wroga.  Ten,  kto  ma  Ducha  Świętego,  zaczyna
mieć udział w naturze Bożej. Powraca sytuacja, w której byli pierwsi ludzie zaraz po ich stworzeniu. Człowiek czuje się na nowo zakorzeniony w
fakcie,  że  Bóg  go  kocha.  W  jego  sercu  odzywa  się  świadectwo  Ducha  Świętego  wołającego  Abba,  Ojcze  (Ga  4,6)  i  przekonuje  go,  że  jest
dzieckiem  Boga.  Duch  Święty  daje  człowiekowi  nowe  doświadczenie  Boga.  Dokonują  się  w  nim  nowe  narodziny,  nowe  stworzenie.  W  sercu
człowieka  Duch  Święty  rozlewa  miłość,  która  łamie  wszelkie  bariery  i  podziały  jakie  mogą  być  między  ludźmi,  bariery  wieku,  doświadczenia,
wykształcenia, bogactwa i temu podobne różnice. Rodzi się Kościół - wspólnota. W tej wspólnocie ludzie mogą doświadczać prawdy słów: My
wiemy,  że  przeszliśmy  ze  śmierci  do  życia,  bo  miłujemy  braci  (1  J  3,14).  Jezus  Chrystus  zmartwychwstały  objawia  się  bowiem  nie  tyle  w
poszczególnych jednostkach, co raczej w społeczności braci i sióstr, w ich wzajemnej miłości. W tej miłości dokonuje się usunięcie strachu przed
śmiercią, bo: W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk (1 J 4,18). Brak tego lęku sprawia, że człowiek może spokojnie wchodzić w
swoje  życiowe  krzyże.  Dla  religijnych  Żydów  krzyż  był  zgorszeniem  graniczącym  z  bluźnierstwem,  dla  wykształconych  Greków  wyjątkową
głupotą. Dla człowieka, który otrzymał Ducha Świętego krzyż jest mocą i mądrością Bożą (1 Kor 1,24). Dla chrześcijanina dojrzałego w wierze,
cieszącego  się  obecnością  Ducha  Świętego  jego  życiowy  krzyż  jest  przeniknięty  chwałą,  jest  chwalebny,  jest  miejscem,  gdzie  najpełniej
doświadcza się miłości Boga. „Płomienie” tego krzyża nie spalają chrześcijanina. Pozostaje on nietknięty jak trzej młodzieńcy z Księgi Daniela,
wrzuceni  do  rozpalonego  pieca  i  on,  będąc  w  tych  „płomieniach”  chwali  Boga  (Por.  Dn  3,51-90).  Przemiana  sytuacji  człowieka  napełnionego
Duchem Świętym polega również na tym, że przestaje on pokładać swoją nadzieję w idolach tego świata. Doświadcza bowiem coraz bardziej, że
jego  życie  nie  zależy  od  jakiejkolwiek  wartości  materialnej  na  przykład  od  pieniędzy,  dobrej  opinii  ludzi,  zdrowia,  dobrego  samopoczucia,
przyjemności,  realizacji  swoich  planów  życiowych,  kariery  zawodowej,  sukcesów  artystycznych  i  temu  podobnych  osiągnięć.  Człowiek  ten
zaczyna coraz wyraźniej spostrzegać i odczuwać, że jego życie zależy od Boga, i od tego faktu, że Bóg go kocha; i stąd jego szczęście leży w
wypełnianiu woli Bożej. Bóg bowiem wie lepiej co jest dla niego naprawdę dobre i pożyteczne. Dlatego człowiek pełen światła Ducha Świętego
zaczyna coraz bardziej czuć się uzdolniony do wypełniania Bożej woli, ta wola powoli staje się jego prawdziwym pokarmem. Dalekie jest więc od
niego  przywiązanie  serca  do  jakiegoś  idola  tego  świata  i  pokładanie  w  nim  nadziei.  Człowiek  przestaje  być  idolatrą,  a  staje  się  czcicielem
jedynego i prawdziwego Boga, czerpiąc z tego całe swoje szczęście i wewnętrzny pokój serca.  
 
    Zakończenie 
 
                Uwielbiam Boga, że dał mi możliwość ogłoszenia wam dzisiaj Dobrej Nowiny. Rozumiejcie, że celem przepowiadania Dobrej Nowiny jest
nawrócenie.  Tylko  przyzwolenie  na  to  słowo  może  sprawić,  że  Dobra  Nowina  wyda  swój  owoc  nawrócenia.  Nawrócenie  nie  jest  zależne  od
naszych planów. Jest ono możliwe, gdy do tego nawrócenia wzywa Bóg. Dlatego nie powinniście lekceważyć żadnego momentu, gdy słyszcie
Dobrą Nowinę. Nie powinniście odkładać okazji do nawrócenia, bo ona może się już nie powtórzyć. Teraz jest czasem sposobnym, w którym Bóg
przez  swoje  słowo  przychodzi  i  woła.  We  wszystkim  bowiem  jest  tajemnicze  prowadzenie  Boga.  Wszystko  ma  swoje  miejsce  i  swój  czas.
Zapraszam  was  zatem,  byście  się  modlili,  byście  prosili,  żeby  Bóg  was  nawrócił,  żeby  ten  Boży  czas  (kairos)  nie  był  zmarnowany.  Tylko  Bóg

background image

bowiem w odpowiednim momencie może dotknąć ludzkiego serca i go nawrócić. Trzeba więc nam zawsze wykorzystywać sposobny czas, w
którym stajemy w obliczu słowa głoszącego śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, bo to słowo jest fundamentalne dla Kościoła, bo to słowo
jest bardzo ważne dla każdego z was. Otwórzcie więc swoje serce, powiedzcie „tak” na słowo Dobrej Nowiny jak to zrobiła Maryja, zaproście
Jezusa Pana i Mesjasza i otwórzcie się na dar Ducha Świętego, którego On chce wam dać. 
               Gdy to zrobimy, możemy z radością śpiewać: „Zmartwychwstał Pan, Alleluja”!. Możemy niejako naigrawać się ze śmierci, którą diabeł nas
straszył: „O śmierci, gdzie jesteś śmierci, gdzie jest twe zwycięstwo”? Możemy radować się, bo na mocy zmartwychwstania Chrystusa będziemy
zdolni miłować się wzajemnie, będziemy zdążać do Bożego królestwa, gdzie się miłością żyje. Możemy radośnie wyrażać naszą wiarę, że jeśli z
Chrystusem umieramy, to także z Nim razem żyć będziemy. Niech więc naszą modlitwą będzie teraz pieśń: „Zmartwychwstał Pan...”, śpiewajmy
ją ustami, śpiewajmy sercem i całą naszą osobą. Niech słowa i melodia tej pieśni towarzyszą wam w drodze powrotnej do domu.  Opracował ks.
Zbigniew Czerwiński na podstawie katechezy Kiko Arguello

Udostępnij 0