background image

C i e m n e   s p ra w y  J a s n e j   G óry   # 1  

Autor tekstu: Bogdan Motyl 

 

W mentalno

ści oraz świadomości zdewociałej części naszego 

spo

łeczeństwa,  nic  tak  nie  koduje  się  w  pamięci,  jak  różnego 

rodzaju  cuda,  b

ędące  rzekomym  dowodem  szczególnej  opieki 

niebios  nad  Polsk

ą. Jeżeli nawet cud się nie  wydarzył, to można 

go stworzy

ć, wykorzystując do tego fakty historyczne... 

Któ

ż  nie  słyszał  o  "obronie"  Jasnej  Góry  przed  Szwedami  w 

roku  1655?. 

[_1_]

Osobliwo

ścią  tego  historycznego  faktu  jest 

natomiast to, 

że nie było żadnej cudownej obrony jasnogórskiego 

kurnika,  ani  nadzwyczajnego  heroizmu  paulinów,  co  wychwala

ł 

swojego  czasu  obecny  papie

ż.  Oto  jakimi  słowami  kłamstwa 

opiewa

ł "geniusz" i "odwagę" Kordeckiego, metropolita krakowski, 

kardyna

ł  Karol  Wojtyła  w  homilii  wygłoszonej  w  Wieruszowie  6 

maja  1973  r.:  "...  geniusz  dziejowy  ojca  Kordeckieg  os

ławił  w 

swoich  paryskich  wyk

ładach  największy  poeta  i  wieszcz 

narodowy,  Adam  Mickiewicz...  kiedy  ca

ła  Polska  jest  już  zalana 

potopem,  ten  moment  dziejowy  wskazuje  na  to, 

że  jego  geniusz 

by

ł  zapoczątkowaniem  nowych  czasów  ,  zadań  dziejów  i  ducha 

polskiego  (...)  nie  ma  ju

ż miejsca na ziemi polskiej, które by było 

niepodleg

łe,  a  co  gorsza,  szerzy  się  przekupstwo  i  zdrada  (...) 

przeor  jasnogórski  podejmuje  swoj

ą decyzję:  Nie  oddamy  Jasnej 

Góry,  b

ędziemy  jej  bronić  do  ostatka...  Decyzja  żołnierska,  ale  o 

dziwo,  podejmuje  j

ą  mnich,  kapłan.  Widać  do  takiej  wielkiej 

decyzji trzeba by

ło nie tylko odwagi wodza, ale także poświęcenia 

i pokory zakonnika..." 

Podczas  narady  w  klasztorze  rozprawiano  o  szansach  jego 

obrony. Przeor Kordecki przygnieciony argumentami wojskowych, 
b

ędących  wynikiem  rozważenia  wszystkich  "za"  i  "przeciw",  im 

w

łaśnie, "dowódcom zostawia decyzje". Siły obrońców liczyły 160 

zaci

ężnych  żołnierzy,  70  zakonników,  i  około  20  rodzin 

background image

szlacheckich,  które  znalaz

ły  w  klasztorze  schronienie.  Ponadto 

dysponowali 24 dzia

łami i sporym zapasem prochu i kul . 

Tu

ż  przed  przybyciem  Szwedów,  obraz  Matki  Boskiej 

Cz

ęstochowskiej  został  wyjęty  z  ramy  i  wyekspediowany  z 

klasztoru,  i  wiele  nie  brakowa

ło,  a  wpadłby  w  ich  ręce.  Ikonę 

wywieziono  w  nocy  z  7  na  8  listopada  1655  r.  do  Lubli

ńca  na 

Śląsku  i  ukryto  w  zamku  Andrzeja  Cellari'ego,  a  następnie  w 
G

łogówku  u  tamtejszych  paulinów.  Tak  więc już  początek  mitu  o 

cudownej  obronie  klasztoru,  zawiera  k

łamstwo:  podczas 

obl

ężenia  Jasnej  Góry,  domniemanego  sprawcy  cudu,  niemniej 

cudownego  obrazu,  po  prostu  tam  nie  by

ło!  W  ramy  oryginału 

paulini wstawili wiern

ą kopię, o czym w ogóle nie wiedziała załoga 

klasztoru. 

Paulini 

z

łożyli 

Krakowie 

marsza

łkowi 

Arvidowi 

Wittenbergowi  ho

łd  poddaństwa  "Najjaśniejszemu  Panu,  Królowi 

Karolowi  Gustawowi",  uzyskuj

ąc od szwedzkiego monarchy glejt, 

zapewniaj

ący nietykalność sanctuarium . Mnisi jednak mieli swoje 

powody,  aby  zbytnio  nie  wierzy

ć  protestantom,  i  mimo  wszystko 

czynili ciche przygotowania do obrony "kurnika". I okaza

ło się, że 

mieli racj

ę. 

Wojska dowodzone przez genera

ła Müllera stanęły pod Jasną 

Gór

ą  18  listopada  1655  r.  i  praktycznie  zaczęło  się  oblężenie. 

Drobne  potyczki,  utarczki,  wzajemne  ostrzeliwanie  si

ę  bez 

widocznych  efektów,  i  nade  wszystko  rokowania  -  to  przebieg 
czterdziestodniowego  biwakowania  Szwedów  pod  klasztorem. 
Przeor  Augustyn  Kordecki  (1603-1673)  sam  tak  o  tym  pisze: 
"Uporczywe  te  usi

łowania  nieprzyjaciół  nie  bardzo  oblężonym 

szkodzi

ły".  Nieprawdziwe  są  kolorowe  opisy  przedstawiające 

walcz

ących  na  murach  klasztoru  i  inne  opinie  wyobrażające 

obro

ńców  klasztoru  w  walce  z  wojskami  Karola  X  Gustawa. 

Nieprawdziw

ą  jest  także  lansowana  przez  Kościół  legenda  o 

rzekomej  "determinacji"obro

ńców  i ich niczym niezachwianej  woli 

walki.  26  listopada  1655  r.  cz

ęść  załogi  -  w  tym  także  paulini!  - 

background image

zbuntowa

ła  się,  żądając  poddania  klasztoru  Szwedom.  Przeor 

Kordecki  za

żegnał  bunt  podwojeniem  żołdu,  a  najbardziej 

kapitulancko nastawionych, wyprawi

ł z Jasnej Góry. 

Rozkaz Karola X Gustawa (1622-1660) z 12 stycznia 1656 r. 

po  raz  kolejny  nakazywa

ł  gen.  Müllerowi  przerwanie  oblężenia. 

Aby  jednak  Szwedzi  "zachowali  twarz",  król  poleci

ł  zawarcie 

uk

ładu,  w  którym  paulini  "oddadzą  się  na  łaskę"  i  nie  będą 

utrzymywa

ć  żadnych  kontaktów  z  polskim  królem,  Janem 

Kazimierzem. 

Nale

ży  przyznać,  iż  paulini  wykazali  się 

przebieg

łością  w  trakcie  rokowań  ze  Szwedami.  Kordecki 

przyznaje, 

że  poczynania  zakonników  (bynajmniej  nie  na  polu 

walki!)  doprowadzi

ły  do  wycofania  się  napastników:  "Müller  trapił 

si

ę  niepomału  wyrzutami  towarzyszy,  a  szczególnie  starszyzny 

wojskowej, 

że  dał  się  oszukać  kuglarstwom  mnichowskim  i 

odst

ąpił  od  zdobywania  klasztoru."  Jednak  w  innym  miejscu 

swojego  pami

ętnika  jasnogórski  przeor  mówi  o  odmiennych 

przyczynach odst

ąpienia Müllera, o czym wspomnimy dalej. 

Rokowania  dotyczy

ły  kwestii  obsadzenia  klasztoru  załogą 

szwedzk

ą. Kolejne rozmowy, jakie miały miejsce między 15 a 18 

grudnia, bardzo urealni

ły poddanie się obrońców. Kordecki jednak 

stawia

ł warunek, aby dowódcą załogi został Polak-katolik, co było 

nie do przyj

ęcia przez Müllera, 

Nagle  w  nocy  z  26  na  27  grudnia  1655r.  wojska  szwedzkie 

zwin

ęły  obóz  pod  Jasną  Górą  i  wycofały  się  w  różnych 

kierunkach,  m.in.:  Piotrkowa,  Ko

ściana,  Krakowa  i  Wielunia. 

Zanim  jednak  napastnicy  odst

ąpili  od  klasztoru,  w  jego  murach 

ponownie odezwa

ły się głosy (wśród nich - paulinów), aby poddać 

twierdz

ę.  Nastroje  te  spowodowała  wieść,  że  Szwedzi  planują 

przypu

ścić  zdecydowany  szturm.  Widząc  Szwedów  zwijających 

obóz, obro

ńcy uznali, że są to przygotowania do ataku. 

Nie znamy powodów nag

łego wycofania się najeźdźców spod 

Jasnej Góry... Müller jako

ś dziwnie ociągał się z odstąpieniem od 

murów mimo kilkakrotnie ponawianych rozkazów kwatery g

łównej 

background image

króla  Karola  X  Gustawa.  Niewykluczone,  i

ż  w  końcu  otrzymał 

okup, którego od pocz

ątku oblężenia domagał się od klasztoru? 

Przeor  Augustyn  Kordecki  twierdzi  natomiast, 

że  gen.  Müller 

wycofa

ł  się  spod  Jasnej  Góry  "jedynie  za  przyczyną  słowa  i 

gro

źnej  twarzy  poważnej  kobiety,  która  przed  nim  stanęła."  (...) 

"Jenera

ł przez kobietę, która  mu się ukazała, surowo upomniany 

zosta

ł,  ażeby  od  oblężenia  odstąpił,  bo  inaczej  całe  jego  wojsko 

ze  szcz

ętem  zginie".  Jak  zapewniają  nas  kościelni  kronikarze, 

Matka  Boska  Cz

ęstochowska,  przechadzając  się  po  murach 

klasztoru,  osobi

ście  celowała  z  armat  do  Szwedów.  I  po  co  tyle 

fatygi?!  Nie  pro

ściej  było  tak  pokierować  biegiem  wydarzeń,  aby 

Szwedzi w ogóle nie stan

ęli pod "kurnikiem"?! 

Święte kłamstwa 

Kordecki  opisa

ł  przebieg  oblężenia  w  pamiętniku Nowa 

Gigantomachia wydanym  jakoby  w  roku  obl

ężenia,  czyli  w  1655 

(sic!).  Przytacza  tam  m.in.  tre

ść  listu  z  21  listopada  1655  r.  do 

gen.  Müllera,  w  którym  niczego  szczególnego  nie  znajdujemy.  I 
pozostaliby

śmy  po  wsze  czasy  w  błogiej  niewiedzy  i  zarazem 

k

łamstwie  historycznym  stworzonym  przez  Kościół,  gdyby  nie 

prawdziwy  cud!  Oto  dyrektor  królewskiego  archiwum  Szwecji, 
Theodor  Westrin,  odnalaz

ł  oryginał  tegoż  listu,  i  opublikował  w 

roku  1904.  Jego  tre

ść  zaszokowała  badaczy  "potopowego" 

okresu...  Okaza

ło  się,  że  przeor  Augustyn  Kordecki  poddał 

klasztor królowi Karolowi X Gustawowi! 

Oto  co  naprawd

ę  napisał  (m.in.)  Kordecki  w  liście  do  gen. 

Müllera  21  listopada  1655  r.:  "Poniewa

ż  całe  królestwo  polskie 

pos

łuszne  jest  Najjaśniejszemu  Królowi  Szwecji  i  uznało  Go  za 

swego Pana, przeto i my  wraz ze 

świętym miejscem, które dotąd 

królowie  polscy  mieli  we  czci  i  poszanowaniu,  pokornie 
poddajemy  si

ę  Jego  Królewskiej  Mości  Panu  Szwecji,  zgodnie  z 

listem  z  dnia  28  pa

ździernika,  nadesłanym  nam  przez 

Wielmo

żnego Posła Wittenberga. Nasze poddanie się ponawiamy 

w li

ście do Warszawy (do króla Karola Gustawa - przyp. B.M.), na 

background image

który 

łaskawej obecnie czekamy odpowiedzi. Jako wierni poddani 

Jego 

Królewskiej 

Mo

ści 

Króla 

Szwecji, 

naszego 

Najmi

łościwszego  Pana,  nie  myślimy  podnosić  więcej  oręża 

przeciwko  wojsku  Waszej  Dostojno

ści".  (tj.  Müllera  -  B.M.). 

"Zanosimy ustawiczne mod

ły do Boga i Najświętszej Bogarodzicy, 

czczonej  w  tym  miejscu,  o  zdrowie  i  pomy

ślność Najjaśniejszego 

Pana,  Króla  Szwecji,  Pana  i  Protektora  naszego  Królestwa..."  O 
polskim  królu,  Janie  Kazimierzu,  Kordecki  najwyra

źniej  już 

zapomnia

ł! 

Nowej  Gigantomachii przeor  Augustyn  Kordecki  zak

łamał 

tre

ść  owego  listu  do  gen.  Müllera.  Próżno  w  nim  szukać 

wiernopodda

ńczych deklaracji pod adresem szwedzkiego władcy. 

Kordecki odda

ł się w opiekę Karolowi X Gustawowi, uznając go za 

swojego króla. Niewykluczone, 

że mając na uwadze poddanie się 

protestantom,  Kordecki  mia

ł  przekonanie,  że  Müller  działał  na 

w

łasną  rękę,  przeto  i  bronił  klasztor,  przynajmniej  do  czasu 

wyja

śnienia tej sprawy. 

Obalony  te

ż  został  klerykalny  mit  o  wierności  paulinów 

polskiemu 

królowi. 

Fakty 

przecz

ą, 

że 

obliczu 

niebezpiecze

ństwa paulini stali przy Janie Kazimierzu. 

Ko

ściół  budował  dalej  "cudowną"  martyrologię  obrony 

jasnogórskiego  sanktuarium,  dopuszczaj

ąc  się  bezceremonialnie 

rozmaitych  fa

łszerstw i kombinacji. Pamiętnik oblężenia napisany 

przez Kordeckiego ukaza

ł się z datą wydania 1655 r.! Data miała 

za  zadanie  uwiarygodni

ć  autentycznośći  prawdziwość  zapisów, 

czynionych  jakoby  "na  bie

żąco".  Trzeba  przyznać,  iż  byłoby  to 

i

ście  cudowne  tempo  wydania  ,  mając  na  uwadze,  że  oblężenie 

zako

ńczyło  się  na  pięć  dni  przed  końcem  1655  roku.  Z  wielu 

egzemplarzy  pierwszego  wydania Nowej  Gigantomachii,  które 
wpad

ły  w  łapy  Kościoła,  usunięto  z  czasem  kartę,  na  której 

widnia

ła  data:  "20  X  1657",  która  była  datą  kościelnej  cenzury  i 

zgody  na  druk.  Tym  sposobem  chciano  zatai

ć  fakt  wydania 

pami

ętnika  dopiero  w  1657  roku!  Zawarte  w  nim  opisy  i  relacje 

background image

by

ły  wyolbrzymione,  nieprawdziwe  i  przedstawiające  w 

korzystnym 

świetle  Kordeckiego.  Także  jego  postawa  względem 

Jana  Kazimierza  by

ła  już  "właściwa",  bowiem  okazało  się,  ze 

jednak  nadal  Jan  Kazimierz,  a  nie  Karol  X  Gustaw,  by

ł  królem 

Polski.  Chc

ąc  podnieść  własne  notowania,  Kordecki  zawyżył 

liczb

ę wojsk szwedzkich, oblegających Jasną Górę. Według niego 

by

ło  tam  9000  jazdy,  podczas  gdy  w  rzeczywistości  tylko  1100  i 

kilkaset  piechoty.  By

ł  to  oddział  niewiele  wart  pod  względem 

przydatno

ści  do  walki.  Przemarznięci,  schorowani  i  wygłodzeni 

napastnicy,  nocuj

ący  zimą  praktycznie  pod  gołym  niebem,  nie 

mogli  stanowi

ć  realnego  zagrożenia.  Nawet  wówczas,  kiedy  10 

grudnia  nadci

ągnęły  dwa  ciężkie  działa,  spośród  których,  jedno 

rzeczywi

ście  się  "rozpukło".  Generał  Müller  potwierdza  słabość 

w

łasnych  oddziałów  w  liście  do  króla  Karola  Gustawa  z  22 

listopada 1655 r.: "Trzyma

ć się będą tem uparciej, że nie widzą u 

mnie wielkiej masy 

żołnierza ani odpowiedniej artylerii". 

Ko

ścielni  mimo  wszystko  utrzymują,  że  Kordeckiego  należy 

uzna

ć  za  bohatera  narodowego.  Nie  przyjmują  do  wiadomości 

aktu  poddania  si

ę  szwedzkiemu  królowi,  a  fakt  obrony  klasztoru, 

nale

ży  rozpatrywać  w  kategorii  "cudu",  geniuszu  i  bohaterstwa 

Kordeckiego.  Musi  jednak  zastanawia

ć  fakt,  dlaczego  Watykan 

nie  chcia

ł  ani  słyszeć  o  beatyfikacji  przeora  Augustyna 

Kordeckiego?. Czy

żby kuria rzymska nie mogła mu wybaczyć, że 

nie tylko podda

ł katolicki klasztor protestanckiemu władcy, ale na 

dodatek zdradzi

ł katolickiego, prawowitego króla polskiego?! 

Tak  wi

ęc  wygląda  prawda  o  oblężeniu  Jasnej  Góry  i  jej 

cudownej  obronie.  Polski  ciemnogrodzki  grajdo

łek  dewocyjny  nie 

bacz

ąc  na  prawdę,  której  się  brzydzi,  jeżeli  nie  służy  jego 

w

łasnym  celom,  nurza  się  w  kloace  kłamstwa,  pieczołowicie  ją 

piel

ęgnując, bacząc uważnie, aby nikt nie naruszył jego świętości. 

Okazuje  si

ę  często,  że  historia  Polski  jest  "tworzona"  pod 

okre

ślone  zapotrzebowanie,  a  wówczas  nie  liczą  się  fakty,  ale 

ideologia...  Gdyby  na  Westerplatte  w  roku  1939  by

ł  bodaj  jeden 

ksi

ądz  katolicki,  bohaterstwo  obrońców  byłoby  bez  wątpienia 

background image

przypisane jemu w

łaśnie, no i oczywiście niebiosom. Kościół już o 

to by si

ę postarał. 

Najskuteczniejsz

ą  ochroną  przed  krytyką  jasnogórskiego 

klasztoru  i  tamtejszych  lokatorów,  jak  propagandowa  aureola 
świętości,  stworzona  przez  nich  samych.  Wytresowana 
pobo

żność 

wiernych 

nawiedzaj

ących 

narodowe sanctuarium nakazuje  zostawia

ć  mnichom  ślubującym 

ewangeliczne  ubóstwo  tak  zwane  "datki",  bez  zastanowienia,  co 
si

ę  z  tymi  pieniędzmi  dzieje.  A  dzieją  się  różne  rzeczy... 

Zawarto

ść klasztornego skarbcamogłaby być obiektem pożądania 

niejednego  banku  centralnego,  a  mimo  to,  potrzeby  paulinów  s

ą 

ci

ągle  niezaspokojone.  Ciekawą  informację  o  "depozytowej" 

wiarygodno

ści  bankierów  w  białych  habitach,  znajdujemy  w 

"Pami

ętniku Dziecka Warszawy" 

[_2_]

"By

ł wówczas słynny oryginał, znany dobrze całej Warszawie, 

hrabia M

ęciński, kiedyś pan bogaty, a teraz zbankrutowany, który 

wiód

ł proces z Paulinami Częstochowskimi o wielki skarb jaki oni 

mieli  sobie  zagrabi

ć,  chociaż  był  złożony  u  nich  w  depozycie. 

M

ęciński przy swej oryginalności miał wiele dowcipu. Kiedy raz w 

uroczysty  dzie

ń  Matki Boskiej, ujrzano go  jak  szedł za procesyą, 

jeden z jego znajomych mówi: 

-  Ja  kto,  pan  hrabia  tu,  a  procesujesz  si

ę  z  Matką  Boską 

Cz

ęstochowską? 

- Nic nie szkodzi, odpowiada powa

żnie: przyjaźń przyjaźnią, a 

interes interesem." 

Oko

ło roku 1850 w Krakowie odbył się proces pasera-jubilera, 

niejakiego  Westfalkiewicza,  którego  oskar

żono  m.in.  o  kupno 

z

łotych 

guzików 

od 

żupana, 

wysadzanych 

brylantami, 

skradzionych na Jasnej Górze... Sprzedaj

ącym był paulin. 

Z  kolei  w  roku  1904  jeden  z  warszawskich  adwokatów  mia

ł 

wnie

ść  pozew  do  sądu  przeciwko  któremuś  z  jasnogórskich 

zakonników.  Powódka  do

łączyła  do  akt  sprawy  spory  pakiecik 

background image

listów  mi

łosnych,  zabarwionych  tak  wyrafinowanym  erotyzmem, 

wulgaryzmami  i  zwyrodnia

łą  zmysłowością,  że  publiczne  ich 

odczytanie mog

łoby wywołać niemały skandal. 

Ów  paulin  nie  tylko, 

że osobiście nawiedzał powódkę, ale na 

dodatek  raczy

ł  ją  listami  w  stylu  wyżej  wspomnianym.  Kochanka 

mnicha  gromadzi

ła  jego  "literacką"  twórczość,  którą  jej  przysyłał, 

a

ż  wreszcie  zażądała  od  niego  dość  znacznej  sumy,  za  jakieś 

niespe

łnione  deklaracje.  Mnich  jednak  zdecydowanie  odmówił. 

Wtedy  postanowi

ła  wystąpić  na  drogę  sądową  i  oddała 

adwokatowi  spraw

ę.  Wobec  takiego dictum,  odezwał  się 

jasnogórski  zakon...  Zap

łacił  za  wybryki  swojego  pobratymca  i 

odebrawszy  listy-dowód,  zatar

ł  wszelkie ślady po szykującym się 

skandalu. 

Relacja  rze

źbiarza  Stanisława  Szukalskiego  (1895  -?)  jest 

kolejnym  dowodem  wyj

ątkowej  więzi  paulinów  z  Narodem 

polskim,  na  koszt  którego,  wiod

ą  spokojny  i  dostatni  żywot,  nie 

wstrz

ąsany 

żadnymi 

uwarunkowaniami 

ekonomicznymi. 

Zachowuj

ę pisownię oryginału. 

"...  by

ło  to,  zdaje  się  w  roku  1924,  kiedym  w  Krakowie 

zmarnowa

ł jeden rok. Pan Adolph Szyszko-Bochusz, 

[_3_]

 widz

ąc 

moj

ą  skorość  rzeźbienia  czegoś  dla  Wawelu,  zaproponował  mi 

zrobienie "tabernaculum" dla Jasnej Góry. Ojcowie Paulini zwrócili 
si

ę  do  niego,  by  znalazł  "kogoś",  ktoby  w  blasze  złotosrebrnej 

zrobi

ł to dla wielkiego ołtarza. 

...  charakterystyczne  jest  to  zdanie  si

ę  na  trzecie  osoby  z 

wyborem  artysty.  Gdyby  pan  Bochusz  nie  by

ł  inżynierem, 

bawi

ącym  się  w  architekta  i  miał  trochę  humoru,  powinien  się 

zwróci

ć  do  rzeźbiarza  Hohmana.  Boć  Ojcom  Paulinom  nie 

chodzi

ło o talent, wyznanie, i.t.p., lecz o "kogoś"-kolwiek. 

... wybór taki, zdecydowanie si

ę kapłanów na przypadkowego 

"kogo

ś"  dawało  niezbite  dowody  niewytłumaczonego  pośpiechu. 

Zapytany o  to  pan  Adolph  Bochusz  obja

śnił mnie: Rząd Polski w 

background image

trosce  o  zbudowanie  z

łotego  polskiego  (10.000.000  marek  na  1 

dolar)  w  tragicznej  potrzebie  postawienia  finansów  pa

ństwa 

uwolnionego,  nosi  si

ę  z  zamiarem  skonfiskowania  złotych  i 

srebrnych  wotów,  które  w  tysi

ącznych  ilościach  uzbierały  się  na 

Jasnej  Górze  i  le

żą  w  kufrach  bezużyteczne.  Otóż  Ojcowie 

Paulini,  by  im  Rz

ąd  tych  martwych  bogactw  nie  zabrał  i  nie 

zamieni

ł na pomoc materialną dla Polskiego narodu w katastrofie 

ekonomicznej,  zdecydowali  si

ę  stopić  na  "blachę"  wszystkie  te 

b

łyskotki  i  zrobić  z  niej  "tabernaculum".  Wtedy  już  głodna  ręka 

narodu  nie  wa

ży  się  sięgnąć  po  "poświęconą  błyskotkę",  chyba 

pod "niebezpiecze

ństwem" klątwy świętokradztwa. 

... 

mimo 

oburzenia 

odpowiedzia

łem  grzecznie  panu 

Adolphowi, 

że do świństw ręki nie przykładam. 

...gdybym  by

ł  więcej  chrześcijaninem  niżeli  Polakiem,  tobym 

podj

ął  się  tej  "roboty".  Lecz  będąc  więcej  Słowianinem  niżeli 

Łacińcem,  więcej  Polakiem  niżeli  chrześcijaninem,  więcej 
Obywatelem  ni

żeli  Katolikiem,  nie  przyjąłem  jednej  z  licznych 

"okazyj"  zarobienia  pieni

ążków  drogą  obłudy. Wierzyłem, że  Bóg 

zadowolony  b

ędzie  ze  mnie,  iż  wolałem  aby  Naród  otrzymał 

pomoc w nieszcz

ęściu, niżeliby "jego" nibyto Kościół dodał więcej 

zb

ędnych świecidełek do ołtarzy jego świątyń. 

...  woli  On  niegramatyczne  s

łowa  modlitwy  dziękczynnej, 

ni

żeli  złoto  pomylonych  kapłanów  w  świątyniach,  gdzie  jęki 

n

ędz-ubogich  się  rozlegają  i  szlochanie  zawodzi  pod  jego 

sklepienia. 

...  woli On,  by chleb  wype

łnił nędzą padłe policzki ludu, który 

w  Niego  wierzy,  ni

żeli  by  świecidełka  złote miały  wypełniać  kufry 

ple

śnią cechłe, lub kruszec krwawego złota  walał stół, na którym 

Franciszek  z  Assy

żu  ofiary  z  chleba  i  wody  czynił.  Gwoździe  co 

zawiesza

ły Chrystusa na krzyżu - nie były ze złota. 

...  obstalunku  podj

ął  się  i  dotrzymał  "umowy"  krakowski 

rze

źbiarz, Zahukan." 

background image

Czytelników 

zwiedzaj

ących 

kaplic

ę 

jasnogórskiego sanctuarium,  a  zdolnych  wspó

łczuć  łaknącym, 

g

łodnym, nienasyconym i bezdomnym, proszę o chwilę zadumy i 

refleksji, 

kiedy 

b

ędą 

spogl

ądać 

na 

"z

łoto-srebrną 

blach

ę" tabernaculum...  Nie  znam  przypadku,  aby  jakikolwiek 

biskup rzymski, stacjonuj

ący w Polsce, oddał swój skromny pałac 

na potrzeby bezdomnych. Ba, pró

żno szukać przykładu, aby jakiś 

proboszcz  odda

ł chociaż jedną salkę katechetyczną! Tak już jest 

ten  chrze

ścijański  świat  dziwnie  urządzony...  Ci,  którzy  mają  żyć 

w skromno

ści, potrzebują zawsze najwięcej! Boy-Żeleński miał po 

stokro

ć  rację,  mówiąc,  że  Kościół  rzymski  to  w  80%  doskonale 

zorganizowane  przedsi

ębiorstwo  finansowe,  a  zaledwie  w  20%  - 

to religia.    

Tak  zwana  "tradycja"  tworzona  przez  Ko

ściół,  często  wbrew 

faktom historycznym, powiada, 

że obraz znany jako Matka Boska 

Cz

ęstochowska,  31  sierpnia  1384  r.  przywiózł  do  Polski  książę 

Rusi,  W

ładysław  Opolczyk  (?-1401).  Niestety,  owa  "tradycja"  nie 

mówi,  czy  malunek  mia

ł  od  czasu  powstania  cudowne 

w

łaściwości,  czy  też  nabył  ich  dopiero  u  paulinów?  Należy 

przyj

ąć,  że  ten  nic  niewart  obraz  (jego  wartość  materialna  oraz 

artystyczna  jest  zerowa),  zosta

ł  swojego  czasu  skradziony 

prawowitym w

łaścicielom, to jest Rusinom. 

W  roku  1620  na  sejmie  warszawskim,  Laurenty  Drzewi

ński, 

"deputat"  ziemi  wo

łyńskiej,  oskarżał  Polaków  w  obecności  króla 

Zygmunta  III  Wazy  (1566-1632)  o  gn

ębienie  i  prześladowania 

jego rodaków. W swoim wyst

ąpieniu domagał się sprawiedliwości 

i  poszanowania  dla  ciemi

ężonych.  Zebrani  usłyszeli  z  ust 

Drzewi

ńskiego  między  innymi:  "...zmuszeni  będziemy  zapozwać 

was  przed  trybuna

ł  Boski  i  razem  z  prorokiem  zawołać:  "Osądź 

mnie  Bo

że,  rozsądź  sprawę  moją!".  Będziemy  wzywać  dotąd, 

dopóki  imi

ę  Polski  nie  będzie  wymazanym  z  pomiędzy  narodów 

niezale

żnych.  Święcie  wierzymy,  że  na  sądzie  tym,  stanie  po 

background image

naszej  stronie  Matka  Boska  Cz

ęstochowska,  którąście  zrabowali 

na Rusi!" 

Niebiosa  wys

łuchały  próśb  Wołynian,  a  i  zrabowana  na  Rusi 

M.B.Cz. stan

ęła po ich stronie, gdyż nie długo trzeba było czekać, 

aby  Polsk

ę  zalał  z  północy  POTOP,  a  nieco  później  została 

"wymazan

ą z pomiędzy narodów niezależnych", stając się łupem 

zaborców, w czym ma swój haniebny udzia

ł Kościół. 

W  klasztorze  na  Jasnej  Górze  zawsze  si

ę  działo  coś 

ciekawego. 

Zgnilizna 

moralno-obyczajowa 

nie 

omin

ęła 

narodowego sanctuarium,  którego  lokatorzy  s

łysząc  zew  ludzkiej 

natury,  dawali  niejednokrotnie  upust  jej  niepohamowanym 
potrzebom. Nie mówi

ę teraz o wszelkich ewangelicznych cnotach 

i  zasadach,  które  s

ą  ustawicznie  łamane,  gdyż  są  one 

kwintesencj

ą  słów  Zbawiciela:  "Strzeżcie  się  pilnie  fałszywych 

proroków,  którzy  do  was  przychodz

ą  w  odzieniu  owczym,  a 

wewn

ątrz  są  wilcy  drapieżni.  Z  owoców  ich  poznacie  je."  (Mt.  7: 

15-16)  "Biada  wam,  doktorowie  i  faryzeusze  ob

łudnicy,  iż 

jeste

ście podobni grobom pobielanym, które z wierzchu zdają się 

pi

ękne  ludziom,  ale  wewnątrz  są  pełne  kości  umarłych  i 

wszelakiego  plugastwa.  Tak

że  i  wy  z  wierzchu  się  wprawdzie 

zdajecie  ludziom  sprawiedliwi,  lecz  wewn

ątrz  pełni  jesteście 

ob

łudy i nieprawości." (tamże; 23: 25-27) 

U  schy

łku  XVI  wieku  dały  się  zauważyć  tendencje  dość 

lu

źnego  i  swobodnego  traktowania  życia  klasztornego,  które 

cechowa

ła zasada: "wolność Tomku w swoim domku". Zjawisko to 

by

ło  na  tyle  niepokojące,  że  w  roku  1623  kapituła  generalna 

powierzy

ła  prowincji  polskiej  zreformowanie  reguły  zakonnej,  a 

zadanie  to  mieli  wykona

ć  prawnicy  akademii  krakowskiej. 

Klasztory  paulinów  mia

ły  tak  złą  reputację,  że  papież  Urban  VIII 

(1623-1644) nosi

ł się z zamiarem zniesienia zakonu i wcielenia go 

do dominikanów. 

Kronikarze  jasnogórscy  rozpaczaj

ą,  że  kiedy  "wszyscy 

królowie  polscy  korzyli  si

ę  przed  majestatem  Matki  Bożej  na 

background image

Jasnej  Górze",  król  Stanis

ław  August  Poniatowski  (1732-1798), 

nigdy  nie  zaszczyci

ł  swoją  obecnością  murów sanctuarium.  Co 

gorsze! Nie da

ł mnichom niczego w darze lub ofierze. I cokolwiek 

nie  powiedzie

ć  o  Stanisławie  Auguście,  z  punktu  widzenia  nauk 

Zbawiciela,  pomaga

ł  on  trwać  paulinom  w  ewangelicznym 

ubóstwie,  "zagrabiaj

ąc"  im  z  klasztornego  skarbca  złoto  i  srebro 

na potrzeby mennicy pa

ństwowej. 

28 pa

ździernika 1793 r. paulini z honorami podejmowali króla 

Prus, Fryderyka Wilhelma II (1786-1797), który nazajutrz zwiedzi

ł 

m.in.  ko

ściół  oraz  skarbiec.  Przełożeni  klasztoru  otrzymali  od 

monarchy  w  prezencie  z

łote  medale,  a  pozostali  zakonnicy, 

srebrne.  Ponadto  Wilhelm  II  zostawi

ł  paulinom  3200  złp.  w  celu 

wspomo

żenia biednych. Być może pruski gość uznał za stosowne 

w  ramach  rewan

żu,  zabrać  paulinom  dwa  stoły  z  klasztornej 

biblioteki.  Tylko  i  wy

łącznie  fakt,  iż  nie  można  ich  było  wynieść 

przez  drzwi  w  stanie  nienaruszonym,  uratowa

ł  mnichów  przed 

zabraniem mebli. Po prostu sto

ły były zbyt duże i nie mieściły się 

w drzwiach. 

Prusacy stan

ęli 28 lutego 1793 roku pod murami Jasnej Góry, 

a  ju

ż  7  marca  byli  w  klasztorze!  Tym  razem  nie  było  "cudownej" 

obrony!  Tego

ż  1793  roku  na  sejmie  grodzieńskim  spierano  się  z 

przedstawicielem Prus, Buchholtzem o zwrot jasnogórskiej ryciny, 
któr

ą  Prusacy  bezceremonialnie  zabrali  ze  sobą,  opuszczając 

narodowe sanctuarium.  Fakt  ten  jest  skrz

ętnie  skrywany  przed 

opini

ą  publiczną,  bowiem  w  żadnym  razie  nie  podnosi  notowań 

samego  obrazu,  a  wr

ęcz  przeciwnie:  kompromituje  cudowne 

moce, które - jak si

ę okazało- zawiodły na całej linii! 

Fryderyk  Wilhelm  II  osobi

ście  nakazał  zwrócić  paulinom  ich 

poka

źne  źródło  dochodów  finansowych.  Ci,  w  dowód 

wdzi

ęczności  za  oddanie  "interesu",  przesłali  królowi  Prus 

wiernopodda

ńczy  list,  deklarując  w  nim  urabiać  pątników  na 

wiernych  poddanych  pruskiej  korony...  Zobowi

ązali  się  ponadto 

t

ępić  u  pielgrzymów  uczucie  patriotyzmu  i  zarzewia  buntu 

background image

przeciwko Najja

śniejszemu Panu, ponadto "uprawiać szpiegostwo 

na rzecz Prus, a mo

że i pomagać pruskim władzom w wybieraniu 

rekruta  spo

śród  pątników  napływających  na  Jasną  Górę,  z 

żnych stron kraju". 

W  klasztorze  na  Jasnej  Górze  pojawi

ł  się  także  cesarz 

Wszechrosji, Aleksander I (1777-1825). Paulini wyj

ątkowo kochali 

tego  w

ładcę,  przynajmniej  póki  żył!  Aleksander  I  przybył  do 

klasztoru  18  pa

ździernika  1820  roku...  Jak  mówią  źródła 

ko

ścielne,  "dzień  18  października,  nader  był  szczęśliwym  dla 

mieszka

ńców  okolic  Częstochowy,  w  którym  o  godzinie  12  w 

nocy,  pierwszy  raz  ujrzano  Najja

śniejszego  Gościa,  w  osobie 

Cesarza  i  Króla".  Paulini  z  ca

łą  wyszukaną  prezencją  i 

go

ścinnością  przygotowali  się  na  przyjęcie  niecodziennego 

go

ścia...  "Wizytator  Jeneralny  XX.  Paulinów,  przybrany  w  ubiór 

ko

ścielny,  otoczony  całem  swem  Zgromadzeniem,  w  drzwiach 

g

łównych  kościoła  powitał  Monarchę,  i  z  zwykłą  uroczystością 

przed  Obraz 

św.  wprowadził.  Odbyto  wielkie  nabożeństwo,  za 

szcz

ęśliwe  przybycie  Najłaskawszego  Monarchy"  -  czytamy  w 

zapiskach  kronikarzy-paulinów.  Trzeba  przyzna

ć,  że  nawet 

etosowych  bonzów  politycznych  III  RP,  paulini  nie  witali  z  tak

ą 

pomp

ą i oddaniem. W klasztorze znalazło się nawet miejsce vis a 

vis  o

łtarza NMP  na  popiersie  cesarza Aleksandra  I.  Po  raz  drugi 

cesarz  przyby

ł  do  klasztoru  2  września  1822  roku,  o  godz.  19, 

daj

ąc  w  prezencie  przeorowi  Skibińskiemu  złoty  pierścień.  Po 

śmierci  "umiłowanego"  władcy,  paulini  odprawili  uroczyste 
nabo

żeństwa, a w klasztorze zapanowała głęboka żałoba... 

Skoro mowa o paulinach i ich klasztorze, owym "cudownym" i 

nadzwyczajnym  miejscu,  "drogiemu  ka

żdemu  Polakowi",  należy 

doda

ć,  że  jasnogórski  "kurnik"  palił  się  wiele  razy.  Niebiańska 

stra

ż  pożarna  nie  uczyniła  nic,  aby  ratować  ulewą 

deszczu sanctuarium.  Przeto  paulini  w  pierwszym  odruchu 
samoobrony  przed  ogniem,  ratowali  "cudowny"  obraz,  czyli 
klasztorny  interes,  bez  którego  znaczenie  klasztoru,  by

łoby 

background image

zerowe.  "

Źródło  polskości"  podlegało  wszelkim  nieszczęściom 

jakie s

ą udziałem normalnych domostw i siedzib ludzkich. 

Hitlerowski  okupant  nie  mia

ł  nadzwyczajnych  trudności  w 

pozyskaniu  sojuszników  w  Cz

ęstochowie.  Gubernator  GG,  Hans 

Frank  (1900-1946),  zezwoli

ł  w  roku  1940  wydawać  katolickiego 

"Rycerza  Niepokalanej"  i  inne  pisma  diecezjalne.  Najwcze

śniej 

w

ładze okupacyjne pozwoliły wydawać (od 14 września 1939 r. do 

stycznia  1945  r.)  "katolicki  organ  prasowy  Generalnego 
Gubernatorstwa",  nosz

ący  tytuł  "Kurier  Częstochowski".  Tytuł  i 

miejsce wydawania, zostawi

ę bez komentarza. 

C i e m n e   s p ra w y  J a s n e j   G óry   # 2  

 

W  roku  1909  z  powodu  pewnego  wydarzenia  w  murach 

klasztoru  na  Jasnej  Górze,  policja  wszcz

ęła  dochodzenie.  Klucz 

śledztwa  otworzył  bramy  jasnogórskiego  Piekła,  w  którym 
morderstwo,  kazirodztwo,  krzywoprzysi

ęstwo,  świętokradztwo, 

z

łodziejstwo,  kurestwo  i  inne  bezeceństwa,  płynęły  szerokim 

kana

łem... 

Pod  koniec  XIX  stulecia  w 

celi  klasztornej  zosta

ł 

zamordowany  ojciec  Adrian,  któremu  poder

żnięto  gardło.  Aby 

zatrze

ć  ślady  zbrodni,  sprawca  oblał  zwłoki  naftą  i  podpalił.  Przy 

okazji zrabowa

ł przysięgającemu ubóstwo mnichowi około 20.000 

rubli. Z kolei paulin Jodl zmar

ł na delirium z przepicia, jakkolwiek z 

czasem nabrano podejrze

ń, że został otruty. 

Ale  oto  w  pa

ździerniku  1909  roku  dewocja  polska  otrzymała 

straszliwy cios, który odbi

ł się szerokim echem. Okradziono obraz 

Matki  Boskiej  Cz

ęstochowskiej  na  Jasnej  Górze!  Nie  wiadomo 

czego 

paulini 

żałowali  najbardziej:  faktu  kompromitacji 

"cudownego"  malunku,  który  ani  drgn

ął  w  samoobronie,  czy  też 

warto

ściowych votów z niego skradzionych...?! 

24 pa

ździernika tegoż roku "niemocna rycina" została odarta z 

drogocennej  sukni,  korony  wysadzanej  klejnotami  i  innych 

background image

kosztownych  "dodatków",  którymi  by

ła  obwieszona.  Zgodny  chór 

kompradorów  Watykanu  wo

łał,  że  jest  to  wynik  szerzonej  przez 

socjalistyczn

ą  propagandę  zgnilizny  moralnej.  Ale  przecież 

zbrodnie pope

łnione zostały w murach klasztoru, gdzie nie sięgała 

żydowsko-masońsko-socjalistyczna 

ideologia! 

Prawicowo-klerykalna  prasa  gremialnie  oskar

żała  o  zbrodnię 

świętokradztwa  lewicę.  Zarzucano  tym  ugrupowaniom,  iż  pod 
pozorem  zorganizowania  w  Cz

ęstochowie  wystawy  rolniczej, 

dokonano kradzie

ży i profanacji świętego miejsca. 

Ale  niebawem  Opatrzno

ść zadała drugi cios, boleśniejszy  od 

pierwszego.  Okaza

ło  się, że  złodziejami  byli  strażnicy  narodowej 

świętości,  świątobliwi  ojcowie  paulini!  Tymczasem  główny 
sprawca  tych  czynów,  paulin  Damazy  Macoch  uciek

ł  z 

Cz

ęstochowy  i  w  towarzystwie  Heleny  Krzyżanowskiej 

podró

żował  po  Polsce.  Po  jakimś  czasie  ją  aresztowano  w 

Proszowicach,  a  jego  w  Krakowie  na  dworcu  kolejowym,  gdy 
wysiad

ł  z  pociągu.  W  czasie  pierwszego  przesłuchania  przyznał, 

że  podebrał  "z  tacy"  35  tysięcy  rubli.  Poza  tym,  oskarżono  go 
m.in. nast

ępujące czyny: 

-  swojej  kochance,  Helenie  Krzy

żanowskiej,  sfałszował 

metryk

ę  ślubu  ze  swoim  nieistniejącym  bratem.  Następnie 

sfa

łszował  akt  zgonu  "brata".  Pozwoliło  mu  to  przedstawiać 

źniej Helenę Krzyżanowską jako swoją bratową-wdowę; 

-  uczyniwszy  j

ą  brzemienną,  wydał  za  swojego  stryjecznego 

brata,  Wac

ława  Macocha,  dając  im  ślub,  po  czym  drwiąc  sobie 

dalej z celibatu, cudzo

łożył z "bratową"; 

-  wspólnie z innymi paulinami krad

ł pieniądze składane przez 

p

ątników  na  msze  i  ofiary.  Gotówkę  trwonił  na  hulankach,  spore 

sumy 

łożył  na  kochankę,  a  także  przepuszczał  je  z  publicznymi 

kobietami; 

background image

-  z  "kolegami"  z  klasztoru  okrada

ł  "cudowny"  obraz  (vide: 

prorok  Baruch!),  a  drogocenne  kamienie  i  inne  warto

ściowe  vota 

sprzedawa

ł lub rozdawał w prezencie innym kobietom; 

zamordowa

ł  swojego  stryjecznego  brata,  Wacława 

Macocha.  Kiedy  Wac

ław spał  w  klasztornej celi, Damazy uderzył 

go kilka razy siekier

ą w głowę siekierą. Gdy po zadanych ciosach 

Wac

ław  jeszcze  charczał,  paulin-zbrodniarz  skrwawionymi 

r

ękoma, "dysponował go na śmierć", po czym poderżnął rannemu 

gard

ło, a następnie udusił. 

Ale  czemu  si

ę  dziwić?!  Wybiegając  nieco  przed  chronologię 

wydarze

ń,  przytoczę  pewien  epizod  z  sali  sądowej,  który  miał 

miejsce podczas procesu paulina, Damazego Macocha. Otó

ż jako 

świadek,  zeznawał  jego  rodzony  ojciec,  Roch  Macoch.  Adwokat 
zapyta

ł świadka: "Czy rodzice Damazego nie mieli skłonności do 

pija

ństwa?"  "Nie!"  -  padła  odpowiedź.  Przewodniczący  składu 

s

ędziowskiego: "A Damazy?" Świadek, Roch Macoch: "Zaczął pić, 

gdy zosta

ł księdzem, dawniej był porządny." 

Paulin  Damazy  Macoch  wywióz

ł  z  klasztoru  zwłoki 

zamordowanego  przez  siebie  Wac

ława  Macocha  w  sofie,  którą 

nast

ępnie  zatopił  w  stawie.  Dorożkarz  przewożący  zwłoki  został 

zaprzysi

ężony przez Damazego do zachowania tajemnicy: "Zanim 

si

ądziecie do pojazdu, musicie na rany Zbawiciela przysiąc, że o 

tym, co si

ę tu stało, nigdy nikomu nie powiecie. Dla dobra Obrazu 

naszej Panienki sta

ło się, co się stać musiało." Po czym wyjął zza 

pazuchy  krucyfiks  i  doro

żkarz  złożył  nań  przyrzeczenie.  Sofa  ze 

zw

łokami  została  odnaleziona  przypadkowo  już  na  drugi  dzień. 

Śledztwo  doprowadziło  policję  do  owego  dorożkarza,  który  przy 
wódce  za  du

żo  mówił.  Jednak  podczas  przesłuchania,  związany 

przysi

ęgą  milczenia,  nie  chciał  niczego  ujawnić.  Dopiero  kiedy 

zosta

ł  z  niej  zwolniony,  obciążył  swoimi  zeznaniami  paulina, 

Damazego Macocha. 

Po 

śmierci ojca Gawełczyka, Macoch ukradł z jego spuścizny 

obligacje  warto

ści  5000  rubli,  które  wymienił  w  Warszawie  na 

background image

gotówk

ę  paulin  Olesiński.  Bazyli  Olesiński  i  Izydor  Skarszewski 

wspólnie  z  Macochem  tworzyli  ekip

ę,  która  działała  razem.  Inni 

paulini woleli "pracowa

ć" solo. Ojciec Olesiński miał na utrzymaniu 

kochank

ę  w  osobie  pani  Nowakowskiej,  córki  handlarza 

dewocjonaliami  w  Cz

ęstochowie.  Macoch  i  jego  mnisi-wspólnicy 

okradali  skarbiec  klasztorny,  podk

ładali  fałszywe  perły  w  miejsce 

prawdziwych. Niewykluczone i

ż z tego powodu stracił nagle życie 

inny  paulin,  który  zajmowa

ł  się  jubilerstwem.  Mógł  przecież 

rozpozna

ć z łatwością falsyfikaty od oryginału. 

Po  tych  wydarzeniach  nabrano  podejrze

ń,  czy  ojciec  Jodl 

zmar

ł 

rzeczywi

ście 

na 

delirium 

tremens, 

czy 

zosta

ł 

zamordowany? 

Ówczesny  przeor  klasztoru,  ojciec  Euzebiusz  Rejman  nie 

przejawia

ł  specjalnego  zainteresowania  dyscypliną  mnichów.  On 

tak

że  balował  w  szerokim  świecie,  ciesząc  się  życiem 

"normalnego"  cz

łowieka.  Mówiono, iż zażywał kąpieli morskich w 

Biarritz  oraz  w  innych  hiszpa

ńskich  ośrodkach  wczasowych  i 

kurortach.  Widywano  go  z  jak

ąś  śpiewaczką  operową,  której  w 

prezencie  dawa

ł  między  innymi  brylanty  z  jasnogórskiego 

skarbca. 

Przeor  Rejman  mia

ł  bardzo  dobre  układy  z  caratem,  dzięki 

czemu  móg

ł  pełnić  funkcję  "szefa"  klasztoru  przez  piętnaście  lat 

wbrew 

woli  w

ładz  kościelnych.  Delegat  carski  Pietrow, 

przybywszy  na  Jasn

ą  Górę  w  związku  ze  skandalem,  nakazał 

natychmiast 

opu

ścić 

klasztor 

komisarzom 

biskupa 

Zdzitowieckiego, którzy póki co, mieli zawiadywa

ć sanctuarium

Prasa  klerykalna  nie  mog

ła  przejść  obojętnie  obok 

ujawnionych  zbrodni  na  Jasnej  Górze.  Ksi

ądz Jan Pawelski pisał 

w  Przegl

ądzie  Powszechnym  (1910  r.):  "Po  kraju  całym  rozeszła 

si

ę  ponura  wieść:  Jasnogóra  zbezczeszczona!  W  chwili  gdy  te 

s

łowa  piszemy,  klasztor  częstochowski  opasany  jest  kordonem 

wojska  rosyjskiego  i 

ścisłemu  poddany  śledztwu.  Krew  się  ścina 

na  my

śl,  że  w  sanktuarium  Polski  przedstawicielem  prawa  i 

background image

sumienia  jest  w  tej  chwili  prawos

ławny  żołdak,  a  ci,  których 

powo

łaniem  było  to  sakrum  własnym  życiem  uświęcać,  są  pod 

pr

ęgieżem  opinii.  Straszną  była  wiadomość  przed  rokiem,  że 

znalaz

ł  się  zbrodniarz,  który  śmiał  targnąć  się  na  święty  obraz 

jasnogórski.  Kap

łan,  zakonnik,  który  miał  być  stróżem  świętości, 

zaprzysi

ężonym  sługą  Królowej  Korony  Polskiej,  był,  jak  się 

okaza

ło,  ohydnym  zbrodniarzem.  Rozpusta,  pospolita  kradzież, 

wyrafinowane 

świętokradztwo, fałszerstwo, bratobójstwo - oto, co 

si

ę kryło pod białym habitem, w którym cały naród widział relikwię 

Kordeckiego." 

Ksi

ądz  Pawelski  znalazł  jednak  usprawiedliwienie  dla 

zwyrodnienia  paulinów.  Wed

ług  niego,  nie  tyle  Macoch  i  inni  są 

winni, 

że  doszło  do  takiej  zbrodni  i  świętokradztwa,  ile  fakt,  że 

"chocia

ż  Jasnogóra  jest  własnością  całej  Polski,  ale  dziś 

szczególniej  do  Polski  rosyjskiej  i  jej  warunkom  podlega. 

Że  te 

warunki  nie  sprzyjaj

ą  sprawie  katolickiej,  tak  samo  jak  nie 

sprzyjaj

ą  polskości,  to  każdy  wie."  W  dalszej  części  swoich 

wywodów  ks.  Pawelczyk  ju

ż  dosłownie  majaczy.  Winą  za 

zaistnia

ły  stan  rzeczy  obarcza  również  mariawitów 

[_4_]

,  których 

zaistnienie  i  dzia

łalność  jest,  jego  zdaniem,  przyczyną,  że 

"zbrodnie  jasnogórskie  s

ą  dalszym  ciągiem  tego  anormalnego 

stanu". Zreszt

ą wszyscy są winni! Wolnomyśliciele, Żydzi, ateiści, 

masoneria, 

bezbo

żnicy,  feministki,  ugrupowania  lewicowe 

-dos

łownie wszyscy, tylko nie Kościół i paulini... 

W trosce o nadszarpni

ętą reputację "cudownej" ryciny słychać 

by

ło i inne głosy wołające o pomstę do nieba. 9 października 1910 

roku  ksi

ądz  Seweryn  Popławski  w  kościele  Wszystkich  Świętych 

grzmia

ł  z  ambony,  w  duchu  ewangelicznej  miłości:  "Za  to 

zdeptanie  naszych  serdecznych  uczu

ć,  za  pohańbienie  naszych 

świętości  -  ach!  Pasy  byśmy  z  niego  darli,  szarpali  na  sztuki!" 
Ksi

ądz Popławski nie kryje motywów swojego oburzenia i ujawnia 

prawdziwy  powód  napadu  w

ściekłości.  Był  rozbrajająco  szczery: 

"Powiedzmy  sobie  otwarcie,  my,  którym  chodzi  o  wiar

ę,  o  dusze 

wspó

łbraci,  że  żadna  sekta,  żadna  najsilniejsza  propaganda 

background image

ateizmu  tyle  szkody  w  duszach  zdzia

łać,  tyle  ich  oderwać  nie 

mog

ła, ile to uczyniło zbezczeszczenie Jasnej Góry." 

Na 

łamach  "Miesięcznika  Kościelnego"  (1911  r.)  ks. 

Euzebiusz  Stateczny,  pi

ętnuje  poczynania  paulinów:  "Ta  szajka 

morduje,  kradnie,  u

żywa,  oddaje  się  rozpuście."  Nie  szczędzi 

tak

że słów krytyki przeorowi Rejmanowi. 

Po ujawnieniu zbrodni na Jasnej Górze przez kraj przela

ła się 

fala  oburzenia  kleru  katolickiego  i  dewocji.  Kazania,  procesje, 
pokuty,  modlitwy,  odczyty,  uczone  wyk

łady  i  prelekcje  -  te 

dzia

łania  miały  wydźwięk  propagandowy  o  charakterze 

psychologicznym.  Czyniono  wszystko,  aby  w  polskim  bajorku 
dewocyjnym  nie  by

ło  czasu  i  sposobności  do  zastanawiania  się 

nad bezradno

ścią "cudownego" obrazu i w ogóle nad tym, co się 

sta

ło i kto dopuścił się profanacji. 

Ju

ż  25  listopada  1909  roku,  przeor  Euzebiusz  Rejman  w 

kazaniu 

na 

Jasnej 

Górze 

przechodz

ąc  do 

ofensywy 

propagandowej,  powiedzia

ł  do  wiernych:  "Dziś  patrzymy  na 

zniewa

żony obraz Najświętszej Panny, odarty ręką zbrodniarza z 

koron  i  sukni,  przy  którym  od  sze

ściu  wieków  tylu  doznano  łask, 

tylu  chorych  uleczonych,  tylu  smutnych  pocieszonych,  tylu 
grzeszników  nawróconych!  Sk

ąd  się  wziął  zbrodniarz  i  podobny 

świętokradca tak wielki i gdzie się tego nauczył? Niestety, dziś nie 
trudno  tego  si

ę  nauczyć:  dożyliśmy  czasów  strasznych, 

oszczerstwa,  kradzie

że,  kłamstwa,  zabójstwa,  bluźnierstwa  i 

na

śmiewanie  się  z  rzeczy  świętych  na  każdym  kroku.  Niektóre 

bezbo

żne  pisma  jawnie  bluźnierstwa  sieją  i  na  Boga  powstają, 

blu

źnią  Najświętszej  Pannie!  Czyż  od takich  nauk  daleko  jest  do 

czynienia 

świętokradztwa?"  To  są  słowa  człowieka,  który  sam 

krad

ł,  kombinował  i  ponosi  całą  odpowiedzialność  za  moralne 

bagno 

jasnogórskiego 

klasztoru. 

S

łowa  człowieka,  który 

przepuszcza

ł  pieniądze  złożone  przez  pątników  w  ofierze 

klasztornej  Panience.  Mia

ł  tyle  czelności  i  tupetu,  aby  w  ten 

sposób  przemawia

ć  do  wiernych...  W  końcu  przeor  Euzebiusz 

background image

Rejman  uciek

ł do Ameryki, nie czekając sądowego finału sprawy 

Macocha  i  pozosta

łych.  Mówiono  o  nim,  że  miał  zawsze  przy 

sobie warto

ściowe papiery opiewające na milion rubli. 

Powszechnie  zarzucano  paulinom, 

że  każdy  z  nich  ma 

kochank

ę,  a  sam  przeor  Rejman  miał  ich  jakoby  aż  cztery.  Jak 

zwykle  bywa  w  podobnych  sytuacjach,  "ludowa"  twórczo

ść 

"okoliczno

ściowa" 

zacz

ęła 

owocowa

ć 

żnego 

rodzaju 

wierszykami i piosenkami: 

Ojciec Damazy    

Krad

ł z Jasnej Góry, kradł z Jasnej Góry    

Obrazy -    
A ojciec Izydory    
Wk

ładał je w wory    

A ojciec Bazylii    
Wywozi

ł je do Brazylii 

Odkurzono  i  te  zapomniane  powiedzenia  pod  adresem 

pobo

żnych mnichów wszelkiej odmiany i barwy... 

"Mnichy s

ą szyderstwem z bożego słowa na ziemi." 

"Mnichy tucz

ą się na grzechach i tyją na padle." 

"Klasztory  s

ą  kamieniem,  który  przytłoczył  ukrzyżowanego 

przez Rzym Chrystusa." 

"W klasztorze wszystko mo

żna, nasz gwardian powiada,    

byle si

ę nie zwiedziała za bramą gromada." 

W  XVIII  wieku  ksi

ądz Hieronim Juszuński (?) napisał poemat 

oktaw

ą  w  sześciu  pieśniach  pod  tytułem  "Asketomorja,  albo 

Zgromadzenie 

fartuszkowe 

czyli 

sejm 

mniszek". 

Dzie

ło 

przypomina "Monamonachi

ę" Krasickiego i poczytywane jest jako 

aluzja  do  dzie

ła  Targowicy.  Dla  nas  istotna  jest  opinia 

ksi

ędza-autora o ówczesnych mnichach jasnogórskich...    

 

background image

To gdy si

ę dzieje, Przeor z Jasnej Góry    

Nowe prowadzi z sob

ą matedóry.    

Ta zgraja, któr

ą z sobą przyprowadził,    

By

ł to Pankracy, sławny kaznodzieja,    

Ildefons, który zawsze chytrze radzi

ł,    

Jan, co Przeora zna

ł za dobrodzieja,    

Barnab, co trzykro

ć kapitułę zdradził,    

Marek, co ju

ż był miany za złodzieja,    

Bo krad

ł spiżarnię, w urzędzie szafarza,    

A nawet mówi

ą, iż Wota z ołtarza.    

To samo w ten czas u mnichów si

ę działo,    

Ludzie nie znani z osób i nazwiska,    
Gdy im sposobu do 

życia nie stało,    

żnej fortuny dziwaczne igrzyska,    

Z

łożyły Mnichów polityczne ciało. 

Tupet  Ko

ścioła  i  mnichów  jasnogórskich  po  ujawnieniu 

zbrodni 

świętokradztwa  popełnionej  przez  nich  samych,  jest 

godny  podziwu  i  przeszed

ł  wszelkie  oczekiwania.  Problem  był 

jednak  o  wiele  powa

żniejszy, aniżeli tylko kwestia, że oto znalazł 

si

ę  jeden  zbrodniarz  w  ich  szeregach.  I  cóż  oni  są  temu  winni?! 

Dewotki  wyj

ąc,  mdlały  z  wrażenia.  Odnotowano  przypadki 

pomieszania  zmys

łów.  Wreszcie  paulini  wydali  apel-odezwę  do 

wiernych,  gdy

ż  trzeba  było  ratować  własną  reputację  i 

klasztornego biznesu... 

"Wobec stwierdzonego udzia

łu Damazego Macocha, Paulina, 

w  ohydnej  zbrodni  morderstwa,  ojcowie  Paulini,  ci

ężko  dotknięci 

straszn

ą  zniewagą  Boga  w  miejscu,  szczególnej  czci  Jego  Matki 

od  wieków  po

święconym,  dotknięci  sprofanowaniem  tej  Jasnej 

Góry,  b

ędącej  twierdzą  ducha  narodu,  dotknięci  wreszcie 

poha

ńbieniem  swej  Matki-Zakonu,  czują  się  w  obowiązku  z 

najwy

ższym  bólem  i  oburzeniem  przeciwko  ohydnej  zbrodni 

zaprotestowa

ć i wobec świata i narodu z całą mocą zaznaczyć, iż 

najmniejszego  nie  mieli  w  niej  udzia

łu.  My,  niegodni  stróże, 

najdro

ższego  skarbu  narodu,  aż  nazbyt  pojmujemy  cały  bezmiar 

background image

zbrodni,  wobec  której,  zda  si

ę,  niknie  i  blednie  świętokradzkie 

zniewa

żenie cudownego obrazu i odarcie go z kosztownych koron 

i  szat.  Tamta  zbrodnia  dla  zakonu  naszego  by

ła  to  klęska  i  ból. 

Obecna  jest  ha

ńbą!  Tamta  wywołała  po  całej  polskiej  ziemi 

nieprzerwane  ekspiacyjne  nabo

żeństwa,  zakończone  epoką, 

niezapomnian

ą  chwilą  koronacyi,  które  zwiększyła  w  narodzie 

cze

ść  i  miłość  dla  naszej  Jasnogórskiej  Pani.  Obecna  wzbudza 

tylko  dr

żenie  rąk  i  lęk,  czy  przez  nią  nie  zachwieje  się  wiara 

narodu? 

[_5_]

 Wobec ogromu nieszcz

ęścia, jakie nas przygniotło, 

z

łamani i bezradni w miłosierdziu Boga jedynie całą ufność naszą 

pok

ładamy.  Odruchowo  tylko  raz  jeszcze  wobec  kraju  całego 

protestuj

ąc  zapewniamy,  że  wszelkich  dołożymy  usiłowań,  by 

świątobliwem  i  zakonnem  życiem  odpowiedzieć  szczytnemu 
powo

łaniu  stróżów  miejsca  świętego.  Od  kilku  lat  czyniliśmy 

wszystko,  co  by

ło  w  naszej  mocy,  aby  na  drodze  legalnej 

zaprowadzi

ć ścisłe  przestrzeganie reguł  i  konstytucyi  zakonnych. 

Nie od nas jednak zale

żało zmienić przepis prawa państwowego, 

który czuwanie nad karno

ścią zakonną nie całemu zgromadzeniu, 

ale  jednej  tylko  osobie  powierza. 

[_6_]

 Przed  paru  miesi

ącami, 

opieraj

ąc  się  na  dekrecie  Stolicy  Świętej,  przez  obecnie 

panuj

ącego  monarchę  najwyżej  zaakceptowanym,  staraliśmy  się 

przepis rz

ądowego prawa ku lepszemu pełnieniu cnót zakonnych 

wykorzysta

ć,  zmieniając  osobę  kierującą. 

[_7_]

 Jak  wówczas 

zwrócili

śmy  się  do  społeczeństwa  z  prośbą,  by  niewczesną 

ingerency

ą swą nie przeszkodziło nam w podjętym dziele reformy, 

tak  dzi

ś  znowu  zwracamy  się  do  społeczeństwa,  prosząc  o 

sprawiedliwo

ść, by za zbrodnie jednostki nie piętnowano zakonu. 

Przepraszaj

ąc  Boga  za  przyczyną  Najświętszej  Maryi  Panny 

jasnogórskiej za zbrodni

ę, przez nieszczęsnego brata popełnioną, 

wzywamy ca

ły kraj do udziału w ekspiacyi za bezmierną zniewagę 

miejsca 

świętego.  Na  przebłaganie  Boga  ojcowie  Paulini,  w 

cudownej  kaplicy  na  Jasnej  Górze  codziennie  odprawia

ć  będą 

msze 

święte  wynagradzające;  w  przyszłą  zaś  niedzielę,  9 

pa

ździernika,  odprawią  uroczyste  ekspiacyjne  nabożeństwo  z 

background image

wystawieniem  Naj

świętszego  Sakramentu.  OO.  Paulini.  Jasna 

Góra, dn. 5 pa

ździernika 1910 r." 

Oczywist

ą  jest  rzeczą,  że  w  tych  wszystkich  działaniach 

paulinów  i  Ko

ścioła  chodziło  o  to,  aby  wierni  nie  wyzbyli  się 

przywi

ązania  i  nie  zaprzestali  wdzięczyć  do  "narodowej 

świętości"... Bo tak naprawdę tutaj w grę wchodzą niewyobrażalne 
sumy pieni

ędzy zostawianych na Jasnej Górze przez pątników. 

Biskup 

Zdzitowiecki, 

ws

ławiony  pisaniem  do  władz 

zaborczych  skarg  na  tych,  którzy  ró

żnili  się  od  niego  poglądami, 

podszed

ł do paulinów zgoła inaczej. Po ujawnieniu jasnogórskich 

pod

łości,  przybył  do  klasztoru  i  po  długiej  modlitwie  przed 

"cudownym"  obrazem,  zwo

łał  konwent  paulinów  do  kapitularza. 

Poinformowa

ł zakonników, że postanowił: 

"Wobec 

strasznej, 

dziejach 

naszego 

Ko

ścioła 

nies

łychanej  zbrodni  i  hańbiących  nadużyć,  jakich  widownią  stał 

si

ę  klasztor  Jasnogórski,  to  Sanctuarium  nasze,  z  uwagi  na 

oburzone  i  zatrwo

żone  sumienie  religijne  i  narodowe,  Ojcowie 

Paulini,  nim  b

ędą  poczynione  dalsze kroki,  zostaną odsunięci  od 

zarz

ądu klasztoru. Pieczę nad nim obejmuje specjalna delegacya 

biskupia,  sk

ładając  się  z  duchowieństwa  świeckiego.  Na  znak 

żałoby zostaną zawieszone solenne nabożeństwa, śpiewy, nawet 
gra na organach, odprawione b

ędą tylko ciche Msze św." 

Nast

ępnie  opieczętowano  klasztorny  skarbiec  i  sporządzono 

stosowny  protokó

ł.  Decyzje  bpa  Zdzitowieckiego  zostały  ujęte  w 

nast

ępujące punkty: 

1.  Klucze  od  zakrystii,  stypendia  mszalne  i  wszelkie  vota 

pozostawa

ć mają pod opieką delegowanych przez J.E. komisarzy. 

2.Wszystkie przybywaj

ące na Jasną Górę kompanie pątników 

przyjmowane  i  wprowadzane  by

ć  mają  do  klasztoru  przez 

świeckich księży. 

background image

3.  OO.  Paulinom  zabroniono  odprawia

ć  msze  św.  i 

nabo

żeństwa przed obrazem M.B.Cz. 

4. Ofiary sk

ładane przez nabożnych, wręczane być mają ojcu 

przeorowi za pokwitowaniem na pi

śmie. 

5. Wszelkie wyp

łaty ma dokonywać włącznie przeor klasztoru. 

6.  Przyjmowanie  osób  obcych  na  noclegi  do  klasztoru  jest 

zakazane. 

7. Osobom obcym wst

ęp za klauzurę jest surowo zabroniony. 

8.  Komisarze,  delegowani  przez  J.E.  Biskupa,  maj

ą  prawo 

wydawa

ć inne rozporządzenia, które uznają za stosowne. 

I na tym mo

żna by było zakończyć krótką relację z epizodu na 

Jasnej  Górze,  ale  dla 

ścisłości,  należy  jeszcze  dodać,  że  paulini 

nie maj

ąc pewności co do samych siebie, woleli nie kusić szatana, 

przeto  zabezpieczyli  obraz  przed  kolejnymi  kradzie

żami,  bardzo 

zmy

ślnym  urządzeniem.  A  więc  srebrną  blachę,  przymocowano 

na trzycalow

ą stalową płytę, a pod obrazem umieszczono stalową 

skrzyni

ę.  Zasłona  zakrywająca  ikonę  wchodziła  swoim  brzegiem 

do  skrzyni,  która  samoczynnie  zatrzaskiwa

ła  się  w  razie  próby 

dotkni

ęcia  obrazu.  W  ten  sposób  M.B.Cz.  w  chwili 

niebezpiecze

ństwa  "ewakuowała  się"  do  owego  stalowego  i 

ogniotrwa

łego  pudła.  Tak  więc  klasztorny  "majątek  narodowy" 

doczeka

ł  się  ludzkiej,  porządnej  ochrony,  gdyż  do  tej  pory  był 

bezbronny i "niemocny". 

I  równie

ż  nigdy  nie  będziemy  wiedzieć  na  czym  polega 

"cudowno

ść" jasnogórskiego obrazu. Jeżeli bowiem zgodzimy się, 

że  nie  chodzi  tutaj  o  "cudowne"  przysparzanie  gotówki 
zawiaduj

ącym  ikoną  paulinom,  to  obraz  może  tylko  pomóc  co 

niektórym  dewocie

ć  w  sentymencie  religijnym,  który  na 

przestrzeni  wieków,  Ko

ściół  wypracował  i  rozbudził.  Ci,  którzy 

g

łoszą  i  propagują  "cudowność"  obrazu  N.M.B.  sami  w  te  jego 

wszystkie nadprzyrodzone cechy nie wierz

ą. Kardynał Aleksander 

background image

Kakowski (1862-1938) wola

ł wyjechać w roku 1934 do sanatorium 

w  Karlsbad  (Karlovy  Vary)  w  heretyckich  Czechach  w  celu 
podratowania zdrowia, ni

ż udać się z prymicją na Jasną Górę, aby 

tam wymodli

ć cudowne uleczenie. No bo któż może doświadczyć 

dobroczynnych  skutków  nadzwyczajnych  w

łaściwości  obrazu, jak 

nie ksi

ądz, a co dopiero biskup?! 

Ko

ńczę już wątek ciemnych spraw Jasnej Góry. Dodam tylko, 

że w dzień Trzech Króli 1912 roku wpłynął do sądu akt oskarżenia 
przeciwko  trzem  ksi

ężom  paulinom:  Damazemu  Macochowi, 

Izydorowi  Starczewskiemu  i  Bazylemu  Olesi

ńskiemu.  Ponadto 

oskar

żono  cztery  osoby  świeckie.  Zarzucano  im  morderstwa, 

udzielanie pomocy zabójcom, zacieranie 

śladów zbrodni Wacława 

Macocha, dorobienie kluczy do skarbca klasztornego, kradzie

ż 10 

tysi

ęcy  rubli  z  "tacy",  wykradzenie  zmarłemu  paulinowi 

Gawe

łczykowi  5  tysięcy  rubli  w  listach  zastawnych  oraz 

fa

łszowanie  metryk  i  pieczęci.  Księdza  paulina  Damazego 

Macocha  oskar

żono  ponadto  o  poślubienie  H.  Krzyżanowskiej 

pod  fa

łszywym  nazwiskiem.  Przeor  paulinów,  Euzebiusz  Rejman 

podupad

ł  był  coś  nagle  na  zdrowiu  i  leczył  się  w  tym  czasie  w 

zak

ładzie  dla  nerwowo  chorych  w  "Barmherziger  Brueder"  pod 

Wiedniem, gdzie paradowa

ł w ubiorze świeckiego księdza. 

Niepocieszony  "nadzorca"  jasnogórskiego  klasztoru,  biskup 

Zdzitowiecki,  zwróci

ł  się  do  sądu,  aby  rozprawa  toczyła  się  przy 

drzwiach zamkni

ętych. Sąd jakkolwiek niezawisły, lecz bojaźliwy i 

asekuracyjny,  wys

łał  zapytanie  do  ministra  sprawiedliwości,  czy 

proces  mo

że  być  prowadzony  przy  drzwiach  zamkniętych. 

Ministerstwo orzek

ło, iż zgodnie z prawem proces powinien toczyć 

si

ę przy drzwiach otwartych. 

W  mi

ędzyczasie  pojawiła  się  informacja,  że  w  więzieniu 

przej

ęto  gryps  paulina  Starczewskiego  do  paulina  Macocha,  w 

którym  nadawca  zwraca

ł się do  Damazego, aby  nie  mówił  przed 

s

ądem,  że  on,  Starczewski,  wiedział  coś  o  planowanym 

background image

morderstwie.  Z  tego  powodu  prokuratoria  chcia

ła  ponoć 

przeprowadzi

ć dodatkowe śledztwo. 

Tymczasem  pojawi

ło  się  papieskie motu  proprio żądające, 

aby  nie  stawiano  kleru  przed 

świeckimi  sądami,  nawet  za 

przest

ępstwa  kryminalne.  Papież  najwyraźniej  był  pod  silnym 

wp

ływem 

dzie

ł 

"

świętego" 

Liguori'ego, 

który 

naucza

ł 

"chrze

ścijańskiej  moralności"  sofizmatami,  rozgrzeszającymi 

ka

żdą,  nawet  największą  podłość,  jeżeli  została  spełniona  w 

Ko

ściele lub dla jego dobra. 

S

ąd piotrkowski skazał paulina Damazego Macocha na 12 lat 

ci

ężkich  robót;  paulina  Izydora  Starczewskiego  na  5  lat  rot 

aresztanckich;  paulina  Bazylego  Olesi

ńskiego  na  2  i  pół  roku  rot 

aresztanckich;  Helen

ę  Macoch  na  2  lata  więzienia.  Poza  tym 

skazano  pozosta

łe  osoby.  Za  granicę  zdołali  zbiec:  klasztorny 

s

ługa, Załóg, oraz przeor klasztoru, ksiądz Euzebiusz Rejman. Za 

obydwoma  rozes

łano  listy  gończe,  jednak  nigdy  nie  dosięgła  ich 

r

ęka sprawiedliwości świeckiej... 

 

[_1_]

 O  poddaniu  Jasnej  Góry  przez  przeora  Augustyna 

Kordeckiego, pisa

łem w "BEZ DOGMATU", nr 13/1994 r. 

[_2_]

 K.W. Wójcicki: Pami

ętnik Dziecka Warszawy,1870 r.  

[_3_]

 Jeden 

architektów 

zatrudnionych 

przy 

pracach 

remontowych na Jasnej Górze.  

[_4_]

 Za

łożona w roku 1893 przez F. Kozłowską w Płocku Polska 

Kongregacja 

religijna 

maj

ąca 

na 

celu 

odnow

ę 

życia 

chrze

ścijańskiego  w  Kościele  katolickim.  W  roku  1906  potępiona 

przez  Rzym  i  rozwi

ązana  na  mocy  decyzji  władz  kościelnych. 

Kontynuowa

ła działalność jako odrębna sekta. 

[_5_]

 Przynajmniej to zdanie jest szczere. 

[_6_]

 

Ładne  musiały  być  obyczaje  na  Jasnej  Górze,  skoro 

karno

ści  "świątobliwych  mężów",  idących  "za  powołaniem"  na 

s

łużbę  Bogu,  musiało  strzec  wielu  obserwatorów,  bowiem 

background image

zakonnicy  sami  sobie  nie  wierzyli  i  nie  byli  pewni,  czy  zdo

łają 

wytrwa

ć w cnotach ewangelicznych 

[_7_]

 Chodzitu  o  osob

ę  przeora,  w  duchu  ewangelicznej  miłości 

bli

źniego, 

szczerze 

znienawidzonego 

przez 

biskupa 

Zdzitowieckiego,  któremu  kanonicznie  podlega

ł  jasnogórski 

klasztor.  G

łówną  przyczyną  antypatii  biskupa  do  Rejmana  były 

mi

ędzy  innymi  jego  więcej  niż  dobre  stosunki  z  rosyjskimi 

w

ładzami, oraz "nieusuwalność" z funkcji przeora.