background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

Rozdział XVII 

 

Cztery godziny Haidee i Amunspędzili śpiąc, jedząc, całując się i rozmawiając, 

ostrożnie omijając wspomnienia z ich przeszłości, ostatnich wydarzeń i przyszłości. 

Byli po prostu mężczyzną i kobietą, cieszących się z bliskości. Dzięki temu Haidee 

przypomniała sobie szczęście, radość. Choć na swój sposób wiedziała, że nie może 

sobie na to pozwolić ponieważ nigdy nie trwały one długo. 

Ta radość uświadomiła jej rosnący ogień, od którego nie będzie odwrotu. 

Amun podszedł do plecaka i wyciągnął z niego dwie szaty. Jego ruchy były sztywne.  

- Anielskie szaty – powiedział twardym głosem. Bez patrzenia na nią założył jedną z 

nich na boku. - Ten materiał oczyści cię. Nawet doprowadzi do ładu twoje włosy 

kiedy naciągniesz na głowę kaptur. 

Prosta szata może zrobić to wszystko pomyślała?.Wow. 

- Dziękuję. 

- Proszę - powiedział kiedy zakładał materiał na głowy. Przeklął kiedy brudne smugi 

na jego plecach nie zniknęły. 

- Teraz wiemy co musimy robić. 

- Masz na myśli, że gramy w obojętność? Po tym wszystkim. 

Taki formalny….jak ona tego nienawidziła. Dał jej szczęście, najwspanialszy orgazm 

w jej życiu, bawił się jej ciałem w taki sposób pokonując wątpliwości i wszelkie 

zakazy. Namiętność dała jej poczucie swobody, nie była w stanie trzymać tego w 

ś

rodku. Wybuchła, z wysiłkiem powstrzymując wybuch lodu. Jej ciało było teraz 

zależne od tego mężczyzny, potrzebowała go, nigdy jej nie opuści. Jej żołądek drżał 

a skóra mrowiła. 

Może jego imię nie było wytatuowane na jej ramieniu, niemniej jednak była 

napiętnowana przez niego. 

Kiedy jej dotykał nie było żadnych wątpliwości z jego strony. To ją zdziwiło. Nie 

powstrzymał się przed daniem jej przyjemności. Doprowadzając do granicy nie 

odszedł zostawiając ją samej sobie, mimo że był na nią zły. Nie, był raczej….pełen 

szacunku kiedy ją pieścił, byli kochankami niż wrogami w każdym sensie tego słowa. 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

Nie chciała być jego wrogiem. Nie teraz, już nigdy. Wiedziała że nie ma sposobu by 

naprawić krzywdy, które mu wyrządziła. On nie zabił jej rodziny, inny demon to zrobił. 

Nie był jednym z tych którzy zabili jej męża, była tego prawie pewna. Musiał to zrobić 

inny demon. Prawdopodobnie jeden z jego przyjaciół. To był nadal Amun, a ona 

ukarała go zabierając kogoś kogo kochał i  nienawidziła siebie za to.  

Marzyła o tym by to cofnąć. Marzyła o tym by nigdy nie iść do sypialni jej męża tej 

feralnej nocy. Nocy, która wszystko zmieniła w jej życiu. Niestety nie mogła. Miała 

nadzieje że może, po prostu może uda jej się sprawić, że Amun zrozumie jakiego 

doświadczyła bólu. To pewnie nie wystarczy by uzyskać jego wybaczenie, ale może 

przynajmniej  da jej rozgrzeszenie i pokarze ją z innej strony. 

Westchnęła i założyła szatę. Kilka sekund później zdała sobie sprawę z tego że 

Amun nie będzie sprawiedliwym sędzią. 

Mimo iż nie użyła mydła materiał szaty załatwił wszystko. Nigdy nie czuła się 

czyściejsza. Zadziwiające. 

Jej spojrzenie wróciło do niego. Spoglądał na nią z ogniem w oczach. Powinien 

wyglądać jak mnich, ale nawet zakryty przez workowate ubranie wyglądał sensualnie 

i cholernie groźnie.  

Stworzył między nimi mentalny dystans, ale to jej nie  powstrzymała. Stojąc 

naprzeciw niego starała się nie trząść. Spoglądając na nią sięgnął do plecaka i wyjął 

brzoskwinię.  

- Chciałabym żebyś coś dla mnie zrobił – powiedziała.- Pomyśl o tym jako o części 

naszej gry w obojętność. 

Bijąc się z sobą spojrzał na nią. Jego ręka uspokoiła się i w końcu spojrzał na nią. 

Jego czarne oczy zdradzały ostrożność. 

- Czy to może poczekać? Jesteśmy tu za długo. Musimy stąd odejść. 

Nagle zaczął się śpieszyć? Trudno. 

- Nie, musimy to zrobić teraz.- Jeśli poczekają może stracić swoją cierpliwość. 

Przytaknął sztywno. 

Bardzo dobrze. Objęła się ramionami i podniosła  podbródek. 

- Widziałeś kawałek mojej nocy poślubnej. Mógłbyś….mógłbyś zobaczyć resztę? 

Jego ostrożność pogłębiła się. Patrzenie na niego sprawiało jej ból. 

-Haidee, nie mogę kontrolować tego, które sekrety pokaże mi mój demon. 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

- Ale możesz spróbować. - Musi spróbować. 

- Zrozum, żebym pokazał ci cokolwiek muszę użyć swojego demona.  

- Tak, rozumiem to. Nadal chciałabym żebyś spróbował. 

Zaczął uważnie się jej przyglądać.  

- Mogę zapytać dlaczego? 

Nadal nie chciał tego oglądać ani brać w tym udziału. Czy przestraszył się tego, że 

planowała pokazać mu czas, który spędziła w łóżku z innym mężczyzną? Czy 

pomyślał, że planowała ukaranie go po tym co się między nimi wydarzyło? 

- Możesz pytać, ale nie odpowiem ci. – Nie chciała usłyszeć jego odmowy, a przecież 

mógłby odmówić gdyby wiedział jaka jest prawda.  

Prawdopodobne to nie było mądre posunięcie z jej strony. Musiałby jej zaufać. Zrobić 

coś czego Lord nigdy nie zrobi dla Łowcy.  

Przyszła jej do głowy pewna myśl i postanowiła spróbować.  

Zgoda zdziwiła ją. Wydawało jej się że jakiegoś powodu to zaskoczenie zirytowało 

go. 

- Jesteś gotowa - szczeknął. 

- Tak. - Nie. Motyle zaczęły tańczyć w jej żołądku. - Tak. - Powtórzyła dodając sobie 

pewności. 

Amun uspokoił emocje i pozwolił by zapach dojrzałej moreli wzmocnił go. Położył 

ręce na jej skroniach. Jak zawsze był ciepły i przyjazny jak letni dzień. Teraz miała 

wielkie palce na jej piersiach, pomiędzy jej nogami, wewnątrz niej. Czucie go w tym 

miejscu było  niewinną i najbardziej dekadencką z tortur.   

Przysunęła się do niego bliżej, pozwalając  by tylko jej kolana dotknęły go. Jego dziki 

zapach otoczył ją. Jeśli miał dotrzeć do jej pamięci powinien zobaczyć najbardziej 

bolesne doświadczenia z bardzo długiego życia. Wspomnienia nie doprowadzą jej do 

płaczu, nie złamią jej serca. Będzie potrzebowała jego siły by to przetrwać.  

- Skoncentruj się na oddychaniu-  powiedział, a ona sięgnęła do swojego umysłu. - 

Zamknij oczy. 

Każdy przyjaciel do którego by zadzwoniła powiedziałby, że jest głupia ufając 

demonowi, ale ona nie dbała o to. Amun wzbudził jej zaufanie, nie mogła mu go 

odmówić.  Jej powieki zamknęły się, skrywając twarz skoncentrowała się, wciągnęła 

powietrze. Powoli poczuła wszystkie cząsteczki. Dobra dziewczynka. 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

Przy następnym wdechu   poczuła kosmyki czegoś….ciepło i ciemność otoczyła ją, 

brzęczenie w jej umyśle przypominało wiatr poruszający liśćmi na drzewach. 

Doświadczyła już kiedyś takiego uczucia, ale była wtedy odurzona, w letargu, nie 

zdawała sobie sprawy z tego co te one oznaczały. Teraz wie i postara się nie wpadać 

w panikę.  

Błagała o to. Chciała tego.  

Niestety nie została spokojna na długo.  

Demon, pomyślała wściekle. Jej serce waliło mocno o żebra, prawie rozrywając 

klatkę piersiową.  

Ś

lepo chwyciła palcami za stabilne  i gorące nadgarstki Amuna. Kontynuowała 

wdychając  i wydychając powietrze . Trzymała się tak mocno jak tylko mogła, nie 

raniąc go, ale przypominając sobie, że jest przy niej cały czas. To nie pozwoliło mu w 

połowie poczuć jej bólu.  

I żeby być szczerym, jego demon nigdy o to naprawdę się  nie starał.     

Aktualnie, demon pomagał jej, pokazując przepiękną twarz jej siostry, wspaniałe 

minuty przed śmiercią jej męża. Dlaczego to zrobił? Dlaczego pokazał jej dobre 

chwile? Dlaczego jego demon nie skupiał się na złych chwilach?  

Chociaż nie mogła zrozumieć odpowiedzi odprężyła się. Kiedy sztywność kręgosłupa 

ustąpiła barwne obrazy zaczęły przechodzić przez jej umysł. 

Jeszcze raz zobaczyła małą buzię aniołka, jej siostry, uśmiechającą się do niej kiedy 

biegały po bujnej łące. Niewinność, beztroski chichot rozbrzmiewał pomiędzy nimi, i 

przez moment, tylko ten jeden moment chłód całkowicie odpłynął z ciała Haidee, 

pozostawiając ją zmoczoną promieniującą ciepłem.  

Obraz zmienił się  - Wracaj! Krzyczała w myślach. Nie była przygotowana na to by 

stracić znowu siostrę. Zobaczyła młodszą wersję siebie stojącą na werandzie, 

lawendowa, ślubna suknia okrywała jej smukłe ciało, jej złote loki błyszczały w 

ś

wietle księżyca. To był ten moment, który chciała pokazać Amunowi – moment 

budzący jej strach. 

- Denerwujesz się moja droga? – zapytała ją jej wcześniejsza służąca.  

Teraz obserwowała wydarzenia z boku.  

Haidee była odwrócona, słyszała siebie odpowiadającą do Leoty. Rozmowa zawisła 

w próżni. Od kiedy były takie ciche? 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

Starsza kobieta obróciła ją na pięcie i poprowadziła Haidee przez oświetlony 

pochodniami korytarz prosto do sypialni.  

To był ten moment, pomyślała znowu. Haidee ścisnęła Amuna, drżenie owładnęło jej 

ciało. Tak jak poprzednio, była coraz bliżej…bliżej….tylko tym razem nie próbowała 

zatrzymać się. Bliżej…. 

Kiedy Leora zwolniła, uśmiechnęła się ponad jej ramieniem. Wreszcie dotarły do 

drzwi, służąca zatrzymała się z boku.  

Haidee chciała zwymiotować kiedy zobaczyła siebie na miejscu. Zobaczyła swoje 

palce zaciśnięte na krawędzi kotary i odsuwające  ją. Jej ramiona prześliznęły się, 

weszła do pokoju, a kurtyna opadła z powrotem za nią.  

Na początku Haidee nie mogła zrozumieć sensu w tym co widziała. Ale zapach, och 

Boże, zapach…metalu, miedzi…zmieszany ze smrodem pustych jelit. Znała ten 

zapach bardzo dobrze : śmierć.  

Tym razem białe ściany były obryzgane szkarłatem. Na podłodze leżały kawałki jej 

męża. Kiedy się obracała histeria narastała w niej. Rzeź – nie było stąd żadnej 

ucieczki. Wszędzie były kawałki ciała Solona. Słowa wypełniły jej umysł, na granicy 

szaleństwa usłyszała śpiew. Jej kolana złączyły się, a wzbierające mdłości 

doprowadziły do utraty tchu. Wreszcie wciągnęła lodowate powietrze przez nos, nie 

kontrolując odruchu.  

Zobaczyła coś daleko, coś gorszego niż sama rzeź. Na środku pokoju w zaschniętej 

kałuży,  ociekająca krwią było stworzenie z jej koszmarów. Tak jak poprzednio, 

czarny kaptur przykrywał jego twarz, zasłaniając go całkowicie. Ale w tym cieniu 

mogła zobaczyć czerwone, świecące oczy.  

Powoli podniósł jedną rękę i wyciągnął kościsty palec w jej kierunku. Szaleństwo biło 

od niego, tak dużo wściekłości,  otoczyła ją wrogość i  nienawiść. Tak dużo 

nienawiści.   

Jego obecności wstrząsnęła nią do głębi, zaczęła krzyczeć. Krzyczała, krzyczała I 

krzyczała. Nie mogła się powstrzymać mimo iż każdy nowy jęk kaleczył jej gardło. 

Przycisnęła dłonie do uszu, ale to nie pomogło, wrzask ranił ją. Stworzenie 

podpłynęło bliżej niej. Wreszcie ucichła. Był tak blisko….cofała się dopóki nie wpadła 

na ścianę. Zanim jej dosięgnął kilku mężczyzn ubranych na czarno  z podniesioną 

bronią szturmując taras wpadło do pokoju.     

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

- Tutaj – jeden z mężczyzn krzyknął. – Miałeś rację! Demon jest tutaj.    

Demon? On? Skąd on wiedział? 

Parli w kierunku tego koszmaru, wznieśli ostrza gotowi pokroić go na kawałki, tak jak 

on zrobił to z wcześniej z  jej mężem. O Boże. Jej mąż. Po tym wszystkim stworzenie 

nie ruszyło się, nie zabiło go. Może dlatego, że w pokoju byli inni tacy jak on,  teraz 

ukryci w półmroku. Zdradzały ich tylko świecące na czerwono oczy.  

Stworzenie zniknęło zanim pozostali zdążyli go dosięgnąć. 

Poza nią zaszeleściła podnoszona kotara. Kolana Haidee poddały się kiedy Leora i 

straż Solona kazała jej pozostać na miejscu. Zrobiło się tłoczno.  W pośpiechu 

odkrywali co się stało bezradnie na nią spoglądając. Jej żołądek zacisnął się, krew 

Solona wsiąknęła w jej przepiękną suknię.   

Straż zaatakowała mężczyzn pozostających w cieniu i na tarasie, obwiniając ich o 

morderstwo swego pana. W powietrzu rozległ się szczęk metalu, ostrza uderzały o 

siebie, jeden z mężczyzn został ranny. Zawył z bólu. Nagle jeden z wojowników 

wleciał do pokoju, za nim wpadli mężczyźni z tarasu. Musieli wcześniej rozpoznać tę 

stronę domu. Był większy i bardziej umięśniony od innych a jego oczy miały ten sam 

czerwony blask co demona, który prawdopodobnie zabił Solona.  

- Więcej demonów? – ktoś krzyknął – Ten musiał  śledzić nas. 

- Łowcy – jeden z wojowników warknął, słowo powtórzyły inne głosy. Każdy z ich był 

udręczony.- Zginiecie, wszyscy zginiecie. 

Rozpoczęła się nowa bitwa. W makabrycznym tańcu połyskiwały srebrem ostre 

miecze. Wokół niej padały ciała. Nawet dużo starsza Leora została zaatakowana i 

upadła, sztylet wystawał z jej piersi. Wokół słyszała szczęknięcia , mnóstwo jęków 

pełnych cierpienia i brutalnych krzyków, które mieszały się z jej własnymi. Nie mogła 

złapać oddechu, ale musiała. Musiała stąd uciec.  

Więcej służących i strażników wkroczyło do pokoju, ale oni również szybko stali się 

ofiarami krwawej walki. Oddychaj, oddychaj. Haidee starała się przepchnąć na 

zewnątrz, ukryć, ale podłoga była śliska, straciła grunt pod nogami w końcu 

powstrzymał ją upadek. Wtedy ktoś chwycił ją za tył jej sukni i postawił do pionu. O 

Boże. To musiał być koniec. 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

W rzeczywistości Haidee skurczyła się, wiedziała co będzie dalej. Starała się 

dystansować od tej sceny, udawać że tylko ogląda film. Udawała że ludzie 

umierający dookoła to tylko aktorzy, a ból był udawany.  

Wydarzenia zwolniły, a ona wróciła do Amuna i jego demona. Była gotowa zobaczyć 

rzeczy których nigdy nie zauważyła wcześniej. Wreszcie, aktorzy mieli imiona, twarze 

które rozpoznała. Był tam Strider – dozorca demona porażki – owładnięty przez 

demona ciął Łowcę. Lucian – dozorca demona śmierci – jego oczy nie do pary były 

teraz zimniejsze niż jej wewnętrzny chłód. Zobaczyła jego zdjęcia kilka  lat temu, 

wiedziała że teraz ma blizny. Nie miał ich wówczas kiedy walczył, a jego piękno 

zapierało dech w piersiach. A raczej mogło tak być gdyby nie ściekająca z jego ust 

krew. On po prostu rozrywał zębami czyjeś gardło. Sabin, Kane, Cameo, Gideon, 

Parys, Madox. Baden, miał aktualnie czerwone włosy. Aron, jego czarne skrzydła 

były rozwinięte, a ich końce były tak ostre jak sztylety. Wszyscy za wyjątkiem Torina i 

Amuna tam byli. Nie, nie prawda, zdała sobie sprawę z tego kiedy jej spojrzenie 

zatrzymało się na tym, który ją trzymał za suknię. 

Amun. Amun ją trzymał. 

Taki mroczny, dziki na sposób w jaki nigdy wcześniej go nie widziała. Jego oczy były 

jak dwa rubiny wydarte ogniom piekielnym. Jego wargi wykrzywiał  grymas, zęby były 

ostre i białe prawie ohydne, pocięte policzki odsłaniały kości. 

Jedną ręka miał zarzuconą wokół jej tali, unieruchamiając ją, Nie chciała tego. Jej 

ciało było sparaliżowane strachem. Kiedy zaatakował go Łowca, wzniósł sztylet.   

Amun przeturlał ją zza siebie ale ostrze, które zatoczyło się wokół niego podcięło jej 

gardło. Wrzask agonii wydobył się z niej kiedy nogi odmówiły posłuszeństwa. Nie 

upadła jednak na podłogę. Amun nadal ją trzymał. Odwrócił ją. Haidee zobaczyła 

teraz błysk przerażenia, który malujący się na jego twarzy kiedy zrozumiał co się 

stało. 

Zawsze myślała, że mężczyzna, który ją trzymał użył jej jako tarczy, ale teraz, zdała 

sobie sprawę, że chciał ją ocalić. Nawet wtedy, kiedy był we władaniu swojego 

demona. W wizji jej świat pogrążył się w ciemności. Teraz ugięła się przed nim, 

rozluźniła uchwyt. 

To był pierwszy raz kiedy umarła. 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

Wizja nie wyblakła. Pamięć Amuna musiała pociągnąć ją dalej, ponieważ walka 

toczyła się wokół jej martwego ciała. Patrzyła teraz jako rozjuszony Amun stąpający 

obok niej, tnący mężczyznę, który ją zabił, rozrywając go kawałek po kawałku tak jak 

rozerwano Solona.  

Amun dopilnował by była to bolesna śmierć. Łowca krzyczał z każdym nowym 

cięciem, przerażony błagał o litość. Ale nie było litości dla nikogo w tym 

pomieszczeniu. Amuna pochłonęła ta czynność. Rozkojarzony nie zauważył Łowcy 

któremu udało się do niego zakraść i rzucić w kierunku głowy.  

Szybko uchylił się, a ostrze raniąc go przecięło jedynie plecy. Z krzykiem obrócił się 

wznosząc ramię by zrzucić przeciwnika. Łowca zdołał jednak przesunąć się i ciął 

ostrzem po raz kolejny. Tym razem go trafił, szyja Amuna było przecięta na całej linii. 

Krew lunęła, a on upadł obok niej. Byli skierowani twarzami do siebie, a jego krew 

zmieszała się z jej, jednocząc ich. 

Była związana z nim od tego momentu? 

Z dołuzobaczyła jego przyjaciół. Lordowie byli wściekli bardziej niż kiedykolwiek. 

Łowcy i straż, która przeżyła wkrótce zginęli w największej, najdzikszej masakrze 

jakiej była świadkiem.  Kiedy było po wszystkim zdyszani, spoceni i niespokojni 

wojownicy zabrali Amuna i zawieźli go do jego komnaty w domu.    

Wizja zniknęła a myśli Hidee wróciły do teraźniejszości. Siedziała naprzeciw Amuna, 

a jej skórę pokrywał lód. Nie przejmowała się tym, ponieważ jego ręce spoczywały 

nadal na jej skroniach, a ona odczuwała odrobinę ciepła.  

Z jękiem odsunął swoje ręce, a kryształki lodu zaczęły szczypać jej ciało. Dziwne, ale 

widząc jego czerwone oczy nie bała się. Nawet pamiętając co się stało dawno temu 

nadal był w jej głowie. 

- Przepraszam, Haidee. Przepraszam cię. - Jego głos był udręczony. 

- Dlaczego. – Pojedyncze słowo wypłynęło z jej gardła, jej głos był ochrypły. 

Czy krzyczała podczas wizji i teraz tego nie pamiętała? – Nie zrobiłeś nic złego. – 

teraz to wiedziała. Zdziwiło ją to. Zachował się dobrze w stosunku do niej.  

- Łowcy musieli śledzić innego demona. Nie wiem czy mojego męża zabiła dziwna 

zawoalowana kreatura, czy jeden z Lordów, którzy wkroczył do sypialni. Wszystko co 

wiem to to, że jestem częścią grupy, która wkroczyła jako ostatnia. Nie chciałem cię 

zranić, on pojawił się nagle. Przysięgam na bogów, nie chciałem by to się stało. 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

 

- Wiem. Teraz wiem. – Tak jak wiedziała że prawie za nia umarł, starając się ja 

pomścić. Boże, chciała sobie wybaczyć. Zniszczyła tego człowieka bez powodu. Bez 

najmniejszego powodu. 

- Nigdy nie widziałam twojej twarzy tej nocy. Zobaczyłem przestraszoną kobietę I 

starałem się ją – ciebie – wynieść poza teren walki. Niestety utknęliśmy w samym jej 

ś

rodku. Zginęłabyś gdybym nie podniósł cię z podłogi. 

Nie mógł czuć się winnym. Nie pozwoli  mu na to. 

- Nie co by się stało wtedy, Amun. Nie możesz mieć co do tego pewności. 

- Nie staraj się podnieść mnie na duchu. Nie pocieszaj mnie. Bogowie, nie zasługuję 

na to. Nie zasługuje nawet na to by być tutaj z tobą. Pomagasz mi. Mnie, człowiekowi 

przez którego to wszystko się stało. – Gorzki śmiech wydobył się z jego ust kiedy 

zacisnął i rozprostował dłonie. – Przez te wszystkie stulecia, nigdy nie mogłem 

zrozumieć dlaczego inni mają wyrzuty sumienia z powodu wydarzeń na którymi nie 

mogli mieć kontroli. Prawdopodobnie jestem najgorszym nieudacznikiem. Przeze 

mnie umarłaś. Przeze mnie zabiłaś Badena. 

To nie była reakcja jakiej oczekiwała. 

- Amun, ja.  

- Jeśli chcesz bym przywołał Anioła znajdę sposób by to zrobić. Mógłby przenieść cię 

do twoich…przyjaciół. Nie musisz tego robić. Nie musisz mi pomagać.  

- Nie zostawię cię. – odpowiedziała mu z wściekłością. – Widziałeś, że nie byłeś 

jedynym który mnie zabił. Starałeś się mnie ocalić. Bardziej niż to, winiłam cię. 

- Winiłaś mnie słusznie. – Podniósł plecak, zażądał czystych ubrań dla obydwojga a 

potem rzucił jej koszulkę i jeansy. Szaty były dobre, ale nie w tym momencie. 

- Musisz się przebrać. Ruszamy. 

- Posłuchaj mnie. Niesłusznie cię obwiniałam. 

- Skończyliśmy nasza rozmowę. Przebierz się. 

Nigdy, przenigdy nie potraktował jej w taki sposób, nawet wtedy kiedy odkrył kim jest. 

Nie miała pojęcia jak do niego dotrzeć, jak zmusić go by zrozumiał. Dygocząc Haidee 

zdjęła szatę i założyła nowe ubrania. 

- My nie możemy jeszcze wyruszyć. Nie, dopóki się nie przygotujemy 

Podeszła do plecaka i powiedział. – Daj nam instrukcję jak bezpiecznie dojść do 

następnego królestwa. 

background image

tłumaczenie: 
burzyk771

 

10 

 

Kiedy sięgnęła do środka znalazła mały, pożółkły zwój. Bez słowa Amun wziął plecak 

i przewiesił rzemienie na ramionach.  

Z każdą sekundą ta przeszłość, wydawała się bardziej odsuwać go od niej, nie 

rozumiał tego. Nie winiła go za to co się stało, więc za co? Ponieważ bał się, że 

znowu zawiedzie?  

- Amun – powiedziała próbując znowu do niego dotrzeć. Musi do niego dotrzeć.  

Udało się, odpowiedział z głębi jaskini, zmuszając ją do podejścia. Zwój  zmarszczył 

się kiedy nieświadomie ścisnęła go. 

- Nie pozwolę ci mnie uciszać – powiedziała wiedząc, że nie usłyszy jej ale poczuła 

się lepiej wypowiadają te słowa. Zmusiła się by się rozluźnić, podążyła za jej 

mężczyzną – był jej mężczyzną, nie było co do tego żadnych wątpliwości – który 

ruszył w nieznane.