background image

Reginald LANCA STER

Z cyklu „Szlak Piastów” o ludziach i wydarzeniach z pograniczy

przygody i historii opowie  druga pod tytu em

   W   I   T

tom drugi

background image

- 1 -

Rozdzia  „0”

Obraz a s owo

     Kiedy spyta  wykszta conego Polaka: - Co to jest kultura, to tylko nieliczni nie b

 tym pyta-

niem zaskoczeni i odpowiedz  natychmiast i bez zastanowienia. Wi kszo  zacznie mówi  o rozpo-
znawaniu kulturalnego cz owieka. Po czym go rozpozna ? Ano, po grzeczno ci, umiej tno ci

adnego jedzenia, po ubiorze...Niektórzy zaczn  mówi  o Pa acu Kultury i Nauki w Warszawie...

      Nazwa  tego pa acu  sygnalizuje,  e ten, kto tak ów budynek nazwa  – nie zalicza nauki do kul-
tury i dlatego mówimy o  obiekcie  kultury I...  nauki. Nie wiemy czy chodzi o kultur  i nauk  Pola-
ków, czy te  nazwa naszego pa acu mie ci w sobie kultur  i nauk  ludzko ci na ca ym  wiecie. Nie
wiemy czy chodzi tylko o czasy najnowsze, czy te  o wszystkie znane wytwory w tych dwóch
dziedzinach od chwili startu a  do dzisiaj. W zasadzie wszystko jest w tej nazwie najwy szej
budowli w stolicy Polski umowne, lecz my tej umowy nie znamy. A jak kto , kogo niedawno
marsza ek Sejmu Polski nazwa  wykszta ciuchem, zacznie ba aka  o polskiej stolicy i o polskim
sejmie, to  pozostaje tylko zastanawianie si  – czy to powiedzia  nas any, przez wrogów polsko ci,

atny agent, czy te  ten wykszta ciuch nale y do tak zwanych po ytecznych durniów, umiej cych

jedynie powtarza  bezmy lnie to, co jest stosowane przez bia , szar  lub czarn  propagand . Taki
powtarzacz jest zaledwie no nikiem propagandy, lecz jest nadal cz owiekiem kulturalnym, cho by
nie mia  poj cia o grzeczno ci, manierach przy stole czy o stosownym ubiorze. Tak jest – i jako
dowód mo na przytoczy  poprawno  twierdze  o ró nicach mi dzy kultur  tak zwanych ludów
prymitywnych, dawniej nazywanych dzikimi, a kultur  staro ytnych Greków, kultur  Rosjan, albo
Aborygenów, czy te  Polaków. S  ró nice mi dzy ró nymi kulturami, lecz nie da si  bezstronnie
orzec jaka kultura jest lepsza od innych – Wandale na przyk ad (tak si  zwa o plemi Germanów),
zdobywszy kawa  Pó nocnej Afryki, stwierdzili,  e tam nie ma lasów i brakuje opa u do ognisk, nad
którymi oni piekli mi so. Tedy wyci li na opa  winnice... Czy to oznacza,  e kultura Germanów jest

usznie nazywana przez epigonów nazizmu kultur  wy sz  od kultury Arabów?

     Wspó cze nie wykszta ciuchy powtarzaj  uporczywie,  e teraz panuje kultura obrazów. Ten, co
te no niki propagandy uruchomi , mia  – zapewne -  na my li  popularno  telewizji. Za no niki
ju nie kumaj , i  na obrazach oparte jest równie  kino, które bardzo podupad o w porównaniu  ze
stanem filmu i kina sprzed czterdziestu lat. A inne no niki powtarzaj , nie wiadomo za kim,  e
zanika czytelnictwo ksi ek, a dla zahamowania tego zaniku nale y ok adki ksi ek, koniecznie,
wype nia  obrazem. Mo liwe,  e na niektórych dzia a przyci gaj co barwny malunek na ok adce
ksi ki, s  tacy, którzy bohomazy Picassa uznaj  za arcydzie a, chwalone s  malunki jeleni na
rykowisku i uwielbiane s , jednocze nie, p ótna z wylanym na nie miszmaszem olejnych farb z ró -
nych  puszek. Który z chwal cych woli Wandalów, a który  ydów? Hinduizm, czy szintoizm? A
mo e buddyzm? Wybór jest swobodny, a niezale no  s du, oparta na wiedzy g bszej od do ka na
polu golfowym, jest bliska numerowi niniejszego rozdzia u.
      Zatem kultura obrazu czy – mo e – kultura s owa? Obraz – no nik

owa widzisz teraz na mo-

nitorze albo na kartce papieru. Obraz nieruchomy ma mniejsze szanse zaj  troch  Twojego czasu
ni li obraz ruchomy. Atoli obraz ruchomy cz sto zajmuje czas bez po ytku – mign , przelecia  i
nie zauwa ysz wszystkiego – widzisz tak, jak zwierz ta – ruch! Je li chcia by  zauwa

 szczegó y

– ustawienie bloku przy siatce, po

enie przegubu przy  ci ciu, dobre lub z e ustawienie obro ców

w akcji podbramkowej, to musisz stosowa  zatrzymanie fragmentu ruchomej serii obrazów z ka-
mery, na przyk ad stopklatk .
      Jak  si  troch  zastanowisz, to dojdziesz do wniosku,  e wy szo  cz owieka nad zwierz tami
polega na naszej umiej tno ci przetwarzania obrazu na s owa i za  ich pomoc  przekazywanie
my li, ostrze

, pochwa  i nagan oraz – niestety – nakazów i zakazów. No, oczywi cie, i wielu,

wielu ró no ci. Nawet niewidomy cz owiek jest w kwestii przekazywania lepiej zorganizowany od
najm drszego zwierz cia.  Nawet g uchoniemy,  który przekazu g osowego nie u ywa, mo e
pozna

background image

- 2 -

owa, czyta  je, rozumie , przekazywa   miganiem. To prawda,  e s owa s  przetwarzane w

wyobra ni cz owieka na obrazy, lecz sam obraz cz sto nie mówi innym tego, co twórca obrazu
chcia  ogl daj cym przekaza . Znamy przecie  opowiastk  o cz owieku, który ka dy rysunek
odbiera  jako obraz nagiej kobiety... I jeszcze diagnoz  psychiatry,  e jest erotomanem skwitowa

owami: - Jaa? A kto mi bez przerwy wsz dzie te go e baby rysuje?

     Có  mo na przekaza  nawet najlepszym nieruchomym obrazem? Mo na zapozna  odbiorc -wi-
dza z chwilowym stanem rzeczy – widz nie wie ani co by o przedtem, ani co stanie si  potem.
Mowa o cz owieku, bo  zwierz ,nie czuj c zapachu, w ogóle takiego obrazu nie zauwa y. Za  w ob-
razie ruchomym zwierz  na pewno zauwa y ruch. Ten ruch, nie poparty zapachem bardzo szybko
przestaje zwierzaka ciekawi . Twórcy prawd korzystnych twierdz ,  e koty maj  do  s aby w ch,
wi c pos uguj  si  przede wszystkim wzrokiem. Doskona ym wzrokiem. To samo ptaki.
     

Z ptakami trudno jest robi  do wiadczenia. Jednak z kotami – mo na. Je eli po

ysz kawa

mi sa w trawie i niedaleko niego pojawi si  kot który przyszed  „z wiatrem”, to mi so pozostanie
nietkni te – kot go nie spostrze e. Kot, przychodz cy pod wiatr natychmiast do tego mi sa
podbiegnie. Dla  upewnienia si  mo esz rzuci  kotu kawal tka szynki – tak jakby  rozsiewa  traw .
Ty te kawa ki widzisz, chocia  s  nieruchome. Kot rzuci si  tu  po siewie na jeden kawa ek, a po-
zosta ych nie widzi. On nawet oczy zamyka i dopiero

chem znajduje po kolei ka dy kawa ek.

      Masz  podany  jeden przyk ad, którego nie chc   zauwa

 g osiciele prawd korzystnych. Ta ich

prawda korzystna, to teoria materializmu dialektycznego, co mo na równie  nazywa  marksizmem.
Wedle tej teorii cz owiek wyewoluowa  ze  wiata zwierz cego, a w procesie tej ewolucji zap aci  za
korzy ci rozwoju stratami w dziedzinie zmys ów – ma s absze zmys y ni  zwierz ta. Naprawd  ma

absze? Bo je eli ma lepsze i jeszcze lepiej my li, to mo e si  zrodzi  w tpliwo  czy na pewno

pochodzi od zwierz t... Ja by em przez wiele lat instruktorem pilota u w szkole d bli skiej i mog
potwierdzi ,  e cz owiek szuka wzrokiem kszta tów, barw, rozmiarów. Ruch te  zwraca ludzk
uwag ,lecz - nie potwierdzony powy szymi cechami - tylko przeszkadza w poznawaniu rzeczywis-
to ci. Cz owiek woli obraz nieruchomy, lecz ten stacjonarny obraz nie mówi mu nic o przesz

ci

ani o przysz

ci. A cz owiek – w odró nieniu od zwierz t – nie jest szcz liwy,kiedy nie mo e wy-

kroczy  poza : poje , popi , pospa ,popali  i po... Cz owiek po prostu planuje!A dobre planowanie
wymaga wiedzy o przesz

ci, by z niej korzysta  – unika  starych b dów, wykorzystywa

ród a

sukcesów tych, co robili w przesz

ci wynalazki i mieli szcz cie, bo co  zrobili tak, a nie inaczej.

     

Ekolodzy,  najnowszy uchy ek  teorii marksistowskiej,  twierdz

e  wnet  zabraknie wody,  bo

coraz wi cej jej zu ywamy i dlatego trzeba dba  o lasy i ro liny poza lasami, gdy  one zatrzymuj
wod  w glebie. Pomi my trosk  o ro liny, która nie jest szkodliwa i pewno potrzebna. Ale jak jest
ze zu yciem wody przez przemys  i ludzi? Ano, trzeba sobie przypomnie  lekcj  w podstawówce o
obiegu wody w przyrodzie. Wynika z niej,  e nie ma zu ycia wody.  Nas  jest  po  prostu  du o  na

wiecie – ka dy musi pi  (lub je ) wod . Ona potem, w postaci potu,  ez, moczu, cieczy w innych

wydzielinach lub – na ko cu naszego  ziemskiego bytowania, z trupa – wyparuje, zamieni si  w
ros , mg  lub chmury i powróci na ziemi . My wody

ywamy, my jej nie zu ywamy.   A

lodowce i pokrywa lodowa  na zimnych morzach  - ca y lód na Ziemi jest z wody

odkiej. Jak to

si  zacznie rozpuszcza  – wody s odkiej przyb dzie. Dlaczego ekolodzy s  przeciwni ocieplaniu
klimatu? Jak  mia bym ci przekaza  powy sze s dy, u ywaj c jeno obrazu? Nawet w komiksach
musz  by  u y-wane s owa...
     Kto si  uczy , aby wiedzie , ten wie,  e S

ce nie podgrzewa gazów prze roczystych. Dopiero

chmury przez cz owieka widziane poch aniaj  ciep o promieni s onecznych  i staj  si  cieplejsze.
Nagrzewanie      atmosfery  prze roczystej  (jak  powietrze)  odbywa  si   w  ten  sposób,   e  S

ce

nagrze-wa  ziemsk  skorup , z niej ciep o jest wypromieniowywane i nagrzewa powietrze. Kiedy s
chmury, to skorupa ziemska nagrzewa si  s abiej – gdyby wybucha y elektrownie atomowe (i
bomby), to nad nami powsta yby chmury bardzo grube, nie przepuszczaj ce promieni s onecznych i
mieliby -my zamarzni cie Ziemi i nas.  A ekolodzy uznaj  energi  atomow  za czyst ... O co oni
dbaj ? O ludzi czy o wody, ro liny i zwierz ta bez ludzi? Mo e chc  da  szanse pierwotnym

yj tkom, z któ-rych (po katastrofie atomowej) powstan  pierwotne mikroorganizmy, b dzie

ewolucja i po milio-nach tysi cleci wyewoluuje z tego nowy zwierz naczelny?   Mo e gdzie  dla
tego nowego ekolodzy

background image

- 3 -

ukryli przekaz o naszej szkodliwo ci dla Natury?
     Marksi ci dzielili i dziel  ludzi nie wed ug rodzin i narodów – dla nich nie istnieje naród jako
wspólnota j zykowa i kulturowa, dla nich naród jest zespo em obywateli, w naszym przypadku
polskich obywateli, cho by umieli tylko po angielsku, niemiecku czy arabsku. Mog  oni
jednocze nie nale

 – wed ug marksistów – do innego narodu, je li maj  obywatelstwo innego

pa stwa. Marksi ci napisali w naszej tera niejszej konstytucji,  e naród polski, to jest to samo,co
polscy obywatele. Mo esz to sprawdzi  – jest na samym pocz tku konstytucji.  eby chocia  pisali
o obywatelach Polski...Polska jest dla nich tak samo niewa na, jak naród polski – wol  u ywa
polsko ci w formie przymiotnikowej. Dlaczego? Czy ktokolwiek potrafi odpowiedzie  na to
pytanie obrazami?
    

Dziwnym trafem podobnie uwa aj  tak zwani Europejczycy. Jeszcze dziwniejszym trafem ci

zwolennicy  powstania jednego pa stwa o nazwie Europa nale eli przedtem do partii komunis-
tycznej, a teraz nale

 do... Mo esz sprawdzi ,  e w PZPR by y dwie, bardzo sobie wrogie, frakcje

– nazywa y siebie wzajemnie chamami i  ydami. Obie frakcje, jak to marksi ci, dzieli y ludzi
wed ug tak zwanych klas spo ecznych. Dla nich wa niejsze by o przynale enie do klasy robot-
niczej, a  jeszcze lepiej  do partii komunistycznej ni  do czegokolwiek innego.Dziwnym trafem do-
radcami Solidarno ci byli excz onkowie frakcji

ydów. Dziwnym trafem oni nale eli do Unii

Wolno ci albo Unii Demokratycznej. Dziwnym trafem Unia Wolno ci jest teraz w sojuszu z SLD.
Jednak e nie ca a – cz

  cz onków Unii Wolno ci utworzy a Platform  Obywatelsk . Dziwnym

trafem SLD, UW i PO s   partiami popieraj cymi europejsko , chocia przed wyborami nie pomi-
jaj  s ów Polska i Polacy, a unikaj  s ów Rzeczpospolita polska, polscy obywatele itp. A po
wyborach cz onek PO, znany j zykoznawca znowu, jest zwolennikiem istnienia polskiej Caritas,bo
– jak mówi – s owo caritas znaczy po  acinie mi

, a po polsku mi

 jest rodzaju 

skiego. Nie

wie,  e po  acinie caritas znaczy niedostatek, a niedostatek jest rodzaju m skiego? Nie wie,  e
istnieje  Kler  Polski,  a  nie  polski  kler?  Polski,  jako  naszej  Ojczyzny.  Zwykle  nie  u ywam  w  tym

owie wielkiej litery pocz tkowej, bo to tylko mój kraj i nie ja go stwarza em. Lecz teraz Polska

jest zagro ona likwidacj , a ja nie chc , by moje dzieci nie mia y w asnego pa stwa narodowego.
     Dosz o do tego,  e marksi ci nazywaj  socjalizm pogl dem prawicowym! Kto uczy  si  historii,
aby wiedzie , a nie dla stopnia, ten mo e pami ta , i  partia Hitlera – NSDAP, to po polsku Naro-
dowo Socjalistyczna Partia Pracy (pracuj cych, czyli robotników). Czy nie nazywaj  czasem tej
partii skrajn prawic ?... To prawda,  e ta partia wywy sza a w asny naród ponad inne narody. Po-
dobnie jak marksi ci uwa ali demokracj  socjalistyczn za obowi zuj

 tylko w odniesieniu do

lewicowców – internacjonalistów proletariackich – inne klasy mia y by  likwidowane. Zadam Ci
pytanie jakby nie na temat: - Czy mi

 b

 szacunek dla w asnych rodziców i dla osoby najdro -

szej zmusza Ci  do pogardzania innymi lud mi? Godzisz to jako ,  e inni nie s  kochani ani naj-
dro si i jednak ich cenisz, i umiesz to po czy  z tym ,  e najbli szych kochasz najbardziej? Naro-
dowi socjali ci  oraz internacjonali ci proletariaccy uwa aj ,  e takie wspó istnienie uczu nie jest
mo liwe!
 Wed ug nich trzeba tych spoza naszych uznawa  za wrogów i ich niszczy .
     Oni coraz mocniej dobieraj  si  do nas, Polaków. Chc  nam zabra  dum  z osi gni  naszych
przodków, z utworzenia i z istnienia Polski. Ich historycy twierdz ,  e Polsk  utworzyli Germanie  i
szerz  to twierdzenie  jako pewnik. Je li serce pika Ci inaczej, kiedy Polak wygrywa jakie  zawody
sportowe, to przyjmij raczej mój punkt widzenia na t  spraw . Ja nie wiem jak powsta a Polska i
wiem, ze nikt tego wiedzie  nie mo e. W ksi kach z cyklu „Szlak Piastów”  wyra am przypusz-
czenie 
co do tego – kto Polsk  utworzy  i jak to zrobi ,jak Polsk  kszta towa  i co z tego wychodzi o
A Ty wybierz pogl d dla siebie najodpowiedniejszy lub zacznij dochodzi  prawdy w dokumentach
z przesz

ci. To nader trudne i dlatego s uszne jest powiedzenie,  e kto ma o wie – ten musi we

wiele uwierzy  na s owo. Jest to o tyle wygodne,  e mo na wybra  wiar  w to, co najbardziej
pasuje  do naszych uczu  i odczu .
     Zacz o si  od obrazu i s owa, tedy i na koniec par  s ów o tym. Jestem niedowidz cy, a projekt
ok adki wiele kosztuje. Dlatego proponuj : -  Wyobra  sobie ok adk  „ witu” na podstawie mojego
opisu s owami. Na bia ym tle jest na górze ok adki imi  i nazwisko autora napisane czerwonymi
literami. Pod tym napisem – wi kszy i grubszymi literami napisany tytu . Te  na czerwono. Pod  ty-

background image

- 4 -

tu em jest namalowana scena atakowania  aglówki przez wikingów z ich okr tu.   Ten malunek jest
podkre lony niebiesk  lini . Pod t  lini  jest narysowane dziesi  strza  do  uku – siedem jasnych z
ko cianymi, trójk tnymi grotami, a  trzy czarne z grotami ob ymi z  elaza. Strza y s  w p czku,
który jest przewi zany bia oczerwon  wst

 i ta wst

ka jest uwi zana przy niebieskiej linii.

Masz obraz i troch  s owa, a pe ne wyja nienie obrazka znajdziesz w tre ci ksi ki.

               Rozdzia  powy szy zosta  dopisany i u yty w formie wst pu do wydania komputerowego
w roku  2008.
                                                                                                  Stanis aw Pierzynowski.

background image

- 5 -

Rozdzia  I

Dobre pocz tkiem z ego?

     Strumie  czasu p yn  z oboj tn  jednostajno ci . Op ywa  jednakowo i z równ  pr dko ci  za-
równo wydarzenia nadzwyczajne, jak i powszednie, dobre i z e. Przy z ych mog o si  wydawa ,  e
czas wlecze si  jak pomrów, a wydarzenia dobre jakby przy piesza y bieg czasu, lecz to by y jeno
ludzkie z udzenia. Ludzie wiedzieli,  e im si  tylko zdaje, i  dobro przy piesza nurt czasu, a z o ten
nurt spowalnia, jednak kiedy mieli orzec – który czas jest wa niejszy, ten od mierzenia dobra, czy
ten drugi, to zrobi  tego nie umieli.
       Przez wszystkie  dni, miesi ce i lata po wydarzeniach na Pomorzu i gdzie indziej ludzie si  mi-

owali lub nienawidzili, rodzi y si  dzieci i by y zgony, dobra pogoda powodowa a dostatek

ywno ci. Mrozy w bez nie ne zimy,wichury i powodzie  le wp ywa y na urodzaje i powodowa y

przymieranie g odem przez wi cej ludzi ni  w latach zwyczajnych. Jednak e nie by  to skutek
zmiany pr dko ci up ywu czasu. Czas sobie zwyczajnie up ywa  i nic go nie obchodzi y ludzkie
losy.
      Jako wieczny, czas nie móg  by  liczony od  pocz tku. Ludzie liczyli go na w asny u ytek – ile
lat kto prze

, jak d ugo trwa a susza albo wojna, ile lat trzeba, by osi gn  wiek sposobny do  e-

niaczki, do udzia u w wojnie albo do samodzielnego rz dzenia swoim maj tkiem. Ludzie – nies-

usznie – nazywali czas bezsilnym albo bardzo wa nym. A on by  tylko beznami tny.

*  *  *  *  *

      Przed dwudziestu  laty Mszczuj Wierzcho , znaczy - z Wierzchoniów  wpodle Bardowieku  na
Za abiu, wyró ni  si  by  wzorowym pe nieniem s

by w dru ynie. Mszczuj zawdy by  wzorowy,

jako i wielu innych, atoli mia  to szcz cie,  e akurat ta jego wzorowo  przypad a na czas odwie-
dzin miejsca s

by Mszczuja przez samego wodza, Lecha. W nagrod  za wzorowo  Lech nada

Mszczujowi  wier  setki  anów puszczy w Ziemi L dziców – na nowej ziemi, bo stara ziemia
zosta a wydana na pastw  Niemców po opuszczeniu jej przez Polan. W starych Wierzchoniach
Mszczuj mia  swoj  umi owan  Lub ,jeszcze zanim Polanie rozpocz li w drówk  na zachód, a  on
sam  rozpocz  swoj  s

 w dru ynie.

      Luba i Mszczuj chodzili ze sob   wokó  Wierzchoniów, trzymali si  za r ce i marzyli o po cze-
niu przez ich  lub  Suliców z Wierzchoniami.  miali si  przy tym z trudno ci  j zykowych, bo
ojciec Mszczuja zwa  si  Wierzcho , osada zwa a si  Wierzchonie – niby ró nica by a – atoli spró-
buj  rozebra   znaczenie s owa Wierzchonie, kiedy nie wiesz czy czasem  nie chodzi o paru m ów
z  tego  rodu, a  nie   o nazw  miejscowo ci... By y nieporozumienia w rozmowach – no, nie mi dzy
nimi -oni si  rozumieli bez s ów, gdy r ka w r ce si  skry a, oczy w oczach si  zag bi y, s ysza o
si  jeno  radosne bicie w asnego serca, a fala szcz cia zalewa a dusze, sprawiaj c jednocze nie
przyjemno  cia om, oni si  rozumieli, lecz  inni mylili si   w rozumieniu drugich ludzi, kiedy si  o
Wierzchoniach  mówi o. Na przysz

 nale

o temu zapobiec, o ile zdarzy si  taka mo liwo .

Tak sobie postanowili, kiedy Mszczuj zosta  zg oszony przez ojca do dru yny ochronnej  przy wiel-
kiej w drówce na wschód  -  za  ab , bo z Niemcami ju  nie da o si  wytrzyma  – marchia tu jest,
powiadali, odwieczne ziemie niemieckie, o wiadczali, kupiectwo si  sko czy o, powiadamiali,
teraz b dzie si  Polanom karki nagina  do pos uchu nowemu bogu i nowym panom, Niemcom. A
jak nie po dobrawoli, to wojna ino patrze  wybuchnie, bo Niemce nie zdzier

 tego nies usznego

uporu Polan!
     

Kap ani Polan i innych plemion radzili opuszczenie siedzib za   ab  i przeniesienie si  na

wschód. Podczas tego przenoszenia Mszczuj ochrania  w drowców w dru ynie pod wodz  Lecha, a
na nowych ziemiach, nadal w dru ynie, uczestniczy  w próbie podboju ksi stwa Sprewian. Za
Luba  zosta a osadzona ze wszystkimi Sulicami na podbitym przez  wierczka Niskim 

sku. Tam

by o wesele Luby i Mszczuja. Wszyscy wiedzieli,  e ma by , wszystko by o umówione,  Mszczuj
zaprosi  jeno dwóch towarzyszy z dru yny  -  apczywca i  Tetrycza, bo reszta jego rodu
rozproszy a si  rodzinami po Wielkopolsce, Ziemi Lubuskiej i ko o Krakowa.   apczywiec i
Tetrycz uchodzili w obozie wojennym pod  Lubuszem za serdecznych druhów Mszczuja.   Zwali
si  naprawd  Witka i Stru yna, a  apczywiec i Tetrycz, to by y przezwiska ich ojców w starym
miejscu. Tak bywa,  e

background image

- 6 -

dzieci dziedzicz  przezwiska ojców i prawie nikt nie u ywa ich imion.
          

Kiedy Mszczuj przyby  do miejscowo ci, w której Luba z rodzin  i reszt  rodu siedzia a –

jego  umi owana p awi a si  w szcz ciu. Ko o niej, równie szcz liwy, kr ci  si  w drowny lutnista
z Czech. Bard, skald, minstrel, trubadur... Ci w drowni pie niarze, muzykanci wyst powali pó niej
w Europie, zapowiadaj c w drowny teatr – ten grajek niczego nie zapowiada  – on tylko korzysta  z
zauroczenia jakiej  niewiastki, czy niewiasty, artyst , który raczy  zni

 si  do ust, piersi i bioder

zwyczjnej  miertelniczki, przedtem nikt jej tylu pochwa  nie suli , co teraz ów artysta. A poza tym –
on gra  i  piewa ! Powiada   na uszko,  e tylko dla niej...
     Mszczuj widzia  Lub  w obj ciach grajka. Podawa a mu usta do poca unku, zarzuca a r ce na
kark... Tylko g upiec  uwierzy by w niewinno  takich   wicze  w parze... Jednak Mszczuj jeszcze
si

udzi  i  spyta   Lub  czy  grajek nie jest czasem jej krewnym, a ona odrzek a,  e nie.

      - O eni  si  z tob  – powiedzia  wtedy Mszczuj, bo wszyscy wiedz ,  e ma by  nasze wesele,
ale nie zapomn , 

 si  zapomnia a z takim byle kim. Niemniej, po  lubie b

 si  stara  tak

post powa  jakby  tej twojej zdrady nie by o.
      lub odwlekano, bo nie pojawiali si  Witka i Stru yna. Jednak zbyt d ugo odwleka  nie by o
mo na, bo rós  brzuch Luby. Tedy  Sulicowie i ojciec Mszczuja, zast puj cy na  lubie i weselu
samego ksi cia Lecha, postanowili d

ej niczego nie odk ada .  lub by , wesele by o, po grajku

ju  nawet cie  ostyg , Mszczuj zosta  przez ojca, znaczy – przez ksi cia Lecha, bogato wyposa ony
i ru szy  na wschód, gdzie w Ziemi L dziców -czeka a na  puszcza do wyr bania, mia y dotrze  –
po postawieniu budynków – zwierz ta od ksi cia,narz dzia od ksi cia, ziarno na siewy od... No,
wszystko by o obiecane, w cznie z worem miedziaków i trzosem srebrników na sp acenie
po yczek – wiadomo,  e kto  musi puszcz  karczowa , budynki stawia , a  potem  ziemi
uprawia , plony zbiera , hodowa , piel gnowa  i co tam jeszcze.
      Ojciec, znaczy – ksi

 Lech, no, si a spoza si  Mszczuja, chcia a przydzieli  do pracy na suro-

wym korzeniu, czyli w osadzie zak adanej od samiutkiego pocz tku, dziesi ciu 

zaków jako ch o-

pów, jednak Mszczuj wierzgn  przeciwko zewn trzno ci i  sam rozmawia  z ch opami, namawia
ich, aby zgodzili si  korzysta  z jego opieki i pomocy jako wolni go cie, co obyczaj przewidywa ,
za  ksi

 i zjazd przedstawicieli mo nych uchwalili jako jedno z pierwszych praw polskich. T

uchwa  pomieszczono na pocz tku wierzbowego pisania  pod tytu em „Zbiór prawa polskiego”.
Namawianie powiod o si   i  krótko po weselu Mszczuj z innymi rozpocz  podró  w stron  jakie-
go  Na czowa w Ziemi L dziców, ko o którego owe przysz e  any od ksi cia le

y. Jeno puszcz

wyci  i ju  mo na karpy wyrywa , do y po drzewach zasypywa , rad a i p ugi sposobi , ziarno
przepatrywa  czy zdatne. A wiosn  – siew i ju  tylko czekanie na plon. Potem jeno plony dzieli  –
prawie wszystko na sp at  po yczek dla w odarza, a ca  reszt  na prze ycie do nowych siewów i
plonów.  Przedtem tym cierpliwym czekaniem na pogod , na brak robactwa, na brak powodzi i na
wszystko inne zajmowa  si  ojciec. A teraz Mszczujowi przysz o zasmakowa  przyjemno ci zapew-
nienia bytu   onie, dziesi tce wolnych go ci i samemu sobie. Od razu si  przekona ,  e ta
niepewno  co do urodzaju jest tak rozkoszna,  e a  spa  trudno, cho  przecie nie od ciebie susza
ani powód ,  nieg albo jego brak i wszystko inne – naprawd  nie od  ciebie zale .
     Ta troska w podró y, cho  do celu jeszcze daleko by o, zmusza a do znalezienia dla siebie od-
pr enia. D ugotrwa e jazdy konne do przodu i powrót z oddali – nie pomaga y, bo pozwala y na
my lenie. Szuka  ucieczki od trosk w pija stwo?... Wtedy inaczej zobaczy  Lub . Ju  nie oczy i

osy w warkoczach, ju  nie szczup a kibi , w skie p ciny i zgrabne  ydki – teraz widzia  dojrza e

biodra, du e, j drne piersi, czerwone, nabrzmia e jak dojrza e wi nie wargi i spojenie ud...
     

Po raz pierwszy w  yciu za

 rozkoszy z niewiast . To dawa o prawdziwe odpr enie, tedy

niechby droga do celu by a jak najd

sza i sk ada a si  z samych postojów nocnych... Matka

usznie poucza a, ze niewiasty pr dzej od m ów dojrzewaj   i cni im si  za samcem,bo chc  za

macierzy stwa. No, dobrze, ale ten jej brzuch... Trudno, widzia o si , przebaczy o – cierp cia o,
kiedy ci si  chcia o... Kto jest ojcem tego malca w jej brzuchu?... Czy da si  toto pomi owa ?...Jak
smakowa aby Luba, gdyby on by  jej pierwszym m czyzn ? Bo teraz jako  tak by o na pocz tku
ka dego zbli enia nieswojo... Musia  t  nieswojo  próbowa  zepchn  gdzie  w g b duszy, bo o
wyrzuceniu  ani  marzy ...    To  spychanie  za  ka dym  razem  d ugo  trwa o,  a  Lubie  jakby  si   to

nie podoba o...  Chcia a,  eby d uuuugo...

background image

- 7 –

*  *  *  *  *

    - Ta wie  b dzie si  zwa  Wierzchoniów   - powiedzia  Mszczuj, a stoj cy przed nim wolni go -
cie zgodliwie i ze zrozumieniem pokiwali g owami. Jeno, stoj ca za Mszczujem, Luba mrukn a
pod nosem o  Sulinowie, lecz kiedy Mszczuj odwróci  ku niej twarz, zobaczy  przymru one oczy i
co ,co mo na by o nazwa  pojednawczym u miechem. - Ka dy z nas - mówi  dalej Mszczuj – przy-
st pi teraz do wykopania dla siebie, a ja i dla mojej  ony, ziemianki. Do zimy nie zd

ym

przgotowa  budulca i zbudowa  jedenastu chat, tedy tylko wyr b zaczniem, co zim  nadal b dzie
prowadzone.
    

Wolni go cie, niby z powodu braku roboty, pojawiali si  po kolei przy ziemiance dla Luby i

Mszczuja. Z w asnymi  opatami i du ymi ch ciami do pomocy. Pytali o to – co maj  robi  i  robili
to sumiennie, a cz sto gorliwie, bo   w  czasie pomagania Mszczujowi ich ziemianki same wykopa
si  nie chcia y, a potem dachem pokry  kto  musia  i ziemiank  w

ciciela Wierzchoniowa i

ziemianki wolnych go ci, tedy gorliwo   stwarza a mo liwo  pr dszego wykonania jednego, aby i
drugie mo na by o zrobi .
     Którego  dnia pojawi  si   w odarz z pobliskiej Bochotnicy. Pochwali  post py prac, powiedzia ,

e ma  ju   u siebie narz dzia dla Mszczuja i jego ludzi oraz dostatek ziarna na siewy. Kiedy tylko

Mszczuj za da, to wszystko zostanie dostawione.
    - Masz, m ody cz owieku, bardzo silne wsparcie u samego Piasta – powiedzia  na odjezdnym.
We , po takim  powiedzeniu, i nie pomy l o wp ywie w

ciwych znajomo ci na dol  cz owieka...

    Z Na czowa przyjecha  bardzo mo ny s siad – sam Na cz naczelny – najwa niejszy z ca ego
rodu ma opolskiego.  Przyby  w dwóch sprawach – najpierw pozna  i powita  nowego s siada, a
jak  ju  pozna  i powita , rozpocz  po egnanie i  yczenia dobrej przysz

ci.

         -  Z  Toporami  w  Ma opolsce  wygra   trudno  –  powiedzia   –  wi cem  umy li   sadzonki  mojego
rodu ukorzeni  w tej waszej Wielkopolsce. Na czów b dzie pilnowany i rz dzony przez dwóch
waszych  ludzi. To woje po s

bie w dru ynie Lecha. Mo e ich znasz, bo  – pono – te  w tej dru-

ynie pe ni  s

. Oni powiadali o sobie,  e znacz ce miejsce zajmuj  w uk adzie wa nych osób

po ród wszystkich Polan. Ciebie te  znaj ... Powiadaj , i

 niezas

enie obdarowany przez

Lecha, bo   niczego szczególnego nie zdzia

.

    

Mszczuj, mocno zmieszany otwarto ci  Na cza, przyzna  w g os, budz c zdumienie swoich

wolnych go ci i Luby,  e i on uwa a nagrod  od Lecha za szcz liwy u miech losu, wszak e nieza-

ony.

     - A tak ja  im mniej wierz  po tym, co  teraz powiedzia  – rzek  Na cz. - Szkoda,  em ciebie o
nadzór nad Na czowem nie poprosi ... Gdyby co ... No, wiesz... Gdyby  widzia ,  e ci twoi zna-
jomkowie  nie  bardzo,  to  pisz  do  mnie  i    pos

ca    z    listem   lij  do  osady  Na cza  w  pobok

Szamocina w Wielkiej Polsce.
    

Kiedy Na cz odjecha , Luba wyrazi a zaniepokojenie mo liwo ci  odebrania Mszczujowi tej

posiad

ci, która ma si   zwa  Wierzchoniowem. Od razu znalaz a  rodek zapobiegawczy...

     - Gdyby  to na moich braci albo na mojego tat  przepisa  i by my nazw  zmienili na Sulinowo,
to mniej by dworaków Piasta w oczy k

o – powiedzia a, a Mszczujowi nast pna noc z Lub  jako

nie bardzo smakowa a... Ona i on z pewno ci  nie byli jedno – nie do nich odnios o si  wskazanie
kap anów,  e po  lubie ona i on maj  odej  od rodzicieli i jedno stanowi  cia o i jednym by  du-
chem...
     Mszczuj tylko westchn , kiedy jeden z jego wolnych go ci napomkn ,  e oni, znaczy wszyscy
inni, bo – on sam –  on  ma, a pozostali maj  narzeczone... Znaczy – dwóch  z nich. I chodzi o to,
by pan Wierzcho  da  zgod  na przechadzki do Na czowa, bo tam niewiastek jak mrówek, a bez
niewiasty,to sam pan Mszczuj wie jako to jest. On sam, znaczy ten mówi cy, czyli Jakub Parnica
te  wie, ale on do Na czowa nie chce chodzi , tylko o innych dba, bo go o to poprosili.
    - Zgod  daj  – powiedzia  Mszczuj – i  ycz  powodzenia. Jeno  luby rad bym odwlec do przy-
sz ej jesieni, jako  e chaty dopiero wtedy stan .
     Na razie gotowe by y wszystkie ziemianki. A kiedy z tego s owa pozb dziesz si  jednego znaku,
to ono zabrzmi zimowo  -  zimianki.  W sam raz  dla   przetrzymania  zimy,  jest  gdzie  si    ugrza ,

background image

- 8 -

przespa   i straw  uwarzy  bez towarzystwa mrozu i zawiei.   A takie schronienie bardzo si
przyda, kiedy przez wi ksz  cz

 dnia r bie si  drzewa toporami lubo pi uje we dwóch, na

kl czkach, w  niegu zlodzonym, albo w b ocku – kiedy odwil  nastanie. Przez  lato, jesie  i zim
musi by  przygotowany budulec na jedena cie chat. Byle do przysz ej wiosny – potem ju  b dzie z
górki.
     Tej nocy  w przysz ym Wierzchoniowie spa o si  pod dachem.A ziemianki Parnicy i Mszczuja
by y troch  od innych wi ksze i staranniej  wyko czone – nawet drzwi  mia y w  cianie szczytowej,
co prawda jeno z dech pozbijane, ale zawsze. Tej nocy do drzwi  ziemianki Mszczuja kto  zapuka ,
troch  za mocno jak na grzeczne odwiedziny. Mszczuj wyszed  na zewn trz, popatrzy  na wielkie,
miedziane kolisko miesi ca, gwiazdy  wieci y niby sztuczne ognie, a ten widok nagle znik -zas oni
go Mszczujowi kr g ciemnych postaci – wokó  niego ustawi o si  pi ciu w ciemnych opo czach, w
ciemnych opaskach na twarzach, si gaj cych pod oczy. Te pi  par oczu pob yskiwa o mi dzy
kapturami opo cz a przepaskami, kiedy który lekko g ow  na bok ruszy . U jednego b ysn o co

ugiego poni ej pasa – to pewno by a stal – Mszczuj waha  si  z nazwaniem tego przedmiotu, to

móg  by  brzeszczot  nagiego miecza lub d ugiego no a. Nie bili, nie krzyczeli, Mszczuj us ysza ,
niewyra nie wypowiedziane g osem przyt umionym, jakby mówi cy chcia  cisz  nocn  uszanowa
lub zmieni  dla niepoznaki g os – us ysza  s owa,  e tu jest Ma opolska, Polanie s  tu obcy i on ma
si  wynie  st d, je eli nie chce, by wyniesiono jego zw oki.
    

Mo na w takim po

eniu ró nie my le  i ró nie poczyna . Ciemno jest, pierwsze uderzenie

mo e wywo

 zamieszanie i przestrach  napastników, mo na wykorzysta  w asn  sprawno , a tej

Mszczujowi nie brakowa o, mo na by o buchn  w jedn  stron  i uj . A Luba?... A jak si  zginie
w walce z nie wiadomo kim i dlaczego?...  Mszczuj wybra  inn  mo liwo  – g osem boja liwym i
prosz cym powiedzia :
     - Ja nie wiedzia em... Raz-dwa si  wynios ... Czy mog  ze sob  zabra ...
     - Wszystko ma zosta  na miejscu – us ysza  i tamci odeszli.
     Lubie nie warto by o przerywa  snu – tak uwa

 Mszczuj – ona niczego nie wiadoma,ona nic

nie poradzi na poczynania zbójów. Z samego rana – Luba jeszcze spa a – pojecha  do Bochotnicy,
do w odarza. Ten by  niepomiernie zdziwiony, podejrzewa  odczytywanie my li na odleg

.

     - S  do ciebie wici – powiedzia . - Ksi

 ma za ma  dru yn  i zbiera ochotników na bitw  z

Normanami. Pewno nie pojedziesz? Bo jakby  pojecha , to ja bym pomóg   w pracach. Ch opów
bym st d wzi  i bardzo by si  wszystko przy pieszy o... Wiesz... Mnie rozliczaj  i oceniaj  dobrze,
kiedy wielu si  stawia na wezwanie... To co? Ruszysz? Piast ci tego nie zapomni...
     

Mszczuj  poda  prawdziwy powód swojego przybycia. W odarz s ucha  i kr ci  g ow . Potem

powiedzia ,   e  to  wprost  niemo liwe,  bo  tu  okolica  spokojna,  Na czów  s uchaj ,  a  oni  zapo-
wiedzieli srogie kary dla zbójców i ch ników.
     - Chyba  e – powiedzia , a twarz jego wyra

a zamy lenie – kto  z twojego otoczenia macza w

tym palce. Który  z tych twoich wolnych go ci?... Ten Parnica... S ysza em... No, mówi  nie b
bo zakaz by . Zwa ,  e on leciwy dosy , a inni jego s uchaj ... Ja bym przypilnowa , gdyby  ty na t
bitw ... To co? We miesz udzia ?...  Sam by  ruszy , bo inni nie mog  albo nie chc .

*  *  *  *  *

     W bitwie Mszczuj nie bra  udzia u. Zosta  wys any na podjazd, jako zwyk y woj, bo przecie w
dru ynie ju  nie s

. Podjazd natkn  si  na czujk  wikingów, usi uj

 znale  cokolwiek do

zjedzenia, bo o rabowaniu ci g odni ludzie  ju  nawet nie marzyli. Wikingowie z czujki zostali
zaskoczeni u yciem arkanów, dziesi ciu ros ych jasnow osych i niebeskookich pr dko sp tano,
jarzmo im na barki i karki w

ono, r ce na plecach powi zano i dowódca podjazdu wyznaczy

Mszczuja do czasowego przypilnowania je ców, bo reszta musi gna  do ksi cia, nakaz by ,  eby
pr dko, bo si  nie za du o i  ka da para r k z mieczem przyda si  przeciwko naje

com. Wiadomo,

e je ców gna  pr dko nie da rady – koniom nie dorównaj , a znowu  zabi ... Szkoda przecie, bo

sprzeda  mo na, do roboty zap dzi ...
      

Zostawili  Mszczuja,  mieli powiadomi   kogo  trzeba  i   na  pewno  kto   przyb dzie  zabra

zdobycz, przecie  upy po bitwie nale y dzieli  i kto  to z pewno ci  uczyni.
     Z pocz tku Mszczuj przypuszcza ,  e zosta  sam jeden przy  yciu. Dwa dni strawi  na  owach,
paleniu ognia i karmieniu pojmanych, a nikogo z obiecanych ktosiów nie by o.  Potem dotar  z je -

background image

- 9 -

cami na pole bitwy, ogl da  stos norma skich  trupów i, okalaj cy go,  zwa  poleg ych wojowników
-na pewno nie polskich. Nie zauwa

 zbyt wielu poleg ych Polaków. Tedy kto  zapomnia , kto

zaniedba , wa niejsze sprawy by y na g owie albo mus by  pogna  za jakim  oddzia em wrogów,
którzy tu nie polegli...  Mszczuj o ma o co nie wypowiedzia  wi zanki przekle stw przeciwko...
Wi zanka mia a si  zacz  od przypuszcze  o z ym prowadzeniu si  przodków, potem opisywa
jeszcze gorsze prowadzenie si  rodzicieli, a w ko cu zawiera  list  porówna  zapominalskiego do-
wódcy do ró nych stworze  maj cych cechy ogólnie uznawane za ujemne. Ba, a je li sta o si  co
niezale nego od tego, który Wierzchonia w dozorowaniu je ców nie wspomóg ?... Zamiast
wi zanki Mszczuj wymy li  wiele usprawiedliwie , wszak e pomy la ,  e taki dowódca, który nie
ma na co  czasu albo pami ci, kiedy  doczeka si  wi zanki jeszcze soczystszej. I dobrze mu tak!
     Wynikiem tych przemy le  Mszczuja by o jego posuwanie si  tu  za  jarzmem, utrzymuj cym
wikingów w jednym, równiutkim rz dzie i niesionym przez tych skurczybyków w kierunku nowego
Wierzchoniowa. No, bo gdzie mieliby i ? Wszak na to wygl da o,  e wikingowie bitw  przegrali,
tedy Polacy jej nie przegrali. A jak nie przegrali, to co? No jasne, ze zostali zwyci zcami, bo ich
wrogowie s  pozabijani. Za  Mszczuj nale y do zwyci zców  i niejako w imieniu wszystkich
Polaków musi si  trudzi  przy tych Normanach. Czy  za to oni mu si  nie nale

? Powiedzmy,  e

nie bardzo... Tedy komu ich odda ? Mo e do Gniezna prowadzi ?... Jak nie pami tali w pobli u
pola bitwy, to w Gnie nie sobie przypomn ? A jak tam nie b dzie nikogo, kto by  przy ksi ciu na
tej wyprawie? Do samego ksi cia le  z dziesi cioma je cami?  eby tak ze stu, to co innego... Wte-
dy ksi

 lekk  r

 da by w nagrod  dziesi ciu... Ilu? Dziesi ciu? Ale  tylu w

nie Mszczuj mia

przy sobie!... Jak e to si  dobrze sk ada,  e ksi ciu tak  drobn  darowizn  nie musi si  g owy
zawraca ...
       

Za to g ow  Mszczuja zaprz ta a obawa przed tymi pi cioma... Jak to za atwi , skoro si  ich

nie zna, a oni dobrze wiedz  gdzie mieszkasz i kim jeste ? Trzeba podst p... Wabik...
     

Pod por

 podjecha  noc . Ho,ho! Na kupach le

y okorowane pnie na co najmniej mendel

chat.  Karpy  le

y na stosach, a ziemia na por bie by a równiutka i zaorana!  Sta y wysokie koz y

do traczenia bali d ugimi pi ami na krokwie i dechy. Rano b dzie mo na to robi . Zapewne sprawc
tego niemal cudu jest w odarz. Szkoda,  e nie zna si  wi zanki dzi kczynnej...
      

Zapuka  leciutko do drzwi ziemianki Parnicy. Zosta  wpuszczony do  rodka. Parnica pokaza

mu  pi

 niewiast  i powiedzia ,  e to jego  ona, która wczoraj zjecha a. Mszczuj zosta  jeszcze

zapoznany z twarz

pi cej córki Parnicy i dowiedzia  si , ze ma ona lat pi tna cie. Przeckn  si ,

le cy na sienniku, prosto na ziemi po

onym, ch opaczek, pacholik nieletni, Parnica rzek , i  to

jego syn. Obudzi a si

ona. Powiadomiona,  e to jest w

nie pan Wierzcho  zerwa a si  posi ek

szykowa . Podczas tego posi ku Mszczuj zleci  Parnicy piecz  nad je cami i nakaza  nie
powiadamianie Luby o swoim powrocie.
     

- Je ców powierzcie naszym osadnikom – po jednym do ka dej ziemianki. Na razie mocno

skr powa , a rano dyby sporz dza  i k ody do nóg. W Na czowie wszyscy maj  jak najpr dzej
wiedzie ,  em powróci  i ranion jestem. - Mszczuj mówi  i uwa nie spoziera  po twarzy Parnicy, a
na tej twarzy niczego podejrzanego nie da o si  spostrzec.
      O zaraniu Mszczuj skry  si  w lesie na skraju por by. Przez ca y dzie  wybiera  w

ciwe stano-

wisko, a ponadto kry  si  przed ludzkim mrowiskiem, bowiem po wschodzie por ba zaroi a si  od
robotników. Zarzucali liny na wysokie koz y, obwi zywali ko cami tych lin pnie, do drugich
ko ców zaprz gali wo y i pie  powolu ku, ostro nie w drowa  na kozio . Potem jeden z
robotników w azi  nad ten pie , okracza  go i ustawia  pi  na odpowiednie miejsce, by grubo
dechy lub krokwi by a odpowiednia. Nast powa o r ni cie powolne a dok adne. Ten na górze
utrzymywa  kierunek ci cia, drugi – na dole – jeno ci gn  pi  do ziemi, równo i bez szarpania.
Mszczuj patrzy  na to pierwszy raz i mimochodem zapami tywa  kolejno  i sposób wykonania
kanciastego bala albo dechy. Dobrze  e ta robota na por bie trwa a, bo bez niej Mszczuj móg by
oszale  od okropnych my li i wyobra

. Jego Luba zmawia a si  zapewne z  otrami spod ciemnej

gwiazdy. Wyobra nia – w tej chwili chora – podsuwa a obrazy wyuzdania – jego Luba ….
  Suka parszywa.  Czy aby na pewno? Miota  si  mi dzy pos dzeniami a b aganiami o przebaczenie
jego umi owanej,bo mo e mu si  tylko zwidywa o...
     Miota  si  tak e po lesie – raz g biej musia  wchodzi , to znów na brzeg por by wraca  i

background image

                                                                       - 10 -
pilnowa  czy jaki robotnik znów nie rusza w stron

ciany puszczy w sprawie nie cierpi cej zw oki,

a zapowiadanej przygotowywaniem portek do opuszczenia, kiedy nadejdzie pora wypuszczenia

niacza podszytu le nego...

     

Po zmroku musia  na nowo wybra  stanowisko, by miesi c mie  za sob . Taki sam prawie

pyzaty i miedziany miesi c jak tamtej nocy... Doczeka  si  – wesz o ich pi ciu w opo czach do
ziemi. Jeszcze zak adali opaski na twarze, kiedy strzeli  po raz pierwszy. Ci ciwa  uku  adnie

kn a i pierzasty no nik  mierci poniós  zadzier ysty grot w stron  celu. Trafienie by o pi kne –

fajtni cie  apami, charkot z przestrzelonego gard a... Jeszcze pierwszy nie zd

 upa , kiedy

drugiego ugodzi  oszczep, J k i wywrotka na bok. Trzeci dosta  dzirytem. Musia a by   w tym r ka
jakiej   boginki    w ciek

ci,  bo  nawet  przy  tym  niewyra nym   wietle  Mszczuj  widzia   czarn

posok , buchaj

 z oczodo u trafionego. Czwartego... Ten zosta  dosi gni ty strza , kiedy ju

sadzi  d ugie susy w kierunku brzegu lasu. Mszczuj gotów by  przysi c na prochy przodków,  e
trafi  dobrze. Pewno b dzie rana w plecach, albo tamten przez jaki  czas b dzie mia  niech  do
siadania z powodu  bolesno ci po ladka... Pi ty uszed  bez  adnej szkody. A Mszczuj czeka .
     Rankiem wokó  trzech trupów pojawili si  wszyscy wolni go cie i Luba z nimi. Luba, brzuchata
mocno, uwa nie przygl da a si  twarzom zabitych, a potem odetchn a, twarz jej rozpogodzi a si  i
pani Wierzcho  posz a do ziemiaki. A Mszczuj czeka .
     Nasta  wieczór. Zacz  si   zmierzchem, szarza o, ciemnia o, s

ce ca kiem si  skry o, jeszcze

zmroku nie by o... Mszczuj czeka . Bardzo niepewny, bo ten ranny mo e nie przyj .
     Stawili si  jak na zamówienie. Lekkie pukanie do drzwi ziemianki.Drzwi si  otwar y i obaj znik-

li we wn trzu. Mszczuj jeszcze nie mia  pewno ci, a chcia  j  mie , wi c sta  i stara  si  za g

no

nie oddycha . Czy nie s ycha  czasem jego serca, które  omoce jak szalone?...
     Wyszli nad ranem i od razu zacz li si  k óci . Mszczuj zdoby  pewno  – k ócili si  o to które-
mu Luba sposobniejsza. Mszczuj wola by nie s ysze  ich przechwa ek – one uw acza yby
najgorszej zdzirze. A potem ci dwaj zacz li si  bi . Obaj mieli no e...Obaj padli prawie
jednocze nie,  a  Mszczuj  jeno  pilnowa   czy  si   który  nie  podniesie  –  wszak  i  jego  miecz  by
sposobiony do zadania ciosu poprzedniej nocy. Co si   odwlecze, to nie uciecze...
     

Uciek o, bo tamci ani drgn li. O  wicie wyszed  na por

 i obejrza  twarze nie ywych. Tak

przypuszcza   - to byli  apczywiec i Tertrycz. Jak dawno pokumali si  z Lub ?
Zapuka  do drzwi swojej ziemianki. Luba otworzy a i stara a si  zarzuci  mu r ce na szyj . Odsun

 szorstko.

     - Wyjd  obejrze  teraz tych dwóch – powiedzia  - a potem jeno do porodu tu zostaniesz. Wnet
po  porodzie b dziesz st d  wygnana na cztery wiatry.
      

Poród nadszed  pr dko. Czeka a na  po

na  i mamka z w asnym dzieci tkiem przy piersi.

Luba zd

a jeszcze powiedzie ,  e synaczek powinien zwa  si  Havl, a jej ani razu nie by o

dobrze z Mszczujem – ona jeno udawa a rozkosz.
     

Teraz si  st d wyno  – powiedzia  spokojnie Mszczuj i udawaj,  e sobie doskonale radzisz w

samotnej podró y do  wiata pot pie ców.
      Po po udniu Parnica przyprowadzi  swoj  córk .
      -  wie a – powiedzia  – b dzie panu us ugiwa , bo my przecie obaj przekonani,  e niewiasta w
domu jest po yteczna. Gawe kiem si  te  mo e zajmowa , bo na naszym Wawrku troski o malców
nauczona.  Jaka  dziwna ta wasza by a. Havel jej si  zwidywa , a to po naszemu przecie
Gawe ...Havl sobie ubrda a – mrucza  jeszcze po opuszczeniu ziemianki Mszczuja, a  wie a
zakrz tn a si  po wn trzu jakby nie wiadomo jak do wiadczon  gospoch  by a.

background image

- 11 -

Rozdzia  II

Jest i czas pokoju...

Siostry Bo eny – to by a zaleta albo przywara bli niaczek – robi y wiele rzeczy jakby na komen-

. Razem zasypia y, razem si  budzi y i wstawa y, lubi y te same potrawy i tak samo jednakowych

nie lubi y. Nieomal by y sk onne wspólnie w 

u z Okruszkiem... No, wychowanie je

powstrzymywa o, nie wypada o, lecz podmienia y si  co noc – raz jedna, raz druga. Za  w
sposobnej porze musia y podmienia  si  jednej nocy, bo obie jednocze nie zachodzi y w ci

 i jed-

nocze nie – tego samego dnia  i o tej samej porze – rodzi y po dwóch synów, zapowiadaj cych si
na  wielkoludów.  Wybaczcie, na  kruszynki takie jak tatu .  Okruszki male kie, tiu, tiu, tiu...
     W takim czasie, kiedy siostry Bo eny by y – jednakowo – niezdatne do legania przy Okruszku,
ta dru ka Bo eny, Hilda... Hilda odpasiona, czysta, mowy troch  wyuczona, niechc co, pojawia a
si przed oczami Okruszka.  On szed  lini  side  sprawdzi , a ona obiega a kawa  lasu, by móg  j
widzie  znikaj

 w g stwie krzewów w takiej chwili, kiedy akurat patrzy  we w

ciw  stron . On

jecha  drog  do s siadów, a ona przez pola i zagajnik, na skróty – biegiem najpr dszym, by si
jeszcze zd

 wydysze , kiedy on nadjedzie i zoczy samotn  Hild  na przechadzce. Zamy lon ,

smutn , oczka w dal bezkresn  skierowane, usteczka w podkówk . Obraz przez los i ludzi
pokrzywdzonej a niewinnej istoty... Wzdychaj cej tak g boko,  e sutki jej piersi nieomal do brody
podskakiwa y... Przypadkiem w takim czasie, kiedy jego  ony nie mog y z nim lega ... Bo ena to
podpatrzy a, zacz a podgl da  i na usta cisn y jej si  s owa opisuj ce parszywo  suki i wredno
lisicy. A potem s ysza a przez  cian  j ki tej puszczalskiej, w

cej w szkod  dziwy, u ywaj cej

cudzego m a i to w domu sióstr, a przeciwko nim. Ach jaka Hilda sta a si  spostrzegawcza i
zdumiona,  e mo e istnie  m czyzna, maj cy taki s odki a ogromny korze . A te jej pro by, niby
to nie mia e, o mo liwo  pog askania w

nie tam, kiedy dopiero co sko czyli jedno spó kowanie..

     Sid a sta y si  zaniedbane, konie Okruszka darmo wygl da y pana, darmo r

y cicho do nadziei

potruchtania, co im jest  przydatne jak troch  d

u dla kani. Nic tylko sypialnia, skrzypienie 

a

pod zdwojonym ci arem, j ki, zachwyty... W ko cu Hilda kaza a -  k a z a  a wyw oka jedna,
jakby pani  tego domu by a – donosi  jad o i napoje do sypialni i sama karmi a Okruszka, a on jeno
o mo liwo  przespania si  doprasza . Ona – ma si  wiedzie  – wyrozumiale si  zgadza a, nawet
pomaga a Okruszkowi usn , opowiadaj c mu o zaletach tej dzidy z krocza, któr  w

nie usi uje

obj  palcami jednej reki i skórki troch

ci gn , aby  liczne przeci cie na  ebku obejrze  i

uca owa  w dowód wdzi czno ci za taki ogrom dobroci przez t  maczug  sulonej w biodra Hildy...
Obmierz a i fa szywa wnuczka i córka germa skich j dz gotowych si  podk ada  legionowi
rzymskiemu po bardzo d ugim rozstaniu si  legionistów z mo liwo ci  dotkni cia niewiasty. Pod e
nasienie – jeszcze j  dopadnie ci a i wtedy zobaczy jak to s odko my le  o  parzeniu si  jej samca
z innymi... Przestanie wysysa  soki  ywotne z m a sióstr. Wysysa  w przeno ni i dos ownie,
przewrotnica jedna i zboczeniec wart losu Sodomy, Gomory i  ony Lota na dodatek. Czekaj ty,
wydro tchórzliwa! A niegdy  ukrywa a monety i kosztowno ci, które mog y wcze niej wykorzysta
dla poratowania si  w trudnym po

eniu. Zak amana pluskwa, eby ci to jego nasienie w tej twojej

bie zgorzknia o niczym pio un i otru o ci  z dziesi  razy po kolei! A mieni si  chrze cijank ,

kobieta warta wypalenia na czole pi tna dziewek wszetecznych.  Jak ona mo e?!
      Co ,wypada o na to, e  o n a  mo e,skoro robi a... A nawet,w rzadkich wolnych od tej roboty
chwilach,stara a si  dociec powodu  smutku dru ki i jako  j  pocieszy ... Dobre serduszko a pod a
dusza?
      

Mo e z czyjego  nakazu, a mo e z w asnej woli i w asnego upodobania - do domu Okruszka

zje

 cz sto Dzier ykraj – m odszy brat Zdruzny i Stoigniewa. W rodzinie Druzny tak by o,  e

jeno m odsze rodze stwo by o dzie mi ma onków – Zdruzno dziedziczy  po ojcu cechy nieznane u
innych ludzi, Stoigniew sporo naby  od Druzny i przez wychowanie, zanim urodzi  si  Dzier ykraj.
Potem Struna sama lgn a do ojca i  by a raczej do Druzny podobna ni  do matki. A Dzier ykraj by
ca kiem od rodze stwa odmienny. Niby zwyczajny, powszedni, a jednak inny –  agodny,  yczliwy,
ust pliwy na pozór, lecz jako krzemie  nieugi ty, kiedy sz o o sprawy wa ne. Ten  redniego wzros-
tu m czyzna, no – w

ciwie m odzian, patrzy  na  wiat i ludzi spokojnymi oczami barwy turkusu,

czasem zakrywanymi rz sami godnymi marze  dziewcz cych,do firan g stych a d ugich podobny-
mi.Nad tymi  liczno ciami  uk brwi ciemnych te  wzbudza  na widzach przyjemne wra enie, a ró-

background image

-12 -

wno  nad  brwiami  przyci ta  grzywka  grubych,  re   przypominaj cych  w osów,  powiadamia a  o
dba

ci Dzier ykraja w sprawach w asnej czysto ci i wygl du. Bo ena lubi a patrze  na Dzier y-

kraja, co robi a z upodobaniem a skrycie. Jako   tak... No kr powa a j  my l, ze mog aby o sobie
pomy le  to samo, co ostatnio o Hildzie my la a.  Tak sobie ta wyuzdana  Hilda te  mog aby o Bo-

enie pomy le ,bo podczas bytno ci Dzier ykraja dawa a Okruszkowi wypoczynek, sadza a go

przy sobie na  awie i oboje s uchali opowie ci go cia z nale yt  uwag . Bo ena s ucha a z zapartym
tchem, co nie rzuca o si  w oczy, jako  e siada a na bocznej  awie i w niejakim oddaleniu od sto u.
Lecz gdyby Hilda zobaczy a spojrzenia Bo eny...
     

Pierwsza d

sza opowie  Dzier ykraja wi za a  si  z  Wi lic .  Przyby a do  niej  Alina  –

pierwsza  ona Stoigniewa. A w  Wi licy pani  udawa a Wis awa – matka dwojga dzieci Stoigniewa
i za nied ugo matka trzeciego potomka namiestnika Ma opolski, bowiem ci a tak wygl da a jakby
tylko-tylko do porodu brak o. Alina postanowi a wej  w swoje prawa i Wis aw  do pos ug
odsy

a. Rus an bardzo si  martwi , Alin  zaklina , o zmi owanie prosi  – nic nie pomaga o.

Stoigniew ró ne sprawy za atwia ,  wi cej go nie by o ni  by , wtedy akurat w d

szym woja u na

zor Podlaski czas sp dza . Wszyscy si  mogli przekona ,  e ci y, do której i przysz e  ycie jest

zaliczane, nie  mo e zaszkodzi  jakie  tam babskie dogryzanie. Wis awa urodzi a synaczka i oboje
– rodzicielka i noworodek czuli si  dobrze. Nied ugo po porodzie Stoigniew do zamku zjecha .
Alina mu – buch na szyj , obca owa a, swoje ochy i achy odprawi a i wnet go do 

a zawlok a.

Zaraz pierwszej nocy – mo e to skutek mojego ojca zió  by , które Alinie Zdruzno podawa  – Alina
sta a si  ci arna, co wnet si  objawi o znakami przez Wis aw  rozpoznanymi jako morska choroba.
Na widok tych objawów i Wis awie potrawy zacz y si  cofa , bowiem niemi e wspomnienia mia a
z podró y morskiej. Taka s aba w nogach, z md

ciami i zaburzeniami widzenia, wzi a oseska i

zesz a do Nidy, by dzieci  wyk pa  i sobie ulg  ch odn  wod  sprawi . Rus an, kiedy si  o tym
dowiedzia , biegiem za ni . Nie zd

 dogna . Z wysokiego brzegu widzia  jak maluch wypsn  si

z  r k  matki,  w  wod   plusn   i  pop yn   z  pr dem.  Wis awa  rzuci a  si   za  synkiem,  troch   g biej
by o, a ona s aba... Obali a si  na twarz, rozpaczliwie r kami rzuca a... Zanim ich woje wy owili –
oboje martwi byli...
     Teraz wieczorami zda si  wszystkim,  e nad rzek  j czenie matki przelatuje przez powietrze. A
nad ranem zawdy s ycha  wycie straszliwe. Mo e to wiatr wyje, a mo e zrozpaczona matka... Pr -
dzej to drugie, bowiem miesi c ostatnimi czasy krwawo jest zabarwiony...
     Po tej opowie ci Bo ena podesz a do Dzier ykraja w sprawie onych zió , które Zdruzno Alinie...
    

- To ty masz jakiego  narzeczonego? - w g osie Dzier ykraja s ysza o si  jakby j k zawodu i

Bo enie strasznie szkoda si  zrobi o, bo...
      - Nie, nie nie! - zaprzeczy a pr dko, a jej lica ów miesi c nad Nid  wschodz cy przypomina y
swoj  barw . - To o siostry moje chodzi.
      - Przecie maj  po dwóch synaczków – Dzier ykraj spogl da  podejrzliwie spod  licznych brwi,
a serce Bo eny tryl skowronka na ladowa o.
       - Chodzi o t  Hild  – wyzna a – to ona winna zaj  w ci

, a nie zachodzi.

     - Dobrze, przywioz  – powiedzia  Dzier ykraj, a jego g os sta  si  leciutki niby radosny puch
mniszka, gdy zawieje wiatr, a ciep e powietrze wszystko co lekkie pod niebo unosi.
      Nie zapomnia . Przyjecha  niezad ugo i zaraz Bo enie skórzany mieszek z proszkiem wr czy .
A wieczorem snu  jakby dalszy ci g, a mo e ca kiem inn  opowie , w której Rus an odgrywa
wa

 rol .

       Rus an - mówi  Dzier ykraj – miejsca sobie nie móg  znale .Po tym utoni ciu córki i wnuczka
nic mu przypasowa  nie mog o,  yj cy wnuczek i wnuczka nawet, nie mogli go pocieszy . Za da
czystych wici i rzezaka, d ugo co  na wierzbie pisa ... Potem pos

cow z listami wys ano do

Gniezna, do Poznania i do Jesienika. Potem mój tato do Wi licy przyjecha  i d ugo o czym  z Rus-

anem we dwóch ugadywali. Tato co  napomyka  o konieczno ci zmiany zamiarów, bowiem Czech

ju  stary,a m odsi Hrvatowie nie pomn  ani o Wielkiej Hrvatii na zachodzie,ani o zadaniach nazna -

- 13 -

czonych plemieniu przez rad  kap anów. Tedy zgod  trzeba da  na odej cie tych Hrvatów, co
wokó
Jesienika siedz  i na wschód od S owacji.  Niech e do obecnej Hrvatskiej pod

   i  tam wzmocni

background image

-13 -

owe ców w powstrzymywaniu zaborczo ci Bawarów. Rada Hrvatów Jesienickich wyrazi a zgod

na  utrzymywanie wspólnych ze S owe cami si  zbrojnych w grodzie Celowiec i naoko o Celowca.
Sam Czech do Wi licy zjecha  i razem z Rus anem obaj do Gniezna pod yli, a stamt d we trzech,
z  Piastem,  do  Poznania  pojechali.  Z  Lechem  jeszcze  d ugo  ugwarzali,  znowu  co   wypisywali  na
wierzbie, za  po nieprzespanej nocy samoczwór na  owy ruszyli, Lecha na ko  wsadziwszy i nogi
mu do popr gu przywi zawszy. Znaleziono ich wszystkich czterech przez nied wiedzic
poszarpanych i martwych. Trzy nied wiadki, wprzódzi nim pomarli, ubili, a starej rady nie dali...
Przy nich ich pisanie znaleziono,  e wspólny stos chc  mie  po miertny, i  eby p aczek nie by o, i

eby popio y do Warty wszystkie wrzuci , a nikto  eby urn z ich prochami nie wa

 si  trzyma ,

bo oni chc  Matce Ziemi zwróci  Jej w asno . Jeszcze na ko cu napisali – z prochu powsta

 i w

proch si  obrócisz. Po cz ci ich ostatni  wol  spe niono, atoli tato rzek , i e po ytek dla Matki
Ziemi i Jej Dzieci cia – Polski wi kszy b dzie, kiedy w

nie urny b

, z których przecie

wszystko si  wyrzuca w nast pnym pokoleniu. Za  reszt  popio ów z poczwórnego stosu
po miertnego  maj   rozsypywa  po trosze w ka dym polskim województwie, które przewa nie
pokrywaj  si  z ziemiami. Ot, dla przyk adu -Ziemia Lubuska i lubuskie województwo ze stolic  w
Lubuszu.
     Nast pne odwiedziny Dzier ykraja zacz y si  od spotkania  z Bo en   i zapytania o skuteczno
proszku.
     - Bo  onie Stoigniewa w Wi le – Alinie – ten proszek bardzo pomóg  – powiedzia  – i ja dlatego
tutaj o pomocno  pytam. Domy lne objawy ci y okaza y si  zwiastunami prawdziwymi.
     - Hilda te  ma teraz domy lne objawy – odrzek a Bo ena – a Roksana ze mnie si

mieje,  e ty

do mnie przyje

asz i wnet ja sama poczuj  smak macierzy stwa.

     

Zap onili si  potem oboje, nie wiadomo czy to oznacza o ochot  do spe nienia przepowiedni

Roksany, czy te  niech  im policzki warem spiek a. Ka de z nich pomy la o o tym drugim,  e tak
okazywany jest gniew z powodu przypuszczenia, i  ono mog oby chcie   ze mn ...
       Tym razem Dzier ykraj opowiada  o synach ksi cia Siemomys a, którym - jak to zwykle bywa
-

dy i s owa starszych wydawa y si  bezpodstawne, przypuszczenia i obawy starszych uznawali za

niczym nieuzasadnione, a nadzieje starych  na  zast pienie  ich na stanowisku, albo przynajmniej na
pomoc w pe nieniu obowi zków za niewol  wr cz mieli. M odszy zmieni  wyznanie i sta  si
chrze cijaninem. Pono do bazylianów ma i  albo kap anem w drownym chce by . Jeszcze nie
wiadomo jak si  jego losy potocz  – w ka dym razie zapowiedzia , i  w  adnym wypadku nast pc
ojca nie zostanie, bo przyj ty chrzest zakazuje mu czczenia jakowego  ba wana – on tylko Jedynego
czci  b dzie  we wszystkich Trzech Osobach Boskich jednocze nie. Za  starszy – Leszek lubo
Lestek, niektórzy listkiem na wietrze go przezywaj , jeszcze si  waha. Za to ma pewno , i  musi
sprawdzi  gadanin  ojca  i dziadów o dwustronnym nacisku Germanów na S owian – od zachodu
Niemce, a od wschodu Waregowie. Leszek powiedzia ,  e sam musi na wschód si  wybra  i
sprawdzi  rzetelno  dziadowych i ojcowych przypuszcze . A jakby si  okaza a s uszno  tych ga-
dek, to on daleko na wschodzie najdzie inne ludy i zawrze z nimi sojusz przeciwko onym Waregom
i ich przydupnikom  -  parszywym s owia skim zdrajcom. Ksi

 omal si  ze z

ci, a w

ciwie z

hamowania w ciek

ci  nie udusi . Powiedzia  tylko,  e te gadki nie s

adnymi przypuszczeniami

– to s  pewne rzeczy. Teraz da Leszkowi pi dziesi ciu ochotnych wojów do ochrony i niechby ich
nie zmarnowa , a jak si  przekona do s dów i s ów starszych, to niechaj powraca i po ojcu da si  na
ksi cia Polski wybra .Wszelako niech Leszek zwa a,  e w Polsce czekanie na jego powrót nie

dzie wieczne. Kiedy ojciec umiera i ksi cia brakuje, to zjazd mo nych, znaczy – przedstawicieli

mo nych, wybierze nowego ksi cia spoza rodu Piastów. Mo e i dobrze by si  sta o bo to chleb
gorzki, szczególnie kiedy w

ni synowie za nic maj  wyniesienie ponad inne rody i wiary ojców

strzec nie chc . I w ten sposób - zako czy  Dzier ykraj – nie mamy w Polsce nast pcy po Sie-
mowicie i mie  b dzie trudno, bowiem matka Leszka - nawet gdyby jeszcze mog a mie  za swojego

ywota dzieci, to ich mie  nie b dzie, bo ze zgryzoty  ywota si  zby a.

     Na po egnanie Dzier ykraj znowu spotka  si  z Bo en  na osobno ci i powiedzia ,  e – wed ug
niego – ona nie powinna przy siostrach i Hildzie tkwi , bo to na jej dusz  z y wp yw ma – jest  z na-

background image

- 14 -

tury dziewiczo niewinna i nieskalana, a tu jakie  zawi ci o ró ne takie rzeczy...
      - Chrze cijank  jestem – powiedzia a Bo ena - i zawdy o Rzymie marzy am...
    

Kolejna bytno  Dzier ykraja przypad a na czas, kiedy domy lne objawy ci y Hildy zosta y

potwierdzone objawami pewniejszymi. Hilda nagle straci a ochot  na omotywanie Okruszka, tym
bardziej,  e Roksana i Ludmi a wydobrza y po po ogu, mamki je zast pi y w wykarmianiu synacz-
ków i bli niaczki mog y si  odda  pokonywaniu Hildy w walce o wzgl dy m a. Ludzi by o w
domu moc, ciasno si  zrobi o, bo to i cztery mamki, i  wawe uwodzenie m a przez dwie siostry, i
narzekanie Hildy,  e jej teraz nikto nie chce, a jak sposobna by a do mi osnych igrców, to nikt jej w
tym zast pi  nie chcia  czy nie móg , za  teraz jej zas ugi w otch

 niepami ci odes ano. Rwetes,

raban, lebiedzenie, g

no, ruchliwie i nawet Dzier ykrajowej opowie ci nie mia  kto s ucha , a o

stanie posiadania wikingów w pobli u Polski i w Polsce mia   gaw dzi  z powodu tego,i  do ksi cia
Siemowita poselstwo od Waregów ze Szwecji przys ano z malunkiem nadobnej Gundry – Lindis...
    

- Ja przypuszcza em,  e ten ojcowy proszek to wszystko  spowoduje – powiedzia  Bo enie

Dzier ykraj – bo niewiasta w pierwszym okresie ci y na miano j dzy  acno zas

 mo e, a jak

jeszcze ma przeciwko sobie dwie przeciwniczki,to...No, co tu si  rozwodzi  - mam w pobli u ludzi,
pojazd i konie. W tuzin koni mam do Rzymu jecha . Ksi

 mnie tam chce widzie  jako swego

przedstawiciela przy papie u. Chcesz-li ze mn ...
      R ce Bo eny na szyi Dzier ykraja, ognisty ca us w jego policzek i rumieniec na jej twarzy zas-

pi y s owa o ch ci jechania z nim gdziekolwiek. Nie mia a wielu w asnych rzeczy – obywa a si

byle czym – tedy wnet jechali konno ko o siebie, za nimi dziesi ciu ochotników z dru yny i
powozik nie bardzo lekki, bo jeszcze w Polsce nie by o nikogo, kto umia by wytrzyma

 z

lekko ci  i pi knem po czy . Powozik by  za to pakowny, a nade wszystko zaprz one we
ci kie koniska  dobrze sobie radzi y z przemieszczaniem wora z miedziakami i ró nej wielko ci
trzosów i mieszków ze srebrem i – cicho - sza, bo zbóje pods ucha  mog  – ze sztukami z ota.
     W tym pierwszym dniu podró y Bo ena dowiedzia a si ,  e zmar a krakowska ksi na wdowa i
w Ma opolsce ksi cia nie b dzie. Poza tym zgin a matka Struny, Dzier ykraja i Stoigniewa.
Dobronega posz a w puszcz  chrust i usch e szyszki na rozpa

 zbiera . Natkn a si  niechc co na

nied wiedzic  z dwoma ma ymi. Dowlok a si  do domu,ojca akurat nie by o, pomocy dobrej nie
mia  kto udzieli  i martwica si  wda a. Dwa dni straszliwie gor czkowa a, biedaczka, majaczy a, do
Druzny si  wyrywa a... Druzno jak wróci  – nic nie powiedzia  w puszcz  poszed  i po dwóch
dniach z dwoma nied wiadkami wróci . Trzyma y si  go niby dwa pieski.  Matk   w mi dzyczasie
na stosie spalono, obrz dowo, uroczy cie, a on o to nawet nie zapyta . Powiedzia ,  e ta nied -
wiedzica ju  nikogo nie ukrzywdzi, a te jej dwa ma e niejednemu nied wiedziowi  ywot odbior .
     - Nie wiedzia em – powiedzia  Dzier ykraj –  e tatko taki m ciwy.
     Nast pnego dnia Bo ena zosta a na kozio  powozu przesadzona i nie wiedzia a dlaczego musia a
odda  konia i konne podró owanie temu wojowi, który wczoraj jazdy ko o wo nicy sobie nie
krzywdowa . Dzier ykraj zaj  si  wy cznie sprawami z wygod  i bezpiecze stwem swojej
podró nej trzódki zwi zanymi, a ona  zdana by a na towarzystwo wo nicy. No, on te  opowiada  –
dajmy na to - o szko ach na Kujawach.  e ksi

 do tych szkó  posy

 otroków z Wielkopolski, a

Kujawy na to,  e oni na obce szko y 

 nie zamiaruj . Pono  przemy liwuj  przenie  si  na

drugi brzeg Wis y – do puszcz Mazowsza i tam og osi  swoj  niepodleg

, bo czuj  si

wykorzystywani – jak e mo na 

 na kszta cenie obcych dzieci? Krzywda i ju ! - Nasi mo ni

dobrze rozumiej  Kujawów – powiedzia  wo nica. - Ksi

 nie mo e daniny na cokolwiek  da ,

bowiem powierzono mu po ow  ziemi jako dobra ogólne do korzystania przez niego i jego ludzi,
aby zaspokojone by y z dochodów potrzeby ogó u.
      Bo ena pomy la a,  e gadanina wo nicy ani si  umywa do bardzo ciekawych opowie ci Dzier-

ykraja, wszelako udawa a,  e s ucha z zaciekawieniem o jakim  sporze Zdruzny i Stoigniewa z du-

chownymi chrze cija skimi obrz dku wschodniego, czyli s owia skiego. Co  tam by o o zakazie
przymuszania ch opów do wyznawania jakiejkolwiek religii i o tym,  e wyznawcy Swarzeca nie
czcz

adnego z otego cielca, pos gi s  dla nich jeno znakami przypominaj cymi, a chrze cijanie

nawet malunki za  wi te uznaj  i matek swojego boga maj  niezliczon  ilo  – gdzie jaki obraz
albo figurka, to zaraz inna matka boska... O ma o nie prychn a na tak  gadanin  wo nicy, wszak e
zdo-

background image

- 15 -

a pomy le ,  e on jeno o s owach  innych ludzi opowiada i ta my l powstrzyma a j  od k ótni.

     Im dalej by o od domu,  a pó niej od Polski,  tym mniej tych opowiastek o tym  co ksi

 powia-

da , co mo ni powiadali, co o tym wszystkim wo nica mniema i temu podobnych wa no ciach dla
jednych a mia ko ciach dla innych. Mo e to – zreszt  – by o dla wszystkich wa ne i gdyby o tym
Dzier ykraj mówi ...
     Dlaczego on tak daleko si  trzyma? Ona ju -ju  gotowa mu by a serce, dusz  i cokolwiek by
zechcia  odda , a on... Da a si  zwie  jego spojrzeniu? Umy la  z dawna,  e mu ona przydatna by
mo e w onej podró y albo w Rzymie? Do czego? Przecie si  do niej nawet nie odezwie. Pomy la a,

e jak si  nie ma co si  lubi, to trzeba polubi  to,co si  ma. Co ona ma? Samotno ... Pami  o wy-

dobyciu si  najpierw z niewoli niemieckiej i z powodzi, a potem z niewoli polskiej. Czy to takie
wa ne, szczególnie to ostatnie, skoro siostry z Okruszkiem szcz liwe, a on  z Niemr  równie
szcz liwy, jak z siostrami?
     

Pomy la a o Rzymie... Sama w wielkim mie cie? On zechce, mo e, na

nic  z niej zrobi ?...

Dom wynajmie, ona b dzie czeka  na jego powrót, on b dzie wraca  pó no, zrobi sobie z ni
dobrze i uwali si  do chrapania. Jak to jest owo dobrze? No,  nie, Bo ena – powiedzia a  w
my lach,
ty  chrze cijanka i tobie jeno z m em wypada to robi . A co wypada samotmej dziewczynie
chrze cija skiej uczyni , skoro on spowodowa  szum krwi i bicie serca, a  nynie ani s owa nie
powie? Nic – tylko zakon! W Rzymie musi by  jaki  klasztor 

ski i ona tam... By   po lubion

Jezusowi to zaszczyt.
      No, przecie si  zbli

 i odezwa ! Za pó no, Dzier ykraj. Na wszystko jest w

ciwa pora, a ty

jej nie zauwa

, Dzier ykraj. Teraz by  musia  z Panem Bogiem o Bo en  wojowa , a z Nim nikto

nie wygra, Dzier ykraj. Zagada ,  e mo e  acniej by oby przez S oweni  podró owa , jeno strach
by  przez Czechy, bo to wielka niewiadoma odk d Hrvatowie ich nie pilnuj . Pono o Jesienik maj
si  dla siebie upomina . A znowu  przez S owacj  jecha , to potem by trzeba przez pustk  – same
stepy nad jeziorem Balaton – siedziba zbójców mo e tam by , a jemu na bezpiecze stwie Bo eny
zale

o ...

      - Po co mi to wszystko mówisz?- Bo ena zapyta a g osem zwyczajnym, nie wyra aj cym zacie-
kawienia.
      

- Przez góry wysokie b dziem musieli jecha . Konie wypadnie sprzeda  i mu y kupi .Czy ty

po-radzisz na mule? To jest mieszaniec koby y i os a. Zwierz  spokojne i  agodne. Bo gdyby  nie
poradzi a...
      - Poradz  – przerwa a mu te wywody ze strachu,  e serce znowu zacznie jej wali  i mo e dopro-
wadzi  do z amania obietnicy Panu danej,  e klasztor b dzie jej domem.
           

Chyba  si   obrazi ,   bo   ju   wi cej  nie  zagada .  Ona  jecha a  za  przewodnikiem  –  on  z  ty u

pilnowa  bezpiecze stwa, bo w górach wiele si  mo e wydarzy , a jak w por  si  nie zauwa y i nie
pomo e, to po cz owieku – gdzie  w przepa  si  obsunie, kamie  go zmys ów pozbawi, po lizgnie
si  na lodzie i nog  skr ci albo zwichnie... Najsprawniejszy musi na ko cu by  i czuwa . Jednak e
móg  j  tu  przed sob  ustawi , a on wola  by  od niej oddalony...

*  *  *  *  *

     Dotarli. Lekki,  liczny powozik zaprz ony w par  koni w zdobnych uprz ach sta   mi dzy le-
piankami z gliny, na ulicy przypominaj cej polsk , wiejsk  drog  tu  po powodzi, która jednak nie
zabra a nieczysto ci. Powyrywane przez wod  rowy i do y, wype nione wszelakimi odpadkami. W
czasach zamierzch ych, zapewne, gdy  wszystko tu by o suche i zakurzone. Deszcze jakowe
musia y tu chyba pada , bo w suchym powietrzu te odpadki nie  mierdzia yby a  tak mocno – w su-
szy wszystko schnie, maleje, kruszy si  – a tu  j drne,  wie e kawa ki ryb, do rybich wn trzno ci
przylgniete ju  zaczyna y zmienia  barw  i  urozmaica y wo  tego, co powietrzem do oddychania
by  musia o, bowiem innego, nie mierdz cego nie by o. Przedmie cie – by  mo e.  W dali, jakby
na ko cu tej nibyulicy wida  by o wi ksze domy, a kiedy ogl dali Rzym z nieodleg ego pagórka, to
wyda  im si  olbrzymim morzem budowli, a i mury miejscami si  widzia o. Oni murów teraz nie
widzieli i ich nie napotkali, tedy to za miard e miejsce pewno zaledwie przedmie ciem by o.
     Bo ena w powoziku. Przez oszklone okna z zas onkami prze roczystymi mog a widzie  wszyst-
ko, sama niewidzialn  b

c. Z mu ów jeno dwa zosta y – ob adowane pakunkami, sta y cierpliwie,

background image

- 16 -

tylko ogonami ruszaj c,  co chmur z much z

onych zdawa o si   wcale nie obchodzi  – siada y na

mulich zadach, grzbietach i bokach, o nogach nie zapominaj c, troch  posiedzia y i podrywa y si
z brz kiem jakby niezale nie od tych ruchów ogonami. Mu y okaza y si  wzorami cierpliwo ci.
     Pi kne konie jako  nie czerpa y z tych wzorów – niecierpliwie  unosi y gryzione przez muchy
nogi, wali y kopytami o brunatn  gleb , wprawia y raz-po raz w drgawki kolejne partie swoich
du ych cia , a ruchy ich ogonów mog y nasuwa  skojarzenie z wielce zamaszystymi szurgni ciami
wielkich miote , zdolnych wymie  brud nawet z tej ulicy.
    Dzier ykraj wystrojony, to Bo ena wie, bo stroju nie wida  – wszyscy woje w opo czach z jed-
wabiu naturalnej, go biej barwy, kaptury na g owach przykrywaj  w osy,uszy i aksamitne berety,
ze skraju ka dego kaptura na twarz ka dego woja opada zas ona z mu linu, maj ca chroni  przed
namolnymi muchami, opo cze w jednakowych miejscach kanciasto od cia a odstaj , Bo ena wie,
inni mog  si  domy la ,  e w tym miejscu ka dy woj ma miecz w pochwie, która nieco psuje pow-

óczysto  lej cej si  opo czy, lecz za to wzbudza szacunek dla posiadacza ostrego argumentu w

mo liwych sporach...
    

Gor c jak sto psich sfor. Znaczy – chodzi o porównanie wielko ci... Nie da si  pogodzi  og-

romnej ch ci zerwania z siebie wszelkiego odzienia i jednoczesnego strachu przed napa ci
muszych rojów, z wobra eniem tysi cy uk

, pó niejszych czerwonych znaków po uk uciach,

okropnego sw dzenia... Czy noc  te muchy – te ?... Jak (na jeden raz) rozebra  si  do naga i ubra
strój szczelny, much nie przepuszczaj cy? Gdyby tak wiatr... Niechby i orkan, niechby ulewa,
powód ...  Ubra , rozebra  – muchy, gor c... A niech to! I jeszcze to...
      -Nie wiem co dalej – powiedzia  g

no Dzier ykraj – co jeno bezradno  wyra

o, bo spodzie-

wa  si ,  e ktokolwiek mu podpowie... Siedz cy pod  cianami ludzie ani drgn li, Muchy jako
mniej im dokucza y, leniwe ruchy pociemnia ych od s

ca r k ko o twarzy chyba raczej mia y

powodowa  zmian  powietrza w tym miejscu ni li odp dzanie owadów.
     

Od lepianki do  lepianki, krokiem powolnym a wytrwa ym posuwa a si  niewie cia posta  w

stroju d ugim jak opo cza, burym jak ziemia tej ulicy i tak grubym, ze chyba nawet gor co  go nie
mog a przenikn . Siedz cy pod  cian  jakiej  lepianki, kiedy ta niewiasta zbli

a si  do ich domu,

podnosili si  do

wawo, przybierali postaw , wyra aj

 szacunek, ona wchodzi a w drzwi, oni

wchodzili za ni . Po jakim  czasie ona wychodzi a, a oni nie. Podnosili si  ludzie spod nast pnej
lepianki...    Powtarza o si  to od d

szego czasu. Bo ena podziwia a wytrwa

 i wytrzyma

tej niewiasty.  Akurat zbli

a si  ona do jej powoziku,kiedy Dzier ykraj po raz kolejny da  zna ,  e

opanowa a go bezradno .
      - Je li które  z was ma jaki pomys , to niechaj poradzi - powiedzia  i spojrza  z nadziej  na Bo-

en .

      Ta niewiasta zatrzyma a si  jak wryta. Przypomina a teraz czapl , która nagle dostrzega pod po-
wierzchni  wody b ysk rybiej  uski i ruch rybiego ogona. Jak czapla dziób i oko obraca, by potem
lepiej trafi , tak owa niewiasta obróci a g ow  w stron  powoziku i konnych, przekrzywi a t  g ow
troch  na bok, jakby czeka a na zdobycie pewno ci, mo e g os Dzier ykraja zda  si  jej
znajomy...Wreszcie ozwa a si ... p o  s   o w i a   s k u!
      - Czym dobrze s ysza a? S owianie jeste cie?

*  *  *  * *

     Siostra Scholastyka przybra a swoje imi  zakonne po za

ycielce benedyktynek, siostrze Bene-

dykta, który zakon dla m czyzn za

. Bene dictum dobre  s owo  mo na  przez  to  imi

rozumie ,atoli benedyktyni nie tylko s owem si  zajmowali.
     

- Tu s  inni ludzie – mówi a Scholastyka – ja sobie po naszemu  ycie zakonne urz dzi am –

biednym pomagam, na to  rodki od zamo nych bior  i chwal  Stwórc  za istnienie  wiata.
      - Ja bym do zakonu... - Bo ena powiadomi a o tym Scholastyk   nader nie mia o, a Scholastyka
pok ci a g ow .
      - Powo anie trzeba mie  – powiedzia a – ty mo esz spróbowa , lecz to droga daleka zanim  lu-
by z

ysz.

       - Wszystko znios , byle by  Chrustusowi po lubion  – teraz g os Bo eny mia  by

arliwy.

      - Kolejna zielona g ska,która chce Jezusowi do haremu wle .Ile On mo e mie  po lubionych?

background image

- 17-

Boga chcesz na powrót  w  cz owieka obróci ? - Scholastyka wprost drwi a z  ch ci Bo eny. - Wez-

 ci  do nowicjatu i najpierw ze mn  b dziesz po lepiankach  azi  i wspomaga ,a potem sama...

     

Scholastyka wys ucha a tak e Dzier ykraja.  Potem powiedzia a,  e papie  udziela audiencji,

czy-li pos ucha  jeno niektórym chrze cijanom. Na pewno nie zechce przyj

 kogo , kto

przynale y pod patriarch  z Konstantynopola i pod cesarza wschodu. Niedawno zmar  Ludwik
Deutsch i po nim do znaczenia  doszed  syn  zmar ego – Karol Gruby, jednak poparcie zachodu dla
papie a Jana VIII jest jeno zefirkiem wobec potrzeb uzyskania si  orkanu dla odparcia Saracenów,
którzy chc  ca e Pa stwo Ko cielne chrze cijanom zabra . W Bizancjum w adz  zdoby  cesarz
Bazyli I, on patriarchów zmienia  niby bielizn  po praniu. Ignacy na Focjusza zmieniony, Focjusz
na Ignacego, znowu  Ignacy na Focjusza, bo stary Ignac zmar ... Cesarz Bazyli w ada jak chce. A
chce zgody z papiestwem. Do niedawna na wschodzie obrazoburstwo panowa o, czyli zakaz
malowania, rze bienia i czczenia pos gów i obrazów ludzkich. Poprzedni cesarz i cesarz Bazyli
obrazoburców przegnali i ikony tam wolno malowa ... Dwóch misjonarzy ze wschodu S owian
nawraca, Chazarów niektórych na nasz  wiar ... I  to z judaizmu! Bazyli wspomo enie papie owi
daje na obron  przed Saracenami. A najwa niejsze,  e Bazyli synod  zwo

 i ten synod  uzna

zwierzch-no  papie a nad ca ym chrze cija stwem. Papie  obecny og osi ,  e ten synod  by
powszechnym soborem, czyli zjazdem przedstawicieli naszej wiary z ca ego  wiata. Tako  o
zwierzchno  bezpo redni  nad  wie o nawrócon  Bu gari  idzie. Tamtejszy kagan, Borys, woli
papie a od patriarchy, ale Bu garia blisko Bizancjum... Ponadto chrztu Borysa dokona  ten sam
Cyryl, któren i Chazarów i niektórych Hrvatów i Morawy chrzci . A on cz ekiem patriarchy z
Konstantynopola jest... Papie  woli nie drza ni  Bazylego i duchownych ze wschodu, bo jeno oni
udzielaj  wys-tarczaj cej pomocy przeciw Saracenom. Znaczy – przeciw Arabom. No – przeciw
wyznawcom Je-dynego Boga, lecz bez uznawania judaizmu i naszej biblii. Jeich ksi ga koran si
zowie, a  owi A-rabowie naszego Pana Jezusa Chrustusa  jeno za proroka Boga uznaj . Poza tym
Bazyli zwalcza na wschodzie paulicjanów... Ci znowu – nie czcz  Maryi, twierdz ,  e Bóg nie
ustanowi  sakra-mentów, nie uznaj

adnej zwierzchno ci biskupów, patriarchów ani papie a, nie

czcz  krzy a ani relikwii. Nawet Starego Testamentu nie czcz , a Pana Jezusa nie wiadomo za kogo
maj , bo powiadaj ,  e jednocze nie Bogiem i cz owiekiem nawet Pan Bóg nie zdoli by ...
     - To takie buty... - twarz Dzier ykraja pe na by a zdumienia i w tpliwo ci – a jam s dzi  – po-
wiedzia  –  e chrze cijany jako jedna opoka przez nikogo nieruszana, bo trwa a i niezmienna jako
ów Kefas.  To ja do papie a si  nie dostan ?
      - Jedyny sposób, to spowied  – powiedzia a Scholastyka.
     - Ale...
     - Nie ma  adnego  ale  - Papie  nie zna naszej mowy – b dziesz grzechy wyznawa  po naszemu,
on ci da rozgrzeszenie, udzieli ci komunii i na rozmow  wezwie.
     - Ale...
     - Wiem – ty nie znasz mowy  italskiej ani  aciny. Jednak s  t umacze... Ja ci pomog  to poza-

atwia . Tako  stajnie dla koni, wozowni  dla pojazdu i pomieszczenia dla wojów. A ty – zwróci a

si  do Bo eny – zaraz ze mn  do klasztoru. A od jutra w obchód  biedaków. A ty – teraz zwróci a
si  ponownie do Dzier ykraja – nie próbuj dorwa   si  do tej g ski – niech e ona wpierw spróbuje
pracy dla innych zanim sama szcz cie najdzie.
      Scholastyka odesz a z Bo en , za nimi pod

 pojazd i woje. Przy Dzier ykraju zosta  jeno wo-

nica. Kiwa  ten cz owiek g ow , kr ci  z pow tpiewaniem, a potem rzek :

      - Przyjdzie przej  na ich wiar . Jam mniema ,  e oszukuj . Ale muchy na tej buro odzianej nie
siada y! Ani na pani Bo enie. Ani na was, kiedy cie jej s uchali.

background image

- 18 -

Rozdzia  III

Nawracanie

     Bratek, najm odszy syn Parniców, troch

owa ,  e si  sko czy o przebywanie w ziemiance.

By o jako  ca kiem inaczej ni  dot d – pod ziemi , i mo na by o w wyobra ni udawa ,  e si  jest
kretem. Wszystko i wszyscy blisko siebie i  razem, wszystko pod r

, rodziciele nie mieli gdzie

Bratka wygna , kiedy kto obcy wpad  i doro li gadali o nieznanych rzeczach, których znaczenia
Bratek musia  si  domy la , albo o nie pyta ,  eby wiedzie ,  eby zapami ta ...
    Teraz Wierzchoniów... O ho, ho ... Dwa rz dy nowiu kich chat po obu stronach drogi. Chat wi -
cej ni li Bratek ma palców u obu r k. Pi kne strzechy, 

ciutkie, pono z orkiszowej s omy, któr

ludzie pana w odarza dowie li. A teraz mo na by oby wkrótce w asnej s omy u ywa , bo  niwa
nied ugo, ko o wszystkich chat by o onegdaj s ycha  klepanie kos na babkach, z Bochotnicy
mi siwa dowozili i niewiasty dla  niwiarzy maj  z tych mi s jad o sporz dza , mleko na zsiad e
mama nastawi a i kwas chlebowy ma ju  jutro by  gotów. To te  dla  niwiarzy, a Bratek ma tylko
obiecane,  e na spróbunek po par

yków dostanie zanim si  na pole wyniesie.

     Tato powiedzia ,  e te ziemianki – teraz jak znalaz . Ziemi  si  dachy poprzysypuje i b

 goto-

we piwnice. Zapasy z Bochotnicy wytrzymaj  w ziemiankach najwi kszy skwar, ludzie pana

odarza wieszaj  na linach wielkie wieprzowe szynki i p ta kie bas, Inne mi sa te  wieszaj , lecz

dzona szynka i kie basy tak pachn ... Ech, szkoda,  e tak wysoko podci gaj  toto wszystko na

linach. Gdyby Bratek umia  lin  odwi za  na dole, spu ci  w dzonk , odkroi  sobie... No, niedu o
– chocia  par  plasterków... Potem by si  na linie podci gn o i nikt by si  nie dowiedzia .Teraz
Bratek wie,  e lin zawi zanych lepiej nie tyka , bo mi so spadnie, pobrudzi si ... Potem si  nie
stanie, by podci gn ... Tatko zaraz wie – kto wlaz  w szkod . Ach, jak on mocno bije...  Nynie
Bratek zreszt  nie wie czy jest g odny i dlatego my li o jedzeniu mu do g owy przychodz , czy
tylko ta wo ... Uch, jak si  uro nie, to dr yjcie wszystkie w dzonki!
     Najpierw b dzie koszony re , a po jego skoszeniu zostanie na polu r ysko. Za  po orkiszu ma
zosta

ciernisko. Chocia  – kto wie?  wie yna powiada a,  e dla niej to jedno i to samo, bo na je-

sie  si  zaorze i b dzie pole gotowe do wiosennego siewu.  R ysko inne jest ni

ciernisko?...

      wie yna mieszka u pana Mszczuja – tam jest brzd c, któremu mamy brakuje i Bratka siostra t
mam  zast puje. Malec – Gawe ek si  zwie – podobno lubi s ucha  ró nych d wi ków i kiedy wiatr
w komin pana Mszczuja chce wp dzi   wszystko powietrze z dworu, to Gawe ek taki zas uchany,
taki uwa ny i wcale si  nie boi, jako innym maluchom  si  zdarza.  Ten komin z kamieni
pozlepianych glin  zmieszan  z wapnem i wod ... W innych chatach jeno dymniki s , a u pana
Mszczuja nad kotlin  okap wielki, wsparty na czterech s upkach z kamienia. Dym przewa nie
wpada pod okap i w chacie go ma o. A z tego komina, jak si  na dwór wyjdzie i popatrzy, to s up
dymu p dem wylatuje i wysoko, wysoko leci... Tylko jak wiatr jest, to nie – wtedy  wie yna te  na
dym w chacie pana Mszczuja  narzeka jak niegdy  w ziemiance narzeka a.

*  *  *  *  *

     Kosz . Najpierw u pana Mszczuja. Tatko Bratka jako pierwszy, za nim po kolei inni kosiarze.
Na  cian  tn , znaczy – skoszone zbo e k adzie si  na to, które jeszcze stoi – na  cian  zbo a
stoj cego. Bratek wie,  e mo na te  na pokos ci , wtedy kosi si  od strony  ciany i skoszone zbo e
pada na ziemi , uk adaj c si  równo w pokos i potem na tych pokosach troch  mo e poczeka  na
zebranie w snopki i zestawienie w stygi, zanim si  zwiezie do stodo y.  Tego lata zwozi  si  nie

dzie, bo stodó  jeszcze nie ma – tylko u pana Mszczuja jest du a stodo a, du y chlew i taka

obora oraz, jeszcze wi ksza, stajnia. Wszystkie budynki pana Mszczuja s  wokó  podworca w
prostok t ustawione – z jednego boku dom i ko o niego ogród, z drugiej strony stodo a i kurnik przy
niej, a z trzeciego boku obora, chlew i stajnie. Aha, ko o domu jeszcze drewutnia i 

nia...Z

czwartej strony i za domem, znaczy – za ogródkiem, palisada jest z bram  i bramk  i teraz to
ogrodzenie zas ania widok, ale Bratek wszystko w  rodku widzia  podczas budowania. W stajni
stoj  wszystkie konie, w oborze wszystkie wo y i krowy   -   ywio a z ca ego Wierzchoniowa jest w
budynkach pana Mszczuja i dopiero po zbudowaniu innych obej   b dzie si  zabiera  po jednej
krowie  i po parze wo ów do siebie.  Tatko powiedzia ,   e  wszystko w Wierzchoniowie   jest  pana

background image

- 19 -

Mszczuja, a wszyscy inni podpisali si  pod umow ,  e sp ac  nale no  za wszystko martwe i

ywe, które od pana Mszczuja wzi li. Mog  na jeden raz sp aci  i sobie pój  w  wiat, dlatego s

wolnymi go mi. Mama Bratka pod miewa a si ,  e tatko b dzie wolny go  jak mam  i  wie yn ,
i Wawrka, i Bratka sprzeda w niewol   i pana Mszczuja sp aci. A tak, to dopiero Wawrek albo
Bratek b

 wolni od tych sp at i jeno za dzier awienie ziemi by p acili po ka dych  niwach.

     Za kosiarzami id  podbieracze. Dziesi ciu je ców norma skich ma drewniane sierpy i tymi sier-
pami zahaczaj , le ce na  cianie skoszone zbo e, drug  r

 uk adaj  sobie przygar cie na podo ku

a troch  na udach . Mama mówi a, e to gorsza praca od ko by, bo przez ca y czas w zgi ciu trzeba
by  i lekko kolana mie  zgi te,  eby zebrane zbo e nie zsuwa o si  na ziemi . Dopiero podbieracz
albo podbieraczka prostuje cia o, kiedy ma wystarczaj

 na snop ilo . Wtedy sk ada to na ziemi ,

kr ci pod pach  powrós o i wi e snopek. Wawrek i Bratek zostan  zawo ani do pomocy, kiedy
trzeba b dzie znosi  snopki do styg, w których zbo e stygnie,czyli ch odnieje i schnie od
przewiewu  i od s

ca. Pan Mszczuj w p óciennej koszuli i kapeluszu ze s omy siedzi na koniu,

siod o ma popr giem przypi te, przy siodle  uk i ko czan trzy osczepy i wi zk  dzirytów. To na
wypadek, gdyby który podbieracz uciec chcia  lub si  zbuntowa ...  Trudno by im by o,  bo maj  u
nóg   uwi zane d bowe kloce. Bez przerwy taki kloc trzeba w r ku trzyma  jak si  chce chodzi .
Teraz podbieracze trzymaj  te kloce pod pachami, przez co snopki mniejsze b

, bo r ka, której

rami  do cia a przywiera i ci ar utrzymuje jest s aba i jakby krótsza. Mogliby mie  te kloce
poprzywi zywane na plecach ko o krzy a, ale wtedy mogliby  atwiej biega  i obie r ce mieliby
wolne...
    

Wawrek i Bratek wszystko mog  widzie  na tym polu, bo rankiem wygnali byd o na skraj

por by, gdzie trawa odros a, a potem  wie yna z mam  przyp dzi y jeszcze konie z pop tanymi
przednimi nogami. Bratek bardzo si  trwo y, kiedy Wawrek - na chwil  – do lasu musi i , bo ta

ywio a taka nieus uchana... Wawrek mówi,  e jak chcesz,  eby krowa albo ko  nie sz y w z e

miejsce albo w z  stron , to jeno krzyknij – nawró  si  - a ono zawróci. Akurat! Wawrka s uchaj ,
a Bratka za nic maj ..Z drugiej strony – jak Wawrek obiecuje z lasu malin albo poziomek
przynie .
    Wawrek przyniós  wierzbowe wici i u amkiem no yka wycina w korze wierzbowej ró ne wzory.
     - Ja bym te  móg  spróbowa ? - g os Bratka jest nie mia y i pe en niepewno ci, bo jakby spróbo-
wa   i niedorajd  si  okaza ?... Zreszt  – jakie by tu wzory wymy li ?...Wawrek powiedzia ,  e to s
znaki pisma. - Napisz  twoje imi  – powiedzia  - i wyrzeza  na wici par  znaków. - Teraz –
powiedzia  - mo esz spróbowa  ze znaków imienia Bratek u

 inne s owa i je wyrzeza .

Powiedzmy – brat,  rak, kret, kra.
    - Albo kara – powiedzia  Bratek – jak nam si

ywio a poroz azi. Tatko mocno bije...

    - Nawró  si ! - Wawrek wykrzykn  ten nakaz, patrz c na te - w las w

ce - i krowy odwróci y

si  do lasu zadami, nie przestaj c skuba  trawy na por bie.
     W chwili, kiedy Bratek podziwia  oczami, uszami i my

 pos uch dlaWawrka u krów, w ród

ko ników powsta  tumult i zgie k si  rozleg  okropny.  Bracia odwrócili si  w t  stron  twarzami,
krowy unios y  by, konie zar

y jakby pocz tek bitwy poczu y. Jeden z podbieraczy mia  pod

praw

opatk  wbity w cia o dziryt, z rany ciek a krew, pozostali podbieracze le eli twarzami do

ziemi, a tego rannego trzech kosiarzy ok ada o ku akami gdzie popad o. Wraz tego bitego omotano
lin  i praca potoczy a si  jak poprzednio – tylko do podbierania wysz a  wie yna. Wnet do domu
pana Mszczuja wesz a matka ch opców i wynios a z niego dwa saganki z uszami, paruj ce mocno,
mimo gor co ci na dworze – jaka  potrawa musia a tam by , Wawrek powiedzia ,  e gotowana
rzepa kraszona podsma anym w dzonym boczkiem. Po chwili z domu pana Mszczuja wyszed
jeszcze kto  bardzo stary, d wigaj c prawie bez wysi ku spor  glinian  dzie

  z dwojgiem uszu. -

Zsiad e mleko – powiedzia  Wawrek, a Bratek poczu ,  e w ustach narobi o mu si  co niemiara

liny.

     Dano ch opcom drewaniane 

ki i jedli wespó  ze wszystkimi starszymi. Po kolei, za porz dem

ka dy nabiera  na swoj

 rozpulchnionej rzepy z t uszczem i skwarkami, wk ada  zawarto

ki do ust, potem powtarza  ruchy 

 po nabraniu galaretowatego zsiad ego mleka. Bratek

owa ,  e nie mo e tak samo du o wk ada  do ust  rzepy i mleka jak doro li, bo to by o smaczne,

a on  mia  ochot  wypcha  sobie brzuch do pe na. Jednak pó niej mama wynios a ch opcom

background image

- 20 -

dodatkowe, ma e garnczki i by o tego a  nadto.    Mama powiedzia a,    e ten Normanin    rzuci   si
z sierpem na swojego ko nika, i  e wieczorem b dzie za wiczony na  mier  przez innych
Normanów, by oni wszyscy poj li, i  niewolnemu na wolnego r ki podnie  nie wolno bez nakazu
swojego pana...    eby nie zostawia  jedzenia Wawrek poszed  do lasu po maliny i potem rozbe ta
je z reszt , podesz ego serwatk  mleka. Mieli zapas do wieczora. A krowy jako  nawraca y si  sa-
me, kiedy pod  cian  lasu podchodzi y.  Mo e ba y si  za wiczenia na  mier ?...

*  *  *  *  *

     Bratek przeckn  si , bo mu si

ni o,  e b ka si  po lesie, wie, e dom niedaleko, a trafi  nijak

nie mo e. A przecie dobrze pami ta ,  e wczoraj wieczorem... A  mo e to te  by  sen? Eee, chyba
nie – zakrad  si  do domu pana Mszczuja i do izdebki  wie yny si  skry . Wlaz  pod 

ko, bo ba

si  odkrycia, a senny by , syty   i pami ta,  e pod tym 

kiem przysn . Ale potem wsta , nikogo

nie by o, wysmykn  si  z domu pana Mszczuja i polecia  do mamy.
      Pomaca  ko o siebie. Wawrka nie by o ko o niego – pewno jeszcze z rodzicami siedzi. R ka na-
trafi a na portki i trzewiki... Dlaczegom si  nie rozzu  i nie rozdzia ?... Chcia  t  r

 przenie  w

wygodniejsze miejsce i ona zaczepi a o co , co by o nad nim. Zamajaczy o mu sennie,  e 

ko jego

i Wawrka podnie li i pod sam  powa  teraz b

 obaj sypia ...

     - Mnie chyba znacie – us ysza  obcy g os – Druzno jestem,wieszcz i kap an Swarzeca.To jest  ar-
chierej  Symeon,  a  to  kap an  z  Góry  

y,  Chrobor.  Prosi em  o  przybycie,  by  wa ne  sprawy  i

postanowienia rady kap anów przekaza .
     - Ja, archierej Symeon, powiadamiam – us ysza  Bratek inny g os -  e  adnej rady kap anów my,
chrze cijanie, nie b dziem s ucha . My mamy misj  nawracania i b dziem j  pe ni !
    

-_Nawracanie – to ten mówi, co nazwa  siebie Druzn  – oznacza,  e ten nawracany zszed  z

dobrej drogi, wlaz  w szkodliwe przywary lubo grzechy. Wszyscy uznajemy wspólny pocz tek,
tedy byli my na jednej drodze. Nadal uznajemy jedynego  boga  za naszego stwórc  i pana. Tedy
nale y poda  nawracanym – co oni robi  z ego. Zwa cie,  e my nikogo nie nawracamy...
    

- Oddalili cie si  si  od jedno ci czcicieli Pana – powiedzia  Symeon. - My chcemy, by by a

jedna owczarnia i jeden pasterz. O to Pana prosim ustawicznie i d

ymdo tego, aby si  ta jedno

sta a. Wy  nam macie za z e, i e ci giem Pana  o co  prosim,a sami cielce czcicie.Jakie

wiete gaje,

kamienie, pos gi z  drewna. W waszych  wi tyniach nie Bóg pomieszkuje – tam ba wany stoj !
      - Bóg nie w  wi tyniach mieszka – teraz odezwa  si  ten trzeci, Chrobot chyba albo Chrobor –
On wsz dy jest. W naszych  wi tyniach jeno kap ani mieszkaj  i tam pe ni  us ugi po yteczne.
     

- Pewno, pewno – zadrwi  Symeonem zwany – dary przyjmuj , ognie ba wanom pal , obiat

czyni . My  nawo ujemy do bezkrwawej ofiary, a wy za  ydami pod acie – wasi kap ani dla
bóstw, dla ba wanów  daj  drewna, mi sa, jarzyn, owoców... Kiedy i jak owe ba wany to zjadaj ?
      - Nie dla Boga to jest zbierane, lecz dla kap anów – powiedzia  Druzno.
     - Sami przyznajecie... - to by  g os Symeona.
     - Nigdy my nie powiadali,  e nasze pos gi s

wi te  i cokolwiek jedz  czy pij  – powiedzia

Druzno. - W naszych  wi tyniach przechowywane s  umowy na wierzbie, kap ani s

wiadkami

umów, bywaj  s dziami i lekarzami albo nauczycielami ró nych zawodów.My za to wszysto,
co my od Boga dostali jeno go chwalim i Mu dzi kujem. Mod y dzi kczynne s  odprawiane pod
przewodem kap anów. Wy przewa nie Boga namolnie prosicie... A sami zdzia

 to nie  aska? Bóg

sam wie komu, kiedy i gdzie pomóc...
      - Napisane jest – pro cie, a b dzie wam dane – powiedzia  uroczy cie Symeon.
     -  Tak to wygl da,  e do porozumienia nie dojdziem – powiedzia  Druzno jakim  drewnianym

osem. - Tedy nakaz i zakaz  przekazuj . - Nie wolno pod kar

mierci  da

ertwy, obiaty, danin

ani  adnych innych ofiar dla kap anów i innych duchownych, ani te  dla Boga – na wszystko
duchowni musz  zarobi  czynami po ytecznymi dla swoich wiernych wznawców.
     - Jak e tak?! - oburzy  si  Symeon.
     - To niepodobie stwo! - zakrzykn  Chrobor.
     - Napisane jest – powiedzia  tym samym drewnianym g osem Druzno – ptaki nie siej , nie orz ,
a Ojciec Niebieski  ywi je... Jak si  chce z  aski Boga 

, to niech si  Go o wszystko prosi. On

mo e da  przez swoich wyznawcow i innych ludzi lito ciwych. Jeno wy cznie po dobrawoli!
Wszelkie namawianie i wymuszanie... No – ju em mówi .

background image

- 21-

*  *  *  * *

     Ciut  wit Bratek wyczo ga  si  po cichu spod 

ka siostry, wyszed  po cichutku na dwór i p -

dem pogna  do mamy. Przywar  do jej nóg, obj   j  za uda obiema r kami i powiedzia

arliwie:

      - Mnie wczoraj Symeon nawróci .
    

- Czyli chrze cijaninem chcesz by , jako i my. A dlaczegó  to tak nagle na dziecinne oczka

przejrza

?  aska  Boska  czy co?

      - Bo ja wol  o wiele prosi  ni bym mia  dzi kczyni  za to,  e tatko mnie t ucze – powiedzia
powa nie Bratek.

*  *  *  *  *

      Na jesieni, kiedy ju  wszysto zbo e by o om ócone i sta o w workach w stodole pana Mszczuja,
albo zabra y je wozy w odarza, pan Mszczuj odczyta  wici,  e  mier  w m czarniach ponie li dwaj
kap ani za namawianie i  danie od wiernych ofiar. Jeden kap an w chramie Swarzeca za Wis , a
drugi  z ko cio a pod Na czowem. Bratek d ugo czeka  na to, co zrobi w tej sprawie Pan Bóg. Pew-
no owi straceni kap ani nie bardzo si  Panu Bogu widzieli, bo  adnej kary,  ani nawet zwyczajnego
zgonu czy choroby albo po aru w okolicy  a  do kopnych  niegów w ca ej okolicy nie by o.

background image

- 22 -

Rozdzia  IV

Dar od Boga

     Nie da si  przewidzie  – co zostanie po cz owieku zapami tane, kiedy jego cia o przestanie ist-
nie . Cz sto potomni zapami tuj  wiele, nawet nie wiedz c,  e to zapami tane jest wytworem
jakiego  cz owieka, który by , 

 i przesta

, a jednak wytwory jego my li czy r k pozosta y i s

cenione, chocia  z twórc  nikt ich ju  nie  czy. Co bardziej ceni by duch twórcy, gdyby mu
pozwo-lono przewija  si  okresowo w czasach pó niejszych od jego  ycia?... Czy wola by, aby
pami tano jego imi , czy te  by by bardziej zdowolony ze stosowania jego wytworów w praktyce –
bez zapami tania imienia?
     Sulla jest pami tany z powodu rzetelno ci, uczciwo ci i skromno ci. Móg  w pewnym czasie po-
stanawia  prawie o wszystkim, móg  sta  si  bogatszy od Krezusa. A on wycofa  si  do skromnej
willi, stoj cej na przeci tnej wielko ci dzia ce, przys uguj cej weteranom i 

 na poziomie prze-

ci tnym – bez luksusów, chmary s ug i pochlebców ko o siebie, jada  zwyczajne potrawy. W czasie

adania Rzymem spowodowa  wydanie wielu praw, wiele osób skaza  na wygnanie, pozbawi

maj tno ci i znaczenia, zlikwidowa  awanse po znajomo ci, uniemo liwi  korzystanie z urodzenia
si  w dobrej rodzinie. Jako weteran (stosunkowo m ody) nie móg  ju  o niczym postanawia , a
jednak  jego  prawa  i  stare  decyzje  szanowano!  Do  dzisiaj  wiele  pogl dów  Sulli  uwa a  si   za
oczywiste i one s  w u yciu praktycznym – s  w prawach, w opiniach. Pami tasz kim by  Sulla?
     

Lukullus by  jednym z wodzów Sulli. Wygrywa  wojny i bitwy dla Rzymu i Sulli.  upy gro-

madzi  dla swoich legionistów i dla siebie. W mie cie Rzym zakupi  cz

 jednego ze wzgórz, kaza

na nabytej ziemi za

 ogrody i zbudowa  obszern , wygodn  will . Wtedy willa mia a inne

znaczenie ni  dzisiaj – mog a by  domkiem albo pa acem. Sulla mia  domek – Lukullus pa ac. Sul-
la pozbawi  Lukullusa wodzostwa, bo nie podoba a mu si  – aczkolwiek zgodna z prawem – pazer-
no  Lukullusa. Lukullus powróci  do miasta Rzym i zacz  by  znany z urz dzania w swojej willi
uczt, które mia y wszystkie inne uczty pod sob . Uczty Lukullusa... O nich wielu pami ta i zna imi
gospodarza uczt, cho  uczestnikami nie byli ludzie wtedy ceni cy Lukullusa za cokolwiek –
owszem wychwalali wykwintne potrawy, gustowne o wietlenie, pi kne sprz ty  i wiele innych
cudowno ci, lecz uwa ali, i  w ten sposób p ac  za mo liwo  napchania ka duna za darmo...
     

Ponad  dziewi  wieków czasu zmieni o   znaczenie i wygl d willi Lukullusa. Sta a teraz u

szczytu schodów, które u atwia y pieszym zmian  poziomów przechadzek albo  koniecznego
zd

nia do wybranego celu. Schody od pocz tku wykonywano byle jak. U omki staro ytnych  ruin

stanowi y g ówny materia   -  potrzaskany  i pop kany marmur, powbijany w b oto marmurowy i
ceglany gruz. Uzupe nieniem by  bruk ze staro ytnych dróg rzymskich. Umajenie stanowi y zielska,
mog ce s

 do prowadzenia nauczania szkolnego o gatunkach i wygl dzie   wielu ro lin. Willa z

do u wygl da a ma o okazale, z bliska mo na j  by o okre li  jako zaniedban  ruder . Poza tym na
schodach – oprócz przechodniów – mieszka o z tysi c kotów. Chudych, wylenia ych, sparszy-
wia ych.  ywili te koty przechodnie, rzucaj c resztki w asnego po ywienia. Czasem da a si  jakie-
mu  kotu z apa  nierozwa na myszka, rzadziej zuchwa y szczur. A raz zdarzy o si ,  e na schodach
le

 przez  par  dni wynik ostrej sprzeczki mi dzy lud mi. W tym czasie koty mia y  arcia do syta,

a przechodnie wybierali na dotarcie do celu i na przechadzki inne drogi.
      Bo ena musia a przechodzi  ko o tych schodów codziennie – tamt dy prowadzi a jej droga do
mieszka  ludzi biednych, którym nosi a straw , leki i pociech . By a zadowolona z tego,  e mo e
nie  my le   o  zawiedzionej  mi

ci,  prawd   mówi c  –   e  n  i  e    m  a    c  z  a  s  u  na  my lenie  o

czymkolwiek poza sposobami zaspokojenia ma ych potrzeb biedaków, aby mogli prze

 jeszcze

jeden dzie , jeszcze par  dni, mo e miesi c, rok... Z dnia na dzie  – byle nie zapomnie  o oddy-
chaniu, bo g ód o jedzerniu zapomnie  nie dawa . Dodatkowo pami  Bo eny o wszystkim zwi za-
nym z Dzier ykrajem by a blokowana przez obraz k bowiska kotów ko o tego le cego cia a...
Wzdryga a si  za ka dym razem, kiedy musia a przechodzi  ko o schodów... Dwa razy dziennie...

*  *  *  *  *

     Pierwsza rozmowa Jana VIII z Dzier ykrajem by a do  ogólnikowa i nied uga, lecz zosta a w
pami ci  S owianina na zawsze. Papie  zostawi  Scholastyk  i Dzier ykraja samych, bo musia
jeszcze co  za atwi . Podczas nieobecno ci papie a w komnacie Scholastyka podesz a do papieskie-

background image

- 23 -

go biurka i przekr ci a, tkwi cy w szufladce kluczyk. Stoj ce przed biurkiem krzes o z por czami i
oparciem – przypominaj ce skromny tron – nagle si  przewróci o do przodu, otwar a si  pod nim
pod oga i na miejscu krzes a zrobi a si  dziura. Scholastyka wskaza a r

 ten otwór i powiedzia a:

     - Obejrzyj!
    Podszed  i zajrza . Krzes o jakby wisia o na tylnych nogach.  A w g bi - w g bokiej dziurze-
zauwa

 co  takiego jak b yski stalowych ostrzy – szpikulców,oczekuj cych na spadaj cego z

krze-s a cz owieka.
   - Staraj si , by  nie by  poproszony o zaj cie miejsca na tym tronie skaza ców – powiedzia a
Scholastyka i ponownie przekr ci a kluczyk. Krzes o wsta o z otworu, na dziur  nasun y si  z
boków pokrywy, przednie nogi krzes a na nie opad y i wszystko wygl da o tak samo niewinnie jak
przed u yciem kluczyka.
       Po powrocie  do  komnaty  papie   spyta   o ojca  Dzier ykraja.  A  kiedy dowiedzia   si ,  e  Druzno
jest katolickim ksi dzem i  e niedawno odprawia  w Polsce nabo

stwo dla misjonarek, maj cych

nawraca  Polaków na chrze cija stwo rzymskie – wyrazi

yczenie, by Dzier ykraj zawsze

znajdowa  czas na rozmow , kiedy zostanie wezwany do papieskiego zamku.
     - To nabo

stwo – powiedzia  Dzier ykraj – by o ostatnim, które tato odprawia , on jest ju  sta-

ry...
     - I ostatni b

 pierwszymi – odrzek  papie . - Ci z Konstantynopola chc  sobie S owian podpo-

rz dkowa . Wymy lili s owia ski j zyk ko cielny i s owia skie pismo do ksi g ko cielnych.
Niczego w ten sposób nie osi gn . My  acin  wprowadzim jako wspólny j zyk dla wszystkich
chrze cijan. S owia szczyzny nie polubi  Grecy ani  acinnicy.  acina ma przysz

 jako j zyk jed-

nego  wiata chrze cijan.Jeden cesarz b dzie, jeden pasterz dusz... Te misjonarki... One po  acinie?...
     - Wi kszo  po niemiecku – odpar  Dzier ykraj – jeno niektóre zna y troch

aciny.

*  *  *  *  *

     Jedzenia ci gle by o za ma o. Bo ena dosta a dwie pomocnice – we trzy d wiga y ze sob  wielki
kosz z uszami, nape niony straw . Jednak codziennie zostawa o jeszcze par  domów do
odwiedzenia, lecz mo na tam by o zanie  jeno modlitw  i obieca  co  na jutro, bo kosz ju
opustosza . Bo ena ograniczy a swoje posi ki. O jeden posi ek dziennie mniej i ka dy posi ek
zjedzony – o po ow  mniejszy. Na pocz tku czu a g ód zaraz po zako czeniu  niadania  i wiecze-
rzy, o obiedzie da o si  zapomnie , kiedy si  rozmawia o, namawia o do modlitw i rozdawa o
jedzenie. Z czasem g ód Bo eny zosta  zast piony os abieniem – chodzi a wolniej, rzadziej
pomaga a nosi  kosz... Pomocnice ostrzega y j  przed chorob  p uc – t umaczy y,  e lepiej da
jedzenie nie wszystkim ni  nie dawa  nikomu. A jak dawca umrze, to ubodzy w

nie dostan  tylko

wiadomo ,  e nikt im ju  niczego, nigdy nie przyniesie. Bo ena pojmowa a t umaczenie, lecz
mia a nadziej ,  e po niej przyjd  nast pne roznosicielki. Scholastyka wyra

a podziw, bo liczba

obs

onych biedaków wzros a trzykrotnie odk d zaj a si  nimi Bo ena. Na jak d ugo?...

*  *  *  *  *

     Wezwanie do zamku przynie li w porze  niadaniowej i  Dzier ykraj natychmiast pogna , maj c
w pami ci przestrog  Scholastyki.
      - Senior Dier ykraj – powiedzia  papie  – chc  ci  zapyta  o beneficja.
      - Nie bardzo wiem...- w g osie Dzier ykraja czu  by o zmieszanie.
      - Chodzi o op acanie urz dników w adcy – Scholastyka natychmiast po pieszy a na ratunek.
     - Maj  oddane w u ytkowanie w

ci z dóbr ogólnych na czas pe nienia obowi zków – powie-

dzia  Dzier ykraj. - Dobra ogólne, to te ziemie,które powierzone s  ksi ciu, aby mia  dochody na
pokrycie potrzeb ogó u.
      - Hmm... - mrukn  papie  – podobnie jest i u nas. Powiadasz na czas pe nienia obowi zków?
    - Tak – powiedzia  Dzier ykraj. - Czasem, jak kto si  wyró nia, to dzier y w

 do ywotnio,

albo dostaje w u ytkowanie do ywotnie inn  w

 – gdzie  bli ej jego domu rodzinnego na przyk-

ad .

      - A co si  u was robi, kiedy kto  nie chce ust pi  z owej w

ci? Bo mnie – powiedzia  papie  -

ludzie z rodów Krescencjuszy  i  z Tuskulum ust pi  nie chc . Tam starcy siedzieli do ywotnio,
którzy niegdy  urz dnikami na dworze naszym byli.  Oni umarli, a m odsi z owych rodów krzycz ,

background image

- 24 -

e to ich dobra, bo na  wieki wieków przez papie y nadane. Co – wed ug ciebie – wypada z takimi

zrobi ?
     - Daleko to od Rzymu? Zapyta  Dzier ykraj.
    - W Lacjum. Niedaleko od Rzymu. Nieopodal Fraskatti, gdzie niegdy  Lukullus lubi  wypoczy-
wa , kiedy Tyber zaczyna  latem niby gnojówka  mierdzie . Tyber bagnisty bardzo... No, co by
po-radzi  uczyni ?
     - Odebra  nale y to, co sobie kto przyw aszczy . To rabunek – powiedzia  Dzier ykraj.
    - Musia bym najmowa  ludzi spod ciemnej gwiazdy – powiedzia  niech tnie papie . - To by si
wyda o, bo naj ty wszystko ma na sprzeda , tak e imi  tego, co go op aca.
     - Ja bym w imi  sprawiedliwo ci da  swoich ludzi – powiedzia  Dzier ykraj oburzonym g osem.
Ja sam bym poprowadzi , gdy o rozbój w bia y dzie  idzie.
     - To wy mienity pomys  – ucieszy  si  papie  – b

 szuka  w ród tutejszych, wielu b dzie si

nawzajem podejrzewa ... Sam ciebie i twoich ludzi poprowadz , poka  miejsce i osoby. A
zap ata... Gdzie ty i twoi ludzie macie stajnie i mieszkania? Bo odt d  na mój koszt b dzie dla was
ca kowite utrzymanie. Zgoda? Zrobisz to?
     - Ja tylko pojma  mog , kogo pan papie  wska e – powiedzia  Dzier ykraj – do reszty r ki nie
mog  przyk ada  bom nie jest s dzi  w tej sprawie.
      Po kilku dniach Dzier ykraj zosta  poproszony o przybycie na zamek papieski. By

wiadkiem

kajania si  szlachetnie urodzonych z rodów Krescencjuszy i Tuskulanów. Przysi gali na ró ne

wi to ci,  e ju  nigdy nie narusz  umowy, je li papie  odda im tych, którzy poznikali tak bardzo,

e nie mo na ich znale  ani si  wywiedzie  kto ich usun  z w

ci, mo e to dla okupu zrobiono i

Ojciec  wiety chcia by po redniczy , to oni dadz  okup ka dej wielko ci.
      - Chcia bym da  wam dowód zaufania i spowodowa  powrót waszych rodowców, atoli nie jest
to w mojej mocy – powiedzia  papie . - Gdybym wiedzia ,  e  yj , i wiedzia  gdzie s , to sam bym
poprowadzi  zbrojnych ochotników, by uwolni  dawnych moich urz dników i ich krewnych. Czy
mog  liczy  na wasz  zgod , je eli z waszych rodów wyznacz  nowych urz dników?
      Zapewnili o gotowo ci pe nienia obowi zków powierzonych przez papie a, nawet na tych sa-
mych beneficjach poprzestaj c, które przedtem do owych urz dów przydzielono. Powinni by
zadowoleni, gdy  nie musieli si  trudzi  – papie  skorzysta  z gotowo ci innych rodów.

*  *  *  *  *

    Przechodz c rano ko o schodów pod will  Lukullusa, Bo ena spostrzeg a,  e kilku jej podopiecz-
nych  usi uje sprzedawa  przechodniom, wczoraj zaniesione przez ni  czyste prze cierad a i ki cie
winogron. Zrobi o jej si  nijako, pop aka a si , biedna, i pobieg a do Scholastyki.
     - Zrobimy z tym porz dek – powiedzia a Scholastyka. - B dziesz zanosi  jeno bezwarto ciowe
kr ki z cyny,  na których wyryto znak ko cielny. Kto z tym kr

kiem stawi si  na msz  i poka e

go zakrystianowi, ten dostanie wspomo enie. Przynajmniej z uczestnictwa w nabo

stwie b dzie

po ytek. A tobie b dzie l ej, bo na to wypada,  e u wierkniesz z wi kszej biedy ni li twoi podo-
pieczni.
     Odt d Bo ena jada a normalnie. Min y os abienia. Nie powróci a poprzednia kr

 twarzy –

Bo ena wygl da a na uduchowion  niewinno  lub na pi kno  w pierwszym okresie ci y. Kto nie
wiedzia , i  mog aby schn  z t sknoty i wzdycha  do spotkania z jednym takim, ten móg by si
pomyli  i g osi  pogl d o  nied ugim doczekaniu si  na macierzy stwo m odej nowicjuszki zakonu
scholastyczek, czy te  benedyktynek.

*  *  *  *  *

     By a koronacja Karola Grubego z dynastii Karolingów na cesarza rzymskiego. Dzier ykraj nie
by  brany pod uwag , co kanclerz papie a obja ni  konieczno ci  unikania zadra nie  mi dzy dos-
tojnikami z zachodu  i  przedstawicielami ze wschodu.
     - Jednak e zaraz po koronacji papie  chce ci  widzie  u siebie – powiedzia  kanclerz.
     - Da em si  wywie  w pole - powiedzia  papie , kiedy Dzier ykraj stawi  si  na rozmow  – o-
szukano mnie. Ten t

cioch w  aden sposób nie pomo e Pa stwu  Ko cielnemu. Czy  s ysza  o og-

niu greckim? Bo te galery arabskie trzeba jako  od uj cia Tybru i z zatoki ko o Neapolu przep dzi .
      Dzier ykraj wyzna ,   e o niczym takim nie s ysza ,  tedy papie  wyja ni ,   e okr ty z Bizncjum

background image

- 25 -

mog  wyrzuca   z siebie strumie  ognia, który nawet wod  spala i okr ty arabskie mo na tym
ogniem zniszczy . Potem spyta  o rad  – op aca si   w ten sposób uzale ni  od pomocników z
Konstantynopola i z wdzi czno ci i  na ust pstwa  w ka dej sprawie, czy te  Dzier ykraj widzia -
by jaki inny sposób na tych pod ych Saracenów?
     - Zniszczy  mo na, lecz to oznacza niemo liwo  wykorzystania tych okr tów, gdyby si  je zdo-
by o – powiedzia  Dzier ykraj.
     - Tymi twoimi paroma lud mi? - papie  by  zdumiony.
     

-  Jest  do  kupienia  prawie  pi dziesi t  okr tów  norma skich  –  powiedzia   Dzier ykraj.  -

Mog yby przyp yn  z za ogami wojennymi w ci gu kilku miesi cy. Jeno za ogi musia oby si
pr dko uwolni  – trzeba by je zast pi  miejscowymi, przez naszych ludzi przeszkolonymi. Nasze
okr ty s  tak  cig e,  e przy lada wietrze nie dogna ich  adna galera.
     - Jakie  malutkie – wyrazi  przypuszczenie papie  g osem stosownym do lekcewa enia malut-
kich okr cików.
      - Trzy ma e, to a  nadto na jedn  galer  – zapewni  Dzier ykraj.
      - A dlaczego te za ogi odsy

?

    Dzier ykraj wyja ni  zasady pe nienia s

by w dru ynie. Osi gn  cen  za okr ty i wynajem wo-

jów na okres szkolenia nowych marynarzy, która zadowala a obie strony. Tak przynajmniej
powiedzia  papie , nieciekawy sposobu sprowadzenia okr tów za kilka miesi cy, kiedy sama
podró  do Polski musia aby zaj  mnóstwo czasu.
     

Do utajnionego w Rzymie kap ana Swarzeca Dzier ykraj poszed  ukradkiem dopiero w nocy.

Wiadomo  zosta a wys ana rankiem, przy u yciu poczty lataj cej. Na wszelki wypadek polecia y
trzy go bie.

*  *  *  *  *

      Bo ena mia a k opot nielada – wczoraj ubogiej, samotnej matce zmar o niemowl . Od urodze-
nia  s abowa o, a mimo to kurczowo trzyma o si

ycia. Z pocz tku nie dawa o rady ssa  matczynej

piersi, lecz matka by a wytrwa a – podtyka a sutki pod usteczka malca, wyciska a mu z piersi
krople mleka na wargi... Jako  zassa . Jeszcze przedwczoraj ssa  bardzo pi knie i zdawa o si ,  e
nast pi  prze om – Bo ena i matka mia y prawie pewno ,  e to male stwo pokona o w asn

abo  i zacz-nie przybywa  na wadze, wzrasta ... Tylko Scholastyka kiwa a g ow  jako  tak...

Niby,  e ona wie lepiej?... Wiedzia a. Niemowl  pr dko pochowano dzi ki pomocy Bo eny, która
wszystko poza atwia a,op aci a, wszystkiego dopilnowa a. Tylko jedno zosta o –  ukoi  gorzki  al
matki...
     Ju  schody by o wida , a Bo ena potrafi a jeno prosi  Boga o podsuni cie sposobu, bodaj dro-
bnej wskazówki w sprawie z agodzenia cierpie  zrozpaczonej matki. Ten niemowlaczek... No, to
musia  by  owoc gor cej, szczerej mi

ci, skoro niewiasta tak okropnie prze ywa jego strat ...

      Spojrzenie Bo eny – jak co dzie  – odruchowo polecia o na schody, gdzie to k bowisko kotów
nad le cym cia em widzia a. Teraz te kociska tak e... Brr... K b w jednym miejscu,
powrzaskiwanie kota przypomina skrzeczenie pot pie ca, gdy mu diabli mocniej dopiekaj . Tylko
jeden z tych kotów miauczy – reszta wrzeszczy i stroszy si  na siebie. To jest zapowied  walki o  er
      Od góry na schody wszed  starzec z lask . Obok niego spory pies zwiesza  g ow  ku ziemi, jak-
by  gdzie  nisko le

o wyja nienie przyczyny powolno ci ruchów starego cz owieka i starego psa,

który spodziewa si  odzyska  sprawno , je li t  przyczyn  w asnej i pana niemrawo ci wyw szy
lub zobaczy. W sposób nag y do psa musia a trafi

wiadomo ,  e poni ej jest moc zwierz t, które

przed psami zwykle uciekaj . Uniós eb, szczekn  i potruchta  ku zgromadzeniu kotów.
     

Koty pierzch y. Na schodach le

o par  bia ych szmatek, jakby zawini tko... Z tego miejsca

wy-doby o si  cichutkie miaukni cie. Czy by ma y kotek? Te stare kociska by y gotowe po re
malu-cha w asnego gatunku!
     Pies powstrzyma  trucht, zacz  podchodzi  do zawini tka na ugi tych nogach – to wygl da o na
skradanie si  drapie cy w stron

upu. Bo enie zrobi o si  szkoda ma ego kotka. Ruszy a schodami

pod gór , nie spuszczaj c oczu z psa. W razie czego mo e odp dzi go krzyk? Dlaczego ten stary
cz owiek nie przywo uje swojego psa?
     Pies zd

 doj  do zawini tka przed Bo en . Nie krzykn a, bo zwierzak nie atakowa  kotka.

Pow cha  szmatki,  porusza  ogonem i szczekn  ca kiem niegro nie. Spojrza  na Bo en  jakby wy-

background image

- 26 -

czekuj co. Bo ena odwa

a si  dotkn   k buszka ze szmatek, a potem je rozwin . To by

nagusie ki ch opczyk, niedok adnie obmyty, mo e tylko powycierany tu  po porodzie. P powina
by a zawi zana, oczka maluszka by y zakryte powieczkami, jakby ten cz owieczek nie chcia
ogl da

wiata ani swojego losu... Miaukn  i popatrzy . Ach, jak e g boko i przenikliwie. Bo ena

poczu a nowy ruch serca i jakie  rozkoszne ssanie w piersi. Nie wiadomo sk d niewiasty wiedz ,  e
tak objawia si  specjalny rodzaj mi

ci, zwanej macierzy sk .

     Gna a z tym zawini tkiem jak do po aru. Wpad a do izby samotnej matki, wyci gn a ku niej r -
ce z zawini tkiem i wyda a mocnym g osem polecenie:
      - Nakarm!

*  *  *  *  *

     

Tym razem papie  zwierza  si  ze swojego  alu spowodowanego kolejnym b dem – korono-

wa , na cesarza rzymskiego, tego t

ciocha, s usznie zwanego Karolem Grubym, a tu ludzie owego

cesarza  daj , by nie mianowa  biskupem Pragi tego misjonarza S owian – Metodego.
      - I co ja mam zrobi ? - papie  patrzy  na Dzier ykraja oczami, w których napi cie sz o o lepsze
z oczekiwaniem porady.
      - Biskup z Niemiec mia by lepsz  mo liwo  porozumienia si  z Czechami? - zapyta  Dzier y-
kraj.
      - Wiadomo,  e nie – odrzek  papie .
      - Mo na si  spodziewa  po niemieckim biskupie lepszej wspó pracy z Rzymem ni  po cesarzu?
    

- Dzi kuj  za rad  w imieniu nowego biskupa Pragi – Metodego, Cyrylowego brata - papie

twarz mia  u miechni

. Mo e radowa o go przekonanie o lojalno ci Metodego i  o sk ono ci

Kon-stantynopola  do  podtrzymywania  zgody  z  Rzymem  w  sprawie  d no ci  do  scalania  ko cio a
pod jednym pasterzem o imieniu Jan.
      Potem papie  chcia  us ysze  zdanie Dzier ykraja o datowaniu lat i o rozumieniu zapisów dat.
     - Bo widzisz – t umaczy  – my powinnim liczy  kolejno  lat od  narodzenia naszego Pana Jezu-
sa Chrystusa. Ju  par  wieków temu mnich Dionizy Mniejszy obliczy , na polecenie jednego z mo-
ich  poprzedników – ile lat temu owe narodziny Zbawiciela mia y miejsce. A na  wiecie nadal li-
czym lata, które przemin y od za

enia miasta Rzym. Zwa ,  e ten Rzym by  wtedy miastem

pogan... Jest jeden szkopu ... Cz

 chrze cijan powiada, i , od za

enia Rzymu licz c, mamy rok

MDCXXXIII – tysi c sze set trzydziesty trzeci. A inni powiadaj , i  jest rok MDCXXXIV –
tysi c  sze set trzydziesty czwarty. Jak to rozstrzygn ?
     - I tak mo na, i inaczej si  da – powiedzia  Dzier ykraj. - Rok jest d ugi, i gdybym mia  zapisa
rok urodzenia Jezusa – dzi  narodzonego – to bym zapisa  rok pierwszy. Podobnie - gdybym musia
zapisa  ile lat prze

 Jezus w chwili ukrzy owania, to bym liczy   jakby na palcach lub tak, jak

liczy si  jab ka po

one na stole. Atoli liczenie lat minionych a jeszcze nie zako czonych... No –

powiadamy,  e dzieciak ma rok, a on, przecie, prze ywa ju  drugi rok swojego  ywota. Zrobilim
krok i nasza noga ju  jest uniesiona do zrobienia drugiego kroku, kiedy nas stupor unieruchomia.
Na zapytanie – ile  kroków zrobi ? - nie odpowiemy,  e zacz lim robi  drugi, powiemy, 

my

zrobili krok jeden. To tak, jakby my jedli pierwsze jab ko i na stole jab ek nie by o. Po zjedzeniu
tego pierwszego k adziemy na stole ogryzek i to jest znak,  e jedno ju  jest zjedzone. Min o. A my
zaczynamy je  drugie. Mówim –  jest rok MDCXXXIII,a w rzeczywisto ci tyle lat ju  od
za

enia Rzymu przemin o i my prze ywamy rok MDCXXXIV.

     - To dla wielu za trudne do poj cia – powiedzia  papie . - To nie moja sprawa, lecz za jaki  czas
minie okr

e tysi c lat od narodzenia Pana. Wtedy k ótnie mog  by  o pocz tek lub koniec stulecia

i tysi clecia... To o tyle wa ne,  e kr

 ploty o tysi cletnim królestwie Jezusa na Ziemi...

Niektórzy g osz  i  narodziny Jego s   pocz tkiem tego królestwa. W tym okr

ym roku mo e by

d Ostateczny, lub grozi on dopiero w roku  nast pnym... Dla hulaków i skrytogrzeszników to ma

znaczenie – oni zamiaruj  poprawi  si  w ostatniej chwili przed ko cem...
     Wtedy Scholastyka niespodzianie wysz a ze swojej roli t umaczki i powiedziala od siebie – naj-
pierw po  acinie, a potem po s owia sku:
     - Nikt nie zna dnia ani godziny – dzi  rano nowicjuszka naszego zakonu otrzyma a dar od Boga.

background image

- 27 -

Mo na rzec,  e zosta a matk

wie onarodzonego. To jest owa Bo ena, która do Rzymu z tym tu

obecnym Dzier ykrajem przyby a.

*  *  *  *  *

     Nowe mieszkanie. Komnatka dla Bo ego Daru. Komnata dla mamki. Komnata dla Bo eny. No,
a Dzier ykraj, to co? A cuccina, czyli kuchnia? A kucharz i pos ugaczka? Wszystkie koszta wzi
na siebie papie . On tak e chrzci  malca, wszyscy byli zgodni, i  trzeba mu nada  imi  Bo ydar.
     Kap an Swarzeca zapowiedzia  wyruszenie okr tów dla papie a z Ustki. Radzi  zakupienie sta-
jen dla tych koni, które z orszakiem Dzier ykraja (a mo e Bo eny?)  do Rzymu przyby y.
      - Mo ecie wraca  w po piechu – powiedzia  ten tajemniczy cz owiek, przypominaj cy Dzier y-
krajowi ojca.
      Stajnie zosta y zakupione. Zosta y zakupione koszary. Stajnie i koszary nazywano Polacca.

*  *  *  *  *

     Pi dziesi t okr tów pod trójk tnymi  aglami sprawnie zawin o do przystani przy uj ciu  rzeki
Tyber   do Morza Tyrre skiego. Powozik z Bo en  i Bo ydarem dowióz  Dzier ykraja na miejsce
powitania floty. By  tak e papie . Ko o powoziku kr ci  si  kap an Swarzeca, na pierwszy rzut oka
– stary tubylec niezbyt starannie umyty i oprany. U ciski, przemówienia akuratnej d ugo ci i tre ci.
Do Dzier ykraja podesz o czterech ludzi z dwoma worami. Dwóch przekaza o Dzier ykrajowi wór
srebrników za okr ty i us ugi za óg. Przekazali i odeszli. Wtedy ta druga para...
     Okazali si  przedstawicielami rodów Tuskulanów i Krescencjuszy. Dzier ykraj s ucha  ich nieu-
wa nie, gdy  na jednym z przyby ych okr tów nast powa a wymiana za óg – schodzili  wie o
przybyli, a wchodzili woje z orszaku Dzier ykraja. Po co? Po co ten wo nica powoziku  agle
nakaza  postawi ? Co ci z tym worem?...  e oni p ac  wi cej ni  papie ? Za co?
     - Wynajmujem te okr ty i za ogi – powiedzia  jeden z tych ludzi.
     Pojawi  si  kap an Swarzeca a z nim dwóch wojów. Woje uj li wór i ponie li go do okr tu pod

aglami.

     - Bierz niewiast  i dzieciaka – powiedzia  z naciskiem kap an Swarzeca – i pr dko na okr t!
     Nie wiedzie  dlaczego Dzier ykraj us ucha . Mo e owo podobie stwo kap ana do ojca... Cumy
zosta y odrzucone i wo nica wyda  dziwn  komend  – co  o opuszczeniu miecza... Okr t ruszy
pod lekk  bryz . Dzier ykraj jeszcze nic z tego nie pojmowa . Dopiero jak si  odwróci  twarz  do
brzegu...
     Zobaczy  sztylet lec cy ku papie owi. Widzia  jak ten sztylet trafia i wchodzi w cia o papie a.
Papie  osun  si  na kolana, a potem pad  na plecy.

*  *  *  *  *

     Szesnastego grudnia  882 roku zaczyna o si  stulecie, zwane w dziejach papiestwa ciemnym...
Tego samego dnia Dzier ykraj dowiedzia  si  o zaletach dechy wsadzonej w wod  poprzez skrzyni
mieczow  – okr t nie by  znoszony przez boczny wiatr i móg  chodzi  ostrzej do wiatru. Dla za ogi
okr tu zapowiada o si  znoszenie trudów  eglugi zim .
     Bo ena by a pogodna – nie przera

a jej  wiadomo  wej cia w obszar mrozu,  niegu i zimo-

wego wichru. Cieszy y j  a  trzy dary od Boga – Bo ydar, Dzier ykraj i nowa Ojczyzna, do której
teraz zd

a ch tnie i z w asnej woli. Nie przera

a jej nawet sypialniana przysz

 z m em... A

tak si  w duchu zarzeka a,  e ona nigdy nie b dzie powtarza  zbereze stw Hildy i sióstr...Teraz te
mo liwe mi osne igrce jeno j  ciekawi y... By  prawdziw  matk  Dzier ykrajowego dzieci cia...
Ona chce! Ponadto – para dzieci tek lepiej si  chowa... A trójka?... A... ?...   Stój, Bo ena! Nie b
zach anna!

background image

- 28 -

Rozdzia  V

Zmartwienia

     Retro...  Bliskie s owu – wstecz. A perspektywa? Powiadaj , i  jest to zagl danie w przód. No,
dobrze – idziesz przed siebie, wiadomo,  e w przód, bo ty em niezr cznie.Widzisz przed sob
widnokr g, a przed nim – przed t  lini  styku nieba z ziemi  – widzisz ró ne rzeczy. Im która
dalsza od ciebie, a bli sza widnokr gu, to zda si  mniejsza, ni sza, krótsza. Perspektywa... Widok w
te miejsca, do których dojdziesz, z którymi  doczekasz spotkania. A je li staniesz, odwrócisz si , to
co przed sob  widzisz? Te  widnokr g, przebyta ju  droga... Retro. A razem – retrospektywa.
     W pierwszej bitwie pod Starogardem Mszczuj mia  uczestniczy , a nie uczestniczy , co wszem
by o wiadome i nikto nie wydziwia , i  mimo unikni cia boju przyprowadzi  do Wierzchoniowa
dziesi ciu niewolnych wikingów, z których jednego zasiekli batogami i pa kami wspó towarzysze
niedoli, bo Mszczuj tak postanowi . To by o wtedy, gdy Bratek Parnica mia  par  lat, a Gawe
móg by uznawa  za papu wszystko, co da si  dotkn , uj  i do g busi w

. Nawet  mierdz ce...

odszego Mszczuja jeszcze wtedy nie by o na  wiecie, bo pó niejsza na

nica starszego

Mszczuja,  wie a Parnicówna, mia a lat pi tna cie i Mszczuj patrzy  na ni  jak na córk , cho  sam
mia  niewiele lat ponad dwadzie cia.
     

W drugiej bitwie pod Starogardem nie uczestniczy

aden Wierzcho ,  bo  akurat nie  by o

adnego w  wieku sprawnym, któryby  móg  si  zg osi  na ochotnika. Gawe  chcia , bo  wiek spra-

wny zaczyna si , kiedy sko czysz lat czterna cie, ale... Ka dy doros y wie – co to znaczy mie
czterna cie lat. Niby

rza y, a musisz czeka  par  lat prawie na wszystko. Chcesz si  postarze  jak

najpr dzej, bo to niezno ne by  dziecinnym doros ym. Takie zmartwienie ma m ody, lecz ma i po-
ciech  – wiedz ,  e na pewno zrobi si  starszy. Nawet cztery m odsze siostry m odego Mszczuja i
on sam wiedzieli o tym starzeniu si , chocia  siostry jeszcze si  swoim dzieci stwem nie martwi y,
a Mszczuj ju  czu  swoje czternaste urodziny w pobli u i tylko do nich t skni .
     

Gawe  doczeka  si  mo liwo ci s

by w dru ynie i j  odbywa . Wierzchoniów, znaczy jego

mieszka cy, ju  nie musieli si  martwi  brakiem pe nych obej  z potrzebn  do szcz cia zawar-
to ci . Dwadzie cia gospodarstw pana Mszczuja, z czego dziewi tna cie powierzonych wolnym
go ciom i dziewi ciu ch opom pochodzenia norma skiego - wszystkie gospodarstwa mia y wszyst-
kie zabudowania i ogrodzenia z bramami i bramkami. We wszystkich by y studnie, w ka dej oborze
nocowa a para wo ów, krowa i ciel , w ka dym chlewku sypia a maciora, dwa warchlaki i prosi t
sporo. Kurniki by y oznajmiane gdakaniem, gulganiem, g ganiem i kwakaniem. W szopach
chroni y si  przed zim  narz dzia, w stodo ach zasieki nie by y puste, a na klepiskach stodó  sta y
wozy czteroko owe z  elaznymi obr czami.  Mszczuj martwi  si  tym,  e bliski jest czas sp acenia
przez wolnych go ci wszystkich d ugów i... Niby nie powinni odchodzi , ale...
      wie a próbowa a pociesza  swgo pana istnieniem ch opów norma skich. Jeden by  o eniony z
misjonark  – Niemk , któr  przyprowadzi  w odarz z Bochotnicy. Ona Germanka, on – ten,któremu

 przydzieli  Mszczuj – te  Germanin. Niezbyt dok adnie si  rozumieli, mo e tak – jak S owak z

Polakiem – lecz wiking poj ,  e niebo chrze cijan jest  atwiej otwierane dla ubogich i gn bionych
ni li dla wolnych i bogatych. Wiedzia ,  e jego Walhalla ofiaruje mu po  mierci s

 niewolnego

ch opa, a ta misjonarka opowiada a o raju dla poni anych za  ycia. Wybra  t  now  Walhall , tym
bardziej,  e misjonarka i na ziemi umia a suli  rozkosz... A potem inni sch opiali wikingowie  enili
si  z córkami ch opów z Bochotnicy i z innych wsi. Ju  nie by o tak,  e jedynymi dzie mi byli
Wawrek i Bratek Parnicowie – teraz pastuszków by o a  nadto.
     Do Wierzchoniowa powróci , po s

bie w dru ynie, Gawe . Z y by  niby szersze , kiedy bania

z czerwiem zostanie naruszona. Próbowa  zosta   w dru ynie d

ej – jako dziesi tnik, czyli woj za

 op acany srebrem albo nadaniem ziemi  po  pi ciu latach dziesi tnikowania. Niektórzy z

dziesi tników  mogli zosta   w s

bie na kolejnych dziesi  lat - jako setnicy. Setnicy dostawali po

bie   w

 dwudziesto anow ... Zamiast s

by z broni   - tak Gaw owi powiedziano – móg by

zosta  smard  – te  op acanym po pi ciu latach s

by nadaniem jednego  anu... Czy  nie  mia

powodów  do  z

ci?  Czy  ktokolwiek   atwo  godzi  si   z  tym,   e  go  uznaj   za  niezdolnego  do  wy-

wy szenia i mówi  o s

bie na podrz dnym stanowisku?  W odarz dosta   w tej sprawie  wici. Tam

background image

                                                                        - 29 -
napisano,   e Gawe  jest nieodpowiedzialny i musi by  pilnowany,  aby wykona  jakiekolwiek zada-
nie...   wie yna bardzo si  zmartwi a tymi wiciami, które w odarz sam przywióz  i wspólnie je we
trójk  – w odarz,Mszczuj i  wie yna sprawdzali – czy aby nie brakuje tam jakiej cz ci, mo e
jedna witka z dopiskiem o poprawie Gaw a gdzie  si  zagubi a... Có , trzeba si  by o pogodzi  z
ujemn  ocen  jednego z Wierzchoniów. Prawd  mówi c,  wie ynie jeno o jednego Wierzchonia
sz o – o jej pana i w adc  jej serca, czyli o Mszczuja sta a. A on niespodzianie powiedzia :
     - Niedaleko  pada jab ko od jab oni. Tusz ,  e Gaw owi tego nie powiecie – on nie jest wcale
moim synem. A  trzech miesi cy ci

y nie mo na si  by o doliczy . Gawe   móg by by  mój,

gdyby urodzi  si  po sze ciu miesi cach ci y. Ty,  wie yna, pomnisz – czy on wygl da  na przed-
wcze nie urodzonego?
     Próbowali zagada  o czym innym, w odarz ze  miechem opowiada ,  e mu przezwisko zmienio-
no – przedtem, z powodu barwy w osów i w sów oraz z powodu  zwijania si  jego ow osienia
zwano go  Kasztanowym K dziorem – teraz o nim mówi  Siwy.   wie yna na zamartwienie z
pogod  zwróci a uwag . Mszczuj s ucha , zasumowanej miny nie zmienia ,w ko cu znowu si
odezwa :
     - To tylko dla was wiadomo . Jam Gaw a uzna  i dziedzictwo po mnie mu si  nale y. Atoli cór-
ki  nasze  za  m   z  wianem  wypada  odda .  M odemu  Mszczujkowi  te   si   dziedzictwo  nale y.  Ja
bym nie chcia  w

ci rozdrabnia ... Nie wiem co z ni  zrobi  dzieci nasze, atoli póki  yj  ziemi nie

podziel . Martwi  si  tym,  e nie wiem jak Gaw a uposa

 na now  drog

ycia. Nie chcia bym

go przy sobie mie , spe ni em swój obowi zek – 

em na niego a  do doros

ci, teraz gotówem

je-go dzia  dzidziczenia sp aci , a  wszystkom odda  za d ugi. Do w odarstwa przede wszystkim,
bom stam d najwi ksz  pomoc dosta .
     

- Ka dy ma jakie  zmartwienia i troski – powiedzia  w odarz i ci ko westchn . - Ja swojej

ziemi nie mam, na ogó u ziemi, znaczy – na ksi

cej, tyra em, zestarza em si  i co dalej? Mnie

nikto w spadku dzia u nie da... Próbuj  w Gnie nie za atwi ,  eby mój najstarszy syn po mnie

odarstwo... Dajmy na to,  e mu si  uda zosta  w odarzem... A inni synowie? A córki?  A ja? Na

do ywociu u syna?... To  staruch w domu –  le widzi, niedos yszy, ledwo si  rusza, a czepia si
wszystkiego  niby paj k – to  to dla m odych utrapienie... Kop  lat mam na karku, a ty  jeszcze pó
wieku nie sko czy . A  wie yna – istny miód. Dziewczyna jakby. To  dopiero trzydzie ci, o ile
dobrze pomn ...  eby chocia  do ywocie dali na w odarstwie...
    

- Dwadzie cia dziewi  – powiedzia a  wie a. - I te  swoje troski mam... Powiedzieliby cie,
odarzu, temu mojemu panu – co dla niewiasty  na  na

nic  wzi tej dro sze jest od   aski pana...

     

-  wie ynka – g os Mszczuja sta  si  naraz czu y i  arliwy – ja nie pomy la em... Ja... No,nie

wiem w jakiej religii...
      - Jednak w ustroju rodowym, na Za abiu by o lepiej – powiedzia  w odarz i znowu westchn .
     Dalszy ci g narzeka  zosta  przerwany pytaniem zza okna:
     - Jest tam kto w  rodku? Bo bramka zawarta, a ja z wiciami!
     Ten  z wiciami okaza  si  cz owiekiem od w odarza nie m odszym, lecz tak samo jak w odarz
by  dziarski, a siwy chyba nie by , jeno w osy, do barków no ycami równo uci te, mia y bia
barw
     - Ja mam wici dla Mszczuja z Wierzchoniowa – powiedzia  po obyczajnym powitaniu.
     - Jam jest – powiedzia  Mszczuj i dosta  pó  tuzina  zapisanych wici. Rzuci  na nie okiem i z wa-
haniem  powiedzia ,  e to chyba jakie  niedopatrzenie.
     - Nie, nie – powiedzia  przybysz – od teraz zmiany s . Te wici trza po czy   z dwoma innymi
zestawami i dopiero odczytywa . Jedna cz

 jest w chramie za Wis . Jeszcze do w odarza z

Bochotnicy musz ...
    

- Jam jest – powiedzia  w odarz i dosta  tyle samo wici, co Mszczuj. Mo liwe,  e odczytanie

wiadomo ci bez jednej trzeciej znaków nie by oby bardzo trudne, lecz przybysz powiedzia :
      - Nie próbujcie odczytywa , bowiem  w wiciach jest nakaz, by cie si  we trzech naradzili po ich
odczytaniu. Ja tu zostan , a wy czym pr dzej – do chramu. Teraz w wa nych sprawach zawdy wici
takie b

, by nikto podszy  si  nie móg  pod pos

ca  od ksi cia.

     Przybysz poszed  na wie , d ugo nie wraca , za to stara Parnicowa przylecia a, bo on – ten obcy
–  da przybycia wszystkich na nabo

stwo i nauk  na polan  w d binie, gdzie ten ostaniec wielki

background image

- 30 -

kamulec – le y, i przedtem tam poga skie obrz dy odprawiali. I czy  wie yna radzi i , czy nie i .
     - I  – powiedzia a  wie yna – to pos aniec z Gniezna, mo e co ciekawego powie.
     Wszyscy z Wierzchoniowa przyszli oprócz Mszczuja, który z w odarzem poprzedniego dnia za
Wis , do chramu si  wybra  i jeszcze nie wróci . Ko o osta ca by o podzi kowanie Bogu za
wszystko, co On zdarzy . Modlitw  odmawia  ten obcy, wszyscy jeno amen dopowiadali, kiedy on
przestawa  mówi  i podnosi  na nich oczy Wygl da o na to,  e to jaki  kap an chrze cija ski,  atoli
obrz dku nies owia skiego, bo ubioru kap

skiego nie mia  i w zwyczajnym, po podró y niezbyt

wie ym, te modlitwy odprawi , a potem zapyta  czy znaj  ró nice mi dzy chrze cija stwem a

religi  Swarzeca.
     - To religia pogan – odezwa  si  stary Parnica.
     - Co to znaczy? - spyta  obcy.
     - Czcz  ba wany, kamienie,  wi te drzewa i gaje. Ot, w

nie jeste my na takim czczonym nieg-

dy  miejscu – Parnica wskaza  kamie  na  rodku polany.
    

- Czy kamie  mo e by

wi ty? - zapyta  obcy i wszyscy chórem zawo ali,  e nie, a Parnica

dopowiedzia ,  e kamie  nie jest lepszy od z otego cielca, którego czci  nie lza.
     - A wizerunki  wi tych i samych  wi tych? A  wiete obrazy? - dopytywa  si  obcy. - Czy nie
jest tak,  e jeno Pan Bóg jest  wi ty?
     Potem obcy naucza ,  e Pan Bóg jest jedynym bogiem, który wszystko i wszystkich stworzy  i za
samo stworzenie ju  nale y si  Jemu cze  i chwa a. A chwa a po s owia sku oznacza to samo, co
podzi kowanie, co teraz w Polsce zamienia si  w uwielbienie. Kiedy mówim – chwa a Bogu – to
tak jest jakby my powiadali – niech b dzie Pan Bóg wielbiony za wszystko, czym nas obdarza.Pan
ustanowi  stany, co w biblii jest zapisane i my w  yciu widzim. U nas stany nie s  zale ne od posia-
dania bogactw. Jest stan ludzi szlachetnych  i stan  gawiedzi. Nie zawsze pkrywaj  si  one ze sta-
nem  mo nych i stanem poddanych, co ka dy czuje albo mo e w asnym rozumem rozpozna . Tym
rozpoznaniem nale y si  kierowa  przy ocenie innych ludzi i siebie. Je li kto szlachetny, to nale y
do stanu wy szego. Nikczemni za  na nagrody od Pana nie zas

.

     Potem obcy uczy  pie ni religijnej. Zanuci  par  razy melodi , wszyscy powtórzyli, on powie-
dzia ,  e dobrze i poda  par  razy s owa pie ni. Na zako czenie nabo

stwa wszyscy za piewali.

                                                             Za wszystko, co stworzy  – my Boga czcimy.
                                                             Za s

ca  wiat o i blask ksi yca,

                                                              za lata ciep e i mro ne zimy,
                                                              za chleb powszedni, co  ywi  podsyca.
                                                          Ciebie mi ujem o  Bo e Jedyny -
                                                           nasza podzi ka a  w niebo wzlata,
                                                           my wierne córy, pos uszne syny -
                                                           za to, 

 u yczy  nam swego  wiata.

                                                         Sprawi

,  e p ta germa skie prys y

                                                         i Polsk  dla nas zrobi

 rajem,

                                                         Jej pi knem sycisz  nasze umys y -
                                                          za to, o Bo e, cze  Ci oddajem.
      wie a o ma o nie parskn

miechem, spostrzeg szy,  e jej córki starannie omin y „pos usz-

nych  synów” , lecz  adnych wymówek im nie czyni a. Zaprosi a obcego do domu Mszczuja,
wskaza a mu komnat  go cinn , przygotowa a k piel i posi ek. Podzas posi ku on stara  si
wyja ni ,  e ksi

 obawia si  rozd wi ków mi dzy chrze cijanami, czcicielami Swarzeca i

zakami, którzy Jedynemu Bogu nadaj  ró ne imiona, co jest o tyle gro ne, i  ksi gi

powiadamiaj ,  e Bóg nie chcia  swojego imienia ujawni  nawet wielkiemu swojemu czcicielowi o
imieniu Moj esz, który by  po rednikiem mi dzy Panem a  innymi czcicielami Pana. Przed snem
obcy poprosi ,  eby nie powodowa  rzeczonych rozd wi ków, a jakby same powsta y, to
powiadamia  w odarza, lub nawet  pos

ca z listem do Gniezna s

. Rankiem  wie a znalaz a

po ciel tak samo  wie , jak wczoraj, a obcego nie zasta a nigdzie. W pop ochu posprawdza a czy
czasem i jakich rzeczy mo e nigdzie nie znale , lecz wszystko by o na swoim miejscu. Dodatkowo
pozosta o po obcym zastanowienie – jakie cechy ma cz owiek szlachetny... No, Mszczuj  na  pewno

background image

- 31 -

jest szlachetny. A Gawe ? Nie. Gawe  szlachetny nie jest. Razem go  wie a i Mszczuj starali si  wy
chowa  jak najlepiej, a starania wynik da y nik y. Natomiast Mszczujek... No, Gaw a móg  mie  za
wzór, a jednak jest ca kiem inny... Z kim ta Luba... Mo e tak by ,  e ona sama nie ma poj cia.
    

Po powrocie Mszczuja zza   Wis y  wie yna mia a go przydusi  w sprawie ich ma

stwa,

wsze-lako przewa

a ciekawo  – co te  na tych wiciach by o wypisane.

     - Mam zezwolenie powiedzie  tobie o wieszczycu – powiedzia  Mszczuj – od nast pnej wiosny

dzie nas odwiedza  – i nie tylko nas – specjalny cz ek, roznosz cy wie ci. B dziem wszystko

wiedzie  - co w ca ej Polsce si  zdarzy o.
     - Z wielkim opó nieniem –  wie yna wzruszy a barkami. - A teraz powiadaj to, czego  zabro-
niono rozpowiada . Ja czuj ,  e to z e rzeczy.
      - Urn   z prochami Piasta. Lecha, Czecha i Rus ana przywioz em...
     - To nie to – powiedzia a  wie yna – powiadaj najwa niejsze.
     

- Hrvatów ju  nie masz na granicach Polski. Teraz os ony od Po owców, czyli Kumanów nie

dzie dla Polaków. Ponadto – ruszyli si  na Morawach... Z Czechami si  Morawcy sprzymierzyli i

zagro enie mo e by , i e zechc  znowu  uzale ni  Ma opolsk , A ju   

sko... Prawie pewne,  e

najad  na 

sko i b dzie bieda.

      - To nie mo e by  tajne – powiedzia a  wie yna – gadaj dalej o tym, co nas dotyczy.
      - Przecie my Polakami...
      - 

sko st d daleko...

      - Wyprawa ma by  – wyst ka  Mszczuj. - Pi ciuset wojów. Wozy, narz dzia, zapasy. Zg osi em
Gaw a i Mszczujka. Ale – zanim pojad  – nasz  lub b dzie. To bezpieczna wyprawa. Chodzi o zas-

pienie tych Hrvatów, którzy na wschód od S owacji siedzieli. Tam wojen nie ma – tam jeno koczo

wników b

 powstrzymywa . Gawe  mo e tam ostanie. A Mszczujek do nas powróci. Tak mu

naka emy. Nie pu cimy szczyla, je li nie przysi gnie,  e powróci. Dosta em pieni dze – woreczek
srebrników – na sp acenie Gaw a b dzie...
    

- Sprzeda

 naszego Mszczujka – powiedzia a  wie a i wpatrzy a si  w dal, a smutek w jej

oczach dowodzi  istnienia w jej g owie czarnych my li. - Za tanio  zap aci . Przed  lubem chrzest
ci  czeka – to b dzie koszt opieki Boga nad naszym synem. We miem  lub chrze cija ski.
     Chrzest – chrztem, a kap an z Na czowa przymusi  Mszczuja do spowiedzi, która na tym pole-
ga a,  e kap an wypowiada  znane mu grzechy Mszczuja, a Mszczuj odpowiada ,  e tak by o. Lecz
na  koniec kap an zapyta  czy Mszczuj jeszcze jakie grzechy pami ta i trzeba by o si  przyzna  do
zabójstw  z  zemsty...  By a  nauka    co  wolno,  a  czego  nie  wolno.  By o  pytanie  o   al  za  grzechy  i
Mszczuj powiedzia ,  e 

uje i teraz by nie zabija . Na koniec kap an rzek , i  nie wiadomo w jaki

sposób Mszczuj móg by zado uczyni  krewnym zabitych, tedy Panu Bogu z nawi zk
zado uczyni – w Wierzchoniowie ko ció ek drewniany postawiwszy i kap ana tam b dzie utrzy-
mywa . Chrze cija skiego!
     - Za  od  ony pacierza si  wyuczysz i odmawia  go b dziesz. Wolisz rano czy wieczorem?
     Mszczuj wybra  modlitw  porann , bo wieczorem – ledwo sko czy  obrz dek – wali  si  spa
nawet bez wieczerzy i mycia. Dopiero po pó nocy si  budzi  na jaki  czas... Kap an nie uzna
czynno ci po tym czasowym przebudzeniu za grzeszne...
     Gawe  i Mszczujek wyruszyli konno na po udnie, bo tam - gdzie  przy rzece Strwi  – zbiórka
by a naznaczona. Wprawdzie na zim  sz o, lecz  wie a Wierzchoniowa –  ona mo nego Mszczuja,
a nie  adna tam na

nica, dzi kowa a Bogu w zr bach ko ció ka w Wierzchoniowie za to,  e na

wypraw  wyruszy  tak e by y w odarz z Bochotnicy. Nowym w odarzem zosta  syn  Siwego, a on
sam zosta  mianowany dowódc  wyprawy. Mszczujek i Gawe  ruszyli razem z wozami Siwego,
który nie mia  pewnej miny, ale nie z powodu troski o bezpiecze stwo – on po prostu dosta  zadanie
nie bardzo  cis e: - tam, gdzie rzeka Dniestr na po udnie p ynie zbudowa  gród wielki i z niego
czujki wysy

,koczowników zawraca  na stepy czarnomorskie, oraz nad Dniestrem - Tywerców do

polsko ci przychylnie usposabia . Wszystko dobrze i pi knie – jeno jak ów Dniestr znale , je li si
w tamtych okolicach nigdy nie by o? Przecie mo e tak by , i  owa rzeka jest przez ludzi z tamtych
stron inaczej nazywana...Czy  Niemce nie nazywali  aby, So awy, Roztoki i Lubicy po
swojemu?...

*  *  *  *  *

background image

- 32 -

     Min a jesie . Zbiory w Wierzchoniowie zapewnia y dostatek w zim , a jeszcze i na sprzeda
zostawa o wszystkiego. Mszczuj obiecywa  sobie, e zim  wypraw  do Lublina wy le na targowisko
Koniecznie saniami w konie zaprz onymi, bo ostatnio rzemie lnik zza Wis y, narajony przez ka-

ana Swarzeca,  zrobi  w Wierzchoniowie dwie pary sa  – jedne dla Mszczuja, a drugie dla starego

Parnicy. Wypada chyba ten  wie y wyrób wypróbowa ?...
     Zima przysz a w nocy. Cichutko, skrycie. Wczoraj jeszcze li cie na drzewach trzyma y si  jakby
to wiosna by a, a rano wsz dzie bia o, mróz  ciska ... Drzewa mo e ten mróz wytrzymaj , ale li cie
oberwa y za swoj  opiesza

 – wisia y niby ozdóbki, l ni cym w s

cu, szronem pokryte. Zda-

wa o si ,  e rodzice Mszczuja nareszcie zapomn  o spozieraniu cz stym a skrytym,  eby to drugie
nie widzia o, o t sknym patrzeniu na po udnie, jakby chocia  zapach, chocia

lady swojego syna

zoczy  mo na by o, albo chocia  poczu ... Mo na by o mniema ,  e  nieg te  lady zasypie bia ym
zapomnieniem, ale gdzie tam – one  w sercu musia y by  i pozostawa y niezatarte. Chyba  eby czas
lekarz... Mo e gdyby roboty by o wi cej... A tu tylko obrz dek z rana, nakarmi

ywio ,pooglada

czy nie wlaz o do obej cia jakie choróbsko, ca y dzie  drobne robótki, przy których twarze
zasumowane i te ukradkowe spojrzenia... Ech,  ycie... Dobrze,  e przy obrz dku wieczornym troch
si  podm czy  mo na i przez to  atwiej zasn . A sen... Powiadaj ,  e to brat  mierci...
     Dopiero gdzie  w  rodku zimy nast pi o oderwanie Wierzchoniów od czarnych my li, bowiem

ody w odarz i Mszczuj dostali znowu potrójne wici. A po powrocie od kap ana Swarzeca –

trzeciego odbiorcy tych wici, Mszczuj og osi ,  e ksi

 Siemowit poj  za  on  Gundr  Lindis,

ksi niczk  z kraju Waregów. Rozwa

 by o moc. Tyle samo by o pochwa  i zrozumienia, co

przygan i wr cz  da , aby po Leszka s

, niechby ze starym ojcem i jego m ódk  porz dek zrobi .

         Na  ten  czas  wymiany  pogl dów  za  pomoc   s ów,  za  pomoc   pokrzykiwa   i  kosych  spojrze ,
wspieranych dosadnymi a niedobrymi opiniami o ludziach przeciwnego zdania  i ich przodkach,
tra-fi  do Wierzchoniowa Odrzyw . Przekona  Mszczuja,  e on jest naznaczony na wodza pieszych
wojów, gdyby by a potrzeba stawania przeciwko wrogom Polski w Jej wn trzu.
      - Chodzi o to – powiedzia  –  e nasz ksi

 nosi si  z zamiarem sprowadzenia do Polski jednej

takiej m odej dziwy ze Skandynawii i chce z niej swoj

on  uczyni . Jedna – niechby sobie z

ksi ciem by a, niechby si  gzi a – ch opu m oda baba m odo ci dodaje, atoli z ni   woje norma scy
tu zwal . M ódka nam ksi cia omota i on dla niej... - tu spojrza  na ró nic  wieku mi dzy szczujem
a  wie  i zamilk .
     Wtedy Mszczuj pokaza  Odrzyw owi swoje wici i skierowa  go do w odarza oraz do kap ana w
chramie Swarzeca za Wis .
     - Chcecie - wierzcie, nie chcecie – nie wierzcie – powiedzia  – ona zwie si  Gundra Lindis i ju
Siemowita omotuje. Te wici powiadamiaj  o  lubie ksi cia z t , jako cie rzekli, wyw ok . Ja w mo-
jej wsi wszystkich przekonam, gdyby trzeba by o przeciwko Normanom stawa .
     Odrzyw  odjecha  w czas zamieci, mo e  wiadomie wybra  parszyw  pogod , bo wtedy wicher
przygn bienie z cz eka wywiewa, a zi b przenika  ywi  do g bi i tylko o przetrzymaniu cz ek my -
le  mo e.
    Po odje dzie Odrzyw a Mszczuj poszed  do ka dej chaty, rozmawia  z ka dym m em, a kiedy
wróci  do domu – powiedzia :
    - Wszyscy gotowi w asn

ywi  i broni  s

 Ojczy nie w potrzebie.

    Akurat s ysza a to matka  wie ej, która przybieg a z nag  wie ci .
    - Dostalim wici – powiedzia a – mojemu darowali i przywrócon jest do stanu mo nych. To dla
uczczenia i upami tnienia  lubu ksi cia. Wiele przewin z tego powodu darowano – tak napisali w
tych wiciach. Ale mój powiedzia ,  e s owa nie cofa i stanie pod wami, Mszczuju, przeciwko
obcym.

*  * *  * *

     Ziemia L dziców mia a mo liwo  zmienno ci, a która  istota rodzaju 

skiego jest zmienno -

ci przeciwna? Lachowie, kiedy t  ziemi  podbili, nazwali j  Ziemi  Lachów, co podobnie nie by o
prawdziwe, jak nieprawdziwe by oby nazwanie mrowiska domem mrówkojada – tylko dlatego,  e
on przysiad  na wierzchu i mrówkami si

ywi. Wi lanie   nazwali t  ziemi  Ma opolsk  – niby

prawda to by a,  lecz nie ca a,  jako  e wiele ziem do  Ma opolski  zaliczono.  Ziemia  owa   zdoby a

background image

- 33 -

tak e nazw  Ziemi Lubelskiej, jakby stolica by a wa niejsza od wszystkich pozosta ych miejscowo-

ci w ca ym kraju. Niby  e najwa niejszy jest ten, co soki ze wszystkiego innego wysysa  i paso y-

tem mo e si  mieni ...
    Ta ziemia – niech ka dy j  nazywa jak chce – siedem razy zmienia a szat  –  wie , wiosenn
ziele  zamienia a na  z oto zbó  pod b kitnym ko pakiem nieba, potem wdziewa a pociemnia e

cie i br zy, obmywane jesiennymi pluchami, na koniec wdziewa a bia , ch odn  szat , usztyw-

nian  mrozami i ulegaj

 powiewom zawiej czy te  szarpan  zamieciami. Siedmiokrotnie

zmienia a swoje szaty przez wiosny, siedem lat i jesieni oraz tyle  zim, a serce matki i rozum ojca

y pami ci  i oczekiwaniem.

     Inne ziemie by y  przez s siadów  zagarniane albo szarpane, o czym wie ci do Wierzchoniowa
dociera y, ale nadziei na powrót syna nie przep dza y. Nawet wie  o tym,  e Gundra Lindis uro-
dzi a Siemowitowi syna, któremu nadano imi  Sven – nie zabi a wiary  wie ej i  Mszczuja,  e
Mszczujek powróci. Troch  przerwy w tym oczekiwaniu ponad wszystko spowodowa a
wiadomo ,  e Normanowie, z Gundr  Lindis przybyli, usi uj  z Polski zrobi  kraj rz dzony przez
Germanów – podobno g osz , i  Polska jest dla nich drug  krain  ru , co po ichniemu raj oznacza.
Ale Normanów by o za ma o, a Polska trwa a ju  dobrze ponad dwadzie cia lat i ludzie si
przyzwyczaili do s owia sko ci polskiej, tedy wiara, nadzieja i czekanie – przez mi

 kierowane

powróci y i trwa y.
     Zachwyceni tak  moc  wiary, nadziei i mi

ci odwa my si  uczyni  to, o czym mówi o si  na

pocz tku tego rozdzia u o zmartwieniach – posu my si  do opisu ko ca czasu oczekiwania, czasu,
w którym dzia o si  to i owo, a my to na razie pomijamy, by si  dowiedzie  o wydarzeniach jakby
poza Polsk . Zreszt  – mo e w Polsce, bo Ona tam jest, gdzie s  Polacy, a innych ludów nie ma.
     Po siedmiu latach oczekiwania  wie a poprosi a Mszczuja o wspóln  przechadzk  traktem na
po udnie, w stron  U ci a. Dzie  by

wi teczny, byli ju  w ko ció ku , wi c si  nie wymawia  i

poszli. Ledwo ze dwa stajania uszli,  wie a stan a i nastawi a uszy jak kotka, kiedy szmer w
trawie us yszy.
      - S ysz  turkot znajomego wozu – powiedzia a.
     - Oddala si  od nas czy w nasz  stron  jedzie? - zapyta
     - K'nam zd

a – powiedzia a  wie yna,  a jej g os by  przyt umiony, jakby nami tno  ni  ow-

adn a.

     - Tedy zabierzem si  zpowrotem – powiedzia  Mszczuj i ruszy  naprzód, a ona  najpierw za nim,
potem go wyprzedzi a i podbiega  zacz a.
     - Jest! - zakrzykn a nagle – ale to arba... U nas nikto dwuko ówki nie ma. Omyli am si  czy co?
    - I koniki obce – powiedzia  Mszczuj- ma e takie... Z ty u chyba ogier tej e rasy uwi zany do
wozu. Buda z przodu i z ty u otwarta - na przestrza  wszystko wida .
     - M  w saty i niewiasta na ko le – powiedzia a  wie a.
     Wóz podjecha  ku nim, z koz a zeskoczy    wawo wo nica, podbieg  do nich - a  si  zestrachali
od tego po piesznego zbli ania si  - ukl kn  przed nimi na oba kolana  i powiedzia :
     - Mamo, tato – to ja – wasz Mszczuj z  on  moj . Ona zwie si  Sonia. W niej wasza wnuczka
lubo wnuk w  rodku. Przyjmiecie nas?

*  *  *  *  *

    Durnota taka z tym pytaniem o przyj cie. Tyle czekania, tyle t skonoty,  a ten... Jacy  oni wszy-
scy  byli  rado ni.  Jechali  we  czworo,  no  –  w  pi cioro,  je li  to  ma e  liczy   –   adno  si   nie   mia o,
nikt si  nie odzywa , a  ko o serc tak im by o ciep o, tak lekko... A potem Mszczujek opowiada .
     - W tamt  stron  nie bardzo nam si  powiod o. Trafilim na Strwi , z jego biegiem pod alim i
on mia  nas do Dniestru zaprowadzi . Szlim dolin  rzeki, a woko o bory i bory. Niby dobrze –
woda pod bokiem, zwierzyna le na pod bokiem, noclegi  atwo przygotowywa  i ognie pali , bo
sza asy jest z czego stroi  i opa u w borze dostatek. Ale zapytaj kogo o drog  jak cz eka nie

wiadczysz...

     Pierwsz  chat , przez nas napotkan  zajmowa  smolarz i  upnik w jednej osobie – latem sól ko-
pa , zim  w giel wypala  i smo  pozyskiwa . On nas za powracaj cych Hrvatów wzi  i bardzo si
ucieszy . Nawet jak si  dowiedzia ,  e szukamy wskazówek o drodze, to s dzi ,  e my
podmieniamy tych Hrvatów, którzy odeszli do swojego matecznika. Tak pono zawdy bywa o,  e

background image

- 34 -

oni si  wymieniali.  Powiada ,  e jego samego Po owcy zawdy oszcz dzali,  bo im zim  karma dla
zwierz t  potrzebna, a on jej nie ma. Ale – powiada  – moi wspó plemie cy bardzo was potrzebuj .
A do Dniestru – powiada  – skr cie  na po udnie i w pó  dnia dojdziecie.
     

Zgadza o si . Rybak rzeczny nam to potwierdzi  i Bochotnicki kaza  obóz rozbija  na d

ej.

Ten Dniestr w onym miejscu by  jak Strwi  – rzeczna dolina i naoko o bory. Tam zbudowalim
gród, wielu ch opa, wiele narz dzi, konie... Bochotnicki nazwa  ów gród Sam bor. W nim stu
naszych osta o, a my – reszta - na po udnie poszlim, bo mielim przecie do Dniestru, na po udnie

yn cego, dotrze . Znowu szlim przez bory, lecz rzeki nie by o i sz o si  wolniej. Jesie  si

zaczyna a, tedy Bochotnicki  nakaza  obóz stawi  i budowalim od razu cztery grody blisko siebie –
Bory s aw, Drogi bacz, Malinowiec i Stebnik. Z tym Stebnikiem...
     Jam Gaw owi opowiada  po drodze o Dydonie, nam w szkole o tej chytrej ksi

nej mówiono, a

on si  o tym nie uczy . W tej okolicy, gdzie my zalegli na le e zimowe byli ludzie z plemienia
Tywerców. Z nimi Bochotnicki obgadywa  wszystko, oni nas te  za Hrvatów mieli i ch tnie poma-
gali. A Gawe  postanowi  si  wzbogaci . Za wszystko, co od tatki dosta  zakupi  od Tywerców trzy
wo y i wiele pitnego miodu. Potem poprosi , by mu skóry onych wo ów na paski pokroili,bo on
chce ple  baty i handel czyni . Za t  przys ug  ofiarowa  Tywercom wszystko mi so z wo ów, pod
warunkiem,  e mu dodadz  tyle ziemi, ile obejmie wo owa skóra. Przez ca  noc wi za  ze sob
rzemienie – one paski ze skór wo ów, a nad ranem powbija  paliki i tymi powi zanymi rzemieniami
otoczy  kawa  ziemi, który uzna  za w asny. Tywercy si  nie przeciwiali, bo ju  wcze niej t  ziemi
Bochotnickiemu oddali, a pocz stunek miodowy uznali za objaw  yczliwo ci Gaw a dla ludzi. Za
to dali mu jeszcze kawa  ziemi w miejscu miodowej uczty i pomogli chat  zbudowa   oraz  pi set
uli.
Od tych jego uli ów najbli szy gród miano Stebnika uzyska , bo Gawe  zawzi  si  i skutecznie roje
mno

, ule zasiedlone na zim  ogaca , miodu od Tywerców po ycza  i s abe roje podkarmia ...

Wnet mia  kilkaset rodzin pszczelich, jeno o zbycie miodu wcze niej nie pomy la  i musia by go
sam spo ywa . Wtedy na pomys  sycenia miodu wpad  i do tego si  szykowa . Do Po owców,tako
Kumanami zwanych, poszed  i namówi  kilkunastu, by si  osiedlili ko o jego chaty. Wspólnie wie
zbudowali jesieni , nazwali j  Dobra Go cina i zim  w niej Kumanowie sp dzili, inne grody
pozwiedzali, a wiosn  - znikli... Gawe  po raz pierwszy wpad  w przygn bienie, lecz uporczywie
przy tych pszczo ach trwa , troch  zarabia  na miodzie i jako  tam sz o. Ale na wiosn  pokaza y si
stada Kumanów. I oni,  najwyra niej, zamiarowali pa  swoje stada ko o Stebnika i Dobrej Go ciny

 do zimy. Bochotnicki powiedzia ,  eby Gawe  teraz tych swoich towarzyszy od wypitki

przegna . My – powiedzia  Bochotnicki – tu  yjem, by koczowników przep dza , a ty  ich
znarowi . Zim  nie b dziem spa  ani je  , bo trzeba b dzie chroni  pasz  naszych koni i tych
zwierz t, co my od Tywerców wzi li. A jak nie damy rady, to winien b dziesz naszej  mierci.
      Gawe  je dzi  do Kumanów, prosi , przekonywa , a oni udawali, ze nie pojmuj  o co idzie. A o
to sz o,  e  ony wszyscy mieli, w Malinowcu nad rzek  Pomiark  ozdrowie cze wody si  czerpa o
i wszyscy na maliny tam si  wybierali, bo my gród na malinisku postawili, a krzewy malin na
zewn trz grodu, przy wa ach i cz stokole porozsadzali, w Drogibaczeniu nad Ty mienic , oprócz
traczenia pni, dobywany by  olej skalny – on sam spod ziemi si  s czy i jeno zbiera  trzeba i cedzi .
Przywioz em, to zobaczycie jak to si  pali - knot umocowa  i  wiat o d

ej  wieci ni li od  wiecy

woskowej. W Borów s awieniu – te  nad Ty mienic  – znowu  traczenie pni i dobywanie wosku
ziemnego. Te em przywióz ... On  atwo od ciep a si  roztapia, lecz je li we wn trze woskowej
obudowy  go  wla   i  ostudzi ,  to   wiece  niez e  z  tego,    a  ta sze  i  pszczo om  owoców  ich  pracy
zabiera  nie trzeba. S owem –  ywot urz dzony, dzieci tka si  rodzi y, Bochotnicki jak udzielny
ksi

, ale za Polsk  jest i tam szykowa o si  powstanie nowego kawa u naszej Ojczyzny. Jednak

Kumanów par  tysi cy by o i na nas z by ostrzyli.
     Kiedy Gawe  pomiarkowa ,  e na nic jego zabiegi i do walki zbrojnej musi przyj  – ubra  si
bojowo, uzbroi , konia dosiad  i dalej e p dem ku Kumanom przez swoj  pasiek . Rozwala  w
biegu ule i gna  w stron  stad i pastuchów... Przelecia  przez nich – wszyscy widzieli,  e nikto mu
drogi  nie  zast pi   –  a  pszczo y  ich  obsiad y.  Brz kot  s yszelim  a   w  Stebniku  i  tam e  czer
pszczelich chmur widzielim. Po owcy zostawili trzysta krów i sto koni pad ych. A ich samych dzie-
wi ciuset od po dle  pad o.   Zdaje si ,    e Gawe  ju  nie powróci,   bo on  nie zna skutku swoich

background image

-  35 -

poczyna  i woli si  nie dowiadywa .
    

Potem jeszcze gród Stryj nad rzek  o tej samej nazwie wznie lim. Tam mi sem si  zajmuj  i

sprzeda  wszystkiego koczownikom, a przy sposobno ci zwiad czyni  i ostrzegaj  o mo liwo ci
napadu. Glina ko o owego Stryja jest kopana i z niej kamienie do budowy si  robi przez wygrzewa-
nie kanciastych cegie . Nie le si   z tego domy stawia. My to nazwalim murowaniem, to chyba
obca nazwa, który  ze starszych pami ta  jeszcze z Za abia...

background image

- 36 -

Rozdzia  VI

Os ony

Ksi

 kaza  usi

 Dzier ykrajowi na male kim zydelku pod  cian . Sam siedzia  na krze le,  –

ono,  jako  ywo – przypomina  mog o  siedzisko z oparciem, które sta o naprzeciwko papieskiego
biurka. Dzier ykraj zosta  wezwany na rozmow  dopiero po paru miesi cach od powrotu z Rzymu.
Ten powrót.. Trzeba by o wraca  do brzegu, bo Bo ena zagrozi a,i  z Bo ydarem na plecach wp aw
do brzegu powróci. A sz o o pokarm dla malca. By  dzbanuszek mleka mamki, lecz co mia by za
pokarm - ten najwa niejszy i beztroski – po opró nieniu owego dzbanuszka? Tedy trzeba by o
namówi  m od  matk  z noworodkiem na podró   do innego kraju. Noworodek si  nie przeciwia ,
dziewczyna da a si  kupi  obietnicami, srebrem, a przede wszystkim obietnic  znalezienia dla niej

a – Polaka, któremu si  powie,  e ona wdowa, a nie  adna tam puszczalska, która niechc co

sta a si  ci arna. G upiutka by a ta mamka, bo – przecie – srebro mo na jej by o  atwo odebra , do
wszystkiego przymusi , potem precz przep dzi , kiedy ju  mleczn  matk  by  nie b dzie mog a.
Tedy owo dziewczynisko za straw , odzienie i ochron  pracowa o, je li karmienie Bo ydara piersi
uzna   za  prac .  No,  mog a  mie ,  ta  Barbara,  swój  rozum  –  imi   wskazywa oby  na  germa skie
pochodzenie, od barbarzy ców to imi  si  bierze – mog a by  niewolnic , mog a straci  nadziej  na
znalezienie drugiego cz eka do pary przy mno eniu i utrzymywaniu potomków... A w Polsce na
pewno m a dostanie i to spo ród mo nych. Nikt nie pomy la ,  e z mlekiem matki mo na wyssa
ró ne sk onno ci, a noworodek p ci 

skiej mo e po doro ni ciu uwielbia  prac  na le co, na ple-

cach... A, co tam – ch opakowi taka sk onno  nie grozi. A jakby si  Bo ydarek draniem okaza , to

dzie mo na zwali  win  za to na nieznanych rodziców i na mamki, co usprawiedliwi mo liwe

dy w wychowywaniu...  eby tylko g upoty nie wyssa ... Mo e Bóg Bo eny do tego nie

dopu ci...
     To by a zima. Na onym morzu po udniowym, nazywanym Wewn trznym albo Naszym, mrozu
nie by o,  niegu i lodu nie by o, a ch ód nocny i rze ko  dzienna zda a si  lepsza od skwaru lata w
Rzymie, lecz potem wyszli na wody otwarte. Dobr  tego stron  by  ustawiczny pó wiatr z zachodu.
Oba  agle ci gn y mocno, nieodleg y brzeg  miga  z prawej burty, stwarzaj c z udzenie, i  ucieka
na po udnie. Có , ten wiatr nie by  gor cy. A na okr cie dwie niewiasty i dwoje malców. Futer si
po drodze nakupi o, gniazdo im si  uwi o, odzienie niewiasty dosta y ciep e, niekiedy noce sp dza o
si  na brzegu – w domach zajezdnych, gdzie dzieciaczki doprowadza o si  do czy ciejszego i
cieplejszego stanu, ale ta Zatoka Biskajska.... Fale olbrzymie,wicher zimny, hu ta o, chlusta o,
przewiewa o do,szpiku ko ci. Prawda,  e okr t rwa  do przodu jak najlepszy ogier na wy cigach, i
to na zaledwie po owie przedniego  agla, ale wypoczynkowe to  eglowanie nie by o...
      Bardziej na pó nocy wiatry zel

y, za to stawa o si  coraz zimniej. Najgorzej by o przy wio le

sterowym, bo r ce grabia y bardzo pr dko, a w futrzanych rekawicach chwyt wios a nie jest taki
pewny jak go  r

, i pami ta  trzeba,  e wiatr s sbszy od tego na Biskajach, nie musi oznacza

wiatru s abiutkiego... Dodatkowo od brzegu sz y na morze lodowe kry. No, niech b dzie,  e cienkie
i niedu e na pocz tku, ale im dalej na wschód, bo wreszcie w tym kierunku si  zwrócili, tym stawa-

y si  te kry grubsze i wi ksze. Przy  egludze w kierunku wschodnim wiatr mieli w plecy, ciszej

by o ni li przy kursach pó nocnych i fala nie moczy a bryzgami wn trza okr tu, nie by o bocznego
chybotania, wcale nie ko ysa o, jednak i zaj cia dla uszu brak o, tedy na my lenie  i wyobra anie
sobie  przysz a pora. Idzie ci taka fala od rufy – od okr tu par  razy wy sza, cicho dosy  jest, ona
sunie za  okr tem, dogania go, zda si  zaleje i ... Z sykiem, moc b bli powietrznych pokazuj c na
powierzchni, przegania okr t, unosi go  agodnie do góry  i ju  jej nie ma, a okr t osiada na dnie fali
i wszystka woda woko o przewy sza go, pot

na jest, a okr cik taki w

y... A jeszcze trafiaj  si

fale z wierzcho kami ostrymi i takie troch  od bocznej strony zachodz ce – niby drapie ca, zaj ca

cigaj cy po psiej krzywej. A je eli takie strome falisko zachowa si  inaczej ni  te fale ob e?...

    A  do  eby  eglowali i stamt d nowym go ci cem, jeszcze saniami, bo w kwietniu troch  zimy,
troch  wiosny, a sanna jeszcze bywa. W osadzieWieck noc sp dzili u siostry Dzier ykraja – Struny
– i jej m a, Wiecka. Dzieci tek trójka pokazywa a,  e cz owiek dopiero od wychowawców ch onie
poczucie ciekawo ci  wiata, bo zarówno Bo ydarek z male

 Sofi , jak i – z drugiej strony –

córeczka gospodarzy, Winetka, wcale si  wzajemnie nie zauwa ali.  Za to niewiasty...    Dzier ykraj

background image

-  37 -

us ysza  od Bo eny,  e Struna pysznie wygl da i jest najlepsza z niewiast, a Wieck bardzo przystoj-
ny i opanowany nad wyraz. Jak chodzi o Winet , to nie tylko imi  ma  adne. A patrzy bystro
bardzo i zda si  wszystko pojmowa . Gdyby tak z Bo ydarkiem ich sparowa ...Za  Struna
powiedzia a bratu,  e wybra  sobie niewiast  niby wzór pi kno ci i zgrabno ci, a i jej dzieci oraz ta
jej siostra – Barbara – same najwspanialsze. Mo na pomy le ,  e Winetka i Bo ydarek...
Dzier ykraj tylko nie -mia o wtedy zapyta  czy one wzi y pod uwag ,  e niewiasta pr dzej od

czyzny traci poci g do pomna ania ludzi, tedy  ró nica wieku jest po

dana. Och, jak

 wtedy

na niego wsiada y... Tak gada y, jakby zmówione by y, a przecie nie mog y zd

 umówi  si  ze

sob , a  na odleg

, to jeno Struna z tat  potrafi – i to nie zawsze... Dowiedzia  si  wtedy od nich,

e ch op tylko o chwili bie cej my li, a przecie o dzieci chodzi, które s  trwa ym dobrem matki i

ojca. A on my la  do tej pory,  e to baba jeno chwil  bie

yje... Ch op i baba – dwa odr bne

gatunki cz owieka...
     

B du przeciwstawiania si  niewie cim s dom ju  nie pope ni  w domu Okruszka, Roksany,

Ludmi y, Hildy, Wyrwid bka, zwanego te  Wyrwid, Waligóry, zwanego Walig, Sobies awa – w
zdrobnieniu Sobu    i   - w przysz

ci  - jeszcze co najmniej trojga dzieci tek, czego zapowiedzi

ju  si  widzia o bez ochyby. Wtedy tylko zapyta  Okruszka:
   - Jak

 móg  dopu ci  do jednoczesnej ci

y wszystkich trzech?Z tego, co Bo ena mówi a, wiem

 zawdy chcia  mie  jedn  niezaci on .

     - I tak by o – odpar  Okruszek. - Te bli niaczki tom znaczy  po swojemu, by mi do 

a na zmia-

 nie w azi y. A Hilda zaci ona na ko cu. Nic, tylko jeszcze ze dwie  ony by trzeba mie

eby

prznajmniej jedna ci arna nie by a. Chocia ... One chyba czarownice. Upilnuje ci , kiedy  dza
jest i my le  przestajesz. Ze trzysta sze dziesi t na rok mie ? To znowu  nie wydolisz, bo na jeden
dzie  wiele ci  b dzie dopada ... Ci ka orka, chocia  przyjemna... Gdyby takie potulne jak twoja
Bo enka... Mnie si  dosta y bardzo przedsi biorcze. A na t  Ba

, to ty uwa aj. Ona na okr cie...

Pono wszystkich  twoich  wojów...  Lubi  t  robot  nie  mniej  od  moich  bab.  Znaczy  –  nie  baby  ona
lubi, ona za  robot  przepada.
     I jak tu takiej m a rai ? Puszcza  mu si  zacznie, m  z wyrzutami do swata si  stawi...
     U Okruszka zesz o sporo czasu, lecz wreszcie trzeba by o co  przedsi wzi  w sprawie srebra za

 dru ynników na obczy nie i za czterdzie ci dziewi  norma skich, acz ulepszonych okr tów

Chcia  – nie chcia  – do ksi cia trzeba si  by o stawi , a wszystkie niewiasty wola yby do
Stoigniewa i Aliny, tam pono nieszcz cie by o, pocieszy  trzeba, pomóc w odganianiu rozpaczy...
     

- Poplotowa  – dopowiedzia  Okruszek i za Hild  si  schowa  przed gromami w spojrzeniach

trzech sióstr i wyra nym zaproszeniem w oczach Barbary.
     - Ja ni pojad  – powiedzia a Hilda – ja tu z moim m em ostan , bo trza  agodzi  jego poryw-
czo  w post powaniu z ch opami. On gotów wszystkich zbarczy , albo i pozabija . Wtedy nas

dzie do p uga zaprz ga ...

     Pozosta e cztery niewiasty spojrza y po sobie porozumiewawczo, nic nie powiedzia y i pojechali
do Wi licy. Tam Dzier ykraj dowiedzia  si ,  e i jego Bo ena jest w ci y, przypomnia  sobie
ostrze enie Okruszka  co do j dzowato ci niewiasty na pocz tku ci y i powiedzia ,  e on musi do
Gniezna, a z powrotem gdzie  za trzy miesi ce  si  stawi, mo e  dostanie jaki  nadzia  ziemi, mo e
osi

 gdzie  z Bo en  i dzie mi na sta e...

     - A ja? A wasza Ba ka? - spyta a Barbara.
     - Postaram si  dla ciebie o m a – powiedzia  Dzier ykraj – jeno musisz si  ustatkowa . Je li si
dowiem, 

 z jakim lega a, a nie daj Bóg ci arna si  staniesz... No,wtedy  szew naszej umowy po-

pruty zostanie, jeno nici b dzie wida .  Nici z naszej umowy.
     Dzier ykraj dosta  czas na przemy lenia i wspomninki. Po przybyciu do Gniezna zaraz poszed
do  Domu Piasta – tak nazywano do  skromn  budowl , zast puj

 pa ac czy zamek w adcy – po-

szed   najpierw rozliczy  si  ze skarbnikiem, przedstawi  wszystkie wyliczenia, wyliczy  po sztuce
srebro, skarbnik przeliczy  wszystko jeszcze raz i Dzier ykrajowi kazano czeka  przed  drzwiami,
za którymi przebywa  ksi

. Ksi

 i przyby y do niego skarbnik. Wreszcie skarbnik wyszed ,

spojrza  przelotnie, lecz uwa nie i badawczo na Dzier ykraja i wskaza  mu r

 otwarte drzwi

komnaty  pracy ksi cia. A ksi

 nawet nie odpowiedzia  na uk on Dzier ykraja – pokaza  r

 ów

zydelek,  Dzier ykraj usiad   i  nadal  móg  przemy liwa ,  bo pierwszy odezwa  si   nie  móg  –nie

background image

- 38 -

by o wolno nawet dziecku pisn ,  zanim ojciec rozmowy nie zacz ,  a  ksi cia uznawano za g ow
rodziny o wiele wi kszej – ksi

 by  ojcem narodu.

     W ko cu ksi

 uzna ,  e rozmow  mo na zacz . Wyja ni  Dzier ykrajowi, i  skarbnik jest nie-

zwykle sumienny i rzetelny, jednak bardzo podejrzliwy i nale

o uspokoi  serce, zanim rozpocz o

si  wys uchiwanie sprawozdania  przybysza z Italii.
     Ty  przywióz  z powrotem wi cej srebra ni

 zabra  st d przed wyruszeniem do Italii – powie-

dzia  ksi

 – a ta sknera zaraz sobie umy li a, i

 musia  tam zarobi  krocie i z zarobku podebra

dla siebie co najmniej dziewi  dziesi tych. Musia em mu powiedzie  z jakiej jeste  rodziny i co
mu grozi, je li twój ojciec zechce spojrze  na niego swoim nieprzychylnym wzrokiem. O twojej
podró y wiem prawie wwzystko, o drobiazgi jeszcze ci  wypytam. Chc  ci powierzy  nowe
zadanie, tedy ja b

 mówi , a ty s uchaj, by  poj  wa no  twojego nowego zadania. Zgoda? -

ksi

 u miechn  si  mi o.

     Dzier ykraj jeno skin  g ow , a ksi

 mówi  dalej.

    - W Polsce mamy teraz trzy stany. Mo ni – to raz, poddani – to dwa. A stan trzeci to ludzie wolni
i niezale ni od nikogo, atoli do mo nych niezaliczani, bowiem ani z Wielkopolan nie s , ani z Ma-

opolan. Dobrzem powiedzia ?

     Dzier ykraj ponowi  skinienie g ow , bo có  mo na odrzec na retoryczne pytanie? Ksi

 wzi

boki oddech i zacz  z innej beczki.

     - Hrvatowie stanowili os on  Polski przed pop uczynami Wielkich Moraw i przed koczownikami
ze wschodu. Czasem nie dopilnowali wszystkiego i przez to zgin  ksi

 Kazimir... Jednak w zasa-

dzie byli dla nas dobrodziejstwem. Niedawno Rada Kap anów, czyli twój ojciec, no – zosta o
postanowione, bo i ja si  zgodzi em,  e Hrvatowie odejd  pomaga  S owe com, przeciwko Bawa-
rom, czyli Niemcom. Albo za pó no, albo jeszcze insza rzecz... Jeden Niemiec oszuka  S owe ców
zanim Hrvaty zd

yli pomóc.Trudno si  by o po apa ,bo my nie wiedzieli o niemieckiej nazwie dla

owe ców. Niemce ich Charyntianami nazwali... Pisz  przez „ch” a czytaj  Karyntianie, za  krain

ich nazwali Karyntia. Z jednej strony toczy y si  rozmowy o wspólnych oddzia ach zbrojnych
Hrvatów i S owe ców ko o Celowca, a  niejaki Arnulf mami  jednocze nie Karyntian widokami na
przysz

, w której nazywa  ich najwa niejszym plemieniem odrodzonego Cesarstwa  Zachodu.

Koniec-ko ców  -  ju  nie mamy os ony przed Niemcami na po udniu. Nie mamy te  os ony od
Czechów i  Morawców oraz od Po owców. A jeszcze Waregowie na Rusi  zamiaruj  podbijanie
tych S owian, którzy mi dzy nami a Rusi  maj  swoje ksi stwa i republiki. Jest krewa. Co by
zrobi , by Polacy nie ulegli pogn bieniu ca kowitemu od s siadów? Bo i od zachodu narasta
zagro enie... Ksi

ta s owia scy z Radogoszczy i Swarzyna bardzo nam przyja ni, nawet wojów

podsy aj , kiedy ich o wspomo enie poprosim. Ksi

 Kopanicy, znaczy – Sprewianie, z nami w

cis ym przymierzu. Mo na ich nazwa  ksi stwem polskim i tak ich Niemce nazywaj . Na po udnie

od  Sprewian jest kilka ksi stw, no – ksi stewek... Budziszyn, Bia a Woda, Mi nia, czy te   Wur-
cin,  Nowogród nad So aw , Halizna i Plisna to siedziby ich ksi

t. Przyja ni nam oni, a Niemców

si  boj . Gdyby si a by a przy nas, to by my ich uczynili naszymi ksi

tami – takimi do poleg ego

ksi cia Kazimira podobnymi. Oni tego chc  i o to zabiegaj , lecz my im nie jeste my w stanie za-
pewni  os ony przed Niemcami... Gdyby Niemce zabrali które  z tych ksi stw, to musielibym
przyzna  wtedy,  e zabrali cz

 Polski, a  my im tego  odebra  nie zdolimy...Na razie Niemce si

powstrzymuj   przed  wcielaniem  do  jeich  Rzeszy  rzeczonych  ksi stw,  bo  maj   w asne  k opoty
ró nego rodzaju. Najwa niejszy ich k opot, to ten,  e jeszcze nie urz dzili dobrze s owia skich
ziem na zachód od  aby i So awy.  Te ziemie nazywali marchiami i jeszcze ta nazwa jest
utrzymywana. Kiedy zaniknie, to b dzie dla nas krewa jeszcze wi ksza ni li teraz. Wtedy Niemce

 gotowi do po kni cia kolejnego kawa ka S owia szczyzny... Ju  teraz... No, ksi

 Halizny

zgodzi  si , by mu w jego stolicy Niemce urz dzili warzelni  soli. So awa niesie s one wody, to jest
dziwem nad dziwy. No, niewa ne – jak si  we mie wod   z So awy i d ugo warzy, to ona w par  si
zamienia, a na dnie garnka zostaje nieco soli, Tam kopalnej soli nie masz i taka warzona j  zast -
puje.  Niby dobrodziejstwo, lecz nazwa Halizna ju  jest w pismach zast powana nazw  niemieck  –
Halle...  Niemce namawiaj  ksi cia Kopanicy na zawarcie umowy o biskupstwach misyjnych w
Brennie i Hobolinie. Tylko kawa eczek ziemi na katedr  chc  i ochrony misjonarzy
chrze cija skich

background image

- 39 -

 za to gotowi p aci  tak wiele,  e ka demu my l  wita o  op acalno ci sprzeda y tego  kawa eczka

ziemi i wynajmowania w asnych wojów do s

by biskupom...  Tak Niemce zaczynaj   zajmowanie

marchii.  My  jeszcze nie  wiemy,  czy  oni  tym  ziemiom na wschód  od   aby  i So awy nadali nazwy
marchii... Polsce te  grozi nazwanie Jej marchi ... Jak zaczn  kusi  wielkimi korzy ciami ze wspó -
pracy i pomocy, to... Poj

 zagro enia?

     - S , mniemam, jakie  przeciwdzia ania... – powiedzia  Dzier ykraj.
     - Nie tak wielkie, jakich trzeba – odpar  ksi

. Sta  nas jeno na zdobywanie wiadomo ci. Jed-

nak nie wiemy czy nazwano marchi  lub marchiami ziemie S owian, o których mówi em. Twój
ojciec uznaje, e nie mo na bezgranicznie ufa  szpiegom, bo ka dego mo na kusi  i próbowa  kupi
Tylko jego jestem pewny bezgranicznie. I jego rodziny – ksi

 spojrza  porozumiewawczo na

Dzier ykraja. - Mamy przewa nie jeden rodzaj szpiegów – s  tam uznawani za Niemców. Bacz  na
wypowiedzi uwypuklaj ce b dy niemieckie. I z takimi narzekaczami nasi szpiedzy ch tnie przes-
taj , s uchaj  ich, pytaj  o ich pomys y ulepszania... Przy sposobno ci dowiaduj  si  o tym – jak
jest i gdzie jest. Ich dzieci ju  si  do szpiegowania nie nadaj  -dobrze,  e mo na je sprowadza  z
pow-rotem do Polski. Czasem wyje

aj  po pewnym czasie jako nast pcy ojców, lecz w innym

miejscu Niemiec. Jak widzisz – jest nieweso o, bo mamy za ma o mo nych, a tylko oni maj
obowi zek stawiania si  do obrony i posy ania m ów do dru yny.Chc ,by  ty pracowa  nad
mo liwo ci  prze- chodzenia ludzi ze stanu poddanych i ze stanu, którym nazwa  trzecim, do stanu
obro ców i dru yn-ników. Poradzisz? Wymy lisz sposoby?
     - Niby prosta rzecz – powiedzia  Dzier ykraj – jeno pewno progi jakowe b

 przez was poda-

ne... I na jakich ziemiach... W ca ej Polsce, czy tylko na niektórych ziemiach?
     - Jeno 

sko - rzek  ksi

. - B dziem, na jaki  czas, oddawa  cz

ska Czechom i Moraw-

com... Lepiej,  eby stamt d jak najwi cej ludzi przed oddaniem zabra ... Czesi chc  przy czy  do
siebie 

yce... Od zachodu i po udnia na nas maj  najecha . Masz dziesi  miesi cy na swoje dzia

ania, zapobiegaj ce stratom ludno ci i zmniejszaj ce obszar straconej,  czasowo, ziemi. Masz

ca kowit  swobod  postanawiania. Czy  tako, jakby  by  jedynow adc  nieograniczonym. Ja ciebie
obroni  przed zarzutami na zje dzie przedstawicieli mo nych... Chyba,  eby si  wrogowie zmówili
i ju

adnego zjazdu naszego by my nie mieli... Wici stosowne dostaniesz i wszyscy nasi urz dnicy,

odarze, grododzier cy i ka dy nasz poddany b dzie ci musia  – pod gro

 kary – pomaga .

Powodzenia!

*  *  *  *  *

     

Powolna podró , znaczy – wolniejsza od lotu ptaka, dajmy na to – pozwala u

 po kolei

dzia ania, nazwa  je, przemy le . Do os on, wymienionych przez ksi cia – dru yny i szpiegów –
Dzier ykraj doda  budowle i dzia ania pozoruj ce. No, jeszcze religi , jednak tej dziedziny do
ko ca nie zdo

 przemy le . Wiara od innych odmienna strze e przed  atwym uleganiem

namowom ze strony ludzi innego wyznania religijnego. Wszelako w Polsce wszystkim pozwala si
wierzy  i czci  wszystko, tedy to za ma a os ona. To raczej zach ta – przybywajcie do nas ze swoj
wiar , a my wam przeszkód w jej wyznawaniu nie uczynimy. Je li na wschodzieWaregowie
zabroni  czczenia boga Chorosza, którego oni Chorsem zowi , to tamtejsi S owianie uciekn  przed
Germanami do Polski. A tutaj... No, do stanu trzeciego do cz  – bez obowi zku s

by i obrony...

Czy uda si  takich na starania  o wyniesienie do stanu mo nych namówi , je li wszyscy mo ni jeno
jedn  religi  by wyznawali? No, dwie – bo Swarzec u Wielkopolan i chrze cija stwo w
Ma opolsce... Ci z zachodu te  ani Swarzeca,ani chrze cija stwa nie pragn ... Co z t  religi  po-
cz ? Có , wypada o niej nie wspomina ...
     A budowle... Musz  by  bardzo wielkie, by pracowa o przy nich wielu ch opów, czyli podda-
nych, oraz wielu ludzi stanu trzeciego. Znalaz  takie budowle! Zosta y jeszcze k amstwa dla
wrogów, w które musz  uwierzy  zarówno poddani ksi cia Siemowita jak i jego wrogowie...
     Zanim dojecha  do Wi licy, ca a Polska wiedzia a,  e potrzeba ludzi do budowania wa ów prze-
ciwpowodziowych ko o rzeki Bóbr na Niskim  

sku. Zap ata za to b dzie sowita, bo sprawa jest

pilna. Ponadto ca a Polska wiedzia a,  e w tej e, 

skiej krainie szkodliwy owad  re lasy. Grozi

ca kowite wyniszczenie puszcz, pustynia si  stanie, ziemia wyja owieje, wichry zaczn  hula  bez
przeszkód...  Trzeba uczyni  wielk  przesiek ,  tam ognie si  b dzie pali  i owad nie przeleci dalej,

background image

- 40 -

bo on przewa nie z drzewa na drzewo... Trzeba posy

 ch opów i ludzi wolnych powiadamia , bo-

wiem susza si  tam stanie, która  acno na inne ziemie przejdzie. Wynagrodzenie za to równie
wielkie jak za budowanie wa ów ko o Bobru. Narz dzia swoje nale y zabiera  i zadba  o
wy ywienie. Pocz tek na wiosn  nast pnego roku.
     

Z L du, Spicymierza i Sieradza gnali go ce z wiciami na  z amanie karku, na  eb-na szyj

dzili i ju  wiedziano – co jest wa ne i pop atne b dzie na wiosn , czyli ju  bli ej ni  dalej i trzeba

si  szykowa . Mimochodem go ce napomykali,  e najch tniej b

 przyjmowani pracownicy z

Niskiego 

ska, co ka demu widzia o si  uzasadnione, bo miejscowy mo e na troch  do domu

wpa , opra  si , uk pa , z bab ...
     W Wi licy Dzier ykraj musia  najpierw wys ucha  wyliczanki najm drszych wyczynów wielu
dzieci tek. A ten powiedzia ..., a ta zrobi a...., a jakie ono m drusie, a ju  g ówk  unosi, tylko
patrze  jak z bkowanie b dzie, bo ju  buzi  pi stkami trze, a zdrowe jakie, bo kupka akuratna,ten
jak b ka chce pu ci , to od razu wida ... Dziwna rzecz z tymi niewiastami – m czyzn uwa aj
jeno za zdatnych do grubych robót, a jak w asnym dzieciakiem trzeba si  pochwali , to – owszem –
próbuj  przed inn  niewiast   i wtedy ka da z nich swoje chwali, a drugiej nie s ucha, tedy do

czyzny si  udaj  i jeno popatruj  czy uznanie dla potomstwa ma wystarczaj ce, czy podziwia i

zachwyt pokazuje... Dopiero po ca ym dniu – jeszcze nieogolony i niewyk pany Dzier ykraj móg
zda  Stoigniewowi  sprawozdanie z pogl dów ksi cia i z w asnych zada . Stoigniew najpierw z
niewiastami si  po m sku , lecz jeno s ownie, rozprawi .
     - Strze  si  czasu – powiedzia  – kiedy te szkraby zaczn  cokolwiek mówi . Bo taka – jedna z
drug  – dumna b dzie, kiedy to ma e na gówno powie papu...
     Potem ostrzeg  brata przed wierzeniem w nieomylno  ksi cia. Zgani  pogl d,  e ma

stwo z

Normank  zapobiegnie napa ciom wikingów na Polsk , co uwolni cz

 dru yny do dzia

 w

innych ziemiach Polski.
     - Zwa  – powiedzia  – co si  sta o na Rusi. Ju  my nawet u ywamy owego s owa Normanów –
ru ... A jak nam Sven nastanie... Tylko patrze  jak nami Normanowie zaw adn   zechc . Na szcz -

cie  tato nasz jeszcze  yw... Dobrze,  e mo em si  zabezpiecza  przed losem Rusi. Ja ci – jako

chcia  – przygotuj  miejsca na te twoje nowe osady. Dam do pomocy odpowiednich ludzi.
Najlepszy w sprawach poddanych, ich pobudzania do stara  o  zmian  stanu b dzie jeden Lach.
Od-rzyw  si  zwie i w potrzebnej chwili pomo e. Jemu mo esz ufa . Teraz dam ci pi ciu wojów,
by  jak -tak  ochron  mia  podczas przygotowania do strojenia wa ów i przesieki.
     

Dzier ykraj s dzi ,  e Bo ena rada zostanie w gronie niewiast z dzie mi, bo i na ni  kolej ro-

dzenia nasta a, pora rozwi zania zacznie si  zbli

 milowymi krokami, do wiadcze sze matki

poucz , podpowiedz ...  Jednak jego Bo enka...
     

- Pojad  z tob  – powiedzia a –  i pomocnic  twoj  w rysowaniu przebiegu budowli b

.

Tabliczki z drewna powoskowanego trzeba mie  przy sobie, rylce utrzymywa  w porz dku,
zaznacza  kolejno  wyrysów... Bez takiej, jak ja pomocnicy – ani rusz! Poj am,  e od Bobru do
domu Okruszka nie tak daleko, ja tamte strony niechc co pozna am... W razie czego do Okruszka
si  udamy i tam rozwi zania doczekam. Hilda wredna j dza, lecz o starej dru bie na pewno nie
zaby a i dopomo e.  Musz  jecha , by  mi na marnym jedzeniu nie u wierkn . Wiadomo jak

czy ni o jad o potrafi  zadba ... Musz  jecha , bom si  za tob  st skni a. Musz  jecha , by

dzieci ciu nie brak o z bków, w osków, paluszków i innych cz stek...
       - Nie pojmuj  – przyzna  Dzier ykraj.
     

- Siostry mnie poduczy y – powiedzia a Bo ena – to wszystko tatu  winien dorabia  podczas

ci y...

*  * * * *

     Warto by o uzna ,  e Bo ena powinna te  odjecha  spod opieki sióstr. Bo jak jej powiedz ,  e i
gwiazdki na niebie dla dzieci cia trzeba dorabia , to tatu  nic innego nie zdoli czyni .  Jeszcze tylko
brata o przekazanie do Gniezna poprosi , by na wiosn  przy budowie wa ów nad Bobrem ze stu
wojów si  stawi o.
     

- Mog  by  nowicjusze – powiedzia  bratu – potem jeno pozorowa  obron  b

, a g ównie

musz  si   pr dko wycofywa   za Wart   ko o  Krosna Odrza skiego,   by   nie   wygl da o,  i

my

background image

- 41 -

oddanie 

ska przewidzieli...

    

Wyrysowanie przebiegu robót przy przesiece – od Otmuchowa pocz wszy, a na Kluczborku

sko czywszy – posz o nadspodziewanie  atwo i pr dko. Bo ena rzeczywi cie okaza a si  bardzo
pomocna – zarówno przy wspomaganiu m a, jak i ze wzgl du na wojów z ochrony. Niewiasta
zawdy wywo uje w m ach co  w rodzaju odruchu wspó zawodnictwa. Nie musi to by   zawi  ani
walka o samic  – to jest przewa nie nieu wiadomiona ch  zas

enia na pochwa   niewiasty. Nie-

gdy  t skni o si  do przej cia pod opiek  ojca,  eby dziewczy skie i dzieci ce rzeczy – zachowania,

osy, piel gnacj  cia a porzuci  i uczy  si  rzeczy m skich. Wtedy pochwa a matki ujm  si

zdawa a, ujm  przynosi a. A jak si  doros o, to zaleg

ci, niezrównowa enie w pochwa ach ojca i

matki stara  si  cz ek nadrobi  z inn  niewiast . Najlepiej z w asn

on , lecz je li jeszcze jej nie

by o, to wprawki z ka

 inn  niewiast  warto by o czyni ...  Wi c upolowa  dla pani

Dzier ykrajowej najm odsze, mi ciutkie mi sko. Wi c rozpali  sprawnie ogie , by pani namiest-
nikowej nó ki nie zmarz y. I tak dalej i temu podobnie. Co jaki  czas który  z my liwych – bo tym
si  g ównie ochroniarze zajmowali – wypada  z lasu, pani w adczyni prze

onego nad

ochroniarzami pokazywa

up, pyta  czy si  na co  nada, ostro nie sk ada  zdobycz u stóp konia

Bo eny i zaczyna  pe ni  ochron  tu  ko o mierniczego Dzier ykraja, rysownika – namiestnika i...
w pobli u szcz cia najs odszego, nale cego do kogo innego, lecz przecie s

ce nie jednemu

wieci, a przez to go nikomu nie ubywa... Dzier ykraj by  z  ony dumny, bo niewiasta w pierwszej

ci y, w jakim  jej okresie, przemienia si  na twarzy – dziewicza niewinno , bardzo pi kna i
czysta, staje si  promienistym, jakby natchnionym pi knem przysz ej matki.  No, troch  go
zazdro  bra a, bo Bo enka ka demu u miech da a, kto by  dla niej uprzejmy i na u miech
oczekiwa . Pewno dlatego zarz dzi , by stra y przy nim i przy  onie nikto nie trzyma  – niech e
wszyscy  owi  albo lepszych miejsc w pobli u szukaj  na ró ne pu apki i przeszkody.Albo niech
miejsc z kamieniami wypatruj , na jedno miejsce je znosz , to do ciskania si  w przysz

ci

nadadz . Woje zwozili i znosili, nie pytaj c – jak przeciwko owadowi kamieniami czyni , wszak e
oni uznawali,  e to wy cznie zazdro  powoduje Dzier ykrajem i on tylko ich od Bo eny chce z
daleka trzyma , tedy byle co nakazuje robi . Niech mu tam b dzie – w prawie jest,  ona jego

asna, z nim w ci y – niech e on ma spokój i pewno  jej bezpiecze stwa.  Wspólne

przebywanie z Dzier ykrajem nie b dzie wieczne – to wa na osobisto , atoli nie prze

ony na

powszednio . Troch  b dzie  al u miechów zadowolenia pani  ony namiestnika, lecz s

ba – nie

dru ba, wykonuj rozkazy i ju !
     Przez to oddalenie do s

by odmiennej od ulubionej woje odkryli, i  pracuj , s

 w miejscu,

gdzie niegdy  przesieka ju  by a czyniona. Niektóre cz ci tej niegdysiejszej jeszcze trwa y,
chocia  pnie zmursza y. Wszystko si  osypywa o... Powinny by  tak e  lady obecno ci szkodników
– jakiej  sówki choinówki dla przyk adu, albo chocia  kornika. Nie by o, tedy m odzi woje wniosek
wyci gn li,  e przesieka szkodników nie przepu ci, skoro i przedtem by a skuteczna. Hmm...
   

Rysowanie wa ów wygl da o troch  podobnie. Troch , gdy  Bo ena sta a si  obszerniejsza.

Wdzia a ko uch Dzier ykraja, bo troska a si  o ciep o tego w sobie... Nawet ten obszerny ko uch
nie móg  by  na jej brzuchu zapi ty, po y rozchyla y si , a pasa ona nie chcia a u

, by nie

ugniata   tego, co kopa o od  rodka, fiko ki w niej robi o i w ogóle ruchliwe by o. Dlatego, zamiast
pasa, Bo ena przepasa a si  krajk . Za t  krajk  wsadzi a siekierk  i my liwski nó  Dzier ykraja,
czemu on si  przeciwstawia , lecz w ko cu uleg , gdy mu powiedzia a, e to na wypadek samotno ci
– ona wie – co znacz  w puszczy narz dzia, kiedy musisz sobie poradzi  bez niczyjej pomocy... W
kiesze  ko ucha – z tego samego powodu – w

a krzesiwo. Siedzia a na koniu, trzymaj c nogi

na drewnianych podnó kach, zrobionych przez wojów ochrony dla ci arnej namiestnikowej, która
wola a  ud nie rozchyla  – to mog o zach

 by  do wyj cia dla tego stworzonka w brzuchu... Przy

siodle uwi zany by  ko czan ze strza ami i  uk. Jedno poci gni cie rzemyka mog o spowodowa
uwolnienie  uku – tak woje Bo en , pouczali. - Bo wie pani namiestnikowa – prawdziwy woj lubo
my liwiec or  musi mie  w gotowo ci... Niech im b dzie, Bo enie raczej trwa

 wi zania by

odpowiada a, lecz nie wypada o psu  uciechy tym, którzy z dobroci serca co  uczynili. Tak e przy
siodle, i te

atwe do uwolnienia, woje umocowali oszczep i pami tny dziryt Bo eny. - Prawdziwy

wojownik z pani namiestnikowej – powiedzia  jeden z wojów. A teraz wszyscy oni poluj  i kamieni
szukaj , które zbieraj  na kupki.Za  Dzier ykraj mierzy krokami i stopami,wyznacza miejsca jazów

background image

- 42 -

jazów i przep awek i lini  wa ów.  Tu nie jest tak  atwo jak przy przesiece - tu woda  podczas
powodzi musi  by  ujarzmiona, lecz musi p yn , wype nia  zbiorniki z  eremiami, stawy z rybami,
no wszystko, co potrzeba.
     Gdyby te wsie Okruszka – Borowe i Czy ówek nad Bobrem le

y, to Bo ena poprosi aby m a

o wyrysowanie k pieliska dla sióstr, Hildy i dzieciaków... Wtedy by si  w lato przyje

o na

piele... Ba, gdzie si  b dzie mieszka ? Czy Dzier ykraj móg by za atwi  jakie  miejsce

zamieszkania w pobli u Czy ówka i Borowego?
     Z daleka odg osy polowania dolatuj . Pokrzykiwania podnieconych wojów s  czym  zwyczaj-
nym – to m odzi m czy ni, jeszcze si  bardziej o rado   z  owów staraj  ni li o  up. Dzier ykraj,
wpatrzony w desk  co  na niej wyrysowuje. Zaraz Bo ena ten rysunek od niego dostanie i postawi
w lewym, górnym rogu kolejny znak - nast pn   liter  s owia skiego pisma. To na dzisiaj ostatnia
deska. A jutro... Jutro b dzie trzeba zostawi  tutaj m a samego i do Czy ówka lubo Borowego –
nadchodzi pora rodzenia i lepiej podczas niej by  w warunkach dogodniejszych ni  te co w lesie
podczas zimy. Okrzyki my liwców chyba si  zbli aj  – pewno jaki  zwierz umyka w t  stron . Co
to mog oby by ? Dawno dzika nie upolowali... To mi siwo p owej zwierzyny takie suche...  ujesz,
gryziesz, starasz si  chocia  ze  lin  zmiesza , by wi cej soczyste si  zda o... Gdyby do tego mie

oniny - jej paseczki powtyka  w tusz  przed upieczeniem...

     

Naraz oczy Bo eny zacz y si  robi    coraz okr glejsze i wi ksze. Z lasu wypad  odyniec-

bardzo du y  i ci ki. Prosto na Dzier ykraja rwie, a ten j  i konia zas ania – stoi na drodze ody ca.
     - Uwa aj! - okrzyk Bo eny powoduje poderwanie przez Dzier ykraja g owy.
     Dzier ykraj widzi 

tawe szable i fajki ody ca. Spotkanie z nimi wn trza ludzkiego uda, to pe-

wna   mier   –  wykrwawisz  si   nim  oddechniesz  ze  trzydzie ci  razy...  Trzeba  si gn   po  nó .  To
niepewna bro  przeciwko takiej rozp dzonej masie, ale zawsze... R ka Dzier ykraja si ga do pasa,
oczy nie opuszczaj   zbli aj cego si  gwizdu ody ca. R ka nie napotyka no a! No, tak – jest u
Bo eny za krajk  wetkniety... Rozkraczy  si  i zas oni  sob

on , konia i,i, i...

     - W bok i za drzewo! - cienki g os Bo eny uruchamia nogi Dzier ykraja. Ju  w skoku odwraca

ow  ku  onie.

      Bo ena trzyma napi ty  uk. Strza a wylatuje jakby w zwolnieniu – ruchem  lamazarnym... Rzut
oka na dzika. Strza a tkwi w jego oku. Jest drzewo! Schowa  si  za  i patrze , i - w razie czego -
siebie po wi ci ,  eby ona...
     Ona ciska dzirytem. Oko na dzika. Dziryt w drugim oku ody ca, lecz ten – rozp dzony – biegnie
na o lep. Bo ena trzyma w r kach oszczep. Jedna jej noga przesuwa si  nad koniem, druga stoi
oparta na drewnianym podnó ku, oszczep jest wsparty o ziemi . Wykorzystuj c ten oparty oszczep,
Bo ena zeskakuje na ziemi . Mi kko, na ugi te nogi.
     Odyniec napotka  jaki  wykrot czy korze . Potyka si . Ko  uskakuje w bok. Dzik zarywa ryjem
w pod

e i przekr ca si  na bok. Bo ena ju  jest przy nim. Obur cz trzymanym oszczepem godzi

w widoczny kawa ek dziczego podbrzusza. Ostrze oszczepu chowa si  w dziku. Tak samo jak ten
nó , którym papie a... Dzik usi uje wsta  na nogi. Oszczep najwyra niej to wstawanie utrudnia –
pl cze si  mi dzy dziczymi nogami, zapiera si  ko cem o ziemi , powstrzymuje...
     Dzier ykraj podchodzi do Bo eny, wyjmuje zza jej krajki swój nó . Wbicie ostrza w podgardle
ody ca i obrót ostrza w ranie wywo uje chlu ni cie posoki. Dzik pada na brzuch. Drgawki nóg.
Coraz cichszy kwik. Zmartwia ...
     - Dzier ykraj – to trwo liwy g os Bo eny – dzieci  chce na  wiat... Leci mi po udach moja w as-
na krew...

*  *  *  *  *

     Wszystko  liczy si  wed ug ko ca, a poród sko czy  si  powodzeniem, ma y niemowlak dotrwa
do czasu osi gni cia wn trza domu Okruszka, niejako na laduj c matk . Doszed  do siebie,
ochrzczono go, nadaj c mu imi  Hubert. 

, rós ... Przy nim oboje rodziców, szcz liwi oboje.

     Pracami przy wa ach kierowa  Okruszek. Tysi ce ch opów i ludzi stanu trzeciego stawi o si  do
prac. Codziennie ka dy pracownik otrzymywa  wi , jakby kwituj

 przepracowanie dniówki. To

samo przy pracach wyr bowych i przy uk adaniu przeszkód, zasadzek, pogmatwanych i myl cych
korytarzy w przesiece, czym kierowa  Odrzyw . Sto wici w r ku ch opa, dawa o mu pewno
otrzy

background image

- 43 -

mania na w asno  jednego  anu  ziemi.  Tyle  wici  w r ku cz owieka stanu trzeciego   dawa o mu
wyniesienie do stanu mo nych i pó ana ziemi na w asno  oraz pomoc w zagospodarowaniu roli.
Có , budowle zako czono przed up ywem stu dni i nikt nie mia  wystarczaj cej ilo ci wici. Wtedy
Odrzyw  zwo

 zebrania,  na ka de mog o si  stawi  tysi c  ch opa. Na o miu takich zebraniach

Odrzyw , w imieniu namiestnika Dzier ykraja i samego ksi cia Polski zapewni ,  e niezad ugo
trzeba b dzie broni  wa ów i przesieki przed najezdnikmi. A za ka dy dzie  uczestnictwa w tej
obronie dwie wici si  dostanie. Gdyby za  obro cy wojn  pomy lnie  i pr dzej zako czyli, dzi ki

asnym staraniom, to jeszcze dodatkowe wici – do stu – dostan  i wspomo enie wi ksze przy

zagospodarowywaniu uzyskanych nada . Za  ch opi dzielni – do wy szego stanu zostan
przybli eni. To samo tyczy si  rodzin najbli szych i rodziców tych – którzy w walce polegn .
     Wybuchów rado ci nie by o. Ch op nie jest ufny na wyrost – wi , to nie to samo, co ziemia...
Ale twarze by y zamy lone, ka dy wa

 prawdopodobie stwo polepszenia losu z mo liwo ci

pracowania po staremu. A jak bardzo si  wyró ni ? A jak tej obrony wcale nie b dzie? A jak umr
od ciosu?... Wychodzi o na to,  e mo e si  op aci o budowa  i warto b dzie potem broni .

background image

- 44 -

Rozdzia  VII

arowiska

     S owianie – tak mówi wielu – przybyli do Europy ze wschodu. Kiedy osiedlali si  w Europie,
cesarstwem Rzymu targa y k ótnie ustrojowe, religijne, narodowo ciowe, podatkowe i inne. Kolos
na glinianych nogach -  Cesarstwo Rzymu – podzielono na cesarstwo wschodnie i cesarstwo
zachodnie, S owianom by o bli ej do Konstantynopola ni  do Rzymu, Konstantynopol potrzebowa

nierzy, zawód 

nierski dawa  niez e dochody, tedy wielu S owian najmowa o si  do s

by w

wojsku cesarza wschodu. Jednym z takich najemnych 

nierzy cesarza „Rzymu” - czytaj

Bizancjum – by ,  po mniej-wi cej pi ciu wiekach od przybycia S owian do Europy, Mojmir z

omu ca.  Znaczy  –  Mojmir  by   obecny  podczas  swoich  narodzin,  lecz  o  tym  O omu cu,  jako  o

miejscu pochodzenia rodziny, dowiedzia  si  od ojca, który te  by  najemnym 

nierzem cesarza

wschodu. A pó niej Mojmir dowiedzia  si ,  e jego rodzina uciek a z O omu ca, kiedy niejaki
Samo tworzy  pa stwo, którym w adali Germanie, utrzymuj cy si  z pracy S owian. Wielu S owian
wtedy uciek o przed barbarzy cami – jak mo na by o nie wierzy  werbownikom cesarza
Bizancjum,  e barbarzy cy jedz  dzieci, a  najbardziej smakuj  im dzieci s owia skie?
     

Przez te rodzinne wspominanie o O omu cu, który Mojmirowi przedstawia  si  jako najpi k-

niejsza miejscowo  na  wiecie, nad rzek  Moraw  – te  najwi ksz  i naj liczniejsz  ze wszystkich
rzek, Mojmir nada  sobie nowe imi  - w

nie Mojmir, czyli mój mir, mój  ad, mój porz dek, mój

pokój, moje wywy szenie przez innych, bo oni mnie uznaj  za m drego – mam u nich mir... Sta
si   dla  innych  Mojmirem  z  O omu ca,  o  którego  po

eniu  wiedzia   ma o  kto.  Albo  –  czasem  –

powiada  o sobie,  e jest Morawianinem lub Morawcem. Jego ojciec, ju  umieraj c, przestrzega
Mojmira, by  zaprzesta  tego rozpowiadania o Morawie, O omu cu, swojej s owia sko ci, bo to
mo e doprowadzi  do uroje  i wtedy Mojmir zas

y sobie na imi  Mojzwid, lecz o tej   ojcowej

przestrodze Mojmir postanowi  zapomnie  i to mu si  rych o uda o.
      Zdobywa  wiedz  o S owianach, o ich ksi stwach i pa stwach o innym ustroju ni  monarchicz-
ny. W ko cu wiedzia  prawie wszystko. Policzy

e zjednoczenie S owian w jednym pa stwie uczy-

ni oby z nich pot

 najwi ksz  na  wiecie, a w adc  takiego pa stwa.... Wola  zachowa  w

najg biej po

onych skrytkach swojego mózgu my l o tym – kogo on widzi na miejscu w adcy

tego pa stwa. Na razie dziwi  si ,  e nast pcy Samona  nie wymy lili tego samego, co on. Mogliby
mie ,cho by  z samego tylko dorzecza Wis y i Warty, pi set tysi cy poddanych. Z tego do s

by

w wojsku... No, powiedzmy ze dwadzie cia tysi cy. W sumie armia ponad stutysi czna, powierzch-
nia tak rozleg a,  e a  niemo liwa do podbicia i opanowania przez obcych...
     Kiedy pa stwo nast pców Samona zacz o upada  i wida  by o,  e si  nie podniesie, w Mojmi-
rze  dojrza o  postanowienie  –  on,  b

cy  setnikiem  w  armii  Rzymu,  czytaj  Bizancjum,  zebra

garstk

nierzy pochodzenia s owia skiego i uciek  z cesarstwa.  atwo si  domy li ,  e nad

Moraw , gdzie – dok adniej w O omu cu – ustanowi  stolic  swojego pa stwa o nazwie Morawy.
     Na poczatek mia  przy sobie 

nierzy pochodzenia germa skiego, tak powi zanych ze S owia-

nami, szczególnie za  ze S owiankami,  e a  wiernymi i pos usznymi s owia skiemu w adcy,  Moj-
mirowi. Pó niej Mojmir kolejno przedstawia  swoj  wizj  pot gi S owian ksi

tom ró nych

pa stewek i podporz dkowali mu si  liczni ksi

ta s owia scy. W

ciwie urzek a ich wizja

Mojmira, lecz to – przecie – wszystko jedno czy  wizji podporz dkowany, czy jej twórcy...
     Sz o nie le, cho  nie tak dobrze jak roi  Mojmir. Wystarczy o – jeszcze za  ycia Mojmira – do
nazywania jego tworu Wielkimi Morawami. Na nieszcz cie Wielkich Moraw, kiedy po  mierci
Mojmira nie wykonano ustale   mi dzyksi

cych i w adc  nie zosta  ani ksi

 Pilzna, ani ksi

otnicy czy Sopronu, ani ten  z Budziszyna, ani z Pragi, ani z Krakowa, tylko mi dzy synami

Mojmira – Ro cis awem i Borzymirem dosz o do sporów, w wyniku których w adc  Wielkich
Moraw zosta  Ro cis aw, wtedy Polanie przybyli nad Wart . Ksi

 Krakowa ba  si ,  e zap ata

jego  ojca  –  Kraka  –    któr   dosta   od  Mojmira  za  przyst pienie  do  Wi zi  S owian,   e  Ziemia
Go szyców, b

ca ow  zap at , zostanie  Wi lanom i Lachom odebrana przez  Ro cis awa i

postanowi  zwi za  si  z Polanami.Tak powsta  zal ek Polski, a Wi  S owian, czyli Wielkie
Morawy sta y si  sporo mniejsze. W dodatku potem przybyli inni S owianie zza  aby i So awy.
Wi  S owian musia a odda  cz

ska,a  za Jesienik, Hrvatom. Reszt

ska zaj li Polanie i ta

background image

- 45 -

kraina sta a si  cz ci  Polski. Z ksi stwa B atne skiego odeszli na po udnie tamtejsi S owianie, bo
nie odpowiada a im religia, jeszcze przez Mojmira wprowadzana dobrowolnie-przymusowo.
Wyst pi  z Wi zi ksi

 Budziszyna. Pilzno i Praga uznawa y si  za lepsze i wa niejsze od

omu ca. Czy Morawy mog y nadal mieni  si  Wielkimi?... Nawet S owacy – przedtem

najwierniejszy sprzymierzeniec Mojmira,og osili powstanie pa stwa ca kiem od Ro cis awa nieza-
le nego.  Mimochodem zauwa my,  e pod „opiek ” Hrvatów...
     Wszelako Ro cis aw by  godny swojego imienia, nadanego mu przez Mojmira. Ro ci , jako s o-
wo, ma kilka znacze . Ro ci  – oznacza - mie  ochot  na posiadanie. Ro ci  – oznacza tak e –
zapowiada  si , albo te  obiecywa  na przsz

. A  z

liwi dla Ro cis awa stronnicy jego brata,

Borzymira, nazywali w adc  Rois awem... By o-jak by o – Ro cis aw trwa , sprowadza  na Morawy
misjonarzy z zachodu,  znaczy – Niemców -  acinników i przeszkadza  w ten sposób Czechom zaj-
mowa  si  zajmowaniem ziem Moraw – Czesi mieli do  k opotów z uciszaniem wa ni mi dzy
zwolennikami obrz dku chrze cija skiego-s owia skiego, a stronnikami obrz dku chrze ci-
ja skiego-rzymsko aci skiego.
     Po  mierci  Ro cis awa, na Morawach wybuch a wojna. Do w adzy pchali si  syn Ro cis awa –

wi tope k i syn Borzymira – Svatomir.

    

Wygra

wi tope k. B

c u w adzy zdo

 przekona  ksi

t Pilzna i Pragi w Czechach,  e

powinni trzyma  si  Moraw i wspólnie z nimi czyha  na mo liwo  odrodzenia wielko ci pa stwa
Wi  – lepszego od Polski dla jednoczenia S owian. Jego pojmowanie przysz

ci nie da o si

rozpozna , bo go nie mia ! On chcia  jednoczy  i ju ! Ale po co? Tego nie wiedzia  nikt. Troch
ja niejsza sta a si  przysz

 Moraw, kiedy biskup Pragi, Metody, na wniosek kap anów

niemieckich obrz dku  aci skiego zosta  uwi ziony na Morawach – to by  sygna , kierunkowskaz –
Morawy maj  si  sta  ziemi  wp ywów niemieckich, a mo e i cz ci  Niemiec... Mo e owo
jednoczenie S owian mia o zapewni

wi tope kowi du e znaczenie w Rzeszy Niemieckiej jako

ksi ciu du ego kraju, jako panu licznych poddanych?... W Czechach – tak to wygl da o –
zamierzenia by y podobne – trzyma  si  okr tu niemieckiego i móc krzycze ,  e si  p ynie... Tylko
ksi

ta Libic, z rodu S awnika, woleliby by  poza Rzesz ...

     Nie uda o si  rozpozna  – który z w adców niemieckich ma wp yw na  wietope ka i czy w ogóle
taki wp yw istnieje. Wszak nie brakuje po ytecznych (dla silnych) durniów,którzy silnych
popieraj , roj c,  e wypas  si  na obrywkach z pa skiego sto u. Za poduszczeniem niemieckim, czy
bez niego, pewnego pi knego wiosennego dnia wojska morawskie i czeskie przesz y Prze cz
Jesienick   i we-sz y pomi dzy przesiek  a wa y przy Bobrze. Jednocze nie – mniejsze si y
morawsko-czeskie – wtargn y na 

yce, na zachód od Nysy 

yczan. Na 

sku naje

cy nie

zastali wojsk  polskich. Wsie i grody przyjmowa y ich spokojnie, wszystko by o dla wkraczaj cych
wojsk dost pne, wszyscy... Jacy znowu wszyscy tam nikogo nie by o!  Mo e uciekli z obawy przed
nakazem czynnego wspomagania zwyci zców podwodami i  ywno ci ?... A niewiastami to nie?...

*  *  *  *  *

     Radoborowice le

y na pograniczu. Pola wsi dotyka y Ziemi Go szyców, Ma opolski w

ci-

wej oraz Opolszczyzny, czyli 

ska. Jako  nie by o tak,  e  radoborowiczanie nie wiedzieli o ist-

nieniu  wiata poza w asn  okolic , któr  ubezpiecza  od  strachów przed najazdem obcych gród w
Opawie. W ka dym razie ubezpiecza  podczas pokoju. A teraz Radoborowice wiedzia y, i  w adca
Moraw wojuje z Polsk  , mo liwe –  e tak e o Ziemi  Go szyców, a ona stanowczo za blisko
Radoborowic le y, gdyby  mia y na t  ziemi  wkroczy  wojska morawskie...
     

Pola Radoborowic stanowi y w asno  Lacha o nazwisku Filak. Ryszard Filak, chrze cijanin

obrz dku s owia skiego, zgodzi  si  by  na uczestnictwo swoich ch opów w budowie wa ów i prze-
sieki na 

sku. Teraz pana Filaka i jego rodziny w okolicy nie by o –  ona z dzie mi gdzie

wyjecha a, a w

ciciel wsi i pan swoich poddanych stawi  si  do obrony Polski przed Morawcami

– s

 w oddziale dawnych dru ynników z tej okolicy, bo tak stanowi o prawo polskie – mo ni,

jak jeden m , musz  si  stawia  do walki, gdyby broni  si  mia o przed najazdem obcych. Zwano
to ruszeniem ogó u mo nych, natenczas ustawa a troska o dochody, o zasiewy i zbiory – w my l
zasady : jak ci  wilcy napadn , to wprzód o obronie  ywota dumaj, ni li o ochronie posiadanych
dóbr.

background image

- 46 -

     W chacie Wies awa Pucka, jako najwi kszej we wsi, siedzieli wszyscy tutejsi ch opi. Próbowali
ustali  op acalno  stawienia si  do obrony przesieki w porównaniu z pozostaniem na miejscu i
biernym oczekiwaniem na wej cie wojsk morawskich. Oczekiwanie stanowi o niewiadom , której
wyliczy  si  nie da o. Mo e by

danie przez Morawców jutrzyny i podda stwa, a mo e by

sprze-danie ludzi w niewol  bizanty sk ,aby opró nili miejsce dla osadników z
Moraw.Prawdopodobniej-sza jest jutrzyna, czyli to samo, co dot d.  Lecz niewoli wykluczy  si  nie
da...
     Ruszenie do walki... Je li si  b dzie po stronie zwyci zców, to b dzie uzupe nienie wici za bu-
dowanie wa ów i przesieki – nadanie ziemi, wolno  i w asno ... A je eli Polacy przegraj ?... No,
wtedy znowu staje si  niewiadoma – z pewno ci  uda si  chy kiem powróci  do  wsi i ze ga ,  e si
jeno ze starchu w lesie ukry o, a teraz wraca si  do znajomego jarzma podda stwa z nowym panem
przy lejcach i bacie... Atoli nie wiadomo, czy wtedy nie stanie si  owo – nieprzewidywalne,lecz
mo-  liwe, zaprzedanie w niewol ...
      W zasadzie ustalili ju  to, co zamierzali. Jeszcze tylko Pociuch si  przeciwia , namawia ,  eby
trzyma  stron  Morawian, bo Ziemia Go szyców s usznie nale y si  im, a nie Polakom, a s usz-
no  zawdy na ko cu wygrywa wedle przys owia: oliwa sprawiedliwa i na wierzch wyp ywa.
Wreszcie Pucek ostatecznie wszystkich przekona , przypominaj c,  e pola Radoborowic nie le  na
Ziemi Go szyców, tedy s uszno  w sprawie Radoborowic jest po stroniePolaków.
      - G upie  bydlaki o naturze niewolników! - wybuchn  Pociuch. - 

sko zosta o przez Polaków

wzi te si  i ujarzmione. W Wielkich Morawach moglibym sta  si  równoprawnymi sojusznikami
wielu plemion s owia skich.
     

- I razem z innymi przekupionymi pój  na ochotnika w jarzmo niemieckie – ty germa ski

szpiegu – powiedzia  zimno a zaciekle Pucek, wsta  z  awy, chwyci  ze sto u kuchenny, wielki nó  i
pocz  si  przeciska   w kierunku Pociucha, to si  o stó  opieraj c, to kolana innych siedz cych na

awie tr caj c.

      Pociuch nie czeka  na skutek tego pod ania ku niemu ostrza i ch opa. Buchn  w okno, zwie-
rz ca, mocno naci gni ta b ona, zapowied  przysz ej szyby – zrobi a pprask! - i ju  Pociucha w iz-
bie nie by o. Mo naby goni , lecz zanim si  w drzwi z czym  w r ku zmie cisz, to Pociuch ju  na
Morawach swoich b dzie i uj  mu b dzie  atwiej ni li tobie dogna , bo on o swój  ywot sta

dzie...

      - No, ch opy – powiedzia  Pucek – to teraz pozostaje nam tylko zwyci

, bo ta gnida doniesie

Morawcom o naszym ustaleniu – nie uda si  nam oszuka , 

my jeno na troch  do puszczy poszli.

*  *  *  *  *

     Na pocz tku, przesieki broni o jeno stu dziesi tników, podzielonych na dwa oddzia y, którymi
dowodzili Dzier ykraj i Odrzyw . Oj, by o mnóstwo gonienia ko mi w ró ne miejsca, wszyscy –

cznie z wierzchowcami – byli zziajani, spoceni i niewyspani, o g odzie  te  nie zawadzi

wspomnie , ka dy wie,  e jak czasu na jedzenie nie ma, to g ód jest za to  ponadwymiarowy...
      Morawców i Czechów by o po drugiej stronie przesieki dwa tysi ce. Gdyby oni wiedzieli z ilo-
ma obro cami maj  do czynienia... Ale przesieka zas ania widok... Wysy aj  Morawce oddzia
badawczy – takie rozpoznanie walk  jakby – ka dy woj prze azi przez przeszkody, wszyscy klucz
po za omach i nibykorytarzach z bali, omijaj  zwa y pogmatwanych, pokrzy owanych, stercz cych
i le cych pni. Przeszli mo e z po ow  grubo ci przesieki, a mo e nie przeszli,  ko ca tych
przeszkód jako  nie dostrze esz.  A  tu naraz  wiszcz  strza y, padaj  ranni i zabici.  uczników nie
wida  – mo e ich stu jest w tym miejscu, a mo e wi cej... Mog  by  dalej, g biej jeszcze inni
obro cy... Dodatkowy obro ca – Strach – ma wielkie, kwadratowe oczy...Pada komenda do
wycofania, w przesiece zostaj  zabici. Przy nich bro , ale nikt nie ma czasu zbiera  – mus jest gna
w inne miejsce, gdzie by y objawy przygotowa  do natarcia, gdzie z wysokiego drzewa czata znak
da a...  Po kilku dniach takiej mord gi przysz a ulga – pojawili si  pierwsi ch opi z wiciami,
cepami, osadzonymi na sztorc kosami, z wid ami i o cieniami czy bosakami. W ostateczno ci –
je li z rodziny kilku ich by o – dzier yli w gar ciach k onice od wozów. Czasem mia  który byle
jaki  uk i lada jakie strza y... Dziesi tnicy posy ali przybyszów na miejsca potyczek – dla zbierania
broni –  uków prawdziwych i celnych, mieczy, tarcz, toporów i zbroi. Tego przybywa o, lecz
obro ców przybywa o jeszcze pr dzej – proste wyliczenie na to wskazuje: naje

ców dwa, a

background image

- 47 -

obro ców oko o osiem tysi cy – nijak nie mog o starczy  zebranej broni dla wszystkich. Tego
wyliczenia nie warto przymierza  do mo liwo ci pokonania najezdników  w otwartej walce, nawet
gdyby wszyscy ch opi mieli uzbrojenie i bro  wojów –  wiczenie robi mistrza, a ch opi walczyli
sposobem kup  na najezdników – kupy nikt nie ruszy...
      Straty by y jeno po stronie Morawców i Czechów. Oni ju  wiedzieli,  e obro cami s  ch opi.
Lecz nie wiedzieli czy tylko ch opi. Przecie na poczatku mieli do czynienia z wprawnymi

ucznikami,a celno  ch opskich obro ców...Panu Bogu w okno – mo naby t  „celno ” w ten  spo-

sób opisa .
     

Którego  dnia Morawcy i Czesi odeszli. Czujki donios y,  e b

 próbowa  przej cia wa ów.

Które do tej pory ostro nie omijali. W dolinie Bobru nie ma g stwy le nej – wszystko wida  –
wespniesz si  na wa , hurmem si  ruszy, z wa u widok na inne umocnienia... Wi ksza mo liwo
spotkania si  z obro cami w bezpo rednim starciu. Z 

yc od zachodu ju  id  ci, którzy 

yce

opanowali i teraz ich tam tak wielu nie potrzeba. Mo liwe,  e te wa y te  du  g boko  maj ,
jakie  zakamarki i pu apki tam s , lecz to nie puszcza. Do  tego  nacierania, po omacku niemal, na
obro ców, których liczebno ci nie znasz i których z rzadka dojrzysz.
    Dzier ykraj i Odrzyw

 uznali si  za wodzów wojsk zwyci skich. Zastanawia a ich wielka zapal-

czywo  ch opów w walce – ch opi stawali bardzo dzielnie, chocia  o ostro no  dbali. Wnet
wyja ni o si , ze w ka dej wsi by o zebranie podobne do tego w Radoborowicach i takie samo
postanowienie o uczestniczeniu w obronie swojej przesieki. Dzier ykraj poleci  dziesi tnikom
przekazanie ch opom paru rzeczy. Po pierwsze,  e na przesiece mog  zosta  nieliczni obro cy,
których dziesi tnicy oceniaj  najwy ej – dziesi tnicy owych obro ców wyznacz . Zap at  b dzie
nadanie ziemskie dwudziesto anowe oraz tytu  w adyki. To jeszcze nie mo ny, ale ju  Polak, a
dzie-ci w adyki stan  si  mo nymi,je li ojciec b dzie w stanie zapewn   im – ka demu synowi i
ka dej córce – po jednym  anie nowej ziemi, aby biedy nie cierpieli. Ziemi innej ni  ta nadana

adyce. Po drugie – pozostali ch opi otrzymaj  po  anie ziemi i tytu  panoszy. Panosza to te

Polak, ale tylko on – jego dzieci stan  si  lud mi wolnymi, czyli wejd  do stanu trzeciego. Po
trzecie – panosza mo e zosta  w adyk  przy nast pnej sposobno ci uczestniczenia w wojnie
przeciwko wrogom Polski. Teraz czeka  trzeba na ca kowite wyp dzenie Morawców i Czechów, co
nie tak pr dko nast pi, bo dru yna jest potrzebna w innych miejscach,a panosze i w adycy za ma e
maj  do wiadczenie w wal-ce z wy wiczonymi wojami. Uprawia swoje w asne any, sprzedawa
nadmiary swoim by ym panom, lub sp aca  nimi dawn  pomoc dawnego pana, je eli takowa by a.
Nie sp aca  ziemi, bo ona niegdy  do 

zaków nale

a i teraz stanie si  z powrotem ich

asno ci . Panosze i w adycy dostan  w przysz

ci ziemi  w nowych miejscach, bo wiadomo,  e

w miejscach starych trudno by oby wszystkim nagle przestawi  si  z poddanych w ludzi wolnych i
posiadaj cych ziemi . Ponadto dotychczasowi panowie...No, im si  po odej ciu panoszów t  ziemi
odda do ponownego zagospodarowania. B dzie mie  miejsce taka jakby wymiana – oddasz  an w
jednym miejscu, a w innym dostaniesz i dodadz  ci pomoc w zagospodarowaniu. Za darmo! Czeka
spokojnie na starych  mieciach – przyjedzie kto , poprowadzi wie  do nowej ziemi obiecanej .
Nadejdzie ten dzie ! Nie zgubi  wici po wiadczaj cych!

*  *  *  *  *

     

Wojska z 

yc podchodzi y do wa ów od strony zachodniej. Ostro no  nakazywa a dobrze

przemy le  natarcie, przygotowa  wszystko i dopiero run  na t  przeszkod , za któr

upy do

wzi -cia, ywno , zwierzyna, rozkoszne podwiki... By  zakaz stosowania przemocy, bo nie idzie o
prze-siedlenia poddanych – idzie o przy czenie 

ska na zawsze, tedy zasiedlony by  musi. Ale

co tam!
     Wojska z przesieki podesz y do wa ów i ich dowódcy przeprowadzili t  sam  operacj  my low
co zdobywcy 

yc – przygotowa , przemy le  i dopiero uderzy . Woje – podobnie – za wa ami

raj b dzie i tylko korzysta ...Pi kne podwiczki – biada wam!
     

Przygotowano  oddzia y  uderzeniowe,  odwodowe  i  maj ce  dzia

  w  bok  od  g ównego

uderzenia. Dano znak do natarcia. Obie armie po obu stronach wa ów us ysza y w asny okrzyk
bojowy, dodaj cy otuchy,  i okrzyk po drugiej stronie wa ów – powoduj cy zw tpienie, bo tako
silny i mnogi, jako i w asne wojsko wydaje...
     Wbiegli na ten wa  nie bardzo zdyszani. Po drugiej stronie rzeki zobaczyli  s w o i c h !!!

background image

- 48 -

   miechu  by o co  niemiara, ale  i uciechy rzetelnej, bo  zamiast bitwy mieli spotkanie ze
swojakami. Có , nie mo na mie  samych przyjemno ci – po drugiej stronie nie by o zdobyczy...
     Szli na pó noc po obu stronach wa ów, maj c nadziej ,  e wreszcie ten raj b dzie. Szli wolno, bo
co jaki  czas pokazywa y si  oddzia y polskie. Ustawia  si  taki niby do bitwy, Czesi i Morawianie
te  szyki sprawiali, a  tu – ni st d, ni  zow d – polskie wojsko nik o w puszczy albo za dymami
niespodzianie rozpalonych ognisk.
     Te ogniska nie by y niewinne. Z wiatrem Polacy je zapalali a p omienie sz y ku Czechom i Mo-
rawianom. Gro ne toto nie by o – wystarczy y przeciwpodpalenia. Zapala o si  suche trawy, las lub
zbo e, wiatr to niós  w ty , wojsko si  za lini  ognia cofa o, polski p omie  dochodzi  do obszaru
wypalonego przez przeciwpodpalenie i ju  nie mia  strawy – musia  zgasn . Jednak takie
post powanie nie przy piesza o pr dko ci posuwania si  naprzód.
     

Wojska dochodzi y do  linii, której ju  nie mia y przekracza  – nie da si  opanowa  ca ego

wiata utrzyma  go, zasiedli  i zagospodarowa  za jednym zamachem – trzeba po kawa ku...Ju -ju

mieli zawraca , kiedy natrafili – nareszcie – na dojrza y  an zbo a, a w tym zbo u sta a grupa

ów, chyba ch opów, bo trzymali ch opskie narz dzia – takie same, jak na przesiece widzieli.

Po rodku ch opów wznosi  si  cz ek w zbroi i uzbrojony. Do jego pleców przywiera a posta
równego wzrostu, albo na czym  stoj ca. Mo e na zydlu, mo e na beczce dnem do góry obróconej.
Ta posta   za m em – wielkoludem zas ania a siebie  i plecy woja wielk  tarcz .A ten woj dzier
wielki  uk z na

on  na ci ciw  grubo ci liny okr towej, strza  - dziryt przypominaj

. Nagle

ci ciwa jakby zagrzmia a, wielka strza a pomkn a ku wojsku, nie trafi a nikogo, lecz wbi a si  w
pie  drzewa  z takim hukiem, a tak g boko,  e wszyscy si  przerazili – to móg  by  jakowy  tytan
lubo gigant sta-rogrecki...
     

Raczej z ciekawo ci ni  z potrzeby czy zawzi to ci woje ustawili si  wokó  tej kupy,  w

odleg

-ci jako-tako bezpiecznej, bo przed strza  z dala wystrzelon  mo na si  uchyli , i zacz to

do tego olbrzyma strzela , ciska  we  dziryty i oszczepy. Dziryt czy oszczep ma zasi g od strza y
wi kszy. Jest przy tym ci szy, wi c je li trafi...
     Szybki by  ten potwór – odtraca  lec ce oszczepy i dziryty mieczem, uchyla  si  przed strza ami,
a ta posta  z ty u powrzaskiwa a wtedy g osem dono nym, a cienkim:
     

- Wystawiasz mnie na  mier  – ty Okruchu jeden! Durny jeste  je op! Oni nas tu pozabijaj .

Umy li  sobie, tuman, zgin

 jako obro ca Polski – gry  b dziesz wnet t  twoj  Polsk  martwymi

bami od spodu, kiedy ci  przykryje kurzem popio em i mchem. Zdajmy si  w je stwo, bo

puszcz  t  tarcz .
      - Trzymaj! - grzmia  olbrzym i nadal odbija , uchyla  si  i ... trwa .
     Wtedy jeden z dowódców czeskich wpad  na nowy pomys . Przemówi  do ch opów. Obieca  im
wolne odej cie, je eli opuszcz  tego wielkiego. Potem obieca  im zap at  za wolne odej cie. Potem
rzuci  w stron  kupy swoj  sakiewk  z miedziakami. Za nim zacz li rzuca  inni. Pad y komendy do
rozst pienia si , by ch opi mieli przej cie... I ch opi odeszli. Wtedy okaza o si ,  e za plecami
olbrzyma stoi na beczce niewiasta...
     

- Ogniem go! – zawo

 jaki  g os i wnet  an zbo a zacz  si  pali  i dymi . P omienie i dym

zbli

y si  do olbrzyma i niewiasty tak bardzo,  e musia o im by  ciep o. No, i ten kaszel... Czesi i

Morawianie rzucili si  na os ab ego olbrzyma. Jeszcze si  broni , lecz razów p azem i ostrzem tyle
by o,  e w ko cu pad  na twarz, zaraz pokry y go p omienie i dym zakry . Chciwe r ce pochwyci y
z wielu stron niewiast ...

*  *  *  *  *

     

Ockn  si  ca y mokry. Pada  deszcz, woda wchodzi a mu w nozdrza, wesz a z oddechem do

krtani i zakrztusi a. Nic nie by o wida . Noc?... Pomaca  r

 twarz. Jeden bol cy strup... Przysz a

pami . P omienie, dym, s abo . Kaszel. Ciosy, upadek na twarz. Musia o go poparzy ... Czy oczy

 wypalone?...

       Hilda... Dar a si  w niebog osy, a oni... Psy parszywe. Tylu na jedn  bab . Zam czyli?
           

-  Hilda!  -  próbowa   wydoby   z  siebie  g os  zwyczajny,  lecz  wyszed   z  jego  gard a  schrypia y

skowyt.

 *  *  *  *  *

background image

- 49 -

    

Le

a na plecach i mok a. By o jej zimno. Wszystko j  bola o.- Co mu powiedzie , je li on

jeszcze  yje?... M czyzna zniesie wiadomo ,  e jego  on  a  tylu?...
     J kn  tak jako  ochryple. Wsta a i podesz a do le cego.
     

-  yjesz? - spyta a?- Mnie suknie spali o to zbo e. Ca a jestem naga i zimno mi. Dasz rad

powsta ? Niedaleko st d do domu. Tam si  nic nie pali o... Oni odeszli – ju  bezpiecznie. Mo e
bym ci zdj a ostro nie koszul  i si  w ni  odzia a?... Pomo esz mi?
     Przekr ci  si  niezdarnie na bok, u ywaj c r k do podpierania.- R ce te  ca e poparzone. Jak on
to wytrzymuje?...Wsta . Zobaczy a ten strup zamiast twarzy...
     - Poprowadz  ci  – powiedzia a. - Chyba przejrzysz na oczy, kiedy oparzelizna zejdzie.
     Wlekli si  powoli w stron  domu. On nagi do pasa, ona w jego olbrzymiej koszuli, si gaj cej do
ziemi. Przed domem sta a gromada ch opów. Spozierali ukradkiem na resztki opalonych w osów
pana.
     - On ubije, czy daruje? -  Hilda uzna a to pytanie za dowód zaciekawienia losem Okruszka.
     - Poprosz  go, by darowa  - powiedzia a.

*  *  *  *  *

     Pami tk  tych wydarze  s  nazwy wielu miejscowo ci zwi zane z po arami.  ary,  aga , Go-
rzów, Zgorzelec,  arki,  arkowo i inne... Znaczenie s owa powiadamia o przesz

ci nie gorzej od

wiadectw materialnych...

background image

- 50 -

Rozdzia  IX

            W asne miejsca

     Zawarcie pokoju by oby dla Polski upokarzaj ce. Zaraz na wst pie ksi

 Siemowit musia  przy-

zna  g

no, i to skryba- acinnik skwapliwie zapisa ,  e ksi stwo polskie zosta o s usznie poz-

bawione cz ci ziem 

skich, bo one z dawien dawna nale  si  Wielkim Morawom. Ksi stwo

polskie – napisane ma  liter , jakby Polska by a jednym z wielu ksi stw polskich. I tak dobrze,  e
nie spisywano umowy po niemiecku, bo w tym j zyku ka dy rzeczownik jest pisany z du ej litery.
A przedstawiciel ksi cia  wi tope ka wyra nie za da , by Morawy nazwa  wielkimi i pisa  ich
nazw  z du ej litery, a Polsk  nazwa  inaczej i napisa  ma  liter  – dopiero by oby upokorzenie –
wszystkie inne rzeczy, bez wzgl du na wa no ,zaczyna yby si  wielk  liter , a nazwa pa stwa
musia aby by  napisana  tak, jakby wcale rzecz  nie by a...
     

Sto y, przy których przedstawiciel Moraw dyktowa  warunki zaprzestania dzia

 wojennych,

us-tawiono w podkow . Przy takim ustawieniu najwa niejsze jest miejsce u szczytu sto ów – to s
te sto y oddalone od brzegów podkowy. Morawianin za da , by ten szczyt by  jeno krótkim
stolikiem. Na najwa niejszym miejscu siedzia  on, z jego prawej strony siedzia  biskup Ruppert,
niby pomocnik biskupa Metodego, a w rzeczywisto ci sprawca uwi zienia swojego zwierzchnika,
Niemiec,  d

cy  do  wyrugowania  z  Czech  i  Moraw  religii  chrze cija skiej  obrz dku

owia skiego.

Po drugiej stronie Morawianina siedzia  skryba – te  Niemiec. I to by y wszystkie miejsca  przy
tym stole poprzecznym do dwóch ogonów podkowy...
     

Przy biskupie Ruppercie Morawiec posadzi  Druzn , dowiedziawszy si ,  e to kap an chrze -

cija ski obrz dku  aci skiego. A ksi

 Siemowit zosta  usadzony przy skrybie! Podczas

pracowitego zapisywania pocz tku porozumienia ksi

 m czy  si  ujarzmianiem ochoty na

wybuch i wezwanie stra y. Wszak to w jego Gnie nie taki wypierdek powa

 si  lekcewa

ksi cia Polski. Czy wypada o to znosi ? A Druzno  da  spokoju... Ten skryba tak mozolnie i
przewlekle wypisuje g sim piórem ich s owa...
     

Druzno,  szeptem,  wywiadywa   si   o  sposoby   radzenia  sobie  z  tymi odmie cami,którzy

nabo

stwa odprawiaj  przy u yciu j zyka S owian.Szept by  niemiecki – to by  dialekt z pó nocy

Niemiec
     - Przecie  wykszta cony cz ek nie mo e si  zni

 do nauki tych gryzmo ów wymy lonych przez

jakiego  Cyryla dla swoich wspó ziomków. Wiadomo,  e to by  z pochodzenia S owianin i dlatego

wi ty j zyk Rzymu stara  si  poni

.Czy to prawda, Eminencjo,  e ten Metody jest bratem owego

Cyryla? Jak mo na by o dopu ci  S owianina do tak wysokiego urz du ko cielnego?!
     Tym sposobem Druzno uzyska  sojusznika w rozmowach o pokoju, dodawszy jeszcze j zyczek
do szali wagi – rzekom  ch  przyj cia przez Siemowita, dla ca ej Polski, chrze cija stwa obrz dku

aci skiego – ten j zyczek przewa

 szal  na korzy  Polski. W

ciwie dyktuj cym warunki

pokoju sta  si  biskup Ruppert, który za ka dym razem poprawia  przedstawiciela  wi tope ka, po
uprzednim zasi gni ciu opinii Druzny. Rozumie si ,  e biskupowi sz o o dobro religii, a nie o dobro
Polski poga skiej i heretyckiej...Druznie jakby równie ...
     

Ustalono,  e na opustosza e ziemie mi dzy Nys

yczan a Przesiek  nie b

 przesiedlani

mieszka cy Czech i Moraw, bo ich w

ciwym miejscem nie jest zdobyta kraina. Na to miejsce

 przesiedlani mieszka cy 

yc, z zastrze eniem, i  musz  to by  chrze cijanie, s uchaj cy

nabo

stw i nauk w j zyku  aci skim. - Z Moraw i Czech nalaz oby tych heretyków jak wszy. W

kraju nowoochrzczonym trudniej by oby to wyt pi  ni li u nas. My im ... A na miejce uwolnione na

ycach inni  acinnicy przyjd  – biskup u miechn  si  porozumiewawczo w stron  Druzny.

         

Ustalono,   e  przez  Wielkie  Morawy,  w  tym  przez  ich  nowe  ziemie  na  

sku,   b

  mieli

swobodny przejazd przybysze z Italii, zd aj cy do Polski. - Przy lemy wam tu dobrych misjonarzy
– znowu u miech w stron  Druzny.
       - I  eby z Czech i Moraw misjonarze tych heretyków nie mieli wst pu – szepn  Druzno – ci
sami mogliby, co do nas z Rzymu... Niechby od nas wpadali do nowych osadników na 

sku,

kiedy b

 mie  chwil  wolnego czasu...Co  acinnik – to  acinnik...

       Ustalono,  e religijn  obs ug  wiernych chrze cijan na 

sku Czesko-Morawskim b

 mogli

zajmowa  si  jedynie duchowni przybyli z Polski.

background image

- 51 -

        - Czy nie warto pomy le  o zmianie nazwy pa stwa, które powróci na  ono Rzymu,  oderwaw-
szy si  od herezji bizanty skiej? - szept Druzny niczego nie nakazywa ...
     Ustalono,  e w razie zmiany nazwy pa stw lub pa stwa porozumienie musi by  zawierane od
nowa.
      - Jeszcze mediatora. Mo e Wasza Eminencja?...
   Ustalono – biskup Ruppert okaza  si  skromny lub przemy lny –  e mediatorem w razie nie-
porozumie  co do dotrzymywania warunków pokoju b dzie zawsze  aci ski biskup O omu ca.
      Ksi

 Siemowit podpisa  si  pod porozumieniem znakami s owia skimi. Biskup ju  zamierza

si  sprzeciwi , lecz spojrza  wpierw na Druzn , a ten si  u miecha  i machn  lekcewa co r

, co

biskupa uspokoi o – rzeczywi cie, podpis jest najwa niejszy, a nie liternictwo...

*  *  *  *  *

     Dzier ykraj stawi  si  w Gnie nie na wezwanie ojca. Druzno rad wys ucha  wie ci o  spokoju  na
nowej granicy Wielkich Moraw z Wielkopolsk  i Ziemi  Lubusk , ucieszy  si  z powracania
Okruszka do zdrowia i z jego rozs dnego podej cia do sprawy gwa tu na Hildzie.
     - Stan  naprzeciwko nawa y jak wariat -powiedzia  – lecz to raczej z wyobra enia powinno ci
wobec Ojczyzny by o, ni li z rozs dku. Za to brak urazy do  ony jest dowodem jego roztropno ci.
Zdruznie przeka ,  e ma bra  pod uwag  synów Okruszka przy wyje dzie na wschód.
     

- Tato mówi o wyje dzie po dwudziestu latach? - Dzier ykraj – mimo znajomo ci ojcowych

zdolno ci w wieszczeniu – by  zdumiony.
     - Tam, przez jaki  czas, b dzie miejsce twojego brata – powiedzia  Druzno. - My musim patrze
w dwie strony co najmniej, bo i na wschodzie s  Germanie.
     - A moje miejsce? Wszak nie mamy ca ego 

ska, a mnie namiestnikiem tej ziemi uczyniono...

     - Ty – rzek  Druzno – teraz zarabia  musisz na nadanie jako zap at ... Jedna trzecia przy  onie i
dzieciach – tam e ze Zdruzn  b dzisz si  widywa  oraz Stoigniewem. A dwie  trzecie czasu mi dzy

yczany. Pracowa , by chcieli Polsce s

. Niech e pr dzej zgadzaj  si  na osadnictwo z poru-

czenia Morawców, bo wnet  wi tope ka braknie i tam walka o w adz  si  kroi. Uda o nam si  spo-
wodowa  nap yw  wie ych osadników, zag cilim zaludnienie w innych cz ciach Polski... Sen
wieszczy mia em... Leszek, syn ksi cia w druje na swoje miejsce. W Gnie nie jego miejsce jest. A
Svena miejsce jest w Szwecji. 

yczanie maj  op aca  si  samemu ksi ciu Moraw, a nie jakim

po ledniejszym mo nym Morawcom lubo Czechom. Wedle prawa polskiego b

 osadzani, a jak

wi tope ka nie stanie, to oni nie b

 mieli komu op aty dzier awnej uiszcza . Dlatego my musim

im u ycza  wszelakiej pomocy, aby oni Polsce wdzi czno  byli winni. Potem albo w dobrach
ogólnych b

, albo w dobrach mo nego jakiego ...I w

cicielowi za pomoc si  odp ac . Nasi „mi-

sjonarze” wnet przyb

 i t  pomoc zawioz

yczanom. Od ciebie 

yczany o tym maj  si  do-

wiadywa , bo  namiestnikiem 

ska by  nie przesta . To jest twoje miejsce a  do  mierci. W lep-

szym po

eniu jeste  ni li nasz ksi

.

     - Jak to? - nie zrozumia  Dzier ykraj.
     

- Ksi

 nie ma nic w asnego – jeno u ytkownikiem dóbr ogólnych jest. Ze wszystkiego jest

rozliczenie  -skarbnik skrupulatnie wszystko zapisuje i sumuje. Wnet komory ksi

ce powstan .

Komornicy b

 pomocnikami skarbnika w ró nych ziemiach. Znajd  sobie zdatnego na komornika

cz eka, by  go na 

sku mia .

     Po tej rozmowie z ojcem Dzier ykraj poczu  si  zm czony. Dawno z rodzicem nie rozmawia  i
zapomnia  w jaki sposób ojciec przekazuje swoje my li. Naprawd  trzeba by o bardzo nat
uwag , aby si  nie zaka apu ka  przy ojcowym przeskakiwaniu z jednej sprawy na inn , przy
powracaniu do tego, co zda o si  ju  zako czone. Chyba wszystko zapami ta  i zrozumia  – tak
uwa

. A najwa niejsze by o ustalenie ostateczne w asnego miejsca w  yciu. Dom, na którego

zbudowanie i zaopatrzenie wie jak zarabia , potem  ona, dzieci, bracia. Dwie trzecie i jedna trzecia,
taki podzia  czasu... Tydzie  ma siedem dni... Znaczy – siódmy dzie  tygodnia na osobiste sprawy
przypadnie, bo siódemka przez trzy niepodzielna, a tato o tym na pewno nie zapomnia  ile dni ma
tydzie .

*  *  *  *  *

     

Kap an Swarzeca przekaza  dowódcy nakaz z Gniezna. Nast pnego dnia wszyscy wiedzieli: -

od-

background image

- 52 -

mawia  papie owi i innym ludziom z rodów Krescencjuszy albo Tuskula czyków przed

enia  po-

bytu  w  Italii. Wyra

 przypuszczenie, e mo e da si  wynaj  w Polsce innych  eglarzy. Oni –

znaczy ca a pi setka – zapa ali mi

ci  do  ycia zakonnego. Wszyscy zamiaruj  rozpocz

nowicjat u benedyktynów i prosz  Ojca  wi tego o pomoc w ich rozdzieleniu pomi dzy poszcze-
gólne klasztory. W zasadzie mogliby uda  si  do Polski, by namówi  jakich

eglarzy do pe nienia

by na papieskich okr tach, wszelako do nowicjatu im pilno, on musi biec przepisowo,  kiedy

oni b

 podró owa  do Polski pod nadzorem jakiego  starszego brata-zakonnika. Bo inaczej

podró  mog aby niejedno powo anie zmiejszy , albo nawet ca kiem je z duszy zabra ...
     

Chwyci o. Zostali porozdzielani, wydano im stosowne odzienie dla nowicjuszy. Oddali swoje

asne szaty. Zostali nale ycie podstrzy eni. Przydzielono im opiekunów. Wyt umaczyli,  e jeden

lub nieliczna grupa mo e straci  na szukaniu i namawianiu  eglarzy wiele  czasu. A je eli jeden

dzie musia  jeno jednego odszuka  i namówi , to nast pców znajdzie si  bardzo pr dko.

Wyruszyli zaopatrzeni w stosowne pergaminy, prosz ce kogo trzeba o pomoc dla podró uj cych
misjonarzy, bo  w misji przecie podró owali...
      Szli przez Karynti . Kraj s owia ski,a w adca - Niemiec... Wielu S owe ców narzeka o na przy-
wódców. Arnulf obiecywa ,  e Niemców sprowadza  nie b dzie i prawie obietnicy dotrzyma . S k
w tym – prawie. Celowiec, stolica S owe ców, zosta  gruntownie przerobiony, i przebudowy
dokonywali Niemcy, za  S owe cy mogli w tym uczestniczy  tylko jako si a pomocnicza,taka –
wynie ,przynie ,pozamiataj... Nic dziwnego,  e S owe cy narzekali. A ten z

liwy Arnulf, po

przebudowie przemianowa  Celowiec na Klagenfurt. Po s owia sku oznacza to albo ustawiczne na-
rzekanie, albo bramka do utyskiwania... Jeden z wa niejszych starych przywódców zdoby  si  na
szczero  i wyja ni   jakiej  grupie misjonarzy,  e synowie Ludwika Deutscha nie s  jednakowi.
Te-ra niejszy cesarz. Karol Gruby, jest nieudolny i gnu ny.  Karol  ysy, który poprzedza  na stolcu
cesarskim swego brata, nie by

ywym zaprzeczeniem powiedzenia, i  na m drej g owie w osy nie

rosn .. Za to by  dowodem prawdy,  e i na g owie g upiej nie chc  rosn ... Najlepszy by  trzeci syn
Deutscha – Karloman, który nie sadzi  si  na  zdobycie korony Italii, czarnej - czwórgraniastej
korony Longobardów i trzeciej korony – ju  cesarskiej. On zadowoli  si  koron  królestwa Bawarii.
A syn Karlomana, czyli wnuk Deutscha , Arnulf, ju  z ca kiem innej gliny ulepiony – on uznaje

owian za  równorz dnych Niemcom ludzi i b dzie Karyntianom przewodzi  w d eniu do

wybicia si  ponad inne krainy Rzeszy Niemieckiej. Po tym wywy szeniu wielu Karyntian zajmie w
Rzeszy stanowiska najwa niejsze i b dzie Niemcom wydawa  plecenia.
     - Po jakiemu? W jakim j zyku? - zapyta  jeden z nowicjuszy zakonnych i to zmrozi o wzajemne
odnoszenie si  przywódców Karyntian i w drowców misjonarzy. Wszyscy stali si  sztywni jak
suche deski...Tylko klasztory w Karyntii by y niezmiennie w drowcom  yczliwe i pomocne –  atwo
by o o jad o, noclegi, k piele i dobre s owo.
     To samo w Czechach – u miechy, nabo

stwa na  yczenie opiekunów, jad o, noclegi, pranie

odzie y lub wymiana szat zu ytych. Tu kluczem do wzmo onej uczynno ci by o imi  biskupa

omu ca – Ruppert. Troch  mniej  yczliwo ci by o od osadników z 

yc, którzy zajmowali

sk  pocz wszy od Nysy, a na przesiece sko czywszy. Ca kiem s abo by o w Panonii, w dawnym

ksi stwie B atne skim, gdzie – w zasadzie –  ywego ducha nie by o. Pewno ci w tym wzgl dzie
nie mo na mie , bowiem nocami, podczas usypiania pod przykryciem opo czy nieba zdarza o si
widzie   ruchome cienie,  zakrywaj ce gwiazdy w coraz to innych miejscach, jako  e ucieka y
przed znakiem krzy a przez opiekunów czynionym. No, jako  to przetrwali, post czasem na
zdrowie wychodzi, a i troch  przestrachu  zdrowiu s

y...

     W Gnie nie na przewodników-opiekunów czeka y wygody w domach zajezdnych. Dla powraca-

cych wojów przebranych za nowicjuszy benedykty skich czeka y namioty pod Gnieznem. Z opie-

kunami spotka  si  Druzno.
     - Drodzy ojcowie – powiedzia  po  acinie – je eli wam wygodniej, to mog  z wami mówi  dia-
lektem z Lacjum, albo dialektem Niemców z pó nocy.
      

Wybrali  acin  i w tym j zyku Druzno powiedzia  im,  e s  w Polsce – pa stwie jeszcze nie

ca kiem schrystianizowanym, cho by z powodu trudno ci wyboru mi dzy Rzymem a Konstantyno-
polem. Znalezienie  eglarzy dla papie a by oby mo liwe, lecz w Polsce ka de r ce woja s  na wag

background image

- 53 -

ota, bo ludzi jest ma o, a od wschodu istnieje wielka pot ga poga skich Normanów,  której nale y

si  przeciwstawi . Niestety, tak e w Polsce s  owi poganie z Normandii, bo ksi

 Polski poj  za

on   ksi niczk  ze Szwecji tedy ka dy, kto by  w Italii, wa ny nad Wart , Odr  i Wis  jest jako

wiadek  warto ci chrze cija stwa – wi kszej od wierze  Normanów. Na to zakonnicy o mielili si

wyrazi  w tpliwo  co do wy szo ci Rzymu nad Konstantynopolem, szczególnie teraz, kiedy
papie  za papie em b dzie wyznaczany przez Krescencjuszy albo Tuskulanów.
     

- My naiwni nie jeste my – powiedzia  jeden z zakonników – i nie wierzyli my w tak nag e

przyj cie powo ania do  ycia zakonnego a  do pi ciuset S owian. Papie  tako  w to nie wierzy, ale
spodziewa  si  od was  eglarzy naj  na te okr ty, które od was kupi . Z drugiej strony nie b dziem
namawia  wszystkich razem i ka dego z osobna na z

enie  lubów czysto ci cielesnej, bo wnet

ludzie by wymarli. Prosim, by – kiedy u was si  u adzi – ch tni do s

by na papieskich okr tach do

Italii przybywali, bo  dobrzy z was ludzie. Pracowici, opanowani, dzielni. Szcz

 wam Bo e.

     Z  eglarzami spotka  si  Dzier ykraj.
     

Polska teraz w opa ach – powiedzia  – i odp aci   wam za dobr  s

 nie mo e. Musicie na

zap at  poczeka . Mo ecie czeka  przy rodzicach. Mo ecie tako  dos ugiwa  si   wi kszej od
zwyczajowej zap aty. Jam jest namiestnikiem 

ska, którego cz

 zabrali nam Morawcy, Widzie-

li cie to po drodze...  Za pomoc osadnikom, których mijali cie, za s

enie im rad , za dowo enie

im sprz tów, ziarna na siewy, bydl t, narz dzi i innych rzeczy, tam nada   wam b

 móg  po

dwadzie cia  anów na w asno  wraz z onymi osadnikami na prawie polskim.  Lepiej pomo ecie w
zagospodarowaniu – lepsze miejsce potem dla was b dzie. Tam mo ecie dla siebie gniazdka wi  i
tam znale  wasze miejsce w  yciu. Pracowa  tam trzeba w szatach, które cie na w asnych
grzbietach z Italii przynie li. Cerowa ,  ata , zszywa  i inszych nie u ywa .
     - Jak d ugo? - zapyta  ten sam  mia ek, który w Karyntii pyta  przywódc  tamtejszych S owian.
     

-  mielsi b

 mogli tam budowa    swoj  przysz

 ju  za  nieca e  lato  – powiedzia

Dzier ykraj. - Ostro niejsi za lat kilka lub kilkana cie, kiedy stamt d i z 

yc okupanci odejd .

     - Z czego si  przez ten czas utrzymywa ? - zapyta

mia ek.

   -Tak samo jak smardowie – pracownicy w dobrach ksi

cych. Tfu! W dobrach ogólnych chcia-

em rzec.

*  *  *  *  *

     Radoborowice by y wsi  raczej du

. Le

y niejako na uboczu czy na ko cu kilku krain. I tymi

przyczynami mieszka cy Radoborowic t umaczyli sobie odwlekanie spe nienia obietnic, danych
ch opom przy przesiece. Inne wsie ju  sta y puste, ich mieszka cy gdzie  tam w  wiat pojechali, a
tu nic nowego – rano obrz dek i dojenie mlecznych matek, potem wyganianie na pastwisko. Potem

niadanie dla ludzi, podczas którego zastanawianie co do siewów, bo ziarno przepadnie, je li si

st d wyjedzie, A mo e lepiej zasia ?... Bo jakby si  nie wyjecha o, to nawet przednówka nie b dzie
– od razu do ziemi albo na stos pogrzebowy, bo nowe nie uro nie, je li  nie zasia  albo nie posadzi .
    

A  u którego  dnia –  jest! Przyjecha  konno  i to  sam Odrzyw

! Akurat  sko czy o  si

wyganianie na pastwiska, Pucek prosi  go cia na  niadanie, podczas którego Odrzyw

 radzi  co

bra , jak pakowa , o zapasach na drog  mówi , gdy  to daleko.
     

Potem –  ju  bez w tpliwo ci - zacz o si  zganianie zwierz t z pastwisk i ich sp dzanie w

stadka, które b dzie si  p dzi  tu  za wozami. Drób koniecznie do klatek – w workach podusi si
wszystko, a takie poduszone do jedzenia niezdatne –  mierdz ce si  robi, chyba dlatego,  e krew
nie spuszczona  atwo si   w uduszonym ptaku psuje. Chocia ... Jak si  dzik  kaczk  z owi... No, te
troch  dziwny ma smak. W ka dym razie nie do worów, bo lepiej mie  w nowym miejscu co

ywego.

     Dopóki si  przy zwierz tach  krz ta o, to jako  zwyczajnie by o. Potem jak si  wozy pakowa o –
te  podobne by o do zwyczajnego  szykowania si  do wyjazdu na targ. Ale jak ju   wszyscy pow-
siadali,  jak  pierwszy  w  rz dzie  wozów,  Pucek,  cmokn ,  lejcami  po  zadach  wo y  tr ci   i  one
ruszy y.. Baby poj y,  e to na zawsze i przypomnia y sobie, ze one oczy maj  na mokrym
miejscu...
     Przez ca y ten dzie  Odrzyw  móg  si  zastanawia  czy wi cej bab chlipa o, czy mo e szlocha-

o, by y te

kaj ce, a i spazmów nie brak o. W tym dniu na popas si  nie da  zatrzyma , pili , pop -

dza , pogania .Dopiero przed samym wieczorem zezwoli  zatrzyma  si  na nocleg.Zwierz ta pozga-

background image

- 54 -

niane do kup uskuba y troch  trawy, lecz bez zapa u, mo e dlatego,  e pojone by  nie mog y. Pucek
wyznaczy  otroków do pilnowania stadek w nocy,ludzie rozpalali ognie i ogie ki,rodziny gromadzi-

y si  w wyczekuj ce na jad o i napoje kupki,pryska o,skwiercza o,topi  si  t uszcz – jego krople

pa-da y w p omienie,co powodowa o chwilowe wzmo enie  wiat a,iskry wylatywa y na spore
odleg

-ci, jakby im si  przestrze  poza ogniskiem  podoba a wi cej ni  ten niezno ny skwar od

omieni.

     

Odrzyw  wyj  z sakwy zimne pieczone mi so i ma y podp omyczek. Posili  si , otar  usta i

pomy la  o mo liwo ci  zlizywania z ro lin porannej rosy, co musia o si  od

 na jutro. Ka da

rodzina by a zaj ta w asnymi sprawami i k opotami. Przymus zadbania o posi ek nieco podsuszy

zy na niewie cich policzkach i brodach. Niemniej ci

kie westchnienia nie ustawa y. Kiedy

wieczerza dobieg a ko ca i baby zacz y dobytek zbiera , nieumyty do wozów znosi , Odrzyw
zarz dzi  zebranie wsi przy ognisku Pucka. Pachol ta, otroki i dzieweczki  wawo okr

y ognisko,

widocznie ciekawe czy widok jest taki sam z ka dej strony. M odziankowie i niewiastki – obie
grupy osobno – siada y po cichu i tylko ukradkowe pozierania w stron  tej drugiej kupki dawa y
zna ,  e si  sprawdza czy ta druga p

 na pewno gdzie nie odesz a, bo to ju  by oznacza o

oboj tno  prawdziw , a nie tylko t  udawan  i podkre lan   odosobnieniem grupek.   Nareszcie –
poza karmi cymi matkami i niemowl tami -  wszyscy siedzieli i gaworzyli o biedzie znanej i
nieznanej – tej nowej,  nad tym nowym losem i now  przysz

ci  sie  smutnych s ów rozci gano,

bo  nie mo na przewidzie  jakie nieznane nieszcz cia ka dego dotkn .
     Odrzyw  wysun  si   przed twarze siedz cych, ognisko o wietla o jego stoj

, wyprostowan

posta  i twarz wyra nie zagniewan . Pogwarki ucicha y, coraz rzadziej kto  jeszcze s ówko
dopowiedzia  i – w ko cu – nasta a cisza, wszyscy czekali na to, co ten mo ny, ten dowódca z
przesieki powie nowego.
     - To co? Zawracamy do Radoborowic?- Odrzyw  wpatrzy  si  w ogie  i czeka  na odpowied .
     

Najpierw odpowiedzia a mu cisza – pewno ich to pytanie zaskoczy o. Potem, chórem, odpo-

wiedzia a najm odsza cz

 wsi. - Nieee!!! Tu jest inaczej! Tu jest ciekawie! Ale doro li milczeli,

nawet westchnienia niewiast usta y, jakby ich piersi pora one by y czym  mocniejszym od  alu za
bied  utracon .
     - Zwierz ta nie p acz  - powiedzia  Odrzyw . - Powiadaj  wprawdzie,  e deszczu jest tyle, co
kot nap aka , kiedy jest go za ma o, lecz gady, koty, psy, byd o – no, nie znam zwierz cia, które

aka oby z bólu lub  alu. Wy p aczecie zapewne z  alu,  e wasi m owie na przesiece stawali,  e

 budowali... Czasu  i  starych poczyna  nie cofniesz... Jednak e wy chyba starej biedy 

ujecie i

st d wasze szlochy. Wypada znale  nazw  dla rzeki  ez przez was wylanych. Jak mniemacie –

ona czy Rzewna? A mo e po prostu  loza? Dzi  si  zastanówcie czy j  chcecie umie ci  tam,

dok d was wiod , czy jutro zawracamy i niech  loza w Radoborowicach p ynie. Dobrej nocy i
owocnych  zastanawia

ycz .

     Wszyscy ju  byli w wozach, jeno pastuszkowie biedzili si  nad roznieceniem ogniska dla siebie.
Za pó no si  spostrzegli,  e mo na by o wzi  jak  rozpalon  ga

 z najbli szego nich ogniska i

mie  z tego zarzewia ogie  – teraz rozdmuchiwali tl ce si  w gielki, zapewne podk adali po
szczypcie suszu . Pod budami wozów trwa y rozmowy – s ów Odrzyw   pods uchiwa  nie chcia ,
ale podniesione g osy, okrzyki bólu,  upni cia... Najwidoczniej m czy ni wzi li si  do
naprowadzania miru najprostszym ze znanych sobie sposobów –  omot babie sprawi ,  eby
wiedzia a dlaczego p acze...
     Ledwo  wit zabieli  czer  zarania, Odrzyw

 zlaz  ze swojego noclegowego d bu. Jego ko  pas

si  razem z innymi zwierz tami. J zory i z by zagarnia y  apczywie traw  pokryt  obfit  ros . Pas-
tuszkowie skulili si  przy niewielkim ogie ku i wcale nie spostrzegli,  e on wsta  i ruszy  w las –
szuka  najwi kszych li ci, na których rosa nawet wielkimi kroplami osiada.
     Wróci , kiedy ju  trwa a krz tanina przy rozdmuchiwaniu wczorajszych ognisk, niewiastki i inni
cz onkowie rodzin donosili matkom, czyli szyjom rodzin, garnki, kubki, dzie ki, miski, 

ki i

wszystko inne, do posi ków przydatne. G owy rodzin tkwi y na koz ach wozów, pewno si
zastanawiaj c czy ich najmilsze j dzule, szyje kr

ce g owami, b

 d ugo udawa ,  e s uch i mo-

 trac , kiedy ich m  do nich si  odzywa.

     Do Odrzyw a podszed  Pucek.

background image

- 55 -

     - Wybaczcie naszym babom – powiedzia  – one zaby  nie mog , i

my niegdy  przez was w

poddanych obróceni zostali. Teraz im si  zdaje,  e nagroda za tamto zabranie wolno ci jest za ma a.
Powiada – jedna z drug  –  e teraz jeno za zas ugi wojenne nas nagradzacie, a stara krzywda nie
jest wcale odszkodowaniem s usznym wymazana z pami ci. My – m owie – tak nie uwa amy jak
nasze zacietrzewione a najmilejsze. Ustalilim,  e posi ki b dziecie z nami spo ywa . Co dzie  przy
innej rodzinie. A po wieczerzy, bym prosili, by cie naszym babom co-nieco obja niali o  wiecie.
Nie gniewajcie si  – my was naprawd  bardzo szanujem. Wasze siod o u mnie w wozie jest.
Wzi em na noc,  eby nie nawilg o. Dzi  jadacie przy moim ognisku. I mo e by cie mojej ulubionej
sekutnicy o tym p aczu kota... Ona upiera si ,  e kot p acze i g osem, i  zami.
     - To po com ja po mokrym lesie tej rosy szuka ? - Dzier ykraj powiedzia  to ze  miechem, lecz
Pucek odebra  to jako przytyk. G os sumienia mu mo e podpowiada ?...

*  *  *

     Po wieczerzy kr g przyogniskowy zebra  si  pr dko. Odrzyw  w tym kr gu siedzia  i na sie-
dz co zacz  mówi .
         

-  Na  wszystko  jest  w

ciwa  pora.  Dzisiaj  niewiasty    -  wy cznie  niewiasty  –  ustal   nazw

waszej nowej miejscowo ci. Wybór jest taki – albo Krzywda, albo Biadoliny. Ka da swojemu

owi swoj  nazw  wieczorem poda, a jutro m owie si  zbior  i policz  g osy niewiast. Nazw

wybran  przez wi kszo  niewiast podadz  przy  niadaniu m owie, by si  niewiasty na siebie nie
poobra

y za odmienno  od w asnego, czyli najlepszego zdania. Co do p aczu kota...

Rzeczywi cie z oczu zwierz t wylatuje czasem kropla czy par  kropel cieczy. Wszelako nie s  to

zy bólu albo  alu czy goryczy. Zwierz musi co jaki  czas powierzchni  oka mie   przep ukan  i w

razie potrzeby ta ciecz pod  powiekami pomaga mu przeczy ci  oczy z kurzu i py u. Mrugnie par
razy powiekami, p yn sp ucze zanieczyszczenia  i jego nadmiar - malutko bardzo – wyp ywa z oka.
Teraz o starych krzywdach i nagrodach, lecz jeno troch , by i na inne razy starczy o. U Normanów
wszyscy s  w jednym stanie,  który u nas zwie si  stanem trzecim. Tam liczy si  posiadany maj tek
– ten wa niejszy, kto ma wi cej okr tów, wi cej s ug lub niewolników albo srebrników czy
kosztowno ci. My z was uczynilim poddanych, a siebie nazywamy mo nymi. Mo ny niby wiele
mo e, a poddany ma wiele nakazów i zakazów. Co lepsze, a co gorsze?... Moja robota, to  ycie
stawia  przeciwko wrogom ksi cia,  przeciwnikom mo nych, podanych i stanu trzeciego. Ja to
musz  wykonywa ,chocia em mo ny. A waszych m ów pyta em o zgod ... Zwa cie,  e jeno
ochotnicy przesiek  budowali i ochotnicy na niej si  nara ali w walce przeciwko Morawcom i
Czechom. Czy który poleg  lub raniony zosta ? Czym nakazywa  ich  ywi  siebie przed ciosami
zas ania ? Mo e wam, drogie szyje rodzin, wasze g owy nie mówi y, i e w tych nacieraj cych
wojskach mow  niemieck  si  s ysza o... Otó  ja wam teraz mówi  – u nich dowódcami przewa nie
Niemcy byli. Mogliby cie si  doczeka  podda stwa u Niemców, gdyby do Radoborowic przyszli.
Mo e z nich panowie lepsi od nas, mo e nie bardzo... My wam nie zabraniamy wiary waszych
przodków wyznawa ... Cz

 z was chrze cijanami jest, inni swojego boga czcz . Ani nie pytam –

jakiego. To wasza wolna wola, wasza sprawa. A Niemce, je li tu nastan , dadz  wam boga nowego.
Mo ecie od Niemców dosta  now  religi , wyuczy  si  nowej mowy, inny obyczaj mie , prawo
niemieckie mie ... Nie zamiaruj  wam dawa  takiego wyboru – mo ecie wybra  jeno mi dzy
podda stwem pod nami lubo panoszami osta , potem w adykami i mo nymi wasze dzieci i wnuki
uczyni . Zwa cie,  e panosza, w adyka i mo ny  zbrojno musi na wezwanie stawa . Macie wybór –
jeszcze mo em zawróci . We cie pod uwag ,  e z innych wsi odwrotów od nowej przysz

ci nie

by o...  Mam pewno ,  e nikto z was o stanie trzecim nie marzy – bo my przedtem ustrój rodowy
mieli i nikto z nas do trudów samodzielno ci pojedy czej nie przywyk . Niby niczyjej ziemi u nas
zatrz sienie, lecz pr dko kto  zapyta  mo e – sk de  swoje miejsce wytrzasn ? Kto ci ziemi  nada
i kiedy? Poka  zapis – powiedz . A rodu przy was nie b dzie i nikto nie po wiadczy,  e on  ziemi
z dziada-pradziada macie... Dobrej nocy   ycz .
      Tej nocy Odrzyw  spa  pod bud  jednego z wozów.

*  *  *

     

Po trzech dniach w drówki odwrotu ju  nie by o – Ryszard Filak ju  móg  wprowadza  do

Radoborowic nowych ch opów lub wolnych go ci ze stanu trzeciego. Zreszt  na wozach nie by o
ni-

background image

- 56 -

kogo, kto chcia by wraca  do starych k tów. Dowodzi a tego sprawa wyboru nazwy – Biadoliny dla
nowej osady. Podobno  adna z niewiast nie powstrzyma a si  od g osu, a kto chcia by wybiera
nazw  dla miejscowo ci, w której nie chce mieszka ? To by o rano. A wieczorem by a mowa o
licz-bach.
     - Mamy w Polsce mniej-wi cej pi dziesi t razy po dziesi  tysi cy mieszka ców – mówi  Od-
rzywoj. Trzy czwarte tych mieszka ców, to poddani. Trudno wiedzie  – ilu doros ych i do roboty
zdatnych . Nie wiemy nawet, czy wi cej jest w ród poddanych niewiast, czy m ów. Tak samo nie
wiemy jaki jest wiek, p

 i sprawno  mo nych, wiemy jeno,  e jeden na dziesi ciu mieszka ców

nale

 do niedawna do stanu mo nych. No, i stan trzeci – czternastu mieszka ców na stu do owego

stanu przynale y.
    - Zaraz, zaraz – przerwa  Odrzyw owi jaki  g os – wypada,  e jeden na stu nigdzie nie nale y.
    

- Mo e to duchowny, a mo e zbójnik – powiedzia  Odrzyw . - Otó  – spo ród mo nych,

których jest w Polsce pi  razy po dziesi  tysi cy, wliczaj c starców, niewiasty i dzieci, mo na
wystawi  do obrony jakie  pi  tysi cy wojów. Za  w dru ynie tylu s

 nie mo e, bo to  ywi

woja trzeba, mieszkanie mu da ,stajni  dla konia, rzemie lników do napraw uzbrojenia i broni -
cho by smalcerzy i p atnerzy, albo wytwórców strza  i  uków. Lepiej nie mówi  g

no o

liczebno ci dru yny, bo nie wolno – za powiadomienie, o sile zbrojnej, naszych wrogów jest kara

mierci przez po wiartowanie. Inaczej zwie si  to obci ciem cz onków... Spo ród poddanych, w

obronie przesieki bra o udzia  osiem tysi cy. Powiedzmy,  e panoszami i w adykami stanie si
osiem tysi cy rodzin. Po latach wielu prawie wszyscy panosze i w adycy istnie  przestan   - prawie
wszyscy stan  si  mo nymi. Mo na liczy , ju  teraz,  e nasza si a zbrojna wzro nie o osiem tysi cy
wojowników, przewa nie pieszych . Kiedy tyle rodzin panoszów i w adyków wejdzie do stanu
mo nych, si a dru yny mo e wzrosn  o tysi c wojów konnych, za  do obrony b dziem mogli
wystawi  ponad dziesi  tysi cy ludzi wojennych. W mi dzyczasie rozród b dzie, lecz nie liczmy
na  – niech e ten przyrost do zasiedlania i zagospodarowywania ziemi s

y. Kiedy ludno ci

dziem mie  dwa razy wiecej ni li teraz, to w samej dru ynie ponad pi  tysi cy b dzie s

, co

na tak wielki kraj za du o nie b dzie. Ja to wam wyliczam, by cie od dzisiaj rozpowiadali o naszej
sile trzykrotnie zwi kszonej od tego com wam rzek  i wylicza . Plotka i pog oska oraz strach przed
pot

, to do-datkowi obro cy Polski. A je li napotkacie takiego, który o te liczby wypytywa

dzie, to migiem do grododzier cy lub w odarza gna  i powiadamia , bo to szpieg b dzie.

*  *  *

     Ostatni wieczór, bo na jutro Odrzyw  Biadoliny zapowiedzia , po wi cony by  pa stwu.
     - Polska – powiedzia  Dzier ykraj – jest krajem lubo krain  – tako w j zyku S owian mówi si  o
kawale ziemi wyodr bnionym przez ró nice od innych krain. Powiedzmy przez wielo  jezior albo
gór czy mokrade  albo suchych  pusty . Tak e przez inn  ludno  ni li w krainach s siednich. Na
naszych  wspó ziomków mówim po s owia sku – krajanie. Jednak niektórzy s siedzi mówi  o
Polsce – pa stwo, bo nasz j zyk nieco si  zmieni  w porównaniu z laty poprzednimi i my
nazywamy w

ciciela lub posiadacza ziemi oraz – jednocze nie – nadzorc  nad poddanymi

owem -  pan. Pa stwo jest uznawane za kraj panów. S owo panosza pochodzi od s owa pan,

wszak e to same nie jest. Tedy baczcie, by od waszego nazwania nie ukuto s owa  - panoszenie si ,
jako oznaczaj cego cech  zadzierania nosa, zarozumia

ci i buty, bo cie jeszcze nie panowie.

Panuje nad Polakami ksi

. Panuje wojewoda, grododzier ca w odarz i w

ciciel ziemi, na której

pracuj  ch opi. Mo na powiedzie ,  e panuje, lubo w ada – w adyka. Lecz panosza... Lepiej,

eby cie si  panoszy  nie próbowali, bo na  miech si  narazicie.

*  *  *

     

Oniemieli! Drog  gruntow  jechali, Odrzyw

 mówi ,  e ju  blisko, droga zakr ca a, oni ten

zakr t przebyli... Wtedy zobaczyli wie  marze . Nowiusie kie zabudowania – obej cia ogrodzone
palisadami. Domy z kominami. Droga przez wie  – brukowana...  Dzieciaki pu ci y si  p dem i

azi y w otwarte bramki, wybiega y z krzykiem,   e nawet studnie s  i naczynia.

      - Musicie obej cia losowa  – powiedzia  Dzier ykraj – by kwasów mi dzy wami nie by o. Do
zbudowania jest jeszcze szko a i  wi tynia. Mnie ju  czas do innej pracy. Rych o dam o sobie zna .

background image

- 57 -

Rozdzia  X

Z zi bu w gor ce ramiona.

     Podda  si . Cia o sta o si  obce – raczej wyobra

 sobie jego istnienie ni  czu . Jeszcze przed

chwil  pas na ko uchu uwiera  go w biodra, jeszcze rusza  zzi bni tymi palcami u stóp... Teraz
zoboj tnia , siedzia  w siodle nieruchomo, a jego ko  porusza  si  pod t  gór , bo mia  nadany
kierunek przez niego, kiedy jeszcze bada  my

 przysz

. A mo e sz o konisko, bo i inne sz y?

Jak to si  sta o,  e tak oklap  w

ciciel rumaka nad rumaki,posiadacz cia a arcysprawnego – zda o

si  niewra liwego na zm czenie,trudy i zranienia? My l ju  tylko wstecz si ga a, wi c nie warto si
upiera , trzeba z ni  wspó pracowa , niech e w ostatnich chwilach  ywota chocia  wspomnienia...
troch  przyjemno ci... Jako  mniej zimno... Pomy la ,  e zamarza. Wiedzia ,  e zamarza – s ysza
opisy zamar ni  ludzi – przestaje si  czu   zi b, a potem si  zasypia. Wi c umili  sobie owo
za ni cie przegl dem przesz

ci...

      

Wtedy by  pewny,  e ojciec jest nieudolnym  limorem. Dlatego pojecha  szuka  wsparcia dla

asnych zamierze , które stan  si  jawne, kiedy ojciec zamieni si  na stosie pogrzebowym w

kupk  popio u. Trzeba pali  zw oki, bo wej  w nie mo e duch pod y i wtedy w pir powstaje...
Tam, na wschodzie... Zwierz ta wielkie, od nied wiedzia wi ksze... Od tura troch  mniejsze. Wyg-

da y jak koty pasiaste... A gro ne pono i ludzi rade z era ... A przy ludziach jeszcze wi ksze a

agodne niby krowa. Mleko dla m odych tako  maj , ale rogów – nie... Za to na grzbiecie

garbate...Podobno rzadko pij , ale bardzo du o. Na pustyniach s

 za wierzchowce. Albo mocno

je objuczaj  i s

, zamiast wozów, do przenoszenia ci arów. Wozy musia yby si  w tym piachu

zary  i ruszy  je by oby trudno. Ale  tam gor co na tych piachach...
      Jakby troch  cieplej od tej my li o pustyni... Wiadomo,  e to u uda, wszelako o umilenie ko ca
chodzi... Tamci ludzie mieli sko ne oczy i p askie twarze. Nie móg  nauczy  si  ich j zyka i inni
musieli mu t umaczy  s owa tych sko nookich...To inni ludzie. Wcale nie pojmowali jego ch ci
nawi zania przyja ni i wspó pracy dla utworzenia wspólnej pot gi przeciwko wspólnym wrogom.

miali si . Pustynia i step wystarczaj co ich przed wrogami chroni  – oni musz  si  strzec

asnych przyjació , kiedy przyjaciele w z

 wpadn , bo wróg w pustyni  i step nierad si

zapuszcza...
    Chyba te niepowodzenia uczyni y go s abym. Nie znalaz  nigdzie ch tnych do stworzenia soju-
szu. Nie mia  z czym wraca . Ju  przed tymi górami straci  ochot  na jedzenie. Jecha , bo inni
jechali. Oni chc  wraca ? No, tak – ich nikt o nic nie obwini – to on ojcu nie wierzy  i pojecha
szuka  druhów... W

ciwie to dobrze,  e umrze... Po  mierci wstydu chyba si  nie czuje...

     

Kto  mówi?... O nim mówi?... A niech e robi  cokolwiek... Jednak jeszcze s yszy si  i rozu-

mie...
      - Zdejmujcie go! Rozdziewa  i mocno  niegiem trze . A  si  ca y zaczerwieni! Ko uchy zapa-
sowe  wyjmowa !  Ogie   krzesa   –  ca y  zapas  ga zi  spali   i  te  ko skie  bobki  tako .  Ale  jego  do
ognia dopiero jak palcami ruszy albo mruga  zacznie.  ywo!!!
       Kogo oni nacieraj ? Czy by mnie samego? Chyba palce stóp zaczynaj  pobolewa ...
      - Ruszy  palcami u nogi! - kto  to krzyczy?...
      - No to go bli ej ognia! I dalej naciera ! Gdzie  tu szale we niane by y na patyczkach dzierga-
ne... O, mam! Tymi szalami trzyjcie, bo od  niegu mniej szorstkie.
      - Mruga oczami!
     - Trzyjcie jeszcze! I bli ej ognia! Leszek! Nie zamykaj  lepiów! Pomó  nam. Musisz patrze  i
palcami rusza !
       To do niego? Rusza  palcami? No, dobra. Czy one si  ruszaj ?
       - Rusza wszystkimi palcami!
      - W to gniazdo z ko uchów go wsadzi ! Do siod a rzemieniami poprzywi zywa . Leszek! Nie
zamykaj oczu i ruszaj palcami! Ruszaj psia krew, bo ci  ka  siec rzemieniami!!!
      Jest zmiana nastroju. Na mróz tylko czubek nosa wystawiony, cz

 czo a i oczy. Wszystko pra-

wie zaczyna czu . Ma nogi i r ce, pas znowu w biodra.... Kaza  patrze ! Nie wolno spa !
      Konie dysz  tak pr dko... Para bucha z ich nozdrzy raz za razem... Czy to si  tylko zdaje,  e one
ostatkiem si ?... Nie spa , psia krew! Bo o wiczy...Staj . S  na szczycie. Nie ma przed nimi gór.
Stok opada  agodnie, nie wsz dzie le y  nieg, s  p aty trawy – chyba zdatnej dla koni, ska ek moc...

background image

- 58 -

     - Leszek! Przed nami kierunek do Polski otwarty – to chyba mówi najstarszy z nich, Broniwoj.
Czy  ten  zmieniony  g os  oznacza  wzruszenie?  -  Ale  ja  nie  chc   wraca   do  Polski  –  to  on  sam
powie-dzia  - ca kiem g

no, lecz usta ma zas oni te i tylko szmer we w asnych uszach s yszy,

tedy oni wcale nie pojmuj  jego niech ci, jego wstydu i za amania...
     

Jakie  obce g osy... Okrzyki, jakby tupot kroków... Zza ska ki wypada ch opak. Bez nakrycia

owy, w osy barwy przejrza ego re u rozwiane i spocone, wzrok dziki, dyszy. Biegnie ku nim z

ca ej si y, lecz jakby ju  jej mia  nie za wiele... Zza tej samej ska ki wypada trzech m czyzn w cza-
pach futrzanych i pó ko uszkach. Portki, chyba, tako  z futra. Buty, te  futrzane, pod kolana si gaj
cholewami, na rzemyki wi zanymi u góry. Leszek widzi jak jego towarzysze gor czkowo dobywaj
z ko czanów  uki. Sze  strza  ... Tamci trzej le  z poprzebijanymi gardzielami. Ten ch opak
zawraca ku le cym, wyrywa z gardzieli strza y, podchodzi z nimi do Leszka i podaje wyci gni

 wszystkie sze   . Strza y odbiera Broniwoj. Ch opak co  mówi. Ongur... Tylko to s owo brzmi

wyra niej, lecz co by mog o znaczy ?... Ch opak idzie w stron  ska ki Wszyscy ruszaj  za
ch opakiem, ko  Leszka tak e. Mijaj  kilka ska ek. Za któr  z rz du stoi osiod any ko . Wita tego
ch opaka r eniem i tuli nozdrza  do  jego go ej  r ki, Ch opak dobywa z sakwy u siod a futrzan
czap  i takie  r kawice. Wsiada na konia. Odwraca g ow  ku Leszkowi i patrzy. Pytaj co?
Zapraszaj co? Leszek odchyla ko uch sprzed ust.
      - Jedziemy za nim – mówi.
     - To ty, Lesiu, teraz ju  móg by  pospa  – to g os Broniwoja – we miem ci  mi dzy dwa konie.
Musisz troch  odpocz , bo  ledwo si  spod kosy Kostusze wywin .
      Leszek my li. Usypia. Jak ja mog em... Co ja mog em? Z boków dwa konie. Bezpiecznie. Dob-
rze, ciep o. Dobran...

*  *  *  *  *

      Bardzo ciep o! Leszek otworzy  oczy i zobaczy  nad sob  anielic . Pi kne jak niebo oczy.  licz-
ne w osy do ramion. Barwy z ocistej pszenicy i grube niby  odygi pod tymi z osistymi k osami. Fut-
ro rozchylone... Stercz  piersi anielicy. Bia e z by w wi niowych ustach. U miech. Skórzana suknia
do ziemi. A on...  - Swarzecu, dlaczego ja jestem nagi?! W cebrzyku z ciep  wod ?
      

- Gizella – mówi anielica... Tfu! To  jest Anielica. Przyk ada paluszek – och, jaki smuk y i

ró owy – do obni enia sukni mi dzy piersiami.
      - Leszek – jego palec te  przy mostku.
      Ona zaczyna go my ! Jak e przyjemnie by  szorowanym ostr  szmatk  przez tak  cud-dziewi-

...  Ona jest bezwstydna! Myje wsz dzie, nie pomijaj c nawet... Swarzecu – czego ona tam

szuka?
       

Ona kr ci g ow  – jak e d uga a kszta tna szyja – i jest to kr cenie z zadowolenia, bo znowu

miechni ta  a oczy jej b yszcz  promieni cie...  - Dlaczego, Leszek, si  nie wstydzisz? ...

      Bierze go za r

. Ci gnie. Znaczy – wyj  z cebrzyka. Du a, ciep a, w ochata tkanina zostaje

zarzucona na jego g ow  i cia o. Znowu szorowanie, tyle  e such  tkanin . Gizella owija mu biodra
i... No, tak e gór  ud, bia  zawijk . Nie bardzo wprawnie ale w ko cu jest zadowolona ze swojego
dzie a. Leszek troch  poprawia zawijk , a Gizella ca a w czerwieni staje. Dopiero teraz si
zawstydzi a?
      

Nad g ow  ob a powa a.  erdzie okryte od góry skór . Jurta? Tak ci sko noocy na swoje na-

mioty mówili... To pomieszczenie jest przegrodzone. Przeci cie w przegrodzie rozchyla si  i wcho-
dzi ten ch opak. Niesie desk , na której stoi paruj ca miska. Och, jak pachnie...
       

Leszek poch ania  drewnian

 gor

 polewk , a Gizella nadal go odziewa a. Odzienie

by o jego w asne, jednak e ciep e, suche i czyste... Zanim sko czy  jedzenie drugiej miski polewki,
ca y by  spocony, lecz czysto odziany i uczesany ko cianym grzebieniem. Gizella przytkn a swój
paluszek do jego mostka i powiedzia a:
         - Lendziel.
        Co   by to mia o znaczy ? Chyba co  dobrego, bo oni tacy uczynni i mili...

*  *  *  *  *

       

Wszyscy – jak ich by o pi dziesi ciu jeden – spotkali si  na okr

ym placyku pomi dzy

jurtami. Od placyku odchodzi y wolne przestrzenie – jakby uliczki. Za pierwszym kr giem jurt
widnia  drugi kr g, potem trzeci, czwarty, nast pne...Miasto. Ludne miasto. Chyba kilka tysi cy

background image

                                                                 - 59 -
mieszka ców..
     -  Maj  wiele tysi cy koni – powiedzia  Broniwoj. - Nasze pas  si  razem ze wszystkimi. Cieka-
we czy przyjd , kiedy je b dziem przywo ywa ... B dziem, Leszku?
    - Uratowa

 mi  ycie – powiedzia

eszek, a przed jego oczami pojawi  si  obraz pi knookiej

Gizelli. - Teraz ty postanawiaj, bom jeszcze otumaniony.
     - Zostajem – powiedzia  Broniwoj – odpoczniem, j zyk tych jasnow osych  poznamy. Jak e ten
ch opak siebie nazwa ?
      - Ongur – powiedzia  Leszek.
      - Jam s ysza  w tej jurcie, co mnie myli, Ungar – to g os najm odszego, którego Oseskiem zw .
      - A ja – Finn – powiedzia  inny.
      - Ugro – pad a inna nazwa.
      - Ja  -  Finn...
      - Ja -  Ugro...
      -  gry albo  gry – powiedzia  nast pny.
     - Jeszcze cie inne nazwy s yszeli? - spyta  Broniwoj.
      Wszyscy milczeli.
      - Zatem siedem nazw – podsumowa  Broniwoj. Powtórzy y si  dwie – Ugro i Finn. Mo e to s
Ugrofinnowie... Jednak najbli sza naszej mowie jest ta ostatnia nazwa. Tedy dla nas – tak si
umówim – to b

 W gry. Zgoda? Mamy s owa na „ ” zaczynane?...

         - Na  pocz tek  mo e  by   -  odezwa   si   który     z  ty u  –  a  jak  mow   ich  poznamy,  to  najwy ej
zmienim.
     

Poznawanie mowy sz o jak po grudzie. Rankiem „stadko” Leszka spotyka o si  na majdanie,

czyli na placu – tym okr

ym, wokó  którego sta y kr gi jurt. Broniwoj wybiera  któr  z „uliczek”

i szli ni   a  kr gi jurt si  sko czy y. Po drodze sz y z nimi wspomninki,    gaworzyli przewa nie o
tym – co b dzie, kiedy do Polski powróc . No, i o tym – kiedy wyruszy  na zachód...
      Przedwio nie topi o za dnia  nieg, a  nocami zu ywa o zapasy mroziku, jednak te zapasy wy-
czerpywa y si  coraz pr dzej, wiosna domaga a si  od przedwio nia,by odesz o w kraj
zapomnienia, bo ona teraz chcia a sobie kwiatów i zieleni do wianka uhodowa , a kwiatki mrozem
nie s  zachwycone.
        Jedna z tych  cie ek po ród jurt wiod a w stron  stepu. Natychmiast rozpoznawali swoje konie
po ród tabunu wielotysi cznego, podzielonego na tabuny mniejsze. Wcale nie dlatego,  e ich konie
trzyma y si  osobno – podobnie jak ich panowie, zdarza y si   i inne tabuny podobnej wielko ci,co
ich. Wcale nie dlatego,  e ich konie by y wy sze od  innych – i po ród tabunów w gierskich trafia y
si  konie wyro niete. Ich tabun, powiedzmy – stadko, omija o poduchy ze  niegu i zjada o jeno
trawy z miejsc bez nie nych, a konie W grów rozgrzebywa y kopytami  nieg, je eli wyw cha y
pod nim jakowe  smakowite k ski.
       Mo e nasze poznaczy ?... - ten pomys  Broniwoja by  wypowiedziany bardzo niepewnym g o-
sem, wi c Leszek czu  si  upowa niony do zaprzeczenia.
       - Wlaz

 mi dzy wrony, to kracz jak i ony – powiedzia . - Mo e u nich nikto w asnych koni

nie ma i wszystko jest wspólne?... Idzie mi o to,  eby gospodarzy nie obrazi ... Przy odje dzie
mo em nasze konisie odszuka .
        Inna  cie ka prowadzi a do „wozowni”. Na ko cu tej  cie ki sta o – bardzo porz dnie ustawio-
nych  - z tysi c wozów. Same dwuko owce okryte p achtami z p ótna. Znaczy – splot  przy tkaniu
by  „p ócienny”, wszelako p ótno mo e by  z ró nych ro lin robione, a to nie by o ze lnu.
       By a te

cie ka z siod ami – tysi c siode  u

onych w dwadzie cia pi  rz dów po czterdzie-

ci siode . Po ród W grów musieli by  dobrzy siodlarze, bowiem te siod a z samej skóry by y

robione – bez  adnych innych, usztywniaj cych materia ów.
      - U nich drewna ma o – powiedzia  Broniwoj. - Zwa cie,  e niektóre cz ci kó  u wozów s  zro-
bione z ko ci.
      Zwiedzili wszystkie  cie ki, o nic gospodarzy zapyta  nie mogli...
     - Koniec tych naszych spotka  i wspólnego zwiedzania – powiedzia  Broniwoj – bo nigdy si  ich
mowy nie nauczym. Z nimi przebywa  i próby porozumiemia czyni . Dobrze mówi , Leszku?
     - Z ust mi wyj

 – pochwali  Broniwoja Leszek.

background image

- 60 -

     

Wiosna zwyci

a – przedwio nia ju  nie by o, step bujnia , g stnia , zielenia , maj c ziele

trawy ró nobarwnymi k pami kwiecia i ro linami zielnymi, jeszcze nie kwitn cymi. Leszek stara
si  porozumiewa , lecz nie by o to  atwe. Od mamy us ysza  niegdy  co  w rodzaju przepowiedni –
kto  piewa  nie mo e, bo  pami ci do d wi ków nie ma – ten nie nauczy si  dobrze obcego j zyka,
a i po naszemu b dzie mówi  jakby j zyk mia  z drewna... Leszek musia  przyj  to do
wiadomo ci.. Próbowa  wielokrotnie  piewa  wespó  z innymi, lecz  zawsze wszyscy jako  milkli,
albo nawet odchodzili... - Ty lepiej nie bucz – radzi a mama – bo przywabia  zaczniesz osy – one
nierade nies-k adnych d wi ków s ucha , one je wabi  i do 

dlenia zach caj . Uznawa  to za  arty

i prze miechy... A  pewnego razu – osy – nie zwa aj c na jego pochodzenie z ksi

cej rodziny,

po- dli y go dotkliwie... Musia  przyzna  przed sob  samym,  e on do  piewania i nauki j zyków
niezdatny... Wszak e ca kiem g usi – te  jako  porozumiewaj  si  mi dzy sob  i ze s ysz cymi... A
je eli W growie i migi maj  inne?...
       Gizella chodzi a przy nim, jakby go pilnowa a. Próbowa a ró nych s ów w gierskich. Wskazy-
wa a co  lub kogo , potem wypowiada a s owo. Siebie pokaza a – Gizella... Leszka pokaza a –
Lesek... Pokaza a jeszcze raz – Lendziel... Pokaza a ch opaka, którego spotkali zim  i od
napastników uwolnili – Arpad  - powiedzia a.
       Wychodzi o na to,  e ten ch opak to Arpad... Imi ? Stanowisko mo e? Nazwa rodu?... Gizella
zacz

 pokazywa  ró ne przedmioty i milcza a, trzymaj c palec nieruchomo. Domy li  si ,  e  ona

chce us ysze  nazwy polskie. Którego  razu przesz a do poznawania nazw czynno ci. W tej materii
Leszek okaza  si  o wiele bieglejszy ni  w  piewaniu. Domy la  si

atwo znaczenia gestów – ruch

dwoma palcami, na laduj cy chodzenie – kroki – powiedzia . - Albo chodzenie, albo - idziesz.
      - Albo – powtórzy a to s ówko kilka razy, a potem przesz a przed nim par  razy. - Albo – po-
wiedzia a, a on musia  pokr ci  g ow .
       Uj  j  r kami za kibi  i jakby wcisn  w ziemi . Zrozumia a,  e on chce, aby sta a w miejscu.
Chodzi   przed ni  tam i z powrotem. - Ja (pokaza  palcem na siebie)  id  – powiedzia . Potem
dotykiem r k spowodowa ,  e chodzi a ona.
       - Ty – pokaza  j  palcem -  idziesz.
      Powtórzy a pokazywanie palcem, Poj a s owo – ja, oraz s owo – ty.  Poprawnie nazywa a tego,
kogo pokazywa a palcem. -On – powiedzia  Leszek – wskazuj c palcem Arpada . Potem obj  ich i
ustawi  przy sobie. Gest r

 i s owo – my, wystarczy y obojgu, by poj li. Potem  atwiej sz o

nauczenie – ja id , ty idziesz, my idziemy, on idzie, ona idzie...
      Przypadkowe spotkanie Broniwoja i wymiana do wiadcze  nauczycielskich utwierdzi a obu w
przekonaniu,  e nauczenie kogo  mowy jest trudne.
      - Idzie powolutku  do przodu – powiedzia  Broniwoj – jeno r ce bardzo bol ... Idzie...
      To s ówko – idzie – u wiadomi o im,  e droga do poznania mowy nie jest krótka... Idzie mi o
to... Idzie wiosna... Nie idzie mi za dobrze... A inne s owa? Jedno s owo,a wiele odcieni – znacze ...
         Jednak  zasób  s ów  wystarczy   do  zrozumienia,   e    trzeba  wyje

  –  u ywano  zwrotu  –  my

idziemy – bo konie wy ar y trawy w okolicy i musz  pa  si  gdzie indziej.
    

Rozbieranie jurt, pakowanie wszystkiego na wozy, usadzanie na wozach matek z nieletnimi

dzie mi... Wszystko sprzyja o poznawaniu nazw czynno ci i nazw rzeczy, kiedy si  pomaga o,
musia o domy la  znaczenia rad i polece . Tym bardziej,  e by o s onecznie, ciep o ale nie za
gor co. A w  rodku lata porozumiewanie si  Polaków i W grów sz o  (sz o, czy chodzi o?) ca kiem
nie le. A potem sz o jeszcze lepiej. Wprawdzie porozumiewano si  troch  po w giersku, a troch
po polsku, lecz zrozumienie by o wystarczaj co dok adne.  Na przyk ad sta o si  jasne,  e konie nie
zostan  pomylone i ka dy ma swoje, a wspólne bywaj  te same sprawy dla W grów, co dla
Polaków.  Zrobi o si  mniej obco, a bardziej swojsko.  A Leszek mia  najlepiej ze wszystkich, bo
tylko  z  rzadka  odzywa   si   po  w giersku...  Dlaczego  Gizella  i  Arpad    tak  si     po  tych  jego

gierskich odezwaniach u miechali?... Czy Leszek, nie  maj cy muzycznego s uchu, móg by to

rozstrzygn ?... Czy Gizella i  Arpad mówili – wed ug niego – czyst  polszczyzn  bez obcego
brzmienia?...  piewak od razu by to wiedzia .
      

Latem Arpad   nakaza  wypraw  w kierunku w drówki. Jecha o dziesi  wozów, w konie za-

prz onych. Jecha , oprócz W grów, Leszek, ko o niego jecha a Gizella.  Trzy dni jechali  i dopiero

background image

- 61 -

wtedy sta  si  dla Leszka jasny cel wyprawy. Na jednym z wozów wieziono kosy. Kosiska, znaczy
– trzonki, trzymad a - mia y te kosy z ko ci. Ko lawe jakie , powykrzywiane, lada-jak po czone z
ostrzami i ze sob  – dla przed

enia imaka... Ale kosi y. Pi dziesi ciu ch opa  ogo oci o z

wysokiej trawy szmat stepu. Gizella pas a konie, które mia y ch  skorzysta  z pokosów trawy.
Siedzia a  w  siodle,  pleciony  rzemie   d ugo ci  wyro nietego  pytona  w  r ku  trzyma a  i  to  wystar-
cza o do tego, by konie zachowywa y si  m drze – nawet nie poziera y na zielone pokosy...
     Trzy dni kosili, potem jeszcze dwa dni przewracali pokosy, ustawiali kopki siana. Po powrocie
do jurt Leszek zebra  swoich wojów i powiedzia :
           

-  To  nie  s   ca kowici  koczownicy.  My  b dziem  od  teraz  kosiska  struga ,  kosy  oprawia   i  za

ko ników b dziem uchodzi  – oni szykuj  zapasy siana na zim . Tako  – com sam widzia  – zio a
ró ne susz  na zim , czosnek dziki i insze takie, które u nas niewiasty w ogródkach uprawiaj .
Zim  nale y zacz  dowiadywanie si  o ich pochodzenie. Znaczy – sk d  wyruszyli. No, i cel ich

drówki warto pozna . Bo jak nam bardzo nie po drodze... Tato mi si

ni ... Przywo ywa ...

*  *  *  *  *

     

W drówka by a nader powolna. Do ich kopek siana szli miesi c. Wcale jurt nie rozstawiali,

pewno tylko zim  im s

y. Przez ca y dzie  przenosili wszystkie kopki siana na wozy. Owini te

linami na krzy , po ciskane – nie zajmowa y tyle miejsca co kopki na stepie, ale zawsze. Pewno
przed zim   przy której

cie ce mi dzy jurtami powstanie stóg siana , chmur si gaj cy...

       Powsta  i to niejeden. Uskubywa o si  z tego wiechcie spore – ka dy dla w asnych koni. Jeno
Polaków od tego zwolniono, bo oni przez reszt  lata i przez poczatek jesieni pracowali jako ko nicy
przy czym nie naruszali  adunków na wozach, bo do koszenia je dzili konno. Gizella z nimi, bo –
tak  to t umaczy a – jeno ona ma zdolno ci do pilnowania koni w pobli u skoszonej trawy... Hmm...
Jako  za cz sto na Leszka popatrywa a...
       Dowiadywanie si  o pocz tek i cel podró y sz o  atwo –  niez  znajomo  w gierskiego mieli
prawie wszyscy Polacy. Pomi my ten jeden wyj tek ze s abym s uchem muzycznym...
      W grzy  yli niegdy  daleko na pó nocy. Mniej-wi cej na szeroko ci Grenlandii. Ze wzgl du na
zmian  ciep oty, która si  w mro no  przemienia a musieli przemieszcza  si  stopniowo na
po udnie. A dok d id ? Albo to wiadomo? Przecie przed nimi wszystko nieznane, nowe... Jedno
tylko wiedzieli – od  jakowych  kupców – nad Morzem Czarnym  li Chazarowie  yj  i nie op aci
si  z nimi spotyka , bo to oczajdusze, z odziejaszki, brudasy i ba aganiarze. Za kawa ek czego
kosztownego - ojca, brata i druha sprzedadz ... Chazara na pierwszy rzut oka nie poznasz. Tyle,  e
czarniawi s ... Lecz po rozebraniu wida  ró nic  – Chazarowie s  obrzezani. Od nich W grzy
dowiedzieli si  dawno-dawno temu o istnieniu Bu garów. Blgr – tak t  nazw  W growie teraz
wymawiali. Pono  tych trzech by o Bu garami, których w górach Polacy  ywotów pozbawili...
Wed ug Chazarów Bu garzy s  na  wiecie najwredniejsi... Gorsi od Chazarów? Phy!...
     

Leszek dosta  upowa nienie od Broniwoja, by przekaza  to, co teraz on, Broniwoj, i inni o

Bu garach i Chazarach wiedz  ze szko y. Prawda-nieprawda - zawsze to bli sze wspó czesno ci
ni li wiedza z czasów dawno-dawno temu...
       - Gizelli przeka  – powiedzia  Broniwoj – ona Arpadowi... Arpad u nich, pono najznaczniejszy,
cho  m odzik jeszcze.
       Och, jak e pilnie Gizella s ucha a! O wierze  ydowskiej, o chaganacie i chaganie, co inaczej si
pisze, a czyta si  jako kaganat i kagan, o Asparuchu, który przywiód  Bu garów do miejsca o
nazwie  Pliska.  Przywiód   zza  gór,  w  których  Leszek  i  Arpad  po  raz  pierwszy  si   spotkali,  o
przeniesieniu stolicy do Pres awia przez w adc  Bu garów Presjana,o przyj ciu przez nich
chrze cija stwa, o ich staniu si  S owianami, chocia  Asparuch uznawa  podbitych S owian za
niewolników...
       - A teraz? - spyta a Gizella.
      

- Jakem wyje

 – powiedzia  leszek –  w Bu garii rz dzili Borys i Micha . Wspó dzia ali z

ni-mi nasi druhowie – Serbowie. Tamtejsi S owianie opieraj  si  cesarzowi wschodu...
      - Cesarz?...
     - Ma wiele w asnej ziemi, wiele bogactw, wielu ludzi. To si  nazywa pa stwo. A jemu tego ma-

o i nad innymi pa stwami chce mie  zwierzchno .

     - Tamtejsi S owianie – powiedzia

. - A ty? A twoi?

background image

- 62 -

     - Jest te  cesarz zachodu, drugi cesarz – powiedzia  Leszek – my tego drugiego mamy za wroga,
który chce z nas niewolników uczyni .
    Nast pnego dnia Leszek musia  rozmawia  z Arpadem. Arpad powiedzia

e W grzy te  nie lu-

bi  cesarzy. I nie osi

 nigdy w pobli u Bu garów, Chazarów ani cesarzy. Leszek pomy la ,  e nie

wolno mu  przekazywa  wi cej wiedzy o pa stwach i ludach, bo mo e narobi  W grom nowych
wrogów... A potem powiedzia :
     - Jest  kraina, w której  aden lud nie siedzia , kiedym wyje

 w  wiat. Niegdy  wódz Attyla i

jego lud – Hunowie – mia  tam swój najwa niejszy obóz. Potem  Awarowie. A teraz mo e tam by
pustka.  Step rozleg y... Wielkie jezioro na wodopoje... I pusto...
     - Puszta... - g os Arpada by , zaiste, rozmarzony, co najmniej tak samo, jak jego oczy...
       -  Zaprowadzisz?  -  spyta ,    a  Leszek  kiwn   g ow ,  bo  Panonia  na  pewno  bli ej  Polski  by a  od
tych stepów przy górach. Jeno S owacj  przej  i ju  w domu...  Puszta – powiada... A niech mu

dzie puszta.  Pusta – puszta...

     Po chwili Leszek dowiedzia  si ,  e Arpad chcia by wiedzie , czy na puszcie pomie ci si  ca y
Madziar.
      - A có  to znowu takiego? - spyta  zdziwiony Leszek.
      Arpad poszed  po swój sahajdak, wyj  ze  siedem strza  i powiedzia :
      - Tyle jest obozów. Wszystkie razem – z

 strza y w p czek – to Madziar.

      - Gdzie te obozy?
      - Pojedziem po  niegu. Teraz m e i  ony idziesz. Idziemy. Nie wiem jak powiedzie ...
     - Wiemy,  e ani jeden z was nie ma  ony – wyja ni a Gizella i zap oni a si  jak poranna zorza na
dalekiej pó nocy, a Leszek pokra nia  niekoniecznie tylko dla towarzystwa.
      - Twoi woje nam o waszym obyczaju wszystko mówili. My tutaj zrobim po naszemu – powie-
dzia  Arpad.

*  *  *  *  *

      Stali wszyscy na majdanie i na tych  cie kach – ulicach, a  nieg wybiela  powoli dachy jurt, zie-
mi  i ich samych. Na szcz cie nie by o t giego mrozu. A w jurtach tak cieplutko...
      Z jurt wychodzi y m ódki wystrojone, uczesane – pi kne od tej swojej m odo ci i nie mia

ci

na twarzach  - co b dzie po latach poka e czas. Podchodzi y ku wojom polskim. Stawa y to przed
jednym, to przed drugim, trzecim... Przed ka dym porobi y si  kupeczki niewiastek. Tylko przed
jednym sta a samotna Gizella...
      - Do ciebie chcia o najwi cej – powiedzia a przyciszonym g osem – lecz im nie wypada wspó -
zawodniczy  ze mn . Arpad i ja mieli my za rodzicieli bardzo szanowanych ludzi... Gdyby  wola
inn , to powiedz – ja odejd  i pó  obozu dziewczyn do ciebie przyleci...
       Leszek pokr ci  g ow . Z jurt nie wychodzi a ju

adna niewiastka.

       - Teraz ka dy Lendziel wybierze sobie  on  z tych, którym on si  nadaje na m a – powiedzia
Arpad.
       - Inne b

 ukrzywdzone – odezwa  si  Osesek. - Nie mo na wi cej wybra ?

       - Znalaz  si  osesek o go bim sercu – powiedzia  Broniwoj – nie rób prze miechów, otroku, bo
mo e to u nich  le widziane...
       Po namy le, podpartym ogl daniem bardzo uwa nym i przypominaniem sobie – która podoba a
si  ju  wcze niej – wybrali. Reszta – te nie wybrane – odesz a bez smutku – widocznie to nie
przynosi o im ujmy. W ko cu – to one najpierw wybiera y...
           - Teraz  pok adziny  –  powiedzia a  Gizella.  -  Jam  si   dowiedzia a  od  innych,   e  u  was  inaczej.
Lecz u nas wesele jest po pok adzinach. Pójd , mój m u, do jurty.
       Pozwol  Czytelnicy,  e opis pok adzin zostanie zast piony czym  mniej intymnym. Otó  – 

,

by  taki uczony filozof, który nosi  imi  Spinoza. Zajmowa  si  zg bianiem istoty rzeczy – stara
si   znale   sens,  j dro  wszystkiego.  On  to  nazywa   dociekaniem  –  jaka  jest  rzecz    sama  w  sobie.
Tak by  zaj ty owym dociekaniem,  e do

 wieku po- redniego, a nie za

 obcowania z

niewiast . Jego uczniowie namówili nierz dnic , by mistrza uwiod a. Za op at , to jasne.
Uczniowie – podgadywaniem i zachwalaniem – nierz dnicy pomogli. A po nocy chcieli wiedzie  –
jak mistrz ocenia  doznania.

background image

- 63 -

     - Rzecz sama w sobie jest przyjemna, tylko ruchy filozofa niegodne – odrzek  Spinoza.

*  *  *  *  *

   

-Wesele by o na majdanie i w uliczkach. Wsz dzie rozstawieni byli grajkowie z g lami i

benkami. Na majdanie jeden z okaryn  i jeszcze jeden - rogiem – pewno po przodkach i Chaza-

rach  spadek...  Struny  z  ko skiego  w osia.  Smyczki  –  z  ko ci  i  ko skiego  w osia.  Rytmy   wawe,
gor ce. Prawie wszystkie pary ta czy y – jedyny wyj tek musi wystarczy  jako dodatek do s owa –
prawie...
    Siedzieli oboje z Gizell  na  siod ach ustawionych przed jurt . Broniwoj przelecia  w podsko-
kach, ze swoj  nastolatk . - Czardasz! - krzykn  i ju  go nie by o. - Czardasz – zakrzykn  Osesek,
przemykaj c z jedyn

on  w wirze szalonym,od którego  wiat mo e zako owa . - Czardasz – krzy-

cza  ka dy, kto przeta cowywa  obok Gizelli i Leszka.
       - Do obyczaju nale y, bym za piewa a – powiedzia a Gizela. - Potem ci  poprosz  do ta ca. To
musowe jest, by ka dy przynajmniej raz zata czy . Nie bój si  – jeno postoisz, a  ja naoko o
ciebie...
       Wysz a na  rodek majdanu. g larz do niej podszed , ten z okaryn  stan  po jej drugiej stronie
a werblista za ni . Skoczna melodia lecia a w step, nios a si  wysoko i daleko. Có , Leszek bez
ochyby rozpozna ,  e graj  a Gizella  piewa...Mia  jaki  s uch – s ysza ,  e graj ...
                                                 Zagraj czardasza, najlepszy z g larzy,
                                                do ko ca nocy czardasza nam graj -
                                                 w czardasza rytmie dobrze si  marzy,
                                                 a dusza leci – gdzie wy niony kraj.
                                                           G larzu graj
                                                           a  nastanie wschód,
                                                            by m a raj
                                                            z  oninym si  splót .
                                                                      Niech g liki kwil ,
                                                                     cieszmy si  pi kn  chwil ,
                                                                     czardasza rytm -
                                                                     oby szcz ciem kwit !
     Na  rodek majdanu wyskoczy , ze swoj  jedyn

on , Osesek i za piewa . Czardasza – a jak eby

inaczej.
                                                            Siedzi samotnie nasz drogi ksi

,

                                                            chcia by ta cowa , lecz my li : - Nie zd

.

                                                             piewaj g larzu : - Ja po to gram,
                                                            by nikt nie siedzia  sam.
      Gizella wyci gn a ku Leszkowi r ce i patrzy a tak  adnie, tak prosz co...
      Wsta  i podszed  ku niej.
      

- Tylko stój – powiedzia a, wi c sta  i na ni  patrza . By a cudna. Jego Gizella. Od nocy po-

przedniej ju  bez wianuszka... Okr

a go z gibko ci  pantery. Ociera a si  o niego chwilami,

wtedy jemu by o  rozkosznie. I niegodnych ruchów nie musia  czyni ... Czasem, na chwileczk ,
przywiera a do niego kawa kiem cia a...
        - Gizella – powiedzia  -  u nas jest obyczaj poprawin... Ja uwa am,  e nasze pok adziny trwa y
za krótko i musim to naprawi .
       Okaza a si

on  zgodliw ...

background image

- 64 -

Rozdzia  XI

Braterstwo krwi

     Jest taki miesi c czasu, który nie ma w kalendarzu numeru. Jednak nie mo na mu nada  numeru
trzynastego, bo on nie w ka dym roku si  trafia. Niekiedy zdarza si  jeno raz na ca e  ycie cz owie-
cze, niekiedy wcale si  nie pojawia, a par  razy udaje si  go prze

 jeno  niektórym  ludziom. Nu-

meru ten miesi c nie ma, wszelako ma nazw  – zwie si  miodowy, cho  z pszczo ami czy
trzmielami nie ma zwi zku zbyt wielkiego – on jest po prostu  tylko s odki.
    W miodowym miesi cu m odym ma onkom powinny si  otworzy  oczy na sprawy niewie cio-

skie, lecz mi

 jest  lepa, a m odzi nadal si  mi uj , wi c nadal  yj  wedle w asnych

wyobra

 b

 korzystaj  z „nauk” sprzed ma

stwa. Ona rozsmakowuje si  stopniowo w skut-

kach  owych – niegodnych filozofa – ruchów. On od pierwszego razu poznaje, lub potwierdza,
wiedz  o rozkoszach zbli enia z niewiast . Ona staje si , powoli, nienasycona. On dowiaduje si ,  e
potrzebne mu s  przerwy na odtworzenie nasienia i p ynu nasiennego – on, znaczy, przewa nie nie
wie w czym tkwi sedno rzeczy samej w sobie, lecz zauwa a,  e musi odpoczywa , a ona –
niekonie-cznie...
     Ona staje si  przylepk . On szuka sposobu na czasowe od czanie przylepki,bo nie samym chle-
bem cz owiek  yje...
     Pierwszy wyskoczy  z „no em” Osesek. Zwierzy  si  Broniwojowi,  e przylepk  trzeba odcina
no em... A potem obaj poszli do Leszka i Broniwoj przedstawi  wspólny pomys  obu wojów, doty-
cz cy wysy ania czujek.
     - Pod warunkiem,  e i ja b

 czasem wyje

 – powiedzia  Leszek.

     Tedy czujki przez zim  mia y wyje

 w stron  po udniow , wschodni , zachodni  i pó nocn

A jakby potrzeba by a – to w ka

 inn  stron   tak e... To dobre b dzie  dla koni, one ruchu po-

trzebuj ,  eby si  nie zasta   - dowiedzia y si  m ode  ony i uwierzy y, bo przecie ich ojcowie
podobnie powiadali... Konie – bez w tpienia – ruchu zaznawa y, czujki  adnych wie ci nie przywo-
zi y, co Arpada niepokoi o i on z tym niepokojem przyszed  do Leszka. Ma si  rozumie ,  e o braku
po ytku z czujek nie powiedzia  ani s owa.
     - Ty i twoi woje – powiedzia  Arpad – z Ongurami zawarli cie zwi zki krewniacze i nasze oraz
wasze potomstwo z tych ma

stw b dzie mie  krew mieszan  – wspóln . Wszak e s  jeszcze

inne plemiona Madziaru... Pojedziesz ze mn , i we miesz swoich wojów do innych plemion Ma-
dziaru?
     Ka dy dojdzie do wniosku,  e czujka i odwiedziny innych plemion s  podobne jak chodzi o od-

czanie przylepek, a odwiedziny innych plemion mog  mie  skutki lepsze i wi ksze ni  przeja

-

ka  po zimowym stepie. Czy, jednak, wyjazd taki nie b dzie za d ugi? M ode  ony by y ciekawe – o
czas powrotu pyta y, o wierno ... Wyra

y ochot  na towarzyszenie m om, zapewnia y,  e one

musz  jecha , bo nie znios  tak d ugiej roz ki.Ten wyjazd b dzie za d ugi – orzek y wspólnie i w
porozumieniu, wszelako odwo ywa y si  nietrafnie do nieodpowiedniego cz owieka – Arpad
jeszcze nie by

onaty i m sko-niewie cie sprawy mia  – na razie – za nic.

     M ode  ony przesz y do odbierania zapewnie  o wierno ci m ów, o ich mi owaniu, o  obowi z-
kowej t sknocie i tym podobnych rzeczach. Jedna tylko Gizella zdawa a si  bra  pod  uwag
równie  inne sprawy. By  mo e  e to by a jeno zdolno  przewidywania wi ksza od innych – m
powróci i wdzi czny b dzie za przestrogi. A ta wdzi czno  mo e by  objawiana w ró ny sposób...
    - Pos uchaj m u – powiedzia a Gizella – Arpad i inni Ongurowie wiedz , i

 synem ksi cia

wielkiego pa stwa jest. Oni mog  niektóre rzeczy robi  z tego w

nie powodu. Tedy nie podejmuj

wielkich zobowi

. A najlepiej...

      - Wcale nie jecha ?
     - Chcia abym – powiedzia a Gizella – lecz to niemo liwe. Ju  latem Arpad z tamtymi uzgodni
wszystko.
      - Wdzi cznym za ostrze enie,  e moi wojowie maj  j zory d

sze ni li krowie ogony – powie-

dzia  Leszek. - Czy my b dziem obje

 wszystkie wasze obozy?

     

- Do jednego obozu wszyscy wodzowie plemion si  stawi . A ka dy b dzie mie  ze sob  pó

set-ki Madziarów ze swojego plemienia. Prosz , by  si  nie zgadza  na objazd wszystkich obozów.
Bo

background image

- 65 -

ja i tak bardzo si  st skni .
     

Jechali trzy dni. Obóz Finnów by  taki sam jak Ongurów – tyle  e dwa razy wi kszy. Wi cej

kr -gów jurt, wi cej koni i wszystkiego innego. Polskimi wojami zaraz zaj li si  wyznaczeni do
tego ludzie z ró nych plemion – pr dko znikli wszyscy w wy szych kr gach jurt. A Leszek i Arpad
zos-tali wprowadzeni do du ej jurty przy majdanie.Ju  siedzia o w niej sze ciu wodzów. Siedzieli
na dywanie, który swoim wygl dem zdawa  si  narzuca  pogl d, i  nigdy nie by  nowy. Dla Arpada
i Leszka by o w kr gu siedz cych wolne miejsce, tedy oni  tak e usiedli, zamykaj c kr g.
Gospodarz – Leszek nie zapami ta

adnego imienia, oni mówili do  cicho i nie bardzo wyra nie –

po kolei pokazywa  siedz cych, którzy wypowiadali swoje imi  (?) i nazw  swojego plemienia (?)
     Kiedy ju  wszyscy si  „znali” zza przegrody wysz y trzy dziewczyny, nios ce kubki, dzban i no-

e, wygl daj ce na ostre, acz niewielkie by y. Jedna z nich mia a jeszcze spor  miseczk , któr

postawi a po rodku kr gu siedz cych. Te trzy wysz y, a wesz a czwarta, maj ca na oczach czarn
opask . Gospodarz wsta , uj  dziewczyn  pod  okie  i podprowadzi  do kr gu. Usiad , poda
dziewczynie ten ma y nó  trzonkiem do góry, dziewczyna uj a ten no yk mocno. Gospodarz poda
jej swoj   lew   r

,  znaczy  –  dotkn   r

  jej  uda, a  ona  uj a  przegub  tej r ki  i  pocz

  dotyka

wn trza przedramienia gospodarza. Gospodarz uj  misk  ze  rodka kr gu, podstawi  j  pod swoje
przedrami  i powiedzia : - Ju . Dziewczyna poci gn a ostrzem no a po przedramieniu. Pokaza a
si   plama  krwi,  wnet  jej  krople  zacz y  skapywa   do  podstawionej  miski.  Osiem  kropel...  Leszek
liczy , bo czu ,  e i on... - Ju  – powiedzia  ponownie gospodarz i poda  misk  s siadowi.
Dziewczyna zrobi a krok w prawo, opu ci a nó  na przedrami ...
      Powtórzy o si  to osiem razy.Leszek poczu  na przecinanym przedramieniu lekkie pieczenie.Po-
liczy  krople, powiedzia  – ju ...
     Gospodarz wyprowadzi  dziewczyn , wyla  krew z miski do dzbana, potrzyma  dzban par  chwil
nieruchomo, a potem wla  do kubka jaki  napój, wymieszany w dzbanie z krwi . Znowu osiem
powtórze ...
     Za przyk adem gospodarza przystawili kubki do ust i wypili. Przypomina o kwas chlebowy, cho-
cia  by o raczej nieco g ciejsze. Jakby zsiad e, rozbe tane mleko... Chyba nie od krów?...
     I to by o wszystko! Po egnanie o  redniej serdeczno ci i powrót!
     - Szkoda by o czasu – powiedzia  Osesek, kiedy wyjechali z „obozu braterstwa”. Ja i bez picia
tej krwi W grów – i W gierki – lubi em i druhem ich jestem na zawsze.
     - A ja to uznaj  za wa

 i musow  do dotrzymania przysi

 – powiedzia

niady Sarkiel – woj

zazwyczaj ma omówny.
     - Ja te  – powiedzia  Itil – woj równie jak Sarkiel ma omówny.
     - Zgadzam si  – powiedzia  Kazar – woj jeszcze ma omówniejszy.
     - Co wam si  sta o? - Osesek zada  to pytanie g osem bardzo zdziwionego cz eka. - Zawdy woda
w g bie, zawsze ani mru-mru, a  tu nag a pochwa a nudnego obrz du. Co z wami?
      Wszyscy trzej - Sarkiel, Itil oraz Kazar – musieli sobie przypomnie  o swojej milkliwo ci, bo
Osesek nie doczeka  si

adnej odpowiedzi. Za to Broniwoj powiedzia :

      - To nie o nas sz o. To dla W grów musi by  wa ne. A nam ta przeja

ka jeno si  przysporzy

do ci kich obowi zków ma

skich.

      Za miali si  wszyscy, bo Broniwoj mia  przy tym min  bardzo zm czonego cz eka, a westchn
tak ci ko, jakby nie jecha  konno, a mia  zanie  swego konia do nowej  ony na plecach...
         Ledwo  zajechali  i  z   onami  pobyli,  stawili  si   u  Leszka  Itil,  Sarkiel  i  Kazar  –  z  pro

  o  roz-

mow  na osobno ci. Wyszli poza obóz. Wtedy Sarkiel powiedzia :
       - Nie ka dy wie, 

my synami Chazarów...

       - I dlatego chcieli cie mi towarzyszy , by teraz do swoich...
       - Nie chcieli my – powiedzia  Itil – nas Druzno z wami pos

.

       - A powiedzia  wam – po co?
       - Mamy was chroni  przed wasz

atwowierno ci  – powiedzia  Kazar.

       - Wyja nicie mi to szczegó owiej?

- Najsamprzód  opowie  jest konieczna – powiedzia  Sarkiel, by cie wiedzieli, i  Polakami

jeste my.Tu  przed wyruszeniem Polan na wschód, przez  ab  przeprawia y si  wozy kupców

background image

                                                                         - 66-
- Chazarów. Polanie patrzyli na przepraw  z zachodniego brzegu i widzieli jak za wozami kupców
wpad a na bród banda zbójców... Z wozów kto  wyrzuci  w wod  trzy beciki z niemowlakami.
Potem dziewczynka w rzek  wskoczy a. Wraz zakr t by  – beciki na zachodnim brzegu ów zakr t
zatrzyma , natomiast dziewczynka p ywa  nie umia a... Wy owili j  ledwo  yw ... Zdo

a tylko

rzec, i  nas matki przed zbójami chcia y ratowa . Poda a jeszcze nasze imiona i zmar a. My
chowani my w pola skich rodzinach. Jako nieletnie dzieciaki do Polski z przybranymi rodzicami...
A nynie Polakami jeste my. Wszak e Druzno wyszuka  dla nas nauczyciela mowy Chazarów... My
mamy pomys y na przej cie ko o Chazarów... Musimy o ich kraj zaczepi , albo skr ci  i przez Ru
Normanów si  przebija ...
       - Aha?
     - Wyprawi  nam si  tam trzeba. Na wiosn  by my ruszyli i siano po drodze zostawiali. Latem
obóz mo e doj  do Chazarów. Oni si  o tym zwiedz  i uderz . Jeden obóz musi i  z przodu – na
wabia, by oni s dzili,  e idzie ku nim s abe plemi  koczowników. My mamy pomys y.
     

Wyjawiali te swoje pomys y,d ugo to trwa o,a potem Leszek Arpada i Gizell  przekonywa .

Zgo-d  uzyska  na wczesnowiosenny wyjazd i obietnic  wymóg , i  zmieni  sposób w drówki –
noc b dzie s

 do wypoczynku dla ludzi i b dzie czasem po ywiania si  koni oraz ich snu na

pastwisku. Po drodze nale y starannie zbiera  siano z kopek, które Polacy zostawi , bo skr ci si  na
zachód i droga b dzie w pobli u morza, gdzie stepy nie tak bujne, gdy  tamt dy wszystkie
plemiona w drowa y i w druj .

*  *  *  *  *

     W rozwidleniu Donu i Do ca, w miejcu wp ywania Do ca do Donu byli na pocz tku lata. Stepu
tu nie by o – sporo zagajników ros o, jakie  jezioreczka zalewowe, mnóstwo powydeptywanych
dró ek i  cie ek, troch  starych lasów, dwa bory niema e. By o si  gdzie schowa  i zaczai .
Ka dego dnia wzd

 Donu przeci ga  mniejszy lub spory czambu  Po owców. Czasem zwierzeta

dz c, czasem jeno przeje

aj c. Wszystko na zachód. Chazarowie nie wtr cali si  w te

drówki, widocznie ziemie ich ko czy y si  na Donie. Sarkiel powiedzia ,  e troch  w gór  Donu

du y bród jest, atoli mocno strze ony przez silny gród o nazwie Bia a Wie a. Stamt d na pewno
bacznie si  Kumanom przygl daj  bardzo liczne oczy i stamt d na pewno liczne czujki wychodz
na przeszpiegi. Tam trzeba i , wszelako wpierw przebra  si  nale y.
      eby si  przebra , najpierw nale y si  dobra  do jakiego  ubioru. Par  grup Po owców-Kuma-
nów uczestniczy o w tym dobieraniu si , co mog oby by  dla tych grup bardziej zajmuj ce, gdyby
owi Po owcy, czyli Kumanowie nie byli ubiorów pozbawiani...
      - Mówilim przy nich po chazarsku – t umaczy  Leszkowi Itil – z dwóch powodów. Oni nabior
nienawi ci do Chazarów b

 polec  na skarg  do chazarskiej zwierzchno ci.

      - Owoce wnet si  urodz  – doda  Sarkiel.
      - Tylko patrze  jak szpieg chazarski do nas dotrze – powiedzia  Kazar.
      - Dlatego czata winna nad Donem nocami czuwa  – doko czy  opisywania pomys u Sarkiel.
    

Do  my li Leszka zakrad o si  podejrzenie,  e tych trzech mo e od jednej matki pochodzi .

Gdyby byli bardziej do siebie podobni, to na trojaczki by patrzyli. To podejrzenie nie przeszkodzi o
w wy-stawieniu czaty nocnej nad Donem. A ta czata ju  nast pnej nocy wypatrzy a i us ysza a

ódk . Wy siad a z niej ciemna – bo noc – posta . Zosta o wyczajone drzewo, na które si  wspi a...

Za   rano,  pod  tym  drzewem  Itil  „t umaczy ”  Leszkowi  po  chazarsku,  a  Leszek  kiwa   g ow   –   e
niby pojmuje, i  :– Ten w gierski obóz jest, dziwnym trafem, pozbawiony silnej ochrony, a wiezie
na wozach wszystkie kosztowno ci W grów i wszystkie w gierskie niewiasty. Gdyby si  tak nam,
„Po ow-com”, uda o napa  na ów obóz... Prosto na pó noc trzeba... Jest tam tysi c wojowników,
lecz mog oby by  i powinno by  ze czterdzie ci razy tyle. No, ale stada musz  zajmowa  step
szeroki, tedy inne obozy pooddala y si , co za nierozwaga, bardzo, bardzo, bardzo... Ile mo e by
kosz-towno ci, nale cych do czterdziestu tysi cy bogatych ludzi?...
     

Nast pnej nocy czujka widzia a szpiega, przeprawiaj cego si  na drugi brzeg wp aw... A ran-

kiem tego dnia - na pó noc pogna  goniec od Leszka do Arpada...
       - Musim to potwierdzi  – powiedzia  Leszkowi Kazar.
      Kazar z Leszkiem, Itil z Oseskiem i Sarkiel z Broniwojem wyprawili si  daleko – pod Bia

background image

- 67 -

Wie  i na drugi brzeg Donu. Pó niej w wielu miejscach ludzie kagana s yszeli jak jacy
Chazarowie zmawiali si  w sprawie napa ci na s abo strze ony obóz koczowników, zawieraj cy
niewyobra alnej wielko ci skarby i m ode niewiasty. Niby ci zmawiaj cy si  powiadali,  e wszyst-
ko kaganowi przedstawi  i na nagrod  jeno licz . Lecz czy  nie bardziej op acalne jest wzi cie
bogactw – bez dawania nagrody?A jaka  pewno

e cz

 zrabowanych dóbr nie rozejdzie si  „na

boku”?. Rabu nik niezale ny od ludzi kagana na pewno cz

 kosztowno ci ukradnie...

     Ukryci  przed oczami ludzi kagana Polacy widzieli, wyruszaj cy na pó noc zbrojny oddzia .
     - B dzie ich zedwa tysi ce – powiedzia  Kazar, kiedy wracali do swoich.
     A w zagajnikach czeka a – niespodziana – nagroda! Po owcy zostawili w pobli u, pod „dobr ”
os on  g stwiny drzew i krzewów pi dziesi t wozów z niewiastami, niewiastkami, otrokami i
dzieciskami...Wszyscy oni – nale ycie unieruchomieni wi zami – czekali na powrót  Leszka i
„Cha-zarów”.
      - Teraz b dziem szli „w odwodzie” wyprawy ludzi kagana – powiedzia  Leszek. - Skrycie i w
oddaleniu... Musim tako  unika  innych Po owców. Kumanowie m ciwi by  mog  i Chazarów po-
kara  zechc  za gwa ty na podró nych, których kagan mo e nie pochwala , lecz ludzi ma ci on
niepos usznych. Oj, niepos usznych... Szczególnie jedna pi dziesi tka prawie-chazarów jest taka...
Niechaj  aden z moich ludzi nie próbuje taki by , bo nogi z dupy powyrywam. Jeno dziesi tka przy
wozach i je cach wypoczywa  b dzie. Reszta ci giem na zwiadowczych podjazdach. Spa  jeno w
siodle.  arcie przygotowuj  wypoczywaj cy przy wozach. Nie powinnim d

ej i  ni  par  dni,

je eli Arpad popasów d

szych nie zarz dza . Na pó noc!

*  *  *  *  *

     Na swój w gierski obóz natkn li si  ju  trzeciej nocy. Przy  wietle miesi ca i gwiazd trwa o za-
mykanie kr gu wokó  ludzi kagana i Po owców – m cicieli krzywd na Chazarach.  wit ods oni

cuch wozów, lekko si  zakrzywiaj cy, gdzie  w g b stepu si gaj cy, a mo e – jednak –

zamykaj cy drog  ucieczki z owych  wozowych „op otków”. Po rodku by o wida  ludzi kagana i -
dwakro  wi cej  - Po owców. W grzy stali w gotowo ci,  uki dzier c, oszczepy, proce i dziryty.
     Jest uzgodnione – powiedzia  Leszkowi Arpad –  e w miar  up ywu dnia - b dziem kr g zacie -
nia .
     Up yw dnia oznacza  tak e up yw krwi Po owców i Chazarów, bo próby dogadania si  i wspól-
nego uderzenia na pier cie  Wegrów spe

y jak p omyczek w

y na mokrej ga zce ze  wie ego

grabu. Z sze ciu tysi cy wojowników zosta o po kilkuset Chazarow i Kumanów, kiedy ruszyli
je

cy w gierscy, g ównie z arkanami. Wzi to po trzystu je ców spo ród  wycie czonych

wojowników. Itil, Sarkiel i Kazar mieli – a czemu nie – pomys  i znale li si  w p tach po ród
je ców chazarskich. Noc  Kazarowi uda o si  jakim  sposobem przeci  wi zy. Uwolni  Itila i Sar-
kiela. Uwolni  jeszcze siedmiu innych Chazarów. Zdo ali wzi  w niewol  trzy m ode matki z
niedawno narodzonymi dzieci tkami i uj  w step. Rankiem znaleziono poprzecinane p ta i – nie
znaleziono  on z dzie mi Itila, Kazara i Sarkiela.
      - Swój do swego ci gnie – powiedzia  Osesek – lecz zaraz zamilk  zmierzony wzrokiem Leszka,
zimniejszym od lodu z azotu  i tlenku w gla.
      Po bitwie nasta  czas wymiany pogl dów mi dzy m odymi  onami a ich m odymi m ami, któ-
rzy powrócili do swoich po owic, o przebaczenie nie poprosili, nowonarodzonych nie pochwalili,
nie obiecali, i  nigdy wi cej  on swoich nie opuszcz ...  Czterdzie ci osiem g osów niewiast i tyle

osów m skich mo naby zebra  w dwa chóry, zgranymi g osami s owa odwiecznych pie ni poda-

cymi.

       - Zostawi

 mnie sam , ci arn  i bezbronn  – tak  brzmia y s owa chóru niewiast.

      - Wola aby  razem ze mn  i dzieci ciem zgin

, gdyby my si  przypadkiem – jednym obozem

– na Kumanów lub Chazarów natkn li?
      - Wola abym na nikogo si  nie natkn . Step szeroki... Omin libym...
     - To w innym  wiecie, gdzie Kumanów i Chazarów kto  by wybi   do nogi. Ty, mo e? Mo e ty
umiesz czarowa ? Mo e walczy  umiesz?
      - Umiem spostrzec,  e ty mnie nie kochasz i dla swoich zabaw z innymi ch opami gotówe  mnie
zawdy zostawi .

background image

- 68 -

    - Wola aby ,bym innych nie zwalcza ... Wtedy owi inni mnie dopadn ,  ywota pozbawi  i przyj-

 zabawi  si  tob ... Tego chcesz?

     Ta odwieczna niezgodno  nigdy nie zostanie usuni ta. Lecz s  noce uzgodnie ... Mylnie si  je
tak zwie, bo chodzi raczej o tak zwane pogodzenie si , polegaj ce na odsuni ciu odmienno ci zda
do obszarów s ów i pogl dów zapasowych. Nie wolno w tej materii u ywa  s ów – obszar
zapomnienia – bowiem mo e to nasun  my l o tym,  e ona albo on mog  si  „zapomnie ” z kim
spoza ma

stwa... A jak on tylko mnie pragnie, to jest we mnie zakochany. Nieprawda ?...

Prawda , prawda , lecz s usznie czyni  niewiasty, które nie podsuwaj  m owi mo liwo ci wyboru
– niech je zawsze kluski, skoro niegdy  powiedzia ,  e lubi...
      

Ostatnie  noce  pogodzenia  mia y  miejsce  dopiero  wtedy,  kiedy  przysz o  do  przekraczania

Do ca. Kilka tysi cy wozów, kilkana cie tysi cy lu nych koni, kilkadziesi t tysi cy koni pod
je

cami, w czwórnasób, albo i wi cej, niewiast, dzieci, m odzi i starców obojga p ci, a tylko kilka

brodów. To wymaga o skupienia si  wszystkich na przeprawie i roztrz sanie ró ni  pomi dzy
pojmowaniem rzeczywisto ci przez ka

 z p ci z osobna  musia o ust pi  dok adnemu

wykonywaniu przydzie-lonych zada . Czy  zadaniem ma

stwa jest swarzenie si ? Skoro nie

jest, skoro inne zadania obyczaj i natura  przydzielaj  ma onkom, to – oprócz przeprawy – trzeba
by o noce pogodzenia odprawia . Potem pami tano, i  przeprawa przez Doniec wtedy by a, kiedy
noce pogodzenia odprawiano.
     

Po zachodniej stronie Do ca byli, kiedy zauwa ono, i  ci gnie za nimi jaka  wielka chmara

wozów, koni, owiec, byd a... Kurz  nad stepem, poblask nocnych ogni, w ko cu podjazdy – wszyst-
ko powiadamia o, e tamci z ty u nie ustaj  w nad aniu za W grami. Arpad, Leszek i inni
przywód-
cy plemion mieli sprzeczne zdanie na ch ci tych z ty u. Albo po cig, albo przypadek... Osesek uj
to jeszcze inaczej.
      - To jest nasza „stra  tylna” – powiedzia  bardzo powa nie. -  Oni nasze zapasy jedzenia wiod ,
co mnie bardzo cieszy, bo konina ju  mi obrzyd a. Jagni tko malu kie zje ...Ooch!... Oni nam to
dostarcz , kiedy w

ciwa pora nastanie. Na wszystko jest w

ciwa pora. Ich jest mniej ni  nas, a

pora na ich rozmno enie jeszcze nie nasta a.
    Niektórzy przypuszczali,  e to zwyczajni Po owcy, bowiem teraz w drowano po ich ziemiach.
Na wszelki wypadek przy pieszono pr dko  w drówki... Hmm... Tamci z ty u nie pozostali w tyle.
     Do Dniepru dotarli, maj c tamtych za sob  – taki oddech na plecach... Atoli Dniepr odgranicza
ziemie Kumanów od zwyczajnych stepów, tedy by a nadzieja,  e za Dnieprem tego oddechu na ple-
cach ju  nie b dzie. Taka nadzieja spowodowa a powrót rozwa

 o ma

stwie i zadaniach

obojga ma onków, o ich oczekiwaniach i d eniach.
     Podczas przygotowa  do przeprawy Osesek przypomnia  sobie nauki ojcowe.
     - Tato powiada  – twierdzi  Osesek –  e m  s dzi, i

eni si  jeno ze swoj  umi owan  go -

beczk . A po  lubie okazuje si ,  e jest o eniony z ca  rodzin  swojej po owicy. Niby  ona –
podobnie, wszelako  wiekr i  wiekra pod wp ywem m owym s  i przez m a mog  by
zgromieni. Natomiast te ciowa... Tato poucza , bym mi owa  si  jak najcz ciej, a  eniaczki unika .
A jakbym bardzo chcia , to powinienem o eni  si  jak najpó niej – z m ódk , której matka z kop
lat ju  prze

a. Moja te ciowa ma dopiero czterdzie ci...

         

-  A  twój  tato  –  kiedy  si   o eni ?  Ile  lat  mia a  wtedy  twoja  babcia  ze  strony  mamy?  -  spyta

Broniwoj.
      

- Mój tato zrobi  i ofiarowa  babci miot  – odrzek  wymijaj co Osesek. - Na miot ach pono

czarownice, baby-jagi lataj ... Wieczorem babcia czeka a na tat  w sieni, dzier c miot  krzepko i
oczami b yskaj c jakby burz  by a. A tato wszed , zoczy  j  z miot  i zapyta :
       - Mamusia do odlotu na zawsze si  szykuje, czy jeno na sabat?
Babcia oniemia a i nazajutrz od nas si  wynios a.
      Potem pami tano,  e Dniepr by  przekraczany, kiedy oniemia a babcia Oseska... A ci z ty u –
nie znikli!...
      

Boh zosta  przekroczony raz-dwa, bo akurat susza by a, nie pada o od pó  miesi ca i ta rzeka

mia a na dnie wody na pó  stopy. Osesek wtedy powiedzia ,  e susza zapowiada pomy lno  dla
zwierz t i ludzi.

background image

- 69 -

       - Dlaczego? - spyta  Arpad.
       - Bo po suszy nast puj  deszcze  i  dopiero  wtedy czuje si   rozkoszny  smak  s odkiej  wody –
powiedzia  Osesek, lecz tego wydarzenia nie zapami tano.
     

Potem ju  tylko par  susów zosta o do zrobienia –  wi tobliwy z nazwy Boh przej , prze-

kroczy  kapry ny Dniestr z jego zakr tasami, szumi cy okresowo Prut, Seret... Szcz cie sprzyja o,
wspomagane przemy lno ci  przywódców i karno ci  ludzi zwyczajnych. Gdyby chodzi o o
wyzby-cie si  przekonania,  e to tyle czasu trwa o, co przeczytanie jednego rozdzia u w ksi ce –
nale

o-by policzy  przychówek – dzieciaczki wymieni  po imieniu, na co przyjdzie pora. Na razie

zado-wólmy si  stwierdzeniem,  e w drówka przy pieszona trwa a dwa lata z ok adem, a przedtem
tabuny i obozy snu y si  w pobli u Uralu z pr dko ci  zwyczajn  dla koczuj cych stad.
     Ju  w Panonii, po po piesznym wyra eniu zachwytów w sprawie rozleg

ci i ro linno ci puszty

nadesz a pora m skiego zmierzenia si  z tym Oseskowym odwodem,wiod cym jagni ta i inne  ywe
zapasy mi siwa za uchodz cymi W grami. Kiedy narada mia a miejsce w sprawie podzia u puszty i
okolic pomi dzy poszczególne „strza y”, czyli plemiona przybyszów, zauwa ono trzech  je

ców,

nadje

aj cych   od wschodu, gdzie odwodu nie by o wida , ale tam by  musia , bo jeszcze wczo-

raj  wszyscy  go  widzieli.  Trzech  konnych,  to  nie  zagro enie  dla  siedmiu  plemion,  tedy  cierpliwie
czekano na zbli enie si  tych trzech do siedmiu przywódców w gierskich i polskiego bratanka, któ-
ry krew wspóln  ze wszystkimi przywódcami wypi  .
     Ci trzej zbli yli si

mia o i bez wahania wjechali pomi dzy ósemk  najwa niejszych na puszcie

ów.

     - To my – Sarkiel, Itil i Kazar – us yszeli wszyscy naoko o miejsca narady. - My mielim pomys .
Prowadzim trzy plemiona Chazarów, w których judaizm nie istnieje – to s  chrze cijany. Oni chc
si  do czy  do W grów, bo nas za W grów wzi li, a my im si  spodobalim. My mielim pomys  od
Druzny, by owi Chazarowie w  uku gór Karpat osiedli, na ziemi górzystej, gdzie owce mo na hodo-
wa . Czekamy na zgod  wasz ...
     - Kto to jest Druzno? - zapyta  Arpad, a pozostali przywódcy kiwali g owami na znak,  e i oni
chcieliby o to samo zapyta .
     

- Taki wszechwiedz cy prorok – powiedzia  Leszek. - Niektórzy maj  go za czarownika. Od

siebie chcia bym doda ,  e wi zk  dziesi ciu strza  jeszcze trudniej z ama  ni li wi zk  ze strza
siedmiu ...
       - Poparcie tych dwóch Lendzieli chyba jest wystarczaj ce? - Arpad przenosi  wzrok po kolei na
ka dego z sze ciu pozosta ych przywódców, odebra  sze  skini  g owami i powiedzia  – dobrze.
Potem powiadomi  wszystkich s ysz cych,  e Gizella wyje

a nied ugo z m em i dzie mi do Pol-

ski, gdzie Leszek ksi ciem b dzie, wielkm pa stwem w adaj cym. Zabieraj  ze sob

upy po o-

wieckie, jako  e sami, osobno to zdobyli i ogólnego podzia u onych Po owców nie b dzie si  robi .
      Potem Sarkiel, Itil i Kazar przywiedli owe trzy plemiona chazarskie, a ich najwa niejszy przy-
wódca – Bator – powiedzia ,  e Sarkiel,Itil i Kazar mieli pomys , i by z ka dego plemienia Madzia-
ru pojecha o z Polakami po kilku nie onatych wojowników – trzeba braciom dopomóc, bowiem
Leszek najpierw musi ksi ciem zosta  obrany, a  atwiej obiera  takiego, co przynajmniej ze stu
wojów ma za sob    ni li zupe nego ho ysza.
     - No, i warto sprawdzi  – mrukn  pod nosem Leszek – czy ta Polska w ogóle istnieje, i czy jest
naprawd  wielka...
      Mo liwe,  e tylko Gizella te s owa us ysza a, bo u miechn a si  pod nosem, podesz a do m a
i przytuli a si  do niego na chwil . Gizella te  W gierka... Powie innym W grom? Leszek by
pewny,  e nie powie – ona i on jedno  stanowili. Ona, w odró nieniu od innych m odych  on,
mamusi ju  nie mia a...
     Warto, przynajmniej pó

bkiem, napomkn ,  e Sarkiela, Itila i Kazara nie omin o czu e spot-

kanie z te ciowymi... A co? Mieli mie  gorzej od innych?

background image

- 70 -

Rozdzia  XII

Któr dy?

     Trwa y ostatnie po egnania przed rozstaniem – Leszek czu  siln  potrzeb  pod enia do Polski.
Siln  i piln , lecz – przecie – nie móg  na wszystko naplu , zabra  zadek w troki, i pogna  na pó -
noc. Co by na to powiedzieli bracia od wspólnego picia wspólnej krwi? A oni pyta  mieli wiele,
porad chcieli zasi ga ,  czno  chcieli dalsz  utrzymywa , o wzajemnych odwiedzinach mówili.
Szczególnie te ciowe... Nawet pomys  by ,  e one razem z córkami do tej Polski pod

. Pomys

córek i te ciowych, chocia  córki – na razie –  uprawnie  twórczych do  nie zg asza y.
     Bator mia  pomys  dania wyrazu nowej wi zi siedmiu strza  ró nobarwnych z trzema d

szymi

i czarnymi – chcia  na stokach gór Karpat, tam gdzie jego plemiona mia y mie  swoje siedziby,
zbu-dowa  siedem grodów nazwanych imionami wodzów plemion w gierskich. Spyta  Leszka o
ocen  tego pomys u.
     - Nazwa  imionami ywych ludzi? - zdumia  si  Leszek. - A jak ten  ywy si  potem ze wini? B
dziesz zmienia  nazwy co par  lat lub co miesi c? Mo e lepiej dowiedz si  o imiona ich ojców...
     Nazajutrz Bator powiedzia ,  e te siedem grodów w okolicy górnego biegu rzek Aluty i Maruszy

dzie si  zwa  Monoro, Vilcele, Pagaras, Odorhei, Tirgu i Medias. Za  ca a kraina zwa  si  b dzie

Siedmiogród, cho by grodów  w niej przyby o po wielekro  wi cej.
     

W grzy popadli w nastrój nazywania wszystkiego swoimi, w gierskimi nazwami – wzgórza,

stru mienie, zagajniki, jeziorka – wszystko musieli jako  po swojemu nazwa . Nie przeszkadza o to
ustalaniu drogi Leszka i jego towarzyszy – trzeba pami ta ,  e i wozów po owieckich – do tej ich
Polski.  ony by y za drog  najkrótsz  – przez S owacj  – bo by y ciekawe nowej drogi i chcia y jak
najpr dzej zobaczy  swój nowy kraj. Znaczy – kraj ich m ów, lecz czy  ma

stwo nie stanowi

jedno ci?
     Tam s  po drodze wysokie góry – powiedzia  Leszek - tam trzeba zna  prze cze, jam tam nigdy
nie by . To za trudna droga.
    Tedy – tak Osesek swojej podpowiedzia  – dolin  rzeki Czeremosz do Prutu i potem na pó noc,
to by  nowy pomys  niewiast, lecz Borzywoj twierdzi , i  dolina Czeremoszu bardzo jest kr ta, moc
w niej przeszkód dla wozów, wi c tamt dy nie da rady. Arpad z Leszkiem uradzili,  e najlepiej t
sam  drog , któr  si  ze wschodu przyw drowa o, doj  do przestrzeni mi dzy Bohem a Dniestrem
i pomi dzy tymi rzekami do Polski wraca . Rzeki troch  ochroni  przed napa ciami obcych
przybyszów, przede wszystkim Po owców, bo zauwa y si  ruch ptactwa podczas przeprawy
koczowników przez rzek  – ptaki ostrzeg  przed zbli aniem si  masy obcych – jedne lec  ku  zgru-
powaniom ludzi, inne od nich uciekaj .
     - Zgoda – powiedzia y niewiasty – lecz w takim razie, skoro to tak bezpiecznie – nasze mamusie
z nami pojad  na jaki  czas, a potem powróc  na puszt . To b dzie podtrzymanie wi zi mi dzy
Lendzielami a Madziarem.
    

M owie zbaranieli. Spochmurnieli, ponurzy si  zrobili. I nic – tylko,  e mamusie nie mog

jecha  bo to droga niewygodna.
      Z ponurymi twarzami m owie musieli wys ucha ,  e nie doceniaj  wytrzyma

ci niewiast,  e

starsze niewiasty s  zaradne i w podró y po yteczne,  e w nowym miejscu pomog  córkom
domostwo urz dzi ... W ko cu ch opstwo dowiedzia o si ,  e jest przebrzyd e, wredne, uparte i nic
warte oraz,  e niewiasty od pocz tku gn bi i lekcewa y. Dosz o do u ywania przemocy cielesnej,
cho  si ców i narusze  ci

ci skóry nie by o.  Ale  krzyki,  e dusi,  e zabija – ratujcie mnie

przed tym zbójem – by y. M owie nie ust pili, a ich  lepia zacz y pob yskiwa  rzeczywist

dz

mordu... Zanosi o si  na pierwsze zerwanie przyja ni polsko-w gierskiej. A nazwanie czego  – pier
wszym - jest proroctwem,  e i nast pne b

...  ony, mo e sz o im o sch odzenie m owskich

ciek

ci, uciek y si  do beczenia i puszczania strumyków  ez. Te ciowe, mo e sz o im o

uspoko-jenie zi ciów, zaniemówi y i og uch y. Trwa o przytulanie niewiast m odszych przez
starsze, trwa y nastroje zi ciów podobne zapowiedzi gradobicia przez ci kie i siwoczarne chmury.
     Oliwy do ognia dola  Osesek, który o mieli  si  w g os zakpi , i  znalaz  nazw  dla tej wielkiej
rzeki, która przep ywa przez puszt  – ta rzeka b dzie si  musia a nazywa

zawa.

     Dopiero Bator znalaz  sposób na za agodzenie sporu. Poprosi  wszystkich polskich wojów o zeb-

background image

- 71 -

ranie si  w pobli u jurt z ich  onami i te ciowymi. Kiedy ju  wszyscy stali nieopodal swoich
po owic, wszelako na uboczu, Bator zacz  nauk .
    - Co wy najlepszego robicie? -zapyta . - Nie szanujecie niewiast!A przecie niewiasta dzieci rodzi,
ona je zaczyna wychowywa , wy sami z niewiast si  narodzili cie.
      Przeci cia zas on wej ciowych jurt jakby si  z lekka poruszy y, a w niektórych bystre oko mog-

oby szpary dojrze ... W gierszczyzna Batora s aba by a, lecz, chyba dla wielu uszu za tymi

zas onami – zrozumia a...
     

- Jak e tak mo e by  – g os Batora stawa  si  grzmotom podobny –  eby rodzicielki  on nie

mog y si  z rodzicielkami m ów zapozna  i  pogada ?!
      W szparach zas on zacz y si  pojawia  g owy te ciowych.Wiele z nich odzyska o s uch i mow
bo wznosi y okrzyki pochwalne.
      - A te niewiasty po owieckie... - g os Batora  ciszy  si  i brzmia  tajemniczo – jak e zachowacie
wierno

onom, je li te ciowych przy was nie b dzie, a wy b dziecie musieli czyni  stra  przy

po owiecczankach? A?!  Niewolnice przecie... One nie opr  si  swojemu panu.
      W szparach zas on pojawi y si  g owy  on,a ka da z nich mia a rozognione oczy i wyraz ust,
za-powiadaj cy krwawe czyny za m owsk  niewierno .
      

- Z drugiej strony – g os Batora by  teraz spokojny, rozwa ny – równowaga powinna  by .

Polscy m owie, w gierskie  ony, po owieckie niewolnice... A jakby jeszcze w gierskie te ciowe...
Ja u-wa am,  e tyle samo W grów powinno do Polski jecha , co i Polaków. Z ka dego plemienia
po trochu. W drodze powrotnej na W gry mog yby z naszymi wojownikami przyjecha  matki pols-
kich m ów... Dopilnowa yby wierno ci W grów w drodze przez S owacj . Tamt dy musz
wraca , by szlak pozna  i o nim opowiedzie , aby w obie strony matki, ojcowie, pos

cy mogli po-

dró owa  bezpiecznie a cz sto. S ysza em,  e te S owaczki... Lepiej samotnych m czyzn tamt dy
nie puszcza . A matki w gierskie – s ysza em - chc  w Polsce zosta  przy córkach... Kto wierno ci
onych samotnych W grów na S owacji przypilnuje? A?! Wszystkie matki  onine powinny by  przy
swoich zórkach!  Jeno...   No, kto zast pi matk  Gizelli?... Ona gorsza od innych? Da sobie rad  z
babami Tywerców? Tywerczanki s

owczyniami m ów pierwszej wody, a Gizella sama... No, ale

inne Wegierki niedorajdami s  i jeno Gizella sobie poradzi... Kto te niedorajdy wychowa ?...
        Pyta  o to  zwolennik i chwalca te ciowych... One  przez jaki  czas waha y si  od nakazu: jed
do nakazu zosta , bo ci   wychowawczyni  niedorajdy okrzykn . Wreszcie, niech tnie, wybra y.
      

Nast pi a zamiana s ownictwa niewiast. Teraz s ysza o si  rady i nakazy: - Pilnuj! Te Po ow-

czanki trzymaj od niego z daleka! Nie zapomnij przys

 jego matki! Nie ust puj mu ani na krok!

     Zna  by o w tym Batorowym przemówieniu wk ad kogo , kto o Tywercach s ysza , lecz te cio-
we ju  zmieni y swoje nastawienie i nie w g owie im by a podejrzliwo  wobec Batora – on  adnej
ich córy zdradzi  nie móg ... Brakowa o teraz nocy pogodzenia, bowiem m owie woleli spa  poza
jurtami... Jak tu ich ug aska , we  bach im pozawraca , gniew z pami ci wyp uka ? Mo e wielk
ch  do pomocy w pakowaniu okaza ? Mo e wiernie a wyczekuj co patrze  w oczy ukochanego i
natychmiast, lub jeszcze pr dzej, jego zachcianki spe nia ?... Pyta  o wszystko i m dre rady
chwali ?... Hmm... Jako  si  poradzi, on tylko o jednym my li i tego wnet za da...

*  *  *  *  *

     Wszystko jedno czy kto  mówi o nadziejach p onych, czy o p onnych – jak zwa -tak zwa  – oba
rodzaje nie owocuj  w sposób zadowalaj cy, albo wcale nie owocuj . Leszek po drodze do
przeprawy na Dniestrze uprzedzi  Gizell ,  e jego woje wzi li na kie  i nie wiadomo czy im ktokol-
wiek w dzid a zdoli dobrze  za

.

     - Co znaczy – na kie ? - Gizella ju  dobrze po polsku mówi a, lecz niektórych przeno ni jeszcze
nie pojmowa a,
     -  Ko  s ucha w dzid a – wyja ni  Leszek – bo ono go w k ciki warg gniecie i to go boli. Kiedy
ko  z

 poczuje, to w dzid o j zorem poza k y przek ada i ono do k cików warg nie si ga. Wtedy

ko  nieus uchany si  staje, ponosi, d ba staje – nie pokierujesz nim wedle twojej woli.
      - To ty przeciwko mnie na kie  wzi

?  D ba staniesz? Co to znaczy – d ba?

      

- Ja nie mam te ciowej – powiedzia  Leszek – oni na kie  wzi li przeciwko zmowie  on z

te cio-wymi.To s  moi ludzie i ja musz  z nimi trzyma ... Nie wiem czy im przejdzie ta zawzi to
– ja do

background image

- 72 -

ciebie wróc  na pewno w Polsce. Mo e wcze niej – to nie ode mnie zale y. Nie b dziesz si  gnie-
wa ?
     - Róbcie te swoje podjazdy, czujki rozsy ajcie, czaty ustawiajcie – powiedzia a Gizella – znam te
wasze sposoby... Atoli pomnij na dziewczynki nasze... Tamara, Libusza i Verena b

 si  dopyty-

wa ...
     - Odsy aj je do Arpada – poradzi  Leszek. - W grzy b

 bez przerwy przy was. Te  ich pi -

dziesi ciu, tedy towarzyszy do pogaw dek nie braknie. Postaraj si , Mi a, mnie zast powa  w
utrzy-maniu porz dku obozowego. Naprawd  ciebie mocno kocham i bolej  nad tym naszym
wymuszonym rozstaniem. Bywaj!
      Tu  po przeprawie przez Dniestr Leszek z polskimi wojami znikn . Gizella pomaga a Arpado-
wi w ustawianiu wozów na noc, pilnowa a rozstawiania   erdzi, na które p achty zarzucano, by od
owadów, wiatru i od utraty ciep a podczas snu chroni y. Arpad rozstawia  stra e, dopilnowywa
pogaszenia ognisk, kiwa  g ow  nad opuszczonymi w dó   podkówkami, w jakie uk ada y si  wargi
zmartwionych niewiast, rozk ada  derk , uk ada  si  na niej, owija  ni  cia o i spa  snem sprawiedli-
wego. A  którego  dnia, rano, pojawi  si  ko o wozów miejscowy przewodnik.
      - Przys

 mnie ksi

 Leszek – oznajmi  – i nakaza , bym przy wozie ksi

nej Gizelli si  trzy-

ma . Która to?
    

Gizella u miechn a si , unios a r

 i odt d mia a przy sobie towarzysza Gadatliwego. Naj-

pierw d ugo obja nia ,  e poprowadzi ich na zachodni brzeg Bohu, bo Dniestr wi cej kr ci, a zaj o
mu to czas do przerwy na obiad. I tak wszystkie wozy jecha y za wozem Gizelli, która potrafi a
dzieli  uwag  mi dzy powo eniem ko mi, s uchaniem przewodnika, baczeniem na miejsce Arpada
z ochron  i sprawdzaniem czy  adnemu wozowi nie przeszkadza p

 osoby kieruj cej zaprz giem.

Wszystkie radzi y sobie nie le, a kiedy Arpad napomyka , ze mogliby je podmieni  jego woje, one
wzrusza y ramionami, wzrok kierowa y przed siebie i nie raczy y odpowiada . Gizella by a ciekawa
– jak d ugo utrzymaj  t  niez omn  postaw  i  yczy a im du ej wytrwa

ci. Troch  im zazdro ci a

wsparcia ich matek – ona ju  dawno o mamie zapomnia a...
     

Dopóki  Gadatliwy  o  wszystkim  i  o  niczym  gaworzy   –  tak  w

nie  up ywa o  ycie

drowników w stron  pó nocn , tu  przy Bohu, któr  to nazw  Gadatliwy od Boga wywodzi  –

ka dy robi  swoje codziennie i niezmiennie. Lecz Gadatliwy zacz  opowiada  o Polsce, Polakach,
o k opotach Pola-ków i ich ksi

t... Wtedy Gizella poprosi a Arpada o towarzyszenie Gadatliwemu

przy jej wozie – niech e brat lepiej pozna sprawy jej m a – do tej pory m  jeno sprawy W grów
do przodu popycha , mo e powinno si  jako  Leszkowi i jego ziomkom odwdzi czy ?...
     

Przez to  wys uchiwanie opowie ci Gadatliwego  rozprz

o  si  ochranianie  podró ników, bo

wieczorami Gizella powtarza a co ciekawsze ust py opowie ci Gadatliwego innym niewiastom, a w
dzie  niewiasty powtarza y wszystko, i jeszcze wi cej, podje

aj cym do wozów stró om

bezpiecze stwa w drowców. By o mniej bezpiecznie, lecz ciekawiej. Szczególnie wtedy, kiedy o

rodkach zaradczych dla Polski i Polaków zaczynali mówi  dwaj W grzy, z których ka dy otrzyma

od W gierek dwa ró ne dodatki do „wszystkiego”... Podkówki ko o ust kierowniczek pojazdów
powoli podnosi y ko ce ku noskom, a po paru dniach podkówek ju  nie by o – cofn y si  przed
niewie ci  ciekawo ci  w sprawie jutrzejszego dalszego ci gu opowie ci. Przesta y tak e marudzi
dzieci – wynalaz y sobie zabawy w Polan, wikingów, Germanów, Niemców. Nikt nie chcia  w tych
zabawach by  kim innym ni  Polanin, tedy przeciwnicy Polan byli tylko w wyobra ni. To dobry
pomys , kiedy masz takiego zabi , wypatroszy , przypieka  na ogniu i torturowa  wymy lniej a
okrutniej ni li Chi czycy potrafi  – takiego z wyobra ni mo esz wiele razy w jednej zabawie zabi ,
zamordowa , zam czy  i jako  mniej ci szkoda, mniej ci  sumienie dr czy, 

 jest z okru-

cie stwem za pan brat.
     Najpierw dzieciaki bawi y si  w bunt Polan w Kijowie. Przeciwko Waregom. Leszek i jego lu-
dzie „przeje

ali” cichcem ko o miejsca zwanego Kijów i zaraz potem Polanie wyrzucali

Waregów z Kijowa. Matki od razu wiedzia y,  e Waregów mo e widzie  tylko ten, kto wierzy,  e
dzieci cy Waregowie istniej  i zostaj  przerzucani przez wa y, waleni broni  (te  wyobra on ),
przeklinani... Natomiast nikt nie wiedzia ,  e owi „Waregowie” nie mieli prawa pozbiera  si  do
kupy i powróci do Kijowa w wi kszej sile, opanowa  Kijów... Ci wyobra eni Waregowie zostali
ty-

background image

- 73 -

lekro  razy w ró ny sposób zniszczeni,  e odrodzi  si  nie mogli. Kto by si , zreszt , w kl ski
bawi ...  A po drugie – mamy w por  na obiad wzywa y, a potem jecha o si  na osobnych
wozach...Kl sk nie zd

o si  rozpami tywa  – z wieczora rodzicielki raz-dwa wieczerz  kaza y

zjada , my  si  w Bohu trzeba by o i do wozow zaganiano, gdzie sen ju  czyha  i jeszcze bogaciej
prze ywa o si  z nim zwyci stwa Polan.
     Zajmuj ca by a zabawa rzece po wi cona, cho  wyobra enie staro ytnych czasów zast powano
bajkowym „dawno, dawno temu”. Wa

 rol  odgrywa y w tej zabawie sule i porohy, z którymi

musieli radzi  sobie kupcy, ci gn cy okr ty w gór  Bohu, a  do morza o nazwie Ba tyk, nad
którym Polska le

a. Nawet matki tych sul i porohów nie widzia y, a i dzieciaki mgliste poj cie o

nich mia y. Dopiero kiedy dotarli do prawdziwych porohów...
     Specjaln  przerw  Arpad zarz dzi , wszyscy patrzyli niemo, bo ryk wezbranej wody i tak zag u-
szy by ka de s owo. Wcze niej, w gór  Bohu patrz c, woda musia a si  rozp dza , mo e tam
zw

o si  koryto rzeki, przed tymi ska kami, wystaj cymi ponad grzywy fal. Tu, przy tych

porohach, patyków, s omek,  dziebe  i odpadków, i innych rzeczy sun cych ku ska om nie
dogoni by najpr dszy rumak. A mi dzy ska kami woda jeszcze przy piesza a i wzmacnia a swój
grzmot. I tak poszczególne strugi nie zd

y pomie ci  si  mi dzy tymi grzebieniami,

rozczesuj cymi, rozgarniaj cymi powierzchni  rzecznej toni na pasma, musia a podnie  swoj
powierzchni , wy ej ska ki przechodzi y w w sze grzebienie - i fale, te  grzebieniaste,  pieni ce
si  z w ciek ego p du,  zatrzymywanego przez ska ki, przewala y si  na drug  stron  tej jakby
zapory. Natychmiast po przej ciu poni ej ska ek woda opada a, jej powierzchnia tworzy a co  w
rodzaju progu, a jeszcze ni ej rozlewa a si  w szerokim korycie i udawa a,  e ona zawsze i
wsz dzie p yn a wolno, majestatycznie...
      Pó  dnia Boh radowa  si  z tego,  e tylu ludzi dojrza ych i tyle dzieci tek go podziwia, a mo e –
równie  – l k przed nim czuje. Potem  Gadatliwy uzupe nia  swoje poprzednie gaw dy o Bohu.
      - Nazwa bierze si  z przetworzenia pierwotnego imienia – niegdy  kupcy nazwali rzek  – Hypa-
nis. Nasi ludzie s dzili, ze to imi  bóstwa kupców i przeinaczyli nazw  na Boh. Dalej na pó nocy
jest druga rzeka – Bug si  zwie. Bug p ynie do Morza Polskiego, które te  imi  Ba tyk nosi.
    - Ciekawe czy kto próbowa  mi dzy tymi grz dami przep ywa ... - powiedzia  Arpad, a jego o-
czy zdawa y si  my l o ch ci spróbowania og asza .
      - W dó  rzeki – powiedzia  Gadatliwy – to jeno dla lubo ci mocnych prze

... Niejeden zgin

przy takich próbach, ale wielu przep yn o. A pod pr d, to owi kupcy okr ty swoje ci gn li. Oni a
nad Ba tyk tym drugim Bugiem docierali.
     - Pod taki rw cy pr d? To niemo ebne!- powiedzia a Gizella.
     - Ten drugi Bug nie mo e si  – przecie –  czy  z Bohem... - Arpad kr ci  g ow  z niedowie-
rzaniem.
     

- Kupcy mocowali na brzegu wysi gniki z ko ami podsi biernymi – powiedzia  Gadatliwy. -

Okr t, stoj cy na spokojnej g adzi mocowa o si  linami do wa ów owych kó  z  opatkami.Potem ko-

o opuszcza o si  w wod , pr d kr ci  ko em, naciskaj c na  opatki, lina nawija a si  na wa  i okr t

sun  przy brzegu pod pr d. Liny tak d ugie by y,  e a  na spokojniejsz  wod  okr t wyci ga y. A
kiedy Boh si  ko czy  – wyci gano  okr t na l d, gdzie wa ki na pod

u by y pouk adane. Po tych

wa kach dno okr tu przesuwano. Wa ek z ty u, który ju  okr t przejecha , przenoszono do przodu. I
tak a  do Bugu okr cisko dotaczano...
      Niby wszystko jasne by o, wszelako dzieciaki pok óci y si  o znaczenia s ów – sule i porohy.
Wiele  by o  pomys ów.   e  sule,  to  te  cz ci  ska ,  wystaj ce  nad  wod .   e  to  te  strugi,  te  pasma
wody mi dzy ska kami.  e to te przestrzenie przy brzegu, po których kupcy okr ty przeci gali.  e
to owe ko a z  opatkami... A porohy – to owe grzebienie skalne. Albo, w

nie, te fale mi dzy

grzebienia-mi. Albo ten próg z wody po przej ciu ska ek...
     

W takich przypadkach dzieci udaj  si  do tych, którzy powinni wszystko wiedzie . Jednak

ojców  nie  by o...  Tedy  do  mam...  Mamy  kaza y  czeka   na  tat .  Albo  –  niech e  dzieciaki
przewodnika zapytaj !  Gadatliwy, us yszawszy pytania, wzruszy   ramionami i powiedzia

:

      - Ja nietutejszy...
     Doro li s uchali z zaciekawieniem opowie ci Gadatliwego o Ruryku, Olegu, Igorze i Oldze. –

background image

- 74 -

Ruryk tak si  wzburzy  buntem Polan w Kijowie,  e zaniemóg , mimo st umienia buntu, i o  mierci
pocz  przemy liwa .Przedtem roi  o przekazaniu w adzy nad Rusi  swojemu synkowi – Igorowi.
Lecz Igor bardzo ma oletni jeszcze by , a  mier  mog a na jego dojrza

 nie poczeka ... Tedy

Ruryk wezwa  do 

a bole ci   wiadków wa nych i swojego nibysiostrze ca – Olega. Starsza

siostra Ruryka wysz a za m  za wdowca, który mia  syna – owego Olega w

nie. St d

pokrewie stwo  adno nie powstawa o - Ruryk  nie mia  w 

ach  ani krzyny krwi do krwi Olega

podobnej – oni po ca kiem innych  rodzicielach  byli. Oleg by  pokurcz, w niemowl ctwie jego
matka  le go chwycila za nó ki i jedn  z biodra wyrwa a. Mo e z tej przyczyny ojciec Olega zosta
wdowcem... Otó  Ruryk chcia , by Oleg zosta  piastunem Igora. A jak Igor doro nie,  eby mu Oleg
odda  w adz . Za  zap at  dla Olega mia o by  ma

stwo Igora z córci  Olega – Olg . Wiadomo,

e dopiero wtedy, gdy oboje dojrzej . Dopóki za  nie dojrzej  – niechby Oleg w ada  i Ru  siln

czy ni . Wybór dla Waregów by  niez y, tedy  wiadkowie umow  pochwalili, zaprzysi ono j  w
ró ny sposób i Oleg jest nynie ksi ciem Rusi, lecz takim jakby czasowym. On do Druzny jest
podobny w wielu rzeczach... Druzno tu swoich ludzi ma... I ja... Aha, Oleg ma przydomek –
Wieszcz na niego mówi . Ja od jutra chc  do waszego taboru mleko dostarcza , bo dzieciska...
Znaczy – baby ze wsi po drodze mijanych b

 donosi . I  wie e jad o. Chcecie, cne niewiasty?

Aha, musim zachowy-wa  ostro no , bo Oleg Wieszcz... No, on podporzadkowa  ju  Drewlan i
Uliczów. Tylko patrze  jak za Tywerców  si  jmie... eby nikto poza ochron  z wojów nie
wychodzi !  Nawet Po owcy, znaczy – Kumanowie przed Olegiem dr .
     -  eby cie czasem nie wykrakali – powiedzia a Gizella i rozejrza a si  czujnie woko o.
    

Poili w

nie konie, dzieciaki brzechta y si  w przybrze nej p yci nie, wozy sta y 

cuchem

przy brzegu i ka dy mia  do rzeki blisko, dolina Bohu tu si  troche rozszerza a, lasek by  oddalony
od brzegu o dobre stajanie, kiedy z tego lasku wyszli uzbrojeni piechurzy, a za nimi pokazali si
konni – te  z w óczniami i mieczami, w szyszakach i zbrojach  uskowych. Na oko z pó  tysi ca.
     Arpad  drewnianym g osem wyda  komendy. Woje w gierscy stan li murem przed wozami. Nie-
wiasty i dzieci – jakby po uderzeniu pioruna o krok od nich – oczy porozwierane na o cie , usta ni-
by ryby porozdziawiane, nieruchome wszystko i ci ko oddychaj ce.
       - W razie czego – w rzek  buchn  – powiedzia  przewodnik. Dzieci trzyma  za w osy i co par
chwil ponad wod  dzióbki im wystawia . Tu w sko! Poradzicie, jeno ducha nie traci ! Nogami
niby  aby pracowa ! Cz ek nie tonie, je eli pami ta o oddychaniu. Woda was wyprze na wierzch,
je li jej nie b dziecie przeszkadza . Czuj duch!
      To powiedziawszy, Gadatliwy chwyci  Tamar  i Libusz  za warkoczyki, mysie ogonki przypo-
minaj ce i trzyma  mocno. Tak mocno,  e si  nie wiedzia o czy wytrzeszcz ocz t dziewczynek ze
strachu jest, czy od tego trzymania za w oski...Po chwili dla niego samego wszystko sta o si  jasne -
szeregi tych pod laskiem rozwar y si  i na przedzie pokaz  si  kulawy cz ek, trzymaj cy konia za
uzd .
      - To Oleg Wieszcz – szepn  Gadatliwy. - A powiada

, Druzno, ze on od ciebie silniejszy nie

jest...
      

Nagle w lasku, za plecami tych wojów i kulawego zakot owa o si , jakby i tam jaki piorun

trafi . Krzyki, j ki, bez ad tych przed laskiem. Kulawy co  wrzasn  i dosiad  z trudem konia.
Ruszy  w bok, truchtem zaledwie, za nim pó biegiem piesi nad ali, je

cy os onili piechurów po

bokach. Kulawy ku Bohowi skr ci , z lasku wypad  Leszek z nagim mieczem w r ku, ko o niego
jaki  obcy woj, Leszek gna  p dem za uciekaj cymi, z lasku wy oni a si  wielka chmara jezdnych i
pogna a  ladem Leszka i tego drugiego, co za nim p dzi . Oleg Wieszcz buchn  w wod , reszta za
nim. Leszek wyra nie zwalnia  bieg swojego konia.
      - Mo e  lem zrobi  o tym buchnieciu w wod  mówi c – powiedzia  Gadatliwy – mo e by go
do-stali... Dzi kuj , Druzno.
         - Nie  mogli  go  na  tamtym  brzegu  z owi ?  -  Gizela  mia a  twarz  rozognin ,  chyba  by a  w  niej

ka  owiecka...

      - To jest Oleg Wieszcz – powiedzia  Gadatliwy – kto wie czy na tamtym brzegu nie ma zasdzki
na ksi cia Leszka... Zwa cie, pani,  e on si  nie bardzo w ucieczce  pieszy . Ten czart ma wszystko
wyliczone... Przy nim ka dy musi si  strzec zapalczywo ci.

background image

- 75 -

   

- Wygl da  nie bardzo gro nie – powiedzia a Gizella – chudy niewysoki, spod he mu rzadkie

osiny kosmykami wy azi y... Te w osiny... No, jakby wylenia y szczur.

     - Szczury s  bardzo m dre – powiedzia  Gadatliwy.
     

- Ju   mo ecie  moje córki uwolni  od tego waszego u cisku. Podwójny chwyt  za w osy...

Dzi ku-j  wam za ch  pomocy.
      

Wyj cie z obie y bez  adnej szkody,  a jeszcze  z widokiem  na -  nieudan  –  mo liwo

dopadni -cia Olega Wieszcza wymaga o uczczenia. Wprawdzie nikt nad Bohem tak nie pomy la ,
lecz Gadat-liwy wnet ujrza  wianuszek niewiast, stanowi cych ozdob  kr gu m czyzn – ta ozdoba,
w liczbie mnogiej, wisia a u szyi m czyzn i by a mocno do zdobionych przylgnieta. A potem by a
noc pogodzenia...

background image

- 76 -

Rozdzia  XIII

W komyszy

     W owym czasie komysza oznacza a bezpieczne ukrycie. Na przyk ad w sitowiu nadrzecznym, na
przyk ad w odosobnieniu od innych stworze . Chodzi o o takie ukrycie, w którym jest si  niedos-
trzegalnym, nies yszalnym i niewyczuwalnym, w którym czuje si  ca kowicie bezpiecznym, w któ-
rym jest cicho, zacisznie, wi c mo na robi  cokolwiek bez obaw o przeszkody ze strony innych is-
tot.
     Takiej komyszy chcia a Gundra Lindis, bo ona nie odczuwa a  adnej przyjemno ci z obcowania
z ksi ciem Siemowitem, je eli obawia a si  podgl dania, pods uchiwania, lub nawet wyw chania.
Siemowit nie bardzo wierzy  w obawy  ony, lecz komysz  kaza  uczyni . Do wyciszonej we

 w

cianach komnatki wiod y dwa w skie przej cia – korytarzyki - z komnaty Gundry jedno i z kom-

naty Siemowita drugie. Ksi

 przekona  si  – co potrafi m oda niewiasta, kiedy znajduje si  w

komyszy i by  bardzo zadowolony. Co tam zadowolony – on by  zachwycony!
     Trudno  nasta a po miodowych latach... W komyszy Gundra Lindis nadal by a wulkanowi po-
dobna, ochotna do wszystkiego, zmys owa, pi kna, wspania a. Rzecz w tym,  e Gundra Lindis
rzadko do komyszy chcia a wej , a drzwiczki do korytarzyków mia y haczyki od strony komnat
ma onków...     Ksi

 par  razy sta  „u drzwi twoich”, potem Druzno przys

 mu na

nic , Gun-

dra Lindis poprosi a o wybaczenie i wyja ni a,  e m  ma dla niej zapach nie bardzo... Co ,
zdarzaj  si  osoby uwra liwione na zapachy –  le si  czuj  w obecno ci osoby lub rzeczy pachn cej
dla innych oboj tnie, albo nawet kusz co, a dla uwra liwionej ów zapach jest wr cz szkodliwy.
     Co  si  ksi ciu w tym wszystkim nie zgadza o... Przez t  nieufno  – mówiono,  e dla Piastów
przyrodzon  – Gundra Lindis sta a si  niewiast

ledzon  na ka dym kroku. Ksi

 wkrótce si

dowiedzia ,  e jego m oda  ona potrafi i dwa wulkany zmys owo ci przewy szy  i to wcale nie w
komyszy... Potem ksi ciu doniesiono,  e dwóch albo trzech Normanów w ci gu dnia i jeszcze jeden
w nocy, w byle jakich miejscach, a zawdy wulkanicznie...  Pod znakiem zapytania stan o ojcostwo
ksi cia Svena...
      Ksi

 przesta  si

on  przejmowa , lecz nast pca jego na tronie ksi

cym... Druzno mówi  o

powrocie Leszka, lecz jak za atwi  znikni cie Gundry Lindis i Svena? Wstyd na ca y  wiat,  e
wzi  sobie m ódk , a ona go wystrychn a na dudka. Nawet na posiedzeniu swoich doradców
spraw  postawi . Oczywi cie tylko z dodatkiem poprzedzaj cego s owa – gdyby. Gdyby ksi
zechcia  odes

 ojcu swoj

on  z jej dzieckiem, to  jak to mo na zrobi , aby wszyscy uznali

spraw  za zro-zumia  a wstydu nikomu nie przynosz

? Spraw  – oczywi cie bez

poprzedzaj cego s owa – roz-trz sano wnet na korytarzu Domu Piasta z przybudówkami.
      I wtedy Gundra Lindis zapyta a m a publicznie czy on chce si  jej i Svena z Polski pozby , a
zaskoczony ksi

 przyzna ,  e si  nad tym zastanawia.

      Wieczorem Gundra Lindis zapuka a do drzwiczek, zamykaj cych wej cie do komyszy w sypial-
ni Siemowita. Zosta a wpuszczona. Mia a na sobie niewiele szatek, ale za to umiej tnie dobranych,
jedwabnych, kusz cych. Na szyi naszyjnik od m a – z oty 

cuszek z rz dem zielonych kamieni

na przedzie. Diademik od m a  te  z oty, tyle  e z rubinami, podtrzymywa adne, dobrze uczesane

osy. Z ota bransoletka na przegubie z kilkoma kamieniami 

tymi. W uszach d ugie kolczyki z

kamieniami b kitnymi. Nie bardzo to wszystko trafnie dobrane, lecz wszystko od m a i wszystko
wabi ce odblaskami  wiat a, zwracaj ce uwag  na to,  e – oto ja tu przysz am do naszej komyszy,
dla ciebie si  wystroi am, ciebie w komyszy nie by o, to ja do sypialni...
      - Przysz am si  upewni  – powiedzia a g osem zmienionym jakby przez nami tno  – czy ty ju
nic do mnie nie czujesz, bo ja bym by a gotowa powróci  do swojego najlepszego samca i tylko
jemu s

 bym chcia a...

      S

a wulkanicznie. Odwo ania zamiarów ksi cia nie uzyska a. Rozszlocha a si . Poprosi a o

wod  do picia. Wzi a j  do r ki, prawie do ust przytkn a i powiedzia a,  e ta woda jest zatruta.
Odstawi a kubek bardzo mocno i powiedzia a;
     - Sam sobie j  wypij, ty trucicielu!
     

Nieopatrznie  wypi .  Wybieg a  do  korytarzyka,  wpad a  do  swojej  sypialni,  gdzie  czeka

nadzoraca nad jej stra nikami norma skimi. Kaza a nasun  na drzwiczki szaf .

background image

- 77 -

     

Nazajutrz ksi

 mia  obrzmia e gard o  i prawie  nie móg  oddycha . Druzno przeci  krta

ksi cia i w

 w przeci cie rurk  do oddychania. Niestaty – nie samym oddechem cz owiek  yje –

ksi

 mia  zniszczony prze yk, mówi  nie móg , r ce mu odmawia y pos usze stwa... Lada dzie ...

Nie by o nadziei – trucizna by a za silna i przez d ugi czas nocy dzia

a.

     

Druzno znalaz  korytarzyki i komysz . W korytarzyku, przed drzwiami do sypialni ksi

nej

znalaz  kolczyk z b kitnym kamieniem...
      Ksi na spostrzeg a brak kolczyka. Kaza a odsun  szaf , przeszuka a korytarzyki, komysz  i
sypialni  ksi cia. Po powrocie do swojej sypialni p aka a naprawd , dr

a i by a blada jak  mier .

Kto  wiedzia ... Kto? Kiedy zechce wykorzysta ? Czy starczy mu zap ata wulkanów nami tno ci?
Czy da si  oszuka ?...
    

Odt d zawsze nosi a bransolet  i trucizn  pod   ni  w

on . Jeden ruch r ki... Jedno po-

trz ni cie. Musi si  uda !
        Uspokoi a si  po dwóch miesi cach, bo nikt z b kitnokamiennym kolczykiem nie przyszed .

background image

- 78 -

Rozdzia  XIV

     Struna dosta a od ojca co  w rodzaju skierowania. Nie by o nakazu bezpo redniego -  tylko j
po-prosi  by  o towarzyszenie na Pomorze, bo on tam musi za atwi  spraw  zwiadu wikingów. Ten
zwiad  jest bardzo gro ny, trzeba zapobiec dostarczeniu przez niego wiadomo ci o polskim
wybrze u, mus jest  zapobiec dalszym najazdom wikingów na Pomorze.
     Pojecha a. Wiecka zauwa

a po ród innych  Kaszubów, bo by  od wszystkich ro lejszy. Potem

co  ni  kierowa o w taki sam sposób w jaki ona powodowa a Wieckiem. A potem si  zakocha a.
Musia a? By o skierowanie ojca i do tego mi owania? A niech e kto  b dzie taki m dry i powie,  e
wie to na pewno. By a z Wieckiem szcz liwa – czy i to mia oby by  zale ne od woli ojcowej? Chy
ba by oby przesad  tak s dzi ... Wieck te  by  szcz liwy i to nie tylko dlatego,  e by  z ni  –
uk ada o mu si  tak e z Odrzyw em, sz a mu dobrze budowa i rozbudowa osady...
           

Gdyby  ojciec  o  tym  postanawia ...Ile  to  by  trwa o?No  -  tyle,  a   tyle,ile  tato  by  da     -     nie

trwa o...
     Nierzadko szcz cie trwa zbyt krótko – prawie z wichrem mknie. Wieck, jako osada otaczaj ca
chat  Struny i Kaszuba Wiecka mia a kiedy  przy sobie rzek

eb . Wodopój by  o krok, wod  si

do wszystkiego czerpa o, mycie w ciep ym czasie, pranie... A   tu rzeka, ojca Struny i innych ludzi
maj c za nic, oddali a si  od osady na zachód o par

adnych staja . Dwana cie checzy z drew-

nianych belek, drewnianych  erdzi, a w wi kszo ci z gliny pomieszanej z trzcinow  sieczk  u-
traci o niezast piony  rodek ga niczy na wypadek po aru. A wysuszone strzechy z trzciny nie s
materia em  trudnopalnym...
      

Przy doradczym uczestnictwie Struny Wieck odszuka  ró

 miejsca, w których najp yciej

by- a woda i wykopano studnie. To nie za atwia o jeszcze jednej sprawy – gdyby ponownie
pojawili si  wikingowie,  to ucieczka na drugi brzeg  eby nie mog aby by  wystarczaj co wczesna
– zanim si  do rzeki dotrze, dobytek trzeba przecie zabra ... Jedenastu s siadów jednomy lnie
zacz o narzekanie,  e Wieck wybra  na osad  nieodpowiednie miejsce.
      

Kiedy  Wieck  zosta   ju   dostatecznie  pogn biony  z ymi  spojrzeniami  i  brakiem  yczliwej

uprzej-mo ci, przys ano do jego checzy przedstawiciela „wszystkich” mieszka ców Wiecka, a ten
przedstawiciel poprosi  o rzecz nie atw  do odrzucenia – o to poprosi , by Wieck mia  na wzgl dzie
bezpiecze stwo swojej Struny, córeczki – Winety - i swoje w asne.
     - Bo to wiesz, Wieck – powiedzia  przedstawiciel – jak si  mi dzy nie yczliwymi mieszka, to
wiele przykrych rzeczy mo e si  zdarzy . Dajmy na to – po ar wybuchnie – ty zechcesz ugasi , s -
siedzi przybiegn  pomaga  i – niechc co – zatrzasn  drzwi twojej checzy, kiedy ty z rodzin

dziesz w  rodku... W dobrym zamiarze to zrobi  – ogie  powietrza potrzebuje – jak pozamykasz

wszystkie otwory, to we wn trzu przyga nie. Lecz dym we wn trzu... Jak nie od ognia, to od dymu
niebezpiecznie... A my wszyscy mamy na oku takiego Kaszuba, co by nam na twoje miejsce paso-
wa ... To jak? Kiedy wyje

asz?

     W tym pytaniu na pewno nie by o spr

yny Druzny. Ale... Tego  wieczoru przyby  Odrzyw .

Wys uchawszy sprawozdania Struny i Wiecka z wydarze  ostatniego czasu, najpierw si  zdziwi ,  e
kto  mo e samemu sobie takie gro by suli .
     - Jak to? - nie zrozumia  Wieck.
     - Odrzyw  wie – wyja ni a Struna –  e jak wszyscy, to i my.My tak e mieszkamy w Wiecku.To
rodzi podejrzenie, i  mo e jeno jeden taki by , który chce si  nas st d pozby . Jakiemu  pociotkowi
lub druhowi swojemu nasz  checz  i nasze pole odda ... G upi to cz ek, który nawet  ga  nie
potrafi.
Móg  ze ga , i  wi kszo  nas tu nie chce, a rzek  – wszyscy...
     - To tylko tak na boku -powiedzia  Odrzyw , bo ja po was przyjecha em.
     Wtedy w

nie Struna pomy la a o spr ynie ojca – on musia  przeczuwa ...

     - Kiedym wyje

 po was – powiedzia  Odrzyw

 – ksi

 Siemowit dogorywa , struty przez

Gundr  Lindis. Mo e ju  go nie masz po ród  ywych... Zanim przesta  s ysze  i rozumie , zgodzi
si  nada  wam w

 – jego wici s  wa ne, dopóki og oszenia nie b dzie o  uniewa nieniu zapisów

od dnia  mierci ksi cia. Zreszt  – ta wi  jest sprzed  mierci ksi cia,
     - I co dalej? - spyta  Wieck

background image

                                                                    - 79 -
 - Wdowa martwi  si  b dzie o los syna. Szykuj  zarz dzenia o nast pstwie Svena w drodze dzie- –
dziedziczenia. Im si  wydaje,  e Polska jest w asno ci  naszego w adcy. A my tego jeich
zarz dzenia nie uznamy.
     - Kto – my? - zapyta  Wieck.
     - Oni uwa aj  wici za niewa ne kawa ki ga zi. Oni przez pos

ców zarz dzenia chc  rozpow-

szechnia . Uzna by , Wieck, wa no  rozporz dzenia, gdyby ci ktokolwiek nieznajomy je ustnie
przekaza  i by by to nakaz oddania twojej checzy i twojego pola Svenowi - synowi Gundry – bo
Polska jest jego w asno ci  i on twoje mienie chce da  w u ytkowanie komu innemu?
     - Nigdy w  yciu! - zapewni  z ca  moc  Wieck. - W niczym bym nieznajomemu nie wierzy , a
ju  jak chodzi o przyw aszczenie mojego mienia przez Svena albo innego dudka, to niedoczekanie
jego. Ja za  to nasze tutaj... No, odbior  sobie nale no !
     - Druzno powiada ,  e dostajecie w

 na w asno  – cz

 ziemi ogólnej dostajecie i ona jest

tak e wynagrodzeniem za wasze mienie w Wiecku. Poniechaj pomsty, bo  zap at  daj .  Ty, Wieck,
nale ysz do nas. Jak mówi  – my – to i ciebie mam na my li. A my rozumem si  kierujem a nie
pomst . A ten Wojno – ten tutejszy „wszyscy” -  nam si  przys

.

     - Jako? - znowu nie pojmowa  Wieck.
     - To okr ne i niepewne t umaczenie – powiedzia  Odrzyw  – ale...- Tacy zadufani w sobie lu-
dzie czasem ciekawi  si  skutkami swoich przecherstw.  Sprawdzi i dowie si ,  

 na odej ciu st d

i na do czeniu do Polaków skorzysta , narzeka  zacznie na brak szcz cia, bo to on uznaje si  za
zas uguj cego na w

, rozpowie naoko o, a inni pomy

,  e z Polakami warto trzyma , za

Wojno nic nie wart. Teraz na Wroc aw si  kierujcie. Na drog  wam przywioz em garnek
poceltyckich sesterców. Ludziska  radzi za to sprzedaj  swoje wytwory, tedy st d niczego nie bierz-
cie. Ja musz  zd

 do Biadolin... We Wroc awiu do twojego brata – Struna. Do Dzier ykraja – on

was skieruje dalej. Szcz liwej drogi.

*  *  *

     Zbli ali si  do grodu Bytów, kiedy obok ich wozu wyrós  jak spod ziemi ko , nios cy Druzn
.Mo e akurat patrzyli w drug  stron , mo e oczy mieli w dó  spuszczone i nie zauwa yli zbli ania
si  Druzny... Jednak – byli o tym przekonani – przed chwil  obzierali si  na go ciniec i tam nikogo
nie by o! Spojrzeli po sobie, obojgu pokra nia y lica, twarze zrobi y im si  radosne, u miech ciep y
mieli wokó  ust...
     - Tatku – powiedzia a Struna g osem pe nym zadowolenie – w

nie o was my la am.

     - I ja – przyzna  Wieck.
     - Tak sobie podró uj  – powiedzia  Druzno – i akurat na was si  natkn em. Skoro tak, to ju  po-
jedziem razem... Takem sobie o rozumowym poznaniu rzeczywisto ci my la  i o religii. O
ró nicach mi dzy jednym a drugim i o podobie stwach... Ale  przerw  owe rozmy lania, bo mnie
krew zalewa – lepiej z wami pomilcze  ni li gada  z samym sob ...
     - Zawdy mieli cie niedostatek m drych s uchaczy – powiedzia a Struna. - Mo e nam o wyniku
rozmy la  zechcecie rzec? Pewno nie pojmiemy, lecz skoro do siebie samego nie chcecie...
      - Pocz tek drogi jest taki sam – powiedzia  Druzno. Bezbo nicy a m drcy powiadaj  – wiecznie
by a Materia. Religia powiada – zawdy by  Bóg i wieczny on jest. Jednej natury gadanina – nikto
nie pojmie wieczno ci - j  si  jeno na czucie pojmuje. Podobna ona jest do niesko czono ci.
Wiemy, e liczb jest niesko czenie wiele – cho by  nie wiem jak wielk  liczb  powiedzia , to
zawdy jest jeszcze wi ksza.
     - No tak – powiedzia  Wieck – lecz có  w tym niejasnego?
     - Podobnie jest z liczbami parzystymi i nieparzystymi – powiedzia  Druzno.
     - Prawda  - przyzna  Wieck – po owa liczb jest parzysta, a tyle samo jest liczb nieparzystych.
     - I ani jedne, ani drugie – te  ko ca nie maj  – powiedzia  Druzno.
     - Zgadza si  – potwierdzi  Wieck.
     - Co , co nie ma ko ca – jest niesko czenie wielkie – prawda?
     - Prawda – przyzna  Wieck.
    - Wszystkich liczb – parzystych i nieparzystych jest niesko czenie wiele. Liczb parzystych jest
tyle samo. Czy by wszystkich liczb by o tyle samo, co liczb parzystych? Po owa jest równa
ca

ci? Tego nasz rozum nie pojmie. I podobnie jest z wieczno ci .

background image

- 80 -

     - Rzeczywi cie – powiedzia  Wieck – nie zastanawia em si  nad tym. Ale to dopiero pocz tek
poznania rozumem i wiar ...
      - Taki sam pocz tek! I to, i to przyjmujem na wiar  – Materia lubo Bóg – samo si  przetworzy o
albo stworzy

wiat Bóg – na wiar  oba stanowiska przyj te, a oba niby przeciwstawne. Chyba,

eby bogu  nada  imi  Materia albo Natura... - Druzno patrzy  gdzie  przed siebie,  zdawa  si  nie

zwraca  uwagi na otoczenie.
      - Nie wiem czy tak wolno mi docieka  – Wieck powiedzia  to z wahaniem.
     -  Takie dociekanie nie zaprzecza istnieniu Boga – powiedzia  Druzno. Dalszy ci g – tak e nie –
chocia  bardzo go nie lubi  kap ani chrze cijan, muzu manów i innych religii. Oni powiadaj  –
nasze pismo jest  wiete – to objawione s owo Boga. Czytamy,  e Bóg  przemówi  z nieba: - To jest
syn  mój! Czytamy,  e nikto tego g osu nie s ysza  oprócz syna. A sk d o tym wiedzia  pisarz?
Uczeni duchowni powiadaj , i  Bóg pisarzowi kaza  tak napisa ... A sk d o tym wiedzieli uczeni
duchowni? No, oni to wyrozumowali bezpodstawnie – skoro pisarz tak napisa , a nie widzia  i nie

ysza , to znaczy,  e Bóg natchn  pisarza. Tedy pismo  wi te jest objawionym s owem bo ym...

Religia  zacz a si  opiera  na wierze w s owa ludzi, którzy zapewniaj , i  wiedz  co Bóg powie-
dzia  do syna. Zamiast wierzy  w Boga – wierzymy w s owa ludzi... Wierzymy,  e Bóg niektórych
ludzi natchn ... A je li czart podszyje si   pod takiego „wiedz cego”?... To tak samo jak z
dowodzeniem,  e jest noc, bo jest ciemno. A jak si  jest w jaskini?...
     - Nie da si  zaprzeczy ,  e macie s uszno  – powiedzia  Wieck – wszelako nasza religia taka
nie jest? My jeno wierzymy,  e On jest,  e stworzy  ludzi i da  im woln  wol ,  nagrodzi lub ukarze
za dobre lub z e korzystanie z wolnej woli...
      - Nie wiemy jaka mog aby by  nasza religia po wielu wiekach – powiedzia  Druzno. - Jam si
zastanawia  -jak zrobi , by po wiekach i o naszej religii nie mówiono w podobny sposób. Na razie
nasi kap ani jeno na zawo anie s  – pomagaj , lecz , obrz dy czyni , pouczaj  lub ucz  - wszystko
robi  jeno na  yczenie i za to datki, obiat ,  ertw  bior , po dobrawoli dawane... Na 

sku ju

kap ani ze  wi ty  wyszli... Dopóki chramy i kontyny b

 jeno mieszkaniami kap anów – b dzie

dobrze. Jak zaczn  nazywa

wi tynie domami Boga, to ju  b dzie  le, bo Bóg mieszka wsz dzie i

we wszystkim... On  wi ty  na mieszkanie nie potrzebuje.  On tako  s ug dla siebie nie potrzebuje
– kap ani maj  s

 swoim wiernym wspó braciom... S

ba Bogu z wolnej woli ma wynika ...

Za to mo e by  od Boga nagroda... S

ba nie wprost, lecz przez przestrzeganie nakazów  i

zakazów – przykaza  Boga.   Prosty wierny, który tych przykaza  nie pojmuje – mo e poprosi
kap ana o wyja nienie kap

skiego sposobu rozumienia. Rozgada em si  o tym, bo tam, gdzie

jedziecie nie brakuje nawracaczy na chrze cija stwo, chocia  w Polsce ksi

 nawraca  zakaza ...

Ale ksi

...

          - S yszelim,  tatku  –  powiedziala  Struna. -  A  gdzie  my  mamy  jecha ?  Odrzyw   nam  kaza   do
Dzier ykraja...
     

- Nie zawadzi – powiedzia  Druzno. Droga przez Milicz b dzie wiod a... Tam grododzier cy

dacie wici – Druzno wyci gn  ku Wieckowi p k wierzbowych ga zek, opasany link , przez
glinian  piecz  przewleczon . - Potem drog  na Wroc aw. Po drodze Ligota b dzie – drugi p k wi-
ci przeszed  z r ki Druzny do r ki Wiecka. - Te drugie wici oddacie w odarzowi. On wam wska e
wasz  w

. Teraz o waszej córci... Za lat osiemna cie Wineta na ostrów Wolin pójdzie i w tym jej

nie przeszkadzajcie.  Wnet wam si  zdarzy trzech ch opców i potem trójka dziewcz t. Szcz cie

dzie niezmiennie przy was.

      Wieck odwróci  g ow  w stron  wn trza wozu – wici chowa  – a kiedy znowu spojrza  na drog
– chcia  Druznie podzi kowa ...
     Druzny na drodze nie by o! Struna siedzia a nieruchomo, wzrok mia a skierowany przed siebie...
Wieck zatrzyma  wo y, zsiad  z wozu i obszed  go naoko o. Kiedy przechodzi  ko o wo ów, te
mukn y  jakby porozumiewawczo. Uwi zany z ty u wozu ko  zar

 cichutko. Te

porozumiewawczo?... Us ysza  g os Struny.
     - Nie szukaj – powiedzia a – tata nas na troch  u pi  i odjecha . On tak cz sto... Ja zapami ta am
o wolnej woli i odpowiedzialno ci. Naszym dzieciom to by trzeba by o wpoi  – mo esz robi  wiele,
lecz sam ponosisz skutki swoich z ych i dobrych poczyna . Pomnisz o trojaczkach? Co by  rzek  na
imiona Bo ymir, Bogurad i Bogus aw? Mirek, Bogu  i Radek... Podobaj  ci si ?

background image

- 81 -

      Mykn  basem, prawie jakby wo em by . Czu  si  nieswojo, dziwnie. Jednak Struna  nic sobie
nie robi a z tego nag ego pojawienia si  i znikni cia ojca... Chyba wypada wierzy  w asnej  onie,
je eli powiada, i  to nie  adne czary?... Co  jakby niedawno o wierzeniu ludziom s ysza ... Czy to
mu si  tylko  ni o?...

*  *  *  *  *

      W Miliczu grododzierca te  jako  dziwnie si  zachowywa ...
           

-  S   wici  o  was  –  powiedzia .  -  Wieck  do  stanu  mo nych  zaliczon.  Ksi

  zmar   i  to  b dzie

przez zjazd przedstawicieli mo nych uznane za ostatni  wol  ksi cia, tedy niepodwa alne jest. Jed-
nak e po pieszajcie, bo by  Normanin... Nie znam go, on znaku  adnego nie mia , powiada ,  e
wszystkie wici niewa ne i  eby nie rozsy

... Jam ju  przedtem kaza  wyrzeza  o was i do

odarza posz y... A odwo ywa  na razie nie mog , bo mi wszyscy pisarze zachorzeli... Ja sam no-

sz  si  z my

 o przeczekaniu wszystkiego w puszczy... Ten Normanin powiada ,  e zjazdów odt d

nie b dzie  i tylko rozporz dzeniami z dworu ksi cia Polska ma sta .     Ja w takiej Polsce nie znaj-

 dla siebie miejsca – ona nasza, ona wspólna... Na to wasze Pomorze wyjecha ? Albo na

Mazowsze?... No, nic – po pieszajcie, bo co we miecie – to wasze i waszych  potomków. Chyba  e
wam nowy, norma ski ksi

 odbierze... Ca a Polska ma by  jego w asno ci ...

      Ligota okaza a si  ma  osad , atoli serce w odarza zawiera o zapas  yczliwo ci bardzo wielki.
      - Zanim jeszcze o was wici dosta em – powiedzia  – by  u mnie niejaki Odrzyw . Wici – a jak-

e - okaza , upowa niony by  przez ksi cia do takich... No, mówi  mnie o tym nie lza, lecz ujawni

wolno,  e za wami si  wstawia . S owem – dam wam wybór. Albo sami sobie  reb wyznaczycie,
albo gotowe dobra dostaniecie. Sto  anów gruntów ornych, dwakro  wiecej puszczy, tyle  ugorów
starych, zabudowania, dwudziestu osadników z 

yc – oni s  obyczajem wolnych go ci

osadzeni... Tako powiadam, bom s ysza ,  e nynie nasze prawa uniewa nione by  maj , tedy
obyczaj pozos-taje...
      - A to wyznaczanie  rebu?... Mo e korzystniejsze?... - Wieck nie ufa  zbytniej szczodrobliwo -
ci i tej doskona

ci dóbr – w tym mog o by  co  ukrytego.  Jaka  zasadzka?...

      - Od miejsca na dom jedziesz pó  dnia konno na po udnie i wracasz. Nast pnego dnia tyle  sa-
mo – znowu  pó  dnia – na pó noc i wracasz. W nast pnych dwóch dniach jedziesz i wracasz „do
domu” w pozosta ych dwóch kierunkach – na wschód i na zachód. Ka dego razu paliki wtykasz
swoje na naro nikach – w tych miejscach do których  dotar  na  rebcu. Poj

?

      - Aha – powiedzia  bardzo m drze Wieck, lecz nadal jego podejrzliwo  nie zosta a rozwiana.
      - Jest pewien szkopu  – w odarz przybra  min  niepewn  i podrapa  si  w potylic . - Ten Odrzy-

... On chce,  eby  swoich wolnych go ci jemu oddawa  na wojaczk , kiedy potrzeba przyjdzie...

      - A wtedy ziemia by od ogowa a – zrozumia  Wieck.
      -  M u! - wtr ci a si  Struna – my od wolnych go ci jeno zap at  za u ytkowanie naszej ziemi
bym dostawali. To ich sprawa - sk d oni na zap at

rodki dostan . 

yczany do mo nych nie

przynale , tedy Odrzyw  musi mie  przemy lany dla nich na wojaczce zarobek. Oni na ochotnika
jeno mog  by  do wojaczki u ywani.
      - A obejrze  te dobra z zabudowaniami mo na? -Wieck waha  si  nadal, bo jak wahad o w ruch
wprawisz, to ono jakby nie wiedzia o kiedy zaprzesta  wahania...
      W rzeczywisto ci wybór nale

 do Struny. W

 stanowi a cz

 w odarstwa, by a zagospoda-

rowana, wolni go cie p acili plonami swojej pracy w odarstwu – teraz, tyle samo, b

 p aci

Wieckowi. A nade wszystko – nowe domostwo! Pod dachem z gontu 

ci y si  bale z sosen. W

podwójnych oknach – szyby. Komin z palonej ceg y od samej ziemi. Zabudowania gospodarskie –
o stajanie oddalone, tedy smrodu b dzie mniej ni  gdzie indziej. Rzeczu ka S siecznica o par
kroków – jeno z góreczki zbiec i ju  pluska  si  mo na. A obszerno  i liczba izb... Istne cudo ów
dom, a Wieck nadal nosem kr ci . Tedy go poprosi a, by wybra  t  w

. Jeszcze si  waha .

      - Wiem co  przeszkadza – powiedzia a Struna – nie znasz powodu takiego szcz cia. To ci go
podam, cho  nie mam pewno ci, czy to powód jedyny. O nasz  Winetk  chodzi. Tato czasem
wieszczy, znaczy – jasnowidzenia ma. I on chce zapewni  naszej córce dobre warunki, by przesz-
kód nie by o w spe nieniu jego wieszczby. Co  wa nego nasza córa ma spe ni .
      Wieck nareszcie postanowi . Prawd  mówi c, uleg   pro bie swojej Struny,wi c wprowadzili si

background image

- 82 -

si  do pustego domu  - bez sprz tów, z kilkoma garnkami i paroma narz dziami. Do tego kotlina
jaka  dziwna by a – niby palenisko mia a, lecz dost pu do niego dobrego brakowa o – z góry  ela-
stwem jakowym  zas oni te, jeno z boku otwór niewielki, którym od biedy drewienek niedu ych
pod

ysz do ognia. Przecie w takiej kotlinie z przykryciem  elaznym pali  si  nie mo e – zaraz

ogie  zdechnie z braku powietrza.
     

Lecz  spróbowa  mo na...  Wieck u

 stosik pokrzy owanych trzasek  z  ywicznej sosny,

przygotowa  patyczek do zapalania, skrzesa  ognia, rozdmucha  hubk , zapali  patyczek i  wetkn
go w otwór kotliny. Spodziewa  si , ze patyczek pr dko zga nie,a tu p omyczek na ko cu patyczka
jakby poja nia ... Przytkn  ten p omyczek do trzasek.  Zabuzowa o,  w kominie zahucza o i zaraz
trzeba by o grubszych szczapek pod

, bo trzaski  pr dko si  wypala y. Wnet zaciepli o si  owo

elastwo na kotlinie...

      - Ach, to takie buty – powiedzia  Wieck – kotlina musi mie  otwór do komina. Jeno za pr dko
si  w niej drewno spala. Gdyby ten otwór do komina zmniejszy ...
      Struna zauwa

a nad kotlin  zasuwk , wskaza a j  r

... Wieck popchn , zasuwka wlaz a w

komin i przesta o hucze , pali o si  akuratnie.  Dymu ani  ladu... No, no...
       

Nazajutrz  –  jeszcze  spali,  cho widno  by o,  lecz  po  podró y warto  wypocz   –  w  szyb

zapuka a leciutko jaka  niewiasta. Najpierw przez otwarte okno rozmawiali, potem wpu cili
niewiast  do  rodka, bo to – chyba – znowu jakie  szcz cie od losu, od Boga, lub te  - od ojca
Struny by o...
      Niewiasta przysz a si  dowiedzie , czy ona i jej znajomi z rodzinami nie mogliby u tych pa s-
twa 
miejsca na zamieszkanie i prac znale .
      - Nam si  ju  sprzykrzy o ci

e uciekanie. A nynie jeszcze jedno nieszcz cie dosz o... Ch o-

pami gotowi my by  – na jutrzynie osi

... - powiedzia a i ci ko westchn a. - Jest nas tuzin

rodzin – doda a po chwili.
      Zacz li oboje z Wieckiem wypytywa : – A co? A jak? A dlaczego? Okaza o si ,  e szukaj cy
miejsca do spokojnego  ycia  yli do niedawna pod 

.  Niby na gruntach  wi tynnych, atoli

mieli l ej ni li na jutrzynie. Jeszcze dorabiali, bo pomagali p tnikom – po ywili, wody podali,
drog  wskazali, noclegu u yczyli pami tki wytwarzali i sprzedawali... I za te pos ugi p tnicy sporo
miedziaków zostawiali. Wi cej z tego przychodu by o ni  do  wi tyni obiat i  ertwy dostarczali. A
tu kap ani zacz li sprawdza , zabrania  i  da  wi kszych ofiar. A jeszcze dodatkowo nakazali
uczestniczy  co siedem dni w nabo

stwach. Ch opi dowiadywali si  o mo liwo  znalezienia

ochrony  u  chrze cijan  obrz dku  s owia skiego.  By a  mo liwo .  Ochrzci   si ,  ofiary  dawa   i    co
siedem dni na msz , a w niektórych porach roku – codziennie na nabo

stwo... Tedy ch opi

dobytek na wozy w adowali i  yli jako koczownicy  yj  – na polanie  ródle nej wypasa

ywio ,

na innej polanie nakosi  trawy na siano, czasem kawa  puszczy wypali  i mi dzy karpami troch
za-sia  czy zasadzi ... A ostatnio przydyba a ich czujka Normanów... - Wolni jeste cie – powiadali
– na sta e osi

cie, a za to s ugiwa  wojennie b dziecie. A ch opi do wojen niewzwyczajeni... Ani

broni,  ani zbroi,  ani wierzchowca... Mo na na piechot , lecz w óczni czy toporka nikto za darmo
te  nie da. Pono u tych Normanów, to oni wszystko rabuj  na wyprawach i za to kupuj  u  rzemie l-
ników bro  i zbroje.  A ch opi tutejsi na rabunek ze zgroz  patrz .
      - K opot by by dla nas – powiedzia  Wieck. - Najpierw trzeba by wam wolnizn  da , bo  my nie
mamy niczego, aby wam u yczy . Zanim by cie si  urz dzili, zanim by cie nam mogli jutrzyn
dawa ... Ile to lat musia oby si  czeka ?...
     - Ugorów tu sporo – zauw

a niewiasta. Wszak e my ch opi – mamy narz dzia i zwierz ta. A

tu – rozejrza a si  po pustych k tach – u  pa stwa adnych sprz tów... My sami rzemie lnicy, bo te
pami tki dla p tników... Od jutra mo em p aci  – pan  sam uzna ile warta nasza praca i nasze
wyroby. A parobczaków ci u nas wielu... A i dziewuch niema o... S

ba   by  dla pa stwa...

     - Byle tylko nie s

ba – oburzy a si  Struna. - Co innego pomocnice jakowe ... Chybam w ci -

y... A poród ma by  wieloraki... Co ty na to, Wiecku mój najmilejszy?

     - Ja te  wol  pomocników od s ug – zapewni  Wieck – niech e si  rozejrz  grunta sobie wybior
i buduj  wie ... Niechby jutro jaki ch op tu przyszed , to by my wszystko uzgodnili... Warunek
wst pny jest... Nie nawyklim, by nas pa stwem nazywano... To powiedzcie innym!
     W ten sposób Wieck – na poczekaniu – za

 now  wie  ch opsk . A nied ugo po jej za

eniu

background image

- 83 -

Struna i Wieck dowiedzieli si ,  e mo ni przewa nie zdziercami s  i od swoich poddanych  daj
najpierw wszystkiego, a potem jeszcze troch .
      - Wy jeste cie inni – powiedziala ta sama niewiasta, która nie tak dawno zapuka a w szyb , szu-
kaj c miejsca dla siebie i znajomych – i dlatego my wam... No, ze szczerego serca... Sprz ty dla
was... I pó ki... i garnki gliniane...
      Pop aka a si  bidula. Struna  - okaza o si  – p aka  te  umia a. I tak sobie pochlipa y z tej rado -
ci, e  a  im si  l ej na duszach zrobi o,a Wieck pozna  now  cech

ony – p aka  ze szcz cia mog-

a,  e nowe domostwo b dzie dobrze wyposa one, dziewki lada dzie  si  pojawi , parobczaków nie

zabraknie, i wszystko – to jasne – jako pomocnicy, ale obowi zkowo na sta e.
     Widocznie dla równowagi szal szcz cia i nieszcz cia na wadze losu – niepoowodzenie przy-
sz o  do  w odarza  z  Ligoty.  Przyjecha   si   po egna .  Powiedzia ,   e  woli  w  puszczy  mieszka   ni
by  popychlem nowego w odarza, który pewno ma na imi  Grabie ca.
      - Nie  zna si  na niczym, nikogo o rad  nie pyta, trwoni dobytek  zmiennymi i sprzecznymi na-
kazami -  wyliczy  najwa niejsze „zalety” nowego w odarza – a ja mam by  jego s ug
najwa niejszym i to ma by  dla mnie zaszczyt. Niedoczekanie jeich! On ma by  przedstawicielem
mieszka ców – zwa cie – mieszka ców, tedy i poddanych naszych i stanu  trzeciego na zjazd. Oni
jednak zjazd robi , lecz przedstawicieli wyznaczaj ! Bodaj ich  wierzbem pokara o! Po co komu
taki zjazd?
      Biedny „przedtemw odarz” pojecha  dalej, nie uzyskawszy odpowiedzi na to pytanie o po ytek
dla kogo   z „takiego” zjazdu. Przypuszcza  ka dy powinien i móg ,  e chodzi o pó niejsze
rozg aszanie,  e Gundra Lindis zosta a naznaczona przez przedstawicieli wszystkich mieszka ców
Polski na opiekunk  m odego, nowego ksi cia Svena, którego si  pó niej albo od razu w adc  i
panem wszystkich  i  w

cicielem Polski „obierze”. Nie warto by o o tym biednemu cz ekowi

mówi , on to sam wiedzia  i przebole  tej wiedzy nie móg , gdyby jeszcze mu s owa potwierdzaj ce
jego wiedz  do

 do ogromu nieszcz cia, to móg by  ywota si  zby  z  nadmiaru napi cia czy

nat

enia. Mo e  gdzie  na osobno ci odpr

y si , odpocznie, z y czas odejdzie i  po ytek jeszcze z

cz eka b dzie. Umrze  ka dy zd

y...

      O ma o co umar by dostatek sulony przez szcz cie mieszka com w

ci. Pojawi a si  ch sa wi-

kingów-nie/wikingów, zbójów-nie/zbójów, mo e pomocników samej Gundry... Za dali wynie-
sienia si  na cztery strony  wiata, bo teraz oni b

 we w

ci panami i gospodarzami. Akurat

powiadamiali o tym Wiecka, Struna trzyma a m

a pod rami  i przytula a si  do jego boku, kiedy

ze wszystkich stron pokazali si  osadnicy 

yccy, znaczy – wolni go cie z w

ci, oraz wszyscy

ch opi z w

ci. Pojawili si  uzbrojeni wystarczaj co, by wzbudzi  w Normanach zastanowienie co

do op acalno ci dalszego 

dania ust pienia tutejszych z w

ci, bo nowa w adza wsz dzie musi

mie  swoich ludzi... Normanowie nawet odej  chcieli, lecz jako ... Potem Wieck poprosi , by ich
zw oki gdzie  w lesie zakopa , a bro , zbroje, okr

e tarcze pochowa , bo mo e jeszcze kto

spróbuje wzbogaci  si  bez pracy.
     Kiedy ch opskie obej cia ko czono stroi , przyjecha y do w

ci czteroko owe wozy. Z nich do

ch opskich chat d ugo wynoszono kolczugi kolan si gaj ce, w ócznie d uga ne z grabiny, ostrymi
grotami zako czone, toporki nie za du e-nie za ma e, szpiczaste he my i du e, prostok tne szczyty,
zas aniaj ce prawie ca e cia o stoj cego m a. Jaki  nadzorca wo niców tych wozów powiedzia ,  e
to dar  od Odrzyw a i przekaza  wskazówk ,  eby Wieck nie opiera  si  nakazowi ruszenia do wal-
ki, ze wszystkimi m czyznami w

ci, gdyby  nowa  w adza  to  nakaza a.

     - Poza tym Odrzywoj powiedzia  – rzek  ów dostarczyciel „ rodków obrony przed dzikim zwie-
rzem w czasie przednówku” – i

cie, Wieck, wylosowani na przedstawiciela na nasz zjazd.

     Pod jesie  pojawi  si  we w

ci nowy w odarz. Po s owia sku ubrany, zrozumia  polszczyzn

przeprosi  za tych zgni ków, co chcieli si  bogactwa cudzym kosztem dorobi  i „poprosi ” o sta-
wiennictwo na wiosn  ze wszystkimi zdatnymi do noszenia broni m ami pod grodem w Miliczu.
Poza tym poprosi  o wyja nienie znaczenia s owa przednówek, bo nikt w okolicy nie wie, a kr y to

owo wsz dzie. Tego, niestety, Wieck i Struna te  „nie wiedzieli”

     - Szykuje si  bój  w obronie prawego w adcy – powiedzia  Normanin na odjezdnym. - Licz  na
was, Wieck, i obiecuj ,  e o  was nie zapomnimy przy naznaczaniu wielkorz dcy  Kaszub.

background image

 - 84 -

Rozdzia  XV

Normanno

Czytasz albo

yszysz s owo „normanno ” i my lisz sobie,  em si  pomyli ... Otó  – nie. Takie

nie s owo wesz o na pewien czas do u ytku w Wirzchoniowie, Bochotnicy, Na czowie i

pewno w innych miejscach A zacz o si  wszystko od gnoju – od zwyczajnego obornika,
odchodów w stajni, w chlewku, owczarni i kurniku. Do tej pory zwierz ta gubi y swoje odchody
gdziekolwiek – spar o je, to si  nat

y i wnet by o im l ej, a kupy le

y tu i ówdzie, przewa nie

w zabudowaniach b

 na pastwiskach.   Jednak nowy w odarz, który zamieni  w Bochotnicy po-

przedniego, dosta  nakaz zagospodarowania cennych wydalin i – przy sposobno ci - zadbania o
wi -ksz  czysto  podwórek, dróg i pastwisk. Wszystko by o przewidziane i u

one, a wynika o z

przekonania,  e ka dy mieszkaniec musi dba  o w asno  ksi cia, bo jest w adcy poddanym. Ta
dba

 ró ne postacie mia a przyjmowa , a wymiar owej dba

ci poceltyckimi sestercami mia

by  mierzony. Za jednego srebrnika mog

 kupi  od w odarza kop  tych br zowych, znaczy – z

br zu, monet i z miernikiem ju

 k opotu nie mia . Wiadomo,  e jeno na pewien czas, lecz i to

dobre...
     Za dwa sesterce – to tylko jednej dziedziny dotyczy o – mo esz kupi  odpowiedni znak – po -
wiadczenie, 

 o jedn  rzecz zadba . Lepiej tego znaku  nie gubi , bo maj  sprawdza , czy go

wykupi

. Z tym znakiem trzeba do innego urz dnika w odarza si  uda  i tam wykupi  - za dwa

sesterce – drugi znak – te  go trzyma  trzeba przez ca y rok - a potem, przy kupnie – po roku -
nast pnego znaku, pokaza  urz dnikowi i mu znak odda . Z tym drugim znakiem i  si  ma do
trzeciego miejsca – po znak trzeci i pojemniki. Trzeci znak ma by  ta szy, za to pojemniki po trzy
sesterce b

. Pojemnik na obornik, pojemnik na ko skie boby, pojemnik na owcze i kozie bobki,

pojemnik na  odchody  wi  i pojemnik na odchody drobiu. Potem tylko te pojemniki wype nia  i
odstawia  na  gnojownik we w odarstwie. Tam ju by  nic nie p aci , chyba  eby ci pojemników
brak o, bo nie przyjmie si  gnoju darmo w innych pojemnikach ni  te od w odarza – dwa sesterce
za jeden  oddawany trzeba b dzie zap aci , albo znowu wykupi  pojemnik od urz dnika.
     

Parnica – jako mo ny jednocze nie i przez wiele lat jako poddany  yj cy – sta  si  odbiorc

pyta   i w tpliwo ci – wszak w adza od mo nych pochodzi, a gn bi si  poddanych... Pytano o to –
czyj jest gnój. Bo je li ch opski, to niech ch opu p ac  za jego dostarczanie na gnojownik

odarstwa. A jak gnój do ksi cia nale y, to niech ksi

 go sobie zabierze – niech zbieraczy

najmie albo ch opom za zbieranie zap aci. Ponadto pytano o  rodki zaradcze, bo w odarstwo
niczego nie chcia o kupowa  i sestercami p aci  – ono kaza o podatki p aci , srebrników  da o
albo z ota czy klejnotów. Pono  dlatego,  e monet  lub kosztowno ci  atwiej przez morze
przewozi  ni li zbo e czy mi so.
     Jak e by o odpowiada  na takie pytania?  Parnica wiedzia ,  e te ustalenia pod pozorem napro-
wadzenia normalno ci poczyniono, lecz jaka  to normalno ,  e ci ka  p aci  za oddawanie twojej
rzeczy? I st d si  owa normanno  wzi a.
     Której  nocy do Wierzchoniowa zjecha y, przez wole zaprz gi ci gnione, czteroko owe wozy z
budami. Kolczugi, szczyty, toporki, w ócznie... Tylko nikomu – nic! Cicho – sza, ani mru-mru,

ba  w  kube   i  dopiero  mów.  A  w  razie  czego  –  do  walki  z  dzikim  zwierzem  potrzebne  na

przednówku...
Ch opi pochodzenia norma skiego radzili, aby w góry zbiec i tam przeciwko zdziercom oddzia y
tworzy , tedy im Parnica wyja ni , i  w Polsce mniej gór ni li w Skandynawii, a ludzi za to wi cej,
tedy w polskich górach niezadowoleni nijak si   nie pomieszcz . Czeka  trzeba, bo ten, co kaza
owe cude ka przywie  – w ko cu powie po co je przywieziono. By  mo e,  e to w adza je
ch opom dostarcza, jako  e ona ka dego za zdatnego do wojennej pos ugi uznaje... Nie wyrzuca
czasem, bo mog  za da  zwrotu albo zap aci  ka . Na razie zbiera  gnój, pan Mszczuj za
pojemniki zap aci , lecz pojemników z gnojem nie oddawa !  wie yna wymy li a,  e  oczyszczenie
podwórek, dróg i pastwisk niez ym jest pomys em a  z dwóch powodów – marnotrawi si  tam
nawóz, a i nogi ufajda  mo na niechc co. Niektóre gospodynie ju  wcze niej gnoi y warzywniki
ko o domostw, teraz niech e wszystkie przetworz  uci liwo  w dobrodziejstwo – w asnym
gnojem w asne warzywniki nawozi !  Normanno  nie przewidzia a sposobu sprawdzenia – kto po-

background image

- 85 -

jemniki z gnojem odstawia, a kto nie... A Mszczujowi jako  si  za po yczk  sesterców odwdzi czy
w stosownym czasie.   O tym przednówku mówili...  Mo e to oznacza ,  e na przednówku dzid i to-
porków przeciwko normanno ci ka  u ywa ... Wszyscy w Wierzchoniowie sobie nawzajem
poobiecywali,  e stan  do walki przeciwko tym wszarzom, co cz eka gotowi ze skóry oszuka czo
obedrze  i jeszcze mu wpiera  gotowi,  e to dla jego dobra... Potem t  obietnic  powtórzyli wobec
Parnicy, a w ko cu wobec pana Mszczuja. Ino,  eby on sam poprowadzi  albo wskaza  kogo zau-
fanego, bo oni w wojennych sprawach nieobeznani...
      - Widzisz, m u – powiedzia a  wie a – jak Normanowie nam si  przys

aj ? Nynie wespó  z

naszymi poddanymi obcy nas gn bi, tedy poddani poczuj  przynale no  do wspónoty z nami. Je-
den naród? Pewno jeszcze nie teraz, lecz ten sposób na wspólnego gn biciela nie by by z y... Byle
tylko o odstawianie gnoju nie sz o... Oni  chyba na drugi rok od ka dej jednej osoby ka  odstawia
i za to jeszcze p aci ...
      - Nada aby  si  do wymy lania obci

 – powiedzia  Mszczuj.

      

Wierzchoniów  by   zagro ony popadni ciem  w  mani   zajmowania  si   wy cznie  gnojem  i

sester-cami, które trzeba dok ada  do tego, co si  w adzy odda o, a ko o domu mog oby by
przydatne. Przyda oby si  jakie wa ne nowe wydarzenie, aby jaka  zmiana nasta a – wszak nie
sam  prac  codzienn  i gnojem da si  pomna

 bogactwo uczu , cho by do tego bro , uzbrojenie i

nadziej  na pokazanie normanno ci,  e ona nie jest normalno ci , do

.No, i takie wydarzenie

nast pi o. Parnica  le st pn , co  mu w ostce chrupn o, obali  si   i ju  wsta   nie móg , z bólu si
skr ca , zanie  go musiano do domu, na 

ku le

 i j cza ... Mo na by o teraz zastanawia  si  czy

wda si  gor czka, czy znajdzie si  jaki nastawiacz ko ci, który Parnicy ulg  przyniesie. W ko cu –
czy Parnica wy yje, bo jakby ko  poprzebija a mi so, to posocznica mo e si  wda  i wtedy tylko
si  modli . Dobrze,  e Parnica chrze cijanin – jego Bóg nic nie ma nic przeciwko pro bom...
     

Przyprowadzili do Parnicy najlepszego w okolicy nastawiacza ko ci, który raz nawet koniowi

aman  gole  nastawi , kaza  wierzchowca przez par  miesi cy podwieszonego na pasach trzyma

i drogocenny ogier  ywota si  nie zby , jeszcze potem klaczom  rebi t wiele podarowa .
Nastawiacz powiedzia ,  e gdyby gole , no – gdyby udo, to jeszcze-jeszcze, ale kostka... Nie da
rady – trzeba poczeka  a  samo si  pozrasta i albo b dzie prosto, albo b dzie krzywo.
      Rada-nierada  wie a do Bochotnicy polecia a, jako zwykle si  robi o – mo e w odarz zna kogo
lepszego od tutejszego sk adacza z ama ... Owszem – zna . Podobno... Jeno trzeba zap aci  za ca
rodzin  po sze  sesterców od osoby i obieca ,  e za nast pny rok te  si  tyle zap aci. Za t  op at
wszelkie leczenie za darmo b dzie.  wie a policzy a, pododawa a i wysz o jej,  e musia aby za nie
bardzo pewn  nadziej  zap aci  dwie kopy sesterców. Tedy spyta a, czy nie mo na temu lekarzowi
zap aci  jeno za ten jeden przypadek.
      - Niby mo na – powiedzia  w odarz. - Kosztowa oby kop  sesterców. To jednak mniej dla was
op acalne – lepiej chyba mie  leczenie za darmo?
       - I za darmo, i za op at  - jest za drogo – powiedzia a  wie a. - Za srebrnika mo na mie  na za-
wsze ca kiem dobrego niewolnika. Jeden srebrnik, to jest roczny zarobek smerdy w dobrach
ogólnych. Nie mo na taniej?
       - Nie ma dóbr ogólnych – sarkn  nowy w odarz i  wie a wróci a do domu z niczym.
     Prawd  powiedziawszy, to wydarzenie – niby nowe – wcale odmiany we wzbogacaniu ducho-
wych odczu  nie przynosi o. Znowu sesterce i normanno ... Parnica le

, troch  go jakby mniej

bola o, zdoli  wystruga  sobie kul  dla kalek i zaczyna  powoli ku tyka , jeszcze lask  si
wspomagaj c, w drugiej r ce trzyman . Wtedy przyby  do wsi, a w

ciwie do Parnicy, inny lekarz.

Nie przyby  leczy  – on zna  przesz

 rodziny Parniców i j  przypomnia .

       - Twój krewniak – powiedzia  – jako nadzorca szpiegów mia  pracowa  dla ksi cia Ma opolski
- Kazimira. By o tak?
       - By o – wyst ka  Parnica i obla y go siódme poty.
      

- Bra  srebrniki i miedziaki – niby to dla szpiegów,  adnych szpiegów nie op aca , wszystko

sam zmy la  –  e niby szpiedzy mu donie li powiada ... Prawda?
       - Tak – wyst ka  Parnica.
      - Wyda o si , kiedy ksi

 Kazimir –  le uwiadomiony przez twego krewniaka – odda  siebie i

background image

- 86 -

Ma opolsk  we w adanie Wielkopolanom. Po wiadzysz?
       - Odda  wcze niej – zaprzeczy  Parnica.
      - Odda  chwilowo i nieszczerze – powiedzia  lekarz. - Dopiero  garstwa twojego krewniaka utr-
wali y zale no  Wi lan i Lachów  od Wielkopolan. Zreszt  - to niewazne. Wzi ty na m ki, ten
twój krewniak, nie pisn  ani s ówkiem – gdzie ukry  pieni dze.  Zmar  niepostrze enie, kata tako
na  mier  w m kach wydaj c, bo go o zmow  i lito ciwo  z tym Parnic   i dla tego Parnicy oskar-

ono.

      - Jjja nnnie wiem – wymamrota  zaj kliwie Parnica.
      - Wiesz – nie wiesz – za jedno mi – powiedzia  lekarz. Je eli ja powiem o wszystkim w odarzo-
wi, to b dziesz musia  wiedzie  – gdzie pieni dze s  ukryte, albo... - g os lekarza zosta  zawieszony
i taka gro ba razem z tym g osem w izbie zawis a,  e Parnic  przesta a bole  kostka, ale oddycha
prawie nie móg .
      - Co chcecie za milczenie? - spyta  prawie szeptem, a tak zachrypni tym jakby przezi

 i gar-

dziel mu ob

o.

     

- Jam si  zgodzi  zosta  nadzorc  szpiegów – powiedzia  lekarz. - I ciebie jednym z moich

szpiegów uczyni . Ty mnie b dziesz donosi  o wszystkim, co si  przeciwko Normanom kroi, a ja
tobie za to b

 p aci . Zgoda?

       - Mo e lepiej by cie mi t  kostk  – Parnica odkry  opuchni

 nog .

      - Czemu nie – powiedzia  lekarz – jednak e to  jest kostka... Ja bym uci  nog  pod kolanem,
wtedy  atwo ko  ze stawu odj , kikut ukszta towa , zaro nie, wygoi si  i b dziecie ku tyka  spra-
wnie,u ywaj c drewnianej podpory. Bo to, wiecie, od kostki do kolana dwie s  ko ci i równo nie
utniesz...
       - To mo e pó niej – powiedzia  Parnica ju  zwyczajnym swoim g osem.
      Lekarz zostawi  Parnicy srebrnika - jako zap at  za ca y rok i obieca  nagrody za donosy warto -
ciowsze od  innych. Parnica poku tyka  do Mszczuja, wszystko mu opowiedzia  i odda
Mszczujowi monet . Wydawa o mu si ,  e lepiej ku tyka  na w asnej, cho by opuchnietej i bol cej
nodze ni  na drewnianej podporze. Jeno co za rok b dzie? Albo jak ten lekarz pr dzej przyjdzie i
zapyta : - Cze-go  si  dowiedzia ,  Parnica?... Mo e mu rzec,  e wszyscy zap acili w odarzowi za
znaczki „gnojowe”, lecz nikto gnoju nie odstawia? Albo,  e wszyscy chwal  czysto  w
Wierzchoniowie, spowodowan  zbieraniem zwierz cych odchodów? Chyba to ostatnie...
      Sypia  Parnica marnie. Snu  si , je li jego ku tykanie do  agodnego i powolnego kroku mo na
przyrówna , po Wierzchoniowie niby cie   obwisaj cej chmury. Którego  dnia urwa  si  byk
Mszczuja. Wszyscy zd yli usun  mu si  z drogi, a Parnica  ledwo pod drzwi obory zdo
doku tyka . By by bezpieczny za nimi – grube by y, mocno osadzone... Byk  r bn  go z ukosa.
Trafi  w Parnic

rodkiem  ba – mi dzy rogi go wzi  – i z rozp du r bn  rogami i Parnic  w te

drzwi. Nawet nic si  Parnicy nie sta o, ale byk chcia  wyszarpn  rogi, uwi ni te nierówno w
drzwiach. Durne bydl  nie stan o prostopadle do drzwi – rogi tkwi y w drzwiach, byczy  eb by
skrzywiony w stosunku do tu owia, a byk szarpa  tu owiem w ty , pewno powoduj c ból swojego
karku i szyi, bo ka de szarpni cie tu owiem nie ci gn o  ba w  kierunku zgodnym z ruchem bycze-
go  cia a.  Parnic   przy  tej  szarpaninie  poniewiera o  jak  sto  czartów.    Bola o  go  mocno,  a  on  si
cieszy ,  e nie b dzie musia  spotka  si  nigdy wi cej z tym nadzorc  szpiegów.
       Na to wszystko trafi  kap an Swarzeca zza Wis y. Podszed  do byka z boku, po

 swoj  d

na grzbiecie zwierz cia i lekko popchn , Byk przestawi  swój tu ów w taki sposób,  e stanowi
przed

enie szyi, lekko poci gn , rogi  atwo wysz y z drzwi, a byk  agodnie poszed  do swojego

miejsca w Mszczujowej oborze.
       Zanie li Parnic  i u

yli na jego 

u. Kap an dok adnie obmaca  spuchni

 nog .

           

-  To  jeno   skr cenie     -  powiedzia .  -  Przy  skr ceniu  ko ci  g ówka  na  chwil   wyskakuje  z

panewki stawu i zaraz wraca na swoje miejsce.  Nale y wtedy spokojnie czeka , a  si  po tym
szarpni ciu wszystko wygoi. A wy cie na pewno za wcze nie zacz li chodzi ... Owiniem teraz

cis o i le

 musicie przez pó tora miesi ca. Zielarka niech wam zió  przyniesie na bolesno  po

skr ceniu. Tymi zio ami polewa  opask , aby ch odzenie by o dobre. A tym lekarzem... To nasz
cz owiek by . Na prób  was wystawilim i zachowali cie si  jak nale y. Na wiosn  ruszycie z
innymi,by t  norman

background image

- 87 -

no  z Polski wy en . Wy tutejszych ludzi powiedziecie do  miejscowo ci Gostynin. Tam do
Odrzyw a si  zg osicie. Panu  Mszczujowi  przeka cie,   e  wybrany   zosta   na przedstawiciela
w zje dzie z naszej por ki udzia  ma wzi .  Nie teraz. Przyjdzie pora, to si  dowie. O tym nikomu
ani s owa – jeno samemu Mszczujowi.
     Kap an jak przyszed  tak poszed , wszyscy go widzieli, a nikt o nim nie mówi .  Chyba czu  by o
co innego ni  smród normanno ci i dlatego ludziska jako  woni kap ana nie dopu cili do swojej
pami ci  ani  o nim nie rozpowiadali.

*  * *

     Po nabo

stwie kap an chrze cija ski pocz  zach ca  ludzi do wykupowania we w odarstwie

znaczkow „zdrowotnych”. Parnica – ju  ozdrowia y ze wszystkim – o mieli   si  zauwa

,  e

ludzie w Wierzchoniowie bardzo rzadko choruj , a  kupowa  znaczki trzeba co roku, za
ubieg oroczna zap ata przepada – ju  nie upowa nia do leczenia za darmo.
     - Przecie to jest normanno  – powiedzia  Parnica – dlaczego nas ksi dz zach ca, by my dawali
zarobi  oszustom, podczas gdy korzystniejsze by oby odk adanie tyle samo pieni dzy na wypadek
choroby  na przyk ad u pana Wierzchonia?
     - Bo to jest zabezpieczenie na wypadek bardzo kosztownego leczenia – wyja ni  kap an. - A po
drugie – ka da w adza pochodzi od Boga i nale y jej s ucha , pomaga  jej...
      Parnica mia  ochot  zapyta  od kogo pochodzi w adza czarta, lecz na tak  z

liwo  brak o mu

odwagi. Za to nawet nie podszed  w stron  stolika, na którym sta a miseczka do sk adania datków.
Zwykle sk ada  na tej miseczce trzy miedziaki – tego dnia nie da  nic. Nie wiadomo, czy za jego
przewodem, czy  z innego powodu tego dnia miseczka pozosta a ca kiem pusta. Normanno  nie
pop aca a.

background image

- 88 -

Rozdzia  XVI

Byle do wiosny

     Kiedy natkniesz si  na le cy w ukryciu skarb, to nie by by  cz owiekiem, gdyby  jeno troch  z
tego znaleziska uszczkn , a reszt  wcale si  nie przejmowa , bo – na przyk ad – nie uradzisz
wszystkiego zabra  – za ci kie jest, za du e... Tym bardziej, kiedy idziesz na gotowe –
dowiedzia

 si  o miejscu ukrycia skarbu i idziesz go posi

. Trudno powiedzie  – jakiej natury

byli ludzie Gundry Lindis, którzy wybrali si  po Polsk , a nie zaj li jej ca ej, nie ogarn li, granic
nie obstawili. Ca e po udnie ksi stwa Polski (bro  Bo e – ksi stwa polskiego!) ledwo wiedzia o o
zmianie w adzy i o obsadzaniu stanowisk urz dniczych przez Waregów. Ksi

 Polski umar  – to

ca a Polska wiedzia a – lecz na miejscach swoich pozostali w Po udniowej Polsce grododzier cy,

odarze, a nawet wojewodowie. Odszed  namiestnik Ma opolski – Stoigniew. Odszed  wojewoda

wroc awski – Dzier ykraj.   Nie  zast pi  ich nikt nowy .   Rozsy anie wici zosta o powstrzymane,
bo nie by o wszystkich ogniw 

cucha przesy owego. Co prawda – nie by o te  wici, lecz o tym na

po udniu Polski te  nie wiedziano, jak nie wiedziano o odej ciu Dzier ykraja i Stoigniewa. Jedyna
ró nic , zauwa on  w Biadolinach,  by  brak wieszczyca. Po prostu tego lata nie przyszed   i wszys-
cy tego 

owali, bo ciekawo  bra a o prawdziwo ci pog osek lub ich nieprawdziwo ci opini

urz dnika dworskiego us ysze . Co  musia o by  pozmieniane, cho by ten brak wieszczyca i wici o
tym  wiadczy , ale co?...

     *  *  *  *  *

     Pierwszy raz od dziesi ciu dni  nad  Biadolinami za wieci o s

ce.   Jeszcze przed nastaniem tej

ugotrwa ej s oty biadoli scy panosze zastanawiali si , czy ju  nadesz a pora  niwowania. Wysz o

im,  e jeszcze dwa dni trzeba si  z ko

 wstrzyma , by k osy nabra y dojrza

ci nale ytej, za  o

zeschni ciu jeszcze by si   nie  mówi o – do zeschni cia ziarna lepiej nie dopuszcza  , bo potem
kasza z takiego suchelca moczenia przed warzeniem wymaga, a i tak rozgry  to dra stwo trudno.
     I wtedy zacz o pada . Pierwszego dnia, to nawet na krótkotrwa  burz  si  zapowiada o, lecz
zapowied  raczej oczekiwaniem i nadziej  si  okaza a, bo potem la o na zmian  z ulew  i tylko
czasem mo na by o mówi  o zwyczajnym padaniu. Kto  wymy li ,  e to niebianie postanowili
ziemi  wypra  i wyp uka , na co mog a wskazywa  burza w pierwszym dniu  podlewania ro lin
wszelakich.
      Rzeczywi cie grzmoty i trzaski b yskawicy odg osy prania przypomina y – jakby kijank  klepa
bielizn  na kamieniu, kiedy b yskawica klasn a, i jakby kto owe kamienie przetacza  lub pranie
wozem z miejsca na miejsce przewozi , kiedy grzmoty hurgota y od kra ca do kra ca nieba. A po-
tem p ukanie odchodzi o i tylko wy ymania brakowa o...
     Teraz,   kiedy suszenie trwa   i po chmurzyskach ani  ladu,  wszyscy obwieszczaj   m otkami, na
babkach kosy klepi cymi,  e ju  jutro...  Ju  na nic-nic-nic-nic czeka  si  nie  b ,b ,b ,b  -dzie
tak,tak,tak,tak...
      wier

wier

wier  dnia jeszcze do  niw –  wierka  jaki  stary  wirk. Koo, koo, koo – kopki

postawi  i dzioba  si  da – zapewnia y si  nawzajem kury. Dziu-dziu-dziu – dziuba  b dziem –
obiecywa y sobie indyczki. Tylko m ode, niedo wiadczone ptasie matki by y w k opocie – gniazdo
na ziemi, w zbo u...  Te starsze jako  si  na bok wyprowadzi, miedza w pobli u gotowa przecho-
wa  niedojrza ków -tam si  doniesie, podkarmi... Ale te najm odsze?... Czasami cz owiek  si  mo e
zlitowa  i gniazdko ominie, zostawi w spokoju. Lecz to i tak na nic – zaraz jakie kocisko wypatrzy,
drapie ne ptaki... Ostatni raz w zbo u – obiecywa y sobie ptaszyny, a serduszka ich bi y tak pr dko
jakby kto patykiem terkota  po sztachetach.
       ony panoszów gotowa y ostatnie zapasy ubieg orocznej rzepy i stare kasze. Ta rzepa niby dob-
ra ro lina – w lipcu posiejesz mi dzy rz dami grochu, a w grudniu masz dorodne warzywo. A od

niw do grudnia?  Szkoda,  e nie ma odmiany w innym czasie sianej i dojrzewaj cej, bo smaczne

toto, syc ce,  atwe w przyrz dzaniu, a i na surowo zjesz. Trzeba nakroi  i nasma

 boczku,

pachwiny i podgardla z ostatniego, niedawnego  winiobicia i okrasi  suto, bo si a do  niw
potrzebna jako powietrze do  ycia. K opot z mlekiem – deszcze by y, ch odno, nie nastawi o si  na
zsiad e, a teraz... Zsi dzie si  do jutra, czy nie?  Ach,  pojutrze te  jest dzie , a jutro poda si  najwy-

background image

 - 89 -

ej mleko s odkie,  tylko si   w krynicznej wodzie  rzeczki Kisieliny sch odzi... Jeszcze tylko chleb-

ków napiec i gotowe.
     

W chacie panoszy Chwalimira  mieszka o  najmniej  ludzi –  tylko  ich dwoje  by o  –  sam

Chwalimir i jego m oda  ona. Sam Chwalimir powiada

artem,  e z nim mieszka o jeszcze jego

pi dziesi t pi  lat, co m odsi zrozumiej , kiedy ich staro  zacznie nawiedza . Chwalimir mia
ju  jedn

on  i bardzo j  mi owa . Kiedy przesieki broni , nagle do ukochanej zat skni , poprosi

dowódc , Dzier ykraja, o mo liwo  wpadni cia do domu – do tej umi owanej... Dosta  par  dni
wolnych, wypo yczono mu konia i pogna  na oklep, bo co   go pop dza o i ci gn o jednocze nie.
W domu zasta

on  z... Szcz liwym odbiorc    ask  ony Chwalimira okaza  si  wróg – Morawiec,

wojak, który... Chwalimir do tej pory nie wie, czy to by y tylko jednorazowe odwiedziny Morawca
w jego domu.
      

Zdradzony m  obejrza  sobie wszystko  przez szpar  w okiennicy – us yszawszy nami tne

osy, najpierw zajrza  – kto i z kim... Zobaczy , us ysza ... Zapar  ko kami drzwi wej ciowe,

sprawdzi  dobre pozamykanie okiennic i rzuci  na strzech  wieche  zapalonej s omy. Morawiec
spali  si  prawie doszcz tnie.  ona zdo

a wywa

 skrzyd o okiennicy i wype

a na zewn trz.

Tak mocno by a poparzona, e nie pomog a jej prze

 wielka wola walki ze  mierci .  A

Chwalimir sta  si  od tej pory cz ekiem bardzo powa nym. Zdawa o mu si ,  e postrada  zdolno
mi owania jakiejkolwiek niewiasty. Ale trafi a si  u towarzysza z przesieki córa – te  powa na i na

odych patrze  nie chcia a. Gada a,  e Chwalimir bardzo jej si  podoba, bo jest przystojny,  adny,

powa ny i pi knie  piewa, a ona te

piewa  lubi. Ojciec jej by  wdowcem i tylko t  jedn

Marzank  mia ... Zatruta strza a Morawca trafi a ojca Marzanki w rami . Zdawa o si ,  e nic
takiego – walczy  do ko ca, czyli do zawarcia pokoju. A potem posocznica go zabra a w trzy dni.
Mo e dlatego Chwalimir wzi  Marzank  za  on , chocia  raczej jej ojcowa  i matk  stara  si
zast pi . Ona par a do dania mu dziecka, on  nie dopuszcza  do zbli enia dopóki siedemnastu lat nie
sko czy a. Dopiero niedawno...
     Teraz Chwalimir kr ci  si  po obej ciu i po domu,  aby wszystko do jutrzejszej ko by przygo-
towa . A Marzanka – niby to niechc cy – w azi a  mu w drog , w przej ciach stawa a i musia  si
ko o niej przeciska , tr ca a go „przypadkiem” to biodrem, to barkiem...
     - Marzanka – powiedzia  wreszcie – na jutro musz  mie  wszystkie si y zdatne do u ytku. Nie
mo e tak by , aby jaki m odzik pi ty mi obkasza . Spróbuj to zrozumie ...  Gdybym móg  jako
ostatni do koszenia stan ... Ale wiesz przecie, ze mnie wodzirejem zw , za najlepszego uwa aj .
Przedarujesz mi dzisiaj?
      Podesz a, przywar a ca ym cia em, poca owa a w usta, r ce we w osy mu wplot a.
      - Chwa eczku – powiedzia a ca kiem spokojnym, cho   rozradowanym g osem – ja to pojmuj ,
ja si  jeno ciesz  i chcia am ci powiedzie ... dopiero jutro...
      - No, co tam, Smyku, za tajemnic  skrywasz? - odda  jej przytulenie i lekki poca unek. - Nie bój
si  – ja ci niczego za z e mie  nie mog ,cho by  nie wiem co zbroi a.Ten rok szcz cia,którym z to-

 mia   to i tak wi cej ni li wykopanie skarbu najwi kszego.

      

- Pomnisz jake  mówi ,  e wszyscy panosze - ojcowie synów - maj  k opot, bo po nich jeno

jeden syn mo e  an ojcowy dosta  i  nadal b dzie panosz , a inni do stanu trzeciego – jako i najstar-
szy – nale , lecz biedniejsi s  od myszy w pustej stodole zamkni tej?
     

- Niedzia em mog  na  anie po ojcu siedzie  – powiedzia  Chwalimir. - Jakiego  rzemios a

który  si  wyuczy, inny za nauczyciela w szkole mo e by , niekiedy rz dc  którego w jakiej wsi

odarz zrobi. Wsólnie mog

  ca kiem dostatnio...

      - Nasz nie b dzie mia  biedy – na razie sam jeden b dzie. Jestem w ci

y, ojcze naszego przysz-

ego potomka.

      Pewno by aby wspólna uciecha dla dwojga, lecz musieli odsun  si  od siebie, bo w szyb  kto
zapuka  bardzo szybkimi uderzeniami, w

ciwie b bnieniem palców, werbel przypominaj cym.

      - Tu mieszka Chwalimir? - spyta  m ski g os zza okna.
      - Drzwi otwarte – wejd cie! - powiedzia  Chwalimir.
     W drzwiach stan  zakurzony cz ek, wyra nie zdro ony. Porozgl da  si  po wn trzu chaty, po-

background image

- 90 -

dziw w jego oczach b ysn .
      - Wszystkie tutejsze obej cia takie porz dne? - zapyta . - Tyn,  czyli p ot równiutki,  ciany z su -
szonej ceg y, dach gontem kryty... Ca e  ciany w  rodku dranicami obite... A córa jaka pi kna...
      - Ja jestem Rados awa – us ysza  – i jestem  on  Chwalimira.
      Przybysz zacz  si  g sto t umaczy , powiedzia  raz-dwa,  e z wiciami przyby  i chce si  upew-
ni  czy aby na pewno ma do czynienia z tym, co powinien,  e mu mówiono o m odej  onie, lecz
ka dy mo e powiedzie  na ka

, i  to  ona, tedy on chcia  obra ony g os us ysze , bo  w z

ci

odruchowo  prawd   ludziska  gadaj .
      Zostawi  wici i poszed . Chwalimir sprawdzi  piecz cie – by y gliniaki z dworu ksi cia i od w o-
darza. Wzruszy  ramionami, z ama  piecz cie, przeczyta .
      - Szykuje nam si  - powiedzia  – mo liwo  przej cia do w adyków. Jakowa  wojna jest zapo-
wiadana. Mój dowódca z przesieki ma by  u nas dwa dni po nowiu. On wszystko wyja ni.
      - Musisz uczestniczy  w jakowej  wyprawie? - oczy Radki posmutnia y.
     - To dla nas mo liwo  wyniesienia – Chwalimir przytuli

on  i g aska  j  po plecach – obie-

cuj  nie szasta

yciem twojego m a. Obiecuj  wróci . Gdyby jednak... Pomog  ci moi

druhowie... Gdyby syn...  Chcia bym by zwa  si  Wolimir.
      - Chwa eczku, osta !...
    

- Nie chcesz mie  za m a mo nego Chwalimira? Ja si  na pewno wyró ni . Wyniesienie do

stanu mo nych... Nadanie ziemi... Pani  b dziesz!
      Na razie by y  niwa i pani Rados awa, wszyscy panosze i ich  ony pracowali w pocie czo a, a
pot ów – cho  gor cy – ch odzi  wyobra enia wszystkich powiadomionych  przez Chwalimira o wi-
ciach. Te wyobra enia, te nadzieje bardzo popycha y cz owieka do stara  o wyniesienie nad innych.
A ich  ony bardzo smuci y i napawa y l kiem oraz  nienajlepszymi przeczuciami. Pracowali
wszyscy wytrwale, jakby zm czenia nie czuli. Jedli  jakby z zastanowieniem, chocia  naczynia do
samego dna by y wypró niane. Wszystko jakby mimochodem, bez zwracania uwagi na to, co si
robi. Nawet najm odsi  yli i pracowali tak, jakby nigdy w nich zapa u nie by o. Lepiej  trwa  i

ywota dokona  jako panosza, czy te  jeszcze raz postawi  wszystko w grze z losem o wywy sze-

nie? Ta rozterka mi dzy w asnymi ch ciami a namowami  on powodowa a trwanie powa nych
min, zamy lonych spojrze  i wywo ywa a brak przejmowania si  tym, co si  akurat robi o.

*  *  *  *  *

      Stawili si  wszyscy, cho  do ostatniej chwili trwa y przepychanki mi dzy ch ciami a obawami.
Na r ysku Chwalimira ustawili si  tak, jak ich podczas obrony przesieki uczono – dziesi
dziesi tek – ka da przy swoim dziesi tniku i Chwalimir na prawym skrzydle szyku – ich
wszystkich setnik. Stu jedenastu ch opa, ponad stu wojów?... Woj potrafi walczy  samodzielnie,
samojeden i nie boi si  o w asne  ycie – walka jest jego zawodem i powinno ci . A oni? Mo e nie
trzeba b dzie pojedy czo?..
      

Szmer polecia  po ca ym szyku, kiedy si  okaza o,  e przyjecha o dwóch – obaj dowódcy z

prze-sieki -  Dzier ykraj i Odrzyw . Pozdrowili powitalnie. Pochwalili wygl d wsi. A potem d ugo
trwa a opowie  o normanno ci i jeszcze wi kszych zagro eniach. Potem sz y zapewnienia o braku
niebezpiecze stw, je li oni b

 wytrwale  wiczy  wykonywanie komend. Obietnice nada  z dóbr

ksi

cych poczyniono prawie na samym ko cu. Nareszcie zajecha y cztery wozy czteroko owe,

ci gnione przez wo y.
      - Wozy te  dla was – powiedzia  Dzier ykraj – by cie mogli cz

 rzeczy przewozi . Gostynin

jest daleko st d – poprowadzi was przys any przewodnik. Tam macie by  dzie  lub dwa po
pierwszym wiosennym nowiu. Przyjdziecie?
       Potwierdzili. Ka dy z osobna, nierówno, nieg

no.

      - Nie s yszelim! - powiedzieli g

no i razem Dzier ykraj i Odrzyw .

      Przyjdziemy! - tym razem okrzyk móg

pi

 królewn , bez ca owania, obudzi .

      - Ka dy w domu b dzie trzyma  te podarki co na wozach, czy one razem poczekaj  do wiosny?
- spyta  Odrzyw  i oni zajrzeli pod budy wozów. Bro  i uzbrojenie zobaczyli.
      - Sk d tyle tego? - spyta  Chwalimir.
     

- Zapasy   nienaruszalne si  robi  podczas pokoju – wyja ni  Odrzyw

 – aby da  obro com

or ,

background image

- 91 -

kiedy pora na jego u ycie przyjdzie.
      - A gliniana piecz  ksi cia? Przecie powiadali cie, e nie  yje.  Ta  Gundra nie wzi a? - znowu
spyta  Chwalimir.
     - Im piecz  wyda a si  jeno zabawk , to my sobie on  zabawk  wzi li i dzi ki temu wiecie, i
wici nie s  oszukane. Oni nas maj  za niezgu ów, niedojdów i g upków – powiedzia  Dzier ykraj.
- A nie wiedz  wcale o naszej szkole dla dzieciaków, mniemaj ,  e dru yna to oddzia  najbli szych
druhów ksi cia i s dz ,  e my z trudem do w asnego wychodka trafim. Zreszt  oni nawet o istnieniu
wychodków nie wiedzieli. Germanie straszliwie s  zarozumiali i dufni w sobie. I przez to dla was
niebezpiecze stwa prawie nie b dzie.
      

- No, chyba  e si  który potknie i upadnie – doda  Odrzyw

, co wszystkich stu jedenastu w

dobry nastrój wprawi o.

background image

- 92 -

Rozdzia  XVII

Znak

     W  rodku lata znale li si  nieopodal Stryja. Zapasy nied wiedziego mi sa nale

o zje , prze-

tworzy  lub wyrzuci .Leszek od razu mówi

e to za du o, lecz wszyscy inni uwa ali, i  lepiej mie

wi cej ni  mniej, a nadmiaru zawsze da si  pozby . Prawd  rzek szy samo to jako  wysz o... Troch
Karpatami szli, zima by a, dwie jaskinie ko o siebie le

ce napotkali i Arpad wyw szy ,  e w obu

pi  du e nied wiedzie. Mieli wywabi  i zabi  jednego. U

yli bierwiona i szczapy tylko przed

wej ciem  do jednej jaskini. Zakopali dziryty, grotami wystaj cymi nad ziemi , jeno przed t  jedn
jaskini  – no, troch  zahacza y o wej cie do tej drugiej. Przygotowali bro  i zapalili ognie. W jas-
kini jest zawdy jednakowo ciep o. Jak si  przed wej ciem do niej zapali zim  ogie , to dym i go-

c s  wci gane do cieplejszego miejsca, nied wied  zostaje wybudzony ze snu , bo poczuje   po ar,

i w pop ochu chce umkn . Nadziewa si  stopami na wystaj ce groty dzirytów, posmarowane
usypiaczem. Poraniony, przera ony, os abiony , jeszcze i ju  senny – staje si    atwym  upem my li-
wych .
     Czart wie – dlaczego z drugiej jaskini wyskoczy  ten drugi i te  nadzia  si  na nieliczne groty
dzirytów. Trzeba by o oszala ego misia ubi ... Nied wiedzie mi so ma smak zró nicowany –  apy,
znaczy – poduszki  ap, s  jako ci najprzedniejszej. W troba, serce i ozór maj  jako  przedni . Nie-
które inne cz ci nied wiedziej tuszy s  zno ne. Ale wi kszo  mi sa starego nied wiedzia wymaga
zdrowych z bów i uporczywego  ucia przez d ugi czas. A zima zach ca a do odk adania twardego
mi siwa na potem – zimno zapobiega psuciu si

ywno ci, potem si  zobaczy – co z t  nied wie-

dzin  pocz .
     Podczas tego zastanawiania si  nadjecha  poczet Polaków od strony Stryja. Znaczy – od grodu,
bo nad  rzek  Stryj, mo e pami tasz, za

ono niedawno gród tego samego imienia. Na czele

pocztu jecha  stary Bochotnicki. Zsiad  z konia daleko od Leszka, podbieg  do ksi cia, ukl kn  na
oba ko-lana i wzruszonym g osem powtarza : - Panie, panie, panie mój... Z koni pozsiadali
pocztowi i ta-ko  pokl kali, dalej od ksi cia, lecz wida  by o ich perl ce si  oczy – co  jakby  zy...

zy rado ci, mo e jeno wzruszenia...

     Dla Bochotnickiego i jego pocztowych Leszek by   jak Polska, która do nich przyby a w osobie
ksi cia. Starzec kaja  si , b aga  o przebaczenie, zapewnia ,  e on nic z ego na my li nie mia , ale
nie mia  te

adnej  czno ci z macierz , tam rozgardiasz taki, tedy nosi tutaj miano namiestnika.

Namiestnika ksi cia Polski – ma si  rozumie , wszak e namiestnika samozwa czego i nie  adnego
Svena.  On za to kar  gotów ponie ...
      - By  u nas niedawno cz owiek Druzny – powiedzia  na koniec – i przekaza  mi pro

 dla ksi -

cia. Druzno odradza wkraczanie teraz do Polski,chyba  eby te par  miejscowo ci nad Stryjem i
Dniestrem za cz

 Polski uzna ..Wszelka wygoda dla samego ksi cia i orszaku zapewniona

dzie.Teraz ludzie Druzny na prawym brzegu Wis y pomieszczenie dla ksi cia buduj  i przed

zim  b dzie gotowe. Tam ksi

 ze  wit   zim  by przeczeka , a wiosn  by aby rozprawa z

Waregami – tu Bochotnicki zapozna  ksi cia z wydarzeniami w kraju podczas w drówki syna

adcy po  wiecie.

     - A jak dotrze  do onego pomieszczenia nad Wis , je eli do Polski nie wkracza ? - spyta  Le-
szek z wyra nym przek sem. - W ptaki mamy si  zamieni ?
      - Nie ci lem si  wyrazi  – Bochotnicki znowu mia  min  cz eka pe nego winy – chodzi bowiem
o podró  rzekami. Tratwami po Bugu do Wis y i potem Wis  a  do tego miejsca na zimowe le e.
      - A konie, wozy, niewolnicy spo ród Kumanów?
      - To mog oby pod naszym nadzorem zosta  – powiedzia  Bochotnicki. - Potem wszystko dostar-
czym. Niewiasty i dzieci tako  u nas...
      - Nieeee!!! - ten wrzask wielu garde  i gardzio ków  wiadczy  o dobrym nas uchu „orszaku” Le-
szka. - My chcemy tratwami! - to ju  tylko dzieciaki zakrzykn y.
      - Nie przewidzia em tego – przyzna  Bochotnicki – lecz nasi ludzie wnet tratew dorobi . Druzno
od razu radzi  wi cej z adzi , lecz zd ym dorobi  bardzo pr dko.

     -Ja z tob  – wtr ci a si  Gizella – chc  mie  ciebie przy porodzie, cho by to na tratwie mia o by

background image

- 93 -

     

Mia o  by  tak,  e wszyscy do  Stryja, Drogi Baczenia i Samego Bora si  udadz . Mi so

nied wiedzie wyniesiono w krzaki i zacz to si  zbiera  do odjazdu. I wtedy Tamara z Libusz
wypatrzy y par  or ów. Widocznie t  nied wiedzin  wyczu y i kr

y nad ni  wytrwale. Nie

wyl dowa y  przy  mi sie.  Odlecia y,  a  w  nied ugi  czas  potem  jeden  orze   si   pojawi ,  lot  nad
mi sem  zni

  i  co     z  dzioba  wypu ci .  Pobiegli  wszyscy.  Zobaczyli  m odego  or a  chorego  na

bielactwo, By  wielko ci parotygodniowego kurcz cia a wszystkie pióra mia  bielu kie niby g si
puch. Pewno starym ta biel przeszkadza a w mi owaniu malca i  bielas zosta  porzucony. A mo e
jeno jaka sprzeczka miedzy rodzicami bia asa by a, bo nazajutrz rano jeden orze  przylecia  i ko o
mi sa wyl dowa . Potem si  okaza o,  e stary ma ego karmi  – pozosta

ci k sków by y, bielas

mia  na dziobie  lady krwi, spa  niby kurak pod brzuchem matki przysiad y, a wczoraj popiskiwa

nie.

     Wtedy Leszek po raz nie wiadomo który zapozna  si  z si  nacisku zjednoczonych si  niewie -
cich. Rzecz by a drobna, sz o tylko o pozostanie na miejscu i popatrzenie na karmienie, wi c
Leszek uleg . Wszyscy pojechali, a jeden wóz pozosta  na miejscu,dziewczynki trzeba by o karmi -
wtyka  im jedzenie do ust, bo one oczu od krzaków z orze kiem i od nieba nie odrywa y przez
calutkie dni.
     

Przyje

 Bochotnicki z pocztem i pomys em,   aby na wzór J zora Podlaskiego utworzy

Jezor Samborski. T umaczy ,  e  to tylko o zgod  Leszka idzie, bo si y s  wystarczaj ce, je li

dzie tu panowa  pokój.

     - Nas tu przyby o pi  setek – tokowa  – cz

 powróci a,za

ylim pi  miast i grodów, a nawet

sze , je li Stebnik liczy . My ksi cia wspomóc nie bardzo mo em, bo my mi dzy te grody i miasta
porozdzielani, lecz  wszyscy maj

ony i dzieci... W nast pnym pokoleniu b dzie mo na nowe

miasta i wsie zak ada . Od strony zachodniej niechby jeno osadnictwo sz o na wschód.
     - Skoro mnie wspomóc nie mo ecie, to si  J zorowi Samborskiemu nie sprzeciwiam – powie-
dzia  Leszek.
     Orl tko by o wielko ci dorodnej kury,kiedy Arpad przywióz  wie  o 

daniu W gierek,aby Gi-

zelli towarzyszy a na tratwie przynajmniej jedna niewiasta.
      - Mówi ,  e w razie porodu m czy ni strac  g owy, a pomoc dla rodz cej bywa przydatna –
przekaza  Arpad.
      Gizella spojrza a na Leszka i powiedzia a,  e czas porodu nie jest a  tak bliski.
     Tego dnia nie pojawi  si  orze , karmi cy orl tko... Nacisk niewie ci poszed  w kierunku, który
mo na nazwa  – musimy go karmi . Owo - „my musimy” - oznacza o dzielenie przez Leszka pad-
liny na k ski i karmienie orl tka. Dobrze,  e jego „niewiasty” raczy y towarzyszy  podczas
karmienia, a potem towarzyszy y orl tku. Unika y kierunku, z którego wiatr przynosi  smród
gnij cej nied wiedziny, a  Leszek musia  udawa ,  e jemu ten „zapach” nie przeszkadza.
       Przyjecha  pos aniec z wie ci ,  e trzy dni po nowiu pora b dzie wyrusza  ku Bugowi i na trat-
wy wsiada . Pos aniec powstrzymywa  oddech jak tylko móg  i pr dko odjecha  w bok od linii
wiatru. Tak e wóz trzeba by o przemie ci , bo akurat ku niemu od strony orl tka wania o...
      

Nacisk niewie ci mo na tym razem nazwa  - „musimy go zabra , bo on z g odu umrze”. Le-

szek uleg , a nawet ju  chcia  orze ka bra  na wóz i rusza , byle tylko pozby  si  odoru. Tego dnia,
z kierunku od towarzystwa  odoru wolnego, przyby a niewiasta z becikiem. A w beciku nios a
niemowl . Orze ek sam wzi  dziobem, bardzo ostro nie, nadgni y k sek mi sa z r ki Leszka.
      Nast pnego ranka Gizella zasta aTamar  i Libusz  przy orze ku. Znacznie wi kszy od kury bra
mi so z r k dziewczynek, lecz z ziemi zbiera  k sków nie chcia . Po  niadaniu nacisk samej Gizelli
szed  w kierunku - „to dzieci tko si  do mnie u miechn o”. Dalszy ci g polega  na po ytku z
zabrania na tratw  tej matki z maluszkiem. Bardzo warto, bo - „ja si  pomyli am i poród b dzie na
tratwie” . Leszek uleg  dopiero po - „piersi mi od karmienia obwisn , a ona za mamk  si  ju
zgodzi a”.
      Przyjecha o kilku wojów z  opatami. Zakopali padlin . Upolowali dzikiego królika. Tamara za-
pyta a, czy orze ek lubi ryby, Libusza powiedzia a,  e ona si  zgadza, aby Ludmi ka by a jej
siostrzyczk , co jako  nie zaniepokoi o Leszka, a – chyba – powinno... Nacisk Gizelli poszed  w
kierunku „na tratwie musi by  wóz”. Czworo dzieci tek, jedno male kie i drugie niewiele wi ksze,
jakby jaki deszcz, a jeszcze krow  by mo na – dzieciom mleko s

y...

background image

                                                                    - 94 -
- Koz ! – warkn  Leszek i sp oszona Gizella tylko kiwn a g ow .
     Przyjecha  Arpad na bardzo zasadnicz  rozmow . Powiedzia ,  e chce si  nauczy  Polski,bo mo-

e mu si  to przyda  przy budowaniu niew drownego sojuszu dziesi ciu strza -plemion

gierskich

Leszek  mówi   o  zamiarach  rady  kap anów  s owia skich  –  stworzenia  tamy  dalszej  w drówce
Germanów na wschód i dalszemu podbijaniu ziem S owian. Przypomnia  zdarzenie z Olegiem
Wieszczem.
     - Jak widzisz – powiedzia  – Germanie usadowili si  tak e na wschodzie od Polski. Naszym za-
miarem teraz jest zwi kszenie liczby wojowników, zdolnych przeciwstawia  si  Germanom i na za-
chodzie, i na wschodzie. Staramy si  przenie  cz

 ch opów do stanu mo nych...

      - Kto to s  ch opi?
      - Kiedy my uciekli przed Niemcami na dzisiejsze nasze ziemie – wyja nia  Leszek – zastali my
tu S owian podbitych przez innych S owian. Jedne plemiona s owia skie podbi y inne. Tych podbi-
tych zmuszano do pracy przy hodowli i na roli, albo w lesie, a zwyci zcy zaj li si  pilnowaniem
podbitych i obron  zdobytych oraz swoich starych ziem. Ci obro cy maj  bro , mog  swobodnie
podró owa , ustanawiaj , przez swoich przedstawicieli, prawa, czyli nakazy i zakazy dla wszyst-
kich, a dla siebie najmniej uci liwe. Owi obro cy s  zwani mo nymi, za  ch opi nosz  miano
poddanych. Niekiedy nazywa si  mo nych – szlachetnymi.
     

- To nie dla nas – zmartwi  si  Arpad – my na puszcie nikogo nie podbilim. U nas wszyscy

mo ni, czyli szlachetni. Ci wasi poddani, to te  Polacy?
       

- To tak, jakby  pyta , czy ka dy Ongur jest Chazarem – powiedzia  Leszek. - Dopiero mo e

tak by ,  e wasz Madziar stanie si  jednym narodem. Z dziesi ciu strza  powstanie jeden miecz albo
je-dna w ócznia. U was jeszcze trudniej b dzie ni li w Polsce, bo Chazarowie maj  innego przodka
ni  reszta Madziaru. My, S owianie, uwa amy, 

my wszyscy potomkami jednego przodka, a

mimo to podzielilim si  na narody.
       - Naród? - Arpad spojrza  na Leszka pytaj co.
     

- Taki Madziar rodów – odpar  Leszek – który ma wi cej rzeczy wspólnotowych ni li ró nic

mi dzy rodami.
       - Chyba przyjdzie nam odrzuci  Chazarów – powiedzia  zamy lonym g osem Arpad.
      - Warto spróbowa  zespolenia – powiedzia  Leszek. - Wi kszy naród trudniej pokona .
      - W ka dym razie – powiedzia  Arpad – my powrócim do  ycia osiad ego.Nasz ojciec mówi ,  e
dawno-dawno temu byli my rolnikami. Podczas tej w drówki przekona em si ,  e to korzystniejsze
od nieustannego pod ania za zwierz tami. Jeszcze zobacz  w Polsce. Bo tu jeszcze, chyba, nie ma
Polski?
       - Postaram si , aby by a – powiedzia  Leszek. - Bochotnicki j  zapocz tkowa .Ja musz  Niem-
ców  i  Waregów  powstrzyma   przed  zrobieniem  z  nas  ich  ch opów  i  to  umo liwi  przyj cie  Polski
tutaj.
        - A sk d we miesz tutaj ch opów? B dziesz niewoli  Tywerców?
      

- Ju

 si  przekona ,  e nasz mo ny mo e tak e kosi , drzewa  cina ,koby y doi , jurty sta-

wia ... Mo e uda si  Tywerców do narodu Polaków przyho ubi ... Naród bez stanów mo e by
silniejszy, bo wtedy poddanych nikt nie musia by pilnowa .
        - Byle tylko mo ni nie przyzwyczaili si  do panowania nad poddanymi... -powiedzia  Arpad.

*  *  *  *  *

       

Przyszed  sygna ,  e mo na wyrusza  do miejsca, w którym – na wschodnim brzegu Bugu –

czekaj  tratwy. Arpad upar  si ,  e W grzy b

 podró owa  g ównie konno – jako os ona i zaopa-

trzeniowcy flisaków – trzeba b dzie, przecie, co  zje  ognie na brzegu przygotowa , czasem sza a-
sy, gdyby deszcz pada ... Na razie i tak wszyscy jechali konno, tyle  e w towarzystwie ludzi
Bochotnickiego, którzy mieli zabra   znad Bugu konie i przep dzi  je do swoich grodów. Na czele
jecha  wóz Leszka,Gizeli, czterech dziewcz t i przysz ej mamki. Arpad zawsze ko o tego wozu...
Mo liwe,  e raczej ko o mamki, bo jego spojrzenia – dziwnym trafem – przywiera y do jej na-
brzmia ych mlekiem piersi. W takich razach trudno jest powiedzie , czy m czyzn  kieruje
nieu wiadomiony  lad pami ciowy z jego niemowl ctwa, czy co innego. Na pewno sta  si
dojrza ym m czyzn , tedy obydwie mo liwo ci sta y si  równorz dne. Kierujmy si  w tej materii

background image

                                                                - 95 -
fraszk  Sztaudyngera    – Na widok karmi cej matki,   dobre wychowanie ka e – mówi  o Mlecznej
Drodze, a nie o mlecznym barze...
     K opotów    tego  rodzaju    nie  mia     orze .    Ju   orze ,    cho   jeszcze  nielataj cy  –  on  zajmo-
wa  si  wy cznie my leniem o mi sie.   Siedzia  na budzie wozu, wpijaj c si  pazurami w kab k,
podtrzymuj cy p acht  budy. Siedzia  i przewa nie suszy  skrzyd a  oraz wygl da  bardzo pi knie.
Mimo bielactwa, a mo e w

nie z jego powodu. Bia y, pi kny ptak...

      

- Wiesz, Gizella – powiedzia  Leszek – ja bia ego or a uczyni  swoim znakiem. Znak rodu

Lesz-ka i Gizelli... Znak Piastów... Proporzec ka  wyszy . Bia y orze  na czerwonej materii..

adnie, co?

*  *  *

     

Spychanie tratew na wod , wtaczanie wozu, wsiadanie i próbowanie kierowania tratwami za

pomoc  d ugich dr gów odby o si  wieczorem. Ludzie Bochotnickiego odprowadzili od brzegu
konie wojów Leszka i par  wo ów. Ludzie Arpada pod ali do zmroku prawym brzegiem Bugu, a
potem skry a ich czer  nocy. „Flisacy” pozwalali pr dowi unosi  tratwy, a sami zapalali niewielkie
ogniska, na kamieniach u

one. Orze  zwin  skrzyd a i wsadzi  g ow  pod jedno z nich. Spa . O

wicie tratwy przybi y do prawego brzegu, zapalono ogniska wi ksze, warzono polewk , pieczono

mi siwo, odpoczywano, chodz c po lesie. Po po udniu dotar  Arpad. Zjad  co-nieco i zaraz ruszy  w
drog . Wiedzia  mniej-wi cej jaki musi pokona  odcinek, aby to on czeka  na tratwy, a nie
odwrotnie. Od trzeciego dnia ju  zawsze czeka  przy ogniach,  niadanie ju -ju  dochodzi o, obiad i
wieczerza by y cz ciowo przygotowane. Zaraz po  niadaniu W grzy ruszali dalej. I tak a  do
miejsca, w którym na Arpada i jego W grów czeka  Druzno w towarzystwie grupki ludzi z Gos-
tynina. Dzisiejszemu Polakowi nale

oby napisa  raczej – z Go cinina... Na wysokim, prawym

brzegu Wis y widnia  nowy gród. Wygl da  na rozleg y. Na usypanym wale sta  - z wyci ciami dla
strzelców, miotaczy i polewaczy gor cymi cieczami - wysoki cz stokó . Nad nim widnia o par
wie yczek.
     Brama i brona, uniesione w gór , wpuszcza y wzrok do wn trza grodu. Wiele budynków, chyba
chaty mieszkalne i zabudowania innego rodzaju by o wida . Jeden budynek kamienny. Wysoki, z

skimi oknami, trudnymi do dosi gni cia bez pomocy d ugiej drabiny. D ugi budynek wzd

tylnego wa u. Stajnie?
     - My tu zaczekamy – powiedzia  Arpad. - Trzeba nam na  owy – ze dwa dziki, kilka sarenek i
zaj czków. Wystarczy?
      -  wie yzna nigdy nie zawadzi, kiedy  pi arnie solonym wype nione – powiedzia  Druzno.

*  *  *

     By o ponad sto domostw mieszkalnych.Gizella  wszystkim przydziela a domy wedle liczby dzie-
ci – jednym troch  wi ksze – innym troch  mniejsze. W grom  onatym – troch  mniejsze.
Nie ona-tym – troch  wi ksze. Dla  onatych – jedna na dziesi ciu pomocnica do utrzymania
porz dku, prania i przyrz dzania strawy. Z nie onatych ka dy dosta  m od  pomocnic  z okolicy.
Najcz ciej z Gostynina...Ka dy W gier i Polak czu  pismo nosem – ta Gizella wiadomo co chcia a
osi gn ..Najwi kszy dom Druzno wskaza  Gizelli. Zaraz zebra a w nim wszystkie  ony i
pomocnice. Tu-tejsze niewiasty wieczorem wyby y z grodu i powróci y dopiero rankiem dnia
nast pnego. Nios y torby z niewie cimi przyborami, motkami nici, k bkami we enek i ró nego
babskiego badziewia.
      M czy ni, pod przewodem Leszka, zebrali si  w celu wymy lenia dla grodu nazwy. Ro ne po-
mys y pad y – Zabrodzie, bo bród by . Zarzecze, Zawodzie i inne „za”. W ko cu Osesek wyskoczy
– jak to on – z Zadupiem, za coLeszek go ofukn . I wtedy zabra  g os Kaszub Nock.
       - P eck – powiedzia  Nock.
       - A co to znaczy? - spyta  Leszek.
       - U nas je gród P eck – powiedzia  Nock – bo kole niego je p ecko. Such  nog  na Kos  przej-
dziesz. Znaczy woda do kolan je.
       - Ach, p ytko jest – zrozumia  Leszek. - To niez y pomys . Jeno dwa grody o tej samej nazwie...
Mo e by P ock?
        - To by be o od rybki – powiedzia  Nock. - Ty

ednie, a p ocek tu nie braknie, bo tego najwi -

cej w ka dej wodzie.

background image

                                                                     - 96 -
       - P otki masz na my li?
       

- Tak, p ocki – powiedzia  Nock i dzi ki Kaszubowi do tej pory P ock nie jest kojarzony z

op otkami ani z p otkiem

       Arpad zwróci  si  do Leszka i Gizeli z pro

 o porad  w sprawie pomocnicy dla niego i spyta

jednocze nie, czy nie mog aby to by  matka Ludmi y.  Ma onkowie u miechn li si  i Arpad   us y-
sza ,  e to jest ca kiem rozs dny pomys .
     - Ona nie jest  adna puszczalska – zapewni  gor co Arpad. - Ona zosta a zniewolona przez w o-
darza tej ksi nej od Waregów, bo suka onego w odarza nie mog a zaj  w ci

. A po porodzie,

mojej  Czarnuszce chciano odebra  Ludmi  i da  j  tej suce. Dlatego Czarnuszka usz a.
     Po wyja nieniu,  e suka jest tylko zas

onym wyzwiskiem dla niewiasty Warega,a Czarnuszka

nie jest cech  uw osienia i cery, lecz tylko imieniem matki Ludmi y, sprawa Arpadowego o enku
wysz a na ostatni  prost  przed  lubem, który odby  si  razem z ponad dwudziestoma innymi

enkami polsko-w gierskimi, kiedy  nieg pada  bardzo d ugo i  tak by  gesty,  e ca y P ock – a

po szczyt najwy szej wie yczki grodu, zosta  przykryty  niegow  pierzyn . Ta pierzyna musia a
chyba nasun  m odym ma onkom odpowiednie obrazy do zasobu wyobra

. Poza tym – od

dawna stwierdzono,  e kiedy nic innego nie mo na robi , to bardzo wzrasta przyrost naturalny,
który jest zapocz tkowywany licznymi ci ami... Sprawdzi o si  i tym razem.
      Wszystko, co si  dzia o w P ocku ko czy o si  ka dego wieczora babskim spotkaniem, na któ-
rym  piew szed  w zawody z wyszywaniem i opowie ciami o tym co by o, o tym co jest i o tym co
mog oby by , aby by o dobrze.
     

Orze  dosta  gniazdo, do bocianiego podobne, na poddaszu domu Leszka i Gizelli, w którym

bardzo wa nymi osobami – kto wie, czy nie najwa niejszymi – by y trzy dziewczynki. Nawet orze
chyba to uznawa , bo zawsze z gniazda rado nie zeskakiwa , kiedy która z córek Leszka i Gizelli
pojawia a si  przy gnie dzie z misk  wody i p askim talerzem, pe nym kawa ów mi siwa.
       Powiadaj  niekiedy o byle jakich ludziach,  e przy nich okna mo na  mia o otwiera , bowiem
to nie or y i przez otwarte okno taki nie wyfrunie... Na przedwio niu dziewczynki otwar y dymnik
na poddaszu.  Orze  podszed  kaczym chodem do otwartych drzwiczek, wyjrza , potem rozwar
skrzyd a, troch  nimi pomacha  – jakby je trzepa  z zimowego kurzu, ustawi  pazury na samym
brzegu dymnika, ugi

apy, odbi  si   w gór  - machn  skrzyd ami...

      Zakr

 nad P ockiem. Ludziska wylegli,  eby or a ogl da ,on przybra  kierunek na Gniezno i

polecia  prosto jak strzeli .
      - Dobry znak – powiedzia  Leszek, a Gizella jakby si  troch  zasmuci a.

background image

- 97 -

Rozdzia  XVIII

Przyw aszczenia

     Tej jesieni, kiedy ksi

 Leszek, brany przez przygodnych widzów za flisaka sp ywa  Bugiem do

Wis y, ksi

 Czechów – dopiero drugi z kolei – Spytygniew, og osi  si  Wielkim Ksi ciem

Wielkich Moraw. Tak naprawd  przyw aszczy  sobie Wielkie Morawy i tytu  ich w adcy. Razem z
tymi, wymuszonymi zbrojnie rabunkami, przyw aszczy  sobie kawa

ska Niskiego – od Nysy

yczan do przesieki - i ca e 

yce.

     W Polsce mo ni zastanawiali si , czy jest ró nica mi dzy panowaniem na 

sku Czechów, a

panowaniem Morawców. W obu przypadkach 

sk nale

 do przyw aszczyciela, tedy ró nica,

je eli by a, polega a na braku prawego w adcy Polski, bo Svena uznano za przyw aszczyciela
panowania nad Polsk  – on nie by  wybrany jak nale y, a mo ni nijak nie chcieli dopu ci  do siebie
my li o dziedziczno ci tronu Polski.
     

Wprawdzie Svena uwa ano za jednego z Piastów, lecz nawet gdyby dopu ci  dziedziczenie

adzy w tym rodzie, to by  przecie starszy od Svena syn Siemowita. I to wcale nie o Leszku

my lano, który mo e 

, mo e wraca , ale pewno ci co do tego nie by o.

       Sven og osi  si  w adc  Polski.  Przyw aszczyciel?    Skoro dziedziczenia nie ma...
      Hmm... Czy dla kacyka, nie uznaj cego  lubu i ma

stwa za cokolwiek znacz cego i dobrego

jest wa ne – która niewiasta og asza si  jego  on ?... Je li rozwa a si  która z nich ma lepsze
powody nazywania siebie  on  owego kacyka, to robi si  to jeno dla  wiczenia w asnego
rozumowania, ale  adnej si  nie poprze s owem ani czynem ... Chyba  eby by a z tego jaka korzy
dla tego, co jednej z nich pomo e...
       Czy w Polsce obrano ksi cia? Ka dy mo e si  og osi  ksi ciem.
      Drog  nieurz dow , ale z urz dow  piecz ci  glinian  ksi cia Siemowita, rozes ano szczególne
wici. Podpisany by  pod wezwaniem Druzno... Do Wierzchoniowa dosz y akurat w czasie, kiedy
ksi

 Leszek zbli

 si  tratw  do P ocka. Wzywa y do pr dkiego stawiennictwa, konno i zbrojno,

pod 

czyc . Tam jedyny chram starych bogów pozosta  nietkni ty i mieszkali w nim wszyscy

kap ani bóstw innych ni  Swarzec. Mo e chram i kap anów na pami tk  zostawiono, mo e z innej
przyczyny... Mszczuj przypuszcza ,  e wzywa si  mo nych do obrony tego chramu, lub te  do jego
zburzenia. Wici nic o chramie nie napomyka y – powiadamia y natomiast,  e idzie o uznanie lub
odrzucenie ksi cia Svena, który jest albo nie jest ksi ciem Polski. W sprawie chramu Mszczuj nie
kiwn by nawet palcem,  ale Sven... Ch opi i mo ni, zwo ani na zebranie, jednomy lnie orzekli,  e
nale y wypowiada  si  przeciwko Svenowi, bo on jest uosobieniem normanno ci, która wszystkim
dojad a.
     Ju  w Przysusze by o wiadomo,  e wezwania pos ucha o bardzo wielu mo nych. Z rozmów i ok-
rzyków wynika o,  e wszyscy maj  nadziej  jeszcze przed zim  wy en  z Polski Normanów,
czego – podobno – i ch opi pragn . Mo na by o mie   w tpliwo ci, czy poddani bardzo pragn  poz-
by  si   pocz tków, cho by pozorów równo ci z innymi stanami, lecz Mszczuj doszed  do wniosku,

e wszystko zale y od pana w

ci i ch opów. Siebie uwa

 za przyk ad pana dobrotliwego,

którego ch opi tak szanuj  i ceni ,  e  adne oswobodzenie z podda stwa ani im w g owie...
     Jakby uto samia  niech  ch opów do zamiany pana na  innego z niech ci  do stania si  mo -
nym, myli  niech  do gorszego z niech ci  do lepszego... Chyba  e co  kto  ch opom obieca  i oni
post puj  teraz wedle powiedzonka – lepszy wróbel w gar ci ni  go b na dachu.
     

W Rawie, w zaje dzie jaki  szlachetny chwali  w g os Piastów. Niby s usznie, bo istotnie z

odu czy niedo ywienia choroby si  bior  i wielu ludzi umiera. Zdarza si ,  e wiecej umiera ni li

si  rodzi. Od czasu rz dów Piasta ludzi w Polsce przyby o, tedy g odu ani niedo ywienia nie by o.
Czy to jednak zas uga w adców? Cz sto mówiono,  e ka dy w adca z Piastów, to taki Lelum-
Polelum – wzorowany na tych bli niakach odk adacz do jutra lub do  wi ta bogini Nigdy. Jednak e
Sven... No, wypada Piastów poprze , bo normanno  ci gle narasta a, jakie  rozporz dzenia
przychodzi y dziwaczne i cz ek nie ma poj cia - czego si  trzyma . Gdyby tak panowa  ksi
Lech... Ech, pomarzy   sobie wolno...  A mo e ten Leszek... Imi  do Lecha podobne...
     W Ozorkowie Mszczuj spróbowa  nakierowa  rozmow   na  to powiekszanie si  liczby ludzi w
Polsce, lecz znalaz o si  paru, którzy uwa ali, ze to nie jest zas uga Piastów.

background image

- 98 -

      - Pami tam jakem  on  dosta   z Niemiec przywiezion  – powiedzia  jeden szlachetny – to pono
by a zas uga wojewody z Pomorza. Z ni  dziesi cioro dzieci mam. 

uj ,  em j  tak mocno

wykorzystywa ,  bom  j  wyniszczy  bardzo.  A teraz,  jak si  wyuczy a naszej mowy, to okaza a si
najlepsz  towarzyszk

ycia. Lepiej by o powoli przyrasta , a mie  bab  zdrow  i m odziej

wygl daj

.

     - Lecz to o to idzie – powiedzia  Mszczuj –  e dla was i dla waszych dzieci nie brak o jedzenia,
mieszkania ni odzienia. A ten Sven do n dzy nas doprowadzi. Ch opów na wojn  chce bra ... A kto
rol  sprawi, kto zasieje i zbierze?
     - Niby prawda – przy wiadczy  inny – lecz co poczniem, je li Sven oka e si  jedynym  yj cym
Piastem? On e tako  mo e spokój i dostatek zapewni , kiedy tej jego mateczki nie b dzie. J
wy en  nale y!
     

- Obierzem ksi cia z innego rodu! - zakrzykn  inny, który chuch mia  wype niony zapachem

pit-nego miodu. Barnim z Pomorza niech nam  yje!
       Nikt nie podtrzyma , nie popar

adnego innego – ka dy co innego mówi , co innego by  gotów

przez chwil  poprze , a pewno za dzie -dwa co innego by mówi  ni li onegdaj.To nie by  najlepszy
objaw, to by a nienajlepsza zapowied  na wypadek potrzeby wspólnego dzia ania. To tak wygl da o
jak zaprz g z m odych  koni z

ony, kiedy wo nicy i twardej r ki zabraknie. Jednak Mszczuj

wiedzia  na pewno,  e on Svena nie poprze. Nie wiedzia  jednak – co pocznie, je li wielu innych,
je eli wi kszo  b dzie chcia a ksi ciem uczyni  w

nie Svena. Wtedy mo e by  zarz dzone

przepychanie... Jak nic – mniejszo  zostanie zgnieciona. Dos ownie – zgnieciona! W najlepszym
razie sko czy si  na po amaniach... Brr! Wzdrygn  si  Mszczuj od tego wyobra enia w asnego
cia a deptanego  nogami przeciwników.
     Na drodze z Ozorkowa do 

czycy sta o si  ciasno. Ju  by o pewne,  e nie zostali zwo ani na

zjazd przedstawicieli mo nych. Mszczujowi powiedziano jaki  czas temu,  e on ma by  na zje dzie
przedstawicielem  z  Ziemi  L dziców  i  on  ostatnie  wici  uzna   za  wezwanie  na  obrady  oraz  na
zatwierdzenie uchwa , czy te   posuni  ksi cia mi dzy zjazdami. No, w tym przypadku na
prawdziwy obiór ksi cia. Bo ten przez wyznaczonych ludzi dokonany... Hmm, lepiej si  nie wyra-

 o wdowie po ksi ciu Siemowicie... Jest zrozumia e,  e matka dba o w asnego syna i chcia aby

go widzie  nast pc  ojca na tronie. Lecz  eby z naruszeniem obyczaju i prawa?... Nie! Na co
takiego zgody da   nie mo na, bo nast pstwem staje si  wtedy normanno ...
     W 

czycy pustk

wieci y koszary dru yny. Nie ze wszystkim – teraz kuchnie by y czynne i

ka- dy,z przybywaj cych na wezwanie przez wici, móg  dosta  misk  polewki – krupniku z
kawa kmi mi sa i do tego chlebek ca y.  Wydawano tak e drewniane 

ki. Spa  nikomu w

koszarach nie pozwolono – tam mia y by  spotkania wezwanych z... Chyba z Druzn , skoro on wici
podpisywa ... Wobec braku innych mo liwo ci, za noclegownie s

y w asne wozy, a kto jeno

konno przyby , ten albo sza asem musia  si  obej ,albo korzysta  z zaproszenia do cudzego
wozu.Ch odno w nocy by o,wszak ju  jesie  trwa a.  Mszczuj pomy la ,   e nikt  nie b dzie
przeci ga   czasu  nocowania w ch odzie, tedy do domu niezabawem powróci  b dzie mo na...
Mo e jutro da si  zwiedzi  chram wszystkich bogów? W domu by oby co opowiada ... Och,

wie ynka...

     Nie da o si  niczego zwiedza . Zaraz po porannej polewce – g stej grochówce z gotowan  rzep
i kie bas  – siwy, chocia  niezbyt stary cz ek zapowiedzia  spotkanie w  wietlicy koszar dla
przyby ych ze 

ska, Ziemi L dziców i z Ziemi Go szyców.  wietlica by a pe na, jednak wszyscy

si  na  awach pomie cili, tylko troch  trzeba si  by o po cie nia . Ten siwy sta  przed  awami, wyg-

da  na bardzo sprawnego, czeka  a  wszyscy si  usadowi , uciszy  gwar kla ni ciem r k.

      - Jestem synem Druzny – powiedzia  – zw  si  Zdruzno. Mój ojciec prosi o wyrozumia

 –

sam nie móg  przyby , za atwia wa ne sprawy. Ja mam wszystko przekaza ... Wasze przybycie
tutaj
jest  prób   zliczenia  poparcia  dla  ksi cia  Svena  przeciwko  tym,  co  podburzaj   go  do   amania
naszego obyczaju i naszych praw. Wszyscy wiemy, ze dawniej sprawami mienia po zmar ym
cz eku zajmowa  si  ród zmar ego i  adnego dziedziczenia po ojcu ani po matce u nas nie by o.
Wiadomo,  e ród zawdy dba  o zaopatrzenie wdowy i dziecisk zmar ego – czasem wi cej im

ycza  ni li zmar y po sobie zostawi . Wiadomo nam, 

my musieli rody porozdziela  na rodziny,

background image

                                                                - 99 -
bo Polska wielka jest i  do jej zasiedlenia tak g stego,  jak to  w ustroju rodowym  by o – rodów i
ludzi jest za ma o. A jak rody rozdzielono, to ojciec mo e swoim dzieciom swoj  w asno   rozda ,
zapisa  do dziedziczenia...  Swoj ! Atoli by my nie znie li, gdyby w odarz, urz dnik w dobrach
ogólnych, chcia  obdarzy  kawa em ogólnej,

a nie w asnej ziemi, kogokolwiek.Tako

niedopuszczalne jest, by ów urz dnik chcia  obdarzy  nie w asnym kawa em ziemi swoich
dziedziców po swojej  mierci. Nynie wrogowie obyczaju 

, i e ziemie ogólne s  w asno ci

ksi cia – my te ziemie uznajem za powierzone najwy szemu urz dnikowi w Polsce, czyli naszemu
ksi ciu. On z tych ziem dru ynie dawa , nagradza  – za zgod   zjazdu, zas

onych dla ogó u

Polaków, przydziela  kawa y tych ziem mniejszym od siebie urz dnikom – powiedzmy w odarzom
czy grododzier com albo wojewodom. Przydziela  na czas pe nienia urz du, ma si  rozumie . Co

dzie, je li si  zgodzim z wrogami obyczaju i ksi

 uzna ziemie ogólne za swoj  w asno ? Ano,

on powie,  e nale y si  nasz udzia  w utrzymaniu naszej niepodleg

ci, w utrzymaniu

namiestników, wojewodów, grododzier ców, w odarzy, rz dców, wieszczyców, pos ów i kogo tam
jeszcze. W starym cesarstwie i w tera -niejszym cesarstwie wschodnim wszyscy opodatkowani byli
i s  . Znaczy – musz

 na wszystko  to, co u nas jest utrzymywane z dochodów ksi cia z ziem

ogólnych. Pojmujecie –co nas czeka, je li zgodzim si  na  dania wrogów obyczaju i prawa
naszego? Oni namawiaj  ksi cia Svena na przyw aszczenie sobie ziem ogólnych! Mo em na to
pozwoli ?
      - Nieee! Nigdy! A  do garde  naszych! A  do ostatniej kropli krwi!  ywi  i broni  si  przeci-
wim! - takie i podobne okrzyki – pojedy czo i grupowo wznoszono, a Mszczuj krzycza  sam albo z
innymi – to samo.
       Zdruzno zrobi  taki ruch r

 jakby wielk  korb  zakr ci   i nagle ten ruch przerwa . Wszyscy

to przerwanie „kr cenia” akuratnie poj li i sala nagle ucich a.
        - Przy takich wiernych synach nasza macierz – Polska – nie zginie – powiedzia  Zdruzno. Dwa
dni po pierwszym wiosennym nowiu, ko o miejscowo ci Gostynin, staniecie wszyscy ko o wojsk
ksi cia Svena – w jego os onie b dziecie, ale z daleka – na samych skrzyd ach. Ja dam znak, na
który obrócicie bro  przeciwko wrogom naszego obyczaju. Naciera  nie trzeba – wystarczy gro na
mina i go e ostrza – jakby do ciosu wzniesione. Bli ej ksi cia b

 woje piesi – niech e oni wam za

wzór s

.

        Spogl dali po sobie, nie ca kiem pewnymi b

c – kogo Zdruzno nazywa  wrogami obyczaju.

Lecz skoro wzór ma by ...
         - Ksi na Gundra Lindis – mówi  dalej Zdruzno – prosi o pomoc w odnalezieniu kolczyka. To
by  dar dla niej od ksi cia Siemowita – z oty kolczyk z b kitnym kamieniem. Kto  sobie ów
kolczyk przyw aszczy . Ten, co  zoczy taki kolec u przyw aszczyciela lub u kupca – ten ma donie
ksi nej i nagrod  za to wielk  otrzyma. Aha, pod Gostynin niech ka dy z w asn

ywno ci  si

stawi, bo ksi

 Sven jeszcze nieobeznany z naszym obyczajem i jeno dla przybocznego oddzia u

ywno  zapewnia. Teraz – jak najpr dzej – do siebie jed cie! Kogo uznacie za godnego zaufania –

tego pod Gostynin przyprowad cie. W kuchni czekaj  na was urny. Kto jeszcze nie ma urny z
prochami Piasta, Lecha, Czecha, Rusa  i Siemowita –  niech e do dom we mie na pami tk .

*  *  *  *  *

     Do Wierzchoniowa Mszczuj ju  przebija  si  przez zaspy wy sze od niektórych drzew. Wiele
razy odczuwa  pokus , aby stan  i da  si  przysypa  tym p atom wielko ci najwi kszych motyli,
jakie w  yciu widzia , Jak e lekkie si  to wydawa o – przysypie wóz i zaprz g, pod bud  si
przycupnie, ciep o b dzie, zacisznie... Mo e wo y zdechn , ale mo e i przetrzymaj ... Po co si  z
tym wichrem mocowa , po co da  si  przewiewa  mro nym po wistom a  do szpiku ko ci?
     

My l o   wie ej, czekaj cej w domu, modl cej si  zapewne o jego  ycie – ta my l pomog a

pokona  zm czenie i ch  odpoczynku. Tak e wiedza... Ile  to razy s ysza o si  opowie ci o pocz -
tku usypiania snem wiecznym, kiedy du o i mrozi o?
     Hmm... A ile  razy opowiadano o przywiezieniu zamar ni tego na ko , a on potem w szopie
odtaja  i o

?

     

Którym opowie ciom si  teraz przeciwstawi , oddali  pami  o nich, uzna  je za czysty wy-

mys ?  Wybra  te zgodne z nauk  szkoln . Dlaczego Normanowie szko y pozamykali?Czy by
chcieli zrobi  z Polaków naród ciemny,  tedy  atwy do oszukiwania?

background image

- 100 -

       wie a! Ty mnie podpieraj, pomó ...
      Ubi em tych dwóch, co z Lub ?... Czy oni si  wzajemnie...
      Luba to zwid!
       wie a! Poradz  temu wichrowi i  nieg przetrzymam! Ja dla ciebie...
     Poradzi , przetrzyma , chocia  do Wierzchoniowa dotar  na ostatnich nogach. Trzy dni dochodzi
do siebie w 

u, a inni chodzili ko o niego jak ko o cennego klejnotu, który p kn  móg by od

pr dkiego ruchu, od ha asu... Dobrze  e od strachliwej my li nie p

, bo wszyscy si  o jego  ywot

kali.  Potem opowiada  o przyw aszczeniu  przez Svena ziem ogólnych  i  o przyw aszczeniu

przez z odzieja kolczyka ksi nej. Potem wsta , jad , jad , jad ...
       

Rozejrza   si   po  izbie  dla  go ci  i  pokaza

e  ju   ca kiem  do  siebie  doszed .  Zoczy   urn   z

prochami przez siebie przywiezion . Sta a na pó ce, ko o niej dwie lampki si  pali y – te przy-
wiezione przez Mszczujka razem z olejem skalnym.
     - Co za g up  przy urnie zapala lampy ?! - jego krzyk by  naprawd  oznak  zdrowia.
     - To ja – przyzna a   wie a, a min  mia a skruszon  i przepraszaj

.

     - No, chyba  e ty – powiedzia  Mszczuj ju  ca kiem spokojnie i ze zrozumieniem. - Przy urnach
z popio ami ogni si  nie pali – powiedzia  pouczaj co, a  ona natychmiast oba p omyki zdmu-
chn a.
     - Ja tylko chcia am uczci ... - powiedzia a.
     - Nic, nic – powiedzia  Mszczuj – ja my la em,  e to kto inny. Tobie wszystko wolno. Ja w tej
zawiei...
     - To ja ci si  do czego  przyznam – powiedzia a  wie a, a Mszczuj od razu zobaczy  przed ocza-
mi Lub  i tych dwóch...
     - Ja te  trzymam urn  z prochami – powiedzia a  ona, a Mszczuj z ulg  wypu ci  powietrze i za-
pomnia  o Lubie i o tych dwóch.
     

- Mój stryj – powiedzia a  wie a – przyw aszczy  niegdy  monety. Za to na m ki go wzi li i

podczas rozci gania ko em zmar . Ale to nie jego prochy – doda a pr dko – widz c zmarszczki na
czole m a – to starsza urna. Mo e ja ci to przynios ...
     

Wnet przynios a star , glinian  urn . Odkry a pokrywk    i wysypa a zawarto  na stó . Jaka

kosteczka zrzeszotowia a, troch  pozlepianego popio u, okruszyny ziemi... Brz kn o d wi cznie.
Jedna po drugiej z urny wysypywa y si  na stó  z ote monety. Tuzin z otych aureusów.
       - Przyw aszczy am – powiedzia a  wie a. - Oddaj mnie za to w niewol , wyp

... Mo e...

      - Chod  do sypialni – powiedzia  Mszczuj – bo jak ci  wyp dz , to ju  ci  nie b dzie. Twoje
wdzi ki...
       - Co ze mn  b dzie? - spyta a potem  wie a.
       - Oddamy...
       - Mnie? Komu? Svenowi przyw aszczenie darowano.
     - Oddamy ksi ciu monety – powiedzia  Mszczuj – a win  ja na siebie wezm , bom nie spraw-
dzi  - co mi si  po domu poniewiera.

background image

- 101 -

Rozdzia  XIX

Nów

Ta noc po odlocie or a nie by a senna. Miesi c wisia  na niebie nisko, zda o si ,  e tylko do

widnokr gu dojdziesz, podskoczysz i ju  go dosi gniesz. Wielki by  niby taca dla kilkuset ludzi
przeznaczona. Mosi ny albo miedziany – nie da o si  tego na pewno powiedzie , bo zabrudzony
by  plamami ciemnymi, wyra nie postarza ymi i trudnymi do odczyszczenia. Mimo to wszystkie
prawie pomocnice w P ocku mia y co jaki  czas ochot  spróbowa  t  tac  doczy ci . Mo e
popio em? A jakby tak wapna niegaszonego u

? Nie, bo to by mog o powierzchni  zniszczy  i

ju  nigdy o pob ysku miesi ca nikt by powiedzie  nie móg . A ten, któremu si  za pomocnic

o, czasem o oczach tak b yszcz cych  mówi ... To nic,  e gdzie  tam  on   ma. Czy  nie

powiadaj  – gdzie strona, tam  ona?... A te gwiazdy na niebie... Niby rzucone do kryszta owej
wody  wlanej do naczynia z przejrzystego szk a z ote paprochy. Nie ton , ale i nie p ywaj  po
powierz-chni. Porozmieszczane do  równomiernie,czyni  widocznym to, co zda o si  p askie.
Taka woda z paprochami, taka zawiesina z ota staje si  przestrzeni  o okre lonej grubo ci, nie
zak ócaj c przejrzysto ci naczynia i niewidoczno ci kryszta owej wody. Co  takiego pomocnice
widywa y  cz -sto  w  noce  bardzo  ciemne,  w  komnacie  b

c,  w  

u  le c,  kiedy  ten  s odki

Wegier... A teraz, na niebie owe z ote paprochy podkre laj  jeno wra enie istnienia przestrzeni bez
granic za tym pobrudzonym miesi cem. Pustka si  bezdenna  w niewie cie robi, kiedy jej ka
czuwa , bo mo e by  lada chwila potrzebna ksi nej Gizelli. Niewiasta, sama w tak  noc, bez
odczuwania przy boku oparcia tego od wzniecania pod  zamkni tymi powiekami rojów gwiazd.
Krzywda!...
      Okienka tej kamiennej budowli, wszystkie co do jednego, roz wietlone  kremowo

tym  wia-

em  wiec.  wiat em niby mniejszej jako ci od tego blasku gwiazd, lecz za to  sul cym poczucie

ciep a i zaciszno ci. No, nareszcie. Zza okienek s ycha , st umiony szk em szybek i odleg

ci ,

acz nowonarodzonej istotki. Niby nie W gier, a te  jako  ko o serc pomocnic mi kko si  czyni i

wzruszenie 

 pod  brzeg powieki podsuwa... Ciekawe kogo wezw  do pomocy... Ch opczyk, czy

kolejna dziewczynka?... Z drzwi wychyla si  g owa nadzorczyni pomocnic. G os nadzorczyni,
chropawy, lecz dono ny, wymienia imiona niezb dnych do pomocy – uporz dkowa , zabra
skrwawione prze cierad a do prania, zaciepli  - jeszcze raz – pieluszki, pozmywa  plamy – bo to
zawsze gdzie  pry nie albo komu z r k skapnie, obejrze  i pochwali  ma e... Ale jaka p

?

Dlaczego ta nadzorczyni...
      - Ch opiec – obwieszcza dono ny, aczkolwiek chropawy, g os nadzorczyni. - Siemomys  b dzie
si  zwa . Reszta niech spa  idzie.

*  *  *

      Leszek cieszy  si  z lekko ci porodu. Gizella raz si  tylko nat

a i zaraz ten ma y, ca y  luzem

umazany, troch  krwi  pobrudzony, da  z niej nurka w powietrze, prawie wypad  na prze cierad o,
potem tylko p powina w Gizelli tkwi a, ona jeszcze troch  si  nat

a, wysz o 

ysko,

podwi zano i przerwano p powin , k piel ma ego, pieluszki i po krzyku, je li nie liczy  s abego
pokrzykiwania malucha, który jakby sobie co chwila przypomina ,  e umie wydawa  g os i chcia
pozna  – sk d ta ró nica mi dzy wn trzem matki a  otwartym powietrzem. Baby poprosi y Leszka,

eby ju  sobie poszed , one dopilnuj  pierwszego karmienia, podmyj , uprz tn ...

      Siedzia  teraz na w asnym, ma

skim 

u i jedno wiedzia   - Gizell  mi uje gor co i jest rad,

e  wszystko  posz o  raz-dwa,  bez  wielkiego  bólu,  bez  siódmych  potów  i  j ków,  bez  d ugiego

czekania. Od czasu szykowania si  do wyruszenia ku tratwom na Bugu mia  pewno ,  e  ona jest
inna ni  on sobie wyobra

. Ona gotowa jest kr taczy , kluczy  – byle tylko uzyska  jego zgod

na to, czego ona pragnie. Ona bez jego zgody niczego przeciwko niemu nie przedsi we mie –
zawsze nak amie, na e, widzi,  e on na co  nie ma ochoty, tedy ona tymi swoimi oszustwami
przeciwko jego ochocie staje, zwalcza jego niech , pokonuje jego opór – w

ciwie ma go w

takich razach za wroga. Lecz gdyby opar  si , nie wyrazi  zgody, to ona jeno si  naburmuszy, s uch
i g os wy czy, ale bez jego zgody nic nie zrobi. To dowód,  e i ona jego mi uje.
     Ona mówi a,  e siebie wini za te dziewczynki... Chce mu da  ch opca, bo wie,  e ka dy m  pra-
gnie mie  nast pc ...
     Ona wierzy,  e Leszek jest, albo przynajmniej b dzie ksi ciem Polski syn jest potrzebny,  aby po

background image

- 102 -

ojcu te  ksi ciem by . Tak samo Arpad wierzy. Równie  W growie Arpada i ta pi dziesi tka
Polaków w P ocku. Tak e Bochotnicki... Ilu ludzi w Polsce w to wierzy?
     

Ksi ciem Polski jest  Sven. Obrany przez  zjazd  ludzi wyznaczonych przez  Gundr  Lindis.

Mówi

e taki zjazd niewa ny... Ale nikto nie krzycza , nie rwa  si  do walki przeciwko Svenowi... Co pra-

wda wybrali tajnych przedstawicieli na zjazd prawdziwy, wa ny. Lecz to spory kawa  czasu temu
by o. Czy pamietaj ?... Zreszt ... Nie ma r kojmi, i  Siemomys  zostanie obrany...
     Niby rody Polan rozproszone, niby rodziny si  licz , niby Piastów si  ceni... Lecz, przecie, sam
zjazd przedstawicieli, który ma postanawia  o losie Polaków, Polski i o oddaniu w adzy nad nimi
komu  nowemu – to  to jest czysta pozosta

 ustroju rodowego! Nie ojciec rodziny pozostawia

synowi to, co Gundra Lindis iSven uwa aj  za w asno  Svena, lecz zjazd -jak ród drzewiej –
posta-nawia o wszystkim, bo wszystko jest pospólne...  Narodowe?
   

Wypada,  e ksi

 Polski jest s abszy od naczelnika rodu, którego wszyscy s uchaj  bez

zatwierdzania przez ród. Ród dopiero po  mierci jakiego  cz onka zbiera si  i wspólnie postanawia
o rodzinie zmar ego i o jego mieniu. Od  mierci Leszkowego ojca zjazdu nie by o. Teraz – je li

dzie – zajmie si  obiorem nowego, prawego ksi cia. A nast pny zjazd b dzie zatwierdza  albo

odrzuca  wszystkie postanowienia Svena, mo e Leszka, ostatnie postanowienia Siemowita... Bez
zatwierdzenia przez zjazd – nie pow adasz biedny ksi ciuniu... Prawda,  e jeszcze ani razu nie
odrzucili, ale nie raz i nie dwa trzeba si  by o naprzekonywa  a  do sucho ci w gardle...
       Jaki  ruch w grodzie... Przy bramie chyba?.. Kto  przyjecha ?... Mo e – nie daj Swarzecu – po
lodzie przeszli i jest napa  Normanów?... Eee, nie - lód ju  za s aby, mo e si  nawet jeszcze nie
zwiedzieli o istnieniu nowego grodu i o pobycie w nim Leszka...
    

Wyjrza  prze okienko. Brama na o cie  otwarta, wje

aj  konni – na oko ze trzystu, teraz

wchodz  piesi woje – dzidy, tarcze, miecze,  uki przez pier  poprzewieszane... Te  ze trzystu.
Zamiast szyszaków baranie czapy z nausznikami. Kto?...
      Wyszed  na podwórzec. Podbieg  ku niemu stary Bochotnicki, he m zdj , przykl kn  na kola-
no.
       - Ma by  dwa dni po pierwszym wiosennym nowiu  -  powiedzia  – tom na pierwsz  pe ni  ce-
lowa , aby na czas wzmocnienie ducha  przywie

. Po drodzem trzystu Kurpiów zabra . Oni... No,

mo e do Polski przynale

 nie chc , wszelako normanno  im straszna i prawego ksi cia przeciw-

ko samozwa cowi chc  poprze .  Po owa jezdnych te  jest po drodze zbierana. Starczy  nas? - w

osie starego woja zamiast otuchy czu  by o niepokój.

       - Sk d ja wam miejsca... - Leszek podrapa  si  w czubek g owy – do rana musicie po obozowe-
mu – stra  pe ni  na podworcach. A rano tutejsi na pierwsze  owy –  wie ego mi siwa przywie
dla nas i dla go ci. Wy do ich domów i spa , odpoczywa .
      Okrzyki si  rozleg y na cze  Leszka. Sk  wie  mi dzy przyby ych si  wsmykn a o Siemo-
my le i okrzyki trwa y do rana. Tym bardziej,  e klucznica Gizelli dziewki - pomocnice  wezwa a i
kaza a  zapasy z piwnic wynosi , piwo grza  i beczu ki z gorza

 wytoczy .

       - Jak który ognisko na dworze zapali, to kara  mierci – powiedzia  Leszek Bochotnickiemu –
bo tu wiele drewna i sp on oby niczym smolna  agiew. Grza  si  po domach!
       Powoli, co jaki  czas na dwór wychodzi  jaki  woj Leszka albo Wegier Arpada. Nawi zywa y
si  znajomo ci. Zawi zywa y si  przyja nie. Padano sobie w  obj cia – nie bez wp ywu gorza ki.

ciski, ca usy m skie, serdeczne,bez cienia cielesno ci – wszystko by o duchem kierowane, a

duch krzep  i t

. Jeden tylko Leszek uciechy nie pokazywa . Mo e jej nie mia ?...

*  *  *  *  *

     Czas nowiu by  pochmurny. Ciemno cho  oko wykol, ch odno, ponuro. W  wietlicy murowa-
nego budynku grodu p ockiego siedzieli, razem z Leszkiem, kap ani. Od Wieletów Storan smag y
przyby . Od Obodrzyców przyjecha  – siwy i pomarszczony – Bronisz. Z Brenny, od Sprewian by
grubawy i pyzaty Boro .Z Budziszyna a  dwóch – kap an chrze cija ski obrz dku  aci skiego - Kle
mens i kap an ze  wi tyni wszystkich bóstw s owia skich – Walczybor. Z Ma opolski stawi  si  ka-

an chrze cija ski obrz dku s owia skiego – G bosz. Z samej Sobótki, czyli z góry 

y, uczest-

niczy  w posiedzeniu kap an Rozmun. Po przedstawieniu wszystkich Leszkowi, Druzno udzieli

osu ksi ciu.

background image

- 103 -

     - S ysza em o istnieniu Naczelnej Rady Kap anów S owian Zachodu – powiedzia  Leszek – alem
nie bardzo w jej istnienie wierzy . Teraz s owo cia em si  sta o. Dziw jeno,  e w radzie chrze cijan
nie brakuje... Co my mamy wspólnego z chrze cijany?
     Druzno wskaza  r

 na Klemensa, a ten rzek :

     - Sam zr b wszystkich religii nam znanych jest wspólny – istnieje Bóg, On stworzycielem jest, a
ostatecznie os dzi wszystkie dusze. I nikto nie wie jakie kary spotkaj  z ych, a jakie nagrody
dobrych.
     - S ysza em,  e wy jeno Boga o wszystko prosicie... - Leszek patrzy  badawczo na Klemensa,ca -
kiem jeszcze m odego cz eka.
     - Pro ba nie oznacza  dania i gniewu za jej niewys uchanie – odpar  Klemens. - S  u nas gorsze
rzeczy. Chodzi o ludzkie wymys y. Pawe  z Tarsu, og oszony u nas  wi tym, napisa ,  e nikto Boga
nie widzia . Je li to zestawi  z s dami inych,  e Jezus-Chrystus jest jedn  z Osób Trójcy  wi tej, to
mamy k opot – albo nikto Boga nie widzia  i Jezus-Chrystus Bogiem nie jest,  albo...
     - Aha – powiedzia  Leszek, a Druzno wskaza  r

 G bosza, za  ten rzek :

     

- Czcimy Maryj ,Matk  Boga. Mniemam,  e cze  Rodzicielce cz eka, w którego wcieli  si

Bóg jest jak najbardziej przynale na. Lecz wymy lili,  e ona Jezusa pocz a bez pokalania
dziewictwa. Mo e tak, a mo e nie... To – prawd  rzek szy – ma znaczenie ma o wa ne. Ale
wymy lacze id  dalej – matka Maryi pocz a Maryj  tak e niepokalanie. Czyli babka Jezusa
podobna by a jego matce. Je li dalej pójdziemy tym tropem my lenia, to prababka Jezusa... A  do
Ewy mo em tak doj . I niby prawda,  e Ewa bez grzechu powsta a, atoli nie us ucha a zakazu
Boga i za to obci ono j  i Adama grzechem. Tak to mówi  nasi wymy lacze. A potem nazwali ten
grzech Adama i Ewy pierworodnym. A potem uznali,  e Maryja owego grzechu nigdy nie mia a –
wszyscy ludzie poczynani przez zwyczajnych ludzi rodz  si  z grzechem pierworodnym, za
Maryja ju  od pocz cia owego grzechu nie mia a. A babka, prababka i jeszcze wcze niejsze
niewiasty z linii Da-wida, które rodzi y poprzedniczki Maryi? Po co tym si  zajmowa  w ogóle?
Czy cz owiek o imieniu Jezus nie móg  by  zrodzon przez zwyczajn  niewiast ?
      Druzno znowu wskaza  Klemensa.
       -  U  nas  nie  wolno  inaczej  pojmowa   Boga    jak  tylko  Jedynego  w  Trójcy   wietej  –  powiedzia
Klemens. Bóg, jako Wielemog cy, czyli wielmo ny – przyj  mo e ka

 posta . Duch  wiety jest

chyba przewa nie w postaci duchowej. A Bóg Ojciec? Z pewno ci  mo e przyj  na si  posta
duchow . Czy  Bóg nie jest, jako jeden-jedyny i nikt poza Nim –  wi ty? Je li Bóg Ojciec wyst pi
jako duch, to b dziem mie  dwa Duchy  wiete? Jezus – tak u nas powiadaj  – zosta  zrodzony
przez ojca bez udzia u niewiasty. Tedy Maryja Boga nie urodzi a! Bóg jest nie miertelny, tedy nie
mo e umrze . A kto nie umrze – ten nie mo e zmartwychwsta ... To nie chce wspó gra  z ze-

aniem Syna Boga na ziemi , aby zmaza  z ludzi grzech pierworodny. Ka apu kaj  si  teologowie,

spory powstaj , walki... Przemy lenia nie s  szkodliwe, ale ich wyniki czasem nie s  konieczne do

czania w zasady wiary.

      Potem mówi  Bronisz ze Swarzyna.
           

-  Kiedy  potrzebne  cz ekowi  wyssanie  krwi  zalegaj cej  w  

ach  nóg,to  wchodzi  w  p ytkie

bagno. Azali  pijawki nie powspinaj  si  powy ej kolan? M dry cz ek wyjdzie wtedy z bagna i te
za   mia e  sol   posypie,  oderwie  i  do  bagna    wrzuci  –  Bronisz  na  chwil   si   zamy li .  -  My
pozwalamy przybywa  do nas misjonarzom chrze cija skim z Niemiec – powiedzia  po tym
zamy leniu –wszelako gdyby poczynali sobie zbyt  miele...
    

Mniej-wi cej to samo powiedzia  Walczybor z Chociebu a, a Klemens jeno si  pod nosem

miechn .

       Potem g os zabra  Druzno.
      

- Postanowione jest - powiedzia  – Germanów powstrzymywa  przed posuwaniem si  na zie-

mie przez S owian zajmowne. Poprzesiedlalim plemiona, utworzylim pa stwa i zacz tki narodów.
Nie wszystko idzie po naszej my li – na przyk ad w Karyntii... Mo e b d pope nilim – nie walcz c
z chrze cija stwem... Jednak my takiej walki nie podejmiem. Ten, kto chce by  ksi ciem, królem
czy innym w adc  pa stwa i narodu S owian, musi przysi c dotrzymywanie ze wszystkich swoich
si  i mo liwo ci owego najwa niejszego ustalenia – powstrzymywa  Germanów!

background image

- 104 -

dz , 

 – Leszku – gotów t  przysi

 z

?

     - Jestem gotów – powiedzia  powa nie Leszek i wsta .
     My t  przysi

, pe

 najstraszliwszych gró b za jej niedotrzymanie, pomi my – jako nieupo-

wa nieni do uczestnictwa w obrz dach i poznania najg bszych tajemnic S owian.

*  *  *  *  *

     Wczesnym rankiem drugiego dnia po nowiu Leszek  egna  Gizell  i dzieci w komnacie le cej
jeszcze  ony. Gizella wsta a z 

a i si gn a pod zag ówek. Wydoby a spode  zwini ty rulon

czerwonego sukna. Poda a rulon m owi  i powiedzia a:
       - Rozwi !
      Na roz

onym na pod odze czerwonym suknie widnia , wyszyty srebrzystobia  nici  – wielki

orze , susz cy skrzyd a, Leszek poczu  wzruszenie i ledwo 

 tego uczucia powstrzyma .

       

- Wyszy am ci przez zim  twój znak – powiedzia a Gizella. - By abym wdzi czna, gdyby i

mnie do tego znaku zaliczono. Niech e ten proporzec s

y ci jako moja ochrona w walce z

wrogami nas obojga.
      Potem zza zas ony okiennej Gizella wydoby a drzewce proporca. Wspólnie umocowali sukno
do drzewca. Obojgu wzruszenie utrudnia o mówienie, tedy jeno si  u ciskali i Leszek wyszed  z
proporcem na podwórzec. Jego i znak najwy szego urz dnika Polski powita  okrzyk prawie
siedmiuset gardzieli ludzi wojennych, ustawionych  w szyk do pochodu. Ko  Leszka sta  na czele
tego szyku, trzymany za wodze przez Druzn , stoj cego przy w asnym koniu – znacznie skromniej
zdobionym rz dem ze zwyk ej skóry z kutasami jeno. Leszek dosiad  swojego wierzchowca i
ruszyli. Brama, bród, droga do Gostynina.
      - Jako  nie wida  tych kap anów... - Leszek odwróci  g ow  w stron  Druzny, który twarz mia
ca kiem spokojn .
      - Nie trwó  si  – powiedzia  Druzno – ich Bochotnicki wzi  ze sob  po drodze jako zwyk ych
wojów. Zawdy tak jest robione, by wróg, wzi wszy w je stwo osoby znacz ce nie wykorzysta  tego
dla okupu, od razu wiedz c – z kim ma do czynienia. Powiem ci tylko,  e po raz pierwszy ca a rada
jedzie na bój ze swoim przysz ym podopiecznym i zwierzchnikiem ... Nie strachaj si !Oni maj  ru-
szy  pod P ock ko o po udnia. Teraz mieli prób  ustawienia do bitwy zrobi . Mniemam,  e akurat
na ich odpowiednie ustawienie trafim.
        atwo powiedzie : - Nie bój si ... A tu ma si  pod sob  siedmiuset wojów, a tamci – podobno –
maj  armi  ze stu czterdziestu secin z

on  ... Druzno ma swoje tajemnice, lecz Leszek ich nie zna.

A je eli to wszystko pozór jeno? To  najlepszy by by sposób pozbycia si  go przez doprowadzenie
do bitwy mi dzy kilkoma secinami a secin ponad stoma... Có  – raz kozie smier !
      Ju  ich wida . Na drodze stoi na koniu sama Gundra Lindis. Po m sku odziana, w zbroi i roga-
tym he mie. Okr

a tarcza zakrywa jej ca y tu ów – tylko twarz jej wida . Zimne, zawzi te oblicze

– z tak  nie ma „zmi uj si ”... Po jej prawej stronie, ten m odzik... To pewno Sven... Za nimi
Normanowie.
      Ods ania si  szerszy widok. Po obu stronach ksi

nej te  Normanowie na koniach. Chyba b -

dzie ich po tysi c z ka dego boku Gundry...
       Jeszcze szerszy widok. Po obu stronach Normanów i ksi

nej – piechota. Stoj  w ósemkach –

gruby szyk, trudny do prze amania przez jazd . Piki im stercz  jako las tyczek do chmielu. Z dzie-
si  tysi cy tego b dzie... Po pi  tysiecy z ka dego boku. To nie s  piechurzy norma scy... Tylu
ch tnych do stawienia czo a Leszkowi znale li? A gdzie  owo rzekome poparcie, którym tak Lesz-
ka zach cano do stani cia w szranki z Gundr  Lindis i ze Svenem?
       Nareszcie wida  ich wszystkich... Na skrzyd ach piechoty  - jazda z Polaków z

ona. Po pó -

tora tysi ca na ka dym skrzydle?... Psia krew! Jak mo na by o – jak ostatni dure  – wle  w to
wszystko? Przecie mo na by o oddzia y zbiera  i szarpa  z doskoków si y norma skie...
        - Sta  – syczy z boku Druzno, wi c Leszek zatrzymuje konia, a z ty u zatrzymuj  si  wszyscy
inni.
       

Przed szyki piechoty wyje

aj  dwaj konni – po jednym z ka dej strony ksi nej. S ycha

dwie   wistawki  –  przenikliw   i  basow .  Piechoty  robi   zwrot  w  bok  –  odwracaj   si   plecami  do
Gundry Lindis i Svena i zaczynaj  odchodzi  od  rodka  szyku i konnych Normanów.

background image

- 105 -

     - Szykuj  nam okr enie – my li Leszek.
     Konni Polacy ustawiaj  si  po bokach szyku piechoty.
     - Ubezpiecza  b

 – os dza Leszek.

     Nowe  wisty i piechoty oraz ubezpieczaj cy je konni robi  w ty  zwrot – stoj  teraz twarzami do
Gundry Lindis. Leszek nie pojmuje tego ostatniego ruchu tamtych wojsk. A jeszcze mniej rozumie,
kiedy tamta jazda rusza k usem, a potem cwa em i staje za plecami konnych Normanów.
      - Teraz biegiem na nich – syczy Druzno.
      Leszek pos usznie dobywa miecza, krzyczy: - Naprzód! - i rusza k usem ku Normanom. Naraz
stwierdza,  e to on  i jego ludzie znale li si  w pier cieniu, okr aj cym oddzia y Normanów i
Svena z matk . Bochotnicki tryumfalnie macha drzewcem czerwonego proporca ze srebrnobia ym
or em.  Czy  to  ju ?...  Za  Gundr   unosz   drzewce  z  bia   p acht   i  ono  kiwa  si   na  boki.  To
koniec.To zwyci stwo! Bo e! To niemo ebne! Dzi ki ci Panie Bo e!

*  *  *  *  *

       Jest zjazd przedstwicieli mo nych! W spotkaniu, które mia o by  bitw  pod Gostyninem, ucze-
stniczyli wszyscy mo ni wybrani na zjazd jako przedstawiciele stanu. Wszyscy siedz  na  awach w

wietlicy murowa ca w P ocku. Leszek - na balkonie. Sven z matk  – na innym balkonie. Z

balkonów wszystko wida  i s ycha . Nie wolno im niczego wykrzykiwa  – maj  jeno patrze  i

ucha .

       Druzno oznajmia,  e b dzie si  obiera  ksi cia Polski i pyta, czy s  przeciwni temu, aby wybie-
rano  spo ród  dwóch  synów  ksi cia  Siemowita.  Wstaje  dwóch  Kujawian.  Jeden  z  nich  wy uszcza
powody sprzeciwu – Piastowie maj  Kujawian za nic i na si  staraj  si  ich wcieli  do plemienia
Polan. Kujawy chc  by  osobnym plemieniem, bo oni nie zauwa aj

adnych Polaków – ka dy

jeno o w asne plemi  starania czyni i przez takie sobkostwo dla Kujawian brakuje wszystkiego do
przydzia u – oni, rzekomo, wespó  z Polanami dostaj .
      Druzno pyta, czy s  tacy, którzy chcieliby da  Kujawianom odpór. Wstaj  ch tni do dania od-
poru. Druzno po kolei wskazuje ich r

, a oni wyg aszaj  bardzo krótkie zdania.

       - Jestem Wieck z plemienia Kaszubów. Z wyboru – Polak.
       - Zowi  si  Bochotnicki. Pochodz  z L dziców. Jestem Polakiem z wyboru w asnego.
      - Odrzyw

 z Lachów. Polak z wyboru. Najpierw Polska, a plemi ... Plemi  moje jest rozpro-

szone po ca ej Polsce i tej Ojczy nie s

y.

      Jeszcze kilkunastu przedstwicieli w podobny sposób zabiera g os. Na koniec sam Druzno mó-
wi:
       - Mój ojciec by  Ranem, matka z Pyrzyczan by a. Jestem Polakiem. Czy Kujawy nadal s  prze-
ciwne Polsce?
        - To wszystko jest wcze niej u

one – odezwa  si  jeden z Kujawian – my za losowaniem jes-

te my. Los czerwony za Piastami a bia y za kim  z innego rodu i koniecznie spoza Polan. I  eby
liczy  si  jako wybrany los wyci gni ty najpierw, a nie jak u Polan – ostatni.
        - Dobrze – powiedzia  Druzno – przewidziane to zosta o.
        Dwaj woje wnie li du y dzban z gliny. Trzeci przyniós  dwa klocki lipowego drewna. Czwarty
wniós

giew (czyli butl ) czerwonej barwiczki. Jednemu z Kujawian polecono pomalowanie

jednego kawa ka drewna na czerwono. Drugiemu polecono sprawdzenie dzbana – czy jest pusty.
Ka dy z Kujawian wrzuci  do dzbana swój kawa ek – jeden bia y, drugi czerwony. Druzno
potrz sn  dzbanem, w  rodku zahurgota o, bo klocki by y kanciaste.
       

- W

 r

 i wyci gnij – powiedzia  Druzno, podsuwaj cdzban jednemu z Kujawian. Kuja-

wianin wyci gn  klocek czerwony. Druzno w

 rek  do dzbana i wyci gn  drugi klocek. Te

by  czerwony!
        - Oszustwo! Wrzasn li Kujawianie.
      

- Nawet by  jeden z drugim nie zmiarkowa , gdybym drugiego klocka nie wyci gn . Ale cie

sami wo ali, by liczy  si  klocek pierwszy. Spo ród Piastów wybieramy – powiedzia  Druzno,
wzruszaj c ramionami.
        - My si  b dziem obu sprzeciwia  – powiedzia  jeden z Kujawian.

       - Tak by  nie mo e, bo wybór musi by  jednomy lny – Druzno nie traci  opanowania. -

zarz dz  przepychanie.

background image

                                                                       - 106 -
   - My si  nie ugniem – powiedzieli Kujawianie – z ka dymi dwoma spo ród przedstawicieli mo-

em si  przepycha .

       

-  Nie  znacie  obyczaju  –  powiedzia   Druzno  –  wszyscy  zwolennicy  jednego  pogl du

przepychaj  si  ze wszystkimi zwolennikami drugiego pogl du – chodzi o wypchni cie
przeciwników z sali – wtedy zapewniona jest jednomy lno  pozosta ych obraduj cych. Wzywam
zwolenników obioru Piasta do ustawienia si  po mojej prawej r ce, a przeciwników Piastów do
ustawienia si  po mojej lewej r ce. Zaczynacie pcha  po moim kla ni ciu w r ce.
       Ustawili si  – dwóch przeciwko dziewi dziesi ciu o miu. Ci dwaj patrzyli na przygotowania z
niedowierzaniem. Ale po kla ni ciu wnet przestali patrze . Przyci ni ci do  ciany, napierani przez
ci ar wielu cia  tracili oddech. Potrzaska y im  ebra. Mieli poprzetr cane golenie i uda. Wreszcie
stracili przytomno  i upadli. Zostali wyniesieni z sali. Gundra Lindis zas ania a sobie oczy
chusteczk . Arpad wszed  na balkon i stan  ko o Leszka.  -  Ciekawy sposób – powiedzia .
       Druzno zarz dzi  wznowienie obrad. Kaza  wsta  tym, którzy s  za obraniem Svena. Nikt si
nie podniós . Kaza  wsta  tym, co chc  mie   za ksi cia Polski Leszka. Zaszurga y odsuwane  awy i
wstali wszyscy. Gundra Lindis zemdla a. Arpad bez s owa u cisn  Leszka.
       Kiedy Gundra Lindis odzyska a zmys y, us ysza a,  e prosi j  do siebie ksi

 Polski. Odmówi-

a tej pro bie i chcia a opu ci  balkon. Zagrodzi y jej drog  nadstawione groty w óczni. S dzi a,  e

to jeno straszak i sz a dalej. Groty zag bi y si  w jej cia o – szarpn a si   w ty , wyrwa a groty z
ran. Krwawi a.
       - Spe nicie pro

 ksi cia? - spyta  Druzno.

       Skin a g ow  i zesz a w bliskim towarzystwie grotów jeszcze nieskrwawioych. Podprowadzo-
no j  do Leszka i Druzny. Druzno wyci gn  ku niej otwart  d

, na której le

 z oty kolczyk z

kitnym kamieniem.

       - To nie moje – powiedzia a pr dko.
       - Zg osili cie kradzie  onego cacuszka – powiedzia  Druzno. - Ono jest wasze. Znaleziono je w
pobli u 

a ksi cia Siemowita, który wnet zmar  od trucizny. Wasi Normanowie pójd  pieszo do

Olega Wieszcza. Wy odp yniecie do swego kraju okr tem z polsk  za og  i ze Svenem.
       - Czy mog  przyj  si  przed wyjazdem po egna ? - twarz mia a prosz

, grzeczn , tedy uzys-

ka a pozwolenie.
        Przysz a w stroju podró nym – w futrze na miar  szytym, w futrzanych butach i  futrzanej ka-
puzie. Za pazuch  futra mia a ulubionego kotka. W r ku dzier

a  giew czerwonego wina i dwa

szklane  kielichy.  Nie  pyta a,  czy  Druzno  i  Leszek  wypij   z  ni   strzemiennego  –  nala a  do  dwóch
kielichów, powiedzia a,  e ona jeno dla towarzystwa dotknie ustami otworu  gwi.
       

Druzno odstawi  kielich i wzi  zza pazuchy kotka ksi

nej. Podsun  kotkowi swój kielich.

Kotek wych epta  j zyczkiem ze dwa ludzkie  yki wina. Wyszczerzy  z by, prychn , zesztywnia .
Nie 

.

         - Znowu ci si  nie uda o - powiedzia  Druzno – niedojda jeste .

  *  *  *

         

Po egnanie  z  Arpadem  by o  krótkie.  Arpad  spyta   o  spraw   Kujawian  i  uzyska

wyja nienie, e zostan  ug askani przydzia em P ocka do obsadzenia grodu ksi

cego swoj  za og

z kujawskim grododzier

.

        - A Normanowie Gundry? - spyta  Arpad.
      - B

 prowadzeni przez J zor Bochotnickiego – powiedzia  Leszek. - Tam zostan  sprzedani

do cesarstwa wschodu, gdzie silnych m ów do wios owania na galerach bardzo potrzebuj . To jest
wyrok  w zasadzie do ywotni – wyzwole cami staj  si  niedo

ni staruszkowie, którzy z g odu

umieraj  bardzo pr dko.

K O N I E C

background image

- 107 -

Pos owie

      W krótki czas po spotkaniu mi dzy P ockiem a Gostyninem z W gier przyby o do Poznania po-
selstwo do ksi cia Polski – Leszka. Donios o,  e Arpada obrano ksi ciem Madziaru – dziesi ciu
strza , zwi zku plemion ugrofi skich i chazarskich – niebieskookich blondynów i  niadolicych bru-
netów. Bruneci byli mieszka cami pó niej nazwanej krainy, której ksi

 zosta  niez ym królem

Polski. Ten ksi

 Siedmiogrodu zwa  si  Stefan Batory.

      Poselstwo od Arpada powiadomi o Leszka,  e s  trudno ci z drewnem budowlanym, bo lasy ko-

o puszty maj  inny sk ad ni  puszcze w Polsce. Tedy  Madziar b dzie co roku robi  wyprawy do

wroga Polski – Niemiec,  upy tam b dzie bra , os abiaj c Niemcy – a te  upy b

 zawo one do

pa stwa Madziaru Dunajem na tratwach z drzew niemieckich.
    

W drog  powrotn  poselstwo zawioz o zapewnienie,  e Polska b dzie si  stara  os oni  ty y

Madziaru przed Po owcami-Kumanami, a w wyprawach w gierskich b

 mogli uczestniczy

ochotnicy z Polski. Za  dru yna Polski zawsze wspomo e wojowników Arpada podczas
wycofywania  si   z  Niemiec  –  albo  b

  wypady  dru yny    za     ab   czy  So aw ,  które  utrudni

Niemcom po cig za wycofuj cymi si  wojskami w gierskimi, albo b dzie bezpo rednie uczes-
tnictwo dru yny  w bitwach odwrotowych W grów z Niemcami.
      Wynikiem tej wspó pracy, mo e po osobistym spotkaniu Arpada z Leszkiem, by o postanowie-
nie  o  likwidacji Wielkich Moraw. W 907 roku po narodzeniu Chrystusa, pod miejscowo ci
Dziewin, na lewym brzegu Dunaju dru yna Polski star a si  w krwawej bitwie z wojskami Wielkich
Moraw. W grzy przeprawili si  tratwami, powy ej miejsca bitwy, na lewy brzeg Dunaju i w czyli
si  do walki od strony zachodniej. S owacy, widz c przewag  Polaków i W grów opu cili armi
Wielkich Moraw. Morawców, Czechów i nielicznych 

yczan starto z powierzchni ziemi. Ksi

Spytygniew poda  ty y we w

ciwym momencie, a po udanej ucieczce og osi  si  skromnym

ksi ciem samych tylko Czech – bez 

ska Jesionowego i Niskiego oraz bez 

yc. S owacy dosta-

li w nagrod  kawa ek Moraw i ów Dziewin, który wspó cze nie nosi nazw  Bratys awa. Morawy...
Nie wiem co wtedy sta o si  z Morawami. Znacznie pó niej by y ksi stwem odr bnym, od Czech
niezale nym, lecz z dominuj cym wyznaniem chrze cija skim obrz dku   aci skiego. Straty w tej
bitwie stwarza y dla Czech okres bardzo trudny – trzeba by o czeka  na dojrzenie roczników
jeszcze nie bardzo zdatnych do pracy i do walki zbrojnej. Prawdopodobnie wtr cenie si  Niemców
uratowa o Czechy przed zaborami, bo do regularnej wojny z Germanami Polska i W gry mia y za
ma o ludzi – znacznie mniej ni  Niemcy. Nawet gdyby doliczy  S owian mi dzy Odr  i Nys

yczan a So aw  i  ab , to Niemców i tak by o wi cej. Mo na ich by o pokona  w bitwie, ale na

okupacj  ich kraju - nadzorców nie mo na by o wyznaczy  – nawet w samej Polsce by  niedostatek
mo nych, a ch opi musieli by  pilnowani...Wygra  bitw , aby nie wygra  wojny?... Tylko
wrogowie Polaków mog  twierdzi ,  e nasi przodkowie z tego okresu  byli g upi i nieobeznani ze

wiatem.

      Ksi ka „ wit” ma by  drug  opowie ci  z cyklu  „Szlak Piastów” . „Zaranie” - pierwsza pla-
nowana opowie  – musi poczeka  a  naucz  si

aciny. Musz , przynajmniej, kronik  Galla

Anonima przeczyta , aby doj  do w asnych i prawdopodobnych przypuszcze . Teraz nie wolno
og asza

adnych  pogl dów odmiennych od teorii materializmu dialektycznego – pa stwa powsta-

wa y dlatego,  e jedni si  bogacili, a inni biednieli.Ludzie musieli 

  w grupach, bo codziennie

trzeba by o zapewni

wie e mi so mamuta. A dó -pu apk  mog a wygrzeba  tylko grupa. Brak

ch odziarek stwarza  konieczno  ci

ego trwania w grupie, bo te mamuty musiano zabija .. I

przez to owe mamuty wygin y.
      Mnie ta teoria nie pasuje, a partii mog  si  bardzo nie spodoba  moje przypuszczenia. Teraz nie
ma innych wydawnictw poza partyjnymi, tedy mój „Szlak Piastów” nie mo e by  wydany drukiem,
a na powielacz mnie nie sta .  Zreszt ... Zezwolenie bym musia  mie , a bez zezwolenia  atwo
wpad bym w sid a UB. Ksi

 bym troszk  upowszechni , ale.. .Wygra  bitw  i przegra  wojn ?

Dla siebie samego i mojej skrytki wyra am przypuszczenie,  e ten nienormalny ustrój, ta utopia zo-
stanie utopiona we w asnej g upocie.
      Tu  po wojnie by o nie le. Ludzie sk

, mo e spod ziemi, wygrzebywali rzeczy na sprzeda .

By y zabawy taneczne do  witu. By o jedzenie – nie tylko zak ski po taniej wódce. Mo e paczki
UNRRA pomaga y? Teraz musz  pracowa , maj c pi tna cie lat, bo ojciec zarabia ma o, a matka

background image

- 108 -

tylko czasem jakiej  znajomej uszyje kieck .Przed wymian  pieni dzy starcza o na wszystko.Po
wymianie bilet tramwajowy kosztowa  pi  groszy – tylko odrobin  dro ej ni  przed wymian . Ale
teraz ten bilet kosztuje dziesi  groszy i ja musz  wychodzi  przed pi

 z domu, aby zd

piechot  do Stoczni Gda skiej na szóst  . Ludzie mówi ,  e planowane s  strefy tramwajowe i ja
musia bym p aci  dwadzie cia groszy, bo granica strefy ma by  przy Placu Zgromadze  Ludowych,
inaczej nazywaj  t  okolice Bram  Oliwsk . Có ... Wi cej zaoszcz dz  chodz c pieszo. Chyba  e
podro ej  buty...
     Jestem na etacie ucznia  lusarskiego, ale siedz  w kapciorze pana Tadka Fali skiego i mam mu
prowadzi  dokumentacj  Narz dziowni Wydzia u Monta u Maszyn i Kot ów. B dzie trudno, bo on
mi niczego nie pokaza  ani nie wyt umaczy . Mo e sprawiam wra enie starszego, mo e mam
wzrost doros ego? „Zarabiam” ponad siedemset z otych na miesi c – prawie osiemset, a mój tato –
starszy sier ant Wojska Polskiego, pracuj cy w RKU – przynosi do domu mniej ni  siedemset

otych. Ja jestem klasa robotnicza... Jak mnie „awansuj ” na pracownika umys owego, b

zarabia  czterysta trzydzie ci pi  z otych na miesi c. Obiad – drugie danie z ma ym piwem –
kosztuje w barze przy stoczni dziesi  i pó  z otego. Jesionka – matka kupi a mi now , po d ugich
poszukiwaniach, bo brakuje d ugich a szczup ych,  kosztuje  ponad czterysta z otych. Pan Tadek
dosta  polecenie partyjne – zwerbowa  kogo  na  wi teczne i noworoczne dy ury ca odobowe w
komitecie zak adowym partii.  atwo mnie zwerbowa . Mam odbija  kart  zegarow  na pocz tek i
na koniec. Zap ac  mi jak za godziny nadliczbowe – same stuprocentówki, czyli o sto procent
wi cej ni  wynosi moja zwyk a stawka godzinowa. Nie potrafi  wyliczy  ile zarobi  za
siedemdziesi t dwie godziny dy urów. Za siedzenie w fotelu i drzemanie w nocy a czytanie w
dzie .
      Od pi tej klasy czytam trzy ksi ki dziennie. Nale

 do trzech bibliotek. Najlepiej zaopatrzona

jest biblioteka pana Czekaja – p aci si  sto z otych wpisowego, sto z otych kaucji i pi tna cie

otych miesi cznie. Matka si  zgodzi a – reszt  mojego zarobku oddaj , co do grosza, jej w

nie,

za co ona wydziela mi jedzenie. Za ma o!!! Nadrabiam chlebem ze smalcem, te specja y nie s
zamkni te przede mn  na k ódk . Musz  uwa

, za du o nie bra , bo i to zamknie...

      W szkole wieczorowej... Nie bardzo, niestety.W ósmej klasie mia em du y wstrz s mózgu i mo-
ja pami  nie s

y mi tak dobrze jak przedtem. A musz  wiele pami ta  z historii, je li mam pisa

„Szlak Piastów”. Za zarobek  wi tecznonoworoczny kupi  z dziesi  bu ek i ze dwa litry mleka –
raz najem si  do syta. Matka kupi a mi marynark  z br zowego welwetu. Bardzo za lu na, ale

ugo  akuratna – r ce nie wystaj  za bardzo z r kawów. Ojciec podzelowa  moje buty. Z ar em w

spi arce tort i wiaderko  ledzi – rolmopsów. Bardzo to odchorowa em...
     Nast pna moja ksi ka b dzie nosi  tytu  „Wschód”. B dzie bardziej przygodowa od „ witu”.
Mam zamiar wyrazi  swoje zdanie o  nazwie Lwowa, który – rzekomo – dosta  nazw  od ksi

tka

ruskiego o imieniu Lwow, czyli Lew. Czyta em ostatnio,  e Abraham nazywa  si  Ur i on za
miasto o nazwie Ur...
      Musz  udawa , musz  si  bawi  w normalno  – wyobra am sobie,  e  moj  ksi

 chce wy-

da   kto  tam.. Wyobra am sobie,  e wydawca lubi ksi ki  atwe do sprzeda y. Wyobra am sobie,

e Czytelnicy pisz  do wydawcy i pytaj  – kiedy b dzie dalszy ci g „Szlaku Piastów”. Tak napraw-

 ksi ek prawie nikt prywatnie nie kupuje. W ksi garniach kupuj  ksi ki personalni – na nagro-

dy dla pracowników. Albo organizatorzy ró nych zawodów czy konkursów – te  na nagrody. Albo
biblioteki rz dowo-partyjne. A ksi ka kosztuje dwa z ote i czterdzie ci groszy! Le y jedna w po-
bliskim kiosku, mia bym j  ochot  kupi , lecz mnie na „tani ” ksi

 nie sta . Matka kupi a mi –

prosi em o to – s ownik rosyjski. Du y, wiele s ów, a te  dwa czterdzie ci. Op acalne. Dosta em od
matki chrzestnej ksi

 „Kapitan Fracasse”. Dwa czterdzie ci i dedykacja. Dosta em od kogo

podr cznik autorstwa Maszkina „Historia staro ytnego Rzymu”.Dwa czterdzie ci.Tanie prezenty -
dla mnie bardzo cenne.Zabawmy si , bo realizm zdaje si  by  utopijny. Wymarzony Czytelniku!
Daj zna  wydawnictwu,  e przeczyta

 „ wit” i spytaj o dalszy ci g. Nie wierz znafcom

przesz

ci, którzy twierdz ,  a nasi przodkowie tak durni byli,  e na gówno mówili papu. Znafcy

nie mog  wiedzie  - jak by o naprawd . Tego nikt nie mo e wiedzie , ale wolno przypuszcza
wi cej lub mniej prawdopodobnie.
       Gda sk Wrzeszcz. ul., Konrada Wallenroda 20 m. 4.   Dnia  21, miesi ca listopada 1952 roku.