background image

Eksperci: Dzieci niepełnosprawne 
utrzymują pozostałych uczniów

Aleksandra Pezda 2012-01-31, ostatnia aktualizacja 2012-01-30 20:48:16.0

Dzieci niepełnosprawne utrzymują zwykłych uczniów - alarmują eksperci 

W polskich szkołach uczy się ok. 160 tys. dzieci z niepełnosprawnością - mówi się o nich: uczniowie o specjalnych 
potrzebach edukacyjnych (SPE). To 2,5 proc. wszystkich uczniów. 

Taki jest pięcioletni Adaś z Warszawy. Z trudem wytrzymuje dłużej niż kilkanaście minut na zajęciach w zerówce. Kiedy 
dzieci rysują, woli jeździć samochodzikami, głośno przy tym udaje pracę silnika - przeszkadza innym, do tego rysuje 
podłogę. Rówieśnicy uczą się pisać - Adaś ledwo rysuje rozpoznawalne kształty. Czasem powtarza jedno zdanie do 
znudzenia wiele razy, czasem "zawiesza się" i traci kontakt z otoczeniem. Psycholog orzekł u niego dwa lata temu tzw. 
zespół Aspergera. 

Choć mało kto o tym wie, na przedszkole Adasia państwo przeznacza specjalne pieniądze. Za opiekę przedszkolną 
dzieci zdrowych gmina nie dostaje pieniędzy z budżetu państwa, ale należą się jej za opiekę nad dziećmi z 
niepełnosprawnościami. Im większy problem, tym większe pieniądze. 

Podobnie jest w szkole - stawka z budżetu państwa na jednego ucznia to 4417 zł. Ale za ucznia ze SPE przysługuje 
gminie jej wielokrotność. Państwo dostrzega, że dzieci ze SPE potrzebują dodatkowej opieki, muszą się uczyć w mniej 
licznych grupach i mieć dostęp do kosztownych zajęć rewalidacyjnych. 

Na edukację np. dziecka niesłyszącego z budżetu państwa idzie prawie cztery razy więcej, a jeśli dziecko jest 
niepełnosprawne fizycznie - trzy razy więcej niż na dzieci w pełni sprawne. Najwyższa subwencja jest wyliczana na 
nauczanie dzieci z tzw. niepełnosprawnościami sprzężonymi, czyli kiedy mają kilka dolegliwości naraz, oraz na dzieci z 
autyzmem (również z zespołem Aspergera, który ma Adaś) - to prawie 10 razy więcej niż zwykła subwencja.

Problem polega na tym, że pieniądze dostaje z budżetu gmina - jako właściciel szkół i przedszkoli. Ale nie ma 
obowiązku przeznaczenia ich na konkretne dziecko. Taki jest bon oświatowy w Polsce - działa tylko częściowo. 
Pieniądze od państwa gminy przeznaczają na potrzeby oświaty ogólnie, nie idą one za uczniem do jego konkretnego 
przedszkola czy szkoły.

Dlatego rodzice Adasia szukali dla niego przedszkola miesiącami. Opowiada matka: 

- Orzeczenie dostaliśmy już po zamknięciu rekrutacji. W naszym przedszkolu powiedzieli, że sobie nie poradzą, w 
grupie było 29 dzieci. W żadnym integracyjnym, które było między domem a pracą, nie było już miejsc. W jednym 
zaproponowali, żebyśmy dopłacali do terapii syna, bo pedagog już miała komplet dzieci. Za godzinę 80 zł. W innym 
dyrektorka unikała spotkania z nami przez miesiąc, a kiedy ją w końcu mąż złapał, powiedziała, że Adaś się nie nadaje. 

Życzliwe przedszkolanki rodzice znaleźli w odległej dzielnicy. Jednak problem wrócił w zerówce. Adaś nie wytrzymywał 
zajęć, a przedszkolanka zaniedbywała 25-osobową grupę z jego powodu. 

Wtedy rodzice zawalczyli o pieniądze z gminy. Musieli przekonywać urzędników jednej z warszawskich dzielnic, żeby 
przekazali przedszkolu choć część z ok. 45 tys. zł, które gmina dostała właśnie na Adasia. Urzędnicy tłumaczyli, że te 
pieniądze idą na papier toaletowy, na woźną, na malowanie szkół i przedszkoli. 

W końcu jednak matka Adasia wsparcie wynegocjowała - chłopiec dostał opiekunkę "cień". Absolwentka pedagogiki 
zarabiała 600 zł brutto - odeszła po dwóch miesiącach, jak tylko znalazła lepszą pracę.

Paweł Kubicki ze stowarzyszenia Nie-grzeczne Dzieci: - Niepełnosprawne dzieci utrzymują pełnosprawnych uczniów. 
Tracimy na próżno miliony złotych. Gdyby wydać je celowo, na indywidualne wsparcie konkretnego dziecka, mielibyśmy 
lepsze efekty. A tak produkujemy rencistów! 

Szkoły obawiają się obciążeń związanych z opieką nad SPE. Matka dziewięcioletniej Agnieszki z mózgowym 
porażeniem dziecięcym z małego miasta na Mazurach po długich staraniach umieściła ją w szkole rejonowej. Ale 
usłyszała, że ma pilnować córki przez cały dzień. Bo Agnieszka musi nosić pampersy, a "żaden pracownik szkoły nie 
jest upoważniony do wykonywania czynności pielęgnacyjnych" - napisała jej dyrektorka. 

Szkoła ma prawo zatrudnić dla takich dzieci opiekuna na etacie niepedagogicznym. Praktykuje się to w klasach 
integracyjnych, ale opiekun zajmuje się całą grupą dzieci niepełnosprawnych, a nie każdym indywidualnie. Chociaż dla 
niektórych dzieci niezbędny byłby opiekun "cień". 

Kubicki: - Z braku odpowiedniej edukacji i rehabilitacji większość niepełnosprawnych nigdy nie będzie pracować, duża 
część kończy edukację na poziomie gimnazjum. Z pracy zwolni się też znaczna część ich rodziców. Koszt utrzymania 
jednej osoby niepracującej to 37 tys. zł rocznie (dane za Eurofound). Gdyby poprawić system edukacji, mielibyśmy 
wielomilionowe oszczędności dla budżetu państwa i samorządów lokalnych. 

W sprawie finansowania edukacji rodziców dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi wspiera rzecznik praw 
obywatelskich prof. Irena Lipowicz. Dzisiaj zorganizowała w Warszawie konferencję na ten temat. Jej zdaniem trzeba 
wprowadzić bon edukacyjny. 

- Jeśli nie dla wszystkich uczniów, to przynajmniej dla tych z SPE. To pozwoliłoby przezwyciężyć bariery mentalne i 
finansowe - mówi prof. Lipowicz.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 1 z 1

Eksperci: Dzieci niepełnosprawne utrzymują pozostałych uczniów

2012-02-01

http://wyborcza.pl/2029020,75478,11059655.html?sms_code=