background image

 

1

Artur Schopenhauer 

 
 

Dialektyka Erystyczna 

Czyli  

Sztuka Prowadzenia Sporów

 

 

 

     Ju* w staro*ytno ci sáów „logika" i „dialektyka" u*ywano jako synonimów mimo, i* pierwotnie ,Logika", 
oznaczaj ca zastanawianie si , obliczanie lub przemy liwanie czego , zasadniczo ró*niáa si  znaczeniem od 
„dialektyki", u*ywanej na okre lenie czynno ci rozmawiania. „Dialektyk " (post powanie dialektyczne, 
czáowiek dialektyczny) po raz pierwszy zastosowaá w swych pismach Platon, rozumiej c pod tym terminem staáe 
posáugiwanie si  i doskonalenie rozumu (Fajdros, Sofista, Pa stwo). Podobnie Arystoteles, choü miaá on zrazu 
u*ywaü terminu „logika" i mówiá o „trudno ciach, manowcach lub przesáankach logicznych". Wynika st d, i* 
„dialektyka" byáaby nazw  starsz  od ,Logiki". U Cycerona i Kwintyliana oba wyrazy wyst puj  zamiennie (...). 
Równie* w  redniowieczu i czasach nowo*ytnych a* po nam wspóáczesne utrzymaáa si  równoznaczno ü obu 
terminów, z tym, i* u Kanta „dialektyka" otrzymuje zabarwienie negatywne jako „sofistyczna sztuka dyskusji" 
— st d cz ciej posáugiwano si   sáowem „logika" jako mniej obci *onym. Ci gle jednak oba wyrazy s  
synonimami i w naturalny sposób oznaczaj  to samo. 
Osobi cie ubolewam, i* ,,dialektyka" i „logika" traktowane s  od tak dawna jako równoznaczniki. Tote*, maj c 
ch ü dokonania ich rozró*nienia, nie w peáni jestem do tego uprawnionym. Wszelako powiedziaábym, i* 
„logika" (od przemy liwania i obliczania, ale tak*e od poj ü „sáowo" i „rozum") to ,,nauka o zasadach my lenia, 
czyli metodach funkcjonowania rozs dku", podczas gdy „dialektyk " (od czynno ci rozmawiania, czyli 
komunikowania sobie wzajem faktów lub pogl dów — st d jej charakter historyczny lub komunikatywny) 
uj ábym jako „sztuk  dyskutowania" w znaczeniu nowoczesnym. Wówczas logika za swój przedmiot b dzie 
miaáa prawa my lenia i dziaáanie rozs dku, co da si  okre liü a priori bez odwoáywania si  do do wiadczenia. 
Proces ów zachodzi podczas pozostawania rozs dku w oderwaniu od przeszkód istniej cych poza nim, czyli w 
trakcie samotnego my lenia istoty rozs dnej, która nie zostaje wprowadzona w bá d. Natomiast dialektyka 
obejmowaáaby jednoczesne wspóámy lenie dwu istot rozs dnych; brak zgody mi dzy nimi prowokuje dyskusj , 
tj.  cieranie si  umysáów. Gdyby rzecz tyczyáa tylko czystego rozumu obie istoty zgadzaáyby si  nieuchronnie. 
Ale ró*nice wynikaj  z indywidualizacji ka*dej z istot, zatem opieraj  si  na empirii. Logika, tj. nauka o 
my leniu, czyli dziaáaniu czystego rozumu, pozwala na konstrukcj  zupeánie aprioryczn . Natomiast dialektyka 
jest z natury aposterioryczna, uwzgl dniaj ca znajomo ü zaburze  czystego rozumu poprzez zró*nicowanie 
my lenia dyskutuj cych ze sob  istot rozs dnych lub  rodków, jakimi posáuguj  si  dla przedstawienia swego 
indywidualnego my lenia jako w peáni poprawnego i obiektywnego. 'Taka jest bowiem natura ludzka, *e 
podczas wspólnego my lenia, rozumianego jako wymiana zda  (przy wykluczeniu aspektu historycznego) A 
dostrzega, *e my lenie B ró*ni si  od jego wáasnych my li w danym przedmiocie; wówczas A nie zmienia swych 
my li o owym przedmiocie, ani nie szuka w nich bá du, ale zaczyna szukaü  bá du w my leniu przeciwnika. 
Oznacza to, i* czáowiek z natury swojej d *y do posiadania racji, a co z tego wynika zawarte jest w nauce, któr  
chciaábym nazwaü „dialektyka". Dla unikni cia nieporozumie   u*yj  terminu „dialektyka erystyczna" na 
oznaczenie nauki o przyrodzonym czáowiekowi pragnieniu, by zawsze mieü racj . 

Dialektyka erystyczna — to sztuka dyskutowania w sposób, który pozwala zachowaü pozory racji, czyli 

wszelkimi dozwolonymi lub niedozwolonymi sposobami (per fas et nefas). Albowiem tak bywa, i* czáowiek — 
obiektywnie rzecz ujmuj c — posiada sáuszno ü, lecz w jego otoczeniu i w nim samym rodzi si  wra*enie, i* jej 
nie ma. Nast puje to wtedy, gdy przeciwnik podwa*yá dowód, co odczytano jako obalenie caáego twierdzenia, 
choü mog  istnieü jeszcze inne dowody na jego prawdziwo ü. Oczywi cie, w tej sytuacji pozycja przeciwnika 
jest dokáadnie odwrotna; ulega wra*eniu, *e to on ma sáuszno ü, podczas gdy obiektywnie rzecz ujmuj c jej nie 
posiada. Tote* obiektywna prawda jakiego  twierdzenia a przekonanie o jego sáuszno ci dyskutantów i 
sáuchaczy — s  to bardzo odmienne sprawy. (Dialektyka zajmuje si  wáa nie t  drug  rzecz ). 

Sk d si  to bierze? — St d, i* czáowiek jest záy z natury. Gdyby byáo inaczej, gdyby my byli z gruntu 

uczciwi, wówczas w ka*dej dyskusji zabiegaliby my tylko o osi gni cie prawdy, bez wzgl du na jej zgodno ü z 
naszym wcze niejszym pogl dem, czy te* pogl dem przeciwnika; nie miaáyby one znaczenia lub byáyby 
caákowicie drugoplanowe. Ale tak wáa nie jest, *e to zawsze kwestia zasadnicza, a wrodzona pró*no ü, 
osobliwie czuáa wzgl dem wáasnej umysáowej sposobno ci nie pozwala, by nasze wyj ciowe twierdzenie miaáo 
byü faászywe, za  przeciwnika — sáuszne. Zdawaü by si  mogáo, i* dlatego ka*dy powinien unikaü twierdze  
niesáusznych, najpierw my l c, a potem mówi c. Wi kszo ü ludzi wszak*e wrodzon  im pró*no ü podkre la 
gadatliwo ci  i nieuczciwo ci . Ludzie, nim pomy l  — ju* plot ; a gdy widz , *e si  pomylili i nie maj  racji, 
pragn , by choü we wra*eniu mieü odrobin   sáuszno ci. Osi ganie prawdy, które motywowaáo wysuwanie 
choüby i niesáusznego twierdzenia zostaje zast pione przez pró*no ü; to, co sáuszne winno zdawaü si  faászem i 
na odwrót. 

background image

 

2

Wszelako to nadu*ycie, objawiaj ce si  walk o twierdzenie, które sami skáonni jeste my podejrzewaü o faász, 

jest ostatecznie do usprawiedliwienia. Bowiem z pocz tku sporu nasze przekonanie o sáuszno ci jest szczere, 
dopiero pó(niej odnosimy wra*enie, i* argument prze-ciwnikaje obaliá: je li zatem wycofamy si  wáa nie teraz, 
to istnieje prawdopodobie stwo,  *e uczynimy to za wcze nie; mo*e dowodzili my bá dnie, ale istniaá inny, 
sáuszny dowód, a ów trafny argument nie przyszedá nam na my l. Dlatego walczymy z s dem przeciwnym nawet 
wówczas, gdy i nam zdaje si  on trafny, w prze wiadczeniu, *e to stan chwilowy, a dyskusja ostatecznie pozwoli 
na zastosowanie wáa ciwszego argumentu, który zniweczy racj  przeciwnika lub doka*e nasz  w odmienny 
sposób. Tote* niemal zmuszeni jeste my w dyskusji zachowywaü si  nieuczciwie, a na pewno ulegamy tej 
skáonno ci. Tak oto niemoc rozumu i perfidia woli podpieraj  si  wzajem. St d wniosek, i* dyskutuj c nie tyle 
walczymy o prawd , ile o przewag  naszego s du, niczym w obronie ojczyzny i domu (pro ara et focis), 
post puj c na wszelki dozwolony i niedozwolony sposób (per fas et nefas); dowiedli my zatem, i* odmienne 
post powanie jest z natury trudne. 

Nic dziwnego, *e ka*dy usiáuje przeforsowaü sw  racj  nawet wówczas, gdy sam w tpi w ni  w danej chwili. 

[Machiavelli rekomenduje wáadcy skorzystanie z byle sáabo ci s siada dla zaatakowania go, w przeciwnym 
bowiem przypadku mo*e on wykorzystaü w przyszáo ci tak  chwil   sáabo ci u wáadcy. Odmiennie mo*na by 
post powaü, gdyby w *yciu panowaáa uczciwo ü i rzetelno ü; wszak*e, gdy tak nie jest, to i samemu nie ma co 
si  na nie ogl daü, albowiem zapáata za nie b dzie kiepska. — Podobnie w dyskusji; nawet gdybym 
zaakceptowaá argumenty przeciwnika s dz c,  *e ma wáa nie racj , trudno spodziewaü si ,  *e on post pi tak 
samo w sytuacji odwrotnej. Raczej b dzie dziaáaá wszelkimi dozwolonymi i niedozwolonymi sposobami (per 
nefas), dlatego i ja jestem zmuszony dziaáaü podobnie. Klarown  jest konstatacja, *e prawda winna zajmowaü 
miejsce gáówne i wobec niej nie nale*y faworyzowaü  *adnego, w tym i wáasnego twierdzenia. Ale nie sposób 
zakáadaü,  *e tak samo my li przeciwnik. Poza tym, skoro ju* obmy liáem wáasne twierdzenie, to czemu* 
miaábym odrzucaü je dla chwilowego wra*enia, wywoáanego argumentacj  przeciwnika, zwáaszcza, *e mógábym 
wówczas odrzuciü prawd  na rzecz faászu?]. 
    Zatem niezb dnych  rodków u*ycza ka*demu po cz ci jego wáasna przebiegáo ü i záe skáonno ci, co wyra*a 
si  w codziennej praktyce. Tak wi c ka*dy z nas dysponuje wrodzon  dialektyk , podobnie jak wrodzon  logik , 
tyle,  *e pierwsza wpáywa na nas mniej pewnie od drugiej. Nieáatwo jest bowiem my leü i rozumowaü w 
sprzeczno ci z prawami logiki: bá dne s dy s  nader cz ste, natomiast bá dne wnioski pojawiaj  si  rzadko. 
Najcz ciej wyst puje u nas niedostatek wrodzonej dialektyki, bardziej ni* logiki. To z natury nierówny podziaá, 
podobnie jak z wáa ciwo ci  wydawania s dów w zestawieniu z rozumem, którym wszyscy obdarzeni jeste my 
w stopniu mniej wi cej jednakowym. Nierzadko pozorna argumentacja powoduje nasze ust pienie w sporze 
mimo, i* posiadamy sáuszno ü albo odwrotnie; bowiem zwyci stwo  zawdzi czamy nie duszno ci rozumowania 
przy prezentacji twierdzenia, lecz chytro ci i zr czno ci w jego obronie. Najdoskonalej sprawdzaj  si  przy tym 
cechy wrodzone („nauka rozwija moc wrodzon " — Horacy, Pie ni), wszak*e umiej tno ü oraz dobra 
znajomo ü metod, dzi ki którym my zyskujemy przewag  lub nasz przeciwnik osi ga j  nad nasz  
argumentacj , wydatnie wzmacniaj  szans . Zatem nawet je li logice daleko do praktycznej korzy ci, to jednak 
dialektyka pozwala j  osi gn ü. Mo*na s dziü, i* wáa nie Arystoteles sw  analityk , tj. logik  wáa ciw  ukazaá 
jako podstaw  dialektyki, która te* znaczyáa dla niego najwi cej. Za przedmiot logiki uznaje si  form  
twierdze , za przedmiot dialektyki ich substancj , tj. tre ü; tote* najpierw nale*y zajmowaü si  form  ogóln , by 
nast pnie przyjrzeü si  tre ci jako czemu  szczególnemu. 
     Arystoteles pojmuje cel dialektyki nie tak jednoznacznie, jak w moim uj ciu; i dla niego dyskutowanie 
stanowi cel najwa*niejszy obok odnajdywanie prawdy. Dalej mówi: twierdzenia traktowane wedle prawdy 
posiadaj  wymiar filozoficzny, natomiast wedle wra*enia lub aprobuj cego os du — dialektyczny. Oddziela on 
twierdzenia nios ce prawd  obiektywn  od tych, których zadaniem jest osi gni cie uznania lub aprobaty, 
wszak*e czyni to nieostro, co nie pozwala przypisaü tych ostatnich zada  wyá cznie dialektyce. Tote* uwa*am, 
i* Arystoteles nie w peáni rozwi zaá  t  kwesti , bowiem winno si  zawsze precyzyjnie oddzielaü przedmiot 
jednej dyscypliny od drugiej. Arystoteles w sposób wáa ciwy swej metodzie naukowej, wielce systematycznie i 
metodycznie podwa*yá w pracy O wybiegach sofistycmych samo rozumienie dalektyki; wzbudza to wielki 
podziw, choü efektu praktycznego autor w peáni nie osi gn á. Po rozbiorze w cz ci analitycznej (Anali cis) z 
punktu widzenia czystej formy poj ü wniosków i s dów, zajmuje si  on dalej tre ci , chocia* rozpatruje ju* 
wyá cznie poj cia, zawieraj ce tre ü. Twierdzenia i wnioski ze swej istoty to jedynie forma: natomiast poj cia 
tworz  ich tre ü. Rozumuje nat puj co: w ka*dej dyskusji wyst puje teza albo problem (odró*niaj ce si  
wyá cznie form ) tudzie* twierdzenia sáu* ce ich rozwi zywaniu. Rzecz zasadz  si  niezmiennie na wzajemnym 
stosunku poj ü wzgl dem siebie. Nade wszystko funkcjonuj  cztery przejawy takich stosunków. Aby okre liü 
poj cie szukamy albo l) definicji dla niego lub 2) jego rodzaju, czy te* gatunku (genus) 3) jego szczególnie 
istotnej wáa ciwo ci, cechy (prop um) oraz 4) jego cechy przypadkowej (accidens), tj. bez zwracania uwagi na 
swoisto ü i wyá czno ü, byle byá to jaki  orzecznik. W ka*dej dyskusji odnajdziemy trzon oparty na wzajemnym 
usytuowaniu jednego z tych stosunków. W Wybiegach...  Arystoteles poucza o wzajemnych relacjach mi dzy 
poj ciami, aby jedno wzgl dem drugiego stanowiáo jego wáa ciwo ü, jego cech  przypadkow , jego rodzaj lub 
definicj  dla niego; wskazuje jakie bá dy áatwo popeánia si  w takich relacjach oraz na co trzeba zwa*aü, ilekroü 
samemu tworzy si  taki stosunek, a wreszcie jak mo*na go przewalczyü, gdy podaje go przeciwnik. Na 
okre lenie ka*dej z tych reguá, czy te* ogólnych zale*no ci wyst puj cych mi dzy kategoriami poj ü Arystoteles 
u*ywa nazwy „Topica". 
     „Topos"  (z  gr.  miejsce,  okolica)  nie stanowi niczego materialnego, a jedynie okre la wzajemn  relacj  
zespoáów poj ü, mo*liw  dla bardzo wielu tych*e zespoáów, gdy analizowaü je z punktu widzenia czterech 

background image

 

3

wy*ej wymienionych przejawów, które zdarzaj  si  w ka*dym sporze. Tym czterem przejawom przyporz d-
kowane s  dalsze kategorie. Rozwa*ane s  nadal w pewnym sensie formalnie, choü ju* nie w tym stopniu co 
w logice (...). Niemal wszystko, co mówi o tym Arystoteles wynika w naturalny sposób z relacji pomi dzy 
poj ciami i jest samo przez si  oczywiste, a zdrowy rozum sam to odkrywa. 
 

Przykáady: 

     Gdy rozpoznajemy rodzaj (genus) jakiej  rzeczy, to istnieje przyporz dkowany mu gatunek (species); je li tak 
nie jest, twierdzenie okazuje si   bá dne. Oto mówi , i* dusza podobno znajduje si  w ruchu; a zatem trzeba 
mówiü o jakim  okre lonym gatunku tego ruchu jak lot, chód, wyrastanie, zanikanie itd. Gdy tego brak, 
wówczas dusza nie pozostaje w ruchu. Zatem gdy co  nie jest przypisane do konkretnego gatunku, to równie* 
nie nale*y do konkretnego rodzaju. T  zale*no ü Arystoteles okre la mianem „topos". „Topos" sáu*y tak do po-
stawienia argumentu jak i do jego przewalczenia. I na odwrót: gdy co  nie ma rodzaju, nie ma te* gatunku. 
Powiadaj , *e kto  tam mówiá o kim , *e wyra*aá si  (le o kim  innym, ale wystarczy udowodniü, *e w ogóle nic 
nie mówiá, a caáy zarzut upada. 
     W  kwestii  swoistej  wáa ciwo ci (proprium) Arystoteles twierdzi: Dla obalenia argumentu, gdy przeciwnik 
wysuwa argument oparty na postrzeganiu zmysáowym mo*na go przewalczyü, albowiem co zmysáowe jest 
niepewne, zwáaszcza, gdy zwracamy si  ku innej páaszczy(nie poznawania. Na przykáad przeciwnik nasz 
utrzymuje, i*  wáa ciwo ci   sáo ca jest to, *e  wieci najja niej z gwiazd przesuwaj cych si  nad ziemi . Ta 
wypowied( traci warto ü po zachodzie sáo ca, albowiem wtedy uchodzi ju* ono z granic naszych zmysáów. Dla 
wysuni cia argumentu wáa ciwo ü o tyle jest sáuszna, o ile nie przyswajamy jej zmysáami lub istnieje niezale*nie 
od nich, np.: przedstawiaj c wáa ciwo ü jakiej  powierzchni stwierdzamy, *e uprzednio j  ufarbowano. 
Wáa ciwo ü ta, choü zmysáowa, jest sáuszna, gdy* wiemy, *e istnieje. 

To  wszystko, gdy chodzi o dialektyk  w uj ciu  Arystotelesa. Poniewa* mniemam, i* nie osi ga  on celu, 

postaraáem si  wykonaü rzecz odmiennie. (...) 

A zatem bez wzgl du na prawd  obiektywn  (b d c  przedmiotem logiki), dla wáa ciwego umocnienia dia-

lektyki nale*y rozumieü  j  jak sztuk , w zastosowaniu której opieramy si  zawsze na posiadaniu racji, co 
oczywi cie zda si   áatwiejszym, gdy zawiera ona prawd . Dialektyka sama w sobie jedynie naucza, w jaki 
sposób broniü si  przed napa ci  wszelkiego rodzaju, zwáaszcza przed nieuczciw , lecz równie* jak obalaü 
twierdzenia innych bez obalania lub konfliktowania si  z wáasnymi i jak broniü ich przed przeciwnikiem. 
Wyrazi cie trzeba oddzieliü odnajdywanie obiektywnej prawdy od sztuki przewalczania swych racji jako 
sáusznych; ta pierwsza czynno ü zamyka si  w rozeznaniu, przemy leniu i do wiadczeniu, i *adna sztuka nie jest 
w niej pomocna; 
czynno ü druga to wáa nie przedmiot dialektyki. Sformuáowano j  jako gr   pozorów,  co  jest  nietrafne,  gdy* 
sáu*yáaby wówczas tylko obronie faászywych racji; jednak i ten, kto ma sáuszno ü znajdzie w dialektyce 
skuteczny  rodek dla obrony; nale*y poznaü nieuczciwe chwyty, aby si  im przeciwstawiü, wr cz samemu 
stosowaü je, by zwalczyü przeciwnika jego wáasnym or *em. Z tego wniosek, i* prawda obiektywna w dia-
lektyce zajmuje miejsce mniej istotne lub zgoáa przypadkowe, a caáa energia skupia si  na obronie swojego i 
obaleniu twierdzenia przeciwnika. Zasady dialektyki nie uwzgl dniaj  prawdy obiektywnej, bowiem zazwyczaj 
nie wiadomo, gdzie  ona jest (bywa, *e dyskutanci káóc  si  za*arcie, po czym id  do  domów przyswoiwszy 
sobie pogl dy przeciwnika; naturalnie zamienili si  pogl dami). 

Zazwyczaj nie potrafimy okre liü, czy nasze twierdzenia s  prawdziwe; bywa, *e tak wierzymy, choü to 

nieprawda, czasem wierz  w to obaj uczestnicy sporu. Albowiem „prawda ukryta jest gá boko". Gdy rodzi si  
spór, na ogóá ka*dy s dzi, *e to on wyra*a prawd ; podczas sporu obie strony zaczynaj  w to pow tpiewaü; lecz 
dopiero finaá ma okre liü prawd  i j  umocowaü. Zatem tymi aspektami dialektyka zajmowaü si  nie powinna, 
tak jak fechmistrza nie interesuje zagadnienie sáuszno ci, które zapocz tkowaáo pojedynek, a tylko celne 
trafienia i obrona. Dialektyka równie* sprowadza si  do umysáowej szermierki i tylko wtedy zyskuje miano 
nauki. Wyá cznie obiektywna prawda przynale*y logice; je li natomiast zamierzamy udowodniü bá dno ü s du, 
paramy si  sofistyk . W obu sytuacjach nale*aáoby wiedzieü gdzie jest, a gdzie nie ma prawdy obiektywnej, 
czego nigdy z góry nie wiadomo. Tote* najtrafniejszym rozumieniem dialektyki jest, jak powiedziano wy*ej, 
szermierka umysáowa, stosowana dla wykazania swojej racji w sporze. Najwáa ciwsz  wszak*e nazw  byáaby, 
moim zdaniem „erystyka" (gr. eris — káótnia, spór), a jeszcze lepiej „dialektyka ery-styczna". Po*ytek z niej nie 
ulega w tpliwo ci; tym gorzej, i* zostaáa tak bardzo zarzucona. 
     W takim rozumieniu dialektyka to ledwie okre lony system reguá, maj cych na celu prezentacj  sposobów, 
którymi posáuguj  si  wszyscy spieraj cy si  ludzie w momencie, gdy chc c osi gn ü zwyci stwo wiedz  ju*, *e 
nie ma ono nic wspólnego z tym, czy prawda jest, czy te* nie jest po ich stronie. Tote* dialektyka w uj ciu 
naukowym nie rozstrzyga, ani nie szuka prawdy, albowiem nie o ni  chodzi w pierwotnej i wrodzonej 
dialektyce, skupionej wyá cznie na posiadaniu przewagi w dyskusji. Cel nadrz dny dialektyki naukowej polega 
na ukazywaniu i badaniu nieuczciwych sposobów, maj cych umo*liwiü praktyczny cel, aby w rzeczywistych 
sporach natychmiast je rozpoznaü i udaremniü. Tote*, rozumiej c naukow  dialektyk  tak wáa nie, przyznajemy, 
i* nadrz dnym jej celem jest tylko racja pozorna, nie za  prawda obiektywna. 

Nie znam nic, choü patrzyáem wsz dzie, co napisano by na tym polu*, mo*e poza zaginion  prac  Teofrasta, 

wspominaj c  o naszym problemie. Tote* nale*y przede wszystkim czerpaü z do wiadczenia i obserwacji, aby 
stwierdziü, jaki rodzaj sztuczek stosuj  ludzie w sporach. Powtarzane wybiegi i chwyty wy-mag j dalej 

background image

 

4

uogólnienia, a z nich powstaje znajomo ü „fortelów w walce" (stratagemata), sáu* cych do przeciwstawienia si  
adwersarzowi tak we wáasnej praktyce, jak i w sytuacji, gdy stosuje je przeciwnik. 

 
 

Podstawy ka*dej dialektyki 

Najpierw, przed wszystkim innym, trzeba zrozumieü istot  ka*dej dyskusji, czyli jak ona przebiega i co 

podczas niej zachodzi. 

Przeciwnik stawia okre lon  tez  (albo jest ona naszego autorstwa, co wszystko jedno). Istniej  dwie metody i 

dwie drogi, aby ja przewalczyü. 

l. Metody: 

a) odwoáuj ca si  do rzeczy (modus ad rem) 
b) odwoáuj ca si  do czáowieka (modus ad hominem) lub do twierdze , czy mniema  przeciwnika (ex con-

sensis). tzn. albo dowodzimy, i*: 
a) twierdzenie jest sprzeczne z natur  rzeczy, z obiektywn  i absolutn  prawd , lub 
b) pozostaje sprzeczne z innymi twierdzeniami przeciwnika lub jego wcze niejszymi mniemaniami, które 
zaaprobowaá, czyli z subiektywn , wzgl dn  prawd ; 
w tym przypadku brak jakichkolwiek zwi zków z prawd  obiektywn  i caáo ü konstrukcji ma charakter 
wzgl dny. 

2. Drogi: 

a) bezpo rednie przewalczenie twierdzenia 
b) po rednie przewalczenie twierdzenia. Na drodze bezpo redniej podwa*amy tez  u jej przyczyn, a na 

po redniej — u jej skutków. W bezpo rednim przewalczeniu dowodzimy, i* teza nie jest sáuszna, natomiast w 
po rednim — *e sáuszn  nigdy byü nie mogáa.  

 

l) Na drodze bezpo redniej dysponujemy par  mo*liwo ci. Pierwsza to ukazanie przeciwnikowi, *e myli si  
podaj c bá dne przesáanki, czyli przez negacj  przesáanki wi kszej lub mniejszej (nego majorem; minorem). 
Druga polega na zaakceptowaniu przesáanek i udowodnieniu, i* dane twierdzenia z nich nie wynika; 
podwa*yli my tu zatem konsekwencj  (nego conse-quentiam), sam  form  wnioskowania. 

2) Na drodze po redniej wykorzystujemy: 

a) apagog , czyli niemo*no ü przeciwstawienia twierdzenia przeciwnego, 
b) instancj , czyli przykáad przeciwie stwa. 

a)Apagoga 

Gdy uznajemy sáuszno ü twierdzenia przeciwnika wi *emy je z innym, powszechnie traktowanym jako 

prawdziwe.  Zwa*ywszy,  *e z obu tych twierdze  — sáu* cych nam za przesáanki w dalszym rozumowaniu — 
mo*emy uzyskaü konkluzj  jawnie bá dn , sprzeczn  albo z natur   rzeczy  a* do absurdalno ci (ad absurdum), 
albo z gáoszonymi wcze niej twierdzeniami przeciwnika, czyli niesáuszn  co do rzeczy (ad rem) i co do 
czáowieka (ad hominem), wykazujemy tym samym, i* wyj ciowe twierdzenie przeciwnika tak*e jest bá dne. 
Bowiem sáuszne przesáanki le*  u podstaw zawsze sáusznego twierdzenia, wszak*e z bá dnych niekiedy wynika 
twierdzenie prawdziwe. 

b) Instancja 
— przykáadem zastosowania przeciwie stwa (exemplum in contrarium) jest przewalczenie twierdzenia ogólnego 
przy pomocy bezpo redniego udowodnienia pojedynczych przypadków obj tych zakresem tego twierdzenia. 
Gdy wyka*emy, i* to twierdzenie w tych przypadkach nie jest sáuszne, wówczas i jego ogólna postaü zostaje 
zakwestionowana. 

Oto szkielet i rusztowanie ka*dej z dyskusji, czyli jej osteologia. Do tego sprowadza si  w zasadzie ka*dy 

spór. Mo*e on jednak mieü rzeczywisty lub pozorny przedmiot, toczyü si  przy u*yciu prawdziwych albo nie-
prawdziwych argumentów. I dlatego wáa nie, i* nieáatwym jest ustalenie stanu faktycznego, dyskusje s  tak 
dáugotrwale i zawzi te. Nawet podaj c reguáy ogólne niemo*liwym jest oddzielenie prawdy od pozorów, gdy* 
zrazu sami uczestnicy sporu tego nie wiedz . W tym celu podaj  wybiegi i chwyty do zastosowania bez wzgl du 
na obiektywn  prawd ; zwáaszcza, *e tak   wiadomo ci  na ogol nie dysponujemy, a nabywamy j  dopiero w 
efekcie przeprowadzonej dyskusji. 
Ponadto ka*da dyskusja i ka*da argumentacja prowadzi do uzgodnienia choüby jednej rzeczy, która sáu*y za 
podstaw  danej kwestii: Z kim , kto zaprzecza zasadom nie nale*y prowadziü sporu.  
 
 

background image

 

5

Sposób l 

— polega na uogólnieniu. Nale*y rozszerzaü argumentacj  przeciwnika poza zaáo*one przez niego lub 

naturalne granice, dokonywaü jej bardzo ogólnej interpretacji, przerysowywaü i wyjaskrawiaü, akceptuj c 
zarazem w bardzo poszerzonym i rozmytym sensie. Natomiast swoj  wypowied( utrzymaü w precyzyjnych 
ramach, w w skim i okre lonym znaczeniu. Bowiem: im ogólniejsze twierdzenie, tym bardziej podatne jest na 
zarzuty. Sposobem jest nie budz ce w tpliwo ci okre lenie tego, o co si  spieramy (status controversiae). 
 

Przykáad l: 

O wiadczyáem, i* Anglicy przoduj  w dziedzinie dramatu. Przeciwnik, wykorzystuj c metod  instancji 

odpowiada, i* ogólnie wiadomym jest brak sukcesów Anglików w muzyce, wi c i w muzyce operowej. Kontruj  
uwag ,  *e muzyka nie wchodzi w zakres poj cia sztuki dramatycznej, gdy* ta odnosi si  tylko to komedii i 
tragedii. Przeciwnik wiedziaá o tym doskonale, lecz próbowaá dokonaü takiego uogólnienia mojej my li, aby 
dotyczyáa wszelkich form teatralnych, to jest i oper, a tak*e muzyki — w ten sposób chciaá mnie pokonaü. 

Odwrotnie, uratowaü si  mo*na zacie niaj c znaczenie swej wypowiedzi, nawet w stosunku do wyj ciowego 

zamiaru, o ile tylko wyraz, którego u*yli my na taki zabieg pozwala. 

Przykáad 2: 
A rzecze: Pokój z 1814 r. przywróciá niezale*no ü wszystkim niemieckim hanzealyckim miastom. B wyko-
rzystuje instancj  przez przeciwie stwo (instantia in dontrarium) i dowodzi, *e pokój ten odebraá Gda skowi 
niezale*no ü przyznan  przez Napoelona. Wówczas A kontrargumentuje w sposób nast puj cy: Mówiáem o 
wszystkich niemieckich hanzeatyckich miastach, natomiast Gda sk to polskie miasto hanzeatyckie. 

Wybieg ten wyst puje ju* uArystotelesa (O wybiegach sofistycznych). 

Przykáad 3: 

Lamarck  (Philosophie wologigue) utrzymuje, i* polipy nie czuj , gdy* brak im tkanki nerwowej. Wszelako 

jest dowiedzionym, i* polipy kieruj  si  ku  wiatáu, zatem postrzegaj , nie maj c *adnych osobnych narz dów 
zmysáowych. S dzono, i* zmysáy s  równomiernie rozáo*one we wszystkich cz ciach ich daáa. To obala tez  
Lamarcka, który kontrargumentuje: Gdyby we wszystkich cz ciach ciaáa polipów rozmieszczone byáy receptory 
zmysáów, polipy nie tylko czuáyby, ale mogáyby si  poruszaü, wykazywaü odruchy woli, a nawet my leü. W ten 
sposób polip byáby najdoskonalej wyposa*ony w ka*dym punkcie swego ciaáa, kto wie, czy nie doskonalej ni* 
czáowiek, gdy* ka*da jego cz stka wykazywaáaby zdolno ci, które czáowiek posiada jako caáo ü. Czemu* by 
zreszt  nie obj ü tym twierdzeniem najprymitywniejszej formy zwierz cej — monady lub nawet ro lin, które 
tak*e *yj ? 
Od zdania: caáe ciaáo polipów jest unerwione, gdy* reaguj  one na  wiatáo, Lamarck przechodzi do zdania: 
caáe ich ciaáo my li. Stosuj c t  sztuczk  autor zdradza, i* wie o swoim bá dzie.  
 
 

Sposób 2 

— polega na zastosowaniu dwuznaczno ci (homonimia), aby spo*ytkowaü poj cie, które poza tym, i* 

okre lane jest tym samym wyrazem, ma niewiele lub nic wspólnego z przedmiotem dyskusji; potem nale*y t  
wypowied( obaliü stwarzaj c wra*enie, jak gdyby my obalili tak*e argumentacj  zwi zan  z samym 
twierdzeniem. (...) Przykáady homonimów (tj. wyrazów jednakowo brzmi cych, choü znacz cych co innego): 
ostry, gá boki, wysoki — w odniesieniu do rzeczy oraz, w drugim przypadku, w odniesieniu do d(wi ków. 

Przykáad 1: 

A: Nie zdobyá pan jeszcze wtajemniczenia w nristerie filozofii Kanta. 

B: Och, mislerie! Nie *ycz  sobie o tym sáyszeü.(...) 

Przykáad 2: 

A: Ale* temu czáowiekowi przypadáo odgrywaü bardzo niewdzi czn  rol ! 
B: I czemu si  dziwiü? Tak ko cz  wszyscy niewdzi cznicy!]  
 
 

Sposób 3 

— polega na zinterpretowaniu twierdzenia przeciwnika tak, jak gdyby zamiast w sensie wzgl dnym 

przedstawiá je jako prawd  ogóln  i bezwzgl dn  (absolute); lub po prostu nale*y nadaü mu zupeánie inny sens i 
z tego punktu widzenia je obalaü. 

Przykáad z Arystotelesa: Murzyn jest czarny, lecz gdy idzie o jego z by — biaáy. Zatem jest czarny i zarazem 

nie jest czarny. (...) 

Powy*sze trzy sposoby maj  wiele wspólnego, a zwáaszcza to, *e przeciwnik nie tyle mówi o istocie sporu, 

lecz o czym  innym; zatem do wiadczamy zgubienia w tku (ignoratio elenchi) o ile na tak  praktyk  zezwolimy. 

background image

 

6

Gdy* wszystko, co mówi przeciwnik w tych*e trzech sposobach jest prawd , a tylko pozornie przeczy tezie; my 
za  jedynie podwa*amy konsekwencj  wniosku przeciwnika, sprzeciwiamy si  zatem wnioskowaniu, które 
wiedzie od sáuszno ci twierdzenia przeciwnika do niesáuszno ci naszego twierdzenia. Dokonujemy takiego 
bezpo redniego przewalczenia poprzez zaprzeczenie tego, co wynika (per negationem consequentiae). 

Nie wolno akceptowaü nawet sáusznych przesáanek, gdy prowadz  do niekorzystnych dla nas konsekwencji. 

Zapobiega temu stosowanie dwu poni*szych sposobów — 4 i 5. 

 
 

Sposób 4 

Skoro d *ymy do okre lonego wniosku nale*y uczyniü wszystko, by przeciwnik zawczasu nie odgadá naszego 

zamiaru, a przeciwnie, poprzez skáonienie go do mimowolnego przyj cia naszych rozproszonych przesáanek 
pozbawiamy go mo*liwo ci zastosowania wszelkiego rodzaju utrudnie . Gdy za  istnieje uzasadniona 
w tpliwo ü, co do zgody przeciwnika na lansowany przez nas wniosek staramy si  przedstawiü przesáanki tych 
przesáanek, wykorzystuj c sylogizmy skáadowe (cz ciowe) wchodz ce w skáad  áa cucha sylogizmów, 
tworz cego nasze rozumowanie (tzw. prosylogizmy); i czynimy wszystko, by przeciwnik akceptowaá choü kilka 
z nich, przedstawionych bez jakiegokolwiek porz dku. W ten sposób maskujemy si , a* do chwili, gdy zostanie 
przyj te wszystko, co niezb dne dla ko cowego wniosku. Zmierzamy zatem do celu okr *n  drog . (Arystoteles 
O wybiegach sofistycznych) 

[Przykáad: 

A usiáuje zdobyü akceptacj   B dla twierdzenia, i* ludzie s  z natury dobrzy, choü si  z tym nie zdradza, 

przedstawiaj c si  jako nie uprzedzony obserwator. B jest zwolennikiem tezy, i* ludzie s  z natury (li.  A 
rozwa*a natur  ludzk , podaj c przykáady: 
— papie*a i jego nieomylno ci (gdyby byá z natury záy 
oznaczaáoby, i* Ko cióá przyjmuje jego záo jako dogmat do zastosowania w *yciu duchownym i  wieckim); 
— wielokrotnego mordercy, który na áawie oskar*onych domaga si  nast pnych ofiar i szczyci si  swoimi 
zbrodniami (byá záy i záy pozostaá); 
— Adama w raju, który do chwili spo*ycia jabáka byá niewinny (gdzie le*y pocz tek natury ludzkiej?; a mo*e 
przykáad i do wiadczenie sprowadzaj  czáowieka na manowce); 
— co to jest natura czáowieka?; jak pogodziü  j  z twierdzeniami o „nie zapisanej karcie" (tabula rasa); czy 
wspóáczesna nauka przes dza o istnieniu genetycznej pami ci, mog cej zapisywaü dobro lub záo? 
— co to jest dobro?; przecie* przyroda rz dzi si  prawami, które w spoáecznym  *yciu czáowieka oznaczaáyby 
niesprawiedliwo ü, bezwzgl dno ü, oboj tno ü; a mo*e natury nie wolno warto ciowaü, zwáaszcza negatywnie?; 
— czy brak dobra jest záem?; i na odwrót — czy nieobecno ü záa oznacza dobro?; 
—przykáad wielokrotnego mordercy, który si  nawróciá i zgin á w obronie „sáabych i uci nionych"; 
—czy w takim razie czáowiek jest bardziej záy ni* dobry i czy jest to cecha absolutna i powszechna?; 
— a mo*e niektórzy s  bardziej dobrzy ni* (li?; 
— skoro niektórzy (A przyjmuje sformuáowanie B) potrafi  zwalczyü w sobie záo, to czy nie zmienia si  tak*e 
ich natura?; w przeciwnym razie ludzie post puj cy szlachetnie byliby w sensie ontologicznym równie ohydni 
jak wyrodki; 
—co to jest sumienie i jak si  ono ma do dobra lub záa páyn cych z natury ludzkiej? 

—je li natur , o której mowa, rozumieü jak absolut na który czáowiek nie ma *adnego wpáywu, to (w 

przypadku gdy B jest chrze cijaninem) jak pogodziü ów stan z poj ciem wolnej woli czáowieka? — czy zatem 
czáowiek nie powinien byü bardziej dobry ni* záy, gdy* jest dzieáem istoty najdoskonalszej i najszlachetniejszej 
— Boga; czy Bóg tworz c czáowieka na swój obraz i podobie stwo mógá uczyniü go z natury záym?; itd.] 

 
 

Sposób 5 

Dowodziü wáasnej tezy mo*na tak*e poprzez bá dne przesáanki, choüby wówczas, gdy przeciwnik nie zgadza 

si  z prawdziwymi, czy te* nie uznaje ich sáuszno ci lub natychmiast dostrzega wynikaj c  z nich tez , któr  
staramy si  przeforsowaü. Tote* wystarczy posáu*yü si  w takiej sytuacji twierdzeniami obiektywnie niesáusz-
nymi, za to sáusznymi jako argument odnosz cy si  do czáowieka (ad hominem) i dowodziü, przyjmuj c punkt 
widzenia przeciwnika, zgodnie z tym, na co zgadza si  przeciwnik (ex concessis). Albowiem prawd  mo*na 
wyprowadziü tak*e z faászywych przesáanek, choü prawdziwe zawsze prowadz  do prawdziwej tezy. Podobnie 
bá dne twierdzenie przeciwnika mo*na zdezawuowaü przy pomocy bá dnych twierdze , skoro on uwa*a je za 
prawdziwe. Na tym polega wykorzystanie sposobu my lenia przeciwnika w prowadzeniu sporu. 
Gdyrekrutujesi onzjakiej sekty, choüby nam niemiáej, wówczas stosujemy wobec niego tezy tej wáa nie sekty 
jako twierdzenia podstawowe (principia). (Arystoteles O wybiegach sofisty cwych). 

[Przykáad: 

background image

 

7

A nie jest antysemit , wie jednak, i*  B nim jest. B  twierdzi, i* krajowi przydaáyby si  paroletnie rz dy 

bankierów. To by ich (tj. rz dzonych i dotychczas rz dz cych) nauczyáo rozumu — mówi B. — No tak — 
ripostuje A — lecz bankierzy to gáównie )ydzi i tylko oni na tym zyskaj !] 

 
 

Sposób 6 

 

Wykorzystujemy metod  ukrytego przedstawiania tezy, któr  chcemy dowie ü jako przesáanki dowodu (petitio 

principii), czyli: albo l) podmieniamy nazw , np. zamiast „honor" mówimy „dobre imi ", zamiast „dziewictwo" 
— „cnota"; podobnie post pujemy w odniesieniu do poj ü pokrewnych; zamiast „zwierz ta czerwonokrwiste" 
u*ywamy okre lenia „kr gowce", albo 2) kontrowersyjny szczegóá przyjmujemy jako generalizacj , co jest 
áatwiejsze do zaakceptowania, np. niepewno ü nauk medycznych zast pujemy niepewno ci  caáej ludzkiej 
wiedzy. 3) Je li odwrotnie (vice versa) dwie rzeczy wynikaj  z siebie wzajemnie i drug  mo*na dowie ü, 
postulujemy t  drug . 4) Maj c dowie ü co  ogólnego przeprowadzamy przyj cie ka*dego szczegóáu po kolei 
(zatem przeciwnie ni* w punkcie 2). (Arystoteles O wybiegach sofistycyiych). 

 
 

Sposób 7 

Gdy dyskusja ma przebieg nader precyzyjny i for-malistyczny i gdy pragniemy pojmowaü siebie wzajem jak 

najdokáadniej, wówczas stawiaj cy tez  stosuje wobec strony przeciwnej metod  zapyta ; a nast pnie 
odpowiedzi sáu*  mu do udowodnienia prawdziwo ci wáasnego twierdzenia. Popularno ü tej metody, zwanej 
erotematyczn  (tj. polegaj c  na zapytaniach) stwierdzamy w czasach antycznych (zwana jest te* metod  
sokratejsk ) (Arystoteles O wybiegach sofistycznych). Ten i kilka dalszych sposobów czerpie z tej metody. 

Pytaü obficie, wielokrotnie, ukrywaj c, co jest dla nas cenne w odpowiedziach przeciwnika, natomiast 

argumentowaü na podstawie tych*e odpowiedzi bardzo szybko; aby przeciwnik, maj cy trudno ci z równie 
szybk  orientacj  nie spostrzegá ewentualnych bá dów i braków dowodzenia i opu ciá cz ü rozumowania. 

[Przykáad: 

Tez  A jest, *e Bóg nie istnieje; B twierdzi przeciwnie. A pyta: 

— 1\vierdzisz, *e z poj cia Boga (Bóg jako pierwsza przyczyna wszystkiego) mo*na wnosiü o jego istnieniu? 
B potwierdza. 

— Czy mo*esz opisaü jak wygl da Bóg? B zaprzecza. 
— Czy go kiedykolwiek widziaáe ? B zaprzecza. 

— Czy 

mówiá z tob ? B zaprzecza. 

 
—Nie wiesz jak on wygl da, nigdy go nie widziaáe , ani z nim nie rozmawiaáe . To tak, jakby  utrzymywaá, *e 
Pegaz istnieje tylko dlatego, *e istnieje pojecie Pegaza. Ja nie wiem, czy on istnieje, czy nie, ale z poj cia 
wyci gam tylko wniosek o mo*liwo ci jego istnienia, nie za  o samym istnieniu. Zatem Bóg mo*e równie* nie 
istnieü, skoro istnieje poj cie o nim.] 
 
 

Sposób  8 

 

Uczyniü, aby przeciwnik wpadá w záo ü, gdy* wtedy nie potrafi my leü prawidáowo, ani nale*ycie  ledziü na-
szego rozumowania. Doprowadziü do záo ci  áatwo, dzi ki jaskrawo niesprawiedliwemu traktowaniu lub te* 
szykanom oraz poprzez ogóln  bezczelno ü. 
 
 

Sposób 9 

Zadawaü pytania zupeánie nie po kolei, w niezgodzie 

z porz dkiem wnioskowania i wykorzystywaü wszelkie mo*liwie przesuni cia. Wówczas przeciwnik traci 
orientacj  czemu to sáu*y i jaki jest ostateczny cel, a zatem nie znajduje sposobów przeciwdziaáania. Ponadto 
zawsze mo*na zastosowaü jego odpowiedzi do ró*nych wniosków, nawet przeciwstawnych, korzystaj c z ich 
nieuporz dkowania. Sposób ten podobny jest do sposobu 4, gdzie ukrywamy swoje zamierzenia. 
 
 

Sposób 10 

 

Gdy zauwa*ymy umy ln  skáonno ü przeciwnika do negatywnego odpowiadania na nasze pytania w sytuacji, 
gdy ich potwierdzenie prowadziáoby do udowodnienia naszej tezy, wówczas nale*y go pytaü o jej prze-
ciwie stwo, wywoáuj c wra*enie, i* tak*e chcemy potwierdzenia; a przynajmniej przedstawiü przeciwnikowi 
oba przeciwstawne pytania, by nie domy liá si , które jest dla nas wa*ne. 

background image

 

8

 
 

Sposób 11 

 

Gdy stosujemy wnioskowanie od szczegóáów do ogólno ci (tj. indukcj ) i przeciwnik zgadza si  z jego 
skáadnikami, nie nale*y uzyskiwaü od niego zgody dla prawdy ogólnej, która jest wynikiem tego rozumowa-
nia, lecz trzeba podaü j  pó(niej w sposób nie podlegaj cy dyskusji, jakby byáa w oczywisty sposób ustalona; 
bywa, *e przeciwnik wierzy, i* sam j  aprobowaá i tak te* wydaje si  sáuchaczom. Zapami tali bowiem liczne 
pytania szczegóáowe, które powinny byáy doprowadziü do tej ogólnej prawdy. 
 
 

Sposób 12 

Gdy dyskusja wykorzystuje ogólne pojecie pozbawione wáasnej nazwy, a tylko definiowane przez porównanie, 

wówczas nale*y wybraü najkorzystniejsze porównanie dla naszego twierdzenia. Np. w Hiszpanii dla dwu partii 
politycznych — sáuwiców (seryiles) i liberaáów (liberales) nazw  ustalaáa niew tpliwie ta druga. 

Protestanci bezspornie sami si  nazwali, równie* ewangelicy; ale termin kacerz. jest tworem katolików. 

Podobnie z nazwami zwi zanymi  ci lej z okre lonym poj ciem: np. zmiana w ustach przeciwnika dla nas 
b dzie nowink , gdy* brzmi to záo liwiej. Na odwrót, je li sami co  proponujemy. Bezstronny mówi o kulcie lub 
powszechnej nauce religii, zwolennik za  o pobo*no ci lub bogobojno ci, przeciwnik natomiast o bigotem  lub 
religijnej ciemnocie. To finezyjne u*ycie tezy, któr  mamy udowodniü, jako przesáanki dowodu (petitio 
principii), albowiem cel naszego dowodu definiujemy od razu poprzez termin, z którego powinien wynikn ü 
drog  analitycznego wnioskowania. To, co dla jednego jest ochron  lub prewencyjnym zatrzymaniem jakiej  
osoby, przeciwnik okre li jako uwi zienie. Dyskutant cz sto odsáania swój zamiar poprzez wybór takiej a nie 
innej nazwy dla danego poj cia. Kto  mówi klecha, inny za  duchowny. Jest to najcz ciej stosowany sposób i 
najbardziej instynktownie. 

Przykáady: gor ca wiara — fanatyzm; flirt — zdrada maá*e ska; dwuznacznik — obscenizm; kryzys 
finansowy — bankructwo; poprzez kontakty i wpáywy —poprzez áapówki i nepotyzm; szczere odwdzi czenie 
si  — intratna zaplata. 
 
 

Sposób 13 

 

Pragn c osi gn ü, by przeciwnik zgodziá si  z nami, oprócz aprobowanej przez nas tezy prezentujemy 
antytez  umo*liwiaj c mu wybór mi dzy nimi; lecz antyteza jest tak wyjaskrawiona, *e przeciwnik, chc c 
unikn ü paradoksu aprobuje nasz s d, który wydaje si  w tym zestawieniu racjonalniejszy. Np. przeciwnik 
winien zgodziü si  z tez , i* ka*dy musi wykonaü to, co mu kazaá jego ojciec. Zadajemy wówczas pytanie: 
Czy nale*y byü posáusznym rodzicom we wszystkich sprawach, czy te* nie? Lub, gdy mowa o rzeczy, wy-
st puj cej cz sto, pytamy, czy wyraz „cz sto" oznacza maáo czy du*o przypadków. Gdy przeciwnik nasz 
odpowie,  *e „du*o", osi gamy efekt, jak gdyby szare le*aáo obok czarnego i wówczas mo*na je nazywaü 
biaáym; a gdy le*y obok biaáego zasáuguje na mimo czarnego. 
 
 

Sposób 14 

 

Czym  bezczelnym jest takie post powanie: powiedzmy, *e kilka odpowiedzi przeciwnika sprzeciwiaáo si  
zamierzonemu przez nas wnioskowi. Ale dalej utrzymujemy, i* bezspornie go dowiedli my i zwyci sko 
gáosimy. W przypadku gáupoty lub nie miaáo ci przeciwnika, a naszego tupetu i haáa liwo ci mo*emy osi g-
n ü wy mienity rezultat. Sposób ten mie ci si  w regule potraktowania czego , co nie jest przyczyn , jako 
przyczyny (fallacia non causae ut causae). 
 
 

Sposób 15 

Gdy sprawia nam trudno ü udowodnienie paradoksalnego twierdzenia, które wygáosili my, wówczas do 

wyboru prezentujemy przeciwnikowi jakiekolwiek sáuszne, choü nie oczywiste twierdzenie tak, jak gdyby my z 
niego chcieli wyprowadziü nasz dowód. Gdy przeciwnik je podejrzliwie oddala, wówczas doprowadzamy je do 
absurdu (ad absurdum) i zwyci *amy. A je li je uznaje, to okazuje si , *e powiedzieli my co  rozs dnego i teraz 
oczekujemy na dalszy bieg dyskusji. Mo*emy tak*e wykorzystaü chwyt wspomniany uprzednio utrzymuj c, *e 
oto w len sposób dowiedli my naszego paradoksu. Owo post powanie wymaga skrajnej bezczelno ci; lecz 
do wiadczenie uczy, *e takie przypadki maj  miejsce i s  ludzie, którzy instynktownie post puj  w ten sposób. 

[Przykáad: 

A utrzymuje, *e nie trzeba wiedzy medycznej, aby uleczyü pacjenta. Pyta wi c B: 

background image

 

9

— Czy radosna wiadomo ü nie polepsza zdrowia umieraj cego? 
B podejrzliwie odrzuca tak  ewentualno ü twierdz c,  *e mo*na tu mówiü nie o leczeniu pacjenta, a tylko o 

krótkotrwaáej poprawie jego samopoczucia. 

A: — Czym jest medycyna, je li nie zbiorem sposobów na krótkotrwaá  popraw  samopoczucia? 
B zgadza si  ostatecznie z takim postawieniem sprawy i A wychodzi zwyci sko ze sporu.] 
 
 

Sposób 16 

— to sposób odwoáuj cy si  do czáowieka (argumentum ad hominem). Ka*de twierdzenie przeciwnika winno 

zostaü przestudiowane, aby znale(ü w nim sprzeczno ü z czym , co ju* wcze niej wypowiedziaá lub mniemaá 
albo te* niezgodno ü ze szkoá  lub reguá , któr  aprobuje lub te* z post powaniem czáonków tej*e sekty — 
nawet je li faászywych i pozornych — lub te* z jego wáasnym sposobem prowadzenia si . Je li np. broni 
samobójstwa, woáamy natychmiast: „Wi c czemu sam si  nie powiesisz?" A gdy utrzymuje, *e przebywanie w 
Berlinie jest nieprzyjemne, zaraz odparowujemy: „Wi c czemu nie wyje*d*asz najbli*sz  poczt ?" 
Albowiem jak  szykan  zawsze mo*na wyszukaü. [W sposobie tym zawarta jest metoda wykorzystuj ca to, co 
twierdzi przeciwnik (na mocy tego, na co przystaje przeciwnik). Wypada zauwa*yü, i* prawda, z której czerpane 
s  wnioski, gdy jest obiektywn  i posiada wa*no ü ogóln , staje si  podstaw  dla dowodu wedle prawdy 
(secundum veritatem). Tylko on ma rzeczywist  warto ü i znaczenie. Jednak*e bywa, i* prawda, stanowi ca 
podstaw  wnioskowania posiada znaczenie tylko dla tej osoby, której usiáujemy co  dowie ü i która jest naszym 
przeciwnikiem w dyskusji. Gdy wi c formuáuje ona twierdzenie zbyt pochopne albo te*  b d ce wyrazem jej 
przes dów — wówczas z tego twierdzenia wyprowadzamy nasz dowód, wybitnie erystyczny i ad hominem. 
Skáaniamy przeciwnika do zgody na nasze twierdzenie, lecz nie przedstawiamy *adnej prawdy obiektywnej; 
nasze dowodzenie skierowane jest wyá cznie dla przekonania tego, a nie innego przeciwnika i nikogo wi cej. 
Je li np. jest on miáo nikiem Kanta, a ja wyprowadzam dowód z jakiej  my li Kanta, wówczas ów dowód jako 
taki jest ad hominem. Gdy mam do czynienia z muzuámaninem to mog  skorzystaü z wersetu koranicznego, co 
ju* go dostatecznie przekona w ramach ad hominem. Przykáadem tego rodzaju dowodzenia jest fragment listu 
Epikura do Menoikosa w 10 ksi dze Diogenesa Laertosa. Epikur, polemizuj c ze sáawnym epigramem 
Theognisa, o tre ci: 
„Najwi ksz  korzy ci  ziemian byáoby na  wiat nie przychodziü lnie wypatrywaü stolica rozjarzonych blasków, 
A pojawiwszy si , szybko przekroczyü wrota Hadesu I ciaáo záo*yü w u cisku ziemi olbrzymiej." — odpowiada: 
„Je*eli powiedziaá to w przekonaniu, to czemu nie zabija si ? Byáoby to proste dla kogo , kto powa*nie chce 
tego. Ale on tylko *artuje, mami pustymi sáowami w sprawie, która domaga si  decyzji."] 

 
 

Sposób 17 

Zaatakowani przez przeciwnika kontrargumentem mo*emy uciec si  do finezyjnego rozró*nienia jako 

ratunku; zwáaszcza, gdy rzecz posiada znaczenie podwójne albo te* pozwala na dwojakie uj cie. 

[Przykáad: 

A wywodzi, *e  mierü jest dla czáowieka ko cem wszystkiego. 
B atakuje: — Ty, oczywi cie, nie wierzysz w *ycie wieczne, wi c uwzgl dnij chocia* gnicie ciaáa. To przecie* 

twoja ulubiona materia. 

A ripostuje: — Istotnie, nie przyjmuj  metafizycznej pociechy, ale twój chwyt jest bardzo niesmaczny. Dobrze 
wiesz,  *e dla mnie czáowiek to najpierw umysá i my l, zatem w tym sensie  mierü jest prawdziwym i 
ostatecznym ko cem wszystkiego.] 
 
 

Sposób 18 

Gdy zorientowali my si , i* przeciwnik stosuje argumentacj , która niezawodnie nas pobije nale*y uczyniü 

wszystko, by nie doprowadziá jej do ko ca; tote* nale*y przerwaü dyskusj , uciec od tematu albo odci gn ü 
ode  uwag  i zaj ü si  innymi twierdzeniami, czyli zastosowaü zmian  przedmiotu sporu (mutatio 
controversiae). 

[Przykáad: 

A przegrywa w sporze o wy*szo ü demokracji nad systemem rz dów jednostki. Nieopatrznie zgodziá si , *e 

tyranem mo*e zostaü czáowiek uczciwy i sprawiedliwy, który wáada nie dla osobistej korzy ci. 

— Jaka* to wy*szo ü rz dów wi kszo ci — tryumfuje B — gdy gáos jednego gáupca zdolny jest przewa*yü 

zdanie m drców! 

— Wáa ciwie o co my si  spieramy? — ratuje si  A. — Sposób rz dzenia jest tylko form , a mnie chodzi o 

rz dy sprawiedliwe. Z tego punktu widzenia demokracja zapewnia lepsze szans  na sprawiedliwszy bieg 
spraw, ni* despotyczna jednostka, któr  bywa niekiedy tak*e degenerat!] 

background image

 

10

 
 

Sposób 19 

Gdy nasz przeciwnik domaga si , aby my przeciwstawili okre lonemu szczegóáowi jego twierdzenia wyra(ny 

kontrargument, a nie staü nas na przywoáanie niczego konkretnego, wówczas powinni my zasáoniü si  
ogólnikami, a nast pnie ostro je zdezawuowaü. Nale*y jasno dowie ü, czemu nie wolno zawierzaü jakiej  
okre lonej, fizycznej hipotezie; wypada przywoáaü wtedy argument o zawodno ci ludzkiej wiedzy i podeprzeü 
go wieloma przykáadami. 

[Przykáad: 

B domaga si  kontrargumentu dla swojego dowodu na bezprawne powoáywanie si  Ko cioáa, a zwáaszcza jego 

hieractiii, na ideaáy ewangeliczne, podczas gdy rzezie innowierców, prze ladowania )ydów, wojny papieskie, to 
tylko drobna cz ü przykáadów faáyzeizmu rzekomych nast pców Chrystusa!. 

A odpiera ten zarzut ogólnikiem: 

- ffierachowie to tak*e tylko ludzie, a ludzie s  niedoskonali, bá dz , grzesz , przyjmuj  pozorne warto ci, daj  
ponosiü si  za lepieniu i pysze. Lecz czy wolno ich s dziü a* tak surowo? Czy my sami jeste my du*o od nich 
lepsi, by ferowaü wyroki? Czy* Ko cióá nie przechodziá  tej  samej  drogi,  co  my  wszyscy?  Czy* jego historia 
niczego go nie nauczyáa? Przeciwnie! Je li jeste my, jako cywilizacja, bogatsi w gorzkie do wiadczenia i 
umiemy (lub nie) odnie ü z tego korzy ci na drodze post pu i prawdy, tak samo i Ko cióá: jest o tyle lepszy o ile 
my, jego wierni i jego wrogowie, na to pozwalamy.] 
 
 

Sposób 20 

Gdy ju* poznali my przesáanki przeciwnika, nie nale*y pozwalaü mu na wnioski, lecz uczyniü to samemu 

nawet, gdy dla pewno ci brakuje jednej czy dwu przesáanek; wszak*e uznaj c je za przyj te przedstawiamy 
wáasny wniosek. Jest to .zgodne z potraktowaniem czego , co nie jest przyczyn  jako przyczyny (fallacia non 
cause ut causae). 

[Przykáad: 

A poznaá ju* argumentyBdotycz ceniáodo cii staro ci, a zwáaszcza: 

— máodo ü nie jest obarczona grzechem zaniechania; 
— staro ü gromadzi do wiadczenie, którego nigdy nie zdoáa w peáni przekazaü máodym (gdy* uczymy si  tylko 
na wáasnych bá dach); 
— dobre rady starców wynikaj  gáównie z tego, i* nie s  oni ju* zdolni do dawania záych przykáadów; 
— máodo ü nie odbiera záudze , jest przyszáo ci , a wi c biegnie w naturalnym dla istnienia czáowieka w czasie 
kierunku; 
— máodo ü pozwala na bezinteresown  odwag  (nawet, gdy jest ona szale stwem), staro ü preferuje wyra-
chowanie. 

Nie ulega w tpliwo ci, i* B chciaáby uzasadniü wy*szo ü máodo ci nad staro ci . A przerywa mu i konkluduje: 
— Skoro 

máodo ü i staro ü maj  swoje zalety i wady to bardzo trudno rozstrzygn ü, która z nich jest stanem 

doskonalszym. Wszak wiedza wymaga czasu, a z kolei czas niszczy fizyczno ü czáowieka. Wi c co 
wa*niejsze? 

 
My l ,  *e nie rozstrzygniemy tego sporu, gdy* zostaá on ju* rozstrzygni ty przez sam  natur : máodzi nie-
uchronnie starzej  si . A ponadto, czy* nie znasz starców máodych duchem i máodzie ców o duszy starców? 
Wynika st d, i* A stawia máodo ü i staro ü na równi.] 
 
 

Sposób 21 

Gdy przeciwnik posáuguje si  argumentem, który ocenili my jako dwuznaczny lub pozorny, to wypada nam 

tylko wykazaü ow  dwuznaczno ü i pozomo ü; 
ale znacznie lepiej jest przeciwstawiü mu inny, równie dwuznaczny i pozorny argument, tyle, *e bardziej 
przekonuj cy. Albowiem nie chodzi tu o prawd , lecz o zwyci stwo w sporze. Je li przeciwnik posáuguje si  
argumentum ad hominem, my tak*e odpowiadamy w ten sposób. Skrócimy spór, gdy zamiast dyskutowaü o 
istocie sprawy uciekniemy si  do tej erystycznej metody odpowiedniej dla sposobu jaki stosuje przeciwnik. 

[Przykáad: 

B utrzymuje, i* demokracja angielska nie jest peána z powodu utrzymania monarchii. 
— To tak — mówi A — jakby  zakáadaá, *e monarcha angielski nie jest obywatelem swojego kraju! 

background image

 

11

B ripostuje, i* A niejednokrotnie wysuwaá argument, *e podstaw  demokracji jest równo ü wobec prawa. A 

czy* obywatel jest równy wobec króla, skoro jeszcze nie tak dawno poddanego w trakcie audiencji obowi zywaá 
nakaz spuszczania wzroku? 
A odpowiada, *e B, jak zwykle, posáuguje si  drugorz dnymi argumentami, bowiem z dworskiego ceremoniaáu 
obarczonego martw  tradycj  nie sposób wyci gn ü wniosków o rzeczywistej równo ci lub nierówno ci wobec 
prawa.] 
 
 
 

Sposób 22 

Gdy przeciwnik domaga si  od nas zgody na twierdzenie, z którego bezpo rednio wynika spór, to odmawiamy 

pod pretekstem, i* mamy do czynienia z bá dem, polegaj cym na przyjmowaniu tezy, która ma byü dowiedziona 
za jedn  z przesáanek dowodu (petitio principii). Zarówno przeciwnik jak i sáuchacze skáonni s  uznaü 
twierdzenie spokrewnione z problemem za identyczne z nim. W taki oto sposób wytr camy przeciwnikowi z 
r ki najlepszy argument. 

[Przykáad: 

 
B  * da zaakceptowania twierdzenia, i* twórczo ü Byrona prze ciga wszystko, co dotychczas napisano. A nie 
zgadza si , wskazuj c, i* w ten sposób B chciaáby uzyskaü potwierdzenie, i* Byron jest najwi kszym twórc  w 
historii literatury, a to nale*y dopiero udowodniü. Albowiem wielko ü nie polega jedynie na wybitno ci dziel, 
ale tak*e na nieskazitelno ci  *ycia. Czy zatem Byron, hulaka i rozpustnik bezkrytycznie zasáuguje na tak 
szczytne miano?] 
 
 

Sposób 23 

Przesada jest wynikiem sprzeczania si  i oporu. Tote* mo*emy irytowaü przeciwnika swoim oporem po to, by 

swoje — sk din d nawet sáuszne — twierdzenie wyjaskrawiá a* poza granice sáuszno ci; teraz odpieraj c jego 
przesadn  wypowied( wywoáujemy wra*enie, i* obalamy caáo ü dowodu. Ale i sami powinni my si  strzec, by 
sprzeciw strony drugiej nie skáoniá nas do przesady lub do poszerzenia przedkáadanego twierdzenia. Albowiem 
cz sto nasz przeciwnik uczyni wszystko, by my lak post pili; musimy zatem wyra(nie powróciü do pierwotnego 
zakresu naszej wypowiedzi, na przykáad stwierdzaj c: Powiedziaáem tylko tyle i nic wi cej ponad to. 

[Przykáad: 

 
Gdy  B, dowodz cy,  *e m *czy(ni s  niewierni, dochodzi do takiego punktu zacietrzewienia, i* zgadza si  z 
podst pn  lez  A, *e wszyscy m *czy(ni s  niewierni, gdy* inaczej nie byliby m scy, wówczas A dezawuuje to 
twierdzenie, podaj c niezliczone przykáady wierno ci i oddania. Wtedy B, uzmysáawiaj c sobie sw  przesad  
stwierdza, i* miaá na my li wyá cznie niewierno ü potencjaln , páyn c  z samej natury, a nie niewierno ü w 
ogóle, któr  to skáonno ü mo*na poprzez wychowanie, poczucie obowi zku i uczucia wy*sze skutecznie 
opanowaü, a nawet uczyniü jej przeciwie stwem. To i tylko to chciaáem powiedzieü" — ko czy B, pozbawiaj c 
A argumentów.] 
 
 

Sposób 24 

— który mo*emy nazwaü fabrykowaniem konsekwencji. Z wypowiedzi przeciwnika wydobywa si  sztucznie 

przez faászywe wnioskowanie i przeinaczanie poj ü twierdzenia zupeánie w niej nieobecne, ani te* nie 
zamierzone, które s  natomiast absurdalne i niebezpieczne; stworzywszy wra*enie, i*  páyn  one wáa nie z 
wypowiedzi przeciwnika i s  sprzeczne mi dzy sob  oraz z ogólnie przyj tymi prawdami, osi gamy po rednie 
zakwestionowanie twierdzenia przeciwnika poprzez niemo*no ü twierdzenia przeciwnego (apagoge). Jest to 
zatemznów potraktowanie czego , co nie jest przyczyn  jako przyczyny (fallacia non cause ul causae). 

[Przykáad: 

B udowadnia konieczno ü wej cia kraju do sojuszu 
wojskowego, który miaáby charakter obronny. A wypacza argumenty B utrzymuj c, *e B d *y w ten sposób do 
agresji na s siedni, lecz nie obj ty sojuszem kraj. Tak, jakby B powiedziaá, i* alians jest zwrócony przeciwko 
temu krajowi, co jest sprzeczne i z interesem wáasnego pa stwa i z jego realnymi mo*liwo ciami.] 
 
 

Sposób 25 

 

background image

 

12

     Sposób  ten  opiera  si  na przykáadzie przeciwie stwa (exemplum in contrarium) i jest apagog  poprzez 
instancj . Wnioskowanie od szczegóáów do ogólno ci wymaga przywoáania wielu przypadków dla oparcia na 
nich swych twierdze ; przy dowodzie apagogicznym tj. opartym na niemo*liwo ci twierdzenia przeciwnego 
wystarcza przywoáanie tylko jednego przypadku, który b d c w niezgodzie z nim, twierdzenie to obala. Ten za-
bieg zwany jest instancj  (exemplum in contrarium, instantia). Na przykáad twierdzenie: Rogale s  wszystkie 
prze*uwacze, obala jeden jedyny przykáad wielbá dów. Instancja ma miejsce wtedy, gdy stosujemy twierdzenie 
ogólne do przypadku, który winien wchodziü w jego zakres, a jest w niezgodzie z prawd , co powoduje 
caákowite obalenie tego twierdzenia. W zwi zku z tym zdarzaj  si  pomyáki, tote* przy stosowaniu przez 
przeciwnika instancji, musimy szczególnie uwa*aü: 1) czy przykáad przez niego podany rzeczywi cie zaistniaá, 
s  bowiem problemy, które rozwi zaü mo*na jedynie poprzez ich nieprawdziwo ü Jak np. szereg cudów, historie 
o duchach, itd.; 2) czy ów przykáad istotnie obj ty jest przez zakres samego twierdzenia, co cz sto bywa 
zwodnicze; nale*y wi c precyzyjnie rozgraniczyü zakresy; 3) czy przykáad istotnie zaprzecza samemu 
twierdzeniu, co tak*e cz sto jest ledwie pozorne. 
 
 

Sposób 26 

 
Nader báyskotliwym chwytem jest odwrócenie kierunku argumentu (retorsio argumenti), polegaj ce na tym, i* 
argument zastosowany przez przeciwnika z my l  o wáasnej korzy ci wykorzystujemy przeciwko niemu dla 
naszej korzy ci. Np., gdy przeciwnik mówi: To jest jeszcze dziecko, trzeba byü dla  pobáa*liwym, stosujemy 
takie oto retorsio: Wáa nie z tego powodu, *e to jeszcze dziecko, nale*y mu si  kara, by jego záe nawyki nie 
zakorzeniáy si . 
 
 

Sposób 27 

Argument, który szczególnie záo ci przeciwnika winien byü przez nas natychmiast wykorzystany i wzmo-

cniony; nie tylko z powodu dogodno ci takiego stanu, w którym przeciwnik wpada w gniew, ale równie* dla-
tego, *e najwidoczniej zostaá ugodzony w sáaby punkt swego rozumowania i *e, co prawdopodobne, mo*na mu 
je zepsuü w stopniu daleko wi kszym, ni* to jest na razie widoczne. 

 

[Przykáad: 

 
A i B spieraj  si  o to, czy w maá*e stwie ró*nica wieku odgrywa istotn  rol . A utrzymuje, *e du*o starszy m * 
to prawdziwe nieszcz cie dla zwi zku, co szczególnie irytuje B (który o*eniá si  z kobiet  trzydzie ci lat od 
siebie máodsz ). W tej sytuacji A przytacza wszelkie znane przykáady,  wiadcz ce o niewierno ci maá*e skiej 
máodej *ony, co dodatkowo rozw ciecza B i ka*e mu wygadywaü gáupstwa. A dobija go argumentem, i* „nawet 
w ród znajomych mo*e wskazaü kilka przykáadów m *ów-rogaczy".] 
 
 

Sposób 28 

Jest on mo*liwy do zastosowaniu gáównie wtedy, gdy dyskutanci s  wyksztaáceni i tocz  spór przed nie-

wyksztaáconym audytorium. Je li zbraknie dowodu odwoáuj cego si  do rzeczy (ad rem) i nawet sposobu 
odwoáuj cego si  do czáowieka (argumentum ad hominem), wówczas nale*y zastosowaü sposób odwoáuj cy si  
do sáuchaczy (argumentum ad auditores), czyli wysun ü zarzut niesáuszny, którego bá dno ü rozpozna tylko 
uczony przeciwnik, nie za  audytorium. W mniemaniu sáuchaczy zostaá on pobity, zwáaszcza, gdy ów argument 
dodatkowo o miesza jego twierdzenie; bowiem ludzie zawsze ch tnie  miej  si , a tych, którzy si   miej  
pozyskujemy dla naszej sprawy. Aby dowie ü niesáuszno ci zarzutu przeciwnik musiaáby dáugo i zawile 
argumentowaü, zbyt uczenie i nu* co dla niewyksztaáconych sáuchaczy, 
Przykáad: Argument przeciwnika jest ten, *e „przy powstawaniu gór pierwotnych masa, z której potem 
wykrystalizowaáy si  granit i inne górotwory charakteryzowaáa si  temperatur  co najmniej 200 stopni Reamura, 
zatem byáa ciekáa, czyli stopiona, a krystalizowaáa si  pod powierzchni  ówczesnego panoceanu". — 
Zastosujemy argument zwrócony do sáuchaczy (argumentum ad auditories) twierdz c,  *e taka temperatura, a 
nawet znacznie ni*sza, bo ju* 80 stopni Reamura spowodowaáaby wyparowanie morza i przybraáoby ono postaü 
wyá cznie pary wodnej. Sáuchacze s  rozbawieni oczywisto ci  takiej tezy. By przeciwnik wykazaá jej bá dno ü 
musiaáby dowie ü,  *e temperatura wrzenia uzale*niona jest nie tylko od temperatury, ale tak*e od ci nienia 
atmosferycznego; gdyby polowa wody nasyciáa powietrze w postaci pary wodnej ci nienie wzrosáoby do tego 
stopnia,  *e nawet 200 stopni Reamura nie wystarczyáoby dla osi gni cia wrzenia. —Ale taki wykáad jest zbyt 
trudny dla niefizyków, zatem nie b dzie miaá miejsca. (Mitscherlich, Abhdig. d. Bert. Akad.1822). 
 
 

background image

 

13

Sposób 29 

Gdy spostrze*emy, i* kl ska blisko, mo*emy stosowaü dywersj , czyli mówienie na zupeánie inny temat, 
rzekomo nale* cy do sprawy i tu przedstawiany jako argument przeciwny. Mo*na uczyniü to w granicach 
przyzwoito ci, o ile dywersja choü troch  przynale*y do tematu sporu (thema quaestionis) lub z peán  bez-
czelno ci , gdy ze spraw  nic go ju* nie á czy. 

Oto przykáad: zaakcentowaáem z podziwem, i* Chiny pozbawione s  rodowej szlachty, a urz dy otrzymuje si  

tylko dzi ki egzaminom. Zdaniem mego przeciwnika wiedza równie nie daje prawa do urz dów co i szlachetne 
pochodzenie (które sk din d wysoko ocenia). — Wi c gdy z kolei zauwa*yá, i* jego argumentacja przegrywa, 
báyskawicznie podj á dywersj  i stwierdziá, *e w Chinach wszystkie stany obj te s  kar  bastonady (bicia kijem), 
co poá czyá z cz stym piciem herbaty i to wszystko zarzucaá Chi czykom. Gdybym zaj á si  tym twierdzeniem 
pogubiábym si  niechybnie i straciá zwyci stwo w sporze. 

Dywersja przeradza si  w bezczelno ü w sytuacji, gdy za nic si  ma temat sporu i zaczyna si  mniej wi cej 

podobnie: A niedawno i pan utrzymywaá, *e... Wtedy dywersja nosi charakter osobistego ataku, który to sposób 
omówimy szerzej na ko cu. Precyzyjniej rzecz ujmuj c jest ona czym  po rednim mi dzy argumentem natury 
osobistej (ad personam) a argumentem zwróconym do czáowieka (ad hominem). 
W jakim stopniu ów wybieg jest wrodzony ludzkiej naturze áatwo si  przekonaü  sáuchaj c sporu ludzi 
pospolitych; otó* najcz ciej jeden drugiemu czyni zarzuty osobiste, które nie znajduj  innego oparcia, jak w 
postaci takich*e zarzutów zwróconych w drug  stron . Mo*na tedy odnie ü wra*enie, i* obie strony zgadzaj  si  
z zarzutami przeciwnika! To niby sposób Scypiona, który Kartagi czyków zaatakowaá nie w Italii, lecz w 
Afryce. Co przydatne mo*e byü na wojnie, mato si  sprawdza w sporze. Albowiem zarzuty raz postawione i nie 
odparte zapadaj  w pami ü sáuchacza, który dowiaduje si  wiele záego o obu stronach. Ten chwyt stosuje si  w 
dyskusji z braku lepszego  rodka (z &. laute de mieux). 
 
 

Sposób 30 

Wykorzystuje sposób odnosz cy si  do powa*ania (argumentom ad yerecundiam); zamiast argumentów 

korzysta si  tutaj z autorytetów z dziedzin wykorzystywanych przez przeciwnika. „Ka*dy woli wierzyü ni* 
wydawaü wáasny s d" (Unusquisque mavult credere quam judicare) — pisaá Seneka. Zwyci *ymy bez trudno ci 
o ile b dziemy mieli za sob  jaki  autorytet darzony szacunkiem przez przeciwnika; a ma on tym wi cej 
wa*nych autorytetów, im bardziej jego wiedza i zdolno ci s  ograniczone. Gdy jego poziom w tej mierze jest 
bardzo wysoki, to liczba autorytetów jest znikoma lub wcale ich nie ma, ostatecznie tylko autorytet fachowców 
w niewiele mu znanych dziedzinach nauki, sztuki, czy rzemiosáa, traktowany z nale*yt  nieufno ci . 
Niewyksztaáceni ludzie natomiast *ywi  cze ü wobec fachowców wszelkiej ma ci. Nie zdaj  oni sobie sprawy, 
*

e kto z pewnej dziedziny uczyniá zawód, ten nie tyle miáuje t  dziedzin , ile osi gany w ten sposób zarobek; 

a kto wykáada z pewnej dziedziny — to najpewniej zna j  zbyt sáabo, gdy* je li j  gruntownie studiuje, to brak 
mu czasu na jej nauczanie. Skoro wi c brak autorytetu faktycznego, nale*y uciec si  do pozornego i cytowaü, 
kto co  tam powiedziaá, choüby w zupeánie innych okoliczno ciach i innym znaczeniu. Najbardziej efektywnie 
oddziaáowuj  autorytety, których s dy s  zupeánie niezrozumiaáe dla przeciwnika. I tak ludzie pro ci pokorniej  
wobec áaci skich lub greckich przywoáa . Je li trzeba, wystarczy nie tylko przeinaczaü cytaty, ale zwyczajnie je 
zafaászowywaü lub wr cz tworzyü je na poczekaniu wedle wáasnego pomysáu. Najwdzi czniejszym tego 
przykáadem jest pewien pleban we Francji, który protestuj c przeciwko wybrukowaniu ulicy przed plebani , do 
czego zmuszano i innych obywateli miaá zacytowaü werset z Biblii: „Niech si  trwo*  inni, ja si  nie zatrwo* !" 
(paveant illi ego non pavebo" — niedoskonaáy cytat z Wulgaty wykorzystuj cy gr   st6wpaver— brukowaü
pavere — trwo*yü si ). Przekonaáo to przeáo*onych jego gminy. Tak*e utrwalone przes dy mo*na zastosowaü w 
funkcji autorytetów, gdy* wi kszo ü z nas my li niczym Arystoteles „uznaj c domniemanie powszechne". 
Zaiste, nie znajdziemy równie nonsensownego pogl du, którego by ludzie nie zaakceptowali jako wáasnego, je li 
tylko wmówiono im, *e to pogl d przyj ty powszechnie. Z równie siln  moc  dziaáa na nich przykáad jak czyny. 
Przypominaj  stado owiec biegn cych za swym baranem; áatwiej umr  ni* pomy l . To osobliwe, *e oto zdanie 
powszechne jest dla nich tak wa*ne, gdy* mogliby dostrzec choüby na swoim przykáadzie, jaki jest mechanizm 
przyswajania sobie takiego zdania — bez rozumowania i wyá cznie wedle przykáadu; ale brak im niezb dnego 
samokrytycyzmu. Tote* tylko wybrani gáosz  podobnie jak Platon: „Szerokie koáa rozmaitym hoáduj  
mniemaniom", czyli ogóá wyznaje nader dziwne mniemania, a kto by si  tym zaj á, byáby wielce zapracowany. 
To  *aden dowód, *e co  jest przyj te powszechnie i nie ma w tym gwarancji choüby najmniejszej sáuszno ci. 
Ludzie tak wáa nie my l cy zapewne opieraj  si  na prze wiadczeniu, i* l) upáyw czasu osáabia siá  dowodu 
takich mniema , albowiem w przeciwnym przypadku musieliby uznaü mnóstwo dawnych, a wielce 
powszechnych przekona , uwa*anych niegdy  za prawdziwe, jak choüby system Ptolemeusza, czy odnowienie 
katolicyzmu w krajach obecnie protestanckich: — 2) *e podobnie oddziaáowuje oddalenie w przestrzeni, gdy* 
inaczej powszechno ü mniema  u przedstawicieli chrze cija stwa, buddyzmu i islamu byáaby dla nich 
przyczyn  niemaáego ambarasu. 
     Zdanie ogóáu to w rzeczywisto ci zdanie dwu lub trzech osób, co stwierdziliby my  ledz c narodziny takiego 
zjawiska. Otó* dwie lub trzy osoby przyj áy to zdanie od innych lub same byáy jego autorami, a inni z 
uprzejmo ci zawierzyli s dz c, i* rzecz jest wystarczaj co dobrze przebadana. Skoro traktowano tych 

background image

 

14

pierwszych jako wystarczaj co kompetentnych, ci, którzy si  do nich przyá czyli stawali si  autorytetami dla 
nast pnych, etc. Tak wáa nie lawinowo narastaáa liczba tych bezkrytycznych zwolenników. Bowiem sama ich 
wielko ü byáa gwarancj  dla nast pnych, co do sáuszno ci owego zdania. A pozostali ju* tylko byli zmuszeni do 
akceptacji, by nie traktowano ich jako warchoáów, którzy przeciwstawiaj  si  ogólnie przyj tym pogl dom i 
udaj  najm drzejszych w  wiecie. Tym samym gáoszenie tego pogl du staáo si  obowi zkiem. Tote* wybrani, 
którzy zachowali wáasny s d teraz s  przymuszani do milczenia. Ci za , którzy mówi  — to zazwyczaj ludzie 
pozbawieni wáasnego s du i to*samo ci, powtarzaj cy cudze my li; tym s  gorliwsi i bardziej fanatycznie 
wyst puj  w obronie przej tego pogl du. Oni nienawidz  ka*dego, kto my li inaczej, zwáaszcza dla 
zuchwaáo ci, nieodzownej dla wygáaszania takiego s du, gdy* sami by si  na to nie zdobyli — i wiedz  o tym. 
Najkrócej ujmuj c: „Niezwykle nieliczni ludzie potrafi  my leü, lecz ka*dy pragnie posiadaü jaki  pogl d" 
(Berkeley: „Maáo ludzi my li, ale ka*dy chce mieü wáasne zdanie"). Najáatwiej przej ü gotowy s d. I co oznacza 
tu gáos stu milionów ludzi? Tyle, ile np. opinia stu historyków, nim si  udowodni, *e przepisywali jeden od 
drugiego, a u podáo*a istniaáa tylko jedna wypowied( (wg Bayla My li ró*ne o kometach IPense sur les comtesi, 
vol. I, p. 10): „Rzek  ja, rzeczesz ty, ostatecznie rzecze i tamten. Po tylu wypowiedziach. dostrzegam ju* jedynie 
same wypowiedzi." 

Lecz wáa nie w dyskusji z lud(mi niewyksztaáconymi mo*na pogl dy powszechne wykorzystywaü w funkcji 

autorytetu. W ogóle reguá  jest, *e dwie osoby z gminu káóc c si , najcz ciej wykorzystuj   odwoáania do 
autorytetów, którymi szermuj  wymieniaj c ciosy. Je li zatem z takim czáowiekiem dyskutuje t *sza od niego 
gáowa, to nale*y wybieraü  t  bro , najlepiej godz c  w sáab  stron  przeciwnika. Gdy* nacisk zwykáych 
dowodów nie zrobi na nim takiego wra*enia; 
b dzie niczym hipotetyczny Zygfryd, zrogowaciaáy w swej zbroi bezmy lno ci i nieoryginalno ci. 
Spór w urz dach s dowych opiera si   gáównie na przywoáywaniu autorytetów, zwáaszcza prawa, które jest 
okre lone; w jego ramach rozumowanie ogranicza si  do ustalenia stosownej zasady prawnej, czyli autorytetu, 
znajduj cego w danej sprawie zastosowanie. Ale dialektyka ma tu szerokie pole manewru, albowiem w razie 
potrzeby spraw  oraz sprzeczn  z ni  formuá  prawn  przeinacza si  i interpretuje na wiele sposobów w za-
le*no ci od potrzeby i korzy ci tak, *e w ko cu spraw  i formuá  uto*samia si . Mo*na tak*e uczyniü na odwrót. 
 
 

Sposób 31 

    Nie znajduj c riposty dla przesáanek przeciwnika mo*emy z subteln  ironi  zasáoniü si  niekompetencj : 
To, co pan powiedziaá przekracza moj  w tá  percepcje; 
byü mo*e jest w tym sporo sáuszno ci, lecz nie potrafi  tego poj ü i dlatego wstrzymuj  si  od jakiegokolwiek 
opiniowania. —W taki sposób sugeruje si  sáuchaczom maj cym dla nas szacunek, *e to zwykáy nonsens. Tak na 
przykáad bardzo wielu profesorów dawnej szkoáy eklektycznej ogáosiáo po ukazaniu si  Krytyki czystego rozumu 
(Kanta), i* tego nie pojmuje. I zdawaáo si  im, *e w ten sposób ko cz  spraw . Jednak, gdy kilku zwolenników 
nowej szkoáy dowiodáo niezbicie, i* nie mylili si , bowiem rzeczywi cie niczego nie zrozumieli, wówczas 
mocno stracili humor. 
Sposób ten sáu*y nam jedynie pod warunkiem, i* posiada si  niezb dny autorytet u sáuchaczy, wi kszy od 
przeciwnika; na przykáad w przypadku profesora, który wyst puje przeciwko studentowi. Jest to jeszcze 
przynale*ne do poprzedniego sposobu, albowiem polega na zast pieniu argumentów eksponowaniem wáasnego 
autorytetu i to bardzo záo liwie. — Istnieje jednak wybieg dokáadnie przeciwny: Pa ska eksperiencja gwarantuje 
wáa ciwe zrozumienie problemu, a wina le*y wá cznie po mojej stronie, gdy* (le uj áem spraw , — nast pnie 
káadziemy  áopat  do gáowy, a* zrozumie, chc c nie chc c (nolens volens) i oka*e si ,  *e wcze niej nic nie 
rozumiaá. — Przewalczenie nast powaáo tu zatem w takim porz dku: przeciwnik insynuowaá nam „nonsens", a 
my dowiedli my mu „niedostatek rozumu" — ci gle bardzo grzecznie.  
 
 

Sposób 32 

Niewygodne twierdzenie przeciwnika áatwo jest unieszkodliwiü lub choüby otoczyü podejrzeniem poprzez 

wá czenie go do jakiej  znienawidzonej przez nas grupy poj ü, nawet, gdy podobie stwo jest zgoáa sáabe, a 
powi zanie bardzo lu(ne. (...) Przyjmujemy  tu  dwa zaáo*enia, i* 1) twierdzenie przeciwnika jest naprawd  
to*same z t  grup  poj ü lub co najmniej jest ni  obj te, i wówczas woáamy „sáyszeli my ju* o tym!" — i 2) *e 
caáa ta grupa poj ü, jako ju* zdezawuowana, nie zawiera ani jednej prawdy (w rozumowaniu przeciwnika). 

[Przykáad: 

 
Spór toczy si  o zasáugi znakomitego uczonego Jeana Bodina. A wskazuje na nowatorstwo my li ustrojowej 
pisarza.  B nie odnosi si  do zasáug Bodina jako my liciela, lecz zauwa*a,  *e jest on tak*e autorem 
Daemonomonii, gáo nego dzieáa o czarownicach i *e hoádowaá on wszystkim przes dom zwi zanym z procesami 
o czary. Tym samym przyczyniá si  do  mierci wielu niewinnych ludzi i zatruá umysáy licznych prostaczków i 
jednostek  wiatlejszych. Jeszcze jeden inkwizytor! — woáa  B, tym samym obni*aj c rang  Bacona i wymow  
argumentów A.] 

background image

 

15

 
 

Sposób 33 

 
Zapewne to si  broni w teorii, lecz w praktyce jest faászem — takim sofizmatem uznajemy przyczyn , a za-
przeczamy skutkowi. Dokáadnie przeciwnie do reguáy mówi cej, i* wywód nast pstwa z racji jest wywodem 
poprawnym (a ratione ad rationatum valet consequentia). Tak twierdz c zakáadamy rzecz niemo*liw , gdy* co 
sáuszne w teorii jest sáuszne tak*e w praktyce, a je li tak nie jest, to istnieje bá d w teorii; co  przeoczono i nie 
uwzgl dniono, i ów faász w teorii powoduje rzeczony brak zgodno ci. 
 
 

Sposób 34 

 
Gdy przeciwnik nie odpowiada bezpo rednio lub nie udziela informacji po zadaniu mu pytania lub 
przedstawieniu argumentu, a wykr ca si  pytaniem, odpowiedzi  po redni  lub zupeánie nie zwi zan  z tematem 
i oddala si  od istoty sporu, wówczas zdobywamy pewno ü, i* znale(li my (bywa, *e zupeánie przypadkiem) 
jego sáaby punkt, albowiem nasz przeciwnik jakby „wzgl dnie milkn á". Teraz wi c i w tym miejscu trzeba 
przypu ciü silny atak i nie pozwoliü mu si  wywin ü i to nawet wówczas, gdy my jeszcze nie rozgry(li, na czym 
owa sáabo ü polega. 
 
 

Sposób 35 

Ten sposób, o ile tylko udaje si  go wprowadziü w czyn przebija wszystkie inne i powoduje ich zb dno ü: 

miast argumentami oddziaáywaü na rozum, wystarczy wpáywaü za po rednictwem motywów na wol  
przeciwnika. Wówczas tak on, jak i sáuchacze, o ile spostrzeg   wáasn  korzy ü, niezwáocznie podziel  nasze 
zdanie, nawet zupeánie wariackie. àut woli znaczy wi cej ni* cetnar rozumu i przekonania. Sposób jest do za-
stosowania tylko w warunkach szczególnych, zwáaszcza, gdy mo*emy zasugerowaü przeciwnikowi, i* 
zwyci stwo jego zdania przysporzy mu wielkich káopotów i strat. Wtedy odrzuca owo zdanie niczym rozpalone 
*

elazo. 

Na przykáad: Duchowny walczy o jaki  filozoficzny dogmat — wystarczy uprzytomniü mu, *e w ten sposób 

narusza po rednio jaki  dogmat ko cioáa, a zaraz si  wycofa. 

Posiadacz ziemski zachwyca si  mechanizacj  w Anglii, gdzie jedna maszyna parowa zast puje wysiáek 

gromady ludzi. Ale wystarczy powiedzieü mu, *e gdy mechanizacja obejmie tak*e transport, jego stadnina dozna 
uszczerbku, gdy* spadn  ceny na konie. I to wystarczy! Przy tej okoliczno ci ka*dy reaguje w my l maksymy 
Horacego: Jak*e pochopnie zgadzamy si  z niesprawiedliwym prawem godz cym w nas samych! 
Podobnie post pujemy maj c za sáuchaczy zwolenników tej samej sekty co nasza, cechu, zawodu, klubu, itd., 
przeciwnik za  odwrotnie. Choüby jego teza byáa najsáuszniejsza, gdy napomkniemy o jej sprzeczno ci ze 
wspólnym interesem, choüby jakiego  cechu, natychmiast nasi sáuchacze uznaj   racje przeciwnika za mgliste, 
wafle i do niczego, nasze za , choüby zupeánie wydumane, za w peáni sáuszne i trafne; dla siebie uzyskamy 
aprobat  sáuchaczy, natomiast przeciwnik tylko anatem , Sáuchacze zazwyczaj s   wi cie przekonani, *e gáosuj  
z szczerego przekonania, gdy* to, co osobi cie nam nie sprzyja jest z natury dla intelektu absurdalne.(„Rozum 
ludzki nie charakteryzuje si  trze(wym spojrzeniem, lecz ulega wpáywom woli i uczuü" — Franciszek Bacon). 
Sposób ów bywa nazywany „uj ciem drzewa za korze " i u*ywa argumentu odwoáuj cego si  do u*yteczno ci 
(argumentum ad utii).  
 
 

Sposób 36 

Mo*na zaszokowaü i oszoáomiü przeciwnika sáowotokiem zupeánych bezsensów. Istota w tym, *e  

"Tak s dzi ka*dy, usáyszawszy stówa, ii maj  przecie chocia* troch  sensu". 

(Goethe, Faust) 

 

Gdy do tego przeciwnik sam przed sob  zdaje sobie spraw  ze swojej sáabo ci, a je li jeszcze nawyká  sáyszeü 
rzeczy dla siebie niezrozumiaáe i zachowuje si  tak, jakby je dobrze pojmowaá, wówczas mo*liwym jest 
zaimponowanie mu bredzeniem z najpowa*niejsz  min  jakich  uczonych nonsensów, beátaj cych w gáowie. 
Prezentujemy je jako niepodwa*alny dowód naszej tezy. Ów wybieg, co nie tajne, zastosowali ostatnio niektórzy 
niemieccy filozofowie wobec publiczno ci niemieckiej i to z báyskotliwym sukcesem. (...) 
 

background image

 

16

Sposób 37 

Ten powinien byü jednym z pierwszych. Gdy przeciwnik ma racj , ale ku naszej rado ci dowodzi bá dnymi 

argumentami, wówczas áatwo jego dowód przewalczyü. Nast pnie wywoáujemy wra*enie, *e oto obalili my caá  
jego tez . W istocie zasadza si  to na przedstawieniu argumentacji, odnosz cej si  do czáowieka (tutaj: 
przeciwnika) jako argumentu odnosz cego si  do rzeczy (argumentum ad hominemjako argumentum ad rem). 
Gdy ani on, ani sáuchacze lepszego dowodu nie wynajd  — to my wygrali. 
Na przykáad: Kto  przedstawia ontologiczny (dotycz cy bytu lub ogólnej teorii) dowód istnienia Boga bardzo 
áatwy do odrzucenia. W ten sposób kiepski prawnik káadzie spraw ; usiáuje wygraü nieodpowiednio dobranym 
paragrafem, a wáa ciwego po prostu nie znajduje. 
 

Sposób ostatni 

Gdy spostrzegamy, i* siáy przeciwnika s  prze-mo*niejsze i nasze racje nie b d  gór , wtedy rozpoczyna si  

atak osobisty, wulgarny i obel*ywy. Skoro sprawa i tak jest przegrana, pomijamy przedmiot sporu i atakujemy 
wprost osob  przeciwnika na ka*dy mo*liwy sposób, co mo*na nazwaü argumentem osobistym (argumentum ad 
personam), w odró*nieniu od argumentu odwoáuj cego si  do czáowieka (argumentum ad hominem). Stosuj c 
ten ostatni rezygnujemy z przedmiotu sporu jako materii czysto obiektywnej i napadamy na to, co przeciwnik o 
nim powiedziaá lub mniemaá. Natomiast zaczepka osobista oznacza caákowite zerwanie z przedmiotem sporu i 
zaatakowanie przeciwnika zupeánie bez zwi zku z istot  dyskusji; a wi c zjadliwie, obel*ywie i grubia sko. To 
odrzucenie siá duchowych na rzecz cielesnych lub zgoáa zwierz cych. Chwyt ten cieszy si  wzi ciem, albowiem 
ka*dy mo*e go u*ywaü; tote* jest nader cz sty. Wypada obecnie zapytaü, w jaki sposób winien post powaü lak 
zaczepiony przeciwnik; gdy bowiem post pi identycznie, to efektem jest bójka, pojedynek lub s d o obraz . 
Ogromnie myli si  ten, kto mniema, i* wystarczy, *e sam nie u*yje osobistego ataku. Bowiem spokojne 
wykazywanie braku racji i faktu, i* przeciwnik my li i pojmuje bá dnie —jak w ka*dej dialektycznej dyskusji — 
bardziej go jeszcze rozdra*nia ni* wszelkie grubia stwo czy chamstwo. Czemu? Poniewa*, jak rzeká Hobbes: 
„Dobry nastrój czáowieka zasadza si  na tym, by s dziü o swych zaletach jak najlepiej porównuj c je z 
kimkolwiek innym." — Czáowiek nie dysponuje niczym cenniejszym od zaspokojenia wáasnej pychy (st d 
zwroty takie jak: „honor dro*szy ni* *ycie", itp.). 
     Zaspokojenie  tej  pró*no ci odbywa si   gáównie poprzez porównywanie siebie z ka*dego punktu widzenia, 
gáównie za  pod wzgl dem wáadz umysáowych. Ma to miejsce faktycznie (effectiye) i szczególnie dobitnie w 
dyskusji. St d páynie gorycz zwyci *onego mimo, *e nie wyrz dzono mu krzywdy; dlatego wáa nie si ga on po 
ten ostatni sposób, którego — nawet przy bardzo grzecznym zachowaniu strony przeciwnej — nie da si  
unikn ü. Zimna krew i tutaj mo*e pomóc; ataki osobiste przeciwnika odparowujemy bardzo pow ci gliwie, 
wskazuj c,  *e nie nale*  one do tematu sporu i sami natychmiast do tematu powracamy, dalej wykazuj c,  *e 
przeciwnik nie ma racji; tym samym ignorujemy jego obel*ywe post pki, podobnie jak Temislokles w rozmowie 
z Eurydyk : Bij, ale wysáuchaj! Wszelako nie ka*demu dana jest taka umiej tno ü. 
     Najlepszym  wyj ciem jest to, które proponuje Arystoteles w ostatnim rozdziale O wybiegach sofistycwych: 
Nie dyskutowaü z byle kim, a tylko z takim, którego znamy i wiemy, *e jest do ü rozumny, aby nie prawiü 
absurdów, których sam si  potem wstydzi. Trzeba prowadziü dyskusj  poprzez argumenty, a nie apodyktyczne 
wypowiedzi, trzeba argumentów sáuchaü i zgá biaü je. Wreszcie potrzebna jest dyskusja z lud(mi szanuj cymi 
prawd , którzy lubi  sáuszne argumenty nawet z ust przeciwnika i s  na tyle sprawiedliwi, by uznaü, *e brak im 
racji, skoro prawd  gáosi przeciwnik. Wniosek st d taki: z setki ludzi mo*e tylko jeden zasáuguje na podj cie z 
nim dyskusji, a reszta niech gada co dusza zapragnie, gdy* „prawem ludzi jest gáupota" (desipere est juris 
gentium). Nie zapomnijmy o sáowach Woltera (Poeme sur la loi naturelle): „Spokój wart jest jeszcze wi cej 
ni(li prawda." Za  pewne przysáowie arabskie gáosi: „Drzewo milczenia wydaje swój owoc — pokój". 

W rzeczy samej üwiczenie my li jak  jest dyskusja pozwala na obopóln  korzy ü, przynosz c sprawdzian 

wáasnego rozumowania oraz wykuwanie si  nowych pogl dów. Wszak*e niezb dna jest wzgl dna równo ü obu 
dyskutantów tak pod wzgl dem erudycji jak i inteligencji. Gdy jeden pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego 
nie pojmie, przeto nie b dzie na poziomie. Gdy za  zbraknie mu inteligencji rozgoryczy si  tylko i si gnie po 
nieuczciwo ü, szalbierstwo i w ko cu grubia stwo. 
 

 
 

Pobrano ze strony: Internetowe Imperium Ksi *ki  

http://www.iik.pl