background image

Myrna Mackenzie 

Odnaleziona muzyka 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

- Jestem tak zdesperowana, że jeśli jakiś mężczyzna nie 

zjawi się wkrótce w naszym miasteczku, wybiorę się na po­

lowanie - zrzędziła Sunny, wywołując uśmiech na twarzy 

przyjaciółki. 

- Nie przesadzaj, moja droga. Zresztą, komu dziś po­

trzebni są mężczyźni? Jestem pewna, że o tej porze dnia 

filiżanka dobrej kawy bardziej poprawi ci nastrój. - Ellie 

Donahue starała się ją pocieszyć, nalewając kusząco pach­

nący napój. - Ja stawiam - dodała głośniej. 

Ostatnie słowa skierowane były zarówno do przygnę­

bionej przyjaciółki, jak i Lydii, siwej sześćdziesięciolatki, 

u której pracowała, pomagając obsługiwać porannych go­

ści „Red Rose Cafe". 

- Nie, nie - wtrąciła Lydia. - To na koszt lokalu. Ale, 

Ellie, ona ma rację. Każdą z nas potrzebuje mężczyzny. 

A w miasteczku tak niewielu ich pozostało. 

Ellie już miała zaprotestować, gdy do rozmowy włączyła 

się Rosellen January, postawna właścicielka apteki. 

- Ellie, nawet nie waż się wspominać Bradyego, Caleba 

czy pana Fippsa - ostrzegła ją, machając dłonią. - Dosko­

nale wiesz, co Lydia miała na myśli! Chcę faceta, który nie 

scandalous

Pona & Irena

background image

wystraszy się, gdy go zagadnę, wciąż będzie w moim łóżku, 

gdy nadejdzie ranek i, na litość boską, będzie miał poniżej 

dziewięćdziesiątki - wykrzyknęła dramatycznie. - W Red 

Rose nie ma nikogo takiego. Młodzi uciekają, kiedy tylko 

nadarzy się okazja. Ci, którzy zostają, są za leniwi lub za 

głupi, żeby był z nich jakiś pożytek. 

- A jednak Red Rose to wciąż nasz dom - westchnęła 

Ellie, wzruszając ramionami. 

- Tak, ale on umiera - odezwała się smutno Joyce Hi-

ves, bawiąc się końcem długiego, kasztanowego warkocza. 

- Maleńkie, prowincjonalne miasteczka mają swój nieza­

przeczalny urok, ale niedługo zupełnie się wyludnią. Teraz 

jest nas niecałe trzy tysiące, a ludzie wciąż wyjeżdżają. 

- Właśnie. Sklep przestaje przynosić dochody i boję się, 

że będę musiała go zamknąć. A jeśli w moim łóżku na­

tychmiast nie pojawi się facet, to ja też wyschnę! Czy ty 

tego nie czujesz, Ellie? - wybuchła Sunny, przyglądając się 

wrogo swojej kawie. 

Ellie była wdzięczna losowi, że nie miała skłonności do 

rumienienia się. Mimo to dosadne komentarze przyjaciół­

ki poruszyły ją do głębi. Wiedziała, o czym myślą i mówią 

kobiety w Red Rose. Choć miała dwadzieścia dziewięć lat, 

nie doświadczyła jeszcze żaru pożądania. Jej doświadcze­

nia w tej dziedzinie były znikome, ale już dawno uznała, 

że nie warto się śpieszyć. Matka Ellie urodziła siedmioro 

dzieci w ciągu dziesięciu łat, wszystkie przed trzydziestką. 

Kolejne ciąże nadwątliły jej zdrowie, a potem borykała się 

z wychowywaniem licznej gromadki. 

Nie tylko przykład matki odstraszał Ellie od zwiąż-

scandalous

Pona & Irena

background image

ków z mężczyznami. Jej ojciec nigdy nie interesował się 

swoim licznym potomstwem. Był dość okrutny dla żony 

i dziewięcioletnia Ellie nie tęskniła za nim specjalnie, gdy 

w końcu zmarł. Potem, gdy miała dziewiętnaście lat, Gun-

ther Thurlo, mieniący się jej przyjacielem, próbował z niej 

zedrzeć sukienkę, a kiedy się broniła, obrzucił ją stekiem 

wyzwisk. Trzy lata później o )ej rękę starał się Avery Johns. 

Szybko wyszło na jaw, że pragnął jej tylko jako matki dla 

swoich czworga dzieci, gdyż następnego dnia po jej od­

mowie oświadczył się innej. Na podstawie tych doświad­

czeń Ellie doszła do wniosku, że nie potrzebuje mężczyzny 

w swym życiu. 

Utwierdziła się w tym przekonaniu, gdy dwie z jej sióstr, 

Lana i Ronnie, które wcześnie wyszły za mąż za chłopców 

z Red Rose, wkrótce potem się rozwiodły. Pozostałe cztery, 

Allie, bliźniaczki Becca i Judy oraz Suze opuściły miastecz­

ko na czas nauki i już do niego nie wróciły. Żadna z nich 

nie przejawiała ochoty do wyjścia za mąż. Dlatego choć El­

lie rozumiała potrzeby Sunny, nie zamierzała wychodzić za 

mąż i przeżywać takiego piekła jak jej matka. 

- Zależy mi na przetrwaniu naszego miasteczka ~ od­

parła po namyśle. 

- Cóż, to niemożliwe bez dopływu świeżej krwi -

stwierdziła Lydia. - Cierpią na tym nasze interesy. Czy ci 

się to podoba, czy nie, potrzebujemy mężczyzn w Red Rose. 

Takich, którzy odświeżą i zaludnią miasteczko. 
- Więc co zrobimy? - spytała Ellie. 

Nie po raz pierwszy odbywały tę rozmowę. Jednak 

tym razem sprawy wyglądały dużo poważniej. Sunny 

scandalous

Pona & Irena

background image

i Lydia miały rację. W miasteczku było coraz mniej ludzi 

i kolejne sklepiki plajtowały, a ich właściciele wyjeżdżali. 

Nie można było znaleźć pracy. Im mniej było mężczyzn, 

tym więcej kobiet decydowało się opuścić Red Rose. 

Młodzież, która nie miała rozrywek na miejscu, starała 

się szukać ich gdzie indziej. Smutna prawda wyglądała 

tak, że na trzy kobiety w Red Rose przypadał jeden męż­

czyzna. I to tylko dlatego, że był zbyt stary lub za młody, 

by opuścić miasteczko. 

- Możemy urządzić festyn i mieć nadzieję, że chociaż 

niektórzy mężczyźni z sąsiednich miasteczek zechcą tu za­

mieszkać - zaproponowała Delia, błękitnooka blondynka, 

która pracowała w kwiaciarni. 

- Już tego próbowałyśmy- przypomniała ppnuro Lydia. 

- Zjedli wszystkie smakołyki, wypili całe piwo i rozjechali 

się do domów. 

- Powinniśmy wybudować coś, co zwróci na nas uwagę 

i ściągnie turystów - Joyce Hives się ożywiła. 

- Tego też już próbowałyśmy - westchnęła Ellie, wspo­

minając z obrzydzeniem ohydnego manekina, który został 

umieszczony na obrzeżach miasteczka. 

- Powinnyśmy działać bardziej zdecydowanie'- ogło­

siła Sunny. 

- Potrzebny nam ktoś, kto wie, czego pragną mężczyź­

ni, ma pieniądze i pomysł, jak ich tu sprowadzić. Potrzeb­

ny nam jakiś doradca, taki biznesowy konsultant -podsu­

mowała Lydia. 

- To ma sens - Ellie się zgodziła. 

- Parker Monroe jest konsultantem. Doradza w spra-

scandalous

Pona & Irena

background image

wach nowych rynków zbytu - przypomniała Sunny. - Pi­

szą o nim w gazetach. 

Ellie zaschło w ustach, gdy uświadomiła sobie, w jakim 

kierunku zmierza ich rozmowa. 

- Nie wydaje mi się, żeby Parker miał ochotę wrócić do 

Red Rose - powiedziała, starając się zachować spokój. -

Od jego wyjazdu minęło jedenaście lat, a same wiecie, co 

się wtedy stało. 

- A ja uważam, że wróciłby, gdyby tylko właściwie 

przedstawić mu sprawę - oznajmiła Lydia ze śmiechem. 

- Kiedyś się przyjaźniliście, prawda? 

- Jako dzieci - przytaknęła Ellie, przełykając z trudem 

ślinę. - Później to była raczej luźna znajomość - dodała, 

próbując wyprzeć z pamięci dziewczęce marzenia. 

- Przecież mieszkaliście po sąsiedzku, a twoja mama 

nawet u nich gotowała. 

Ellie skinęła głową. Kiedyś jej dom rodzinny stanowił 

kwatery dla służby w obrębie posiadłości rodziny Monroe. 

Dziadek Parkera zapisał go w spadku babci Ellie, która była 

u niego kucharką. Potem tę pracę przejęła matka Ellie. 

- Poza tym, ty doskonale sobie radzisz - dodała Lydia, 

wskazując swoją zadbaną kawiarnię. 

- A w zeszłym tygodniu naprawiłaś u mnie cieknący 

kran za połowę sumy, której zażąda! hydraulik z miasta -

przypomniała Joyce ze słodkim uśmiechem. 

- Potrafisz niemal wszystko. Wiesz, jak położyć tapetę 

i naprawić gniazdko elektryczne. Sprzedajesz bilety na au­

tobus i w razie potrzeby opiekujesz się dziećmi sąsiadów. 

W dodatku jesteś taka rozsądna, silna i przekonująca. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Gdy Delia skończyła, wszystkie oczy skierowały się na 

Ellie. 

- Racja - przytaknęła Sunny. - Parker na pewno nam 

pomoże, jeśli to ty z nim porozmawiasz. 

- Dlaczego miałby tu przyjeżdżać? - spytała Ellie, krę­

cąc głową. - I co mógłby dla nas zrobić? Jakim cudem na­

wet najlepszy doradca biznesowy może przyciągnąć inwe­

storów do umierającego miasteczka? 

- Gn jest bogaty i sławny. Nawet gdyby zgodził się jedy­

nie nas odwiedzić, inni mogliby pójść za jego przykładem 

- upierała się Sunny. - Zresztą, to właśnie jego wyjazd roz­

począł migrację mężczyzn. 

- Bzdury. 
- Cóż, przyznasz, że zaczęli wyjeżdżać po zamknięciu 

fabryki obuwia. To jedyny zakład produkcyjny w tej oko­

licy, a jednak Mick Monroe go zamknął. Parker wyjechał, 

a Mick potem umarł. 

- Wiecie dobrze, że inwestycja przynosiła straty. Rodzi­

na Monroe dorobiła się na kupowaniu małych, dobrze ro­

kujących firm, zatrudniała odpowiednich ludzi, którzy je 

rozwijali, i sprzedawała je z dużym zyskiem. Jeśli coś nie 

szło po ich myśli, rezygnowali i przez to unikali dużych 

strat - rozsądnie zauważyła Ellie. 

- Gdyby Parker wtedy wrócił, ojciec mógłby go popro­

sić o poprowadzenie fabryki. Wtedy by jej nie zamknęli, 

może zaczęłaby przynosić zyski. Owszem, Mick zamknął 

fabrykę, ale przecież Parker mógł ją otworzyć po jego 

śmierci. 

- Parker nie jest cudotwórcą, Joyce - Ellie ostudziła za-

scandalous

Pona & Irena

background image

pędy koleżanki. - Nikt nie dałby rady wskrzesić fabryki. 

Poza tym miał zaledwie dwadzieścia jeden lat, gdy opuścił 

Red Rose. I niecałe dwadzieścia dwa, gdy zmarł Mick. 

- Ale pochodzi z rodu Monroe. 
Chociaż słowa te padły z ust tylko jednej z kobiet, 

wszystkie myślały tak samo. Ta rodzina potrafiła zarobić 

miliony, więc musiała znać sekrety biznesu. 

Ellie zmarszczyła brwi i spróbowała przemówić kole­

żankom do rozsądku. 

- Nie możecie poważnie myśleć, że to z powodu 

wyjazdu Parkera Red Rose opustoszało. Nie jesteśmy aż 

tak przesądne. 

Usłyszała kilka westchnień i pomruków, jednak żadna 

z pań nie odpowiedziała. Ellie zamyśliła się. Niezależnie od 

tego, czy sądziły, że otwarcie przez Parkera fabryki urato­

wałoby przed laty miasteczko, czy też uważały go za win­

nego migracji tutejszych mężczyzn, w ich świadomości był 

nierozerwalnie powiązany z najbardziej palącymi proble­

mami Red Rose. W ostatecznym rozrachunku nie liczyło 

się, czy był przyczyną kłopotów, czy potencjalnym wybaw­

cą. Widocznie uznały, że tylko on może im pomóc. Ellie 

westchnęła z rezygnacją. 

- Jak chcecie go tu ściągnąć? 

- Na przynętę - oznajmiła Lydia. 
- Przynętę? - powtórzyła głucho, czując nagły przypływ 

paniki. - Jaką przynętę? 

- Wiemy, że lubi piękne kobiety - oznajmiła Sunny. -

Gdy piszą o nim gazety, zawsze na zdjęciu towarzyszy mu 

jakaś ślicznotka. Musisz się trochę postarać. Śmielszy ma-

scandalous

Pona & Irena

background image

kijaż, bardziej atrakcyjne ciuszki. Niech Annie zrobi ci ja­

kąś modną fryzurkę - poradziła. 

Ellie starała się nie okazywać zdenerwowania. Kiedyś 

marzyła o Parkerze. Owszem, miała wtedy zaledwie osiem­

naście lat, ale zakochała się w nim dużo wcześniej. Tylko 

że on nigdy nie widział w niej kobiety... Nie chciała, żeby 

tamte uczucia znów odżyły. Zawsze się obawiała, że Parker 

kiedyś odkryje jej sekret. 

- Przykro mi, ale nawet dla was nie zamierzam uwo­

dzić Parkera - oznajmiła koleżankom. - Nawet o tym nie 

myślcie. 

Parker Monroe rozparł się wygodnie w swoim biuro­

wym fotelu i zaczął myśleć o wyprawie do Europy. Miło 

będzie dla odmiany wtopić się w tłum i udawać szarego 

człowieka, pomyślał leniwie. 

Kilka ostatnich tygodni nieźle dało mu w kość. Był za­

jęty pracą, więc nie spostrzegł w porę, że Lynette zaczęła 

myśleć o ślubie. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, odbył z nią 

szczerą rozmowę. Wiedział, że ją zranił, ale nigdy niczego 

jej nie obiecywał. Niestety, ich rozstanie stało się głośne. 

Gazety nękały go przez długi czas, a czuł, że sumienie nie 

da mu spokoju jeszcze dłużej. 

Od kiedy dorósł, wiedział, że nie założy rodziny. Nie za­

mierzał iść w ślady ojca, wuja i dziadka, którzy poślubia­

li i unieszczęcliwiali kolejne wybranki. Mężczyźni z rodu 

Monroe nie potrafili dochować wierności. Gdy był młod­

szy, łudził się, że z nim będzie inaczej. Liczył na to, że spot­

ka tę jedyną prawdziwą miłość i wspólnie zbudują szczęś-

scandalous

Pona & Irena

background image

cie. Jednak każdy jego związek w końcu się rozpadał, za 

każdym razem w coraz bardziej dramatycznych okolicz­

nościach. Dawno zdecydował się na samotne życie i był 

z tego zadowolony. Sądził, że wystarczająco jasno oznajmił 

Lynette, że nie ma mowy o ślubie, ale musiał się pomylić. 

Znów płacił za swoją beztroskę. 

Dlatego wyjazd z miasta, nawet w interesach, wydał mu 

się niezwykle kuszący. Chciał odpocząć i spojrzeć na swo­

je życie z dystansu, a tu był zbyt dobrze znany. Teraz czuł 

się jak przestępca zmuszony do przebywania na miejscu 

zbrodni, a tego typu odczucia nękały go zbyt często. Naj­

pierw w Red Rose, a teraz tu, w Chicago. Muszę się stąd 

wyrwać, postanowił. Nagle w jego myśli wkradł się dźwięk 

interkomu. 

- Słucham? - spytał, naciskając guzik i otrząsając się 

z ponurych rozmyślań. 

- Ktoś do ciebie, Parker. Panna Donahue. Mówi, że cho­

dzi o skomplikowaną sprawę zawodową. Nie jest pewna, 

czy będziesz w stanie jej pomóc. Odesłać ją? - usłyszał 

znudzony głos swojego asystenta. 

Parker uśmiechnął się pod nosem. Zachowanie kobie­

ty wyglądało na prowokację. Wszyscy wiedzieli, że dawno 

zrezygnował z dorywczych prac. Jednak w obecnym stanie 

ducha chciał się przekonać, kto miał na tyle śmiałości, że­

by próbować go przechytrzyć. Nie zamierzał teraz przyj­

mować żadnych zleceń, ale uznał, że małe słowne zapasy 

z taką upartą osóbką dobrze mu zrobią. 

- Zaproś panią do mojego gabinetu, Job - zarządził 

z szerokim uśmiechem. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Słucham? - asystent aż zachłysnął się ze zdumienia. 

- Wprowadź ją, człowieku. Mogę przecież poświęcić 

kilka minut na rozmowę. 

Ledwie Parker zdążył wstać i oprzeć dłonie na szerokim 

blacie biurka, drzwi uchyliły się i ukazała się w nich szczup­

ła, młoda kobieta. Przez chwilę wydawało się, że zawahała się 

w progu, ale natychmiast raźno ruszyła w jego stronę. W jej 

szczerych, szarych oczach czaiła się determinacja. 

- Witaj, Parker. Postaram się nie zająć ci zbyt wiele czasu. 

Jak wspomniałam twojemu... - urwała, szukając odpowied­

niego słowa i zerknęła za siebie, do sąsiedniego pokoju. 

- Asystentowi - podpowiedział ze śmiechem w głosie. 

- Job to mój asystent i sekretarz. 

Jednak jego komentarz wywołał jeszcze większą kon­

sternację. Rzeczywiście, Job miał rozmiary małego czołgu 

i przypominał raczej zawodowego zapaśnika niż pracow­

nika biurowego. 

- Jak już wspominałam twojemu asystentowi - powtó­

rzyła - wątpię, czy będziesz mógł mi pomóc. 

- To dlaczego tu jesteś? - droczył się, bezlitośnie taksu­

jąc ją wzrokiem. 

Wzięła głęboki, uspokajający oddech, wyprostowała ra­

miona i bojowo wysunęła podbródek. Mała, szara myszka 

o spojrzeniu lwa, pomyślał rozbawiony. Nagle, coś w posta­

wie i oczach dziewczyny wydało mu się znajome. 

- Obiecałam w Red Rose, że przyjadę z tobą porozma­

wiać, Parker. Jestem. Naprawdę mam nadzieję, że nam po­

możesz. Gdybym tak nie myślała, nie przyjechałabym -

oznajmiła, siląc się na spokój. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Więc jednak pamięć nie spłatała mu figla. Młoda ko­

bieta pochodziła z Red Rose, miasteczka jego niechlubnej 

przeszłości. Cóż, mógł się spodziewać takiego spotkania. 

Zresztą Ellie nie należała do osób, które łatwo się zapomi­

na. Zamknął oczy, ale pod powiekami wciąż miał jej wize­

runek. Wtedy była oczywiście młodsza, a jednak tak samo 

poważna. Nie chciał pamiętać. Wciąż bał się, że mógłby 

ją skrzywdzić. Świadomie czy nie, mężczyźni z jego rodu 

potrafili ofiarować kobietom jedynie ból. Byli płytcy i nie­

zdolni do niczego więcej poza zarabianiem pieniędzy. Nie 

chciał pamiętać, a jednak przeszłość dosięgła go nawet tu­

taj. Potrząsnął głową, odpędzając wspomnienia, otworzył 

oczy i obrzucił ją twardym spojrzeniem. Obszedł biurko 

i powoli zbliżył się do swego gościa. Jego postać znacząco 

górowała nad drobną dziewczyną. A jednak ona, zamiast 

się wystraszyć czy poczuć niezręcznie, zajrzała mu prosto 

w oczy. Kiedyś nie było w niej tyle odwagi i godności, po­

myślał, podziwiając mimowolnie jej postawę. 

- Nie próbuj mnie zastraszyć, Parker. Znam cię nie od 

dziś - prychnęła z niesmakiem. 

- Ellie? Ellie Donahue? To naprawdę ty? 
- Nie wiedziałeś? Przecież przedstawiłam się twojemu 

asystentowi - powiedziała łagodnie. - Cóż, Donahue to 

dosyć popularne nazwisko. 

- Nie wiem, co powiedzieć. Przejechałaś taki szmat dro­

gi, żeby się ze mną spotkać? 

- To tylko kilka godzin jazdy - spokojnie odparła. 

A jednak dotąd nikt z Red Rose nie pofatygował się, że­

by zrobić coś takiego. Parker uniósł pytająco brew. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Ellie splotła ramiona na piersiach. Mimo okropne­

go szarego kostiumu, który stanowił przestępstwo prze­

ciw panującej modzie, Parker z łatwością dostrzegł, że 

zmieniła się pod wieloma względami. Była to zmiana na 

lepsze. Przez te jedenaście lat niegdyś chłopięce kształty 

przyjemnie się zaokrągliły, jej uroda rozkwitła. Stała się 

bardzo atrakcyjną kobietą, zauważył i natychmiast zga­

nił się za takie myśli. Z trudem oderwał wzrok od jej 

kształtnych piersi. Ellie wpatrywała się w niego, zaciska­

jąc zęby. 

- Wiem, że proszę o wiele, ale Red Rose potrzebuje 

twojej pomocy. 

- Mojej pomocy? Nie żartuj sobie ze mnie. Dlaczego 

naprawdę tu jesteś? 

- Ja miałabym żartować? - zdziwiła się i, choć wydawa­

ło się to niemożliwe, jeszcze bardziej się wyprostowała. 

Fakt, przyznał w myślach Parker. Ona nigdy nie żarto­

wała. Nawet jako dziecko podchodziła do wszystkiego na 

poważnie. 

- Ellie, czy ty naprawdę przed chwilą powiedziałaś, że 

Red Rose potrzebuje mojej pomocy? Może zapomniałaś, 

co się wydarzyło przed laty? 

Potrząsnęła głową i przygryzła dolną wargę. Zawsze tak 

robiła, gdy borykała się z jakimś problemem, przemknęło 

mu przez myśl. Jednak teraz, kiedy jej usta były tak kształ­

tne i zaróżowione, ten gest nie był już niewinny. Parker 

poczuł przypływ pożądania i natychmiast surowo nakazał 

sobie opanowanie. 

- Pamiętam - przyznała niechętnie. - Moja kuzynka 

scandalous

Pona & Irena

background image

Mitzi zamierzała udowodnić ci ojcostwo jej dziecka, a wuj 

Cliff próbował zmusić cię do małżeństwa. 

Jej słowa sprawiły, że znów znalazł się w Red Rose, w po­

koju pełnym wrogich ludzi, którzy wpatrywali się w niego 

z potępieniem. Nie był ojcem dziecka tamtej dziewczyny, 

ale robił inne złe rzeczy i wiedział, że jeszcze nie raz zgrze­

szy, więc się nie bronił. 

- Oznajmiłeś, że ożenisz się z nią, choć to nie twoje 

dziecko - dodała, patrząc na niego uważnie rozszerzo­

nymi oczami. 

- Nie myśl, że było w tym coś więcej niż zwykłe tchó­

rzostwo - oznajmił, wzruszając ramionami. 

- Doprawdy? Przewyższałeś wuja o głowę i byłeś w du­

żo lepszej formie niż on, nawet kiedy był trzeźwy, co mu 

się rzadko zdarzało. Myślę, że postąpiłeś tak, bo było ci jej 

żal. Mam rację? 

Nie miała racji. Owszem, żałował przerażonej Mitzi, 

ale przyczyna była inna. Był zbuntowany i wściekły. Nie 

na Cliffa. Na ojca, który zmieniał partnerki jak rękawicz­

ki, był bogaty i z upodobaniem folgował wszystkim swoim 

zachciankom. Parker był pewien, że odziedziczył po nim 

charakter i uważał, że powinien ponieść karę. Sytuacji nie 

poprawiał widok znękanej miny matki, która starała się 

z godnością znosić zachowanie niewiernego męża. Zawsze 

przestrzegała Parkera, że każdy, prędzej lub później, będzie 

musiał odpowiedzieć za swoje czyny. Gdy oskarżono go 

o ojcostwo, odczuł wręcz ulgę i uznał, że jego moralnym 

obowiązkiem jest ożenić się z dziewczyną. 

- Cóż, nie na wiele to się zdało, bo zaraz pojawił się 

scandalous

Pona & Irena

background image

chłopak Mitzi, przerażony i wściekły, że ktoś odbierze mu 

narzeczoną i dziecko. 

- A ty wyjechałeś. 

- To już przeszłość - powiedział, wzruszając ramiona­

mi. - Nie zamierzam do tego wracać. 

Przez chwilę przyglądała mu się uważnie, a potem ski­

nęła głową, jakby podjęła jakąś decyzję. 

- Wiem, że nie zamierzasz wrócić do Red Rose, ale mo­

że nie zdajesz sobie sprawy, jaki wpływ na miasteczko mia­

ło twoje odejście. 

- Czuję, że zaraz mi to wyjaśnisz - mruknął i uśmiech­

nął się pod nosem. 

- Odkąd wyjechałeś, mężczyźni zaczęli opuszczać Red 

Rose - oznajmiła, wysuwając wojowniczo podbródek. 

- Tak? Wszystkich spotykało to samo? 
- Niezupełnie. Po twoim wyjeździe Mick zamknął fa­

brykę i mnóstwo ludzi wyjechało, szukając innej pracy. Za­

cząłeś coś, co trwa do dziś. 

Parker oparł się o biurko i przyglądał się Ellie. Nawet 

stąd czuł zapach jej różanych perfum. 

- Nie zapobiegłbym zamknięciu fabryki i nie ściągam po­

tajemnie do Chicago mężczyzn z Red Rose - zażartował. 

- Wiem. Nie jestem już głupiutką nastolatką, Parker -

oznajmiła gniewnie. - Chodzi o to, że Red Rose traci ko­

lejnych mieszkańców, głównie mężczyzn. Nasze miastecz­

ko umiera. 

- A ja zacząłem ten proces? 
- Może twoje odejście było symbolem końca pewnego 

etapu - mruknęła, odwracając wzrok. - Nieważne, czy ty 

scandalous

Pona & Irena

background image

coś zapoczątkowałeś, czy to tylko lokalny przesąd/Miasto 

umiera, a my potrzebujemy twojej pomocy. 

- Ellie, chyba nie wierzysz, że to możliwe. Nie jesteśmy 

już dziećmi i nie mogę uczestniczyć w takich zabawach... 

- Nie chcę, żebyś się ze mną bawił. Wróć ze mną do Red 

Rose i zobacz, co możesz dla nas zrobić. 

- Jestem biznesmenem, a nie cudotwórcą, Ellie - po­

wiedział łagodnie. 

- Owszem. Odnosisz sukcesy w dziedzinach, które mo­

gą pomóc naszemu miastu. Spróbuj... 

- Odnoszę sukcesy między innymi dlatego, że nie pory­

wam się z motyką na słońce - tłumaczył. - Zresztą nie chcę 

wracać do czegoś, co już dawno uznałem za skończone. 

- Chyba nie boisz się, że ktoś jeszcze wciąż uważa cię za 

ojca dziecka Mitzi? 

- Nie - zaśmiał się Parker. - Raz widziałem zdjęcie ma­

lucha. Chłopak wcale nie jest do mnie podobny. Rodzina 

Monroe ma bardzo arystokratyczne nosy - zażartował. 

Wreszcie udało mu się rozśmieszyć Ellie. To był ich sta­

ry żart. Kiedyś Parker spadł z drzewa i złamał nos. Jego 

matka przez wiele tygodni biadała, że zniszczył rodzinny 

powód do dumy. 

- Mógłbyś choć raz zrobić wyjątek. Co ci szkodzi? - po­

prosiła. 

- Niestety, Ellie. Miasteczko zaczęło umierać na długo 

przed moim odejściem. 

- Wiem. 
- Wiesz, że sprawa jest beznadziejna i mimo to... - Aż 

zamrugał ze zdumienia. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Kobiety z Red Rose uznały, że jesteś naszą ostatnią de­

ską ratunku - szepnęła, wzruszając z rezygnacją ramiona­

mi. - Czasem sama nadzieja lub niewielki wysiłek wystar­

czają, by coś zmienić. 

- Wam potrzeba cudu. A ty przecież nie wierzysz w cu­

da. Prawda, Ellie? 

- Nie wierzę. Ale nie mogłam się poddać bez walki. 

Musiałam spróbować. Wierzyłam, że i ty zechcesz podjąć 

próbę. 

- Przykro mi, Ellie. Red Rose to już przeszłość. 

- Wiedziałam, że będzie ciężko - westchnęła, odzysku­

jąc rezon. - Wiesz, że zawsze byłeś uparciuchem, Parkerze 

Monroe? 

- Wiem - przyznał, wspominając ich burzliwe dziecin­

ne sprzeczki. 

- Nie zamierzam się poddać. 

- Słusznie. Red Rose to twój dom. 

Ellie cofnęła się o dwa kroki, spojrzała na niego zwę­

żonymi oczami i zamaszystym gestem położyła dłonie na 

biodrach. Kiedyś, w czasie kłótni, często przyjmowała tę 

postawę i Parker zawsze bardzo to lubił. Teraz ten gest 

uwydatnił jej kształtne piersi i sprawił, że wydała mu się 

bardzo apetyczna. 

- Sunny Delavan radziła, bym zaapelowała do twoich 

niższych instynktów - oznajmiła, kręcąc z niesmakiem 

głową. - Radziła mi przyjść w skąpym bikini. 

Parker poczuł, jakby nagle poraził go prąd. Obraz nie­

mal nagiej Ellie w jego gabinecie wyparł wszelkie rozsądne 

myśli. Zamrugał oczami i z trudem się opanował. 

scandalous

Pona & Irena

background image

-Nie wracaj tu więcej, Ellie - ostrzegł schrypnię­

tym głosem. - A na pewno nie w takim stroju. Pamiętasz 

sprawki mojego ojca? 

- Oczywiście - odparła, wypuszczając wstrzymywany 

oddech. 

- Jestem taki jak on. Nawet gorszy. Gorszy niż wuj Fritz, 

który żenił się osiem razy. Nie możesz mi ufać. Pamiętaj 

o tym. 

Przez chwilę miał wrażenie, że dziewczyna się ugnie 

i na wszelki wypadek cofnie o krok. Dobrze, że ją wystra­

szył. Będzie bezpieczniejsza. Jednak Ellie tylko uśmiechnę­

ła się sztywno i ruszyła do drzwi. 

- Wybacz, ale po prostu nie mogę zrezygnować - rzu­

ciła przez ramię, opuszczając jego gabinet. - Red Rose to 

mój dom i muszę o niego walczyć. Nie mogę zawieść tych, 

których kocham. Nie chcę cię prześladować, ale chyba bę­

dę musiała. To jeszcze nie koniec, Parker. 

Gdy zamknęła za sobą drzwi, spróbował rozluźnić napię­

te ramiona. Mógł jedynie mieć nadzieję, że przy następnym 

spotkaniu Ellie zachowa się jak zwykle poważnie. Z drugiej 

strony ta dziewczyna nigdy nie rzucała słów na wiatr i czuł, 

że myśl o Ellie w bikini długo nie da mu spokoju. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

Ellie ukryła twarz w dłoniach, żałując, że nie może cof­

nąć czasu i wymazać kilku ostatnich minut rozmowy z Par-

kerem. Czy naprawdę powiedziała, że powinna mu się po­

kazać w skąpym bikini? 

Ułożyła się wygodniej na hotelowym łóżku. Przy Parkerze 

często czuła gniew i frustrację. Te uczucia popychały ją do 

mówienia i robienia rzeczy, na które nigdy by się nie odwa­

żyła. W dodatku wciąż prześladowała ją myśl o jego jedwabi­

stych, ciemnych włosach i bursztynowych oczach. Mimo że 

dawno zrezygnowała z myśli o mężczyźnie w swoim życiu, 

wizerunek Parkera wracał do niej w najmniej oczekiwanych 

chwilach. Wkradał się nawet w jej sny. 

Doskonale wiedziała, że to efekt zdruzgotanych dziew­

częcych marzeń, ale podświadomość coraz częściej płatała 

jej takie figle. Od czasu gdy po szkolnej potańcówce zoba­

czyła Celię Warner w ramionach Parkera, nie mogła za­

pomnieć widoku jego silnych rąk opasujących dziewczynę 

i zachwytu na jej twarzy. To było brutalne przebudzenie. 

Zawsze podziwiała Parkera z daleka i mimo jego reputacji 

postrzegała go raczej jak swego przyjaciela, który wyciągał 

ją z tarapatów. Jednak po tym zdarzeniu spojrzała na niego 

scandalous

Pona & Irena

background image

inaczej. Oczywiście, z całych sił starała się nie dać nic po 

sobie poznać i wymazać palące wspomnienie, ale bywało, 

że nawiedzały ją erotyczne sny z Parkerem w roli głównej. 

Na jawie zawsze była rozsądna i spokojna, ale kiedy nie 

mogła kontrolować swych myśli. 

Ellie głucho jęknęła i potarła opuchnięte oczy. Trud­

no, stało się, pomyślała. Nie ma co żałować nieopatrznych 

słów. Musi bardziej się kontrolować przy kolejnym spotka­

niu. Miała coś do załatwienia i nie wiązało się to z jej uczu­

ciami do Parkera. Chodziło o Sunny, Lydię, Delię, Rosellen 

i nawet pana Fippsa. Chodziło o dobro Red Rose. Ellie za­

stanawiała się, co powinna teraz zrobić. 

Parker nie miał zamiaru wracać do miasteczka. Wie­

działa to już wcześniej, a jednak złożyła obietnicę. Przypo­

mniała sobie zgnębione spojrzenie Delii i zrozumiała, że 

jeśli czegoś nie zrobi, przyjaciółka wkrótce podejmie decy­

zję, przed którą się jeszcze broniła. Spakuje się i wyjedzie. 

Ellie czuła, że musi coś przedsięwziąć. Jeśli wszyscy 

uważali, że tylko Parker może tu pomóc, już ona dopilnu­

je, żeby się postarał. Albo żeby zrozumiał, co oznacza dla 

Red Rose jego odmowa. 

Nagle wpadła na pewien pomysł. Natychmiast chwyciła 

telefon i wybrała numer przyjaciółki. 

- Sunny? Nie będzie nam łatwo, ale chcę, żebyś coś dla 

mnie zrobiła... 

Był wczesny wieczór, kiedy Parker usłyszał dzwonek do 

drzwi, a chwilę później niecierpliwe pukanie. Zmarszczył 

brwi. Nie miał nastroju na wizyty. Mimo to ruszył do drzwi. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Na progu stała uśmiechnięta Ellie. Ucieszył się, że mi­

mo wcześniejszych zapowiedzi była ubrana. Odwzajemnił 

jej uśmiech. Wprawdzie chętnie zobaczyłby więcej kremo­

wej skóry i jej kształtnych nóg, ale już przed laty zdecy­

dował, że Ellie stanowi dla niego świętość. Nawet gdy był 

młodszy i szalały w nim hormony, czuł, że nie powinien 

obrażać tej dziewczyny swymi zalotami. A jednak nie mógł 

oderwać wzroku od jej kształtnych kostek, wyeksponowa­

nych przez delikatne sandałki. Co ty wyprawiasz, skarcił 

się w myślach. Zapraszającym gestem uchylił drzwi. 

- Tak szybko wróciłaś? 

- Przyjechałam do Chicago tylko po to, żeby się z to­

bą spotkać. Nie mogę tracić czasu - nerwowo oznajmiła 

i sięgnęła po olbrzymie pudło, które stało obok niej. 

- Pomogę - zaoferował i pochylił się, ale powstrzymała 

go w pół gestu. 

- Dziękuję. Wcale nie jest takie ciężkie. 
- Może nie jestem dżentelmenem w każdym calu, El­

lie, ale nauczono mnie dobrych manier - oznajmił, mar­

szcząc brwi. 

- Parker, zawsze byłeś uparty, ale nigdy nie okazywałeś 

mi braku szacunku - odparła, obdarzając go poważnym 

spojrzeniem, które nazywał nauczycielskim. - Dziękuję za 

propozycję, ale nie chcę, żebyś brał to pudło. Przynajmniej 

nie teraz. Mówię poważnie. 

- Wiem - mruknął i uśmiechnął się ciepło do swoich 

wspomnień. 

Ellie przeszła niezłą szkołę życia. Jej matka była wspa­

niałą kucharką, ale nie bardzo radziła sobie w życiu. Naj-

scandalous

Pona & Irena

background image

starsza córka często miała do czynienia ze zbuntowanym 

i rozrabiającym rodzeństwem i do perfekcji opanowała 

sztukę zyskiwania posłuchu. 

- Pudło należy do ciebie. Nie zamierzałem podważać 

twojego autorytetu - oznajmił i ze śmiechem uniósł ręce 

w geście udawanego poddania. 

- Grzeczny chłopiec - pochwaliła go żartem. - Spójrz, 

jak szybko czynimy postępy. 

- Co jest w pudle, Ellie? - zapytał najbardziej przymil­

nym tonem, na jaki potrafił się zdobyć. 

- Ja... - drgnęła i zamrugała. - Przynęta - wyjaśniła po 

chwili konsternacji. 

- Pokaż mi - poprosił, patrząc łakomie na jej zgrab­

ną sylwetkę. 

Ellie zignorowała zaczepkę i energicznie przytaknęła. 
- Może źle się zrozumieliśmy przy pierwszym spotka­

niu, Parker. Nie chcemy cię zmuszać, żebyś wrócił na stałe 

do Red Rose. Potrzebujemy twojej ekspertyzy i obecności, 

by pokazać światu, że nasze miasteczko ma wiele do zaofe­

rowania - wyjaśniła jednym tchem. 

- Chcesz, żebym udawał, że przyjechałem na wypoczy­

nek? - spytał z domyślnym uśmieszkiem. 

- To w końcu nie takie złe miejsce - mruknęła obron­

nym tonem. 

Parker zrozumiał, że ją zranił, i poczuł się jak dureń. 

Zresztą miała rację. 

- To naprawdę miłe miasteczko, Ellie - zapewnił po­

spiesznie. - Tylko nie każdemu odpowiada jego klimat. Ja 

tam nie pasuję. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Wciąż masz tam posiadłości. Dom, hotel i fabrykę -

przypomniała. 

- Hotel stoi pusty od lat - prychnął. - Z trudem prze­

trwał pierwsze dwa lata swego istnienia. To był najgorszy 

pomysł ojca. Gorszy nawet niż fabryka. 

- Tylko dlatego, że było niewielu gości. Gdyby wiedzieli, 

co Red Rose ma do zaoferowania, zaczęliby nas odwiedzać. 

Właśnie w tym możesz nam pomóc - oznajmiła i usiad­

ła na kanapie, tuląc wciąż pudło. - Twój ojciec zapomniał 

o reklamie. Albo wolał zachować miasteczko jako cichą 

przystań dla siebie i swoich... hm... sam wiesz. 

Parker doskonale znał powód nagłego zmieszania El-

lie. Ojciec sprowadzał sobie kobiety do hotelu. Mężczyź­

ni z jego rodziny zawsze działali z egoistycznych pobudek. 

Mick zbudował hotel, bo potrzebował spokojnego gniazd­

ka miłości. 

- Ale tobie nie zależy na ukrywaniu Red Rose - podjęła 

po chwili z nowym entuzjazmem. - Mógłbyś pokazać lu­

dziom nasze dobre strony i ocalić miasto. Wiesz, co i jak 

trzeba sprzedać - paplała, machając dłońmi. 

Parker nie wytrzymał, przysiadł się do niej i chwycił jej 

niespokojne dłonie. 

- Ellie, jestem konsultantem, doradcą. Nie angażuję się 

osobiście W reklamę. Potrzebujecie specjalisty od public re-

lations. 

- Nie stać nas - jęknęła. 
Parker miał ochotę się roześmiać, ale nie chciał zawsty­

dzać Ellie. Gdyby wiedziała, jakie opłaty pobierał od Swo­

ich klientów... Nie chodziło o to, że nie chciał pomóc. Na-

scandalous

Pona & Irena

background image

prawdę uważał, że warto, ale nie miał pomysłu, jak ratować 

ginące miasteczko. 

- Spójrz - zawołała, wyrwała mu dłonie i sięgnęła po 

pudło. - Mam z sobą próbki - oznajmiła podniecona i ot­

worzyła plastikowe pudełko. 

Pokój wypełnił się smakowitą wonią czekolady. Parker 

przymknął oczy z rozkoszy. 

- Ciasto od Sally Mae Engels - szepnął. - Mawiała, że to 

pokusa nie do odparcia dla każdego grzesznika. 

- Cóż - zachichotała Ellie. - Wiedziała, że będziesz za­

chwycony - powiedziała i znów zanurkowała w głębiny 

pudła. - A jak ci się to podoba? - spytała, otwierając inny 

plastikowy pojemnik. 

- Pomarańczowy krem ze sklepu Sunny - westchnął, 

gdy zobaczył zawartość. 

- Właśnie - przytaknęła, zachwycona jego reakcją. -

Podobno to twój ulubiony. 

- Czy chcesz mnie podtuczyć, Ellie? 

Zamrugała, odrywając wzrok od pudła. Pozwoliła 

oczom zabłądzić w okolice jego klatki piersiowej. Parker 

wiedział, że się nie zarumieni, tylko opuści rzęsy, żeby nie 

można było odczytać nic z jej spojrzenia. Nie zawiódł się. 

-Ellie? 
- Nie, oczywiście, nie o to mi chodzi - burknęła po 

chwili. - Popatrz na to - dodała i wyciągnęła długie kar­

tonowe pudełko. 

Wewnątrz opakowania spoczywały dwie idealne róże 

o olbrzymich i pełnych pąkach w przepysznym purpuro­

wym kolorze. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Z kwiaciarni Abigail? - domyślił się natychmiast. 

- Delia też tam pracuje. Ale jej możesz nie znać. Poja­

wiła się niedawno. 

- Ellie - zaczął i popełnił błąd, kładąc rękę na jej nagim 

ramieniu. - Co ty próbujesz zrobić? - spytał, cofając gwaf-

townie dłoń. 

Nie odpowiedziała, tylko głębiej sięgnęła do pudła i wy­

jęła kilka świeżych świerkowych gałęzi, dziki miód i tru­

skawki ze sklepu Joyce Hives oraz pokaźny plik fotografii. 

- Zobacz, to zachód słońca nad wzgórzem Eagle Nest, 

pamiętasz? 

Jasne, że pamiętał. To było ulubione miejsce zabaw 

wszystkich dzieciaków z miasteczka. 

- A to stary młyn. Wprawdzie nie działa, ale jest bardzo 

malowniczy, prawda? 

- Oczywiście - zgodził się, ale chwycił jej rękę, zanim 

zdążyła wyciągnąć kolejne zdjęcie. - Wystarczy, Ellie. Chcę 

wiedzieć, dlaczego to robisz. 

- Ja... próbuję cię uwieść - szepnęła. 
Parker aż się zachłysnął. Doskonale wiedział, co mia­

ła na myśli, lecz dobór słów sprawił, że rozpalona wyob­

raźnia podsuwała mu erotyczne wizje, których nie potrafił 

zignorować. 

-Uwieść? 

- Tak Nie rozumiesz? Red Rose ma tak wiele do zaofe­

rowania. Gdybyś to dostrzegł i spróbował sprowadzić in­

westorów, uratowałbyś miasteczko. 

Nie chciał jej zranić, lecz był przekonany, że zaangażo­

wała się w przegraną sprawę. Pokręcił głową. 

scandalous

Pona & Irena

background image

-Ellie... 

- Sam zobacz - natychmiast mu przerwała i wyciągnę­

ła gruby segregator. - Wszystko mam z sobą. Niemal każ­

dy przesłał mi potrzebne dane. Tu jest zeznanie podatko­

we Sunny z ubiegłego roku, a to bilans zysków i strat apteki, 

kwiaciarni, butiku i stacji benzynowej. To my, Parker. Nasze 

sukcesy i porażki. Chciałam najpierw pokazać ci zalety Red 

Rose. Tu masz ciemną stronę. Taka będzie nasza przyszłość, 

jeśli nic się nie zmieni. Nie obchodzi cię los Sally Mae, Sunny, 

Abigail i całej reszty? Czy naprawdę muszę cię błagać? 

Jej głos zaczął niebezpiecznie drżeć i Parker poczuł się 

jak ostatni drań. 

- Nie rób tego - poprosił. - Nie staraj się tak mocno. 

- Nie potrafię inaczej - powiedziała poważnym i spo­

kojnym głosem. 

Parker wiedział, że to prawda. Zawsze była szczera, 

troskliwa, przewidująca, odpowiedzialna ponad miarę i ni­

gdy nie odmawiała nikomu pomocy. Dlatego miasteczko 

wybrało ją na swojego rzecznika. 

- Będę cię błagać na kolanach, jeśli tak trzeba. Tylko nie 

odsyłaj mnie do domu z pustymi rękami i nie każ mi zła­

mać ducha Red Rose. 

Przez chwilę w myślach Parkera pojawił się erotyczny 

obraz klęczącej przed nim Ellie. Zacisnął powieki. Jakim 

człowiekiem się stał? Był gorszy niż ojciec. Niewinne proś­

by zrozpaczonej kobiety wywoływały u niego podniecenie 

i seksualne fantazje. Potrząsnął głową pełen obrzydzenia 

dla samego siebie. Otworzył oczy, wyciągnął dłoń i celowo 

brutalnie uniósł podbródek Ellie. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Nie rób tego - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Nie 

waż się mnie o to prosić. 

Uparta Ellie rozchyliła wargi, żeby go dalej przekony­

wać, więc pochylił sję i zamknął jej usta pocałunkiem. 

Szorstkim, bolesnym, stanowiącym ostrzeżenie. I dla niej, 

i dla niego samego. 

- Nic więcej nie mów - zażądał, gdy przerwał pocałunek 

Ellie, z szeroko otwartymi oczami, powoli zbliżyła dłoń 

do warg. Wyglądała, jakby ją zranił. Może taka była praw­

da. Odsunął się o lulka kroków, ale nawet stąd widział jej 

zaczerwienione, opuchnięte usta i zdumione spojrzenie. 

Kiedy jednak upartym gestem uniosła podbródek, wie­

dział, że znów spróbuje go przekonywać. Potrząsnął głową 

i zamachał dłonią, chcąc ją powstrzymać. 

- Dobrze, przyjadę - westchnął z rezygnacją. - Wygra­

łaś. Możemy jechać choćby zaraz. Lepiej mieć to od ra­

zu za sobą. Zadzwonię tylko do kilku osób. Spróbuję wam 

pomóc, ale nie sądzę, by dało się uratować Red Rose. Nie­

których rzeczy po prostu nie sposób zrobić. I nie zostanę 

długo - ostrzegł. 

Ellie natychmiast skinęła głową, przyjmując jego wa­

runki. 

- Daj nam trzy tygodnie. Pozwól spróbować. Tylko tego 

od ciebie oczekuję. 

Parker zastanowił się, czy jej słowa nie miały przypad­

kiem głębszego sensu, ale postanowił nie drążyć dłużej. 

Wracał do Red Rose. Nie umiał odmówić Ellie. Ta kobieta 

wiedziała, jak zmusić mężczyznę do uległości. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Ellie zerknęła na Parkera, który w skupieniu prowadził 

czerwonego jaguara. Stanowczo nalegał, żeby z nim jecha­

ła, podczas gdy Job prowadził jej niewielkie autko. 

- Musisz mi wszystko opowiedzieć, jeśli mam skutecz­

nie działać - wyjaśnił, ale nie była pewna, czy podał praw­

dziwy powód. 

Już po jednym jego spojrzeniu na dwunastoletni, ob­

drapany samochodzik bez tylnego zderzaka Elłie domyśliła 

się, że uznał go za niebezpieczny i niegodny zaufania śro­

dek transportu. Co, oczywiście, było dalekie od prawdy. 

- Ty masz sportowy wóz. To wcale nie jest bezpieczne 

- upierała się. 

- Z właściwym kierowcą, to najbezpieczniejsze auto 

świata - odparł z szerokim uśmiechem. 

Ellie nie zamierzała się upierać. Wolała spokojnie prze­

myśleć, jak powinna przebiegać wizyta Parkera w Red Rose. 

Hotel, zbudowany przez jego ojca, nie nadawał się do 

zamieszkania, a rodzinny dom od lat świecił pustkami. Po­

prosiła Sunny, żeby włamała się na posesję i posprzątała, co 

się da, ale spodziewała się, że przyjaciółka nie zdziała cu­

dów w czasie ich dwuipółgodzinnej podróży. -

- O czym myślisz? Już prawie dojeżdżamy, a ty zamiast 

się cieszyć, jesteś coraz bardziej spięta. 

- Planuję. 

- Co robisz? 

- Potrzebujesz noclegu - wyjaśniła. 

- Nie spodziewałaś się, że z tobą przyjadę - stwierdził, 

unosząc brew. 

- Wszystkie na to liczyłyśmy, ale sam wiesz, że panie 

scandalous

Pona & Irena

background image

czasami bywają przesądne. Uznały, że przedwczesne przy­

gotowanie się na twój przyjazd może przynieść pecha. 

- Prześpię się gdziekolwiek - zaśmiał się. 

- To świetnie. Sunny miała się włamać do twojego do­

mu, odrobinę sprzątnąć, zorganizować jakiś przyzwoity 

materac i coś do jedzenia, ale obawiam się, że to wszystko. 

Potrzebne będzie kilka dni, żeby cię przyzwoicie zakwate­

rować - nerwowo paplała. 

- Nie musicie tego robić, Ellie. 
- Musimy. Zresztą chcemy, żebyś się poczuł jak w domu 

- powiedziała, wyjrzała za okno i zdała sobie sprawę, że 

wjadą do miasteczka od strony opuszczonej fabryki i kosz­

marnego pomnika. - Nie tędy! Zawróć i wjedź od wscho­

du - zarządziła. 

- Nie przejmuj się, wiem, czego oczekiwać - cicho po­

wiedział. 

- Od wschodu - uparła się. 

Parker ujął jej dłoń i pocałował. 

- Oczywiście, moja królowo - szepnął. 
- Grzeczny niewolnik - zażartowała, starając się nie 

zdradzić burzy uczuć, którą wywołał dotyk jego warg. 

W tę grę często bawili się jako dzieci, ale teraz nie była 

już tak niewinna. Jednak Ellie szybko pozbierała rozbiega­

ne myśli i zacisnęła kciuki na szczęście. Miała nadzieję, że 

Red Rose pokaże się od najlepszej strony. Powoli zbliżali 

się do nowej, pięknej tablicy powitalnej, którą mieszkańcy 

wystawili w zeszłym roku w próżnej nadziei ściągnięcia tu­

rystów. Otaczały ją kwitnące krzewy róż. Nagle dostrzegła 

zwiniętą postać pod znakiem. Był to pan Fipps, który ostat-

scandalous

Pona & Irena

background image

nio nabrał zwyczaju sypiania na skraju miasteczka w pro­

mieniach zachodzącego słońca. Poza tym był nieszkodliwy, 

więc nikt nie robił problemu z jego małego dziwactwa. 

Jednak przed jedenastoma laty to właśnie on najgłoś­

niej krzyczał i rzucał oskarżenia pod adresem Parkera. Po­

wiedział wtedy wiele okropnych rzeczy. Ellie zerknęła na 

swego towarzysza, modląc się w duchu, żeby nie zauważył 

postaci przy drodze. Ale stało się inaczej. Parker zjechał 

na pobocze i zatrzymał wóz przy kolorowej tablicy i śpią­

cej postaci. 

- Witamy w Red Rose - przeczytał głosem bez wyrazu. 

- Tak, witamy - gorączkowo szepnęła Ellie i bez zasta­

nowienia chwyciła dłoń Parkera. 

Wrócił do domu. Nieważne, na jak długo. Nie zamierza­

ła pozwolić, by kiedykolwiek tego pożałował. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Ellie właśnie podawała poranną kawę w „Red Rose Ca­

fe", gdy w drzwiach kawiarni stanął Parker. Jego mina nie 

wróżyła nic dobrego. Ellie wiedziała dlaczego i miała ocho­

tę schować się w mysiej dziurze. 

- Witam panie - powiedział głośno. 

- Jak to miło - ucieszyła się Sunny. - Prawdziwy męż­

czyzna z samego rana. 

- Obiecałaś mnie obudzić - oznajmił z wyrzutem, pa­

trząc na Ellie. 

To była prawda. A przecież Ellie zawsze dotrzymywała 

obietnic. Jednak rano zdała sobie sprawę, że Parker nie ma 

telefonu. Poszła więc do niego, lecz nawet głośne pukanie 

nie przyniosło efektu. Obeszła dom i zajrzała przez okno 

do sypialni. Parker spał smacznie na materacu na podło­

dze, a jego nagość okrywał jedynie brzeg koca owinięty na 

biodrach. Ellie szybko odwróciła wzrok. Nic na świecie nie 

zmusiłoby jej do zapukania w okno. 

- Uznałam, że pierwszego dnia powinieneś się wyspać 

- skłamała, czując, że przy Parkerze zaczyna nabierać złych 

nawyków. 

- Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Och, Ellie, to się nazywa męska decyzja - westchnęła 

przechodząca Lydia. - Już zapomniałam, że jest taki szybki 

i bezpośredni. Nalej mu kawy, dziewczyno. 

- Usiądź przy mnie - zaprosiła Delia. - Nie znasz mnie, 

ale już jestem ci wdzięczna. 

- Cieszymy się, że postanowiłeś przyjechać i nam po­

móc - wtrąciła Joyce. 

- Jesteśmy bardzo wdzięczne - szepnął inny damski 

głos z głębi sali. 

Ellie rozejrzała się wokół. Od Parkera dzieliło ją led­

wie kilka kroków, ale przestrzeń ta była pełna kobiet. Mia­

ła wrażenie, że nawet gdyby wylała sobie kawę na głowę, 

nikt nie zwróciłby na to uwagi. Wszystkie oczy zwrócone 

były na jedynego mężczyznę w pomieszczeniu. Ze zdumie­

niem spostrzegła, że obecne panie mają dziś na sobie swo­

je najlepsze sukienki, a powietrze nasycone jest zapachem 

perfum. Red Rose wracało do życia. Uśmiechnęła się do 

Parkera. 

- Usiądź, zaraz naleję ci kawy. 

- Tylko pod warunkiem, że usiądziesz ze mną - mruk­

nął, podszedł bliżej i podsunął jej wolne krzesło. 

Jego zapach, głos i obecność spowodowały, że pod El­

lie ugięły się kolana. Najwidoczniej ujawnił się u niego ten 

sam gen, który powodował, że wszystkie kobiety były go­

towe porzucić swoich mężczyzn za krótką chwilę szczęścia 

z którymś z klanu Monroe, pomyślała nieprzytomnie. 

- Siadaj - powtórzył, nachylając się, a jego oddech za-

łaskotał ją w ucho. 

Drgnęła i rozlała kawę po całym stoliku. Czar prysł. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Mam pracę - burknęła, sięgając po ściereczkę. 

- Pracowałaś wczoraj. Pojechałaś do Chicago i sprowa­

dziłaś mnie, tak jak obiecałaś - oznajmił, odebrał jej dzba­

nek i ścierkę i zamachał do Lydii. 

Już po chwili miał w dłoniach świeżą kawę i czy­

sty obrus. Delikatnie popchnął Ellie na krzesełko, usiadł 

i rozejrzał się wokół. Powitały go wpatrzone w niego oczy 

i uśmiechnięte usta wszystkich kobiet w kawiarni. 

- Pozwól, że podziękuję ci w imieniu mieszkańców -

powiedziała Lydia. - Właśnie tego nam było trzeba. 

- To się jeszcze okaże - mruknął niezobowiązująco. 

- Jesteś dla nas błogosławieństwem, Parker - wtrąciła 

inna. 

Ellie dostrzegła, że drgnął. Wiedziała, że takie komen­

tarze mogą go spłoszyć, a przecież włożyła wiele trudu 

w przywiezienie go do Red Rose. 

- Parker zgodził się nam pomóc - podkreśliła. - Nicze­

go więcej nie mamy prawa oczekiwać. 

- Och, nie. Teraz, kiedy go zobaczyłam, wiem, że miały­

śmy rację. To wybraniec. Ocali nasze miasteczko, prawda, 

panie Monroe? - wyszeptała młoda kobieta, wpatrując się 

pełnymi nadziei oczami w Parkera. 

- Wyjdźmy stąd - wymamrotał, rzucając banknot na 

stół i ciągnąc Ellie za rękę. 

- Dopiero przyszedłeś - zaprotestowała żałośnie inna 

kobieta. 

- Dokąd zabierasz naszą Ellie? - chciała wiedzieć ko­

lejna. 

- Z powrotem do łóżka, żeby pofiglować, pani Murphy. 

scandalous

Pona & Irena

background image

To mężczyźni z mojej rodziny potrafią najlepiej - powie­

dział, ale zaraz pochylił się i przepraszająco pocałował sta­

rzejącą się wdowę w zarumieniony policzek. 

- O, tak. Ten diabeł mi się podoba. Takich mężczyzn 

potrzeba w Red Rose - oznajmiła autorytatywnie, gładząc 

miejsce, które pocałował. 

- No ładnie - burknęła Ellie, gdy wychodzili z kawiarni. 

-I tak masz nienajlepszą reputację, a jeszcze potwierdzasz 

ją takimi wypowiedziami. 

- Zawstydziłem cię? 

- Po prostu uważam, że powinieneś bardziej dbać o swój 

wizerunek - odparła wymijająco. 

- Sądzisz, że tego właśnie chcą? - spytał. 

- Nie, masz rację. Marzy im się rozrywka i przygoda. 

Chcą poczuć, że żyją, a ty im to umożliwiasz. 

- Jednak to nie uratuje miasteczka. 

- Racja. Ale chociaż na chwilę oderwie ich myśli od co­

dziennych kłopotów. Chodźmy. Pokażę ci Red Rose. Po­

winniśmy zaczynać, żebyś mógł zdecydować, jak nam naj­

lepiej pomóc. 

- Na razie nie mam pojęcia, co zrobić. 
- Nikt nie ma, ale ty będziesz umiał spojrzeć na prob­

lem z perspektywy. 

Kilka minut później entuzjazm Ellie znikł bez śladu. 

Mieszkała w Red Rose całe życie i kochała to miasteczko. 

Gdy uświadomiła sobie, jak może ono wyglądać dla kogoś 

obcego, wyraźnie zmarkotniała. 

Budynki były czyste i dobrze utrzymane, ale przecież nie 

było ich znów tak wiele. Ulice szerokie, lecz puste. A gdy 

scandalous

Pona & Irena

background image

jechali obwodnicą, przeżyła chwilę paniki, gdy zbliżyli się 

do znienawidzonego pomnika. 

- Cóż, to ciekawe - skomentował Parker, zatrzymując 

wóz na parkingu przed sklepem Sunny. 

Przed nim pyszniła się posągowa, uśmiechnięta mle-

czarka o piersiach wielkości kół samochodu, ubrana 

w czerwoną, kusą sukieneczkę, która nie pozostawiała zbyt 

wiele miejsca dla wyobraźni 

Ellie głośno przełknęła ślinę, widząc wymowny uśmie­

szek Parkera. Postanowiła wyjaśnić pochodzenie obrzyd-

listwa. 

- W zeszłym roku uznaliśmy, że musimy ożywić mia­

steczko. Padł pomysł, żeby każdy przyozdobił sklep perso­

nifikacją swojej branży. Sunny zgłosiła się jako pierwsza. 

Problem w tym, że kiedy ustawiła tu swoją mleczarkę, in­

ni natychmiast zrezygnowali z konkurowania. Rada miasta 

zastanawiała się nad usunięciem tej ozdóbki, bo nie chcie­

li, by kojarzono nas z filmami wyłącznie dla dorosłych, ale 

w końcu zdecydowano, że może zostać, bo to i tak peryfe­

rie Red Rose, a Sunny bardzo nalegała. 

- Nie musisz się tłumaczyć, Ellie. 

- Wcale tego nie robię. 

- Ona wcale nie jest taka zła. 

- Wygląda, jak... prostytutka. Sam widzisz, że spódnica 

się jej podwija i ma te wielkie... części. 

- Nie zauważyłem - droczył się. 

- Teraz już widziałeś wszystko, co Red Rose ma do po­

kazania - oznajmiła Ellie i ruszyła w stronę samochodu. 

Nie była to cała prawda. Nawet stąd widać było budynki 

scandalous

Pona & Irena

background image

opuszczonej fabryki i obłażące z farby różowe mury dwu­

poziomowego „Hotelu Niebiańskich Rozkoszy". Oba sta­

nowiły dowód, że Mick Monroe, choć miał nosa do inte­

resów, był tylko człowiekiem. Fabryka świadczyła o tym, że 

nawet on mógł się pomylić, lecz hotel dawał jawne świade­

ctwo jego arogancji i wyuzdania. Parker zerknął tylko raz 

w tamtym kierunku i natychmiast odwrócił głowę. 

Ellie nie zamierzała przypominać mu akurat tych rzeczy, 

ale pewne sprawy nie mogły pozostać w ukryciu. Uśmiech­

nęła się do niego pocieszająco, jakby chciała oszczędzić 

mu bolesnych wspomnień. Wyprowadziła wóz z parkingu 

i zerknęła na swego markotnego pasażera. 

- No i co myślisz o hojnie obdarowanych przez naturę 

mleczarkach i w ogóle o sytuacji Red Rose, panie konsul­

tancie? 

- Sądzę, że czas waszego uroczego miasteczka przemi­

nął - oznajmił cicho, nie owijając w bawełnę. 

- Nie - uśmiech Ellie zamienił się w grymas rozczaro­

wania. 

- Nic nie trwa wiecznie. 
- Może nie w tej samej postaci, ale Red Rose na pewno 

da się ocalić. 

- Tylko, czy jeśli się zmieni, nadal będziesz je kochać? 

Czy wciąż pozostanie twoim miejscem na ziemi? 

-Jak to? 

Machnął dłonią, by zjechała na pobocze, wysiadł, ob­

szedł samochód i podał jej rękę. Po chwili ustawił ją twarzą 

do centrum miasteczka. 

- Popatrz, Ellie, to twoje Red Rose. Czyściutkie, biało-

scandalous

Pona & Irena

background image

różowe, z uroczymi firaneczkami w oknach. Macie to, co 

potrzebne. Jest stacja benzynowa i apteka. Kawiarnia, bu­

tik, drogeria, fryzjer, kwiaciarnia, a wszystko słodkie do 

bólu. To miasto kobiet. Nie mówię, że to źle, ale nie zawsze 

tak było. Naprawdę chcesz to zmienić? 

Doskonale wiedziała, że Parker ma rację. Sama myślała 

o tym już wcześniej. Nawet jeśli nie chciała, to rozumiała, 

że trzeba to zrobić. 

- Musimy spróbować Inaczej Red Rose nie przetrwa 

następnego pokolenia. 

- Jesteś pewna? 

- Tak. Potrzebujemy zmiany - odparła drżącym gło­

sem. - Co można zrobić? Co przyciągnie mężczyzn do Red 

Rose, Parker? Próbowałyśmy na różne sposoby, ale wszyst­

kie zawiodły. 

Parker zerknął na jej zmartwioną twarz. Było mu przy­

kro, że będzie musiała poświęcić to, co kochała, ale nie wi­

dział innego wyjścia z sytuacji. Jeśli miasteczko nie zmieni 

swojego charakteru, Ellie straci dom. Najgorsze zaś było 

to, że nie miał pojęcia, jak jej pomóc. W Red Rose nie by­

ło nic, co mogłoby przyciągnąć prężną firmę. Nie wiedział, 

jak powiedzieć o tym Ellie. 

- O co ci chodzi? - udał zdziwienie. - Ponętna mleczar-

ka była świetnym pomysłem - próbował ją pocieszyć. 

- Bądź uczciwy. Ja po prostu nie pojmuję, o co chodzi 

facetom. Picie piwa, plucie na chodnik, ciągłe myślenie 

o seksie i rozkładanie urządzeń na czynniki pierwsze tylko 

po to, żeby przekonać się, jak działają - westchnęła i prze­

wróciła oczami. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Jednak Parker przestał słuchać, gdy padło słowo seks. 

Domyślił się, że Ellie nigdy nie trafiła na mężczyznę, który 

pokazałby jej, czym naprawdę jest miłość. 

Zerknął na jej pełne, zaróżowione usta. Potem jego 

wzrok zbłądził niżej. Ta dziewczyna traciła najlepsze lata 

życia tylko dlatego, że w pobliżu nie było żadnych męż­

czyzn, którzy mogliby jej uświadomić, jak bardzo jest pięk­

na i godna pożądania. Uznał, że to zbrodnia. Ktoś powi­

nien pokazać jej radość i smak miłości fizycznej... 

- Parker? 

Zamrugał, otrząsając się z ekscytujących rozmyślań i na­

potkał jej zaniepokojone spojrzenie. 

- Cholerne miasto - warknął. 
- Słucham? 

- Powinnaś wyjść za mąż i mieć gromadę dzieciaków 

- oznajmił. - Jeśli wam pomogę, tak właśnie się stanie. 

Zresztą, o to wam tak naprawdę chodzi, mam rację? 

- Nie mnie - potrząsnęła gwałtownie głową. - Nie chcę 

męża ani dzieci. Miałam kilka nieprzyjemnych doświad­

czeń i... pamiętasz mojego ojca? 

Parker pamiętał pewnego samolubnego idiotę, który 

potrafił tylko brać od życia i sprowadzać na świat kolejne 

dzieciaki. Nawet w noc, gdy rodziło się jego najmłodsze, 

spił się do nieprzytomności. Później wsiadł do samochodu 

i na przydrożnym drzewie zakończył swe życie i korowód 

kolejnych panien Donahue. Pogrążona w żalu żona z zapa­

miętaniem oddawała się pracy dla rodziny Monroe, więc 

to Ellie zajmowała się rodzeństwem. 

Ellie nie wspomniała jego ojca, który był jeszcze gor-

scandalous

Pona & Irena

background image

szym łajdakiem. Miał ochotę dowiedzieć się, kto ją skrzyw­

dził, i porządnie ich poturbować. Cóż, istnieją też porządni 

mężczyźni. Powinien sprowadzić kilku do Red Rose. Mo­

że wtedy tacy jak on, jego ojciec i Zach Donahue zostaną 

zapomniani. Może przeszłość zblednie, jeśli zastąpi się ją 

dobrą przyszłością. 

- Więc... nie chodzi o mężów? 

- Chodzi, ale nie w moim przypadku. Chciałabym zo­

baczyć moje przyjaciółki i siostry szczęśliwe w małżeń­

stwach. Myślisz, że istnieje w ogóle coś takiego? 

- Dla niektórych - przytaknął. - Ale nie dla mnie. Ko­

cham kobiety, ale wolę przyjaźń albo... 

- Seks? - dokończyła z szeroko otwartymi oczami. 
- Cóż, nie zawsze chodzi o seks - szepnął, widząc, że El-

lie czuje się niezręcznie i nie mogąc odmówić sobie odro­

biny przyjemności z jej prowokowania. - Czasami to przy­

jaźń i całowanie, a czasami całowanie i przyjaźń. 

Gdyby to nie Ellie stała teraz przed nim, gdyby nie obie­

cał sobie przed laty, że jej nie tknie, to teraz chętnie zade­

monstrowałby, co miał na myśli. Zamiast tego postanowił 

zmienić temat. 

- Więc, czego ode mnie oczekujecie? Wyjaśnij dokład­

nie, proszę. 

- Nie jestem pewna - bąknęła, wdzięczna za zmianę te­

matu. - Czegoś, co sprowadzi mężczyzn do Red Rose. 

- Potrzebny nam plan działania - oznajmił. - Kiedy do­

radzam w sprawach biznesu, zawsze proponuję sporządze­

nie listy tego, co mamy, i tego, co chcemy osiągnąć. Po­

nieważ w tym przypadku strzelamy w ciemno, proponuję 

scandalous

Pona & Irena

background image

urządzić coś w rodzaju pokazu potencjału miasteczka. Za­

bierze to mnóstwo czasu i wysiłku, ale może kogoś zain­

teresujemy. 

- Cudowny pomysł. 

Parker wcale nie był tego pewien, ale rozjaśniona na­

dzieją twarz Ellie i entuzjazm w jej głosie pchały go do 

działania. 

- Myślisz, że przyjedzie wiele osób? 

- Jeszcze za wcześnie, żeby to stwierdzić. Musimy się 

przygotować najlepiej, jak się da i mieć nadzieję. 

- No dobrze, ale gdzie pomieścimy wszystkich gości? 

Potrzeba dużego, pustego budynku z mnóstwem pokoi... 

- urwała i spojrzała na niego wymownie. 

- Nie. Absolutnie nie. 

- To jedyny rozsądny wybór. 

- To raczej dom publiczny, Ellie. 

- Podobno. Nigdy nie miałam okazji sprawdzić. Ale 

z drugiej strony, może to dobrze? 

- Słucham? 

- Widziałam, jak patrzyłeś na mleczarkę. My, oprócz 

Sunny, jesteśmy raczej zakłopotani jej widokiem, ale nie ty. 

Uznałeś, że jest zabawna. Może jeśli zmienimy nazwę ho­

telu i trochę posprzątamy, goście nie będą mieli nic prze­

ciwko ekscentrycznemu wystrojowi? Może nawet nie za­

uważą? 

- Ellie, zwolnij - roześmiał się Parker. - Obiecałem, że 

wam trochę pomogę, ale otwarcie hotelu to zupełnie inna 

sprawa. 

- Ale słuszna. Odszedłeś w zamieszaniu, ale czy nie 

scandalous

Pona & Irena

background image

byłoby cudownie, gdybyś wrócił, otworzył hotel i oca­

lił miasto? 

- Nie chcę cię rozczarować, ale to się może nie udać. 

Dlaczego tak się wciąż upierasz? 

- Nie wiem. Może dlatego, że widziałam, co się dziś sta­

ło w kawiarni. Wszystko było inaczej tylko dlatego, że się 

pojawiłeś. To dobrze, że pomogłam przyjaciółkom. Właś­

nie od tego są przyjaciele. My też nimi byliśmy, pamiętasz 

jeszcze? 

Parker zerknął na Ellie. Teraz była dojrzałą kobietą, ale 

patrząc na nią, wciąż widział małą dziewczynkę pełną og­

nia, poświęcenia i zaangażowania, która starała się zrobić 

wszystko, co w jej mocy dla swych najbliższych. Już wte­

dy potrafiła zburzyć jego spokój. Oczywiście jako piękna, 

młoda kobieta była o wiele bardziej niebezpieczna. A on 

nie mógł zostać. Nie był jednym z tych, których oczekiwa­

no z radością w Red Rose. 

- Parker? 

Westchnął. Spojrzał w stronę hotelu. Pomyślał o swoich 

wszystkich sukcesach, które odnosił z dala od tego miej­

sca, i wszystkich porażkach, które miały miejsce właśnie 

tutaj. Potem zerknął na Ellie, która odnalazła go w Chica­

go i rzuciła mu wyzwanie. Jeśli znajdzie dla niej właściwe­

go mężczyznę, na zawsze uwolni się od niej i tego miasta. 

Uniósł podbródek Ellie i zajrzał jej głęboko w oczy. 

- Byliśmy przyjaciółmi i dlatego spróbuję - cicho po­

wiedział. - Ale pamiętaj, że pochodzę z rodziny, w której 

łamie się reguły gry. 

Potem pochylił się i pocałował ją, dowodząc prawdzi-

scandalous

Pona & Irena

background image

wości swoich słów. Żeby jej udowodnić, że pochodzi z dłu­

giej linii przeklętych Monroe, wsunął język w jej usta i roz­

począł śmielsze pieszczoty. Ellie się nie broniła. Pozwoliła 

mu zrobić to, na co miał ochotę. Zadrżała, gdy delikatnie ją 

odsunął, i obronnym gestem splotła ręce na piersiach. 

- Nie odstraszysz mnie tak łatwo, Parker. Znam takie 

gierki. 

Z trudem hamował się, by nie porwać jej w ramiona. 

W tej chwili nie potrafił jasno myśleć. 

- To dobrze, bo ja nie wiem, w co gram i, co gorsza, nie 

mam pojęcia, co tu w ogóle robię. 

- Jesteś tu po to, żeby sprowadzić mężczyzn - oznajmi­

ła zupełnie spokojnie, - Lepiej zacznijmy od podstaw. Co 

powinniśmy zrobić, żeby ich tu ściągnąć? 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Ellie wymogła na Parkerze wizytę w hotelu i już po kil­

ku minutach musiała przyznać, że budynek jest obrzydli­

wy. Ponieważ od lat widywała wielki, pusty, różowy bu­

dynek, przestała go w końcu zauważać. Teraz od niego 

zależała przyszłość miasteczka, więc trzeba było spojrzeć 

prawdzie w oczy. Złota farba, którą wymalowano na tabli­

cy nazwę hotelu, wyblakła, zaczęła się łuszczyć i odpadać 

płatami. Różowe ściany budynku były brudne i obtłuczone 

w wielu miejscach. Płaski dach zaścielały stare liście. 

- No dobrze - przyznała po namyśle. - Może nie wy­

gląda to zbyt obiecująco, ale tylko tym dysponujemy. Nie 

widzę tu nic, czemu nie zaradziłaby miotła, odrobina far­

by i prace stolarskie. Koniecznie trzeba zmienić zasłony. 

Te wyglądają staro i smutno. Gdyby w oknach pojawiło się 

trochę koronki, od razu zrobiłoby się przytulniej. Zresztą 

to nie wypadnie drogo - oznajmiła i ze wstydem przyłapa­

ła się na tym, że zaczyna organizować przedsięwzięcie tak, 

jakby była właścicielką hotelu. - Oczywiście, zajmiemy się 

tym, jeśli tylko nam pozwolisz - dokończyła, czując zdrad­

liwe ciepło na policzkach. 

Zerknęła niepewnie na Parkera, który stał obok z zało-

scandalous

Pona & Irena

background image

żonymi rękami. Gdy dostrzegł jej zakłopotanie, głośno się 

roześmiał. 

- Zawsze uwielbiałaś rządzić, co, Ełlie? 

Policzki paliły ją żywym ogniem. Rzeczywiście, jako 

mała dziewczynka wielokrotnie przejmowała ster ich 

zabaw. 

- Nie jestem już dzieckiem i wiem, że nie zawsze musi 

być tak, jak ja chcę - mruknęła. - To w końcu twój hotel. 

- Nieprawda - oznajmił, kręcąc głową. - To hotel mo­

jego ojca. Tylko przez to, że mi go zapisał w testamencie, 

nie stał się częścią mojego życia. Nienawidzę tego miej­

sca, ale skoro zapraszamy ludzi na dni otwarte miasteczka, 

musimy mieć dla nich kwatery. Sam to zaproponowałem, 

więc nie zamierzam się wycofać. Nie uznaję połowicznych 

rozwiązań. A przynajmniej nie w interesach. Chodź, zaj­

rzyjmy do środka i przekonajmy się, co jeszcze jest do zro­

bienia. 

- Masz klucz? 
Parker tylko się uśmiechnął i sięgnął za donicę z uschnię­

tym kwiatem. 

- Był tu cały czas? - Ellie aż zamrugała ze zdziwienia. 
- Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają - oznajmił 

głosem bez wyrazu. 

Ellie pojęła, że miał na myśli siebie, a nie zwyczaj zosta­

wiania klucza za doniczką. Przestraszyła się. Jako nastolat­

ka była w nim zakochana po uszy. Jeśłi się nie zmienił... 

Potrząsnęła głową. Nieważne, jaki wpływ miały minione 

lata na Parkera, ona sama się zmieniła. 

- Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają - powtórzyła. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- A inne nie mogą pozostać takie same. Miejmy nadzieję, 

że wnętrze hotelu drastycznie się nie zmieniło. 

- Miejmy nadzieję, że jednak tak - mruknął z zakłopo­

taniem i otworzył drzwi. 

Ellie się zamyśliła. Rzeczywiście, słyszała, że wystrój 

hotelu był bardzo... charakterystyczny. Ostrożnie zaj­

rzała do środka. Nie zauważyła nic niezwykłego. Złotą 

wykładzinę pokrywała gruba warstwa kurzu, a ciężkie, 

obite aksamitem sofy, mimo zaniedbania, wyglądały na 

wygodne. Hol był pozbawiony innych ozdób. Żadnych 

mebli ani obrazów. 

- Nie tego oczekiwałam - szepnęła. 
- O to chodziło - zachichotał Parker. - Część ogólnie 

dostępna miała wyglądać niewinnie na wypadek, gdyby 

zabłąkał się tu jakiś nieświadomy niczego podróżny. Ko­

chany tatuś miał nawet przygotowane zwykłe pokoje goś­

cinne. Jednak pozostałe były przeznaczone dla bardziej 

wymagających gości. Nie był to lukratywny pomysł, zwa­

żywszy, że Red Rose to mała mieścina. Nie sądzę, żeby ktoś 

chciał się chwalić tym, że spędził tu upojną noc z żoną. 

A jeśli miał ochotę pojawić się w towarzystwie innym niż 

żona... Oczywiście, nie dotyczyło to Micka Monroego -

dodał ironicznie. - Skutek był taki, że jego goście pocho­

dzili spoza miasteczka, jednak tak naprawdę niewielu mia­

ło ochotę podróżować taki kawał drogi w poszukiwaniu 

łóżka i kobiety. Owszem, mężczyźni z miasteczka zagląda­

li tu, żeby nasycić oczy egzotyką, ale nie zostawali na noc 

- oznajmił spiętym głosem. 

Ellie z trudem przełknęła ślinę, myśląc, jak wiele razy 

scandalous

Pona & Irena

background image

i na ile sposobów Mick upokarzał swoją rodzinę. W końcu 

uznała, że liczba nie ma znaczenia. Wystarczało, że robił 

to z rozmysłem. Ten hotel musiał być dla Parkera strasz­

nym miejscem. 

- Położenie nowej wykładziny może okazać się dość 

kosztowne - powiedziała, starając się odwrócić bieg jego 

myśli. - Ale, jeśli się zgodzisz, mogłybyśmy zupełnie zmie­

nić wystrój. 

- Ellie, i tak wszyscy wiedzą, co tu się działo. 
- W takim razie - zaczęła zdecydowanie i położyła dło­

nie na biodrach - nie będziemy udawać, że było inaczej. 

Zmienimy hotel w szacowną placówkę, ale zanim wy­

gnamy duchy, zrobimy kilka artystycznych czarno-bia­

łych zdjęć, żeby pokazać ludziom przeszłość tego miejsca. 

Zorganizujemy coś w rodzaju eleganckiego minimuze-

um. Wiem nawet, kto zrobi dobre zdjęcia. Patsy Krandon 

ma prawdziwy talent. Kiedy skończymy, powiesimy je jak 

obrazy na ścianach i niechlubna przeszłość stanie się sza­

nowaną historią. 

Przez chwilę Parker przyglądał się jej bez słowa, tak in­

tensywnie, że poczuła się, jakby była naga. 

- To rewelacyjny pomysł - oznajmił w końcu. - Jeśli 

mamy otworzyć to szkaradzieństwo, zróbmy to w wielkim 

stylu - oznajmił, nie spuszczając z niej intensywnego spoj­

rzenia. 

- Na co się gapisz? - burknęła zmieszana. - Poplami­

łam bluzkę kawą? 

Już gdy wypowiadała te słowa, zrozumiała, że popełniła 

błąd. Wzrok Parkera zsunął się z jej twarzy i zabłądził na 

scandalous

Pona & Irena

background image

piersi. Zanim zdążyła się powstrzymać, zakryła je, splata­

jąc ręce. Spłoszony gest nie uszedł jego uwagi. Parker sze­

roko się uśmiechnął. 

- Ellie, nie jestem lepszy od ojca, ale nie zadzieram 

z pannami Donahue. Nigdy tego nie zrobiłem i nie zrobię. 

Za bardzo was lubię. Jesteś bezpieczna, kotku. 

Ellie opanowała się, powoli opuściła dłonie i wojowni­

czo wysunęła podbródek. 

- Wiem o tym - mruknęła i uśmiechnęła się prowoku­

jąco. - Tylko skąd wiesz, że ty jesteś bezpieczny? Cóż, ma­

my tu tak niewielu mężczyzn... 

- Ellie, podrywasz mnie? - spytał, unosząc brwi i robiąc 

krok w jej stronę. 

Poczuła nagłą chęć ucieczki, więc na złość sobie wypro­

stowała plecy i zajrzała mu w oczy. 

- Nie, tylko ostrzegam. Jeśli dalej będziesz upierał się 

przy swoim podobieństwie do ojca i opowiadał, z iloma 

kobietami spałeś, szybko zyskasz tłum wielbicielek. Musisz 

zdecydować, czy właśnie tego chcesz - oznajmiła twardo. 

- Szanuję kobiety z Red Rose - powiedział i skinął gło­

wą. - Będę niczym mnich. Wcale nie musisz się o mnie 

martwić. 

- Nie martwię się - skłamała. 

Prawda była taka, że ilekroć wypowiadał imię ojca, za­

czynała mu współczuć. I ona miała bolesne wspomnienia, 

wiedziała, jakie to deprymujące. 

Komentarze Parkera uświadomiły jej również, dlaczego 

opuścił Red Rose i czemu zawsze źle się tu czuł. Miała wy­

rzuty sumienia, że zmusiła go do przyjazdu. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Spróbuje nie mieszać cię w nasze sprawy - obiecała. 

-Przyjechałem z własnej woli, Ellie - przypomniał 

i wzruszył ramionami. - Jesteśmy dorośli. To prawda, że 

nie jest mi przyjemnie, ale przeszłość nie może ranić, na­

wet jeśli wspomnienia nie są miłe. Obiecałem pomóc, a ty 

wymyśliłaś, jak połączyć przeszłość z przyszłością, odno­

sząc z tego korzyść. Red Rose ma szczęście, że ty się do te­

go zabrałaś. 

- Jestem jego częścią i zawsze tak będzie - oznajmiła. 

Było to przypomnienie dla nich obojga. Kiedyś dzieli­

li wspólną przeszłość, ale potem ich drogi się rozeszły. Nie 

powinni o tym zapominać. 

- Zobaczmy resztę - zaproponowała po chwili niezręcz­

nego milczenia. 

-Nie spodoba ci się - ostrzegł Parker z kwaśnym 

uśmieszkiem. 

- Wiele rzeczy mi się nie podoba, ale nauczyłam się so­

bie z tym radzić. 

Było gorzej, niż zapamiętał. Otwierał przed nią kolej­

ne pokoje i patrzył, jak oczy Ellie robią się coraz okrąglej-

sze. Jego ojciec włożył wiele wysiłku i fantazji w dekoro­

wanie „Hotelu Niebiańskich Rozkoszy". Każde łóżko było 

inne. Miały kształty koła, kwadratu, nawet serca. Można 

było wybrać posłanie z wibracjami lub łóżko wodne. Na 

ścianach wisiały obrazy, przedstawiające nagich kochan­

ków w wymownych pozach. 

- Wystarczy - oznajmił po wizycie w piątym pokoju. 

- Wiesz już, co miałem na myśli. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Jasne, ale nie przyszłam tu tylko oglądać - oznajmiła 

zdecydowanie. - Musimy dokładnie wszystko sprawdzić, 

skoro wiążemy z tym miejscem plany. 

-Ellie... 

- Słucham? 
- A może darujemy to sobie i po prostu zburzymy ho­

tel? - zaproponował z nieszczęśliwą miną. 

- Nie mamy czasu ani środków, żeby zbudować nowy 

- odparła, marszcząc brwi. - Pokaż mi resztę. 

Miała rację. Parker westchnął i otworzył kolejne drzwi. 

To był poważny błąd. Wystrój pokoju bił poprzednie na 

głowę. Na olbrzymim łożu leżała otwarta Kamasutra, za­

chęcając gości do przejrzenia emocjonującej zawartości. Na 

nocnym stoliku stała rzeźba afrykańskiego bożka płodno­

ści o szokujących atrybutach. Inne, podobne figurki i ero­

tyczne zabawki były porozrzucane po całym pomieszcze­

niu. W przeciwieństwie do poprzednich pokoi, tu nie było 

śladu delikatności. Żadnych różów ani koronek. W każ­

dym dosadnym szczególe Parker rozpoznawał rękę ojca. 

Chciał zatrzasnąć drzwi, ale Ellie prześliznęła się pod jego 

ramieniem i weszła do pokoju. 

- Tylko spójrz - szepnęła. 

Parker otworzył szerzej oczy, gdy dostrzegł, co zauważy­

ła. Wśród całej ohydy jej wzrok przyciągnął bogato hafto­

wany szlafrok. Ciężki jedwab wyszywany był w plemienne 

wzory, z których wyłaniały się postacie kochanków. Ero­

tyczne sceny przeplatały się z sobą w szokujący sposób. 

Jednak, mimo wymowy obrazów, Ellie zdawała się być za­

uroczona znaleziskiem. Delikatnie gładziła je dłonią. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Ktoś poświęcił mu wiele czasu - szepnęła. - Nie zwra­

caj uwagi na treść, a zobaczysz, że tkanina mówi o miłości 

i dobrych intencjach ofiarodawcy. To ręczna robota i praw­

dziwy skarb. Musi się znaleźć w twoim muzeum - oznaj­

miła z zachwytem. 

Parker zdał sobie sprawę, że mimo nieprzyjemnych do­

świadczeń, Ellie wciąż widzi dobro we wszystkim, na co 

patrzy. Poczuł się niezręcznie. 

- Dobrze, Ellie - potulnie się zgodził. - Ale teraz już 

chodźmy. Odwiozę cię do domu - oznajmił zmęczonym 

głosem. 

- Och, oczywiście - przytaknęła, czując się winna, że 

zabiera mu zbyt wiele czasu. - Masz swoje sprawy, a tyle 

jest jeszcze do zrobienia. 

Parker puścił Ellie przodem i zamknął drzwi. Wsiedli 

do samochodu i w milczeniu podjechali pod jej dom. 

- Czy Sunny wspominała, że ma zamiar dziś u ciebie 

posprzątać? 

- Owszem. Powiedziałem, że nie musi tego robić, bo 

kogoś wynajmę. 

- A ona? - Ellie nie mogła powstrzymać uśmiechu. -

Podbiła ci oko czy tylko nakrzyczała? 

- Nic z tych rzeczy - powiedział i odwzajemnił uśmiech. 

- Zaproponowała, żebyśmy siłowali się na rękę. Jeśli prze­

gram, ona posprząta. Jeśli wygram, mogę sprowadzić ob­

ce kobiety. 

- Wygrałeś? 

- Nawet nie próbowałem. Gdy usłyszałem, jakim tonem 

mówiła o tych obcych kobietach, spytałem, kiedy mogła-

scandalous

Pona & Irena

background image

by zacząć. Od razu mi uświadomiła, że liczycie na nowych 

mężczyzn, a nie dodatkowe towarzyszki. 

- To zajrzyjmy do ciebie i przekonajmy się, czy udało jej 

się przekopać ścieżki w warstwie kurzu. Twój dom długo 

nie widział sprzątaczki - dodała ze śmiechem. 

Nie czekając na jego zgodę, obróciła się na pięcie i ru­

szyła w stronę rezydencji. Parker doszedł do wniosku, że 

w czasie jego nieobecności Ellie przywykła do wydawania 

poleceń i zmuszania ludzi do uległości. Był ciekaw, jak za­

reaguje, gdy zacznie się o nią starać jakiś władczy mężczy­

zna. Jeśli uda mu się ściągnąć choć kilku facetów do mia­

sta, na pewno któryś zainteresuje się śliczną Ellie. Ostro 

przywołał się do porządku. To nie jego sprawa. Pokręcił 

głową z niezadowoleniem i otworzył drzwi swego domu. 

- Sunny to prawdziwy tajfun energii - powiedział z po­

dziwem, gdy zobaczył wysprzątane wnętrze. - Jakim cu­

dem dokonała tego w tak krótkim czasie? 

- Jest bardzo stanowcza i zorganizowana. Szczyci się 

tym, że umie pracować za dziesięciu. Zresztą wiedziała, 

gdzie co stoi i jak należy sprzątać, bo przecież zastępowała 

czasami wasza gosposię - przypomniała Ellie. 

Parker pamiętał, że w tamtych czasach Sunny miała mę­

ża i choć nie pracowała zawodowo, chwytała się różnych 

zajęć, by pomóc w utrzymaniu domu. 

- Miała jakieś wieści od Delwyna? - spytał, przypomi­

nając sobie, że gdy Sunny postanowiła urodzić dziecko, jej 

mąż opuścił Red Rose z inną kobietą. 

- Tak. Zadzwonił parę lat temu, błagając, by przyjęła go 

z powrotem. Tłumaczył, że ona przecież potrzebuje męż-

scandalous

Pona & Irena

background image

czyzny. Odparła, że i owszem, ale on sam nie ma prawa do 

tego miana. 

- To do niej podobne. Dobrze mu tak. Moja matka za­

wsze ją lubiła. Ja zresztą też. 

- A co u twojej mamy? 

- Wszystko było w porządku, gdy rozmawialiśmy ostat­

ni raz - odparł sucho. 

Nigdy nie miał dobrego kontaktu z matką. Po śmierci 

ojca, gdy związała się z innym mężczyzną, ich stosunki się 

poprawiły, ale i tak czuł, że ilekroć na niego patrzy, widzi 

Micka Monroego. Powiedziała mu to wiele lat wcześniej 

i to nie przyczyniło się do polepszenia ich kontaktów. 

Parker spojrzał na Ellie nerwowo wyłamującą palce, 

i zrozumiał, że wyczuła gniew w jego głosie. 

- Wybacz, nie powinnam pytać - szepnęła. - Powin­

nam pamiętać, że rozstaliście się w gniewie, i trzymać bu­

zię na kłódkę. Ale ja zawsze muszę wetknąć nos w nie swo­

je sprawy, prawda? 

Teraz Parker rozgniewał się na dobre. Ellie znów się ob­

winiała. Wiedział, że pijany ojciec często obwiniał córki 

o wymyślone sprawy. Nie chciał, żeby uważała, że on też ją 

krytykuje. Natychmiast podszedł bliżej, ujął jej brodę i zaj­

rzał w oczy. 

- Możesz mnie pytać, o co chcesz. Przez wiele lat byli­

śmy sąsiadami i przyjaciółmi, pamiętasz? 

Teraz nie łączyły ich więzy przyjaźni, ale o tym nie za­

mierzał jej przypominać. To z jego winy ich kontakty 

ochłodły. Kiedy Mitzi powiedziała mu, że Ellie się w nim 

kocha, wystraszył się nie na żarty. Czy nie wiedziała, że 

scandalous

Pona & Irena

background image

Monroe'owie potrafią sprowadzać tylko nieszczęścia? 

A może wiedziała i to właśnie ją kusiło? Zamierzał ochro­

nić ją przed sobą. 

Szybko zrozumiał, że panny Donahue są kimś wyjąt­

kowym. Byli sąsiadami, byt ich rodziny zależał od pra­

cy u państwa Monroe, przyjaźnił się z Ellie. Dlatego tak 

ważna była dla niego uczciwość w kontaktach z dziew­

czyną. Nie chciał i nie mógł sobie pozwolić na związek 

z Ellie. Później zaś okazało się, że jego ojciec próbował 

uwieść jej matkę. 

Przyjaźń z dziewczynką z sąsiedztwa była beztroska, 

czysta i niewinna. Dlatego był tak wściekły i rozżalony, gdy 

dowiedział się o postępku ojca. Przerażało go, że Ellie mo­

że i jego posądzać o podłość. Musiał się trzymać od niej 

z dala, dlatego odepchnął ją, a kiedy opuszczał miasto, na­

wet się z nią nie pożegnał. 

Teraz znów był w Red Rose, Ellie wędrowała po jego sa­

lonie, a on odkrywał, że pewne uczucia wcale nie wygasły. 

A przecież był tym samym człowiekiem, co niegdyś. Sa­

motnikiem, który nie chciał i nie potrafił zbudować zdro­

wego związku z kobietą. Zupełnie jak jego ojciec. A Ellie 

należała do tych, którzy potrafili spędzić całe życie w jed­

nym miejscu i z jedną osobą. O ile uda się znaleźć tę właś­

ciwą. 

Parker zignorował ból, jaki sprawiła mu myśl o Ellie 

w ramionach innego mężczyzny. Powinien wyprzeć głu­

pie myśli z głowy. Myśli, które nie nawiedzały go od wielu 

lat. Gdy Ellie zniknie z horyzontu, będzie mógł zapomnieć 

o przeszłości i znów zająć się interesami. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Puścił jej brodę i jeszcze raz rozejrzał się dookoła. 

- Wygląda przyzwoicie - oznajmił. - Będę mógł nawet 

popracować - dodał sucho. 

- Och - westchnęła i splotła ręce na piersiach. - Wiem, 

że jesteś zajęty. Ja też muszę już wracać. 

Parker tylko skinął głową i postanowił zająć myśli pla­

nowaniem ekspansji swojej firmy. Jednak kiedy Ellie od­

wróciła się w drzwiach, miał ochotę zawołać ją i błagać, 

by została. Z trudem zwalczył niedorzeczną pokusę. Nie 

zamierzał jej zachęcać. Przygryzł wargę i udał, że zaczyna 

się niecierpliwić. Ellie potrząsnęła tylko głową i cicho za­

mknęła za sobą drzwi. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

- Skoro spodziewamy się gości, potrzebujemy dla nich 

miejsca spotkań, prawda, Ellie? - spytała następnego ran­

ka Joyce Hives, gdy Ellie po raz trzeci napełniała jej fili-

żankękawą. 

- Tak - przytaknęła Mercy Granaham. - Dobrze byłoby 

mieć ich wszystkich na oku. 

Ellie pokręciła głową. Mimo że wielokrotnie o tym roz­

mawiały, wciąż dochodziło do nieporozumień. 

- Nie wydaje mi się, żeby nawiedziły nas tłumy męż­

czyzn - delikatnie przypomniała. 

- Jednak jeśli tak się stanie, powinnyśmy być przygoto­

wane - upierała się Delia. 

- Tak, oczywiście, ale... 

- Ellie chce powiedzieć, że nie powinnyśmy liczyć na 

zbyt wiele - wyjaśniła Lydia. - Red Rose jeszcze się nie 

zmieniło. 

- Wiem - smutno przyznała Delia. 

- Nie możemy żądać cudu od Parkera - Ellie chciała 

wyjaśnić sytuację do końca. 

- A ja w niego wierzę - oznajmiła Delia, kręcąc głową. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Wygląda na faceta, który potrafi rozkazywać innym męż­

czyznom. 

- O, tak - wtrąciła Sunny. - Tym zajmuje się przez całe 

dorosłe życie. Powiedzmy szczerze, kobiety też chętnie go 

słuchają - dodała złośliwie. - Zawsze był nielichym przy­

stojniakiem. 

- Ma cudowne, szerokie bary - rozmarzyła się Evange-

linaPurcell. 

-I umięśnione nogi - szepnęła inna. 

-I słodki tyłeczek. Wprost nie można się oprzeć, że­

by go nie... - głos Rosellyn January przeszedł w pisk, gdy 

w drzwiach kawiarni niespodziewanie stanął Parker - ... 

dotknąć - dokończyła z rozpędu, krztusząc się kawą. 

Ellie przez chwilę walczyła z pokusą natychmiastowej 

ucieczki. Bała się, że Parker słyszał ich rozmowę. A na­

wet jeśli nie, to z pewnością zachodził w głowę, dlaczego 

wszystkie panie patrzą na niego z szeroko otwartymi us­

tami i zaczerwienionymi twarzami. Jedynie Sunny nie stra­

ciła rezonu i roześmiała się od serca. 

- Właśnie ciebie chciałyśmy zobaczyć - parsknęła, za­

chwycona komizmem sytuacji. 

Ellie nie podzielała entuzjazmu przyjaciółki. Spędzi­

ła bezsenną noc na wspominaniu uśmiechu i szerokich 

ramion Parkera. Właściwie to najchętniej zaczęłaby go 

unikać. 

- Moje panie - zagaił z uśmiechem. - Piękny dziś ma­

my ranek, nieprawdaż? A wy wyglądacie szczególnie uro­

czo i... wesoło - powiedział, puścił oczko do Sunny i spoj­

rzał w stronę Ellie. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Chciałbym porozmawiać. Masz chwilę? 

Ktoś wyjął jej z dłoni dzbanek z kawą, ktoś inny odwią­

zał fartuszek i pchnął w stronę drzwi. Nieprzytomnie szu­

kała właściwych słów. 

- Przeszkadzasz mi w pracy - burknęła. 

Zamiast się obrazić, Parker tylko się uśmiechnął. 

- Dzień dobry, Ellie - powiedział i wyprowadził ją z ka­

wiarni. - Rozumiem, że nie spałaś najlepiej? 

- Skąd wiesz? 
- Nie potrzebuję innych wskazówek niż twój poranny na­

strój - zażartował. - Zresztą, kiedy wstałem koło drugiej, za­

uważyłem, że w sypialni na piętrze pali się światło. 

- O drugiej? 

- Mhm. Ja też nie najlepiej spałem. 

- Dlaczego? 
- Między innymi dlatego, że Red Rose to spore wyzwa­

nie - powiedział, unikając jej wzroku. - Powinniśmy mieć 

coś, co odróżni was od innych, podobnych miasteczek. 

- Różni nas brak mężczyzn i jakiegokolwiek przemysłu 

- żałośnie westchnęła. 

- To nie najlepsza reklama. 

- Wiem. Uważasz, że stanowimy beznadziejny przypa­

dek? W dodatku martwię się, bo niektóre panie wiążą ze 

zmianą sytuacji zbyt wielkie nadzieje. 

- A ty nie? 

- Oczywiście, że liczę na poprawę, ale jestem realistką 

- powiedziała, wzruszając ramionami. 

- Więc zróbmy po twojemu - zaproponował, pochyla­

jąc się nad nią. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Nie rozumiem. 

- Teraz mam jeszcze trochę pracy, ale... Spotkajmy się 

później i obejrzyjmy miasto cal po calu, oceniając prak­

tycznie, co możemy wykorzystać. 

-To zadziała? 

- Musi - odparł, patrząc jej prosto w oczy. 

Przez chwilę poczuła się tak, jak inne panie. Miała wra­

żenie, że Parker może wszystko. 

- Po to wyciągnąłeś mnie z pracy? - Zmusiła się, żeby 

przerwać czar i wypowiedzieć te słowa. 

- Nie - potrząsnął głową. - Chciałem wiedzieć, kto zaj­

muje się sprzątaniem w Red Rose. I nie chodzi mi o Sunny. 

Wczoraj wyświadczyła mi przysługę, ale dziś musi przecież 

być w swoim sklepie. 

- Firma sprzątająca? Hm... Cóż, chyba chodzi ci o mnie. 

- Ty zajmujesz się sprzątaniem? 

Ellie pokręciła głową. 

- Parker, zrozum, Red Rose jest za małe, żeby mieć pro­

fesjonalnych sprzątaczy. Zresztą mieszkańcy nie mają pie­

niędzy na takie usługi. Każdy sprząta sam. A jeśli zdarza 

się coś większego, wyciek z cysterny, powalone drzewo al­

bo sprzątanie za duże dla jednej osoby, zazwyczaj właśnie 

ja zajmuję się koordynacją prac. Dlaczego pytasz? 

- Czy to nie oczywiste? Czeka mnie sprzątanie całego 

hotelu, ale. 

- Tylko nie mów, że nie chcesz narażać mnie na takie wi­

doki. A może uważasz, że sobie nie poradzę? Zresztą, i tak 

miałam się tym zająć, kiedy skończę poranną zmianę. 

- Więc pomówmy o twoim wynagrodzeniu. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Nie ma mowy. Pomagasz Red Rose i nie możesz po­

nosić dodatkowych kosztów. 

- W takim razie będę sprzątał z tobą. 

- Nie żartuj - prychnęła i przewróciła oczami. - Czy 

Monroe'owie kiedykolwiek sami sprzątali? 

- Odmawiam odpowiedzi na to pytanie. Poza tym nigdy 

nie jest za późno na naukę - oznajmił i pogroził jej palcem, 

gdy chciała zaprotestować. - Takie są moje warunki. 

- Przyjdę o dziesiątej, żeby zorientować się, czy masz 

szczotki i wiadra. Potem skoczę po środki czystości do dro­

gerii - powiedziała, rezygnując z protestów. - Bądź gotowy. 

- Będę - obiecał tonem, który sugerował raczej goto­

wość do pocałunków niż sprzątania łazienek. 

Kiedy odwrócił się i ruszył w swoją stronę, Ellie nie mog­

ła nie przyznać racji Rosellen. Rzeczywiście, Parker wyglą­

dał równie dobrze z tyłu. 

To był bardzo ciekawy dzień, stwierdził Parker w my­

ślach, przechadzając się z Ellie ulicami miasteczka. 

Najpierw odwiedził kawiarnię, a wszystkie panie miały 

tak zakłopotane miny, że musiały o nim plotkować. Sądził, 

że Ellie speszyła się tym incydentem, a jednak, tak jak za­

powiedziała, zjawiła się w u niego punktualnie o dziesią­

tej. Miała na sobie błękitną bluzeczkę, dżinsy podkreślają­

ce jej kształty, a kręcone, rozpuszczone włosy ukryła pod 

kraciastą chustką. Parker miał nadzieję, że ją zdejmie, ale 

nie mógł o to prosić, bo musiałby przyznać, że chciałby pa­

trzeć na jej ciemne, ciężkie loki. 

- Masz szczotki? - spytała bez zbędnych wstępów, więc 

scandalous

Pona & Irena

background image

wskazał jej karton pełen środków czystości i akcesoriów do 

sprzątania, które wygrzebał z szafy. - No, to bierzemy się 

do roboty - zarządziła i zagnała go do gałerniczej pracy na 

długie godziny. 

Zamiatali, odkurzali, szorowali podłogi, myli ściany 

i wynosili tony śmieci jak szaleni, a końca pracy wciąż nie 

było widać. 

- Zwolnij - jęknął po kilku godzinach, gdy Ellie bez wy­

tchnienia wyznaczała im kolejny cel. 

- Nie mamy czasu, jeśli chcemy przyjąć gości przed 

upływem miesiąca - mruknęła, ocierając pot ż czoła. 

- Znajdziemy czas - odparł, postanawiając zatrudnić 

więcej osób do sprzątania. 

Nie zamierzał się jednak do tego głośno przyznawać, bo 

spodziewał się gorących protestów z jej strony. 

W końcu uznał, że należy się im odpoczynek i zabrał 

Ellie z powrotem do „Red Rose Cafe", żeby ją nakarmić. 

Oczywiście, najpierw nalegała, żeby zapłacić za wspólny 

posiłek, a potem zamierzała obsługiwać gości, żeby odcią­

żyć zabieganą Lydię. Parker stanowczo zaprotestował. 

Teraz badali mocne strony Red Rose. 

- Jak tu spokojnie - westchnął, patrząc, jak zapadający 

zmierzch barwi wszystko na różowo. 

- Zawsze lubiłam letnie wieczory - szepnęła. - Czuję się 

wtedy, jakby otulał mnie ciepły, różowy kocyk. 

Parker natychmiast wyobraził ich sobie szczęśliwych, 

zmęczonych i okrytych puszystym kocem. 

- Cóż... - chrząknął zakłopotany. 

- Wiem, mężczyźni nie myślą o różowych kocykach. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Ellie się myliła. Przy właściwej kobiecie mężczyźni my­

śleli o wielu nietypowych rzeczach. 

- Lepiej wróćmy do naszych problemów - westchnęła 

po chwili milczenia. - Od czego zaczynamy? 

- Podsumujmy, co macie - zdecydował, rozglądając się 

dookoła. 

- Mieszkam tu całe życie i nie jestem obiektywna - od­

parła zmartwiona, podążając za jego spojrzeniem. 

- Cóż. Jest tu ładnie i czysto - zaczął. 

- To brzmi okropnie nudno - jęknęła. 

- Spokojnie, Ellie - roześmiał się. - Dopiero zaczynamy. 

- No, dobrze - zgodziła się bez przekonania. - Co jesz­

cze mamy? - spytała, gdy stanęli przed apteką. 

Rosellen January właśnie zamykała. Plotkowała z Delią, 

która już zdążyła zamknąć kwiaciarnię. 

- Macie kobiety. 

- To właśnie nasz problem, Parker. Mamy tutaj zbyt 

wiele kobiet. 

- Myślisz, że o to chodzi? 

- Nie. Uwielbiam każdą z nich. To nie one, nie my - po­

prawiła się szybko - stanowimy problem. 

- Właśnie. Wy jesteście częścią rozwiązania. To wy je­

steście przedsiębiorcami w Red Rose. Zresztą, czy nie przy­

szło ci do głowy, że jeśli chcecie zwabić mężczyzn, same je­

steście najlepszą przynętą? 

- Chyba nie sugerujesz, że powinnyśmy uwodzić męż­

czyzn, żeby zechcieli tu zostać? - powiedziała, zatrzymując 

się w pół kroku. 

Parker znów doświadczył erotycznej wizji. Ellie zachę-

scandalous

Pona & Irena

background image

cająco przed nim tańczyła w kusym, błyszczącym, czerwo­

nym wdzianku, Potrząsnął głową. 

- Nie wszyscy ulegamy hormonom - oznajmił schryp­

niętym głosem. 

- Oczywiście, ale myślałam... 

- Nie będę kłamał - powiedział, zbywając machnięciem 

ręki jej przeprosiny. - Mężczyźni wiele czasu poświęcają 

na rozważanie, jak zwabić do swego łóżka kobietę, ale nie 

proponowałem, żebyście to wykorzystały. Miałem raczej 

na myśli podkreślenie waszych mocnych stron. To dzięki 

wam miasto jest ładne, przytulne i panuje w nim domowa 

atmosfera. Mężczyźni, wbrew pozorom, także tego szuka­

ją. Zobacz, tam kwitną róże. Poczuj zapach świeżo pieczo­

nego ciasta i posłuchaj, jak ktoś śpiewa dziecku kołysankę. 

Wielu dałoby się uwieść samej atmosferze Red Rose. 

- Więc dlaczego odeszli? 

- Bo potrzebowali pracy - westchnął. - To właśnie mu­

simy zapewnić. 

Już od dłuższej chwili analizował w myślach różne moż­

liwości. Niestety, kobiety Red Rose wydawały się samowy­

starczalne. 

- Martwię się, wiesz? 
- Wzięłaś na siebie zbyt wiele. Zawsze tak robiłaś. Na­

wet jako mała dziewczynka opiekowałaś się młodszymi 

siostrami i prowadzałaś je niczym kwoka. Teraz robisz to 

samo dla przyjaciółek. 

- Nie ma nic złego w tym, że chcę pomóc - odparła ze 

zmarszczonymi brwiami. 

- Oczywiście, jeśli nie przeżywasz tego za mocno. A ty 

scandalous

Pona & Irena

background image

jesteś bardzo spięta - powiedział, położył jej dłonie na ra­

mionach i zaczął delikatny masaż. - Odpręż się - poprosił, 

gdy nerwowo podskoczyła. - Nie będę robił nic więcej. 

- Jesteś w tym świetny - wymruczała po chwili. - Pew­

nie masz sporą praktykę. 

- Cóż, zdarzało mi się od czasu do czasu.... - nie po­

trafił skłamać. 

- Aleś ty skromny, Parker - zaśmiała się. - Znałam 

dziewczyny, które oddałby wszystko za masaż wykonany 

twoimi dłońmi. 

- Ty też? - spytał, wspominając słowa Mitzi. 

- Ja? Nie żartuj - prawie wykrzyknęła i spróbowała się 

wywinąć spod jego rąk. 

A jednak Mitzi zapewniała go, że Ellie się w nim durzy. 

Cóż, najwyraźniej do tej pory nie pozostał ślad po tamtych 

uczuciach. Może nawet wstydziła się ich? Powinien przyjąć 

to do wiadomości. 

- Nie ruszaj się, jeszcze nie skończyłem - burknął, sta­

rając się nie zwracać uwagi na aksamitną, rozgrzaną skórę 

dziewczyny. - Nie chciałem cię rozzłościć. 

- Naprawdę przypominam ci kwokę? 
- Opis pasuje - zażartował. - A jak tam siostry? 

- Martwię się o nie - westchnęła. - Cztery z nich, Al-

lie, bliźniaczki Becca i Judy oraz Suze wyprowadziły się 

już dawno. Nie mogły znieść, że życie ucieka z Red Rose. 

Chciały mieć więcej możliwości, wolności i zabawy, niż 

mogły tu znaleźć. Lana i Ronnie młodo wyszły za mąż za 

nieodpowiednich facetów, rozwiodły się i straciły nadzieję. 

Mieszkają w Red Rose,. Nie chcę, żeby zgorzkniały - szep-

scandalous

Pona & Irena

background image

nęła, wyciągając dłoń i niemal dotykając Parkera, który 

czuł, że w tej chwili mógłby jej wszystko obiecać. - My­

ślisz, że uda się je uratować? 

- Nie sądzę, żeby Red Rose odzyskało swój dawny wi­

gor - szczerze powiedział. - Ale mogę ci obiecać, że zrobię, 

co w mojej mocy, by je ożywić. 

Może dzięki temu uwolnię się od przeszłości i spojrze­

nie Ellie nie będzie mnie prześladować do końca życia, po­

myślał. 

Parker wpatrywał się w ekran komputera, na którym wid­

niała długa lista nazwisk. Lekarze, prawnicy, właściciele spó­

łek, bogaci marzyciele. Co mogło ich skusić w Red Rose? 

Na razie nie miał pojęcia, ale na wszelki wypadek wykre­

ślił notorycznych podrywaczy. Lista skróciła się, lecz to wca­

le nie przybliżyło Parkera do celu. To nie byli ludzie, którym 

wystarczyłaby domowa atmosfera i czyste ulice Red Rose. 

- Do diabła! - zaklął i zaczął przemierzać pokój nie­

cierpliwym krokiem. 

Przewracał całe firmy do góry nogami, wynajdywał fa­

chowców od wszystkiego i potrafił ocalić spółkę od ruiny. 

Nie umiał jednak wymyślić nic, co uchroniłobyiniasteczko 

od powolnej śmierci, gdy znikło główne miejsce zatrudnie­

nia. Nie nadawał się do tego. Zresztą nawet jego madca nie­

nawidziła tego miejsca. Sam stąd odszedł, nie oglądając się 

za siebie. Jak miałby zachwalać Red Rose, skoro sam stąd 

uciekł i nigdy nie planował powrotu? 

- Trudno, stary - powiedział na głos. - Przyjechałeś tu 

w dobrej wierze, więc musisz myśleć i szukać rozwiązania. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Wiedział, że tak naprawdę robi to dla Ellie. W tym mie­

ście mieszkała kobieta, która budziła w nim dawno zapo­

mniane uczucia i opiekuńcze instynkty. Robił to, bo mu na 

niej zależało. Bo jej pragnął. 

Jęknął i pobiegł do łazienki, żeby schłodzić rozpalone 

ciało pod strumieniem wody. Zimny prysznic nie zmył 

jednak zdenerwowania i Parker z powrotem zaczął wędro­

wać po pokoju, łamiąc sobie głowę nad wyborem właści­

wych kandydatów. 

Ellie wpatrywała się w księżyc, wznoszący się nad starym, 

wiktoriańskim domem rodziny Monroe. Tym razem nie 

smuciła się, że po sąsiedzku nikt nie mieszka. W każdym ok­

nie paliło się światło i dobiegały ją dźwięki nastrojowej muzy­

ki. Była dość głośna, chociaż północ już dawno minęła. 

Parker musiał oszaleć, pomyślała. A może nie oszalał, 

tylko spędzał upojną noc z kobietą? Wiele mieszkanek Red 

Rose wodziło za nim tęsknym wzrokiem. Tak długo by­

ły samotne... Delia oznajmiła ostatnio, że zamierza posłać 

Parkerowi kwiaty, bo musi mu być smutno samemu w ta­

kim wielkim, pustym domu. Inne panie też posyłały mu 

drobne podarunki ze swych sklepów. Z pewnością były mu 

wdzięczne za poświęcenie, ale Ellie podejrzewała, że to nie 

jest jedyny powód. 

Poza tym należał do osławionej rodziny Monroe. Ci 

mężczyźni cieszyli się reputacją niezaspokojonych ogierów. 

Myśl ta pojawiła się nieproszona w głowie Ellie. Przecież 

Mick Monroe wtargnął nawet do jej rodziny. Czy Parker 

uwodził teraz którąś z jej przyjaciółek? 

scandalous

Pona & Irena

background image

Nagle Ellie przypomniała sobie jego dotyk i pocałunek 

Zaczęła szybciej oddychać, a myśli zasnuła mgiełka pożąda­

nia. Od niezaspokojonej tęsknoty rozbolało ją całe ciało. 

- Głupia kobieto - powiedziała na głos. - Jesteś taka sa­

ma, jak twoje siostry i Sunny. Przestań myśleć o tych rzeczach 

i wracaj do łóżka! To nie twoja sprawa, co robi Parker. 

Zanim zmusiła się, żeby odejść od okna, w domu na­

przeciwko, w jednym z okien, dostrzegła sylwetkę mężczy­

zny. Był ubrany i niecierpliwym gestem przegarniał wło­

sy. Nie wyglądał jak ktoś planujący upojną noc, raczej jak 

ktoś, kto boryka się z licznymi problemami. 

Ellie podejrzewała, że to z powodu wyzwania, które mu 

rzuciła. Poczuła wyrzuty sumienia. Nagle sobie przypo­

mniała, że gdy jako dzieci wpadali w kłopoty, pocieszali się 

gorącą czekoladą. Niewiele myśląc, pobiegła do kuchni. 

Po dziesięciu minutach pukała do jego drzwi z dwoma 

parującymi kubkami. 

Parker otworzył i zmarszczył brwi na jej widok. Rozchy­

lona koszula ukazywała szeroką klatkę piersiową, a wilgotne 

włosy rozsypywały się w nieładzie. Wyglądał oszałamiająco 

męsko i w niczym nie przypominał małego chłopca, o któ­

rym tak niedawno myślała. Z trudem przełknęła ślinę. 

- Zobaczyłam światło - zaczęła łamiącym się głosem. 

Nagle uświadomiła sobie, że przyszła do niego w środku 

nocy w rozchełstanym, puszystym, różowym szlafroczku. 

Ciekawe, czy jestem jedną z wielu żałosnych kobiet, któ­

re nachodziły go po nocy i oferowały jedzenie i pociechę, 

pomyślała. 

- Nie! - krzyknęła w nagłej panice. 

scandalous

Pona & Irena

background image

-Nie? 

Spojrzała w zmęczone oczy Parkera i zobaczyła, że się 

uśmiechał. Przełknęła ślinę i prześliznęła się pod jego ra­

mieniem, uważając, żeby go nie dotknąć. 

- Zobaczyłam, że nie śpisz i krążysz po pokoju, więc 

przyniosłam ci gorącą czekoladę - paplała, stawiając kubki 

na stole. - A teraz już pójdę. 

- Ja nie gryzę, Ellie. A przynajmniej nie małe, różowe, pu­

szyste króliczki - oznajmił, bawiąc się brzegiem jej rękawa. 

Ellie zabrakło tchu i rzeczywiście poczuła się jak króli­

czek w obliczu drapieżnika. 

- Wiem o tym - wykrztusiła. - Między nami zawsze by­

ło inaczej. 

Przez chwilę Parker wpatrywał się w nią bez słowa. Po­

tem powoli skinął głową. 

- Racja. Dzięki za czekoladę, na pewno pomoże mi za­

snąć. Do tej pory łamałem sobie głowę nad problemami 

Red Rose. 

- Wymyśliłeś coś? 

- Niewiele - przyznał, ale sięgnął po wydruk z kompu­

tera i podał jej listę. 

- To nasi kandydaci? 

-Potencjalni inwestorzy. Ten zajmuje się produkcją 

ciężkiego sprzętu rolniczego, tamten ma przedsiębiorstwo 

produkujące komponenty elektryczne, następny zajmuje 

się sprzętem sportowym. Nie sądzę, by chcieli się tu prze­

prowadzić, ale nie wykluczam, że rozważą otwarcie swoich 

filii w Red Rose. Zapewniłoby to wam dodatkowe miejsca 

pracy i pomogło przyciągnąć mężczyzn. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Dlaczego wybrałeś właśnie ich? 

- Bo tych gałęzi przemysłu nie ma w Red Rose - wy­

jaśnił z westchnieniem. - Ale nie jestem pewien, czy będą 

zainteresowani. 

- To dlaczego próbujesz? 

- Są mi winni przysługę - wyjaśnił niechętnie. - To 

przyjaciele, którzy dzięki mnie poznali swoje żony. 

Ton Parkera sugerował, żeby nie zgłębiała tej sprawy, ale 

Ellie i tak domyśliła się, w czym rzecz. Ci mężczyźni po­

żenili się z kobietami, które kiedyś były jego partnerkami. 

Swoje szczęśliwe związki zawdzięczali temu, że Parker był 

niestały w uczuciach. Powinno ją to zaboleć. Tymczasem 

ta myśl wydała się jej szalenie zabawna. Niewiele myśląc, 

wspięła się na palce i zarzuciła mu ręce na szyję. 

- Jesteś genialny! - zawołała i o sekundę za późno do­

strzegła płomień w jego bursztynowych oczach. 

Parker pochylił głowę i gorąco ją pocałował. 
- A mnie się zdaje, że tracę zmysły - wyszeptał między 

pocałunkami. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Parker ją całował, a myśli Ellie leniwie wirowały. Nie na 

tyle jednak, by nie wiedziała, czyje wargi błądzą po jej us­

tach. Nagle zapragnęła zrzucić szlafrok i wsunąć palce pod 

koszulę Parkera. Chciała poczuć to, co inne kobiety, które 

spędzały z nim noce. Dziś zapragnęła być kimś innym. 

- Och, nie - jęknęła zawstydzona swoim zachowaniem. 

Parker natychmiast przerwał pocałunek i delikatnie się 

odsunął. Wygładził jej szlafrok i przesunął dłonią po po­

liczku. 

- Nie powinienem być obok ciebie nocą. Ludzie wtedy 

robią rzeczy, na które nie odważyliby się w ciągu dnia. Nie 

chciałem tego. 

- Wiem - odparła, siląc się na spokój, choć jej serce biło 

niespokojnie, a dusza wyła z bólu. - Już w porządku. 

Zrobiła to, czego najbardziej się obawiała. Pozwoliła mu 

dostrzec, jak bardzo ją pociągał i jak mocno go pragnęła. 

- Nieprawda - potrząsnął głową. - Nie powinniśmy te­

go robić. Odprowadzę cię do domu, Ellie. 

- Nie trzeba. Przecież to dwa kroki. 

- Wiem. Jednak cię odprowadzę. I nie przychodź więcej 

do mnie w nocy. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Przytaknęła, wyprostowała ramiona i pomaszerowała 

do domu. Czuła się jak skarcona dziewczynka. Noc była 

ciepła i piękna, lecz Ellie tego nie zauważała. Była boleśnie 

świadoma obecności mężczyzny u swego boku. Gdy do­

tarła do drzwi domu, przystanęła, odwróciła się i spojrzała 

Parkerowi prosto w twarz. 

- Mam dwadzieścia dziewięć lat, Parker. To nie było ko­

nieczne. 

- To czemu mi na to pozwoliłaś? 

- Bo czułeś się winny i uznałeś, że to ci poprawi nastrój 

- burknęła. - Ale wiesz co? 

- Tak? 

- Niepotrzebnie się martwisz. Sama wybieram, z kim 

chcę się całować. 

- To chyba ja zrobiłem pierwszy krok... 

- Ale ja ci na to pozwoliłam. 

- A gdybyś nie miała ochoty? 

- Pamiętasz Billa Thornbridge'a? 

- Tego, który opisywał swoje randki, a potem robił ko­

pie i pokazywał innym chłopcom? 

- Nie wiedziałam, że robił coś takiego, ale to do niego 

podobne - mruknęła z niesmakiem. 

- Próbował dopisać cię do listy zaliczonych dziewczyn? 

Chyba będę musiał go odszukać i rozkwasić mu nos. 

- Za późno. Sama się tym zajęłam. Więc widzisz, że po­

trafiłabym powstrzymać cię od pocałunku. 

Parker rozbrajająco się uśmiechnął i znów pogładził ją 

po twarzy. 

- Mój nos i ja dziękujemy ci za wyrozumiałość. Ellie? 

scandalous

Pona & Irena

background image

-Słucham. 

- Mówisz, że chciałaś, żebym cię pocałował? Chyba się 

nie przesłyszałem? 

Sama się nad tym zastanawiała. Oczywiście, w głę­

bi ducha marzyła o jego pocałunkach i wierzyła w bajki 

o szczęśliwych zakończeniach. Ale na jawie? 

- Chciałam się przekonać, czy w plotkach było ziarno 

prawdy - oznajmiła. 

- W jakich plotkach? 
- Że całujesz najlepiej w kraju. 

- Ciekawe - westchnął zaskoczony. -I co? 

O ile zdążyła się zorientować, całował najlepiej na 

świecie. 

- Jeszcze się nie zdecydowałam - wymamrotała. - Ale 

Parker. 

-Tak? 

- Nie rób tego więcej - poprosiła. 
- Nie zrobię nic, czego nie będziesz sama chciała, Ellie 

- obiecał. 

Popatrzyła na niego i bez słowa weszła do domu. Za­

mknęła drzwi i osunęła się na podłogę. Delikatnie dotknę­

ła opuchniętych od pocałunków warg. 

- Nie zrobi nic, czego nie będę chciała - szepnęła zamy­

ślona. - To... dobrze. 

Niestety, czuła, że to nie jest takie proste. Chciała, że­

by ją całował. A teraz już wiedziała, jak to jest być w je­

go ramionach. Emocje, które tłumiła przez te wszystkie la­

ta, wybuchły z nową siłą. Może powinna poprosić Parkera 

o listę potencjalnych inwestorów i podziękować mu za po-

scandalous

Pona & Irena

background image

moc? Wtedy on odjedzie, a ona będzie mogła wrócić do 

swojej nudnej egzystencji. 

Następnego dnia rano pod dom Parkera podjechał sa­

mochód z czterema mężczyznami, których wynajął do 

sprzątania, i furgonetka dekoratora wnętrz, pełna wzorów 

tapet, wykładzin i próbek farby. 

Chester Atchinson, mimo że z wyglądu przypominał 

tęgiego zabijakę, był najlepszy na rynku. Był również po­

twornie drogi, ale Parker uznał, że mina Ellie, gdy zoba­

czyła wysiadającego z różowej furgonetki draba, była warta 

każdych pieniędzy. 

- O, tak - zaśmiał się rubasznie Chester, patrząc na bu­

dynek. - Z pewnością będę miał tu pole do popisu! 

Ellie z przerażeniem zerknęła na Parkera. 

- Jak myślisz, co on chce zrobić? - szepnęła. 

- Nie mam pojęcia - odparł z uśmiechem. - Ale kie­

dy wspomniałem mu o twoim pomyśle z minimuzeum, 

był zachwycony. Po prostu pozwólmy im działać - do­

dał, wskazując grupkę mężczyzn w skupieniu lustrujących 

okolicę. - Zeb i jego brygada uwiną się ze sprzątaniem 

w mgnieniu oka. 

- Posprzątałabym za darmo. - Gniewnie tupnęła nogą. 
- Nie - potrząsnął głową. - Uważasz, że nadajesz się na 

niewolnicę? Rozmawialiśmy już o tym - oznajmił i mach­

nął dłonią, gdy znów zamierzała zaprotestować. - Zresztą 

nieważne. Nie mógłbym spokojnie patrzeć, jak mordujesz 

się, sprzątając na kolanach. 

Było to oczywiste kłamstwo. Nie dlatego, że patrzenie 

scandalous

Pona & Irena

background image

na pracującą Ellie sprawiłoby mu przyjemność. Po prostu 

gdy tylko wyobrażał ją sobie w tej kuszącej pozycji, oble­

wała go fala żaru. 

- Zresztą mam względem ciebie inne plany - oznajmił 

zduszonym głosem. 

- Plany? - Teraz jej głos się załamał i Parker zdał so­

bie sprawę, że musiał patrzeć na nią tak, jakby zamierzał 

ją schrupać. 

- Nie tego rodzaju plany - z przymusem się roześmiał. 

- Chodź, coś ci pokażę - powiedział i poprowadził ją do 

swego wozu. 

Ellie poszła za nim bez protestu. Chyba zapomniała, że 

nie można mi ufać, pomyślał. Mężczyzna nie składa tego 

rodzaju obietnic, jeśli nie myśli o czymś dokładnie prze­

ciwnym. A jednak jej bezgraniczne zaufanie pomagało mu 

właściwie się zachować. Zacisnął zęby i pomógł jej wsiąść 

do auta. Nie zamienili ani słowa, póki nie podjechali pod 

opuszczoną fabrykę. Gdy Parker zatrzymał samochód, El­

lie pytająco na niego spojrzała. 

- Chcę przywieźć tu Chestera, jak tylko skończy z hotelem 

- wyjaśnił. - To miejsce stanowi hańbę dla miasteczka. 

- Chcesz ponownie otworzyć fabrykę? - spytała z na­

dzieją. 

- Ellie, nie mam pojęcia o przemyśle obuwniczym i je­

stem pewien, że fabryka znów by upadła. 

- Spodziewałam się tego - przyznała ze smutkiem. -

Nawet jeśli Sunny i Rosellen przysięgają, że kobiety w Red 

Rose wydają więcej pieniędzy na buty niż ktokolwiek na 

świecie. Zatem czemu... 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Pomyślałem, że Chester wprowadzi tu parę poprawek 

i zamieni to w rodzaj domu kultury. Wiem, że macie ka­

wiarnię i nie potrzeba wam miejsca spotkań poza miastem, 

ale przynajmniej poprawi się wygląd tego paskudztwa. 

- Parker, wyrzucasz pieniądze w błoto. 

- Alternatywą jest zburzenie budynku, a wtedy wszyscy 

uznają, że zamiast odbudowywać miasto, niszczę je. 

- Może masz rację, ale nie ściągnęłyśmy cię tu po to, że-

by narażać na dodatkowe koszty. Nie zwróci ci się nawet 

to, co włożysz w hotel. 

- Mówisz tak, jakbym nie był odpowiedzialny za dwa 

monstrualne obiekty, które straszyły was przez wiele lat. 

Prawda jest taka, że zostawiłem was z bałaganem po rodzi­

nie Monroe. To będzie małe zadośćuczynienie. 

- No, nie wiem - zawahała się, a Parker złamał swą 

obietnicę i delikatnie przeciągnął kciukiem po jej ustach. 

- Lepiej wymyśl coś dla Chestera, bo chciałbym, żeby 

budynek wreszcie dopasował się do miasteczka. Ja nigdy 

nie zwracałem uwagi na takie rzeczy. 

- Już jako mały chłopiec byłeś zbyt zajęty planowaniem, 

co będziesz robił, gdy opuścisz Red Rose - przypomniała 

z uśmiechem. 

- Spraw, żeby Red Rose dostało to, co najlepsze, Ellie 

- powiedział cicho. 

- Dajesz mi wolną rękę? - zdziwiła się. 
- Oczywiście. 

- W takim razie prowadź do Chestera. 

Przez chwilę Parker miał ochotę odmówić. Uświadomił 

sobie, że dekorator jest pożeraczem niewieścich serc. Nie 

scandalous

Pona & Irena

background image

zamierzał pozwolić na to, by Ellie stała się jednym z jego 

licznych trofeów. 

Gdy dojechali na miejsce, postanowił zamienić z Gheste-

rem parę słów na osobności. Wysiadł z wozu i podszedł do 

niego. 

- Ellie poda ci wszystkie niezbędne informacje o mia­

steczku, mieszkańcach, hotelu i fabryce. I będzie to jedyna 

rzecz, którą od niej weźmiesz. Rozumiemy się? 

- Lecisz na nią, Parker? - spytał przystojniak, zerkając 

ciekawie na dziewczynę siedzącą w samochodzie. 

- To nie tak. 

- A jak? - spytał szybko dekorator z nagłym zaintere­

sowaniem. 

Do diabła, zaklął w myślach Parker. Zamiast go odstra­

szyć, mam mu zachwalać Ellie? 

- Powiem ci, Chester. Jestem jej opiekunem. Jeśli jej 

choć dotkniesz, gorzko pożałujesz. Wycofam wszystkie 

pieniądze i odbiorę ci obiecane zlecenie na hydraulikę. Za­

trudnię Jamesa Loyda. 

- Przecież to idiota. 

- Za te sumy da z siebie wszystko. A ja będę spokojny 

o Ellie. 

- Przecież jestem najlepszy. 

- Zgadza się, i wolę, żebyś to ty się tym zajął. Myślałem na­

wet o podwyżce, jeśli uwiniesz się przed terminem, ale... 

- Załatwione, za dziesięć procent ponad to, co uzgodni­

liśmy - oznajmił Chester z szerokim uśmiechem. - Chło­

pie, ale cię wzięło! Prawdę mówiąc, dziewczyna jest śliczna 

niczym kwiatuszek, ale ja wolę bardziej konkretne babki. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Jest też ciut za młoda i wygląda na damę, której nie składa 

się frywołnych propozycji, ale skoro ty się nią interesujesz, 

musi w niej być coś więcej... 

Parker przeciągle jęknął. A Chester roześmiał się i uniósł 

ręce w geście udawanego poddania. 

- Będę niczym mnich - powiedział. - Jeśli ktoś zerwie 

ten kwiatek, to na pewno nie ja. 

- Lepiej postaraj się przy projektach, Chester - powie­

dział groźnie Parker. 

- To będzie czysta przyjemność, przyjacielu. A teraz 

dawaj tu tę małą. Pogawędzimy sobie - oznajmił, 

a widząc spojrzenie Parkera, uśmiechnął się jeszcze sze­

rzej. - O historii Red Rose, ma się rozumieć. Mnóstwo 

nudnych szczegółów, które pozwolą ożywić oba budynki 

- wyjaśnił. - A skoro dama kocha miasteczko, renowa­

cja na pewno ją uszczęśliwi. Będzie bardzo wdzięczna. 

Kto wie, jak zechce to wyrazić? - zapytał, roześmiał się 

ze swojego żartu, podszedł do samochodu i wyciągnął 

dłoń na powitanie. 

Parker nie miał pojęcia, co mógł powiedzieć, ale Ellie 

rozpromieniła się w uśmiechu. Wyglądała na zadowoloną 

i rozluźnioną. Dlaczego przy nim taka nie była? 

Nie powinno go to obchodzić. A może nie potrafił 

znieść myśli, że nie jest bożyszczem każdej napotkanej ko­

biety? Matka mówiła mu, że taki właśnie był jego ojciec. 

Mówiła też, że Parker bardzo go przypomina. To były jed­

ne z jej ostatnich słów, zanim opuścił dom. 

Chciał, żeby je cofnęła, ale nigdy tego nie zrobiła. Od 

tamtej pory bardzo rzadko się kontaktowali. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Nagle poczuł przemożną potrzebę zadzwonienia do do­

mu. Dziwne... 

- Parker? - usłyszał zakłopotany głos Janette Arlington. 

Nic dziwnego, pomyślał. Dzwonił do niej jedynie w świę­

ta i imieniny. 

- Witaj, mamo. Tak, to ja. 

- Wspaniale cię słyszeć. Tylko... - odparła i głos jej się 

załamał. - Parker, czy stało się coś złego? 

Wszystko było źle. Z powrotem wylądował w Red Rose 

i w dodatku marzył o Ellie w zakazany sposób. 

- Wszystko w porządku. Pomyślałem, że może chcia­

łabyś wiedzieć, że jestem w Red Rose i zatrzymałem się 

w rezydencji. 

.- Jesteś w Red Rose? Po co? - spytała podniesionym gło­

sem. - Mówiłeś, że twoja noga więcej tam nie postanie. 

- Mówiłem, byłem pewien, że tego nie chcę i, do diabła, 

nie mam pojęcia, co tu robię. Panie z Red Rose chcą, żeby 

miasteczko odżyło i poprosiły mnie, żebym sprowadził tu 

z powrotem mężczyzn. Były bardzo... przekonujące - po­

wiedział niepewnie i ze zdumieniem usłyszał chichot Ja­

nette.-Mamo? 

- Wybacz, Parker. Ale miałeś taki zmartwiony i zmie­

szany głos... Nie mogę sobie przypomnieć, żeby cokolwiek 

aż tak wytrąciło cię z równowagi. Zawsze wiedziałeś, czego 

chcesz, i zawsze nie znosiłeś Red Rose. 

Parker pamiętał doskonale dzień, w którym wszystko 

się zaczęło. Pewnego dnia odwiedził go kuzyn, Giles Mon-

roe. Mieli wtedy po dziesięć łat. Po kilku godzinach zaba­

wy z przyjaciółmi Parkera, Giles oświadczył, że wszyscy 

scandalous

Pona & Irena

background image

opowiadają, jakim oszustem i kobieciarzem jest jego oj­

ciec. Parker nie chciał uwierzyć, lecz kiedy spytał matkę, 

była tak smutna, że domyślił się prawdy. Od tej chwili znie­

nawidził ojca i miasteczko. 

-Synu? 
- Tak, mamo, jestem. Miałaś rację. Nie chciałem wra­

cać. Przyjechałem tu tylko na kilka tygodni. Nie masz nic 

przeciwko temu, że zatrzymałem się w rezydencji? 

- To twój dom, Parker. Ojciec zapisał ci go w testa­

mencie. 

- Powinien go przekazać tobie. 

-I tak nigdy go nie lubiłam. 
- Tak mi przykro. Los nie był dla ciebie łaskawy. Czy te­

raz... masz się dobrze? 

- Och, Parker. 

- Wiem. Nigdy nie dzwonię. Czemu miałbym to robić 

właśnie teraz? 

- Rozumiem, czemu nie dzwoniłeś. Nigdy o tym nie 

rozmawialiśmy, ale mam nadzieję, że zadzwoniłeś, bo po­

trzebowałeś matki. 

- To prawda - przyznał zaskoczony. 

- To dobrze. Czy bardzo ci ciężko? 

- Nawet nie tak bardzo - odparł jeszcze bardziej zdzi­

wiony swoimi uczuciami. - Czuję się jak w domu, wszyst­

kie te kobiety liczą, że dokonam cudu, a ja... 

- Wiem, kochanie. Tak samo było z twoim ojcem. Pró­

bował ratować starą fabrykę obuwia, nawet długo potem, 

gdy straciło to jakikolwiek sens. Czuł presję odpowiedzial­

ności. To miasto potrafi dać w kość, prawda? 

scandalous

Pona & Irena

background image

Z początku Parker też tak myślał, ale stopniowo przestał 

postrzegać to jako kłopot. Polubił samodzielne kobiety Red 

Rose. No i była jeszcze Ellie. 

- Żal mi tych wszystkich kobiet. Nie chcę ich zawieść. 

- Nie wydaje mi się, żeby do tego doszło, kochanie. Je­

steś silniejszy, niż myślisz. W końcu ty jeden miałeś tyle 

odwagi, by opuścić Red Rose. My z ojcem zostaliśmy i sam 

wiesz, że to nie skończyło się dobrze. 

- To nie miasto było przyczyną twoich kłopotów, tyl­

ko on. 

- Nic nie jest tak proste, na jakie wygląda, Parker - po­

wiedziała Janette, wzdychając. - Czasem żałuję, że nie mo­

gę cofnąć czasu. 

- Nie musisz. Po prostu bądź teraz szczęśliwa. 

-Jestem. I to bardzo. Edward jest dobrym mężem 

i przyjacielem. Ty też powinieneś odnaleźć szczęście. Je­

śli wymyślę coś w sprawie miasteczka, dam ci znać. Po to 

dzwoniłeś, prawda? 

- Częściowo. Ale tak naprawdę to chciałem usłyszeć 

twój głos. Wiem, że to brzmi niedorzecznie - bąknął za­

wstydzony. 

-Nie dla mnie, synu. Uważam to za wielki komple­

ment. Dbaj o siebie i nie przejmuj się tak bardzo kłopota­

mi Red Rose. To już nie jest twój dom. 

Jednak kiedy przerwali rozmowę, Parker zdał sobie 

sprawę, że tym razem matka nie miała racji. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Minęły trzy kolejne dni, a Parker wciąż spędzał bezsen­

ne noce na niespokojnych przechadzkach po sypialni. El-

lie mogła dostrzec jego sylwetkę pojawiającą się w kolej­

nych oknach. Bardzo chciała do niego pójść, zapytać, jak 

mu idzie, zaproponować towarzystwo i gorącą czekoladę, 

ale wiedziała, że byłoby to kuszeniem losu. Zresztą gdyby 

Parker coś nowego wymyślił, natychmiast by jej o tym po­

wiedział. 

Musiała jednak przyznać, że ostatnio jej sąsiad pracuje 

bardzo intensywnie. Codziennie był w hotelu i w fabryce, 

a gdy tylko wracał do domu, telefonował albo siadał przy 

komputerze. Ilekroć go widywała, był spięty i nieobec­

ny myślami. Czuła się coraz bardziej winna, że oderwała 

go od jego wygodnego życia i ściągnęła do Red Rose. Nie 

w porządku wydało jej się też, że tylko Parker ponosi ca­

łość kosztów i odpowiedzialność za ożywienie miasteczka, 

którego nawet nie lubi. Zdecydowała, że nadszedł najwyż­

szy czas, by pobudzić mieszkańców do działania. 

Właśnie dlatego następnego ranka stanęła na środku 

kawiarni i zaczęła łomotać łyżką w garnek, próbując zwró­

cić na siebie uwagę gości. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Co ty wyprawiasz, Ellie? - spytała Sunny, krzywiąc się 

na hałas. 

- Chcę, żebyście mnie posłuchały. Musimy wreszcie po­

ważnie porozmawiać. 

- O czym? 

-O mężczyznach... 

Nagłe, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gwar 

ucichł, a wszystkie oczy zwróciły się na nią w skupieniu. 

Ellie roześmiałaby się, gdyby nie dowodziło to powagi sy­

tuacji. 

- A dokładniej o Parkerze - dokończyła. 

- Dobre wieści? - chciała wiedzieć Delia. - Dostał od­

powiedzi na zaproszenia, które rozesłał? 

Ellie nie miała pojęcia. Nie widziała go od kilku dni 

i podejrzewała, że to ze względu na brak postępów. 

- Chodzi o to, że jeśli mamy zrobić pokaz możliwości 

miasteczka, to powinnyśmy zacząć przygotowania. 

- Ja tam jestem gotowa, jak nigdy w życiu - oznajmiła 

niespodziewanie Lydia. 

- Ja też - westchnęła Sunny. - A jak na razie, Par­

ker jest jedynym sensownym mężczyzną w tym mieście 

i zajmuje się tylko niektórymi - prychnęła, wymownie 

patrząc na Ellie. - Panowie z brygady remontowe; się nie 
liczą,

 bo mówią tylko o powrocie do domu. A jeśli cho­

dzi o Chestera Atchinsona, to za bardzo działa mi na 

nerwy. 

Ciekawe, pomyślała Ellie. Jeszcze nie słyszała, żeby jaki­

kolwiek mężczyzna wytrącił Sunny z równowagi. 

- Jak to? 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Zignorował zaczepki Sunny - szepnęła Lydia teatral­

nie. - A tego nie przepuści nikomu. 

- Nie zamierzam o nim rozmawiać - burknęła Sunny. 

- Lepiej pomówmy o Parkerze. 

- Skoro on stara się sprowadzić tu mężczyzn, my po­

winnyśmy zrobić coś, by ich zatrzymać - wyjaśniła. - To 

nie jest w porządku, żeby o wszystkim musiał sam my­

śleć. To nasze miasto i my jesteśmy za nie odpowiedzialne. 

Więc... co takiego mamy, co pozwoli nam ściągnąć i za­

trzymać tu mężczyzn? 

W kawiarni zapadła nagła cisza, tylko Delia westchnęła 

i poczerwieniała. 

- Mamy.... ciała - odezwała się cicho. 

- Owszem - przytaknęła Ellie. - Ale możemy założyć, 

że już widzieli kobiece ciała, może nawet nagie. A przynaj­

mniej większość z nich. Czy mamy coś, co nas odróżnia 

od reszty świata? 

- Świetnie gotujemy - oznajmiła Sunny. 
- To prawda - zgodziła się Ellie. - Ale musimy pamię­

tać, że to mężczyźni z dużych miast i tam mają możliwość 

spróbowania przeróżnych kuchni. 

- No to co mamy zrobić? - zmartwiła się Joyce Hives. 

- Chyba więcej tego, co robiłyśmy do tej pory. Oprócz 

podkreślania kobiecego charakteru miasteczka, powinny­

śmy zorganizować coś, co spodoba się też mężczyznom. 

Gdy odwiedzi nas kobieta, poczuje się jak w domu. Mamy 

kolory, kwiaty, dobre jedzenie i świetne sklepy. Ale męż­

czyzna? Potrzeba nam czegoś, co przemówi do jego upo­

dobań - z zapałem mówiła Ellie. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Oprócz pięknych kobiet i dobrego jedzenia? - zasta­

nowiła się Lydia. - A może powinnyśmy zapewnić im ja­

kieś miejsce, gdzie mogliby się spotykać, omawiać swoje 

męskie sprawy i grać w pokera? 

- Ech, to taki stereotyp - zaprotestowała Evangelina 

Purcell. 

- Jasne, ale ja nie odmówię, gdy jakiś pojawi się wreszcie 

na horyzoncie - oznajmiła Sunny. - Najlepiej bardzo umięś­

niony, żeby nie wystraszył się kobiety solidnej budowy. 

- Męskie rozrywki... - zamyśliła się Mercy Granahan, 

która prowadziła butik. - A może sporty? Od lat nie mieli­

śmy żadnej porządnej drużyny sportowej w Red Rose. 

-Nie mamy tu tylu mężczyzn, żeby skompletować 

skład. Każdy woli inny sport - wytknęła Rosellen. 

- To skompletujmy kobiecą drużynę. 

- Czy mężczyźni będą chcieli coś takiego oglądać? 
- Przekonamy się - oznajmiła Mercy. - A nawet jeśli 

nie, same się trochę zabawimy. 

-Mercy ma rację - powiedziała zamyślona Ellie. -

Przez ostatnie lata zaniedbałyśmy pewne sprawy. Mamy 

nawet boisko. Jestem pewna, że jeśli się postaramy, znaj­

dziemy chętnych do gry. 

- Mogłabym uszyć stroje - zaproponowała Cynthia Bar-

nette. - Takie z maleńkimi różyczkami na kieszonkach. 

- W przerwie meczu mógłby grać zespół, a na koniec 

można zrobić przyjęcie z grillem. 

Kolejne panie zapalały się do pomysłu i podrzucały no­

we sugestie. Ellie poczuła, że robi jej się ciepło na sercu. 

Przyjazd Parkera naprawdę podziałał ożywczo. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Tu też mogłybyśmy wprowadzić pewne zmiany -

wtrąciła Lydia, lustrując kawiarnię. - Podoba mi się wy­

strój, ale czy mężczyzna czułby się tu równie swobodnie? 

Powinnyśmy otworzyć drugą salę, którą dawno zamknę­

łam, wstawić tam parę męskich mebli i drobiazgów, zmie­

nić kolorystykę i może dodać kominek albo piec? A stoliki 

przystosować do gry w szachy i karty. 

- Sama lubię szachy - przyznała Joyce. 

- To wspaniale, bo nie zamierzam zamykać żadnej 

z części, tylko poszerzyć działalność - wyjaśniła Lydia. 

Gwar rósł, bo coraz więcej kobiet ośmielało się rzucać 

kolejne pomysły. Ellie uśmiechnęła się i rozejrzała dookoła. 

W drzwiach stał Parker. Nagle okazało się, że ma wilgotne 

dłonie, sucho w ustach i brakuje jej tchu. Poczuła, że nie 

jest w stanie rozmawiać z nim przy wszystkich, więc odło­

żyła garnek i podbiegła do drzwi. 

- Jesteś pewien, że chcesz wejść? Atmosfera jest gorąca, 

bo panie zaczęły na dobre planować zmiany. 

- Nie przyszedłem do nich, tylko do ciebie - odparł 

z uśmiechem i zerknął na łyżkę, którą ściskała w dłoni. -

Zabierasz to ze sobą? 

Gdy podążyła za jego spojrzeniem, uświadomiła sobie, 

że wciąż nie odłożyła narzędzia, którym próbowała zwró­

cić uwagę kobiet. Doszła jednak do wniosku, że jeśli wróci 

do środka, żeby odłożyć ją na miejsce, przyjaciółki jej nie 

wypuszczą. 

- Chyba tak - westchnęła, wpychając ją w kieszeń far­

tucha. - Musisz mnie wziąć z całym dobrodziejstwem in­

wentarza - zażartowała. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Z wielką chęcią - oznajmił Parker bez wahania. - Je­

dziemy do hotelu. Chester potrzebuje kobiecej opinii. Po­

wiedział, że mam beznadziejny gust. 

- Pewnie obawiał się, że ty wybierzesz coś szalenie neu­

tralnego. Brązy, szarości i czerń. 

- Pewnie tak bym zrobił. Jestem profesjonalistą i wśród 

takich się obracam. Neutralne kolory zadowolą większość 

ludzi. Ale to szczególny przypadek, a Chester zna się na 

swojej robocie, więc nie nalegam - oznajmił ze wzrusze­

niem ramion. 

- To tak działasz? Sprowadzasz specjalistę i dajesz mu 

wolną rękę? 

- To zazwyczaj się sprawdza. Zatrudniasz najlepszych 

w branży, więc otrzymujesz najlepszy produkt. Potrzeba 

tylko planowania i zachowania pewnego porządku. 

- Porządku? - powtórzyła. 

- Owszem. Nie lubisz porządku i planowania? - spy­

tał, obdarzając ją uważnym spojrzeniem bursztynowych 

oczu. 

- Nie o to chodzi - burknęła, starając się uciszyć mocno 

bijące serce. - Te sformułowania mają niewiele wspólnego 

z tym, co się dzieje w Red Rose. Może lepiej, że nie wszed­

łeś do kawiarni, bo przeżyłbyś szok. Planowanie i porządek 

to ostatnie, o czym marzą teraz panie. 

- Nie mogę się doczekać, co wymyślą - zaśmiał się we­

soło. - To musi być coś ciekawego. 

Ellie opowiedziała mu o drużynie sportowej, kostiu­

mach z wyszytymi różami, pikniku po meczu i planowa­

nych zmianach w kawiarni. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- O co chodzi? - spytała, widząc jego zachmurzone 

spojrzenie. - Uważasz, że się nie uda? 

- Nie, nie - zaprzeczył i położył jej dłoń na ramieniu. 

- To świetne plany i wyczuwam w nich twoją rękę. Ale... 

wiem, ile dla was znaczy kawiarnia. To wasz azyl i miejsce 

spotkań. Nie zmieniajcie jej tylko po to, by przypodobać 

się paru obcym mężczyznom. 

- Nie martw się. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają 

- spróbowała go pocieszyć. 

Gdy słowa nie pomogły, wspięła się na palce i delikatnie 

go pocałowała. Jednak odsunęła się kilka kroków, zanim 

zdążył ją objąć i zażądać więcej. 

- Nie jedziesz ze mną? - spytał zdziwiony. 

-Mam jeszcze sporo pracy - skłamała, wiedząc, że 

ucieka przed swymi uczuciami. - Powiedz Chesterowi, że 

mam do ciebie pełne zaufanie. A jeśli chodzi o kawiarnię... 

Parker, my potrzebujemy zmian - oznajmiła i cofnęła się 

do wnętrza. 

Oby tylko nie były zbyt gwałtowne, pomyślała. Nie by­

ła jednak pewna, czy to możliwe przy takim mężczyźnie 

jak Parker. 

Cztery dni później, gdy Parker odwiedził „Red Rose Ca­

fe", musiał przyznać, że panie dokonały cudu. Sala kawiar­

ni w dalszym ciągu pełna była roślin, różowych dekoracji 

i drewna w ciepłych kolorach, ale w głębi pomieszczenia po­

jawiły się nowe elementy. Przede wszystkim zmieniła się ko­

lorystyka wnętrza. W dalszej części sali królowały przydy­

mione beże z oliwkowymi akcentami. Przy dużych stołach 

scandalous

Pona & Irena

background image

stały wygodne, szerokie fotele. Dostrzegł też kilka wysokich 

stołków i stolików do gry w karty i szachy. Pod ścianą stanął 

regał, na którym umieszczono czasopisma, książki i talie kart. 

Mimo bardziej surowego, męskiego wystroju, wnętrze było 

pełne ciepła i wręcz zapraszało, by się rozgościć. 

- Jesteście niesamowite - westchnął w zachwycie. -

Przedtem było przytulnie, ale teraz... do diabła... Chciało-

by się tu wejść i zostać. Jak wam się to tak szybko udało? 

- Jakbyś nie wiedział - jęknęła Sunny. - Gdy Ellie się 

do czegoś bierze, lepiej, żeby wszystko szło jak w zegarku. 

Strzeliła palcami, i proszę. Nie sądzę, żeby Chester wymy­

ślił coś lepszego. 

-Czegoś tu jednak brakuje, dziewczyno - oznajmił 

Chester, który stał w drzwiach za Parkerem. 

- Kogo nazywasz dziewczyną? - zaperzyła się Sunny. 

- Nie jesteś tu jedyna. 

- Mam pięćdziesiąt trzy lata - oznajmiła w przestrzeń, 

udając, że nie słyszała jego odpowiedzi. 

Chester uniósł brew i obrzucił ją aprobującym spojrze­

niem. Przez chwilę Parker miał wrażenie, że Sunny się za­

wstydzi. 

- No, to czego tu brakuje, mądralo? - spytała po chwi­

li milczenia. 

- Te wszystkie fotele są wygodne, ale co jeśli facet ze­

chce siedzieć bliżej swojej damy? - spytał z diabelskim 

uśmieszkiem. 

- Powinien zaprosić ją na swoje kolana - wypaliła Sun­

ny. - Chyba że to jakiś cherlak i obawia się, że nie da rady 

- oznajmiła, unosząc dumnie brodę. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Nie sposób było ukryć, że Sunny jest solidnie zbudo­

wana i niewielu mężczyzn w Red Rose podołałoby jej ga­

barytom. 

- Wtedy nie byłby prawdziwym mężczyzną, czyż nie? -

zaśmiał się rubasznie..- Przytulanki to wasze rozwiązanie? 

Muszę to poważnie przemyśleć. 

- Tak, pomyśl sobie, bo tylko tyle z tego będziesz miał 

- prychnęła jak rozzłoszczona kotka. 

Chester obdarzył Sunny promiennym uśmiechem i wy­

szedł z kawiarni. 

- Ale mu powiedziałam - skomentowała, nie odrywa­

jąc wzroku od drzwi. - Miał czelność krytykować nasz po­

mysł. Pewnie myślał, że ja to urządziłam i dlatego tak się 

czepiał A to Ellie należy się cała chwała. 

- Może Chester miał rację - westchnęła Ellie. - Zapro­

jektowałyśmy tę salę dla mężczyzn, ale ja przecież nie mam 

pojęcia, co im się może podobać. 

- Chester to osioł - oznajmił Parker. - Chciał tylko po-

droczyć się z Sunny. Chodź, Ellie, idziemy. Zamierzam 

znów porwać Ellie - powiedział do wpatrzonych w nie­

go kobiet. 

- Ostatnio coraz częściej to ci się zdarza - skomento­

wała Lydia. 

- Racja - przyznał, nie zamierzając doszukiwać się dru­

giego dna w jej słowach. - Pewnie dlatego, że obarczyłyście 

ją zadaniem sprowadzenia mnie do Red Rose i dopilno­

wania, żebym wam pomógł. Teraz musi wszędzie ze mną 

chodzić. 

Ellie otworzyła usta, żeby zaprotestować, a Parker z tru-

scandalous

Pona & Irena

background image

dem opanował chęć uciszenia jej pocałunkiem. Potrząsnął 

tylko głową i popatrzył na nią, marszcząc brwi. 

- Daj spokój - powiedział do dziewczyny. - Napraw­

dę muszę ci coś ważnego pokazać - oznajmił i pociągnął 

ją za rękę. 

Zanim drzwi kawiarni się zamknęły, dobiegł ich protest 

Sunny, która odgrażała się, że zaraz znajdzie Chestera i so­

bie z nim porozmawia. Ellie ledwie nadążała za Parkerem. 

- Coraz częściej zdarzają się nam te nagłe wyjścia -

mruknęła, ściągając fartuszek i rzucając go na barierkę 

przed kawiarnią. 

- Nie jesteś ciekawa, co chcę ci pokazać? 

- Co to takiego? 

- Nie powiem. To niespodzianka. 

- Dobra niespodzianka? - spytała, patrząc na ich sple­

cione dłonie. 

Parker tylko się roześmiał i pomógł jej wsiąść do samo­

chodu. Przez chwilę nic nie mówili. Ellie wyglądała przez 

okno. Nagle zesztywniała. 

- Myślałam, że jedziemy do fabryki albo hotelu - zaczę­

ła stłumionym głosem. 

- To, co chcę ci pokazać, jest tutaj - oznajmił, skręcając 

w stronę swego domu. - Odpręż się, Ellie - poprosił, widząc 

jej przerażoną minę. - To, że obywam się bez kobiety od... 

dawna, nie znaczy, że się na ciebie rzucę, gdy tylko zostanie­

my sami. Zresztą wcale nie zabieram cię do domu. 

- A dokąd? 

Parker bez słowa zgasił silnik, obszedł wóz i podał jej 

rękę. Poprowadził ją na tyły domu, do ogrodu. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Stopnie mogą być zdradliwe, więc może zdejmiesz bu­

ty? - zaproponował, wskazując domek na drzewie. 

- Chciałeś pokazać mi ten domek? Parker, on musi być 

pełen gniazd ptaków i wiewiórek i... 

- Nie. Został zbudowany niczym forteca i był dobrze 

zamknięty. Zresztą zajrzałem już do środka i trochę po­

sprzątałem. Wskakuj. 

Ellie nie wahała się dłużej. Zrzuciła buty i weszła na 

pierwszy ze stopni okalających solidny pień drzewa. Jej 

głowa znalazła się na wysokości oczu Parkera. Kolejny 

krok wzwyż spowodował, że ukazały mu się jej kształtne 

ramiona. Po czwartym stopniu Parker mógł podziwiać jej 

krągłości. Nagle poczuł, że oblewa go fala żaru. Z trudem 

przełknął ślinę i zamknął oczy. Kiedy znów odważył się 

unieść wzrok, dostrzegł już tylko jej łydki i kostki znikają­

ce w wejściu. Szybko wspiął się za nią do swego młodzień­

czego azylu, który wybudował mu cieśla na polecenie ojca, 

kiedy Parker skończył trzynaście lat i wkroczył w trudny 

wiek dojrzewania. 

- Parker... tu jest... och... - Ellie nie mogła znaleźć 

słów. - Nic się nie zmieniło. 

- Wiem. Czy to nie cudowne? Osiadło tylko trochę ku­

rzu. Pamiętasz, jak się nie mogłem doczekać, żeby się tu 

zadomowić, a ty nalegałaś, żeby mi pomóc? 

- Strasznie się rządziłam, prawda? - spytała, zerkając 

z ukosa.. 

- To było urocze. 
- Nieprawda. Zawsze chciałam podejmować decyzje, co 

do wystroju twojego domku, byłam namolna. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Raczej entuzjastyczna. A ja... cóż, byłem typowym 

nastolatkiem - oznajmił, wzruszając ramionami. 

- Nigdy nie byłeś typowy - roześmiała się. - A ja by­

łam łobuzicą i prześladowałam cię. Wcale ci się to nie po­

dobało. 

- Wtedy trochę mnie przerażało. Byłaś taka energiczna 

i apodyktyczna, mimo że taka mała i krucha. 

Ellie nie chciała na niego patrzeć, gdy mówił takie rze­

czy. Zerknęła w bok i na ścianie zauważyła jaśniejszą pla­

mę po plakacie. 

- Wybacz, że niszczyłam twoją twierdzę. Inni chłop­

cy nie chcieli cię odwiedzać, bo stale tu przesiadywałam 

- przypomniała sobie z poczuciem winy. 

Wyglądała tak rozkosznie, siedząc po turecku, z zawsty­

dzoną miną, że Parker nie mógł się oprzeć i ją pocałował. 

Nie pozwolił sobie na nic więcej niż przelotne muśnięcie 

warg, ale ten krótki dotyk poruszył go do głębi. 

- Sprawiłaś, że czułem się tu wspaniale, a skoro inni te­

go nie widzieli, do diabła z nimi - szepnął. 

- Sam też tego nie dostrzegałeś - wyznała z nieszczęś­

liwą miną. 

- Ale teraz to widzę. Zresztą wtedy też to czułem. Ro­

zejrzyj się, Ellie. Kto przyniósł te wszystkie poduszki? Kto 

powiedział, że potrzebuję drewnianej skrzyni na swoje 

skarby? Kto położył te chodniczki i porozwieszał plakaty? 

Przecież nie ja. 

- Dywaniki są w zbyt jaskrawych kolorach. Ty miałeś 

lepszy gust, 

- Nie. Nawet nie wiedziałem, czego chcę i potrzebuję. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Wiedziałem, że chcę mieć kryjówkę, ale tak naprawdę po­

trzebowałem domu. A ty urządziłaś mi tu dom, Ellie. Po­

patrz sama - powiedział, wyjął latarkę z kieszeni i oświet­

lił domek. 

Na niskim stoliku stała latarnia, talerze i zakurzone pu­

dełko z grami. Obok, na skrzyni ze skarbami, leżał koc, 

gdyby Parker miał ochotę tu się przespać. Na ziemi stał 

teleskop do oglądania gwiazd. Wszystko to były pomysły 

małej Ellie. 

Gdy snop światła wydobywał kolejne szczegóły, Par­

ker zerknął na dziewczynę. Patrzyła na to wszystko roz­

szerzonymi oczami. Przesunęła językiem po wargach. Jej 

usta były miękkie, różowe i lekko rozchylone. Parker wal­

czył z chęcią porwania jej w ramiona i skorzystania z koca, 

który kiedyś tu przynieśli. Ich oczy się spotkały. Parker po­

czuł zapach jej perfum. Oddech Ellie przyspieszył. Umknę­

ła spojrzeniem w bok. 

- Zatrzymałeś to? - zawołała zdumiona, gdy jej wzrok 

napotkał stary plakat z Michaelem Boltonem. 

- Koledzy dokuczali mi z tego powodu - przypomniał 

sobie z uśmiechem. 

- To żenujące - jęknęła. - Ty chciałeś twierdzy dla twar-

dzieli, a ja ozdabiałam go dziewczęcymi marzeniami. 

- Jeśli mam być szczery, wtedy bawiło mnie, że się 

w nim zadurzyłaś. 

-Parker... 

Przysunął się bliżej i delikatnie ją objął. 

- Nie wstydź się, Ellie. Byłaś takim słodkim i miłym 

dzieciakiem. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Poczuł, że zesztywniała w jego ramionach. Wiedział 

dlaczego. Nie chciała, żeby jej dotykał. Sam obiecał, że wię­

cej tego nie zrobi. Natychmiast się cofnął. Ellie zajrzała mu 

w oczy i potrząsnęła głową. 

- Wiem, że byłam zarazą, nawet jeśli teraz inaczej to wi­

dzisz. I muszę ci się przyznać do kłamstwa. Podkochiwa-

łam się wtedy w tobie. 

- Wiem. 

Ellie aż się zachłysnęła. W jej szarych oczach rozpali­

ły się iskierki paniki. Wyglądała tak, jakby miała ochotę 

uciec. 

- Wiesz? Już wtedy wiedziałeś? 

- W porządku, Ellie. Nie wiedziałem, dopóki nie pod­

rosłaś. Gdy się dowiedziałem, miałaś chyba siedemnaście 

lat. Musiałaś się kiedyś zwierzyć Mitzi, a ona wypaplała 

mi twój sekret. Byłem wtedy wściekły i nawet na nią na-

wrzeszczałem. 

- Musiałeś być zdegustowany. 

- Cóż, nie powinna była mówić o czymś, co ty wolałaś 

zachować w sekrecie. 

- Nie o to chodzi, Parker. Musiałeś być oburzony, że 

udaję twoją przyjaciółkę, durząc się w tobie. 

- Byłaś moją przyjaciółką, Ellie, jeśli mam być szcze­

ry, pochlebiało mi twoje zainteresowanie. Trochę się wy­

straszyłem, ale wiedziałem, że nie należysz do dziewczyn, 

z którymi można żartować w tych sprawach. Zresztą oboje 

wiedzieliśmy, że nie byłbym dla ciebie dobry. 

Ellie spontanicznie pogładziła jego policzek i złożyła 

na nim czuły pocałunek. Ledwie poczuł ulotny zapach jej 

scandalous

Pona & Irena

background image

perfum, gdy się odsunęła. Żałował, że ta chwila nie może 

trwać wiecznie. Wystarczyłoby mu patrzeć w jej piękne, 

szare oczy i oddychać tym samym powietrzem. Po chwili 

Ellie znów zerknęła na plakat. 

- Powinniśmy go wyrzucić. 

- Nie, zostaw. To fragment naszej historii. Przyprowa­

dziłem cię tu po to, żeby pokazać, że już w młodości po­

trafiłaś odmienić mój świat. A to, co robisz w Red Rose, 

jest... fenomenalne. Nie pozwól, by ktoś taki jak Chester 

wmówił ci, że jest inaczej. On jest po prostu sfrustrowa­

ny, bo ma ochotę na Sunny, a wie, że nie będzie mógł po­

tem tak po prostu odejść. Dlatego się wścieka i wyładowu­

je złość na innych - powiedział, a widząc, że Ellie mruga 

zaskoczona, uśmiechnął się rozbrajająco. - Mężczyznom 

to czasem się zdarza. 

- Wiem, ale przecież w kawiarni działałam na ślepo. 

Nawet nie poprosiłam cię o radę. 

- Wcale nie była ci potrzebna. Masz instynkt, Ellie. Ro­

zejrzyj się wokół. Już jako dziecko wykonałaś tu kawał do­

brej roboty. Byłaś młodsza ode mnie, a miałaś w sobie ty­

le ognia i marzeń. Pokazałaś mi rzeczy, których bez ciebie 

nigdy bym nie odkrył. Nadałaś mojej kryjówce charakter 

i wniosłaś radość w moje życie. Mam nadzieję, że kiedyś 

znajdziesz mężczyznę, który to wszystko doceni. 

- Wiesz, że nie szukam męża - odparła i pokręciła gło­

wą tak energicznie, że jej ciemne loki zatańczyły. 

- A kto mówi o mężu? Powinnaś mieć kogoś, kto będzie 

cię podziwiał i pokaże ci... 

- Co mi pokaże? - spytała bez tchu. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Pokaże ci, jaka jesteś piękna i godna pożądania - wy­

szeptał, przysunął się bliżej, ujął jej twarz w dłonie i poca­

łował. 

Ellie dotknęła jego rąk, lecz kiedy na chwilę przerwał 

pocałunek dla złapania tchu, przesunęła je na jego pierś, 

chwyciła za koszulę i gwałtownie przyciągnęła do siebie. 

Pachniała różami i smakowała cynamonem. Jeszcze ni­

gdy, z żadną kobietą, nie czuł tego, co w czasie pocałun­

ku z Ellie. Uświadomił sobie, że ona nie jest taka jak inne. 

Pragnął jej do szaleństwa, lecz czuł, że nie powinien wy­

korzystywać jej obecnego nastroju. Klnąc w myślach swoją 

szlachetność, przerwał pocałunek. 

- Lepiej, żeby nasz plan zadziałał, Ellie - powiedział 

szorstko. - Lepiej, żeby to cholerne miasto stało się takie, 

jak sobie życzysz, bo kiedy wyjadę, już nigdy tu nie wrócę. 

Nie będę mógł, rozumiesz? 

- Tak - przyznała niemal ze szlochem. 

Więc znów ją pocałował, lecz tym razem bardzo deli­

katnie i czule. 

- Kiedyś dałaś mi coś cennego - powiedział cicho. - Te­

raz zamierzam ci się odwdzięczyć - oznajmił, wziął ją za 

rękę i wyprowadził z domku na drzewie, przyrzekając so­

bie w myślach, że już nigdy więcej tu nie wróci. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Parker musiał przyznać, że zrobił, co było w jego mocy. 

Powiadomił swych przyjaciół z całego kraju i od niektó­

rych dostał nawet odpowiedź. Jedni od razu odmówili, in­

ni zgodzili się, bo byli mu coś winni. Jednak żaden z nich 

nie przejawiał chęci do założenia firmy w Red Rose. Nie 

mógł ich za to winić. Tu nie było szansy na sukces, a przy­

najmniej nie na wielką skalę. 

- Do diabła, Monroe, nie jest dobrze - powiedział na 

głos, rzucając listę kandydatów na biurko. - Musisz się bar­

dziej postarać. Spójrz na to oczami Ellie. To miasto to coś 

więcej niż miejsca pracy. Kto mógłby się tu dobrze czuć? 

Mężczyźni, którzy stawiali na rodzinną atmosferę, lu­

bili dobre jedzenie, wygodę i szukali żony. Ci, którzy za­

czynają od czegoś małego, żeby ciężką pracą zasłużyć na 

sukces w życiu. 

Próbował ich znaleźć, ale mu się nie powiodło. Mo­

że któryś z panów z jego listy dopasuje się do tego opi­

su, a może nie. Nie został mu już nikt więcej. Nikt, oprócz 

tych, którzy nie lubili małych miasteczek i świętego spo­

koju. Oprócz niespokojnych duchów, którzy nie zamierza-

scandalous

Pona & Irena

background image

li się wiązać. Ellie nie podziękowałaby mu za ich sprowa­

dzenie do Red Rose. 

Jednak z doświadczenia wiedział, że jeśli zawodzą rze­

czy oczywiste, trzeba próbować czegoś niezwykłego. Na­

leży rozważyć sprawy z innego punktu widzenia, nagiąć 

świat do swojej woli, wzniecić rewolucję... Czasem to po­

magało, a czasem trzeba się było pogodzić z porażką. 

Było jeszcze paru mężczyzn, do których mógł się zwró­

cić. Tym razem nie będzie rozsyłał uprzejmych zaproszeń. 

Postawi wszystko na jedną kartę. Mogło się zrobić nieprzy­

jemnie, ale zdecydował, że musi podjąć ryzyko. 

Przypomniała mu się zachwycona mina Ellie sprzed lat, 

gdy pozwolił jej w końcu urządzić swoją kryjówkę. Wtedy 

też wiedział, że ryzykuje przed kolegami, a jednak mu się 

opłaciło. 

- Zatem pora na coś szalonego i ryzykownego - oznaj­

mił na głos, podjąwszy decyzję. 

Sięgnął po notes i telefon. Zamierzał sprowadzić paru nie­

grzecznych chłopców, żeby ożywili nieco senne Red Rose. 

W miarę upływu dni atmosfera w miasteczku staje się 

coraz gorętsza, pomyślała Ellie. Parker jak szalony poga­

niał Chestera i brygadę remontową. Jednak gdy pytała go, 

ilu i jakich gości się spodziewa, zręcznie unikał konkretnej 

odpowiedzi. 

W dodatku wyglądał na zmęczonego. Nie miał ochoty 

się z nią przekomarzać ani jej całować. Wprawdzie oboje 

wiedzieli, że nie są sobie przeznaczeni, a ich drogi już daw­

no się rozeszły, ale to nie poprawiało nastroju Ellie. Wie-

scandalous

Pona & Irena

background image

działa, że Parker bardzo się stara postępować szlachetnie 

i powinna mu być wdzięczna, ale czuła, że jest na skraju 

załamania nerwowego. 

Zresztą wszystkie panie w miasteczku tak się zachowu­

ją, przyznała w myślach. Sprzątały, szyły i gotowały jak sza­

lone. Miasto jeszcze nigdy nie było tak czyste i zadbane. 

Sunny nawet znalazła wysoką drabinę i wypolerowała swo­

ją mleczarkę. Jej mamucie, lśniące kształty odbijały świat­

ło i jeszcze bardziej przyciągały wzrok. Mam nadzieję, że 

potencjalni inwestorzy, wjeżdżający do miasteczka, zoba­

czywszy to cudo, nie porozbijają samochodów, pomyśla­

ła Ellie. 

- Do diabła, ależ tu uroczo! - huknęła Sunny, gdy przy­

szła na swą poranną kawę do „Red Rose Cafe". - Podobają 

mi się te ulotki, które przyjechały z drukarni. 

- Panie bardzo ćwiczyły przed meczem, a Cynthia Bar-

nette napracowała się przy kostiumach. W dodatku Lydia 

zaplanowała wielki piknik po meczu w nowym centrum 

kultury. Szkoda byłoby, żeby ktokolwiek przegapił te atrak­

cje, więc przygotowałyśmy ulotki z mapką. A po drugiej 

stronie, tak na wszelki wypadek, wymieniłyśmy wszystkie 

atrakcje i sklepy Red Rose. Ten festyn to nasza wielka szan­

sa i próba - oznajmiła Ellie poważnie. 

- Myślisz, że ściągnie wielu mężczyzn? 

Ellie westchnęła. Parker uprzedzał, że choć dostał mnó­

stwo odpowiedzi, nie powinna oczekiwać cudu. Czuła, że 

wiele z nich było odmownych. 

- Parker obiecał, że w mieście pojawi się przyzwoita 

liczba gości - odparła. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Mimo niejasnej odpowiedzi, nie chciała go już dłużej 

wypytywać. Znów miał to dziwne spojrzenie, które pa­

miętała z dzieciństwa. Pojawiało się, ilekroć Mick Monroe 

sprowadzał „nową znajomą", a matka Parkera traciła zmy­

sły ze zmartwienia. Przypomniała sobie, jak Parker pokłó­

cił się o to z ojcem. Mick nie zawstydził się, tylko roześmiał 

i oznajmił, że podoba mu się ognisty temperament syna, 

który przypomina mu własne lata młodości. Parker znikł 

wtedy w domku na drzewie na kilka ładnych dni. Wiedzia­

ła, co chłopak musiał czuć, bo często sama była bezradna, 

gdy jej rodzice mieli problemy. 

Znów czuła się podobnie. Nie mogła zrobić dla Red Rose 

nic więcej. Parker również. Mimo wszelkich starań wie­

dzieli, że sytuacja miasteczka nie jest dobra. 

- Ellie? 

- Czego? - warknęła i zobaczyła, że szeroko otwarte 

oczy Delii wypełniają się łzami. 

-Wybacz - szybko przeprosiła. - Jestem strasznie 

spięta. 

- Ja też - przyznała Delia. 

- Pracowałyśmy tak ciężko, a jednak to wciąż małe, sen­

ne miasteczko. Co będzie, jeśli mężczyźni z miasta nas wy­

śmieją? 

- Złamię kilka rąk i nosów - zagroziła Sunny. 

W kawiarni zrobił się gwar, a słowo „mężczyźni" po­

jawiało się również w niesympatycznych, kontekstach. 

W końcu to oni właśnie stanowili problem miasteczka. 

Nagle drzwi się otworzyły i do kawiarni wszedł niemal 

siedemdziesięcioletni Albert Stiles. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Macie gorącą kawę? 

- Tak gorącą, że poparzy ci łysinę, jeśli wyleję ci ją na 

głowę - burknęła Lydia. 

- Nie widzisz, że jesteśmy zajęte, Albercie? - spytała 

niechętnie Joyce Hives. - Zaniedbujemy własne sklepy, że­

by zdążyć na wielkie otwarcie. Nie mamy czasu podawać 

ci kawy! Wróć później! 

Albert z nieszczęśliwą miną wyszedł chyłkiem z kawiar­

ni, a panie popatrzyły na siebie zdziwione. 

- O matko - westchnęła Joyce. - To nie było zbyt miłe. 

- Wiem. A ja zagroziłam, że wyleję mu kawę na gło­

wę - jęknęła Lydia. - Biedaczysko. W dodatku jest zawsze 

miły. 

- Spójrzcie tylko - powiedziała cicho Joyce. - Nerwy 

mamy napięte jak postronki i warczymy na niewinnych, 

którzy byli wierni miastu przez tyle lat. Co się z nami dzie­

je? - spytała, a wszystkie oczy zwróciły się na Ellie. 

- Za duży stres - odparła bez uśmiechu. - Nie wyniknie 

z tego nic dobrego. 

- Właśnie. Panowie przyjadą do miasta i zastaną bandę 

wściekłych bab - przepowiedziała Sunny. 

- To niedopuszczalne. - Lydia pokręciła głową z nie­

smakiem. 

- Powinnyśmy się trochę odprężyć - zaproponowała 

Delia. 

- Dobrze, tylko jak? - westchnęła płaczliwie Joyce. 

- Znam tylko jeden niezawodny sposób - oznajmiła 

Sunny, wstając 

- O, tak - zgodziła się Lydia i zaczęła zamykać kawiar-

scandalous

Pona & Irena

background image

nię. - Zakupy, złotko— wyjaśniła, widząc zaskoczone spoj­

rzenie Joyce. - Duże zakupy. Ciuchy, perfumy i oczywi­

ście... buty. 

Na wszystkich twarzach zagościły błogie uśmiechy. El-

lie nie miała pojęcia, czy to wpływ fabryki obuwniczej, ale 

kobiety Red Rose uwielbiały buty. 

- Zbierajcie się, moje drogie - zarządziła Lydia. - Je­

dziemy do najbliższego centrum handlowego. Będziemy 

szaleć na zakupach, aż zapomnimy o wszystkich naszych 

problemach. A jutro będziemy szykowały się na miejscu do 

przyjazdu tłumów mężczyzn. Incydent z Albertem uświa­

domił mi, że musimy pomyśleć, jak chcemy ich przyjąć. 

Przez te wszystkie lata, kiedy obywałyśmy się bez nich, 

stałyśmy się bardzo zdecydowanej samodzielne. Powin­

nyśmy uważać, by nie potraktować ich tak, jak biednego 

Alberta. Musimy pomyśleć, a mnie pójdzie zdecydowanie 

lepiej, gdy pozakładam na siebie wszystkie nowe rzeczy, 

które zaraz kupię. 

- Jedźmy. Znajdę tylko Jaroda Rodgersa i namówię go, 

żeby pożyczył nam szkolny autobus. Zabieracie się ze mną, 

dziewczynki? 

Ellie uśmiechnęła się pod nosem. Blask bijący od jej 

przyjaciółek oświetliłby niewielkie miasteczko. Zakupy, to 

nie był zły pomysł, jednak ona wolała odpocząć w spokoju. 

Potrząsnęła odmownie głową. 

- Jedźcie beze mnie. Ja nigdy nie byłam fanką zaku­

pów. Medytacja wywiera na mnie taki sam wpływ, jaki 

na was zakupy. 

- A jednak ma pewne braki - oznajmiła Sunny, mar-

scandalous

Pona & Irena

background image

szcząc zabawnie nos. - Przywiozę ci coś uroczego i sek­

sownego. 

- Dziękuję, ale nie trzeba - odparła Ellie, mając wraże­

nie, że jest jedyną kobietą w miasteczku, która nie szykuje 

się do najazdu mężczyzn. 

- Nie wyglądasz na martwą - powiedziała Sunny, przy­

glądając się jej w zadumie.- A skoro jesteś żywai jesteś ko­

bietą, to owszem, trzeba. Włożysz to, co ci przywiozę i zo­

baczysz, że poczujesz się lepiej, wiedząc, że pod dżinsami 

masz seksowną bieliznę! 

Po piętnastu minutach kawiarnia opustoszała, a Ellie 

została sama na ulicy w obłoku kurzu. 

- Gdzieś się pali? - spytał Parker, patrząc w ślad za nik­

nącym szybko autobusem. 

- Gorzej. Bardzo pilna wyprawa do centrum handlowe­

go - odparła Ellie. 

- A ty nie pojechałaś? 
- Nie robię zakupów dla zabawy - twardo oznajmiła. 

- Nie? A co robisz dla zabawy? 

- Pracuję... - wykrztusiła, uświadamiając sobie nagle, 

że została sam na sam z Parkerem. 

- Pracujesz dla zabawy? 

Nic dziwnego, że nie uwierzył, skoro skłamałam, pomy­

ślała. W jego obecności Ellie miała problemy ze skupie­

niem uwagi. Ale skoro to powiedziała, zamierzała brnąć 

dalej. 

- Oczywiście - przytaknęła, odrzucając włosy i wysu­

wając wojowniczo podbródek. - Jestem pewna, że zaraz 

znajdę sobie coś ciekawego do roboty, zanim zjawią się ci 

scandalous

Pona & Irena

background image

wszyscy goście i lekkomyślne zmarnujemy czas, jaki nam 

jeszcze został. 

- Jasne. Wciąż jest jeszcze sporo do zrobienia - zgodził 

się, mnąc w dłoni kawałek papieru. 

- A ty co zamierzasz? 

- Jeszcze raz sprawdzę, czy w hotelu i domu kultury 

wszystko jest dopięte na ostatni guzik. 

- Chętnie ci pomogę. 

-Nie musisz. 
- Ale bardzo chcę. Od czego zaczynamy? 

- Od domu kultury. Chester wciąż jeszcze poprawia coś 

w hotelu. 

W milczeniu podjechali pod stary ceglany budynek. 

Jednak teraz wyglądał inaczej. Był czysty, świeży i lśnił no­

wością. Duża tablica głosiła, że jest to Centrum Kultury 

w Red Rose. Dookoła budynku posadzono kwiaty, krzewy 

i drzewka. Ścieżki wysypano jasnym żwirem i ustawiono 

przy nich urocze ławeczki. 

- Kto by pomyślał, że stara fabryka może się aż tak 

zmienić? - powiedziała w zachwycie. - Jesteś pewien, że 

chcesz ją przekazać miastu? 

- Oczywiście. Była z wami w gorszych czasach, niech 

wam teraz posłuży do odmiany losu. 

- Naprawdę uważasz, że to możliwe? 

- Nie wiem, Ellie. Ale mam nadzieję, że tak się stanie. 

Koniecznie do mnie napisz, czy wam się udało. 

Serce Ellie zamarło na przypomnienie o jego rychłym 

wyjeździe. Wiedziała, że to nieuniknione, ale czuła, że nie 

będzie jej łatwo się z tym pogodzić. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Zrobię to - obiecała i ruszyła za nim w stronę budynku. 

Niekształtna ceglana bryła zyskała teraz drewniane ob­

ramowania i ganki. Przed wejściem zawisł portret Micka 

Monroego. Parker nie życzył sobie tego, ale w końcu mu­

siał ulec namowom mieszkańców, którzy twierdzili, że był 

on ważną częścią historii miasteczka. 

Ellie była zachwycona przemianą budynku, ale nie mog­

ła pozbyć się uczucia, że Parker także niedługo będzie na­

leżał jedynie do historii. 

Gdy dotarli do hotelu, otrząsnęła się z ponurych my­

śli. Tu zmiany były jeszcze bardziej widoczne. Przez pa­

rę chwil w ogóle nie mogła wydobyć z siebie głosu. Nowa, 

elegancka tablica głosiła, że jest to teraz „Niebiański Hotel 

Red Rose". 

- Chester przeszedł samego siebie - westchnęła, podzi­

wiając dzieło rąk zdolnego architekta. 

Budynek nadal był różowy, ale wulgarność koloru zo­

stała złagodzona kremowo-złotymi dodatkami. Nowy ga­

nek zbudowano w greckim stylu, dodając kolumny i po­

sągi. Płyta parkingu znikła, a na jej miejsce pojawiła się 

soczysta trawa, poprzecinana krętymi ścieżkami, przy któ­

rych ustawiono więcej posągów i niewielkich fontann. No­

wy, mniejszy parking, wyłożony kolorową kostką, znalazł 

się na tyłach budynku. Hotel stał się bardziej elegancki, 

jednak posągi nagich greckich boginek delikatnie nawią­

zywały do jego frywolnej przeszłości. 

Ellie podążyła za Parkerem do przestronnego holu i uj­

rzała przytulne wnętrze utrzymane w kremowej tonacji, 

gdzie w niewielkich, przytulnych niszach stały wygodne 

scandalous

Pona & Irena

background image

kanapy. Każda nisza ozdobiona była zdjęciami dawnego 

hotelu i eksponatami z jego przeszłości. To, co wcześniej 

sprawiało wrażenie tandety, teraz było pełne elegancji. 

- On jest prawdziwym czarodziejem - westchnęła Ellie. 

- Ciekawe, co mógłby zdziałać u mnie w domu. 

- Uważaj, by nie zostać z nim sam na sam - ostrzegł ją 

Parker. - Odwalił tu kawał dobrej roboty. Po części dlate­

go, że jest wspaniałym fachowcem, ale też i dlatego, że tak 

jak mój ojciec, hołduje cielesnym przyjemnościom. Czer­

pał z tego wielką radość, bo mógł przemienić fantazje Mi­

cka w swoje własne. Odradzam ci jego towarzystwo. 

- Nie wydaje mi się, żebym była w jego typie - szepnę­

ła speszona. 

- Ellie, wystarczy, że będziesz sobą, a będziesz w typie 

każdego mężczyzny - wyznał gorączkowo. - Dajmy temu 

spokój, zanim zrobię coś szalonego - westchnął, wyciągnął 

dłoń w jej stronę i rozmyślił się w pół gestu. 

Ramię w ramię ruszyli do pierwszego pokoju. Ellie nie­

cierpliwie pchnęła drzwi i zajrzała do środka. 

- Och Parker - westchnęła, rozglądając się dookoła. 

Pokój był prawie biały, ale ożywiały go dodatki, utrzy­

mane w kolorze złota i purpury. Na ścianach wisiały obra­

zy przedstawiające mitologicznych kochanków. Perseusz 

i Andromeda, Amor i Psyche. Były pełne smaku, niewin­

ne, a jednak potrafiły pobudzić wyobraźnię. W niemal 

dziewiczym wnętrzu wydawały się bardziej wymowne niż 

te, które miał Mick Monroe. Ellie westchnęła. Pokój spra­

wiał wrażenie takiego, w którym można się było zamknąć 

z ukochanym na tydzień i nie nudzić się ani chwili. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Jest cudowny! - zawołała i zawirowała jak w tańcu, 

wpadając wprost w ramiona Parkera. 

Perker aż jęknął, widząc jej roześmianą twarz tuż przy 

swojej. 

- Później o tym porozmawiamy - mruknął i zamknął ją 

w uścisku swych ramion. 

Dotyk Parkera wzniecał w niej ogień. Jego bursztyno­

we oczy hipnotyzowały, a zapach oszałamiał. Ellie wspię­

ła się na palce i pocałowała go. Spleceni w uścisku, osunęli 

się na łóżko. 

- Ellie, każ mi przestać - wyszeptał w udręce. 

- Parker... chcę więcej. 

- Jeśli mnie nie powstrzymasz, nie zapanuję nad sobą. 

Posunę się za daleko. Wiesz, jaki jestem. Łakomy i bez­

względny, gdy chodzi o kobiety. Nie można mi ufać. Wy­

korzystam cię i porzucę. Nie pozwól mi na to - szepnął 

i znalazł dość siły, by przerwać pocałunek. 

Ellie jęknęła rozczarowana. Całe życie pragnęła Parkera, 

a on zawsze starał się trzymać od niej z daleka. Teraz był 

tak blisko i mówił, że jej pragnie. Musiała sprawdzić, jak to 

jest w jego ramionach, bo inaczej będzie żałowała do końca 

życia. Z trudem zmusiła się do uśmiechu. 

- Nikt mnie tak jeszcze nie pragnął. Do tej pory ja też 

nikogo nie pragnęłam. Tyle rzeczy mnie w życiu ominęło, 

Parker. Chcę wiedzieć, jak to jest być z prawdziwym męż­

czyzną. Nie lubię przelotnych flirtów, ale z tobą jestem go­

towa zaryzykować. 

- Nie chcę cię zranić - szepnął z udręką, kryjąc twarz 

w jej włosach. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Nigdy dotąd tego nie uczyniłeś. Teraz nie jestem już 

naiwną dziewczynką i świadomie godzę się z ryzykiem -

oznajmiła, wplotła palce w jego włosy i przyciągnęła jego 

usta do swoich. 

Zatopili się w gorącym pocałunku i z powrotem osunę­

li na łóżko. Dłonie Parkera zbłądziły pod jej bluzkę i od­

nalazły piersi. Jęknęła, czując intensywną pieszczotę. Gdy 

cofnął dłonie, prawie zaszlochała z rozpaczy. Jednak Par­

ker zmarnował tylko chwilę na rozpięcie guzików jej bluzki 

i natychmiast powrócił do pieszczot. Jego gorące usta wy­

nagrodziły jej chwilę cierpienia. 

- Ellie - westchnął w zachwycie, podziwiając kremową 

karnację jej nagiej skóry. - Jesteś taka cudowna - wyszep­

tał, pieszcząc dłońmi jej piersi. 

Wygięła się w łuk i miała ochotę krzyczeć z rozkoszy. 

Nagle w ich intymność wdarło się trzaśniecie drzwiczek 

samochodu. Ellie zastygła bez ruchu. Parker poderwał gło­

wę i zacisnął zęby. 

- Do diabła - zaklął i natychmiast się opanował. Do­

brze, że nie posunął się za daleko. 

Kilkoma sprawnymi ruchami poprawił jej wymiętą 

bluzkę i pozapinał guziki. Delikatnie ucałował jej wargi 

i uniósł podbródek. 

- Ellie, tak będzie lepiej - wyszeptał. - Do diabła, nie 

patrz tak na mnie. Wiesz, że cię pragnę do szaleństwa. Ale 

nie mógłbym postąpić z tobą tak, jak to czynił z kobietami 

mój ojciec. Rozumiesz? 

Zagryzła wargi, żeby się nie rozpłakać i posłusznie po­

kiwała głową. Rozumiała. Pożądał jej, ale nie zamierzał się 

scandalous

Pona & Irena

background image

poddać temu uczuciu. Prosił, by pomogła mu zwalczyć to, 

co się między nimi zaczęło. Ellie nie chciała, by cierpiał. 

- Rozumiem - szepnęła. 

- To dobrze - odetchnął z ulgą. - Chodźmy zobaczyć, 

kto nas uratował. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Ciekawe, kogo diabli nadali, pomyślał Parker. Pewnie 

Chester wrócił coś sprawdzić. Jednak dekorator był ostat­

nią osobą, która teraz powinna oglądać Ellie. 

- Poczekaj tu na mnie, a ja sprawdzę, kto przyjechał -

poprosił. 

Ellie skinęła głową, więc uspokojony Parker wyszedł 

przed hotel. Gdy zobaczył gościa, zamarł ze zdumie­

nia. Z eleganckiego, czarnego mercedesa wysiadał Grif-

fin O'Dell. Jego przyjazdu Parker najmniej się spodziewał. 

Griffin wprost uwielbiał wielkomiejski gwar, był szalenie 

zajęty dobrze prosperującą firmą i, na dodatek, uwikłany 

w brzydką sprawę rozwodową, połączoną z walką o prawa 

rodzicielskie. Ostatnie, czego mu było trzeba, to narzeczo­

na z Red Rose. 

- Griff, a co ty tu robisz? - zapytał, wyciągając dłoń na 

powitanie. 

- Sam nie wiem. Zadzwoniłeś, więc jestem - odparł, 

potrząsając głową. 

Parker się zamyślił. Kontakt z Griflinem stanowił ostat­

nią deskę ratunku. Nie spodziewał się nawet odpowiedzi, 

scandalous

Pona & Irena

background image

a co dopiero odwiedzin przyjaciela. Jeśli on zdecydował się 

na przyjazd, to każdy może się zjawić. 

- Nie dziw się tak - roześmiał się Griff. - Miałem aku­

rat po drodze. Wybieram się do Chicago na ważne spotka­

nie i pomyślałem, że nie zawadzi popatrzeć, co wykombi­

nowałeś tym razem. Szczególnie że byłeś dość tajemniczy. 

Teraz wszystko już jasne - dodał z uśmiechem, spoglądając 

ponad ramieniem Parkera. 

Gdy podążył za jego wzrokiem, dostrzegł Ellie. Nerwo­

wo poprawiała ubranie, jakby bojąc się, żeby ktoś nie do­

strzegł śladów niedawnych miłosnych uniesień. Jednak dla 

wprawnego oka nie było to trudne. Wciąż miała rozmarzo­

ne spojrzenie, zarumienione policzki i usta opuchnięte od 

pocałunków. 

-Griff, poznaj moją przyjaciółkę, Ellie Donahue -

powiedział Parker. - Ellie, to Grimn O'Dell, przyjaciel 

ze szkoły. 

Griff podszedł i potrząsnął dłonią dziewczyny. Nie uszło 

uwagi Parkera, że zanim to zrobił, dyskretnie upewnił się 

co do braku obrączki na jej palcu. 

- Tak się cieszę, że mogłeś przyjechać - zachwyciła się 

Ellie i obdarzyła go swym najpiękniejszym uśmiechem, 

a Parker z trudem powstrzymał się, by nie wejść między 

nich. - Wiedziałam, że na Parkera można liczyć. Długo 

u nas zabawisz? Obawiam się, że hotel nie jest jeszcze go­

towy na przyjęcie gości, więc. 

- Spokojnie, Ellie, wszystkim się zajmę. Griff może za­

mieszkać u mnie. 

- Och, nie. Parker, to nie jest w porządku tak zwalać ci 

scandalous

Pona & Irena

background image

się na głowę. Nawet nie zadzwoniłem. Jeśli hotel nie jest 

gotowy, poszukam czegoś innego. 

- Lepiej przyjmij ofertę Parkera - zachichotała Ellie. -

W Red Rose nie znajdziesz nic innego. Hotel otwiera pod­

woje dopiero za dwa dni. Zostaniesz na festyn? 

- Przyjechałem zobaczyć się z Parkerem, ale jestem cie­

kaw waszego projektu. Potem wracam do Chicago. 

Parker zerknął na Ellie. Nie okazała rozczarowania. 

- Chodźmy, odwiozę cię do domu - zaproponował. -

A potem zafunduję Griffowi rundkę po mieście, nakarmię 

go i zabiorę do domu. 

- Dostarczę wam jedzenie - oznajmiła. - Wiem, że zaj­

muje się tym Lydia, ale ona jest dziś zajęta. 

- Ellie, nie musisz tego robić - zaprotestował. 

- Parkerze Nathanie Monroe - zaczęła groźnie, i przyj­

mując wojowniczą pozę, położyła dłonie na biodrach. -

Ściągnęłam cię tu na siłę, zajmuję twój czas i patrzę, jak 

wydajesz bajońskie sumy na remonty obiektów, które nie 

są ci do niczego potrzebne, a ty uważasz, że to za duży 

kłopot, by ugotować ci posiłek? To jest Red Rose. Szczy­

cimy się naszą lojalnością, gościnnością i umiejętnością 

odwdzięczania się za przysługi. Podanie ci posiłku uwa­

żam za swój moralny obowiązek. I lepiej, żebyście z panem 

0'Dellem go zjedli. 

- Może i nie jest wysoka - skomentował z uśmiechem 

Parker - ale ma wielkiego ducha, Griff. Lepiej szykuj się 

na domowe jadło. Ellie, czy mówiłem ci ostatnio, jaka je­

steś nieznośna? 

- Uznam to za komplement - odparła z uśmiechem. -

scandalous

Pona & Irena

background image

A teraz zabierz mnie do domu, żebym mogła się wziąć do 

gotowania. I dopilnuj, żeby w programie wycieczki nie by­

ło żadnych wielkich, nieprzyzwoicie ubranych kobiet. 

Parker zamrugał zdziwiony i dopiero po chwili uświa­

domił sobie, że Ellie mówi o posągowej mleczarce przed 

sklepem Sunny. 

- Sam nie wiem - udał, że się zastanawia. — GrifFowi 

może to się spodobać. 

- Nie chciałabym, żeby uciekł przed rozpoczęciem uro­

czystości - odparła z wahaniem, patrząc na eleganckiego 

przybysza. 

- Parker, nie mówiłeś, że w Red Rose mieszkają ama­

zonki - zażartował O'DelL - Teraz naprawdę jestem cie­

kaw tego widoku. 

-Przekomarzając się i śmiejąc, odwieźli Ellie do domu. 

Gdy wysiadła, Parker spoważniał i popatrzył pytająco na 

przyjaciela. 

- Nie przyjechałeś ot tak, prawda? 
- Cheryl znów robi problemy - westchnął Griff. - Mi­

mo że przypadała moja kolej opieki nad Caseyem, wymy­

śliła „ważną" wizytę u swojej matki i po prostu go zabrała. 

Powinienem zgłosić to w sądzie, ale chłopak tak źle znosi 

nasze przepychanki, że odpuściłem i teraz włóczę się jak 

zbity pies. Musiałem odpocząć, więc uznałem, że odwie­

dzę przyjaciela. 

- Cieszę się, bo minęło wiele czasu od naszego ostatnie­

go spotkania. A co myślisz o Red Rose? . 

- Jest... miłe, ładne i z pewnością pełne sympatycznych 

ludzi. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Zupełnie nie twój klimat, co? 

- Ty stąd pochodzisz, a mnie to jakoś nie przeszkadza -

zaczął ostrożnie Griff. - Mam nadzieję, że znajdziesz swo­

ich inwestorów. Jeśli komuś miałoby się to udać, to właśnie 

tobie. Albo twojej uroczej znajomej. Jest czarująca i do tego 

wolna, o ile się nie mylę? 

- Jest wolna, jeśli chodzi o mnie, ale to nie znaczy, że 

możesz się z nią zabawić. 

- Wiesz, że nie po to tu jestem, Parker. Nie mam ochoty 

na zabawę, wolałbym spokojną kryjówkę. 

- Przed kim chcesz się ukryć? 

- Przed sobą samym. Tylko że to i tak nigdy nie działa. 

Za cztery dni muszę być z powrotem w domu, bo wraca 

Casey. A ty, jak długo chcesz tu zostać? 

- Niedługo - odparł zgodnie z prawdą. - Gdy dni ot­

warte miasteczka dobiegną końca, moje zadanie się wy­

pełni. Red Rose albo na powrót odżyje, albo powoli osu­

nie się w niebyt. 

- A co na to twoja ślicznotka? Nie będzie za tobą płakać? 

- Ja i Ellie powinniśmy pójść swoimi drogami. Nie za­

znalibyśmy przy sobie spokoju - powiedział, nie tłuma­

cząc, że po prostu nie potrafi jasno przy niej myśleć i utrzy-

mać rąk z dala od jej kształtnego ciała. 

- Ten sam stary Parker - ubawił się O'Dell. - Dziś tutaj, 

jutro zupełnie gdzie indziej. Jesteśmy z tej samej gliny. 

Parker wiedział, że to prawda, więc niezależnie od swej 

sympatii do przyjaciela, zamierzał mieć go na oku. Nie po 

to chronił Ellie przed sobą przez całe życie, żeby skrzyw­

dził ją inny mężczyzna. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Kilka godzin później Parker siedział z Ellie na ganku jej 

domu. Griff poprosił go o udostępnienie biura, więc Parker 

uznał to za doskonałą okazję do odwiedzin u sąsiadki. 

- O'Dell wydaje się bardzo miły - powiedziała. 

- On nie zostanie, Ellie - odparł, uśmiechając się 

w ciemności. - Teraz nie zniesie niczego, co skojarzy mu 

się z małżeństwem. Miał paskudny rozwód i jeszcze gorszą 

sprawę o opiekę nad dzieckiem. Red Rose jest wspaniałym 

miasteczkiem, ale nie dla kogoś takiego jak Griff. Jego fir­

ma zajmuje się sprzętem sportowym i ostatnio rozrosła się 

tak bardzo, że nie zamierzał na razie robić nowych inwe­

stycji. Nic dobrego nie przyjdzie nam z jego wizyty. 

- No, nie wiem. Odwiedzenie przyjaciela chyba też się 

liczy. 

- Masz rację. Przyjaciele są ważni - przytaknął i pogła­

skał ją po policzku. - Daj mi znać, jak potoczą się losy Red 

Rose - cicho poprosił. 

- Zadzwonię i zostawię wiadomość twojemu asystento­

wi - szepnęła, drżąc pod jego dotykiem. 

Wiedziała, że nie o to chodziło Parkerowi, ale nie było 

sensu podtrzymywać znajomości, której oboje postanowili 

się wyrzec. Czuła, że gdy on wróci do Chicago, wróci też 

do swych dawnych zwyczajów. Ich związek za bardzo przy­

pominałby małżeństwo jego ojca. Trzymanie jednej kobie­

ty w odwodzie podczas spotkań z innymi. Cóż, tacy byli 

mężczyźni z rodziny Monroe. 

- Ja naprawdę chcę wiedzieć, czy Red Rose się powie­

dzie - powiedział głośno, jakby chciał przekonać nie tylko 

ją, ale i siebie. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Obiecałam, że dam ci znać. - Jej słowa nie były głoś­

niejsze od szeptu. 

A Ellie, w przeciwieństwie do niego, zawsze dotrzymy­

wała słowa. Zawsze też doprowadzała sprawy do końca. 

A Parker? Przyjechał, zaplanował przedsięwzięcie, odbu­

dował ruiny, zaprosił gości, a teraz wyjeżdża. Niezależnie 

od sukcesu, nie zamierzał tu utknąć. To było charaktery­

styczne dla wszystkich Monroe'ów. Zrobić swoje i odejść. 

Niby najprostsza rzecz na świecie. A czasem nawet jedyna 

właściwa. 

Gdy Ellie obudziła się rankiem, zrozumiała, że coś się 

zmieniło. Za oknami, na ulicach, panował wzmożony ruch. 

Dziś wielkie otwarcie, uświadomiła sobie z uśmiechem. Po 

chwili jednak posmutniała. Goście ściągający na dni ot­

warte miasteczka oznaczali również, że za dzień, dwa Par­

ker znów opuści Red Rose. 

- Przestań - zarządziła na głos. - Dobrze wiedziałaś, 

że to krótkoterminowa umowa. Zresztą nic ci nie obie­

cywał. 

Mimo surowych napomnień, Ellie czuła bezbrzeżny 

smutek. Dlaczego? Przecież obywałam się bez Parkera ty­

le lat, myślała. 

- To pewnie smutek, że coś się kończy - wytłumaczy­

ła sobie na głos. - Zawsze, gdy doprowadzi się do końca 

wielkie przedsięwzięcie, radość jest zabarwiona odrobiną 

żalu. Ale to przecież jeszcze nie koniec - oznajmiła raźniej. 

- Jest jeszcze sporo do zrobienia. 

Wzięła się w garść i wyskoczyła z łóżka. Z nadzieją 

scandalous

Pona & Irena

background image

wyjrzała przez okno. Hm... nie były to tłumy, ale musia­

ła przyznać, że całkiem przyzwoity strumień samochodów 

zdążał w stronę miasteczka. 

Poprzedniego dnia Ellie rozmawiała z siostrami. 

- Zawsze potrafiłaś zrobić coś z niczego - zachwycała 

się Ronnie. - Już w dzieciństwie mogłyśmy na ciebie liczyć. 

Dzięki, siostrzyczko. Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie... 

cóż, czeka nas parę dni dobrej zabawy. Red Rose od dawna 

nie było takie ekscytujące. Popatrz tylko na tych wszyst­

kich facetów! 

- Spokojnie, Ronnie - mitygowała siostrę, kręcąc gło­

wą. - Wiesz, że kobiety z rodziny Donahue mają problemy 

z wyborem właściwych mężczyzn. 

- Oj, Ellie. Czym byłoby życie bez odrobiny zabawy i ry­

zyka? Nie muszę od razu wychodzić za mąż i mieć dzieci, 

ale uwierz, potrafię docenić różnicę płci! Rozchmurz się, 

siostrzyczko. Zrobiłaś już wszystko, co było do zrobienia, 

a teraz skorzystaj i zabaw się! 

Łatwo powiedzieć, pomyślała markotnie. Poprzednie­

go wieczoru obdzwoniła swoje siostry, żeby sprawdzić, czy 

wszystko u nich w porządku. Oczywiście, wszystko było 

jak należy. Zawsze zachowywała się w stosunku do nich 

nadopiekuńcza Wydawało się, że to z nią tym razem nie 

jest dobrze. 

Cóż, to zrozumiałe, że się martwię, wytłumaczyła so­

bie. Jestem najstarsza i wiem, co mężczyźni tacy jak Mick 

Monroe, Zach Donahue czy Avery Johns potrafią zrobić 

kobiecie. Poza tym właściwie wychowała swoje siostry i nie 

chciała patrzeć, jak cierpią. Już dawno nie oglądała świata 

scandalous

Pona & Irena

background image

przez różowe okulary. Weź się w garść, dziewczyno, beszta­

ła siebie. Jazda do miasta! Przecież na to właśnie czekałaś. 

Przestań się mazać i do roboty! 

Gdy wyszła przed dom, niemal wpadła na Parkera. 

Stał na ganku, z podwiniętymi rękawami koszuli, sple­

cionymi ramionami i zabójczym uśmiechem na przystoj­

nej twarzy. 

- Nie mogłem pojechać bez ciebie, Ellie. To w końcu 

twoje dzieło - oznajmił, patrząc jej w oczy. 

Serce Ellie zatrzepotało w piersi, straciła dech i poczuła, 

że wilgotnieją jej dłonie. A kiedy Parker ujął ją pod ramię, 

chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie. 

Nie powinnam marzyć o nierealnym, skarciła się w my­

ślach. Zawsze była realistką. Potrząsnęła głową i zmusiła 

się do uśmiechu. 

- Zobaczmy, co panie sobie zaplanowały na dziś - za­

proponowała. - Podobno Sunny wpadła na jakiś genialny 

pomysł. 

- Drżę na samą myśl o tym - powiedział Parker 

z szerokim uśmiechem. 

- Ja też. Może być całkiem wesoło. 

Wsiedli do wozu i ruszyli w stronę sklepu mleczarskie­

go. Przed budynkiem, na parkingu, dziewczęta serwowa­

ły lody. Nieopodal rozstawiono pasiasty namiot. Gdy Ellie 

i Parker zajrzeli do wnętrza, ujrzeli Sunny otoczoną tłu­

mem rozpartych w wygodnych krzesłach mężczyzn. Właś­

nie masowała kark jednemu z nich. Wyglądał jak kot, któ­

ry opił się śmietanki. 

- Wybacz, Parker, że dziś nie podam ci dłoni. Mam ręce 

scandalous

Pona & Irena

background image

tłuste od oliwki. Ten tutaj to Ernest. Jest bankierem. Tamci 

to Jack, Pete i Teodore. Ale ty pewnie to wiesz, skoro sam 

ich zaprosiłeś. 

Po minie Parkera Ellie poznała, że tak wcale nie było. 

- Chyba wieści same się rozeszły - powiedział zdu­

miony. 

- To tylko dowodzi, że odwaliłeś kawał świetnej roboty 

- szepnęła Ellie. - Sunny, hm... co ty robisz? 

- Robię masaże, nie widać? I nie patrz tak na mnie, 

panno Donahue. Jestem dyplomowaną masażystką. Nie 

ma w tym nic grzesznego. 

- To takie przyjemne, że musi być grzeszne - jęknął 

z rozkoszą masowany mężczyzna. 

- To wspaniały pomysł - zawtórował mu kolejny. -

Przyleciałem wczoraj z New Jersey, a latanie zawsze powo­

duje u mnie potworne napięcie. 

- No, dobrze - westchnęła zadowolona Sunny. - Wam 

dwóm już wystarczy. A ty, Parker, dopilnuj, żeby Ellie już 

dziś nie pracowała. Teraz powinna się zabawić. 

- Dopilnowanie, żeby Ellie się zabawiła, sprawi mi dużą 

przyjemność - oznajmił z diabelskim błyskiem w oku. 

Kolejny klient wydał długie, ekstatyczne westchnienie 

pod wprawnymi palcami Sunny. Ellie i Parker popatrzyli 

na siebie, powstrzymując z trudem śmiech. Sunny prze­

wróciła oczami i prychnęła z niesmakiem. 

- Nie sądzicie chyba, że jestem ślepa? Uciekajcie stąd 

i dajcie mi pracować. Tylko uważajcie, żeby was nie ponio­

sło z tą zabawą. 

Kiedy wypadli na zewnątrz, żeby dać upust rozbawię-

scandalous

Pona & Irena

background image

niu, natknęli się na Chestera. Na widok jego miny przeszła 

im ochota do śmiechu. 

- Jest tam? - spytał, tocząc wkoło lekko nieprzytomnym 

wzrokiem. 

Gdy żadne z nich nie odważyło się odpowiedzieć, poki­

wał głową i zmarszczył brwi. 

- Tak właśnie myślałem - warknął i odwrócił się na 

pięcie. 

- Nie wejdziesz? - Ellie się zdziwiła. 

- Ta kobietą dała mi jasno do zrozumienia, że nie inte­

resują jej żadne gierki. Teraz obmacuje innych. Czy pod­

dalibyście się na moim miejscu? 

- To zależy, do czego dążysz - zaśmiał się Parker. - Gdy­

bym jej nie znał, poddałbym się. Gdy miałem jakieś czter­

naście lat, czekałem w długiej kolejce po lody z jej sklepu. 

W pewnej chwili mężczyzna przede mną zrezygnował, na­

rzekając, że musi tak długo czekać. Kiedy przyszła moja 

kolej, Sunny dołożyła mi dodatkową porcję lodów, tłuma­

cząc, że cierpliwi zasługują na nagrodę. To chyba dobra ra­

da dla zakochanego? 

- Zakochanego? Kto tu mówi o miłości? Jutro wyjeż­

dżam - oznajmił, ale postąpił o krok w stronę namiotu. 

- Przyjąłeś radę Sunny, prawda? - Ellie zwróciła się do 

Parkera..- Cierpliwością i pracą sprawiłeś, że spełniły się 

twoje marzenia o sukcesie. 

- Sądzę, że masz rację - powiedział po chwili milczenia. 

- Ty zresztą też? Nie wyjechałaś, tylko tu zbudowałaś so­

bie życie i zdobyłaś szacunek - oznajmił i położył jej palec 

na ustach, gdy zamierzała zaprotestować. - Umówmy się, 

scandalous

Pona & Irena

background image

że każde z nas zrobiło to, co uważało za słuszne i na swój 

sposób odniosło sukces w życiu. Możemy podyskutować 

o tym później, ale teraz muszę wypełnić rozkaz i upewnić 

się, że dobrze się bawisz - dokończył z uśmiechem. 

I rzeczywiście, Parker dopilnował, by Ellie skorzysta­

ła ze wszystkich atrakcji festynu. Spróbowali wszystkich 

przysmaków, kibicowali na meczu i słuchali piskliwej or­

kiestry ze szkoły podstawowej. 

- Są tacy młodzi i radośni - zauważyła. - My też tacy 

byliśmy? 

- Tak, nawet bardziej - odparł ze śmiechem. - Tamten 

chłopiec wydaje mi się znajomy. 

- To dlatego, że to synek Mitzi - odparła ze śmiechem 

i pomachała dziecku. - Och - jęknęła, pojąwszy, że popeł­

niła gafę. - To o jego ojcostwo cię posądzano. 

- Cóż, jak widać po jego rysach, nie była to prawda. Ale 

popatrz na nas. Nie mamy dzieci. Nie żałujesz czasem? 

- Mówiłam ci, że nie chcę męża ani dzieci - rzuciła os­

tro. - Mężczyźni nigdy nie byli dobrzy dla kobiet z naszej 

rodziny. Poza tym już wychowałam kilkoro dzieci, zapo­

mniałeś? 

- Wiem. I pamiętam, że w tym też byłaś świetna - po­

wiedział cicho, ujął )e) dłoń i wyprowadził ze stadionu. -

Już po zabawie? - zapytał, gdy natknęli się na Griffa. 

- To wspaniała przygoda, a panie są przemiłe i bardzo 

się napracowały, ale obawiam się, że nie mam dziś nastroju 

do zabawy - odparł, wzruszając ramionami. 

- Nigdy nie brakło ci do tego ochoty - zauważył Parker. 

Nagle spostrzegł, że Ellie uważnie przygląda się Griffo-

scandalous

Pona & Irena

background image

wi i poczuł ukłucie zazdrości. Dopiero po chwili uświado­

mił sobie, że patrzyła na niego z troską. Jak wiele razy wi­

dział ten wyraz jej oczu, gdy spoglądała na swoje młodsze 

siostry? Doszedł do wniosku, że mimo jej zapewnień wciąż 

drzemie w niej instynkt macierzyński. 

- Cóż, tęsknię za synem i żałuję, że życie nie potoczyło 

się inaczej. Może Cheryl ma rację i nie potrafię zapewnić 

mu tego, czego chłopak potrzebuje? 

-Przecież go kochasz - wtrąciła odruchowo Ellie 

i zmieszała się. - Przepraszam, to nie moja sprawa. 

- Cóż, zwierzając się wam, sprawiłem, że stała się wa­

sza - przyznał Griff ze smutnym uśmiechem. - I owszem, 

masz rację. Kocham go ponad wszystko. 

- To z pewnością dajesz mu to, czego najbardziej po­

trzebuje - oznajmiła miękko. 

- Powiedz to sędziemu, który uwierzył w półprawdy 

mojej byłej żony i ograniczył mi prawa rodzicielskie - za­

śmiał się z goryczą. 

-Wiesz, że w paradę weszły rozgrywki polityczne -

burknął Parker ze złością. 

-.Może, ale to właśnie on trzyma mój los w swoich rę­

kach. Chce dowodu, że jestem lepszym rodzicem niż Che­

ryl, a ona ma tysiąc przykładów, że nie było mnie przy 

dziecku wtedy, gdy mnie potrzebowało. Jednak muszę 

wam podziękować. Przez kilka godzin śmiałem się, piłem, 

jadłem i bawiłem do woli. Wasze urocze miasteczko dało 

mi chwilę wytchnienia. 

Parker uniósł wymownie brew, ale powstrzymał się od 

komentarza, widząc cierpienie Griffina. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Urocze, przyjacielu, ale nie mogę prowadzić tu inte­

resów - zaśmiał się i pogroził mu palcem. - Dziękuję za 

waszą gościnność. To był udany dzień - dodał, patrząc na 

Ellie. 

- Proszę do nas jeszcze wrócić. I koniecznie przywieźć 

synka. Red Rose może nie jest zbyt fascynujące dla doro­

słych, ale dzieci czują się tu świetnie. 

Przez chwilę oboje w milczeniu patrzyli za oddalającym 

się Griffem, który pogwizdywał rzewną melodię. 

- Smutny człowiek - Ellie westchnęła współczująco. 

- To prawda, ale nie zawsze tak było. 

Ruszyli swoją drogą i po jakimś czasie Ellie poczuła, 

że Parker ujął jej dłoń. W końcu zawędrowali w bardziej 

ustronną okolicę. Piękne miejsce na miłosne wyznania, 

pomyślał Parker. I na pocałunki. 

Jednak nie chwycił jej w ramiona, tylko w ciszy wspól­

nie podziwiali krajobraz. Wiatr przywiał kolorowy skrawek 

papieru i Parker schylił się, żeby go podnieść. Uśmiechnął 

się. Była to jedna z ulotek informujących o festynie. 

- Widzę, że panie się postarały. Kiedy się do czegoś bio­

rą, to na całego. 

Ellie przytaknęła. Nie musiała czytać ulotki, sama ukła­

dała jej treść. Zamieściła tam informację, że „Red Rose Ca­

fe" zapewnia catering na spotkania biznesowe, kwiaciarnia 

prowadzi usługi dla firm i dba o zieleń miejską, a w domu 

kultury otwarto nową siłownię. 

- Siłownia? 
- Maleńka - potwierdziła. - Taka, jak Red Rose. Tylko 

kilka przyrządów do ćwiczeń. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Parker usłyszał rozpacz w jej głosie. Spojrzał jej w oczy 

i ujął jej twarz w obie dłonie. 

- W poprzestawaniu na małych rzeczach nie ma nic 

złego, Ellie. Wiesz, że nie dlatego odszedłem. 

- Powiedziałeś, że ty i twoja rodzina wyrośliście z Red 

Rose. Że nie potrafisz już tu żyć. Miałeś rację, nie jesteś po­

dobny do tutejszych mężczyzn. 

- Moja rodzina zawsze była częścią miasteczka, ale ani 

największą, ani nawet najlepszą. Kiedyś matka wyraziła na­

dzieję, że nie będę podobny do ojca, ale wątpi, czy mi się 

to uda. Jestem biznesmenem i w tym go przypominam. To 

nie jest złe. Ale potrzebuję ciągłego ruchu, wyzwań i pod­

bojów, a tutaj... 

- Znudziłbyś się. I zaczął szukać innych atrakcji - szep­

nęła. - Nie ma nic złego w tym, jaki jesteś, Parker. Nie ma 

nic złego w tym, że potrzebujesz więcej, niż Red Rose jest 

w stanie dać. I nie uważam, żebyś przypominał ojca. Wy­

bacz, ale nigdy go nie lubiłam. 

Głos jej się załamał i Parker delikatnie pogładził jej po­

liczki. Wiedział, co jego ojciec chciał zrobić jej rodzinie. 

Nie zamierzał go bronić. 

-Nie znudziłbym się. Ale... nie mogę zostać. Nie pa­

suję do tego miejsca. Część winy za to ponosi mój ojciec. 

Musiałaś ciężko przeżyć fakt, że większość pań głosowała 

za powieszeniem jego obrazu w centrum kultury. 

- Sama to zasugerowałam - oznajmiła, kręcąc głową. -

Miał duży wkład w historię miasteczka. Żył tu wiele lat. 

Ale nigdy go nie lubiłam. Szczególnie za to, co zrobił tobie 

i twojej matce. Miałeś prawo stąd odejść. Nie byłeś szczęś-

scandalous

Pona & Irena

background image

liwy. A teraz jesteś człowiekiem sukcesu. Cieszę się - po­

wiedziała. 

Choć słowa Ellie płynęły prosto z serca, nie była w sta­

nie się uśmiechnąć. Każde z nich odniosło sukces w ży­

ciu na swój sposób, a jednak były rzeczy, których żałowa­

ła. Jedna z nich dotyczyła Parkera. Kocham go, przyznała 

wreszcie w myślach. Ponieważ darzyła go uczuciem, mu­

siała pozwolić mu odejść. Musi uśmiechnąć się i ppwstrzy-

mać łzy. Czasem życie wymaga zbyt wiele od kobiety, po­

myślała z rozpaczą. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Miasto wygląda, jakby miało kaca, pomyślał Parker, gdy 

następnego ranka wybrał się do kawiarni. Wszędzie ponie­

wierały się śmieci, pogniecione ulotki, opakowania po je­

dzeniu, puste puszki po piwie. Po rozrywkach dnia wczo­

rajszego pozostały jedynie ślady dobrej zabawy. 

Przez cały ranek z Red Rose wyjeżdżały samochody go­

ści. Niestety, nikt nie zdradzał chęci założenia firmy w mia­

steczku. Wszyscy wyjeżdżali uśmiechnięci, lecz nie za­

mierzali tu wracać. Nawet GrifF zdecydował się wyjechać 

i wczesnym rankiem przyszedł się pożegnać. 

- Przykro mi wyjeżdżać, kiedy przeżywacie cięż­

kie chwile, ale niestety muszę. Casey wraca i nie chcę, 

żeby Cheryl odkryła, że wyjechałem. Powtarza wszyst­

kim, że moja praca, wymagająca ciągłych wyjazdów, 

szkodzi dziecku. Przyznano mi widzenia jedynie w lecie, 

więc choć chcę zostać i okazać się dobrym przyjacielem, 

muszę już jechać. 

Parker doskonale go rozumiał. Zresztą nie liczył na to, 

że Griff w obecnym stanie ducha będzie mu podporą. Miał 

jedynie nadzieję, że te kilka dni spędzonych w Red Rose 

poprawi mu nieco nastrój. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Kobiety z Red Rose również oczekiwały poprawy na­

stroju. Czekały na Parkera. Niestety, nie miał dla nich żad­

nych dobrych wiadomości. 

Gdy wszedł do kawiarni, zauważył, że zebrało się tu wię­

cej pań niż kiedykolwiek. Wprawdzie była niedziela, ale ni­

gdy nie widział ich tyle w jednym miejscu. Po eleganckich 

strojach domyślił się, że niektóre przyszły prosto z kościo­

ła. Czekały na niego. Bardzo chciał je pocieszyć, ale przede 

wszystkim chciał znaleźć Ellie. 

W kawiarni było gwarno jak w ulu. Odpowiedział 

grzecznie na kilka powitań, ale wzrokiem wciąż przeszu­

kiwał tłum. 

- Ona za chwilę przyjdzie, Parker. Musiała pojechać 

po siostrę. Wczorajszej nocy Laura złamała rękę i wylądo­

wała w szpitalu, ale uparła się, żeby tu dzisiaj przyjechać. 

Wszystkie się niecierpliwimy. 

Próbował się uśmiechnąć, ale było to niemożliwe. A kie­

dy do kawiarni weszła Ellie, stało się to jeszcze trudniejsze. 

Jej wzrok natychmiast odszukał go w tłumie. Parker po­

czuł, że jego puls przyśpiesza. Marzył tylko o tym, żeby 

wziąć ją za rękę i zabrać gdzieś daleko. Red Rose nie miało 

przed sobą przyszłości, o którą tak walczyła. 

- Spisałyście się na medal - powiedział do wszystkich, 

ale patrzył tylko na Ellie. - Pracowałyście ciężko, miałyście 

świetne pomysły, zrobiłyście wszystko, co było w waszej 

mocy, i było to w wielkim stylu. Każdy mężczyzna byłby 

dumny, mogąc nazywać to miejsce domem. Nigdy nie wi­

działem miasta, które oferowałoby tyle komfortu i spokoju 

mieszkańcom. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Czuję, że pora na złe wieści - jęknęła Delia. 
-

 Cicho, kochanie, Parker chce nam coś powiedzieć -

oznajmiła Ellie, przysuwając się do niego i patrząc mu pro­

sto w oczy. - Myślę, że próbuje nam delikatnie powiedzieć, 

że nikt nie chce założyć firmy w Red Rose; Mam rację? -

cicho spytała. 

Parker zastanawiał się, czy te wszystkie panie zdają so­

bie sprawę, jakim skarbem jest dla nich Ellie. Nawet w ob­

liczu porażki potrafiła być spokojna i opanowana. Z tru­

dem szukał właściwych słów. 

- Masz rację - przytaknął ze ściśniętym gardłem - moż­

liwe, ale mało prawdopodobne, żeby ktoś Zmienił zdanie. 

Wczoraj rozmawiałem niemal ż każdym, kto przyjechał na 

wielkie otwarcie. Zapewniali mnie, że świetnie się bawią, 

ale kiedy przychodziło do konkretów, każdy miał jakąś wy­

mówkę. 

- Chyba rzeczywiście nie jesteśmy najbardziej atrakcyj­

nym punktem do założenia firmy - powiedziała Ellie. 

Choć Parker wiedział, że Ellie robi dobrą minę do 

złej gry, poczuł nagłą złość. Nie mógł już dłużej oceniać 

wszystkiego na chłodno. Właśnie w tej chwili marzenia ko­

biet z Red Rose legły w gruzach. A Ellie, która tyle poświę­

ciła, nie dostała nic w zamian. Z wściekłością uderzył pięś­

cią w najbliższy stolik, aż zabrzęczały naczynia. 

- Do diabła, nie musicie być najbardziej atrakcyjnym 

punktem. Macie coś o wiele bardziej atrakcyjnego. Macie 

złote serca, odwagę i tak wiele do zaoferowania, że to w zu­

pełności powinno wystarczyć. Nie musicie być miłe tylko 

dlatego, że tu jestem. Jestem tak samo zawiedziony jak wy. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Gdybym coś wytwarzał, zamiast tylko doradzać ludziom, 

byłbym zaszczycony, mogąc założyć tu firmę. Jedyne, co 

mogę dla was zrobić, to zostawić otwarły hotel, ale... 

- Nie spodziewamy się zbyt wielu gości, ale na pewno 

jacyś przyjadą. Bardzo nam to pomoże. 

Nie była to prawda i oboje o tym wiedzieli. Hotel, tak jak 

kiedyś, okaże się niewypałem i Parker straci na tej transak­

cji. W dodatku będzie smutnym przypomnieniem, że mi­

mo pracy i starań, wysiłki mieszkańców poszły na marne. 

Nie mógł jednak zrobić nic więcej. 

- Chcę wam tylko powiedzieć, że jestem zaszczycony, że 

wybrałyście właśnie mnie, bym wam pomógł. Żałuję, ale 

nie mogę uczynić nic więcej - powiedział cicho i ze smut­

kiem rozejrzał się po sali. 

W pewnej chwili jego wzrok napotkał Chestera, stojące­

go obok Sunny, i Parker aż zamrugał ze zdziwienia. 

- Pomyślałem sobie, że zostanę trochę dłużej i zobaczę, 

jak się sprawy mają - oznajmił Chester, wzruszając ramio­

nami. 

Parker miał ochotę się zaśmiać, ale czuł, że to niewłaś­

ciwa chwila. Popatrzył na Ellie. 

- Przejdziesz się ze mną? - zapytał. 

- Przynajmniej tym razem nie mam fartuszka i łyżki -

odparła z uśmiechem i podała mu rękę. 

Gdy ich palce się splotły, Parker poczuł, że zalewa go fa­

la czułości. Bez słowa wyprowadził Ellie z kawiarni. 

- Dokąd idziemy? 

- To dobre pytanie. Wiele możliwości, a wszystkie zna­

czące. Hotel, dom kultury, ścieżki, którymi spacerowaliśmy, 

scandalous

Pona & Irena

background image

ale... wiem, gdzie chciałbym cię zobaczyć po raz ostatni -

powiedział, pomógł jej wsiąść do samochodu i zawiózł ją 

do swego domu. 

- Idziemy do ciebie? - spytała, wysiadając. 
- Nie na górę - oznajmił, wskazując domek na drzewie. 

Razem wspięli się na stare drzewo i zanurzyli w mrocz­

nym wnętrzu. Parker rozłożył spłowiały dywanik, który 

przynieśli tu wiele lat temu. Ellie usiadła ze skrzyżowany­

mi nogami, a on usadowił się na wprost. 

- Co teraz zrobisz, kiedy plany zawiodły? - spytał, wpa­

trując się w jej oczy. 

- Dam sobie radę, jak zawsze - powiedziała, wysuwa­

jąc wojowniczo podbródek. - Zostanę i zobaczę, co będzie 

się działo. 

Parker poczuł wdzięczność. Przyjemnie było pomyśleć, 

że zawsze będzie mógł tu wrócić i ją znaleźć. Ellie będzie 

czekała, szczera, spokojna, zrównoważona. 

Nagle zdał sobie sprawę, że właśnie te jej cechy sprawia­

ją, że jest taka samotna. To nie w porządku, pomyślał. Wie­

dział, że już wiele razy została zdradzona przez mężczyzn. 

Nie chciał być kolejnym, który ją zawiedzie. Nie chciał, by 

czekała na jego powrót. Myśl, że wracałby, zaczynał tam, 

gdzie przerwał, brał ją w ramiona i korzystał z tego, co 

chciała mu dać, stała się odpychająca. Przez chwilę cieszył 

się, że oparł się pokusie i nie związał z nią, bo dzięki temu 

była bezpieczna. 

Jednak z całego serca jej życzył, by znalazła kogoś, kto 

zmieni jej zdanie w sprawie związków. Wtedy mogłaby 

spotykać się z kimś, kto zburzy jej spokój, lecz da szczęś-

scandalous

Pona & Irena

background image

cie. Chciał tego dla niej, mimo że sama myśl o tym raniła 

go prosto w serce. 

- Marszczysz brwi - powiedziała, pochylając się ku nie­

mu. - Parker, co się stało? 

- Nic, po prostu myślę. 

- O czym? 

- O tym, co mogłoby uczynić cię szczęśliwą. 
- Jestem szczęśliwa. 

- Nie, jesteś zadowolona. Czy naprawdę tak niewie­

le chcesz od życia, Ellie? Kiedyś było inaczej. Pamiętasz, 

jak bardzo chciałaś, żeby moja kryjówka była wyjątkowym 

miejscem i jak bardzo się starałaś, by była odbiciem twoich 

marzeń? - spytał, wskazując dłonią plakaty, ozdoby i in­

ne drobiazgi, które ukazywały radosną wizję świata małej 

dziewczynki. 

- Znów marszczysz brwi i martwisz się o mnie. Prze­

stań. .. Nie chcę twojej litości, Parker, proszę. 

Ellie dotknęła jego dłoni a Parker zapragnął chwycić 

ją w ramiona. Wiedział jednak, że byłoby to samolubne. 

W milczeniu czekał na jej następne słowa. 

- Pragnęłam wielu rzeczy, gdy byłam młodsza, ale to 

były niemądre dziewczęce marzenia. Teraz dojrzałam, 

okrzepłam, spoważniałam. Pewnie dlatego, że moje życie 

potoczyło się w ten sposób. Na ojca nie można było Uczyć. 

A matka? Cóż, wydawała się tak krucha, że byle niepo­

wodzenie mogło ją załamać. Miałam powody, by nie lubić 

twojego ojca. Nikt o tym nie mówił, ale wiem, że nagaby­

wał moją matkę. Była kompletnie rozbita przez wiele dni. 

W końcu wyznała mi, co się stało i zabroniła o tym mó-

scandalous

Pona & Irena

background image

wić. Jestem pewna, że odbiło się to na jej pracy. Inne żony, 

gdyby się o czymś takim dowiedziały, wyrzuciłyby ją. Ale 

nie twoja matka. Gdyby nie dobroć twojej matki, gdyby nie 

stała troska twojej rodziny... bylibyśmy niczym. 

Parker pamiętał wydarzenia sprzed lat. To był jedyny 

raz, gdy jego matka urządziła ojcu awanturę za jego wy­

bryk. Krzyczała i robiła mu wyrzuty, że rodzina Donahue 

nie zasłużyła na taki los. Jako pracodawcy i sąsiedzi po­

noszą odpowiedzialność za Luann Donahue i jej dzieci. 

Wtedy Parker zrozumiał, że powinien w szczególny spo­

sób traktować panny Donahue. Powinien dbać o ich bez­

pieczeństwo, nawet jeśli oznaczało to, że musi trzymać się 

od nich na dystans. 

- Twoja matka nie zrobiła nic złego, Ellie. I moja matka 

o tym wiedziała. Ja też. Doskonale zdawaliśmy sobie spra­

wę, jakim człowiekiem jest mój ojciec. 

- Nie zrozumiałeś. Obecność mojej matki w waszym do­

mu, po tym incydencie, mogła stać się policzkiem dla du­

my twojej matki, stałym przypomnieniem o perfidii męża. 

Z zachowania twojej matki wyciągnęłam naukę, że istnieje 

na świecie dobroć, że należy przyjmować swój los z pod­

niesionym czołem i nie pragnąć zbyt wiele. Nauczyłam się, 

że ciężka praca, przywiązanie do miejsca, niepoddawanie 

się mrzonkom i nierealnym pragnieniom pozwalają żyć 

spokojnie i w zadowoleniu. Można nawet przetrwać, gdy 

spotkają cię nieszczęścia. 

Była jednak bardzo młoda, gdy wydarzył się incydent z jej 

matką. Nie to zrujnowało jej marzenia. Parker nie wiedział, 

co mogło być tego przyczyną. Może codzienna odpowie-

scandalous

Pona & Irena

background image

dzialność za wychowanie sióstr, może jego ucieczka z mia-

steczka,.a może ci mężczyźni, którzy ją źle traktowali. Cokol­

wiek to było, wydawało się, że Ellie straciła marzenia, a nawet 

pamięć o nich. 

- Ellie - zaczął łagodnie. - Jesteś wspaniałą kobietą. Za­

wsze byłaś. Ze względu na ciebie żałuję, że nie mogłem dać 

Red Rose daru życia i obietnicy przetrwania. Skoro w tym 

cię zawiodłem, chciałbym ci dać coś, żebyś mnie pamięta­

ła, żebyś wspominała dawne czasy - powiedział i sięgnął 

po drewnianą skrzynkę na skarby, którą wstawił tu dzięki 

naleganiom Ellie. 

- Pamiętasz, co jest w środku? 

- Wystarczająco dużo pamiętam - powiedział i uśmiech­

nął się, gdy kichnęła z powody kurzu, który uniósł się po 

otworzeniu wieka. - Może powinienem był włożyć tam 

chusteczki na wszelki wypadek - zażartował, a ona nagro­

dziła go uśmiechem. 

- Być może, ale o ile pamiętam, to był mój pomysł. Jeśli 

ktoś miał pamiętać o chusteczce, to właśnie ja... . 

- Ale ty nigdy nie miałaś przy sobie chusteczki, gdy była 

potrzebna. Pamiętam, że musiałem pożyczyć ci swojej, gdy 

skaleczyłaś się w rękę, bo zmierzałaś zatrzymać krwawie­

nie jakimś brudnym liściem. 

- To nieuczciwe - zachichotała. - Miałam osiem lat 

i starałam się być dzielna, choć prawie zemdlałam. Uzna­

łam, że to będzie bohaterski czyn, godny pochwały jede­

nastolatka. 

- Tak było - przyznał i poprawił kosmyk jej włosów. -

Byłaś i jesteś bardzo dzielna, Ellie. Za to cię podziwiam. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Uciekła wzrokiem, gdy zadrżał mu głos. Po chwili wy­

ciągnęła ze skrzyneczki ładny, różowy kamyk. 

-Znalazłam go na szkolnej wycieczce. Myślałam, że to 

kamień spełniający życzenia. Ale tak nie było. Okazało się, 

że to zwykła skała. Dałam ci go, bo sądziłam, że wszyscy 

chłopcy lubią kamienie. 

- Bardzo mi się spodobał - zgodził się. - Co jeszcze jest 

w środku? 

- Kaseta z przebojami. Pamiętasz to lato, gdy chodzi­

liśmy po mieście i śpiewaliśmy na całe gardło, a wszyscy 

marzyli, żebyśmy umilkli? 

- Pamiętam. Mieliśmy założyć zespół i wyruszyć w trasę 

koncertową. Miałaś naprawdę świetny głos. Nadal śpiewasz? 

-Nie występuję publicznie. 

Ale prywatnie wciąż śpiewa, pomyślał Parker. Ciekawe, 

czy wciąż marzy o uwielbieniu tłumów. To zabawne, bo 

wszyscy w Red Rose ją kochali. Parker był gotów iść o za­

kład, że nawet gdyby mieszkała w Chicago, podbiłaby serca 

okolicznych mieszkańców. Ta myśl okazała się niespodzie­

wanie bolesna. Nie mógł jej zabrać z sobą. 

- Co jeszcze? 

- Broszura o wycieczce na Hawaje - szepnęła i szybko 

odłożyła plik kartek. 

Parker pamiętał, że często rozmawiali o podróżach, któ­

re ich czekają. Od tamtej pory był na Hawajach tyle razy, 

że straciły dla niego urok świeżości. Ale Ellie... cóż, z pew­

nością w ogóle rzadko opuszczała miasteczko. 

-Nie dałem ci tego, żeby cię zasmucić - powiedział 

cicho. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Pewnie wydaję ci się bardzo zaściankowa. 

- Nie chcę, żebyś się zmieniała - powiedział, biorąc ją 

w ramiona. - Uwielbiam cię taką, jaka jesteś. Zawsze tak 

było. Dałem ci to, bo to byliśmy my. Wszystko, co włożyli­

śmy do tej skrzynki. Byliśmy wtedy szczęśliwi. Dałem ci to, 

żeby przypominało szczęśliwe chwile i pocieszyło, gdy na­

dejdą złe. Zawsze możesz wyciągnąć tę skrzynkę, przypo­

mnieć sobie, że byliśmy przyjaciółmi i zadzwonić, gdybyś 

czegoś potrzebowała. Albo... gdybyś potrzebowała kogoś, 

kto zabierze cię na Hawaje. 

Zaśmiała się, a on odsunął ją na długość ramienia i zaj­

rzał głęboko w oczy. 

- Mówiłem poważnie, Ellie. 

- Dziękuję. 

Ale Parker wiedział, że nigdy, pod żadnym pozorem do 

niego nie zadzwoni. Zwróciła się do niego ten jeden jedyny 

raz, bo poprosili ją o to przyjaciele. Miał ochotę kląć. Mu­

siał odejść. Ona musiała zostać. Wiedziała, czego pragnie 

od życia i miała to wszystko w Red Rose. Wszystkie marze­

nia ze skrzyneczki skarbów należały do przeszłości. Były 

stracone dla obydwojga. Piękne, ale bez znaczenia. 

- Chodź, pomogę ci zejść na dół - powiedział. 

Skinęła głową i położyła mu dłoń na ramieniu. 

- Czy nie masz nic przeciwko, żebym została tu jeszcze 

przez chwilę? To już ostatni raz - poprosiła, chcąc pożegnać 

się ze szczęśliwą przeszłością i myślą o wspólnej przyszłości. 

- Zostań, jak długo masz ochotę - powiedział i zajrzał 

jej głęboko w oczy. - Żegnaj, Ellie - szepnął, wziął ją w ra­

miona i pocałował. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Oddała mu pocałunek, lecz natychmiast go odepchnęła. 

- Żegnaj, Parker - powiedziała i zamilkła. 

Zrobił to, czego po nim oczekiwała. Zostawił ją. Wsiadł 

do samochodu. Po raz kolejny opuścił Red Rose. Zabudo­

wania zostały za plecami, a przed nim rozciągała się sze­

roka, pusta droga. Uświadomił sobie, że całe jego dorosłe 

życie było puste i samotne. Zawsze trzymał wszystkich na 

dystans. Ale nigdy to tak nie bolało. 

Ellie usłyszała silnik samochodu. Parker odchodził z jej 

życia. Niewidzącym wzrokiem objęła skarby rozłożone na 

kolanach/Gwałtownie przygarnęła je do siebie, gniotąc 

kartki i gubiąc drobiazgi. Wzięła głęboki oddech. Kocha­

ła Parkera. Zawsze go kochała i nigdy nie miała szansy na 

spełnienie tego uczucia. Teraz pozostały po nim jedynie 

wspomnienia i skarby z dzieciństwa. Raz udało się jej skło­

nić go do powrotu do Red Rose. Wiedziała, że nigdy więcej 

jej się to nie uda. Będzie musiała żyć z tą świadomością. 

-I tak się stanie - szepnęła. - Ale nie teraz. Nie dziś. 

Dziś jej usta wciąż pamiętały jego dotyk. Chciała nacie­

szyć się tym uczuciem jeszcze przez kilka godzin. A potem 

zmierzy się z rzeczywistością. 

scandalous

Pona & Irena

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Parker po raz trzeci tego dnia rzucił słuchawką. Ze zmar­

szczonymi brwiami patrzył na telefon. 

- Czy ta diabelna rzecz wreszcie zamilknie - warknął, 

widząc swojego asystenta, który właśnie przyniósł mu fili­

żankę kawy. 

Asystent tylko się roześmiał. Był to jeden z powodów, 

dla których Parker go zatrudnił. Mógł zrzędzić i warczeć, 

a na Jobie nie robiło to żadnego wrażenia. Ponadto był do­

skonałym asystentem. 

- Dlaczego do niej nie zadzwonisz? - zapytał Job. 
- Do kogo? 

- Nie mam pojęcia. Do tej, która zamieniła cię w niższą 

formę życia. Na mój gust chodzi o kobietę. Nic innego nie 

jest w stanie tak unieszczęśliwić mężczyzny. 

- To nie wina Ellie, tylko moja. 

- Ach, Ellie, ta śliczna szara myszka z olbrzymimi ocza­

mi. Ta, która odważyła się przyjść do jaskini lwa i sprawić, 

byś tańczył, jak ci zagra. 

Parker otworzył usta, żeby zaprotestować, i zamknął je 

bez słowa. Job miał rację. Nie było sensu się kłócić. 

Znów zadzwonił telefon. Job podniósł słuchawkę. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Tracimy klientów - wyszeptał, zakrywając dłonią mi­

krofon, więc Parker pozwolił mu załatwić sprawę po swo­

jemu. 

Zresztą i tak nie miał ochoty rozmawiać z klientami. 

Chciał znaleźć kogoś, kogo mógłby zmusić do otwarcia 

przedsiębiorstwa w Red Rose. Mimo prób, do tej pory spo­

tykały go same niepowodzenia. 

Niech Job lepiej pozbędzie się tego, kto dzwoni. 

Jednak jego asystent wciąż podtrzymywał grzeczną roz­

mowę. Parker zerknął na niego zaciekawiony. 

- Tak, pani Arlington, jest tutaj. Już go proszę - powie­

dział i oddał słuchawkę Parkerowi. 

- Mamo, czy coś się stało? - spytał zaniepokojony. 

- Pytasz, bo nigdy do ciebie nie dzwonię? - odrzekła 

i nagle zapanowała niezręczna cisza. - Masz rację, kocha­

nie, nigdy nie dzwonię - zaśmiała się. - Zawsze sądziłam, 

że bardzo sobie cenisz spokój i prywatność, więc uznałam, 

że lepiej nie wtrącać się w twoje życie, ale... 

- Coś musiało się stać, prawda? Nieważne, już do ciebie 

jadę - zdecydował i zaczął odkładać słuchawkę. 

- Parker, nie! Wszystko w porządku. Nie rozłączaj się! 

- zawołała, a on z powrotem opadł na krzesło. 

- Więc o co chodzi? 

-Cóż, Parker, synu... - plątała się - dzwonię, bo 

martwię się o ciebie. Wydawałeś się taki... zagubiony, 

gdy ostatni raz rozmawialiśmy. Rozgrzebywanie daw­

nych ran potrafi być bolesne, więc chciałam się upew­

nić... A jeszcze Job mi mówi, że przez cały tydzień byłeś 

zdenerwowany. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Parker posłał asystentowi mordercze spojrzenie. Nie 

płacił mu za pogaduszki z matką. Job udawał, że podzi­

wia jeden z obrazów. Pogwizdywał nawet cicho. Parker 

nie mógł uwierzyć własnym uszom, tym bardziej że przez 

ostatni tydzień zmysły płatały mu figle. 

- Parker, z tobą dzieje się coś niedobrego. Wiedziałam, 

że nie powinieneś wracać do tego miasteczka. 

- Nie chodzi o Red Rose, mamo. O dziwo, miasteczko 

przypadło mi do gustu i chętnie bym tam został. 

- Ale tego nie zrobiłeś, a teraz jesteś coraz bardziej ta­

jemniczy. Wygląda na to, że coś musiało się tam stać pod­

czas twojej wizyty. O co chodzi, Parker? 

- Przestań się zamartwiać. 

- Nie możesz tak do mnie mówić. Jestem twoją matką 

i mam prawo martwić się o ciebie. Jesteś nieszczęśliwy, nie 

oszukasz mnie. Nie mogę nic zrobić, żeby ci pomóc, więc 

się martwię. 

- Przejdzie mi, mamo. Nie sądzę, żeby można było 

umrzeć z miłości. 

- Z miłości? Do kogo? - spytała, a gdy nie doczeka­

ła się odpowiedzi, westchnęła głęboko. - Znów chodzi 

o Ellie? 

- Mówisz tak, jakbyśmy już raz byli zakocham. Byliśmy 

tylko przyjaciółmi i nie chcę tego stracić. Staram się więc 

trzymać na dystans, żeby jej nie zranić. 

- Parker, to ostatnia rzecz, którą chciałabym od ciebie 

usłyszeć. Przez lata patrzyłam, jak trzymasz się na dystans, 

unikając zaangażowania, ale... nawet gdy byliście mali, łą­

czyło was coś specjalnego. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Kazałaś mi trzymać się z dala od Ellie i jej sióstr, a ja 

to zrozumiałem i tak robiłem. 

- To było właściwe, skoro nie mieliśmy pewności, że 

wasz związek mógłby przetrwać. To zawsze mnie martwi­

ło. Oboje byliście niespokojnymi duchami, ale Parker, już 

dawno z tego wyrośliście. I pamiętaj, że nie jesteś swoim 

ojcem. Spędzałam bezsenne noce, zamartwiając się, że bę­

dziesz do niego podobny. Raz nawet popełniłam błąd i po­

wiedziałam to na głos, ale nigdy go w tym nie przypomina­

łeś. Mick kochał kobiety za ich słabości, ty podziwiasz Ellie 

za jej siłę. Czy ona o tym wie? 

- Bardzo starałem się, żeby się nie zorientowała, co te­

raz do niej czuję. 

- Była silnym, inteligentnym dzieckiem. Jeśli nic się nie 

zmieniło, wyrosła na rozumną i pewną siebie kobietę. Ta­

kie kobiety lubią same podejmować decyzje. 

Parker wiedział, że jego matka mówi z własnego do­

świadczenia. Ojciec nie dał jej żadnego wyboru. Sprowa­

dził ją do roli, którą trudno było odgrywać. 

- Mamo, ojciec i... mama Ellie... 

- Nigdy nie winiłam za to Ellie. Tylko nie chciałam, że­

byście byli w to zamieszani. Przez długi czas Luann i ja 

zachowywałyśmy się tak, jakby nic się nie stało. Wszyst­

ko poza stosunkiem pracownik - pracodawca byłoby zbyt 

bolesne. Ty i Ellie byliście bardzo młodzi, ona była tobą za­

uroczona, a ty nie dojrzałeś jeszcze do związku. 

To była prawda. Był wtedy napalonym nastolatkiem 

i mógł skrzywdzić Ellie. Opuszczenie miasta okazało się 

najrozsądniejszym wyjściem. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Parker, nie chcę cię o to pytać, ale muszę. Dla twojego 

i jej dobra. Gzy potrafisz być jej wierny? 

To było uzasadnione pytanie, na które nie znał odpo­

wiedzi. 

- Nie wiem - odparł zgodnie z prawdą. 

- Przykro mi - powiedziała. - Jeśli jednak tak się spra­

wy mają, to może lepiej, że trzymasz się na dystans. 

Parker poczuł przeszywający ból w sercu. Powoli wy­

puścił powietrze z płuc. 

- Wiem. Dlatego tak postępuję. Trzymam się od niej 

z dala. 

- Parker, wybacz. Nie powinnam dzwonić i cię dener­

wować - jej głos był pełen smutku. 

Nie mógł pozwolić, żeby matka przerwała rozmowę, 

myśląc, że zrobiła coś złego. 

- Nie, cieszę się, że zadzwoniłaś. Po prostu... nie umiem 

powiedzieć, czy potrafię być wierny, bo nie jestem w stanie 

jasno myśleć. Jedyne, co wypełnia mój umysł, to obraz El-

lie - wyznał zduszonym głosem. 

- Więc sprawa jest prosta, Parker. Nie powinnam ci tego 

mówić i nie zrobiłabym tego, ale czuję, że musisz to usły­

szeć. Nawet w czasie naszego miodowego miesiąca twój oj­

ciec oglądał się za innymi kobietami. Nigdy nie byłam tą 

jedyną, której poświęcał całą swą uwagę. 

Parker z trudem przełknął ślinę. Jego matka przetrwała 

wiele złych lat. Została z ojcem jedynie z jego powodu. 

- Cóż, ja też nie powinienem tego mówić, ale powiem 

- odparł, z trudem dobywając głos. - Mam nadzieję, 

że Edward dobrze cię traktuje - po raz pierwszy mówił 

scandalous

Pona & Irena

background image

o małżeństwie swojej matki. - Jeśli nie, chciałbym z nim 

porozmawiać. Może powinienem był porozmawiać przed 

laty z ojcem. 

-To by nic nie pomogło - gorzko się zaśmiała -

a Edward mnie kocha. Tylko mnie. Okazuje mi to i mó­

wi każdego dnia. Jestem szczęśliwa. Ty też bądź szczęśli­

wy. Przemyśl to, o czym rozmawialiśmy, a potem zrób, co 

trzeba. 

- Tak się stanie, mamo. 
Odłożył słuchawkę i przez długą chwilę patrzył na nią 

w milczeniu. Nie rozmawiali z matka tak szczerze i długo 

od dawna. Może nawet nigdy. Udało im się to teraz, bo był 

starszy. Albo może dlatego, że oboje przetrwali śmierć Mi­

cka Monroego i oboje się zakochali. 

Obiecał matce, że zrobi coś w sprawie Ellie. 

Ból i tęsknota znów przeszyły jego serce. Pragnął działać. 

Chciał porwać ją w ramiona, zabrać na koniec świata i uczy­

nić szczęśliwą. Lecz Ellie Donahue była bardzo praktyczna. 

Jak mógł zdobyć jej serce, skoro nie chciała się wiązać? 

Ellie tępo wpatrywała się w zgięty gwóźdź. W końcu 

wzięła kombinerki i usunęła bezużyteczny kawałek metalu. 

To był już trzeci zgięty gwóźdź w ciągu dziesięciu minut. 

Palce miała w plastrach od chybionych uderzeń młotka. 

Patrząc dziś na nią, nikt nie uwierzyłby, że pół życia spę­

dziła na wbijaniu gwoździ. 

- Obawiam się, Sunny, że muszę przerwać naprawę 

ganku i dokończyć jutro. Teraz robię więcej szkody niż po­

żytku. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Nie ma sprawy. Chester zabiera mnie do miasta na 

kolację i film, więc muszę się wyszykować. 

- Cieszę się, że między wami tak dobrze się układa -

powiedziała Ellie, siląc się na uśmiech. 

- Między nami nic nie ma - zapewniła Sunny, przyglą­

dając się uważnie przyjaciółce. - Za wielki z niego podry­

wacz, jak na mój gust. Godzę się na odrobinę rozrywki od 

czasu do czasu, ale to wszystko. A tak przy okazji, wszyscy 

mężczyźni to świnie. 

Ellie uniosła brew w zdziwieniu. Od czasu porażki fe­

stynu wszystkie panie były rozgoryczone i gotowe rzucić 

się do gardła każdemu mężczyźnie, który zanadto się zbli­

ży. Odrzucenie bolało. 

- Popatrz, co facet zrobił z tobą. Nawet nie możesz pro­

sto wbić gwoździa. 

- To nie jego wina. 

- Jego. Bo go kochasz. 

- To też nie jego wina. 

- Musi być kompletnym osłem, że tego nie dostrzegł. 

- Nie chciałam, żeby wiedział. 

- Też mi coś, ja zauważyłam od razu. 
- Ale ty jesteś kobietą. 

- Właśnie! 

Ellie westchnęła. Nie było sensu się kłócić, skoro Sunny 

już wybrała kozła ofiarnego. Wszyscy mężczyźni, a Chester 

i Parker szczególnie, powinni mieć się teraz na baczności. 

Sama miała ochotę kogoś obwinić o swoje nieszczęścia, ale 

przecież kochała Parkera. Teraz nawet bardziej niż przed 

laty. Sama była sobie winna. Zawsze wiedziała, że to nie 

scandalous

Pona & Irena

background image

jest partia dla niej, a jednak dała się ponieść niemądrym 

porywom serca. 

- Lepiej już pójdę - markotnie oznajmiła. 

- Dobrze. Widzę, że Chester nadjeżdża. Wzbija tyle ku­

rzu, że pył nie opadnie przez godzinę. W dodatku zjawił 

się za wcześnie. 

Ellie spojrzała na drogę, ale z początku nie dostrzegła 

samochodu w chmurze pyłu. Gdy auto się zbliżyło, jej ser­

ce zabiło niespokojnie. 

- To nie wóz Chestera - zauważyła Sunny. - Jest za 

mały. 

Lecz Ellie już zbiegła z ganku. Popędziła na drogę, ale 

nagle się zatrzymała. Co pomyśli Parker, widząc ją gnają­

cą w jego stronę? Z najwyższym trudem zatrzymała się. 

Parker zahamował zakurzony, sportowy wóz kilka me­

trów od niej i powoli wysiadł. 

- Lydia powiedziała, że tu cię znajdę - odezwał się, nie 

podchodząc bliżej. 

- Dlaczego przyjechałeś? - chciała wiedzieć. - Miałeś 

nie wracać. 

- Wiem - odrzekł tonem bez wyrazu. - Przynoszę no­

winy. 

- Przejechałeś taki szmat drogi, żeby mi coś powie­

dzieć? Nie wierzę. 

- Chciałem być przy tobie, gdy to usłyszysz - oznajmił, 

ruszając w jej stronę. 

- Gdy co usłyszę? - spytała, starając się z całych sił za­

chować spokój. 

- Wasze miasteczko zyskało jeszcze jednego miesz-

scandalous

Pona & Irena

background image

kańca. Może nie na pełny etat, ale Griff postanowił tu 

wrócić. 

- Griff? Twój smutny przyjaciel? 

- Tak Uświadomiłaś mu, że Red Rose jest idealnym 

miejscem do wychowywania dziecka. Zadzwoniłem, żeby 

z nim pogadać i doszliśmy do wniosku, że przeprowadzka 

do waszego uroczego, spokojnego miasteczka może stano­

wić rozwiązanie jego problemów. Jeśli przywiezie tu Caseya 

na lato, żaden sędzia nie uwierzy, że jest złym i nieodpo­

wiedzialnym ojcem. 

- Pewnie wbiłeś mu to młotkiem do głowy - powie­

działa i spróbowała się uśmiechnąć. 

- Może troszkę, ale pomysł był twój. 

- Cóż, to dobrze. Mam nadzieję, że małemu tu się spo­

doba. 

- Kiedy udało mi się go przekonać, wspomniałem, że to 

może też być niezłe miejsce dla jego firmy. 

- Nie rozumiem - szepnęła ze zmarszczonymi brwiami. 

- Mówiłeś, że zajmuje się branżą sportową, a Red Rose to 

nie miejsce na fabrykę sprzętu. 

- Może nie fabrykę z prawdziwego zdarzenia, ale wasz 

mecz przekonał mnie, że to doskonałe pole demonstra­

cyjne dla jego towarów. Jest tu wiele ziemi i przestrzeni. 

Mógłby sprowadzać tu klientów na specjalne pokazy. Już 

sprawdzał w agencjach nieruchomości. Zamierza kupić ka­

wał ziemi i przygotować boiska do baseballu, hokeja, pił­

ki nożnej i koszykówki, a nawet badmintona. Stary dom 

Mannistonów zamieni częściowo na mieszkanie, częścio­

wo na pokoje dla gości. Całe lato może poświęcić na za-

scandalous

Pona & Irena

background image

bawianie klientów. Gdy doprowadzi przedsięwzięcie do 

skutku, żaden sędzia nie ośmieli się powiedzieć, że chłopak 

wzrastający w takim mieście i otoczeniu wszelkich moż­

liwych sportów nie dostaje od kochającego ojca tego, co 

najlepsze. To dla niego wymarzony interes. Może nie roz­

wiąże wszystkich problemów Griffina, ale będzie stanowił 

idealny początek. 

Głos Parkera kipiał od niewypowiedzianych emocji, 

a przy tym Parker wpatrywał się w nią tak intensywnie, że 

Ellie brakło tchu. Przyjechał z tak daleka, żeby przekazać 

jej dobrą nowinę i dać wspaniały prezent, ponieważ, jak 

zawsze, czuł się za nią odpowiedzialny. 

- Dziękuję, Parker. To wspaniałe wieści - powiedziała, 

starając się okazać entuzjazm. 

Było jej tym trudniej, że spodziewała się kolejnego po­

żegnania. Obawiała się, że tym razem jej serce tego nie 

zniesie. 

Parker powoli szedł w jej stronę. W końcu uczynił ostat­

ni krok i wyciągnął dłoń, by poprawić niesforny kosmyk 

jej włosów. 

-Wybacz, Ellie. Może powinienem był uprzedzić, że 

przyjeżdżam. 

Miała ochotę się rozpłakać. Nie chciała, żeby dostrzegł 

łzy, więc odwróciła głowę. 

- Nie, nie. Doceniam to, że przyjechałeś. 

- Ale wolałabyś, żebym tego nie robił - odgadł, choć 

potrząsnęła przecząco głową. - Ellie, to co jeszcze mam do 

powiedzenia, może ci się nie spodobać. Zamierzam pozbyć 

się części hotelu - wypalił. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Chyba nie martwisz się znowu, że przypomina spraw­

ki twojego ojca? Przecież zupełnie go odmieniłeś. Teraz jest 

piękny, nowy i świeży. Należy do ciebie. Wiesz, że miesz­

kańcy nie mają nic przeciw temu budynkowi. 

- Po tym, jak odszedłem, długo myślałem, co mogę dla 

ciebie zrobić - powiedział, kręcąc głową. - Doszedłem 

do wniosku, że oprócz sprowadzenia Griffa mogę zrobić 

coś więcej. Nie pozbywam się całego budynku, tylko czę­

ści i wcale nie mam zamiaru go burzyć. Zamieniam go na 

biura. Chcę przenieść część firmy do Red Rose. 

Tysiąc myśli i uczuć kłębiło się w jej głowie i sercu. 

Bała się spytać o to, na czym najbardziej jej zależało. Tak 

bardzo się bała... 

- Czy ludzie naprawdę zechcą dojeżdżać tu z Chicago? 

- spytała łamiącym się głosem. 

- Nie będą musieli. To niecałe trzy godziny drogi, a ja 

muszę być w mieście dwa, trzy razy w tygodniu. Resztę 

czasu mogę spędzać tutaj. Zresztą mam niewielki samolot. 

Zbuduję pas startowy i... kilka innych rzeczy. 

W jego bursztynowych oczach dostrzegła niewypowie­

dziany głód i żarliwość. Z trudem przełknęła ślinę, po­

wstrzymując się od rzucenia się mu w ramiona. 

- Innych rzeczy? - powtórzyła bezmyślnie. 

Nagle przestał ją obchodzić los Red Rose i jego miesz­

kańców. Jedyne, o czym była w stanie myśleć, to mężczy­

zna, który stał przed nią. Najbardziej na świecie bała się 

teraz tego, że znów wsiądzie do samochodu i zniknie z jej 

życia. 

- Znalazłem kilku panów zainteresowanych otwarciem 

scandalous

Pona & Irena

background image

sklepu obuwniczego. Właściwie szewców, nic wielkiego, ale 

może interes rozkwitnie. Wiem, jak bardzo kobiety z Red 

Rose kochają swoje buty... Przyjedzie tylko dwóch męż­

czyzn, ale to i tak lepsze niż nic. Och, Ellie, jeszcze jedno... 

Ja też otworzę małe przedsiębiorstwo. Znalazłem już nawet 

kilku pracowników, którzy zgodzili się tu zamieszkać. 

O czym on mówi? - pomyślała Ellie. Czy to sen? Kręciło 

się jej w głowie z nadmiaru emocji. 

- Nową firmę? 
Bursztynowe oczy patrzyły na nią uważnie. Były pełne 

powagi i niespotykanej czułości. 

- Tak. Zajmę się produkcją domków nadrzew­

nych, dostosowanych do szczególnych upodobań klien­

tów. Oczywiście nie mam pewności, czy będę w tym 

dobry. Mogę potrzebować pomocy albo rady, więc jeśli 

zechcesz... 

- Potrzebujesz mojej pomocy? - spytała cicho, ośmiela­

jąc się unieść głowę i spojrzeć mu w twarz. 

- Właściwie to szukam partnera - oznajmił, pochylając 

się w jej stronę. 

- Partnera w interesach? 

- Między innymi., Och, wiem, że nie chcesz mnie za 

męża, Ellie - powiedział cicho i czule pogładził jej poli­

czek. - Kocham cię, ale nie będę prosił o coś, czego nie 

chcesz mi dać - szepnął i zaczął pieścić palcem jej roz­

chylone wargi. - Zostanę twoim przyjacielem, jeśli właś­

nie tego pragniesz. Albo twoim niewolnikiem, choć to 

pewnie byłoby upokarzające dla większości mężczyzn. 

Ja nie cierpiałbym, bo wiem, że i tak nikogo innego już 

scandalous

Pona & Irena

background image

nigdy nie pokocham tak jak ciebie - wyznał i ujął jej 

twarz w obie dłonie. 

- Chcesz, żebyśmy spędzili razem życie? - pytała powo­

li, bojąc się, że może obudzić się z tego pięknego snu. 

- Jeśli tylko to chcesz mi ofiarować. 

- A czego dokładnie ty byś chciał? 

- Ciebie. Całą. Na zawsze. Ale zgodzę się na wszelkie 

warunki. 

Pochylił głowę i pocałował ją z wielką delikatnością. 

- Czy naprawdę powiedziałeś, że mnie kochasz? 

- Wygląda na to, że tak - odparł z uśmiechem. - Nie 

tylko kocham. Czczę, wielbię i, do diabła, Ellie, nie potra­

fię bez ciebie żyć. 

- Zostaniesz w Red Rose? 

- Zostanę, jeśli mi pozwolisz. 

Nagle zalała ją fala uczuć, którym opierała się całe do­

rosłe życie. Uśmiechnęła się do Parkera przez łzy, wtuliła 

głębiej w jego ramiona i obsypała go deszczem dzikich po­

całunków. 

- Jeśli masz zostać, to chcę, żeby tym razem to było na 

zawsze. 

Jęknął i z nowym zapałem zawładnął jej ustami. 

- Ellie, moja śliczna, nawet nie wiesz, jak bardzo cię ko­

cham. Do szaleństwa! 

- Parker? 

-Tak? 

- Będziesz mnie kochał na moich warunkach? 

Odsunął się odrobinę i spojrzał jej w oczy. 
- Tak, tylko je wymień. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Czy naprawdę chcesz mnie za żonę? - spytała, opiera­

jąc dłonie na jego szerokiej piersi. 

- Bardziej niż czegokolwiek na świecie. 

- Ja też tego pragnę - szepnęła mu wprost do ucha, 

wspinając się na palce. - Parker? - zaczęła niepewnie. -

Jeśli będziemy mieć dzieci, będziemy je wspólnie wycho­

wywać i kochać ze wszystkich sił. Ale chcę cię prosić 

o jedno. 

- Zawsze będę ci wierny. Nie jestem taki jak ojciec. 

-Myślisz, że nie wiem? - spytała, marszcząc brwi. -

Czuję, że nie oświadczyłbyś mi się, nie mając całkowitej 

pewności, że nam się uda. Zawsze byłeś szczery względem 

mnie. Nie o to chciałam zapytać. 

- A o co? - spytał z uśmiechem. 

-Dobrze. Nie czekajmy, pobierzmy się od razu. Nie 

chcę hucznego wesela. Tylko ty i ja. 

Gdy to usłyszał, porwał ją w ramiona, uniósł nad ziemię 

i zawirował w dzikim tańcu. 

- Jesteś wszystkim, czego może pragnąć mężczyzna. 

- Mam nadzieję - szepnęła z uśmiechem. 
- Udowodnię ci - oznajmił i pocałował ją czule, dłu­

go, i pasją. 

Wtuliła się głębiej w jego ramiona, a świat zaczął zni­

kać. Objęła jego szyję ramionami i cichutko jęknęła z roz­

koszy. 

Nagle usłyszeli wymowne kaszlnięcie.. 

- Wszystko to bardzo pięknie, dzieci, ale mam nadzieję, 

że nie zamierzacie sobie dawać dowodów miłości na moim 

trawniku - burknęła rozczulona Sunny. 

scandalous

Pona & Irena

background image

- Parker mnie kocha - Ellie oznajmiła to całemu świa­

tu z uśmiechem. 

- Ellie, nawet ślepy by to dostrzegł. A teraz, Parker, za­

bierz ją gdzieś, gdzie będziesz mógł ją odpowiednio po­

rządnie wycałować. 

- To świetny pomysł, Sunny - zgodził się z uśmiechem 

i postawił Ellie na ziemi. - Znam takie miejsce i mam kil­

ka ciekawych pomysłów - oznajmił i znów ją przeciągle 

pocałował. 

- Nie masz wstydu, Parker - burknęła przyjaciółka do­

brodusznie. 

- Ani krztyny, Sunny. Mam za to wiele miłości i zamie­

rzam przekonywać o tym Ellie do końca swych dni. Tak 

się składa, że znam pewien domek na drzewie. Wprawdzie 

to niewiele, ale łączy się z nim wiele dobrych wspomnień. 

Możemy tam być sami. Chodźmy, Ellie, i zaplanujmy resz­

tę naszego życia - poprosił, chwycił jej dłoń i pociągnął 

za sobą. 

Lecz Ellie nie poddała się od razu jego woli. Gdy się 

odwrócił, spostrzegł, że ma oczy pełne łez. Parker prze­

raził się, ale ona, widząc jego minę, tylko potrząsnęła 

głową. 

- To łzy szczęścia - wyszeptała. - Naprawdę uratowałeś 

Red Rose i dałeś mi szczęście. Spełniłeś oba moje marze­

nia. Witaj w domu, Parker. 

- Tak, dobrze jest znów wrócić do domu - westchnął 

i czule się uśmiechnął. 

- Owszem - przytaknęła. - A teraz chodźmy w ustron­

ne miejsce, żebyś znów mógł mnie pocałować. 

scandalous

Pona & Irena

background image

Parker tylko zaśmiał się radośnie i ponownie chwycił 

ją w ramiona. 

- Podoba mi się twój sposób myślenia, kochana. Chyba 

zawsze tak było - powiedział, wziął ją za rękę i poprowadził 

tam, gdzie wreszcie mogli nacieszyć się swoim szczęściem. 

scandalous

Pona & Irena