background image

 

Barbara Boswell 

 

Idealny mąż 

 

 

 

 

S

S

C

C

A

A

N

N

 

 

d

d

a

a

l

l

o

o

u

u

s

s

 

 

background image

Rozdział 1 

 
– 

Naprawdę  chcesz  tam  jechać?  –  dopytywała  się  Brenna  Worth, 

przypatrując się badawczo swojej najlepszej przyjaciółce, Holly Casale. 

– 

Od  miesięcy  walczę  ze  swoją  rodziną,  a  teraz  jeszcze  ty...  – 

roześmiała  się  Holly.  –  Nie  rozumiesz,  że  to  dla  mnie  gratka?  Będę 

jedynym  psychiatrą  w  klinice  Widmarków,  a  to  przecież  największa 

przychodnia w mieście. Jeśli kiedykolwiek zechcę zmienić pracę, to ich 
nazwisko wystarczy mi za najlepsze referencje. Nie m

uszę zaczynać od 

zera,  rozumiesz?  Już  dostałam  propozycję  pracy  w  Stowarzyszeniu 

Pomocy  Zagrożonym  Nastolatkom.  Oczywiście  społecznie.  Poza  tym 

będę sprawować nadzór nad młodzieżą jednego z tamtejszych liceów. 

– 

Też  społecznie  –  prychnęła  Brenna. –  Na  śmierć  się  zapracujesz. 

Oczywiście społecznie. 

– 

Dla mnie to doskonała okazja poznania środowiska i problemów, z 

jakimi borykają się tamtejsze dzieci. Praca z dziećmi to moja pasja. 

– 

Nastolatki z kłopotami to nie dzieci, tylko niebezpieczeństwo, które 

najlepi

ej omijać z daleka. – Brenna nie kryła rozczarowania. – Dlaczego 

nie przyjęłaś propozycji pracy tutaj? Twoja mama mówiła, że miałaś aż 

trzy  oferty.  Tak  się  cieszyłam,  że  znów  będziemy  mieszkać  blisko 

siebie,  a  ty  wybrałaś  sobie  Dakotę.  Jakby  nigdzie  bliżej  cię  nie 
potrzebowali. 

–  Mówisz jak moja matka – 

obruszyła  się  Holly.  –  Kiedy jej 

powiedziałam,  że  wybieram  się  do  Sioux  Falls,  stwierdziła,  że  skoro 

muszę  mieszkać  daleko  i  w  paskudnym  klimacie,  to  trzeba  się  było 

zdecydować na Alaskę. Tam jest dużo samotnych mężczyzn i któryś z 

nich na pewno nadałby się na męża. 

– 

Twoja  matka  ma  hopla  na  punkcie  małżeństwa  –  skrzywiła  się 

Brenna. 

– 

Żeby  tylko  ona!  Ciotki  też  mi  nie  dają  spokoju.  Nie  spoczną, 

dopóki  mnie  nie  wydadzą  za  mąż.  –  Holly  uśmiechnęła  się  smutno.  – 

Chyba że przedtem umrę. Wyobraź sobie, że mam już pięć egzemplarzy 
„Porad”. Wszystkie w twardej oprawie. 

Holly  wyjęła  je  z  szafki.  Autorzy  książki  radzili  pannom,  jak 

background image

skutecznie zaciągnąć wybranego mężczyznę do ołtarza. 

– 

Mama kupiła tę książkę tego samego dnia, kiedy wprowadzono ją 

na rynek. Drugą dała mi ciocia Hedy, a trzecią ciocia Honoria. Kilka dni 

później moje kuzynki, Hillary i Heather, także przysłały mi po jednym 

egzemplarzu.  Siostra  bez  przerwy  wypytuje  mnie  o  jakieś  szczegóły, 

żeby sprawdzić, czy wreszcie tę cenną pozycję przeczytałam; Wszystkie 

święcie wierzą, że bez ich pomocy nigdy nie znajdę męża. 

– 

Nie możną powiedzieć, żeby grzeszyły delikatnością. 

– 

Szczególnie kiedy chodzi o małżeństwo. Weź sobie jedną. – Holly 

podała przyjaciółce książkę: – Ty też jeszcze jesteś panną i te bezcenne 

rady mogą ci się przydać. 

– 

Nawet  mi  nie  wspominaj  o  małżeństwie  –  przerwała  jej  Brenna: 

Odsunęła się od książek jakby były radioaktywne. – Ani myślę urządzać 

polowania na męża. 

– 

Moja rodzina uznałaby to za bluźnierstwo. – Holly spoważniała. – 

Albo  za  objaw  choroby  umysłowej.  Teraz  już  rozumiesz,  dlaczego 

musiałam  znaleźć  sobie  pracę  daleko  od  domu.  Naprawdę  bardzo  ich 

wszystkich  kocham,  ale  nie  mogę  z  nimi  mieszkać,  boby  mnie 

zamęczyli  albo  wydali  za  mąż  za  jakiegoś  idiotę.  Co  zresztą  na  jedno 
wychodzi. 

Holly  ze  zgrozą  wspominała  wszystkich  starych  i  młodych 

mężczyzn, z którymi matka, ciotki, kuzynki i starsza siostra usiłowały ją 

wyswatać.  Jedni  byli  koszmarni,  inni  trochę  mniej,  ale  każdy  nie  do 

przyjęcia.  Przynajmniej  nie  w  charakterze  męża,  bo  z  kilkoma  z  nich 

Holly  nawet  się  zaprzyjaźniła.  Jednak  damska  część  jej  rodziny  była 

niepocieszona, że, jak dotąd, nie udało się Holly zdobyć najwyższego, 
trofeum  – 

zaręczynowego  pierścionka.  Marzyły  o  wyprawieniu 

ko

lejnego  wesela,  a  gdyby  dopięły  swego,  zaraz  zaczęłoby  się 

dopytywanie, kiedy Holly wreszcie zacznie rodzić dzieci. 

– 

To, że Heidi ma wkrótce wyjść za mąż, na pewno ci nie pomaga – 

powiedziała współczująco Brenna. 

Heidi była kuzynką Holly. Dopiero co skończyła dwadzieścia lat, a 

już  na  jej  palcu  połyskiwał  złoty  pierścionek  z  brylancikiem. 

Narzeczony Heidi studiował i nie było go stać na nic lepszego, ale dla 

rodziny najważniejsze było to, że Heidi wychodzi za mąż. 

background image

– 

Biedna mama aż się rozchorowała, kiedy na rodzinnym spotkaniu 

Heidi  powiedziała  o  swoich  zaręczynach  –  westchnęła  Holly.  – 

Oczywiście, udawała, że jest zachwycona, ale w domu dostała mdłości. 

Twierdziła, że się zatruła, ale mnie nie tak łatwo nabrać. 

– 

Powinna  być  dumna,  że  jej  córka  skończyła  z  wyróżnieniem 

medycynę  na  Uniwersytecie  Michigan  i  jeszcze  zrobiła  specjalizację  z 
psychiatrii – 

irytowała się Brenna. A tymczasem rozchorowała się, bo to 

nie ona, lecz jej siostra ma na głowie organizację wesela. 

– 

Niestety. Dla mojej mamy naprawdę ważne jest to, że skończywszy 

dwadzieścia dziewięć lat, nie  mam nawet narzeczonego, nie mówiąc o 

mężu i gromadce dzieci. 

– 

Ależ mnie to wszystko wkurza! – denerwowała się Brenna. 

– 

Niepotrzebnie.  Jako  świeżo  upieczony  psychiatra  radzę  ci 

skierować  gniew  na  coś  pożytecznego.  Mogłabyś,  na  przykład, 

pomyśleć o tym, żeby odwiedzić mnie w Sioux Falls, jak tylko się tam 

urządzę. Obiecaj, że do mnie przyjedziesz, Bren. 

– 

Obiecuję.  –  Brenna  wreszcie  się  uśmiechnęła.  –  Muszę  się 

pospieszyć,  bo  tam  zima  wcześnie  się  zaczyna.  Podobno  na  początku 

września. 

– 

Dakota nie leży za kręgiem polarnym, a mieszkańcy Michigan nie 

powinni narzekać na pogodę w żadnym innym miejscu na świecie. 

– 

Już  zaczynasz  bronić  swego  nowego  miejsca  zamieszkania,  więc 

mam  nadzieję,  że  będziesz  się  tam  dobrze  czuła.  Sioux  Falls  ma 

szczęście, że zdobyło takiego lekarza... 

– 

Brenna zerknęła ha przyjaciółkę. – Może spotkasz tam mężczyznę 

swoich marzeń. Wyobrażasz sobie, jak byś uszczęśliwiła swoją matkę? 

Jak na zawołanie do pokoju weszła Helenę Casale. 
– Jak ci idzie pakowanie, Holly? – 

zapytała, spoglądając na rozłożone 

na łóżku walizki. 

– 

Całkiem nieźle. 

– 

Nie  zapomnij  zabrać  tej  książki.  Nigdy  nie  wiadomo,  co  cię  tam 

spotka. – 

Helenę włożyła do walizki córki jeden – egzemplarz „Porad”, 

a  drugi  podała  Brennie.  –  Ty  też  weź  sobie  jedną,  kochanie.  Autorzy 

gwarantują, że jeśli będzie się postępowało według ich wskazówek, to 

wybrany przez ciebie mężczyzna na pewno się oświadczy. 

background image

Holly  i  Brenna  spojrzały  po  sobie.  Wyjazd  do  Sioux  Falls  był 

rzeczywiście jedynym sposobem uwolnienia się od kochającej rodziny, 

obsesyjnie pragnącej wydać Holly za mąż. 

 

Tuż  przed  startem  wykryto  jakąś  usterkę  w  samolocie,  przez  co 

lądowanie  w  Sioux  Falls  opóźniło  się  o  całe  dwie  godziny.  Rafe 

Paradise raz jeszcze spojrzał na zegarek. 

– 

Czas  nie  będzie  płynął  szybciej  od  patrzenia  na  zegarek  – 

stwierdziła siedząca obok niego ponętna blondynka. 

– 

Minęło  dopiero  dziesięć  minut,  odkąd  ostatni  raz  sprawdzałeś, 

która godzina. Spieszysz się do domu? 

– 

Właściwie  to  wcale  się  nie  spieszę.  –  Rafe’owi  udało  się 

uśmiechnąć.  Spieszył  się  dlatego,  że  musiał.  Jednak  nie  miał  ochoty 

tłumaczyć  się  siedzącej  obok  niego  eleganckiej  kobiecie,  która  przez 

całą  drogę  z  nim  flirtowała.  Zanim  samolot  wzbił  się  w  powietrze, 

zdołała ustalić, że nie ma żony, mieszka w Sioux Falls i jest prawnikiem. 

A  potem  już  bez  przerwy  coś  do  niego  mówiła.  Powiedziała  mu,  że 

nazywa  się  Lorna  Larson,  mieszka  w  Twin  Cities  i  leci  służbowo  do 

Sioux  Falls.  Zareklamowała  się  jako  fachowiec  od  telekomunikacji  i 

objaśniła,  że  Sioux  Falls  stało  się  ważnym  ośrodkiem 
telekomunikacyjnym Ameryki. Tak jakby Rafe, rdzenny mieszkaniec 

tego  miasta,  mógł  tego  nie  wiedzieć.  Ale  nie  chciało  mu  się  z  nią 

rozmawiać.  Wiedział,  że  gdyby  znała  jego  sytuację,  jej  landrynkowy 

uśmiech zgasłby jak przepalona żarówka. Tak kończyły się jego flirty. 

Rafe  stwierdził  ze  smutkiem,  że  jego  potrzeby  seksualne  całkiem 

zanikły,  skoro  nie  brakuje  mu  kobiety.  Od  czasu  gdy  przed  rokiem 

dostał  w  spadku  swoje  siostry  przyrodnie  (Rafe  nie  umiał  znaleźć 

lepszego określenie na sposób, w jaki te dwie młode damy pojawiły się 

w jego domu), skończyło się bezpowrotnie jego życie towarzyskie. Nie 

pamiętał  nawet,  kiedy  ostatni  raz  był  z  kobietą.  Na  pewno  dużo 

wcześniej,  zanim  Camryn  i  Kaylin  się  do  niego  wprowadziły.  No  i 
zanim je

go  podopieczny  Trent  i  brat  Trenta,  Tony,  z  częstych  gości 

zmienili  się  w  stałych  mieszkańców  jego  domu.  Raz  nawet  spróbował 

się z kimś spotkać, ale skończyło się to całkowitą klapą. 

Nieświadoma niczego Lorna Larson podała mu swoją wizytówkę. 

background image

– Na odwrocie 

napisałam adres hotelu, w którym się zatrzymałam – 

powiedziała, uśmiechając się do niego obiecująco. – Zadzwoń do mnie. 

Wybierzemy się na drinka. 

Rafe  grzecznie  coś  odpowiedział  i  schował  wizytówkę  do  kieszeni 

marynarki.  Wiedział,  że  jak  tylko  znajdzie  się  w  domu,  przejdzie  mu 

ochota na drinki i w ogóle na cokolwiek. Zwłaszcza że nie było go w 

domu  już  dwa  dni  i  nie  potrafił  sobie  nawet  wyobrazić,  co  dzieciaki 

przez  ten  czas  narozrabiały.  Dobrze  choć,  że  zdążył  przed  wyjazdem 

poprosić pracującego w policji kolegę, żeby od czasu do czasu zaglądał 

do  jego  domu.  W  przeciwnym  razie  cała  złota  młodzież  z  Sioux  Falls 

urządziłaby sobie u niego prywatkę. 

Oto  jak  dzieci  zaprzątają  mój  umysł,  pomyślał  rozgoryczony  Rafe. 

Miła  i  chętna  Lorna  już  odeszła  w  zapomnienie,  choć  wciąż  jeszcze 
siedzi obok mnie. 

– 

Mamy nowych sąsiadów i będzie wesoło. A ich dzieciaki pójdą z 

nami  do  szkoły.  Będziemy  grać  w  golfa...  –  Dziesięcioletni  Trent 

przerwał  rapowanie,  ale  nie  przestał  wystukiwać  rytmu  drewnianymi 
linijkami po stole. – Jaki jest rym do golfa? 

– 

Do golfa nie ma żadnego rymu – odparła szesnastoletnia Kaylin. – 

Użyj  jakiegoś  innego  słowa.  Może  być  piłka.  Dużo  słów  rymuje  się  z 

piłką. Bryłka, przesyłka, zmyłka... 

– 

Zamknijcie się nareszcie! – uciszyła ich siedemnastoletnia Camryn. 

Leżała na kanapie z lodowym kompresem na głowie i miną cierpiętnicy. 
– 

A ty przestań walić w stół, Trent. Głowa mi pęka. 

– 

Miałaś mnie nazywać Lwem – przypomniał jej Trent. – Znowu się 

wczoraj upiłaś? 

– 

Nawet  gdybym  się  upiła,  to  i  tak  bym  ci  o  tym  nie  powiedziała. 

Zaraz  byś  poleciał  do  Rafe’a  na  skargę.  –  Camryn  jęknęła.  –  Daj mi 

dwie aspiryny, Kaylin. Przynieś też colę. I lody. 

– 

Już idę. – Kaylin posłusznie podreptała do kuchni. 

–  Ona nie jest twoim niewolnikiem – 

ujął  się  za Kaylin Trent. – 

Niewolnictwo jest karane. 

– 

Morderstwo też, ale jak zaraz się nie uciszysz, to przysięgam, że cię 

zamorduję – ostrzegła go Camryn. 

– 

Nie boję się ciebie, bo jest mi jak w niebie. – Trent znowu zaczął 

background image

rapować. – Jesteś brzydka jak noc i wredna jak kloc. 

: Camryn rzuciła w niego torebką z lodem. Trent uchylił się i torebka 

uderzyła w drzemiącego w rogu pokoju psa, który obudził się i głucho 

warknął.  –  Biedny Hot Dog. –  Trent  chciał  pogłaskać  psa,  ale  ten 

wyszczerzył  zęby.  Chłopiec  natychmiast  cofnął  rękę.  –  Dlaczego Hot 
Dog mnie nie lubi? 

– 

Ciebie  lubi,  tylko  nie  znosi,  kiedy  się  go  budzi  –  powiedziała 

Camryn.  – 

Chodź  do  mnie  piesku.  Przepraszam.  Nie  chciałam  cię 

uderzyć. 

– 

To prawda. Chciała uderzyć mnie, a trafiła w ciebie – potwierdził 

T

rent.  Wyciągnął  rękę  do  psa,  ale  ten  znów  na  niego  zawarczał.  – 

Wiesz, on przez cały czas jest zły. Nie tylko wtedy, kiedy się go budzi. 

– 

Bo mu tu źle – wytłumaczyła psa Camryn. – Wolał mieszkać w Las 

Vegas. Wcale mu się nie dziwię. Nie ma na świecie takiego idioty, który 

wolałby Sioux Falls od Las Vegas. 

– Ja kocham Sioux Falls – 

oświadczył Trent. 

– 

Tylko dlatego, że ty i Tony mieszkacie tu od urodzenia. Nie macie 

porównania  – 

wytłumaczyła mu Camryn i westchnęła jak osoba ciężko 

doświadczona  przez  życie.  –  A  właściwie  gdzie  jest  twój  brat?  Już 

dawno powinien tu być. 

– 

Spał wczoraj u Steensów. Oni dzisiaj idą do zoo i powiedzieli, że 

obu nas ze sobą zabiorą. A wiesz, jak będę grał w golfa tak dobrze jak 

Tygrys  Woods,  to  będę  jeździł  po  całym  świecie.  I  do  Las  Vegas  też 

pojadę. 

– 

I zaraz przegrasz w automacie wszystkie zarobione pieniądze. Całe 

pięć dolarów. – Camryn zaśmiewała się z własnego dowcipu. 

– 

A  ja  uważam,  że  Trent  pozostanie  mistrzem  –  włączyła  się  do 

rozmowy  Kaylin,  która  właśnie  przyniosła  zamówione  przez  siostrę 
lekarstwa, picie i lody. – 

Będzie lepszy niż Tygrys Woods. 

– 

Kupię  wielki  dom  w  Las  Vegas  –  rozpromienił  się  Trent.  – 

Wszyscy będziemy mogli tam mieszkać. Ty, Camryn, Tony, Rafe i Hot 

Dog. No i moja mama, jeśli będzie chciała. 

– Flint i 

Eva też? – zapytała dociekliwa Camryn. 

–  Nie ma mowy. – 

Trent  z  przekonaniem  pokręcił  głową.  –  Flint 

będzie  wolał  zostać  tutaj  i  spokojnie  pracować,  a  Eva..  ,  –  Za  żadne 

background image

skarby świata nie zgodziłaby się mieszkać z nami pod jednym dachem – 

dokończyła za niego Camryn. – Ona nas nienawidzi. 

–  Nie wiesz przypadkiem, dlaczego? – 

spytał  Trent.  –  A  może 

wolałabyś, żeby nas lubiła? 

– 

Nasze marzenia nikogo nie obchodzą – westchnęła Kaylin. 

Chwilę później do domu wszedł Rafe Paradise. Camryn właśnie jadła 

lody i pop

ijała je colą, a Kaylin siedziała w ulubionym głębokim fotelu 

Rafe’a. Na domiar złego trzymała na kolanach najgrubszego potwora o 

paskudnym  charakterze*  jakiego  Rafe  spotkał  w  swoim  życiu  –  Hot 

Doga.  Ten  wstrętny  stwór  upodobał  sobie  fotel  Rafe’a  i  przy  każdej 

okazji się w nim rozkładał, zostawiając wszędzie swoje kłaki. 

Trent leżał na podłodze i oglądał telewizję. Jak zwykle, była to jakaś 

kretyńska kreskówka, w której przedziwne potwory strzelają do siebie z 

broni laserowej, nie czyniąc sobie, na szczęście, żadnej krzywdy. 

Na  widok  Rafe’a  Trent  zerwał  się  na  równe  nogi  i  pobiegł  się 

przywitać.  Rafe  nie  miał  sumienia  robić  mu  awantury  o  to,  że  ogląda 

takie głupoty. 

– 

Cześć, Rafe – powiedziała Kaylin. – Jak minęła podróż? 

Rafe na nią także nie nakrzyczał. W końcu to ona siedziała w jego 

fotelu, a nie Hot Dog, a tylko psu było to surowo zakazane. 

– 

Całkiem nieźle – mruknął Rafe. Nie zamierzał wprowadzać dzieci 

w szczegóły swojej pracy, co zresztą i tak śmiertelnie by je znudziło. 

Zerknął na Camryn, która udawała, że nie zauważyła jego obecności. 

Polewała lody colą i tę obrzydliwą papkę wkładała sobie do ust. 

– 

I to ma być śniadanie? – skrzywił się Rafe. 

– Na inne nie mam ochoty – 

odparła Camryn. 

– 

Ale to jest niezdrowe. Przed wyjazdem zrobiłem zakupy. Lodówka 

jest pełna. Mamy jajka, sok i... 

– Daj spokój, Rafe – 

przerwała mu Camryn. – Na samą myśl o tym 

robi mi się niedobrze. 

– 

Usmażysz mi jajko na grzance, Rafe? – poprosił Trent. 

– Takie, jakie robi moja mama? 

Rafe spojrzał na niego spłoszony. Nie miał pojęcia, jak przyrządzała 

jajka matka Trenta. 

– 

Ja mu zrobię – zaofiarowała się Kaylin, wstając z fotela. 

background image

– 

Czy jeszcze ktoś ma jakieś życzenia? 

– 

Ja dziękuję – odparł Rafe, wdzięczny, że choć jedna osoba w tym 

domu chce go wyręczyć. 

Zresztą  Kaylin  zawsze  była  wesoła  i  chętnie  we  wszystkim 

pomagała.  Nie  to  co  Camryn  –  odpychająca  i  wiecznie  nadąsana,  z 
wymaganiami nie z tej ziemi. Niestety, obie siostry z nieznanych 

przyczyn zadawały się z zupełnie nieodpowiednim towarzystwem. 

–  Lwie  – 

Rafe  zawsze  pamiętał,  żeby,  zwracając  się  do  Trenta, 

używać  jego  ulubionego  przezwiska  –  czy  dziewczynki  wychodziły  z 
domu wczoraj wieczorem? 

– 

Nie  mam  pojęcia  –  odparł  Trent.  –  Grałem  na  komputerze.  Ten 

futbol, który od ciebie dostałem, , jest rewelacyjny! Jeszcze raz bardzo 
ci 

dziękuję. 

Ale Rafe nie dał się nabrać. Wiedział, że chłopiec nie chce donosić. 

Może  san?  tak  zdecydował,  a  może  Camryn  zagroziła  mu  mękami 

piekielnymi, gdyby śmiał się wygadać. 

– 

O której dziewczynki wróciły wczoraj do domu? – zadał to samo 

pytanie w nieco zmienionej formie. 

– 

Już  mówiłem,  że  nie  wiem.  Grałem  w  futbol.  –  Trent  nie  dał  się 

złapać na ten chwyt. 

– 

Zapomniałam  ci  powiedzieć,  że  Tony  jest  u  Steensów  – 

powiedziała Camryn tonem, którym zawsze wzbudzał w Rafie poczucie 
winy. – 

Pewnie już o nim zapomniałeś? Nawet o niego nie zapytałeś. 

– 

Właśnie  miałem  zamiar  zapytać.  –  Rafe  oczywiście  poczuł  się 

winny, choć wcale nie zapomniał o ośmioletnim Tonym. 

Spojrzał na Trenta, na Camryn, potem na psa i nagle wydało mu się, 

że  to  koszmarny  sen.  Minął  już  cały  rok,  a  Rafe  wciąż  nie  mógł 

uwierzyć,  że  ta  banda  z  piekła  rodem  naprawdę  mieszka  z  nim  pod 

jednym  dachem.  Nie  rozumiał,  jak  to  się  stało,  że  z  własnej  woli 

zamienił niefrasobliwy los kawalera na życie w domu wariatów. 

– 

Dzisiaj  wprowadzają  się  nowi  sąsiedzi. –  Trent  znów  położył  się 

przed telewizorem. – 

Czy wóz meblowy już przyjechał? Widziałeś? 

– 

Nie  widziałem  –  mruknął  Rafe.  Już  współczuł  tym  biednym 

ludziom,  którzy  zdecydowali  się  wynająć  łub,  co  gorsza,  kupić  drugą 

połowę bliźniaka. W jednej części domu mieszkał Rafe wraz ze swymi 

background image

podopiecznymi. Lambertowie, bezdzietne małżeństwo, które mieszkało 

tam przedtem, wynieśli się poza miasto, bo mieli powyżej uszu awantur 
i innych wybryków czwórki dzieci i psa. 

– 

A może już przyjechał. – Trent zerwał się na równe nogi. – Polecę, 

sprawdzić. 

Jak powiedział, tak zrobił. Trzasnąwszy drzwiami, wypadł na ulicę. – 

Moja głowa! – Camryn chwyciła się za skronie. 

– 

Gdzie byłaś wczoraj i o której wróciłaś do domu? – zapytał Rafe. 

Nie cierpiał roli cerbera, którą mu narzucono, nie pytając o zdanie i nie 

dbając, czy się; do niej nadaje. 

– 

Pojechałyśmy zagrać z przyjaciółmi w bilard, a potem wstąpiłyśmy 

na  lody  do  Dairy  Queen.  No  i  oczywiście  byłyśmy  w  domu  przed 

dziesiątą. – Camryn uśmiechnęła się słodko. 

Rafe tylko prz

ez pierwszych kilka dni dawał się jej nabierać. Szybko 

odkrył, że Camryn to w rzeczywistości diabeł w dziewczęcej skórze. 

– Jasne – 

prychnął. – A poza tym ty i Kaylin jesteście prymuskami. 

Każda w swojej klasie. 

Prawdopodobieństwo takiego cudu było równie niewielkie jak to, że 

Camryn  powiedziała  prawdę  o  wczorajszym  wieczorze.  Kaylin  nie 

widziała nic złego w tym, że ktoś ma w szkole same tróje, a o Camryn 

lepiej w ogóle nie mówić. 

– Gdzie Trent? – 

zapytała Kaylin, która właśnie weszła do pokoju z 

zamówionym 

przez chłopca śniadaniem. 

– 

Daje się we znaki nowym sąsiadom. Albo przynajmniej próbuje – 

powiedziała Camryn. Spojrzała na talerz i usiadła. – Umieram z głodu! 

Możesz mi dać tę grzankę? 

– 

To śniadanie Trenta – przypomniał jej Rafe. 

– 

Jak wróci to zrobię mu drugą. Zresztą i tak by ostygła – wstawiła 

się za siostrą Kaylin. 

Podała jej talerz i szklankę z sokiem. Odsunęła drzemiącego na fotelu 

Hot Doga i usadowiła się obok niego. 

– 

Pójdę się rozpakować – mruknął Rafe. Nie miał ochoty szarpać się 

z dziećmi, jeśli nie musiał. 

 

background image

Rozdział 2 

 

Ledwie  Holly  zdążyła  zatrzymać  samochód  przed  domem,  wybiegł 

jej na spotkanie mały chłopiec. 

– Jestem Lew – 

oświadczył, gdy tylko wysiadła. – Mieszkam obok – 

pokazał  palcem  drzwi  prowadzące  do  mieszkania  w  drugiej  połowie 

bliźniaka.  –  Mamy  wspólną  ścianę.  Jeśli  ja  albo  mój  brat  w  nią 

zapukamy, to na pewno usłyszysz. 

Chłopiec  wydawał  się  bardzo  z  tego  zadowolony.  Holly  jednak  nie 

była uszczęśliwiona taką perspektywą. 

– Ja i Tony, to mój brat, znamy alfabet Morsea – 

pochwalił się Lew. 

– Nie tylko SOS. Znamy wszystkie litery! 

– 

Musieliście się długo uczyć – powiedziała uprzejmie Holly. 

– 

No. Ciebie też nauczymy. Będziemy mogli sobie rozmawiać przez 

ścianę. Jak masz na imię? 

– Holly. 
– 

Mogę tak do ciebie mówić? A może wolisz... 

– Mo

żesz mówić do mnie Holly – wpadła mu w słowo. 

Uśmiechnęła się do chłopca. Długa podróż śmiertelnie ją zmęczyła. 

Była głodna, kości ją bolały, a na domiar złego właśnie się dowiedziała, 

że  wóz  meblowy  nie  przyjedzie  dzisiaj,  tylko  nie  wiadomo  kiedy. 
Najwcze

śniej jutro po południu. 

Lew  bez  przerwy  o  czymś  opowiadał,  wywijając  przy  tym  na 

wszystkie  strony  kijem  golfowym.  Holly  usiłowała  go  słuchać,  ale  w 

głowie jej huczało, więc nie bardzo mogła się skupić. 

– 

Chcesz  zobaczyć  mój  strzał?  –  zapytał  Lew  i  nie  czekając  na 

odpowiedź, ustawił piłeczkę golfową na trawniku. 

Holly  patrzyła,  jak  celuje  w  piłkę,  jak  piłka  wiruje  w  powietrzu  i 

uderza  w  sam  środek  szyby  jej  nowego  domu.  Szkło  rozsypało  się  w 
drobny mak. 

– 

Nienawidzę tego! – jęknął Lew. – Dlaczego szkło zawsze musi się 

tłuc? 

– Masz mocne uderzenie, Lwie – 

powiedziała Holly, spoglądając ze 

smutkiem na rozbite okno. – 

Uważam, że powinieneś ćwiczyć na polu 

background image

golfowym  albo  na  boisku.  Tam  nie  ma  szyb  i  nic  ci  nie  będzie 

przeszkadzało. 

– 

Chyba  masz  rację  –  westchnął  chłopiec.  –  Rafe  też  mi  to  bez 

przerwy powtarza. 

– 

Znów stłukłeś szybę, Trent? – rozległ się męski głos. 

Właściciel  tego  miłego  głosu  był  wysoki,  ciemnowłosy,  ubrany  w 

dżinsy, skórzane mokasyny i białą bawełnianą koszulkę. 

– 

To właśnie jest Rafe. – Chłopiec pospiesznie wsunął kij golfowy w 

dłoń Holly. – Możesz mu powiedzieć, że sama stłukłaś szybę? Ja polecę 

po piłkę. 

Ale Rafe był szybszy i Trentowi nie udało się uciec. 
– 

Witamy nową sąsiadkę – powiedział, patrząc to na chłopca, to na 

trzymającą kij golfowy Holly. – Nazywam się Rafe Paradise. 

Holly wydało się, że jego słowa zabrzmiały jak przestroga, ale zaraz 

pomyślała,  że  jest  przemęczona  i  dlatego  wszystko  wydaje  jej  się 

dziwniejsze, niż jest naprawdę. – Dziękuję. – Holly mimo wszystko nie 

chciała  być  nieuprzejma.  –  Jestem  Holly  Casale.  Przyjechałam  tutaj  z 
Michigan. 

– 

Ona uwielbia grać w golfa – zawołał Trent. – Wspaniale strzela! 

– 

Nie  wygłupiaj  się,  Trent.  Wiem,  że  to  ty  stłukłeś  szybę.  –  Rafe 

wyjął z rąk Holly kij golfowy. – Oczywiście zapłacę za szkody. 

– 

Jesteś na mnie wściekły! – jęknął Trent. – Nienawidzisz mnie! Na 

pewno wyrzucisz mnie z domu! – 

Chłopiec rozpłakał się i uciekł. 

– 

Może powinieneś za nim pobiec? – zaniepokoiła się Holly. – On 

może uciec... 

– 

On nie ma dokąd uciec i doskonale o tym wie. Gdyby pojechał do 

matki,  zaraz  odesłałaby  go  tu  z  powrotem.  Pewnie  pobiegnie  do 

Steensów. To najlepsi sąsiedzi na świecie. 

Holly  i  Rafe  patrzyli,  jak  Trent  zatrzymuje  się  przed  drzwiami 

jednego z pobliskich domów i jak uśmiechnięta kobieta wpuszcza go do 

środka. 

– 

Tak jak przypuszczałem, schował się u Steensów. – Rafe odetchnął 

z ulgą. – Chcę, żeby Trent poniósł konsekwencje tego, co zrobił. Może 

do końca wakacji kosić ci trawę przed domem. Oczywiście zapłacę za 

nową szybę. 

background image

– 

Czegoś tu nie rozumiem – powiedziała Holly. – Mały twierdził, że 

ma na imię Lew, a ty mówisz do niego: Trent. 

– 

Kilka  miesięcy  temu  kazał  nazywać  się  Lwem.  Chce  zostać 

mistrzem  golfa,  jak  Tygrys  Woods.  Ale  naprawdę  nazywa  się  Trent 
Krider. Jestem jego starszym bratem. 

– Ach, tak. – 

Holly nie potrafiła ukryć zaskoczenia. 

– 

Organizacja  Starszych  Sióstr  i  Braci  przydzieliła  mnie  Trentowi 

jako opiekuna – 

wyjaśnił  Rafe.  –  Tylko  w  ten  sposób  jasnowłosy  i 

niebieskooki chłopiec może zostać bratem półkrwi Indianina. 

Holly zaczerwieniła się aż po cebulki włosów. Bezmyślnie spojrzała 

na znoszone mokasyny Rafe’a. 

– 

Mój prapradziadek przekazał mi je w spadku. – Rafe natychmiast 

zauważył je spojrzenie. – Był wodzem i władcą tych ziem. Nazywał się 

Ognista  Strzała.  Teraz  w  sierpniu  jest  za  ciepło  na skórzane spodnie. 

Trzymam je w wigwamie za domem. Pióropusz też. 

Holly  jęknęła  w  duchu.  Niechcący  obraziła  nie  tylko  tego  miłego 

człowieka, ale i jego dumnych przodków. 

– 

Ja  nie  chciałam...  –  wyjąkała.  –  Nie  miałam  zamiaru  nikogo 

obrażać... 

– 

Powiedziałaś  tylko  „ach,  tak”,  a  to  jeszcze  nie  jest  zniewaga  – 

odparł Rafe. 

– 

Ale zachowałam się nieładnie. – Holly pogrążała się coraz bardziej. 

– 

Spojrzałam na mokasyny... 

– 

A czy to przestępstwo? 

– 

Człowieka  można  obrazić  tonem,  spojrzeniem,  a  nawet 

milczeniem. 

– 

To miał być żart. – Rafe wreszcie się nad nią ulitował. – Sądząc po 

twojej reakcji, nie był udany. 

Holly milczała, zawstydzona. 
– 

Naprawdę nie czuję się urażony – przekonywał ją Rafe. 

– 

Jesteś bardzo wyrozumiały. 

– 

A  co  ja  mam  powiedzieć?  Jeszcze  się  nie  wprowadziłaś,  a  mój 

podopieczny już wybił ci szybę. 

– 

Wypadki chodzą po ludziach. – Holly wreszcie się uśmiechnęła. 

Rafe  patrzył  na  nią  jak  urzeczony.  Nagle  zrozumiał,  że  pożąda  tej 

background image

obcej  kobiety.  Zupełnie  bez  sensu  i  bez  powodu.  Nigdy  przedtem  nic 
podobn

ego mu się nie przytrafiło. Owszem, zdarzało się, że spodobała 

mu  się  ta  czy  owa,  ale  żeby  tak  nieoczekiwanie  i  bez  wstępów  nagle 

mieć erekcję? Od samego patrzenia? Lorna Larson, która usiłowała go 

uwieść, absolutnie nic nie wskórała, a ta cała Holly... Czary czy co? 

Na jego szczęście Holly nie zauważyła, że dżinsy Rafe’a podejrzanie 

się wybrzuszyły. Z nieszczęśliwą miną spoglądała na swój wyładowany 

po dach samochód. Zamiast być z tego zadowolonym, Rafe poczuł się 

dotknięty.  Ja  płonę,  a  ona  myśli  o  rozpakowywaniu swoich maneli, 

pomyślał z goryczą. 

– 

Muszę  się  brać  do  roboty  –  westchnęła  Holly,  podchodząc  do 

samochodu. – 

Miło było cię poznać, Rafe. 

– 

Może ci pomóc? – Rafe podreptał za nią jak Hot Dog za pączkiem. 

Nic tak skutecznie nie przeganiało zdrożnych myśli jak ciężka fizyczna 
praca. 

– Pewnie! – 

rozpromieniła się Holly. 

Otworzyła wszystkie drzwi samochodu i Rafe’owi znów zrobiło się 

przykro,  że  jej  tylko  przeprowadzka  w  głowie,  podczas  gdy  on  po  raz 

pierwszy  od  tak  dawna  zapragnął  kobiety.  A  przecież  panie za nim 

szalały... 

No cóż, to żadna zniewaga, przekonywał się zupełnie nie przekonany 

Rafe. Skoro już do tego doszło, że staje mi na widok obcej dziewczyny, 

to znaczy, że najwyższy czas umówić się z jakąś chętną panienką. Gdzie 

ja wrzuciłem wizytówkę tej Lorny? Do śmietnika w kuchni czy do kosza 

w łazience? 

– 

Trent  mi  powiedział,  że  mieszka  obok  –  odezwała  się  Holly, 

wyjmując z auta torbę podręczną. – W twoim domu? 

– 

Zgadza się. Razem ze swym młodszym bratem Tonym. – Rafe nie 

mógł oderwać oczu od zgrabnej pupy Holly. 

– 

Jak  to  możliwe?  –  zdziwiła  się  Holly.  –  Organizacja –  Starszych 

Sióstr i Braci opiekuje się dziećmi w ich rodzinnym domu. Opiekunowie 

nie mieszkają z nimi na stałe. 

Nawet jej głos mnie podnieca, myślał Rafe, niezdolny skupić się na 

czymkolwiek innym niż ciało nowej sąsiadki. Na jej wypielęgnowanych 

dłoniach  nie  było  ani  obrączki,  ani  nawet  zaręczynowego  pierścionka. 

background image

Od  razu  to  zauważył  i  bez  skrupułów  zaczął  sobie  wyobrażać,  co 

mogłyby mu robić te jej długie palce... 

– 

Kiedyś  też  byłam  Starszą  Siostrą  –  mówiła  Holly,  wyjmując  z 

samochodu  drugą  torbę.  –  To  było  nawet  przyjemne.  Szczególnie  po 
wariackim okresie studiowania. Medycyna to trudne studia. Stephanie, 

moja podopieczna, jest już dorosła,  ale często do siebie pisujemy  albo 
przynajmniej rozmawiamy przez telefon. 

– 

Jesteś lekarką? – zapytał zdumiony Rafe.. 

– I co w tym dziwnego? 
– 

Jesteś  za  młoda  na  lekarkę.  I  o  wiele  za  ładna  –  dodał,  biorąc 

podaną mu przez Holly walizkę. 

– Dziwny komplement. 
– To nie komplement, tylko stwierd

zenie faktu. Moja młodsza siostra 

studiuje medycynę w Sioux Falls. Całkiem nieźle sobie radzi. 

– 

Rozumiem, że jest brzydka i wygląda staro. 

–  Trafiony, zatopiony, pani doktor – 

roześmiał się  Kate. –  Eva jest 

młoda, ładna i bardzo zdolna. 

Holly otworzyła drzwi i oboje weszli do mieszkania. Rafe rozejrzał 

się dookoła. 

– Lustrzane odbicie mojego – 

powiedział. I zaraz pomyślał o istotach, 

które przyjął pod swój dach. – Tylko bardziej sympatyczne, na pewno 
spokojniejsze. 

Holly postawiła torby na podłodze. 
– To c

hyba ta ściana, na której Trent i Tony wystukują wiadomości 

alfabetem Morse’a – 

powiedziała,  spoglądając  na  jedną  ze  ścian 

przedpokoju. 

– 

Teraz już wiesz, dlaczego pośrednik zaoferował ci taką korzystną 

cenę za to mieszkanie? – Rafe uśmiechnął się gorzko. 

– 

Na razie tylko je wynajmuję. Jak mi się spodoba, to może kupię. 

– 

Mądra  decyzja  –  pochwalił  Rafe.  –  Nie  jesteś  w  sytuacji  bez 

wyjścia. – Dokąd mam zanieść te walizki? 

Patrzył  na  nią  i  widział  przede  wszystkim  wielkie  oczy  i  długie, 

zgrabne  nogi.  Co  gorsza,  mimo  że  dźwigał  ponad  pięćdziesiąt 

kilogramów bagażu, ani na chwilę nie przestał jej pożądać. Jęknął cicho. 

– 

Och, przepraszam. Ja tu gadam, a ty stoisz z tym ciężarem. – Holly 

background image

opacznie zinterpretowała wydawane przez Rafe’a dźwięki. – Zanieś do 

sypialni, jeśli możesz. Potem już sama sobie z nimi poradzę. 

Weszli na górę. Rafe starał się nie myśleć o tym, że obie te sypialnie 

dzieli od siebie niezbyt grubą ściana, że każdej nocy Holly będzie blisko 

niego... niedostępna! Postawił walizki na podłodze. 

– 

Serdeczne dzięki – zawołała Holly. – One są strasznie ciężkie. 

– Nie ma za co. Kiedy przyjedzie wóz meblowy? 
– 

Pośrednik  powiedział,  że  może  jutro,  ale  tak  naprawdę  to  nie 

wiadomo kiedy. 

– 

Równie dobrze może przyjechać za miesiąc – mruknął Rafe. 

– 

Też  się  tego  obawiam.  Na  szczęście  najpotrzebniejsze  rzeczy 

upchnęłam w samochodzie. Jakoś sobie poradzę. 

– 

Jesteś niepoprawną optymistką – stwierdził Rafe. Chyba właśnie to 

najbardziej  mu  się  w  niej  spodobało.  On  spodziewał  się  od  życia 
wszystkiego najgorszego. – 

Nieważne, że nie masz na czym spać ani na 

czym  usiąść,  ważne  jest,  że  możesz  pomagać  chorym.  Jaką  masz 

specjalność?  Będziesz  pracowała  w  którejś  z  tutejszych  klinik,  czy 

otworzysz własny gabinet? 

– 

Będę pracowała w klinice Widmarków. Zaczynam w poniedziałek, 

więc  mam  jeszcze  kilka  dni  na  urządzenie  się  w  nowym  domu.  Jeśli, 

oczywiście, wóz meblowy nie spóźni się za bardzo. Jestem psychiatrą. 

– 

Psychiatrą? – zdumiał się Rafe. 

Może oni mają jakieś swoje sposoby odgadywania ludzkich myśli? – 

przeraził się na wszelki wypadek. 

– 

Nie  analizuję  każdego  słowa  wszystkich  napotkanych  ludzi  – 

uspokoiła go Holly. Ludzie zwykle byli zaskoczeni, kiedy poznawali jej 

specjalność,  ale  ten  mężczyzna  wydawał  się  wręcz  przerażony.  –  Nie 

muszę  sobie  zdobywać  pacjentów.  Słowo  honoru,  że  nie  będę  cię 

namawiać na terapię. 

A więc jest psychiatrą, pomyślał Rafe. No to pewnie potrafiłaby mi 

wytłumaczyć, dlaczego tak bardzo jej pragnę. 

Gdyby Holly rzeczywiście potrafiła czytać w myślach, bardzo by się 

zdziwiła:  Rafe  wyobrażał  sobie  nieprzyzwoite  rzeczy.  Bohaterką  tych 

marzeń była piękna i nieprzystępna pani doktor Casale. 

Raz jeszcze zerknął na jej pozbawione jakichkolwiek ozdób dłonie. 

background image

Skoro  wykonywała  tak  niezwykły  zawód,  to  może  i  małżeństwa  nie 

traktowała jak tradycyjna kobieta. Nie wszystkie zamężne kobiety noszą 

obrączki, a co dopiero takie, które specjalizują się w psychiatrii. 

– 

Kiedy  przyjeżdża  twój  mąż?  –  zapytał  Rafe.  Zaryzykował  to 

niezbyt zręczne pytanie, bo chciał wreszcie mieć jasność. Przynajmniej 
w tej jednej sprawie. 

– 

Ja nie mam męża – odparła Holly. 

– Wobec tego narzeczony. Zamieszkacie razem? 
– 

Narzeczonego  też  nie  mam.  Zachowujesz  się  jak  moja  matka  – 

skrzywiła  się  Holly.  –  Ona  też  mnie  bez  przerwy  wypytuje  o 

narzeczonych i kiedy wreszcie wyjdę za mąż. 

– 

Ty  też  możesz  mnie  pytać,  o  co  zechcesz.  –  Rafe  postanowił  się 

zrehabilitować. 

– 

Wolę nie próbować. Tak się przestraszyłeś, kiedy powiedziałam, że 

jestem psychiatrą. Zaraz byś sobie pomyślał, że chcę cię zdiagnozować. 

– 

Wcale się nie przestraszyłem. Ja też jestem kawalerem i nie mam 

narzeczonej. – 

Rafe, nie pytany, sypał informacjami jak z rękawa. – Czy 

masz zamiar. 

– 

Jeśli mnie zapytasz, czy szukam kogoś odpowiedniego na męża, to 

nie ręczę za siebie – ostrzegła go Holly. 

– 

Ach, więc tym cię nęka twoja mama – roześmiał się Rafe. 

– Gdyby tylko mama – 

westchnęła Holly. – Siostra, ciotki i kuzynki 

też mi nie dają spokoju. Uwielbiają łączyć ludzi w pary. Jak dotąd tylko 

ze mną im się nie udało. 

– Stanowisz nie lada wyzwanie, co? 
Holly natychmiast zauw

ażyła  nagłą  zmianę  w  tonie  jego  głosu. 

Profesjonalne wyszkolenie kazało jej zwracać uwagę na takie drobiazgi 

jak  zmiana  tonu  czy  sposobu  wyrażania  się.  Wiedziała,  że  tym  razem 

Rafe nie mówił już o swatkach z rodziny Casale. Popatrzyła na niego. 
Po raz pier

wszy  spojrzała  na  niego  jak  na  mężczyznę.  Wiedziała, 

dlaczego wcześniej tego nie zrobiła. Była zmęczona po podroży, chciała 

jak najprędzej przenieść swój dobytek do domu, ale nade wszystko nie 

mogła sobie pozwolić na to, aby spodobał jej się mężczyzna związany z 

inną kobietą. Teraz, kiedy okazało się, że jej sąsiad jest wolny,  mogła 

wreszcie patrzeć na niego jak kobieta na mężczyznę. 

background image

Był bardzo wysoki, miał czarne włosy, orli nos i brązową skórę. Jego 

oczy...  Holly  zapatrzyła  się  w  jego  ciemne  oczy.  Były  nie tylko 

inteligentne, ale także bardzo pociągające... 

Boże, o czym ja myślę? – przeraziła się Holly. Rafe ogromnie jej się 

spodobał.  Serce  podeszło  jej  do  gardła.  A  przecież  nie  była  kobietą, 

która ledwie spojrzy na mężczyznę, a już trzęsie się jak galareta. Zawsze 

uważała się za osobę rozsądną. Zdaniem rodziny – aż nazbyt rozsądną. 

Tym razem jednak rozsądna i logicznie myśląca Holly Casale poczuła, 

że powinna trzymać się z daleka od tego przystojnego mężczyzny, który 

zburzył jej wewnętrzny spokój. 

–  Wypaku

ję  resztę  rzeczy  –  powiedziała.  Jej  samej  własny  głos 

wydał się dziwnie nienaturalny. 

Rafe  spojrzał  na  nią  zaskoczony.  Holly  zarumieniła  się.  Pomyślała, 

że  on  pewnie  już  wie,  jak  wielkie  wywarł  na  niej  wrażenie.  Bez 

najmniejszego  wysiłku  obudził  w  Holly  coś,  czego  żadnemu  innemu 

mężczyźnie  przez  tyle  lat  obudzić  się  nie  udało.  Rafe  Paradise 

sprowadził pewną siebie i ustabilizowaną zawodowo kobietę, jaką była 
Holly Casale, do poziomu zakochanej nastolatki. 

Wybiegła z pokoju i pognała na dół, jakby ją ktoś gonił. Rafe ledwie 

mógł za nią nadążyć. 

– 

Dobrze się czujesz? – zapytał. 

Miły głos Rafe’a, ten sam głos, który jeszcze przed chwilą nie budził 

w  niej  żadnych  emocji,  tym  razem  zabrzmiał  jak  pieszczota.  Holly 

zadrżała. 

–  T.. . tak – 

wyjąkała.  Czuła  się  idiotycznie.  Przyszło  jej  nawet  do 

głowy, żeby wreszcie przeczytać „Porady”, ale zaraz odsunęła od siebie 

tę myśl. Postanowiła, że weźmie się w garść i nigdy więcej nie dopuści 

do tak niezręcznej sytuacji. 

Holly  i  Rafe  patrzyliby  na  siebie  dłużej,  gdyby  nie  przerwał  im 

pogardliwy dziewczęcy głos. 

– 

Ta muzyka na twoich kasetach nie nadaje się do słuchania. 

Oboje  odwrócili  się  w  tej  samej  chwili.  Za  kierownicą  samochodu 

Holly  siedziała  kilkunastoletnia  panienka.  Przeglądała  kasety,  które 

trzymały Holly przy życiu przez całą drogę do Sioux Falls. 

–  Camryn!  – 

syknął  Rafe  i  w  mgnieniu  oka  znalazł  się  przy 

background image

samochodzie. 

– 

Boże wielki! – jęczała Camryn, która ani na chwilę nie przerwała 

swego zajęcia. – Co za starocie! Nawet ty masz lepsze – zwróciła się do 
Rafe’a. 

– Natychmiast wysiadaj! – 

Rafe chwycił Camryn za ramię i usiłował 

wyciągnąć ją z auta. – Nie masz prawa... 

– 

Naprawdę bardzo żałuję, że to zrobiłam – przerwała mu Camryn z 

jawną  kpiną  w  głosie.  –  Co  najmniej  przez  tydzień  będę  miała 
koszmarne sny z powodu t

ego, co tu zobaczyłam. Ty naprawdę słuchasz 

tych okropności? – Camryn zaczęła się pastwić nad Holly. – A może to 

tylko okładki, a w środku masz kasety z porządną muzyką? 

– 

Dziękuję,  że  dałaś  mi  szansę  na  honorowe  wyjście  z  sytuacji. 

Niestety, na kasetach s

ą  te  utwory,  których  nazwy  wypisano  na 

pudełkach – powiedziała oschle Holly. 

Camryn 

wyglądała  fatalnie:  Miała  krótko  ostrzyżone,  lepkie  od 

lakieru  włosy  i  koszmarny,  choć  modny  makijaż,  który  najładniejszą 

kobietę upodabniał do nieboszczyka. 

Mimo sierpniow

ego  upału  nosiła  czarne  legginsy  i  czarną  krótką 

koszulkę  odsłaniającą  brzuch.  Oczywiście  miała  też  kolczyk  w  pępku. 

Holly  zresztą  bardzo  by  się  zdziwiła,  gdy  by  Camryn  nie  nosiła  tej 

wątpliwej  ozdoby.  Jednak  zdołała  pod  tą  charakteryzacją  dostrzec 
prawdzi

wie  wybitną  urodę  Camryn.  Nie  rozumiała  tylko,  dlaczego  ta 

dziewczyna wolała wyglądać szokująco aniżeli atrakcyjnie. 

– 

Kim  ty  właściwie  jesteś?  –  zapytała  wrogo  Camryn  jakby  miała 

przed sobą co najmniej seryjnego mordercę. 

– 

Będę tu mieszkała i właśnie. się wprowadzam... 

– O rany! – 

prychnęła ze wstrętem Camryn. 

– 

Pozwól,  że  ci  przedstawię  moją  przyrodnią  siostrę.  –  Rafe 

westchnął zrezygnowany. – To jest Camryn. Ona i jej siostra, Kaylin, też 

ze mną mieszkają. Przepraszam cię za jej zachowanie. To się już więcej 
nie powtórzy. 

– 

Zauważyłaś, jak on wymawia słowo „przyrodnia”? – skrzywiła się 

Camryn.  – 

Zawsze  w  ten  sposób  podkreśla  że  tylko  częściowo  jest  ze 

mną spokrewniony. 

– 

Zauważyłam – powiedziała cicho Holly. 

background image

Zauważyła  także,  że  Rafe  patrzy  na  tę  swoją  młodszą  siostrę 

przyrodnią tak, jakby była przybyszem z obcej planety Taki sam wyraz 
twarzy mieli krewni zbuntowanych nastolatków, z którymi Holly 

prowadziła terapię w Michigan. 

– 

Przygotuj się do kolejnych przeprosin, Rafe, bo właśnie nadchodzi 

twoja druga siostra przyrodnia – 

zapowie działa Camryn. 

Rafe zacisnął usta. Camryn trafiła w sedno: nigdy nie mówił o nich 

inaczej jak „moje siostry przyrodnie” i nigdy inaczej o nich nie myślał. 

Zawsze  pamiętał,  że  tylko  ojca  mieli  wspólnego  i  nie  przyszło  mu  do 

głowy, że są po pro stu jego młodszymi siostrami. Może gdyby nie Eva, 

która  była  jego  prawdziwą,  uwielbianą  młodszą  siostrzyczką,  jego 

stosunek  do  Camryn  i  Kaylin  byłby  nieco  inny.  Bardzo  długo  ich  nie 

widział i pewnie dlatego nie był z nimi tak mocno związany jak z Evą. 

Duża  różnica  wieku,  jaka  ich  dzieliła,  i  wojownicze  charaktery  obu 

dziewczynek w niczym nie ułatwiały sprawy. 

Kiedy  Eva  miała  tyle  lat,  co  Camryn  i  Kaylin,  była  zupełnie  inna. 

Dawała się lubić. Może gdyby jego siostry przyrodnie były choć trochę 

podobne do Evy... Ale one były jej przeciwieństwem. 

Rafe zerknął na Holly. Popatrywała to na obie siostry, to na niego, a 

minę miała przy tym taką, jak mikrobiolog, który właśnie odkrył nowy 

gatunek  wirusa.  Zmysłowy  błysk,  który  na  moment  zapalił  się  w  jej 

oczach,  zgasł.  W  tej  chwili  Holly  interesowała  się  swoim  sąsiadem 
jedynie zawodowo: jako przedstawicielem dysfunkcjonalnej rodziny 
Paradise. 

– 

Cześć – powiedziała Kaylin. 

– 

Cześć – przywitała ją Holly. – Nazywam się Holly Casale i będę 

waszą sąsiadką. 

– 

A  ja  jestem  Kaylin.  Mac  jest  moją  małą  starszą  siostrzyczką.  – 

Kaylin objęła siostrę ramieniem. 

Była  co  najmniej  dziesięć  centymetrów  wyższa  od  Camryn.  Włosy 

też miała czarne, tylko długie. Ubrana była w rozciągnięte spodnie i taki 

sam bezkształtny podkoszulek. 

– 

A ty jesteś  moją dużą  młodszą siostrzyczką – dodała z uczuciem 

Camryn.  Potem  spojrzała  na  Rafe’a  i  Holly,  a  jej  ciemne  oczy  znów 

gniewnie  zabłysły.  –  Ciekawe,  co  powiesz,  kiedy  poznasz  Evitę. 

background image

Przekonasz się, dlaczego Rafe... 

– 

Uspokój  się,  Camryn  –  przerwał  jej  zniecierpliwiony  Rafe.  –  A 

skoro  już  obie  tu  jesteście,  pomóżcie  Holly  wy–  pakować  rzeczy  

samochodu. Przynajmniej do czegoś się przydacie. 

– 

Evitę?  –  Holly  nie  bardzo  rozumiała,  o  czym  mówiła  Camryn.  – 

Chodzi ci o film? A może o ścieżkę dźwiękową? Tego akurat nie mam. 

Siostry  spojrzały  na  siebie  i  parsknęły  śmiechem.  –  Evita to nie 

ścieżka dźwiękowa. To zła siostra Rafe’a i Flinta – wyjaśniła Camryn. – 
Normalna, a nie przyrodnia. 

– 

To  ta  Eva,  o  której  mi  mówiłeś?  –  zapytała  Rafe’a  Holly.  –  Ta, 

która studiuje medycynę? 

Nie  musiała  zgłębiać  tajników  psychiatrii,  żeby  się  domyślić,  że 

używane  wobec  przyrodniej  siostry  zdrobnienie  nie  było  wyrazem 

miłości. 

– Ta sama – 

potwierdziła Kaylin. – Czarownica przebrana za lekarza, 

A nasz drogi Flint to 

ciemna strona Rafe’a. Są bliźniakami. 

– 

Naprawdę  masz  brata  bliźniaka?  –  zdziwiła  się  Holly.  Nie  była 

pewna, czy dziewczynki sobie z niej nie żartują. 

– Mam – 

mruknął Rafe. 

Nie  mógł się wyprzeć własnego brata, choć wiedział,  że to nie jest 

bezpieczne. W ko

ńcu miał przed sobą psychiatrę. Obaj z Flintem często 

byli  zapraszani  do  udziału  w  badaniach  naukowych.  Jako  bliźnięta 

jednojajowe  półkrwi  indiańskiej  uważani  byli  przez  naukowców  za 

skarbnicę wiedzy. Rafe nie chciał, żeby Holly traktowała go jak szczura 
laboratoryjnego. 

– 

Eva  nie  jest  czarownicą,  a  Flint  to  nie  diabeł  –  poczuł  się  w 

obowiązku stanąć w obronie rodzeństwa. 

Wyciągnął  z  samochodu  wielką,  ważącą  co  najmniej  dwadzieścia 

kilogramów walizę. Mięśnie na jego ramieniu napęczniały jak balony. 

Kaylin wzięła pojemnik z butami i podążyła za Rafe’em. 

Tylko  Camryn  się  nie  poruszyła.  Patrzyła  na  Holly,  która 

odprowadzała Rafe’a spojrzeniem. Już wiedziała, że nowa sąsiadka się 
nim interesuje. 

–  Sama widzisz, jak bardzo Rafe nas nie lubi – 

uśmiechnęła  się 

najpiękniej, jak potrafiła. – Ale on jest dobry. Kiedy mama zachorowała, 

background image

obiecał  jej,  że  po  jej  śmierci  obie  z  Kaylin  będziemy  mogły  z  nim 

zamieszkać.  Nie  mamy  żadnej  innej  rodziny.  Kiedy  mama  umarła, 

przyjechał i zabrał nas do siebie. Ani Flint, ani Eva nigdy by... 

– 

Przestań  się  nad  sobą  użalać,  Camryn,  i  weź  się  do  roboty  – 

przerwał jej Rafe. Nawet się nie zatrzymał. 

Nigdy  nie  rozmawiał  z  obcymi  o  sprawach  rodzinnych.  A  już  na 

pewno  nie  z  psychiatrą.  Zapomniał  o  profesji  Holly,  bo  patrzył  na  nią 
jak 

na kobietę, jednak pojawienie się uprzykrzonych przyrodnich sióstr 

podziałało na niego jak sole trzeźwiące. 

– 

Nie muszę! – wrzasnęła za nim Camryn. – I wcale się nad sobą nie 

użalam. 

– 

Z tego, co mi powiedziałaś, wynika, że masz do tego pełne prawo. 

–  Holl

y  położyła  jej  dłoń  na  ramieniu.  Naturalny  instynkt  i  zdobyta 

wiedza  nie  pozwoliły  jej  pozostać  obojętną  na  wrogość  niepodzielnie 

panującą w tej rodzinie. 

– 

Przykro mi, że wasza mama nie żyje. 

– 

Tata  też  –  powiedziała  Camryn:  –  Nawet  go  nie  znałyśmy. 

Rozwi

ódł się z mamą, kiedy ja miałam dwa lata, a Kaylin rok i od tamtej 

pory nigdy go już nie widziałyśmy Rafe’a i całą resztę też zobaczyłyśmy 

dopięto rok temu, po śmierci mamy. 

Holly bardzo się przejęła tą dramatyczną historią, ale nie dała tego po 

sobie pozn

ać.  Była  przecież  profesjonalistką.  –  Nie  widziałyście 

rodzeństwa  przez  prawie  całe  swoje  życie?  –  beznamiętnie  zestawiła 
fakty, które jej przedstawiono. 

– 

No właśnie. – Camryn skinęła głową. – Ja mam siedemnaście lat, a 

Kaylin szesnaście. Resztę możesz sobie policzyć. 

– 

Nie  widzieliście  się  przez  czternaście  lat!  –  Holly bez zarzutu 

wykonała zadanie. 

Nic  dziwnego,  że  Rafe  patrzy  na  nie  jak  na  przybyszów  z  innej 

planety, pomyślała. 

– 

No  właśnie.  Czternaście  lat!  Jesteś  prawdziwym  geniuszem 

matematycznym  –  z

akpiła  Camryn.  –  Ale  pamiętaj,  że  oni  są  tylko 

naszym przyrodnim rodzeństwem. Oni nigdy tego nie zapomną. 

– 

A chciałabyś, żeby zapomnieli? – zapytała Holly. 

Ale zanim Camryn zdążyła odpowiedzieć, wrócił Rafe. 

background image

– 

Nie wiem, czy wiesz, że pani Casale jest psychiatrą – powiedział 

niby od niechcenia. 

– 

Odmawiam  rozmowy  z  psychiatrą.  –  Camryn  naprawdę  się 

przeraziła. – Nie jestem wariatką. 

– 

Jasne,  że  nie  –  zgodził  się  Rafe.  –  Nie  daj  się  nabrać,  Holly. 

Camryn nie jest biedną sierotką. To wampirzyca. 

– 

Jestem nieokrzesanym i źle wychowanym bachorem – oświadczyła 

Camryn. – 

Mam rację, Rafe? 

– 

Wszyscy  mi  to  bez  przerwy  powtarzają.  –  Rafe  prawie  się 

uśmiechnął.  –  Niektórzy  nawet  twierdzą,  że  jesteś  najpotworniejszym 

bachorem, jaki kiedykolwiek nawiedził Sioux Falls, a może nawet całą 

Dakotę. 

– 

Tak mówi nauczycielka historii, a nauczyciel od muzyki całkowicie 

się z nią zgadza. – Camryn promieniała. 

– 

Nie boisz się, że będę twoją sąsiadką? – zwróciła się do Holly. – 

Powinnaś. I lepiej nie próbuj ze mną żadnych sztuczek, bo nie ręczę za 
siebie. Jestem nieobliczalna. 

Rafe  przypomniał  sobie,  że  ktoś  tak  właśnie  określił  Camryn,  nie 

pamiętał  tylko,  czy  był  to  trener  siatkówki,  czy  nauczyciel  zajęć 

praktycznych. Cały personel szkoły, do której chodziła Camryn, miał na 

jej temat coś złego do powiedzenia. 

– 

Nie  boję  się  ciebie,  Camryn  i  nie  miałam  zamiaru  próbować  na 

tobie  żadnych  sztuczek.  –  Holly  była  nieporuszona.  –  Ciekawi mnie 

tylko, dlaczego zarówno ty, jak i twój brat tak bardzo się bronicie przed 
jakakolwiek fo

rmą... 

– Terapii rodzinnej? – 

dokończyła za nią Camryn takim tonem, jakby 

właśnie zaproponowano jej przełknięcie trutki na szczury. 

– 

A więc ten pomysł nie jest ci obcy – stwierdziła Holly. 

– 

Nie ma o czym mówić, pani doktor – prychnęła Camryn. – Nigdy 

się już do ciebie nie odezwę. 

– 

Nikt  z  rodziny  Paradise  nigdy  w  życiu  nie  był  u  psychiatry  – 

sekundował jej Rafe. 

– 

Uważaj  na  nią,  Rafe  –  ostrzegła  go  Camryn.  –  Ona  może  tak 

zakuglować, że naprawdę staniemy się dobrzy. 

Holly pomyślała, że oni pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, 

background image

że są po tej samej stronie, co z całą pewnością nieczęsto im się dotąd 

zdarzało. Jeśli w ogóle. A więc jednak coś ich łączy. Holly bardzo się z 

tego ucieszyła. 

– 

To dla mnie jest zbyt łatwe – uśmiechnęła się. – Chyba dam sobie z 

wami spokój. 

Rafe  nie  mógł  oderwać  od  niej  oczu.  Kiedy  Holly  Casale  się 

uśmiechała, jej twarz rozświetlała się i trudno było się jej oprzeć. Znów 

jej pożądał. A przecież nic nie zrobiła, tylko się uśmiechnęła. 

– 

Nie  będę  pomagała  w  przeprowadzce  doktorowi  od wariatów – 

oświadczyła Camryn. – Zresztą mam inne plany. 

Rafe  nie  wiedział,  czy  powinien  jej  kazać,  żeby  jednak  została  i 

pomogła  Holly.  Nic  nie  słyszał  o  żadnych  planach  Camryn,  choć 

dziewczynki rzadko kiedy pytały go o zdanie w jakiejkolwiek sprawie. 

Właściwie nigdy. Zawsze robiły to, co chciały, w nadziei, że nikt ich na 

tym nie przyłapie, a przyłapane nie okazywały najmniejszej skruchy. 

Spojrzał na Holly. Jej oczy powiedziały  mu, że ona doskonale wie, 

jak  bardzo  Rafe  nie  potrafi  sobie  poradzić  ze  swoimi przyrodnimi 

siostrami. Najpierw się zdenerwował, ale zaraz poczuł się lepiej. Bardzo 

potrzebował pomocy, lecz nie wiedział, gdzie jej szukać. Holly pewnie i 

to odgadła. 

Oboje  patrzyli  na  Camryn,  która  nonszalanckim  krokiem  zmierzała 

do domu. A raczej do mieszkania Rafe’a. 

– 

Nie odzywaj się – powiedział Rafe. 

– Mówisz do mnie? – 

zdziwiła się Holly. – Nawet mi to do głowy nie 

przyszło.  Już  ci  mówiłam,  że  nie  muszę  sobie  szukać  pacjentów.  Ja 
tylko. 

– 

Ależ  to  ciężkie!  –  jęknęła  Kaylin.  Udało  się  jej  wyciągnąć  z 

samochodu telewizor. Powolutku niosła go w stronę domu. 

– Postaw to, Kaylin! – 

zawołał Rafe. – Ja go zaniosę. 

–  Dobrze.  – 

Dziewczyna  zachwiała  się  pod  ciężarem  telewizora. 

Pochyliła  się,  żeby  postawić  go  na  ziemi,  i  wtedy  ręce  odmówiły  jej 

posłuszeństwa. 

Telewizor upadł na chodnik i rozbił się na drobne kawałki. 
 

background image

Rozdział 3 

 
– 

O  Boże!  –  Kaylin  się  rozpłakała.  –  Naprawdę  nie  zrobiłam  tego 

specjalnie! Wypadł mi. Przepraszam. 

– 

Wygląda  jak  wybebeszony  pstrąg  –  stwierdził  ponuro  Rafe, 

spoglądając na części, które wysypały się spod pokrywy odbiornika. 

– 

Głupi śmieć! – Kaylin z całej siły kopnęła telewizor, który i tak do 

niczego się już nie nadawał. – Durne stare pudło! 

– 

Trudno  się  z  tobą  nie  zgodzić.  –  Holly  bez  emocji  badała  stan 

telewizora.  – 

Kiedyś  telewizory  były  znacznie  bardziej  odporne  na 

wstrząsy. Nie to co teraz... 

– No... – 

Zaskoczona Kaylin przestała płakać, choć wciąż jeszcze nie 

panowała nad głosem. – Gdyby był porządniejszy, toby się tak strasznie 

nie potłukł. 

– 

Nie potłukłby się wcale, gdybyś go nie upuściła – przypomniał jej 

Rafe. – 

Na miłość boską, Kaylin... 

– 

Jesteś na mnie wściekły! Ty mnie nienawidzisz! – zawołała Kaylin. 

– 

Teraz już na pewno wyrzucisz mnie z domu! 

Odwróciła się na pięcie i pobiegła do tego samego domu, z którego 

spodz

iewała się zostać wyrzucona. Rafe i Holly w milczeniu patrzyli na 

siebie. 

– 

Założę się, że Trent zapożyczył ten dramatyczny okrzyk od Kaylin. 

– 

Holly  pierwsza  przerwała  panującą  ciszę.  –  Oboje  mają  talent  do 

odgrywania dramatycznych scen. 

– 

Cała czwórka go ma. Nie wiem, jak mam cię przepraszać, Holly. – 

Rafe spojrzał na swoją sąsiadkę, potem na pogruchotany telewizor, a w 

końcu na wybitą szybę. – Wiem, że to niczego nie zmieni, ale naprawdę 

bardzo mi przykro, że dzieci... 

– 

Nie musisz mnie przepraszać. Naprawdę nic wielkiego się nie stało. 

Telewizor i tak już był na wykończeniu. Mam drugi, nowocześniejszy. 

– 

Owszem,  stało  się  –  zaoponował  Rafe.  –  Od chwili gdy tu 

przyjechałaś, wszystko dzieje się nie tak, jak powinno. I to dzięki naszej 

rodzinie z piekła rodem. 

Rafe najchętniej zapadłby się pod ziemię. Nie dość, że Trent, a potem 

background image

Kaylin  porozbijali  należące  do  Holly  rzeczy,  to  jeszcze  on  i  Camryn 

naurągali wybranej przez Holly profesji. 

– 

Na twoim miejscu uciekłbym gdzie pieprz rośnie. 

–  Nie licz na to – 

powiedziała  Holly.  Zaraz  jednak  go  pożałowała. 

Miał taką smutną minę... – Za to chętnie napiłabym się czegoś zimnego 
– 

uśmiechnęła się, chcąc mu dać okazję do drobnej przysługi. – Jestem 

śmiertelnie zmęczona. 

– 

Zaprosiłbym  cię  do  siebie,  ale  nie  Wiem,  czy  zaryzykujesz 

przestąpienie  progu  mojego  domu.  –  Rafe  wciąż  miał  ponurą  minę.  – 

Jeśli nie boisz się przebywać w miejscu, w którym w każdej chwili coś 

może na ciebie spaść. Te dzieci to wcielone diabły. 

– 

Nie  wierzę  w  diabły.  To  tylko  dzieci,  które  demonstrują  brak 

poczucia bezpieczeństwa. Dobrze choć, że potrafią zwerbalizować swój 

strach. To znaczy, że mają do ciebie zaufanie. Wierzą, że je obronisz, że 
ich nie zawiedziesz... 

– 

Mogłabyś  to  powiedzieć  po  ludzku?  –  przerwał  jej  Rafe.  –  Nie 

znam biegle narzecza psychiatrów. 

– Nie ma sprawy. – 

Holly wcale się nie obraziła. – Chodzi o to, że na 

świecie  są  różne  rodziny.  Ty  i  dzieci  jesteście  w  trakcie  formowania 
swojej i za to was podziwiam. 

– 

Nie  rozumiem,  dlaczego.  Po  tym  wszystkim,  co  tu  zobaczyłaś, 

powinnaś  już  być  w  drodze  do  agencji  i  znaleźć  sobie  jakiś  normalny 

dom z normalnymi sąsiadami. 

Holly  spojrzała  na  niego  i  znów  poczuła  ogarniające  ją  pożądanie. 

Mało brakowało, a byłaby dotknęła Rafe’a, ale nie starczyło jej odwagi. 

I  tak  już  podejrzewał  ją  o  ukryte  zamiary.  Mógłby,  na  przykład, 

pomyśleć  sobie,  że  Holly  chce  wobec  niego  zastosować  jakiś  rodzaj 

terapii dotykowej. Albo że ma na niego ochotę. To akurat było prawdą, 

lecz  Holly  nie  była  jeszcze  gotowa  do  przyjęcia  konsekwencji,  jakie 

pociągnęłoby za sobą jej wyjawienie. 

– 

Gdybym  wycofywała  się  przy  najmniejszej  trudności,  nigdy  nie 

skończyłabym medycyny – oświadczyła, krzyżując dłonie na piersiach. 

Tylko  w  ten  sposób  mogła  się  powstrzymać  od  dotykania  Rafe’a.  – 

Wprowadzam się do tego mieszkania i kropka. Jestem też wystarczająco 

odważna, żeby pójść do twojego domu i napić się tam czegoś zimnego. 

background image

Jeśli, oczywiście, zdecydujesz się mnie zaprosić. 

– 

Jeśli  naprawdę  tego  chcesz,  to  chodźmy.  –  Rafe  wzruszył 

ramionami. – 

Ale pamiętaj, że cię ostrzegałem. 

Mało brakowało, a byłby wziął ją za rękę, tak bardzo naturalny wydał 

mu się ten gest. Na szczęście powstrzymał się w ostatniej chwili. 

Naturalny? Przecież dopiero co poznał tę kobietę. Rafe nie mógł się 

nadziwić  samemu  sobie.  Nie  należał  do  ludzi,  którzy  lubią  dotykać 
innych. Wszystkie jego narzeczone – 

w czasach, kiedy miał jeszcze czas 

i siły na kontakty z kobietami – zawsze skarżyły się na to, że za rzadko 

je dotyka. Rafe nigdy nie uznawał takich demonstracyjnych przejawów 

sympatii  jak,  na  przykład,  trzymanie  się  za  ręce.  Tymczasem  niewiele 

brakowało, żeby wziął Holly za rękę i zaprowadził do swego domu. 

Chcąc uniknąć kłopotliwych sytuacji, poszedł szybko przodem, jakby 

przed nią uciekał. Holly niespiesznie podążyła za nim. Nie zależało jej 

na tym, żeby go dogonić. 

 

Holly usiadła na kanapie. Rafe podał jej colę, a sam usadowił się w 

fotelu z puszką piwa. 

– 

Zawsze miałem dobrze zaopatrzony barek – tłumaczył się Rafe. – 

Ale  odkąd  Camryn,  Kaylin  i  ich  znajomi  wypili  mi  wszystko  do 

ostatniej kropli, kiedy poszedłem do kina, przestałem przechowywać w 

domu alkohol. Co najwyżej piwo, a i to w niewielkich ilościach. Zresztą 

do kina też już nie chodzę. Mój brat twierdzi, że całkiem zwariowałem, 

skoro godzę się prowadzić takie życie. Odkąd dzieci tu zamieszkały, nie 

było  ani  jednego  dnia,  żeby  Craig  lub  Donna  Lambert  na  coś  się  nie 

skarżyli.  To  ci  ludzie,  którzy  kupili  sąsiednie  mieszkanie,  a  potem  nie 

mogli się doczekać, kiedy wreszcie będą mogli się go pozbyć.. 

– 

Czy  tobie  w  ogóle  kiedykolwiek  przyszło  do  głowy,  że  ci 

Lamb

ertowie  to  ludzie,  którzy  wiecznie  szukają  dziury  w  całym?  – 

zapytała  Holly.  –  Może  jedyną  więzią,  jaka;  ich  jeszcze  łączyła,  była 

walka z twoimi podopiecznymi? Może w ten sposób próbowali ratować 

swoje rozpadające się małżeństwo? Zamiast stawić czoło prawdziwemu 

problemowi,  wynaleźli  sobie  problem  zastępczy,  na  którym  oboje 

wspólnie mogli się skupić. W niektórych rozpadających – się rodzinach 

rolę kozła ofiarnego gra często jedno z własnych dzieci i... 

background image

– 

Czy tobie w ogóle kiedykolwiek przyszło do głowy, że nie każdą 

sytuację od razu trzeba analizować? – przerwał jej Rafe. 

– 

Lambertowie skarżyli się, ponieważ mieli po temu powody. Trent i 

Tony  chcieli  być  marynarzami,  więc  ćwiczyli  porozumiewanie  się 

alfabetem Morsea na ścianie łączącej nasze mieszkania. Uprawiali różne 

dyscypliny  sportu,  w  zależności  od  tego,  do  jakiej  kariery  w  danym 

momencie  się  przygotowywali.  A  to  oznaczało  wrzaski,  skakanie, 

rzucanie  i  walenie  różnymi  przedmiotami.  Chyba  potrafisz  sobie  to 

wyobrazić? 

–  Zapewne s

ą  powody,  dla  których  sport  uprawia  się  raczej  na 

dworze  niż  w  domu.  –  Holly  nie  dała  się  zbić  z  pantałyku.  –  Ale 

przecież to tylko chłopcy. Craig Lambert sam też kiedyś był chłopcem. 

Donna także miała naście lat i powinna rozumieć... 

– W wieku kilkunastu 

lat Donna Lambert w niczym nie przypominała 

Kaylin, ani tym bardziej Camryn. 

– 

Chcesz powiedzieć, że wychowywała się w klasztorze? 

– 

Nie  nazwałbym  tego  klasztorem,  ale  rzeczywiście  była  kimś. 

Zanim jednak nazwiesz ją nieczułą egoistką... 

– 

Ach, więc była nieczułą egoistką – ucieszyła się Holly. 

– 

Nie była! 

– 

Przecież sam to powiedziałeś. Chociaż nie wprost. 

– 

A obiecałaś nie analizować każdego mojego słowa – poskarżył się 

Rafe. 

– 

Przepraszam.  Im  więcej  dowiaduję  się  o  tych  Lambertach,  tym 

mocniej solidaryzu

ję się z dziećmi. Twoi sąsiedzi jawią mi się jako para 

złośliwych kłamców. 

– 

Ciekawe,  co  powiesz  za  tydzień,  kiedy  sama  zostaniesz  naszą 

sąsiadką.  Nie  poznałaś  jeszcze  Hot  Doga.  To  szatan  –  w psiej skórze. 

Przyjechał tu razem z dziewczynkami. Szczeka i wyje, kiedy przyjdzie 

mu  na  to  ochota.  Najczęściej  nachodzi  go  to  w  środku  nocy.  –  Rafe 

zerwał się, jakby go coś ugryzło, i chodził po pokoju tam i z powrotem. 
– 

Kiedy jestem w domu, staram się jakoś nad tym wszystkim panować. 

Ale  nie  zawsze  jestem.  Muszę  pracować.  Czasami  nawet  wyjeżdżam 

służbowo na dzień lub dwa. Jeśli Lambertowie rzeczywiście chorobliwie 

poszukują  dziury  w  całym,  to  z  pewnością  myśmy  ich  do  tego  stanu 

background image

doprowadzili. 

Holly spokojnie popijała colę. Rafe odmalował życie w swoim domu 

– 

a także życie w jego sąsiedztwie – w tak czarnych barwach, że trudno 

byłoby  wymyślić  coś  gorszego.  Ona  jednak  przysięgła  sobie,  że  nie 

będzie  skarżyć  się  bez  przerwy  jak  Lambertowie.  W  końcu  wszystkie 

dzieci hałasują. To ich przywilej. Holly lubiła dzieci. Psy zresztą też. 

Rozejrzała  się  po  pokoju.  Na  telewizorze  stały  dwa  oprawione  w 

ramki zdjęcia. Na jednym z nich Holly rozpoznała Trenta. 

– 

Nie powiedziałeś mi jeszcze, jak to się stało, że chłopiec, którym 

się opiekowałeś, i jego brat z tobą zamieszkali – odezwała się Holly. 

– 

Nie krępuj się. – Rafe zauważył, z jakim zdumieniem przyglądała 

się  stojącym  na  telewizorze  zdjęciom.  –  Możesz  zapytać,  czy  ten 

chłopiec  na  drugim  zdjęciu  jest  bratem  Trenta.  Przecież  widzę,  że 

umierasz z ciekawości. 

– 

To  za  dużo  powiedziane.  Zastanawiałam  się  tylko,  czy  ten  mały 

Mulat nie jest przypadkiem bratem Trenta. 

– Owszem, jest. Tony jest przyrodnim bratem Trenta. Tylko mi tu nie 

rób wykładów na temat tego, w jaki sposób używam słowa „przyrodni”. 
To nie jest zniewaga, tylko fakt biolog

iczny. Tracey Krider jest matką 

obu  chłopców,  –  tylko  ojców  mają  różnych.  Niestety,  obaj  tatusiowie 

opuścili nasz stan, a Tracey związała się z facetem, który nie ma ochoty 

trzymać w domu cudzych dzieci. 

– 

Dlatego chłopcy zamieszkali z tobą – dokończyła Holly. 

Rafe usiadł na drugim końcu kanapy. Od Holly dzieliły go tylko dwie 

poduszki. Dość blisko, żeby mógł poczuć jej zapach, ale stanowczo za 

daleko, żeby móc jej „przypadkiem” dotknąć. Odchylił głowę do tyłu i 

zaczął mówić: 

– 

Zostałem  opiekunem  Trenta,  kiedy  ten  chłopiec  miał  siedem  lat. 

Kilka  lat  później  w  pewnym  sensie  odziedziczyłem  Tonyego. 

Organizacja nie mogła znaleźć dla niego opiekuna. Bardzo dużo dzieci 

czeka  na  opiekunów,  a  mało  jest  ludzi,  którzy  chcieliby  się  nimi 
zajmowa

ć... – Rafe wzruszył ramionami. – Chłopcy często spędzali ze 

mną  weekendy  i  zawsze  jeden  miesiąc  wakacji.  A  kiedy  Tracey 

zakochała  się  w  tym  chłystku,  Trent  i  Tony  zamieszkali  tu  na  stałe. 

Tracey  przekazała  mi  prawa  rodzicielskie.  A  zaraz  potem  przyjechały 

background image

dziewczynki. 

Holly z podziwem patrzyła na tego człowieka, który zaopiekował się 

cudzymi  dziećmi  i  wziął  pod  swój  dach  własne  osierocone  siostry 

przyrodnie. A przecież mógł powiedzieć, że nic go nie obchodzą. Rafe 

Paradise był szlachetnym człowiekiem. 

Tak 

bardzo chciała mu powiedzieć, że go podziwia, że jest absolutnie 

wyjątkowy, bo większość mężczyzn nie bierze odpowiedzialności nawet 

za  kwiatek  w  doniczce,  nie  mówiąc  już  o  czwórce  cudzych  dzieci. 

Jednak  nie  wiedziała,  jak  to  powiedzieć.  Ona,  zwykle  taka  wygadana, 

nagle  nie  umiała  znaleźć  odpowiednich  słów.  Zaczęła  więc  zadawać 

pytania.  Na  tym,  między  innymi,  polegała  jej  praca,  a  w  pracy  Holly 

zawsze była bezkonkurencyjna. 

– 

A czy dzieci trzymają się razem? 

– 

Tak. Oczywiście, często się kłócą, ale jak przyjdzie co do czego, 

zawsze trzymają sztamę. Często mam przeciwko sobie Bandę Czworga. 

– 

Dziwi cię to? 

Chyba zadała o jedno pytanie za dużo. A może nie tyle pytanie, ile 

ton,  jakim  je  wypowiedziała,  był  niewłaściwy.  Rafe  uśmiechnął  się 

złowieszczo. Otworzył oczy i spojrzał na Holly. 

– 

Tak, pani doktor. Bardzo mnie to dziwi. Chcesz mi wytłumaczyć, 

dlaczego  dzieci  się  przeciwko  mnie  jednoczą?  Skoro  tak  ładnie 

podsumowałaś  Lambertów,  to  może  teraz  zanalizujesz  mnie  i  dzieci. 

Mam się położyć na kanapie, pani doktor? 

– Przepraszam – 

speszyła się Holly. – Skrzywienie zawodowe. 

Pomyślane  jako  złośliwy  przytyk  pytanie  rykoszetem  uderzyło 

Rafe’a. Wyobraził sobie, że leży na kanapie, Holly siedzi obok niego i... 

znów  poczuł  podniecenie.  Zakręciło  mu  się  w  głowie,  zaszumiało  w 
uszach. 

Dopiero  po  chwili  uświadomił  sobie,  że  szum  jest  jak  najbardziej 

realny.  Prędko  zlokalizował  jego  źródło:  odtwarzacz  CD  w  pokoju 

dziewczynek. Oto przyszedł ratunek, o który Rafe tak gorąco się modlił. 

Z takimi problemami potrafił sobie radzić. 

– 

Jeśli  jeszcze  raz  będę  musiał  wam  przypomnieć  o  ściszeniu  tej 

muzyki, to oddam wasze płyty pensjonariuszom tutejszego więzienia! – 

zawołał Rafe, stając u stóp schodów. 

background image

Z góry rozległy się narzekania i nawet trzasnęły drzwi, ale piekielny 

harmider niec

o ucichł. 

– 

Dlaczego  grozisz  im,  że  oddasz  płyty  więźniom?  –  zapytała 

rozbawiona Holly. 

– 

Sam nie wiem. W końcu ci biedni ludzie i tak już odsiadują wyroki. 

Prawo zabrania nakładać na więźniów dodatkowe kary. 

– 

Myślisz, że słuchanie tych płyt byłoby dla nich nie do zniesienia? – 

roześmiała się Holly. 

– 

Uważasz  mnie  za  tyrana,  co?  –  Rafe  spojrzał  w  stronę  swego 

ulubionego  fotela,  ale  nie  ruszył  się  z  miejsca.  Wolał  zostać  blisko 
Holly. – 

Zaraz mi powiesz, że tłumię kreatywność dzieci. 

Był  wykończony wiecznym trzymaniem nerwów na wodzy, a teraz 

musiał  jeszcze  walczyć  z  pożądaniem.  Usiadł  na  kanapie  tuż  obok 

Holly. Tym razem nie zachował przyzwoitej odległości. 

– 

No bo przecież nastolatki wyrażają się poprzez  muzykę –  mówił, 

jakby  chciał  wyrzucić  z  siebie  nagromadzone  frustracje  i  rzeczywiście 

leżał  na  kozetce  u  psychoanalityka.  –  Chociaż  ja  w  żaden  sposób  nie 

mogę nazwać muzyką tego, czego oni słuchają. To mi wyżera mózg. 

– 

Mnie  także  trudno  nazwać  te  dźwięki  muzyką  –  pocieszyła  go 

Holly.  Wiele  ją  kosztowało  zachowanie  spokoju  i  udawanie,  że  nic, 

absolutnie  nic  nadzwyczajnego  się  z  nią  nie  dzieje.  Rafe  siedział 
stanowczo za blisko. 

Zrobił to celowo, pomyślała, nerwowo zaciskając dłonie. Usiłowała 

przemyśleć  całą  sytuację,  ale  trudno  jest  spokojnie  cokolwiek 

analizować, kiedy ciało płonie z pożądania. Całą siłą woli zmusiła się, 

żeby nie myśleć o tym, co czuło jej ciało. 

– 

Wcale  nie  uważam,  że  tyranizujesz  dzieci.  –  Holly  starała  się 

mówić na temat. – Dziewczynki nie muszą wyrażać swej osobowości aż 

tak  głośno.  Jesteś  dorosły  i  odpowiadasz  za  nie,  więc  powinieneś,  a 

nawet  masz  obowiązek,  ustalić  rozsądne  granice.  Dzieci  bardzo  tego 

potrzebują.  Ich  niewłaściwe  zachowanie  to  najczęściej  prośba  o 
ustalenie granic. 

– Jasne. – 

Rafe głośno się roześmiał. – Najlepiej zaraz idź na górę i 

sama im to powiedz. 

Położył dłoń na ramieniu Holly. 

background image

– 

Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że jednak nie powinnaś 

chodzić na górę – powiedział bardzo cicho. 

– 

W ogóle nie odchodź. 

Holly  zdumiała  się,  jak  łatwo  potrafił  ją  skłonić  do  posłuszeństwa. 

Wcale  nie  miała  ochoty  się  ruszać.  Może  tylko  trochę  się  do  niego 

nachylić...  Żeby  prędzej  poczuć  dotyk  jego  warg...  Najpierw  musnęły 

płatek ucha, potem przesunęły się na szyję. 

Robił  to  powoli,  a  Holly  chciała  szybciej  i  więcej.  Drżała  w  jego 

ramionach. 

– 

Mam przestać? – szepnął jej do ucha. 

– Nie – 

powiedziała samym tylko ruchem warg. 

Wpatrywała  się  w  jego  zmysłowe  usta  i  pragnęła,  żeby  ją  całował. 

Nie rozumiała, co się z nią dzieje. Nigdy w życiu nic podobnego się jej 
nie przytraf

iło.  Nie  miała  zwyczaju  całować  się  z  nieznanymi 

mężczyznami. Ze znanymi także nie. 

– 

Naprawdę?  –  zapytaj  jakby  jej  odpowiedź  szczerze  go  zdziwiła. 

Powoli zbliżył usta i delikatnie ją pocałował. 

...  Holly  obiema  dłońmi  chwyciła  go  za  koszulę.  Bała  się,  że Rafe 

zaraz  się  od  niej  odsunie.  Ale  on  znów  ją  pocałował.  Tym  razem 

mocniej, dłużej... Holly znalazła się w nieznanym świecie zmysłowych 

doznań tak rozkosznych... – Cześć, Rafe! 

Dwa chłopięce głosy tak bardzo do tego świata nie pasowały, że w 

okamgnieniu 

go  zniszczyły.  Rafe  zerwał  się  na  równe  nogi  i  jak 

oparzony odskoczył od kanapy. W ostatniej chwili zdołał dopaść fotela. 

Był czerwony jak burak i tak przestraszony, jak przyłapany na brojeniu 

mały  chłopiec.  Holly  przypuszczała,  że  sama  wygląda  podobnie.  Nie 

miałaby siły wstać, nawet gdyby od tego zależało jej życie. 

– 

Steensowie pojechali do zoo, ale my postanowiliśmy zostać z tobą 

– 

oznajmił Trent, wpadając do pokoju. 

– 

Strasznie  za  tobą  tęskniłem!  –  zawołał  Tony.  –  Zabierzesz nas 

kiedyś do zoo? 

– Zabior

ę, ale nie dzisiaj – odparł Rafe. 

Spojrzał na Holly i w jej oczach wyczytał tę samą myśl, która i jemu 

przyszła do głowy. Mieli wielkie szczęście, że chłopcy nie przyłapali ich 

na gorącym uczynku. Gdyby weszła tu któraś z dziewczynek, od razu by 

background image

się zorientowała, co zaszło. 

– 

Cześć,  Holly.  –  Trent  się  do  niej  uśmiechnął.  –  To jest Holly – 

poinformował brata. – Wprowadziła się do tego mieszkania obok. 

–  Masz dzieci? – 

zapytał  Tony,  przyglądając  się  jej  z 

zainteresowaniem. 

– Nie mam – 

odparła. 

– Nie lubisz dzieci? – 

wypytywał ją Tony. – Lambertowie nie lubili. 

No to my też ich nie lubiliśmy. Byli okropni. 

– 

Ja lubię dzieci – zapewniła go Holly. 

Było jej bardzo trudno rozmawiać z dziećmi, gdy spoczywało na niej 

zmysłowe  spojrzenie  Rafe’a.  Niemal  czuła  je  na  swoich wargach. Jak 

pocałunek. 

Na szczęście chłopcy nie zwracali na nich uwagi. Włączyli telewizor 

i włożyli do magnetowidu jakąś kasetę. 

– 

Co będziemy robić? – zapytał Trent, wyciągając zza kanapy piłkę 

do koszykówki. Z całej siły cisnął ją o ścianę. 

– Co za 

rzut! Widziałeś? 

– 

To żaden rzut – prychnął Tony. – Każdy głupi umie trafić w ścianę. 

Nie rusza się i jest duża. 

– 

Rafe! Powiedz mu coś! – protestował Trent. Rzucił w brata piłką, 

ale ten zręcznie się uchylił. 

– 

Co mam mu powiedzieć, Lwie? Tony ma rację – odezwał się Rafe. 

– 

Nie zastanawiałeś się nad tym, dlaczego odbijanie piłki od ściany nie 

jest dyscypliną sportową? To za łatwe. 

– 

A ja i tak uważam, że to wspaniały strzał – Trent upierał się przy 

swoim. I żeby zademonstrować, że nic sobie nie robi z ich zdania, raz 

jeszcze cisnął piłką o ścianę. 

Holly się uśmiechnęła. Nie mogła się powstrzymać. 
– 

Uważasz, że to zabawne? – Rafe wstał z fotela i podszedł do niej. 

Był taki wysoki, przystojny i bardzo męski. 

– 

Zobaczymy,  jak  będziesz  się  śmiała,  kiedy  siedząc  w  swoim 

mieszkaniu, usłyszysz nagle walenie w ścianę albo jakieś inne hałasy. 

Wyciągnął rękę. Muskularną, opaloną i taką silną. Chwilę potrwało, 

zanim  Holly  zorientowała  się,  że  Rafe  pomaga  jej  wstać.  Nie  od  razu 

puścił jej dłoń. 

background image

– 

Proszę  mi  więcej  nie  rzucać  piłką  o  ścianę –  powiedział  Rafe  do 

chłopców. – Nie wolno wam bawić się piłką w domu. Jasne? Możecie to 

robić na podwórku. 

– Zagrasz z nami, Rafe? – 

dopraszał się Tony. 

– 

Musimy  przenieść  rzeczy  Holly  z  samochodu  do  domu  –  odparł 

Rafe. – 

Możecie nam pomóc, jeśli chcecie. 

– 

Ja chcę! – zawołał Trent. 

– 

Przy okazji będziesz mógł zabrać swoją piłeczkę golfową – dodał 

Tony. 

Trent spojrzał na brata, potem zerknął na Rafe’a, a w końcu na Holly. 

Minę miał nieszczęśliwą. Widać było, że nie ma ochoty aby ktokolwiek 

przypominał mu niemiłe poranne zajście. 

– 

Wiem,  że  nie  chciałeś  zbić  szyby,  Lwie.  –  Holly  musiała  coś 

zrobić,  żeby  chłopcu  nie  było  aż  tak  przykro.  –  Zresztą  nie  ty  jeden 

miałeś dzisiaj pecha. Kaylin też zdarzył się wypadek. 

– 

Co stłukła Kaylin? – Tony był bardzo ciekaw. 

– Telewizor Holly – 

powiedział cicho Rafe. – Upuściła go na ziemię. 

– 

O rany! To gorsze niż wybita szyba. – Trent natychmiast przestał 

się martwić. – Gdzie on jest? 

– 

Koło samochodu – powiedział Rafe. 

Chłopcy bez słowa wypadli z domu, chcąc jak najprędzej obejrzeć to, 

co zostało z telewizora. 

Holly i Rafe spojrzeli po sobie. Przez chwilę Holly zdawało się, że on 

znów  ją  pocałuje.  W  każdym  razie  na  pewno  miał  na  to  ochotę.  Ona 

także  bardzo  tego  pragnęła.  Tak  bardzo,  że  zapomniała  nawet  o 

nastoletnich  pannicach  urzędujących  w  swoim  pokoju  na  górze  i  o 

małych chłopcach, którzy w każdej chwili mogli wrócić do domu. 

– Czy na pewno tego chcesz? – 

zapytał Rafe, puszczając dłoń Holly 

Pytanie to wydało jej się całkiem nie na miejscu. Jej dłoń pozbawiona 

oparcia, pozbawiona ciepła Rafe’a,  stała się bezużyteczna. Holly sama 

wydała  się  sobie  bezużyteczna.  Tylko  dlatego,  że  Rafe  nie  trzymał  jej 

już za rękę, że więcej jej nie pocałował. 

Bez  słowa  wyszła  za  nim  na  podwórko.  Nigdy  dotąd  nie 

doświadczyła takiej huśtawki uczuć, nic więc dziwnego, że uważała się 

za  osobę  zrównoważoną  i  opanowaną.  Tymczasem  wystarczyło  pół 

background image

godziny  w  towarzystwie  Rafe’a  Paradisea,  żeby  odkryć  drugą,  bardzo 

niepokojącą stronę swej natury. 

Holly 

przypomniały  się  lata,  kiedy  była  zakochana  w  Devlinie 

Brennanie.  Wtedy  była  taka,  za  jaką  się  uważała:  spokojna, 

zrównoważona  i  zawsze  opanowana,  co  było  bardzo  ważne,  ponieważ 

Devlin jej nie kochał. Los  chciał, żeby zostali przyjaciółmi, i Holly  w 

końcu  się  z  tym  pogodziła.  Nawet  do  głowy  jej  nie  przyszło,  żeby 

popaść w depresję tylko dlatego, że sprawy nie ułożyły się po jej myśli. 

A  więc  dlaczego  teraz  tak  mi  smutno?  –  pomyślała  zaskoczona 

własną reakcją. I to tylko dlatego, że Rafe już nie trzyma mnie za rękę i 

że nie pocałował mnie po raz drugi? 

Powoli  podeszła  do  Rafe’a  i  chłopców,  którzy,  zafascynowani, 

oglądali  rozbity  telewizor.  Trent  chciał  nawet  poprosić  Kaylin,  żeby 

jeszcze  raz to  zrobiła, ale Rafe stanowczo się temu sprzeciwił. Trent i 
Tony mus

ieli pogodzić się z faktem, że nie zobaczą na własne oczy, jak 

rozbija się telewizor. 

Wielokrotnie odbywali drogę od samochodu do domu i z powrotem. 

Przez cały ten czas Holly rozmawiała wyłącznie z dziećmi, całkowicie 

ignorując  Rafe’a.  On  także  nie  zwracał  na  nią  najmniejszej  uwagi. 

Zanim skończyli rozpakowywanie, Holly zaprzyjaźniła się z Trentem i 

Tonym. Poprosili ją nawet, żeby pojechała z nimi do zoo, zabrała ich do 

kina,  zagrała  z  nimi  w  piłkę  i  żeby  koniecznie  przyszła  do  nich 

wieczorem na kolację. 

– 

Dajcie jej spokój, chłopcy – wtrącił się Rafe. – Nie widzicie, że jest 

wykończona?  Pewnie  nie  może  się  doczekać,  kiedy  znajdzie  się  w 

hotelu i będzie mogła odpocząć. 

– 

Możemy  pojechać  z  tobą  do  hotelu? –  zapytał  Tony.  –  W hotelu 

zawsze jest basen. 

– Przest

ańcie się naprzykrzać, chłopcy – powiedział Rafe. 

– 

Ja  nie  mam  nic  przeciwko  temu,  żebyście  sobie  popływali  – 

oznajmiła Holly. – Oczywiście, jeśli Rafe się zgodzi. 

– 

Pozwolisz nam pojechać, Rafe? – zapytał Trent z taką nadzieją w 

głosie, że chyba nikt nie miałby serca mu odmówić. 

– 

Najpierw  muszę  porozmawiać  z  Holly.  W  cztery  oczy  –  dodał 

Rafe, bo bez tego chłopcy na pewno nie zostawiliby ich samych. 

background image

– 

Nie możesz z nią rozmawiać, kiedy nas tu nie będzie – protestował 

Tony. – 

Musimy przypilnować, żebyś się zgodził. 

– Logicznie rozumujesz – 

pochwaliła go Holly. 

– 

Wy idźcie się pobawić – zarządził Rafe. – A ty chodź ze mną. – 

Pociągnął Holly za rękę i poprowadził do jej mieszkania. Zanim zdążyła 

zaprotestować, już była w środku. 

– 

Nie lubię, kiedy się mnie ciągnie jak worek – oświadczyła. – Wolę 

od razu ci to powiedzieć, żebyś... 

Nie zdążyła skończyć zdania, bo Rafe chwycił ją za ręce i przycisnął 

do ściany. 

– 

Żebym  co?  –  zapytał.  –  Słucham.  Zdaje  się,  że  chciałaś  mi  coś 

powiedzieć. 

Zamiast się obrazić, Holly się roześmiała. Jednak kiedy Rafe zbliżył 

twarz do jej twarzy, kiedy znów poczuła podniecenie, nie tylko swoje, 

ale i jego, śmiech zamarł jej na ustach. 

– Rafe – 

wyszeptała. – Co ty wyprawiasz? 

– Sam nie wiem – 

mruknął. – Wiem tylko, że ty też mnie pragniesz. 

Mam rację? 

Nie umiała zaprzeczyć. Kiedy Rafe puścił jej ręce, objęła go za szyję 

i  mocno  przytuliła  się  do  niego.  Pocałował  ją.  Najpierw  delikatnie, 
potem mocniej... 

Miał rację. Holly rzeczywiście bardzo go pragnęła. 
 

background image

Rozdział 4 

 

Całowali się, jakby cały świat nagle przestał istnieć. Bo rzeczywiście 

nic ich w tej chwili nie obchodziło poza zdumiewającą żądzą, która i w 

niej, iw nim wybuchła nagle, bez żadnego ostrzeżenia. 

Rafe pieścił ją i tulił do siebie, szeptał do ucha słowa, których Holly 

nigdy przed

tem  nie  słyszała.  Przywarła  do  niego  całym  ciałem, 

spragniona jego pieszczot, jego bliskości. Nawet ubranie stało się tylko 

niepotrzebną barierą. 

Kiedy  rozległ  się  pierwszy  łomot,  Rafe  właśnie  rozpinał  suwak  jej 

szortów. Z początku nie zwrócili na to uwagi, pochłonięci własnymi, nie 

cierpiącymi zwłoki sprawami. Udawali, że nie słyszą następujących po 

sobie uderzeń, ale W końcu hałas stał się tak natarczywy, że zaczął im 

przeszkadzać. 

Rafe odsunął się od Holly. Był wściekły. 
– 

Co to za hałas? – zapytała niezbyt przytomnie Holly. 

– Alfabet Morse’a – 

warknął Rafe. Delikatnie odsunął ją od siebie. – 

SOS.  To  właśnie  ten  dźwięk  możesz  usłyszeć  o  każdej  porze  dnia  i 

nocy. Rozumiesz już, dlaczego Lambertowie stąd uciekli? 

Rafe  rzucił  się  do  ściany  i  zawzięcie  walił  w,  nią  pięściami.  Holly 

patrzyła na niego w milczeniu. To, że porozumiewał się z chłopcami w 

ten sposób, wcale nie wydawało jej się dziwne. Choć kilka godzin temu 

zapewne uznałaby to co najmniej za niecodzienne. 

– 

Czy  coś  się  stało?  –  zapytała  w  końcu.  –  Może  oni  potrzebują 

pomocy? 

– 

Skądże! Znudziło ich czekanie. Chcą, żebym im pozwolił pojechać 

z tobą na basen. 

–  I wszystko to przekazali ci alfabetem Morsea? –  Na Holly ta 

informacja zrobiła wielkie wrażenie. 

– 

Oszalałaś? To tylko SOS, ale nie trzeba być jasnowidzem, żeby się 

domyślić całej reszty. 

Rafe  uderzył  w  ścianę  tak  mocno,  że  pewnie  pospadały  z  niej 

wszystkie obrazy. Tym razem chłopcy nie odpowiedzieli. 

W  domu  zapanowała  cisza.  Holly  prawie  pożałowała,  że  hałas  nie 

background image

trwa  nadal.  Teraz  musiała  się  wreszcie  zastanowić  nad  tym,  co  robiła, 

zanim Trent i Tony nadali swoje SOS. Nie rozumiała, jak to się stało, że 

omal nie kochała się z zupełnie obcym mężczyzną. 

– 

W co ty ze mną grasz, Holly? – zapytał opryskliwie Rafe. 

– Nie rozumiem. 
–  Chodzi mi o to, co 

ty  wyprawiasz  z  dziećmi.  –  Rafe  szybko  się 

pozbierał. Był zły, że ona jest taka opanowana. Po tym wszystkim... – 

Udajesz ich kumpla, chcesz ich zabrać na basen. Jeśli robisz to po to, 

żeby... 

– 

Niczego nie udaję i nie mam żadnego ukrytego celu – przerwała mu 

Holly. – 

Polubiłam Trenta i Tanyego. W ogóle lubię dzieci i... 

– 

Zbyt wielu dorosłych sprawiło tym chłopcom wielki zawód – Rafe 

wpadł  jej  w  słowo.  –  Kochankowie ich matki okazywali im 
zainteresowanie tylko wtedy, kiedy chcieli – 

zdobyć  Tracey.  Potem 

kaz

ali się im wynosić. Na koniec sama Tracey wyprawiła ich z domu, bo 

jej kolejny kochanek nie mógł znieść przebywania pod jednym dachem 

z dziećmi innego mężczyzny. 

– 

Uważasz,  że  ja  też  ich  porzucę?  Pobawię  się  nimi,  a  potem 

powiem, żeby mi nie zawracali głowy? – Holly się obraziła. 

– 

Nie  mam  pojęcia,  co  zrobisz.  Przecież  wcale  cię  nie  znam  i...  – 

patrzył na nią zafascynowany. Nigdy dotąd nie widział, żeby ktoś aż tak 

się czerwienił. Wyobraził sobie te części ciała Holly, które też pewnie 

się zaczerwieniły, tylko były przykryte ubraniem. 

– 

Oczywiście, że mnie nie znasz. A ja nie znam ciebie. A to oznacza, 

że to... to co się tu stało, w ogóle nie powinno mieć miejsca. 

Poruszyła  temat,  którego  Rafe  starannie  unikał.  Nie  miał  zamiaru 

zastanawiać  się,  dlaczego  zrobił  to,  co  zrobił,  i  co  z  tego  wynika.  Był 

jednak pewien, że Holly nie odmówi sobie przyjemności zanalizowania 
tej niecodziennej sytuacji. 

– 

Nie zmieniaj tematu. Rozmawialiśmy o dzieciach. 

– 

O  niczym  nie  rozmawialiśmy.  Ty  oskarżyłeś  mnie  o  używanie 

dzieci d

la  osiągnięcia  własnych  egoistycznych  celów  –  oświadczyła 

Holly. – 

Nigdy bym czegoś podobnego nie zrobiła, choć wiem, że mi nie 

wierzysz. 

Holly odwróciła się na pięcie i wyszła z domu. Rafe pobiegł za nią, 

background image

bo cóż innego mógł w tej sytuacji zrobić. Pędzę jak zgłodniały wilk za 

swoją ofiarą, pomyślał. Ależ ona umie sobie radzić z facetami. Tyle lat 

studiowała ludzką naturę, więc nic dziwnego, że wie, jak zagrać, żeby 

człowiek zrobił dokładnie to, o co jej chodzi. 

Mimo tych paskudnych myśli, zamiast wrócić do domu, nadal biegł 

za nią. Nie mógł oderwać oczu od długich nóg Holly, od jej zgrabnych 

pośladków. Nawet nie zauważył, że z parkingu zniknął jego samochód. 

Holly to zauważyła. 

– 

Gdzie  się  podział  twój  dżip?  –  zapytała,  tak  zaskoczona,  że  jej 

własne problemy natychmiast zeszły na dalszy plan. 

Rafe patrzył nieprzytomnie na puste miejsce, na którym zostawił auto 

po powrocie z lotniska. Powoli dotarło do niego, że samochodu nie ma 

tam,  gdzie  być  powinien.  Dlaczego  go  tam  nie  ma,  zrozumiał  bardzo 
szybko. 

– 

Nie, to nie możliwe – powiedział do siebie. – Nie mogły mi tego 

zrobić. Te małe potwory ukradły mi samochód! 

– 

Widzę,  że  skłonność  do  dramatyzowania  jest  w  waszej  rodzinie 

zwyczajem – 

skomentowała jego wybuch Holly. 

– 

Ja nie dramatyzuję – warknął Rafe. – Jestem wściekły. W tej chwili 

wybiegli z domu Trent i Tony. 

– 

Możemy już jechać na basen! – zawołał radośnie Tony. 

– 

Czy wiedzieliście, że Camryn i Kaylin chcą wziąć mój samochód? 

– 

napadł na nich Rafe. 

–  Jasne  – 

odparł Trent. – Próbowaliśmy ci to powiedzieć. Słyszałeś 

przecież nasze SOS. 

– 

I  kazałeś  nam  się  zamknąć  –  dodał  Tony.  –  No  to  pomyśleliśmy 

sobie, że im pozwoliłeś. 

– 

A więc dlatego wystukaliście SOS? – Rafe miał minę zbitego psa. – 

A ja myślałem, że znudziło wam się czekanie. 

– 

Pewnie że się nam znudziło – przyznał Tony. – Ale z tego powodu 

nie warto było wzywać pomocy. 

– 

Kazałeś  im  się  zamknąć  w  odpowiedzi  na  SOS?  –  zdziwiła  się 

Holly. – 

Jesteś czarujący. 

– 

Nie powiedziałem, żeby się zamknęli, tylko żeby przestali wzywać 

pomocy bez powodu. 

background image

– Na to samo wychodzi – 

podsumował Trent. – Camryn powiedziała, 

że się nudzi i skoro jest samochód Holly, to ona może sobie pożyczyć 

twój. Wzięły kluczyki i pojechały. 

Rafe bez słowa poszedł do domu, zostawiając Holly i chłopców na 

chodniku. 

– Rafe nie cierpi, ki

edy one biorą jego samochód – tłumaczył Holly 

Trent.  – 

Nawet  kiedy  im  pozwala,  to  muszą  powiedzieć,  dokąd  jadą  i 

kiedy wrócą. I nie mogą się spóźnić. 

– To oczywiste – 

uśmiechnęła się Holly. 

– 

Jedźmy  już  na  basen.  –  Znudzony  czekaniem  Tony  zaczął  się 

gramolić do samochodu. 

Holly  westchnęła.  Wszystko  coraz  bardziej  się  komplikowało.  Nie 

mogła  tak  po  prostu  odjechać  z  chłopcami  choćby  dlatego,  że  ich 

opiekun jeszcze nie wyraził na to zgody. Co gorsza, miał taki humor, że 

gdyby zabrała chłopców, mógłby ją oskarżyć o porwanie. 

– 

Musimy  najpierw  zapytać  Rafe’a,  czy  możemy  jechać  – 

powiedziała. Znów była spokojna i opanowana. 

– 

Rafe bardzo chciał, żebyśmy z tobą pojechali – zapewnił ją Trent. 

– 

Pewnie masz rację, ale mnie jeszcze tego nie powiedział. 

–  Holly 

spodziewała  się  protestów,  lecz  chłopcy  bez  mrugnięcia 

okiem posłusznie podreptali za nią do domu. 

Rafe stał przy wiszącym w kuchni telefonie. 
– 

Nie odbierają – powiedział na widok Holly. – Ale ja je przeczekam. 

Nie przestanę dzwonić, dopóki nie podniosą słuchawki. Choćby tylko po 

to, żeby wreszcie telefon przestał dzwonić. 

– On dzwoni na numer telefonu, który ma w samochodzie – 

wyjaśnił 

Tony.  Usiadł  na  blacie  kuchennym  i  machał  –  nogami,  nie  zwracając 

uwagi na to, że kopie znajdującą się pod spodem szafkę. 

– 

Nigdy nie odbierają tego telefonu. – Trent usiadł obok brata. – Tak 

głośno włączają muzykę, że prawie nie słychać dzwonienia. 

– 

Nie mam zamiaru się poddać – oświadczył Rafe. 

– 

Może  pojechały  nad  rzekę  –  podpowiedział  Tony.  –  Dziś  jest 

strasznie gorąco, ale woda i tak jest zimna. 

– 

Zabiję je, jak się zbliżą do rzeki! – ryknął Rafe. – One nie potrafią 

pływać! Chłopcy, powiedzcie mi prawdę. Czy powiedziały, że jadą nad 

background image

rzekę? To naprawdę bardzo ważne. 

– 

Nie jestem skarżypytą – oświadczył Trent. 

–  To nie je

st  skarżenie  –  wtrąciła  się  Holly.  –  Nie  rozumiesz,  że 

dziewczynkom  grozi  niebezpieczeństwo?  Jeśli  Camryn  i  Kaylin 

pojechały nad rzekę, to mogą się utopić. Z wodą nie ma żartów. , – Nie 

utoną.  –  Trent  wzruszył  ramionami.  –  Sam, Grabie i Becker z nimi 
pojec

hali. Oni są duzi. 

– 

Wzrost nie ma w tym wypadku znaczenia. Pływanie w rzece to nie 

to  samo  co  pływanie  w  strzeżonym  basenie  –  tłumaczyła  mu  Holly.  – 

Jeśli  dziewczynki  nie  potrafią  pływać,  to  rzeka  może  być  dla  nich 
bardzo niebezpieczna. 

Spojrzała  na  Tony’ego,  który  przestał  kopać  szafkę  i  z 

zainteresowaniem słuchał słów Holly. Na pewno coś wiedział. Sprawa 

była na tyle poważna, że Holly zdecydowała się użyć podstępu. 

– 

Oczywiście  rozumiecie,  że  nie  pojedziemy  na  basen,  dopóki 

dziewczynki  się  nie  znajdą  –  oświadczyła  stanowczo.  –  Przecież  nie 

możemy  się  bawić,  wiedząc,  że  Camryn  i  Kaylin  grozi 

niebezpieczeństwo. 

– 

Powiedziały, że jadą nad rzekę popływać – nic wytrzymał Tony. 

– 

Skarżypyta bez kopyta! – zawołał Trent. 

– 

Tony  przejmuje  się  losem  dziewczynek  i  chce im pomóc – 

wytłumaczyła mu Holly. – Ja uważam, że jest bohaterem. 

Tony  był  bardzo  dumny  z  siebie.  Zapomniał,  że  u  podstaw  jego 

bohaterskiego czynu leżała przemożna chęć wykąpania się w basenie. 

– 

Powiedziały, w którym miejscu chcą pływać? – zapytał Rafe, wciąż 

uwiązany  do  słuchawki.  –  Sioux to wielka rzeka z wysokimi 

wodospadami.  Jeśli  nie  wiemy,  dokąd  pojechały,  możemy  ich  szukać 

choćby tydzień. 

– Pewnie w swoje ulubione miejsce – 

powiedział Tony. – Tylko że ja 

nie  pamiętam,  gdzie  to  jest.  Było  ciemno,  kiedy Camryn nas tam 

zabrała. 

– 

Camryn zabrała was w nocy nad rzekę? – Teraz Rafe naprawdę się 

przestraszył. 

– 

Raz nas zabrała. Nie, dwa razy – odezwał się Trent. – Kilka tygodni 

temu. Ty wyjechałeś, a ona miała nas pilnować. 

background image

– 

Urządzili sobie dyskotekę nad rzeką. Fajnie się bawili. Ja i Trent 

zresztą  też.  –  Tony  uśmiechnął  się  do  brata.  –  Pamiętasz  zawody  w 
rzucaniu kamieniami? 

– No! – 

rozpromienił się Trent. – Ale woda była zimna jak lód. Noga 

o mało mi nie zamarzła, kiedy ją włożyłem do rzeki. 

– 

Boże drogi! – Przerażony Rafe spojrzał na Holly. – Zabrały dzieci 

na potańcówkę nad rzeką! Przecież to się mogło skończyć tragedią! 

– 

Ale się nie zakończyło. Chłopcy są cali i zdrowi. 

–  Za to nie ma dziewczynek! – 

Rafe  był  zrozpaczony. –  –  Tak  się 

rozzuchwaliły! Wydaje im się, że są nietykalne. Boże wielki, dlaczego ja 

zawsze o wszystkim dowiaduję się ostatni! 

Relacja Trenta i Tony’ego całkowicie wytrąciła Rafe’a z równowagi. 

Holly zrobiło się go żal. Natychmiast zapomniała o niedawnej kłótni i o 

nienawiści, jaką do niego poczuła potem. Teraz najważniejsze było to, 

co  działo  się  z  Camryn  i  Kaylin.  Rafe  robił,  co  mógł,  żeby  jakoś 

poradzić sobie z wychowaniem czwórki cudzych dzieci, a dziewczynki 

bardzo  się  starały,  żeby  mu  w  tym  przeszkodzić.  Tak  przynajmniej 
ocenia

ła sytuację Holly. 

– 

A  jednak  Camryn  wykazała  się  odrobiną  odpowiedzialności  – 

zaczęła  ostrożnie  Holly.  Zawsze  w  każdej  najgorszej  nawet  sytuacji 

starała się znaleźć pozytywny element. – Nie chciała zostawić chłopców 

samych w domu, więc zabrała ich ze sobą na imprezę. Wprawdzie nie 

było to najrozsądniejsze rozwiązanie... 

– 

Już dobrze, jestem. – W słuchawce niespodziewanie odezwała się 

Camryn. Była zniecierpliwiona i zła. 

Muzyka w samochodzie grała tak głośno, że nawet w kuchni Rafe’a 

dałoby się przy niej tańczyć. 

– 

Natychmiast odwieź samochód do domu – polecił Rafe. 

– 

A co mi zrobisz, jak go nie odwiozę? 

– 

Zadzwonię na policję i każę cię aresztować za kradzież. Pobyt w 

więzieniu raczej ci się nie spodoba. 

– 

Ja miałabym iść do więzienia? – roześmiała się Camryn. 

–  Do pierdla! – 

dodał  męski  głos,  a  zaraz  potem  dał  się  słyszeć 

potężny wybuch śmiechu zarówno chłopców, jak i dziewczyn. 

– 

Jeśli za pół godziny nie podstawisz mi samochodu pod – dom, to 

background image

daję ci słowo, że zadzwonię na policję. – Rafe nie miał już wątpliwości, 

że Camryn pojechała ze swoją paczką: sama okoliczna łobuzeria. 

– Rób sobie, co chcesz, mój starszy przyrodni bracie, bo ja na pewno 

za  pół  godziny  nie  wrócę  –  prychnęła  Camryn,  a  w  tle  wtórował  jej 

chóralny śmiech. – Cześć! 

Camryn  się  wyłączyła.  Rafe  stał,  trzymając  się  słuchawki  głuchego 

już  telefonu,  jakby  to  była  ostatnia  deska  ratunku,  która  właśnie 

wyślizguje  mu  się  z  rąk.  Ponownie  kręcił  numer  telefonu 
zainstalowanego w samochodzie. 

– 

Dlaczego jej nie zapytałeś, dokąd jedzie? – zdziwił się Trent. Obaj 

z Tonym już rozumieli, że nieprędko pojadą na obiecany basen. 

– 

Z ust mi to wyjąłeś – mruknęła Holly. 

– 

Wyłączyła się, zanim zdążyłem zapytać – parsknął Rafe. 

– 

Nierealne groźby są nieefektywne – zauważyła Holly. 

– 

Mogłabyś  się  wyrażać  jaśniej?  –  Rafe  posłał  jej  mordercze 

spojrzenie. 

– 

To,  że  nie  zadzwonisz  na  policję  i  nie  zawiadomisz  o  kradzieży 

samochodu. 

– 

Tak  sądzisz?  No  to  zaraz  się  przekonasz.  –  Rafe  wystukał  jakiś 

inny numer. 

– 

Jeśli kilkunastoletnia panienka bez pozwolenia bierze należący do 

jej  rodziny  samochód,  to  z  całą  pewnością  jest  to  irytujące,  ale  nawet 

przy najgorszej woli nie da się tego nazwać kradzieżą – mówiła Holly 
spokojnie. – 

Wie o tym policja, ty też o tym wiesz, a Camryn, Kaylin i 

ich przyjaciele wiedzą najlepiej. 

Rafe  odłożył  słuchawkę.  Zrobił  to  tak  delikatnie,  że  Holly  mogła 

sobie  wyobrazić,  ile  go  kosztowało  nieroztrzaskanie  tego  kawałka 

plastiku o podłogę. 

– 

Mówisz tak, jakbyś się znała na przepisach prawnych – powiedział 

cierpko. 

– Rafe jest prawnikiem – 

wyrwał się Trent, który od jakiegoś czasu z 

wielkim zainteresowaniem przyglądał się dorosłym. 

– 

Tym mniej przekonywająca była twoja groźba – powiedziała Holly. 

– 

Dziewczynki wiedzą, że nic im nie możesz zrobić. 

– 

Twierdzisz,  że  wszystko,  co  robię,  nie  ma  sensu?  –  Rafe  stanął 

background image

twarzą w twarz ze swoją oskarżycielką. 

Jednak  Holly  nawet  nie  pomyślała  o  tym,  żeby  się  wycofać. 

Zapragnęła  się  do  niego  przytulić.  Tylko  po  to,  żeby  go  choć  trochę 

pocieszyć. 

– 

Nic takiego nie powiedziałam. – Była opanowana, pewna siebie. – 

Jest

eś mądry, odpowiedzialny i dzieci wiedzą, że zawsze mogą na ciebie 

liczyć. Nie należało straszyć Camryn więzieniem, bo ona nie wierzy, że 

mógłbyś jej coś takiego zrobić. Dlatego twoja groźba jest nieefektywna. 

Groźba, a nie ty. To wielka różnica. 

– 

Głowę  dam  sobie  uciąć,  że  tym  samym  tonem  przekonujesz 

wariata, że jego telewizor nie przekazuje poleceń do elektrod, które mu 
kosmici wszczepili do mózgu – 

skrzywił  się  Rafe.  Oparł  dłonie  na 

ramionach Holly. Tak bardzo chciał ją do siebie przytulić. Tylko po to, 

żeby poczuć się pewniej. 

– 

To telewizor może przekazywać takie polecenia? – zawołał Trent. – 

Ekstra! 

Rafe opuścił ręce. Nie mógł teraz przytulić Holly. Co więcej, musiał 

uważać na swoje słowa. Nie byli przecież sami. 

  – 

Rafe  tylko  żartował.  –  Holly  uśmiechnęła  się  do  chłopca.  – 

Możemy poszukać dziewczynek. Przecież mamy drugi samochód. 

– 

Dobrze, jedźmy – zgodził się bez namysłu Rafe. 

Dopiero wówczas, kiedy wszyscy czworo wsiadali do samochodu, 

Rafe uprzytomnił sobie, że zanim Holly zaproponowała pomoc, on sam 

chciał ją o to poprosić.  Nie  wiadomo jakim  cudem  Holly stała się  mu 

bliska, jakby od zawsze należała do rodziny. 

Rafe  usiadł  za  kierownicą.  Holly  odwróciła  się  do  chłopców  i 

pokazała im, jak się obchodzić z telefonem komórkowym. 

– 

Przez cały czas dzwońcie – powiedziała. – A jeśli się odezwą, od 

razu zapytajcie, dokąd jadą. 

– 

Gdybym,  zamiast  straszyć,  od  razu  je  o  to  zapytał,  pewnie  już 

byśmy wiedzieli, gdzie się te diablęta podziewają – westchnął Rafe. 

– 

Byłeś zdenerwowany – tłumaczyła mu cierpliwie Holly. 

– 

To miłe z twojej strony, że nie proponujesz mi i moim przyrodnim 

siostrom kursu porozumiewania się ze sobą. 

– 

Powinniście  skorzystać  z  fachowej  pomocy  w  tej  dziedzinie,  ale 

background image

ponieważ ty już o tym wiesz, nie muszę tego wciąż powtarzać. 

Holly nawet nie bardzo się dziwiła, że jej znajomość z sąsiadami w 

nowym  miejscu  zamieszkania  tak  dziwnie  się  zaczęła.  Jakby  od 

początku spodziewała się takiego obrotu sprawy, jakby to wszystko, co 

zdarzyło  się  w  ciągu  kilku  ostatnich  godzin,  było  od  dawna 

zaplanowane. Ta dziwna rodzina stała jej się tak bliska, jakby przez całe 

życie im pomagała. 

–  Rafe  – 

Trent  nagle  coś  sobie  przypomniał.  –  Kiedy Camryn 

pierwszy raz zabrała nas nad rzekę, to najpierw pojechaliśmy na pizzę. 

To była największa pizza, jaką w życiu widziałem. 

– 

To  bardzo  ważne,  co  mi  powiedziałeś  –  ucieszył  się  Rafe.  – 

Pamiętasz może coś jeszcze, co dotyczy tej pizzerii? 

– 

Tam  był  stół  bilardowy  –  odezwał  się  Tony.  –  I automat do gry. 

Camryn pozwoliła mi zagrać. 

– 

To  chyba  będzie  DeLallos  –  powiedział  Rafe.  –  Mały  barek,  ale 

ludzie  często  jeżdżą  tam  z  dziećmi.  Fama  głosi,  że  podają  największą 

pizzę  w  całym  stanie.  Zresztą  chyba  tak  jest  naprawdę.  Mają  takie 

wielkie patelnie. Dwa razy większe niż w normalnych pizzeriach. 

– Czy to niedaleko rzeki? – 

zapytała z nadzieją Holly. 

– 

Całkiem blisko – potwierdził Rafe. 

W  tej  okolicy  wzdłuż  rzeki  rosły  drzewa.  Jechali  bardzo  wolno,  aż 

wreszcie zauważyli zaparkowany na leśnej drodze samochód Rafe’a. 

– Mamy je! – 

zawołała uradowana Holly. 

Dopiero  co  wydawało  jej  się,  że  ich  poszukiwania  nie  dadzą 

rezultatu. Sioux to wielka rzeka z mnóstwem zakoli. Znalezienie na. jej 

brzegu zielonego dżipa to jak szukanie igły w stogu siana. Tym bardziej 

że  Camryn  i  Kaylin  wcale  nie  musiały  pojechać  nad  rzekę.  To 
prawdziwy c

ud, że je odnaleźli. 

– 

Ja pójdę przodem – powiedział Rafe, zatrzymując samochód Holly 

obok  własnego.  –  Wy  idźcie  za  mną  gęsiego.  Jak  wam  powiem,  że 

macie uważać na trujący bluszcz, to uważajcie. 

Zrobili,  co  kazał.  Holly  zamykała  pochód.  Nie  widziała  wprawdzie 

ani trującego bluszczu, ani żadnych tego rodzaju roślin, ale na samo ich 

wspomnienie czuła swędzenie skóry. Nie minęły dwie minuty, gdy całą. 

czwórka stanęła nad brzegiem rzeki. Na ziemi leżały ubrania. 

background image

– 

Pływają na golasa! – oburzył się Rafe. 

– 

Tu są ubrania Camryn i Kaylin. – Trent pokazał porządnie złożone 

spodnie i bluzki dziewczynek. 

– 

Uduszę je gołymi rękami – burknął Rafe. 

– 

Gdzie oni są? – Holly wpatrywała się w wodę. – Dlaczego ich nie 

widać? 

Daleko  od  brzegu  rozległy  się  krzyki.  Dzieciaki  nie  mogły  sobie 

poradzić z prądem i wzywały pomocy. 

–  Hej!  – 

Trent i Tony podskakiwali,  machając rękami i wrzeszcząc 

wniebogłosy. – Tu jesteśmy! 

– 

Mają  kłopoty  –  powiedział  Rafe,  rozbierając  się  pospiesznie.  – 

Holly,  wracaj  do  samochodu  i  dzwoń  po  pogotowie.  Wytłumacz  im 

dokładnie,  gdzie  jesteśmy.  A  wy,  chłopcy  biegnijcie  do  dżipa  i 

przynieście koce. 

–  Rafe, nie rób tego! – 

prosiła Holly, chcąc go powstrzymać przed 

wskoczeniem do lodowatej wody. – 

Poczekaj,  aż  przyjadą  ratownicy. 

Wszystkich i ta

k nie wyciągniesz. 

– 

Natychmiast dzwoń po pogotowie! – zawołał Rafe, zanim wskoczył 

do wody. – 

I niech żadne z was nie waży się choćby palca włożyć do 

rzeki! 

Holly  pobiegła  do  samochodu.  Zabrała  ze  sobą  chłopców.  Wolała 

mieć  ich  na  oku,  tym  bardziej  że  Rafe  kazał  im  przynieść  koce  z 
samochodu. 

Zadzwoniła na pogotowie. Niestety, nie znając okolicy, nie potrafiła 

precyzyjnie  określić,  gdzie  się  znajdują.  Miała  jednak  nadzieję,  że 

ratownicy jakoś do nich trafią. 

Kiedy wraz z Trentem i Tonym wróciła nad rzekę, na brzegu stali już 

dwaj wyrośnięci chłopcy. Włożyli ubranie na  mokre ciała i szczękając 

zębami, ponuro gapili się w wodę. 

– To jest Grabie, a to Becker – 

powiedział Tony, wskazując po kolei 

obu młodzieńców. 

– Nie dam wam koca – 

poinformował ich Trent. – Przyniosłem je dla 

dziewczynek. 

Holly  podeszła  do  młodzieńców.  Zbadała  im  puls.  Był  w  normie. 

Oddychali  też  normalnie,  a  więc  nie  ucierpieli  z  powodu  swojej 

background image

lekkomyślności.  Dopiero  teraz  Holly  ogarnęła  taka  wściekłość  na  tych 
dwóch wielkich idiotów, którzy 

narazili nie tylko własne życie, ale także 

życie dziewczynek i... Rafe’a. 

– 

To Camryn nas tu przywiozła – bronił się Grabie. Miał taką minę, 

jakby chciało  mu  się płakać. – Myśmy nie chcieli  wchodzić do wody, 

ale ona nas zmusiła. 

. – Camryn jest o wiele dro

bniejsza od ciebie. Jakim cudem mogła cię 

do czegoś zmusić? Powinieneś ją powstrzymać. 

– 

Camryn potrafi postawić na swoim – chlipnął Becker. 

– 

Zaraz zaczniecie mi wmawiać, że wody Sioux rozstępują się na jej 

życzenie  –  mruknęła  Holly.  Całkowita  niefrasobliwość  tych  młodych 

ludzi  doprowadzała  ją  do  szału.  Nie  potrafiła  się  zdobyć  na  spokój  i 
zawodowe opanowanie. 

– 

Tony, natychmiast odsuń się od wody! 

– 

Ja wcale nie chciałem do niej wchodzić – zapewnił ją Tony. Zaraz 

też znalazł się tuż obok Holly. 

Patrzyli, jak Rafe holuje Kaylin do brzegu. 
– 

Macie tu stać i nie ruszać się – rozkazała Holly. Zrzuciła pantofle i 

weszła do rzeki. Otuliła kocem zapłakaną Kaylin. 

– 

Nie mogliśmy dopłynąć do brzegu – szlochała Kaylin. – A potem 

nie  mieliśmy  sił  i  Camryn  poszła  pod  wodę.  Camryn!  –  zawołała 
histerycznie. 

– 

Rafe ją wyciągnie – pocieszała dziewczynkę Holly. 

– 

A jeśli Camryn utonie? – płakała Kaylin. – Co się ze mną stanie? 

– 

Holly wytarła dziewczynkę kocem i pomogła jej się ubrać. Kaylin 

trzęsła się, oddychała ciężko i miała znacznie przyspieszony puls. 

– 

Camryn  nic  złego  się  nie  stanie  –  zapewniła  ją  Holly,  choć  nie 

miała zwyczaju dawać obietnic bez pokrycia. 

Ale  cóż  innego  mogła  powiedzieć  tej  trzęsącej  się  z  zimna  i  ze 

strachu  dziewczynce?  Miała  jej  zrobić  wykład na temat 

nieposłuszeństwa i kłopotów, jakie z niego wynikają? Morały należało 

odłożyć  na  później.  Na  później  musiała  też  odłożyć  uświadomienie 

Rafe’owi,  jak  bardzo  jest  związany  ze  swoimi  siostrami.  Ani  przez 

moment nie zastanawiał się, czyje ratować, choć przecież i on, i one z 

uporem  godnym  lepszej  sprawy  powtarzali,  że  są  tylko  przyrodnim 

background image

rodzeństwem. 

Kiedy Rafe przyholował do brzegu Camryn, Holly także weszła do 

wody,  żeby  otulić  dziewczynę  kocem.  Ratownicy,  którzy  tymczasem 

zdążyli przyjechać, wyciągnęli Sama, piątego amatora kąpieli. Camryn i 

Sam byli w najgorszym stanie i trzeba im było podać tlen. 

– Czy Camryn umrze? – 

pytała trwożliwie Kaylin. 

–  Nie umrze. – 

Holly  otoczyła  dziewczynkę  ramieniem.  –  Ale 

wszyscy będziecie musieli pojechać do szpitala. 

– 

Ja nie chcę! – rozbeczała się Kaylin. – Ja chcę do domu! Przecież 

nic nam jest nie jest! 

– 

Każda  niedoszła  ofiara  utonięcia  musi  być  hospitalizowana  – 

oświadczył surowo jeden z ratowników. – Nałóż maskę tlenową. 

–  Nie!  – 

krzyknęła  Kaylin.  –  Nie masz prawa  mnie  zmuszać!  Nie 

utonęliśmy! Nie widzi pan, że jesteśmy zdrowi? 

– 

Zdarzają  się  przypadki  śmierci  spowodowanej  niedotlenieniem 

organizmu – 

wtrącił się drugi ratownik. 

– 

To,  że  jesteś  przytomna,  nie  znaczy  jeszcze,  że  jesteś  zdrowa.  – 

Holly nałożyła Kaylin maskę tlenową. – Oni nie oszukują. Zdarzają się 

przypadki  śmiertelne.  To  takie  opóźnione  działanie  tego,  coście  przed 

chwilą przeżyli. Trzeba wam zrobić wszystkie badania, żeby wykluczyć 

jakiekolwiek ryzyko powikłań. 

– 

Gdyby  nie  Rafe,  tobyśmy  się  utopili  –  stwierdziła  Kaylin, 

spoglądając na brata. 

–  Raczej tak. – 

Holly nie miała zamiaru bagatelizować sytuacji. Co 

więcej, w tym przypadku koniecznie trzeba było uświadomić Kaylin, jak 

ważną  rolę  w  ich  życiu  odgrywa  Rafe.  –  Wasz  brat  bardzo  się  o  was 
martwi

ł. On jest do was ogromnie przywiązany. 

–  Po tym wszystkim? – 

wyszeptała  przerażona  Kaylin.  Nie  mogła 

oderwać  oczu  od  siostry,  którą  ratownicy  na  noszach  dźwigali  do 
karetki. – 

Teraz Flint i Eva przekonają go, żeby nas wyrzucił. 

–  Rafe na pewno was nie wyrzuci. – 

Holly  przytuliła  Kaylin.  Nie 

powinna była obiecywać czegoś, co od niej nie zależało. Jednak instynkt 

podpowiadał jej, że mówi prawdę. 

Spojrzała na Rafe’a. Był już ubrany i rozmawiał z policjantem. Mimo 

powagi sytuacji zrob

iło się jej przykro, że nie może już patrzeć na jego 

background image

pięknie  zbudowane  ciało.  Stanęły  jej  przed  oczami  przyklejone  do 

intymnej części ciała mokre spodenki Rafe. Nie mogła uwierzyć, że ona, 

Holly Casale, w takiej chwili myśli o mężczyźnie. Zawsze była przede 

wszystkim lekarzem, a dopiero później kobietą. Na to później nigdy nie 

starczało  czasu.  Dopiero  teraz...  Opanowała  się  szybko.  Musiała  zająć 

się roztrzęsioną dziewczynką. 

– Karetka odwiezie do szpitala Camryn i Sama – 

powiedział Rafe. – 

Ja  z  chłopcami  pojadę  za  nimi.  Zabiorę  też  Grable’a.  To  ten  wielki 

imbecyl,  którego  mam  ochotę  rozedrzeć  na  kawałki.  Czy  mogłabyś 

zabrać tego drugiego? 

–  Drugiego imbecyla? – 

upewniła  się  Holly.  –  Jeśli  może  cię  to 

pocieszyć, ja w pierwszej chwili też miałam ochotę rozedrzeć ich obu na 

kawałki. To mija. 

–  Skoro tak twierdzi lekarz... – 

Rafe  lekko  się  uśmiechnął.  –  Czy 

możesz  zabrać  ze  sobą  Kaylin?  Ratownicy  twierdzą,  że  z  nią  jest 

wszystko w porządku, ale lepiej będzie, jeśli pojedzie z tobą niż z nimi 
w karetce. Tylko przy 

tobie jest w miarę spokojna. 

Ujął  dłoń  Holly,  podniósł  ją  do  ust  i  pocałował.  Ale  zaraz,  jakby 

dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, co robi, gwałtownie ją puścił. 

– Nie ma sprawy – 

powiedziała Holly spokojnie, choć serce biło jej 

jak oszalałe. 

–  Czy ona dojdzie do samochodu? – 

Rafe spojrzał na Kaylin. Mało 

brakowało,  a  byłby  położył  dłoń  na  jej  ramieniu.  Jednak  w  ostatniej 

chwili ją cofnął, jakby nie był pewien, czy wolno mu to zrobić. – Może 

ją zanieść? 

Holly widziała, jak bardzo jest niepewny. Szkoda, że nie zwrócił się 

bezpośrednio do siostry, że opanował chęć przytulenia jej. Pocieszające 

było  tylko  to,  że  ta  rodzina,  której  członkowie  w  żaden  sposób  nie 

potrafili się ze sobą porozumieć, w rzeczywistości stanowiła prawdziwą, 

kochającą  się  wspólnotę. Holly  widziała  to  na  własne  oczy,  toteż  była 

pewna, że terapia rodzinna nie będzie ani długa, ani bardzo trudna. 

– 

Dasz radę dojść do samochodu? – Holly zwróciła się do Kaylin. 

– 

Chyba zwymiotuję – jęknęła Kaylin. 

Odwróciła  się,  odeszła  kilka  kroków  i  zaczęła  gwałtownie 

wymiotować. Holly trzymała ją za głowę. Kiedy minął kryzys, Rafe bez 

background image

pytania wziął siostrę na ręce i zaniósł do samochodu. 

Holly podążyła za nimi w towarzystwie czterech chłopców. Grabie i 

Becker  byli  przemoczeni,  zziębnięci  i  posłuszni  jak  baranki. Trent i 

Tony aż podskakiwali z nadmiaru nagromadzonej w nich energii. 

Kiedy  dotarli  do  samochodów,  karetka  i  wóz  policyjny  właśnie 

odjeżdżały.  Rafe  posadził  Kaylin  na  przednim  siedzeniu  samochodu 

Holly. Becker wgramolił się na tylne siedzenie. 

– S

zpital jest o dwadzieścia minut stąd – powiedział Rafe. – Jedź za 

mną. 

Polecenie było ostre i stanowcze, ale tym razem Holly wcale się nie 

przejęła.  W  ciągu  kilku  godzin  poznała  tego  człowieka  tak  dobrze  jak 

mało kogo. Można było na nim w pełni polegać, a jeśli czuł się lepiej, 

wydając polecenia, to jej to nie przeszkadzało. 

 

background image

Rozdział 5 

 

Rafe’owi  głowa  pękała  od  niezrozumiałych  terminów,  jakimi 

posługiwali  się  lekarze.  Dziękował  Bogu,  że  była  z  nim  Holly,  która 

inteligentnie odpowiadała na wszystkie pytania. Gdyby on sam musiał to 

robić, pewnie wyszedłby na idiotę. 

Gdy  znów  zostali  w  poczekalni  sami,  Holly  wyjaśniła  mu,  że 

dzieciaki  zostały  zbadane,  że  wszystko  jest  w  porządku  i  nic  im  nie 
grozi. 

– To po kiego grzyba faszerowali nas tym

i wszystkimi mądrościami? 

– 

irytował się Rafe. 

–  To jest szpital kliniczny – 

powiedziała  Holly,  jakby  ta  nazwa 

wszystko  wyjaśniała.  Ponieważ  jednak  Rafe’owi  niczego  to  nie 

wyjaśniało,  musiała  wytłumaczyć  bardziej  szczegółowo.  –  Ci  młodzi 

ludzie  w  białych  fartuchach  to  studenci.  Lekarz,  który  badał  dzieci, 

skorzystał z okazji, żeby ich czegoś nauczyć. 

– 

A mnie się zdaje, że to nie jest w porządku, żeby straszyć rodzinę 

wszystkimi  możliwymi  powikłaniami.  Chyba  że  mnie  też  uważali  za 
studenta. 

Rafe  był  oburzony.  Bardzo  dobrze  mu  to  zrobiło.  Rozgrzał  się, 

powróciły mu siły i zniknął strach, który zjawił się na widok walczących 

z żywiołem dziewczynek. 

– 

Nie  mam  zamiaru  odpowiadać  na  żadne  twoje  pytania  – 

powiedziała spokojnie Holly. – Nie interesuje cię nic poza tym, żeby się 

z kimś pokłócić. Ja akurat nie mam na to ochoty. 

– 

Umiesz  czytać  w  myślach?  –  zapytał  obcesowo  Rafe,  choć 

wiedział,  że  miała  rację.  A  może  to  właśnie  dodatkowo  go 

zdenerwowało. 

– 

Naprawdę bardzo chcesz się z kimś pokłócić. Niestety, tym razem 

nie mogę ci służyć. – Odwróciła się i poszła w drugi koniec poczekalni, 

gdzie Trent i Tony robili wszystko, co mogli, żeby zniszczyć automat z 
napojami. 

Holly dała im kilka żetonów, które chłopcy natychmiast zamienili na 

colę. 

background image

–  Fajnie tu. –  Trent rozejrz

ał się dookoła. – Duży telewizor, picie i 

jedzenie. Szkoda że nie mają gier telewizyjnych. 

Chłopcy  dopadli  do  telewizora,  wzięli  pilota  i  jak  opętani  zaczęli 

zmieniać kanały. 

– 

Wiem,  że  to  szpital  kliniczny  –  powiedział  Rafe,  jakby  ani  na 

chwilę nie przerywali rozmowy. 

Stał tuż za plecami Holly. Od chwili przybycia do szpitala coś go do 

niej ciągnęło tak bardzo, że nie mógł znajdować się dalej niż pół metra 

od tej dziewczyny. Tłumaczył sobie, że to dlatego, iż ona jest lekarzem, 

zna  się  na  tym,  co  tu  się  dzieje,  i  potrafi  mu  przetłumaczyć  na  ludzki 

język  wszystko,  co  mówią  lekarze.  Niestety,  wiedział,  że  to  tylko  pół 

prawdy. Tą drugą połową nie chciał się teraz zajmować. 

– Eva ma tu praktyki z interny. 
– 

Chcesz do niej zadzwonić? Może powinieneś ją zawiadomić, że jej 

młodsze siostry są w trakcie, badań i że zostaną na obserwacji? 

– 

Pewnie  do  niej  zadzwonię,  ale  nie  teraz.  Nie  przeżył–  bym 

kolejnego kryzysu rodzinnego. Słyszałaś, co Camryn i Kaylin mówiły o 

Evie. Niestety, ich niechęć jest odwzajemniana. 

– Eva nie lubi dziewczynek? – 

zapytała Holly. Doskonale pamiętała, 

co Camryn i Kaylin mówiły o złej czarownicy Evicie. 

– 

Można by to tak ująć. – Rafe uśmiechnął się smutno. 

– 

Naprawdę jednak należałoby powiedzieć, że ona ich nienawidzi. 

– Dlaczego? 
– 

Poznałaś przecież te dziewczyny. 

– 

Owszem, poznałam, ale wcale ich nie znienawidziłam. Powiem ci 

więcej: polubiłam Camryn i Kaylin. – Dopiero teraz  Holly zrozumiała 

straszną prawdę. – Czy właśnie dlatego Eva nienawidzi swoich sióstr? 
Jest zazdrosna... 

–  Gdybym ci 

płacił  za  porady,  mógłbym  może  znieść  twoje 

niezdrowe zainteresowanie moimi sprawami – 

przerwał jej ostro Rafe. – 

Ale ponieważ nie pytałem cię o radę... 

– 

Teraz  sam  sobie  przerwał  i  zajął  się  ważniejszymi  sprawami.  – 

Tony,  przestań  skakać  po  krzesłach.  A  ty, Trent, nie majstruj przy 
telewizorze. 

– 

A więc Eva jest zazdrosna o to, że dziewczynki z tobą mieszkają – 

background image

mówiła Holly jakby do siebie. – Wolałaby nadal pozostać twoją jedyną 

małą siostrzyczką. Nienawidzi Camryn i Kaylin za to, że uzurpują sobie 
prawo d

o tego, co tylko jej się należy. 

– 

Nie używaj przy mnie takich słów. Normalni ludzie ich nie używają 

i  żyją.  Na  sam  dźwięk  słowa  „uzurpować”  mam  ochotę  rzucić  czymś 

ciężkim. 

– Biedny Rafe. – 

Holly ani trochę się nie przestraszyła. 

– 

Strasznie  to  przeżywasz.  Postąpiłeś  właściwie,  przyjmując  pod 

swój  dach  osierocone  siostry.  Nie  spodziewałeś  się  złości  i  zazdrości 

Evy, które, dam sobie głowę uciąć, skrupiły się na tobie. 

Rafe spojrzał jej w oczy. Była bardzo przenikliwa i... życzliwa. Nie 

mógł z nią walczyć. 

– 

To  rzeczywiście  nie  było  dla  Evy  łatwe  –  przyznał.  –  Do  dziś 

trudno jej się z tym pogodzić. 

Tym razem Holly nic nie powiedziała, tylko patrzyła na niego tymi 

swoimi  pięknymi,  dobrymi  oczami.  Rafe  nagle  zapragnął  opowiedzieć 
jej o tym wszystkim, o czym ni

gdy nikomu nie mówił. 

– 

Mama  umarła  na  zapalenie  opon  mózgowych.  Eva  miała  wtedy 

sześć  lat.  Nie  minął  rok,  jak  ojciec  ożenił  się  z  wredną  i  mściwą 

wiedźmą.  Zresztą,  mówiąc  szczerze,  Marcine  była  zwykłą  dziwką.  To 

wszystko  stało  się  tak  szybko,  że  żadne  z  nas,  dzieci,  nie  zdążyło  się 

jeszcze podnieść z jednego nieszczęścia, a już spadało na nas następne. 

Mama  umarła,  ojciec  się  ożenił,  urodziły  się  Camryn  i  Kaylin,  a  na 

koniec Marcine zniknęła, zabierając ze sobą dzieci. Od tamtej pory nie 

dała  znaku  życia.  Szczerze  mówiąc,  specjalnie  się  tym  nie 

przejmowaliśmy.  Nie  chcieliśmy  nigdy  więcej  mieć  do  czynienia  z  tą 

babą.  Ja,  Flint  i  Eva  byliśmy  szczęśliwi,  że  sobie  poszła,  ale  strata 

dzieci...  To  były  takie  słodkie  kruszynki  –  dokończył,  zawstydzony 

własną słabością. 

Nie  rozumiał,  jak  to  się  stało,  że  opowiedział  ten  fragment  losów 

rodziny Paradise. Były to sprawy, o których nawet z Flintem i Evą nie 

rozmawiał. Oni uważali, że roztrząsanie przeszłości to strata czasu. 

– 

Muszę przyznać, że umiesz słuchać – westchnął. 

– 

Widzę, że mówisz o tym niechętnie, ale i tak dziękuję. Czy mogę ci 

zadać jeszcze jedno pytanie? 

background image

– Próbuj. 
– 

Jak to się stało, że przez tyle lat nie wiedzieliście, co się dzieje z 

Marcine i jej dziećmi? 

– 

Tata  próbował  je  odnaleźć.  –  powiedział  Rafe,  jakby  się  bronił, 

choć  nikt  nie  postawił  mu  żadnego  zarzutu.  –  Zatrudnił  nawet 

prywatnego  detektywa.  Ale  Marcine  wciąż  zmieniała  miejsce  pobytu. 

Jak tylko detektyw ją namierzył, natychmiast się wyprowadzała. Pewnie 

wynajęty przez ojca facet nie był asem w swoim fachu, ale w tamtych 

czasach tata nie mógł sobie pozwolić na nikogo lepszego. Sześć lat temu 

tata  zginął  w  wypadku  samochodowym.  Spodziewaliśmy  się,  że 

Marcine pojawi się po swoją część spadku albo chociaż po akt zgonu; 

żeby dostać jakieś pieniądze z opieki społecznej. Nawet wtedy nie dała 

znaku życia. 

– 

Nie chciała, żebyście znaleźli dzieci – podsumowała Holly. 

– 

Przynajmniej  tak  to  wyglądało.  Po  śmierci  taty  przestaliśmy  jej 

szukać. I nagle, jak grom z jasnego nieba, po czternastu latach milczenia 

Marcine  nagle  do  mnie  zadzwoniła.  Przeszła  żółtaczkę  i  miała 

kompletnie  zniszczoną  wątrobę.  Czekała  na  przeszczep,  ale  wolała  na 

wszelki wypadek zabezpieczyć dziewczynki. 

– 

Pewnie bardzo się zdziwiłeś. Po tylu latach... 

– 

To mało powiedziane. – Rafe westchnął. – Marcine ani trochę się 

nie zmieniła: wciąż była tą samą wrogo nastawioną do świata wiedźmą. 

Powiedziała  mi  bez  ogródek,  że  dzwoni  do  mnie  tylko  dlatego,  że  nie 

ma innego wyjścia. Jej jedyna krewna ma prawie dziewięćdziesiąt lat i 

sąd na pewno nie przyznałby jej opieki nad dziećmi. Powiedziała mi też, 

że  wolałaby  gryźć  kamienie,  niż  prosić  o  coś  kogokolwiek  z  naszej 
rodziny. W jej mniemaniu moja opieka – 

była tylko odrobinę lepszym 

rozwiązaniem  niż  pozostawienie  dzieci  na  łasce  urzędników  opieki 

społecznej. 

– 

Czy przeszczep się nie udał? 

– 

Nie  doczekała  przeszczepu.  Pojechałem  do  Las  Vegas  po 

dziewczynki  i,  tak  jak  obiecałem,  zatrzymałem  je  u  siebie.  To  było 
ponad rok temu – 

Rafe  westchnął.  –  No  i  odtąd  w  naszej  rodzinie 

wszyscy się nawzajem nienawidzą. 

– To nieprawda, Rafe. 

background image

– 

Tylko przez wzgląd na ojca zgodziłem się zaopiekować Camryn i 

Kaylin  – 

ciągnął Rafe, jakby jej nie słyszał. – Wiedziałem, jak bardzo 

chciał je odzyskać. To niesprawiedliwe, że gdy one wreszcie wróciły do 
Sioux Falls, jego ju

ż nie ma na świecie. 

– 

To rzeczywiście niesprawiedliwe. 

– 

Chociaż  gdyby  tata  żył,  pewnie  byłoby  jeszcze  gorzej.  Marcine 

przez  całe  życie  nastawiała  dziewczynki  przeciwko  niemu.  Camryn  i 

Kaylin uważają, że tata ich nie chciał, że źle traktował ich matkę i temu 

podobne brednie. W ogóle nie przyjmują do wiadomości, że mogło być 

inaczej. Flint i Eva dostają szału, kiedy one szkalują naszego tatę. 

– 

A Camryn i Kaylin robią to przy każdej sposobności, bo doskonale 

wiedzą, jaka będzie reakcja. Mam rację? 

– Ty rzec

zywiście potrafisz czytać w myślach. 

– 

Nie  potrafię,  tylko  wiem,  jak  się  zachowują  bardzo  smutne 

nastolatki. Dziewczynki uważają, że w ten sposób demonstrują lojalność 

wobec zmarłej matki. 

– 

Ich  ojciec  też  nie  żyje,  a  wobec  niego  nie  są  lojalne.  Chociaż  to 

jego oszukano. Marcine ukradła mu dzieci! 

Holly uznała, że pora się wycofać. Nie było to odpowiednie miejsce 

do roztrząsania tak bolesnych spraw. 

– 

Może wolałbyś, żebym to ja zawiadomiła Evę, że dziewczynki są w 

szpitalu? – 

zręcznie zmieniła temat. – Mogłabym z nią porozmawiać jak 

lekarz z lekarzem. 

Wiedziała  z  doświadczenia,  że  kiedy  człowiek  przestawi  się  na 

„bycie  lekarzem”,  nie  pozwala  sobie  na  emocjonalne  wybuchy.  Uczą 

tego  zaraz  na  początku  studiów,  a  potem  bez  przerwy  w  tym  ćwiczą. 
Ona sama nigdy 

nie  traciła  panowania  nad  sobą  w  obecności  pacjenta 

czy  choćby  nawet  drugiego  lekarza.  I  nagle  ją  olśniło.  Zawodowe 

opanowanie  rozciągnęła  także  na  życie  prywatne.  Chyba  tylko  dlatego 

nigdy  nie  zrobiła  awantury  ani  matce,  ani  innym  krewnym,  które 
konieczn

ie chciały ją wydać za mąż za byle kogo. 

– 

Wiem, że chciałaś dobrze, Holly, ale nie musisz mnie chronić przed 

moją  własną  siostrą  –  powiedział  Rafe.  –  Sam w odpowiedniej chwili 

powiem Evie o tym, co się stało. 

Holly spojrzała na niego. Ależ on jest przystojny, pomyślała. Z każdą 

background image

godziną wydawał się jej coraz przystojniejszy. Przypomniała sobie, jak 

dobrze się czuła w jego ramionach. Tak dobrze, że aż się zapomniała, co 

nigdy  dotąd  jej  się  nie  zdarzyło.  Odwróciła  się,  nie  chcąc,  żeby  Rafe 

zobaczył, jak się rumieni. 

– Rafe! – 

Do pokoju wpadła młoda kobieta tak do niego podobna, że 

Holly  od  razu  wiedziała,  z  kim  ma  do  czynienia.  Biały  fartuch,  który 

miała na sobie, był na nią o wiele za duży. Jakby w pośpiechu chwyciła 

pierwszy, jaki jej się nawinął pod rękę. – Kolega mi powiedział, że tu 

jesteś. Mój Boże, Rafe! Te małe potwory mogły cię zabić! – Eva rzuciła 

się bratu na szyję. – Dobrze się czujesz? Zrobili ci badania? Musisz. 

– 

Nic mi nie jest i nie trzeba mnie badać. – Rafe delikatnie odsunął 

siostrę od siebie. – Ale Camryn i Kaylin... 

– 

Mają  dobrą  opiekę.  Wszyscy  tu  koło  nich  skaczą.  –  Eva nie 

ukrywała oburzenia. – Ale ja się martwię o ciebie. Pływałeś w lodowatej 

wodzie,  żeby  uratować  te  wredne  bachory.  Jak  mogłeś  ryzykować  dla 

nich życie? Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ci się coś stało! 

– 

Ale  nic  mi  się  nie  stało,  kochanie.  Dla  mnie  nie  było  to  wcale 

niebezpieczne. Możesz zapytać... – Ponad głową Evy spojrzał na Holly. 

– 

Nazywam się Holly Casale. – Holly w lot zrozumiała jego niemą 

prośbę. – Jestem lekarzem. 

Jej  spokojne  słowa  wywołały  pożądany  efekt.  Eva  natychmiast 

odsunęła  się  od  brata.  Wyprostowała  się  i  drżącą  ręką  uścisnęła 

wyciągniętą do niej dłoń Holly. 

– 

Miło mi panią poznać – powiedziała. – Jestem Eva Paradise. Mam 

w tym szpitalu praktyki. Moim opiekunem jest doktor Gordon. 

Holly  skinęła  głową,  jakby  doskonale  wiedziała,  kim  jest  doktor 

Gordon  i  jakie  miejsce  zajmuje  w  szpitalnej  hierarchii.  Prędko 

zapewniła Evę, że pływanie w rzece w żaden sposób nie zaszkodziło jej 

bratu, po czym odpytała biedną dziewczynę z objawów laryngospazmii 

u ludzi, którym groziło utonięcie. Miała wprawę. Przez cały ostatni rok 

była opiekunem studentów w szpitalu klinicznym w Michigan. 

– 

Jeszcze tego nie przerabialiśmy. – Eva zaczerwieniła się po same 

uszy. 

–  Ten temat jest omawiany na kursie anatomii. –  Holly surowo 

zmarszczyła  brwi.  Nie  spodziewała  się  po  Evie  tak  niskiego  poziomu 

background image

wiedzy.  – 

Może  wobec  tego  powtórzymy  sobie  fizjologię  krtani.  – 

Spojrzała wyczekująco na Evę. 

– 

Dajże jej święty spokój – wtrącił się Rafe. 

– Rafe

, proszę cię – jęknęła przerażona Eva. – Pani doktor ma rację. 

Powinnam to wiedzieć. Ja to wiem! 

Zaczęła opowiadać o fizjologii krtani jak wywołana do tablicy mała 

dziewczynka.  Akurat  w  tej  chwili  ktoś  z  personelu  szpitala  wszedł  do 

poczekalni i odgonił Trenta i Tony’ego od telewizora, który kompletnie 

rozregulowali. Chłopcy schronili się pod opiekuńcze skrzydła Rafe a. 

– O, nie! – 

Eva omal nie zemdlała na ich widok. – Oni też tu są? 

– 

Możemy już pojechać na basen? – zapytał Tony. – Rafe, obiecałeś. 

– Na jaki znowu basen? – 

oburzyła się Eva. – Rafe o mało nie utonął, 

ratując  te  dwie  rozpuszczone  idiotki,  a  wy  go  jeszcze  ciągniecie  na 
basen? 

– 

Uważaj,  Evita,  bo  powiem  Camryn  i  Kaylin,  jak  je  nazwałaś  – 

zagroził  jej  Trent.  –  Wiesz,  jak  Rafe  świetnie  pływa?  Wcale  nie  miał 

zamiaru się topić. Żałuj, że tego nie widziałaś! 

– 

Proponuję,  żeby  zapoznała  się  pani  z  historiami  choroby  trójki 

pacjentów, którzy pozostaną w szpitalu na obserwacji, doktor Paradise – 

powiedziała  Holly  lodowatym  tonem,  zarezerwowanym  dla  nie 

przygotowanych  do  ćwiczeń  studentów.  –  W  tej  liczbie  są  oczywiście 

dwie młodsze siostry pani. Proszę sobie także powtórzyć wszystko, co 

pani powinna wiedzieć o budowie krtani. 

Słowa Holly wywołały pożądany efekt. Eva pożegnała się i wyszła z 

poczekalni. 

– 

Ale szybko się jej pozbyłaś! – Trent był pod wrażeniem. 

– 

Możemy wreszcie jechać na basen? – dopominał się Tony. 

– 

Niezły pomysł. Ty zostaniesz w szpitalu, a ja zabiorę chłopców na 

basen  – 

zwróciła  się  do  Rafe’a.  –  Potem  do  ciebie  zadzwonię  i 

umówimy si

ę, skąd ich odbierzesz. 

 

Rafe był jej wdzięczny za propozycję, choć nie bardzo wiedział, czy 

może ją przyjąć. Z drugiej strony, Trent i Tony nie mogli dłużej siedzieć 

w poczekalni, bo rozebraliby ją na części. Ze ścianami włącznie. Holly 

okazała się niezastąpiona. Rafe pomyślał sobie nawet, że może bogowie 

background image

mu  ją  zesłali.  Wolałby,  żeby  z  nim  została.  Był  pewien,  że  wszystko 

między  nim,  Evą,  Camryn  i  Kaylin  lepiej  by  się  ułożyło,  gdyby  była 

przy  tym  Holly.  Tak  bardzo  się  bał,  co  się  stanie,  jeśli  Eva  znów  się 

pojawi.  Zaraz  jednak  poczuł,  że  zdradza  ukochaną  siostrę.  Holly 

potraktowała  ją  obrzydliwie,  a  Rafe  nawet  palcem  nie  ruszył  w  jej 

obronie. Biedna Eva pół nocy będzie ślęczała nad książkami w obawie, 

że jutro doktor Casale dokładnie przepyta ją ze wszystkich problemów 

związanych z tą przeklętą krtanią. A przecież jest przemęczona. I tak się 

zdenerwowała.  Rafe  wiedział,  jak  bardzo  Eva  go  kocha.  Zawsze  byli 

sobie  bliscy,  ale  po  śmierci  ojca  starszy  brat  stał  się  jej  jedynym 

oparciem. Trudno mieć do niej pretensję o to, że nie lubi ludzi, którzy 

roszczą sobie do niego prawo. A jednak Holly ma do Evy pretensję o jej 

niechęć wobec dziewczynek. 

Rafe  nie  rozumiał,  co  się  z  nim  dzieje.  Zawsze  był  spokojny, 

opanowany.  Flint  żartobliwie  nazywał  go  opoką.  Tymczasem  w 
o

becności Holly zaczynały nim rządzić uczucia. Stawał się  miękki jak 

wosk.  Jeśli  miał  pozostać  rodzinną  opoką,  musiał  jak  ognia  unikać  tej 

kobiety. Postanowił, że tak właśnie zrobi. Później. 

Holly  pojechała  z  chłopcami  do  hotelu.  Właściwie  był  to  niewielki 

motel  niedaleko  autostrady,  taki,  w  którym  chętnie  zatrzymywały  się 

podróżujące  rodziny.  Był  tam  basen,  kawiarnia  i  sklep  z  upominkami. 

Trent  i  Tony  byli  zachwyceni.  Kiedy  już  się  dość  napływali  i  zjedli 

kolację w hotelowej restauracji, Holly zabrała ich do sklepu. Pozwoliła 

każdemu  wybrać  sobie  jedną  rzecz.  Była  zachwycona  chłopcami  i 

ubawiona ich wyczynami. Chciała opowiedzieć o wszystkim Rafe’owi, 

ale  gdy  po  nich  przyjechał,  był  zdenerwowany  i  opryskliwy.  Nie 

obchodziło  go  nic  poza  tym,  żeby  jak  najprędzej  zgarnąć  Trenta  i 

Tonyego do samochodu. Koniecznie też chciał zwrócić Holly pieniądze 

za wszystko, co im kupiła. 

Oczywiście  odmówiła,  ale  dopiero  gdy  odjechali,  zaczęła  się 

zastanawiać,  dlaczego  w  ogóle  poczuła  się  z  tego  powodu  urażona. 

Chłopcy  nie  byli  na  jej  utrzymaniu,  oddała  ich  opiekunowi  przysługę, 

zajmując  się  nimi,  nic  więc  dziwnego,  że  zaproponował  przynajmniej 

zwrot poniesionych kosztów. A jednak czuła, że coś tu nie gra. 

Wykąpała  się,  umyła  głowę  i  włożyła  koszulę.  Była  to  obszerna 

background image

bawełniana  bluza,  którą  przed  samym  wyjazdem  dostała  od  Brenny. 

Położyła się do łóżka i włączyła telewizor. Drgnęła gwałtownie, kiedy 

zadzwonił telefon. Serce biło jej jak oszalałe. Przestało, gdy okazało się, 

że to jej mama chciała sprawdzić, czy wszystko u niej jest w porządku. 

Holly zadzwoniła do niej po przyjeździe do Sioux Falls i nagrała na 

automatyczną  sekretarkę  wszelkie  niezbędne  dla  rodziców  informacje, 

lecz matka wolała dowiedzieć się wszystkiego osobiście. 

– 

Pomyślałam  sobie,  że  pewnie  jest  ci  smutno  samej  w hotelu – 

mówiła matka. – Zadzwoniłam, żeby cię pocieszyć. 

– 

Świetnie się czuję, ale miło, że dzwonisz. 

Matka  opowiedziała  jej  o  wszystkim,  co  wiązało  się  ze  ślubem 

kuzynki  Heidi:  o  prezentach  od  rodziny  i  znajomych,  o  pięknych 

kreacjach i szaleństwie przygotowań. 

– 

Taka  byłam  pewna,  że  wyjdziesz  za  mąż  za  Devlina  Brennana  – 

matka poruszyła ulubiony temat. 

– Znowu zaczynasz, mamo – 

zirytowała się Holly. 

– 

Przez całe studia trzymaliście się razem i nawet praktyki mieliście 

w tym samym szpitalu – 

westchnęła matka z żalem. 

– 

Nie rozumiesz, że byliśmy przyjaciółmi? – przerwała jej Holly. – 

Zawsze ci to mówiłam, tylko nie chciałaś mi wierzyć. 

– 

Nadal  ci  nie  wierzę  –  jęknęła  matka.  –  Devlin  się  ożenił,  ma 

dziecko, a ty... 

Holly  nie  miała  zamiaru  tłumaczyć  matce,  że  przyprowadzała 

Devlina  do  domu  tylko  po  to,  żeby  rodzina  wreszcie  przestała  ją 

umawiać  z  obcymi  facetami.  Devlin  bez  mrugnięcia  okiem  się  na  to 

zgodził i Holly do końca życia miała mu być za to wdzięczna. Nigdy też 

nie  miał  się  dowiedzieć,  jak  bardzo  była  w  nim  zakochana.  Dla  niego 

była  wyłącznie  kumpelką,  na  której  zawsze  mógł  polegać  i  której 

wyświadczał przysługę, udając jej narzeczonego. Teraz był szczęśliwym 

mężem i kochającym ojcem. I chyba dobrze się stało, bo chociaż Holly 

była w nim zakochana, to przecież nigdy w jego obecności nie przeżyła 

dreszczu rozkoszy, o jaki przyprawił ją uścisk Rafe’a Paradisea. 

– 

Straciłaś tyle lat na prowadzanie się z tym Brennanem – marudziła 

matka. – 

I w końcu wylądowałaś gdzieś na końcu świata, gdzie nie ma 

żadnego porządnego mężczyzny... 

background image

– 

W Sioux Falls jest wielu porządnych mężczyzn i tylko – nieliczni z 

nich są żonaci – zapewniła ją Holly, mając przed oczami Rafe’a. 

– 

Autorzy  „Porad”  twierdzą,  że  dobrym  miejscem  na  zawarcie 

znajomości są organizacje samotnych rodziców. 

– 

Pewnie masz rację, ale sęk w tym, że ja nie mam dzieci, więc nic 

tam po mnie. 

Wobec  tego  matka  nie  omieszkała  jej  wytknąć,  że  jeśli  prędko  nie 

znajdzie  sobie  męża,  to  nigdy  nie  zostanie  matką.  Holly  miała  tego 

serdecznie dosyć. Na szczęście matka zmieniła temat, informując ją, że 

za tydzień powinna dostać zaproszenie na ślub Heidi. 

– 

Ciocia  Honoria  znalazła  fantastycznego  mężczyznę,  który  zresztą 

też jest zaproszony – dodała na zakończenie. 

– 

Nie może się doczekać, żeby cię poznać. 

W tej chw

ili Holly zdecydowała, że za nic w świecie nie pojedzie na 

ślub  Heidi.  Lubiła  tę  małą,  ale  co  za  dużo,  to  niezdrowo.  Nie  miała 

ochoty po raz kolejny męczyć się z wybranym przez ciotki kandydatem 

do jej ręki. Właśnie zastanawiała się, jaki by tu wymyślić pretekst, kiedy 

ktoś cicho zapukał do drzwi. 

– 

Wpuść  mnie,  Holly  –  dobiegł  jej  uszu  głos  Rafe’a.  –  Wiem,  że 

jeszcze nie śpisz. 

– 

Czy  coś  się  stało?  –  zapytała,  otwierając  drzwi.  Była  pewna,  że 

Rafe nie niepokoiłby jej o tej porze, gdyby nie potrzebował pomocy. 

– 

Nie,  wszystko  w  porządku.  Dzwoniłem  do  szpitala.  Dziewczynki 

czują się dobrze. – Bez zaproszenia wszedł do pokoju. – Bardzo się na 
mnie gniewasz? 

– 

Dlaczego  miałabym  się  na  ciebie  gniewać? –  Holly  była  z  siebie 

zadowolona. Spokojna, opanowana doktor Casale. Jak zawsze. 

– 

Paskudnie  cię  potraktowałem.  –  Zamknął  za  sobą  drzwi.  – 

Przepraszam. 

–  Nic podobnego – 

zaprzeczyła  natychmiast,  choć  sama  najlepiej 

wiedziała,  że  tak  właśnie  było.  –  Ja  w  każdym  razie  nie  czuję  się 

urażona. 

– 

Paskudnie cię potraktowałem i poczułaś się urażona – oświadczył 

nie znoszącym sprzeciwu tonem Rafe. – Przepraszam. 

– 

Nie  musiałeś  tu  przyjeżdżać,  żeby  mi  to  powiedzieć.  –  Holly w 

background image

końcu zrobiło się go żal. Był wykończony i wyglądał żałośnie. 

– 

Tak  sądzisz?  –  Patrzył  na  nią  pożądliwie. Holly dopiero teraz 

poczuła się nie ubrana. 

– 

Gdzie chłopcy? – zapytała nieco drżącym głosem. 

– 

Kiedy  wróciliśmy  do  domu,  dzieciaki  Steensów  już  na  nich 

czekały. Ich rodzice rozbili namiot w ogródku i cała czwórka miała tam 

nocować.  No  wiesz,  śpiwory,  latarki...  Przecież  nie  mogłem  im  tego 

zabronić. 

– 

Rzeczywiście nie mogłeś – zgodziła się Holly, czując, jak rytm jej 

serca przyspiesza coraz bardziej. –  Ci Steensowie to chyba bardzo mili 
ludzie. 

– 

Owszem. Jutro ich poznasz. Chcą ci urządzić przyjęcie powitalne. – 

Zakłopotany, rozcierał mięśnie karku. 

– 

Boli  cię?  –  zapytała  współczująco  Holly.  –  Bardzo  dużo  dzisiaj 

pływałeś. I to bez rozgrzewki. 

– 

Czuję  się  tak,  jakby  mnie  łamano  kołem.  Nie  miałem  pojęcia,  że 

tyle mięśni naraz może człowieka boleć. 

– 

Źle się czujesz? 

– 

Skądże! Nic mi nie jest. 

– 

A przyznałbyś się, gdyby coś ci dolegało? 

– 

Jasne, że nie! – Rafe zdecydowanie pokręcił głową. 

– 

Tak mi się zdawało. Bardzo trudno leczy się mężczyzn. Jedni udają 

niezwyciężonych, a inni umierają przy pobieraniu krwi. 

– 

Eva mówi to samo. Z obydwoma typami miała już do czynienia. 

– 

Możesz jej powiedzieć, że będzie jeszcze gorzej. – Holly spojrzała 

na niego. – 

Mam ze sobą leki przeciwbólowe. Zaraz ci dam ibuprofen. 

–  Dobrze.  – 

Rafe usiadł na łóżku, jakby nigdzie się nie wybierał. – 

Ale chciałbym cię prosić o masaż. 

Holly  podała  mu  tabletkę  i  szklankę  z  wodą,  pewna,  że  w  sprawie 

masażu tylko sobie żartował. Rafe tymczasem zdjął koszulę, odsłaniając 

wspaniale umięśniony tors. 

– 

Mam  się  położyć?  –  zapytał  i  nie  czekając  na  odpowiedź, 

rozciągnął się na łóżku. 

Holly zapatrzyła się na jego nagie plecy i na całą resztę obciągniętą 

znoszonymi  dżinsami.  Zaraz  też  przypomniała  sobie,  jak  wyglądała  ta 

background image

reszta, kiedy cały mokry, w przyklejonych do ciała slipkach wychodził z 
wody. 

– 

Zapomniałaś,  jak  się  to  robi?  –  zapytał  tak  jakoś  dziwnie.  Tym 

razem Holly nie potrafiła odgadnąć, czy była to prowokacja, czy tylko 

drobna  złośliwość.  –  Skazałaś  biedną  Evę  na  całą  noc  ślęczenia  nad 

anatomią. Może sama też powinnaś sobie co nieco powtórzyć. 

– 

Nie muszę – odparła z dumą. Zła była na siebie, że zachowuje się 

jak  pensjonarka.  Widziała  przecież  w  życiu  niejedno  męskie  ciało,  a 

zrobienie  masażu  nie  stanowiło  dla  niej  żadnego  problemu.  Należało 

wziąć się w garść i zachować jak lekarz. Spokojnie. Bez emocji. 

 

background image

Rozdział 6 

 

Holly uklękła na łóżku obok Rafe’a. Zaczęła od szyi.  Jęknął cicho. 

Holly  nie  była  pewna,  czy  rzeczywiście  z  bólu.  Przygryzła  wargę  i 

kontynuowała  masaż.  Niebawem  jednak  okazało  się,  że,  klęcząc  obok 

niego, nie zdoła wykonać zabiegu prawidłowo. Bardzo zdenerwowana, 

usiadła  okrakiem  na  biodrach  Rafe’a.  Przed  samą  sobą  udawała,  że 

niczego szczególnego nie czuje i żadne głupie myśli nie przychodzą jej 

do głowy. 

Najpierw  dokładnie  wymasowała  mu  ramiona,  potem  plecy.  Przy 

każdym ruchu ocierała się udami o pośladki Rafe’a i coraz trudniej było 

jej udawać, że nic specjalnego się nie dzieje. 

– 

Zawodowy  masażysta  zrobiłby  to  lepiej  –  powiedziała,  żeby 

przerwać napiętą ciszę. – Ja nie mam wprawy. 

Mówienie okazało się jeszcze gorsze niż cisza. Holly zaczerwieniła 

się po cebulki włosów. Dobrze choć, że Rafe nie mógł tego zobaczyć. 

Przypomnę  sobie  budowę  układu  mięśniowego,  postanowiła  Holly. 

Będę  powtarzała  nazwę  każdego  masowanego  mięśnia.  Jak  na 

ćwiczeniach z anatomii. 

Pomysł  był  dobry,  niestety  mało  skuteczny.  Coraz  bardziej  się 

podniecała. Zrozumiała, że przegrała już w chwili, gdy dała się namówić 

na masaż. 

– Na tym koniec – 

powiedziała, z trudem siląc się na spokój. – Ręce 

mnie rozbolały. 

Była  to  oczywiście  prawda,  ale  nie  najważniejsza.  Holly  wiedziała, 

że  jeśli  natychmiast  nie  przestanie,  to  cała  ta  przygoda  fatalnie  się 

skończy. Zeszła z Rafe’a i uklękła obok niego na łóżku. Nie miała siły 

odejść dalej. 

–  A klatka piersiowa? – 

upomniał się Rafe. – Mięśnie z przodu też 

mnie strasznie bo

lą. 

Nie  otwierał  oczu.  Napięcie  mięśniowe,  które  wciąż  odczuwał, 

niewiele  miało  wspólnego  z  akcją  ratunkową  w  rzece.  Dotyk  dłoni 

Holly,  jej  pośladki  na  jego  biodrach...  Nigdy  w  życiu  nie  czuł  się  tak 

wspaniale i nie pamiętał, kiedy był taki podniecony. Jeśli w ogóle. 

background image

– 

Ja naprawdę.... – zaczęła Holly. Umilkła, kiedy Rafe przewrócił się 

na  plecy  i  przekonała  się  na  własne  oczy,  że  on  także  jest  bardzo 
spragniony. 

– 

Chodź do mnie – wyciągnął do niej rękę. – Skończmy to, cośmy 

zaczęli, dobrze? 

Oczywiście,  mogłaby  pomyśleć,  że  chodzi  mu  o  masaż.  Nie 

pomyślała. Już raz dała się nabrać. Wyobraziła sobie, że zrobi mu masaż 
i na tym koniec – 

on  pojedzie  do  domu,  a  ona  pójdzie  spać.  Teraz 

przynajmniej  wiedziała,  o  co  naprawdę  chodzi.  Nie  było  sensu 

protestować. 

Usiad

ła  na  jego  wezbranej  męskości  i  w  milczeniu  zabrała  się  do 

masowania  mięśni  klatki  piersiowej  Rafe’a.  Najpierw  leżał  bez  ruchu, 

obserwując  ją  spod  przymkniętych  powiek.  To,  co  robiła  z  nim  teraz, 

trudno byłoby nazwać masażem leczniczym. 

Rafe był człowiekiem czynu i nie mógł długo przyjmować pieszczot 

Holly, skoro czuł, że ona także pragnie, aby jej dotykał. Wsunął dłonie 

pod  obszerną  koszulę,  którą  miała  na  sobie.  Holly  zamarła.  Nawet 

wtedy,  kiedy  zaczął  ją  pieścić,  nie  miała  siły  się  poruszyć. 
Zapro

testowała dopiero wówczas, gdy przerwał. 

–  Spokojnie, skarbie – 

szepnął.  –  Ja  chcę  tylko  zdjąć  z  ciebie  to 

paskudztwo. 

Po  chwili  Holly  siedziała  na  nim  naga,  nie  mając  na  sobie  niczego 

oprócz białych majteczek, które niewiele zakrywały. 

– 

Jesteś piękna – powiedział Rafe, nie mogąc od niej oczu oderwać. 

Wyciągnął ręce. Pieścił jej piersi, głaskał płaski brzuch. 

– 

Jesteś zdenerwowana – stwierdził. – Nie trzeba. 

– 

Nic  na  to  nie  poradzę.  Ja...  Nie  mam  wielkiej  wprawy  –  Holly 

tłumaczyła  się  jak  mała  dziewczynka.  Rzeczywiście,  nigdy  żadnemu 

mężczyźnie nie pozwoliła dotykać się w taki sposób. 

– 

Mam przestać? – zapytał. 

Nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Jedyne  przeżycie  seksualne  miała  za 

sobą już dawno i zapamiętała z niego tyle, że seks boli, jest obrzydliwy i 
upokarz

ający.  Miała  nadzieję,  że  mistrz  szkolnej  drużyny  koszykówki, 

któremu uległa po kilku szklankach piwa, od tego wieczoru będzie jej 

narzeczonym,  że  wszystkie  dziewczyny  będą  jej  go  zazdrościły. 

background image

Tymczasem on nawet do niej nie zadzwonił. Żeby tylko! Nawet „dzień 

dobry”  jej  nie  powiedział,  kiedy  następnego  dnia  spotkali  się  na 

korytarzu. Pewnie jej nie poznał. 

Holly dobrze wykorzystała tamtą gorzką lekcję. Zacięła się. Zerwała 

z  balującym  towarzystwem  i  ostro  wzięła  się  do  nauki.  Tylko  dzięki 

temu została prymuską w szkole średniej, a potem najlepszą studentką 
na roku. 

– 

Wyglądasz  tak,  jakbyś  się  mnie  bała.  –  Rafe  usiadł  i  posadził  ją 

sobie na kolanach. – 

Nie bój się. Nie trzeba. 

Przytulił  ją  do  siebie  i  Holly  przestała  się  opierać.  Uznał  więc,  że 

otrzymał  zezwolenie.  Pieścił  ją  tak,  aby  dać  jej  maksimum 

przyjemności,  samemu  biorąc  przy  tym  więcej,  niż  się  spodziewał. 

Holly tak się podnieciła, że właściwie było jej już wszystko jedno, jak to 

się skończy. 

I  wtedy  właśnie,  jak  na  złość,  powróciła  jej  świadomość.  Znów 

myślała sprawnie i spokojnie. Poczuła się tak samo jak w tamtej obcej 

sypialni z chłopakiem, którego prawie nie znała, a mimo to oddała mu 

się  bez  reszty.  Tamten  też  niczego  jej  nie  obiecywał,  ani  nawet  nie 

skłamał, że ją kocha. 

Tyle  się  w  moim  życiu  zmieniło,  ale  zasadnicze  sprawy  wciąż 

wyglądają  tak  samo,  pomyślała  znów  rozsądna  Holly.  Jestem  dorosłą 

kobietą, a zachowuję się jak wtedy, kiedy miałam szesnaście lat. 

– 

Nie mogę, Rafe – wyszeptała. – Przepraszam cię, ja... 

Usiłowała zsunąć się z jego kolan, ale jej nie puścił. Przestraszyła się, 

że za późno zaprotestowała i że jeśli do czegoś dojdzie, to sama będzie 

temu winna. Jeśli nie chciała się z nim kochać, należało od razu mu to 

powiedzieć. 

Jednak ją puścił. Delikatnie położył na łóżku. 
– 

Miałaś  rację  –  powiedział,  wkładając  koszulę.  –  Nie  należało  tu 

przyjeżdżać. 

– 

Wcale  tego  nie  powiedziałam.  –  Holly  pospiesznie  naciągnęła  na 

siebie koszulkę. – Nie o to mi chodziło. O Boże, już sama nie wiem, co 

mówię. Zachowuję się jak idiotka – jęknęła. Wiedziała, że czeka ją nie 
przespana noc. 

– Nic podobnego – 

zapewnił ją Rafe. – To ja się głupio zachowałem. 

background image

Przyjechałem tu po to, żeby się z tobą przespać. 

– 

Myślę, że mogłabym ci wytłumaczyć to, co się stało.. 

– 

jąkała  się  Holly.  –  Naukowo... Z psychologicznego punktu 

widzenia...  Silne  emocje,  niebezpieczeństwo  powodują  wzmocnienie 

popędu  seksualnego  i...  Popęd  seksualny  manifestuje  się 

przyspieszonym biciem serca, przyspieszonym oddechem, rumieńcem – 

recytowała Holly. 

– 

Dajże  mi  wreszcie  spokój  z  tą  twoją  psychologią  –  przerwał  jej 

Rafe.  – 

Mieliśmy  na  siebie  ochotę,  zanim  pojechaliśmy  nad  rzekę. 

Naprawdę nie musisz mi niczego tłumaczyć. 

Holly  wyciągnęła  rękę.  Musiała  go  dotknąć.  To  było  silniejsze  od 

niej. 

– 

Mam  zostać?  –  Rafe  oparł  dłonie  na  jej  biodrach.  Delikatnie 

pocałował ją w szyję. 

– Tak – 

szepnęła. Teraz, kiedy wszystko sobie przemyślała, opuściły 

ją wątpliwości. Była dorosła, pragnęła tego mężczyzny i on jej pragnął. 
Mieli do tego prawo. 

Zaczęli  się  całować.  Holly  tuliła  się  do niego tak mocno, jakby 

chciała  wedrzeć  się  do  jego  wnętrza.  Pragnęła  czegoś,  czego  istnienie 

dopiero przeczuwała i chciała przeżyć to z Rafe’em. Tylko z nim. 

– 

Nie wytrzymam dłużej – jęknął Rafe. – Powiedz mi, czy pójdziesz 

ze mną do łóżka, czy mam wracać do domu. 

– 

Muszę ci coś wytłumaczyć. – Holly stała bliziutko, roztrzęsiona, ze 

łzami w oczach. – Mam pewne problemy z seksem. Muszę to wszystko 

przeanalizować... 

Łzy  wzbudziły  w  nim  czułość,  ale  naukowa  paplanina  Holly 

sprawiła, że znalazł się przy drzwiach. 

– 

Masz rację – powiedział. – Stanowczo za szybko się to wszystko 

dzieje. W końcu jesteśmy sąsiadami. Będziemy mieli dość problemów. 

Nie warto jeszcze mieszać do tego seksu. Dobranoc, Holly. I dzięki za 
pomoc. 

Wyszedł.  Holly  usiadła  na  łóżku,  ukryła  twarz  w  dłoniach.  Rafe 

zachował  się  jak  dorosły,  odpowiedzialny  człowiek,  ona  tymczasem 

postąpiła jak małolata. Tak jakby od tamtego pierwszego razu nic się w 

jej kobiecej psychice nie zmieniło, jakby zastygła w pozie zawiedzionej, 

background image

zniesmaczonej nastolatki

, która dla własnego dobra na zawsze wyrzekła 

się seksu. 

Dopiero  teraz  spojrzała  na  siebie  z  zupełnie  innej  perspektywy. 

Devlin Brennan, w którym rzekomo była zakochana przez tyle lat, ani 

razu  nawet  nie  spróbował  jej  pocałować.  Zapewne  dlatego,  „że  nie 
pr

zekazała  mu  żadnego  sygnału  mogącego  sugerować,  że  zostanie 

przyjęty. Dopóki nie poznała Rafe’a, była śpiącą królewną czekającą na 

pocałunek  księcia.  A  kiedy  książę  wreszcie  się  zjawił,  przegoniła  go, 

mimo że pragnęła go bardziej niż własnego szczęścia. Na domiar złego, 

zamiast  zostawić  sprawy  własnemu  biegowi,  zaczęła  się  idiotycznie 

tłumaczyć. Rafe miał tyle obowiązków, tyle kłopotów... Na pewno nie 

potrzebował  kobiety,  która  zamiast  się  z  nim  kochać,  analizuje  swoją 

skrzywioną osobowość. 

Nie  wiedziała,  czy  po  tym  wszystkim  będzie  mu  mogła  jeszcze 

kiedykolwiek spojrzeć w oczy. 

Przez całą drogę  do domu Rafe  myślał o Holly. Uważał, że dobrze 

zrobiła, wyrzucając go na zbity pysk. Miał przeczucie, że ta kobieta nie 

jest zdobyczą na jedną noc, a nawet gdyby ona się na takie traktowanie 

zgodziła,  to  jemu  jedna  noc  z  Holly  Casale  z  całą  pewnością  nie 

wystarczy.  Była  jak  narkotyk.  Wystarczyło  spróbować,  żeby  się 

uzależnić. 

Tymczasem w domu czekał na niego Flint, jego bliźniaczy brat. 
– 

Eva  do  mnie  dzwoniła  –  wytłumaczył  Flint  swoją  nie 

zapowiedzianą wizytę. – Powiedziała mi, co te diablice dziś wymyśliły. 

Po  tegorocznych  deszczach  Sioux  stała  się  bardzo  niebezpieczna. 

Mogłeś utonąć, ratując te koszmarne bachory. 

– 

To nasze przyrodnie siostry, Flint. Są dziećmi naszego taty. 

– 

One  są  dziećmi  Marcine,  Rafe.  Zabrała  je  i  uformowała  na  swój 

obraz i podobieństwo. Gdyby zostały tutaj... 

– 

Mieszkałyby z tatą. Z nami. Dobrze wiesz, że tata do śmierci o nich 

mówił. Zapisał im nawet udziały w swojej firmie. 

– Tylko im 

nie mów, że mają jakieś udziały w Paradise Outdoors! – 

przeraził  się  Flint.  –  Wyobrażam  sobie,  jak  te  kreatury  z  pomocą 

jakiegoś plugawego adwokaciny wyciągają od nas forsę, rujnując firmę 
i. 

background image

–  Jestem prawnym opiekunem dziewczynek i nie mam zamiaru 

mówić im o tym, że są właścicielkami czwartej części rodzinnej firmy – 

zapewnił brata Rafe. – Są za młode. Przehulałyby te pieniądze w ciągu 

kilku dni, a to są fundusze przeznaczone na studia. 

– 

Studia? Te oślice miałyby się dostać na studia? Nie ma na świecie 

ta

kiej uczelni, która zgodziłaby się je przyjąć. 

– 

Rzeczywiście, nie są orłami. – Rafe westchnął ciężko. – Kaylin ma 

wprawdzie  fatalne  stopnie,  ale  gdyby  chciała,  szybko  mogłaby  je 

poprawić.  A  Camryn  jest  bardzo  zdolna.  Naprawdę.  Nauczycielka  mi 

powiedziała, że od piętnastu lat uczy i jeszcze nie miała uczennicy, która 

by tak wspaniale pisała. 

– 

To dlaczego miała poprawkę z angielskiego? 

– 

Bo zjawia się w szkole tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę. To, że 

powinna  mieć poprawkę, uzgodniliśmy  wspólnie z nauczycielką. Żeby 

dać  Camryn  nauczkę.  I  wyobraź  sobie,  że  zdała  na  szóstkę.  Zrobiła 

wszystko, co miała do zrobienia podczas wakacji. Nauczycielka radzi... 

– Wiesz, co mnie w tym wszystkim najbardziej martwi? 
– 

przerwał  mu  Flint.  –  Zamiast  używać  życia,  ty  użerasz  się  z 

cudzymi  dzieciakami.  Powiedzmy,  że  dziewczynki  są  z  nami  jakoś 

spokrewnione,  ale  Trent  i  Tony  nie  są  żadną  rodziną  i  mają  matkę. 

Zanim ta cała hałastra się tu sprowadziła, byłeś normalnym mężczyzną, 

miałeś  przyjaciół,  kobiety.  ..  Wybacz,  że  cię  o  to  pytam, ale kiedy ty 

ostatni raz byłeś z kobietą? 

– 

Ja również mógłbym cię zapytać o to samo – odciął się Rafe. 

–  Owszem, ale ja mam powody. Jestem pracoholikiem. Paradise 

Outdoors to moje życie. Ty zawsze byłeś towarzyski, a ja trzymałem się 
na uboczu. 

– 

Czy tobie kiedykolwiek przyszło do głowy, że ja mogę się martwić 

o  ciebie  i  Evę?  Nie  macie  przyjaciół,  żyjecie  wyłącznie  pracą.  –  Rafe 

postanowił przejść do ataku. 

– 

Ty twierdzisz, że Paradise Outdoors to wszystko, czego ci trzeba do 

szczęściara Eva mi wmawia, że zajęcia i praktyki zajmują jej cały boży 

dzień.  A  ja  podejrzewam,  że  wy  się  ukrywacie  przed  światem  za  tą 

swoją pracą. Przed ludźmi, przed uczuciem... Może dlatego, że tacie nie 

udało się z Marcine. 

background image

– 

To  największa  bzdura,  jaką  słyszałem!  –  zawołał  Flint. Rafe 

pomyślał  sobie,  że  być  może  trafił  w  dziesiątkę.  Nigdy  nie  widział 
swego spokojnego brata w takim stanie. – 

Pewnie  znów  przeczytałeś 

jakiś głupi artykuł w poradniku psychologicznym. Kiedy ty znajdujesz 
na to czas? 

– 

Paradise Outdoors było małym lokalnym przedsiębiorstwem, kiedy 

je przejąłeś – kontynuował nie zrażony Rafe. Dzień spędzony z dobrym 

psychiatrą  przysłużył  mu  się  lepiej  niż  najlepszy  nawet  artykuł  z 
dziedziny psychologii. – 

Rozwinąłeś  firmę  tak,  że  jest  jednym  z 

najbardziej  – 

liczących  się  przedsiębiorstw  na  rynku  amerykańskim. 

Jako  prawnik  podziwiam  twoją  operatywność,  jako  udziałowiec  cieszę 

się zwiększonymi dochodami, ale jako brat bardzo się o ciebie martwię. 

Stałeś  się  niewolnikiem  tej  firmy,  Flint.  Żyjesz  jak  pustelnik.  Ja 
przynajmniej nie mam w sobie nic z pustelnika. 

– Gadasz bzdury. – 

Flint spojrzał na zegarek. – Zrobiło się późno, a 

ja muszę rano być na nogach. 

W tej chwili rozległo się żałosne wycie. 
–  Hot Dog! – 

Rafe  przypomniał  sobie  o  psie.  –  Dobrze  że 

Lambertowie już się wyprowadzili. 

– 

Zapomniałem ci powiedzieć, że ten piekielny zwierzak rzucił się na 

mnie,  kiedy  wszedłem  do  domu  –  poskarżył  się  Flint.  –  Dobrze  że 

miałem  przy  sobie  odstraszacz  na  psy  produkcji  Paradise  Outdoors. 

Bydlak zwiewał, aż się kurzyło. 

–  Nie dzi

wię  się.  Nasze  produkty  są  najwyższej  jakości. 

Niezadowolonym zwracamy pieniądze. – Rafe z dumą wygłosił slogan 
reklamowy firmy. – Nie wiesz, gdzie on teraz jest? 

– 

Biedne stworzenie pognało na górę. Jeśli będziesz miał szczęście, 

to może rzuci się z okna – zakpił Flint. Pożegnał się szybko i wyszedł. 

Rafe  poszedł  do  pokoju  dziewczynek.  Hot  Dog  leżał  na  łóżku 

Camryn.  Podniósł  głowę,  ale  kiedy  przekonał  się,  że  to  nie  jego  pani, 

zawył rozpaczliwie. 

Po raz pierwszy odkąd Hot Dog zjawił się w tym domu, Rafe poczuł 

do niego sympatię. Zrobiło mu się nawet żal biednego zwierzaka. 

– 

Nie płacz – mruknął. – Mnie też jest źle na świecie. 

 

background image

Rozdział 7 

 

Rafe  miał  nadzieję,  że  najgorszy  dzień  w  życiu  ma  już  za  sobą. 

Biedny,  nie  wiedział,  co  go  czeka  nazajutrz.  Ledwie  pojawił  się  w 

szpitalu, napadła na niego Eva. 

– 

Może  byś  wreszcie  przestał  udawać  męczennika  i  odesłał  te 

rozpuszczone bachory do jakiegoś przyzwoitego domu dziecka – zaczęła 

bez  wstępu.  –  Marcine  wzięła  na  nas  odwet,  przysyłając  je  do  ciebie. 

Niech się z nimi męczą jej krewni albo zajmą się władze. Ty już dość się 

nacierpiałeś. 

– 

Odwiedziłem 

kuzynkę 

Marcine. 

Ta 

kobieta 

jest 

dziewięćdziesięcioletnią  staruszką  i  nie  ma  pojęcia,  na  jakim  świecie 

żyje.  Co  chwila  mnie  pytała,  kto  wygra  wojnę.  Nie  poradzi  sobie  z 
Camryn i Kaylin. 

– 

Więc pozwolisz, żeby te dziewczyny zrujnowały ci życie? 

– 

Nie  mają  takiej  możliwości.  –  Rafe’owi  coraz  trudniej  było 

zachować cierpliwość. 

– 

Przy mnie nie musisz się zgrywać, Rafe. Kocham cię i bardzo się o 

ciebie  martwię.  Zapracowujesz  się,  a  w  domu  masz  tylko  kłopoty  ż 

cudzymi  dziećmi.  Trenta  i  Tonyego  także  w  to  wliczam.  To,  że  mają 

nieodpowiedzialną  matkę,  nie  znaczy  jeszcze,  że  ty  musisz  ich  sobie 

brać na głowę. Wszyscy cię bez litości wykorzystują. Najwyższy czas z 
t

ym skończyć. 

– 

Rafe  nie  starał  się  niczego  więcej  wyjaśniać.  Nie  miał  ochoty  na 

kolejną  awanturę.  Eva  uważała  go  za  męczennika  lub  za  masochistę. 

Flint podzielał jej opinię, czemu dał wyraz poprzedniego wieczoru. 

W drodze do domu Rafe oświadczył Camryn i Kaylin, że nie wolno 

im bez pozwolenia brać jego samochodu, nie mówiąc już o zbliżaniu się 

do  rzeki.  Dziewczynki  nie  były  tym  zakazem  zachwycone.  Rafe 

spodziewał się, że będą choć trochę wystraszone, może nawet odrobinę 

grzeczniejsze.  Bardzo  się  przeliczył.  Siostry  były  jeszcze  bardziej 

wojownicze niż zazwyczaj. 

Ledwie  zatrzymał  samochód,  wypadły  z  niego,  jakby  się  paliło,  i 

pognały  do  domu.  Rafe  mógł  pobyć  przez  chwilę  sam.  Niestety,  w 

background image

końcu też musiał wysiąść z samochodu, który w tej chwili wydawał mu 

się jedynym spokojnym miejscem na ziemi. 

Niechętnie  powlókł  się  do  domu.  Zanim  zdążył  wejść  na  schodki, 

przyjechał Flint. Rafe nie posiadał się ze zdumienia. Tym bardziej gdy 

zauważył,  że  brat  przywiózł  ze  sobą  dwie  szałowe  blondynki.  Jedną  z 

nich była Lorna Larson, która poprzedniego dnia siedziała obok niego w 

samolocie.  Rafe  miał  wrażenie,  że  od  tamtego  poranka  minęły  cztery 
lata. 

Trafiłem  w  dziesiątkę,  pomyślał  Rafe,  spoglądając  na 

rozpromienionego brata. Powiedziałem mu, że żyje jak pustelnik, więc 
postano

wił mi udowodnić, że to nieprawda. 

– 

Rzeczywiście! – zawołała Lorna, patrząc to na Rafe’a, to na Flinta. 

– 

Jadłam śniadanie w hotelowej kawiarni, kiedy akurat wszedł tam Flint. 

Myślałam  że  to  ty,  i  nie  uwierzyłam,  kiedy  mnie  zapewniał,  że  jest 
twoim bratem. 

Rafe  z  niesmakiem  obserwował,  jak  Lorna,  która  dopiero  wczoraj 

ostrzyła  sobie  na  niego  zęby,  dziś  już  flirtowała  z  jego  bratem.  Flint 

tylko  trochę  zesztywniał,  kiedy  wzięła  go  za  rękę.  W  normalnych 

warunkach  nigdy  by  żadnej  kobiecie  na  coś  podobnego  nie  pozwolił. 

Widać  postanowił  za  wszelką  cenę  kontynuować  tę  farsę,  skoro 

wytrzymał nawet kontakt fizyczny z zupełnie obcą osobą. 

– 

Nawet moje prawo jazdy nie wystarczyło jej za dowód – mruknął 

Flint. 

– 

Ale teraz już wiesz, że ja jestem Rafe, a on Flint. 

–  A  ja Nicolette Kline – 

przedstawiła  się  druga  blondynka.  Była 

wyższa od Lorny i miała znacznie dłuższe włosy. 

– 

Nicolette  pracuje  w  tutejszym  oddziale  firmy,  którą  reprezentuje 

Lorna – 

dokończył prezentacji Flint. Sztuczny uśmiech ani na chwilę nie 

opuszczał jego twarzy. – Pomyślałem sobie, że moglibyśmy się gdzieś 

razem wybrać. 

Rafe jęknął cicho. A więc Flint poczuł się tak bardzo dotknięty, że 

nie  tylko  znalazł  sobie  panienkę,  żeby  udowodnić  bratu,  że  nie  jest 

pustelnikiem, ale jeszcze przyprowadził drugą dla niego. Z dwojga złego 

Rafe  wolał  spędzić  dzień  na  omawianiu  warunków  pokojowych  z 

Camryn  i  Kaylin,  niż  uczestniczyć  w  randce  dla  czworga,  którą 

background image

wymyślił jego brat. 

Już miał się wymówić, kiedy wymówka sama wkroczyła na scenę. I 

to nie jedna, lecz trzy: T

rent, Tony i Holly. Chłopcy biegli do domu, ile 

sił  w  nogach,  a  za  nimi  z  godnością  podążała  Holly.  Była  ubrana  w 

skromną  letnią  sukienkę.  Włosy  związane  miała  w  koński  ogon.  W 

porównaniu  z  nią  długonogie  blondynki  Flinta,  ubrane  według  zasad 
najnowszej mo

dy,  wyglądały  jak  przebrane  manekiny.  Rafe  poczuł 

niesmak na samą myśl, że musiałby coś takiego pocałować. 

– 

Zabraliśmy  Holly  do  Steensów,  jak  tylko  przyjechała  –  wołał  z 

daleka Tony. – 

Pani Steens piecze tort. Powiedziała, że nas poczęstuje. 

Czekoladowy. Mój ulubiony. 

– 

A skąd ty się tu wziąłeś, Flint? – zapytał wyraźnie niezadowolony 

Trent. Z niesmakiem przyjrzał się obu blondynkom. – A to co za jedne? 

– 

Koleżanki Flinta – wyjaśnił Rafe. 

Holly  zatrzymała  się  w  pewnej  odległości,  niepewna,  jak  się 

zachować. Wobec tego Rafe podszedł do niej. 

– 

Przyjechali,  żeby  mnie  zabrać  na  wycieczkę  –  mówił,  patrząc  z 

niemą  prośbą  w  oczy  Holly.  Tak  bardzo  chciał,  żeby  go  zrozumiała, 

żeby znów mu pomogła. – Właśnie miałem im powiedzieć, że mamy już 
plany na dzisiejszy dzie

ń. Prawda, kochanie? 

– 

Tak,  jedziemy  z  dziećmi  do  zoo  –  poparła  go  Holly.  Rafe’owi 

kamień spadł z serca. 

– Ekstra! – 

Trent znów się uśmiechnął. 

– 

Już od wczoraj nie możemy się doczekać tej wycieczki! – Tony był 

w siódmym niebie. 

Rafe z lubością obserwował miny nieproszonych gości. Flint, Lorna i 

Nicolette  najpierw  się  zdumieli,  potem  zgłupieli,  a  na  końcu 
zdenerwowali. 

– 

Chłopcy, powiedzcie Camryn i Kaylin, żeby zaraz były gotowe do 

wyjścia – Holly zwróciła się do Trenta i Tony’ego. 

– 

One też z nami jadą? – zapytał z niedowierzaniem Trent. 

– Jasne. – 

Holly nie miała wątpliwości. 

Chłopcy  pognali  do  domu.  Każdy  chciał  jako  pierwszy  zanieść 

dziewczynkom dobrą wiadomość. Jakoż już po chwili w domu rozległy 

się gniewne okrzyki urażonych nastolatek. 

background image

– Do zoo? – C

amryn jak bomba wypadła z domu. – Ani mi się śni... – 

zamilkła na widok niespodziewanych gości. – O rany! Czy mi się zdaje, 

czy to zły brat z Piękną i Piękniejszą? 

– Camryn! – 

zawołali z naganą w głosie obaj bracia. 

– 

Chcieli zabrać ze sobą Rafe’a, ale on woli pojechać z nami do zoo 

– 

tłumaczył jej rozradowany Tony. 

Za nim pojawili się Trent i Kaylin. 
– 

Miałeś rację – powiedziała Kaylin, obejrzawszy sobie Flinta i jego 

przyjaciółki.  Szepnęła  coś  Trentowi  do  ucha.  Oboje  wybuchnęli 

gromkim śmiechem. 

– 

Może  byś  nas  przedstawił,  Rafe  –  zaproponowała  Holly,  chcąc 

odwrócić uwagę gości od niestosownego zachowania młodzieży. 

– Nie ma sensu. – 

Camryn była bezlitosna. – Ja nie jestem ciekawa, 

co to za jedne, a im  też nic nie przyjdzie z tego,  że  dowiedzą się, jak 
mam 

na imię. 

– 

Wstydź  się,  Flint!  Jak  możesz  przywozić  bratu  prostytutki! 

Zapomniałeś,  że  mieszkają  z  nim  dzieci?  –  Kaylin  otuliła  Tony’ego 

opiekuńczym ramieniem. 

– Jakie prostytutki? – 

oburzył się Flint. 

– 

Chyba tylko ty tego nie zauważyłeś! – Camryn roześmiała się tak 

głośno,  że  słychać  ją  było  na  całej  ulicy.  –  Gołym  okiem  to  widać. 

Spójrz, jak są ubrane! I te ich włosy!  Ile się teraz bierze za usługę? – 

zwróciła się do Lorny i Nicolette. 

Blondynki  miały  mord  w  oczach,  jednak  nie  odezwały  się  ani 

słowem,  czekając,  aby  któryś  z  braci  ukrócił  skandaliczne  zachowanie 

się dziewczynek. Ale Rafe nie spieszył się z interwencją. 

– 

Te małe potwory obrażają naszych gości! – nie wytrzymał Flint. – 

Zrób coś! Powiedz im, żeby były cicho. 

Rafe nie miał ochoty nic robić. Tym razem nie przeszkadzało mu, że 

dziewczynki  niewłaściwie  się  zachowują,  i  one  o  tym  wiedziały.  A 

jednak Flint miał rację. Należało przywołać je do porządku. 

– 

Te panie pracują w telekomunikacji – powiedział do dzieci. 

– 

Ach, więc tak się to teraz, nazywa? – prychnęła Kaylin. 

– 

Flint,  natychmiast  zawieź  nas  z  powrotem  do  hotelu  –  zawołała 

bliska histerii Lorna. 

background image

– 

Nieźle!  We trójkę do hotelu! – kpiła Camryn. –  Ile cię to będzie 

kosztowało, Flint? 

– 

Uspokój się wreszcie, ty wredny bachorze! – Flint był czerwony ze 

złości. 

–  Ratunku!  – 

Widząc, że Flint się do niej zbliża, Camryn schowała 

się za Rafe’a i Holly. 

Holly  miała  wielką  ochotę  się  roześmiać,  lecz  wrodzone  poczucie 

obowiązku  jej  na  to  nie  pozwoliło.  Nie  mogła  zachęcać  rozbrykanej 
Camryn do jeszcze gorszego zachowania. 

– 

Chodźmy. – Wzięła Camryn pod rękę. 

– 

Popatrz na mojego przyrodniego brata! Gdyby nie było tu Rafe’a, 

na  pewno  by  mnie  oskalpował!  –  dramatyzowała  Camryn,  posłusznie 

idąc z Holly do domu. Reszta dzieci podreptała za nimi. Jak kaczuszki 

za panią matką. 

– 

Oskalpować cię to mało! – wrzasnął za nią Flint. – Jesteś... 

– 

Bądź  łaskaw  jej  nie  wyzywać  –  przerwał  mu  Rafe.  –  To jeszcze 

dziecko, a ty podobno jesteś dorosły. 

– W niczym nie przypomina dziecka – 

prychnęła Lorna. 

–  Nie mamy zamiaru mar

nować  naszego  cennego  czasu  na 

zabawianie się w niańki bandy rozwydrzonych bachorów – oświadczyła 
Nicolette. – 

Natychmiast stąd odjeżdżamy! 

Obie panie zrobiły w tył zwrot i usadowiły się w samochodzie. 
– 

Teraz rozumiesz, dlaczego nie umawiam się z kobietami? – zwrócił 

się Rafe do brata, gdy zostali sami. – Ledwie pojawi się tu jakaś kobieta, 

dzieci  zaraz  czują  się  zagrożone.  Boją  się,  że  każe  mi  je  wyrzucić  z 

domu.  Kiedy  ostatnim  razem  przyprowadziłem  do  domu...  Szkoda 

gadać.  Wystarczy,  jeśli  powiem,  że  Piękna  i  Piękniejsza  i  tak  zostały 
ulgowo potraktowane. 

Rafe  sam  był  zdumiony  własną  przenikliwością.  A  więc  to  takie 

proste? Żałował, że wcześniej nie zauważył tej zależności. 

– 

Przeciwko  tej  twojej  panience  nic  nie  mają.  –  Flint z 

niedowierzaniem 

przyglądał się bratu. – Kto to jest? Nie mówiłeś mi, że 

masz dziewczynę. 

–  Bo nie mam. – 

Rafe  wzruszył  ramionami.  –  Nazywa  się  Holly 

Casale. Jesteśmy przyjaciółmi. 

background image

– 

Przyjaciółmi, powiadasz? – Flint nie dał się nabrać. – Powiedziałeś 

do niej „kochanie”. W 

życiu nie słyszałem, żebyś mówił w ten sposób 

do jakiejkolwiek kobiety. Widziałem, jak się na siebie gapiliście. 

Przerwał mu przenikliwy dźwięk klaksonu. 
– 

Nie  zazdroszczę.  ci,  Flint  –  zauważył  Rafe.  –  Może  wolałbyś 

pojechać z nami do zoo? 

– 

Wolałbym,  żeby  mnie  grizli  pożarł  żywcem  –  mruknął  Flint.  – 

Zawiozę te damy do hotelu i wracam do pracy. 

Holly  klęczała  na  podłodze  w  kuchni  i  głaskała  Hot  Doga.  Pies 

wpatrywał  się  w  nią  rozanielonym  spojrzeniem,  Rozłożył  się  nawet, 

żeby mogła go podrapać po brzuchu. Gdy tylko Rafe się do nich zbliżył, 

pies zerwał się na równe nogi i groźnie zawarczał. 

– 

Nie denerwuj się, piesku – uspokoił go Trent. – To jest Rafe, a nie 

jego zły brat. 

– 

Skończcie wreszcie z tym złym bratem – uciął Rafe. – Flint wcale 

nie jest zły. Tak długo go prowokujecie, aż wreszcie traci cierpliwość. 
Specjalnie to robicie. 

– Flint nas nienawidzi – 

odezwała się Kaylin. – A my go nie lubimy. 

I tych jego panienek też. 

– 

Wcale  się  nie  dziwię,  że  Flint  musi  płacić  za  takie  rzeczy  – 

roześmiała się Camryn. – Jest koszmarny. 

–  Ja jestem tak samo koszmarny jak on – 

zapewnił ją Rafe. – A te 

panie nie były prostytutkami. Wolałbym, żebyś o tym nie zapominała. 

– 

Guzik  mnie  oni  obchodzą.  –  Camryn  wzruszyła  ramionami.  – 

Najważniejsze, że sobie pojechali. 

A  więc  jednak  miałem  rację,  pomyślał  Rafe,  po  raz  kolejny 

zaskoczony swą świeżo objawioną znajomością dziecięcej psychiki. Ale 

Flint  też  dobrze  zauważył.  Dzieciaki  zaakceptowały  Holly.  Widocznie 

nie  czują  się  zagrożone.  Ciekawe,  jak  by  się  zachowały,  gdyby 

wiedziały, co do niej czuję. 

Przypomniał  sobie  poprzedni  wieczór,  piękne  i  powolne  jego 

dłoniom ciało Holly... Znów jej pragnął. 

– 

Dziękuję za pomoc, Holly – powiedział, kiedy trochę się pozbierał. 

– 

Dobrze,  że  wymyśliłaś  ten  wyjazd  do  zoo.  Mam  wobec  ciebie  dług 

wdzięczności. 

background image

–  Nie ma problemu. – 

Holly podała psu jeszcze jedno ciasteczko. – 

Możesz  mi  się  zaraz  odwdzięczyć.  Dzwoniłam  do  firmy,  która  ma 

przywieźć  moje  meble.  Dzisiaj  na  –  pewno  nie  przyjadą,  więc  bardzo 

chętnie  wybrałabym  się  do  zoo.  Nie  mam  ochoty  siedzieć  w  motelu 

przed  telewizorem,  mimo  że  mam  do  wyboru  aż  siedemdziesiąt  pięć 

kanałów. 

Sama  się  zdziwiła,  jak  łatwo  jej  poszło.  Obawiała  się,  że  swoim 

wczorajszym  zachowaniem  wszystko  zepsuła,  że  będzie  jej  wstyd,  a 

Rafe  się  na  nią  obrazi.  Tymczasem  oboje  zachowywali  się  tak 

swobodnie, jakby nic między nimi nie zaszło. 

Ale kiedy Rafe podał jej rękę, chcąc pomóc podnieść się z podłogi, 

poczuła  dreszcz.  Na  nic  się  zdały  zapewnienia  i  dawane  samej  sobie 

obietnice. Pragnęła tego mężczyzny jak nikogo na świecie. Spojrzała na 

niego. W oczach Rafe’a zobaczyła odbicie własnych myśli. A przecież 

nie  byli  sami!  Dzieci  i  pies...  Na  wszelki  wypadek  natychmiast  się  od 

Rafe’a odsunęła. 

– 

Chyba  nie  zmieścimy  się  wszyscy  do  jednego  samochodu  – 

powiedziała  nieco  drżącym  głosem.  –  Proponuję,  żebyśmy  pojechali 

dwoma  samochodami.  Ja  zabiorę  Camryn  i  Kaylin,  a  Trent  i  Tony 

pojadą z tobą. 

– 

Pozwolisz mi prowadzić, Holly? – zapytała Kaylin. – Mam prawo 

jazdy. 

– Jasne – 

odparła bez wahania Holly. 

Rafe i dziewczynki patrzyli na 

nią ze zdumieniem. 

– 

Naprawdę? – Kaylin nie wierzyła własnemu szczęściu. 

Holly wiedziała, że dziewczynka tylko po to pytała ją o zgodę, żeby 

mieć  pretekst  do  awantury,  kiedy  jej  odmówią.  Była  zupełnie  zbita  z 

tropu. Rafe zresztą też. 

– 

Czy ty aby naprawdę wiesz, co robisz? – zapytał. – Nie musisz jej 

dawać samochodu. Zbili ci szybę, rozwalili telewizor... 

– 

Jeśli władze stanu Dakota uznały, że można Kaylin wydać prawo 

jazdy,  to  dlaczego  ja  miałabym  kwestionować  jej  umiejętności?  – 

zapytała Holly. – Zresztą jeśli nie zacznie jeździć, to nigdy nie zostanie 

dobrym kierowcą. 

–  Fakt  – 

przyznała  Camryn.  –  Ale  ja  z  nią  nie  jadę.  Za  bardzo  się 

background image

denerwuję.  Pojadę  z  Rafe’em,  bo  chociaż  nienawidzę  zoo,  to  wolę 

dotrzeć tam w całości. 

– 

Naprawdę  nie  musisz  tego  robić  –  powiedział  Rafe,  kiedy  dzieci 

usadowiły się w samochodach, a on i Holly zamykali drzwi od domu. 

– 

Chodzi ci o wyprawę do zoo czy o to, że Kaylin poprowadzi mój 

samochód? 

– Jedno i drugie. 

Byli tak blisko siebie, że Rafe mógłby wziąć ją za rękę i nikogo by to 

nie zdziwiło. Poza nim samym. Już miał to zrobić, ale Holly zeszła ze 
schodków. 

Jeszcze jedna stracona szansa, westchnął, podążając za nią. 
– 

Jeśli  masz  inne  plany,  to  sama  pojadę  z  nimi  do  zoo.  –  Holly 

błędnie zrozumiała jego westchnienie. 

– 

A  co  niby  miałbym  robić?  Pojechać  za  Flintem  i  tymi  jego 

panienkami? 

– 

Naprawdę nie masz na to ochoty? – droczyła się z nim Holly. 

– 

Naprawdę. Są za łatwe. 

– Nie rozumiem. – 

Holly udała zdziwienie, choć miło jej się zrobiło. 

– 

Jest  taka  stara  indiańska  legenda  o  wilku,  który  wolał  gonić 

zdobycz, niż zjeść tę, która siedziała nieruchomo. 

Więc  może  nie  wszystko  stracone,  pomyślała.  W  zasadzie  nie  była 

zazdrosna, ale przykro jej było patrzeć na pożądliwe spojrzenia, jakimi 

Piękna i Piękniejsza pożerały obu braci. 

Holly szybko wsiadła do samochodu. Ucieszyła się nawet, że będzie 

jechała  z  niedoświadczonym  młodym  kierowcą.  Taka  terapia  szokowa 

była  jej  potrzebna,  żeby  znów  stać  się  spokojną,  opanowaną  doktor 
Casale, która nie bywa zazdrosna i zawsze zachowuje 

się rozsądnie. 

– 

Jak minął tydzień? – zapytała z nadzieją w głosie Helene Casale. 

Holly rozmawiała z matką co niedziela i zawsze słyszała to samo pełne 
nadziei pytanie. 

– 

Wczoraj  pojechałam  po  zakupy  z  dziećmi  sąsiadów  Kupiliśmy 

zeszyty i wszystko, co potr

zebne do szkoły. Dzisiaj poszliśmy do kina, a 

po południu jesteśmy zaproszeni na przyjęcie. Dopiero co wróciłam do 
domu. 

Holly  miała  za  sobą  kilka  miłych  dni,  w  ciągu  których  ani  przez 

background image

chwilę się nie nudziła. Wiedziała jednak, że nie zadowoli matki. 

– Chce

sz powiedzieć, że całe dwa dni spędziłaś z sąsiadami? Znowu? 

– 

przeraziła się Helen. – Odkąd przyjechałaś do Sioux Falls, spędzasz z 

tymi  ludźmi  każdą  wolną  chwilę.  Nie  uważasz,  że  pora  zająć  się 

własnymi sprawami? Powinnaś dokądś chodzić. Broń Boże nie do zoo 

ani  po  zakupy  z  dziećmi  sąsiadów.  W  ten  sposób  nigdy  nie  poznasz 

żadnego samotnego mężczyzny. 

Holly omal nie wybuchnęła śmiechem. Dotąd nie wspomniała matce, 

że  dzieci,  z  którymi  spędza  tyle  czasu,  są  pod  opieką  samotnego 

mężczyzny.  Helenę  była  przekonana,  że  jej  córka  zaprzyjaźniła  się  z 

normalną  rodziną,  lecz  Holly  nie  miała  zamiaru  wyprowadzać  jej  z 

błędu. 

Stosunki  pomiędzy  nią  i  Rafe’em  nadal  były  przyjacielskie.  Od 

tamtego  pierwszego  wieczoru  w  motelu  nawet  nie  spróbował  jej 

pocałować.  A  jednak  przyjaźń  z  tym  mężczyzną  w  niczym  nie 

przypominała  tej,  jaka  łączyła  ją  z  Devem.  Ta  nowa  przyjaźń  była 

nasączona seksem jak gąbka. 

– 

Opowiedz mi lepiej, jak tam przygotowania do ślubu Heidi. – Holly 

wolała zmienić temat. 

– 

Nie wszystko idzie gładko, ale Honoria jakoś sobie radzi. Nie mogę 

się doczekać, kiedy znów cię zobaczę. 

Holly zmieszała się. Wprawdzie umówiła się z kolegami, że przez te 

dwa dni nie będzie dyżurować, ale zrobiła to właściwie tylko na wszelki 

wypadek.  Wciąż  jeszcze  nie  była  pewna, czy pojedzie do domu. Na 

użytek  rodziny  przygotowała  sobie  bajeczkę  o  pacjentce  z  psychozą 

maniakalną, która bardzo się do niej przywiązała i akurat dzisiaj dostała 

ataku,  więc  Holly  w  żaden  sposób  nie  może  jej  zostawić  pod  opieką 
innego lekarza. 

Roz

legło się łomotanie w ścianę. 

– 

Przepraszam cię, mamo, ale ktoś się dobija do drzwi – powiedziała 

Holly.  Jak  miała  wytłumaczyć  matce,  że  dzieci  sąsiadów  stukają  w 

ścianę, kiedy czegoś od niej potrzebują? – Zadzwonię do ciebie później, 
dobrze? 

– 

Idź, otwórz te drzwi, Holly. Aż tutaj słychać łomot. I nie musisz już 

do mnie dzisiaj dzwonić. W przyszłym tygodniu sobie porozmawiamy. 

background image

Holly  pobiegła  do  sąsiadów.  Otworzyła  jej  na  wpół  rozebrana 

Camryn. Trzymała w ręku kij baseballowy. 

– 

Bogu  dzięki,  że  jesteś!  –  Wciągnęła  Holly  do  środka.  –  Chłopcy 

próbowali  mnie  nauczyć  alfabetu  Morsea,  ale  ja  nijak  nie.  mogę  tego 

pojąć, więc pukałam w ścianę kijem. Dobrze, że mnie zrozumiałaś. 

– 

Powiesz mi wreszcie, co się stało? 

–  Rafe rozmawia przez telefon z Tracey Krider. No w

iesz, z matką 

Trenta i Tonyego. Podsłuchiwałam w kuchni. Tracey chce zerwać z tym 

swoim kopniętym narzeczonym i zabrać chłopców do domu. No to Rafe 

ją zaczął straszyć sądem. Powiedział, że nie odda jej chłopców, więc się 

popłakała.  Strasznie  mi  jej  żal.  –  Camryn  była  szczerze  zatroskana.  – 

Trent i Tony bardzo ją kochają. Tęsknią za nią, chociaż nie opowiadają 
o tym bez przerwy. 

– 

Domyślam się. Prawie wszystkie dzieci kochają swoje matki, choć 

niektóre wcale nie powinny mieć dzieci. 

– Ty nie znasz Tracey. On

a nie jest zła, tylko trochę trzepnięta. Trent 

się  urodził,  kiedy  miała  szesnaście  lat.  Do  tego  wychowano  ją  w 

przekonaniu,  że  kobieta  nie  jest  nic  warta,  jeśli  nie  ma  przy  sobie 

mężczyzny.  Naprawdę  kocha  chłopców.  To  nie  jej  wina,  że  nie  umie 

sobie znaleźć normalnego faceta. 

– 

Dokładnie to sobie przemyślałaś – powiedziała zaskoczona Holly. – 

Czy chłopcy wiedzą, o czym Rafe rozmawia z ich matką? 

– 

Nie  wiedzą  nawet,  z  kim  rozmawia.  Kazałam  Kaylin  czymś  ich 

zająć.  Siedzą  w  naszym  pokoju  i  słuchają  tych  swoich  głupich  płyt  – 

skrzywiła się Camryn. 

– 

Chcesz, żebym ich zabrała do siebie? – zapytała Holly. 

– 

Nie, ja ich zabiorę na lody, a ty zostań i pogadaj z Rafe’em. Jesteś 

jedyną  osobą,  która  ma  na  niego  jakiś  wpływ.  Pamiętasz,  jak  po  tej 

historii  z  rzeką  wymyślił  sobie,  że  do  końca  wakacji  na  krok  się  nie 

ruszymy z domu I ty mu wtedy wytłumaczyłaś, że to bezproduktywne i 

żeby nam pozwolił chodzić do pracy. 

Holly doskonale pamiętała tamtą rozmowę. Pamiętała także, że użyła 

wówczas  słowa  „bezproduktywne”,  tyle  że  rozmawiała  z  Rafe’em  w 

cztery oczy. Tymczasem okazało się, że oczu może i było tylko czworo, 

ale za to uszu znacznie więcej. Tak samo jak przy dzisiejszej rozmowie 

background image

z Tracey. 

– 

Muszę wiedzieć, co się tu dzieje – tłumaczyła się Camryn. 

–  Rozumiem  –  powiedzia

ła  Holly  bez  cienia  wyrzutu  w  głosie. 

Rzeczywiście  rozumiała  Camryn  doskonale.  Przez  czternaście  lat 

wychowywała  ją  kobieta,  która  ukrywała  się  przed  własnym  mężem. 

Otwarte uszy i oczy musiały mieć w tamtej rodzinie wielkie znaczenie, a 
przyzwyczajenie sta

je się drugą naturą. – Jednak chciałabym ci zwrócić 

uwagę  na  pewien  drobiazg.  Tylko,  proszę,  nie  poczuj  się  urażona. 

Zawołałaś  mnie  na  pomoc,  .  bo  stwierdziłaś,  że  biedna  Tracey  musi 

walczyć  o  swoje  dzieci  z  mężczyzną  reprezentującym  wpływową 

rodzinę Paradise. Czy ta sytuacja niczego ci nie przypomina? 

– 

Rzeczywiście  niezły  z  ciebie  psychiatra.  –  Camryn  była  raczej 

zadowolona niż obrażona. – Ale ja wcale nie chcę, żeby Rafe przestał 

widywać  chłopców.  Uważam,  że  nawet  jeśli  zamieszkają  z  matką, 

powinien się często z nimi spotykać. Trent i Tony bardzo go potrzebują. 
Jest dla nich jak ojciec. 

– 

Nigdy nie żałowałaś, że  matka nie pozwoliła ci poznać własnego 

ojca? – 

zapytała ostrożnie Holly. 

–  Czasami  – 

odparła  obojętnie  Camryn.  –  Mama  dostawała  białej 

gorączki, kiedy ktoś o nim wspominał, więc ani ja, ani Kaylin nigdy o 

niego nie pytałyśmy. Kiedyśmy tu przyjechały, obejrzałyśmy wszystkie 

jego.  zdjęcia.  Były  tam  i  takie,  na  których  trzymał  mnie  i  Kaylin  na 

rękach. Na oko wygląda na porządnego faceta. 

–  Rafe’

owi nigdy tego nie powiedziałaś – zauważyła Holly. – Że o 

Flincie czy Evie nie wspomnę. 

– 

Flint i Eva dostają piany, kiedy ja i Kaylin mówimy źle o ojcu. To 

strasznie zabawne. – 

Camryn się uśmiechnęła. 

– 

Założę się, że gdybyś mogła, też byś to robiła. Nie lubisz ich tak 

samo jak my. 

– 

Prawie się nie znamy – broniła się słabo Holly. – Za wcześnie na 

oceny. 

– 

Za  to  oni  już  cię  ocenili.  Zdecydowali,  że  cię  nie  lubią!  – 

wykrzyknęła  Camryn.  –  Eva  się  ciebie  boi.  Już  jęczy  Rafe’owi  nad 

uchem, co to będzie, jak ją przydzielą do któregoś z twoich pacjentów 

podczas praktyk z psychiatrii. Uważa, że zamienisz jej życie w piekło, 

background image

ponieważ jesteś nienormalna. 

– Ale dlaczego? – 

Holly poczuła się dotknięta. 

– 

Bo przyjaźnisz się ze mną i z Kaylin. Skoro tak, to musisz być tak 

samo stuknięta jak my. Jasne? Flint uważa cię za wojującą feministkę. 

Twierdzi,  że  trzymasz  naszą  stronę  po  to,  żeby  pomóc  nam  wydrzeć 

udziały w Paradise Outdoors, które nam ojciec zapisał. 

– 

Nie  chciałabyś  wstąpić  do  CIA?  –  zapytała  Holly.  –  Masz 

niezw

ykły dar zdobywania tajnych informacji. 

Było  jej  naprawdę  przykro.  Flint  i  Eva  przy  każdym  spotkaniu 

zachowywali się bardzo oficjalnie, ale do głowy jej nie przyszło, że jej 

nie lubią. Przypuszczała, że są wstydliwi i źle się czują wśród obcych. 

–  Nie prze

jmuj  się  tymi  dwoma  głupolami.  –  Camryn od razu 

zauważyła,  że  Holly  posmutniała.  –  Oni  nienawidzą  wszystkich 

wartościowych  ludzi.  Czy  mogę  pojechać  z  chłopcami  twoim 

samochodem?  A  ty  zostań  i  porozmawiaj  z  Rafe’em.  Jeśli  powie 

chłopcom  o  rozmowie  z  Tracey,  kiedy  będzie  wściekły,  to  cała  ta 

historia może się bardzo paskudnie skończyć. 

– 

Pozwolę  ci  wziąć  samochód  pod  warunkiem,  że  nie  zrobisz 

żadnego  głupstwa  –  powiedziała  Holly  po  chwili  namysłu.  Musiała 

przyznać,  że  Camryn  dość  trafnie  oceniła  sytuację.  –  Pojedziesz z 

chłopcami na lody i nawet na kilometr nie zbliżysz się do rzeki. Poza 
tym... 

– 

Ile razy mam ci to powtarzać? – podniesiony głos Rafe’a słychać 

było nawet w kuchni. 

– 

Zabieraj  chłopaków,  Camryn  –  powiedziała  Holly.  –  Nie 

zamykałam  drzwi,  a  ty  doskonale  wiesz,  gdzie  leżą  kluczyki.  I  weź  z 

portmonetki dziesięć dolarów. Jest na górze... 

– 

Wiem, gdzie trzymasz portmonetkę – przerwała jej Camryn. 

Holly  nawet  się  nie  zdziwiła.  Gdy  nieświadomi  niczego  chłopcy 

wyszli  z  domu  razem  z  Camryn  i  Kaylin,  poszła  na  górę.  Już  miała 

zapukać do drzwi sypialni Rafe’a, gdy on sam z impetem je otworzył. 

Malujący  się  na  twarzy  Rafe’a  gniew  ustąpił  miejsca  uśmiechowi. 

Był  naprawdę  zadowolony,  że  Holly  do  niego  przyszła.  Przez  chwilę 

miała  nawet  nadzieję,  że  ją  przytuli.  Tym razem na pewno by go nie 

odepchnęła. 

background image

– 

Miałaś  robić  sałatkę  na  przyjęcie  u  Steensów  –  powiedział.  – 

Trzeba ci może czegoś pożyczyć? 

– Nie trzeba. – 

Holly obawiała się, że to, co ma mu do powiedzenia, 

znów go rozwścieczy. 

– 

Czy coś się stało? – Rafe spoważniał. 

– 

Pozwoliłam  Camryn  wziąć  mój  samochód  –  zaczęła  Holly.  – 

Pojechała z chłopcami na lody. 

– 

Zapomniałaś, że do końca wakacji obie mają zakaz – opuszczania 

domu  z  wyjątkiem  dni,  w  które  pracują?  –  zdenerwował  się  Rafe.  – 

Sama powiedziałaś, że to sprawiedliwa kara za ten incydent z kąpielą w 
rzece. 

– 

Wyjazd z Trentem i Tonym na lody nie jest rozrywką – broniła się 

słabo Holly. 

– 

Nie  rozumiesz,  że  to  tylko  pretekst?  W  dodatku  idiotyczny. 

Przecież  ona  zaraz  pojedzie  do  tych  młodocianych  bandytów, których 

nazywa przyjaciółmi. 

– 

Camryn  bała  się,  że  Trent  i  Tony  usłyszą,  jak  kłócisz  się  z  ich 

matką  –  wpadła  mu  w  słowo  Holly.  –  Uznałam,  że  ma  rację,  i 

pozwoliłam jej zabrać chłopców, żebyś miał czas trochę ochłonąć. 

– 

Już ochłonąłem! – ryknął Rafe. 

H

olly  pożałowała,  że  nie  pojechała  z  dziećmi.  Postanowiła 

natychmiast wracać do domu. Zeszła na dół. Rafe podążył za nią. 

– 

Uwierzyłaś, że pojadą na lody? – Zastąpił jej drogę. – One są jak 

więźniarki,  które  myślą  tylko  o  tym,  jak  by  wydostać  się  z  więzienia! 

Diabli wiedzą, gdzie je tym razem poniosło! Nie mogę uwierzyć, że tak 

się dałaś nabrać! Te sprytne... 

Przerwał, widząc, że Holly otwiera drzwi. 
– 

Skąd  ona  wiedziała,  że  rozmawiam  z  Tracey?  –  Dopiero teraz 

dotarło do niego, że zapomniał o najważniejszym. – Odebrałem telefon 

w swoim pokoju. Drzwi były zamknięte... 

– 

W  tym  domu  nie  dzieje  się  nic,  co  zdołałoby  umknąć  uwagi 

Camryn  – 

oświeciła  go  Holly.  –  A  w  tej  sprawie  rzeczywiście  miała 

rację. Obiecała mi... 

– Najpierw mnie szpieguje, a potem obiecuje ci, 

że będzie grzeczna. 

Jak  mogłaś  jej  dać  samochód!  –  Rafe znów –  był  wściekły.  Chwycił 

background image

Holly za ręce, aż ją to zabolało. – Nie wierzę, rozumiesz? Aż taki głupi 
nie jestem. 

Holly usiłowała zachować spokój. Zawsze jej się to udawało wobec 

najbardziej nawet agresywnych pacjentów. Jednak wrzaski Rafe’a 

wzbudziły w niej długo tłumiony gniew. 

– 

W  co  nie  wierzysz?  Że  Camryn  niepokoi  się  o  chłopców,  czy  że 

dałam się oszukać w sprawie samochodu? 

– 

W co ty ze mną grasz, kobieto? 

Holly  zacisnęła  zęby.  Pewnie  zdziwiłoby  ją  to  pytanie,  gdyby 

Camryn nie opowiedziała jej, jakie wstrętne rzeczy wygadują o niej Flint 

i Evita. Nie rozumiała, jak to możliwe, by inteligentny mężczyzna mógł 

uwierzyć w takie brednie. 

– 

Dobrze,  jeśli  chcesz,  to  ci  powiem!  –  Oczy  jej  płonęły.  –  Jestem 

wojującą feministką i zrobię wszystko, żeby uwolnić Camryn i Kaylin 

spod  twojej  dominacji,  ty  męski  szowinisto.  Zresztą  nie  robię  tego  za 

darmo.  Chcę  przejąć  udziały  w  Paradise  Outdoors,  które  zapisał 

dziewczynkom  ich  ojciec.  Nie  mogę  się  już  doczekać, kiedy wreszcie 

będziemy mogły zniszczyć tę waszą ukochaną firmę. 

Rafe puścił ją. Holly skorzystała z okazji i wybiegła na ulicę. 
– 

A  w  wolnych  chwilach  układam  plany  zniszczenia  kariery 

zawodowej Evy – 

zawołała,  kiedy  poczuła  się  bezpieczna,  poza  jego 

za

sięgiem. – Jestem nienormalna i uwielbiam marnować ludziom życie. 

Tylko  po  to  specjalizowałam  się  w  psychiatrii.  Teraz,  nie  wzbudzając 

podejrzeń, mogę robić ludziom wodę z mózgu. Zresztą dlatego się z tobą 

zaprzyjaźniłam. Chcę, żebyś był tak samo nienormalny jak ja! 

Wściekła i urażona do żywego wpadła do swego mieszkania. Z pasją 

zatrzasnęła za sobą drzwi. 

– 

Niech go szlag nagły trafi! – zawołała coraz bardziej wściekła. – I 

tę dwójkę paranoików razem z nim! 

 

background image

Rozdział 8 

 

Rafe przez dziesięć minut stał w drzwiach i przyglądał się, jak Holly 

sieka potrzebne do sałatki składniki. Miała taką minę, jakby ćwiartowała 
wrogów. 

W ogóle nie zauważyła jego obecności. Zapomniała zamknąć drzwi 

na  zamek  i  Rafe  wszedł  tuż  za  nią.  Chciał  się  dalej  kłócić,  ona 
tymczasem naw

et  go  nie  zauważyła.  Przyszedł  wściekły,  chciał  się  na 

niej wyładować, ale kiedy tak na nią patrzył, bezbronną i załamaną, choć 

wciąż  jeszcze  wściekłą,  zachciało  mu  się  przytulić  ją  do  siebie, 

pocieszyć... 

Spróbował skoncentrować się na czymkolwiek. Spojrzał na ścianę, na 

zegar...  Nie  minęło  dziesięć  sekund,  jak  znów  patrzył  na  Holly,  na  jej 

długie nogi, szczupłe biodra... Jęknął cicho. 

To wystarczyło, żeby zorientowała się, że nie jest sama. 
– 

Po co przyszedłeś? – zapytała poirytowana. 

– 

Drzwi były otwarte. – Wzruszył ramionami. – Zrozumiałem to jako 

zaproszenie. 

– 

Źle zrozumiałeś. 

– 

Nie chcesz, żebym został? 

– 

Nie chcę. Wyjdź, proszę. 

–  Nie ma mowy. – 

Rafe  potrzebował  jeszcze  trochę  czasu.  Na  co? 

Nie bardzo wiedział. Gapił się na nią jak cielę na malowane wrota. 

– 

Muszę wiedzieć, jak zdobyłaś poufne informacje dotyczące mojej 

rodziny  – 

powiedział stanowczym tonem. Taki sposób wymyślił, żeby, 

nie tracąc honoru, jeszcze trochę z nią zostać. 

– 

Nie  domyślasz  się?  –  skrzywiła  się  Holly.  –  Założyłam w twoim 

domu  podsłuch.  Wiem  wszystko,  co  się  tam  dzieje,  i  mam  zamiar 

sprzedać te informacje temu, kto najlepiej za nie zapłaci. Zapomniałeś, 

że jestem stuknięta? 

– 

Czy mogłabyś odłożyć ten nóż? – Rafe wreszcie się uśmiechnął. 

– 

Jestem  zajęta.  –  Holly dopiero  teraz  zdała  sobie  sprawę,  że 

wymachuje  mu  przed  nosem  ostrym  nożem.  Odwróciła  się  do  Rafe’a 
plecami. – Wracaj do siebie i zostaw mnie w spokoju. 

background image

– 

Boję się, że mnie znienawidzisz, jeśli rzeczywiście zostawię cię w 

spokoju. – 

Stanął tuż za jej plecami. 

–  Nie ma obawy. – 

Holly  zacisnęła  palce  na  trzonku  noża.  Jego 

oddech łaskotał ją w ucho. – Chcę, żebyś sobie poszedł. 

Nie posłuchał. Położył dłonie na jej ramionach. Delikatnie. 
– 

I nie obchodzi cię to, czego ja chcę? – zapytał cicho. 

Holly zapragnęła przytulić się do niego i zapomnieć o całym świecie. 

Dopiero po chwili zrozumiała, że się uspokoił. 

– 

Dobrze że już ci przeszło. – Odłożyła nóż. 

– 

Nie pamiętam nawet, dlaczego się wściekałem. – Musnął ustami jej 

włosy. 

– 

Ale  ja  pamiętam.  –  Odwróciła  się  do  niego.  –  Uważasz,  że  mam 

jakiś ukryty cel i spiskuję przeciwko... 

–  To Flint tak twierdzi. – 

Rafe  głaskał  ją  po  plecach.  –  Paradise 

Outdoors to jego pasja, jego życie, najukochańsze dziecko. Jeśli w grę 

wchodzi dobro firmy, zachowuje się nieracjonalnie. Dokładnie tak samo 

jak nadopiekuńczy tatuś. 

– 

Ale to ty mnie zapytałeś, w co gram, a nie Flint – przypomniała mu 

Holly. Bez wielkiego przekonania próbowała uwolnić się z jego uścisku. 

Na szczęście jej nie puścił. 

– 

Chciałem  zrobić komuś awanturę, a ty akurat byłaś pod ręką. To 

chyba logiczne. 

– 

Dosyć – oświadczyła Holly po chwili zastanowienia. – Rozmowa z 

Tracey bardzo cię zdenerwowała. Słyszałam, jak na nią krzyczałeś. 

– 

A  ona  na  mnie  nie.  Ofiara  losu!  Nie  potrafi  się  bronić  i  dlatego 

ludzie ją wykorzystują. Czasami tak mnie wkurza. .. Popłakała się, a ja 

poczułem się jak potwór. 

– 

Dlatego na mnie nawrzeszczałeś. 

– 

A ty nie byłaś mi dłużna – uśmiechnął się Rafe. – Nie gniewaj się, 

to komplement. 

– Masz dziwny sposób komplementowania kobiet – 

mruknęła Holly, 

b

ez oporu poddając się jego pieszczotom. 

– 

Flint  będzie  niepocieszony,  kiedy  mu  powiem,  że  dziewczynki 

wiedzą  o  udziałach  –  westchnął  Rafe.  –  Kiedy  Camryn  się  o  tym 

dowiedziała? 

background image

– Nie wiem – 

mruknęła Holly. 

Czuła, że Rafe jest podniecony. Zrobiło się jej przyjemnie, że to ona 

tak na niego działa. Przez całe lata dla wszystkich znajomych mężczyzn 

była tylko kumplem. Dopiero teraz któryś z nich odkrył w niej kobietę. 

Przytuliła  się  do  Rafe’a.  Nie  miała  ochoty  zastanawiać  się  nad  losami 
rodzinnej firmy. 

Nawet  kłopoty  Tracey  niewiele  ją  w  tej  chwili 

obchodziły. 

– 

Znając  Camryn,  przypuszczam,  że  od  dawna.  –  Rafe  pocałował 

Holly w czoło. – Zawsze wszystko wyniucha. 

– 

Taką  ma  naturę.  –  Nie  mogła  dłużej  stać  nieruchomo,  kiedy  tak 

słodko robiło jej się od pieszczot Rafe’aZarzuciła  mu ręce na szyję i 

patrząc prosto w oczy, powiedziała: 

– 

Ja naprawdę nie prowadzę żadnej gry. Musisz mi uwierzyć. 

–  Ja o tym wiem, Holly. – 

Pochylił  się  i  delikatnie  ją  pocałował. 

Potem mocniej. I jeszcze. – 

Bardzo cię pragnę i chcę się z tobą kochać.. 

Czekałem na właściwy moment... Wydaje mi się, że wreszcie nadszedł. 

Od miesiąca widujemy się codziennie. Chyba można powiedzieć, że już 

się znamy. 

– 

Można – mruknęła, przytulając się do niego całym ciałem. 

– Pozwolisz mi, Holly? – zapyt

ał. – Teraz? Natychmiast? 

– Tak, Rafe – 

szepnęła. – Ja też tego chcę. 

Już  wiedziała,  że  go  kocha.  Ufała  mu,  szanowała  go  i  podziwiała. 

Miała  wrażenie,  jakby  całe  życie  czekała  na  tego  właśnie  człowieka. 

Widocznie był jej przeznaczony. 

Rafe wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku. 
– 

Muszę ci się do czegoś przyznać – powiedział, rozpinając koszulę. 

– 

Wcale nie miałem ochoty się z tobą kłócić. Jak tylko cię zobaczyłem, 

od razu chciałem się z tobą kochać. 

– 

Ja też – westchnęła Holly. 

–  Nie masz 

już  żadnych  problemów  z  seksem?  –  uśmiechnął  się, 

zdejmując spodnie. 

– 

Nie mam. Wszystkie przeanalizowałam. To była prawda. Rafe stał 

przed  nią  nagi,  piękny  i  wcale  jej  nie  przerażał.  Podniecał  ją.  Coraz 

bardziej. Tak długo na niego czekała... 

– 

Wtedy  też  bardzo  chciałam,  ale  taka  byłam  zdenerwowana  – 

background image

przyznała  Holly.  –  Nawet  nie  wiesz,  ile  razy  wspominałam  tamten 
wieczór. 

– 

Z innym zakończeniem? – domyślił się Rafe. Położył się obok niej 

i powoli rozpinał guziki jej bluzki. – Ja też o niczym innym nie mogę 

myśleć. Codziennie wyobrażam sobie tamten wieczór i jak by to było, 

gdybyś mi pozwoliła zostać. 

– 

Ale dobrze się stało, że nie pozwoliłam – przestraszyła się Holly. – 

Sam powiedziałeś, że... 

– 

A pamiętasz, jak powiedziałem, że za dużo analizujesz. Zaraz cię 

pocałuję, bo inaczej nigdy nie przestaniesz gadać. 

– 

Niezły pomysł – zdążyła powiedzieć Holly, zanim ją pocałował. 

Potem już żadne słowa nie były jej potrzebne. Jeszcze przez chwilę 

bała się, że może nie spełnić oczekiwań Rafe’a. Tyle o niej myślał, takie 

cuda  sobie  wyobrażał,  a  ona  była  zupełnie  zielona.  Zaraz  jednak  i  ta 

myśl  gdzieś  się  zgubiła.  Został  tylko  on  i  ona,  radość  bliskości, 

przyjemność, a potem nieprzewidywalny, niesamowity szał spełnienia. 

Leżeli wyczerpani, przytuleni do siebie i całkowicie obojętni wobec 

zewnętrznego świata. Dzwonek telefonu wydał im się dźwiękiem nie z 
tej ziemi. 

– Nie odbieraj – 

poprosił Rafe. – Nie masz dziś dyżuru. 

– 

A jeśli to Camryn? 

– 

Usłyszymy, jak się włączy automatyczna sekretarka. Jeśli dzwoni 

Camryn, to odbierzesz. 

Automat włączył się po szóstym dzwonku. 
– 

Cześć,  Holly,  mówi  Collin  –  odezwał  się  miły  męski  głos.  – 

Chciałem  zapytać,  co  porabiasz.  Poprosiłbym  cię  żebyś  do  mnie 

zadzwoniła,  ale  ponieważ  wiem,  że  tego  nie  zrobisz,  ja  zadzwonię 

później. Do usłyszenia. 

–  To Collin Widmark. – 

Holly  poczuła,  że  Rafe  zesztywniał. 

Przytuliła go do siebie, jakby chciała go pocieszyć. 

. – Syn doktora Widmarka? – 

przeraził się Rafe. 

Jak  ja  mogłem  o  nim  zapomnieć!  Przecież  Holly  co  dziennie  się  z 

nim 

spotyka. Może stary Widmark specjał nie ją u siebie zatrudnił, żeby 

znaleźć synalkowi dobrą żonę. Całe miasto wie, że starzy nie mogą się 

już doczekać wnuków. 

background image

– 

Często  do  ciebie  dzwoni?  –  zapytał,  czując  wzbierającą  w  nim 

wściekłość. Nie spodziewał się, że potrafi być zazdrosny. 

– 

Często.  Jest  koronnym  dowodem  na  to,  że  niektóre  zalecane  w 

„Poradach” zasady bywają skuteczne. 

– 

Mogłabyś to wytłumaczyć jaśniej? 

– Pewnie. – 

Holly pocałowała go w szyję. – Collin jest przystojnym 

mężczyzną  z  dobrej,  zamożnej  rodziny,  więc  kobiety  się  za  nim 

uganiają. Toteż za nic nie może zrozumieć, że istnieje na świecie choć 

jedna  taka,  która  jest  odporna  na  jego  urok.  Uważa,  że  tylko  udaję 

nieprzystępną  Nawet  mi  to  powiedział.  Dlatego  ciągle  do  mnie 
wydzwania. 

– Nigdy mi o ni

m nie mówiłaś. – Rafe wreszcie się od prężył. Nawet 

przytulił Holly do siebie. 

– 

Bo  nie  było  o  czym.  Czyżbyś  był  zazdrosny?  –  roześmiała  się, 

uszczęśliwiona. – Miło to usłyszeć. 

– 

Nie ma się z czego śmiać – zdenerwował się Rafe, Nie chcę, żeby 

ta kreatura 

do ciebie wydzwaniała. 

– 

Chyba  nikt  nigdy  nie  ośmielił  się  powiedzieć  o  Collinie  w  ten 

sposób.  – 

Holly śmiała się serdecznie. – On w każdym razie uważa się 

za księcia z bajki. 

– 

Ale ty tak nie uważasz? – zapytał podejrzliwie. Wciąż miał ochotę 

spuścić Collinowi łomot za to, że miał czelność zadzwonić do Holly. 

– 

Jasne, że nie. – Holly go pocałowała. 

– 

On jeździ czerwonym porsche – mruknął ponuro. 

– 

Zauważyłam. Czy ty naprawdę myślisz, że dla mnie najważniejszy 

u mężczyzny jest jego samochód? 

– 

Myślę, że nie – przyznał. 

W końcu dopiero co poszła do łóżka z facetem, który ma zwykłego 

dżipa  i  czwórkę  cudzych  dzieci.  Fakt,  że  Rafe  wiele  zrobił,  żeby  nie 

miała czasu na żadne życie prywatne. Żadne oprócz tego, które wiązało 

się z jego rodziną. Ale w końcu Holly była dorosłą kobietą i mogła się 

wyrwać spod kontroli. Na szczęście tego nie zrobiła. 

Pomyślał,  jak  dziwnie  układają  się  ludzkie  losy.  Dzieci,  które  tak 

bardzo przeszkadzały mu w związkach z innymi kobietami, w sprawie 

Holly okazały się nieocenionymi pomocnikami. Uwielbiały ją i ufały jak 

background image

nikomu  na  świecie.  Bo  też  bardzo  poważnie  traktowała  rolę,  jaką  na 

siebie  przyjęła.  Pomagała  im,  radziła,  a  kiedy  Rafe  musiał  wyjechać, 

opiekowała  się  dziećmi  przez  całe  dwa  dni.  Odkąd  pojawiła  się  w  ich 

życiu, stało się ono spokojniejsze i łatwiejsze do zniesienia. 

Od pierwszego dnia bardzo pragnął mieć Holly tylko dla siebie. Był 

gotów dać jej tyle czasu, ile potrzebowała, ale pod warunkiem, że żaden 

inny  mężczyzna  nie  będzie  miał  do  niej  przystępu.  Dzieci  stanowiły 
ba

rierę nie do przebycia i Rafe bez skrupułów korzystał z ich ochrony. 

– 

Kiedy  zaczął  do  ciebie  dzwonie? –  Mimo  wszystko  nie  mógł  się 

uspokoić. 

–  O rany! – 

westchnęła  Holly.  –  W  niektórych  sprawach  jesteś  tak 

samo  dociekliwy  jak  moja  matka.  Collin  przyszedł  do biura zaraz 

pierwszego dnia, a od następnego zaczął mnie nękać telefonami. Zawsze 

mu odmawiałam, Rafe. I nigdy, nawet przez chwilę, nie miałam ochoty 

się z nim umówić. Czy to ci wystarczy? 

– 

Wystarczy. I tak już za dużo czasu nam ten facet zajął. – Pocałował 

ją namiętnie, ale tym razem Holly mu się nie poddała. 

– 

Musimy porozmawiać o Tracey – powiedziała. 

– 

O niej też nie mam ochoty rozmawiać. 

– 

Ale  to  ważne.  Podobno  ma  zamiar  zerwać  z  tym  narzeczonym, 

który nie lubi dzieci. 

–  Przynajmniej tak mi powiedz

iała.  –  Rafe  usiadł  na  łóżku. 

Zrozumiał; że Holly nie dopuści go do siebie, dopóki nie załatwi tego, 

co jej Camryn zleciła. – Dzisiaj, bo nie wiadomo co jej jutro przyjdzie 

do głowy. Od dwóch miesięcy nie – widziała dzieci, a teraz nagle sobie 
o nich przyp

omniała. Oni za tydzień idą do szkoły. Muszą mieć spokój. 

– 

Ale jeśli Tracey rzeczywiście chce. 

– 

Nie  wiem,  czy  chce  aż  tak  bardzo,  żeby  zerwać  z  narzeczonym. 

Powiedziała, że ma zamiar od niego odejść. Jeszcze tego nie zrobiła. 

– 

Może potrzebny jej pretekst. Gdyby chłopcy wrócili do domu... 

– 

Naprawdę nic mnie nie obchodzi, czego potrzebuje Tracey. Zanim 

zrzekła się praw rodzicielskich na moją korzyść, ostrzegłem ją, że dzieci 

to  nie  worki  z  piaskiem  i  nie  pozwolę  przerzucać  ich  z  miejsca  na 

miejsce,  zależnie  od  czyichś  potrzeb.  Mój  przyjaciel,  specjalista  od 

spraw rodzinnych, spisał kontrakt. Jak przyjdzie co do czego, pokażę go 

background image

w sądzie. 

– 

Tracey nie ma pieniędzy na sądzenie się z tobą. 

– 

Nie  próbuj  mnie  wzruszyć,  Holly.  Tracey  nie  jest  biedną, 

bezbronną istotką. Nie zna się na ludziach i ze zdrowym rozsądkiem też 

u niej nie najlepiej. Z radością oddała własne dzieci obcemu facetowi. 

– 

Czy chłopcy już wcześniej mieszkali u obcych ludzi? 

– 

zapytała Holly. 

– Nie. – 

Rafe westchnął ciężko. 

– A przez ten czas, 

kiedy byłeś opiekunem Trenta, zauważyłeś, żeby 

go zaniedbywała albo źle traktowała? 

– 

Jasne,  że  nie!  –  oburzył  się  Rafe.  –  Gdyby  tak  było,  musiałaby 

odpowiadać przed sądem. 

– 

Rozumiem.  Trent  i  Tony  to  wrażliwe  i  dobrze  przystosowane 

dzieci. Nie byliby tac

y,  gdyby  matka  źle  ich  traktowała,  zanim 

zamieszkali u ciebie. 

–  Znów mówisz jak psychiatra. – 

Rafe  patrzył  na  nią  z 

niedowierzaniem. Że też dał się tak podejść! 

– 

Dziękuję za komplement – uśmiechnęła się do niego słodko. – Za 

to ty mówisz jak prawnik. 

–  T

en  narzeczony  Tracey  może  chłopcom  zrobić  krzywdę.  –  Rafe 

usiłował podtrzymać swój sprawiedliwy gniew. 

– 

Jest porywczy i nie cierpi dzieci. Tracey sama mi to powiedziała. 

Dlatego odesłała Trenta i Tony’ego do mnie. 

– 

Ale skoro mówi, że ma zamiar z nim zerwać, to może należałoby ją 

do tego zachęcić? Straszenie sądem do niczego dobrego nie doprowadzi. 

Biedna  Tracey,  nie  mając  innego  wyjścia,  pozostanie  w  tym  związku, 

który dla niej też jest niedobry. 

– Holly... 
– 

Miłość matki i dziecka to najsilniejsza więź na świecie, Rafe. Jeśli 

Trent i Tony chcą mieszkać z matką i ona też tego chce... 

– 

Nie jesteśmy w gabinecie – przerwał jej Rafe. – A Tracey Krider 

nie jest twoją pacjentką. 

– 

Ale może nią zostać. – Holly nie miała zamiaru ustąpić. 

– 

Moglibyśmy  nakłonić  ją  do zerwania z narzeczonym i do 

stworzenia  chłopcom  domu.  Może  nawet  uda  się  zrobić  z  niej  silną, 

background image

niezależną kobietę, a nie wieczną ofiarę losu. 

– 

Nie stać jej na twoje porady, moja droga. 

– 

Zrobię to społecznie. 

– 

Naprawdę? – Rafe patrzył na nią z niedowierzaniem. 

– 

Zrobiłabyś to dla niej? 

– 

Nie  dla  niej,  tylko  dla  Trenta  i  Tony’ego.  Ale  jeśli  mam  pomóc 

chłopcom, to najpierw muszę pomóc ich matce. Ty przecież myślisz tak 
samo. 

–  Chyba jednak mnie przeceniasz – 

mruknął  Rafe.  –  Tracey 

doprowadza mn

ie do szału. 

– 

A  mimo  to  starasz  się  jej  pomóc.  I  nie  tylko  jej.  Jesteś  dobrym 

człowiekiem,  Rafe.  Najlepszym  ze  wszystkich,  jakich  znam  – 

powiedziała z uczuciem. 

Tak bardzo go kochała. Prawdziwą, pełną miłością. Tak że cielesną. 

W tej chwili przede wszystk

im cielesną. Nie spodziewała się, że może 

go zapragnąć tak szybko. Przecież dopiero co się kochali. 

– 

Chcę cię – szepnęła, przytulając się do niego. 

Rafe’owi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Całował ją, jakby 

ze dwa lata się nie widzieli. 

W  ciszę  letniego  dnia  wdarło  się  głośne  trzaśnięcie  drzwiczek 

samochodu. Potem następne. I jeszcze jedno. 

A  potem  coraz  głośniejsze  nawoływania  Camryn,  Kaylin,  Trenta  i 

Tonyego. 

Holly i Rafe spojrzeli po sobie. 
– 

Camryn  powiedziała,  że  pojedzie  z  chłopcami  na  lody  i zaraz 

wraca. – 

Holly niechętnie odsunęła się od Rafe’a. 

– 

Dotrzymała słowa. 

–  Nie do wiary. – 

Rafe  drżał  z  nie  zaspokojonej  żądzy.  –  Jeden 

jedyny  raz  nie  miałbym  nic  przeciwko  temu,  żeby  ta  dziewczyna  się 

spóźniła,  a  ona  właśnie  ten  jeden  raz  musiała  przyjechać  punktualnie. 

Taka już jest ta moja młodsza siostra. 

Holly  zauważyła,  że  pominął  przymiotnik  „przyrodnia”.  Bardzo  się 

ucieszyła. Ciekawa była, czy on też to zauważył, ale nie śmiała pytać. 

– 

Pójdę do dzieci – powiedziała, ubierając się pospiesznie. – Ty nie 

musisz się spieszyć. 

background image

– 

Chyba zaaplikuję sobie zimny prysznic – mruknął Rafe, siadając na 

łóżku. – Czy mogę... 

Holly  zatrzymała  się  w  drzwiach.  Rafe  patrzył  na  nią  tak,  jakby 

chciał ją rozebrać wzrokiem. 

– 

Przyjdę wieczorem, dobrze? 

Holly skinęła głową. Musiała biec, bo już któreś z dzieci z całych sił 

waliło w ścianę. 

 

background image

Rozdział 9 

 
– 

Chyba  niezbyt  dobrze  cię  zrozumiałem  –  powiedział  siedzący  za 

biurkiem Flint. – 

Czy mógłbyś mi to jaśniej wytłumaczyć? 

Gabinet  Flinta  w  niczym  nie  przypominał  przestronnych pokoi, w 

jakich  zasiadali  szefowie  dobrze  prosperujących  firm.  Był  mały,  bez 

jednego  okna.  Monotonię  pomalowanych  na  beżowo  ścian  i  prostych 

drewnianych  mebli  ożywiały  tylko  kolorowe  plakaty,  reklamujące 
produkty Paradise Outdoors. 

Rafe pomyślał, że ten gabinet jest dokładnie taki jak jego właściciel: 

nudny i męczący. Był pewien, że brat dokładnie słyszał, o co go Rafe 

prosił,  tylko  potrzebował  czasu,  żeby  zacząć  myśleć  o  czymkolwiek 

innym  niż  Paradise  Outdoors.  Wcale  nie  miał  ochoty  zwracać  się  do 
ni

ego o pomoc, ale ponieważ Holly nalegała, postanowił spróbować. 

– 

Słuchaj uważnie – powiedział. – Wybieram się na ślub... 

– 

Wybierasz się z Holly Casale na ślub jej kuzynki – powtórzył Flint 

to, co już raz usłyszał. – I chcesz, żebym na ten czas zamieszkał u ciebie 

z dziećmi? – zapytał zdumiony. Ton jego głosu sugerował, że z dwojga 

złego wolałby krzesło elektryczne. 

–  To tylko dwa dni. – 

Rafe  jeszcze  raz  próbował  go  przekonać.  – 

Wyjeżdżamy w piątek po południu i w niedzielę wracamy. 

– 

Obecność na rodzinnym ślubie z kobietą może być niebezpieczna – 

przestrzegł go Flint. – Ludzie zaraz Bóg wie co sobie myślą. Zwłaszcza 
ta kobieta i jej rodzina. 

– 

Wcale  nie  mam  ochoty  tam  jechać,  ale  obiecałem  Holly.  Jeśli 

pojedzie  sama,  to  matka,  ciotki  i  kuzynki  znów  będą  ją  próbowały 

wyswatać.  Tym  razem  znalazły  jej  technika  dentystycznego.  Podobno 

ma czterdzieści siedem lat, jest bardzo nieśmiały i mieszka z mamusią. 

– 

Jeśli pojedziesz, jej rodzina pomyśli, że ty jesteś jej narzeczonym. 

– 

To nie ma znaczenia. Oboje wiemy, że jadę tam tylko po to, żeby ją 

uchronić od towarzystwa starego maminsynka. 

– 

Przykro mi, ale ja niestety nie mogę ci pomóc – powiedział Flint. – 

Przez  cały  weekend  będę  w  biurze.  Instalujemy  całkiem  nowy  system 

księgowania. Prawdziwy cud techniki. Pokazać ci prospekt? 

background image

– 

Nie trzeba. Wierzę ci na słowo. – Rafe westchnął zrezygnowany. – 

Wobec tego rozumiem, że ty też nie zostaniesz z dziećmi. 

– 

Też?  Czyżbyś  prosił  o  to  Evę?  Wcale  się  nie  dziwię,  że  ci 

odmówiła. 

– 

Chciałem ją prosić, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że nie 

warto. Znam odpowiedź. 

– 

Skoro koniecznie musisz jechać na ten ślub, to zostaw ich samych – 

zaproponował Flint. – Nieraz ich zostawiałeś. 

– 

Odkąd  Holly  się  wprowadziła,  ani  razu  nie  byli  sami.  Zresztą 

przedtem też zostawiałem ich najwyżej na jedną noc. 

– 

No to może matka Trenta i Tony’ego? Mówiłeś, że teraz częściej 

ich odwiedza. 

– 

Holly  z  nią  pracuje.  Tracey  na  razie  wywiązuje  się  sumiennie  z 

ustalonego programu spotkań z dziećmi, ale jeszcze nie zerwała z tym 

przeklętym narzeczonym, Nie zaryzykuję powierzenia dzieci jej opiece, 

dopóki będzie od niego w jakikolwiek sposób zależna. 

– 

Zresztą  Camryn  i  Kaylin  i  tak  zapędziłyby  Tracey  w  kozi  róg.  – 

Flint  machnął  ręką.  –  To  tak  jakbyś  kazał  kurze  pilnować  młodych 
wilków. 

– 

No właśnie. Chociaż i z tym Holly nieźle sobie radzi. Bardzo często 

rozmawia  z  Camryn.  Nie  wiem,  o  czym,  ale  mała  ostatnio  trochę  się 

zmieniła. Na lepsze. 

– 

Chyba trochę za bardzo się zaangażowałeś – zaniepokoił się Flint. – 

Ta  kobieta  zupełnie  cię  ubezwłasnowolniła.  Nie  dalej  jak wczoraj 

rozmawiałem  o  tym  z  Eva.  Holly  Casale  spiskuje  z  bachorami  i  cała 

piątka nastawia cię przeciwko nam. 

– 

Tylko  mi  tu  nie  wyjeżdżaj  z  tą  waszą  spiskową  teorią  dziejów  – 

jęknął Rafe. – Mam tego powyżej uszu. 

Przykro  mu  się  zrobiło.  Przepaść  pomiędzy  nim  a  rodzeństwem  z 

dnia na dzień stawała się coraz większa. Ich stosunki popsuły się, kiedy 

Camryn  i  Kaylin  pojawiły  się  w  jego  życiu,  ale  od  przyjazdu  Holly 

zrobiło się jeszcze gorzej. 

Holly  twierdziła,  że  poczuli  się  zagrożeni  i  dlatego  coraz  bardziej 

odsuwali  się  od  brata.  A  ponieważ,  jak  dotąd,  nigdy  nie  myliła  się  w 

swych  ocenach,  to  pewnie  i  tym  razem  miała  rację.  Robiła,  co  mogła, 

background image

żeby  go  pogodzić  z  rodzeństwem.  Właściwie  gdyby  nie  ona,  to  chyba 

zupełnie  przestałby  się  do  nich  odzywać.  Holly  uważała,  że  wszyscy, 

włączając w to Tracey, powinni być jedną kochającą się rodziną i że to 

wcale nie jest niemożliwe. Rafe podziwiał jej optymizm, chociaż go nie 

podzielał. 

– 

Spodziewam  się,  że  wkrótce  się  pobierzecie –  powiedział  ponuro 

Flint. 

– Bzdura! – ro

ześmiał się Rafe. – Nigdy nawet nie rozmawialiśmy o 

małżeństwie. Dobrze nam ze sobą i to wszystko. Po co to psuć jakimś 

głupim ślubem? 

– 

A czy ją pytałeś o zdanie? 

– 

Nie było takiej potrzeby. 

– 

No  to  lepiej  zapytaj,  bo  może  się  okazać,  że  jednak  jest  między 

wami jakaś różnica zdań. Każda kobieta chce wyjść za mąż, Rafe. Mają 
to zapisane w genach. 

– Generalizujesz. Nasza Eva. 
– 

Eva teraz studiuje i o niczym innym nie myśli. Jej kobiece potrzeby 

muszą zaczekać. Holly Casale pewnie zrobiła to samo: na czas studiów 

przestała  być  kobietą.  Ale  studia  skończyła,  ma  dobrą  pracę  i  jej 

wrodzony  instynkt  macierzyński  prędzej  czy  później  da  znać  o  sobie. 

Wtedy okaże się, że ty, braciszku, jesteś akurat pod ręką, w sąsiednim 
domu. Pewnie nikt jej nie chce, skoro nawet te twoje bachory jej nie 

przeszkadzają. A  może są dla niej tylko środkiem do osiągnięcia celu, 

czyli zaciągnięcia cię przed ołtarz. 

– 

Jesteś doskonałym biznesmenem, Flint, ale na ludzkiej psychice się 

nie znasz. –  Rafe z politowaniem po

kiwał  głową.  –  Twoja teoria jest 

całkowicie błędna, żeby nie powiedzieć: idiotyczna. 

– 

Niech  ci  będzie.  –  Flint  wzruszył  ramionami.  –  Co zamierzasz 

zrobić z dzieciakami? : 

– 

Pojadą z nami. 

– 

Do Michigan? Zwariowałeś? 

– 

Czy ja wyglądam jak wariat? 

– 

Może  to  i  dobry  pomysł.  –  Flint  uważnie  przyjrzał  się  –  bratu, 

jakby  rzeczywiście  oceniał  stan  jego  umysłu.  –  Kiedy rodzina Holly 

późna Camryn i Kaylin, natychmiast zdyskwalifikuje cię jako kandydata 

background image

na zięcia. Z takimi genami. 

Flint  śmiał  się  jeszcze,  gdy  Rafe  wychodził  z  gabinetu.  Ponury  jak 

gradowa chmura. 

Rozmowa  z  bratem  wytrąciła  go  z  równowagi.  Holly  doskonale 

wiedziała,  jak  koszmarne  potrafią  być  Camryn  i  Kaylin,  jakim 

utrapieniem  bywają  Trent  i  Tony,  a  jednak  zdecydowała  się 

zaprezentować ich swoim najbliższym i to w tak trudnym dniu jak dzień 

ślubu. Może rzeczywiście chodziło o to, żeby wszyscy stali się wielką, 

kochającą  się  rodziną?  Nie  pomogło  tłumaczenie  sobie,  że  Holly  jest 

inna,  że  na  pewno  nic  podobnego  by  nie  wymyśliła.  Flint  zabił  mu 

niezłego ćwieka. 

Ten  ćwiek  siedział  mu  w  głowie  jeszcze  wieczorem  kiedy  oboje  z 

Holly  zostali  sami  w  kuchni.  Dziewczynki  odrabiały  lekcje  w  swoim 

pokoju, a Trent i Tony leżeli już w łóżkach. 

Rafe  nie  mógł  się  nadziwić,  jak  przyjemnie,  płynie  życie  w  jego 

domu. Oboje z 

Holly  pomagali  chłopcom  odrabiać  lekcje,  co  dało 

doskonałe  rezultaty,  bo  gdy  jeden  dorosły  zajmował  się  jednym 

dzieckiem,  temu  ostatniemu  łatwiej  było  się  skupić  i  poprawnie 

wykonywać  zadania.  Z  dziewczynkami  Holly  zawarła  jakiś 

skomplikowany układ, na mocy którego od liczby zdobytych przez nie 

punktów  zależało  korzystanie  z  jej  samochodu.  Punkty  były  za 
zachowanie, za wyniki w nauce i Bóg jeden wie za co jeszcze. W 

każdym razie działały cuda. 

Chyba  nie  mógłbym  się  już  bez  niej  obejść,  pomyślał  Rafe, 

spogl

ądając na Holly. I zaraz przypomniał sobie, co mu Flint powiedział 

o tym, że czworo podopiecznych Rafe’a jest dla niej tylko środkiem do 

osiągnięcia celu. Postanowił z nią o tym porozmawiać. 

– 

Flint uważa, że skoro twoja rodzina ma fioła na punkcie ślubów, to 

pewnie i nas zaraz zechcą swatać – zaczął. – Powiedziałem mu, że jesteś 

tak samo daleka od myśli o małżeństwie jak i ja. 

Holly  dech  zaparło  z  wrażenia.  Skąd  ta  pewność?  –  pomyślała 

rozżalona.  Rzeczywiście,  nigdy  nie  rozmawialiśmy  o  małżeństwie.  Z 

wyjątkiem  żartów  z  mojej  niepoprawnej  rodziny.  Ale  tam  chodziło  o 

niewłaściwych  mężczyzn.  Teraz,  kiedy  poznałam  właściwego...  Na 

pewno  nigdy  mu  nie  mówiłam,  że  nie  chcę  wychodzić  za  mąż.  Jak 

background image

mogłam mówić, skoro już od pewnego czasu bardzo chcę. Za niego. A 
tu s

ię okazuje, że on nie chce się żenić. 

Tysiące  myśli  kłębiło  jej  się  w  głowie.  Może  warto  byłoby  go 

zapytać,  dlaczego  nie  uprzedził  jej,  że  jest  „daleki  od  myśli  o 

małżeństwie”, kiedy zaproponował jej seks. Albo kiedy tak układał jej 

popołudniowe spotkania z pacjentami, żeby zdążyła  odebrać ze szkoły 

Trenta  i  Tonyego.  Albo  kiedy  zostawił  na  jej  głowie  sprawę  żywienia 

rodziny.  Oczywiście,  on  płacił  rachunki,  ale  nie  musiał  już  myśleć  o 

tym,  że  lodówka  jest  pusta  albo  że  dzieciom  nie  chciało  się  do  niej 

sięgnąć.  Holly  chętnie  brała  na  siebie  coraz  więcej  obowiązków  i 

naprawdę nie spodziewała się za to żadnej nagrody, ale żeby aż tak... 

Nie robiła tego po to, żeby go zaciągnąć przed ołtarz, tylko dlatego, 

że  sprawiało  jej  to  przyjemność,  i  naprawdę  go  kochała.  Nie  mogła 

patrzeć, jaki jest przemęczony. A jednak nie spodziewała się usłyszeć od 

Rafe’a, że „jest daleki od myśli o małżeństwie”. Z nią. 

–  Holly?  – 

powiedział  Rafe,  jakby  zadał  pytanie  wymagające 

natychmiastowej odpowiedzi. Przyglądał jej się badawczo, a minę miał 
jak gradowa chmura. 

– 

Przepraszam, zamyśliłam się. – Holly prędko się pozbierała. 

– W trakcie rozmowy? – 

Rafe wydawał się urażony. 

Czyżby sądził, że muszę uważać na każde jego słowo? 
– 

pomyślała dotknięta do żywego. Boże, czyżbym dotąd tak właśnie 

postępowała? Pewnie mu się zdawało, że powinnam się uśmiać z tego 

dowcipu o małżeństwie. 

– 

Mam  jedną  pacjentkę  z  psychozą  maniakalną  –  powiedziała, 

zebrawszy resztki podeptanej dumy. – 

Bardzo się do mnie przywiązała. 

Kiedy się dowiedziała, że wyjeżdżam, poczuła się odrzucona. Boję się, 

żeby  znów  nie  podjęła  próby  samobójczej.  Pewnie  nie  będę  mogła 

pojechać na ślub Heidi. 

Widziała, że Rafe’owi ulżyło. Dopiero teraz naprawdę się wściekła. 

Nie  obeszło  go,  że  nie  skomentowała  jego  antymałżeńskiej  deklaracji. 

Nawet  nie  próbował  podważyć  bajeczki,  którą  mu  przed  chwilą 

opowiedziała.  Odetchnął,  kiedy  się  okazało,  że  nie  musi  nawet 

rozmawiać o małżeństwie. 

– 

Chociaż  z  drugiej  strony  –  kontynuowała,  wstając  –  obiecałam 

background image

rodzicom,  że przyjadę. No i trudno  mi sobie wyobrazić, że  mogłabym 

się  nie  zjawić  na  ślubie  Heidi.  Jestem  jej  najukochańszą  ciotką.  Więc 

chyba jednak pojadę. 

– 

A co z twoją pacjentką? Nie rzuci się z okna? 

– 

Postaram się ją przekonać, że nie opuszczam jej na zawsze. – Holly 

uśmiechnęła  się  z  przymusem. –  A  jeśli  uznam,  że  może  sobie  zrobić 

coś złego, przed wyjazdem skieruję ją do szpitala. 

Spojrzała na zegarek. Gest zupełnie bez sensu, bo na wprost jej oczu 

wisiał duży ścienny zegar. 

– 

Zupełnie zapomniałam. Siostra miała do mnie wieczorem dzwonić. 

Mu

szę wracać do domu. 

– 

Możesz stąd do niej zadzwonić. – Rafe nie chciał, żeby wychodziła. 

– 

Założę  się  z  tobą  o  miesięczny  czynsz,  że  któraś  z  dziewczynek 

właśnie rozmawia przez telefon. – Holly udało się utrzymać na twarzy 

uśmiech, choć wszystkie mięśnie ją od tego rozbolały. 

Rafe podszedł do wiszącego w kuchni aparatu. Podniósł słuchawkę. 
– 

Proszę mi nie przeszkadzać – rozległ się poirytowany głos Camryn. 

– Rozmawiam. 

– 

Miałaś odrabiać lekcje – powiedział Rafe. 

– 

Właśnie  odrabiam.  –  Camryn  nie  dała  się  zbić  z  tropu.  –  Przez 

telefon. Czy mógłbyś odłożyć słuchawkę? 

Holly szła w stronę drzwi, a Rafe za nią. 
–  Zaczekaj  – 

poprosił.  –  Telefon  zaraz  będzie  wolny  –  Naprawdę 

chcę być już w domu. 

– 

Ale ja chcę, żebyś została. – Chwycił ją za rękę. 

Przyzwyczaił  się  do  tego,  że  wspólnie  spędzają  wieczory.  Oglądali 

razem telewizję, czytali, albo rozmawiali, dopóki dzieci nie poszły spać. 

Potem oboje szli do Holly, gdzie wreszcie naprawdę byli sami. Ale jej 

trudno było sobie wyobrazić, że mogłaby oglądać film albo, co gorsza, 

iść do łóżka z mężczyzną, który głośno i wyraźnie oświadczył, że nie ma 

zamiaru zalegalizować ich związku. 

– 

Muszę trochę pobyć sama, Rafe. – Spróbowała uwolnić rękę. 

– 

Pójdę  z  tobą.  –  Przytulił  ją  do  siebie.  –  Nie  musimy  czekać,  aż 

dziewczynki położą się spać. Ja też chcę być z tobą sam, kochanie. 

– 

Źle  mnie  zrozumiałeś.  –  Holly  bardzo  się  zdenerwowała.  Nie 

background image

potrafiła dłużej panować nad sobą. – Chcę być sama, bez nikogo. Odkąd 

przyjechałam do Sioux Falls, nie miałam ani jednego wolnego wieczoru 
– do

dała zdziwiona, że dopiero teraz zwróciła na to uwagę. 

Przebywanie z Rafe’em i z dziećmi stało się dla niej tak normalne, że 

nie zauważyła nawet, jak dokładnie ta rodzina wypełniła jej życie. 

Wolną ręką otworzyła drzwi. Rafe także ją puścił. 
– Dobrze – pow

iedział, zaskoczony jej niezwykłym zachowaniem. – 

Idź  do  domu,  porozmawiaj  spokojnie  z  siostrą,  a  ja  przyjdę  około 

jedenastej. Może koło dziesiątej? – zapytał z nadzieją w głosie. 

– 

Nie, dzisiaj nie przychodź. 

– Ale... 
– 

Naprawdę  nie  możesz  wytrzymać  jednego dnia? –  zirytowała  się 

Holly Wyszła, nie oglądając się za siebie. 

Go ją ugryzło? – zastanawiał się Rafe, patrząc, jak zamyka za sobą 

drzwi  swego  mieszkania.  Na  klucz.  Jasne,  że  mogę  wytrzymać  jeden 

dzień. Nawet dłużej. 

Z całej siły zatrzasnął drzwi. Odwrócił się i... stanął twarzą w twarz z 

Kaylin. 

– 

Kłopoty? – zapytała, patrząc na niego przenikliwie. 

– 

Nie  twoja  sprawa!  Nie  mam  zamiaru  z  tobą  rozmawiać,  Kaylin 

wzruszyła ramionami i weszła do kuchni. Rafe poszedł za nią. 

– 

Długo nas podsłuchiwałaś? – zapytał. 

– 

Niedługo.  Od  dwóch  miesięcy  bez  cienia  litości  wykorzystujesz 

Holly,  więc  nic  dziwnego,  że  wreszcie  nerwy  jej  puściły.  I  tak  długo 

wytrzymała. 

– Bzdury gadasz! 
– 

Samą prawdę i tylko prawdę. 

– 

Czy wyście jej przypadkiem nie zdenerwowały? Co jej zrobiłyście? 

–  My nie, ale ty tak. – 

Kaylin  westchnęła  jak  doświadczona  przez 

życie stara kobieta. – Mężczyzna nie da kobiecie chwili spokoju. Mama 

zawsze to powtarzała. Mówiła, że... 

– 

Nie  interesuje  mnie,  co  mówiła  wasza  matka.  A  wszystko,  co 

m

ówiła  o  mężczyznach,  powinnyście  jak  najprędzej  zapomnieć,  bo 

Marcine Paradise nie była w tej sprawie autorytetem. 

– 

Za to ty jesteś wybitnym znawcą kobiet. – Kaylin zwróciła oczy ku 

background image

niebu. – 

Chryste, Rafe! Wszystko schrzaniłeś. Myślałam, że skoro udało 

ci 

się  zdobyć  Holly,  to  jesteś  facetem  do  rzeczy.  Tymczasem  okazuje 

się, że jesteś tak samo dysfunkcjonalny jak Flint i Eva. 

– 

Nie wymądrzaj się, tylko zmiataj na górę. 

– 

Ja  i  Camryn  zresztą  też  jesteśmy  dysfunkcjonalne.  –  Kaylin 

próbowała  go  ugłaskać.  –  Trent  i  Tony  także  wyrosną  na  idiotów,  a 

wszystko dlatego, że ich matka jest tak samo kopnięta jak my wszyscy. 

– 

Ja nie jestem kopnięty, Kaylin. Jestem dobrym... 

– 

Holly była naszą jedyną nadzieją na normalność. – Kaylin przestała 

udawać i pokazała, jak bardzo jest wściekła. – Ale ty wszystko zepsułeś! 

Nigdy nie będziemy normalni, bo ty nawet jednej nocy jej nie odpuścisz. 

Wcale się nie dziwię, że sobie od nas poszła. 

– 

Natychmiast idź do swojego pokoju! – polecił Rafe. 

Ale  Kaylin  ani  myślała  go  słuchać.  Wybiegła  z  domu  i  popędziła 

prosto do Holly. Rafe pobiegł za nią. W połowie drogi stanął jak wryty. 

Nie mogę tam teraz iść, pomyślał. Holly gotowa sobie pomyśleć, że 

specjalnie  posłałem  do  niej  Kaylin,  żeby  mieć  pretekst.  A  ponieważ 

Kaylin jest na mnie wściekła, przysięgnie, że tak właśnie było. Tylko po 

to, żeby zobaczyć, jak Holly robi mi awanturę. 

Stojąc w cieniu, patrzył, jak Holly wpuszcza dziewczynkę do domu. 
– 

Nienawidzę  swojego  brata!  –  oświadczyła  Kaylin,  kręcąc  się 

nerwowo  po  kuchni  Holly.  W  końcu  bez  pytania  otworzyła  sobie 

lodówkę. – Mogę wziąć sałatkę? 

– 

Proszę  bardzo.  –  Holly  wręczyła  jej  łyżkę  i  miseczkę.  Przy  niej 

łatwo jej było wejść w rolę dorosłej osoby która na wszystko znajdzie 

radę. – Dlaczego go nienawidzisz, Kaylin? 

– 

Za to, że nie daje ci spokoju! – Kaylin zabrała się do jedzenia. 

– 

Podsłuchiwałaś. – Holly zaczerwieniła się po same uszy. 

– 

Pewnie.  Jestem  po  twojej  stronie.  Wszyscy  mężczyźni  to  świnie. 

Mama zawsze nam to powtarzała, – Nasze matki często przekazują nam 
prawdy, w które same w

ierzą,  a  które  nie.  zawsze  są  prawdziwe.  Nie 

wszyscy mężczyźni to świnie. A już na pewno nie twój ;brat. Bardzo o 

was dba i starą się robić wszystko tak, żeby wam było jak najlepiej. 

– 

Skoro jest taki wspaniały, to dlaczego nie chcesz go widzieć? Masz 

go d

osyć,  Holly!  Czy  nas  też  już  nie  lubisz?  Mnie,  Camryn,  Trenta  i 

background image

Tony’ego? 

–  Nic podobnego, kochanie – 

zapewniła ją Holly. – Ją, po prostu... 

Mam dzisiaj paskudny humor, więc wyżyłam, się na twoim bracie. 

Nawet nie, skłamałam, pomyślała Holly, Tylko nie powiedziałam jej, 

że  to  Rafe  mnie  do  tego  stanu  doprowadził.  W  końcu  nie  muszę  jej 

wszystkiego mówić. 

– 

Mamie  też  się  to  zdarzało.  Kiedy  coś  jej  nie  wyszło  w  pracy,  po 

powrocie  do  domu  wrzeszczała  na  mnie  i  Camryn.  Nienawidzę,  kiedy 

ludzie krzyczą, a ty krzyczałaś na Rafe’a. 

– 

Owszem, krzyczałam. Przykro mi, że się zdenerwowałaś, ale ludzie 

czasami  się  kłócą.  To  normalne.  I  wcale  nie  znaczy,  że  ja  i  Rafe  nie 

lubimy ciebie, Camryn czy chłopców. Oboje bardzo was kochamy. 

– Czy ty jeszcze kochasz Rafe’a? 
– Zrozum, Kaylin. – 

Holly spuściła oczy. – To, co czuję do ciebie, do 

twojej siostry i do chłopców, nie ma nic wspólnego z tym, co łączy mnie 

z  Rafe’em.  Chcę,  żebyś  wiedziała,  że  zawsze  będę  waszym 
przyjacielem... 

– 

Bo  Camryn  mówi,  że  ty  go  nie  kochasz  –  wpadła  jej  w  słowo 

Kaylin.  – 

Uważa, że chodzisz z nim do łóżka, bo tak ci wygodnie, bo 

jest  twoim  sąsiadem  i  w  ogóle.  Mówi,  że  go  kopniesz,  kiedy  poznasz 

kogoś, kto da ci to, na czym naprawdę ci zależy. 

– 

A na czym mi zależy? 

– 

No  wiesz,  fajne  życie.  –  Kaylin  była  wyraźnie  przygnębiona.  – 

Camryn mówi, że życie z Rafe’em nie jest dla ciebie fajne. Wcale się nie 

dziwię.  Musisz  się  użerać  z  Flintem  i  Evą,  którzy  są  straszni  i 

nienawidzą cię. A do tego jeszcze Trent, Tony i Tracey, którym wciąż 

musisz  pomagać.  Nie  mówiąc  już  o  mnie  i  Camryn.  My  wprawdzie 

niedługo  dorośniemy  i  pójdziemy  na  swoje,  ale  zawsze.  –  Kaylin 

wzruszyła  ramionami.  –  Ja  uważam,  że  kochasz  Rafe’a,  ale  Camryn 

twierdzi, że to niemożliwe. 

Holly byłaby się roześmiała, gdyby nie to, że tak bardzo chciało jej 

się  płakać.  Camryn,  ta  mała  cyniczka,  całkiem  opacznie  zrozumiała 

sytuację.  To  Rafe  wykorzystywał  Holly,  bo  tak  mu  było  wygodnie, 

ponieważ mieszkali obok siebie. Za to Kaylin trafiła w dziesiątkę. Holly 

kochała Rafe’a, ale za nic na świecie nie przyznałaby się do tego jego 

background image

młodszej siostrze przyrodniej. Nie po tym, jak Rafe oświadczył, że nie 

ma zamiaru się żenić. 

– 

Lubię takie życie, Kaylin. Dla mnie to właśnie jest fajne. – Holly 

zebrała wszystkie siły. Udało jej się uśmiechnąć. 

– 

Pamiętasz, jak wam mówiłam, jakie to ważne, żeby każdy sam dbał 

o swoje szczęście, nie czekając, aż ktoś mu je poda na srebrnej tacy? 

– 

Pamiętam. Mogę u ciebie obejrzeć telewizję? 

– 

A lekcje odrobiłaś? 

– 

Odrobiłam.. Pozwól mi zostać, dobrze? Nie chcę jeszcze wracać do 

domu. 

Holly  poczuła,  że  została  złapana  w  pułapkę.  Kaylin  chciała  ją 

wypróbować. 

– 

Musisz  zadzwonić  do  brata  i  zapytać  go  o  zgodę  –  powiedziała, 

wychodząc z kuchni. Nie chciała być przy tej rozmowie. 

– 

Rafe  powiedział,  że  to  zależy  od  ciebie  –  oznajmiła Kaylin, 

wchodząc do pokoju. – A ty się przecież zgodziłaś. 

– 

Oczywiście  –  potwierdziła  Holly.  Wiedziała,  że  każde  jej  słowo 

zostanie dokładnie powtórzone. – Cieszę się, że przyszłaś. .. 

Miała nadzieję, że wszystkie jej słowa zostaną powtórzone Rafeowi. 

N

iech  zrozumie,  że  wcale  nie  potrzebowała  samotności,  tylko  nie 

chciała go widzieć. 

 

background image

Rozdział 10 

 

Holly  przeżyła  koszmarny  tydzień.  Gdyby  nie  to,  że  nie  mogła 

pozostawić dzieci samych, unikałaby Rafe’a jak zarazy. Przypuszczała, 

że on czuł się podobnie, ponieważ rozmawiał z nią tylko wtedy, kiedy 

było  to  absolutnie  konieczne  i  wyłącznie  o  sprawach  dzieci.  No  i 

oczywiście  nawet  nie  spróbował  zostać  z  nią  sam  na  sam.  Żyli  jak 

rozwiedzeni  małżonkowie,  którzy  tolerują  się  nawzajem  tylko  przez 

wzgląd na dzieci. 

Holly  uważała,  że  dobrze  się  stało.  Wolała  znać  najgorszą  prawdę, 

niż żyć złudzeniami. Nie miała zamiaru wycofywać się z życia dzieci. 

Naprawdę  bardzo  je  polubiła  i  cieszyła  się,  że  jej  obecność  daje  im 

poczucie  pewności  siebie.  Ale  za  nic  w  świecie  nie  zgodziłaby  się 

pozostać pogotowiem seksualnym dla ich prawnego opiekuna, który był 

daleki  od  myśli  o  małżeństwie,  choć  nie  miał  nic  przeciwko 

wykorzystywaniu jej ciała. 

Jemu  także  nie  było  przyjemnie.  Postępowanie  Holly  wobec  dzieci 

nie zmieniło się ani na jotę, natomiast jego traktowała jak zło konieczne. 

Rafe nie śmiał się nawet poskarżyć na tę paskudną zmianę w ich życiu. 

Bał się, żeby Holly nie pomyślała sobie, że znów chodzi mu o seks. 

W rzadkich chwilach, gdy nie tęsknił za nią i za tym, jak się sprawy 

między nimi niegdyś miały, przypominał sobie, jak go odtrąciła, i szalał. 

Usiłował wtedy przekonać samego siebie, że jej nie potrzebuje, bo jest 

dorosłym,  niezależnym  mężczyzną,  który  w  ogóle  nikogo  nie 

potrzebuje. Czasami nawet mu się udawało. 

Zwykle jedn

ak  przewracał  się  w  łóżku,  bezskutecznie  usiłując 

zasnąć, i zastanawiał się, dlaczego jest mu tak źle. Pewnej nocy, około 

trzeciej nad ranem, wszystko nagle stało się jasne. Wstał, włożył dres i 

wyszedł na dwór. Tylko w jednym oknie paliło się światło: u Holly. Nie 

wiedział,  jak  to  się  stało,  ale  kilka  chwil  później  pukał  do  drzwi  jej 
domu. 

– 

Co się stało? – zapytała przerażona. – Czy dzieci... 

–  Dzieciom nic nie jest. – 

Przyglądał  się  jej  uważnie,  jakby  z  jej 

twarzy mógł wyczytać to, czego nie chciała mu powiedzieć. Tym razem 

background image

mu się udało. – Ty też nie możesz spać? 

– 

Czytałam – broniła się słabo. 

– 

Czyżby?  –  Nieproszony  wszedł  do  środka.  –  To pewnie bardzo 

ciekawe, skoro aż tak się zaczytałaś. 

Holly  usiadła  na  kanapie  i  obronnym  gestem  przycisnęła do siebie 

książkę. 

– Co czytasz? – 

Rafe podszedł do niej. 

– 

Satyrę. Bardzo zabawna. Zaśmiewałam się do rozpuku. 

– 

Może i ja bym się pośmiał. Jaki to ma tytuł? 

– „Porady”. 
– 

Pierwsze  słyszę.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Pożycz  mi,  jak 

przeczytasz. 

– 

Chętnie  –  uśmiechnęła  się  sztucznie.  Za  nic  nie  dałaby  mu  tej 

książki do ręki. – Po co przyszedłeś? 

– 

Pamiętasz, jak mi opowiadałaś o pacjentce z psychozą maniakalną? 

O tej, przez którą nie możesz pojechać na ślub kuzynki? 

– 

Dlaczego akurat teraz mnie o nią wypytujesz? 

– Ta pacjentka nie istnieje, Holly – 

mówił, jakby w ogóle nie usłyszał 

pytania.  – 

To bajeczka, którą sobie wymyśliłaś na wypadek, gdybyś w 

końcu zdecydowała się nie jechać. 

– No i co z tego? – 

zapytała obojętnie. 

– Jak to co? – 

Rafe spodziewał się, że jego epokowe odkrycie zrobi 

na  niej  większe  wrażenie.  –  O  tym  rozmawialiśmy  tamtego  wieczoru, 

kiedy na mnie nawrzeszczałaś. To właśnie od tamtej pory wszystko się 

zmieniło. 

Holly  coraz  mocniej  przyciskała  do  siebie  książkę.  Gniew,  który 

przez  cały  tydzień  utrzymywał  ją  przy  życiu,  nagle  osłabł.  Wreszcie 

zauważyła,  że  to  jest  Rafe,  ten  sam  co  zawsze,  bezradny  i  całkowicie 

zagubiony  w  świecie  uczuć.  On  nie  byłby  w  stanie  świadomie  nikogo 

wykorzystywać. A już na pewno nie ją. 

Naprawdę  nie  miał  pojęcia,  dlaczego nagle ich stosunki tak bardzo 

się  ochłodziły.  Po  tygodniu  przypomniał  sobie  nic  nie  znaczącą 

rozmowę  i  doszedł  do  wniosku,  że  to  od  niej  wszystko  się  zaczęło. 

Nawet nie próbował udawać, że wie, o co chodzi. Zupełnie zapomniał, 

że  przedtem  mówił  o  małżeństwie.  Skąd  miał  wiedzieć,  co  naprawdę 

background image

zabolało Holly? Żył w przekonaniu, że ona nie chce wychodzić za mąż. 

– 

Jest  późno,  Rafe.  Oboje  musimy  rano  wstać  –  westchnęła, 

zrezygnowana. Spojrzała na zegar. – Dokładnie za trzy godziny. 

–  Niech szlag trafi spanie. 

Ja nie jestem śpiący. – W mgnieniu oka 

znalazł  się  przy  niej.  Wziął  ją  w  ramiona  i  mocno  do  siebie  przytulił. 

Całował  jaj  włosy,  oczy,  usta.  –  Tak  bardzo  się  za  tobą  stęskniłem. 

Nawet nie wiesz, jak bardzo cię... – zamilkł przestraszony tym, co chciał 
powi

edzieć.  To  nie  była  właściwa  droga.  –  Cokolwiek  źle  zrobiłem, 

bardzo cię za to przepraszam. Przepraszam, kochanie. 

– Za co mnie przepraszasz, Rafe? – 

Spojrzała na niego. 

– 

Zrobiłem coś, co bardzo cię zdenerwowało – przyznał skruszony. 

– 

Aż tak bardzo zależy ci na seksie, że gotów jesteś przyznać się do 

wszystkiego, cokolwiek ci zarzucę? 

– 

Na  tobie  mi  zależy,  kochanie,  a  nie  na  seksie.  Seks  jest  tylko 

częścią ciebie. Wybacz mi, proszę. 

– 

Dla mnie ostatni tydzień też nie był przyjemny – przyznała. – Ale 

nie mam w tej chwili w nastroju na patetyczne sceny. Mam umówionych 
pacjentów... 

Pocałunek  Rafe’a  zamknął  jej  usta.  Wiedział,  że  Holly  już  się  na 

niego nie gniewa, i niczego więcej nie było mu trzeba do szczęścia. 

Przestała się opierać. Tak miło było znów być blisko niego. Teraz już 

nawet  nie  widziała  nic  złego  w  tym,  żeby  kontynuować  ten  romans, 

który obojgu sprawiał przyjemność. W końcu byli dorośli. Informacja, 

że Rafe nie zamierza się żenić, nie była przyjemna. I jeszcze ta forma! 

Ale  jak  każda  terapia  wstrząsowa,  ta  także  przyniosła  pozytywne 

rezultaty. To dzięki niej Holly wydoroślała i zrozumiała, że nie  trzeba 

człowieka  kochać,  żeby  iść  z  nim  do  łóżka.  Lektura  „Porad” 

przypomniała  jej  o  jeszcze  jednej  istotnej  sprawie.  Holly  nie  miała 
obsesji na punkcie m

ałżeństwa.  Przez  ostatni  pracowity  miesiąc  jakby 

trochę o tym zapomniała. Tym łatwiej przyszło jej uznać, że nie ma nic 

złego w tym, żeby prowadzić takie życie, jakie dotąd prowadziła. Skoro 

i  tak  nie  zależało  jej  na  małżeństwie.  Przecież  i  bez  urzędowego 

papierka  było  im  razem  dobrze,  więc  po  co  to  zmieniać?  Nie  warto 

wszystkiego  tak  skrupulatnie  przemyśliwać,  bo  to  do  niczego  dobrego 

nie prowadzi. Można się co najwyżej doprowadzić do ciężkiej nerwicy. 

background image

Dopiero  po  chwili  skojarzyła,  ,  że  znów  obudziła  się  w  niej 

racjonalna doktor Casale. Kazała jej zamilknąć i poddała się uczuciom. 

Wreszcie mogła swobodnie całować Rafe’a. 

Nie zauważyła, jak to się stało, że znaleźli się w sypialni. Leżeli na 

łóżku,  pieścili  się  i  całowali.  Po  tygodniu  abstynencji  tak  bardzo  byli 

siebie spragnieni, że Rafe musiał mocno trzymać się w ryzach, żeby dać 

Holly  to  wszystko,  do  czego  ją  przyzwyczaił.  Ale  ona  nie  chciała. 

Pragnęła tylko się kochać. Szybko i ostro. Bez niepotrzebnych czułości. 

Leżeli  obok  siebie  spoceni  i  wymęczeni.  Rafe  pogłaskał  Holly  po 

głowie, spojrzał jej w oczy. Nie rozumiał, dlaczego wciąż były smutne. 

– 

Jesteś dziś jakaś inna – mruknął. 

– 

Nie chce mi się rozmawiać, Rafe. – Holly zamknęła oczy. – Jestem 

strasznie zmęczona. Muszę choć trochę pospać. 

– 

O to mi właśnie chodzi. Nigdy nie byłaś tak zmęczona, żebyś nie 

chciała ze mną rozmawiać. 

– Ale teraz jestem. 
– Ja... My... – 

Nie wiedział, jak do niej dotrzeć. Naprawdę zasypiała. 

– 

Dobrze ci było? – zadał jedno z najgłupszych pytań na świecie. 

– 

Znakomicie się spisałeś – pochwaliła go sennym głosem. 

– 

Nie o to chodzi. Przecież to nie popisy... 

– Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? – 

Holly otworzyła oczy. – Nie 

gniewam  się  na  ciebie,  poszliśmy  do  łóżka,  było  świetnie.  O  co  ci 
jeszcze chodzi? 

– 

Nie powiedziałaś, że mnie kochasz. – Wreszcie dotarło do niego to, 

czego  mu  tym  razem  brakowało.  Przedtem  zawsze  to  powtarzała.  Nie 

miał pojęcia, że tak potrzebuje tych wykrzykiwanych w ekstazie słów. 

Jeszcze coś tej nocy zrozumiał. – Ja chyba nigdy nie powiedziałem ci, że 

cię kocham. 

Żadnej  kobiecie  tego  nie  powiedział.  Dla  niego  nie  były  to  puste 

słowa,  lecz  zobowiązanie  najwyższej  wagi.  A  ponieważ  Rafe  zawsze 

wywiązywał się ze zobowiązań, bardzo uważał, żeby ich pochopnie nie 

zaciągać. Ale Holly powiedział, że ją kocha. Przed chwilą. 

Nie  skakała  z  radości  i  nie  umówiła  się  z  nim  na  kupowanie 

zaręczynowego  pierścionka.  Nie  postanowiła  zarezerwować  restauracji 

na przyjęcie. 

background image

– To fajnie. – 

Ziewnęła i przewróciła się na bok. – Dobranoc, Rafe. 

Fajnie?  – 

pomyślał  zaskoczony.  Holly  mówi jak Camryn i Kaylin. 

Dla nich wszystko jest fajne. Oprócz tego, co nie jest fajne. 

Rafe w tej chwili czuł się całkiem nie fajnie. Omal szlag go nie trafił, 

ale choć miał na to ogromną ochotę, nie odważył się zbudzić Holly. 

 

Holly  przez  cały  tydzień  usiłowała  przekonać  Rafe’a,  że  wcale  nie 

musi jej towarzyszyć, że sama może pojechać na ślub Heidi. Teraz on 

wymyślał  powody,  dla  których  koniecznie,  absolutnie  musi  z  nią 

pojechać.  Posunął  się  nawet  do  kłamstwa.  Powiedział  jej,  że  linie 

lotnicze  nie  zwrócą  pieniędzy  za  wykupione  już  bilety.  Holly 

zadzwoniła  do  ich  biura  i  dowiedziała  się,  że  to  nieprawda.  Dała  się 

przekonać  dopiero  wtedy,  kiedy  okazało  się,  że  Trent,  Tony  i  Kaylin 

naprawdę  bardzo  chcą  pojechać  do  Michigan,  choć  chłopców 

intrygowała raczej sama podróż niż udział w rodzinnej uroczystości. 

– 

Jak  z  tobą  nie  pojadę,  będziesz  miała  na  głowie  technika 

dentystycznego  – 

przypomniał jej żartobliwie, przywołując powód, dla 

którego został zaproszony. 

–  Nic podobnego. – 

Holly  najwyraźniej  nie  potrzebowała  już  jego 

ochrony.  – 

Powiem  mu,  że  mam  w  Sioux  Falls  kochanka.  Rodzina 

będzie musiała przyjąć do wiadomości, że nie zamierzamy legalizować 

tego związku. 

Rafe  nie  rozumiał,  dlaczego  jej  oświadczenie  tak  bardzo  go 

zaniepokoiło. W końcu powiedziała tylko to, co on sam niezliczoną ilość 

razy  tłumaczył  Evie  i  Flintowi.  Oboje  twierdzili,  że  Holly  chce  go 

zaciągnąć  do  ołtarza  i  że  jeśli  pojedzie  do  Michigan,  to  wpadnie  w 

misternie  skonstruowaną  pułapkę.  Rafe  przypuszczał  jednak,  że  i  tym 

razem się mylili. Bliższa prawdy była wszechwiedząca Camryn. 

– 

Holly nie chce, żebyś z nią jechał, bo nie ma ochoty wysłuchiwać 

kazań  na  temat  tego,  że  jesteś  dla  niej  nieodpowiednią  partią.  Sama 
doskonale o tym wie – 

powiedziała, wysłuchawszy teorii Flinta. 

– 

Ja jestem odpowiednią partią! – . obruszył się Rafe. 

– 

Nie łudź się. – Camryn z politowaniem pokiwała głową. – Jest jej z 

tobą wygodnie, to wszystko. Nie rozumiem, dlaczego tak się irytujesz. 

Przecież ty też ją wykorzystujesz. 

background image

– 

Ja nie wykorzystuję, Holly! – oświadczył wówczas stanowczo. 

Dopiero potem zaczął się zastanawiać, czy Holly nie podziela punktu 

widzenia Camryn. Któregoś wieczoru odważył się ją nawet o to zapytać. 

Kochali  się  jak  szaleni,  ale  Rafe  nie  był  usatysfakcjonowany. 

Oczywiście  nie  seksualnie.  W  –  tych sprawach całkowicie  sobie 

wystarczali.  Brakowało  mu  czegoś,  co  kiedyś  między  nimi  było,  a 

ostatnio zupełnie zanikło. Rafe nie wiedział, dlaczego. Nie miał pojęcia 

nawet, co to było. 

Holly  wyśmiała  jego  obawy,  zapewniła,  że  nie  czuje  się 

wykorzystywana i... to wszyst

ko. Gna, zawsze taka wygadana, stała się 

niezwykle małomówna. 

Pomyślał,  że  może  właśnie  jej  słów  tak  bardzo  mu  brakuje. 

Zazwyczaj,  kiedy  już  dość  się  nacieszyli  swymi  ciałami,  leżeli 

przytuleni do siebie i Holly opowiadała mu o tym, co myśli, co czuje. 
Ter

az,  ledwie  skończyli,  natychmiast  zapadała  w  sen.  Właściwie 

powinien  się  cieszyć,  że  tak  mało  od  niego  wymaga,  on  tymczasem 

wcale  nie  był  zadowolony.  Po  długich  rozmyślaniach  doszedł  do 

wniosku, że chce, aby Holly czegoś od niego wymagała. Nie czegoś w 
ogó

le, tylko konkretnie: zaangażowania emocjonalnego. Niestety, Holly 

niczego od niego nie chciała. 

Kiedy  przyjechali  do  hotelu,  w  którym  miało  się  nazajutrz  odbyć 

przyjęcie weselne, zastali tam już całą resztę przyjezdnych krewnych i 

znajomych.  Rodzina  była  oczywiście  poinformowana,  że  Holly  nie 

przyjedzie  sama.  Wreszcie  uświadomiła  matkę,  że  sąsiedzi,  z  którymi 

się tak bardzo zaprzyjaźniła, nie są normalną rodziną, a  mieszkające u 

Rafe’a dzieci są tylko jego podopiecznymi. Wciąż jednak utrzymywała, 

że ona i Rafe są jedynie przyjaciółmi. 

Przy  pierwszej  nadarzającej  się  okazji  ciotka  Honoria  wzięła  Holly 

na stronę, żeby wygłosić swoją opinię. 

– 

Bardzo się cieszę, że przywiozłaś ze sobą przyjaciół – powiedziała. 

– 

Mam nadzieję,  że nie  zrezygnujesz z poznania tego  miłego technika 

dentystycznego.  Dobrze,  że  pomagasz  Rafe’owi  i  tym  biednym 

osieroconym dzieciom, ale on z całą pewnością nie nadaje się na męża. 

Zwłaszcza dla ciebie, Holly. Gdybyś miała gromadkę własnych dzieci, 

to co innego. Ale ty, Bogu dzięki, jesteś wolna. 

background image

Matka i ciotka Hedy także nie kryły swego zdania. Stwierdziły bez 

ogródek, że nie pozwolą się Holly wiązać z takim człowiekiem, choćby 

nawet złote góry jej obiecywał. Powiedziały nawet – co zdarzyło się im 

po  raz  pierwszy,  odkąd  Holly  sięgała  pamięcią  –  że  ona  przecież  nie 

musi się wcale spieszyć, ma jeszcze dużo czasu, żeby wyjść za mąż i na 
pewno bez trudu znajdzie odpowiedniego kandydata. 

Rafe się wściekał. Rodzina Holly była mu zdecydowanie przeciwna. 

Nie tylko czuł ich rezerwę, ale na własne uszy słyszał, co o nim mówią. 

Jak  na  złość  o  niczym  innym  nie  mówili,  tylko  o  nim  i  Holly,  Nawet 

ślub,  który  miał  się  odbyć  nazajutrz,  stał  się  wydarzeniem 
drugoplanowym. 

Rafe  nie  mógł  znieść  tych  szeptów  i  niechętnych  spojrzeń,  więc 

schronił się w hotelowym pokoju. 

– 

Czuję  się  tak,  jakbym  był  trędowaty  –  poskarżył  się  Camryn.  – 

Może  oni  nie  lubią  Indian?  Jej  siostra  tak  na  mnie  patrzyła,  jakby  się 

dziwiła, że nie mam na twarzy barw wojennych. 

– 

Chciałbyś,  żeby  tylko  o  to  chodziło  –  odparła  z  wyższością 

Camryn.  – 

Ich nie obchodzi, , kim jesteś. Uważają, że nie nadajesz się 

na męża Holly, ponieważ masz na głowie mnie i dzieciaki. Ich zdaniem, 

zrujnowalibyśmy jej życie. Zresztą, może mają rację. 

– Czy Holly nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia? – 

skrzywił się. 

Rafe. 

– 

Pewnie, że ma. Zresztą ona lepiej pasuje do nas niż do tej swojej 

durnej rodzinki. Są koszmarni. Z wyjątkiem Heidi, ale ona jutro bierze 

ślub. Ta dopiero zmarnuje sobie życie! Jest bystra, inteligentna i zdolna, 

a oni wydają ją za mąż za takiego chłystka. 

Rafe  patrzył  z  podziwem  na  swoją  młodszą  siostrę.  Zawsze 

wszystkiemu przeciwna, niezadowolona i zadziorna, tym razem 

wzbudziła jego sympatię. Miała całkowitą rację: Holly jest ich, a to, co 

myśli  na  ten  temat  jej  rodzina,  nie  ma  najmniejszego  znaczenia. 

Postanowił  nie  dopuścić  do  tego,  żeby  rodzina  przekabaciła  Holly  na 

swoją stronę. 

– 

Posłuchaj,  Camryn,  chciałbym  zaprosić  Holly  na  drinka.  Czy 

zgodziłabyś  się  przez  ten  czas  zająć  Trentem  i  Tonym?  Oglądają 

telewizję, więc może będzie trochę spokoju. 

background image

– Nie ma sprawy – 

zgodziła się ochoczo Camryn. – A pozwolisz mi 

zaprosić koleżankę? 

– 

Czyżbyś i w Michigan miała jakichś znajomych? 

– 

Heidi jest moją koleżanką. Zadzwonię do niej i poproszę, żeby do 

nas wpadła. 

– 

Chyba  nie  ma  w  tym  nic  złego  –  zastanawiał  się  głośno  Rafe.  – 

Zresztą wątpię, żeby się zgodziła. O ile wiem, jest teraz na przyjęciu z 

narzeczonym i ich przyjaciółmi. 

Camryn dopadła telefonu, zanim jej brat zdążył wyjść z pokoju. 
–  Twoja rodzina mnie nienawidzi – 

skarżył  się  Rafe,  siedząc  w 

hot

elowym  barze  nad  szklanką  martini.  Rzadko  pił  alkohol,  ale  po 

niezbyt  serdecznym  powitaniu,  jakie  zgotowali  mu  najbliżsi  Holly, 

potrzebował czegoś mocniejszego. 

– 

Oni  nie  mają  nic  przeciwko  tobie  jako  człowiekowi.  –  Holly 

położyła  dłoń  na  jego  udzie.  Nie  spodziewała  się  takiej  niechęci  ze 

strony  całego  klanu.  –  Ale  rzeczywiście  zachowują  się  okropnie. 

Przepraszam cię za nich, Rafe. 

–  Nie przepraszaj, To nie twoja wina.. – 

Przykrył jej dłoń swoją. – 

Mnie  nawet  do  głowy  nie  przyszło,  żeby  cię  przeprosić  za  niezbyt 

elegancki sposób, w jaki Flint i Eva traktują ciebie. 

– 

Nie możemy odpowiadać za to, co wyprawiają nasi bliscy. Cieszę 

się, że ze mną przyjechałeś. 

– 

Ja też się cieszę, kochanie. 

– 

Chociaż  zanosi  się  na  to,  że  przez  dwa  dni  będziemy  musieli 

walczyć z całym światem? 

– 

Nie obchodzi mnie reszta świata, póki ty jesteś po mojej stronie. 

– 

Mnie  także.  –  Holly  była  szczerze  wzruszona  tą  deklaracją.  A 

ponieważ  martini  uderzyło  jej  do  głowy,  zapomniała,  że  nie  lubi 

publicznie okazywać uczuć. Przysunęła się do Rafe’a i pocałowała go w 
policzek. 

Rafe  nie  czekał  na  zaproszenie.  Pocałował  ją  namiętnie,  jakby  byli 

zupełnie sami. – Holly! 

Powoli  dotarło  do  niej,  że  ktoś  ją  woła.  To  nie  mógł  być  Rafe, 

ponieważ w tej chwili ją całował. Właśnie – przestał, ale ona ani myślała 

się od niego odsuwać. 

background image

– 

Powiedziałaś nam, że jesteście tylko przyjaciółmi! 

Oboje  z  Rafe’em  jednocześnie  odwrócili  głowy  Nad  ich  stolikiem 

stały  dwie  wzburzone  matrony.  Holly  westchnęła  i  wtuliła  twarz  w 

ramię Rafe’a. 

Rafe  pamiętał,  że  te  dwie  panie  także  były  wcześniej  na  przyjęciu. 

Jakieś  kuzynki  Holly  czy  coś  takiego.  Z  całą  pewnością  jednak  ich 

imiona zaczynały się; na H. Rafe pomyślał, że panujący w tej rodzinie 

idiotyczny zwyczaj nadawania dzieciom imion zaczynających się na H 
doskonale pasuje 

do tego oryginalnego klanu. Postanowił też od razu, że 

kiedy  on  i  Holly  będą  mieli  dzieci,  żadne  z  nich  nie  dostanie  imienia 

zaczynającego się na tę literę. 

– 

Chyba jednak łączy was coś więcej – powiedziała z nieukrywanym 

obrzydzeniem jedna z kuzynek. 

–  N

igdy  nie  widziałyśmy,  żeby  Holly  i  jej  tak  zwany  przyjaciel, 

Devlin Brennan, trzymali się za ręce, że o takiej poufałości nie wspomnę 
– 

dodała druga. 

– 

Owszem, łączy nas coś więcej – oświadczył Rafe. – Zamierzamy 

się pobrać. 

Nie  chciał,  żeby  Holly  musiała  się  przyznawać,  że  są  kochankami. 

Wprawdzie byli kochankami i przyjaciółmi, ale oprócz tego łączyło ich 

dużo, dużo więcej. 

– 

Boże wielki! – zawołała ciotka Hillary. 

– 

Domyśliłam  się  tego,  jak  tylko  was  zobaczyłam  razem  –  dodała 

ciotka Hayley. – Moje gratulacje! 

– 

Czy masz świadomość, że obie na pewno już wiszą na telefonie? – 

zapytała  Holly,  gdy  ciotki  pospiesznie  wybiegły  z  baru.  –  Za  dziesięć 

minut cała rodzina będzie wiedziała, że się pobieramy. 

–  No i dobrze, – 

Rafe  wstał.  Wziął  Holly  za  ręce  i  podniósł  ją  z 

krzesła.  –  Dzieci  zajęły  apartament,  więc  jeśli  chcemy  mieć  trochę 

spokoju, musimy coś wymyślić. 

Holly zachwiała się. Rafe objął ją ramieniem i przytulił do siebie. . 
– 

Zakręciło ci się w głowie? – zapytał, wyprowadzając ją z baru. 

– 

Troszeczkę  –  odparła  Holly.  Natychmiast  zauważyła  obie  ciotki 

siedzące  przy  telefonach  w  hotelowym  holu.  –  Powinnam  napić  się 

kawy.  Muszę  spokojnie  pomyśleć,  jak  odkręcić  tę  plotkę,  którą  one 

background image

właśnie rozsiewają. 

– 

To nie żadna plotka. Ja naprawdę chcę się z tobą ożenić. 

– 

Czy ty aby nie za dużo wypiłeś, Rafe? 

– 

Tylko jedno martini. Nie jestem pijany. Przysięgam. – Oparł obie 

dłonie  na  ramionach  Holly  i  spojrzał  jej  głęboko  w  oczy.  –  Mówiąc 

szczerze, nigdy w życiu nie byłem – bardziej przytomny. Kocham cię. 

Wiem, że ty też mnie kochasz. Zostań moją żoną, dobrze? 

– 

Dwa  tygodnie  temu  zapewniłeś  swego  brata,  że  nie  jesteś 

zainteresowany małżeństwem. – Holly omal się nie rozpłakała. 

– Dwa tygodnie temu... – 

Spojrzał na nią zdumiony. – Dwa tygodnie 

temu zachowałem się jak idiota – powiedział cicho, tuląc ją do siebie. 

– 

Trudno ci odmówić racji. 

– 

Dobrze,  że  się  zgadzasz,  bo  nie  mam  zamiaru  się  z  tobą  kłócić. 

Wynajmę pokój, żeby nikt nam nie przeszkadzał. Najpierw będziemy się 

kochać,  a  potem  ci  się  oświadczę.  Zgoda?  A  może  wolisz,  żebym 

postąpił odwrotnie? 

– 

Niech będzie po twojemu – mruknęła Holly. 

– 

Tak  bardzo  cię  kocham,  Rafe  –  powiedziała,  kiedy  wyczerpani 

leżeli  obok  siebie.  –  Nie  przypuszczałam,  że  można  kogoś  aż  tak 

kochać. Te ostatnie dwa tygodnie... 

– 

Czy  moglibyśmy  wymazać  je  z  pamięci?  –  przerwał  jej  Rafe.  – 

Nigdy w życiu nie było mi tak źle. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ale 

nie miałem pojęcia, co to takiego. Tak bardzo się zmieniłaś. Byłaś tuż 

obok mnie, a ja mimo to bardzo za tobą tęskniłem. Nie rozumiałem, co 

się dzieje. 

– 

Strasznie jesteś tępy, kochanie – powiedziała słodko Holly. 

– 

Jak długo miałaś zamiar mnie dręczyć? 

– 

Nie  miałam  żadnego  konkretnego  planu,  ale  musiałam  się  jakoś 

bronić. 

– 

To znaczy, że nie jesteś wiele lepsza ode mnie – ucieszył się Rafe. 

– Zapo

mniałaś o pierwszym przykazaniu psychologa: szczera rozmowa. 

– 

Zapomniałam.  –  Holly  przytuliła  się  do  niego.  –  Nie pozwól mi 

nigdy więcej powtórzyć tego błędu. 

– 

Nie pozwolę. – Rafe ją pocałował. – A tobie nie wolno wątpić w 

moją miłość. Tak bardzo cię kocham, Holly. Ale jest jeden problem. Od 

background image

rana cała twoja rodzina będzie cię przekonywać, że nie jestem dla ciebie 

odpowiednią partią. Sam nie wiem, czy nie mają racji. 

– 

Nie mają – odparła zdecydowanie Holly. – Jesteś najlepszą partią 

na świecie. Całe życie na ciebie czekałam. 

– 

O  Boże,  jak  dobrze  –  westchnął  uszczęśliwiony  Rafe.  –  Tak 

właśnie powinno być. Wreszcie ze mną, rozmawiasz. 

Nie odwracasz się do mnie plecami, nie zasypiasz... 
– 

Każdy lubi posłuchać, jaki jest wspaniały. – Holly uśmiechnęła się 

tajemniczo,  – 

Ty  rzeczywiście  jesteś  cudowny,  chociaż  łatwo  cię 

wyprowadzić w pole. Ja wcale nie zasypiałam, Rafe. Udawałam, ale nie 

spałam. 

– 

Mam nadzieję, że było ci tak samo źle jak mnie. 

– 

Przypuszczam, że znacznie gorzej. 

 

Następnego  ranka  obudził  ich  dzwonek telefonu. Zaspany Rafe 

podniósł słuchawkę. . 

– 

Macie zamiar przespać cały dzień? – usłyszał kpiący głos Kaylin, Z 

przerażeniem spojrzał na zegarek. Była dziesiąta. Nigdy w życiu nie spał 

aż  tak  długo.  Ale  kiedy  Holly  się  do  niego  uśmiechnęła,  wyrzuty 

sumienia ustąpiły jak ręką odjął. 

– 

A ty skąd wiesz, gdzie jesteśmy? – dopiero teraz się zdziwił. 

– 

Nie wróciłeś na noc, więc zadzwoniłam do recepcji i zapytałam o 

numer drugiego pokoju wynajętego na twoje nazwisko – wytłumaczyła 

mu  Kaylin.  Rzeczywiście, nie –  było  to  zbyt  skomplikowane.  –  Moje 

gratulacje,  Rafe.  Bałam  się,  że  wszystko  popsułeś,  ale  na  szczęście  w 

porę się opamiętałeś. Tak się cieszę, że się pobierzecie! Powiedz Holly, 

że  obie  z  Camryn  nie  możemy  się  doczekać,  kiedy  zostanie  panią 
Paradis

e. Flint i Eva pękną ze złości. 

– 

Skąd wiesz, że Holly też tu jest? – Rafe puścił płazem tę ostatnią 

uwagę. – I w ogóle. 

– 

Chryste, Rafe!  Wiem, że  Holly jest z tobą i słyszałam, żeście się 

wczoraj  zaręczyli.  Co  najmniej  czterdzieści  pięć  osób  z  jej  rodziny 

dzwoniło do nas w tej sprawie. Od świtu. 

– Dzwonili do was? 
– 

Nie  do  nas,  tylko  do  ciebie.  Nikomu  nie  przyszło  do  głowy,  że 

background image

możesz  się  przed  nimi  ukrywać.  Ale  nie  denerwuj  się,  nic  im  nie 

powiedzieliśmy. 

– 

Coście im nagadały, Kaylin? – zapytał wystraszony Rafe. 

– 

Różnie.  Albo  że  razem  z  Holly  jesteście  w  wannie,  albo  że  pod 

prysznicem, albo że jeszcze śpicie i żadne z was nie może w tej chwili 

podejść  do  telefonu.  –  Kaylin  się  roześmiała.  –  Zatkało  ich!  Słowo  ci 

daję! Dzwonię, żeby cię zapytać, czy mamy ich dalej spławiać. 

– 

Skoro i tak są już przekonani, że nie zdołają się  mnie pozbyć, to 

równie  dobrze  możemy  zjeść  śniadanie,  zanim  stawimy  im  czoło. 

Wytrzymacie jeszcze godzinę? 

– 

Jeśli sobie życzysz, to nawet cały dzień. Myśmy już jedli. Kelner 

przyniósł nam śniadanie do apartamentu – opowiadała podekscytowana 
Kaylin.  – 

Zamówcie  sobie  jajka  po  wiedeńsku.  Są  pyszne!  A  chłopcy 

Wzięli czekoladę z bitą śmietaną. Też ekstra. 

Rafe  pomyślał,  że  kulinarne  szaleństwa  dzieciaków  będą  go 

kosztowały majątek, ale tym razem wyjątkowo nie miał nic przeciwko 

temu.  Nie  czuł  też  wyrzutów  sumienia,  że  kazał  dziewczynkom 

bajerować rodzinę Holly. Był szczęśliwy, że nie musi się spieszyć. 

Holly  postanowiła  nie  pokazywać  się  rodzinie  na  oczy.  Nie  chciała 

dobrych rad ani ostrzeżeń, których na pewno by jej nie szczędzili, gdyby 

nie unikała rodziny. Oboje z Rafe’em zabrali Trenta i Tony’ego do sali 

automatów,  gdzie  chłopcy  do  woli  korzystali  z  najróżniejszych  gier 

telewizyjnych.  Camryn  i  Kaylin  nie  miały  ochoty  opuszczać 
eleganckiego apartamentu. 

Do ślubu Heidi została zaledwie godzina, gdy Holly zdecydowała, że 

czas  pojechać  do  rodziców  i  przebrać  się  na  uroczystość.  W  domu 

panował chaos. Mężczyźni zebrali się w pokoju telewizyjnym i oglądali 

jakiś  bardzo  ważny  mecz.  Co  dziwniejsze,  nikt  ani  słowem  nie 

wspomniał  o  niestosownych  zaręczynach  Holly.  Wkrótce  wszystko  się 

wyjaśniło. 

– 

Heidi zginęła! – krzyczała ciotka Hedy. – Honoria myślała, że mała 

chce  się  wyspać.  Koło  południa  weszła  do  jej  pokoju  i  wtedy  okazało 

się, że jej tam nie ma. W ogóle nie wróciła na noc! 

– 

Może spała u narzeczonego – powiedziała Holly. – Dzwoniliście do 

niego? 

background image

–  No pewnie! – 

parsknęła  ciotka  Heather.  –  Od wczoraj jej nie 

widział. Pokłócili się na przyjęciu. 

– 

Dzwoniliście do jej przyjaciół? Do znajomych? – pytała Holly. 

– 

Dzwoniliśmy  do  wszystkich  po  kolei.  –  Hope, siostra Holly, 

ocierała chusteczką zapłakane oczy. – Nigdzie jej nie ma. Ktoś widział, 

jak wieczorem jechała gdzieś samochodem. Zupełnie sama. 

– 

Zawiadomiliście  policję?  –  Holly  usiłowała  zachować  spokój. 

Bardzo  się  denerwowała.  Gazety  wciąż  donosiły  o  szkaradnych 

zbrodniach popełnianych na młodych kobietach. 

– 

Honoria  nie  pozwoliła.  –  Matka  Holly  była  załamana.  –  Jest 

przekonana, że Heidi ma zły humor i że zjawi się przed samą ceremonią. 
Ostatnio be

z przerwy chodziła naburmuszona. 

–  Co wy wygadujecie? – 

zdziwiła  się  Holly.  Heidi  miała  pogodne 

usposobienie i złe humory zdarzały jej się niezwykle rzadko. 

– 

Ostatnio bardzo się zmieniła – powiedziała kuzynka Hayley. – Bez 

przerwy się nam sprzeciwiała. 

– 

Myślałyśmy,  że  to  z  nerwów  –  dodała  ponuro  Hillary.  –  Ślub  to 

wielkie przeżycie. 

– 

Czy  Heidi  nie  mówiła  przypadkiem,  że  nie  chce  wychodzić  za 

mąż? – zapytała podejrzliwie Holly. 

Ciotki spojrzały po sobie. 
– 

Nie brałyśmy tego poważnie – odezwała się wreszcie ciotka Hedy. 

– 

Która młoda kobieta nie chciałaby mieć takiego pięknego ślubu, jaki 

zaplanowałyśmy dla Heidi? 

Holly  była  jedną  z  takich  kobiet.  Jej  udało  się  przeciwstawić 

matrymonialnym  planom  damskiej  części  swojej  rodziny.  Nie  miała 
zamiaru wyc

hodzić za mąż na siłę. Dopiero kiedy poznała Rafe’a.. . No, 

ale on był jej przeznaczony. A i tak nie była pewna, czy zdecydują się na 

huczny ślub. 

Heidi zapewne tak była zajęta przygotowaniami do uroczystości, że 

umknął  jej  uwagi  fakt,  iż  całą  resztę  życia  będzie  musiała  spędzić  z 

niewłaściwym  mężczyzną.  Pewnie  dopiero  wczoraj  sobie  to 

uświadomiła. 

– 

Podobno  jest  tu  niezła  restauracja  –  powiedziała  Camryn.  –  Czy 

mogę wziąć samochód i pojechać tam z Kaylin? 

background image

Rafe był już w garniturze. Za niecałą godzinę miał się zacząć ślub, 

tymczasem  Camryn  wciąż  jeszcze  nie  była  ubrana,  a  Kaylin,  Trent  i 

Tony  dotąd  nie  wrócili  z  salonu  gier.  Cała  trójka  była  w  dżinsach  i 

sportowych  koszulkach.  W  żaden  sposób  nie  mogli  się  pokazać  na 

uroczystości w takim stanie. 

– 

Nie pozwolę ci prowadzić wynajętego samochodu. A nawet gdyby, 

to nie masz czasu na wypad do restauracji. Lepiej zacznij się przebierać. 

Ja pójdę po Kaylin i chłopców. 

– 

Nie ma pośpiechu. – Camryn ani myślała ruszyć się z fotela. Nawet 

wówczas, kiedy zadzwonił telefon. 

– Rafe! – 

krzyczała do słuchawki Holly. – Heidi zniknęła! W domu 

istne piekło, a ja nie mam pojęcia... 

– 

Heidi  zniknęła?  –  powtórzył  Rafe.  Spojrzał  na  Camryn,  która 

właśnie  zaczęła  sobie  malować  paznokcie.  –  Camryn,  Holly  mówi,  że 

Heidi zniknęła. 

– Wiem – 

odparła wyniośle Camryn. – I raczej nieprędko wróci. 

– 

Holly,  przyjedź  tu  zaraz  –  powiedział  Rafe,  posyłając  Camryn 

mordercze spojrzenie. 

Usiłował się czegoś od niej dowiedzieć, ale Camryn wolała poczekać 

na Holly. Argumentowała, że nie ma sensu powtarzać tego samego dwa 

razy  i  właściwie  trudno  było  się  z  nią  nie  zgodzić.  Tym  bardziej  że 

Rafe’owi wcale nie zależało na tym, żeby dwa razy słuchać tego, czego 

wolałby w ogóle nie usłyszeć. 

– 

Jestem  prawie  pewien,  że  Camryn  wie,  gdzie  jest  Heidi  – 

powiedział, gdy Holly zjawiła się w ich apartamencie. – Obawiam się, 

że zniknięcie panny młodej to jej sprawka. 

– 

Tak  się  cieszę,  że  zgodziłaś  się  zostać  żoną  Rafe’a.  –  Camryn 

obdarzyła Holly anielskim uśmiechem. 

– Czy wiesz, gdzie jest Heidi? – 

zapytała Holly. 

– W drodze do Las Vegas. – 

Camryn spojrzała na zegarek. – Chociaż 

pewnie już tam dojechała. Pojechała autobusem. Dałam jej adresy kilku 
moich znajomych. To fajni ludzie, prawie w jej wieku. Na pewno da 

sobie radę. 

– Do Las Vegas? – 

Holly usiadła na łóżku. 

•  –  Zo

stawiła  mi  pierścionek.  –  Camryn  podała  Holly  złoty 

background image

pierścionek z brylancikiem. – Prosiła, żeby to oddać temu chłystkowi. 

– 

Boże wielki! – Rafe usiadł obok Holly. – A ja myślałem, że takie 

rzeczy zdarzają się tylko w kiepskich filmach. 

– Dlaczego Heidi nik

omu nie powiedziała, że jedzie do Las Vegas? – 

Holly starała się zachować spokój. Oczyma duszy widziała piekło, jakie 

się rozpęta, kiedy rodzina dowie się o wszystkim. 

– 

Mnie powiedziała – broniła uciekinierki Camryn. – To było jedyne 

rozwiązanie.  Nie  chciała  wychodzić  za  mąż  za  tego  faceta,  ale  nie 

umiała się z tego wyplątać. Powiedziała mi, że odkąd dała się namówić 

na  ten  ślub,  czuje  się  tak,  jakby  leżała  na  szynach,  po  których  pędzi 

pociąg bez hamulców. No to ja jej powiedziałam, że jeśli nie chce zostać 

ofiarą katastrofy kolejowej, powinna wstać i uciec. 

– 

Dobrze jej poradziłaś – pochwaliła Holly. 

– 

Kazałam jej kupić bilet do Las Vegas. – Camryn promieniała. – To 

dobre  miejsce  na  nowy  początek  życia.  Mama  tak  powiedziała, 

kiedyśmy się tam przeprowadziły. 

–  No i co my teraz zrobimy? – 

Rafe  był  zdruzgotany.  –  Twoja 

rodzina i bez tego mnie nie aprobowała. Zobaczysz, co będzie, jak się 

dowiedzą, że dzięki mojej siostrze panna młoda rzuciła narzeczonego i 

zwiała do Las Vegas. 

–  Mnie tylko Heidi 

żal – mruknęła Holly. – Biedactwo, – nie miała 

się nawet komu zwierzyć. Nawet mnie nie miała odwagi przyznać się do 

swoich wątpliwości. 

– 

Ty  byłaś  zajęta  –  rozgrzeszyła  ją  Camryn  –  wobec  czego  ja  cię 

zastąpiłam.  Zastanawiam  się  nawet,  czy  przypadkiem  nie  pójść  na 

psychologię. Chyba mam talent. 

Zanim Rafe zdążył się odezwać, Holly podniosła do ust jego dłoń i 

pocałowała. 

– 

Moja  rodzina  ma  wielkie  szczęście,  że  ty  i  Camryn  do  niej 

wejdziecie.  Zaraz  sama  im  to  powiem.  Ale  najpierw  zadzwonię  do 

ciotki, żeby ją uspokoić, że Heidi nic się nie stało, tylko wyjechała do 
Las Vegas. 

– 

Moglibyśmy  zabrać  dzieciaki  do  tej  restauracji,  o  której  ci 

opowiadałam – powiedziała Camryn z nadzieją w głosie. – Chyba że 

wolisz  zostać  i  wspomóc  Holly,  kiedy  będzie  przekazywała  rodzinie 

background image

dobrą nowinę. 

– 

Na pewno nie zostawię Holly samej z tym bałaganem – zapewnił ją 

Rafe. – 

Załatwimy to razem. 

– 

Jeśli  zechcesz  kiedyś  wyjść  za  mąż,  Camryn  –  Holly  pogłaskała 

Rafe’a po policzku – 

poszukaj sobie człowieka odważnego, na którym 

można polegać. Takiego jak twój brat. Spotkasz go, choćbyś nie wiem 

jak długo miała czekać. 

 


Document Outline