background image

KRZYSZTOF VARG A

background image

CHłOPAKI NIE PłACZą

Lam pa i Iskra Boża

Warszawa 1996

Copy right by  Krzy sztof Varga

background image

Siedzim y   na  tarasie  willi  Szam ana  na  Mokotowie.  Jest  dokładnie  połowa  czerwca.  Pachnie

j aśm in i kiełbaski z grilla. Szam an, Kudłaty, Matka, Antoni, Dżaba, zaraz poj awi się Mister, później
przy chodzą Hipolity. Nie m a z nam i Kaczora, którego z dom u nie wy puszczaj ą żona i teściowa,
Grześka,  który   uczy   się  do  egzam inu  na  aplikacj ę  adwokacką,  Lewego,  który   ty j e,  Milczącego,
który  czeka na swoj e pierwsze dziecko (przez chwilę poj awia się Ry ba, który  lada m om ent będzie
oj cem  bliźniaków, żona j uż w szpitalu, on od dwóch dni pij any ). No, nie m a j eszcze oczy wiście
Oj ca,  który   właśnie  porzucił  swoj ą  kolej ną  pracę,  ty m   razem   w  m odny m   i  przede  wszy stkim
dobrze płacący m  piśm ie dla kobiet. Nie m a Małego, który  m im o że przy j echał z Anglii ponad pół
roku tem u, to czas wolny  po pracy  Asy stenta Dy rektora Do Spraw Finansowy ch w Jakiej ś Dużej
Firm ie Konsultingowej  bierze kwasy  i chodzi ty lko na techno party. Na stole sześć butelek białego
wy trawnego  wina,  m usztarda  francuska  (z  Dij on  oczy wiście,  naj lepsza  na  świecie)  m usztarda
angielska,  m aj onez,  ser  biały,  ser  rokpol,  pom idory   z  bazy lią  (dzieło  Antoniego).  Pom iędzy
talerzam i  bezprzewodowy   telefon.  W  każdej   chwili  m oże  by ć  potrzebny.  Gdy   zadzwoni  Ania  i
Szam an będzie m usiał ukry ć się w pokoj u i zeznawać, a ona opowie m u o swoich fobiach (boi się
widliszków  i  wiertarek  elektry czny ch)  albo  gdy   j uż  Kudłaty   naj edzony   kiełbaskam i,  po  kilku
drinkach wy j m ie  kalendarzy k z  m agiczny m i num eram i  i zacznie  dzwonić do  wszy stkich  swoich
zaprzeszły ch  m iłości,  pięciom inutowy ch  narzeczony ch,  nieskonsum owany ch  kochanek,
przy j aciółek od serca, sąsiadek, sekretarek z pracy, tancerek z Go - Go. Matka z zabandażowaną
nogą. Patrz bracie, popękały  m i chrząstki w stopie, kurwa, j ak j a teraz będę chodził, nie m ówiąc
j uż  o  tańczeniu.  I  rzeczy wiście,  kilka  godzin  później   Matka  wy konuj ąc  skom plikowaną  figurę
retory czno - taneczną w salonie, m iędzy  kom inkiem  a szafą gdańską, pada z j ękiem , doczołguj e
się  do  krzesła  (arcy dzieło  tapicerki)  i  j ęcząc  obm acuj e  swoj ą  lewą  stopę.  Matka  ły siej ący,  a
przecież swoj e blond włosy  ukochał naj bardziej , rzadka kozia bródka, j asny  dżinsowy  kom plecik.
Antoni  dy sty ngowany,  na  czarno,  z  elegancj ą  i  szwaj carską  precy zj ą  palący   papierosy,  z  ty m
uroczy m   francuskim   akcentem ,  Dżaba  z  nerwowy m   oczopląsem ,  z  nogą  na  nogę,  wbity   w
ogrodowy   fotel,  co  chwilę  proponuj ący   Matce,  żeby   poj echać  do  Runia  na  im prezę.  Szam an
elokwentny,  coraz  bardziej   pij any,  za  kilka  godzin  przestanie  kontrolować  sy tuacj ę,  na  razie
trzy m a  się  dobrze,  prowadzi  z  Antonim   francuską  konwersacj ę.  Kudłaty   j uż  zaczy na  gm erać
sobie we włosach.

Niech Antoni przy niesie chleba, m ówi Dżaba, chrupiąc kiełbaskę um aczaną w m usztardzie z

Dij on, wsuwaj ąc sobie w usta plasterek pom idora z bazy lią, sięgaj ąc po kieliszek z winem . Zaraz
dam  j eszcze coś do j edzenia, m ówi Szam an widząc że grill pustoszej e.

Lepiej  by ś dał telefon do j akiegoś dobrego burdelu, m ówi Kudłaty. Podobno naj lepszy  j est

na Mickiewicza. Matka prosi o pled. Jeszcze nie chce woreczków z gorący m  piaskiem  na kolana.

Wreszcie  Szam an  z  Kudłaty m   sprowadzaj ą  j akąś  kobietę,  przy j aciółkę  by łej   kochanki

Kudłatego,  która,  j ak  zeznaj e  sam   Kudłaty,  okazała  się  kurwą.  Panna  zaj eżdza  w  przeciągu
dwudziestu m inut, ale nie m oże wy j ść z taksówki, bo chłopcy  się kłócą, kto m a zapłacić. O, m asz
rude  włosy,  m ówię  do  niej ,  lubię  rude  włosy.  Nie  rude,  ty lko  burgundowe  -  panna  na  to.  A  do
Kudłatego:  m asz  straszne  zm arszczki.  Gdzie,  gdzie,  Kudłuś  m aca  się  nerwowo  po  twarzy.  Na

background image

dupie,  odpowiada  inteligentnie  panna  o  burgundowy ch  włosach.  Ta  panna  j edzie  glebą,  m ówi
Hipolit. To prawda, ale cóż. Za dwie godziny  i tak będzie obiektem  adoracj i na przem ian Szam ana
i Dżaby.

Zaczy nasz  lubić  m ieszczańskie  ży cie,  m ówi  z  przekąsem   Graży na,  gdy   następnego  dnia

podaj ę  j ej   przez  balkon  dziesięć  gruby ch  powieści  (paru  Am ery kanów  i  Marquez)  na  wakacj e.
Graży na  z  Jasiem   poży czony m   sam ochodem   j adą  do  słodkiej   Francj i.  Graży na  chce  zwiedzać
zaby tki  i  obcować  z  kulturą  europej ską,  tudzież  pokazać  się  tu  i  tam ,  Jasio  chce  przy wieźć
calvados.  Grill  to  sy m bol  starzenia  się  i  popadania  w  m ieszczaństwo,  w  dodatku  w  zły m
niem ieckim  sty lu, konty nuuj e Graży na, która zna się na ty m  co wy pada a co nie. Jaśm in, róże,
białe wino. Starzej esz się Dziubas, m ówi a j a stoj ę boso na zim nej  terakocie, w przy brudzony m
szlafroku (ha, ha Dziubas w szlafroku, nie m ogę), i tępo wpatruj ę się w dzielącą nas barierkę. Trzy
ty godnie we Francj i. To by łoby  m iłe. U Szam ana na tarasie zadecy dowaliśm y, że j ak zwy kle, by
dopełnić  obrządku  poj edziem y   w  lipcu  do  Chłapowa.  Hipolit  m a  j eszcze  zeszłoroczny   karnet  do
wesołego  m iasteczka.  Dnie  i  wieczory   będziem y   spędzać  na  plaży,  noce  w  knaj pie  w  ośrodku
sportowy m   w  Cetniewie,  rano  wracać  wzdłuż  m orza,  idąc  ciężko,  po  kostki  w  wodzie.  Wszy stko
j est przewidy walne.

Siedzę przed kom puterem , wbij am  wzrok w m onitor, czasam i wy stukam  na klawiaturze źle

skonstruowane zdanie, na dodatek pozbawione sensu. Słucham  The Sm iths, pły t sprzed dziesięciu
lat, j est senty m entalne, m ieszczańskie niedzielne południe.

Telewizor obiecuj e fam ilij ne seriale i program y  kraj oznawcze.

Powinienem   załatwić  parę  spraw.  Zm ieniam   kasety.  „Hatful  of  Hollow”  zam ieniam   na

„Meat  Is  Murder”,  choć  wczoraj   zj adłem   około  dziesięciu  kiełbasek.  No  cóż,  j estem   hipokry tą.
Mam  j eszcze „Queen Is Dead”, „Louder Than Bom bs”, „Strangeway s Here We Com e”. „Rank”,
właściwie  m am   wszy stko,  nie  wspom inaj ąc  o  solowy ch  pły tach  Mozera.  Morrissey   j est  taki
angielski, powiedziała w radiu Siouxsie Sioux, zam knięty  w sobie, nie otwiera się na inny ch ludzi,
j est niesam owity m  indy widualistą.

Wielka Siouxsie. Ich wczesne pły ty : „Scream ”, „JuJu”, „Hy aena”.

Później  zaczęli się gubić. Lubiłem  ten okres kiedy  w Banshees grał na gitarze Robert Sm ith.

Oczy wiście,  że  szalałem   na  punkcie  The  Cure.  Łapało  się  przy   nich  cudowne  doły
egzy stencj alne.

Słuchałem  też Joy  Divison, za to nie ciąłem  się ani razu, ani nie próbowałem  powiesić.

Muniek uważa, że j estem  naj większy m  fanem  pedalskiej  angielskiej  m uzy ki. Daj ąc m i swój

tom ik  wierszy   „Gandża”  w  dedy kacj i  napisał  „Klossowi,  fanowi  pedalskiej   angielskiej   m uzy ki”.
„Gandża”  to  wiersze,  które  napisał  po  trawie  na  zaj ęciach  studium   woj skowego.  Jest  tam   dużo
brzy dkich wy razów.

background image

Są tam  wiersze o Runiu i Leninie, a także o dupach, pipach i chuj ach. Muniek j est polonistą,

to się zna. Oprócz pedalskich kapel (raptem  dwie: Sm iths i Suede, Muńkowi się zdaj e, że wszy stko
co  j est  nagry wane  w  bliższy ch  czy   dalszy ch  okolicach  Manchesteru  to  pedalstwo.  A  j a  akurat
lubię Madchester.

Wszy stkie  Stone  Roses,  Charlatans,  Happy   Monday s,  choć  rzeczy wiście  naj bardziej   The

Sm iths).  Uwielbiam   też  te  wszy stkie  gitarowe  kapelki,  w  który ch  śpiewaj ą  ładne  panienki  o
anielskich głosikach - The Sunday s, Lush, lubię Sleeper, Elastikę, lubię Belly, choć Tany a Donelly
j est bardziej  drapieżna, tak j ak Dolores O'Riordan z Cranberries. Jezu, lubię nawet St. Etienne.

Te piosenki w sty lu „Only  Love Can Break Your Heart” czy  „Pale Movie”. Lubię panienki.

Choć  czasam i  puszczam   sobie,  szczególnie  w  pij ackim   towarzy stwie  Pogues  (ten  stary,  dobry,
bezzębny  Shane MacGowan) punkowe, neopunkowe i postpunkowe kapele, chociaż coraz rzadziej
do nich sięgam . To kolej ny  dowód, że się starzej ę. Choć Lewy, który  od kiedy  przekroczy ł sto kilo
wagi uważa, że j est zupełnie doj rzały m , ukształtowany m  m ężczy zną, stwierdza co j akiś czas, że
nie  wy doroślałem .  Lewy   j uż  nie  słucha  punkowej   m uzy ki,  choć  dziesięć  lat  tem u
przegry waliśm y  od  siebie Vibratorsów,  Pistolsów, Ram onesów,  nie m ówiąc  j uż o  gównach  ty pu
GBH albo Exploited, wieszaliśm y  na sobie łańcuchy, nabij aliśm y  pasy  ćwiekam i, pisaliśm y  „No
Future” j ednocześnie chodząc do katolickiego liceum . Lewy  pisze słownik wulgary zm ów i ogląda
telewizy j ne  kiły   w  sty lu  „Kabaret  OTTO”.  Chy ba  wiecie  o  co  m i  chodzi.  No  tak,  czasam i
słucham  też ska. Przegry wam  sobie od Runia, który  postanowił, że będzie m iał naj większą w ty m
kraj u pły totekę ska. Sprowadza sobie z Anglii i Niem iec wszy stkie, nawet naj gorsze pły ty, j eżeli
j est  na  nich  choć  j eden  kawałek  w  który m   pobrzm iewa  j akieś  ska.  No  j asne,  głównie  Madness,
ale słucham  też The Busters, Bad Manners i ty m  podobne.

Lubię też francuskie kapelki w sty lu Les Negresses Vertes, Ray m ond et Blanc Becs, lewaków

z  Beurre  Noir.  Oczy wiście,  że  lubię  Mano  Negrę,  choć  ostatnio  za  bardzo  lecą  w  laty noskie
klim aty.  Oni  też  są  lewakam i.  Tak  j ak  Cortazar,  z  którego  na  Wschodzie  chcieli  zrobić  pisarza
socj alisty cznego, a on by ł po prostu lewakiem . Ostatnia pły ta Mano Negry, „Casa Baby lon” to j uż
czy sta Am ery ka Południowa, choć odlatuj ę tam  na punkcie j ednego m asochisty cznego num eru
„Love and Hate” z refrenem  „For all the wom en I never had”. Runio j est taj em niczy, nigdy  nie
wiadom o, czy  właśnie j est trockistą czy  faszy stą.

Sięgam   bo  butelkę  „Sophii”,  nalewam   zim ne  wino  do  kieliszka,  biorę  w  palce  papierosa.

Szam an coraz  bardziej  pij any   Zapom inam  słów,  m ówi, m oże  m am  Alzheim era.  Kudłaty   coraz
bardziej  zniecierpliwiony, Matce nawarstwiaj ą się choroby. Zapalam .

Właśnie  zacząłem   o  was  pisać  książkę,  chłopaki,  m ówię,  zaciągaj ąc  się  papierosem   dla

zy skania  czasu.  Bardzo  dobrze,  m ówi  Szam an,  przecież  j esteśm y   m łodą  inteligencj ą  czasu
przełom u.  Musim y   zostawić  po  sobie  ślad.  Opisz  j ak  Kudłaty   śpiewał  „Jest  noc,  duszna,  pełna
ciem ”, j ak Szam an wy kopał w Chłapowie znak drogowy, j ak Dżaba stał nago u Małego w dom u i
krzy czał, gdzie są kurwa m oj e m aj tki, gdy  robiliśm y  Helikoptera w pokoj u a Szam an trzy m ał listę
społeczną,  choć  Helikopter  powiedziała  po  czwarty m ,  że  m a  dosy ć  i  j ak  zwy kle  nie  załapał  się

background image

Matka, a wszy scy  ci co chcieli to zaruchali. Napisz, j ak Ry bie wy dawało się, że m a dwa serca,
j ak Szam an zj eżdżał na nartach po schodach.

Siedzę w pokoj u, słucham  „Back to the Old House”, popołudnie się wy ciąga.

Wstawaj   Dżaba,  pij em y,  m ówi  Kudłaty,  szósta  piętnaście,  kwadrans  żołnierski.  Boże,  gdzie

j a j estem , nie wie Dżaba, Kudłaty  szarpie, ściąga go z łóżka. Gdzie są te panienki, które tu by ły
wczoraj   wieczorem ?  Barm anka  uciekła,  m ówi  Kudłaty,  a  tam te  dwie  przed  chwilą  poszły,
wstawaj , sły szy sz? Kwadrans żołnierski, Boże, rzeczy wiście, z radia dobiegaj ą woj skowe piosenki.
Szósta piętnaście, dwie godziny  snu, j eszcze j estem  pij any, m ówi Dżaba. A gdzie Matka? Od pół
godziny  m y j e zęby.

Mało  co,  a  by ście  się  nawzaj em   przelecieli.  Kudłaty   podsuwa  butelkę.  Wszy stko  wam   się

popieprzy ło przez włosy. O Jezu, rzeczy wiście. Przecież i Matka i Dżaba m aj ą długie włosy, a te
panienki m iały  krótkie. Matka m y ślał że to Dżaba j est kobietą, a Dżaba by ł przekonany, że kobietą
j est Matka. Kudłaty  zadowolony, pij e wódkę z butelki, chwali się że przeleciał obie, kiedy  Matka i
Dżaba prawie się nawzaj em  nie zrobili. Nie, nie chcę wódki.

Pij ,  pij ,  nam awia  Kudłaty,  zaraz  j edziem y   do  ty ch  panienek.  Boże  wpół  do  siódm ej ,

um ieram , j ęczy  Dżaba. To m aj ą by ć wakacj e?

Mazury,  j eziora,  łódki,  świeże  powietrze.  A  tutaj   od  południa  do  północy   w  barze,  pani

Graży nko, j eszcze raz to sam o. Zam iast wdy chać zdrowe powietrze pali się j ednego papierosa za
drugim .

Bezpośrednia, gorąca linia telefoniczna z naszego apartam entu do baru, pani Graży nko, trzy

żubrówki z sokiem  grej pfrutowy m , będziem y  za pięć m inut. A teraz przy dałoby  się coś zj eść.

Wziuuuu...  i  paruj ące  j aj ecznice  z  pieczarkam i  zj eżdżaj ą  specj alną  windą,  specj alnie  dla

nas.

Ubieraj  się szy bciej , m ówi Kudłaty  i zagry za wódkę papierosem .

Matka  j uż  się  ubrał,  teraz  wy m achuj e  swoim   wielkim   nożem ,  kurwa,  co  tu  się  dziej e.

Wstawać,  wstawać,  kwadrans  żołnierski,  szy bciej ,  kurwa,  j edziem y.  Wy skakuj em y   z  pokoj u,
zbiegam y   po  schodach  ,  j ak  kom andosi  wy skakuj ący   na  akcj ę  specj alną,  szy bciej ,  szy bciej .
Dopadam y  sam ochodu, odpalaj  Matka. Matka pij any, rusza z kopy ta, j ak nic zaraz się rozbij em y.
Już  to  widzę,  pogrzeb,  rodziny,  przy j aciele,  tacy   m łodzi,  m ój   Boże,  ale  sam i  sobie  winni,  by li
kom pletnie  pij ani,  ponoć  nie  by ło  co  zbierać.  Już  raz  Matka  m ało  co  nas  nie  zabił,  gdy
wracaliśm y   z  urodzin  j ednej   z  by ły ch  ukochany ch  Kudłatego  (piękna  willa:  w  podziem iach
kom inek, barek i m iej sce do tańczenia, na parterze wielki salon z szerokim  wy j ściem  na taras, a
stam tąd  do  taj em niczego  ogrodu.  Duża  kasa,  odeszła  od  Kudłatego  z  j akim ś  Włochem   po
usły szeniu  piosenki  Erosa  Ram azzottiego.  Można  się  porzy gać).  Matka  by ł  nawalony,  zresztą
chy ba nikt nie by ł trzeźwy, ty lko resztki rozsądku m iał Milczący, który  przekony wał brata, żeby  ten

background image

zj echał na prawy  pas i nie grzał ponad setką pod prąd. Skończy ło się i tak spokoj nie, bo ty lko na
m ałej  stłuczce.

Później  sam ochód Matki zarósł trawą na Saskiej  Kępie, a sam  Matka niedługo potem  stracił

prawo  j azdy.  Na  razie  j eszcze  j e  m a,  j esteśm y   na  drodze  z  ośrodka  „Korm oran”  do  ośrodka
MSW, gdzie zam ieszkuj ą panny  ze spółdzielni „Pry m at”. Szy bciej  Matka, co j est. W lewo, kurwa,
w lewo. Dobrze, teraz prosto i później  w prawo, tam  za zakrętem . Spółdzielnia „Pry m at” czeka. To
droga  na  Gdańsk,  m oże  by śm y   poj echali  nad  m orze?  Wszy stko  w  swoim   czasie,  na  razie
dziewczęta ze spółdzielni „Pry m at” są priory tetem .

Będziem y   j e  zabierali  na  im prezy   późną  j esienią,  gdy   o  dziewiątej   wieczorem   będzie  j uż

bardzo  zim no,  deszcz  będzie  zacinał  o  szy by   m ieszkania  Szam ana,  którem u  na  poprzedniej
im prezie  ukradziono  kom plet  sztućców,  spokoj nie  Szam an,  m y   nie  kradniem y,  wy luzuj   się,  i
rzeczy wiście, Szam an j uż po dwóch drinkach j est wy luzowany. Z j ego obwieszonej  kolorowy m i
sam oprzy lepny m i  karteczkam i  z  dobry m i  radam i  i  poleceniam i  rodziców  lodówki  wy ciągam y
warzy wa,  owoce,  sery,  robim y   sałatki,  wy sublim owane  potrawy,  ty lko  Matka  zj ada  cały   słoik
m ięsa,  który   stał  w  drzwiach  lodówki.  Niezłe,  m ówi,  ty lko  za  dużo  chrząstek,  zaznacza  oblizuj ąc
ły żkę.  Kurwa,  co  zrobiliście  z  j edzeniem   m oj ego  psa,  krzy czy   Szam an  wznosząc  w  górę  pusty
słoik j ak odciętą głowę buntownika. Matka przem y ka się do pokoj u obok.

Wy glądasz j ak m ałpa, m ówi do j ednej  z dziewczy n Hipolit. Ta obraża się i idzie do dom u, w

dodatku zabieraj ąc ze sobą przy j aciółkę. Kurwa, Hipolit, zawsze m usisz przegonić towar.

Hipolit  robi  m inę.  Nam   nie  pozostaj e  nic  innego  niż  wzruszenie  ram ion,  m achnięcie  ręką,

krótka uwaga. Hipolit m a żonę.

Go  -  Go  albo  zapasy   w  błocie.  Przed  taką  alternaty wą  stawia  nas  Kudłaty.  Nie,  Kudłaty,

opanuj  się. Czy  w ty m  m ieście nie m a j uż przy j em niej szy ch rozry wek w piątkowy  wieczór? Nie.
Dlatego trzeba stąd wy j echać. Nad m orze. O tak. Jedziem y  nad m orze. I kiedy  j uż by liśm y  we
Włady sławowie,  leżąc  na  szerokiej   plaży,  grzej ąc  nabrzm iałe  ciała  w  popołudniowy m   słońcu,
powoli  tasuj ąc  karty,  sięgaj ąc  po  papierosy   lub  butelkę  wody   m ineralnej ,  Kudłaty   powiedział:
Może by śm y  poj echali do Gdańska na Go - Go.

Zupełnie  ci  odpierdoliło,  powiedział  Hipolit.  Możem y   iść  do  COS  -  u,  powiedział  Dżaba.

Szam an  nic  nie  powiedział,  bo  go  nie  by ło.  Zniknął  gdzieś  za  przy lądkiem   Rozewie  razem   z
Misterem  i Mikołaj em , naj prawdopodobniej  siedzą na plaży  w Dębkach i patrzą tępy m  wzrokiem
w m orze, choć pewnie Mikołaj  nie przerwał m onologu.

W wy sokiej  skarpie j askółki wy biły  otwory  swy ch gniazd, ktoś napisał ogrom ny m i literam i

„ŁKS”. Karta nie szła.

Kupim y   pięć  kilo  kiełbasy,  skrzy nkę  wódki  i  m usztardę.  I  chleb,  oczy wiście.  Zaprosim y

recepcj onistki  i  te  dwie,  które  się  obok  nas  rozbiły.  Grill  rozstawim y   na  skarpie,  stąd  widać  całe
m orze.

background image

I  zachód  słońca,  oczy wiście.  Na  strom y ch  schodach  wiodący ch  z  kem pingu  nas  plażę

wieczoram i  siedzą  dwuosobowe  zestawy   i  poj edy nczy   sam otnicy   na  j edny m   ze  156  stopni,
spoglądaj ąc na kreskę hory zontu lub hipnoty zuj ąc czerwony  kam ień słońca spadaj ący  powoli w
gęstą sm ołę Bałty ku.

Jestem  gitarzy stą i poetą, m ówi Kudłaty  obłapiaj ąc dziewczy nę w dżinsowej  kurtce. Mogę

powiedzieć  ci  j eden  z  m oich  wierszy,  a  do  Dżaby   i  Hipolita:  spierdalaj cie  stąd.  Mogliby śm y
poj echać  do  Dębek,  m ówi  Dżaba  przy palaj ąc  hipolitowego  papierosa.  Nigdzie  nie  j edziem y,
m ówi  Hipolit  i  kilkanaście  m inut  później   j edziem y   starą  wy brukowaną  kostką  drogą,
przej eżdżam y  przez Jastrzębią Górę rozświetloną neonam i dy skotek, w który ch świetle poły skuj ą
liście palm  w donicach i sztuczny ch kwiatów zwisaj ący ch znad barów, odbły ski kwadratów szkła i
plastiku,  stłum ione  pobrzm iewanie  transowej   m uzy ki,  zj eżdżam y   w  boczną,  ziem ną  drogę,
wsuwam y   się  w  drewniany   łuk  trium falny   przed  nocny m   sklepem ,  robim y   zakupy.  Kiedy
zatrzy m uj em y   się  przy   barze  stoj ący m   j ak  rogatka  na  granicy   m iej scowości,  Szam an  i  Mister
właśnie  ruszaj ą  z  Helu,  ktoś  uważnie  czy ta  wszy stkie  ogłoszenia  z  serii  j esteśm y   tu,  będziem y
tam , czekaj  na nas, szukaj  nas na plaży, znaj dziesz nas w kawiarni, przy j edziem y  tu w przy szły m
m iesiącu szukaj ąc inform acj i od nieistniej ący ch kobiet, łudząc się m ożliwością łatwego rom ansu,
m iędzy   ginem   z  tonikiem   „Pod  Kasztelem ”  a  piwem   „U  By czka”,  idąc  deptakiem   w  kierunku
odwrotnie  proporcj onalny m   do  zam ierzonego,  zwalaj ąc  się  na  m okry   piasek  po  nocny m
niespodziewany m   deszczu,  który   przy nosi  kilkudniowe  ochłodzenie.  Suniem y   piaszczy stą  drogą
m iędzy  cam pingam i i dzikim i polam i biwakowy m i, nad który m i na równy ch prawach unoszą się
dy m y  z gotuj ący ch się na butlach gazowy ch zup w proszku, kiełbas i steków z trój nożny ch grilli i
m arihuany  z m isternie rzeźbiony ch, sty lizowany ch na indiańskie faj ek i zwy kły ch szklany ch fifek.
Parkuj em y   przed  kioskiem   ze  słody czam i  chroniony m   zaporą  zielony ch  arbuzowy ch  m in  i
idziem y   ciężko  w  głębokim   piachu,  wchodząc  co  chwilę  na  inne  pole,  zaglądaj ąc  do  nam iotów,
rozgarniaj ąc krzaki. Wreszcie decy duj em y  się na zej ście na plażę, przez wy deptaną w zagaj niku
ścieżkę albo idąc wzdłuż kanału przy  nabrzeżu którego stoj ą żółto - czarne łodzie i kutry  ry backie,
na m etalowy ch szkieletach rozpięte sieci, zapach ry b i sm aru, w brunatnej , m ętnej  wodzie kąpią
się  ze  śm iechem   grubi  m ężczy źni,  chlapiąc  na  wszy stkie  strony   i  pry chaj ąc,  ry bie  wnętrzności
bezwładnie obij aj ą się o drugi, nierówny, m ulisty  brzeg. Wzdłuż plaży  na sty ku lądu i wody  leżą
m artwe flądry.

Niektóre  zostały   zgiloty nowane,  inny m   wy rwano  wnętrzności,  j edne  nie  m aj ą  ogonów,

j akby  wy konano na nich zbiorowy  koszm arny  wy rok, zam iast zabij ać hum anitarnie, torturowano
j e na żółto - czarny ch łodziach. Obj uczony  aparatam i fotograficzny m i m ężczy zna w m ilitarno -
podróżniczy m   kom plecie  khaki  pochy la  się  wraz  ze  swoim   ultranowoczesny m   sprzętem   nad
m alowniczą grupką kam ieni nastawiaj ąc obiekty w, dwóch gapiów nie m oże wy j ść z podziwu, cóż
takiego da się zobaczy ć w grupce oblewany ch przez słoną i brudną wodę kam ieni. Kosm os, m ówi
m ężczy zna.

Kurwa,  no,  kurwa,  gdzie  j a  j estem ,  Szam an  podry wa  się  z  ławki,  na  której   spał  od  dwóch

godzin  i  przerażony m   wzrokiem   rozgląda  się  wkoło.  Włady sławowo,  godzina  ósm a  trzy dzieści.
Wczasowicze  idą  na  śniadania  (zupa  m leczna,  twarożek,  kakao),  niektórzy   na  poranne  spacery

background image

(dużo j odu). Inni j eszcze śpią, bo sen leczy  z chorób duszy  i ciała. My  też przed chwilą j eszcze
spaliśm y.  Na  tury sty czny m   deptaku,  leżąc  na  niewy godny ch,  twardy ch  drewniany ch  ławkach,
po  całonocny m   pij aństwie,  które  zaczęliśm y   w  j ednej ,  doprawdy   rzec  m ożna  podłej   knaj pie,
poprzez zabawę na plaży  (żar tropików), tańce w ośrodku sportowy m  (sport to zdrowie), ponownie
plażę  z  kąpielą  o  wschodzie  słońca  (hold  m e  baby ),  gładka  tafla  wody,  m elodram aty czne
skrzeczenie  m ew,  rozgrzane  do  czerwoności  alkoholem   ciała,  które  trzeba  chłodzić  w  zim nej
wodzie.  Później   konsternacj a  -  sklep  otwieraj ą  dopiero  o  dziewiątej ,  zostały   więc  j eszcze  dwie
długie j ak droga m leczna godziny. Do nam iotu nie m a po co wracać, niedługo i tak nagrzej e się
do  tem peratury   pieca  hutniczego  i  wy puści  z  siebie  surówkę  w  postaci  dwóch  albo  trzech
nieogolony ch,  wy m ięty ch  i  skacowany ch  facetów  z  nabrzm iały m i  od  zby t  krótkiego  snu
twarzam i, którzy  zapewne zasnęli w opakowaniach, bo nie m ieli nawet siły  zdj ąć butów. Więc nie
m a  po  co  wracać.  Trzeba  poczekać  te  dwie  godziny   aż  otworzą  sklep  i  zanim   nadej dzie  kac,
pierwsze  obj awy,  łom ot  w  głowie,  zanim   zacznie  nieprzy j em nie  telepać  j ak  w  trafiony ch
sam olotach, które zaraz eksploduj ą, trzeba się szy bko czegoś napić. I j eszcze j edno: nie zaczy na
się zdania od „więc”.

Chłopaki,  gdzie  j esteście,  no  kurwa,  no,  wy szczekuj e  z  siebie  poj edy ncze  słowa  Szam an.

Wzrok szaleńca. Popatrz m am o: bezdom ny, powiedziało przed chwilą dziecko m ij aj ące Szam ana,
gdy   j eszcze  zwinięty   j ak  zielono  -  niebieska  larwa  spał  na  ławce,  kiedy   m y   z  Kudłaty m
zapalaliśm y   papierosy   trzy m aj ąc  się  w  niewielkiej   a  zarazem   w  m iarę  bezpiecznej   odległości.
Jakby  co, nie znam y  go, skądże, pierwszy  raz widzim y  tego człowieka na oczy, nie m a co, ładni z
nas przy j aciele. Tu, tu j esteśm y, uspokój  się. O Jezu, dobrze że j esteście chłopaki, m ówi Szam an,
chłopiec  z  dobrego  dom u,  czy sta  koszulka  polo,  wy prasowane  spodnie,  białe  duże  zęby,  twarz
Roberta Redforda.  Gdy by  go  widzieli j ego  kochaj ący  rodzice,  którzy  j eszcze  niedawno  m ówili:
nie truj cie nam  Tom ka dy m em  papierosowy m , a on później  do nas: chłopaki wy baczcie, m uszę
j uż  lecieć,  w  dom u  czekaj ą  z  kolacj ą.  Albo  wy perfum owany,  wy talkowany,  zanurzony   w
form alinie,  razem   z  Anną  wy bieraj ący   się  na  kolej ną  prem ierę  teatralną,  albo,  och,  co  za
cudowny  wernisaż, a później : no, to m oże by śm y  się czegoś napili.

Spokoj nie stary, j esteśm y  przy  tobie. O Jezu, chłopaki, j ak dobrze was znowu widzieć. No, j a

m y ślę. Powrót do rzeczy wistości, choćby  nawet dość nieprzy j em nej , j est j ednak uspokaj aj ący.
Szam an dochodzi do siebie, j eszcze ty lko ciężko oddy cha. Gdy  się obudził, wy dawało m u się, że
j est  na  innej   planecie.  Żeby   w  inny m ,  nieznany m   m ieście,  dalej ,  w  nieznany m   kraj u,  ale  na
INNEJ  PLANECIE.  Dom y   j ak  u  nas,  ulice  też,  nawet  ludzie,  wcale  nie  zielone  kurduple  z
m igaj ący m i diodam i zam iast oczu i dy ndaj ący m i czułkam i na czubku baloniastej , pękatej  głowy,
zwy kli ludzie, ZIEMIANIE, ale planeta inna. To j est to, czasy  równoległe, dokładna kalka naszej
cy wilizacj i,  ileś  tam   m ilionów  lat  świetlny ch  stąd,  ale  j est  j eden  problem   -  no  return.  Nie  m a
powrotu.  Teletransportowałeś  się  tam ,  twój   wy bór,  m oże  twój   pech.  Ale  nie  m a
reteletransportacj i.  Zostaniesz  tu  j uż  na  zawsze.  Znam   to  uczucie,  gdy   kiedy ś  napaliliśm y   się
trawy  z Kaczorem  i chodziliśm y  wy j ęci z kontekstu po naszy m  osiedlu, zby t dobrze znany m  od
piętnastu lat, ale teraz zupełnie gdzie indziej  się znaj duj ący m .

Lepiej  tu zostać. Mim o wszy stkich niedogodności ta planeta by wa naprawdę m iła, globalne

background image

m iasto. Galakty ka Billa Gatesa.

O  piątej   rano  dzwonił  telefon,  patrzy łem   nieprzy tom ny m ,  palący m   wzrokiem   przez

przy brudzoną  firankę,  wstawało  słońce  i  pies,  którego  obudził  dźwięk  telefonu  właśnie
zadeklarował gotowość wy j ścia na spacer, co j est kurwa, pom y ślałem . No, co tam , usły szałem  w
słuchawce  głos  Hipolita.  Przy j eżdżaj ,  j esteśm y   u  Szam ana,  właśnie  skończy ła  nam   się  wódka,
m ógłby ś po drodze kupić ze dwa flakony  i paczkę faj ek. Niech kupi browar, j uż nie m ogę wódki,
sły chać  w  tle  Szam ana,  a  Kudłaty,  j ak  zwy kle  m am rocze  coś  o  agencj ach  towarzy skich.
Chłopaki, odpierdolcie się, j est piąta rano, m ówię. Ale za to j ak przy j em nie, odpowiadaj ą, i nie
m ożna  odm ówić  im   racj i.  Kiedy   ostatnio  widziałeś  wschód  słońca,  py taj ą  się,  i  przez  chwilę
m y ślę, pewnie gdzieś na Mazurach, albo nad m orzem , pewnie by łem  wtedy  z wam i. Wschody
słońca koj arzą się z poranny m i powrotam i na cam ping, zm ęczeniem , poj awiaj ący m  się kacem .
Z wy czekiwaniem  na nieludzko zim ny m  przy stanku gdzieś po drugiej  stronie rzeki, na nieludzkiej
ziem i  na  pierwszy   autobus,  z  j azdą  na  dworzec  żeby   złapać  pociąg  6.40.  gdzieś  do  Słupska  lub
innego  równie  absurdalnego  m iej sca.  Zachodów  słońca  prawie  nie  zauważam .  Ty lko  na
kiczowaty ch  pocztówkach.  Ostatnio  wstaj ę  często  m iędzy   trzecią  a  czwartą  rano,  j est  ciem no  i
straszno,  m ój   pies  m a  biegunkę,  co  ty   kurwa  znowu  zeżarłeś,  wrzeszczę  na  niego,  trzęsie  m ną
niepewność  istnienia,  nie  zasnę  do  rana.  O  trzeciej   w  nocy   wszy stko  j est  absurdalne,  m im o
rześkiego  powietrza  wenty luj ącego  oskrzela.  Wdy cham   j e  nozdrzam i,  ustam i,  uszam i,  oczam i,
końcówkam i włosów, cały m  ciałem . Pies skupia się na defekacj i, włazi w j akieś krzaki, na chwilę
znika m i z oczu.

Trzecia albo czwarta rano, zasnę m oże o piątej , ty  skurwielu, m am roczę do psa, patrzącego

na m nie wielkim i oczam i, w który ch m iesza się niem y  wy rzut z poczuciem  winy. Wy daj e m u się,
że  wszy stko  j est  przez  j ego  sraczkę.  Nie  przej m uj   się,  m ówię,  gdy   zakręcam y   na  osiedlowej
alej ce okrążaj ąc blok i rozpoczy naj ąc fragm ent powrotny  naszej  stałej  trasy. Gdy by  ty lko twoj a
sraczka  by ła  tu  problem em .  Coraz  trudniej   doczekać  świtu,  to  znaczy   że  zbliża  się  j esień.
Wieczory   są  j uż  trochę  chłodniej sze,  m im o,  że  w  dzień  słońce  wy pala  sty gm aty   na  głowie  i
plecach.  Nadchodzi  pora  deszczowa,  zaczną  się  kolej ne  m agiczne  wy prawy,  tour  de  Varsovie,
pubs  and  the  clubs,  nocne  autobusy,  szturm y   ponury ch  zam czy sk,  goty ckie  historie,  forsowania
rzeki. Trzeba zebrać wierne woj ska.

Idziem y   kory tarzem ,  j ak  taj ni  agenci  idą  aresztować  groźnego  przestępcę,  m ordercę,

przem y tnika, j ak zawodowi m ordercy  idą wy konać wy rok. Równo, trochę w zwolniony m  tem pie,
film owo.

Chwilę się waham y, patrzy m y  na siebie porozum iewawczo i nagle otwieram y  drzwi. A tam ,

j akże by  inaczej , chłopczy k z dziewczy nką pod brudny m , śm ierdzący m  brązowo - granatowy m
kocem .

Na podłodze sterta ubrań, w której  grzebię szukaj ąc swoj ej  kurtki. Kurwa, gdzie j est MOJA

KURTKA! Runio stoi i kiwa się j akby  m iał stopy  zabetonowane w m iednicy. W przód, w ty ł, w
przód, w ty ł. Muniek podchodzi do drugiego łóżka i podnosi kolej ny  śm ierdzący  koc. A tam  inna

background image

dziewczy nka. To m y, naj eźdźcy  z kosm osu, m ówi Muniek i znika za gwiezdny m i wrotam i.

Spierdalam y  stąd, m ówi Dżaba i ciągnie Runia za rękaw. Runio wali się z hukiem  na podłogę,

chociaż co to za huk, pewnie nie waży  nawet pięćdziesięciu kilogram ów. Zy gm unt, wy chodzim y
stąd, m ówi Dżaba. Zaraz, zaraz, bzy czy  gdzieś w ciem nościach Muniek.

Wielka sala, w której  nagle zgasło światło. Nigdzie, po tej  stronie rzeki nie by ło nagle światła.

Długi  stół,  dużo  wy rafinowanego  j edzenia  i  świece,  z  który ch  skapy wała  gorąca  steary na  na
papierowy   obrus.  Barokowa  im preza,  powiedział  Muniek,  a  j a  zaj ąłem   się  tacą  pełną  bułki
faszerowanej  schabem , albo na odwrót, bo wielka m icha sałatki j arzy nowej  właśnie odj echała w
przeciwległy m   kierunku,  przy naj m niej   dobrze,  że  wszędzie  pod  ręką  by ł  alkohol,  za  to  nie  by ło
żadnej   m uzy ki.  Jak  na  chrzcinach,  powiedział  Danton,  j uż  zaczy nał  robić  dziwne  m iny,  później
wy em igrował  do  Londy nu,  żeby   rozwozić  pizzę  na  skuterze  i  co  j akiś  czas  popadać  w  dziwne
m iłości.  Wtedy   j eszcze  by ł  prezenterem   radiowy m   o  zm y słowy m   ciepły m   głosie,  nastoletnie
panienki szalały  za nim  w swoich obwieszony ch plakatam i kolorowy ch idoli m ały ch pokoj ach w
szary ch  blokach  wielkich  osiedli,  a  on  wy ginał  swoj e  chude  ciało  na  dy skotekach  i  wszelkiego
rodzaj u balangach. Ale kiedy ś zapom niał czegoś wy łączy ć i w eter popły nęło: kurwa, pierdolę to
wszy stko, koniec roboty, spierdalam  do dom u. W j ego zm y słowy  głos wsłuchało się trzy  m iliony
staty sty czny ch słuchaczy  tej  stacj i, nic dziwnego że rzeczy wiście spieprzy ł szy bko do dom u, ale
zam iast  sam   pierdolić  został  wy pierdolony   przez  kierownictwo.  Tak  się  kończą  dobrze
zapowiadaj ące się kariery. Wierzcie m i, kochani, gówno często wpada w wenty lator.

Jedna fifka i świat ruszy ł z ponaddźwiękową szy bkością.

Naj pierw szliśm y  w powietrzu. Jakieś 20 centy m etrów od chodnika.

Obok  siebie  i  j ednocześnie  za  sobą.  Swobodnie  pokonuj ąc  m aterię  powietrza  widziałem

siebie idącego  przed  sobą,  j akieś  dwa  m etry   m iędzy   m ną  i  m ną  bis.  Ulica  Kry m ska  by ła  ulicą
Kry m ską, ty lko że na innej  planecie, wieczór, j esień (październik albo listopad, hm , chy ba raczej
październik) wszy stko się zgadza, ty lko że to inna planeta. No return. Później  staliśm y  się ciężcy.
Jakieś problem y  z grawitacj ą, m oże przeszliśm y  j uż na Anty pody.

Zapadam y   się  po  kolana  w  asfalt,  ciężko  brodzim y,  wiosłuj em y   m ozolnie  rękom a.  Coraz

trudniej , coraz gorzej . No return.

Zostaniem y   tu  na  zawsze.  Gorąca  kula  przetacza  się  przez  m oj e  trzewia  i  serce  zaczy na

walić w ry tm ie trashm etalowy m . Cała planeta wy bucha.

I teraz Szam an wreszcie dochodzi do siebie. Zaraz kupim y  trzy  wina i dzień wstanie piękny  i

słoneczny, trzeba j eszcze ukraść Małem u papierosy. Kurwa, odpierdol się od m oich papierosów,
skrzeczy  Mały  z głębi nam iotu, tak j ak skrzeczał dwa lata wcześniej  w Serwach, gdy  m iał 15 lat,
kurwa, chłopaki, ale dupa, a później : spierdalaj  kurwo, a chłopcy  na to: zobacz Mały  czy  ci czegoś
nie  ukradła,  gdy   Dżaba  z  Lewy m   i  Kaczorem   spali  ciężko,  trzecia  rano,  spierdalać  kurwy,
wrzeszczał Ry ba i zdaj e się Oj ciec. Bo problem  polega na ty m , że kurwy  to te, które nie chcą się

background image

oddać, przy naj m niej  nie pierwszej  nocy, a te które od razu daj ą się zm ielić j ak m ięso z bułką na
kotlet są w porządku. Więc Mały  by ł wtedy  podniecony, spierdalać kurwy, wrzeszczał, a one, no
cóż,  m usiały   iść  o  trzeciej   nad  ranem ,  20  kilom etrów  do  Augustowa,  ale  num er,  chłopaki,
pogoniliśm y  te kurwy, sprawdź Mały  czy  ci nie ukradły  Yardley a. No tak, to naj większy  problem ,
żeby  nie zginął Yardley, bo wszy scy  z niego korzy stam y, psikaj ąc się bez um iaru w zagłębienia
ciał, kosztował 120 dolarów, wy ry wa go Mały. Teraz też usiłuj e bronić swoich papierosów, dobra,
dobra, m ówię i wy chodzę z nam iotu zabieraj ąc paczkę Cam eli.

Wstaj e nowy  dzień.

Nawalona  j ak  przecinak,  powiedział  Runio  wskazuj ąc  na  rzeczy wiście  kom pletnie  pij aną,

grubą  dziewczy nę  przy   barze  przewracaj ącą  oczam i  i  wy ginaj ącą  wargi  we  wszy stkie  strony
j akby  chciała  w ten  sposób zam anifestować  bezbrzeżną pogardę  dla świata.  Żadnej   wenty lacj i,
dy m  papierosowy  wy pełnia wszy stkie uskoki terenu, nierówności ścian, osiada j ak kurz na stołach,
ciężkim i  chm uram i  zawisa  nad  głowam i,  nawet  j uż  m uzy ce  trudno  się  przez  niego  przebić.
Rzeczy wiście,  zupełnie  pij ana,  ale  cóż,  nie  znalazła  sobie  dzisiaj   królewicza  w  ty m   sm ętny m
kurwidole,  gdzie  przy chodzą  coraz  m łodsi  i  głupsi,  a  krótko  obcięte  anoreksy j ne  panienki  z
pobliskiego  liceum   usiłuj ą  podniecić  chłopców  z  kozim i  bródkam i  opowiadaj ąc  im   że  są
lesbij kam i.

Miksuj em y   się  stąd,  m ówię,  zaraz  tu  um rę,  j estem   stary,  nic  m i  nie  sprawia  takiej

przy j em ności  j ak  wczesny m   wieczorem   położy ć  się  do  łóżka  i  przy   ściszony m   radiu  nabożnie
przewracaj ąc strony  i uważnie wpatruj ąc się w zdj ęcia i grafiki czy tać gazety, pism a literackie i
m uzy czne. Dawniej  w naj straszliwsze ulewy  i wichury  wy biegałem  z dom u by  włóczy ć się od
knaj py   do  knaj py   w  przeciwdeszczowy m   płaszczu  z  postawiony m   kołnierzem ,  w
przekrzy wiony m  na j edną stronę kapeluszu, zam awiaj ąc nieodm iennie podwój ną whisky  bez lodu
i  próbuj ąc  coś  wy ciągnąć  z  posępnie  czy szczący ch  szklanki  barm anów,  którzy   udaj ą,  że  nie
wiedzą o co chodzi i upadły ch gangsterów, którzy  na dźwięk nazwiska My szki Malone'a zam y kali
się w sobie j ak ostry gi.

Stop. Poplątanie konwencj i.

Może j eszcze po piwie, py ta się Runio, a j a m ówię: dla m nie sok pom arańczowy. Nie m a tu

piękny ch  i  perwersy j ny ch  kobiet,  nie  m a  kobiet  dla  nas.  Grudzień  j ak  listopad,  sy lwester  j ak
piątkowy  wieczór, naj chętniej  spędziłby m  go w łóżku oglądaj ąc telewizj ę.

Więc co robim y, py tam  się Hipolita, pewnie znów potwierdzi się sinusoidalność sy lwestrów,

w zeszły m  roku by ł wspaniały, w ty m  roku będzie koszm arny. Mogliby śm y  skoczy ć na trzy  dni do
Zakopca,  m ity czne  m iej sce,  tam   gdzie  zawsze  zbierali  się  arty ści,  sportowcy   i  nuwory sze,  a
geniusze pochowani na tam tej szy m  cm entarzu zm ieniali pod ziem ią płeć. To, co tam  kocham  to
zapach dy m u z kom inów.

Czy tałem  ostatnio przewodnik po halucy nogenach, m ówię do Runia, żeby  coś m ówić, bo pić

i  tak  j uż  nie  m am   czego,  m ieliście  szczęście,  że  nie  zeszliście  wtedy   po  ty m   astm osanie,  albo

background image

wszy scy   nie  wy skoczy liście  przez  okno.  Chodziły   po  nas  robaki,  m ówi  Runio,  j ednego  nawet
zj adły,  inny   poszedł  na  policj ę  i  powiedział,  że  to  on  j est  ty m   m ordercą,  powiem   wam   gdzie
ukry łem  zwłoki, ty lko odwołaj cie te helikoptery, które m nie śledzą.

Spadaj   facet,  powiedzieli  gliniarze,  m achaj ąc  rękam i  j akby   atakowały   ich  wściekłe  osy.

Dżaba  kiedy ś  o  piątej   rano  wy skoczy ł  z  dom u,  żeby   łapać  pierwszy   autobus  do  psy chiatry ka,
błagać o podwój ną porcj ę uspokaj aczy, bo właśnie m u się wy dawało, że za chwilę um rze, coś w
środku  szy kowało  się  by   wy buchnąć,  zam ieniaj ąc  wnętrzności  w  kupę  dy goczący ch  flaków.
Bezsenność na przem ian z deliry czny m i snam i, nagłe zry wanie się w środku nocy.

Sleep cures every thing but insom nia, insom nia śpiewa piękna Marij ne van der Vlugt.

Marcina  goniło  trzy stu  Krzy żaków  a  przed  nim   wy rastała  wy soka,  gładka  ściana,  w  j ego

pokoj u  poj awiały   się  gibiąc  niezliczony m i  szy j am i  ziej ące  ogniem   sm oki.  Mam   w  szafie  dwie
setki cy try nówki, j akby  co, m ówi Dżaba do Runia patrząc urzeczony  na rudowłosą kelnerkę: duże
piwo i dużą fantę. Fantę? Nie m ogę j uż żłopać browaru, m ówi Dżaba, rzy gać m i się chce na sam
widok. Czy  j est cy try nówka, py ta się dzień wcześniej  w drink barze „Barnaba” gdy  Marcin coraz
niecierpliwiej   oczekuj e  na  swoj e  piwo.  A  żubrówka?  No  dobrze,  to  m oże  niech  będzie  gin  z
tonikiem , m ówi Dżaba. Jesteśm y  w dobry m  wieku, m ówi Runio popij aj ąc piwo, m ożem y  rżnąć i
nastolatki i czterdziechy. To idealny  wiek.

Jeszcze j edną fantę? Czem u nie. Naprawdę m aj ą tu naj ładniej sze kelnerki w okolicy, szkoda

ty lko  że  kantuj ą  na  piwie.  Czy   m aj ą  państwo  żubrówkę?  Nie?  Kurwa,  czy   w  ty m   m ieście  nie
m ożna  j uż  napić  się  zwy kłej   żubrówki?  Dwa  piwa,  m ówi  Marcin  do  nadąsanej   barm anki.
Zanurzaj ą się w szklankach, odstawiaj ą j e po j akim ś czasie gdy  wy pita zostaj e połowa. Teraz po
papierosku.

Rozm awiaj ą  o  arty sty czny ch  chorobach.  Ary stokraty czność  sy filisu,  m odernisty czność

gruźlicy, postm odernisty czność AIDS, ponadczasowość astm y, niedom y kalność zastawki.

Kiedy ś m y ślałem , że m am  sy fa, po j akiś wakacj ach, wy znaj e Dżaba w połowie drugiego

piwa.  Poszedłem   do  przy chodni  wenerologicznej ,  w  poczekalni  siedziała  j akaś  brzy dka
dziewczy na,  w  rozciągnięty m   swetrze,  ciężkich  pionierkach,  taka  niedom y ta,  ty p  oazowo  -
tury sty czny.  Jezus  j est  z  tobą,  szepnęła  gdy   spocony   rozglądałem   się  nerwowo,  niewy raźnie
szepcąc  swoj e  nazwisko  w  rej estracj i.  Z  gabinetu  zabiegowego  wy szedł  niski  ły sawy   facet
podobny   do  Danny 'ego  de  Vito,  w  przy brudzony m   kitlu  i  dał  m i  znak.  To  pana  dziewczy na,
zapy tał się wskazuj ąc szpetną dwudziestoletnią siedzącą z uduchowioną m iną na twardy m  krześle
w kory tarzu. Nie, Boże uchowaj . Ale to od niej  pan to złapał?

Nie,  nie,  ona  ty lko  tutaj   nawraca.  Nic  pan  nie  m a,  powiedział  po  paru  m inutach.  Ale  na

przy szłość lepiej  by ć ostrożny m . Chociaż teraz to nie j est problem . Zastrzy k z penicy liny  i szlus,
uśm iechnął  się.  Wy szedłem   szczęśliwy,  choć  szpetna  religij na  ścigała  m nie  po  schodach  chcąc
by m  podał j ej  num er m oj ego telefonu, i proponuj ąc randkę z Jezusem .

background image

Teraz j uż nie tak łatwo złapać sy fa. Dawniej  to co innego. Sy f to j est coś. Teraz j est HIV, ale

on  j est  taki  prostacki,  każdy   m oże  go  złapać,  to  j uż  nie  to.  Albo  gruźlica,  rozm arza  się  Dżaba,
gruźlica j est szlachetna. Bez TBC nie by ło by  XIX - wiecznej  sztuki i literatury. Naprawdę ścigali
cię  Krzy żacy ?  py ta  się  Dżaba  z  lekkim   niedowierzaniem .  Krzy żacy,  tem plariusze  i  ry cerze
m altańscy. Są j eszcze j akieś dwa zakony  w Hiszpanii ale oni się nie liczą, m ówi Runio, takie kluby
starszy ch panów.

Tem plariusze przy znali się właśnie że m aj ą Świętego Graala.

Podobno wy gląda j ak kieliszek do j aj ek. O rany, łapie się za ogoloną na ły so głowę Runio. To

wszy stko wy j aśnia, to że Chry stus j est Bogiem . Jak m aj ą Graala to m ogą wszy stko. Zresztą zakon
tem plariuszy   został  przecież  powołany   głównie  po  to,  żeby   znaleźć  Graala.  No  i  go  m aj ą.
Pom y ślcie - kosm iczne odpusty, m iliardy  Graalów j ak ogrodowe krasnale, na straganach wzdłuż
główny ch  dróg.  Graale  plastikowe,  porcelanowe,  Graale  z  m odeliny,  w  różne  wzory,  kolory,
m niej sze  i  większe,  bogato  inkrustowane  i  tandentne.  Oczy wiście  o  różny ch  stopniach
m agiczności. Żeby   nie by ło  piractwa, każdy   powinien m ieć  certy fikat podpisany   przez  papieża,
stwierdzaj ący  j ego ory ginalność i cudotwórczość. Wielki Mistrz m ógłby  nadzorować to osobiście.
Bogato  inkrustowany   Graal  na  wielkie  uroczy stości,  Graal  tury sty czny,  składany,  Graal  polowy
dla  kapelanów  woj skowy ch,  poręczny,  łatwy   do  przechowy wania  w  trudny ch  warunkach
polowy ch,  m ożna  także  opracować  wersj ę  desantowo  -  szturm ową.  Koszulki  z  napisem   „Graal
Power”.  Giełdy   uży wany ch  Graali.  Akcj e  „Graal  Industries  Inc.”  by ły by   lepiej   notowane  niż
„Jordan Water Ltd.” i „Drzazga z Krzy ża sp.z.o.o”.

Jeżeli ludzkość chce przeży ć, nie powinna popadać w zwątpienie.

Zadzwonił  Matka,  kiedy   by łem   pom iędzy   zupą  a  drugim   daniem ,  od  razu  zaczął  m ówić  o

swoich  zębach.  Już  nie  o  sercu,  płucach,  nerkach  ani  kręgosłupie.  To  dobrze.  Z  dziurawy m i
zębam i m ożna ży ć, z rozpieprzony m  sercem , albo zardzewiały m i nerkam i nie bardzo.

Z  m ózgiem   j ak  m ówię,  m ożna  sobie  poradzić,  wy gląda  sensownie  napisał  Julian  Barnes

Obawiam   się  natom iast,  że  serce,  ludzkie  serce  wy gląda  na  strasznie  popieprzone.  A  teraz  j a:
obawiam  się, że ludzki m ózg też j est strasznie popieprzony.

Więc wy dałem  j uż m nóstwo pieniędzy  na te plom by, a to, bracie, nie są nawet utwardzane,

ty lko udaj ą, trzy m aj ą ci przy  zębie coś i udaj ą że utwardzaj ą. A j a m am  j uż coraz m niej szy  ząb
po  prawej   stronie,  bo  m i  wy borowali  i  zostawili  krawędzie.  I  nie  m ogę  j eść  bo  one  się  kruszą.
Wiecie  j ak  Matka  potrafi  nawij ać,  przy naj m niej   pół  godziny,  właściwie  bez  oddechu,
wielopiętrowe konstrukcj e zdań. Chodzi o to, żeby  m ówić, a j a j estem  przecież tak wdzięczny m
słuchaczem . Kudłaty  by  powiedział: przestań pieprzy ć Matka, w dodatku Kudłaty  ostatnio uży wa
wy łącznie telefonu kom órkowego i j ak do kogoś dzwoni, to ty lko po to, żeby  powiedzieć, że m usi
j uż  kończy ć  bo  licznik  bij e.  O  Jezu,  co  za  krety n,  zupełnie  go  pokręciło,  m ówi  Matka,  którego
właśnie pokręciło lum bago albo isj asz i nagle zapom ina o swoich zębach.

O  wszy stkich  denty stach  na  świecie,  ale  zaraz  po  odłożeniu  słuchawki  przy pom ną  m u  się

background image

kręgarze,  neurolodzy,  kardiolodzy,  onkolodzy,  no  i  wetery narze,  choć  przecież  wszy stkich
prakty kuj ący ch w ty m  m ieście zdąży ł j uż wy zwać od skurwieli.

Kiedy ś usiłował udusić pielęgniarkę. Praca w służbie zdrowia j est nie ty lko m ało płatna ale i

bardzo niebezpieczna.

Jego  wy j azdy   z  Zaj ącam i  nad  m orze,  dwa  dni  hedonizm u,  zero  spania,  zero  j edzenia,

trzy dzieści  browarów  i  trzy   paczki  papierosów.  Oparzenia  drugiego  stopnia  u  Zaj ąca,  ciężkie
przej aranie  się  trawą  Dziewula,  paranoj a  u  Matki.  I  Matka  wy puszczaj ący   się  z  Dziewulam i  w
m iasto. I przed wy j ściem  am fa, i zaraz po wy j ściu j oint, później  j uż są prawie w knaj pie, kiedy
decy duj ą, że trzeba wrócić i zostawić sam ochód, żeby  nie j eździć po pij aku, więc w dom u trzeba
j eszcze raz wciągnąć am fę a na deser zarzucić grzy ba. I m ożna j uż iść na piwo. A dwa ty godnie
później   w  Chłapowie  Matka  zastanawia  się  czy   wracać  do  dom u  czy   zostać  j eszcze  trzy   albo
cztery   dni.  Mam   wrażenie,  że  m arnuj ę  tutaj   swój   czas,  m ówi  Matka  a  m i  i  Hipolitowi  nie
pozostaj e nic innego j ak zrobić porozum iewawcze m iny. Tak j akby ś Matka nie m arnował swoj ego
czasu w Warszawie, siedząc w zaciem niony m  pokoj u i popadaj ąc w schizofrenię. Nie odzy waj ąc
się do swoj ego bliźniaczego brata. Popij aj ąc z dziwny m i kolesiam i wódkę na ostrogach na Wiśle,
tuż  przed  wschodem   słońca,  m aj ąc  szczęście  do  znaj dowania  się  zawsze  w  epicentrum   dy m u,
gdy   policj a  wpada  na  j akieś  przy j ęcie  i  zakuwa  biesiadników  w  kaj danki  i  oczy wiście  Matka
ląduj ący  na kom isariacie i j ego oj ciec wy korzy stuj ący  wszy stkie swoj e dawne koneksj e, Matka
ruszaj ący  w m iasto i chlej ący  z obcy m i, poznany m i pół godziny  wcześniej  facetam i, którzy  po
paru godzinach przy stawiaj ą m u nóż do gardła, zabieraj ąc resztę kasy  i zegarek.

W sierpniu Matka wy j eżdża do Włady sławowa. Z własny m  oj cem .

Mieszkaj ą w ośrodku sportowy m , Matka chodzi na zabiegi.

Wieczoram i galopuj e na dy skotekę, gdzie, j ak się chwali wszy stkim  po powrocie, udaj e m u

się za nam iotem , w który m  j est bar, przelecieć Miss Lata. Oczy wiście gubi j ej  telefon, później
usiłuj e j ą znaleźć, ale słone fale zm y waj ą ślady  stóp. Cięcie.

Po powrocie do m iasta Matka chłonie kurz w pokoj u, z wy uczoną regularnością wy chodzi z

psem  na spacery, dokładnie specj alną szczoteczką czy ści m u zęby  i płucze j e wodą „Volvic” (6
litrów  dziennie,  sam i  sobie  przeliczcie  ile  na  to  idzie  kasy ),  podaj e  witam iny,  podnosi  m u  łapę,
żeby  Aram is m ógł się bezwy siłkowo odlać. Potem  Matka wy j eżdża do sanatorium . Jego szkielet
potrzebuj e odnowy. Uzdrowisko w m iędzy woj enny m  sty lu. Lecznicze wody, potężni pielęgniarze
wy ry waj ący  kończy ny  i zj adaj ący  zm altretowane ciała, cudownie przy wracaj ące sprawność w
sparaliżowany ch  kończy nach  zabiegi,  arty stowscy   lekarze,  ponętne  pielęgniarki  z  potężny m i
zadam i i wam pirzy m i ustam i, przeżarci przez piękne choroby  arty ści, zżerani powoli i dokładnie
od środka geniusze, obłąkani m esj asze. Autom obile dowożące wy perfum owane żony  m inistrów.
Nikodem  Dy zm a i kwiat oficerskiej  braci.

Ty dzień  później   Matka  opuszcza  sanatorium   w  atm osferze  skandalu.  Proszę  pana,  to  j est

sanatorium  a nie burdel, m ówi m u kierownik uzdrowiska. Może zresztą m ówi coś innego. Jest w

background image

ty m   w  każdy m   razie  j akaś  kurtuazj a.  Matka  zam iast  bezwolnie  poddawać  się  zabiegom   i
przestrzegać  ry gory sty cznego  zestawu  łam iący ch  prawa  oby watelskie  obostrzeń,  ury wa  się  do
pobliskiego  m iasteczka  gdzie  przesiaduj e  w  knaj pach  i  brata  się  z  prosty m   ludem ,  staj ąc  się
wkrótce  kim ś  w  rodzaj u  guru.  Po  powrocie  z  eskapady   zazwy czaj   j est  sm arowany   przez
pielęgniarzy  dziwny m  błotem , które podobno m a go uzdrowić. W ram ach kary  za nieprzepisowe
wy skoki  aplikuj ą  m u  też  nieprzy j em ne  kąpiele.  W  dodatku  znakom ita  większość  pensj onariuszy
swoj e  inicj acj e  m iało  w  okolicach  pierwszej   woj ny   światowej ,  tej   kosm icznej   rzezi,  gdzie  całe
narody   szły   pod  śm iertelny   ogień  karabinów  m aszy nowy ch,  naj nowszego  gadżetu  znudzonej
XIX  wiekiem   Europy,  j akby   po  prostu  nie  m iały   lepszego  pom y słu,  na  to,  co  ze  sobą  zrobić.
Matka  j est  niem ile  zaskoczony.  Nikt  go  nie  uprzedzał,  że  wśród  pensj onariuszy   sanatorium   nie
będzie  faj ny ch  lasek.  Matka  poznaną  w  m iasteczku  wiej ską  wariatkę  m usi  przem y cać  w  nocy,
inny m   razem   wy kupuj e  dodatkowy   pokój .  Albo  przy j echał  się  pan  tu  leczy ć  albo  pieprzy ć,
m ógłby   powiedzieć  kierownik  sanatorium ,  ale  chy ba  tak  nie  m ówi.  Może  naj wy żej   tak  m y śli.  I
tak m iałem  stąd wy j echać, m ówi Matka, kurewsko tu nudno.

Właśnie  ze  stacj i  kolej owej   przy j eżdża  bry czka  z  chory m   na  lum bago  upadły m   hrabią  -

m orfinistą. Michał Chorom ański zaczy na pisać kolej ną powieść.

Cofnąłem  się w czasie, j est ciepły  przełom  lat 50. i 60., j akaś im preza, m uzy ka, dziewczy ny

w  kwiecisty ch  sukienkach,  idę  z  j edną  z  nich  do  łóżka,  zresztą  atm osfera  j est  bardzo  luźna,  co
chwilę  j akaś  para  znika  w  który m ś  z  pokoi,  m oj a  atrakcy j ność  chy ba  wy nika  z  tego,  że  j estem
człowiekiem   przy szłości.  trzy dzieści  kilka  lat  do  przodu,  dziewczy na  j est  m łoda,  m a  18  m oże  20
lat,  ale  w  1994,  z  którego  przy by łem   będzie  kobietą  po  pięćdziesiątce,  teraz  j est  piękna,  gładka,
sm ukła,  gdy   j a  będę  dwudziestoparolatkiem ,  j ej   ciało  będzie  j uż  brzy dkie,  pom arszczone,  choć
m oże wcześniej  um rze na raka. Nowotwór spokoj nie i sy stem aty cznie będzie pożerał j ej  tkanki, a
m oże szy bko i pazernie j ak packm an w grach kom puterowy ch, chrum , chrum , m niam , m niam .
Po śm ierci zacznie naj pierw gnić wątroba, robactwo zaatakuj e oczy. Na razie j ednak zauroczony
j ej  m łodością idę za nią w czasowe odm ęty, nie zastanawiam  się j ak wrócę do 1994, by ć m oże
j est  to  sprawą  oczy wistą.  Jazz  wy pełnia  wszy stkie  pom ieszczenia,  nie  wiadom o  dlaczego  za
oknem   przelatuj ą  nowoczesne  helikoptery,  j akby m   zabrał  j e  ze  sobą  w  podróż  w  czasie,  m oże
czekaj ą by  m nie odwieźć do dom u.

Zastanawiam   się,  czy   będę  potrafił  wrócić  tutaj   z  m oj ego  czasu,  m oj ego  świata.  Zawsze

takie klim aty  budziły  we m nie dreszcz podniecenia taj em nicą. Ekspiacj a odwieczny ch ciągot do
poznania przy czy n upły wu czasu. Dni, ty godnie, m iesiące, lata.

Kalendarze. Horoskopy. Porady  w pism ach. Koszulki w gwiazdy.

Sparaliżowany   geniusz  Hawking  ogłasza  z  katedry   swego  inwalidzkiego  wózka:  podróże  w

czasie są m ożliwe. I co wy  na to, chłopaki?

Późną  j esienią,  wtedy   naj łatwiej   o  galopadę  wy obraźni,  oglądaj ąc  idioty czny   film   z

Belm ondem   i  popalaj ąc  haszy sz,  rozm y ślam y   z  Runiem   o  teoriach  światów  równoległy ch,  o
światów powtarzalności, o ty m , że ileś tam  m ilionów lat świetlny ch od osiedla Za Żelazną Bram ą

background image

j esteśm y  identy czni, w takim  sam y m  m ieście, dom u, oglądaj ąc głupawy  film  i paląc haszy sz, a
m oże nie j esteśm y  wcale tacy  sam i. Może Runio nie j est Runiem  ty lko Runioxem , m oże zam iast
esencj i z konopi palim y  w stu procentach chem iczne a j ednocześnie nieprawdopodobnie zdrowe
narkoty ki  przy   okazj i  m iły ch  wizj i  leczące  kosm iczną  astm ę,  w  swoich  skafandrach,  teraz
nieregulam inowo  rozchełstany ch.  Za  ogrom ny m   ilum inatorem   przelatuj ą  dostoj nie  wielkie
transportowce  i  m iędzy planetarne  j um bo  -  j ety,  powietrzne  tram waj e  kursuj ące  po
niewidzialny ch torach m iędzy  unoszący m i się w przestrzeni osiedlam i.

Albo m y  dwaj , m iliardy  lat tem u, biliony  lat później .

Cy klicznie powtarzaj ące się wieczory, ewolucj e, rewolucj e, zgony  genialny ch wy nalazców

i  ich  powtórne  narodziny,  m iłości  licealistów  i  szaleństwa  m otorniczy ch,  nic  nie  warte
poświęcenia.  Powtarzaj ące  się  co  ściśle  odm ierzony   czas  ży cia,  egzam iny,  awanse,  pisane
sprawozdania,  wy druki  kom puterowe.  Ja  i  Runio  siedzący   w  groteskowo  m ały m   m ieszkaniu  w
duży m  bloku osiedla Za Żelazną Bram ą. Jest oto sam  początek lat 90, właśnie coś pękło, coś się
zm ieniło, niedaleko stąd otwarto superm arket.

Kupuj em y   w  nim   wódkę,  soki  owocowe,  a  nawet  w  przy pły wie  explory sty czny ch  i

doświadczalny ch  ciągot  naby wam y   am ery kańskie  wino  „Thunderbird”,  które  okazuj e  się  by ć
koszm arny m   wprost,  palący m   gardło  j abolem .  Złowieszczy   pisk  tram waj u  na  zakręcie,
powolność  autobusu  zbliżaj ącego  się  do  przy stanku.  Knaj pa  „U  Rzeźbiarzy ”,  którą  wkrótce
zam ienim y   na  „Plasty ków”  serwuj ący ch  ciepłe  piwo  i  niepowtarzalną  atm osferę  wy twarzaną
przez  niespełniony ch,  chy ba  głównie  seksualnie  arty stów,  m y ślicieli  i  baletm istrzów.  To  j edy ne
m iej sce,  w  który m   nie  puszczaj ą  żadnej   m uzy ki.  Wszędzie  indziej   wkracza  w  zabłocony ch
gum ofilcach grunge. My  j ako starzy  punkowcy  nie ufam y  i j esteśm y  przeciw.

Miron  przy nosi  sobie  kolej ny   winiak  luksusowy.  To,  co  tu  naj ciekawsze,  to  zupełny   brak

piękny ch kobiet.

Więc  j ak  tam   by ło,  py ta  się  Szam an,  tutaj   nic  się  nie  zm ieniło,  tutaj   nigdy   nic  się  nie

zm ienia.  Wiem ,  wiem ,  dlatego  tu  wróciłem ,  tęskniłem   za  ty m   m iastem ,  za  j ego  cudowny m
zapachem  spalin wy puszczany ch przez niezgrabne pudełkowate autobusy, drzew, ciepłego asfaltu,
ścian  dom ów,  za  klekotaniem   tram wai,  zatęskniłem   za  waszy m i  m ordam i,  za  ty m i  wszy stkim i
eskapadam i,  które  by ły   zawsze  i  które  zawsze  będą,  póki  m y   ży j em y,  póki  nie  dopadną  nas
zawały,  m arskości,  raki,  wy lewy,  zatrucia,  póki  j elita  m aj ą  siłę  przerabiać  na  gówno  nasze
uniesienia, nim  nieszczęśliwe wy padki zam ienią nas w rąbankę. Co w pierwszej  kolej ności.

Więc  j ak,  m iasta  portowe,  burdele,  knaj py,  alkohole,  śródm iej skie  pasaże,  taj landzkie

prosty tutki  w  witry nach,  albo  m iękkie  fotele,  czerwone  ściany,  lustrzane  sufity,  barek  w  zły m
guście,  złoto  -  srebrny,  lustra  wszędzie  lustra,  czuj esz  się  j ak  w  ogrom nej   hali,  niekończący   się
szereg  m iękkich  skórzany ch  kanap,  równy   j ak  drzewa  przy   drodze,  rząd  posągów  Adonisa,
wszy stko  ciągnie  się  w  nieskończoność  j ak  ślina  śpiącego  w  autobusie.  A  m y   tutaj   chodzim y   do
Go  -  Go.  Oczy wiście  to  pom y sł  Kudłatego,  j utro  m am y   iść  na  zapasy   w  błocie.  Kudłaty   za
każdy m   razem   zakochuj e  się  w  kurwach  wij ący ch  się  wokół  j akiej ś  rury,  kupuj e  im   kwiaty   i

background image

m ówi nam , wiecie, ona wcale taka nie j est, to bardzo inteligentna dziewczy na, to ży cie zm usiło j ą
do takiej  pracy. I przy pom ina m i się, że postanowiliśm y  z Misterem  kupić dla Kudłatego gum ową
lalę,  żeby   ukoiła  j ego  ból  sam otności  i  j uż  notuj ę  sobie  w  kalendarzu:  dzwonić  do  Mistera,  ale
nagle okazuj e się, że Mister się na m nie obraził, bo zostawiłem  w m ieszkaniu j ego siostry  papierki
po  prezerwaty wach.  Mało  tego,  podobno  dwie  z  nich  wciąż  pły wały   w  kiblu.  O  Jezu,  ponoć
Misterowi piana lej e się z py ska na dźwięk m oj ego nazwiska, odgania się od m oj ego cienia, który
czasam i  wędruj e  z  chłopakam i,  gdy   j a  zupełnie  m artwy   j estem   daleko  stąd,  nad  Morzem
Północny m ,  na  szerokiej   plaży   w  godzinach  popołudniowy ch,  patrzę  j ak  m orze  przy chodzi  i
odchodzi, j ak drążą powietrze m ewa i latawiec.

I  wtedy   zadzwonił  Matka.  A  m oże  to  j a  do  niego  zadzwoniłem .  W  każdy m   razie

rozm awialiśm y  chy ba godzinę. Oczy wiście głównie on m ówił. Matka nie należy  do ludzi, którzy
m ieliby  uspokaj aj ący  głos. Lubię słuchać zm y słowy ch głosów w telefonie, j eżeli nawet m ówią
od  rzeczy,  naj ważniej sze  żeby   by ły   spokoj ne,  m atowe,  powolna  arty kulacj a,  sm akowanie
każdego  słowa.  Pastelowe  kolory   m owy.  Matka  skrzy pi,  rzęzi  i  charczy,  raz  m ówi  szy bko,  raz
przeciąga sy laby  j akby  sprawdzał ich rozciągliwość. I m ówi. O swoich bólach kręgosłupa, nerek,
serca, o swoim  16 - letnim  pudlu królewskim , który  od kiedy  znam  Matkę wciąż um iera i nie m oże
um rzeć.  Oczy wiście  psia  eutanazj a  nie  wchodzi  w  grę.  Matka  uważa  że  j ego  m atka  chce
zniszczy ć psa. Dlatego Matka nie śpi po nocach, naj wy żej  3 - 4 godziny  drzem ki, w dodatku ten
kręgosłup.

Więc  Matkę  co  ty dzień  nawiedza  m asaży sta  wy glądaj ący   na  ostrego  pedała,  który   go

ugniata,  rozciąga,  wy gładza,  pewnie  poklepuj e  m u  przy   okazj i  kościste  pośladki,  Matka  spocony
bierze gorące kąpiele, potrafi siedzieć w wannie trzy  godziny, bo ty le m a czasu dla siebie m iędzy
j edny m  a drugim  spacerem  z psem . I teraz Matka m ówi, choć m oże rzeczy wiście trudno złapać
j akiś  wiodący   wątek  w  j ego  wy powiedzi.  Choć  punkt  wy j ścia  znam y,  dzisiaj   są  urodziny
Kudłatego,  poczciwy   stary   Kudłaty,  trzeba  poj echać  do  tego  Sulej ówka,  na  razie  trwaj ą
gorączkowe konsultacj e, kto z kim  i czy im  sam ochodem . No cóż, j a z Lewy m  poj edziem y  kolej ką
podm iej ską. Znacie to, prawda? Pół godziny  w takim  pociągu, przez który  co chwilę przebiegaj ą
m ordercy,  ty m   razem   zostawią  cię  przy   ży ciu,  ale  zaraz  j est  następna  stacj a,  wsiądą  nowi.  Co
zrobić  w  sobotnie  popołudnie,  gdy   czas  ogłupia  a  alkohol  podgrzewa  krew  i  wnętrzności,  o  j ak
cudownie j est bić po gębie i kopać w krocze. Więc siedzim y  w podm iej skiej  kolej ce, j est połowa
września,  ale  j uż  j esiennie,  ciem no,  pada  deszcz.  Drzwi  rozsuwaj ą  się  i  zasuwaj ą  nieodm iennie
co każdą stacj ę. Pociąg raczej  pusty, o tej  porze j eżdżą j uż puste pociągi. I przy pom ina m i się j ak
wracałem   z  Falenicy,  kilka  lat  tem u,  wtedy   gdy   Hipolit  ożenił  się  z  Agatą,  by ła  całkiem
przy j em na  zabawa,  Szam an  odleciał  seksualnie  z  j akąś  chudą  piegowatą  dziewczy ną,  która
m ogłaby  by ć pedikiurzy stką z salonie piękności albo kasj erką w superm arkecie. Mały  trzy m ał się
świetnie, j eszcze wtedy  nie przy palał tak często j ak później , kiedy  zaczął dodatkowo brać kwasy  i
j akiekolwiek  próby   porozm awiania  z  nim   stały   się  z  góry   skazane  na  totalną  klęskę.  Później
wy j echał  do  Anglii,  by ł  nawet  uży teczny,  kiedy   poprosiłem   go  by   został  m oim   posłańcem   i
gdzieś  w  Kencie  znalazł  pewną  kobietę  i  dał  j ej   w  m oim   im ieniu  kwiaty.  Nie  wiem ,  kurwa,  co
m nie podkusiło, nigdy  nie daj ę kobietom  kwiatów. Chwilowa niem oc.

background image

Chwilowa  niem oc,  powiedział  Szam an,  gdy   uzm y słowiłem   m u,  że  poprzedniego  dnia

wieczorem   powiedział  przy   świadkach,  że  chce  ożenić  się  z  Anną.  Czy   ktoś  to  sły szał?
Przy naj m niej  dziesięć osób, powiedziałem  zadowolony, m aj ąc nadziej ę, że Szam an zachowa się
po  ry cersku  i  zaraz  oświadczy   się  teatralnie  i  zrobi  wesele,  na  który m   będzie  m ożna  się  dobrze
naj eść  i  napić.  I  co?  Teraz  j est  na  Krecie,  idzie  wzdłuż  m orza,  sięga  po  butelkę  greckiego  wina,
uj eżdża deskę windsurfingową, bierze dokładny  pry sznic przed wieczorną eskapadą do dy skoteki,
dokładnie  m y j e  genitalia,  wciera  w  siebie  pachnidła,  starannie  czesze  włosy,  tury sty czny m
żelazkiem  prasuj e j asne dżinsy, wciąga koszulkę polo, j eszcze raz wy szczerza do lustra białe zęby.

Bo  ona  m a  w  oczach  j ebliki,  powiedział  Matka  i  rzeczy wiście  wy glądało  na  to,  że  ktoś  j ą

posunie  tego  wieczoru  u  Kudłatego  na  urodzinach.  Grill  dy m ił  na  wszy stkie  strony,  koszule
przesiąkały   zapachem   węgla  drzewnego  i  alkohol  buzował  j ak  trzeba.  Kudłaty   wkurwiony,  bez
przerwy   coś  m u  nie  pasowało,  to  dlatego  że  nie  przy j echali  j ego  nowi  przy j aciele,  agenci
ubezpieczeniowi,  w  krzy kliwy ch  garniturach,  z  telefonam i  kom órkowy m i,  wy pom adowani,
bły szczący.  To  palanty,  potrafią  m ówić  ty lko  o  pieniądzach,  powiedział  Szam an,  który   j uż  ich
wcześniej   widział.  Ale  Kudłaty   się  w  nich  zakochał.  Zresztą  on  też  j uż  ty lko  potrafi  m ówić  o
szm alu. No i o seksie. Ma nawalone w głowie na punkcie seksu.

Jeżeli upatrzy  sobie j akąś kobietę - nawet się do niej  nie zbliżaj . W każdy m  razie tam ci nie

przy j echali.  Kudłaty   wkurwiony.  A  widzisz  kom u  m ożesz  ufać?  Jesteś  na  nas  skazany   Kudłaty.
Kudłaty  kręci włosy. Kudłaty  sfrustrowany. Powiedz, podobało ci się, m ówi do kolej nej  kochanki.
Powiedz, że nikt ci tak nie dogodził j ak j a. Kudłaty  z pieniędzm i, Kudłaty  na wakacj ach, Kudłaty
w nocny m  lokalu, trzy m aj ący  rękę na kolanie play m ate, j akiej ś dziewczy ny  m arca lub listopada,
która oczy wiście nie lubi cham stwa i obłudy, nade wszy stko ceni sobie uczciwość, szczerość. W
przy szłości  chce  się  zaj ąć  dziećm i  specj alnej   troski.  Mężczy zna  według  niej   nie  m usi  by ć
przy stoj ny   ani  bogaty,  by leby   by ł  opiekuńczy.  Właściwie  m oże  by   nawet  tchórzofretką  albo
skalarem . No i oczy wiście powinien kochać poezj ę. Stachurę i Poświatowską.

Rok  1990  -  Kudłaty   siedzi  w  „Harendzie”  przy   tej   sam ej   kawie  od  trzech  godzin,  j ak  to  na

film ach,  bez  przekonania  m iesza  w  filiżance  ły żeczką  wpatruj ąc  się  beznam iętnie  w  resztki
uży wki.

Ma przed sobą ostatniego papierosa. Nie m a pieniędzy  na nową paczkę, benzy ny  wy starczy

ty lko na doj azd do Sulej ówka.

Rok 1995 - Kudłaty  Krezus. Kudłaty  z pieniędzm i i papierosam i.

Kudłaty   z  planam i  na  przy szłość  i  kilkom a  skom plikowany m i  historiam i  m iłosny m i,  które

gm atwaj ą się j ak dżdżownice w m okrej  ziem i.

Gdzieś  pom iędzy   rokiem   1990  a  1995  j edziem y   z  Matką  i  Kudłaty m   sam ochodem   do

Sulej ówka.  Matka  j est  pij any,  j a  z  ty łu  z  atrakcy j ną  blondy nką,  taką  delikatną,  perwersy j ną,
etery czną,  kruchą  j ak  słone  paluszki,  boj ę  się  że  m ógłby m   j ą  złam ać.  Jak  zwy kle  gdy   prowadzi
Matka  j edziem y   lewy m   pasem ,  j est  noc,  drzewa  wzdłuż  drogi  pochy laj ą  się  nad  nam i  robiąc

background image

groźne m iny, szy bko odczy niam y  uroki, ta droga prowadzi w nieznane i przerażaj ące.

Wtulam y  się w siebie, paląc dla dodania sobie pewności kolej ne papierosy. Gdzieś blisko j est

ostry  zakręt i krawędź przepaści.

Nie zdąży m y  wy ham ować.

Wreszcie  wróciłem   do  tego  m iasta,  naprawdę  tęskniłem   za  nim ,  chociaż  Am sterdam   na

pewno j est bardziej  pociągaj ący, tu nie m a ty lu knaj p, ulice są nieprawdziwe, chociaż lepiej  j est,
bo piwo podaj ą w kuflach a nie szklaneczkach 0.2 litra. W każdy m  razie wróciłem , powiedziałem :
j ak  dobrze  by ć  tu  znowu,  a  wszy scy :  dlaczego  tam   nie  zostałeś,  przecież  nikt  by   cię  nie  znalazł,
m ógłby ś  tam ,  spokoj nie  ży ć  do  końca  ży cia.  Nie  palę  trawy,  odpowiedziałem .  I  gdy   j uż  się
przy zwy czaiłem  że znów tu j estem , wpadłem  na pom y sł, który  przedstawiłem  Runiowi, że m ożna
by  poj echać do Kielc na targi uzbroj enia, nowe czołgi, transportery, wy rzutnie rakietowe. To j est
coś,  co  zrównoważy   we  m nie  arty stowskie  spoj rzenie  na  świat,  zdecy dowałem .  W  końcu  nie
poj echaliśm y, za to Runio poży czy ł m i klucze do swoj ego m ieszkania bo wy j eżdżał na trzy  dni do
rodziny.  Piękna  kawalerka  na  Krochm alnej ,  wy m arzona  na  schadzki,  czy sto,  przy tulnie  wręcz,
wnęka  z  m ateracem   specj alnie  do  m iłości.  Więc  Runio  podał  m i  rękę,  poj echał  na  dworzec
autobusowy, a j a ruszy łem  w m iasto.

Kobiety,  które  wcześniej   obiecy wały   m i  perwersy j ne  rozkosze  nie  odbierały   telefonów,  w

pubach  nie  by ło  nikogo.  Następnego  dnia  na  j akiej ś  im prezie  chodziłem   od  dziewczy ny   do
dziewczy ny  oferuj ąc swoj e usługi. Mówiłem , m oże by śm y  poj echali do m nie.

Żadnego ściem niania, wszy stko j asne. Chy ba żartuj esz, m ówiły  niezm iennie, a j a szedłem

do  następnej .  Jedna  się  wahała,  wreszcie  postanowiła  dać  m i  swój   telefon,  tak  naprawdę  to
oszalała  na  m oim   punkcie,  wierzcie  m i,  bo  by ła  hungary stką,  a  j a  pierwszy m   człowiekiem
j akiego spotkała m ówiący m  po węgiersku.

Ale porwały  j ą zazdrosne koleżanki. I wtedy  też zginął klucz od drzwi na klatkę schodową, za

szy bą  stali  podróżnicy,  którzy   właśnie  wrócili  z  wy prawy   do  sklepu  nocnego,  w  rękach  m ieli
butelki  wódki,  wy glądali  j ak  wielkie  tłuste  ry by   w  akwarium ,  welony   i  pielęgnice,  bezgłośnie
poruszaj ące ustam i, ktoś usiłował otworzy ć swoim  kluczem , j akiś oglądacz kry m inałów grzebał w
zam ku spinką od włosów. Trzeba wy bić szy bę, zaproponowałem  ale nikt m nie nie posłuchał.

W  niedzielę  rano  zadzwoniłem   do  Beaty,  przez  chwilę  się  wahałem ,  wiecie,  j ak  to  j est,

wy stukuj e się num er telefonu i zaraz potem  odkłada słuchawkę. Ale w końcu się przem ogłem .

Dzisiaj   nie  m ogę,  powiedziała,  m uszę  uczy ć  się  o  sam orządzie  tery torialny m .  Kurwa,

sam orząd  tery torialny,  j a  zwariuj ę,  nie,  j a  j uż  zwariowałem .  Mogła  powiedzieć:  nie  chcę  się  z
tobą  dzisiaj   pieprzy ć,  albo:  rozm y śliłam   się,  nie  m am   ochoty   się  z  tobą  pieprzy ć.  A  ona  m ówi:
sam orząd tery torialny. Polity ka wkracza w nasze ży cie i nie pozwala o sobie zapom nieć.

I  ktoś  nagle  m ówi,  chy ba  Maciek,  rozm awialiśm y   o  tobie,  piliśm y   herbatę  z  Dorotą  i

background image

Runiem , by ło ciepło, otwarty  balkon, szkoda, że m am y  taki m ały  balkon, uwielbiam  Anglików za
to,  że  potrafią  wy ciągnąć  z  kredensu  dwustuletnią  porcelanę  i  trzy stuletnie  sztućce,  usiąść  w
wiklinowy ch  fotelach,  zj eść  podwieczorek  i  wy pić  po  kieliszku  sherry.  Więc  doszliśm y   do
wspólnego  wniosku,  że  j esteś  bardzo  inteligentny m   facetem .  A  nie  wy glądasz.  I  wtedy
uśm iecham  się, bo co m am  robić, kiedy  j akaś znaj om a stanęła osłupiała, gdy  zobaczy ła m nie w
księgarni j ak  nerwowy m  wzrokiem   liżę bły szczące  okładki książek,  wertuj ę j e,  kartkuj ę,  uważnie
czy tam  stopki redakcy j ne, przeskakuj ę z posłowia na spis treści.

I co tu robisz, zdziwienie, m ałpa w kąpieli, ciężkie buty, długie włosy, prostak, a tu księgarnia.

Więc  nie  wy glądasz,  m ówi  Maciek.  Wiem ,  wiem ,  to  sam o  m ówił  Runio.  Tak  j akby   wszy scy
wy glądali  j ak  należy.  W  każdy m   razie  na  pewno  nie  wy glądał  j ak  należy   Dżaba  gdy   w  pokoj u
748 usiłował przy dusić ogrom nego grubasa, wisiał na nim  j ak bom bka na choince, w końcu Runio
dał grubem u w głowę butelką po piwie „Królewskie”. Nie wy glądał więc j ak należy  w porwanej ,
zakrwawionej   koszuli,  z  potargany m i  włosam i,  m usiał  wy glądać  żałośnie,  bo  nawet  Ania  na
m om ent  przestała  m ówić  o  swoj ej   pracy,  przy stoj ny m   szefie  i  służbowy ch  podróżach  a  nawet
zaproponowała  m u,  że  odwiezie  go  do  dom u  taksówką.  Ale  na  niego  działał  j eszcze  legendarny
haszy sz bitwy.

Spoj rzał ty lko na j ej  kolana, gdy  siadała w taksówce j ak w pierwszej  ławce w kościele, nogi

złączone, m iss aseksualizm u, wracam  do Runia m uszę się nim  zaopiekować, powiedział. Taksówka
poj echała gdzieś w przerażaj ącą m głę a on rozpoczął galopadę po długim  kory tarzu, m iędzy  712
a 748, w końcu wy szedł na ulicę.

Nocny  chłód,  bezludność na  każdy m  kroku.  Pół godziny   na przy stanku,  wreszcie  podj eżdża

autobus nocny, sen. Jak zawsze budzi się na pętli, kierowca szturcha go w ram ię, m ógłby  j eszcze
m rugać  okiem .  Wy siada,  chwiej e  się.  Jest  m ary narzem ,  który   od  sześciu  m iesięcy   po  raz
pierwszy   zszedł  na  ląd.  Wy ty cza  azy m ut,  wy m ierza  krok.  Nie  doj dzie.  Całe  szczęście  na  j ego
drodze czołg.

T - 55, stary  m odel, ale co robić. W nim  spędzi resztę nocy.

Niewy godnie,  wszędzie  j akieś  rury,  pokrętła,  waj chy,  m ożna  ty lko  siedzieć,  ewentualnie

półleżeć  w  brudzie,  lepiący m   się,  trudny m   do  usunięcia  z  ubrania  sm arze,  trudno  spać,  ale
przecież trzeba  spróbować, na  zewnątrz deszcze  niespokoj ne, potargany   sad, niedługo  zaświta,  a
m y   na  tej   woj nie  bez  przerwy,  krótki  nerwowy   sen,  poranne  zim no  i  faza  przej ściowa  m iędzy
pij aństwem   a  kacem   wy ry waj ą  z  m iej sca  radiooperatora,  wy chy la  się  przez  właz,  j est
zdoby wcą  tego  m iasta.  Patrzy   pogardliwy m   wzrokiem   zwy cięzcy,  patrzy   przestraszony m
wzrokiem  zwy cięzcy, który  wie, że przegrał, tego kraj u nie da się ucy wilizować, wielka kultura się
go  nie  im a,  tutaj   ciągle  wierzą  w  gusła  i  zabobony,  zawsze  będą  w  nie  wierzy ć,  nawet  z
chrześcij aństwa zrobili histery czne pogaństwo, kurwa, co za m iej sce, no ale j ak woj na to woj na.

Kom puterowa  sy m ulacj a,  dochodzim y   do  wniosku  z  Runiem .  To  naj lepszy   pom y sł  na

współczesne woj ny. Zwy cięstwo techniki i zdrowego rozsądku. Silicon Graphics. Można wy godnie
rozparty m   w  am orty zowany m   fotelu,  przy   dźwiękach  kosm icznej   m uzy ki,  popij aj ąc  koktaj l

background image

witam inowy,  wodzić  m y szą  po  polu  bitwy.  Woj ny   w  rzeczy wistości  wirtualnej .  To  odprężaj ące
j ak orgazm .

Kudłaty  siedzi przy  biurku w seledy nowej  m ary narce i gra na kom puterze. Kończy  m i się

am unicj a, m ówi, j eżdżąc m y szą po cały m  blacie. Poprawia okulary, zapala kolej nego papierosa,
nalewa  do  szklanki  wody   m ineralnej ,  patrzy   na  zegarek.  Zobacz  czy   to  nie  czarny   m ercedes,
m ówi  do  m nie,  więc  wstaj ę  posłusznie  i  patrzę  przez  żaluzj e  na  parking,  tak,  rzeczy wiście,  to
czarny   m ercedes,  odpowiadam ,  patrząc  j ak  z  sam ochodu,  który   właśnie  przy j echał  wy siada
gruby  trzy dziestoparolatek z dwudziestoletnią na oko dziewczy ną. Skąd wiedziałeś, przy m ilam  się i
m izdrzę  bo  chcę  poży czy ć  od  Kudłatego  pieniądze,  a  wy gląda  na  to,  że  j estem   niewy płacalny,
więc m uszę się przy m ilać. Kudłaty  się puszy, nady m a, gm era w portfelu, wy ciąga dwa banknoty
o naj wy ższy m  nom inale, wy ciąga j e do m nie, cofa, kilka razy  powtarza tę czy nność. A m oże ci
nie poży czę? drażni się ze m ną, a j a się płaszczę, choć zaczy na m nie to denerwować, dawaj  kasę,
m ówię poiry towany. W końcu udaj e m i się wy rwać te banknoty  i j uż widzę, że Kudłaty  żałuj e że
m i j e  poży czy ł.  Przecież  ci  oddam ,  m ówię  i  wiem ,  że  będę  m usiał  poży czy ć  od  Grześka,  żeby
spłacić  Kudłatego.  Dwa  dni  wcześniej ,  j ednego  z  ty ch  wieczorów,  które  spędzam   przy   biurku
popij aj ąc  herbatę  z  m alwy,  pogry zaj ąc  słody cze,  rozm awiam   przez  telefon  z  Grześkiem ,
um awiam y  się na im prezę u dem oniczny ch sióstr Sm erfetek, Grzesiek proponuj e j eszcze j edną
zabawę, będzie dużo spolegliwy ch kobiet, zachęca.

Kudłaty   dzwoni  do  kobiet  nocam i  i  proponuj e  im   wy uzdany   seks,  j est  wulgarny,  kiedy

indziej  liry czny, bierze na m isia, j aki on j est naprawdę, py taj ą się m nie j ego niedoszłe kochanki.
W  każdy m   razie  ani  Kudłaty   ani  Grzesiek  nie  doj eżdżaj ą  na  im prezę  u  Sm erfetek,  gdzie  j a  po
dwóch  piwach  j uż  j estem   pij any   i  na  przem ian  podry guj ąc  nerwowo  lub  rozwalaj ąc  się  na
m iękkim   m ateracu  w  m niej szy m   pokoj u  czekam   aż  coś  się  zdarzy.  Ktoś  proponuj e  żeby
straszliwie  się  upić  i  urządzić  zawody   w  rzy ganiu  na  ścianę.  Propozy cj a  zostaj e  rozszerzona  o
aspekt arty sty czny, każdy  m a rzy gać obrazam i swoich ulubiony ch m alarzy. Po m nogości sałatek
zwy cięstwo m aj ą w kieszeni wielbiciele im presj onizm u, naj trudniej  będzie tem u, kto zdecy duj e
się  na  Mondriana,  będzie  m usiał  rzy gać  kwadratam i.  Poj awia  się  Miron,  który   opuści  lokal
dopiero po dwóch dniach, m nie zaś uda się dy skretnie wkopać pod kanapę sałatkę z kurczaka.

Dobrze, m ożecie m i nie wierzy ć, sam  nie bardzo m ogłem  w to uwierzy ć, no bo czy  to nie

zdum iewaj ący   zbieg  okoliczności,  a  m oże  j akieś  taj em ne  m oce,  że  leżałem   właśnie  na  łóżku
czy taj ąc  książkę  Dubrawki  Ugresić  „Forsowanie  powieści  -  rzeki”,  swoj ą  drogą  zupełny   odj azd,
świetna zabawa a w dodatku piekielna inteligencj a, m agnetofon forsował Talking Heads, i akurat
bodaj że przy  piosence „Once In A Lifetim e” przeczy tałem  w tej  książce na stronie 38 takie zdanie
i osłupiałem  leżąc. Stałem  się leżący m  słupem , przewróconą kolum ną. Zdanie j est takie: Do j ego
uszu  wlała  się  wezbrana  fala  dźwięków  nowego  przeboj u  Talking  Heads.  Chy ba  wiecie  o  co  m i
chodzi? Zresztą zdarzy ło m i się to nie pierwszy  raz. Kiedy ś będąc j eszcze m łodziakiem  oglądałem
w tv sprawozdanie z j akiegoś m eczu tenisowego. Ale graj ą, co? powiedziałem  do oj ca. Ale graj ą,
co? w sekundę później  powiedział w telewizora do m nie i m oj ego oj ca sprawozdawca sportowy
Hopfer, który  wy powiedziawszy  to zdanie niedługo później  um arł. Mój  kolega ze studiów Lausz
napisał kiedy ś pracę roczną, co zdarzało m u się średnio co trzy  lata.

background image

Poszedł  z  nią  do  szacownej   pani  profesor,  która  po  przeczy taniu  ty ch  kilku  stron  papieru

podaniowego  zm arła  i  została  pochowana  z  wielką  pom pą  należną  tak  wielkiem u  autory tetowi
naukowem u.

Druga,  równie  szacowna,  autorka  wielu  prac  z  dziedziny   j ęzy koznawstwa,  gram aty ki

history cznej   i  ty m   podobny ch  rzeczy,  naprawdę  według  m nie,  od  czasów  Józefa
Wissarionowicza  naj większy   j ęzy koznawca,  po  przeczy taniu  pracy   Lausza  spadła  ze  schodów  i
złam ała  sobie  obie  ręce  w  nadgarstkach.  Tak  zagipsowana,  palcam i  do  zewnątrz  zdąży ła  m nie
j eszcze  solidnie  przem aglować  z  j ęzy ka  Indian  Hopi  i  kodu  zero  -  j edy nkowego,  j akby   obie  te
rzeczy  nie by ły  żałosny m i skam ielinam i analfabety cznej  ludzkości. Teraz, kiedy  m ój  siedm ioletni
sąsiad  piratuj e  taśm owo  program y   graficzne,  a  i  j a  całkiem   nieźle  radzę  sobie  z  niektóry m i
edy toram i.  Ale  j akaś  klątwa  zawsze  j est.  W  końcu  Lausz  poszedł  z  tą  pracą  do  trzeciej ,  ty m
razem  m łodej  i zdrowej  pracownicy  naukowej  Uniwersy tetu. Ta j ednak wkrótce zaszła w ciążę.
Nie, nie z Lauszem , zresztą, kto wie. Okazuj e się, że m ój  blok też j est nawiedzony. Jest rok 1975,
robotnik  budowlany   w  średnim   wieku,  po  spoży ciu  dużej   ilości  alkoholu  wchodzi  do  windy.
Niestety   nie  wie  o  ty m ,  że  sam ej   windy   j eszcze  nie  m a,  ponieważ  wioząca  j ą  ciężarówka
wy j echała  z  bazy   ty dzień  tem u  i  do  tej   pory   nie  doj echała.  Jest  ty lko  betonowy   szy b.  Zwłoki
robotnika zostaj ą odnalezione dopiero po kilku dniach, za to j ego duch wciąż odwiedza ten dom . Tu
m ieszkaj ą sam i wariaci, m ówi z przerażeniem  Graży na. Vide ty, m ówi, i Kaczy. Jest j eszcze twój
m ąż,  przy pom inam   j ej .  Moj a  sąsiadka  z  parteru  zawsze  gdy   j ą  spoty kam   na  dole  albo  właśnie
wy chodzi  do  kościoła,  albo  z  niego  wraca.  Ta,  która  m ieszka  piętro  wy żej ,  nie  opuszcza  swego
posterunku w oknie, skrupulatnie notuj ąc w swoim  pożółkły m , zatłuszczony m  zeszy cie kto, o której
i  z  kim   wraca.  Na  ty m   sam y m   piętrze  m ieszka  pani  Róża,  która  j est  szefową  bezwzględnego
kom itetu parkingowego. A twój  m ąż nigdy  wy j eżdżaj ąc z parkingu nie zam y ka bram y, wy ciągam
asa z rękawa.

Jeżeli pani Róża dowie się o ty m , Jasio dostanie zapewne ze dwadzieścia karny ch dy żurów,

snuj ę przy puszczenia. Pod rząd, oczy wiście. O Matko, pod rząd! Biorąc pod uwagę, że wreszcie
oddałem  wam  pieniądze, to ty m , razem  m oj e j est na wierzchu.

Śm iej ę się złowieszczo. A wracaj ąc do wariatów, wraca do starego tem atu Graży na.

Światowy   dzień  chory ch  psy chicznie.  Wszy scy   przegapiliście  światowy   dzień  chory ch

psy chicznie! Tak j ak podniecacie się światowy m  dniem  walki z próchnicą, światowy m  dniem  bez
papierosa,  światowy m   dniem   nam y słu  nad  ży ciem ,  dniem   ekologii,  wszechświatowy m   dniem
walki o to, co w tej  chwili m odne.

Dlaczego  nie  zwracacie  uwagi  na  światowy   dzień  chory ch  psy chicznie,  dlaczego  nie

delektuj ecie się nocą Księży ca zam iast dniem  Ziem i.

Chy ba zwariowałeś Dziubas, m ówi Graży na.

Kurwa,  spóźniłem   się,  powiedział  Matka  wciskaj ąc  się  w  ławę  Kościoła  św.  Anny   na

Krakowskim  Przedm ieściu. Rozum iesz, Kudłaty  zadzwonił do m nie, że zepsuł m u się sam ochód,

background image

wziąłem  więc taksówkę, żeby  tu, kurwa, zdąży ć, a j ego j eszcze nie m a. Gdzie są Dziewule? Przy
ołtarzu. Zaczęło się j akieś piętnaście m inut tem u. Matka szeleści zawinięty m i w papier kwiatam i.
Wy glądaj ą  j ak  świeżo  skradzione  z  cm entarza.  Gdzie  j est  m ój   brat?  Stoi  obok  ciebie,
odpowiedziałem ,  m im o  że  nie  by łem   j ego  bratem ,  odchy liłem   się  za  to  niebezpiecznie,  żeby
Matka m ógł zobaczy ć brata, który  trzy m ał przed sobą j ak chleb z solą wielkiego różowego słonia.
Na chuj  ten słoń? py ta się Matka. To prezent ślubny, kurwa, uspokój  się, trzeba m u tłum aczy ć j ak
dziecku. O kurwa, Matka j uż nie poznaj e swoj ego brata. Dżaba, co się tak rozglądasz, nudzisz się?
zapy tał się stoj ący  z ty łu Hipolit.

Patrzę  czy   Kudłaty   nie  przy szedł,  odpowiada  Dżaba,  którego  głowa  kręci  się  na  wszy stkie

strony   niczy m   czołgowa  wieży czka  z  szy bkostrzelny m   działkiem .  A  j ak  m iał  kurwa  przy j ść,
wtrącił  się  Matka,  skoro  pół  godziny   tem u  do  m nie  dzwonił  z  Sulej ówka,  a  przecież  taksówki  nie
weźm ie. Zarabia piętnaście baniek a sępi na taksówkę. Dobrze przy naj m niej  że ten ślub j est bez
m szy, bo by m  tu zwariował, m ówi Dżaba, który  m a za sobą świeże doświadczenia uczestniczenia
w  brazy lij skim   serialu  ślubów  z  m szam i  i  kazaniam i  ty pu  m ałżeństwo  j est  j ak  twierdza,  którą
wszy scy  zewsząd oblegaj ą, by  się do niej  wedrzeć i czy nić w niej  spustoszenia i zna na pam ięć
kolej ność  poj awiania  się  cy tatów  biblij ny ch  i  nawet  zaczął  j uż  na  głos  powtarzać  gdy by m   nie
m iał  m iłości,  by łby m   j ak  ten  cy m bał  brzm iący,  co,  chy ba  sam i  przy znacie  brzm i  dosy ć
idioty cznie, więc Dżaba śm iej e się j ak krety n i trzeba go uspokaj ać, ci którzy  go nie znaj ą patrzą
się  podej rzliwie  i  zarazem   współczuj ąco,  no  bo  wiecie,  w  wielu  rodzinach  zdarza  się
niedorozwinięty, a ślub rzecz święta i fam ilij na zarazem , więc trzeba przy prowadzić im becy la. I
Dżaba coś tam  m am rocze pod nosem , m oże kolej ne cy taty, a przed ołtarzem , nikt tego nie widzi,
rozgry wa  się  m onachom achia  i  otwieraj ą  się  piekielne  wrota.  Poplątane  j ęzy ki  ludzkości,  j ej
poplątane  um y sły.  Magia  niezrozum iałego  zawsze  intry guj e.  Kiedy ś  Dżaba  i  Lewy   chodzili  po
m ieście  m ówiąc  głośno  i  prowokacy j nie  po  łacinie,  żeby   zaim ponować  kom u  się  da.  Ci,  którzy
nawet  nie  pam iętaj ą  pierwszej   deklinacj i  (nie,  nie,  przepraszam ,  obudzeni  w  środku  nocy
wy m ienią  j akieś  końcówki,  m oże  nawet  prawidłowo  odm ienią  rosa,  rosae  ale  j uż  na  pewno
popieprzą  im   się  im iesłowy ),  więc  ci  koneserzy   łacińskich  sentencj i  ty pu  scriptori  pro  penna,
dabitur ei pulchra puella, które wy pisuj ą w kalendarzach m iędzy  I am  Antichrist, I am  Anarchist
stoj ą na przy stanku i m ówią Galia est om nis divisa (Lewy ) a Dżaba na to in partes tres i tak dalej ,
a  w  kawiarni  nostra  Galli  apelantur  i  j eszcze  pewnie  kilka  wierszy ków.  I  kiedy ś  tam   za  granicą,
gdy   py taj ą  się  ich,  to  u  was  uczą  w  szkołach  łaciny,  Lewy   odpowiada:  no  j asne  i  staroży tnej
greki,  i  tak  się  zapędza,  że  j akiej ś  dziewczy nie  m ówi  protekcj onalnie:  całkiem   nieźle  m ówisz  po
angielsku, a ona: j estem  z Manchesteru.

Manchester, Manchester, m agiczne m iej sce. Nigdy  tam  nie by łem , ale j eżeli wy m y śla się

tam  TAKĄ m uzy kę, co coś w ty m  j est.

Matka,  j ak  twoj e  buty,  ktoś  się  wtrącił,  i  to  by ł  chy ba  Szam an,  który   stał  rząd  wcześniej ,  a

m oże Dżaba, który  by ł tuż obok.

Może nie powinien by ł tego robić, Matka od razu zaczął m ówić o swoich butach - w prawy m

coś  uwiera,  kawałek  twardej   skóry   wbij a  się  m iędzy   palce,  lewy   j est  wy koślawiony,  kilka

background image

m iesięcy  chodzenia w takich butach a zostanę kaleką na całe ży cie, więc będę m usiał j e oddać, a
szkoda, bo takich drugich nigdzie nie dostanę, ten m odel został specj alnie sprowadzony  z Włoch,
kupiłem   go  w  m ały m   sklepie,  gdzie  m aj ą  ty lko  unikatowe  obuwie,  specj alnie  sprowadzaj ą
poj edy ncze pary, i dlatego przez kilka dni się zastanawiałem , czy  oddać j e, czy  j ednak m ęczy ć
się  i  w  nich  chodzić,  no  bo  takich  drugich  nikt  w  ty m   m ieście  nie  m a,  Kudłaty   oszalałby   z
zazdrości, te j ego raciczki są śm iechu warte. Albo te buty  Matki, takie j akby  woj skowe, wszy scy
m y śleli, że Matka kupił j e na giełdzie staroci, albo od j akiegoś żołnierza za wódkę, tak j ak kiedy ś
m ożna  by ło  kupić  od  żołnierzy   całe  um undurowanie  za  gorzałę,  a  rum uny   kupowało  się  w
zaj ezdniach  autobusowy ch,  bo  dawano  j e  pracownikom   kom unikacj i  j ako  obuwie  służbowe.  I
okazuj e się, że to wcale nie tak, te buty  kosztowały  trzy  i pół bańki, oburza się Matka, Bata albo coś
w  ty m   sty lu.  Niepowtarzalne  j ak  sam   Matka.  Może  by śm y   na  chwilę  skupili  się  na  ślubie,  ktoś
m ówi. Dobra, dobra, słucham y  przy sięgi m ałżeńskiej  - i że cię nie dopuszczę aż do śm ierci - po
chuj   im   to  wszy stko,  ktoś  się  zastanawia  wiercąc  się  nerwowo,  wszy scy   są  zniecierpliwieni,  co
chwilę trzeba na przem ian wstawać i klękać, m odlić się lub m ilczeć, łatwiej  ty lko się pochy lać lub
prostować. Neobarokowe m alowidła, niewy raźne witraże z przewagą błękitów, ksiądz ściska ręce
Dziewulom , zapewne nie m ogą się j uż doczekać pierwszego poślubnego j ointa, trzeba szy bko się
stąd  wy dostać,  żeby   stanąć  na  początku  kolej ki,  która  posuwaj ąc  się  wśród  pom rukiwań  i
półuśm iechów  dźwigać  będzie  kwiaty,  m isie,  pocałunki  i  braterskie  poklepy wania  po  ram ieniu.
Mistrz cerem onii z torbą ry żu, tutaj , tutaj , bierzcie, pełny m i garściam i. Chodźm y  na piwo, m ówi
Hipolit poprawiaj ąc krawat i wy równuj ąc płaszcz. W kawiarni sięgam y  wreszcie po papierosy, z
nam aszczeniem , kręcąc j e w palcach, patrząc uważnie na filtry, j akby  tam  by ły  zapisane taj ne
instrukcj e, opieraj ąc łokcie o blat stolika. Jak się czuj esz Bam bisiu, Hipolit py ta się żony. Za kilka
m iesięcy   awansuj e  na  stanowisko  wicedy rektora  departam entu.  Dwa  dni  później   zadzwoni  do
m nie  Matka  by   powiedzieć,  że  awans  się  dokonał  i  teraz  pensj a  Hipolita  będzie  wy nosić
trzy dzieści  baniek.  Będę  wtedy   tonął  w  długach,  a  chuda  krótko  obcięta  trzy dziestokilkuletnia
kobieta  w  szaro  -  stalowy m   m undurku  powie  m i  z  grzeczny m   chłodem ,  że  m oj e  konto  właśnie
zostało  zablokowane  i  nie  da  się  zrealizować  j uż  żadnego  czeku.  Odpada  przy naj m niej   problem
wakacj i.

Proponowali  m i  przej ście  do  ich  departam entu,  m ówi  Grzesiek,  który   po  raz  kolej ny   stara

się dostać na aplikacj ę radcowską.

Przy naj m niej  będziesz m iał kasę, m ówię. Musim y  się spotkać.

Oczy wiście, oczy wiście. Może w przy szły m  ty godniu. Może, m oże.

Morze, m orze.

I  ten  ślub  zniknął  gdzieś  w  m rokach  dziej ów,  na  weselu  w  knaj pie  na  sam y m   początku

zabawy,  która  wierzcie  m i,  wcale  nie  by ła  szalona,  j eśli  was  tam   nie  by ło  nie  m acie  czego
żałować, zaj ęliśm y  osobne pom ieszczenie, gdzie obstawiliśm y  się butelkam i z winem , szklankam i
piwa i kilkom a licealistkam i. Nad nam i dostoj nie acz niebezpiecznie koły sząc się kręcił się wielki
wenty lator, dy m   z  papierosów  unosił  się  ku  niem u  wolno  i  nieodwołalnie.  I  właściwie  to  nic  się

background image

nie  stało,  ktoś  z  kim ś  się  potem   przespał  (swoj ą  drogą  trochę  żenuj ąca  historia,  nie  m a  co  j ej
opowiadać) i nic się nie zm ieniło. Podobno Zaj ąc m iała j akieś kłopoty  ze zdrowiem , powiadaj ą że
za  dużo  dragów,  ale  to  nic  pewnego.  I  pewnie  będziem y   j uż  tak  przechodzić  do  porządku
dziennego z ty m i kolej ny m i weselam i i pogrzebam i. Coraz m niej  nas śm ieszy, tracim y  poczucie
hum oru, to co kiedy ś bawiło teraz denerwuj e.

W  cały m   sam ochodzie  by ło  napalone  haszy szem ,  do  tego  j eszcze  chodziła  butelka  rum u,

Jezu, powietrza, pom y ślałem , j ak tak dalej  pój dzie, to zanim  doj edziem y  do Zielonej  Góry  będę
upalony   j ak  Marley,  a  tutaj   Muniek  z  Jankiem   um awiaj ą  się,  że  następną  fifkę  odpalą  za
piętnaście kilom etrów. W każdy m  razie j akoś doj eżdżam y, ruszam y  w m iasto, j ak kowboj e przed
strzelaniną  w  corallu  O.K.  idziem y   przez  śródm iej ski  deptak,  m ocno  stawiam y   stopy,  szeroko
ram iona  i  ty lko  co  j akiś  czas  pisk,  O  Jezu,  patrz,  to  przecież  Muniek.  Wieczór  zbliża  się
nieubłaganie, siedzim y  w hinduskiej  restauracj i, kelnerka w niebieskiej  sari i z czerwoną kropką na
środku czoła, j akby  ktoś przed chwilą strzelił j ej  z karabinu strzelca wy borowego idealnie w sam
środek,  zaraz  powinna  paść  m artwa.  Janek  spogląda  nieufnie  w  kartę  dań.  Jednak  dzisiaj   będzie
j adł. Raz w ty godniu robi sobie całodobową głodówkę dla oczy szczenia organizm u ze zły ch m ocy.

Dzięki tem u potrafi uwalić się totalnie dwom a browaram i.

Zazwy czaj  głoduj e w poniedziałki. Dzisiaj  nie j est poniedziałek.

Młoda  pisarka  m ówi  w  telewizj i,  że  robi  sobie  pięciodniowe  głodówki.  Co  na  to  głoduj ąca

Afry ka?

Na  ty m   świecie  nic  się  nie  zm ienia,  wszy scy   m orduj ą,  znów  herbatę  przy niosą  przed

daniem  główny m . To sam o będzie następnego dnia w knaj pie chińskiej  w Poznaniu, kiedy  Pawik
powie:  j a  stawiam ,  m ożecie  się  naj eść  za  200  ty sięcy   i  poj awi  się  dy lem at,  czy   wy brać  zupę
aksam itną,  czy   tę  z  grzy bam i,  a  j akiego  kurczaka,  czy   raczej   tego  na  ostro,  czy   też  bardziej
delikatnego.  Polecam   tego  z  orzecham i  i  papry ką,  m ówi  delikatny   j ak  zupa  aksam itna  kelner.
Pewnie  pedał,  poj awia  się  dom y sł.  W  Zielonej   Górze  trafiliśm y   do  pedalskiej   knaj py.  Gdzie
m ieszkacie? zapy tał się nas dwum etrowy  cherubin w czerwonej  koszuli, m y ślę że m ógłby  na sto
m etrów  rzucać  podkładam i  kolej owy m i,  nie  chciałby m   by ć  utulony   w  j ego  ram ionach.  W
hotelu, powiedziałem , a on, co wy, tutaj  postukał się palcem  w czoło, zgadnij cie który m , m ożecie
się przespać u m nie. Spadam y  stąd Kloss, powiedział Muniek, by ł j uż naprawdę nieźle nawalony,
m nie piwo nie m ieściło się j uż w brzuchu, czułem  się j akby  zerżnęło m nie dziesięciu takich j ak ten
w czerwonej  koszuli. To by ło j uż po koncercie w Bibliotece Woj ewódzkiej , na który m  trzeba by ło
odciąć  Pawika  od  prądu,  bo  chciał  dalej   grać  (j edy ną  osobą,  która  potrafiła  grać  by ł  Grabaż).
Znam  ty lko trzy  chwy ty, powiedział Pawik, to prawda, m ożecie przeczy tać w „Rewelaj i” że zna
pięć, ale to nieprawda, naprawdę zna ty lko trzy. Dał tem u dowód na koncercie Niespodzianki, gdy
grał  j ako  support,  a  właściwie  przery wnik  dla  Muńka.  Londy n  1977,  punk  rock  w  czy stej
pierwotnej   postaci.  Pawik  solo  ty lko  z  gitarą,  coś  w  rodzaj u  Billy   Bragga  ale,  hm ,  bardziej
bezkom prom isowy   arty sty cznie.  W  pewny m   m om encie  Muniek  wszedł  za  bębny   i  paru  gości
pod  sceną  nawet  ruszy ło  w  pogo.  Niespodzianka  m iała  przy gotowane  pięćdziesiąt  num erów,

background image

zagrali m oże trzy dzieści, bo publiczność się zm ęczy ła, ale wierzcie m i, takiego zestawu żelaznej
klasy ki nigdy  nie sły szeliście. By ł „Passenger” bo by ć m usiał, i by ła „Gloria” i Clash i Green Day
i  nawet  T.Rex  nie  wspom inaj ąc  o  rockowy m   coverze  Marka  Grechuty.  I  to  j est  właśnie
postm odernizm ,  kochani.  Oczy wiście  wśród  publiki  by ło  dużo  piękny ch  kobiet,  m oże  groupies,
choć  kto  wie.  I  bram karze  wy rzucili  z  klubu  sły nnego  Konnaka,  który   odlewał  się  do  um y walki,
niektórzy  z nich chcieli go nawet napierdolić, choć w odwecie powinni m u się zlać do środka. Tak,
tak, m oi drodzy, tak nisko właśnie upadaj ą telewizy j ni idole.

W każdy m  razie wtedy  w Bibliotece Woj ewódzkiej  wszy scy  by li uj arani haszem , nawaleni

rum em ,  żuram i,  browarem ,  cała  widownia  nadawała  się  do  bakutilu,  na  sam ej   górze  siedział
Podsiadło z m ikrofonem  i nagry wał dla Radia Opole. No i później , gdy  udało się zciągnąć Pawika
ze sceny  poszliśm y  w m iasto, i znów panienki się obracały  za Muńkiem , powiedziałem , Jezu stary,
wy rwij m y  j akieś dupy  bo zwariuj ę, patrz tam ta j est podobna do Dużej  Doroty, nie chciałby ś się
przespać z taką m ałą repliką Dużej  Doroty ? I Zy gm unt się oblizał, ale chodziło m u ty lko o to, żeby
iść spać, a nie spać z j akaś panienką. I naprawdę by łem  bliski obłędu, w nocy  śniła m i się siostra
Tom ka,  z  zawodu  harfiarka,  sm ukła,  wy soka,  długie,  cienkie  palce  m uskaj ące  struny.  I  śniłem   o
niej   całą  noc,  a  piętro  niżej ,  w  pokoj u  126  Pawik  z  Grabażem   pili  gin  ,  Janek  z  Muńkiem   palili
haszy sz,  a  obok,  w  127  śm ierdziało  stary m i  wy m iocinam i.  Portierka  przy szła,  powąchała  i
powiedziała - tutaj  m ieszkała taka j edna pani i j ej  to wcale nie przeszkadzało. I m nie nagle zaczęło
przeszkadzać wszy stko, cały  świat, ba, cały  wszechświat, poczułem  się taki straszliwie stłam szony,
w za m ały m  ubranku, w piękny m  m ieście Zielona Góra, to naprawdę j est piękne m iasto, i tak się
w  sobie  zagubiłem ,  że  nawet  nie  poszedłem   na  kurczaka  z  rożna,  na  którego  m iałem   ogrom ną
ochotę.  I  gdy   wracaliśm y,  Muniek  powiedział,  żeby m   poprowadził  od  Poznania,  albo  Konina,  i
chciałem  prowadzić, ale wy szło na j aw, że nie m am  przy  sobie prawa j azdy. I nigdy  więcej  j uż
nie śniła m i się siostra Tom ka, i gdy  j ą spotkałem  to zaprosiła m nie na swój  ślub. Podej rzewam  że
j uż nigdy  m i się nie przy śni.

Przy dałoby   się  poj echać  do  Zielonej   Góry   na  j akąś  im prezę  literacką,  m arzy   Pawik  w

tram waj u  ze  śródm ieścia  na  Żoliborz,  gdy   j edziem y   do  Muńka  przesłuchać  sobie
przedprem ierowo  ostatnią  pły tę  Blur.  Można  by   pój ść  do  hinduskiej   knaj py,  a  potem
porozm awiać  z  Brunem   o  sztuce.  Jakby   naprawdę  nie  by ło  nic  lepszego  do  roboty.  W  pizzerii
gdzie spoży wam y  ostatni posiłek przy czepia się j akiś kom pociarz, oferuj ąc analogi po okazy j ny ch
cenach.  Pewnie  zachęca  go  to,  że  na  stole  leży   bułgarska  edy cj a  pły ty   Beatlesów,  którą  Pawik
kupił  właśnie  za  j akieś  niedorzecznie  m ałe  pieniądze.  Po  co  ci  to,  py tam   się,  przecież  m asz
zepsuty  patefon. Led Zeppelin, Deep Purple, King Crim son, Black Sabbath, wy licza kom pociarz.
Nie,  nie,  m ówi  Pawik,  interesuj e  m nie  zupełnie  inny   klim at  -  Clash,  Buzzckoks,  Sex  Pistols,  The
Jam ,  koniecznie  The  Jam .  No  i  j eszcze  wszy stko  co  związane  z  New  Brits.  Angolska  m uzy ka,
dodaj ę,  a  z  ty ch  stary ch  j eszcze  Vibrators  i  Stiff  Little  Fingers.  Daj   m i  adres,  to  ci  przy ślę  spis
pły t, m ówi kom pociarz, i Pawik daj e m u swój  adres.

Kurwa, po co j a m u dałem  m ój  adres, m ówi po wy j ściu z pizzeri (pizza taka sobie - trochę

rozlazła,  szczególnie  ta  z  tuńczy kiem ,  tropikalna  o  ty le  o  ile).  Może  to  nie  kom pociarz,
zastanawiam  się. Kom pociarze nie palą Marlboro i nie j adaj ą w pizzeriach. Może to początkuj ący

background image

kom pociarz,  m a  j eszcze  kasę,  dom y śla  się  Pawik.  Kom pociarz  -  burżuj .  Zdraj ca  klasy
kom pociarskiej .  Odszczepieniec.  Kom pociarz  -  wty ka.  Sprzedaj e  pły ty,  żeby   zarobić  na  dragi  i
pizzę. To niesam owite. Ma nie ty lko kasę, ale i klasę.

I  wtedy   lubię  wsiadać  w  172  i  j echać  na  Górny   Mokotów,  wy siadać  przy   skrzy żowaniu

Ody ńca i Niepodległości, wchodzić w ogródki działkowe, które poznawałem  kiedy ś, by ły  lata 70. i
wszy stkie  autobusy   wy dawały   się  piękne  i  bły szczące,  przy   Dąbrowskiego  by ła  nawet  pętla
autobusowa,  to  j akby   koniec  świata,  w  ciągu  handlowy m   po  prawej   stronie  w  kierunku
Niepodległości by ła księgarnia, sklep papierniczy, dalej  cukiernia, a w niej  pączki, serniki, szarlotki
i  nagle  rozpościerało  się  sam o  centrum   m oj ego  świata.  O  j akiż  ogrom ny   szklany   pawilon  z
m onstrualny m   wręcz  napisem   „Witam ina”  a  w  nim   góry   zieleniny,  kłącza  warzy w,  kiście
winogron,  hałdy   cy trusowe,  stosy   j abłek,  ekspedientki  w  śm ieszny ch  czapeczkach,  właściwe
plastikowy ch  koronach,  królowe  kartofli,  buraków,  porów,  selerów.  Naprzeciw  „Witam iny ”  -
„Delikatesy ”  a  w  nich  urządzenie  do  podświetlania  j aj ek,  do  tej   pory   nie  wiem   czem u  m iało
służy ć to podświetlanie, i ogrom ny  m ły n do kawy, w który m  królowały  dwa przepiękne dźwięki:
na  przem ian  gruchot  wsy py wany ch  ziaren  i  szurgot  m ielenia.  Nad  „Witam iną”,  kładąc  się
cieniem  na „Delikatesy ”, wzrastał j ak kam ień polodowcowy, ciężki aż do absurdu szary  sześcian
klubu garnizonowego, a w nim  kanty na, gdzie szturm owano bar i rozbij ano w puch wrogie arm ie
śledzi  w  śm ietanie,  befszty ków  tatarskich  i  koreczków.  Po  drugiej   stronie  Niepodległości,  która
by ła  nieprzeby tą  otchłanią,  później   j ą  zam knęli  i  pod  j ej   delikatną  skórą  zaczęli  drąży ć  j ak
bakterie  strasznej   choroby   pożeraj ący   kom órki  tunel  m etra,  by ł  inny   ląd.  Za  tą  Am azonką
zaczy nały  się białe i w kolorze kości słoniowej  wille. Ukry te w m askuj ącej  zieleni iglasty ch drzew
i  ży wopłotów  albo  bezczelnie  wy stawiaj ące  się  na  widok  przechodniów.  Proste  sześciany   i
skom plikowane  bry ły,  balustrady   i  balkony,  zdewastowane  taj em nicze  ruiny   j ak  w
południowoam ery kańskiej  dżungli, eleganckie rezy dencj e py szniące się tom bakowy m i klam kam i
przy  furtkach, dom y  m iłości i nienawiści, m iej sca schadzek i taj ny ch zebrań. Jedna z pierwszy ch
to  by ła  willa  Broniewskiego,  zam ieniona  na  j ego  m uzeum ,  gdzie  nas  ciągano,  nieświadom y ch
niczego  dziesięciolatków,  pam iętam   ciężkie  m eble,  obrazy,  m oże  świeczniki.  Później   sobie
wy obrażałem  j ak z tej  willi ucieka Hłasko, gdy  pij any  Broniewski dzwoni po taj niaków.

I m oj a szkoła. Wśród zieleni, zawsze przy j aźnie chłodna kam ieniem  gdy  na ulicy  upał. I j ej

przepiękny   wy bieg,  tak,  wy bieg,  j ak  dla  koni,  gdzie  galopowaliśm y   wy zwoleni  z  klas  i  ławek,  w
gęstość  krzaków,  pod  drzewam i,  które  wtedy   by ły   baobabam i  rosnący m i  z  m inuty   na  m inutę.
Między   nim i  by ły   taj em ne,  wy deptane  przez  poprzedników,  ścieżki.  Mleko  i  kefir  na  dużej
przerwie, do wy boru. Portrety  wielkich pisarzy  i narodowy ch bohaterów w prosty ch ram ach na
szarożółty ch ścianach.

Paprotki  na  ciężkich  parapetach,  wy cięte  z  kartonu  białe  duże  i  niezgrabne  litery,  które

przy pięte do szarego lub czerwonego płótna układały  się w abstrakcy j ne hasła. Gdy  poznawałem
taj em nicę  biblioteki.  Cudowność  szarego  papieru  i  num ery   katalogowe  wy tatuowane  na  nim
czarny m  flam astrem . Wielka sala gim nasty czna, w której  m ogły by  się pom ieścić całe arm ie tuż
przed wy ruszeniem  na ostateczną rozgry wkę. Długi, długi kory tarz, na końcu którego widać by ło
światło.

background image

I m oj e liceum , niedaleko stąd. Gdy  wraca czasam i w snach, zawsze są w nim  kobiety, choć

przecież  by ła  to  szkoła  m ęska,  a  m y,  j ej   uczniowie  o  kobietach  m arzy liśm y,  j ak  uczniowie
m ęskich szkół w dziewiętnastowieczny ch powieściach. Paląc nielegalne papierosy  w zady m ionej
toalecie,  j eden  z  nas  stał  przed  drzwiam i  patrząc  czy   nie  idzie  nauczy ciel,  i  gdy   ten  się  zbliżał,
gasił  szy bko  światło.  Konspiracj a.  Wy cieczki  klasowe,  w  który ch  chodziło  o  to,  żeby   się
nielegalnie upić, ale pod okiem  czuj nego nadzoru pedagogicznego, który  stanowiły  głównie stare
panny,  j ak  na  j akiej ś  pensj i.  I  chodziliśm y   pij ani  po  parapetach  trzy m aj ąc  się  piorunochronów
żeby   nie  spaść,  chowaliśm y   alkohole  w  niedostępne  zakam arki,  gdzie  nikom u  nie  przy szłoby   do
głowy   ich  szukać.  I  udawane  spanie  w  pełny m   ry nsztunku  boj owy m ,  i  nagłe  pukanie  do  drzwi,
gdy  trzeba by ło szy bko wy skakiwać przez okno i j ak zwy kle ktoś nie zdąży ł.

Powroty,  zj azdy   absolwentów.  Spotkania  stary ch  kum pli,  który ch  nic  j uż  nie  łączy.  Tak

naprawdę m niej  by liśm y  ze sobą zży ci niż woj enni kam araden. Niech tak zostanie, choć trzeba
dać  przecież  szansę  podświadom ości,  stąd  te  nawiedzaj ące  tę  dziwną  szkołę  kobiety,  hostessy
wręczaj ące prospekty  w dniach zj azdu absolwentów. Tak, j estem  absolwentem , czuj ę się lepszy,
pochodzę  przecież  z  ty ch  dobry ch  roczników,  kiedy   j eszcze  nie  uczy ły   się  tam   kobiety.  Teraz
m iesza m i się zazdrość w stosunku do obecny ch uczniów z tą wy ższością. Szkoła j est większa, nie
wiadom o skąd wzięło się trzecie piętro, ogrom ne, dwupoziom owe, m nóstwo piękny ch dziewczy n.
Czuj ę się tu dziwnie, zarazem  swoj sko i obco. Istniej e j ednak j akaś wspólnota ludzi, którzy  chodzili
do  tej   sam ej   szkoły,  zwłaszcza  tak  niety powej .  Ja  j ą  wy czuwam ,  choć  m oże  ty lko  chcę
wy czuwać. Może to m oj a przy szłościowa wizj a tej  szkoły, w której  wzrastałem . Transform acj a
czasu, kiedy  poznawałem  sm ak zakazany ch uży wek, gdy  paliłem  ohy dne tanie papierosy  w ty m
zasm rodzony m  kiblu z niepokoj em  czekaj ąc na sy gnał alarm owy  o zbliżaj ący m  się nauczy cielu,
piłem  tanie wino po lekcj ach, zaczy nałem  wreszcie poznawać sm ak kobiet. Po lekcj ach szło się do
parku  lub  j echało  do  któregoś  z  kum pli,  którego  rodzice  późno  wracali  z  pracy   i  tam   odczy niało
uroki. Na coty godniowy ch apelach religij ny ch, na który ch wy głaszano często przerażaj ące wizj ą
wiecznego potępienia kazania, a czasam i pokazy wano przeźrocza z pielgrzy m ek do Jerozolim y, w
ostatnich  rzędach  gdzie  siedziały   starsze  roczniki  odby wało  się  zbiorowe  oglądanie  pism
pornograficzny ch. A potem  wszy stko gdzieś znikało, rozm y wało się w j esienny ch m głach.

Mówi  to  wszy stko,  przez  chwilę  się  zam y śla,  a  potem   odchodzi  w  kierunku  zachodzącego

słońca. Napisy  końcowe.

Dwie czarne plam y  przed lewy m  okiem , bracie, powiedział Matka.

Poszedłem  do lekarki, a ta kurwa m i m ówi, że to się tak czasam i robi na starość. A j a m am

dwadzieścia siedem  lat. Kapuj esz, bracie? 320 ty sięcy  poszło się j ebać. Norm alnie, popierdolone
to  wszy stko.  Bo  to  się  coś  tam   w  gałce  ocznej   wy trąca  i  tak  j uż  zostaj e  do  końca  ży cia.  Jak
wy chodzę  z  psem   na  spacer,  to  m uszę  zam y kać  j edno  oko,  i  tak  chodzę  z  j edny m   okiem
zam knięty m  a drugim  wy bałuszony m . Ale to ty lko przy  świetle dzienny m . A j ak siedzę w pokoj u,
tak  przy   lam pie,  wieczorem ,  to  j uż  raczej   nie  lataj ą.  Może  za  dużo  przy palałem   ostatnio?  Parę
razy  żeśm y  z Dziewulam i ostro przy j arali. No i tak bracie, kasy  nie m a, chaty  nie m a, pój dziesz
do „Hadesu”,  j ak  nawet  wy j m iesz  j akąś  laskę,  to  kurwa,  gdzie  z  nią  pój dziesz?  W  zeszły m   roku,

background image

j ak j eszcze m iałem  klucze od m ieszkania na Bruna, to przy naj m niej  by ła j asna sprawa i zawsze
m ożna by ło j akąś m ałolatę wy j ąć. A teraz nic z tego. Tak j ak ty  brachu, ty  to kapuj esz, nie tak j ak
Kudłaty,  który   przez  godzinę  m ógł  z  panną  siedzieć  nad  j edną  kawą  i  ty lko  sobie  kudły   kręcił,  a
później  się dziwił, że go dupy  olewaj ą.

Teraz to m a przy naj m niej  kasę, właśnie dzisiaj  rano poj echał w Alpy  na narty, bracie, na

dziesięć dni, a Hipolit kupił sobie nowy  wózek, Fiata Punto. Ty lko m y, kurwa, j ak dziady.

Trzy dziestka niedługo, a tu ani roboty, ani perspekty w, a j a na dodatek m am  tu chorego psa i

skleroty czną babcię.

Jest  wiosna,  właśnie  nadeszły   kolej ne  święta,  za  oknam i  te  sam e  widoki,  na  stole  te  sam e

potrawy,  od  wtorku  podobno  m aj ą  znów  zacząć  dzwonić  telefony.  I  rzeczy wiście.  Tak  j ak  w
przepowiedni.

Grzesiek  dzwoni,  m ówi,  chy ba  oszalałem   na  starość,  kupiłem   dwa  gram y   afgana  i  trochę

trawy,  j ak  m y ślisz,  co  powinienem   zaproponować  kobiecie,  haszy sz  czy   m arihuanę,  chy ba
haszy sz,  prawda?  Bo  m arihuana  j est  ostra,  drapie  w  gardle.  Czy   to  prawda,  że  po  takim
przy paleniu  m ożna  dostać  niezłego  odj azdu  seksualnego?  Już  nie  pam iętam ,  ostatnio  paliłem
trawę gdy  Tom ek em igrował do Anglii, pięć lat tem u. To by ło wtedy, gdy  upalili się we trzech:
Kaczor,  Dżaba  i  Tom ek,  u  Dżaby   w  dom u,  w  dodatku  j eszcze  się  solidnie  napili  wódki,  niezły
zestaw,  Tom ek  schodził  po  schodach  na  czworaka  i  to  chy ba  j eszcze  w  dodatku  ty łem ,  Kaczor
odleciał zupełnie,  chociaż  chy ba  też  j akoś  dotarł  do  dom u,  Dżaba  został  sam ,  to  wtedy   m ało  co
nie  um arł,  j akieś  straszne  rzeczy   się  z  nim   działy,  j ak  m i  to  opowiadali  to  aż  sam   się
przestraszy łem , do tego zdaj e się kolosalne wręcz stany  lękowe, nie dziwota, j ak się m iesza trawę
z wódką, obie rzeczy  w duży ch ilościach. Następnego dnia przy szedł do Dżaby  Kaczor, żeby  go
pilnować i  w  razie  czego  zadzwonić  po  karetkę,  gdy by   coś  zaczęło  się  dziać.  Daj   spokój   Kaczy,
powiedział wtedy  Dżaba, j eżeli m nie dopadnie, to i tak pewnie nie zdążą przy j echać.

Kum ple  przede  wszy stkim ,  powiedział  Kaczor  i  zaczął  pilnować  Dżaby.  Oczy wiście

przy szedł  j eszcze  Tom ek  i  tak  pilnowali  go  obaj .  Żeby   sobie  um ilić  dy żur  wy j ęli  coś  z  barku,
Dżaba odm ówił konsum pcj i, bo bał się panicznie nawrotu sensacj i z ciałem  i duszą, ale chłopcy,
proszę bardzo. Tom ek wy szedł w środku nocy, ty m  razem  zdaj e się na własny ch nogach, Kaczor
zaś  padł  bez  przy tom ności  i  ty lko  zry wał  co  j akiś  czas  i  biegł  do  łazienki  wy m iotować.  Chy ba
nawet  się  nie  budził,  m iał  taki  sam   rozkład  m ieszkania,  więc  m ógł  biec  z  pokoj u  do  ubikacj i  z
zam knięty m i oczam i. Ale j ak j uż wszy stko z siebie wy rzy gał to zasnął, coś tam  m oże m ruczał w
sty lu „wy bacz, stary ”, Dżaba zastanawiał się czy  nie wezwać dla niego karetki. Tom ek em igrował
do Anglii, więc ostatnim i podry gam i rom ansował j eszcze na kilka dni przed wy j azdem , to by ł taki
czas, kiedy  wielu m y ślało o ty m , żeby  tu wracać a on postanowił wy j echać. Zawsze chciał by ć
obcokraj owcem ,  zawsze  więc  by ł  obcy   w  każdy m   kraj u,  w  który m   ży ł,  tak  j ak  by ł  obcy   we
Włoszech  m im o  że  koniecznie  chciał  by ć  Włochem ,  by ł  obcy   w  Polsce  chcąc  by ć  tutaj
Anglikiem  lub Włochem , a przy j aźnił się z pół Węgram i i pół Bułgarkam i, i z Iloną, która później
wy em igrowała do Szwaj carii, i kiedy  j eszcze czasam i stam tąd przy j eżdżała, a w każdy m  razie po

background image

takich  przy j azdach  odzy wała  się  do  stary ch  przy j aciół,  m ówiła:  co  za  koszm arnie  nudny   kraj .
Kinga wy em igrowała do Francj i i tam  utrzy m y wała się z udzielania lekcj i tenisa, w końcu by ła w
Polsce  j akąś  m istrzy nią,  j eżeli  nie  kraj u,  to  przy naj m niej   tego  m iasta.  W  1988  gdy   Dżaba  z
Lewy m   by li  w  Pary żu  oczy wiście  spoty kali  się  z  nią,  by ła  wspaniałą  przy j aciółką,  ty lko  tak
brzy dkie  kobiety   m ogą  by ć  takim i  kum pelkam i.  Więc  spacery   po  wąskich  ulicach,  wino  na
drewniany m   m oście  na  Sekwanie,  kradzież  popielniczek  w  knaj pkach  na  Montm artrze,  później
chłopaki  poj echali  zry wać  winogrona,  dwa  ty godnie  nieustaj ącego  upalania  się  haszy szem   i
upij ania m łody m  winem . Napaleni haszem  weterani 68, kom batanci uliczny ch walk, bohaterowie
bary kad, j eżdżący  swy m i rozlatuj ący m i się Citroenam i 2CV i Renaultam i 4. Cudowni.

Wy taczaj ący  z piwnicy  dwie beczki - białego i czerwonego wina.

Haszy sz  do  woli.  Dy skoteka  z  m ordobiciem .  Kartony   piwa,  no  lim its.  Irlandzka  wódka  z

lodem .  Dżaba  i  Lewy   wy ciągaj ą  lód  ze  szklanek  i  wy pij aj ą  na  raz.  Szm er  uznania.  Wizy ta  u
narkom anów  -  gaullistów  m ieszkaj ący ch  w  piękny m ,  duży m   i  stary m   drewniany m   dom u  na
odludziu.  Spadzisty   dach,  weranda,  coś  w  sty lu  starego  Witkiewicza,  ty lko  nie  w  Zakopcu  ale  w
południowej  Francj i. Martwy  wąż w wielkim  słoj u z nalewką. Dżaba próbuj e.

Rozgrzewa  w  środku,  uspokaj a.  Nie  palcie  tutaj ,  m ówią  narkom ani  -  gaulliści,  gapiąc  się

j ednocześnie  w  telewizor  pokazuj ący   program   o  zam achach  OAS.  Ty toń  j est  szkodliwy   dla
zdrowia. Walą sobie w kanał. Przy naj m niej  płuca zostaną czy ste.

Przed tą em igracj ą Tom ka to by ł rzeczy wiście niezły  okres, pom ij aj ąc to ciągłe upalanie się

i  pij aństwa  u  któregoś  z  nich,  zazwy czaj   u  Tom ka,  gdy   w  środku  nocy   dzwonili  do  panienek,
przy j edźcie  dziewczy ny,  j est  m iło  itd.  Kiedy ś  upalili  się  u  Dantona,  który   chy ba  j eszcze  wtedy
nie m y ślał o em igracj i, choć przecież niedługo później  wy j echał do Anglii. We czterech wy palili
chy ba kilka krzaków, bo gdy  wsiedli do autobusu (to by ł 187, podróż z Ochoty  na Dolny  Mokotów
trwała chy ba dziesiątki godzin) ludzie patrzy li na nich z przerażeniem , Kaczorowi uciekły  powieki,
gonił  j e  po  cały m   autobusie,  Tom ek  i  Dżaba  oczy wiście  dostali  śm iechawy.  A  zaczęło  się  to
wszy stko  chy ba  u  Kingi  na  działce,  trzy   lata  wcześniej .  Dżaba  siedział  w  dom u  i  czy tał
„Arcy dzieła francuskiego średniowiecza”, wpadli Kaczor z Tom kiem  m ówiąc: wstawaj , pakuj  się,
j edziem y  na im prezę, weź śpiwór i coś do żarcia, sam ochód czeka. Fakty cznie, by ło nieźle, Dżaba
pobił wtedy  swoisty  rekord wy pij aj ąc trzy  półlitrówki wódki i j edną krem u cy try nowego (swoj ą
drogą niezłe świństwo, słodkie aż do absurdu, zam ulaj ące i ciężkostrawne). Później  wy ciągali go z
rzeki, wy glądało to groźnie, bo w ty m  m iej scu Bug j est cholernie niebezpieczny, m nóstwo wirów,
Dżabę j uż zaczy nało wciągać, chy ba nawet nie m iał świadom ości że j est w rzece, raz wy ciągnęli
go za rękę, później  gdy  wpadł po raz drugi, w ostatniej  chwili złapali j ego nogę, Bóg świadkiem ,
reszta  też  by ła  kom pletnie  pij ana,  choć  m oże  bliżej   rzeczy wistości  niż  Dżaba,  później   Tom ek  i
Kaczor na zm ianę trzy m ali go pod pom pą, nie by ł w stanie nawet wej ść po schodach do dom ku.
Kogo wy  m i tutaj  przy wozicie, krzy czała na nich Kinga, a Ilona patrzy ła z politowaniem , choć w
ram ach  m iłosierdzia  dała  m u  swoj ą  koszulkę,  bo  całe  ubranie  Dżaby   by ło  m okre,  w  piasku  i
wodorostach.  I  później   Dżaba  spał  przez  24  godziny,  dokładnie  pełną  dobę,  a  w  pokoj u  obok
towarzy stwo oglądało film y  soft - pornograficzne, z który ch j eden by ł kuriozalny  bo opowiadał o

background image

zom bies szalej ący ch na j akiej ś wy spie, chy ba na Pacy fiku. Naprawdę, pornos z nieboszczy kam i,
chociaż  sam e  zom bies  nie  kopulowały,  ty lko  powstawały   z  ziem i  i  wy nurzały   się  z  m orza  a
m iłością  zaj m owała  się  cała  ekipa  naukowa,  która  na  rzeczoną  wy spę  przy pły nęła  by   badać
tam tej szy   folklor.  Niezły   ten  folklor,  prawda?  To  się  nazy wa  połączenie  Erosa  z  Tanathosem .
Śm ierć i m iłość. Bo śm ierć chroni od m iłości, a m iłość od śm ierci.

W  tam ty ch  czasach  za  dziesięć  dolców  m ożna  by ło  solidnie  się  nażreć  i  napić  w  Victorii,

wtedy   chy ba  naj bardziej   szpanerskim   hotelu  w  Warszawie,  bo  przecież  nie  by ło  j eszcze  wtedy
Mariotta a rem ont Bristolu trwał od przy naj m niej  kilkunastu lat i nie by ło widać końca, tak, tak, to
by ł  cudowny   koniec  lat  80,  niektórzy   przeczuwali  że  coś  się  tu  zm ieni,  ale  ważniej sze  by ły
im prezy   w  akadem ikach.  Wtedy   j eździliśm y   j uż  na  Kica,  zabawy   zaczy nały   się  w  piątki
wieczorem , niektórzy  z nas wracali do dom ów w poniedziałki rano, a stam tąd po kąpieli i wreszcie
solidny m  posiłku na uczelnię, ty lko po to, żeby  przesiedzieć sześć godzin w „Szafocie”. Miało się
zdrowie, co? Zdaj e się, że nie by ło j eszcze wtedy  sklepu na Kobielskiej  i trzeba by ło posuwać na
Wiatraka, a tam  zawsze m ożna by ło dostać w m ordę, niektórzy  chodzili na m etę do Kaszlącego,
który   podobno  kilka  lat  później   się  powiesił.  Może  nie  m ógł  znieść  konkurencj i  całodobowy ch
sklepów z alkoholem , które nagle tak wspaniale wy kwitły, niczy m  m agiczne kwiaty, ale niedługo
później   okazało  się  że  w  nich  też  sprzedaj ą  podrabianą  wódkę,  od  której   ludzie  tracili  wzrok  i
rozum   popadaj ąc  w  ciem ność  i  szaleństwo.  Kiedy ś  poszliśm y   z  Jasiem   na  m etę  do  hotelu
robotniczego, portierka m y ślała że j esteśm y  z policj i, to wszy stko przez twarz Jasia, wy gląda na
przedstawiciela  sy stem u  totalitarnego,  równie  dobrze  m ógłby   grać  SS  -  m anów  w  film ach  o
obozach koncentracy j ny ch, j ak i oficerów SB, katuj ący ch anty kom unisty czny ch opozy cj onistów.

Niedaleko stam tąd by ła druga m eta, u Pięknej  Ireny, ale nigdy  tam  nie dotarliśm y, m ożna

tam  by ło zastawić zegarki, sztućce, anty ki, wszy stko, choć j a raczej  nie m iewałem  zegarków, bo
j eżeli  j uż  j akiś  m i  się  trafił  to  go  od  razu  prałem   w  pralce,  razem   z  papierosam i,  zapałkam i  i
dokum entam i, bo j ak się brałem  do wielkiego prania to do bębna wrzucałem  wszy stko nie patrząc
czy  coś j est w kieszeniach. U Kaczora siedzieliśm y  w siedm iu, m oże ośm iu przy  stole, oglądaj ąc
w telewizj i „Annę Kareninę”, i Kaczor, który  zawsze lubił takie zagry wki zaproponował żeby śm y
niczy m   carscy   oficerowie  na  film ie  wy pij ali  po  kieliszku  i  przechodzili  pod  stołem .  Wiecie,
Kaczy   j est  upadły m   szlachciurą,  choć  czasam i  przy znaj e  się,  że  pochodzi  ze  starego  rodu
góralskiego, Kaczy  - Gąsiennica, śm iechu warte, na ścianie w j ego dom u wiszą szable i ciupaga,
stąd to j ego rozdwoj enie, choć j est też tam  bum erang, więc skąd twój  ród Kaczy, chciałoby  się
zapy tać,  ale  odpuszczam y   sobie.  Więc  przechodziliśm y   pod  stołem ,  chodziło  chy ba  j ednak
głównie o to, żeby  nikt nie m igał się od picia, wtedy  nie m ożna by ło m ówić: nie chcę, nie m ogę.

Rzeczy wiście, spiliśm y  się wszy scy  okropnie, większość j akoś zapakowała się do sam ochodu

Szam ana,  Dżaba  też  tam   chciał  wej ść,  ale  ręką  zam iast  obj ąć  klam kę,  to  wsadził  j ą  do  wlewu
benzy ny  i tam  m u się zaklinowała, gdy by  ktoś nie by ł w m iarę przy tom ny, chy ba Oj ciec, który
wtedy  j eszcze nie m iał wrzodów, to Szam an by  poj echał ciągnąc za sobą Dżabę z j ego uwięzioną
ręką. Gdy  j uż wszy scy  poj echali, zostali ty lko Dżaba z Kaczorem , postanowili pój ść do Graży ny,
by ł  późny   wieczór,  ale  Graży na  j eszcze  nie  spała,  plotkowały   o  czy m ś  z  Sitkową,  a  tu,  proszę,
goście,  goście,  nawaleni  j ak  nigdy.  Kaczy   chy ba  się  przewrócił  w  przedpokoj u,  a  m oże  nie,

background image

Dżaba  zobaczy ł  pościelone  łóżko  m atki  Graży ny,  więc  się  tam   władował,  trzeba  go  by ło
wy ciągać  za  kończy ny,  wiecie  w  pewny m   m om encie  senność  j est  górą.  Chy ba  trzy   razy   by li
stam tąd  wy rzucani,  ostatnim   razem   wy szli  przez  szy bę  w  drzwiach  na  klatkę,  Kaczor  przez
ty dzień nosił bandaże na rękach, no ale wtedy  j eszcze nigdzie nie pracował, więc ręce nie by ły
m u  specj alnie  potrzebne.  Kaczor  dał  się  przekonać  i  poszedł  do  dom u,  ale  Dżaba  by ł  nieugięty,
wracał j ak m orowe powietrze, tak j ak kiedy ś wrócił niechcący  do siebie do dom u, gdy  balowali u
Tom ka,  poszedł  odprowadzić  na  przy stanej   j akieś  kobiety,  co  by   o  nim   nie  m ówić,  zawsze  by ł
akuratny   wobec  kobiet,  i  gdy   wracał  pom y liły   m u  się  dom u,  znacie  te  blokowce  na  wielkich
osiedlach, wszy stkie są takie sam e, więc Dżaba kom pletnie pij any  wrócił przez pom y łkę zam iast
do  Tom ka  to  do  siebie,  i  m oże  wszy stko  by łoby   dobrze,  gdy by   nie  otworzy ła  m u  j ego  własna
m atka.  To  się  nazy wa  m ieć  pecha,  pom y ślał  wtedy   Dżaba  i  padł  bez  przy tom ności  w
przedpokoj u.  To  by ły   czasy,  chciałoby   się  powiedzieć.  Każdy   m a  takie,  na  j akie  sobie  zasłuży ł,
m ożna  ripostować.  Zapy taj cie  się  ich,  co  o  ty m   sądzą.  To  by ła  inna  planeta,  powiedzą,  inny
wy m iar, zwy cięstwo nadrealności.

Kwintesencj a  aproksy m acj i  j est  dom inantą  esterabiliów,  m ówi  Tom ek.  Jesteśm y

Fuckersam i,  m ówi  inny m   razem ,  we  Włoszech  j est  wszy stko  inaczej ,  wy powiada  się
autory taty wnie.  Mam   włoskie  koszule  do  sprzedania,  i  papierosy   przem y cane  ze  Stanów  przez
Sardy nię,  m am   arabskie  przy prawy   i  pachnidła,  francuskie  perfum y,  angielski  ty toń  do  faj ek,
hiszpańskie wino. Kości święty ch, uzdrawiaj ące balsam y  i olej ki zapachowe. Mam  też niezwy kłe
afrody zj aki  po  który ch  dostąpicie  kosm iczny ch  orgazm ów.  Wlewam y   wino  w  pępki  kobiet  i
wy lizuj em y   j e  stam tąd  z  łapczy wą  starannością.  Siedzim y   przy   barku,  odbieraj ąc  właśnie
przy gotowane zim ne drinki. Tom ek j est teraz Anglikiem . Yeah.

Shit. Cool. Ma żonę Kathy. Kaśka - przedstawia się. To j est Polska, m ówi z ty powo angolskim

akcentem . Jest dwa razy  starsza od Tom ka. Co to za gówno, m ówi na j akiej ś im prezie. Nie m acie
Nirvany,  albo  Metalliki?  Sprzedawał  paski  na  Cam den,  m ówi  o  Tom ku  j ego  m atka,  gdy
zażenowani  z  Kaczorem   siedzim y   u  niej   w  dom u  czekaj ąc  na  telefon  od  Tom ka.  Poj ebało  go,
m ówię j a albo on. Zawsze chciał by ć obcokraj owcem , dodaj e Kaczy, albo j a.

Kiedy  nas odwiedzisz w Londy nie, py ta się Tom ek, to j est m ój  nowy  adres, m oże by ś wpadł

za  j akiś  czas.  Jasne,  m ówię,  to  by łoby   m iłe,  nigdy   nie  by łem   w  Londy nie.  Widziałeś  się  z
Andrzej em ,  py ta  się,  j akby   naprawdę  nie  m iał  j uż  żadny ch  pom y słów  na  podtrzy m anie
konwersacj i. Czasam i. Nie przeszkadza m u, że j ego żonę poznali dokładnie wszy scy  j ego kum ple?
OD  ŚRODKA!  Nie  wiem ,  m oże  go  to  podnieca,  chuj   wie.  Przez  rok  Tom ek  i  Kathy   siedzieli  w
RPA, akurat Mandela został prezy dentem .

Waluś  zabił  Chrisa  Haniego,  więc  zastanawialiśm y   się  z  Kaczy m ,  czy   nie  zlinczuj ą  tam

Tom ka, ale na kartce (Johannesburg by  night) przy znał się, że m ieszka w j akim ś superstrzeżony m
osiedlu  „ty lko  dla  biały ch”  -  druty   kolczaste,  psy,  strażnicy,  kam ery.  No  tak,  dobrowolny
koncentrak.  Biali  bialim   zgotowali  ten  los.  Mieli  tam   robić  interesy.  Nie,  nie,  oczy wiście,  że  nie
diam enty, ani nic poważnego. Chodziło chy ba o j akąś fabry kę ubrań, czy  inne badziewie. Tom ek
przy słał m i list. Kochana Babciu! Sy tuacj a układa się pom y ślnie. Udało nam  się zdoby ć poży czkę

background image

z banku na zakup dom u, a ponieważ ocenia się tutaj , że do końca tego roku ceny  nieruchom ości
wzrosną  o  około  20%,  m y ślę,  że  warto  skorzy stać  z  tej   poży czki.  Powinna  nam   wy starczy ć  na
kupno dom u, oraz dwóch j ednosy pialniowy ch m ieszkań, które po wy naj ęcie powinny  spłacać tę
poży czkę.

Ponadto  nawiązaliśm y   współpracę  z  pewną  am ery kańską  firm ą.  Jutro  wy ślem y   im   próbki

swetrów,  które  wy konała  dla  nas  ręcznie  dziewczy na  (o  im ieniu  Beauty )  pom agaj ąca  nam   w
dom u.  Zdaj e  się,  że  Babcia  dostała  list  w  sty lu:  Cześć  Stary !  Chuj owo  tu  j est  j ak  drut.  Żadnej
pracy,  ani  perspekty w.  Trzeba  stąd  spierdalać,  chociaż  trochę  szkoda,  bo  wóda  lej e  się
strum ieniam i, a czarne są niezłe dupy.

Wcześniej  Tom ek usiłował rozkręcić interes w Polsce. Nie, oczy wiście, nie m y ślę j uż o ty m

paranoiczny m   szy ciu  półgolfów  razem   z  Kaczy m ,  prawie  dziesięć  lat  tem u.  Później ,  j ak
pierwszy  raz przy j echał z Kathy, przy wieźli ze sobą angielskie filtry  do wody  i okazało się, że nie
pasuj ą  do  polskich  rur.  Mieli  też  plastikowy   wy nalazek  do  układania  włosów  w  kształcie
szubienicznej  pętli, ale cóż, na ry nku właśnie poj awiły  się bardzo tanie podróbki. O term osach w
kształcie My szki Miki, Psa Pluto i Donalda j uż nie wspom inam . No dobra, tak się ty lko m ówi.

Oczy wiście,  że  wspom inam .  Są  nietłukące,  dem onstrował  Tom ek  rzucaj ąc  j e  na  podłogę.

My szka Miki - j eb! Pies Pluto - j eb!

Donald - j eb! Teraz chcieli otwierać j akieś knaj py  w Bolesławcu.

Trzy ! Trzy  knaj py  w m iasteczku, w który m  nie m a j uż zapotrzebowania nawet na j edną. To

j est  POLSKA!  Powiedziała  Kathy,  gdy   m ało  co  nie  zderzy liśm y   się  z  j akim ś  rozpędzony m
m ercedesem   przy   Placu  Defilad.  Kurwa,  m ogłeś  zadzwonić,  powiedziałem   Tom kowi,  gdy
przy znał  się,  że  j est  tu  j uż  od  ty godnia  a  wy j eżdża  następnego  dnia  rano.  Wieczory   spędza  w
towarzy stwie  brata  ciotecznego  z  żoną,  siostry   ciotecznej   z  narzeczony m   (dlaczego  to  nie  j a!)  i
swoj ego oj ca z j ego drugą, albo trzecią żoną. Nadal piszesz książki, spy tała się Kathy  w drodze na
Starówkę. Tak, teraz piszę m iędzy  inny m i o was. Zdrowo obrobię wam  dupy, m ówię. Musisz nam
przy słać  egzem plarz  do  Londy nu,  w  angielskiej   wersj i,  dodaj e  Kaśka.  Jasne.  Wpadnij   do
Londy nu,  m ówi  Tom ek.  Koniecznie.  Może  na  wiosnę.  To  naprawdę  dobry   pom y sł.  London  can
y ou  wait?  For  all  the  things  I  have  to  say.  London  can  y ou  wait?  śpiewa  kolej ne  „nowe  The
Sm iths”,  które  nazy wa  się  Gene.  Ktoś  napisał,  że  Gene  j est  wy studiowanie  dekadenckie.  Deca
dance. Dance m acabre. Dance transe.

Kocham   wakacj e  w  Polsce,  wrzeszczał  Mały   leżąc  na  Nowy m   Świecie,  gdy   wreszcie  go

zdj ęliśm y  z naszy ch um ęczony ch ram ion po ty m  j ak nieśliśm y  go przez całe m iasto, nie dość że
m iał złam aną nogę to na dodatek by ł kom pletnie pij any, Jezu, j akie to żenuj ące, totalnie nawalony
kaleka,  j eszcze  by   tego  brakowało,  żeby   na  przy kład  zlał  się  w  spodnie.  Mały,  ile  ty   m asz  lat,
kurwa,  przy j eżdża  taki  z  Anglii  albo  Afry ki  ty lko  po  to,  żeby   chlać  naszą  wódę.  Mógłby ś
przy naj m niej   coś  zarobić.  Więc  kładą  Małego  na  chodniku,  obok  kule,  przed  nim   czapka,  którą
wy ciągnął  z  zanadrza  Oj ciec,  zarabiaj   Mały,  kurwa,  dawać  kasę,  wrzeszczy   na  przechodniów
Mały, kocham  wakacj e w Polsce. By ło j uż późne popołudnie, do kina na „Terror Mechagodzilli”

background image

poszliśm y  na 11.30, tak żeby  seans kończy ł się o 13.00 i m ożna by ło zacząć pić oficj alnie. Wtedy
j eszcze  chodziliśm y   do  SDP  -  u,  gdzie  Oj ciec  m iał  sfałszowaną  legity m acj ę,  wchodziliśm y   na
nią  po  sześciu,  ceny   w  takich  lokalach  by ły   dum pingowe,  braliśm y   po  kotlecie,  cztery   piwa  i
ćwiartce wódki na głowę, ale raz Kaczor, który  właśnie spadał pod stół, pociągnął za sobą obrus,
wszy stko się spierdoliło na podłogę, całe szczęście udało się uratować kilka piw, więc wy szliśm y
spokoj nie, portier  chciał zasłaniać  nam  wy j ście  własny m  ciałem ,  kelnerka dzwoniła  po  m ilicj ę,
by ło  uroczo,  w  końcu  wy lądowaliśm y   u  Kaczora,  gdzie  doszło  do  poj edy nku  na  szable  m iędzy
gospodarzem   a  Oj cem ,  chłopcy   w  pewny m   m om encie  chy ba  zaczęli  walczy ć  naprawdę,
przedtem   j ednak  na  przy stanku  interweniuj ący   w  obronie  spokoj u  społecznego  patrol  m ilicj i
aresztowaliśm y, zaciągnęliśm y  w krzaki i zm usiliśm y  do konsum pcj i alkoholu z gwinta, zabieraj ąc
im  czapki, chłopcy  by li przerażeni, ale ich wy bór, j eśli chce się by ć przedstawicielem  władzy  to
trzeba się liczy ć z niebezpieczeństwam i. I tak m ieli szczęście że wszy scy  by liśm y  heteroseksualni.
Kom unizm   chy lił  się  ku  upadkowi,  wszy scy   by li  zdem oralizowani,  nie  dziwota,  że  się  tak
skończy ło, Kaczor tak się z nim i sfraternizował, że nawet ich zaprosił do siebie na balangę, ty lko
przy j dźcie z kum plam i, m ówił, i naj lepiej  żeby ście m ieli tarcze i kaski. Nie przy szli. W zam ian za
to  biegaliśm y   w  czapce  kolesia,  który   właśnie  służy ł  w  lotnictwie  i  zaj m ował  się  naprawianiem
helikopterów. Ubieraliśm y  się w garnitury  i sm arowaliśm y  włosy  bry lanty ną żeby  wczuć się w
klim aty  m iędzy woj enne, znaliśm y  na pam ięć szty wne ruchy  Bogarta, wiedzieliśm y  j ak uchy lić
się  od  lecącej   kuli,  wy konać  gry m as  num er  cztery,  j ak  elegancko  wsadzić  rękę  do  kieszeni  i
trzy m ać  j ą  tam ,  pocącą  się,  nerwowo  przebieraj ącą  palcam i.  Później   traciliśm y   poczucie
rzeczy wistości,  padaliśm y   j ak  żołnierze  w  sam obój czy ch  atakach  na  bagnety.  Spaliśm y   w
wannach, zalegaliśm y  pokłady  wy obraźni.

Co  j akiś  czas  następowały   zawały   i  tąpnięcia,  wy buchy   m etanu  i  śm iechu.  Dżaba  na

m orfinie, po m ały m  zabiegu m edy czny m  - wszędzie kolory, lekkość by tu wcale znośna, t o t a l n
a b e z p r o b l e m  o - w o ś ć.

Powiedz że nazy wasz się doktor Wiśniewski, powiedział do Kaczora Oj ciec, i weź klucze od

trzy nastki.  Kaczor  wtedy,  m ożna  powiedzieć,  by ł  wolny m   studentem ,  m iędzy   Uniwerkiem   a
Akadem ią,  wy starczy   przej ść  przez  ulicę,  Kaczy   w  „Szafocie”,  Kaczy   w  „Eufem ii”,  Kaczy
polonista, Kaczy  arty sta. Wszy stko. Więc nie by ło zaskoczeniem  dla nikogo, że Kaczy  pracownik
naukowy  Akadem ii. W sali nr.13 zapach świeżej  farby  m ieszał się z wonią świeżo palonej  trawy,
wy ciągnęliśm y   z  worków  i  plecaków  piwo,  włączy liśm y   m uzy kę,  i  zrobiło  się  m iło.  W  takich
warunkach warto wszczy nać studenckie rewolty, obalać dy ktatorów, wprowadzać nowe porządki.
Z  okna  widać  by ło  dziedziniec,  tam   zm ieniały   się  kolory   powietrza,  czas  zm ieniał  się  wraz  z
barwą  nieba,  piwo  wzbierało  w  ciałach,  ekspresj a  twórcza  znaj dowała  uj ście  na  cudzy ch
płótnach, które tam  schły  przy gotowane j ako prace sem estralne, który m  dory sowaliśm y  kolej ne
płaszczy zny   porozum ienia  m iędzy   arty stą  a  odbiorcą,  wzbogaciliśm y   paletę  odcieni,  ułom ny m
doprawiliśm y   kończy ny,  zakom pleksiony m   doszy liśm y   penisy,  chudy ch  pogrubiliśm y,  m ali
wzrośli niczy m  egzoty czne rośliny, m ieszaliśm y  woń uży wki z zapacham i farby, przez uchy lone
okno  wpły wały   wonie  powietrzne  ciepłego  popołudnia,  pachniało  piwo  i  m uzy ka  ze
zdezelowanego m agnetofonu, choć by ł też tam  chy ba adapter i pory sowane analogi. By ło ciepło.
Po  drugiej   stronie  Krakowskiego  Przedm ieścia,  pod  kasztanam i,  m iędzy   wy działam i  historii  i

background image

polonisty ki j ak zwy kle siedziało kilka osób popij aj ąc „Królewskie”, wtedy  szczy t m arzeń, kto z nas
teraz  pij e  „Królewskie”?  Chy ba  ty lko  Runio  i  Pawik.  Ten  pierwszy   sprzedaj ąc  książki  pod
Insty tutem   Węgierskim ,  zacieraj ąc  m arznące  ręce  i  m ówiąc:  ale  się  wczoraj   naj ebaliśm y,  do
zwałki, szkoda że cię nie by ło, albo Pawik, który  z przepastności swej  torby  wy ciąga dziwne kartki,
taj em nicze  książki,  swoj e  legendarne  notatniki  akadem ickie,  w  który ch  zapisana  j est  historia
całego świata.

Kiedy ś nawet Podsiadło pisał wiersze o piwie „Królewskim ”. Piwo „Królewskie” odeszło w

nieby t j ak bułka z kefirem , papierosy  „Stołeczne”, wino „Atut”, piątkowe koncerty  w „Rem oncie”,
sesj e  egzam inacy j ne,  akadem iki,  stara  „Harenda”  z  karalucham i  na  stołach  i  panią  Zosią,  która
przed trzy nastą dawała alkohol.

Już pierwszego dnia by ło wiadom o, że będzie nieźle, kiedy  Dżaba spierdolił się ze skarpy, a

Oj ciec zasnąwszy  na plaży  na lewy m  boku, prawy  tak sobie spalił, że m im o iż nacierany  przez
usłużne recepcj onistki zarówno zsiadły m  m lekiem , j ak i naj nowszy m i wy nalazkam i światowy ch
liderów  w  produkcj i  krem ów,  m azideł  przeciwoparzeniowy ch  i  koj ący ch  pianek,  przez  kilka  dni
chodził  przechy lony   j ak  tonący   statek  i  nie  m ógł  wy konać  żadnego  gwałtownego  ruchu  bez
wy doby wania z siebie dram aty czny ch j ęków i postękiwań.

To  wtedy   wszy scy   usiłowaliśm y   nauczy ć  się  pły wać  za  desce,  naj lepiej   wy chodziło  to

Szam anowi,  raz  j ednak  wy pły nął  na  pełne  m orze  i  nie  potrafił  wrócić.  To  dobrze,  że  m i  się  nie
udało ani razu złapać wiatru w żagiel, pom y ślałem . Przesiady waliśm y  w barze gastronom iczny m
kategorii  IV,  ceny   by ły   wielce  przy stępne,  piwo  prosto  z  beczki,  m im o  że  dość  wodniste  to
apety czne,  choć  przecież  niszczy liśm y   sobie  wątroby   potrawam i  sm ażony m i  na  stary m   olej u
także  w  inny ch  m iej scach,  j eździliśm y   do  neogoty ckiego  Dom u  Ry baka,  tam   pęcznieliśm y   od
kotletów,  zrazów,  tłusty ch  żurków,  choć  kilka  lat  później   każdy   dy skretnie  sprawdzał  sobie
zawartość cholesterolu i wskaźnik aterogenności.

Na  śniadanie  by ł  schabowy,  na  obiad  befszty k,  na  kolacj ę  kiełbasa  pieczona  na  ognisku,

przy rządzony m   ze  ścięty ch  na  wy dm ach  gałęzi,  z  przy godny m i  kobietam i  u  boku  i  kartonam i
piwa  dowieziony m i  właśnie  przed  chwilą.  Co  kilka  dni  szarżowaliśm y   na  Hel  sam ochodem
Szam ana,  by   zj eść  takiego  sam ego  schabowego  w  ry backiej   tawernie,  w  której   uwieszone  u
sufitu  sieci  m aj ą  wprowadzać  w  m orski  nastrój ,  koła  ratunkowe  ratować  przed  zatonięciem   w
codzienny ch lękach a stare m apy  wy brzeży  spowodować nostalgię, stawaliśm y  na falochronie,
patrzy liśm y   się  w  bezkres  Morza  Bałty ckiego,  gdzie  za  hory zontem   spadały   w  otchłań  prom y
pasażerskie, tankowce  i okręty   woj enne, gdzie  w głębinach  bulgotało od  stłum iony ch  pory kiwań
Lewiatana. Ry ba sm ażona i ogórek konserwowy, duże piwo w ciężkim  kuflu. A potem  do COS - u
gdzie czekaliśm y  na rom anty czne wschody  słońca zam awiaj ąc j eszcze raz to sam o i gdy  robiło
się  j asno  szliśm y   j ak  na  teledy skach,  powoli,  obok  siebie,  z  rękam i  w  kieszeniach,  trzeba  by ło
przeskakiwać  ogrodzenie,  poranne  spacery,  kiedy   j eszcze  paranoidalny   upał  nie  kazał  szukać
ratunku w chłodzie kam ienny ch pom ieszczeń.

Szam an rządził swoim  BMW z otwierany m  dachem , wtedy  po raz kolej ny  zrozum iałem , że

background image

są  pewne  rzeczy   straszliwie  ułatwiaj ące  ży cie,  a  kobiety   staj ą  się  bardziej   przy chy lne,  choć
Szam an  raz  się  zdenerwował,  j eszcze  m nie  wtedy   tam   m nie  by ło,  dopiero  doj eżdżaliśm y   z
Oj cem .  Jakaś  dziewczy na  w  trakcie  stosunku  seksualnego  z  Szam anem   w  j ego  sam ochodzie
wy biła nogą przednią szy bę co uznać należy  za dowód aprobaty  dla poczy nań Szam ana, kurcze,
Redford,  niezły   j esteś,  a  tu  Szam an  m im o  m iłosnego  uniesienia  wy skakuj e  z  sam ochodu,
wy pierdalaj  kurwo, wy ciąga j ą za włosy, żeby m  cię tu więcej  nie widział, kurwa zniszczy ła m i
sam ochód.  Chłopaki  patrzą,  Szam an  uspokój   się.  Następnego  dnia,  gdy   m y   z  Oj cem   j eszcze
j esteśm y   w  Warszawie  oglądaj ąc  na  wideo  j akieś  idioty czne  film y   woj enne  i  czekaj ąc  aż
obiecane przez kogoś pieniądze doj dą do Oj ca, który  oprócz palenia trawy  i zgry wania geniusza
chałturzy   m aluj ąc  tablice  reklam owe.  Wtedy   gdy   j a  przewij am   kolej ny   film ,  Szam an  za
kierownicą  swoj ego  BMW  zaczaj ony   na  bocznej   drodze,  obok  Agata,  która  m a  udawać  j ego
siostrę,  na  czatach  Kudłaty   z  Hipolitem ,  wreszcie  j edzie  j akiś  sam ochód  dostawczy,  przej eżdża
kry j ówkę Szam ana, chłopaki daj ą znaki, Szam an wy j eżdża i rusza za furgonetką, a m oże to by ła
j akaś większa ciężarówka, zaj eżdżaj ą m u drogę, Szam an wy skakuj e z kurwam i na ustach, Agata
w płacz: tata nas zabij e, nie m am y  po co wracać do dom u, facet się ugina i przy znaj e się od razu,
że  to  spod  j ego  kół  wy padł  kam ień,  który   rozbił  szy bę  szam anowego  sam ochodu,  i  w  dodatku
podpisuj e  stosowny   dokum ent.  Kilka  dni  później   niedaleko  tego  m iej sca  rozegra  się  nie  m niej
m rożący   krew  w  ży łach  dram at,  kiedy   to  Dżaba  stoczy   heroiczną  walkę  z  czteroosobowy m
patrolem   m ilicy j ny m .  Historia  m a  m iej sce  w  godzinach  nocny ch,  kiedy   to  cała  ekipa  wraca
sobie spokoj nie z dy skoteki, rozciągnięci wzdłuż drogi j ak dziesięciokrotnie przeżuta gum a, Dżaba
idzie na początku albo na końcu, w każdy m  razie to j em u drogę zaj eżdza m ilicy j na Ny sa i Dżaba
m im o  bohaterskiego  oporu  zostaj e  wciągnięty   do  środka  i  poddany   szy bkiem u  przesłuchaniu  na
okoliczność  nie  wiadom o  czego,  bo  zarówno  percepcj a  Dżaby   j est  trochę  na  skutek  zm ęczenia
osłabiona, j ak i funkcj onariuszom  trudno zwerbalizować swoj e zastrzeżenia i przedstawić zarzuty,
stąd  oburzenie  Dżaby,  i  w  trakcie  kontrolnego  pałowania  z  ruty ną  wy kony wanego  przez  trzech
m ilicj antów  i  uważnie  obserwowanego  przez  czwartego,  nagłe  i  zaskakuj ące  dla  agresorów
przej ście  Dżaby   do  kotrataku,  wy rwanie  pały   j ednem u  z  katuj ący ch  go  przy głupów  i  iście
sam obój czy   atak  na  przeważaj ące  siły   wroga.  Milicj anci  przez  chwilę  są  tak  zaszokowani,  ich
receptory   j eszcze  chy ba  nie  zauważy ły   że  coś  się  zm ieniło,  więc  przez  dłuższą  chwilę  daj ą  się
okładać  wściekle  atakuj ącem u  Dżabie,  choć  co  trzeba  przy znać  z  przy krością,  w  końcu  tępa,
ciem na m asa wy korzy stuj ąc przewagę liczebną tłum i ten zry w w obronie wolności j ednostki. Do
Pucka  z  nim ,  zarządza  dowódca  patrolu,  którem u  chwilę  wcześniej   Dżaba  proponuj e  solowy
poj edy nek  j eden  na  j eden,  według  ry cerskich  reguł.  Niestety   wy wodzące  się  z  cham stwa
ciem ne siły  nie znaj ą się na ry cerskim  honorze, stąd zapewne kolej ne m ałe pałowanie, i pom y sł
zam knięcia Dżaby  w areszcie aż wy trzeźwiej e. Całe szczęście poj awiaj ą się Hipolit z Oj cem , ten
pierwszy   j ako  prawnik  ogłupia  m ilicj antów  recy tuj ąc  im   kilka  paragrafów,  o  który ch  zapewne
nigdy  nie sły szeli, Oj ciec zaś oddaj e się w ich ręce j ako dobrowolny  zakładnik, pozwala się spisać
i  j est  gotów  dać  się  aresztować  i  odwieźć  do  Pucka.  Poj awia  się  reszta  elokwentnej   grupki,
m ilicj anci  głupiej ą  i  zostawiaj ą  Dżabę  w  spokoj u.  Następnego  dnia  spoty kaj ą  się  na  tej   sam ej
dy skotece, Dżaba kończy  właśnie trzeciego drinka, ich oczy  się spoty kaj ą, to ty  ży j esz, zdaj ą się
m ówić  oczy   m ilicj antów,  którzy   oczy wiście  są  w  cy wilu  i  udaj ą  rozbawiony ch  tury stów,  choć
m oże  urwali  się  ze  służby,  kim   są  ci  kolesie,  zdaj ą  się  m ówić  oczy   Dżaby.  Wreszcie  dwaj
m ilicj anci podchodzą i przepraszaj ą Dżabę, tłum acząc się koniecznością wy kony wania rozkazów i

background image

surowością  przełożony ch,  choć  poprzedniego  dnia  nikt  ich  do  pałowania  nie  zm uszał,  robili  to  z
własnej   woli  i  z  żarliwością  wręcz  religij ną.  Dżaba  patrzy   na  nich  z  lekką  pogardą,  gliniarze
pobrzękuj ąc coś niewy raźnie oddalaj ą się w nieznany m  kierunku.

Kilka  dni  wcześniej   albo  później   chłopcy   urządzaj ą  ognisko  na  plaży.  Kudłaty,  Szam an,

Dżaba i ich kobiety  - trzy  Ślązaczki.

Szam an  m a  pielęgniarkę  z  perm anentny m   okresem ,  Kudłaty   aktorkę  teatru  lalkowego,  a

Dżaba położną. Dziewczęta darzą chłopców niezasłużoną szczenięcą m iłością. Chłopcy  czuj ą się
m achos i rozwaleni w zim ny m  piachu popij aj ąc piwo protekcj onalnie obej m uj ą j e, przy ciągaj ą
do  siebie,  obleśnie  całuj ą,  przechwalaj ą  się  swy m i  przy godam i  j ak  naj em nicy   z  woj ny
trzy dziestoletniej , glory fikuj ąc swoj e pij aństwa, boj e na pięści i intelekty. Gdy  ognisko przy gasa i
kończy   się  nieodwołalnie  alkohol,  w  świetle  ognia  poj awia  się  kilka  postaci  w  rozchełstany ch
m undurach,  Woj sko  na  sam owolce.  Możem y   się  przy siąść,  py taj ą  grzecznie,  spoglądaj ąc
łakom ie na panny.

Jasne, m ówią chłopaki i robią m iej sce, ale właśnie nam  ognisko gaśnie. To nic, zaraz będzie

się pięknie palić, z przekonaniem  m ówi ten wy glądaj ący  na naj starszego rangą. Pierdolnij cie się
na  górę,  wskazuj e  pozostały m   wy soki  klif  obrośnięty   gęsto  drzewam i,  skąd  zawsze  wszy scy
łam iąc zakaz ściągaj ą drwa na ogniska.

Trzech  żołdaków  wdrapuj e  się  szy bko  na  górę  i  waląc  szaleńczo  siekierą  i  m iażdżąc

bucioram i gałęzie pokrzy kuj e coś do siebie.

Po pięciu m inutach ogień bucha j ak na stosie. Po następny ch piętnastu żołnierze proponuj ą

zm ianę m iej sca. Zapraszaj ą do swoj ej  j ednostki. No j asne, idziem y, j eszcze nigdy  nie bawiliśm y
się  w  j ednostce  woj skowej ,  j ak  się  okazuj e  supertaj nej ,  nasłuchowo  -  radarowej .  Obok  j est
j ednostka  rakietowa,  to  wszy stko  schowane  w  głębokim   lesie.  Droga  z  betonowy ch  pły t,  zakaz
wj azdu. Idą trochę przerażeni. Pom y ślcie. Ich trzech, one trzy  i pięciu żołnierzy  a w bunkrze, w
pełnej   gotowości  boj owej   czekaj ą  następni.  Dżaba  m a  pod  śpiworem ,  który   niesie  przed  sobą
schowany  m ały  nóż do kroj enia chleba i nacinania kiełbasy  na ognisko. Nie oddam y  ży cia tanio,
m y ślą odważni alkoholem . A j ednak j akieś niej asne przeczucia, zagrożenie, wy obraźnia podsuwa
obrazy   chłopców  zadźgany ch  bagnetam i,  zakopany ch  gdzieś  w  lesie,  dziewczy n  zgwałcony ch,
który m   w  pochwy   wepchnięto  puste  butelki  po  tanim   winie  z  ułam any m i  szy j kam i,  albo
m agazy nki do kałasznikowów. A m oże nawet granaty  z wy ciągnięty m i zawleczkam i.

Bram a j ednostki, pij any  wartownik chwiej ący  się na utrzy m uj ący m  go w j ako takim  pionie

karabinie. Ciężkie, grube, pom alowane w barwy  ochronne drzwi od bunkra powoli odsuwaj ą się
pokazuj ąc drogę do piekła. Wchodźcie, śm iało, zachęca j eden z żołnierzy.

Pozostali  obleśnie  się  uśm iechaj ą.  Nie  m a  odwrotu.  Wartownik  zasłania  sobą  furtkę  w

bram ie.  Stara  się  m ocno  dzierży ć  w  dłoni  karabin,  poprawia  na  głowie  hełm ,  który   zj eżdża  m u
ciągle  na  j edną  stronę.  W  środku  bunkra  panuj e  m roczny   niepokój ,  grube  ściany   oddzielaj ą  od
świata, tutaj  zawsze j est tak sam o, bez względu na to, co się dziej e na zewnątrz. Po lewej  stronie

background image

dziesiątki  wm ontowany ch  w  ścianę  urządzeń  przy pom inaj ący ch  trochę  wzm acniacze  i
m agnetofony   z  zestawu  hi  -  fi.  W  niektóry ch  m iej scach  brakuj e  poj edy nczy ch  cegiełek,  j akby
ktoś  j e  wy j ął,  tak  j ak  wy j m uj e  się  sam ochodowe  radia  i  paraduj e  z  nim i  dum nie  m iędzy
stoiskam i  dom ów  towarowy ch,  eleganckich  sklepów,  pośród  stolików  kawiarni  i  w  salach
bankowy ch.  Po  lewej   stronie  zaczy na  się  kory tarz.  Przed  kolej ny m i  wielkim i  drzwiam i  siedzi
przy   stoliku  żołnierz  w  rozchełstany m   m undurze.  Jego  głowa  okolona  rękam i  leży   na  stole,
wy kręcona  w  nienaturalnej   pozie,  j ak  gdy by   ktoś  m u  skręcił  kark  a  policj a  zabroniła  doty kać
czegokolwiek i teraz denat leży  żałosny, sam otny, obserwowany  przez tłum  gapiów, dziennikarzy  i
posterunkowy ch. Pij any  żołnierz ciężko podnosi głowę ze stolika i zaskoczony  tępo wpatruj e się w
przy by ły ch.  Nagle  rozszerzaj ą  m u  się  źrenice,  podry wa  się  nerwowo  i  zaczy na  wrzeszczeć:
goście,  kurwa,  goście,  dawaj cie  wszy stko  co  m am y.  Po  chwili  inne  grube  drzwi  otwieraj ą  się  i
dwóch  nieregulam inowo  ubrany ch  żołnierzy   wy nosi  z  j akiegoś  taj nego  składu  skrzy nkę  wódki  i
skrzy nkę taniego wina na popitkę. Bawim y  się, pada kom enda i rozkaz zostaj e wy konany.

Jaką  chcecie  stacj ę,  py ta  się  j eden  i  pokazuj e  na  segm enty   w  ścianie.  Mam y   nasłuch  na

dwa ty siące kilom etrów. Może Luxem burg?

A  dlaczego  tu  nic  nie  m a,  py ta  się  Kudłaty   wskazuj ąc  na  puste  m iej sce  w  ścianie.

Sprzedaliśm y   na  wódę,  chwali  się  żołdak,  pokazuj ąc  w  uśm iechu  wy brakowaną  klawiaturę.  Na
dole  m am y   dziesięć  radioli,  z  dum ą  m ówią,  prowadząc  gości  do  podziem ny ch  garaży   gdzie
sam otne i sm utne stoj ą ciężarówki z radiostacj am i.

Nie j eżdżą od paru lat. Wachę sprzedaliśm y  chłopom , przy znaj ą się. Jezu, a j ak tu wpadnie

żandarm eria? Spokoj nie, to taj na j ednostka, żandarm eria nie m a tu wstępu, uspokaj aj ą żołnierze.

Dżaba j est j uż w hełm ie, w rękach dzierży  kałasznikowa. Jest naładowany, cieszy  się. W ty m

sam y m  m om encie bram y  sezam u otwieraj ą się i chwiej nie wtacza się do bunkra wartownik.

Pierdolę, nie będę stał j ak tutaj  balanga, m ówi. On też m a broń z ostrą am unicj ą. Niepokój

dekonspiracj i powoli ustępuj e. Nie bój cie się, uspokaj aj ą żołnierze. Nikt tu nie przy j dzie.

Sierżant  leży   teraz  naj ebany   u  swoj ej   dziwki.  Codziennie  rano  j eździm y   po  niego  do

m iasteczka.  Nie  m a  szans,  żeby   się  tu  ktoś  poj awił.  No,  skoro  tak...  Dżaba  j est  j uż  obwieszony
ekwipunkiem , usiłuj e przeładować kałasznikowa, Szam an leży  na pry czy, w j ego głowie powstaj ą
wielkie  plany,  Kudłaty   nie  wy zby ł  się  j eszcze  do  końca  podej rzliwości.  I  tak  m ij aj ą  godziny.
Wódka i wino.

Bezpośredni telefon do Kom endy  Głównej . Dżaba podnosi słuchawkę i spokoj ny m  głosem

m ówi:  Plan  „Zero”  wy konać.  Kilka  godzin  później ,  gdy   blady   świt  wstaj e  nad  wy brzeżem ,
wracaj ą z nocnej  wy cieczki. Dwóch żołnierzy  wy konuj ąc rozkaz niesie Dżabę.

Kudłaty  i Szam an ledwo trzy m aj ą się na nogach. Ślązaczki odbij aj ą po drodze. Dochodzą do

cam pingu. Żołnierze przerzucaj ą Dżabę przez płot i salutuj ąc odm aszerowuj ą.

background image

Trzy dzieści  lat  wcześniej   Joe  Alex  wkręca  w  m aszy nę  kartkę  papieru  i  rozstrzelony m

drukiem  pisze: R o z d z i a ł p i e r w s z y.

To wtedy  Kaczor kupił tę łopatę, o czy m  opowiada do dzisiaj , kiedy  w Augustowie chłopcy

zarządzili  j edenaście  butelek  wódki  i  sto  dwadzieścia  piw,  naj pierw  wy kopiem y   sobie  groby,
powiedział, a potem  się w nich położy m y  i zaczniem y  pić. By ły  ciepłe noce, j ezioro m arszczy ło
lekko swoj ą skórę, wszy stkie wy chowawczy nie z pobliskiego obozu m łodzieżowego przy chodziły
do nas, niektóre trzeba by ło odnosić i przerzucać przez siatkę, ratownicy  wodni ratowali się przy
naszy m   ognisku  napinaj ąc  m ięśnie  i  ściskaj ąc  przeły ki,  daj   m i  tu  sm erfocy nę,  m ówił  Hipolit,  a
Oj ciec m iał pierwsze obj awy  choroby  wrzodowej , wy m iotuj ąc na zebrane na ognisko kartofle.
To wtedy  zj edliśm y  z Kaczorem  i Lewy m  wiadro zupy  pom idorowej , i sprzedaliśm y  za butelkę
spiry tusu  adres  Małego  j akiej ś  brzy dkiej   pannie  z  Torunia  z  technikum   j akiegoś  tam ,  która
pracowała ciężko j ako pom y waczka w kuchni, więc przy znaj m y  to, coś j ej  się od ży cia należało,
na  wy spę  przeprawialiśm y   się  wpław,  tam   obsiadaliśm y   naj większy   stół  w  stanicy,  padre,
kartofle,  padre,  buraczki,  Mały   wy bałuszał  oczy,  co  ty   Mały,  kobiety   nie  widziałeś?  Ukradliśm y
rządowe drzewo, leżało równo pocięte w zagaj niku do którego chodziliśm y  się wy próżniać, szkoda
żeby   się  zm arnowało,  później   okazało  się  że  by ło  j uż  wtedy   własnością  rządu,  tak  zostałem
anarchistą,  witaj cie  nasze  Serwy   kolorowe,  ry czeliśm y   to  j eszcze  nie  raz  przy   okazj i  balang,  w
czasie raj dów po cały m  m ieście, wtedy  alkohole by ły  relaty wnie tanie, a wy prawa przez m iasto
m iała status taj em niczej  wy prawy  Tom ka. W Serwach Ry ba na przem ian wy m iotował i całował
się  z  pij aną  dziewczy ną,  której   narzeczony   grał  na  gitarze  w  nam iocie  piosenki  patrioty czne  i
tury sty czne,  m asz  piękne  oczy,  powiedział  do  której ś  z  kucharek  Dżaba  i  stracił  przy tom ność,
wy dawało się że świat nie m a końca, nawet wtedy, gdy  po dwóch ty godniach Dżaba powiedział,
j ak sobie nie pierdolnę setki to chy ba wy kituj ę, a Lewy  chciał oddać wszy stko za j edno piwo, dni
by ły   bezdeszczowe,  woda  w  j eziorze  zim na,  noce  ciepłe,  ognisko  dodatkowo  rozgrzewało  skórę,
wnętrzności grzały  się w gorący m  alkoholu, j ak flaczki na winie, nasze własne podroby  sm aży ły
się, dusiły, gotowały, m iękły  i twardniały  na przem ian. Bulgotało nam  we wnętrznościach, po polu
kilku  ludzi  goniło  świnię,  która  podj ęła  desperacką  próbę  ucieczki  ze  swoj ego  chlewu.  Może
przeczuwała, że zbliża się dzień uboj u, tak j ak starsi ludzie sły szą dalekie j eszcze kroki zbliżaj ącej
się  śm ierci,  j ak  m y   wszy scy   wpadam y   w  paraliżuj ącą  panikę,  a  j ednocześnie  chcem y   szy bko
uciekać gdy  nagle owionie nas chłód kry tpy.

Przed  nam iotem   leżała  sterta  butelek  po  piwie,  nad  ranem   przy chodziły   wy chłepty wać

resztki  by czek  i  baran  z  pobliskiego  pastwiska.  Ży liśm y   w  zgodzie  z  naturą.  Sy n  gospodarza  z
pobliskiego obej ścia przy nosił nam  zawinięte w gazetę wędliny. W zam ian dawaliśm y  m u piwo i
papierosy   i  raczy liśm y   go  opowieściam i  z  m iasta.  Kaczor  przechodził  sam ego  siebie
wy m y ślaj ąc nieprawdopodobne historie, chełpił się, że potrafi zrobić potrój ne salto w powietrzu
na ciężkim  m otocy klu, wuesce, m arzeniu sy na gospodarza. Wędlina zawinięta by ła w „Grom adę
Rolnik Polski” a dokładniej  w j ej  literacki dodatek „Grom ada Twórców”. Na pierwszej  stronie by ł
wiersz  Juliusza  Erazm a  Bolka  o  ściganiu  się  traktoram i  na  wsi  i  j edzeniu  kiełbasy.  Literatura
ekologiczna.  Wiersz  przy kry ł  później   wy m iocinę,  którą  ktoś  zostawił  akurat  przed  naszy m
nam iotem . Naprawdę, literatura to przekleństwo, wiem  co m ówię.

background image

Obok rozbili się wielkim  wozem  cam pingowy m  Niem cy, przy wieźli sobie z dom u cały  dom ,

prócz  ścian.  Telewizory,  m eble,  kuchnie,  zm y warki,  m agnetofony,  gitary,  żony   i  dzieci.  Po  chuj
oni w ogóle wy j eżdżali z dom u, ktoś przy tom nie zauważy ł, a później  zaprosiliśm y  ich do siebie,
żeby   poj ednać  te  dwa  narody,  zwłaszcza,  że  j ak  zobaczy liśm y   wcześniej ,  m ieli  duże  zapasy
niem ieckiego  piwa,  a  m y   żłopaliśm y   obrzy dliwe  m azurskie  m ocze,  rzeczy wiście  przy szli,
przy prowadzili nawet swoj e żony  i dzieci, ładnie, niech się uczą ży cia, j eden z nich m iał na im ię
Adolf  i  urodził  się  w  1943,  pięknie  grał  na  gitarze  La  Bam ba  i  deklarował  się  j ako  rady kalny
pacy fista,  a  im ię  swoj e  otrzy m ał  na  cześć  wodza,  w  1943  j eszcze  szło  im   całkiem   nieźle.
Pozostali  dwaj   m ieli  nazy wali  się  Wolfgang  (na  cześć  pewnego  kom pozy tora)  i  Hans  (na  cześć
pewnego  oficera  Abwehry,  który   okazał  się  by ć  polskim   szpiegiem   na  usługach  sowieckiego
wy wiadu).  Kaczy   chwalił  się,  że  j edna  z  Niem ek  łapała  go  za  genitalia  i  składała  j ednoznaczne
propozy cj e.  Chy ba  łapanie  za  genitalia  j est  na  ty le  j ednoznaczne,  że  nie  trzeba  j uż  nic  m ówić,
zwłaszcza,  że  przecież  ani  Kaczor  po  niem iecku,  ani  ona  po  polsku  nie  znali  ani  j ednego  słowa.
Kaczy   się  tłum aczy ł,  że  nie  chciał  wy wołać  m iędzy narodowego  skandalu,  względnie  trzeciej
woj ny   światowej ,  choć  przecież  j ej   m ąż  leżał  j uż  wtedy   nieprzy tom ny   w  trawie,  drugi  z  nich
czołgał się w kierunku swoj ego obozowiska bełkocząc nein, nein, peace brothers, no m ore war, a
trzeci  spał  spokoj nie  pod  kołdrą  gitary.  A  m oże  by ło  zupełnie  inaczej ,  m oże  wtedy   j eszcze
trzy m ali  się  na  nogach,  w  każdy m   razie  sm erfocy na  rozgrzewała  bo  noce  by ły   j uż  chłodne,
powiewało  od  wody,  rano  budziliśm y   się  nie  ty lko  na  kacu,  ale  często  powy kręcani  przez
artrety zm . Zbliżała się j esień a wraz z nią chłody, ciem ności i śm ierć.

W lewy m  oku lataj ą m i cztery, a w prawy m  na razie dwie plam y, bracie, powiedział Matka,

gdy   um awialiśm y   się  telefonicznie,  co  zrobić  z  tak  piękny m   wieczorem ,  Matka  powiedział:
wszy scy  lekarze to oszuści. Jeżeli tak dalej  pój dzie, pom y ślałem , to niedługo w lewy m  oku Matki
będą fruwać 24 plam y  a w prawy m  12, późnej  stopniowo liczba będzie wzrastać, pom y ślcie - w
lewy m  oku Matki 480 plam  w prawy m  240. To wszy stko przez to, że nie śpię, m ówi Matka, drugi
rok  z  rzędu,  bracie.  Więc  dobrze,  o  wpół  do  dziesiątej   na  przy stanku  144,  więc  czekam y   tam   z
Kaczorem ,  Matka  przy j eżdża  sam ochodem   z  Dziewulam i,  wsiadaj cie  chłopaki,  m ówi,  więc
wsiadam y.  Mało  m iej sca,  Zaj ąc  m usi  wy sunąć  głowę  przez  dach,  wszy scy   m ówią  od  rzeczy.
Braliście  dziś  j akieś  dragi,  py tam   się,  nie  j eszcze  nie,  odpowiadaj ą.  Wchodzim y   nieproszeni,
śm ierdzi  potem ,  j est  tłoczno  i  duszno,  zwij aj m y   się  stąd  pada  sensowna  propozy cj a,  ale  Matka
chce  zostać,  wiecie  j ak  to  z  nim   by wa,  czasam i  j est  naprawdę  niem ożliwy,  teraz  kłóci  się  z
Dziewulam i, szczególnie z Zaj ącem , gdy  siedzim y  na ławce pod klatką Hipolitów, popij aj ąc białe
wino i paląc papierosy.

Hipolitów nie m a, czy li m aj ą szczęście, bo Matka j est rozochocony, m ówi: poj edziem y  do

Hadesu,  um ówiłem   się  tam   z  takim i  dwom a,  choć  niestety   poj awia  się  problem   finansowy,  bo
m y   z  Kaczorem   m am y   trzy   złote,  a  Matka  dziesięć,  co  daj e  razem   cztery   piwa,  nie  m ówiąc  o
wej ściówce,  kurwa,  znowu  te  pieniądze,  m y ślisz,  niech  to  szlag  trafi.  Tak  j ak  gdy   poj echaliśm y
we trój kę z Szam anem  i Kudłaty m  do Suchej  Doliny  na narty, noclegi by ły  śm iesznie tanie, bo
załatwione przez znaj om ości Kudłatego seniora, ale po całej  nocy  podróży  z Warszawy  m ieliśm y
j uż  ty lko  połowę  tego,  co  zabraliśm y   z  dom ów,  w  pociągu  w  Kielcach  obkupiliśm y   się  piwem ,
chy ba  by ła  j eszcze  j akaś  wódka,  kilka  godzin  później   Szam an  spał  zupełnie  pij any,  za  oknem

background image

przesuwały  się nocne kraj obrazy, m roczne widoki, gołe pola, poj edy ncze drzewa i wy rzucone na
odludzie  nawiedzone  dom y.  W  Nowy m   Sączu  m ieliśm y   j uż  kaca,  więc  trzeba  by ło  coś  kupić,
zrobiliśm y   duże  zapasy   żubrówki  i  władowaliśm y   się  do  autobusu,  który   oferował  nam
półtoragodzinną  j azdę  w  tłoku,  kręty m i  drogam i,  m oże  to  przez  te  kręte  drogi  Szam an  się
rozchorował i m usiał wy skoczy ć z autobusu żeby  zwy m iotować, bulgocząc w locie, czekaj cie na
m nie  chłopaki  na  końcu  trasy,  i  ty le  go  widzieliśm y,  j ak  wskakiwał  w  las,  albo  pom iędzy   j akieś
zabudowania,  na  dodatek  wy skoczy ł  ze  wszy stkim i  naszy m i  biletam i,  a  dwa  przy stanki  dalej
wsiadły   kanary,  by li  w  przewadze  liczebnej   i  kondy cy j nej ,  na  nic  się  zdały   tłum aczenia,
m usieliśm y  dać łapówkę i czekać na Szam ana popij aj ąc żubrówkę i odpalaj ąc j ednego papierosa
od  drugiego,  na  dodatek  głód  przebij ał  się  przez  alkoholowe  znieczulenie  do  świadom ości  i
zaczy nał  m ęczy ć,  Szam an  zadowolony   przy j echał  j akim ś  sam ochodem   dwie  godziny   później ,
wy glądał  na  wy poczętego  i  chcieliśm y   go  zabić,  j uż  wtedy   prawie  nie  m ieliśm y   pieniędzy   ale
władowaliśm y   się  z  doby tkiem   na  sanie  i  kazaliśm y   się  wieźć  z  fasonem .  Woźnica  m ówił,  ły ski
panocku, gdy  daliśm y  m u wy pić, a m y  nie, to żubrówka, a on: nie, nie, ły ski, ły ski, i skurwiel tak z
nas zdarł, j akby śm y  by li naprawdę am ery kańskim i tury stam i.

Gdy   Szam an  wy j echał,  j edliśm y   przez  trzy   dni  z  Kudłaty m   ty lko  odsm ażane  kartofle,  a

teraz  Kudłaty   z  Szam anem   szusuj ą  w  Valtournanche,  a  m y   siedzim y   tutaj   na  ławce  i
zastanawiam y  się co dalej  robić. W Suchej  Dolinie ży liśm y  j ak m nisi, wieczoram i oglądaj ąc w
telewizj i  m ecze  hokej owe  i  odliczaj ąc  papierosy,  co  wieczór  unikaliśm y   śm ierci,  szczególnie
wtedy, gdy  się zaczadziliśm y, nie chwaląc się, m oj a w ty m  zasługa, bo nasy pałem  zam iast węgla
koksu i nie uchy liłem  drzwiczek popielnika, w pewny m  m om encie zrobiło nam  się słabo, dobrze
że nie piliśm y  wtedy  wódki (brak pieniędzy  na alkohol uratował nam  ży cie), pierwszy  zorientował
się  Szam an,  wy padliśm y   z  kuchni  na  powietrze  j ak  wy padaj ą  ludzie  z  płonącego  wieżowca,
zacząłem   histery cznie  wdy chać  powietrze,  gówno  z  tego,  powiedział  Szam an,  hem oglobina  j uż
została  zaatakowana,  trzeba  naty chm iast  podać  czy sty   tlen,  a  to  ty lko  w  szpitalu,  gdzie  tu  kurwa
j est szpital, 60 kilom etrów stąd, nie m a żadnego transportu, w przeciągu pół godziny  um rzem y  w
straszliwy ch m ęczarniach dusząc się. Kurwa, j a nie chcę, nie wiem  kto z nas bał się naj bardziej ,
m oże  naj m niej   Szam an,  chwalił  się  swoj ą  wiedzą  ry suj ąc  paty kiem   na  śniegu  wzory   reakcj i
chem iczny ch i udowadniaj ąc nam  w ten sposób że nie m a j uż dla nas żadnego ratunku. Jak widać
j ednak przeży liśm y, m oże uciekliśm y  w ostatniej  chwili, tam ta noc by ł koszm arna.

Inny m  razem  śm ierci uniknąłem  w Bałty ku, gdy  skakaliśm y  przez fale, trzeba m ieć nasrane

w  głowie,  żeby   się  tak  wy głupiać  j ak  pij ane  m ałolactwo  z  j akiej ś  sam ochodówki,  wtedy
wy rzuciło  m nie  w  m orze,  co  by ło  o  ty le  przy kre,  że  nie  m ogłem   wrócić  nawet  kilku  m etrów,
straszliwy   wy siłek  całego  ciała  dawał  centy m etry   w  kierunku  plaży,  a  następuj ące  po  sobie
kolej ne  fale  wracaj ąc  ściągały   w  pełne  m orze,  m iałem   stracha,  doty kałem   Absolutu,
przy bliżałem   się  do  niepoznawalnego,  wreszcie  chłopcy   zrobili  j akiś  ży wy   łańcuch,  chwy ciłem
brzy twę ręki Hipolita. Absolut się oddalił, choć j eszcze z daleka m rugał do m nie wielkim  zim ny m
okiem , potem  j eszcze nie raz czułem  j ego chuch koło ucha, ale chy ba nigdy  j uż tak blisko. Później
zginął Maciura. By ł m ary narzem  na j akim ś statku taniej  bandery. Pewnie j akaś Panam a albo coś
w ty m  sty lu. Gdzieś w Azj i, znaleziono j ego ciało w basenie portowy m , nawet nie wiadom o j ak
to się stało. Mówiono coś o m orderstwie, j akiej ś zem ście. Wspom inano, że Maciura nie by ł by le

background image

chły stkiem .  Ponoć  m iał  za  sobą  służbę  w  Legii  Cudzoziem skiej .  Duży   spokoj ny   bezkonfliktowy
facet.  Brał  udział  w  naszy m   zaj eździe  na  Otwock,  kiedy   ruszy liśm y   j ak  lisowczy cy   szarżą  z
Michalina  by   odbić  pieniądze  stracone  tam   bezm y ślnie  przez  Szam ana.  By liśm y   na  im prezie  u
Joanny,  ówczesnej   narzeczonej   Kudłatego.  Dom   by ł  duży,  ładny,  z  ogrodem .  W  podziem iach
by ło  pom ieszczenie  z  barkiem   i  kom inkiem ,  tam   też  odby wały   się  na  niewielkiej   powierzchni
tańce.  Jak  to  kiedy ś  by wało,  w  okolicach  północy   skończy ł  się  alkohol  i  trzeba  by ło  j echać  po
następny. Szam an wziął kogoś do pom ocy, wsiedli w sam ochód i poj echali do Otwocka, gdzie by ł
naj bliższy   sklep  nocny.  Wkrótce  wrócili,  bez  alkoholi  i  pieniędzy.  Dali  się  wy chuj ać  j akim ś
cwaniaczkom .  Co,  chcecie  kupić  gorzałkę?  zapy tali  się  cwaniaczki.  Tak,  tak,  potwierdził  Szam an.
No to daj cie nam  kasę, i poczekaj cie tutaj , zaraz wrócim y  - powiedzieli cwaniaczkowie. I ty lko
nie  wiadom o  czy   to  bardziej   z  naiwności  czy   ze  strachu  chłopcy   oddali  pieniądze  i  poczekali
trochę  dla  przy zwoitości,  chociaż  m y ślę,  że  sam i  nie  wierzy li  w  powrót  tam ty ch.  Ale
cwaniaczkowie by li albo głupi albo bezgranicznie bezczelni, bo zam iast iść do dom u, cieszy ć się
ze skroj enia fraj erów, dalej  snuli się po tej  sam ej  ulicy.

Zaj echaliśm y   trzem a  sam ochodam i  chy ba  w  piętnastu.  Wszy scy   faceci  z  im prezy.

Wy chodziliśm y   od  Joanny   j ak  ry cerze,  kobiety   zabierały   nam   wy ciągnięte  z  szuflad  w  kuchni
wielkie noże, tasaki do m ięsa, m łotki do ubij ania kotletów. Krąży liśm y  po ulicach aż wreszcie się
przy czailiśm y, chociaż chy ba m ało kto wierzy ł, że ich znaj dziem y. Staliśm y  za rogiem , Dżaba z
Kaczorem   poszli  na  podpuchę.  I  fakty cznie,  nagle  z  nieby tu  ciem nej   ulicy   wy chy nęło  trzech
kolesi. Chcecie kupić wódkę, spy tali się.

Chcem y, chcem y, m ówią chłopcy. No to daj cie kasę, a m y  wam  zaraz przy niesiem y, tu j est

taka m eta, ale sprzedaj ą ty lko znaj om y m .

Ale Kaczy  z Dżabą zam iast im  dać kasę to łapią kolesi za wsiarz, ale każdy  ty lko po j edny m ,

więc trzeci ucieka. I w ty m  m om encie za rogu wy sy puj e się reszta i leci na pom oc, sam ochód
wy skakuj e  z  piskiem   opon,  naprawdę  j ak  na  am ery kańskich  film ach,  i  zaj eżdza  drogę  tem u
trzeciem u,  który   biegnie  panicznie  wprost  przed  siebie  zam iast  zniknąć  gdzieś  w  m roczny m
podwórku. Wpada rozpędzony  na m askę ham uj ącego sam ochodu, z którego wy padaj ą trzy  osoby
i rzucaj ą go na ścianę i potem  znów na m askę. Już nie pam iętam  nawet kto, ale słowo daj ę, scena
warta nakręcenia.

Gdy by   ktoś  robił  taki  film ,  to  służę  historią.  Prawdziwa  i  naprawdę  m ocna.  Mnie  m ógłby

tam  zagrać Linda.

W  każdy m   razie  m ieliśm y   gości  j ak  na  talerzu.  Mam   żonę  i  dwój kę  dzieci,  m ówi  j eden  z

nich, tak zarabiam  na ży cie, j ęczy. Ja też m am  żonę i dwój kę dzieci, m ówi wkurwiony  Kaczor i
m ówi prawdę.

Masz, weź, drugi z nich wy ciąga z kieszeni stówę i wciska Dżabie. Pierdolę twoj ą forsę, unosi

się  zupełnie  beznadziej nie  Dżaba,  rzucaj ąc  banknot  gdzieś  w  kałużę.  Całe  szczęście  ktoś
przy tom ny   podnosi  pieniądze.  Kontry bucj a  za  szkody   m oralne.  W  końcu  m usieliśm y   w
naj lepszy m  m om encie przerwać im prezę u Joanny. Maciura uspokaj ał wtedy  ty ch spośród nas,

background image

którzy  dy szeli żądzą sam osądu. Chcieliśm y  ich po prostu solidnie napierdolić.

To,  że  trzęśli  się  ze  strachu  j ak  świńskie  skóry   na  golonce,  j eszcze  bardziej   nas  podniecało.

By liśm y  zwy ciężcam i, chcieliśm y  krwi pokonany ch, pragnęliśm y  ich złoży ć w ofierze naszy m
bogom .

Maciura  by ł  potężny,  m ógł  sam   ich  zm asakrować,  pewnie  dlatego  właśnie  by ł  tak

spolegliwy. I tak dał się zapam iętać. Potem  widziałem  go m oże j eszcze raz na j akiej ś im prezie, a
później  nagle okazało się że nie ży j e. Poczułem  się tak, j ak siedem  lat wcześniej , gdy  ktoś do m nie
zadzwonił z inform acj ą że zm arł na serce Olek, m ój  kum pel z liceum . I choć wcale nie by liśm y
tak  naprawdę  kum plam i,  to  przecież  razem   spędziliśm y   cztery   lata  w  szkole,  wspólne  wy cieczki
klasowe  i  pij aństwa,  papierosy   w  kiblu,  klasówki,  wy skoki  na  przerwie  do  sklepu.  Za  wielkim i
szy bam i okien naszej  klasy  nieodm iennie trwała j esień, drzewa paliły  się złoty m i i czerwony m i
płom ieniam i.  Za  szy bam i  naszy ch  wielkich  okien  przepły wały   w  j esienne  przedpołudnia  rude
kobiety  w futrach, który m  m achaliśm y  gwałtownie, do który ch wy suwaliśm y  wężowe j ęzy ki, do
który ch  zry waliśm y   się  z  ławek  zrzucaj ąc  książki  i  zeszy ty,  wiedząc,  że  ty ch  kobiet  nigdy   nie
będziem y   m ieli,  więc  czuliśm y   się  zupełnie  wy zwoleni,  nawet  wtedy,  gdy   odwracały   do  nas
głowy, uśm iechały  się z dużą dozą wy rozum iałości a m oże nawet pewnej  dum y, nie wiem  j ak to
nazwać  po  latach,  i  podnosiły   rękę  w  geście  pozdrowienia.  I  nagle  wszy stko  chuj   strzelił.
Poczułem  się zrobiony  w trąbę.

Maciura i Olek. Z żadny m  z nich nie by łem  blisko. Obaj  by li wy socy, zwaliści, m isiowato

potężni. Może śm ierć zabiera właśnie takich. Olek i Maciura. Już zdąży li się rozłoży ć, ich wielkie
ciała zgniły, trupi odór wy pełnił trum ny, m ięso odpadło od grubokościsty ch szkieletów, m ocny ch
kości udowy ch, szerokich m iednic, duży ch czaszek.

Zdarza się, napisałby  w ty m  m iej scu Kurt Vonnegut.

Co to, kurwa, znaczy  „zdarza się”?

Teraz  j estem   czuj ny.  Wiem ,  że  śm ierć  chucha  m i  w  plecy.  Kładzie  m i  rękę  na  kolanie,

gładzi po sferach erogenny ch. Nie daj e o sobie zapom nieć. Upierdliwa ciotka, której  dla świętego
spokoj u trzeba wy sy łać pocztówki z wakacj i. Zbliża się wieczoram i, spędza całe noce przy  łóżku
j ak  cierpliwa  pielęgniarka,  oddala  się  rano.  Czasam i  ociera  się  wśród  tłum u  na  ulicy,  akurat  w
środku  dnia,  coś  szepcze  do  ucha,  łapie  m nie  gdy   przewracam   się  w  gwałtownie  ham uj ący m
autobusie.  Będę  następny,  powiedziałem   kom uś,  żeby   zabrzm iało  to  j ak  Morrisona  „pij esz  z
num erem  trzecim ”. Zawsze j est się następny m .

Plam y   w  oczach  Matki  m noży ły   się  coraz  szy bciej .  Matka  zdenerwowany,  m ówi  coraz

szy bciej , coraz szy bciej  się porusza, biega w kółko, j ego kończy ny  wy konuj ą dziwne, nerwowe,
nieskoordy nowane  ruchy.  Niepotrzebnie  m u  m ówiłem ,  że  te  plam y   m ogą  by ć  obj awem   raka,
m artwi się Szam an.

Mogliby ście  napierdolić  tego  kolesia  bo  m nie  wkurwia,  powiedział  Oj ciec  wskazuj ąc  nam

background image

j ednego z weselników, gdy  siedzieliśm y  na oszklony m  tarasie w knaj pie w j edny m  z satelickich
m iasteczek  Łodzi.  Oj ciec  by ł  panem   m łody m ,  co  oznacza  ni  m niej   ni  więcej ,  że  właśnie
znaj dowaliśm y  się na j ego weselu. Nie m a tu faj ny ch lasek, ktoś przy tom nie zauważy ł. Dżaba po
tańcu z czy j ąś ciotką j eszcze nie otrząsnął się z obrzy dzenia, Matka j uż by ł nawalony  i to chy ba
on  wy raził  ochotę  napierdolenia  tego  gościa.  Powód  by ł  prosty :  facet  przy szedł  z  dziewczy ną,
która  okazała  się  by ć  j edy ną  ładną  kobietą  na  weselu.  Zdrowie  państwa  m łody ch,  poderwał
wszy stkich m istrz cerem onii. Kurwa, nie m ożna spokoj nie się naj eść, powiedział ktoś obok m nie,
odrzucaj ąc  z  wściekłością  sztućce.  Zdrówko,  zawtórował  ły sy   urzędnik  niższego  szczebla
przeły kaj ąc  w  pośpiechu  kawałek  m ięsa  i  obłapiaj ąc  szpetną  kobietę  z  wy raźny m i  brakam i  w
uzębieniu.  Poczułem   j ak  robi  m i  się  niedobrze.  Jak  m oj e  biedne  j elita  zaczy naj ą  protestować
grożąc poważną rewolucj ą. A teraz tańczy m y, usły szałem  zapowiedź szefa balangi i trio weselne
uderzy ło w sy ntezatory, Um pa, um pa, um pa. Proszę przestać j eść, zwróciła się do m nie któraś z
rozliczny ch  ciotek,  szarpiąc  m nie  za  koszulę,  teraz  tańczy m y,  zarzuciła  m i  ręce  na  szy j ę.
Nam iętna  by ła  j ak  cholera.  Jej   m ąż  wznosił  kolej ny   toast  i  ły pał  w  zupełnie  inny m   kierunku.
Zdrowie szanowny ch rodziców, zarządził MC i wszy scy  j ak j eden ły knęli. Zdrowia rodziców nie
wy padało  nie  ły knąć.  Wniesiono  kotlety.  Ły pałem   pożądliwie  na  półm iski  paruj ącego  m ięsa,
głębokie naczy nia z buraczkam i, sterty  kartofli, zawiesiny  sosów. Nam iętna ły pała na m nie.

Zdrowie gości, ry knął m istrz.

Jego  trzeba  napierdolić,  a  panienkę  wy ruchać,  powiedział  do  nas  Oj ciec,  gdy   z  dala  od

weselnego zgiełku kończy liśm y  kolej ną butelkę wódki. Według wiary godny ch przekazów by ło ich
j eszcze do wy picia około stu, więc noc zapowiadała się interesuj ąco. No to j uż, podniósł się Lewy,
wy ruszaj ąc  na  poszukiwania  ofiary.  A  teraz  tańczy m y,  zarządził  wodzirej   i  porwał  do  tańca
nam iętną  ciotkę.  Odetchnąłem .  Um pa,  um pa,  um pa.  Wy pierdalać  m i  z  taką  m uzy ką.  Kudłaty,
weź zagraj , co to, wiej skie wesele? No dobra.

Muzy cy   oddaj ą  na  chwilę  sprzęt  i  siadaj ą  przy   stole  patrząc  z  zainteresowaniem   i  lekkim

niepokoj em   co  się  stanie  z  ich  instrum entam i.  Kudłaty   bierze  się  za  gitarę,  Kaczor  wy j m uj e
organki,  Oj ciec  śpiewa,  nam iętna  ciotka  szalej e.  Widać  że  lubi  m łodzież,  a  kultura  m łodzieżowa
j est  bliska  j ej   sercu.  Wnoszą  desery,  a  m oże  dopiero  kolej ne  dania,  barszczy k,  gdzie  j est
barszczy k!?  Chłopaki  wchodzą  na  scenę,  Oj ciec  śpiewa,  Kudłaty   gra  na  gitarze,  ktoś  usiłuj e  coś
wy cisnąć  z  parapetu.  Wnoszą  nowe  dania,  nowe  alkohole,  Dżaba  naj ebany,  Matka  naj ebany,
wszy scy   naj ebani,  ktoś  zalega  w  pokoj ach  gościnny ch  na  piętrze,  j eden  pokój   zdoby liśm y
niczy m  kolej ne piętro j akiegoś pałacu, w który m  broni się beznadziej nie grupa straceńców. Zaraz
podj edzie  rząd  taksówek,  które  wreszcie  nas  stąd  zabiorą.  Niczy m   przedstawiciele  delegacj i
państwowej  na naj wy ższy m  szczeblu, po kolei z godnością wsuwam y  się do taksówek, odrzucaj ąc
do  ty łu  głowy,  oficj alna  delegacj a  nawalony ch  odj eżdża  po  zakończeniu  roboczego  spotkania  z
delegacj ą zaprzy j aźnionego rządu.

Helikoptery   krążą,  zbiera  się  na  wy m ioty.  Taksówki  uwożą  nas  do  dom u  teściów  pana

m łodego,  tam   będziem y   spali.  Kaczy   z  żoną  w  j edny m   pokoj u,  Dżaba  z  Lewy m   w  drugim ,
Oj ciec  czy li  pan  m łody   gdzieś  zaginął,  panna  m łoda  zaniepokoj ona,  brakuj e  j eszcze  kilku  osób.

background image

Całe  szczęście  w  pokoj u,  w  który m   m aj ą  spać  Lewy   i  Dżaba  odkry te  zostaj ą  żelazne  rezerwy :
skrzy nka wódki i kontener piwa.

Ta  noc  do  inny ch  j est  niepodobna,  j eszcze  wspanialszy   będzie  poranek,  obiad  o  trzy nastej ,

patrzę i oczom  nie wierzę, znów sterty  kotletów, m isy  bigosów, kopce kartofli, wazony  wódki.

Naczy nia  rozszerzone  do  granic  wy trzy m ałości,  bulgocze  w  ży łach,  żołądek  zbij a  się  w

kam ienny   kłębek,  ucisk  na  serce,  przeponę,  płuca.  Już  nie  m ogę,  m ówi  Kaczor,  choć  przecież
niej edną j aj ecznicę ze śm iertelną dawką cholesterolu pokonał. Zaraz się porzy gam , m ówi Dżaba
dopy chaj ąc  sobie  widelcem   szeroki  płat  schabowego.  Mam   tego  dosy ć,  dodaj e  Lewy   ładuj ąc
j eszcze j edną chochlę biogosu.

Powrót  do  dom u  popołudniowy m   pociągiem .  W  pom ięty ch  garniturach,  z  brudny m i

kołnierzy kam i i m ankietam i biały ch koszul wzbogacony ch o plam y  z sosów i buraczków idziem y
przez Piotrkowską. Jest niedziela, dzień święty. To m iasto należy  do nas. Ce Ce Cewuka Cewukaes
Legia!  To  Dżaba.  Rozwij a  serpenty nę  z  papieru  toaletowego  wy niesionego  z  dom u  rodziców
Oj ca. Może się przy dać. Kaczor z Lewy m  rozglądaj ą się niespokoj nie na boki, nie wiadom o skąd
nastąpi  atak.  Może  j ednak  ta  m anifestacj a  j est  zby t  dużą  bezczelnością,  m oże  kibice  ŁKS  -  u  i
Widzewa j eszcze śpią, albo siadaj ą właśnie przed telewizoram i i nawet nie wy obrażaj ą sobie że
coś  takiego  m oże  się  dziać  tuż  pod  ich  nosam i,  gdy   przed  te  nosy   żony   i  m atki  stawiaj ą  gorącą
paruj ącą zupę. Jest niedziela. Pom idorowa albo rosół.

Schabowego z kapustą, żurek i piwo, powiedział Hipolit. Dla m nie to sam o, powtórzy li zaraz

za  nim   Kudłaty   i  Dżaba.  By ł  piękny   letni  dzień  nad  m orzem ,  pełnia  sezonu,  kurorty   zapełnione
arty stam i, m odne m iej scowości drobną inteligencj ą, dom y  wczasowe pracownikam i fizy czny m i
naj większy ch  kom binatów  m etalurgiczny ch,  kopalń  i  elektrociepłowni,  koksowni  i  fabry k  sprzętu
specj alisty cznego, traktorów i czaj ników. Piasek na plażach by ł policzony  co do ziarenka. Rzadka
roślinność  wy dm owa  ściśle  chroniona,  fale  przy chodziły   i  odchodziły   zgodnie  z
harm onogram em . Wszędzie wpełzali bezkarni sprzedawcy  lodów.

Ja by m  zj adł j eszcze pizzę i flaki, powiedział szwagier Hipolita. No to m oże weźm y  pół litra,

powiedziałem . Uspokój cie się chłopcy, odezwała się któraś z kobiet, m ałem u nie wolno pić, palić
ani się łaj daczy ć. Stasiu, wracaj  zaraz na cam ping.

Oczy wiście wieczorem  idziem y  do COS - u? Oczy wiście. Mogliby śm y  kiedy ś przy j echać

tu  i  popróbować  racj onalnego  odży wiania  się,  proponuj ę.  Na  śniadanie  serek,  owoce,  soczki  z
witam inkam i, j ogurty  owocowe, sam o zdrowie, lekkie, poży wne. Kiedy ś j uż tego próbowaliśm y  i
co?  Ciągle  by liśm y   głodni  i  w  dodatku  kosztowało  to  zby t  drogo,  przy pom ina  ktoś.  Możem y   po
obiedzie iść do tej  kafej ki niedaleko stąd, daj ą tam  py szny  koktaj l truskawkowy. I niezłe schabowe,
dodaj e  Kudłaty,  który   tam   j uż  by ł,  zapewne  z  którąś  z  ty ch  panienek  z  recepcj i.  Nie,  prostuj e
Kudłaty, nie z recepcj onistką. No to m oże z tą krawcową z COS - u? Poznałem  taką j edną, robi się
taj em niczy   zapalaj ąc  papierosa.  Mógłby ś  nie  j arać  przy   j edzeniu?  py tam   się.  Mógłby m .  A  ty
m ógłby ś  nie  chrapać  w  nocy ?  W  ogóle  nie  m ogę  spać.  Bo  cię  nie  m a,  odpowiadam .  Przez
ostatnie dwie noce nie spałeś z nam i w nam iocie. Wracałeś rano. By łeś u krawcowej , cha, cha.

background image

Kudłaty  z krawcową, co wy  na to? Później  będą kucharki i kosm ety czki. No i kiblara. Pam iętacie
kiblarę? Sprzątała cam pingowe kible, zawsze m iędzy  dziewiątą a dziesiątą rano i około czwartej  po
południu,  akurat  wtedy   gdy   by ły   naj bardziej   potrzebne.  Chodziła  w  czerwony ch  kaloszach  i
zielony ch gum owy ch rękawicach. W zanadrzu trzy m ała żelazny  zestaw środków odkażaj ący ch.
Ciekawe  czy   szorowała  nim i  Kudłatego,  gdy   wieczoram i  zakradał  się  do  j ej   m alutkiego
służbowego  pokoiku  na  ty łach  recepcj i.  I  podobno  powiedziała  m u,  że  ży j e  dniem   dzisiej szy m ,
gdy   okazało  się,  że  m oże  właśnie  zrobił  j ej   dziecko,  nie  interesuj e  j ą  co  będzie  j utro.  Jutro  też
będą  kible,  m ógłby m   j ej   podpowiedzieć.  I  gdy   Kudłaty   przeży wał  m iłosne  uniesienia,  m y   z
Hipolitem   dobij aliśm y   się  w  nocy   do  barm anki,  żeby   nam   udostępniła  bar,  gdzie  m ożna  by ło
zakosztować  cy try nówki  z  tonikiem   i  zim nego  piwa  w  puszkach  wprost  z  lodówki,  którego  całe
naręcza znosiliśm y  po długich strom y ch schodach na plażę i tam  odbezpieczaliśm y  j ak granaty. I
wy buchały   zby t  wzburzone  i  eksplodowały   w  nas  sztuczne  ognie  i  czerń  nieba  zlewała  się  z
czernią wody.

Po pierwsze  u  krawcowej   by łem   ty lko  przez  j edną  noc,  a  po  drugie,  nie  twój   problem ,  co

robię w nocy, nie j esteś m oj ą żoną, w dodatku m asz więcej  m iej sca dla siebie.

Ostatnio  j adłem   j uż  ty lko  białe  m ięso.  Antry kot  z  kurczaka,  filet  z  indy ka,  filet  z  dorsza.

Jedzcie  dorsze,  gówno  gorsze,  pam iętacie?  W  ry biej   głowie  j est  bardzo  dużo  witam iny   D,
powtarzał  m i  zawsze  m ój   oj ciec  usiłuj ąc  zachęcić  m nie  do  zj edzenia  halasle.  Nie  cierpię  zupy
ry bnej ,  w  ogóle  nie  przepadam   za  ry bam i,  no  chy ba,  że  w  postaci  IDEALNEGO  filetu,  ale
j eszcze m i się nie zdarzy ło, żeby m  nie znalazł kilku ości.

Ostatnio  j adłem   tego  nieszczęsnego  dorsza  (kilkanaście  ości,  z  tego  przy naj m niej   kilka

m ogłoby  zabić) w Barze Morskim  przy  drodze do Jastrzębie Góry. By łem  j uż sam , zupełnie sam
nad  m orzem ,  czasam i  ty lko  spoty kałem   się  z  Agatą,  głównie  dlatego,  że  zadeklarowała  się  j ako
lewaczka, i gdy  szliśm y  plażą do Włady sławowa m ruczała pod nosem  „Cholerne, zadowolone z
siebie  burżuj e,  nie  m ogę  na  nich  patrzeć”  patrząc  na  wielodzietne  rodziny   m askuj ące  się
parawanam i,  zagłuszaj ące  przenośny m i  rady j kam i,  wertuj ące  kolorowe  pisem ka  wy puszczane
na  wolność  przez  wielkie  koncerny   prasowe,  facetów  popij aj ący ch  piwo  i  rzucaj ący ch  karty,
liżący ch wzrokiem  półpornograficzne piśm idła.

Pewnie czy taj ą tam  „Wam pa”, do którego history j ki wy m y śla Cezar.

Te  wszy stkie  głupoty   dla  onanistów,  w  który ch  się  pieprzą  na  potęgę,  ex  definitione,  po

prostu. Ży j ą, żeby  się pieprzy ć.

Faceci czy taj ą to na plaży, a Cezar m a na piwo i faj ki. Oprócz wy m y ślania history j ek pisze

też  listy   do  redakcj i  i  ogłoszenia,  w  sty lu  Wsadzę  ci  w  dupę  wszy stko  co  zechcesz.  Twoj a
niewolnica.

Hipolit z Kudłaty m  kupowali wtedy  wszy stkie pism a pornograficzne j akie by ły  do dostania

w kiosku, nawet te półpornograficzne, ćwierćpornograficzne. Naj chętniej  właśnie „Wam pa”, ale
brali też inne - „Cats”, „No.1”, „Extasy ” i inne gówna, wszy stko to pałętało się po nam iocie, razem

background image

z  brudny m i  ubraniam i,  które  rzucaliśm y   by le  gdzie.  Chłopcy   doprowadzili  się  j uż  do  takiej
paranoi,  że  nawet  nie  chciało  im   się  podry wać  panienek.  Kudłaty   podniecał  się  historiam i  w
„Wam pie”, nie wiedząc oczy wiście, że to wszy stko wy pisuj e Cezar. Cezar też doprowadził się do
paranoi, nie dość że pisze porno dla kasy, to j eszcze zarobione w ten sposób pieniądze wy dał na
sfinansowanie  edy cj i  swoich  pornograficzny ch  wierszy.  W  dodatku  wy słał  j e  Miłoszowi.  Skoro
Miłosz  wy lansował  Gretkowską  i  Try znę,  to  m oże  też  wy lansować  m nie,  wy m y ślił  sobie  Cezar.
Błędne koło. Chy ba, że przerwie j e zonanizowuj ąc się na śm ierć. Już teraz m izernie wy gląda.

Przegrałem  m u wszy stkie pły ty  The Sm iths i Morrissey a.

Przy naj m niej  to m ogłem  dla niego zrobić.

Ale  daliśm y   wczoraj   bańkę,  chwali  się  Runio.  Naj pierw  ze  Skibą  i  Pawłem ,  a  później

przy szły   j eszcze  Dorota  z  Moniką.  Wiosna  rozkwitła  brakiem   gotówki,  coraz  m niej   m ożliwości
m anewru, trzeba stąd spierdalać, m ówi ktoś. Nie, nie, stąd się nie da uciec. Siedzę w czy telni na
Koszy kowej , przeglądam  roczniki czasopism , kartkuj ę z niechęcią zbiory  esej ów. Za oknem  szum
ulicy  m iesza się z szum em  liści, zaraz nastąpi apokalipty czna ulewa. Siedzę przy  stole, piwo ulewa
się z kufla. Daj  papierosa, m ówię do kogoś, chy ba nie do Kudłatego, ty lko do kogoś, kto zareaguj e
na  to  j edy nie  skinięciem   głową,  a  nie  półgodzinny m i  wy wodam i  o  kosztach  ty toniu,  zarabianiu
pieniędzy,  itp.  Wtedy   przesiady waliśm y,  w  każdy   weekend,  pod  parasolam i  na  Placu
Zam kowy m ,  wieczory   kończy ły   się  nad  Wisłą  lub  w  j akim ś  m ieszkaniu,  wtedy   kobiety   j eszcze
zapraszały   nas  wszy stkich  do  swoich  m ieszkań,  wtedy   j eszcze  chciały   urządzać  dla  nas  balangi,
później ,  po  kilku  wy stępach  Matki  skończy ło  się.  Mieliśm y   niezły   lokal  przy   Teatrze  Polskim   z
ładną  kruchą,  drobną  właścicielką,  która  urządzała  balanżki  w  duży m   m ieszkaniu  ze  stary m i,
przedwoj enny m i m eblam i, z długim , szerokim  balkonem , z którego widać by ło całe Powiśle i za
ciem ny m   pasem   rzeki  drugą  stronę  świata.  Gdy   j eszcze  w  okolicach  Uniwersy tetu  j edy ny m
lokalem , w który m  podawali piwo by ł „Europej ski”, nie wspom inaj ąc oczy wiście o „Ry bitwie”,
w  której   na  przedziwny ch  zasadach  współży li  ze  sobą  m enele  i  studenci  wy działów
hum anisty czny ch  w  garniturach  oblewaj ący   egzam iny,  i  cały m   szlaku  orlich  gniazd,  albo
kupiony m   w  Dom u  Bez  Kantów  browarze  wy pity m   w  kam ienny m   kręgu,  pod  kasztanam i,  albo
pom nikiem   Prusa,  nie  by ło  j eszcze  żadny ch  pubów,  i  po  zaj ęciach  trzeba  by ło  j eździć  do
akadem ików.

A  teraz  puby,  kawiarnie,  kluby,  snobisty czne  lokale  i  nadęte  przy j ęcia,  piękne  kobiety,  do

który ch strach się zbliżać, krótkotrwałe rom ansiki, nawet nie skonsum owane, bo to albo brak czasu,
albo  lokalu,  albo  nawet  kasy   na  taksówkę,  a  następny   ty dzień  taki  ciężki,  pracoholizm   się  szerzy,
pikaj ą  pagery,  bry lanty na  sklej a  włosy   m łody m   m iej skim   profesj onalistom ,  idą  w
dwuszeregach,  pozdrawiaj ą  wodzów  na  try bunach,  w  rękach  dzierżą  śm iercionośne  nesesery,
m ówią:  a  czy   by łeś  TAM,  a  czy   widziałeś  TO,  a  kobiety   im   wtóruj ą,  oragazm aty cznie  się
zadziwiaj ąc  znasz  GO,  poznaj   m nie  z  NIM,  albo  pry chaj ąc  konstatuj ą,  że  j esteś  nikim   gdy
okazuj e się, że nie wiesz KTO to j est. Pokaz m ody  na piętrze, na parterze stoły  z ekologiczny m i
sałatkam i,  surowy m i  warzy wam i  i  ponętny m i  sosam i,  wegetariańskie  kotleciki,  słody cze,
oblepione lukrem  i kawałeczkam i pom arańczowy ch skórek pączki, po kiego wała j adłem  kolacj ę,

background image

ktoś wzdy cha, piękne kobiety  dwom a palcam i uj m uj ą łody gi i m aczaj ą j e w m iskach z sosam i,
wsuwaj ąc  j e  później   w  rozchy lone  usta,  na  podwórzu  daj ą  darm owe  piwo,  dy m i  szaszły kam i  i
polędwicą grill, na eksponowany m  m iej scu napis zakaz zwałki na posesj i, wszy scy  nawzaj em  się
obserwuj ą.  Co,  nie  daj ą  tu  wódki?  Muszę  się  dzisiaj   solidnie  nasm arować,  m ówi  do  m nie
znaj om y   uśm iechaj ąc  się  głupkowato  i  poklepuj ąc  protekcj onalnie  po  ram ieniu.  Tutaj   wszy scy
są dla siebie niezwy kle protekcj onalni. W sobotę robim y  im prezę, m ówi Runio, gdy  wreszcie za
trzecim   razem   udaj e  m u  się  do  m nie  dodzwonić.  Ta  kurwa,  twoj a  autom aty czna  sekretarka,
m ówi.  Ty le  razy   wszy stkim   powtarzam ,  żeby ście  zostawiali  m i  na  niej   wiadom ości,  przecież
m ogłem  ty lko na chwilę wy j ść do sklepu albo z psem  na spacer, zaznaczam , choć często sły szę
perłowe chichoty  telefonu, gdy  leżę w wannie gapiąc się tępo w zaparowane lustro, ale na Boga,
nie będę m okry  i nagi wy skakiwał z wanny, żeby  usły szeć - no i co tam  u ciebie, j akby  cokolwiek
m ogło  się  zm ienić.  Proszę  was,  sekretarka  j est  po  to,  żeby   nagry wać  na  niej   inform acj e  dla
m nie. Nie cierpię gadać z autom atem , m ówią wszy scy  i odkładaj ą słuchawki, a dla m nie zostaj e
j uż  ty lko  regularne  piip,  piip,  piip.  W  sobotę  j est  im preza,  m ówi  Runio  oddaj ąc  słuchawkę
Dorocie.  O  Jezu,  nie  wiem ,  m ówię,  m am   dość  im prez,  choć  gdy   piętnaście  m inut  wcześniej
zadzwonił  Kudłaty   (w  lewej   ręce  m iałem   patelnię,  w  prawej   garnek,  w  zębach  trzy m ałem
żaroodporną rękawicę i usiłowałem  wy łączy ć kuchenkę) przy znałem  m u się do tego, że chętnie
skoczy ł by m  do Hadesu w piątek lub sobotę. Przy j dziesz, py ta się Dorota.

O Boże, boli m nie noga, graliśm y  dzisiaj  z chłopakam i w koszy kówkę i chy ba źle stanąłem ,

strasznie boli m nie w pachwinie, nie m ogę chodzić, j ęczę. Debile, m ówi Dorota, po co graliście w
koszy kówkę,  krety ni?  Dla  zdrowia,  a  j akże,  wy pinam   pierś  do  ściany   i  wciągam   brzuch,  który
nagle  przy klej a  się  do  kręgosłupa  i  nie  chce  się  odkleić.  Przekładaj ąc  słuchawkę  do  lewej   ręki,
prawą  wy powiadaj ąc  szy bko  zaklęcie  sum atrzańskich  cudotwórców,  pozwalaj ące  bezkrwawo
penetrować  sobie  wnętrzności,  łapię  rozczapierzony m i  palcam i  żołądek  i  j edny m   szy bkim
ruchem  odklej am  go z charaktery sty czny m  odgłosem  plaśnięcia od kręgosłupa i zostawiam  tam
gdzie  j ego  m iej sce.  Teraz  czuj ę  się  świetnie,  przy naj m niej   psy chicznie.  Wczoraj   by łem   na
dwugodzinny m  spacerze z koleżanką, która m ieszka koło psy chiatry ka na Sobieskiego, chwalę się,
przeszliśm y   przez  cały   Wilanów  i  Sady bę,  spałem   później   dwanaście  godzin,  dopóki  w  sam o
południe  nie  obudził  m nie  telefon  od  Lewego.  Oczy wiście  z  koleżanką  też  by łeś  dla  zdrowia,  z
przekąsem  m ówi Dorota.

Oczy wiście,  odpowiadam .  Dobra,  przestań  pieprzy ć,  przy j dź  w  sobotę,  m ożesz,

przy prowadzić  ze  sobą  paru  kum pli  i  j akieś  laski,  bo  będzie  niedobór  kobiet.  O  Jezu,  znowu  to
sam o, siedm iu facetów i dwie kobiety, kto to wszy stko wy m y śla. Weź j akąś m uzy kę, m ogą by ć
Sm ithsi, i  koniecznie  Green  Day,  bo  m uszę  sobie  przegrać  j eden  num er,  m ówi  Dorota.  A  ty   m i
przy nieś Offspring, odpowiadam  i odkładam  słuchawkę, m rucząc coś w rodzaj u, „na razie”, „hej ”
albo „ściskam , do soboty ”. Jeżeli tam  pój dę, to po Offspring oczy wiście. W izotoniczny m  napoj u
Isostar  j est  dużo  zdrowy ch  składników.  Magnez,  potas,  fosfor,  nie  wspom inaj ąc  j uż  o  różny ch
witam inach. Za to w piwie j est przeciwutleniacz, który  zapobiega nowotworom . Jak wy j ść z tego
szaleństwa?

Czerwiec. Czuć ciepły  asfalt i drżenie rozgrzanego powietrza.

background image

Siedzim y  z Rafałem  w Cafe Am atorska, popij am y  powoli białe wino z lodem , j est duszno,

zbliża się ósm a, patrzy m y  na siebie j ak by śm y  czekali na sy gnał do wszczęcia rewolucj i, on m a
czarną koszulkę i białe spodnie, j a czarne spodnie i białą koszulkę.

Pewnie  te  dwie  nie  przy j dą,  m ówię.  Jeżeli  nie  będzie  ich  do  piętnaście  po,  idziem y,  m ówi

Rafał.  Od  razu  by łem   przeciw  tem u  spotkaniu,  dodaj e.  Patrzę  na  niego  z  podej rzliwością.  Mnie
też  nie  zależy.  Głupie  cipy,  m ówię,  pieprzone  m aturzy stki,  m ałolactwo,  wszędzie  m ałolactwo,
nabzdy czone idiotki, wy walam  z siebie starcze kom pleksy, nie m a o czy m  z nim i rozm awiać, nic
nie  kum aj ą,  fast  -  foody   zżeraj ą  im   m ózgi,  plastikowe  ubranka,  buty   na  koturnach,  spinki  we
włosach, a w głowie gówno.

Następny m   razem   trzeba  um awiać  się  z  doj rzalszy m i,  decy duj ę  gdy   m ij a  kwadrans  po

ósm ej .  Spoko,  pój dziem y   „Pod  Blachę”,  m ówi  Rafał  popatruj ąc  w  lustrze  na  swoj ą  nową
fry zurę,  dzieło  m istrza  kraj u  we  fry zj erstwie  arty sty czny m .  Czy   ten  facet  dawno  tem u  został
m istrzem ,  py tam   się  patrząc  ze  współczuciem   na  efekt  j ego  działalności.  Jakieś  trzy dzieści  lat
tem u, m ówi Rafał, pokazy wał m i nawet dy plom . No, j eżeli tak, to co innego. Dy plom  to zawsze
dy plom . Mam  nadziej ę że zrealizował się arty sty cznie.

Wy chodzim y, j est wpół do dziewiątej , piątek, duszno, czerwiec, czerwiec.

Idziem y  „Pod Blachę”, gdzie spędzam y  bezprodukty wnie trzy  piwa, podziwiaj ąc bram karzy

penetruj ący ch ukry te przestrzenie pod stołam i w poszukiwaniu przeszm uglowanego alkoholu. Do
„Dziekanki”  wchodzim y   daj ąc  łapówkę  ogolonem u  na  ły so  m onstrum ,  którego  anaboliczne
m ięśnie  rozry waj ą  bawełnianą  koszulkę,  a  obcisłe  dżinsy   uciążliwie  ugniataj ą  genitalia.  Średnia
wieku  16  lat,  m ówię,  patrząc  na  tańczące  w  j ednakowy,  j akby   zaprogram owany   sposób  w
straszny m  ścisku lolitki. Depczem y  chrzęszczące zwłoki plastikowy ch kubków do piwa i puszki po
energy  drinkach. Spadam y  stąd, m ówi Rafał kończąc j edny m  ciosem  m isery cordii piwo. Mam y
na dziś dosy ć m ałolactwa, choć znaj duj em y  nawet j edną m aturzy stkę, którą właśnie rzucił kolega
z  klasy.  Słuchaj ,  m ówię,  j estem   starszy   od  ciebie  o  osiem   lat,  to  dobra  proporcj a,  tłum aczę.
Chodźm y   stąd,  z  zażenowaniem   patrzy   na  m nie  Rafał.  Idziem y   na  Stare  Miasto,  m ij am y
wy pełnione  tandetny m   j azzem   ogródki,  pry chaj ące  dorożkarskie  konie,  chrum kaj ący ch
zagraniczny ch  tury stów,  żebrzący ch  narkom anów  i  zwij aj ący ch  swoj e  stragany   tandeciarzy   i
upadły ch arty stów.

Kręgosłup  m i  wy siadł,  skarży   się  z  gry m asem   skopanego  piłkarza  na  twarzy   Rafał,

skręcaj ąc się przy  ty m  parality cznie.

Przetrenowałem  się. Co? Co przetrenowałeś? Jogging i stretching, m ówi Rafał tonem  ły sego

urzędnika z nadwagą przy znaj ącego się swoj ej  żonie do skry wanego od lat fety szy zm u. Poj ebało
cię, py tam  się z troską w głosie. Na chuj  ci to wszy stko? Żeby  m ieć form ę i kondy cj ę do ruchania
dup,  m ówi  parality k.  No  to  m asz,  kiwam   głową  m aszeruj ąc  dziarsko  przed  siebie.  Poczekaj ,  nie
zostawiaj   m nie  tu,  skam li  kuśty kaj ąc  za  m ną.  Idziem y   w  poszukiwaniu  j eszcze  j ednego  piwa,
właśnie  m ij a  północ,  duchy   zapełniaj ą  ulice,  tłoczą  się  w  pierwszy ch  nocny ch  autobusach,
ham uj ą  z  piskiem   opon  swoich  niezwy kły ch  poj azdów,  szem rzą  prowadzony m i  w  wy m arły ch

background image

j ęzy kach  rozm owam i  w  kawiarniach  i  bram ach.  Po  drugiej   stronie  ulicy   poj awiaj ą  się  nagle
niczy m   księży cowy   patrol  Runio  ze  Skibą.  Przechodzą  na  naszą  stronę  ulicy,  by   oszczędzić
Rafałowi cierpienia z powodu nadm iernego wy siłku fizy cznego. Runio m a czarną koszulkę i białe
spodnie a Skiba białą koszulkę i czarne spodnie. Idziem y  do „Harendy ” na pożegnalne piwo. Nie
m ogę się upić, powtarzam , j utro m uszę by ć w form ie, m am  m nóstwo roboty  a wieczorem  idę na
zaległe  im ieniny   do  znaj om ej ,  będzie  kilka  faj ny ch  kobiet,  stary ch  kum pelek,  przy j em nie  j est
trochę  porom ansować  ze  starą  kum pelką,  m ówię,  m y śląc  o  szczupły ch  szesnastoletnich,  widząc
j ednocześnie  j ak  pierwsze  obj awy   starości  oblizuj ą  delikatnie  twarze,  szy j e  i  brzuchy   m oich
znaj om y ch  trzy dziestoletnich,  właśnie  się  rozwodzący ch,  awansuj ący ch  w  swoich  firm ach,
wpadaj ący ch  w  histerię,  zapalaj ący ch  kolej nego  m entolowego  papierosa,  nakładaj ący ch  sobie
j eszcze j edną porcj ę sałatki j arzy nowej , upij aj ący ch się biały m  półwy trawny m  winem .

Cztery   „Ży wce”.  Reklam ówki  „Lucky   Strike'ów”,  wciskaj ące  się  nachalnie  w  ręce,  dużo

dy m u papierosowego, trochę dam skich perfum  i m ęskich wód toaletowy ch. Nie wiem  co m am
robić, m ówi Dżaba. Rzuć m onetą, ktoś radzi, i Dżaba wy j m uj e żółtą m onetę, przez chwilę na nią
patrzy, a później  rzuca, przez ułam ek sekundy  obserwuj e j ej  lot, niczy m  na zwolniony m  film ie,
m oneta  zaczy na  fazę  spadania,  Dżaba  łapie  j ą  kładąc  j ak  sędziowie  piłkarscy   prawą  ręką  na
wierzchu  lewej   dłoni.  Orzeł.  Trudno,  śm iej ą  się,  m usisz  j ą  zrobić.  No  to  j eszcze  j edno  piwo,
m ówi Dżaba i nikt nie protestuj e, gdy  przy siada się do tłustawej  bladolicej  dziewczy ny  z rudy m
kokiem ,  który   za  chwilę  rozpuści  i  pozwoli  włosom   bezwładnie  spły nąć  na  plecy,  wy chodząc
wszy scy  podaj ą m u ręce i kładąc dłonie na j ego ram ionach, m ówią - trzy m aj  się.

Wracam   tej   sam ej   nocy,  a  właściwie  j uż  nad  ranem ,  j est  czwarta,  inny   świt,  inny   świat.

Ostatnie  autobusy   nocne,  pierwsze  dzienne.  Zupełnie  absurdalny   policy j ny   radiowóz  leniwie
j adący  szeroką alej ą. Przez chwilę m y ślę, żeby  go zatrzy m ać i poprosić o podwiezienie, ale nie
wy starcza  m i  odwagi.  Na  przy stanku  spoty kam   Dżabę.  Wy gląda  j akby   przed  chwilą  przerwał
rozm owę ze śm iercią, która powiedziała: słuchaj  stary, j a ty lko skoczę do kiosku po faj ki i zaraz po
ciebie wracam . Dżaba w dole. Kolej na noc do ty łu. Przy j echaliśm y  do niej  o trzeciej  w nocy,
zaczy na ekshibicj onisty cznie, dobra, pom y ślałem , niech się dziej e co m a się dziać, zwłaszcza że
j uż trochę trzeźwiałem , a ona wiesz co?

Zaczy na robić sobie żarcie. O trzeciej  w nocy  gotuj e m akaron, sm aży  coś, zapy cha się ty m

j ak świnia. Żreć, żreć. Wy obrażasz sobie? Zachciało m i się rzy gać. Uciekłem  stam tąd o czwartej .

Robił się przy j em ny  chłodny  poranek.

Kilka ty godni później  j uż by ła j esień. Dżaba siedział przed kom puterem  gapiąc się w okno.

Za oknem  kładły  się j esienne m gły.

Wcześniej szy   wieczór,  choć  j eszcze  ciepły,  ale  j uż  z  lekkim   niepokoj ący m   wiaterkiem .

Lam py  sodowe, który ch obecność przez ostatnie m iesiące zupełnie nie rzucała się w oczy, teraz
takie natrętne.

Lato usiłowało j eszcze trochę nawracać, j ak kolej ne torsj e. Na Krakowskim  Przedm ieściu,

background image

naprzeciwko  Uniwersy tetu  zderzy łem   się  z  Malcolm em   McLarenem .  By ł  w  eleganckim ,
beżowy m  garniturku z białą koszulą o duży m  kołnierzu. Ja nie by łem  tak ubrany.

Powiedział  „pardon”  łapiąc  m nie  delikatnie  za  ram iona,  j ak  gdy by m   m ało  przekonuj ąco

sy m ulował  upadek.  Ja  wiedziony   insty nktem   zam ruczałem   „przepraszam ”,  choć  j ako
zhom ogenizowany  przez anglosaską popkulturę zazwy czaj  m ówię „sorry ”. Może teraz nagra pły tę
„Varsovie”? Mógłby m  tam  śpiewać w chórkach.

Jednak  j esień.  Zwij aj ą  j uż  ogródki,  w  który ch  popij aliśm y   rozwodnione  piwo,  zam y kaj ą

tancbudy. Ty m  razem  nie pój dziem y  do szkoły. Tak naprawdę, to nie chodzim y  j uż do niej  od lat.
Mam y   j uż  swoj e  pagery,  kom putery,  sam ochody.  Kupuj em y   sobie  nowe  m eble,  rozszerzam y
pam ięć  operacy j ną,  zawężam y   naczy nia  wieńcowe,  m ontuj em y   w  sam ochodach  niezwy kłe
udogodnienia. Dzięki Bogu, nie odbiło nam  na podświetlane na fioletowo podwozie.

Nasze autom aty czne sekretarki zapełniaj ą się pom y słam i, który ch nigdy  nie zrealizuj em y.

No,  wreszcie  zaruchałem .  Po  raz  pierwszy   od  półtora  roku,  chwali  się  Marcin  zacieraj ąc

łapska. To piękne uczucie, wzdy cha.

Solidnie  sobie  pokopulować.  Nic  tak  dobrze  nie  wpły wa  na  psy chikę  j ak  zdrowe,  uczciwe

rżnięcie. Naj lepiej  częściej  niż raz na półtora roku. Ale za to j aka ulga. Już m y ślałem , że oszalej ę
w gęstwinie pism  pornograficzny ch. Ostatnio naj chętniej  „Extasy ”. Uwielbiam  pornografię. Jest
tak cudownie obleśna.

Niesm aczna, wulgarna, cham ska, brutalna. Żadny ch subtelności.

Anim alizm   w  naj czy stszej   postaci.  Żadny ch  hipokry zj i,  zbędny ch  ściem nień,  uników,

uskoków,  podchodów.  Ach,  to  j est  ży cie,  rozm arza  się  Marcin.  Nic  ty lko  ruchać.  I  j eszcze  m ieć
dużo kasy.

Może  zostać  żigolakiem ?  Nocam i  zarabiać  posuwaj ąc  starsze  bogate  panie,  odsy piać

przedpołudniam i,  popołudniam i  w  szlafroku,  popij aj ąc  m usuj ące  zestawy   witam inowe,  pisać
pornograficzne  powieści  nasy cone  treścią  filozoficzną.  Ach,  zostać  postm odernisty czny m   de
Sadem .  Chłostać  kołtunów  pej czem   i  brzy twą  słowa.  I  m ieć  kasę.  Dużą  kasę.  I  pornograficzny
program   w  telewizj i.  Albo  przy naj m niej   co  j akiś  czas  wy stępować  z  socj ologiczny m i
kom entarzam i j ak Miron. Ble, ble, ble, i kasa leci. Ja m ogę skom entować wszy stko, m ówi Marcin
wy konuj ąc  półokrężne  ruchy   ręką,  j akby   to  one  m iały   właśnie  by ć  za  cały   kom entarz  do
rzeczy wistości.  Czego  się  napij esz?  Mam   ty lko  herbatę,  proponuj e  Marcin.  Chciałby m   pisać
teksty  do „Extasy ” m ówi. Może lepiej  weź extasy  i idź na techno party, m y ślę, ale nic nie m ówię,
nawet tego, że Lewy  właśnie dostał w zaciszu Biblioteki Narodowej  propozy cj ę pisania history j ek
do  tego  pism a,  upiękniony ch  realisty czny m i  zdj ęciam i.  150  za  dwie  i  pół  strony.  Można
wy trzy m ać. Szczególnie j eśli ktoś się przy  ty m  j eszcze realizuj e. Nie, nie m ogę tego powiedzieć
Marcinowi, um rze z zazdrości. No i co Lewy, odm ówiłeś, upewniam  się. Dostać taką propozy cj ę
w tem plum  hum anizm u, gdzieś przy  chropowatej  ścianie wąskiego kory tarza, w przej ściu m iędzy

background image

czy telnią  m ikrofilm ów  a  czy telnią  czasopism ,  a  m oże  przy   bufecie  oferuj ący m   klopsy   w  sosie
pieczarkowy m . Odm ówiłem , m ówi Lewy, autor słownika wulgary zm ów, na którego podej rzliwie
patrzą  barm ani  i  kelnerki,  gdy   oskarża  ich  o  niedolewanie  piwa  do  poziom u  0,5  litra.  Wszędzie
kantuj ą, stwierdza autory taty wnie.

Co  za  m iasto,  nawet  nie  m ożna  tu  zj eść  dobrego  kebaba.  Pizza  też  ty lko  gdzieniegdzie  j est

zj adliwa, nie m a żadnej  dobrej  knaj py.

Kiedy ś  wy starczał  ci  kefir  z  bułką  i  paczka  „m ocny ch”,  przy pom inam   m u  telepaty cznie.

Chy ba j ednak m essage nie dociera.

Solniczki  zdoby te  w  Pizza  Hut,  butle  ciężkich  sosów,  blisko  i  dalekowschodnie  przy prawy,

m ały   stół  zawalony   wędlinam i,  seram i,  ketchupam i,  różny m i  spoży wczy m i  gadżetam i.  Mam
zm iany  w dnie oka, m ówi Lewy, ły kam  trzy  razy  dziennie pasty lki, m am  ciśnienie 180 na 100.

Może  j a  od  razu  zainkasuj ę  należność,  stwierdza  raczej   niż  py ta  się  kelnerka,  patrząc  na

Lewego, który  paznokciem  wskazuj e dokąd powinno by ć dolane piwo, a nie j est. Niedolewki m nie
wkurwiaj ą,  m ówi.  Boj ę  się,  że  państwo  oddalą  się  nie  reguluj ąc  rachunku,  z  uprzej m y m
uśm iechem  tłum aczy  kelnerka. Co za m iasto, denerwuj e się Lewy. Um awiam y  się na obej rzenie
m eczu w pubie, gdzie piwo dolewaj ą do właściwego poziom u, ale j ak się okazuj e, gdy  przy chodzi
Lewy   telewizor  j est  zepsuty,  a  gdy   przy chodzę  j a,  Lewego  j uż  nie  m a,  choć  działa  telewizor.
Udaj e  m i  się  nawet  znaleźć  wolne  m iej sce  m iędzy   fanaty czny m i  kibicam i,  ry czący m i,
wy skakuj ący m i  nagle  ku  górze  i  łapiący m i  się  za  głowę.  Następne  m iej sce  spotkania  -  kościół.
Ślub. Niedługo zaczną się pogrzeby.

Zbliża  się  koniec  świata,  ponowoczesna  rzeczy wistość  j ak  z  Mad  Maxa,  będziem y

zm utowani, poprom ienni. Nie m a dokąd uciec.

Wszy stko  rozegra  się  tutaj ,  w  naszej   obecności.  Może  m iędzy   kolej ny m   m eczem   w

telewizj i,  ślubem   i  pubem .  W  trakcie  przesiadki  z  autobusu  do  tram waj u,  w  tunelu  m etra.
Dopadnie nas j ak wy rzut sum ienia, brzy dka dziewczy na zbałam ucona na im prezie u kum pla. Jak
telefon w środku nocy  i nagła prośba o poży czkę, wulgarny  dowcip.

Mogliby śm y   założy ć  agencj ę  detekty wisty czną.  Jasio,  Kaczor  i  j a.  W  m ieszkaniu  Jasia

naj lepiej . Graży na m ogłaby  nam  robić herbatę, przy j m ować telefony  i spławiać upierdliwy ch
interesantów.  Mam y   obej rzane  wszy stkie  film y   z  Bondem   a  Jasio  napisał  nawet  o  nim   pracę
m agisterską. Ja pam iętam  j eszcze Holm esa i Poirota, znam  na wy lot powieści Joe Alexa, Kaczy
m a  przeczy tane  po  pięć  razy   powieści  o  taj ny ch  sprzy siężeniach  i  m roczny ch  organizacj ach.
Wszy scy  m am y  przed oczam i redaktora Maj a j ak ściga rewizj onistów z organizacj i „W”. Jasio
dodatkowo obej rzał ścisły  kanon film ów szpiegowsko - sensacy j ny ch.

Mogliby śm y  rozwiązy wać naj wspanialsze taj em nice kry m inalisty ki.

Piękne kobiety  powierzaj ące nam  swoj e wsty dliwe sekrety.

background image

Zdradzeni kochankowie, zazdrośni m ężowie, zem sty  po latach, nawiedzone dom y.

Kiedy ś zbudowaliśm y  własny  dom . Z ukradziony ch na j akiej ś budowie desek. Może to by ła

ta sam a budowa, z której  brałem  sobie piasek do akwarium . Nic się nie stało. Ten kościół stoi nadal
i nie sądzę, by  cokolwiek m ogło spowodować j ego zawalenie.

Za to nasz prowizory czny  dom  rozleciał się w kawałki, gdy  nad m iastem  przeszła naj większa

wichura  tam tej   dekady.  By ł  koniec  lat  70.,  apogeum   m ody   na  hodowlę  ry bek.  Miałem   skalary,
m ieczy ki,  m olinezj e,  brzanki  sum atrzańskie,  no  i  oczy wiście  glonoj ada  i  kiry sy.  Boj owniki
sy j am skie  trzy m ałem   w  osobny ch  słoj ach.  Jeden  by ł  bladoróżowy   z  czerwony m i,  naj eżony m i
wrogo  skrzelam i,  drugi  ciem niej szy,  spokoj niej szy,  chy ba  po  prostu  starszy,  patrzący   na  to
wszy stko j uż z pewną dozą m izantropii.

Pierwsze  m oj e  akwarium   kupiłem   okazy j nie  za  j akieś  grosze,  albo  znalazłem   j e  na

śm ietniku. Nie pam iętam  dokładnie. Mim o, że uszczelnione, przeciekało dram aty cznie i w czasie
dużej   przerwy   przy biegałem   do  dom u,  żeby   zm ieniać  nasiąknięte  szm aty   i  uzupełniać  wodę.
Później   sprawiłem   sobie  j uż  akwarium   w  pełni  profesj onalne.  Osiem dziesiątkę.  Poniżej
sześćdziesiątki  nikt  szanuj ący   się  nie  m iał,  naj lepiej   by łoby   hodować  ry bki  w  takim   ponad
stulitrowy m , ale na takie nie by ło nikogo stać, a w dodatku gdzie coś takiego postawić? Kaczor nie
m iał  ry bek,  by ł  dwie  klasy   wy żej .  Inny   etap,  m im o,  że  razem   bawiliśm y   się  m ały m i
żołnierzy kam i.  Miałem   Japończy ków,  Am ery kanów,  piechotę  niem iecką,  strzelców  alpej skich  i
angielskich  kom andosów.  Miałem   też  kilka  czołgów  i  transporterów,  nie  m ówiąc  j uż  o  m odelach
sam olotów  odziedziczony ch  po  bracie  cioteczny m ,  który   właśnie  z  tego  wy rósł  i  zaraz  potem
popadł  w  alkoholizm .  Potem   chuj   wszy stko  strzelił.  Kaczor  sprawił  sobie  spodnie  m oro,
naj większy   szpan,  Jasio  j ako  m istrz  j udo  i  karate  uczy ł  nas  na  wzgórku  koło  apteki  wschodnich
sztuk  walki.  Stawaliśm y   się  m ocni.  Chodziliśm y   po  dachu,  stam tąd  widzieliśm y   cały   świat,  na
przechodniów zrzucaliśm y  napełnione wodą prezerwaty wy. Później  z kondom am i przez wiele lat
nie m iałem  do czy nienia. Na studniówce służy ły  za balony. Balony  by ły  wtedy  niedostępne.

Dużego  „Poloneza”,  sok  pom arańczowy   i  paczkę  prezerwaty w,  powiedział  Lewy   w  sklepie

nocny m .  Sprzedawca  popatrzy ł  na  nas  z  niesm akiem .  Chy ba  nas  wziął  za  pedałów,  m ówię
Lewem u. Lewy  się uśm iecha. Przestrzeń j ego m aleńkiego m ieszkania na ty łach Nowego Światu
tuż  nad  cukiernią,  z  której   dochodzą  zaklęte  zapachy,  a  które  zaj m uj e  wraz  z  narzeczoną,
wy pełnione j est nadm uchany m i prezerwaty wam i, które wznoszą się i opadaj ą j ak py łki kwiatowe
w lecie doprowadzaj ące m nie do stanów agonalny ch.

Kudłaty   m a  zawsze  ze  sobą  parę  paczek  prezerwaty w.  Kilroy e,  durexy,  nawet  unim ile.

Nerwowo  sprawdza  ich  ilość  w  kieszeniach  zielonej   kurtki  zaopatrzonej   przez  przewiduj ącego
proj ektanta w niezliczoną liczbę schowków. Dwie paczki gum ? Są. Dwie paczki faj ek? Są. Portfel?
Jest. Kudłaty  liczy  pieniądze wsadzaj ąc do przegródek całą głowę. Mało kasy. Miałem  całą bańkę,
j ak  wy chodziłem   z  dom u,  m ówi.  Za  dużo  kasy   m i  leci.  To  przez  was,  oskarża  nas  j ak  świadek
zbrodni wskazuj ący  m orderców.

Co  zrobić.  Kasa  j est  po  to,  żeby   leciała,  ktoś  go  uspokaj a.  Ja  i  tak,  j eżeli  ten  raj d  potrwa

background image

j eszcze parę godzin i w takim  tem pie będziem y  zm ieniać knaj py, będę m usiał się zapoży czy ć.

Albo urwać wcześniej  do dom u. Albo uciec w przestrzeń alternaty wną.

Dalej  słuchasz ty ch angielskich kapel? py ta się ktoś w kory tarzu m iędzy  kuchnią a pokoj em .

Obowiązuj e żubrówka z sokiem  j abłkowy m . Kaczor j est napastowany  przez kobietę, która kusi go
schowaną  pod  koszulą  butelką  wódki  i  ciągnie  go  na  schody,  ciem ne  zakam arki  klatki  schodowej
m onstrualnego  m rówkowca  o  niezliczonej   liczbie  m ieszkań,  cicho  i  groźnie  sunący ch  wind,  nie
wiadom o  dokąd  prowadzący ch  wy j ść  ewakuacy j ny ch,  w  które  strach  wchodzić,
przem y kaj ący ch się cieniach m artwy ch lokatorów i zbrodniarzy.

Tak, dalej  słucham  ty ch angielskich kapel, m ówię. Tak, tak, słucham  Sleepera i Elastiki, ale to

przecież  nie  znaczy,  że  słucham   t  y   l  k  o  Sleepera  i  Elastiki.  Nie  wiem ,  co  się  dziej e,  ostatnio
wróciłem   do  Dead  Can  Dance.  Zapewne  podświadom e  poczucie  zbliżaj ącej   się  katastrofy.
Brendan Perry  j ak średniowieczny  zakonnik. Dlatego sprawiłem  sobie „Canto Gregoriano”. Teraz
zastanawiam  się, kto j est bardziej  m isty czny  - benedy kty ni czy  Perry.

Tak,  m ówię,  słucham   Blur,  skoro  w  „The  Independent”  napisali  że  to  zespół

postm odernisty czny.  Przy j em nie  by łoby   by ć  angielskim   dziennikarzem ,  koncy puj ę  sobie,
wy m y ślać  m ody,  podniecać  ludzi  pisząc  „Jeżeli  Oasis  zawoj owali  całą  Wielką  Bry tanię  to
Supergrass  zawoj uj e  cały   świat”.  I  biegnę  do  m oj ego  ulubionego  sklepu  z  m uzy ką,  kupuj ę
debiutancką pły tę Supergrass „I Should Coco” a tam  j uż nawet nie lata 60 brzm ią i dźwięczą, ale
nawet 70. Wy m y ślono j uż wszy stko.

Zapom niałem   trochę  o  starszy ch  pły tach,  gdzieś  m i  w  głowie  nagle  zaniknął  Madchester.

Nagle  łapię  się  na  ty m ,  że  od  dawna  nie  słuchałem   Happy   Monday s,  Stone  Roses,  Inspiral
Carpets,  Charlatansów.  Uświadam iam   to  sobie  u  Jasia,  gdy   pij em y   calvados  rozwodząc  się  nad
naj ciekawszy m i paranoj am i w ży ciu tego kraj u, a podkładem  m uzy czny m  są właśnie Charlatans.
Jasio  m ówi,  że  to  idealna  m uzy ka  do  j azdy   sam ochodem .  Więc  nagle  dostaj ę  lekkiego  spleenu
przy  „White Shirt”. Oczy wiście, że teraz, kiedy  to piszę, wy j m uj ę spom iędzy  inny ch kaset „Som e
Friendly ”,  pierwszy ch  Szarlatanów,  chy ba  naj lepszą  pły tę  z  trzech  doty chczasowy ch,  i  robię
sobie  z  niej   tło  w  to  dziwne  przedpołudnie.  Jest  ostatnia  niedziela  kalendarzowego  lata.  Od  rana
pada,  tem peratura  nie  przekracza  10  stopni.  Właśnie  siedzę  przy   kom puterze,  słucham
Charlatansów i piszę książkę o niczy m .

Kurwa,  puść  wreszcie  „I  wanna  be  adored”  m ówię  do  Runia,  który   zm ienia  Bustersów  na

Specialsów albo na odwrót. Nie wiem  gdzie to j est, kaseta m i zginęła, m ówi j akby  właśnie gdzieś
wcięło walizeczkę z pierwszą pom ocą albo zginęły  ostatnie naboj e.

Nacieraj ą na nas wrogie czołgi.

Teraz budzę się m iędzy  trzecią a czwartą w nocy. Czasam i wy chodzę na spacer, krążę j ak

m aniak wokół dom u, czasam i wy ruszam  trochę dalej , ale ty lko w obrębie osiedla j ak żerowiska.
Nie chodzę j uż do „Rzeźbiarzy ” bo nie m a po co. Nie chodzę do „Filharm onii” bo j ej  nie m a. Nie

background image

j eżdżę w różne ciekawe m iej sca bo ty ch m iej sc nie m a. Mam  trzy  paczki gum  do żucia i cukierki
wiśniowe. W szafce trzy m am  dwie m ałe buteleczki żubrówki j ak dwa granaty. Słucham  ostatniej
pły ty   Vay a  Con  Dios  i  przy pom inam   sobie  j ak  oporowo  słuchaliśm y   „Night  Owls”.  Ale  wtedy
m uzy kę pisał Dirk Schofus. Teraz Dirk Schofus nie ży j e i nie pisze m uzy ki, więc pły ty  nie są j uż
takie  dobre  a  Deni  Klein,  j ak  się  okazało,  m im o  że  wciąż  m a  głęboki  zm y słowy   głos,  wcale  nie
j est taka piękna. Znowu ktoś nas zrobił w trąbę.

Oj ciec zniknął po raz kolej ny, tak j ak z topografii m iasta zniknęło kilka cudowny ch m iej sc, a

w  Kaszm irze  kilku  zachodnich  tury stów.  Podobno  prasa  drukarska  zm iażdży ła  Oj cu  j ądra.
Podobno kosm ici wy m y ślili ludzi. Ponoć wszy stko i tak za j akiś czas pierdolnie. Podobno wszy scy
o nas zapom ną.

Wy chodzę  z  psem   na  spacer.  Jest  j edenasta  wieczorem .  Na  klatce  napalone  trawą.  Trzech

kolesi siedzący ch na podłodze pod skrzy nkam i na listy  m a j uż za sobą fazę śm iechawy  i właśnie
popadło  w  otępienie.  Mój   pies  podchodzi  do  j ednego  z  nich  i  obwąchuj e  go  ostrożnie.  Ciekawe
czy  go ugry zie, zastanawiam  się.

Sty kaj ą się nosam i i patrzą na siebie tępo. Mój  pies po chwili odskakuj e gwałtownie. Kolesie

patrzą się j eszcze bardziej  nieprzy tom nie.

Nie  wiem   gdzie  j est  Oj ciec.  Nie  wiem   gdzie  j est  Tom ek,  który   napisał  że  przy latuj e  i  nie

przy leciał.  Spędziliśm y   z  Kaczorem   pół  dnia  na  lotnisku.  Nie  wiem   po  co.  Nie  wiem   po  j aką
kasetę sięgnąć. Wtedy  słuchaliśm y  u Tom ka Lloy da Cole'a i Matta Bianco.

Klim at  nieodparcie  by ł  im prezowy.  Stoj ąc  przy   bram ce  przed  szklany m i  drzwiam i

opatrzony m i  napisem   „granica  celna”,  zza  który ch  co  j akiś  czas  poj awiali  się  ludzie  z  wielkim i
walizam i na kółkach lub taszcząc ze straszliwy m  wy siłkiem  ciężkie torby, zastanawialiśm y  się czy
Tom ek zrobi im prezę. Kaczy  się rozm arzy ł. Oj , pobawiłby  się przy  „dziewiątce”, naszej  kultowej
kasecie,  na  której   m ieliśm y   nagrane  stare  rock'n'rolle  i  rhy thm 'n'bluesy.  Jak  wtedy,  gdy   Sieniut
zdem olował interweniuj ący  radiowóz. Jak to zawsze by wa doniósł sąsiad.

Gliniarze  wpadli  i  zebrali  od  wszy stkich  dokum enty.  Włoszki  by ły   zaszokowane,  chociaż

przy zwy czaj ały  się do klim atów.

Carabinieri,  carabinieri,  krzy czał  histery cznie  Giuseppe,  biegaj ąc  po  cały m   m ieszkaniu  i

udaj ąc  że  wy ry wa  sobie  włosy   z  głowy.  Giuseppe  w  Warszawie,  m ówili  wszy scy,  gdy   się
przedstawiał. Jakiś Palesty ńczy k bez prawa poby tu wpadł do pokoj u gdzie na stole leżała faj ka i
zielsko.  Złapał  faj kę  i  wy rzucił  j ą  przez  balkon,  żeby   nie  aresztowano  nas  za  palenie  trawy.  Tak
j akby   trawa,  która  została  na  stole,  spełniała  funkcj e  ozdobne.  Sieniut  nie  m iał  dokum entów.
Mieszkam  tuż obok, powiedział, pój dę po dowód i zaraz wrócę. I rzeczy wiście. Wrócił po pięciu
m inutach,  dał  sierżantowi  swoj e  dokum enty,  wy skoczy ł  z  m ieszkania,  zbiegł  po  schodach  i
wskoczy ł  na  dach  radiowozu  j edny m   m ocny m   kopnięciem   pozbawiaj ąc  go  koguta.  Potem
ukry wał się w piwnicy  a Tom ek nosił m u j edzenie. Potem  Tom ek wy em igrował a Sieniut został
spokoj ny m   pracownikiem   j akiegoś  m iędzy narodowego  koncernu.  Co  nie  przeszkodziło  m u  na

background image

sły nny m   sy lwestrze  na  Szm ulkach  ukraść  chy trze  biustonosz.  Wy rzuciłem   go  po  drodze,  m ówił
później ,  ale  m y   w  to  nie  wierzy liśm y.  Pewnie  m a  go  do  dzisiaj .  Może  go  nawet  nosi.  Dżaba
wy szedł  wtedy   zadzwonić  i  wrócił  ze  słuchawką  od  autom atu.  Nie  m ogłem   się  dodzwonić,
powiedział,  m oże  wy   spróbuj ecie.  Zabawa  skończy ła  się  trzeciego  sty cznia  słuchaniem   Joy
Divison i j edzeniem  batonów czekoladowy ch, które ktoś przy niósł w śm iertelny ch ilościach.

Siedzieć bezczy nnie, przy glądaj ąc się j ak zm ieniaj ą się pory  roku i ilość włosów na głowie.

Potrzebuj ę zim nego powietrza, tak j ak potrzebuj e się zim nego powietrza. Ileś tam  lat tem u,

zim ą, poj echaliśm y  z Lewy m  i dwom a kobietam i na narty  do Bukowiny  Tatrzańskiej . Zaraz po
śniadaniu  szliśm y   na  stok.  Ja  i  dziewczy na  Lewego.  Moj a  dziewczy na  i  Lewy   nie  j eździli  na
nartach,  więc  chodzili  na  spacery   do  „Karcm y   u  Wróbla”  przy   rondzie  zwany m   klinem ,  gdzie
upij ali się od rana.

Gdy   j a  i  dziewczy na  Lewego  wracaliśm y   z  nart,  oni  by li  j uż  w  inny ch  górach,  inny ch

śniegach. Po obiedzie wszy scy  szliśm y  na grzane piwo z j aj kiem  w dół Bukowiny. Tam  gdzie j est
poczta, kościół i rem iza straży  pożarnej . Później  dziewczy na Lewego została m oj ą dziewczy ną a
m oj a dziewczy na dziewczy ną Lewego.

Teraz  m oj a  by ła  dziewczy na  (a  zarazem   by ła  dziewczy na  Lewego)  m a  m ęża  i  dziecko,  a

Lewy   zaprasza  m nie  na  swój   ślub.  Nasze  by łe  kobiety   m aj ą  m ężów  i  dzieci,  m ógłby m
powiedzieć Lewem u. Albo napisać „nasze kobiety  się starzej ą”. Niestety, to j uż napisał Antek.

Wtedy  powietrze by ło zim ne i czy ste, piękne i niewinne.

Leżeliśm y   na  łóżkach  w  kom binezonach  narciarskich  paląc  papierosy.  Wełniane  skarpety

gry zły  w nogi, pot zbierał się w zagłębieniach ciała, spły wał wzdłuż kręgosłupa, drewniane łóżka
pły nęły  szukaj ąc suchego lądu. Na ścianach święte obrazy  i m akatki z j eleniam i. Krucy fiks znad
półki  przy rośniętej   do  ściany   j ak  grzy b  do  drzewa  czuwał  nad  nam i,  więc  zawsze  czuliśm y   się
bezpiecznie.  Okruchy   chleba,  napoczęte  słoiki  dżem ów,  kilka  paczek  papierosów,  szum   radia,  z
którego  skrzy wiony   głos  składał  ży czenia  im ieninowe  ukochany m   solenizantom .  Szorstkość
wieczornego śniegu, który  po całodzienny ch roztopach na wieczór zam arzał i każdy  kolej ny  dzień
na  stoku  zaczy nał  się  od  poślizgów  na  niebezpieczny ch  lodowy ch  pułapkach,  które  z  czasem
zam ieniały   się  w  niebezpieczne  błotnisto  -  trawiaste  pułapki,  i  na  nich  narty   nagle  ham owały   i
zostawiaj ąc z ty łu buty  z uwięziony m i w nich stopam i, wy laty wało się do przodu, prosto na twarz.
Między  fram ugą a szy bą okna by ła wąska szpara, przez którą wślizgiwało się do pokoj u m roźne i
oży wcze powietrze. Po drugiej  stronie szy by  by ły  niegdy siej sze śniegi.

Lewy  m a pom y sł na wieczór kawalerski. Dużo alkoholu i łatwe laski. Ja m am  załatwić lokal i

laski.  W  trzeciej   knaj pie  przy   szósty m   piwie  budzą  się  i  dopadaj ą  nas  uśpione  od  dawna
wątpliwości. My ślałem , że to ze m ną coś nie w porządku, m ówi Lewy. Ja m y ślałem  że to ze m ną
coś nie O.K. m ówię. Ona m iała po prostu ty łozgięcie, j ak się okazuj e i m ożem y  się uspokoić.

Medy cy na tłum aczy  wątpliwości egzy stencj alne.

background image

Hipochondria Matki, nerwice Dżaby, nadciśnienie Lewego.

Bezsenność i wszy stkie piękne choroby. Ogień oczy szcza.

I Kolo. Naj większy  spośród hipochondry ków, lekarz z traum ą doświadczenia na izbie przy j ęć

naj bardziej   ponurego  szpitala  w  ty m   m ieście,  gdzie  w  środku  nocy   przy wożą  drgaj ące  ciała
sam obój ców,  ofiar  bandy ckich  napadów,  wy padków,  krwawy ch  porachunków.  Kom pletnie
zam roczony ch denaturatem  alkoholików, którzy  rzucaj ą się w delirium , oszalały ch z bólu i strachu
schizofreników.  Kolo  stoi  i  kieruj e  ruchem ,  tego  na  stół,  tem u  wy starczą  uspokaj acze,  tam ten  to
j uż do lodówki. Kolo rozdaj ący  nadziej ę i pogrążaj ący  w odm ętach nieby tu dem oniczny  doktor.

Kolo,  wy pisuj ący   sobie  sam em u  recepty,  w  szponach  lekom anii,  robiący   sobie  wszelkie

m ożliwe  badania,  nawet  te  naj bardziej   bolesne.  Pod  biały m   fartuchem   noszący   potaj em nie
aparat  Holtera  z  przy klej ony m i  do  skóry   czuj nikam i  m aj ący m i  znaleźć  wszelkie
nieprawidłowości  w  pracy   serca.  Wpadaj ący   z  Holterem   w  grzęzawisko  j eszcze  ży wy ch  ciał,
które  j uż  niedługo  zam ienią  się  błoto  rozkładaj ący ch  się  tkanek.  Kolo  i  Dżaba  siedzący   u
„Plasty ków”,  przerzucaj ący   się  obj awam i  uroj ony ch  chorób,  deklam uj ący   z  pam ięci  wy niki
badań.  Wy j m uj ący   j ak  na  taj ny   sy gnał  ze  swy ch  plecaków  ten  sam   zestaw  lekarstw  i  nagle
wy buchaj ący  śm iechem .

Zam ówię dwie i potem  podm ienię, m ówi Kudłaty  i wy j m uj e z zanadrza dwie butelki wódki.

Zarezerwowałem   stół  na  dwanaście  osób,  m ówi,  chy ba  wy starczy.  Kelnerki  m y ślały,  że  na
dwunastą.

Od  siedm iu  godzin  czekaj ą,  m ówię,  bo  wiem ,  gdy ż  by łem   pierwszy,  za  dziesięć  siódm a.

Płacę ty lko za te dwie i za dziesięć coli, reszta za zrzutkowe, zastrzega się Kudłaty. Hipolit nie daj e
m i  prem ii,  skarży   się  i  nie  m oże  przeży ć,  że  ściągnął  do  pracy   Hipolita,  który   teraz  j est  j ego
szefem  i to m ało wy rozum iały m , j ak się okazuj e. Jak m ogę m u dać prem ię, skoro przy j eżdża do
pracy  o 11 i udaj e że nie wie o co chodzi, krzy wi się Hipolit.

Matka gry zie zapałkę.

Coraz nas m niej , przy chodzi m i na m y śl zdanie banalne, wy świechtane i prawdziwe. Starzy

kum ple  się  rozm y li,  zastąpili  ich  j acy ś  wy pom adowani  gogusie  z  firm y,  z  głupim i  dupam i  przy
bokach,  w  nie  za  drogich  garniturkach  (j eszcze  się  dupki  nie  dorobili,  pewnie  składaj ą  na
kom órkowce). Szam an czerwieniej e na twarzy  i biadoli nad niedolą m łodego naukowca. Miałem
w ręku słoik z kulturą bakterii, która potrafi przerabiać trociny  na pełnowartościowe białko, m ówi.
Wiecie ile to warte? Kudłaty  przy ciska nową narzeczoną do ściany  na schodach, szepcząc j ej  do
ucha przepiękne świństwa. Narzeczona śm iej e się perliście.

Powiedz, że nigdy  nikt ci tak nie dogodził, dom aga się Kudłaty, gdy  leżą u niej  w m ieszkaniu

na  wielkim   anonim owy m   osiedlu,  albo  w  wy naj ęty m   pokoj u  gdzieś  nad  m orzem .  Skrzeczą
m ewy,  wiatr  wsy puj e  piasek  w  oczy,  sól  zaty ka  pory   w  skórze.  Wakacy j ne  podry gi,  ury wki
wspom nień, na siłę ciągnięta korespondencj a.

background image

Wkurzenie Kudłatego, gdy  kiedy ś przy j eżdża do nich Dżaba i nie zważaj ąc na nic dekuj e się

w  nam iocie  Kudłatego  i  j ego  kobiety,  daj ąc  spokój   Hipolitom ,  którzy   j ako  m ałżeństwo  widać
m aj ą specj alne względy, a pewnie po prostu, by  go nie wpuścili, choć przecież razem  m ieszkaj ą i
m ogą to robić kiedy  zechcą, a Kudłaty  m a na to ty lko kilka dni wakacj i. Już pierwszej  nocy  Dżaba
daj e  koncert  chrapania.  Kurwa,  rzuca  się  Kudłaty,  niech  on  przestanie.  Kobieta  Kudłatego
gwiżdże,  Kudłaty   cm oka.  Dżaba  chrum ka  i  przewraca  się  na  bok,  pom laskuj ąc,  by   wreszcie
zasnąć.

Kudłaty  bierze się za m iłość. Nagle Dżaba siada i przez sen zaczy na śpiewać piosenkę. Jak

później   utrzy m y wał  Kudłaty   nigdy   wcześniej   nie  sły szał  tego  utworu,  śm iej ąc  się  m ówi,  że  to
by ła j akaś piosenka o wędrówce przez las. Może Dżabie zagnieździła się w podświadom ości i teraz
się uj awniła. Wiecie: las, drzewa, ciem ność, liście - do roboty  freudy ści, m acie kwadrans.

Cały   następny   dzień  Hipolit,  Dżaba  i  Kudłaty   spędzaj ą  w  czerwony m   wartburgu  tego

pierwszego pij ąc żubrówkę i gin na zm ianę. Kudłaty  wciąż utrzy m uj e, że Dżaba zwariował.

O  j edenastej   wy chodzim y   na  zewnątrz.  Powietrze  chłodzi.  Dokąd  j echać,  poj awia  się

egzy stencj alne py tanie. „Hades” czy  „Rem ont”. Jeszcze nie wy rośliście z „Hadesu”? py ta się ktoś
kto  wy rósł,  i  na  pewno  nie  j est  to  Matka,  bo  to  on  głównie  optuj e  za  ty m   m iej scem .  Może
Szam an, który  chce j echać do j ednej  z dwóch panienek w czarny ch getrach. Odciąga m nie na
bok  i  tłum aczy,  że  urwiem y   się  wszy stkim ,  weźm iem y   j e  ze  sobą,  po  drodze  coś  kupim y,  no  i
wiesz.  Stoim y   przed  knaj pą,  czekam y   na  taksówkę,  Kudłaty   się  chwiej e,  z  pusty m   plecakiem
otwarty m  j ak sm ocza paszcza, z którego wy padło wszy stko (j ęzy k i j adowite zęby ), łapie się na
przem ian narzeczonej  i słupa ogłoszeniowego. W końcu j edziem y  do „Hadesu” gdzie ochroniarze
konfiskuj ą  Szam anowi  gaz  łzawiący   (Jezu,  kosztował  bańkę,  to  specj alny   żel  uży wany   przez
francuską  policj ę),  a  Kudłaty   po  pij aku  obrażony   na  narzeczoną  znika  w  bezm iarze  Pola
Mokotowskiego.  Tak  j ak  kiedy ś  obrażony   zam knął  się  w  sam ochodzie,  nad  m orzem ,  gdy
poszedłem  na spacer (direction: Rozewie) z j ego ówczesną kochanką, która na tle szum u wody  i
zachodzącego  a  m oże  j uż  wschodzącego  słońca  prosiła  żeby m   j ą  zabił,  i  dalibóg,  by ła  to
propozy cj a  warta  rozważenia,  ale  strach  przed  karą,  naprawdę,  ty lko  strach  przed  karą  nas
powstrzy m uj e.  Teraz  Kudłaty   znów  obrażony,  Matka  obłapia  j edną  a  Szam an  drugą  z  panienek.
Jest noc m iędzy  latem  a j esienią. Zdzwonim y  się, m ówię i odchodzę j ak potrafią odchodzić ty lko
naj więksi.

Z  Budapesztu  przy wiozłem   sobie  ostatnią  pły tę  Poguesów.  Już  bez  MacGowana,  starego

zapij aczonego, bezzębnego MacGowana, który  na zdj ęciu w piśm ie „Q” wy gląda na śm iertelnie
przerażonego, na tle baru (m oże dlatego że siedząc ty łem  nie widzi go i boi się, że nagle zniknął
cały  alkohol) zarośniętego, z nie przy palony m  j eszcze Marlboro m iędzy  palcam i. Podobno został
wy rzucony  z kapeli, bo j uż m ieli go dosy ć, j ego nieustannego pij aństwa, kiedy  uwalony  sake w
superszy bkim   j apońskim   pociągu  wy padał  nieprzy tom ny   na  peron  w  j akiej ś  Osace  albo  Kioto.
Teraz nagrał solową pły tę, o której  Muniek m ówi że j est kultowa, i właściwie powinienem  j ą sobie
od niego przegrać, ale j a słucham  „Waiting For Herb”, j est w ty m  j akaś zdrada. Więc na początku
j estem   nieufny,  no  j ak  to  tak?  Poguesi  bez  MacGowana?  I  rzeczy wiście,  przy   pierwszy m

background image

przesłuchaniu  brzm i  to  wszy stko  zby t  delikatnie,  popowo,  nie  m a  tej   pij ackiej   chry pki
MacGowana,  choć  chłopcy   się  staraj ą  i  rzężą  „m y   baby 's  gone  so  far  away ”,  ale  j akieś
nieprawdziwe  to  rzężenie,  ale  później   j uż  odlatuj ę  przy   „Drunken  Boat”,  znakom ity   num er,  taki
witalisty czny.  Refren  m ożna  śpiewać  na  im prezach  po  czwarty m   piwie.  Pewnie  kilka  lat  tem u
by łby   naszy m   m ały m   hy m nem   piątkowo  -  sobotnim .  Tak  j ak  słuchaliśm y   aż  do  wy m iotów
„Sum m er  in  Siam ”.  I  trwało  to  trzy   pory   roku,  od  wczesnowiosenny ch  roztopów  aż  do
wczesnoj esienny ch  chłodów,  z  kulm inacj ą  w  lecie,  oczy wiście.  I  kurde,  j eżeli  m i  powiecie,  że
ktoś by  „Sum m er In Siam ” zaśpiewał lepiej  niż MacGowan....

Więc dokąd idziem y, zapy tał się Matka, który  j uż postanowił nie wracać tego dnia do dom u.

Międląc złam aną zapałkę w zębach i nerwowo poprawiaj ąc sobie włosy  patrzy ł na nas wzrokiem ,
w który m  by ło oczekiwanie, niem y  wy rzut, py tanie, na które nie daj e się odpowiedzi.

Dżabie świsnęło w oskrzelach.

Nie m am  j uż kasy, powiedział Kudłaty, m usim y  się zrzucić.

Weźm iem y  taksówkę, na czterech to nie będzie dużo. Poj edziem y  na Zacisze, tam  j est j akaś

im preza.  Podobno  będą  panienki  z  pierwszego  roku  psy chologii  albo  socj ologii.  Co  ty   na  to,
Dżaba?

Dżabie odbiło się walerianą.

Milczącem u urodziła się córka.

Kudłatem u znowu coś popieprzy ło się w obliczeniach finansowy ch.

Szam anowi zrobiło się niedobrze.

Matka  poczuł  j ak  zżera  go  j akiś  nowotwór.  Postanowił  go  szy bko  zlokalizować.  Ilość  plam

pulsuj ący ch w j ego oczach m noży ła się w zastraszaj ący m  tem pie.

Otwierały  się przed nam i naj większe taj em nice wszechświata.

Spod wody  wy łaniały  się nowe konty nenty.

Dżabie chrupnęło w kościach.

Mij ały  lata świetlne i dopalały  się kolej ne papierosy.

Staliśm y  ponadczasowi i bohaterscy.

Ktoś powinien napisać o nas książkę, albo zrobić film .

Poważnie.

background image

O Boże, j akie ty  m asz brzy dkie buty, powiedziała do Matki Magdalena Wiktoria. W ży ciu nie

widziałam   takich  brzy dkich  butów.  Słuchaj   Madziu...  Mam   na  im ię  Magdalena  Wiktoria
powiedziała. Potem  powiedziała że j est zastępcą prezesa telewizj i. Jeśli nie kłam ie, to m usi m ieć
m nóstwo  pieniędzy,  pom y ślał  Dżaba  i  dodał  na  głos:  m oże  by śm y   poszli  do  m oj ego  kum pla,
m ieszka po drugiej  stronie ulicy, na pewno j eszcze nie śpi, j est bezkonfliktowy  i bardzo m nie lubi.
Za  dużo  m ówisz,  powiedziała  Magdalena  Wiktoria  i  wsadziła  Dżabie  w  usta  wskazuj ący   palec
prawej   ręki.  Dżaba  nadgry zł  go  delikatnie  i  nam iętnie.  Mam   problem ,  powiedziała,  a  zwinne
palce j ej  lewej  dłoni zagłębiły  się w owłosieniu na klacie Dżaby.

Daj  papierosa, powiedział Kudłaty  po raz siedem nasty.

Skończy ły  m i się, powiedział po raz siedem nasty  Dżaba.

Skąd  się  biorą  takie  brzy dkie  buty ?  Czy   przy noszą  j e  bociany,  a  m oże  znaj duj e  się  j e  w

kapuście?

O  północy   niebo  wy buchło.  Strzeliły   szam pany.  Dżabie  strzeliło  w  krzy żu.  Rozpoczął  się

kolej ny  rok.

Daj  papierosa, powiedział Kudłaty  po raz osiem nasty.

Nie m am , skończy ły  m i się, powiedział po raz osiem nasty  Dżaba.

I to j est m ój  problem , powiedziała Magdalena Wiktoria, wskazuj ąc na wy sokiego gitarzy stę.

Ja  go  kocham   i  on  m nie  kocha,  powiedziała,  ale  nie  m ożem y   by ć  razem .  Mój   kum pel  m a
m ieszkanie po drugiej  stronie ulicy, powiedział Dżaba.

Nie m ożem y  by ć razem . To j ak z Dostoj ewskiego, powiedział gitarzy sta. Miał sy m paty czną

twarz  krety na,  polubiłem   do  od  pierwszego  wej rzenia.  Przecież  ty   nigdy   nie  czy tałeś
Dostoj ewskiego, krety nie, powiedziała Magdalena Wiktoria.

Świat j est nieodgadniony, szczególnie teraz, kiedy  niebo j uż się uspokoiło i wszy scy  zeszli z

górki  bezładną  m asą,  z  otwarty m i  butelkam i  szam pana,  obej m uj ąc  się,  ciągnąc  za  ubrania,
m acaj ąc,  całuj ąc.  Kiedy   Kudłaty   py ta  się  po  raz  kolej ny   o  papierosy,  Mister  usiłuj e  zdoby ć
Anię,  która  łączy   w  sobie  taj em niczość,  infanty lizm   i  wszy stkie  wschodnie  przy prawy,  a  j a
obej m uj ę  przy   oknie  dziewczy nę,  która  wy paliła  za  dużo  trawy   i  teraz  m a  lęki.  Mówi  do  m nie:
m asz  taką  rubaszną  twarz,  podobaj ą  m i  się  twoj e  usta.  Za  pół  godziny   przy j edzie  piwo,  m ówi
Mister,  a  j a  chciałby m   j uż  stąd  iść,  szczególnie  gdy   Matka  m ówi  do  m nie  konspiracy j nie:  weź
butelkę  po  szam panie  i  pierdolnij   tego  gościa  w  czarnej   koszuli,  ale  nie  tak  żeby   zabić,  by leby
ty lko stracił przy tom ność.

Wy chodzę,  świat  j est  ciem ny,  trwa  polarna  noc  na  ty m   osiedlu,  tak  bliskim   m oj ego.  Jest

nowy  rok, ostatni na tej  planecie.

background image

Właśnie  zacząłem   o  was  pisać  książkę,  chłopaki,  m ówię,  zaciągaj ąc  się  papierosem   dla

zy skania  czasu.  Bardzo  dobrze,  m ówi  Szam an,  przecież  j esteśm y   m łodą  inteligencj ą  czasu
przełom u.  Musim y   zostawić  po  sobie  ślad.  Opisz  j ak  Kudłaty   śpiewał  „Jest  noc,  duszna,  pełna
ciem ”, j ak Szam an wy kopał w Chłapowie znak drogowy, j ak Dżaba stał nago u Małego w dom u i
krzy czał, gdzie są kurwa m oj e m aj tki, gdy  robiliśm y  Helikoptera w pokoj u a Szam an trzy m ał listę
społeczną,  choć  Helikopter  powiedziała  po  czwarty m ,  że  m a  dosy ć  i  j ak  zwy kle  nie  załapał  się
Matka, a wszy scy  ci co chcieli to zaruchali. Napisz, j ak Ry bie wy dawało się, że m a dwa serca,
j ak Szam an zj eżdżał na nartach po schodach.