background image

Rebecca Russell

Zastępcza narzeczona

S

S

C

C

A

A

N

N

d

d

a

a

l

l

o

o

u

u

s

s

background image

Prolog

–  Nie  może  pan  tam  wejść,  panie  McKenna  –  oświadczyła  surowo  wysoka 

kobieta w rogowych okularach. – Oglądanie narzeczonej w sukni ślubnej przynosi 
pecha! – dodała stanowczo i postukała ołówkiem w okładkę wielkiego notesu.

Mac  spojrzał  ze  skrywanym  niesmakiem  na  tę  dziwną  postać.  Kobieta, 

uczesana  w  nienaganny  kok  i  obwieszona  perłami,  stała  w  lekkim  rozkroku  i 
broniła wejścia  w głąb  korytarza niczym najgroźniejszy cerber. Mac rozejrzał się 
po  eleganckim  wnętrzu  ozdobionym  zdjęciami  ślubnymi  wielkich  gwiazd  i 
pomyślał,  że  nadawałaby  się  raczej  na  przełożoną  wiktoriańskiej  pensji  dla 
dziewcząt niż na konsultantkę w salonie mody ślubnej.

Na  jednym  ze  zdjęć  dostrzegł  swojego  ulubionego  zawodnika,  gwiazdę  ligi 

baseballa  i  pomyślał,  że  przydałaby  mu  się  teraz  jego  pomoc.  Może  wspólnie 
zdołaliby usunąć ją z drogi... Mimo wszystko przywołał na twarz swój najbardziej 
czarujący uśmiech i zrobił mały krok do przodu. Kobieta nawet nie drgnęła.

– Proponuję jednak, żeby poczekał pan na zewnątrz – odezwała się, mrożąc go 

spojrzeniem.

Miał  dość  tej  zabawy.  Co  to  za  dziecinne  przesądy!  Cenił  swój  czas  i  nie 

zamierzał spędzić tu ani minuty dłużej na bezsensownych przepychankach. Może i 
był  to  najbardziej  ekskluzywny  salon  mody  ślubnej  w  tym  stanie,  ale  Mac 
McKenna nie przywykł do tego, aby marnować czas w korytarzu.

Westchnął  lekko  i  przejechał  dłonią  po  krótko  obciętych  ciemnych  włosach. 

Nie  czuł  się  dobrze  w  tym  otoczeniu,  wszystko  tu  wydawało  się  takie 
niepraktyczne.  Buty  miały  zbyt  wysokie  obcasy  i  wyglądały  tak  delikatnie,  że 
pewnie nie przeżyłyby spaceru dłuższego niż sto metrów, a koronkowe rękawiczki 
sprawiały wrażenie utkanych z pajęczych nitek. Nie, zdecydowanie to nie był jego 
świat.  Załatwi  szybko  swoje  sprawy  i  wróci  do  kancelarii,  gdzie  na  szczęście 
wszystko jest solidne i konkretne.

–  Nie  jestem  przesądny  –  zapewniał  z  przekonaniem.  –  Poza  tym  moja 

narzeczona sama chciała, żebym ją zobaczył. Zależy jej na mojej opinii – wyjaśnił.

Dziwne, ale odkąd się oświadczył, Jenna, zwykle tak pewna siebie i niezależna, 

stała się nagle jakaś niespokojna i rozdrażniona.

–  Dobrze,  skoro  sami  państwo  tego  chcą...  –  chłodno  odezwała  się 

sprzedawczyni,  nieudolnie  ukrywając  dezaprobatę.  –  Panna  Taggert  jest  w 
pierwszym pokoju po lewej.

Uśmiechnął  się  uprzejmie  i  ruszył  we  wskazanym  kierunku.  Kiedy  otworzył 

background image

drzwi, jego oczom ukazał się imponujący widok. Na środku pokoju, na niewielkim 
podwyższeniu  stała  Jenna.  Cała  w  zwojach  koronek  i  kremowej  satyny  z 
niewyraźną miną przeglądała się w wielkim trzyczęściowym lustrze.

Nie  rozumiał  jej  niezadowolenia.  Wyglądała  przecież  wspaniale  jak  zawsze. 

Miała  perfekcyjny  makijaż,  a  staranna  fryzura  nie  nosiła  śladów  dwugodzinnych 
przymiarek.  A  jednak  Jenna,  zamiast  zwykłego  olśniewającego  uśmiechu,  miała 
kwaśną minę.

–  Jak  myślisz?  –  zapytała  bez  zbędnych  wstępów.  –  Czy  ta  sukienka  jest  dla 

mnie odpowiednia?

Nie obdarzyła go nawet przelotnym spojrzeniem, skupiona na ocenianiu kreacji 

we wszystkich lustrach.

– To twój wybór, Jenna – odparł z westchnieniem. – Uważam, że jest całkiem 

niezła.

–  Niezła?  –  powtórzyła  z  niesmakiem.  –  Nie  chcę  niezłej!  Wychodzę  za 

jednego z najlepszych prawników w tym mieście, muszę zrobić wrażenie!

Z  wysiłkiem  ukrył  zniecierpliwienie.  Dlaczego  właściwie  go  tu  wezwała?  Od 

początku  postanowiła,  że  sama  zajmie  się  organizacją  przyjęcia  weselnego,  a  on 
chętnie  na  to  przystał.  Skąd  te  nagłe  wątpliwości?  I  do  tego  wyciągnęła  go  z 
kancelarii.  Wiedziała,  jak  cenił  swój  czas.  Klienci  słono  za  niego  płacili  i  nie 
powinien go marnować na dywagacje o różnicy między kremowym a waniliowym.

– Proszę zostawić nas na chwilę – zwrócił się do sprzedawczyni, która stała z 

boku z naręczem dodatków.

Dziewczyna  kiwnęła  głową  i  zniknęła  bezszelestnie.  Kiedy  zostali  sami, 

podszedł do Jenny i odezwał się tak spokojnie, jak potrafił:

–  Masz  świetny gust, moja  droga.  Ufam ci  całkowicie.  Na pewno  wybierzesz 

najlepszą suknię, jaką tu mają. Po prostu zdecyduj się i wracaj do biura. Pamiętaj, 
że  przygotowujemy  się  do  ważnej sprawy. Błąd lekarski, który niemal kosztował 
życie córkę Carrollów – przypomniał, widząc jej rozkojarzone spojrzenie.

–  Racja.  –  Jenna  westchnęła  lekko  i  zadzwoniła  po  konsultantkę.  –  Proszę 

przynieść  pięć  sukienek,  które  mierzyłam  w  ostatnim  tygodniu  –  poleciła 
dziewczynie.  Pochyliła  się  nad  nim  i  pocałowała  go  lekko.  –  Ty  już  wracaj  do 
biura. Ja też niedługo tam dotrę, to potrwa tylko chwilę.

Mac  wycofał  się  z  ulgą,  nieco  zirytowany  tą  bezsensowną  wyprawą. 

Zachowanie Jenny w ostatnim czasie bardzo go zaskakiwało. Słyszał, że niektóre 
kobiety wpadają w stres przed ślubem, ale nie sądził, że Jennie również przydarzy 
się  coś  podobnego.  Znał  ją  od  czterech  lat,  od  kiedy  rozpoczęła  pracę  w  jego 

background image

kancelarii, i zawsze podziwiał w niej opanowanie, pewność siebie i zaangażowanie 
w sprawy zawodowe. Tymczasem przez kilka ostatnich tygodni odnosił wrażenie, 
że ma do czynienia z zupełnie obcą osobą...

Trzy  miesiące  temu,  doceniając  jej  poświęcenie,  zaproponował,  żeby  została 

jego  wspólniczką.  Szybko  i  spokojnie  to  zaakceptowała,  jakby  już  od  jakiegoś 
czasu  spodziewała  się  tej  propozycji.  Po  czym,  w  charakterystyczny  dla  siebie 
sposób zaproponowała:

– W zasadzie dlaczego nie posunąć naszego partnerstwa o krok dalej?
Uśmiechnął się wtedy lekko, ale po zastanowieniu musiał przyznać, że nie jest 

to zła propozycja.

Oboje  byli  młodzi,  inteligentni,  ambitni,  nie  bali  się  rywalizacji.  Czemu  nie? 

Taki mariaż byłby korzystny dla firmy, a poza tym chyba pasowali do siebie. Oboje 
postawili  na  karierę.  Ciężko  pracowali,  kancelaria  była  ich  drugim,  jeżeli  nie 
pierwszym  domem.  Bez  reszty  angażowali  się  w  walkę  ze  szpitalami, 
nieuczciwymi  firmami  ubezpieczeniowymi  i  niekompetentnymi  lekarzami. 
Wiedział,  że  każde  z  nich  mogło  zajść  bardzo  wysoko,  ale  razem  byliby 
niepokonani.

Długo  o  tym  myślał  i  nie  znajdował  luki  w  tej  teorii.  Zresztą  ostatnio  coraz 

częściej przychodziło mu do głowy, że już najwyższy czas, by się ustatkować. Miał 
trzydzieści osiem lat i samotność coraz bardziej dawała mu się we znaki. Ale jak 
dotąd był zbyt zajęty pracą, żeby szukać żony poza firmą.

Umówił  się  więc  z  Jenną  kilka  razy  i  podczas  tych  randek  ze  zdziwieniem 

odkryli, w jak wielu kwestiach mają podobne poglądy. W praktyce oznaczało to, że 
oboje  chcą  się  poświęcić  pracy  i  żadne  z  nich  nie  myśli  o  posiadaniu  dzieci. 
Przemyślał więc wszystko, rozważył za i przeciw, a kiedy ustalił, że Jenna Taggert 
jest  najlepszą  kandydatką,  jaką  mógł  spotkać,  postąpił  zgodnie  z  logiką  i 
oświadczył jej się.

Nie  przypuszczał  jednak,  że  ta  sytuacja  aż  tak  ją  rozstroi.  Cóż,  miał  tylko 

nadzieję,  że  kiedy  wreszcie  będzie  po  wszystkim,  Jenna  odzyska  swoją  słynną 
równowagę ducha.

Chyba że... Nie,  roześmiał  się w duchu, nie  wierzył przecież w przesądy. Nie 

ma mowy, żeby banalne oglądanie sukni ślubnej mogło przynieść pecha.

Uśmiechnął  się  jeszcze  raz  i  zdecydowanie  potrząsnął  głową.  Zapomnijmy  o 

jakimkolwiek pechu. Nie ma takiej możliwości. Jenna była przecież idealną kobietą 
dla  niego.  Jeszcze  tylko  kilka  tygodni...  Ona  i  ta  słono  opłacana  organizatorka 
przyjęć ślubnych zorganizują wszystko perfekcyjnie, nie wątpił w to.

background image

Gdzie tu  więc miejsce  na pecha? Życiem Maca Mc Kenny kierowały logika i 

rozsądek i żadne głupie przesądy nie mogły z nimi wygrać.

background image

Rozdział 1

Jessie  Taggert  ocierała  pot  z  czoła  po  intensywnym  treningu  w  klubie 

sportowym.  Lubiła  czuć,  że  każdy  mięsień  jest  rozgrzany,  a  krew  aż  pulsuje  w 
żyłach.

Wzięła szybki prysznic, przebrała się pospiesznie i myślami była już w swoim 

przytulnym małym domku. Marzyła o odprężającej kąpieli i gorącej herbacie.

Nagle usłyszała, jak z jej torby dobiega dziwny dźwięk. Nie znała tej melodii. 

Zaskoczona  przeszukiwała  kieszenie,  aż  znalazła  wibrujący  telefon.  No, 
oczywiście,  to  jej  siostra  bliźniaczka  Jenna  znowu  zrobiła  jej  dowcip  i  zmieniła 
sygnał w telefonie.

– Halo? – rzuciła Jessie zdyszana.
–  Jess,  jak  dobrze,  że  cię  złapałam!  –  usłyszała  zdenerwowany  głos  siostry  i 

dzwonki alarmowe w jej głowie rozdzwoniły się na dobre.

– Co się stało? – starała się mówić spokojnie.
– Musisz mi pomóc – oznajmiła Jenna tonem nie znoszącym sprzeciwu.
To zwykle nie wróżyło nic dobrego.
– Jenna, mam wakacje – przypomniała Jessie z westchnieniem. – Poproś kogoś 

innego.

–  To  niemożliwe  –  mówiła  jej  siostra  zdecydowanie.  –  Posłuchaj,  muszę 

wyjechać służbowo. Tylko do jutra, ale to znaczy, że nie mogę dziś iść na ostatnią 
przymiarkę mojej sukni ślubnej. Krawcowa miała zrobić małe poprawki i właśnie 
zadzwonili z salonu, że powinnam do nich przyjść i sprawdzić, czy wszystko jest w 
porządku.  Jess,  musisz  mnie  uratować,  jesteśmy  przecież  identyczne,  mamy  te 
same wymiary! Idź tam za mnie, błagam! – zaklinała. Po czym, słysząc milczenie 
po drugiej stronie, dodała z wyrzutem: – Wiesz, że ja bym to dla ciebie zrobiła.

Jessie westchnęła ciężko. Temu nie mogła zaprzeczyć. Obie z siostrą różniły się 

bardzo, ale zawsze były wobec siebie lojalne. Pomagały sobie w najtrudniejszych 
sytuacjach życiowych.

–  Zgoda,  Jenna.  Zrobię  to  dla  ciebie,  choć  wiesz,  jak  nie  lubię  oszukiwać  –

zgodziła się niechętnie.

– Och, nie przesadzaj, to żadne oszustwo – bagatelizowała jej siostra. – Tylko 

pamiętaj, Mac nie może o niczym wiedzieć! Nie wspominałam mu, że wyjeżdżam 
z miasta, nie chcę, żeby się denerwował.

–  Jak  to...  Mówiłaś  przecież,  że  to  służbowy  wyjazd  –  odezwała  się 

background image

zdezorientowana Jessie.

– Wyjaśnię ci to później – ucięła Jenna. – Więc jak, mogę na ciebie liczyć?
– Możesz, ale...
– To świetnie, dzięki! – przerwała jej i odłożyła słuchawkę.
Jessie  jeszcze  przez  chwilę  wpatrywała  się  oszołomiona  w  wyświetlacz 

telefonu.  Przez  tyle  lat  powinna  się  przecież  do  tego  przyzwyczaić.  Jej  starsza  o 
dwie  minuty  siostra  nigdy  nie  miała  skrupułów.  I  zawsze  dostawała  to,  czego 
chciała.

A od kiedy cztery miesiące temu zaręczyła się z Makiem, swoim wspólnikiem, 

działała  jeszcze  bardziej  zdecydowanie  niż  dotąd.  I  wyglądała  na  bardzo 
szczęśliwą.  Podczas  niedzielnego  obiadu  oznajmiła  rodzinie,  że  wybrała 
najlepszego  mężczyznę,  jakiego  miała  szansę  spotkać.  Mieli  wspólne  plany 
zawodowe, byli równie ambitni i zdeterminowani, by odnieść sukces.

Podobno już szukali eleganckiego domu. Oczywiście z pokojem dla gosposi, bo 

Jenna  nie  zamierzała  zajmować  się  tak  banalnymi  sprawami  jak  porządki, 
gotowanie i zakupy. Twierdziła również, tak samo jak narzeczony, że na dzieci po 
prostu szkoda jej czasu.

Hmm, cóż, jeśli tak, to rzeczywiście pasowali do siebie doskonale.
Jessie  nie  mogła  wprawdzie  wyobrazić  sobie  bardziej  pustej  egzystencji,  ale 

ostatecznie to nie jej sprawa.

Wrzuciła torbę do samochodu i ruszyła w stronę salonu sukien ślubnych.
Jenna będzie jej sporo winna za tę przysługę.

Przekroczyła próg  salonu i  skrzywiła się  lekko,  czując, jak owionął  ją zapach 

ciężkich  perfum.  Wnętrze  ekskluzywnego  butiku  wypełniały  elegancko  ubrane 
kobiety przeglądające katalogi.

Rozejrzała  się  niepewnie,  dostrzegła  kreacje  od  Prądy  i  Gucciego  i  nagle 

poczuła się zupełnie nie na miejscu w ubraniu treningowym, z włosami spiętymi w 
koński ogon.

Na szczęście, zanim zdążyła uciec, podeszła do niej wysoka kobieta opleciona 

sznurami pereł.

– Panno Taggert – zaczęła ze zdumieniem. – Ledwie panią poznałam.
– Hmm, coś mi wypadło, stąd ten strój – wyjaśniła wymijająco.
– Rozumiem, zdarza się. – Kobieta uśmiechnęła się kącikiem ust. – Suknia jest 

już  gotowa,  zapraszam  do  przymierzalni.  Dwukrotnie  mierzyliśmy  talię  i 
sprawdzaliśmy inne wymiary, tak jak pani prosiła. Mam nadzieję, że wszystko pani 

background image

zaakceptuje.

Weszły do obszernego pomieszczenia, w którym stała tylko niewielka kanapa, 

ogromne, trzyczęściowe lustro i okrągły podest na środku.

Jessie  rozejrzała  się  ciekawie  i  nagle  drgnęła  zaskoczona.  Ujrzała  strojną, 

falbaniastą suknię, ozdobioną tyloma koronkami i kokardami, że obawiała się, czy 
zdoła to udźwignąć. Jej siostra wprawdzie nigdy nie była przesadną wyznawczynią 
eleganckiej prostoty, ale tym razem chyba przesadziła.

– Panno Taggert, czy coś nie tak? – spytała zaniepokojona konsultantka.
– Nie, skąd...
Zmusiła  się do  uśmiechu  i  szybko  zrzuciła z siebie ubranie. Włożyła  suknię i 

stanęła na podium.

Zerknęła  w  lustro.  Wszystko  było  idealnie  dopasowane.  Za  dziesięć  minut 

będzie po wszystkim, a ona wreszcie się wykąpie i napije herbaty.

– Jenna, jesteś tutaj – usłyszała nagle zza drzwi. – Musimy porozmawiać!
To  na  pewno  Mac,  narzeczony  Jenny.  Widziała  go  tylko  raz,  ale  dobrze 

pamiętała ten głęboki, aksamitny głos.

– Może później, Mac... – starała się mówić spokojnie.
– Jestem teraz bardzo zajęta.
– To pilne, Jenna – nalegał. – Wiesz, że inaczej nie zawracałbym ci głowy.
– Ale nie możesz teraz wejść! – Czuła, jak ogarniają coraz większa panika. –

Zresztą nie powinieneś mnie widzieć w sukni przed ślubem! To przynosi pecha!

Drgnął zaskoczony.
–  Żartujesz  sobie?  Przecież  widziałem  cię  w  niej  w  zeszłym  miesiącu,  sama 

mnie  o  to  prosiłaś!  –  Nie  poznawał  jej,  to  pewnie  to  słynne  zdenerwowanie.  –
Naprawdę musimy porozmawiać! I to zaraz!

Jessie jęknęła głucho. Nie dość, że zrobiła z siebie idiotkę, to jeszcze za chwilę 

umrze  ze  zdenerwowania.  Dlaczego  Jenna  nie  uprzedziła  jej,  że  Mac  może  tu 
przyjść? No trudno, teraz już nie miała wyjścia, musiała grać do końca.

– Co się z tobą dzieje, Jenna? – dobiegało ją zza drzwi.
– Nie odpowiadasz na telefony, wczoraj nie zjawiłaś się na spotkaniu w sądzie. 

Musiałem tam wysłać Chrisa, żeby cię kryć.

Coś  takiego!  Jessie  poczuła  zaniepokojenie.  Jenna  opuściła  ważne  spotkanie? 

Nieprawdopodobne,  nigdy  dotąd  nie  zdarzyło  się,  żeby  zaniedbała  służbowe 
obowiązki. Najwyraźniej musiało się zdarzyć coś niezwykłego...

Koniecznie  musi  z  nią  porozmawiać.  Na  razie  jednak  nie  wiedziała,  jak 

wybrnąć z kłopotliwej sytuacji...

background image

Niemożliwe,  żeby  Mac  dał  się  nabrać.  Na  pewno  na  pierwszy  rzut  oka 

rozpozna,  że  nie  stoi  przed  nim  jego  narzeczona.  Chociaż  widzieli  się  przecież 
tylko  raz...  Jenna  zorganizowała  krótkie  rodzinne  spotkanie  w  jednej  z 
najmodniejszych  restauracji.  Jessie  wciąż  pamiętała  przystojnego,  eleganckiego 
mężczyznę,  który  pojawił  się  w  lokalu  z  jej  siostrą  uwieszoną  na  ramieniu.  Już 
wtedy  jego  nienaganne  maniery,  starannie  ułożone  ciemne  włosy  i  uśmiech 
człowieka sukcesu zrobiły na niej wrażenie. Pomyślała wówczas, że nic dziwnego, 
że tak atrakcyjny mężczyzna wybrał kogoś takiego, jak jej perfekcyjna w każdym 
calu siostra.

Obejmowali  się  czule  przez  całe  spotkanie,  ale  jako  para  robili  dziwne 

wrażenie. Nie umiała dokładnie powiedzieć, o co chodzi, ale czuła, że coś jest nie 
tak.

–  Proszę,  kończ  to  przymierzanie!  –  Głos Maca  był  coraz  bardziej  napięty.  –

Masz jakieś problemy z tą sukienką? – spytał po chwili.

– Nie, wszystko dobrze – zapewniła pospiesznie.
Omiotła  pokój  nerwowym  spojrzeniem.  Pod  lustrem  zauważyła  zestaw  do 

makijażu. To mogłoby rozwiązać problem...

Szybko  związała  włosy  w  elegancki  węzeł  na  karku,  a  potem  pospiesznie 

zrobiła  sobie  makijaż.  Próbowała  się  uspokoić.  To  nic  trudnego,  przecież  jako 
dzieci często zamieniały się z siostrą rolami. Poczuła, jak jej ciało przebiegł miły 
dreszczyk ekscytacji.

– Jeszcze tylko minuta! – Szybko skończyła makijaż.
Konsultantka przyglądała jej się uważnie i po chwili się odezwała:
–  Proszę  mnie  źle  nie  zrozumieć,  panno Taggert,  ale dziś  jakby nie była pani 

sobą.  Kilka  tygodni  temu  wydawała  się  pani  zachwycona  tą  suknią,  a  dziś 
odniosłam wrażenie, że coś jest nie w porządku. Proszę powiedzieć szczerze, o co
chodzi.  Chciałabym,  żeby  była  pani  zadowolona.  Kilka  razy  już  zmieniała  pani 
decyzję, może pani zrobić to ponownie – uspokajała.

Jenna  zmieniała  decyzje?  Niemożliwe,  konsultantka  musiała  chyba  pomylić 

klientki.

Ostatnim ruchem drżącej ręki pociągnęła rzęsy czarnym tuszem i uśmiechnęła 

się z wysiłkiem. Uff, chyba zdążyła.

Sekundę  później  z  nową  fryzurą  i  makijażem,  który  upodabniał  ją  do  siostry, 

podeszła  do  drzwi.  Starała  się  opanować  nerwowe  napięcie.  Za  chwilę  będzie 
musiała stawić czoło mężczyźnie, który pewnie natychmiast przejrzy jej podstęp. A 
nawet  jeśli  nie,  zacznie  jej  zadawać  pytania,  na  które  nie  będzie  umiała 

background image

odpowiedzieć.

Trudno, musi jakoś przetrwać to spotkanie. Jutro Jenna pojawi się w salonie, a 

wtedy wszystko wróci do normy.

Wyprostowała plecy i oparła dłoń na biodrze w charakterystycznym dla Jenny 

geście. Przypomniała sobie, jak zachowywała się zwykle jej siostra – z wdziękiem, 
pewnością siebie, naturalną swobodą.

To nie powinno być trudne, na pewno się uda, pomyślała z ironią. Wzięła więc

głęboki oddech i odważnie popchnęła drzwi.

– Czas zacząć przedstawienie – wyszeptała do siebie.
Zdążyła w ostatnim momencie – Mac właśnie chwytał za klamkę. Spojrzała na 

niego  oszołomiona.  Zapomniała  już,  jakie  wywarł  na  niej  wrażenie  –  wysoki, 
przystojny,  o  śniadej  karnacji  i  regularnych  rysach.  W  tym  otoczeniu  wyglądał 
nieco  dziwnie,  ale  nie  wydawał  się  zbytnio  zagubiony.  Ciekawe,  czy  w  ogóle 
gdziekolwiek czuł się niepewnie, zastanowiła się.

Uśmiechnęła się swoim najbardziej uroczym uśmiechem i ruchem dłoni dała do 

zrozumienia, by Mac nie podchodził bliżej.

– Zatrzymaj się, Mac – zawołała. – Ta suknia kosztowała fortunę, nie możemy 

jej uszkodzić.

Miała  nadzieję,  że  zabrzmiało  to  wiarygodnie.  Musi  zrobić  wszystko,  żeby 

uniknąć jego bliskości. To dawało jakąś szansę, że jej nie rozpozna. Chociaż... był 
jeszcze jeden powód, dla którego wolała się trzymać z dala od Maca. Dziwne, ale 
w jego obecności ogarniało ją jakieś kłopotliwe napięcie...

Nie  miała jednak czasu, żeby się teraz nad  tym zastanawiać. Tym bardziej  że 

Mac  zachowywał  się, jakby jej nie słyszał. Zamknął  za sobą drzwi i podszedł do 
niej tak blisko, że widziała złociste cętki w jego oczach. To; nie wiadomo dlaczego, 
skojarzyło  jej  się  z  gorącą  czekoladą.  Próbowała  odetchnąć  głęboko  i  odzyskać 
panowanie  nad  sobą,  ale  w  tym  samym  momencie  poczuła  zapach  jego  wody 
kolońskiej,  która  przywodziła  na  myśl  szybkie  samochody  i  długie  pocałunki  o 
zmierzchu.

Zanim  zdołała  przeanalizować,  co  się  z  nią  dzieje,  usłyszała  cichy,  seksowny 

szept:

– Najwyżej zapłacę za naprawę.
Położył  ręce  na  jej  ramionach  i  czuła,  jak  przez  jej  ciało  przetacza  się  fala 

ciepła. Bała się tego, co najwyraźniej zamierzał zrobić, udała więc, że potknęła się 
na  wysokich  obcasach.  Nie  musiała  zresztą  specjalnie  oszukiwać,  nogi  drżały  jej 
mocno, a Jenna oczywiście wybrała buty na niebotycznych obcasach.

background image

– Jenna, co się z tobą dzieje? – spytał z troską, prowadząc ją na kanapę. – Jesteś 

chora?

– Nie, skąd – zaprzeczyła gwałtownie. – Chyba tylko trochę... zagubiona.
Popatrzył  na  nią  zaskoczony,  ale  nic  nie  powiedział.  Ujął  jej  dłonie  w  swoje 

silne  ręce  i  trzymał  tak  przez  chwilę,  która  wydawała  jej  się  wiecznością.  Ten 
niewinny  kontakt  sprawił,  że  na  policzki  natychmiast  wypłynął  jej  krwisty 
rumieniec.

Nie  podoba  mi  się  to  wszystko,  pomyślała  zaniepokojona  własnym 

zachowaniem. Czy to normalne, żeby tak reagować na narzeczonego siostry?

Ale przecież ten facet jest tak przystojny i pociągający, że chyba każda kobieta 

poczułaby przy nim szybsze bicie serca, próbowała się usprawiedliwić. A jeśli tak, 
to ona ten test na kobiecość zdała na piątkę.

Co  dziwne,  Mac  nie  był  nawet  w  jej  typie.  Nigdy  nie  lubiła  pewnych  siebie 

przystojniaków,  zapatrzonych  tylko  we  własną  karierę  i  wynajmujących 
nienagannie  urządzone  apartamenty,  w  których  plastikowa  dziecięca  zabawka 
wyglądałaby jak plama na najlepszym garniturze. Poza tym tacy faceci nie zwracali 
uwagi  na  nauczycielki  bez  przesadnych  ambicji,  których  główną  rozrywką  była 
praca w ogródku.

Jednak, co najważniejsze, to był przecież narzeczony jej siostry. I nie powinna 

o tym zapominać.

–  Ty  nigdy  nie  jesteś  zagubiona  –  odezwał  się  w  końcu.  –  Zresztą  to  nie 

tłumaczy, dlaczego nie przyszłaś do sądu.

Co  się  dzieje?  –  zastanawiała  się  Jessie.  To  nie  było  podobne  do  jej  siostry. 

Jenna nawet dzień przed ślubem nie zapomniałaby o sprawach zawodowych.

–  Posłuchaj,  Mac  –  zaczęła,  niepewnie  oblizując  usta..  –  Przepraszam,  że  nie 

pojawiłam  się  w  sądzie.  To  się  więcej  nie  powtórzy,  obiecuję.  Po  prostu 
potrzebowałam trochę czasu dla siebie i dlatego wyłączyłam telefon. Zapomniałam 
o  tym  spotkaniu  i  nikt  nie  mógł  mi  przypomnieć.  Muszę  przyznać,  że  całe  to 
zamieszanie wokół wesela doprowadza mnie do szaleństwa.

– Ale dlaczego? – zdziwił się. – Wynajęłaś przecież najlepszą firmę, na pewno 

wszystkiego  dopilnują.  Poza  tym  po  niedzieli  będziesz  już  miała  wolne  i 
odpoczniesz trochę przed ślubem.

Patrzyła  na  niego  niepewna,  jak  zareagować.  Czuła,  że  Mac  powoli  traci 

cierpliwość, nie chciała więc powiedzieć niczego, co mogłoby pogorszyć sytuację.

– Nie potrafię tego wyjaśnić, Mac – zaczęła wymijająco. – Po prostu przygotuj 

się na to, że do zamknięcia całej sprawy będę trochę nieswoja i mogę pracować na 

background image

nieco niższych obrotach.

Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu.
–  Cóż,  zakończyłaś  wszystkie  swoje  sprawy  i  od  poniedziałku  masz  wolne  –

powiedział w końcu.

–  Od poniedziałku? – powtórzyła zaskoczona i  w jej  głowie znowu  odezwały 

się  dzwoneczki  alarmowe.  –  Dlaczego  od  poniedziałku?  Myślałam,  że  już  od 
dzisiaj...

–  Jenna,  z  tobą  naprawdę  jest  źle  –  stwierdził  Mac,  coraz  –  bardziej 

zaniepokojony. – Zapomniałaś, że dzisiaj mamy jeszcze bal charytatywny, a jutro 
obiad z twoją rodziną?

Obiad nie był problemem, Jenna do jutra wróci i sprawa się rozwiąże. Ale jak 

mogła nie uprzedzić jej o balu? Niewiarygodne, żeby takie wydarzenie wypadło jej 
z  głowy!  Bal  charytatywny  na  rzecz  dzieci  z  miejskiego  szpitala  był  jednym  z 
najważniejszych  wydarzeń towarzyskich  roku. Jej  siostra  uwielbiała błyszczeć na 
takich imprezach, niemożliwe, żeby o tym zapomniała!

Musi szybko zadzwonić do Jenny i ściągnąć ją tutaj przed wieczorem.
Uśmiechnęła się nerwowo, szukając jakiegoś sensownego wytłumaczenia.
–  Po  prostu  zapomniałam,  Mac.  A  obiad  z  rodzicami  jeszcze  nie  był 

potwierdzony. Ale nie powinieneś się dziwić. Podobno ślub tak właśnie działa na 
kobiety – zaśmiała się z przymusem.

– Może żałujesz, że wzięłaś wszystko na siebie? – spytał z troską. – Chętnie na 

to przystałem, ale teraz mam wyrzuty sumienia.

To  brzmiało  jakoś  dziwnie...  Aż  trudno  uwierzyć,  że  można  się  zupełnie  nie 

interesować własnym ślubem. Nie wiedziała, co ją bardziej zastanawia. To, że Mac 
nie  zamierzał  się  w  nic  angażować,  czy  to,  że  Jenna  postanowiła  odsunąć  go  od 
wszystkiego?

– Nie chciałam odrywać cię od pracy – wyjaśniła.
Uśmiechnął się lekko.
– Teraz mówisz jak dawna Jenna. – Popatrzył na nią ciepło i dodał: – Miałaś 

rację, razem stanowimy doskonały duet. Myślisz tak samo jak ja.

Z całych sił starała się nie okazać zdumienia. Pierwszy raz spotkała kogoś, kto 

na  pierwszym  miejscu  stawiał  karierę.  Wiedziała,  że  jej  siostrze  właśnie  to  się 
podobało, zatem dobrali się z narzeczonym jak w korcu maku. Najwyraźniej takie 
życie obojgu odpowiadało. Najważniejsze, by byli szczęśliwi.

Mac spojrzał na zegarek i uniósł się z kanapy.
– Muszę wracać do biura. Bądź gotowa koło dwudziestej. Wpadnę po ciebie.

background image

Nie,  to  niemożliwe.  Bal?  W  co  najlepszego  się  wpakowała?!  Jeśli  Jenna 

rzeczywiście nie odbiera telefonów, trzeba będzie brnąć dalej w tę maskaradę.

Pożegnał  się  z  nią  i  przelotnie  pocałował  ją  w  policzek,  choć  widać  było,  że 

myślami jest już gdzieś daleko.

Wyszedł  szybko,  a  ona  złapała  się  na  rozważaniach,  czy  byłaby  w  stanie 

pracować  w  dniu  własnego  ślubu.  Zresztą  nieważne.  To  jej  siostra  wybrała 
pracoholika,  ona  miała  ważniejsze  rzeczy  na  głowie.  Na  przykład  bal,  który 
odbędzie się już za kilka godzin.

–  Suknia  jest  doskonała,  proszę  wysłać  ją  do  domu  –  rzuciła  konsultantce, 

nerwowo wybierając numer Jenny.

Odezwała się poczta głosowa, zły znak. Zostawiła wiadomość, aby oddzwoniła 

najszybciej, jak to możliwe. Nic więcej nie mogła zrobić.

Nie  była  z  natury  pesymistką,  ale  wiedziała,  że  jest  mała  szansa,  żeby  Jenna 

wróciła na czas.

I  co  ja  mam  teraz  zrobić?  –  zastanawiała  się  nerwowo.  Nie  powinna  była  w 

ogóle godzić się na to oszustwo.

– Czy mogę coś jeszcze dla pani zrobić, panno Taggert? Proszę powiedzieć.
– Nie, dziękuję. – Pokręciła głową. – Wszystko jest już gotowe.
Gotowe do katastrofy, przemknęło jej przez głowę. Bo jeśli Jenna nie zjawi się 

tu jakimś cudem przed wieczorem, katastrofa jest nieunikniona.

Musiała  przygotować się  na  najgorsze.  A  to  oznaczało,  że  ma  zaledwie  kilku 

godzin, by zrobić się na bóstwo 

background image

Rozdział 2

– Mam złe przeczucia – jęknęła Jessie, niepewnie spoglądając w lustro.
Ściągnęła  do  mieszkania  Jenny  swoje  najlepsze  przyjaciółki  i  wspólnie 

pracowały nad jej nowym wizerunkiem.

Zdenerwowana  sięgnęła  po  butelkę  wody,  ale  zerknęła  na  świeży  manicure  i 

szybko ją odstawiła.

– Jak można otworzyć cokolwiek takimi paznokciami? – spytała retorycznie.
Już zaczynała czuć się jak własna siostra i wcale jej się to nie podobało.
–  Kobiety  z  takimi  paznokciami  nie  muszą  nawet  myśleć  o  otwieraniu 

czegokolwiek – powiedziała ze śmiechem Dana, po czym odkręciła butelkę i nalała 
wodę do szklanki.

– Staraj się myśleć pozytywnie – podpowiedziała Carla. – Skup się na tym, jak 

to  wspaniale  być  oszałamiającą  pięknością!  –  Przyjaciółka  poprawiła  jej  kosmyk 
włosów  wysuwający  się  z  misternej  fryzury  i  z  satysfakcją  spojrzała  na  swoje 
dzieło. – Mężczyźni będą stali w kolejce, żeby podać ci coś do picia. Ej, nie ruszaj 
się tak gwałtownie!

– zawołała z naganą w głosie. – Wszystko zniszczysz! Kobiety, które bywają na 

takich balach, nie podskakują jak młode źrebaki! – pouczyła ją.

–  Ale  one  prawdopodobnie  mają  więcej  czasu  na  przygotowania  –  mruknęła 

Jessie. Czuła narastające zdenerwowanie i miała szczerze dosyć tej maskarady.

– Nie wiem, co się dzieje. Jenna nie odbiera telefonów, a mnie coraz bardziej 

korci, żeby powiedzieć Macowi prawdę.

–  Dobrze  wiesz,  że  tego  nie  zrobisz  –  zachichotała  rozbawiona  Carla.  –

Obiecałaś przecież Jennie, a siostry muszą trzymać się razem.

Jessie  westchnęła  ciężko  i  potrząsnęła  głową,  wywołując  kolejne 

niezadowolone spojrzenie Carli.

– No dobrze, cofam te słowa. Ale gdy tylko się pojawi, powiem jej, co o tym 

myślę. Jak mogła wpakować mnie w coś takiego... ? – Spojrzała ż wdzięcznością 
na przyjaciółki i dodała: – Dobrze, ze chociaż wy jesteście ze mną.

Dana zasunęła kosmetyczkę i uśmiechnęła się.
– Możesz na nas Uczyć. W końcu nie co dzień przygotowuje się Kopciuszka na 

bal.

–  A  ile  z  tym  zabawy!  –  dorzuciła  Carla.  –  I  pomyśleć,  że  planowałam  dziś 

robić pranie, jak zwykle w sobotę...

background image

–  Sięgnęła  po  lakier  do  włosów,  który  stał  na  szafce  i  nagle  zamarła.  –  To 

przecież  pierścionek  zaręczynowy  Jenny  –  odezwała  się  niepewnie.  –  Zostawiła 
go... ?

Jessie drgnęła zaskoczona i spojrzała na szafkę.
– Wiedziała, że nie wróci na przyjęcie... – wyszeptała, nic nie rozumiejąc.
Znała  swoją  siostrę.  Chociaż  były  zupełnie  inne,  zwykle  doskonałe  potrafiły 

przewidzieć swoje zachowania. Ale tym razem Jenna postępowała bardzo dziwnie. 
Zaniedbywała  przygotowania  do  ślubu,  opuszczała  eleganckie  przyjęcie...  To 
zdecydowanie do niej nie pasowało.

–  Mac  wspominał,  że  przez  ostatni  tydzień  była  jakaś  nieswoja  –  mruknęła 

Jessie  zamyślona.  –  Kiedy  rozmawiałyśmy,  wyraźnie  czułam,  że  jest  spięta...  –
Zamyśliła  się  na  chwilę,  ale  po  sekundzie  odetchnęła  i  pokręciła  głową.  –  Nie, 
raczej  nic  jej  nie  grozi.  Czułabym,  gdyby  tak  było.  To  musi  być  coś  innego...  –
Zastanawiała się chwilę, ale nic nie przychodziło jej do głowy. – Nieważne, lepiej 
skupmy  się  na  naszym  fałszerstwie.  Musicie  tak  upodobnić  mnie  do  Jenny,  żeby 
nikt mnie nie zdemaskował – zaśmiała się nerwowo.

– Właśnie... – odezwała się Carla znacząco. – Nie chciałabym dodawać ci trosk, 

ale  myślałaś  już  o  tym,  co  będzie  po  przyjęciu?  No,  wiesz  –  dodała,  widząc 
pytający wzrok przyjaciółki – Jenna i Mac pewnie sypiają z sobą.

Jessie w jednej chwili poczuła się tak, jakby ktoś uderzył ją w żołądek.
– Nie pomyślałam o tym... – wyszeptała niepewnie. – Masz rację. Co ja zrobię?
–  Nic  –  odpowiedziała  Carla.  –  Nie  pozostaje  ci  nic  innego,  jak  skorzystać  z 

okazji... Żartowałam  – zawołała szybko, widząc wzrok przyjaciółki. – Nie martw 
się  tym  na  zapas.  Jest  duża  szansa,  że  za  kilka  godzin  rozchorujesz  się  ze 
zdenerwowania i wylądujesz u lekarza – pocieszyła ją.

– Jessie zagryzła wargi, czując narastającą panikę. W co ona się wpakowała? I 

jak Jenna mogła jej to zrobić?! Wiedziała, że nie wróci do wieczora, ale nawet jej o 
tym  nie  uprzedziła!  Jak  zwykle  jej  siostrzyczka  realizowała  swoje  plany,  a  cała 
reszta świata nie miała wyjścia, mogła się jedynie do tego dostosować.

– Jessie – usłyszała z boku łagodny głos Dany. – Jenna najwyraźniej ukartowała 

wszystko  i  masz  prawo  być  na  nią  wściekła.  Ale  to  przecież  twoja  siostra. 
Widocznie nie mogła zrobić inaczej i wierzyła, że jej pomożesz. Dasz radę, to nic 
takiego. Po prostu przez jeden wieczór będziesz udawała narzeczoną Maca, to nie 
powinno  być  specjalnie  trudne.  A  potem  znajdziesz  jakąś  wymówkę  i  grzecznie 
wrócisz do domu.

Oszołomiona spojrzała na przyjaciółki. Rzeczywiście, w ich wydaniu wydawało 

background image

się to całkiem proste. Gdyby tylko potrafiła uwierzyć, że tak jest naprawdę...

– Wszystko będzie dobrze! – Carla objęła ją krzepiąco i podała pierścionek. –

Lepiej go załóż i przyzwyczajaj się, że nosisz na ręku brylant wielkości śliwki.

Wsunęła  na  palec  grubą  złotą  obrączkę  ozdobioną  dużym  kamieniem  i 

westchnęła głęboko.

– Poczekaj, poprawię ci tylko makijaż, i możesz się ubierać.
Carla delikatnie przypudrowała jej twarz, odsunęła się lekko i spojrzała na nią 

krytycznym Wzrokiem. Po chwili uśmiechnęła się z uznaniem.

– No, gotowe. Jestem pewna, że powalisz Maca na kolana!
Jessie uśmiechnęła się z wysiłkiem i spojrzała w lustro.
Nic  nie  było  jej  tak  bardzo  potrzebne,  jak  odrobina  pewności  siebie.  Miała 

udawać kogoś innego, wyglądać oszałamiająco, czarować cudzego narzeczonego i 
trzymać go z daleka od siebie. Po prostu drobiazg!

Mac stał przez chwilę przed drzwiami mieszkania Jenny i zastanawiał się, kogo 

za  nimi  spotka.  Zdecydowaną,  dawną  Jennę,  czy  jej  nową,  dziwnie  niespokojną 
wersję.  Nie  lubił  takich  zmian.  Po  powrocie  z  salonu  sukien  ślubnych  próbował 
skoncentrować  się  na  pracy,  ale  nie  mógł  się  skupić  Ciągle  zastanawiał  się  nad 
dziwnym zachowaniem narzeczonej. Usiłował przygotować się do kolejnej sprawy, 
musiał jednak przyznać, że niewiele do niego docierało.

W  końcu  zapukał,  drzwi  się  otworzyły  i  po  chwili  stała  przed  nim  świetnie 

ubrana Jenna, od której bił dawny blask. Odetchnął z ulgą.

– Wspaniale wyglądasz – powiedział z uznaniem.
– Muszę – zaśmiała się. – Inaczej wszyscy będą patrzyli na ciebie.
– Przy tobie nie mam najmniejszych szans.
– Ustaliliśmy więc – oboje jesteśmy wspaniali!
Uśmiechnęła się lekko, ale miał wrażenie, że było to wymuszone. Sięgnęła po 

torebkę i zasłoniła się nią jak tarczą. Obserwował ją uważnie i zastanawiał się, co 
spowodowało  to  dziwne  zachowanie.  Może  miała  jakieś  wątpliwości  co  do  tego 
małżeństwa? Nie, potrząsnął głową. Znał Jennę i wiedział, że zawsze była pewna 
własnych decyzji. I za to ją cenił.

–  Chodźmy,  już  czas  –  odezwała  się  po  chwili.  – Nie  możemy  przecież 

pozwolić, żeby wszyscy fotoreporterzy na nas czekali.

Spojrzała  na  niego  z  czarującym  uśmiechem  i  nagle  zrozumiał,  co  naprawdę 

chciałby robić dziś wieczór. Najchętniej zapomniałby o wszystkich obowiązkach i 
spędził całą noc ze swoją narzeczoną, całując ją namiętnie, rozplątując jej cudowne 

background image

włosy i powoli zdejmując z niej tę elegancką suknię.

Co  się  z  nim  dzieje?  Nigdy  dotąd  nie  zdarzyło  się,  żeby  jakakolwiek  kobieta 

była  dla  niego  ważniejsza  niż  interesy.  Lekko  zaniepokojony  podał  jej  ramię  i 
poprowadził do samochodu. Jeszcze tylko tydzień, siedem dni, a potem wszystko 
wróci do normy.

Mac  nerwowo  rozglądał  się  po  sali  pełnej  ludzi  i  z  trudem  tłumił  frustrację. 

Łapał się na tym, że wciąż szukał wzrokiem Jenny. Miał wrażenie, że unika jego 
towarzystwa.  Nie  oczekiwał,  że  przez  cały  wieczór  będzie  uwieszona  na  jego 
ramieniu, ale ostatnio zachowywała się jakoś inaczej...

A  on  właśnie  dzisiaj  miał  szczególną  ochotę  cały  czas  patrzeć  na  nią.  Nie 

wiedział  jednak,  dlaczego  czuł  się dziwnie  spięty.  Jako  główny  prawnik  fundacji 
pomagającej chorym dzieciom i jeden z organizatorów przyjęcia, kolejny raz brał 
udział w balu. Uroczystość, jak co roku, odbywała się w eleganckim hotelu i miała 
doskonałą oprawę. Po sali, oprócz gości, kręcili się liczni dziennikarze, mógł więc 
być spokojny, że wszystko będzie odpowiednio nagłośnione w mediach.

– Gdzie jest Jenna? – usłyszał z boku głos Johna Nashco, znanego prokuratora.
Sam  chciałbym  wiedzieć,  pomyślał.  Uścisnął  mu  rękę  i  zamienił  kilka 

kurtuazyjnych  słów.  Nagle  gdzieś  pod  oknem  mignął  mu  błysk  zielonej  sukni. 
Szybko pożegnał Johna i przepchnął się przez tłum. Im bliżej do niej podchodził, 
tym  szybciej  krew  krążyła  mu  w  żyłach.  Widział  jej  uśmiech,  zarys  delikatnych 
ramion i z wrażenia niemal zasychało mu w gardle.

Kiedy  podszedł  blisko,  zauważył  ze  zdziwieniem,  że  rozmawiała  z  jakimś 

starszym  człowiekiem.  Ciekawe,  dawna  Jenna  raczej  nie  zauważała  nikogo 
powyżej sześćdziesiątki.

– Przepraszam, Jenna, ale muszę porwać cię na chwilę – przerwał im.
–  Oczywiście  –  uśmiechnęła  się  miło  i  pożegnała  uprzejmie  ze  swoim 

rozmówcą, który wydawał się nią wyraźnie zachwycony.

Mac objął ją lekko i odezwał się półgłosem:
– Chyba John Nashco ma ochotę zostać naszym sponsorem. Bądź czarująca jak 

zwykle i wyciągnij od niego ten czek, dobrze?

Miał wrażenie, że zauważył lekką konsternację w jej  oczach. Dziwne, zwykle 

radziła sobie z takimi zadaniami bez najmniejszego skrępowania.

–  Aha...  Tak,  naturalnie.  Nie  ma  problemu  –  zapewniła  go  pospiesznie, 

jednocześnie  nerwowo  rozglądając  się  po  sali.  Wyglądało  to  tak,  jakby  szukała 
drogi ucieczki, ale może tylko mu się wydawało.

background image

– Zjesz coś? – spytał z troską. Może to jej pomoże?
–  Nie,  dziękuję.  Mam  mały  problem  z  żołądkiem.  Poprzestanę  na  wodzie  –

odpowiedziała i lekkim ruchem musnęła mu koszulę. – Świetny krawat.

Natychmiast poczuł, jakby poraził go prąd. Nic nie odpowiedział, ponieważ nie 

był  w  stanie  wykrztusić  nawet  słowa.  Zacisnął  tylko  zęby  i  poszedł  po  wodę, 
obiecując  sobie  jednocześnie,  że  przy  okazji  będzie  musiał  wypić  coś
mocniejszego.

Co  najlepszego  się  z  nim  działo?  Jenna  robiła  to,  co  zawsze.  Wspaniale 

wyglądała i czarowała towarzystwo. Nigdy wcześniej nie wywierało to jednak na 
nim takiego  wrażenia.  Co  gorsza,  łapał  się  na  tym,  że  jest  zazdrosny  o  każdy jej 
uśmiech skierowany do kogoś innego. On zazdrosny?! Nie, to niemożliwe.

– Panie Nashco, czy możemy zrobić panu kilka zdjęć z panną Taggert?
– Oczywiście – zgodził się John ochoczo. – Mam pretekst, żeby objąć piękną 

damę.

Jessie  uśmiechnęła  się  czarująco.  Nie  mogła  wypaść  z  roli.  Rozumiała,  że  jej 

siostra  żyje  dla  takich  chwil  i  powinna  dać  z  siebie  wszystko,  żeby  zrobić  jak 
najlepsze wrażenie.

Zresztą, musiała przyznać, że nawet ją to bawiło. Przyjemnie było błyszczeć w 

tym  wspaniałym  otoczeniu,  a  zachwycone  spojrzenia  Maca  też  robiły  swoje. 
Oczywiście, ani na moment nie zapominała, że to wyłącznie zabawa. To nie była 
prawdziwa  Jessie  Taggert.  Ona  tylko  udawała  swoją  siostrę,  przebrana  w  jej 
olśniewające kreacje.

Dostrzegła z boku Maca. Obserwował ich uważnie i patrzył na nią z dziwnym 

błyskiem  w  oku.  I  nagle  zapragnęła  więcej.  Chciała,  żeby  patrzył  na  nią  z 
prawdziwym pożądaniem.

Uspokój się, rozkazała sobie w duchu. On patrzy na Jennę. I choćby wyglądał 

nie  wiem  jak  atrakcyjnie  w  tym  ciemnym  garniturze,  z  krótko  przystrzyżonymi 
włosami i opaloną twarzą, i tak nie jest w twoim typie.

– Dziękuję – usłyszała głos fotografa i to pomogło jej wrócić do rzeczywistości. 

– Prześlę państwu odbitkę.

–  Dziękuję,  młody  człowieku.  –  Prokurator  machnął  lekko  ręką,  po  czym 

odwrócił  się  do  niej  i  spytał  z  uśmiechem:  –  Jenna,  złotko, czemu  wiążesz  się  z 
Makiem, gdy obok jestem ja?

Skrzywiła się nieznacznie, ale szybko dopasowała się do jego lekkiego tonu:
– John, będę udawała, że tego nie słyszałam. Taki rozsądny człowiek jak ty nie 

powinien  angażować  się  w  przedsięwzięcie,  które  nie  ma  żadnych  szans  na 

background image

powodzenie. Ale dziękuję ci za wsparcie dla fundacji – dodała z uśmiechem.

Na  szczęście  w  tej  chwili  podeszła  do  nich  starsza  kobieta  obwieszona 

brylantami i wykrzyknęła:

– Och, panie Nashco, koniecznie musi pan poznać moją siostrzenicę, Grace! –

Odwróciła się na moment do Jessie i spytała szybko: – Nie obrazi się pani? – I już 
w następnej chwili niemal siłą pociągnęła Johna za sobą.

Jessie  odetchnęła  z  ulgą.  Nie  miała  pojęcia,  jak  radzić  sobie  z  natarczywymi 

wielbicielami swojej siostry.

A gdzie  właściwie podział się Mac? Rozejrzała się po  sali, ale nigdzie go  nie 

dostrzegła.  Może  to  i  lepiej.  Im  krócej  będą  ze  sobą  przebywali,  tym  mniejsza 
szansa, że odkryje jej tajemnicę.

Podeszła  do  bufetu,  żeby poprosić  o  sok,  kiedy  zauważyła pod  ścianą  grupkę 

dzieci. Stały wszystkie trochę niepewnie, drobne, blade i bardzo smutne.

–  Co  się  stało? –  spytała z troską,  podchodząc bliżej. – Dlaczego macie takie 

miny?

– Myślałam, że to naprawdę będzie przyjęcie dla nas – wyjaśniła dziewczynka 

o wielkich brązowych oczach.

– Właśnie – wymruczał jej kolega. – A tu jest tak nudno. Wolę już wrócić do 

szpitala i grać z kolegami w gry na konsoli.

– Nie narzekajcie – uciszył ich wysoki chłopiec. – Przecież sami chcieliśmy tu 

przyjść.

– Tak? – zdziwiła się Jessie. – Dlaczego? Mieliście jakiś plan?
– Myśleliśmy, że jak tu będziemy i sami opowiemy gościom o naszej chorobie, 

może dadzą więcej pieniędzy szpitalowi – odezwała się smutno brązowooka. – Ale 
nikt nie chce z nami rozmawiać, a my nie wiemy, do kogo się zwrócić.

Serce  Jessie drgnęło  ze  współczuciem.  Czuła  podziw dla  tych  dzieci i  bardzo 

chciała im pomóc. Nie może pozwolić, żeby ich wysiłek poszedł na marne.

–  To  nie  tak  –  wyjaśniła  szybko.  –  Tym  wszystkim  ludziom  zależy  na  wąs, 

inaczej  przecież  by  tu  nie  przyszli.  –  Popatrzyła  na  dzieci  ciepło  i  dodała:  –  Na 
pewno  chcieliby  z  wami  porozmawiać,  ale  nie  wiedzą  nawet,  że  tu  jesteście. 
Musicie zwrócić na siebie uwagę.

Dzieci patrzyły na nią wyczekująco i czuła, że nie może ich zawieść. Rozejrzała 

się  wkoło,  szukając  pomysłu,  ale  nic  nie  przychodziło  jej  do  głowy.  Nagle 
zauważyła przyczepione do filarów pęki balonów.

– Naprzód! – zawołała wesoło. – Chodźcie za mną!
Cała grupa posłusznie podreptała za nią i czekała na dalsze polecenia.

background image

– Dobrze, teraz ustawcie się w parach... – improwizowała. – Stańcie twarzami 

do  siebie  i  niech  każda  para  niesie  balon między  głowami.  – Dzieci,  chichocząc, 
zrobiły próbę i balony szybko pospadały na podłogę. – Ej, uważajcie, balon ma się 
opierać o wasze czoła, wtedy będzie dobrze! – instruowała ich. Kiedy już ustawili 
się w równych rzędach i umieścili balony pośrodku, powiedziała: – Świetnie! I tak 
idziemy naprzód!

Oczy  maluchów  błyszczały  z  ekscytacji.  Trzymały  się  za  ręce  i  starały  iść  w 

równym tempie. Balony ciągle upadały na ziemię, ale nikt się tym nie przejmował, 
dzieci  bawiły  się  dalej.  Jessie  zaskoczona  zauważyła,  jak  świetnie  współpracują. 
Podnosiły  sobie  wzajemnie  balony,  a  kiedy  najmłodsze  upadło,  cała  grupa 
zatrzymała się, żeby pomóc mu wstać.

Aby  podtrzymać  zabawę,  Jessie  zmieniała  układ  par  i  wymyślała  kolejne 

przeszkody na trasie wokół parkietu.

Zapomniała o swojej misji. Zapomniała o kosztownej kreacji Jenny i o tym, że 

jej  siostra  z  pewnością  nigdy  by  się  tak  nie  zachowywała.  Na  kolanach  łapała 
balony,  wyciągała  je  spod  stołów i  krzeseł dopingowana głosami dzieci.  W  szale 
zabawy zdjęła nawet buty, żeby było jej wygodniej.

Patrzyła na szczęśliwe, rozbawione twarze chorych dzieci i nie zastanawiała się 

nad tym, co robi. Nawet jeśli nie uda im się zwrócić na siebie uwagi sponsorów, 
warto  było  to  zrobić,  żeby  chociaż  na  chwilę  zapomniały  o  szpitalu,  chorobie  i 
lekach.

Nagłe czyjaś dłoń chwyciła ją za łokieć. Poczuła, jak jej ciało przebiega dreszcz 

i jeszcze zanim się odwróciła, wiedziała, kto to. Sama nie rozumiała dlaczego, ale 
tak działał na nią tylko dotyk Maca.

– Co ty wyprawiasz najlepszego, Jenna?

background image

Rozdział 3

– O co chodzi, Mac? – spytała, odwracając się szybko. – Coś się stało?
Zarzuciła  go  pytaniami,  ale  tak  naprawdę  rozpaczliwie  szukała  jakiegoś 

wytłumaczenia  dla  swojego  zachowania,  jak  mogła  tak  się  zapomnieć?!  Jenna 
przecież nigdy nie bawiła się z dziećmi.

– Pytasz, co się stało? – powtórzył zdziwiony. – Jesteśmy na przyjęciu, nie na 

placu zabaw. Poza tym ty zwykle nawet nie zauważasz dzieci!

Zmieszana  odwróciła  wzrok  i  wtedy  dostrzegła,  że  oczy  wszystkich  gości 

zwrócone sana nich. Musiała szybko coś powiedzieć.

– Po prostu próbowałam pomóc – wyjaśniła spokojnym głosem. – Dzieci były 

zawiedzione,  chciały  porozmawiać  z  gośćmi  i  opowiedzieć  o  swojej  chorobie. 
Pomyślałam,  że  im  to  umożliwię.  Uznałam,  że  najlepiej  będzie,  jeśli  najpierw 
zwrócimy na siebie uwagę, a potem przemówimy do ludzi.

–  I  nie  przyszło  ci  do  głowy,  żeby  najpierw  przyjść  z  tym  do  mnie?  –  spytał 

zdezorientowany.

– Po co? Przecież to nikomu nie przeszkadzało, prawda?
–  Przypadkiem  słyszałem  waszą  rozmowę  –  przerwał  im  starszy,  elegancki 

mężczyzna,  w  którym  rozpoznali  prezesa  fundacji,  –  Gratuluję  pani!  Jest  pani 
geniuszem marketingowym. To był doskonały pomysł, niech dzieci dalej się bawią, 
a ja wygłoszę specjalne przemówienie.

Prezes  uścisnął  im  ręce  i  wyraźnie  podekscytowany  wizją  kolejnych  datków, 

pospieszył  na  podium.  Jessie,  nieco  uspokojona,  patrzyła  za  nim.  Tylko  Mac  nie 
wyglądał na zadowolonego.

– Jak wpadłaś na pomysł tej zabawy? – spytał wreszcie.
– Moja siostra jest nauczycielką, pamiętasz? – wymyśliła szybko. – Opowiadała 

mi kiedyś o tym i postanowiłam spróbować.

Patrzył  na  nią  uważnie i  wyraźnie  oswajał  się  z  tym  tłumaczeniem.  W  końcu 

kiwnął głową.

– Wygląda na to, że jesteś jej winna podziękowanie – mruknął.
– Nie zapomnę. – Uśmiechnęła się z ulgą. – Może się przyłączysz? – spytała, 

wskazując na dokazujące dzieci. – Mógłbyś łapać balony.

Mac nagle zbladł.
–  Nie...  Nie  mogę  –  wyjąkał.  –  To  znaczy...  Muszę  jeszcze  porozmawiać  z 

kilkoma osobami. Może później...

background image

Patrzyła  zaskoczona,  jak  ten  wielki  mężczyzna  pospiesznie  znika  w  tłumie, 

wyraźnie zmieszany. Czy to możliwie, że boi się chorych dzieci? A może w ogóle 
boi się dzieci?

Mac słuchał uważnie, patrzył na podium i miał ręce zmęczone od oklasków. Już 

od  godziny  dzieci,  jedno  po  drugim,  podchodziły  do  mikrofonu  i  w  prostych 
słowach  opowiadały  swoje  trudne  historie.  Słuchał  tych  opowieści  i  jak  nigdy 
dotąd czuł, że jego działanie w fundacji do walki z chorobami ma sens. Kto wie, 
czy nie większy niż cała reszta jego działalności.

Zerknął na Jennę. Stała obok, wyraźnie dumna i wzruszona. Nie powinien się 

dziwić, wszystkich wzruszały te historie. Jednak nigdy dotąd nie widział, żeby jego 
twarda narzeczona nie potrafiła ukryć łez. Nie wiedział, co o tym myśleć. Czyżby 
dotąd obawiała się odsłonić własną słabość, a teraz po prostu pokazała, że jest taką 
samą kobietą jak wszystkie inne?

I co on ma z tym zrobić?
Oboje wiedzieli, że nie oświadczył jej się z miłości. Szanował ją i cieszył się, że 

mają takie same cele. Jenna nigdy nie kryła, że kariera jest dla niej najważniejsza i 
odpowiadała  mu  ta  postawa.  Ale  teraz  nie  był  już  pewien,  czy  mówiła  prawdę. 
Patrzył na jej szczere wzruszenie i zastanawiał się, czy nie zrobił z siebie głupca.

Dzieci dostały kolejne oklaski, prezes raz jeszcze podziękował za szczodrość i 

zaprosił do stołu. Do Maca podeszło dwóch mężczyzn, wręczyli czeki i wypytywali 
o  działalność fundacji.  Ściskał ich  dłonie  i  kątem oka  obserwował  Jennę.  Znowu 
wyglądała jakby jedynym jej marzeniem było szybko stąd uciec.

Właśnie podszedł do niej prezes.
–  Jenna,  jestem  ci  bardzo  wdzięczny  za  wszystko  –  powiedział,  ujmując 

serdecznie  jej  rękę.  –  W  przyszłym  roku  musisz  należeć  do  komitetu 
organizacyjnego. Masz wspaniałe wyczucie w tych sprawach. Nawet nie wiesz, jak 
nam pomogłaś.

Coś  podobnego,  zdziwił  się  Mac.  Nigdy  by  nie  pomyślał,  że  jego  narzeczona 

może  zachowywać  się  w  podobny  sposób.  Dziś  pokazała,  że  w  obecności  dzieci
traci swój zwykły dystans i profesjonalizm.

Na  szczęście  wieczór  już  się  kończył.  Zrobili  swoje.  Czas,  aby  zająć  się 

własnymi  sprawami.  Musi  z  nią  porozmawiać  i  dowiedzieć  się,  czy  mówiła 
prawdę, kiedy zapewniała go, że nie chce mieć dzieci.

Podszedł więc do nich i bezceremonialnie przerwał rozmowę.
– Dziękujemy za uznanie, panie prezesie. Zrobiło się jednak późno, musimy już 

background image

iść. – Uścisnął jego dłoń i pociągnął Jennę do wyjścia.

Oszołomiona  dała  się  wyprowadzić.  Wysokie  szpilki  sprawiały,  że  ledwo  za 

nim nadążała. Jednak kiedy tylko przestąpili próg, zatrzymała się gwałtownie.

– O co chodzi, Mac? – spytała lekko zirytowana. – Nie zrobię kroku, póki nie 

wytłumaczysz, dlaczego tak się zachowujesz!

Spojrzał na nią zaskoczony i uniósł brwi.
– O! To nasza pierwsza kłótnia – zauważył z przekąsem. – Jak klasycznie – w 

publicznym miejscu...

– Nikt nas nie widzi. Poza tym, to może być nasza ostatnia kłótnia, jeśli nadal 

będziesz za mnie decydował – oświadczyła nieustępliwie. – Dlaczego rozmawiałeś 
z nim tak, jakby mnie nie było? Nie pomyślałeś, że może chciałabym być w tym 
komitecie organizacyjnym? Odpowiedz!

Była  z  siebie  bardzo  dumna.  Wiedziała,  że  tak  właśnie  zachowałaby  się  jej 

siostra. Jenna nie pozwoliłaby nikomu mówić za siebie. Nigdy nie udawała słabej 
kobietki, zawsze żądała, żeby inni traktowali ją poważnie.

Mac  nie  odpowiedział  od  razu.  Uśmiechnął  się  lekko  i  widząc,  że  drży  na 

wieczornym  wietrze,  sprowadził  ją  po  schodach.  Wsiedli  do  samochodu  i  Mac 
włączył klimatyzację. Już po chwili zrobiło się ciepło, to jej jednak nie uspokoiło.

– Odpowiedz – nalegała. – Dlaczego tak się dzisiaj zachowałeś?
–  Cóż..  .  Wyglądało  na  to,  że  świetnie  się  bawiłaś  z  tymi  dziećmi.  Miałem 

wrażenie, że to nie był tylko chwyt marketingowy. Przyznaj, podobało ci się?

– A jeśli nawet, to co w tym złego? – spytała zdziwiona.
–  To,  że  nie  byłaś  ze  mną  szczera  –  wyjaśnił  po  chwili.  –  Mówiłaś,  że  nie 

planujesz  dzieci.  A  ja  mam  swoje  powody,  by  nie  zakładać  rodziny.  I  powinnaś 
wiedzieć, że ta kwestia nie podlega negocjacji. Jeśli więc nie jesteś pewna swojej 
decyzji, nie ma sensu brnąć dalej...

Słuchała jego spokojnych słów i czuła, jak ogarniają ją sprzeczne uczucia. Nie 

mogła zrozumieć,  jak można decydować się  na małżeństwo i z góry zakładać, że 
nie chce się mieć dzieci. Na szczęście to nie był jej problem. Niech Jenna sobie z 
tym  radzi.  Jedyne,  czego  teraz  chciała,  to  wybrnąć  jakoś  z  tej  sytuacji  bez 
konkretnych deklaracji.

Siedziała w milczeniu i zaklinała zielone światła na drodze, żeby świeciły jak 

najdłużej. Nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie wysiądzie z tego samochodu  i 
pozbędzie się kłopotliwego towarzystwa.

Mac również się nie odzywał, jakby wciąż przemyśliwał to, co się wydarzyło. 

Na szczęście po kilku minutach dojechali do  mieszkania  Jenny. Jessie szybko się 

background image

pożegnała  i  wyskoczyła  z  samochodu,  nie  dając  Macowi  szansy,  żeby  ją 
odprowadził.

Pospiesznie  się  rozebrała  i  zmyła  makijaż.  Kładąc  się  do  łóżka,  wciąż 

rozmyślała o Macu. Nie potrafiła rozgryźć tego mężczyzny. Był jak skała – silny, 
pewny, zamknięty w sobie. Miał swoje zasady. I nie chciał być ojcem. Dlaczego? 
Co takiego ukrywał?

W głowie szumiało jej od domysłów. Cóż, wieczór był pełen niespodzianek, ale 

przynajmniej udało jej się uniknąć najbardziej kłopotliwej sytuacji...

Następnego dnia  rano Jessie siedziała na łóżku z kubkiem kawy i kolorowym 

czasopismem.  Tak  zwykle  mijał  jej  leniwy  niedzielny  poranek.  Dziś  jednak  była 
tak wyczerpana, że nie potrafiła się cieszyć ani jednym, ani drugim.

Przejrzała  gazetę,  dopiła  kawę  i  właśnie  szła  pod  prysznic,  kiedy  rozległ  się 

dzwonek telefonu.

Szybko rzuciła ręcznik i popędziła do aparatu.
– Halo? To ty, Jenna? Wszystko w porządku?
–  Cześć,  siostrzyczko!  –  usłyszała  radosny  głos  z  drugiej  strony  słuchawki  i 

mimo  woli  odetchnęła  z  ulgą.  –  U  mnie  wszystko  dobrze.  Przepraszam,  że  nie 
odpowiadałam na twoje telefony, ale tyle się tu dzieje...

W słuchawce zapadła cisza i Jessie szybko to wykorzystała.
–  Słuchaj,  mam  tego  dość.  Chodzę  w  twoich  ciuchach,  podszywam  się  pod 

ciebie i umieram ze strachu. Chyba należy mi się jakieś wyjaśnienie!

– Nie wiem, czy to zrozumiesz... – zaczęła jej siostra z dziwną niepewnością w 

głosie. – Ja... jestem tutaj z Dylanem.

Jessie była w takim szoku, że zapomniała nawet głośno jęknąć.
–  Z  Dylanem?  –  powtórzyła  oszołomiona.  –  To  niemożliwe.  Jenna, 

przypominam,  że  jesteś  zaręczona!  Zaręczona  kobieta  nie  może  spotykać  się  z 
perkusistą,  którego  rzuciła  kilka  lat  temu.  Zawsze  mówiłaś,  że  nie  wyobrażasz 
sobie przyszłości z tym facetem. Coś się zmieniło?

– Skąd! – Jenna roześmiała się rozbawiona. – Dylan nigdy się nie zmieni. Ale 

wiesz...  Kilka  dni  temu  przypadkiem  weszłam  do  klubu,  w  którym  grali.  Trochę 
pogadaliśmy,  wypiliśmy  kilka  drinków  i  nagle  Dylan  zaproponował,  żebym 
pojechała z nimi w trasę. – Przerwała na chwilę. – Jessie, spróbuj mnie zrozumieć. 
Miałam  wszystkiego  dość,  zamieszanie  z  tym  ślubem  już  mnie  męczy.  Czasami 
odnoszę wrażenie, że to wszystko mnie przerasta. Chciałam od  tego odpocząć i... 
zgodziłam się.

background image

–  Nie  mogę  w  to  uwierzyć!  –  Jessie  słuchała  oszołomiona.  –  Nie  myślałaś  o 

Macu, ślubie...

– O  niczym  nie  myślałam  –  odpowiedziała  szybko  Jenna.  –  Między  mną  a 

Dylanem  zawsze  coś  iskrzyło.  Poza  tym  nie  powiedziałam  mu,  że  jestem 
zaręczona.

– Co? – Jessie aż przysiadła z wrażenia. – Za tydzień wychodzisz za mąż!
– Wiem, wiem – przerwała jej siostra niecierpliwie. – Ale widzisz... Chciałam 

być pewna, że potrafię spędzić z Makiem resztę życia i nie poczuć tej iskry...

–  Jessie,  coraz  bardziej  zaskoczona,  przyciskała  słuchawkę  do  ucha.  Co? 

Żadnego iskrzenia? Z Makiem?

– Chcesz powiedzieć, że między tobą a Makiem nie ma żadnej chemii? Nic nie 

iskrzy?

– W każdym razie niewiele – mruknęła jej siostra bez entuzjazmu. – Nikt by od 

tego nie spłonął. Gdyby było inaczej, już dawno poszlibyśmy ze sobą do łóżka.

–  A  nie  poszliście?  –  pytała  coraz  bardziej  zdumiona.  –  Czekacie  z  tym  do 

ślubu?

Jenna chrząknęła lekko.
–  Jessie,  jesteś  niepoprawną  romantyczką.  To  nie  do  końca  tak.  Nie 

zdecydowałam się na ten krok, bo nie chciałam być kolejną kobietą, która leci na 
Maca. Wiedziałam, że gdybyśmy sypiali ze sobą, nigdy by mi się nie oświadczył. 
Uznałam, że odrobina tajemnicy i niedostępności doda mi uroku...

– Myślałam, że to miłość...
–  Daj  spokój  –  ofuknęła  ją  siostra.  –  Miłość  przemija.  Spójrz  na  statystyki 

rozwodów. Maca i mnie łączy coś znacznie trwalszego – wspólne cele i interesy. 
Mac będzie miał reprezentacyjną żonę, która nie tylko ładnie wygląda na przyjęciu, 
ale  też  jest  w  stanie  pracować  równie  ciężko  jak  on.  A  ja  też  zyskam.  Jako  jego 
żona  i  partnerka  w  firmie  znacznie  podniosę  swój  prestiż,  wreszcie  poprowadzę 
poważne sprawy. Oboje na tym skorzystamy – tłumaczyła rozsądnie.

– To co w takim razie robisz z Dy łanem? Tyle razy już cię zawiódł... Kochasz 

go?

Jenna zaśmiała się niefrasobliwie.
–  Żartujesz  sobie?  Nie  mogłabym  kochać  kogoś,  kto  żyje  tylko  dniem 

dzisiejszym  i  nie  ma  pojęcia  o  funduszach  emerytalnych.  Z  Dylanem  to  tylko 
chemia. Zresztą dzięki tym kilku dniom spędzonym wspólnie wiem na pewno, że 
sam  pociąg  fizyczny  nie  wystarczy.  Niedługo  wracam  do  domu.  Ale  jeszcze  nie 
teraz.  Znowu  odezwała  się  moja  alergia,  dostałam okropnej  wysypki  i  wyglądam 

background image

jak staruszka. Nie mogę pokazać się Macowi w takim stanie. Jessie jęknęła cicho.

– Jak długo to potrwa?
– Och, niedługo – uspokajała ją siostra. – Parę dni. Jessie nie wiedziała, czy ma 

się  śmiać,  czy  płakać.  Jej  siostra  wygląda  jak  po  ospie,  jeździ  po  kraju  z 
wędrownym  muzykiem  i  liczy  na  to,  że  ona  będzie  zwodzić  jej  narzeczonego 
jeszcze przez kilka dni.

–  Jenna,  nie  mówisz  chyba  poważnie!  Nie  dam  rady  dłużej  cię  kryć.  Po 

pierwsze  dlatego,  że  wieczorem  mamy  kolację  u  rodziców,  a  oni  nie  dadzą  się 
nabrać. A poza tym, wczoraj pokłóciłam się z Makiem, więc nie wiem, czy w ogóle 
dziś się odezwie. Nie uwierzysz, ale poszło o niechęć do posiadania dzieci.

Przerwała wzburzona i usłyszała, że Jenna roześmiała się lekko.
–  Nie  panikuj  –  bagatelizowała.  –  Wrócę  i  wszystko  naprawię.  Może  zresztą 

zjawię  się  wcześniej.  Pójdę  do  jakiegoś  lekarza  i  poproszę  o  coś  na  złagodzenie 
objawów. Dasz sobie radę, siostrzyczko. Pa, trzymaj się! – I zanim Jessie zdążyła 
zaprotestować, odłożyła słuchawkę.

– Jak chcesz! Ale jeśli wszystko się wyda, to nie moja wina! – zawołała jeszcze, 

choć wiedziała, że siostra już jej nie słyszy.

– Zdenerwowana przysiadła na łóżku. Wszystko się w niej buntowało przeciw 

tej  maskaradzie,  ale  wiedziała,  że  i  tak  ulegnie.  Lojalność  wobec  siostry  zawsze 
wygrywała z jej oporami.

Opadła na poduszkę i westchnęła ciężko. Nie pierwszy raz będzie odwalać za 

Jennę brudną robotę. Choć, tym razem cała sprawa nie pozbawiona była odrobiny 
przyjemności.  Przypomniała  sobie  uśmiech  Maca,  jego  spojrzenie,  zapach  jego 
wody  i  z  niedowierzaniem  pokręciła  głową.  Co  ta  Jenna  mówiła?  Żadnej  iskry? 
Niesamowite. Nie mogła uwierzyć, że jej siostra patrzyła na tego mężczyznę i nic 
nie  czuła.  Chemia  czy  nie,  jej  reakcje  były  zupełnie  inne.  Chociaż  przecież  Mac 
zupełnie nie był w jej typie. Nigdy nie lubiła takich zamkniętych, skupionych tylko 
na pracy karierowiczów.

Ale to wszystko nieważne, przypomniała sobie. Jakiekolwiek reakcje będzie w 

niej wywoływał, Mac za kilka dni poślubi jej siostrę. Koniec kwestii.

Mac  zdecydowanie  nacisnął  dzwonek  mieszkania  Jenny.  Nie  było  jeszcze 

południa  i  nie  wiedział,  czyjej  nie  zbudzi,  ale  chciał  wszystko  wyjaśnić.  Od 
wczoraj prześladował go obraz jej smutnych oczu, kiedy się żegnali.

Nie lubił rozdrapywać starych ran, ale uznał, że musi jej wytłumaczyć, dlaczego 

nie chce mieć dzieci. Wyrzuci to z siebie i sprawa będzie załatwiona.

background image

Ledwie drzwi się otworzyły, zaczął mówić:
– Przepraszam,  Jenna. Wiem, że zeszłej nocy trochę przesadziłem. Chciałbym 

ci wyjaśnić.

– Mac, to ja chciałabym coś powiedzieć...
– Ja pierwszy – przerwał jej. – To dla mnie bardzo ważne. – Ujął jej łokieć i 

podprowadził  ją  do  fotela.  –  Nigdy  o  tym  z  nikim  nie  rozmawiałem,  ale  po 
ostatnim  wieczorze  uświadomiłem  sobie,  że  muszę  ci  coś  wyjaśnić.  Posłuchaj... 
Kiedy  miałem czternaście  lat,  mój brat  zmarł na  rzadką odmianę raka.  Do końca 
próbowano  go  leczyć,  jednak  bezskutecznie.  Nie  chcę  nawet  wspominać,  jak 
wyglądało wtedy nasze życie... Matka bardzo się starała, żeby reszta rodziny żyła 
w miarę normalnie, ale to nie było proste... – Przerwał na chwilę i odwrócił wzrok.

Przypomniał  sobie  brata.  Małego,  dzielnego  chłopca  podłączonego  do 

kroplówki. Jego cierpienie i wolę walki z chorobą.

–  Przez  chwilę  mieliśmy  nadzieję,  że  się  udało  –  ciągnął  cicho.  –  Ale  wtedy 

uaktywniły się jakieś komplikacje z powodu błędu lekarza i tego organizm już nie 
pokonał.

– To dlatego specjalizujesz się w takich sprawach? – spytała ze współczuciem. 

Kiwnął głową.

–  Firma  ubezpieczeniowa  oczywiście  wszystkiego  się  wyparła  i  nikt  nam  nie 

pomógł.  Dlatego  teraz  próbuję  pomóc  innym.  –  Uśmiechnął  się  lekko  i  dodał:  –
Poza tym, sama wiesz, trochę dobrej prasy nie zaszkodzi kancelarii.

Nie  dała  się  nabrać.  Może  się  stroić  w  maskę chłodnego  prawnika,  wiedziała

już jednak, że prawda jest inna.

– A jaki to ma związek z twoimi dziećmi? – spytała po chwili.
–  Duży  –  odparł  krótko.  –  Patrzyłem  na  cierpienie  brata  I  wiem,  że  nie 

chciałbym  tego  przeżywać  jeszcze  raz.  Poza  tym  praca  to  całe  moje  życie.  Nie 
miałbym czasu dla dzieci, a to nie byłoby w porządku wobec nich.

Oparła  łokcie  na  kolanach,  wsparła  twarz  na  dłoniach  i  patrzyła  na  niego 

uważnie.

– Mac, jeden mężczyzna,  nieważne, jak wspaniały, nie może naprawić całego 

świata. Zasługujesz na to, aby mieć własne życie.

Spojrzał  na  nią  zaskoczony.  Nie  spodziewał  się  takiej  uwagi,  troski  i 

współczucia. Nagle zapragnął przytulić ją do siebie i mocno pocałować. Ruszył w 
jej kierunku, ale powstrzymała go.

– Poczekaj, Mac – zawołała. – Naprawdę muszę ci coś powiedzieć.
Jakaś łagodność w jej spojrzeniu i niepokój w głosie kazały mu się zatrzymać, 

background image

choć krew buzowała mu w żyłach. Co się działo? Nigdy wcześnie nie czuł takiego 
napięcia  w  obecności  Jenny.  Już  wczoraj  zauważył,  że  działo  się  z  nią  coś 
dziwnego. Nie miał pojęcia, co to było, ale wprowadzało jakieś silne emocje w ich 
spokojny dotychczas związek.

Zaintrygowany przyjrzał się jej uważnie. Miała dyskretny makijaż, włosy spięte 

nietypowo w koński ogon, ubrana była w prostą koszulkę i dżinsy...

I nagle zrozumiał.
– Niech mnie diabli.. Ty nie jesteś Jenna!

background image

Rozdział 4

–  Cóż...  Masz  rację  –  przyznała  zawstydzona.  Skoro  sam  odgadł  prawdę,  nie 

miało  sensu  ukrywanie  czegokolwiek.  –  Wczoraj  przez  cały  dzień  byłeś  ze  mną, 
nie  z  Jenna.  Próbowałam  ci  o  tym  powiedzieć,  ale  nie  chciałeś  słuchać.  ..  –
tłumaczyła zmieszana.

Wpatrywał się w nią oszołomiony. Nie wiedział, co powiedzieć. W sumie miała 

rację, nie dał jej dojść do słowa...

– Możesz mi to wyjaśnić? – spytał twardo. – Co to ma znaczyć? Stara zabawa 

sióstr czy test na spostrzegawczość narzeczonego?

Nie dziwiła się, że był zdenerwowany, ale nie wiedziała, jak się wytłumaczyć i 

nie wsypać Jenny.

– To nie tak. Musisz to zrozumieć... – plątała się. – Jenna bardzo się przejmuje 

waszym ślubem. Była tak zestresowana, że postanowiła wyjechać z miasta na kilka 
dni.  Prosiła  mnie,  żebym  zastąpiła  ją  podczas  ostatniej  przymiarki.  Nie  znoszę 
udawać,  ale  bardzo  nalegała,  więc  zgodziłam  się  jej  pomóc.  A  potem  ty 
niespodziewanie przyszedłeś do salonu i dalej rzeczy potoczyły się same...

To brzmiało całkiem logicznie. Ale nadal czuł się wystrychnięty na dudka.
Odetchnął głęboko i starał się uspokoić. W końcu ta dziewczyna rzeczywiście 

nie była niczemu winna. To sprawa między nim a Jenną.

– Kiedy ona wraca? – spytał krótko.
– Nie wiem dokładnie. Powiedziała, że za kilka dni.
– Pytam ze względu na dzisiejszy obiad u twoich rodziców. Ich nie oszukamy. 

Chyba najlepiej, jeśli zadzwonimy i odwołamy to spotkanie – zaproponował; Nie 
chciał dodawać, że dzięki temu będzie mógł dłużej popracować.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł – powiedziała z wahaniem Jessie. – Są bardzo 

zaangażowani we wszystkie przygotowania. Zmartwiliby się niepotrzebnie...

– Co zatem proponujesz?
–  Po  prostu  chodźmy  do  nich  i  powiedzmy,  że  Jenna  musiała  wyjechać 

służbowo i prosiła, żebym ją zastąpiła. To będzie prawie zgodne z prawdą.

Musiał  przyznać,  że  to  dobry  pomysł.  Podejrzewał,  że  Jessie  wie  więcej  o 

zniknięciu swojej siostry, niż powiedziała, i zamierzał to z niej wyciągnąć.

– Zgoda. – Kiwnął głową. – Mieszkasz we wschodniej części miasta, prawda? 

Daj mi adres, odbiorę cię koło siedemnastej.

background image

Kilka  godzin  później  Mac  zaparkował  na  zacisznej  uliczce  i  rozejrzał  się 

zdumiony. Niewielki, obrośnięty dzikim winem domek Jessie bardzo różnił się od 
eleganckiego apartamentu jej siostry.

Po  co  właściwie  tu  przyjechał?  Czyżby  rzeczywiście  chciał  zdobyć  więcej 

informacji o zniknięciu Jenny? W jakiejś mierze tak, ale coś w głębi duszy szeptało 
mu,  że  to  nie  był  jedyny  powód  wizyty.  Odnosił  niejasne  wrażenie,  że  miało  to 
jakiś związek z uczuciami, jakich doznał, gdy próbował ją pocałować.

Przeszedł na miło ocieniony ganek i zastukał staroświecką kołatką. Czekał, aż 

Jessie mu otworzy i podziwiał jej zadbany ogródek. Starannie utrzymany trawnik 
otaczały  kępy  bujnie  kwitnących  kwiatów  i  okazałych  krzewów.  Całość  robiła 
niezwykle przyjemne i przytulne wrażenie.

Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich Jessie.
– Wejdź, proszę. Potrzebuję jeszcze kilku minut.
Zauważył,  że  kiedy  nie  musi  udawać  siostry,  jest  bardziej  zrelaksowana.  Do 

licha,  musiał  przyznać,  że  była  piękna.  Prosta  biała  sukienka  odkrywała  opalone 
ramiona  i  opadała na  długie  nogi.  Kolejny raz  zdziwił  się,  jak bardzo  różniły  się 
obie siostry. Fizycznie były szalenie podobne, ale Jenna nigdy nie włożyłaby takiej 
sukienki.  Jej  styl  to  były  najnowsze  kreacje,  znacznie  ostrzejszy  makijaż  i 
krzykliwa biżuteria.

Jessie miała tylko delikatne kolczyki, które tańczyły wokół jej szyi, ale mimo to 

wyglądała bardzo ładnie.

Ładnie?  Kogo  on  chciał  oszukać?  Nigdy  wcześniej  nie  myślał,  że  długie 

kolczyki mogą być takie seksowne!

Co  się  z  nim  działo?  To  przecież  była  prawie  jego  szwagierka?!  To  pewnie 

przez to niesamowite podobieństwo do Jenny. Hm, tak, na pewno o to chodzi.

Rozejrzał się po pokoju, próbując skupić na czymś myśli. Niewielki salon był 

bardzo wygodnie urządzony. Jedna ze ścian była zabudowana półkami z książkami, 
wszędzie  stało  dużo  roślin  i  różnych  bibelotów.  Całe  ściany  obwieszone  były 
zdjęciami.  Musiał  przyznać,  że  wnętrze  sprawiało  bardzo  przytulne  wrażenie, 
podczas gdy urządzony przy pomocy drogich projektantów apartament Jenny nadal 
był tylko chłodnym wnętrzem.

– Poczekaj, jeszcze tylko ziarna i możemy iść – zawołała z kuchni.
Zaintrygowany  przeszedł  do  niej  i  zobaczył,  jak  wysypuje  do  kubka  ziarna 

zbóż.

– Po prostu lubię patrzeć na ptaki – wyjaśniła. – To taki mały rytuał do porannej 

kawy i gazety – dodała ze śmiechem i mrugnęła.

background image

Przez  boczne  drzwi  wyszła  do  ogródka  i  wsypała  ziarna  do  kilku  karmników 

umieszczonych  w  różnych  miejscach  ogrodu.  To  był  niesamowity  obrazek.  Jak 
zahipnotyzowany podziwiał jej słodycz i grację ruchów.

– Bardzo je lubię – powiedziała, wracając. – Kiedy zapada zmierzch, zlatują się 

różne gatunki. Czasami tak się na nie zapatrzę, że kawa całkiem mi wystygnie, a 
gazeta leży nie ruszona – zaśmiała się.

Jemu  nigdy  nic  podobnego  nie  przychodziło  do  głowy.  Nawet  w  weekendy 

myślał  tylko o  pracy i  nie  wyobrażał  sobie,  że  można  tracić czas na  podziwianie 
ptaków.  Ale dziś jakoś nie widział w tym nic  złego. To pewnie przez ten uroczy 
domek i przytulne wnętrze, tłumaczył sobie. Czuł się tu trochę jak na wakacjach na 
wsi. Nagle przypomniało mu się, że od dawna nie miał chwili dla siebie i zaczęło 
mu tego brakować.

–  Przyniosłem  koniak  dla  twoich  rodziców  –  odezwał  się,  żeby  przerwać  te 

niewygodne rozmyślania. – Mam nadzieję, że będzie im smakował.

– Na pewno – roześmiała się. – Oboje uwielbiają kieliszek koniaku po kolacji.
– Chodźmy więc już. Nie powinniśmy się spóźnić.
– Zawsze jesteś taki punktualny? – spytała z ledwo wyczuwalną kpiną. – Ja po 

powrocie z pracy nawet nie patrzę na zegarek.

– Jestem prawnikiem – wyjaśnił sucho. – Dokładność to podstawowa cecha w 

tym  zawodzie.  Nie  stać  mnie  na  stratę  poczucia  czasu.  –  Przerwał  na  chwilę  i 
dodał: – Jenna jest taka sama, zresztą pewnie o tym wiesz. Bardzo jesteście zżyte? 
– spytał z ciekawością.

–  Mam  nadzieję,  że  tak,  chociaż  Jenna  nieustannie  mnie  zaskakuje  –

odpowiedziała, zapinając pasy.

Zatrzasnął drzwiczki samochodu i natychmiast owionął go zapach jej perfum.
– Jesteś pewna, że wszystko z nią w porządku?
Odwróciła się do niego gwałtownie.
–  Rozmawiałam  z  nią  i  wiem,  że  nic  jej  nie  grozi.  Rozumiem  twoje 

zdenerwowanie,  ale  zapewniam  cię,  że  nic  złego  się  nie  dzieje.  Jenna  wkrótce 
wróci i wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Spróbuj ją zrozumieć, chciała mieć 
chwilę  do  namysłu  przed  tak  ważnym  wydarzeniem.  Ciebie  nigdy  nie  nachodzą 
wątpliwości?

–  Nie.  –  Pokręcił głową.  –  Jeśli  raz  podejmę  decyzję,  więcej się  nad  tym  nie 

zastanawiam.

Uśmiechnęła  się  z  niedowierzaniem.  Sama  często  działała  pod  wpływem 

emocji, lecz widać prawnicy to inny gatunek ludzi.

background image

–  Nie  wiem, ile  Jenna opowiadała ci o  rodzicach  – odezwała się  po  chwili. –

Ale chyba powinnam cię ostrzec.

Tata  jest  badaczem,  prawdziwym  fanatykiem  nauki.  Zwykle  błądzi  gdzieś 

myślami  i  nie  do  końca  zdaje  sobie  sprawę  z  tego,  co  się  wokół  niego  dzieje. 
Cokolwiek jednak powie, zgadzaj się z nim. Najgorsze, co można zrobić, to dać się 
wciągnąć w dyskusję. – Uśmiechnęła się ciepło. – Mama na szczęście twardo stąpa 
po  ziemi.  Wykłada  ekonomię  na  uniwersytecie  i  jest  szalenie  ambitna.  Pewnie 
znowu będzie mnie przekonywać, żebym rzuciła szkołę i zajęła się karierą. Aha, i 
nie Ucz na domową kuchnię. Mama nigdy nie lubiła gotować. Na specjalne okazje 
przygotowuje coś dla nas Henri, szef kuchni w ulubionej restauracji rodziców.

– To wyjaśnia awersję Jenny do gotowania – zaśmiał się serdecznie.
– Niekoniecznie. Ja chętnie przygotowuję kolacje dla przyjaciół.
– Macie w ogóle coś wspólnego? – spytał zdziwiony.
Roześmiała się lekko.
–  Raz  w  tygodniu  wspólnie  grywamy  w  tenisa.  Ale  często  specjalnie 

przegrywam, bo Jenna zdecydowanie nie radzi sobie z porażką. Obie lubimy lody 
czekoladowe i...

W  tym  momencie  zajechali  przed  dom  i  Mac  zaparkował  na  podjeździe. 

Pomógł Jessie wysiąść z samochodu i z podziwem spojrzał na okazałe domostwo w 
stylu śródziemnomorskim.

– Piękny dom – powiedział z uznaniem. – Pewnie stąd Jenna ma takie wyczucie 

smaku.

– I pewnie to właśnie cię w niej pociąga – dodała pogodnie Jessie.
– Pewnie tak – uciął krótko.
Nie  chciał  rozwijać  tematu.  Wolał  nie  przyznawać  nawet  przed  sobą,  że  od 

kilku dni pociągały go też inne cechy...

Jessie  szybko  podeszła  do  drzwi.  Jak  najszybciej  chciała  się  uwolnić  od 

irytującej  bliskości  Maca.  Jego  zapach  drażnił  jej  zmysły.  Rozsądek  kazał  jej 
ignorować te sygnały, ale ciało dziwnie buntowało się przeciw temu.

Nacisnęła dzwonek i drzwi szybko się otworzyły. W progu stanął Henri, w całej 

swej okrągłości.

–  Panienka  Jessie!  –  zawołał  z  emfazą,  rozkładając  szeroko  ręce.  –  Jakże  się 

cieszę.

– Witaj, Henri. Pozwól, że przedstawię ci pana McKennę, narzeczonego Jenny. 

Moja siostra niestety nie mogła przyjść.

background image

–  Gratuluję,  panie  McKenna!  –  Henri  serdecznie  uścisnął  dłoń  Maca.  –

Prawdziwy z pana szczęściarz.

Weszli  do  środka  i  od  razu  uderzył  ich  zapach  pieczonego  jagnięcia.  Szybko 

przeszli do salonu, gdzie czekał na nich pięknie przybrany stół.

–  Jessie,  jak  się  cieszę,  że  jesteś  –  zawołała  matka.  –  Marta  od  rana  się  nie 

pojawiła. Chociaż wiedziała, że będziemy mieć gości.

– Dzień dobry, mamo. – Cmoknęły się w policzek. – Przecież od kilku tygodni 

uprzedzała cię, że dziś są chrzciny jej wnuczki.

– No, tak... – Matka zmieszała się na chwilę, ale nie straciła rezonu. – Mogła 

jednak wpaść chociaż na kilka godzin. Obiad na pewno się spóźni.

–  Nie  przejmuj  się,  mamo,  poradzimy  sobie.  Pomogę  Henriemu  i  wszystko 

będzie dobrze.

– Uśmiechnęła się do Maca przepraszająco i zniknęła za drzwiami.
– Przepraszam, ale to był taki nerwowy ranek – zwróciła się matka do gościa.
–  Nie  szkodzi – odparł uprzejmie.  –  Cieszę  się, że  wreszcie będę  mógł lepiej 

państwa  poznać.  Przy  okazji,  słyszałem,  że  lubią  państwo  lampkę  koniaku  po 
kolacji... – Wręczył jej butelkę.

–  Och,  dziękuję!  Jak  rzadko  spotyka  się  dziś  tak  eleganckich  mężczyzn!  –

Nagle jej uśmiech znikł. – Jaka szkoda, że Jenna nie mogła dzisiaj przyjść! Jesteś 
pewna,  że  z  nią  wszystko  z  nią  w  porządku?  –  spytała  córkę,  wnosząc  kolejny 
półmisek.

–  Na  pewno.  Rozmawiałam  z  nią  dziś  rano,  nie  musisz  dzwonić  –  uspokoiła 

matkę Jessie.

Na szczęście w tym momencie do jadalni wkroczył ojciec i to odwróciło uwagę 

wszystkich od niewygodnego tematu.

–  Co  tu  się  dzieje?  –  spytał  ojciec.  –  Słychać  was  nawet  na  górze.  –  Nagle 

zauważył Jessie i wyciągnął ramiona w jej kierunku. – No, nareszcie odwiedziłaś 
starego ojca!. Widzę, że masz nowego chłopaka, wspaniale!

Jessie uścisnęła go i nawet nie próbowała tłumaczyć tej pomyłki. Znała ojca i 

wiedziała, że za pięć minut coś innego zajmie jego myśli.

– Witam, panie Taggert – włączył się Mac. – Jestem narzeczonym Jenny,  już 

się poznaliśmy.

Starszy pan nie okazał żadnego zdziwienia.
–  Oczywiście.  Przepraszam,  zamyśliłem  się.  Założyłem,  że  skoro  stoisz  obok 

Jessie, to...

Na szczęście w tym momencie matka zaprosiła wszystkich do stołu, i to ucięło 

background image

dalsze dyskusje.

Jessie zajęła miejsce obok Maca i poczuła, jak ogarnia ją dziwne skrępowanie. 

Siedziała naprzeciwko rodziców, obok narzeczonego siostry, uśmiechała się miło i 
czuła, jak zapach jego wody budzi w niej uśpione pragnienia. Nie, to zdecydowanie 
nie  była  normalna  sytuacja.  Jeszcze  tylko  kilka  dni,  Jenna  przyjedzie  i  wszystko 
wróci do normy.

Starała  się  zignorować  napięcie,  jakie  ją  ogarnęło.  Bez  apetytu  przeżuwała 

kawałek mięsa i przysłuchiwała się rozmowie.

– Słyszałam, Mac – mówiła matka – że ostatecznie wybraliście restaurację „Le 

Grand Maison". To doskonały wybór. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.

Skinął lekko głową.
–  Całkowicie  zdałem  się  w  tych  kwestiach  na  Jennę.  Ufam  jej  gustowi, 

cokolwiek wybierze, będę zachwycony.

–  Bardzo  sprytnie  –  mruknął  ojciec  z  uznaniem.  I  to  był  cały  jego  udział  w 

dyskusji.

– Wszystko będzie zapięte na ostatni guzik – dodała z przekonaniem matka. Po 

czym nagle zwróciła się do Jessie. – Tak bym chciała przeżywać wkrótce szczęście 
mojej  drugiej  córki  –  powiedziała,  chwytając  ją  za  rękę.  –  Nie  masz  pojęcia, 
kochanie, jak żałuję, że nie jesteś zaręczona.

Jessie jęknęła w duchu. Dobrze wiedziała, co teraz nastąpi.
–  Jestem  pewna,  że  gdybyś  wreszcie  rzuciła  szkołę  i  zaczęła  pracować  na 

uczelni, poznałabyś kogoś odpowiedniego.

–  Mamo,  wiesz  dobrze,  że  uwielbiam  pracować  z  dziećmi  –  przerwała  jej  z 

westchnieniem.  –  Są  takie  świeże,  ciekawe  świata.  Na  studiach  młodzi  ludzie  są 
teraz przekonani, że pozjadali wszystkie rozumy.

–  Zresztą,  ten  Robert  i  tak  nie  był  dla  ciebie  odpowiedni  –  ciągnęła  matka 

niezrażona.  –  Ale  skoro nie  spotykasz się z  nikim właściwym,  mogłabyś chociaż 
pomyśleć  o  swojej  karierze.  Uważam,  że  masz  duże  szanse  zostać  dyrektorem 
szkoły. Gdybyś się tylko postarała...

Nie miała ochoty po raz kolejny omawiać tego tematu. Matka i tak pewnie by 

tego nie zrozumiała.

Nieoczekiwanie pomoc przyszła z najmniej spodziewanej strony.
– Rola dyrektora szkoły jest bardzo istotna – odezwał się Mac. – Ale nauka w 

najmłodszych klasach może dawać ogromną satysfakcję.

Spojrzała na niego zdumiona. Był ostatnią osobą, którą mogłaby podejrzewać, 

że bagatelizuje znaczenie kariery w życiu. Poza tym nie zdziwiłaby się, gdyby za 

background image

wszelką cenę chciał zrobić na teściach dobre wrażenie.

Mac spojrzał na Jessie, ale nie dostrzegł w niej wdzięczności. Wpatrywała się w 

niego znad kieliszka wina, zbyt zdumiona, żeby się choćby uśmiechnąć.

Nie  zamierzała  zdradzać,  że  zaczynała  w  nim  widzieć  kogoś  więcej  niż 

sztywnego, skupionego tylko na pracy narzeczonego siostry. Coraz częściej przez 
tę maskę przebijał się interesujący, pewny siebie i zdecydowany mężczyzna.

Już w nocy, kiedy opowiedział jej o tragedii swojego brata, jej serce zmiękło. A 

teraz,  kiedy  tak  odważnie  bronił  jej  przed  planami  matki,  czuła,  że  ogarniają 
dziwne wzruszenie.

Jak to możliwe, że jej siostra nic do niego nie czuła? Nie wątpiła, że kiedy tylko 

Jenna  pozna  lepiej  tego  wspaniałego  mężczyznę,  pokocha  go  całym  sercem.  I 
nieważne, że stanie się to dopiero po ślubie.

–  Dziękuję  za  wsparcie,  Mac  –  odezwała  się  sztywno.  –  Ale  ta  dyskusja 

prowadzi donikąd. To moje życie i moje wybory, mamo. Nie rozmawiajmy o tym 
dłużej. Przygotuję kawę – zakończyła zdecydowanie.

– Pomogę ci – zaoferował Mac.
– Dziękuję, ale poradzę sobie. Jesteś gościem – zaprotestowała.
Ale i tak poszedł za nią. Czy ten facet nie umiał ustępować?
Nalała wody do ekspresu i odwróciła się do niego.
– Wiele ryzykowałeś, wdając się w spór z przyszłymi teściami... – powiedziała, 

patrząc na niego z namysłem.

– Mówiłem tylko prawdę. A przy okazji, kim był ten Robert?
– A jakie to ma znaczenie? – zdziwiła się.
– Żadnego.  Chcę po  prostu  poznać bliżej przyszłą szwagierkę.  Jeśli  to jednak 

dla ciebie zbyt bolesne... – dodał podstępnie.

– Robert to już dla mnie pieśń przeszłości – powiedziała z lekkim uśmiechem, 

sugerując,  że  przejrzała  jego  grę.  –  Znana,  ale  nie  wywołuje  żywszych  emocji. 
Było,  minęło.  Ale  wyjaśnij  mi,  dlaczego  postanowiłeś  bronić  mnie  przed  mamą? 
Nie spodziewałam się tego.

Wzruszył lekko ramionami.
–  Nie  chciałem  urazić  twojej  matki,  jednak  nigdy  niczego  nie  udaję. 

Powiedziałem  po  prostu  to,  co  myślę.  I  mam  nadzieję,  że  twoi  rodzice  to 
zrozumieją. Jeśli Jenna akceptuje mnie takiego, jakim jestem, uważam, że inni też 
powinni.

Patrzyła  na  niego  zdumiona.  Ten  mężczyzna  coraz  bardziej  ją  zaskakiwał. 

Podobała jej się taka otwartość. I pewnie była niezwykle skuteczna na sali sądowej. 

background image

Nie miała jednak pojęcia, jakie efekty przyniesie w konfrontacji z jej rodzicami.

– Tylko nie mów, że cię nie ostrzegałam!

background image

Rozdział 5

Jessie przymknęła oczy i z przyjemnością chłonęła promienie słońca i wdychała 

lekki wiatr.

– Nie przeszkadza ci, że opuściłem dach? – spytał Mac zdziwiony.
Uwielbiał czuć pęd powietrza na twarzy, ale Jenna nie lubiła tak jeździć, więc 

bardzo rzadko mógł sobie na to pozwolić.

Od  kilku  minut  jechali  bocznymi  drogami  i  podziwiali  krajobrazy.  Specjalnie 

wybrał tę trasę. Miał nadzieję, że sielskie widoki i spokój, panujący wokół, pomoże 
mu wyciągnąć z Jessie jakieś zwierzenia na temat siostry.

–  Bardzo  lubię  kabriolety.  Znasz  kobietę,  która  nie  ulegnie  czarowi 

powiewającej chustki wokół szyi? – spytała rozmarzona. – Poza tym przyda nam
się trochę świeżego powietrza.

–  Masz  rację  –  zgodził  się.  –  Obiad  z  twoimi  rodzicami  był  dość... 

wyczerpujący.

–  Ostrzegałam  cię  –  zaśmiała  się.  –  Wiem,  że  są  trochę...  specyficzni,  ale 

będziesz miał jeszcze okazję, żeby ich do siebie przekonać.

– Lubię wyzwania – zapewnił.
I rzeczywiście tak było. Na przykład teraz od dłuższej chwili walczył z chęcią 

zanurzenia ręki w jej jedwabistych włosach.

Do licha, co się z nim działo?! To wszystko przez Jennę! Kilka dni do ślubu, a 

ona znika gdzieś sobie beztrosko. To do niej niepodobne.

Czuł, że Jessie wie więcej, niż się przyznaje, ale nie miał pojęcia, jak to z niej 

wyciągnąć. Może powinien stworzyć bardziej przyjacielską atmosferę i wypytać o 
wszystko mimochodem...

– Zastanawiam się, dlaczego zostałaś nauczycielką – spytał na początek – Przez 

mojego  wychowawcę  ze  szkoły.  Był  dla  mnie  bardzo  ważny,  jak  najlepszy 
przyjaciel  i  przewodnik.  W  jakimś  sensie  zastąpił  mi  rodziców,  zawsze  byli 
skupieni  na  pracy.  A  on  inspirował  mnie,  motywował,  zachęcał  do  kolejnych 
wyzwań.  I  w którymś  momencie  pomyślałam,  że  chciałabym  dla  innych  robić to 
samo. – Przerwała na chwilę i odwróciła się do niego. – Uwielbiam swoją pracę! 
Dzieci są takie otwarte, ciekawe świata, pełne energii. Oczywiście, zdarzają się też 
problemy,  ale  staram  sieje  rozwiązywać.  Wolę  trudne  dzieci  niż  biurokratów  z 
lokalnych władz – zapewniła z pasją w głosie.

Z  prawdziwą  przyjemnością  słuchał  jej  słów.  Podobało  mu  się  jej 

background image

zaangażowanie, błyszczące oczy, głos pełen emocji...

–  Gdybyś  została  dyrektorką,  mogłabyś  walczyć  z  biurokracją  –  rzucił  z 

przewrotnym uśmiechem.

Westchnęła i zastanowiła się chwilę.
– W jakimś stopniu pewnie masz rację. Ale jeszcze nie jestem na to gotowa –

broniła się. – Teraz mam świetny kontakt z uczniami i daje mi on wiele satysfakcji. 
Jako dyrektorka straciłabym to.

– Cóż, wszystko ma swoją cenę... – rzucił filozoficznie.
Popatrzyła na niego z namysłem.
–  Czy  mi się  zdaje,  czy  próbujesz  mnie  przekonać  do  swojego  stylu  życia? –

spytała  podejrzliwie.  –  Nigdy  nie  miałam  ochoty  poświęcać  życia  osobistego  dla 
kariery, jak ty czy Jenna – dodała twardo.

Potrząsnął  głową.  Miała  prawo  krytykować  jego  wybory,  ale  sam  widział  to 

nieco inaczej. Ktoś w końcu musiał walczyć z nieuczciwymi firmami. A on był w 
tym bardzo dobry i wiedział o tym.

– Wcale cię do tego nie namawiam – zapewnił po chwili. – Po prostu mówię, że 

za wszystko w życiu jakoś płacimy. .. Czasami nawet nie wiemy, co tracimy.

–  Daj  spokój  –  przerwała  nagle  zirytowana.  –  Chyba  nie  ma  sensu,  żebyśmy 

próbowali się przekonać do naszych wyborów życiowych. To był męczący dzień, 
nie mówmy więcej o tym.

–  Dobrze  –  zgodził  się  posłusznie.  Wiedział,  że  zabrnął  trochę  za  daleko. 

Dalsza rozmowa na ten temat mogłaby tylko pogorszyć sytuację.

Nie  miał  pojęcia,  co  ją  tak  zdenerwowało.  Czyżby  nadal  przeżywała  słowa 

matki?

Cokolwiek to było, popsuło mu szyki. Pokręcił głową z niezadowoleniem. Był 

zły na siebie. Zamiast dowiedzieć się czegoś o Jennie, zdenerwował tylko swojego 
informatora.

Przez  resztę  drogi  oboje  rzucali  bezpieczne,  banalne  uwagi,  ale  dzięki  temu 

zdołali spokojnie dojechać do miasta.

Jessie pożegnała się szybko i zniknęła za drzwiami swojego małego domku.
Tak,  musiał  przyznać,  to  zdecydowanie  nie  jest  miejsce,  gdzie  mieszkałaby 

bezduszna karierowiczka.

Przez resztę wieczoru starał się skontaktować z Jenną. Bezskutecznie. Zaczynał 

podejrzewać, że celowo go unikała. Dzwonił do niej nawet w nocy, ale telefon był 
stale wyłączony.

background image

Kiedy  rano  niewyspany  wszedł  do  swojego  gabinetu,  na  automatycznej 

sekretarce znalazł wiadomość od narzeczonej. Spokojnym głosem przepraszała go 
za  kłopoty  i  obiecała,  że  wróci  w  piątek.  Szczerze  mówiąc,  wcale  go  to  nie 
uspokoiło. Zastanawiał się, czy specjalnie zadzwoniła do biura, wiedząc, że tam go 
nie zastanie. Ale dlaczego postanowiła go unikać?

Na szczęście nie  miał  zbyt wiele czasu na bezsensowne rozmyślania. Czekało 

na  niego  wiele  pilnych  spraw.  Usiadł  przy  biurku  i  spojrzał  na  rozłożone  akta. 
Leżały  tu  od  czasu,  kiedy  spotkał  Jessie.  Dziwne,  ale  ciągle  coś  mu  się  z  nią 
kojarzyło. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie myśleć o niej nieustannie.

Złościło  go,  że  wyraźnie  brak  jej  zaufania  do  siebie  i  swoich  możliwości. 

Śmieszne, co go to w zasadzie obchodziło?

A  jednak  wciąż  się  nad  tym  zastanawiał.  Była  inteligentna,  wrażliwa, 

zaangażowana w swoją pracę. Dlaczego więc cofała się, zamiast iść naprzód?

Nagle zadzwonił wewnętrzny telefon, i to oderwało jego myśli od Jessie.
–  Panie  McKenna  –  usłyszał  w  słuchawce  głos  Taryn,  swojej  sekretarki.  –

Dzwoni do pana jakaś kobieta, nie przedstawiła się.

–  Dobrze,  połącz  –  powiedział  pospiesznie.  Czyżby  Jenna  postanowiła  się 

wreszcie odezwać?

– Halo? – Od razu rozpoznał Jessie. – Dobrze, że cię złapałam. Jeśli Jenna dziś 

nie wróci, to mamy poważny problem – mówiła poruszona.

– Dlaczego? Coś się stało?
–  Byłam  w  jej  mieszkaniu  i  odsłuchałam  sekretarkę.  Jakaś  dziewczyna,  która 

przedstawiła  się  jako  Taryn,  prosi  ją,  żeby  wpadła  do  waszego  biura  dziś  w 
południe.

–  Dziwne...  –  Zamyślił się.  –  Nie  mamy  żadnego  ważnego  spotkania... Taryn 

nawet  odwołała zebranie dziś  o  dwunastej. Coś tu  nie  gra...  Chyba że...  O nie! –
zawołał nagle przejęty. – Oni pewnie szykują nam przyjęcie niespodziankę z okazji 
ślubu!  –  Milczał  chwilę  i  słyszała  w  słuchawce,  jak  nerwowo  bębni  palcami  po 
biurku.

–  Nie  mogę  im  powiedzieć,  że  Jenna  wyjechała,  to  wzbudziłoby  różne 

podejrzenia.

–  No  to  masz  problem.  Nawet  jeśli  Jenna  jest  już  w  drodze,  nie  zdąży  na 

dwunastą.

– Ale ty zdążysz.
– Ja?! O nie! – zaprzeczyła stanowczo. – Jeden raz wystarczy. Do dziś żołądek 

kurczy mi się z nerwów.

background image

–  Posłuchaj  mnie,  Jessie  – zaczął  poważnie.  –  Musisz  dać  się  przekonać. 

Sytuacja jest krytyczna. Wiesz przecież, że Jenna jest wspólniczką w mojej firmie. 
Jeśli  pracownicy  zaczną  coś  podejrzewać,  nikomu  nie  wyjdzie  to  na  dobre  –
przekonywał. – Zgódź się, proszę. Ostatni raz. To dla mnie bardzo ważne.

W słuchawce zaległa pełna napięcia cisza.
– Dobrze – usłyszał wreszcie. – Zrobię to, chociaż wbrew sobie.
– Dziękuje, Jessie. Oboje jesteśmy ci wdzięczni – powiedział z ulgą i odłożył 

słuchawkę.

Wygląda  na  to,  że  znowu  im  się  uda.  Jessie  musi  tylko  przez  jakiś  czas  grać 

swoją siostrę, a on będzie udawał oczarowanego narzeczonego.

Co nie powinno być specjalnie trudne, zważywszy, jak jego ciało reagowało na 

jej obecność.

Kilka  minut  przed  dwunastą  Jessie  stała  przed  biurem  Maca.  Oddychała 

głęboko  i  starała  się  opanować  rozdygotane  nerwy.  Jeszcze  tylko  ten  jeden  raz, 
obiecywała  sobie.  A  potem  w  spokoju  dożyje  starości.  Jej  życie  było  ostatnio 
zdecydowanie zbyt stresujące.

Nie  poradziłaby  sobie  z  tym  przyjęciem,  gdyby  nie  niezawodne  przyjaciółki. 

Carla i Dana znowu przybyły na jej rozpaczliwe wezwanie i szybko pomogły jej się 
przygotować. Miała nadzieję, że lniany kostium i pantofelki na wysokich obcasach 
były wystarczająco eleganckie na tę okazję.

Wpatrywała  się  w  mosiężną  tablicę  z  nazwą  firmy  i  z  całych  sił 

powstrzymywała  się,  żeby  nie  zawrócić.  Co  ona  właściwie  robi?  Dlaczego  kryje 
szaleństwa siostry? I pomaga facetowi, który krytykuje jej wybory życiowe? A na 
dodatek wcale nie ma racji!

W końcu  wzięła głęboki oddech, ułożyła usta  w grymaś uśmiechu  i  nacisnęła 

klamkę.  Starała  się  nie  okazać  zbyt  dużego  uznania  na  widok  elegancko 
urządzonego wnętrza. W końcu Jenna bywa tu codziennie, nie powinno to robić na 
niej takiego wrażenia.

Kiedy  tylko  weszła  do  holu,  młoda  dziewczyna  o  rudych  kręconych  włosach 

poderwała się zza biurka i podeszła do niej. z uśmiechem.

– Cieszę się, że pani przyszła, panno Taggert. Przepraszam, że tak nagle panią 

wezwaliśmy,  ale  to  pilna  sprawa.  Adam,  nasz  radca,  czeka  już  na  panią  i  pana 
McKennę w sali konferencyjnej.

Usłyszały lekki trzask i po chwili podszedł do nich Mac. Jessie poczuła, że jej 

puls  mimowolnie  przyspiesza.  W  eleganckim,  szarym  garniturze  wyglądał 

background image

niezwykle  przystojnie.  Nie  miała  jednak  czasu,  żeby  go  podziwiać,  bo  Taryn 
szybko przeprowadziła ich na koniec korytarza.

– Lepiej już idźcie, to pilne. Adam czeka – poganiała ich bez przerwy.
Mac odruchowo położył jej rękę na ramieniu, ale cofnął ją szybko jak oparzony. 

Mimo to poczuła ciepły dreszcz, przebiegający przez jej ciało. Co takiego było w 
tym  mężczyźnie,  że  doprowadzał  jej  zmysły  do  szaleństwa?  Czuła  zapach  jego 
wody  kolońskiej  i  jej  ciało  drżało  z  napięcia.  Ciekawe,  jak  wytrzyma  następne 
pięćdziesiąt lat, jeśli nadal będzie tak reagowała na męża siostry!

– Dziękuję, że przyszłaś – szepnął jej do ucha. – Wiem, że robisz to dla Jenny, 

ale  jestem  ci  bardzo  wdzięczny.  A  teraz  pamiętaj,  żeby  się  zdziwić  –  dodał, 
naciskając klamkę.

– Gratulacje! Niespodzianka. – usłyszeli chór radosnych głosów zaraz po tym, 

jak drzwi się otworzyły.

Natychmiast  otoczyły  ich  roześmiane  twarzy  i  zewsząd  dobiegały  żartobliwe 

życzenia. Jessie wcale nie musiała udawać zaskoczenia. Czuła się dość niezręcznie, 
oszukując  tych  miłych  ludzi,  ale  nie  miała  innego  wyjścia.  Uśmiechała  się  z 
trudem,  dziękowała  za  życzenia  i  odpowiadała  na  pytania  o  miesiąc  miodowy  i 
suknię ślubną. To ostatnie na szczęście nie sprawiło jej kłopotu.

Kiedy już wszyscy ich uściskali i poklepali po plecach, Adam rozlał szampana i 

wzniósł głośny toast.

Jessie  upiła  mały  łyk  i  zaciekawiona  rozglądała  się  po  twarzach 

współpracowników Maca. Ku jej zdumieniu atmosfera w firmie była bardzo ciepła, 
niemal  rodzinna.  To  ją  zaskoczyło,  spodziewała  się  raczej  sztywnej,  bezdusznej 
grzeczności.  Tymczasem  wszyscy  byli  dla  nich  bardzo  serdeczni  i  zdawali  się 
cieszyć ich szczęściem.

Po  chwili  Taryn  zaprowadziła  ich  do  stołu,  gdzie  królował  wielki  tort 

ozdobiony ich imionami. Ktoś wręczył im duży nóż i zaczęli kroić ciasto.

– Jaka zgodność ruchów! Świetnie wam idzie! – zawołał starszy mężczyzna. –

To dobrze wróży, uwierzcie mojemu doświadczeniu!

– A teraz prezenty! – zawołała Taryn, kiedy już każdy dostał kawałek tortu.
– Ej, poczekaj! – powstrzymał ją Adam. – Należy nam się coś jeszcze! Gdzie 

pocałunek na szczęście?

Jessie  drgnęła  przestraszona.  Ma  pocałować  Maca?!  Powinna  była  to

przewidzieć! Wtedy na pewno nie zgodziłaby się tu przyjść.

Poczuła, że Mac  również zesztywniał, ale  na  szczęście lepiej poradził  sobie z 

tym kłopotliwym żądaniem.

background image

– Żartujesz, w miejscu pracy? – udał oburzenie. – Nie mogę tego zrobić. To by 

źle wpłynęło na wasze morale!

Wysoki blondyn zawołał:
–  Nie  rozumiemy,  dlaczego  się  opierasz!  Każdy  z  nas  chętnie  cię  zastąpi!  –

Zaśmiał się, widząc spojrzenie szefa i szybko dodał: – Za karę dostaniesz mniejszy 
prezent!

Ponowny wybuch śmiechu i gromkie brawa na szczęście przerwały tę dyskusję 

i temat wygasł. Przez tłum przecisnęła się Taryn z dwoma pakunkami.

–  Proszę,  to  dla  pani.  –  Podała  Jessie  większą  paczkę.  –  Musi  pani  zaraz 

otworzyć.

Jessie postawiła na stole ciężkie pudełko i z ciekawością zdejmowała ozdobny 

papier. Po chwili ze zwojów tektury i folii wyciągnęła wspaniałą kryształową wazę.

– Jaka piękna! – powiedziała wzruszona. – Dziękuję.
–  To  nie  wszystko!  –  zawołała  podekscytowana  Taryn.  –  Proszę  zajrzeć  do 

środka.

Mac  pomógł  jej  podnieść  pokrywę  i  wyjęli  ze  środka  cały  pęk  karnetów 

obiadowych do różnych restauracji.

–  Wiemy,  jak  długo  pracujecie,  więc  nie  będziecie  mieć  czasu  na  domowe 

posiłki  –  wyjaśnił  Adam.  –  Wybraliśmy  praktyczny  prezent,  który  ułatwi  wam 
życie.

– Dzięki! – Uśmiechnął się Mac. – Na pewno się nie zmarnują.
Po czym, zachęcany głośnymi okrzykami, rozpakował swój prezent. W środku 

znalazł  dwie  ramki  ze  zdjęciami.  Na  jednym  z  nich  była  Jenna,  na  drugim  on. 
Podpis pod zdjęciami głosił: „Abyście w ogóle pamiętali, jak wyglądacie!"

Jessie  przyłączyła  się  do  ogólnego  wybuchu  śmiechu  i  żarcików,  ale  w  głębi 

duszy poczuła smutek. Właśnie zrozumiała, jak naprawdę wygląda życie Maca i jej 
siostry. Te żarty były niewinne, ale uświadomiły jej, jak wiele oboje poświęcają dla 
pracy i kariery..

–  Dobry  pomysł  –  zawołał  Mac.  –  Pozwolicie  jednak,  że  wymienię  Jennie 

swoje zdjęcie. To chyba włożyliście przez złośliwość, wyglądam na nim okropnie.

– To ja wybierałem! – zawołał blondyn. – Jenna, jeszcze możesz zrezygnować! 

– przekonywał żartobliwie. – Zastanów się, czy naprawdę tego chcesz!

Mac pogroził mu żartobliwie i śmiał się razem ze wszystkimi.
– Dziękujemy wam! To było bardzo miłe, ale teraz naprawdę czas już wracać 

do pracy!

Pokój wypełniły udawane jęki rozczarowania. Pożegnali się z całym zespołem i 

background image

Mac poprowadził Jessie do wyjścia.

–  To  było  chyba najdłuższe pół  godziny w  moim życiu  –  jęknęła  i  opadła  na 

najbliższy fotel.

Otworzyła torebkę i wyjęła proszki przeciwbólowe.
– Ja też poproszę – odezwał się ciężko Mac.
Podała mu tabletki i zerknęła na niego z ciekawością. Rzeczywiście, wyglądał, 

jakby go coś gnębiło.

–  Proszę,  mam  nadzieję,  że  ci  pomogą.  Dlaczego  tak  się  zdenerwowałeś? 

Myślisz, że coś podejrzewają?

–  Nie,  ale było blisko.  Słyszałem,  jak Adam i  Taryn zastanawiali się, czy nie 

jesteśmy pokłóceni.

– Dlaczego przyszło im to do głowy? – zdziwiła się.
– Obserwowali każdy mój ruch i widzieli, że przez cały czas trzymałem ręce w 

kieszeniach. Zazwyczaj tak się nie zachowuję.

–  Hmm,  masz  rację  –  zamyśliła  się.  –  Nawet  ja  zauważyłam,  że  zwykle

trzymasz Jennę za rękę albo obejmujesz ją w talii.

Uniósł brwi zdziwiony.
– Naprawdę to zauważyłaś?
–  Tak.  –  Kiwnęła  głową.  –  Bardzo  mi  się  to  podobało.  Niewielu  mężczyzn 

potrafi publicznie okazywać uczucia.

Spojrzał na nią dziwnie.
– Nie chciałbym cię rozczarować, ale nie wiem, czy to kwestia uczuć. To raczej 

poczucie  odpowiedzialności  za  kobietę,  z  którą  jestem.  Moja  matka  jest  bardzo 
ciepłą osobą, i to ona wpoiła mi takie zachowanie.

– Musi być wyjątkowa, jeśli zdołała nauczyć cię okazywania bliskości.
–  Nie  przesadzaj  z  tą  bliskością  –  przerwał  jej  z  dziwną  miną.  –  Nigdy  nie 

byłem specjalnie  wylewny.  Ale biorąc  pod  uwagę los  mojego brata, myślę,  że to 
zrozumiałe.

Patrzyła  na  niego  w  milczeniu  i  widziała  cierpiącego  małego  chłopca,  który 

patrzy bezsilnie na śmierć brata. Tak bardzo chciałaby go teraz przytulić i pomóc 
mu uporać  się z bolesnymi wspomnieniami.  Wiedziała  jednak,  że to  niemożliwe. 
Takie  zachowanie  byłoby  zbyt  ryzykowne.  Bała  się,  że  mogłaby  nie  zapanować 
nad własnymi uczuciami.

Powoli  zaczęło  do  niej  docierać,  dlaczego  chciał  poślubić  kobietę,  której  nie 

kochał, dlaczego nie chciał mieć dzieci. Wydawało mu się, że wzajemny szacunek i 
wspólne cele zawodowe wystarczą do w miarę szczęśliwego życia. Nie dziwiła się 

background image

już, że chciał się schronić za takim murem. Jako młody chłopak wiele stracił i nie 
chciał  ponownie  ryzykować.  Bał  się,  że  drugi  raz  mógłby  nie  przeżyć  odejścia 
kogoś,  kogo  kochał.  To  przykre,  ale  ostatecznie  to  nie  ona  powinna  się  tym 
martwić. Jenna niewątpliwie wiedziała, jakie są uczucia Maca i najwyraźniej jej to 
nie przeszkadzało.

Jessie bardziej martwiły jej własne uczucia. Wołałaby, żeby Mac okazał się tym 

bezdusznym  pracoholikiem,  za  jakiego  go  miała.  Tymczasem  odkrywała  w  nim 
wrażliwego, odpowiedzialnego, czułego mężczyznę.

Uświadomiła  sobie,  że  chociaż  ostatnie  dni  nie  były  łatwe,  nie  żałuje,  że 

spędziła je w towarzystwie Maca. Dzięki temu lepiej go poznała.

Ale to już koniec, powiedziała sobie stanowczo. Od dzisiaj dość udawania.

background image

Rozdział 6

–  Dziękuję,  Jessie  –  powiedział  Mac,  patrząc  na  nią  z  wdzięcznością.  –  Po 

prostu dziękuję, że jeszcze raz zgodziłaś się mnie uratować.

Usiedli właśnie przy stoliku popularnej restauracji i czekali na kelnera.
–  Jeśli  nie  pojawię  się  z  narzeczoną w  gabinecie  wielebnego  Millera  w  ciągu 

godziny,  ślubu  nie będzie  –  ciągnął  Mac.  –  Uwierz,  nie  męczyłbym  cię,  gdybym 
miał inne wyjście.

Jessie nie odpowiadała. Czuła, że jest u kresu wytrzymałości. Ledwie otrząsnęła 

się  z  wczorajszej  maskarady  i  obiecała  sobie,  że  nigdy  już  tego  nie  powtórzy. 
Tymczasem nie minęła nawet doba, a już złamała swoją obietnicę. Coraz bardziej 
grzęzła w gąszczu kłamstw i półprawd i bardzo źle się z tym czuła.

Ale nie umiała odmówić pomocy Macowi. Dlatego teraz siedzieli w restauracji 

i  próbowali  ustalić  wspólną  wersję  odpowiedzi  na  wszystkie  ewentualne  pytania 
pastora.

Słuchała  słów  Maca  i  po  raz  kolejny  zastanawiała  się,  jakim  cudem  dała  się 

wpędzić w tę niewygodną sytuację.

Do stolika podszedł kelner, przyjął zamówienie i zniknął bezszelestnie.
– Jaki więc mamy plan? – spytała po chwili i ciężkim westchnieniem.
–  Powinniśmy  przewidzieć  wszystkie  pytania  pastora.  Może  zapytać,  jak  się 

poznaliśmy,  ale  to  wiesz.  Jeśli  chodzi  o  sprawy  majątkowe,  mamy  intercyzę,  w 
razie rozwodu każdy bierze to, co wniósł. Zarobki rozliczamy oddzielnie.

Patrzyła na niego zszokowana. To wszystko brzmiało tak chłodno i bezdusznie. 

Nie  wiedziała,  jak  można  decydować  się  na  ślub  i  jednocześnie  ustalać  podział 
majątku.

– Czy to wszystko jest konieczne? – spytała z powątpiewaniem.
–  To  obecnie  norma.  –  Mac  wzruszył  lekko  ramionami.  –  Nie  planujemy  od 

razu rozwodu. Po prostu osobne zarządzanie pieniędzmi jest dużo prostsze, oboje z 
Jenną zgadzamy się co do tego.

– Skoro tak... Zresztą to wasza sprawa – zgodziła się.
Poprawił się na krześle i powoli upił długi łyk soku.
–  Jeszcze  jedna  sprawa  –  na  pewno  zapyta  o  dzieci.  Tutaj  też  mamy  jedno 

stanowisko. Oboje nie chcemy być rodzicami.

Pokiwała  smutno  głową.  Nie  rozumiała  takiej  postawy,  ale  teraz  wiedziała 

chociaż, z czego ona wynika.

background image

– Zatrzymam swoje opinie dla siebie, obiecuję – odezwała się sztywno.
– Zdaje się, że w twoim głosie słyszę dezaprobatę – powiedział, patrząc na nią 

uważnie. – Dlaczego to potępiasz? Wiele par nie chce mieć dzieci.

–  To  nie  była  dezaprobata  –  zaprotestowała.  –  Po  prostu  nie  umiem  sobie 

wyobrazić,  że  można  podjąć  taką  decyzję.  Zawsze  marzyłam  o  dużej  rodzinie. 
Takiej,  jakie  widziałam  w  domach  moich  przyjaciół,  kiedy  dorastałam,  ze 
wspólnymi posiłkami i rodzinnymi zwyczajami. W mojej rodzinie jedyna tradycja 
to niedzielny obiad przyrządzany przez Henriego.

– Niektórzy nie mają nawet tego – zauważył.
– Wiem. Kocham moją rodzinę i nauczyłam się ich akceptować ze wszystkimi 

dziwactwami. Na szczęście mam sprawdzonych przyjaciół, którzy wiele dla mnie 
znaczą. Razem obchodzimy imieniny, bywamy na rodzinnych uroczystościach, są 
dla  mnie  namiastką  prawdziwego  ogniska  domowego.  Ale  pewnego  dnia 
chciałabym mieć własną rodzinę.

Do stolika podszedł kelner z jedzeniem, i to przerwało jej wywód. Może dobrze 

się stało, pomyślała, chyba za bardzo dała się ponieść emocjom. Po co właściwie 
opowiada mu to wszystko?

Spojrzała  na  swój  talerz.  Kurczak  i  sałatka  wyglądały  wspaniale,  ale  nagle 

straciła apetyt. Cała ta sytuacja była dla niej stanowczo zbyt dziwna. Ciekawe, ale 
ani Mac, ani jej siostra nigdy ani słowem nie wspomnieli o miłości. Jak mogli w 
ogóle decydować się na małżeństwo, jeżeli nic do siebie nie czuli? Sama nigdy nie 
zdecydowałaby się na taki krok. Nie wyobrażała sobie, jak można spędzić życie z 
człowiekiem,  do  którego  nie  czuje  się  nic  poza  szacunkiem  i  sympatią.  Ale 
oczywiście,  jeśli  Jenna będzie  z tym szczęśliwa,  jej  nie pozostaje nic  innego, jak 
zaakceptować ten niezrozumiały wybór.

Jednak  myśl  o  tym,  że  Mac  będzie  żył  w  związku  bez  silniejszego  uczucia, 

dziwnie ją zasmucała.

Przed oknami restauracji zatrzymała się grupa uczniów w strojach sportowych i 

nawet przez grube szyby do gości dobiegały ich głośne śmiechy i przekomarzania.

Zauważyła, że Mac również ich obserwował. Nagle na jego twarzy pojawił się 

dziwny wyraz, najwyraźniej coś przyszło mu do głowy.

– Wspominałaś, że nie chcesz być dyrektorką, bo to odebrałoby ci bezpośredni 

kontakt z dziećmi, pamiętasz – powiedział, patrząc na nią z namysłem.

–  No,  cóż...  Pamiętam  oczywiście,  ale...  –  plątała  się,  zaskoczona  tą  nagłą 

zmianą tematu.

– Właśnie wpadłem na świetny pomysł – oświadczył wyraźnie z siebie dumny. 

background image

– Możesz przecież być dyrektorką, a jednocześnie prowadzić drużynę szkolną albo 
jakieś kółko zainteresowań... To pozwoliłoby ci upiec dwie pieczenie przy jednym 
ogniu. Jak myślisz, czy to nie jest doskonałe rozwiązanie?! – zakończył wyraźnie 
uradowany.

Jessie  zszokowana  odłożyła  sztućce  i  spojrzała  na  niego  z  nagłą  irytacją.  Co 

najlepszego  przyszło  mu  do  głowy?  I  dlaczego  w  ogóle  wtrącał  się  w  jej  życie! 
Tym  bardziej,  że  najwyraźniej  nic  nie  rozumiał.  Żadne  kółko  zainteresowań  nie 
zastąpi codziennego, bliskiego kontaktu z uczniami. Dyrektor miał kontakt głównie 
z innymi nauczycielami, i to z nimi musiał pracować. Wątpiła, czy dobrze czułaby 
się w tej roli.

–  Mac,  dziękuję  za  radę,  ale  chyba nie  rozumiesz,  co  jest dla mnie  naprawdę 

ważne  w tej  pracy. Treningi czy inne  zajęcia są dużo  rzadsze,  a zresztą to  nie to 
samo,  co  nauczanie  –  tłumaczyła  w  miarę  opanowanym  głosem.  –  A  zresztą  nie 
jesteśmy  tu  po  to,  żeby dyskutować  o  mojej  karierze  –  dodała chłodno.  –  Lepiej 
zastanówmy się, o co jeszcze może spytać pastor.

–  Przepraszam,  masz  rację  –  powiedział  Mac  lekko  zmieszany.  –  Chciałem 

tylko pomóc...

Wchodząc  do  gabinetu  pastora,  Mac  miał  wrażenie,  jakby  znowu  był  małym 

chłopcem i po raz kolejny został wezwany do dyrektora. To pewnie przez to stare 
biurko i obite boazerią ściany, tłumaczył sobie.

Ale, co śmieszne, w żołądku czuł ten sam ucisk, a sumienie, tak jak kiedyś, nie 

dawało mu spokoju. I wtedy i teraz czuł się winny za to, co narozrabiał.

–  Cieszę  się,  że  wreszcie  was  poznałem,  moi  drodzy  –  uśmiechnął  się  ciepło 

wielebny Miller i uścisnął ich ręce.

– Muszę przyznać, że po tym, jak już dwa razy odwołaliście wizytę, myślałem, 

że zaczęliście się wahać.

– Nic podobnego, ojcze – zapewnił Mac gorąco. – To tylko napięte terminarze 

w pracy.

– To mnie cieszy, bałem się, że macie jakieś wątpliwości co do małżeństwa. –

Pastor popatrzył na nich uważnie.

– Przyznam, że zaskoczyliście mnie wyborem miejsca na ślub. Jak wpadliście 

na pomysł, żeby urządzić ceremonię w Muzeum Sztuki Nowoczesnej?

– To był pomysł organizatorki naszego przyjęcia, prawda, Jenna?
–  Tak  –  przytaknęła  szybko  Jessie.  –  Powiedziałam,  że  chciałabym,  aby 

przyjęcie  odbyło  się  w  jakimś  oryginalnym,  nietuzinkowym  miejscu  i  ona  po 

background image

namyśle zaproponowała muzeum.

– Wielebny wskazał im wąską kanapę, a sam usiadł na krześle za biurkiem.
– Spocznijcie, proszę. Chwilę to potrwa, ponieważ chcemy zmieścić kilka nauk 

na jednym spotkaniu, usiądźcie więc wygodnie.

Mac ochoczo zajął miejsce, a Jessie nie miała innego wyjścia, jak usiąść obok 

niego. Stara i wysłużona kanapa była tak wąska, że ich kolana i łokcie niemal się 
splatały.

Mac  również  nie  był  zachwycony  tą  bliskością.  Zirytowany  pomyślał,  że  to 

istotnie  jest  miejsce  dla  zakochanych.  I  tylko  dla  nich.  Ale  on  chciałby  być  jak 
najdalej od kobiety, której sama obecność przyprawiała go o frustrację.

Nigdy dotąd nie reagował tak na żadną kobietę. Złościło go, że sam jej  dotyk 

doprowadzał do tego, że czuł się jak napalony nastolatek.

Jak  przez  mgłę  dotarło  do  niego  pytanie  pastora,  –  Nie,  oczywiście,  że  nie 

jestem zdenerwowany – odpowiedział pospiesznie.

I  nawet  nie  było  to  kłamstwo,  bo  właśnie  w  tym  momencie  postanowił,  że 

jedyne  co  może  zrobić,  to  usunąć  źródło  tego  napięcia.  A  w  każdym  razie 
uodpornić się na nie. Musi wytworzyć jakąś barierę, która będzie oddzielała go od 
tej kobiety, a wtedy jego zdenerwowanie z pewnością zniknie.

–  Większość  par,  kiedy  już  usiądzie  tu  przede  mną,  zachowuje  się  trochę 

nerwowo  –  uśmiechnął  się  pastor.  –  Sam  nie  wiem  czemu,  przecież  to  nie  boli, 
zapewniam.

Mac był zaskoczony nieformalnym tonem spotkania, który narzucił duchowny. 

Spodziewał  się  raczej  surowego  przepytywania,  ale  to  dobrze,  może  dzięki  temu 
uda im się szczęśliwie odegrać kolejny akt tej farsy.

– Macie jakieś konkretne pytania? Problemy, które chcielibyście poruszyć?
– Nie. – Mac pokręcił głową. – Proszę, niech ojciec prowadzi to spotkanie tak 

samo jak zawsze.

– Dobrze – zgodził się pastor i przeszedł do rzeczy: – Dostałem wasz faks ze 

szczegółami dotyczącymi ślubu i wesela. Wygląda na to, że rzeczywiście wszystko 
jest  świetnie  zorganizowane.  Pomówmy  więc  o  was.  Gdzie  się  spotkaliście,  jak 
długo się znacie, kiedy postanowiliście się pobrać?

Mac  miał  wrażenie,  że  napięcie  Jessie  promieniowało  na  całe  pomieszczenie. 

Zauważył, że oddycha z trudem i nerwowo przebiera palcami. Nie chciał, żeby aż 
tak to przeżywała. Ujął więc delikatnie jej dłoń, a jednocześnie zaczął opowiadać, 
jak poznał Jennę, kiedy cztery lata temu dołączyła do ich zespołu, jak podziwiał jej 
zaangażowanie w pracę, jak po jakimś czasie awansowała na wspólnika, a w końcu 

background image

jak odkryli, że świetnie do siebie pasują.

Zakończył opowieść i kątem oka zerknął na Jessie. Wydawało się, że trochę się 

uspokoiła. Uśmiechnęła się lekko, dając mu znać, że docenia jego gest. Dobrze, że 
nie zdawała sobie sprawy, jakie wrażenie robił na nim każdy, nawet jej najbardziej 
niewinny uśmiech.

–  To  wspaniale, że  tak  dobrze  układa  wam  się  w  pracy.  –  Pastor z  uznaniem 

pokiwał  głową.  –  Ale  praca  to  przecież  nie  wszystko.  Powiedzcie  o  sobie  coś 
więcej, czy macie jakieś wspólne zainteresowania, pasje... Może sport albo podróże 
– podpowiadał, widząc ich milczenie.

Mac  zamarł  zmieszany.  Praca  była  całym  jego  życiem,  nie  miał  czasu  na  nic 

innego.

–  Cóż,  pewnie  niedługo  gdzieś  wyjedziemy.  –  Jessie  starała  się  ratować 

sytuację.  – Słyszałam,  że  Arkansas  jest  cudowne jesienią,  kiedy z  drzew opadają 
liście.

Tym razem to on spojrzał na nią z wdzięcznością.
– Chciałabym zobaczyć Hot Springs, słyszałam, że to piękne miasto – ciągnęła 

dzielnie. – Pełne zabytków i cudów natury.

– Ty też chciałbyś tam pojechać, Mac? – spytał pastor, bawiąc się długopisem i 

zerkając na niego spod oka.

–  Oczywiście  –  zapewnił  żarliwie  i  czekał,  aż  trafi  go  piorun  z  nieba  za 

wierutne kłamstwo w tak świątobliwym miejscu.

Piorun  nie  uderzył,  być  może  dlatego,  że  jednak  nie  do  końca  kłamał.  Po 

zastanowieniu  musiał  przyznać,  że  gdyby  to  Jessie  była  jego  narzeczoną,  to  dla 
tych błysków w jej oczach gotów byłby pojechać choćby na koniec świata.

– Przypuszczam, że przedyskutowaliście też kwestię posiadania dzieci? – padło 

kolejne pytanie.

Oboje lekko zesztywniali.
– Cóż... postanowiliśmy poświęcić się karierze – odezwał się w końcu Mac. –

Uznaliśmy więc, że w tych okolicznościach nie byłoby w porządku decydować się 
na dziecko.

Pastor uważnie patrzył na milczącą Jessie.
– Jesteś dziwnie cicha. Ty też tak myślisz? Nie czujesz słynnego tykania zegara 

biologicznego?  –  pytał  z  lekkim  uśmiechem,  ale  jego  spojrzenie  było  nad  wyraz 
poważne.

–  Nie  przejmujesz  się  naleganiami  ze  strony  rodziny?  To  oczywiście  nie  są 

najważniejsze powody, ale czasami warto wziąć je pod uwagę.

background image

Mac wstrzymał oddech z napięcia, ciekaw, czy Jessie dotrzyma tajemnicy.
–  Z  pewnością  ma  ojciec  rację,  ale  podjęliśmy  inną decyzję. Nasza praca  jest 

bardzo  wymagająca,  ale  mamy  nadzieję,  że  przynosi  wiele  dobra.  Walczymy  o 
lepszy los dla ofiar błędów lekarskich i nieuczciwych firm ubezpieczeniowych. W 
tej  sytuacji  nie  mamy  wiele  czasu  na  własne  rodzicielstwo.  A  z  rodziną  sobie 
poradzimy.  Moja  siostra  chce  mieć  całą  gromadkę  maluchów,  mnie  więc 
przypadnie  bezpieczna  rola  rozpieszczającej  siostrzeńców  ciotki.  –  Mac  słuchał 
tych słów i nie wiadomo dlaczego, serce ściskało mu się z żalu. Przypomniał sobie, 
jak jeszcze niedawno Jessie opowiadała o tym, jak bardzo chciałaby mieć własną 
rodzinę.  Prawie  dał  się  wtedy  przekonać.  Musiał  użyć  całej  siły  woli,  aby 
przypomnieć sobie, że jego priorytety są zupełnie inne. I nie ma w nich miejsca na 
nierealne  marzenia  o  stałości  i  bezpieczeństwie;  ani  na  naiwne  wierzenia,  że 
wszystko zawsze będzie dobrze, a najbliżsi stale będą przy tobie.

–  Hmm,  wygląda  na  to,  że  rzeczywiście  wszystko  macie  przemyślane  –

odezwał  się  pastor  z  ledwo  wyczuwalnym  smutkiem.  –  Jesteście  jeszcze  młodzi, 
mam  nadzieję,  że  kiedyś  zmienicie  zdanie.  A  teraz  dwa  kolejne  trudne  tematy  –
pieniądze  i  seks.  Obie  te  sprawy  wywołują  mnóstwo  niepotrzebnych  stresów  w 
małżeństwie, więc...

Mac poczuł, że jeszcze chwila i nie wytrzyma tego napięcia.
– Moglibyśmy trochę przyspieszyć? – spytał grzecznie, spoglądając na zegarek. 

–  Jeśli  chodzi  o  kwestie  majątkowe,  sprawa  jest  prosta.  Ustaliliśmy,  że 
sporządzimy  intercyzę,  i  każde  z  nas  będzie  się  oddzielnie  rozliczało.  Jak  ojciec 
widzi,  w  tym  także  jesteśmy  zgodni  –  zapewnił  pospiesznie.  –  Ale  jeśli  nie 
dopilnujemy  wszystkiego  w  pracy,  to  niestety  nie  będzie  miodowego  miesiąca  –
dodał, wstając z kanapy.

Pastor pokiwał głową.
– Wygląda na to, że rzeczywiście wszystko już przedyskutowaliście. W takim 

razie do zobaczenia w muzeum – uśmiechnął się lekko.

– Oczywiście. – Mac uścisnął rękę duchownego. – Proszę pamiętać, że wjazd 

na parking podziemny jest za budynkiem.

– A przyjęcie zaraz potem w „Grand Maison" – zdążyła dodać Jessie.
–  Z  przyjemnością  przyjdę.  Widać,  że  oboje  jesteście  zdecydowani.  Z 

niecierpliwością czekam, aż będę mógł pobłogosławić wasz związek.

Mac  wypadł  z  gabinetu,  jakby  coś  go  goniło.  Nie  wiedział,  czy  bardziej 

próbował uciec od niepokojącej bliskości Jessie, czy od mądrego spojrzenia starego 
pastora.

background image

– Chyba było całkiem w porządku, nie sądzisz? – spytała Jessie.
Owszem,  w  porządku,  przyznał  w  duchu.  Ale  wiedział,  że  nie  będzie  w 

porządku, jeśli złoży przysięgę małżeńską Jennie, a równocześnie będzie myślał o 
wspólnych  wyjazdach,  małżeństwie,  a  nawet...  dzieciach  z  jej  siostrą!  Każdy 
normalny człowiek uznałby go za łajdaka, gdyby zrobił coś takiego. Sam skazałby 
się na rozstrzelanie albo powieszenie, zależy, co jest bardziej bolesne.

–  Dlaczego  nie  odpowiadasz?  –  Zerknęła  na  niego  zaniepokojona.  –  Coś  nie 

tak? Wolałbyś, żebym inaczej odpowiadała na jego pytania?

– Nie, skąd – zapewnił pospiesznie. – Dla mnie to też był duży stres, w końcu 

nie  co  dzień  oszukuje  się  duchownego.  Po  prostu  musiałem  chwilę  odetchnąć  –
wyjaśnił.

–  Ale  ja  również  zaczynam  mieć  tego  dość  –  oznajmił  zdecydowanie.  –

Najwyższy czas, żeby twoja siostra wróciła. Wieczorem do niej zadzwonię. I lepiej, 
żeby odebrała i wyjaśniła mi kilka spraw.

–  Rozumiem,  że  jesteś  zły  –  próbowała  go  uspokoić.  –  Ale  obawiam  się,  że 

Jenna może być zajęta...

– Wyrażę się jasno – przerwał jej ostro i potrząsnął głową.
– Jeżeli będziesz z nią rozmawiała, przekaż jej, że jeśli nie  skontaktuje  się ze 

mną do wieczora, odwołam ślub!

Późnym  wieczorem  Mac  siedział  w  swoim  gabinecie  i  delektował  się  ciszą 

wypełniającą  całe  biuro.  Ostatni  pracownicy  wyszli  trzy  godziny  temu,  wreszcie 
był sam i mógł się skoncentrować na pracy.

Ale  niestety,  mimo  nieustannych  wysiłków  nie  potrafił  skupić  się  nad  aktami 

kolejnej  sprawy.  Łapał  się  na  tym,  że  wciąż  czyta  to  samo  zdanie  i  nie  potrafi 
powtórzyć  jego  treści. To  pewnie przez  to  całe zamieszanie związane ze  ślubem, 
przekonywał sam siebie.

Nie,  potrząsnął  głową,  nie  powinien  się  oszukiwać.  To  nie  była  prawda.  W 

głębi duszy wiedział, że jego największym problemem była Jessie i to, jak na nią 
reagował. Sam był tym zaszokowany, nigdy dotąd nie zdarzyło mu się, żeby sama 
obecność kobiety tak na niego działała.

Kiedy  podczas  wizyty  u  pastora  z  błyskiem  w  oku  opowiadała  o  tym,  jak 

bardzo  chciałaby  zobaczyć  Hot  Springs,  przez  jego  głowę  przetaczały  się  takie 
wizje,  że  sam  czuł  się  zawstydzony.  Gotów  byłby  w  tym  momencie  iść  za  nią 
wszędzie. Patrzył na jej  zgrabną figurę, piękną twarz, widział pełne pasji iskry w 
oczach i miał ochotę choćby natychmiast rezerwować bilety.

background image

Ale jednocześnie wszystkie te odczucia budziły w nim lęk i poczucie bezsensu. 

Wkrótce  miała  przecież  zostać  jego  szwagierką.  Poza  tym  Jessie  była  kobietą  z 
innego świata. Nigdy nie ukrywała, jak ważna była dla niej rodzina i dzieci i jak 
mało ceniła karierę i dążenie do sukcesu.

Co się więc z nim działo?
To wszystko przez nieobecność Jenny, zdecydował. Gdyby tak nieoczekiwanie 

nie  wyjechała  z  miasta,  nigdy  nie  doszłoby  do  tego  wszystkiego.  Tymczasem 
sytuacja ułożyła się tak, że czuł się jak skazaniec na kilka dni przed egzekucją.

Nagle ciszę przerwał dzwonek telefonu.
– Cześć, Mac! – usłyszał w słuchawce.
Od  razu  ją  rozpoznał.  Jenna  mówiła  dynamicznie,  silnie  akcentując  sylaby, 

podczas gdy głos Jessie był łagodny i spokojny, ale przy tym seksowny jak diabli. I 
co  z  tego,  upomniał  się.  Nie  potrzebował  przecież  żadnego  iskrzenia,  tylko 
odpowiedzialnego partnera w życiu i w interesach!

– Witaj, Jenna – odezwał się chłodno. – Czy możesz mi wreszcie wyjaśnić, co 

się dzieje?

– Zostawiłam ci przecież wiadomość, że wszystko u mnie w porządku – mówiła 

lekkim tonem, najwyraźniej w ogóle nie przejmując się jego złością.

– I uważasz, że to powinno mi wystarczyć? – spytał z niedowierzaniem.
Usłyszał lekkie westchnienie.
– Zgoda, masz rację, należy ci się jakieś wyjaśnienie. Jest pewien problem, ale 

nie taki, jak pewnie przypuszczasz. Naprawdę byłam w wielkim stresie i uznałam, 
że muszę wyjechać na jakiś czas i poukładać sobie wszystko. Chciałam wrócić już 
kilka dni temu, ale nagle dostałam jakiejś okropnej alergii na krem. Nie mogłabym 
nikomu  pokazać  się  w  takim  stanie.  Siedzę  więc  w  gabinecie  kosmetycznym, 
chodzę do lekarza i staram się doprowadzić do normalnego stanu.

Uff, to brzmiało logicznie.
– Ale nic ci nie jest? – spytał z troską.
–  Pomijając  fakt,  że  mam  twarz  jak  po  ospie,  to  wszystko  w  porządku.  Nie 

wyobrażasz  sobie,  jak to  wygląda  –  jęknęła  głucho. –  Katastrofa!  Żaden  makijaż 
nie byłby w stanie tego zatuszować!

Westchnął ciężko. Teraz wreszcie zaczynał coś rozumieć. Wiedział, jak bardzo 

Jenna była wrażliwa na punkcie swojego wyglądu. Nie wątpił, że takie zdarzenie 
wytrąciło ją z równowagi.

–  Gdzie  jesteś?  Mogę  ci  jakoś  pomóc?  Może  powinienem  sprowadzić  ci 

lekarza?

background image

–  Dziękuję,  ale  na  szczęście  daję  sobie  radę.  Jestem  w  Austin,  na  farmie 

piękności.  Są  tu  najlepsi  specjaliści,  obiecali,  że  do  piątku  doprowadzą  mnie  do 
porządku.

– Wrócisz więc dopiero w piątek? – jęknął wyraźnie rozczarowany.
Zaśmiała się lekko.
– Wierz mi, to dla twojego dobra. Nie chciałbyś mnie oglądać w takim stanie. 

Zresztą,  wszystkie  kwestie  związane  ze  ślubem  są  dopięte  na  ostatni  guzik,  nie 
musisz  się  niczym  martwić.  Lepiej  weź  przykład  ze  mnie  i  odpocznij  trochę. 
Właśnie  brałam  masaż,  kiedy  zadzwoniła  do  mnie  Jessie  i  przedstawiła  twoje 
ultimatum. Chyba oboje za bardzo się wszystkim przejmujecie.

– Nie wiesz nawet, co przeszliśmy przez ostatnie dni – tłumaczył. – Najpierw 

bal, potem przyjęcie niespodzianka w firmie, a dzisiaj jeszcze wizyta u pastora. I 
wszędzie musieliśmy oszukiwać. Wolę nie myśleć, co jeszcze nas czeka. Boję się, 
że wszystko w końcu się wyda, dlatego wolałbym, żebyś wróciła jak najszybciej –
nalegał.

– Mac, przecież wiesz, że to absolutnie niemożliwe – zaprotestowała łagodnie. 

– Dopóki tak wyglądam, nikomu się nie pokażę.

Cóż, znał Jennę i wiedział, że kiedy się uprze, nic nie zdoła jej przekonać.
– W takim razie odwołam spotkanie z Craigiem w sprawie domu – mruknął do 

siebie.  – Dzwonił ostatnio i  mówił,  że ta rezydencja,  którą byłaś  zainteresowana, 
właśnie została wystawiona na sprzedaż.

– To wspaniale! – zawołała pełna entuzjazmu. – Widzieliśmy ten dom tylko z 

zewnątrz, ale jestem pewna, że w środku jest równie doskonały. Idź sam, proszę, 
jak wrócę, może być za późno.

–  To  najwyżej  zaczniemy  szukać  od  nowa,  kiedy  tylko  –  przyjedziemy  z 

podróży poślubnej. Nie mógłbym pojawić się u Craiga sam.

– Nie, ten dom nie może przepaść – naciskała. – Wymyśl jakąś wymówkę i idź 

tam!

– Co miałbym powiedzieć? – zdziwił się. – Craig zna cię zbyt dobrze, od razu 

zacząłby  coś  podejrzewać.  Poza  tym  wie,  że  sam  nie  zdecyduję  o  tak  ważnej 
sprawie, jak zakup domu.

Craig  był  przyjacielem  ich  obojga  i  miał  być  świadkiem  na  ich  ślubie.  Na 

pewno wykryłby kłamstwo.

– Więc jeśli nie ma innego wyjścia, niech Jessie pomoże ci jeszcze ten ostatni 

raz – zdecydowała.

– Jenna, to nie w porządku wobec twojej siostry – upominał ją.

background image

– Och, wiem, jakoś jej to później wynagrodzę. Ostatni raz, obiecuję. Mam już 

zarezerwowane  bilety  powrotne  na  piątek.  Powinnam  być  na  miejscu  na  tyle 
wcześnie,  żeby  zdążyć  na  próbę  uroczystości  i  potem  na  obiad  z  rodzicami. 
Dzwoniłam  już  zresztą  do  nich  i  prosiłam,  żeby  byli  dla  ciebie  mili.  Jak  więc 
widzisz, wszystko jest pod kontrolą. Zaufaj mi, będzie dobrze.

Mówiła  jak  dawna  Jenna  –  pewnym  tonem,  nie  pozostawiając  miejsca  na 

wątpliwości, ale z jakiegoś powodu jej słowa wcale go nie uspokoiły. Zbyt wiele 
dziwnych  rzeczy  zdarzyło  się  ostatnio,  żeby  mógł  podzielać  jej  niezachwianą 
pewność.

W  pogodne  czwartkowe  popołudnie  czekali  oboje  przed  domem,  który  tak 

spodobał się Jennie.

Mac  trzymał  ręce  na  kierownicy  i  dyskretnie  zerkał  na  Jessie.  Teraz,  kiedy, 

poznał  ją  lepiej,  wyraźnie  widział,  jak  bardzo  różniły  się  obie  z  siostrą,  Jessie 
promieniała  spokojną  pewnością  siebie,  której  nie  skrył  nawet  ostry  makijaż  i 
fryzura, mające ją upodobnić do Jenny.

Na szczęście zdążył już ochłonąć po spotkaniu z pastorem. I musiał przyznać, 

że rozmowa z Jenną również mu pomogła.

Jego  narzeczona  jak  zawsze  wyróżniała  się  pewnością  siebie  i  czymś,  czego 

wcześniej  nie  dostrzegał  –  odrobiną  bezwzględności  i  egoizmu.  Cóż,  to  przecież 
były cechy, które bardzo się przydawały w ich życiu zawodowym, przekonywał się 
w duchu. Zawsze wiedział, że Jenna będzie dobrym partnerem w firmie, i to było 
najważniejsze.

– Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłaś się nam pomóc – zwrócił się do Jessie. –

Wiem, że pewnie nie tak wyobrażałaś sobie te wakacje.

–  Delikatnie  powiedziane  –  mruknęła,  nie  patrząc  na  niego.  –  Nie  znosiłam 

takich przebieranek nawet wtedy, gdy byłyśmy dziećmi, a teraz jest jeszcze gorzej.

– Dlaczego więc to robisz? – spytał z autentycznym zainteresowaniem.
Jessie westchnęła ciężko.
– To w końcu moja siostra. Nie mogłabym zostawić jej na lodzie.
Musiał przyznać, że jest niezwykle lojalna.
– Nieważne, jakie masz powody. – Uśmiechnął się. – W każdym razie dziękuję. 

Jeszcze raz nas uratowałaś.

Po spotkaniu z pastorem, które oboje kosztowało wiele nerwów, był pewien, że 

zobaczy ją dopiero w piątek na obiedzie rodzinnym. Wierzył, że z Jenną u swojego 
boku  będzie  się  już  wtedy  czuł  bezpiecznie  i  spokojnie.  Kiedy  jego  narzeczona 

background image

wreszcie  wróci,  przypomni  mu  się,  co  zawsze  było  dla  niego  najważniejsze  i 
zapomni o tym dziwnym napięciu, które odczuwał w obecności Jessie.

– Ejże, same podziękowania nie wystarczą – zaśmiała się. – Zapomniałeś już, 

co  mi  obiecałeś, kiedy  próbowałeś  mnie  tu  ściągnąć? Ostrzegałam,  że  moja  cena 
jest wysoka – jeszcze dzisiaj musisz skopać mój ogródek!

– Pamiętam – zapewnił. – I oczywiście zamierzam się wywiązać.
Rzeczywiście, nie wiedział już, jakich argumentów użyć, żeby przekonać ją do 

kolejnej mistyfikacji i obiecał, że w zamian zrobi wszystko, czego zażąda. Ku jego 
zdumieniu chciała, żeby przygotował jej ogród do nasadzeń.

– Musiałam cię o to poprosić, nie mam wyjścia – tłumaczyła się. – Te rośliny 

muszą  być  szybko  posadzone,  a  w  weekend  i  tak  będzie  dużo  zamieszania  z 
waszym ślubem.

–  Nie  trzeba  mi  niczego  tłumaczyć  –  zapewniał.  –  Nie  jestem  specjalistą  od 

roślin, ale nawet ja wiem, że w taki upał powinny być jak najszybciej zasadzone.

Nie musiał oczywiście sam kopać jej ogródka. Mógłby kogoś wynająć, ale coś 

mu mówiło, że nie zgodziłaby się na to. Poza tym czuł się bardzo zobowiązany za 
wszystko, co dla nich zrobiła.

Właśnie podjechał niewielki czerwony samochodzik i wysiadł z niego Craig z 

rozwianymi włosami i nieodłączną wielką teczką. Był jego przyjacielem jeszcze ze 
studiów. Mimo nieco ekscentrycznego wyglądu i dziwacznego auta, był jednym z 
najlepszych agentów nieruchomości w okolicy.

Craig pocałował Jessie w policzek i zawołał:
–  Jenna,  cudownie  wyglądasz!  Nie  zapominaj,  że  do  ostatniej  chwili  możesz 

zmienić  zdanie.  –  I  widząc  jej  pytające  spojrzenie,  dodał:  –  Pamiętaj,  że  ja  tam 
będę!

Zaśmiali się wszyscy i Mac dodał:
– Dzięki za pomoc, stary. Jak tak dalej pójdzie, wymienię cię na wuja Maksa!
– Tak, to rzeczywiście byłoby dla ciebie bezpieczniejsze! – zaśmiał się Craig i 

wyjaśnił Jessie: – Stary Max ma brodę do pasa i awersję do mydła.

–  Poza  tym  ty  miałeś  już  swoją  szansę  –  przypomniał  mu  Mac  z  kpiącym 

uśmiechem.

– Co nie znaczy, że nie mogę znowu próbować – śmiał się Craig. – Wiesz, jak 

to  mówią,  stary,  do  trzech  razy  sztuka!  Ale  cóż,  skoro  nie  dacie  się  przekonać, 
zaczynajmy. – Otworzył furtkę i wprowadził ich na podjazd. – Myślę, że ten dom 
to.  dokładnie to,  czego  szukacie.  Ma  jedną  wadę  –  pokój  kąpielowy  mógłby być 
nieco  większy,  ale  nasz  projektant  sugeruje,  żeby  zamontować  tam  nowoczesne 

background image

jacuzzi.

– Świetny pomysł – zapalił się Mac.
–  Coś  takiego!  –  zaśmiał  się  Craig.  –  Nie sądziłem,  że  tak  ci  się  to  spodoba. 

Uważam, że prawdziwi mężczyźni nie korzystają z takich zabawek z bąbelkami –
dodał, zerkając na Jessie.

–  Ej,  nie  zrobisz  ze  mnie  lalusia!  –  protestował  Mac.  –  Korzystam  z  jacuzzi 

tylko dlatego, że lekarz mi to zalecił. Takie kąpiele dobrze robią na moje kolano. 
Ta kontuzja z młodości co jakiś czas daje znać o sobie – tłumaczył się żarliwie.

– Spojrzał z niepokojem na Jessie, ale ku swojemu zdumieniu zobaczył na jej 

twarzy dziwny, nieco wyzywający uśmiech.

Podeszła do niego powoli i pociągnęła go lekko za elegancki krawat.
– No, nie wiem, Craig – odezwała się lekko chrypiącym głosem. – Czy myślisz, 

że prawdziwa kobieta powinna się zadawać z facetem, który tak się ożywia, słysząc 
o kąpieli z bąbelkami?

background image

Rozdział 7

Mac z trudem przełknął ślinę i spojrzał na nią zaskoczony. I pomyśleć, że do tej 

pory był przekonany, że szukanie domu to nudny obowiązek. Nie wyobrażał sobie, 
że Jessie potrafi tak się bawić jego zakłopotaniem.

A  może  wcale  się  nie  bawiła?  Może  tylko  postanowiła  wejść  w  rolę  swojej 

siostry i flirtować z narzeczonym? Nie wiedział, co o tym myśleć.

Wolał  się  nawet  nie  zastanawiać  nad  tym,  co  mogłoby  się  stać,  gdyby  Jessie 

rzeczywiście chciała wcielić się w rolę kuszącej uwodzicielki.

Craig nie  zdołał odpowiedzieć na  jej  pytanie, bo  w  tym momencie  zadzwonił 

jego telefon.

– Muszę odebrać – powiedział, zerkając na wyświetlacz. – Przepraszam was na 

chwilę, rozejrzyjcie się tu trochę.

*  –  Oczywiście,  nie  przeszkadzaj  sobie  –  zapewnił  go  Mac  uprzejmie.  Ujął 

Jessie  za  łokieć  i  poprowadził  do  kuchni.  –  Pamiętaj,  że  jednym  z  głównych 
warunków  Jenny  było  to,  żeby  układ  pomieszczeń  nadawał  się  do  urządzania 
eleganckich przyjęć – szepnął, gdy Craig się nieco oddalił.

Niestety,  miał  wrażenie,  że  wcale  go  nie  słuchała.  Uważnie  rozglądała  się  po 

wnętrzu i w niczym nie przypominała kusicielki, z którą miał do czynienia jeszcze 
przed chwilą.

– Bardzo niepraktyczny kolor podłóg – zauważyła. – Takie posadzki są trudne 

do utrzymania w czystości.

– To nie ma znaczenia – odparł lekko. – Będzie przecież gosposia.
Jessie pokręciła głową i otworzyła drzwi na taras.
– Ten basen zajmuje prawie całe podwórko – powiedziała ze zdumieniem.
– To źle? – zdziwił się.
–  Nie  ma  miejsca  do  biegania  dla  psa,  nie  wspominając  już  o  dzieciach  –

wyjaśniła.

– To żaden problem, bo nie planujemy ani jednego, ani drugiego – uciął krótko.
Zauważył, że na jej twarzy pojawił się nagle dziwny wyraz.
– No tak...  Wobec tego to  wspaniały,  wielki basen. Możecie przepłynąć kilka 

długości  przed  wyjściem  do  biura.  A  nawet  rozciągnąć  siatkę  do  piłki  wodnej. 
Jenna to uwielbia, będzie jej się podobało.

Przeszli  do  imponującego  salonu,  na  środku  którego  królował  ogromny 

kominek.

background image

–  Wspaniałe  miejsce  do  przyjmowania  gości  –  odezwał  się  Mac,  mając 

nadzieję, że chociaż w tym pomieszczeniu nie znajdzie żadnej wady.

–  Jest  taki  duży...  –  mruknęła  bez  zachwytu.  –  Nie  będziecie  się  tu  czuli 

samotnie tylko we dwoje?

Ciekawe spostrzeżenie, nigdy nie przyszło mu to do głowy.
– Chodźmy lepiej obejrzeć sypialnię dla gości, a potem przejdziemy na górę –

zaproponował, sprytnie unikając odpowiedzi na jej pytanie.

– A więc wasza sypialnia jest na piętrze?
– Tak, dlaczego cię to dziwi?
–  Bo...  Zresztą  nieważne.  –  Machnęła  ręką.  –  Wybacz,  ciągle zapominam,  że 

nie wybieram domu dla siebie.

– A jaki byłby twój dom? – spytał zaciekawiony choć wiedział, że nie powinno 

to mieć żadnego znaczenia.

Uśmiechnęła się rozmarzona i bez zastanowienia zaczęła wymieniać:
– Miałby duży trawnik z huśtawką, piaskownicą i budą dla psa. Dopóki dzieci 

byłyby małe, ich pokój urządziłabym na dole. Swoją sypialnię też, żeby być blisko 
nich.  A  kiedy  już  podrosną,  przeszłyby  na  górę,  żeby  rodzice  mieli  trochę 
prywatności.

– Ile? – spytał nagle.
– Ile czego? – Nie bardzo rozumiała.
– Psów, dzieci. Ile chcesz mieć?
– Na początek jeden pies wystarczy. A dzieci co najmniej dwoje, a może więcej 

– odpowiedziała z lekkim uśmiechem i wskazała na podłogę. – Ale wtedy nie ma 
mowy  o  żadnej  kremowej  wykładzinie.  Ani  o  białych  ścianach.  Tylko  ciepłe, 
słoneczne kolory i zmywalne farby – zaśmiała się. – I wolałabym mniejsze pokoje, 
są dużo bardziej przytulne.

Mac  słuchał  tych  marzeń  o  radosnym,  ciepłym  domu,  rodzinie  i  poczuł,  jak 

przeszywa  go  nagły  ból.  Przez  jego  głowę  zaczęły  przelatywać  obrazki  z 
dzieciństwa, które starał się skryć w najdalszych zakątkach pamięci. Wspomnienie 
małego, miłego domu, jaki stworzyła im matka, radosne zabawy z bratem, kundel 
ze schroniska, którego kiedyś przyprowadzili...

Pamiętał, jak dobrze było im razem. Ale po śmierci brata cała radość znikła z 

oczu  jego  matki.  Widział,  jak  cierpi  i  wówczas  zdecydował,  że  nigdy  nie  będzie 
miał dzieci, aby nie ryzykować takiego bólu po ich stracie.

Wtedy  nie  umiał  pomóc  własnej  rodzinie,  ale  teraz  walczył  z  każdym 

przejawem nieuczciwości w szpitalach i ta praca sprawiała, że czuł się spełniony. 

background image

Jakby załatwiał dawne porachunki.

Słuchając  rozmarzonego  głosu  Jessie,  poczuł,  że  czegoś  mu  brakuje.  Nagle 

obudziło  się  w  nim  dziwne  pragnienie,  żeby  mieć  własną  rodzinę  i  przeżywać  z 
nimi wszystkie te szczęśliwe chwile.

O  czym  on  do  licha  myśli?  Kolejny  raz  zauważył,  że  to  Jessie  tak  na  niego 

wpływa. Przy niej zachowywał się inaczej niż zwykle. Budziła w nim pragnienia, o 
których wolałby zapomnieć.

Musi uciec jak najszybciej od tej kobiety i jej nierealnych fantazji.
Na szczęście właśnie nadszedł Craig.
– Przepraszam, że trwało to tak długo. Niezwykle skrupulatny klient – dodał z 

zabawnym grymasem. – No jak, jesteście gotowi do zwiedzania piętra?

Owszem, Mac był gotów. Ale do powrotu do normalnego życia, bez fantazji o 

psach,  huśtawkach,  dzieciach  i  ich  seksownej  matce...  Gdy  tylko  Jenna  wróci, 
szybko przypomni mu, dlaczego zdecydowali się być razem.

–  Dość już widzieliśmy  –  stwierdził zdecydowanym  tonem.  – Wiesz,  jakie są 

nasze  warunki  co  do  płatności.  Jeśli  to  odpowiada  właścicielowi,  przygotuj 
dokumenty i przefaksuj mi je.

Jessie  patrzyła  na  niego,  starając  się  ukryć  zdziwienie,  a  Craig  uniósł  brwi  w 

jawnym zaskoczeniu.

–  Chcesz  powiedzieć,  że  kupujesz  dom  bez  dokładnego  obejrzenia?  –  spytał 

zdumiony. – To do ciebie zupełnie niepodobne.

Mac złapał Jessie za rękę i pociągnął do drzwi.
– Wiem – oświadczył krótko. – Ale za to podobne do Jenny, ona zawsze wie, 

czego chce.

Niemal wybiegł z domu, zatrzasnął drzwi za sobą i wreszcie odetchnął.

Jessie wskazała Macowi łazienkę, gdzie miał się przebrać w robocze ciuchy, a 

sama przeszła do swojej sypialni, żeby zrobić to samo. Zmieniła elegancki kostium 
na sprane dżinsowe szorty, koszulkę i parę tenisówek. Na koniec związała włosy w 
koński ogon i była gotowa do pracy w ogrodzie.

Odkąd  tak  gwałtownie  wyciągnął  ją  z  domu,  wprowadzając  ją  i  Craiga  w 

osłupienie,  próbowała  zgadnąć,  co  takiego  się  z  nim  dzieje.  Przez  całą  powrotną 
drogę nie wyjaśnił jej, dlaczego wypadł stamtąd tak nagle, doprowadzając starego 
przyjaciela co najmniej do szoku. Było jej żal biednego Craiga, który od pierwszej 
chwili wzbudził jej sympatię.

Mac  zachowywał  się  bardzo  dziwnie,  a  przecież  ich  głównym  celem  było 

background image

ukrycie  nieobecności  Jenny  Tymczasem  jedyne,  co  zdołali  osiągnąć,  to  nowe 
podejrzenia.

Trudno zresztą spodziewać się czego innego po tym, jak wypchnął ją z domu, 

nie dając nawet czasu, żeby powiedziała „do widzenia".

Ten facet najwyraźniej potrzebował zajęcia, inaczej nie był w stanie utrzymać 

nerwów na wodzy. Na szczęście to ostatnie mogła mu zapewnić.

Przeszła na taras i zobaczyła, że Mac również zdążył się już przebrać w dżinsy i 

koszulkę.  Krótkie  spodenki  ukazywały  muskularne  uda,  a  obcisła  koszulka 
odsłaniała  silne,  umięśnione  ramiona.  Przejechała  wzrokiem  po  jego  kuszącym 
ciele i natychmiast poczuła, że krew szybciej krąży jej w żyłach. Niesamowite, ten 
facet działał na nią bardziej kusząco niż najlepsza czekolada. W gardle zaschło jej z 
wrażenia,  ale  w  porę  przypomniała  sobie, że  nie  ma prawa  tak  na  niego  patrzeć. 
Wkrótce przystojny Mac zostanie jej szwagrem.

A  przy  okazji  był  facetem,  który  zupełnie  nie  chciał  zrozumieć,  dlaczego  jej 

głównym  celem  było  co  innego  niż  robienie  kariery.  Wprawdzie  sama  właśnie 
umówiła  się  na  rozmowę  z  dyrektorką  na  temat  możliwości  rozwoju,  ale  to  nie 
miało nic do rzeczy.

Na  razie  musiała  poradzić  sobie  z  Makiem,  który  mógł  spowodować  większe 

szkody niż całe pudło czekoladek.

–  Posłuchaj,  Mac  –  zaczęła  ostrożnie.  –  Widzę,  że  nie  bardzo  masz  ochotę  o 

tym rozmawiać, ale mimo wszystko chciałabym wiedzieć, co cię ugryzło.

Odwrócił się i spojrzał na nią bez wyrazu.
– To nie ma żadnego znaczenia.
– Owszem, ma – zaprotestowała. – Całe to spotkanie służyło temu, żeby Craig 

nie zaczął niczego podejrzewać.

– Tymczasem zachowałeś się tak dziwnie, że na pewno czegoś się domyśla.
–  W  tej  chwili  Craig  właśnie  oblicza  prowizję,  jaką  dostanie  za  sprzedaż 

takiego  domu  i  nie  jest  w  stanie  myśleć  o  niczym  innym  –  stwierdził  Mac, 
zdecydowanie  i  włożył  ręce  do  kieszeni.  –  Poza  tym  wiedziałem  już,  że  Jennie 
spodoba się to miejsce, więc nie było sensu marnować więcej czasu.

– Być może, ale...
Wskazał głową na niebo i przerwał jej:
–  Wygląda  na  to,  że  w  każdej  chwili  może  spaść  deszcz.  Jeśli  rzeczywiście 

chcemy  coś  zrobić,  powinniśmy  zaczynać.  I  tak  będziemy  mieli  dużo  szczęścia, 
jeśli zdążymy.

Westchnęła  ciężko  i  poddała  się.  A  do  listy  jego  grzechów  dopisała  jeszcze 

background image

upór i gburowatość.

Dwie godziny później Jessie musiała przyznać, że upór  nie zawsze  jest wadą. 

Mac  przerywał kopanie tylko po  to,  aby otrzeć  pot z  czoła albo napić  się zimnej 
wody. Upał był nie do zniesienia.

Nie zdziwiłaby się, gdyby zdjął koszulkę, ale na  szczęście tego nić zrobił. Im 

większa część jego ciała była zakryta, tym lepiej. I tak z trudem powstrzymywała 
rozszalałą  wyobraźnię,  która  co  rusz  podsuwała  jej  niegrzeczne  fantazje.  Na 
przykład o wspólnej kąpieli. Nawet z bąbelkami.

Kropla słonego potu spłynęła jej do oka i przerwała te rozmyślania. Co się z nią 

działo? Zwykle nie rozbierała facetów wzrokiem. Chyba zbyt długo była na słońcu. 
To  na  pewno  to.  Nie  potrafiła  inaczej  wyjaśnić  faktu,  że  pociągał  ją  mężczyzna 
zupełnie dla niej nieodpowiedni. Do tego narzeczony jej siostry.

Zauważyła,  że  Mac  rozstawia  krzaczki  w  miejscach,  gdzie  miały  być 

posadzone, i to oderwało ją od tych dziwnych rozmyślań.

– Poczekaj, Mac – zawołała. – Te wysokie powinny być w rogu ogrodu.
– Co za różnica? – zdziwił się. – Jedne i drugie są przecież zielone.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
– Nieprawda. Jedne potrzebują więcej słońca, inne cienia, wtedy lepiej rosną –

wyjaśniła.

Zrobił,  jak  kazała,  i  posłusznie  posegregował  sadzonki  według  wielkości  i 

gatunków, ale wciąż mruczał coś pod nosem.

– Skąd tyle wiesz na ten temat? – spytał po chwili, z ledwo wyczuwalną ironią. 

– Studiowałaś ostatnio encyklopedię roślin?

– Zawsze lubiłam czytać na ten temat – odparła spokojnie. – Często przy kawie 

przeglądam magazyny ogrodnicze i szukam w nich pomysłów. Potem sprawdzam, 
czy dane gatunki mogłyby rosnąć w moim ogródku i wtedy decyduję.

–  Kiedy  znajdujesz  na  to  czas?  –  mruknął  zaskoczony.  –  Myślałem,  że 

nauczyciele  mają  masę  papierkowej  pracy.  Te  wszystkie  dokumenty, 
przygotowywanie testów...

– Masz rację – zaśmiała się. – Nie jest tego mało, ale na pasję zawsze znajdzie 

się czas.

Nie  chciała  dodawać,  że  od  dawna  już  nie  zajmowała  się  ogrodem.  Dopiero 

ostatnio jej pasja ogrodnicza mocno ożyła, bo za wszelką cenę chciała dać swoim 
myślom inne zajęcie, niż nieustanne wspominanie pewnego mężczyzny...

Ale miała dziwne wrażenie, że jej plan się nie powiódł.

background image

Bo  chociaż  usilnie  próbowała  skupić  się  na  krzewach  czekających  na 

zasadzenie,  to  jej  myśli ciągle krążyły  wokół  niezwykłe pociągającego prawnika. 
Który na dodatek był narzeczonym jej siostry.

I co ona miała z tym zrobić? Sumienie wciąż nie dawało jej spokoju i w tych 

rzadkich chwilach, kiedy wracał jej rozsądek, ogarniało ją wielkie poczucie winy. 
Szkoda,  że  takich  uczuć  nie  można  po  prostu  zakopać  gdzieś  w  korzeniach  jej 
krzaczków, przyszło jej do głowy. To skutecznie rozwiązałoby sprawę.

Tymczasem  niebo  prawie  zupełnie  zakryły  ciemne  chmury,  a  lekki  wiatr 

przyniósł miłe odprężenie po palących promieniach słońca.

– Lepiej się  pospieszmy  –  odezwał się  Mac. –  Mam przeczucie, że za  chwilę 

zacznie padać.

– Ja w zasadzie już skończyłam. Zostało mi jeszcze kilka sadzonek, ale te mogą 

poczekać. Zajmę, się nimi później.

– Podniosła się z ziemi i otrzepała kolana. – Pomogę ci.
Razem skopali ostatni kawałek ogródka. Zwykle nie znosiła tego robić, ale tym 

razem  praca  sprawiła  jej  dużo  radości.  Nie  rozumiała,  dlaczego  czuje  się  tak 
wspaniale. Czyżby wystarczyło, że tuż obok czuje zamaszyste ruchy Maca, i to od 
razu  wprawiało  ją  w  pogodny  nastrój?  Gotowa  była  pytać  go  o  zdanie  przy 
wyborze miejsca dla krzaków, a przecież dotąd Wszystkie drobne prace w ogrodzie 
lubiła robić sama.

Kogo  ona  chciała  oszukać?  Po  prostu  do  tej  pory  nie  pojawił  się  nikt,  kto 

chciałby  jej  w  tym  pomóc.  A  teraz  był  tu  Mac  i  ochoczo  machał  łopatą,  ale 
wiedziała, że nic nigdy nie może z tego wyniknąć. Jedyne, na co powinna liczyć, to 
jego  przyjaźń  i  skopanie  ogródka  od  czasu  do  czasu,  w  ramach  przysług 
rodzinnych, ale to zdecydowanie jej nie wystarczało.

Jak mogła się uwikłać w taką sytuację? Kochała przecież Jennę i życzyła jej jak 

najlepiej.  Westchnęła  ciężko,  mogła  tylko  wierzyć,  że  czas  uleczy  kiedyś  jej 
złamane  serce.  Powoli  stawała  się  ekspertem  w  ukrywaniu  swoich  prawdziwych 
uczuć, a to stwarzało nadzieję, że będzie w stanie jakoś przeżyć niedzielne obiady 
rodzinne i patrzeć na szczęście siostry.

Ale  teraz  chciała  się  cieszyć  ostatnim  popołudniem,  jakie  spędzą  razem,  a 

potem wytnie swoje uczucia przy samych korzeniach, postanowiła zdecydowanie.

Mac  skończył  pierwszy  i  popatrzył  na  Jessie.  Ciężko  pracowała,  przekopując 

ziemię,  a  gibkie  ruchy  jej  ciała  rozpalały  mu  zmysły.  Szkoda,  że  nie  zdążył  jej 
powiedzieć,  że  najbardziej  by  mu  pomogła,  gdyby  po  prostu  zabrała  stąd  swój 
zgrabny tyłeczek. Jej obecność zdecydowanie utrudniała mu koncentrację.

background image

Musiał  przyznać,  ze  robiła  na  nim  coraz  większe  wrażenie.  Nawet  w  tym 

starym ubraniu i sportowej fryzurze wydawała mu się niezwykle atrakcyjna.

Lubiła  dzieci,  rośliny  i  ptaki.  Miała  poczucie  humoru  ,  i  umiała  się  z  siebie 

śmiać. Nawet zwykła praca w ogrodzie w jej towarzystwie była przyjemnością.

Składali już narzędzia, kiedy nagle lunęło z nieba.
Ciepłe  krople  deszczu  spadały  na  nich  i  przynosiły  miłą  ochłodę  po  upalnym 

dniu. Jessie nadstawiła twarz i rozkoszowała się letnią ulewą.

Mac  nie  mógł  oderwać  od  niej  wzroku.  Deszcz  sprawił,  że  mokra  koszulka 

przykleiła się do jej ciała, nie pozostawiając wiele miejsca wyobraźni. Chłonął ten 
widok i rozkoszował się tym, jaka była piękna. Wiedział, że choćby nie wiem jak 
walczył  ze  sobą,  nie  przezwycięży  tego  zauroczenia.  O  ileż  prostsze  byłoby 
wszystko, gdyby to samo czuł do  Jenny. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak się 
nie stało. Były przecież tak bardzo do siebie podobne.

Aż  do  tego  tygodnia  wszystko,  co  działo  się  w  jego  życiu,  miał  pod  pełną 

kontrolą.  Jeszcze kilka  dni  temu  każdy  drobiazg  był  ustalony  i  przewidywalny.  I 
wcale nie chciał tego zmieniać. Dlatego zdecydował się na małżeństwo z kobietą, 
która  dzieliła  jego  pasje  zawodowe  i  uważała,  że  miłość  do  niczego  nie  jest 
potrzebna.

A teraz łapał się na fantazjach o miłości, rodzinie, dzieciach, a nawet psie...
Nagle usłyszał jej głośny śmiech, i to przerwało jego rozważania.
–  Wiem,  że  pewnie  wyglądam  jak  zmokła  kura,  ale  za  to  ty  wyglądasz  jak 

brudna zmokła kura! – zawołała.

– To znaczy, że dużo ciężej pracowałem – wyjaśnił zgodnością.
Przewróciła zabawnie oczami.
–  Nie  tłumacz  się.  Ciekawe,  co  by  powiedzieli  twoi  klienci,  gdyby  cię  teraz 

zobaczyli.

Już  drugi  raz  dzisiaj  drażniła  się  z  nim,  ale  tym  razem  nie  wytrzymał. 

Niewidzialna  bariera,  którą  z  takim  wysiłkiem  starał  się  między  nimi  budować, 
pękła.  Najwyraźniej  nie  docenił  jej  seksownego  głosu,  który  budził  w  nim 
niebezpieczne pragnienia, zapachu jedwabistych włosów...

Stała tylko o krok od niego. Zrobił pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy –

zamachnął się i lekko obryzgał jej buty błotem.

– Przestań! – zawołała, uskakując ze śmiechem.
–  Dlaczego?  Wałka  w  błocie  niedługo  będzie  dyscypliną  olimpijską!  –

przekonywał, lepiąc kulkę z mokrej ziemi i ciskając w nią celnie. – Ciekawe, co by 
teraz powiedzieli twoi uczniowie – kpił i rzucił w nią kolejną kulką.

background image

Zielone oczy rozszerzyły się niebezpieczne.
– Chcesz wojny? Będziesz ją miał!
Rozejrzała  się  wokół  i  dostrzegła  wiadro deszczówki  koło  domu.  Złapała  je  i 

bez skrupułów wylała wszystko na niego, a potem śmiała się, gdy ściągał z włosów 
suche liście.

W odpowiedzi podbiegł do niej, złapał za ręce i skrzyżował je mocno na piersi, 

aby nie mogła się wyrwać.

– Puść mnie! – wołała, szamocząc się bezsilnie. Jej oczy ciskały błyskawice, ale 

nie przejął się tym. – Jak tylko będę wolna, zginiesz, obiecuję!

Walczyła  dzielnie,  ale  nie  była  w  stanie  się  wyrwać.  Nagle,  nie  wiadomo 

dlaczego, zaczęła głośno chichotać. Spojrzał na nią zdziwiony, ale po chwili i do 
niego dotarła cała absurdalność sytuacji. W następnej sekundzie oboje wciąż stali 
na deszczu i zanosili się od śmiechu.

I  wtedy  właśnie  popełnił  niewybaczalny błąd.  Spojrzał w  jej  świetliste  oczy i 

zrozumiał,  że  to  nie  jest  zabawa.  Nagle  cały  świat  wokół  nich  przestał  istnieć. 
Liczyła się tylko ta cudowna kobieta tuż obok niego i jej zachwycające usta. Nie 
mógł się powstrzymać. Niezależnie od wszystkiego, musiał sprawdzić, czy jej usta 
smakują tak słodko, jak przypuszczał.

Złagodził  uścisk,  ale  nie  odsunęła  się  od  niego.  Przeciwnie,  przywarła  całym 

ciałem i już po chwili ich usta zetknęły się w namiętnym pocałunku.

Niedobrze, stary, przemknęło mu przez głowę. Jeden pocałunek, a on już czuł, 

że obudziły się w nim żądze, o jakie sam siebie nie podejrzewał. Nigdy dotąd nie 
pragnął tak żadnej kobiety.

Jessie sądziła dotąd, że najsilniej działa na nią zapach Maca, ale wiedziała już, 

że  się  myliła.  Smak  jego  chciwych  pocałunków  doprowadził  ją  do  granic 
szaleństwa.

Deszcz ciągle padał, zmywając z nich brud i  resztki rozsądku. Teraz pragnęła 

tylko, żeby Mac nigdy nie prze stał jej całować i dotykać.

Powinna  walczyć z tym pragnieniem,  ale  nie  potrafiła. Mac  po  raz  kolejny ją 

zaskoczył.  Tym  razem  odkryła  w  nim  namiętność  i  czułość,  jakich  się  nie 
spodziewała.

Smakowała jego  cudowne pocałunki i  starała się zapomnieć,  kim jest dla niej 

ten mężczyzna.

I nagle Mac westchnął chrapliwie i w wysiłkiem odsunął się do tyłu.
.  –  Skłamałbym,  mówiąc,  że  żałuję  –  odezwał  się  po  chwili.  –  Mogę  tylko 

background image

przyrzec, że nigdy więcej się to nie powtórzy.

–  Masz  rację  –  powiedziała  cicho,  starając  się  uspokoić  oddech.  –  Ja  też 

przepraszam. To była pomyłka.

Jak mogli do tego dopuścić? A tak się starała, żeby jej uczucia do Maca nigdy 

nie  wykiełkowały  na  powierzchnię!  Ten  pocałunek  w  ogóle  nie  powinien  się 
zdarzyć!

– Nie martw się – uspokajała go. – Najlepiej będzie, jeśli oboje wyrzucimy to z 

pamięci.

Próbowała go pocieszyć, ale doskonale wiedziała, że sama nigdy nie będzie w 

stanie zapomnieć tego, co czuła jeszcze kilka sekund temu. Te pocałunki wryły się 
w jej duszę i nic ich stamtąd nie wymaże.

I  nawet  jeśli  już  niedługo  będzie  należał  do  innej  kobiety,  jej  pozostanie  to 

wspomnienie i coś jeszcze... Pewnie nigdy się o tym nie dowie, ale to właśnie jego 
zapał  i  wiara  w  jej  zdolności  sprawiły,  że  zaczęła  rozważać  podjęcie  nowych 
wyzwań zawodowych.

Kochała go coraz bardziej. Jeśli dotąd starała się to przed sobą ukryć, teraz nie 

mogła już udawać.

Mac usłyszał trzask drzwi i drgnął zdziwiony. Było już bardzo późno, kto mógł 

przyjść do biura o tej porze?

Po chwili poczuł zapach hamburgera, i to zastanowiło go jeszcze bardziej. Nie 

zamawiał przecież niczego do jedzenia...

– Czy mój chłopiec pracuje tak ciężko jak zwykle? – usłyszał znajomy głos.
– Mama! – Poderwał się z miejsca i uściskał ją serdecznie. – Co tu robisz o tej 

porze, poza ratowaniem głodującego?

–  Wyjechałam  z  Huston  wcześniej,  niż  planowałam.  Domyśliłam  się,  że  jak 

zwykle nie miałeś czasu nic zjeść i postanowiłam wpaść do ciebie, zanim pojadę do 
hotelu.

Matka zawsze zatrzymywała się w hotelu, chociaż on niezmiennie proponował 

jej gościnę u siebie. Uparcie jednak odmawiała, twierdząc, że dorosły mężczyzna 
potrzebuje prywatności.

– Za dobrze mnie znasz – zaśmiał się z przymusem.
Szczerze  mówiąc,  nie  miał  ochoty  nic  jeść.  Ciągle  zastanawiał  się,  co  nim 

owładnęło  w  ogródku  Jessie,  że  zdecydował  się  na  tak  szalony  krok.  Dlaczego 
wbrew logice i rozsądkowi pocałował ją i utonął na dobre?

Nie powinien był ulegać temu pragnieniu. Nawet gdyby nie był zaręczony z jej 

background image

siostrą,  wiedział,  że  Jessie  nie  jest  kobietą  dla  niego.  A  i  on  nie  był  mężczyzną, 
jakiego potrzebowała. Nie mógł zmienić się tak bardzo. Dla niego zawsze liczyła 
się  przede  wszystkim  praca,  a  ona  chciał  mieć  dom,  rodzinę,  dzieci.  I  psa, 
przypomniał sobie z krzywym uśmiechem.

Kiedy  wyszedł  od  niej,  nie  potrafił  opanować  wzburzonych  emocji.  Szybko 

pojechał do domu, wziął prysznic, przebrał się i poszedł do biura. Miał nadzieję, że 
praca pomoże mu zapomnieć o słodkim smaku jej ust i rozkosznych krągłościach 
ciała.

– Co , się dzieje, Mac? – spytała matka, patrząc na niego uważnie.
To pytanie wyrwało go z zamyślenia.
– Słucham? – zapytał nieprzytomnie. – Nic, oczywiście, że nic.
Postawił na biurku tacki z jedzeniem i przysunął jej krzesło.
– Zjesz za mną, prawda? Musiałaś porządnie zgłodnieć w samolocie.
– Oczywiście zjem, ale nie próbuj zmieniać tematu. Powiedz mi, co cię martwi, 

albo sama to z ciebie wyciągnę.

–  Och,  nic  takiego.  –  Lekceważąco  machnął  ręką.  –  Zwykłe  przedślubne 

zamieszanie. Nic wielkiego, każdy to przechodzi.

Uśmiechnęła się lekko i odchyliła na krześle.
– Sam zauważyłeś, że dobrze cię znam – powiedziała. – Nie kupuję tej bajki. 

Próbuj dalej.

Westchnął  lekko,  ale  musiał  uśmiechnąć  się  w  duchu.  Nie  docenił  jej 

inteligencji.

Nie  mógł  wyjawić  jej  wszystkiego,  ale  zdecydował  się  powiedzieć  chociaż 

trochę.

– Zgoda, przejrzałaś mnie. Jestem rzeczywiście trochę wytrącony z równowagi, 

bo Jenna niespodziewanie wyjechała z miasta i nie było jej przez cały tydzień.

Spojrzała na niego zdumiona.
– To zupełnie bez sensu. Rozmawiałeś z nią?
– W końcu tak, jakoś udało mi się z nią skontaktować. Jest w Austin, to długa 

historia. W każdym razie ma swoje powody, żeby na razie nie wracać. Zapewniała 
mnie, że nie zmieniła zdania co do ślubu, ale mam wrażenie, że jest jednak trochę 
przestraszona.

Matka powoli rozwinęła kanapkę z papierka i zastanowiła się chwilę.
–  To  rzeczywiście  dość  dziwne  zachowanie,  ale  wierzę,  że  wszystko  będzie 

dobrze.  Zawsze mi przecież mówiłeś, że świetnie  do  siebie pasujecie. To  pewnie 
tylko stres przedślubny. Mam nadzieję, że wasze długie i szczęśliwe małżeństwo, 

background image

oparte na wzajemnej miłości, przetrwa dużo więcej niż takie zawirowania.

Nie  chciał  przed  nią  wyjawiać,  że  miłość  wcale  nie  miała  być  fundamentem 

tego związku, bo wiedział, że matka i tak nigdy by tego nie zrozumiała.

Co gorsza, po tym, co się wydarzyło z Jessie, on sam nie był już pewien, czy 

związek bez miłości to rzeczywiście taki dobry pomysł.

Jakiś czas później Mac spojrzał na zegarek. Dochodziła dwudziesta pierwsza, a 

on  miał  przed  sobą  jeszcze  mnóstwo  pracy.  Chciał  zakończyć  wszystkie  sprawy 
przed weekendem, inaczej będzie musiał przyjść do biura w sobotę, a obawiał się, 
że tego nawet Jenna by nie zaakceptowała.

Matka dawno już wyszła, a on próbował przygotować się do ważnej sprawy.
Jednak  najwyraźniej  nie  dane  mu  było  dzisiaj  pracować.  Kilka  minut  później 

usłyszał, że drzwi znowu się otwierają.

– Czy ktoś tu ma ochotę na drinka? – usłyszał rubaszny głos.
–  Wchodź,  Craig  –  zawołał  zrezygnowany.  Najpierw  matka,  teraz  najlepszy 

przyjaciel. Kto będzie następny? Wielebny Miller? – Ostrzegam jednak, że musisz 
się streszczać, stary. Mam jeszcze dużo pracy.

Craig  postawił  na  biurku  butelkę  szampana  i  wyciągnął  z  kieszeni  marynarki 

dwa plastikowe kieliszki.

–  Ale  znajdziesz  chyba  chwilę,  żeby  wypić  przedślubny  toast  ze  starym 

przyjacielem?

– Oczywiście – zapewnił z westchnieniem.
–  Nie  pozwoliłeś  mi  urządzić  wieczoru  kawalerskiego,  pomyślałem  więc,  że 

chociaż tyle jestem ci winien.

–  To  nie  było  konieczne,  ale  dziękuję.  Doceniam  twoje  starania  –  dodał  z 

uśmiechem.

Craig mrugnął do niego i nalał szampana do kieliszków, po czym uniósł jeden z 

nich.

– Za najlepszego przyjaciela, jakiego facet może mieć!
Mac uniósł swój kieliszek i upił niewielki łyk.
– Dzięki. Miły toast, ale trochę dziwny – przyznał.
– Wcale nie – obruszył się Craig. – Nic nie zrozumiałeś, to był toast za mnie. –

I widząc jego zdziwione spojrzenie, ciągnął: – Pierwszy raz jestem drużbą, dlatego 
nie możesz się obrażać, cokolwiek powiem.

– O rany, to nie brzmi dobrze – mruknął Mac.
– Posłuchaj, kilka razy w życiu bardzo mi pomogłeś, dlatego chciałbym okazać 

background image

się równie dobrym przyjacielem...

–  Craig,  o  co  właściwie  chodzi?  –  spytał  Mac,  chociaż  podejrzewał,  że  zna 

odpowiedź.

–  Dziś,  kiedy  spotkaliśmy  się  po  południu  na  oglądanie  domu,  oboje  z  Jenną 

bardzo  dziwnie  się  zachowywaliście.  Pokłóciliście  się?  –  spytał  przyjaciel 
bezceremonialnie.

Mac potrząsnął głową.
– Nie, to tylko takie niewinne przedślubne potyczki.
–  Więc  nie  rozmyśliłeś  się?  –  upewniał  się  Craig.  –  Nadal  zamierzasz  się 

ożenić?  Posłuchaj  jedynej  rozsądnej  rady,  jakiej  mogę  ci  udzielić  –  jeśli  masz 
jakieś wątpliwości, to nigdy nie jest za późno, żeby się wycofać. W każdej chwili 
możesz  odwołać  ślub.  Wiem,  że  nie  chciałbyś  urazić  Jenny,  ale  wierz  mi,  lepiej 
teraz  uczciwie  załatwić sprawę,  niż  potem  sprawiać  sobie  wiele  bólu i  rozstawać 
się w kłótniach. Uwierz mojemu doświadczeniu, mówi ci to dwukrotny rozwodnik!

– Craig odstawił kieliszek na stół i podniósł się.
–  To  tyle.  Zrobiłem  swoje.  A  teraz  powiedz  mi,  tylko  szczerze,  czy  nadal 

myślisz,  że  ślub  jest  właśnie  tym,  czego  chcesz?  Nie  masz  co  do  tego  żadnych 
wątpliwości?

– Absolutnie – odpowiedział Mac zdecydowanie, chociaż jeszcze długo potem 

zastanawiał się, kogo bardziej chciał przekonać – Craiga, czy siebie samego?

background image

Rozdział 8

W  piątkowy  ranek  Jessie  wyszła  przed  dom  z  kubkiem  kawy  i  drgnęła 

zaskoczona. Na ganku, tuż przed drzwiami stały jej przyjaciółki.

Ucieszyła się oczywiście, że je widzi. Wiedziała, że tak wcześniej czy później 

wszystko im opowie.

– Cześć, Jess! – zawołała wesoło Carla. – Byłyśmy pewne, że cię obudzimy. Co 

tak wcześnie?

– Jestem umówiona z panią Drew – wyjaśniła w westchnieniem.
– Z dyrektorką? – zdziwiła się Dana. – Chyba cię nie wyrzucają?
– Nie, na szczęście nic z tych rzeczy – zaśmiała się Jessie. Hmm, może to nawet 

dobrze,  że  rozmowa  zeszła  na  te  tory.  Nie  była  pewna,  jak  przyjaciółki 
zareagowałyby  na  relację  z  wczorajszych  wydarzeń.  –  Mam  jeszcze chwilę 
wejdźcie do środka – zaprosiła je.

Przeszły  do  kuchni,  nalała  im  kawy  do  kubków  i  usiadły  przy  niewielkim 

stoliku.

– Nie mówiłam wam wcześniej, bo nie chciałam zapeszyć, ale zdałam egzamin 

specjalizacyjny.  Jeśli  skończę  jeszcze  kurs  zarządzania,  będę  mogła  starać  się  o 
stanowisko dyrektora...

– Naprawdę tego chcesz? – spytała Dana zaskoczona.
Carla zaśmiała się, widząc minę przyjaciółki i szturchnęła ją lekko łokciem.
– Dlaczego to cię tak dziwi? Myślisz, że nasza Jessie nie nadaje się do robienia 

kariery? Jestem pewna, że będzie świetną dyrektorką!

– Przepraszam – zmieszała się Dana. – Nie to miałam na myśli. Po prostu tak 

lubisz pracę z dziećmi... Nie sądziłam, że coś takiego chodzi ci po głowie. Zawsze 
przecież złościły cię naciski matki.

Jessie  odwróciła  głowę  i  zamyśliła  się  na  chwilę.  Co  miała  im  powiedzieć? 

Egzamin  i  tak  chciała  zdać,  a  posadę  dyrektorki  zaczęła  poważnie  rozważać 
dopiero  ostatnio.  Żywiła  nadzieję,  że  to  pomoże  zapełnić  pustkę  w  jej  życiu. 
Wolała  nawet  nie  myśleć,  jak  będzie  wyglądać  jej  życie  już  za  kilka  dni.  Mac 
zostanie mężem Jenny, a ona... cóż, jej pozostanie tylko życie zawodowe.

–  Masz  rację,  sugestie  mamy  zawsze  mnie  drażniły,  ale  to  moja  decyzja  –

wyjaśniła.  –  Mam  wrażenie,  że  to  będzie  jakiś  krok  naprzód.  A  w  ten  sposób 
pomagałabym dzieciom  jeszcze  bardziej  efektywnie.  Chciałabym  stworzyć  dobry 
zespół nauczycieli, którzy mieliby wspólną misję i umieliby wcielać ją w życie. To 

background image

lepsze niż samotna walka – zaśmiała się.

– I nie będzie ci brakowało lekcji i żywego kontaktu z uczniami? – pytała Dana 

z niedowierzaniem.

– Pewnie w jakimś stopniu tak – zgodziła się Jessie. – Ale czuję, że nie wolno 

mi  odrzucić  tego  wyzwania.  Poza  tym  mogę  zostawić  sobie  jedną  klasę  do 
nauczania...

– To chyba dobry pomysł. Jakie masz więc dalsze plany?
–  Muszę  jeszcze  zrobić  kurs  zarządzania,  ale  z  tym  powinnam  się  uporać  w 

kilka miesięcy.

Brzmiało to tak spokojnie i konkretnie. Gdyby tylko jej życie uczuciowe było 

równie ułożone.

Spojrzała z uśmiechem na przyjaciółki, ale ku swojemu zdumieniu spostrzegła, 

że unikają jej wzroku.

–  Ej,  o  co  chodzi?  I  właściwie  dlaczego  przyszłyście  tu  tak  rano?  –  spytała 

podejrzliwie.

Obie wymieniły znaczące spojrzenia i milczały przez chwilę.
–  Bo  widzisz...  –  zaczęła  Carla  niepewnie.  –  Chodzi  o  Maca...  Nie 

szpiegowałyśmy  was,  słowo  daję  –  dodała  szybko.  –  Po  prostu  przechodziłyśmy 
obok i zerknęłyśmy do twojego ogródka akurat wtedy, jak się całowaliście...

–  Nie  osądzamy  cię  –  włączyła  się  Dana.  –  Chcemy  tylko  wiedzieć,  czy 

wszystko w porządku.

Jessie  poczuła,  jak  krew  odpływa  jej  z  twarzy. Próbowała  się opanować  i  nie 

okazać emocji kłębiących się w jej sercu. Sama jeszcze nie oswoiła się z uczuciem, 
które się w niej obudziło. Nie chciała, żeby wiedzieli o tym inni, nawet najbliższe 
przyjaciółki.

–  Mac  wyszedł  zaraz  potem  –  powiedziała  wymijająco.  W  końcu  to  była 

prawda. – Nie ma się więc o co martwić. – A to już małe kłamstwo.

Dziewczyny spojrzały na nią z powątpiewaniem.
–  Jess,  nas  nie  zwiedziesz.  Widziałyśmy  ten  pocałunek!  Same  miałyśmy 

wrażenie,  że  ziemia  trzęsie  się  pod  naszymi  nogami.  Wyglądało  na  to,  że 
zapomnieliście o całym świecie.

– I o tym, kim dla siebie jesteście – dodała Dana.
– To był przypadek, sami byliśmy zaskoczeni, jak do tego doszło – broniła się. 

–  Oboje  byliśmy  zestresowani  ubiegłym  tygodniem  i  tymi  wszystkimi  farsami, 
które  musieliśmy  odgrywać.  Wczoraj  znowu  Jenna  prosiła,  żebym  ją  udawała. 
Oglądaliśmy dom, który chcą kupić, potem Mac mnie odwiózł i obiecał, że pomoże 

background image

mi posadzić nowe krzewy. Tak jakoś wyszło... Trochę rozmawialiśmy, ganialiśmy 
się w deszczu, walczyliśmy w błocie jak dzieci i... stało się. Ale czuliśmy się potem 
fatalnie i obiecaliśmy sobie, że nigdy więcej się to nie powtórzy – zapewniła.

–  Skoro  tak  mówisz...  –  mruknęła  Carla  bez  przekonania.  –  Wybacz,  nie 

chcemy się wtrącać. Po prostu martwimy się o ciebie.

–  Zupełnie  niepotrzebnie  –  uspokoiła  je.  –  Wszystko  sobie  wyjaśniliśmy. 

Żadnych więcej pocałunków – oświadczyła zdecydowanie.

Śmieszne, ale po tym wyznaniu poczuła ulgę. Będzie po prostu trzymała swoje 

uczucia  na  wodzy  i  postara  się  unikać  sytuacji,  które  stwarzałyby  okazję  do 
romantycznych uniesień. Nie  może tylko  zapominać  o tym,  że najważniejsza jest 
lojalność wobec Jenny. Nawet jeśli nie będzie to łatwe, musi pamiętać, że to jedyne 
właściwe rozwiązanie.

– Nie martwcie się więcej! – dodała z nieco wymuszoną wesołością. – Lepiej 

trzymajcie za mnie kciuki podczas spotkania z panią Drew.

– Możesz na nas liczyć! – zapewniła Dana gorąco.
–  Umówmy  się  od  razu  na  obiad,  żeby  uczcić  twój  sukces  –  zaproponowała 

Carla.

– Ustaliły, gdzie się spotkają, pożegnały się wesoło i wyszły, zostawiając ją z 

mętlikiem w duszy.

Mac słuchał Whitney – wysokiej brunetki, która była główną organizatorką ich 

przyjęcia  ślubnego  i  starał  się  opanować  zdumienie.  Wprawdzie  zostawiając 
wszystkie decyzje dotyczące wesela narzeczonej, nie powinien się niczemu dziwić. 
Ale mimo wszystko był co najmniej zaskoczony. Rozglądał się po wielkim atrium 
Muzeum  Sztuki  Nowoczesnej  i  nie  mógł  uwierzyć,  że  Jenna  naprawdę  chciała 
właśnie tu urządzić ich przyjęcie!

– I co pan o tym sądzi, panie McKenna? – spytała Whitney. – To muzeum to 

jedna  z najbardziej awangardowych budowli w mieście.  Jestem pewna,  że będzie 
pan  zachwycony.  Stoły  ustawimy  między  nowoczesnymi  rzeźbami,  dodamy 
dyskretne  oświetlenie,  egzotyczne  rośliny  i  całość  będzie  robiła  niesamowite 
wrażenie – ciągnęła.

Mruknął  coś  wymijająco.  Był  zbyt  oszołomiony,  żeby  cokolwiek  powiedzieć. 

Ku jego uldze w tym momencie podszedł do nich pastor, i to pozwoliło skierować 
rozmowę na inne tory.

– Jest pan pewien, że narzeczona zaraz przybędzie? – spytał nerwowo wielebny 

Miller.

background image

– Tak, powinna być za pięć minut – odparł Mac.
Nie  chciał  wtajemniczać  wszystkich,  że  ta  próba  będzie  kolejną  farsą.  Dwie 

godziny  temu  zadzwoniła  do  niego  Jessie  i  oznajmiła,  że  znowu  będzie  musiała 
zastąpić  siostrę.  Samolot  Jenny  miał  opóźnienie  i  Jess  kolejny  raz  będzie 
odgrywała rolę bliźniaczki. Zaraz po próbie wszyscy mieli przejść do restauracji na 
wspólny obiad i obawiał się, że wtedy cały plan może się wydać.

Między bryłami nowoczesnych rzeźb dostrzegł spacerującą matkę i zrobiło mu 

się  nieswojo.  Nie  komentowała  niczego,  ale  od  jakiegoś  czasu  czuł  na  sobie  jej 
uważne,  spokojne  spojrzenie  i  poczuł  się,  jakby  ją  okłamywał.  Zawsze  była  dla 
niego  podporą,  a  teraz  zamierzał  grać  przed  nią  przedstawienie...  Nie  widział 
jednak  innego  wyjścia.  Wszystko  było  –  zbyt  skomplikowane,  żeby  ktokolwiek 
mógł to zrozumieć.

Na  szczęście  drzwi  właśnie  się  otwarły  i  wbiegła  przez  nie  zdyszana  Jessie. 

Wyglądała  cudownie.  Lekko  zaróżowiona,  z  rozwianymi  włosami,  w  eleganckiej 
letniej  sukience,  która  przy  każdym  kroku  odsłaniała  zgrabne  nogi.  Natychmiast 
poczuł, jak zapiera mu dech w piersi.

Whitney klasnęła w dłonie i zawołała:
– Możemy zaczynać!
– Przepraszam za spóźnienie – wyszeptała Jessie.
–  Nie  szkodzi  –  mruknął  z  wyschniętym  gardłem.  –  Miałem  wreszcie  okazję 

wszystko obejrzeć. Dzięki temu nie przeżyję szoku na ślubie.

Uśmiechnęła się wymijająco i dodała:
–  Rozumiem,  że  przechodzimy  obok  tych  instalacji  –  wskazała  konstrukcje  z 

powyginanych prętów – a potem idziemy korytarzem wzdłuż rzeźb.

Najwyraźniej  Jenna  dała  jej  bardzo  dokładne  instrukcje.  Próba  przebiegła 

niezwykłe  szybko  i  sprawnie.  Oboje  starali  się  ignorować  napięcie,  które  ich  nie 
opuszczało, choć nie było to łatwe. Mac posłusznie wypełniał wszystkie instrukcje 
i czuł, jak serce ściska mu się z bólu. Za kilkanaście godzin to wszystko będzie się 
działo  naprawdę,  tyle  że  wtedy  obok  niego  będzie  stała  inna  kobieta...  Nie  miał 
pojęcia, jak to zniesie. Wciąż miał nadzieję, że na widok Jenny jego serce drgnie 
jeszcze silniej i cały ten tydzień okaże się nieistotną pomyłką;

–  A  teraz  podejdziecie  do  pastora  i  rozpocznie  się  ceremonia  zaślubin  –

dobiegły go słowa Whitney i sztywno poprowadził Jessie przed oblicze pastora.

Zatrzymali  się  przed niewielkim podwyższeniem, podali  sobie ręce  i  spojrzeli 

na siebie. Mac wpatrywał się w wielkie błyszczące zielone oczy i jak przez mgłę 
słyszał  dobrze  znane  słowa  przysięgi  ślubnej.  Nie  wiedział,  jak  to  się  stało,  ale 

background image

nagle  poczuł  wielkie  pragnienie,  aby  to  wszystko  działo  się  naprawdę.  Miał 
wrażenie, że oczy Jessie mówiły to samo. Nie, to nie może być prawda. To tylko 
przedstawienie.  Zaraz  wróci  Jenna  i  przypomni  mu,  co  jest  naprawdę  w  życiu 
ważne.

Po  pół  godzinie  najważniejsze  mieli  za  sobą  i  Mac  odetchnął  z  ulgą. 

Podziękował Jessie za pomoc i oddalił się pospiesznie, nie chcąc igrać z emocjami.

–  Szkoda,  że  nie  mamy  teraz  czasu,  żeby porozmawiać  z  twoją  narzeczoną  –

usłyszał z boku głos matki. – Widać, że bardzo się kochacie. Nie wiesz nawet, jak 
mnie to cieszy...

Świetnie, okłamał już pastora i własną matkę. Ciekawe, co jeszcze przed nim. 

Miał  nadzieję,  że  samolot  Jenny  wkrótce  wyląduje  i  cała  ta  farsa  wreszcie  się 
skończy.

Zawsze przecież wiedział, że idealną kobietą dla niego był właśnie ktoś taki jak 

Jenna. Gdy tylko ją zobaczy, wszystkie jego rozterki na pewno znikną.

Po próbie  spotkali się  wszyscy  w restauracji „Le  Grand Maison" na  obiedzie. 

Matka  wybrała  na  rodzinne  spotkanie  właśnie  ten  lokal,  żeby  i  tu  zrobić  próbę 
generalną.  Podczas  takiej  uroczystości  wszystko  musiało  być  dopięte  na  ostatni 
guzik.

Jessie  czuła,  że  żołądek skręca  jej  się  z  nerwów  i  nie  potrafiła  na  niczym  się 

skoncentrować. Za kilka minut powinna przybyć Jenna i wtedy wszystko wróci na 
swoje miejsce. Mac już na zawsze zajmie miejsce przy boku jej siostry.

Zaczęły ją ogarniać coraz większe wyrzuty sumienia, że pozwoliła, aby sprawy 

wymknęły jej  się spod kontroli. Jak  mogła dopuścić do  tamtego pocałunku? Mac 
szalenie  ją  pociągał,  ale  powinna  mieć  dość  siły,  żeby  zwalczyć  to  uczucie. 
Lojalność  wobec  Jenny  i  rodziców  powinna  być  na  pierwszym  miejscu.  A  ona 
zapomniała o tym na jedną zgubną chwilę. Uległa pokusie tych wspaniałych ust i 
teraz  to  wspomnienie  nie  dawało  jej  spokoju.  Nie  mogła  sobie  tego  darować. 
Pewnych  rzeczy  po  prostu  się  nie  robi.  Na  przykład  nie  całuje  się  narzeczonego 
siostry.

Czuła, że serce bije jej coraz mocniej, a puls gwałtownie przyspiesza. Bała się, 

że  za  chwilę  rozpłacze  się  przy  stole  ze  zdenerwowania.  Przeprosiła  więc 
wszystkich i wymknęła się do łazienki. Gdy tylko usłyszała, że drzwi się zamknęły, 
oparła się o zimne kafelki i nie mogła powstrzymać łez. Płakała, a w głowie kłębiły 
jej  się  najróżniejsze  myśli.  Tęsknota  za  Makiem  mieszała  się  z  wyrzutami 
sumienia.  Nie  miała  pojęcia,  jak  będzie  wyglądało  jej  życie  już  od  jutra,  ale 
wiedziała, że jakoś będzie musiała sobie z tym poradzić.

background image

Nagle drzwi się otworzyły i w progu stanęła Jenna.
– Co się dzieje? – spytała zdziwiona. – Okropnie wyglądasz, jesteś chora?
–  Już  mi  lepiej  –  zapewniła  Jessie  i  natychmiast  przestała  płakać.  Siostra 

zawsze  tak  na  nią  działała.  Wiedziała,  że  Jenna  nie  znosi  roztkliwiania  się  nad 
sobą. – Za to ty wyglądasz świetnie – zmieniła temat.

– Leki i kosmetyczka zrobiły swoje – wyjaśniła Jenna. – Dzięki nim jestem jak 

nowo  narodzona.  Dzięki,  że  mnie  uratowałaś.  Bardzo  mi  zależy,  żeby  wszystko 
wyszło perfekcyjnie. Masz u mnie duży obiad – zaśmiała się.

Jessie  kiwnęła  głową  i  odwróciła  wzrok.  Nie  miała  pojęcia,  jak  zdołała 

przetrwać to wszystko. A najgorsze jeszcze przed nią...

– Wiem, że nie było ci łatwo – ciągnęła siostra. – Znając ciebie, za bardzo się 

wszystkim przejmowałaś. Ale na szczęście już jestem – zakończyła zadowolona.

Proszę, jakie to proste. Niepotrzebnie się wszystkim martwiła...
– Jenna, nie masz nawet pojęcia, jakie to było trudne! Umierałam ze strachu! A 

dzisiejsza próba była najgorsza ze wszystkiego. Co by się stało, gdyby pastor nie 
dał się nabrać? Albo matka Maca?

–  Weź  głęboki  oddech  i  uspokój  się  –  przerwała  jej  Jenna  zdecydowanie  i 

podała  papierowy  ręcznik.  –  Jak  zawsze  panikujesz.  Spójrz  w  lustro,  rozmazałaś 
sobie cały makijaż. Na szczęście mam kosmetyczkę.

To była cała jej siostra. Nic nie było w stanie wytrącić jej z równowagi.
– Umyj się i zdejmij sukienkę – komenderowała Jenna. – Musimy szybko się 

przebrać.

Jessie posłusznie wykonywała polecenia i patrzyła, jak siostra przeistacza się w 

szczęśliwą narzeczoną.

Jeszcze tylko jeden dzień. Jutro o tej porze Jenna będzie już żoną Maca. Zjedzą 

obiad z rodziną i przyjaciółmi, a potem wyjadą na Hawaje. Będą chodzić po plaży, 
przytulać się, całować... Dość! Nie może o tym myśleć. Po co zadawać sobie taki 
ból? Od początku przecież wiedziała, jaka jest jej rola.

Kilka  minut  później  były  już  przebrane.  Poprawiały  makijaż  przed  lustrem  i 

pospiesznie  relacjonowały  sobie przebieg ostatnich  dni.  Ustaliły jeszcze  okrojoną 
wersję  wydarzeń  dla  rodziców.  Obie  wiedziały,  że  nie  byliby  zadowoleni,  gdyby 
usłyszeli,  jak  Jenna  spędziła  ten  tydzień.  Jessie  słuchała  instrukcji  siostry  i 
bezwolnie  kiwała  głową.  Nie  podobało  jej  się  to  wszystko,  ale  w  sumie  jakie  to 
miało znaczenie? Czy jedno kłamstwo więcej naprawdę robi jakąkolwiek różnicę?

Patrzyła na Jennę i czuła, jak mimowolnie rośnie w niej podziw. Jej siostra jak 

zwykle  była  doskonale  opanowana  i  elegancka.  Nie  było  po  niej  widać  śladu 

background image

zdenerwowania.

– Jak ty to robisz, że wyglądasz tak wspaniale po tylu przejściach? – spytała. z 

uznaniem. – Ja przed własnym ślubem byłabym kłębkiem nerwów.

Jenna wzruszyła lekko ramionami i dalej obrysowywała usta konturówką.
– Miałam czas, żeby się odprężyć. Ale to przede wszystkim dlatego, że jestem 

pewna, czego chcę. Dylan to pomyłka. – Skrzywiła się niechętnie. – Wiem, że Mac 
i  ja  stanowimy  świetny  zespół  i  mamy  wspólne  cele.  Wierzę,  że  będzie  nam  się 
doskonale układać!

Ani słowa o miłości. Jessie słuchała tego wywodu i odwróciła się, tłumiąc łzy. 

To nie ma znaczenia. Nieważne, jak bardzo będzie cierpiało jej serce. Wiedziała, że 
nie ma prawa zniszczyć szczęścia siostry.

–  Życzę  wam  wszystkiego  najlepszego,  Jenna  –  powiedziała  ze  ściśniętym 

gardłem. – Mam nadzieję, że będziecie bardzo szczęśliwi.

Nawet  gdyby  „Grand  Maison"  była  zapadłą  garkuchnią,  a  nie 

pięciogwiazdkowym  lokalem,  Mac  z  pewnością  nie  zauważyłby  tego.  Jedyne,  co 
przyciągało  jego  uwagę,  to  kobieta  siedząca  naprzeciwko.  I  to  niestety  nie  była 
jego narzeczona.

Nie  mógł  się  powstrzymać  od  rzucania  ukradkowych  spojrzeń  na  Jessie. 

Dostrzegł jej zdenerwowanie. Widział, jak przyciska drżące ręce do piersi i serce 
krajało mu się z żalu. Ale najgorsze było to, że jego ciało wciąż żywo reagowało na 
jej bliskość.

Jenna  siedziała  tuż  obok  i  szeptała  mu  coś  do  ucha,  ale  nie  był  w  stanie 

zrozumieć, co mówi. Pojął, że jego nadzieje pryskają właśnie jak bańka mydlana.

Przez cały tydzień tłumaczył sobie, że wszystko samo się rozwiąże, gdy tylko 

pojawi się jego narzeczona. Tymczasem Jenna wreszcie przyjechała, ale niczego to 
nie zmieniło. Przeciwnie. Jakkolwiek by temu zaprzeczał, coraz silniej czuł, że to 
nie ona jest kobietą, z którą chciałby spędzić resztę życia.

Miał obok siebie obie siostry i nie mógł udawać, że nie wie, co naprawdę dzieje 

się w jego sercu. Patrzył na Jessie i bez cienia wątpliwości czuł, że jedyne, czego 
pragnie, to zdobyć jej miłość.

Jak  mógł  się  tak  pomylić?  Zawsze  przecież  był  dumny  z  trafności  swoich 

decyzji.

Wiedział  jednak,  że  tym  razem  dokonał  złego  wyboru.  Jeśli  poślubi  Jennę, 

będzie tego żałował do końca życia. Oboje nie będą szczęśliwi, a przecież żadne z 
nich na to nie zasługiwało.

background image

Nagle  spotkał  się  wzrokiem  z  Jessie.  Zauważył,  jak  zbladła  gwałtownie,  a 

potem wybiegła z sali.

Nie był pewien, czy dobrze odczytał to, co zobaczył w jej oczach, ale jeśli tak... 

Koniecznie musiał z nią porozmawiać.

Sięgnął  do  kieszeni,  udając,  że  odbiera  telefon  i  odszedł  od  stołu.  Zaraz  za 

progiem spotkał Jessie.

–  Musimy  porozmawiać!  –  Ujął  jej  łokieć  i  przeprowadził  ją  w  bardziej 

ustronne miejsce. – Jessie, ty też to czujesz, widziałem w twoich oczach!

Zagryzła wargi, ale nic nie odpowiedziała.
– Nie mogę dopuścić do tego ślubu – ciągnął przejęty.
Drgnęła i spojrzała na niego przerażona.
– Musisz! – zawołała.
–  Nie  chcę  krzywdzić  Jenny,  wiem,  że  będzie  to  dla  niej  ciężki  cios,  ale  nie 

mam wyjścia – powiedział zdecydowanym tonem.

– Zawsze jest jakieś wyjście – przekonywała.
–  Nie  tym  razem.  –  Potrząsnął  głową.  –  Nie  mogę  dłużej  się  oszukiwać. 

Wystarczająco  długo  nie  chciałem  się  –  do  tego  przyznać.  Jeszcze  do  niedawna 
byłem  pewien,  że  jak  tylko  Jenna  się  pojawi,  wszystko  wróci  do  normy,  ale 
myliłem  się.  Jess,  odkąd  cię  poznałem,  wiem,  że  małżeństwo  bez  miłości  to 
pomyłka  –  dodał,  patrząc  jej  w  oczy.  czuła,  jak  serce  trzepoce  jej  w  piersi  i  nie 
mogła nic powiedzieć. Pełna napięcia odwróciła się, żeby odejść, ale zatrzymał ją 
łagodnie.

– Gdyby nie ty, popełniłbym największy błąd swojego życia – mówił czule. –

Ty pokazałaś mi prawdę. To nie miałoby sensu. Muszę odwołać ślub z Jenną, bo 
zakochałem się w tobie. Wiem to na pewno, bo pierwszy raz w życiu mam ochotę 
robić coś innego niż karierę. Dzięki tobie myślę o rodzinie, dzieciach...

– Nie, Mac – zaprotestowała ze łzami w oczach. – Wiesz, że nie możemy tego 

zrobić.  Nie  mogę  zrujnować  szczęścia  siostry.  Wolę  nawet  nie  myśleć,  co 
powiedzieliby rodzice, gdybym poświęciła jej szczęście...

– Nie myśl teraz o tym – przekonywał. – Kocham cię, i to jest najważniejsze.
Milczała chwilę, chłonąc to cudne wyznanie. Wiedziała jednak, że nie może mu 

ulec.

– Niestety, dla mnie nie – odezwała się z bólem. – Jeśli odwołasz ślub, nigdy 

nie  będziemy  mogli  być  razem.  Nie  proś  nawet  o  to.  Rodzina  wiele  dla  mnie 
znaczy, nie mogę zapłacić takiej ceny.

Widział  łzy  spływające  jej  po  policzkach,  oczy  pełne  cierpienia  i  nie  potrafił 

background image

dłużej się spierać. Rozumiał jej uczucia i szanował je. Pewnie nie kochałby jej tak 
bardzo, gdyby nie była taka cudowna.

Cóż, niezależnie od wszystkiego musi zrobić to, co do niego należy... Za jakiś 

czas pewnie nauczy się żyć z krwawiącą raną w sercu.

Prawdopodobnie  nie  będzie  mógł  spędzić  życia  z  ukochaną  kobietą.  Ale  nie 

mógł też spędzić go z Jenną. Nie teraz, gdy zrozumiał, że kocha jej siostrę.

background image

Rozdział 9

Jessie wróciła do jadalni z trudem opanowując drżenie. Czuła, jak nogi jej się 

trzęsą i miała tylko nadzieję, że nikt tego nie zauważy.

Jak  mogła  zachować  spokój?  Mac  wyznał,  że  ją  kocha,  ale  oboje  przecież 

wiedzieli, że nie będą razem.

Goście powoli kończyli obiad i właśnie zbierali się do wyjścia. Zmusiła się do 

uśmiechu i z ociąganiem podeszła do rodziców.

– Dziękujemy, że pomogłaś siostrze – szepnął jej ojciec.
– Jenna pokrótce opowiedziała nam, co się wydarzyło.
– Wszystko udało się doskonale – poparła go mama.
– Jestem pewna, że matka Maca niczego nie zauważyła.
Swoją drogą, nie sądziłam, że Mac ma taką miłą matkę.
–  Tak,  tak –  mruknęła  wymijająco. Wolała  nie  ciągnąć  tego tematu.  Nie była 

pewna,  czy  będzie  w  stanie  opanować  emocje.  –  Muszę  już  uciekać,  to  był 
męczący dzień. Pa, zobaczymy się jutro.

Pożegnała ich i skierowała się do wyjścia. Tuż przy drzwiach spotkała jeszcze 

Maca i jego matkę.

–  Przepraszam,  że  tak  mało  rozmawiałyśmy,  ale  chciałam lepiej  poznać  moją 

przyszłą synową przed ślubem – odezwała się z uśmiechem pani McKenna.

O ile w ogóle do niego dojdzie, pomyślała Jessie, ale powiedziała tylko:
– Nie szkodzi. Będziemy mieć czas jutro – odezwała się uprzejmie.
–  To  niesamowite.  Jesteście  tak  bardzo  do  siebie  podobne...  –  Matka  Maca 

patrzyła na nią z uśmiechem i niedowierzająco kręciła głową. – Pewnie nie raz was 
już pomylono.

Żołądek  Jessie  ścisnął  się  ze  zdenerwowania.  Ta  rozmowa  zaczynała 

niebezpiecznie ocierać się o prawdę.

–  Nie  – odparła  z  wymuszonym  uśmiechem.  –  Tak  naprawdę  bardzo  się 

różnimy. Przepraszam, ale muszę jeszcze złapać Jennę.

Pożegnała się pospiesznie i szybko przeszła na taras.
– Jesteś gotowa, Jenna? – spytała siostrę. – Jutro twój wielki dzień – dodała ze 

ściśniętym gardłem.

Jenna uśmiechnęła się lekko.
– Nie przeszkadzaj mi teraz. Chcę spokojnie porozmawiać z Makiem.
–  Cóż...  W  takim  razie  nie  będę  wam  przeszkadzać  –  zgodziła  się  smutno.  –

background image

Wracam do domu i spróbuję się wyspać. Do zobaczenia jutro.

Zwiesiła głowę i odeszła. Życie bliźniaczek dostarczyło im wystarczająco dużo 

wspólnych przeżyć. Złamane serce nie musiało być jednym z nich.

– Dobrze, że możemy wreszcie porozmawiać. – Jenna przeszła w głąb ogrodu i 

usiadła na jednej z zacisznych ławek. – Chciałam jeszcze przed ślubem wyjaśnić ci, 
dlaczego  tak  nagle  wyjechałam  z  miasta  –  zaczęła  bez  zbędnych  wstępów.  –
Musisz  wiedzieć,  że  alergia  nie  była  jedynym  powodem.  Chciałam  wszystko 
przemyśleć i teraz jestem już pewna, czego naprawdę pragnę od życia.

– Za późno – przerwał jej Mac.
Drgnęła zaskoczona.
– Co masz na myśli?
Mac zacisnął zęby i włożył ręce do kieszeni. Wiedział, że to nie będzie łatwa 

rozmowa, ale musiał przez nią przejść.

–  Jenna  –  odezwał  się  po  chwili.  –  Wiedz,  że  nigdy  nie  chciałem  cię 

skrzywdzić. Przykro mi, że tak wyszło, ale ślubu nie będzie. Ani jutro, ani nigdy.

– Mac... – Podniosła się szybko i położyła mu dłoń na ramieniu. – Rozumiem, 

że  masz  prawo  być  niezadowolony.  Przyznaję,  że  mój  wyjazd  to  nie  był  dobry 
pomysł, ale dzięki niemu uświadomiłam sobie, jak ważne jest dla mnie małżeństwo 
z tobą.

– Nie oszukujmy się. – Stanowczo potrząsnął głową i delikatnie zdjął jej rękę. –

To  nigdy  nie  był  dobry  pomysł.  Gdyby było  inaczej,  nigdy  nie  przyszłoby  ci  do 
głowy, żeby wyjeżdżać na kilka dni przed ślubem. Nie kochamy się i niepotrzebnie 
decydowaliśmy się na to małżeństwo. Oboje zasługujemy na więcej.

–  Ale  przecież  sam  mówiłeś,  że  miłość  to  tylko  niepotrzebna  komplikacja  –

odezwała się zdezorientowana.

– Myliłem się – powiedział zdecydowanie. – Wspólna praca i szczytne cele to 

nic złego, nie wystarczą jednak do tego, żeby decydować się na wspólne życie. A 
małżeństwo bez miłości nie ma szans przetrwać.

Patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami. Oszołomiona słuchała jego słów 

i zdawało jej się, że śni. Nie mogła uwierzyć, że jej marzenia właśnie rozbijają się 
w drobny pył.

– Nie! – Potrząsnęła głową. – To nie dzieje się naprawdę. Co ty opowiadasz?!
– Już dzwoniłem do organizatora – potwierdził martwym tonem. – Odwołałem 

ślub  i  przyjęcie.  Naturalnie  poniosę  wszystkie  koszty.  Możesz  też  wykorzystać 
bilety na Hawaje. Przykro mi, że tak wyszło. I cała sprawa oczywiście nie będzie 
miała żadnego wpływu na naszą współpracę zawodową.

background image

–  Przykro...  –  powtórzyła  zszokowana.  –  Za  takie  poniżenie...  Idź  do  diabła,

Mac! – zawołała z wściekłością.

– Ty i twoja firma!
Patrzył bezsilnie, jak wybiega z ogrodu i zatrzymuje przejeżdżającą taksówkę. 

Pewnie spotka się z Jessie i razem będą wymyślały mu od najgorszych.

Jessie...  Dotąd  nie  miał  pojęcia,  że  serce  może  aż  tak  boleć.  Myślał,  że 

rozmowa  z  Jenną  będzie  najgorszym,  co  go  czeka,  ale  się  mylił.  Najtrudniejsze 
dopiero  przed  nim.  Nie  wiedział,  jak  dalej  żyć  ze  świadomością,  że  nigdy  nie 
będzie z ukochaną kobietą.

– Co za drań! Łajdak! – Jenna miotała się po niewielkiej kuchni Jessie i ciskała 

przekleństwa. – W ogóle nie dba o to, że teraz stanę się pośmiewiskiem!

Jessie przygryzła wargi. Nie mogła patrzeć na cierpienie siostry. Tym bardziej, 

że w dużym stopniu czuła się za nie odpowiedzialna...

Podeszła do niej i objęła ją krzepiąco.
– Skoro nie był pewien, czy chce tego małżeństwa, to chyba lepiej, że się w to 

nie wplątałaś? – zasugerowała łagodnie. – Oboje bylibyście nieszczęśliwi.

– Żartujesz sobie? – Jenna spojrzała na nią zdumiona.
–  Szybki  rozwód  byłby  mniej  poniżający.  Wszystko  było  już  doskonale 

zaplanowane... – Zamyśliła się na chwilę. – Powiedz, co tu się działo, jak mnie nie 
było? Mac jakoś to pominął, mówił tylko o swoich przemyśleniach...

Jessie  chrząknęła  zmieszana,  ale  szybko  się  opanowała.  Podała  siostrze 

skróconą i mocno ocenzurowaną wersję wydarzeń z ostatniego tygodnia.

– To chyba raczej jego problem – dodała na koniec. – Ty się nie zmieniłaś. .
– Coś tu nie gra ... – mruknęła Jenna zamyślona. – Już wcześniej wspominałaś, 

że ślub może być odwołany... Mac coś ci sugerował?

– Wspomniał o tym, kiedy nie mógł się do ciebie dodzwonić, ale myślałam, że 

to tylko czcze pogróżki. W końcu miał prawo być zdenerwowany.

– Mimo wszystko to dziwne, że tak wiele ci opowiedział. .. – siostra patrzyła na 

nią z namysłem.

– Spędzaliśmy razem dużo czasu – tłumaczyła Jessie lekko spłoszona. – Sporo 

rozmawialiśmy przez te wszystkie dni, kiedy udawałam ciebie. Pewnie poczuł, że 
może mi zaufać...

Oczy Jenny zwęziły się niebezpiecznie.
– A konkretnie, jak bardzo się zbliżyliście? – spytała ostrym tonem.
Jessie  tłumiła  łzy  i  milczała.  Co  mogła  powiedzieć?  Czy  ktokolwiek  był  w 

stanie to zrozumieć?

background image

–  Nie  do  wiary!  –  krzyknęła  Jenna,  nagle  domyślając  się  prawdy.  –  Własna 

siostra wbiła mi nóż w plecy!

– To nie tak... – próbowała się tłumaczyć Jessie.
– Nie?! Właściwie, czemu się dziwię?! – rozkręcała się Jenna. Jej oczy ciskały 

błyskawice.  –  Zawsze  byłaś  o  mnie  zazdrosna!  Nie  mogłaś  znieść  myśli,  że 
pierwsza wyjdę za mąż!

– Nieprawda! – oburzyła się Jessie. – Poza tym ten cały pomysł z udawaniem 

był twój. Nigdy nie chciałam oszukiwać Maca! – Odetchnęła na chwilę i próbowała 
się uspokoić. – Przypominam, że to ty wyjechałaś i prosiłaś mnie o pomoc. A ja... 
cóż...  kiedy  go  lepiej  poznałam,  zobaczyłam,  że  nie  jest  tylko  bezdusznym 
pracoholikiem.  Ale  kiedy  tylko  coś  między  nami  zaczęło  iskrzyć,  powiedziałam 
Macowi,  że nic  z  tego nie będzie.  Nie  mogłabym cię  zdradzić, wiesz,  że  rodzina 
zawsze była dla mnie najważniejsza!

Ale  Jenna  najwyraźniej  jej  nie  słuchała;  Podbiegła  wściekła  do  telefonu  i 

chwyciła za słuchawkę.

– Tato, przepraszam, że dzwonię tak późno – zaczęła głosem pełnym złości. –

Chcę  tylko,  żebyście  wiedzieli,  że  jutro  lecę  na  Hawaje.  Sama,  bo  Mac  odwołał 
ślub. A odwołał, bo moja siostra, której ufałam jak nikomu na świecie, postanowiła 
zagarnąć go dla siebie! – Odwróciła się z furią i wcisnęła słuchawkę Jessie. – Sama 
im  to  wytłumacz.  Ja  wychodzę  i  nie  chcę  cię  więcej  widzieć.  Już  nigdy! 
Rozumiesz?

– Jessie, co się dzieje? – usłyszała zdumiony głos ojca. – Ślub odwołany? To 

chyba jakaś pomyłka? Nie wierzę, że mogłabyś zrobić siostrze coś podobnego...

–  To  nie  jest  rozmowa  na  telefon,  tato  –  próbowała  mówić  spokojnie.  –

Porozmawiamy o tym jutro.

– Więc jednak... – Słyszała ciężki oddech ojca, a potem padły okrutne słowa: –

Nie  wiem,  kiedy  o  tym  porozmawiamy.  Jesteśmy  z  mamą  zbyt  zdenerwowani. 
Zostaw nas samych.

Czuła, jak łzy napływają jej pod powieki i z trudem je powstrzymywała. Więc 

to tak. Nawet nie dali jej szansy na wyjaśnienie...

Odłożyła  słuchawkę  i  nie  mogła  powstrzymać  szlochu.  Zdenerwowana 

wybiegła  do ogrodu.  Po  co  w ogóle godziła się  na  tę całą  maskaradę? Nigdy  nie 
chciała  zranić  siostry.  Rodzina  zawsze  była  dla  niej  najważniejsza.  Ale  kiedy 
poznała Maca, kiedy zrozumiała, jaki to wspaniały człowiek, nie mogła zignorować 
własnych uczuć. I to doprowadziło do tragedii.

Usiadła  na  mokrej  trawie  i  czuła  łzy  spływające  jej  po  policzkach.  Właśnie 

background image

straciła najważniejsze osoby w życiu – rodzinę i ukochanego mężczyznę.

Mac usiadł na krześle i zatopił się w restauracyjnym gwarze. Prosił matkę, żeby 

zostali  tu  jeszcze  chwilę  po  wyjściu  rodziny  Jenny.  Nie  chciał  przed  nią  dłużej 
ukrywać, co się działo w jego sercu.

Błądził  wzrokiem  po  sali  i  obserwował  gości.  Większość  była  rozluźniona, 

wokół słychać było wesołe rozmowy, wybuchy śmiechu. Zazdrościł im wszystkim. 
Sam już od dawna tak się nie czuł. Siedział z matką i nie wiedział, jak zacząć tę 
rozmowę.

– Co się dzieje, Mac? – odezwała się w końcu łagodnie.
– Widzę, że coś cię martwi. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
Spojrzał na  nią zdumiony i  uśmiechnął  się. Jak  w dzieciństwie.  Wiedziała,  że 

coś go trapi, jeszcze zanim zdążył o tym wspomnieć.

– Odwołałem ślub – powiedział wreszcie. – Ale to nie jest najgorsze.
– Nie? – spytała z lekkim uśmiechem. – A co jest?
Przez chwilę bawił się kieliszkiem i nie odpowiadał.
–  Nie  chciałem  tego.  Sam  jestem  zaskoczony,  ale  kocham  Jessie  Taggert  –

wyznał w końcu.

Pokiwała głową ze smutnym uśmiechem.
– Cóż, jak mówią, serce nie sługa... Widzę, że posłuchałeś swojego.
Znowu go zaskoczyła. Nie spodziewał się po niej takiej reakcji.
– Nie wyglądasz na zdziwioną – stwierdził. – To było aż tak oczywiste?
–  Mac,  dziecko,  znam  cię  od  lat.  Widziałam,  jak  zachowujecie  się  na  próbie 

ślubu  i  byłam  pewna,  że  znalazłeś  swoją  drugą  połowę.  Ale  teraz  wiem,  że  tam 
była Jessie. Na obiedzie z Jenną nie czułam już tej magii. Poza tym widziałam, jak 
patrzysz  na  jej  siostrę.  Nie  trzeba  cię  znać,  żeby  wiedzieć,  co  znaczą  takie 
spojrzenia.

Pokiwał głową z niedowierzaniem. . – Nic się przed tobą nie ukryje. A co byś 

zrobiła, gdybym brnął w tę pomyłkę i jednak wziął ślub z Jenną? – chciał wiedzieć.

– Nic – odparła spokojnie. – Wspierałabym twoją decyzję, jakakolwiek by była. 

To  twoje  życie.  Ale  cieszę  się,  że  tego  nie  zrobiłeś.  Nie  chciałabym,  żebyś 
pozbawił się takiego szczęścia, jak spokojne, spełnione życie z ukochaną kobietą. –
Przerwała  na  chwilę  i  pogłaskała  go  lekko  po  dłoni.  –  Powiedz  mi  teraz,  kiedy 
spotkam  moją  prawdziwą  synową?  –  spytała  lżejszym  tonem.  Mac  westchnął 
ciężko.

– Sam chciałbym to wiedzieć. Ta cała sytuacja dla niej też nie jest łatwa. I sam 

background image

ją w to wpędziłem. Muszę dać jej trochę czasu.

– Po co? – zdziwiła się matka. – Kochacie się przecież.
– Widzisz... to dość skomplikowane. Ona bardzo chce mieć dzieci i stawia to na 

pierwszym miejscu. A ja sobie z tym nie radzę.

–  Dlaczego?  Byłbyś  świetnym  ojcem.  Dzieci  tak  wiele  wnoszą  do  naszego 

życia...

–  Być  może  –  zgodził  się  smutno.  –  Do  momentu,  kiedy  ich  nie  stracimy. 

Wtedy cały świat rozsypuje się na kawałki. Nie wiem, jak przeżyłaś śmierć Lucka, 
ale nie chciałbym nigdy być w takiej sytuacji.

Matka odwróciła na chwilę wzrok i dyskretnie otarła napływające łzy.
– Mac – odezwała się po chwili. – To wszystko nie tak. Ból po stracie Lucka 

był  straszny.  Niewyobrażalny.  Ale  gdybym  miała  go  jeszcze  raz  urodzić,
zrobiłabym  to  bez  wahania.  Twój  brat  był  dla  nas  wszystkich  wielkim  darem. 
Cierpiałam, gdy umierał, ale cieszę się, że mogłam być z nim choć przez kilka lat. 
– Zamilkła na moment i patrzyła w okno. – Zrozumiem jednak, jeśli to będzie dla 
ciebie  zbyt  trudne.  Rodzicielstwo  nie  jest  dla  każdego.  Zastanów  się  nad  tym 
spokojnie.  Wierzę,  że  podejmiesz  właściwą  decyzję.  Ale  w  innych kwestiach  nie 
czekaj  – doradziła  mu.  –  Walcz  o  kobietę,  którą  kochasz.  Nie rezygnuj.  Pokręcił 
głową.

– Nie mogę działać za szybko, mamo. Muszę poczekać, aż wszystko trochę się 

ułoży  i  Jenna  nam  wybaczy.  Boję  się,  że  działając  teraz  w  pośpiechu,  mógłbym 
tylko stracić Jessie.

– Cóż... Obyś miał rację. I co będziesz robił? Znowu zatopisz się w pracy?
Zamyślił  się  na  chwilę.  Nie  zastanawiał  się  dotąd  nad  tym.  Ale  z  jakiegoś 

powodu praca nie pociągała go już tak bardzo jak niegdyś.

–  Jeszcze nie  wiem. Na  razie  chcę  wyjechać z  miasta  i  przemyśleć  wszystko. 

Pewnie pojadę na kilka dni do Hot Springs.

Przez  całą  sobotę  Jessie  wpatrywała  się  w  zegar.  Ciągle  liczyła,  ile  godzin 

zostało do siódmej – o tej porze Jenna i Mac mieli już być małżeństwem.

Telefon dzwonił kilka razy, ale nie odbierała. Większość rezygnowała po kilku 

sygnałach.  Tylko  Carla  nagrała  się  z  żądaniem  natychmiastowego  kontaktu.  W 
każdej innej sytuacji nie zawahałaby się, żeby szukać pociechy u przyjaciółek. Tym 
razem jednak czuła się zbyt winna. Zrujnowała przecież szczęście własnej siostry i 
wiedziała, że nikt nie może jej pomóc.

Nie wiadomo który raz zastanawiała się, jak Mac radzi sobie z tym problemem. 

background image

Cieszyła się, że ma tak serdeczne relacje z matką, która z pewnością będzie umiała 
go wesprzeć.

Sięgnęła  po  kolejną  paczkę  chusteczek  i  odwróciła  mokrą  poduszkę  na  drugą 

stronę.  Nawet  nie  próbowała  powstrzymać  łez.  Wiedziała,  że  stworzyła  sytuację 
bez wyjścia i nic nie mogła zrobić.

Długi dzwonek przy drzwiach przerwał te smutne rozmyślania. Nie zamierzała 

nikomu otwierać.

Okazało się jednak, że nie przewidziała determinacji swoich przyjaciółek.
–  Wiemy,  że  tam  jesteś,  Jessie  –  usłyszała  głos  Dany  zza  drzwi.  –  Nie 

odejdziemy, dopóki nam nie otworzysz. Słyszysz?

– Mamy wytrych i nie zawahamy się go użyć – dodała Carla.
Ciężko podniosła się z łóżka. Wolała nie sprawdzać, czy mówią prawdę.
– No, wreszcie! – Wtargnęły do mieszkania i od razu poczuły się jak u siebie. 

Dana  wstawiła  wodę  na  herbatę,  a  Carla  wypakowała  lody  i  nakładała  je  do 
pucharków.

–  Dlaczego  nie  odbierasz  telefonów?  –  pytały  prawie  jednocześnie.  –

Martwiłyśmy się o ciebie.

Jessie zagryzła wargi i odwróciła głowę. Nie chciała znowu się rozpłakać.
–  Wiemy,  że  ślub  jest  odwołany  –  przyznała  Carla.  –  Ale  nie  mamy  pojęcia 

dlaczego.

– To wszystko moja wina – westchnęła ciężko Jessie. – Wiem, że tak jest i nie 

mam  pojęcia,  co  mogę  zrobić,  żeby  to  zmienić.  Jenna  i  rodzice  już  nigdy  się  do 
mnie nie odezwą. A Mac...

Znowu  zalała  się  łzami.  Ukryła  twarz  w  dłoniach,  lecz  poczuła,  że  któraś  z 

przyjaciółek  obejmuje  ją  ciepło  i  sadza  w  fotelu.  Kiedy  już  trochę  się  uspokoiła, 
dostała kubek herbaty i nową paczkę chusteczek.

–  Dzięki.  –  Uśmiechnęła  się  przez  łzy.  –  Chyba  rzeczywiście  tego  mi  było 

trzeba.

– Od czego ma się przyjaciół... A teraz opowiadaj...
– Sama nie mogę tego zrozumieć...
A potem zaczęła mówić. Starała się przedstawić wszystkie fakty jak najbardziej 

uczciwie.  Nie  wybielała  swojego  zachowania,  nie  zrzucała  winy  na  Maca  ani  na 
Jennę. Kiedy skończyła, w pokoju zapadła zupełna cisza.

–  Wiem,  że  jesteście  zszokowane  –  odezwała  się  niepewnie  po  chwili.  –

Wierzcie mi, mówiłam Macowi, że nic z tego nie będzie, ale on i tak odwołał ślub 
– zapewniała rozpaczliwie.

background image

–  Pewnie,  że  tak.  –  Carla  wzruszyła  ramionami  i  dodała  stanowczo:  –  To 

najrozsądniejsze, co mógł  zrobić. Nie wyobrażam sobie, żeby miał teraz poślubić 
Jennę.  Widziałam,  jak się całowaliście, jesteście dla  siebie  stworzeni. Miłości się 
nie wybiera – zakończyła z westchnieniem. – Ona po prostu się zdarza.

–  I  jeszcze  ta  chemia...  –  rozmarzyła  się  Dana.  –  Między  wami  aż  iskrzy. 

Jednego  nie  rozumiem  –  zastanowiła  się.  –  Dlaczego  oni  w  ogóle  chcieli  się 
pobrać?

–  Mac  szukał  partnera  w  kancelarii  i  w  życiu,  a  Jenna  była  doskonałą 

kandydatką  –  wyjaśniła  Jessie.  –  Nic  do  siebie  nie  czuli,  ale  nie  oczekiwał,  że 
będzie inaczej. Oboje traktowali to jak pewien układ. Dopiero jak się spotkaliśmy... 
– przerwała na chwilę i poczuła, że znowu ma mokre policzki. Sięgnęła po chustkę 
i  ciągnęła: –  Myślał,  że  kiedy  Jenna przyjedzie,  wszystko  wróci do  normy,  ale  –
stało się dokładnie odwrotnie. Nie chciałam... – zachlipała nerwowo i przyjaciółki 
popatrzyły  na  nią  ze  współczuciem.  –  Nie  chciałam  burzyć  jej  szczęścia.  A  na 
pewno nie zamierzałam na tych gruzach budować własnego.

– Ależ, kochanie, oczywiście, że nie! – Dana objęła ją czule.
–  To  wszystko  nie  miało  najmniejszego  sensu  –  oświadczyła  zdecydowanie 

Carla.  –  Mac  nie  powinien  był  w  ogóle  myśleć  o  ślubie,  jeśli  jej  nie  kochał.  A 
Jenna  też  chyba  nie  była  przekonana  do  tego  pomysłu,  skoro  tydzień  przed 
weselem uciekła z byłym chłopakiem. To nie miało szans na powodzenie.

– Możecie mnie pocieszać, i tak wiem swoje – jęknęła cicho Jessie. – Prawda 

jest  taka,  że  ukradłam  siostrze  narzeczonego.  Walczyłam  z  tym  uczuciem,  ale 
przegrałam – przyznała przez łzy.

– Kochanie! – Carla wyciągnęła rękę i pogłaskała jej dłoń. – Każdy, kto cię zna, 

wie,  że  nie  potrafiłabyś  nikogo  skrzywdzić.  A  zwłaszcza  siostry  i  rodziny.  Na 
pewno  kiedyś  to  zrozumieją.  A  ty  nie  powinnaś  martwić  się  tym  dłużej.  Pomyśl 
lepiej o sobie i o rodzinie, którą możesz stworzyć razem z Makiem.

– Nie, to bez szans – pokręciła smutno głową. – Po pierwsze – jasno dał mi do 

zrozumienia, że nie chce mieć dzieci. I nic nie jest w stanie tego zmienić. Praca jest 
dla  niego  wszystkim.  Ciężko  pracował,  żeby  osiągnąć  swoją  pozycję  i  teraz 
najważniejsza dla niego jest kariera. – Przerwała na chwilę i zaśmiała się gorzko. –
Szczerze mówiąc, nawet na mnie próbował wpłynąć i zmusić, żebym myślała jego 
kategoriami. I wcale mi się to nie podobało.

– Chciałabym, żeby mój mężczyzna kochał mnie taką, jaka jestem. Mogę robić 

karierę, ale wolałabym, żeby to była moja decyzja. A po drugie – ta dyskusja nie 
ma  żadnego  sensu.  Jeśli  nie  zwalczę  uczucia  do  Maca,  rodzina  nigdy  mi  nie 

background image

wybaczy, a nie wiem, czy potrafiłabym to przeżyć.

–  Zamilkła  załamana  i  smutno  patrzyła  w  okno.  –  Jeszcze  kilka  dni  temu 

miałam zwykłe, spokojne, szczęśliwe życie – odezwała się po chwili. – Co takiego 
się zdarzyło, że jest inaczej?

– Zdarzyła się miłość – powiedziała z uśmiechem Dana.
– Tak bywa. Pytanie tylko, co z tym zrobisz.
Ba! Sama chciałaby wiedzieć...

background image

Rozdział 10

Jessie  apatycznie  przeglądała  niedzielne  gazety  i  wyjadała  resztki  lodów  z 

pojemnika.  Tak  naprawdę  czekała  na  telefon  od  rodziców,  ale  wiedziała,  że  nic 
takiego się nie zdarzy, dopóki nie naprawi swoich stosunków z siostrą. Tylko jak to 
zrobić?

Nigdy  dotąd  się  nie  kłóciły.  Pewnie  dlatego,  że  zawsze  ustępowała  Jennie, 

niezależnie od tego, czy chodziło o wybór ubrania, szkoły czy o mężczyzn...

Co  więc  się  zmieniło?  Czyżby  stała  się  bezduszną  harpią,  która  chce  zdobyć 

narzeczonego siostry bez względu na cenę?

Nie,  to  nie  tak.  Oboje  próbowali  przecież  zwalczyć  to  uczucie,  ale  było 

silniejsze  od  nich.  Mac  był  najbardziej  twardym  i  zdecydowanym  człowiekiem, 
jakiego znała, a jednak i on musiał się poddać. W najważniejszej sprawie posłuchał 
głosu serca.

Kochał ją, wiedziała o tym. Tak, zdarzyła im się miłość, ale co ona ma z tym 

zrobić?

I  nagle  zrozumiała.  W  jednej  sekundzie  uświadomiła  sobie,  że  ma  już  dość 

dostosowywania się do żądań innych. Najwyższy czas zacząć żyć własnym życiem.

Poczuła, że ma w sobie dość siły, żeby wałczyć o mężczyznę, którego kocha.
Podniosła  się  energicznie  i  sięgnęła  po  telefon.  Zadzwoniła  do  Jenny  na 

Hawaje, ale siostra nie odbierała. Trudno, porozmawia z nią kiedy indziej.

Wobec tego sięgnęła po papier i napisała listy do rodziny. Starała się uczciwie 

wyjaśnić, jak doszło do tej trudnej sytuacji.

Kiedy już się z tym uporała, pozostało jej tylko odnaleźć Maca i przekonać go, 

aby  dał  im następną  szansę.  Dzwoniła  do  jego  domu,  do  biura,  na  komórkę,  bez 
powodzenia. W końcu wpadła na pomysł, żeby skontaktować się z Taryn. I to był 
strzał w dziesiątkę.

– Cześć, Taryn, szukam Maca, wiesz może, gdzie jest? – spytała, modląc się w 

duchu, żeby tym razem się udało.

–  Jasne,  to  żadna  tajemnica.  Wyjechał  do  Hot  Springs,  jest  w  hotelu 

„Arlington".  –  Dziewczyna  podała  jej  jeszcze  numer  telefonu  i  dodała:  –  Ten 
odwołany ślub musiał go nieźle wytrącić z równowagi. Kazał mi odwołać prawie 
wszystkie spotkania, a najważniejsze przenieść na przyszły tydzień.

Jessie  uśmiechnęła  się  w  duchu.  Najwyraźniej  priorytety  Maca  rzeczywiście 

powoli się zmieniały.

background image

Szybko się spakowała i godzinę później była już w drodze do Hot Springs.

Mac  nerwowo  upychał  rzeczy  w  walizce. Przyjazd  do  Hot  Springs okazał  się 

kompletną  pomyłką. Wszędzie  widział  zakochane pary  i  szczęśliwe rodziny,  a  to 
tylko przypominało mu o jego problemach.

Powinien był posłuchać matki – uwierzyć w miłość do Jessie i walczyć o nią. A 

zamiast  tego  był  daleko  od  ukochanej, tęsknił  jak  szalony  i  nie  mógł  jej  niczego 
wytłumaczyć. Dlatego musiał wrócić do miasta.

– Wybierasz się gdzieś? – Usłyszał za plecami jedyny, cudowny głos i zamarł. 

Bał się spojrzeć do tyłu, bo wtedy mogło się okazać, że to tylko sen.

W  końcu  odwrócił  się  powoli.  Wyglądała  jeszcze  piękniej  niż  w  jego 

marzeniach.  Podszedł  szybko  i  przytulił  ją  do  siebie.  Poczuł  zalewające  go 
szczęście i wiedział już, że to nie przewidzenie.

– Właśnie zamierzałem wrócić do domu – wyszeptał w jej włosy. – Tu nigdzie 

nie ma cudownej wody, która leczy złamane serca.

–  Czy  mogłabym  ci  pomóc?  –  spytała  cicho,  ujmując  jego  twarz  w  dłonie. 

Powoli przejechała kciukiem po jego ustach i uśmiechnęła się słodko.

– Już czuję się lepiej...
– Przepraszam,  Mac – odezwała się poważnie. – Nie wiesz nawet, jak bardzo 

żałuję,  że kazałam ci  odejść.  Boję  się,  że to  był  największy błąd  mojego  życia  –
mówiła, patrząc mu z napięciem w oczy. – Proszę, daj nam jeszcze jedną szansę.

– Kochana, nie rozumiesz?  – zdziwił się. – Chciałem jechać  do  domu,  bo nie 

mogłem o tobie zapomnieć – wyjaśnił, całując ją zachłannie. – Zamierzałem wrócić 
i błagać cię tak długo, aż zgodzisz się wyjść za mnie. Jessie, najdroższa, tylko ty się 
dla mnie liczysz. Pokazałaś mi to, co jest naprawdę w życiu ważne. Wyjdziesz za 
mnie?

–  Tak!  –  odpowiedziała  bez  namysłu.  Zielone  oczy  patrzyły  na  niego  z 

miłością, a czułe dłonie głaskały jego twarz. – Wyjdę za ciebie, Mac, chociaż wcale 
nie  dlatego,  że  mnie  namawiasz.  Wyjdę,  bo  wierzę,  że  masz  wspaniałe,  wielkie 
serce,  które  otworzyło  się  specjalnie  dla  mnie.  Mam  nadzieję,  że  moja  rodzina 
kiedyś mi przebaczy. Ale na razie my stworzymy rodzinę.

Przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie. Nareszcie czuł, że wszystko jest 

na swoim miejscu.

–  Zaraz  zacznę  szukać  domu,  kochanie.  Musi  mieć  duży  ogród,  żeby  dzieci 

miały się gdzie bawić.

– I pies – dorzuciła szybko. Roześmiała się, widząc jego minę. – Dom, dzieci i 

background image

pies,  dopiero  teraz  jest  komplet.  Ale  możemy  negocjować  –  obiecała,  po  czym 
rozejrzała się dokoła. – Mam nadzieję, że jeszcze się nie wymeldowałeś... ? Jest tu 
jakieś jacuzzi? Moglibyśmy się wykąpać...

Uwielbiał  ją.  Spojrzał  głęboko  w  jej  oczy  i  zrozumiał,  że  wreszcie  znalazł 

właściwą kobietę.

background image

Epilog 

Sześć miesięcy później.
Jessie  spojrzała z  uśmiechem  na  Maca i  nacisnęła dzwonek. Drzwi  otworzyły 

się natychmiast i stanął w nich Henri.

– Panienka Jessie! – zawołał, obejmując ją czule. – Tak się cieszę, że przyszłaś. 

Dawno nie widziałem tak pięknego uśmiechu. Widać, że jesteś szczęśliwa!

– Bardzo – potwierdziła. – To mój mąż – dodała, wskazując Maca.
–  Domyśliłem  się  –  zaśmiał  się  Henri.  –  Twoja  matka  wszystko  mi 

opowiedziała.  Z  okazji  waszych  odwiedzin  wymyśliłem  nowy  deser.  Nie  masz 
pojęcia, jak żałuję, że nie mogłem ci zrobić tortu weselnego.

– Ja też żałuję, Henri – przyznała ze smutnym uśmiechem i westchnęła.
Było jej trochę przykro, że nie miała tradycyjnego wesela, ale oboje nie chcieli 

czekać  tak  długo,  aż  rodzina  im  przebaczy.  Las  Vegas  wydawało  się  najlepszym 
rozwiązaniem. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Wiedziała, że Mac ją kocha, i to 
było najważniejsze.

–  I  nie  martw  się  o  rodzinę.  –  Henri  lekko  poklepał  ją  po  ramieniu.  –  Jenna 

bardzo  za  tobą  tęskniła,  potrzebowała  tylko  trochę  czasu,  żeby  wszystko 
przemyśleć.  A  rodzicami  w  ogóle  nie  musisz  się  przejmować.  Teraz,  kiedy 
dowiedzą się o maleństwie.

Jessie spojrzała na niego zdumiona.
– Skąd wiesz? Nie sądziłam, że już widać.
Pokręcił głową uspokajająco i zaśmiał się lekko.
–  Jestem  Francuzem,  czuję  takie  rzeczy.  Ale  muszę  was  już  pożegnać.  Twoi 

rodzice czekają na ciebie. Ostatnie miesiące były dla nich bardzo ciężkie. Idźcie do 
nich  i  ogłoście  te  wspaniałe  nowiny.  Zobaczycie,  jak  się  ucieszą.  Dzieci  zawsze 
spajają rodzinę.

Pożegnali się z nim i przeszli w głąb domu. Jessie położyła rękę na klamce do 

salonu i wzięła głęboki oddech.

– Babciu, dziadku, witajcie! – zawołała od progu.
Widziała,  jak  oczy  matki  robią  się  okrągłe  ze  zdumienia,  i  uśmiechnęła  się 

szczęśliwa.

– To znaczy... ? – Ojciec patrzył na nich z niedowierzaniem.
– We wrześniu – potwierdziła.
Rodzice podeszli do nich ze łzami w oczach i objęli ich serdecznie.

background image

–  To  cudowna  wiadomość  –  powiedziała  matka  wyraźnie  wzruszona.  –

Kochanie, wybacz nam, że stanęliśmy po stronie Jenny, ale czuła się taka zraniona. 
Musieliśmy  ją  wesprzeć,  nie  miała  wtedy  nikogo.  Teraz  jest  już  lepiej, 
wyprowadziła się do Fort Worth i robi karierę w najlepszej kancelarii w mieście. 
Wydaje się, że stanęła już na nogi. Daj jej trochę czasu, a wszystko na pewno się 
ułoży.

–  Oczywiście  –  zgodziła  się  Jessie.  –  Zawsze  miałam  taką  nadzieję. 

Najważniejsze,  żebyśmy  znowu  byli  rodziną.  Wierzę,  że  Jenna  tęskni  za  mną 
równie mocno, jak ja za nią. A jeśli tak, nie wytrzyma długo bez nas.

Matka objęła ją czule i pogłaskała po ramieniu. Zerknęła na brzuch i spytała:
– Zamierzasz pracować w szkole aż do porodu?
Jessie  uśmiechnęła  się  w  duchu.  Pewne  sprawy  nigdy  się  nie  zmieniają. 

Wiedziała, że wcześniej czy później powróci temat jej kariery.

–  Jeszcze  nie  wiem,  jak  się  wszystko  potoczy.  Zrobiłam  ostatnio  kurs  dla 

menedżerów zarządzających szkołą...

– Jessie – przerwała jej matka. – Miałam dużo czasu na przemyślenia. Wiem, że 

czasami zbyt ostro naciskaliśmy, żebyś robiła karierę. Zrozumiałam, że to nie było 
w porządku wobec ciebie. Każdy z nas ma własną drogę i swoje cele. Obiecuję, że 
już nigdy nie będę cię o to wypytywać. Potraktuj to jak przeprosiny.

– Przyjmuję – roześmiała się lekko.
Uff,  nie  miała  pojęcia,  że  kiedyś  dożyje  tej  chwili.  Czyżby  dziś  był  dzień: 

spełnionych marzeń?

Henri właśnie otworzył szampana i ojciec wzniósł toast za przyszłego wnuka.
–  Nie  mogę  uwierzyć,  że  zostanę  babcią  –  ekscytowała  się  matka.  –

Zastanawialiście się już, jak urządzić pokoik dla maleństwa?

– Nie myśleliśmy jeszcze o tym – przyznała Jessie ze śmiechem.
– Nie przeszkadzam? – usłyszała nagle za sobą głos Jenny.
Odwróciła się szybko i podbiegła do siostry.
– Jessie, siostrzyczko, wybacz mi, proszę – zawołała Jenna, obejmując ją czułe. 

– Byłam taka samolubna. Ale uwierz, że ja też cierpiałam. Nie masz pojęcia, jak za 
tobą tęskniłam. – Odsunęła ją lekko i spojrzała prosto w oczy.

–  Zmądrzałam  przez  ostatnie  miesiące.  Zrozumiałam,  że  zawsze  traktowałam 

cię jak konkurentkę. Już nigdy nie pozwolę, aby cokolwiek stanęło pomiędzy nami.

– Nie mogłabym marzyć o niczym więcej – odpowiedziała Jessie wzruszona.
Jenna przytuliła ją serdecznie, a potem podeszła do Maca.
–  Gratulacje,  Mac  –  powiedziała  z  uśmiechem.  –  Cieszę  się  waszym 

background image

szczęściem. Szczerze. I wiem, że  będziesz  wspaniałym ojcem. A przy okazji,  już 
teraz rezerwuję sobie prawo do spędzania mnóstwa czasu z maleństwem!

Wszyscy zaśmiali się szczęśliwi i Jessie poczuła, że łzy wzruszenia napływają 

jej do oczu. Znowu byli rodziną.

Mac stanął obok i objął ją mocno.
–  I  oto  szczęśliwe  zakończenie  naszej  historii.  Dziękuję  ci,  kochanie. 

Otworzyłaś mi oczy na to, co w życiu najważniejsze. Dzięki tobie zrozumiałem w 
końcu,  czego  potrzebuję  –  rodziny,  spokoju,  równowagi.  Wypełniłaś  moje  życie 
niewyobrażalną radością. Nie wierzę, że kiedyś byłem takim głupcem... Dlaczego 
nie chciałem mieć dzieci?

–  dodał  szczerze  zdumiony.  –  Teraz  nie  mogę  się  doczekać,  kiedy  nasze 

maleństwo przyjdzie na świat.

– A ja nie mogę się doczekać czego innego – wyszeptała mu do ucha. – Wiesz, 

że  w  ciąży  mam  ogromny  apetyt  na  słodycze.  Kiedy  wrócimy  do  domu,  chcę 
dostać wspaniały deser... – Spojrzała na niego znacząco.

– Możesz na to liczyć – wymruczał. – Możesz liczyć na mnie. Na nas. Zawsze. 

– I przypieczętował obietnicę gorącym pocałunkiem.

Nie miał wątpliwości, że zawsze będą szczęśliwi. Z taką wspaniałą kobietą po 

prostu nie mogło być inaczej.

–  Przekonał  mnie  pan,  mecenasie  –  odparła  z  cichym  śmiechem.  –  Sprawa 

zamknięta, wyrok zapadł.